Author: admin

  • Nie-zwykla Rodzina cz 68. – Swieta

    Święta to najlepszy czas w roku. Czas który spędzamy razem z najbliższymi. Nasze święta również są najlepsze, pod wieloma względami. Te ostatnie jednak były zdecydowanie lepsze.
    Spędzamy je razem. Uszykowaliśmy choinkę i zawsze każdy otrzymywał jakiś prezent. Nawet my dostawaliśmy je od swoich dzieci. Wiem że Alan kupił Ann bransoletkę, a ja razem z pomocą żony kupiłem dla Cassie koronkową bieliznę, którą to z pewnością często będę oglądał. Dla Ann miałem piękny pierścionek. Mówiła mi że od dawna taki chce mieć. Nie wiem co planuje Cassie, ale z pewnością coś specjalnego. Razem z Ann ubieraliśmy choinkę, a Alan próbował rozplątać lampki. Klasyka świąt. Cassie była u siebie na górze, gdzie jak mówiła szykuje się. Wszystko na ostatnią chwilę. To dziś Wigilia i wprawdzie wszystko do stołu mamy, całe szczęście. Jeszcze tylko ta nieszczęsna choinka. Był jednak problem, bo większość naszych bombek była stłuczona.

    – Cholera… – krzyknęła moja żona. – …prawie się skaleczyłam. Te bombki są do niczego.

    – Racja…może na strychu jest więcej pudeł. – powiedziałem.

    – O ile też nie są stłuczone. – dopowiedział Alan.

    – Zaraz święta a my nie mamy choinki gotowej. Ech…no nic, synku pomożesz mi znaleźć te bombki?

    – Jasne. Może jeszcze są jakieś dobre.

    Wtedy Ann i Alan udali się w stronę wejścia na strych, a ja zostałem przy choince i szukałem w miarę całych bombek w kartonie.

    – Tato! Potrzebuje twojej rady w sprawie prezentu! – usłyszałem głos Cassie.

    – Jasne skarbie już idę! – odłożyłem karton z bombkami.

    Udałem się po schodach na górę. Drzwi od pokoju córki były otwarte. Gdy wszedłem do jej pokoju nie mogłem uwierzyć w to co widzę.
    Cassie ubrana była w bardzo seksowny, czerwony strój. Wyglądał jak jednoczęściowy strój kąpielowy. Miała duży dekolt. Na głowie miała czapkę Mikołaja. Miała ubrane pończochy oraz czerwone buty na obcasach. Miała lekki makijaż. Mocna czerwona szminka idealnie go podkreślała. Widziałem że nie ma stanika. Przez kostium widziałem wargi jej cipki. Cholera, ależ teraz nabrałem na nią ochoty.

    – Wow Cassie…

    – I co myślisz, tato? Podoba ci się mój prezent świąteczny dla ciebie? – spytała, odwracając się i pokazując tyłeczek.

    – Nie no córeczko…to chyba najlepszy prezent jaki dostałem.

    Wtedy poszedłem do córki i namiętnie ją pocałowałem, dodatkowo łapiąc jej pośladek. Gdy oderwaliśmy się od siebie Cass zaczęła rozpinać suwak z przodu.

    – Mmm…pewnie chcesz zobaczyć mnie bez tego? – spytała unosząc brew.

    – Hmm… – wtedy znowu się całowaliśmy. – tylko szybko, zaraz musimy iść na Wigilię.

    Cassie przytaknęła i powróciliśmy do naszych czynności. Włożyła mi język do ust. Byłem trochę zaskoczony, jednak natychmiast odwzajemniłem pocałunek. Oparłem dłonie na jej biodrach a następnie przesunąłem na jej jędrne pośladki. Ona gładziła mnie po klatce piersiowej, rozpinając guziki od koszuli. Całowałem coraz mocniej i agresywniej. Wsunąłem dłonie pod jej strój i rozpiąłem suwakiem kostium, ukazując jej cycki.
    Złapałem dłońmi za malutkie, jędrne piersi, jej brodawki stwardniały. Moje ręce wróciły do pośladków. Zacząłem potem ściągać kostium z jej dupci. Mój penis na sam widok jej wilgotnej szparce stwardniał. Z dużą niecierpliwością rozpiąłem i zsunąłem moje spodnie. Jej uda były równie jędrne, jak pośladki. Mój fiut dotykał okolic jej pachwin. Cassie była teraz jedynie w pończochach i czerwonych szpilkach. Oraz oczywiście w czapce Mikołaja.

    – Tego nie zdejmuj, córcia. To bardzo podniecające.

    – Dobrze, tatusiu.

    Przenieśliśmy się wtedy na łóżko. Położyliśmy się bym mógł wygodnie rozkoszować się jej ciałem. Chciałem poczuć jej cipkę. Domyślając się rozszerzyła swoje uda, pokazując się w całej okazałości. Jej rozchylone wargi sromowe zapraszały do wejścia.
    Pochyliłem się, by skosztować jej cipki. Krążyłem językiem wokół dziurki, muskałem łechtaczkę i od czasu do czasu wciskałem język do środka cipki. Wiedziałem, że jest jej dobrze, gdyż rozszerzyła znacząco swoje nóżki.

    Wsunąłem do jej gorącego wnętrza palec, za chwile kolejny i kolejny. Posuwałem ją palcami i lizałem. Unosiła pośladki znacznie wyżej i odważniej pokazując jak jej dobrze. Z jej ust wydobywały się ciche jęki. Nie czekałem już dłużej.

    Delikatnie wsunąłem do jej mokrego otworku penisa. Zacząłem od delikatnych ruchów, jej cipka stawała się jeszcze bardziej wilgotna. Ruszałem się coraz szybciej i zdecydowanie. Wbijałem się po sam koniec, jej dziurka płonęła zalewając się sokami. Jej cudowna pochwa oplatała mojego fiuta dostarczając mi nieziemską rozkosz.

    – Ooooooggghhh…tak…tatusiu…. – jęczała gdy coraz bardziej ją posuwałem.

    Po czasie zmieniliśmy pozycję. Zszedłem z Cassie, a ona odwróciła się i będąc na czworakach wypięła dupcię w moją stronę. Zacząłem pieprzyć ją od tyłu, na pieska. Posuwałem ją mocno i zawzięcie. Jej pośladki klaskały pod naporem moich uderzeń. Rozrywałem jej cipkę niczym młot.

    – Oooohhhhh…

    Przyspieszyłem przyśpieszyłem do granic możliwości. Trzymałem ją silnie za biodra, a mój kutas penetrował jej pochwę jak najgłębiej. Ta dyszała, stękała i jęczała. Naprawdę nieźle ją pucowałem. Podobało jej się to.

    Po jakimś czasie jeszcze się położyliśmy na łóżko. Tym razem na boku. Moja córeczka uniosła jedną nogę do góry, a ja włożyłem penisa do jej szparki. Trzymałem ją za nogę. Jej pończochy były miękkie w dotyku. Zacząłem znów ją posuwać, tym razem z boku. Waliłem jak opętany, a ona krzyczała. Zacząłem macać jej jędrne piersi. Uszczypałem ją w sutek, na co ona jęknęła głośno.

    Wiedziałem, że już dłużej nie wytrzymam. Miałem pełne jądra, więc nie wytrzymałem i strzeliłem w jej wnętrze. Poczuła jak fala spermy wypełnia ją całą. Po kilku minutach usłyszałem:

    – To świąteczny prezent ode mnie, tatusiu… – powiedziała Cassie, łapiąc oddech, gdy wyjąłem fiuta z jej cipki.

    – To był świetny prezent córcia… – ucałowałem jej spocone czoło.

    – Dave, Cassie choinka prawie gotowa, zaraz zaczynamy!!! – usłyszałem głos mojej żony z dołu.

    – Już idę! – powiedziałem po czym spojrzałem na Cassie. Ta się zaśmiała. – Dobrze, ubierzmy się i dołączmy do reszty.

    – Dobrze, tato. Ale jeszcze nie chowam stroju. Może się przydać. – powiedziała szczerząc się.

    Po ubraniu się dołączyliśmy do reszty na dole i zaczynaliśmy Wigilię.

    Cassie miała rację…potem jeszcze się ten jej kostium przydał.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Mily wieczor robotnika

    Tyranie od siódmej do siedemnastej, dzień w dzień, z sobotami w kratkę, odciskało na Jacku piętno fizycznego i psychicznego bólu. Oczywiście nie rekompensowały tego śmieszne ochłapy w postaci regularnej wypłaty, które wcale nie były formą nagrody, a robiły z człowieka współczesnego niewolnika pod krawatem. Już dawno zrozumiał, że tak to wszystko ustawiono, aby starczało ci na żarcie, dach i jakieś ciuchy, na używane auto, kawałek dupy raz na tydzień, butelkę lepszej whiskey od święta i jedne wakacje w roku, ale cholera nie na coś więcej. Masy musiały przecież pozostać masami, pracować i umierać w gnoju i znoju, tuczyć tych kilku cwaniaków siedzących na szczycie drabiny.

    Jacek był zwykłym robolem, pracował przy budowie i naprawie dróg, no był jednym z tych co to stoją w żółtych kamizelkach odblaskowych oparci o szpadel w kurewskim słońcu, spaleni na wiór i śmierdzący potem gorzej niż menele na dworcu. Był jednym z tych facetów, których podła robota zamieniała na te kilka godzin w prymitywa gwiżdżącego na przechodzące kobiety, opowiadającego sprośne żarty, śmiejącego się w głos, klącego, bekającego, pierdzącego i plującego gęstą śliną przez ramię. Oczywiście jak większość fizoli uważał się za kogoś lepszego, traktując tę pracę jako przestój na drodze do zostania jakimś dyrektorem w salonie samochodowym czy prezesem firmy zajmującej się spawaniem sklepowych wózków. Jacek miał brzydką i przeciętną twarz, na tyle przeciętną, że zapominało się o niej chwilę po jej ujrzeniu. Był nawet wysoki, ale się garbił, dłonie miał wielkie jak goryl, również łydki i stopy. Jedynie oczy zdradzały różnice między nim, a zwierzęciem. Nikt z mijających go na ulicy nie pomyślałby, że ten facet napisał licencjat z filozofii, konkretnie pracę o determinizmie, którą obronił z wynikiem bardzo dobrym. Oczywiście poza niewiele znaczącą satysfakcją i papierem nic mu z tego nie przyszło. Do kopania rowów wystarczyły dwie silne ręce.

    Wrócił na chatę jakoś w pół do szóstej. Rozebrał się jeszcze w korytarzu i swoje śmierdzące na kwaśno ciuchy wrzucił do pralki, którą od razu wstawił. Potem całkiem nagi polazł do kuchni, otworzył lodówkę i wyjął puszkę taniego piwa. Napił się, włączył głośno radio i wrócił do łazienki, zabierając piwo ze sobą. W lustrze nad umywalką obejrzał swoje ciało i zaczął zastanawiać się jak to możliwe, że przy takim trybie życia nadal wyglądał jak kapitan amerykańskiej drużyny futbolowej. Miał dobre geny, cholera, miał dobre geny.

    Pod prysznicem słuchał stacji nadającej na okrągło muzykę klasyczną, konkretnie V Symfonii Beethovena. Mył się, co jakiś czas sięgając po puszkę, którą postawił sobie na bambusowej półce trzymającej się na przyssawki. Potem ogarnął łazienkę z nadmiaru wilgoci, wytarł się ręcznikiem, owinął nim i poszedł do kuchni po drugie piwo. Ściszył trochę radio i udał się do salonu. Czekał aż zrobi się pranie. Chwilę później, ktoś zapukał do drzwi. Spojrzał na zegar i pomyślał, że to nie może być Ewelina. Byli umówieni na siódmą.

    – Siemasz stary – powiedział chudy gość, kiedy Jacek otworzył mu drzwi.

    – No cześć.

    – Zajęty jesteś? Mogę wejść?

    – Właź.

    Przyszedł do niego Edek, ale nikt nie mówił mu Edek tylko nazywali go Laluś, bo była z niego naprawdę wielka pierdoła. Mieszkał tylko z matką i nie pracował rzecz jasna, pomimo tego, że był niewiele młodszy od Jacka. Podobno w liceum wygrywał jakieś olimpiady matematyczne i wróżono mu karierę programisty, ale gdzieś po drodze się to wszystko rozmyło. Laluś twierdził, że to przez jedną konkretną sytuację, a mianowicie, któregoś dnia poślizgnął się na kafelkach w łazience i przydzwonił łbem w umywalkę. Od tamtej pory miał wielkiego guza na głowie, który za cholerę nie chciał się wchłonąć. Wtedy też przestawiło mu się coś we łbie. Miał wtedy siedemnaście lat. Teraz miał dwadzieścia pięć.

    – O! Pijesz piwo! – zauważył rezolutnie.

    – Jasne, że piję. Jestem dorosły.

    – Matka nie pozwala mi pić w jej obecności. Mówi, że picie to zbrodnia. Jeden z grzechów głównych.

    – To się od niej wyprowadź.

    – I gdzie niby pójdę? Do ciebie?

    – Zapomnij.

    – No właśnie. A słuchaj… Mogę se wziąć jedno?

    – Bierz.

    Laluś poszedł do kuchni, a potem wrócił z puszką piwa i usiadł obok Jacka. Przez chwilę gapił się na niego jak głupek. Jego brązowe oczy wydawały się martwe, może nie martwe, ale jakby uśpione.

    – Ale ty masz chłopie giry – odezwał się nagle Laluś.

    – No chyba mam.

    – Cię kręcę, jak jakiś jebany Miś Yogi, bez jaj.

    Laluś wyzerował na szybko piwo, tak szybko, że nawet zrobiło to na Jacku wrażenie, a potem beknął i zgniótł puszkę. Zapytał czy może wziąć drugie. Jacek pozwolił mu wziąć ostatnie.

    – Co to teraz leci z tego radia? – zapytał, kiedy wrócił z drugim piwem.

    – Szostakowicz.

    – Kto to?

    – Taki rosyjski kompozytor.

    – Żyje jeszcze?

    – Nie.

    – Ja tam lubię słuchać Justina Timberlake’a. Albo Biebera. Znasz ich?

    – Znam.

    – Lubisz?

    – Nie.

    – No ja tam lubię słuchać popu.

    Laluś pociągnął duży łyk piwa, odbeknął zdrowo i ryknął jak do głuchego:

    – Cholera nie ma drugiego takiego jak ty, bez kitu!

    – Co masz na myśli?

    – No nie znam nikogo kto by pracował na budowie, pił tanie piwo z puszki, wyglądał jak małpa, a jednocześnie miał dyplom z filozofii, pisał wiersze i słuchał tej całej gry na fortepianie. Jesteś niezły pacjent.

    – Dzięki.

    Potem Laluś zaczął opowiadać o tym jak lata dronem po osiedlu i zagląda ludziom w okna. To było jego nowe hobby, a miał już ich naprawdę wiele, zwykle jakieś nudne, dziwne czy nawet posrane. Drukował na przykład memy z neta i kartki przechowywał w klaserze. Na jakiś czas przeszedł na freeganizm i jadł tylko po śmietnikach. Łaził też sobie po restauracjach, zamawiał żarcie, a potem po prostu wychodził zanim zdążyli mu je przynieść. Łapał pająki i trzymał je w słoikach i karmił tłustymi muchami, które sam zabijał. Liczył raz nawet liście na jedynym drzewie, które rosło pośrodku blokowiska. Jeżeli chodzi o te zabawy z dronem, to podobno był już jego trzeci, bo dwa poprzednie strącili mu wkurwieni faceci, podglądanych babek. Jacek nie pytał skąd brał kasę na te zabawki, ale nie bardzo go to też obchodziło, więc siedział cicho, kiedy on nadawał i nadawał.

    – No i podglądam sobie tak tych ludzi i powiem ci, że nie uwierzyłbyś co człowiek potrafi robić, kiedy myśli, że jestem całkiem sam – powiedział.

    – Wierzę.

    – A ile babek już nago widziałem, chłopie. Wyczaiłem taką jedną, cholera jasna, ale ona ma bimbały. Dwa razy ją widziałem jak się przebierała w sypialni. Cyce jak dwie dynie. Nigdy nie widziałeś takich cycków, mówię ci.

    – Jasne stary.

    – Tak się napaliłem na nią, że kombinuję, co tu zrobić, aby się do nich dobrać. W sensie co mam zrobić, żeby ją poznać, a potem przelecieć. Ma dzieci i chyba męża, ale i tak nie mogę przestać o tym myśleć. O tych wielkich cycach znaczy.

    – To choroba.

    – Nie. To pożądanie.

    Potem kazał się Lalusiowi zmywać. Kiedy wyszedł, pralka skończyła pracować. Jacek rozwiesił wszystko starannie na balkonie, oglądając jednym okiem jakąś sąsiadkę z bloku naprzeciwko, która opalała się w czerwonym bikini. Potem wrócił do mieszkania i wzuł jeansy i ubrał błękitną koszulę z lnu. Podobno wyglądał w niej całkiem dobrze, tak mu kiedyś powiedziała Ewelina. Błękit mu niby pasował. Zawsze była z nim szczera, więc nie miał powodu, aby jej nie wierzyć.

    Kilka minut później do jego drzwi zapukała właśnie ona, Ewelina. Miała dwadzieścia pięć lat i około metra siedemdziesięciu. Przyszła w białych butach na płaskiej podeszwie, kolorowych haremkach i obcisłej cielistej koszulce na ramiączka. Twarz miał pomalowaną, ale tak delikatnie, chociaż zrobiła sobie czarne, grube kreski odchodzące od jej brązowych oczu. Farbowane na blond włosy sięgały jej do ramion, opadały łagodnymi falami.

    – Zmieniłaś fryzurę – zauważył. – Ładnie.

    – To nic takiego.

    – Wyglądasz świetnie, nie kłamię.

    – Dzięki.

    Dała mu buziaka w usta i weszła do środka. Nie posiedzieli jednak zbyt długo w mieszkaniu, skorzystała tylko z toalety i poszli na kolację do pobliskiej pizzeri. Czasami tam chodzili. Właściciel znał ich, tak samo jak obsługa. Lokal był sympatyczny, miał sympatyczny wystrój, sympatyczną muzykę i pracowali tu sympatyczni ludzie. Nawet mydełko w kiblu i ręczniki wydawały się sympatyczne. Jacek zamówił im jedną dużą pizzę na pół, dla siebie piwo, a dla niej colę. Ewelina jadła tyle co nic i nie przepadała za alkoholem. Wywoływał u niej zaparcia.

    – Jak ci minął dzień? – zapytał.

    – Tak jak każdy inny – odparła, lekko wzdychając.

    Lubił słuchać jak wzdycha. Wydawało mu się to takie delikatne.

    – Nudno? – spytał.

    – Nudno.

    – A jak twoja praca licencjacka?

    – Wciąż w martwym punkcie. Nie wiem czy w ogóle kiedyś skończę pisać to gówno.

    – Fakt. Administracja nie jest zbyt pociągająca.

    – Chyba to po prostu rzucę.

    – Nie szkoda ci tych trzech lat?

    – Nie wiem. Trochę szkoda.

    – No to musisz się przemęczyć. Zacisnąć zęby i dać z siebie wszystko.

    – Chyba masz rację.

    Kiedy przyniesiono im pizzę, Jacek domówił drugie piwo. Zaczęli jeść i obserwować co działo się za oknem. Widok wychodził na ruchliwą ulicę. Ludzie łazili w te i we wte, zupełnie jakby byli postaciami z gry obdarzonymi sztuczną inteligencją. Ich twarze niewiele mówiły o tym, co siedzi w ich głowach. Być może nie siedziało nic. Nic takiego.

    – Jak czuje się ojciec? – zapytał.

    – Wciąż kiepsko – odparła. – Byłam dziś rano w szpitalu go odwiedzić. Spał. Pójdę też jeszcze wieczorem i może zostanę do rana. Nie lubi budzić się w ciemności całkiem sam. Zaczyna wtedy krzyczeć.

    – Podwiozę cię.

    – Przecież pijesz.

    – Wytrzeźwieję.

    Ewelina miała tylko ojca, który długo wychowywał ją z jej babką. Babka odeszła na raka kilka lat temu. Teraz ojciec zapadł na własnego. Lekarze wróżyli mu dwa, góra trzy miesiące życia. Rak pożerał go w zastraszającym tempie, niezwykłym wręcz z punktu widzenia medycyny. Podobno była to u nich choroba dziedziczna.

    – Napisałeś jakiś nowy wiersz? – Teraz to ona zadała mu pytanie.

    Lubili tak sobie nieśpiesznie rozmawiać. O niczym i wszystkim.

    – Na razie nie – odpowiedział.

    – Lubię twoje wiersze.

    – Chyba tylko ty.

    – Chyba tylko ja je czytałam. Jedna osoba.

    – Jedna za dużo.

    – Podobał mi się ten o ptaku.

    – Mnie też.

    – Powinieneś go gdzieś opublikować.

    – Chyba nie. Zresztą i tak dziś nikogo nie obchodzi poezja.

    – W sumie racja.

    Po kolacji wybrali się jeszcze na krótki spacer do pobliskiego parku. Jakiś czas patrzyli jak starszy gość karmi gołębie. Ewelina powiedziała mu, że jest w tym coś radosnego. On uważał odwrotnie. Potem wrócili do mieszkania. Jacek brał szybki prysznic, kiedy Ewelina czekała na niego w salonie. Kiedy wyszedł, zaczęła się rozbierać. Lubił patrzeć jak się rozbiera. Lubił widok jej nagiego ciała. Wkrótce oboje stali nadzy. Usiadł na kanapie, a dziewczyna zapytała go czy ma wziąć do ust.

    – Byłoby miło – powiedział.

    Uklękła więc między jego nogami i zaczęła powoli ssać jego penisa. Połykała tylko główkę, trzymając całość tuż u nasady. Co jakiś czas odgarniał jej włosy, bo lubił patrzeć na jej twarz w trakcie, lubił patrzeć jak jej wargi otulają czule bordową, brzydką żołądź. Twarz Eweliny była naprawdę ładna, nie piękna ani olśniewająca, ale ładna. Całkiem delikatna, taka zwyczajna w dobrym tego słowa znaczeniu. Potem kazał jej się położyć na plecach i zaczął ją lizać.

    – Nie musisz… – wyszeptała.

    – Ale chcę. Też musisz coś z tego mieć.

    Pokiwała głową, a kiedy zaczął jeździć językiem po jej cipce zamknęła oczy i zaczęła cicho postękiwać. Kiedyś zapytał ją czy udaje, ale odparła, że naprawdę sprawia jej to przyjemność. Czasami jednak zastanawiał się o czym myśli, a właściwie o kim myśli podczas minety. Podejrzewał, że był ktoś taki. Zawsze zamykała oczy i odpływała w krainę fantazji. Tego był akurat pewien.

    Kiedy udało mu się doprowadzić ja do orgazmu, poleżała chwilę z szeroko rozłożonymi nogami jakby odpoczywając. W końcu poleciła, aby założył prezerwatywę. Kiedy to robił, Ewelina przybrała już odpowiednią pozę na kanapie. Oczekiwała go z wypiętym tyłkiem, stoicka i piękna niczym posąg greckiej bogini. Zaszedł ją od tyłu i wsadził go do środka. Zaczął ją posuwać. Nie hamował się, chociaż kiedyś, na samym początku ich znajomości, był bardziej delikatny, ale przekonała go, że wcale nie musi. Mógł ją brać, mocno i szybko, zwierzęco niemal. Nie trwało to nigdy jednak zbyt długo, ale nie przeszkadzało mu to. Tak po prostu lubił, właściwie tak i tylko tak. Psy znają się przecież na rzeczy. Małpy też.

    Nie miał pojęcia jak to robiła, ale zawsze wiedziała, kiedy jest blisko. Nie musiał niczego mówić. Być może słyszała jego przyspieszony oddech, może coś zmieniło się w sposobie w jaki ją penetrował, a może dawał jakiś znak, którego nie był świadomy. Wtedy pytała go jak i gdzie chce skończyć. Czasami strzelał w gumę, a czasami – zależnie od humoru – ją ściągał. Teraz też to zrobił i kazał jej przed nim uklęknąć. Wzięła go jeszcze nagiego na krótko w usta, podrażniła językiem, szarpnęła dłonią parokrotnie, a potem on spuścił się jej na twarz, na te pomalowane usta, wklęsłe policzki, kocie oczy, błyszczące włosy.

    To rajcowało go najbardziej. Rajcowało kiedy zostawiał na jej ładnej, umalowanej buzi swój gorzki brud.

    – Dziękuję – powiedział, a potem pomógł jej trafić do łazienki.

    Chwilę w niej została, słyszał lecącą w kranie wodę, a kiedy wróciła po makijażu nie było śladu. Jej skóra lekko się zaczerwieniła, tak samo jak płatki nosa, a nawet uszy. Widać było trochę przebarwień na czole i brodzie, małych brązowych plamek. Oczy lekko jej łzawiły. Włosy odgarnęła do tyłu, za uszy. Mimo tego twarz promieniowała czymś miłym.

    I to było w niej najlepsze. Że będąc prostytutką wcale nie wyglądała jak kurwa. Nie chodziła na solarę, nie malowała paznokci na opalizujący kolor, nie nosiła lateksu, nie miała tatuaży, nie powiększyła sobie ust, nie zrobiła cycków ani dupy, nie paliła, nie klęła, nie gadała o seksie jak o czymś podłym. Widząc ją na ulicy, w sklepie, barze czy rynku nie pomyślałbyś, że ta dziewczyna sprzedaje się za kasę. Taka trochę dziewczyna z sąsiedztwa, młoda kobieta z normalną wagą, normalnym biustem i normalnym tyłkiem. Żadna królowa balu, powierzchownie materiał na dobrą, fajną żonę. Zero fałszu, zero wulgarności, zero grzechu.

    Pogadali jeszcze chwilę, a potem Jacek zapłacił jej ustaloną sumę i zamówił podwózkę do szpitala. Dał jej oczywiście jeszcze na przejazd.

    – Nie musiałeś – odparła.

    – Pewnie, że musiałem.

    – Kiedy się zobaczymy?

    – Już za mną tęsknisz?

    – Trochę tak. Lubię cię Jacek. Naprawdę.

    – Ja też cię lubię.

    – Serio?

    – Serio.

    Pożegnali się, a potem wyszła, zostawiając po sobie słodki zapach perfum, który lubił. Uśmiechnął się, poszedł do kuchni, otworzył lodówkę i napił się jeszcze piwa. Włączył radio. Muzyka klasyczna. Wrócił do salonu i usiadł. Potem zauważył coś czarnego pod poduszką. Wyciągnął to. To były jej majtki. Koronkowe figi. Przyłożył je do twarzy i powąchał. Zdecydowanie pachniały Eweliną.

    Uśmiechnął się pod nosem. Do siebie. Do tych czterech ścian. Do świata.

    Czuł się całkiem dobrze, lepiej niż zwykle.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin M.

    Zachęcam do czytania innych moich tekstów i odwiedzania mojego bloga.

    Tam dzieje się więcej, niewiele więcej, ale więcej.

  • Nie-zwykla Rodzina cz 69. – Mama mnie potrzebowala

    Od jakiegoś czasu w domu wiało nudą. Może to przez to, że nie było w nim ani Cassie, ani taty. Tata musiał pojechać w jakąś podróż służbową, a Cassie razem z przyjaciółkami zrobiła sobie wyjazd w góry. Trochę jej zazdrościłem, bo sam byłem jedynie trzy dni nad morzem z kumplami. Gdy wróciłem do domu, byłem tylko ja z mamą. Tata jak i Cassie mieli wrócić za tydzień. Także byłem sam w domu z mamą. Jedliśmy wspólnie kolacje.
    Mama była ubrana w białą koszulkę z podwiniętymi rękawami i czarną spódniczkę. Widziałem, że nie ma stanika, poprzez twardniejące sutki. Raz zmieniła pozycję na krześle, przez chwilę widziałem, że nie ma też bielizny. Jej cipka pokryta małymi włoskami, podniecała mnie bardzo.

    – Cieszę się, że wróciłeś synku. Samej mi było trochę smutno.

    – Też się cieszę. A Cassie nadal na wyjeździe.

    – No…ma wrócić za tydzień. Tak samo jak twój tata. Czyli na razie przez tydzień będziemy sami.

    – Na to wychodzi. – odpowiedziałem i uśmiechnęliśmy się do siebie.

    Dzień nam mijał spokojnie i zapadł wieczór. Byłem pokoju, już rozebrany, położyłem się na łóżko. Usłyszałem nagle jakieś jęki. Cassie nie było, więc byłem pewien, że dochodzą z dołu. Z pokoju mamy. Z uśmiechem na ustach wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół. Nie zawracałem sobie głowy ubieraniem się. Po cichu otworzyłem drzwi do sypialni rodziców.
    Zobaczyłem moją mamę. Była całkiem naga. Leżała na brzuchu, dupę mając wypiętą do góry. Widziałem jak się masturbowała. Pocierała swoją cipkę palcami. Widziałem, że była już mokra. Mama była niewyżyta. Zapewne brak ojca dawał się we znaki i potrzebowała solidnego rżnięcia. Pocierałem ręką fiuta, a on szybko stwardniał gotowy do działania. Postanowiłem dać mamie to czego pragnie.
    Podszedłem do niej będąc przy skraju łóżka. Złapałem za mojego fiuta i po chwili włożyłem go do środka jej cipy. Mama drgnęła. Czułem dużą przyjemność poruszać się w jej słodkiej dupci.Jej cipka była wspaniała. Mama szybko odwróciła głowę i spojrzała na mnie.

    – Alan…? – spytała, kiedy ja dalej ją pieprzyłem.

    – Wiem że tego chesz mamo…

    Wkładałem kutasa coraz dalej, a mama zaczynała cicho jęczeć.

    – Ooohhh…o tak synku. Potrzebuje porządnego ruchania…

    Rżnąłem mamę coraz bardziej z boku. Potem położyłem się obok i podniosłem jej jedną nogę, aby ułatwić sobie wejście do jej cipki. Mama nie próbowała powstrzymywać swoich jęków. Potem zmieniła pozycję.
    Ułożyła się będąc okrakiem nad moim kutasem, przodem do mnie. Umieściła fiuta prosto do swojej cipki. Jęknęła cicho. Mama zaczęła powoli poruszać się. Delektowała się fiutem w swojej pochwie. Gdy skończyła pocieranie fiuta cipą, zaczęła poruszać się w górę i w dół. Ja pomagając jej też poruszałem biodrami. Trzymałem ją za nogi, abym mógł bardziej w nią wchodzić. Odczuwała błogą rozkosz.
    Poruszała się dalej na fiucie, jęcząc coraz bardziej.

    – Tak…tak…zerżnij mnie synku…

    Wtedy przekręciła się tak, że leżała na brzuchu. Rękami gładziłem jej pośladki, rozszerzając otworki. Znów przyłożyłem kutasa i w nią wszedłem. Zacząłem ją porządnie dymać. Kutas wchodził w całej okazałości, a z jej cipy wylewały się mokre soczki. Masowałem jej piękne pośladeczki rękami. Wsadziłem jej jeden palec do odbytu. Przyłożyłem potem rękę z powrotem na to cudo. Byłem bardzo blisko. Mama zaczęła głośniej jęczeć. Przeżywała orgazm.

    – Oooohhh…synku…

    – Mamo…oohhh…mogę go włożyć tutaj? – poruszyłem palcem w jej drugiej dziurce.

    – Ohhh…tak synku…zrób co zechcesz…

    Wyjąłem wtedy fiuta i włożyłem do jej odbytu. Mama jęknęła przeciągle. Była bardzo ciasna. Odczuwała każdy centymetrmojego kutasa, który do tej pory wszedł. A jeszcze nie był w całości. Nie czekając pchnąłem go do końca. Krzyknęła głośno. Trzymałem mocno jej dupsko. Waliłem ją jak opętany, a ona wyła w niebogłosy. Z impetem wchodziłem jej do odbytu.
    To było niezwykłe uczucie. Czułem opór ze względu na to, że ta dziura jej była ciaśniejsza. Z czasem jednak bardziej ją rozluźniałem.

    – Oooooooogggghhhh…tak…tak…aaaa…

    Wyjąłem fiuta i wsadziłem z powrotem do cipki. Dziura odbytu była poszerzona. Poruszałem coraz szybciej biodrami, dawając mamie niezwykłą przyjemność. Byliśmy jednocześnie bardzo blisko.

    – Dochodzę mamoooo… – powiedziałem ciężko dysząc.

    – Tak synku…tak…aaa…aaaaghhh… ooo…

    Wtedy już nie wytrzymałem i doszedłem w jej pochwie. Gdy wyszedłem z niej, soczki połączone z moją spermą zaczęły się wylewać. Mama leżała dalej na brzuchu i ciężko oddychała. Położyłem się obok, ręką głaskając jej plecy i dupę. Obróciła głowę w moją stronę i się uśmiechnęła.

    – Ohh…dziękuje synku. Potrzebowałam tego.

    – Jasne mamo.

    – Wiesz…twojego ojca i siostry nie będzie jeszcze jakiś czas. Jeżeli chcesz możesz spać tutaj ze mną.

    – Z chęcią. Dobranoc mamo.

    – Dobranoc synku.

    Razem wtedy zasnęliśmy. Od tej pory spałem w łóżku razem z mamą i ruchaliśmy się wiele razy po całym domu. A w łóżku gdzie razem spaliśmy po kilka razy do czasu przyjazdu taty i Cassie.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Odwiedziny brata we Wrocku – czesc 3 (ostatnia)

     Jest to trzecia i ostatnia już część opisująca odwiedziny brata we Wrocławiu.

    Po kilku głębszych Kuba, który zawsze ma słabą głowę do picia lekko przysnął, natomiast pozostała czwórka ekipy nadal dobrze się trzymała. Po tym jak Kuba zasnął, Marcel z Michałem gadali z jednej strony pokoju, ja z Łukaszem z drugiej strony, a obok nas śpiący Kuba. W pewnym momencie  Michał odszedł od Marcela i udał się do pokoju.

    – Co mu? – zapytałem.

    – Poszedł spać, bo lekko mu zaszumiało w głowie – odpowiedział Marcel.

    Marcel dołączył do naszej rozmowy, po jakiś 5 minutach powiedział, że idzie do łazienki. Tak zagadaliśmy się z Łukaszem, że nie zauważyliśmy, że młody długo nie wraca z łazienki. Stwierdziliśmy z Łukaszem, że trzeba zobaczyć czy przypadkiem nie zasnął w łazience. Podchodząc do łazienki zauważyliśmy, że nie świeci się światło, Łukasz zapukał – cisza; złapał za klamkę – otwarte. Wchodzimy a tam pusto.

    – Kurwa, gdzie on jest? Uciekł czy co? – powiedział Łukasz.

     – Wiesz co, może poszedł do pokoju się położyć, chodź zobaczymy.

    Weszliśmy do pokoju i lekko mnie zamurowało, mój brat siedział na nagim Michale  i całował jego wysportowane ciało. Byli tak zajęci sobą, że nie zauważyli jak weszliśmy do pokoju.

    – A co tu się panowie odprawia? Tak bez nas?! Może dołączymy do Was? – odezwał się Łukasz.

    – Zapraszamy – odpowiedział Michał.

    Nie zdążyłem się zastanowić jak Łukasz już był na łóżku i dotykał ciała mojego brata. Po chwili dołączyłem do całej trójki i zacząłem całować się z Michałem.  Jego ręka powędrowała w kierunku moich bokserek, w których powoli podnosił się kutas. Michał zaczął delikatnie go masować, wkładając rękę pod bokserki, po chwili zrobiłem to samo. Jego kutas był mega wilgotny i bardzo naprężony. Otworzyłem na chwile oczy – Łukasz z młodym, leżeli obok i całowali się namiętnie, kompletnie nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół. Przerwałem pocałunki i zacząłem schodzić niżej całując jego szyje i ucho, Michał zwijał się z podniecenia, widziałem, że to lubi, więc nie przerywałem i nadal muskałem jego szyje, a ręką nadal zajmowałem się jego grubym penisem, który był cały mokry od preejakulatu.  Powoli zacząłem schodzić co raz niżej, miał dobrze zbudowany tors, w końcu od kilku lat trenował piłkę nożna i chodził na siłownię. Zacząłem całować jego sutki, które już stały jak szalone, Michał zaczął lekko jęczeć, ale ja nie przerywałem i ciągle zajmowałem się jego sutkami i kutasem. Chwilę później zacząłem schodzić co raz niżej, przez jego „ścieżkę” dotarłem do jego penisa. Zacząłem delikatnie całować czubek mokrego, pulsującego penisa, zacząłem lizać go po bokach, a następnie zająłem się jego jądrami. Michał zwijał się cały, jak wąż, po chwili znowu zająłem się jego penisem, był bardzo gruby, ale udało się go całego wziąć do buzi, przyśpieszyłem lekko, Michał jęczał jak opętany.

    – O tak!!! Mega to robisz – usłyszałem, jak ktoś mówi obok. To był Łukasz, który leżał obok Michała, a Marcel zajmował się jego kutasem.

    Wyjąłem z ust penisa i zamieniłem się miejscami z Michałem. Teraz to Michał całował moją szyje sutki a później przyssał się do mojego kutasa. Wiedziałem z wcześniejszej gry, że Michał miał głębokie gardło, więc postanowiłem to wykorzystać i złapałem go za głowę, tak aby wziął całego kutasa do buzi. Robił to zajebiście, kompletnie się nie krztusił, czułem, że jego gardło przyjmie znacznie większego.  W pewnym momencie przerwał, wziął go w rękę, a głowę skierował w stronę kutasa Marcela, którym zajmował się Łukasz, spojrzałem na młodego i po chwili zacząłem go całować w usta oraz w szyje. Na dole natomiast chłopaki zajmowali się kutasem mojego brata, między czasie całując się.

    – O kurwa, co za widok, jeszcze nie widziałem, żeby brat całował brata. Zajebiście to wygląda – powiedział Łukasz.

    Nie przerywając swojego zbliżenia z bratem poczułem, jak ktoś zajmuje się moim penisem, to nie był Michał, poczułem na swoim kutasie inną strukturę ust. To był Łukasz. Wyjątkowo, robił to bardzo delikatnie, wkładając go co raz głębiej. Jego  ręka wędrowała na moje pośladki, a następnie zaczął jeździć palcem po mojej dziurce, którą zaczął nawilżać „naturalnym żelem” pochodzącym z jego kutasa. Moja dziurka bardzo szybko się rozluźniła i po chwili jego palec znalazł się w środku. Zaczął nim ruszać, robiąc kółka, to było bardzo przyjemne, aż zacząłem delikatnie jęczeć, po chwili dołożył kolejny palec, a ja wydałem z siebie nie co głośniejsze odgłosy podniecenia. Mój brat się odsunął i zerknął na dół, aby zobaczyć co się dzieje. W tym czasie Łukasz przestał zajmować się moim kutasem i skupił się na mojej dziurce. Zmieniłem pozycje z boku na plecy, a Łukasz podniósł moje nogi, aby mieć łatwy dostęp do mojej dziurki. Była na tyle wilgotna i rozluźniona, że Łukasz szybko sięgnął do szafki i wyjął gumki oraz żel. Szybko założył prezerwatywę  i nasmarował żelem  swojego kutasa  oraz moją dziurkę i po chwili podjął próbę wejścia swoim penisem w moją rozluźnioną dupę. Długo nie musiało to trwać, aby jego kutas w całości wszedł we mnie. Łukasz zaczął bardzo powoli, robił powolne ruchy tak abym się przyzwyczaił do jego penisa. Zerknąłem szybko na chłopaków, pierwszy raz w życiu widzieli jak facet zapina faceta, zarówno Marcel jak i Michał masowali swoje kutasy patrząc na to co Łukasz wyprawia z moją dupą. Łukasz lekko przyśpieszył tempo, a ja poczułem wielką przyjemność przez co zacząłem co raz głośniej jęczeć. Łukasz pokazał Michałowi ręką, aby przeszedł z drugiej strony, szybko domyślili się o co chodzi i po chwili przy moich ustach miałem dwa ogromne kutasy, z których aż kapało – musiało ich to bardzo podniecić, że ich penisy były tak wilgotne. Pierwszy w moich ustach zagościł kutas Marcela, miałem go już po raz trzeci w ustach, ale tym razem był bardzo twardy i wilgotny. Przez moje ciało przeszło ciepło, mój znajomy zapinał mnie w dupe, a brat całujący się z Michałem zapina moje gardło. To było coś pięknego, chwile później moje gardło zaczął ruchać Michał, pozycja w jakiej się znajdowałem powodowało, że bardzo się krztusiłem, jednak Michał nie przestawał i ciągle dopychał kutasa do samego końca. Nagle poczułem, jak Łukasz wyjmuje swojego kutasa z mojej mega rozluźnionej dziurki. W tym czasie Michał wyjął kutasa z ust, zerknąłem na chłopaków i tylko zauważyłem, jak Michał spojrzał na Marcela a następnie na Łukasza i kiwnął głową w jego stronę. Zamienili się miejscami, tym razem przy mojej dziurce był Michał, a jego kutas tylko czekał, aby w nią wejść. Długo nie musiałem czekać, jego kutas zaczął wchodzić we mnie. Myślałem, że Łukasz wystarczająco rozluźnił moją dupę, jednak byłem w błędzie, w momencie, gdy kutas Michała zaczął zwiedzać moje wnętrze poczułem, jak moja dupa się rozrywa. Jego kutas był tak gruby, że moja dziurka nigdy jeszcze czegoś takiego nie doznała. Michał nie był delikatny, był bardzo napalony i zaczął mnie traktować jak męską prostytutkę, zapinał mnie jak nigdy nikt wcześniej. Jęczałem na całe mieszkanie, jednak jęki nie trwały zbyt długo i poczułem w swoich ustach kutasa Łukasza.

    – Dawaj Marcel, teraz Twoja kolej, wyruchaj swojego braciszka – powiedział Michał wyjmują jednocześnie swojego kutasa z mojej dziurki.

    Marcel spojrzał na mnie, a ja kiwnąłem głową dając mu pozwolenie. Zamienili się miejscami, aby za chwilę moją dziurkę penetrował kutas mojego brata. Wszedł we mnie bardzo delikatnie, zaczął robi bardzo głębokie, ale powolne ruchy, które przechodziły powoli na szybsze tempo. Czułem się zajebiście, ruchało mnie trzy wielkie kutasy, a jeden z nich należał do mojego braciszka. Widziałem jak chłopaki patrzą na to co wyprawia mój brat, obaj wali nad moją twarzą. Długo nie musiałem czekać, aby dostać orgazmu, Marcel złapał za mojego kutasa i zaczął nim walić, po chwili trysnąłem, moja sperma była dosłownie wszędzie. Młody patrząc na to, przyśpieszył swoje ruchy, a po chwili wyjął kutasa zdjął gumkę i zaczął walić nad moim brzuchem. Cała trójka trysnęła prawie jedocześnie – Marcel na mój brzuch i klatę, a chłopaki na moją twarz, włosy i do gardła. Było to zajebiste uczucie, nie mogłem sobie wymarzyć lepszego seksu.

    – Dobra robota Panowie, niech Kuba żałuje co go ominęło – odparł Łukasz przybijając każdemu piąteczki, a następnie podał mi papier, abym mógł się wytrzeć.

    Każdy po kolei poszedł pod szybki prysznic i cała trójka poszliśmy spać nago do jednego łóżka, zostawiając Kubę samego w salonie.

    Rano jak wstaliśmy Kuba był już na nogach, zrobił nam śniadanie, a my udając, że nic się nie działo, ogarnęliśmy się, zjedliśmy i pożegnaliśmy się z ekipa. Gdy wracałem z młodym na mieszkanie, ustaliliśmy, że to co było we Wrocławiu zostaje między nami. Wieczorem odprowadziłem młodego na pociąg, a sam wróciłem na mieszkanie, wziąłem prysznic i położyłem się spać, w końcu następnego dnia trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości.

    Dziękuje wszystkim tym, którzy dotarli do tego momentu. To koniec historii Marcela i Kamila, jaką przeżyli we Wrocławiu. Kto wie, może nie długo Kamil odwiedzi rodzinne strony i znowu coś wydarzy się między rodzeństwem. Dajcie znać w komentarzu czy się podobało!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil

    Dziękuje za przeczytanie ostatniej części historii z opisującej odwiedziny brata we Wrocławiu.  Kto wie, może nie długo Kamil odwiedzi rodzinne strony i znowu coś wydarzy się między rodzeństwem. Dajcie znać w komentarzu czy się podobało! 

  • Niecodzienny zaklad (reupload)

    Jak zwykle powodem mojej głupiej decyzji był alkohol. Ale jak właściwie mogłem przewidzieć, że sprawy przyniosą taki obrót?

    Z Dawidem znałem się od czasu studiów. Był moim kumplem od picia, gadania o życiu i robienia głupich rzeczy. Przy okazji był chyba najprzystojniejszym z moich znajomych – wysoki szatyn o jasnej, acz nie trupiobladej cerze, z zarostem cudownie podkreślającym jego szczękę. Idealnie wpasowywał się w mój typ.

    Po alkoholu przychodziły nam najgłupsze pomysły. Wtedy też Dawid najczęściej chciał się o coś ze mną zakładać. Stawką nie zawsze były pieniądze. Najbardziej oryginalne nagrody wymyślał oczywiście on, będący z natury bardzo zboczony i przy okazji bardzo władczy. Po tym jak nie udało mi się przejść po przęśle mostu św. Rocha, dowiedziałem się jak smakuje jego penis (a przy okazji również sperma). Z kolei jak nie dałem rady wyrobić 100 godzin na siłowni do końca miesiąca, musiałem zostać jego cwelem na okrągły tydzień. Wtedy przekonałem się boleśnie jak pomysłowym potrafi być w podporządkowywaniu sobie facetów. Prawdę mówiąc, nie wiem czy czasem nie prowokował mnie do przegrywania tego typu zakładów, bo oddawanie się takiemu facetowi było dla mnie czystą przyjemnością, nawet jak wymagał ode mnie naprawdę perwersyjnych rzeczy. Po odsłużeniu swojej tygodniowej szychty, wiele razy fantazjowałem o tym podczas walenia. Trochę tęskniłem za klęczeniem przed nim w obroży, ale głupio było mi się do tego przed nim przyznać. Był w końcu moim ziomkiem.

    W porównaniu z takimi stawkami stosunkowo bezpieczny wydał mi się zakład, który zaproponował mi kilka dni temu, kiedy przyszedł do mnie się napić. Był już wtedy dość mocno wstawiony. Właśnie w takich chwilach najczęściej nachodziło go olśnienie, o co może założyć się ze mną kolejnym razem.

    – Stary, a myślisz, że byłbym w stanie cię skurczyć? – zapytał patrząc się już nieco mętnym wzrokiem.

    – Skurczyć? O co ci dokładnie chodzi? – zdziwiłem się, bo wydawał się mówić bez sensu.

    – No normalnie. Tak, żebyś stał się taki tyci – pokazał palcami długość kilku centymetrów.

    – Dejw, weź już nie pij, bo zaczynasz pieprzyć głupoty – zaśmiałem się prawie.

    – Nie no, stary, możemy się nawet o to założyć. Jak nie dam rady to wiszę ci stówę, a jak nie, to ty wisisz mi.

    Miałem wrażenie, że jest już totalnie zalany i nie kojarzy za bardzo co właściwie mówi.

    – Wiesz co, chyba zamówię ci już ubera – wyciągnąłem telefon, żeby zamówić przejazd.

    – Nie, nie, nie… ja naprawdę wiem, co mówię. Uwierz mi. Wezmę… – zawiesił się czkając – i to tobie zrobię. Jak nie dam rady, to będziesz miał stówę w kieszeni. Jak dam, to ty wyskakujesz z hajsu, git? – skończył swój pijacki wywód, wyciągając rękę w moim kierunku.

    – Dawid weź, już naprawdę średnio ogarniasz…

    – Git?! – zapytał nieco głośniej, jeszcze bardziej wyciągając rękę. Zrozumiałem, że sobie coś ubzdurał i nie wsadzę go do samochodu, jeżeli nie przyjmę tego niedorzecznego zakładu. Ostatecznie byłem pewien zwycięstwa i była to dobra okazja do odegrania się za kilka wcześniejszych zakładów.

    – Git – uścisnąłem jego rękę, a Dawid uśmiechnął się w nieco dziwny sposób.

    – Jedna rzecz: żeby było fair nie możesz przeszkodzić mi w niczym, co pomoże mi wygrać zakład – powiedział ubierają buty, chwiejąc się przy tym na boki.

    – Jasne, jasne. Napisz jak już dojedziesz do siebie – pijanym ludziom lepiej jest przytakiwać, kiedy podniecą się jakąś genialną w ich mniemaniu myślą.

    Miałem na dniach przypomnieć Dawidowi o tym zakładzie. Chciałem odebrać moją nagrodę i przy okazji trochę go z tego tytułu pognębić. Jednak w tygodniu pochłonęła mnie praca i jakoś odkładałem napisanie do niego w tej sprawie. Przed weekendem sam wysłał mi wiadomość: „Hej, wpadnij do mnie jutro o 19. Rozstrzygniemy nasz zakład ;)”. Stwierdziłem, że pewnie chce się spotkać na browara i dać mi obiecaną stówę. Szybko odpisałem: „Spoko, ale będę bliżej 19:30”.

    Następnego dnia pojechałem na osiedle, na którym mieszkał Dawid. Po dojściu pod klatkę, wklepałem odpowiedni numer i odczekałem moment

    – Wchodź – zabrzmiał zniekształcony przez domofon głos.

    Po kilku chwilach byłem już na jego piętrze. Dawid otworzył mi drzwi

    – Siema – podał mi rękę i zaprosił do środka. Na stole, przy którym z reguły u niego siedzieliśmy stała jedynie mała buteleczka i kieliszek do wódki. Trochę się zdziwiłem tym widokiem i spojrzałem pytająco na kumpla. Dawid uśmiechnął się szelmowsko i powiedział:

    – Jak widzisz wszystko jest już gotowe. – sięgnął do portfela i wyciągnął sto złotych, które położył na stół.

    – Co? Ty tak na poważnie? – nie chciało mi się trochę wierzyć, że mój znajomy dalej brnie w zaparte. Zacząłem podejrzewać, że może to być jakiś jego głupi żart. Mimo wszystko dołożyłem banknot od siebie.

    – Co w tym jest? Jakieś prochy, czy może nalejesz mi syropu z cebuli, żeby zobaczyć, jak wykrzywia mi mordę? – trochę denerwowała mnie ta jego nonszalancja. Z drugiej strony to właśnie ona dodawała mu tego specyficznego, hultajskiego uroku.

    – Nic z tych rzeczy – powiedział nieco poważniej – ja traktuję swoje zakłady na serio i tym razem nie żartuję. Ty obiecałeś nie przeszkadzać mi w jego wygraniu – mówiąc to chwycił buteleczkę i nalał do połowy kieliszka płynu o ciemnobrązowym kolorze i konsystencji syropu – Dlatego musisz to wypić.

    – To ma mnie… pomniejszyć? – byłem nieco zdezorientowany, ale podniosłem kieliszek do nosa, żeby zbadać zapach tajemniczej cieczy. Pachniała jak nalewka ziołowa. Kurwa, takie rzeczy nie istnieją. Ten śmieszek Dawid robił ze mnie idiotę, nalewając mi jakiejś nalewki babci Józi. Oczami wyobraźni widziałem już, jak przez najbliższe kilka lat będzie się śmiać, że udało mu się tak mnie wkręcić.

    – Dokładnie tak, sprawi, że będziesz miał nie więcej niż 5 centymetrów wzrostu – jebanemu nawet nie drgnęła powieka. Ta jego odgrywana powaga nieźle mnie wkurwiła.

    – Stary, ja mam niby uwierzyć, że to coś ma zamienić mnie w liliputa? Gadaj zdrów, Twoje zdrowie śmieszku pierdolony – wychyliłem ten kieliszek, żeby dotrzymać warunków umowy. Już miałem wyciągnąć rękę po pieniądze, gdy Dawid powstrzymał mnie, nadal patrząc się poważnie:

    – To teraz zaczekajmy chwilkę

    – Niby na co? – zapytałem i złapałem się krzesła, bo w tym samym momencie potężnie zawróciło mi się głowie.

    – Dawid, coś ty mi kurwa dał? – poczułem jak przez moje ciała zaczęło przechodzić dziwne mrowienie.

    – Oho, zaczyna już działać.

    – Co takiego? – prawie pisnąłem osuwając się na ziemię przez skurcze, które przebiegały przez moje mięśnie i narządy.

    – Serum pomniejszające. Nie wierzyłeś, że coś takiego istnieje. Tym gorzej dla ciebie. – powiedział patrząc na mnie z góry z wyraźną satysfakcją. Przez moje ciało przeszła fala bólu i na chwilę straciłem przytomność.

    Kiedy ją odzyskałem, leżałem nagi przykryty jakąś tkaniną. Rozejrzałem się i z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że ta tkanina to tak naprawdę moja koszulka, która teraz wydawała się niesamowicie wielka.

    – Co to kurwa jest?! – wydarłem się

    – Och, mój mały gość już się obudził – głos Dawida wydawał mi się teraz o wiele potężniejszy. W jednej chwili gigantyczna ręka wyciągnęła mnie z koszulki i uniosła w górę. Był to Dawid, który przebrał się w czasie mojej nieprzytomności. Miał teraz na sobie długie piłkarskie skarpetki, jockstrapy i harness opinający jego proporcjonalną klatę, pokrytą na środku niewielką ilością włosków. Poznałem go już w tym wydaniu, gdy przez tydzień był moim Masterem. Uniósł mnie tak, żeby móc wygodnie ze mną porozmawiać.

    – Wygląda na to, że ktoś tutaj po raz kolejny przegrał zakład. A ja zyskałem nie tylko kasę, ale i nowego niewolnika – uśmiechnął się szeroko i drapieżnie. Mój strach musiał go dodatkowo nakręcać.

    – Dddobrze, wygrałeś. Teraz możesz przywrócić mi poprzedni rozmiar – wydusiłem przerażony sytuacją.

    – Hahaha, problem polega na tym, że nie mogę. Ta przemiana działa tylko w jedną stronę. Ale nie martw się, nie będzie ci źle. Przecież tak naprawdę podobało ci się bycie moim cwelem, mylę się? – mimo strachu pod wpływem słów Dawida zacząłem czuć rosnące podniecenie. Spojrzał na moje przyrodzenie i uśmiechnął się.

    – Widzisz, tak naprawdę podoba ci się to, więc nie rozpaczaj, tylko ciesz się chwilą – pogłaskał mnie delikatnie po ciele swoim palcem. Uspokoiło mnie to nieco, mimo, że powinienem być teraz wściekły, smutny, przerażony… cholera, sam nie wiem, jak powinienem się czuć w takiej sytuacji.

    – Od razu lepiej. A teraz się trochę zabawimy – mówiąc to odstawił mnie na stół.

    – Na kolana – wydał krótką komendę, a ja po chwili otumanienia ją spełniłem. Nie można pozwolić sobie na nieposłuszeństwo przy kimś, kto bez problemu może ciebie zdeptać.

    – Teraz oddaj mi pokłon i powiedz „Oddaję się tobie dobrowolnie na własność. Od teraz możesz zrobić ze mną wszystko co zechcesz, Panie” – kutas stanął mi na te słowa jak oszalały. Bycie uległym zajebiście mnie kręciło, a Dawid doskonale o tym wiedział i umiał to wykorzystać.

    – Oddaję się tobie dobrowolnie na własność. Od teraz możesz zrobić ze mną wszystko co zechcesz, Panie – powiedziałem z twarzą wciśniętą w blat stołu.

    – Bardzo dobrze cwelu. Nie pozostaje mi nic innego jak spełnić twoje życzenie – uśmiechnął się szyderczo i kontynuował – kładź się na plecy. Pora na zabawę.

    Totalnie nie wiedziałem, co chciał zrobić, ale posłusznie położyłem się na moich plecach. On sięgnął do jockstrapów i wyciągnął swojego penisa, który był już półtwardy. Podszedł do krawędzi stołu i położył swoje jaja na mnie. Przykryły mnie całego tak, że wystawała mi jedynie głowa. Czułem przyjemnie ogarniające mnie ciepło i zapach podnieconego samca, który kochałem.

    – Pieść moje jaja, ty mała kurewko – w tej postaci w sumie nie mogłem zrobić nic więcej, ale i tak byłem przeszczęśliwy. Dotykałem jego moszny, pieściłem i owijałem się nią. Dawid stękał patrząc na mnie. Nigdy wcześniej nie widziałem u niego takiego wzroku. Był dziki, wręcz zwierzęcy. Mój kumpel stał się najprawdziwszym samcem alfa, który całkowicie mnie sobie podporządkował. W tej chwili całe moje życie zależało od jego kaprysu. Zaczął sobie walić i rozkoszować się tym co robiłem z jego jajami. Ja także byłem wniebowzięty, bo bycie przykrytym worem faceta, na którym jest ten specyficzny rodzaj miękkiej i delikatnej skórki, było przeżyciem absolutnie niepowtarzalnym. Przestałem nawet żałować, że nie będę już nigdy normalnych rozmiarów. Dla takich chwil było zdecydowanie warto. Dawid tymczasem przyśpieszył równie mocno podniecony całą sytuacją.

    – Dobrze ci tak cwelu? Lubisz być poduszeczką dla jaj twojego Pana? – wysapał pochłonięty waleniem.

    – Tak Panie, kocham to.

    – To dobrze, pracuj dalej, a dostaniesz nagrodę.

    Wziąłem słowa Dawida mocno do serca i zacząłem pieścić jego jądra z jeszcze większą pasją, wykorzystując przy tym całe moje ciało, wijące się pod jego moszną.

    – O tak kurwo, teraz cię zaleję! – wykrzyczał mój Pan, naprężając się i unosząc swoją męskość nieco do góry. Nakierował główkę swojego chuja prosto na mnie. Patrzyłem na nabrzmiałego penisa, który wyglądał jak ogromny wąż gotowy do ataku. Dawid stęknął i zaczął strzelać kolejnymi ładunkami spermy na moje ciało. Musiał być porządnie wyposzczony, bo po chwili cały pływałem w jego nasieniu. Mogłem połykać je całymi haustami, było słodko-gorzkie i idealnie samcze. Zdarzało się wcześniej, że facet kończył na mnie, ale nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Całe moje ciało było obklejone nasieniem, a ja przejeżdżałem po nim rękoma, leżąc w kałuży spermy.

    – Widzę, że suczce się podoba – Dawid był ewidentnie zadowolony z tego faktu.

    – Bardzo, mam nadzieję, że będziesz tak robił często, skoro jestem teraz twój – powiedziałem cały czas rozkoszując się sytuacją.

    – Raczej mam co do ciebie inne plany – powiedział patrząc się na mnie nieco dziwnym wzrokiem. Spojrzałem na niego nie rozumiejąc o co mu chodzi.

    – Wiesz, taka zabawa z miniaturowym cwelem jest fajna, ale po jakimś miesiącu się nudzi. Ale na szczęście są jeszcze inne sposoby na jakie możesz mi się przydać, zwłaszcza jeden – mówiąc to osaczył mnie tym dziwnym spojrzeniem.

    – Jaki? – zapytałem nieco zbity z tropu

    – Zaraz zobaczysz. Na szczęście moja przekąska już jest pokryta sosem – myślałem, że się przesłyszałem. Czy on naprawdę to powiedział, czy on zamierzał…

    – Dawid czy ty… – zacząłem, ale mi przerwał

    – Ciii…. Wszystko będzie dobrze – powiedział, łapiąc mnie w rękę i przybliżając do swojej twarzy. Następnie otworzył szeroko usta – to będzie dla ciebie prawie jak zjeżdżalnia wodna. Tylko po prostu zjedziesz po niej jedynie raz – uśmiechnął się okrutnie. Już teraz wiedziałem, co nie podobało mi się w jego oczach. Był w nich głód!

    – Dawid… to znaczy Panie, nie rób mi krzywdy. Obiecuję, że będę tobie oddany i posłuszny – zacząłem się trząść ze strachu, bo chyba nie był to jego kolejny żart.

    – Pozwoliłeś mi robić ze sobą wszystko na co mam ochotę, a ja robaczku jestem teraz głodny i mam chęć na apetycznego cwela. Ale nie bój się, nie będę ciebie gryzł. Lubię jak moje jedzenie łaskocze mnie po przełyku i żołądku – uśmiechnął się i otworzył szeroko usta.

    – Dawid, proszę! – zacząłem krzyczeć, ale nie dokończyłem, bo zostałem wepchnięty do środka. Nie zdążyłem się nawet obejrzeć, a już je zamknął. Gigantyczny język Dawida zaczął jeździć po moim nagim ciele. Najwidoczniej mój smak mu odpowiadał, bo dookoła poczułem wibracje i usłyszałem, jak mruczy z zadowolenia. Obracał tak mną, a ja w przerażeniu próbowałem złapać się czegokolwiek w jego jamie ustnej, ale wszystko było pokryte śliską śliną, więc moje wysiłki pozostały bezowocne. Przez jakiś czas byłem przewracany bezwiednie, ale po chwili mój oprawca nasycił się już moim smakiem i wychylił język mocno do tyłu, próbując mnie połknąć. Starałem uczepić się jakoś moimi paznokciami, ale udało mi się jedynie nieco spowolnić moje ześlizgiwanie się. Po krótkiej chwili minąłem migdałki i zostałem otulony jego ciepłym i pulsującym gardłem. Zapierałem się już jedynie odruchowo, bo na tym etapie nie miałem praktycznie żadnych szans na to, żeby wspiąć się jakoś z powrotem. Faktycznie uczucie było podobno do zjazdu na zjeżdżalni wodnej, ale było nieco ciaśniej, a dodatkowo słyszałem w tle bicie serca Dawida i szum dochodzący z jego płuc. Moje ciało było przez cały czas pieszczone przez kurczące się mięśnie przełyku, w związku z czym mimo przerażenia czułem też ogromne podniecenie. Ostatecznie zostałem przepchnięty przez zwieracz i wpadłem do śliskiej jamy, która po chwili zaczęła się intensywnie skurczać i rozkurczać wokół mnie. Byłem w końcu w jego żołądku. Wszystko zatrzęsło się, kiedy Dawid poklepał się po brzuchu. Usłyszałem jego przytłumiony przez ściany ciała głos:

    – Mmm… dobrze, że do końca walczyłeś, bo było więcej zabawy. Mam nadzieję, że podoba ci się twój nowy dom, bo jeszcze trochę w nim pobędziesz. W każdym razie możesz już przestać się szamotać, bo nikt jeszcze stamtąd nie uciekł. Po prostu rozluźnij się i grzecznie straw. Pamiętaj, że miałeś być posłuszny, a ja nie chcę mieć niestrawności – roześmiał się po tej krótkiej przemowie.

    – Kurwa – skwitowałem swoje położenie. Przejechałem ręką po swoim ciele i poczułem, że od całej tej sytuacji dostałem erekcji. Może i nie wyglądało to za dobrze, ale kurczące się wokół mnie ściany żołądka, gładziły mnie całkiem przyjemnie. Poza tym było ciepło i na swój specyficzny sposób wygodnie.

    – A co mi tam – złapałem się za penisa i zacząłem walić. Ostatecznie najpierw przyjąłem jego zakład, a potem oddałem mu się całkowicie na własność, więc teraz przyszedł czas ponieść tego konsekwencje. Zdziwiło mnie jak szybko zaakceptowałem swój los, ale chyba wynikało to po prostu z mojej uległej natury. Jak dochodziłem, Dawidowi się odbiło i z jego żołądka uciekły ostatnie resztki powietrza. Chwilę po wystrzeleniu odpłynąłem, czując się zrelaksowany jak nigdy w życiu. W sumie bycie zjedzonym przez tak seksownego gościa nie było takie złe i najważniejsze, że mój Pan był ze mnie zadowolony.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Markiz de Vore
  • Zatracony w kutasie

    Po drobnych poprawkach dodaję ponownie stare opowiadanie i wracam do pracy nad kolejnymi

    – Chyba się nie rozmyśliłeś? – z mojego rozmarzenia wyrwał mnie głos leżącego przede mną na łóżku nagiego mężczyzny. Był ponad dwumetrowym blondynem o jasnej cerze i przyjemnie zarysowanych mięśniach. Jego piękne ciało można było kontemplować godzinami, jednak tym co przykuło całą moją uwagę było jego przyrodzenie. Nigdy nie byłem dobry w szacowaniu, ile na oko penis może mieć centymetrów, ale okaz który miałem przed sobą na pewno przekraczał wszystko co do tej pory widziałem. Wydawało się wręcz niemożliwym, żeby ktoś miał aż tak dużego.

    – Co? Nie! Po prostu… zapatrzyłem się…

    – Nie ty pierwszy – blondyn puścił zalotnie oczko – ale rozumiem, że możesz się go trochę bać. Mam coś co pomoże ci się przełamać. Chodź tutaj – powiedział podnosząc pachę, pod którą kryły się złociste i lekko wilgotne kędziorki. Wszedłem powoli na łóżko. Byłem o kilkadziesiąt centymetrów od niego niższy ze zdecydowanie drobniejszą budową ciała. Od razu było widać kto tutaj rządzi i nadaje ton całej zabawie. Nie ukrywam, że odpowiadało mi to i właśnie tego szukałem u mężczyzny – fizycznej i psychicznej przewagi, która pozwoli mu mnie w naturalny sposób zdominować.

    – Zaciągnij się – pochyliłem moją głowę, a on docisnął mi ją do swojej pachy – no dalej, wdychaj – wciągnąłem do płuc powietrze wypełnione zapachem potu, feromonów i tych wszystkich aromatów, które składają się na zapach męskości. Zrobiło mi się dziwnie lekko.

    – Jeszcze raz – posłusznie zaciągnąłem się ponownie i poczułem jak całe moje ciało się rozluźnia. Po chwili leżałem już całym ciężarem ciała na jego klacie, czując pod spodem jego twarde mięśnie.

    – Jesteś już chyba gotowy – objął mnie ramieniem i usiadł, podnosząc mnie razem ze sobą. Następnie przesunął się na krawędź łóżka, zwolnił uchwyt i rzucił krótką komendę – Na kolana!

    Posłusznie uklęknąłem przed nim podpierając się przednimi rękoma jak pies. Patrzyłem się z wyczekiwaniem na jego twardniejącego kutasa, od którego dzieliły mnie już tylko centymetry. Jakoś podświadomie czułem, że nie powinienem robić niczego bez wyraźnego pozwolenia.

    – Pisałeś, że chcesz się całkowicie poświęcić mojemu kutasowi, że będzie go ssał, pieścił i robił wszystko, byleby był zadowolony.

    – Tak jest.

    – Podtrzymujesz to?

    – Tak.

    – To chciałem usłyszeć – uśmiechnął się szelmowsko – w takim razie do dzieła.

    Nie czekając dłużej zacząłem lizać i pieścić jego wspaniałe przyrodzenie. Miało uderzający w nozdrza zapach, ale nie taki, który bierze się z braku higieny, tylko naturalny aromat wydzielany przez niektóre penisy. Ten zapach nakręcił mnie jeszcze bardziej, chciałem lizać i smakować jak najwięcej tej cudownej pały, chciałem mieć ją w ustach, gardle, dławić się nią i nie wypuszczać jej z siebie. W końcu rozwarłem szeroko usta i zacząłem powoli wkładać ją sobie coraz głębiej. Na całe szczęście olbrzym którego kosztowałem, wydobywał z siebie duże ilości śluzu, który działał jak lubrykant. Leciało go tyle, że czułem, jak pozostała jego część spływa mi po gardle i przełyku prosto do żołądka. Po chwili moje usta w miarę się przyzwyczaiły i zacząłem nadziewać się nim jeszcze głębiej. Kiedy robiłem to trochę za wolno blondas poruszał biodrami i dociskał mi głowę.

     – Dalej, to nie ssanie lizaka, tylko przyjmowanie prawdziwej męskiej pały – widząc jak mimo moich prób dalej się momentami krztuszę dodał już trochę milszym tonem – Wiem, że sobie poradzisz. Urodziłeś się, żeby ssać kutasy. Jesteś po prostu dziurką, a dziurki powinni zostać wypełnione – powtarzał podobne zdania co jakiś czas. Zajebiście mnie to nakręcało i sprawiało, że starałem się jeszcze bardziej.  

    Po kilku minutach udało mi się złapać stały rytm i wtedy możliwym stało się konkretne jebanie mojego gardła. Dźwięk miarowego chlupotania, zapach męskości oraz potu z pachwin mojego jebaki, posmak śluzu, a przede wszystkim czucie gnata wdzierającego się brutalnie do mojego wnętrza, wprowadziły mnie w swojego rodzaju trans. Nie wiedząc nawet kiedy odpłynąłem, stałem się faktycznie po prostu dziurą, której jedynym celem było zostać wypełnioną przez tego wyjątkowego kutasa. Coś plasnęło o moją twarz. Czyżby wypadł mi z ust? Nie wiem, trudno mi było zebrać myśli, zacząłem po prostu instynktownie lizać to co było przede mną. Śluz wydobywający się z penisa zaczął obklejać większość mojej twarzy i choć wydawało mi się to niemożliwe, miałem wrażenie, że zaczął ponownie rosnąć. Oczy miałem przymknięte z rozkoszy, więc i tak bym tego nie zauważył. Tak czy owak trudno było mi go z powrotem włożyć do ust. Nie przeszkadzało mi to jednak, ponieważ cały mój wysiłek włożyłem w lizanie tej cudownej główki, z której wydobywał się ten przepyszny nektar. Jej ciepło okalało moje usta i z czasem zaczęło rozlewać się po reszcie mojej twarzy. W pewnym momencie poczułem to dziwne ciepło otaczające całą moją głowę i lekko mnie to zdziwiło

    – Hę? – stęknąłem mając już otworzyć oczy, ale wtedy poczułem dłoń głaszczącą mnie po barku

    – Ciiii… wszystko w porządku, to dalej część zabawy. Uwierz, że będzie ci zaraz przyjemniej. Po prostu się zrelaksuj i nie otwieraj oczu – słysząc te słowa uspokoiłem się i znowu odpłynąłem, kiedy kolejna fala śluzu wlała mi się do ust. Ciepło przeszło na moją szyję, następnie na barki i ramiona. Moja skóra była ogrzewana, ale jednocześnie także… zwilżana i masowana? Nie wiem, nie myślałem jasno, po prostu było mi przyjemnie. Kiedy ta fala przyjemności dopłynęła do mojego pępka naszła mnie nagła myśl, żeby odwdzięczyć się mojemu ogierowi. Chciałem zacząć pieścić go moimi rękoma, ale w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mogę nimi ruszyć, bo coś trzyma je mocno przy moim ciele. Otworzyłem oczy, ale niczego nie zobaczyłem. Ze wszystkich stron było ciemno, a coś ciepłego i mięsistego otaczało moją głowę oraz większość ciała, które obklejone śluzem było jakby wsyssane coraz głębiej.

    – Co to jest do cholery?! – krzyknąłem, chociaż mój głos musiał być częściowo przytłumiony. Poczułem rękę ściskającą mój pośladek.

    – A to jest mój drogi gwóźdź programu. Masz niepowtarzalną okazję w pełni oddać się mojej pale.

    – Czy to znaczy, że…?

    – Tak, dokładnie tak. Jesteś właśnie pożerany przez mojego chuja. Ale spokojnie, za moment zacznie się jeszcze przyjemniejsza część – zaśmiał się. Więc jednak mi się nie wydawało. Jego kutas faktycznie dalej rósł, aż był wystarczająco duży, żeby zacząć mnie pochłaniać…

    – Wypuść mnie – jęknąłem.

    – Oj nie zamierzam. Nie wierć się teraz – uścisk na moim pośladku zrobił się jeszcze silniejszy. Poczułem, że mój oprawca podniósł swojego ogromnego penisa do góry, co sprawiło, że…

    – Teraz zaczniesz ześlizgiwać się szybciej – po tych słowach faktycznie pozostała część mojego ciała wślizgnęła się momentalnie do monstrualnych rozmiarów cewki. W momencie, kiedy mój penis został również zassany, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Mimo grozy sytuacji byłem cały czas mocno podniecony. Chwila tej niezwykłej stymulacji wystarczyła, żebym przeżył największy orgazm w swoim w życiu, który rozlał się po całym moim ciele. Gdybym nie był w tym momencie całkowicie unieruchomiony, najpewniej zacząłbym się wić.

    – Ooo, tak! – strzeliłem mieszając swoją spermę ze wszechobecnym preejakulatem. Chwilę potem wpadłem do ciasnej przestrzeni wypełnionej gęstym płynem, o charakterystycznym mocnym zapachu. Byłem w jego jajach otoczony zewsząd spermą, która oblepiała całe moje ciało.

    – Widzę, że jednak się tobie podobało. I po co było się szarpać? Teraz grzecznie poleż i zrelaksuj się. Najlepsze dopiero się zacznie. – usłyszałem głos blondyna dochodzący zza błony moszny.

    – Co się zacznie? – zapytałem czując, że znowu robi mi się jakoś dziwnie przyjemnie i lekko.

    – Twoja przemiana. W przeciągu najbliższych godzin zamienisz się w moją spermą. Ale nie bój się, to proces delikatniejszy od trawienia. Powiedzmy, że będziesz się stopniowo rozpuszczał, czując przy tym dużo przyjemności. Zresztą moja sperma obezwładnia mocniej niż jakikolwiek z moich płynów, więc za kilka chwil będziesz idealnie uległy i zadowolony z tego, że możesz w pełni oddać się mojemu kutasowi.

    – Mmmm… miło tu – powiedziałem układając się na miękkiej wyściółce i wygrzewając w ciepłej spermie.

    – Widzę, że już zaczęło to na ciebie działać. Cudownie, w takim razie pozostaje mi tylko czekać. – usłyszałem jakby z oddali śmiech.

    W międzyczasie specyficzne ciepło rozlało się po całej mojej skórze, która zaczęła mnie jakby łaskotać. Momentalnie zrobiło się bardzo przyjemnie i wszystkie moje myśli zaczęły blaknąć.

    Było mi po dobrze.

    Czułem, że jestem we właściwym miejscu.

    Stanę się spermą, a miejsce spermy jest w jajach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Markiz de Vore
  • Zasluzona kara

    Po powrocie ze szkoły szybkim krokiem poszłam do swojego pokoju. Zdenerwowana, zestresowana, zawstydzona… Gdy przebierałyśmy się po WF-ie ukradkiem spoglądałam na moje koleżanki. Jak zdejmują koszulki, spodenki, przepoconą bieliznę. Znałyśmy się już kilka lat, żadna z nas się nie wstydziła, niektóre wręcz prowokacyjnie pokazywały najbardziej intymne części swojego ciała. Wiedziały, że jest kilka koleżanek, które chętnie popatrzą. W tym ja.

    Oczywiście, w szatni nigdy do niczego nie dochodziło, ale ten widok działał na mnie niesamowicie. Tamtego dnia musiałam sobie ulżyć. Na przerwie poszłam do toalety, zsunęłam majtki i… niepotrzebnie włączyłam jeszcze filmik. A dlaczego nie wyciszyłam dźwięku? Głupia! Aż prosiłam się o to, żeby ktoś się zorientował. Niestety, była to moja nauczycielka polskiego. Bardzo surowa, stara szkoła. Usłyszała jęki aktorek, sobie znanym sposobem otworzyła drzwi do kabiny i mnie przyłapała. Co z tego, że się szybko zasłoniłam, ubrałam, wyłączyłam telefon… Powiedziała, że zadzwoni do mamy i jej powie. A ja wiedziałam, że czeka mnie w domu rozmowa na ten temat. Niby naturalny, a jednak taki zawstydzający. W dodatku po telefonie ze szkoły. Cała ochota mi odeszła… chyba.

    Mama wróciła do domu krótko po mnie. Słyszałam ją. Weszła do mnie do pokoju.

    – Cześć, Maju! Wiesz, że pani dzwoniła ze szkoły?

    – Cześć, mamo! – odpowiedziałam zestresowana.

    Mama zamknęła drzwi i usiadła naprzeciw mnie. Ja siedziałam na łóżku. Nie patrzyłam na nią.

    – No to jak to było? – zapytała.

    – A pani co ci powiedziała? – próbowałam przynajmniej zrzucić na nią konieczność mówienia o tym.

    – Że przyłapała cię na oglądaniu filmów dla dorosłych w toalecie. I że robiłaś coś jeszcze.

    Zapadła chwila ciszy, która tylko to potwierdzała. Nie wiedziałam, co powiedzieć.

    – Córeczko – mama przerwała tę niezręczną sytuację – rozumiem, że dojrzewasz. Że nawet w szkole nachodzi cię potrzeba… To naturalne i twoja nauczycielka może uważać to za złe, ale ja tak nie myślę. W pewnym wieku nie panuje się nad wszystkim.

    Kamień spadł mi z serca. Wiedziałam, że mam fajną mamę, ale nie, że tak spokojnie do tego podejdzie.

    – Ale… – kontynuowała mama, a mi znów zrobiło się gorąco – te filmy… To mi się nie podoba, skarbie. Domyślam się, skąd cię nagle wzięło na… I rozumiem też, że wiele sobie możesz w takiej chwili wyobrazić. A że sama święta nie byłam w twoim wieku – zatrzymała się na chwilę – wiem też, że można sobie poradzić bez tego, co nie jest dobre.

    Pogadanka o szkodliwości, nienaturalności pornografii – no tak, tego też się spodziewałam. Akurat to mnie stresowało najmniej. Ale mama zrobiła z tego główny punkt swojego kazania. I trochę to trwało, a ja słuchałam, starając się na nią nie patrzeć.

    – Więc mam nadzieję, że już więcej tego nie zrobisz. Prawda? – spytała.

    – Nie mamusiu, przepraszam – powiedziałam cicho. – Nie będę już nigdy oglądać tych filmów ani się… dotykać.

    – Skarbie, o to nie chodzi – mama mi przerwała. – Powiedziałam ci przecież, że to rozumiem. Nawet w szkole, chociaż powinnaś poczekać aż wrócisz do domu, zrobić to spokojnie, w zaciszu swojego pokoju. Ale rozumiem. Chodzi o porno.

    – Doobrze mamusiu, nie będę ich już oglądać – uff, to już koniec, pomyślałam.

    – Wierzę, córeczko. Ale karę dostać za to musisz.

    Zastygłam. Czyli jednak. Szlaban na telefon? Lanie, jak mała dziewczynka? Przecież już prawie jestem dorosła.

    – Jjjj… jaką? – spytałam mocno zestresowana.

    – Taką, podczas której zrozumiesz zarówno swój błąd, jak i to, z czym naprawdę masz do czynienia.

    Co ona ma na myśli?

    – Rozbierz się, córeczko.

    – Cccc… co?

    – Rozbierz się. Zdejmij wszystko, co masz na sobie. Razem z bielizną – dodała.

    – Mamo, dlaczego? Nie mogę się tylko… wypiąć?

    – Nie dostaniesz klapsów – powiedziała mama. – Jesteś na to już za duża. Ale najesz się dzisiaj dużo wstydu. No, już, ściągaj ubranie.

    Nie chciałam bardziej dyskutować. Zdejmowałam z siebie bluzkę, spodenki, skarpetki… zawahałam się przy staniku, chociaż mama już nieraz widywała moje piersi w łazience. Chwyciłam niepewnie za majtki, ale zobaczyłam, że mama nie zamierza odpuścić. Zdjęłam je i szybko zasłoniłam się rękoma, dodatkowo zaciskając nóżki.

    – Czy ta pani na filmiku też się tak zasłaniała? – spytała mama, chociaż zapewne znała odpowiedź.

    – Nnnnie, mamusiu, ale…

    – Ale co? Powiedziałam ci, że zrozumiesz, z czym masz do czynienia. I to dokładnie. Ręce do tyłu, nogi szerzej.

    – Mamo, będzie mi widać… – zawiesiłam głos.

    – Co takiego?

    – No… wiesz.

    – Powiedz, córeczko – mam wyraźnie chciała mnie jak najbardziej zawstydzić.

    – Będzie widać moją… cipkę – to ostatnie słowo wyszło mi z ust z olbrzymim wstydem. Mama miała rację.

    – Tej pani też było widać, prawda?

    Nie odpowiedziałam. Zabrałam ręce i powoli rozchyliłam nogi, odsłaniając najbardziej intymną część mojego ciała. Czym innym było szybkie przebieranie się w szatni wraz z resztą dziewczyn, a czym innym stanie nago przed mamą i jeszcze pokazywanie wszystkiego. Płonęłam ze wstydu.

    – Majeczko, wiem, że się wstydzisz, ale na tym polega twoja kara. Ta pani na filmiku coś jeszcze robiła, prawda?

    – Taak, ona… dotykała się.

    – Pokaż mamusi jak.

    Nie sądziłam, że do tego dojdzie. Próbowałam jakoś tego uniknąć:

    – Nooo… tak pocierała…

    – Pokaż! – mama naprawdę chciała mnie upokorzyć. Patrzyła prosto w moją cipkę. Położyłam na niej rękę i zaczęłam masować.

    – Ale wstyd! – szepnęłam.

    – Teraz ci wstyd. Ale na filmiku to chętnie oglądałaś.

    – Przepraszam mamo. Mogę już się ubrać?

    – Nie – mama była coraz bardziej stanowcza. – Masz to robić dalej.

    – Długo? – spytałam z obawą w głosie.

    – Do końca.

    – Jjjak to? Mam… – nie wierzyłam własnym uszom.

    – Tak, córeczko. Masz się masturbować – mama wywoływała tymi słowami kolejne fale wstydu.  – Masz dotykać swojej gołej cipki i doprowadzić się tym do orgazmu.

    – Mamo, a musisz… patrzeć? – starałam się negocjować. – To takie upokarzające.

    – Tak, ty też oglądałaś takie rzeczy, prawda?

    – Mamo… – wiedziałam, że dyskusja nie ma sensu. Zamknęłam oczy, żeby o tym nie myśleć. Pocierałam ręką moje wargi od zewnątrz. Próbowałam sobie przypomnieć obrazy z szatni. Jak Anka ściskała cycki. Jak Gośka trzęsła gołym tyłkiem. Jak zaglądałam Magdzie między nogi, żeby dojrzeć jej szparkę.

    Wsunęłam palec pomiędzy wargi. Przejechałam nim od dziurki aż do łechtaczki. Westchnęłam mimowolni, gdy jej dotknęłam.

    – Poczekaj! – mama postanowiła przypomnieć o swojej obecności. Czym jeszcze chce mnie zawstydzić? – Rozsuń nogi szerzej!

    Rozchyliłam je bardziej. Wszystko i tak już widziała.

    – Rozchyl cipkę – rozkazała. Czyli jednak nie wszystko. – Rozchyl palcami wargi sromowe i odsłoń swoją łechtaczkę.

    Zrobiłam co kazała. Nie było sensu się kłócić. Tym bardziej że…

    – Robisz się mokra, córeczko – mama też to zauważyła. – Podnieca cię ta kara?

    – Taak – szepnęłam zawstydzona.

    – Co cię tak podnieca?

    – Że się… mmmm…

    – Śmiało, odpowiadaj całym zdaniem. Że co robisz?

    – Że się… masturbuję – wystękałam.

    – Oraz…

    – Oraz… pokazuję ci to – musiałam zaspokoić oczekiwania mamy. Zebrałam się w sobie i powiedziałam – Że stoję przed tobą całkiem goła, dotykam się po cipce, a ty na nią patrzysz.

    – Masuj ją dalej – zaczęłam to robić z coraz większą przyjemnością. Naprawdę, odczuwałam przyjemność z pokazywania tego mamusi. Coraz pewniejszymi i szybszymi ruchami pocierałam szparkę, łechtaczkę, sama się zaskoczyłam, gdy wsadziłam palec do dziurki.

    – Ochhhh – westchnęłam i spojrzałam na mamę, a ona też robiła coraz większe oczy. Widziałam, że ją też to podnieca. Starała się to jednak ukryć, w końcu to ma być kara. Ja też muszę to tak traktować. Poczułam soczki na paluszku. Zaczęłam nim szybko poruszać. I jęczeć.

    – Jesteś taka mokra, córeczko – nie wiedziałam już, czy mama chce mnie bardziej zawstydzić, czy też traci panowanie. Czy jedno i drugie. – Za chwilę dojdziesz, prawda?

    – Taak, mamusiuu – wyjęczałam. – Zaraz będę miała… ooo…

    – Co takiego? Powiedz.

    – Dostanę… orgazm, mamusiu – wyjęczałam pieszcząc cipeczkę coraz szybciej. Byłam naprawdę blisko.

    – To dobrze. Mamusia cały czas patrzy – zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie widok siebie z jej perspektywy. Całkiem naga, z palcem masującym mokrą cipeczkę, na drżących nogach… musiałam być naprawdę…

    – Ooooocchhhhh – zadrżałam cała, poczułam, jak soczki mi wyciekają z cipki, poczułam je na nóżkach, drugą ręką ścisnęłam moje małe cycuszki, skupiłam się na cipeczce, która miarowo zaciskała się na moim paluszku.

    Padłam na łóżko, drżąca z rozkoszy. Chwilę to potrwało zanim doszłam do siebie. Gdy otworzyłam oczy, mama cały czas na mnie patrzyła. W najbardziej intymnej chwili oglądała mnie.

    – Wiem, że to było bardzo wstydliwe dla ciebie – powiedziała – ale chyba rozumiesz, że musiałaś dostać karę.

    – Taak, mamusiu, przepraszam – odpowiedziałam jej. – Czy to wszystko?

    – Tak, skarbie. Jeszcze jedno – do końca dnia nie wychodzisz z pokoju. To też element tej kary.

    – Dobrze, mamo. Mogę się już ubrać? – spytałam.

    – Tak, Majeczko, możesz – powiedziała, po czym wyszła, zostawiając mnie nagą.

    Chwilę to trwało, zanim chwyciłam majtki, ale gdy miałam je zakładać usłyszałam dźwięk dochodzący z sypialni rodziców. Zrozumiałam, dlaczego nie mogę wychodzić ze swojego pokoju. I dlaczego mogę się ubrać, a nie muszę…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maja Wierchuszka
  • Przygody suczki

    Dziś byłam umówiona z moim Panem, czekała mnie długa droga samochodem. Ale tym razem postanowiłam zrobić Panu niespodziankę. Zawsze przyjeżdżałam, w męskim ubraniu i na miejscu się przebierałam, a tym razem ubrałam się w domu. Nic specjalnego nie założyłam, czarna bluzeczka pod nią czarny koronkowy gorset, czarne spodnie z zamkiem w kroku, obowiązkowo obrożę i trampki, żeby było wygodniej jechać autem. Makijaż zrobiony, peruka założona i czas w drogę. Nie wiem, czemu ale pierwszy raz nie miałam strachu przed jechaniem tak ubrana. Może to podniecenie, że za nie długo będę u mojego Pana służyć. Nie pozostało nic innego tylko zebrać się i jechać, ostatni rzut okiem w lustro i wyszłam z domu. Droga była spokojna, ale przyszedł czas, aby zjechać na MOPa i skorzystać z toalety. Zatrzymałam się, wysiadłam, wyprostowałam nogi i stwierdziłam, że zapale sobie. Na parkingu stało kilka aut ciężarowych, czyli normalnie. Skończyłam palić i udałam się w kierunku toalety. Weszłam pewnym krokiem, w środku był jakiś facet, spojrzał na mnie od góry do dołu, dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że weszłam do męskiej toalety a byłam ubrana nie jak facet. Ale jak już weszłam to cóż było robić, podeszłam do pisuaru rozpięłam zamek spodni i robiłam to, co powinno się tam robić, nie zwracając uwagi na tego gościa. Ale trochę się przeliczyłam, bo chwilę później poczułam go z tyłu i szepnął mi do ucha, może pomóc, oczy zrobiły mi się duże jednocześnie poczułam jego dłoń na moim tyłku. Nie odpowiedziałam, ale tez nie protestowałam, więc zaczął poczynać sobie śmielej. Jego dłoń dotarła do mojego kutasa, który zaczął sztywnieć, mój oddech trochę przyspieszył, skończyłam sikać a on zaczął nim poruszać, zrobił się twardy. Widzę dziwko, że podnieciłaś się, powiedział. Nic nie odpowiedziałam, tylko oparłam się bardziej na nim, czując jego dłoń i swoje podniecenie. Wiedziałam wtedy że mu się nie oprę, że pozwolę mu na więcej. Długo nie musiałam czekać, poczułam jego twardego kutasa na moim tyłku, opierał się całym ciężarem. Padło tylko polecenie obróć się dziwko i na kolana. Klęczałam przy pisuarze a przed moja twarzą był sterczący twardy dość sporych rozmiarów kutas. Nie czekał za długo, chwycił mnie za głowę i wsadził mi do pyska. Ruchał mnie mocno, aż mi łzy zaczęły lecieć i ślina, nie robił sobie nic po prostu mnie pierdolił. Nagle z letargu wyprowadził mnie głos dobiegający z głębi toalety. O kurwa, dawaj te dziwkę, zerżniemy ją we dwóch. Wyjął kutasa i za obrożę po czworaka zaprowadził do kabiny. Tam usiadł na zamkniętej klapie, ja na czworaka, więc wsadził moją głowę na swojego kutasa i zaczął nią ruszać. W tym czasie ten drugi dobrał się do zamka w spodniach, rozsunął go i z zadowoleniem stwierdził, że nie mam bielizny. Splunął mi na tyłek i zaczął robić mi palcówkę. Moje podniecenie było ogromne, kutas w pysku i palce w tyłku, lecz po chwili to się zmieniło, bo poczułam jak jego kutas napiera na moją dziurkę. Zagłębiał się powoli, cm po cm, a ja czułam te cm. Był tak wolny, że zanim wszedł, dostałam orgazmu analnego. Cudowne uczucie, wszedł w końcu cały, chwilę trwał bez ruchu, by zacząć mnie pieprzyć, dobijał do końca jednocześnie nabijając na kutasa z przodu. Tak byłam pierdolona przez jakiś czas, potem ten pierwszy kazał mi wstać obrócić się tyłem i nabić się na jego chuja. Posłusznie to zrobiłam, położył mi dłonie pod tyłek by móc mnie podnosić, w tym czasie ten drugi przyklęknął i ssał mojego kutasa jak byłam podnoszona i opuszczana na drugiego. Nie trwało to długo, bo wstał chwycił za głowę i wsadził kutasa do mojego pyska. Znów byłam wypełniona z dwóch stron. Ruchali mnie a mi było coraz przyjemniej, orgazm za orgazmem, aż poczułam, że ten w moim tyłku zaczyna pulsować, opadłam na niego i poczułam ciepło spermy zalewające moją dupę.  Rozkosz nie ziemska. Ten drugi tez zaczynał dochodzić, wyjął go i walił sobie przed moja twarzą. Otwieraj pysk rzucił, by po chwili zacząć zalewać moje usta i twarz. Było tego sporo, na koniec wsadził mi abym wyczyściła go ze spermy. Jak już to zrobiłam, usłyszałam dobra dziwka, zapiął spodnie i poszedł. Wtedy ten drugi kazał mi zejść uklęknąć i wypolerować jego kutasa. Wypolerowałam go do czysta, czułam spełnienie, wtedy po chamsku do mnie koniec ssania spierdalaj dziwko. Te słowa spowodowały, że jeszcze bardziej się podnieciłam. Ale wstałam i poszłam do lustra zobaczyć jak wyglądam. Makijaż trochę do poprawy i ślady spermy na twarzy i włosach, ale nie zmyłam ich. Za to z torebki wyjęłam korek analny i włożyłam żeby zatrzymać spermę w środku. Trochę się poprawiłam, na nogach jak z waty wyszłam, zapaliłam i pojechałam dalej. Po jakiejś chwili jazdy uświadomiłam sobie gdzie jadę i jakie będą konsekwencje tego, co zrobiłam, ale nie było to ważne i tak kara mnie nie minie, a uwielbiam jak Pan mi je wymierza, a tak przynajmniej będę szczera wobec Pana.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Małgorzata Nowak
  • Mama kolegi 2

     Minęły dwa dni odkąd Tomek przeleciał Gosię. Był piątek wieczór a on siedział w swoim pokoju, gapił się w okno i myślał o niej. O jej udach, stopach, sutkach i tyłeczku. Od tego myślenia stanęła mu pała. Wszystko to było takie dziwne. Przeleciał matkę kolegi. Kumpel się do niego przestał odzywać. Po szkole zaczęły krążyć chyba jakieś plotki, bo kumple patrzyli na niego z podziwem i zazdrością a koleżanki zbierały się za jego plecami, coś szeptały i chichotały. Wszystko wskazywało na to, że prestiż Tomka wzrósł, ale trochę się bał, że starzy się dowiedzą.

    Zabrzęczał sygnał Messengera „Spotkajmy się, tęsknię” – przeczytał i aż podskoczył. A więc jej też się podobało. „Gdzie, o której ?”. Telefon milczał z minutę „Za dwie godziny, w klubie Poziom 1. Wezmę gumki”

    To były najdłuższe dwie godziny w życiu Tomka. Oczywiście był pierwszy.  Siedział przy barze i pił mohito, gdy ją zobaczył. Miała na sobie wąskie legginsy, czarne, wysokie szpilki i takież czarno pomalowane paznokcie na drobnych, wypielęgnowanych stopach, złoty łańcuszek na kostce, obcisły top przez który przebijały sutki (nie miała biustonosza!). Zobaczyła go, pomachała mu wesoło, podbiegła. Pocałował ją w usta. Smakowała tytoniem i śliwkami, usta miała mokre, pełne śliny. Poszli w języki. Całowali się jak wariaci aż barman odchrząknął i zapytał ze złośliwą satysfakcją, czy już można coś mamusi podać. Gosia popatrzyła na niego w taki sposób, że facet aż się skurczył. Po czym zabrała Tomka na parkiet.

    Nie widać było po niej jej lat. W bladym świetle klubu zniknęły kurze łapki w kącikach oczu. Tańczyła jak młoda, kręcąc biodrami i co chwila pocierając się w tańcu o Tomka sutkami. Nie wytrzymał, chwycił ją w pół, przechylił i wsadził jej język w usta. A potem złapał za rękę i pociągnął do męskiej toalety. Poszła posłusznie. Minęli kilku facetów lejących do pisuarów i zamknęli się w kabinie. Tam rozpiął spodnie a Gosia usiadła na sedesie i zaczęła mu obciągać. Najpierw delikatnie objęła jego członka uszminkowanymi ustami i zassała. Potem jej język zaczął lizać jego jaja, zostawiając na nich sporo śliny. Tomek jęknął z rozkoszy, wepchnął jej głębiej kutasa w gardło, przytrzymał za włosy. Nie broniła się. Ulegle podniosła na niego oczy i wytrzymała tak długo, aż wyciągnął z powrotem. Umiała ciągnąć druta jak nikt. Tomek jednak chciał się spuścić nie w jej ustach tylko chciał ją zerżnąć. Zamienili się miejscami. Gosia wyjęła gumkę, wsadziła ją sobie w usta i ustami nałożyła mu na kutasa. Stara sztuczka prostytutek ( o czym Tomek rzecz jasna nie wiedział, bo i skąd) Kiedy siadał na sedesie, ona rozpięła legginsy, zdjęła majtki, zsunęła na kolana i usiadła na nim. Jego kutas wszedł w nią miękko, gładko, głęboko. Była mokra, gotowa. Tomek wsunął dłonie pod jej top, zmacał piersi, chwycił za nie. Były miękkie, dość duże. Zaczął pieścić sutki. Gosia zaczęła jęczeć. Zza drzwi dobiegły ich jakieś głosy: „kurwa, wszystkie kible zajęte a oni się tam pierdolą”. Tomek nie wiedział czy to miejsce jest bezpieczne, ale ryzyko go podniecało. Nigdy nie robił tego w miejscu publicznym. Na Gosię też to chyba działało podobnie. Podskakiwała na nim, dociskała go, jęczała a on gryzł ją w szyję i uszy. Wreszcie spuścił się, dokładnie w momencie gdy ona doszła. Napięła się, znieruchomiała na chwilę, zagryzła rękę żeby nie krzyczeć, po czym zwiotczała i prawie z niego się zsunęła. Tomek pomógł jej się ubrać , wywalił zużytą prezerwatywę i otworzył drzwi od kibla. Napotkał wzrok z dziesięciu facetów, którzy się tu zeszli, żeby przynajmniej posłuchać. Tomek był czerwony jak burak, ale spocona Gosia uśmiechnęła się promiennie, poprawiła włosy i podniosła top, pokazując im cycki. Po czym wywaliła do nich język, wzięła Tomka pod ramię i wspólnie wymaszerowali na salę. Tam jednak Tomek napotkał kumpli. Było za późno na ucieczkę. Objął Gosię w pół i podszedł do paczki stojącej w kącie.

    – Cześć przegrywy, co tam ? – zagaił – wyrwaliście jakieś laski ? Bo ja chyba tak. Poznajcie Gosię, to mama Krzyśka z I b. Zatkało ich. Wybałuszali gały patrząc się to na Gosię to na Tomka. Gosia weszła w rolę. Przytuliła się do Tomka i skubnęła go ząbkami w ucho

    – Kochanie, masz ochotę na drinka ? – zatrzepotała rzęsami. – Co ci kupić ? Może aperolspritz ? albo negroni ?

    Tomek nie miał pojęcia ani o jednym ani o drugim, więc zrobił poważną minę, chrząknął

    – negroni.

    Gosia uśmiechnęła się promiennie i odpłynęła w stronę baru. Zapadła cisza.

    – Naprawdę to jest matka Krzyśka ? Wreszcie wydukał jeden z kumpli – Teraz ją wyrwałeś, tu w klubie? Jak ?

    – Tajemnica. Ale puka się doskonale.

    Tomek zostawił oniemiałych kolegów i zaczął wzrokiem szukać Gosi. Stała przy barze zagadywana przez dwóch facetów w średnim wieku. Poczuł ukłucie zazdrości. Podszedł do nich, skinął niedbale, pocałował Gosię w kark. Gosia ucieszyła się, przytuliła do niego.

    – O jesteś nareszcie ! Panowie strasznie się tu starali ale mówiłam im, że mam już chłopaka.

    Faceci się zmyli. Dopili drinki. Gosia była już podchmielona, podniecona seksem. Napierała na niego coraz mocniej biodrem.

    – Nie jestem typem grzecznej mamuśki – szepnęła mu do ucha. – Lubisz niegrzeczne ?

    Mówiąc to położyła mu dłoń na jajach i popatrzyła w oczy. Tomek poczuł, że się regeneruje.

    – Chodźmy stąd – zaproponował.

    Wzięli taksówkę, pojechali do hotelu.

    Recepcjonistka popatrzyła na nich z lekkim zdziwieniem. Matka z synem ? Nie, to chyba coś innego…

    – Nie mamy rezerwacji, ale na pewno znajdzie się pokój na jedną noc – Gosia podała kartę kredytową.

    Pokój był. Znaleźli w nim się szybko. Zamknęli drzwi. Gosia zaczęła gorączkowo rozbierać Tomka. Kiedy był nagi, sama,  jeszcze w ubraniu położyła się na łóżku, podparła głowę, i kusząco zgięła nogę.

    – No chodź chłopczyku, chodź do mamusi… szeptała i wsadziła sobie palec do ust, po czym go oblizała długim językiem.

    Tomek już był przy niej. Zdjął jej szpilki i zaczął całować stopy. Bawił się łańcuszkiem na jej nodze. Potem zdjął jej legginsy, wyrzuciła majtki, zerwał z niej top. Nareszcie oboje byli nadzy. Gosia miała mocne ciało, widać chodziła na siłkę. Niewielkie rozstępy na udach i piersiach, były jedynym znakiem, że rodziła.

    Położyła się na brzuchu, podciągnęła kolana, wypięła tyłek. Ręce wyrzuciła przed siebie.

    – Rżnij mnie – szepnęła – Rżnij jak sukę.

    Tomek zaniemówił, ale po chwili poczuł jak uderza go od spodu, w podbrzusze fala podniecenia. Rozuchwalił się i dał jej lekkiego klapsa. Zakręciła tyłeczkiem.

    – Mocniej !

    -Dziwka ! sapnął Tomek i trzasnął ją w dupę.

    Jęknęła i zakręciła jeszcze raz.

    – Tak ! Jestem twoją dziwką ! Spuść się w swoją dziwkę !– nakręcała się. Gosia lubiła ostro. Niby udawała że ulega, ale tak naprawdę to ona była tu reżyserką i scenarzystką. Tomek tylko miał grać swoją rolę.

    Tomek powoli namierzył kutasem jej cipkę i zaczął bardzo, bardzo pomału wsuwać. Gosia zadrżała.

    Chwycił ją za biodra, docisnął. Starał się wejść najdalej jak to możliwe. Nie była już taka ciasna jak za pierwszym razem. I cała ociekała swoimi sokami. Pachniała spermą, cipką i potem. Złapała rytm. Posuwał ją szybkimi, mocnymi pchnięciami. Od czasu do czasu dawał klapsa.  Przewrócił ją na plecy. Zadarła nogi, zgięła je w kolanach, przycisnęła do brzucha. Wsadził jej znowu. Patrzyli sobie w oczy, on na nią napierał, ona chwyciła go za kark, przycisnęła do siebie, wpiła się w jego usta. Była pełna śliny, śliska; jej język w jego ustach wił się jak wąż.

    – Daj ! szepnęła.

    Wyjęła jego kutasa, kazała mu klęknąć, pochyliła się i zaczęła mu obciągać. Wysunęła języczek i długo, metodycznie wylizywała jego członka ze swoich własnych soków. Tomek w zachwycie patrzył na jej gładkie, wijące się plecy, linię łopatek, grę mięśni, spory ale zgrabny tyłek. Nie mógł uwierzyć, że starsza od niego o dwadzieścia lat kobieta oddaje mu się.

    Gosia rytmicznie ruszała głową, biorąc coraz głębiej do buzi. Charczała przy tym i pluła się. Gęsta ślina skapywała jej z ust po brodzie i na piersi. Biorąc go do ust, trzymała wysunięty język, co dawało dodatkowy poślizg. Jej upierścieniona dłoń o chudych palcach z długimi tipsami przytrzymywała nasadę członka. Rozpuszczone włosy spadały jej na czoło.

    Tomek wreszcie doszedł i spuścił się w jej ustach. Gosia zabulgotała wesoło, otworzyła usta, pokazując spermę, potem puściła bańkę i wypluła ją na brodę. Sperma razem ze śliną ściekała jej po brodzie. Nie wycierając ust, rzuciła się na plecy , rozrzuciła szeroko nogi i ręce. Wsadziła sobie palec w cipkę, potem drugi i trzeci…. Zaczęła sapać i jęczeć, wić się na łóżku. Tomek chłonął widowisko. Wreszcie doszła, zaczęła jęczeć, krzyczeć, aż zwiotczała, rozluźniła się.

    Tomek pochylił się nad nią, zębami skubnął sutek. Odrzuciła go.

    -Tomeczku – zaśmiała się – może już wystarczy ? Dwa razy dziś mnie zmacałeś, dwa razy zerżnąłeś i spuściłeś mi się do buzi. Podobało ci się ?

    – Bardzo. Mam nadzieję, że to powtórzymy.

    Tomek wziął z podłogi jej majtki i wytarł nimi jej usta i brodę ze spermy, po czym pocałował ją. Chciało mu się spać. Gosia też była zmęczona, ale jak to kobieta po seksie, chciała rozmawiać. Usiadła, podciągnęła kolana pod brodę, zapaliła papierosa.

    – I co dalej ? – zapytała – żeby to się nam nie wymknęło spod kontroli. Nie zakochuj się we mnie przypadkiem. Wolę, żebyśmy byli kumplami. Możesz być moim przelecielem. Męża praktycznie nie mam. Albo nie ma go w domu, albo spuści się we mnie raz na miesiąc i śpi. Żyję między pracą a obowiązkami domowymi. Jeszcze muszę utrzymywać tego darmozjada Krzyśka. A ja lubię zaszaleć. – zaciągnęła się papierosem, puściła kółko z dymu. Tylko nie miałam z kim. Aż znalazłam Ciebie.

    Ale nie chcę kłopotów. Co byś mi poradził ?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Nowak

    Poradźcie:) Co ma zrobić Tomek ? Spotykać się z Gosią ? Może w plenerze ? albo w samochodzie ? A może w trójkącie lub wielokącie, z jej mężem ? Albo z kolegami ?

  • Weekend z mezem i kochankiem, cz. 2

                Po dojechaniu na miejsce Patrycja z Pawłem pobiegli zobaczyć domek, a Adam zaczął znosić bagaże z samochodu. Jak już wszystko było gotowe, Patrycja zawołała męża:

    – Kochanie! Proszę zrób nam z Pawłem drinki.

    – Już kochana. A myślisz, że ja też bym mógł…? – Adam nigdy nie pił, jak Patrycja wychodziła na randki, ale ta sytuacja była dla nich wszystkich nowa a on miał ogromną ochotę zwilżyć gardło zimnym trunkiem.

    – Adam, mam randkę, co z Tobą? Przestań się tak zachowywać, zaczyna mi być za Ciebie wstyd. Rób te drinki szybciej, nie wiem co w Ciebie wstąpiło! – Mąż poczuł lekki zawód, ale nie był w stanie odmówić żonie, która ogromnie go podniecała, kiedy była taka władcza. Szybko przeszła mu ochota na picie i zaczął zapamiętale przygotowywać drinki, jak profesjonalny barman. Kiedy podał je kochankom, Paweł od razu pociągnął soczysty łyk, dając do zrozumienia, że mu smakuje. Natomiast Patrycja po spróbowaniu powiedziała nagle:

    – Adam, rozbieraj się. Ale szybko. – Mąż doznał prawdziwego szoku. Jeszcze nigdy nie rozbierał się przy Pawle, poza tym nie spodziewał się, że żona postanowiła włączyć go do zabawy. Poczuł zaskakujące podniecenie i nie myśląc za wiele, zaczął szybko ściągać z siebie koszulę i spodnie. Patrycja patrzyła na ten spektakl z tajemniczym spojrzeniem, z którego ciężko było wyczytać jej intencje.

    – Paweł, podaj mi moją torebkę. – Następnie zwróciła się do nagiego już męża. – Oj kochanie, nie poznaję Cię. Od kiedy tak łatwo się podniecasz, co? Nie umiesz grzecznie czekać na swoją kolej, tylko próbujesz mi się narzucać, pokazując swojego twardniejącego, małego penisa? Jestem trochę zażenowana, jeśli mam być szczera. Ale na szczęście jestem przygotowana na każdą okoliczność mój drogi. – Paweł podał kochance torebkę, z której ta wyciągnęła metalową klatkę na penisa. Następnie Patrycja wprawnymi ruchami założyła ją na penisa męża, zatrzaskując na nim małą kłódkę. Kluczyk zapięła do swojego łańcuszka, który następnie zawisł w jej głębokim dekolcie, między kształtnymi piersiami.

    – Teraz będziesz grzeczniejszy, bo nie masz wyjścia kochanie – powiedziała to wybuchając serdecznym śmiechem. – A jak będę z Ciebie naprawdę dumna, to dostaniesz swoją nagrodę, obiecuję. – Mówiąc do pocałowała męża bardzo namiętnie w usta.

                W końcu Patrycja podeszła w stronę kochanka, który kończył już swojego drinka. Wyciągnęła na środek pokoju krzesło i wskazała gestem, aby kochanek na nim usiadł. Następnie zgasiła światło, włączyła play listę francuskiej muzyki i zaczęła swój spektakl dla obu panów. Słabe światło księżyca oświetlało pomieszczenie, w którym Patrycja nieziemsko wiła się w swojej króciutkiej czerwonej sukience, eksponując swe wdzięki. Kutas Pawła wyraźnie stwardniał a on sam nie odrywał od kochanki wzroku. Adam natomiast walczył z erekcją, która w jego sytuacji mogła wiązać się tylko z bólem napierania na metalową przeszkodę, ale na próżno. Nie dawał jednak po sobie poznać dyskomfortu. Uśmiechał się czule, podziwiając jak bardzo seksowną ma żonę. W końcu Patrycja przeszła do kolejnego etapu i zaczęła zębami rozbierać Pawła, ściągając kolejno jego koszulkę, spodnie i bokserki. Pomimo niedawnego orgazmu, striptiz najwyraźniej wystarczająco ponownie go pobudził. Patrycja widząc to pochyliła się tyłem do kochanka, bardzo powoli opuszczając koronkowe stringi, które lepiły się już od jej soków – ukazując kochankowi swoją cipkę i tyłek w pełnej okazałości. Po opuszczeniu majtek na ziemię, uklęknęła podnosząc je z ziemi ustami. Następnie krokiem modelki, będąc cały czas na swoich wysokich szpilkach, podeszła do Adama, podając mu swoje mokre stringi z ust do ust. Mąż posłusznie przejął podarunek.

    – Chciałeś zwilżyć gardło kochanie? Myślę, że są wystarczająco nawilżone, żebyś nie zmarł z pragnienia. – Potem przyklęknęła przed mężem, i wzięła do ust jego penisa zamkniętego w klatce. Adam nigdy nie przeżył nic bardziej frustrującego. Dotąd podczas randek Patrycji mógł sobie dogadzać w dowolny sposób, a czasem dostawał od żony rozkosz, która smakowała wtedy w zwielokrotniony sposób. Ale o robieniu loda już praktycznie zapomniał, ta czynność widocznie była zarezerwowana dla większych wyzwań, jak to określała Patrycja. Poza tym absurdalne wydawało się obu małżonkom robienie czegoś, co miało przynieść rozkosz tylko jemu. A teraz Patrycja klęczała przed nim, ubrana nieziemsko, ruszająca się nieziemsko, pachnąca nieziemsko, napalona jak wyposzczona nastolatka. A jednak nie czuł rozkoszy, bo nie mógł jej poczuć. Łańcuszek na którym wisiał kluczyk do jego zaspokojenia wysunął się z zza dekoltu żony, spływając bezwiednie po jego zamkniętym kutasie, a kluczyk zdzwonił o metal jego klatki. Patrycja zdawała się tego nie zauważać, zapamiętale biorąc do ust zimny metal. Nagle wstała, i ze spokojem powiedziała do męża:

    – Ściągniesz mi sukienkę kochanie? O super, dziękuję. I jakbyś jeszcze rozpiął mi stanik? Ooo tak, dziękuję. Mam jeszcze dzisiaj coś do zrobienia, ale czekaj na mnie grzecznie i nie wyjmuj majtek z ust, dobrze? Jak mnie nie zawiedziesz, wrócimy do Twojego loda, albo na co mnie najdzie ochota. Pocałowała go szybko w zamknięte usta i mając na sobie wyłącznie szpilki i łańcuszek z kluczykiem, ruszyła w stronę do patrzącego na to wszystko w osłupieniu Pawła.

    – Ruchaj mnie jakby miało nie być jutra! Słyszysz? Ruchaj mnie, juuuż! – Paweł jakby czekał w blokach startowych. Rzucił się na kochankę zapominając nawet o założeniu gumki. Wziął ją na stojąco, chwytając w silne ramiona, osadził na swoim nabrzmiałym kutasie, aż Patrycja jęknęła głośno i przeciągle. Zaczął posuwać ją bardzo szybko, a Patrycja nie protestowała, tylko wczepiła palce w jego włosy, na przemian jęcząc i krzycząc „ruchaj mnie!” i „o tak!” . Paweł po chwili położył kochankę na kanapie chcąc wejść w nią w pozycji na misjonarza, ale ona na to nie pozwoliła. Odepchnęła go i odwróciła się do niego tyłem, wyginając się jak pałąk, wypięła do niego swój przepiękny tyłek. Kiedy w nią wszedł z całą brutalną siłą, aż zamknęła oczy i zmełła w ustach przekleństwo, ale po chwili sama ruszała tyłkiem twerkując na kutasie kochanka. Jednocześnie przywołała gestem męża, który posłusznie podszedł i uklęknął przed nią. Cały czas ruchając się od tyłu wyjęła mężowi ustami z ust swoje stringi, za którymi na jego klatkę piersiową wypłynęło sporo zgromadzonej w ustach śliny. Kiedy Adam oddychał głęboko, Patrycja zaczęła go bardzo namiętnie całować, co jakiś czas przerywając żeby wydać z siebie głośny jęk. W końcu przerwała, każąc Pawłowi usiąść a kanapie. Sama usiadła na nim, plecami do kochanka. Zaczęła go ujeżdżać na odwróconego jeźdźca, a mąż uklęknął przed swoją ukochaną.

    – Aaaah, Adam pragniesz mnie? Chcesz poczuć mój…aaaah…. mój smak? Przygotowywałeś „ją” dla niego, chcesz poczuć jak smakuje teraz, podczas …. ahhh… mojej przyjemności? – Adam nie czekając dobrał się do łechtaczki swojej żony, podczas gdy ta ujeżdżała Pawła coraz szybciej. Podwójna stymulacja wyraźnie przyspieszyła oddech Patrycji i czuć było że zbliża się do orgazmu.

    – Widzisz, jak się nie masturbujesz to jesteś użyteczniejszy i seksowniejszy. Podoba mi się jak uczestniczysz w tym…. ahhhhhhh… trójkącie. – Adam nic nie odpowiedział tylko zaczął coraz szybciej pracować językiem, aż z ust Patrycji wydobył się bardzo długi i głośny jęk, jej uda zaczęły mocno dygotać, a pochwa zaciskać na kutasie kochanka.

    – aaaahh, przyznaj że ma zajebistego kutasa!

    – Jeśli dał Ci tyle rozkoszy to na pewno taki jest.

    – Słyszysz Paweł? Masz zajebistego kutasa i ruchasz się jak mistrz. Nikt nigdy mnie tak nie wydymał. – mówiąc to przyspieszyła ruchy, a Paweł nie wytrzymując już dłużej wystrzelił prosto do jej cipki. Adam widział tylko pulsującego ogromnego penisa i wyobrażał sobie jak jego płyn napełnia jego ukochaną żonę. Patrycja poczuła w sobie ogromną ilość ciepłej spermy, co tak ją rozpaliło, że doszła ponownie. Paweł czuł się całkowicie spełniony i opadł z sił. Adam zaczął podnosić się z kolan, ale Patrycja przytrzymała go.

    – Miałeś być grzeczny, pamiętasz? Mówiłeś, że jesteś spragniony, dostaniesz mojego ulubionego drinka i to z Twojego ulubionego kieliszka. – Żona wstała z penisa Pawła i pochyliła się nad podnieconym do granic możliwości mężem. Z jej cipki zaczął wypływać strumieniami biały, gęsty płyn, który Adam zaczął łapczywie łapać w usta. Wylizywał przy tym żonę bardzo dokładnie, oddając się tej chwili i swojej roli bez granic. Smak spermy stał się dla niego neutralny, natomiast jego żona smakowała doskonale. Czuł że ją uszczęśliwia. Lizał jej rozszerzoną pochwę, której on nigdy tak nie rozciągnie. Ale nie czuł zazdrości. W tym momencie liczył się tylko fakt, że ona jest usatysfakcjonowana, wyruchana tak jak na to zasługuje. A on jest przy niej, wie że jest jej mężem, najbliższym mężczyzną. I że uczestniczy w tej jej satysfakcji. Kiedy złapał ustami wszystko, co wypływało z cipki, żony, sięgnął palcami do jej wnętrza szukając tam jeszcze choćby kropli spermy jej kochanka, i chcąc czuć jak najdłużej smak jej soków.

    – Jesteś zajebistym mężem Adam, jestem z Ciebie dumna. – Adam popatrzył na żonę szklistym wzrokiem, czując satysfakcję. Nie przeszkadzało mu, że całą twarz ma poklejoną od soków żony i spermy jej kochanka. – Kocham Cię – powiedział tylko. Patrycja wstała, spojrzała na męża i powiedziała:

    – No dobrze, ale nie rozbestwiaj się. Zrób nam po jeszcze jednym drinku, umyj mnie i pościel nam łóżko. Ty śpisz tutaj, na kanapie. Mam nadzieję, że to oczywiste, że masz nam w nocy nie przeszkadzać, chcemy pobyć z Pawłem trochę sami. A rano jak wstaniemy na stole ma być ciepłe śniadanie, jasne?

    – Oczywiście kochanie. A zdejmiesz to ze mnie na noc…?

    – Zwariowałeś? Podobasz mi się taki napalony, ja chcę wykorzystać ten Twój stan, nie bądź egoistą. Ale jak będziesz grzeczny to nie pożałujesz. Zresztą przecież dostałeś już ode mnie tak dużo dzisiaj, a mimo to śmiesz prosić o jeszcze więcej? – Adam spojrzał na żonę ze zrozumieniem w oczach. – No właśnie. Paweł, wypij sobie jakąś kawę, bo nie zamierzam za dużo spać w nocy.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    XYZ