Jestem uzależniona od spermy. Kocham jej smak, kocham zapach i sposób jej zdobywania. Mam 32 lata, 170cm wzrostu duże piersi i zgrabny tyłeczek. Dla zdobycia spermy jestem gotowa do wszystkiego. Od dwóch lat jestem właścicielką trzech niewolników, których używam wedle swoich potrzeb. Są na każde moje zawołanie i mają wykonywać każdą moją zachciankę a mam ich dużo. Przy mnie mają być wyłącznie w krawatach nawet wtedy kiedy w moim domu są goście. Nie gardzę również innymi kutasami i cipami. Po mężu odziedziczyłam duży dom, stajnie i ponad 6mln $ na koncie. Rano byłam zdenerwowana bo dostałam list, z którego wynikało, że kupiony ogier na wystawie z Dubaju jest chory i nie nadaje się do transportu. Musiałam jakoś odreagować i wybrałam się na zakupy. Postanowiłam jak plebs odwiedzić którąś z pobliskich galerii. W jednym ze sklepów znanej marki wpadł mi w oko mężczyzna kupujący garnitur. Wysoki brunet z lekkim zarostem, szerokimi barkami i gustownym kapeluszu. Wyglądał jak wysokim stopniem funkcjonariusz Scotland Yardu. – Do wyboru garnituru potrzebne jest kobiece oko. Powiedziałam w jego kierunku gdy przed lustrem przymierzał marynarkę. – O którym oku pani mówi? Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi ale szybko mu odpowiedziałam. – Każde. Moja cipka zareagowała chyba szybciej ode mnie. Zaczęła mi aż drzeć i śluz spływał po udach. – To nich pani wybierze coś w czym będę się pani podobał. – Nawet bez niczego będzie pan wyglądał jak kąsek do schrupania. Zerwałam z wieszaka pierwszą lepszą marynarkę i pociągnęłam go w kierunku przymierzalni. Drzwi za nami zamknęły się a trzaskiem i natychmiast zaczął mnie rozbierać. Po minucie stałam przed nim zupełnie goła. Stanął za mną i zaczął całować mnie po szyi, chuchać do ucha i szczypać brodawki. Nawet gdyby tego nie zrobił byłam gotowa szaleć na jego kutasie każdą swoją dziurką. Złapał mnie za cipę i włożył dwa palce głęboko sięgając punktu G. Wtedy zaczął mnie podnosić na zagiętych palcach do góry. Zabolało ale podobało mi się to. – Zrób ze mną co tylko chcesz ale musisz mi się spuścić na twarz i do ust. Pomogłam pozbyć mu się ubrania i spojrzałam na jego sprzęt. Miał się czym pochwalić. Lekko licząc 20cm i jeszcze nie był w wzwodzie. – Na kolana. Nie musiał mi rozkazywać. I tak bym to zrobiła byle mieć tego potwora w ustach. Rżnął mnie później jak sukę nie zwracając uwagi, że kabina obok została zajęta. Rzucał mną jak szmacianą lalką nadziewając na swojego kutasa każda moja dziurką. Na koniec ściągnął mnie do parteru i zaczął intensywnie masować kutasa. Pierwsza salwa spermy trafiła mnie prosto w gałkę oczną. Momentalnie oślepłam i szczypało. Po omacku szukałam kutasa by wyssać z niego wszystko. Zanim mi się to udało jeszcze trafił mi we włosy. Resztę już leciało prosto do gardła. Co to była za jazda. Byłam spocona i cała drżałam. To co zrobił potem wprawiło mnie w osłupienie. Otworzył drzwi kabiny i wypchnął mnie ze słowami „wypierdalaj”. Z wyruchaną dupą i cipą , że spermą w oku i włosach znalazłam się na głównej sali. Moich rzeczy mi nie oddał. Wszyscy się na mnie gapili. Panowie pocierali swoje krocza a kobiety z pogardą a niektóre z zazdrością. Byłam upokorzona ale dumna z siebie. Nie kryłam swojego wyglądu. Sperma mi zaczęła zasychać w oku i dalej byłam prawie ślepa. Pomogła mi pracownica sklepu okrywając mnie jakimś płaszczem z wieszaka i poprowadziła mnie na zaplecze. Nawet nie wiem kiedy on wyszedł. Moich rzeczy nie zostawił. Nie miałam nawet jak zapłacić za ten płaszcz. W głowie przyrzekłam sobie, że go znajdę i się odwdzięczę ale to już w następnym opowiadaniu.
Author: admin
-
Wdowa
Tytus deZoo -
Samotna matka
Żeby utrzymać siebie i córkę musiałam pracować i to ciężko. Miałam etat ale wypłaty starczało na styk. O zabraniu córki do kina czy kupno nowego ciuchu nie było mowy chyba, że wzięłam nadgodziny. Córka ma 17 lat i też ma swoje potrzeby. Coraz częściej w mojej głowie kłębiła się myśl by dorobić ciałem. Taka ostatnia nie jestem. 165cm wzrostu, cycki D i niezły tyłek. Seks od zawsze lubiłam a po odejściu Andrzeja to żadnego faceta nie szukałam. Sama sobie rozgrzewałam cipkę. Czasami to marzyłam by mnie w końcu jakiś samiec przeleciał. Koleżanka z pracy podpowiedziała mi jak znaleźć sponsora. Ubrałam się w to co uważałam za odpowiednie i wyszłam wieczorem z domu córce mówiąc, że będę nocować u koleżanki. Dokładnie 22 minuty czekałam aż pojawi się jakiś delikwent. Nie miałam w głowie żadnego cennika i gdy spytał ile chce za zrobienie loda to odparłam, że ile da. W parku usiadłam na ławce a facet wyjął kutasa ze spodni i chwycił mnie ręką za głowę. Najpierw badawczo polizałam sprzęt a potem objęłam ustami jego główkę. Niby proste i szybko wpadnie kasa ale on zaczął dociskać moją głowę i zaraz poczułam jak rozpycha moje migdałki. Odepchnęłam go by złapać powietrza ale on mocniej zaczął używać mojej głowy dyktując tempo i głębokość. Dobrze, że nie był długodystansowcem i zaraz poczułam smak jego spermy w ustach. Serwował mi ją w dużych ilościach i zaczęła mi ona wylewać się końcówkami ust. – Połykaj szmato!!! usłyszałam. Tego nie było w umowie ale wyjścia nie miałam. Zapiął rozporek i rzucił mi 50zł. Musiałam odpocząć i czegoś się napić by pozbyć się smaku w ustach. Weszłam do Żabki i kupiłam Fantę. Gdy wyszłam podszedł do mnie wysoki mężczyzna i spytał ile biorę bez gumki. Kurde, to jest jakiś cennik? Skąd miałam wiedzieć. Powiedziałam 300zł. Przystał na to i pociągnął mnie za sobą. Zatrzymaliśmy się w bramie ale okazało się, że temu wszystkiemu będzie się przyglądać jego żona. Zdębiałam. – Za oglądanie dodatkowo 200zł – powiedziałam. Zgodzili się oboje. Zdjęłam majtki, odwróciłam się tyłem do gościa i wypięłam tyłek opierając się o ścianę. Kobieta kucnęła pod nami i najpierw ona zrobiła mu loda jęcząc przy tym chyba z podniecenia. Gdy był gotowy wszedł we mnie a ona przyglądała się klęcząc pod nami. Gość ruchał mnie a ona jęczała. Jęczałam i ja bo nie sposób milczeć z kutasem w cipie. Po paru minutach jego fiut zaczął pulsować i poczułam jak spuszcza mi się do środka. Gdy wyszedł ze mnie klęcząca kobieta powiedziała, że towar jest jej męża i go zabiera. Zaczęła zlizywać z mojej cipy wszystko co ze środka wypływało czym prawie doprowadziła mnie do orgazmu. Potem oblizała kutasa męża i oboje spełnieni poszli w swoją stronę. Wróciłam do domu czym zaskoczyłam córkę, która spytała czy pokłóciłam się z koleżanką, że wróciłam. Po kilku takich wieczorach córka zorientowała się, co jest grane, że mam pieniądze. Musiałam z nią porozmawiać ale tego wieczoru nie miałam na to siły. Cipa mnie bolała, czułam się nie świeża. Rano córka mnie spytała: – Bardzo boli cipka po ruchaniu? – Nie boli jak się wie jak jej używać. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nigdy z nią o tym nie rozmawiałam. Nawet nie wiedziałam czy jest jeszcze dziewicą ale skoro spytała to przypuszczam, że jeszcze nie gościła w sobie żadnego mężczyzny. Musiałam jej wytłumaczyć w jaki sposób zdobywam pieniądze. Usiadłyśmy na kanapie i zaczęłam jej opowiadać co do czego i jak. Poprosiła mnie o szczegóły. Zaczęła przy tym nerwowo się wiercić i spytałam jej czy ja takie opowiadania podniecają. – Bardzo mamo. Bardzo bym chciała spróbować tego o czym mi opowiadasz. A mówiłam jej o wszystkim. O tym jak ssałam duże kutasy, które spuszczały mi się do ust. O tym jak zmuszano mnie do lizania cipek innych pań w towarzystwie ich mężów. O tym jak ruchano moją dupę i spuszczani się w nią. – Jej. Ale to musi być fantastyczne uczucie jak sperma wlewa ci się do buzi. Była zafascynowana moimi opowieściami. Była tak podniecona, że śluz ciekł jej po nogach. Sięgnęła po taką strużkę i oblizała palec. – Widzę, że bez praktyki się nie obędzie moje dziecko. Rozebrałam się i o to samo poprosiłam córkę. Rozłożyłam nogi i zgodziłam się by mnie dotykała gdzie chce. By namacalnie poznała obce ciało bo swoje to pewnie zna na pamięć. Powoli , jakby z oporami zaczęła mnie gładzić po piersiach, udach aż dotarła do mojej cipki. Przerwałam jej i teraz ja ją zaczęłam głaskać w tych samych miejscach tłumacząc jej by dotykała mnie w taki sposób w jaki sama by chciała być dotykana. Bardzo szybko poznała tajniki dotyku. Poprosiła mnie czy może dotknąć językiem mojej cipki. Z oporami ale się zgodziłam. Już po minucie doprowadziła mnie do szaleństwa. Przycisnęłam jej głowę i prosiłam by językiem wchodziła jak najgłębiej. Gdy zaczęłam ja ją lizać po młodej cipce orgazm jaki osiągnęła powalił ją na łóżko. Wygięła się w łuk i drżała. Oddychała spazmatycznie przez conajmniej minutę. – Tyle na razie tej nauki. Powiedziałam i poszła się wykąpać. Jeszcze dużo nauki przez nami.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Tytus deZoo -
Wdowa 2
Gdy wróciłam do domu byłam wściekła. Jak mógł mnie tak potraktować. Wyruchać jak dziwkę, jak szmatę i wyrzucić na zużytą zabawkę. Przecież wszyscy mnie tam widzieli. Że spermą na twarzy, na włosach i w oku. Jednak to jak mnie potraktował bardzo mi się podobało. Jeszcze bardziej mnie podnieciło. To uczucie podniecenia bardzo lubię. Kocham mieć mokrą cipę. Lubię jak ocieka śluzem. Lubię jak pulsuje na samą myśl, że będzie zaraz ruchana, że zaraz będę czuła smak spermy w ustach. Lubię się też drażnić ze swoim ciałem. Tak też postanowiłam się podrażnić teraz. Po środku salonu mam szklaną kabinę z prysznicem. Nie raz oglądam jak moi niewolnicy się tam kąpią. Teraz postanowiłam zrobić coś innego. Wezwałam ich wszystkich. Oczywiście przyszli w samych krawatach. Kazałam im wejść do środka. Wezwałam również moją stajenną. Była odpowiedzialna za czystość ogierów. To młoda atrakcyjna osoba z przekutymi sutkami. Pamiętam jak kiedyś kazałam jej doprowadzić ogiera do orgazmu przed pokryciem klaczy. W boksie rozpyliła zapach klaczy w rui. Koń z wystawionym kutasem szalał w zamknięciu. Był unieruchomiony by spuścić z niego spermę i ją sprzedać. Stajenna nie zdarzyła nałożyć na jego przyrodzenie pojemnika i została oblana niesamowitą ilością spermy. Ależ to był widok. Teraz kazałam jej wejść do kabiny a niewolnikom nakazałam ruchać ja jak szmatę ale cała ich sperma miała lądować na szklanej ścianie w moim kierunku. Sama rozsiadłam się swoim fotelu i patrzyłam na przedstawienie. Moja cipa zareagowała natychmiast jak tylko pierwszemu z nich zaczęła obciągać. Rozłożyłam nogi szeroko by widzieć jak wypływa z niej śluz. Cipa mi pulsowała a oni właśnie nadziewali ją na dwa kutasy jednocześnie. Ogromny kutas bez litości wdzierał się w jej dupę a drugi bez żadnego oporu pakował się do pochwy. Co za widok! Zdzieliłam się skurzaną packą po mokrej cipie. Co za ból!!! Należy ci się suko. Dałaś się wyruchać i upokorzyć. Bardzo chciałam jej dotknąć ale nie. Ruchana dziewczyna była przerzucana z kutasa na kutasa. Na moich oczach miała wkładane dwa kutasy do tyłka. Prawie mdlała ale patrzyła mi w oczy by pokazać, że robi to dla mnie. Jak ja jej zazdroszczę!!! Moja cipa na granicy wytrzymałości Domagała się ruchania. Domagała się choćby palca na łechtaczce. Po nogach ciekło. Samce zaczęli wtryskach ogromną ilością spermy w moim kierunku na szklaną ścianę. Rzuciłam się na tą szybę i zaczęłam ją lizać. Na próżno. Wszystko było po tamtej stronie. Stajenna patrząc mi w oczy po tamtej stronie zaczęła zlizywać ten nektar. Jak ja jej zazdrościłam. Cipa mi się gotowała. Dziś nie mogłam pójść spać bez spermy w ustach. Ubrałam się w krótką spódnicę i bluzkę bez bielizny i wyszłam z domu. Chciałam się jeszcze bardziej upokorzyć i wręcz błagać by mnie ktoś wyruchał. Było już ciemno a ja szłam przed siebie patrząc w oczy każdej mijanej osobie. Mijając opuszczoną ruinę kamienicy dostrzegłam dwóch leżących bezdomnych. Byli przytomni ale stan ich upojenia uniemożliwiał chodzenie. – A masz suko. To będzie twoja kolacja. Powiedziałam to do siebie w głowie i skierowałam się w ich kierunku. By cię cipo bardziej upokorzyć musisz wyssać z nich swoją kolację. Obaj byli zarośnięci jak yeti. Obaj brudni. Od obu śmierdziało na odległość przetrawionym alkoholem. Od strony ulicy nikt nie mógł nas zobaczyć a z drugiej strony było ciemno. Upodlona w głowie klęknęłam przed nimi i zaczęłam pierwszemu ściągać spodnie. Nie było łatwo i coś sapał ale udało się obnażyć dolną część jego ciała. To samo zrobiłam z drugim. Brudne kutasy leżały na ich udach. Jeden nawet długi. Postanowiłam, że będę zupełnie naga i się rozebrałam. Z cipy mi kapało na ich nogi i bardzo chciałam sięgnąć tam ręką ale postanowienie ukarania mojej cipy musiało trwać dalej. Pochyliłam się nad krótszym kutasem i ręką nakierowałam go do swoich ust. Co za smród !!! Ale nie ma litości. Oblizałam go, potem naplułam w swoją rękę i wsuwałam kutasa do ust. Panowie nie reagowali. Drugą ręką sięgnęłam do drugiego kutasa i zsunęłam napletek. Moim oczom ukazał się szaro siny żołądź. Naplułam w drugą rękę i zaczęłam mu go masować. Kutas w ustach smakował strasznie i rzucało mną na wymioty ale wsuwałam go głębiej. Trochę się podniósł. Zaczęłam lizać mu jaja. Kara musiała być. Przestawiłam się na drugiego chuja, który już zareagował na moje pieszczoty ręką i włożyłam go głęboko do ust. Ssałam go i językiem wodziłam dookoła główki. Robił się sztywny. Znowu zmiana i pobudzonego wcześniej kutasa mocno pakowałam sobie do gardła. Smak już mi nie przeszkadzał. Na przemian nadziewałam się ustami na ich fiuty rozpychając sobie migdały. Bez litości. Jak najgłębiej. Mają rżnąć mnie do samego końca. Panowie zaczęli ciężko charczeć i sapać. Widać było, że zbliża się finał. Najpierw do gardła przyjęłam strzał tego krótszego. Chyba długo nie spuszczał się bo było tego bardzo dużo. Ledwo to połknęłam. Potem przerzuciłam się na drugiego drąga. Ten to wszedł aż do przełyku i tam wystrzelił. Wszystko leciało bezpośrednio do żołądka i też było tego dużo aż mi się beknęło. Kara dobiegła końca. Popatrzyłam na ich twarze. Jeden z nich patrzył na moje nagie ciało i chyba nie wierzył w to co widzi. W końcu pozwoliłam swojej cipie na ulgę i kucnęłam nad twarzą patrzącego mężczyzny. Przytknęłam do jego brodatej twarzy swoją cipę i zaczęłam się o nią ocierać. Facet wystawił język czym momentalnie doprowadził mnie do orgazmu. Musiałam przytrzymać się ściany by nie paść na niego. Rzucało mną ponad minutę. Wszystko wylewało się ze mnie na jego twarz a on łapczywie lizał dalej. Ubrałam się i w milczeniu pożegnałam pijaków. Wróciłam do domu i natychmiast się wykąpałam. Panowie czekali na mnie z czerwonymi kutasami a stajenna z ich spermą na twarzy patrzyła na mnie. Jej czerwona pizda i dupa wspaniale się prezentowała. Muszę wymyślić jak znaleźć mojego oprawcę.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Tytus deZoo -
Se(x)ta IV
Kinga siedziała już w restauracji czekając na Dominikę. Nie była to byle jaka restauracja. Jedna z najbardziej wykwintnych w trójmieście. Pani wybrała stolik w centrum sali. Spóźniała się już pół godziny. Ruda przy stole płonęła z podniecenia. Czuła jak mężczyźni w restauracji pożerają ją wzrokiem. Zrobiła się na bóstwo. Tego dnia wydała chyba dwadzieścia tysięcy. Ale cóż. Pani wymagała od niej poświęceń. A ona zrobiłaby wszystko aby poczuć Pana w sobie. I była już na ostatniej prostej. Jej strój nie pozostawiał wiele wyobraźni. Na jej stopach były czarne, dość wysokie szpilki. Długie nogi, niemal całkowicie wyeksponowane lśniły od nawilżenia kremem. Miała na sobie bardzo krótką sukienkę, nie zakrywającą całkowicie jej jędrnych pośladków. Widać było jej koronkowe czarne stringi. Sukienka miała także ogromny dekolt, który tworzył bardzo duży kołnierz, opadający aż do pępka. Jej duże piersi unosił czarny, dość wyróżniający się stanik. Przez ogromny dekolt widać było, że biustonosz nie ma miseczek. Specjalnie rozchylony, luźny kołnierz nie zakrywał nawet całkiem jej brodawek. Patrząc pod odpowiednim kątem spokojnie można było dostrzec sterczące sutki kobiety. Jej rude, delikatnie kręcone włosy opadały na ramiona, a spore wycięcie na plecach odsłaniało masywne zapięcie stanika.
Wreszcie wkroczyła do sali sama Dominika. Napięcie erotyczne wśród mężczyzn gwałtownie wzrosło. Kroczyła powoli, tak aby każdy mógł dokładnie obejrzeć jej wdzięki. Stukot błyszczących czarnych szpilek rozchodził się po sali. Długie nogi otulone w czarne, mocno prześwitujące pończochy odkrywała mała czarna. Spódniczka z ogromnym trudem okrywała koronkę pończoch. Dominika specjalnie, niby przypadkowo podciągała sprytnie spódniczkę ukazując coraz więcej z każdym krokiem. Miała na sobie cieniutką białą koszulę. Dosyć mocno opinała jej tors, uwydatniając kształt jej nagich piersi. Wszystkie guziki koszuli były rozpięte. Dekolt sięgał więc prawie do pępka, gdzie zaczynała się spódniczka. Kobieta nachyliła się lekko by odsunąć krzesło, na którym miała usiąść. Po czym kusicielsko zajęła swoje miejsce.
– Zdjęłaś już majtki? – Spytała
– Nie Pani. – Kinga odpowiedziała schylając głowę w geście przeprosin.
– Więc zrób to teraz. Albo ja to zrobię! – Syknęła ze złością domina.
– Dobrze. Przepraszam Pani. – Powiedziała krótko i z dumą rozglądając się po sali zaczęła zsuwać z pupy dolną cześć bielizny. Nachylając się zadbała o to aby jak największa cześć biustu ukazała się gościom. Po wszystkim lekko rozchyliła nogi, a majteczki położyła na stole.
– Znakomicie. Widzisz jak podziałało to na samców? – Oznajmiła lubieżnie rozglądając się po sali. – Jesteś już blisko spotkania z Panem. Jednak zanim Cię do niego dopuszczę musisz mi dać wreszcie tego chłoptasia.
– Pani, wiesz przecież. Wśród mojej rodziny nie ma młodych prawiczków. Jestem najmłodsza z rodzeństwa, a synowie moich sióstr to już mężczyźni.
– No to masz problem. Nie sądziłam, że tak łatwo dasz za wygraną. Znalezienie trudności innym twoim koleżankom zajęło mi więcej czasu. – Powiedziała, przypominając sobie wcześniejsze praktyki. Szantażowała każdą ze swoich suczek, wymyślając ciężkie do spełnienia warunki. Tylko totalne desperatki mogły do niej dołączyć.
– Nie Pani! Błagam! Zrobię wszystko aby Ciebie zadowolić! – Powiedziała błagalnym tonem.
– A więc jest coś co możesz zrobić. Przyprowadź mi nastolatka, którego będę mogła torturować. W jego tresurze na pewno pomoże Ci Halina. – Powiedziała z błyskiem w oczach.
– Oczywiście Pani. Dziękuję za ostatnią szansę.
– Możesz odejść. Im wcześniej zaczniesz szukać napalonych niewolników tym lepiej. Masz czas do jutra. W piątek chcę widzieć go u siebie. – Rzuciła chłodno, wzrokiem wypraszając rudą od stolika.– Stringi! – Powiedziała, tak aby słyszeli inni w lokalu.
Kinga zerwała czarną koronkę ze stolika i dumnym krokiem udała się ku wyjściu. Przystanęła w oknie i założyła majteczki na swoje miejsce, dyskretnie ukazując gościom swoją piczę.
Do niewielkiego pomieszczenia weszła Halina. Miała na sobie ciasny gorset, do którego przymocowane były podwiązki ciasnych pończoch. Na stopach miała ostro zakończone wysokie szpilki. Jej piersi kołysały się nieskrępowane w rytm powolnych kroków. Kasztanowe, niedbale związane włosy opadały na ramię. Podeszła do nagiej pary i skinieniem głowy posłała chłopaka na fotel ginekologiczny. Z pomocą rudej ciasno przypięła jego ręce i nogi, całkowicie krępując go.
– Musisz wiedzieć, że spędzisz u mnie najbliższe trzy doby, więc jeśli nie wytłumaczyłeś swej nieobecności, zrób to teraz.
– Wszystko w porządku powiedziałem… – Nie skończył, gdyż oberwał w twarz od Kingi.
– Milcz!!! Odezwiesz się tylko kiedy otrzymasz ode mnie taki rozkaz.
– Skupimy się dziś na twojej mosznie. Z góry uprzedzam, że ból jakiego doświadczysz, jest okrutny. – Powiedziała i natychmiast ścisnęła z całej siły jego jądra.Wbiła głęboko swoje długie paznokcie z duma słuchając jego jęków. Po chwili włożyła mu w usta knebel i zapięła mocno jego pasek. Kulka w ustach skutecznie uniemożliwiała mu połykanie śliny. Już po chwili po brodzie spływała mu mocno spieniona biała ciecz. Halina wzięła około metrowy sznurek i zacisnęła go na jądrach chłopca. Znów stęknął. Po chwili zaczęła go masować. Co chwila zwiększała naciąg czarnej linki. Przyglądająca się temu Kinga masowała swoją norkę.
Obudziły go wczesnym rankiem. Jego jądra były jeszcze czerwone. Kinga nakarmiła go, po czym usiadła na jego twarzy. Chłopak od razu zabrał się za lizanie jej muszelki. Po kwadransie jej miejsce zajęła Halina. Przycisnęła mocno swoją lekko zarośniętą cipę do twarzy młodzieńca. W tym czasie ruda wykonywała jej polecenia. owinęła mocno jego jądra. Każde z osobna. Zrobiła to naprawdę dobrze. Mimo wysiłku Haliny słychać było jęki, które z bólem wydawał z siebie chłopak. Niebawem do sznurków zostały dowiązane ołowiane ciężarki. Mocno naciągnięta moszna sprawiała młodzieńcowi sporo cierpienia.
Był to już ostatni dzień jego przygotowań. Po śniadaniu kobiety założyły mu obrożę i uwolniły jego kończyny. Zaprowadziły go do szklanej ściany z dosyć ciasnym otworem na genitalia. Kinga siłą przeciągnęła jego chuja i jądra przez okrągły otwór. Wkrótce obie podeszły do jego krocza z sznureczkami. Kinga mocno zacisnęła swój na jądrach, z Halina zacisnęła swój sznureczek tuż pod jego żołędzia. po chwili zaczęły energicznie poszarpywać. Robiły to różnie, czasem na zmianę a czasem na raz. Nie zmienił się tylko czas zabawy. Tak jak przy poprzednich torturach, zadawały mu ból tak długo i mocno, aż przestał krzyczeć. Na nic zdał się płacz i wylane łzy.
Pod wieczór, kiedy zregenerował się troszeczkę znów rozpoczął się trening. Halina przyniosła dziwny plastikowy przedmiot. Była on skręcony kilkoma małymi śrubkami. Rozkręciła całą zabawkę i zaczęła montować na nastolatku. Pod mosznę podłożyła mały wałeczek. Na śrubki, które z niego wystawały założyła małe haczyki zakończone gwintem. Potem założyła kolejny wałeczek i skręciła wszystko jak najciaśniej się dało. Nie trzeba było długo czekać, aż jądra młodzieńca staną się czerwone. Na koniec, do wystających ku dołowi haczyków z gwintem przymocowała grubą płytkę. Zaczęła ją coraz bardziej dokręcać, miażdżąc przy tym jądra chłopaka. Zaciskała jego sine jajeczka, aż zaczął płakać. Dopełniając szkolenia Kinga zaczęła okładać jego jądra gumowym wskaźnikiem, powodując u chłopca drgawki.
Przed snem czekała go jeszcze ostatnia próba. Położyły go na łóżku. Zdjęły mu obrożę i knebel. Rozwiązały nogi i ręce. Kinga delikatnie masowała jego prącie. W tym czasie Halina ciasno zawijała sznurek na jego obolałej mosznie. Wydawał z siebie ciche jęki. Kiedy cały sznurek owinięty był na jego mosznie, Halina nadziała się na nią swoją ciepłą pizdą. Poleciła Kindze tyłkiem usiąść na jego twarzy i zaczęła ujeżdżać. Chłopak ochoczo lizał odbyt swej Pani. Soczki z jej cipki leciały po jej udach i jego brodzie. Co chwila próbował sięgnąć cipki językiem, ale kiedy ruda to wyczuła dociskała pupę do jego ust. Halina pojękując coraz głośniej ujeżdżała jego mosznę. Wkrótce z sinego chuja zaczęła sączyć się biała maź…Na jego twarzy zasychała już własna sperma. Pierwsza sperma, którą obdarował kobietę. Cipka Dominiki była już znów cała mokra. Zacisnęła mu więc mocno na jajach sznur. Przywiązała go do wiaderka. Włożyła do niego całkiem sporo przeróżnych ciężarków. Chłopak czekając na czworaka, obserwował jak jego Pani zmierza ku sofie. Wreszcie zasiadła w niej wygodnie i zaprosiła go do siebie rozchylając uda. Chłopak ruszył w jej stronę. Od razu pożałował swego zapału, bowiem ciężki ładunek na końcu sznurka mocniej zacisnął go na mosznie. Małolat parł więc do przodu znosząc nasilający się ból. Wreszcie dopadł do jej mokrej, pachnącej cipki. Była jego nagrodą. Lizał ją ochoczo. Pani w podzięce zlała go swym złocistym moczem.
Wreszcie nadszedł czas ostatnich prób chłopca. Dominika położyła go na podłodze. Kinga pomogła jej umieścić nad nim spory czarny blat. Był w nim mały otwór. Sflaczały członek przeszedł bez problemu. Aby nieco pobudzić młodzieńca, ruda usiadła na jego twarzy. Po raz pierwszy tego dnia miał jej cipkę przy swoich wargach. Wydawała mu się cudna. Smakowała mu zdecydowanie najlepiej. Wkrótce jego koleżka nabierał rozmiarów. Pani położyła stopę na jego jądrach. Chłopak zajęczał z bólu. Na jej polecenie Kinga podniosła się, odbierając chłopcu jego ulubioną cipkę. Pani założyła na nią łańcuszki z klipsami. Po chwili usiadła na jego kroczu. Znów zawył z bólu. Cały ciężar jej ciała przyciskał jego jądra do drewnianego blatu. Ruda kucnęła nad jego twarzą, a Pani założyła klipsy na jego wargach. Początkowy jęk chłopaka został zagłuszony przez aksamitną cipkę rudej. Kiedy tylko jego usta skosztowały ponownie jej smaku lekko opadający kutas znów począł się prężyć. Pani zacisnęła na jego mosznie elastyczną linkę, której wolne końce przyczepiła do dwóch kolczyków we własnej piździe. Kolejne dwa kolczyki połączyła z ustami w dolnych wargach Kingi. Nadziała się na jego penisa i zaczęła ujeżdżać. Z początku robiła to powoli. Później jednak znacznie przyspieszała tempo. Jądra młodzieńca co rusz były mocno zaciskane i poszarpywane. Cierpiała również Kinga, która chcąc ratować swoje usta postanowiła zbliżyć się bardziej do odbytu swej Pani. Teraz mogła się nim zajmować zdecydowanie lepiej. Kiedy Ruda ruszyła w stronę Pani, szarpnęła mocno wargami chłopca. Szarpnięcie było tak nagłe, ze spowodowało krwawienie. W jego oczach znów stanęły łzy. Penetrował jej cipkę, czując jej smak wymieszany z własną krwią…Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Tomasis -
Zemsta najlepiej smakuje na zimno
Hej! Nazywam się Szymon i mam 19 lat. Na samym wstępie zaznaczę, że należę do tych ludzi, którzy kompletnie nie umieją przegrywać, o czym pewnie przekonacie się, gdy przeczytacie moją historię. Kiedyś chodziłem na piłkę nożną, byłem w nią nawet całkiem dobry, ale kompletnie nie radziłem sobie z trzymaniem nerwów na wodzy, gdy moja drużyna traciła więcej goli niż byłem w stanie strzelić. Nie potrafię nawet grać w gry multiplayer bez obrażenia absolutnie każdej osoby, która mi podpadła, co często skutkowało wyrzucaniem mnie z serwera. Zawsze jednak te kary były warte nagrody w postaci wściekłych twarzy ludzi, którzy mnie wcześniej zirytowali i krzyków w niezrozumiałych językach na czacie głosowym. Tym razem nie było inaczej.
Od kiedy rozpocząłem pierwszy rok studiów, w moje oko wpadła Sandra. Wysoka (praktycznie mojego wzrostu), długonoga platynowa blondynka, która praktycznie zawsze ubierała się w czarne, obcisłe ciuchy, podkreślające jej nienaganną figurę. Sam jestem niebrzydki, co często udawało mi się podsłuchać podczas wykładów, zwłaszcza, że dbam o szczupłą sylwetkę, ale gdy próbowałem wyciągnąć ją na jakieś wspólne wyjście, zawsze kończyło się tak samo. Przypominało jej się, że ma wyjście z koleżankami, musi zostać dłużej w pracy albo akurat tego dnia musi zjechać po coś do domu. Kiedy jednak przycisnąłem ją lekko, żeby powiedziała prawdę, rzuciła tylko.
– Jesteś dla mnie za mały. No, jak będziemy razem wyglądać? Już teraz masz… Ile? 170 centymetrów wzrostu? Nie zrozum mnie źle, jesteś przystojny i milutki, ale jak założę obcasy, to będę wyglądała jak Twoja starsza siostra albo mama – dodała. Od tego czasu nie gadaliśmy.
Nie przestałem jednak o niej myśleć. Nie o jej sylwetce, buźce albo oczach, jak to zwykle robią beznadziejnie zakochani chłopcy, tylko jak się na niej odegrać. I wpadłem na plan, wobec którego miałem na początku duże wątpliwości, ale zdecydowałem, że jeśli nie będzie skuteczny, to na pewno będzie najciekawszy. I w obu przypadkach się nie zawiodłem. Sandra bowiem kilka tygodni po naszej rozmowie zaczęła spotykać się z Bartkiem. Jako, że jestem z nim w grupie, znam go doskonale. 190 centymetrów wzrostu, krótkie czarne włosy, gładka twarz oraz ciało i muskularna sylwetka. Ten opis zdecydowanie pasuje do kogoś, na czyimś kutasie chciałaby usiąść moja niedoszła “miłość”. Nie był to jednak taki typowy siłowniany kark, jakiego niektórzy z Was mogliby sobie wyobrazić. Bartek jest bardzo miłą osobą. Prawie co tydzień pomaga w schronisku dla psów, zgodził się być naszym starostą grupy i daje z siebie 110 procent mimo, że nigdy nie zajmował się czymś podobnym. Nie jesteśmy jakimiś szczególnymi przyjaciółmi, ale rozmawiamy pomiędzy zajęciami, zawsze robimy razem projekty i spotykamy się na domówkach. A taka miała być zorganizowana na urodziny naszej wspólnej znajomej, Moniki.
Monika jest dziewczyną ze wsi, która znalazła sobie małą grupkę znajomych na uczelni, do której zdarzyło się zarówno mi, jak i Bartkowi dołączyć. Kiedyś szukaliśmy grupy, żeby pójść wspólnie do kina i od tamtego czasu zdarzało nam się widywać, zbierać na Halloween czy wyjścia do restauracji. Oczywiście, dla Sandry ktoś taki, jak Monika był poniżej jej poziomu, więc mogłem być pewien, że nie zobaczę jej na imprezie. Był to standardowy wieczorek w kameralnym, 6-osobowym gronie. W tle leciała muzyka na podłączonym do laptopa głośniku, na stoliku było kilka dużych misek z przekąskami, a pod stołem pojawił się już rządek butelek, zarówno ciemnych, jak i przezroczystych. Nie musieliśmy się na szczęście przejmować następnym dniem, więc każde z nas dało trochę mocniej w palnik.
– To co, pogramy w coś? – zebrałem się, podnosząc jedną butelkę z podłogi i bujając nią w dwóch palcach – Sami swoi, to możemy trochę się wygadać – uśmiechnąłem się – Chyba, że gramy na wyzwania.
Mówiąc to, usiadłem na podłodze i nie musiałem długo czekać, aż reszta zrobiła to samo, tworząc kółeczko. Przesunąłem się lekko, by siedzieć naprzeciwko mojego kumpla, a od widoku jego napiętej na klatce piersiowej już koszuli, lekko westchnąłem. Kilka rund przerodziło się w kilkanaście. Nie chciałem od razu wyjść z inicjatywą, by mój plan nie wyszedł na jaw, ale kiedy już obgadaliśmy wszystkich nieobecnych, przyszedł czas na krok drugi. Poczekałem na moją kolej i zakręciłem tak, by trafiło na Bartka. Mimo alkoholu, szyjka wskazała na niego. Teraz tylko trzymałem kciuki, że procenty na niego też zadziałały.
– Prawda czy wyzwanie, Bartuś? – spytałem, siadając siadem klęcznym. Mimo, że on był na tyłku, odchylony jeszcze lekko do tyłu, nadal był ode mnie wyższy!
– Wyzwanie, zobaczmy co dla mnie wymyślisz – odparł, wyluzowanym głosem. Jego wzrok na chwilę spotkał się z moim. Przełknąłem ślinę i oblizałem suche usta.
– Sandry nie ma… Słyszałem, że zajebiście całujesz – powiedziałem, głos lekko mi się załamał, ale miałem nadzieję, że nie było tego słychać wśród chichotów dziewczyn – Żadnych buziaczków, idziemy na całość, aż jeden się nie podda.
Bartek ewidentnie się zarumienił i to nie od alkoholu, ale zanim zdążyłem cokolwiek dodać, rzucił się na mnie tygrysim susem, kładąc na podłodze. Z początku nie zarejestrowałem tego, co się dzieje, ale mój instynkt podpowiadał mi, że muszę walczyć. Mój język zaczął walczyć z jego, a w przypływie adrenaliny przekręciłem go nawet na plecy, dosiadając jego krocza. Był twardy! I ewidentnie bardzo duży… Nieświadomie, przejechałem po nim swoim tyłkiem i chyba straciłem koncentrację, bo znowu wylądowałem na plecach. Sił mi coraz bardziej ubywało i w pewnym momencie po prostu dawałem się całować. Było… Naprawdę bardzo miło, ciepło, a Bartek smakował miętą, jako że przed nasza zabawą żuł gumę, by zacząć już maskować zapach alkoholu przed powrotem do mieszkania (na szczęście, pochodzi stąd, więc nie musi bawić się w żadne akademiki). Kiedy zobaczył, że już się z nim nie zmagam, zszedł ze mnie i podał mi dłoń.
– Mam nadzieję, że nie masz mi za złe. Wiem, że nie lubisz przegrywać powiedział, mierzwiąc mi włosy. Tylko pokręciłem głową, patrząc przez chwilkę w podłogę. Niedługo po tej akcji wszyscy zaczęliśmy zbierać się do domów, jako że pora była dość późna.
Po chwili od wyjścia z klatki bloku, w którym odbyła się impreza, poczułem silny chwyt wokół talii. Już chciałem krzyknąć, ale usta w porę zostały zasłonione przez dużą dłoń w rękawicy.
– Ćśś… To ja… – usłyszałem przyjemny szept. Odwróciłem się i zobaczyłem Bartka.
– Zgłupiałeś? – spytałem cicho, mimo wszystko bardzo niechętnie wyswobadzając się z przyjemnego objęcia – Mogłem Ci coś zrobić!
– Nie boję się, maluchu – powiedział, pewny siebie, patrząc na mnie z góry. Bardzo irytowało mnie to określenie, ale w tym stanie i na niego nie mogłem być zły – Poza tym… Widziałem jak na mnie patrzyłeś.
– Cz-czyli że jak niby patrzyłem? – potknąłem się o własne słowa i podążać bezwiednie za Bartkiem, który prowadził mnie nieco na ubocze, w stronę parku. Wszystko naokoło było przykryte cienką warstwą śniegu, a kilka latarni nie działało. Ludzie o tej godzinie też niechętnie wychodzili z psami, a na piwo pod chmurką było ewidentnie za zimno.
– Jakbyś chciał, żebym Cię wyruchał – powiedział bezpośrednio. Szczęka mi lekko opadła, a mój towarzysz bez wahania wykorzystał sytuację, szybkim ruchem zsuwając z dłoni rękawiczkę i wkładając mi kciuk do buzi, głaszcząc mój policzek opuszkami pozostałych palców. Patrzyłem mu w oczy, pełne pewności siebie i… Pożądania? Moje usta same z siebie objęły kciuk i zaczęły delikatnie ssać, języczek drażnił go… Co ja robię!? Tego plan nie obejmował!
Wyjmując kciuk z moich ust, Bartek jedną dłonią popchnął mnie na kolana, a drugą zaczął grzebać w swoich spodniach i… Jeśli kutasy maleją na mrozie, ten musiał być absolutnym gigantem. Gruby, twardy kawał mięsa otarł się o moje usta raz, za drugim były one szeroko otwarte. Nigdy w życiu nie robiłem loda, ale to wszystko wydawało się takie… Naturalne. Już po paru minutach wiedziałem, co sprawia mu najwięcej przyjemności i mimo, że nie byłem w stanie objąć go całego jedną dłonią, już po jakimś czasie Bartek mnie powstrzymał, kiedy poczułem, że jest blisko.
– Dobrze Ci idzie – powiedział, pomagając mi wstać – A teraz rozepnij kurtkę, odwdzięczę Ci się.
Bez słowa nie tylko rozpiąłem się, ale zrzuciłem moje okrycie na ławkę obok której staliśmy. Bartek usiadł na niej i zaprosił mnie na swoje kolana. To, co działo się później z moim ciałem ciężko określić w prosty sposób. Zaczął całować mnie po szyi, a następnie podwinął sweter i podkoszulkę, zabierając się za mój tors. Czułem coraz mniej zimna, a coraz więcej pożądania i gorąca rozchodzącego się z miejsc, którymi się zajmował. Nie zauważyłem, kiedy pozbył się pozostałych ubrań, które zasłaniały moją klatkę piersiową. Dosiadałem go topless, gdy jego język i usta doprowadzały mnie do szaleństwa. Pępek, sutki, paszki, nic nie mogło mu umknąć, a ja pojękiwałem tylko z rozkoszy.
– Będziesz dzielny? – usłyszałem pytanie, które brzmiało jednocześnie złowrogo i cholernie kusząco. Wiedziałem, na co się piszę mówiąc “tak”, ale zwyczajnie nie byłem wtedy w stanie powiedzieć “nie”. Wstałem z jego kolan i wypiąłem się, zsuwając spodnie i bokserki do kostek. Patrzyłem przed siebie, obserwując przejeżdżające w oddali pojedyncze auta. Nie chciałem wiedzieć narzędzia mojej egzekucji…
Nagle poczułem mokry kształt, rozpychający moją dziurkę. Nie mógł to jednak być jego kutas. Bawi się ze mną… Chce zobaczyć, czy jestem gotowy i wytrzymam jego potwora. Tym razem już nie przegram… A przynajmniej tak myślałem, zanim nie przeszedł do rzeczy. Jeden palec był w porządku, dwa też, ale gdy zaczął wsuwać we mnie swój sprzęt, musiałem zacisnąć zęby na moim swetrze, by nie wrzasnąć. Bolało, ale to nie był taki ból jak skręcona kostka czy zepsuty ząb. Za każdą falą bólu szła fala przyjemności. Poczułem jak jedna noga zaczęła mi lekko drżeć i uginać się od naporu Bartka na moją pupę. Nie wiem ile to trwało, bo próbowałem skupić się na rozkoszy, oddzielić ją od bólu. W pewnym momencie podniósł mnie jak lalkę i z pomocą grawitacji zaczął nabijać na swój pal.
– Zaraz dojdę… – usłyszałem tylko, zanim nie poczułem w swojej dupce gorącego strzału. Oczywiście, że nie używaliśmy gumek, ale przecież w ciążę nie zajdę, a ufam kumplowi na tyle, żeby być spokojnym, że nie dostanę jakiejś choroby wenerycznej. Ale po Sandrze, to kto wie… Gdy Bartek opadł na ławkę, wciąż nosząc mnie, teraz już wtulonego w niego, ponownie poczułem chłód, ale nie byłem w stanie stanąć na nogi. Na szczęście, mój towarzysz pomógł mi się ogarnąć, dotrzeć do domu i umyć się po tym wszystkim. Widać było, że miał ochotę na drugą rundę, ale ewidentnie widział też, że z mojej strony może być z tym ciężko, więc odpuścił. Poza tym, to nie był nasz jedyny raz.
Gdy spotkaliśmy się ponownie podczas okienka między wykładami, Bartek zwierzył mi się, że tak naprawdę jest gejem (a przynajmniej biseksualistą z większym upodobaniem do chłopaków). Sandra tak naprawdę jest dla niego trochę przykrywką, by inne dziewczyny dały mu spokój, jako że ona bardzo rzadko ma ochotę na seks i czułości, a bardziej chodzi z nim dla zdjęć na Instagramie i ochrony na imprezach. Ja, do tamtej nocy uważałem się za osobę heteroseksualną, ale nie mogłem się dużo dłużej okłamywać, że wszystko stało się tylko przez alkohol. Bartek jest cudownym nauczycielem i kochankiem. Nie tylko cierpliwym, ale również dającym mi mnóstwo czułości przed i po naszych zabawach. I mimo, że wtedy z nim przegrałem, to czuję się jak zwycięzca.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Jane Doe -
Nastolatek – jej milosc cz. 1
Karina czuła, jak drżą jej ręce. Rozbieganym wzrokiem to błądziła po ścianach sypialni, nocnym stoliku z leżąca książką, obrazkach na ścianie, to znowu wpatrywała się w ekran laptopa. Trwał lokalny czat, na którym nastoletni chłopcy podrywali nastoletnie dziewczęta. Gdyby mogła wiedzieć, co na nią czeka, zdenerwowanie momentalnie ustąpiłoby miejsca podnieceniu; niewykluczone, że jej soki zrobiłyby sporą plamę z tyłu fioletowego szlafroka. Ale jak dotąd nie była pewna, czy chce włączyć się do dialogu, czy woli jednym ruchem zamknąć okno, na którym się toczył, i pójść spać, zapominając o wszystkim. Ostatnio w każdej sprawie i sytuacji czuła się niepewnie – w pracy, wśród znajomych, w rozmowach z matką i sama ze sobą. Finisz związku z Markiem do końca zdemolował jej i tak słabą pewność siebie.
Nie chodziło już o to, że ją zostawił – to mogłaby przyjąć nawet z rodzajem ulgi. Rzecz w tym, że rozstanie było największym poniżeniem spośród wszystkich, w które ten związek obfitował. Kiedy tamtego dnia wróciła z pracy, Marek, nie bacząc na jej zmęczenie, rozebrał ją od razu w przedpokoju, dopiero po tym zaciągnął do sypialni, przeleciał jakby nigdy nic, po czym wyciągnął z szafy dwie walizki, najwyraźniej spakowane już wcześniej, oświadczył, że zrywa z nią, bo jest beznadziejna, i wyszedł, na odchodnym trzasnąwszy drzwiami. Jak się wkrótce okazało, miał już gdzieś tam poderwaną osiemnastolatkę, którą pieprzył od jakichś dwóch miesięcy, no i ostatnio on i ona uznali, że czas, by się wprowadzili do wspólnego lokum. Karina skądś to znała…
Kiedy prawie rok temu zaczęła spotykać się z Markiem, wierzyła, że starszy od niej, 25-letni mężczyzna swą dojrzałością wprowadzi do jej życia stabilność. Po cichu liczyła też na jego doświadczenie seksualne… Stabilność, owszem, zapewnił, lecz tylko materialną. Co do seksu, długo dawała sobie wmawiać, że to przez jej brak doświadczenia i umiejętności wszystko idzie nie tak…
– Karina, skończ się dołować! – sztorcowała ją Dorota, 30-letnia właścicielka sklepu z kosmetykami, w którym razem pracowały. – Masz dopiero 21 lat i dziękuj Niebu, że tylko rok straciłaś tym dupkiem! Szkoda tylko, że przedtem też nie bardzo korzystałaś z życia… – Po czym dała swej pracownicy niecodzienną radę: – Najlepiej zrób tak jak ja. Zawsze kiedy rozpadnie mi się związek, podrywam na czacie nastolatka i spędzam z nim noc, czasem parę nocy. Bardzo odświeżające przeżycie, a co ważniejsze, podbudowujące!
– Ale to prawie pedofilia – zaoponowała młoda sprzedawczyni.
– No bez przesady! – machnęła ręką jej szefowa. – Jak dotąd, wiek przyzwolenia w naszym kraju wynosi 15 i tego się trzymajmy. Ostatnio trafił mi się taki 17-latek z prawie 20-centymetrowym, a grubym jak pojemnik z męskim dezodorantem. Łał, myślałam, że mnie rozsadzi, a ruszał się jak zwierz, niezapomniane przeżycie!
Co do tego Karina była równie sceptyczna. Pochwę miała raczej małą i wąską, a Marek dysponował mniej więcej 18-centymentrowym narządem, którym na dodatek posługiwał się, jak tamten, dość bezceremonialnie. Jakiś tydzień przed rozstaniem próbował bez uprzedzenia, nie mówiąc już o zgodzie, wpakować tych 18 centymetrów do jej odbytu. Udało mu się wcisnąć jedynie sam koniec, a i tak doświadczyła jedynie bólu, nim tryumfalnie się w nią spuścił. Przeszło jej przez myśl, czy nie powinna oskarżyć go o gwałt, ale wtedy jeszcze uznała, że tylko poniosło go pożądanie. Zwróciła mu jedynie uwagę, by więcej tego nie próbował. “Dobra, dobra! – odpalił bynajmniej nie zdetonowany. – Zaczekam, aż sama o to poprosisz. I tak wiem, że było ci dobrze!”. Chyba to wtedy zaczęło jej świtać, że być może ma dość tego wielkiego, gwałtownego kutasa, którego właściciel sam zdawał się być kutasem. Zresztą już po zerwaniu, podczas zabawy plastikowym członkiem, z ciekawości zaznaczyła markerem długość, do jakiej wchodził, i po wszystkim zmierzyła. Odkryła, że wypełniłoby ją skromne 12 centymetrów! Podzieliła się swymi wątpliwościami.
– To już co tam ci odpowiada. Zresztą większość ma standardowe, ani duże, ani małe – uspokoiła ją Dorota. – A wiesz, co jest najlepsze? Dla takiego dzieciaka jesteś wszystkim: królową, boginią, najpiękniejszą kobietą na świecie. I potem rzeczywiście tak się czujesz! Tylko pamiętaj, żeby zaniżać swój wiek, bo inaczej ich onieśmielisz. Że masz 15, raczej nikt nie uwierzy, ale – przypatrzyła się jej uważnie – te 18 mogłabyś mieć jak nic. Niedługo ferie, chłopcy będą mieli więcej czasu. Skorzystaj z tego i umów się już!
Karina wstała sprzed ekranu i energicznym krokiem przemierzyła przedpokój. Wciąż wynajmowała to samo trzypokojowe mieszkanie, w którym spędziła owe poniżające jedenaście miesięcy. Zdawała sobie sprawę, że teraz, o jednej pensji, najdalej w przyszłym miesiąc trzeba będzie pomyśleć o zmianie na mniejsze. Odkąd mieszkała sama, na koniec miesiąca nie zostawało jej praktycznie nic, a ostatnio musiała nawet pożyczać. Póki jednak było opłacone, mogła się nim cieszyć.
Przed dużym lustrem w łazience zdjęła szlafrok i przyjrzała się sobie. Oceniła, że jest całkiem niebrzydką brunetką o miłej twarzy, mimo przykrych przeżyć nadal zupełnie gładkiej, ze zgrabnym nosem i nieznacznie tylko pyzatymi policzkami. Była niewysoka, ale rekompensowały to szczupłe kształty. Miała przy tym wyraźnie zaznaczone biodra bez kanciasto wystających kości, w sam raz wypukłe pośladki, talię widoczną, acz bez przesady, uda ani za grube, ani patykowate, łydki w miarę umięśnione – wszystko tak akurat! Przede wszystkim jednak odznaczała się całkiem sporymi piersiami o regularnie okrągłym kształcie, które ich własny ciężar odrobinę tylko ściągał w dół. Tak, mogłaby być osiemnastolatką z szybciej rozwiniętym jednym obszarem.
Ubrała się i wróciła na czat, gdzie zalogowana była jako “Kaśka”. W czasie, który spędziła w łazience, trzech chłopców zdążyło już do niej napisać, a wkrótce dołączyli dalsi. Spróbowała rozmowy, lecz wszyscy po wymianie zaledwie kilku zdań zaczynali wypytywać, co ma na sobie, a jeden chciał nawet wiedzieć, czy “ma wygoloną”. Ubrana była w szlafrok i tylko w to, a łono od podbrzusza do pośladków miała po laserowej depilacji (co wraz z nogami sfinansował Marek), ale nie żywiła najmniejszej chęci czynić takich zwierzeń, tym bardziej na samym wstępie. Wszystkim kolejno podziękowała, jednego tylko musiała zablokować, bo napisał “Poczekaj, mam dużego!” i wchodził w dalsze szczegóły. Już miała opuścić czat, kiedy zauważyła nowego uczestnika o loginie… “Marek”! “Czyżby i tu polował?! – pomyślała. – Nie, tego już byłoby za wiele! Ale sprawdzić nie zaszkodzi”.
– Hej! Jestem Kaśka – zagaiła. – Mam 18 lat – skłamała.
– Oj, Kaśka, to ja mam tylko 16 – odpisał tamten. – W styczniu kończę 17 – dodał.
– Nieważne. W rozmowie liczy się nie wiek, tylko dojrzałość. – To hasło było złośliwością przeznaczoną specjalnie dla jej byłego. – Mów mi: Kaja! – Tak zwracał się do Kariny “jej” Marek.
Reakcja była inna od przewidzianej.
– Jak ci minął dzień, Kaja? – “Jej” Marek nigdy nie zadawał tego pytania. A ten Marek zadał! Nie mogła, rzecz jasna, zrelacjonować dnia spędzonego za sklepową ladą, bo chłopak zacząłby podejrzewać, że nie rozmawia z maturzystką. Odpisała bardzo ogólnie:
– Było trudno, ale dałam radę!
W zamian opowiedział o zwykłym dniu w drugiej klasie liceum. Nie, to albo nie był jej były, albo maskował się po mistrzowsku. Przede wszystkim w jego opowieści brakowało charakterystycznej bufonady. Otwarcie przyznawał, co mu wyszło, a co nie. Nie używał też słów ani zwrotów typowych dla tamtego – żadnego “dobra”, żadnego “i tak wiem”. Karina wolała wszakże nie wyciągać pochopnych wniosków. Umówiła się na jutro o podobnej porze i poszła spać.
Miała sen, w którym kochała się z kimś. Jej partner dość był delikatnej budowy ciała i równie delikatnie obchodził się z Kariną. Pieścił ją powoli, aż była całkiem gotowa. Zanim w nią wszedł, spytał, jak by chciała, a ona poprosiła o swoją ulubioną pozycję “na łyżeczkę”. Wchodził też bez łapczywego pośpiechu i wolno się w niej poruszał, wolno i długo, powstrzymując swoją przyjemność aż do chwili, gdy kobieta osiągnęła pełny, głęboki orgazm.
Rozkosz obudziła Karinę, która momentalnie poczuła, że prześcieradło pod nią jest wilgotne. Otworzyła oczy i popatrzyła w ciemność wokół siebie. Czuła się przyjemnie rozluźniona i taka, jak opisywała Dorota: świeża i podbudowana. Przesunęła się na drugą stronę szerokiego łóżka, by nie spać na mokrym podłożu, i spokojnie, słodko zasnęła. Obudziła się z odrobiną tego samego uczucia, co w środku nocy, a do pracy przyszła z uśmiechem.
– O! Chyba już coś było? – zapytała filuternie Dorota.
– Nie, ale chyba kogoś poznałam…
– Ho, ho! Szykuje się coś poważnego! – było jedyną odpowiedzią szefowej.
Karina przez całe popołudnie przygotowywała się do czatu. Wiedziała, że po raz drugi nie może zbyć rozmówcy do ogólnikami. Przywołała więc kilka wspomnień ze swojej klasy maturalnej i jakoś poszło. Zrelacjonowała klasówkę z matematyki i odpytanie z historii. On zwierzył się z wagarów w szatni, na których przygotował się do kartkówki z fizyki. Napisał na cztery.
Chłopak, wciąż lepiej przez nią poznawany, nie tylko coraz wyraźniej okazywał się różny od Marka, który ją rzucił. Co ważniejsze, Karina zauważyła, że z Markiem – 16-latkiem przez cały czas dobrze jej się pisze. Rozmowa z 25-letnim Markiem ani razu nie poszła jej nawet w połowie tak swobodnie. Ona i ten chłopak pisali więc odtąd ze sobą co wieczór. Zaczęli już polecać sobie filmy i utwory muzyczne, a nawet książki. Marek ocenił, że Karina “bardzo siedzi w klasyce” i że to jest fajne: można się od niej dużo nauczyć.
Przypominając sobie czasy licealne, sama czuła się już trochę jak maturzystka. Ale przede wszystkim coraz jaśniej zdawała sobie sprawę, że lubi tego chłopaka. Przez krótki czas zastanowiło ją, dlaczego ani razu nie wspomniał o dziewczynach. Ktoś bardziej prostacki może uznałby, że Marek się nimi nie interesuje, ale Karina odrzuciła tę myśl. Bezbłędnie odgadła, że jest po prostu nieśmiały. W środku rozmowy zagadnęła go więc:
– Czy masz dziewczynę?
– Nie, nie mam – odpisał po jakiejś minucie.
– Nie brakuje Ci tego?
– Może… Zależy, jaka miałaby być. U mnie w klasie jest dużo takich, które interesują się tylko imprezami i modą. Nie mam z nimi o czym rozmawiać.
Tego wieczoru wymienili się numerami telefonów. Po chwili chłopak zadzwonił.
– Cześć, tu Marek – powiedział jakoś tak niepewnie. Miał jednak przyjemnie brzmiący głos i z całą pewnością nie był to głos “tamtego” Marka.
– Dobry wieczór. Jestem Karina.
– Masz ładny głos – zauważył chłopak. – Taki ciepły. – Słysząc to, również poczuła ciepło. Rozlewało się w okolicy serca, skąd wolno spływało na podbrzusze i było to miłe, subtelne uczucie. Nie niosło niepokoju, tylko coś w rodzaju rozmarzenia.
– Ty też masz miły głos. – Dbała, by jej słowa zabrzmiały możliwie zwyczajnie, przede wszystkim starając się ukryć drżenie własnego głosu. Niezupełnie jej to wyszło. – Cieszę się, że tak szybko zadzwoniłeś. To było odważne.
– Dziękuję… – Powiedział to tak, że naprawdę usłyszała jego głosie wdzięczność. – Chciałem cię usłyszeć… – Urwał, wyraźnie się speszywszy. – To znaczy chciałem usłyszeć, jak mówisz… To znaczy…
– No to zobaczmy, czy w ten sposób też dobrze nam się rozmawia – zaproponowała. – Bo mnie się z tobą rozmawia dobrze.
Już wiedziała, że cokolwiek między nimi stanie się lub nie, to do niej należeć będzie inicjatywa. Jeszcze się nie zastanawiała, czy chce pójść z tym chłopcem do łóżka. Chciała go lepiej poznać – tego jednego była pewna. Kontynuowali zaczętą na czacie rozmowę. Karina miała teraz wrażenie bliskości z 16-letnim Markiem, choć nie wiedziała nawet, gdzie on jest, i słyszała tylko głos. Nie znała dotąd podobnego uczucia, taka bliskość była dla niej czymś nowym, fascynującym.
Odtąd coraz częściej rozmawiali przez telefon. Zauważyła, że głos chłopaka brzmi z każdym dniem pewniej, a i ona szybko wyzbywała się początkowej rezerwy. Wkrótce gawędziła z nim sobie niefrasobliwie jak kumpelka z kumplem, jak w czasach szkolnych. A jednocześnie cały czas odczuwała w sobie przyjemne ciepło, jeszcze nie zastanawiając się, co ono znaczy.
Po tygodniu takich rozmów zaproponowała spotkanie. “Tak, to dobry pomysł” – znów usłyszała w jego głosie ten brak pewności, od którego trochę już odwykła. Zgadła, że chłopiec bardzo chce, ale trochę się boi, więc przejęła pałeczkę, na co była przygotowana. Wybrała kawiarnię, o której przeczytała w necie, że licealiści ją lubią, a właścicielka lubi ich. Marek, któremu taki obrót sprawy wyraźnie ulżył, rzucił godzinę czternastą, wkrótce po szkole. Oczywiście Karina o tej porze była jeszcze w pracy, ale naturalnie tego odpowiedzieć nie mogła. Na poczekaniu wymyśliła, że ma po szkole dodatkowe zajęcia, które kończą się o piątej. Zasugerowała siódmą i na tym stanęło.
Do późnej nocy szykowała strój na to spotkanie. Wybrała długą sukienkę z ciemnoniebieskiej wełny, a pod spód jasnobłękitną bluzkę i rajstopy pod kolor. Włosy najpierw związała w kucyki, ale wyglądało to groteskowo, więc zdecydowała się na zwykłą kitkę. Spojrzała w lustro i coś jej nie pasowało. Po chwili dotarło do niej, co mianowicie. Zmyła makijaż, a podłużne okulary, ostatni krzyk mody, zamieniła na okrągłe “druciaki”, które nosiła w liceum. Teraz z lustra patrzyła na nią dziewczyna, która rzeczywiście mogłaby mieć 18 lat.
W łóżku najpierw długo nie mogła zasnąć. Potem przyśniło jej się namiętne zbliżenie z kimś, kto wyglądał na osiemnastolatka. Oddawała mu się leżąc na brzuchu, ze zwiniętą poduszką pod uniesionymi biodrami, tak, by łatwiej mógł ją posiąść. Miała fantastyczny, wielokrotny orgazm, a kiedy jej partner osiągnął spełnienie, dotarło do niej, że nie są niczym zabezpieczeni, ale jakoś nie wywołało to u niej paniki. Obudziła się z tym samym co poprzednio uczuciem rozluźnienia i pewności siebie. I tak jak poprzednio zaraz potem spokojnie usnęła i spała do rana.
Rano w pracy nadal miała na twarzy wyraz rozmarzenia, który nie uszedł uwagi jej zwierzchniczki.
– Tak długo się znacie i dopiero pierwsza randka?! – Dorota była zbulwersowana, usłyszawszy wieści. – Chyba nieśmiały ten twój chłopak!
– Bardzo nieśmiały – przytaknęła z uśmiechem Karina.
– Ja takich nie lubię. Nie mają ani doświadczenia, ani dzikości… Ale ty baw się dobrze!
Po pracy Karina najszybciej jak mogła wróciła do mieszkania, wzięła tam szybki prysznic, ubrała się w przygotowane rzeczy i jeszcze raz przejrzała w lustrze. “Idealna dziewczyna dla licealisty!” – podsumowała. Przyszło jej do głowy, że przecież żadne z nich nie wie, jak wygląda drugie, więc zrobiła sobie komórką selfie i wysłała je chłopcu.
W kawiarni znalazła się kilka minut przed dziewiętnastą. O tej porze nie było tłoku, bez trudu znalazła wolny stoliczek dla dwóch osób. Usiadła, przewiesiwszy płaszcz przez oparcie krzesła, i rozejrzała się po niedużej salce. Ściany pomalowane na ciepłe indygo, na nich fotosy z filmów, przytłumione światło z małych lamp na suficie, z wysoko zawieszonych kolumn głośnikowych sączył się spokojny pop. Przy innych okrągłych stoliczkach siedziały pary nastolatków szepczące coś intymnie do siebie, niektóre trzymające się dyskretnie za ręce lub otwarcie przytulone. Większe stoliki, dla odmiany owalne, zajmowały grupki młodzieży, rozmawiające o czymś żywo, acz niezbyt głośno. Kiedy w pewnej jeden donośnie zarechotał, pewnie usłyszawszy żart, kobieta w okolicach 40-ki, dotychczas siedząca za kontuarem, wyszła zza niego i coś chłopcu szepnęła. Ucichł momentalnie – Karina domyśliła się, że to właśnie ta właścicielka, o której czytała w necie.
Czekała, próbując udawać przed sobą, że nie czuje nadchodzącej nie wiadomo skąd niecierpliwej ekscytacji. Zapytana, czy coś zamawia, dziewczyna w pierwszym odruchu chciała poprosić o dwa kieliszki wina. Jednak przypomniała sobie, że czasy się zmieniły – dziś chłopcu mogliby sprawdzić dokumenty i zrobić aferę. Odparła, że czeka na kogoś i razem coś zamówią.
Skrzypnęły drzwi, Karina podniosła głowę. Do kawiarni wszedł chłopak w zimowej kurtce. Krótko ostrzyżony blondyn w okularach, trochę wyższy od niej, lecz nie tak wysoki, jak jej były. Twarz miał całkiem ładną i sympatyczną, jednak daleką od gwiazdorów kina, spoglądających ze zdjęć na ścianach. Przystojny, niczego sobie, ale widziała w życiu wielu piękniejszych, jak choćby ten dupek, który sobie od niej poszedł… A ten – to był prostu niezły chłopak i tyle. Dlaczego więc jej serce zaczęło bić trochę szybciej?
Omiótł wzrokiem pomieszczenie. Zauważył ją. Uśmiechnął się. Podszedł.
– Kaja, jesteś jeszcze ładniejsza, niż na zdjęciu – powiedział na przywitanie. I ona odpowiedziała uśmiechem.
– Siadaj. Cieszę się, że jesteś.
Zamówili sok z czarnej porzeczki (czuła, że kawa to nie jest teraz dobry pomysł) i czekoladowe ciastka. Zaczęli rozmowę jak zwykle – od tematów szkolnych…
“Cieszę się” – to nie było dobre określenie jej stanu, nie podobnego niczemu, co dotąd przeżyła. To, co czuła, odkąd usiadł naprzeciw niej, przypominało niewidzialne mrówki biegające pod skórą jej piersi. Odpowiadała na pytania Marka, sama o coś tam go zagadywała, ale gdyby ją ktoś spytał, o czym rozmawiają… Mówiła to, mówiła tamto, byle nie powiedzieć czegoś, co w niej wzbierało; byle nie zwierzyć się z nagle zjawionego pożądania. Choć i tak wiedziała, że jej źrenice są rozszerzone, jej oczy błyszczą, jej piersi pod bluzką pęcznieją, że oddycha trochę szybciej niż zwykle.
Kiedy skończyli jeść i pić, chciała zapłacić za siebie, ale chłopak nie pozwolił, tylko sam pokrył rachunek. Wyszli razem na ulicę.
Była jasna zimowa noc. Wiatr zamiótł z nieba chmury, odsłaniając księżyc w pełni. Szron na krawężnikach błyszczał w białym świetle latarń. Karinie wydawało się to wszystko nierzeczywiste, realny był tylko stojący przy niej 16-letni Marek. Wydawało się jej, że oszalałe serce zaraz rozerwie pierś. Odnalazła dłonią jego dłoń, ujęła ją – i ciepłe mrowienie przybrało na sile. Małe stworzonka, dotąd mrowiące się na jej piersiach, potem zbiegły niżej, na talię i brzuch. Już były na pośladkach i wewnętrznych stronach ud. Już krążyły, coraz liczniejsze, pomiędzy jej udami. Szybko przebierając maleńkimi nóżkami, powoli zdobywały wnętrze jej pochwy. Co więcej, zdobywały jej mózg.
– Wiesz co, Marek? – Starała się mówić wyżej niż zazwyczaj, by głos jej zabrzmiał możliwie trzeźwo. – Może zajrzelibyśmy do mnie? Mam w domu wino…
– Do ciebie… – W jego głosie usłyszała entuzjazm. – A co na to…?
– Moich nie ma. Oni… – znów musiała prędko wymyślić coś wiarygodnego. – Oni wyjechali do Niemiec, pracują tam. Bardzo rzadko przyjeżdżają.
– Ojej, Kaja, to ty jesteś eurosierotą! – rzekł współczująco, obejmując dziewczynę ramieniem. Musiała się bardzo postarać, by nie zamruczeć rozkosznie.C.D.N.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Pisatiel W tej pierszej części jast najmniej seksu jako takiego. To rozdział o poznaniu się dwojga ludzi. Diękuję mojej Ukochanej za konsultację.
-
Nastolatek – jej milosc cz. 2
Z jazdy autobusem zapamiętała niewiele. Najwyraźniejszym wspomnieniem były później wibracje pojazdu, które wciąż czuła pod sobą przez gąbkę siedzenia. Z jazdy windą na swoje piętro zapadła jej w pamięć jego dłoń w jej dłoni. Zdolność pamiętania obudziła się w Karinie, gdy ta wlewała wino do kieliszków. Trzymała butelkę oburącz, inaczej połowę wylałaby na stół.
Siedzieli w fotelach w największym pokoju. Stał tam tapczanik dla ewentualnych gości. “Tutaj sypiam, kiedy moi są w domu” – skłamała. 16-letniego Marka zainteresował rozstawiony w salonie sprzęt stereo z gramofonem.
– Tata kumpla taki ma. Zapytałem, po co to, skoro można mieć przenośny głośnik. Kumpel puścił mi Eilish z winyla przez duże kolumny i już wiedziałem, po co… Kaja, włącz coś! – poprosił. – Coś co lubisz.
Nastawiła płytę z nastrojowym jazzem – myślała, że winyl wypadnie jej z rąk, gdy kładła go na talerzu gramofonu; dalsze nastawianie było na szczęście automatyczne. Sprzęt należał do 25-letniego Marka, który oczywiście nie mógł spakować go do walizek. Wrócić po niego też nie, bo zaraz po jego wyprowadzce Karina zmieniła zamki. Nikomu innemu przedtem ani potem nie zrobiła takiego numeru, ale jemu tak.
Zmysłowa melodia przytłumionego saksofonu płynęła ściszona. Karina ujęła kieliszek w obie dłonie, żeby nie wylać wina. – Napijmy się za nasze spotkanie. – Wypili po łyczku i odstawili naczynia. Czuła w sobie coraz szybciej biegające mrówki. Jeszcze nie była pewna, co zrobić z tym nagle zjawionym pożądaniem.
– Kaja, ręce ci drżą – powiedział troskliwie chłopak, kładąc na jej dłoni swoją. Jej pochwa odpowiedziała silnym skurczem, po którym Karina poczuła mokrą plamę na majtkach, a najpewniej i rajstopach. Nie umiałaby już ukryć, że jej piersi pod bluzką pęcznieją, że oddycha trochę szybciej niż zwykle.
– Poczekaj, Marek, zapomniałam o serwecie na stół…
– Nie, Kaja, nie trzeba, nie musi być…
– Dlaczego ma nie być, skoro jest? – Znów podwyższyła głos. – Proszę, podejdź do kuchni. W jednej ze stojących szafek są serwety, weź bordową. – Chłopiec opuścił pokój. Wiedziała, że stojących szafek jest w kuchni sześć i że poszukiwanie serwety zajmie chwilę.
Jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie rozebrała się do naga. Zdejmując kolejne sztuki odzieży i chowając je w szafie, nie wiedziała, czy robi dobrze, czy głupio; wiedziała nie więcej niż to, że inaczej nie może. Mokre rajstopy i majtki ukryła pod szafą. Przyciemniła światło. Zdjąwszy z tapczaniku narzutę, na skrzyżowanych piętach usiadła przy jego brzegu.
Chłopiec wrócił z serwetą. Gwałtownie zatrzymał się w drzwiach. Na szczęście nie zachował się jak w głupich historyjkach porno – nie zerwał z siebie ubrania ani nie podetknął jej penisa pod nos (tzw. “robienie laski” nieodmiennie przyprawiało ją o mdłości, z czego 25-letni Marek nic sobie nie robił). 16-latek postawił jeszcze krok i stanął, chyba nie wiedząc, jak ma się zachować.
– Jakaś ty piękna – wykrztusił – jaka piękna…
– No wiem, że można mieć bardziej obwisłe piersi – odrzekła tak trochę filuternie.
– Kaja, są cudowne… boskie… idealne…
Chwyciła wzrokiem jego spojrzenie i zrozumiała to, o czym mówiła Dorota. On rzeczywiście patrzył na nią jak na boginię. Chłonął widok jej ciała, jakby zaraz miał zacząć modlić się do niej. Była pewna, że w tej chwili nie ma dla niego piękniejszej…
– Cieszę się, że ci się podobają. Chcesz dotknąć?
– Ja…
Pochyliła się w jego stronę, by wyjąć mu serwetę z rąk. Rzuciła ją na najbliższy fotel.
Sięgnęła po dłoń chłopca oburącz, tak jak niedawno po kieliszek wina. Przyciągnęła go do siebie – chłopiec ukląkł. Dotknęła tą jego dłonią swojej lewej piersi, w której znów coraz silniej pulsowało serce. Poczuła dłuższe niż poprzednio ściśnięcie pochwy, więcej wilgoci. Tym razem nie powstrzymała jęku, który wyrwał się z jej ust. Chłopiec spróbował masować jej sutek, nie bardzo wiedząc, jak się do tego zabrać.
– Delikatniej – poprosiła. – Nie ściskaj… na razie nawet nie głaszcz… tylko tak muskaj… o tak… właśnie tak… – Teraz nie skończyło się na jednym skurczu, jej wnętrze już cały czas lekko pulsowało.
– Chodź bliżej… – Przyciągnęła go teraz za ramiona. Po raz pierwszy zetknęły się ich usta, poczuła smak jego warg, odczuła w swoich mrowienie, które po szyi zdążało ku piersiom. – Chcesz pieścić ją ustami? – Skierowała jego głowę na twardniejącą różową brodawkę sutka. Już chyba zrozumiał, jak sprawiać jej przyjemność. Raz po raz łechtał koniuszek piersi Kariny, biorąc między dolną a górną wargę i ledwie dostrzegalnie pocierając. Przez kilka chwil, unosząc głowę i przymykając oczy, poddała się rosnącemu podnieceniu.
Rozbierała go znacznie wolniej niż siebie. Ciało, tak jak twarz, miał ładne, ale nie było w nim nic szczególnego – ani przesadnie umięśnione, ani z fałdami tłuszczu; miało raczej delikatną budowę. Zdejmując mu slipy, trochę się obawiała, czy członek nie okaże się ogromny, lecz i ten – choć stojąc już w pełnej gotowości – na oko mierzył, jak by powiedziała Dorota, “standardowe” 15. Słowem chłopak wszystko miał bardzo zwyczajne, poza tym tylko, że wprawiał Karinę w podniecenie, jakiego dotąd nie znała. Jeszcze nie domyślała się, czym on tak zniewala jej zmysły.
Już nagiego objęła ramionami, kładąc się wraz z nim na prześcieradle. Leżał teraz trochę przy niej, trochę na niej; jego twarda męskość wbiła się w jej brzuch tuż przy biodrze. Karina powtórnie ucałowała jego usta – i w tym momencie jego prącie jeszcze mocniej stwardniało, chłopiec zakwilił i jej brzuch zalało gorące nasienie.
– Przepraszam – jęknął żałośnie – nie chciałem…
Prawdę mówiąc, nie spodziewała się niczego innego.
– Nie szkodzi, mój kochany – powiedziała bardzo łagodnie, znów całując go w usta. – To nie koniec, to początek. Jeszcze nigdy nie byłeś z dziewczyną, prawda?
– Nie…
– Nigdy, z nikim?
– No…
Wyczuła, że z czymś mu bardzo ciężko na sercu.
– Mnie możesz powiedzieć. To niczego nie zmieni. Dopiero zaczęliśmy…
– No więc… Raz próbowałem zrobić to z chłopakiem z ostatniej klasy, bo powiedział, że może mi się spodoba… Ale ja nie…
– Nie stanął ci? – Chłopiec milcząc kiwnął głową. – I jak się to skończyło?
– On mnie wyśmiał. A potem… – Przez moment zdawało się, że więcej słów nie wykrztusi. – A potem powiedział: “No to jesteś dziewczynką!”. No i… No i on to zrobił ze mną. To było okropne, strasznie bolało…
– Wiem, jak to boli. – Po tych słowach znów całowała i pieściła chłopca.
– Potem przez długi czas ten chłopak mnie zaczepiał. Wysyłał SMS-y: “Dziewczynka potrzebuje kutasa?” albo “Trzeba wsadzić dziewczynce?”. W końcu przestał.
– Nie jesteś żadną dziewczynką – szepnęła czule, acz stanowczo. – Po prostu nie masz takich skłonności. Ja też w twoim wieku spróbowałam z koleżanką i było tak sobie… Takie rzeczy są tylko dla niektórych, nie dla wszystkich. Teraz zobacz: u kobiety im mniej widoczne miejsce, tym wrażliwsze na dotyk. Na przykład piersi najwięcej czują od spodu. Spróbuj pieścić je tak, jak przedtem, ale tylko tu. Przyda ci się, kiedy twoja żona będzie karmiła; wtedy same brodawki są aż za wrażliwe, za to te miejsca w sam raz…
Leżała na wznak, a chłopak przyjemnie drażnił spody jej piersi – subtelniej niż za poprzednim razem, kiedy panowało nad nim nagromadzone podniecenie. Karina w odpowiedzi wzdychała i pojękiwała, z lubością przymykając oczy; przyjemność ogarniała już całą jej klatkę piersiową.
– To samo pośladki – mówiła coraz bardziej rozmarzonym głosem, przewracając się na bok. – Spróbuj tak samo pieścić ich spody.
Bieganina mrówek przyspieszyła wokół jej bioder. Nie przerywając tej pieszczoty, nastolatek zaczął muskać spody jej sutków ustami. Cały tułów dziewczyny wibrował teraz od podwójnego dotyku. Na moment odemknęła powieki, by spojrzeć na krocze chłopaka.
– O, widzisz? Już ci się znów podnosi. Wiesz co? Przenieśmy się do sypialni, tam jest wygodniej.
– Dobrze, to ja po drodze sobie umyję…
Karina poprzestała na wysuszeniu brzucha ręcznikiem kuchennym i przetarciu chusteczką odświeżającą. Uznała, że depilacja to wcale nie był zły pomysł – żadnych pozlepianych włosów! Kiedy zza drzwi łazienki dochodził słaby chlupot wody, przygotowała łóżko w sypialni tak jak wcześniej tapczanik: zdjęła i schowała narzutę, kołdry odsunęła na bok. W szufladzie nocnej szafki miała przygotowane kilka rodzajów prezerwatyw – wybrała te najgrubsze. Dla początkującego nastolatka będą w sam raz: osłabią wrażliwość na dotyk, opóźniając wytrysk.
Gdy chłopiec wrócił z łazienki, jego erekcja nie wydawała się mniejsza niż kiedy tam szedł. Dziewczyna przywitała go siedząc ze skrzyżowanymi nogami pośrodku małżeńskiego łoża. Poprosiła, by usiadł naprzeciwko niej. Najpierw powtórzył ostatnią pieszczotę jednocześnie piersi i pośladków. Karina nie próbowała na razie pieścić chłopaka, wiedząc już, że i bez tego niewiele mu trzeba… Poddawała się tylko jego coraz wprawniejszym dotknięciom, czując, jak błogość rozchodzi się po całym ciele, a wilgoć wypełnia wnętrze. Potrzebowała teraz trochę bardziej zdecydowanych czułości i poprosiła o nie. Chłopak zaczął gładzić pupę dziewczyny całą powierzchnią dłoni, zarazem całując namiętnie sutki. Nie krępowała się rozkosznych westchnięć i jęków.
Kiedy na chwilę przerwał, podciągnęła kolana pod brodę, obejmując rękami zgięte nogi. Była już gotowa i na tę pieszczotę.
– Zobacz, kochany. Na pewno wiesz o tym miejscu – wskazała swoją malutką łechtaczkę. – Jej trzeba z początku dotykać jeszcze lżej. Zacznij tak, jakbyś prawie nie dotykał.
Nastolatek z nieomal nabożeństwem pogłaskał najpierw skórę wokół perły, potem odważył się dotknąć jej samej. Waginkę Kariny przeszył dreszcz; delikatnie zawibrowały pośladki, brzuch, talia, brodawki sutków zamieniły się w twarde pestki. Po niedługiej chwili subtelnych uniesień dziewczyna zapominała o wszystkim; wiedziała tylko, że z każdym dotykiem jej kobiecość wolno się rozszerza, gotowa przyjąć męskość – nie jakąkolwiek, tylko właśnie tę.
Pocałowała go namiętnie w usta.
– Zależy mi, żebyś użył gumki – powiedziała, biorąc z nocnego stolika plastikową saszetkę. – Rozumiesz, nie czuję się gotowa na macierzyństwo…
– Jasne – bąknął nieśmiało.
– Nie używałeś tego jeszcze? – Dziewczyna rozdarła brzeg opakowania. – No to pokażę ci, jak zakładać. – Nim dotknęła jego członka, przypomniała sobie, w czym tkwi główny problem. – Spróbuj zacisnąć zwieracz tak, jakbyś bardzo nie chciał się zsikać. – Chyba poszedł za jej radą, bo wypadku nie było. – O, widzisz, tu trzeba zostawić trochę wolnego miejsca, żeby twoja eksplozja jej nie rozerwała!
Karina położyła się na plecach, podłożyła sobie jasiek pod pupę, przyciągnęła uda do piersi.
– Teraz podeprzyj się kolanami i choć jednym łokciem, żebyś mnie nie zmiażdżył! O, właśnie tak. I czekaj, ja cię poprowadzę. Proszę, zaciśnij! – Ujęła koniec jego penisa między dwa palce i nakierowała na wejście do pochwy. – Wchodź powoli, powoli…
Jęknęła czując, jak wypełnia ją centymetr po centymetrze. Był nieco większy od niej i troszeczkę ją rozpychał. Nie było to jednak przykre, jak przy tamtych gwałtownych osiemnastu centymetrach. Miała przyjemne uczucie poddawania się męskiej przewadze nie demonstrowanej siłą. Już wypełniona do końca, nie wiadomo skąd poczuła się zupełnie szczęśliwa, całkiem mu oddana. Delikatnie pulsowała wokół niego.
– Na razie nim nie ruszaj – poprosiła. – Całuj moje cycki, kochany, tak jak przed chwilą.
Miała wrażenie, że pod jego czułymi ustami jej piersi stają się jeszcze większe. Rosły od wypełniającego je drżenia, wywołującego niewielkie skurcze jej wilgotnej dziurki. Musiał to poczuć. Jego biodra odruchowo rozpoczęły powolne ruchy, których echo rozchodziło się falami po ciele Kariny, docierając aż do jej mózgu.
– Tak, właśnie tak, najmilszy – szeptała – wolno, delikatnie, właśnie tak…
Roztapiała się w tych jego ruchach. Jej biodra wychodziły na spotkanie jego biodrom, falowała doskonale zgrana z jego falowaniem, jak w tańcu.
Nagle przestał się poruszać, poczuła w sobie jego pulsowanie, zobaczyła w jego oczach panikę. Wcześniej niż by chciał zbliżał się wytrysk… Sięgnęła dłonią do krocza chłopca, miękko objęła jego mosznę i delikatnie, by nie sprawić bólu, pociągnęła za jądra. W samą porę przypomniała sobie ten trik. Ustało pulsowanie członka, wzwód odrobinę zmalał.
Przez parę chwil chłopiec jedynie dopieszczał jej biust. Zachęcony przez nią, znów zaczął się ruszać, najpierw jeszcze wolniej niż poprzednio, ale wkrótce odruchowo przyspieszył. Ona też potrzebowała już tego. Miłe dreszcze przebiegały przez nią jeden po drugim, jej szyja sama odginała się w tył, jej biodra wykonywały coraz bardziej zdecydowane ruchy, jej serce, jej skronie, jej pochwa pulsowały razem, w oczekiwaniu orgazmu. I wtedy jego narząd znów do końca stwardniał w niej, zadrgał i napełnił gumkę. Speszonemu chłopcu momentalnie spąsowiały policzki.
– Nie przejmuj się – powiedziała do niego czule. – To normalne za pierwszym razem. Powtórzymy to, choćby za chwilę.
Nie oczekiwała cudów po niedoświadczonym nastolatku. Wiedziała jednak, że z każdym stosunkiem jego podniecenie będzie mniejsze, a wprawa – większa. Już teraz wytrzymał o wiele dłużej niż tam, w salonie. Wyczuwała też, że naprawdę zależy mu na jej przyjemności.
Położył się obok. Objęła go ramieniem, przytulając jego głowę do swojej.
– Jak na początek, wcale nie poszło ci źle. – Serdeczny ton w jej głosie nie był wysilony, płynął z jej serca. – Dlaczego nigdy nie spróbowałeś z żadną koleżanką?
– Wiesz, mnie nudzą imprezy i źle się czuję w klubach, a podryw idzie głównie tam. Poza tym – chłopak znowu poczerwieniał – raz przypadkowo zobaczyłem w szatni, jak dwie dziewczyny z klasy oglądały porno na tablecie. Strasznie się ekscytowały, jakiego ten facet miał wielkiego… A ja mam widzisz co…
– Kochany, te dwie były pewnie dziewicami. Nie wiedziały, o co chodzi w seksie. Zresztą powinno im dać do myślenia choćby to, że same zaspokajają się jednym paluszkiem. Tylko niektóre kobiety świrują na punkcie dużych fiutów, jak moja sz… jak jedna moja koleżanka. A niektóre mają po prostu duże cipki. Ja mam, jak widzisz, małą, zresztą w każdej najwrażliwsze są pierwsze 3 centymetry…
– Mówisz tak, żeby mnie pocieszyć.
– No dobrze, jak już koniecznie chcesz wiedzieć, miałam faceta z 18-centymetrowym, na dodatek posługiwał się nim jak młotem kowalskim. Ile on mi sprawił bólu! To znaczy jak trochę go zmitygowałam, bywało nawet nieźle, tylko rzadko dawał się zmitygować. Potem i tak o wszystko obwiniał mnie. A zanim mnie po chamsku rzucił… – i opowiedziała o gwałcie analnym, bo teraz już nie miała wątpliwości, że był to gwałt. – No i stąd wiem, jak to boli.
– Kaja, on chyba chciał tylko mieć panienkę do walenia w dupę – zawyrokował chłopiec. – Tamten chłopak pewnie chciał tego samego ze mną… W pierwszej klasie, jak jeszcze trochę imprezowałem, jedna pijana laska poskarżyła się na takiego faceta. Poszła z nim do hotelu, bo koleś był przystojny i dobrze ubrany, 24 lata. Też miał dużego i ciągle nalegał, żeby pozwoliła mu w drugą dziurkę. Kiedy twardo powiedziała “nie”, dał jej w twarz i wyrzucił nagą z pokoju. Tłumaczyła mi, że opowiedziała to mnie i tylko mnie, bo on miał tak samo jak ja na imię.
No to Karina wiedziała już wszystko. “Sobie niech w dupę wsadzi tego ogromnego chuja! – pomyślała. – Najlepiej uciętego”. Ucałowała usta chłopca. Potem na boki rozłożyła zgięte w kolanach nogi.
– Zobacz, moja cipeczka ma dwie wargi, tak jak usta. Możesz je gładzić wzdłuż palcami… O taaak… – Jego dotyk sprawił, że jej nie rozładowane podniecenie znów zaczęło szybko rosnąć. Czuła jak wilgotnieje, jak panoszą się w niej drobiny rozkoszy. Każdy wdech wypełniał jej płuca pragnieniem. – Możesz to robić też językiem. I możesz pocałować jak usta…
Przyssał się do jej kwiatka w namiętnym pocałunku. Jego usta pobudzały ją odruchowymi zagarnięciami do wewnątrz, a kącikiem obejmowały łechtaczkę, wywołując przyjemne mrowienie. Jego dłonie wsunęły się pod jej tyłek i zaczęły gładzić go – nieznacznie uniosła biodra, aby to ułatwić. Oddawała się słodkiemu wibrowaniu, jakby była skrzypcami pod pieszczotą smyczka. Każdy dotyk jego ust, każde poruszenie jego języka wzbudzało przyjemne napięcie w każdym skrawku jej ciała. Brzuch, sutki, nozdrza, zwoje mózgowe stawały się jednym wielkim oczekiwaniem na kolejne powitanie jego w niej. Biodra mimowolnie zaczęły wędrować w górę i w dół, pochwa była gotowa do kolejnego złączenia.
Podniosła się, podała mu rozpakowaną prezerwatywę – już sam nałożył ją prawidłowo. Poprosiła, by ułożył się na plecach. Uklękła nad nim i ostrożnie wprowadziła w siebie koniec prącia. Wolno opadała, aż usiadła na nim wypełniona. Znów unosiła się i opadała, czując jak każdym poruszeniem zwiększa w sobie przyjemne napięcie. Ruszała się tak, by twardy członek pobudzał ją jeszcze mocniej, jeszcze rozkoszniej. Od błogości przymykała oczy, lecz raz jeden spojrzała – chłopak patrzył na nią z uwielbieniem, nie jak na piękną kobietę, ale jak na jedyne, co w tej chwili dla niego istniało.
Wtem uwielbienie przeszło w przestrach. Karina poczuła w swoim wnętrzu znane już sobie twardnienie i drżenie. Momentalnie zamarła w bezruchu, aż niebezpieczeństwo minęło. Postanowiła przez jakiś czas nie poruszać biodrami w dół i w górę, tylko w przód i w tył. To go aż tak nie pobudzało, a ona – ona miała teraz nieco inne doznania, poprzeczna stymulacja była nie tak intensywna, ale głębsza. Pochyliła miednicę do przodu, tak by ocierać się pobudzoną już łechtaczką o ciało partnera. Od tych doznań drżała, wibrowała, zalewana coraz wyższymi falami ciepła przygotowywała się na orgazm. Chciała przeżyć go razem z chłopakiem, więc znów unosiła się i opadała, tylko teraz szybciej. Jeszcze jeden skurcz, jeszcze jeden dreszcz przebiegł przez piersi, jeszcze jedna fala podniecenia w podbrzuszu – i przyszła rozkosz. Nie była wielka ani głęboka, nie wyszła nawet poza okolice łona, przypominała trochę tę pamiętaną z dziecinnych masturbacji – lecz ważna, bo pierwszy raz przeżyta z nim. Przedłużając swoją przyjemność ruchami bioder w przód i w tył, Karina czuła, jak członek chłopca pulsuje w niej, wypełniając lateks kolejnymi porcjami nasienia. Opadła, kładąc się piersiami na jego piersiach, ciągle z nim w sobie. Całowała go w przymknięte powieki, a potem w usta.
– Mmmm, było mi dobrze – szepnęła mu w ucho. – Dziękuję ci. Nie myślałam, że uda się już za drugim razem. Miło mnie zaskoczyłeś.
Poczuła jego dłonie głaszczące jej plecy.
– A ja dziękuję tobie, Kaja – odszeptał. – To dla mnie ważne, że dałem ci przyjemność. Kochana… Czy mogę z tobą jeszcze trochę poleżeć?C.D.N.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Pisatiel Drugi rozdział – tu związek zyskuje już wymiar jednoznacznie seksualny. Ponownie dziękuję mojej Ukochanej za konsultację!
-
Kamila cz.1
Kamilkę poznałem pierwszego dnia w nowej pracy. Nowy kolega oprowadzał mnie po zakładzie i wyjaśniał czym zajmują się poszczególne działy, gdy przed oszklonymi drzwiami wejściowymi zobaczyłem najbardziej niesamowite nogi w całym moim dwudziestosiedmioletnim życiu.
– Ty, a to kto? – zapytałem mojego przewodnika. Ten zerknął na nią, uśmiechnął się i odpowiedział:
– To Kamila, najpopularniejsza dziewczyna tutaj. Zamknij tę szczękę, głupio wyglądasz.
Faktycznie, kopara mi opadła na jej widok. Nie mogłem oderwać wzroku od obleczonych w czarne rajstopy zgrabnych nóg na wysokich obcasach, zwłaszcza że nylony i szpile są moim fetyszem. Stała w czarnym, krótkim płaszczyku, paląc papieroska. „Dobra nasza” – pomyślałem – „będzie pretekst żeby ją wyciągać i się poznać”.
W ciągu następnych kilku miesięcy konsekwentnie realizowałem ten plan. Kamila prócz bardzo seksownej okazała się też być taką swojską dziewuchą – nie dawała sobie w kaszę dmuchać, przez jej riposty nieraz opluwałem się ze śmiechu. Okazało się, że mamy sporo wspólnego, lubimy bardzo dużo tych samych rzeczy, więc siłą rzeczy po jakimś czasie moje zainteresowanie nią bardzo wzrosło. Szczerze powiedziawszy… po ostatnim rozstaniu, które zdarzyło mi się niedługo przed nową pracą, nie chciałem mieć nikogo na stałe. Ale przy Kamili bardzo szybko zapominałem o tym postanowieniu.
Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie mam na jej punkcie pewnego rodzaju obsesji. Pracowaliśmy w dwóch osobnych pomieszczeniach umiejscowionych po przeciwległych stronach budynku. Wyobraźcie sobie kwadrat podzielony na 4 części – ja siedziałem na dole z prawej strony, ona na piętrze z lewej. Mimo tego często do nas wpadała, a ja zawsze wykorzystywałem okazję żeby ją podziwiać. Nie było dnia, by nie wyglądała seksownie i kobieco, ale nie w taki wulgarny sposób, lecz elegancki. Niejednokrotnie w jej towarzystwie nawet nasi klienci zapominali co właśnie mówili. Było to śmieszne, ale miało też swoje zalety: kiedy ktoś przychodził z reklamacją, wystarczyło poprosić Kamilkę, by zajęła się klientem. Nie skłamię mówiąc, że jakieś 90% tych reklamacji stłumiło się w zarodku.
W trakcie pracy na papierosa wychodziło się przed magazyn. Mówię o tym, gdyż jest to kluczowe miejsce w tej opowieści. Wchodziło się z korytarza w budynku, przechodziło przez powierzchnię magazynu do wyjścia, i dopiero tam można było zapalić. To tam spędziłem z Kamilą najwięcej czasu. Chciałem do niej zarwać (zresztą chyba jak każdy facet w firmie), ale był jeden szkopuł: Kamila była na zabój zakochana w swoim facecie. Dowiedziałem się, że rzadko się widują ze względu na to gdzie mieszkają, mimo tego uważała swój związek za bardzo udany. Chociaż mówiłem że mnie to cieszy i trzymam za nich kciuki, to jej słowa potrafiły mi sprawić wręcz fizyczny ból. Czułem się jak nastoletni gówniarz, sfochany bo czegoś nie może mieć.
Sytuacja, którą chcę opisać, wydarzyła się jakieś pół roku po moim zatrudnieniu. Musicie wiedzieć, że w pewnym sensie jestem pracoholikiem – potrafię siedzieć w robocie po 12 godzin dziennie, żeby tylko robota była zrobiona. I to był właśnie jeden z takich dni.
Kamila tego dnia zrobiła furorę swoim strojem: czarne sandałki na wysokiej szpilce, skórzana mini i seksowna czarna bluzka pięknie podkreślały jej kształty. Wszystkim tłumaczyła, że zaraz po pracy przyjeżdża po nią chłopak i jadą na imprezę, więc po prostu nie będzie miała czasu się później przebrać (serio, jakbyśmy na to narzekali). Dzień pracy minął, i myślałem że tylko ja zostałem na zakładzie. Właśnie klepałem kolejną fakturę, gdy zechciało mi się wyjść na papierosa. Wyszedłem więc powoli z pokoju, gdy usłyszałem stukot obcasów i głos Kamili:
– Boże, Tomek, ale się za Tobą stęskniłam…
„No zajebiście” – pomyślałem – „ten jej fagas jeszcze przyjechał”. Już chciałem do nich podejść, gdy usłyszałem jakby głuche uderzenie i jej jęk. Pomyślałem że ją uderzył, więc lekko się wychyliłem żeby skontrolować sytuację.
Kamila stała pod ścianą, z rękoma zarzuconymi na szyję jej faceta, w biodrach oplatając go swoją nogą. On jedną ręką trzymał ją w talii, drugą co jakiś czas dawał jej klapsa. Oboje nie odrywali od siebie ust, walcząc na języki. Cofnąłem się, żeby mnie nie zauważyli. Chociaż zazdrość się we mnie gotowała, jednocześnie poczułem jak mi staje. Próbowałem się opanować, gdy znów usłyszałem głos Kamili:
– Nie tutaj, wariacie… choć mam na ciebie straszną ochotę…
– Nie będziemy mieli czasu przed imprezą – odpowiedział jej – a tak wyglądasz, że muszę cię przelecieć… nie masz tu jakiegoś ustronnego miejsca?
– W zasadzie… chodź za mną – powiedziała, po czym usłyszałem ich kroki.
Wychyliłem się raz jeszcze – zobaczyłem że idą do magazynu. Odczekałem chwilę, walcząc z myślami czy podążyć za nimi. W końcu moje pożądanie wzięło górę i zakradłem się za nimi.
W magazynie schowałem się za jedną ze skrzyń – nie było szansy żeby mnie dojrzeli. Stałem tak, widząc ich oboje z profilu, a oni znów namiętnie się całowali, z tym że teraz Tomek pieścił rękami jej tyłek pod spódniczką. W pewnym momencie oderwała się od niego i powiedziała:
– Weź mnie tak, jak lubisz…
Tomek odwrócił ją tyłem do siebie i lekko popchnął na biurko. Kamila oparła się o nie, seksownie wypinając dupcię i zsuwając z siebie majtki, on w tym czasie rozpiął spodnie i wyciągnął penisa. Po chwili podciągnął tylko jej spódniczkę i wszedł w nią ostrym pchnięciem.
Czekałem tylko aż Kamila krzyknie – ku mojemu zdziwieniu, opuściła tylko głowę, chowając twarz we włosach. On uderzył tak jeszcze kilka razy, aż podniosła głowę. Na jej twarzy malował się szeroki uśmiech zmieszany z podnieceniem.
– Dalej ogierze… rżnij swoją seksowną suczkę… – wyjęczała.
Nie wiem co mnie bardziej podnieciło: jej uśmiech i czy jej słowa, wiem tylko że patrzyłem jak zahipnotyzowany. Nawet nie potrafię powiedzieć kiedy wyciągnąłem swojego kutasa i zacząłem sobie walić, patrząc na nich. Tomek, trzymając ja za biodra nabijał ją ostro, aż słychać było uderzenia ich ciał. W pewnym momencie on jedną ręką złapał ją za kark, i zaczął znów zadawać pojedyncze pchnięcia. Były one tak mocne, że Kamila aż zajęczała:
– Nie… przestawaj… mnie… pieprzyć… zaraz… dojdę…
Po kilku chwilach wygięła plecy w łuk, dochodząc z głośnym jękiem. Po chwili on też trysnął w jej cipce.
– Och kotku… jesteś boska… – wysapał
Kamila odwróciła się do niego z szelmowskim uśmiechem:
– Dobrze… ty się zabawiłeś… teraz ja się chcę zabawić…
Mówiąc to kucnęła przed nim i wzięła jego kutasa do ust. Widać było że i lubi, i umie to robić. Przy tempie, które sama sobie narzuciła, sam doszedłbym w kilka sekund, Tomek jednak dzielnie się trzymał. Przez kilka minut dał jej się zabawić, po czym złapał ją za głowę i przyspieszył jeszcze bardziej. Ona nadal wytrwale polerowała ustami jego penisa. Rękami trzymała mocno jego pośladki, nie dając Tomkowi chwili wytchnienia. Po następnych kilku minutach oburącz przytrzymał nieruchomo jej głowę, tryskając do jej ust. Wyglądało to diablo seksownie, lecz dopiero jej pomruk zadowolenia gdy łykała jego spermę sprawił, że sam trysnąłem.
– Jezu, Kami, wypompowałaś mnie do cna – powiedział do niej uśmiechnięty, zapinając spodnie. Ona, zakładając majtki, odpowiedziała:
– Mam nadzieję, że nie… – objęła go za szyję uśmiechnięta – Liczę na to, że na imprezie też znajdziesz chwilę, żeby mnie nakarmić…
– Co tylko zechcesz…
Doprowadzili się do porządku i wyszli z magazynu. Kwadrans później widziałem jak wsiadają do auta i odjeżdżają. Ja pośpiesznie wróciłem do biura i zebrałem się do domu. Tej nocy waliłem jeszcze kilka razy, rozpamiętując to, co zobaczyłem, i wyobrażając sobie co robią na imprezie. Kto by pomyślał, że ta zwykła, fajna dziewczyna, prywatnie jest taką suczką? Parę miesięcy później miałem okazję się o tym przekonać, ale to już opowiem innym razem.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
takitamanonim -
Nastolatek – jej milosc cz. 3
Obudziła się w środku nocy, czując parcie w pęcherzu. Wstała ostrożnie, żeby chłopca nie obudzić. Sami nie wiedzieli, kiedy w czasie ostatnich, tych najbardziej niewinnych czułości ogarnął ich sen.
Gdy, wróciwszy z łazienki, położyła się obok chłopca, zaskoczył ją pocałunkiem. Całował namiętnie jej usta raz za razem, nie przerywając, nie odrywając się od jej warg, biorąc to dolną, to górną między swoje. Udem napierał przy tym lekko na jej łono. Niewidzialne mrówki znowu gromadziły się na jej piersiach. Czuła się brana w posiadanie – sama nie wiedząc, czy przez nie, czy przez niego – i wcale nie chciała tego powstrzymać. Kiedy pobudzał ustami jej sutki, witała radośnie dreszcze w płucach, fale ciepła w brzuchu, każdą kroplę wilgoci w pochwie. Całował jej ciało miejsce koło miejsca, a ona oddawała mu się, szczęśliwa, że należy do niego. Gdy jego usta wędrowały po wewnętrznych stronach jej ud, radośnie poddawała się nowemu podnieceniu. Pragnęła tego chłopca, chciała mieć go w sobie i wolno szykowała się na to. Kilka pocałunków w wargi pochwy i łechtaczkę, właściwie jeden długi pocałunek, w którym ruchy jego ust nieprzerwanie przechodziły jeden w drugi – i wiedziała, że już czas, by się stało. Sięgnęła na stolik po jeszcze jedną gumkę.
– Teraz spróbuj wejść od tyłu, o tak – prosiła, kładąc się na boku, plecami do niego.
W obawie, że jeszcze nie poznał dobrze jej ciała, pomogła mu wejść, by nie sprawił jej niechcący bólu. Kiedy zaczął się w niej poruszać – o, wtedy zaczęły się naprawdę mocne doznania. Jego prącie, wsuwając się i wysuwając, stymulowało teraz obszary pochwy, jakich dotychczas nie pobudzał. Poruszenia chłopca wywoływały w niej nowe, nieznane jeszcze echo. Rosła w niej jakaś pierwotna żądza ukryta w brzuchu, szczególnie tam, jej kręgosłup sam odginał się w dół, oddech stawał się krótki, spazmatyczny, w uszach tętno zagłuszało każdy inny dźwięk. Karina była jak zamroczona, już nie potrafiła kochać się z otwartymi oczami, jasna czerwień zamkniętych powiek stanowiła jedno z czerwienią jej krwi, jej wnętrza. Jej pośladki drżały przy każdym spotkaniu z jego podbrzuszem. Nie uprawiała seksu, była nim cała. Odnalazła dłoń chłopca i położyła ją sobie na wzgórku łonowym, jego palce znalazły jej łechtaczkę i zaczęły ją pieścić, teraz przyjemność szła z dwóch stron, mrowienie opanowało jej biodra intensywniej niż dotąd. Poczuła pulsowanie w piersiach, zdała sobie sprawę, że wraz z nimi pulsuje odbyt, że dreszcze przebiegają w górę jej pleców i wiedziała, co to znaczy: nadchodził naprawdę silny orgazm. Fale przyjemności jedna po drugiej zalewały Karinę, aż tonęła w nich jakakolwiek myśl. Już nie miało dla niej znaczenia, kim jest, była czy będzie, liczył się tylko ten moment, ten spazm rozkoszy, to uderzenie serca, ten skurcz pochwy, ten ruch bioder, ten półprzytomny jęk. Odgięła biodra do tyłu, by czuć to jeszcze wyraźniej, skurcze ogarnęły jej pochwę i cewkę moczową, czuła, że wraz z jej trzema dziurkami pulsuje macica, a potem o niczym już nie wiedziała, odpływając w błogości. Fale przetoczyły się przez jej ciało, pozostawiając spokojne rozluźnienie. Chłopiec zdążył jeszcze wysunąć się z niej, zdjąć gumę i wtulić prącie w jej pośladki, a potem zalał je przyjemnym ciepłem.
Przytulił ją od tyłu, całując w kark, grzejąc dłońmi jej piersi. Chciała coś powiedzieć, ale bała się, że wyjdzie jej z tego miłosne wyznanie. “Nie, to bez sensu – powiedziała sobie w trzeźwiejących już myślach. – Tu przecież chodzi tylko o poczucie się lepiej, zapomnienie o toksycznej relacji. Jest mi z nim dobrze i tym trzeba się cieszyć, nie dopatrując się więcej niż jest”. Zasnęła w jego objęciach.
Rano on miał na ósmą do szkoły, ona pracę w sklepie rozpoczynała o dziewiątej. Kiedy wyszedł, ucałowawszy ją długo i czule na “do widzenia”, wzięła tym razem nie prysznic, a pełną, półgodzinną kąpiel w wannie. Wytarłszy ciało i wysuszywszy włosy, obejrzała się w lustrze. Była w pełni zadowolona ze swego ciała, czuła się piękna, atrakcyjna, pewna siebie. Nie była pewna, czy sprawiła to sama miłosna noc, czy może zachwyt i uwielbienie, którymi obdarzył ją chłopak, udzieliły się i jej.
Dorota jak zwykle zauważyła w niej zmianę i domyśliła się jej źródła.
– Jak tam poszła kopulacja? – spytała, szczerząc zęby w uśmiechu.
Dotychczas Karina dziwnie czuła się z ostentacyjnym biologizmem swej pracodawczyni. Tym razem dlaczegoś uznała, że najlepsza będzie odpowiedź w podobnym stylu – szczera i otwarta.
– Pierwszy raz za szybko się skończył. Drugi był niezły. Trzeci… zajebisty!
– Ach, czyli zapewne prawiczek, ale pojętny. Znam ten typ. Warto spotkać się znowu. Tylko, Karina, nie angażuj się! Takie rzeczy rzadko mają przyszłość. Pobaw się, ile chcesz, i idź dalej.
Już następnego dnia znów umówili się na późne popołudnie. Tym razem on miał przyjść prosto do niej. Choć za nic nie przyznałaby mu się do tego, stroiła się na to spotkanie od powrotu z pracy. Nie mieli wychodzić na dwór, zatem nie potrzebowała ubierać się ciepło. Po wielu przymiarkach wybrała nareszcie krótką białą sukienkę, która teraz wisiała już w odprasowana na wieszaku przy uchylonych drzwiach łazienki. W szufladzie w sypialni czekał koronkowy komplet w tym samym kolorze – stanik i majteczki. Gdy Karina skończyła kąpiel, do przyjścia chłopca pozostało jeszcze pół godziny.
Naga i świeża kończyła suszyć włosy przed lustrem w łazience – gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pomyślała, że to ktoś z sąsiadów. Czego mógł chcieć? Postanowiła udawać, że jej nie ma, póki nie odezwie się domofon. I w tejże chwili usłyszała zza drzwi znajomy głos:
– Kaja, już jestem! – wołał 16-letni Marek. – Ktoś nie domknął drzwi na dole, postanowiłem zrobić ci niespodziankę.
Niespodziankę… rzeczywiście brakowało mu doświadczenia z kobietami, pewnie nawet nie miał starszej siostry i nie wiedział, ile czasu dziewczyna potrzebuje, by przyszykować się do randki! Karina w popłochu popatrzyła wokół siebie. Na ubranie się w bieliznę nie było już szans. W pośpiechu narzuciła sukienkę na gołe ciało i tak otworzyła drzwi. Był w tej samej kurtce co poprzednio, teraz częściowo rozpiętej, ale pod nią miał inny sweter… spodnie chyba też. W ręku trzymał niewielką paczuszkę.
– Kupiłem pyszne ciastka! – zakomunikował. – Przyniósłbym wino, ale mnie jeszcze nie sprzedadzą…
– Kochany, nie trzeba było, ale… dziękuję! A wino mam.
Kiedy wchodził, w ostatniej chwili zasłoniła sobą przedpokojowy stolik, bo dostrzegła, że w roztargnieniu zostawiła tam prezerwatywy, i to samych w saszetkach. Wpuściła go pierwszego do pokoju, a nie wiedząc, gdzie schować gumki, po prostu wrzuciła je do kieszeni sukienki.
Ciastka rzeczywiście były znakomite, chyba nawet lepsze od tych w kawiarni – dobrała do nich półsłodkie różowe wino. Na gramofonie kręciła się znów ta sama płyta z nastrojowym jazzem. Chłopak wolno dokończył wino. Od dłuższej chwili Karina wyczuwała, że coś mu ciąży.
– Słuchaj, Kaja – odezwał się – nie mogę dziś zostać na noc. Wujostwo nagle przyjechało i moi chcą, żebym na dwudziestą był w domu. Rozumiesz, ja nie mam tyle swobody co ty… Przepraszam.
– No cóż, zdarza się – odparła z uśmiechem, choć tak naprawdę czuła rozczarowanie. – Ale chyba możemy zatańczyć?
Wstała i podała mu rękę, już poruszając się w takt wolnego bluesa. Dołączył do niej i razem kołysali się w rytmie.
– Wiem, że kiepsko tańczę – powiedział przepraszająco, kiedy nie zareagował w porę na jej taneczny piruet.
– Nieprawda, masz dobre poczucie rytmu, to widać. Reszta to kwestia wprawy… tak jak w seksie.
Chłopak chyba stawał się śmielszy, a może to porównanie dodało mu odwagi? W każdym razie już przy następnym utworze położył dłonie na jej biodrach. Tak bliski dotyk, przez sam tylko materiał sukienki, zaczął rozgrzewać jej zmysły. Przybliżyła się do niego, by móc złożyć całus na jego ustach. Zdaje się, że to ośmieliło go dodatkowo. Zaczął pieścić jej pośladki przez sukienkę i Karina wiedziała, że nie ma odwrotu. Jej biodra ogarniało znajome mrowienie – ale nie tylko o to chodziło. Bo oczywiście po małej chwili odkrył brak majtek pod sukienką. Z pewnością nie przyszło mu do głowy, że ubrała się tak jedynie z pośpiechu. Z pewnością uznał, że specjalnie tak to zaplanowała, by uwieść go w tańcu. Pod jego dłońmi materiał wolno lecz nieodwołalnie wędrował do góry. Już palce chłopca zetknęły się z dolnym obszarem jej krągłości. Bez wątpienia dobrze go wyedukowała. Pieszczoty przyspieszyły jej tętno, oddech, wydobyły z niej wilgoć – kropelka nektaru spływała właśnie po lewym udzie Kariny. A jego dłoń wędrowała w ciasną przestrzeń pomiędzy jej udami. Nie mogła i nie chciała przerwać rozpoczętej gry – rozstawiła nogi szerzej. Jego palec prześliznął się kilka razy po ujściu jej odbytu i choć była już pewna, że nienawidzi penetracji tej dziurki, zewnętrzne karesy pozostały u niej najpewniejszą drogą na skróty do skrajnego podniecenia. Kiedy więc dotarł do warg sromowych, zastał jej kobiecość falującą i mokrą. Zagłębił w niej palec, zaczął nim poruszać, jakby przyzywał ją do siebie. Posłusznie przywarła do niego jeszcze bliżej, ich usta powtórnie się zetknęły. Pocałunek był długi, a gdy ich wargi na moment oderwały się od siebie, z jej ust wydobył się jęk.
– Jaka szkoda – szepnął chłopak – że nie mogę dziś zostać na noc…
– Ale chyba możemy się pokochać? – spytała tym samym niewinnym tonem, którym przedtem zaproponowała taniec. Sięgnęła do kieszeni – “A co mi tam, niech myśli, że mnie przejrzał!” – i wyjęła z niej kondom. Tanecznym obrotem opuściła objęcia chłopca.
Stanęła przy ścianie, opierając się o nią dłońmi, lecz stopy postawiła pół kroku od niej – tak, by kręgosłup wygiął się w łagodny łuk; tak, by miednica pochyliła się do przodu; tak, by pochwa stała się dostępna, jak to tylko możliwe. Słyszała, jak on podchodzi; słyszała, jak rozsuwa zamek błyskawiczny i odpina guzik; słyszała, jak jego spodnie osuwają się w dół, usłyszała też, jak rozdzierał kwadratową saszetkę.
Podwinął jej sukienkę nad pośladki. Jego dłoń wróciła między jej uda. Pogładził palcami wargi i rozchylił je. Poczuła jego żołędź tuż nad wejściem do pochwy, zabawne, poczuła nawet pustą jeszcze fałdę lateksu. Chłopak ostrożnie wsunął się do środka – rozkoszne znajome wypełnienie… Zaczął poruszać się wolno, tak jak lubiła, teraz w tempie dyktowanym przez nastrojową muzykę. O tak, miał dobre poczucie rytmu. Jego lewa ręka władczo chwyciła jej biodro, prawa przesunęła się po wzgórku łonowym i zaczęła dogadzać łechtaczce. Karina podniecała się szybko jak nigdy, ruchom penisa poddawało się jej ciało, serce, umysł.
– Jestem twoja… cała twoja – półświadomie wyrzucała z siebie te słowa, nie bardzo już rozumiejąc ich znaczenie, nie bardzo już rozumiejąc cokolwiek oprócz poruszającego się w niej prącia. – Należę do ciebie… jestem… twoją własnością… cała…
Już mrowiło jej krocze, już pulsował anus, już pochwę ogarnęły rytmiczne skurcze, już cała zmieniała się w wolne od myśli ciało przeżywające orgazm, bez świadomości, bez siebie…
Po chwili wróciła do istnienia. Uświadomiła sobie, że chłopak, chociaż ciągle obecny w niej, przerwał swe ruchy, znów nie wiedząc, co robić. Zrozumiała, że jeszcze nie doszedł.
– Dalej, najdroższy – poprosiła – ruszaj się, bierz mnie, pragnę cię!
Zdążyła jeszcze pomyśleć, że wkrótce trzeba będzie przejść na cieńsze gumki, a potem znów była tylko podnieceniem, mrowieniem, przyspieszonym oddechem, pędzącym tętnem i skurczami, w których zatraciła się kompletnie. Swoim maksymalnie w tej chwili wrażliwym wnętrzem czuła bezświadomie, jak członek w pochwie – w niczyjej pochwie, w pochwie ciała samego dla siebie – napina się i rozluźnia, napina i rozluźnia, i jak lateksowa wypustka prostuje się, a potem zamienia w okrąglejącą bańkę pełną spermy.
– Twoja… własność… – bełkotała. – Nie ja… ja nie… nie jestem… ty jesteś…
Chłopak długo pozostał w niej – półprzytomny, bez pojęcia, co jej dał, bez choćby możliwości pojęcia tego. Kobieta w momencie najwyższej ekstazy zawsze jest sama, choćby brało ją dwóch lub trzech naraz. Mężczyzna może jedynie przeżyć swoją przyjemność towarzyszącą kobiecej rozkoszy, lecz ta pozostaje dla niego na zawsze niedostępna.
Wysunął się z niej, mięknąc. Materiał sukienki miękko opadł na pośladki. Karina obróciła się twarzą do chłopca. Całowała go długo, jeszcze dłużej patrzyła mu w oczy.
Wypełniona spermą prezerwatywa trafiła do kosza w łazience, chłopak pobieżnie umył nad wanną genitalia i twarz. Usiedli, by dokończyć wino i ciastka.
– Zabawne – powiedziała figlarnie Karina – doprowadziłeś mnie do dwóch orgazmów, a za jakieś pół godziny siądziesz przy rodzinnym stole i będziesz grzecznym chłopcem.
– Ja zawsze jestem grzecznym chłopcem – uśmiechnął się. – Czy choć raz czegoś ci odmówiłem?
Ostatni raz tego wieczoru pocałowali się już na korytarzu, przy windzie. Karina czuła chłodny powiew na spoconych włosach, na spoconych pośladkach pod sukienką.
– Pojutrze jest piątek – szepnęła, by nikt z sąsiadów nie usłyszał – a po nim, jak wiesz, zwykle bywa sobota. Co byś powiedział na przyjście do mnie w piątkowy wieczór i zajęcie się mną co najmniej do rana?
– Powiedziałbym, że jesteśmy umówieni! – To właśnie wtedy jeszcze raz ją pocałował, po czym zniknął za drzwiami windy.
Jednak następnego dnia Karinę od rana drapało w gardle, miała też podrażnione od środka nos. Wydawało się, że to nic wielkiego, lecz wieczorem dostała bólów głowy, a gdy zelżały – zasnęła w ubraniu na tapczaniku, tak jak tam się “na chwilkę” położyła. W piątkowy ranek ledwo się obudziła. Dokuczał jej katar, kaszel, rzadki śluz bez przerwy cieknący z nosa, ból wszystkich kości (z czaszką na czele) i ciągłe uczucie przeszywającego zimna. Jakoś przemogła się i dowlokła do pracy, lecz Dorota na widok pracownicy zakazała jej wstępu za ladę.
– Zarazisz mnie i wszystkich klientów! Poza tym jak ty wyglądasz?! Kto kupi kosmetyk od zasmarkanej i kaszlącej sprzedawczyni? Marsz do lekarza, a stamtąd do łóżka! Póki nie wyzdrowiejesz, jakoś sobie bez ciebie poradzę.
Już w domu, z baterią przepisanych lekarstw na nocnym stoliku, Karina uprzytomniła sobie, że ma dziś randkę! Wydobyła z torebki telefon. Ledwie trafiając palcem w litery, napisała wiadomość: “Kochany, dzisiaj nieaktualne. Nie okres. Grypa”.
Nie spodziewała się odpowiedzi, jaka przyszła po półgodzinie: “Szkolna pielęgniarka poleciła skuteczny lek. Dostanę go bez recepty. Kupię zaraz po lekcjach i przyniosę. Kaja, trzymaj się!”. Odpisała, że ma wszystko i że nie trzeba, lecz zignorował to.
Krótko przed piętnastą odezwał się domofon. 16-latek przyszedł ze szkolną teczką (pierwszy raz go z nią ujrzała) i natychmiast wyjął z niej małe pudełko.
– To trzeba rozpuścić w gorącej wodzie – poinformował. – Podobno niezbyt smaczne, ale szybko stawia na nogi. Mogę skorzystać z twojej kuchni? – Wkrótce podał jej szklankę z roztworem, a po tym, jak wypiła krzywiąc się, troskliwie okrył ją kołdrą. Karina szybko zasnęła.
Gdy się obudziła, był późny wieczór. Ku jej zaskoczeniu chłopiec nadal przy niej był – siedział na krześle w przedpokoju, naprzeciw drzwi, i studiował podręcznik czy lekturę.
– A co ty tu robisz? – wychrypiała.
– Opiekuję się tobą – odparł rzeczowo. Można by pomyśleć, że był przygotowany na takie pytanie. Potem spytał, czy chce się jej pić.
– Dlaczego to robisz? – zapytała, kiedy po paru minutach wrócił z kuchni z kubkiem gorącej herbaty.
– Jak to: dlaczego? Bo jestem twoim chłopakiem.
– A co powiedziałeś rodzicom?
– Dzwoniłem, że muszę zostać przy chorej dziewczynie, która jest sama w domu. Tata powiedział, że jestem bardzo dorosły.
– Wiedzą o mnie?!
– Bez szczegółów – uspokoił ją. – Wiedzą, że poznałem miłą dziewczynę, to wszystko.
– A wiedzą, ile ta dziewczyna ma lat?
– No coś ty! Najpierw niech cię poznają i polubią.
– Dziękuję… – zdążyła szepnąć, nim znowu zasnęła. Rano czuła się już lepiej, ale chłopak nie pozwolił jej wstać. Sam przygotował śniadanie i przypilnował, żeby wzięła wszystkie lekarstwa, a w południe przyniósł obiad z pobliskiego baru. Tak samo zajmował się nią do poniedziałkowego ranka, gdy musiał iść do szkoły. Co prawda rozważał zerwanie się lekcji, ale przekonała go, że jest z nią na tyle dobrze, by mogła wszystko zrobić koło siebie. Poprosiła jedynie, by po szkole zrobił dla niej zakupy.
Rzeczywiście około piętnastej zjawił się z pełnymi siatkami. Przywitała go wykąpana, uczesana, przebrana ze szlafroka w bluzkę z długimi rękawami i spódnicę do kolan.
– Jestem zdrowa, kochany! Całkiem zdrowa! Czuję się zupełnie dobrze!
– Powiedzmy, że ci wierzę – odrzekł z rezerwą – ale na razie lepiej się oszczędzaj.
Najpierw pobieżnie odkurzył całe mieszkanie, tłumacząc, że pył szczególnie jej teraz nie służy i że zrobił to już raz w piątek, gdy spała. Następnie pomógł w przygotowaniu obiadu, obierając wszystkie warzywa, nawet ziemniaki. Na jej protesty odpowiadał spokojnie, że w domu zdarza mu się robić to samo. Potem jedli ten obiad i Karina przyłapała się na myśli, że nie miałaby nic przeciwko spędzaniu w ten sposób każdego dnia.
Potem nie było już tak niewinnie. Póki była chora, przykre doznania tłumiły w niej wszystko inne, lecz teraz jej libido, tak rozbudzone w ostatnim czasie, ocknęło się z krótkiej drzemki. Chłopiec przygotował grzane wino, mówiąc, że jest dobre przeciw nawrotowi choroby. Pili je razem z ceramicznych kubków, siedząc w fotelach przy stole w największym pokoju, i wtedy Karina uświadomiła sobie, że znajome mróweczki wracają na jej piersi, których guziczki wolno twardnieją. Bez słowa pocałowała chłopca w usta i był to długi pocałunek. Zaczęły się pieszczoty – najpierw te drobne, z całowaniem jej pod uchem i w szyję, potem coraz śmielsze, z głaskaniem i łaskotaniem przez materiał bluzki jej talii, piersi, przez spódnicę – jej bioder, ud… Słodkie wibracje rozchodziły się od pieszczonych miejsc do takich, których jeszcze dziś nie dotykał. W podbrzuszu dziewczyny rosło napięcie. Wiedziała, że to może się skończyć już tylko w jeden sposób. Przeprosiła na chwilkę i poszła do sypialni po prezerwatywę, tym razem już nie tak grubą jak dotąd.C.D.N.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Pisatiel Trzeci rozdział, w którym do głosu zaczyna dochodzić coś dużo więcej niż seks. Po razkolejny dziękuję mojej Ukochanej za konsultację.
-
Nastolatek – jej milosc cz. 4
Po powrocie usiadła chłopcu tyłem na kolanach, podkładając pięty pod pośladki – fotele były szerokie, siedzący mieli wokół siebie sporo wolnego miejsca, a w tej pozycji mogła w razie potrzeby łatwo się unieść. Pozwoliła, by jego dłonie błądziły pod jej bluzką. Na szczęście miała biustonosz bez ramiączek, łatwy do pozbycia; wystarczyło odpiąć go i wyciągnąć spod bluzki, bez dalszych przeszkód oddając spragnione piersi niecierpliwym palcom. Uniósłszy się na kolanach, podwinęła spódnicę – szeroko plisowaną, idealną do sytuacji intymnych – zapraszając jego ręce i tam. Jej ciało wyraźnie uczyło się coraz łatwiej i szybciej osiągać pełną gotowość. Pochwa, już rozszerzona i wilgotna, zapraszała – nie, raczej prosiła – by pójść dalej. Karina wyczuwała pośladkami przez spodnie, że chłopiec też jest gotowy.
Znów uniosła biodra, by mógł rozpiąć spodnie i zabezpieczyć się. W tym momencie uświadomiła sobie, że w sypialni nie pomyślała o ściągnięciu majtek, których teraz nie będzie tak łatwo się pozbyć. Nie chcąc wstawaniem psuć nastroju chwili, po prostu odsunęła swoje dość skąpe figi na bok. Ponieważ jej kochanek w tej pozycji nie mógł dobrze widzieć krocza dziewczyny, trochę pomogła mu się wsunąć i szczęśliwa opadła na niego.
Pozycja miała wiele zalet. Była tylna, a Karina nauczyła się już, że właśnie w takich osiąga największą satysfakcję. Jednocześnie dawała kobiecie pełną kontrolę. Ponad wszystko zaś ruch bioder w dół i w górę był równocześnie ruchem w tył i w przód.
Ruszając się coraz szybciej, Karina całą sobą reagowała na wsunięcia i wysunięcia chłopca. To działo się samo: uniesienie bioder – skurcz pochwy – wdech – napięcie w piersiach; opuszczenie – wydech – rozluźnienie i słodkie wypełnienie… I jeszcze chłopak wsunął dłoń pod brzuch dziewczyny, dwoma palcami obejmując jej perłę – więcej nie musiał robić, same jej ruchy zamieniały jego dotyk w pieszczenie. Nadeszło znajome pulsowanie, fala rosła, aż przełamała się na szczycie, dziewczyna opadła, oczekując rozluźnienia – ale nie, ciągle bezwiednie poruszała biodrami w przód i w tył, już rosła kolejna fala, i jęk spełnienia, i kolejna fala rozkoszy… Nie wiedziała nawet, podczas której z tych fal chłopak miał wytrysk – a może stało się to pomiędzy jedną a drugą? Gdy uniesienie minęło, długo jeszcze siedzieli tak, on obsypując ją czułościami, ona nie bardzo wiedząc gdzie jest.
Wzięli razem prysznic, figlarnie mydląc się nawzajem. A później, wciąż nadzy, poszli do sypialni, położyli się… i ona po prostu zasnęła wtulona plecami w jego tors, pupą w jego męskość. Przyśnił się jej dziwny sen, w którym ten chłopiec całował ją czule po zaokrąglonym brzuszku.
Kiedy rano, wychodząc na lekcje, obudził ją, pomyślała: “Po raz drugi spaliśmy razem w jednym łóżku… I po raz pierwszy byliśmy razem w łóżku bez seksu”. A potem, gdy już zamknął za sobą drzwi, uprzytomniła sobie, co to właściwie znaczy.
Seks w łóżku i poza nim – to przygoda, zabawa, przyjemność bez zobowiązań. Ale łóżko bez seksu (nawet jeśli wcześniej zrobili to gdzieś indziej) pachniało już związkiem. Przypomniała sobie, jak opiekował się nią, gdy była chora, i jak pomagał jej w kuchni… To nie była nawet troska chłopaka o swoją dziewczynę; on troszczył się o nią tak jakby była jego żoną!
Zapytała samą siebie o swoje uczucia do niego i musiała przyznać się przed sobą, że nie jest to tylko pożądanie. Tęskniła za nim, a gdyby nie przyszedł więcej, z pewnością brakowałoby jej upojnych zbliżeń z nim, ale – nie dało się ukryć – nie tylko tego. Gdyby zamieniła go na innego, z którym miałaby równie satysfakcjonujące doznania, czy to byłoby to samo? Szczerze odpowiedziała sobie, że nie. Zaczynało jej na nim zależeć, co znaczyło, że ona zaczyna zależeć od niego. Oddać kontrolę nad swoim życiem w ręce szesnastoletniego dzieciaka?! Kiedy kochali się na stojąco, wołała półprzytomnie, że jest jego własnością – i teraz stawało się dla niej jasne, że nie był to tylko bełkot zaspokajanej kobiety. Naprawdę zaczynała do niego należeć. Być własnością nastolatka?! Nie mówiąc juz tym, co powiedzieliby jego rodzice, gdyby odkryli, z kim spotyka się ich syn. Na razie myślą pewnie, że chłopak poznał sympatyczną rówieśniczkę, z którą przeżywa niewinną nastoletnią miłość polegającą na trzymaniu się za ręce i oglądaniu razem filmów. A choćby nawet go przycisnęli, a jemu zebrało się na szczerość, usłyszeliby, że jego wybranka ma 18 lat. Ale jeśliby odkryli jej faktyczny wiek, ich reakcja mogłaby być co najmniej nieprzyjemna… “Karina, nie angażuj się!” – usłyszała w sobie echo słów Doroty.
Byli umówieni na telefon na piętnastą, kiedy tego dnia kończył lekcje. Bardzo denerwowała się przed tą rozmową, wiedząc, co ma powiedzieć, a nie będąc zupełnie pewną, czy chce powiedzieć właśnie to. Na szczęście w sklepie miały tego dnia zatrzęsienie klientek, co pomagało zapomnieć o nieuchronnie zbliżającej się piętnastej. Kiedy nadeszła, o czym telefon powiadomił sygnałem przypominania, Karina poprosiła Dorotę o chwilę przerwy i wyszła na zaplecze. W drżącej ręce trzymając komórkę, odliczała sygnały wywołania. Miała nadzieję, że chłopak nie odbierze – miałaby wtedy czas zmienić zdanie albo przynajmniej mogłaby odłożyć decyzję, aby jeszcze raz się z nim spotkać. Odebrał.
– Cześć, Kaja, dobrze że dzwonisz. – Jego głos brzmiał radośnie. – Myślałem właśnie o tobie… A zresztą kiedy ja o tobie nie myślę?
– Cześć. – Starała się być tak zasadnicza, jak tylko umiała. – Słuchaj, musimy porozmawiać.
– Pewnie! Wiesz, mam ci coś ważnego do powiedzenia… Ale to chyba nie jest na telefon.
– Posłuchaj – rzekła, w ostatniej chwili powstrzymując się od dodania “kochany”. – Musimy przestać się spotykać.
Chłopak przez chwilę milczał. Prawdopodobnie był w szoku.
– Co ty mówisz, Kaja?! Dlaczego? Masz kogoś, czy co…?
– Nie, nie mam nikogo.
– To o co chodzi? Myślałem, że dobrze ci ze mną…
– Bo dobrze mi z tobą. Tylko… Nie czuję się gotowa na związek. Rozumiesz? Nie jestem gotowa, żeby z kimś być.
– Nie lubisz mnie? Uważasz, że coś ze mną nie tak?
– Lubię cię. – Nie wiedziała, jakich słów użyć. – To nie z tobą, tylko ze mną jest coś nie tak. Ty jesteś opiekuńczy, troskliwy, miałam z tobą udany seks, jesteś wymarzonym chłopakiem dla dziewczyny. Tylko że ja na razie nie chcę się angażować…
– Boisz się zaangażować – nie zapytał, oznajmił. – Przeszkadza ci, że jestem młodszy. Dwa lata to nie taka duża różnica!
– Posłuchaj mnie! Ty potrzebujesz dziewczyny w swoim wieku, do stałego spotykania się, a ja… Ja chyba na razie w ogóle nie potrzebuję stałego chłopaka, bez względu na wiek.
– Kaja, zastanów się! Będę na ciebie czekał! – zdążyła jeszcze usłyszeć, zanim przerwała połączenie.
Za kontuar wróciła roztrzęsiona. Dorota jak zwykle spostrzegła to. Odczekała jedynie, aż klientka dokończy zakupy i opuści sklep.
– Co ci jest? – Popatrzyła na dziewczynę uważnie. – Mam nadzieję, że nikt nie umarł!
– Prawie – westchnęła Karina. – Właśnie zakończyłam związek z tym chłopcem.
Dorota odetchnęła.
– Bardzo dobrze zrobiłaś – podsumowała. – Z początku to może trochę boleć, ale… to jedyne wyjście. Potem byłoby jeszcze trudniej. Nastolatków nie podrywa się, aby żyć z nimi długo i szczęśliwie, tylko żeby przeżyć szalony seks, a przy okazji podbudować swoje ego. Mogę cię zapewnić, że oboje zyskaliście na pewności siebie. On kogoś pozna, ty kogoś poznasz i wszystko będzie dobrze.
Ale nic nie było dobrze.C.D.N.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Pisatiel Rozdział czwarty, w którym ciągle jest dużo erotyki, ale jednocześnie zaczynają się problemy. Znowu wypada mi podziękować mojej Ukochanej za fachową konsultację.