Author: admin

  • Kutsujoku

    Wciągam się powoli, zrezygnowany po schodach. Cholerne trzecie piętro. Jestem w takim nastroju, że unikam windy, jeszcze ktoś chciałby ze mną jechać… W zasadzie tak podłego dnia to już nie pamiętam. Na tyle podłego, że nawet iść do knajpy mi się nie chce. Jeszcze jak pomyślę, że w drzwiach jak zwykle będziesz Ty, z tym niemym wyrazem ulgi w oczach, że jednak wróciłem na noc do domu… Kurwa! Rzygać mi się chce…

    Mam nadzieję, że może przynajmniej położyłaś się już spać, tak że nie będę musiał udawać, że mnie cokolwiek interesujesz. Wyciągam z kieszeni klucze, powoli i ostrożnie, może wejdę po cichu, tak że mnie nie zauważysz. Ale gówno, widzę w judaszu palące się światło, więc jednak nie śpisz.

    Trudno, otwieram drzwi, wiedząc, że jak zwykle będziesz stała w drzwiach salonu, wyszykowana, w jakimś zwiewnym szlafroku, z nadzieją, że może wreszcie najdzie mnie na Ciebie ochota.

    Głupia nie jesteś, na pewno zdajesz sobie sprawę, że puszczam Cię kantem przy każdej nadarzającej się okazji… Tym większą odrazę do Ciebie czuję, że mimo wszystko patrzysz na mnie jak zbita suka na swego pana, i tylko czekasz… Liczysz na jakiś gest dobroci, czułości, cokolwiek, co pozwoliłoby Ci usprawiedliwić upodlenie, jakie przy mnie znosisz…

    Miałem rację. Znowu masz nadzieję. Znowu ten szlafrok, pod nim ta koszulka, przygaszone światła, świece i nawet szampan na stoliku… Z miejsca ogarnia mnie złość. Miałem tu dziś nie wracać, miałem zabawić się z tymi bliźniaczkami z marketingu. Urabiałem je trzy dni. Ostre sztuki. Tylko akurat dziś, jak byłem pewien sukcesu, jakiś pierdolony wujek musiał dostać zawału. Miałbym je dziś obie. To była tylko kwestia dotarcia do hotelu. A tu? Znowu to samo…

    Czuję, że zaraz mnie coś strzeli jak się nie wyładuję.

    – Daj obiad! – warknąłem, zdejmując buty. – I zapał jakieś normalne światło, nie będę siedział jak w piwnicy!

    – Ale… Nie powiedziałeś że będziesz głodny, ani o której wrócisz… Nic nie zrobiłam… Mogę Ci odgrzać lasagne z wczoraj…

    – Kurwa! Ile razy mam Ci powtarzać, że nie będę jadł odgrzewanych rzeczy? – nakręcam się coraz bardziej, zwłaszcza, że znowu jesteś służalcza jak podrzędna, przestraszona asystentka. – Nieważne zresztą, nawet jakbyś coś zrobiła, to i tak nie nadawałoby się to do żarcia! Jesteś beznadziejna!

    Delektuję się przez moment bólem jaki wykrzywił Ci przelotnie twarz, wiedziałem gdzie pchnąć, żeby bolało. Wiem jak bardzo się starasz, żeby zasłużyć na chociaż odrobinę uczucia z mojej strony. W głębi siebie gardzę Tobą za to, za uwielbienie jakie do mnie żywisz mimo mojego traktowania. Jesteś moją własnością, niewolnicą najgorszego rodzaju, bo nawet gdybym pozwolił Ci odejść, nie potrafiłabyś. Mogę zrobić z Tobą co mi się żywnie podoba, a i tak będziesz skamleć u mych stóp, żebym pozwolił Ci zostać.

    Czuję mrowienie w kroku, na wspomnienie tych napalonych suczek, które mi się dziś wymknęły. Kurwa, nieźle byłem na nie nagrzany. Może dlatego tak mnie teraz nosi.

    – Podaj szklankę i butelkę! – rzucam, ściągając marynarkę, krawat i siadając w fotelu.

    – Będziesz pił? – mimo, że bardzo się starasz to ukryć, i tak wychwytuję nutkę zawodu w Twoim głosie.

    – Nie, kurwa, sprawdzam czy nie ogłuchłaś! Jasne że będę pił. I nic Ci do tego.- coraz bardziej zadowolony z siebie postanawiam się Tobą okrutnie zabawić. Nalewam sobie ćwierć szklanki i wypijam jednym haustem. Wiem, że nie lubisz zapachu whisky, dlatego mocno wydycham powietrze w Twoją stronę. – Rozbierz się i klęknij – mówię nie patrząc na Ciebie i dolewając sobie jeszcze jedną porcję.

    – Słucham…?!? – a ja nie jestem pewien, czy w Twoim głosie było niedowierzanie, czy niepokój.

    – Rozbierz się i klęknij! – cedzę przez zaciśnięte zęby, mając już pewność, że to lęk się w Tobie odzywa. – Wyrucham Cię skoro Ci tak bardzo na tym zależy.

    Tryumfuję w duchu widząc zażenowanie i wstyd, które nieudolnie ukrywasz odwracając się do mnie plecami. Potulnie, drżącymi rękami zsuwasz z siebie szlafrok, w chwilę potem pokonując jakiś wewnętrzny opór pozwalasz także koszulce opaść na podłogę. Nie patrząc na mnie klękasz na czworaki wypinając się do mnie tyłem.

     – Ale nie pokazuj mi tych swoich obwisłych pomarszczonych pośladów, kurwa! Myślisz że mi stanie na ich widok? – Rozpinam rozporek, wyciągam lekko nabrzmiałego kutasa ze spodni. – Ciągnij najpierw druta, tylko się postaraj. Wiesz dobrze, że jesteś beznadziejna, ale trudno, nie ma nikogo innego pod ręką, to musisz zrobić to Ty.

    Patrzę z drwiącym uśmieszkiem, jak na kolanach obracasz się nieporadnie w moją stronę i zbliżasz do niego głowę. Chwytam Cię za włosy, przekręcam ją tak że musisz mi spojrzeć w oczy, choć wiem, że jesteś już tak upokorzona, że pojawiają się w nich łzy. Syczę przez zaciśnięte zęby:

    – Masz go brać tak głęboko, jak tylko mi się spodoba. I nie wypuścisz, dopóki Ci nie pozwolę. Obliż go teraz, od samych jaj po sam czubek. I mam widzieć na twojej twarzy rozkosz. Przekonaj mnie że Ci się to podoba.

    Przeciągasz rozpłaszczonym językiem od nasady jąder po sam żołądź, ciągle trzymając Cię za włosy odrywam Twoją głowę na chwilę od niego.

    – Smakuje Ci zdziro? Nie myślałaś chyba, że będę go dla Ciebie mył, co? To twoja robota, wyliż go do czysta.

    Uderzam Cię nim między oczy dwa razy, a potem wciskam go w usta, dopychając Twoją głowę, aż schowa się cały, przytrzymuję przez chwilę, nie zwracając uwagi na charczenie i krztuszenie się.

    – Dokładnie tyle ma się chować w twoich drętwych ustach. Zrozumiałaś? – pytam ale wciąż nie pozwalam go wyjąc – pytam czy zrozumiałaś?

    Kiwasz gorączkowo głową bliska uduszenia. Dopiero wtedy Cię puszczam i włączam telewizor. Przypominam sobie o nalanej whisky, i sięgam po nią. Popijam małymi łykami skacząc po kanałach, zupełnie nie zwracając na Ciebie uwagi. Szukam czegoś, o czym wiem że nie znosisz, chcę Cię podręczyć z całą perfidną złośliwością, na jaką tylko dam radę się zdobyć. Trafiam wreszcie na jakiś durny teleturniej i pogłaśniam.

    – Szybciej… – rzucam zniecierpliwionym głosem i kładąc Ci rękę na głowie zmuszam do szybszego i głębszego ruchu.

    Gdy czuję, że dostosowałaś się do rytmu jaki Ci narzuciłem dodaję kolejną szpilę.

    – Ssij, żesz kurwa, mocniej! To najgorsze odciąganie jakie w życiu miałem! Jesteś do niczego. Zostaw to, bo się nie nadajesz…

    Odpycham Cię, tak że na moment tracisz równowagę. Patrzę, jak oddychasz szybko równie zmęczona co upokorzona.

    – Brzydzę się Tobą! – wkładam w swój głos tyle jadu, na ile tylko mnie stać. – Jesteś obleśną, służalczą dziwką, która nawet nie potrafi mężczyźnie sprawić odrobiny przyjemności. Spójrz na siebie! Jesteś pokraką z cyckami jak dwa rodzynki, dupą jak orzeszek i nawet obciągnąć porządnie nie umiesz! Chodź tu! Załaduję swojego kutasa w Twoje parchate cipsko, bo w twojej drętwej japie to chyba nigdy nie dojdę. Siadaj na mnie, tylko tyłem, żebym nie musiał patrzeć w tą Twoją wytapetowaną jadaczkę.

    Już nie dajesz rady ukrywać, jak bardzo czujesz się sponiewierana. Łkasz, ale mimo to posłusznie odwracasz się i nadziewasz. Dopycham Cię brutalnie za ramiona do samego końca i zmuszam, żebyś to Ty się ruszała w górę i w dół. Przekręcam się tak, żebyś musiała patrzeć w telewizor, na idiotyczny teleturniej.

    – Pochyl się, bo mi zasłaniasz. – dorzucam ciesząc się, że na każdym kroku pojawia się okazja, żeby Cię dodatkowo zgnoić. Dolewam sobie jeszcze raz, i siorbię głośno, żebyś na pewno wiedziała, że zajmuję się wszystkim dookoła, tylko nie Tobą.

    Pozwalam, żebyś przez dłuższą chwilę skakała na mnie, bez żadnego komentarza z mojej strony, tak jakbym w ogóle o Tobie zapomniał. Nagle chwytam Cię za włosy, gwałtownym ruchem pociągam w tył i wprost do Twojego ucha szepczę.

    – Wiesz dlaczego Cię teraz posuwam? Tylko dlatego, że nie wyszło mi dziś spotkanie z dwiema suczkami. Po prostu muszę rozładować napięcie. Jesteś zwykłą szmatą, której nie ruszyłbym gdybym nie musiał. Zamiast zwalić sobie ręką, użyłem Ciebie. Ale lepiej by mi było, gdybym zrobił to jednak ręką, bo jesteś zerem, niczym… Dziwką, której nikt i tak by nie zapłacił, bo jesteś drętwa jak kloc zmurszałego drewna. A teraz złaź ze mnie, sam muszę to dokończyć, bo jak na Ciebie patrzę, to mi więdnie.

    Przypatrujesz się zbolałym wzrokiem, jak zadowalam się sam, wzdrygnęłaś się lekko, gdy trysnąłem na Ciebie strumieniem gorącej spermy.

    – A teraz wyliż go dokładnie, tak, żeby ani odrobina Twojego soku ani mojej spermy na nim nie została. Wyliż i się wynoś, bo chcę obejrzeć ten program w spokoju..

    Upodlona do granic możliwości, beznamiętnie, raz za razem wylizujesz mojego zwiotczałego już kutasa, po czym drżącymi rękami zbierasz szlafrok i resztę swojej bielizny, i tuląc je do siebie wychodzisz bez słowa z pokoju…

    – Tak… Prawdziwy Kutsujoku ze mnie…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Shogoon Toranaga
  • Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 9)

    Czyjeś urodziny zawsze stawiały mnie przed ogromnym dylematem. Nigdy nie miałem pojęcia kto co chciał by dostać. Tym razem też nie miałem pojęcia, co Filip by chciał dostać na swoje. Nigdy wcześniej nie musiałem przywiązywać tak dużej wagi do prezentu urodzinowego dla niego. Rok temu, gdy już czułem do niego większą “sympatię” było mi odrobinę łatwiej a teraz… nie wiedziałem kompletnie. Jeszcze przed świętami podpytywałem się ostrożnie co by chciał, ale on zawsze odpowiadał że jedyne czego chce jestem ja. I gadaj tu z takim. A mówiono że facet wie czego chce. Może wiedział a nie chciał powiedzieć? Chyba nie tylko ja mam takie dylematy, co nie? Czy tylko ja? Możliwe, jestem jakiś inny. Chciałem znaleźć taki prezent który sprawił by mu najwięcej radości. Mógłbym zapytać też wprost co by chciał ale… nie chciałem iść na łatwiznę a przy okazji zepsuć całą niespodziankę, ten element zaskoczenia. Nie chciałem też ponieść porażki wybierając nieodpowiedni prezent,  w końcu nie raz musiałem udawać zaskoczonego czy zadowolonego z prezentów które dostawałem na przykład od rodziców. Ostatnio czytałem o osobach które swoim facetom kupują wiertarki czy skarpetki. Nie wiedziałem czy mam się nad tym głębiej zastanowić czy to wyśmiać. Wiertarkę mamy a skarpetki były by chyba zbyt chamskie. Nawet by mi to przez myśl nie przeszło. Skarpetki można kupić ojcu a nie partnerowi. Chociaż ja tam mojemu ojcowi zazwyczaj kupowałem jakieś żartobliwe prezenty a nie skarpetki. 

    Mój dylemat naprawdę trwał długo. Cholera, że też musiał się tak wcześnie urodzić,  zaraz po świętach? Przy świętach też miałem dylemat ale o wiele mniejszy. Nie wiem kto wymyślił mit że gdy jest się w udanym związku, to sprawy jak znalezienie idealnego prezentu dla partnera jest błahostką. Wiem tylko że był wielkim kłamcą. Przyjaciel Google zawsze pomoże, ale myślicie że coś mi pomógł? Wszyscy radzili kupować takie rzeczy jak zegarek, skórzany portfel, pióro czy cyfrowe ramki na zdjęcia. Filip nie lubił nosić zegarka a miał ich parę, do swojego portfela jest przywiązany jak do niczego innego, pióra nie używa a ramkę już mieliśmy. Perfumy były nudnym prezentem, a te które aktualnie używa cholernie mi się podobały. Alkohol typu jakaś stara whisky czy wino jest dla starszych panów, a zresztą kto by chciał pić jakąś przeterminowaną whisky? Jeszcze by się zatruł. Na golarkę był uczulony, bo miał zbyt wrażliwą skórę. Krawat/koszula były zbyt drętwe. Ale za to trafiłem na coś fajnego – toaletowy golf. Była to taka zielona mata która miała przypominać trawę, którą kładło się wzdłuż ubikacji. Do tego była piłeczka i kijek, i było trzeba trafiać do dołka. Czego to ludzie nie wymyślą. Rok temu naprawdę się postarałem. To był okres gdy moje uczucie do niego kwitło – jak już wspomniałem. Dlatego też zależało mi by prezent był udany, tym bardziej że była to jego osiemnastka. Wtedy poszedłem w stronę elektryki i jako że miałem odłożone trochę kasy i do tego rodzice się dołożyli to kupiliśmy tablet o którym Filip zresztą kiedyś wspominał. Moja dobra pamięć jednak na coś się czasem przydawała. 
    W tym roku chciałem postawić na coś oryginalnego, tym bardziej że teraz już tajemniczo do niego nie wzdychałem. Teraz byliśmy razem. Byliśmy zaręczeni, jeśli tak to można nazwać. Wszystko to jest takie pokręcone. My jesteśmy pokręceni. I moja dobra pamięć i w tym przypadku mnie uratowała. Przypomniało mi się jak kiedyś oglądaliśmy program o ludziach którzy skaczą ze spadochronem. Śmiałem się że chyba bym umarł bo zapomniałbym otworzyć swój spadochron, ale on dodał po chwili że nawet chciałby spróbować. Pomysł ten wydał mi się idealny ale i tak musiałem się kogoś poradzić. Zadzwoniłem do Agnieszki, kompletnie bez zastanowienia. Ta to miała długi jęzor, ale było za późno bo już po pierwszym sygnale odebrała swój telefon. Była zachwycona moim pomysłem a potem specjalnie zaczęła gadać o tym czego ja się obawiałem – zapomnieć otworzyć spadochron w locie. Kazałem jej się uciszyć, przecież do tego są szkolenia. Postanowiłem działać w tym kierunku, i wypełniłem wszystkie potrzebne formalności, a resztę już sam podpisze gdy się dowie. Miałem nadzieję że prezent wypali.

    Czekało mnie jeszcze wyprawienie jego urodzin. Co prawda chciał je spędzić tylko ze mną ale sam nalegałem że to w końcu  jego dzień i powinien to świętować ze wszystkimi a nie tylko ze mną. Czasami naprawdę zaniedbywaliśmy swoich najbliższych będąc ciągle razem. “Papużki nierozłączki” ulubiony tekst mojej mamy którym często nas obdarowywała. Czasem nawet miałem z tego powodu wyrzuty sumienia czy może nie przesadzamy. No ale co można zrobić w takiej sytuacji?  Sprawy przyjęcia wziąłem na siebie, bo zawsze uwielbiałem planować takie rzeczy a Filip nie miał nic przeciwko. Cieszył się że go to ominie. Kalendarz nam sprzyjał i urodziny wypadały w piątek. 
    Zaprosiliśmy niektórych znajomych z roku, kilku starych przyjaciół z liceum, sąsiadów z naprzeciwka i niezbyt chętnie Marcina. W sumie to w życiu bym o nim nie pomyślał ale mama narzekała że powinniśmy trzymać się razem. A niby dlaczego to już nie była łaskawa wyjaśnić. Marcin był moim kuzynem. Biologicznym, czy jak to się zwie. Pochodził od strony mojego taty i kiedyś razem z Filipem się z nim trzymaliśmy. Dawno temu. Mieliśmy może z dwanaście a on trzynaście lat? A potem Marcin zrobił się chamski, do każdego się pluł i go zlaliśmy. Wypadł z kręgu znajomych i zresztą na to zasłużył. W gimnazjum uwziął się na chłopaka z naszej klasy, Michała, takiego śmiesznego okularnika. Marcin był rok starszy więc był w klasie wyżej, i chcąc błysnąć wziął się za dręczenie młodszych i uwziął się właśnie na niego. Michał nie był żadnym mięśniakiem ani nie był cwaniakiem mocnym w gębie. Był raczej cichym i spokojnym chłopakiem. Strasznie skromnym ale przy bliższym poznaniu okazał się naprawdę świetnym kumplem. Pewnego razu gdy Marcin szarpał Michałem na korytarzu, Filip nie wytrzymał i stanął w jego obronie. Zresztą on jedyny. Każdy inny razem ze mną był mocny tylko w gębie mówiąc Marcinowi by dał sobie spokój ale to tylko Filip odważył się użyć siły by obronić Michała. Tylko tak mógł jakoś wpłynąć na Marcina. Zaczęli się bić, nauczyciel zareagował i oboje potem mieli problemy. Filip miał mniejsze i  dla niego skończyło się to tylko rozmową z rodzicami ale dla Marcina skończyło się to zmianą szkoły. Po tym wszystkim trzymaliśmy się już z daleka od Marcina a spotykaliśmy się tylko na jakichś wielkich urodzinach czy w święta u rodziców taty z którymi jakoś nie jestem zbytnio zżyty. A za to Michał kumpluje się z nami do dziś. 

    No więc mama biadoliła że może tak byśmy się jakoś spiknęli, bo w końcu jesteśmy rodziną i nie ma sensu rozpamiętywać spraw z sprzed lat. Byle by mieć spokój obiecałem jej że kiedyś tam do niego zadzwonię po czym ona zaproponowała niewinnie czy by może zaprosić go na urodziny. Mama zawsze była gotowa podarować komuś swoją złotą radę. Ale to nie były moje urodziny więc jej rada początkowo na nic się nie przydała, dopiero potem Filip zaproponował że to może wcale nie głupi pomysł. To on decydował więc go zaprosiliśmy. I z początku strasznie tego pożałowałem. Miałem złe przeczucia. Trochę dlatego że kiedyś był idiotą i możliwe że chował urazę do Filipa, bo to Marcin wtedy bardziej ucierpiał niż Filip. Po drugie miał przyjść Michał, chociaż w sumie o Michała nie musiałem się aż tak martwić. Michał w liceum strasznie wyrósł i zaczął trenować karate a potem zaczął grać z nami w siatkówkę. Kawał chłopa teraz z niego. Po trzecie może miał coś do mnie, w końcu byliśmy kuzynami a ja tak go zlałem wybierając tego drugiego kuzyna. No ale, kurczę, zasłużył prawda? Matko, czemu zawsze musiałem być taki wyrozumiały. Nawet po tym co odwalił na urodzinach? Gdyby wszyscy byli tak dobrzy jak ja, to by wojen i konfliktów międzynarodowych nie było. Poważnie. 
    Dobrze że mieliśmy jak pomieścić tyle osób. Na początku miałem obawy co do tego ale potem okazało się że miejsca było aż za dużo. Przy stole było miejsce dla każdego, a do tego wszystkiego było pełno wolnego miejsca na wygibasy i tego typu sprawy. Jednak domówka ma to coś w sobie. Bez sensu było bulić kasę za kluby czy puby jak w domu i tak wychodziła o wiele lepsza impreza. Była zabawa, alkohol, nowe znajomości i bijatyka. Czego więcej trzeba by nazwać imprezę udaną? 

    Filip ubrał się nieziemsko. Wręcz zniewalająco. Albo po prostu okropnie mi się podobał w każdej wersji. Już jak tylko się ubrał, miałem ochotę zedrzeć z niego tą czarną koszulę. Chociaż tak fajnej koszuli byłoby mi szkoda. No dobra, miałem ogromną ochotę w pośpiechu odpiąć ostrożnie wszystkie guziki jego koszuli. Brzmi lepiej? Wszyscy przybyli punktualnie, nasi sąsiedzi nawet odrobinę wcześniej by ewentualnie pomóc. Brakowało tylko Marcina. Jak do niego dzwoniłem, a nie dzwoniłem od dwóch lat, mówił że przyjdzie. Myślałem że może zmienił zdanie. Michał żartował że pewno się przestraszył po czym napiął swoje mięśnie. Zaczęliśmy bez niego. Dzwoniłem ale w telefonie słyszałem tylko paplanie irytującej baby. Operator  zniechęcał do skorzystania z ich usług. Zabawa trwała w najlepsze aż zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez chwilę myślałem że to jakaś wścibska sąsiadka ale okazało się że to Marcin. Zmienił się od czasu kiedy ostatnio go widziałem. A widziałem go jakoś we wrześniu na imieninach babci. Przeprosił za spóźnienie po czym złożył życzenia Filipowi. Wszystko to wyglądało normalnie. Potem przedstawił się innym i ścisnął dłoń Michałowi. No jakoś to było przez chwilę czy dwie. 
    Aśka miała już nieźle wlane i zaczęła świrować. Wszyscy się z niej naśmiewali a ja poszedłem pogadać z Marcinem. Nie chciałem by czuł się nieswojo. Stanęliśmy w przedpokoju.  Na pierwszy rzut oka wydawało się że się zmienił.  Nie był już taki porywczy, chamski. Po prostu dobrze grał. Przez moment nawet poczułem jakąś tęsknotę za czasami gdy byliśmy blisko.  Marcin, ja i Filip tworzyliśmy kiedyś naprawdę zgraną ekipę. Przez chwile tylko na siebie zerkaliśmy. – I co tam u ciebie?, zapytałem by przerwać niezręczną ciszę. – Do przodu. Studia, praca, podobnie jak wy, odpowiedział. – A jakieś szczegóły?, zapytałem ponownie już wyluzowany. – No… , zamyślił się. – Niedawno temu wyprowadziłem się od mamy, razem z kumplem wynajmujemy mieszkanie, zresztą dwie ulice dalej od was. Na studiach jakoś idzie, ale sam wiesz że nie jest łatwo. A tak po za tym to nic takiego, ciągle po staremu. A u ciebie jak? – Do przodu, zaśmiałem się. – Raz gorzej raz lepiej, są dni że nie mam na nic czasu,  jestem ciągle zabiegany. Sam zresztą wiesz. A ostatni rok to już w ogóle był pokręcony. – No wiem, byłeś tematem numer jeden u nas w domu przy obiadkach. – To dobrze czy źle?, zaśmiałem się czerwieniejąc. – No zależy czy odtrącenie swojego kuzyna by móc się pieprzyć z tym drugim jest dla ciebie dobre, odpowiedział z wyrzutem. 

    Poczułem wtedy złość. Nie miał prawa tak mówić, nie w ten sposób. Moje serce przyśpieszyło a poczucie złości wzrastało. Jednak nie chciałem wybuchnąć i próbowałem zachować spokój. Był porywczy i czasem mówił to co mu ślina na jęzor przyniosła. Przyzwyczaiłem się już do tego.- Nie mów tak, bo wcale tak nie było. Nie odtrąciłem cię, powiedziałem spokojnie mimo że miałem ochotę walnąć wiązanką przekleństw za to jak się odezwał. – Odtrąciłeś, a najgorsze jest to że odrzuciłem swojego, spokrewnionego dla jakiegoś przyszywanego. – A no tak bo byłeś bez winy, prawda? To ja plułem się do każdego na korytarzach i to ja prześladowałem innych? – Chuj z tym, to było miliony lat temu. Potem nie byłeś łaskaw się odezwać, mimo że tyle razy próbowałem, odparł ze złością. 

    W tamtej chwili czułem złość, zgadza się, ale przede wszystkim czułem żal. Zrobiło mi się głupio. Miał trochę racji, bo próbował. A ja te próby olałem. Byłem głupi. Jestem. Do teraz mam wyrzuty sumienia. – Przepraszam no, odparłem łamliwym głosem kładąc swoją rękę na jego ramieniu. – Możesz sobie wsadzić te przepraszam tam gdzie on ci wkłada, wysyczał ze złością patrząc na Filipa. – Przestań. –  Zabieraj tą łapę, powiedział po czym strzepnął ją ze swojego ramienia. – Marcin… , zacząłem lecz po chwili głos Filipa mi przerwał. – Jakiś problem?, zapytał Filip zerkając na rozzłoszczonego Marcina. – Aktualnie to ty nim jesteś, odpowiedział Marcin. Stałem tam i byłem kompletnie bezradny. Nogi mi się uginały a oni się kłócili. Dobrze że inni świetnie się bawili i nie zauważyli naszego zniknięcia. – Uspokój się, powiedział poddenerwowany Filip. – Bo co mi zrobisz? Pobijesz mnie jak wtedy? Już się boję. 
    I wtedy się zaczęło. Zaczęli się przepychać po przedpokoju aż Marcin zamachnął się z pięścią. Na reakcje Filipa nie było trzeba czekać długo i po chwili mu oddał. Panicznie próbowałem ich rozdzielić aż sam w końcu dostałem po twarzy, raczej przez przypadek. “Nie wtrącaj się miedzy wódkę  a zakąskę” powiadała mama. Ale w tej sytuacji musiałem. W końcu mi się udało ich rozdzielić. Marcin spojrzał tylko na mnie po czym wybiegł z naszego mieszkania. Wyszedłem na klatkę wołając za nim ale bez skutku. Zamknąłem drzwi  i podszedłem do Filipa. Zaczął mnie przepraszać no ale nie miał za co, to nie on zaczął. Przytulił mnie po czym dokładnie obejrzałem jego twarz czy nie został mu żaden ślad.

    Poprosiłem by wrócił do pokoju a sam się udałem do łazienki, musiałem jakoś odreagować. W lustrze zauważyłem jak mój policzek jest czerwony od uderzenia. Póki tego nie zobaczyłem to nic nie czułem. Piekł okropnie a ja otworzyłem okno i wyciągnąłem papierosy z mojej kryjówki za klozetem. Paliłem tylko wtedy gdy się wkurwiłem. A Filip zawsze narzekał że karmię raka więc potajemnie podpalałem w kryzysowych sytuacjach. Gdyby wszyscy tak palili jak ja to by papierosów nie produkowali. Otworzyłem okno na rozcież i usiadłem na parapecie odpalając papierosa. Było okropnie zimno ale wcale mi to nie przeszkadzało. Razem z pierwszym zamachnięciem pociekły mi łzy po policzkach. Miałem słabe sumienie. Wyrzuty sumienia mnie zżerały.  Czułem się okropnie. Czułem się winny. Zastanawiałem się co z Marcinem. Zastanawiałem się co sobie myśli Filip. Tego wszystkiego było już za dużo. Szybko spaliłem pierwszego i wyciągnąłem drugiego. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy z tego że on to tak postrzegał. Że tak go uraziłem. Olałem go, ale nie myślałem że aż tak bardzo go to uraziło.

    Nienawidziłem siebie gdy ktoś chował do mnie urazę. Ta część mojej psychiki była naprawdę słaba. Mieliśmy jakoś odnowić znajomość a znacznie ją pogorszyliśmy. Kolejna rodzinna afera. Już miałem tego serdecznie dosyć. Najpierw matka Filipa teraz on. Ciekawe kto jeszcze. Spaliłem jeszcze trzeciego po czym odłożyłem fajki w bezpieczne miejsce. Muszę uzupełnić zapasy i zmienić kryjówkę. Sprawdziłem czy mój policzek wciąż jest czerwony i wróciłem do gości. Filip zapytał czy wszystko dobrze po czym próbowałem się rozluźnić. Wypiłem drinka duszkiem i na chwilę zapomniałem. Wtedy to nie moje wyrzuty były najważniejsze tylko Filip. To był jego dzień a nie dzień moich zmartwień. Potem już alkohol mi nie wchodził i po prostu świrowałem z Aśką która ledwo już się trzymała. 

    Przynajmniej prezent mi się udał. Żałujcie że nie wdzieliście jego miny. Tego to się nie spodziewał. Dziękował chyba z dziesięć minut. Przynajmniej tego nie spieprzyłem. Ciekawe jaką minę by zrobił gdyby dostał skarpetki, he he. Śmiał się że podniosłem wysoko poprzeczkę, i nie będzie wiedział co mi sprawić na urodziny. Zacytowałem go i odparłem że jedyne co chce to jego obok siebie. Około drugiej większość już odpadała i wracali do domów. Ogarnęliśmy trochę i rozsiedliśmy się na sofie. Jego ramiona znów stały się lekarstwem. Zaskoczyło mnie pukanie do drzwi. Myślałem że pewno której z imprezowiczów czegoś zapomniało. Otworzyłem drzwi a tam ku mojemu zdziwieniu stał nie kto inny jak Marcin. Nie zdołałem wydusić z siebie żadnego słowa, za to on szeptem przeprosił i mnie przytulił. Mocno. Nazwałem to uściskiem tęsknoty. Staliśmy tak przez chwilę w przed pokoju. Powtórzył jeszcze “przepraszam” kilka razy. A potem jeszcze kilka razy gdy dołączył do nas Filip. Przestraszyłem się że znów się na siebie rzucą, a Filip po prostu przytulił nas oboje. Przypomniało mi się gdy podobnie zrobiliśmy tak w przeszłości. Ale nie pamiętam dokładnie dlaczego. Ulżyło mi wtedy. Zaprosiliśmy go do środka i po chwili zrobiliśmy to co kiedyś lubiliśmy najbardziej – zagraliśmy w makao. A graliśmy do piątej rano. 

    Filip rozścielił mu w naszym salonie, w sumie to w większym pokoju ale nazywaliśmy go salonem i sami poszliśmy się położyć. Byłem okropnie zmęczony i śpiący ale coś nie mogłem zasnąć z początku, Filip też. Leżałem na jego torsie a on jeździł palcami po moim nagim ramieniu. – Dziękuje, powiedział po chwili. – Za co znowu?, zapytałem żartobliwie. – Za prezent, za przyjęcie. – No to ja też ci dziękuje. Za możliwość zrealizowana go i za to że zamiast go wyrzucić to się z nim pogodziłeś. – Nawet mi to przez myśl nie przeszło, powiedział próbując być przekonujący. – Jasne, odparłem. – A obiecasz mi coś?, zapytał. – Cóż takiego? – Rzucisz w końcu? 
    Jednak mój kamuflaż był marny. Rzucę, tylko jeszcze nie wiem kiedy. Zresztą nie mam co rzucać, palę tylko gdy się zdenerwuję. A mam nadzieję że nie będę miał do tego zbyt dużo okazji. A zresztą rzucam za każdym razem, zapalam i rzucam. Więc o co takie wielkie halo?

    Wstaliśmy po dwunastej. Coś tam jęczałem że znów się odzwyczaję od normalnych por wstawania. Marcin już nie spał. Chciał się już zwijać, ale go nie puściliśmy. Zjedliśmy razem śniadanie po czym razem wybraliśmy się na lodowisko. Oni to umieli jeździć a ja… Było to moje ulubione lodowisko i wszyscy mnie tam znali. Gdy tylko wjeżdżałem na lód, ludzie ustępowali mi miejsca bym nie mógł się z nimi zderzyć. Było to idealnie rozwiązanie bo miałem dużo miejsca, a gdy znajomi narzekali że jest tu strasznie tłoczno mogłem z dumą odeprzeć że dla mnie zawsze jest miejsce. Marcin i Filip się ze mnie naśmiewali gdy upadałem a potem poszliśmy na piwo.  Żałowałem że tyle lat nam przemknęło koło nosa, że tyle lat poszło na zmarnowanie. Ale nie ma co rozmyślać co by było gdyby. Myślę że przez ten dzień nadgoniliśmy z minimum dwa lata. Było jak po staremu, tak jak kiedyś. No to mama będzie zadowolona. Ale tak poważnie, to najbardziej zadowolony byłem ja że to wszystko tak się skończyło. 
    Koło wieczora byliśmy już w domu, w końcu. Wszędzie dobrze ale.. Byłem tak zmęczony nic nie robieniem że rozwaliłem się na sofie przed telewizorem.  Jak zwykle nic nie było. Nie wiem jaki sens jest mieć w domu telewizję jak i tak tam nigdy nic nie ma?  Długo spokojnie sobie nie poleżałem bo zaraz Filip musiał mi się wepchnąć w nogi. Pomarudziłem ale było całkiem przyjemnie moim nogom na jego kolanach. Długo nie wytrzymałem i po jakiejś chwili zacząłem jeździć stopą po jego kroczu. Szeroko się uśmiechał  ale udawał że nie zwraca uwagi na mnie i moje stopy. Może on nie zwracał na mnie uwagi ale jego “wódz” na pewno.  – Wygrałeś, powiedział gdy przywarł swoim ciałem do mojego. Ostatnio dla żartów założyliśmy się kto dłużej wytrzyma bez chęci na seks. Upierałem się że spokojnie dałbym radę no ale cóż, sami widzicie. Jego gorące dłonie powędrowały pod moją koszulkę, już czułem się rozpalony i niesamowicie podniecony. Chętny wrażeń i bliskości. Swoje dłonie zaś założyłem na jego karku gdy mnie całował. Uwielbiałem jego piękne czerwone usta. Kochałem je. 

    Nie musiałem długo czekać aż jego chętne wrażeń dłonie zdjęły moją koszulkę. Przywarł ustami które tak kochałem do mojego nagiego brzucha i starannie całował każdą jego część idąc wciąż w górę. Moje zniecierpliwione sterczące z wrażenia sutki były strasznie niecierpliwe, ale w końcu doczekały się nagrody za cierpliwość. Robił to tak delikatnie a zarazem tak cudownie. Wiedział jak mnie rozgrzać i podniecić. Gdy już nagrodził niecierpliwców, ruszył ustami w dół. Szybko przejechał po brzuchu który nie tak dawno obdarował niesamowitymi pocałunkami i na chwilę się zatrzymał rozpinając mi guzik od spodni. Kompletnie mu się oddałem przeczesując jego włosy które kochałem równie mocno jak jego usta. Nie było chyba żadnej rzeczy której w nim nie kochałem. Zamknąłem oczy i pozwoliłem by moje ciało wypełniło się rozkoszą którą mnie obdarowywał. Rozkosz wypełniła całe moje ciało, każdy najmniejszy zakamarek. Rozpływałem się. Jego usta nie tylko w całowaniu zasługiwały na jakąś wybitną nagrodę. Dokładnie i starannie rozpieszczał swoimi ustami mojego małego przyjaciela. Był w tym mistrzem… może nawet i olimpijskim? Jeśli miałbym patrzeć na te jego umiejętności względem olimpiady to uwierzcie mi… miał u mnie gablotę pełną złotych medali. A one wciąż przybywały. Jego dłonie puściły mojego przyjaciela by móc jeździć po mojej klatce piersiowej. Wcześniej zniecierpliwione sutki zostały dziś ponownie nagrodzone – tym razem jego dotykiem. Po całym ciele przeszły mnie przyjemne dreszcze. Dreszcz ekstazy, całkowitego podniecenia. Miałem ochotę na więcej i więcej. Było to jak narkotyk. Im więcej się brało tym więcej potem się chciało. Moje ciało domagało się więcej. Delikatnie się podniosłem i zdjąłem jego koszulkę, po czym odrzuciłem ją za siebie. Kontynuował swoje dzieło sztuki gdy ja jeździłem opuszkami palców wzdłuż jego rozpalonych pleców. Kolejna rzecz którą tak kochałem. Były takie idealne, niemal jak by były świeżo wyretuszowane w jakimś programie graficznym. Mogłem je całować dniami i godzinami ale wtedy musiałem zadowolić się tylko możliwością ich dotyku. Poczułem jak moje ciało się odpręża, uczucie orgazmu wchodziło w finałowy etap. Z niechęcią przeniosłem swoje dłonie z jego pleców na jego głowę po czym bardziej go do siebie dociskałem. Głośno westchnąłem i znalazłem się w moim własnym siódmym niebie. Nie chciałem nic słyszeć, czy widzieć, kompletnie straciłem kontakt z rzeczywistością na ten moment. Nikt inny nie umiał doprowadzić mnie do takiego uczucia. 

    Podniosłem się a nasze usta żądne namiętności się spotkały. Na samym początku całowaliśmy się strasznie łapczywie, jak byśmy nie umieli się sobą nacieszyć. Dopiero po chwili wkradła się namiętność i spokój… w końcu mieliśmy przed sobą całe życie na to. Cudownie jest być tego pewnym. Wstałem i pociągnąłem go ze sobą. Zsunąłem jego spodnie razem z bielizną i popchnąłem z powrotem na sofę. Ależ był podniecony. Było to czuć i… widać. Usiadłem w jego kroku i pozwoliłem naszym ustom znów się złączyć. Opatulił swoje dłonie na moich plecach, nie tak perfekcyjnych jak jego a ja pieściłem jego szyję. Czułem jak jego penis się wzdryga, próbując zwrócić na siebie uwagę. Nie wytrzymując już ani chwili dłużej zsunął swe dłonie z moich pleców by pobawić się w mojego autopilota, tak by mógł ostrożnie wejść. Nasz taniec dusz uważałem za rozpoczęty. Nasza przepustka do ogrodu miłości… Cóż za rozkosz, cóż za przyjemność. Czułem się jak byśmy nie robili tego wieki. Filip czuł chyba to samo i z rozkoszy pozwolił swojej głowie opaść na sofę. Przywarłem swoją głową do jego i zacząłem swój taniec. W przerwach między całunkami wydobywaliśmy z siebie prze najróżniejsze dźwięki. Było mi tak dobrze. Znów chciałem więcej, szybciej. Kompletnie oddałem się zachciankom mojego ciała, zachciankom mojej fantazji.  Próbowałem zadowolić swojego ukochanego i świetnie mi to wychodziło. Byliśmy idealnie dopasowani pod każdym względem. Jestem wielkim szczęściarzem. 

    Szybko obdarował mnie tym co tak bardzo uwielbiałem. Moje ciało wypełniło się jego cudownym i gorącym płynem. Wypełniło każdą pustkę i każdy zakamarek mojego ciała. Powiem wam ze nic nie robienie przez cały dzień naprawdę jest męczące, bo na nic więcej nie mieliśmy siły. Leżeliśmy na sofie przytuleni pod kocem rozmawiając o następnym tygodniu po czym odpłynęliśmy. Przebudziłem się po jakichś dwóch godzinach. Na ekranie telewizora jakiś facet straszył drugiego pistoletem. Z trudem wyswobodziłem się z jego uścisku i wyłączyłem telewizor. Był taki piękny gdy spał. Na chwilę przyklęknąłem przy sofie, podziwiając go.  – Mam co do pana bardzo poważne zamiary, panie Filipie, szepnąłem po czym musnąłem wargami jego nagie plecy i przykryłem go. Ubrałem się, i przypadkowo założyłem jego koszulkę. Zorientowałem się po chwili ale zdecydowałem się jej nie zmieniać, uwielbiałem jej zapach. Ogarnąłem się i wziąłem Borysa na wieczorny spacer. Cholera, od jednego dylematu do kolejnego. Zbliżała się nasza rocznica a ja nie miałem żadnego pomysłu jak ją uczcić. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jabber Jabber

    9 część 😉

  • Ojciec chrzestny

    W dużym, słabo oświetlonym pomieszczeniu, w wygodnym fotelu, siedział ciemnowłosy, dobrze zbudowany mężczyzna. Jego twarz spowijał gęsty dym. Palił wielkie, grube cygaro i co chwilę spoglądał na wiszący naprzeciw niego zegar. Nie wyglądał jednak na kogoś, kto by gdzieś się śpieszył – zachowywał się spokojnie, a jego ruchy były powolne. Dopił znajdujące się w szklaneczce whisky, dopalił do końca cygaro i wstał. Z wolna ruszył w kierunku wyjścia. Za godzinę zaczynała się ceremonia pogrzebu jego brata, który parę dni temu został brutalnie zamordowany. Wsiadł w samochód i ruszył w stronę kościoła, w którym miała się odbyć pożegnalna msza.

    Był przed czasem. Wszedł do świątyni i wolno podszedł pod sam ołtarz. Prócz niego prawie nikogo nie było w środku. Pomyślał sobie, że wszyscy dawni przyjaciele jego brata zapomnieli o nim i nie stawili się nawet na pogrzebie. Mylił się jednak. Uklęknął przed trumną i przeżegnał się, po czym usiadł w pierwszej ławce. Czekając, aż rozpocznie się msza, co chwilę słyszał kroki ludzi, napływających coraz tłumniej do kościoła. Jednak przyjaciele nie zapomnieli o jego bracie – ucieszył się.

    Z familii zmarłego na pogrzebie były tylko dwie osoby – jego piętnastoletnia córka Gabrysia oraz brat – Albert. Innej rodziny zresztą nie miał, jedynie parę osób, które jednak były z nim daleko spokrewnione i nie utrzymywały kontaktów, zapewne nawet nie wiedziały o jego śmierci. Żona opuściła go już ładnych parę lat temu, zostawiając go samego z córką. Mimo to mnóstwo osób przyszło go pożegnać – za życia miał bardzo wielu dobrych przyjaciół. Niestety –myślał sobie pan Albert – przyjaciele to nie to samo, co rodzina. Nie podobał mu się fakt, że to on, jako najbliżej spokrewniony z denatem, a poza tym ojciec chrzestny jego córki, będzie musiał się nią zająć. Znaczyło to, że dziewczyna zamieszka pod jego dachem. Bał się, że to zupełnie odmieni jego życie – do tej pory zawsze żył sam, nie musiał się o nikogo martwić, nikim zajmować, jednym słowem nie obchodziło go nic, oprócz własnego tyłka. Był czterdziestoletnim kawalerem, który żył sam dla siebie i było mu z tym dobrze. Całe szczęście, że Gabrysia nie była już dzieckiem tylko dorastającą dziewczyną, która nie będzie wymagać dużo opieki i niedługo, gdy osiągnie pełnoletniość, wyprowadzi się od niego. Pomyślał sobie, że na dobrą sprawę będzie musiał tylko pilnować, by chodziła do szkoły, by nie robiła złych rzeczy, takich jaki picie alkoholu, zażywanie narkotyków czy palenie papierosów oraz utrzymywać ją, co jednak w jego wypadku nie było problemem, gdyż pieniędzy miał w bród. Może nie będzie tak źle – pocieszył się. Po ceremonii podszedł do dziewczyny, powściągliwie poklepał ją po ramieniu i rzekł:

    – Bardzo mi przykro, Gabrysiu.

    – Dziękuję, wujku – odpowiedziała z płaczem bratanica, po czym przytuliła się do niego mocno i rozpłakała jeszcze bardziej.

    Gdy wszyscy obecni na pogrzebie mężczyźni złożyli im już kondolencje, Albert z Gabrysią wsiedli do jego samochodu i ruszyli w stronę wielkiej posiadłości wujka Ala, jak nazywała go dziewczyna.

     

    Minęło parę miesięcy od śmierci ojca Gabrysi. Obawy Alberta rozwiały się w tym czasie w zupełności – mała nie przysparzała mu żadnych kłopotów, uczyła się dobrze, nie szlajała się ze znajomymi i nie robiła nic złego. Nie musiał poświęcać jej zbyt wiele czasu, co zresztą wykorzystywał, jak tylko mógł, zajmował się wyłącznie swoimi sprawami a jego kontakty z córką chrzestną ograniczały się do rozmów przy posiłkach. Na dobrą sprawę, Gabrysia nie zmieniła zbytnio jego dotychczasowego życia. Odczuwał jednak z tego powodu wyrzuty sumienia, gdyż widział, że mała potrzebuje kontaktu i rozmów, że garnie się do niego, a on zajmuje się tylko sobą. Jego świętej pamięci brat nie byłby zadowolony, że tak ją zaniedbywał. Kiedy Albert to sobie uświadomił, postanowił, że się zmieni i będzie spędzać więcej czasu z chrześniaczką. Zrobi to dla jej ojca. Zaczął więc bardziej się nią zajmować, wypytywać o szkołę, o jej problemy i inne rzeczy, które zbytnio go nie obchodziły. Zdał sobie sprawę, że Gabrysia jest bardzo fajną dziewczyną i dobrze mu się z nią rozmawia. Miło spędzało mu się z nią czas, stał się szczęśliwszym człowiekiem, otwierając się na nią, a i ona zdawała się bardziej zadowolona. Niestety, życie to nie tylko miłe rozmowy, dziewczynka potrzebowała także tego, by zająć się jej problemami. Prosiła go o rady w różnych babskich sprawach, na których Albert się nie znał, ale zawsze starał się jej jakoś doradzić. Pomagał jej również w nauce, gdy miała z czymś kłopot. Mężczyzna jednak wiedział, że dorastająca dziewczyna ma także inne problemy, którymi trzeba się zająć i to właśnie jemu przypadnie ta krępująca sprawa…

     

    – Masz jakiegoś chłopaka? – spytał ją od niechcenia podczas jednej z rozmów przy obiedzie. Siedzieli przy stole w jego eleganckiej kuchni, spożywając sporządzone przez niego potrawy.

    – Nie mam – odpowiedziała Gabrysia przeciągle, niedbale, chcąc pokazać wujkowi, że chłopacy jej teraz nie w głowie.

    – A miałaś kiedyś? – Ciągnął temat, choć wiedział, że może wydać się natrętny swojej chrześniaczce.

    – Nigdy – rzuciła.

    Spuściła wzrok, gdy Albert patrzył się jej w oczy, krępowały ją takie rozmowy.

    A chciałabyś mieć? Podoba ci się może któryś ze szkoły? – Albert był nieugięty.

    – Nieee… – Powiedziała, rumieniąc się lekko – No, może trochę… Ale wstydzę się chłopaków.

    – Dlaczego?

    – No, sama nie wiem… Po prostu się wstydzę. Oni ciągle gadają o seksie i tylko to im w głowie.

    – A tobie? – Albert zapalił cygaro – Nie myślisz czasem o seksie?

    – No, czasem myślę – przyznała się Gabrysia, po czym dodała – ale… – urwała, czerwieniąc się i odwracając głowę. Po chwili milczenia dokończyła szeptem, jakby mówiąc to w tajemnicy – …ja nic o tym nie wiem.

    Albert zdawał sobie sprawę, że Gabrysia dojrzewa i bardzo często myśli o seksie. Utwierdził się w tym przekonaniu niedawno, gdy pod nieobecność bratanicy przeglądał jej komputer i zobaczył, że ogląda dużo pornograficznych filmików. Nie miał jej jednak tego za złe, ponieważ sam robił to bardzo często i rozumiał ją, zresztą parę ze znalezionych u niej filmów tak mu się spodobało, że skopiował je na swój komputer, by samemu się przy nich onanizować.

    – Jak to nic? – Spytał po chwili. – A co jest dla ciebie niezrozumiałego? – Jako dobry wujek musiał przecież przekazać podopiecznej swoją wiedzę, mimo, iż sam nie był ekspertem w dziedzinie seksu.

    – No… Wszystko… – Odpowiedziała nieśmiało Gabrysia, uśmiechając się lekko.

    – Umiesz się sama zaspokajać?

    – Nie – dziewczyna wciąż się uśmiechała, była zawstydzona, ale rozmowa ta coraz bardziej się jej podobała. Oczywiście umiała się własnoręcznie doprowadzać do orgazmu, bardzo dobrze znała tę sztukę, bo przecież „trening czyni mistrza”, ale wstydziła się przyznać do tego wujkowi.

    – Naprawdę nie umiesz? Dziewczyno, to jak ty funkcjonujesz?! Jak można żyć z takim ciśnieniem?

    – A wujek to robi? – Spytała, odwzajemniając jego świdrujące spojrzenie. Czuła się coraz mniej speszona.

    – Jasne, inaczej bym chyba wybuchnął. – Albert położył swoją dużą dłoń na małej, bladej rączce chrześniaczki. Ścisnął ją delikatnie. Poruszyła się nerwowo w jego uścisku, ale nie wyrwała się.

    Wujek Al dmuchnął dymem w bok, zgasił cygaro i odłożył je do popielniczki, po czym podniósł się z krzesła. Wiedział, co powinien teraz zrobić, jako opiekun Gabrysi.

    – Wstawaj – rzekł – czas na małą lekcję ręcznych robótek.

    Dziewczyna, trochę zdezorientowana, początkowo zastygła, lecz po chwili zaczęła się podnosić. Albert przyglądał się jej małej, ślicznej twarzyczce. Zdał sobie sprawę, jaką jego chrześniaczka jest piękną dziewczyną. Miała długie, jasne włosy, przyozdobione ładnymi loczkami, duże, niebieskie oczy, dość szerokie wargi. Strasznie podobała mu się jej gładka i blada cera na policzkach. Była szczupła i nieco wyższa od swoich rówieśniczek. Miała wtedy prawie szesnaście lat. Zjechał wzrokiem w dół i zaczął oceniać jej piersi – były malutkie, prawie w ogóle nie uwypuklały się na tle jej koszulki.

    – Siadaj na stół – rzekł, gdy dziewczyna wstała.

    Bez żadnych protestów zadarła chudą, prostą nóżkę i położyła kolano na blacie. Albert zajrzał jej pod spódniczkę, próbując dojrzeć, jakie ma na sobie majtki, lecz nie udało mu się. To nic, zaraz przecież każe jej się rozebrać. Dziewczyna odbiła się drugą nogą od ziemi i podpierając się kolanem na stole, podciągnęła ją w górę i po chwili klęczała na nim, przed lustrującym ją wujaszkiem. Popatrzyli sobie w oczy, Albert dostrzegł w spojrzeniu chrześniaczki, że ta ma na niego niemniejszą ochotę, niż on na nią. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Usiadła na stole z wyprostowanymi nóżkami, by nie brudzić go butami. Albert złapał jej stópkę i zdjął z niej kapcia. Następnie zrobił to samo z drugim, po czym ścisnął w dłoniach obydwie stopy dziewczyny. Miała na sobie cienkie, cieliste rajstopy, które były bardzo przyjemne w dotyku. Albertowi wzrosło ciśnienie w majtkach. Pogładził chrześniaczkę po łydkach, zmierzając dłońmi w stronę kolanek. Dziewczyna czuła namiętność i pożądanie w dotyku wujka. Robiła się coraz mocniej podniecona, gdy tak pieścił jej nóżki, położyła mu dłonie na ramionach i pogładziła po nich. Spojrzał na nią, zobaczył, że jest coraz bardziej napalona, na jej twarzy pojawiły się wypieki, oddychała coraz głośniej.

    – Poczekaj chwilkę, zaraz ci ulżymy, pomogę ci, Gabrysiu, dam ci taką rozkosz, o jakiej jeszcze ci się nie śniło… – powiedział do niej namiętnym głosem.

    – Dziękuję, wujku, że chcesz mi pomóc – to mówiąc, podwinęła nóżki tak, że kolana znalazły się przy jej brodzie. Albert wtedy mógł zajrzeć jej w końcu pod spódniczkę i zobaczyć zmysłowe majteczki w panterkę, które przysłaniały cipkę.

    Przejechał powoli dłońmi wzdłuż jej długich, gładkich ud, napawając się przyjemnym dotykiem pokrywającego je nylonu. W końcu dotarł do pachwinek, które przez jakiś czas lekko smyrał opuszkami palców. Dostarczało to dziewczynie takich doznań, że aż przechodziły ją dreszcze, podrygiwała co chwilę, wzdychała przeciągle, wciąż namiętnie gładząc ramiona i tors wujka. Niebawem Albert rozwarł jej nogi i położył dłoń na kroczu. Biło od niego gorąco, było także czuć wilgoć, przebijającą się przez materiał majteczek oraz rajtuz.

    – Rozbierz się – powiedział spokojnie – widzę, że już nie możesz wytrzymać. Zaraz ci coś pokażę.

    Dziewczynka skrzyżowała ręce i chwyciła palcami dół swojej koszulki – prawą dłonią lewy bok, a lewą prawy. Zaczęła ją podnosić do góry, odsłaniając powoli swój seksowny brzuszek. Albert w tym czasie rozpiął zameczek w jej spódniczce i zaczął ją zsuwać. Gabrysia na chwilę podniosła pupę, by mógł ją zdjąć. Przyglądał się przy tym na przemian jej seksownym udom oraz wyłaniającemu się brzuchowi. Ucałował śliczny pępuszek, podczas gdy dziewczyna odkrywała swój niewielki biust. Rzucił na ziemię jej spódnicę i obserwował, jak zdejmuje stanik. Gdy go rozpięła i rzuciła za siebie, wyskoczyły na wierzch dwie malutkie, różowe piersi z nieproporcjonalnie w porównaniu do nich dużymi, pączkującymi brodawkami. Był to nieziemski widok, od którego Albertowi aż zakręciło się w głowie i wydał z siebie cichy odgłos, który miał wyrażać zachwyt. Dziewczyna uśmiechnęła się, widząc, jak jej cycuszki podobają się wujkowi. Ten aż pomasował się po kroczu, tak go to oszołomiło. Piersiątka zdawały się prosić o to, by je dotknąć, wyciągnął więc rękę i ścisnął lekko jedno z nich. Złapał za sterczącego sutka i pociągnął go lekko.

    – Mmmm… – wydobyło się z ust Gabrysi.

    Po chwili zabawy z cyckami w kształcie stożków, wsunął palce pod gumkę od rajstop podopiecznej i zaczął je zsuwać, dotykając przy tym jej nagich ud i zachwycając się ich gładkością i miękkością. Nie zdjął jej rajtuz, zsunął je tylko do kolan, by następnie zrobić to samo z przesiąkniętymi wilgocią majteczkami. Gdy to zrobił, mógł nareszcie przyjrzeć się skarbowi swojej małej Gabrysi. Miała niebywale piękną, młodziutką cipeczkę – zaczerwienioną i nabrzmiałą z podniecenia, pokrytą krótkimi włoskami łonowymi, które przypominały trawę przyozdobioną kropelkami rosy. Na środku znajdowała się gorąca szczelinka, z której wciąż wypływała kleista wydzielina. Przejechał po niej dłonią, na co zareagowało całe ciało dziewczyny. Wyprostowała się od dreszczu, który po niej przeszedł i zassała głośno powietrze przez zęby. Albert pieścił ją coraz namiętniej, a ona wiła się pod jego dotykiem. Zanurzył w nią odrobinę palec, wirował nim przez chwilę w środku, po czym wyjął go i ścisnął mocno muszelkę. Ociekała teraz obficie sokami, wypływały z niej, jak ze ściśniętej, nasiąkniętej wodą gąbki. Poczuł, że Gabrysia włożyła mu ręce pod koszulkę i gładziła lekko palcami jego twardy brzuch. Przyciągnął ją do siebie, by znalazła się na krawędzi stołu, po czym uklęknął i przerzucił sobie jej nogi przez ramiona. Włożył głowę w przestrzeń w kształcie trójkąta, którego boki tworzyły jej rozchylone uda, a podstawę krok zsuniętych rajstop, rozciągnięty pomiędzy jej kolanami. Położył twarz na cipce i parę razy trącił nosem łechtaczkę. Dziewczyna z rozkoszy aż zaciskała uda wokół jego szyi. Przyssał się do jej ciepłej norki, wsysał do buzi jej wydzieliny, następnie oderwał się i parę razy przejechał językiem wzdłuż szczelinki. Strasznie podniecały go jej ochrypłe jęki. Odchyliła się do tyłu i podparła łokciami o blat. Albert złapał ją za boki i ścisnął, by dotykiem dać jej jeszcze więcej podniecenia, następnie przeniósł jedną dłoń na miękkiego cycuszka, a drugą wsunął pod jej pośladek i przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie. Zagłębił się językiem w młodziutkiej, ciasnej pochwie bratanicy i zaczął nim szybko wywijać na wszystkie strony.

    – Uuooochhh… Wujku… Wujeczkuuu… – Dyszała, patrząc się w sufit rozmydlonymi oczkami.

    Niewiele dzieliło już Gabrysię od zenitu. Rozłożyła nogi na boki, tak mocno, jak tylko mogła, by język Alberta spenetrował ją jeszcze głębiej. Wcisnął go więc najdalej jak się dało i stymulował nim jej wewnętrzne ścianki.

    – Ojejjj! – Krzyknęła w pewnym momencie, zaciskając dłonie na krawędzi stołu. Albert poczuł, jak coraz mocniej zaczynają pulsować mięśnie jej cipki. Zaciskały się i rozluźniały na jego języku. – Aaaaaa! AAAaaa! AAAAAACHH!!! – Piszczała – Wu… Wuu… WUJEEEK!!!

    Dziewczynka leżała na stole jak laleczka, z odchyloną do tyłu głową i rozdziawioną buzią, jej wrzaski rozdzierały powietrze. Albert, wciąż wiercąc językiem w jej pochwie, uśmiechał się sam do siebie na myśl, że tak zadowolił swą podopieczną. Po paru chwilach poczuł, jak ciało dziewczyny rozluźnia się, jak jej wrzaski cichną i przeradzają się w ciężkie sapanie, jak skurcze cipki stają się coraz wolniejsze. Leżała teraz bezwładnie na stole, z rozrzuconymi ramionami i normowała oddech. Albert wyszedł z niej powoli, zdjął jej nogi ze swych ramion i postawił je na ziemi. Dziewczyna podniosła się stała na połowicznie zgiętych nogach, opierając się pupą o kant stołu. Popatrzyła na Alberta rozmytym spojrzeniem i z uśmiechem na twarzy wysapała:

    – Och, wujku, jeszcze raz ci dziękuję. Pokazałeś mi coś… – zastanowiła się chwilę – naprawdę NIESAMOWITEGO!

    – Nie ma za co, Gaba. Jakbyś chciała, to możesz mi się odwdzięczyć – odpowiedział Albert, czując, jak po tych wydarzeniach kutas wciąż go uwiera.

    – Jak? – Spytała zdziwiona Gabrysia.

    Albert uśmiechnął się kącikiem ust.

    – Dam ci kolejną lekcję. Tym razem tematem będzie męskie ciało – to mówiąc, rozpiął sobie rozporek i opuścił spodnie.

    Gabrysia spojrzała na rozsadzane przez jego członka bokserki. W jej oczach pojawiły się iskierki. Podciągnęła się i z powrotem usiadła na stole. Albert podszedł do niej i przylgnął udami do jej kolan. Złapał ją za rączkę i położył ją na swoich majtkach.

    – Przez to, co między nami zaszło, zesztywniał mi penis. Sam nie opadnie, a jest mi tak trochę niewygodnie, więc musisz go pomasować, żeby oklapł – po chwili dodał namiętnie – to na pewno pomoże…

    Gabrysia, powoli i nieśmiało, zaczęła zsuwać bokserki swego ojca chrzestnego. Po chwili jej oczom ukazał się wielki, sterczący i żylasty kutas, cały owłosiony. Przejechała wzdłuż niego palcem, a Albert aż się wygiął. Chwyciła go w dłoń i zaczęła ją po nim nieporadnie przesuwać, w górę i w dół.

    – Uooooochhh… – wyrwało się z usta Wujka Ala.

    Rączka Gabrysi poruszała się coraz szybciej, a ciało Alberta wyginało się w coraz częstszych skurczach. Gdy mu obciągała, on pieścił w dłoniach mięciutkie piersiątka i szczypał sutki, co jakiś czas gładził ją po całym młodziutkim ciałku. Dziewczyna pomyślała sobie, że skoro wujek dał jej tyle rozkoszy, to ona też musi zrobić dla niego coś więcej, niż tylko doprowadzić go ręką. Pochyliła się nad jego pałą i polizała ją, na co Albert wydał z siebie przeciągłe: „Mmmmmmmm…”. Pochłonęła ustami jego główkę i drażniła ją języczkiem, widziała, że daje mu to olbrzymią radość. Co chwilę wypuszczała z ust członka Alberta by mu się przyjrzeć, a gdy zobaczyła, że stał się bardzo czerwony, przestraszyła się, że może wytrysnąć jej w buzi. Odsunęła się więc od niego i postanowiła zakończyć to w inny sposób. Położyła się tak jak wcześniej na stole, podpierając się na łokciach i przyłożyła stópkę do penisa mężczyzny. Przycisnęła go nią, a na twarzy Alberta zagościł wyraz błogości. Czuł się świetnie. Gabrysia dołączyła drugą stopę do pierwszej i obydwiema masowała prącie wujka. Ten gładził ją w tym czasie po łydkach oraz podszczypywał uda, na co dziewczyna reagowała wesołymi piskami. Znów się podnieciła, jej cipka ponownie nabrzmiała i zwilgotniała. Patrzyła na zadowoloną twarz Alberta i namiętnie ugniatała małymi stópkami jego członka. W pewnym momencie wujek Al zacisnął powieki i stęknął głośno. Ścisnął jej łydki i przygniótł jeszcze mocniej swojego kutasa jej stopami, przesuwając je po nim lekko. Spojrzała na jego czerwonego penisa i zobaczyła, jak wystrzeliwuje z niego olbrzymi pocisk białej, lepkiej spermy. Trafił na jego brzuch, kolejne strzały poleciały na stópki i łydki dziewczyny, brudząc jej rajstopy. Albert dyszał ciężko i ściskał Gabrysię za nóżki. Gdy wyrzucił z siebie wszystko, jego uścisk zelżał i delikatnie ją gładząc, wyczyścił jej rajtuzy. Następnie ona przysunęła się do niego i zlizała mu z brzucha spermę, musiała przecież sprawdzić, jak to smakuje.

    – Dzięki, Gaba – wydyszał jej po chwili w twarz.

    – Nie, to ja tobie dziękuję, wujek, że dałeś mi taką dobra lekcję. Myślę, że to mi się bardziej przyda, niż to, co mnie uczą w szkole – uśmiechnęła się.

    Albert odwzajemnił uśmiech i pogładził ją po pobudzonej znów cipeczce.

    – Na dzisiaj dość nauki – rzekł – ja i mój „przyjaciel” – tu wskazał na swego oklapłego teraz penisa – musimy odpocząć i się wyspać. A jutro kolejna lekcja.

    Gabrysia wstała, na co Albert klepnął ją w pośladek, aż się zatrząsł, po czym podciągnął spodnie i wyszedł, zostawiając nagą chrześniaczkę samą w kuchni.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    EL BARONE
  • Ojciec chrzestny 2

    Minęły dwa lata, odkąd Gabrysia zamieszkała ze swoim ojcem chrzestnym. Przez ten czas nauczyła się od niego wiele, a także doznała dzięki niemu mnóstwo rozkoszy. Teraz była piękną, siedemnastoletnią dziewczyną, wysoką i chudą, z bardzo seksownym tyłeczkiem i niewielkimi, aczkolwiek jędrnymi piersiami. Mimo swego atrakcyjnego wyglądu wciąż jednak pozostawała dziewicą – bała się to zrobić z obcym chłopakiem, a wujek do tej pory jakoś nie zabrał się za rozdziewiczanie jej. Może to i dobrze – myślała sobie, gdyż nie była wciąż pewna, czy jest na to gotowa. Wiedziała jednak, że kiedyś i tak będzie musiała przejść przez ten trudny, jednakże przyjemny rytuał, a najlepiej byłoby to zrobić z kimś tak bliskim, jak właśnie wujek Albert. Póki co czekała, aż nadarzy się po temu dogodna okazja…

    Pan Albert napuścił wodę do wielkiej wanny, rozebrał się i wszedł do środka. Odetchnął z ulgą po męczącym dniu i zapalił kubańskie cygaro. Zaciągnął się i powoli wypuścił z ust dym, który zmieszał się z parą unoszącą się nad gorącą wodą. Leżał tak zrelaksowany, gdy po paru minutach  ktoś zdecydował się mu przeszkodzić. Wiedział zresztą, kto to puka, była to na pewno Gabrysia.

    – Co jest?! – Krzyknął z lekką złością.

    – Mogę wejść, wujku? – Odkrzyknęła mu zza drzwi chrześniaczka.

    – A po co?

    – Mam do ciebie sprawę.

    – Nie możesz poczekać, aż wyjdę?

    – Wolałabym teraz, póki jesteś w wannie…

    – No to wchodź, jak musisz.

    Drzwi otworzyły się i do łazienki seksownym krokiem weszła Gabrysia. Miała na sobie jedynie kusą koszulkę, pod którą piersi podskakiwały kusząco, gdy stawiała kroki, oraz zmysłowe, białe, koronkowe majteczki na tyłku. Często tak chodziła po domu, widocznie nie zdawała sobie sprawy, jak taki widok działa na mężczyzn. Albert poczuł, jak pod osłoną piany jego przyrodzenie rośnie w szybkim tempie. Dziewczyna podeszła do wanny i uśmiechnęła się do wujka widząc, jak ten nie może oderwać od niej wzroku.

    – Gaba, czy ty chcesz, bym kiedyś dostał przez ciebie zawału? – Spytał Al z udawaną złością.

    – Masz mocne serce, raczej ci to nie grozi – odpowiedziała mu wesoło, zadzierając gołą nogę i stawiając ją na poręczy wanny.

    – No, nie byłbym taki pewien… – mówiąc to, niby niechcąco położył dłoń na stopie Gabrysi.

    Dziewczyna odbiła się drugą nogą od podłogi i wskoczyła na poręcz wanny. Penis Alberta był już w pełnym wzwodzie, mężczyzna pomyślał sobie, że pewnie jego czubek niebawem wynurzy się spod piany.

    – No co, nie podoba ci się, że jestem skąpo ubrana? – spytała niewinnie dziewczyna.

    Zmysłowym ruchem zsunęła nogi do środka wanny i usiadła na poręczy.

    – W sumie to mi się podoba – odpowiedział Albert, zaciągając się cygarem.

    – No widzisz… – powiedziała namiętnie, stawiając stopy na brzuchu wujka i szukając nimi jego krocza.

    Albert położył dłoń na jędrnym udzie bratanicy i ścisnął je lekko.

    – No, to co to za niecierpiąca zwłoki sprawa? – Spytał.

    – Widzisz, wujku… – Zaczęła Gabrysia nieśmiało, po czym natrafiła w końcu stópką na penisa Alberta, przerwała więc wypowiedź i krzyknęła: – O! Widzę, że twój „kolega” jest strasznie twardy! Coś z tym chyba trzeba zrobić?

    – Tak, zajmiemy się tym, ale miałaś chyba do mnie jakąś sprawę?

    – No, tak… – Powiedziała dziewczyna, ponownie się pesząc – … W sumie to te dwie „sprawy” się łączą… – Przycisnęła stopą prącie Alberta, który aż stęknął z rozkoszy, po czym kontynuowała – Chodzi o to, że jestem już dużą dziewczynką. Niedługo skończę osiemnaście lat, a wciąż nie robiłam pewnych rzeczy… – Przerwała, namyśliła się, po czym widząc, że wujek patrzy na nią pytająco, kontynuowała: – Chodzi o to, że wciąż jestem dziewicą. A chyba już w tym wieku nie powinnam? – Zakończyła pytająco, traktując Alberta jako wyrocznię w tych sprawach.

    Po krótkim namyśle Al Uśmiechnął się pod wąsem.

    – No, chyba nie powinnaś – odparł z udawanym namysłem.

    – No właśnie. Też tak myślę. Ktoś powinien chyba mnie już ten-teges, no nie? – Spojrzała jednoznacznie na Alberta, wciąż masując stópkami jego członka.

    Mężczyzna znów pogładził ją po udzie, po czym szczypnął lekko. Obydwoje wiedzieli, o co chodzi. Trzeba było rozdziewiczyć jej tą młodą, nieużywaną jeszcze cipeczkę, a kto miałby to zrobić, jak nie jej własny ojciec chrzestny?

    – Tak, ktoś powinien – powiedział Albert spokojnie – jak coś, to jestem do usług, zawsze możesz liczyć na dobrego wujaszka – uśmiechnął się kącikiem ust.

    Gabrysia odwzajemniła uśmiech i stanęła w wannie, przed wystającą spod wody głową wujka Ala. Ten zgasił i odłożył do popielniczki niedopalone cygaro, po czym machinalnym ruchem umieścił dłonie na biodrach dziewczyny i powoli zsunął prześwitujące majteczki. Przyjrzał się z zadowoleniem jej nienaruszonemu jeszcze skarbowi, który za chwilę miał zostać przez niego napoczęty. Wygolona, różowiutka i nabrzmiała z podniecenia cipeczka koiła jego oczy. Gabrysia ukucnęła nad jego sterczącym jak maszt penisem i otarła się o niego. Albert rzucił jej majtki na ziemię, a ona zaczęła się mościć na jego kroczu. Rozsiadła się na nim wygodnie jak kwoka na grzędzie, przyciskając łonem członka wujka. Parę razy lekko poruszyła miednicą, na co oboje aż westchnęli z zadowolenia. Patrząc się w oczy Albertowi, Gabrysia pochyliła się nad nim, dotykając biustem do jego klaty. Jej koszulka zanurzyła się w wodzie. Pocałowała go lekko w wargi, na co on złapał ją za tył głowy i przyciągnął mocno do siebie, by wessać się w jej zmysłowe, szerokie usteczka. Drugą ręką zgniótł pośladek chrześniaczki i przycisnął jej muszelkę jeszcze mocniej do swego członka. Całowali się namiętnie przez jakiś czas, wciąż ocierając się o siebie swymi rozpalonymi narządami, po czym Gabrysia oderwała się od niego i wyprostowała się. Albert przyjrzał się jej pięknym piersiom, które prześwitywały teraz przez mokrą koszulkę. Były nieduże, jednak sporo większe niż wtedy, gdy ujrzał je po raz pierwszy.

    – Widzisz, mówiłem ci, że cycki ci urosną, jeśli będę je często masował – rzekł tonem trochę przemądrzałym, a trochę takim, jakby oczekiwał na pochwałę.

    – Tak, mówiłeś, i cieszę się, że się ciebie posłuchałam i dawałam ci je tak często macać – uśmiechnęła się do niego i pogłaskała go po czuprynie w ramach pochwały.

    Albert uniósł głowę i przybliżył ją do biustu bratanicy, by przygryźć lekko przebijającego się przez materiał sutka. Dłonie wsunął pod koszulkę i gładził nimi gorące plecki Gabrysi. Po chwili dziewczyna uniosła się lekko i ręką znalazła pod wodą penisa Alberta. Ścisnęła go, po czym nakierowała jego główkę na swoją szczelinkę i kawałek ją do niej wsunęła. Wypuściła go z dłoni, oparła się rękoma o pierś wujka i zaczęła lekko napierać  w dół, pochłaniając powoli pochwą kolejne milimetry jego dużego przyrodzenia. Szło opornie, a gdy poczuła, że dalej coś blokuje, stanęła na chwilę. Spojrzała na Alberta ze strachem, a on odpowiedział jej zachęcającym spojrzeniem. By dodać dziewczynie dotykiem otuchy, położył dłonie na jej bokach i ścisnął lekko.

    – Teraz – powiedziała zdecydowanie Gabrysia i z całej siły naparła na członka mężczyzny.

    Poczuła, jak pęka jej błona dziewicza, po czym całe jej ciało przeszył potworny ból. Wydarła się w niebogłosy, pochłaniając swą ciasną pochwą prawie całe prącie wujka Ala. Zastygła w miejscu z nadzieją, że ból przejdzie, ten jednak nie minął, zelżał tylko trochę po jakimś czasie. Poruszyła się lekko, co przyniosło jej kolejne cierpienie, a Albertowi nieziemską rozkosz. Powoli wykonywała kolejne małe ruchy. Jej gorąca muszelka szczelnie opinała penisa mężczyzny, a poruszając się na nim dostarczała mu niesamowitych doznań. Wypływały z niej nieduże stróżki krwi. Albert, pieszcząc młode, napalone ciałko dziewczyny i penetrując jej pochwę, nie mógł długo wytrzymać. Mimo, iż ich ruchy były nieznaczne, szybko osiągnął orgazm i wystrzelił w swojej podopiecznej. Ścisnął jej piersi i stęknął wymownie, wypełniając ją nasieniem. Jego sperma stymulowała jej wnętrze, co dostarczyło dziewczynie zupełnie nowych doznań. Czegoś takiego jeszcze nie czuła. Do bólu, który wciąż odczuwała, teraz doszła jeszcze przyjemność. Jęczała i masowała lekko owłosioną klatę swojego wujka. Ten, gdy skończył, kazał jej z siebie zejść mówiąc, że musi odpocząć. Zsunęła się więc z jego przyrodzenia, jednak nie mogła pozwolić na to, by to już był koniec. Teraz, gdy zaczęło robić jej się tak dobrze, mieliby przestać?

    – Ale ja jeszcze nie doszłam, wujku – powiedziała tonem małej dziewczynki, która nie dostała od tatusia obiecanego prezentu.

    – Ale ja doszedłem – Wydyszał – Zobacz, pała mi już zwiędła, z takim sprzętem za dużo nie zdziałam – to mówiąc, nakierował jej rękę na swego oklapłego teraz penisa, by przekonała się, że na więcej go nie stać.

    – To nic – mówiła namiętnie – zaraz zadziałamy, i będzie z powrotem zdolny do użytku…

    Pieściła go jakiś czas w swej zwinnej dłoni, lecz widząc, że to nic nie daje, postanowiła jeszcze w inny sposób pobudzić wyobraźnię mężczyzny. Zdjęła swą mokrą koszulkę i rzuciła ją poza wannę. Przylgnęła młodymi piersiami do jego twarzy i przesuwała je po niej, łaskocząc go sterczącymi sutkami. Przy tym usiadła pupą na jego członku i stymulowała go nią, podczas gdy on pieścił jej miękkie pośladki. Po paru minutach takich zabaw wojownik znów był gotów do boju, jednak woda w wannie wystygła już i nie było tak przyjemnie.

    – Zimno już się tu zrobiło – powiedział Albert, pociągając Gabrysię za sutka – zróbmy to poza wanną.

    – Dobra, zresztą tak będzie wygodniej – odpowiedziała, po czym podniosła się.

    Ociekając wodą wyszła z wanny, a za nią Albert. Szybkim ruchem złapał ją za ramiona, nogą podciął jej łydki i dziewczyna straciła równowagę. Przytrzymał ją jednak, by się nie przewróciła, po czym delikatnie ułożył jej ciało na posadzce. By znów doprowadzić swego członka do porządku, ukucnął nad twarzą bratanicy i dał jej go do polizania. Gdy obrabiała mu ustami, on pieścił jej biust, a po paru minutach uznał, że znów może się w nią zagłębić. Rozchylił więc szeroko jej długie nogi i uklęknął między nimi. Przywarł penisem do mokrej szparki, po czym pomagając sobie ręką wszedł w nią kawałek. Pchnął mocno i szybko dobił do końca. Na twarzy Gabrysi znów malowało się cierpienie, lecz po paru ruchach ustąpiło ono rozkoszy. Krzyczała i wiła się, gdy ją posuwał, wypełniał sobą całą jej pochwę, było to niesamowite uczucie, niebawem więc dziewczyna doszła. Jej wrzask przeszył pomieszczenie, wbiła paznokcie w biodra wujka i odchyliła głowę do tyłu. Oplotła go nogami i szczytowała długo, podrzucając mocno miednicą, by jeszcze bardziej nadziewać się na przyrodzenie ojca chrzestnego.

    – Ojeju! Wujku! Jakie to fajne… Jakie to ZAJEBISTE!!! ACHHHHHH… – piszczała.

    Albert czuł na swoim penisie, jak jej mięśnie napinają się na nim i rozluźniają, cieszył się, że dał swojej podopiecznej tyle radości. Może jej ojciec nie byłby zadowolony ze sposobu, w jaki to robię, ale na pewno cieszyłby się, że jego córka jest u mnie taka szczęśliwa – myślał sobie. Kiedy dziewczyna skończyła, opadła bezwładnie na podłogę i leżała nieruchomo z rozrzuconymi na boki nogami, dysząc ciężko i ciesząc się z tego, co przeżyła. Albert wyszedł z niej delikatnie i chwycił swego przyjaciela w dłoń – musiał dać ujście swemu podnieceniu, które znów w nim narosło. Gładząc jedną ręką na przemian piersi oraz cipkę bratanicy, z której wciąż wyciekały śladowe ilości krwi zmieszanej z obficie wydzielającym się śluzem, onanizował się. Skończył wytryskując na śliczny brzuszek Gabrysi, po czym podsunął jej swe prącie do oblizania. Zrobiła to namiętnie, całując je na koniec.

    – Jestem pewna, że żaden wujek nie zajmuje się tak dobrze swoją bratanicą, jak ty mną – rzekła dziewczyna, gdy ubierali się już po wszystkim – dzięki tobie, kochany wujeczku, przeżyłam coś niesamowitego.

    – Uwierz mi, że ja też – odpowiedział, głaszcząc ją po policzku. Złapała jego dłoń i złożyła na niej pocałunek

    – Ojcze chrzestny… – powiedziała uroczystym tonem, po czym przytulili się mocno i z czułością.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    EL BARONE
  • Ojciec chrzestny 3

    Kiedy Gabrysia była dziewiętnastoletnią dziewczyną, postanowiła wyprowadzić się od swojego wujka. Mimo, iż z mieszkania razem z nim płynęło sporo korzyści, nie tylko materialnych, lecz także seksualnych, uznała, że najwyższa pora stać się samodzielną. Chociaż była nieśmiałą dziewczyną, to dzięki swej nietuzinkowej urodzie znalazła sobie chłopaka, wraz z którym zamieszkała w domu odziedziczonym po zmarłym przed paroma laty ojcu. Szybko wzięła ślub ze swym ukochanym, po czym urodziła z nim dziecko. Mężczyzna ów był on na tyle zaradny, przynajmniej według swej żony, że znalazł sobie dość dobrze płatną pracę i mógł utrzymywać rodzinę. Niestety nie okazał się jednak tak odpowiedzialny, jak początkowo zdawało się Gabrysi, ponieważ kiedy zdał sobie sprawę, jaka odpowiedzialność i ograniczenie wolności wiąże się z ojcostwem, wziął nogi za pas i zostawił swą małżonkę samą z dzieckiem. Zniknął gdzieś i nikt nie wiedział gdzie, dzięki czemu uniknął płacenia alimentów. Młoda, dwudziestodwuletnia wówczas rozwódka została zdana wyłącznie na siebie. Tak jej się przynajmniej na początku wydawało, lecz niebawem okazało się, że była w błędzie. Przypomniała sobie bowiem o swym wspaniałym ojcu chrzestnym, któremu zawdzięczała bardzo wiele, a mogła jeszcze więcej. Był on w stanie rozwiązać wszystkie jej problemy. Brak pieniędzy nic dla niego nie znaczył, ponieważ był bardzo zamożnym człowiekiem, lecz młoda, samotna dziewczyna ma także inne potrzeby, niż zdobycie pieniędzy – przecież odkąd straciła męża, nie miała z kim dawać ujścia swoim seksualnym żądzom. Miło wspominała, jak za dawnych czasów to właśnie wujek zajmował się zaspokajaniem jej potrzeb. Na samą myśl o nim poczuła, jak robi jej się mokro w kroku. Czym prędzej więc zatelefonowała do swego byłego opiekuna, by zaproponować mu „spotkanie po latach”, jak to nazwała w swojej głowie, choć odkąd ostatnio się widzieli nie minęło wcale aż tak dużo czasu.

     

    Pan Albert ucieszył się, gdy zadzwoniła do niego córka chrzestna. Chciała się spotkać, więc zaprosił ją do siebie myśląc, że miło będzie zobaczyć się z nią w końcu. Odkąd wyprowadziła się od niego, widywali się rzadko, a przecież tak dobrze spędzało im się razem czas. Przygotował spaghetti dla obydwojga, otworzył najlepsze i najdroższe wino, jakie posiadał i czekał na swą Gabrysię. Kiedy w końcu przyszła, przywitali się ciepło wpadając sobie w objęcia, po czym mężczyzna zaprosił dziewczynę do stołu. Najedli się, popili wino, powspominali dawne czasy. Dobrze im się rozmawiało, ale Albert czekał, kiedy w końcu przejdą do czynów. Wspominał sobie piękne chwilę, kiedy to jeszcze mieszkali razem i jako opiekun Gabrysi, doprowadzał ją do orgazmów swym językiem, następnie przypomniał sobie, jak przypadło mu zadanie rozdziewiczenia jej podczas pewnej kąpieli, od tych myśli poczuł, że zrobiło mu się sztywno w portkach. Widok dziewczyny wcale nie pomagał – była jak zwykle seksownie ubrana, w krótką miniówkę i obcisły, uwydatniający piersi sweterek. Wstał z fotela i usiadł na kanapie koło Gabrysi. Nalał jej kolejną lampkę wina i spojrzał na seksowne nóżki, przyciemnione materiałem cielistych pończoch. Wciąż rozmawiając, przysuwał się do niej powoli, aż zetknęli się ramionami. Gabrysia trajkotała, opowiadając mu o swym ożyciu i o problemach. Mało go one obchodziły, ale udawał, że słucha z zaciekawieniem. Niby mimochodem położył dłoń na udzie dziewczyny. Poruszyła nim nerwowo, a Albert ścisnął je mocno. Na chwilę zapadła głucha cisza, którą mężczyzna przerwał pytaniem:

    – Pamiętasz, na czym zawsze lubiliśmy spędzać czas?

    – Na różnych rzeczach… – odpowiedziała z zamyśleniem.

    – A na czym najbardziej? – Nakierował ją, puszczając do niej oko.

    Zarumieniła się i uśmiechnęła nieśmiało. Albert przesunął ręką po jej udzie, aż jego mały palec wśliznął się pod krótką spódniczkę. W gruncie rzeczy liczyła na to od początku, ale teraz, po tylu latach przerwy w „stosunkach” z wujkiem, poczuła się nieco speszona. Albert jednak nie miał żadnych hamulców, położył drugą dłoń na drugim udzie dziewczyny i gładził obydwie jej piękne, długie nóżki, czekając na odpowiedź.

    – Pamiętam – powiedziała w końcu, zniżając głos.

    – Szkoda, że te czasy już się skończyły, nie uważasz? – Kontynuował Albert jednoznacznym tonem.

    – No, trochę szkoda, ale co zrobić, czas upływa, życie się zmienia…

    – Ale przecież możemy powrócić do tych pięknych czynności, które obydwoje tak miło wspominamy – uśmiechnął się kącikiem ust i wsunął rękę niebezpiecznie głęboko pod spódnicę, na tyle, że nie dotykał już pończoszki tylko gołe ciało nad nią. Gabrysię aż przeszedł dreszcz, kiedy silna dłoń wuja Ala gładziła palcami wewnętrzną stronę jej uda, prawie dotykając do pachwinek.

    – Oczywiście, że możemy, wujku… – Rzekła niepewnie dziewczyna, dotykając policzka Alberta. Skoro miała zamiar poprosić go później o wsparcie finansowe, to nie mogła przecież odmówić mu teraz tej drobnej, cielesnej przyjemności. Zresztą… Sama tego pragnęła tak samo jak on, jeśli nie jeszcze bardziej.

    Na te słowa mężczyzna wyszczerzył zęby i od razu powędrował dłonią na krocze dziewczyny. Biło od niego gorąco, a przez cienki materiał majtek przebijała wilgoć. Gabrysia była już porządnie podniecona tymi pieszczotami, którymi obdarował ją do tej pory, a przecież to było jeszcze nic w porównaniu do tego, co dopiero zamierzał zrobić. Ścisnął jej cipkę i usłyszał cichy jęk dziewczyny przy swoim uchu. Popatrzył w jej rozmydlone z rozkoszy oczy i złożył pocałunek na każdym z nich. Zadarł jej spódniczkę i położył się na kanapie, twarzą na kroczu dziewczyny. Spod paska majtek wyciekały soki podniecenia, które zlizał ze smakiem, po czym przesunął ów pasek w bok i przypatrzył się pięknej cipce, którą niegdyś tak dobrze znał. W gruncie rzeczy nie zmieniła się za wiele od tamtego czasu – wciąż była zadbana i, tak jak pamiętał, lekko zaróżowiona. W miarę, jak dziewczyna się podniecała, jej skarb przybierał coraz ciemniejszy odcień czerwieni. Była gładko wygolona, więc z łatwością można było dostrzec, jak się rumieni. Wsunął w nią język, a młoda aż wygięła się pod jego pieszczotą. Wiercił nim w niej, dostarczając coraz przyjemniejszych odczuć swej chrześniaczce. Po jakimś czasie wstał, by nie doprowadzić jej przedwcześnie, i wsunął ręce pod sweterek. Brnąc nimi w górę, unosił go i obserwował, jak wyłania się spod niego coraz większa część ślicznego brzuszka. Ucałował pępek, po czym sunął językiem coraz wyżej, wraz za unoszącym się sweterkiem. W końcu na światło dzienne wychynął uroczy biust, zasłonięty różowym, koronkowym stanikiem, przez który jednak widać było brązowe brodawki. Dziewczyna uniosła ramiona, by umożliwić zdjęcie swetra, co wujaszek uczynił szybkim ruchem by czym prędzej rzucić go za siebie. Następnie wsunął żądne dotyku jej ciała dłonie pod biustonosz i zsunął go w dół. Wyskoczyły z niego dwie średniej wielkości, cudowne kuleczki, przyozdobione na czubkach pięknymi sutkami, sterczącymi nie mniej niż członek mężczyzny. Znacznie urosły od czasu, kiedy Albert widział je ostatni raz, u nastoletniej jeszcze wtedy Gabrysi. Złapał je dłońmi i zaczął ugniatać, delektując się ich miękkością i jędrnością. Formował w swoich dłoniach ich kształt, zabawiał się sutkami, ciągając za nie jak za krowie dójki i wykręcając na wszystkie strony. Gabrysia mrucząc seksownie z zadowolenia, oparła się na kanapie i czekała, aż wujek się nabawi. Po jakimś czasie zaczął brać obydwa cycuszki na zmianę do ust, śliniąc je i przygryzając lekko. Młoda w tym czasie rozpięła mu rozporek i zsunęła w dół jego portki, po czym pomasowała chwilę przez bokserki jego nabrzmiałego penisa. Po chwili zsunęła je i przypatrzyła się wielkiemu, owłosionemu członkowi. Posmyrała go palcem po czułym punkcie, na co Albert aż wyprostował się z rozkoszy. Patrzył, jak dziewczyna zabawia się jego sprzętem, a po chwili pochyla się nad nim i bierze go do buzi. Ssała go z lubością i namiętnie, rozkosznie drażniąc języczkiem jego główkę. Mężczyzna w tym czasie wciąż zabawiał się jej piersiami, co tak go podniecało, że nieomal wytrysnął w buzi bratanicy. Ta jednak w porę przerwała i pociągnęła wujka za prącie, tak, by usiadł obok niej na kanapie. Uczynił to i, po chwili wspólnych pieszczot, wsunął się pod pupkę swojej chrześniaczki i przycisnął ją do swego członka. Siedziała mu teraz na kolanach, a jego członek znajdował się pomiędzy gorącymi pośladkami. Zacisnęła je na nim, a on w zamian uszczypnął jej sutki. Obydwoje westchnęli, po czym Gabrysia podsunęła się w górę, tak, by jej cipka zetknęła się z przyrodzeniem Alberta. Wypływający z niego śluz zmieszał się z jej sokiem podniecenia. Wuj Al Uniósł lekko miednicę i wsunął się kawałek w pochwę swej Gabrysi. Pomogła mu ręką obrać dobry kierunek, po czym obydwoje naparli na siebie i wielka pała zagłębiła się w ciasnej cipeczce, wypełniając jej najgłębsze zakamarki. Zaczęli lekko poruszać biodrami. Gabrysia jęczała słodko, a Albert postękiwał, obydwojgu robiło się coraz lepiej. Ich ruchy stawały się szybsze i szybsze, aż w końcu przerodziły się w dziki galop, który połączony z nieokrzesanym wrzaskiem dziewczyny dawał wrażenie, jakby brali udział w rodeo. Jej piersi latały w górę i w dół, utrudniając Alowi położenie na nich swych łap. Pieścił całe jej młode, seksowne ciałko, tak na niego napalone. Niebawem poczuł zbliżający się zenit. Zacisnął dłonie na bokach dziewczyny i stęknął:

    – Ughhhhhh…!

    Jego gorące nasienie rozlało się w pochwie, wypełniając ją jeszcze bardziej i stymulując ją dodatkowo.  Podwoiło to intensywność doznań dziewczyny, która niedługo po swoim wujku osiągnęła potężny orgazm i zawyła jak zarzynana świnia, wbijając mocno paznokcie w skórę kanapy. Obydwoje zwolnili ruchy i napawali się krótką chwilą rozkoszy. Gabrysia odchyliła głowę w tył, opierając ją na ramieniu chrzestnego, a on przyłożył wargi do jej szyi i całował jej delikatną skórę. Po wszystkim, wciąż nie wychodząc z siebie, przez jakiś czas siedzieli tak i dochodzili do siebie. Albert gładził Gabrysię po piersiach.

    – Widzisz, wujek ma zawsze rację. Trzeba się słuchać wujka, bo wie, co mówi – powiedział ciężko mężczyzna – mówiłem, że będzie pięknie, jak wrócimy do naszych ulubionych czynności.

    – Tak, wujku, jak zwykle się nie myliłeś. Zresztą… Ja przecież też tego chciałam… – Dyszała dziewczyna – Przecież kto inny ma mnie zaspokajać, odkąd mój mąż odszedł, jak nie własny ojciec chrzestny?

    Uśmiechnęli się do siebie, po czym Gabrysia powoli zeszła z Alberta. Opróżnili do końca butelkę wina, po czym rozstali się w bardzo dobrych nastrojach, ciesząc się już na kolejne spotkanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    EL BARONE
  • Ojciec chrzestny 4

    Przez osiem kolejnych lat relacje między Gabrysią a wujkiem Albertem były bardzo podobne – Dziewczyna przychodziła do mężczyzny, by uzyskać od niego wsparcie finansowe, którego chętnie jej udzielał, za co odwdzięczała mu się ofiarując to, co miała najlepsze, czyli swoje piękne ciało. Czerpała z tego podwójną korzyść, ponieważ oprócz pomocy materialnej dostawała także wspaniały seks z wujaszkiem, który był według niej bardzo pociągającym mężczyzną. W gruncie rzeczy mógłby nie dawać jej ani grosza, a ona i tak chętnie by z nim baraszkowała, ale chciał wspierać ją oraz jej dziecko, więc wykładał na nią duże sumy. Zresztą spora część jego ogromnego majątku wzięła się stąd, że po śmierci swego brata przejął kontrolę nad większością jego ciemnych interesów i czerpał z nich duże zyski, tak więc uważał, że pieniądze te należą po części także do Gabrysi, która była córką owego zmarłego brata.

    Albert nie był tak ugodowy jak ojciec dziewczyny, po którym przejął schedę w przestępczym półświatku. Tak więc, niektórzy ludzie, którzy dawniej byli przyjaciółmi ich mafijnej familii, stali się teraz wrogami. Al Nie dbał o ich interesy, miał na względzie tylko własne dobro, więc ludzie ci z czasem zaczęli mu grozić, że jeśli nie zmieni swych działań tak, by stały się dla nich korzystne, to pożałuje. On jednak czując się bezpiecznie i uważając, że nic mu nie grozi, pokazywał im skrzyżowane ręce z zaciśniętymi w pięści dłońmi i mówił, że mogą co najwyżej „cmoknąć go w trąbkę”. Faktem było co prawda, że w jego wielkiej, dobrze strzeżonej posiadłości był nieosiągalny dla wrogów, nikt nie mógł mu nic zrobić, a że rzadko opuszczał jej teren czuł się całkowicie nietykalny. Nie przewidział jednak, że gangsterzy zawsze znajdą słaby punkt u każdego, kto im się przeciwstawia.

    Gabrysia miała teraz trzydzieści lat. Tego dnia szła pustą uliczką, z zakupami, w kierunku swego domku. Myślała o swoim dziecku, które na nią czekało. Przy ulicy co parę metrów rosły wysokie drzewa. Nagle, zza jednego z grubych pni wyskoczył jakiś barczysty, brodaty mężczyzna. Miał na nosie ciemne okulary i naciągnięty na głowę kaptur. Wyglądał w nim trochę dziwnie, ponieważ dzień był ciepły, na pewno więc nie wsunął go z zimna. Przyskoczył do Gabrysi, po czym szybko otoczył ją ramieniem, co ją obezwładniło. Drugą ręką przystawił jej nóż do szyi. Przerażona kobieta krzyknęła, ten jednak w mig zakrył jej usta dłonią. W oczach Gabrysi widać było przerażenie.

    – Cicho bądź, paniusiu i posłuchaj, co ci teraz powiem… – wycedził przez zęby zbir.

    Drżąc na całym ciele ze strachu, kobieta chcąc nie chcąc musiała wysłuchać bandyty.

    Pan Albert był mężczyzną w średnim wieku. Miał pięćdziesiąt-pięć lat i trzymał się bardzo dobrze. Był w pełni sprawny seksualnie, wręcz czuł się pod tym względem jak młodzieniec a nawet powiadał, że to dzięki częstemu seksowi, który zapewniała mu jego córka chrzestna, jest zdrowy jak byk. Tego dnia siedział w wielkim pokoju, który nazywał „TV-roomem”, rozwalony w wygodnym fotelu i popijał whisky. Oglądając na ekranie dużego, plazmowego telewizora film pornograficzny, onanizował się. W pewnym momencie usłyszał za oknem podjeżdżający samochód. Wstał więc i podszedł wyjrzeć, kto go odwiedził. Uśmiechnął się pod wąsem, gdy zobaczył dobrze sobie znane, żółte cinquecento podjeżdżające pod drzwi wejściowe domu. To była jego kochana Gabrysia, zrobiła mu niespodziankę. Albert włożył fiuta z powrotem do spodni i z zadowoleniem pomyślał sobie, że zaraz zapewne będzie miał przyjemność włożyć go gdzie indziej. Poprawił szybko czuprynę i podszedł do drzwi, do których właśnie dzwoniła jego ulubienica. Otworzył i przywitał ją pocałunkiem, długim i namiętnym, na pewno nie był to pocałunek, jakim wujek powinien witać swą bratanicę. Między nimi były jednak trochę inne relacje…

    – Trzeba było mnie uprzedzić, że wpadniesz, przygotowałbym coś – powiedział głośno gościnnym tonem.

    – Nic nie musisz przygotowywać, ja coś dla nas upichcę – uśmiechnęła się kobieta – ty sobie dziś odpocznij od gotowania.

    – Ooo, jak miło, jesteś kochana – krzyknął. Nie umiał ukryć zadowolenia z nieoczekiwanej wizyty.

    Gabrysia udała się do kuchni, by sporządzić jakiś obiad, a Albert zasiadł w tym czasie przed telewizorem. Kiedy skończyła zawołała go do salonu, gdzie zasiedli na kanapie, po czym spożyli pyszne, przyrządzone przez Gabrysię pulpeciki, rozmawiając sobie miło. Po jakimś czasie odsunęli od siebie puste talerze i Gabrysia wstała. Nic nie mówiąc, rozpięła powoli zameczek w swojej spódnicy i zaczęła ją opuszczać. Albert w tym czasie zapalił grube cygaro i obserwował wyłaniające się spod osuwającej się kiecki krocze kobiety, następnie jej jędrne uda, kolana i łydki. W końcu spódniczka opadła na ziemię, a Gabrysia zrobiła mały kroczek w bok, by z niej wyjść. Miała na sobie zmysłowe, różowe majteczki, dość kuse i pobudzające wyobraźnię. Długie nogi były ciasno opięte białymi rajstopami. Albert położył dłoń na miękkim udzie i przejechał po nim parę razy w górę i w dół. Gdy wreszcie natrafił ręką na jej napalone krocze i ścisnął je namiętnie, Gabrysia westchnęła cicho. Podstawiła mu swą małą stópkę pod nos, by zdjął z niej buta. Odłożył cygaro do popielniczki, by to uczynić, następnie obnażył także jej drugą nóżkę. Kobieta, gdy była już bosa, usiadła na poręczy kanapy, bokiem do Alberta i postawiła stopy na jego rozgrzanym kroczu. Pomasowała je nimi, po czym wyprostowała nogi, a na członku mężczyzny znalazły się jej seksowne uda. Przycisnął je do siebie i jęknął cicho, by potem czym prędzej rozpiąć rozporek i uwolnić swojego na wpół wzwiedzionego członka. Umieścił go pomiędzy gorącymi udami, które kobieta zacisnęła na nim mocno i poruszyła nimi lekko parę razy, co spowodowało, że penis Alberta po chwili był w pełnym wzwodzie. Mężczyzna sapnął i zaczął poruszać miednicą, patrząc, jak główka jego prącia co chwilę wyłania się spomiędzy zwartych ud Gabrysi. Wsunął dłonie pod jej koszulkę i macał po brzuchu oraz plecach, po chwili zaczął podciągać ją w górę. Uniosła ramiona, by mógł ją z niej zdjąć. Gdy na wierzchu był już jej jędrny biust, przykryty tylko stanikiem, zaczął go pieścić przez cienki materiał.

    – Mmm, Gaba, te twoje piękne piersi… – Mówił przeciągle – Mógłbym ci je masować bez przerwy.

    – Ależ możesz to robić, wujku, ile dusza zapragnie – odpowiedziała namiętnie – mnie się taki masaż przyda, od tego podobno się powiększają.

    Albert szybkim ruchem zsunął stanik w dół i na wierzch wyskoczyły dwie piękne półkule z cudownymi, przekrwionymi brodawkami. Ścisnął je mocno w palcach, a Gabrysia aż jęknęła. Po jakimś czasie wypuścił jej piersi, by jedną ręką gładzić ją po udzie, a drugą włożyć jej do majtek. Było w nich niesamowicie gorąco i mokro, wszystko aż się tam kleiło od obficie wydzielających się soków podniecenia. Kobieta pochyliła się trochę, by piersiami dotknąć do twarzy Alberta. Poruszały się wolno, łaskocząc twardymi sutkami jego policzki. Mężczyzna wsunął dwa palce do nabrzmiałej szczelinki i zaczął nimi szybko wiercić we wszystkie strony. Po ciele Gabrysi przeszedł skurcz.

    – Ochhhhh… – Sapnęła – Wujeczkuuu… Ty to umiesz doprowadzić mnie do takiego stanu…

    Wiła się pod jego dotykiem, jęczała seksownie, wciąż stymulując zaciśniętymi udami jego członka. Było między nimi bardzo gorąco, bardzo przyjemnie…

    – Jejuuu… – Jęknęła w pewnym momencie głośno. – Oj… ojoj… Wujek… AAAaaa!!! – Popiskiwała, przeżywając piękny orgazm z palcami Alberta.

    Jej uda zacisnęły się wtedy jeszcze mocniej na jego prąciu, przez przybrało kolor purpury. Gabrysia skończyła w końcu i z widoczną obojętnością dalej poruszała nogami. Albert wyjął rękę z jej majtek, w których był niezły bajzel, i zabawiał się znów lekko poruszającymi się piersiami. Po paru chwilach on również doszedł, wyładowując duże porcje nasienia na uda bratanicy. Ścisnął jej kolano i wykrzywił usta w grymasie, przeżywając orgazm. Gdy wyrzucił wszystko na nogi Gabrysi, oparł się wygodnie i siedział tak, dysząc ciężko i dochodząc do siebie. Mimochodem gładził dłońmi uda kobiety, wcierając w rajstopy pozostawioną na nich spermę. Chrześniaczka, nie ubierając się, siadła koło niego i położyła mu głowę na ramieniu. Rozmawiali, podczas konwersacji Gabrysia poprosiła oczywiście wujka o trochę pieniędzy, których cały plik chętnie jej wręczył. Gdy trochę ochłonęli, kobieta zaczęła ponownie masować członka Alberta, ten jednak stanowczo nie dawał się na powrót wzwieść.

    – Co ci jest, wujek? – Spytała Gabrysia, którą zdziwił ten stan rzeczy u niewyżytego zazwyczaj Alberta.

    – Coś źle się czuję – odpowiedział.

    – To niedobrze. A co cię boli?

    – Głowa i brzuch. I coś mnie tak mdli…

    – A od kiedy tak masz?

    – Od paru minut.

    Przyjrzała mu się, jego twarz była dużo bledsza niż zazwyczaj.

    – Może powinieneś się położyć? – Spytała z troską.

    – Chyba tak… Przepraszam, że się tobą lepiej nie zająłem, ale strasznie mi niedobrze…

    Gabrysia zaprowadziła Alberta do łóżka. Opatuliła go kołdrą i siedziała nad nim, głaszcząc go po policzku. Z każdą chwilą czuł się coraz gorzej, słabł w oczach.

    – Zadzwoń po karetkę, proszę kochanie, czuję, że musi się mną zając lekarz, jest naprawdę źle – wystękał po jakimś czasie mężczyzna.

    Gabrysia wstała i podeszła do półki, na której leżał jej telefon. Wzięła go i wykręciła numer na pogotowie. Gdy cyfry były już wystukane, zamiast zielonej słuchawki nacisnęła czerwoną i przyłożyła sobie komórkę do ucha. Do wyłączonego telefonu, zdenerwowanym głosem powiedziała o swoim chorym wujku i podała adres, pod którym się znajdują, po czym odłożyła go z powrotem na półkę. Usiadła znów przy łóżku chorego, który czekał wciąż na karetkę nie mając pojęcia, że jego córka chrzestna tylko udawała, że dzwoni na pogotowie. Niedługo oceniła, że Albert czuje się już tak źle, iż nie da rady nawet wstać z łóżka ani nic zrobić. Wymiotował co chwilę żółcią zmieszaną z krwią, po czym dławił się własnymi wymiocinami.

    – Przepraszam, kochany wujeczku – powiedziała cicho Gabrysia, z prawdziwym żalem w głosie.

    – Za co? – Spytał bardzo słabym, ledwie słyszalnym głosem Albert.

    – Za wszystkie zło, które ci wyrządziłam, a szczególnie za to, że cię otrułam. Tak, to przeze mnie tak źle się czujesz… Pulpeciki, które ci zrobiłam na obiad były zatrute… Wybacz. Nie miałam wyboru. Twoi wrogowie grozili mi… Mi i mojemu dziecku. Wysłali jakiegoś gangstera, żeby mnie napadł, przystawił mi nóż do gardła. Powiedział, że zostawią mnie w spokoju, jeśli cię zabiję, a jeśli nie, to zrobią coś mi i dziecku. Sami nie mają do ciebie dojścia, więc wykorzystali mnie. Przepraszam cię jeszcze raz. Żegnaj, kochany ojcze chrzestny.

    Albert patrzył na nią z konsternacją. Nie miał jednak nawet siły, by jej odpowiedzieć, by dać jej do zrozumienia, co o niej teraz myśli. Jego własna córka chrzestna, której dał tyle miłości i tyle serca, zdradziła go. Więc w taki sposób postanowili go dopaść. Nie mógł już nic poradzić, był teraz zbyt słaby, nie mógł się prawie w ogóle poruszać. Gabrysia ucałowała go w czoło, po czym wolnym krokiem odeszła, zostawiając konającego wujka samego.

    Na pogrzebie pana Alberta były tylko dwie osoby – Gabrysia i jej dziecko. To ona zorganizowała mu ten pogrzeb. Postanowiła godnie go pożegnać. Mimo, iż to ona go zabiła, płakała po nim jeszcze przez długie miesiące i choć po jego śmierci odziedziczyła cały majątek, żałowała, że odszedł i strasznie jej go brakowało. Jedyną pociechą kobiety było dziecko, które ocalało dzięki śmierci Alberta.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    EL BARONE
  • Kochanek mojej mamy

    O dziesiątej piętnaście miałam otrzymać świadectwo ukończenia gimnazjum. Tamtego poranka powinnam cieszyć się zaczynającymi się już następnego dnia wakacjami, gdy tymczasem w panice szukałam ciemnych rajstop. Za nieco ponad półtorej godziny miałam rozdanie świadectw, a tymczasem odkryłam, że nie mam żadnej zdatnej pary, w jedynie słusznym na taką okazję kolorze. Nie mogłam założyć ulubionych dżinsów, czy legginsów, a do białej bluzki i ciemnej spódniczki nie pasowały żadne inne niż grafitowe lub czarne. Zdesperowana postanowiłam ‘pożyczyć’ parę od mamy.

    Drzwi do jej sypialni były zamknięte. Zapukała, a gdy nie usłyszałam odpowiedzi, weszłam do środka. Łóżko było puste, a z łazienki dochodziły odgłosy krzątaniny. Skoncentrowana na poszukiwaniu rajstop, dopiero znalazłszy wymarzoną parę, uświadomiłam sobie, że mama nie jest sama. Pod oknem, na krześle przy stoliku do czytania, leżało męskie ubrania, a na nocnej szafce stały dwa kieliszki i butelka wina. Robert, z którym mama związała się cztery miesiące temu, musiał wpaść późno w nocy, gdy już położyłam się spać. Nie było w tym nic niezwykłego, jednak zazwyczaj bywałam uprzedzana przez mamę o jego wizytach. Właśnie zamierzałam po cichu wyjść z sypialni, gdy usłyszałam, zza niedomkniętych do końca drzwi łazienki, jęk mamy. Wiedziona ciekawością podeszłam do nich. Szpara była niewielka, jednak bez większego wysiłku mogłam obserwować to, co się dzieje w środku. Byli odwróceni do mnie tyłem, zupełnie nadzy. Mama stała pochylona, opierając dłonie o blat szafki z umywalką. Robert stał tuż za nią. Lewą dłonią odejmował, pełną pierś mamy, a prawą palcował pochwę. Wyraźnie podniecona jego zabiegami mama jęczała cicho, a on opanowanym głosem mówił:

    – Powiedz, że chcesz go poczuć w sobie!

    – Jeszcze raz!

    – Głośniej!

    Powtarzał tak długo, aż mama ciężko dyszą niemalże wykrzyczała:

    – Rżnij mnie! Chce poczuć twojego kutasa!

    Byłam zaskoczona i podniecona tą sceną. Zaskoczona, gdyż mama nigdy nie używała wulgaryzmów a podniecona, bo jeszcze nigdy nie widziałam ich razem w tak intymnej sytuacji. Stanowili ładną parę. Mimo czterdziestki mama prezentowała się znakomicie. Szczupła, wysoka, o zgrabnym, wysportowanym ciele i obfitym biuście, którego kształt budził zazdrość nawet u wielu znacznie młodszych kobiet. Robert miał nieco ponad trzydzieści lat. Był wysokim blondynem o zgrabnej, choć dość przeciętnej budowie ciała. Nic specjalnego, jak go oceniałam. O jego ukrytych walorach przekonałam się, dopiero gdy odwrócił się do mnie bokiem. Miał gigantycznego członka! Może nie było to dwadzieścia kilka centymetrów, jak u aktora porno z filmu, jaki oglądałam wspólnie z dwoma najlepszymi przyjaciółkami, jednak i tak był potężny. Gdy mama sięgnęła po niego dłonią, by pomóc mu trafić w siebie, zdałam sobie sprawę, że jest równie gruby, jak jej dłoń w nadgarstku. Zauroczona patrzyłam, jak w nią wchodzi. Jęczała cicho przez cały czas, gdy powoli wsunął się w nią płynnym ruchem do połowy swojej długości. Przez chwilę pieścił je piersi, po czym ujął mamę za biodra i jednym mocnym pchnięciem wbił się w nią aż po jądra! Krzyknęła głośno, a Robert przyciągnął ją do siebie. Kochali się na stojąco. Ona wspięta na palcach, z dłońmi na lustrze, on przyciskając ją do siebie, trzymając za piersi. Patrzyłam na to z wypiekami, czując przyjemny żar wędrujący z twarzy do podbrzusza. Mama miała zamknięte oczy, a jej twarz wyrażała bezgraniczną rozkosz, gdy Robert szepnął jej coś do ucha. Uśmiechnęła się szeroko, zgadzając się na jego propozycję. Wyszedł z niej, a ja nie rozumiałam, dlaczego przestali się kochać prawie że przed samym finałem. Zafascynowana obserwowałam, jak mama ponownie pochyla się w głębokim skłonie, staje w rozkroku i mocno wypina pośladki. Robert sięgnął po opakowanie kremu na noc i jak gdyby nigdy nic nabrał palcami pół opakowania naraz. Zaskoczona nie rozumiałam z początku co się dzieje. Dopiero gdy Robert zaczął rozsmarowywać kremem, między pośladkami mamy, skojarzyłam, do czego się szykują. Podniecona pieściłam twarde jak kamyczki brodawki, a zaciskając mocno uda, czułam, jak bardzo jestem wilgotna. Nie mogłam uwierzyć, że zmieścił się cały, w pupie mamy. Kiedy się kochali, modliłam się, by nie usłyszeli mojego przyspieszonego oddechu. Masturbowałam się, obserwując, jak Robert drapieżnie suwa się, w pupie mamy, a ona z furią pieści palcami łechtaczkę. Jej orgazm był prawie bezgłośny, gdy gryząc w zębach ręczniczek do twarzy, drżała przebijana potężnymi pchnięciami kochanka. On wydał tylko krótki, gardłowy jęk, po którym pchnął jeszcze dwa razy i znieruchomiał. Dłonią zasłaniałam usta, by nie zdradzić swojej obecności ciężkim oddechem. Chwilę wcześniej miałam potężny orgazm i ledwo trzymając się na nogach, wciąż widziałam przed oczami mroczki. Kiedy ponownie spojrzałam przez szparę w drzwiach, zobaczyłam Roberta. Stał odwrócony twarzą do mnie, a z jego na wpół miękkiego kutasa ściekało nasienie. Poczułam, jak świat umyka mi spod stóp. Patrzył się wprost na drzwi i byłam pewna, że wie o mojej obecności. Nie wytrzymałam i w popłochu uciekłam z sypialni.

    Zwlekałam z przyjściem na śniadanie, jednak nie mogłam odwlekać spotkania z Robertem w nieskończoność. Przed dziesiątą musiałam być w szkole. Zastałam oboje na dole, przy śniadaniu. Mama miała promienny humor, a Robert z uśmiechem jadł jajecznice na szynce, która właśnie przygotowała dla nas mama. Po chwili niepewności wmówiłam sobie, że na pewno nie mógł mnie widzieć tam, na górze, gdy podglądałam ich przez szparę w drzwiach łazienki. Pewna siebie zjadłam śniadanie i już w bardzo dobrym humorze pobiegłam na górę, do swojej łazienki, umyć zęby. Czesałam właśnie włosy, gdy stanął za mną. Zamarłam, a on doskonale zdając sobie sprawę z mojego przerażenia, przyparł mnie swoim ciałem do blatu umywalki. Pochylił się do mojego ucha i wyszeptał:

    – Wiem, że nas podglądałaś. Przyznaj się, widziałaś wszystko?

    Milczałam zażenowana, jednak on nalegał, bym odpowiedziała.

    – Zadałem ci pytanie Kasiu! Widziałaś nas? Odpowiedz!

    – Tak.

    Wydusiłam z siebie niepewnym głosem.

    – Jak długo nas podglądałaś?

    – Od początku.

    Jęknęłam.

    – To znaczy? Konkretnie!

    – Na chwilę, zanim zaczęliście się kochać.

    Poczułam jego dłonie na udach, jak powoli suną ku górze, podnosząc sukienkę. Drżałam, a ona kontynuował przesłuchanie.

    – Analnie?

    – Nie, wcześniej… To znaczy, jak się zaczęliście kochać, tak normalnie.

    – Dotykałaś się?

    Nie odpowiedziałam od razu. Dłońmi starałam się powstrzymać jego palce, które właśnie wsunęły się głęboko pod spódniczkę.

    – Zadałem ci pytanie! Dotykałaś się?

    Przyznałam się, choć ledwo przeszło mi to przez gardło. Mimo że tego wcale nie pragnęłam, czułam silne podniecenie. Równie intensywne, a może nawet intensywniejsze niż rano. Broniłam się już tylko pozorne, a moje dłonie nie potrafiły powstrzymać jego palców. Unieruchomiona nie stawiałam oporu. Jedna dłoń wślizgnęła się w rajstopy, a druga wzdłuż linii brzucha dotarła do piersi. Czułam na pośladkach twardy członek, gdy wsunął palce w majteczki. Cała drżałam, a on niespiesznie wodził opuszkami palców po moim aksamitnym zaroście. Nie zważając, że może pomiąć świeżo wyprasowaną bluzeczkę, podciągnął ją do góry razem z biustonoszem. Szeptał mi do ucha, jak bardzo podobają mu się moje krągłe, jędrne piersi i jak aksamitną mam cipkę. Poczułam jak jego palec zagłębia się na kilka milimetrów w moim ciele. Jęknęłam i odruchowo zacisnęłam uda. Odparł:

    – Nie obawiaj się! Wiem, że jesteś jeszcze dziewicą, nie zamierzam tego zmieniać.

    – Skąd to wiesz!

    Zapytałam zdziwiona tak szczerze, że zdobyłam się na to pytanie mimo strachu i podniecenia, jakie czułam.

    – Jesteś jeszcze bardzo naiwna. Przecież chodzisz razem z mamą do ginekologa, to jej znajomy, zawsze jej mówi czy wciąż jesteś dziewicą. Sama mi o tym opowiadała. Nie bój się nie zerwę tego kwiatka. Chyba nie chcemy, by coś się wydało. Prawda?

    Nie odpowiedziałam. Sama nie wiem, jak to zrobił, ale nagle poczułam, że mnie dotyka dokładne w taki sposób, w jaki lubię to robić najbardziej. Rozkosz rozlała się jak ocean, a mi starczyło rozsądku tylko na to, by mocno przycisnąć dłonie do ust, tłumiąc jęki towarzyszące orgazmowi. Byłam absolutnie bezwładna, gdy rzucił mnie na kontuar z umywalką. Błyskawicznie podwinął mi spódnicę, jednym ruchem obnażył pośladki i przyciskając do nich główkę kutasa, spuścił się z cichym, gardłowym jękiem. Leżałam obezwładniona własną rozkoszą na blacie, gdy nasunął na moje mokre od nasienia pośladki majteczki i rajstopy. Pomógł mi stanąć na nogi, poprawił biustonosz i bluzkę, obejrzał i wypchnął z łazienki, krzycząc:

    – Już idzie. Musicie jechać, jeśli nie chcecie się spóźnić na rozdanie świadectw.

    Zeszłam oszołomiona do samochodu. Mama spojrzała w lusterko, zapytała, czy dobrze się czuję, rzuciła coś o niezdrowych rumieńcach i o tym, że chyba zapomniałam się uczesać. Dała mi grzebień i ponagliła, bym zapięła pasy.

    Czesząc się, nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło. O tym, że nie śniłam na jawie, przypominały mi mokre, lepiące się do pośladków majteczki. Czułam podniecenie i niepewność. W weekend mama wyjeżdżała na cały tydzień do Hiszpanii, do centrali banku, dla którego pracowała. Robert, pod jej nieobecność, obiecał się mną zaopiekować. Po głowie krążyła mi jedna, uparcie powracająca, wizja mamy biorącej Roberta w pupę i towarzysząca jej myśl, czy byłabym w stanie zmieścić go w ten sam sposób w sobie. Był znacznie większy niż rączka szczotki do włosów, z którą eksperymentowałam analnie podczas masturbacji.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara

    Część dalsza nastąpi (o ile opowiadanie się spodoba).

  • Na planie…

    Leżeli z zaciemnionym pokoju, z okna którego przebłyskiwały jedynie przeskakujące kolory scen filmu, który właśnie oglądali. Nie był to żaden ambity film, czy nawet jakiś wyciskacz,  leżeli mocno objęci i chłonęli nauki na przyszłość z kolejnego filmu porno. Nie chciała, by ich związek dopadła monotonia, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę łóżkową. Uważnie obserwowała kobiety dające rozkosz dobrze zbudowanym, opalonym facetom, kiedy do głowy wpadł jej pomysł, może niezbyt wygórowany, ale musiała zaproponować. Kiedy usłyszał, że chciałaby nagrać własny film zareagował gromkim śmiechem, ale widząc jej zakłopotanie obiecał, że nagrają.

    Długo nie musiała czekać, bo już z samego rana następnego dnia zakomunikował jej, że film powstanie dzisiejszego wieczoru. Zdziwiona zaczęła zadawać mnóstwo pytań, okazało się, że ma przyjść jego kolega z kamerą, który wcieli się w rolę kamerzysty. Poczuła ogromną obawę. Jak ma rozebrać się przy całkiem obcym mężczyźnie, a jeszcze do tego uprawiać przy nim seks?? Jednak z każdą minutą zaczynała oswajać się z tą świadomością, a pod koniec dnia niecierpliwie wyglądała ich kamerzysty.

    Po krótkim zapoznaniu i wytłumaczeniu jak chciałaby, by wyglądał ich film, chłopak włączył kamerę. Zaczęli w salonie. Podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie. Najpierw sfilmował całą jej postać zaczynając od stóp, wędrując powoli po jej ciele ku górze, zatrzymując się na dłużej przy twarzy. Ona wyzbywając się resztek skrępowania skinęła zalotnie by szedł za nią. Powolnym krokiem zmierzała w stronę schodów na górę, kilkakrotnie oglądając się w stronę kamery i puszczając oczko. Tuż przy samych schodach zatrzymała się i mocno nachyliła nie uginając nóg, tak by mógł zobaczyć, że pod tą niepozorną, króciutką, jeansową spódniczką wyraźnie odrysowuje się brak majtek.

    Weszła do sypialni i zaczęła się rozbierać. Najpierw długie skórzane kozaczki, potem rozpięła suwak z tyłu spódniczki. Zsunęła ramiączko obcisłej bluzki pokazując jedną obfitą pierś, potem drugie odkrywając drugą. Spódniczka gładko zsunęła się po jedwabnej skórze, tuż za nią bluzka. Weszła na duże łóżko stojące tuż naprzeciw wyjścia na taras. Zgrabnie zaczęła wić się w pościeli wypinają jędrne pośladki prosto do kamery. Położyła się teraz wygodnie na plecach, szeroko rozłożyła nogi i przez chwilę bawiła się swoją małą patrząc prosto w oczy kamerzysty. Po chwili szparka jest tak wilgotna, że palec wchodzi coraz głębiej bez problemu… jak najgłębiej może, po chwili wkłada drugi palec i trzeci. Wkłada je i wyjmuje, pocierając jednocześnie drugą ręką o łechtaczkę…czuje jak powoli dochodzi do orgazmu, drażni i pobudza się do granic wytrzymałości.

    W tym momencie wyłonił się z toalety całkiem nagi współtowarzysz sceny. Lekko zaskoczony widokiem i jej śmiałością, odrzucił własne skrępowanie i dołączył na plan. Widząc, że zbliża się ku niej, prędko zmieniła pozycję i znów zgrabnie wypięta stała na czworaka na środku łóżka, nie przestając masować szparki. Dała mu tym samym znak, że ma zwierzęca ochotę, by najpierw wziął ją od tyłu najmocniej jak tylko potrafi.  Upajał się jej podnieceniem a ona bezwstydnie patrzała na jego pulsującego w podnieceniu członka! Szeroko dłonią rozsmarował jej nektar po łonie i wszedł w nią! W zasadzie nabił ją na członka jednym zdecydowanym pchnięciem. Odchyliła głowę w tył w podnieceniu prężąc palce. Nie wytrzymała już dłużej, poczuła jak przeszywa ją ogromna fala gorąca i wielkiej podniecającej przyjemności uwalniając całą jej dzikość. zaczął pieścić jej łono, ściskał je a ono ciekło sokiem jak ściskana dojrzała pomarańcza. Oblizywał palce z tego nektaru ze smakiem, raz po raz wbijając się w gorącą szparkę. Bez żadnego skrępowania krzyczała głośno z rozkoszy wijąc delikatnie całym swoim ciałem. Wyciągnął z niej penisa, a biała gorąca stróżka popłynęła po jej pośladkach i udach w dół.

    Po chwili obróciła się, stanowczo pchnęła go na łóżko i dosiadła go. Wbił się w nią jak w masło, poczuła jak się w niej rozpiera, jak się rozpycha, jak pcha. tak cudownie ruszała swoją pupą dosłownie jak by ujeżdżała rumaka, że tera to on zaczął wydobywać z siebie głośne okrzyki spełnienia. Było jej tak dobrze, zapomniała o kamerze, zapomniała, że są obserwowani przez obcą osobę, że ty w sypialni i w ich sferze największej intymności, jest ktoś poza nimi. Zapomniała o wszystkim, liczyły się tylko te dwa połączone w jedno wrzące ciała.

    Zmieniła pozycję. Nadal go ujeżdżała, ale teraz tyłem do jego twarzy, tak, że znów na chwilę stracili ze sobą kontakt wzrokowy, który był równie istotny jak sam stosunek. Oparł ręce na jej kształtnych plecach i oddał się bez reszty  namiętności. Nikt nie wiedział ile trwało to uniesienie, ale kończąc opadła bezwiednie na niego przylegając plecami do jego klatki i myśląc o tym, że następnego wieczoru, gdy przy zgaszonym świetle będą oglądać kolejny film, to tym razem właśnie oni będą na ekranie telewizora. Bardzo podniecał ją ten fakt, przewidywała również jak zakończy się owy seans…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    rozma zona
  • Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 10 – ostatnia)

    Muszę przyznać że jeśli chodzi o rocznice i te sprawy to w związkach heteroseksualnych ta sprawa jest chyba ciut łatwiejsza, bo to zazwyczaj facet musiał rozmyślać jak tu zrobić przyjemność swojej partnerce.. ale co zrobić jak jest dwóch facetów? No właśnie, też bym chciał się dowiedzieć. Nie miałem pojęcia jak tak ważny dzień uczcić. Pewnie, najchętniej udałbym się do Zakopanego ale to niestety nie było możliwe w trakcie wykładów, pracy i innych obowiązków. Trochę zrobiło mi się tęskno za czasami liceum, gdy nie było trzeba martwić się o tego typu sprawy. Podobnie jak przy urodzinach Filipa tak i teraz długo się nad tym głowiłem. Chciałem wymyślić coś oryginalnego i godnego tak ważnej dla nas rocznicy. 

    – Marcin no, ty zawsze lubiłeś fantazjować więc mi pomóż, poprosiłem swojego kuzyna korzystając z okazji że Filipa nie było w domu.

    – No nie wiem. Nigdy nie fantazjowałem gdzie bym zabrał faceta na rocznicę, powiedział rozbawiony.

    – Śmieszne, odrzekłem sarkastycznie.

    – Wiem, odpowiedział jeszcze bardziej rozbawiony. 

    A jednak prawda że z rodziną to tylko na zdjęciu. Agnieszka też na nic się nie przydała, mimo że zawsze paliła się doradzać tacie gdzie zabrać mamę. Pewno knuła z Filipem i dlatego nie chciała mi pomóc. Byłem już u kresu załamania nerwowego, gdyż termin się zbliżał a ja wciąż nic. Pewnie, mogłem zarezerwować miejsce w jakiejś restauracji Francji i elegancji ale nie wiem kto by chciał w swoją rocznicę jeść. Przynajmniej w naszym wieku. Ok, jeść można było przy okazji czegoś. Ale tak samo żarcie wydawało mi się bezsensowne. Jakiś kotlet czy ratatuj nijak miał się do naszej rocznicy. Wyjście do kina też było jakieś drętwe, tym bardziej że teraz dobrego filmu to można było ze święcą szukać. A może mu kupić sześciopak i bokserki? Nie nie, na to sam nie wpadłem, wiecie.. Internet. Najchętniej wybrałbym się z nim na bezludną wyspę, gdzie nikt by nam nie przeszkadzał. Chociaż na ten jeden dzień. Zbudowalibyśmy swój domek z liści i patyków, zbudowalibyśmy naszą własną tratwę by móc pływać na ryby. Miałem idealny plan na długo przed świętami jaką niespodziankę mógł bym mu sprawić ale mnie uprzedził tymi oświadczynami.  

    – Ożeń się z nim. Czy wyjdź za mąż, czy jakkolwiek to nazwać, powiedział Marcin po chwili.

    – Widzę że humor ci dopisuje, odpowiedziałem.

    – Mówię całkiem poważnie.

    – Ciekawe jak miał bym to zrobić, powiedziałem nadał myśląc że żartuje.

    – No normalnie. Kupiłbyś obrączki, zrobił coś do jedzenia, wyłączył wszystkie telefony, a jak to zrobisz to już musisz sam sobie wymyśleć.

    – Głupi jesteś, a co jak nie będzie chciał? , zapytałem biorąc ten pomysł coraz poważniej.

    – Gdyby nie chciał to by ci się nie oświadczał. Jesteście tak pokręceni że to pomysł wręcz idealny dla was, więc nie ma za co.

    – Dzięki, powiedziałem po dłuższej chwili którą zużyłem na obmyślenie tego planu.

    – Do usług, odpowiedział znów rozbawiony.

    – Uściskał bym cię z wdzięczności, ale nie chce dawać ci szans na gorący trójkąt kuzynowski.

    – Ba, wiedziałem że też o tym kiedyś myślałeś, odpowiedział rechocząc.

    – Głupi jesteś. 

    Coraz poważniej zacząłem rozmyślać nad tym planem ale kompletnie nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Dni nadal leciały, nie mogłem zrozumieć jak to tak szybko zlatuje. Nie miałem pojęcia jak by to przed nim zakryć a nawet nie wiedziałem czy chce, bo w końcu sam musiałbym wybrać obrączki. Ta, pewnie, ufał mojemu gustowi ale wiadomo. Na tydzień przed rocznicą w końcu się go zapytałem czy może coś planuje, powinienem zapytać już dawno temu czy on mnie. W końcu nie miał to być dzień niespodzianka tylko nasza rocznica, więc może źle się do tego zabrałem. Powiedziałem żeby tym razem się nie głowił bo planuje coś większego, i było to błędem bo wiercił mi strasznie dziurę w brzuchu. Z chęcią zdecydowaliśmy że w dzień rocznicy zrobimy sobie wagary. 

    Dzień przed rocznicą był okropny, nie dość że w pracy mnie wszyscy wkurzali swoją obecnością to jeszcze się posprzeczałem z Filipem. Wiem wiem, moja wina, niepotrzebnie wyżywałem się na każdym dookoła. Był taki uroczy gdy się na mnie gniewał, mówię wam. Kręcił się i zakręcał, lekko mnie szturchał i próbował się nie uśmiechać. Nie potrafił się zbyt długo gniewać. Tym razem chyba pobił rekord bo nie odezwał się słowem aż się nie położyliśmy. Chciałem się podrażnić i zostawiłem go samego przed telewizorem i poszedłem się położyć. Po pięciu minutach już leżał po swojej stronie próbując zwrócić na siebie uwagę. Wiedziałem że już dłużej nie wytrzyma i specjalnie ściągałem mu kołdrę. Miałem rację, po chwili odwrócił się do mnie i ucałował w policzek. 

    – Wybaczam ci, powiedział.

    – Wiedziałem że nie wytrzymasz.

    – Za bardzo cię kocham żeby się gniewać, odrzekł po czym znów musnął wargami mój policzek.

    – A kochasz mnie na tyle by wziąć ze mną wariacki ślub?

    – Mówisz poważnie czy to jeden z tych twoich żarcików?

    – Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, powiedziałem rozbawiony. – Tak poważnie pytam.

    – I co rozumiesz przez określenie wariacki?, zapytał zaciekawiony.

    – Nie chcę już czekać, nie chcę humanistycznego, cywilnego raczej nie dożyjemy. Nie chcę tłumu ludzi, obietnic i rzucania ryżu. Chcę po prostu włożyć Ci obrączkę na palec, nazywać swoim mężem i być w stu procentach pewny że zostaniesz ze mną na zawsze. Pasuje takie określenie?

    – Pewnie, odpowiedział po czym mnie pocałował.

    – To jak?

    – Może. Muszę się zastanowić czy chcę spędzisz resztę życia z twoimi zimnymi nogami, powiedział rozbawiony.

    – Wcale nie są zimne, powiedziałem oburzony po czym przyłożyłem je do jego nóg.

    – Kostnica, odrzekł krótko.

    – No to mnie przytul bałwanie.

    – Sam jesteś bałwan, powiedział wtulając się we mnie. 

    Ten rok był naprawdę przepiękny. Minął tak szybko i niezauważalnie. Tyle się zdarzyło, tyle się zmieniło. Nie żałowałem niczego, niczego bym nie zmienił. Niezależnie od tego że było pełno dobrych chwil i trochę tych złych to wcale bym się ich nie pozbył. Wzmocniły nas. Zmądrzeliśmy. Dorośleliśmy. To wszystko nauczyło nas wiele rzeczy. Okropnie kochałem tego faceta. Nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Gdyby odszedł, odszedł bym i ja. Nie ma mnie bez niego. Chcę żeby zawsze było między nami tak dobrze jak było w trakcie tego roku. Znaliśmy się na wylot, wszystkie wady, zalety. 8 lat przebywania ze sobą przed związkiem jednak ma dużo do powiedzenia. Na początku miałem pewne opory bo w końcu byliśmy tymi kuzynami, może nie biologicznymi ale jednak. Chociaż może zamiast słowa kuzyn powinienem nazywać go przyjacielem? Nie wiem, najważniejsze jest to że jestem szczęśliwy. Że my jesteśmy szczęśliwi. Że się kochamy. Połączyło nas coś cudownego i za żadne skarby nie umiałbym z tego zrezygnować. W biedzie czy chorobie. Przewrócił moje życie do góry nogami, pokazał mi piękno, miłość i nauczył wiary w ludzi. Dzięki niemu stałem się lepszym człowiekiem. Nauczył mnie doceniać to co mam, nie żałować czegoś co straciłem. Wstawałem i kładłem się u boku najwspanialszego człowieka jakiegokolwiek było mi kiedykolwiek dane poznać. 

    Pani jubilerka za ladą wybrała nam piękne obrączki z białego złota. Bałem się że nasze oszczędności nie wystarczą ale niepotrzebnie. Pojechaliśmy nad morze razem z Borysem. Zamiast przed jakimś ołtarzem czy sztywnymi urzędnikami ubrani jak na własny pogrzeb, zrobiliśmy to w zimnie, wietrze, przetartych dżinsach i psem skaczącym na nas spragniony zabawy. Nie było żadnych wielkich obietnic, większość rzeczy już dawno sobie obiecaliśmy. “Na zawsze razem” to była nasza jedyna obietnica tamtego dnia. Jestem pewny że się spełni. Pięknie wyglądał z tą obrączką na sobie. Pani jubilerka miała rację – doskonały wybór. Pobawiliśmy się z Borysem i pojechaliśmy do sklepu po zakupy. Nie byliśmy wybitnymi kucharzami, a najlepiej wychodziły nam dania z makaronem więc zdecydowaliśmy się na.. spaghetti. Śmiałem się z naszego wyboru ale to zupełnie wystarczyło. Borys zajął pozycję do spania na swoim fotelu a ja zacząłem tworzyć. Nie radziłem sobie więc mi pomógł. W ogóle masakra, nie poradzić sobie ze spaghetti. Cofam to co powiedziałem, to ja nie jestem wybitnym kucharzem. Ba, wcale nim nie jestem. Za to mój mąż.. Stał przy kuchence i tak doskonale radził sobie z tym z czym ja nie potrafiłem. Położyłem swoje dłonie na jego brzuchu i go objąłem. Był taki cudowny. Uwielbiałem mu przeszkadzać. Wyłączył kuchenkę i zabrał mnie do sypialni. 

    Całowaliśmy się namiętnie, wręcz zachłannie. Chciałem jak najwięcej. Zaczął mnie rozbierać. Ciuchy wirowały po całym pokoju. Nasze ciała ocierały się o siebie, żądne połączenia. Oparł mnie o ścianę i nadal całował. Całował w ten sposób jaki najbardziej uwielbiałem. Był w tym mistrzem. Zresztą w czym on nim nie był? Odwróciłem się tyłem do niego. Chciałem już go mieć w sobie, chciałem znów być z nim połączony. Długo nie musiałem czekać. Zaczął masować moje ciało swoimi dłońmi. Muskał wargami mój kark i plecy. Zjechał swoimi dłońmi niżej. Jego palce rozszerzyły moje pośladki. Delikatnie wbił się we mnie. Dreszcz zawitał. Oparł swoją głowę o moje ramię i zaczął swoje przedstawienie. Jak zwykle grał w nim główną rolę, a ja chyba lubiłem gdy to on grał tą główną rolę. Uwielbiałem jego koleżkę a do tego w sobie. Miał przepiękny napletek. Ogólnie uroda jego koleżki zawsze mi imponowała, był przepięknym zjawiskiem. Był taki delikatny a zarazem tak silny i twardy. Moje kochane osiemnaście centymetrów rozkoszy pokazywało na co je stać. Całował mnie po szyi i ramieniu, przyśpieszając.  Jedną rękę oderwałem od ściany by móc głaskać nią mojego męża. Chyba nigdy mi się to nie znudzi.. nazywanie go mężem. Spowolniłem go by móc cofnąć się z nim do tyłu. Położył się na łóżko a ja przejąłem od niego pałeczkę. Czułem jego dłonie masujące moje plecy gdy go ujeżdżałem. Rozkosz doszła do strun głosowych. Dłońmi przyciągał mnie do siebie. Delikatnie przechyliłem się do tyłu, kładąc się na nim. Jego dłonie krążyły po moim torsie a on znowu rozdawał karty. Złapałem własne dziewiętnaście centymetrów rozkoszy i lekko pieściłem. Czasami przejeżdżał swoimi dłońmi w dół by właśnie o niego zahaczyć. Po chwili eksplodował. Był taki uroczy gdy kończył. Śmiesznie dyszał a jego przyjaciel podrygiwał. Ciepły płyn mnie wypełnił. Tak jeszcze chwile poleżałem na nim gdyż strzepnął moje dłonie i sam zajął się moim przyjacielem. Dokładnie wiedział jak mi najlepiej. 

    Położyłem się na wprost. Od razu do mnie dołączył, chwytając mojego penisa. Lekko go poślinił nadal obciągając. Głaskałem go. Całował wszystko dookoła. Podniósł się, rozkraczając nad moim brzuchem by potem wsiąść na mnie. I tak właśnie zrobił. Poczułem jeszcze większą przyjemność niż przed chwilą. Jego jękniecie mnie strasznie podnieciło. Ujeżdżał mnie tak cudownie. Moje dłonie nie mogły nacieszyć się jego ciałem. Jego sapanie i jęki coraz bardziej mnie podniecały. Kompletnie odleciałem z przyjemności. Nie umiałem opanować swoich strun głosowych, wcale nie chciałem. Widziałem jaki był zadowolony. Jego dłoń powędrowała za jego plecy by potem móc pieścić moje jądra. Czułem jak moja armia plemników wsiada do armaty by zaraz wystrzelić. Filip chyba też to wyczuł bo bardzo przyśpieszył. Znów odleciałem. Gdy trysnąłem, Filip z rozkoszy opuścił swoją głowę po czym padł na mnie. Całował moje policzki strasznie zdyszany.

    Dałem mu trochę odpocząć, delikatnie pieszcząc jego wpół wzwodzie penisa. Upewniałem się by nie ominąć żadnego miejsca. Lekko drażniłem jego napletek końcówką języka.  Robił się większy i większy w moich ustach. Mój mąż już wypoczął. Podniósł się i objął moją szyję. Nasze wargi się połączyły. Tym razem całowaliśmy się już na spokojnie, namiętnie. “Jakościowo a nie ilościowo”  jak powiadał mój mąż. Usiadłem w jego kroku nadal go całując. Bez żadnego pośpiechu majstrowałem by jego koleżka we mnie wszedł. Po chwili mi się to udało. Nadal się całując, powoli dostarczałem nam rozkoszy. Od czasu do czasu odlepiał się od moich warg by móc całować mój tors czy się do mnie bardziej przytulić. Oboje się zmęczyliśmy. 

    Położyliśmy się i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziło mnie gilgotanie po twarzy. To Filip głaskał mój policzek. 

    – Cześć mężu, powiedział gdy otworzyłem oczy.

    – No cześć mężu, odpowiedziałem.

    – Jak tam?, zapytał.

    – A nic takiego. Od dziś mam męża, mówiłem ci?

    – Od wczoraj, uśmiechnął się.

    – A tam jak?

    – Głodny jestem, powiedział po czym usłyszałem burczenie jego brzucha. 

    Ubrał się i zabrał Borysa na dwór. Sam też wstałem i odgrzałem spaghetti. Znów siedzieliśmy do rana i postanowiliśmy przedłużyć nasze wagary o jeszcze jeden dzień. Szkoda że musieliśmy iść do pracy na popołudnie. Byłem okropnie szczęśliwy, a nikt nawet polityk, ksiądz czy homofob nie mógł mi tego zabronić czy odebrać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jabber Jabber

    .

  • Kochanek mojej mamy 2

    Było wczesne piątkowe popołudnie, gdy żegnałam się z mamą na lotnisku. Wylatywała na służbowy, tygodniowy wyjazd do Hiszpanii. Choć miałam wakacje, nie mogłam jej towarzyszyć tym razem w podróży. Pod nieobecność mamy w Polsce, miał się mną zaopiekować Robert, jej obecny partner. To właśnie on zawiózł nas na lotnisko.

    Minął niespełna tydzień od dnia, kiedy przyłapał mnie na podglądaniu jego i mamy, kochających się w łazience. Ciągle pamiętałam ze wszystkim detalami, jak uprawiali seks i do tej pory czułam mieszaninę strachu i podniecenia wspominając to, co się wydarzyło nieco później, w mojej łazience. To jak zmusił mnie, bym przyznała się do podglądania, i to, w jaki sposób jego dłonie dotykały moje ciało. Na okrągło rozpamiętywałam chwilę, gdy mimo niemalże paraliżującego strachu i wstydu, pieszczona jego dłońmi, przeżyłam orgazm. To jak w trakcie niego zdarł z moich pośladków bieliznę, by spuść się na nie i jak zaraz po tym naciągnął na mokrą pupę majteczki, zmuszając mnie, bym pojechała w wilgotnej od nasienia bieliźnie na rozdanie świadectw. Od tamtego pamiętnego poranka Robert nawet najdrobniejszym słowem, czy gestem nie dał mi żadnego sygnału, że pamięta te wydarzenia.

    Wracając z lotniska, siedziałam obok niego, na przednim fotelu. Byłam zawiedziona. Specjalnie dla niego założyłam nową, letnią sukienkę, która w dyskretny sposób eksponowała moje szczupłe nogi i delikatnie podkreślała spory, jędrny biust. Czułam się wręcz lekceważona, gdyż nawet nie spojrzał na mnie, gdy tymczasem mamę wręcz zasypał komplementami, przy okazji pożerając wzrokiem jej kształtne ciało. Siedziałam naburmuszona, gdy położył dłoń na moim kolanie. Zaskoczona odwróciłam ku niemu twarz. Uśmiechnął się.

    – Masz śliczne nogi, nie sposób tego nie zauważyć, zwłaszcza w tej letniej sukience.

    Choć przez cały czas pragnęłam podobnego gestu i słów, byłam sparaliżowana. Jego dłoń sunęła po udzie, a ja nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Z jednej strony przez cały tydzień marzyłam o podobnej sytuacji, a jego dotyk sprawiał mi przyjemność, jednak z drugiej czułam zażenowanie, nawet wstyd i to paskudne uczucie jakbym zdradzała mamę. Nie potrafiłam się zdobyć ani na to, by zrzucić dłoń z uda, ani na żaden gest czy słowo, mające go zachęcić do kontynuowania pieszczot. Byłam cała spięta i choć musiał to czuć, wcale się tym nie speszył, podobnie jak nie powstrzymała jego dłoni sukienka. Sięgnął pod nią, a ciało mimowolnie utraciło uprzednią sztywność. Kiedy dotarł do szczytu uda, delikatnie rozchyliłam nóżki. Dłoń masowała wewnętrzną część nogi, ocierając się o brzeg majteczek. Mój oddech odrobinę przyspieszył, na twarzy pojawiły się rumieńce.

    Niepewnie sięgnęłam dłonią ku kroczu Roberta. Pod materiałem spodni bez trudu rozpoznałam charakterystyczny kształt. Był sztywny i tak potężny, że sprawiał wrażenie, jakby za chwile miał rozerwać spodnie i bokserki. Kiedy zacisnęłam na nim dłoń, palce Roberta wślizgnęły się pod majteczki. Wyjątkowo sprawnie przesunął ich materiał w bok, odsłaniając krocze. Byliśmy już całkiem blisko domu, gdy Robert skręcił w boczną drogę, prowadzącą na pole i do pobliskiego lasu. Zatrzymał samochód kilkadziesiąt metrów od zjazdu. Choć byliśmy doskonale widoczni z pola, to jednak wokół nie było żywej duszy, a od drogi osłaniały nas przydrożne drzewa i krzaki. Gdy tylko wyłączył silnik, dłonie bezceremonialnie sięgnęły pod moją sukienkę, zrywając z bioder delikatne majteczki. Zupełnie nie przejęłam się zniszczoną bielizną zajęta stawiającym wyjątkowo złośliwy opór rozporkiem. Z drobną pomocą jego dłoni udało mi się w końcu wyswobodzić ze spodni nabrzmiały członek. Usta wypełniał mi jego język. Trzymałam go w dłoni, gdy oswabadzał piersi z sukienki. Miał ciepłe, odrobinę szorstkie od odrastającego zarostu usta. Wszystko działo się szybko, a ja czułam zawroty głowy z podniecenia. Rozłożył fotel i przyciskając mnie do niego ciałem, namiętnie całował. Pierwszy raz przeżywałam coś podobnego. Nie było już wstydu, gdy szeroko rozchylając uda, przyciskałam jego twarz do podbrzusza. Pierwszy raz byłam pieszczona w ten sposób. Choć wielokrotnie to sobie wyobrażałam, to nic, nawet obejrzane w sieci filmy, nie przygotowało mnie na to, czego doświadczyłam. Rozkosz była tak wszechpotężna, że kiedy doprowadził mnie językiem do ekstazy, jęczałam tak głośno, że z pewnością było mnie słychać dobrych kilka metrów od auta.

    Uspokajałam oddech, a on całował mnie i delikatnie pieścił. Jego język smakował piżmem i kwaśnym mlekiem. Na udzie czułam, jak potężną ma erekcję. Nie musiał mnie o nic prosić. Odwróciłam się tak, by to znalazł się teraz na plecach. Rozpinając mu koszulę, całowałam tors. Powoli zsuwałam się w kierunku sztywnego członka. Kiedy objęłam go ustami, jęknął cichutko. Miałam bardzo skromne doświadczenie, jednak czułam się dość pewnie, biorąc go w usta. Już po chwili wiedziałam, że spodobała się mu moja technika. Ssałam go, ocierając główkę o wnętrze policzka, jednocześnie masując dłonią podstawę członka. Od czasu do czasu wysuwałam go z ust, by natychmiast łapczywie połknąć z powrotem. Czując, jak reaguje, przyspieszałam lub zwalniałam tempo pieszczot. Zmieniałam ułożenie głowy, siłę uścisku dłoni i to jak mocno jerzykiem przyciskałam go do podniebienia. Tuż przed jego orgazmem nasze oczy spotkały się na chwilę. Obserwowałam rozkosz malująca się na jego twarzy, a kiedy zamknął oczy i odchylił do tyłu głowę, przyspieszyłam tempo pieszczot. Po krótkiej chwili jego ciałem wstrząsnęły dreszcze. Wsłuchując się w jego gardłowy, niski jęk ssałam pulsujący członek, połykając sumiennie kolejne porcje nasienia, które obficie wypełniało usta. Zmęczony rozkoszą jeszcze długo leżał bez ruchu, a ja klęcząc między jego udami, delikatnie ssałam na wpół miękki członek.

    Wracając do domu, tuliłam głowę do jego ramienia. Kiedy dojechaliśmy na podjazd, pocałowałam go w usta i wyszeptałam do ucha, że chciałabym go poczuć w sobie. Odparł, że oboje wiemy, że nie mogę stracić dziewictwa, bo przy następnej wizycie u ginekologa mamy, ta dowiedziałaby się o wszystkim. Z rumieńcem wstydu odpowiedziałam, że przecież możemy się kochać w ten sam sposób, w jaki kochali się wtedy, gdy ich podglądałam. Popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Zaraz za progiem przycisnął mnie do siebie. Wspięta na palce odwzajemniałam pocałunki. Miałam podciągniętą sukienkę, a jego dłonie ściskały nagie pośladki. Gdy oderwał ode mnie usta, usłyszałam:

    – To bardzo podniecająca propozycja, jednak nie sądzę, byś była gotowa zmieścić mnie w sobie.

    Kiedy zrobiłam zasmucona minę, dodał:

    – Zanim nam się uda… Będziemy musieli sporo popracować nieco nad twoją pupcią.

    Mówiąc to, przesunął wzdłuż rowka pomiędzy pośladkami dłonią, a opuszka środkowego palca prawej dłoni dotknęła odbytu. Uśmiechnęłam się, rumieniąc, po czym całując go, wyszeptałam:

    – Bardzo tego pragnę.

    Poczułam jak delikatnie, uciska odbyt. Zamknęłam oczy, otworzyłam usta i ssąc jego język, rozluźniłam mięśnie. Jęknęłam cichutko, gdy, wsunął we mnie koniuszek palca.

    – Masz cudownie ciasną pupę.

    Stwierdził rozmarzonym głosem.

    – Zostaniesz?

    Zaproponowałam.

    – Nie mogę. Jestem dziś umówiony.

    Musiałam wyglądać na bardzo zawiedzioną, bo szybko dodał.

    – Pozwolisz zaprosić się jutro na kolację? Chyba jeszcze nie byłaś u mnie? Prawda?

    – TAK!!!

    Odpowiedziałam tak pospiesznie, że aż poczułam zażenowanie tym, że nie potrafię zupełnie zapanować nad własnymi reakcjami. Uśmiechnął się serdecznie i pocałował na pożegnanie.

    – Rozumiem, że to była odpowiedź na oba pytania. Wspaniale! Wobec tego do jutra. Życzę ci słodkich snów malutka. Nie zrób tylko czegoś, hmmm… Nierozsądnego. Twoja mama zabiłaby mnie, gdyby się dowiedziała, na przykład, na przykład od mamy którejś z twoich koleżanek. Rozumiesz, że musimy być bardzo dyskretni?

    – Uhuuu.

    Wymruczałam leciutko zawstydzona.

    – Jesteś słodka. Do jutra kochanie.

    Objął mnie i raz jeszcze pocałował na pożegnanie. Stałam się wiotka, szumiało mi w głowie, a w podbrzuszu ponownie trzepotały motyle.

    Przez kilka następnych godzin byłam jak odurzona. Zjadłam wczesną kolację, przekartkowałam, znaleziony u mamy angielskojęzyczny poradnik opisujący wyrafinowane techniki erotyczne, w tym seks analny, po czym odszukałam wśród jej rzeczy gumową gruszkę i plastry do depilacji.

    Pierwszy raz robiłam sobie lewatywę. Leżąc później w ciepłej kąpieli, rozmyślałam o tym, że ta w gruncie rzeczy wstydliwa czynność sprawiła mi niemalże erotyczną przyjemność. Zupełnie inaczej wspominałam intymną depilację i cieszyłam się, że nie wpadłam na głupi pomysł, by wydepilować się do zera. Usunęłam tylko włoski z nóg, a potem wiedziona jakimś impulsem z warg i spomiędzy pośladków. Bolało jak cholera, ale po kąpieli, gdy przeglądałam się naga w dużym lustrze, byłam niesamowicie zadowolona z osiągniętego efektu. Podobał mi się mały, puszysty trójkącik, jaki zostawiłam, a nagie wargi i oczyszczona z włosków okolica odbytu, wyglądały schludnie i kusząco. Choć Robert słowem nie sugerował depilacji, zrobiłam to dla własnego samopoczucia, naśladując fryzurkę, jaką miałam okazję podejrzeć u mamy. Jestem pewna, że zaczęła się depilować w ten sposób specjalnie dla niego. Przedtem nie robiła tego w ogóle lub depilowała się całkowicie, w zależności od pory roku i tego czy miała jakiegoś faceta.

    Zaraz po kąpieli poszłam spać. Byłam nią niesamowicie zmęczona, ale w ten przyjemny, odprężający dla ciała sposób. Po części było to efektem czasu, jaki spędziłam w gorącej wodze, a po części intensywnością doznań towarzyszących blisko godzinnej, niespiesznej masturbacji z użyciem dziecięcej oliwki. Czasami, gdy jestem wieczorem sama w domu, masturbuję się w kąpieli właśnie w taki sposób. Potrafię pieścić się godzinę, a nawet dłużej, jednak po podobnym maratonie jestem zazwyczaj tak potwornie wyzuta z sił, że prawie natychmiast zasypiam. Dziś miałam wyjątkowo dobry powód, by oddać się erotycznym fantazjom, z Robertem w roli głównej. Sama nie wiem, co spowodowało, że w trakcie pieszczot moje marzenia popłynęły w zupełnie nieoczekiwanym dla mnie kierunku. Przeżywając kolejny, kończący autoerotyczną zabawę, orgazm wyobrażałam sobie Roberta kochającego się ze mną i mamą w łóżku. W jednej z wielu wyobrażanych sobie scen, leżałam na plecach, z uniesionymi ku górze i podpartymi poduszką biodrami. Robert kochał się ze mną, klęcząc między rozłożonymi udami. Dłońmi pieścił piersi, odwróconej do niego twarzą, mamy, która głośno krzyczała, doprowadzana do orgazmu moim języczkiem. Wyobrażanie sobie podobnych, bardzo odważnych i łamiących tabu trójkątów z moim, mamy i Roberta udziałem, podniecało mnie jak żadna inna fantazja, snuta dotychczas podczas masturbacji.

    Następnego poranka czułam się nieswojo, rozmawiając z mamą przez Skype. Nie dość, że uprawiałam, i planowałam po raz kolejny uprawiać, seks z jej kochankiem, to jeszcze miałam wyjątkowo rozbudowane i wyuzdane marzenia erotyczne na jej temat. Nigdy przedtem nie przeżywałam czegoś takiego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara