Hectora, niemalże pięćdziesięcioletniego pracownika luksusowego hotelu na wybrzeżu Ameryki Południowej, nic nie mogło już zdziwić. A przynajmniej tak utrzymywał, przyzwyczajony do różnych ekscesów bogatych, zagranicznych gości.
Tego, co zastał w pokoju 669, jednym z luksusowych apartamentów, nigdy by nie przewidział ani nawet sobie nie wymarzył.
Kończył w nim właśnie sprzątanie i myślami był już przy przerwie lunchowej; goście apartamentu 669 okazali się w miarę porządni i nie napracował się zbytnio; nie musiał tym razem sprzątać wymiocin ani niczego żadnych innych, obleśnych śladów.
Kontemplował właśnie zaskakujący fakt, że to najbogatsi goście byli często porządniejsi od tych, których ledwo było stać na najtańszy pokój (ci to zadzierali nosa), gdy zamarł na progu sypialni, ostatniego pomieszczenia, jakie pozostało mu do ogarnięcia.
Na łóżku leżała związana i zupełnie naga młoda kobieta. W pierwszej chwili pomyślał, że goście, zajęci się baraszkowaniem, zapomnieli o zamówionym sprzątaniu i zaraz dostanie po pysku od jej męża.
Ale Hector przecież był tu już od kwadransa i zajrzał wszędzie oprócz właśnie sypialni. Czy kobieta została więc porwana, skrępowana wbrew własnej woli?
Jej nadgarstki i kostki były przewiązane do rogów łóżka, tak że leżała rozciągnięta w literę X, ukazując Hectorowi wszystko, co miała. Cieniutkie, błyszczące czarne pończochy z koronką tylko dodawały jej wulgarności, podkreślały wyeksponowane ciało.
A związana miała co pokazywać: była młoda, najwyżej dwudziestoletnia, szczupła i bardzo piękna: drobne piersi sterczały do góry; Hector widywał większe, ale nie sposób było odmówić im uroku. To samo kobiecość pod wygolonym łonem. Przywiązane do łóżka zgrabne nogi uniemożliwiały jej złączenie ud. Nic nie sugerowało, by choćby próbowała to zrobić.
Całości dopełniały blond włosy do ramion. Twarzy nie mógł się za bardzo przyjrzeć; kobieta nosiła czerwoną opaskę na oczach, a w ustach miała metalowy pierścień na skórzanym pasku; widział taki w sex-shopie, choć niestety jego kochanka Gina za nic nie chciała się zgodzić na coś takiego.
Hector przypomniał sobie, że zameldowała się tu niedawno para z Francji. Francuskiego nie znał, zaryzykował więc angielski, którym też raczej nie władał biegle:
– Ex-excuse me, is every…everything fine?
Żadnej reakcji. Blondynka od jego wejścia trwała w bezruchu, jej pierś unosiła się minimalnie w rytmie spokojnych, miarowych oddechów, jakby spała. Czemu przeczyła jej pozycja i więzy. Natomiast nic nie wskazywało, by bała się lub próbowała uwolnić.
Dopiero teraz dojrzał kartkę na jej płaskim brzuchu. Jak się okazało, była to duża koperta, na której dużymi literami napisano po hiszpańsku:
NIE PSUJ ZABAWY, NAJPIERW PRZECZYTAJ
Po hiszpańsku. Nie po angielsku, nie po francusku. Tak jakby tę wiadomość skierowano właśnie do niego, do kiepsko opłacanej obsługi, która nie ma czasu ani pieniędzy na kursy językowe.
Hector wiedział, że powinien uwolnić kobietę albo powiadomić ochronę. Najlepiej obie te rzeczy. A już na pewno nie wpatrywać się tak w rozciągniętą przed nim bezbronną blond piękność.
Rozejrzał się czujnie po sypialni. Nic nie zwróciło jego uwagi, może oprócz wziętej z łazienki suszarki (już przedtem zauważył tam jej brak), na której ktoś powiesił w równych rzędach same banknoty o nominale 100€. Nie wyglądały na przemoczone, zresztą po co suszyć je w sypialni?
Zbliżył się na krok do łóżka, stając nad nagą kobietą. Wiedział, że niektóre Europejki nie mają za grosz wstydu, ale to…
– Excuse me, lady – spróbował jeszcze, wysilając swe wątpliwe zdolności językowe – Can I help you?
Zdawało mu się, że głowa jej minimalnie drgnęła. Oprócz tego leżała jak wcześniej. Krępujące ją sznury były luźne, mogłaby się więc rzucać, wyć przez metalowy pierścień.
A ona po prostu leżała. Zupełnie goła, tak że widział jej delikatną opaleniznę po skąpym bikini na jej ciele. Niektóre Europejki naprawdę nie miały za grosz wstydu!
Wreszcie zdecydował się sięgnąć po kopertę. Prawie podskoczył, gdy i ona podskoczyła, po tym jak jego palce musnęły jej gładki brzuch, który odruchowo wciągnęła, aż ujrzał pod skórą jej żebra i biodra.
Oddychała jakby szybciej. Obudziła się, była świadoma jego obecności? Nadal jednak nie były to reakcje kogoś, kto został związany i obnażony wbrew własnej woli, kto chce się z całych sił uwolnić.
Otwarł kopertę. W środku znalazł kilka zdjęć oraz list. Zaczął od zdjęć.
Pierwsza fotografia prezentowała parę młodą na tle jakiejś wilii i czarnego Bugatti: brodaty mężczyzna w garniturze, na oko czterdziestolatek, i dużo młodsza dziewczyna w sukni ślubnej. Spod welonu wystawały blond włosy. Nie miał wątpliwości, że to właśnie ona leżała przed nim obnażona.
Na kolejnym ta sama śliczna blondynka, tym razem w obcisłym stroju do nurkowania. Obrócona plecami, wypinała w stronę obiektywu pośladki, ciasno opięte na materiale, uśmiechając się szeroko ponad swoim barkiem.
Hector przełknął ślinę. Trochę żałował, że kobieta leży na plecach.
Na trzecim blondynka nurkowała w basenie, bez kombinezonu, w zupełnym negliżu, jedynie z uśmiechem na twarzy.
Na czwartym, także ubrana tylko w uśmiech, leżała na boku na piasku. Za nią było widać publiczną plażę pełną ludzi. Miała piękne, niebieskie oczy. Szkoda, że w obecnej chwili zasłaniała je opaska.
Było też i ostatnie zdjęcie. Jeśli dwa poprzednie mógłby uznać za co najwyżej niegrzeczne, te było wyuzdane do granic możliwości. I to pomimo tego, że było ucięte na jej barkach.
Widział na nim twarz blondynki, na której od góry zaciskała się wielka, męska dłoń, prawie ją miażdżąc. Nie to było najgorsze.
Jej twarz wręcz ociekała spermą, włącznie z włosami. Zalepiła lewe oko, także że błyskało jedynie jedno, prawe, niebieskie oczko. Spory glut zwisał z podbródka niczym broda.
Blondynka, mimo hurtowych ilości ejakulatu i rozmazanego makijażu, uśmiechała się frywolnie. Słabiej, ale nadal. Najwyraźniej nie brzydził ją ani zapach, ani smak. W ustach też miała spore ilości białego płynu.
Wątpliwości co do niego nie pozostawiał penis tuż obok jej nosa. I drugi obok. I trzeci ponad jej ramieniem. I bez tego Hector wiedział, że jeden mężczyzna nie wydobędzie z siebie tyle nasienia.
Chyba że przez miesiąc.
Rzucił jeszcze oko na gołą blondynkę, wciąż leżącą bez ruchu, choć oddychającą znacznie szybciej. Doskonale zdawała sobie sprawę, że ktoś nad nią stoi.
List, oprócz dwóch wstawek czerwonym długopisem i po francusku, napisano czarnym piórem, starannym pismem po hiszpańsku. Sztywnym, wyuczonym językiem, ale w pełni poprawnym i zrozumiałym. Hector nabierał pewności, że to wszystko przygotowano dla niego.
Zaczął czytać z wypiekami na twarzy:
Drogi nieznajomy lub droga nieznajoma,
Je suis Lucie, a ja nazywam się Michel. Lucie jest początkującą instruktorką nurkowania, a ja biznesmenem. Spędzamy w Waszym hotelu nasz miesiąc miodowy.
Lecz zanim Lucie, młodsza ode mnie duchem i ciałem, ustatkuje się i zostanie pokorną żoną, pragnie się wyszaleć. Marzy, by zostać wykorzystana przez nieznajomego (bądź nieznajomą), całkowicie obnażona i unieruchomiona, bez możliwości wyboru, kto i co z nią zrobi.
Mówiąc bez ogródek, pragnie na ten czas zostać la putain, dziwką, jak lubi być określana w łóżku. Tak też możesz się do niej odnosić.
Nim jednak uczynisz z mej frywolnej żony bezwolną dziwkę, nim skorzystasz bez pytania z uroków jej nienasyconego ciała, przedstawię pokrótce zasady, których pod żadnym pozorem nie wolno ci łamać.
Lucie jest skrępowana, zakneblowana, ma opaskę na oczach oraz zatyczki w uszach. Nie widzi Cię ani nie słyszy, a będzie jedynie czuć Twój dotyk i, być może, zapach. Pod żadnym pozorem nie wolno ci jej uwalniać; ona marzy właśnie o anonimowym kochanku bądź kochance, którego twarzy i imienia nigdy nie pozna.
I Tobie taka anonimowość powinna być na rękę.
Zresztą Lucie jest rasistką, nie widzi potrzeby nauki innych języków niż jej ojczysty francuski, którym, wybacz uprzedzenie, najpewniej nie władasz. Stąd nie musisz się nad nią litować, ani liczyć na wdzięczność w przypadku „uwolnienia”.
Jeśli wezwałeś ochronę, odwołaj ją czym prędzej. Narobisz tym kłopotu wielu osobom, w tym i samemu sobie.
Lucie powinna zostać naga, skrępowana, odcięta od wszystkich zmysłów, prócz smaku, zapachu i dotyku. Dla dobra jej i Twojego. Nie musisz martwić się o jej stan, bo nie należy do cnotek, potrafi wytrzymać dłużej w o wiele gorszych warunkach.
Przejdę teraz do rzeczy, które Ci wolno, a tych jest niemało: wolno Ci ją dotykać, całować, łaskotać, nawet bić po całym ciele (z umiarem, proszę), do dyspozycji są obie jej dziurki. Możesz także pocałować jej usta, jeśli pragniesz, jedynie bez zdejmowania knebla.
Także filmy i zdjęcia, które chciałbyś mnie na pamiątkę, są dozwolone. Po załączonych fotografiach widzisz zapewne, że nie mam problemu z tym, by moja naga, frywolna Lucie została uwieczniona w ten sposób.
Lucie bierze tabletki antykoncepcyjne, doskonale dba o higienę intymną (o czym sam możesz się przekonać). Mimo to w szafce po lewej znajdziesz różne rozmiary prezerwatyw, jeśli to Ci nadal nie wystarcza.
W rzeczonej szafce znajdziesz ponadto nieco gadżetów, w tym i strap-ona, jeśli jesteś kobietą. Korzystaj do woli. Moja piękna żona jest do dyspozycji Twojej i Twoich fantazji, niezależnie od tego, kim jesteś i co chcesz z nią zrobić (w ramach ustalonych zasad, przypominam).
Kiedy już nasycisz się jej pięknem i pruderią, obetrzyj ją proszę wilgotnymi chusteczkami, które stoją na szafce. Najlepiej, by wszystko wróciło do stanu, w jakim ją zastałeś/aś. Dotyczy to także tego listu i zdjęć.
Zabierz tylko jeden banknot 100€ z suszarki, jako napiwek i zachętę do milczenia.
Nie wolno Ci mówić komukolwiek o tym, co tu widziałeś i robiłeś z moją skrępowaną Lucie. Twoja tożsamość powinna pozostać tajemnicą zarówno dla niej i dla mnie, ale uwierz, będę w stanie ją ustalić, jeśli złamiesz zasady.
Po prostu… Nie warto.
Nie wolno Ci ponadto wracać tutaj. Chyba, że zmusi Cię do tego praca, wtedy, być może, po raz kolejny natkniesz się na bezwolną, skrępowaną Lucie, której ciało będziesz mógł wykorzystać wedle uznania.
W przypadku innych spotkań nie dawaj znać, że jesteś jednym z jej anonimowych kochanków, że wykorzystałeś ją jak dziwkę, którą skrycie pragnie być. Wystarczy, że możesz zabawiać się z moją żoną na sto sposobów, nie musisz i nie powinieneś się przed nikim tym chwalić.
Jeśli w ogóle nie chcesz tego robić, po prostu odłóż kopertę na miejsce, na brzuch Lucie. Zrób, co do Ciebie należy, i wyjdź z apartamentu. Nie dawaj jej złudnej nadziei.
Wybacz moje długie wyjaśnienia i listę zakazów. Oddaję teraz moją ukochaną, jej wspaniałe ciało, skrępowane i roznegliżowane, Tobie. I nie krępuj się, Lucie wygląda na kruchą i delikatną, ale zniesie naprawdę DUŻO.
Wyrozumiały mąż, Michel
Ta chienne, Lucie
P.S. Jeśli nadal masz wątpliwości, czy Lucie na pewno zgadza się na wszystko, jest w pełni świadoma i niczym nie odurzona, dotknij proszę czubka jej nosa. Potem patrz na dłonie. Zaciśnie trzy prawą pięść, a potem trzy razy lewą, na znak posłuszeństwa, że godzi się na wszystko.
Hector wziął głęboki oddech. Naprawdę głęboki. Jakiś zboczony Europejczyk chciał oddać mu swoją żonę, pozwolić ją zerżnąć.
I Lucie, bo tak nazywała się naga blondynka, zboczona Europejka, oddychała szybciej. Widział, jak pracowała jej klatka piersiowa pod jędrnym biustem.
Dojrzał teraz zatyczki w jej uszach. Mogła coś słyszeć, wyczuć jego kroki, ale pewność miała dopiero, gdy sięgnął po kopertę.
Teraz czekała w napięciu. Wiedziała, że ktoś czyta list, że obnaża przed nim nie tylko swoje ciało, ale i uczucia, wstydliwe fantazje. I nie ma prawa wiedzieć, kto stoi nad nią, co zrobi i czy będzie trzymać się zasad.
Przyglądał się Lucie, młodziutkiej, szczupłej, pięknej i, jeśli wierzyć słowom jej męża, nad wyraz ochoczej.
Nie mógł nawet porównać jej do swojej żony, która od ostatnich dwóch dekad rosła tylko wszerz i to zastraszającym tempie. Europejka wygrywała także w przebiegach z jego kochanką Giną, ale i od niej była młodsza o dekadę lub dwie.
Mógłby co najwyżej porównać ją ze swoją córką, co do której naturalnie nie miał żadnych zamiarów, ale nieraz widział jej wdzięki w bikini.
Lucie nie miała tak pełnych piersi i pośladków, za to była szczuplejsza i zgrabniejsza, miała buzię anioła, o ile mógł ocenić ze zdjęć.
Żałował, że nie może zdjąć jej opaski i knebla, nie może popatrzeć w niebieskie oczy. Być może faktycznie była rasistką, nie była to tylko prowokacja, by potraktował ją brutalnie.
Na ile znał Europejki, zwłaszcza Francuzki, mogła to być prawda. Paradowały w kusych strojach kąpielowych lub sukienkach bez pleców i z dekoltem do pępka, traktując go jak niewolnika i oczekując, że będzie mówił w ich języku.
A teraz miał jedną jak na dłoni. Taką, która oddaje mu się dobrowolnie. Może zrobić co chce, nawet te rzeczy, na które nie pozwala mu nigdy Gina. I nigdy nie będzie znała jego imienia i twarzy.
Lucie leżała spokojnie, widział jednak, jak jej gołe ciało napina się instynktownie. Wiedziała, że ktoś właśnie podejmuje decyzję. Schował póki co list i zdjęcia do koperty, odłożył na szafkę. Nie na brzuch. Podjął już decyzję. Prawie.
Zajrzał do szafki. Zgodnie z listem były tam prezerwatywy, strap-on oraz wiele więcej: wazelina, nawilżacze, klipsy na sutki, pióro do łaskotek, pejcze i inne rzeczy do bicia, szczypania bądź kłucia, nawet świece, zapewne by polewać jej gołą skórę ciepłym woskiem.
Zamknął na razie szafkę, onieśmielony jej zawartością. W stronę suszarki z banknotami nie patrzył w ogóle. Jakiekolwiek pieniądze odchodziły na dalszy plan przy takim widoku.
Stanął u wezgłowia. Do tej pory twierdził, że Europejki ustępują urodą Latynoskom, brakowało im zwłaszcza temperamentu i zgrabnych pośladków. Cóż, tyłek to nie wszystko, myślał Hector, lustrując śliczny negliż drobnej blondynki, wciąż nieruchomej jak skała.
Ze zdjęcia pamiętał, że pupę miała małą, za to skowyrną. Temperamentu za to nie mógł jej odmówić. Jak inaczej zgodziłaby się na coś takiego, na takiego poniżenie i ryzyko, nie wspominając o ostatnim zdjęciu z koperty?
Apropos zgody, wolał to sprawdzić. Święty nie był, ale miał swoje granice. Nachylił się nad jej głową, ułożoną na poduszce. Proste blond włosy do ramion leżały w nieładzie, okalały głowę Lucie niczym aureola.
Nie nosiła śladów bicia czy złego traktowania, od stóp do głów czysta i zadbana, wygolona tam, gdzie trzeba. Pachniała drogimi perfumami. Jego roczna pensja wystarczała jej pewnie na jedną wizytę u kosmetyczki. I to ledwo.
– Hej, la putain! Żyjesz tam? – rzucił, nie męcząc się już z angielskim.
Drgnęła, poruszyła twarzą po raz pierwszy. Poczuła zapewne jego oddech. Nie dostrzegł grymasu strachu czy zaskoczenia, Lucie nie szarpnęła rozpaczliwie więzami. Czekała cierpliwie, niezdolna zasłonić swej nagości, niezdolna zobaczyć ani odpowiedzieć temu, kto nad nią stał.
Prawie zdjął jej opaskę, ciekaw, czy znajdzie pod nimi niebieskie oczęta. Czy wbijała je teraz w czerwony materiał, wściekła, że nic nie widzi? Czy może zaciskała kurczowo powieki, błagała, by jej nie dotykał?
Nie umiał poznać. Ani jej ust nie wykrzywił żaden grymas. Białe, zadbane ząbki (tu też musiał uznać wyższość Europejek, przynajmniej tych spoza Wysp) zagryzały metalowy pierścień, o którym Gina nie chciała nawet słyszeć.
Lucie najwidoczniej nie miała z tym problemu, choć z kącika ust zwisała jej strużka śliny. Zebrał ją palcem, by nie spadła na pościel. Znów, drgnęła, lecz nie uciekała, nie szarpała. Jej głowy nic nie krępowało, mimo to ona nie odwracała się. Zgadując, gdzie stoi, starała się „patrzeć” prosto na niego.
On mógł tylko mierzyć się z opaską, z ząbkami na pierścieniu, ustami rozwartych w uwłaczający sposób. Wewnątrz jej język poruszył się niecierpliwie.
– I co, moja la putain? – zagadnął znów. – Twój własny mąż tak cię nazwał. Rozebrał, związał i zostawił. Pewnie sam teraz tkwi z nosem w tyłku jakiejś miejscowej dziewczyny.
Przypomniał sobie o własnej córce i przestał się uśmiechać. Lucie trwała niewzruszona. Pewnie wiedziała i czekała w napięciu. Może zastanawiała się, co jej zrobi? Spoliczkuje, napluje, pocałuje? Nie spieszył się, choć siedział tu już stanowczo za długo. Kciukiem potarł zadziorny nosek. Ładny, być może poprawiony operacją.
Wyprostował się i wstrzymał oddech. Patrzył na ręce, tuż ponad więzami z czystego sznura. Wyglądało to na solidną, estetyczną robotę. I taką, z której nie da się samemu wyswobodzić. Lucie nawet tego próbowała.
Prawa dłoń zacisnęła się w pięść. Raz. Drugi. I trzeci. Miarowo i spokojnie. Lewa dłoń zacisnęła się w pięść. Raz. Drugi. Trzeci. W równych odstępach, tak, by nie by było wątpliwości, że to nie przypadek.
Wciągnęła i wypuściła głośno powietrze nosem, wyprostowała palce i znów zamarła w bezruchu. Rozchyliła kolana do zewnątrz, jakby zapraszając go między uda. Hector patrzył na to z rosnącym uśmiechem. I podnieceniem.
Ta mała dziwka wyraziła zgodę. To jej miesiąc miodowy, a ona jest gotowa oddać się mu i jeszcze zapłacić. Nie obchodzi ją, że jest prawie trzy razy starszy, że pachnie mu z ust cebulą, ani że odstaje od przystojnych mężczyzn, jakimi zapewne otacza się na co dzień.
Teraz była tylko jego, naga i związana. Czekająca cierpliwie, aż zacznie. Hector nie spieszył się z tym, choć ujął jej pierś; drobną, ale jędrną i sprężystą. Potarł twardy sutek.
Spojrzał na zegarek. Mógłby błyskawicznie wejść między jej śliczne nóżki, zerżnąć ją, posprzątać i wyjść, zabierając banknot jako napiwek. Był tak napalony, że mógłby teraz dojść po kilku pchnięciach jak nastolatek.
Ale Hector był skrupulatny nie tylko w pracy. Ta śliczna blondyneczka nie zasługiwała na takie traktowanie. Nawet Gina, z rozstępami i nadwagą, nie zasługiwała na szybkie, niedbałe rżnięcie.
Zdecydował, że wróci na dół, odstawi wózek. Akurat powinien zaczynać przerwę lunchową. Zamiast tego powróci do apartamentu 669, do sypialni z przepiękną, skrępowaną la putain, i poświęci jej tyle czasu i uwagi, na ile pozwoli mu jego wiek i regulaminowa przerwa.
Puścił jej pierś. Sutki Lucie zaczynały twardnieć. Pewnie czekała tu parę godzin, naga i spięta. Syknęła przez zaciśnięte zęby, czując, że wychodzi. Gdyby mogła mówić, zapewne rzuciła by w jego stronę stekiem francuskich wyzwisk. Nieraz takie słyszał w pracy.
– Ani się obejrzysz, a wrócę – zapewnił, nie przejmując się, że nie może go usłyszeć.
Jakby dla potwierdzenia nachylił się i poklepał jej waginę. Lucie stęknęła, czując jego rękę na swoim kroczu. Potem znów wydobyła z siebie zduszony, wściekły krzyk, gdy zamykał drzwi do sypialni.
Tym Hector nie przejmował się wcale – mało go obchodziły fochy jakiejś małej dziwki. Bardziej martwił się, czy nie nagina zasad z listu. Uznał jednak, że na tyle może sobie pozwolić.
*
Na dole natknął się na kolegę tragarza, Jorgego.
– Hej, Hector, idziesz zjeść z nami?
– Nie dziś, amigo! Mam paskudny bałagan do ogarnięcia na… wyższym piętrze.
Jorge zrobił dziwną minę.
– Na szóstym? – spytał.
Hector przez chwilę zastanawiał się, czy Jorge wie, czy i on miał przyjemność ze śliczną Lucie. To obrzydziłoby mu nieco jej wdzięki. Pamiętał poza tym o liście, o obowiązku tajemnicy.
– Na piąte – skłamał po chwili wahania.
Jorge kiwnął głową. Życzył mu powodzenia i poszedł. Dopiero w windzie Hector pojął swoją naiwność. Przecież Lucie nie była tylko dla niego. Była dziwką, i to najgorszego sortu, bo z zamiłowania, nie z zawodu. Pewnie nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który wyręcza jej męża w sypialni.
Udawała tylko dobrze niewinną damę, rozdziewiczoną ledwie parę dni temu podczas nocy poślubnej. Zdjęcie z penisami i spermą pokazywało dobitnie, że nie próżnowała już wcześniej.
Tylko kobieta do granic zdeprawowana, pochłonięta seksem i zabawą, znudzona wręcz i szukająca nowych doznań mogłaby się zgodzić na coś takiego, by zerżnął ją byle kto, młody lub stary, mężczyzna czy kobieta. Nawet biedny cudzoziemiec, którym otwarcie gardziła.
Ha, stwierdził w myślach, do końca miesiąca miodowego małą Lucie obróci pewnie pół hotelu i wyrozumiały Michel nie pozna jej muszelki po tym wszystkim. Między bajki będzie mógł włożyć zapewnienia o doskonałym stanie jej higieny intymnej.
Tymczasem… Hector zamierzał korzystać. Poczuł ciarki, gdy winda stanęła szóstym piętrze.
*
Zablokował drzwi od wewnątrz, by nikt inny nie mógł wejść do apartamentu 669. Udał się do sypialni. Zastał wszystko bez zmian. Stanął nad nagą Lucie, znów nieruchomą. Nachylił się, przejechał dłonią po jej boku. Była tak szczuplutka, że mógłby grać na jej żebrach.
Ujął pierś. Blondynka westchnęła, skierowała ku niemu głowę. Spomiędzy zaciśniętych na pierścieniu zębów wydobyła coś jakby jęk. Cieszyła się, że wrócił.
– Hola, putita! Już jestem. Mamy trochę czasu dla siebie.
Zastanawiał się, czy nie dotknąć jeszcze raz nosa, nie poprosić o znak zgody. Ale widział i czuł, że było to zbędne. Rozluźniła się, gdy macał jej piersi. Nie starała się trzymać kolan jak najbliżej. Przeciwnie, maksymalnie rozwierała uda, dawała dostęp do obu dziurek.
Ujął jej podbródek, znów starł ślinę z ust. Nachylił się, całując najpierw górną wargę, potem dolną. Miała piękne, wydatne usta, których nie musiała podkreślać żadną pomadką. Lucie nie uciekała, choć i nie odwzajemniła pocałunku. Po takim czasie szczęka musiała jej zdrętwieć.
Nie zaprotestowała również, gdy między pierścień i ząbki wepchnął swój język, prosto do jej otwartych ust. Lucie stężała, musiał ją zaskoczyć i być może brzydzić. Zamiast walczyć, sama wysunęła języczek, potarła nim o jego język. Wreszcie Hector podniósł się. Rosło w nim podniecenie.
Teraz nie liczyło się nic prócz gołej blondyneczki. Bezbronnej, skrępowanej la putain. Dziwki, choć jednocześnie czyjejś żony, którą mógł zerżnąć jak chciał. Rozebrał się do naga; za tą akcję i tak mógł wylecieć z hotelu, nie robiło to różnicy.
A on nie lubił być w tych sprawach niedbały. Czym prędzej ułożył swój roboczy uniform – czerwone spodnie, kamizelkę ze złotym logiem hotelu i białą koszulę – na krześle pod ścianą. Wyskoczył z butów i skarpetek, schował zegarek i obrączkę w kieszonce koszuli.
Na koniec bokserki. Z dumą spojrzał na swoje przyrodzenie. Tylko jego dorodny rozmiar pozwalał mu mieć kochankę. Planował w sumie dziś wieczór z Giną, bo jego żonę i tak ciągle bolała głowa. Umył się nawet porządnie i ogolił tam, z myślą o wizycie u kochanki po pracy.
Cóż, najpierw zajmie się Lucie. Zapragnął przez moment pokazać jej swojego penisa, by z satysfakcją móc patrzeć, jak rozszerzają się jej niebieskie oczka. Poniechał ten plan; blondynka i tak zaraz przekona się o jego rozmiarze.
Zajrzał do szafki. On nie przepadał za urozmaiceniami, ale stawiał, że Lucie wręcz przeciwnie. Sam fakt, że daje się zeszmacić dla samej zabawy mówił wiele. Wyjął na razie dwa klipsy połączone łańcuszkiem i rózgę. Zgadywał, że Lucie kocha być bita. Każda z tych dziwek kochała.
Położył się na razie obok, nagi jak i ona. Drgnęła, czuła go obok. Patrzył, jak poruszają się jej piersi, jej płaski brzuszek. Wpił ustami w sutek, liżąc go i ssąc namiętnie. Czuł, jak Lucie sztywnieje, ale wiedział, że tym nie zrobi na niej wrażenia.
Na drugim sutku zacisnął klips. Były małe i wąskie, trzymały się dobrze. Musiało boleć, choć Lucie nie dawała po sobie nic poznać. Oderwał usta od pierwszego sutka, wytarł swoją ślinę palcem i na nim też założył klips.
Lucie ledwie jęknęła. Przejechał palcami po jej brzuchu, w dół, aż do łona. Złapał za waginę, masował jej różowe wargi sromowe. Dziwiło go, że wyglądają na tak zadbane. Lucie musiała mieć niemały przebieg. Czuł, jak wilgotnieje pod jego uściskiem, ale nadal leży spokojnie, jakby nie przeszkadzało jej, że obmacuje ją obcy facet.
Spięła się, gdy wepchnął głębiej palce. Drugą dłonią złapał za łańcuszek między piersiami. Pociągnął za niego. Lucie szarpnęła głową.
– Mmmm!
Wygięła plecy w łuk, i tak jej sutki rozciągnęły się do granic możliwości. Wreszcie poczuła coś. Poczuła ból. Hector uśmiechnął się na widok jej bezsilności. Opadła z jękiem, gdy klipsy zerwały się z trzaskiem z jej sutków. Dyszała głośniej. Mimo to wciąż leżała posłusznie. Pomacał jej piersi, potarł zmaltretowane piersi.
– Dopiero wtedy czujesz, że żyjesz, co, znudzona dziwko? Dopiero gdy boli?
Wierzgnęła, gdy wykręcił jej sutek. Przyglądał się, jak walczy z odruchem, by uciekać. I tak nie miała dokąd. Zapiął ponownie klipsy i zbliżył się do jej twarzy. Z ust znów ściekała ślina. Zbliżył do nich swojego penisa. Zmarszczyła nosek, musiała go wyczuć. Wysunęła język.
Żałował, że nie widzi całej jej twarzy, nie może na niej skończyć. Gina rzadko zezwalała mu na tę przyjemność. Westchnął, gdy Lucie posłusznie polizała czubek jego penisa. Włożył go głębiej; pierścień miał swoje zalety.
Blondynka ssała z trudem, w końcu leżała na plecach z metalowym pierścieniem ustach. Klęknął nad nią i zaczął go wpychać głębiej w gardło. Napięła całe ciało, ale z bez problemu przyjęła jego penisa. Nie szarpała się. Hector pchnął kilka razy, zastanawiając się w myślach, co ta dziwka byłaby w stanie zrobić, gdyby nie miała metalowego pierścienia w ustach.
Hector wyjął po chwili członka z jej ust w obawie, że łapczywa Lucie zadławi się. Na zdjęciu widział, że lubi brać do ust. I teraz nie wyglądała na obrzydzoną. Przeniósł penisa do jej prawej dłoni. Opuścił tak, by mogła go złapać, pojąć jak rozmiar.
– Zobacz, dziweczko, jaki ci rarytas trafił, czym zostaniesz dzisiaj zerżnięta.
Zawył nagle, gdy palce z czerwonymi paznokciami zacisnęły się na jego mosznie. Lucie trzymała do oporu, nie puszczała. Czy tak się broniła? Chwycił za jej język i pociągnął. Dopiero wtedy puściłą go. Sapnął i pomasował obolałe jądra.
– Głupia suka!
Kąciki jej ust zadrżały i wysunęła język. Kpiła sobie z niego. Zrobiła to celowo, żeby go rozjuszyć. I wcale nie bała się, że jest skrępowana i goła, wystawiona na każdą torturę, jaką dla niej wymyśli.
Uderzył rózgą w brzuszek, aż Lucie podskoczyła. Zobaczył żebra, zobaczył kości na biodrach. Blondynka była bardzo szczupła. Zlał ją mimo to bez żalu. Nie dlatego, że go sprowokowała. Dlatego, że sama tego pragnęła.
– Mmm! – zawyła z bólu, gdy jednym szarpnięciem zerwał klipsy z sutków.
Trzasnął rózgą po jej piersiach, znów po brzuchu, po udach i po kroczu, aż wierzgała nogami w pończochach. Lucie wyła bezsilnie przez pierścień, lana rózgą. Na jej gładkiej skórze wykwitły czerwone pręgi. Hector opamiętał się w porę. Dyszał ciężko, to samo golutka i związana Lucie.
Nie miał więcej czasu. Przecież nadal był w pracy, a każdą przerwę odmierzano im skrupulatnie. Odrzucił rózgę i splunął na śliczną buzię Lucie, trafiając w policzek, przez który biegł pasek knebla.
Znalazł się między jej udami. Nie kwapił się wracać po prezerwatywę. Lucie była chętna i gotowa. Drżała na całym ciele po laniu, ale rozchyliła posłusznie kolana na tyle, na ile pozwalały jej więzy. Skrępowana w kostkach nogi i przywiązane i do przeciwległych końców łóżka nie zostawiały jej zbyt wiele pola do manewru.
– Mmmm! – zawyła po raz kolejny.
Wszedł w jej odbyt. Na sucho, bez przygotowania, słusznie zakładając, że Lucie daje się rżnąć w tyłek dużo i często. I tak czuł ciasnotę, bo sam miał duże przyrodzenie. Lucie pojękiwała przez pierścień, zaciskała uda na jego biodrach.
Pchnął jeszcze parę razy, zanim wyszedł z jej tyłka. Chciał jej tylko pokazać, do czego jest zdolny. Otarł czubek penisa o jej wargi sromowe i zaraz wszedł mocnym pchnięciem. Lucie weszła na wyższe rejestry wycia, naga i skrępowana, rżnięta przez nieznajomego.
Czuł, jak jej śliczne uda opinają się na nim, jak Lucie pojmuje, jaki skarb wszedł między jej nogi. Patrzył na jej bezbronne ciało, drobniutkie piersi i płaski brzuszek. Obmacywał biust, poruszając się szybciej i szybciej. Lucie pomagała mu jak mogła mimo więzów, wykazując się nie lada zapałem.
Ssała palce, które wsadził jej do ust. Jej biodra poruszały się razem z nim. Bez problemu oddawała mu się. Więcej, narzucała coraz szybsze tempo. Hector rżnął ją mocniej i mocniej. Myślał o jej biednym mężu, który musi godzić się z tym, że jego świeżo upieczoną żonkę rżnie byle kto. Wątpił, by po miesiącu miodowym Lucie wytrzymywała długo we wierności małżeńskiej.
Skrępowana wykazywała się większą inicjatywę niż jego żona normalnie. Szarpała teraz więzami, ale wątpił, by chciała uciec od niego. Z ust kapała jej ślina. Hector zacisnął mocno dłonie na jej biodrach, cieszył się każdą chwilę z wyuzdaną blondyneczką. Łóżko groźnie trzeszczało pod nimi.
Lucie wygięła plecy w łuk, zajęczała przeciągle przez knebel. Odetchnął głęboko. Nie mógł uwierzyć, że doprowadził tę dziwkę do orgazmu. Sam doszedł kilka pchnięć później, zalewając nasieniem jej piękną waginę. Opadł obok niej, wielce z siebie zadowolony. Pogładził pierś bezbronnej blondynki, która unosiła się i opadała w spazmatycznych oddechach. Nawet teraz nie wykazała się choćby odrobiną wstydu.
– Było cudownie, co, mała dziwko?
Nie dane mu było cieszyć się swoim triumfem. Ledwie ochłonął, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach do apartamentu. Skoczył na równe nogi i dopadł do swoich ubrań. Tak, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Gorączkowo zastanawiał się, kto mógł go nakryć. W pierwszym momencie podejrzewał Jorgego, ale ten człowiek miał pestkę z awokado zamiast mózgu…
Do sypialni wpadł kierownik hotelu, smukły pan Carlos, o łysiejącej głowie, za to z dorodnym wąsem. Oczywiście, przecież miał klucz uniwersalny, mógł wejść wszędzie, nawet jeśli Hector zamknął się od środka.
– ?Dios mío! Co tu się wyprawia?!
Zakrył oczy, jakby nie chciał patrzeć na wdzięki Lucie, które nosiły ślady zabaw Hectora. Sprzątacz uniósł ręce w obronnym geście. Nie zdążył nawet zapiąć koszuli.
– Se?or, proszę mi pozwolić wyjaśnić…
Pan Carlos nie zamierzał czekać. Uderzył go pięścią i posłał pod ścianę. Zaraz też dopadł do Lucie. Zdjął jej knebel. Z opaską nie zdążył.
Naga blondynka zaczęła się drzeć. Rzucała się na łóżku jak opętana jeszcze zacieklej, niż gdy rżnął ją Hector. Wypluwała z siebie stek obelg po francusku. Sprzątacz co prawda nic nie rozumiał, ale domyślał się sensu. Nawet Carlos się zawahał.
– Se?or, tu był ten list – powiedział Hector, rozmasowując szczękę. Podszedł i wręczył kopertę kierownikowi.
Lucie przestała wrzeszczeć. Może brakło jej tchu. Ale ewidentnie nie cieszył jej fakt, że uwolniono jej usta. Prychnęła i czekała. Carlos obejrzał list i zdjęcia. Jego brwi uniosły się w zdziwieniu. Po chwili niezręcznego milczenia, którą Hector wykorzystał na ubranie się do końca, Carlos schował zawartość z powrotem do koperty i odrzucił ją z powrotem na komodę.
Nachylił się ku blondynce i wyjął jej zatyczki z uszu. Wymienili kilka zdań po francusku. Sądząc po tonie Lucie, niezbyt przyjemnych (przynajmniej z jej strony). Po tym Carlos z powrotem założył jej zatyczki, a także knebel. Lucie chętnie rozwarła znów usta i zacisnęła zęby na metalowym kółku. Carlos pokręcił głową.
– Wiem, że nic mnie tłumaczy – oznajmił Hector.
Tych kilka chwil z blondwłosą Francuzką było tak nieziemskich, że nawet nie szkoda mu było pracy. W okolicy znajdowało się mnóstwo hoteli. Kierownik skrzywił się.
– Twoja przerwa skończyła się dawno temu.
– Se?or…
– Wracaj do pracy!
Hector z trudem powstrzymał uśmiech. Widział po twarzy Carlosa, że i on toczy w sobie wewnętrzną walkę, jaką i on przeżył, gdy po raz pierwszy ujrzał Lucie. Wskazał na roznegliżowaną blondynkę.
– Według listu powinienem ją jeszcze umyć chusteczkami.
– Wynocha – warknął Carlos, z trudem panując nad swoim głosem.
Sprzątacz nie spieszył się, ten jeden raz miał gdzieś ponaglania swojego szefa. Ze spokojem zabrał z suszarki jeden z banknotów, przeszedł do wezgłowia i ucałował górną wargę Lucie, która wysunęła języczek, skoro do dalszych pieszczot. Widząc minę Carlosa Hector postanowił nie przeginać.
– Adios, mi putita – mruknął na odchodnym i jeszcze połaskotał jedną ze stóp Lucie, wychodząc z sypialni.
*
Carlos z ledwością panował nad sobą. Odczekał, aż ten pędrak Hector wyjdzie z apartamentu, a potem jeszcze trochę. Cały czas patrzył na ciało nagiej blondynki, które nosiło ślady ostrego traktowania. Tak jak i on, czekała w napięciu.
Powinienem był wyjść. Wyjść i zapomnieć o całej tej sprawie. Może nawet zgłosić to gdzieś. Nie bał się jej męża. Miał do czynienia z gorszymi i bogatszymi łajdakami.
A mimo to został. Sprawdził jeszcze, czy drzwi do apartamentu są na pewno zamknięte, wrócił do sypialni. Nie rozbierał się na razie, tylko uklęknął między jej nogami w czarnych pończochach. Kilka oczek pękło, zapewne od uderzeń rózgi.
Carlos nachylił się nad jej kobiecością. Wypływał z niej biały płyn. Z odrazą do samego siebie zaczął go zlizywać.
*
Chwilę leżała bez ruchu, gdy Michel rozwiązał ją. Własnoręcznie musiał zdjąć jej knebel, opaskę i powyjmować zatyczki z uszu. Piękne, błękitne oczy Lucie spoglądały w sufit. Powoli rozmasowały obolałe kończyny.
– Miałaś dziś wielu gości? – zapytał ją, głaszcząc jej policzek.
– Kilku – odparła z frywolnym uśmiechem.
Wstała i ruszała w stronę łazienki, nie kwapiąc się z zakrywaniem. Poszedł za nią, śledząc wzrokiem jej ponętne pośladki. Patrzył jak bierze zimny prysznic.
– Co jutro? – spytał, kiedy pokrywała pianą mokre ciało, noszące ślady liczne bicia.
Błysnęła białymi ząbkami w lubieżnym uśmiechu.
– To samo.
– To są Latynosi. Za dużo paplają. Plotki rozejdą się po hotelu. Jutro będzie ich więcej. O wiele więcej.
Lucie popatrzyła na niego swoimi niebieskimi oczami.
– Na to właśnie liczę.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Sophie Nylon |