Author: admin

  • Zemsta cz.5/2

    Mocno ścisnęła jego mosznę, wbijając w nią swe szpony. Syknęła przez zęby:
    – Ostatni raz spojrzałeś na inną!
    – Tak kochanie! – Odpowiedział cicho, drżąc z bólu.
    – A teraz będziesz patrzył. Zobaczysz co z nią zrobię.
    – Jak zechcesz kochanie. – Szepnął, przełykając głośno.
    – Od teraz jesteś moja, suko! – Odwróciła się w stronę Marceliny.
    – Ha! Możesz pomarzyć! – Odparła szyderczo.
    – Jeszcze zobaczymy!  – Odpowiedziała pewnie, szarpiąc za włosy swą ofiarę. – Jeszcze przekonasz się jak wygląda ZEMSTA!

    Stała przywiązana za plecami do stojącej pionowo belki. W ustach miała knebel, zrobiony z jej majteczek. Żona Teodora chodziła wokół niej krzycząc głośno:
    – Jesteś zwykłą kurwą! Dowiesz się teraz co spotyka dziwki, które uwodzą cudzych mężów! – Gdy skończyła mocno szarpnęła swą ofiarę za włosy. Marcelina pisnęła głośno. Na jej twarzy rysowało się cierpienie. Nie podobała się jej sytuacja, w której się znalazła. Zdradzona grubaska brzmiała przekonywująco.

    Okładała jej cycuszki niewielkim batem. Głośne plaskanie rozbiegało się po obskurnym pomieszczeniu. Marcelina chlipała przez ból, którego doznawała z ręki swej prześladowczyni. Kobieta, chodziła dookoła niej krzycząc.
    – Pożałujesz tego co zrobiłaś! Zadam Ci tyle bólu, że tego nie zniesiesz. Ty kurwo! Nienawidzę Cię! – Ciągnęła, patrząc się w oczy związanej brunetki.
    – Przepraszam! – Mamrotała zakneblowana ślicznotka.
    – Och, teraz przepraszasz? – Szeptała jej do ucha. – Trzeba było myśleć wcześniej, zanim mnie zraniłaś! Teraz spotka cię za to kara! – Wrzeszczała, szarpiąc kochankę męża za grzywę. – Dociera to do Ciebie szmato?! – Krzyczała, okładając jej piersi.
    – Tak! Wybacz! – Rozpaczliwie jęczała Marcelina.
    – Jest Ci przykro? – Pytała głośno, trzymając kosmyk jej włosów.
    – Tak! – Odpowiadała z płaczem
    – Wypnij się! Wypnij się! – Twardo poleciła, po czym zaczęła okładać batem zgrabny tyłeczek swej suki. Marcelina podskakiwała, piszcząc głośno. Co chwila błagała o litość, jednak na nic się to zdało.

    Siedziała na jej twarzy. Marcelina z zapałem pieściła jej wielka piczę. Zdradzona kobieta mocno dociskała krocze do jej ust.
    – Jeszcze, jeszcze. Staraj się kurwo! Bo pożałujesz! – Mówiła lodowatym tonem. – Chodź tu! – Poleciła mężowy stojącemu kilka kroków od kobiet. – Ściśnij jej sutki! – Poleciła wijąc się na twarzy swej ofiary. Obserwowała jak Teodor chwyta delikatnie za czerwone piersi swej kochanki. – MOCNIEJ! – Wrzasnęła. – Bo ja Cię ścisnę! – Zagroziła stanowczo. Mężczyzna z całej siły wbił paznokcie w sutki Marceliny. Kobieta krztusząc się zawyła z bólu. Jej ciało przeszyły drgawki.
    – Zamknij się! – syknęła unosząc się na nogach. Kucała nad twarzą swej ofiary. – Pieść mnie! – Wydała jej polecenie groźnym tonem. – Mocniej! – Nakazała, oddając się błogiemu podnieceniu. Język marceliny szalał na jej wygolonej dokładnie piździe. Wkrótce oprawczyni trysnęła złocistym moczem. Oblała twarz męża, mocno ściskającego sutki niedawnej kochanki.
    – Pomóż jej! – Szepnęła, zamykając oczy. Teodor od razu zerwał się do pieszczot. Języki byłych kochanków wspólnie drażniły tłustą piczę. Mężczyzna, kiedy tylko mógł ocierał się o usta pięknej brunetki leżącej pod łonem własnej żony.

    Marcelina leżała na brzuchu. Jej oprawczyni, wodziła batem po jej plecach. Skończyła powolne ruchy na jej pięknych pośladkach.
    -Teraz oboje pożałujecie, tego co mi zrobiliście. – Syknęła chwytając za jaja swego męża. – Teraz ją zerżniesz! – Powiedziała wcierając w jego kutasa jakąś dziwną maść. – Mężczyzna zaczął odczuwać uporczywe pieczenie. Wkrótce jego krocze zaczęło pulsować z bólu. Jego żona uchwyciła mocno sukę za uda, pomagając jej się wypiąć. Pomasowała lekko jej cipkę, po czym oddał a kilka mocnych klapsów jej jędrnym pośladkom.
    – Zerżniesz ją w tyłek! – Poleciła, patrząc na jęczącą z bólu brunetkę. Teodor delikatnie zbliżył się do kakaowego oczka Marceliny i poczuł na pośladkach dłonie żony. – Mocno! – Rzekła mu do ucha, szarpiąc jego uda. Obolały kutas w mig zniknął w odbycie kochanki. Kobieta krzyczała, głośno łkając. Ruchy Teodora były bezlitosne. Tempo penetracji nadawała jego małżonka. Trzymając jego jądra, szarpała za nie mocno, prowokując mężczyznę do żwawych ruchów. Kiedy kutas opuścił cudny tyłeczek, oprawczyni szarpnięciem obróciła swą ofiarę na plecy, raniąc jej łokieć. Marcelina znów pisnęła z bólu.
    – Nie maż się dziwko! – Wrzasnęła mocno uderzając otwartą ręką w mokrą cipkę swej suki. Kiedy Marcelina ucichła, żona Teodora zwróciła się do niego. – Masz wypierdolić jej piczę!
    Mężczyzna nie czekał na zachętę. Od razu z impetem wpakował kutasa w cipeczkę ślicznotki leżącej na prowizorycznym stole. Rżnął ją szaleńczym tempem. Jego jądra klaskały głośno o cudne pośladki.

    Siedziała w dużym rozkroku. Jej stopy mocno opinały naciągnięte sznury. Na nadgarstkach Marceliny również gościły raniące więzy. Jej kończyny były mocno rozciągnięte. Na szyi kobiety zawiązana była pętla, która skutecznie utrudniała oddychanie. Teodor trzymał ją mocno za głowę i Posuwał jej obolałe usta. Kobieta krztusiła się potwornie, będąc bliską omdlenia. Prześladowczyni co chwila paralizatorem trącała mosznę męża.
    – Spuść się w niej, a urwę Ci jaja! – Wrzeszczała mu do ucha. – Co chwila go policzkując.

    Marcelina na pół przytomna obserwowała jak jej kochanek cierpi skrępowany, stojąc na baczność. Jego żona mocno biczowała krocze mężczyzny, koncentrując się na czerwonych od bólu jądrach. Teodor jęczał od zadawanego bólu.
    – Ostatni raz mnie zdradziłeś! – Krzyczał ściskając jego mosznę. – Jak zrobisz to jeszcze raz, nakarmię cię twoimi jajami. -Syknęła mu do ucha, ściskając mocno jego mosznę.
    – Tak kochanie. – Odparł łamiącym się głosem.

    Leżał na gołym betonie. Marcelina lizała jego odbyt. Na twardym fiucie galopowała gruba żona mężczyzny. Słusznych rozmiarów chuj, co chwila znikał w odbycie żony. W końcu doszedł. Spora porcja spermy wylała się z luźnej dziury, wprost na twarz Marceliny.
    – Połkniesz wszystko! – Poleciła chłodno, siadając na ślicznej buzi. Marcelina z ochotą zabierała się na oczyszczanie jej spoconego dupska z przepysznej spermy. Wreszcie czuła, że robi się mokra…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasis
  • Macocha Danuta

    – Zagraj nam coś na pianinie. Koleżanki mojej macochy zawsze czekały na tą chwilę. Moja macocha (Danuta) to prawie pięćdziesięcioletnia wybranka mojego taty. Wzięli ślub dwa lata po śmierci mamy. Ja byłem jej potrzebny tylko do zaspakajania jej potrzeb gdy tata co jakiś czas wypływał w rejs na długie miesiące. Jestem Aleksander i mam 19 lat. Metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Skończyłem szkołę muzyczną i tata kupił mi pianino bym mógł grać w domu. Jak tylko tata znikał na statku za horyzontem Danuta zmieniała się w wampa. Na początku podobała mi się ta zabawa bo kto by nie chciał mieć w domu nimfomanki. Dla młodego chłopaka to istny raj. Mogłem z Danutą spełniać wszystkie marzenia erotyczne od ssania przez nią mojego kutasa z samego rana aż po wymyślne zabawy z wiązaniem włącznie. Nie raz spuszczałem jej się na twarz i kazałem jej tak chodzić po domu pół dnia. Mieliśmy układ. W dni parzyste byłem do jej dyspozycji, w nieparzyste ona musiała być mi uległa. Pewnego dnia gdy to ja miałem być do jej dyspozycji zaprosiła swoje dwie koleżanki. Występowałem w roli kelnera będąc przyodziany tylko w biały fartuch kuchenny. Alkohol wypity przez Danutę spowodował iż na oczach pań zaczęła ssać mi kutasa patrząc na ich miny. Dużo czasu nie minęło jak obie zaczęły ściskać swoje piersi i ślinić się na widok znikającego kutasa w ustach gospodyni. – Któraś chętna zasmakować tego specjału? Za 500zł pozwolę by zawartość tych pięknych jąder wylądowała na waszych twarzach. Zszokowała mnie co nieco ale dzielnie pełniłem swoją rolę. Długo pań nie musiała namawiać bo zaraz obie zaczęły wyciągać z torebek banknoty z podobizną Władysława Jagiełły. Starsza z nich klęknęła przede mną. – Dawaj złociutki wszystko co masz. Ciocia się tobą zajmie. Była bardzo napalona. Muszę przyznać, że jej usta sprawiały mi ogromną przyjemność. Nawet na moment nie wyjęła z ust mojego kutasa a ssała bardzo mocno. Ściskała i lizała mi jajka. – Daj cioci, daj… Patrzyła mi w oczy i wystawiała język niczym rasowa kurwa. W oczach miała obłęd. Odsunąłem jej głowę i celując w nią wystrzeliłem kilka salw spermy, które lądowały na jej całej twarzy i włosach. Jeszcze starannie wyssała ostatnią krople i szczęśliwa wróciła na fotel. – Nie mam siły. Muszę odpocząć. Naprawdę nie miałem siły. Nogi mi się trzęsły i serce waliło jak młot. Takie spotkania odbywały się co jakiś czas. Nie zawsze Danuta miała ochotę dzielić się z koleżankami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbara Kawa

    Jak Wam się podobało to napiszę co działo się w dni parzyste.

  • Pan Profesor cz. 1

    Na trzecim roku studiów prawniczych poznałem nowego wykładowcę, był nim utytułowany karnista, często zapraszany do mediów profesor, na oko 55-letni łysiejący mężczyzna średniego wzrostu z zarostem i pokaźnym brzuchem, wyraźnie odznaczającym się w noszonych przez niego drogich garniturach. To właśnie obfity brzuch, na który od razu zwróciłem uwagę, zdecydowanie był najseksowniejszym elementem jego wyglądu. Świadczył o jego męskości, pozycji społecznej i zasobności portfela. Siedząc na wykładach kompletnie nie mogłem skupić się na ich treści, zamiast tego wyobrażałem sobie kolejne ekscesy, które mógłbym wyczyniać z Panem Profesorem w łóżku. Moja wyobraźnia nie mogła jednak przewidzieć tego, co miało się wkrótce wydarzyć, a już z pewnością tego, co działo się w głowie Pana Profesora. Któreś z kolei zaliczenie na prowadzonym przez niego przedmiocie miało mieć formę egzaminu ustnego. Jednak w przeciwieństwie do innych wykładowców, którzy odpytywali studentów w parach lub trójkach, Pan Profesor egzaminował każdego z osobna. Tak się złożyło, że miałem nazwisko na literę „Z”, przez co odpowiadałem ostatni. Egzamin przeciągał się, przez co wchodząc na salę zauważyłem, że mój egzaminator był już wyraźnie znudzony i zirytowany. Siedział rozparty na swoim fotelu. Miał na sobie garnitur, którego spodnie wyraźnie opinały jego męskość, zaś koszula lekko rozchylała się na jego brzuchu, uwalniając owłosienie na jego brzuchu i klatce. Nie zdążyłem usiąść, kiedy Profesor nagle nieprzyjemnie powiedział – Masz „tróję” za samo przyjście i spadaj, zadowolony? – zestresowany egzaminem i tą propozycją zupełnie nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc tylko wydukałem „tttak”. Taka odpowiedź wyraźnie mu się nie spodobała, bo za chwilę rozgniewany dodał – od kiedy to studenci zwracają się do swoich wykładowców na „ty”? Jeszcze jedna taka niesubordynacja i będziesz musiał zdawać cały egzamin, bez żadnej taryfy ulgowej – co tym bardziej mnie przestraszyło, ale po chwili otrząsnąłem się i szybko powiedziałem „przepraszam Panie Profesorze, nie chciałem Pana Profesora urazić”. No dobrze już, możesz iść – odpowiedział – a ja zacząłem iść w stronę drzwi. Wtedy Profesor zawołał za mną – jeszcze jedno, wróć się – co też uczyniłem. Kiedy z powrotem stanąłem przed nim zauważyłem, że masuje się po kroczu przez spodnie. Zmieszany spuściłem wzrok udając, że tego nie widzę, a on zaczął mówić – dobrze wiem, jak się na mnie patrzysz na każdym wykładzie i jak ci staje na samą myśl o seksie ze mną – ale Panie Profesorze… – próbowałem mu przerwać, na co on uderzył pięścią w biurko i krzyknął – Czy pozwoliłem ci mówić!? – po czym wrócił do swojej wypowiedzi cały czas masując się po swoim wyraźnie już podnieconym penisie – więc widzę jak się we mnie wpatrujesz i jak mnie pragniesz, a i ty jesteś niczego sobie, dlatego mogę zaoferować ci pewną umowę, zostaniesz moją suką, niewolnicą, kurwą czy jakkolwiek chciałbyś to nazwać, a w zamian za to celująco ukończysz studia i będziesz miał szansę na karierę naukową – widząc moje zmieszanie, ale nic sobie z niego nie robiąc Profesor dalej mówił – wystarczy, że będziesz mi całkowicie posłuszny, będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy i dbać o to, żebym miał pełen brzuch i puste jądra, a twoje ciało i umysł będą należeć w pełni do mnie, w zamian za co nie będziesz się musiał o nic martwić, a jak obaj wiemy nie jest ci łatwo utrzymać się samemu w obcym mieście. Zupełnie nie wiedziałem, co mam zrobić, aż Profesor nagle rzucił – masz minutę na decyzję! Chociaż tysiące myśli kłębiło mi się w głowie, bez chwili wahania odpowiedziałem „zgadzam się”. Profesor tylko uśmiechnął się i odpowiedział „Dobrze, od dzisiaj jestem twoim Panem a ty nie masz na imię Maksymilian, tylko jesteś moją własnością i będziesz się nazywał tak, jak akurat będę miał ochotę cię nazwać, ale nie licz na cokolwiek ładniejszego od szmaty. Masz zwracać się do mnie „tak, Panie” i to tylko jak ci na to pozwolę. Przez resztę czasu masz milczeć i robić to, co ci każę. Zamieszkasz u mnie. Będziesz chodzić cały czas nago, tylko w obroży. Spać będziesz w klatce, chociaż czasem pozwolę ci spać ze mną w łóżku. Żreć będziesz z miski. Masz być zawsze gotowy na seks, zresztą i tak będę cię brał, kiedy tylko najdzie mnie na to ochota. Poza obsługiwaniem mnie będziesz też sprzątać i gotować. Czasami odwiedzą mnie koledzy, wtedy będziesz usługiwał także im. Oczywiście po ich wyjściu zostaniesz surowo ukarany za to, że im się oddałeś. A musisz wiedzieć, że mam ciężką rękę. Najczęściej będę cię bić moim pasem, ale nie tylko. Przygotuj się, że będziesz chodzić pobity. No i najważniejsze – masz czcić moją dupę i mój brzuch. Będziesz lizał moją spoconą i brudną dupę, będziesz wąchał moje pierdy i będziesz służył za toaletę. Będę na ciebie szczać, a jak najdzie mnie ochota, to i zesram się prosto na twój ryj. No, to by było na tyle. A teraz rozbierz się i wypnij, suko!” – mówiąc to wyjął ze spodni swój skórzany pasek i zaczął mnie bić bez opamiętania. Krzyczałem z bólu, a on tylko powtarzał „lubisz to suko” i „byłaś bardzo niegrzeczna, Pan musi cie ukarać”. Kiedy w końcu wyżył się na mnie dostatecznie przestał mnie bić pasem i rozkazał uklęknąć na podłodze. Rozpiął wtedy spodnie i wyjął swojego penisa. Nie był duży, ale za to gruby i mocno owłosiony, podobnie do reszty ciała. Najważniejsze jednak, że jego duży brzuch trochę go zakrywał, co bardzo mnie podniecało. Profesor rzucił do mnie komendę „otwórz ryj”, co posłusznie uczyniłem. Myślałem, że wepchnie mi swojego kutasa do ust i każe ssać, on jednak zaczął sikać prosto w moje usta. Wtedy zrozumiałem, co oznaczało robienie za jego toaletę. Kiedy już się wysikał uderzył mnie z otwartej dłoni w twarz i rozkazał mi położyć się na plecach, a sam w tym czasie rozebrał się. Zobaczyłem wtedy jego duże, owłosione ciało w całej okazałości, ale przede wszystkim mogłem podziwiać ten duży brzuch. Nie wiedziałem, co będzie chciał zrobić, jednak po chwili mój Pan usiadł mi na twarzy. Miał bardzo spocony tyłek o intensywnym zapachu i równie mocno owłosiony, co reszta ciała. Nawet rowek miał owłosiony. Rozkazał mi lizać sobie tyłek, co oczywiście natychmiast zrobiłem. Namiętnie lizałem jego męską dupę i zachwycałem się intensywnym aromatem jego spoconego tyłka. Po dłuższej chwili siedzenia na mojej twarzy Profesor powiedział – teraz dopiero się zabawimy – i zaczął mi pierdzieć prosto w twarz, na której cały czas siedział. Ja zaś musiałem posłusznie to wszystko wąchać i nie przestawać lizać jego tyłka. Nie ukrywam, że byłem tym zachwycony. Byłem wdzięczny mojemu Panu za to, jak mnie traktuje i chciałem jeszcze więcej. Kiedy znudziło mu się bycie lizanym po tyłku i pierdzenie Profesor rzucił mi krótką komendę „wstawaj”, co natychmiast zrobiłem. Po chwili kazał mi położyć się na podłodze na brzuchu, on zaś położył się mnie całym ciężarem swojego ciała wchodząc we mnie bez żadnego przygotowania i zaczął ruchać. Czułem na sobie jego wielki brzuch, jego ciepły oddech i jego grubego penisa w sobie. Co chwila powtarzał tylko „lubisz to kurwo” albo „tak ma być dziwko, jesteś moją żonką” i stękał z rozkoszy. Nie było oczywiście mowy, żebym ja czerpał z tego jakąkolwiek przyjemność, co tym bardziej mnie podniecało. Po dłuższej chwili jebania mnie w dupę Profesor jęknął, wydał z siebie głośne sapnięcie i opadł na mnie, wypełniając mój tyłeczek mnóstwem swojej ciepłej spermy. Leżąc tak pod nim czułem się spełniony. Byłem posłuszną dziwką mojego Pana, dla którego stanowiłem jedynie przedmiot do przyjemności. Byłem mu wdzięczny za to jak mnie potraktował i chciałem jeszcze więcej. Kiedy Profesor w końcu doszedł do siebie wstał ze mnie i powiedział – na dzisiaj to tyle, spisałeś się i dzięki temu zasłużyłeś na nagrodę, a teraz ubieraj się i jedziemy do mnie domu, gdzie pokaże ci twoją klatkę – nie mogłem usłyszeć nic lepszego. Szybko ubrałem się a Profesor zaprowadził mnie do swojego samochodu i pojechaliśmy do jego domu, gdzie spędziłem jeszcze wiele upojnych chwil z moim nowym Właścicielem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maksymilian Śmigły

    Opowiadanie w ostrym klimacie. Jedno z wielu. Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli tak, to będę wstawiał kolejne opowiadania cyklicznie.

  • Zbrodnia, kara i cuckold, cz. 4 i ostatnia

    Krystian z rozpaczą pobiegł w stronę wychodzących już gości. Zdał sobie sprawę, że do upragnionego celu brakuje mu już tak niewiele… tylko jednego kutasa ruchającego jego żonę.

    – Błagam, nie wyrucha ktoś Roksany jeszcze raz? Proszę nade wszystko! Niech ją ktoś weźmie jeszcze raz! Będę dozgonnym dłużnikiem, ale niech ją ktoś jeszcze wyrucha!! – koledzy spojrzeli po sobie z niedowierzaniem, myśleli, że widzieli już wszystko, ale Krystian nawet po takim wieczorze jak dzisiejszy potrafił ich zaskoczyć. Wszyscy jednak odpowiedzieli, że dopiero doszli i ciężko im będzie jeszcze raz wywołać erekcję. Sytuacja się przeciągała, oni z rozbawieniem odmawiali a Krystian na kolanach błagał bez końca. W pewnym momencie zadzwonił telefon Marka, a w słuchawce odezwał się męski głos: Jestem, możecie wychodzić. – Panowie, przyjechał po mnie mój bratanek, nie chce żeby czekał. Krystian, gdy to usłyszał, uznał to za promyk nadziei w beznadziejnej syytuacji.

    – Zaproś go do środka! Może on będzie chciał wydymać Roksanę! – koledzy popatrzyli na siebie zszokowani po raz nie wiadomo który tego wieczoru.

    – To się może udać skoro aż tak nudzisz. – powiedział Marek – Chłopak ma 18 lat, ale nie miał dotychczas szczęścia do lasek. – wyciągnął telefon i przekazał bratankowi tę nietypową wiadomość. Osiemnastolatek nie dał się długo prosić, momentalnie pojawił się w drzwiach.

    – Siemanko! W co wy gracie? Jaja sobie robicie?

    – Nie, serio Krystian chce żebyś wydymał jego żonkę.

    – Zrobi z Ciebie faceta.

    – Gorąca sztuka.

    W czasie namów podszedł do niego Krystian, już ubrany.

    – To Kacper – przedstawił bratanka Marek – jest chętny.

    – Proszę, wyruchasz moją żonę? – Krystian spojrzał na niego błagalnym wzrokiem – Proszę, masz tu gumkę. Roksana czeka w pokoju, jest na Ciebie napalona.

    – Będziesz wiedział, co robić młody – Marek klepnął go po plecach. Kacper wziął prezerwatywę i wszedł do pokoju, w którym była żona Krystiana, zamykając za sobą drzwi. Mężczyźni postanowili podsłuchać co się tam dzieje.

    – Cóż to za młody ogier. Pokaż co tam skrywasz. Wooow, powiem Ci, że miałam już wielu facetów, ale ty robisz wrażenie. Zostaw, ja ci założę. Podobam ci się?

    – Tak, bardzo seksownie pani wygląda.

    – haha kiedy to się stało że jestem uważana za MILFa?

    – ma pani piękny biust.

    – widziałeś już kiedyś kobietę?

    – tak, ale nie takie kształty.

    – a ruchałeś się już? – zapadło milczenie, ale widocznie Roksana nie potrzebowała odpowiedzi. Od teraz było słychać tylko jęki, westchnienia i skrzypienie łóżka. Trzej kumple dopingowali młodego, a Krystian czekał pod drzwiami z nieobecnym spojrzeniem.

    – Aaaaahhh jeju ale jesteś w tym dobry! Dopiero doszłam kilka razy, a dzięki tobie doszłam jeszcze jeden raz i to wyjątkowo mocno. Mocniej niż przy moim mężu. Niezły ogier z ciebie.

    – pani też… rucha się świetnie. – dało się słyszeć ciche wstchnienie. Potem Kacper zaczął się ubierać i w końcu pojawił się w drzwiach pokoju, podając prezerwatywę Krystianowi, który zareagował tak euforycznie, że młody zdębiał. Ale zaraz z szoku wyrwała go trójka przyjaciół, która wiwatem ogłosiła wejście jego w dorosłość. Postanowili, że muszą to uczcić, więc zebrali się szybko i pojechali kontynuować imprezę.

                Krystian z namaszczeniem dopiął ostatnie trofeum do swojej kolekcji. Był z siebie dumny, i nieziemsko napalony na swoją żonę.

    – Dobrze ci było kochana?

    – Nawet nie wiesz jak bardzo. Ta twoja zdrada wszystkim wyszła na dobre, nie? Ty się trochę wychowałeś, a ja przeżyłam niesamowite chwile. Anal, podwójna penetracja, ten młody kutas, w ogóle tyle kutasów, tyle ciepłej spermy na sobie, ahhhh to były wspaniałe chwile. Jestem z ciebie dumna, przez cały ten czas byłeś bardzo grzeczny, pomagałeś mi, chciałeś żeby mi  było dobrze. Teraz stałeś się porządnym mężem.

    – Dziękuję kochana. To już wszystkie trofea. A do tego moje urodziny…

    – Masz rację. Ale skoro ja przeżyłam tyle nowości, chcę żebyś ty też się przełamał i poznał nowe doznania. Rozbierz się i usiądź pod trofeami. – Krystian ochoczo wykonał polecenie.

    – Widziałam na twoim laptopie, że lubisz porno o tematyce bukkake – spojrzała na męża który uniknął jej wzroku. – Więc zapewnię ci atrakcję. – Mówiąc to zdjęła ze spinki najstarszą prezerwatywę.

    – Oto sperma pewnego nieznajomego z mojej pierwszej randki bez ciebie, jak się wtedy czułeś czekając? Myślałeś o mnie? O tym kto i co mi robi? – nie czekając na odpowiedź, wylała na twarz męża zawartość gumki. Zniósł to dzielnie. Wylewała na niego kolejne prezerwatywy, niektóre kazała mu brać do ust i nie połykać, innymi oblewała mu twarz, ciało, włosy.

    – A to sperma mojego kolegi z pracy, wiesz którego. Tego, o którego zawsze byłeś zazdrosny jak wyjeżdżaliśmy w delegacje. Wcześniej byłam wzorem cnót, ale twoja zdrada przekonała mnie do zrealizowania twoich „fantazji”. Mówiąc to, zalała spermą jego penisa wciąż zamkniętego w klatce, wcierając biały płyn w skórę penisa, pomiędzy pręty metalowej klatki. Krystian był rozbity. Roksana wlała mu do ust następne dwie gumki, a widząc, że ilość spermy jest już zbyt duża, podłożyła mu miskę do której wypluł spermę wraz ze śliną.

    – I tak to wszystko połkniesz, ale chciałam żebyś miał w ustach, choć trochę smaku tych najlepszych, którzy doprowadzili twoją żonę do krzyków z rozkoszy. – Krystian czuł, że cała twarz i włosy lepią mu się od płynów obcych facetów. Sperma na penisie i w misce powodowały zawroty głowy. Ale chciał to doprowadzić do końca, jeszcze nigdy w życiu nie był tak zdeterminowany.

    – Dobrze rogaczu mój kochany, pijemy do dna. Otwórz szeroko usta i połykaj wszystko! Hahaha przypomniało mi się jak tamtych dwóch gości na ciebie sikało, ale jesteś perwersyjny haha – śmiejąc się lała mu do ust spermę z miski, wlewając solidne porcje białego płynu, które mąż chętnie połykał.

    – jestem dzisiaj tak wyruchana i miałam tyle orgazmów, ale mimo to zwilgotniałam od tego bukkake. Miałeś rację, że to podniecające! Ej nie wypluwaj, mówiłam, że masz wszystko połknąć. No już. – przy ostatniej porcji musiała przechylić mu głowę w tył i zatkać nos. Ale i tak trzeba przyznać, że zniósł to dzielnie – pomyślała.

    Zostały jeszcze trzy prezerwatywy z dzisiaj. Pierwszą wylała na swoją stopę, tak, że większość skapała na podłogę. Wskazała tylko palcem na rozpływający się gęsty płyn, a Krystian natychmiast ochoczo przystąpił do sprzątania. Najpierw do czysta wylizał stopę żony, a gdy skończył ta zaczęła spodem stopy rozcierać spermę po podłodze. Mąż podniósł, więc jej stopę i wylizał do czysta od spodu, a następnie pochłonął resztki z podłogi. Roksana była pod wrażaniem i czuła po raz kolejny dzisiaj przyjemną wilgoć między nogami.

    – Nie wiem który to twój przyjaciel, w najgorszym przypadku dowiesz się za 9 miesięcy. – Mówiąc to wylała spermę z przedostatniej gumki na cipkę i zaczęła ją rozcierać. Krystian myślał że oszaleje. Rzucił się na żonę jak drapieżnik na ranne zwierzę i tak przywarł do jej cipki, że Roksana myślała że ją rozszarpie. Wyssał każdą kropelkę spermy i jej soczków, jakby chciał ją osuszyć na zawsze. Musiała mu przerwać, odkopując go nogą.

    – No już wystarczy rogaczu, pięknie mnie wylizałeś. Powiem ci że podniecałeś mnie w pewien dziwny, niespotykany dotąd sposób. Doceniam to jak się zmieniłeś żeby mnie dostać. Pragniesz mnie? – patrzył na nią z niedowierzaniem, jakby spodziewał się kolejnej niespodzianki i upokorzenia.

    – O niczym i nikim innym nie marzę.

    – Koniec z kochankami? Z dziwkami? Nawet z porno?

    – Koniec. Chce tylko twojej cipki, dam się za nią zabić. Nie wiem jak mogłem jej nie doceniać wystarczająco. Jesteś najgorętszą kobietą na świecie.

     – podobało ci się jak się ruchałam? Jak dochodziłam? Tęskniłeś?

    – Bardzo mi się podobało i bardzo tęskniłem. Kocham Cię za to, jaka jesteś wspaniała. – mówił to naprawdę szczerze – widziała to po oczach. Zadowolona sięgnęła po kluczyk. KLUCZYK! Po tak długim czasie. Dźwięk otwieranej klatki był najpiękniejszym dźwiękiem, jaki Krystian słyszał w całym swoim życiu. Metalowe obręcze zaczęły powoli zsuwać się z błyskawicznie pęczniejącego penisa. Metal zadźwięczał o podłogę, a penis Krystiana był nabrzmiały jak jeszcze nigdy w życiu. Jego jądra były tak przepełnione, że ciemnawy kolor nie schodził z nich od wielu dni, a obecnie bolały przy każdym ruchu. W oczach miał obłęd, albo po prostu dzikie napalenie. Oboje poczuli to pożądanie. Pomimo że oboje ociekali spermą. Pomimo że Roksana ledwie chwilę temu odbyła wiele satysfakcjonujących stosunków, a jej cipka była rozszerzona i obolała. Oboje poczuli się jak przed pierwszym razem. Roksana uklękła, całując tak tęskniącego za nią penisa męża, pieszcząc go i zlizując resztki spermy jednego z jej kochanków zmieszane z preejakulatem, który niemal od początku pieszczot zaczął wypływać z penisa Krystiana. Kiedy był już czysty i nieziemsko nabrzmiały, żona wstała, spojrzała na męża z uczuciem i pocałowała go bardzo namiętnie. Nie przeszkadzał im smak spermy, która mieszała się wraz ze śliną w ich ustach, oboje odpływali.

    – Grzecznie czekałeś aż ci wszyscy faceci mnie wyruchają i dadzą rozkosz mojej cipce. Teraz twoja kolej. – Krystian nie mogąc uwierzyć, że ta chwila wreszcie nadeszła, posadził żonę na stole i wszedł w nią z ogromną energią, wyzwoloną po bezkresnym okresie postu i wyczekiwania. Jej cipka była luźna, ale on tego nie czuł, dla niego była najwspanialsza na świecie. Roksana również skupiła się na przyjemności, czując zarazem pewien rodzaj tęsknoty jak i osiągnięcia wymarzonego celu na wszystkich możliwych poziomach. Jej mąż pozwolił jej na różnorodną rozkosz a teraz znowu jej dziko pożądał. Długi czas oczekiwania i długotrwałe napalanie bez ujścia doprowadziły Krystiana do nieogarnionej przyjemności, która nastąpiła jednak po kilku ledwie pchnięciach. Za to jego orgazm był bardzo długi, bardzo satysfakcjonujący i bardzo obfity. Zalał jej cipkę tak bardzo, że po sperma wypływała z niej na zewnątrz jeszcze zanim wyjął z niej penisa. Roksana poczuła wreszcie w sobie gorącą spermę, a nie jak dotychczas orgazmy w prezerwatywy. I to takie ilości gorącej podniecającej spermy wewnątrz jej cipki. Spodziewała się szybkiego finiszu, ale jednak mimo to była lekko zawiedzona. Spojrzała na jądra Krystiana, które zaczęły przybierać naturalny kolor, ale bynajmniej nie wyglądały na puste. Również jego penis nadal stał gotowy na kolejny raz. Krystian nic nie mówiąc sięgnął po lubrykant, odwrócił żonę kładąc ją brzuchem na stole i wszedł w jej tyłek. Oboje krzyknęli jednocześnie. Tutaj jego żona była tak ciasna, że poczuł kolejny etap przyjemności. Dodatkowo był to jego pierwszy raz.

    – Będę cię brał różnorodnie i z fantazją. Pokazałaś mi swoje potrzeby, za co jestem wdzięczny i doceniam cię za to. Pragnę tylko ciebie, pragnę dorównać tym wszystkim kochankom. – Roksana nic nie odpowiedziała, bo odpływała. Choć to wydawało się niemożliwe, doszła po raz kolejny, a zaraz po niej doszedł Krystian, zalewając jej tyłek kolejną olbrzymią dawką białego płynu. Oboje padli na podłogę wymieniając spojrzenia. Słowa nie były potrzebne.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    XYZ
  • Gorska Bryza

    Nick: crazyhotboy94
    Wiek: 22 lata z hakiem
    Miasto: Nowy Sącz

    – Hmm, daleko – mruknął. – Ciekawe jak bardzo.

    Odległość: 88.6 km.

    Bywało gorzej. Przecież jeździł 100 km i więcej, aby tylko zruchać jakiegoś przystojniaka. Podniecenie było niekiedy tak silne, że zużycie kilkudziesięciu złotych na paliwo było niczym w porównaniu z niezaspokojonym pragnieniem.  

    Wzrost: 181
    Waga: 71
    Figura: atletyczna

    “Mmm… Pewnie uprawia sport.”

    – Muszę go zobaczyć – wszedł w galerię. – Cholera! – przeklął, kiedy spostrzegł, że wszystkie zdjęcia są pod hasłem.

    “Cześć. Ja młody, umięśniony, mobilny, akt, 21 cm. Chętnie bym się spotkał na ruchanko. Chcesz?”

    Kliknął ikonkę “Dodaj zdjęcie” i wgrał fotkę sprzed miesiąca. Zrobiona w czerwcowy ranek idealnie ukazywała jego góralskie piękno na tle lasów. Słońce przyjemnie rozświetlało jego urodziwą twarz. Trzydniowy zarost, który zawsze nosił idealnie podkreślał jego atrakcyjność. Na sobie miał zwykły podkoszulek i spodnie moro.

    Kliknął “Wyślij” i wrócił na stronę główną profilu.

    Oczy: niebieskie
    Włosy: ciemny blond
    Owłosienie ciała: średnie

    Prześledził pochopnie resztę informacji, aż dotarł do najważniejszej części.

    Rola w seksie: uniwersalny

    “Tak zarucham.”

    Był w 100% aktywny. Również w obciąganiu. Tylko dziury lizał przed wejściem w dupsko.

    Wtem usłyszał znajomy dźwięk. Nowa wiadomość.

    “Cześć. Ja chętny. Mam wolny wieczór, przyjedź.” – mówiła wiadomość, poniżej której znajdowała się fotografia z nagim, pleczystym chłopakiem o diamentowej twarzy.

    Wyobraził sobie go robiącego pompki, dyszącego i zwilżonego potem.

    Wyłączył komputer, złapał kluczyki i wyszedł.

    – Kaś ta się szlajoł? – ryknął jego ojciec, widząc syna ukradkiem zamykającego drzwi.
    – Byłem na imprezie, popiłem.  
    – Roboty byś ta sie chwycił, co? A nie dziołchy ci we łbie. Drewna tyle do ciupania, krowy trza wydoić, Andrzej – oznajmił – a ładna chociaż ta Twoja?  
    – Mówiłem ci, że na imprezie byłem, nie na randce – odrzekł, podrażniony prostotą ojca.  
    – Najwyższy czas sie zainteresować, synek. Masz dwajścia trzy lata. Kto ci będzie gotował łobiadki, zupki i inne srutki, jak matki zabraknie?
    – Idę wydoić te krowy – poinformował gorzko i skierował się ku drzwiom.
    – Tylko nie rozlej mlyka jak łostatnio – rzucił ojciec, ale Andrzej już go nie słyszał.

    …  

    Wiatr był dość spokojny jak na poburzowy poranek. Ostre i drażniące oczy słońce oświetlało puszysty piasek sopockich plaż. O tej porze liczba plażowiczów była niewielka. Można było sobie spokojnie leżeć. Okazję do inspiracji wykorzystywał Neptun.

    Neptun, chłopak o jasne cerze, blond włosach i błękitnych oczach malował impresję lipcowego wschodu słońca. Miał właśnie zanurzyć pędzel w piaskowej żółci, gdy zadzwonił telefon.

    – Tak mamo… dobrze… już wracam – odpowiadał kolejno na prośby troskliwej matki. – Papa.  

    Wiedziała o jego orientacji i akceptowała go, zresztą jak cała jego rodzina i przyjaciele. Chłopak miał szczęście, wychowując się w gronie tak wspaniałych ludzi.  

    Niestety nie miał szczęścia u płci brzydkiej. Być może było to zasługą jego skrytości i braku zaufania do świata oraz patykowatego ciała, że jeszcze nie przeżył swojego pierwszego razu. Czuł się odrzucony przez społeczeństwo, nie wierzył w siebie i czuł, że stoi w miejscu pomimo tak wielkich, jak na dwudziestojednolatka malarskich zdolności i ogromnych osiągnięć w nauce.  

    Dumał tak przez chwilę, po czym pozbierał skrupulatnie wszystkie swoje materiały.

    Spojrzał na morze. Wiatr wbijał się w jego włosy, rozwiewając je na wszystkie strony świata.

    Podrapał się po swojej piwnej brodzie i ruszył w stronę domu.

    …  

    Przybity rozmową z ojcem siedział na starym drewnianym taborecie i ciągnął to za jedno, to za drugie wymię. Co dwie sekundy do wiadra wlatywały cienkie strużki białego płynu.

    Rozmyślał nad swoim życiem. Nad tym, dlaczego mieszkał w takiej dziurze. Dlaczego musiał ukrywać swoją orientację przed rodziną. Dlaczego się na to godził.  

    Znał odpowiedzi, lecz nie dopuszczał ich do siebie.  

    Rodzina. No tak. Ludzie, którzy go wychowywali nie dali mu pewności siebie, ani żadnych pokładów wewnętrznej siły.

    Skończył zawodówkę i został ślusarzem. Rodzice go do tego zmusili. Twierdzili, że facet powinien mieć fach w ręku, a nie jakieś tam studia. – Po studiach nie ma roboty – mówili.

    Lecz on chciał się kształcić. Jego marzeniem była własna restauracja, w której dominowałyby ryby i owoce morza. Ale nie chciał otwierać jej tutaj, w górach. Szczerze nienawidził tego miejsca. Od zawsze chciał mieszkać nad morzem.

    Był tam raz na kolonii, kiedy jeszcze chodził do szkoły. Czuł tam wszechogarniającą go wolność. Tak bardzo nie chciał wracać i kiedy jechał pociągiem z powrotem do domu, miał łzy w oczach. Czuł się, jakby wracał do więzienia.

    Spojrzał do wiadra, które już było prawie pełne.  

    – No Klaudio, dzisiaj masz swój mleczny dzień – rzekł do krowy, klepiąc ją po zadzie, po czym wrócił z powrotem do swej pracy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    MasterOfYourThoughts
  • Pierwszy raz i zdrada

    Hej. Chciałam się z wami podzielić prawdziwą historią związaną z moim pierwszym razem. Może będzie trochę brzmieć jak fabuła filmu erotyczno-romantycznego, ale jest prawdziwa. Było to kilka lat temu, gdy miałam 18 lat. Dzisiaj się uważam za seksowną dziewczynę, oczywiście każdy ma swoje wady, ale ważne by wykorzystywać swoje walory haha. Nie zawsze jednak tak było i w okresie nastoletnim moja pewność siebie leżała i przekładało się to na relacje z chłopakami. W końcu jednak zaczęłam się spotykać z pewnym chłopakiem. Początkowo uczucie było silne, z czasem jednak z mojej strony zaczęło maleć. Cóż czułości były, poczułam w końcu bliskość mężczyzny, ale brakowało jednego – seksu. Mój ówczesny chłopak też nigdy jeszcze tego nie robił i jego odwaga do tego po prostu leżała. Jak się całowaliśmy czasem widziałam delikatny namiocik w jego spodniach, ale nigdy nie próbował nawet się do mnie zbliżyć odważniej. Jak kiedyś przypadkowo otarł się ręką o mojego cycka, tylko odskoczył nerwowo. A ja czułam, że w końcu tego potrzebuje, myślałam sobie “Kurczę, mam 18 lat, większość moich koleżanek miała już kilku chłopaków, z większością, jeśli nie ze wszystkimi coś działały a ja nawet kutasa na żywo nie widziałam”. Pragnęłam w końcu seksu, jednak coraz mniej z moim chłopakiem. Jego pewność siebie zaczęła być odpychająca a ja marzyłam o chłopaku, który wie co to seks i da mi niezapomniane przeżycia. Zatem zaczęłam się przygotowywać do zerwania. Nie mogłam żyć dalej w takim związku. Plany pokrzyżowała nieoczekiwana grypa chłopaka a nie chciałam tego robić przez Internet. Na weekend dostałam zaproszenie na imprezę od koleżanki. Niby zwykła domówka, ale kilka nieznanych mi osób ma być i to w dodatku chłopaki. Może uda się w końcu poznać kogoś interesującego. Nie wiem czy chłopakowi się to podobało, ale pisał, że nie ma nic przeciwko żebym trochę poimprezowała. Szykowałam się na imprezę, po kąpieli stałam naga, spojrzałam na swoją cipkę. Jakiś czas wcześniej goliłam ją licząc jeszcze na seks z chłopakiem. Od tego czasu jednak trochę zarosła, niby chciałam uniknąć bliższych kontaktów do póki nie zerwę z chłopakiem, ale lepiej się przygotowywać niż się potem wstydzić. Więc chwyciłam za maszynkę i poleciałam całkiem. Potem koronkowa bielizna i czerwona sukienka z fajnym dekoltem podkreślającym moje spore cycki i zakrywającą ledwo mój również nie mały tyłek. Myślałam: “Bzykać się dzisiaj może nie planuję, ale fajnie by było koło jakiegoś ruchacza się zakręcić”.

    Przyszłam na imprezę, przywitałam się ze wszystkimi. Szczególnie uwagę moją przykuł jeden chłopak. Może nie za wysoki, ale za to dobrze zbudowany z sexi twarzą i fryzurką. Szybko zauważyłam też całkiem widoczne wybrzuszenie na jego rozporku, pomyślałam “No musi mieć sporego”. Siedzieliśmy i zauważyłam, że on także na mnie ciągle zerka. Chyba mu się spodobałam. Po jakimś czasie piłam drinka i dosiadł się do mnie:

    – Co taka piękna dziewczyna robi sama na imprezie?

    – Mój chłopak jest chory, poza tym i tak nie wiem czy by dzisiaj tutaj ze mną był

    – Nie układa się wam?

    – No ostatnio nie bardzo.

    – Czyli mam rozumieć, że niedługo będziesz wolna?

    Powiedział kładąc rękę na moim udzie

    – Być może tak a co?

    – A nie szukasz nowego?

    – A co zgłaszasz swoją kandydaturę?

    – Być może haha

    Impreza po tej gorącej rozmowie toczyła się dalej w końcu zapytałam koleżankę o gościa, który do mnie się przystawiał:

    – Fajny on jest?

    – No nie miał szczęścia do dziewczyn, ale generalnie możesz stara się koło niego zakręcić. Może i w naszym wieku, ale z pewnością bardziej doświadczony niż ten twój prawiczek, wyrucha cię aż ci białka w oczach wyjdą a nie będzie zabierał się do tego 100 lat.

    Potem znów impreza toczyła się dalej, jak alko weszło już lepiej zaczęły się tańce, mnie poprosił oczywiście dobrze mi już znany kolega. Po jakiś intensywnych wywijańcach nastał czas na jakiegoś wolnego. Oczywiście przytuliliśmy się i tak tańczyliśmy. Dużo nie było trzeba i zaczęliśmy się namiętnie lizać, przy czym jego ręka powędrowała pod moją sukienkę na tyłek. Jęknęłam cichutko. Pierwszy raz facet dotyka mojego tyłka. Od razu poczułam, że robię się mokra. Szybko wyhaczyła to koleżanka:

    – Gołąbki, chcecie poświntuszyć to idźcie sobie do pokoju, nikt wam nie będzie przeszkadzał, tylko nie ospermić mi tam wszystkiego!

    Spojrzał na mnie:

    – Idziemy?

    – No dobra.

    Zgodziłam się, choć ciągle powtarzałam sobie co ja właściwie robię, pożądanie było jednak zbyt silne.

    Weszliśmy do pokoju, całowaliśmy się dalej i w ten sposób siedliśmy na łóżku a on zaczął ściągać mi sukienkę:

    – W sumie nie powinniśmy

    – Ciiii, kochanie rozkoszuj się

    – Ale chłopak…

    – Nie przejmuj się nim

    Szybko zdjął sukienkę a zaraz potem pewnym ruchem stanik, moje cycki wyskoczyły a on zaczął je masować, lizać i ssać. Cała drżałam z podniecenia. Szybko zaczął masować moją cipkę w majtkach, uczucie było nieziemskie, 100 razy lepsze niż robienie sobie samej palcówki, po czym zaczął zdejmować majtki.

    – Ale… ale ja nigdy tego nie robiłam

    – To od czego masz tego chłopaka jak nawet nie potrafi cię wyruchać? Seks to podstawa w związku!

    Po czym pewnym ruchem ściągnął moje majtki:

    – Ale widzę, że na seksik się szykowałaś.

    – No na wypadek takiego ruchacza jak ty haha

    Robił mi chwilę palcówkę, po czym pocałował mi cipkę i zaczął robić soczystą minetę. Pojękiwałam wijąc się w rozkoszy:

    – Czyli mam być pierwszy w tej słodkiej cipce? Brzmi podniecająco.

    I kontynuował a ja jęczałam coraz głośniej, w końcu dochodząc od jego języka na łechtaczce.

    – Może mi jeszcze powiesz, że kutasa nie widziałaś?

    – No na żywo nie.

    – Czas to nadrobić.

    Mówiąc to jednym ruchem ściągnął swoje spodnie i bokserki a moim oczom ukazała się ogromna, stercząca pała.

    – A teraz pokaż jaka w tej dziewicy suczka siedzi i zajmij się nim.

    Może kutasa na żywo nie widziałam, ale za to trochę pornosów już tak, dlatego klęknęłam przed nim i pewnie chwyciłam go w dłoń waląc mu. Dokładnie mu się przyglądałam, był wielki a pod nim wcale nie małe jajka, wszystko zadbane i ogolone. Do walenia szybko dodałam masowanie jajek. Spojrzałam na górę, bardzo mu się ewidentnie podobało. Więc pocałowałam główkę i wsunęłam go sobie do ust lekko zasysając. Szybko poczułam słony, ale bardzo dobry smak. I tak obciągałam mu kilka minut widząc rozkosz na jego twarzy, po czym przestałam i dając mu klapsa w tyłek stwierdziłam odważnie:

    – To teraz ty pokaż jakim jesteś ruchaczem!

    – Mówisz masz

    Mówiąc to wziął swój portfel i wyjął z niego gumkę, szybko otworzył i założył sobie na kutasa.

    – To się połóż i nóżki szeroko

    Tak zrobiłam

    Nachylił się nade mną i zaczął ocierać się kutasem o moją cipkę:

    – Może trochę boleć na początku, ale potem sama rozkosz

    I pewnym ruchem wsunął go do środka. Jęknęłam z bólu, ale szybko zaczął przechodzić. Ruszał się najpierw powoli, potem coraz szybciej. Po chwili ból przeszedł w rozkosz. Czułam się najlepiej na świecie. Tego właśnie pragnęłam, ogromnego kutasa we mnie. Szybko zaczęłam jęczeć coraz głośniej i wić się w rozkoszy. Czułam tylko go w sobie, jego wielkość, ciepło i główkę obijającą się o moją cipkę. Byłam w raju. Po chwili jednak przestał:

    – To może jak już nie boli to pokażę ci moją ulubioną pozycję?

    – A jaką?

    – Wypinaj dupę suczko

    Szybko obróciłam się i wypięłam w jego stronę, od razu dostałam soczystego klapsa

    – Takie dupsko to tylko lać i macać

    Po czym znów włożył pewnie kutasa w cipkę. I tak rżnął mnie dając raz na jakiś czas klapsa. Czułam i słyszałam jego jaja obijające się o moją dupę.

    – Uwielbiam cię, masz najlepszego kutasa na świecie

    Stwierdziłam i jęczałam dalej. Po chwili w tej rozkoszy i przy interesujących dźwiękach padł dźwięk powiadomień w moim telefonie, zerknęłam na szybko.

    – To mój chłopak

    – Zerwij z nim w końcu

    – Teraz?

    – Tak teraz, jak masz kutasa w sobie to chyba tym bardziej nie masz wątpliwości, możesz go mieć częściej i to bez .

    – W sumie racja

    Wzięłam telefon i napisałam krótko, że to koniec i zablokowałam, w tym czasie przyspieszył tempo przez co szybko doszłam głośno jęcząc.

    Po czym przestał wyjął kutasa i zdjął gumkę,  -Pokażę ci jeszcze spermę, siadaj.

    Siedziałam na łóżku a on stał przede mną i walił sobie patrząc na moje cycki. Po chwili zobaczyłam dziwne ruchy kutasa i jajek i ani się nie obejrzałam ciepła, biała substancja wystrzeliła mi na cycki.

    – Byłeś cudowny

    – Ty również

    Po wszystkim wróciliśmy na imprezę, potem mieliśmy relację opartą na seksie, która szybko przerodziła się w związek. A dzisiaj, no cóż planujemy już swój ślub. A ja no nie zawsze zachowałam się może fair, ale dzięki temu jestem dziś szczęśliwa i mam to, czego pragnęłam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Z
  • Jesienny dzien

    Jesienny dzień (Prolog)
    Dzień, jak każdy inny. Szaro za oknem deszcz pada i pojedyncze strugi światła padają na twój policzek. Z racji, że masz dzisiaj dzień wolny postanawiasz wyjść na spacer, bo czemu by nie. Bierzesz parasol i przechodzisz się wzdłuż miasta, patrząc na tych wszystkich ludzi, zastanawiając się jacy są co robią na co dzień i jacy się z charakteru. Idziesz przed siebie bez celu, słuchając odgłosu miasta i pobliskich głosów. Deszcze uderza o parasol, wyzwalając dźwięk, który lubisz sprawiać ci trochę dreszczy na ciele. Spacerujesz tak kilka minut, a wiatr staje się coraz bardziej chłodny postanawiasz wracać do domu by wypić ciepłą herbatkę pod kocem, oglądając swój nowo znaleziony serial. Wracając przez park, podziwiając jesienny dzień nagle czujesz intensywny zapach. Działa on w taki sposób na ciebie, że aż zwalniasz kroku, próbując zaanalizować wszystkie myśli oraz odczucia które w tej chwili czujesz. Z każdym zaciągnięciem zapach staje się coraz słabszy, a ty chcesz go coraz więcej i więcej, i aż pojawia się smutek w twoim sercu, że już go przestajesz czuć. Zastanawiasz się, skąd przybył, co się wydarzyło, że go czujesz. Nagle pojawia się przebłysk w głowie i wiesz, że to od osoby, która moment temu cię minęła. Odwracasz się i widzisz swój typ osoby pod względem fizycznym. Patrząc się doskonale wiesz, że wizja przed tobą ubiera się tak uwielbiasz, czyli elegancko, ale luźnie w pewien sposób seksownie ależ równie skrycie. W jednym momencie czujesz, że ktoś ci coś daje i odbiera przyciąga ależ równie odtrąca. Czujesz jak twoje serce przyspieszyło nie wiedząc, co się dzieje, a twoje myśli, walcząc, czy podejść i zagadać, czy tez nie. Niestety jedyne, co ci zostało po tej chwili to nadzieja, że znowu kiedyś spotkasz tę osobę. Wzdychając pod nosem ruszasz dalej tworząc w swojej głowie alternatywna wersje wydarzeń pt. „Co by było, gdybym zagadał”. Jakby potoczył się ten wieczór. Czy spodobalibyśmy się sobie nawzajem? Może ma kogoś i nic by z tego wyszło? Co jeśli by się zakochała we mnie. Wzdychając znowu pod nosem z racji braku odpowiedzi na nurtujące pytanie. Trzymając się planu wracasz na herbatę. Los chciał jednak inaczej i właśnie siadasz na pojedynczym fotel w kawiarni, która otworzyła się niedawno, ale tłumów jakoś nie porywała. Może to przez wystrój może to przez zakaz używania telefonów. Tobie to nie przeszkadzało, bo to jest miejsce, które dawno chodziło ci po głowie. Podoba ci się tu, ponieważ całe miejsce jest w stylu które chcesz mieć w swoim mieszkaniu. Z racji zakazu w oczekiwaniu na zamówienie podchodzisz do regałów aby wybrać książkę, która będziesz czytać podczas swojej cieplej herbaty. Bierzesz wdech nosem i czujesz to samo, co w parku… ten zapach… te uczucia… te… pragnienie. Rozglądasz się, ale nie widzisz, skąd przybył. Wybierasz książkę i lustrując pomieszczenie szukasz źródła zapachu. Siadasz na krześle wciąż spoglądając w rożnych kierunkach. Otwierasz książkę, a czytając pierwsze zdania uświadamiasz sobie, że coś się zmieniło. Ktoś siedzi naprzeciwko ciebie. Masz „gościa” myślisz. Na dodatek ta osoba przyszła sama wiec macie wspólny stolik. Nic zwyczajnego myślisz… do momentu, w którym uświadamiasz sobie, że zapach, który tak bardzo oddziałuje na twoje zmysły jest cholernie intensely. Unosisz powoli no wiesz, że źródło siedzi naprzeciwko ciebie i wiesz, że te ciuchy już dzisiaj pojawiły się przed twoimi oczami. Park… tak to ta sama osoba. Analizujesz sobie dokładnie twarz centymetr po centymetrze, uzupełniając sobie dane w głowie, bo było ci dane ujrzeć tylko plecy i nie wiedząc, że patrzysz się już tak kilka sekund kręcisz głowa, wychodząc z transu. Twój „gość” najwidoczniej to zauważył, bo skomentował najdelikatniejszym śmiechem, jaki było ci słyszeć od dawna. Sięgasz po herbatkę ze świadomością, że już tak trochę leży wiec masz nadzieje, że nie będzie aż tak zimna. Pochylacie się w tym samym momencie i w tym samym momencie patrzycie w sobie w oczy. Masz wrażenie, że ta chwila trwa wieczność, ale ta wieczność jest tak cholernie przyjemna, że nie chce by się kończyła. Patrzycie tak sobie w oczy bez slow. Zapomniawszy o tym, co się dzieje wokół was. Nagle otrzymujesz uśmiech… tak ciepły jak promyk ciepłego słońca na poliku w jesiennie pochmurny dzień. Serce bije ci szybciej i nagle słyszysz słowa, które są otulone tak milą barwą głosu, przez którą dostajesz dreszczy.
    – Dzień dobry my się dzisiaj już chyba widzieliśmy prawda?…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taki Jeden Typ

    To moje pierwsze opowiadanie wiec dajcie znac prosze co sadzicie jakie sa odczucia i co warto poprawic 

  • Wstep do zjebania

    Początki były dziwne. Zazwyczaj coś co się dzieje na początku determinuje nasze przyszłe życie. Pierwsza klasa szkoły średniej w jednym z miast Górnego Śląska. Zimowe ferie w Lesku. Pierwszy wyjazd bez rodziców. Pokoje 3 osobowe, osobne grupy chłopców i dziewczyn.

    Ja prawie 16letni wysoki, szczupły blondyn. Niebieskie oczy i nie schodzący z twarzy uśmiech białych zębów. Czy myślałem o seksie? Jak każdy w chwilach kiedy byłem sam i dawałem upust zgromadzonej energii, Kilka razy dziennie. Na szafie w pokoju rodziców znalazłem pismo erotyczne – niemieckie chyba, które z namiętnością oglądałem. Szczególnie podobały mi się zdęcia z seksu oralnego i analnego. A także komiks, gdzie nienaturalnie zbudowane starsze kobiety robiły rzeczy, które zmuszały mnie do robienia sobie dobrze.

    Kolonie, jak to kolonie. W pokoju obok mieszkała trójka chłopaków, z których jeden – Marek zrobił na mnie dziwne wrażenie. Blondyn z szarmanckim uśmiechem. Nie wiedziałem czemu ale polubiłem jego towarzystwo i na jego widok krew płynęła we mnie szybciej. Oprócz niego był Marcin – romskiej urody, ciemne włosy, ostre rysy. Bałem się go, ale przychodziłem tam do pokoju tylko ze względu, żeby popatrzeć na Marka. Marcin patrzył na mnie dziwnie. Teraz wiem czemu, wtedy był to strach.

    Kolonie, a właściwie zimowisko były w szkole. Duże ubikacje na parterze i na piętrze. Szkoła budowana w latach 60 ubiegłego wieku, w całej Polsce chyba wg jednego projektu. Wszedłem do ubikacji a tam stał Marcin. Zaczęliśmy rozmawiać o niczym. Był on rok starszy ode mnie, bardziej wygadany, bezczelny. W pewnym momencie mówi:

    – Powiedz „kurwa”.

    Ja nie używałem wtedy wulgaryzmów, byłem grzecznym chłopcem. Patrząc na niego nie wiedziałem, czego chce. Wbrew sobie mówię „kurwa”. On zaczął się śmiać i pyta czy wiem czym się kurwa zajmuje? Moja wiedza była znikoma, ot rozmowy na podwórku, ot jedna gazeta. Mówię, że średnio wiem. Marcin na to:

    – Wejdź do WC to ci powiem.

    Do dzisiaj nie wiem, czemu wszedłem. Był starszy, umięśniony i na pewno silniejszy. Bałem się go. Czułem strach ale i dziwne uczucie podniecenia. Wszedłem, a on z mną. Popchnął mnie i posadził przodem do siebie na muszli. Zaczął bawić się moimi włosami a ja z przerażeniem patrzyłem na niego. Powiedział:

    – Ściągnij mi spodnie.

    Strach paraliżował ale zrobiłem to. Uśmiechnął się i wyciągnął półtwardego penisa. W oczach przeleciały mi zdjęcia z gazetki rodziców. Wiedziałem czego chce. Marzyłem o seksie oralnym, ale nie w takim wykonaniu. Mimo to wziąłem go do ust. Zacząłem lizać i ssać. Rękoma chwyciłem go za pośladki. Nie trwało to przesadnie długo. Wystękał, że zaraz dojdzie, ale ja udałem, ze tego nie słyszę. Pracowałem ustami aż poczułem, że coś wpada mi do gardła. Nawet nie poczułem charakterystycznego smaku. Marcin popatrzył na mnie zadowolony i powiedział:

    – Niezła kurwa z ciebie.

    Wyszedł następnie bez słowa a ja zostałem sam. Natłok myśli, obrzydzenie do samego siebie, ale i dziwne uczucie. Po chwili uświadomiłem sobie wtedy, że to lubię.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    AA
  • Pan Profesor cz. 2

    – Do nogi kurwo! – dobrze znałem ten głos, to mój Właściciel wrócił do domu, po całym dniu pracy. Czym prędzej podbiegłem, czy raczej przyczłapałem, bo przy moim Panu zawsze poruszam się na czworaka, do mojego Pana, aby go powitać. – No! Ile można czekać!? Dostaniesz za swoje! – mój Pan był wyraźnie zły, a ja nie chciałem go denerwować jeszcze bardziej, więc położyłem głowę na ziemi, jednocześnie unosząc pupę do góry. Wiedziałem, że Profesor lubił tę pozycję. Zazwyczaj stawiał wtedy nogę, najczęściej jeszcze będąc w butach, na moim tyłku lub też dawał mi kilka kopnięć czubkiem swoich skórzanych pantofli. Tym razem było jednak inaczej. Mój Pan chciał się na mnie wyżyć. A ja już nie mogłem się doczekać. Pan obszedł mnie i stanął nade mną od tyłu. Najpierw faktycznie poczułem jego buta na swojej wypiętej pupie, jednak po chwili powietrze przeszył świst a na moim tyłku wylądowało pierwsze uderzenie pejcza. Zapomniałem, że Pan miał takie rzeczy schowane w całym mieszkaniu, także w korytarzu, żeby w razie, kiedy najdzie go ochota na ukaranie mnie nie musiał za długo czekać, aż w zębach przyniosę mu narzędzie, którym zaraz będzie mnie bić. Tymczasem jednak mój Pan bez słowa i bez chwili wytchnienia zadawał mi kolejne razy pejczem. Początkowo jęczałem z bólu, jednak Pan nie chcąc tego słuchać zdjął ze stopy swoją przepoconą skarpetkę i włożył mi ją w usta, abym był cicho. Nie wiedziałem, jak długo mnie bił, ale kiedy w końcu przestał byłem mu wdzięczny za to, że już mu się znudziło. Przerwa nie trwała jednak długo. Pan nachylił się nade mną przypinając smycz do obroży, którą cały czas nosiłem na sobie i ostro pociągnął mnie za sobą. Ku mojemu zaskoczeniu Pan nie zaprowadził mnie do pokoju, w którym zazwyczaj korzystał ze mnie i w którym stała moja klatka, ale do swojej prywatnej łazienki, do której drzwi znajdowały się w jego sypialni i gdzie nie miałem wstępu bez jego zgody. Kiedy weszliśmy Pan kazał mi rozebrać go, po czym usiadł na sedesie. Zaraz usłyszałem „Na co czekasz!? Obciągaj mi!” i posłusznie podszedłem do Niego. Włożyłem Jego stojącego już penisa i zacząłem ssać. Miał intensywny zapach potu i lekki posmak moczu, jednak nie ośmieliłem się pokazać jakiegokolwiek nieposłuszeństwa mojemu Panu. On w tym czasie jak gdyby nigdy nic zaczął srać. Najpierw długo i głośno pierdział a wszystkie te zapachy uderzały mnie prosto w nos. Wyobrażałem sobie jak to musi wyglądać. Młody, szczupły, rudy mężczyzna o zielonych oczach, lekko piegowaty, w obroży na szyi klęczy przed kiblem, na którym siedzi trzymający go na smyczy starszy facet z dużym brzuchem i robi mu dobrze. Właśnie takie chwile pokazywały, kim byłem. Suką mojego Pana. W pełni Mu oddaną i posłuszną. Z tej chwili namysłu wyrwało mnie głośne stęknięcie mojego Pana, zaś do mojego nosa doszedł zapach świadczący o tym, że zrobił On to, co zaplanował. Byłem zachwycony. Kochałem ten zapach. Tylko prawdziwy samiec mógł go wyprodukować. Nie dostając żadnej komendy nie przestawałem ssać berła mojego Pana, co chyba mu się spodobało, bo rozsiadł się na sedesie i pozwalał robić sobie dobrze. Obciągałem mu i cały czas dochodził do mnie zapach tego, co było pod nim. W końcu jednak Pan kazał mi przestać i powiedział – no dobrze, teraz wyliżesz dupę swojego Pana do czysta – nie za bardzo wiedziałem, jak się zachować, bo do tej pory nie kazał mi robić takich rzeczy. On zaś lekko się wypiął i powiedział „liż suko!”. Tak też zrobiłem. Niestety nie było w zasadzie, co wylizywać. Miał praktycznie czysty tyłek. Kiedy Pan stwierdził, że już dosyć zaprowadził mnie do salonu, gdzie rozebrał się i rozsiadł na kanapie. Był majestatyczny. Jego duży owłosiony brzuch spoczął przed nim nie blokowany przez koszulę i spodnie z paskiem. Pan włączył mecz w telewizji i kazał przynieść sobie piwo. Kiedy już mu przyniosłem uklęknąłem obok Niego czekając na kolejne rozkazy. Pan otworzył butelkę z piwem i rozkazał zrobić sobie masaż stóp. Pełen oddania masowałem i lizałem jego stopy, podczas gdy on oglądał mecz i pił piwo. Pan po chwili rzucił do mnie komendę „ssij suko”, co natychmiast zrobiłem. Tym razem jednak nie musiałem długo ssać, bo Pan szybko wystrzelił w moje usta dużą ilością ciepłej spermy. Nie muszę chyba dodawać, że zaraz rzucił „połknij to”, co natychmiast posłusznie zrobiłem. Nie wyobrażam sobie nawet, jaka czekałaby mnie kara, gdybym wypluł Jego nasienie. Nie zamierzałem tego zresztą robić, bo kochałem połykać spermę mojego Właściciela.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maksymilian Śmigły

    Kolejna część opowiadania. Zachęcam do komentowania, żebym wiedział, czy się podoba.

  • Ta chienne (Twoja suczka)

    Hectora, niemalże pięćdziesięcioletniego pracownika luksusowego hotelu na wybrzeżu Ameryki Południowej, nic nie mogło już zdziwić. A przynajmniej tak utrzymywał, przyzwyczajony do różnych ekscesów bogatych, zagranicznych gości.

    Tego, co zastał w pokoju 669, jednym z luksusowych apartamentów, nigdy by nie przewidział ani nawet sobie nie wymarzył.

    Kończył w nim właśnie sprzątanie i myślami był już przy przerwie lunchowej; goście apartamentu 669 okazali się w miarę porządni i nie napracował się zbytnio; nie musiał tym razem sprzątać wymiocin ani niczego żadnych innych, obleśnych śladów.

    Kontemplował właśnie zaskakujący fakt, że to najbogatsi goście byli często porządniejsi od tych, których ledwo było stać na najtańszy pokój (ci to zadzierali nosa), gdy zamarł na progu sypialni, ostatniego pomieszczenia, jakie pozostało mu do ogarnięcia.

    Na łóżku leżała związana i zupełnie naga młoda kobieta. W pierwszej chwili pomyślał, że goście, zajęci się baraszkowaniem, zapomnieli o zamówionym sprzątaniu i zaraz dostanie po pysku od jej męża.

    Ale Hector przecież był tu już od kwadransa i zajrzał wszędzie oprócz właśnie sypialni. Czy kobieta została więc porwana, skrępowana wbrew własnej woli?

    Jej nadgarstki i kostki były przewiązane do rogów łóżka, tak że leżała rozciągnięta w literę X, ukazując Hectorowi wszystko, co miała. Cieniutkie, błyszczące czarne pończochy z koronką tylko dodawały jej wulgarności, podkreślały wyeksponowane ciało.

    A związana miała co pokazywać: była młoda, najwyżej dwudziestoletnia, szczupła i bardzo piękna: drobne piersi sterczały do góry; Hector widywał większe, ale nie sposób było odmówić im uroku. To samo kobiecość pod wygolonym łonem. Przywiązane do łóżka zgrabne nogi uniemożliwiały jej złączenie ud. Nic nie sugerowało, by choćby próbowała to zrobić.

    Całości dopełniały blond włosy do ramion. Twarzy nie mógł się za bardzo przyjrzeć; kobieta nosiła czerwoną opaskę na oczach, a w ustach miała metalowy pierścień na skórzanym pasku; widział taki w sex-shopie, choć niestety jego kochanka Gina za nic nie chciała się zgodzić na coś takiego.

    Hector przypomniał sobie, że zameldowała się tu niedawno para z Francji. Francuskiego nie znał, zaryzykował więc angielski, którym też raczej nie władał biegle:

    – Ex-excuse me, is every…everything fine?

    Żadnej reakcji. Blondynka od jego wejścia trwała w bezruchu, jej pierś unosiła się minimalnie w rytmie spokojnych, miarowych oddechów, jakby spała. Czemu przeczyła jej pozycja i więzy. Natomiast nic nie wskazywało, by bała się lub próbowała uwolnić.

    Dopiero teraz dojrzał kartkę na jej płaskim brzuchu. Jak się okazało, była to duża koperta, na której dużymi literami napisano po hiszpańsku:

    NIE PSUJ ZABAWY, NAJPIERW PRZECZYTAJ

    Po hiszpańsku. Nie po angielsku, nie po francusku. Tak jakby tę wiadomość skierowano właśnie do niego, do kiepsko opłacanej obsługi, która nie ma czasu ani pieniędzy na kursy językowe.

    Hector wiedział, że powinien uwolnić kobietę albo powiadomić ochronę. Najlepiej obie te rzeczy. A już na pewno nie wpatrywać się tak w rozciągniętą przed nim bezbronną blond piękność.

    Rozejrzał się czujnie po sypialni. Nic nie zwróciło jego uwagi, może oprócz wziętej z łazienki suszarki (już przedtem zauważył tam jej brak), na której ktoś powiesił w równych rzędach same banknoty o nominale 100€. Nie wyglądały na przemoczone, zresztą po co suszyć je w sypialni?

    Zbliżył się na krok do łóżka, stając nad nagą kobietą. Wiedział, że niektóre Europejki nie mają za grosz wstydu, ale to…

    – Excuse me, lady – spróbował jeszcze, wysilając swe wątpliwe zdolności językowe – Can I help you?

    Zdawało mu się, że głowa jej minimalnie drgnęła. Oprócz tego leżała jak wcześniej. Krępujące ją sznury były luźne, mogłaby się więc rzucać, wyć przez metalowy pierścień.

    A ona po prostu leżała. Zupełnie goła, tak że widział jej delikatną opaleniznę po skąpym bikini na jej ciele. Niektóre Europejki naprawdę nie miały za grosz wstydu!

    Wreszcie zdecydował się sięgnąć po kopertę. Prawie podskoczył, gdy i ona podskoczyła, po tym jak jego palce musnęły jej gładki brzuch, który odruchowo wciągnęła, aż ujrzał pod skórą jej żebra i biodra.

    Oddychała jakby szybciej. Obudziła się, była świadoma jego obecności? Nadal jednak nie były to reakcje kogoś, kto został związany i obnażony wbrew własnej woli, kto chce się z całych sił uwolnić.

    Otwarł kopertę. W środku znalazł kilka zdjęć oraz list. Zaczął od zdjęć.

    Pierwsza fotografia prezentowała parę młodą na tle jakiejś wilii i czarnego Bugatti: brodaty mężczyzna w garniturze, na oko czterdziestolatek, i dużo młodsza dziewczyna w sukni ślubnej. Spod welonu wystawały blond włosy. Nie miał wątpliwości, że to właśnie ona leżała przed nim obnażona.

    Na kolejnym ta sama śliczna blondynka, tym razem w obcisłym stroju do nurkowania. Obrócona plecami, wypinała w stronę obiektywu pośladki, ciasno opięte na materiale, uśmiechając się szeroko ponad swoim barkiem.

    Hector przełknął ślinę. Trochę żałował, że kobieta leży na plecach.

    Na trzecim blondynka nurkowała w basenie, bez kombinezonu, w zupełnym negliżu, jedynie z uśmiechem na twarzy.

    Na czwartym, także ubrana tylko w uśmiech, leżała na boku na piasku. Za nią było widać publiczną plażę pełną ludzi. Miała piękne, niebieskie oczy. Szkoda, że w obecnej chwili zasłaniała je opaska.

    Było też i ostatnie zdjęcie. Jeśli dwa poprzednie mógłby uznać za co najwyżej niegrzeczne, te było wyuzdane do granic możliwości. I to pomimo tego, że było ucięte na jej barkach.

    Widział na nim twarz blondynki, na której od góry zaciskała się wielka, męska dłoń, prawie ją miażdżąc. Nie to było najgorsze.

    Jej twarz wręcz ociekała spermą, włącznie z włosami. Zalepiła lewe oko, także że błyskało jedynie jedno, prawe, niebieskie oczko. Spory glut zwisał z podbródka niczym broda.

    Blondynka, mimo hurtowych ilości ejakulatu i rozmazanego makijażu, uśmiechała się frywolnie. Słabiej, ale nadal. Najwyraźniej nie brzydził ją ani zapach, ani smak. W ustach też miała spore ilości białego płynu.

    Wątpliwości co do niego nie pozostawiał penis tuż obok jej nosa. I drugi obok. I trzeci ponad jej ramieniem. I bez tego Hector wiedział, że jeden mężczyzna nie wydobędzie z siebie tyle nasienia.

    Chyba że przez miesiąc.

    Rzucił jeszcze oko na gołą blondynkę, wciąż leżącą bez ruchu, choć oddychającą znacznie szybciej. Doskonale zdawała sobie sprawę, że ktoś nad nią stoi.

    List, oprócz dwóch wstawek czerwonym długopisem i po francusku, napisano czarnym piórem, starannym pismem po hiszpańsku. Sztywnym, wyuczonym językiem, ale w pełni poprawnym i zrozumiałym. Hector nabierał pewności, że to wszystko przygotowano dla niego.

    Zaczął czytać z wypiekami na twarzy:

     

    Drogi nieznajomy lub droga nieznajoma,

    Je suis Lucie, a ja nazywam się Michel. Lucie jest początkującą instruktorką nurkowania, a ja biznesmenem. Spędzamy w Waszym hotelu nasz miesiąc miodowy.

    Lecz zanim Lucie, młodsza ode mnie duchem i ciałem, ustatkuje się i zostanie pokorną żoną, pragnie się wyszaleć. Marzy, by zostać wykorzystana przez nieznajomego (bądź nieznajomą), całkowicie obnażona i unieruchomiona, bez możliwości wyboru, kto i co z nią zrobi.

    Mówiąc bez ogródek, pragnie na ten czas zostać la putain, dziwką, jak lubi być określana w łóżku. Tak też możesz się do niej odnosić.

    Nim jednak uczynisz z mej frywolnej żony bezwolną dziwkę, nim skorzystasz bez pytania z uroków jej nienasyconego ciała, przedstawię pokrótce zasady, których pod żadnym pozorem nie wolno ci łamać.

    Lucie jest skrępowana, zakneblowana, ma opaskę na oczach oraz zatyczki w uszach. Nie widzi Cię ani nie słyszy, a będzie jedynie czuć Twój dotyk i, być może, zapach. Pod żadnym pozorem nie wolno ci jej uwalniać; ona marzy właśnie o anonimowym kochanku bądź kochance, którego twarzy i imienia nigdy nie pozna.

    I Tobie taka anonimowość powinna być na rękę.

    Zresztą Lucie jest rasistką, nie widzi potrzeby nauki innych języków niż jej ojczysty francuski, którym, wybacz uprzedzenie, najpewniej nie władasz. Stąd nie musisz się nad nią litować, ani liczyć na wdzięczność w przypadku „uwolnienia”.

    Jeśli wezwałeś ochronę, odwołaj ją czym prędzej. Narobisz tym kłopotu wielu osobom, w tym i samemu sobie.

    Lucie powinna zostać naga, skrępowana, odcięta od wszystkich zmysłów, prócz smaku, zapachu i dotyku. Dla dobra jej i Twojego. Nie musisz martwić się o jej stan, bo nie należy do cnotek, potrafi wytrzymać dłużej w o wiele gorszych warunkach.

    Przejdę teraz do rzeczy, które Ci wolno, a tych jest niemało: wolno Ci ją dotykać, całować, łaskotać, nawet bić po całym ciele (z umiarem, proszę), do dyspozycji są obie jej dziurki. Możesz także pocałować jej usta, jeśli pragniesz, jedynie bez zdejmowania knebla.

    Także filmy i zdjęcia, które chciałbyś mnie na pamiątkę, są dozwolone. Po załączonych fotografiach widzisz zapewne, że nie mam problemu z tym, by moja naga, frywolna Lucie została uwieczniona w ten sposób.

    Lucie bierze tabletki antykoncepcyjne, doskonale dba o higienę intymną (o czym sam możesz się przekonać). Mimo to w szafce po lewej znajdziesz różne rozmiary prezerwatyw, jeśli to Ci nadal nie wystarcza.

    W rzeczonej szafce znajdziesz ponadto nieco gadżetów, w tym i strap-ona, jeśli jesteś kobietą. Korzystaj do woli. Moja piękna żona jest do dyspozycji Twojej i Twoich fantazji, niezależnie od tego, kim jesteś i co chcesz z nią zrobić (w ramach ustalonych zasad, przypominam).

    Kiedy już nasycisz się jej pięknem i pruderią, obetrzyj ją proszę wilgotnymi chusteczkami, które stoją na szafce. Najlepiej, by wszystko wróciło do stanu, w jakim ją zastałeś/aś. Dotyczy to także tego listu i zdjęć.

    Zabierz tylko jeden banknot 100€ z suszarki, jako napiwek i zachętę do milczenia.

    Nie wolno Ci mówić komukolwiek o tym, co tu widziałeś i robiłeś z moją skrępowaną Lucie. Twoja tożsamość powinna pozostać tajemnicą zarówno dla niej i dla mnie, ale uwierz, będę w stanie ją ustalić, jeśli złamiesz zasady.

    Po prostu… Nie warto.

    Nie wolno Ci ponadto wracać tutaj. Chyba, że zmusi Cię do tego praca, wtedy, być może, po raz kolejny natkniesz się na bezwolną, skrępowaną Lucie, której ciało będziesz mógł wykorzystać wedle uznania.

    W przypadku innych spotkań nie dawaj znać, że jesteś jednym z jej anonimowych kochanków, że wykorzystałeś ją jak dziwkę, którą skrycie pragnie być. Wystarczy, że możesz zabawiać się z moją żoną na sto sposobów, nie musisz i nie powinieneś się przed nikim tym chwalić.

    Jeśli w ogóle nie chcesz tego robić, po prostu odłóż kopertę na miejsce, na brzuch Lucie. Zrób, co do Ciebie należy, i wyjdź z apartamentu. Nie dawaj jej złudnej nadziei.

    Wybacz moje długie wyjaśnienia i listę zakazów. Oddaję teraz moją ukochaną, jej wspaniałe ciało, skrępowane i roznegliżowane, Tobie. I nie krępuj się, Lucie wygląda na kruchą i delikatną, ale zniesie naprawdę DUŻO.

     

    Wyrozumiały mąż, Michel

    Ta chienne, Lucie

     

    P.S. Jeśli nadal masz wątpliwości, czy Lucie na pewno zgadza się na wszystko, jest w pełni świadoma i niczym nie odurzona, dotknij proszę czubka jej nosa. Potem patrz na dłonie. Zaciśnie trzy prawą pięść, a potem trzy razy lewą, na znak posłuszeństwa, że godzi się na wszystko.

     

    Hector wziął głęboki oddech. Naprawdę głęboki. Jakiś zboczony Europejczyk chciał oddać mu swoją żonę, pozwolić ją zerżnąć.

    I Lucie, bo tak nazywała się naga blondynka, zboczona Europejka, oddychała szybciej. Widział, jak pracowała jej klatka piersiowa pod jędrnym biustem.

    Dojrzał teraz zatyczki w jej uszach. Mogła coś słyszeć, wyczuć jego kroki, ale pewność miała dopiero, gdy sięgnął po kopertę.

    Teraz czekała w napięciu. Wiedziała, że ktoś czyta list, że obnaża przed nim nie tylko swoje ciało, ale i uczucia, wstydliwe fantazje. I nie ma prawa wiedzieć, kto stoi nad nią, co zrobi i czy będzie trzymać się zasad.

    Przyglądał się Lucie, młodziutkiej, szczupłej, pięknej i, jeśli wierzyć słowom jej męża, nad wyraz ochoczej.

    Nie mógł nawet porównać jej do swojej żony, która od ostatnich dwóch dekad rosła tylko wszerz i to zastraszającym tempie. Europejka wygrywała także w przebiegach z jego kochanką Giną, ale i od niej była młodsza o dekadę lub dwie.

    Mógłby co najwyżej porównać ją ze swoją córką, co do której naturalnie nie miał żadnych zamiarów, ale nieraz widział jej wdzięki w bikini.

    Lucie nie miała tak pełnych piersi i pośladków, za to była szczuplejsza i zgrabniejsza, miała buzię anioła, o ile mógł ocenić ze zdjęć.

    Żałował, że nie może zdjąć jej opaski i knebla, nie może popatrzeć w niebieskie oczy. Być może faktycznie była rasistką, nie była to tylko prowokacja, by potraktował ją brutalnie.

    Na ile znał Europejki, zwłaszcza Francuzki, mogła to być prawda. Paradowały w kusych strojach kąpielowych lub sukienkach bez pleców i z dekoltem do pępka, traktując go jak niewolnika i oczekując, że będzie mówił w ich języku.

    A teraz miał jedną jak na dłoni. Taką, która oddaje mu się dobrowolnie. Może zrobić co chce, nawet te rzeczy, na które nie pozwala mu nigdy Gina. I nigdy nie będzie znała jego imienia i twarzy.

    Lucie leżała spokojnie, widział jednak, jak jej gołe ciało napina się instynktownie. Wiedziała, że ktoś właśnie podejmuje decyzję. Schował póki co list i zdjęcia do koperty, odłożył na szafkę. Nie na brzuch. Podjął już decyzję. Prawie.

    Zajrzał do szafki. Zgodnie z listem były tam prezerwatywy, strap-on oraz wiele więcej: wazelina, nawilżacze, klipsy na sutki, pióro do łaskotek, pejcze i inne rzeczy do bicia, szczypania bądź kłucia, nawet świece, zapewne by polewać jej gołą skórę ciepłym woskiem.

    Zamknął na razie szafkę, onieśmielony jej zawartością. W stronę suszarki z banknotami nie patrzył w ogóle. Jakiekolwiek pieniądze odchodziły na dalszy plan przy takim widoku.

    Stanął u wezgłowia. Do tej pory twierdził, że Europejki ustępują urodą Latynoskom, brakowało im zwłaszcza temperamentu i zgrabnych pośladków. Cóż, tyłek to nie wszystko, myślał Hector, lustrując śliczny negliż drobnej blondynki, wciąż nieruchomej jak skała.

    Ze zdjęcia pamiętał, że pupę miała małą, za to skowyrną. Temperamentu za to nie mógł jej odmówić. Jak inaczej zgodziłaby się na coś takiego, na takiego poniżenie i ryzyko, nie wspominając o ostatnim zdjęciu z koperty?

    Apropos zgody, wolał to sprawdzić. Święty nie był, ale miał swoje granice. Nachylił się nad jej głową, ułożoną na poduszce. Proste blond włosy do ramion leżały w nieładzie, okalały głowę Lucie niczym aureola.

    Nie nosiła śladów bicia czy złego traktowania, od stóp do głów czysta i zadbana, wygolona tam, gdzie trzeba. Pachniała drogimi perfumami. Jego roczna pensja wystarczała jej pewnie na jedną wizytę u kosmetyczki. I to ledwo.

    – Hej, la putain! Żyjesz tam? – rzucił, nie męcząc się już z angielskim.

    Drgnęła, poruszyła twarzą po raz pierwszy. Poczuła zapewne jego oddech. Nie dostrzegł grymasu strachu czy zaskoczenia, Lucie nie szarpnęła rozpaczliwie więzami. Czekała cierpliwie, niezdolna zasłonić swej nagości, niezdolna zobaczyć ani odpowiedzieć temu, kto nad nią stał.

    Prawie zdjął jej opaskę, ciekaw, czy znajdzie pod nimi niebieskie oczęta. Czy wbijała je teraz w czerwony materiał, wściekła, że nic nie widzi? Czy może zaciskała kurczowo powieki, błagała, by jej nie dotykał?

    Nie umiał poznać. Ani jej ust nie wykrzywił żaden grymas. Białe, zadbane ząbki (tu też musiał uznać wyższość Europejek, przynajmniej tych spoza Wysp) zagryzały metalowy pierścień, o którym Gina nie chciała nawet słyszeć.

    Lucie najwidoczniej nie miała z tym problemu, choć z kącika ust zwisała jej strużka śliny. Zebrał ją palcem, by nie spadła na pościel. Znów, drgnęła, lecz nie uciekała, nie szarpała. Jej głowy nic nie krępowało, mimo to ona nie odwracała się. Zgadując, gdzie stoi, starała się „patrzeć” prosto na niego.

    On mógł tylko mierzyć się z opaską, z ząbkami na pierścieniu, ustami rozwartych w uwłaczający sposób. Wewnątrz jej język poruszył się niecierpliwie.

    – I co, moja la putain? – zagadnął znów. – Twój własny mąż tak cię nazwał. Rozebrał, związał i zostawił. Pewnie sam teraz tkwi z nosem w tyłku jakiejś miejscowej dziewczyny.

    Przypomniał sobie o własnej córce i przestał się uśmiechać. Lucie trwała niewzruszona. Pewnie wiedziała i czekała w napięciu. Może zastanawiała się, co jej zrobi? Spoliczkuje, napluje, pocałuje? Nie spieszył się, choć siedział tu już stanowczo za długo. Kciukiem potarł zadziorny nosek. Ładny, być może poprawiony operacją.

    Wyprostował się i wstrzymał oddech. Patrzył na ręce, tuż ponad więzami z czystego sznura. Wyglądało to na solidną, estetyczną robotę. I taką, z której nie da się samemu wyswobodzić. Lucie nawet tego próbowała.

    Prawa dłoń zacisnęła się w pięść. Raz. Drugi. I trzeci. Miarowo i spokojnie. Lewa dłoń zacisnęła się w pięść. Raz. Drugi. Trzeci. W równych odstępach, tak, by nie by było wątpliwości, że to nie przypadek.

    Wciągnęła i wypuściła głośno powietrze nosem, wyprostowała palce i znów zamarła w bezruchu. Rozchyliła kolana do zewnątrz, jakby zapraszając go między uda. Hector patrzył na to z rosnącym uśmiechem. I podnieceniem.

    Ta mała dziwka wyraziła zgodę. To jej miesiąc miodowy, a ona jest gotowa oddać się mu i jeszcze zapłacić. Nie obchodzi ją, że jest prawie trzy razy starszy, że pachnie mu z ust cebulą, ani że odstaje od przystojnych mężczyzn, jakimi zapewne otacza się na co dzień.

    Teraz była tylko jego, naga i związana. Czekająca cierpliwie, aż zacznie. Hector nie spieszył się z tym, choć ujął jej pierś; drobną, ale jędrną i sprężystą. Potarł twardy sutek.

    Spojrzał na zegarek. Mógłby błyskawicznie wejść między jej śliczne nóżki, zerżnąć ją, posprzątać i wyjść, zabierając banknot jako napiwek. Był tak napalony, że mógłby teraz dojść po kilku pchnięciach jak nastolatek.

    Ale Hector był skrupulatny nie tylko w pracy. Ta śliczna blondyneczka nie zasługiwała na takie traktowanie. Nawet Gina, z rozstępami i nadwagą, nie zasługiwała na szybkie, niedbałe rżnięcie.

    Zdecydował, że wróci na dół, odstawi wózek. Akurat powinien zaczynać przerwę lunchową. Zamiast tego powróci do apartamentu 669, do sypialni z przepiękną, skrępowaną la putain, i poświęci jej tyle czasu i uwagi, na ile pozwoli mu jego wiek i regulaminowa przerwa.

    Puścił jej pierś. Sutki Lucie zaczynały twardnieć. Pewnie czekała tu parę godzin, naga i spięta. Syknęła przez zaciśnięte zęby, czując, że wychodzi. Gdyby mogła mówić, zapewne rzuciła by w jego stronę stekiem francuskich wyzwisk. Nieraz takie słyszał w pracy.

    – Ani się obejrzysz, a wrócę – zapewnił, nie przejmując się, że nie może go usłyszeć.

    Jakby dla potwierdzenia nachylił się i poklepał jej waginę. Lucie stęknęła, czując jego rękę na swoim kroczu. Potem znów wydobyła z siebie zduszony, wściekły krzyk, gdy zamykał drzwi do sypialni.

    Tym Hector nie przejmował się wcale – mało go obchodziły fochy jakiejś małej dziwki. Bardziej martwił się, czy nie nagina zasad z listu. Uznał jednak, że na tyle może sobie pozwolić.

     

    *

     

    Na dole natknął się na kolegę tragarza, Jorgego.

    – Hej, Hector, idziesz zjeść z nami?

    – Nie dziś, amigo! Mam paskudny bałagan do ogarnięcia na… wyższym piętrze.

    Jorge zrobił dziwną minę.

    – Na szóstym? – spytał.

    Hector przez chwilę zastanawiał się, czy Jorge wie, czy i on miał przyjemność ze śliczną Lucie. To obrzydziłoby mu nieco jej wdzięki. Pamiętał poza tym o liście, o obowiązku tajemnicy.

    – Na piąte – skłamał po chwili wahania.

    Jorge kiwnął głową. Życzył mu powodzenia i poszedł. Dopiero w windzie Hector pojął swoją naiwność. Przecież Lucie nie była tylko dla niego. Była dziwką, i to najgorszego sortu, bo z zamiłowania, nie z zawodu. Pewnie nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który wyręcza jej męża w sypialni.

    Udawała tylko dobrze niewinną damę, rozdziewiczoną ledwie parę dni temu podczas nocy poślubnej. Zdjęcie z penisami i spermą pokazywało dobitnie, że nie próżnowała już wcześniej.

    Tylko kobieta do granic zdeprawowana, pochłonięta seksem i zabawą, znudzona wręcz i szukająca nowych doznań mogłaby się zgodzić na coś takiego, by zerżnął ją byle kto, młody lub stary, mężczyzna czy kobieta. Nawet biedny cudzoziemiec, którym otwarcie gardziła.

    Ha, stwierdził w myślach, do końca miesiąca miodowego małą Lucie obróci pewnie pół hotelu i wyrozumiały Michel nie pozna jej muszelki po tym wszystkim. Między bajki będzie mógł włożyć zapewnienia o doskonałym stanie jej higieny intymnej.

    Tymczasem… Hector zamierzał korzystać. Poczuł ciarki, gdy winda stanęła szóstym piętrze.

     

    *

     

    Zablokował drzwi od wewnątrz, by nikt inny nie mógł wejść do apartamentu 669. Udał się do sypialni. Zastał wszystko bez zmian. Stanął nad nagą Lucie, znów nieruchomą. Nachylił się, przejechał dłonią po jej boku. Była tak szczuplutka, że mógłby grać na jej żebrach.

    Ujął pierś. Blondynka westchnęła, skierowała ku niemu głowę. Spomiędzy zaciśniętych na pierścieniu zębów wydobyła coś jakby jęk. Cieszyła się, że wrócił.

    – Hola, putita! Już jestem. Mamy trochę czasu dla siebie.

    Zastanawiał się, czy nie dotknąć jeszcze raz nosa, nie poprosić o znak zgody. Ale widział i czuł, że było to zbędne. Rozluźniła się, gdy macał jej piersi. Nie starała się trzymać kolan jak najbliżej. Przeciwnie, maksymalnie rozwierała uda, dawała dostęp do obu dziurek.

    Ujął jej podbródek, znów starł ślinę z ust. Nachylił się, całując najpierw górną wargę, potem dolną. Miała piękne, wydatne usta, których nie musiała podkreślać żadną pomadką. Lucie nie uciekała, choć i nie odwzajemniła pocałunku. Po takim czasie szczęka musiała jej zdrętwieć.

    Nie zaprotestowała również, gdy między pierścień i ząbki wepchnął swój język, prosto do jej otwartych ust. Lucie stężała, musiał ją zaskoczyć i być może brzydzić. Zamiast walczyć, sama wysunęła języczek, potarła nim o jego język. Wreszcie Hector podniósł się. Rosło w nim podniecenie.

    Teraz nie liczyło się nic prócz gołej blondyneczki. Bezbronnej, skrępowanej la putain. Dziwki, choć jednocześnie czyjejś żony, którą mógł zerżnąć jak chciał. Rozebrał się do naga; za tą akcję i tak mógł wylecieć z hotelu, nie robiło to różnicy.

    A on nie lubił być w tych sprawach niedbały. Czym prędzej ułożył swój roboczy uniform – czerwone spodnie, kamizelkę ze złotym logiem hotelu i białą koszulę – na krześle pod ścianą. Wyskoczył z butów i skarpetek, schował zegarek i obrączkę w kieszonce koszuli.

    Na koniec bokserki. Z dumą spojrzał na swoje przyrodzenie. Tylko jego dorodny rozmiar pozwalał mu mieć kochankę. Planował w sumie dziś wieczór z Giną, bo jego żonę i tak ciągle bolała głowa. Umył się nawet porządnie i ogolił tam, z myślą o wizycie u kochanki po pracy.

    Cóż, najpierw zajmie się Lucie. Zapragnął przez moment pokazać jej swojego penisa, by z satysfakcją móc patrzeć, jak rozszerzają się jej niebieskie oczka. Poniechał ten plan; blondynka i tak zaraz przekona się o jego rozmiarze.

    Zajrzał do szafki. On nie przepadał za urozmaiceniami, ale stawiał, że Lucie wręcz przeciwnie. Sam fakt, że daje się zeszmacić dla samej zabawy mówił wiele. Wyjął na razie dwa klipsy połączone łańcuszkiem i rózgę. Zgadywał, że Lucie kocha być bita. Każda z tych dziwek kochała.

    Położył się na razie obok, nagi jak i ona. Drgnęła, czuła go obok. Patrzył, jak poruszają się jej piersi, jej płaski brzuszek. Wpił ustami w sutek, liżąc go i ssąc namiętnie. Czuł, jak Lucie sztywnieje, ale wiedział, że tym nie zrobi na niej wrażenia.

    Na drugim sutku zacisnął klips. Były małe i wąskie, trzymały się dobrze. Musiało boleć, choć Lucie nie dawała po sobie nic poznać. Oderwał usta od pierwszego sutka, wytarł swoją ślinę palcem i na nim też założył klips.

    Lucie ledwie jęknęła. Przejechał palcami po jej brzuchu, w dół, aż do łona. Złapał za waginę, masował jej różowe wargi sromowe. Dziwiło go, że wyglądają na tak zadbane. Lucie musiała mieć niemały przebieg. Czuł, jak wilgotnieje pod jego uściskiem, ale nadal leży spokojnie, jakby nie przeszkadzało jej, że obmacuje ją obcy facet.

    Spięła się, gdy wepchnął głębiej palce. Drugą dłonią złapał za łańcuszek między piersiami. Pociągnął za niego. Lucie szarpnęła głową.

    – Mmmm!

    Wygięła plecy w łuk, i tak jej sutki rozciągnęły się do granic możliwości. Wreszcie poczuła coś. Poczuła ból. Hector uśmiechnął się na widok jej bezsilności. Opadła z jękiem, gdy klipsy zerwały się z trzaskiem z jej sutków. Dyszała głośniej. Mimo to wciąż leżała posłusznie. Pomacał jej piersi, potarł zmaltretowane piersi.

    – Dopiero wtedy czujesz, że żyjesz, co, znudzona dziwko? Dopiero gdy boli?

    Wierzgnęła, gdy wykręcił jej sutek. Przyglądał się, jak walczy z odruchem, by uciekać. I tak nie miała dokąd. Zapiął ponownie klipsy i zbliżył się do jej twarzy. Z ust znów ściekała ślina. Zbliżył do nich swojego penisa. Zmarszczyła nosek, musiała go wyczuć. Wysunęła język.

    Żałował, że nie widzi całej jej twarzy, nie może na niej skończyć. Gina rzadko zezwalała mu na tę przyjemność. Westchnął, gdy Lucie posłusznie polizała czubek jego penisa. Włożył go głębiej; pierścień miał swoje zalety.

    Blondynka ssała z trudem, w końcu leżała na plecach z metalowym pierścieniem ustach. Klęknął nad nią i zaczął go wpychać głębiej w gardło. Napięła całe ciało, ale z bez problemu przyjęła jego penisa. Nie szarpała się. Hector pchnął kilka razy, zastanawiając się w myślach, co ta dziwka byłaby w stanie zrobić, gdyby nie miała metalowego pierścienia w ustach.

    Hector wyjął po chwili członka z jej ust w obawie, że łapczywa Lucie zadławi się. Na zdjęciu widział, że lubi brać do ust. I teraz nie wyglądała na obrzydzoną. Przeniósł penisa do jej prawej dłoni. Opuścił tak, by mogła go złapać, pojąć jak rozmiar.

    – Zobacz, dziweczko, jaki ci rarytas trafił, czym zostaniesz dzisiaj zerżnięta.

    Zawył nagle, gdy palce z czerwonymi paznokciami zacisnęły się na jego mosznie. Lucie trzymała do oporu, nie puszczała. Czy tak się broniła? Chwycił za jej język i pociągnął. Dopiero wtedy puściłą go. Sapnął i pomasował obolałe jądra.

    – Głupia suka!

    Kąciki jej ust zadrżały i wysunęła język. Kpiła sobie z niego. Zrobiła to celowo, żeby go rozjuszyć. I wcale nie bała się, że jest skrępowana i goła, wystawiona na każdą torturę, jaką dla niej wymyśli.

    Uderzył rózgą w brzuszek, aż Lucie podskoczyła. Zobaczył żebra, zobaczył kości na biodrach. Blondynka była bardzo szczupła. Zlał ją mimo to bez żalu. Nie dlatego, że go sprowokowała. Dlatego, że sama tego pragnęła.

    – Mmm! – zawyła z bólu, gdy jednym szarpnięciem zerwał klipsy z sutków.

    Trzasnął rózgą po jej piersiach, znów po brzuchu, po udach i po kroczu, aż wierzgała nogami w pończochach. Lucie wyła bezsilnie przez pierścień, lana rózgą. Na jej gładkiej skórze wykwitły czerwone pręgi. Hector opamiętał się w porę. Dyszał ciężko, to samo golutka i związana Lucie.

    Nie miał więcej czasu. Przecież nadal był w pracy, a każdą przerwę odmierzano im skrupulatnie. Odrzucił rózgę i splunął na śliczną buzię Lucie, trafiając w policzek, przez który biegł pasek knebla.

    Znalazł się między jej udami. Nie kwapił się wracać po prezerwatywę. Lucie była chętna i gotowa. Drżała na całym ciele po laniu, ale rozchyliła posłusznie kolana na tyle, na ile pozwalały jej więzy. Skrępowana w kostkach nogi i przywiązane i do przeciwległych końców łóżka nie zostawiały jej zbyt wiele pola do manewru.

    – Mmmm! – zawyła po raz kolejny.

    Wszedł w jej odbyt. Na sucho, bez przygotowania, słusznie zakładając, że Lucie daje się rżnąć w tyłek dużo i często. I tak czuł ciasnotę, bo sam miał duże przyrodzenie. Lucie pojękiwała przez pierścień, zaciskała uda na jego biodrach.

    Pchnął jeszcze parę razy, zanim wyszedł z jej tyłka. Chciał jej tylko pokazać, do czego jest zdolny. Otarł czubek penisa o jej wargi sromowe i zaraz wszedł mocnym pchnięciem. Lucie weszła na wyższe rejestry wycia, naga i skrępowana, rżnięta przez nieznajomego.

    Czuł, jak jej śliczne uda opinają się na nim, jak Lucie pojmuje, jaki skarb wszedł między jej nogi. Patrzył na jej bezbronne ciało, drobniutkie piersi i płaski brzuszek. Obmacywał biust, poruszając się szybciej i szybciej. Lucie pomagała mu jak mogła mimo więzów, wykazując się nie lada zapałem.

    Ssała palce, które wsadził jej do ust. Jej biodra poruszały się razem z nim. Bez problemu oddawała mu się. Więcej, narzucała coraz szybsze tempo. Hector rżnął ją mocniej i mocniej. Myślał o jej biednym mężu, który musi godzić się z tym, że jego świeżo upieczoną żonkę rżnie byle kto. Wątpił, by po miesiącu miodowym Lucie wytrzymywała długo we wierności małżeńskiej.

    Skrępowana wykazywała się większą inicjatywę niż jego żona normalnie. Szarpała teraz więzami, ale wątpił, by chciała uciec od niego. Z ust kapała jej ślina. Hector zacisnął mocno dłonie na jej biodrach, cieszył się każdą chwilę z wyuzdaną blondyneczką. Łóżko groźnie trzeszczało pod nimi.

    Lucie wygięła plecy w łuk, zajęczała przeciągle przez knebel. Odetchnął głęboko. Nie mógł uwierzyć, że doprowadził tę dziwkę do orgazmu. Sam doszedł kilka pchnięć później, zalewając nasieniem jej piękną waginę. Opadł obok niej, wielce z siebie zadowolony. Pogładził pierś bezbronnej blondynki, która unosiła się i opadała w spazmatycznych oddechach. Nawet teraz nie wykazała się choćby odrobiną wstydu.

    – Było cudownie, co, mała dziwko?

    Nie dane mu było cieszyć się swoim triumfem. Ledwie ochłonął, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach do apartamentu. Skoczył na równe nogi i dopadł do swoich ubrań. Tak, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Gorączkowo zastanawiał się, kto mógł go nakryć. W pierwszym momencie podejrzewał Jorgego, ale ten człowiek miał pestkę z awokado zamiast mózgu…

    Do sypialni wpadł kierownik hotelu, smukły pan Carlos, o łysiejącej głowie, za to z dorodnym wąsem. Oczywiście, przecież miał klucz uniwersalny, mógł wejść wszędzie, nawet jeśli Hector zamknął się od środka.

    – ?Dios mío! Co tu się wyprawia?!

    Zakrył oczy, jakby nie chciał patrzeć na wdzięki Lucie, które nosiły ślady zabaw Hectora. Sprzątacz uniósł ręce w obronnym geście. Nie zdążył nawet zapiąć koszuli.

    – Se?or, proszę mi pozwolić wyjaśnić…

    Pan Carlos nie zamierzał czekać. Uderzył go pięścią i posłał pod ścianę. Zaraz też dopadł do Lucie. Zdjął jej knebel. Z opaską nie zdążył.

    Naga blondynka zaczęła się drzeć. Rzucała się na łóżku jak opętana jeszcze zacieklej, niż gdy rżnął ją Hector. Wypluwała z siebie stek obelg po francusku. Sprzątacz co prawda nic nie rozumiał, ale domyślał się sensu. Nawet Carlos się zawahał.

    – Se?or, tu był ten list – powiedział Hector, rozmasowując szczękę. Podszedł i wręczył kopertę kierownikowi.

    Lucie przestała wrzeszczeć. Może brakło jej tchu. Ale ewidentnie nie cieszył jej fakt, że uwolniono jej usta. Prychnęła i czekała. Carlos obejrzał list i zdjęcia. Jego brwi uniosły się w zdziwieniu. Po chwili niezręcznego milczenia, którą Hector wykorzystał na ubranie się do końca, Carlos schował zawartość z powrotem do koperty i odrzucił ją z powrotem na komodę.

    Nachylił się ku blondynce i wyjął jej zatyczki z uszu. Wymienili kilka zdań po francusku. Sądząc po tonie Lucie, niezbyt przyjemnych (przynajmniej z jej strony). Po tym Carlos z powrotem założył jej zatyczki, a także knebel. Lucie chętnie rozwarła znów usta i zacisnęła zęby na metalowym kółku. Carlos pokręcił głową.

    – Wiem, że nic mnie tłumaczy – oznajmił Hector.

    Tych kilka chwil z blondwłosą Francuzką było tak nieziemskich, że nawet nie szkoda mu było pracy. W okolicy znajdowało się mnóstwo hoteli. Kierownik skrzywił się.

    – Twoja przerwa skończyła się dawno temu.

    – Se?or…

    – Wracaj do pracy!

    Hector z trudem powstrzymał uśmiech. Widział po twarzy Carlosa, że i on toczy w sobie wewnętrzną walkę, jaką i on przeżył, gdy po raz pierwszy ujrzał Lucie. Wskazał na roznegliżowaną blondynkę.

    – Według listu powinienem ją jeszcze umyć chusteczkami.

    – Wynocha – warknął Carlos, z trudem panując nad swoim głosem.

    Sprzątacz nie spieszył się, ten jeden raz miał gdzieś ponaglania swojego szefa. Ze spokojem zabrał z suszarki jeden z banknotów, przeszedł do wezgłowia i ucałował górną wargę Lucie, która wysunęła języczek, skoro do dalszych pieszczot. Widząc minę Carlosa Hector postanowił nie przeginać.

    – Adios, mi putita – mruknął na odchodnym i jeszcze połaskotał jedną ze stóp Lucie, wychodząc z sypialni.

     

    *

     

    Carlos z ledwością panował nad sobą. Odczekał, aż ten pędrak Hector wyjdzie z apartamentu, a potem jeszcze trochę. Cały czas patrzył na ciało nagiej blondynki, które nosiło ślady ostrego traktowania. Tak jak i on, czekała w napięciu.

    Powinienem był wyjść. Wyjść i zapomnieć o całej tej sprawie. Może nawet zgłosić to gdzieś. Nie bał się jej męża. Miał do czynienia z gorszymi i bogatszymi łajdakami.

    A mimo to został. Sprawdził jeszcze, czy drzwi do apartamentu są na pewno zamknięte, wrócił do sypialni. Nie rozbierał się na razie, tylko uklęknął między jej nogami w czarnych pończochach. Kilka oczek pękło, zapewne od uderzeń rózgi.

    Carlos nachylił się nad jej kobiecością. Wypływał z niej biały płyn. Z odrazą do samego siebie zaczął go zlizywać.

     

    *

     

    Chwilę leżała bez ruchu, gdy Michel rozwiązał ją. Własnoręcznie musiał zdjąć jej knebel, opaskę i powyjmować zatyczki z uszu. Piękne, błękitne oczy Lucie spoglądały w sufit. Powoli rozmasowały obolałe kończyny.

    – Miałaś dziś wielu gości? – zapytał ją, głaszcząc jej policzek.

    – Kilku – odparła z frywolnym uśmiechem.

    Wstała i ruszała w stronę łazienki, nie kwapiąc się z zakrywaniem. Poszedł za nią, śledząc wzrokiem jej ponętne pośladki. Patrzył jak bierze zimny prysznic.

    – Co jutro? – spytał, kiedy pokrywała pianą mokre ciało, noszące ślady liczne bicia.

    Błysnęła białymi ząbkami w lubieżnym uśmiechu.

    – To samo.

    – To są Latynosi. Za dużo paplają. Plotki rozejdą się po hotelu. Jutro będzie ich więcej. O wiele więcej.

    Lucie popatrzyła na niego swoimi niebieskimi oczami.

    – Na to właśnie liczę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sophie Nylon