Aurelia spacerowała zdenerwowana po mieszkaniu i sprawdzała, czy wszystko ma przygotowane, jak należy. Obejrzała również swój strój w lustrze: ciemne zakolanówki, czarna obcisła spódniczka z wysokim stanem, biała koszula z krótkimi rękawami, delikatny makijaż i markowe okulary. Pofarbowane na blond włosy związała w gruby warkocz. Starała się ubrać elegancko i seksownie, ale nie nazbyt wyzywająco.
To nie była jej randka. Aurelia robiła tego wieczoru za swatkę i mediatora własnych, rozwiedzionych rodziców. Dlatego denerwowała się bardziej, niżby sama miała kogoś spotkać.
Słysząc dzwonek do drzwi rzuciła się, żeby je otworzyć, w biegu jeszcze wygładzając spódniczkę.
W progu stała jej matka Zofia, ubrana w ciemny płaszcz. Towarzyszył jej łysawy mężczyzna, zapewne taksówkarz, który „za uprzejmą prośbą” wniósł na czwarte piętro dwie pękate torby podróżne. Szybko przerzucił je przez próg i ulotnił się. Aurelia wpuściła kobietę do środka i pomogła jej zdjąć płaszcz, po czym kucnęła przy niej i sama ściągnęła z jej stóp czarne buty na obcasie. Już przez telefon Zofia skarżyła się na uraz pleców nabyty podczas gry w tenisa.
– Córeczko, rozpieszczasz mnie! – Jej dłoń pogładziła grzywę jasnych włosów.
Wyściskały się serdecznie i ucałowały po policzkach. Zofia miała włosy ciemne i krótko przycięte, tak że opadały jej do ramion. Ubrała granatową sukienkę, opiętą w talii paskiem, i rajstopy. Choć zabrakło dekoltu, to materiał ciasno opinał się na jej kształtach, zgrabnych mimo wieku. Starsza o ponad dwadzieścia lat Zofia mogła pochwalić się wąską talią i większym od Aurelii biustem. Jedynie zmarszczki na twarzy musiała zamaskować mocniejszym makijażem.
– Czy już jest… – zawiesiła pytanie w powietrzu.
– Jeszcze nie.
Aurelia zabrała torby i razem poszły do sypialni. Tam wysunęła najniższą szufladę komody, do której zaczęła wkładać rzeczy Zofii, aby ta nie musiała się schylać.
– Będziecie musieli pomieścić się tu we dwójkę – rzuciła w trakcie. – Mam tu straszny bałagan.
– To on nie pójdzie do gościnnego? – zdziwiła się Zofia.
Zwykle, gdy przyjeżdżała w odwiedziny do córki, spały razem w jednym łóżku. Nieraz przytulone do siebie rozmawiały do późnej godziny. Aurelia zmieszała się. Tym razem miało być inaczej.
– Chciałam wam odstąpić moją sypialnię. Tu macie większe łóżko. Ja sama prześpię się w gościnnym. Przygotowałam wam mały zapas.
Przerwała rozpakowanie Zofii i zaprowadziła ją do szafki nocnej. Gdy odsunęła szufladę, oczom starszej kobiety ukazywał się zapas prezerwatyw, kilka rodzajów żelów intymnych, a także różne gadżety erotyczne.
– To jest nowe, nieużywane. – Aurelia wskazała między innymi na wibrator, knebel czy korek analny z czerwonym szkiełkiem. – Posłuchaj, to najlepszy sposób, żeby się pogodzić…
– Oj dziecinko – przerwała jej Zofia i sceptycznym okiem obejrzała długi listek prezerwatyw. – Chyba przeceniasz możliwości tego starego pryka.
– Nie nazywaj go tak! – oburzyła się Aurelia. – Sama mi opowiadałaś, jaki z niego był ogier.
– Był. – Zofia cmoknęła ustami i z trzaskiem zamknęła szufladę. – Podaj mi mojego laptopa, a jak skończysz mnie rozpakowywać, to przynieś mi wody do picia.
Aurelia stłumiła prychnięcie, mimo to wykonała jej polecenie. Przy nachylaniu się Zofia wymierzyła jej jeszcze żartobliwego klapsa, choć dosyć solidnego, aż rozległo się doniosłe plaśnięcie. Nigdy nie stawiała na pół-środki.
– Mogłabyś zostać moją sekretarką!
I tym razem dziewczyna nic nie powiedziała. Podała jej laptopa i ładowarkę i pozwoliła, by usadowiła się z nimi przy jej biurku pod oknem. Zofia po rozwodzie uciekła w pracoholizm i przez te kilka lat rozwinęła zaskakująco dochodowy biznes. To jednak oznaczało, że nawet w odwiedzinach u córki musiała mierzyć się z lawiną maili i tabelkami w Excelu.
Dlatego Aurelia nic nie mówiła, a jedynie skończyła ją rozpakowywać, potem przyniosła jej z kuchni szklankę wody z cytryną i lodem. Wreszcie uklękła przy niej i wymasowała jej zmęczone po podróży stopy, na które Zofia często narzekała. Zdawała sobie sprawę, że będzie musiała sporo się natrudzić, by pogodzić tę dwójkę.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, Zofia westchnęła przeciągle.
– Idź otworzyć – poleciła, jakby Aurelia rzeczywiście była jej sekretarką.
– Nie, idziemy razem.
Blondwłosa dziewczyna niemal siłą zerwała ją z krzesła, złapała za dłoń i pociągnęła w stronę drzwi. Zofia uległa i jedynie przewróciła znacząco oczami. To, że zgodziła się na to spotkanie po latach, na neutralnym gruncie, nie znaczyło jeszcze, że ma ochotę witać go od progu.
W drzwiach stał czterdziestoparoletni brunet o włosach przyprószonych siwizną, ubrany w dżinsową kurtkę. Jemu wystarczył tylko plecak. Oprócz tego miał w dłoniach dwa bukiety czerwonych róż.
– Witajcie, piękne panie!
Aurelia czym prędzej wpuściła go do środka. Z ulgą zauważyła, że pod kurtką ma bordową koszulę i ciemne spodnie. Trudno się było przyczepić do jego stroju, choć delikatnie wybrzuszenie w okolicach paska świadczyło dobitnie, że zaczynał przegrywać ze zwalniającym metabolizmem.
Gdy już zdjął buty, kurtkę i plecak, blondwłosa dziewczyna przyjęła od niego jeden z bukietów, objęła i pocałowała czule policzek. Stwierdziła z zadowoleniem, że jest gładko ogolony. Sama nie miała nic przeciwko zarostowi, ale Zofia, lustrująca swojego byłego męża lodowatym spojrzeniem, miała całkowicie odmienne zdanie na ten temat.
– Bruno – odezwała się w końcu, krzyżując ręce na piersiach.
– Zofia.
– Siwiejesz.
– A ty masz kurze łapki.
– I przytyłeś.
– A tobie obwisły piersi.
Pod sukienką miała stanik, więc raczej zgadywał, ale najwidoczniej trafnie, bo Zofia drgnęła urażona i otwarła usta do kolejnej riposty. Aurelia szybko rzuciła się do ratowania sytuacji.
– Nie zaprosiłam was tutaj, żebyście się nawzajem obrzucali wyzwiskami! – wybuchła. – Oboje wyglądacie świetnie na swój wiek i nawet nie próbujcie temu zaprzeczać. A teraz przytulcie się, pocałujcie, cokolwiek!
Niemal nie tupnęła nogą ze złością. Bruno zaśmiał się lekko, nawet Zofii drgnęły kąciki ust. Musiało jej brakować tego droczenia się z nim. Wreszcie pozwoliła mu ucałować swoją dłoń i przyjęła bukiet. Nawet nagrodziła go całusem w policzek, choć dość szybkim i oszczędnym.
– Jesteś jak wino, im starsza, tym lepsza! – zapewnił Bruno.
– Daruj sobie, ja już znam te twoje komplemenciki! – Zofia pogroziła mu żartobliwie palcem.
Zapowiadało się na dobry początek. Ale w sypialni Bruno zmieszał się na widok rzeczy swojej eks-żony. Ta, choć nic nie powiedziała, to zabrała laptop z biurka i poszła z nim do salonu. Bruno obejrzał się na swoją córkę.
– Mogę spać na kanapie…
– Nie, nie możesz – ucięła Aurelia i zaczęła pomagać mu upakować jego rzeczy obok rzeczy Zofii. Została mu co najwyżej jedna trzecia miejsca, ale powinna mu wystarczyć z nawiązką. – To mój dom i moje zasady.
Nic nie powiedziała, gdy mężczyzna zajrzał do niedomkniętej szafki i ujrzał gadżety na wieczór. Zacisnęła zęby i wyprowadziła go na razie z sypialni.
– Dużo ci zostało? – zagadnęła Zofię, która rozłożyła się na kanapie z laptopem i wściekle biła palcami i klawiaturę.
– Momencik!
– Przyniosę przystawki.
Włożyła na razie oba bukiety do jednego, obszernego wazonu, po czym poszła do kuchni. Kiedy wróciła z przystawkami w postaci bruschetty, a także z dzbankiem wody i szklankami, jej goście siedzieli naprzeciwko siebie przy stole. I milczeli.
– To nie jest stypa! – zagaiła, rozkładając jedzenie i picie.
Przypadło jej miejsce u szczytu stołu, między nimi; Bruno miała po swojej lewej, bliżej kuchni, Zofia siedziała po jej prawej, przy drzwiach do sypialni. Aurelia pełniła tu rolę mediatorki i dopiero zaczynała zdawać sobie sprawę, jak ciężka czeka ją przeprawa. Być może miała do czynienia ze sprawą beznadziejną.
Dlatego z ulgą przyjęła pytanie Bruna, który, chcąc uniknąć nudnych pytań o jej studia albo podobne banały, zapytał o włosy.
– To teraz jesteś blondynką, tak?
– Tak, w ogóle przyjęłam pseudonim artystyczny Blondie Bomb… – zawahała się, czy powinna o tym mówić.
I Bruno zmieszał się wyraźnie. Znała jego zdanie na ten temat jej sposobu zarobku.
– Och, więc dalej zajmujesz się tym tańcem na…
– To się nazywa pole dance – przerwała mu chłodno Zofia.
– Taniec na rurze, pole dance. Obie nazwy są poprawne. – Aurelia uśmiechnęła się słabo. – I możecie się zżymać, ale to naprawdę wymaga treningu i gracji. To nie są jakieś wygibasy w bieliźnie! Występuję tylko w porządnych klubach i za niemałe pieniądze. Starcza na studia i nie tylko. Nie mogłabym wynajmować takiego fajnego mieszkania w centrum Wrocławia, tyrając za minimalną w spożywczaku! – Wykonała ruch dłońmi dookoła, na wypadek gdyby jeszcze nie zauważyli nowoczesnego wystroju salonu. – Plus zawsze mogłabym robić porno albo zostać prostytutką. Tak przynajmniej nikt mnie nie dotyka.
I tak zaczerwieniła się. To nie zmieniało faktu, że zarabiała jako tancerka na rurze o wdzięcznym pseudonimie Blondie Bomb, a tłumy napaleńców śliny się na widok jej ciała.
– Mimo wszystko… – odważył odezwać się Bruno.
– Tak, zarabiam ciałem – przyznała bez wahania Aurelia. – Ale dużo wysiłku wkładam w to, żeby wyglądać, jak wyglądam, i ruszać się tak, jak się ruszam! Mam prawo być z tego dumna.
– Pewnie nie miałbyś nic przeciwko, gdyby nie chodziło o twoją córkę, co? – wtrąciła Zofia z mściwym uśmiechem.
– T-to nie tak! Zresztą to jej wybór. Blondie Bomb. Fajny pseudonim. – Skinął głową, jakby usiłował sam siebie przekonać. – A co z chłopakami… Przepraszam, nie powinienem pytać.
– No właśnie! – Zofia niespodziewanie zawtórowała mu. – Spotykasz się z kimś? Miałaś dość czasu, by otrząsnąć się po zerwaniu z Pawłem. W takim nowoczesnym mieście chyba żaden nie kreci głową na pole dance.
Zakłopotanie Aurelii tylko pogłębiło się. Obok ich rozwodu to zerwanie z chłopakiem należało do największych traum. Wolałaby już dalej opowiadać o tańcu na rurze.
– Tak, otrząsnęłam się. Chwilowo po prostu nie szukam nikogo na stałe. To nie znaczy, że puszczam się na lewo i prawo – dodała szybko, świadoma, że jej moralność i tak stoi pod znakiem zapytania. – Muszę na razie odkryć samą siebie.
– Rozumiem, że chcesz się zabawić, ale nie będziesz młodsza, dziecko… – mruknęła Zofia. – Warto zacząć się rozglądać.
– Wiem, ale ja naprawdę muszę najpierw ogarnąć samą siebie. Na przykład niedawno odkryłam, że jestem biseksualna…
Za późno ugryzła się w język. O swojej przygodzie z koleżanką ze studiów nie chciała im opowiadać w obawie, że ten temat ich podzieli. Mogła wywołać niepotrzebną kłótnię i pogrzebać szanse na zgodę między nimi. Natomiast w ógole nie spodziewała się po nich speszonych uśmiechów.
– Niedaleko pada jabłko od jabłoni – mruknął Bruno i uśmiechnął się szeroko.
– Mniejsza z tym. – Zofia z trudem powstrzymała grymas rozbawienia. – Czyli z nikim się nie spotykasz?
– Jabłko od jabłoni? Jak to?
Aurelia przekrzywiła głowę i popatrzyła po nich. Postanowiła uczepić się tej kwestii jak ostatniej deski ratunku. Zapewne chodziło o jakiś pikantny szczegół z ich małżeństwa, ale jeśli miało to ich znów połączyć, to warto było spróbować. Zresztą oni sami pytali o jej życie miłosne i pragnęła odwdzięczyć im się pięknym za nadobne.
– Podczas naszego miesiąca miodowego poznaliśmy pewną uroczą Hiszpankę – zaczęła Zofia, jak na siebie zaskakująco zakłopatana.
– Gorrrącą Latynoskę – uściślił Bruno, nie przestając się szczerzyć.
– Nie przerywaj! Zaprzyjaźniliśmy się i ona chciała nam koniecznie zrobić prezent ślubny… To było raz!
– A dokładniej wiele razy w ciągu długiej, upojnej nocy – wtrącił znów Bruno rozmarzonym tonem. – Bałem się, że nie będzie dało się was oddzielić, tak byłyście do siebie przyklejone…
– To było raz! – Zofia uderzyła lekko w stół otwartą dłonią, bez złości. Szybko zwróciła się do zawstydzonej Aurelii. – A w byciu bi nie ma nic do odkrywania. Jak masz chcicę to zamiast koledze możesz koleżance wskoczyć do łóżka, ewentualnie jak chcesz chłopaka udobruchać, to załatwiasz mu trójkącik z przyjaciółką. I tyle.
– M-może – przyznała niepewnie Aurelia. Sama nie miała pewności, czy chciałaby być w związku z jakąś kobietą. – Tak czy inaczej nie chcę się wziąć z byle kim. Czekam na kogoś specjalnego.
Popatrzyła po nich znacząco; i oni byli dla siebie specjalni. Po rozwodzie żadnemu nie wiodło się w miłości. Tylko ten uśmieszek na jego twarzy i jej zakłopotanie nie dawały jej spokoju. Coś było na rzeczy, mogła przysiąc. Przeczuwała poza tym, że przygoda z Latynoską wcale nie była jednorazowym wyskokiem.
– A wy nie macie się czego wstydzić, skoro obu wam się podobało… – ciągnęła, ale przerwało jej piknięcie z kuchni. – Oho, to chyba nasza lasagne!
Bruno zaoferował się, że pójdzie razem z nią. Kiedy otwarła piekarnik i nachyliła się, uszczypnął ją w prawy pośladek. Aż podskoczyła, niemal nie wypuszczając naczynia z rąk.
– Kurczę, cukiereczku! – mruknął cicho, stając tuż za nią. – Ale ty masz krągłości. Nic dziwnego, że faceci płacą kupę szmalu, żeby cię oglądać.
Skrępowana do reszty, Aurelia nie miała pojęcia, jak zareagować, więc trzepnęła go lekko w rękę i zachichotała nerwowo.
– To do niej masz się dobierać, nie do mnie! – szepnęła. – A teraz pomóż mi z tym.
Tym sposobem zajęła jego ręce, by nie próbował dalej łapać za jej krągłości. Na jego twarzy wciąż malował lubieżny uśmiech, który raczej nie miał wiele wspólnego z wyciąganą z piekarnika lasagne. A i ona czuła się dziwnie pobudzona tym szczypnięciem.
– Widziałem zabaweczki, jakie nam zostawiłaś – wtrącił Bruno półgłosem. – Tylko nie wiem, czy coś z tego będzie.
– Inaczej by tu nie przyszła. Zresztą to najlepszy sposób, żeby przeszły jej humorki.
Mrugnęła do niego i kazała nieść naczynie. Starała się nie myśleć o piękącym pośladku. Bruno, podobnie do Zofii, nie bawił się w pół-środki. Aurelia szybko zrobiła miejsce na stole, by Bruno mógł położyć lasagne w centralnym miejscu. Przed laty uwielbiali w trójkę to danie i nie wybrała go przypadkowo.
– Och, mogłaś wybrać coś lżejszego – mruknęła mimo to Zofia. – Dbam o linię. Zakładam, że jako pole-dancerka ty też. A i tobie przydałaby się dieta! – Wskazała palcem Bruno.
– Daj spokój – zaoponowała Aurelia – istnieją sposoby, żeby spalić ponadprogramowe kalorie.
Sama szykowała dla siebie wycisk na siłowni, ale pozwoliła im na chichoty. Musi im to jakoś zasugerować… Zofia dała się w końcu ugłaskać i pozwoliła, by Bruno nałożył jej solidną porcję. Zjedli ze smakiem niemal całość. Próbowali rozmawiać. Ona opowiadała o swoim biznesie, on o podróżach po świecie. Żadne z nich jednak nie czuło się z tym swobodnie, dlatego jak bumerang wrócił temat Aurelii i jej tańca na rurze.
– Blondie Bomb! – powtórzył zafascynowany Bruno. – Myślisz, że mógłbym cię kiedyś zobaczyć na scenie?
– M-może lepiej nie? – odparła cicho i spuściła głowę.
Mężczyzna w jego wieku wcale nie wyróżniałby się pośród jej widowni. Chodziło o wstyd, jakim byłoby zobaczenie znajomej twarzy pośród tego tłumu, który czeka tylko, aż ona zdejmie stanik albo wykona kolejną akrobację, podczas której będą mogli podziwiać jej wypięte pośladki.
– Też z chęcią zobaczyłabym cię w akcji – wtrąciła Zofia.
Tego dla Aurelii było za wiele. Miała stać się cichym mediatorem, godziła się nawet, że w pewnym momencie ulotni się na noc to koleżanki, aby mieli całe mieszkanie dla siebie. Za nic nie chciała samemu znaleźć się w centrum uwagi. Jej klaps i jego szczypnięcie nie mogły być przypadkowe. Tylko co ona miała z tym zrobić?
– Dajcie spokój – broniła się słabo.
Ale oni wciąż mówili o tym, jak pięknie wyrosła ich córka. Wreszcie ugięła się pod ich nagabywaniem i pokazała im kilka zdjęć ze swojego występu. Jednocześnie płonęła rumieńcem, bo traciła na nich stopniowo ubranie, aż na ostatnim nie miała na sobie nic poza szpilkami i kabaretkami. Bruno bez kozery przybliżył zdjęcie, na którym siedzi przed publicznością naga, rozkraczona i uśmiechnięta.
– Ile bym dał, żeby zobaczyć te kształty na żywo! – westchnął.
– Za młodu też miałam takie ciałko – dodała z nostalgią Zofia, zaglądając mu przez ramię.
Aurelia szybko schowała telefon. Czy oni chcieli, żeby się rozebrała? Stawiała, że będę napaleni, ale na siebie nawzajem! Liczyła się z tym, że to spotkanie może jej się wymknąć spod kontroli, ale nie w taki sposób.
– Na deser będą lody – oznajmiła nerwowo, zbierając talerze po lasagne. Czuła suchość w gardle. – Chcecie kawy?
Tym razem to Zofia poszła za nią, co samo w sobie było zaskakujące, bo nawet bez nadwyrężonych pleców unikała robienia czegokolwiek w kuchni. Aurelia nie mogła widzieć, jak starsza kobieta ogląda się przez ramię i mruga do swojego byłego męża, który odpowiada jej posyłając całusa.
– Prosta piłka, kochanie – powiedziała półgłosem Zofia, gdy wkładały razem brudne naczynia do zmywarki. – Prześpię się z nim, ale musisz się nam pokazać.
– Co?! Co jedno ma z drugim wspólnego?
Starsza z kobiet nie odpowiedziała jej od razu, poczekała, aż zacznie pracować ekspres do kawy.
– Bruno i ja mamy ciężkie charaktery. Zawsze będziemy się ścierać. Tak było przed rozwodem, tak będzie i teraz.
Aurelia, zajęta wyjmowaniem pucharków na lody z szafki, tylko uniosła wyczekująco brew. Co to miało wspólnego z tym, że miała rozebrać się przed nimi? Zofia oparła się o blat, nie kwapiąc się, żeby pomóc jej z deserem. Taksowała córkę spojrzeniem.
– Okłamałam cię. Ta Latynoska to nie był jednorazowy wyskok. To był początek. Moja przyjaciółka, koleżanka z pracy, sąsiadka… – zaczęła wyliczać.
– Pani Ewelina? – spytała Aurelia, co Zofia potwierdziła skinieniem.
– I to wiele razy.
Blondwłosa dziewczyna nie miała pojęcia, jak odebrać fakt, że zabawiali się z kobietą, która prawie została jej teściową. I nadal nie potrafiła połączyć tego ze sobą.
– Lista naszych wspólnych znajomych, których zaprosiliśmy do sypialni, jest dość długa, nie będę cię zanudzać. Ale była tam też… – Zofia wzięła głęboki oddech – moja kuzynka.
Aurelia omal nie zrzuciła jednego z pucharków na podłogę. Obejrzała się na nią z trwogą. Do tej pory mogła mówić o niegrzecznych zabawach, w najgorszym razie o perwersji. Miała na roku koleżanki, które w ciągu jednego semestru doszły do wiele gorszych rzeczy niż trójkącik.
Natomiast tabu… Zofia mówiła o tabu, które w niebezpieczny sposób łączyło się z nią. Zaczęła się bawić warkoczem swojej córki.
– Możemy sobie skakać do oczu – ciągnęła niespeszona – ale koniec końców zakazany owoc smakuje najlepiej z nim. Ja jestem jego Ewą, a on moim Adamem.
Normalnie Aurelia przewracałaby oczami, słysząc takie frazesy z ust dojrzałej kobiety. W tym wypadku potrafiła jedynie stać oniemiała. Zofia przysunęła się jeszcze bliżej, puściła warkocz i palcami sięgnęła do guzika z boku spódniczki. Odpięła go, potem złapała za zamek i powoli pociągnęła w dół.
– Dlatego bądź grzeczną dziewczynką i pozwól nam nacieszyć się tymi krągłościami. – Zofia, nie kryjąc lubieżności, oblizała wargi. Zaczęła zsuwać z niej spódniczkę.
Olśnienie spłynęło po plecach Aurelii dreszczem grozy. Uwielbiali przekraczać granice i łamać tabu. Nie, ona nie była tu byle pośredniczką, które ma odsunąć się w cień po wykonanej robocie. To ona sama stanowiła najsłodszy i najbardziej zakazany owoc, o jakim mogli pomyśleć. Zainicjowała to spotkanie i teraz to ona zostanie wykorzystana.
Odetchnęła ciężko, gdy jej spódniczka z cichym szelestem opadła na kuchenne kafelki. Poczucie surrealności paraliżowało ją. Oni nie chcą chyba… przelecieć własnej córki? Zofia pogładziła dłonią jej pośladki w czarnych figach, po czym obróciła ją ku sobie. Aurelia nie broniła się, gdy palce starszej kobiety zaczęły odpinać guziki jej koszuli.
– Zerżniesz go? – odważyła się w końcu zapytać cicho, choć nie wiedziała już, dlaczego tak jej zależało.
– Jak najbardziej. – Zofia zdążyła już odsłonić jej dekolt.
– Tak, żebym słyszała skrzypienie łóżka?
Po ustach Zofii pełgał się figlarny uśmieszek. Odpinała ostatnie guziki w okolicach podbrzusza.
– Tego nie mogę obiecać z moimi plecami. Ale wynagrodzę mu te stracone lata, tego możesz być pewna.
Aurelia pozwoliła jej zdjąć z siebie koszulę. Została jedynie w staniku, figach i pończochach. Zofia obserwowała z satysfakcją, jak dziewczyna kończy przygotowywać lody. Jej spódniczkę i koszulę odwiesiła na oparcie krzesła.
To tylko bielizna, niewinna zabawa, przekonywała się Aurelia. Rozbierała się do zera przed tłumem nieznajomych, dlaczego oni mieliby być gorsi? Czuła jednak, jak płoną jej policzki. Od wstydu oraz wkradającego się nieśmiało podniecenia. Lubiła dojrzałych partnerów. I choć nie zdążyła tego sprawdzić z kobietami, to mężczyźni z reguły okazywali się bardziej opanowani, doświadczenie podpowiadało im, jak zaspokoić partnerkę.
Wyrzuciła to z głowy. Nie z nimi. Może im się pokazać w bieliźnie, ale to była granica, jakiej nie zamierzała przekraczać. Zofia pogoniła ją klapsem, który poniósł się głośnym plaśnięciem i od którego pucharki w rękach Aurelli zatrzęsły się niebezpiecznie. Wyszły z kuchni. Bruno nie wyglądał na zaskoczonego. Na zadowolonego – jak najbardziej.
– Komuś zrobiło się ciepło! – zażartował, przyjmując od zakłopotanej Aurelii pucharek z lodami. Wzrok miał na jej dekolcie, gdy się pochylała.
Odczuwając niesamowite zażenowanie Aurelia przyniosła im jeszcze kawę, świadoma ich spojrzeń na swoim ciele. Z trudem opróżniła własny pucharek. Trzęsły się jej ręce. W bieliźnie, między nimi, wyczuwając przez majtki siedzenie krzesła, czuła się zwyczajnie nie na miejscu.
– To pokaż nam się, kochanie! – zawołała na koniec Zofia, kiedy Aurelia odniosła już pucharki. Nikt jej nie pomógł.
Musiała przejść kilka razy przed nimi przez salon niczym modelka, by mogli popatrzeć, jak podskakują jej piersi i kołyszą się pośladki w rytm kroków. Po kawie nalała im wina i usiedli w trójkę na kanapie. Aurelia, wciąż w samej bieliźnie, znalazła się między nimi. Jakimś cudem sprawiła, że zeszli się. Skutkiem ubocznym okazało się dziwne zainteresowanie, jakie żywili nią samą.
Co chwilę któreś z nich gładziło jej ramię lub kolano. Dotyk na gołej skórze elektryzował i podniecał ją. To nie to samo, co tłum napaleńców. To coś innego, gdy ktoś tak bliski siedzi tuż przy tobie… Żadne z nich nie pomyślało, by samemu zdjąć ubranie. Czuła się jak zabawka w ich rękach, obca im jak tamta Latynoska, którą wykorzystali w trakcie miesiąca miodowego.
Tymczasem wino robiło swoje.
– Córeczko… A może uchylisz nam jeszcze rąbka tajemnicy? – zagaiła siedząca po jej prawej Zofia, której trunek zdążył już znacząco zaczerwienić policzki.
– Nie daj się prosić, nasza blond bombo! – wtórował jej Bruno po lewej stronie Aurelii, głaszcząc jej gołe udo ponad zakolanówką.
To miała być granica, pamiętała. Tylko że w tym stanie nie potrafiła już myśleć jasno. Ona była atrakcyjną, dojrzałą kobietą, on fajnym, starszym mężczyzną. Dlaczego nie miałaby się znaleźć w ich ramionach?
– D-dobra, ale macie się najpierw pocałować!
Zofia tylko uśmiechnęła się i nachyliła przez nią ku Bruno. Ujęła jego twarz, pogłaskała ogolony policzek. On zmierzwił palcami jej czarne włosy. Pocałowali się z głośnym mlaśnięciem. Robili to długo i namiętnie, a Aurelia musiała to oglądać z bliska. Z jednej strony liczyła na wynik ich spotkania, z drugiej zaś cena tego zwycięstwa robiła się coraz wyższa.
– A teraz pochyl się! – zarządziła Zofia po tym, jak w końcu oderwała się od ust Bruno. – Sami to zrobimy!
Niechętnie blondwłosa dziewczyna nachyliła się i złapała za stanik od przodu. Poczuła dwie pary rąk na plecach. Zofia szeptała coś rozbawiona do Bruna, który najwyraźniej dawno nie miał do czynienia ze stanikem. Wreszcie uwolnili zapięcie.
Nie pozostało jej nic innego, jak go zdjąć i odłożyć na oparcie kanapie. Odchyliła się z powrotem i zamknęła oczy. Nie wierzyła, że jest przed nimi topless! Zaczęli we dwójkę badać jej piersi. Różowe sutki twardniały pod ich dotykiem. Aurelia zatrzęsła się, bezsilna, ale i coraz bardziej podniecona. Jeśli ma się dziać, to niech się dzieje.
Jej dłonie, choć delikatne, to jednak kończyły się ostrymi paznokciami, a Zofia nie dbała o czułość, mocne ściskając jej piersi. Bruno z kolei miał dłonie chropowe i twarde, ale zarazem gładził jej piersi z dziwną nieśmiałością.
Oboje głośno komentowali jej biust, jego kształt i wagę. Porównywali go do innych, które poznali w czasie swoich trójkącików. Aurelii robiło się niedobrze, że porównali go nawet z piersiami jej niedoszłej teściowej.
– Posłuchajcie, czy wy nie powinniście zająć się sobą? – zagadnęła.
Jej sutki sterczały na baczność. Nigdy nie czuła się tak skrępowana. Zofia zachichotała i pocałowała jej policzek.
– Ty jesteś naszą miłością.
– To… nie miało być tak.
– Nie nasza wina, że jesteś taką bombą – wtrącił Bruno, trąc jej sutek między palcami i doprowadzając tym do rozkoszy, którą starała się usilnie ignorować.
– Jestem waszą córką!
– Trzeba jej czymś zająć usta. – Zofia przewróciła oczami.
Popatrzyła po nich. Miała ich za zagubionych ludzi, romantycznych i wiernych sobie mimo rozwodu. Nie za parę zboczeńców! Najpierw ona ją pocałowała, wymusiła pocałunek, wcisnęła język do ust. Aurelia wzdrygnęła się z obrzydzeniem, przytrzymywana na kanapie przez Bruna. Mimo to wrzała w niej podnieta.
Potem to on pocałował się z nią, mocno i łapczywie. Z trudem łapała oddech. Wreszcie odwzajemniła całus, sięgnęła i rozpięła jego koszulę. Jak już, to iść na całość. Bruno zdjął koszulę, tymczasem Zofia zrzuciła dziewczynę z kanapy. Aurelia posłusznie uklękła przed nimi.
– Jesteśmy popierdoleni…
Starsza kobieta wymierzyła jej siarczysty policzek, który jedynie rozochocił Aurelię. Potem zdjęła jej okulary z nosa.
– Nie przeklinaj, smarkulo – rzuciła chłodno Zofia. Pozbyła się swoich rajstop i majtek, po czym znów siadła na kanapie. Palcem wskazała córce między gołe uda.
Do tej pory spały razem wielokrotnie, ale nigdy nie przyszło im do głowy, by się ze sobą zabawiać. Nawet nie masturbowały się przy sobie! Aurelia, zachęcona klapsem od Bruna, zanurkowała między nogi Zofii, pod materiałem granatowej sukienki odnalazła jej kobiecość. Tę kobiecość, z łonem upstrzonym czarnymi włosami. Pokonała opór i ucałowała ją.
Gdzieś z góry dobiegał głos Zofii, ale świat Aurelii ograniczał się do krocza i ud starszej kobiety. Ta zresztą chwyciła za jej włosy, nie dała jej szans na ucieczkę, nawet gdyby tego pragnęła. Czuła wstręt do samej siebie i okropne poniżenie, mimo to nie przestawała jej zadowolać.
Bruno wyszedł po coś i wrócił za chwilę, kładąc to na pobliskim stoliku do kawy. Gwałtownie wykręcił do tyłu prawą rękę Aurelii, aż z gardła wydobył się jej mimowolny jęk.
– Grzeczniej, suczko – upomniała ją Zofia.
Ale Aurelia posłusznie ułożyła lewą ręką za plecami obok prawej, pozwoliła się skuć. Nie myślała teraz nawet o stawianiu oporu. Nie, kiedy wskoczyła pod sukienkę Zofii i posmakowała jej soków. Podniecenie, które wkradało w nią powoli, skrycie, uderzyło teraz z całą mocą. Odszukała koniuszkiem języka łechtaczkę starszej kobiety, aż ta potarła udami o boki jej głowy.
– Ohh, dziewczyno! Nie wierzę, że robisz to pierwszy raz.
Bruno ściągnął z niej majtki. Zadrżała pod jego dotykiem. Została goła, w samych tylko pończochach. Wypięła karnie goły tyłeczek, oczekując klapsów. Z głową między udami Zofii i skuta nie miałaby jak się wyrwać. Stawała się bezsilna, kompletnie na nich łasce. I nic tak w życiu jej nie podniecało.
Korek analny zaczął wchodzić w jej odbyt. Stęknęła z bólu, ale Bruno przytrzymał jej biodra. Na jej szczęście pomyślał, by wcześniej posmarować go żelem intymnym. Bez litości wepchnął go do samego końca. Aurelia jęknęła przeciągle. Potem wróciła do pieszczenia języczkiem kobiecości Zofii.
– Naprawdę zmieścił się cały? – spytała podekscytowana starsza kobieta.
– To nie jej pierwszy raz z takimi zabawkami. – Chropowate palce Bruna pogładziły znajdującą się pod zakorkowanym odbytem waginę Aurelli. – Nasza dziewczynka ma doświadczenie.
Aurelia zamknęła oczy z ekstazy, gdy posmyrał jej łechtaczkę. I on znał się na rzeczy. Ale Zofia postanowiła nie być dla niej taka dobrotliwa.
– Hej, ona jeszcze nie zasłużyła na pieszczoty! Pogoń ją trochę.
Bruno puścił waginę. Aurelia spięła się w sobie. Szpicruta, jakiej nie przygotowała wcale z myślą o sobie, spadła na jej pośladki. Postanowiła lizać czym prędzej kobiecość Zofii. Ta wydawała się ciągle niezadowolona. Poganiała ich obu. Aurelia w panice nie wiedziała co robić, tymczasem Bruno lał ją bezlitośnie po pośladkach. Zawyła z bólu, kiedy trafił w jej kobiecość.
– Na razie wystarczy – Zofie puściła jej głowę – ale będziesz musiała się podszkolić.
Aurelia wciąż klęczała na ziemi, gdy starsza kobieta wstała i rozpięła pasek. Odwróciła się do Bruna i pozwoliła mu rozpiąć zamek sukienki. On miał na sobie tylko spodnie. Zofia pozbyła się sukienki, a potem stanika, stając naga przed byłym mężem. Jej piersi były lekko obwisłe, na udach czaił się celulit. Mimo to trudno byłoby nazwać ją brzydką.
– Nadal uważasz, że moje piersi są obwisłe? – spytała.
– Skądże! – Bruno oddał jej szpicrutę.
Aurelia jęknęła w duchu. Już wiedziała, na kim Zofia zaraz jej użyje. Ale mogła jedynie klęczeć przed nimi naga, ze skutymi rękoma, wciąż czując w ustach posmak jej kobiecości. Podskoczyła, kiedy górująca nad nią brunetka plasnęła lekko szpicrutą w swoją otwartą dłoń i uśmiechnęła się złośliwie.
– Trzeba cię będzie oćwiczyć!
– Nie, proszę…
Przerwała i krzyknęła z bólu, kiedy Zofia chlasnęła ją w piersi, bezwiednie zahaczając steraczący sutek. Skuliła się w sobie. Kiedy w zasięgu jej wzroku na podłodze pojawiły się stopy z pomalowanymi na czarno paznokciami, ucałowała je instynktownie. Końcówka szpicruty przejechała delikatnie po jej karku.
– Będziesz grzeczna?
– B-będę! Będę! – zdołała wyjęczeć Aurelia.
– Tak, lepiej, smarkulo. A ty co tak stoisz? – zwróciła się Zofia do Bruna. – Rozbieraj się!
Obie patrzyły, jak mężczyzna pozbywa się spodni i majtek. Aurelia przełknęła ślinę. Okazał się nad wyraz obdarzony; potężna męskość prężyła się między umięśnionymi udami. W dodatku ogolona. Nawet Zofia mlasnęła zachwytu.
– A oto kolejny powód, dla którego znosiłam tego dupka przez tyle lat. No dalej.
Pogoniła Aurelię w jego stronę. Na klęczkach jej twarz znajdowała się tuż przed nabrzmiałym penisem. Zadarła głowę i popatrzyła jeszcze na niego, jakby błagając go, by obszedł się z nią delikatnie. Bruno tylko czule odgarnął włosy z jej czoła.
– Ty też go polubisz… – mruknął, głaszcząc jej głowę.
– Do roboty! – warknęła Zofia, chłoszcząc i tak już obolałe pośladki Aurelii.
Dziewczyna zabrała się do roboty z nieśmiałą pomocą Bruno, który także zdawał się onieśmielony. Najpierw musnęła koniuszkiem języka jego mosznę, walcząc z obrzydzeniem. Świadomość wiszącej nad nią szpicruty motywowała ją jednak do działania.
Polizała kilka razy jego jądra, potem przeciągnęła językiem aż do czubka, wreszcie wzięła go do ust, dopiero teraz naprawdę przerażona jego rozmiarem. Bruno wprowadził go do jej gardła, głębiej, niż czuła się z tym komfortowo. Aurelia wybałuszyła oczy. Nie ośmieliła się sprzeciwić.
Wzdrygnęła się, gdy Zofia trzasnęła ją szpicrutą w prawy pośladek. Niemal bezwiednie zahaczyła zębami tkwiącego w jej ustach penisa. Bruno warknął i szarpnął za jej włosy.
– Hej! Bo mi go odgryzie!
– To taka gra! Suka musi wytrzymać! – Poprawiła w drugi pośladek. – Krew z naszej krwi!
Aurelia wzięła głęboki oddech przez nos. Już oddychało jej się z trudem. Bruno poruszał jej głową wprzód i w tył. Smak soków Zofii ustępował jego preejakulatowi. Brunetka jeszcze kilka razy trzasnęła ją szpicrutą, a dziewczyna dzielnie walczyła, by nie ugryźć tkwiącego na jej podniebieniu penisa.
– Wystarczy! – zarządziła Zofia i Bruno wycofał przyrodzenie.
Mogła odsapnąć głośno. Spojrzała po nich obu i widziała, że oboje są rozgrzani. Aurelia łudziła się, że nie jest im już potrzebna. Zofia odrzuciła szpicrutę i podeszła do Bruna. Opletli się nadzy, całując namiętnie. Ich córka mogła jedynie czekać naga i skuta, obserwując tę scenę z pewnym rozrzewieniem, ale i chorym podnieceniem.
Lubiła być traktowana ostro, a złamanie takiego tabu…
Wymienili kilka zdań nad jej głową, potem ruszyli ku kanapie. Zofia pociagnęła za włosy Aurelię, która podreptała za nimi na klęczkach. Bruno usiadł, jego była żona na nim. Powoli opuściła się na wilgotnego od śliny dziewczyny penisa. Wskazała go jej palcem.
Aurelia pieściła językiem jego jądra, kiedy Zofia ujeżdżała Bruna. Wymieniali ze sobą jakieś uwagi, a brunetka szybko zaczęła pojękiwać z rozkoszy. Na moment przystanęła i dłonią zmusiła dziewczynę do polizania jej odbytu, co w tym stanie uczyniła bez zbędnego wahania. Pękły jej wszelkie opory.
Wodziła językiem od jej tyłka, po waginę z penetrującym ją członkiem, aż do jąder Bruna. Zofia coraz szybciej poruszała biodrami, demonstrując zaskakującą sprawność mimo wieku i schorowanych pleców.
Kiedy z sapnięciem doszedł Bruno, opadła całkiem na jego penisa. Aurelia zaczęła zlizywać wyciekając na jego jądra nasienie. Po podniesieniu się Zofii, wylizała i członka, potem kobieta przyciągnęła ją do własnej krocza, do kobiecości, z której wypływała sperma.
I ją dziewczyna wylizała, połykając wszystko, przy okazji pieszcząc Zofię, której palcami pomagał Bruno. W końcu i ona zawyła z rozkoszy, dociskając twarz Aurelii do swojego tyłka. Potem naga brunetka opadła na kanapę obok byłego męża. Obaj dyszeli ciężko.
– Ja pierdolę… – sapnęła Zofia.
– Mieliśmy nie przeklinać – zadrwiła Aurelia, wciąż naga i skuta, na ich łasce.
– O ty gówniaro…
– Może należy jej się nagroda? – wtrącił Bruno.
Zofia przewróciła oczami, ale skinęła głową. Wciągnęli ją na kanapę. Choć nie uwolnili rąk, to wyjęli z odbytu korek analny, aż Aurelia westchnęła z rozkoszy. Ich dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, szarpiąc piersi, wpychając się między uda, ściskając czerwone od razów i napuchnięte pośladki. Palce odnajdywały waginę i odbyt, wpychały się głęboko do środka.
W ten sposób i ona doszła, wyginając plecy w łuk, obmacywana przez Zofię i Bruna, czując w sobie ich palce. Chwilę siedzieli na razem i dyszeli ciężko.
– To jak? Pogodziliście się?
Odpowiedzieli jej jedynie uśmiechem. Za przyzwoleniem Zofii Bruno zdjął jej kajdanki, ale nie oznaczało to końca zabawy. Po ogarnięciu się w łazience ona ubrała bieliznę, a on szorty, ale Aurelii kazali zostać na golasa i usługiwać sobie, co zresztą uczyniła bez większego żalu.
Kiedy już nalała im wina i przyniosła przekąski, włączyła muzykę i zaczęła tańczyć przed nimi. Ich noc trwała jeszcze i Aurelia wolałaby nie pamiętać większości z tych rzeczy. Nawet jeśli sprawiały jej tak niesamowitą rozkosz.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Sophie Nylon |