Author: admin

  • Głebszy jak woda 2

    Weszliśmy do jej domu, ciepłego, przytulnego, z zapachem kadzideł i wina, które właśnie otwierała. Zdjęła buty, potem bluzkę, nie mówiąc ani słowa. Jakby naturalne było to, że zaraz znów będziemy na sobie. I byliśmy.

    Pchnęła mnie na kanapę, usiadła na mnie okrakiem, czując mnie twardego pod sobą, i zaczęła się ruszać – wolno, rytmicznie, jakby to była medytacja, a nie seks. Patrzyła mi w oczy z takim spokojem, jakby w każdej sekundzie była o krok przed moją wyobraźnią.

    Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamarliśmy. Spojrzała przez ramię w stronę wejścia.

    — To pewnie Magda — mruknęła, zniecierpliwiona, ale rozbawiona. — Sąsiadka. Zawsze przychodzi bez zapowiedzi.

    — Może niech wróci później? — spytałem, obejmując ją za biodra, chcąc dokończyć to, co zaczęliśmy.

    — Albo… — Wysunęła się ze mnie z cichym, wilgotnym dźwiękiem, zarzuciła na siebie koszulę i poszła otworzyć.

    Siedziałem półnagi, dysząc jeszcze, kiedy usłyszałem kobiecy śmiech. Inny. Wyższy.

    Po chwili drzwi się uchyliły i weszła ona – brunetka, może po trzydziestce, zadziorna, z błyskiem w oku. Zatrzymała się, patrząc na mnie rozparty na kanapie, potem na moją gospodynię, której koszula ledwo się trzymała.

    — No, no — rzuciła Magda z uśmiechem. — Nie przeszkadzam chyba?

    — A może… dołączysz? — padło z ust mojej kochanki. Bez cienia zawahania.

    Wymieniły spojrzenia, jakby to nie był pierwszy raz. Magda bez słowa zdjęła kurtkę, potem bluzkę. Miała na sobie koronkowy biustonosz i wyraźnie zarysowane sutki. Patrzyła tylko na mnie.

    — Nie miałam planów na wieczór — powiedziała i ruszyła w moją stronę.

    Uklękła między moimi nogami. Jej palce sięgnęły mojego brzucha, potem niżej. Była szybka, bezpośrednia, głodna.

    Moja partnerka przysiadła obok, całując mnie w kark, muskając językiem moje ucho, gdy druga z nich rozpoczynała swój taniec ust i dłoni. Czułem się, jakby moje ciało było instrumentem – a one grały na nim we dwie, bez nut, tylko instynktem.

    Wszystko działo się jednocześnie: języki, dłonie, usta, ciepło i napięcie. Nie wiedziałem, która z nich doprowadzi mnie pierwsza do granicy – ale nie miało to znaczenia.

    W tamtej chwili nie istniał świat za drzwiami. Były tylko one. Ich ciała. Ich śmiech. Ich spojrzenia.

    I ja – w środku tego ognia.
    Byłem między nimi. Dosłownie. Jedna siadała mi na udach, druga oplatała szyję ramionami. Ich ciała były jak ogień i dym – różne, ale równie palące. Magda – bardziej drapieżna, jej ruchy szybkie, usta zachłanne. Moja gospodyni – powolna, pewna siebie, dominująca, zmysłowo kontrolująca wszystko.

    Nie rozmawiały. Nie musiały. Jakby robiły to już kiedyś. Jakby ja byłem tylko nowym składnikiem w ich dobrze znanym rytuale.

    Pocałowały się nade mną. Najpierw miękko, potem głębiej. Ich języki zderzały się ze sobą, a ja patrzyłem, nie mogąc oderwać wzroku. Czułem ich ciepło na sobie, ich zapach, pot i napięcie. Jedna wzięła mnie za rękę i przyłożyła do piersi. Twarda. Gładka. Druga pociągnęła mnie w dół, prowadząc mnie między swoje uda.

    Wziąłem je jednocześnie. Jedną dłonią pieściłem, drugą trzymałem za kark, a one… zaczęły się ścierać o siebie, nade mną, na mnie, jęcząc do siebie nawzajem.

    — Taki młody — wyszeptała starsza z nich. — A już taki bezwstydny…

    — Idealny — dodała Magda, zerkając na mnie z dzikim błyskiem. — Weź mnie teraz. Tu. Tak jak chcesz.

    Nie czekałem. Podniosłem ją, odwróciłem, oparłem o stół. Weszła na niego z gracją, rozkładając nogi, jakby zapraszała w sam środek chaosu. Wszedłem w nią jednym, głębokim ruchem. Krzyknęła. Nie krzyczała z bólu. Krzyczała, bo tego potrzebowała.

    Starsza kobieta uklękła obok, całując Magdę, liżąc jej piersi, muskając palcami nasze złączone ciała.

    Było dziko. Mokro. Brutalnie zmysłowo. Czułem ich jęki, zapach wilgotnych ciał, paznokcie na plecach, ich drżące uda. Zmieniały się miejscami. Jedna siadała mi na twarzy, druga brała mnie do środka. Potem odwrotnie. Prowadziły mnie, jakby znały moje granice lepiej niż ja sam.

    Czas się rozmył. Moje ciało drżało, mięśnie paliły, a w głowie miałem tylko jedno – zatracić się, do końca, między nimi.

    Gdy doszedłem, znów, ostatni raz tej nocy, obie trzymały mnie mocno. Całowały. Oplotły mnie ciałami jak kokonem, jakby to nie był tylko seks – ale obrzęd. W ich oczach nie było wstydu. Była pewność. I obietnica, że to nie był ostatni raz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ponury duch
  • Wojskowy Styl cz.3

    Ela jeszcze przez chwilę wpatrywała się w grupę, aby po chwycili wydać kolejną komendę.

    -Ręce do góry i bieg

    Grupa niechętnie zaczęła się poruszać. Chłopcy i dziewczyny spojrzeli po sobie, jednak uderzenie w słup przypomniało im, że lepiej nie drażnić dowódcy. Ela przyglądała się jak naga grupa licealistów okrąża ją. Teraz jednak miała “swoje diamenty”. Zarówno Helena i Andrzej pozostali w tyle. Dziewczyna, co chwila przystawała, zaś Andrzej rozchylał nogi na mokrym gruncie. Po chwili Ela ujrzała to, co chciała. Penisy facetów zaczęły stawać, zaś ich wzrok był skierowany na nagie ciała koleżanek. Kiedy erekcja była wystarczająca Ela zarządził przerwę i ustawienie w szeregu. Wszyscy, w tym “Diamenty” stanęli zmęczeni i spoceni. Dowódca przeszedł wzdłuż rekrutów, jednak nikt nie zrozumiał jej uśmiechu. Zatrzymała się natomiast przed jednym chłopaków. Normalny bez szału mimo pełnej erekcji. Kiedy Ela stanęła przed nim zmieszał się, spuszczając wzrok.

    -Ty wystąp!

    Chłopak zmieszał się. Reszta przyglądała się również zdenerwowana. Powoli docierało do nich, do jakiego obozu trafili. Ela podniosła lekko pałkę i szturchnęła jajka rekruta. Ten jęknął cicho.

    -Zasady są proste…moje słowo jest tu prawem, kto nie przestrzega zasad ten dostaje karę…mmm-zamyśliła się-między innymi erekcja jest zabroniona, no chyba, że za moją zgodą lub na treningu.

    Słowo trening wypowiedziała z nutą wyższości w głosie.

    -To wasz pierwszy raz, więc dostaniesz wybór-zwróciła się ku chłopakowi-chcesz mieć wybór?

    Rekrut ochoczo pokiwał głową spoglądając na pałkę nadal blisko swoich klejnotów. Dowódca uśmiechnął się.

    -Masz dwie opcje. Pierwszą widzisz przed sobą, zaś drugą za sobą. Albo wybierzesz mają pałkę, albo kolegi za Tobą.

    Rekrut zaczął się jąkać, zaś reszta zaczęła cicho protestować. Nawet dziewczyny wyrażały swoje opinie, jednak wzrok Eli zgasił ich zapały. Chłopak odwrócił się w stronę kolegów, którzy tylko kręcili głowami. Wykonał kilka kroków, zaś oni powoli się odsunęli.

    -Trzymać szyk!

    Szyk jednak zaczął się łamać, im bliżej chłopak się zbliżał. Ofiara spojrzała do tyłu i wiedziała, że każda próba odmowy, sprzeciwu będzie końcem dla niej.

    Ponownie skierował się ku kolegą, aby wreszcie stanąć przed jednym. Niewysoki, z lekkim włoskiem na jajkach. Oboje patrzyli przerażeni na siebie. Rekrut wybełkotał coś i padł na kolana. Przez chwilę patrzył na pulsującego członka kolegi, aby wreszcie zamknąć oczy i pocałować go.

    -Weź go całego!

    Chłopak otworzył usta i nabił się powoli na kutasa. Jego kolega jęknął. Przez chwilę trzymał, aby następnie poruszać głową w górę i w dół. Wciąż mając zamknięte oczy ssał kutasa siedząc z błocie z opadłym już penisem. Wszyscy patrzyli przerażeni. Nagle kolega jęknął, a policzki rekruta lekko się napięły. Z ust poczęły uciekać strumienie spermy, aby po chwili kiedy penis opuścił chłopaka ten mógł wypluć cała na ziemię.

    -Brawo. Uznaj to za chrzest powitalny.

    A teraz sprawy organizacyjne. Zostaniecie podzieleni na pary. Jedna osoba dominująca, druga uległa. Wy-wskazała na rekruta i jego kolegę-tworzycie już zgrana parę. Podzielimy was tak.

    Ela zaczęła dzielić. Wybrała tylko kilka par mieszanych. Większość była tej samej płci. Dodatkowo zawołała jeszcze jednego rekruta, aby było równo 10 osób. Wiadomo Helena i Andrzej zostali połączeni.

    -Teraz wy idziecie do czerwonego namiotu, myjecie się i ubierać się. Tak samo wy-wskazała na kolejnych-idziecie na niebieskiego. Macie 15 minut na powrót. Andrzej poszedł do czerwonego, zaś Helena do niebieskiego. Ela zmęczona oparła się o słup na placu i spojrzała na zdjęcia Martynki.

    -“Ahhh..tęsknię za tą dupą i za nią cała”-pomyślała.

    Po czasie z namiotów wyszli rekruci. Andrzeja grupa miała na sobie koronkowe stringi, oraz staniczki. Druga zaś ekipa z Heleną miała męskie bokserki.

    -Szyk…teraz wiecie, co jak tutaj działa. Dominujaca strona dba o swoją dupkę, zaś uległa dba o Pana/Panią. To wszystko.. rozejść się.

    Grupa wciąż przerażona rozeszła się do baraków.

    ………………………

    Od treningu na placu minęło niecałe pół dnia. Nowi szybko nie tylko zrozumieli jak działa obóz, ale też zobaczyli. Siedząc w baraku widzieli grupy ćwiczących i pracujących rekrutów. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku-zwykły obóz żołnierski. Dopiero po chwili można było dostrzec damską bieliznę  pod codziennym odzieniem, czy widzieć “zajmowanie się”. Wszyscy z starszych rekrutów sprawiali wrażenie, że wszystko dookoła było naturalnie, jednak czuć było aurę przerażenia. Ela po powrocie do swojej kwatery podniosła wciąż mokre dildo, przetarła i wrzuciła do szuflady.

    -Dobry początek, zobaczymy jak ich wrażenia.

    To mówiąc do siebie. Usiadła przy stole z laptopem. Szybko go odpaliła, wybrała program, aby po chwili na ekranie pojawił się obraz wnętrza baraku nowych rekrutów.

    -Prywatność tutaj nie istnieje…–uśmiechnęła się

    Część chłopaków widocznie sprzeciwiających się ściągnęła bokserki i stringi. Druga zaś nadal przerażona siedziała w milczeniu. W damskim baraku było podobnie. Helen po raz kolejny dominowała. Żywo dyskutowała na temat obozu i zasad panujących.

    -A to uparta..Andrzej choć się poddał, zaś ona..mmm trzeba jej pokazać, ale na spokojnie.

    Ela spokojnie myślała, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Zmarszczyła brwi i powoli podeszła do wejścia. Przez wizjer ujrzała młodego żołnierza, zaś po odtworzeniu ujrzała jeszcze wojskowego hammera z dodatkową obstawą.

    -Witam Pani Elu-przywitał poważnie. Widać było, że rangi nie były potrzebne samo słowo “Pani” wystarczyło.

    -Tak?-zapytała oczekując odpowiedzi na cel wizyty.

    -Ehh…mam przesyłkę dla Pani. Prosto z naszych laboratoriów. Mam tylko przekazać, że to prototyp. Proszę uważać. Oprócz tego pułkownik Czernowski przekazuje pozdrowienia i gratulacje na Pani projektem. Sam oświadcza, że obiekt przekazany mu się sprawdza. To wszystko.

    Ela kiwnęła głową i odebrała paczkę. Cała rozmowa nie trwała więcej niż kilkanaście sekund. Żołnierz odebrał honory i opuścił teren obozu.

    W środku kwatery rozpakowała karton i dodatkowe zabezpieczenia. Ostatecznie wyciągnęła średniej wielkości skrzynkę obitą metalem.

    -“To poczeka”

    …………………..

    Kolacja przebiegała w spokojnej atmosferze, oprócz aury wokół nowych. Ci mimo jedzenia sprawiali wrażenie buntowników, a każdy sprzeciw obozowym zasadom był najgorsza czynnością. Ela dokładnie ich obserwowała. Jej “diamenty” jako jedyni byli obojętni, co lekko ja denerwowało.

    -“Powinni akceptować to lub być rozbici, a tutaj, nic”- myślała przez chwilę wpatrzona w talerz.

    Nagle jeden z nowych mimo ciszy krzyknął do obok siedzącego kolegę.

    -Spier*****. Nic z tego.

    Wybuch wywołał niemałe zamieszanie.  obozowicze odsunęli się, lecz młodzi powoli zaczęli wtórować głównymi mrukami. Sierżant bez skutku próbował opanować sytuację. Rekrut zaś o imieniu Aleksander rozpoczął monolog połączony z uderzeniami w stół i krzykiem. Ela tylko się uśmiechnęła.

    -“Idealnie. Świetny kolejny krok w projekcie”

    Dowódca wstała, a jej manifestacja w czasie awantura wywołała ciszę i pełna uległość.

    -Uważasz że coś jest nie tak?

    Rekrut spojrzał, zmieszał się, ale jednak ponownie przyjął pozycję buntownika.

    – dość tego obozu, rezygnuję.

    -Nie możesz-odpowiedziała-to jest twoja kara.

    -Pierdol się. Wracam do domu, ty pojebana szmato.

    Kiedy skończył ostatnie słowa, na stołówce nastała cisza. Wszyscy milczeli ze spuszczonymi głowami.  Wszyscy, rekruci nowi, starsi i opiekunowi zachowali ciszę. Atmosfera stała się ciężka.  pojął, że przegiął. Monolog to jedno, ale obraża oficera to inna sprawa.

    Ela opuściła głowę. Nagle strzeliła palcami i wyszeptała.

    -Brać go.

    Nagle do rekruta podbiegło kilku chłopaków. Sprawnie go obwiązali i kazali uklęknąć. Ela nie ruszyła się z miejsca.

    -Zmieniłam zdanie-jej głos drgnął z słyszalną agresją

     szarpnął, ale bez skutku.

    -Od dziś nie będziesz niczyj. Dziś Ola, będziesz obozową dupą. Zobaczymy czy przeżyjesz.

    Ci, którzy go trzymali zaczęli rozgrywać jego ubrania. Chłopak próbował się bronić jednak dużą większość i brutalność występowali. Po chwili rzucili to na brzuchu na stół.

    Zanim coś powiedział jeden z chłopaków chwycił jego blond włosy i nabił  usta na swojego kutasa. Rekrut próbował coś powiedzieć, ale starszy zaczął bez odpoczynku penetrować usta “Oli”. Drugi zaś wyjął swój sprzęt i szybkim ruchem wbił się w jej ciasną dziurkę. Ola poderwała się i głośno jęknęła. Z oczy popłynęły łzy, a seria jęków została zatrzymana przez kolejny kutas w jej ustach. Wszyscy bez wyjątku patrzyli jak Ola jest ruchania z obu stron. Wszyscy rachubę stracili ilu obozowiczów przewinęło się. Większość odwracała głowy, a inni ignorowali całą scenę. “Ola” nie leżała już. Wisiała ona nad stołem. Jej palce wynikały się w kolejne i kolejne pośladki. Nogi wyprostowany, zaś były trzymane przez kolejnych rekrutów. Jęk, wytrysk do dupy, sperma wypływa i tak kolejne razy.

    -Ohh..mmmm

    Tak brzmiały słowa Oli. Kiedy wreszcie nastąpił koniec, “dziewczynką” opadła  na stół. W ust wylewał się strumień spermy i śliny. Z dziury, aż powoli strzelała sperma.

    -Zabrać ją i przygotować-zabrzmiał rozkaz Eli.

    Starsi rekruci bez słowa chwycili ledwo przytomnego Nowego i wyciągnęli pozostawiając kałuże spermy.

    -Koniec jedzenia. Wracać do baraków…A ty i ty- wskazała na Andrzeja i Helene-za godzinę u mnie.

    Wskazana dwójka tylko kiwnęła głowami i z innymi opuściła stołówkę.

    ………………..

    Droga do baraku Dowódcy powinna być szybka i krótka. Nie było to przecież długa odległość. Mimo to Andrzej I Helena ubrani w stroje wojskowe szli wolno i z trudem. W głowach mieli scenę z całego dnia. Mieli przebłyski z poprzedniego życia. Beztroskiego życia bez zasad. Teraz była skazani na poniżenie.

    -”Czy było warto żyć bez zasad”-zadawali to pytanie.

    Pogrążeni w myślach nie widzieli jak grupa rekrutów-starszych przykuwa do pręgierza młodą dziewczynę. Ubrana w czerwoną sukienkę, czerwone rajstopy, wyglądała ponętnie w rozpuszczonym blond włosach. Po przyjrzeniu się odkryć można że to “Ola” ,która mimo pory miała jeszcze trzy godziny pracy na rzecz obozu. Nie krzyczała, a tylko stała załamana. Dopiero jak dwójka stanęła przed drzwiami baraku słyszalny był głośny jęk ze strony pręgierza.  

    Andrzej zapukał, a ostry głos kazał wejść.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Miły z Gdańska
  • Dwie siostry

      Jestem Zosia, kończę właśnie podstawówkę, za dwa miesiące zaczną się wakacje i potem będę uczennicą liceum. Mieszkam teraz tylko z rodzicami, moja starsza siostra Diana wyszła za mąż i mieszka kilka osiedli od nas. Jest już po egzaminie magisterskim i będzie pracować od września w dziale księgowości firmy budowlanej. Mam z nią bardzo dobry kontakt, zawsze się lubiłyśmy, pomimo dziewięciu lat różnicy wieku. Była dla mnie wzorem, no i często pomagała mi w nauce, nawet gdy już mieszkała osobno. Zaznaczę od razu, że nie jestem atrakcyjną czy zgrabną blondynka, raczej jestem przeciętnej urody. Natomiast zapewniam was, że takie przeciętne dziewczyny też myślą o seksie, bo czemu nie ? Nie każdy chłopak gustuje w laskach, na których widok, szczęka opada, a co innego wędruje w górę, przecież oni też nie są wszyscy „Mister Universum”, prawda ?
    Jak każdą dziewczynę interesowała mnie kwestia inicjacji, kiedy, jak i z kim ? Postanowiłam więc podpytać o to, kogo ? — no jasne, moją starszą siostrę. Skorzystałam z okazji, gdy w sobotnie popołudnie przyszła do nas razem ze swoim mężem Konradem na rodzinny obiad. Po obiedzie i godzinnej rozmowie przy stole zdecydowałam się na konsultację.
    — Diana, masz chwilę ? — spytałam. — Chciałabym cię o coś spytać, ale w cztery oczy.
    — Siostra, jasne, zawsze chętnie z tobą rozmawiam — odpowiedziała z uśmiechem Diana — chodźmy do ciebie do pokoju, OK ? A ty Konrad dbaj o nasz wizerunek wobec rodziców.
    Chwyciłam ją za rękę i poprowadziłam do pokoju, każda z nas trzymała w dłoni szklaneczkę z sokiem.
    — O czym to chciałaś porozmawiać ? — spytała, gdy usiadłyśmy na sofie w moim pokoju.
    — Wiesz co ? Zawsze byłaś dla mnie wzorem i mam do ciebie zaufanie — rozpoczęłam — nie bardzo chcę o tym rozmawiać z mamą.
    — Dobra, rozumiem i dziękuję za zaufanie — odparła spokojnie — pytaj szczerze i śmiało, ja będę szczerze odpowiadać, no, chyba że, nie będę znała odpowiedzi.
    — Noooo dobra, raz kozie śmierć — odpowiedziałam, wziąwszy głęboki wdech — wiesz, moje koleżanki teraz to tylko o chłopakach gadają, o seksie i tych sprawach, która ma cycki największe, a która najdłuższe nogi, wiesz pewnie, jak to jest. Też o tym myślę, ale mniej mówię.
    — Normalna sprawa, ja w twoim wieku też tak miałam — usłyszałam — jesteś normalną dziewczyną, nie ma w tym nic dziwnego. Pytaj śmiało.
    Zapadła chwila ciszy, po czym nabrałam odwagi i poszło już gładko.
    — Powiedz mi, kiedy straciłaś dziewictwo ? — zadałam pierwsze pytanie.
    — Pierwszy seks i utrata dziewictwa u mnie to 16 lat i kolega z klasy — odpowiedziała spokojnie — bardzo go lubiłam, nie był nachalny, postanowiłam nagrodzić go za szczerość i mądrość życiową. Był delikatny i mile wspominam ten pierwszy raz. A ty dalej dziewica ?
    — Tak, nadal — odparłam — i zastanawiam się jak długo jeszcze. Połowa dziewczyn w klasie ma to już za sobą i chwalą się dookoła.
    — To głupie z ich strony, to intymna sprawa moim zdaniem, czym tu się chwalić, to jakiś wyścig ? — skomentowała Diana — prawie każdą z nas to czeka, zapewniam cię, że sama zdecydujesz, kiedy i z kim.
    — Myślisz, że 15 lat to nie za wcześnie ? — zadałam drugie pytanie.
    — Zosia, nie ma dobrego czy złego wieku, nie ma żadnych wskazówek czy zakazów, chcesz uprawiać seks, to go uprawiasz, nie chcesz to nie. Oczywiście, zawsze musisz zadbać o to, żeby to był bezpieczny seks, no, chyba że chcesz być nastoletnią matką — zaśmiała się Diana.
    — No nie, co to, to nie — odpowiedziałam — matką to ja jeszcze nie chcę być. Zresztą seks nie jest chyba tylko po to, żeby dzieci robić, co ?
    — OK, w porządku, zapamiętaj więc słowo „Prezerwatywa” — oświadczyła Diana — powinnaś kupić sobie kilka, bo chłopaki nie zawsze pamiętają. A jak najdzie cię nagle ochota to “nie ma zmiłuj” !
    — A kupisz mi ? — odparłam lekko zmieszana. — Mnie chyba nie sprzedadzą.
    — Jasne, przyniosę ci następnym razem pudełeczko — odparła — Jak się wstydzisz, to nie ma sprawy, wiem, jak to jest, trafiłam kiedyś na jakąś ultra katolicką sprzedawczynię w kiosku. Zwyzywała mnie od dziwek głupia baba. A co masz jakiegoś chłopaka na oku ?
    — Noooo, jeszcze nie, ale od czegoś trzeba zacząć — odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
    Pogadałyśmy w sumie ponad godzinę, aż przyszedł Konrad, pukając kulturalnie do drzwi pokoju.
    Przytuliłam się do siostry i podziękowałam jej za wysłuchanie mnie i wszystkie odpowiedzi i uwagi.
    Tego dnia, gdy już leżałam w łóżku, obmyślałam kolejne pytania do siostry.

      W niedzielę po południu Diana wpadła do nas sama, mrugnęła do mnie i poszła ze mną do mojego pokoju. Usiadłyśmy obok siebie na sofie.
    — Proszę, wybrałam dwa rodzaje — powiedziała, wręczając mi dwie paczuszki po 3 sztuki gumek — Mamy spokojnie kilka godzin, jakieś pytania jeszcze ?
    — Kiedy zaczęłaś się masturbować ? — spytałam od razu.
    — Pierwszy raz robiłam to z koleżanką na kolonii — odpowiedziała bez skrępowania — wzięłyśmy kocyk i poszłyśmy niedaleko na polankę. Ona była o rok starsza, miała wtedy 14 lat i namówiła mnie na wspólną sesję w lesie. Opowiedziała co i jak, pokazała na sobie, potem zrobiła dobrze mnie, ależ byłam wtedy zadowolona ! Tak zadowolona, że potem zrobiłam dobrze i jej. Pierwszy raz widziałam na własne oczy orgazm innej dziewczyny.
    — Aaaaaa ………… mnie też byś to zrobiła ? — spytałam mocno speszona.
    — Odważna jesteś, za to cię też lubię — odpowiedziała z uśmiechem. — Dobrze, poważna sprawa, podejdźmy do niej  poważnie, ale musimy się i tak przygotować do tego.
    Podeszła do drzwi i przekręciła klucz, a potem włączyła radio i ustawiła na kanale muzycznym.
    — Dobra, połóż się teraz na łóżku i pokaż, co tam ukrywasz w majtkach — zaśmiała się.
    Szybko ściągnęłam spodnie, potem majtki i goła do połowy położyłam się na łóżku.
    — Masturbowałaś się już sama, prawda ? — spytała szeptem.
    — Tak, kilka razy, ale nie wiem, czy dobrze to robię — odpowiedziałam — orgazmu chyba nie udało mi się osiągnąć, choć miło było przez chwilę.
    — Podkurcz nogi i pokaż swoją szparkę — zarządziła Diana — i nie krzycz głośno, żeby rodzice nie przyszli.
    Złapałam nogi pod kolana i rozszerzyłam je. Po chwili poczułam, jak paluszek Diany wędruje z góry do dołu i z powrotem masując moją cipkę. Po kilku rundkach wszedł pomiędzy wargi i zaczął masować moje płatki, ślizgając się po ich lekko mokrej już powierzchni.
    — Fajną masz różowiutką cipkę siostrzyczko — powiedziała — robi się coraz bardziej mokra i dobrze, to ułatwia stymulację a chłopakowi wsadzenie swojego penisa. Naprawdę fajny widok ma partner, który operuje w tym obszarze, zazdroszczę mu trochę.
    Poczułam lekkie swędzenie i ciekawy stan umysłu, zaczęłam odczuwać zadowolenie, które rosło powolutku, w miarę jak paluszek Diany działał w okolicy wejścia do mojej pochwy.
    — Mmmm, jak fajnie — mruknęłam lekko — czuję się naprawdę fajnie, siostrzyczko, rób tak dalej.
    Paluszek działał dalej, ale nagle przeskoczył wyżej i poczułam nagły przypływ emocji.
    — To jest twoja najlepsza przyjaciółka, nazywa się łechtaczka, polubisz ją na pewno i docenisz, że ja masz — stwierdziła Diana, masując ją łagodnie i leciutko.
    Rzeczywiście było coraz fajniej, zauważyłam, że mój oddech stawał się przerywany, a ja wzdychałam, żeby złapać więcej powietrza. Po kilku okrążeniach paluszka połączonych z ruchami wzdłuż płatków poczułam impuls i całe moje ciało zadrgało.
    — Dobrze idzie — skomentowała Diana — jeszcze kilka minut i osiągniesz swój upragniony orgazm.
    Drgałam teraz coraz częściej całym ciałem i zaczęłam stękać.
    — Ależ ty masz słodką cipkę — stęknęła Diana — gdybym była chłopakiem, zajęłabym się nią teraz znacznie dokładniej, na dodatek to dziewicza szparka, a to bardzo kręci chłopaków.
    W tym momencie poczułam, jak drugi paluszek wdziera się w moją szparkę i leciutko ją drażni od wewnątrz. Działania obu paluszków spowodowały, że straciłam na chwilę panowanie nad sobą i stękałam głośno:
    — Ale fajnie, cudownie — deklamowałam, sapiąc — Jeszcze, jeszcze, jeszcze ooo … tak, ooo jak fajnie, suuper !
    — Siostrzyczko, zaliczyłaś właśnie swój pierwszy orgazm — skwitowała moje zachowanie — było przyjemnie, co ? Zapewniam cię, że może być jeszcze ciekawiej i intensywniej.
    Opadłam lekko z sił i leżałam na łóżku, a Diana głaskała mnie po udzie i po brzuchu.
    — Ale fajnie było — skomentowałam — świetne uczucie, jakbym odpłynęła i wróciła, bardzo ci dziękuję.
    — To było podniecające, muszę to przyznać — odpowiedziała Diana — chyba się podnieciłam i muszę sobie ulżyć i to szybko.
    — Może ci pomogę ? — spytałam szybko, mocno zainteresowana. — Chyba wiem, o co chodzi.
    Diana ściągnęła błyskawicznie spodnie, potem majtki i szybko usiadła w fotelu, kładąc pupę na skraju. Gdy uniosła rozszerzone nogi, ukazała mi się śliczna, dojrzała, ogolona cipka, a jej płatki uwydatniały się pięknie.
    — Pokaż, co potrafisz — rzuciła — zrób mi dobrze, bo oszaleję.
    — Konrada nie ma w zasięgu, to muszę ci wystarczyć, siostro — odpowiedziałam — dam z siebie wszystko !
    Klęknęłam przed jej cipką, patrzyłam zauroczona przez chwilę, potem paluszkiem prawej dłoni przejechałam kilka razy z góry na dół. Diana zasyczała z zadowolenia, więc opuszkiem paluszka drugiej dłoni zaczęłam wykonywać okrężne ruchy na jej łechtaczce. Diana zadrgała całym ciałem, a ja wprawiłam oba paluszki w ruch. Słyszałam, jak wzdycha głęboko i pojękuje z zadowolenia. Wtedy paluszek prawej dłoni skierowałam na jej szparkę i energicznym ruchem wsadziłam go jej do środka.
    — Oooch, ale jazda — usłyszałam jej głos — śmiało, świetnie … ci idzie.
    Zaczęłam ruszać paluszkiem w cipce w głąb i z powrotem, a słysząc odgłosy zadowolenia, pogłębiałam ruch, aż cały paluszek znalazł się w środku, mokrym środku, śluz kapał dosłownie z jej otworka.
    — Sprawdzę, jaki masz smak — powiedziałam.
    Wyciągnęłam język i lekko polizałam jej płatki. Wzdrygnęła się mocno, ale usłyszałam:
    — Tak, wyliż mnie siostrzyczko, świetny pomysł !
    Teraz działałam na trzy fronty, lizałam cipkę, paluszek wsadzałam do szparki, a drugim paluszkiem miziałam jej łechtaczkę. Diana sapała i stękała, a przez jej ciało przechodziły liczne konwulsje. Postanowiłam zaatakować językiem jej łechtaczkę. Lizałam ją, kręcąc kółeczka językiem. Jej płatki nabrzmiały mocno, każdy dotyk powodował drgania ciała. Diana szalała z zadowolenia, a ja lizałam ją coraz bardziej intensywnie.
    — Dochodzę, …… dochodzę !! — krzyczała, zatykając sobie usta dłonią.
    — Wszystko w porządku siostrzyczko ? — spytałam naprawdę zaniepokojona, podczas gdy Diana szalała z podniecenia. — Nie zrobiłam ci krzywdy ?
    Nie odpowiedziała od razu, dopiero po minucie odezwała się:
    — Jasne, że wszystko w porządku — odparła, jeszcze sapiąc lekko — ty się mnie pytasz, czy było w porządku ? Kurczę, było zajebiście !!! Miałam najlepszy orgazm w swoim życiu, a ty pytasz, czy nie zrobiłaś mi krzywdy ? Maleńka, krzywdź mnie tak zawsze, proszę ! To była jazda !
    Dostałam od siostry soczystego całusa.
    — Zosiu, dziękuję ci bardzo, to było piękne przeżycie — podsumowała.
    — To ja tobie dziękuję za możliwość przeżycia mojego pierwszego orgazmu — odparłam — ale przyznam, że twój był bardzo wybuchowy, nie spodziewałam się, że to może być tak intensywne przeżycie.
    — Wiesz co, kontynuujmy nasze spotkania, nauczę cię jeszcze kilku rzeczy, OK — powiedziała — ale to musi zostać tylko między nami. To musi być nasza tajemnica! Przyrzekasz ?
    — Jasne, nasza tajemnica ! — potwierdziłam. — Nikomu innemu ani słowa !
    Umówiłyśmy się na kolejną sesję na środę po południu.
    — Szukaj chłopaka, jakiegoś fajnego, na pewno się ucieszy, gdy dostanie od ciebie erotyczny prezencik — powiedziała mi na ucho Diana, gdy wychodziła do domu.
    — OK, obiecuję, że się postaram — odpowiedziałam krótko.

    Czekałam niecierpliwie na środowe popołudnie z siostrą. Gdy przyszła, przywitałam się z nią serdecznie.
    — I jak tam, masz chłopaka ? — spytała ze śmiechem.
    — Za mało czasu miałam, jeszcze nic z tego — odparłam i poszłyśmy do mnie do pokoju.
    Oczywiście drzwi zostały zamknięte od razu na klucz, a pokój wypełniła muzyka. Obie wiedziałyśmy, co się wydarzy. Jak się okazało, Diana też czekała na ten dzień niecierpliwie. Po chwili byłyśmy obie do połowy gołe.
    — A może tym razem całkiem na golasa ? — spytałam przewrotnie.
    Diana spojrzała na mnie, po czym kiwnęła głowa i zdjęła resztę ciuchów. Oczywiście dołączyłam do niej szybko i przytuliłam się do jej ciała. Była taka cieplutka i milutka w dotyku, no i ten biust, pięknie wyeksponowany.
    — Ale masz fajne cycuszki, nie to, co ja — stwierdziłam — może mnie też urosną takie jak twoje ?
    — Dziękuję, mnie też się podobają, Konradowi także — odpowiedziała — tobie też urosną, spokojna głowa.
    Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do łóżka.
    — Nauczę cię czegoś fajnego, połóż się na plecach — poinstruowała mnie.
    Gdy leżałam, wskoczyła na łóżko, przyjęła nade mną pozycję na czworaka, ale skierowała swoją głowę w stronę moich stóp.
    — To jest tzw. pozycja 69 — poinformowała.
    — 69 ? Skąd taka nazwa ? — spytałam, ale nie czekałam na odpowiedź — Aaaaaa, rozumiem, wyobraziłam sobie liczbę 69, teraz kapuję.
    — No to do dzieła siostrzyczko — zainicjowała i od razu poczułam jej paluszek na mojej cipce.
    Znowu zrobiło mi się fajnie, rozszerzyłam nogi i lekko uniosłam kolana. Poczułam, jak języczek Diany zaczął taniec na mojej łechtaczce, zrobiło się jeszcze fajniej. Złapałam Dianę za biodra i uniosłam głowę, aby sięgnąć językiem do jej cipki. Po chwili lizałam już soczystą, piękną cipkę mojej siostry i czułam, jak jej języczek delektuje się moją szparką. Lizałyśmy się tak wzajemnie kilka minut, gdy gwałtowny przypływ podniecenia nie pozwolił mi na trzymanie głowy w górze, bo zdrętwiały mi wszystkie mięśnie i przeżywałam swój kolejny orgazm w życiu, sapiąc i stękając mocno. Gdy doszłam do siebie, ponowiłam zabawę z łechtaczką siostry, by po kilku minutach usłyszeć jej wspaniały pulsujący orgazm. Upadła na mnie ciężko oddychając. Nie narzekałam, że przygniata mnie swoim ciałem, bo wiedziałam, że powoli dochodzi do siebie. Wtedy zeszła ze mnie, obróciła się, aby mieć głowę obok mojej i dała mi całusa w usta.
    — Ależ ty masz zdolności — powiedziała i położyła moją dłoń na jej piersi.
    To było cudowne uczucie, gdy mogłam miętosić jej cycuszka.
    — Ależ one są fajne w dotyku, takie cieplutkie, sprężyste i elastyczne — skomentowałam — Konrad to ma fajnie, ma je codziennie w zasięgu.
    — Tak, lubi je całować i miętosić a ja też to lubię — odparła.
    — Wiesz co, nie dziwię się lesbijkom, że mają pociąg do kobiet, to przecież takie fajne — skwitowałam.
    Przewróciłam ją na plecy i wskoczyłam na nią. Moje dłonie wylądowały na obu piersiach i miętoliły je intensywnie. Potem zaczęłam je całować, czułam, jak jej sutki twardnieją.
    — Ale super, końcówki, są takie twarde — powiedziałam — moje tak nie reagują.
    — Sprawdzimy — odpowiedziała i zamieniłyśmy się miejscami.
    Poczułam, jak całuje je i tarmosi swoimi dłońmi, głaska, masuje i znowu całuje, a nawet przygryza.
    — Rzeczywiście, musisz jeszcze poczekać, ale na pewno nabiorą nowych cech, tak jak u mnie — zapewniła mnie.
    — Wiesz co Diana ? Chciałabym z tobą stracić dziewictwo, lubię cię bardzo i mam do ciebie pełne zaufanie.
    — Ze mną ? — odpowiedziała po chwili zastanowienia. — Ale ja nie mam penisa.
    — Czyli nie da się ? Szkoda — odparłam zasmucona.
    Siostra przytuliła mnie mocno do swojej piersi i chwilę leżałyśmy wtulone w siebie.
    — Zaskoczyłaś mnie — powiedziała po chwili Diana — ale odbieram to jako zaszczyt, że to właśnie mnie chcesz podarować tak ważną w życiu dziewczyny chwilę.
    Zamyśliła się wtedy i po chwili usłyszałam:
    — Wiesz co, to się chyba da zrobić, wpadłam na ciekawy pomysł. Daj mi kilka dni i spotkamy się ponownie, OK ?
    — Super, nie pytam o szczegóły i czekam niecierpliwie na telefon od ciebie — odparłam.

      W piątek po południu zadzwoniła do mnie Diana i powiedziała, że wszystko przygotowane i przyjdzie do mnie w sobotę po południu.
    — To świetny termin, rodzice idą do znajomych na imieniny, mamy wolną chatę ! — rzuciłam do telefonu w odpowiedzi.
    I znowu oczekiwanie, ale cóż czasami trzeba zaczekać na miłe chwile.

      Około piątej po południu w sobotę przyszła Diana, rodziców już nie było, strasznie byłam ciekawa, co siostra wymyśliła ? No w końcu doświadczona dziewczyna, mężatka, to pewnie wie co robić.
    Przeszłyśmy do mojego pokoju, na wszelki wypadek zamknęłam drzwi na klucz i oczywiście włączyłam radio z muzyczką.
    — To co, rozdziewiczysz mnie dzisiaj ? — spytałam podekscytowana, gdy ściągałam już majteczki. — Wiem, że tego nie da się cofnąć i „zacerować dziurki”, ale jestem zdecydowana.
    — Ależ ty jesteś napalona ! — stwierdziła Diana. — Obiecałam, to spełnię twoje marzenie. Musimy się teraz przygotować. Przynieś ręcznik, najlepiej czerwony i chusteczki jednorazowe, resztę  już przygotowałam.
    Na łóżku wylądowała spora siatka, a ja pobiegłam po ręcznik i chusteczki. Gdy wróciłam, na łóżku leżało coś, co przypominało uprząż dla psa. Obok niej leżał podłużny niebieski przedmiot w kształcie członka i jakaś tubka.
    — Siadaj, teraz wszystko ci wytłumaczę — zaczęła Diana. — Chcę, żeby to, co się wydarzy, było jak najbliższe rzeczywistości, dlatego przygotowałam to coś.
    Wstała, zdjęła krótkie spodenki, potem majteczki, wzięła do dłoni „uprząż” i opasała się nią w talii oraz na biodrach zaczepiając ją z tyłu jak biustonosz. Wzięła „członka” i wetknęła go od strony cipki tak, że teraz wystawał, dumnie prężąc się do przodu. Był solidnie przymocowany za podstawkę.
    — To jest strapon, a to, co wsadziłam do niego to sztuczny członek — powiedziała spokojnie — oglądałaś jakiegoś pornosa kiedyś ?
    -— Taaak, ze dwa razy u koleżanki w domu — odpowiedziałam zakłopotana.
    — Czyli wiesz, po co facetowi penis, że nie tylko do siusiania — kontynuowała. — Ja będę w roli chłopaka, który cię rozdziewiczy za pomocą tego sprzętu, co ty na to ?
    — Chcesz mi to coś wsadzić w cipkę ? — spytałam.
    — Dokładnie tak, sztuczny penis, ale robi, co trzeba i zawsze jest jak widzisz, gotowy do akcji — odparła i zaśmiała się.
    — OK, rozumiem, mam do ciebie zaufanie siostrzyczko — potwierdziłam scenariusz — co mam teraz zrobić w takim razie ?
    — Połóż się na plecach, podłóż sobie pod pupę poduszkę, na nią daj rozłożony ręcznik, rozszerz i unieś nogi do góry — poinstruowała mnie — taka pozycja jest zalecana jako najlepsza do pozbawienia dziewczyny dziewictwa. Twoja błona dziewicza będzie wtedy dobrze napięta, łatwiej będzie ją przebić i ból nie powinien być duży.
    Zrobiłam, co kazała i czekałam spokojnie z cipką w górę. Diana wzięła tubę, z żelem jak się później okazało, po czym posmarowała nim powierzchnię członka. Następnie klęknęła pomiędzy moimi nogami i zaczęła pieścić moją cipkę, cudownie pieścić. Znowu poczułam to niezapomniane uczucie rozkoszy, które rosło i rosło. Języczek robił dobrą robotę, a pomagał mu paluszek na łechtaczce. Gdy paluszek nadal przekazywał bodźce łechtaczce, poczułam na wejściu do cipki coś mokrego. Diana ustawiła się odpowiednio i poczułam, jak „kolega” wsuwa mi się do cipki, nie napotykając oporu, po prostu się wślizguje. Kilka razy wyjęła go ze szparki, by po chwili znowu go wsadzić, robiła tak kilka razy, po czym wsunęła głębiej, wtedy wyczułam opór i poczułam lekki ból.
    — Auć — stęknęłam.
    — Tak, wiem, to normalne, dotarliśmy do sedna sprawy, czyli do twojej błony dziewiczej — poinstruowała mnie Diana — teraz poczujesz trochę większy ból.
    Rzeczywiście poczułam najpierw, że członek wycofał się nieco, po czym nastąpił frontalny atak i pojawił się ból, ale nie aż taki straszny.
    — Auuuuuć, zabolało trochę mocniej — wydałam z siebie okrzyk.
    Diana nie zważała na to, tylko wepchnęła mi go do dna mojej szparki.
    — Czy to już ? — spytałam. — Pozbyłam się błonki ?
    — Tak siostrzyczko, właśnie przestałaś być dziewicą — odpowiedziała — coś boli, szczypie ?
    — Troszeczkę boli i szczypie, ale jestem zadowolona — odparłam.
    — Skoro tak, to teraz pokażę ci, co cię czeka z chłopakami — stwierdziła i zaczęła ruszać pupą i wsadzać mi członka do szparki. Ślizgało się bez oporu i zaczęłam odczuwać, że to też mnie zaczyna podniecać.
    — Ale fajnie, możesz tak dalej ? — spytałam zadowolona.
    — Jasne, przelecę cię jak facet kobitkę — powiedziała podekscytowana wyraźnie Diana — To się nazywa penetracja moja mała.
    Czułam kolejne pchnięcia i czułam, jak rośnie moje podniecenie, tym bardziej że, Diana zaczęła jeszcze drażnić moją łechtaczkę. Czułam się cudownie i skupiłam się na przeżywaniu swojego podniecenia.
    Po pewnym czasie dostałam solidnego orgazmu, ale Diana nie przestawała mnie penetrować.
    Po chwili usłyszałam i jej niewielkie, ale jednak, oznaki zadowolenia.
    — No siostra, pierwszy raz przeleciałam kobietę — odezwała się po chwili Diana — powiem ci, że to całkiem fajne uczucie. Nie dziwię się mężczyznom, że chcą to robić często. A jak się ty czujesz ? Wszystko w porządku ? Widzę, że “członek” jest lekko zakrwawiony.
    — Wszystko w porządku, nawet orgazm miałam przy pierwszym seksie — odpowiedziałam pełna entuzjazmu — Fajna rzecz ten strapon, ale pewnie fajniej będzie z prawdziwym kutasem, co ? – spytałam.
    — No, słyszę, że wzbogaciłaś przy okazji słownictwo — skwitowała moją wypowiedź — masz rację, z prawdziwym członkiem będzie zdecydowanie fajniej, wiem to z doświadczenia. Poza tym on będzie dłuższy i szerszy, ale to dla nas lepiej, bo daje więcej satysfakcji. Tylko pamiętaj o zabezpieczeniu !
    — Tak, będę pamiętała ! — odparłam.
    Diana zdjęła strapon i poszła do łazienki go umyć, a ja wpadłam na szatański pomysł.
    — Diana … mam pytanko — zaczęłam nieśmiało — czy teraz ja mogłabym cię … przelecieć ?
    — O kurczę, ale jesteś śmiała i napalona — odezwała się po chwili — nie ukrywam, że to kusząca propozycja, taka odmiana w moim życiu erotycznym. Cóż, jeśli ma ci to jakoś pomóc w zrozumieniu swojej seksualności, to możemy poeksperymentować, też spróbuję czegoś nowego. Tylko zrobimy jedną zmianę.
    Podeszła do łóżka i z siatki, w której przyniosła strapon, wyjęła zdecydowanie większego sztucznego członka w kolorze czarnym i z przyssawką.
    — Ten rozmiar dla mnie będzie lepszy — zakomunikowała, potrząsając nim w powietrzu — dla ciebie wzięłam rozmiar juniorski, ale dla mnie ten większy.
    — Ale wielki, zmieści się w twojej cipce ? — spytałam.
    — Tak, bez problemu, zresztą sama zobaczysz — odparła, śmiejąc się — pomogę ci zmontować sprzęt.
    Na moich biodrach wylądowała uprząż, członek przymocowała przez dziurkę na przodzie i ściągnęła nieco pasek, bo mam przecież mniejszy obwód w talii i biodrach niż ona. Gdy wszystko było solidnie zapięte, wskoczyła na łóżko i ustawiła się na czworaka z kolanami na skraju łóżka i wypięła pupę w moją stronę. Posmarowałam żelem powierzchnię członka, stanęłam naprzeciwko jej kształtnej pupy i przymierzyłam końcówkę.
    — Wiesz, masz fajną dupeczkę, taką krąglutką i mięciutką — stwierdziłam.
    — Cieszę się i tobie się podoba — odpowiedziała — celuj trochę niżej, bo w pupę to może innym razem, dobrze ?
    — Nie, no jasne, wsadzę ci w cipkę oczywiście — odpowiedziałam szybko — a to w pupę też można ??
    — Można, można — odparła — wyjaśnię ci to innym razem, OK ?
    Diana, żeby ułatwić mi celowanie, palcami obu dłoni rozszerzyła swoje płatki, a moim oczom ukazała się różowa ogolona cipka, ze szparką pomiędzy płatkami z uwypukloną łechtaczką.
    — Ale widok ! — nie oparłam się skomentować tego, co widziałam — Cudowną masz cipkę, siostra.
    Nie czekając na odpowiedź Diany, pchnęłam członka do przodu, żeby schowała się główka. Członek wszedł bez problemu, więc pchnęłam mocniej, wycofałam nieco i wepchałam go głębiej, po czym wyjęłam ze szparki i pchnęłam mocno i daleko. Diana stęknęła i o dziwo naparła pupą na członka, a on schował się prawie cały w jej wnętrzu.
    — O kurczę, zmieścił się prawie cały — zakomunikowałam.
    Teraz zaczęłam penetrację na całego. Przyspieszyłam i wsadzałam go, ile się zmieścił. Po kilkunastu pchnięciach wszedł cały, po nasadę ! Dostałam wtedy napadu szału i zaczęłam jeszcze przyspieszać, obejmując dłońmi jej talię. Diana stękała mocno i słychać było, że jej podniecenie rosło szybko.
    Podniecał mnie fakt, że uprawiam seks z własną siostrą ! Na dodatek to ja właśnie penetruję jej cipkę, taką fajną i mokrą. Po kilkudziesięciu kolejnych ruchach Diana szczytowała głośno, mogła sobie na to pozwolić, bo w domu byłyśmy tylko my dwie. Stękała, sapała i wykrzykiwała różne słowa, nawet niektóre wulgarne, typu: „rżnij mnie siostra”, „ale jazda”, „wal mnie w cipę”, „ale mi dogadzasz”, „wal mnie ostro”, „Ooooch dawaj dalej” i tym podobne. Na koniec padła na łóżko wykończona i długo sapała z twarzą wduszoną w kołdrę.
    — Zajeździłaś mnie, siostra — wystękała Diana — jak Konrad będzie dzisiaj wieczorem chciał się kochać, to chyba nie dam rady.
    — Nie chciałam ci zrobić krzywdy, naprawdę — wydusiłam z siebie.
    — No co ty, na żartach się nie znasz ? — zaśmiała się Diana. — Było super, dziękuję.
    Roześmiałyśmy się obie głośno, Diana wstała i przytuliła się do mnie.
    — Ale ci stoi — powiedziała — To właśnie jego podstawowa zaleta, nigdy nie opada, zawsze stoi gotowy do penetracji. Zdejmij tego kutasa z siebie, bo rodzice nas nakryją.
    Zdjęłam uprząż, Diana poleciała do łazienki umyć całość, a ja podreptałam za nią, żeby się podmyć i umyć uda, widać na nich było jeszcze nieco krwi po mojej inicjacji.
    Ubrałyśmy się potem, zjadłyśmy kolację, cały czas gadając o tym, co się wydarzyło między nami.
    — Pamiętaj, to nasza tajemnica ! — stanowczym głosem oznajmiła Diana. — Nie wiem, co by powiedział Konrad, gdyby się dowiedział, że zdradziłam go z własną siostrą. A rodzice chyba by zawału dostali ! Ale ja nie żałuję niczego, było super !
    — Mnie też się podobało — powiedziałam z entuzjazmem — inicjacja była ciekawa, z fajną osobą, a potem te emocje, żeby zaspokoić partnerkę. To był super wieczór ! Bardzo ci dziękuję.
    Ten wieczór był początkiem naszej erotycznej przyjaźni. Spotykałyśmy się co jakiś czas i figlowałyśmy. Dzięki siostrze poznałam szereg gadżetów erotycznych, wiem już, co to jest wibrator, jak go używać i czym różni się od sprytnego masażera. Poznałam różne dilda, nawet bieliznę erotyczną mi siostra kupiła (dla siebie oczywiście również). Oglądałyśmy czasami na laptopie filmiki porno, komentując je oczywiście, fajnie było wtedy się masturbować wzajemnie. Trwało to ze dwa lata, dopóki nie spotkałam super chłopaka, któremu postanowiłam po kilkunastu spędzonych razem dniach, zaprezentować swoje seksualne umiejętności, a wiedziałam wiele, jak zdążyliście się zorientować.
    Z siostrą jesteśmy najlepszymi kumpelami, powiem wam, że nigdy nie myślałam, że nasza przyjaźń oblana będzie „erotycznym kremem”. A że smaczny ten kremik jest, zapewniam was.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OsobaX

    Witajcie, zachęcam do lektury opowiadania będącego wytworem mojej wyobraźni. Sądzę, że tak się zapewne czasami w rodzinie zdarza.  Zachęcam do komentowania, wszystkie opinie chętnie przeczytam i odpowiem na nie.

  • Pierwszy raz jako Sissy

    Obecnie mam 20 lat, jednak ta historia miała miejsce kiedy byłam jeszcze 16-letnim chłopcem. W tamtym czasie mocno różniłam się od innym chłopców w moim wieku. Miałem zaledwie 158 centymetrów wzrostu, ważyłem jakieś 55 kilo, a mój kutasek był bardzo niewielki, osiągając zaledwie 10 cm długości w pełnym zwodzie. Miałem gęste brązowe włosy, niebieskie oczy, a moje mięśnie były bardzo słabo widoczne. Jedyny element, który był dobrze uwydatniony, stanowiła moja pupa. Już wtedy bardziej niż dziewczyny interesowali mnie inni chłopcy. A moim skrytym pragnieniem było zostanie sfeminizowanym. Na samą myśl o noszeniu damskich ciuszków i makijaży stawałem się bardzo podniecony. Pewnego wieczoru, kiedy moich rodziców nie było w domu postanowiłem wejść na czat erotyczny dla społeczności LGBT i podzielić się swoimi pragnieniami z innymi.  Parę minut później dostałem wiadomość do osoby o nicku Dżentelmen.

    D: Cześć, z tej strony Artur. Bardzo spodobało mi się twoje wyznanie i chciałbym pomóc ci je spełnić, jeżeli masz ochotę. 😉

    Początkowo byłem bardzo zdziwiony, że ktoś w ogóle postanowił do mnie napisać. Jednak kiedy początkowe zaskoczenie minęło, poczułem się bardzo podniecony. I natychmiast odpowiedziałem na wiadomość.

    Ja: Hej! Bardzo się cieszę, że do mnie napisałeś. Oczywiście, że mam ochotę spełnić moje fantazje.

    Ku mojemu zadowoleniu szybko dostałem odpowiedź. Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że Artur jest prawnikiem, ma 33 lata, 180 cm wzrostu i jest wysportowany. Powiedziałem mu o tym jak wyglądam i bardzo go to zadowoliło. Umówiliśmy się na spotkanie w hotelu, koło 18 w sobotę. Artur obiecał, że przyniesie mi również jakieś damskie ciuszki, abym nie musiał się tym martwić. Wymieniliśmy się numerami i jeszcze trochę pogadaliśmy.

    W sobotę rano rodzice powiedzieli mi, że wyjeżdżają w odwiedziny do cioci i wrócą dopiero jutro rano. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ oznaczało to, że nie będę musiał się im tłumaczyć gdzie się wybieram. Koło 16 postanowiłem przygotować się na moje spotkanie z Arturem. Rozebrałem się i wskoczyłem do wanny. Wziąłem maszynkę do golenia i zgoliłem wszystkie włosy z mojego ciała, począwszy od klatki piersiowej i pach, poprzez nogi, kończąc na łoniakach i pupie. Następnie wziąłem kąpiel i się ubrałem. Postanowiłem, że wezmę ze sobą perfumy, szminkę i  tusz do rzęs mojej mamy i udałem się na spotkanie z Arturem. Kiedy dotarłem do hotelu, wysłałem mu sms, że już jestem. Po chwili dostałem odpowiedź z numerem pokoju. Gdy byłem już pod drzwiami zapukałem do nich i otworzył mi je przystojny, dobrze ubrany, brunet. Weszliśmy do środka i zamknął za nami drzwi na klucz. Następnie podszedł do mnie i powiedział

    A: Cześć, jestem Artur. Miło mi cię poznać.

    Ja: Cześć, mi również jest miło cię poznać. Jestem Emil, ale mów mi Emily.

    Po jego minie zrozumiałem, że bardzo podoba mu się moje kobiece imię, które wymyśliłem sobie będąc dopiero w hotelowym holu. Artur podał mi torbę, w której były damskie ciuchy, które obiecał mi przynieść. Następnie zaprowadził mnie do łazienki i powiedział, żebym się nie spieszył, po czym wrócił do pokoju. Gdy zostałem sam w łazience zacząłem się szykować na mój pierwszy seks w życiu jako kobieta. Zdjąłem z siebie ubrania i  otworzyłem torbę, którą dał mi Artur. W środku znalazłem czarne koronkowe stringi i taki sam stanik, parę czarnych samonośnych pończoch, szpilki również w czarnym kolorze i brązową długą perukę. Szybko wszystko na siebie założyłem, nałożyłem na rzęsy tusz i szminkę na usta,  a na koniec spryskałem się perfumami mojej mamy. Kiedy wyszłam z łazienki już jako Emily, Artur siedział na łóżku. Gdy mnie zobaczył powiedział, że w takim wydaniu podobam mu się jeszcze bardziej niż normalnie. Zaczęliśmy się całować, a on w między czasie rozpinał swoją koszulę. Kiedy ją ściągnął, moim oczom ukazała się jego umięśniona klata, którą zaczęłam gładzić swoimi drobnymi dłońmi. On natomiast rozpiął mój stanik i zaczął gnieść moje sutki. Po chwili kazał mi uklęknąć i zaczął rozpinać swoje spodnie. Nagle moim oczom ukazał się jego ogromny, 20-centymetrowy penis. Wzięłam go w dłoń i zaczęłam pomału lizać jego główkę, aż w końcu wzięłam go do ust i ssałam do momentu gdy wystrzelił cieplutką spermą wprost do mojego gardła. Jej ilość była bardzo duża jednak udało mi się wszystko przełknąć, a kiedy wyciągnął kutasa z moich ust, oblizałam dokładnie wargi.

    Następnie Artur kazał mi wstać i stanąć na czworaka na łóżku. Zapytał się mnie, czy będzie w porządku jeśli nie założy prezerwatywy, na co się zgodziłam. Ściągnął ze mnie stringi, a następnie poczułam coś zimnego na moim odbycie. Jak się okazało, był to żel do seksu analnego, który Artur przyniósł ze sobą aby cała zabawa była bardziej przyjemna. Nagle poczułam jak coś dużego zaczęło mocno napierać na moją pupę, a po chwili siłowania się z moimi zwieraczami wielki penis Artura znalazł się w środku mojej dupci. Początkowo zaczął on stopniowo i powoli wchodzić nim coraz głębiej, aż w końcu jego całe 20 centymetrów wypełniało moją pupę. W tym też momencie przyspieszył tempo penetracji, co w połączeniu z dobijaniem główką jego penisa do samego końca mojego odbytu, spowodowało u mnie uczucie błogości. Po kilkunastu minutach wyciągnął go ze mnie i położył się na łóżku, mówiąc abym teraz do dosiadła. Pospiesznie więc wskoczyłam na jego kutaska i zaczęłam go ujeżdżać. W trakcie gdy ja jeździłam na jego penisie, Artur bawił się moimi sutkami, mocno je ściskając i gniotąc. Po kilku minutach polecił abym odwróciła się w drugą stronę, tak aby mógł podziwiać moją pupę skaczącą na jego penisie. Kiedy zeszłam z niego, Artur powiedział abym położyła się na łóżku na plecach, a on we mnie wejdzie. W tym momencie mój odbyt był już szeroko rozwarty, więc jego członek wszedł we mnie szybkim ruchem dobijając do samego końca. Po kilku minutach poczułam jak coś ciepłego zaczyna zalewać mój brzuch, spojrzałam w dół i okazało się, że doszłam w zupełności nie dotykając rękoma mojego małego peniska. Gdy Artur to zauważył, uśmiechnął się i nabierając trochę mojej spermy na palce włożył mi je do ust. A ja dokładnie je wylizałam. Widok ten musiał go bardzo podniecić, gdyż po kilku następnych pchnięciach poczułam jak coś ciepłego wypełnia mnie od środka. Była to sperma Artura, który doszedł w środku mnie. Przez pewien czas leżeliśmy tak, z jego penisem w mojej pupci, kiedy go wyciągnął, podstawił mi go do ust, chcąc abym go oblizała ze spermy, co z radością uczyniłam. Następnie leżeliśmy całkiem nadzy i rozmawialiśmy przez pół godziny, aż w końcu postanowiłam się zbierać. Wstaliśmy z łóżka i zebrałam z ziemi staniki i stringi, a kiedy ruszyłam w stronę łazienki poczułam nagle klapsa na moje pupie. Była to sprawka Artura, który powiedział w tedy, że niezła ze mnie dupa. Zaczerwieniłam się i poszłam do łazienki, aby się ogarnąć. Włożyłam stringi i stanik do torby, a następnie zdjęłam perukę, szpilki i pończochy i także je schowałam. Zmyłam szminkę i tusz z rzęs, a następnie ubrałam się w swoje ubrania, znów stając się Emilem. Kiedy wyszłam z łazienki, chciałam oddać torbę z ubraniami Arturowi, jednak ten powiedział abym wzięła ją ze sobą jako prezent. Uśmiechnąłem się i mu podziękowałem. Na pożegnanie pocałowaliśmy się jeszcze i wróciłem do domu.

    Kiedy dotarłem do domu była 23. Schowałem torbę z ubraniami od Artura pod łóżkiem i postanowiłem wziąć prysznic. Kiedy się rozebrałem i stanąłem pod prysznicem zauważyłem, że coś ścieka po moim udzie mimo, że nie odkręciłem jeszcze wody. W tedy uświadomiłem sobie, że musi to być sperma Artura, która wypłynęła z mojej pupci. Nabrałem więc ją na palce i dokładnie je oblizałem, delektując się jej smakiem. Po skończonym prysznicu położyłem się na swoim łóżku i zobaczyłem sms od Artura: “Liczę na więcej”.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sissy Emily

    Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało i porządnie was rozpaliło. Jeżeli tak to wpadajcie po następne

  • Znajomy od dzieciaka

    To wydarzyło się kilkanaście lat temu, około 2008/2009 roku. Miałem 18 lat (od niedawna)burza hormonów, świadomość swojej orientacji. Masturbacja była codziennością choć przeżyłem już swój pierwszy raz. Mój laptop odmówił posłuszeństwa, trafił do naprawy a oglądanie porno na telefonie dotykowym (to nie były jeszcze smartfony) nie było tym samym. Akurat musiałem coś zrobić do szkoły więc poprosiłem sąsiadkę o użyczenie swojego kompa. Gdy już skończyłem robić pracę do szkoły naszła mnie ochota aby obejrzeć choć jedno krótkie porno bez dźwięku. Na szczęście ona nie nachodziła mnie w pokoju w którym był komputer więc miałem względny luz. Po wszystkim wyczyściłem historię, żeby się nic nie wydało. Po jakimś czasie miałem już swojego laptopa więc mogłem wrócić do swojej rutyny. Nagle dostaję wiadomość na gg od siostrzeńca sąsiadki. Był rok starszy ode mnie i znaliśmy się od dzieciaka. Co jakiś czas odwiedzał swoją ciocię i przy okazji my się bawiliśmy. Z czasem gdy byliśmy coraz starsi to spotykaliśmy się mniej bo już się nie bawiliśmy, nie byliśmy już dzieciakami: -Hej. Masz już swojego lapka? -Siema. Na szczęście już tak -to dobrze, teraz możesz na legalu oglądać porno 😉 -ale o co tobie chodzi? -widziałem co oglądałeś u ciotki na kompie -(shit, przecież usuwałem historię) robiłem tylko prace do szkoły -tak, tak, jasne 🙂 byłeś u niej kilka razy i kilka razy wchodziłeś na gejowskie porno :p -serio to nie ja -nie udawał, nawet nie usunąłeś historii -jak to nie? -i już się przyznałeś 🙂 no coś ci się nie udało z tym usuwaniem -sorry, tylko błagam nie mów nic swojej ciotce -spokojnie, też takie czasami oglądam -jesteś gejem? -nie, bi i raz nawet z kolegą się zabawiłem -uff. Jeszcze raz sorry -chciałbyś się może spotkać ze mną? Kilka razy fantazjowałem o tobie mimo, że wolę laski -no w sumie ok, możemy spróbować -odezwę się jak będę miał wolną chatę. Z nerwów zacząłem się trząść ale zarazem bardzo się podnieciłem. Liczyłem na najgorsze a tutaj niespodzianka. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Już kiedyś myślałem o nim podczas walenia ale nigdy nie pomyślałbym o tym, że może się między nami coś wydarzyć. Po kilku dniach odezwał się: -hej. Starzy wyjeżdżają jutro popołudniu do babci i mają wrócić dopiero jutro rano -siema. Spoko to chcesz się spotkać? -oczywiście. Ale może najpierw żeby się oswoić ze swoją nagością to wyślemy sobie fotki kutasów? -nooo w sumie ok. Podaj numer to wyślę mms Podał swój numer, kutas już mi stał na baczność więc nie musiał długo czekać na fotkę. W odpowiedzi dostałem wiadomość „No ładnie, nie spodziewałem się takiego po tobie. Już wysyłam swoje bo mega mnie podnieciłeś”. Odesłał swoje foto. Mojej długości ale grubszy i ze stulejką ale i tak mi się podoba. Umówiliśmy się na kolejny dzień na konkretną godzinę. Poszedłem do niego, miałem około 10 minut drogi. Zapukałem i otworzyły się drzwi. Nigdy wcześniej nie spojrzałem na niego z takim podnieceniem jak wtedy. Zacząłem rozmowę jako pierwszy co było dziwne bo byłem dość nieśmiały: -słuchaj, ja nie mam za bardzo doświadczenia w sexie -ja też nie, tylko raz z chłopakiem się bzykałem -trochę się boję i wstydzę bo się znamy. I to, że widzieliśmy już fotki swoich kutasów wcale nie ułatwia -spokojnie, wszystko wyjdzie naturalnie. Chodź może do mojego pokoju, usiądziemy obok siebie i samo pójdzie. Rzeczywiście, gdy tylko usiedliśmy obok siebie zaczęliśmy się obmacywać. Naturalnie przyszło nam rozbieranie się i pieszczenie. On pierwszy zaczął lizać mojego kutasa, obciągał delikatnie, trochę nieporadnie. Później ja zabrałem się za niego: -uuu, ale dobrze. Niezły w tym jesteś jak na niezbyt doświadczonego -dzięki. Mam nadzieję, że ci dobrze -ooo tak ale już chcę w ciebie wejść -ok ale delikatnie dobrze? -pewnie, ma być przyjemnie a nie boleśnie Zabrał się za mój tyłeczek, zaczął od lizania, palcówki, potem nałożył trochę oliwki i założył gumkę. Zaczął powoli wchodzić. Był lekki opór i ból bo miał dość grubego ale było też przyjemnie. Zaczął ruchać mnie coraz mocniej i szybciej aż po kilku minutach spuścił się. Wyszedł ze mnie i od razu się wypiął. Zacząłem robić to co on na początku. Następnie ja założyłem gumkę i zacząłem wchodzić w niego. Nie było łatwo bo dopiero co doszedł i dłużej zajęło wejście całym kutasem ale udało się. Ruchałem go kilka minut i znudziła mi się już pozycja na pieska. Poprosiłem go żeby położył się na plecach i podniósł nogi. Wszedłem bez problemu i zacząłem już go ruchać ostro i mocno. On co chwilę powtarzał, że mocniej, szybciej. Włączyłem już pełne obroty. Jego kutas stanął co jeszcze bardziej mnie podjarało. Doszliśmy w tym samym momencie, ja w nim a on na siebie. Po wszystkim poszliśmy do łazienki ogarnąć się. Pożegnałem się i poszedłem do domu. Po godzinie napisał na gg: -powiem ci, że to było mega. Nie żałuję, że do ciebie napisałem i się umówiliśmy. Mam nadzieję, że tobie też było dobrze i nie żałujesz -nie żałuję, było bardzo przyjemnie 🙂 dziękuję Nie wiem czemu ale kontakt jakoś nam się urwał. Po kilku latach napisałem do niego na fejsie czy pamięta o tamtej akcji. Na drugi dzień odpisał, że tak i dobrze to wspomina ale ma już dziewczynę i na razie takie zabawy idą w odstawkę. Szkoda, bo już nie udało nam się nigdy spotkać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Górny
  • Nowa corka moich rodzicow cz.3

    Przez wydarzenia z wczoraj nie mogłam spać. Rodzice naprawdę chcieli żebym została dziewczyną jakiegoś bogatego chłoptasia i to za pieniądze. Chciało mi się rzygać na myśl o robieniu czegoś takiego. Miałam się z nim spotkać już następnego dnia. Obudziłam się rano. Nogi mnie bolały wczorajszego treningu. Mama przywitała mnie i kazała się ogarnąć i zrobić śniadanie dla niej i dla taty, ja miałam zjeść sama gdy oni skończą. Najpierw ogarnęłam moja perukę, rozczesałam jasnozłote włosy wpięłam w nie różową kokardę. Zabrałam się za makijaż. Rozpoczęłam od podkładu, potem mascara, różowa szminka z błyszczykiem i trochę różu na policzkach. Dzisiaj ubrania miałam wybrać sobie sama. Początkowo chciałam założyć ciasne dżinsy rozszerzone przy kostkach, ale gdy je przymierzałam pas cnoty odbijał się pomiędzy nogami. Musiałam więc wybrać coś luźniejszego. Postawiłam na dżinsową spódnicę sięgającą do połowy uda. Miała różowe kokardki po bokach a spod końca wystawała biała koronką. Na górę różowy crop top na ramiączkach. Pod tym różowy zestaw bielizny. Poszłam do kuchni i zabrałam się z gotowanie rodzicom zrobiłam parówki z kanapkami. Gdy rodzice zjedli posprzątałam i umyłam naczynia. Sobie zrobiłam kanapki z serem, bo dalej nie mogę jeść mięsa. Po skończonym śniadaniu mama zabrała mnie na miasto. Miałyśmy pojechać do salonu fryzjerskiego. Pojechałyśmy autem. W salonie pani kosmetyczka kazała mi zdjąć perukę. Już od kilku dni nie widziałam moich prawdziwych włosów. Mama powiedziała że koniec z peruką od dzisiaj będę miała doczepy. Pani zabrała się do pracy. Po prawie 2 godzinach mogłam cieszyć się nowymi pięknymi włosami w kolorze czarnym. Po wizycie u fryzjera mama zabrała mnie jeszcze do kosmetyczki po nowe paznokcie. Tym razem to ja mogłam wybrać. Postawiłam na kwadratowe akryle w stylu francuskim w kolorze jasno fioletowym. Wróciłyśmy do domu. Tato miał z niedługo wrócić z pracy więc zabrałam się za robienie obiadu zrobiłam ryż z warzywami. Przed randka z Konradem czekał mnie jeszcze jeden trening. Weszłam do sypialni rodziców mama siedziała na łóżku ubrana w czarny lateksowy strój w ręku trzymała bat. Do ściany obok przyczepione było kremowe dildo.

    M: Cześć kochanie.

    K: Mamo ale po co to wszystko?

    M: Na dzisiejszej lekcji nauczysz się co znaczy być kobietą. Planowałam tę lekcję, na później, ale musisz być gotowa na dzisiejszą randkę. No już do pracy. Uklęknij przed kutasem i zacznij go masować. O tak właśnie tak dobrze. Masz to we krwi po mamusi. Teraz trochę szybciej.

    Masując sztucznego kutasa czułam jak w moich majtkach robi się mokro. Czy sprawiało mi to przyjemność? Nie chciałam by tak było, ale czułam, że z każdym kolejnym pociągnięciem coraz bardziej mi się to podoba.

    M: No to teraz użyj buzi. Dobrze. Staraj się nie dotykać go zębami i poruszaj języczkiem. Tak dokładnie tak kochana naprawdę jesteś do tego stworzona.

    Wkładając go do ust czułam, że to mi się podoba. Kutasa lekko śmierdział, ale ten zapach tylko jeszcze bardziej mnie podniecił. Poruszałam coraz szybciej i szybciej, wkładając go coraz głębiej. Aż w końcu uderzał o moje gardło. Zaczęłam się krztusić. Potem moje gardło zalała fale białej sztucznej spermy połknęłam ją w całości. Poczułam też, że mój kutas spuścił się w moich majtkach, a na mojej spódniczce pojawiła się mokra plama.

    M: Tak jest kochanie jesteś urodzona dziwką. Pójdź się umyć ja będę czekać w pokoju.

    Oszołomiona przyjemnością z obciągania poszłam wziąć prysznic i się odświeżyć. W pokoju czekała na mnie mama. Zrobiła mi makijaż. Dużo podkładu, mascara różowy cień do powiek, kremowa szminka i błyszczyk z brokatem. Mama miała dla mnie ciasną różową sukienkę mini z odkrytymi plecami. Odznaczał się na niej pas cnoty, ale mama powiedziała żeby się nie przejmował, Konrad wie o mojej transformacji. Na stopy założyłam różowe szpilki, coraz lepiej w nich chodziłam. Gdy wyszłam z domu zobaczyłam, że czeka na mnie dość duża czarna limuzyna. Wiedziałam, że rodzice Konrada są bogaci, ale nie wiedziałam że aż tak. Do środka zaprosił mnie szofer. Limuzyna była w środku pusta. Poczułam się pojazd rusza i zobaczyła jak zadowolona mama macha mi sprzed domu.

    Po około godzinie zobaczyłam jak limuzyna wjeżdża przez bramę. Pojazd zatrzymał się przed wielką białą willą. Szofer otworzył mi drzwi. Zobaczyłam Konrada czekał na mnie przy wejściu do budynku. Widziałam go już kilka razy, był ze swoją mamą u nas na kawie, był wysoki i umięśniony. Miał kręcone fluffy hair. Powitał mnie zboczonym uśmieszkiem.

    Ko: Hej mała ładnie wyglądasz.

    K: Cześć.

    Ko: Nie krępuj się chodź do środka.

    Otworzył mi wielkie drzwi a ja przekroczyłam próg. W domu było cicho. Idąc słyszałam jak moje szpilki uderzają o podłogę. Zaprowadził mnie do sypialni. Stało w niej ozdobione łyżki szafa i biurko.

    Ko : To mój pokój podoba ci się.

    K: Tak..

    Ko: Stop od teraz będziesz nazywać mnie kochanie, misiu itp. Zrozumiałaś?

    K:Tak

    Ko: Nie słyszę.

    K: Tak .. kochanie

    Ko: Dobrze teraz zabieramy się do pracy na kolana suko.

    K: Co proszę?

    Ko: nie słyszałaś na kolana ale już !!

    K :Ale…

    Nie dokończyłam zdania, ponieważ poczuła jak jego otwarta ręką uderza w mój policzek.

    Ko: Milcz, jesteś moją od teraz masz spełniać każde moje życzenie, myślisz, że za co ci płacę.

    K: Dobrze kochanie

    Ko: No to teraz na kolana. Powiedz, czego pragniesz?

    K: Ja ja nie wiem

    Poczułam kolejnego już liścia na mojej twarzy.

    Ko: Powiedz, czego pragniesz

    K: Pragnę… kutasa

    Ko: proszę bardzo

    Wciąż czując bolący policzek położyłam rękę na jego nabrzmieniu. Rozpięłam pasek i ściągnęłam spodnie razem z gaciami do kolan. Przed moją twarzą wyskoczył wielki sterczący kutas. Poczułam jak śmierdzi, ale ten zapach miał w sobie coś poruszającego, coś, co sprawiało że go pragnęłam. Takie samo uczucie jak to gdy wcześniej ssalam dildo. Zaczęłam mu obciągać. Zsuwałam skórkę w górę i w dół.

    Ko: O tak właśnie tak. Dobra suka

    Zdecydowałam się na kolejny krok. Otworzyłam usta i wsadziłam kutasa do mordy. Ruszyłam głową w przód i w tył coraz szybciej. Jechałam języczkiem po nabrzmiałym penisie. Czułam jego smak. Byłam jakby w transie. Spojrzałam do góry i zobaczyłam jego zadowolony uśmiech. Jego rezo powędrowały na tył mojej głowy. Przycisnął ja do swojego ciała. Poczułam jak jego główka obija się o tył mojego gardła. Teraz to on poruszał swoimi biodrami wpychając mi kutasa coraz głębiej i mocniej. Zaczęłam się krztusić, ale on nie odpuszczał. Chciało mi się rzygać. Wreszcie wyjął chuja z buzi. Z trudem próbowałam złapać oddech.

    Ko: No no niezła buźkę mi mama sprowadziła. Teraz sprawdzimy, jaką masz dupcię. Odwracaj się.

    Posłusznie odwróciłam się u wypiekami pupę. Poczułam jak Konrad podnosi moja sukienkę odkrywając majteczki.

    Ko: Fajna dupa mała, ale mojego potwora nie powstrzyma.

    Zdjął mi majtki i jednym silnym ruchem wsadził mi penisa do dziurki analnej.

    K: Ahhhh to boli.

    Ko: taak jęcz suko

    Posuwał mnie silnymi ruchami wsadzając kutasa coraz głębiej. Dotykał każdego zakątka mojej dziurki. Po 7 minutach intensywnego ruchanie poczułam jak ciepła ciecz mnie zalewa. A jednocześnie mój kutas spuścił się w sukienkę. Niby tego nie chciałam, ale jednak sprawiło mi to przyjemność.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Natalia

    Cześć dawno mnie nie było jakoś nie miałam weny ale przychodzę z kolejną częścią tym razem trochę więcej ruchania. Macie jakieś pomysły na kontynuacje histori.

  • Moj pierwszy raz

    Kontynuacja opowiadań: “Pierwszy i drugi” oraz “Trzeci pocałunek”
    Polecam zapoznać się najpierw z powyższymi, jeśli ich nie znacie.   

    Przez kolejne dni próbowaliśmy znaleźć choćby chwilę, gdy moglibyśmy być sami. Niestety, nie było to łatwe. Za każdym razem, gdy przesiadywałem u Bartka, starałem się wymyślić sposób, jak wymknąć się do jego brata. Wpadałem do pokoju Michała pod byle jakim pretekstem – czasem udawałem, że szukam ładowarki, a czasem że chcę pożyczyć zeszyt. On zawsze siedział na łóżku z książką, ale odkładał ją na bok, gdy tylko zamykałem za sobą drzwi. Czekał w milczeniu, patrząc na mnie spod opadającej grzywki. To ja musiałem zacząć: pocałunek, dotyk, szept. Michał nigdy nie zrobił pierwszego kroku, ale nie przeszkadzało mi to. Najważniejsze dla mnie było, że pozwalał się całować i macać.

    Spotykaliśmy się też za garażami na moim osiedlu. Rosło tam wiele krzaków, które zasłaniały nas przed wzrokiem sąsiadów. Mimo strachu, że ktoś nas nakryje, pozwalaliśmy sobie tam na gorące pocałunki. Raz nawet, gdy się podnieciłem, odwróciłem Michała tyłem do siebie, docisnąłem go do ściany i zacząłem pocierać swoim kroczem o jego pośladki, jednocześnie całując go w szyję. Strasznie mnie to podniecało, jednak Michał szybko to przerwał, twierdząc, że zaraz ktoś może to zobaczyć. Mimo to, że bardzo chciałem kontynuować, musiałem przyznać mu rację.

    I tak mijały dni. Każde spotkanie było krótkie – ledwie chwila, gdy czułem, że coś między nami iskrzy, a potem znowu wracaliśmy do udawania, że nic się nie stało. Za każdym razem obiecywałem sobie, że następnym razem uda nam się wyciągnąć z tego, choć minutę więcej.

    Niedługo później stało się coś, dzięki czemu faktycznie zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu – a wszystko dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu.

    Któregoś wtorku, gdy siedzieliśmy sobie w szkole, Bartek nagle wypalił do mnie, że ma do mnie jakąś sprawę.
    – Słuchaj, bo jest taka sprawa – zaczął, drapiąc się po karku. – Mojemu braciszkowi nie idzie najlepiej z matmy, a wiesz, jak tu jest w domu. Wszystko musi być na odpowiednim poziomie. Starzy chcieli, żebym go jakoś podszkolił, ale wiesz, jaki ja jestem. Nie nadaję się do tego, żeby uczyć innych.
    – No i…? – spytałem, udając obojętność.
    – No i mój brat wypaplał, że ty jesteś super z matmy. Może to ty mógłbyś go uczyć? Właśnie, dlatego starzy kazali mi się ciebie zapytać, czy się zgodzisz. Kazali też wspomnieć, że oczywiście nie za darmo.

    To był genialny pomysł. Z trudem powstrzymywałem się od okazania nadmiernego entuzjazmu.
    – W sumie przydałaby mi się trochę dodatkowej kasy – mruknąłem, wzruszając ramionami.
    – Czyli zgadzasz się?
    – Tak.
    – Okej, przekaże starym. Trochę lipa, bo będzie mniej czasu na bujanie się po szkole.
    – No trochę…

    Jeszcze tego samego dnia złapałem Michała w szkole na korytarzu.
    – Genialny pomysł z tymi korkami – rzuciłem do niego, gdy minęliśmy grupę pierwszaków.
    – Dzięki – odparł, patrząc na swoje trampki. – Jak tylko o tym wspomnieli, od razu pomyślałem o tobie. Z tego, co Bartek mówił, masz najlepsze oceny w klasie, więc wiedziałem, że rodzice na pewno się zgodzą.
    Nie spojrzał na mnie, ale zauważyłem, jak gryzie wargę. – Dzięki temu będziemy mogli… no wiesz… siedzieć u mnie w pokoju. Bez żadnych podejrzeń i pytań.

    Pierwsza „lekcja” była koszmarem. Siedzieliśmy przy jego biurku, otoczeni podręcznikami. Michał w krótkich spodenkach dresowych i koszulce na ramiączkach. Jego kolano dotykało mojego pod stołem, a ja tłumaczyłem mu równania, próbując nie patrzeć, jak jego palce błądzą po marginesie zeszytu.
    – Rozumiesz? – spytałem, gdy skończyłem rysować wykres.
    – Nie – odparł, a w jego głosie zadrżała nuta rozbawienia. – Musisz pokazać jeszcze raz.
    Pochylił się nad kartką, ramię ocierając o moje. Czułem zapach – naturalny… wyjątkowy.
    Ciężko było mi się skupić. Zamiast tłumaczyć mu matmę, chciałem robić z nim zupełnie inne rzeczy i chyba nie muszę mówić jakie.

    Wszystko zmieniło się, gdy w końcu zostaliśmy sami w domu.

    Siedząc przy biurku, usłyszeliśmy trzask zamka w drzwiach wejściowych.
    – Twoja mama wyszła?
    – Tak, prawie codziennie wychodzi mniej więcej o tej porze na jakieś zakupy. Bartek, jak wiesz, wyszedł gdzieś z waszymi kumplami, a ojciec, jak zwykle, w pracy.
    – Hmmm, a jak długo zwykle zajmuje twojej mamie te zakupy?
    – Różnie, zależy gdzie pójdzie. Ale chata jest wolna, na co najmniej 15 minut – powiedział z coraz trudniej skrywanym uśmiechem.

    Tyle mi wystarczyło. Od razu przyciągnąłem go do siebie. Nasze usta zderzyły się z głodną gwałtownością. Jego ręce wpiły się w moje plecy, a ja bezwstydnie zacząłem macać go po udach, idąc dalej.
    Tak wyglądał nasz nowy schemat. Gdy w domu ktoś był, byliśmy skupieni na nauce. Ale gdy tylko drzwi frontowe zatrzaskiwały się za ostatnim domownikiem, zamienialiśmy równania na jęki.

    Były takie dni, gdy nie udawało się nam zostać samym, bo akurat mama Michała niczego nie potrzebowała ze sklepu albo Bartek tego dnia siedział na chacie. Wtedy po prostu rozmawialiśmy, a Michał dziwnie się ożywiał. Pytał o moje ulubione filmy, opowiadał o swoim marzeniu, by kiedyś pojechać nad morze zimą. Dowiedziałem się, że nienawidzi rodzynek w ciastach i boi się ciem. Te rozmowy były jak otwieranie szkatułki – z każdym dniem odkrywałem w nim nowe warstwy.

    Jednak w dni, w których byliśmy sami, zamiast skupiać się na naszych myślach, skupialiśmy się na naszych ciałach. Z czasem pozwalałem sobie na coraz więcej, a nasze zabawy erotyczne nabierały kolorów. Urozmaicaliśmy nasze pocałunki, bo lubiłem, jak Michał wystawiał swój język, a ja obejmowałem go swoimi ustami i ssałem go. Dosyć szybko z krzeseł przy biurku przenieśliśmy się na łóżko Michała. Kładliśmy się na nim, wtuleni w siebie, oddając się pocałunkom. Czasem kładłem się na nim i ocieraliśmy się naszymi twardymi kutasami, innym razem zmienialiśmy pozycję, żeby to on był na górze, a ja łapałem go za pośladki i dociskałem do siebie jeszcze mocniej. Jeszcze innym razem mówiłem mu, żeby położył się na brzuchu, a ja przywierałem do niego i ocierałem mojego fiuta o jego mięciutką dupcię, tak samo jak wtedy przy garażach – właśnie to zajęcie lubiłem najbardziej podczas tych naszych korepetycji.

    Jednak w końcu doszliśmy do jakiejś niewidzialnej granicy. Przy tych wszystkich naszych zabawach nie było żadnej nagości. Wszystko robiliśmy w pełni ubrani. Czasami tylko wkładałem mu dłonie pod koszulkę i tylko raz wsunąłem mu rękę w majtki, dotykając aksamitnej skóry na jego pośladku. Szybko jednak się wycofałem, wmawiając sobie, że posuwam się za daleko.

    Z jednej strony tłumaczyłem to sobie tym, że przecież w każdej chwili ktoś może wejść do domu, więc musimy być czujni i gotowi wrócić do książek, jak gdyby nigdy nic. Kolejnym argumentem było to, że Michał pewnie nie zgodziłby się, żebyśmy posunęli się dalej, co też nie miało sensu, bo przecież, do tej pory, przystawał na wszystko, co chciałem z nim robić. Podświadomie wiedziałem, że to są tylko wymówki. Czułem jakiś lęk, miałem jakąś blokadę, która nie pozwalała mi posunąć się dalej.

    Klika tygodni odkąd zaczęliśmy nasze korepetycje nasza relacja w końcu miała pójść na przód, a wszystko przez jedno małe wydarzenie i nieporozumienie.

    Tego dnia korepetycje zaczęły się jak zwykle – podręczniki rozrzucone na biurku, ołówki walające się między zeszytami. Ale Michał był dziwnie sztywny. Zamiast przysuwać się, gdy dotykałem jego kolana pod stołem, wpatrywał się w wzór na tapetce, jakby nagle odkrył w nim ukryty kod. Nawet jego śmiech, zwykle cichy i chichotliwy, brzmiał sztucznie, gdy próbowałem żartować. Nie widziałem, o co chodzi ale i tak głównie skupiałem się tym, że dziś był dzień tych lepszych korków. Brata nie było a pani domu miała zaraz wychodzić.

    Gdy tylko drzwi frontowe zatrzasnęły się, przyciągnąłem Michała do siebie, próbując pocałować go w usta. Ale on odwrócił głowę w ostatniej chwili, moje wargi trafiły na jego policzek.

    – Dziś nie… nie mam ochoty – powiedział, wpatrując się dalej w zeszyt.
    – Czemu? Co się stało? – zapytałem, sięgając po jego dłoń.
    – Podobają Ci się dziewczyny? – rzucił nagle.

    Przetarłem czoło, zaskoczony zwrotem akcji.
    – Co? Skąd w ogóle takie pytanie? Przecież wiesz, że…
    – Widziałem, jak ta twoja koleżanka z klasy próbowała cię pocałować pod salą gimnastyczną – przerwał, głos mu drżał. – Odpowiedz. Podobają ci się?
    Wzruszyłem ramionami, próbując zachować luz.
    – Magda? To była głupia zabawa. Nic nie znaczyła. Nie musisz być zazdrosny
    – Nie jestem zazdrosny! Podobają ci się dziewczyny, tak czy nie? – powtórzył twardo, podnosząc wzrok. Jego oczy były wilgotne, jak po długim biegu.

    Westchnąłem. W głowie przemknęły mi obrazy: Ania z podstawówki, moja pierwsza “miłość”. Karolina z sąsiedztwa, z którą pierwszy raz się całowałem. Dziewczyny z imprez, z którymi się bawiłem czy Klaudia, moja koleżanka z nauki tańca – nauka już zakończona, jakby co.
    – No… podobają – przyznałem w końcu. – Kiedyś nawet myślałem, że… – Urwałem, widząc, jak Michał zaciska pięści. – Ale to nie ma znaczenia. Ty mi się podobasz i… podniecasz mnie. Przecież widziałeś i czułeś to nie raz. Wiesz, że od miesięcy nawet na nie nie patrzę i nie myślę o nich w ten sposób?
    – A co będzie, gdy jednak spojrzysz i pomyślisz? – Jego głos był cienki jak żyłka wędki. – Jestem gejem, Kamil. Całkowicie. Dziewczyny mnie… nie interesują. – Przełknął ślinę. – Ale ty? Ty możesz wybrać
    Pokój wypełniła cisza. Michał mówił dalej, wykrztuszając słowa:
    – Chodzi mi o to, że któregoś dnia stwierdzisz, że jednak wolisz… normalność. Że zamiast chować się ze mną stwierdzisz, że wolisz trzymać dziewczynę za rękę na oczach wszystkich. Stwierdzisz, że to co jest między nami tak naprawdę nie ma większego znaczenia – tylko taka zabawa.  

    W pierwszej chwili pomyślałem sobie: „Co on pierdoli”. Jednak po chwili zacząłem się zastanawiać: „A może on ma rację?”. Może to właśnie stąd wynikała ta blokada? Może chciałem sobie zostawić furtkę wyjścia, możliwość powiedzenia sobie: „Hej, przecież nic takiego się nie stało. To było tylko trochę pocałunków i macań, zwykła zabawa. Nie jestem żadnym gejem, jestem normalny”. Czy naprawdę tak było? Czy tak właśnie myślałem?

    Wtedy spojrzałem w jego oczy i coś sobie uświadomiłem. Wszystkie obawy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

    – Dla mnie to nie jest żadna zabawa.
    – Co?
    – Mówię, że to nie jest zabawa – powtórzyłem z naciskiem. – I zaraz ci to udowodnię. Wstań, proszę.
    – Ale, po co?
    – Wstań.

    W końcu Michał wykonał moja prośbę. A wtedy ja uklęknąłem przed nim, zbliżyłem twarz do jego krocza i pocałowałem go tam.

    – Zaraz, czekaj. Co ty robisz?
    – Dobrze wiesz, co chcę zrobić.
    – Ale… nie możemy. Mama może wrócić w każdej chwili. Naprawdę… nie musisz mi niczego udowadniać.
    – Pozwól mi, proszę. Naprawdę chcę to zrobić. – Patrzyłem w jego oczy z wyczekiwaniem.
    – Ale ja… trochę się wstydzę. – W końcu jednak dodał. – No dobrze.

    Wtedy ponownie pocałowałem go w kutasa, jeszcze przez spodnie, ale mogłem już wyczuć, że rośnie. Ściągnąłem powoli jego spodenki. Na jego białych slipach wyraźnie odznaczał się nabrzmiały już od krwi penis i jądra. Najpierw delikatnie położyłem na nim dłoń, a potem złożyłem jeszcze parę pocałunków. Przez cienki materiał majtek mogłem już wyczuć bijące od niego ciepło i zapach.

    Po tym chwyciłem go za gumę slipek, żeby je ściągnąć. Michał złapał na chwilę moje ręce, jakby chciał mnie powstrzymać, jednak po krótkiej chwili opuścił. Gdy opadły do kostek, moim oczom ukazał się fiut w pełnym wzwodzie. Do tej pory widziałem takie – oczywiście poza moim własnym – tylko w kilku pornosach z “ukrytej” kolekcji mojego ojca. Z tej perspektywy wyglądał zupełnie inaczej. Z tak bliska wydawało mi się, że był większy od mojego – jak się później okazało, był trochę mniejszy, o około dwa centymetry.

    Zdziwiło mnie też trochę to, w jaki sposób stał. Był skierowany praktycznie pionowo w górę, prawie dotykał jego brzucha – nigdy takiego nie widziałem. Mój był skierowany bardziej poziomo; u facetów w pornosach było podobnie. Szczerze mówiąc, dzięki temu jeszcze bardziej mi się spodobał – był wyjątkowy.

    Przechyliłem głowę, czując, jak serce wali mi w skroniach. Usta miałem suche, język ciężki od niepewności. Najpierw dotknąłem go wargami tuż przy nasadzie, zaraz nad moszną – ledwie muśnięcie, eksperyment. On wstrzymał oddech, a dłonie położył na krześle stojącym za nim.

    Drugi pocałunek był śmielszy. Złożony nieco wyżej. Czułem, że całuję coś twardego, ale jednocześnie delikatnego. Skóra na jego członku była gładka, delikatniejsza niż się spodziewałem, prawie przezroczysta, poprzecinana siecią niebieskawych żyłek. Czułem zapach – zmysłowy, intymny – zmieszany z wonią jego potu.

    Obdarowywałem jego kutasa pocałunkami centymetr po centymetrze, z coraz większą ochotą i podnieceniem. Z determinacją przesuwałem się ku górze, by w końcu dotrzeć do jego zakończenia. W końcu przyłożyłem usta do jego różowej główki. Była zupełnie inna niż reszta – jeszcze gładsza i delikatniejsza, a do tego wilgotna od preejakulatu, który został mi na ustach.

    Gdy oblizałem usta, poczułem jego smak – lekko słony, ale też jakby trochę słodki. Chciałem więcej tego smaku.

    Wziąłem jego ptaka do ręki. Chciałem go trochę odchylić, jednak stał tak sztywno, że nie widziałem, czy mogę.
    – Mogę go trochę odchylić, żeby łatwiej mi było… no wiesz.
    – Trochę tak, tylko nie zbyt dużo, bo będzie mnie bolało.

    Odchyliłem go nieco w dół.
    – W porządku?
    – Tak.

    Teraz, gdy trochę zmniejszyłem kąt, w jakim stał jego penis, mogłem to zrobić. Zbliżyłem się do niego ponownie, objąłem główkę ustami i wziąłem go do buzi – Michał jedynie cicho westchnął.
    Stało się. Miałem w ustach penisa. Teraz już nie było odwrotu. Teraz nie ma żadnych wątpliwości, że to jakaś zabawa. Robiłem loda chłopakowi, uprawiałem seks oralny. Ostateczny dowód na to, że traktuję poważnie to, co jest między nami. I nawet jeśli on tego nie potrzebował, to ja chciałem udowodnić to samemu sobie.
    A samo to udowadnianie było niesamowicie przyjemne i tak podniecające. Ciężko mi opisać, co czułem, gdy po raz pierwszy moje usta przyjęły przyrodzenie innego chłopaka – to ciepło, ten smak, ta faktura na języku. W tym samym czasie czułem, jak mój własny kutas pulsował w gaciach.

    Niestety, nim zdążyłem pomyśleć, co robić dalej, skończyło się tak jak zawsze. Usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Błyskawicznie odskoczyliśmy od siebie, a Michał założył z powrotem majtki i spodenki. Usiedliśmy z powrotem przy biurku, udając zainteresowanie tym, co na nim leżało.

    Po krótkiej chwili drzwi od pokoju otworzyły się, a w progu stanęła mama Michała.
    – Hej chłopcy, jak wam idzie?
    – Dobrze, już prawie kończymy – odpowiedziałem.
    Żaden z nas nie odwrócił się w jej stronę z powodu wciąż widocznych u nas erekcji.

    – Okej, w takim razie nie przeszkadzam wam. A właśnie, Kamil. Zostaniesz na kolacji?
    – Nie. Dziękuję, ale naprawdę muszę wracać zaraz do domu – Nie wyobrażałem sobie, żebym mógł na spokojnie wysiedzieć przy stole po tym co się właśnie wydarzyło. 
    – Rozumiem.

    Drzwi zamknęły się, a my zostaliśmy znowu sami.
    Siedzieliśmy w milczeniu przez chwilę. W końcu stwierdziłem:
    – Dobra, zbieram się. Ale zanim pójdę, muszę zrobić coś jeszcze – nachyliłem się nad uchem Michała.
    On od razu odsunął się jak oparzony.
    – Przestań! Nie teraz, przecież mama jest w domu.
    Zaśmiałem się jedynie cicho.
    – Uspokój się. Chciałem ci tylko coś powiedzieć, a konkretnie dwie rzeczy.

    Michał nadstawił ucha.
    – Po pierwsze – zacząłem z powagą – twój kutas cudownie smakuje.
    Jedyne, co zdołał z siebie wykrztusić czerwony jak burak Michał, to:
    – Zamknij się, głąbie!
    – Hehe, sorki, to było tak dla rozluźnienia sytuacji – po chwili śmiechu kontynuowałem już całkiem na poważnie. – A po drugie… Kocham cię.

    Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
    – Naprawdę?
    – Tak.

    Właśnie to zrozumiałem, gdy spojrzałem dzisiaj głęboko w jego oczy. Zakochałem się w nim. Nie chodziło już tylko o to, że mi się podobał czy podniecał. Czułem do niego coś więcej, coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Po tych wszystkich godzinach spędzonych na rozmowach poznałem go tak, jak nie znałem wcześniej. Był cudownym chłopakiem z marzeniami, planami i świetnym poczuciem humoru. Zrozumiałem, że od jakiegoś czasu nie myślałem już o nim jak o kimś, z kim jedynie upust swojemu pożądaniu . Chciałem wiedzieć o nim jeszcze więcej, chciałem poznać resztę jego marzeń, chciałem, żeby on poznał mnie.

    Gdy wracam myślami do tej pamiętnej imprezy, wydaje mi się nawet, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiem, że to idiotycznie brzmi, zważywszy, że znałem go prawie całe życie. Jednak wtedy, na tej imprezie, zobaczyłem go, jako zupełnie inną osobę. Zobaczyłem go, jako pięknego chłopaka, a nie jako młodszego brata Bartka. Być może na samym początku faktycznie byłem pchany przez nowy zachwyt męską urodą, której wcześniej nie dostrzegałem, i jakąś dziwną potrzebę spróbowania „zakazanego owocu”. Ale chcę wierzyć, że od początku kryło się za tym coś więcej.

    – Ja też cię kocham – Odpowiedział w końcu

    Nasze wyznanie przypieczętowaliśmy krótkim pocałunkiem. Nie był tak głęboki, namiętny i gorący jak wiele poprzednich, ale miał w sobie coś innego. Był pełen miłości.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Han Solo

    Trochę to trwało ale jest kolejna część 🙂

    Następna część będzie finałowa. 

  • Zaczynam zyc na nowo

    Przyjęcie urodzinowe już się skończyło i goście zaczęli wychodzić. Skończyłam właśnie 30 lat a od dwóch jestem wdową. Jacek zginął w wypadku samochodowym koło Wrocławia. Nasi przyjaciele na szczęście nie zapomnieli o mnie i przyszli złożyć mi życzenia. Bardzo nie chciałam by Radek wychodził ale nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. Miałam dosyć tej samotności. W końcu chciałam poczuć jeszcze raz bycia kobietą. Moja cipka domagała się porządnego rżnięcia a ja byłam gotowa poczuć smak spermy innego mężczyzny. Pół przyjęcia myślałam jak sprawić by zostać z nim sam na sam. Desperacko szukałam w głowie słów jakimi mogłabym go zatrzymać. Staliśmy przy drzwiach jeszcze rozmawiając o niczym. Wiedziałam, że na Radka żona nie czeka. Wiedziałam, że ma najbliżej do domu i nie musi się spieszyć. Przecież była dopiero 23°°. Nie wiem co mnie pchnęło ale ze spuszczonym wzrokiem w podłogę zaczęłam swój monolog: – Jeśli każesz mi teraz klęknąć i obciągnąć ci kutasa zrobię to bez słowa sprzeciwu. Jeśli będziesz miał ochotę spuścić się na mnie, nie będę protestowała. Spełnię każdą twoją zachciankę. Jak chcesz będę twoją dziwką, którą możesz ruchać kiedy tylko będziesz miał na to ochotę. Pozwól mi poczuć się kobietą. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę w milczeniu. Ta chwila zdawała mi się ciągnąc godzinami. Przekręcił zasuwkę w drzwiach zamykając je ale nadal nie miałam odwagi popatrzeć mu w oczy. – Renka, zaskoczyłaś mnie. – Przepraszam. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło. – Nie masz za co przepraszać, dziękuję ci za zaufanie. Zawsze mi się podobałaś. Naprawdę chcesz bym traktował cię jak własną dziwkę? – Tak. – Możemy spróbować. Wyprowadzę psa na spacer i za pół godziny będę z powrotem a ty poczekaj na mnie. Wyszedł w pośpiechu a mnie serce zaczęło walić jak młot kowalski. Po paru minutach dotarło do mnie co zrobiłam. Oddałam swoje ciało we władanie tak naprawdę obcej mi osobie. Im dłużej i tym myślałam tym robiłam się bardziej podniecona. Szybki zmieniłam bieliznę i stanęłam przed lustrem. W odbiciu zobaczyłam uległą kobietę. Kobietę, która może zaraz zostać potraktowana jak prawdziwa kurwa i…. nie mogłam się tego doczekać. Radek nawet nie zapukał tylko wszedł jak do siebie. Sprzątałam ze stołu po przyjęciu i aż mi zaczęłyby talerze dzwonić w rękach, które zaraz odłożyłam patrząc na niego. – Poproś mnie bym spuścił się na twoją twarz. Błagaj mnie bym wyruchał twoją dupę. Niby jak mam o to prosić? Nigdy czegoś takiego nie robiłam. Nawet Jacek nigdy nie gościł w moim anusie. Podeszłam do niego i zaczęłam rozpinać jego koszulę. Potem odpięłam pasek i guzik u spodni, które zsunęłam do samej podłogi. Wyprostowałam się i zaczęłam zdejmować stanik i stringi. Stałam przed nim zupełnie naga czekając co będzie dalej. – Pragnę widzieć jak daje ci szczęście. Powiedz co mam zrobić. – Chcę zobaczyć jak przeżywasz orgazm. Chcę byśmy jutro poszli nad rzekę by wszyscy zobaczyli jak pragniesz mojej spermy. Będziesz wykonywać moje polecenia nie oczekując niczego. Zabrzmiało to strasznie. Nie sądziłam by chciał, żeby wszyscy mogli widzieć jak obciągam na ulicy. Nie byłam na to gotowa. Cipka mi pulsowała. Śluz zaczął spływać po udach. Odsunęłam się od niego, postawiłam jedną nogę na krześle i zaczęłam masować podnieconą cipkę. Miał świetny widok jak palce znikały mu w pochwie. Jak pocieram łechtaczkę. Naprawdę nie potrzebowałam dużo czasu by silny orgazm zaczął rzucać moim ciałem. Ciężko oddychając widziałam jak jego kutas rozciąga slipki. – Odwróć się i zrób to jeszcze raz. Bez wahania wykonałam jego polecenie. Wypięłam dupkę i ponownie zaczęłam taniec palcami po cipce. Sama myśl, że on patrzy spotęgował moje podniecenie. Tarłam, szczypałam i gwałciłam swoją cipkę szybko doprowadzając się do ponownego orgazmu. Gdy jeszcze nie doszłam do siebie podszedł do mnie i przytknął mi twardego kutasa do anusa. Zaczął silnie napierać. Widać było, że jest bardzo napalony na tą dziurkę. Mimo naszych wspólnych wysiłków nie udało mu się sforsować zwieraczy. Próbował jeszcze kilka razy ale bez sukcesu. Nie to, że nie chciałam. Bardzo chciałam. Pragnęłam by był szczęśliwy. Pragnęłam by osiągnął swój cel. Nawet nie zwracałam uwagi, że to mnie bolało. Odpuścił. Klęknęłam przed nim i otworzyłam usta. – Proszę cię. Pozwól mi zasmakować twojej spermy. Od bardzo dawna nie czułam jej smaku. Mówiłam to ze szczerego serca. Patrzyłam mu w oczy i pragnęłam by pozwolił mi objąć ustami tego dużego i twardego kutasa. W końcu doczekałam się. Był cudowny, pachniał i smakował wspaniale. Wchodził w głąb ust i było mu nieziemsko. Ssałam go najmocniej jak potrafiłam. Pozwalałam mu by wchodził w moje gardło krztusząc się i śliniąc bardzo. Robił przerwy pozwalając złapać mi oddech. Sama zaczynałam na nowo nadziewać się na niego ustami czerpiąc z tej chwili ile się da. Parę minut później poczułam jak zaczyna pulsować jego kutas. Zawisł nad moją głową i w tym momencie poczułam jak salwy spermy lądują na mojej twarzy. Dla spragnionej kobiety było to tak przyjemne, że dochodziłam razem z nim. Naprawdę w tej chwili czułam się jak dziwka a mimo to byłam mu wdzięczna za te doznania i w duchu miałam nadzieję, że to jeszcze nie koniec tej nocy. Gdy udało mi się chwilę odetchnąć spojrzałam na niego. Robił mi zdjęcia swoim telefonem. Zdjęcia zerżniętej kobiety pokrytej spermą. Nawet nie spytałam po co to robi. Zlizywałam wszystko co spływało mu z czoła. Zgarniałam palcami z twarzy jego nasienie i oblizywałam palce. – Może wystarczy jak na pierwszy raz? Jego głos był spokojny i czuły. – Jeśli każesz mi coś jeszcze to zrobię co zechcesz. – Późno już. Rano muszę iść do weterynarza z psem. – Dziękuję. Wyszeptałam kładąc mu dłoń na ramieniu. – To dopiero początek mała. Jak wrócę chciałbym widzieć na Twojej twarzy zaschniętą spermę i nawet nie myśl dochodzić beze mnie. Uśmiechnęłam się i odprowadziłam do drzwi. – Nie obiecuję. Na pożegnanie uszczypnął moją pierś.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbara Kawa
  • Uzalezniony od zabaw cz. 12

    Monika przez bardzo długi czas miała klucz do mojego mieszkania. Czasami zostawiałem klucz w zamku, żeby w razie, czego nie mogła tak po prostu sobie wejść, ale najczęściej zapominałem o tym. W końcu, co mogło się stać? Drzwi zamykałem na klucz, więc nikt tak po prostu bez mojego działania nie wchodził, a Monika raczej mnie zawsze uprzedzała, że chce mnie odwiedzić. No, parę razy w przeszłości zdarzyło się, że skorzystała z mojego klucza tak po prostu, choć to było w czasie, gdy mieliśmy regularne spotkania na seks bez zobowiązań.

    Przez to też jednego dnia przyłapała mnie na tym, jak spuszczałem się do szklaneczki. Było to może tydzień albo dwa po tym, jak mnie odwiedziła i zjadła jogurt z moją spermą nie wiedząc o tym.

    Monika weszła i zobaczyła mnie nagiego, trzymającego twardego penisa w jednej ręce i szklaneczkę ze spermą w drugiej. Widziała mnie w przeszłości w różnych konfiguracjach: nad sobą, pod sobą, jak masturbowałem się nad jej cyckami, czy też, kiedy ruchałem ją w każdy jej otwór ciała. Tego się chyba jednak nie spodziewała i popatrzyła na mnie z lekkim obrzydzeniem na twarzy.

    “Rozumiem, że mamy różne zboczenia, ale chyba nie chciałeś mi tego zaserwować, kiedy miałam przyjść do ciebie na kawę lub lody?” zapytała mnie po długiej chwili milczenia i patrzenia na mojego kutasa wypluwającego resztki wytrysku z cewki.

    “Nie, bez przesady” odpowiedziałem puszczając penisa “Przecież ty sama bierzesz do buzi, więc jakby co, to mogę ci się spuścić w usta.”

    “Teraz to już za późno, jak widzę” Monika podeszła do mnie patrząc mi w oczy.

    “W sumie to cały czas możesz skorzystać” odpowiedziałem unosząc szklaneczkę ze spermą ku górze.

    “No właśnie. Po co spuściłeś się do szklaneczki?” zapytała mnie moja była bez owijania w bawełnę. Po dłuższej chwili wypaliłem:

    “Nie chciałem bałaganić”

    Monika parsknęła szyderczo.

    “Spuszczaiłeś mi się na cycki, bieliznę, twarz, wlałeś swoją spermę w moją cipkę, dupkę, usta, a nawet kiedyś pobrudziłeś mi włosy podczas wytrysku. Często mi mówiłeś, że jak walisz konia, to kończysz na siebie albo na dłoń, lub do umywalki, potem ścierasz, zmywasz i po sprawie. Nawet mi wysłałeś jakiś czas temu filmik na moje życzenie, jak leżałeś na łóżku i się spuściłeś na swój brzuch i ci spłynęła sperma do pępka. Myślisz, że teraz uwierzę ci w jakieś bajeczki o czystości?”

    “Naprawdę nie chciałem nabrudzić!” zaprotestowałem.

    “I na chwilę przed wystrzałem poszedłeś do szafki i wyjąłeś szklankę, po czym wróciłeś do komputera walić konia?!” weszła mi dziewczyna w słowo.

    “Nieee… Wcześniej sobie naszykowałem” wymamrotałem.

    Monika stanęła bardzo blisko mnie. Poczułem jej dłoń chwytającą mojego półtwardego penisa, a jej język prześlizgnął się po moim uchu.

    “To teraz powiedz mi, na co takiego miałeś ochotę, to może temu jakoś zaradzimy?” usłyszałem jej ściszony głos prosto do mojego ucha.

    “Chciałem coś sprawdzić, ale wstydzę się” odpowiedziałem po chwili wahania.

    Jej ręka na moim penisie zaczęła poruszać się od szczytu po sam korzeń, przez co czułem, że staję się coraz twardszy.

    “Powiedz mi, jakie świństwo chciałeś zrobić?”

    “Byłem ciekawy, jak smakuje własna sperma” wydusiłem z siebie trochę w nadziei, że Monika mnie zrozumie, a trochę będąc przekonanym, że po tych słowach wpadnie w furię, powie, że jestem zboczoną świnią i wyjdzie z mojego mieszkania.

    Jednak zamiast tego, Monika wzięła do ręki szklaneczkę ze spermą, popatrzyła mi z uśmiechem w oczy i jaki dokończyła moje zdanie:

    “Ale jak się już spuściłeś, to ochota na łykanie własnego mleczka przeminęła i nie wiesz, jak to teraz zrobić, aby połknąć?”?

    “Skąd wiesz? zapytałem zaskoczony.

    “Po orgazmie opada ci kutasek, opadają emocje i chęci też opadają.”

    Monika włożyła palec do szklaneczki, włożyła go w pływającą na dnie spermę i zatoczyła nim kilka kółek Wyjęła go i patrząc mi w oczy włożyła do ust i oblizała. Po tym ponownie palec zanurzył się w szklaneczce, a następnie zbliżyła go do moich otwartych lekko z wrażenia ust i przesunęła nim po moich wargach.

    Po tym uklęknęła przede mną i wzięła mojego penisa do ust. Mocno go ssała przez chwilę, a mój kutas twardniał. Po tym jak stał się twardy jak skała, ona wstała na proste nogi i pocałowała mnie z języczkiem.

    “Poczułeś coś?”

    “Nie, poza tym, że mi obciągałaś przed chwilą.”

    “A widzisz. Wyssałam z twojego kutasa resztki spermy, które tam jeszcze były, ale chyba za mało byś ty poczuł. Jednak pocieszę cię. Ja po tym jak dojdę do orgazmu, też nie mam ochoty zlizywać własnych soków mojej cipki z twojego kutasa.”

    To mówiąc odwróciła się do mnie plecami, podciągnęła spódnicę ku górze i zdjęła w dół rajstopy i majtki wypinając się mocno w moim kierunku.

    “Sprawdź, czy jest wystarczająco wilgotna i wsuń go we mnie na chwilkę.”

    Uklęknąłem i polizałem cipkę Moniki, a ona zamruczała.

    “Spodziewałam się palca, ale widzę, że nadal lubisz mnie wylizać.”

    “Ty lubisz kutasy, w ustach, a ja lubię cipki” odpowiedziałem i polizałem ją jeszcze raz lekko rozchylając wargi sromowe, dzięki czemu miałem lepszy dostęp do jej gęstego śluzu, który zaczął zwisać i prawie ściekać na podłogę..

    Po chwili wstałem i wsunąłem w cipkę mojego sztywnego ponownie penisa, a Monika aż stęknęła cicho. Kilka razy wepchnąłem go głęboko po sam korzeń i wyciągnąłem prawie całkowicie. Jednak kiedy chciałem chwycić tę jędrną, wypiętą do mnie dupkę, jej właścicielka się wyprostowała i odwróciła, po czym ponownie uklęknęła przed moim penisem. Chwyciła go w dłoń, ściągnęła napletek, palcem przesunęła po krawędzi zaraz za żołędzią, gdzie zebrało się dużo jej śluzu z cipki. Po tym wzięła ponownie kutasa w usta i poczułem jak szoruje po żołędzi językiem.

    Ponownie wstała i, stojąc blisko mnie, włożyła do moich ust palec ze śluzem z jej cipki.

    “Jak sam mogłeś zauważyć, jak nie jestem po orgazmie, to też lubię swoje soczki. Ty pewnie też, gdyby nie to, że żeby je dostać, to najpierw musisz się spuścić.” Monika mówiąc to, podciągała na swój kształtny tyłek majtki i rajstopy.

    “Chyba, że miałbym w zapasie” powiedziałem jakby na odczepne.

    “Dlatego, żeby cię nie kusiło, twój zapas zabiorę ze sobą” Monika zabrała szklaneczkę ze stołu, na którym ją wcześniej postawiła, i ostrożnie włożyła do torebki.

    “Po co ci moja szklanka?”

    “Znasz zabawę, która się nazywa Krowa Rozpłodowa?” Monika zapytała stając bardzo blisko mnie i ponownie chwytając mojego penisa.

    “Chyba nie?” odpowiedziałem niepewnie.

    “To jutro wieczorem po ósmej przyjdź do mnie. Masz klucz do mojego mieszkania, więc sam się obsłużysz.”

    “Chyba sam wejdę” poprawiłem ją.

    “Nie, nie tylko. Najpierw wejdziesz, a potem się obsłużysz. Tylko pamiętaj: dzisiaj już się ubierz i nie zabawiaj ze sobą, bo byk zarodowy musi mieć dużo spermy.”

    Po tych słowach wyszła z mojego mieszkania, a ja czułem się dziwnie nabuzowany po tym jak na chwilę wepchnąłem z nią kutasa, a teraz stałem bez wytrysku.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max79
  • W jednosci z pnaczami

    Ubrana wyłącznie w szlafrok stałam pośrodku szklarni, przyglądając się wszystkim zgromadzonym z rosnącym niepokojem w sercu. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę… Starałam się nie spoglądać w wielkiej donicy, wokół której przestrzeń pozostawała pusta pomimo panującego w szklarni ścisku.

    – …wiemy, że są niezmiernie rzadkie i występują wyłącznie w lasach tropikalnych, w odizolowanych rejonach – nieopodal do tłumu przemawiała pani profesor Hilary Mavison, błyskając skrytymi za okrągłymi okularami oczami. Blond włosy miała spięte w elegancki kok na czubku głowy, pod narzuconym na ramiona kitlem widniała biała koszula i obcisła, czarna spódnica. – Ten okaz jest jedynym, który udało się sprowadzić do ogrodu botanicznego, dzięki wysiłkom…

    Rzuciłam kątem oka na rzeczony okaz w wielkiej, brązowej donicy. Miał wielkie, trójkątne liście, które rosły jedynie u podstawy, otaczając koroną grupę ni to gałęzi, ni to pnączy pośrodku. Dookoła stały tabliczki z ostrzeżeniami.

    Zadrżałam ponownie. Bałam się, choć to była tylko głupia roślina.

    Wydawała się nie tyle obumarła, co podupadła, jakby przeniesienie jej tutaj z naturalnego środowiska jej nie służyło. Nie wyglądała na coś, co może budzić lęk. Wiedziałam jednak, że prawda jest zgoła inna.

    – … natomiast to, co wyróżnia ją od innych roślin mięsożernych, to że właściwie nie żywi się mięsem. Łapie ofiarę, z reguły ssaka, i za pomocą nieznanych nam jeszcze procesów przepoczwarza jego ciało, tkanki zwierzęce, na roślinne, tworząc swego rodzaju hybrydę zwierzęcia i rośliny.

    Pani profesor zdawała się niespeszona kamerami i tłumem. Świetnie wykorzystywała swoje pięć minut; w końcu nie na co dzień botanik może znaleźć się na pierwszych stronach gazet i zapisać trwale na kartach historii.

    – Odkąd ten okaz pojawił się u nas i zaaklimatyzował, próbowaliśmy podsunąć mu różne zwierzęta. Niestety, bez skutku. Pozostała nam ostatnia próba. Otóż wiodąca hipoteza mówi, że roślina gustuje w naczelnych, a zwłaszcza… ludziach.

    Zatrzęsłam się, czując na sobie natarczywe spojrzenia zgromadzonych oraz wycelowane obiektywy kamer. To było o mnie. Na szczęście nikt nie prosił mnie o wypowiedź. Pani profesor kontynuowała niewzruszonym tonem, poprawiwszy okulary na nosie.

    – Oczywiście takie rozwiązanie, ze względu na swój aspekt moralny, zostało najpierw wnikliwie przedyskutowane przez środowiska naukowe. Spieszę zarazem uspokoić głosy oburzonych i zaniepokojonych: nie dojdzie tu do morderstwa.

    Profesor zrobiła efektowną pauzę, poprawiła ukradkiem swój kok na szczycie głowy. Odchrząknęła, uciszając szemrzący tłum.

    – Dane zebrane z badań nad dziko żyjącymi okazami każą sugerować, że w złapanym zwierzęciu nie całkiem zamiera aktywność neuronów, być może pozostają one w jakiś sposób świadome. Podkreślam to jeszcze raz, drodzy państwo, kafeia nie zabija swej zdobyczy, lecz tworzy z nią jeden, hybrydowy organizm. To proces z pogranicza symbiozy i pasożytnictwa, na który nauka nie ma jeszcze nazwy. Przejdźmy jednak do meritum. Dnia dzisiejszego spróbujemy sprawić, by widoczna za moimi plecami kafeia połączyła się z tą oto ochotniczką. I nie ukrywam tego, co państwo zapewne wiedzą. Carmen, jako moja córka, doskonale rozumie, na co się pisze.

    Stanęła za mną i położyła mi dłonie na barkach. Cała uwaga skupiła się na mnie. Znów wszyscy spoglądali w moją stronę. Zacisnęłam kurczowo dłonie na połach szlafroka, boleśnie świadoma, że nic pod nim nie mam. Jeden ruch i jestem goła.

    A swoją rolę może i rozumiałam. Mimo wszystko czułam się dziwnie z faktem, że oddaje mnie, swoją własną córkę w roli królika doświadczalnego, składa mnie na ołtarzu nauki, byleby dokonać skoku w swojej karierze. Na dobrą sprawę nie wiedziałam, co mnie czeka. Nikt nie wiedział.

    Nikt nie był dotąd świadkiem tego, jak kafeia łapie i łączy się ze swoją ofiarą. Czy czekał mnie ból, podniecenie? Kafeia wkłada w pnącza w różne otwory ciała, możliwym więc było, że zostanę zgwałcona przez tę demoniczną roślinę na oczach kamer.

    Cóż, a już na pewno wszyscy zobaczą mnie nago. Jeśli eksperyment się powiedzie, to moje gołe ciało, zjednoczone z rośliną, nie tylko będzie tu do zobaczenia, ale i trafi do podręczników. Profesor Mavison, nie przestając mnie obejmować od tyłu, odpowiedziała jeszcze na kilka pytań.

    – …jak już mówiłam, możemy jedynie zgadywać, jak przebiega dokładnie cały proces. Jeśli nam się powiedzie, dokonamy przełomu. To… jeżeli nie ma więcej pytań, to myślę, że nie ma sensu dłużej zwlekać.

    Miałam ochotę zapaść się pod ziemię! Patrzyli na mnie wyczekująco, jakby chcieli przebić wzrokiem materiał mojego szlafroka. Nie miałam na sobie nic więcej! Nawet butów czy biżuterii. Mavison nachyliła się ku mnie. Wzdrygnęłam się, gdy jej oddech owiał mój policzek.

    – Carmen, kochanie. To jest ten moment. Zrzuć, proszę, swój szlafrok.

    Jej aksamitny głos zniweczył cały mój opór. Nie chciała dla mnie źle, a ja się przecież zgodziłam.

    – D-dobrze – odparłam posłusznie, boleśnie świadoma, że to jedne z ostatnich słów, jakie będzie mi dane wyrzec.

    Dziennikarze prześcigali się, by zdobyć jak najlepsze ujęcia. A ja z kolei walczyłam z trzęsącymi się dłońmi. Nie chodziło tylko o tę diabelną roślinę; do tej pory nago widziało mnie raptem parę osób, a tu miałam rozebrać się nie tylko przed tłumem osób (z którymi tłoczyłam się w szklarni) ale i przed tysiącami, jeśli nie milionami widzów przed ekranami.

    Mimo wątpliwości moralnych, mimo nagości, mimo potencjalnie brutalnych scen, większość telewizji zdecydowało się transmitować na żywo, przedstawiając całość jako materiał edukacyjny. Niezależnie więc od dalszych wydarzeń, widok mojego gołego ciała pójdzie w świat.

    Rozpięłam pasek, świadoma nieuchronności mojego obnażenia. Profesor Mavison chwyciła mój szlafrok i zdjęła go z moich ramion, po czym podała stojącemu obok asystentowi. Uszczypnęła lekko moją pupę, aż podskoczyłam komicznie.

    – Grzeczna dziewczynka – szepnęła mi na ucho.

    Stałam przed nimi całkiem golutka: drobna blondyneczka o malutkich pośladkach i nieznacznych piersiach, za to wielkich, niebieskich oczach i przestraszonym spojrzeniu na okrągłej, dziewczęcej buzi. Przeszyła mnie fala wstydu i poniżenia. Odebrano mi godność, a nawet wybór, bo przecież ona nie wybaczyłaby mi, gdybym odmówiła.

    Obróciłam się i spojrzałam w jej oczy, niebieskie jak moje.

    – Nie zawiedź mnie córeczko – przemówiła do mnie po raz ostatni.

    Na oczach kamer objęła moje nagie ciało i pocałowała usta. Symboliczna scena: pani naukowiec oddaje swoją córkę w imię nauki.

    – S-spróbuję – przyznałam.

    Głos uwiązł mi w gardle. Przerażały mnie kamery, nagość, kafeia. A ona puściła tylko do mnie oko, jak gdybym szła się zabawić na imprezę.

    – Nie pożałujesz. Pamiętaj, że jeśli ci się uda, to nazwiemy tę kafeię twoim imieniem: Carmen. A teraz idź.

    Pogoniła mnie klapsem na goły tyłek i skierowała w stronę pustej przestrzeni wokół kafei. Pani profesor odeszła na bok, postukując przy tym obcasami. Zostałam sama przed kafeią. Odetchnęłam ciężko. Kamery śledziły moje powolne kroki, jak naga szłam ku roślinie.

    Starałam się oddychać miarowo; niebezpieczeństwo nieprzewidzianych reakcji sprawiło, że nie podano mi żadnych leków uspokajających. Przez ostatnie tygodnie ćwiczyłam za to intensywnie medytację i jogę, a także gimnastykę. Na rozkaz profesor Mavison musiałam dziennie spędzać po kilka godzin związana w niewygodnych pozycjach. Nie miałam pojęcia, czy to wystarczy.

    Wpatrzyłam się w dwa grube pnącza pośrodku, zielony i brązowy, z przerażeniem domyślając się ich przeznaczenia. Otaczały go cieńsze, długie zielone pędy oraz rozłożyste liście. Stałam o krok od kafei, mając ją na wyciągnięcie ręki.

    Zapomniałam o kamerach filmujących mój goły tyłek. Groza bycia tak blisko tej diabelskiej rośliny przerażała mnie na wskroś i sprawiała, że wszystko inne stawało się błahe, nieistotne. Trwałam tak, uwięziona między ludźmi a nią.

    – … podejrzewa się więc, że pierwsze kilka lat roślina rozrasta się i zbiera zapas energii, by zastawić pułapkę na ofiarę. Niewykluczone, że kafeia ma tylko jedną szansę na pochwycenie ofiary i przemianę w zwierzęco-roślinną hybrydę. To tłumaczyłoby rzadkość tego gatunku. Carmen, kochanie, zbliż się jeszcze trochę.

    Niechętnie wykonałam polecenie, stając tuż przy donicy, której krawędź miałam gdzieś na wysokości kolan. Czyżby… czyżby te pędy poruszyły się? Drżałam niekontrolowanie, marząc znów o tym, by znaleźć się gdzie indziej.

    Ale ucieczka równała się konfrontacji z tłumem i kamerami. A ja byłam golusieńka. Wątpiłam, że odzyskam swój szlafrok. Myśl, że już nigdy nie będę mieć na sobie ubrania doprowadzała mnie niemal do omdlenia.

    Prawie pisnęłam, gdy jeden z cieńszych i krótszych pędów musnął moją dłoń, jakby na powitanie. Widownia za mną także to dostrzegła, sądząc po zaskoczonych sapnięciach. Wcześniej kafeia nie była zbyt ruchliwa.

    – I mamy pierwszy kontakt! Jak sugerowałam w swoich pracach, cienkie, zielone pędy mają za zadanie pochwycenie ofiary. Lecz kafeia polega wyłącznie na zasadzce, nie wabi w żaden sposób swych ofiar. Raczej polega na tym, by zwierzę same w nią weszło, nie rozpoznając zagrożenia w poszyciu. Świetnie sobie radzisz, córeczko – pochwaliła mnie, chociaż nic nie zrobiłam. – Wejdź na doniczkę, tylko nie połam liści. Ta roślina jest bezcenna!

    W przeciwieństwie do mojego życia, stwierdziłam gorzko w myślach. Ale teraz nie było odwrotu. Zresztą… Sama fascynowałam się kafeią i nieraz oglądałam z wypiekami na twarzy zdjęcia zrobione dzikim okazom: zielone sylwetki, wygięte w dziwnych pozach i oplecione pędami, jak gdyby natura bawiła się w bondage.

    Nawet kiedy mój udział w eksperymencie został przypieczętowany zgodą komisji etycznej, nie potrafiłam wyobrazić sobie, że i ja tak skończę. Nawet kiedy podczas przygotowania pozwalałam się wiązać w uwłaczających pozach, cierpły moje kończyny i drętwiały mięśnie, to wizja stania się ofiarą kafei wydawała się nierealna i absurdalna. Polubiłam za to wiązanie.

    Wlazłam bosymi stopami na donicę, odnajdując skrawek wolnej przestrzeni. Pędy chyba uniosły się, a jeden nawet otarł o moją kostkę, ale oprócz tego nic się nie działo. Stałam tylko nagusieńka w blasku kamer przy rzadkiej roślinie.

    – Zostań tam! Ta kafeia dużo przeszła. To jest jej ostania szansa. Może jednak potrzebować chwili, by zdecydować się na pochwycenie ofiary. Carmen, dotknij pnia. To ten gruby, brązowy pęd. Pogładź go; wyobraź sobie, że to penis. Proszę się nie śmiać! – fuknęła pani profesor, zachowując śmiertelną powagę.

    Mi wcale nie było do śmiechu. Dotknęłam posłusznie brązowego pędu, wyczuwając pod palcami chropowatą tkankę i wypustki. Jeśli to miał być penis, to był na tyle długi, że mógłby wejść moim tyłkiem, a wyjść ustami. Co zresztą też widziałam na zdjęciach zrobionych w terenie. Mój żołądek skręcał się na samo wspomnienie.

    Póki co jednak kafeia, choć wyraźnie pobudzona i poruszająca cieńszymi, zielonymi pędami, nie wykonała żadnego ruchu, aby mnie pochwycić.

    Uspokoiłam oddech, przechodząc w coś w rodzaju transu. Pozostawało czekać. Kafeia poruszała się ciągle, łaskotała moje nogi. A profesor Mavison ciągle wyjaśniała cały proces, na ile mogła wobec szczątkowej wiedzy, oraz uspokajała zniecierpliwiony tłum.

    – Potrzeba czasu. Ruchy, które obecnie obserwujemy, to i tak prawdziwa sensacja.

    Minął pełen napięcia kwadrans. Zaczęłam odzyskiwać nadzieję. Ta kafeia jest chyba stracona, nie pochwyci już żadnej ofiary. Może zaraz każą mi wrócić, oddadzą szlafrok. Dziennikarze niecierpliwili się; póki co nagrywali małą, gołą dziewczynę, która stała w donicy obok rośliny, i miała w dodatku drobne ciało i znikomy biust. Żaden materiał do telewizji.

    Ktoś zaraz straci cierpliwość i podda się. Nie mogę stać tu wiecznie, nawet jeśli mój trening medytacji zdał rezultat i trwałam niewzruszona, wpatrzona w główne pnącza, brązowy i zielony. Zaraz każą mi zejść, a potem…

    Stało się to w ułamku sekundy. Dostrzegłam tylko zielony błysk pędów i w następnej chwili oglądałam już szklany sufit, wisząc brzuchem do góry. Wydałam z siebie cienki, rozpaczliwy pisk.

    – Niesamowite. Niesamowite! To przełomowy moment – piała z zachwytu profesor Mavison. – Udało się! Dziękuję, córeczko!

    Ja z kolei starałam się pojąć swoją pozycję. Kafeia pochwyciła moje nadgarstki i kostki, wyginając kończyny ku sobie, zaś mój tułów w łuk, prawie że pod kątem prostym. Stąd zalecano joga, gimnastyka i bondage; moje ciało musiało stać się elastyczne do granic możliwości. I tak jęknęłam z bólu. Kafeia trzymała mnie w diablo niewygodnej pozycji. I to już naprawdę był koniec. A może początek?

    – Carmen, nie szarp się! – upomniała mnie pani profesor. – Kafeia dopiero łapie uchwyt! Proszę zostać na miejscach, nie przeszkadzajmy roślinie. To przełom, proszę państwa!

    Tymczasem kafeia nie próżnowała i nie wyglądało na to, by zamieszenie dookoła w jakikolwiek sposób jej przeszkadzało. Kolejne pędy unieruchomiły moje ręce i nogi, niektóre owinęły się wokół talii, jeden nawet wokół szyi.

    Wkrótce poczułam, że nie mogę się poruszyć choćby na centymetr. Kafeia trzymała mocno; może nie na tyle, by zmiażdżyć mi kości czy udusić, ale uniemożliwiała wszelkie próby szarpania się. Pragnęłam wyć z bezsilności.

    Wisiałam nieruchomo, wygięta w majestatyczny łuk, golutka i pokonana. Wcześniejsza nerwowość i znudzenie tłumu przerodziły się w dziką fascynację. Zwróciłam ku nim twarz w ostatnim akcie rozpaczy.

    – Błagam, ja nie chcę. Uwolnijcie mnie!

    To był pierwszy atak paniki. Ostry ton mojej… pani profesor sprowadził mnie na ziemię (nie dosłownie, rzecz jasna).

    – Carmen, zgodziłaś się. Przechodzisz właśnie do historii. Opisz nam, co czujesz. Póki jeszcze możesz.

    W międzyczasie ktoś przypomniał o rozwiązaniach prawnych tym nielicznym, którzy pragnęli mi pomóc. Ich protesty szybko uciszono. Każdy chciał zobaczyć na żywo, czy możliwa jest hybryda człowieka i rośliny. Naga, pochwycona przez tę przeklętą roślinę, nie mogłam liczyć na ratunek z żadnej strony.

    – Boli! – krzyczałam. – Nie mogę się ruszyć.

    – Nie bój się, wkrótce ustanie. Wszystkie badania wskazują wyraźnie na to, że ofiary nie cierpiały, a wręcz przeciwnie.

    Badania na znalezionych, hybrydowych okazach sugerowały, że jeśli zwierzę cokolwiek czuje jeszcze lub zachowuje świadomość, to przeżywa uczucie ekscytacji, ekstazy. Niektórzy podejrzewali nawet, że dochodzi do wielokrotnych orgazmów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, gdzie szły główne pnącza.

    Przeszły mnie ciarki. Najgorsze przede mną. Lub najlepsze, o ile choć ziarno prawdy tkwiło w teoriach o ekscytacji i orgazmach. Do tej pory jednak nie wyobrażałam sobie doświadczania tego na oczy tylu ludzi i kamer.

    Główne pnącza, u nasady grubsze od moich chudziutkich ud, ruszały się pode mną, ocierały w okolicach krocza. Jakby szukały miejsca.

    – Teraz kafeia nie będzie się spieszyć. Ofiara jest pochwycona i ten niebywały manewr musiał kosztować roślinę wiele energii. Trudno ocenić, ile zajmie mu wprowadzenie głównych pnączy. Trzymajmy kciuki, aby to się udało.

    Przełknęłam ślinę. Na dobre czy na złe sytuacja znów uspokoiła się, jedynie tym razem wisiałam wygięta w łuk, bezbronna, unieruchomiona, wydana na łaskę tej przedziwnej rośliny, której nawet do końca nie rozumieliśmy.

    Potrzeba było kolejnego kwadransa, bym poczuła, że kafeia przechodzi do kolejnego etapu, potwierdzając przypuszczenia naukowców.

    – Brązowy pęd zajmie jej łono – znów usłyszałam wyjaśnienia. – Tam zacznie najpewniej proces przemiany i wykorzysta układ rozrodczy do swych celów. Stąd też kafeia preferuje samice.

    Przerażał mnie fakt, że gruby pęd miał wejść w moją kobiecość niczym roślinna karykatura penisa i tam, zamiast nasienia, zagnieździć się w mojej macicy i zacząć zmieniać mnie na swoją modłę. Czułam go już na udzie. Zbliżał się nieuchronnie. I nie tylko on.

    – Zielony pęd z kolei, jak podejrzewa się, pełni rolę jeszcze bardziej fascynującą. Wchodząc przez odbyt, opanuje cały układ pokarmowy i opuszcza ciało ustami. Najpewniej jeszcze dziś ujrzymy tę przemianę.

    Jęknęłam, gdy po chwili pędy zaczęły penetrować moje krocze, obie dziurki naraz.

    – Opisz, jak się czujesz! Mów do nas, Carmen!

    – Ja… Jakby mi ktoś coś włożył. To… Podniecające.

    Naprawdę to powiedziałam? Sama nie mogłam uwierzyć. Bałam się kolejnego ataku paniki, ale nagle było mi wszystko jedno. Przeszył mnie dreszcz, tylko nie strachu, lecz ekscytacji.

    – Naprawdę? – zainteresowała się profesor Mavison. – Czy to coś na kształt gry wstępnej? Tak to widzisz?

    Jak mogła mi zadawać takie pytania, jęknęłam w duchu. Gra wstępna, dobre sobie. Miałam wrażenie, jakby dwóch chłopców weszło we mnie naraz i to w dodatku kiedy wisiałam związana w powietrzu… I na oczach wszystkich. Poczułam narastającą falę podniecenia, której nie zatrzymał strach czy poczucie poniżenia.

    – Trochę jak dwa penisy… – przyznałam, nie zwracając uwagi na kamery. – Ale wchodzą bardzo powoli, są suche i chropowate. I duże, bardzo duże. Och!

    – I sprawiają ci przyjemność? Jak seks? Wiem, córeczko, że nie jesteś dziewicą. Myślisz, że mogłabyś od tego doznać orgazmu?

    Nie czułam już wstydu, moja sfera intymna stała się publiczna. Odebrano mi godność. Byłam jedynie ofiarą nauki. I ofiarą… Nie… Partnerką kafei?

    – Tak, tak… Aaa! – krzyknęłam, bowiem pędy posuwały się dalej. – Jejku, one wchodzą coraz głębiej.

    Oba znajdowały się już jakieś kilkanaście centymetrów w głąb mojego drobnego ciała, pewnie więcej. Osiągały granicę, do jakiej dotarłam z chłopakami i bawiąc się samemu. Brązowy pęd w łonie, który bezpardonowo wszedł w moją skromną kobiecość, dotarł już tak daleko, że wybrzuszył lekko podbrzusze.

    – Czuję… Jakby odrętwienie?

    – Czy to hamuje podniecenie?

    – Nie, wręcz je potęguje! – Dlaczego opowiadałam o tym wszystkim? – Czuję go wyraźnie, ale mogę nic zrobić. Ałaa! Mój tyłek!

    Tymczasem drugi, zielony i równie gruby pęd, penetrował moje pośladki. Bardzo głęboko. Zawyłam, czując, jak rozrywa mi odbytnicę. Lecz nie mogłam się ruszyć, choć wszystko doskonale czułam.

    – Boli! Boli!

    – I wciąż odczuwasz podniecenie? – dopytywała profesor Mavison. Asystent obok niej robił gorączkowe notatki.

    – Ooo tak!

    Przypominało to perwersyjny seks z dwójką facetów, których penisy są tak długie, że nie kończą się, tylko wchodzą i wchodzą. A ja, zniewolona tak ekstremalnym doznaniem, relacjonowałam swoje przeżycia, nie przebierając w słowach.

    – To fascynujące. Kafeia niewątpliwie paraliżuje ofiarę, ale nie znieczula. Pozwala jej wszystko odczuwać i zachować świadomość, może nawet w pewien sposób narkotyzuje, by spotęgować doznania. Mogę się założyć, że w krótkim czasie zobaczymy orgazm u Carmen. Zobaczcie, jak się czerwieni, jaką rozkosz sprawia jej kafeia.

    Niestety miała rację. Kafeia nie potrzebowała gry wstępnej i rzeczywiście robiła coś takiego, że wariowałam z podniecenia. Te dwa pędy były cudne. Przerażało mnie jedynie, jak poczuje się już po szczytowaniu.

    Na razie bez oporów relacjonowałam wszystko na głos, choć oddychało mi się coraz trudniej.

    – On… jakby coś wlewa we mnie! W moją macicę!

    – Istotnie. To początek procesu. Kafeia zajmuje drogi rodne. Czy czujesz odrętwienie w podbrzuszu?

    – Trochę… Czuję, jak on rusza się we mnie. Aaaa!

    Wydałam z siebie skowytu, gdy pęd poruszył się we mnie. Byłam zupełnie bezbronna, związana i sparaliżowana. Kafeia brała sobie moje ciało we władanie. Mój świat wypełnił ból i poniżenie. Oraz niewyobrażalne podniecenie.

    Przez kilkanaście kolejnych minut panowała cisza, wypełniona tylko moimi jękami, stęknięciami i tak dalej. Wszyscy obserwowali urzeczeni, jak kafeia penetruje swoimi pędami moje golutkie ciało.

    Wreszcie doznałam orgazmu, wydając przy tym głośny, przeciągły okrzyk, w którym brzmiało też cierpienie i rozpacz. Nikt chyba nie miał wątpliwości, że nie udawałam. To był krzyk zwierzęcia – suki, nie kobiety.

    Czułam w sobie oba pnącza, w tym jeden już chyba gdzieś w moich jelitach i to było… Cudowne. W miarę jak kafeia przejmowała mnie, godziłam się coraz bardziej z moim losem. Ból co prawda nie znikał, za to stawał się… rozkoszny.

    – Szczytowałaś? Jak oceniasz doznania?

    – Dziesięć na dziesięć! – krzyknęłam bez wahania. – Żaden penis tak nie potrafi.

    O dziwo, nikt się nie zaśmiał, choć nie tak dawno bawiły ich podobne porównania. Zerknęłam ukradkiem na tłum, na którego twarzach przerażenie mieszało się z fascynacją.

    – Wyczuwasz je w sobie? – dopytywała profesor Mavison, cała czerwona na twarz. Trudno powiedzieć, czy tak działał na nią sukces jej wieloletnich starań, czy też seksualne doznania własnej córki.

    – Tak, tak, one…

    Urwałam i zawyłam przeciągle, choć miałam już zdarte gardło. Czułam w sobie pędy i to jak. Mimo orgazmu napięcie nie znikało. Owszem, podczas masturbacji w szczególnie samotne wieczory zdarzały mi się czasem wielokrotne orgazmy, ale to przerastało wszystko. Ledwo doszłam, a chciałam jeszcze. I jeszcze. Pnącza nagrodziły moją uległość przyjemnym skurczem.

    – Pnącza zagnieździły się na dobre i podejrzewamy, że wyjęcie ich teraz było równie niebezpieczne dla kafei, co i naszej ochotniczki…

    – Nie róbcie tego! – krzyknęłam odruchowo.

    Czułam, jak łączą się z moimi wnętrznościami. Teraz można je było wyrwać tylko razem z nimi. Zresztą nie chciałam już, by przestały, chciałam więcej, by penetrowały mnie dalej. Nie liczyły się kamery i życie, które utraciłam. Orgazm, jaki dała mi kafeia, był najbardziej niesamowitym w moim życiu.

    Podczas gdy zielone pnącze pełzło przez moje jelita, pani profesor tłumaczyła strategię kafei.

    – Tak jak podejrzewaliśmy, wykorzystuje układ nerwowy i rozrodczy ofiary przeciw niej. Wręcz je hakuje, można by rzec. Pochwycona zdobycz przestaje czuć strach, jej mózg jest bombardowany doznaniami natury seksualnej, która nie słabną, jak to zwykle bywa z dopaminą. Ofiara nie myśli już o niczym innym, jedynie o penetrujących ją pnączach…

    Nieprawda! Myślałam o innych rzeczach, ale miałam je w tyłku. To znaczy nie obchodziły mnie już, bo w tyłku miałam wielkie grube pnącze i raczej nie pomieściłabym tam nic innego. Nie powiedziałam jednak tego na głos, bo paraliż szedł w górę i ledwie brałam oddech.

    W międzyczasie nadszedł kolejny orgazm. Wyłam i jęczałam znów, gwałcona przez pnącza. Nie wiem, czy to właściwe słowo. Z jednej strony kafeia nie dawała mi wyboru, z drugiej uczucie było tak wspaniałe, że z rozkoszą oddawałam się roślinie, a fakt, że nie miałam żadnej drogi ucieczki, tylko dodatkowo mnie nakręcał. Kafeia nie pytała o moje słowo bezpieczeństwa.

    – Carmen… Możesz jeszcze mówić?

    – T-tak, ale z trudem – przyznałam.

    – Więc kafeia znajduje się blisko przełyku. Wkrótce dotrze do płuc i serca. Jeśli chcesz coś jeszcze powiedzieć, to masz zapewne ostatnią okazję.

    – To najwspanialsze i zarazem najstraszniejsze, czego w życiu doświadczyłam! – z trudem artykułowałam słowa, patrząc prosto w kamery. Potem przeniosłam wzrok na profesor Mavison. Zniknął cały mój żal do niej. – Czy możemy się pożegnać?

    Pani profesor popatrzyła skonsternowana na kafeię. Wyglądało na to, że wszystko szło dobrze i nic już nie zatrzyma rośliny. Wykonała krok ku mnie, idąc przez zastrzeżoną strefę. Byłam tak wygięta, że moja głowa zwisała w dół, widziałam więc jej uśmiech do góry nogami.

    – Jesteś fantastyczna, Carmen. Dziękuję ci za to, że zgodziłaś się na ten eksperyment. Podjęłaś niesamowite ryzyko. I… Ty nigdzie nie odchodzisz. Zmieniasz się, a ja będę przy tobie, opiekując się i badając, ciebie i kafeię. Was.

    – K-kocham cię – szepnęłam.

    – Kocham cię, córeczko.

    Wymieniłyśmy kolejny pocałunek. Długi, namiętny, lesbijski pocałunek na oczach kamer. Incest nie miał znaczenia wobec tego, co robiła kafeia. Ale ja myślałam już tylko o niej. O jej pnączach.

    – Teraz już nic nie mów.

    Palcem trąciła moje wargi i cofnęła się. Po jakimś czasie nadszedł kolejny orgazm. I kolejny. Gubiłam powoli rachubę, związana i penetrowana przez pnącza. Moje golutkie ciało poddawało się, wszelkie instynkty zabijało podniecenie.

    Zdziwiłam się, czując coś w przełyku. Nadszedł finalny akt. Zielone pnącze wychodziło moimi ustami.

    Tłum zelżał, zostali naukowcy, kamery nagrywające na żywo, ale większość odeszła. Ile można patrzeć na gołą, związaną dziewczynę, która doznaje orgazmu za orgazmem i nie ma dość? Ja sama straciłam rachubę przy dziesiątym. Zastanawiałam się, czy ktoś przed kamerami masturbuje się do tego, usiłuje dotrzymać mi tempa.

    – To niesamowite. – Głos profesor Mavison docierał do mnie jakby z oddali. Mimo to trwała wiernie krok ode mnie. Porzuciła kitel i rozpięła kilka guzików koszuli, jakby i było jej gorąco. A może chciała tylko wyglądać atrakcyjnie na historycznych fotografiach. – Nie spodziewałam się, że kafeia będzie powodować aż tak silne doznania. Carmen szczytuje regularnie co kwadrans. Jak w zegarku! Cokolwiek roślina uczyniła z jej układem nerwowym, sprawiło, że wszystkie impulsy skupiają się na podnieceniu, podczas gdy reszta wygasa. Powoli przestaje być człowiekiem.

    Faktycznie, może i czułam wszystko, ale miałam świadomość, że moje organy i mięśnie opanowuje kafeia. Zmysły będą trwać jeszcze trochę, ale i one znikną. O ruchu nie było mowy. Nie mogłam nawet mrugnąć, a moje oczy nawilżał ciągle jakiś śluz, powodujący zielone kontury przy patrzeniu. Umysł także się poddawał. Były tylko myśli o związaniu, pnączach i orgazmach.

    Traciłam rozeznanie w rzeczywistości. Kafeia, jej zielone pnącza i ja, golutka blondynka, stawałyśmy się jednością.

    *

    Nie wiedziałam już, która jest godzina i w ogóle zaczęłam zapominać, jak to jest być osobą. Wiedziałam jedynie, że wiszę związana w tej samej pozycji, a pnącze z moich ust wystaje na kilkanaście centymetrów i ma coś czerwonego na szczycie. W dodatku mrowiło mnie pod skórą. Póki co jednak zdawało się, że zachowuję kolor skóry i nic innego się nie dzieje.

    – Hej, kochanie. Pewnie straciłaś rachubę, ale to trzeci dzień. – Pani profesor podeszła do mnie. – Kafeia zakończyła pierwszy etap i wszystko wskazuje na to, że roślina przejęła wszystkie procesy w twoim ciele i nimi koordynuje. Dostarcza ci też składników odżywczych i przemienia dalej twe ciało. Choć monitorujemy to już tylko po twojej aktywności mózgu, ale widzimy, że jeszcze odbierasz bodźce i myślisz… I dostajesz orgazmów. Proces zwolnił z jednego co kwadrans na początku do jednego co dwie godziny… co nie zmienia faktu, że muszą być szalenie przyjemne. Prawda?

    Dwanaście orgazmów na dobę. I wciąż miałam ochotę na więcej. Bez znaczenia był czas czy świat zewnętrzny. Nie mogłam się nudzić, bo nie umiałam myśleć o niczym innym. Kafeia zabijała powoli mój umysł.

    – Zobacz, tak teraz wyglądasz.

    Pokazała zdjęcie, jaki mi zrobiono. Widziałam nagą, drobną blondyneczkę w uchwycie pnączy, które obwiązywały jej nogi, ręce, talię oraz szyję. Dwa grube pnącze wchodziły w jej tyłek i waginę. Miała szeroko rozwarte, zielone oczy. Nie tylko same tęczówki, ale całe były jednolicie zielone.

    – Widzisz to czerwone? Kafeia… Ty… Wy! Będziecie miały kwiatek.

    Gdybym mogła, mruknęłabym ze zrozumieniem. Może nawet ucieszyłabym się. Kafeia odzywała się w moich wnętrznościach. Nieustannie penetrowane odbyt i wagina wypełniały sensacje. Nadchodził kolejny orgazm.

    Przyglądała mi się, dzięki monitorującym mnie urządzeniom widziała, że znajduję się w apogeum rozkoszy. Strach i wstyd zostały wycięte z mojego umysłu. Profesor Mavison przyglądała mi się uwagą i wodziła opuszkami palców po obnażonej skórze. Przeżywała orgazm razem ze mną, choć chyba rozczarował ją nieco fakt, że jej dotyk i obecność nie zmieniły nic na wykresach.

    Mnie już oglądać i macać ktokolwiek, miałam to gdzieś.

    Potem z asystentką badały moje malutkie piersi. Czułam w nich bolesne szarpanie od jakiegoś czasu. Piekły zwłaszcza sutki. I nie chodziło tylko o przyjemność. Kafeia miała jakieś zamiary wobec mego skromnego biustu.

    *

    Piątego dnia sutki eksplodowały niewyobrażalnym bólem i jak się dowiedziałam, pojawiły się tam pączki. Wyglądało na to, że z kafeią będziemy miały trzy kwiatki.

    Traciłam powoli poczucie z rzeczywistością, a pani profesor wyjaśniła mi, że moje organy najpewniej nie przypominają już ludzkich, choć od zewnątrz nie było widać wielu zmian.

    Z kafeią utworzyłyśmy bliską parę. Zaczynałam odczuwać jej pnącza i resztę rośliny, która nie dotykała mnie czy nie tkwiła we mnie. Każdy orgazm przeżywałam jak stosunek z wieloletnim kochankiem, a nie rośliną, która też zdawała się czerpać z tego przyjemność.

    Mimo to orgazmów było mniej, przychodziły co około sześć godzin (według wyliczeń naukowców, bo ja dawno temu zapomniałam, co to czas). Łaknęłam ich niczym najgorsza dziwka. Chciałam, by przychodziły co chwilę. Choć fakt, nie nudziłam się już jak człowiek i wiedziałam, że to ostatnie dni, gdy myślę jak zwierzę.

    Siódmego dnia zakwitłyśmy i się dostałam kolejne zdjęcie. Od poprzedniego różniło się jedynie trzema kwiatami; jeden wychodził z moich ust, dwa wyrastały z sutków. Oprócz tego pnącza oplatające mnie wrastały w skórę. Byłyśmy nierozdzielne.

    *

    Kafeia chyba jakoś odbierała moje myśli i pragnienia, bo dała się przekonać do większej liczby orgazmów. Raz dziennie wchodziłyśmy w tryb, w którym szczytowałam raz za razem, a badacze łapali się za głowy, widząc te skoki.

    – Widzę, że dobrze się bawicie. – powiedziała wtedy pani profesor, podziwiając moje kwiaty. – Ale wiedz, że kafeia przeszła do następnej fazy. Jeszcze trochę i staniecie się kompletną hybrydą…

    Za moją milczącą zgodą przyłączyła się do nas pewnego razu. Wygoniła ze szklarni dziennikarzy i cały swój zespół. Rzadko byłyśmy same z kafeią podczas dnia, gdy odwiedzało nas tysiące osób. Tym razem była tylko profesor Mavison.

    Rozebrała się do naga i siadła na taborecie przed nami. Kiedy weszłyśmy w tryb szaleńczych orgazmów. Masturbowała się razem z nami za pomocą wibratora i choć starała się ze wszystkich, to nie miała szans za mną nadążyć. Wreszcie i ona doszła wspólnie ze mną, co widziała na wykresie, ale ja miałam już za sobą kilkanaście orgazmów.

    *

    Nadszedł dzień, że przestałam odczuwać orgazmy. Raczej było tak, że jeszcze aktywna część mózgu w nocy odpoczywała, w dzień zaś znajdowała się w stanie permanentnej ekstazy.

    Mówiono mi, że to odczyty podobne do tego, co widziano u dzikich okazów i oznaczało to, że przemiana dokonała się. Rozkosz była stanem, nie doznaniem. Jednocześnie podobno całe moje ciało robiło się zielone, nawet włosy. Ale coraz mniej docierało do mnie z doniesień, przekazywanych mi codziennie przez profesor Mavison.

    Wreszcie moje ciało zdobyło się na ostatni ruch. Oczy zaczęły się domykać, coś mówiono, ale ja traciłam i słuch. Nie umierałam jednak. Ja i kafeia stawałyśmy się jednością w pełnym tego słowa znaczeniu.

    *

    Profesor Hilary Mavison patrzyła z fascynacją na zielone, golutkie ciało, stanowiące całość z rośliną. Dwa tygodnie, tyle potrzebowała kafeia.

    Zamarła w tym samym łuku, do którego roślina zgięła ją pierwszego dnia. Pnącza oplotły ręce i nogi, wczepiając się w skórę, z ust i piersi wychodziły czerwone kwiaty. Oprócz nich cała była zielona; ani skóra, ani włosy, nie zachowały dawnego koloru. Pozostały jedynie zgrabne, dziewczęce kształty, uwiecznione w nagiej, zielonej rzeźbie.

    Głaszcząc czule szmaragdową skórę, w dotyku podobną bardziej do łodygi rośliny, profesor nie czuła żalu. Wiedziała, że to co, czym niegdyś była Carmen, czuło teraz tylko i wyłącznie rozkosz związaną z oplatającymi ją i penetrującymi pnączami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sophie Nylon