Author: admin

  • Slowenia LOVE

      Już w maju, jeszcze w trakcie szkoły, wiedziałem, że pojadę z rodzicami na dwa tygodnie do Słowenii. Dla siedemnastolatka to zwykle atrakcyjna propozycja na dwutygodniowe wakacje. Rodzice zrobili rezerwację jeszcze w kwietniu i czekaliśmy na wyjazd. Połowa lipca, samochód gotowy, wszystko spakowane, dokumenty w komplecie – jedziemy!
    Droga z południa Polski nawet nie była taka męcząca, około siedemnastej tata zatrzymał samochód przed bramą domku, klucze wyjął ze skrytki i wjechaliśmy na podwórko. Domek dwukondygnacyjny, trzy sypialnie, kuchnia, ogródek, grill na zewnątrz – byłem bardzo zadowolony. Na dodatek, byliśmy na skraju miasteczka, po wyjściu w lewo, za sto metrów, był już tylko las, w prawo natomiast szło się do miasteczka. Po rozpakowaniu się, pierwsze co zwykle robimy w takich miejscach to oczywiście zwiedzanie okolicy i wstępna lokalizacja sklepów, restauracji, zabytków i innych ciekawych miejsc. Dla mnie najważniejszy był … basen na wolnym powietrzu, zlokalizowany około osiemset metrów w linii prostej od naszego wynajętego domku. Miasteczko niewielkie, zapewne więcej teraz było w nim turystów niż stałych mieszkańców. Pogoda super, długie dni, słońce, zapowiadało się super!
    Drugiego dnia rodzice wybrali się na zakupy, a ja o dziesiątej podreptałem, jak się pewnie domyślacie, na basen.
    — Sławek, masz tutaj coś na przegryzkę gdy będziesz na basenie – powiedziała mama i wręczyła mi pudełko z kanapkami i dużą butelkę wody mineralnej. — I nie wychlap całej wody z basenu!
    Basen, to pełnowymiarowy obiekt, wokoło trawniki i parasole, na miejscu wypożyczalnia leżaków. Skąd moja pasja do basenu? Trenuję pływanie i woda jest moim żywiołem.
    Wybrałem sobie miejsce około piętnaście metrów od brzegu basenu, rozłożyłem swój koc i nasmarowałem się kremem, bo słońce było naprawdę mocne. Nie brałem ze sobą żadnych wartościowych przedmiotów, więc mogłem pływać do woli.
    Wskoczyłem do basenu, woda była w sam raz, zrobiłem od razu kilka długości basenu, raz żabką, potem crawlem i na koniec grzbietowym. Po tej rozgrzewce wróciłem do mojego kocyka, dziesięć metrów dalej, jakieś dwie dziewczyny grały piłką plażową, śmiały się, biegały – młodość w całej krasie. Młodsza, ubrana w strój jednoczęściowy, starsza również blondynka w dwuczęściowy, widać było, że to siostry. Dobiegały do mnie radosne śmiechy, dopiero wtedy stwierdziłem, że to polki. Po drugiej turze pływania gdy wracałem do bazy, usłyszałem:
    — Laura, Matylda, idę popływać, pilnujcie naszych rzeczy — krzyknęła zgrabna babka w średnim wieku.
    Powłóczyłem za nią wzrokiem gdy szła do basenu, bo naprawdę atrakcyjna z niej była kobieta.
    Poopalałem się trochę, więc przyszedł czas na kolejną rundkę. Wskoczyłem do basenu i zrobiłem pięć pełnych rundek. Gdy wychodziłem z wody, na brzegu stała matka Laury i Matyldy.
    — Bardzo ładnie pływasz — stwierdziła.
    — Dziękuję bardzo, woda to moja pasja — odpowiedziałem — a Pani ślicznie wygląda.
    — Dziękuję ci bardzo — odparła zaskoczona. — Dawno nie usłyszałam takiej opinii o mnie. Cenię sobie odwagę i bezpośredniość.
    Wróciłem na koc i patrzyłem potem na zgrabny tyłeczek idącej sąsiadki. Po chwili podeszła do mnie.
    — Mogę mieć prośbę? — spytała. — Chciałabym z córkami pójść do basenu, czy mogłabym cię prosić o przypilnowanie naszych rzeczy? Przeniesiemy się bliżej ciebie, żeby nie sprawiać ci dużego problemu.
    — Oczywiście, nie ma problemu, przypilnuję, proszę cieszyć się dobrą pogodą — odparłem.
    Po chwili ich dwa koce były blisko mojego.
    — Dziękuję bardzo — odezwała się młodsza dziewczyna – mam na imię Laura, a to moja starsza siostra Matylda.
    — Cześć — odpowiedziałem — ja jestem Sławek, miło mi was poznać. Widzę, że wybraliśmy ten sam kierunek na wakacje. Jak długo jeszcze będziecie?
    — Jeszcze tydzień — odpowiedziała tym razem Matylda. — Świetnie pływasz, wiesz?
    — Już wszyscy wiedzą, że dobrze pływam? — zaśmiałem się. — Dziękuję, ty pewnie też dobrze sobie radzisz?
    — Mama pływa dobrze, ja średnio, a Laura dopiero się uczy — odparła Matylda. — Właśnie idziemy na kolejną lekcję.
    — Trzymam kciuki za efekty — powiedziałem.
    Patrzyłem teraz na trzy zgrabne dupeczki, które szły w kierunku basenu. Musiałem się szybko obrócić na brzuch, żeby nie było widać efektów obserwacji.
    Po dwudziestu minutach wróciły i mama wycierała ręcznikiem Laurę.
    — Wytrzesz mi plecy, proszę? — usłyszałem.
    Podniosłem głowę, nade mną stała mokra Matylda, ze wzrokiem skierowanym na mnie.
    — Jasne, daj ręcznik — odpowiedziałem wstając z koca.
    Matylda była o głowę niższa ode mnie, wręczyła mi ręcznik i obróciła się plecami. Kilkoma szybkimi ruchami wytarłem jej plecy.
    — Niżej też możesz — oznajmiła o dziwo, a nie spytała.
    Zawahałem się zaskoczony propozycją, ale po chwili wycierałem jej pupę i uda.
    — Dziękuję — odpowiedziała z kokieteryjnym uśmiechem.
    — Matylda, ale sobie dogadzasz — skomentowała mama — ja ci już nie wystarczam?
    — Wiesz, to nie to samo — odparła i zamrugała rozkosznie powiekami.
    Zaczęliśmy rozmawiać o wakacjach, pogodzie, naszych rodzinnych stronach, kto z kim i na jak długo.
    Mieszkają w Katowicach, samotna mama po rozwodzie, wychowuje dwie córki. Powiedziałem im, że przyjechałem na dwa tygodnie z rodzicami, a w Polsce mieszkamy w Krakowie.
    Pożegnałem się z nimi serdecznie, bo musiałem zdążyć na obiad, a była już godzina trzynasta.
    — Do zobaczenia! — krzyknęły jedna przez drugą obie dziewczyny i ich matka.
    Pomachałem im i wróciłem do domu. Opowiedziałem rodzicom o spotkaniu rodaków z Katowic, potem zjedliśmy obiad w upatrzonej dzień wcześniej restauracji. Około piętnastej poszliśmy na spacer do lasu, potem opalanie w ogródku i leżakowanie.
    Na drugi dzień, poszedłem około dziewiątej nad basen. Rozglądałem się wokoło w poszukiwaniu wczorajszych znajomych. Tym razem były po drugiej stronie basenu. Podszedłem bliżej.
    — Czy to miejsce jest wolne? — spytałem.
    — Ooooo, dzień dobry, zapraszamy — odpowiedziała mama — miło cię znowu widzieć. Moje dziewczyny cały wieczór tylko o tobie gadały, wpadłeś im w oko.
    Byłem zaskoczony, tym bardziej, że dziewczyny po zdawkowym „cześć” wpatrywały się we mnie.
    — Cześć dziewczyny — odparłem — co robicie dzisiaj po południu, może dacie się zaprosić na lody?
    — Jasne!! — krzyknęły obie. — Mamo, możemy? Prosimy!
    — Skoro chcecie, to ja wam nie zabronię — odpowiedziała. — To może o siedemnastej, koło pomnika na rynku miasteczka?
    — Super, będę na pewno — odpowiedziałem.
    I tak zaczęła się nasza nastoletnia znajomość. Po lodach w centrum, przyszła kolej na wspólną pizzę, wspólne gry piłką na basenie, gra w badmintona i to co najważniejsze, naukę pływania. Mogłem przy zabawach w basenie oglądać ich jędrne ciała, nawet dotykać ich, gdy podtrzymywałem je dłońmi, aby nauczyć odpowiedniej postawy lub skorygować nawyki.
    Po trzech dniach byliśmy kumplami. Chciałem teraz dzielić czas, pomiędzy wspólne wypady z rodzicami i spędzanie czasu z dziewczynami.
    — Może wpadniesz do naszego domku na grilla? — spytała przy pożegnaniu mama dziewczyn. — Moje córki cię uwielbiają, zrobiłbyś im wielką niespodziankę, … mnie zresztą też.
    — Chętnie, obie to super dziewczyny! — odpowiedziałem bez namysłu. — Może jutro o dwudziestej?
    — Będziemy czekać na ciebie — odparła mama dziewczyn.
    — Jutro jadę z rodzicami do skansenu, potem do muzeum, ale na dwudziestą będę na pewno — stwierdziłem. — Jaki adres?
    Zaopatrzony w karteczkę z adresem, wróciłem do domu i ustaliłem z rodzicami plan na kolejny dzień.
    Zgodzili się bez problemu, byli zachwyceni, że znalazłem sobie bratnie dusze.
    — Jeśli chcesz, to możesz posiedzieć z nimi dłużej — podsumował ustalenia tata.
    Punktualnie o 20:00 kolejnego dnia, zjawiłem się pod wskazanym adresem. Gdy tylko przekroczyłem bramkę posesji, zauważyłem jak w moim kierunku lecą pędem Laura i Matylda. Rzuciły mi się na szyję, o mało co by mnie nie wywróciły.
    — Cześć dziewczyny — ledwo wydałem z siebie głos.
    Gdy puściły mnie w końcu, przywitałem się z ich mamą.
    — Wszystko przygotowane, możemy grillować! — oznajmiła mama dziewczyn.
    Poszliśmy do ogródka i siedzieliśmy tam przez trzy godziny, atmosfera była wesoła, jedzonko pyszne, czułem się wspaniale. Zorientowałem się, że jest dwudziesta trzecia i chciałem się żegnać, ale wtedy usłyszałem:
    — Może zostaniesz u nas na noc, dziewczyny będą spać razem, wtedy jeden pokoik będzie do twojej dyspozycji.
    Zastanawiałem się chwilę, kusiło mnie, żeby spędzić z nimi więcej czasu.
    — Będzie mi bardzo miło, dam tylko znać rodzicom sms-em, że zostaję — odparłem.
    Posprzątaliśmy w ogródku, pomyliśmy naczynia, wtedy głowa rodziny zarządziła z uśmiechem:
    — Teraz kąpanie i do łóżek!
    Kolejno korzystaliśmy z łazienki i szliśmy do salonu. Ostatnia wykąpała się mama. Gdy wróciła w szlafroku, podeszła do mnie i na ucho powiedziała szeptem:
    — Nie zdziw się, jeśli przyjdą do ciebie w nocy, pamiętaj tylko, że Laura jutro dopiero skończy 15 lat.
    Popatrzyłem na nią zaskoczony, ale wtedy ona pogłaskała mnie po twarzy, uśmiechnęła się ślicznie i weszła do swojego pokoju. Dziewczyny poleciały na górę do pokoju Matyldy.
    Kurczę, zatkało mnie, przecież nie wiedziałem że spędzę tu noc, noc w pobliżu trzech kobiet w zasięgu ręki. A każda z nich ponętna, zgrabna i piękna.
    Jako mężczyzna – Co mam teraz zrobić? Co powinienem zrobić? Co chciałbym zrobić? – biłem się z myślami.
    Zwyciężył czysto męski pociąg do kobiety, ale i rozsądek w wyborze. Mama dziewczyn to piękna i seksowna kobieta, nie wybaczyłbym sobie, gdybym taką okazję odpuścił. Zapukałem cichutko do jej drzwi, otworzyła je powoli całkiem naga kobieta, wyciągnęła do mnie dłoń i pociągnęła do środka.
    — Ciekawa byłam bardzo, gdzie pójdziesz — wyszeptała. — cieszę się, że to mnie wybrałeś.
    Zrzuciłem szybko spodenki i przytuliłem się do cudnego ciała. Piersi rozpłaszczyły się nieco na mojej wyrzeźbionej wodą klacie pływaka, moje dłonie powędrowały od razu na jej pośladki. Masowałem je zachwycony i całowaliśmy się chwilę.
    — Jesteś pięknie zbudowany — powiedziała głaszcząc mnie po klacie i pupie. — Będę do ciebie mówiła Sławek.
    Nie mówiłem nic, tylko poprowadziłem ją za rękę do łóżka, leciutko pchnąłem, a ona usiadła najpierw, a potem położyła się na plecach. Gdy rozszerzyła nogi, ujrzałem wygoloną dorodną cipkę, która jakby zapraszała mnie do zabawy. Mój penis uniósł się w górę.
    — Mam na imię Sylwia, o ile to cię w ogóle interesuje — powiedziała cichutko.
    Klęknąłem pomiędzy jej rozwartymi nogami i wsadziłem głowę pomiędzy jej uda, aż moje usta znalazły się w pobliżu szparki. Pachniała cudownie, była świeżutka, czyściutka, przekrwione wargi w kolorze różowego wina rozłożone jak skrzydełka motyla i uwypuklona kuleczka powyżej.
    Pocałowałem cipkę, a Sylwia zadrgała całym ciałem, potem zacząłem lizać najpierw lewy płatek, potem prawy, następnie lekko otwartą szparkę i w końcu łechtaczkę. Kolejne kontakty mojego języka z różowymi elementami cipki były losowe. Smakowała tak jak wyglądała, czyli wspaniale. Czułem, jak przytrzymuje dłonią moją głowę, wciskając niemal moje usta do szparki, a ja całowałem ją i lizałem. Czułem, że mój penis nabrzmiał jeszcze bardziej, teraz już nie cofnę się na pewno !
    Przytknąłem czubek do wejścia i pchnąłem biodra lekko do przodu. Penis zanurzył się troszkę, wtedy obiema dłońmi zacząłem pieścić jej duże piersi. Miętoliłem je z radością, a mój penis wnikał coraz głębiej i głębiej. Sylwia stękała seksownie i pojękiwała. Nie przerywając miętoszenia piersi, zacząłem penetrować mokrą i soczystą szparkę. Uniosłem jej nogi, kolana wylądowały przy głowie, teraz widziałem dokładnie, jak mój penis wchodzi i wychodzi z cipki, cały mokry od jej soczków. Przyspieszyłem penetrację, Sylwia wchodziła na coraz wyższe obroty. Stękała głośniej i częściej, przez jej ciało co jakiś czas przechodziły drgawki. Ja też byłem już mocno podniecony, ale penis ani razu nie wyszedł na zewnątrz. Dodałem teraz jeszcze pobudzanie paluszkiem łechtaczki. Sylwia nie wytrzymała dłużej i po chwili eksplodowała głośnym orgazmem i drgawkami. Dla mnie to był impuls, aby finał stał się faktem.
    — Tylko nie do środka, proszę — szepnęła Sylwia.
    Zrozumiałem, wyciągnąłem penisa w ostatniej chwili i wystrzeliłem pierwszą salwę, trafiła na piersi, kolejna utworzyła jeziorko na jej brzuchu, które rosło w miarę dolewania kolejnych wytrysków. Krzyknąłem dość głośno, wtedy Sylwia zatkała mi usta dłonią.
    — Obudzisz dziewczynki — szepnęła.
    Po wystrzeleniu ostatniej salwy, padłem zmęczony na jej brzuch, czując jak mokro jest teraz w tym rejonie. Ale nie obchodziło mnie to, byłem spełniony, zadowolony i szczęśliwy.
    Leżeliśmy tak kilka minut, aż nasze oddechy wróciły do normy.
    — Ty jesteś seksualny tygrys! — powiedziała Sylwia. — Chyba nikt do tej pory mnie tak nie przeleciał, jak ty dzisiaj. To było szalone, to było cudowne!
    Zaczęła lizać mnie po klacie, spijając spermę. Nie opierałem się, wie przecież co robi.
    — Jesteś niesamowicie seksowną kobietą — odpowiedziałem. — masz pewnie dwa razy więcej lat niż ja, ale teraz zrozumiałem, że to doświadczenie w seksie jest kluczowe.
    — Wiek nie jest ważny, ani mój ani twój — odparła. — namiętność jest kluczem, do tego kultura osobista i umiejętne podejście do partnerki. Z tych elementów tworzy się namiętny seks, który kobieta pamiętać będzie cale życie. Nic na siłę, jeśli dasz jej satysfakcję i wspomnienia, zgodzi się na wiele, możesz mi wierzyć. Ty zapunktowałeś u mnie na maxa.
    Opowiedziała mi wtedy historię jej związku, którego owocami są Matylda i Laura. Jej mąż zostawił ją cztery lata temu, ot tak, zadzwonił, że ma inną kobietę, zgodzi się na rozwód i będzie płacił alimenty.
    I tyle, koniec, po prostu koniec. Od czterech lat miała jakieś przelotne znajomości, ale nie miały dla niej większego znaczenia. Czasami hormony górowały, bo organizm potrzebował seksu.
    — Ale ja też jestem przecież przelotnym partnerem — powiedziałem — raczej nie wyjdziesz za mnie za mąż?
    — Sławek, wiedziałam co robię, jestem dorosłą kobietą — odpowiedziała — wiem jak będzie, ale nie żałuję ani sekundy tej nocy. Będę miała cudowne wspomnienia. Seks ze wspaniałym mężczyzną, bo że masz dopiero 17 lat nie ma znaczenia, jesteś mężczyzną, nie to co mój były mąż, który okazał się szczawiem po prostu.
    — Dziękuję, to dla mnie bardzo cenne słowa, tym bardziej, że wypowiedziała je mądra i dojrzała kobieta — odpowiedziałem.
    Poszliśmy szybciutko do łazienki, a po prysznicu wróciliśmy do łóżka Sylwii. Wtuleni w siebie zasnęliśmy dość szybko.
    Rankiem obudziły mnie głośne rozmowy dziewczyn. Dostrzegłem w drzwiach postać Laury, która zawróciła i wyszła. Po chwili do pokoju weszła Matylda, bez pukania.
    — Mamo, Sławka nie ma w pokoju! — krzyknęła i zastygła w bezruchu z otwartą buzią — Aaaacha, tutaj jesteś! Byłeś tutaj całą noc?
    — Matylda, jesteś mądrą dziewczynką, to co teraz powiem, zachowaj dla siebie, dobrze? — poprosiła Sylwia. — Sławek spędził ze mną noc, nic w tym zdrożnego, tak czasami bywa między mężczyzną i kobietą. Nie zabrałam go wam, …  pożyczyłam go sobie na chwilę, a była to piękna chwila, uwierz mi. Kiedyś to zrozumiesz moja córeczko.
    Matylda spuściła głowę i spytała nadąsana:
    — Sławek, aaa … do mnie też przyjdziesz? Chciałabym mieć też, taką … piękną chwilę jak mama.
    — Matylda, zachowałaś się jak mądra, dorosła kobieta, myślę, że Sławek to doceni — odparła Sylwia — Ale decyzja należy do was, moi dorośli nastolatkowie, ja wam … nie zabronię.
    Teraz obie pary oczu skierowane były na mnie. Jasny gwint, co ja mam teraz zrobić?? Nie chciałbym urazić żadnej z nich, ale jak tego dokonać?
    — Matylda, jesteś tego pewna? — spytałem grając na czas.
    — Tak, jestem pewna, mam 17 lat i … chcę mieć w końcu tę piękną chwilę — odparła zdecydowanym głosem.
    Popatrzyłem na Sylwię, kiwnęła niezauważalnie głową. Zamyśliłem się.
    — I jak Sławek? — dopytywała Matylda.
    — Jeśli Sylwia, … przepraszam, twoja mama nie ma nic przeciwko, to … spełnię twoje marzenie — wydukałem.
    Pamiętam, że najpierw dostałem całusa w policzek od Sylwii, a potem dobiegła do mnie Matylda i dostałem całusa w drugi policzek.
    — Super, to teraz wam nie przeszkadzam, ale dzisiaj wieczorem przyjdziesz do mnie, dobrze ?
    — Matylda, jedno pytanie — odezwała się Sylwia. — Czy mówiąc „chcę mieć w końcu tę piękną chwilę” sugerujesz, że jesteś jeszcze … dziewicą? Nie uprawiałaś jeszcze seksu?
    — Tak, bo co, to źle? — spytała obruszona. — Koleżanki już dawno mają to za sobą, mam być gorsza?
    — Ależ ja cię nie oceniam kochanie, tak tylko pytam — odpowiedziała spokojnie Sylwia.
    Wstała z łóżka, nie bacząc że jest golutka i przytuliła Matyldę.
    — Nie ma żadnej reguły, nie ma lepszego czy gorszego wieku aby zacząć uprawiać seks — wyrecytowała — to jest cudowne przeżycie dla każdego, nie oceniam cię córciu moja kochana.
    Matylda uśmiechnęła się wtedy, obróciła na pięcie i poleciała na górę do pokoju.
    — A co jeśli przyjdzie jeszcze … Laura z podobną propozycją? — spytałem szeptem Sylwię z obawą w głosie.
    — Jak je znam, to na pewno Matylda już opowiedziała wszystko Laurze i za chwilę, na pewno przyjdzie tutaj młodsza — zaśmiała się Sylwia — bądź nadal mężczyzną i zrozum potrzeby kobiet.
    Minęły może trzy minuty i do pokoju wpadła Laura.
    — Matylda wszystko mi opowiedziała!! — krzyknęła już w drzwiach pokoju. — Ja też chcę!!
    — Laura, ale ty jesteś chyba za młoda? — odparłem zaskoczony.
    — Wcale nie, dzisiaj skończę piętnaście lat i jestem gotowa! — odparła Laura tonem bez sprzeciwu.
    — No i tutaj ma rację, biorąc pod uwagę literę prawa — skomentowała Sylwia.
    — To mi nie ułatwia zadania — odparłem zdezorientowany.
    — Proszę, proszę, kochaj się ze mną też — prosiła Laura — czemu z nimi się kochasz, a ze mną nie chcesz? Jestem gorsza, czy co?
    — Daj mi czas do namysłu — odpowiedziałem w końcu — dam ci odpowiedź wieczorem, dobrze?
    — Dobrze, dobrze, dobrze! — zawyła z zachwytu Laura.
    — Dobra dziewczyny, dajcie już spokój, jemy śniadanie, a Sławek idzie do domu — zdecydowała Sylwia.
    Ubrałem się i wróciłem do siebie. Rodzice spytali czy dobrze się bawiliśmy, potwierdziłem i nie pytali o szczegóły, a ja nie byłem skłonny dzielić się z nimi, moimi nowymi doświadczeniami. Ciekawy tylko byłem, czy domyślali się, po co zostałem na noc u obcych ludzi, trzech kobiet w różnym wieku.
    Z Sylwią i dziewczynami umówiłem się na dziewiętnastą tym razem, żebym wrócił do domu przed dwudziestą trzecią.
    Dzisiejsze plany pobytu z rodzicami nagiąłem tak, żeby być o dziewiętnastej u moich cudownych kobiet. Dojazd samochodem i wycieczka nad jezioro plus wyjście na mały zameczek. Było fajnie, ale cały czas moje myśli wracały do nocy z Sylwią i dzisiejszego spotkania z trzema pięknościami.
    Punktualnie o siódmej wieczorem przekroczyłem bramkę, dziewczyny sterczały w oknach, a Sylwia w drzwiach domu. Przywitałem się najpierw z Sylwią, która pocałunek w policzek szybko zamieniła na soczysty pocałunek w usta. Zbiegły oczywiście dziewczyny i one też dostały ode mnie całusa, ale w policzek. Widać było, że są zadowolone z mojej wizyty. Nasze relacje stawały się coraz bardziej żywiołowe..
    — Wejdź proszę, masz ochotę na coś do picia? — zaproponowała Sylwia.
    — Tak, chętnie napiję się szklaneczkę wody niegazowanej — odparłem.
    Weszliśmy do salonu, Sylwia przyniosła na tacy szklaneczki z napojami dla każdego.
    — Muszę ci powiedzieć, że dziewczyny jajo tutaj znosiły, czekały na ciebie jak na Mikołaja — oznajmiła. — Skorzystałam z ich emocji i rozmawialiśmy długo o inicjacji, seksie, relacjach kobieta-mężczyzna i wielu innych kwestiach z tym związanych. Są młode, dobrze żeby miały informacje z dobrego źródła.
    — Tak, masz całkowitą rację, świetna z ciebie mama — odparłem.
    — Dyskutowałam z nimi mocno, odpowiadałam na pytania, czasami bardzo intymne — kontynuowała — teraz są już bardziej świadome swoich decyzji. A propos — podjąłeś decyzję w sprawie Laury?
    — Tak, myślałem trochę o tym, gdy zwiedzaliśmy z rodzicami zameczek — odpowiedziałem. — Nie mógłbym jej zawieść i urazić, źle bym się z tym czuł, dlatego spełnię jej prośbę, dla jej ale przecież i dla mojej przyjemności.
    Laura wstała błyskawicznie i wskoczyła mi na kolana, po czym dostałem soooczystego całusa w policzek.
    — Dziękuję ci bardzo — szepnęła mi do ucha, a ja przytuliłem ją mocno.
    — U mnie w sypialni wszystko przygotowane — oznajmiła Sylwia — nie będziemy wam przeszkadzać. Laura pójdziemy na spacer.
    — Ale ja chciałabym popatrzeć!! — krzyknęła Laura i zatupała nogami.
    — Na co córciu? — zdumiała się Sylwia.
    — Jak Sławek kocha się z Matyldą — odpowiedziała stanowczym głosem.
    — Na poważnie, czy żartujesz? — spytała Matylda.
    — Jak ty Matylda pozwolisz mi popatrzeć na was, to ja … pozwolę ci popatrzeć na mnie ze Sławkiem!! Umowa stoi? — nie odpuszczała Laura.
    — A może najpierw spytajcie o zdanie Sławka, moje panie — wtrąciła się Sylwia — może nie mieć na to ochoty.
    Patrzyłem na Sylwię, na Matyldę i na końcu na Laurę, czekały na moją decyzję, a ja zastanawiałem się dłuższą chwilę w całkowitej ciszy. Zdecydowałem i oznajmiłem spokojnym tonem:
    — Dobrze, ja nie mam nic przeciwko. Niech wam będzie.
    — A ty Matylda? – spytała Sylwia.
    — OK, to może być ciekawa przygoda — odpowiedziała po namyśle. — Jeśli ty mamo i Sławek zgadzacie się, to … ja też jestem na tak.
    — Dziękuję Matylda — odparła Laura.
    — Zapraszam pod prysznic a potem do sypialni parę numer 1 — zarządziła Sylwia.
    Poszedłem z Matyldą do łazienki i kąpaliśmy się razem pod prysznicem. Nie uszło jej uwagi, że mój przyjaciel sterczał w górę, pogłaskała go i pocałowała w czubek. Ja z kolei pieściłem chwilę jej cycuszki, średniej wielkości, ale jędrne i miłe w dotyku. Po osuszeniu przeszliśmy do sypialni, gdzie oczywiście była już Laura. Sylwia wcześniej już stwierdziła, że nie będzie robić tłumu, będzie tylko koordynować nasze zabawy. Laura wyglądała na podekscytowaną, w końcu pierwszy raz w życiu trafi jej się seks na żywo i to widziany z bliska, ze wszystkimi szczegółami. Postanowiłem nie zwracać w ogóle uwagi na Laurę i skupić się na swojej partnerce, dla jej oraz swojego komfortu i przyjemności.
    Matylda usadowiła się już na łóżku, uniosła kolana i rozszerzyła nogi, a ja klęczałem przed jej pupą.
    — Ale masz fajną cipkę — skomentowała Laura — ja mam mniejszą.
    — Bo jesteś młodsza — odpowiedziałem — staraj się nas nie rozpraszać, OK?
    — Aaaale ty masz siusiaka wielkiego! — nie mogła się opanować Laura. — On ma się tam zmieścić? W dziurce Matyldy?
    W mojej też????

    Nie odpowiadałem już, skupiłem się na Matyldzie.
    — Gdyby bardzo bolało, szczypało itp. to dawaj znać, dobrze? — poprosiłem. — Jeszcze prośba, możesz paluszkami rozszerzyć płatki?
    — Dobrze, jasne — odpowiedziała rozdygotana Matylda i paluszkami obu dłoni rozwarła płatki.
    Różowiutka cipka pokazała się w całej krasie. Płatki rozchylone, dziurka widoczna choć zasklepiona, łechtaczka wyraźnie zaznaczona. Przytknąłem penisa do szparki, poczułem drganie ciała Matyldy.
    — Będę delikatny, spokojnie — powiedziałem do niej.
    Pchnąłem lekko biodra, natrafiłem na opór, odczekałem chwilę i energicznie pchnąłem penisa. O dziwo, Matylda nie zareagowała, więc pchnąłem ponownie, też bez reakcji, wepchnąłem go do ? długości, dalej się nie dało. Matylda ze spokojem przyjęła lokatora w swojej dziurce.
    — Chyba cały wszedł już? — spytała. — Czuję go w sobie, pierwszy raz tego doświadczam, na razie wszystko w porządku.
    Wyjąłem penisa całkowicie, był minimalnie pokryty krwią, ale naprawdę minimalnie. Przystawiłem kutasa ponownie do otworka i powoli to wsuwałem go, to cofałem troszkę. Gdy po raz drugi udało mi się go zmieścić i trafić na „dno”, postanowiłem zmienić taktykę. Przyspieszyłem i zacząłem regularnie penetrować jej cipkę, odczuwając coraz większą satysfakcję z seksu z ładną dziewczyną, posiadaczką ciasnej cipki. Matylda skupiona na pierwszym razie, nie odczuwała zapewne wielkiej satysfakcji, przynajmniej tego nie okazywała. Postanowiłem jej pomóc i zacząłem paluszkiem głaskać jej łechtaczkę. Drgnęła mocno i zaczęła leciutko postękiwać, co znaczyło, że paluszek się przydał ! Ja stękałem już mocno i szybko ruchałem jej młodziutką cipkę. Byłem bardzo zadowolony!
    Gdy Matylda osiągnęła wysoki poziom podniecenia, nie mogłem dłużej wytrzymać, wtedy wyjąłem penisa z norki i posłałem pierwszą strugę spermy w kierunku twarzy Matyldy. Twarz pokryła się kroplami gęstej cieczy, pojawił się grymas na jej twarzy, ale kolejne wytryski trafiały głównie na jej piersi i brzuch. Uważałem, żeby nie opryskać jej cipki, wiadomo. Gdy ochłonąłem już, zorientowałem się, że przy moim prawym kolanie klęczy Laura, cała podniecona tym co obserwuje.
    — Śmigus Dyngus! — zawołała radośnie piętnastolatka.
    — Tobie też tak zrobię — poinformowałem Laurę — daj mi tylko dwie godziny na odnowę biologiczną. Spotykamy się tutaj o dziesiątej wieczorem.
    Matylda szła właśnie pod prysznic, ale przyszła Sylwia.
    — Jak samopoczucie kochanie? — spytała z troską w głosie. — Jak będziesz tę chwilę wspominać?
    — Było naprawdę fajnie — odparła Matylda — Sławek był czuły i delikatny i w zasadzie nic mnie nie zabolało i nie boli.
    — Tak bywa, miałaś zapewne niewielka błonkę i poszło szybko i bez bólu, cieszę się bardzo — odpowiedziała Sylwia i przytuliła Matyldę.
    Siedemnastolatka pobiegła pod prysznic, a ja ubrałem się trochę.
    — Laura, a ty jak? Podobało się? — zapytała tym razem młodszą z córek.
    — Kurczę, ale był spektakl, mówię ci! — mówiła przejęta Laura. — Widziałam cipkę Matyldy, wielkiego penisa Sławka i deszcz spermy!
    — Super, cieszę się, że ci się podobało — skwitowała ze śmiechem Sylwia — jak wróci Matylda pójdziemy coś zjeść, a potem twój występ córeczko.
    Nie pamiętam Laury, która tak szybko zjadła posiłek, dosłownie go wchłonęła i poleciała pod prysznic.
    A my jedliśmy i rozmawialiśmy o inicjacji Matyldy, na spokojnie i już bez wielkich emocji.
    — To dzisiaj się „wystrzelasz” Sławek, dla mnie nie starczy już — stwierdziła ze smutkiem Sylwia — ale liczę jutro na ekstra premię.
    — Jako samiec alfa przyrzekam poprawę — roześmiałem się.
    — Sławek, nie ma jeszcze dziesiątej, ale jestem gotowa jakby coś — oznajmiła Laura uchylając szlafrok, pozując w samych majteczkach w groszki.
    Wpadłem na perfidny plan.
    — Możemy sprawdzić, czy mój przyjaciel jest już gotowy — odpowiedziałem — ale to wymaga od ciebie odwagi i … buzi.
    — Sławek, ale dajesz czadu — wtrąciła Sylwia, która zrozumiała o co mi chodzi — serio mówisz?
    — Nie wtrącaj się — Laura odpowiedziała Sylwii. — Powiedz, jak mogę go sprawdzić?
    — Wiesz, musisz wziąć go do buzi i wargami ślizgać się po nim — kontynuowałem.
    Laura patrzyła na mnie zdumiona, wtedy Sylwia podeszła do mnie, ustawiła mnie w pionie, zdjęła mi spodenki.
    — Aaaaa, mam ci loda zrobić, trzeba było tak mówić od razu — rzuciła otwartym tekstem Laura.
    Podeszła do mnie i objęła wargami mojego przyjaciela. Nie szło jej na początku, ale potem już było bardzo dobrze. Mój penis szybko wyprostował się i napęczniał, do tego stopnia, że Laura miała problem z wsadzeniem go do ust.
    — Dobra, test wypadł pozytywnie jak widzisz, możemy działać — oznajmiłem.
    — Ale świntuch z ciebie — zaśmiała się Sylwia — zapewne, nigdy wcześniej nie wsadziłeś penisa do ust piętnastolatki. Ty to masz z nami dobrze!
    Sylwia została w salonie, a ja z dziewczynami poszedłem do sypialni Sylwii. Była godzina dziewiąta trzydzieści, czułem że mogę znowu skorzystać z mojego penisa. Laura wiedziała jak się położyć, ale dodatkowo podłożyła sobie poduszkę pod pupę. Po chwili rozłożyła nogi, uniosła kolana i … paluszkami rozwarła swoją cipkę. Cipka była różowiutka, młodziutka, posmarowana chyba olejkiem do ciała, pachnąca i … apetyczna.
    — Ależ masz fantastyczną cipkę — zaopiniowałem — nie mogę się już doczekać, żeby wsadzić ci mojego penisa do środka.
    — To nie czekaj — rezolutnie odezwała się Laura.
    Schyliłem się i zacząłem języczkiem lizać na przemian płatki, potem liznąłem otworek i nawet wsadziłem koniuszek języka do środka, aby następnie skierować go na łechtaczkę.
    — Aaaaale fajnie — zaszczebiotała — trochę swędzi, trochę łaskocze a trochę … oooo tego odczucia nie znałam, robi mi się fajniutko.
    Nadal lizałem jej cipkę i okolice, potem paluszkiem masowałem łechtaczkę. Chciałem ją doprowadzić do orgazmu, zanim się zacznie finał. I udało się, zaczęła stękać coraz mocniej, zamknęła powieki i mruczała coś do siebie, potem ruszała głowa na boki, aż wreszcie wydawała z siebie okrzyki ekstazy.
    — Super, to początek twojej przygody z orgazmami, idziemy dalej – powiedziałem.
    — Nie myśl, że to był mój pierwszy orgazm — skomentowała Laura. — wiele razy masowałam sobie cipkę i stękałam mocno z zadowolenia. Kiedyś, moja koleżanka z klasy, namówiła mnie u niej w domu, na wzajemne zabawy paluszkiem. Wtedy też miałam orgazm, a nawet wsadziła mi czubek paluszka do cipki. Odwzajemniłam się oczywiście, potem oglądałyśmy pornoska z murzynem i młodą dziewczyną.
    Przytknąłem czubek penisa do szparki, poruszałem nim w górę i w dół, ocierając się o wewnętrzną stronę płatków, aż stęknęła mocno. Teraz przycelowałem w dziurkę i pchnąłem.
    — Ajjjjjj – wyrwało się z młodego gardła — zabolało.
    Nie zważając na ból pchnąłem mocno i stanowczo. Poczułem jak pęka jej błonka i odsłania dalszą część „tunelu”. Dla mnie to było zaproszenie, tym bardziej, że usłyszałem trochę słabsze „Ajj”.
    Wycofałem i pchnąłem ponownie, teraz penis zagłębił się do połowy. Cipka była ciasna, ścianki wejścia mocno się naciągnęły i napłynęły krwią. Nie czekałem dłużej, tylko docisnąłem aż do oporu.
    — Rozerwiesz mnie — sapnęła Laura, zaciskając wargi — ale w porządku, nie przerywaj.
    — Wejdzie cały, zapewniam cię, i nie trzeba będzie cię zszywać, matka natura zadbała o was — odparłem, wsuwając penisa głębiej.
    Zacząłem posuwać ją, systematycznie zwiększając rytm. Sapałem przy tym, bo musiałem mocno wpychać kutasa ze względu na ciasne wejście. Kontynuowałem penetrację, Laura zaczęła mieć drgawki. Ocho, idzie w dobrą stronę! Nastąpiło nieuniknione i upragnione, Laura dostała orgazmu po raz drugi dzisiaj, a ściskając mi penisa pulsującą pochwą, ja po chwili wyjąłem go z trudem ze środka, skierowałem do przodu i … zacząłem zraszać jej biust i brzuch. Po wielu wytryskach, jej brzuch był pokryty w kilku miejscach gęstą spermą. Gdy ochłonąłem i ochłonęła Laura, spytałem:
    — I jak nastolatko zamieniona w młodą kobietę, wszystko w porządku?
    — Taaaak, wszystko w porządku, rzeczywiście zmieścił się cały, rozpychał się przy tym, jak pasażer w autobusie — zaśmiała się zasapana Laura.
    — Jak dojdziesz do siebie, to biegaj pod prysznic — dodałem.
    — Powiem wam, że to super wygląda z bliska — odezwała się Matylda, której obecność zupełnie umknęła moim zmysłom —  a najlepsza scena, to gdy twój nabrzmiały kutas rozsadza po prostu jej ciasny otworek. No i końcowy prysznic ze spermy, poezja!
    — Nie jestem już dziewicą! Nie jestem już dziewicą! — krzyczała Laura biegnąc do łazienki.
    Za drzwiami czekała Sylwia, klepnęła Laurę w gołą pupę mówiąc:
    — Witaj w klubie!
    Potem podeszła do mnie, przytuliła się i pogłaskała mojego penisa.
    — Zmęczone biedactwo — szepnęła mi do ucha — ale był dzisiaj bardzo dzielny, zaliczył dwie dziewice, no, no !
    — Tak, był dzielny i pracowity, ale za to ile miał przyjemności? — odpowiedziałem również szeptem.
    Poszedłem do łazienki, wiedząc, że jest tam Laura. Nie protestowała, gdy wszedłem do niej do kabiny. Przytuliła się do mnie mocno i staliśmy tak chwilę, ociekając ciepłą wodą.
    — Dziękuję, dzięki tobie, będę dobrze wspominać tę ważną dla każdej kobiety chwilę — powiedziała — właśnie, kobiety, jestem już kobietą! Dziękuję!
    Gdy wróciliśmy na golasa do sypialni, stały tam … dwie gołe kobiety. Sylwia pociągnęła Laurę za rękę i stały teraz w szeregu, od najstarszej i najwyższej, do najmłodszej i najmniejszej. Wtedy zrobiły pokłon i powiedziały chórem:
    — Dziękujemy tobie i twojemu penisowi, za sprawienie nam tak wiele przyjemności. Liczymy na dalszą współpracę z naszymi cipkami.
    Roześmiałem się, to było takie autentyczne i zaskakujące. Wyściskałem każdą z osobna, dałem po całusie. Czyż to nie był najpiękniejszy dzień w moim dotychczasowym życiu?
    Była już prawie jedenasta wieczorem, więc pozbierałem się i wróciłem do naszego domku. Rodzice już spali, ale ja długo nie mogłem zasnąć, obrazki z wieczornych podbojów cały czas krążyły w mojej wyobraźni.
    Obudziłem się rano, wspomnienia wróciły, nawet mój przyjaciel przypomniał sobie o tym i unosił lekko kołderkę. Czułem się dumny, że mogłem uszczęśliwić trzy kobiety, to naprawdę niezły wyczyn.
    — Jak tam było wczoraj? — spytała mama przy śniadaniu — Ognisko, grill czy coś innego może jeszcze?
    — Może … coś innego też było — powiedziałem tajemniczym głosem.
    — Najważniejsze, że miło spędzasz czas — dołączył się tata — to muszą być sympatyczni ludzie, ci twoi znajomi, mam rację?
    — Tak, to bardzo mili ludzie — odpowiedziałem i zamyśliłem się.
    Czy oni wiedzą co się dzieje, czy przypuszczają co robię wieczorami? Nieważne, nie są wścibscy, to mi wystarczy.
    — Idę na basen popływać do południa — rzuciłem gdy odchodziłem od stołu — wrócę około trzynastej.
    Rodzice zaakceptowali mój plan, sami mieli pojechać samochodem do innego miasteczka na jarmark.
    Jak się domyślacie, zanim trafiłem na basen, poszedłem do „moich” kobiet. Jedna z nich zasługiwała przecież na obiecaną ekstra premię.
    — Oooo, zaskoczyłeś mnie, myślałam że będziesz na basenie — powiedziała Sylwia, gdy stanąłem w przedpokoju.
    — Nie mogę was tak zostawić, a raczej … nie chcę — odparłem i przytuliłem się do Sylwii.
    Po chwili przybiegły dziewczyny i stworzyliśmy czteroosobową grupę przytulających się ciał.
    — Cześć dziewczyny — rzuciłem.
    — Pewnie przyszedłeś do mamy? — zapytała z szyderczym uśmiechem Laura.
    — Twoja kobieca intuicja Cię nie zawiodła — odparłem i chwyciłem dłoń Sylwii — możecie nam nie przeszkadzać z pół godzinki?
    — Jasne, bawcie się dobrze! — powiedziała Matylda — no chyba że pozwolicie nam obu popatrzeć na doświadczoną parę w akcji?
    — Mamie należy się dobre dymanko — wypaliła Laura.
    Wylądowaliśmy więc w sypialni. Ja szybko zrzuciłem swoje ubranie, Sylwia zdjęła z siebie tylko szlafrok i stała teraz naga. Podszedłem do niej, obróciłem plecami do siebie, przeszliśmy tak pod ścianę. Wtedy rozłożyłem jej dłonie na ścianie, chwyciłem w talii i odsunąłem troszkę od ściany. Zrozumiała co chcę zrobić i po chwili stała z rozkraczonymi nogami, pochylona do ściany, wspierając się o nią rękami. Mój penis był już w gotowości, chwyciłem go więc w dłoń, nakierowałem na dziurkę, by po chwili poczuć wilgotną szparkę. Chwyciłem ją za cycki, miętoląc je solidnie i posuwając ją powoli. Po chwili trzymałem ją w talii i nabijałem na mojego napalonego kutasa. Sapałem z zadowolenia, Sylwia mamrotała coś, sapiąc również. Byłem tak napalony, że nie chciałem zmieniać pozycji, finał nadszedł więc dość szybko. Wyjąłem kutasa, chwyciłem w dłoń, Sylwia błyskawicznie obróciła się i klęknęła przede mną.
    Patrzyłem z zadowoleniem, jak jej twarz i włosy pokrywają się gęstą spermą, jak sklejają jej się powieki, jak oblizuje się i połyka spermę. Gdy wystrzeliłem cały „magazynek” obróciłem się i zobaczyłem, jak przez szczelinę przy uchylonych drzwiach do sypialni, dwie pary oczu śledzą rozwój sytuacji w pokoju.
    — O wy świntuchy, ładnie tak podglądać? — spytałem z uśmiechem.
    — Nie mogłyśmy się opanować, przepraszamy — odezwała się Matylda.
    Sylwia podążała do drzwi a dziewczyny z zainteresowaniem patrzyły na twarz mamy.
    — Ale cię zbryzgał! — rzuciła Laura. — Skąd Sławek masz tyle tego w sobie?
    — Mam zakład produkcyjny, a produkcja idzie pełną parą w moim wieku — odpowiedziałem, gdy Sylwia wyszła z pokoju. — Po południu będę już miał pełny zbiornik, a co jesteś zainteresowana?
    — Jasne!!! — krzyknęła na cały głos. — A w południe ile będziesz miał w zbiorniku?
    — Jakieś 70% myślę – odpowiedziałem.
    — To dla mnie 40% a dla Matyldy 30%! Dasz radę? — spytała dosadnie.
    Sylwia wróciła właśnie z łazienki i słyszała końcówkę naszej rozmowy.
    — Na waszym miejscu poczekałabym na te 100% i podzielicie się wtedy po równo — zaproponowała — Sławek, możesz nas odwiedzić wieczorem?
    — Postaram się, może dam znać około szesnastej? — odparłem. — Podasz mi swój numer telefonu?
    — Jasne, z przyjemnością — odparła seksownym głosem Sylwia.
    Poszliśmy razem na basen, potem wróciłem do domu na trzynastą, tak jak obiecałem rodzicom.
    Podpytałem o ich plany, tym razem chcieli odpocząć w ogródku, więc spytałem, czy mogę na dwie godziny o szóstej po południu wyskoczyć z domu.
    — Jeśli jest mądra i ładna, to ja się zgadzam — wypaliła mama.
    — Popieram mamę — dodał tata.
    — No dobra, niech wam będzie — zdecydowałem się na podjęcie tematu — jest mądra, ładna, zgrabna, cudowna i rewelacyjnie czuję się w jej obecności.
    — Super! To nam wystarcza, nie pytamy o żadne szczegóły — odparła mama. — Jeśli jesteś szczęśliwy, to to jest ponad wszystko. Biegaj na szóstą i wracaj o której chcesz godzinie, mamy do ciebie pełne zaufanie, OK?
    — Dziękuję wam bardzo za wyrozumiałość i zaufanie — odpowiedziałem.
    Posiedzieliśmy jeszcze razem w ogródku, gadaliśmy o różnych rzeczach, ale temat wieczornego wyjścia nie był poruszany.
    Poszedłem do dziewczyn na szóstą, Sylwia przygotowała kolację, postanowiliśmy spędzić dzisiejszy wieczór we czwórkę. Wszyscy byliśmy na tak, tworzyliśmy już zgraną paczkę przyjaciół i kochanków.
    — Dziewczyny — zwróciłem się do Matyldy i Laury — mam do was obu prośbę.
    — Proś o co chcesz! — odparła bez namysłu Matylda. — Kochamy cię!
    — Chyba nie masz na myśli seksu analnego? — spytała mnie na ucho zaniepokojona Sylwia.
    Zaprzeczyłem ruchem głowy, nie chciałem psuć dobrych relacji.
    — Tym razem, ja chciałbym być widzem — sprecyzowałem — chciałbym was zobaczyć obie w akcji. Co wy na to?
    Obie popatrzyły na siebie, pokiwały głową i potem pokiwały na zgodę w moim i Sylwii kierunku.
    Sylwia roześmiała się.
    — Powiem wam, że też pierwszy raz będę mogła na żywo zobaczyć dwie kobiety, dogadzające sobie nawzajem — oznajmiła dziewczynom — to może być ciekawe przeżycie dla was i dla mnie.
    Przeszliśmy do sypialni, ja z Sylwią zajęliśmy miejsca w fotelach naprzeciwko łóżka. Matylda i Laura szybko pozbyły się ciuszków. Laura pytająco spojrzała na Sylwię.
    — Podpowiem wam — zaczęła instruktaż. — Jedna z was kładzie się na plecach, druga okrakiem na niej ale głową w drugą stronę, reszty się domyślicie. To jest tzw. pozycja 69.
    Matylda zdecydowała się na leżenie na plecach, Laura została na górze. Ustawiły się tak, że przed naszymi oczami mieliśmy głowę Matyldy i cipkę Laury. Sylwia podłożyła jeszcze poduszkę pod głowę Matyldy dla lepszego komfortu.
    — Wiecie obie po co macie języczki i paluszki, prawda? — padł ciąg dalszy instruktażu.
    Inicjatywę przejęła Matylda i zaczęła najpierw paluszkiem delikatnie przesuwać wzdłuż szczelinki, a gdy trafiała na kuleczkę, robiła tam kilka okrążeń. Potem paluszkami rozszerzyła cudownie różowe płatki i sięgnęła językiem do otworka. Pupa Laury zadygotała z rozkoszy, potem poddała się pieszczotom języczka. Zapewne i Laura zaczęła swoje pieszczoty, bo Matylda opuściła głowę na poduszkę i głośno westchnęła. Ale po chwili znów pieściła języczkiem płatki i łechtaczkę Laury. Robiła to coraz szybciej, raz po raz całując cipkę młodszej siostry. Słychać było jak mlaszczą, liżąc i całując się nawzajem. Ich oddechy stawały się szybsze, postękiwały i podrygiwały ich ciała. Pierwsza osiągnęła orgazm Matylda, jej głowa na poduszce wykonywała nieskoordynowane ruchy w bok i słychać było ooch i aach. Gdy Laura kontynuowała pieszczoty, Matylda wróciła już do swojej roli i intensywnie lizała cipkę Laury. W pewnym momencie Laura wydała dziki okrzyk i jej ciało zaczęło dygotać, uniosła wysoko głowę, bo nie była w stanie już dłużej skupić się na dogadzaniu Matyldzie. Eksplodowała głośnym orgazmem, a ja czułem, że mój penis pręży się w spodenkach.
    Po chwili obie siostry leżały obok siebie i łapały powietrze po przebytych orgazmach.
    — Ale to jest cudowne uczucie! — podsumowała Matylda — dzięki Laura, musimy to częściej robić.
    — O tak, też dziękuję, masz sprawny języczek — sapnęła Laura — musimy to robić częściej, dobrze mamo?
    — Oczywiście, nie mam nic przeciwko, jeśli tylko sprawia wam to przyjemność — odparła Sylwia — masturbacja świetnie odpręża, pozwala zapomnieć o problemach, no i można również sprawić innej osobie wiele przyjemności.
    — Dziewczyny, byłyście super! Dziękuję bardzo — powiedziałem — mój przyjaciel i jego stan jest najlepszym wskaźnikiem mojego zadowolenia i jakości pokazu.
    — To wasze pisie teraz odpoczywają, a moja zabawi się ze Sławkiem — zarządziła Sylwia.
    Rozebrała się i wcisnęła się pomiędzy leżące córki, teraz trzy gołe dziewczyny leżały obok siebie.
    — Wiecie co, zabawiłbym się z wami trzema, co wy na to? — zaproponowałem.
    — Oooo, zabrzmiało ciekawie, szykuje się mała orgietka? — spytała Matylda. – To byłoby znowu coś nowego dla nas. Ustawmy się!
    Wypięły pupy w moją stronę, a ja stałem na podłodze ciesząc oczy widokiem trzech zgrabnych tyłeczków.
    Pierwsza z lewej była Matylda, potem kolejno Sylwia i Laura. Wsadziłem więc najpierw penisa do cipki Matyldy i wykonałem dziesięć pchnięć, zmieniłem dziurkę i także dziesięć wsadów dostała cipka Sylwii, potem tyle samo w najciaśniejszej szparce. Kolejno penetrowałem cipki raz idąc od lewej, raz idąc od prawej. Wszystkie trzy cipki nawilżone, śliczne, chętne i soczyste, ale jednak każda inna.
    W pewnym momencie, przytknąłem Sylwii penisa do rozetki, ale usłyszałem od razu:
    — Nic z tego mój chłopcze, choć tobie powiem tak, ale nie tym razem — usłyszałem.
    Wpakowałem więc kutasa w mięsistą cipkę Sylwii. Po wykonaniu bodaj siedmiu rundek poczułem, że zbliżam się do finału. Stanąłem wtedy nad pupą Sylwii i wytrysnąłem pierwszą porcję na jej pośladki, druga porcja wylądowała na pupie Matyldy, trzecia na pupie Laury, potem jak wężem strażackim polewałem dookoła wypięte pupy.
    — Aaaale cudnie, trzy dupeczki za jednym razem! — krzyknąłem. — Jestem szczęśliwy!
    Tym razem wróciłem około dziesiątej wieczorem do domu, oczywiście zadowolony i szczęśliwy. Choć było coś, co psuło mi humor, mianowicie, dziewczyny są jeszcze tylko jutro cały dzień, a kolejnego dnia wracają do Polski.
    Postanowiłem więc spędzić z nimi cały jutrzejszy dzień, o czym wspomniałem rodzicom. Zgodzili się bez żadnego ale. Ten ostatni dzień był urozmaicony, najpierw poszliśmy na basen, gdzie uczyłem znowu Matyldę i Laurę pływać, pluskaliśmy się w wodzie, graliśmy w piłkę wodną, nawet ścigaliśmy się w wodzie. Potem zjedliśmy razem obiad, a po południu poszliśmy na wycieczkę do pobliskiego lasu. Po trzech godzinach wędrówki, spoceni i zmęczeni wróciliśmy do domku.
    Po odświeżającym prysznicu zasiedliśmy wszyscy w salonie. Pograliśmy w karty, potem jakaś gra planszowa zajęła nam dwie godziny. Kulminacją dnia była oczywiście mała orgietka, kochałem się z Klarą, potem z Matyldą a finał przypadł Sylwii. Widziałem, że Sylwia była szczęśliwa. Cóż, trudne ma życie, a ja pomogłem jej choć na kilka dni zapomnieć o problemach. Dobrze się z tym czułem. Gdy żegnaliśmy się, Sylwia zdobyła się na szczere wyznanie.
    — Sławek, gdybyś miał powiedzmy 30 lat to bądź pewny, że uwiodłabym cię, chciałabym być z tobą na resztę mojego życia — oznajmiła. — Czuję się z tobą tak, jak kobieta pragnie się czuć ze swoim partnerem, kochana, doceniana, wielbiona, rozumiana i akceptowana. Moje córki cię uwielbiają, to nie przypadek, taki po prostu jesteś. Jesteś wspaniałym mężczyzną, takim przez duże M. Życzę ci, żebyś spotkał w swoim życiu taką kobietę, która doceni w tobie te cechy, którymi nas trzy ująłeś, a ty pokochasz ją taką jaka jest, wspaniałą i mądrą.
    Pocałowałem ją mocno w usta. To było podziękowanie za jej wszystkie słowa o mnie i do mnie.
    — Chciałbym kiedyś spotkać taką kobietę jak ty Sylwia — odpowiedziałem. — Dla ciebie też nie jest za późno, może ktoś doceni wkrótce twoje wspaniałe walory, zaprzyjaźnicie się i będziecie szczęśliwi.
    — Dziewczyny, jesteście cudowne — żegnałem się z Matyldą i Laurą. — Macie wspaniałą mamę, szanujcie ją, to mądra i cudowna kobieta. Wy na pewno też wyrośniecie na wspaniałe kobiety, które znajdą swoją miłość i będziecie szczęśliwe.
    — Sławek, a może … zostaniesz moim chłopakiem? — wypaliła Laura.
    Zaskoczyła mnie totalnie ta szczera i bezpośrednia piętnastolatka. Zamyśliłem się.
    — Nic nie jest przesądzone, między Krakowem a Katowicami nie jest daleko — odparłem dyplomatycznie.
    — Chciałabym mieć takiego zięcia — dołączyła Sylwia — zdecydowanie tak!
    Pożegnaliśmy się, zapowiedziałem, że odezwę się jak już będę w Krakowie i kto wie, kto wie, jak potoczą się nasze losy. W każdym razie, teraz Słowenia kojarzy mi się ze szczęściem i … seksem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OsobaX
  • Dziewczyna z warzywniaka

      Co jakiś czas, moja mama wysyłała mnie do pobliskiego warzywniaka po zakupy. Były wakacje, więc częściej robiłem tutaj zakupy. Na początku lipca, robiąc zakupy na obiady na kilka dni, zauważyłem, że za ladą stoi smukła długowłosa dziewczyna. Nigdy jej wcześniej nie widziałem, więc przyglądnąłem się jej dokładnie, bo dziewczyna była naprawdę ładna. Kilka dni później, znowu trafiłem na nią, było gorąco, miała na obie krótkie spodenki i bawełnianą koszulkę z krótkim rękawem. Naprawdę była ładna, co prawda biust miała średni, ale wyglądała sympatycznie. Postanowiłem zagadać coś więcej oprócz — „Poproszę dwa kilo ziemniaków”. Wyciągnąłem karteczkę przygotowaną dla mnie przez mamę i zerkając raz na kartkę raz na dziewczynę, zacząłem zakupy.
    — Poproszę dwa kilo jabłek, tych większych, zielonych i kilogram moreli.
    — Smakują jabłka? Już chyba trzeci raz te same kupujesz — odparła, pakując jabłka do foliowej siatki.
    — Aaaa tak, bardzo smakują — odpowiedziałem zaskoczony jej komentarzem.
    — Coś jeszcze podać?  — dopytała. — Jarzynka na rosół jak ostatnio? Świeżutka.
    — Ale naumiana, pamiętliwa i spostrzegawcza — pomyślałem — zaraz zrobię ci psikusa.
    — Tak, poproszę i jeszcze dodatkowo dwie marchewki, tylko jak największe, jedna będzie dla mamy a druga dla siostry — wypaliłem i patrzyłem na reakcje dziewczyny.
    Zastygła na moment, popatrzyła na mnie, przeanalizowała tekst i wyraźnie się zarumieniła — Bingo!
    Spakowała marchewki giganty do kolejnej siatki i wręczyła mi z wyraźnym uśmieszkiem na twarzy.
    — Jeśli to wszystko, to razem 35 złotych — podsumowała.
    Uśmiechnąłem się do niej, zapłaciłem i wróciłem do domu.
      Dwa dni później byłem lepiej przygotowany do zakupów.
    — Dzień dobry, poproszę winogrona, dużą kiść, do tego dwie duże pomarańcze, takie „miseczka D” — zagaiłem.
    Wyraźnie zmieszała się na dźwięk słowa „miseczka”, postanowiłem „dorzucić do pieca”.
    — Mama powiedziała, że ostatnio kupiona marchewka była za mała, dała ją mojej siostrze. Poprosiła, żebym kupił cukinię, taką większą — spokojnie wyrecytowałem przygotowany tekst.
    Dziewczyna popatrzyła na mnie mocno zdziwiona, a ja z poważną miną stałem przed ladą. Nie udało jej się ukryć rumieńca na twarzy, więc obróciła się do mnie tyłem i wybierała najpierw pomarańcze.
    — Takiej wielkości czy większe — spytała, prezentując dwa dorodne owoce w obu dłoniach.
    — Nie znam się, jeśli to miseczka D to mogą być — odparłem.
    — Moim zdaniem, to na pewno jest co najmniej miseczka D — zaśmiała się wyraźnie i zapakowała je do siatki.
    Teraz grzebała w pudełku z cukiniami, by po chwili zaprezentować mi dorodną sztukę.
    — Taka wystarczy? Mama będzie zadowolona? — spytała wyraźnie mocno speszona.
    — O matko, ale kaliber! — odparłem, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
    Zapłaciłem, wziąłem siatki z zakupami i poszedłem do domu, śmiejąc się po drodze.
      Kilka dni później, znowu robiłem zakupy u dziewczyny w warzywniaku.
    — Siostra nadal zadowolona z marchewki giganta, natomiast mama doceniła cukinię, prosiły, żeby podziękować  —  zacząłem zakupy — dają ponoć dużo zadowolenia przy konsumpcji.
    — Serio, lubią takie rozmiary? — spytała zdumiona dziewczyna.
    — Wiesz, duża marchewka i cukinia starczają na dłużej, po prostu — odparłem.
    — A teraz serio, jaja sobie ze mnie robisz? — spytała nagle.
    — Co masz na myśli? — udałem zdumienie, czekając na jej komentarz.
    — Noooo myślałam, że twoja mama i siostra … nie robią sobie sałatki, tylko … no wiesz? — dukała.
    — Nadal nie rozumiem — naciskałem, licząc na pikantne szczegóły — co miałyby robić?
    — Ale nie będziesz się śmiał? — spytała. — Dajesz słowo?
    — Jasne, dawaj śmiało! — mobilizowałem dziewczynę do szczerości.
    — Podtekst … seksualny twoich zamówień i opowieści był jednoznaczny — zaczęła — ale to była podpucha, co?
    Nie odpowiedziałem od razu, ciesząc się psikusem, jaki zrobiłem.
    — Tak, masz rację — odpowiedziałem — wkręcałem cię i cieszyłem się widokiem twoich rumianych policzków i zdumionej miny. Byłem ciekawy, co twoja wyobraźnia potrafi zdziałać. Jesteś miłą dziewczyną, przepraszam, jeśli przegiąłem.
    — Nie ma sprawy — odparła — na początku byłam zdziwiona, potem ciekawa a w końcu stwierdziłam, że to jednak niemożliwe.
    — A co pomyślałaś?  — spytałem. — Bardzo jestem ciekawy. Wiesz co, może spotkamy się na spacerze i pogadamy spokojnie? Mam na imię Kacper.
    — Miło mi, jestem Aldona — odparła — pracuję w wakacje w tym warzywniaku, chętnie spotkam się z tobą po pracy.
    Dokończyłem zakupy, umówiliśmy się na spacer o 18:00 po osiedlowych uliczkach. Aldona była punktualna, za to ja przyszedłem wcześniej w umówione miejsce. Miała na sobie leginsy i luźną bluzeczkę, wyglądała seksownie.
    — No to dawaj śmiało, co sobie pomyślałaś? — nawiązałem do wcześniejszej rozmowy.
    — Ale nie będziesz śmiał? — spytała stanowczo.
    — Słowo daję, nie będę — odparłem.
    — Na początku miałam skojarzenie z … masturbacją, twojej siostry i mamy — wystękała — przepraszam, jeśli je obraziłam.
    — W porządku, przecież taki był mój zamiar, żeby było seksualnie, czyli dobrze dobrałem słowa — stwierdziłem — przepraszam cię za moje podchody, nie każdej dziewczynie zasunąłbym taki tekst. Teraz wiem, że dobrze trafiłem, jesteś szczera, wyluzowana, tolerancyjna i … masz świetną figurę.
    — Oooo, ale komplemenciarz z ciebie — zaśmiała się.
    — To nie komplement, to czysta prawda — odpowiedziałem i wzrokiem pomasowałem Aldonę od stóp do głowy.
    — Nie patrz na mnie takim wzrokiem, bo czuję się jak danie główne w twoim menu — wypaliła.
    — To może najpierw przystawka w restauracji, a potem … danie główne? — zażartowałem.
    — Niezły z ciebie kucharz — usłyszałem — ile dań głównych już skonsumowałeś?
    — Na razie cztery, ale nadal jestem głodny — odparowałem — a ty ilu kucharzy miałaś?
    — Trzech, ale tylko jeden okazał się mistrzem kuchni — skwitowała.
    Roześmialiśmy się oboje głośno, obojgu nam podobała się ta konwencja rozmowy.
    — Fajny chłopak jesteś, wiesz? Podobasz mi się — stwierdziła i dała mi całusa w policzek — a dobrze gotujesz?
    — Jak mięsko młode, to cuda czynię! — odpowiedziałem i dałem jej całusa w policzek. — Najlepiej wychodzi mi pieczenie na ruszcie.
    Znowu zaśmialiśmy się głośno i spontanicznie, aż inne osoby patrzyły na nas zdziwione.
    — Wiesz co, mam wolną … kuchnię, upichcimy coś smacznego? — zaproponowała Aldona. — Chciałabym zobaczyć, co potrafisz, mistrzu.
    — Chętnie, sprzęt do gotowania mam zawsze przy sobie, kiedy zaczynamy? — podtrzymałem gorącą atmosferę, jaką Aldona zaproponowała.
    — Dzisiaj wieczorem u mnie? — spytała i mrugnęła oczkiem.
    — To jesteśmy umówieni, na ile osób będą dania? — „dokręciłem śrubę”.
    — Tylko my dwoje, rodzice są na urlopie — odpowiedziała stanowczym głosem — tutaj na karteczce masz mój adres, czekam o 20:30 … mistrzu.
    W trakcie rozmowy zdążyliśmy przejść spory kawałek osiedla.
    — To widzimy się o 20:30, pa — zarządziła i po całusie w policzek poszła zgrabnym krokiem w kierunku swojego domu.
    Stałem jeszcze chwilę jak wryty, potem dotarło do mnie, że właśnie umówiłem się z dziewczyną na seks! O tym wczoraj nie mogłem nawet śnić! Poszedłem do domu, rodzicom powiedziałem, że idę do kumpla pograć na komputerze i wrócę około 23:00. Zerknąłem na karteczkę. Adres był mi znajomy, to kilka ulic dalej, poza moim osiedlem. Postanowiłem szybko się okąpać, ubrałem się porządniej, popachniłem trochę dezodorantem i napalony poszedłem pod wskazany adres. Był to niski 2-kondygnacyjny bliźniak, zadzwoniłem do furtki i po chwili stałem przed drzwiami wejściowymi. Otworzyła mi Aldona, ubrana w kwiecistą sukienką za kolanko i krótkimi rękawkami.
    — Cześć mistrzu — powitała mnie z uśmiechem — kuchnia gotowa, zapraszam.
    — Cześć piękna dziewczyno — odpowiedziałem i pocałowałem ją w policzek.
    Weszliśmy do dużego przedpokoju, tam zostawiłem buty, potem poprowadziła mnie na piętro, gdzie było jej królestwo.
    — Mieliśmy urzędować w kuchni, o ile pamiętam? — spytałem zaskoczony.
    — Głuptasku, straciłeś wenę twórczą do tworzenia i rozumienia podtekstów? — zaśmiała się.
    Zastanowiłem się chwilę, po czym puknąłem się dłonią w czoło.
    — Jeden zero dla ciebie, o ile dobrze rozszyfrowałem twoje wcześniejsze teksty. No tak:
    — … mam wolną … kuchnię, upichcimy coś smacznego?
    — Dobrze pamiętasz — zaśmiała się ponownie — pamiętaj, ma być dzisiaj smacznie.
    Podszedłem wtedy do fotela, na którym siedziała, chwyciłem jej dłonie i pociągnąłem do siebie. Chętnie wstała i wtuliła się we mnie. Objąłem ją dwoma rękami i mocno przytuliłem.
    — Spodobałaś mi się od pierwszego spotkania w warzywniaku — wyznałem — ciuszki robocze maskowały twoją figurę, teraz mam okazje popatrzeć na ciebie w pięknej sukience, uwielbiam dziewczyny w sukienkach, to bardzo kobiecy strój. Odsunęła się ode mnie, po czym zrobiła kilka pełnych obrotów, tak że sukienka uniosła się do góry i ukazały się moim oczom jej zgrabne nogi i częściowo pupa. Co ciekawe, pupa była chyba goła.
    — Mistrzu, jestem do twojej dyspozycji, cieszę się, że cię spotkałam — powiedziała namiętnie.
    Pociągnąłem ją do siebie, objąłem i pocałowałem w usta. Natychmiast zrewanżowała się i po chwili całowaliśmy się spokojnie, acz namiętnie. Moje dłonie powędrowały na jej pupę, potem niżej, aż znalazły się obie pod sukienką, obejmując gołe pośladki. Zacząłem je pieścić delikatnie, poczułem, jak Aldona chwyciła dłonią za moje spodnie i rozpięła guzik, potem zsunęła mi spodnie, które spadły do kostek. Masowałem nadal pośladki dziewczyny i nie pamiętam, kiedy straciłem koszulę, teraz świeciłem gołą klatą. Chwyciłem więc sukienkę i uniosłem ją do góry, ponad nasze głowy. Aldona, ruszając głową umożliwiła całkowite ściągnięcie sukienki. Szybko ściągnąłem majtki i staliśmy teraz nago naprzeciwko siebie.
    — Ależ ty jesteś piękna! — wyszeptałem.
    — Matka natura poskąpiła mi biustu, ale poza tym, nie narzekam — odparła rezolutnie.
    — Mnie się podobasz cała — kontynuowałem spostrzeżenia — zgrabne nogi, kształtna pupa, śliczne oczy, cycuszki w sam raz. Nie wszyscy lubią biuściaste dziewczyny. Zresztą moja mama powiedziała mi parę lat temu na ucho:
    — Kacper, jak się będziesz kochał z dziewczyną, to kochaj się z jej umysłem i wyobraźnią, jej cielesność doda tylko pikanterii, ale najważniejsze jest jej wnętrze.
    — Pięknie powiedziane — skomentowała Aldona — jestem pewna, że mówiąc o wnętrzu, nie miała na myśli pochwy.
    Przytuliłem się do Aldony i głaskałem jej ciało, dokąd tylko sięgnąłem dłońmi. Jej skóra była delikatna i miękka.
    — Czuję na podbrzuszu, że podobam ci się coraz bardziej — opisała stan mojego penisa, który unosił się szybko do góry.
    — Ja mu się nie dziwię, pewnie patrzy teraz swoim oczkiem pomiędzy twoje uda, zaciekawiony co tam skrywasz — odparłem.
    — Mówisz, że chce wejść do kuchni? — zażartowała. — Ty pewnie też jesteś ciekawy, jak wygląda?
    Nie odpowiedziałem, tylko wziąłem ja na ręce, przeniosłem na łóżko i położyłem delikatnie. Leżąc, podparła się na łokciach i rozchyliła uda i kolana.
    — Mistrzu, kuchnia gotowa, zrób jakieś smaczne danie — powiedziała zalotnie.
    — Oto więc lista czynności sporządzenia dania głównego z tego cudnego ciała, które widzę — oznajmiłem szeptem.
    — Najpierw zwilżę nieco jego niektóre fragmenty, potem wymasuję śliczne wypukłości, by następnie przejść do wycałowania całego ciała — zacząłem przedstawiać wymyślony przepis — potem moje zwinne paluszki będą głaskać różowe płatki, aby stały się bardziej nabrzmiałe. Wtedy jeden paluszek zajmie się najwrażliwszym elementem twojego ciała, twoja łechtaczka będzie miała „święto rokoszy”, będziesz wzdychać, sapać i dygotać, oddychając coraz szybciej i gwałtowniej. Wtedy mój erotyczny pomocnik zagłębi się w twoim wnętrzu i będzie wzmacniał wszystkie opisane wcześniej doznania. Twoje piersi będą cały czas głaskane i miętoszone. Gdy temperatura osiągnie planowany poziom, eksplodujemy orgazmem, a ja poleję lukrem twoją cipkę.
    — Jezu, ależ to ładnie zabrzmiało, już jestem mokra i podniecona — sapnęła Aldona — ależ to będzie pyszne danie.
    Kolejne dziesięć minut zajęło nam realizowanie przepisu. Lizałem jej cipkę, była taka smaczna i mokra. Paluszkami rozszerzyła wejście, mogłem podziwiać jej różowiutką szparkę i łechtaczkę powyżej. Zacząłem na zmianę lizać płatki, łechtaczkę i całować jej otworek, ależ byłem podniecony. Gdy słyszałem przyspieszony oddech Aldony, paluszki powędrowały w kierunku płatków i łechtaczki a jeden „zbłądził” i wszedł do szparki. Dziewczyna drgnęła całym ciałem, wiedziałem, że jest zadowolona. Po minucie pieszczot zdecydowałem przejść do kolejnego etapu. Klęknąłem pomiędzy jej udami, uniosłem jej kolana jeszcze wyżej, aż dotknęły biustu, nakierowałem nabrzmiałego członka na szparkę i powolutku wsuwałem go do ciepłego środka. Nie napotkałem żadnego oporu, cipka była zalana soczkami i intruz z łatwością wszedł do 2/3 długości. Poczułem to niesamowite doznanie zanurzenia penisa w ciasną, ale miękką, soczystą i mokrą cipkę. Zacząłem poruszać biodrami i delektować się widokiem wnikającego w głąb szparki nabrzmiałego kutasa. Penetrowałem ją coraz szybciej i mocniej, po chwili cały mój przyjaciel zniknął w cipce a Aldona, mając zamknięte oczy, stękała coraz głośniej.
    — Mistrzu, świetnie gotujesz!! — krzyknęła, sapiąc mocno.
    Po kilkunastu kolejnych ruchach penisem Aldona dostała orgazmu. Sapała głośno i oddychała szybko, jakby połykając powietrze. Mamrotała coś, nie zrozumiałem nic, ale nie dziwne, bo głowę zajmowało mi teraz moje rosnące podniecenie. Orgazm Aldony był silnym katalizatorem, jej pojękiwanie plus skurcze pochwy spowodowały, że szybko wyjąłem penisa ze szparki, zawyłem dosłownie i zacząłem tryskać spermą na jej cipkę. Gdy skończyłem, Aldona opuściła stopy na łóżko, a sperma kapała na narzutę. Padłem na plecy jak nieżywy, obok dziewczyny i słyszałem swoje i Aldony odgłosy łapania tchu. Położyłem dłoń na jej biuście i głaskałem go delikatnie. Leżeliśmy tak ze dwie minuty, bez słowa.
    — Mistrzu, ależ to danie było smaczne — odezwała się Aldona — jesteś super mistrz, to było niesamowite!
    — Tak, to było cudowne, jesteś wspaniałą dziewczyną — odparłem.
    Leżeliśmy jeszcze chwilę na łóżku, rozmawiając o seksie.
    — Muszę teraz pójść zrobić porządek z moją myszką, cała jest w budyniu — zaśmiała się — uprzedzam pytanie, nie będzie problemu, nie będziesz ojcem, byłam świadoma, co robię, mama mnie wyszkoliła i wyposażyła.
    — Uff, emocje przysłoniły mi dbanie o bezpieczeństwo twoje i moje — odparłem.
    Aldona poszła do łazienki i wróciła po kilku minutach.
    — Kacper, dziękuję za cudowne chwile, jesteś chłopakiem dżentelmenem — powiedziała, będąc jeszcze w drzwiach pokoju — a co do seksu, to nadaję ci tytuł „Sexmistrza”!
    Pocałowałem ja namiętnie w usta, po czym poszedłem do łazienki. Gdy wróciłem, Aldona była ubrana w czyste majteczki oraz biustonosz z kompletu, wzięła mnie za rękę i zeszliśmy na dół do salonu. W 10 minut przygotowaliśmy razem skromną kolację. To był piękny wieczór. Na do widzenia dostałem soczystego całusa.
    — Do zobaczenia jutro na zakupach, mistrzu — zaproponowała Aldona.
    — Do zobaczenia, moje ciasteczko z kremem — zażartowałem i parsknęliśmy śmiechem.

      Na drugi dzień rano poszedłem oczywiście na zakupy do warzywniaka z mocnym postanowieniem zrobienia żartu z podtekstem erotycznym.
    — Dzień dobry — przywitałem się oficjalnie, bo obok mnie stała już jakaś studentka — Chciałbym prosić o dużego ogórka gruntowego  i żeby miał skórkę jak najbardziej nierówną, siostra nie chce takiego płaskiego i śliskiego, bo słaby z niego użytek ponoć.
    — Czy taki może być? — spytała Aldona, prezentując w dłoni sękatego ogóra o długości 30 cm.
    — Oooo, taki będzie świetny, dam informację od siostry, czy spasował — odpowiedziałem z zachwytem w głosie.
    Kątem oka zauważyłem, że studentka patrzy na mnie z wytrzeszczem oczu, kompletnie skołowana.
    — Mam cię, kupiłaś żarcik! — zaśmiałem się w duchu.
    — Chętnie poznam opinię pana siostry — spokojnie skomentowała Aldona, robiąc do mnie „oczko” — nie jest pan jedyną  osobą, która pyta o takie okazy.
    Kupiłem jeszcze dodatkowe produkty z kartki i poszedłem do domu. Po godzinie wróciłem do Aldony, nie było nikogo oprócz mnie przy straganie. Aldona zaśmiała się głośno i radośnie.
    — Ale jaja, mówię ci — wypaliła — pamiętasz tę studentkę, która stała obok ciebie, gdy kupowałeś jarzyny? Spytała mnie, czy rzeczywiście dziewczyny kupują takie wielkie ogórki. Naściemniałam, że co kilka dni któraś przychodzi takiego kupić. Kupiła dwa ostatnie, jeden średni i drugi duży. Jestem ciekawa, czy zrobi sobie nimi dobrze! Aleś dał czadu!
    — Widzisz, reklama dźwignią handlu — odparłem — a swoją drogą, ty nie chciałabyś spróbować? Nałożę na niego gumkę i ….. .
    — Kurczę, ciekawa propozycja — skomentowała — ale muszę poczekać na kolejną dostawę. Kupię sobie marchew, ogórka i … cukinię, ale będzie ubaw!
    — Chcę to koniecznie zobaczyć!! — skwitowałem szybko.
    — OK, nie mam nic przeciwko — zaśmiała się — ale na dzisiaj po południu proponuję naturalną metodę zatykania szparki, co ty na to?
    — Jesteśmy gotowi! — zasalutowałem
    — Widzimy się u mnie o 17:00 w takim razie, pa! — zakończyła Aldona, bo podeszły do straganu dwie osoby na zakupy.

      Punktualnie o 17:00 zadzwoniłem do drzwi Aldony. Otworzyła, ale schowała się od razu za uchylonymi drzwiami, co mnie nieco zastanowiło. Wyjaśnienie okazało się prozaiczne, Aldona wyszła dopiero co spod prysznica i przepasana była tylko ręcznikiem.
    — Witaj piękna! — przywitałem się. — Mam nadzieję, że nie każdego gościa witasz tak … otwarcie?
    — No jasne, że nie każdego, głuptasie ¬— odpowiedziała na moją zaczepkę słowną — wiedziałam, że to ty dzwonisz. A co, nie podam ci się w takim stroju?
    — Ładniej będzie ci tak! — stwierdziłem i pociągnąłem za ręcznik.
    — No tak, rzeczywiście ładniej mi tak — zaśmiała się i przytuliła do mnie — wyskakuj z ciuchów, nie będę się tuliła do twoich gaci i koszuli.
    Szybko pozbyłem się ubrania, Aldona w tym czasie zamknęła drzwi na zamek. Poczułem, jak ciepłe ciałko przylgnęło do mojego, jej biuścik rozpłaszczył się na mojej klacie, a dłonie skrzyżowały się na plecach.
    — Tęskniłam za wami, strasznie tęskniłam! — powiedziała, patrząc mi teraz prosto w oczy. — Co dzisiaj upichcimy? Albo nieważne, chcę teraz, od razu, szybko!
    Odskoczyła ode mnie, przyjęła pozycję na czworaka i krzyknęła:
    — Wsadź mi, bo oszaleję!!
    — Ależ jesteś wyposzczona! Jeden dzień przerwy i takie potrzeby? – skomentowałem.
    — Nie pytaj, tylko wsadzaj! — krzyknęła.
    — Jak mnie będziesz pospieszać, to pomylę się i w dupeczkę ci wsadzę — prychnąłem.
    — Wsadzaj gdzie chcesz, byle szybko! — skwitowała moje wahania.
    — Cholera, mam szansę wsadzić dziewczynie kutasa w dupę i to bez pytania! — przebiegła mi przez głowę myśl. — Który chłopak by z tego nie skorzystał?!!
    — Sama chciałaś! — oznajmiłem.
    Chwyciłem nabrzmiałego już penisa w dłoń, a ponieważ nie miałem w zasięgu żadnego nawilżacza, splunąłem na dłoń kilka razy i śliną posmarowałem rozetkę pupy Aldony i przy okazji mojego kutasa. Przymierzyłem zadowolony w dziurkę analną i lekko popchnąłem. Pupa zareagowała oporem, wtedy Aldona dłońmi rozszerzyła pośladki i otworek stał się lepiej widoczny. Ponowiłem nacisk, teraz udało się minimalnie wsadzić czubek penisa, ale opór był znaczący.
    — Śmiało, nie jestem tam dziewicą — sapnęła napalona Aldona.
    Pchnąłem mocniej, dodatkowo dziewczyna cofnęła pupę, penis wszedł główką do odbytu. Pchnąłem mocnej i wszedł dalej, cofnąłem i znowu pchnąłem. Powoli, ale systematycznie kutas wbijał się w dziurkę coraz głębiej. Czułem na penisie mocny ucisk zwieracza, ale ciasne wejście mi wręcz pomagało. Gdy po kilkunastu pchnięciach kutas zaparkował głęboko, Aldona zdjęła dłonie z pośladków, a ja chwyciłem ją dłońmi w talii. Byłem tak zszokowany i szczęśliwy, że nie słyszałem jęków Aldony, skupiłem się na tym, aby nie odpuścić takiej okazji i zakończyć wytryskiem w środku. Trzymałem więc mocno talię i przykucnięty zacząłem penetrować analną dziurkę partnerki. Robiłem to pierwszy raz, więc żeby Aldona nie zmieniła zdani, trzymałem mocno i szybko ruchałem jej odbyt. Aldona pacami jednej dłoni pobudzała swoją łechtaczkę, sapaliśmy oboje i stękaliśmy podnieceni. Intensywna penetracja dała mi wybuchowy orgazm i strzelałem właśnie spermę do jej odbytu, a było jej tyle, że nie mieściła się w środku i wypływała obok mojego penisa. Spływała po pośladkach i udach dziewczyny. Mój orgazm był dla Aldony katalizatorem i po chwili to ona szczytowała głośno, mamrocząc jakieś wyrazy bez sensu. Byliśmy spoceni i wykończeni. Po chwili oba golasy leżały na podłodze przedpokoju i sapały nadal.
    — Ale to było cudowne, nie mogłam dłużej czekać — odezwała się pierwsza — naszła mnie jakaś taka straszna ochota na seks, teraz, już, natychmiast!
    — Zauważyłem, nawet tyłeczek mi dałaś, dziękuję bardzo — odpowiedziałem — to był mój pierwszy raz, jeśli chodzi o anal, nie uszkodziłem cię?
    — Spokojnie, kilku już tam było, powiem ci, że to dziwne, ale ciekawe przeżycie — odparła i usiadła na podłodze.
    Wstałem i pomogłem jej wstać, na podłodze była mała plama spermy, która wyciekła z jej pupy.
    Poszliśmy razem pod prysznic, namydliliśmy się nawzajem i myliśmy się, jej delikatna, śliska na dodatek skóra wprawiała mnie w zachwyt, byłem naprawdę szczęśliwy. Po kąpieli przygotowaliśmy kolację, zrobiliśmy to na golasa, tak dla uciechy oczu. Pierwszy raz mogłem konsumować na dwa sposoby.

      Kolejnego dnia byłem na zakupach już o ósmej rano, widok Aldony od razu spowodował uśmiech na mojej twarzy.
    — Cześć Aldona, jak się czujesz po wczorajszych harcach? — spytałem z troską w głosie.
    — Cześć Kacper, trochę mnie szczypie, wiesz gdzie, ale wszystko w porządku, dwa dni bez anala i wszystko wróci do normy — odparła z uśmiechem.
    — Wiesz co, dzisiaj proponuję dłuuuuugi nocny spacer, pooglądamy gwiazdy, ma być czyste niebo — zaproponowałem — weźmiemy termosik, siądziemy sobie w parku, to będzie romantyczna noc, co ty na to?
    — Mistrz romantyk, ciekawe połączenie — odparła — ja wczoraj pokazałam swoją dziką stronę, teraz ty pokazujesz swoją romantyczną, fajna sprawa. Jasne, chętnie pójdę z tobą na nocny spacer.
    Nocny spacer zaczęliśmy o 22:00, to było cudownych pięć godzin spacerowania, przytulania, całowania, patrzenia w gwiazdy i rozmawiania na wszelkie tematy. Potem odprowadziłem Aldonę do jej domu, a ja wróciłem podekscytowany do siebie.

      Kolejny dzień i kolejne zakupy w warzywniaku.
    — Przyszła nowa dostawa ogórków, cukinii, marchewek i innych jarzyn — przywitała mnie radośnie Aldona kolejnego już  ranka wakacyjnej pracy — skompletowałam już kilka okazów, proponuję zrobić z nich użytek wieczorem, masz ochotę?
    — Wiesz, dla mnie to konkurencja, ale chętnie popatrzę — odparłem, niby zaskoczony.
    — Twój przyjaciel nie ma konkurencji, to będzie tylko coś … perwersyjnego — usłyszałem.
    — Żartowałem, jasne, że chętnie spotkam się z tobą wieczorem — odpowiedziałem uśmiechając się.
      Wieczorne spotkanie zaczęło się od prezentacji erotycznych warzyw. Świetnie prezentował się ogórek, za to marchewka była najdłuższa, ale cukinia biła oba poprzednie na głowę, była naprawdę imponująca. Warzywa były świeżo umyte i leżały sobie na stole w salonie, dorzuciłem jeszcze do nich paczuszkę prezerwatyw. Aldona rozpakowała gumki i założyła pierwszą na marchewkę, ja ozdobiłem ogórka. Zostawiłem najciekawszy zestaw dla Aldony i patrzyłem, jak naciąga kondoma na cukinię, ale to był widok. A żebyście widzieli jej zachwycony wzrok, już była wyraźnie podniecona.
    — Dobra, przenosimy się na sofę — zarządziła i rozebrała się szybko.
    Usiadła na sofie, pupa na brzegu, kolana wysoko, stopy podpierały sylwetkę. Trzymała w dłoni marchewkę w lateksowym płaszczyku, której koniec przytknęła do szparki i pchnęła. Marchewka weszła łatwo, zbyt łatwo moim zdaniem.
    — Cienka, nie ma co próbować, niech 14-latki sobie tym dogadzają, ale może do pupy się nada, potem sprawdzę — zaopiniowała pierwsze warzywo, po czym odłożyła na bok.
    Podałem jej otulonego w prezerwatywę ogórka, którego ze 3cm wsadziła do szparki.
    — O, ten już lepszy, wpycha się z lekkim oporem, to nie to, co marchewka — skomentowała.
    Zaczęła wtedy penetrować swoją szparkę, ogórek miał bardzo nierówną skórkę i zapewne świetnie drażnił ścianki jej pochwy.
    — Nooo, to już jest zdecydowanie dobry gadżet do masturbacji — powiedziała lekko podnieconym głosem — szoruje pięknie moją dziurkę.
    Wykonała kilkanaście wsadów i zadowolona odłożyła ogórka na bok.
    — Niezły jest, ale daj mi tego olbrzyma teraz — poprosiła.
    — A mogę ja zaaplikować ci cukinię? — spytałem podnieconym głosem.
    — Jasne, ulżyj sobie — odparła spokojnie.
    Wziąłem cukinię do prawej dłoni, zrobiłem siad płaski przed szparką, palcami drugiej dłoni rozszerzyłem nieco płatki i przytknąłem warzywko do otworka. Docisnąłem lekko, dziurka stawiała opór. Postanowiłem nieco ja przygotować, więc sięgnąłem językiem do płatków i zacząłem standardową grę wstępną. Języczek szalał, liżąc płatki, łechtaczkę, wewnętrzne obszary ud, nawet rozetkę polizałem kilka razy. Potem dołączyłem paluszki i po kilku minutach cipka była mokra od jej własnych soczków. Uznałem, że jest gotowa na przyjęcie trzeciego gościa. Przytknąłem cukinie do szparki i pchnąłem energicznie, cukinia wślizgnęła się trochę do środka.
    — Ależ się rozpycha, skubana ¬ — sapnęła Aldona.
    Kontynuowałem „atak”, po kilku rucha frykcyjnych połowa cukinii zniknęła wewnątrz. Wtedy zacząłem poruszać nią tam i z powrotem. Podobało mi się, gdy cofająca cukinia „zabierała ze sobą” mięśnie ujścia pochwy, po czym wciskała je do środka. Zacząłem z pasją penetrować jej cipkę, a dziewczyna stękała na początku, ale potem, gdy pochwa dostosowała się do wielkości intruza, zaczęła wydawać seksowne dźwięki. Wtedy wpadłem na pomysł uatrakcyjnienia seksu. Klęknąłem i przystawiłem swojego nabrzmiałego penisa do rozetki Aldony. Zanim zdążyła zaprotestować, wsadziłem główkę do jej pupy.
    — Oooo, czuję drugiego intruza — sapnęła — mam zmieścić ich obu?
    — Dasz radę — odpowiedziałem, wpychają kutasa do połowy.
    Teraz jedną ręką penetrowałem cukinia jej cipkę a swoim kutasem dziurkę poniżej. Starałem się utrzymać rytm, wsadzam kutasa, cofam cukinię i tak w kółko. Zauważyłem wtedy, że dłoń Aldony wylądowała na jej łechtaczce i energicznie ją masowała. Dziewczyna skamlała z rozkoszy, ja też byłem blisko finału. Jeszcze kilkanaście ruchów i stęknąłem głośno, po czym zacząłem zalewać jej pupę ciepłym płynem. Dołączyła do mnie Aldona i razem krzyczeliśmy, przeżywając orgazmy.
    Aldona siedziała, a ja klęczałem, oboje wymęczeni seksem, łapaliśmy oddechy.
    — Ja pierniczę, ale jazda — pierwsza odezwała się Aldona — pierwszy raz miałam zatkane obie dziurki.
    Patrzyłem na Aldonę z uwielbieniem, po raz kolejny dała mi eksplodujący orgazm, seks analny i możliwość podziwiania jej boskiego ciała w szczegółach anatomicznych.
    — Aldona, kocham cię! — wypaliłem.
    — Wiesz co, chodźmy najpierw pod prysznic, potem będziesz mi prawił komplementy — stwierdziła i pobiegła do łazienki.
    — Mówiłeś że mnie kochasz, dobrze słyszałam? — spytała, gdy byliśmy ponownie w salonie.
    — Tak, mogę to powtórzyć, jeśli chcesz — odparłem.
    — To miłe słowa, dziękuję, ja też cię kocham — odpowiedziała i przytuliła się do mnie.
    Położyliśmy się i przytuleni spędziliśmy tak z pół godziny, bez słów i gestów, po prostu leżeliśmy razem.
      Kolejne tygodnie pełne były spacerów, wspólnych kolacji, przytulania, całowania i oczywiście seksu. Uprawialiśmy seks spontanicznie, teraz już z zabezpieczeniami, tworzyliśmy wspaniałą parę młodych, zakochanych ludzi. A zaczęło się tak niewinnie, po prostu od zakupów w warzywniaku.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OsobaX
  • Dawno, dawno temu… 8. – Piotrus Pan

    Dawno dawno temu…w krainie zwanej Nibylandią, żył sobie pewien chłopiec, który nigdy nie chciał dorosnąć. Nazywał się Piotruś Pan. Tymczasem w pewnym domu w Londynie mieszkała trójka rodzeństwa Darlingów.
    Wendy John i Michael.
    Każdego wieczoru Wendy opowiadała swoim braciom historie o przygodach Piotrusia Pana. Rodzeństwo wielbiło go niczym bohatera. Chcieli być tacy jak on. Nigdy nie chciały dorosnąć. Wendy natomiast fantazjowała o spotkaniu Piotrusia. Często wyobrażała go w swoich snach i marzeniach. Jako silnego mężczyznę. Wendy, co wieczór myślała o nim dotykając się po swoich intymnych miejscach, przez koszulę nocną. Bardzo pragnęła go spotkać. Pragnęła go poczuć.

    Rodzice rodzeństwa nie pochwalali tego i mówili, że tak nie przystoi i że powinni w końcu dorosnąć.
    Jednak oni w ogóle się tym nie przejmowali. Pewnej nocy do pokoju rodzeństwa przyszedł sam Piotruś Pan wraz ze swoją wróżką zwaną Dzwoneczkiem. Darlingowie natychmiast się obudzili i byli podekscytowani tym, że go zobaczyły.

    – To Piotruś Pan! – krzyknął Michael.

    – Zgadza się.

    – Co tutaj robisz Piotrusiu? – spytała Wendy.

    – Przybyłem tutaj, aby was zabrać do Nibylandii. Do krainy gdzie się nie dorasta.

    – Hurra…hurra…

    – Tak chcemy do Nibylandii. Zrobimy wszystko Piotrusiu.

    – Zatem Dzwoneczku…

    Dzwoneczek wtedy za pomocą magicznego pyłu chciała sprawdzić żeby dzieci potrafiły latać, tak jak Piotruś Pan. Jednak nic nie mogli zrobić.

    – Nie rozumiem…o co chodzi? – spytał John.

    – Czemu nie możemy latać? – spytała Wendy.

    Piotruś zastanawiał się chwilę.

    – Żeby polecieć musicie odłożyć wszystkie troski na bok i czuć się wolni i zrelaksowani.

    – Może być to teraz trudne. Nie wiemy, co zrobić abyśmy się tak poczuli.

    – Wiecie co…mam pewny pomysł. Dzwoneczku…

    Wtedy Dzwoneczek powiększyła się do rozmiarów kobiety, po czym zdjęła swoje odzienie. Podeszła do chłopców. Ci byli pod wrażeniem jej dużych, obfitych piersi i zgrabnego tyłka. Natychmiast do nich podeszła, a ci natychmiastowo zdjęli swoje nocne koszule, pokazując swoje w pełnym wzwodzie kutasy. Dzwoneczkowi się spodobało. Uklęknęła przed nimi i zaczęła szybko obciągać jednemu oraz drugiemu. Braciom bardzo się to podobało. Nie poprzestawała, a nawet używała swoich piersi, aby obejmować penisy braci. Wendy na samą tą scenę poczuła ogromne podniecenie.

    – Jeszcze zostałaś ty Wendy.

    – Co mam zrobić żebym mogła latać.

    – Chyba mam pomysł. – wtedy Piotruś podszedł do niej i pocałował ją w usta.

    Wendy bardzo się to spodobało. Po chwili dłonie Piotrusia zaczęły dotykać jej jednych piersi oraz schodzić niżej. Podwinął materiał jej koszuli nocnej i dotknął cipki. Zaczął się poruszać w niej palcami, powodując błogie uczucie u Wendy.

    – O matko…Piotrusiu…

    – To jeszcze nie koniec. – wtedy Piotruś zdjął jej koszulę nocną, a ona pokazała mu swoje jędrne piersi oraz tyłek a także gładką cipkę.

    Piotruś uśmiechnął się na ten widok. Zdjął swoje zielone ubranie. Wendy zobaczyła jego wielkiego kutasa. Była pod wrażeniem. Piotruś wtedy położył ją na jej łóżku i rozchylił jej nogi. Zaczął całować jej cipkę. Poruszał językiem w środku. Ssał i pieścił jej łechtaczkę. Dodatkowo palcami zataczał kółka. Wendy bardzo się to podobało. Nie mogła się powstrzymać.
    Piotruś nie przestawał, a w tym samym czasie Dzwoneczek położyła Johna na plecach na jego łóżku i usiadła okrakiem na jego penisie. Zaczęła się poruszać w górę i w dół. W tym czasie Michael podszedł do niej i przystawił swojego kutasa do jej buzi. Ta ssała go dalej oblizując z każdej strony.

    – O to takie przyjemne uczucie.
    – powiedział John.

    Dzwoneczek podskakiwała na jego fiucie wprowadzając go coraz głębiej do cipki. Mogłaby jęczeć, ale Dzwoneczek była niemą wróżką, a poza tym kutas jego brata blokował jej tą możliwość.

    Piotruś w tym czasie w końcu podniósł jedną nogę Wendy do góry i wsadził swojego kutasa do środka. Zaczął go wsadzać coraz głębiej i głębiej. Sprawiało to niezwykłą przyjemność.

    – O tak Piotrusiu…o tak… – jęczała.

    Piotruś nie poprzestawał i posuwał ją coraz bardziej. Coraz mocniej wkładając kutasa do środka. Zaczął też całować jej w piersi. Po jakimś czasie chłopcy zamienili się ze sobą, przez co teraz Dzwoneczek położyła się na plecach, a Michael wsadził kutasa do jej cipki mocno ją posuwając. John w tym czasie przyłożył mokrego od jej soczków kutasa do jej twarzy. Dzwoneczek szybko wzięła go do ust i połykała w całości. Chłopcom bardzo się to podobało i byli bardzo blisko spełnienia.

    Piotruś zmienił wtedy położenie. Sam się położył na łóżko, a Wendy zaczęła skakać na jego kutasie coraz bardziej wprowadzając go do swojej cipki.

    – O tak…oooogghh…oogghh – jęczała.

    Za każdym razem coraz bardziej odczuwała przyjemność. John wtedy zmienił swoją pozycję wyjmując kutasa z buzi, po czym zaszedł od tyłu Dzwoneczka i wprowadził go prosto do jej odbytu. Dzwoneczek miała jednocześnie w sobie kutasa Michaela oraz Johna. Zarówno w cipce jak i odbycie. Posuwali ją tak na zmianę co powodowało samą rozkosz. Po jakimś czasie wszyscy jednocześnie osiągnęli spełnienie. John oraz Michael doszli w środku Dzwoneczka, po czym wyszli z niej, a z wróżki zaczęły wylewać się nasienia chłopców. Ona sama była zmęczona i padnięta.

    Piotruś w tym samym czasie trzymał Wendy za pośladki dociskając do siebie. Był bardzo blisko, aż w końcu wystrzelił swoje nasienie do środka. Wendy także osiągnęła spełnienie, co pokazała to drżąc cała. Opadła później na Piotrusia.

    Nim minęła chwila chłopcy zaczęli unosić się w powietrzu, tak samo jak Wendy.

    – Hurra…udało nam się! My latamy!
    – krzyczał Michael.

    – Brawo zuchy. To teraz za mną. Do drugiej gwiazdy na prawo! Do Nibylandii! – powiedział Piotruś i razem rodzeństwo wspólnie wyleciało z okna swojego domu i udało się za Piotrusiem i Dzwoneczkiem do Nibylandii.

    Kiedy dotarli do Nibylandii czekały ich tam niesamowite przygody. Po drodze spotkali Zagubionych Chłopców, którzy tak samo jak Piotruś nie chcieli dorastać. Piotruś oznajmił, że Wendy będzie opowiadała im różne bajki. Jakiś czas potem Piotruś zabrał Wendy niedaleko miejsca gdzie znajdowały się syreny, nagie kobiety z ogonami ryb. Piotruś kazał Wendy poczekać, a sam podleciał blisko nich.

    – Witam moje panie.

    – Patrzcie to Piotruś Pan.

    – Rzadko nas odwiedzasz teraz Piotrusiu.

    – Ale dzisiaj jestem.

    Syreny uśmiechnęły się do siebie i zdjęły Piotrusiowi spodnie dobierając się do jego kutasa.

    – Długo kazałeś na siebie czekać.

    Zaczęły obciągać mu razem. Dwie syreny jednocześnie zajmowały się jego penisem. Jedna lizała mu główkę, a druga jądra. Piotruś czuł się wspaniale i niezwykle. Wendy zdala obserwowała to wszystko i dotykała się po swojej cipce. To widok penisa Piotrusia tak na nią działał. Wpatrywała się tak, że nie zauważyła jak jedna syrena podpływa do niej i zabiera ją ze sobą do wody. Piotruś szybko to zauważył i interweniował. Powstrzymał syrenę.

    – Hej spokojnie. Ona jest ze mną.

    – Naprawdę? Wybacz Piotrusiu. Myślałam, że to członkini załogi kapitana Haka.

    – To jest Wendy i teraz tutaj zamieszka. – oficjalnie powiedział Piotruś.

    Wendy była trochę zmieszana jego słowami, ale nie mogła się nad tym dłużej zastanawiać, bo wtedy…

    – Uwaga to Kapitan Hak! – powiedziała jedna z syren zauważając statek piracki.

    Syreny szybko uciekły, a Piotruś zabrał Wendy daleko stąd. Obserwował jednak z daleka łódź kapitana Haka, który razem ze swoim pomocnikiem panem Smee więził córkę plemienia Indian, Tygrysią Lilię. Piotruś i Wendy śledzili piratów, którzy zabierali ją do Skały Rozbitków. W tym samym czasie Zagubieni Chłopcy oraz bracia Wendy zostali porwani przez Indian, którzy zagrozili im, że jeśli córka wodza się nie znajdzie to gorzko tego pożałują. W tym czasie Kapitan Hak płynął razem z Tygrysią Lilią.

    – Tygrysia Lilio, bądź tak dobra i powiedz mi gdzie znajdę Piotrusia Pana i tych jego Zagubionych Chłopców.

    – Nic ci nie powiem.

    – Dobrze. To zmuszę cię inaczej do mówienia.

    Kapitan Hak zdjął ubrania z Tygrysiej Lilii oraz rozkazał, aby ssała mu kutasa. Ta to zrobiła, a kapitan odczuł niezwykłą przyjemność. Z każdej strony oblizywała dookoła.

    – O tak moja droga….O tak…

    Wtedy swoim stalowym hakiem, który miał zamiast dłoni złapał ją za włosy i przytrzymał. Po jakimś czasie czegoś takiego odwrócił ją tak, że była na czworakach. Po czym włożył swojego kutasa prosto do jej cipki i zaczął nim poruszać coraz mocniej i mocniej.

    – Zapłacisz za to że ukrywasz Piotrusia Pana.

    Robił to coraz szybciej i szybciej. Jednak w tym momencie koło łódki Haka zaczął zbliżać się krokodyl, który to odgryzł Hakowi rękę. Kapitan Hak panicznie boi się krokodyla i natychmiast chciał uciec. Piotruś Pan wykorzystał sytuację i szybko udało mu się uratować Tygrysią Lilię. Hak tak się wkurzył, że obiecał Piotrusiowi zemstę.

    Kiedy Tygrysia Lilia się odnalazła Piotruś Pan odstawił ją do wodza Indian. Ten wypuścił Zagubionych Chłopców oraz braci Wendy i nazwał ich swoimi przyjaciółmi. Wszyscy bardzo świętowali. Tygrysia Lilia w podzięce za uratowanie życia obciągnęła Piotrusiowi jego kutasa. Lizała z każdej strony i mocno ssała. Była w tym tak dobra, że Piotruś momentalnie spuścił się na jej twarz.

    Jakiś czas później Dzwoneczek czuła się zdradzona przez Piotrusia Pana, który spędzał więcej czasu z Wendy. Naprowadziła przez to Kapitana Haka do jego kryjówki, gdzie ten porwał Zagubionych Chłopców oraz rodzeństwo Darlingów. Zostawił też pułapkę na Piotrusia Pana jednak wpadł w nią sam Dzwoneczek. Piotruś przeprosił ją za to jak ją traktował. W ramach zgody pocałował Dzwoneczka, a z czasem to przerodziło się w coś więcej. Dzwoneczek zerwała z siebie ubrania i szybko dosiadła się do kutasa Piotrusia. Piotruś szybko zaczął ją posuwać w górę i w dół. Dzwoneczek odzyskała przez to radość życia i znów czuła swoją magię. Piotruś posuwał ją coraz szybciej i szybciej, pieszcząc i dotykając jej drobne piersi. W końcu nie wytrzymał i doszedł w niej strzelając z nią swoim nasieniem. Dzwoneczek poczuła się niezwykle dobrze.

    – Dzwoneczku, jeszcze raz przepraszam za to wszystko, jednak musimy ich ocalić. Musimy znaleźć Kapitana Haka.

    Dzwoneczek razem z Piotrusiem znaleźli szybko statek Haka. Tam Kapitan Hak stawiał warunek rodzeństwu oraz Chłopcom.

    – Macie dwie możliwości. Mogę sprawić, że wypadniecie za burtę albo możecie do mnie dołączyć i być piratami.

    – Nigdy nie zdradzimy Piotrusia Pana. – powiedziała Wendy.

    – Jesteś taka pewna. Chłopcy… – wtedy piraci przyszli do Wendy zdzierając z niej koszulę nocną i zaczęli ją dotykać wszędzie.

    Wendy brzydziła się tym wszystkim, ale nie mogła nic zrobić, ponieważ miała związane ręce. Piraci dotykali ją wszędzie i śnili się na jej widok, jednak wtedy przerwał im to Piotruś Pan. Wkroczył do akcji i uwolnił Zaubionych chłopców oraz rodzeństwo Darlingów. Toczył z Hakiem walkę na miecze.

    – Lepiej się poddaj, Piotrusiu Panie.

    – Nigdy. – odpowiedział Piotruś Pan.

    Hak toczył zażartą walkę z odwiecznym wrogiem. Ostatecznie to Piotruś wygrał spychając haka prosto do morza, a tam już czekał na niego znajomy krokodyl.
    Po zwycięstwie udało im się przejąć statek piratów.

    – Hurra! Udało nam się.

    Dzwoneczek za pomocą magicznego pyłu sprawiła, że statek zaczął unosić się w powietrzu. Piotruś postanowił zabrać dzieci prosto do ich domu do Londynu.

    – Dziękuję ci Piotrusiu. Za to wszystko. Że pokazałeś nam tą krainę, ale nasz dom…

    – Rozumiem, jednak ja jeszcze tego nie odnalazłem. Jeszcze nie chcę dorosnąć.

    – Dobrze, więc…wiesz droga do domu daleka. Powinniśmy spędzić tę noc razem. Ostatni raz zanim się pożegnamy.

    – Dobrze Wendy.

    Piotruś spojrzał na Dzwoneczka, która pozwoliła mu być sam na sam. Piotruś zaprowadził Wendy do kajuty kapitana. Tam pozbyli się swoich rzeczy i zaczęli się namiętnie całować. Piotruś dotykał Wendy po jej piersiach oraz cipce. Ta szybko przeniosła ręce na jego kutasa, którym to zaczęła poruszać w górę i w dół. W końcu razem udali się na łóżko. Tam Wendy położyła się na brzuchu i wzięła kutasa Piotrusia do ust. Połykała go w całości liżąc z każdej strony. Piotrusiowi sprawiała tym samym przyjemność. Po jakimś czasie położyła się na plecach i rozłożyła nogi. Wtedy Piotruś wsunął się prosto do jej cipki. Poruszał się w górę i w dół. Wendy jęczała z przyjemności.

    – Oooooooogghh…aaaaaaagghhhh…

    Nie mogła wytrzymać. Czuła się wspaniale. Po jakimś czasie osiągnęła spełnienie. Gdy Piotruś był już blisko Wendy odsunęła go od siebie i przystawiła jego kutasa do ust. Piotruś w końcu wystrzelił swoje nasienie prosto na jej twarz, a część przyjęła do ust. Czuł się niesamowicie.

    – To było niezwykłe. Jesteś wspaniały Piotrusiu.

    – Ty także Wendy.

    Byli razem aż w końcu dolecieli do domu rodzeństwa.

    – Do zobaczenia Piotrusiu.

    – Do zobaczenia wam wszystkim.

    Piotruś Pan udał się do Nibylandii. Wendy została w swoim domu w Londynie. Zauważyła, że dorastanie nie jest takie złe, jednak często wspominała Piotrusia Pana i chwile spędzone razem.
    On sam jednak nie chciał jeszcze dorosnąć i przeżywał kolejne przygody w Nibylandii.
    Piotruś Pan żył długo i szczęśliwie.

    Koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Author M

    Parodia Piotrusia Pana.

  • Wspaniale spotkanie z dlugim

    Opowiadanie jest prawdziwe. Jakieś 2-3 lata temu szukałem kogoś na sex na pewnym portalu. W moim mieście rodzinnym nie ma zbyt wielu gejów, więc nie łatwo było kogoś znaleźć. Ale pojawił się ktoś nowy, z innego miasta jak sugerowała nazwa jegomościa. Zdecydowałem się napisać, w końcu świeże mięso się pojawiło. Chłopak był rok starszy ode mnie, przyjechał do mojego miasta na jakiś dłuższy czas, aby pilnować mieszkania i zwierzaka swojej ciotki a pracował zdalnie. W końcu mógł pomieszkać sam bez rodziców. Nie był super przystojny, ale brzydki też nie. Ciało miał całkiem fajne a kutasa jeszcze lepszego. Na oko jakieś 22 cm i niezbyt gruby. Po krótkiej rozmowie uznaliśmy, że szukamy tego samego i to samo lubimy wiec umówiliśmy się za godzinę u niego. Przygotowałem się i ruszyłem. Nie miałem daleko, około 15 minut pieszo, więc droga minęła szybko. Gdy otworzył drzwi jakoś lepiej mi się zrobiło, bo na żywo wyglądał lepiej niż na fotkach. Zaprosił do środka, zaproponował coś do picia. Usiedliśmy razem na rozłożonej i przygotowanej już do zabawy wersalce. Zapaliliśmy po fajce, rozmowa szła bardzo gładko, jakbyśmy znali się od dawna. Szybko przeszliśmy do wspólnych macanek podczas rozmowy, powoli się nawzajem rozbieraliśmy. Gdy byliśmy już całkowicie nago poszliśmy dalej, wspólne walenie, pieszczoty. Zaproponował 69, ja na górze, on na dole. Bawiliśmy się swoimi kutasami jakiś czas, raz waląc, raz liżąc lub obciągając. Przeszliśmy do swoich dziurek. Koleś zaskoczył mnie swoją zwinnością, bo robiliśmy sobie wzajemny rimming w pozycji 69 bez problemu. Rimming trwał dość długo, bo nie mogliśmy się oderwać od swoich dziurek ( ja miałem być pasywny bo on tylko aktyw ale bardzo lubił mieć lizaną dupkę). Położyliśmy się razem na plecach, chwilę sobie jeszcze waliliśmy aż on wstał i nawilżył moją już bardzo spragnioną dziurkę lubrykantem. Wszedł we mnie bez problemu cały w pozycji na pagony. Byłem w niezłym szoku, że tak od razu we mnie wszedł, bo faktycznie miał te 22 cm jak nie więcej. Poczułem go w sobie całego aż mój kutas zrobił się jeszcze twardszy. Zaczął powoli jakby myślał, że przez wielkość sprawia mi ból. Uśmiechnąłem się i powiedziałem, aby ruchał tak jak umie najlepiej, bo jestem mega napalony i nie czuję żadnego bólu. Na te słowa zareagował natychmiast, bo mocno przyspieszył tempo. Ruchał rewelacyjnie jak nikt do tej pory. Moja prostata nigdy nie dostała takiej stymulacji, bo czułem orgazm aż w brzuchu. Ruchał tak z 15 minut, po czym zatrzymałem go bo bolały mnie już nogi od trzymania ich tak długo w górze. Ustawiłem się w pozycji na pieska. Wszedł od razu jakbyśmy w ogóle nie przerywali, ruchał jeszcze mocniej i szybciej, prawie cały wychodząc i wchodząc. Było mi jeszcze przyjemniej aż mój kutas zaczął puszczać soki na koc. Po 20 minutach wbijał się we mnie jak szaleniec, już nie wiem gdzie czułem tego kutasa bo był chyba w całym mnie. Ogarnęła mnie fala ciepła, jedną ręką waliłem delikatnie swojego kutasa a drugą naślinioną pieściłem jego dziurkę od dołu. Wtedy on zaczął głośno jęczeć, ja też. Oboje trysnęliśmy w tym samym czasie, ja na koc, on we mnie. Zalewał mnie chyba litrami spermy. Byłem w siódmym niebie, on zresztą też. Wyszedł ze mnie a ja zacisnąłem zwieracz, aby nic nie wyciekło. Zaprowadził mnie do łazienki i zapytał czy może popatrzeć jak opróżniam swój tyłek z jego spermy, ale wcześniej wspólnie zlizaliśmy trochę mojego nasienia z kocyka. Zgodziłem się, wszedłem pod prysznic, kucnąłem i zacząłem wypuszczać jego nektar z siebie. Było tego naprawdę sporo. Trochę zgarnąłem na rękę jego spermy z mojej dupki, gdy leciała i zacząłem ją zlizywać ze swoich palców. On też chciał, więc nabrałem jeszcze trochę i dałem do zlizania. Po wszystkim kazał wstać i się wypiąć. Wylizał mój tyłek do czysta. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, wymieniliśmy się swoimi wrażeniami i ustaliliśmy, że obowiązkowo musimy to powtórzyć. Gdy byłem znów w swoim rodzinnym mieście znowu się spotkaliśmy, było praktycznie tak samo i tak samo świetnie. Niestety jego ciotka wróciła po tych kilku miesiącach nieobecności i musiał opuścić mieszkanie. Pisaliśmy jeszcze jakiś czas, ale nie udawało nam się zgrać. Może jeszcze kiedyś się uda powtórzyć to po raz kolejny i znów będzie zajebiście. Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało i uda się coś jeszcze napisać o jakimś innym spotkaniu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Górny
  • Pakt z diablem dla Moniki cz.1

    Zapukałem do drzwi, a gdy się otworzyły, uderzył mnie zapach słodkich perfum Moniki, mieszający się z delikatną wonią jej świeżo umytych włosów. Stała przede mną w jasnym, niemal prześwitującym białym topie, odsłaniającym płaski brzuch, na którym lśnił delikatny kolczyk w pępku. Dekolt w kształcie serca, misternie wykrojony, pięknie podkreślał pełnię i krągłość jej zgrabnego biustu. Niżej nosiła czarne legginsy, które niczym druga skóra idealnie opinały jej uda i pośladki, jednocześnie je unosząc, co nadawało im jeszcze bardziej ponętny, kształtny wygląd. Już od progu wyczuwało się gęstą, elektryzującą atmosferę naszego spotkania, niemal namacalną w powietrzu. Po Monice widać było, że nie miała na sobie bielizny – jej sutki sterczały dumnie, przebijając się wyraźnie przez cienki materiał bluzki, a legginsy ciasno wbijały się w rowek między pośladkami, akcentując ich krągłość. Poczułem przemożną, palącą ochotę, by chwycić ją za tyłek i mocno ścisnąć, a następnie wgryźć się w kark, czując ciepło jej skóry i niemal słysząc jej cichy jęk z zaskoczenia.

    Monika, z subtelnym uśmiechem, weszła do środka, a cichy zgrzyt zamka oznaczał, że jesteśmy sami. – Słuchaj, Jacek, mam sprawę i tylko do ciebie mogłam się zgłosić – zaczęła, a jej głos brzmiał nieco niepewnie, choć determinacja biła z jej oczu. – Co to za sprawa? – spytałem, starając się skupić na jej słowach, choć mój wzrok mimowolnie wędrował do jej pełnych, kuszących ust. Przez chwilę rozmarzyłem się, wyobrażając sobie je zaciśnięte wokół mojego członka, na moment tracąc kontakt z tym, co do mnie mówiła. Szum krwi w uszach zagłuszał jej słowa. Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości, zmuszając się do uwagi.

    Monika opowiedziała mi o koszmarnym długu, jaki zaciągnęła u pewnej Kasi. Jej opis Kasi mroził krew w żyłach – to dosłownie diabeł w ludzkiej skórze, a jakakolwiek umowa z nią to niczym cyrograf na duszę, przypieczętowany na wieczność. Kasia, używając swoich wpływów, bardzo pomogła Monice, otwierając jej drzwi do kariery i umożliwiając zdobycie prestiżowego zawodu menadżera w japońskiej firmie. Teraz jednak przyszła po swój dług. Kiedy dowiedziałem się, co to za dług, poczułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg – z oszołomienia usiadłem ciężko na krześle i wpatrywałem się w nią, nie mogąc uwierzyć. W ramach spłaty długu Monika miała spełnić trzy jej życzenia. Wśród nich, co zabrzmiało najbardziej absurdalnie i przerażająco, miał być nowy seks-niewolnik – ale nie jakiś chętny na taki układ czy poddany, lecz typowy samiec alfa, który z pogardą odmawia nawet minety, a kobiety traktuje jedynie jak puste worki na spermę, pozbawione godności.

    Monika, nie czekając na moją reakcję, nagle uklękła przede mną i zręcznie rozpięła moje spodnie, uwalniając z nich mojego penisa. Był już sztywny i gotowy na pieszczoty, dosłownie wystrzelił z majtek z energicznym szarpnięciem, lądując tuż przed jej twarzą. Była tak blisko, że czułem jej ciepły oddech na swoim wzgórku łonowym, a w mojej głowie pulsowała tylko jedna myśl: chciałem ją wykorzystać, poczuć jej uległość. Chwyciła go swoją dłonią, która była przyjemnie chłodna i delikatna w porównaniu do rozpalonej skóry, i zręcznie zaczęła pieścić, jednocześnie zaczynając opowiadać.

    – Aby zostać niewolnikiem – wyszeptała, a jej głos był niski i zmysłowy – przechodzi się inicjację, która polega na dwóch sytuacjach. Najpierw ona sprawi, że wytryśniesz, tak jak ja to teraz robię, a następnie… powiem więcej, gdy tylko zobaczę twoją spermę na mojej dłoni.

    Jej dłoń przyspieszyła, uścisk stał się mocny i pewny, a jej wzrok ani na moment nie oderwał się od moich oczu. Widziałem w nich iskierki pożądania, gdy obserwowała moje rosnące zadowolenie i zbliżający się, nieuchronny orgazm. W końcu strzeliłem. Cieplutkie, lepkie nasienie poleciało na nią – na jej rozpięty top i delikatną twarz, tworząc mokre smugi. Słyszałem ciche mlaskanie, gdy resztę, bez wahania, wzięła do ust i z widoczną satysfakcją połknęła białą zawiesinę.

    – Tak musisz zrobić – powiedziała, oblizując wargi, a jej oddech nadal był przyspieszony. – Zjeść swoje własne nasienie. Ten, kto to zrobi, służy drugiemu, a następnie musi całkowicie ulec przez akt uległości, czym jest… – zatrzymała się na chwilę, by zbudować napięcie. Przełknęła ślinę, a jej oczy błyszczały. Zbliżyła mojego penisa ponownie do ust. – Dominator musi nasikać na drugą osobę i wtedy ta osoba jest jego, jego własnością.

    Następnie, bez słowa, otworzyła swoje usta, czekając z pokorą, aż z mojego członka poleci złoty deszcz. Czułem lekki dreszcz emocji na myśl o tym.

    Jednak ja tego nie zrobiłem. Poczułem nagle, że to za dużo, przekraczało to jakąś wewnętrzną granicę. Gwałtownie wstałem, a krzesło z hukiem odsunęło się od ściany, mając wyraźny zamiar wyjścia, jednocześnie dając jej do zrozumienia, że nie może na mnie liczyć. Monika, z wyraźnym smutkiem malującym się na twarzy, poszła cicho do łazienki. Słyszałem cichy szloch, który próbowała stłumić. Wiedziałem jednak, że Monika była wyjątkową kobietą, a ta praca, ten dług, znaczyły dla niej ogromnie wiele. Coś we mnie pękło. Zawróciłem i wszedłem za nią do łazienki. Tam kazałem jej uklęknąć. Złapałem ją mocno za ognistorude włosy, pociągnąłem jej głowę do góry i spojrzałem głęboko w jej oczy. Bez dalszych ceregieli zacząłem oddawać swój mocz na nią, słysząc szum strumienia uderzającego o jej skórę i czując ostry, specyficzny zapach uryny. Dokładnie dbałem o to, by cała jej sylwetka była obsikana, mocz spływał po jej ciele. Kiedy już to zrobiłem, z sykiem rozdarłem jej legginsy – precyzyjnie, tylko tyle, by mieć swobodny dostęp do jej wilgotnej szparki. I wszedłem w nią ostro, bez czekania na jakąkolwiek zgodę, czując, jak jej ciało natychmiast zareagowało, a jęki rozkoszy wydobyły się z jej ust. Spazmy rozkoszy uderzyły w nią z brutalną siłą, a jej biodra zaczęły nerwowo drżeć. Po osiągnięciu orgazmu wyciągnąłem nadal sterczącego, gorącego penisa i patrzyłem, jak biały krem spływa w okolice jej odbytu. Bez wahania przyłożyłem go do jej kakaowego oczka, lecz zanim zdążyła powiedzieć “nie”, już wszedłem w nie, czując, jak ciasno się nim zaciska. Jej ciche westchnięcie świadczyło o zaskoczeniu. Kilka kolejnych dynamicznych ruchów i teraz w dwóch jej dziurkach było widać wyraźny efekt mojej pracy, mieniący się bielą. Wspólnie wzięliśmy prysznic, całując się pod strumieniami wody i zmywając ślady tej intensywnej sytuacji. Zapach mydła i świeżej wody zastąpił poprzednie wonie.

    Następnie, już po wszystkim, Monika ponownie uklękła na podłodze. Spojrzała na mnie z nowym, głębokim wyrazem uległości w oczach i oświadczyła, że jest teraz moim niewolnikiem i będzie nim przez miesiąc. Dodała, że ja mam zostać niewolnikiem Kasi na tydzień. Bez sprzeciwu poprosiłem, by zadzwoniła do Kasi i umówiła wizytę, czując, że nasza gra dopiero się rozpoczyna.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    ADRIAN PRZYBYŁ
  • (Marek) Masturbacja (1)

    Mój ojciec miał trzech przyjaciół. Z dwoma przyjaźnił się od czasów podstawówki, z trzecim (najmłodszym wiekowo) od momentu zatrudnienia go w swojej firmie remontowej. Miał do Marka ogromny szacunek, ponieważ pracował dla niego od dziesięciu lat i nigdy nie było na niego żadnych skarg Klienci wręcz polecali sobie nawzajem właśnie tego pracownika.

    Ja i mama niezbyt go lubiliśmy. Dla nas był zbyt głośny, porywczy, wszędzie pierwszy i na wszystko chętny. Irytowało nas to, zwłaszcza, że to ojciec często finansował jego pomysły.

    Po maturze, ku zaskoczeniu ojca, wyraziłem chęć pracy w jego firmie. Miałem swoje ukryte powody. Chciałem sprawdzić się w męskiej robocie, żeby samemu sobie udowodnić, że jestem bardziej hetero niż homo. Swój pierwszy raz przeżyłem z koleżanką, ale nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego szybciej mi staje na widok gołej klaty niż piersi.

    Zaskoczony tata zapytał, co bym chciał robić. Nie wiedziałem, więc odparłem, że wszystko. Pokiwał głową i zapytał, a jakbyś pomagał Markowi? Okazało się, że chłopak, który dotąd z nim pracował, zwolnił się, bo ojciec nie chciał dać mu podwyżki. Doskonale wiedziałem, że to przez Marka, który powiedział wprost, że młody nie nadaje się do tej roboty.  Po roku pracy wciąż trzeba było go pilnować. Robił nierówno, za szybko, używał zbyt dużo farb i przynajmniej raz musiał coś zepsuć.

    Spojrzałem na mamę, która mową ciała dawała mi do zrozumienia, żebym sam podjął decyzję. A jak mi się nie spodoba praca z nim, zapytałem. To podziękujesz i odbierzesz sobie wakacje. Zasłużyłeś. Wiesz, że nie musisz pracować, upewniał się ojciec. Oboje z matką chcieli, żebym sam pokierował swoim życiem, nawet, jeśli postąpię wbrew ich woli. Za to zawsze ich ceniłem. Dobra, jesteśmy umówieni, odparłem.

    W niedzielę wieczorem spakowałem się na tydzień. Matka nie dała mi żadnych słoików, ponieważ wiedziała, że sobie poradzę, zwłaszcza, że ojciec dał mi parę wskazówek. Następnego dnia wcześnie rano opuściłem dom i wsiadłem do zielonego busa Marka. Przywitaliśmy się, a potem przez ponad dwie godziny słuchałem monologu mojego nowego kierownika o jego życiu, o poprzednim pracowniku, różnych dobrych i złych klientach.

    Koło ósmej rano byliśmy już pod domem rodzinnym, który mieliśmy remontować, ale też w nim spać i jeść. Marek krok po kroku pokazywał mi, co mam robić, chwilę patrzył, czy dobrze zrozumiałem. Pochwalił i poszedł robić swoje, po drodze włączając zakurzone radio.

    Trzy dni upłynęły niespodziewanie szybko. Można powiedzieć, że trochę polubiłem Marka. Nadal dużo gadał, ale coraz mniej mi to przeszkadzało. Najważniejsze było dla mnie to, że nie podnosił głosu ani nie opierdalał. Wyłapywał błędy i na spokojnie tłumaczył. Przepraszałem go za to, ale tylko machnął rękę. Jesteś ogarniętym chłopakiem, chwalił. Podoba mi się, że nie popełniasz tych samych błędów. Będzie z ciebie dobry chłop.

    Przez te trzy dni chodziliśmy razem po pracy na zakupy, ale w czwartek Marek powiedział, żebym poszedł sam. Chciał się umyć i obejrzeć na laptopie, przy pomocy danych komórkowych, jakiś mecz hokeja. Zgodziłem się. Opuściłem dom i zrobiłem kilkadziesiąt kroków, zanim zorientowałem się, że zapomniałem wziąć portfela i telefonu, który się ładował. Wróciłem się, więc po cichu do środka.

    Zobaczyłem otwarte drzwi do łazienki, w której codziennie się kąpaliśmy. Uznałem, że Marek pewnie jeszcze dojada swój obiad, ale po chwili usłyszałem ciche westchnienia. Zbliżyłem się i delikatnie zajrzałem do środka. Zobaczyłem nagiego Marka pod wyłączonym prysznicem.

    Kilka razy widziałem go bez koszulki i zawsze musiałem przyznać, że jak na czterdziestolatka wygląda niesamowicie. Był szczupły, mocno owłosiony z przodu i miał żylaste ramiona. Do tego pięknie opaloną skórę. Dolna część ciała była biała, śmiem twierdzić, że nawet bledsza niż moja, co było nie lada osiągnięciem. W końcu nie bez powodu miałem przezwisko Dracula.

    Choć Marek stał tyłem do mnie, widziałem, że się masturbuje. Lewą ręką obejmował członka, prawą opierał się o kafelki, utrzymując w ten sposób równowagę. Zaskoczyło mnie, że zacząłem się ślinić. Przełknąłem i dalej się przyglądałem, jak Marek niespiesznie bawił się penisem, zmieniając tempo i sposób ruchów. Poruszał palcami, obejmował główkę dłonią. Odrywał też prawą rękę, by dotykać siebie albo poruszać penisa dłońmi, jakby chciał wywołać ogień. Ewidentnie wiedział, jak lubi się bawić sam ze sobą. Poczułem mrowienie na podbrzuszu, podniecenie i rosnący wzwód penisa. Odruchowo zacząłem dotykać się przez spodnie i przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wyciągnąć swojego, ale nie odważyłem się.

    Zastanawiałem się też, czy powinienem zostać, czy jednak się wycofać. Kiedy Marek zaczął jęczeć, sygnalizując, że dochodzi, zdecydowałem się odejść. Wziąłem portfel i telefon, które na szczęście leżały na blacie kuchni, oddalonej kawałek od łazienki. Będąc już przy drzwiach wyjściowych, usłyszałem długi jęk ulgi i soczyste kurwa, zajebiście. Uśmiechnąłem się pod nosem i opuściłem dom. W drodze do sklepu miałem przed oczami ciało Marka, a jednocześnie dziwnie chodziłem przez wzwód, dziękując światu, że mam na sobie dżinsy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krystian Bojek
  • Firmowy event cz. I

    Jak przystało na dobrze prosperujące korpo, hotel mieliśmy na wyłączność. Trzy dni zabawy, relaksu i integracji. Czego chcieć więcej? Dresscode był swobodny. Zaczynaliśmy w dresach, później przechodziliśmy do eleganckich koszul i sukienek, a kończyliśmy w stylizacjach jak z festiwalu. Wieczorami bawiliśmy się przy setach świetnych DJ-ów, atmosfera była lekka, a energia rosła z każdą godziną. Krótko o mnie: mam 25 lat, 185 cm wzrostu i szczupłą sylwetkę. Na twarzy noszę lekki zarost. Jestem bi, choć w przypadku facetów pociąga mnie głównie ich kutas i to, że to ja mogę dawać przyjemność. Ludzie twierdzą, że jestem całkiem przystojny — nie narzekam. Zbliżał się koniec pierwszego dnia imprezy. Byłem pod dużym wrażeniem organizacji i całej atmosfery. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że aż tak dobrze się odnajdę i zintegruję z zespołem. W pewnym momencie stwierdziłem, że pora się wycofać. Pożegnałem się z ekipą i ruszyłem w stronę windy, czując lekkie zmęczenie. Nielimitowany alkohol, dobre towarzystwo i muzyka zrobiły swoje. Marzyłem tylko o ciszy i łóżku w hotelowym pokoju. Winda zjawiła się niemal natychmiast. Gdy drzwi się otworzyły, zobaczyłem znajomą sylwetkę — Marcin, szkoleniowiec. Starszy ode mnie, pewnie po czterdziestce. Przystojny, dobrze zbudowany, choć trochę niższy. Od początku dobrze się dogadywaliśmy, mimo różnicy wieku. Miał w sobie coś uspokajającego: ciepłe spojrzenie, łagodny ton głosu i błysk inteligentnego humoru. Polubiliśmy się od razu, choć nigdy nie rozmawialiśmy o tym otwarcie. Wiedziałem, że jest gejem. Już pierwszego dnia odpaliłem Grindra, żeby zorientować się w okolicy — jego profil pojawił się niemal od razu. Nie traktowałem go jednak jako potencjalnego partnera do zabawy, mogłoby to być dość ryzykowne. Ludzie obserwują i gadają za plecami bez przerwy. Przeglądałem dalej z myślą: może trafi się ktoś, z kim wieczór skończy się ciekawiej. Zauważył mnie. Uśmiechnąłem się i rzuciłem: – O, Marcin. Hej! – Hej! – odpowiedział z podobnym zaskoczeniem, ale i ciepłem. Wszedłem do windy chwiejnym krokiem. Zaczęliśmy luźno rozmawiać o imprezie, żartowaliśmy, komentowaliśmy ludzi i muzykę. Winda poruszała się powoli, jakby chciała dać nam jeszcze chwilę tej rozmowy. Na jego piętrze drzwi się otworzyły. Spojrzał na mnie o ułamek sekundy dłużej i powiedział: – Mam herbatę w pokoju… jeśli nie chcesz jeszcze kończyć wieczoru. Nie odpowiedziałem. Po prostu się uśmiechnąłem. W jednej chwili w moim ciele rozpętała się burza. Serce przyspieszyło, a w głowie — mimo alkoholu — zrobiło się nagle bardzo trzeźwo. Spociły mi się dłonie. Nie wiedziałem, co się zaraz wydarzy, ale nie chciałem tego przerywać. Szliśmy korytarzem obok siebie, nadal rozmawiając. Co jakiś czas nasze spojrzenia się spotykały. Hotel był duży, ale ten spacer wydawał się trwać wieczność. Nawet nie zorientowałem się, kiedy stanęliśmy pod drzwiami jego pokoju. Gdy się za nami zamknęły, poczułem, jak napięcie lekko opada. Może to lęk, że ktoś nas zobaczy? A może zwykły stres przed tym, co nieznane? Marcin, jako osoba wyżej postawiona, mieszkał sam. Pokoje mieliśmy tej samej klasy, ale ja dzieliłem swój z innym pracownikiem. Minąłem łóżko i usiadłem na jednym z foteli przy drzwiach balkonowych. – Czego się napijesz? – zapytał. – Szklanka wody będzie okej – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. Usiadł wygodnie na łóżku, a my zatopiliśmy się w rozmowie. Atmosfera była swobodna, ciepła. Czas przestał mieć znaczenie. Rozmawialiśmy o wszystkim – od spraw służbowych po całkiem prywatne. Od czasu do czasu pojawiały się żarty z podtekstem, puszczane niby mimochodem, ale nieprzypadkowo. Wieczór, jak na maj, był wyjątkowo ciepły. Mimo otwartego balkonu, duszne powietrze zdawało się krążyć między ścianami, nie przynosząc ulgi. Rozpiąłem pierwszy guzik koszuli, potem drugi, czując, jak materiał zaczyna swobodniej układać się na ciele. Marcin w międzyczasie przebrał się w luźne dresy i T-shirt. Nie sposób było nie zauważyć, jak bardzo jego ciało reaguje. Na materiale spodni wyraźnie odznaczał się kutas. Miałem wrażenie, że od czasu do czasu celowo przesuwał dłoń w tamtym kierunku, zahaczając o niego, jakby mimochodem — ale spojrzenie, które przy tym kierował prosto we mnie, nie pozostawiało złudzeń. Rozpiąłem kolejny guzik. Marcin zerknął na moją szklankę. – Dolać ci wody? – zapytał z uśmiechem i wstał, nie czekając na odpowiedź. W tej chwili nie krył już niczego. To, co wcześniej było subtelne, teraz było wręcz demonstracyjne. Jego podniecenie było oczywiste i nie próbował go ukrywać, co zaskoczyło mnie, ale jednocześnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że obaj wiemy, dokąd ten wieczór zmierza. Pochylił się nade mną, by sięgnąć do stolika z dzbankiem. Przy tym ruchu jego penis otarł się o moje kolano. Delikatnie, ale świadomie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. To był impuls — odruch, którego nie kontrolowałem. Sięgnąłem dłonią i przez materiał spodni objąłem go, niepewnie, delikatnie. Małymi ruchami badałem jego kształt, czując jak cała uwaga skupia się tylko na tym geście. Miałem wrażenie, że czas stanął w miejscu — dla mnie trwało to wieczność, choć pewnie minęło zaledwie kilka sekund. Marcin zamarł, z dzbankiem w jednej dłoni, drugą opartą o oparcie fotela. Nie ruszał się. Jakby nie chciał mnie spłoszyć. W końcu powoli spojrzał mi w oczy i cicho zapytał: – Chcesz go? Nie potrafiłem się odezwać. Po prostu skinąłem głową, ale jemu to wystarczyło. Zrobił krok do tyłu i ściągnął spodnie, jego kutas wypadł centralnie przed moją twarzą przechylając się lekko w lewo. Był śliczny, ogromny, wygolony na gładko, główka wręcz błyszczała, a na końcu znajdowała się malutka kropelka ejakulatu. Wrócił na łózko i z uśmiechem wydał mi instrukcje: -Na co czekasz, rozbieraj się i na kolanka. Bez myślenia zacząłem wypełniać rozkazy. Wstałem na baczność i zacząłem się w pośpiechu rozbierać. Wzrok Marcina przeszywał mnie do kości, badał każdy centymetr mojego ciała. Wiedział, że jestem już jego zabawką. -Gdzie mam klęknąć? – zapytałem nieśmiało, nieudolnie zakrywając penisa dłońmi. Był mniejszy od kutasa Marcina, a ma 16 centymetrów. Lekko ponad średnią. Palcem wskazał miejsce, zaraz obok tego w którym stałem. Klęknąłem na podłodze obok łóżka, tyłek oparłem o pięty, a dłońmi dalej starałem się zakrywać swojego penisa. -Ale rączki do tyłu, wstydzisz się? -zaczepił Marcin. Wykonałem polecenie, a on droczył się ze mną dalej. -Grzeczny chłopak, jesteś bardzo podniecony prawda? – zapytał retorycznie i dodał – Jeszcze chwilę poczekasz, nigdzie nam się nie spieszy. W tym czasie powoli przesuwał swoją dłonią po kutasie, ten robił się coraz bardziej mokry na główce. Po kilku chwilach kazał mi wstać i sam stanął obok mnie. Złapał mnie jedną dłonią za pośladek, pogłaskał chwilę i dał mi klapsa. -Dasz mi dzisiaj dupki? – rzucił cicho badając moje ciało. -Nie robiłem tego z facetem, ale chciałbym – odpowiedziałem z lekką obawą w głosie. Marcin złapał mnie za jądra i pociągnął za sobą na łóżko, syknąłem z bólu, a on tylko się uśmiechnął szerzej. Wzrokiem wskazał na swojego kutasa i popchnął w jego kierunku moją głowę. Nie potrzebowałem więcej instrukcji. Zacząłem mu nieśmiało obciągać, jedną dłonią masowałem jego jądra, drugą wnętrze uda. Chciałem żeby było mu naprawdę dobrze. Chwilę to trwało, ale mam wrażenie, że chciał tylko zobaczyć czy umiem to robić. Po chwili kazał mi zmienić pozycję, przyciągnął mój tyłek do siebie, w kierunku jego twarzy, a ja dalej mu obciągałem. Zaczął głaskać moje gładkie pośladki i stopy, co jakiś czas przejeżdżał palcem po dziurce. Nagle zwilżył palce i zaczął masować stricte moją dziurę. Nie wiem czy kiedykolwiek byłem tak bardzo podniecony jak wtedy. Zaczął mnie rozciągać, najpierw jednym palcem, później dwoma. Po chwili robił to mocniej, a ja lekko stękałem z kutasem w mordzie. Wypinałem mocniej tyłek, żeby wiedział, że bardzo tego chcę. Trwało to 10, może 15 minut. -Jesteś gotowy, chcesz żebym Cię wyruchał? – zapytał niskim głosem. Ja wypuściłem jego kutasa z ust, przełknąłem ślinę i tylko mruknąłem potwierdzająco. -Podsuń się do przodu, morda nisko i wypnij dupę- rzucił szybko i klepnął mnie ostro w pośladek. Zrobiłem co kazał od razu, bardzo tego chciałem. Ułożył się wygodnie za mną i poczułem jego kutasa przy moim tyłku, jeździł nim chwilę, dociskał samym czubkiem do dupy. Droczył się. W końcu oparł go stanowczo na mojej dziurze i zaczął napierać. Po chwili poczułem ogromny ból i mimowolnie trochę uciekłem do przodu. Marcin złapał mnie stanowczo za biodra, żebym nie mógł uciec i wszedł we mnie do końca. Jęknąłem z bólu, ale nie protestowałem więcej. Zastygliśmy na chwilę połączeni, aż zaczął mnie powoli i małymi pchnięciami ruchać. Zaczął delikatnie, ale po jakimś czasie rżnął mnie mocno, dając mi co chwilę klapsy. Słyszałem tylko swoje sapanie, klepanie Marcina o moją dupę, klapsy co jakiś czas i stwierdzenia, że jestem grzecznym chłopcem. Byłem potwornie podniecony, jego jądra obijały się o moje, a kutas sprężynował mi w powietrzu co jakiś czas odbijając się od brzucha. Marcin co jakiś czas wyjmował penisa, rozszerzał moje pośladki i wchodził z powrotem agresywnie. Nie ukrywam, wizja rozjebanej dupy kręciła mnie coraz bardziej. Wyszedł ze mnie i jednym ruchem obrócił mnie na plecy. Nie wiedziałem jak się ułożyć i co robić, więc czekałem na jego kolejne ruchy. Chwycił moją nogę i przejechał stopą od penisa, po brzuchu aż do twarzy, tam zatrzymał się na chwilę, zostawił na mojej miękkiej stopie kilka pocałunków i zarzucił ją sobie za głowę. Złapał mnie znów agresywnie za jądra, ścisnął je i pociągnął do siebie. Mój kutas stanął naprężony jak maszt. Zaraz po tym wszedł we mnie ponownie i ruchał jak dziwkę. Moje jaja zrobiły się sine od ucisku, ale nie przeszkadzało mi to. Po dobrych 10 minutach ostrego jebania, wyciągnął kutasa, wpakował mi go do ust i wystrzelił. Miałem wrażenie, że spermy było więcej niż pomieścić może średniej wielkości szklanka. Połknąłem cały ładunek wysysając ostatnie kropelki z czubka jego penisa. -Spisałeś się – rzucił siadając na łóżku. Nie mogłem wydusić z siebie słowa, leżałem z rozwartymi nogami, obślinionym od ejakulatu penisem i brzuchem oraz resztkami spermy na twarzy. -Dziękuję, że mnie tak wyruchałeś, Ale chyba to jeszcze do mnie nie dotarło – zaśmiałem się. Mam nadzieję, że nie rozjebałeś mi dupy i będę mógł jutro swobodnie usiąść. Marcin przejechał ręką po moim ewidentnie zniszczonym tyłku i powiedział: -Jest pięknie, mógłbym patrzeć na ten obraz bez przerwy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Young98xxx

    Moje opowiadania przedstawiają realne wydarzenia. A może jest w nich trochę fikcji? A może zmienione są tylko imiona i drobne szczególiki?

  • Nie-zwykla Rodzina cz 113. – Dziadek w domu starcow

    Po powrocie ze studiów, dowiedziałam się, że mój dziadek, Henry trafił do domu spokojnej starości. Mama mówiła, że to ze względu na jego wiek i stan zdrowia. Postanowiłam go tam odwiedzić. Był ładny, pogodny dzień. Ubrałam niebieską koszulkę na ramiączkach i białe szorty. Włosy miałam rozpuszczone. Założyłam moje białe sandałki. Weszłam do środka dużego budynku. Podeszłam do recepcji. Była tam młoda kobieta z rudymi włosami.

    – Dzień dobry, ja przyszłam odwiedzić mojego dziadka, Henrego.

    – A to pani. Pan Henry dużo o pani mówił i pokazywał nam pani zdjęcia.

    – Naprawdę?

    – Mhm…ucieszy się na pewno. Zaprowadzę panią.

    Recepcjonistka prowadziła mnie korytarzem. Zauważyłam jak się ubrała. Jej strój był bardzo obcisły. Jej cycki się z niej wylewały. Było też można zobaczyć jej białe majtki. Widać cieszyła się tu popularnością. W budynku było też kilka innych osób w podeszłym wieku. Wielu mężczyzn oglądało się za mną i podziwiało moje ciało. Cóż przyciągam uwagę każdego. U niektórych widziałam podniecenie przez ich spodnie.

    Recepcjonistka zaprowadziła mnie do pokoju dziadka.

    – Henry masz gościa.

    Dziadek siedział na fotelu i czytał gazetę. Gdy zobaczył mnie uśmiechnął się i wstał.

    – Cześć dziadku.

    – Cassie…moja wnuczka przyjechała. – powiedział dziadek, po czym mocno mnie przytulił. Ręce miał na moich pośladkach i delikatnie je ścisnął.

    Gdy się odsunęliśmy od siebie, usiedliśmy razem na łóżku.

    – To ja was zostawię.

    Recepcjonistka wtedy wyszła z pokoju.

    – Tak się cieszę, że cię widzę dziadku.

    – Ja też się cieszę. Dawno cię nie widziałem. Opowiadaj, co tam u ciebie. Jak na studiach?

    – A…no wiesz, jakoś daję radę.

    Rozmawiałam z dziadkiem na wiele tematów. Nadrobiliśmy nasz stracony czas. Opowiadałam mu o studiach, o tym, co się działo. W końcu spytałam o niego.

    – A powiedz mi co tam u ciebie dziadku? Mama mówiła, że ze względu na twój stan musiałeś tu trafić.

    – A tam…daj spokój Cass. Miałem lekkie zawroty głowy i musiałem przyjechać tutaj.

    – Ojej przykro mi.

    – Niepotrzebnie. Tu wcale nie jest aż tak źle.

    – Naprawdę?

    – Mhm…traktują mnie tu naprawdę dobrze. Ludzie są w porządku. Nie nudzę się.

    – No to cieszę się, że ci się tu podoba.

    Wtedy dziadek wstał i podszedł do okna.

    – No niby jest fajnie Cassie…ale brakuje mi wielu rzeczy. – wtedy dotknął mnie po udzie i pogłaskał.

    – Chyba rozumiem.

    – Ech, ale co zrobić. Już się starzeje. Kwestią czasu było, że wyląduje tutaj. Jednak mimo wszystko, gdy tylko pomyślę o was to nie mogę znieść. Często muszę sobie sam radzić.

    – Ojejku…

    – No cóż, taki los.

    Wtedy pielęgniarka weszła do pokoju. Ta sama, co była na recepcji.

    – Henry, twoje tabletki, już czas.

    – Ano tak. Dziękuje Dorothy. – powiedział dziadek i wziął tabletki od pielęgniarki.

    – Popij dobrze wodą. Już nie przeszkadzam. – po czym pielęgniarka wyszła.

    – Poczekaj Cassie popiję tabletki i wrócę.

    Dziadek poszedł do łazienki. Przez jego wyznanie zrobiło mi się go trochę żal. Mimo tego, że mówi, że jest w porządku i mu się tu podoba, ale wyczuwam, że jest samotny. Brakuje mu naszych odwiedzin. Doszłam do wniosku, że trzeba mu sprawić radość, na jaką zasługuje. Gdy go jeszcze nie było, postanowiłam zdjąć moje krótkie spodenki. Rozchyliłam szeroko nogi ukazując moją cipkę. Nad nią był tatuaż, który sobie zrobiłam. Serduszko z napisem wild. Kiedy dziadek wszedł nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jednak widziałam, że podobał mu się ten widok.

    – Cassie…a cóż to takiego?

    – A co…podoba ci się dziadku? Wiem, że tego chcesz.

    Widziałam wybrzuszenie w jego spodniach. Jego kutas zapewne stał na baczność.

    – Oh Cassie…

    – Chodź tutaj…spróbuj tego.

    Wtedy uklęknął przed moją cipką i zaczął ją lizać. Czułam jego język po całych okolicach intymnych. Delikatnie ssał łechtaczkę i jeździł językiem po wargach sromowych.

    – Ummm…brakowało ci tego, co?

    – Mhmmm… – mruczał nie odrywając ust od cipki.

    Było mi niesamowicie przyjemnie. Przyssał się tak, że czułam, że za tym tęsknił. Sprawiał mi przyjemność. Po chwili przestał, a ja wykorzystałam sytuację i dobrałam się do jego spodni. Szybko rozpięłam mu pasek.

    Wyjęłam jego dużego kutasa. Zapomniałam jakiego on ma wielkiego.

    – Ależ duży…mmmm…

    Zaczęłam ssać mu fiuta. Był naprawdę duży i gruby. W ustach miałam kawał mięcha, który ledwo mieścił się w całości. Delikatnie ssałam i pieściłam go językiem. Widziałam, że dziadek tego potrzebował.

    – Ohhh…wnusiu. Jesteś nieziemska. Ale mi tego brakowało.

    Ucieszyłam się na te słowa. Nie przerywałam jednak połykania mu fiuta. Włożyłam go do samego końca do ust. Przytrzymałam tak jeszcze przez chwilę i wyciągnęłam kutasa. Ślina spływała po mojej brodzie. Łapałam powietrze. Jego duży chuj smakował świetnie.

    – Ohhh…Cassie…

    – To nie koniec dziadku.

    Wtedy odwróciłam się, wypinając dupę w stronę dziadka.

    – Dalej dziadku…zerżnij mnie.

    On nie czekając włożył fiuta do mojej cipy. Wsunął go do końca, na co jęknęłam. Jego fiut wchodził mi do samego końca aż po jego jaja. Ogarnęło mnie przyjemne uczucie.

    – Ooooggghhh…tak…

    Po chwili dziadek złapał mnie i przekręcił na bok. Podniósł nogę do góry, po czym wziął pod ramię. Włożył ręke pod moją bluzeczkę i złapał mnie za pierś. Zaczął mocno miętosić. Włożył kutasa z powrotem do mojej pochwy. Walił mnie mocno, a ja jęczałam. Nie przestawał mnie pierdolić.

    W końcu przekręciłam dziadka na plecy i usiadłam okrakiem na jego fiucie. Od razu poczułam go. Wypełniał mnie całkowicie. Jemu też się to spodobało. Zaczęłam skakać na nim, a on dobijał do końca. Ależ to była przyjemność. Trudno było się opanować. Jęczałam z rozkoszy. Zaraz poczułam orgazm.

    – Ohh…kochana, ja… – mówił dziadek ledwo. Doskonale wiedziałam, o co mu chodzi.

    – Dalej dziadku. Dojdź we mnie. Aaagghh…

    Nagle wystrzelił sporą dawkę nasienia prosto do środka mojej cipki. Kiedy zeszłam z fiuta, dokładnie go oblizałam. Smakowała mi jego sperma i jego fiut, który zaraz wrócił do normalności. Położyłam się na jego klatce piersiowej.

    – I jak ci się podobało dziadku?

    – Brakowało mi tego Cassie. Cieszę się, że przyszłaś. Jesteś kochaną wnuczką, na którą zawsze mogę liczyć.

    – A ty jesteś kochanym dziadkiem. Obiecuję cię częściej odwiedzać tutaj.

    – Trzymam cię za słowo kochana. – powiedział dziadek i pocałował mnie w czoło.

    – Dobrze, może ubierzmy się dziadku zanim pielęgniarki przyjdą.

    – Racja.

    Ubraliśmy z dziadkiem swoje rzeczy. Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka, która miała iść z dziadkiem na ćwiczenia. Dziadek pożegnał się ze mną przytulając mnie.

    – Pamiętaj o dziadku, Cass. Pozdrów resztę.

    – Będe pamiętała dziadku. Pozdrowię. Paa dziadku. Do widzenia.

    Pożegnałam się z dziadkiem i z pielęgniarkami. Widziałam, że sprawiłam dziadkowi sporo radości. Obiecuję częściej go tam odwiedzać.

    C.D.N

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Za linia snu cz.2

    Poranek był nijaki. Przezroczysty. Taki jak wszystkie ostatnie.

    Damian siedział przy stole, wciąż w pidżamie, popijając zimną już kawę, której nawet nie czuł. Żona krzątała się w tle — w białej koszulce, z której wyglądało jedno ramię. Nawet nie zauważyła, że go to kiedyś podniecało. Teraz już tylko przygasało.

    — Zjesz coś? — zapytała bez entuzjazmu, nie czekając na odpowiedź.

    — Nie, muszę jechać. Mam spotkanie o dziewiątej, a potem…

    Złapał telefon. Wysłał krótką wiadomość.

    „Za godzinę. Jak ostatnio.”

    Wstał, włożył marynarkę. Żona podała mu torbę z laptopem. Pocałował ją w policzek. Automatycznie.

    — Nie wracaj późno.

    — Jasne. Postaram się.

    Wyszedł.

    Zamknął drzwi. I wtedy…

    Cisza.

    Zwykła, gęsta, nieruchoma.

    Żadnego pik.

    Żadnych powidoków.

    Jakby ktoś odciął kabel.

    Jakby sen się rozmył.

    Damian wsiadł do auta. Włączył silnik, ruszył powoli, skręcił w prawo.

    Nie jechał do pracy. Nie miał dziś żadnego spotkania.

    Jechał do Marty.

    Tego ranka pachniała mu wciąż na skórze. Jej krzyk dudnił w głowie. Jej ciało, jej ruchy, jej głos: „Nie bądź miękki, Damian.”

    I nie był.

    W kieszeni drgnął telefon.

    „Czekam naga. Z drzwiami otwartymi.”

    Uśmiechnął się sam do siebie. Nacisnął gaz mocniej.

    Drzwi były rzeczywiście otwarte.

    Tylko lekko uchylone, ledwie — ale Damian już wiedział, co to znaczy. Jego dłoń nie sięgnęła nawet po klamkę. Wszedł bezszelestnie, zamykając za sobą.

    W mieszkaniu pachniało Martą. Ciałem. Słodką, drapieżną kobiecością, która osiadała na nim, wnikała w nozdrza, drażniła od środka.

    Nie musiał jej szukać.

    Stała w sypialni.

    Naga.

    Ramiona skrzyżowane na piersi, jedno biodro wysunięte w bok, długie nogi w lekkim rozkroku. Miała na sobie tylko cień uśmiechu.

    — Masz dziesięć sekund, żeby się rozebrać. Potem przejmuję kontrolę.

    W jego spodniach wszystko napęczniało niemal natychmiast. Marta nie musiała niczego robić. Wystarczyła jej obecność. Jej spojrzenie.

    — Dziewięć… osiem… — zaczęła, wolno, bez pośpiechu, ale z jawną groźbą.

    Zerwał z siebie koszulę, rozpinając guziki w panice. Pasek, zamek, bokserki — wszystko lądowało w nieładzie przy progu.

    — …dwa… jeden.

    Nie zdążył dobrze stanąć prosto. Już była przy nim.

    Złapała go za kark i przycisnęła do ściany.

    — Dzisiaj ja cię biorę, Damian. Za każdą spóźnioną wiadomość. Za każdą zbyt krótką noc. Za każde „nie mogę zostać”.

    Jej paznokcie wbiły się w jego ramiona. Jej kolano powędrowało między jego nogi.

    — A ty będziesz stał i znosił to wszystko jak duży chłopiec.

    Objęła go udem, przywarła do jego ciała, gorąca i drżąca, ale nadal prowokująca.

    — Masz coś przeciwko? — syknęła mu prosto do ucha, przygryzając jego płatek.

    Nie odpowiedział.

    Nie był już w stanie.

    Marta wbiła mu spojrzenie prosto w oczy, przyciskając go do ściany tak, że poczuł tynk na łopatkach i miękką twardość jej ciała przy swoim.

    — Myślisz, że zasługujesz na to, co ci zaraz zrobię? — zapytała cicho, wręcz czule.

    Nie odpowiedział. Miał w ustach tylko jej zapach.

    Uśmiechnęła się.

    — Nie dzisiaj.

    Zrobiła krok w tył. Powoli, teatralnie.

    — Wiesz, co najpierw zrobimy? Zakupy.

    Damian zamrugał.

    — Słucham?

    — No co? Myślałeś, że zawsze będzie łatwo? — Złapała telefon ze stolika, wrzuciła go do torebki i już z progu rzuciła przez ramię: — Ubieraj się. Masz dziesięć sekund, bo inaczej jadę sama i wracam z zimnym winem. I lodami, których nie tkniesz.

    To postawiło go na nogi.

    W samochodzie pachniała perfumami i perfidną pewnością siebie. Miała na sobie krótką, zbyt lekką sukienkę i ciemne okulary. Noga oparta niedbale o deskę rozdzielczą odsłaniała udo aż do połowy.

    Damian trzymał się kierownicy jak tonący tratwy.

    — Wiesz, że cię prowadzę, prawda? — zapytała sennie, bawiąc się końcem swojej sukienki. — Ty myślisz, że przyjeżdżasz tu mnie ruchać. A ja cię wyprowadzam na spacery. Na smyczy.

    Zachłysnął się powietrzem, ale nie odpowiedział.

    Marta odwróciła się w jego stronę.

    — W sklepie jesteś grzeczny. Wybierasz to, co powiem. Bez dotykania. Bez komentarzy. Zrozumiano?

    — Tak — wydusił.

    — I nie próbuj się naprężać przy kasie. Pani może nie mieć poczucia humoru.

    Uśmiechnęła się leniwie.

    — Chociaż… jeśli się zarumienisz, może cię wezmę w przymierzalni.

    Serce mu przyspieszyło.

    I wtedy — pik.

    Krótki, ledwo słyszalny.

    Znowu to cholerne pik.

    Zignorował. Spojrzał na Martę.

    — A jeśli cię poproszę, żebyśmy już wrócili? — zapytał cicho.

    — To ja ci każę jeszcze raz pojechać po pończochy. Tym razem z koronką na palcach.

    Spojrzała mu w oczy przez okulary.

    — A potem cię zwiążę. W całej tej naszej prowincjonalnej normalności. I każę ci przepraszać.

    Uśmiechnął się.

    Już był jej. Znów.

    W sklepie było tłoczno, pachniało klimatyzacją i zapachem sztucznych tkanin. Marta przemykała między wieszakami z gracją drapieżnej kotki, od czasu do czasu rzucając Damianowi krótkie spojrzenia spod okularów.

    Wybrała trzy rzeczy: butelkowozielony strój kąpielowy jednoczęściowy, czarne figi z siateczką i cienką, przezroczystą bluzkę bez stanika. Nic więcej.

    — Idziesz ze mną — powiedziała krótko, nie czekając na odpowiedź.

    Wsunęli się razem do przymierzalni. Damian próbował protestować półgębkiem, ale Marta pociągnęła go za rękę, zamknęła za nimi kotarę i od razu zaczęła się rozbierać. Robiła to powoli, świadomie, jakby każdy ruch był inscenizacją.

    Zsunęła sukienkę i została w samych stringach. Biust unosił się rytmicznie z oddechem, jakby mówił: „patrz”.

    Spojrzała na niego z góry.

    — Zdejmiesz mi to? — zapytała cicho, wskazując na cienki materiał majtek.

    Ręce mu drżały.

    Zsunął je powoli, aż do połowy ud, a potem już sama dokończyła. Stała naga w półcieniu przymierzalni, a jego serce biło jak szalone.

    — Złap za biodra — rozkazała cicho. — Ale nic więcej.

    Złapał. Jej skóra była gorąca i miękka.

    Założyła powoli strój kąpielowy, patrząc na niego cały czas. Wsunęła ciało w gładki, napięty materiał jak w drugą skórę. Strój opinął jej piersi i biodra bezlitośnie, pokazując każdą krzywiznę.

    Obróciła się tyłem i odchyliła włosy.

    — Zapnij.

    Zrobił to drżącymi dłońmi.

    Kiedy się odwróciła, wyglądała tak, że mógłby umrzeć.

    — I co? — zapytała. — Podoba ci się?

    — Tak — wyszeptał.

    — To dobrze. Bo właśnie w tym cię oduczę oddychać.

    Zrobiła krok do przodu i wpiła się w jego usta. Całowała głęboko, mocno, brutalnie. Wcisnęła go na ścianę przymierzalni biodrami, kolanem dotknęła jego erekcji i uśmiechnęła się w pocałunku.

    — Nie teraz — szepnęła mu do ucha. — Jeszcze nie.

    I wtedy znów:

    Pik.

    Przez moment miał wrażenie, że coś się z nim osuwa, że traci równowagę, jakby ściany falowały. Ale potem jej dłoń zacisnęła się na jego karku, ściągając go z powrotem.

    — Płacisz. Ja wychodzę pierwsza. Masz pięć minut, żeby dojść do siebie — rzuciła przez ramię.

    I zniknęła za kotarą, zostawiając go z napięciem i wspomnieniem jej ciała w ciasnym kostiumie.

    Damian podszedł do kasy sam. Marta zniknęła wcześniej, zostawiając mu na rękach cienką siateczkę z jej zdobyczami: bielizna, przezroczysta bluzka, strój kąpielowy, który ledwo zakrywał cokolwiek. Trzymał to jak coś nielegalnego, jak dowód zdrady.

    Kasjerka była młoda. Może dwadzieścia dwa. Delikatna twarz z pieprzykiem na policzku, rude włosy spięte w wysoki kok. Gdy podniósł na nią wzrok, uśmiechnęła się uprzejmie, a potem… spojrzała na to, co kładł na ladzie.

    Cisza trwała ułamek sekundy za długo.

    Najpierw bielizna — czarne figi z siateczki i paseczkami. Potem bluzka — prześwitująca, niemal symboliczna. Na końcu kostium kąpielowy, tak obcisły, że mógłby być malowany na skórze.

    Spojrzała na niego raz jeszcze. Jej dłoń przesunęła po skanerze.

    Pik.

    Podniósł wzrok i przez ułamek sekundy odniosło wrażenie, że ona wie. Że rozumie. Że widzi coś więcej niż tylko zakupy.

    — Prezent? — zapytała z uśmiechem, z tym tonem, który równie dobrze mógł znaczyć „Zazdroszczę” albo „Jesteś świnia”.

    — Tak — odpowiedział sucho. Przełknął ślinę. Jego głos zadrżał.

    Zadrżał też gdzie indziej.

    Jej dłoń znów powędrowała do skanera.

    Pik.

    Zaciął się. Czuł ciepło w karku, jakby z tyłu głowy ktoś mu przypalał skórę. Kasjerka nie spuszczała z niego wzroku, choć ręce pracowały jak automat. Miała delikatne nadgarstki i cichy oddech.

    Damian przełknął ślinę jeszcze raz. Czuł, jak spodnie robią się coraz ciaśniejsze.

    Zapłacił kartą. Ręka mu lekko zadrżała.

    — Miłego dnia — powiedziała z tą samą obojętną uprzejmością, ale jej oczy… coś w nich błysnęło.

    Skinął głową i niemal wybiegł. Z torbą w dłoni i napięciem pod skórą, z nią w głowie. Martą.

    Znowu to napięcie. Znowu to…

    Pik. Pik. Pik.

    Za szybą, za szkłem, za rzeczywistością.

    Chlorowy zapach basenu uderzył go w twarz, gdy tylko wszedł do środka. Echo głosów, plusk wody, miękkie światło odbijające się od płytek — wszystko wydawało się odrealnione. Marta była już tam. Czekała przy brzegu, w nowym kostiumie, który dopiero co kupił.

    Wyglądała obłędnie.

    Strój oplatał jej ciało jak mokra skóra. Ciemnozielony materiał był napięty na piersiach, wcięty tak głęboko, że ledwo zakrywał sutki. Wysoko wycięty na biodrach, odsłaniał długie nogi i krągłości, które znał już na pamięć, ale za każdym razem widział od nowa. Włosy związała w ciasny kucyk, mokre kosmyki kleiły się jej do karku. Miała okulary pływackie zsunięte na czoło, jakby gotowa do skoku, ale wciąż czekała.

    Nie odezwała się. Tylko patrzyła.

    Wszedł powoli do wody, czując na sobie jej spojrzenie. Serce waliło mu mocniej, niż było trzeba. Znów to poczucie, że wszystko dzieje się na granicy jawy i snu. Woda była chłodna, ale jego ciało zdawało się płonąć.

    Zbliżył się do niej.

    — Podoba ci się? — zapytała w końcu cicho, głaszcząc wodę dłonią. — Chyba dobrze wybrałeś.

    Kiwnął głową.

    — Nie mów. Pływaj.

    Rozkazała to takim tonem, że nie odważył się zaprotestować. Odepchnął się od brzegu i zaczął płynąć powoli, czując jak materiał kąpielówek obciera się o jego skórę z każdą falą, z każdym napięciem mięśni.

    Gdy wrócił, stała już po pas w wodzie, z dłonią zanurzoną między własnymi udami, ale tylko dla siebie.

    — Nie dotykaj mnie — rzuciła. — Patrz. Tylko patrz.

    Obejrzała się przez ramię. Jej pośladki wyglądały jak wyrzeźbione. Krople wody toczyły się po jej plecach i znikały między udami. Woda ślizgała się po niej jak przezroczysta ręka.

    Wysunęła się na brzeg z niespieszną gracją i usiadła bokiem, szeroko rozkładając nogi. Kostium napiął się nieprzyzwoicie między udami.

    — Chcesz mnie? — zapytała z chłodnym uśmiechem.

    Odpowiedź była zbyt oczywista, by ją wypowiedzieć.

    — Nie dzisiaj. Dzisiaj cię tylko złamię. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze ci nie wolno.

    Nachyliła się i językiem przesunęła powoli po własnym ramieniu.

    Pik.

    Zadrżał.

    Pik. Pik.

    Ale to było gdzieś daleko, zagłuszone chlupotem wody i jego rozpalonym sercem.

    — Do szatni — rozkazała. — Tam się przebierzesz. Dla mnie.

    Drzwi szatni zamknęły się za nimi z głuchym kliknięciem. Byli sami — przynajmniej tak się wydawało. Chłodne kafelki pod nogami, echo kapania z rur, intensywny zapach wilgoci i chloru. Marta stanęła przed szafką, nie patrząc na niego, jakby zapomniała, że istnieje. Ale on wiedział, że to tylko część gry.

    Wreszcie wyjęła z torby coś małego, czarnego. Rzuciła w jego stronę.

    — Załóż.

    Złapał je w locie. Materiał był cienki, elastyczny. Stringi. Jej stringi.

    — Na siebie. — popatrzyła na niego krótko. — Już.

    Zamarł. Krew pulsowała mu w skroniach. Nogi miał jak z waty.

    — Marta… — zaczął, ale ucięła go wzrokiem.

    — W tej chwili.

    Zdjął kąpielówki. Stał nagi, z twarzą zaróżowioną z zażenowania i podniecenia, z erekcją, której nie mógł już ukryć.

    Ostrożnie wciągnął na siebie jej czarne stringi. Materiał naprężył się na biodrach, boleśnie opinając. Wsunął się między pośladki, ledwo zasłaniając przód. Upokorzenie i ekscytacja mieszały się w nim jak narkotyk.

    Marta usiadła na drewnianej ławce naprzeciwko i patrzyła, jak się wygina, jak drży.

    — Wyglądasz cudownie, kochanie. — Ton jej głosu był miękki, niemal czuły. — A teraz uklęknij.

    Zrobił to. Powoli, nie spuszczając z niej wzroku.

    — Cicho. — Wstała, podeszła i wetknęła mu dwa palce w usta. — Jeszcze nie zasłużyłeś. Ale już jesteś blisko.

    Odwróciła się i zaczęła się przebierać, kawałek po kawałku. Celowo, metodycznie, z całkowitą obojętnością. On nadal klęczał w jej stringach, czując, jak jego własne pożądanie zmienia się w palące, nieznośne napięcie.

    Gdzieś, w tle, jakby zza ścian, gdzieś daleko…

    Pik. Pik. Pik.

    Ale teraz był tylko jej.

    Marta dopięła ostatni guzik koszuli, a potem odwróciła się do niego z tym samym chłodnym uśmiechem, który potrafił rozpalić go bardziej niż dotyk. Spojrzała na niego z góry — nagiego, napiętego, na kolanach, w jej czarnych stringach.

    — Wstań. I słuchaj uważnie — powiedziała cicho, niemal szeptem, ale każde słowo miało ostre krawędzie.

    Podniósł się powoli. Czuł się bezbronny, wystawiony na jej spojrzenie jak dziecko przyłapane na czymś wstydliwym. A jednak nie potrafił przestać drżeć z podniecenia.

    — Pójdziesz teraz do samochodu. Tak jak stoisz. Bez spodni. Tylko moje majtki. I koszulka, jeśli musisz — westchnęła teatralnie, dając mu odrobinę litości. — Czekaj tam na mnie. Zapięty w pasach. Ręce na kolanach. Nie dotykaj siebie. Nawet nie próbuj.

    Zrobiła krok bliżej i dotknęła jego szyi, sunąc palcem aż do obojczyka.

    — Jeśli będziesz grzeczny, dostaniesz coś więcej. Jeśli nie — wrócisz do domu i będziesz o mnie śnił.

    Wcisnęła mu w dłoń kluczyki.

    — No, kochanie. Czas się wykazać.

    Stał tak chwilę, nie wierząc, że naprawdę to mówi. Ale nie był w stanie odmówić. Odwrócił się i poszedł. Kroki wydawały się za głośne, jakby każdy dźwięk zdradzał jego upokorzenie. Przeszedł przez pusty korytarz w samych stringach, czuł chłód na skórze, echo odbijające się od płytek. Każdy krok był drżeniem.

    Pik.

    Ale on już nie słyszał.

    Dotarł do auta. Otworzył drzwi, usiadł. Zapiął pasy. Ręce ułożył na kolanach. Oddychał nierówno.

    Czekał.

    Drzwi auta otworzyły się z cichym sykiem. Marta wsiadła bez słowa, powoli, z wyuczonym wdziękiem. Ubrana już zupełnie zwyczajnie — w dżinsowe szorty, czarny top bez ramiączek, przeciwsłoneczne okulary. Jakby to był najzwyklejszy dzień.

    Spojrzała na niego kątem oka. On wciąż siedział w jej stringach, napięty, czerwony, nieruchomy. Nie miał odwagi się odezwać.

    — Grzeczny. — Skinęła głową. — Póki co.

    Wsunęła kluczyki do stacyjki. Odpaliła silnik.

    — Jedziemy.

    Ruszyła powoli, nie mówiąc dokąd. W radiu cicho grała jakaś francuska piosenka. Auto sunęło przez miasto. Ludzie, samochody, światło — wszystko jakby w innym świecie. On wciąż tylko w jej majtkach, siedząc sztywno w fotelu pasażera, próbując nie oddychać zbyt głośno.

    — Masz ochotę na lody? — zapytała nagle. Jakby pytała dziecko.

    — Nie wiem…

    — Nie pytałam, co wiesz. Pytałam, czy masz ochotę. — Zamilkła na chwilę. — Bo ja mam. Lubię patrzeć, jak się topią. Jak ściekają. Jak się oblizuje palce.

    Spojrzała na niego.

    — Ale nie dla ciebie. Ty nawet języka nie pokazuj, jasne?

    Pokiwał głową.

    Zatrzymała auto przy lodziarni. Wysiadła. Poszła sama.

    Zostawiła go z opuszczoną szybą. Ludzie przechodzili obok. On w stringach, w aucie, z dusznym powietrzem i sercem bijącym jak oszalałe.

    Wróciła po dziesięciu minutach. Lizała loda powoli, z bezczelną pewnością siebie.

    Wsiadła, nie patrząc na niego. Lód zaczął topnieć, spływać jej po palcach. Nie starła.

    — Masz ochotę polizać? — spytała sennym tonem.

    Otworzył usta. Wziął oddech.

    — Powiedziałam: nie dla ciebie.

    Uśmiechnęła się szeroko i odpaliła silnik.

    Pik.

    Ale już całkiem z daleka. Jakby z innego życia.

    Auto znowu ruszyło. Marta jadła loda bez pośpiechu, przeciągając każdy ruch językiem, jakby tylko po to, by doprowadzić go do granicy. Nie patrzyła na Damiana ani razu.

    — Jedziemy do mnie — powiedziała nagle, jakby zmieniając temat.

    Zacisnął dłonie na kolanach. Chciał spytać, czy już teraz. Czy wreszcie. Ale nie śmiał przerwać ciszy.

    Wjechali na znajome osiedle. Pod blokiem Marta zatrzymała się, zaciągnęła ręcznym i wzięła głęboki wdech.

    — Mam dwie sprawy.

    Zamilkła. Zlizała ostatnią kroplę loda z palca, a potem spojrzała na niego w końcu. Jej wzrok był twardy, bez śladu czułości.

    — Pierwsza: idziesz ze mną. Ale nie odezwiesz się ani słowem. Jasne?

    Pokiwał głową.

    — Druga: wszystko, co ci każę, robisz natychmiast. Nawet jeśli to głupie, wstydliwe albo boli. Nie pytasz dlaczego.

    Wysiadła, zatrzaskując drzwi. On wysiadł za nią, nadal w stringach, z dłońmi spiętymi jakby ktoś zakuł je w kajdanki.

    W windzie nie odezwała się ani słowem. On stał obok niej, słysząc tylko szum mechanizmu i swoje pulsujące serce. Klatka schodowa wydawała się za ciasna, jakby ściany patrzyły.

    W mieszkaniu Marta nie zdjęła butów. Od razu wskazała mu podłogę w salonie.

    — Na kolana. Ręce za głowę. Głowa w dół.

    Zrobił to.

    Słyszał, jak chodzi po pokoju. Otwiera szafkę. Coś wyciąga. Brzęk metalu. Cichy zamek błyskawiczny.

    Potem podeszła. Założyła mu coś na szyję. Chłodny dotyk skóry.

    — Obroża — powiedziała. — I za karę, że popatrzyłeś na moją dupę w lustrze, nie będziesz dotykać się przez trzy dni. Ani przy mnie, ani beze mnie.

    Zamilkła. Schyliła się do jego ucha.

    — A jak złamiesz zakaz… dowiem się. I wtedy nie będzie już gry. Będzie kara. Rozumiesz?

    Pokiwał głową, z głową wciąż w dół.

    Zostawiła go tak. Poszła do łazienki, zostawiając drzwi otwarte. Słyszał dźwięk prysznica. Wiedział, że jest naga. Wiedział, że nie wolno mu nawet spojrzeć. Nawet jęknąć.

    A mimo to jego ciało rwało się do niej z każdą sekundą.

    Pik.

    Znowu. Ale coraz słabsze. Jak oddech kogoś, kto już dawno odpłynął.

    Marta wyszła z łazienki naga, ociekająca wodą. Ręcznik przewiesiła przez szyję, nie śpiesząc się z wycieraniem. Minęła go tak, jakby był powietrzem, choć wiedziała, że klęczy tuż przy wejściu, nagi, upokorzony, spięty. Nie spojrzała na niego ani razu.

    — Wstań — rzuciła przez ramię. — Ale nie patrz mi w oczy.

    Poszedł za nią do sypialni. Tam czekał na niego nowy poziom gry.

    Na łóżku leżała paczka — karton, jeszcze zamknięty. Marta podała mu nożyczki.

    — Otwórz.

    Drżały mu palce. Pociął taśmę. W środku — lateksowy kombinezon, cały czarny, błyszczący, dopasowany. I obok — kulka z paskiem. Knebel.

    — Ubierzesz się w to teraz. A potem wejdziesz do łazienki i posprzątasz po mnie. Bez używania rąk. Zrozumiałe?

    Nie odpowiedział. Spojrzała na niego chłodno.

    — Miałam wrażenie, że pytanie było retoryczne.

    Przytaknął.

    Zakładanie stroju było jak powolne zakładanie skóry zwierzęcia — obcego, obślizgłego, ciasnego. Potem knebel. Zacisnęła go mocno. Zbyt mocno. Ale nie miał prawa jęknąć.

    W łazience wszystko było zaplanowane. Zostawiła na podłodze rozlane krople wody. Żel. Ręcznik na wannie. Lusterko opierające się o kran. Jakby wszystko miało znaczenie. Każdy szczegół był jej rozkazem.

    Zajął się sprzątaniem, jak kazała — klęcząc, zgięty, niemal czołgając się. Czuł, jak jego ciało szaleje z napięcia. Jak zmysły wyostrzają się do bólu. Każdy zapach, ślad, dźwięk — wszystko było nierealnie wyraźne.

    A potem jej głos. Spokojny, zza drzwi:

    — Chcesz nagrody?

    Otworzył oczy szerzej. Ledwo oddychał przez knebel.

    — Wyobraź sobie, że cię dotykam.

    Milczała chwilę.

    — Ale nie wyobrażaj sobie za dużo. Bo wtedy przerywamy grę. I nie wracasz. Nigdy.

    Zostawiła go tam jeszcze długo. W ciasnym kombinezonie, spoconym, uwięzionym. Z sercem jak młotem i myślami wypełnionymi nią.

    Pik.

    Ciszej. Gdzieś jakby spod wody.

    Minęło kilka godzin. Może więcej. Damian nie wiedział. Stracił poczucie czasu. Knebel dawno przestał uwierać — był tylko częścią nowej rzeczywistości. Ciała, które nie miało praw. Umysłu, który nie miał wyboru.

    W końcu usłyszał kroki. Delikatne, bose, nierówne.

    — Wychodzimy — powiedziała Marta. — Zostawisz wszystko jak jest. Idziemy na kolację.

    Nie zapytał, jak. Nie zdjął stroju. Wyszli — on w czarnym lateksie pod płaszczem, z karkiem napiętym jak postronki konia przed ubojem. Pozwoliła mu jedynie zdjąć knebel.

    W restauracji nikt nie zwracał uwagi. Ale dla Damiana świat się trząsł. Marta siedziała naprzeciwko w sukience, która bardziej odsłaniała niż zasłaniała, i bawiła się widelec po widełku — smakując każdy kęs jak afrodizjak. Kiedy pochylała się lekko, widział jej piersi. Kiedy poprawiała włosy — jego serce przeskakiwało o dwa uderzenia.

    — Uważaj, żebyś się nie skompromitował — szepnęła. — Twój płaszcz nie zakrywa zbyt wiele. A twój stan… no cóż.

    Nie mógł odpowiedzieć. Nie musiał. Był już tylko odruchem.

    Po kolacji wsiedli do auta. Cisza była dławiąca. Napięcie skondensowane do granic.

    W windzie Marta wsunęła dłoń między jego uda. Zacisnął zęby.

    — I co teraz? — zapytała. — Chciałbyś, prawda?

    Przytaknął gwałtownie.

    Pocałowała go w policzek. Lekko. Bez czułości.

    — To nie dziś.

    Zaciągnęła go na smyczy do mieszkania. W sypialni kazała mu stanąć przy ścianie. Potem usiadła na łóżku, szeroko rozkładając nogi. Bez majtek.

    — Będziesz patrzeć. Tylko patrzeć. I jeśli choć drgniesz… gra się kończy.

    Zaczęła się dotykać. Powoli. Precyzyjnie. Patrząc mu prosto w oczy. On stał. Milczał. W środku płonął. Nie miał już słów. Tylko przymus. I ból.

    I wtedy znowu to.

    Pik. Pik. Pik. Pik.

    Jak echo życia, które już się nie toczy.

    Zasnęli późno. A może wcale nie. On — skulony u stóp łóżka, wciąż w lateksie, skrępowany, obolały. Ona — w pościeli, spokojna, odprężona. Jakby to wszystko było tylko rytuałem dnia codziennego. Bo dla niej było.

    Nad ranem Marta wstała pierwsza. Nie budziła go — po prostu zrzuciła z niego kołdrę i uderzyła palcem w jego ramię.

    — Wstawaj, słoneczko. Przed nami nowy dzień. I kolejne zadania.

    On otworzył oczy powoli. Zaschnięte gardło. Kark jak z betonu. Ciało sztywne od upokorzenia i nieprzerwanego podniecenia.

    — Rozbierzesz się całkiem. Pójdziesz do kuchni. Zrobisz mi kawę. W samym stringach.

    — I nie pomyl się z mlekiem. Wiesz, że nie lubię przesłodzonego.

    Czuł się jak ktoś, kto nie śpi już trzecią noc z rzędu. Ale poszedł. Obnażony. W obcym mieszkaniu, przy zasłoniętych roletach. Drżący, nagi, zależny.

    Przyniósł jej filiżankę. Usiadła na krześle po turecku, rozpięła szlafrok i wystawiła stopę.

    — Masuj.

    Kiedy ją dotykał, zmysłowo, delikatnie, czuł jak jego własna krew pulsuje zbyt szybko. A potem ona zaczęła mówić — powoli, z chłodną precyzją:

    — Wiesz… chyba czas, żebyś zrobił coś więcej.

    Spojrzał pytająco. W odpowiedzi uniosła brew.

    — Przyniesiesz mi prezent. Zrób zakupy. Chcę nowe wibratory. I pasek. Ten z klamrą. Wiesz, który.

    Zamarł. Ale tylko na sekundę.

    — I nie kupuj online. Pójdź do sklepu. I nie próbuj się ukrywać. Chcę, żebyś czuł wstyd. Chcę, żebyś się go bał.

    Włożyła mu do kieszeni banknot.

    — Gotówka. Żadnych śladów.

    Poszedł.

    W sklepie wibratorów kasjerka nawet nie podniosła wzroku, kiedy prosił o różowy model z przyssawką i skórzany pas z metalowym kółkiem. Ale on czuł się jak w centrum uwagi. Wychodził stamtąd jak po spowiedzi.

    Wrócił. Z torbą. Spocony.

    Marta siedziała w salonie, wciąż naga. Spojrzała na niego, przejęła torbę i wyjęła zawartość.

    — Grzeczny. Ale to jeszcze nie koniec.

    Podeszła do niego. Kazała mu uklęknąć.

    — Dziś nie będziesz mną. Nie zasługujesz.

    Pocałowała końcówkę zabawki, oblizała ją wolno. A potem wsunęła mu ją do ust.

    — Teraz jesteś tylko narzędziem. Zabaw się mną. Ale pamiętaj — ty nie dochodzisz. Ty tylko służysz.

    I tak się działo. Przez długie minuty. Godziny.

    A potem znowu…

    Pik… pik… pik… pik…

    …ale teraz to już prawie szum. Tło. Jakby ocean, jakby dźwięk gdzieś z wnętrza głowy.

    Damian nie chciał wiedzieć, skąd dobiega. Nie chciał słyszeć. Chciał tylko grać dalej.

    Wieczór spadł szybko, duszny, lepki. Marta przeciągała się na kanapie, zupełnie naga, z pilotem w dłoni i czerwonym winem w kieliszku. Damian leżał obok, oplątany cienkimi, różowymi linami, które założyła mu z precyzją godną szamana. Siedział w ciszy. Gotowy.

    — Czas na film — powiedziała, wciskając „play”.

    Nie był to film. To była rejestracja. Ona — z innym. Nagrana dawno temu? A może wczoraj?

    Damian próbował nie patrzeć. Ale Marta położyła mu dłoń na karku.

    — Patrz. Chcę, żebyś widział. I żebyś myślał. O tym, że jesteś tylko numerem dwa. Może trzy.

    Czuł, że coś się rozdziera w nim od środka. Ale jego ciało wciąż reagowało. Pochylił głowę.

    — Jutro basen. I saunarium. Zabiorę cię, mój zabawkowy mężu.

    Pokiwał głową.

    A potem, kiedy już zgasiła światło i zostawiła go w salonie, przykrytego jedynie cieniem wieczoru, usłyszał to znowu. Ale nie jak zwykle.

    Tym razem…

    pikpikpikpikpikpikpik.

    Szybkie. Nerwowe. Jakby błagające.

    W głowie? W ścianie? Czy może…

    Zacisnął oczy.

    „Zasnę. Przejdzie.”

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Aleks W.
  • Pobyt w szpitalu

      Jestem 20-letnim fanem motoryzacji i pasjonatem jazdy na motocyklu. Ojciec przedsiębiorca, gdy zdałem egzaminy na uczelnię, zafundował mi motocykl, używany, co prawda, ale na chodzie. Trochę poszperałem przy nim z kumplem z technikum samochodowego i teraz śmigam na nim w każdy weekend.
    — Wiktor, musimy kupić parę rzeczy — usłyszałem głos mamy — pomożesz mi?
    — Jasne, jedź samochodem, a ja podjadę swoim motocyklem, spotkamy się pod marketem — odpowiedziałem.
    Ta jazda skończyła się dla mnie niestety pechowo, bo jeden z kierowców samochodu wymusił pierwszeństwo i wylądowałem na asfalcie, łamiąc sobie chyba prawą rękę. Zamiast do marketu trafiłem na SOR pobliskiego szpitala. Po godzinie oczekiwania na badanie skierowali mnie na oddział ortopedyczny, ponieważ musieli zrobić prześwietlenie, zanim założą mi gips. Wylądowałem, więc na oddziale. Leżałem sobie spokojnie na łóżku z usztywnioną ręką, gdy na salę weszła … cud dziewczyna. Biały fartuszek, czepek pielęgniarki, ładna buzia w okularach, piękne długie włosy, choć związane do pracy w szpitalu, mówię wam, wyglądała zjawiskowo. Po chwili weszła pielęgniarka oraz lekarz.
    — Pani Alicjo — pielęgniarka zwróciła się do ślicznej dziewczyny — mamy tutaj podejrzenie złamania przedramienia, konieczne jest zrobienie zdjęcia RTG, żebyśmy wiedzieli, czy i jaki gips założyć i jakie ewentualnie inne zabiegi trzeba by wykonać. Proszę pójść z pacjentem do pracowni RTG i przynieść potem do mnie zdjęcie i opis. W ramach praktyki musi pani odwiedzić ile się da, różnych pracowni w szpitalu.
    Acha, czyli to praktykantka — pomyślałem.
    — Dobrze, oczywiście — usłyszałem cudny głos — zajmę się tym.sk
    — Proszę pójść ze mną na RTG — kierowała słowa do mnie.
    — Jestem do dyspozycji — odpowiedziałem.
    Wstałem i poszedłem za panią Alicją, po wielu zakrętach i korytarzach trafiliśmy przed drzwi RTG.
    — Proszę tutaj usiąść, a ja załatwię formalności — powiedziała i weszła do pokoju.
    Po chwili wyszła i zaprosiła mnie do przebieralni.
    — Przepraszam, muszę panu pomóc się rozebrać, bo z tą ręką musi pan uważać — powiedziała lekko speszona.
    Pomogła mi ściągnąć delikatnie koszulkę, wtedy stwierdziłem, że warto było chodzić na siłownię. Niby nie patrzyła, ale ukradkiem spoglądała na moją wysportowaną i wymuskaną sylwetkę.
    — Gotowe, proszę podejść do operatora, a ja poczekam na zewnątrz — powiedziała leciutko speszonym głosem.
    Zrobienie kilku zdjęć trwało może 3 minuty i wróciłem do przebieralni. Po chwili zjawiła się Alicja.
    — Pomogę się panu ubrać — usłyszałem.
    Musnęła mnie kilka razy swoją dłonią, a to po plecach, a to po ręce.
    — Ciekawe czy robi to specjalnie, czy przypadkiem? — pomyślałem.
    Wróciliśmy na oddział i czekałem na opis zdjęć i wyniki badania. Alicja poszła zająć się innymi pacjentami na Sali, ale zerkała na mnie kilka razy. Cóż, ja też zerkałem na nią i to na pewno częściej. Piękna dziewczyna warta była docenienia. Przyglądałem jej się szczególnie. gdy się pochylała, widać wtedy było na jej pupie zarys majteczek. a gdy pochylała głowę. widać było tył biustonosza. No fajny widok!
      Po około pół godziny przyszedł lekarz. trzymając w ręce plik papierów.
    — Nie mam dla pana dobrych wieści — zaczął — nie ma pan złamanej ręki i raczej obejdzie się bez gipsu. Musimy jednak pana zostawić na oddziale i zrobić mały zabieg chirurgiczny, ponieważ ma pan stłuczenie głowy. Proszę poprosić kogoś z rodziny, żeby dostarczył Panu potrzebne rzeczy do pobytu w szpitalu.
    — Pani Alicjo, proszę podać pacjentowi listę wymaganych rzeczy — skierował prośbę do Alicji — wystawię skierowania na niezbędne badania przed zabiegiem, proszę przypilnować, żeby pielęgniarki to zrobiły. I proszę pobrać z magazynu usztywnienie ręki dla pana, żeby sobie większej krzywdy w nocy nie zrobił.
    Po kilku minutach miałem w ręce ulotkę z listą niezbędnych rzeczy szpitalnych, zadzwoniłem do mamy i poprosiłem o dostarczenie ich, bo zostaję w szpitalu niestety. Do wieczora załatwiony by mój wpis na oddział, ciuchy i inne rzeczy oraz wykonane zlecone badania krwi.

      Pierwszą noc spędziłem spokojnie, spałem dobrze, ale wiem, że pielęgniarki kilka razy miały w nocy obchód, sprawdzając, czy pacjenci nie potrzebują ich pomocy.
    Pobudka w szpitalu jest wczesna, około 06:00 jest obowiązkowa kontrola temperatury, co zapisywane jest w karcie każdego pacjenta. Potem jest śniadanie i obchód lekarski, tym razem Alicji nie było wśród personelu. Lekarz poinformował mnie, że mój zabieg jest wyznaczony za 2 dni, potem spędzę
    w szpitalu jeszcze 2-3 dni, oczywiście z usztywnieniem na ręce i potem pewnie do domu.
    Czas oczekiwania na zabieg umilały mi moja mama, która była dwa razy dziennie u mnie oraz widok pielęgniarek w białych, niebieskich i różowych uniformach.
    Zabieg usunięcia krwiaka przebiegł spokojnie, bez komplikacji, środki przeciwbólowe działały.
    Na noc dostałem jeszcze coś na spanie, ale mimo tego obudziłem się gdzieś około 01:00 w nocy
    i poszedłem się wysikać. Ubikacja była przy końcu korytarza a na samym końcu była dyżurka pielęgniarek i obok dyżurka lekarska. Gdy dochodziłem do ubikacji, wydawało mi się, że słyszę jakieś głosy dochodzące z pokoju lekarzy, zignorowałem to jednak i dotarłem do ubikacji. Gdy wychodziłem, ciekawość zawiodła mnie jednak przed drzwi dyżurki lekarskiej, bo znowu słyszałem dziwne głosy. Korytarz był pusty, przytknąłem ucho do drzwi, słychać było ostrą dyskusję
    — Proszę mnie puścić, wracam do dyżurki! — usłyszałem kobiecy głos.
    — Co się rzucasz gówniaro?! — odpowiedział męski głos.
    — Ale ja nie chcę! — krzyknęła kobieta.
    — Gówno mnie to obchodzi, chodź tutaj! — znowu męski głos.
    Po chwili słychać było ostre szamotanie i stłumiony kobiecy głos, padały niezrozumiałe słowa, stękanie i szybkie oddechy.
    — Odwal się pan! — krzyknęła znowu.
    Zdecydowałem, że nie będę pukał, tylko wchodzę od razu. Szarpnąłem za klamkę i wszedłem do dyżurki. Pod ścianą zobaczyłem Alicję, przed którą stał lekarz, trzymając ją jedną ręką za jej dłonie, a drugą ręką szarpał ją za fartuch.
    — Co pan tu robi? — spytał lekarz.
    — To ja się pytam, co pan tu robi? — odważyłem się. — Z tego, co widzę i słyszałem, to pielęgniarka prosiła pana, żeby pan zostawił ją w spokoju. Molestowanie w pracy jest karalne! Poza tym bez zgody kobiety chce pan ją zmusić do czynu, którego ona nie chce, wyraźnie to panu wykrzyczała! Co to ma znaczyć? Zgłoszę to ordynatorowi.
    Lekarza zamurowało, ale puścił Alicję, która wykorzystując to, szybko pobiegła do drzwi i uciekła.
    — Ładnie tak wykorzystywać młodszą dziewczynę i zmuszać ją do uległości? Nie wstyd panu? — spytałem trochę ciszej. — Nie spodobało mi się to, będzie pan miał problemy. Niech pan tego więcej nie robi, to być może zostawię tę informację dla siebie.
    Lekarz nie odezwał się w ogóle, a ja wyszedłem na korytarz i poszedłem do siebie do sali. Nie mogłem długo zasnąć, nasłuchiwałem czy znowu coś się nie wydarzy.
    Przy pobudce o 06:00 pielęgniarka, która mierzyła mi temperaturę, spojrzała na mnie dziwnie, ale co ciekawe, uśmiechnęła się do mnie wyraźnie.
    Na obchodzie pojawił się lekarz z nocnej zmiany, ale nie dał po sobie poznać, co zaszło między nami.
    — Niech by tylko spróbował! — pomyślałem.
      Po śniadaniu odpoczywałem najpierw, czytałem książkę, a potem poszedłem na spacer po korytarzu. Wypatrywałem Alicji, ale nie było jej, zresztą nie zjawiła się do końca dnia.
    Zobaczyłem ją dopiero kolejnego dnia na obchodzie, ale nie patrzyła w ogóle w moją stronę.
    Gdy poszedłem na spacer po korytarzu przed obiadem, usłyszałem za sobą szybkie kroki, odwróciłem się i zobaczyłem Alicję.
    — Cześć, jestem Alicja — powiedziała z uśmiechem i wyciągnęła do mnie dłoń.
    — Cześć, Wiktor — odpowiedziałem i podałem jej lewą dłoń do przywitania — miło mi cię poznać.
    — Aaaa tak, zapomniałam — odpowiedziała, gdy ściskała moją lewą dłoń — Chciałabym ci bardzo podziękować, za … no wiesz, pamiętasz sytuację z nocnego dyżuru. Gdyby nie ty, to nie wiem, jak by to się skończyło, bardzo dziękuję.
    — Nie ma za co, tak mnie wychowali moi rodzice — odparłem spokojnie — szanuję po prostu innych i nie cierpię chamstwa. Myślę, że inni też by tak zareagowali na moim miejscu. Cieszę się, że mogłem ci pomóc w trudnej sytuacji. Mam nadzieję, że nie będziesz miała z tego powodu jakichś problemów?
    — To miłe z twojej strony, jesteś porządnym chłopakiem — odparła i ślicznie uśmiechnęła się do mnie ponownie — ten lekarz zachowuje się teraz wobec mnie bez zarzutu, chyba boi się, że jeśli sprawa trafiłaby do ordynatora, to miałby na pewno problemy.
    — To dobrze, może to nauczy go szacunku do innych a w szczególności do kobiet — podsumowałem.
    — Wiesz co, muszę teraz iść do pacjentów, ale potem chętnie jeszcze spotkam się z tobą — powiedziała, po czym pobiegła do dyżurki pielęgniarek.
      Po obiedzie leżałem w sali i czytałem książkę, wtedy zauważyłem, że przyszła Alicja i położyła mi na łóżku … batonik w czekoladzie, popatrzyła na mnie z lekkim uśmiechem i wyszła.
    Poszedłem wtedy na spacer po korytarzu, a w dłoni trzymałem batonik. Gdy przechodziła Alicja, zagadałem do niej:
    — Dziękuję za batonik, to miłe z twojej strony.
    — Jestem twoją dłużniczką, długo chyba będę się musiała odwdzięczać — odpowiedziała.
    — Nie traktuj tego w ten sposób, nie zrobiłem nic spektakularnego, to był normalny odruch, a że akurat ja byłem w pobliżu, to ja zareagowałem — stwierdziłem. — Wiesz co, jutro wychodzę do domu, jeśli nic się nie wydarzy i lekarz się zgodzi. Czy dałabyś się zaprosić na spacer po parku?
    — Cóż, jako twoja dłużniczka chyba nie mam wyjścia? — odpowiedziała z uśmiechem.
    — Znowu to samo, to żaden przymus, to tylko propozycja chłopka dla sympatycznej dziewczyny — odparłem może zbyt nerwowo — mamy wakacje, jeśli nie masz jutro po południu dyżuru, to chętnie bym się z tobą spotkał na spacerze.
    — Dobrze, chętnie spotkam się z miłym i dobrze wychowanym chłopakiem — odpowiedziała — jeśli wyjdziesz jutro do południa zadzwoń na ten numer, to dogadamy szczegóły, dobrze?
    Dostałem karteczkę z numerem telefonu i wróciłem na salę. Na drugi dzień dostałem wypis i na obiad byłem w domu. Zacząłem od prysznica, potem odpoczywałem u siebie w pokoju. Wyjąłem karteczkę i wstukałem numer telefonu
    — Halo, kto mówi? — usłyszałem w słuchawce.
    — Cześć, Wiktor z tej strony — zagaiłem — chciałem zaprosić cię na spacer.
    — A, cześć, czyli jesteś już w domu? — odpowiedziała. — To gdzie i o której się spotkamy?
    — Proponuję park przy zalewie o 16:00, przy wejściu głównym — zaproponowałem.
    — Dobrze, będę na pewno — usłyszałem w odpowiedzi — to do zobaczenia wkrótce.
      Czekałem niecierpliwie na spotkanie z Alicją, rozglądałem się na wszystkie strony, bo nie wiedziałem,  
    z której strony przyjdzie. Po chwili zobaczyłem moją „cud dziewczynę” w odległości około 50m.
    Szła spokojnym krokiem ubrana w ładną sukienkę i adidasy. Miała rozpuszczone włosy, odkryte ramiona i okulary.
    — Cześć, ślicznie wyglądasz — przywitałem się — bardzo się cieszę, że zgodziłaś się na spotkanie.
    — Bardzo dziękuję za miłe słowa — odpowiedziała z uśmiechem — ja też bardzo się cieszę ze spotkania.
    Zaczęliśmy spacerować po alejkach i rozmawialiśmy o sobie.
    Dowiedziałem się wtedy, że Alicja ma 19 lat i jest studentką wydziału pielęgniarstwa, w szpitalu ma praktykę zawodową, jej rodzina mieszka około 80 km stąd, a ona wynajmuje mieszkanie, na spółkę ze swoją koleżanką Iwoną, która studiuje anglistykę. Dowiedziałem się, że lubi podróże, muzykę i sport.
    Kilka godzin spaceru szybko nam minęło. Alicja dopytywała się m.in. o moją głowę i rękę.
    — Przy takiej opiece pielęgniarskiej szybko zapomnę o kontuzji — odpowiedziałem z uśmiechem.
    — Wiesz co, fajnie mi się z tobą rozmawia — powiedziała Alicja — Czy masz jutro czas na kolejne spotkanie?
    — Jak najbardziej — odparłem — miałem właśnie ci to zaproponować, uprzedziłaś mnie.
    — Czyli mamy takie same pomysły, to fajnie — dodała. — Umówmy się w takim razie na rynku o 15:00, pod pomnikiem, zapraszam na pyszne lody.
    — To jesteśmy umówieni — podsumowałem — odprowadzę cię jeszcze do autobusu i pójdę do domu na kolację.
    Przy pożegnaniu podaliśmy sobie dłonie, Alicja pomachała mi jeszcze, gdy wsiadała do autobusu.
    Spotykaliśmy się przez kilka dni na spacerze w parku, na pizzy w centrum miasta, na spacerze w lesie, znowu na lodach. Alicja potwierdziła, że jest wspaniałą dziewczyną, towarzyską, rozmowną, mądrą, inteligentną, po prostu jest cudownym kompanem. Ja też spodobałem się jej, zdobyłem jej zaufanie, mogłem pomyśleć o zacieśnieniu znajomości. Któregoś dnia, gdy żegnaliśmy się po spotkaniu, dostałem propozycję.
    — Mam pomysł, może wpadniesz do nas do domu jutro na obiad? — zaproponowała Alicja. — Iwona też będzie, to przygotujemy coś smacznego, posiedzimy i pogadamy, może o 14:00?
    — Bardzo dziękuję za zaproszenie, bardzo chętnie skosztuję waszych dań, zapewne są pyszne — odpowiedziałem.
    Wtedy po raz pierwszy dostałem od Alicji całusa w policzek, ale nie zdążyłem się zrewanżować, bo Alicja pobiegła szybko do autobusu. Po chwili dostałem sms z jej adresem.

      Rano sprawdziłem jak tam dojechać i pozostało czekać do 14:00. Zdecydowałem, że zrobię im małą niespodziankę. Gdy wysiadłem z autobusu, skierowałem się do pobliskiej kwiaciarni i kupiłem dwa bukiety frezji, jeden z 7-ma kwiatami i przybraniem, drugi z 5-ma kwiatami i przybraniem.
    Tak „uzbrojony” zadzwoniłem do drzwi, otworzyła mi nieznajoma dziewczyna.
    — Cześć, ty pewnie jesteś Wiktor? — zagadała. — Jestem Iwona, wejdź, proszę, Alicja jest akurat w łazience, zaraz przyjdzie.
    — Cześć, bardzo mi miło, widzę, że mieszkają tutaj tylko ładne dziewczyny — zagadałem.
    — Odważny jesteś, mam nadzieję, że szczery również — wypaliła Iwona.
    Pojawiła się Iwona, więc mogłem „zaatakować”.
    — Cześć Alicja — powiedziałem i podszedłem bliżej — proszę, to kwiaty dla ciebie.
    — Dziękuję bardzo, są śliczne — odpowiedziała i dostałem całusa w policzek.
    — Proszę, to kwiaty dla ciebie Iwona — powiedziałem, wręczając jej bukiet.
    — Dziękuję, ależ ty jesteś przebiegły — zaśmiała się.
    — Liczę na to, że kiedyś zdobędę i twoje zaufanie — odparłem.
    Dziewczyny przygotowały naprawdę pyszny obiad, nie udawałem, gdy chwaliłem je obie za wybór dań i ich przygotowanie. Rozmawialiśmy oczywiście cały czas w trakcie obiadu i potem również, nie zauważyłem nawet, że już dochodziła godzina 19:00. Postanowiłem nie nadwyrężać gościnności dziewczyn i stwierdziłem, że czas na mnie.
    — Bardzo wam dziękuje za pyszny obiad, który mogłem zjeść w towarzystwie dwóch cudownych dziewczyn — wypaliłem — mam nadzieję Iwona, że choć troszkę mnie polubiłaś.
    — To Alicja ma cię lubić — odparła z przekąsem — ale szczerze, jesteś fajnym chłopakiem i myślę, że … bardziej niż trochę cię polubiłam. Wiesz, muszę dbać o Alicję, żeby nie przyczepił się do niej jakiś palant.
    Zaśmialiśmy się we trójkę, jak na komendę i w takiej atmosferze dostałem od Alicji kolejnego całusa
    w policzek, ale tym razem zdążyłem się zrewanżować.
      Jeszcze wieczorem zadzwoniła do mnie Alicja i opowiadała, jak to Iwona jest mną zauroczona. Nie dała tego po sobie poznać od razu, ale potem opiniowała mnie ponoć długo. Umówiliśmy się na spotkanie na drugi dzień, tym razem o 09:00 na przystanku autobusu, który jedzie na granicę miasta, stamtąd zaplanowaliśmy pójść szlakiem przez las do knajpki na skraju lasu, czyli wypad turystyczny tym razem.
    Alicja przyszła w krótkich spodenkach i z czerwonym plecaczkiem, ja też ze względu na wysoką temperaturę ubrałem krótkie spodenki, a do plecaka mama spakowała mi kanapki i drożdżówki.
    Szliśmy razem, gadaliśmy, w pewnej chwili … chwyciłem Alicję za jej prawą dłoń. Nie zaprotestowała, nie wyrwała dłoni, wręcz przeciwnie, ścisnęła moją dłoń i splotła swoje palce z moimi.
    Popatrzyłem na nią, ona na mnie.
    — Coś taki zdziwiony? — spytała z uśmiechem. — Sam zacząłeś.
    — Dziękuję — odpowiedziałem z uśmiechem.
    I szliśmy tak długi czas, jak dwoje maluchów z przedszkola. Zaproponowałem kanapki z plecaka.
    Była zaskoczona, że o tym pomyślałem, usiedliśmy na pniaczku i kanapki zniknęły, a my poszliśmy dalej. Trzymając Alicję za rękę ,zatrzymałem się, pociągnąłem ją do siebie i przytuliłem się do niej.
    — Każdy kontakt z tobą jest dla mnie przyjemny — powiedziałem jej na ucho.
    — Bo miło jest się przytulić — odpowiedziała cichutko — a do ciebie Wiktor w szczególności.
    Nie mogłem dłużej wytrzymać, skończyłem ją przytulać i zbliżyłem twarz do jej twarzy. Nasze usta spotkały się i … zacząłem ją całować, Alicja odwzajemniła moje starania i całowaliśmy się przez minutę.
    — Wiesz co, chciałbym, żebyś została moją dziewczyną — oznajmiłem poważnym głosem — bardzo cię lubię, lubię z tobą przebywać, rozmawiać, dyskutować, nie chciałbym stracić takiej pięknej dziewczyny i możliwości, ale ciebie przede wszystkim.
    — Ja też bardzo cię lubię, to miła propozycja — odparła bez wahania — od razu odpowiem, że będzie mi bardzo miło, jeśli będziesz moim chłopakiem.
    Ponownie zwarliśmy usta w pocałunku.
    — Dziewczyno moja, zapraszam cię na obiad! — wypaliłem rozradowany.
    Zjedliśmy w knajpce dobry obiad, a dalsza trasa przerywana była chwilowymi postojami i całowaniem.
    Wróciliśmy do miasta około 15:00, gdy staliśmy na przystanku, Alicja nagle zaproponowała:
    — Może wpadniesz do mnie teraz, odświeżymy się trochę, co?
    — Chętnie, dziewczyno moja — odpowiedziałem.
    Po kwadransie wchodziliśmy już do mieszkania Alicji.
    — Myślałem, że Iwona też będzie — stwierdziłem, gdy zauważyłem, że nie mam jej w środku.
    — Iwona pojechała do swoich rodziców, wróci pojutrze — odparła zalotnie — muszę ci ja wystarczyć mój chłopaku.
    — Dobra, kto pierwszy pod prysznic? — spytałem.
    — Idź pierwszy, ja wypakuję od razu swój plecak — odpowiedziała.
    Dostałem ręcznik i poszedłem do łazienki, rozebrałem się i wszedłem do kabiny, gdzie z góry lała się już ciepła woda. Zamknąłem drzwi kabiny i zacząłem się mydlić.
    Kątem oka zauważyłem, że drzwi do łazienki otwierają się. Alicja ubrana w same majteczki oraz  biustonosz wchodzi i zamyka drzwi łazienki. Po chwili staje przed prysznicem, ściąga biustonosz, ściąga majteczki i otwiera drzwi kabiny.
    — Wolne koło pana? — zapytała.
    — Dla ciebie zawsze — odpowiedziałem szybko.
    Do kabiny weszła pięknie zbudowana dziewczyna o pięknym biuście, super zgrabna, lekko opalona
    i cudownie uśmiechnięta. Przylgnęła do mnie swoim cudnym ciałem, a ja objąłem ją rękoma. Woda spływała po naszych nagich ciałach, pocałowaliśmy się kolejny już dzisiaj raz. Namydliłem jej cudowne ciało, dosłownie całe, bez omijania jej piersi, pupy, a nawet podbrzusza. Wtedy Alicja namydliła moje ciało, nie pomijając klaty, pupy no i … penisa.
    — Widzę, że twój przyjaciel jest bardzo zadowolony z kąpieli ze mną — powiedziała zadowolona.
    — Ooooo, tak, jest bardzo zadowolony, jak widzisz — usłyszała odpowiedź — obaj jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi.
    Zacząłem masować jej biust i spłukiwać z nich mydło, masowałem pupę, plecy itd.
    — Twoim przyjacielem zajmę się później mój chłopaku — usłyszałem przez szum wody.
    Gdy oboje byliśmy już opłukani, wyszliśmy z kabiny i każde wycierało się swoim ręcznikiem.
    — Masz cudowne ciało — powiedziałem.
    — Twoje też fajne — odpowiedziała i klepnęła mnie w pośladek.
    Przepasałem się tylko ręcznikiem, podobnie Alicja i wyszliśmy z łazienki. Alicja wzięła mnie za rękę
    i poprowadziła do swojego pokoju, tutaj zrzuciła ręcznik na podłogę i ściągnęła mój. Staliśmy nadzy naprzeciwko siebie.
    — Uczcijmy ten pierwszy dzień „bycia twoją dziewczyną” i „bycia moim chłopakiem”, dobrze? — powiedziała z lekko proszącym tonem.
    Podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce, po czym położyłem Alicję na przygotowane już łóżko.
    Leżała teraz piękna dziewczyna, czekając na moją inicjatywę. Położyłem się na niej i zacząłem całować kolejno, wiele jej części ciała, a ona kwiliła zadowolona. Zacząłem pieścić jej cycuszki, potem brzuch aż dotarłem do podbrzusza. Wtedy patrząc jej prosto w oczy, skierowałem dłoń do jej cipki. Była mokra i to bynajmniej nie od wody z prysznica, czułem, że była już mocno podniecona. Przejechałem paluszkiem od góry w dół po jej płatkach, potem masowałem chwilkę łechtaczkę, Alicja wygięła się i dawała znać, że bardzo jej z tym dobrze. Wtargnąłem głową pomiędzy jej uda, Alicja uniosła kolana i rozszerzyła nogi, a ja skierowałem język na jej różową szczelinkę. Lizałem jej łechtaczkę, lizałem płatki, nawet wsadziłem koniec języka do szczelinki. Słyszałem, jak Alicja cichutko pojękuje, mlaska i nierówno oddycha, co doprowadzało mnie do szaleństwa. Nie mogłem dłużej czekać, mój przyjaciel domagał się natychmiastowej akcji. Klęknąłem więc pomiędzy udami Alicji, chwyciłem za nabrzmiałego kutasa i przystawiłem do szparki, którą Alicja wyeksponowała już wcześniej. Pchnąłem, a z ust Alicji wydobył się okrzyk rozkoszy, więc pchnąłem mocniej i jeszcze mocniej. Zacząłem ją z pasją penetrować, a Alicja stękała z podniecenia i zachęcała mnie do intensywniejszych ruchów. Też zacząłem sapać i stękać, bo podniecenie rosło we mnie mocno.
    Po paru minutach usłyszałem, jak Alicja osiągnęła orgazm i wykrzykuje różne słowa, drga całym ciałem i ledwo łapie oddech, ale trzyma mnie za pośladki i dopycha moje biodra do jej dziurki. Świadomy tego, że za chwilę też skończę orgazmem, wyjąłem kutasa na zewnątrz i skierowałem na brzuch Alicji. Pierwszy wystrzał spadł na jej twarz, kilka kolejnych dotarło do biustu, pokrywając go warstwą gęstej cieczy. Końcowe strzały wylądowały na brzuchu Alicji i teraz leżała pokryta moją spermą od twarzy do brzucha a moje „działko” powoli opadało pod wpływem grawitacji.
    — Ależ ty masz zasięg! — sapnęła Alicja. — Zbierałeś pewnie długo na tę okazję.
    — Jesteś erotyczną bombką, przy tobie każdy chłopak wyrzuci z siebie całą zawartość jąder — odsapnąłem — było fantastycznie, dziękuję.
    — To miłe co powiedziałeś, postaram się wybuchnąć jeszcze wiele razy w twojej obecności i pomocy twojego przyjaciela — dodała.
    Chwilę leżeliśmy obok siebie, potem Alicja poszła pod prysznic i wróciła czyściutka po paru minutach.
    — Bardzo ci dziękuję, przeżyłam wspaniały orgazm — powiedziała — dawno nikt mnie tak nie podkręcił, musiałam sobie wcześniej sama radzić, ale to nie to samo. Jesteś wspaniałym kochankiem mój chłopaku!
    — Chodź tu do mnie, chcę poczuć jeszcze raz twoje piękne ciało — poprosiłem.
    Alicja położyła się obok mnie, a jej głowa spoczęła na mojej klacie. Czułem się spełniony.
    — Czuję się cudownie — zakomunikowałem.
    — Ja też, mój słodki chłopaku — dodała.
    — Może zostaniesz u mnie na noc? — zapytała.
    — Chętnie, skoczę tylko szybko do domu po kilka drobiazgów i wrócę jak najszybciej — odparłem.
    — Dobrze, to wracaj szybciutko! — zaśmiała się.
      W domu oznajmiłem, że śpię dzisiaj poza domem, ale nie wzbudziło to specjalnego zainteresowania.
    Wróciłem szybko do Alicji i zostałem powitany gorąco już w przedpokoju.
    Leżeliśmy na kanapie, oglądając film w telewizji, cały czas wtuleni w siebie. Alicja przysnęła nawet na chwilę. Wtedy zarządziłem spanie i tak wylądowaliśmy ponownie w łóżku Alicji, pod jedną kołdrą.
    Noc przespałem spokojnie, obudziłem się około 07:00 i poczułem obok siebie nagie cieplutkie ciałko. Alicja spała jeszcze, a ja patrzyłem na jej piękną twarz z wielkim upodobaniem. Gdy około 08:00 Alicja otworzyła oczy, zdała sobie sprawę, że spoczywa w moich ramionach.
    — Witaj skarbie — powiedziała łagodnie — dobrze ci się ze mną spało?
    — Tak, fantastycznie spałem przy tobie skarbie, a potem przez godzinę patrzyłem jeszcze na twoją piękną buzię.
    — Dziękuję, jesteś dla mnie taki dobry — powiedziała i dała mi soczystego całuska — pójdę się wysiusiać i zaraz do was wracam.
    Golasek pobiegł do łazienki i szybko wrócił pod ciepłą kołderkę.
    — Chcę się z tobą kochać, teraz, natychmiast — wyrzuciła siebie — niech piękne chwile powtórzą się.
    Odsunęła kołdrę na skraj łóżka i zobaczywszy mojego członka we wzwodzie, obróciła się do mnie plecami, siadła okrakiem i przesuwała się tak, aż w końcu ja miałem przed swoimi oczami jej szparkę i pupę, a mój penis był w zasięgu jej twarzy.
    — Masz moją dziurkę w zasięgu, rób z nią co chcesz, a ja zajmę się twoim przyjacielem — powiedziała  i zabrała się od razu do pracy.
    Poczułem, jak członek wnika w jej buzię, jak języczek kręci się wokół mojej żołędzi, jak liże jego czubek, aż zadrgałem mocno. To bardzo miłe uczucie, pewnie wiecie doskonale chłopaki, jak to jest. Popatrzyłem najpierw na różową śliczną cipkę i najpierw pocałowałem ja namiętnie. Ależ była mokra i smaczna! Mój język sam wiedział, co ma robić, zacząłem lizać jej cipkę od góry do dołu, wsadzać język w szparkę, rozszerzyłem palcami obu dłoni jej płatki, żeby mieć jeszcze piękniejszy widok i lepsze dojście do najsmakowitszych i najczulszych okolic intymnych. Rozpoczęła się ostra akcja drażnienia stref erogennych. Alicja raz na jakiś czas wypuszczała mojego penisa z ust, żeby złapać oddech, gdy jej podniecenie rosło i żeby nie ugryźć przypadkowo mojego przyjaciela (tak później powiedziała).
    Ja całowałem jej cipkę, ona wargami drażniła ostro mojego penisa, sapaliśmy oboje już dość mocno, wtedy zdecydowałem zmienić pozycję.
    — Alicja, zmieniamy pozycję, wypnij pupę, a ja się uzbroję szybko — rzuciłem, sapiąc z podniecenia.
    Błyskawicznie sięgnąłem do swoich spodni i wyjąłem prezerwatywę, Alicja w tym czasie ustawiła się w pozycji „na pieska” i rozkosznie kręciła kuperkiem. Szybko założyłem gumkę i dopadłem jej pupy.
    Błyskawicznie zapakowałem kutasa w jej szparkę, a Alicja westchnęła mocno.
    — Ooooo, taaaaak, na to czekałam! — powiedziała zadowolonym głosem. — Teraz zerżnij mnie mocno!
    — Jak sobie życzysz — odparłem i przyspieszyłem ruchanie jej cipki.
    Trzymałem ją w talii i nadziewałem na kutasa, Alicja nie była pasywna i pchała pupę w kierunku nabrzmiałego przyjaciela. Stanowiliśmy teraz bardzo zgraną parę.
    — Oooooo, ale jestem napalony, wsadziłbym ci chętnie kutasa w pupę — krzyknąłem.
    — OK chłopcze, ale może nie tym razem, dobrze? — odparła, sapiąc mocno. — Za dużo emocji … byłoby na … jeden raz. Oooooo, jak mi dobrze … wsadź go … głębiej!
    Obijałem się już o jej pośladki i czułem, że za chwilę zapełnię prezerwatywę, czułem też, że Alicja też osiąga szczyt swojego podniecenia. Rzeczywiście, po chwili Alicja oparta rękami o łóżko runęła głową w dół i jeszcze bardziej wypięła swoją pupę.
    — Oooooooo, jak dobrze!  Oooooo dochodzę! Oooooooooooooh jestem w niebie! — krzyczała Alicja.
    — Oooooooooh, ooooooooooooooooh, ooooooooooooooooooooh — stękałem i słałem kolejne porcje  spermy. — Ależ ty jesteś seksowna! Aaaaaaaaaaaaah!
    Czułem, jak mój penis pulsuje, strzelając spermą, ale czułem też, jak vagina Alicji wpadła w konwulsje
    i też pulsuje seksownie.
    Zrobiliśmy naprawdę spory hałas (Alicja mówiła następnego dnia, że gdy schodziła po schodach, spotkała sąsiadkę z góry, która uśmiechnęła się do niej znacząco).
    To nie ma znaczenia, ważne, że seks był super!!!
    Wyjąłem w końcu penisa z dziurki, wraz z wypełnioną prezerwatywą.
    — Ależ ty tego produkujesz, trojaczki byś mi zrobił! — powiedziała żartobliwie.
    — Może kiedyś w przyszłości spróbujemy — odparłem spokojnie.
    — Ty samcu, tylko byś płodził — żartowała dalej — tym razem dzieci nie będzie, ale było naprawdę bardzo przyjemnie, dziękuję.
    Wzięła mnie za rękę i poprowadziła do łazienki, gdzie oprócz mycia były również przytulanki, masowanie biustu, klepanie po pupach przy ogólnej radości.
    Czyści, ubrani i zadowoleni zjedliśmy razem śniadanie, po czym nastąpiło bardzo czułe pożegnanie
    i zapewnianie, że szybko znowu się spotkamy.
    Spakowałem swoje ciuchy i pojechałem do domu, cały czas wspominając wieczorny i poranny wspaniały seks z Alicją.
    Chyba się zakochałem — pomyślałem.
    Około południa zadzwoniła Alicja.
    — Chciałam usłyszeć twój głos, po prostu — usłyszałem — zauroczyłeś mnie i doprowadziłeś do dwóch orgazmów, dziękuję ci za to.
    Oczywiście spotkaliśmy się znowu po południu, tym razem na spacerze w parku. Trzymaliśmy się za ręce, uśmiechaliśmy do siebie, raz na jakiś czas całowaliśmy się namiętnie.
    — Co ci się we mnie najbardziej spodobało, że chciałeś się ze mną spotykać? — zapytała.
    — To trudne pytanie, wiesz o tym — odpowiedziałem — w zasadzie zauroczyłaś mnie jako osoba, jako kobieta i jako kumpel. Doceniam cię jako mądrego człowieka, fajnego kumpla do spędzania wspólnie czasu, podobasz mi się fizycznie, masz świetną figurę, cudowne oczy i uśmiech. Zauroczyłaś mnie panno Alicjo, cóż więcej mogę powiedzieć.
    — Takiego mężczyzny szukałam — odpowiedziała krótko i dostałem całusa.
    — Zapomniałem jeszcze dodać, że jesteś cudowną partnerką do seksu — dodałem — przy tobie czuję się jak dojrzały mężczyzna.
    — A ja czuję się przy tobie jak spełniona i zadowolona kobieta — odpowiedziała czule — znalazłam mężczyznę, albo raczej on mnie znalazł, który stanowi dla mnie niezbędny element codziennego życia.
    Alicja powiedziała mi, że idzie dzisiaj na nocną zmianę do szpitala, ale będzie ostrożna.
    Przytuleni do siebie wróciliśmy do przystanku autobusowego, pomachałem Alicji, a sam wsiadłem do innego autobusu i wróciłem do domu.

      Nasza znajomość przetrwała kolejne cztery lata i teraz stanowimy wspaniałą parę, oczekując na przyjście na świat naszych … bliźniąt, tak, tak, Alicja kiedyś to przewidziała.
    Nie wiemy, czy weźmiemy ślub, dobrze nam jest tak jak teraz i nie musimy nic sobie udowadniać.
    Jak widzicie, nawet wypadek drogowy może być początkiem wspaniałej przygody życia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OsobaX