Wbrew pozorom mogłoby się wydawać, że On jest zmęczony po całodobowym dyżurze… ale tak naprawdę w myślach miał obraz swojej ukochanej Pani w negliżu leżącej na łóżku i czekającej na wybudzenie ze snu… Klamka od drzwi chodziła opornie, lekko skrzypiąc co mogłoby zniweczyć jego plan, który tak skrupulatnie układał przez minioną dobę. Wszedł do mieszkania z nadzieją, że Ona śpi twardym snem. I tak też było… Rozebrał się w przedpokoju i nago po cichu wchodził do sypialni. I znów kolejna przeszkoda , kolejna klamka, która zaskrzypiała… Pomyślał sobie cholera przecież ją niedawno smarowałem, ale nie poddając się wszedł dalej. I leżała na łóżku jego ukochana Pani, w pół roznegliżowana ze spodniami od pidżamy na sobie. Delikatnie ściągnął kołdrę z jej reszty ciała, chwycił palcami spodnie i od razu je ściągnął z majtkami . Była piękna, jak zawsze z resztą, ale widok jej nagiej pobudził go do tego stopnia, że jego penis był już zwarty i gotowy do działania. Przez cały dzień myślał o niej, tęsknił i podniecała go każda sprośna myśl jego ukochanej jaką pisała poprzedniego dnia do niego. Ich miłość była tak ogromna a namiętność tak mocna ze podtrzymała ten żar, aż do ranka… Kiedy zdjął jej ubranie pomału zmysłowo zaczął całować ją od stop ku górze … Była w trakcie okresu co sprawiło, że jej pipka i całe ciało były strasznie mocno pobudzone… Uwielbiali to robić w tych dniach, nie przeszkadzało im to, bo niby dlaczego miało, to przecież naturalne a doznania z tego były bajeczne. Delikatnie języczkiem muskał jej ciało kończąc pocałunkiem, kierując się to coraz wyżej do sutków sterczących od podniecenia. Na wysokości piersi objął ustami jeden z nich. Był cudownie smaczny. Świrował językiem jak opętany, ciągnąc i zasysając, a nawet przygryzając guziczek sprawiając jej coraz większą przyjemność. Było to czyste podejście bez gry wstępnej, zbędnych słów, gestów… Całując nagle wsadził w nią swojego twardego penisa… Uwielbiał to robić patrząc jak nagle jej ciało prężnieje, jak układa nogi aby od razu wejść głębiej, wbić się w nią, sprawić większą rozkosz… Nie zawiódł jej, zrobił to czego pragnęła… Wbił się w nią raz i ręką chwycił jej nogę, przyciągając bardziej do jej ciała… Sprawiło to, że jego penis wszedł pod innym kątem dając dodatkowe doznania jej wnętrza mokrej pipki… Każde następne wejście było zdecydowane i mocne wbijając się do końca pochwy jakby miał ja przebić swoją włócznią. Robił to raz ruchem szybkim raz powolnym… Znał już jej każde upodobania i wiedział co uwielbia najbardziej… Kiedy tak ją już posuwał przez parę minut nagle zwolnił, opuścił nogę, zbliżył swoje wilgotne usta całując zmysłowo jej barki oraz szyję… Wiedział, że jej magiczna łechtaczka już jest bardzo pobudzona, guziczek namiętności osiągnął swój punkt kulminacyjny, sprawił, że teraz kiedy zacznie ją rżnąć będzie ocierał się o jej wzgórek i doprowadzi ją do większej ekstazy. I tak zaczął pomału , stopniowo dbając o każdy szczegół wejścia pieprzyć ja pieszcząc, zwiększając to coraz bardziej tempo, ściskając ją w swoich ramionach coraz to mocniej. Czuł jak jej pochwa robi się coraz bardziej ciasna, jak dopasowuje do jego penisa, jak on pulsuje razem z nią w środku sprawiając podwójna rozkosz…
Category: Uncategorized
-
Pozadanie- cz. I
Stokrotka Kusiciel -
Pozadanie- cz. II
On wiedział, że zwiększenie tempa sprawi jej ogromną rozkosz, a w dodatku znał techniki które sprawiały, że nabrzmiała łechtaczka ocierała się o jego penisa zwiększając doznania. Jego ukochana zwijała się z rozkoszy a on coraz to mocniej ją pieprzył, aż obijał się o jej łono . Ściskała w ręku wszystko co mogła pochwycić, gryzła poduszkę jęcząc słodko, tak samo wgryzała się do jego szyi… Uwielbiała to robić. To był jej fetysz. Kiedy wkładała go sobie do buzi i on po chwili wypełniał jej usta wchodząc to coraz głębiej do gardła, zaczynała gryźć. Bardzo to uwielbiał ale ona wiedziała dobrze co robi tym sposobem. Wtedy jego penis robił się grubszy, twardszy i dłuższy. Docierając do miejsc końcowych pochwy, pieszcząc wszystkie zakamarki, penetrując ją dogłębnie. Ale tym razem on sam był już tak pobudzony, długi, twardy i prężny… Posuwał swoją piękną miłość coraz to mocniej aż w pewnej chwili ścisnął ją za pierś a potem za sutka. Uwielbiała to, nie raz domagała się aby mocniej to robić, aby ją gryźć po nich ssać i pieprzyć ustami… Tym razem sprawiło, że zrobiła się soczyście mokra, ale nie od krwi, tylko z podniecenia… Wiedział, że to moment kulminacyjny w którym zaraz doprowadzą się oboje do orgazmu. Ssał i gryzł coraz mocniej, ściskał jej piersi i rżnął ją robiąc z niej swoją osobista kurwę. Była boginią miłości i uwielbiał sprawiać jej rozkosz. Pieprzył ją coraz szybciej i mocniej, ściskał piersi i pieprzył jak najmocniej, zarazem patrzył na nią przytykając usta do jej ust. Nie całował tylko przytulał wymieniając z Nią swój oddech rozkoszy i namiętności… Czuł jak jej pazurki wbijają się w jego plecy, jak przesuwają się powoli ku dołowi, wiedział ze zaraz w nią wytryśnie wszystką spermę jaką ma. Że zaleje ją od środka… Drażnił się z nią czasami i zwalniał tempo ale po to aby za chwilę pieprzyć się z nią jak króliczki na łące … Odciął jej dopływ powietrza kładąc się na niej, zwiększając tym samym doznania… aż wreszcie oboje trysnęli soczkami miłości…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Stokrotka Kusiciel -
Nauczycielka II
Piotr musiał być bardzo wyposzczony lub bardzo mocno napalony ponieważ po kilku sekundach spuścił się Justynie w ustach. Justyna ledwo zdążyła przełknąć nasienie, a już następny chłopak wsadził jej w usta penisa. Justyna z nim też uwinęła się szybko. Pozostali trzej nie wytrzymali i Justyna poczuła na twarzy uderzenie spermy.
-Chłopcy uważajcie. Krzyknęła Justyna odchylając się do tyłu żeby nasienie nie ubrudziło jej sukienki. Wstając rzuciła do nich jesteście słodcy uciekajcie się bawić, do swoich dziewczyn. W pokoju została sama z Piotrem. Biła się z myślami, co teraz, zrobiłam loda swoim uczniom, miała w ustach obcego penisa. 5 obcych penisów, ostatni raz obciągała innemu facetowi 17 lat temu, przed ślubem.
Poczuła, że Piotr delikatnie kładzie ją na łóżku, gładzi ją po udach i całuje, próbuje się dobrać do jej muszelki.
-Piotr poczekaj nie przez rajstopy, na dole czeka na ciebie dziewczyna….
Piotr nerwowo zaczął ściągać Justynie rajstopy. Justyna czuła jak robi się jeszcze bardziej mokra.
Pomogła ściągnąć Piotrowi rajstopy, poczuła jego język na muszelce. Piotr lizał ją zawzięcie żeby nie krzyczeć z rozkoszy zaciskała żeby. Odpłynęła dawno nikt nie doprowadził ją do takiego stanu. Zdradziła męża z 5 młodymi chłopcami pozwala lizać się gówniarzowi i sprawia jej to niebywałą przyjemność.
Piotr pomógł jej wstać z łózka, poprawiła sukienkę.
Powoli zaczęło do nich dochodzić co zrobiła ??
Piotr pamiętaj nie chciał bym żebyście o tym komukolwiek mówili? Proszę.
Ja wyprę się wszystkiego a w zdajecie u mnie maturę, To już Justyna powiedziała rozkazującym tonem znowu była surową nauczycielką.
Zeszła razem do auli, nikt nie zwrócił na nich uwagi. Pozostali chłopcy bawili się w najlepsze ze swoimi partnerkami.
Typowe dla samca, pomyślała Justyna i dołączyła do zabawy.
W czasie przerwy widziała jak Piotr rozmawia ze swoimi kolegami. Podczas wspólnego tańca powiedział jej, że nie musi się obawiać ale 3 koledzy też mają ochotę na jej usta. Mówiąc to Piotr mrugnął do niej okiem. Mam nadzieje, że spotkasz się jeszcze z nami.
Nad ranem Justyna zadzwoniła do męża żeby po nią przyjechał. Dzwoniąc do męża zauważyła ikonkę przychodzącego smsa. Kliknęła na nią, wyświetliło się jej zdjęcie zdjęcie jej twarzy z penisem w ustach.
Cholera kiedy on to zrobili, przyglądała się z zaciekawieniem swojej twarzy i penisowi w jej ustach.
Maż odebrał telefon. Przyjedź po mnie. Mąż od dawna namawiał ja na urozmaicenie seksu i śmiałe fotki. Śmiałe są ale nie z mężem.
Po wejściu do samochodu męża bez słowa schyliła się i zaczęła mu obciągać. Obciągała mu jak na początku małżeństwa. Lubiła obciągać wiedziała, że to sprawia facetowi największa przyjemność. Obciągała dziś już 6 penisa. Znowu czuła się atrakcyjnie. Ostatni raz obciągała w tym samym dniu penisy innym facetom przed ślubem. Historia toczy koło. Najpierw mąż któremu tak zawzięcie obciągała w czasie jazdy uwiódł ją i dał do obciągnięcia kilka dni po zaręczynach z innym. A teraz ona obciąga mu po spotkaniu z chłopcami.
Mąż była z nim szczęśliwa, jest z nim szczeliwa. On ją zdradził ona jego. Ale czy to zdrada ????
Poczuła uderzenie spermy w gardło. Oblizała penisa i przytuliła się do męża. Przez chwilę nic nie mówili. Dojeżdżać do domu Justyna wyciągała telefon i pokazując mu zdjęcie powiedział do męża.
Spełnię Twoje marzenia będziesz mógł mnie pieprzyć z innym ale na moich warunkach. Mąż oglądając zdjęcie, odpowiedział Justynie
-śliczna fotka jesteś bardzo ładna.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Piotr Wolski -
Komplikacje cz.2 –Przelecialem corke
Gdy Natalia wtargnęła do łazienki nakryła mnie na goleniu krocza. Speszyłem się i z pluskiem wsunąłem się pod wodę by skryć lekko zadartego kutasa. Podeszła do lustra stając przed nim tyłem do mnie. Ubrana jedynie w przy krótkawy, prezentujący kolczyk w pępku, t-short na cieniuśkich ramiączkach z dekoltem, który mocno opinał talię i piersi, aż prześwitywały ciemne plamki aureoli oraz w białych V-stringach. Ich sznureczki podążały po krągłościach pośladka i łączyły się na lędźwiach w kokardkę pozostała część znikła po między pośladkami. Zaczęła wyginać się i przeciągać prezentując przy tym duży tyłek i rowek między pośladkami. Przy bujaniu biodrami było można dostrzec, poprzez koronkowy i prześwitujący materiał w kształcie trójkąta, zarost łonowy. Na co zareagował mój kutas, więc nagarniałem pianę by go skryć. Rozpoczęła jakieś wywody owijać w bawełnę; w zamyśleniu niewiele z tego zrozumiałem. Aż w końcu zapytałem wprost:
– Gadaj o co ci chodzi konkretnie, bo mi woda stygnie (a w myślach, bo mi kutas zaraz eksploduje),
– Golenie! Mam mieć okres, a doktorka zalecała…
– Noo i co ja mam z tym wspólnego?
– Nie umiem się golić i zaczęła się dąsać,
– No już spokój, nie szlochaj, wskakuj do wanny.
Udzieliłem jej kilka wyjaśnień, co i jak. Więc usiadła sobie w rogu bokiem do mnie na profilowanym brzegu wanny ponad lustro wody. Wsunęła palce pod sznureczki i zaczęła zsuwać je po biodrach potem udach. Do sznureczków dołączył koronkowy trójkącik minęły kostki i zaczęły dryfować po lustrze wody. Wyprostowała się i z nieśmiałością rozchyliła lekko nogi; ukazała się kępka gęstych kędziorków. Zaczęła poczynania z golarką i po chwili słyszę:
– Coś robię nie tak? Brak efektu, zobacz,
– No tak masz spore kędziorki (w myślach; baaa ale „krzaki”, aż nie można było dojrzeć sromu),
– Dobra ten pierwszy raz ci pokażę, co i jak obserwuj uważnie,
– Ok dzięki, bo ja tego nie ogarniam.
Więc niewiele myśląc dobrałem się do „koszenia krzaków” dla mnie to była rutyna. Z zarostem na wzgórku poradziłem sobie szybko, który uwydatnił swoje uwypuklenie. Z okolicami warg i odbytu należało obchodzić się bardziej uważnie. Pomagając sobie palcami odciągałem, napinałem fałdy i same wargi itp.. Po tych zabiegach zaczęły się ukazywać wdzięki pięknie lśniącego gładziutkiego młodego gniazdka. Mój kutas nie pozostał temu obojętny, bo poczułem w nim twardnienie i pulsowanie. Piana znikła i przez lustro wody można było dostrzec co nieco. Widać nie uszło to Natalii uwadze i chyba dostrzegła ten fakt, bo z ironią spytała:
– A tatuśko to chyba sobie… też „coś” tam robił. Przecież faceci nie mają okresu to po co?
– No może z innych powodów bardziej dla komfortu i higieny,
– Że co? Myślałam, iż dla lepszego poślizgu; ha hi,
– Eee, skup się lepiej na obserwacji jak to robić i nie rozpraszaj wzroku gdzie nie trzeba.
Na chwilę zamilkła ale na czym dokładnie skupiła wzrok nie dostrzegłem, bo unikaliśmy w tej krępującej sytuacji skrzyżowania spojrzeń. Chciałem jak najszybciej dokończyć zabieg i przerwać te rosnące podniecenie, które przeradzało się w intymną atmosferę. Starannie się przyjrzałem, iż nie ma już ani jednego włoska potwierdziłem to mówiąc:
– Już skończyłem drugi etap to pachy, ale sama sobie poradzisz.
Spojrzała sobie w krocze pomacała je i z zachwytu, czy ze zdziwienia rzekła:
– Ale łysa, mucha nie siada.
Chwyciła za brzegi koszulki i ją zadarła ku górze szło to jej niezdarnie, bo opinała jej krągłości. Zaczęły się pojawiać dwie półkule, aż wyskoczyły i zakołysały się; szczenna mi opadła. Wykorzystałem moment, kiedy miała na głowie koszulkę i nic nie widziała. Lampiłem się w jej krągłe jędrne cyce uwieńczone różowiutkimi aureolami, w których umiejscowione były suteczki. Gapiłbym się dalej, ale zdjęła przez głowę koszulkę, która wylądowała koło stringów. I skończył się dla mnie show, bo krępujące było tak ostentacyjne, a lecz jak zachwycające gapienie się. Ogoliwszy sobie sama pachy, gdy skończyła zakomunikowała mi o tym bym sprawdził. Zerknąłem by ją pochwalić i już zbyć, aby zająć się sobą oraz dokończyć swoją operację, powiedziałem:
– No lekkie zaczerwienienia obmyj się i dokładnie nasmaruj balsamem ogolone miejsca, i zmykaj mi stąd!
Jeszcze podroczyła się trochę ze mną. W końcu wstała i pochyliwszy się nade mną cmoknęła w czoło. Ja w tym zaskoczeniu by nie pokazać jej, iż mój kutas stoi zacisnąłem go między udami przykurczając nogi. Nagle zachwiała się i straciła równowagę wysunąłem ku niej ręce by ją podtrzymać. Niestety przeleciała przez nie i runęła na moje uda powodując ich wyprostowanie tyłkiem docisnęła mojego sztywnego kutasa. Poczułem w nim ból, który rozwarł moje uda by go uwolnić. Znieruchomieliśmy oboje poczułem, że siedzi mi po części na udach i kutasie. A jej cycki przykleiły się do mej klaty. Ból spowodował ustąpienie sztywności i fiut mi nieco zwiotczał, ale pozostawał nadal w lekkim wzwodzie. Ocknęło mnie! Trzeba jakoś z tej sytuacji wybrnąć:
– Co ty do cholery wyprawiasz, nic ci się nie stało? Pomogę ci wstać.
Objąłem ją pod pachą za tułów zadarłem jedną nogę pod udem przekroczyłem brzeg wanny. Ciężar jej osóbki i wilgoć naszych ciał powodował, że się obsuwała. Poczułem, że jej krocze napiera na mojego będącego w pół wzwodzie kutasa. Pośpiesznie skierowałem się w stronę krzesła pochyliwszy się posadziłem ją na nim i powoli wyzwalaliśmy się z więzów spójności. Wyprostowałem się by sięgnąć po ręcznik zapomniawszy, że sterczy mi kutas, który jak zerknąłem w dół dyndał na wysokości jej twarzy. Ale co to! Natalka ma opuszczone ręce i głowę, co jest grane? Poruszałem ją za ramię, a ta się osuwa chwyciłem ją pod pachy i podciągnąłem na krześle. Klęknąłem przed nią rozchyliłem powieki sprawdziłem źrenice i puls. Wszystko jest OK tylko odleciała, ale no co tu z nią zrobić? Najlepiej będzie ją zanieść do łóżka. Przepasałem się w kroczu ręcznikiem drugi zarzuciłem jej na szyję gdyż trudno było ją owinąć. Jedną rękę wsunąłem pod udo, a drugą pod pachę obejmując ją za tułów. Wstałem poodnosiwszy ją, po czym udałem się w kierunku jej pokoju. A było kawałek, bo na piętro i po schodach. Po drodze zaczęła mi się osuwać to ponownie ją podrzucałem. Aż ręcznik z krocza mi spadł i tu lekka konsternacja! Sterczący kutas usadowił się w jej kroczu, a na prąciu poczułem jej srom i odbyt. Co gorsze, kiedy szedłem ślizgał się po nim drażniąc nasze narządy płciowe. Poczułem kapiący żar z jej szparki, który rozlewał się wzdłuż trzonu nawilżając go. Spowodowało to jego napięcie i sztywność. Każdy kolejny krok powodował ocieranie się naszych genitaliów. Powodowało to w moim kutasie zbliżające się szczytowanie i mimowolnie doznając szoku doprowadziło do wytrysku.
Wreszcie dotarłem do pokoju położyłem ją w poprzek łóżka na wznak z zgiętymi w kolanach i zwisającymi nogami. Spojrzałem na nią i popadłem w zachwyt, co za cudowny widok młodego jędrnego dziewczęcego ależ jak dojrzale zarysowanego kształtami kobiecości filigranowego ciałka. Obfite piersi, których zarys wystawał poza klatkę piersiowa uwieńczone brodawkami wąska w tali i lekko zapadnięty brzuszek. Krągłe biodra ukoronowane wzgórkiem łonowym poniżej muszelka, z której wystawały fałdki skóry przedzielone szparką. I tu się ocknąłem! O cholera cała umazana spermą muszę zatrzeć ślady mojej profanacji zanim się obudzi. Tak więc skupiłem uwagę na jej cipce próbując wytrzeć ją z lepkiej już zasychającej mazi, co utrudniało jej oczyszczenie. Cholera przydałoby się trochę wilgoci i wpadł mi pomysł by użyć śliny, więc zbliżyłem usta do jej muszelki by splunąć. Wtem w moje nozdrza uderzyła niesamowita woń, która wyzwoliła we mnie całkowite zapomnienie, co do osoby i pragnienie by ją posiąść. Zapanowały nade mną dzikie rządze. Przyczynił się do tego jeszcze mój sterczący kutas, który pulsował i zesztywniał do bólu. Zamknąłem oczy zbliżyłem usta do szparki i sobie tłumacząc (mała minetka nikomu przecież nie zaszkodzi). Po czym wysunąłem język i przeciągnąłem nim od dołu po całej długości roweczka zatrzymawszy się na dzyndzelku, któremu poświęciłem więcej skupienia drażniąc go językiem w stylu węża. Początkowo było czuć lekko słonawy posmak, który po moich poczynieniach z dzyndzelkiem zaczął przemieniać smak, a on sam zaczął sztywnieć wyprężając się ku językowi. Ze szparki zaczęły wyciekać soki, więc zacząłem je zlizywać (niczym kotek chłepta mleko). Teraz zapragnąłem poczuć ją w środku wsunąłem całą długość języka do środeczka rozchylając jej wargi, które przywarły do moich ust. Nos wylądował na łechtaczce broda zaś na dolnym sklepieniu. Język penetrował każdy zakamarek i fałdę, aż poczułem obficie spływające po mojej brodzie soki (co za miodzio). Dało się przy tym wyczuć skurcze i lekkie ruchy bioder, co mnie zaniepokoiło. Odessałem się od łona na ustach i brodzie aż się szkliło od jej soków lśniło też jej łono z różowiutką szparką, a na prześcieradle powstała mokra plama. Otworzyłem oczy, aby upewnić się co z nią? Nadal miała swobodnie położone ręce i głowę oraz przymrużone powieki, z pod których dostrzec można było białe gałki oczne rozszerzyłem je sprawdziłem źrenice i puls. Wszystko wskazywało na to, iż jest śnięta. Uspokoiło mnie to oraz dodało śmiałości w dalszych poczynaniach.
Dostrzegłem teraz unoszące i opadające za każdym oddechem dwie piękne krągłości. Bez zastanowienia pochwyciłem je w swoje łapska i zacząłem ugniatać. Czuć było ich jędrność i sztywność sutków oraz aksamitność skóry w dotyku. Ułożyłem się wzdłuż jej tułowia i pośpiesznie do ssałem się do piersi oblizałem każdą z osobna. Teraz naszła mnie ochota by possać suta. Języczek zataczał się wokół brodawek i świdrował je wciskając w pierś. Ząbkami lekko przygryzałem sutki by je naciągać. Instynktownie, bo racjonalnie to ja w ogóle nie postępowałem nadal sobie tłumacząc (to tylko palcóweczka przecież przy goleniu i tak ją macałem). Jedna ręka powędrowała na muszelkę by zatopić w niej palca grzebalca. Powolnie i z zaciekawieniem wtykałem go coraz głębiej zatapiał się bez oporu, więc rozpocząłem poszukiwania punktu „G”. Gdy go namacałem rozpocząłem ugniatanie go wsadziłem jeszcze jednego palca (pomocnika grzebalca) pozostałe wyprostowałem wzdłuż warg i rozpocząłem palcowanie stymulując „G”, w rytm dołączyły jej biodra. Zaczęła obficie puszczać soki aż zrobiła się chlapa od tego wydobywały się mlaskające odgłosy. Nagle dupcia znieruchomiała i na palcu poczułem uścisk, po czym nadeszła fala szarpiących spazmów i zalało mi dłoń; „spuściła się”.
Doszło do mnie ciche mamrotanie „Ggrześś esteśś cudownny”. Zerwało mnie to na równe nogi! Co jest grane obudziła się? Stałem jak wryty i zastanawiałem się jaki Grześ? Aha to musi być ten jej kasztan, co się koło niej kręci. Ale, ale zaraz to oni się bzykają? No tak, dlatego tak gładko „poszło, weszło” aż się we mnie zagotowało. No ale jak ją mam ukarać? Przecież klapsa jej nie dam, chociaż miałem na to ogromną ochotę. Ponownie się upewniłem czy ona, aby nie udaje snu. Pochyliłem się i znowu coś mamrotała „chcę cię poczuć…”. Cholera to moja kochana córeczka się mu, ją oddała. No tak, ale jej matkę też bzykałem w podobnym wieku; widać jabłko niedaleko spadło…. Naszły mnie wspomnienia i popadłem w fantazję; straciłem poczucie rzeczywistości oraz orientację, co do sytuacji. Z tego wszystkiego poczułem „mrowienie” w kutasie, którego aż chciało rozerwać. Panowały żądza i pragnienie spełnienia tego było już dla mnie za wiele. Natury nie oszukasz tylko jej trochę włożę jak tak tego chce. Kutasowi też ulży przecież nie będę go trzepał jak małolat. Ona i tak śni o swoim kasztanie myśląc, że mu daje dupy, a nie że ją tatuś nieprzytomną dyma druga taka szansa może się już nie nadarzyć. Lepiej zgrzeszyć i później żałować, niż żałować, iż się nie zgrzeszyło.
Rozwarłem jej szeroko nogi i wpełzłem między nie usytuowawszy się nad nią podpierając się na rękach. Zetknęły się nasze narządy płciowe na żołędziu poczułem wargi. Pocierając żołędziem po sromie wzdłuż roweczka wargi się lekko rozchylały pozwalając nieco zagłębić się koniuszkiem penisa. Zaraz poczujesz to czego tak się domagasz, a raczej GO ty mała suczko! Zacząłem zatapiać w niej łeb kutasa po naporze pokonał opór warg pozwalając mu wślizgnąć się do środka, poczułem na nim żar i szczelnie opinające wargi. No to pchałem dalej milimetr po milimetrze nagle po kilku centymetrach poczułem kolejny napór i uścisk. I znowu szeptanie „obbbiecaj, że wyciagnnnieszzz…”. Myślę sobie, co jeszcze dobrze nie włożyłem, a już mam wyciągnąć? Twoje niedoczekanie ty mała puszczalska, iż teraz przerwę, kiedy to już jestem w gościnnym środeczku. Wsunąłem ręce pod jej nogi zgięły się w kolanach, kiedy je zadałem ku górze i odchylając na boki. Przy czym jej pupcia uniosła się umożliwiając mi głęboką permanentną penetrację. Wycofałem trochę kutasa tylko po to by wbić się z impetem do zapraszającego gniazdka. Opór już nie był tak wielki przebiłem się przez niego wbijając się po same jaja dobijając aż po tylną ściankę macicy; poczułem rozciągające się mięśnie pochwy. Rozległo się przeciągliwe „ałła obiecałeś…”, zerknąłem na jej twarz, na której pojawił się dziwny grymas. Zbytnio się tym nie zraziłem zacząłem powolne ruchy posuwisto zwrotne by „rozluźnić” tą napiętą sytuację. Lecz pochwa szczelnie oplatała prącie, co sprawiało przyjemne doznania ciasności. Wywołało to we mnie zwierzęcą chuć. Zacząłem przyśpieszać aż bez opanowania waliłem ją tak szybko (niczym królik) jak tylko mogłem. Zerknąłem pod siebie, a mój kutas pojawiał się i znikał w jej ociekającej z soków cipce; aż unosił się wzgórek łonowy. Nasze uderzające się biodra wydobywały mlaskająco–klaszczące dźwięki worek z jajami też cały obślizgły rozciągał strugi śluzu; jaja klaskały brawo odbytowi. Za każdym mym pchnięciem jej cycki majtały się wykonując eliptyczne ruchy. Pod jarały mnie jeszcze słowa „kooch…aj mne” poczułem na prąciu miażdżące uczucie zaciskających się mięśni i wtem oszalałem. Tego było za wiele w podbrzuszu poczułem skurcze worek też się skurczył wciskając jaja w głąb. Prącie drgało no i „wybuchłem” zacząłem pompować do środka gorącą spermę w pośpiechu wyskoczyłem z niej tryskając resztkami jeszcze po jej sromie. Kutasik śmiesznie podrygiwał wyciskając ostatnią kropelkę. A w myślach kurde jak za małolata ledwo włożyłem kilka razy ruszyłem i już się zdoiłem, zalałem jej formę po brzegi. Ale nic dziwnego dymać takie młodziutkie świeżutkie ciałko jej matka przy niej wymięka.
W tym samym momencie usłyszałem „Grzeeesiu jeszcze nigdy nie było tak superrr”. Se myślę już ja ci zatkam te ponętne usteczka; wsadziłem jej jeszcze ospermionego kutasa w usta. Gdy zaczynała się krztusić wyciągałem go i smagałem ją po policzkach aż mi kutas zwiotczał. Zauważyłem, że się porusza, więc szybko owinąłem się ręcznikiem i szarpiąc ją za ramię wypowiadałem jej imię. Ocknęła się w końcu, ale trudno było się jej pozbierać, była oszołomiona. Pierwsze, co zrobiła to się szybko okryła i skuliła chyba z zawstydzenia chciała ukryć swoje obnażenie. Dało się wczuć atmosferę zażenowania, jakby w powietrzu wirował smak „zakazanego owocu”. Pierwotne instynkty zostały zaspokojone i do świadomości zaczynały docierać targane myśli przekroczenia taboo; zbezczeszczenia, defloracji, profanacji. Panowała chwila zadumy i ciszy, aż ją przerwałem:
– O witaj, ale napędziłaś mi strachu (dosłownie i w przenośni),
– A co ty tu, ja robię goła?
– Kąpałaś się, znaczy goliłaś…,
– To kojarzę ale reszty nie bardzo,
– Odleciałaś w łazience, to cię przyniosłem. A kto to Grześ?
– A dlaczego pytasz? Przecież go znasz od kilku miesięcy go przyprowadzam do domu,
– Przez cały czas mamrotałaś jego imię, zwracałaś się do niego jakby przez sen,
– Baa i to jeszcze jaki, taki bardzo jakby realistyczny, A coś konkretnego mówiłam?
– Takie tam przeciągliwe zwroty coś jakby o odczuciach,
– Przepraszam cię tatko, ale musze zostać sama, czuję się jakoś dziwnie,
– Na pewno wszystko okej, nie masz gwiazdek?
– Nie. Tylko jakieś pieczenie w kroczu i coś jakby wyciekało mi. Chyba nadchodzi okres, ale zawsze miałam wcześniej bóle, a teraz jakoś inaczej to odczuwam,
– Hmm, no to zostawiam cię z tym samą. Wracam dokończyć swoje zajęcie.
O kurwa, ale jej zrobiłem „jesień średniowiecza” będzie długo zaglądać sobie w krocze i się zastanawiać, czy to sen czy jawa.
Wróciłem do łazienki w wannie dostrzegłem dryfujące stringi z koszulką sięgnąłem po nie. Zdjąłem z siebie ręcznik i wrzuciłem wszystko do kosza z brudną bielizną. Złapałem się za chuja pocierając po nim dłonią i przyłożyłem palce do nosa poczułem w nozdrzach zapach dziewczęcej intymności, aż żal umyć dłoń. Hmm to bynajmniej nie był sen…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
fantasta Gdyby zaszła konieczność. Można tworzyć dalszą historię i kolejne, ale różniące się części.
-
MW-Grecja-Rozdzial 23 Jak ugryzc tort
Tom albo Jerry odciąga mnie na bok.
– Załatwione!
– ?
– No przecież urodziny Maleńkiej!
– To wiem, ale co załatwiłeś?
– Tort! Ogromny! Mam go w wielkiej styropianowej pace – chłodni. I…
Słucham go z autentycznym podziwem.
– Ale skąd w ogóle ten pomysł? I sam tort?!
Tidżej zaczyna od końca:
– Bardzo nam spasował pomysł Ali, żeby zostawić was na tej wysepce, nie musieliśmy kombinować i wymyślać pretekstu, po prostu popłynęliśmy go odebrać, zamówiony był wcześniej.
– A sam pomysł?
– No bo wiesz… Szczery zwykle do bólu kuzyn nagle się zacina.
– Co wiem?
– Bo my uwielbiamy Alę! – Wypala wreszcie. – Jak się ona bosko rżnie! I jeszcze ta jej ciaśniutka pizda, tak ochoczo jej nam użycza…
I Tidżej patrzy, co będzie. W końcu o mojej dziewczynie mówi.
– Sam bym tego lepiej nie ujął! – Nie sprawię mu satysfakcji, nie okażę zazdrości.
– Uff… – Nie wiem, czy to z rozczarowania, czy z ulgi tak wzdycha.
* * *
Popołudnie spędzamy przyjemnie, najpierw jednak brodacze zwożą z żaglowca jadło i napoje, parasole plażowe, leżaki itp. Na ląd nie trafia ani jedna sztuka odzieży, nawet gatki, w których przypłynęli, wracają samotne na pokład. Brodacze planują odesłać Zorzę do najbliższego portu.
– Chcemy się razem z naszymi dziewczynami poczuć tak, jak wy. Wprawdzie w licznym towarzystwie, ale nago i z dala od ciuchów.
– A jak sobie radzicie z załogą? – Zmieniam temat. – A właściwie, to załoga z wami?
– Chodzi ci o te nagie dziewczęta na pokładzie?
– Od teraz również was…
– Cóż… jeśli któryś jest gejem, to jego problem – śmieje się Tim. A Jon, drugi z Brodaczy dodaje:
– Po prostu dobrze im płacimy za ich męki. Że się napatrzą na gołe cipki? Dziewczęta się nie wstydzą. A na pokładzie się nie pieprzymy.
– A szkoda… – To Honey przysłuchuje się naszej rozmowie.
– Szkoda?
– Lubię ich prowokować, to fajne chłopaki. Zabawnie patrzeć, jak kryją się ze wzwodem.
– I jak sobie radzą?
– Pewnie jadą na ręcznym, raz jednego nakryłam.
– Hahaha…
Brodaczom nie jest do śmiechu.
– Który to był?!
– Nie powiem, bo go zwolnisz!
– Tim, słuchaj, przecież to nawet zabawne – mityguję go, nim się bardziej nakręci. – Długo już tak pływacie?
– Załoga przyprowadziła Zorzę ze Stanów, my z dziewczynami zaokrętowaliśmy się niecałe dwa tygodnie temu.
– Biedacy… mruczy pod nosem Maleńka; widzę, że coś kombinuje, ale nie pytam, sama mi powie w swoim czasie.
– Przylecieliście wszyscy ze Stanów?
– Japonki poznaliśmy już w Europie, leciały na nasze maszty.
– Hahaha, historia lubi się powtarzać, bliźniacy mieli podobnie z bliźniaczkami.
* * *
Podchodzą dziewczyny od masztów.
– Możemy się bliżej poznać z twoim chłopakiem?
Ala tylko się śmieje.
– Jest wasz!
Japonki nie tracą czasu, wyciągają skądś sporą butelkę oliwki i naoliwiają mnie całego. Zaczynając oczywiście od sprzętu. Teraz jedna dba, by sprzęt był cały czas w pełnej gotowości, a druga wmasowuje oliwkę w resztę ciała. Podaje mi butelkę, mogę się wreszcie dobrać do tych skośnych cip.
Śliskie palce gładko wślizgują się w obie wąskie szparki, zresztą dziewczyny też są podniecone i wilgotne.
– To może się przedstawcie? Jest okazja.
– No tak, ten wasz zwyczaj…
– Jestem Suki – mówi jedna, intensywnie masując moje solidnie naoliwione jądra.
Jądra przechodzą z rąk do rąk. Do rąk Yuki.
– Nie zapamiętam, jesteście takie podobne… będę was nazywał SukiYuki, może być?
– Hahaha… niech ci będzie.
Układamy się wygodnie na sporym plażowym materacu i pogrążam się w lubieżnym świecie mangi.
* * *
Jon i Tim nie wytrzymują, wstają i przejmują oliwkę. Obsługują kolejne dziewczęta, te podsuwają, co mają najlepszego. Brodacze są w siódmym niebie, mają we dwóch kilkanaście tyłeczków i dwa razy tyle cycków do naoliwienia. Te naoliwione, oliwią resztę facetów. Ani Brodacze, ani one nie żałują oliwki, wszyscy są śliscy jak węgorze. Gdy przenoszą się do wody, dołączamy z SukiYuki do zabawy. Rzucamy się na dziewczęta, te się wyślizgują, nie mogę utrzymać żadnej cipki na tyle długo, by w nią wejść, wystarczy skręt bioder i już wyślizguje mi się z rąk. Ale nie żałuję, to tylko wzmaga moje podniecenie, kutas jest twardy jak skała, dziewczyny wciąż sprawdzają, a on wciąż wyślizguje im się z rąk. I dalej umykają z cipami przeciągając te wyuzdane zapasy.
Zmawiamy się we trzech z Tidżejami i łapiemy….Dorkę, akurat podeszła… Łapią ją za nogi. Dorka, by nie utonąć w wodzie do kolan, musi się wspierać na rękach. Tidżeje rozciągają te nogi na boki, ja staję między jej udami i…. wreszcie coś rucham. Dorka wije się, jak piskorz, próbuje uciec z cipą, ale mój kutas wciąż pracuje w jej Rudej Norce. Trochę to wygląda na gwałt, ale przecież wiem, że Dorka kocha się pierdolić… Nie pierdolę jej długo, dziewczyny ruszają na ratunek, rzucają się po dwie na Tidżejów, obejmują im głowy śliskimi udami. Mnie też atakują od tyłu, wyciągają z Norki Dorki, walimy się wszyscy do wody.
I tak to trwa, co komuś uda się trochę poruchać, zaraz rzucają się na niego inne śliskie naguski. Nasze podniecenie sięga zenitu, dziewcząt chyba też, bo stopniowo przestają walczyć i podsuwają cipy. Skrajnie napaleni rżniemy gwałtownie, coraz to inną – jest nas siedmiu, a cipek osiemnaście. Staramy się dogodzić wszystkim. Ja pierdolę dwie rude – tak wyszło. Przeskakuję z Honey do Dorki i z powrotem. Kończę w Honey, w niej się jeszcze nie spuszczałem, Dorkę mam na co dzień, na każde skinienie. No, dzisiaj pierwszy raz się broniła. Teraz ją liżę – ona też chce orgazmu. Zaspokojona Honey siedzi rozkraczona na brzegu i obserwuje niteczki spermy wymywane z jej cipki przez kolejne fale. Przypomina mi Alę.
Rozglądam się, jest niedaleko, ujeżdża jednego z Brodaczy. Podchodzę popatrzeć. Tim wypręża się, pewnie właśnie się spuszcza. Ala z wyrazem rozkoszy na twarzy patrzy mi w oczy. Jej dolne wargi niczym różowy obwarzanek, okalają grubego, amerykańskiego kutasa. Jej wargi układają się w słowa – Kocham cię! Odpowiadam tym samym, z penisem w ustach Dorki. Maleńka uśmiecha się, nadal nabita pizdą na maszt Brodacza. Jakie to pojebane!
Maleńka, nadal na mnie patrząc, prowokacyjnie powoli podnosi i opuszcza tyłeczek. Jej malutkie wargi rozciągają się na członku Tima, to chowają, gdy się nań nasuwa. W odpowiedzi chwytam Dorkę za jej płomienne zorze i pieprzę ją mocno w usta. Ala się śmieje, zsuwa z kutasa i biegnie do mnie, wpija się ustami w moje, podczas gdy Dorka nadal mnie ssie. Jestem nadal niemal sztywny, Dorka dobrze ciągnie.
– Dasz mi go teraz? – Prosi Ala. – Ty możesz possać mojego Brodacza.
Dorka zajmuje się kutasem, z którego zeszła Ala, ta zaś wpycha w siebie mojego lekko zwiotczałego i ujeżdża przez chwilę w wolnym rytmie. Ciasna pochwa czyni cuda, odzyskuję formę.
– Tak bardzo zapragnęłam cię poczuć w sobie, kochany! Myślałam tylko o tobie, gdy miałam z nim orgazm.
– Wiem, moja słodziutka, widziałem.
– A jutro, w moje urodziny chcę prezent! Chcę ciebie tylko dla siebie przez cały dzień!
– Obiecuję! – Ala nie schodząc ze mnie, przytula się mocno i zamiera na naprawdę długo.
Oliwkowa orgia dobiega końca, zmywamy z siebie z dużym wysiłkiem oliwkę, urządzamy ucztę z dostarczonego przez Brodaczy prowiantu i układamy się do snu. Ja, jak zwykle zaplątany w Maleńką.
* * *
Środek nocy, ja mam najtrudniej, muszę wyplątać się z Ali, ona jedna nie jest wtajemniczona, nie może się obudzić. W końcu jednak opada koło mnie na wznak i zaczyna cichutko pochrapywać. Na moim miejscu kładzie się na wszelki wypadek Julka – żeby Ala miała jakieś ciało pod ręką. Ja tymczasem z wszystkimi chłopakami płynę pontonem Brodaczy na nasz jacht. Używamy tylko pagajów, by nie robić hałasu.
Gdy dobijamy z powrotem do plaży mamy ze sobą ogromny karton. Wypakowujemy tort i płyniemy drugi raz. Teraz przywozimy dwa duże pakunki. Po rozwinięciu, jeden zmienia się w wielki namiot plażowy, właściwie sam daszek. Drugi, to po prostu podłoga z grubej, miękkiej folii.
Rozstawiamy to wszystko na plaży, dobrze, że świeci księżyc, nie jest lekko, namiot ma sześć na sześć metrów. Teraz jeszcze tort, ustawiamy karton na środku, przygotowujemy do szybkiego otwarcia rano, teraz niech trzyma tort w chłodzie. Gotowe, wracam do Ali. Oczywiście wtulonej w Julkę. Wtulam się w nią od tyłu i zasypiam.
* * *
– Dlaczego Julka? Co się stało? – Dziwi się rano Maleńka, uwalniając koleżankę ze swych objęć.
– Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin! – Mówię najpierw. – Wyszła na jaw twoja druga natura, widocznie wolisz dziewczęta! Może chcesz Julkę na cały dzień, zamiast mnie? Przyznaj się!
– Ty draniu! Zrobiłeś to specjalnie, nie chcesz się ograniczać do jednej cipy, jak masz ich tyle dookoła – śmieje się Ala. – Nawet na jeden pieprzony…
W tym momencie zauważa namiot. I to wielkie coś w środku przewiązane różową szarfą. Wstążka na tym ogromnym pudle, byłaby jak nitka.
– Co to jest?
– Nie wiem, jak szedłem spać, jeszcze tego nie było!
– Weź nie pierdol! Mów natychmiast, co to jest!
– To jest namiot a pod nim urodzinowa niespodzianka.
– Jaka niespodzianka?
– Nie mogę powiedzieć, bo nie będzie niespodzianki.
– Ty draniu!
Ostatecznie udaje nam się powstrzymać Alę przez niespełna godzinę.
Kąpiemy się wszyscy. Wszyscy też pilnują Maleńkiej, bo co i rusz chce uciekać na brzeg i dobrać się do niespodzianki. Wreszcie ruszamy pod namiot.
– Teraz musisz pociągnąć – mówię do Ali.
– Tę różową szarfę pociągnij – precyzuję, gdy klęka przede mną – powiedziałem pociągnąć, nie obciągnąć!
Maleńka, wcale nie skonfundowana, ciągnie. Kartonowe ścianki opadają, Tidżeje usuwają je niezwłocznie. Ukazuje się wielkie styropianowe pudło.
– I co teraz?
– Teraz się odwróć na chwilę – biorę ją w ramiona i całuję gorąco, żeby nie przyszło jej do głowy podglądać. Tort leży na pokrywie i przykryty jest pudłem, Brodacze podnoszą je ostrożnie, wynoszą razem z wkładami chłodzącymi. Tidżeje zapalają piętnaście świeczek rozmieszczonych równomiernie na obwodzie środkowego poziomu wysokiego na przeszło metr tortu. Odwracam się razem z przytuloną do mnie Alą, patrzy i odrywa usta od moich.
– Jaki piękny! I jaki wielki!
– Dużo masz gości na urodzinach i… Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
– Wszystko, co najlepsze trzymam w ramionach!
Znów się liżemy Podchodzą do nas Tidżej z Dorką.
– Co wy znów kombinujecie? – Pyta Ala, gdy Dorka wyciska na dłoń trochę farby do ciała. Złotej farby.
– Poczekaj…
Odbieram tubkę od Dorki, ta przytula się do pleców Tidżeja i sięga. W łapce Dorki kutas Tidżeja robi się złoty i sterczący. Dorka się odsuwa, Tidżej salutuje Ali złotym prąciem.
– Ale o co chodzi? – Maleńka jest zdezorientowana.
– Łap Go! Szybko!
Ali nie trzeba dwa razy powtarzać, już ma go w garści.
– Właśnie złapałaś złotą rybkę! Masz trzy życzenia.
– Ach! To o to chodzi! – Chwilę się namyśla.
– Ten tort; to będzie raz…
W drugą rękę bierze drugiego, niemalowanego ptaka, mojego.
– Chcę go na wyłączność, na cały dzień!
– Którego? Bo masujesz oba…
– A rzeczywiście… Nie mogłam się powstrzymać, takie fajne kuśki…
– Tego chcę! – Przyciąga mnie do siebie za „tego”, żeby nie było wątpliwości.
– A trzecie życzenie?
Maleńka z pewną taką nieśmiałością zerka na Brodaczy. Milczy.
– No, śmiało!
– Tim… Jon… Pożyczycie mi Zorzę?
– Eee…
– Na jeden dzień – dodaje szybko. – Z załogą oczywiście, ja będę kapitanem. Popłyniemy sobie do tego portu i z powrotem. Pliiiis!
– Nie ma sprawy. Jutro może być? My sobie odpoczniemy po urodzinach…
– Super!
Usatysfakcjonowana Maleńka oswobadza malowanego ptaka. Mojego nie puszcza. Przytulam ją i szepcę do uszka.
– Ale pięciu? (Załoga Zorzy liczy pięciu chłopa)
– I to wyposzczonych, hihihi…
Cała Maleńka!
– Idź zgaś świeczki! Możesz coś dla mnie zrobić?
– Wszystko!
– Idź tam na czworakach!
Ala opada na kolana i maszeruje do tortu, obchodzi go powoli wokół wdzięcznie wypinając kuperek i z namaszczeniem, powoli zdmuchuje kolejne świeczki. Wreszcie kończy i odwraca się dalej na czworakach w moją stronę.
– A nie zapomniałeś o sztućcach i talerzykach?
– Nie zapomniałem, nie są potrzebne! Tidżeje to wszystko kupili, ale miałem lepszy pomysł, stwierdzili, że jestem genialny.
– No to jak mam ugryźć ten tort?
– Właśnie tak! Ugryź! Tylko pamiętaj o dobrym wychowaniu, nie jedz rękoma.
Maleńka patrzy na mnie, trybiki się kręcą.
– Genialny jesteś, to dopiero będzie impreza! – Odwraca się i wgryza w krawędź tortu. Odwraca się ponownie z całą buzią w kremie. Przełyka, i oblizuje się.
– Pyszny! Zapraszam wszystkich na mój urodzinowy. Mam piętnaście!
– Dziewczęta przodem – zarządzam.
Dziewczęta ruszają, też na czworakach, wgryzają się w tort. Tylko na to czekamy – rzucamy się pieścić te wypięte tyłeczki. I lizać cipki. Chłopcy przesuwają się od jednej do drugiej, tylko ja tkwię, jak przyspawany przy Alcynej piździe. Jest już dobrze wilgotna, zastępuję język palcem, a potem palec kutasem. Wchodzę mocno, uderzam lędźwiami w wypięty tyłeczek, głowa Ali wbija się w tort, podobnie zresztą, jak głowy pozostałych dziewcząt, taki jest plan.
Ala ściera krem z oczu.
– Co ci przyszło do głowy?! – rozgląda się wokół, widzi potraktowane w ten sam sposób koleżanki – o wy….! To też ty wymyśliłeś?
– Cóż skromność mi nie pozwala…
– Ty i skromność, weź nie pierdol! Ja też coś wymyśliłam, to mój tort i nie pozwalam, byście go zniszczyli. Ja to zrobię!
Maleńka zsuwa się z mojego dyszla, odchodzi parę kroków od tortu, bierze rozbieg i rzuca w sam środek tortu, który zmienia się w…. kupę. Bałwan, który jeszcze przed chwilą był Alą, kiwa na mnie palcem ze środka tej słodkiej kupy.
– Tu mnie weź, w tym torcie – mówi bałwanek i wypina kuperek.
– Kiedy nie widzę cipy…
Bałwanek sięga sobie między nóżki i wygarnia ile się da.
– A… tu jest! Ale szparka cała zabita kremem…
– Dasz radę!
Daję radę, wygarniam ten krem kutasem i obchodzę Maleńką dookoła.
– Poczęstuj się swoim tortem.
– Już jadłam.
– Ale tu masz kulturalnie, na talerzyku.
W tortowej masie na buzi Maleńkiej pojawia się dziura otwartych ust. Zatykam ją penisem, Ala wylizuje „talerzyk”.
– Ale teraz już ruchaj!
Po chwili pierdolimy się pośrodku byłego tortu, rozgniatamy go coraz bardziej, wszyscy do nas dołączają, wkrótce jesteśmy cali utytłani w kremie, zjadamy, zlizujemy z siebie ten tort, wiadomo skąd najchętniej. Dziewczęta wyszukują połówki brzoskwiń, którymi ozdobiony był tort, wklejają sobie w piczki i każą mam jeść. Objadam się tymi brzoskwiniami. Wkrótce wszyscy się pieprzą w tym torcie i wszyscy są szczęśliwi. Widzę jak Natka, można ją teraz poznać tylko po cyckach, nabiera kremu, wciska między pośladki i wypina je do Brodacza.
– Zjedz jeszcze trochę!
Brodacz posłusznie wciska twarz w jej dupę. Ala natychmiast robi podobnie – siada z impetem w torcie, po czym wypina tyłeczek; teraz ja wylizuję jej krem z rowka. Kaśka nakłada sobie grubą warstwę tortu na krocze i przysiada cipą na czyjejś twarzy, wierci się, a krem wypływa na wszystkie strony. Ten gość chyba się udusi! Kaśka jednak zmienia twarze, nabierając po drodze nowe porcje tortu, teraz przymierza się do mojej.
– Mogę przysiąść na chwilę? – Pyta Ali, jestem dziś jej wyłączną własnością.
– Na chwilę możesz.
Nic nie widzę, nie mogę oddychać. Nie widzę, że Ala wykorzystuje tę przerwę, by napchać sobie kremu do cipy, dopiero gdy w nią wchodzę, napotykam dziwny opór, a potem, w miarę, jak się w nią zagłębiam, ze środka wypływa rzadki, bo zagrzany w pochwie krem.
Wypływa zresztą po każdym moim sztychu a wrażenia mam niecodzienne.
Wokół trwa tortowa orgia, przypomina trochę wczorajsze zapasy, tylko jest smaczniej. No i najeść się można. Jak już mnie mdli od słodkiego, zanurzam język głęboko w cipce Ali, aż poczuje znajomy, ostry smak śledzika. Maleńka obficie popuszcza soczki. Jej podwójnie teraz słodkie uda zaciskają się na mojej głowie. A raczej próbują, wciąż się ześlizgują.
Tarzamy się w resztkach tortu, teraz bawimy się wspólnie. Dziewcząt jest więcej, więc to one leżą w kręgu, jedna z głową między udami drugiej, a my przeczołgujemy się po nich. Liżąc i macając po drodze wszystkie cipki i cycuszki. Potem dziewczyny kładą się na brzuszkach i mój kutas prześlizguje się między kolejnymi upapranymi tortem pośladkami. Ala szybko jednak wyrywa się z tego kręgu, chce mnie tylko dla siebie. Wracamy w miejsce, gdzie kiedyś był środek tortu i tarzamy się w jego resztkach. Po chwili zmienia się to w miłosne zapasy. Ala kręci się jak fryga, próbuję ją wziąć to z przodu, to z tyłu, wciąż ucieka z pizdą, Lepiej mi idzie z rękoma, nabieram resztki tortu, wcieram w miejsce na cycki (Ala jest płaska, jak deska) i krocze, nakładam na pośladki i twarz, Ala nie pozostaje mi dłużna, co chwila ślepnę pod kolejną porcją. Gdy dostaje w twarz wyjątkowo wielkim kawałkiem tortu, natychmiast szukam jej ust, przebijam się językiem przez warstwę słodyczy, odnajduję inną słodycz. Nie na długo, Ala się dusi, dusimy się oboje, odrywamy od siebie.
– Ale zajefajnie! Jeszcze nigdy nie pieprzyłam się w torcie!
– Wiem, kochanie! Przecież to ze mną zaczęłaś się w ogóle pieprzyć
– A ty? Posuwałeś jakąś panienkę w środku tortu?
– Nigdy! Bywały zabawy z jedzeniem, ale coś takiego robię pierwszy raz!
– Musisz mi kiedyś koniecznie opowiedzieć. Ale teraz kochaj się ze mną! – I cipka, która przed chwilą tak mi się wymykała, nagle prosi się o kutasa, cała zaklejona resztkami tortu. Wodzę po kroczu Maleńkiej czubkiem penisa, szukam szparki, teraz rozpycham się w środku, wargi sromowe zgarniają z drążka nadmiar tortowej mazi, gdy wciskam się do ciasnej, śliskiej od kremu pochewki.
– Penis w torcie – śmieje się Ala, gdy ja posuwam. Za chwile jednak już jej nie do śmiechu, wstrząsają nią kolejne, coraz to wyższe fale orgazmu, kładę się na niej, wciskam w resztki tortu, nie pozwalam uciec. Nawet podrapać mnie nie może, paznokcie ześlizgują się po moich plecach. Tylko krzyczy gardłowo. Brodacz obok podnosi kciuk, Właśnie dorzyna Suki, ona też zaczyna się pod nim gwałtownie rzucać
Za chwilę tracę go z oczu, na twarzy ląduje mu wypełnione tortem krocze Yuki, w ogóle nie widać pędzla jej prostych włosów łonowych. Pojawiają się dopiero, gdy Brodacz zlizuje z nich resztki tortu. Ale wyglądają smętnie, posklejane, zwisające nad cipą. Suki piszczy cienko, teraz ona ma orgazm.
A ja podnoszę kciuk. Ala też. To chyba był ostatni orgazm tortowej orgii, jesteśmy w stanie już tylko lizać cipki, na razie nikomu nie stanie.
* * *
A cipkom nigdy dość, chłopaki liżą dalej, dziewczęta znów szczytują, również Ala, oczywiście to ja ją liżę. Leżę na wznak a Maleńka kuca nade mną i nabija się pizdą na mój język. Pieprzę ją tym językiem, docieram w każdą rozkoszną fałdkę jej sromu. W ustach mam mieszaninę smaków, słodycz tortu, słoność śledzika zaprawione ostrym smakiem spermy. Maleńka znów ma orgazm ale dzielnie wisi nade mną, nie ucieka, przyciska rozciągnięte wargi do moich ust, prosi o więcej.
– O tak! Kocham cię! Kocham, jak to robisz, liż mi cipę, nie przestawaj! Wypierdol mnie językiem na moje urodziny! O tak!
No właśnie, już nie będę się pierdolił z czternastolatką. Skończyło się!
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Maciej Wijejski * Rozdział 16 Bliźniaczki
-
Nowe doznanie cz.1
Mój chłopak organizował dziś wieczór kawalerski dla swojego najlepszego przyjaciela ze szkolnych lat. Od samego rana ganiał po mieście i załatwiał wszystkie formalności związane z imprezą a ja miałam cały dzień tylko dla siebie. Chciałam wyrwać się z domu, niestety wszystkie koleżanki powyjeżdżały lub były zajęte pracą. Postanowiłam jednak nie rezygnować z planów i wyszłam sama. Przechadzając się po mieście zastanawiałam się dokąd tak naprawdę mogłabym pójść. Nie do końca wiedziałam w jakich lokalach Karol wraz z kumplami będzie upijał się do nieprzytomności a bardzo zależało mi, żeby na nich nie wpaść. Usiadłam na ławce i odpaliłam papierosa. Szlajanie się bez celu nie ma najmniejszego sensu. Nagle zobaczyłam dwie kobiety. Gdy przechodziły obok mnie usłyszałam, że rozmawiają o jakiejś „branżówce” . kompletnie nie wiedziałam co to, ale nie wiedzieć czemu zaintrygowały mnie tym. Kilka kroków dalej zobaczyłam jak schodzą po schodkach w dół, drzwi otwierają się a z zewnątrz dobiega stłumiona muzyka. Hmmm nie sądziłam, że w tym miejscu jest jakiś klub. Karol pewnie też o nim nie wie. Od razu postanowiłam tam wejść. Wnętrze niczym nie wyróżniało się od zwykłego klubu. Usiadłam przy barze, rozejrzałam się i zrozumiałam, że wylądowałam w gejowskim klubie. W sumie nawet spodobało mi się to i postanowiłam tu zostać. Siedziałam przy barze i sącząc whisky obserwowałam bawiących się ludzi, gdy nagle obok mnie usiadła jakaś kobieta. Miała może 27 lat, długie czarne włosy i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dwa kolczyki: w lewej brwi i małe kółko po prawej stronie nosa. Ubrana była w czarną bokserkę i obcisłe jeansy. Jej nienaganna figura uwydatniająca mały, aczkolwiek piękny biust sprawiała, że nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zwróciłam uwagę na to, że nie ma na sobie stanika i nie wiem dlaczego podnieciło mnie to.
-napijesz się czegoś? – spytała wzrokiem wskazując na moją pustą już szklankę.
-ja… eee.. ja nie jestem… – zawstydziłam się i słysząc jak głupio to brzmi dodałam szybko – tak. Chętnie.
-jesteś tu po raz pierwszy. Rozumiem. – uśmiechnęła się zalotnie.
Zaczęłyśmy rozmawiać. O wszystkim i o niczym. Kolejne drinki sprawiały, że zawstydzenie powoli zmieniało się w ciekawość. Byłam zaintrygowana swoją rozmówczynią, która wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że bardzo jej się podobam. W pewnym momencie wstała i oświadczyła mi, że musi już uciekać, ponieważ rano wstaje do pracy. Podziękowałam jej za miły wieczór i odprowadzając ją wzrokiem do wyjścia próbowałam wyrzucić z głowy rozczarowanie, że ten wieczór tak się skończył. Nagle odwróciła się, podeszła do mnie i pocałowała mnie. Nigdy wcześniej nie całowałam się z kobietą, nogi ugięły się pode mną a po plecach przebiegł bardzo przyjemny dreszcz.
-idziemy do mnie. – wyszeptała mi do ucha.
Zaimponowała mi jej pewność siebie, w głowie miałam kompletną pustkę. Drinki zrobiły swoje, moje racjonalne myślenie ulotniło się w jednej chwili. Bez zastanowienia wstałam i razem z nią udałam się w stronę wyjścia. Pod lokalem czekała już taksówka. Usiadłyśmy z tyłu i ruszyłyśmy w nieznane mi miejsce. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego co robię. Wpadłam w panikę a moja znajoma jakby czytając mi w myślach chwyciła mnie za rękę i spojrzała prosto w oczy.
-Jedno twoje słowo a odwiozę Cie gdzie tylko będziesz chciała i wrócę do domu sama. – powiedziała.
Uśmiechnęłam się, mocno ścisnęłam jej dłoń i nic nie powiedziałam.
Wszystko co później miało miejsce wydawało mi się nierzeczywiste, nierealne. Cały czas zastanawiałam się czy to się dzieje naprawdę? Zaraz po tym, gdy zamknęły się za nami drzwi mieszkania wszystko się zaczęło. Przycisnęła mnie do ściany i całując mnie zrywała ze mnie ciuchy. Kręciło mi się w głowie, byłam podniecona jak jeszcze nigdy. Nie zostawałam dłużna, odwzajemniałam pocałunki, moje ręce błądziły po jej pięknym ciele. Małymi krokami przemieszczałyśmy się w stronę salonu. Jednym sprawnym ruchem posadziła mnie na kanapie i siadając na mnie okrakiem ściągnęła swoją bokserkę. Moim oczom ukazały się piękne kształtne piersi. Zrobiło to na mnie oszałamiające wrażenie. Ściągnęła ze mnie bluzkę i stanik. Dotykała moich piersi, całowała szyję a rękę wsunęła mi w spodnie. Gdy poczuła jak bardzo działa na mnie to co ze mną robi uśmiechnęła się niewinnie, przygryzła dolną wargę, wstała i chwyciła mnie za rękę. Zaprowadziła mnie do swojej sypialni i nim zdążyłam pojąć co się ze mną dzieje leżałyśmy nagie na łóżku i pieściłyśmy swoje ciała. Nigdy wcześniej nikt nie doprowadził mnie do takiego stanu. Byłam całkowicie mokra. Po raz kolejny siadła na mnie okrakiem, jednak tym razem obie byłyśmy nagie. Poczułam jej podniecenie na sobie, tego uczucia nie da się opisać słowami. Płynnie poruszała się a nasze najwrażliwsze miejsca ocierały się o siebie… nie przestając pochyliła się nade mną i spojrzała mi prosto w oczy. Delikatnie a zarazem stanowczo ujęła moją szyję i błądząc językiem przy moim uchu wyszeptała:
-A teraz pokażę ci jak robią to kobiety.
Słowa te sprawiły, że zaschło mi w ustach. Tak bardzo tego pragnęłam. Pragnęłam poczuć Jej język w sobie. Całowała moją szyję, dekolt, biust… Ssała i lekko przygryzała moje sutki. Sukcesywnie zjeżdżała niżej. Brzuch.. wzgórek łonowy… całowała zewnętrzną stronę moich ud… Nagle jej język wbił się we mnie a ja poczułam przeszywającą falę ciepła. Chwyciłam ją za włosy i przyciągnęłam do siebie jeszcze mocniej. Zlizywała ze mnie podniecenie a ja już nie potrafiłam być cicho. Głośno jęczałam i prosiłam o więcej… Gdy poczułam, że nie przestając ssać wsuwa we mnie palec mocno zacisnęłam dłonie na prześcieradle i zadrżałam. Wiedziałam, że za chwilę odlecę w kosmos. Podniosła się i znowu spojrzała mi prosto w oczy. Brała mnie mocno i pewnie a ja byłam w innym świecie. Moje ciało coraz intensywniej drżało, czułam, że zaraz to się stanie. Chwyciłam jej rękę i powiedziałam, że już.. koniec… przestań.. nie mogę dłużej…
-ciii… – uciszyła mnie i zaczęła brać jeszcze mocniej.
Nie wytrzymałam i jęcząc wytrysnęłam lepką cieczą wprost na jej rękę. Była tym faktem wyraźnie zachwycona. Położyła się obok mnie i obserwowała jak drżę i wiję się z rozkoszy. Przeżyłam orgazm swojego życia. Nie potrafiłam zapanować nad swoim ciałem. Jak dotąd tylko raz zdarzyło mi się wytrysnąć. Czułam się trochę zażenowana tym faktem, jednak moja kochanka dała mi jasno do zrozumienia, że bardzo jej się to podobało. Wstała i wyciągnęła z nocnej szafki paczkę fajek. Tak… właśnie tego mmi w tym momencie trzeba. Paliłyśmy w ciszy, słowa były zbędne. Długo jeszcze dochodziłam do siebie. Nie wiem kiedy padłam wykończona najlepszym seksem swojego życia.
Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca padające wprost na moją twarz. Nie wiedziałam, gdzie jestem, co się dzieje. Byłam naga. Z przerażeniem podniosłam się i dostrzegłam kartkę na miejscu obok mnie.
„Wybacz, ale musiałam wyjść do pracy. Klucze zostaw w skrzynce pocztowej. To była wspaniała noc, mam nadzieje, że nie była ostatnią.. P.S. Mam na imię Kaja. Jeśli będziesz miała ochotę zadzwoń do mnie.” Spojrzałam na numer leżący na karteczce obok.
Miałam mętlik w głowie. Karol! Naglę przypomniałam sobie o swoim chłopaku i wpadłam w panikę. Spojrzałam na zegarek. Była 5 rano. W pośpiechu ubrałam się i wybiegłam z mieszkania.
Jadąc taksówką do domu czułam niepokój, jednak nie byłam do końca pewna czy był spowodowany tym, że po raz pierwszy zdradziłam swojego chłopaka i to jeszcze z kobieta (!?) czy też faktem, iż pragnę zrobić to znowu……cdn.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
untitled -
Poznalem 20 lat starsza w Internecie…
To było 3 lata temu. Miałem wówczas 19 lat. Chciałem swoje życie popchnąć ciut do przodu – fantazjowanie o dojrzałych kobietach po prostu mi się znudziło. Na kilku poznańskich portalach ogłoszeniowych wystosowałem kilka anonsów. Opisałem siebie. Opisałem czego szukam.
Brak odzewu trwał tygodniami. Traciłem w sumie nadzieję, że cokolwiek może się wydarzyć. Do pewnego wieczoru. Odezwała się kobieta dwa razy starsza ode mnie. Dorota miała córkę w moim wieku, brak męża i jak sama stwierdziła „ogień w ciele”. Kręcili ją młodsi faceci. W jej pracy przebywała z nimi na bieżąco aczkolwiek nie mogła podjąć choćby zaczepki w ich kierunku. Była z baaardzo daleka od Poznania – nie wierzyłem w sukces.
Po kilku dniach intensywnego … flirtu? Po prostu zabookowała hotel i przyjechała do Poznania. Nie mogłem uwierzyć. Byłem pewny, że to albo napalony facet – oszust, albo ktokolwiek inny. Moje zdziwienie i podniecenie osiągnęło zenit, gdy wysłała mi fotografię w samym szlafroku z hotelu w centrum. Kazała tylko przynieść wino. Przyjechałem najszybciej jak mogłem. Ubrałem najlepszą koszulę, najlepsze perfumy i z pewnością siebie ruszyłem w stronę hotelu zahaczając jeszcze po wino. Pokój numer 7. Była taka piękna. Przy moim wzroście (187) była malutka nawet w bardzo wysokich szpilkach, które miała na stopie. Czarna sukienka, długie czarne włosy. Oszalałem.
Przywitałem ją pocałunkiem. Usiedliśmy, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i kontynuowaliśmy rozmowę sprzed kilku chwil, która toczyła się mailowo. Minęła godzina, może dwie podczas której rozmawialiśmy, piliśmy wino. Jej duże usta przemawiały do mnie w tak seksowny sposób, że w pewnym momencie po prostu położyłem dłoń na jej kolanie i ją pocałowałem. Wreszcie eksplodowało to, co było opisywane przez wszystkie te dni rozmowy. Pocałunki były coraz bardziej intensywne, przeniosły się na szyje – słyszałem jej podniecenie, czułem zaciskające się paznokcie w moich włosach – zaczęliśmy się rozbierać.
Kochaliśmy się całą noc. Orgazmów była masa. Były wszystkie pozycje, były jęki, czułe słowa, były klapsy, piski, był przecudowny seks. Zasnęliśmy w objęciach.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
D. D. Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.
-
MILF w dyskotece
Uwielbiam Poznań pod względem imprez i różnorodności klubów. Uwielbiam to, że w młodzieżowych klubach świetnie bawią się starsze damy i vice versa. Cudownym uczuciem jest dołączyć w tańcu do starszej od siebie kobiety i okazać jej zainteresowanie. Tak też uczyniłem rok temu – w klubie niedaleko Półwiejskiej :). Od razu rzuciła mi się w oczy grupka „milfów”, kobiet w przedziale 30-45, które świetnie razem się bawiły. Specjalnie kręciłem się w ich towarzystwie, żeby blondynkę, którą upatrzyłem sobie na samym wstępie zaczepić wzrokiem. Długo to nie trwało :). Lekko mętne oczka zderzyły się z moimi na parkiecie. Było miło.
Wymiana spojrzeń trwała w najlepsze, gdzieś ukradkiem spoglądaliśmy na siebie, aż reszta „koleżanek” musiała to zauważyć. Uśmieszki, słówka na ucho, wskazywanie mnie palcami (co w sumie było przesadą), machanie
Kwestią czasu było aż spotkaliśmy się na parkiecie. Przetańczyliśmy 3 piosenki. Starałem ręce trzymać przy sobie, lecz jej ruchy i ocieranie się o moje ciało było dość intensywne. Trzeba było porozmawiać 
Zamówiła sobie jakiś babski drink przy barze i zaczęła się konwersacja. Żaneta, 38 lat, fryzjerka, mama i żona – co piątek w tym klubie bo „nuda”. Jak zapytałem się gdzie partner – śpi. Była wielce zdziwiona moim wiekiem, ale od razu odparła, że jej to nie przeszkadza i mimowolnym ruchem złapała mnie za kolano – trochę mną to poruszyło nie powiem, co chyba zauważyła :). Wraz z alkoholem i kolejnymi piosenkami pozwalaliśmy sobie na coraz więcej. Muszę przyznać, że byłem w szoku, bo choć to ja chciałem wyrwać ją – ona zrobiła to ze mną. Totalnie dyrygowała. Moment kulminacyjny gdy po prostu złapała mnie za krocze, odwróciła się i spytała czy mi się podobało… Odpowiedziałem oczywiście twierdząco :). Specjalnie odsuwaliśmy się na parkiecie w obszary, w których nie było jej koleżanek by móc pozwolić sobie chociażby na pocałunek. Takowy w końcu nastał – całowała się bosko, miała bardzo zwinny język, który bardzo chciałem wypróbować w innej aranżacji… Nie znudziłem was jeszcze? Więc do rzeczy. Zbliżała się druga, coraz mocniej się obmacywaliśmy. Miała bardzo krótką sukienkę lecz ludzi było zbyt dużo by wsunąć rękę i sprawdzić jej wilgoć więc zaproponowałem wyjść się przewietrzyć. Zabraliśmy kurtki i wyszliśmy. Będąc „na papierosie” całowaliśmy się cały czas. Mój penis był już bardzo zniecierpliwiony, tym bardziej, że Żaneta cały czas plątała ręką po moim kroczu. Powiedziałem otwarcie, że mam prezerwatywy i chce ją zerżnąć – czułem jej podniecenie. Choć z początku byliśmy tak głodni tego seksu, że niemal zrobiliśmy to w krzakach przy klubie, „otrzeźwieliśmy” i pojechaliśmy taksówką do mnie – ogromne zalety mieszkania w kawalerce na studiach.
W taksówce sprawdziłem jej krocze. Było bardzo mokre i gorące, myślałem już tylko o penetrowaniu jej cipki. Jak tylko przekroczyliśmy próg niemal zerwaliśmy z siebie ubrania. Niesamowite fellatio, które mi zrobiła niemal zbiło mnie z nóg. Myślałem już tylko o tym, by odwdzięczyć się jej swoim językiem. Zatopiłem go w soczystej cipce. Powolutku doprowadzałem ją do obłędu. Wsuwałem paluszki, podgryzałem, bawiłem się łechtaczką. Była tak głośna, że aż ponownie musiałem zatknąć jej czymś usta :). Zdecydowanie zbyt szybko doszedłem – ledwo gdy na mnie weszła. Tak długa gra wstępna musiała się tym skończyć. Wzięliśmy szybki prysznic i … Ciągnąć ją za włosy mocno penetrowałem jej cipkę od tyłu. Było fenomenalnie. Skończyłem za drugim razem na jej cudownych, dużych piersiach. Na noc wróciła do domu. Wymieniliśmy się numerami i spotkaliśmy się jeszcze 3 razy. Na pewno opiszę wszystkie te spotkania…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
D. D. Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.
-
Chodz za mna, nie pozalujesz!
– Teraz to na pewno nie zdążę – pomyślał przytłoczony nagłym atakiem kolejnej przeciwności losu. Impulsywnie chwytał porozrzucane książki i zeszyty – zawartość plecaka, który przed chwilą, stawszy się gwoździem do trumny jego dzisiejszego pecha, nie wiedzieć z jakiej przyczyny rozpruł się na szwie tak nagle i tak poważnie, że cała zawartość znalazła się naraz na podłodze.
Opamiętał się na chwilę, gdy podnosił żółtą teczkę na dokumenty, z której wysunęło się do połowy wypracowanie, które zdawało się być nietknięte, ale tylko z pozoru, bo gdy przybliżył wzrok do wysuniętej krawędzi zobaczył sporej wielkości obrys – coś jakby odbicie części podeszwy buta – jego buta. Zaklął w duchu przytłoczony nowym ciężarem – trzeba je będzie przepisać, bo przecież takiego nie odda polonistce. Jego umysł domagał się szybkiego i potulnego kozła ofiarnego całej tej sytuacji. Przecież umysł nie oskarży samego siebie – byłoby to zaprzeczenie wszczepionych człowiekowi mechanizmów obronnych. Gdyby bowiem był ich pozbawiony, zadręczony świadomością własnej ułomności – człowieczy umysł szybko zmarniałby i zbutwiał, jak mawiał o tym „udziale boskości, rozumem zwanym”, szekspirowski Hamlet. Tym razem za kozła posłużył nikt inny, tylko polonistka – czemu nie wzięła dziś od niego pracy, tylko poprosiła, by złożył je, tak jak reszta klasy – w piątek. Przecież on nie na darmo przyniósł je właśnie dzisiaj – by zaskoczyć klasowe towarzystwo, by zaskarbić sobie przychylność samej polonistki, która i bez tego najzwyczajniej w świecie go lubiła. On jednak sądził, ze na swoją pozycję musi ciężko pracować. „Wielkość tkwi w szczegółach” – to prawda stara jak świat, i na tym opierał swoje relacje z polonistką i zdecydowaną większością nauczycieli (przynajmniej z tymi, którzy przychylnie przyjmowali taką strategię). A teraz wszystko trzeba będzie przepisać. Dodatkowa praca; niepotrzebna praca; praca bez sensu.
Znowu zaklął w myśli. Trudno jakoś się pozbiera. Z tym nigdy nie miał większych kłopotów. Był niemal mistrzem we wmawianiu sobie, że nic się nie stało, że przyszłość przyniesie wreszcie błogosławioną odmianę. Wrodzony optymizm, a może wyrachowana gra hedonisty niedopuszczającego do siebie negatywnych odczuć? Nigdy się nad tym przecież nie zastanawiał. Dziś jednak przytłoczony całym tym nieszczęśliwym dniem pierwszy raz pomyślał o swoich motywacjach i tym dziwnym mechanizmie, który pozwalał mu szybko przechodzić do porządku dziennego, bez zbytniego umartwiania się nad sobą.
– Okropny dzień – to mówiąc zerknął na zegarek, ale zamyślony, czy raczej nieskupiony na teraźniejszości nie zanotował w głowie konkretnej cyfry, tylko wychwycił samą czynność. Spojrzał jeszcze raz – trzynasta pięćdziesiąt osiem. Od trzech minut już był spóźniony. Natychmiast przeszło mu przez myśl, że pewnie nauczyciel się spóźnił, albo gwałtownie zagadany przez kogoś, nie przeszedł jeszcze do porządku lekcji, a on wykorzysta panujący harmider i wślizgnie się do sali. Tak myśląc ułożył zebrane rzeczy w plecaku, odwracając go przerwanym szwem do wierzchu, i tak niósł go, niczym wiadro wody, zerkając co jakiś czas, czy nie uronił kropli jego zawartości. Przez krótką chwilę był dumny z siebie. Odetchnął z ulgą, gdy przypomniał sobie, że przyjechał dziś do liceum samochodem. Nie będzie musiał paradować przez pół miasta z rozdartym plecakiem, aż do dworca, a potem kłopotać się jak pokona drogę z przystanku autobusowego do domu.
Szedł spiesznie przez korytarz, ale czuł się jakoś dziwnie ociężale, jakby przygwożdżony ciężarem własnego ciała oraz pakunku, jaki niósł przed sobą. W takim tempie na pewno nie dotrze na lekcję na czas. Posuwał się dalej na przód, ale miał wrażenie, jakby coś nie pozwalało mu dalej brnąć przez opustoszały już szkolny korytarz, jakby jakaś dziwna siła skazywała go na konfrontację z tym co miała za chwilę ze sobą przynieść. Nagle usłyszał odgłos gromkiego otwarcia drzwi i gwałtowny łomot ludzkiego przemieszczania się. Ktoś kończył w-f na pobliskiej sali gimnastycznej i grupa chłopaków pędziła teraz do szatni, która o zgrozo znajdowała się po drugiej stronie długiego korytarza. On stał dokładnie pośrodku drogi tej wrzeszczącej sfory. Wstyd – to pierwsze co do niego dotarło, nie mogą go zobaczyć z podartym plecakiem – jego miłość własna nie niosłaby tego. Natychmiast zrozumiał, co trzeba robić, by uniknąć konfrontacji. Jego organizm też zareagował – twarz mu poczerwieniała. Odwrócił się w stronę ściany, na której wisiała korkowa tablica z jakimiś nieistotnymi materiałami samorządu uczniowskiego, i zaczął kurczowo skrywać pakunek przed sobą. Udało się – nikt nie zwrócił na niego uwagi, już rwetes powoli ucichał, niknąc w okowach męskiej szatni. Odwrócił się i zobaczył jego. Nigdy dotąd go nie widział. Stał przed nim z dziwnym wyrazem twarzy. Chłopak jego wzrostu, szczupły, o twarzy harmonijnej ze ściśniętymi ustami. Miał na sobie granatowe spodnie dresowe i takąż bluzę, co dziwne całkiem rozsuniętą, przy jednoczesnym braku koszulki. Stał tak z na wpół gołym torsem. Z twarzy wydawał się dziwnie rozluźniony, jakby panował nad całą sytuacją, a jednak jego ściśnięte usta dawały wyraz po trosze pogardy, po trosze rozdrażnienia. Włosy krótko przystrzyżone, w kolorze brązu pasowały do oczu – dużych, spokojnych, jednak z wyrazem zacietrzewienia i tym dziwnym błyskiem, z którego w żaden sposób nie można było wyczytać intencji, ani nawet dociec najmniejszych motywów. Był to wyraz twarzy tygrysa – nie wiedziało się czy chce skoczyć na bezwładną ofiarę, zadając jej natychmiast śmiertelny cios, czy też, chwalony przez podekscytowanego tresera cyrkowego wyciągnie po prostu w jego stronę pysk, by dostać ulubiony smakołyk. Tak, ten chłopak z tym wyrazem twarzy wydał mu się niebezpieczny. Przed takimi należało szybko zejść z drogi, niechybnie byłby i to uczynił, gdyby nie niespodziewany przechodzień nagle odezwał się do niego:
– Chodź ze mną! Nawet nie zdążył pomyśleć, słowo odpowiedzi samo wyszło z jego ust:
– Co? Był zupełnie zaskoczony. Ośmielił się spojrzeć w oczy swemu zdawkowemu adwersarzowi. Nie straciły dawnego wyrazu pogardy i ekscytacji zarazem. Ten chłopak nie miał typu urody, na której widok każdy bez wyjątku pomyśli – „przystojny”. Był po prostu zwykły, ale ten wyraz twarzy, to bezceremonialne drwienie sobie z rozmówcy i zapewne otaczającego świata, sprawiało że miał w sobie coś uwodzącego.
– Nie pożałujesz. Powiedział to bez emocyjnym tonem i spuścił swój wzrok na wpółnagi tors, zmuszając swego rozmówcę, by za tym wzrokiem podążył. Kształtna i wydatna klatka piersiowa zdradzała, że pracował nad swoim wyglądem. Efekt był jednak póki co znikomy.
Czas stanął w miejscu. Nie wiedział co ma zrobić, ani co o tym wszystkim myśleć. Lekcja wzywała go nieposkromionym wyrzutem sumienia, a jednak dał się dziwnie oczarować temu nieznajomemu. Jego rozsądek powiedział mu wprost, że nie ma nad czym się zastanawiać, trzeba wyśmiać takie niespodziewane prowokacje i co sił udać się na lekcję. To niedorzeczne, by można było postąpić inaczej.
– Idę – powiedział to tak cicho i nieśmiale, jakby chciał, żeby jego własny rozsądek nie usłyszał tej urągającej mu odpowiedzi.
Najbliższe pół godziny potoczyło się tak niespodziewanie, że nie zorientował się, jak i kiedy znalazł się w samochodzie, jak jechał do jego domu, posłuszny instrukcjom swego przewodnika, jak znalazł się w pokoju, który w rodzinie chłopaka pełnił funkcję dziennego. Z podróży pamiętał tylko jedno zdanie, które mu utkwiło „Obserwowałem Cię”.
Znaleźli się obaj w pokoju dziennym. Chłopak włączył telewizor i bezwładnie położył się w kącie na rozłożonej i niezasłanej kanapie, drzwi zostawił otwarte. On zaś usiadł na fotelu przy telewizorze, wzroku nie spuszczając ze swego gospodarza. Cały czas chłopak patrzył w telewizor, nagle jednak jakby przypomniał sobie o swym gościu – spojrzał postać siedzącą na fotelu i bezceremonialnie włożył rękę w swoje spodnie.
– Chodź tu – polecił tonem nie znoszącym sprzeciwu. W momencie gdy gość wstał i zbliżał się do niego, ten wydobył na wierzch zawartość swoich bokserek. Wyglądał on soczyście – obfite włosy łonowe zakrywały grubą nasadę. Penis zwężał się powoli ku czubkowi, okrywając go potężnym napletkiem. Wyglądało to na wzwód, a mimo to nie widać było „środka” spod fałdów obfitej skóry. Chłopak wiedział co ma robić – położył się torsem na uda swego gospodarza i bezceremonialnie wziął jego członka do ust. Lizał napletek, jednocześnie starając się go odchylić ustami, by wydobyć jego czerwoną, nabrzmiałą zawartość. Było to dość trudne zadanie, wspomógł się więc ręką, odsuwając skórkę na dół. Wziął do ust żołądź, spijając jednocześnie obfite soki, jakie nagromadziły się w napletku, a po jego odchyleniu pozostały przyklejone go jego zawartości. Ten smak i woń lekko przepoconego penisa, uwodzący męski zapach włosów łonowych, nietkniętych nigdy, jak widać, golarką, wprawił go w taką rozkosz i podniecenie, że jego męskość, uwięziona w dobrze dopasowanych dżinsach sama zaczęła domagać się uwolnienia. Powstrzymał się jednak z tym, całą swoją uwagę kierując na zawartość swoich ust.
Poruszał rytmicznie głową, dając rozkosz dziwnemu nieznajomemu. Napletek co chwila to zsuwał się z żołędzi i nasuwał się na nią na nowo, jednak bez przerwy pozostawiał mnóstwo gęstego soku, wydobywającego się z głębi penisa. Rozkoszny był to smak, rozkoszny zapach, rozkoszny widok wspaniałego ciała. Bawił się tak jeszcze przez chwilę, gdy wnet jego gospodarz chwycił jego głowę w obie ręce i bezceremonialnie, z członkiem utkwionym wciąż w ustach, zaczął nią rytmicznie poruszać. Ściskał i rozluźniał uścisk. Chłopak był zaskoczony tak gwałtownymi ruchami, wobec których penis wpychany był w jego gardło, szybko jednak nauczył się językiem hamować ruch tego członka. Czuł się cudownie. Nie nadążał połykać soku, który teraz spływał mu po brodzie. Nieznajomy cicho postękiwał i lekko drżał na całym ciele. Zauważył, że rytm ruchów jego rąk okalających głowę stawał się coraz szybszy, gwałtowniejszy. Ostro wpychał penisa w jego usta, intensywniej jeszcze częstował go sokami.
Chłopak poczuł nagle gwałtowny dreszcz po ciele swego kochanka, penis zesztywniał mu w ustach jeszcze bardziej, co zwiastowało tylko jedno – orgazm. Jego oddech nagle przyspieszył, a z ust wydobywały się już nie krótkie pomrukiwania, ale głośny i niezahamowany jęk rozkoszy. Spodziewał się tego. Wiedział, że za chwilę ciepła sperma zaleje jego usta, ale nie myślał, że będzie jej taka ilość. Wypełniła gardło i spływała po członku jego partnera. Połykał ją chciwie. Pierwszy raz spróbował tego smaku… spodobał mu się. Zlizywał i połykał ją, językiem przedzierając się przez gęstość włosów łonowych i docierając aż do jajek. Czuł się spełniony i rozkosznie podniecony. Lizał jeszcze kilka minut opadającego penisa. Chłopak nie widział w tym żadnego sprzeciwu, więc, gdy kutas nieznajomego zupełnie już opadł, nadal mokry od spermy, której wprost nie dało się „przejeść”, lizał go i brał do ust miękką skórkę, odchylając ją co jakiś czas, by possać blednącą żołądź.
Polizał jeszcze lekko owłosiony brzuch swego kochanka, po chwili zszedł do ud, liżąc wewnętrzne ich połacie, które porośnięte były małymi, kręconymi, czarnymi włoskami. Lekko zagryzł wargami skórę na udzie, co jednak wywołało niepożądaną reakcję. Nieznajomy poruszył nogami dosyć gwałtownie, tak jakby opędzał muchy i zastygł, leżąc na plecach z rękami założonymi za głową. Jego wzrok utkwił znów na ekranie telewizora, chłopak zaś, który sprawił mu tyle rozkoszy, przestał naraz dla niego istnieć. Gość zrozumiał to natychmiast, z obojętnego wyrazu twarzy dostrzegł, że nie ma co liczyć na choćby najmniejszą oznakę rewanżu ze strony gospodarza. Wstał z jego nóg, popatrzył jeszcze chwilę na niego, jakby chciał powiedzieć, że „to nie szkodzi, ważne, że dałem rokosz tobie”, po czym wyszedł z domu nieznajomego i wsiadł do samochodu, rozdarty i oszołomiony tym, co rozegrało się w ciągu ostatniego kwadransa. Nie poznał nawet jego imienia…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Jan Kowalski moje pierwsze opowiadanie, inspirowane snem
-
Poznana w Internecie, 8 lat starsza blondyneczka
Poznałem ją w pewnym serwisie randkowym na B. :). Miałem wówczas 21 lat. Założyłem tam profil z czystej ciekawości – nie jestem zwolennikiem tego typu portali. Sztucznie podbudowują ego i dają niekończącą się atencje zdesperowanym kobietom, przez co ich wygórowane już wymagania szybują coraz wyżej poprzez tę napompowaną adorację “gorszego sortu mężczyzn”. Tak czy inaczej wieczory traciłem na rozmowach i flircie. Dziewczyn faktycznie było od groma. W pewnym momencie zmieniłem “preferencje” wyszukiwania partnerek na nieco wyższe wiekowo. Ograniczyło to zasyp wiadomości od rówieśniczek, a otworzyło furtkę na dojrzałe piękno. Dostałem wiadomość o 29 Aleksandry (Olu – pozdrawiam Cię, być może to przeczytasz 🙂 ). Gadka szmatka w zasadzie o niczym w końcu zaprowadziła do pytania z mojej strony, mianowicie – Czy aby nie jestem dla Ciebie zbyt młody?
Lubię młodszych! – zielone światło się zaświeciło :). Jako, że jestem w miarę bezpośredni i nie lubię bezsensownych rozmów w nieskończoność, szybko zeszliśmy na sferę intymną. Miała faceta – to był powód dlaczego fotografia na jej profilu przedstawiała w sumie tylko kawałek jej ciała. Mąż tradycjonalista, pracoholik, brak czasu, brak rozmowy, brak uczucia. Ot tak typowa relacja po ślubie. Chciała romansu z młodym zadbanym facetem – Jak za czasów akademickich, chce to poczuć – mówiła. Była jednak bardzo ostrożna i zaproponowała luźne spotkanie na kawę w centrum – celem “zapoznania się”. Choć w gruncie rzeczy chciała po prostu zweryfikować czy jestem realny.
Tak też się stało – wylądowaliśmy na kawie. Ubrała się bardzo elegancko, co akurat strasznie na mnie działa – czułem podniecenie witając się z nią. Miała okulary, czerwoną bluzkę z odkrytymi ramionami, długie blond włosy, czarne spodnie z wysokim stanem, średniej długości szpilki – wyglądała jak sekretarka z filmu porno :). Miała naturalną, młodą twarz – mały nosek, małe usta, lekko pomalowane brwi, rzęsy, dyskretna pomadka – na upartego mogłem jej uwierzyć, gdyby powiedziała mi, że ma z 25 lat. Do sedna – Spotkanie przebiegło intrygująco – wzajemnie rzucaliśmy ku sobie spojrzenia, rozmawialiśmy o naszym życiu seksualnym, pragnieniach i drodze ku ich realizacji. Kolejny raz opłaciło się mieszkanie w kawalerce – kwestie hotelowe od razu poszły na bok. Jako, że A. chciała by wszystko wyglądało naturalnie, by niejako zatuszować scenerię przelotnego seksu, zaproponowała, że w najbliższy weekend odwiedzi mnie z butelką winą i odpowiednio ubrana. Ja z kolei zadbać miałem o jedzenie, film, muzykę … i zabezpieczenie :). Pożegnaliśmy się pocałunkiem w polik i rozeszliśmy w swoje strony. W międzyczasie trwała wymiana sms’ów – mniej lub bardziej pikantna, okraszona ciekawymi fotografiami. I tak do dnia spotkania.
Ogoliłem się, wysprzątałem całe mieszkanie, zmieniłem pościel, elegancko się ubrałem i wyperfumowałem. W międzyczasie dbałem o jedzenie. Pasta z pomidorami i bazylią oraz śmietanowy mus z truskawkami – to było menu na dziś. Czekałem na jej przyjście. Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi, ruszyłem – ciekaw jak wygląda.
Czarna prześwitująca koszula w kropki, czarny stanik z pushupem podkreślający nieco bardziej raczej mniejszy biust, białe spodnie, czarne szpile – tym skryła swoje ciało. Mocniejszy makijaż zadziałał na mnie dużo bardziej, niż kilka dni wcześniej podczas spotkania na kawie. Czerwona szminka i “kocie oko” zwaliło mnie z nóg. Przywitaliśmy się pocałunkiem i zasiedliśmy do stołu. Rozmawiało się nad wyraz dobrze – patrzyła z wielkim zaciekawieniem, gdy opowiadałem o swojej pracy, o studiach, planach. Niewiele chciała mówić o sobie. Po daniu głównym, zaproponowałem deser. Oznajmiła mi tylko, że Jeśli ma jeść truskawki ze śmietaną, to muszę dolać jej więcej wina – lampki poszły w ruch :). Przenieśliśmy się na mój spory narożnik, z winem i misą truskawek. Po niedługiej chwili wziąłem truskawkę, zamoczyłem w śmietanie i skierowałem do jej ust. Uśmiechnęła się i “jadła mi z ręki” kąsając lekko mój palec i oblizując z ust resztki śmietany. Czynność obustronna.
Siedząc wtuleni w siebie oddaliśmy się pocałunkom. Miałem wrażenie, że A. wywija językiem w rytm muzyki grającej w tle – robiła to bardzo dobrze. Podgryzałem jej usta, macałem talie, plecy – w końcu usiadła na mnie i coraz szybszymi i mocniejszymi ruchami ocierała się o moje krocze. W tańcu pocałunków zacząłem rozpinać jej koszule, całując jej szyje czułem świetne perfumy. Strasznie to na mnie działało, moja erekcja była nadwyraz intensywna, co A. wyraźnie czuła i wykorzystała ten fakt. Gdy pozbawiłem jej górnej części garderoby ona odpięła mój pasek, rozpięła rozporek, wyjęła mojego penisa i całego objęła ustami. Głośno jęknąłem. Robiła to z początku delikatnie, powoli, częściowo zwiększając tempo i siłę – niemal odpłynąłem. Kazała mi wstać. Trzymając ją za włosy teraz ja ustalałem jej ruchy. Lubiła mieć go całego w ustach, dławić się. Po takim oralu czym prędzej chciałem odwdzięczyć się i zatopić w nią język, jednak wyszeptała mi do ucha Zerżnij mnie.
Była bardzo mokra i ciasna. Jęczała dyskretnie wbijając mi paznokcie w plecy. Penetrowałem ją stale całując jej usta, szyje. Podczas tej dzikości aż spadła mi prezerwatywa – A. wykorzystała sytuacje i ponownie zrobiła mi loda. Uwielbiam to robić – jesteś taki zadbany – powiedziała z twarzą parę centymetrów od mojego penisa. Następną prezerwatywę założyła mi przy użyciu swoich ust – doświadczyłem tego pierwszy raz i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Ujeżdżając mnie wykonywała cholernie seksowne ruchy ciałem. Ruszała się fenomenalnie. Co chwilę oddalała się bym mógł jednoczenie pobawić się jej łechtaczką i przybliżała, by włożyć mi język do ust, lub bym mógł wyssać jej sutki. Skończyliśmy właśnie w tej pozycji.
Dochodziła północ. Musiała wrócić do domu. Szkoda, bo chciałem mieć ją na całą noc dla siebie. Poranny seks również mógłby być z nią cudowny – jest naturalna, dzika, seksowna. Byłaby idealnym śniadaniem. Wzięliśmy wspólny prysznic nie szczędząc sobie czułości. Całowaliśmy się, myliśmy swoje ciała – Mogłabym go ssać cały czas. – oznajmiła.
Gdy wróciła do domu od razu rozpoczęliśmy konwersacje sms’ową – przepisaliśmy całą noc. Tematem oczywiście było to, co wydarzyło się jeszcze kilka chwil temu. Powtórzymy to? – zapytała.
Jak myślicie co odpisałem? 😉
Do usłyszenia.D.Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
D. D. Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.