Chyba zasnąłem tam, gdzie lizałem. Bo budzę się z głową między udami mojej dziewczyny. Ne mogę otworzyć oczu – resztki tortu zaschły mi na twarzy. Jak i na całym ciele. Gdy już odzyskuję wzrok, wybucham śmiechem – wyglądamy, całe towarzystwo, wręcz upiornie. Zwłaszcza dziewczęta – wszystkie mają długie włosy i te włosy, całe w strąkach, kremie, resztkach ciasta…
– Patrz!
To Maleńka zwraca moją uwagę na SukiYuki. Śpią obie na wznak, poznać je można tylko po… No właśnie, pewnie gdy już zasnęły, ktoś zajął się ich włosami łonowymi. A mają takie fajne pędzelki. Proste, niesamowicie długie i smoliście czarne. To znaczy miały. Bo ktoś wyczesał z nich resztki ciasta i korzystając z samego kremu uformował coś na kształt ostrza dzidy. I teraz dwie takie dzidy celują w niebo.
– Szkoda, że nie ma Stasia – mówię, gdy jestem już w stanie. Myję ręce, łapię za kamerę i filmuję to pobojowisko. Ze szczególnym uwzględnieniem kroczy obu Japonek.
– Idziemy się wykąpać?
– Poczekajmy, aż wszyscy się obudzą, lepiej weź mnie jeszcze raz w tym torcie!
Pieprzę Maleńką na dzień dobry, gdy dochodzi, robi wszystkim głośną pobudkę. SukiYuki podziwiają swoje fryzury.
– Kto…?
Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Natomiast Tidżeje zgłaszają się podejrzanie chętnie, by wylizać im te futerka. Czyżby to oni?
* * *
Myjemy nasze dziewczęta, dziewczęta myją nas. Tak jest przyjemniej, choć trwa zdecydowanie dłużej. Ale gdzie nam się spieszy?
Tylko mojej dziewczynie się spieszy. Przypomina o swoim trzecim życzeniu.
– Naprawdę chcesz płynąć sama?
– Naprawdę! Ty tu sobie zostań, poruchaj; nie będę miała pretensji, jeśli ci nie stanie, gdy wrócę.
– Słyszałyście? Nigdzie nie odchodźcie! – SukiYuki kiwają głowami, im też się podobało moje przedwczorajsze… zaangażowanie. Tak, jestem fanem mangi.
Tim wciska Ali na głowę swoją kapitańską czapkę.
– Gdyby chodziło o samochód, dałbym ci kluczyki.
Maleńka patrzy na mnie niepewnie, wszak ma cały czas chodzić goła…
– Czapka się nie liczy – uznaję – przecież używacie okularów przeciwsłonecznych, czy tych tam daszków.
Dostaję jeszcze soczystego całusa i Ala rzuca się wpław do morza. Do Zorzy ma spory kawałek, ale przecież jest w szkolnej drużynie pływackiej…
Niemniej obserwuję, jak białe rondo czapki zmienia się w biały punkcik, a potem ten punkcik wynurza się z wody i smagłe ciałko wspina na pokład żaglowca. Dopiero wtedy odwracam się do Japonek z szerokim uśmiechem.
* * *
– Dość tego dobrego!
– No co? – Wyglądam spod przykrywających mnie Japonek. To Lola.
– Wczoraj tylko z Alą, dziś z SukiYuki… Zaniedbujesz nas!
– Ech… Kiedy ja już nie mam siły.
– Cierpisz katusze giętkiej pały?
– Mhm…
– To się zabawimy inaczej.
Resztki tortu wciąż tu są. Właśnie w nich leżę i to zniewolony. Na wznak i z szeroko rozłożonymi kończynami. Dziewczyny mnie za nie trzymają, żebym się nie ruszył. Ciekawe, co kombinują.
Widzę, jak Dajdaj, jeszcze czyściutkie, przysiadają w zgarniętych na kupkę resztkach tortu. A potem, tymi obklejonymi tyłeczkami, na moich dłoniach. Skutkiem czego mam w dłoniach dwie bliźniacze pizdy. Zaczyna się ciekawie.
Teraz siadają Lola i Majka. Wpierw w resztkach tortu, potem na moich udach. Gdy przesuwają po nich krocza, krem się ściera ukazując dwie błyszczące cipy. To zniewolenie zaczyna mi się coraz bardziej podobać!
Dorka następna siada w torcie. A teraz stoi okrakiem nade mną, jej zaklejone tortową masą krocze mam nad głową. Ciekawe, gdzie usiądzie…
– Nieee…
– Cipa z kremem zatyka mi usta, tyłek Dorki wkleja mi się w twarz. Nic nie widzę, czuje tylko, jak się wierci. Wyciera sobie cipę o moją twarz. Wyciągam język i przez warstwę kremu dobieram się do Rudej Norki. Mniam!
Nagle znów mogę oddychać. Śliski tyłek odrywa się od mojej twarzy z mlaśnięciem. Oczu jednakowoż nie jestem w stanie otworzyć. Ani wytrzeć – bliźniacze sromy wciśnięte w me dłonie nie popuszczają. Właściwie, to popuszczają – wiercą się, coraz bardziej śliskie. DajDaj robią sobie dobrze moimi dłońmi. Dwie cipy przyciśnięte do moich ud też nie tkwią w miejscu. A w twarz wkleja mi się kolejna, nie wiem, czyja. I też robi sobie dobrze. Nie wiem też, czyj język obrabia mi jajka. A te usta, które mnie ssą… dziewczę ma talent, nie sądziłem, że jeszcze mi się dzisiaj podniesie.
Usta znikają, któraś z dziewcząt kuca nade mną i ujeżdża. Potem następna… i następna, aż do skutku. Wtedy znika. Znikają też niewolące mnie tyłeczki – gdy w końcu przecieram oczy i rozglądam się wokół, nikogo nie widzę. Oprócz stadka roześmianych dziewcząt pluskających się nago w płytkiej wodzie. Czy mi się śniło? Zerkam na brzuch, krople świeżej spermy świadczą, że jednak nie. Odklejam się od lepkiego podłoża i wlokę do wody.
– Umyjcie mnie teraz przynajmniej!
I myją.
* * *
– Martwicie się o wasz pięciomasztowiec?
Pytam, bo Brodacze coś niewyraźni.
– E nieee… Przecież i tak by popłynął. Załoga zna się na rzeczy. A czy z Alą na pokładzie, czy… Zaraz?! Jaki pięciomasztowiec?
Bo Zorza ma ich trzy.
– A załogi ile macie?
– No pięciu…
– To z nagą Ala na pokładzie macie tam teraz pięć ślicznych i sterczących nowych masztów.
– Mówisz, że…
– Oczywiście, dopóki Ala ich wszystkich nie położy.
– Ale…
– Żałujesz im? Ja swojej dziewczynie nie żałuję. I bardzo jestem ciekaw, jak się do tych masztów zabrała.
Brodacze się zamyślają, pewnie też ich to zastanawia. Kiedy Tim się odzywa, okazuje się jednak, że chodzi o inną sprawę.
– Bo widzisz, chodzi nam po głowie taka idea…
– Tak?
– Połączyliśmy siły, by wspólnie dogodzić naszym dziewczętom…
– Chyba głównie sobie! – Śmieje się Honey.
– Ale nie narzekasz?
– Nie narzekam – mówi Honey i zerka ostentacyjnie na moje 20 centymetrów.
– To zajmij się panem i daj mi skończyć.
Honey się przysysa, a Tim kontynuuje:
– No więc chcielibyśmy dołączyć do waszej ekipy celem dalszego dogadzania. Co ty na to? Jak na lato!
– Świetny pomysł!
Honey jest tego samego zdania, mówić chwilowo nie może, buzię wypełnia jej moja pała, podnosi za to oba kciuki.
– To zakładamy spółkę? Aportem wnosimy nasz żaglowiec.
– Spółkę celem wspólnego spółkowania?
– Hahaha… tak napiszemy w statucie.
– Jaki sąd to zatwierdzi?
– Wystarczy uścisk ręki.
– I toast!
Brodaczom staje, gdy spuszczam się głęboko w buzi Honey, a ta przełyka. Spełnia toast, potem dwa następne, klęcząc pracowicie przed Timem i Jonem. Umowa nabiera mocy prawnej. Tak nam się przynajmniej wydaje, Honey jest innego zdania.
– No jak to, panowie? Ja spełniłam toast trzy razy pod rząd spermą każdego z was. A wy?
Pierwszy klękam przed Honey, nawet nie muszę głęboko lizać – miodzik wręcz skapuje jej z cipy. Spełniam toast.
– Smaczna jesteś, Kochanie.
– Sam miód – potwierdza Tim, on jest następny.
Jon jako ostatni wylizuje miodną pizdę. Musi się więcej nalizać, za to daje Honey orgazm.
– Co się dzieje? – Dorka dawała bliźniakom gdzieś na drugim końcu plaży; przybiegła, gdy usłyszała chrapliwy krzyk Honey.
– Nic. Właśnie doszłam – tłumaczy jej Honey, cokolwiek się rumieniąc. No i tym razem się zapomniałam.
– Nie ma się czego wstydzić, każda ma inaczej. Kaśkę słyszałaś?
– Ten wysoki, świdrujący dźwięk? Tak!
– My to nazywamy wysokim „C” – wtrącam.
– Na bezludnej wyspie jesteś, nie musisz się pilnować – mówi jeszcze Dorka. – Zresztą oni to lubią.
– Jeszcze jak! – odpowiadam za wszystkich „onych”. – Lepiej, żeby krzyczały, niż gryzły!
Lia, która tylko przysłuchuje się naszej rozmowie, zaczyna się bawić moim przyrodzeniem. Z wiadomym skutkiem. Zadowolona z efektu, proponuje dokończenie zabawy bez używania rąk.
– Też bym sobie kiedyś pokrzyczała – mówi sprowadzając mnie do parteru.
– To już wiesz, że nie musisz się krępować.
– To nie tak – odpowiada, wzdycha, gdy mnie dosiada. Uwięziwszy mnie w swoim ciasnym loszku dodaje – bo ja z tych gryzących jestem…
– Toś popadł w kałabanię! – śmieje się Tidżej obserwując, jak Lia mnie ujeżdża. Zresztą wszyscy się gapią w oczekiwaniu na finisz.
– Ciekawe, jak się Ali wytłumaczysz z tych malinek…
Nie odpowiadam na zaczepkę, zaciskam zęby, Lia gryzie naprawdę mocno! Nie spuszczam Toma lub Jerry’ego z oczu, gdy, już po wszystkim, nachylam się do uszka Lii i coś szepcę. Lia kiwa głową i podchodzi do tego złośliwca. Łapie go za jądra, żeby nie uciekł i…
– Właśnie usłyszałam, że uwielbiasz 69.
Tidżej patrzy na moje ramię z wyraźnym śladem ząbków Lii, na jej złośliwy uśmieszek…
– Nie!!!
Za późno! Teraz ja mam ubaw, gdy oboje dochodzą w swoich ustach nawzajem.
* * *
Zamoczyć, już pewnie dzisiaj nie zamoczę, ale zawsze można porozmawiać. Zwłaszcza trzymając w dłoniach takie śliczne cipki.
– Skąd pomysł na takie fryzurki? – Pytam, nawijając te wyjątkowej długości włosy na palce
– Właśnie z mangi – mówi Yuki.
– Wiedziałyśmy dużo wcześniej, że jedziemy do Europy – opowiada Suki – a słyszałyśmy o fascynacji Europejczyków długimi włosami łonowymi Japonek
– Długimi, prostymi i smoliście czarnymi… tak…
– I trafiłyśmy na taki komiks. Bohaterka miała dokładnie wygoloną cipę a ponad nią taki wiecheć…
– Taki, jak te? – Przeczesuję palcami oba na raz.
– O wiele dłuższy!
– Narysować można wszystko, wyhodować coś takiego… Szacun! Ale założę się, że pizdy macie co najmniej tak samo gładko wygolone, jak ona. I macie je teraz takie wilgotne…
– Jej kapało z cipy, jak chodziła…
– W waszym przypadku nie dopuszczę do czegoś takiego.
Wylizuję oba sromy, dwa wiechcie łaskoczą mnie w twarz, muszę mrużyć oczy. Niedługo zmrużę je do snu, już późny wieczór. Dziwnie będzie tak, bez Maleńkiej. Przyzwyczaiłem się.
* * *
Budzę się w objęciach Honey.
– Zostało ci coś tego miodziku z wczoraj?
– Sprawdź!
Przysysam się do różowej bułeczki z miodem. Dzień zapowiada się miodzio.
* * *
Dnia powoli ubywa, a ja coraz częściej sprawdzam godzinę. Wreszcie jest. Zorza zarzuca kotwicę w zatoczce, a Ala wraca na ląd tą samą drogą, którą go wczoraj opuściła. I w tym samym nakryciu głowy.
– Najbardziej, to się martwiłam, żeby nie zamoczyć tej pięknej czapki -mówi Maleńka, obracając ją w rękach. Wreszcie zdecydowanym ruchem oddaje Timowi.
– Dziękuję.
– Przydała się chociaż?
– O tak! Dała mi pełnię władzy nad załogą. Oczywiście zaraz potem, jak mnie w niej zobaczyli, to ją zdjęłam.
– To mi ulżyło, zapomniałem cię o to poprosić. Nie chciałbym, żeby widok tej czapki na mojej głowie kojarzył się załodze z czymś zupełnie innym, niż władza kapitana…
– Ale Ala pomyślała i nikt z załogi nie rzuci się na ciebie i nie wyrucha, gdy tylko ją założysz – wtrącam.
– Bardzo śmieszne…
* * *
– Wiesz – mówi Maleńka bawiąc się moimi jądrami – nawet fajnie się złożyło; ledwo wspięłam się na pokład, przyłapałam jednego, jak jechał na ręcznym, żebyś widział, jak się spłoszył!
– Ale jak to?
– Normalnie. Stał przy relingu, zasłonięty szalupą i walił konia, aż furczało. Gapił się na wyspę, choć i tak nic nie mógł zobaczyć z tej odległości. I jak przed nim wylazłam tak nagle, to zamarł z ręką na drążku. A zaraz potem dał nogę…
– A ty?
– Zrobiłam im wszystkim zbiórkę na pokładzie.
– Ten nieszczęśnik przyłapany też tam był?
– No przecież mówię, że wszystkim. Wyglądał na skrępowanego. Wszyscy byli, starali się za bardzo nie gapić.
– Na twoją czapkę?
– Hehe… Ale czapkę też zauważyli.
– Oczywiście na samym koń… Auć! – Na moich jajach zaciska się imadło. To dłoń Maleńkiej.
– To chcesz posłuchać, czy dalej będziesz mi przerywał?
– Nie! To znaczy tak, chcę posłuchać. I nie będę przerywał.
Ala znów opowiada pieszcząc mnie machinalnie.
– No więc stawili się wszyscy, w tych białych szortach i koszulkach polo. Nawet się ubrali, wcześniej widziałam ich w samych szortach.
– Czyli osiągnęłaś efekt odwrotny do zamierzonego… Auć!
Dłoń Maleńkiej daje mi ostatnie ostrzeżenie. Tym razem rozumiemy się bez słów.
– I nawet w szeregu stanęli. Przesunęłam po nich władczym wzrokiem. Jak przesunęłam nim niżej, zobaczyłam wybrzuszenia we wszystkich pięciu spodenkach…
– Na początek najważniejsza sprawa. Wiecie, gdzie mamy płynąć?
– Tak jest!
– To dlaczego jeszcze nie płyniemy? Proszę zrobić, co trzeba i wrócić do mnie.
– A, jak już wrócili, palnęłam im mówkę.
– Panowie! Tak nie może być! Na pokładzie kręcą się nagie dziewczęta, kuszą… Kapitan i jego brat mają używanie, a wy? Od półtora miesiąca na ręcznym jedziecie!
– Pytałam Tima, kiedy wypłynęli ze Stanów – wyjaśnia.
– Nie zaprzeczajcie, sama widziałam!
– I wiesz, ten przyłapany nawet się zaczerwienił. To było słodkie!
– Wiem też o innych takich przypadkach. I jestem tu, by położyć kres tym onanistycznym praktykom!
– I podeszłam do tego onanisty, co go przyłapałam, żebyś widział, jaksię spłoszył! A tylko czapkę zdjęłam…
– Mógłbyś ją odnieść do kajuty kapitana? Nie wiem, gdzie to…
– Czekając na jego powrót wykonałam kilka ćwiczeń rozluźniających…
No tak! Ala-gimnastyczka. Napatrzyli się, chłopaki!
– Jak wrócił, przystąpiłam do rzeczy. Podeszłam do pierwszego w szeregu…
– No tak…
– I do następnych.
– Panowie, widzę, że postawiłam wszystkie maszty. To który pierwszy skorzysta?
– Jeszcze mi nie dowierzali…
– Jest jeden warunek – ten, który pierwszy chce mnie przelecieć, musi się rozebrać do naga i zrobić to tutaj!
– I wiesz… Popatrzyli po sobie, dalej nieruchomi, a potem nagle dostali przyspieszenia. Gdy pierwszy szczęśliwiec we mnie wchodził, pozostali już byli goli.
– I jak cię brał?
– Wiesz, co lubię…
– Głowa nisko, tyłeczek wysoko… Na pieska!
– No pewnie! Jak się spuścił, a nie zajęło mu to wiele czasu, już stała kolejka.
– Nie, nie, panowie! To była premia za odwagę, teraz będzie trudniej.
– Patrząc, jak sobie bezwiednie masują, gdy ten pierwszy mnie rżnął, przypomniałam sobie opowieść DajDaj…*
– Hahaha, już wiem! Ale mów.
– Chcę, panowie, żebyście stanęli w kółeczku, każdy bierze w dłoń maszt kolegi i mu stawia! A ja się trochę sama popieszczę. Pana też zapraszam.
– I, wyobraź sobie, podjęli temat, ten pierwszy też dołączył. Zaraz mu kolega postawił.
Mnie też stoi. Bo wyobrażam sobie zabawiającą się łechtaczką Alę w kręgu onanizujących się nawzajem samców. Bo sam bawię się tą łechtaczką, a Maleńka moim przyrodzeniem.
– Brandzlowałam się tak, obracając w kółeczko, z cipy mi kapała sperma tego pierwszego a oni sobie trzepali i trzepali… Zakręciłam się, z zamkniętymi oczami, jak fryga, gdy je otworzyłam…
– Pan pozwoli następny!
– Łaskawa pani ma na myśli chuja, czy rękę, która go dzierży?
– A co mi tam – pomyślałam.
– Skoro pan taki dowcipny, to razem z kolegą proszę…
– Ten z tyłu walił mnie, jak karabin maszynowy, szybko się spuścił. Ten z przodu był delikatniejszy. Zanosiło się na dłuższe obciąganie.
– Panowie, zapraszam od tyłu!
– I nim doszedł ten w buzi, moja pizda obsłużyła dwóch pozostałych.
– Robi się coraz ciekawiej…
– Słuchaj dalej! Stanęłam przed nimi, z obspermioną buzią, z dłonią zaciśniętą na cipie – i tak mi z niej kapało – i powiedziałam:
– Nie ma tu moich koleżanek, one wiedziałyby, co robić…
– Nic wam, panowie nie świta?
– Nie? To powiem wprost. Ten z panów, który teraz mnie pocałuje… tu i ówdzie… będzie moim ulubieńcem…
– I gdy jeszcze się wahali, dodałam:
– Będzie mnie miał na każde życzenie!
– I ten, co mi się na buzię spuścił, był najszybszy. Nawet mi pasowało, bo miała największego – tu Maleńka spuszcza wzrok na swą dłoń. I to, co w niej trzyma.
– Choć nie aż tak dużego!
– Uff…
– Hahaha
– No włóż mi wreszcie!
Kładę się na wznak, Ala mnie dosiada – tak będzie jej najwygodniej opowiadać dalej.
– Ale cwany był! Najpierw zlizał mi z buzi swoje własne nasienie, poprosił przy tym, żebym mu postawiła. Więc pomasowałam go trochę, a jak mu stanął, to we mnie wszedł. I zaraz wyszedł. Podsunął mi przed nos takiego całego w spermie.
– No dalej, wiem, że to lubisz!
- Bo lubisz! – śmieję się.
– No więc zlizałam wszystko, a on znów mi wsadził. I tak wędrował między moją cipą a buzią.
– Liż mała, liż!
– A to trzeba mnie zachęcać?
– No nie…
– To zachęcaj dalej, lubię takie teksty!
– Masz chłopaka?
– Mam!
– Szkoda…
– Ale, jak widzisz, zazdrosny nie jest!
– To on wie?!
– Oczywiście! Jak wrócę, wszystko mu opowiem.
– Ja pierdolę!
– Pierdol, pierdol, to też lubię.
– I wypierdolił. Aż zapomniałam o minetce.
– Cwaniak!
– Mówiłam przecież.
Ala ma okazję poćwiczyć na mnie mięśnie Kegla, przy takim powolnym suwaniu dodatkowa podnieta jest jak znalazł. Zaciska więc raz po raz pochwę na moim członku i opowiada dalej:
– Tak koło południa wszyscy opadli z sił, nawet temu gierojowi już ani drgnął.
– A założę się, że próbowałaś wszystkiego…
– Bo mnie dobrze znasz.
– Panowie, skoro już nic nie zdziałacie, to przynajmniej umyjcie swego kapitana!
– A który z nas? Łazienka tu ciasna…
– A na pokładzie nie można?
– No więc wymyli mnie dokładnie na pokładzie. A ja ich.
Wpatrzony w pizdę Maleńkiej nasuwającą się raz za razem na mój dyszel, wyobrażam sobie te wszystkie ręce w jej kroczu. Bo przecież wiadomo, co jej umyli najdokładniej…
– Jeszcze tylko posłałam po czapkę i byłam gotowa.
– A oni się ubrali?
– Chcieli, ale wybiłam im to z głowy.
– No co, panowie? Wstydzicie się? Przecież na razie i tak wam nie stanie. A to ośrodek naturystów. W gatkach pójdziecie na plażę?
– A to pójdziemy?
– Będziemy się zmieniać. Najpierw wy, potem ja.
– A… goście?
– Goście?
– No… bo za każdym razem, gdy gdzieś przybijamy, jest wielu chętnych do zwiedzania.
– Macie na myśli chętne dziewczęta?
– Tak jakby.
– To, jak będą naprawdę chętne, to proszę bardzo. Tylko z czym wy do nich?
– No tak, położyłaś wszystkie pięć masztów…
– Przynajmniej nie wzbudzali sensacji cumując i opuszczając trap. To znaczy większej, niż zwykle. Taki żaglowiec! Jak schodziłam na ląd zebrał się już niezły tłumek.
– Spotkałaś jakąś koleżankę na plaży? Albo kuzynkę?
– Hahaha… nie! Starego też nie! Za to paru kandydatów na wujków…
– Jak to?
– Jak schodziłam na ląd. Dwóch facetów koło czterdziestki, nawet całkiem całkiem. Rozmawiali po polsku. Nie przypuszczali… Taki żaglowiec, amerykańska bandera, ja w czapce kapitańskiej…
– I co mówili?
– Poza sprośnymi komplementami? Że chętnie zostaliby moimi wujkami, takimi z tych wszystkich opowiadań, gdzie wujkowie ruchają nieletnie siostrzenice.
– Założę się, że tak tego nie zostawiłaś…
– O nie! Powiedziałam im, że mi takich wujków nie trzeba, bo mnie tatuś rucha.
– Hahaha… Już widzę ich miny!
– Ale i tak za mną łazili… Aż postanowiłam dać im premię za wytrwałość.
– Dałaś im?!
– Nieee… Ale wyedukowałam się na twoich zboczonych pomysłach…
– I?
– Najpierw sprawdziłam, czy mówią po angielsku – okazało się, że perfect. A na pokładzie jest parę komórek… No i był zasięg. A panowie wujkowie strasznie chcieli zwiedzić Zorzę.
– I coś ty wykombinowała?
– Wróciłam pierwsza na pokład i pogadałam z załogą. Potem weszli oni… Znów miałam na głowie kapitańską czapkę.
– Nie wierzymy, że jesteś kapitanem.
– Nie musicie. Kapitanem jest tatuś, ale wybył w interesach.
– I on cię…
– Posuwa? Ależ tak! Tu na pokładzie.
– I obdarzyłam ich swoim uśmiechem nr 1. Po czym zaczęłam oprowadzać. Uwagę dzielili miedzy Zorzę i mój tyłek. Po chwili, jak było umówione, podbiegł załogant z telefonem w ręce.
– Ojciec do pani!
– Zanim odebrałam, pokazałam „wujkom” wyświetlacz z napisem „Daddy”. Oczywiście to dzwonił kolejny załogant.
– Tatuś jest Amerykaninem – wyjaśniłam, włączyłam tryb głośnomówiący i przeszłam na angielski.
– Hello, Daddy!
– Hej, córeczko! Stęskniłaś się zza tatusiem?
– I za jego pałką!
– Mnie też tęskno za twoją cipeczką. Jak ona się ma?
– Możecie sprawdzić? – rzuciłam do „wujków”. Popatrzyli na siebie, lekko zszokowani, w końcu jeden wyciągnął rękę…
– Z kim tam rozmawiasz, córuś?
– Jest tu dwóch panów, sprawdzają, jak się ma moja cipa.
– Zostawić cię na parę dni…
– To nie tak, jak myślisz, tatusiu. Tylko ty mnie pieprzysz. Oni ręką sprawdzają.
– Masz mokrą?
– Tatuś pyta, czy mam mokrą. – i podsunęłam im telefon.
– Tak, proszę pana. Ma mokrą – wydukali.
– Możecie się nią pobawić, tylko nie wkładajcie!
– Słyszeliście, panowie?
– Usiadłam sobie wygodnie z telefonem w ręce, rozmawiałam z „tatusiem”, a oni na zmianę mi lizali. Jak ja dyszałam do słuchawki! Aż ich „tatuś” pochwalił. Spytał, czy sprawdziłam, jak tam u nich w spodniach.
– Tatusiu, to naga plaża, goli są. Gołym okiem widać.
– Wstańcie, panowie!
– Sama też wstałam, kazałam załogantowi trzymać mi telefon przy uchu, żeby mieć obie ręce wolne…
– Hahaha… Już wiem, co zrobiłaś!
– Spuścili się obaj momentalnie.
– Tak, tatusiu, już im podziękowałam.
– I rozmawiałam dalej, jeden z „wujków” masował mi cipkę, drugi pieścił tyłek, a ich sperma spływała mi po udach.
Nie wytrzymuję i robię Maleńkiej zastrzyk ze spermy.
– Jak chciałaś dłużej, to nie trzeba mi było opowiadać takich historii!
Ala zsuwa się ze mnie, odwraca i wylizuje mi pałkę wraz z przyległościami. Jej wypięty tyłeczek wisi mi nad głową; z szeroko rozwartej szparki skapuje na mnie moje własne, przyprawione soczkiem, nasienie. Czego chcieć więcej?
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Maciej Wijejski
* Rozdział 16 Bliźniaczki
|