Category: Uncategorized

  • Oliwka, III

    [Naga plaża z dziewczynami i prawie gwałt… mojej kuzynki na mnie]

    Temat nagle się urwał.

    Kończyłem zupę czując z całą pewnością, że każde z nas myśli tylko o jutrzejszym wyjeździe. Telewizor grał cicho wiadomości i nasze chaotyczne rozmowy szybko zeszły na komentarze głównych wydarzeń sezonu ogórkowego. Burze tu, wichury tam, na szczęście prognoza dla Pojezierza Drawskiego na jutro przewidywała pogodę całkiem dobrą. Dokończyliśmy obiad i nie chcąc już więcej tego dnia narażać się na przemoczenie schowaliśmy się w altance z talią kart.

    Zielone oczy oliwki śmiały się jak zawsze a jej blond do ramion włosy wiecznie w lekkim nieładzie nie dawały mi spokoju.

    Jak ona wygląda tam na dole? Chyba też blond. A może się goli? Tak całkiem? Ciekawość zżerała mnie doszczętnie. Na zmianę z jakimś dziwnym poczuciem… Winy? Przecież to moja kuzynka. Spędziliśmy razem każde wakacje dzieciństwa. Pamiętałem jak z gołym tyłkiem biegała za piłką mając ledwie kilka lat. To było beztroskie i naturalne. Przypominałem to sobie i nagle perspektywa wspólnego plażowania nago była zupełnie zwyczajna. A potem uderzało mnie – nago. Znowu zaczął mi stawać. Ciśnienie rosło. Ania też nago. Kompletnie. Z ramionami okrytymi kasztanowymi włosami. Dużymi piersiami. Delikatnym, opalonym po tych kilu dniach brzuszkiem. Miękkim i okrągłym tyłkiem. Tonąłem w nim w myślach. Przytulałem się do niego. Z dostępną o mały ruch ręki cipką. Gorącą i mokrą. Taką, jaką była dzisiaj.

    I z tajemniczo spokojnymi, kocimi oczami które będą wwiercać się we wszystko i prześwietlać myśli.

    Po drugiej stronie bukowego stolika siedziała Oli. Bezczelna, o głowę niższa, smukła jak sarenka i rozbrykana jak szczeniak. Z wiecznie uśmiechniętymi, wielkimi zielonymi oczami. Ubrana w dresowe szorty i cienką, obszerną, lnianą koszulkę w akwarelowe kwiaty luźno zwisającą na jej niedużych piersiach. Malutkich wręcz. Kształtnych, ledwie się odznaczających ale chyba jędrnych… Zorientowałem się, że patrzę na nie zbyt długo i speszony odwróciłem wzrok. Zauważyły? Nie. Gadały jak gdyby nigdy nic o lakierach do paznokci.

    Jakim cudem tak dużo je różniło? Ania była od niej dwa lata młodsza ale przy Oliwce – wydawała się dorosła. Nawet mówiła spokojniej i ostrożniej. Na co dzień mi to nie przeszkadzało ale teraz, kiedy siedziały naprzeciw siebie pomyślałem, że chciałbym robić wszystkie szalone rzeczy gdyby tylko moja dziewczyna była taka jak Oli.

    “Ruchy, kotek :)” kuzynka wyrwała mnie z zamyślenia, żebym wyłożył kartę.

    Wypiliśmy po dwa albo trzy piwa zanim się ściemniło. Dziewczyny dokładnie i z ogromną ilością szczegółów omówiły jakieś lampy i hybrydy a ja znowu wygrałem partię. Szedłem spać z milionem myśli wirujących w głowie i jeszcze długo nie zmrużyłem oczu. Ania wydawała się zupełnie niepodekscytowana. Tego wieczora zasnęła jak dziecko.

    Następnego ranka byłem jeszcze bardziej nieobecny. Prysznic, śniadanie, rower. Detale były zupełnie poza moją percepcją. Trasa przez czeremchowe zarośla, chaszcze, stare dęby i brzozy. Byliśmy na miejscu. Serce mi biło. Wygniecione miejsce po wczorajszym pełnym przyjemności przedpołudniu zostało tak – jak było. Żywej duszy w okolicy. Jesteśmy sami.

    Oparliśmy rowery o drzewo na skraju lasu. Wyciągnąłem z bagażnika koc i zacząłem rozścielać. Ania stanęła obokmnie i głęboko nabrała powietrza. Po wczorajszych deszczach powietrze intensywnie pachniało trawą i trzcinami. Zaczęła zdejmować koszulkę. Pod spodem miała swoje ulubione czarne bikini. Oli wydobyła ze swojego małego plecaka po piwie dla każdego. Podała nam otwarte. Swoje odłożyła na trawę i szybkim, zwinnym ruchem pozbawiła się koszuli. Lniany materiał z haftowanym kaszubskim folklorem opadł na trawę. Jak mogłem nie zauważyć przez całą drogę, że nie ma na sobie stroju? Stanika? No, właściwie niczego pod tą koszulą. W południowym słońcu lśniły wczesnym brązem delikatnej opalenizny dwa śliczne, nieduże cycuszki. Jędrne jak w moich wyobrażeniach. Z małymi sutkami, żywo czerwonymi i zadziornie wystrzelonymi w przód.

    “Bosko” mruknęła. “Rozbierajcie się. To fantastyczne uczucie”.

    “Mówisz?” Ania zaczęła rozwiązywać splot od stanika; “Zawsze chciałam się tak poopalać”.

    “Zobaczysz…”

    Żeby nie wyjść na frajera szybko podniosłem się i ściągnąłem koszulkę. Nie, żeby miał to być jakiś manifest. To akurat zupełnie normalne. Chociaż i tak czułem się jakoś inaczej. Dziewczyny zaczęły ściągać spodnie, które po chwili opadły na koc a zaraz po nich dół czarnego bikini. Oli oczywiście nic pod szortami nie miała, bo po co? Podnieciłem się natychmiast jeszcze bardziej. Zdjąłem swoje krótkie spodenki i rzuciłem na kupkę na kocu a potem zamarłem. Cholera! Mój fiut stał już w pełnej gotowości jak na przeglądzie wojsk. Zawahałem się przy bokserkach. Odwróciłem się pod głupim pretekstem, że niby to się przeciągam.

    “Nie wstydź się”. Usłyszałem za plecami radosny głosik. “To normalne. Nam się też podoba, tylko nie widać. Nie obrazimy się. Co nie?”

    “Na pewno” potwierdziła spokojnie Ania. Zdążyła położyć się wygodnie na kocu.

    Jebać to – pomyślałem. Ściągnąłem bokserki. Żołnierz wystrzelił w górę dumnie. Postanowiłem nie używać go jednak jako bagnetu i trochę bokiem, trochę się kryjąc usiadłem obok Ani z nieco uniesionymi kolanami. Uczucie faktycznie było niesamowite. Krew pulsowała mi szybko. Delikatny wiatr przyjemnie owiewał mi jajka. Miałem ochotę wyć. To było zajebiste. Wstyd powoli mnie opuszczał. Dziewczyny zajęły się tym, co zwykle robią dziewczyny na słońcu. Opadły jak truchła w bezruchu jedna obok drugiej, zamknęły oczy i zaczęły łapać słońce. Nie mogłem poskromić ciekawości. Rzuciłem kątem oka w lewo nie ruszając głową, żeby się nie zorientowały. Ania była piękna. Jej skrupulatnie ogolona cipka bieliła się i delikatnie różowiła na słońcu pomiędzy minimalnie rozłożonymi nogami. Kształtne miękkie piersi, wyzwolone, wygodnie rozlały się po jej ciele. W płatku nosa błyszczał mały kolczyk. Oli po swojemu napięła i rozczapierzyła palce stóp. Nogi miała szerzej rozchylone. Pieściła się słońcem gdziekolwiek tylko mogło dotrzeć. Cipkę miała bardziej mięsistą. Wydawała się wręcz soczysta. Nad nią błyszczał w słońcu niewielki krzaczek krótko przystrzyżonych blond włosków w kształcie zgrabnego trójkąta. A obok miniaturowy tatuaż krwisto czerwonego serduszka. Uśmiechnąłem się pod nosem i dopiero teraz dotarło do mnie jeszcze coś. Oliwka nie miała śladów po stroju czy bikini, chociaż była już trochę opalona. Musiała już tego roku ta się opalać. Ale skoro nie tu, to gdzie?

    Porzuciłem tą myśl. Obie miały zamknięte oczy. Przez chwilę przyglądałem się zupełnie bezczelnie. Leżały obok siebie blond dzikus i kasztanowa księżniczka. Byłem tak napalony, że gdyby cokolwiek przypadkiem trąciło mnie w kutasa eksplodowałbym jak wulkan.

    “Mówiłam, że to zajebiste uczucie.”

    “Zajebiste” potwierdziliśmy zgodnie.

    Rozłożyłem się wygodnie, opuściłem kolana i rozchyliłem nogi. Żołnierz najwyraźniej nie zamierzał spocząć, chociaż usilnie starałem się skupić na tym jak cudownie mi było. Jeśli można poczuć prawdziwą wolność to właśnie w ten sposób.

    Dopiliśmy pierwsze piwo i ruszyliśmy do wody. Dzikuska wbiegła bez namysłu od razu na głęboką. Księżniczka powoli obmywała się chłodem jeziora zgrabnie i kusząco wypinając tyłek. Gdyby nie kuzynka w oka mgnieniu podszedł bym do niej, złapał od tyłu i przylgnął całym ciałem. Przed oczami miałem jeden obraz – ona po połowę ud w wodzie a ja stoję za nią, wypiętą… Wygiętą w tył. Nagą jak nimfa i pozwalającą się ruchać sapiąc i jęcząc! I złapał bym za te krótkie blond włosy i krzyczał z przyjemności i…

    Zorientowałem się o czym myślę i zruciłem się w wodę.

    Dziewczyny opluskiwały jedna drugą radośnie. Zimna woda uderzyła mnie po twarzy i przywróciła rozum. Chociaż nie, tylko mi się wydawało. Dalej wyobrażałem sobie chudziutki tyłeczek Oliwki i mnie na jego końcu z blond czupryną w garści.

    Kurwa! Czy ja jestem chory? Przecież tak nie wolno. Przecież to ‘rodzina’. Szturm wyrzutów sumienia przerwała ogromna ilość wody która trysnęła mi w twarz. Dziewczyny bawiły się w najlepsze i najwyraźniej miały gdzieś, że jestem kompletnie nieobecny. Po co zadręczać się na zapas?

    Przyłączyłem się do zabawy.

    Do wody wchodziliśmy jeszcze kilka razy tego dnia. Ja i dwie piękności w krainie tataraku i trzcin. Około trzeciej z zachodu niebo zaciągnęło się pierzastymi chmurami i zdecydowaliśmy się obeschnąć i ruszyć z powrotem. Rozłożyliśmy się na kocu.

    “Wojna?” zaproponowałem. Uwielbiałem te stare rozrywki. Karty mają w sobie przyjemną magię. Wychowaliśmy się tnąc całe tygodnie przy każdej okazji w tysiąca albo w wojnę.

    Karty szybko zostały rozdane a rozgrywka rozpoczęta. Usiadłem po turecku dalej trochę nieswojo czując się bez bokserek. Chociaż już udawało mi się zrelaksować na tyle, żeby uniknąć pełnego wzwodu to dalej byłem mocno pobudzony. I powiększony. Teraz wszystko oczywiste. Siedzieliśmy w trójkącie, twarzami do siebie. Padły pierwsze karty. Dziewczyny kompletnie nieskrępowane rozłożyły się na bokach. Chyba jakby na złość głowami w moją stronę. Żebym czasem nie poczuł się bardziej komfortowo. Bez żadnego zażenowania obie patrzyły wprost na mnie kiedy tasowałem. Leżały rozłożone możliwie wygodnie. Oliwka rozkraczyła się tak, że czubkami palców u jednej stopy dotykała stopy Ani. Nie wiem dlaczego, ale jak tylko to zauważyłem, poczułem dziwne napięcie. Podniecające i trochę niepokojące. Skończyliśmy rozdanie, ubraliśmy się i ruszyliśmy do domu.

    Po przyjeździe na miejsce poszliśmy na poddasze, do ‘naszego’ pokoju wziąć szybki prysznic. Oliwka ciągle o czymś nawijała więc trafiła tam razem z nami. Stała w drzwiach i kontynuowała wątek kiedy Ania zdjęła ręcznik z grzejnika i poszła się wymyć. Ja siedziałem na łóżku, oparty o wielgachną poduchę. Cały czas gapiłem się na kuzynkę mając w pamięci słodką blond cipkę. Gdy tylko Ania zamknęła drzwi Oli od razu poderwała się i ruszyła w moją stronę. Zamarłem.

    Przycisnęła palec do ust w geście uciszenia. Z łazienki dobiegł odgłos prysznica. Stanęła przede mną. Tak blisko, że mógłbym ją objąć.

    “Podobała Ci się” usłyszałem jej szept. “Wiem, że tak. Ciągle się gapisz :)”.

    “Nie, ja… Nie, że…” próbowałem zaprzeczyć. Rozbiła mnie w pył. Nie wiedziałem co robić. Oli szybkim ruchem rozpięła szorty i opuściła je na ziemię.

    “Twój kutas też mi się podoba” szeptała dalej rozpinając moje spodenki. “Zjadła bym go”.

    Byłem całkowicie sztywny. Trochę zabolało kiedy niemalże wyrwała go ze spodni. Tkwił teraz w połowie pod bokserkami a w połowie malowniczo rozciągnięty na moim brzuchu. Oli wgniotła mnie w poduszkę i usiadła na mnie okrakiem. Jej ciepła, mięciutka szparka oplotła mojego fiuta. Przycisnęła go do brzucha. Momentalnie poczułem jej wilgoć. Oliwka zaczęła przesuwać się szybko po mnie do przodu i do tyłu. Zamknęła oczy i odchyliła głowę. Blond włosy zawisły za nią. Wyglądała jak anioł. Przez lniany materiał wyraźnie sterczały twarde od pożądania sutki. Sunęła szybko – tam i z powrotem po moim kutasie. Jej wargi tarły o niego po bokach. Przy każdym przesunięciu jej łechtaczka ocierała się od bokserek aż do czubka. Sztywny znikałem prawie w jej środku. A potem w dół. Patrzyłem na tą scenę zahipnotyzowany. Oli zaczęła głośniej sapać. Wzdrygnęła się kilka razy. Opadła na mnie i zatrzymując twarz na długość języka od mojej wyszeptała “nie mów nikomu”. Przytaknąłem ruchem głowy. Wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka sekund. Jej drapieżne oczy nie miały nic wspólnego z aniołami.

    Dźwięk lejącej się z prysznica wody gwałtownie zamilkł. Oli podskoczyła, błyskawicznie założyła szorty i zniknęła na schodach. Siedziałem jeszcze chwilę oniemiały. Z kutasem na brzuchu, solidnie oblepiony sokami z jej cipki. Dotarło do mnie, że Ania zaraz wyjdzie z łazienki. Ledwie zdążyłem się wytrzeć i zapiąć spodnie uchyliły się drzwi.

    “Kotek, teraz ty” dobiegło ze środka. Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    shortstorylong
  • Dodatkowa praca i problem z kluczami

    W czasach po studenckich bardzo dużo pracowałem, żeby kupić sobie wymarzone mieszkanie. Nie mówię oczywiście o odłożeniu gotówki, aby kupić mieszkanie, a o zgromadzeniu środków na 20% wkład własny. Mniej więcej ok 60-70 tys. zł. Większość banków daje wtedy lepsze oprocentowanie niż w przypadku tych najniższych 10% (można zaoszczędzić nawet 100 tys. zł). Plan był taki – pracować na maksa przez 2-3 lata, nawet po 14 godzin dziennie z weekendami na dwa etaty i kupić to mieszkanie, żeby w końcu wyprowadzić się z domu rodzinnego, w którym ciągle mieszkałem. Może się wydawać głupie, że mężczyzna powyżej 25 roku życia mieszka z „mamusią” jak to się często pisze na różnych forach, portalach czy nawet kwejku. Pochodziłem z rodziny, gdzie nie było możliwości, żebym dostał od rodziców te pieniądze – sam zresztą uważam, że nie jest to ich obowiązek (mówiąc rodziców mam na myśli moją mamę, ojciec to bezrobotny alkoholik, który ma dwie lewe ręce).  Poza pracą, z którą wiązałem przyszłość (w branży IT) podjąłem się dodatkowej w sieci sklepów z odżywkami na kulturystów. Praca prosta i godziny też mogłem dostosować tak, aby nie kolidowało to z moim podstawowym źródłem dochodu. Klientów było mało, ale jak już wpadał jakiś koksik to brał suplementów za kilka stów. Praca niestety była rozmieszczona w kilku lokalizacjach w mieście, a ja jako pracownik na umowę zlecenie musiałem pracować tam, gdzie akurat mnie potrzebowali. Ponieważ fluktuacja pracowników była tam duża to często dostałem godziny i często zmieniałem lokale. Po 8 miesiącach znałem już wszystkie lokale i klientów. Poza dwoma stałymi pracownikami kadra zmieniała się praktycznie non-stop. Wynikało to bardziej z podejścia milenialsów niż samej pracy. Tutaj szefa praktycznie nigdy nie było, czasem tylko zadzwonił czy trzeba coś kupić ze środków do dezynfekcji albo jakieś papierowe ręczniki. Zgadzała się kasa, zgadzał się stan towaru i wszystkie raporty to człowieka praktycznie nie było. Jedyne do czego można się przyczepić to paskudne czerwone koszulki polo z logo firmy, które musieliśmy nosić w czasie pracy.

    W piątek jak zawsze wysłałem do szefa dyspozycję na przyszły tydzień i czekałem, aż dostane informacje czy będą jakieś godziny czy nie. Po kilku chwilach dostaje sms:

    Witam, Pana grafik na tydzień 01.05-07.05

    – poniedziałek – brak

    – wtorek – brak

    – środka – brak

    – czwartek – 17:00-21:00 punkt ul. Kalwaryjskiej

    – piątek – 17:00-21:00 punkt ul. Św. Tomasza 

    – sobota 9:00-21:00 punkt w Galerii

    – niedziela 9:00-21:00 punkt w Galerii.

    Spoko, czyli będę miał co robić, a przez pierwsze dni tygodnia tylko krótkie dniówki, ponieważ jedynie 8 godzin z pierwszej pracy. Trochę odpocznę.

    W czwartek zgodnie z grafikiem obstawiałem punkt przy ul. Kalwaryjskiej, malutki pierdolniczek może z 12m2. Klientów przez długi majowy weekend żadnych, więc oglądałem „Nie zadzieraj z fryzjerem” na Netflixie. Głupią komedię, do której mam jednak sentyment. Gdzieś ok godziny 20:00 dostałem wiadomość na służbowego Whatsappa – cześć, tutaj Monika z Zamkowej, jutro mam zmianę na ul. Kalwaryjskiej i pasuje się umówić, żebyś mi przekazał klucze, dasz radę dziś od razu po pracy? – Zamkowa to nasz kolejny punkt, ale za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć żadnej Moniki. Była tam jakaś laska, którą pamiętałem jak przez mgłę, ponieważ dawno jej nie działem. Była też bardzo przeciętnej urody, a okulary miała prawie jak Stępień z „13 Posterunku”. Gdyby używała kontaktów to wyglądałaby dużo korzystniej. Ponieważ nie pamiętałem jak ma na imię to uznałem, że chodzi właśnie o nią. – Oboje kończymy o 21 to może spotkajmy się w centrum pod pomnikiem Kościuszki o 21:30? – odpisałem, zakładając, że dziewczyna się zgodzi, ponieważ miała tam bezpośrednie połączenie autobusowe. Przez kilka minut czekałem na odpowiedź, która wreszcie nadeszła – Wiesz co, mogę się trochę nie wyrobić, będę tam na 21:50. Pasuje? – kurwa! – rzuciłem sobie pod nosem, ponieważ nie dość, że po pracy nie jadę w stronę domu tylko nadrabiam to jeszcze będę musiał na laskę czekać. Niestety klucze do lokalu miałem tylko ja i wiedziałem, że łaski nikomu nie robię, a rano trzeba otworzyć sklep – Ok, poczekam. Postaraj się tylko nie spóźnić – napisałem. W odpowiedzi dostałem krótkie „ok, do zobaczenia” i wróciłem do pracy. Z racji tego, że mam średnią pamięć to do monitora przypiąłem sobie małą samoprzylepną kartkę z informacją, że muszę jechać zawieźć klucze. W przeciwnym razie mógłbym radośnie wsiąść na rower i pojechać do domu.

    Wybiła 21:00, policzyłem kasę, porobiłem wszystkie raporty, wyłączyłem sprzęt i posprzątałem. Przed wyjście uruchomiłem jeszcze alarm. Kartka na monitorze faktycznie zrobiła robotę, ponieważ po zamknięciu drzwi od razu ustawiłem azymut na miejsce spotkania. Ponieważ jechałem na rowerze to zajęło mi to mniej niż 10 minut. Teraz przede mną ponad 40 minut czekania. Super kurwa.  „The Cure – The Funeral Party”, „Disturbed – Down With The Sickness”, “Lotte Kestner – True Faith” czy “Childish Gambino – Redbone” umiliło mi troche chwilę w tym zawieszniu. Czas powoli mijał, a ja zdałem sobie sprawę, że nie mam numeru telefonu do tej dziewczyny, a nasz punkt spotkania jest mocno orientacyjny i jak źle wyjdzie z autobusu to będziemy się szukać. Moja złość jeszcze się tylko spotęgowała, ponieważ byłem już mocno zmęczony (od zawsze nienawidziłem ten system wymiany kluczy, który wynikał z zapisów w umowie z ubezpieczyciele, z której wynikało, że może być tylko określona liczba par kluczy na dany punkt). Pracę tego dnia zacząłem o 8 rano, a powoli dochodziła już 22, a ciągle technicznie pracowałem i nie byłem w domu. Zacząłem baczniej obserwować nadjeżdżające autobusy w poszukiwaniu znanej mi dziewczyny. Nadjechały już cztery, a panny jak nie było tak nie ma. Wybiła już 22, nadjechał kolejny. Wychodzą ludzie, a koleżanki z pracy dalej nie widać. Filtrowałem pasażerów jak T-800 z filmów o Terminatorze, aż nagle – WOW, ale super dupa – pomyślałem w ułamku sekundy, jak tylko przed moimi oczami pojawiła się przepiękna dziewczyna, która jako jedna z ostatnich wyszła z autobusu. Stanęła trochę z boku przystanku, z dala od innych osób. Była to młoda, wyglądająca na 23-25 lat, bardzo wysportowana dziewczyna, o pięknych rudych włosach, które sięgały jej do barków. Ubrana była w bardzo dopasowane ciemnogranatowe jeansy oraz czerwoną koszulkę polo, którą miała schowaną do spodni. Wszystko zgrywało się idealnie, ponieważ brzuszek miała płaściutki. Cały obraz spinały czarne buty na koturnie, w których miała schowane nogawki. Nie będę ukrywał, ale patrzyłem się na nią jak sęp, który na pustyni wypatrzył swoją ofiarę. Całkowicie zapomniałem o mojej koleżance z pracy, której miałem oddać klucze. Nagle ruda laseczka odwróciła się w moim kierunku i pokazała na mnie palcem. Pierwsza reakcja to ucieczka ze wzrokiem, ponieważ lustrowałem ją z góry na dół jak jakiś zboczeniec. Po chwili jednak znowu wróciłem wzrokiem na tę piękność. Ku mojemu zaskoczeniu dystans, który nas dzielił zmniejszył się o połowę i skracał się z kolejną sekundą. Ewidentnie szła w moim kierunku. Kiedy dzieliło nas mniej więcej 4-5 metrów, zauważyłem, że na jej koszulce polo jest logo firmy, w której pracuje. Wtedy doszło do mnie, że to jest dziewczyna, na którą czekam, a tamta, o której myślałem nigdy się nie pojawi. – Tak mi się wydawało, że to jest koszulka firmowa, ale ponieważ stałaś tyłem do mnie to nie byłem pewien – rzuciłem szybko, żeby się wytłumaczyć dlaczego tak się na nią patrzyłem. Wydawało mi się nawet, że taka wymówka miała ręce  i nogi – Cześć, jestem Monika – uścisnęliśmy sobie dłonie. Mogłem się jej teraz bliżej przyjrzeć, miała piękne duże oczy, których koloru przez półmrok panujący na zewnątrz, nie mogłem dostrzec. Uśmiechnęła się do mnie jak aktorka z reklamy Colgate. – Bałam się, że się nie znajdziemy, ponieważ w autobusie przypomniałam sobie, że nie wzięłam od Ciebie numeru telefonu. Całe szczęście, że też masz na sobie czerwoną koszulkę firmy – wreszcie zrozumiałem dlaczego mnie zauważyła – tak tak, też się o to bałem. Ale się udało. Jesteś nowa prawda? Przez cały czas myślałem, że przyjdzie ktoś inny, Twoja koszulka dopiero Cię zdradziła – ciągnąłem swoją wymówkę. – Tak, pracuje dopiero od tygodnia. Strasznie nie podoba mi się ten system z tymi kluczami. Jestem nowa w mieście i naprawdę czasem jechać przez pół Krakowa tylko po to, żeby odebrać klucze jest bardzo męczące, tym bardziej, że to takie duże miasto. – rzuciła z prawdziwym grymasem na twarzy. Kupiła też chyba moja bajeczkę, więc prawdopodobnie nie wyszedłem na zboczeńca. Wręczyłem jej klucze. – Słuchaj tam w punkcie jest problem z jakimś monitorem, nie chce się odświeżać i pokazuje cały czas jedną treść. Zgłosiłem to do zespołu IT, jutro się tym zajmą. – powiedziałem do niej, tylko po to, żeby przerwać ciszę, która na chwilę zapanowała. – Ok, dziękuję. –  widziałem, że oboje byliśmy zmęczeni, więc się grzecznie pożegnałem – Witaj w firmie Monika i do zobaczenia następnym razem.

    – Dziękuję, do zobaczenia.

    Tak się rozstaliśmy. Przynajmniej teoretycznie, ponieważ myśli o mojej nowej koleżance towarzyszyły mi już przez resztę wieczoru. Takiej piękności dawno nie wdziałem, przypominała mi młodą  Angie Everhart, miała może bardziej dziewczęce rysy twarzy. Jej wspaniała figura podsycała tylko moje fantazje. Pracowałem tam już kilka miesięcy, ale takiego kopa jakiego dostałem teraz, żeby tylko iść do mojej drugiej pracy nie miałem nigdy. Zastanawiałem się, co mogę zrobić, żeby znowu na nią wpaść, może w moim okienku, kiedy nie będę miał pracy podejdę do jej lokalu i z jakąś głupią wymówką? Ale jaką? Zaraz, zaraz – przecież nie masz dostępu do jej grafiku, nie wiesz na jakim będzie punkcie – od razu pomyślałem. Cholera wiem! Wiem, że jutro będzie na Kalwaryjskiej, ponieważ sam dałem jej klucze. – ok, ale co z tego, skoro też będziesz w pracy – od razu sam ostudziłem swoje zapędy. Ciśnienie lekko ze mnie zeszło, ponieważ wiedziałem, że nie mam żadnego pomysłu, ani wpływu. Pewnie jak ją spotkam, o ile ją spotkam, będzie to tak samo jak za pierwszym razem, przez przypadek. Ktoś będzie chory, gdzieś będzie trzeba zawieść klucze itp.

    Następnego dnia nie myślałem już o swojej nowej koleżance. Wziąłem się do pracy od rana, najpierw pierwszy etat, później pół godziny przerwy, akurat na obiad, i biegiem do drugiej. Tym razem na Św. Tomasza. Sytuacja od wczoraj nic się nie zmieniła, klientów dalej nie było. A ja z nudów trochę dostawałem już korby. Nagle wpadł mi do głowy plan. Plan genialny, ale zarazem prosty jak myśl debila. Włączyłem służbowego Whatsappa, otworzyłem prywatne okno konwersacji i napisałem na punkt, w którym siedziała ta ruda piękność. – Hej, nie wiem czy Ci wczoraj mówiłem, ale jest tam jeden monitor, który nie chce się odświeżać i pokazuje cały czas jedną treść. Zgłosiłem to do zespołu IT, mieli się tym dziś zająć. – doskonale pamiętałem, że jej o tym mówiłem.

    Tak zajęli się tym i już wszystko działa. –  odpisała.

    Miałem teraz dwa wyjścia, pierwszy scenariusz to napisać do niej jakieś „co tam?” lub coś w tym stylu, ale to zdradziło by moje zainteresowanie nią, a to jest podstawowy błąd. Drugim scenariuszem, było czekanie. Sprawdzić czy może ona nie jest zainteresowana mną. Ktoś kto na pewno nie będzie zainteresowany to nic nie napisze, poza tym służbowym, co już musi. Wiedziałem doskonale, że też nie ma klientów i na pewno się nudzi. Wybrałem więc scenariusz drugi i czekałem. Trzydzieści minut, czterdzieści, godzina i tak dalej. Straciłem nadzieję, że już do mnie napisze, kiedy na godzinę przed zamknięciem lokali nagle na czacie pojawiły się falujące trzy kropki „…” znak, że coś pisze. – BIERZE!! – pomyślałem sobie od razu jak jakiś wędkarz, który czeka, żeby ryba wciągnęła spławik pod taflę wody. Z emocji aż mnie poderwało z krzesła. Po chwili od razu opadłem na fotel i jak zaczarowany wpatrywałem się w falujące kropki, które za chwilę miały się zamienić w tekst.

    Masz jakiś klientów? – zapytała.

    Wzięła! Z dumą obwieściłem sam sobie. Strategia się opłaciła, teraz to ona była w defensywie.

    Nic, pusto. Siedzę sam. A u Ciebie jak?

    – Siedzę sama L i już umieram z nudów. – tak jak przewidziałem. Mushu ty geniuszu!

    Mi też nudno. I jak Ci się podoba w naszej firmie? – rzuciłem pierwsze pytanie na rozgrzewkę.

    Bardzo fajnie, nie wiele się tutaj dzieje to mam czas rysować.

    – Rysować?

    – Tak, chciałam się w Krakowie dostać do Akademii Sztuk Pięknych, ale mnie nie wzięli. Będę próbować w następnym roku, wiem gdzie zrobiła teraz błędy i to naprawię. Problem bardziej polega na tym, że moi rodzice o tym nie wiedzą i płacą mi cały czas za mieszkanie i drobne kieszonkowe. Żeby nie wracać do siebie na wieś i też nie siedzieć bezczynnie to znalazłam sobie pracę.

    – Nie wiem czy to jest dobry pomysł nie mówić swoim rodzicom, lepiej się przyznać.

    – Też tak myślałam, że ale trochę nakłamałam i historia poszła trochę za daleko.

    Byłem zaskoczony tym jak otwarta wobec mnie była. Rozmawiało mi się z nią bardzo przyjemnie i na luzie, zupełnie inaczej niż z tymi księżniczkami z Tindera „musisz na mnie zasłużyć”, „mnie trzeba zdobyć” itp. A urodą wcale nie były bliskie Monice. Pomyślałem sobie, że jest to piękna i normalna dziewczyna. Z perspektywy czasu wydaje mi się też, że mogłem myśleć wtedy kutasem.

    Długo mieszkasz w Krakowie?

    – Od kilku miesięcy, rok temu miałam maturę i od nowego roku chciałam się przenieść na studia, ale się nie udało L – odpowiedziała. Dopiero teraz do mnie dotarło jaka ona jest młoda. Miała maksymalnie 20 lat, co dawało minimalnie 7 lat różnicy. Wyglądała bardzo kobieco jak na swój młody wiek. Chociaż czy 20 lat to tak mało z drugiej strony?

    A Kraków Ci się podoba?

    – Tak, tylko jestem tutaj całkowicie sama, nikogo tutaj nie znam. – BINGO! Pomyślałem od razu. – Znasz mnie! –  zacząłem nęcić.

    Hihi no masz rację, znam Ciebie. A Ty, co tutaj robisz, lubisz tę pracę? –  zacząłem jej opowiadać o tym, że pracuje na dwa etaty, chcę sobie kupić mieszkanie i jakie studia skończyłem. Z nieukrywanym zaciekawieniem zadawała kolejne pytania, co sprawiało mi w sumie super zabawę. Naprawdę mocna różnica od zdawkowych odpowiedzi na tinderze, gdzie prawie każda konwersacja wydawała mi się zawsze wymuszona. Tutaj ta dziewczyna naprawdę chciała się coś o mnie dowiedzieć, prowadziła ze mną rozmowę.

    Tak zleciała nam ostatnia godzina pracy.

    Kurcze 21:00, trzeba zamykać, rób sobie raporty i zmykaj do domku – napisałem. Sam miałem zrobić to samo.

    Faktycznie, ale zleciało! Już biorę się do pracy!

    Oboje zliczyliśmy pieniądze, przygotowaliśmy raporty, pewnie też posprzątaliśmy nasze lokale.  Wróciłem do komputera i zauważyłem, że dostałem kolejną wiadomość od Moniki.

    Całe szczęście, że koniec, jestem taka głodna, a nie mam nic w domu. – napisała do mnie dwie minuty temu, a użytkownik ciągle był dostępny mimo, iż oboje już powinniśmy zamknąć nasze lokale. Zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nasze role nie zaczęły się odwracać i to ona nie zaczęła zarzucać przynętę. Pewności nie miałem, ale w sumie nie miałem nic do stracenia. Pomyślałem, że dzióbnę, cokolwiek mi rzuciła na haczyku. – Wiesz co, ja też jestem głodny. Może skoczymy do centrum teraz na jakieś jedzenie z foodtracków? Mają tam jakieś zapiekanki, kiełbaski czy burgery. Masz ochotę? – rzuciłem i czekałem. Ponownie pojawiły się falujące kropki „…”, które za chwilę miały wydać wyrok, niczym Rzymski Cezar w Koloseum. – Pewnie, bardzo chętnie –  fuck yeah!! Udało się. W następnej wiadomości ustaliłem szczegóły i tym razem dla pewności wymieniłem się numerami telefonów.

    Zamknąłem lokal i natychmiast udałem się na miejsce spotkania.

    Dojechałem tam w ciągu 15 minut, ale Moniki jeszcze nie było. Dało mi to czas na to, żeby ochłonąć i dojść do siebie. Poprawiłem włosy i czekałem.

    Po kilku minutach wyłoniła się zza rogu, z którego przewidziałem, że może wyjść. Ubrana podobnie, tylko zamiast butów na koturnie, wygodne trampki, a granatowe jeansy zastąpiły całkowicie czarne, równie opinające jak poprzednim razem. Kurwa te jej rude włosy. Jak ona wyglądała, absolutnie zniewalająco. Przez 50 metrów, która miała do pokonania, nie było nawet jednego mężczyzny, który by się za nią nie obrócił. Obracali się nawet ci, co szli pod rękę z inną dziewczyną. Jednemu się nawet za to oberwało. Ona się zbliżała jakby w zwolnionym tempie. Mogłem ją podziwiać i podziwiać. Wreszcie szeroki uśmiech – Cześć, długo na mnie czekasz? – nie czekałem długo, ale jakbym musiał to poczekałbym całe życie. – Nie, dopiero co przyjechałem. To na co masz ochotę? Chyba, że chcesz zdać się na mnie i moje doświadczenie? – powiedziałem i puściłem do niej „oczko”.

    O chętnie, zdam się na Twoją łaskę. – zaczęła chyba flirtować. Ale nie wykorzystałem okazji i powiedziałem coś w stylu „to zapraszam” czy coś.  Poszliśmy na zapiekanki, które są oficjalnie wpisane w przewodnik po mieście. Ogólnie mówi się, że każdy przynajmniej raz powinien tam zjeść, a że nie była to też żadna randka tylko szybki wypad, żeby coś przegryźć to wydawało się idealne. I było. Monika była zachwycona. Zjadła swoją, kiedy ja jeszcze byłem w połowie.

    – Brawo, ale musiałaś być głodna. Smakowało?

    – Tak bardzo, u mnie takich nie było. Ty masz jakąś inną, z czym?

    – Z kurczakiem i grillowanym oscypkiem.

    – Mogę spróbować?

    Trochę zaskoczony prośbą, chciałem dać jej ugryźć od strony, gdzie jeszcze nie gryzłem. Monika wzięła jednak moją zapiekankę i ugryzła od strony, od której ja sam jadłem. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ znałem dziewczynę tak naprawdę kilka godzin, a traktowała mnie jakbyśmy się znali bardzo dobrze i byli ze sobą blisko.

    Pyszna! – Odpowiedziała wyraźnie zauroczona, ciągle przegryzając kawałek, który miała w ustach.

    Było w niej coś uroczego. Mogłem na nią patrzeć bez przerwy. Nogi mi miękły, a sam chciałem, żeby ta chwila trwała trochę dłużej. Niestety tak nie było. Zjedliśmy i udaliśmy się w kierunku przystanku autobusowego, z którego Monika mogła pojechać do domu. Byłem na rowerze, więc autobus odpadał, poza tym i tak miałem w inną stronę. Pozostało nam wspólnie kilkaset metrów plus czas do przyjazdu autobusu.

    Szliśmy razem powoli.

    Dziękuję Ci za te zapiekanki, było pyszne. –  podziękowała mi Monika.

    Przestań, było mi bardzo miło. Jestem do usług.

    – Naprawdę?

    – Pewnie, że tak. Jak będziesz chciała to powtórzyć to wyślij mi sms i jak nie będę akurat w pracy, co w moim wypadku jest 30% do 70% to chętnie z Tobą pójdę.

    – Podziwiam to, że tak pracujesz. A jak będziesz miał czas to chętnie się umówię na zwiedzanie Krakowa. Jestem tutaj samotna i miasta też w ogóle nie widziałam.

    – Mam mnóstwo ciekawych miejsc, które chciałbym Ci pokazać – oj wiele chciałbym Ci pokazać, pomyślałem sobie w głowie. W głowie jestem bardzo prostym człowiekiem…

    W takim razie nie mogę się doczekać.

     Jak to moje szczęście, autobus podjechał od razu, a ona po krótkim „Do zobaczenia” wskoczyła do środka i odjechała, zaraz po tym jak piękne rude włosy zniknęły zaraz za zamkniętymi drzwiami . Całkiem nieźle – pomyślałem sobie. Wczoraj myślałem jak się do niej zbliżyć, a dziś miałem ją na wyłączność. Ciągle nie wiedziałem czy jest mną zainteresowana w „ten” sposób, ale pewnie niedługo się przekonam.

    Mimo, że miałem do niej numer telefonu, uznałem, że nie będę nic pisał. Monika też miała kontakt do mnie i zastosowałem tę samą taktykę, co za pierwszym razem. Poczekałem. Raz się udało, może uda się znowu. Najwyżej jak zobaczę, że nie przynosi to oczekiwanych rezultatów to zmienię plan. Minął tydzień, a ja sobie plułem w brodę. Nie mogłem zapomnieć o Monice, telefon sprawdzałem właściwie non stop. Cisza. W całej tej sytuacji, zrozumiałem też jaki jestem głupi. W gąszczu pytań, które jej zadałem, nie zapytałem się jej jak ma na nazwisko, więc nie mogłem nawet sprawdzić profilu na facebooku, żeby ja lekko postalkować i dopowiedzieć się coś więcej. Jak mogłem być taki głupi i całkowicie o tym zapomnieć? Z drugiej strony ona też mnie o to nie zapytała, więc machnąłem ręką.

    Do końca tygodnia nie dostałem żadnej wiadomości. Wysłałem ponownie moją dyspozycje do szefa na następny tydzień. Ku mojemu zaskoczeniu nie dostałem żadnych godzin. – No kurwa. – teraz nawet w pracy jej nie zobaczę.

    Przy wtorku zacząłem już powoli myśleć, że przyjąłem błędną taktykę, ale postanowiłem pociągnąć temat jeszcze chwilę.

    PRZEŁOM.

    W środę popołudniu nastąpił przełom. Monika wysłała mi wreszcie sms.

    Oferta dalej aktualna? Pracujesz w tym tygodniu czy weźmiesz mnie na obiecaną wycieczkę?

    – OOoo moja droga! Ty to masz jednak szczęście, jestem wolny cały tydzień, ponieważ nie dostałem żadnej godziny. Kiedy chcesz się umówić? – zaraz po wysłaniu żałowałem takiej głupiej wiadomości. Ale już tak mam. Najpierw piszę, później wysyłam, potem czytam, a na końcu żałuję.

    A teraz? – zapytała w sekundę później. Pewnie maleńka, że teraz.

    Bardzo chętnie, napisz mi swój adres to podjadę samochodem i Cię odbiorę.

    Dostałem adres i ustaliłem, że będę do 40 minut. Musiałem się lekko ogarnąć. Zgodziła się.

    Na miejscu byłem na czas, podjechałem moim czarnym Audi A3, które kupiłem sobie dwa lata temu.

    Wysłałem sms  o treści – jestem, zapraszam na dół.

    W odpowiedzi dostałem – nie jestem jeszcze gotowa, chodź na górę. Numer mieszkania to 12.

    Jak powiedziała tak zrobiłem, mieszkanie było na 4 piętrze, więc trochę się zmachałem wbiegając po schodach. Zapukałem do drzwi. Otworzyła Monika, która zaprosiła mnie do środka. Była ubrana w zwykłe szare dresowe spodnie, białą koszulkę i kapcie.

    Zaraz się ogarnę i możemy iść – powiedziała. Sam tylko kiwnąłem głową. Mieszkanie to była mała kawalerka, która składała się z jednego pokoju, który zarazem był sypialnią, łazienki oraz małej kuchni. Usiadłem na skraju łóżka i zacząłem czekać. Po chwili Monika wróciła z kuchni z dwiema szklankami lemoniady domowej roboty (woda + cytryna + cukier + liście mięty). Wręczyła mi jedną szklankę, swoją postawiła na stoliku obok i usiadła bardzo blisko mnie. Spragniony swoim biegiem na 4 piętro, opróżniłem szklankę wręcz natychmiastowo. Po odłożeniu pustego szkła na stolik, zauważyłem, że Monika wypatruje się we mnie z uśmiechem. – Jesteś gotowa? – zapytałem, wiedząc, że nic nie zmieniło się w jej wyglądzie. Wyglądała zresztą tak jakby nigdzie się nie wybierała.

    Przysunęła się do mnie bliżej, nasze uda stykały się teraz na całej długości. – Jestem taka samotna. – powiedziała i położyła swoją dłoń na wewnętrznej stronie mojego uda. – Dziś nie potrzebuje przewodnika. Potrzebuje mężczyzny. – jej ręka zaczęła się przesuwać w kierunku mojego krocza. – Potrzebuje mężczyzny – powtórzyła raz jeszcze. W tle z głośników komputera leciał utwór „Nuages – closer”. Przyszedłem tam właśnie po to, ale myślałem, że faktycznie będziemy razem zwiedzać miasto, ale taki rozwój wydarzeń wcale mi nie przeszkadzał. Monika ciągle wpatrywała się we mnie oczekując mojej reakcji. A mogła być ona tylko jedna. Kurwa jej piękne rude włosy. Powoli zbliżałem się do niej, nie tracą nawet na chwilę kontaktu wzrokowego. W dosłownie ostatnim momencie oboje zamknęliśmy oczy, a nasze usta spotkały się w pocałunku. Nasze ciała przysunęły się do siebie jeszcze bliżej. Moje dłonie zawędrowały na jej twarz, którą delikatnie głaskały. Nasz pocałunek powoli stawał się coraz bardziej namiętny. Do zabawy włączyły się nasze języki, a temperatura zaczęła powoli rosnąć. Jedną z dłoni oderwałem od twarzy i przeniosłem na jej pośladek. Zdecydowanym ruchem ręki zasugerowałem mojej koleżance, jak chce żeby ułożyła swoje ciało w względem mojego. Usiadła na mnie zgodnie z moją wolą. Lekkim odepchnięciem, tym razem to Monika pokazała mi, że chce abym się cały położył na plecach. Ledwo zdarzyłem się ułożyć, a Monia już ściągnęła przez głowę swoją białą koszulką. Jej piersi były ubrane w biały staniczek, który po kilku sekundach również wylądował na podłodze odsłaniając piękne piersi z różowymi sutkami. Miałem mieszane uczucia, że moja kochanka nie pozwala mi sama rozpakować mojego prezentu. Byłem jednak zachwycony widząc jej nagie piersi, na które opadały jej ogniste włosy. Monika schyliła się do mnie i ponownie odnaleźliśmy się w pocałunku. Dłońmi delikatnie drapałem ją po plecach. Jej ogniste włosy opadały na moja twarz. Lizaliśmy się kilka chwil, kiedy zdecydowałem, że teraz ja chcę być na górze. Przewróciłem się z Moniką jednym płynnym ruchem, teraz to ona leżała na plecach, a ja miałem wszystko ponownie pod kontrolą. Tak jak lubię. Pocałunki oderwałem od ust Moni, nie przestając jednak tej pieszczoty, schodziłem niżej. Przez szyję, do jej piersi przy których zatrzymałem się na dłużej. Ssałem jej sutek, uwalniając małe ładunki śliny, które ściekały z jej cycuszka. Jednym, ostatnim machnięciem języka po jej piersi, postanowiłem schodzić dalej. Całowałem jej brzuch i lizałem pępek. Miała taki piękny pępek. Podczas moich zabaw z brzuszkiem Moni, szybko i sprawnie ściągnąłem dresowe spodnie, które trzymały się jedynie na gumce. Żadna przeszkoda. Majteczki miała również białe jak jej staniczek. Od razu się ich również pozbyłem. Rozchyliłem nogi mojej koleżanki, mocno docisnąłem je do łóżka, dając jej do zrozumienia, że chcę, aby w takiej pozycji zostały. Monika zrozumiała, ponieważ nie drgnęła nawet o centymetr. Wreszcie muszelka czekała, aż zacznę ją pieścić. Łapczywie zanurkowałem między uda Moni. Zacząłem jednak powoli, delektując się nowopoznanym smakiem mojej kochanki. Cierpliwie i uważnie przyglądałem się reakcją jej ciała na moje kolejne liźnięcia, pocałunku czy ssanie. Mój zarost powoli nasiąkał sokami, które tryskały z cipki. Zlizywałem, co mogłem. Nic nie mogło się zmarnować. Wreszcie wtedy dopiero zauważyłem jaką kochanką jest Monika. Do tej pory moje kobiety akcentowały seks delikatnymi pojękiwaniami. Na grę wstępną i pocałunki po szyi Monika reagowała podobnie, ale im bardziej rozumiałem czego potrzebuje oralnie, tym bardziej jej reakcja się wzmagała. – Pieeeść mnie, proszę! Tak właśnie tak, o tam! Tak AAAAAAaaaa! – jej jęknięcie z krzyku płynnie przechodziło prawie do półszeptu, aby znowu wybuchnąć wraz ze skurczem jej ciała, który wypychał jej cipkę ku mojej twarzy, zupełnie tak jakby chciała, żebym sięgał moim językiem głębiej i głębiej. – Właśnie taaak! – krzyczała, kiedy jednocześnie rękami szarpała mnie za włosy. Czułem, że jest już blisko, a ja chciałem jej sprawić przyjemność. Czułem prawdziwą satysfakcję, że tak intensywnie reagowała na moje ruchy języka. Aby wzmocnić przyjemność Moniki, włożyłem jej dwa palce do cipki i powoli zacząłem ją palcować. Po kilku sekundach, moje ruchy stały się bardziej zdecydowane. Pracowałem całą ręką, nie zapominając o języku, który miętosił jej łechtaczkę. Monika rzucała się po łóżku – Kuuuurwaaaa! AAAAAaaaa O Kuuurwaaa! Taak, tak, tak! – krzyczała. Sam ledwo zgrywałem pieszczoty oralne z palcowanie. Byłem już nastawiony tylko i wyłącznie na jej orgazm. Nie odpuszczę, dopóki Monika nie rozleci się na miliony kawałków, chcę wtedy obserwować jej cipkę. Reakcję jej ciała podczas miłosnego uniesienia. Szybki ruch ręki i długo czekać nie musiałem. Monika mocno wypuściła z ust powietrze, ale nie miała sił, aby nabrać go ponownie. Zrobiła się czerwona na twarzy, a jej całe ciało zdrętwiało. Po chwili jej pośladki oderwały się od łóżka, unosząc się na kilka dobrych centymetrów. Ciało Moni przelał żar. W rękach mocno ściskała prześcieradło, które było już całkowicie wytarmoszone. – AH AH AH AHHHHHH! – krzyczała dostając orgazmu. Jej ciało się rozluźniło, a na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Oczy miała zamknięte, delektując się bodźcami, które dostarczało jej własne ciało.Wiedziałem, że jej cipka jest teraz ekstra delikatna i podatna na dotyk, więc ponownie już tym razem bez udziału paluszków, zacząłem ją delikatnie lizać. Lizałem od dołu do góry, cały czas powtarzając ten ruch, zupełnie jakbym chciał z niej zlizać orgazm, który właśnie dostała. – Mmmmm wystarczy, chce teraz więcej! Daj mi więcej! – powiedziała do mnie. Podniosłem się i przeczołgałem się w stronę spodni. Wyciągnąłem portfel, w którym miałem dwie prezerwatywy. Rozerwałem sreberko i dość sprawnie odziałem mojego penisa w gumowy kapturek. Monika cały czas leżała w tej samej pozycji z szeroko rozłożonymi nogami i cipką, która czekała, aż w nią wejdę. W mgnieniu oka znalazłem się między jej udami, stabilnie opierając się na rozprostowanych rękach. Nasze twarze były od siebie w odległości kilku centymetrów. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle czas całkowicie się zatrzymał. Ta chwila nie mogła trwać więcej jak 2-3 sekundy, ale wtedy wydawało mi się, że była to cała wieczność. Monika złapała mnie za mojego żołnierza i sama odnalazła drogę do muszelki. Mnie pozostało tylko pchnąć. Zrobiłem to bardzo powoli, delektując się każdym zdobywanym centymetrem jej pochwy. Nasze oczy nie oderwały się od siebie nawet na chwilę, mimo iż Monika zaczęła delikatnie pojękiwać. – Uwielbiam tę pozycję, ponieważ mogę robić tak…- w momencie, w którym urwała zdanie, zacisnęła swoje dłonie na moich pośladkach. Ściskała je bardzo mocno, sięgając palcami głębiej, niż mógłbym przypuszczać. Z każdym moim pchnięciem Monika dociskała moje pośladki mocniej i mocniej, tak jakby chciała, żebym wchodził głębiej i głębiej. – Rżnij mnie, mocno, mocno, mocniej! Ahhh, Ahhh, Ahhh –  jej pojękiwania idealni zsynchronizowały się z moimi uderzeniami. Nie przestając penetracji, nachyliłem się do jej szyi. Zacząłem ją mocno ssać. Monika jeszcze mocniej zacisnęła dłonie na pośladkach. Nie pozostawałem ani trochę dłużny i również ssałem z większym zapałem. Wiedziałem, że jutro w tym miejscu będzie malinka. Chciałem, żeby miała po mnie ślad. Oderwałem się od jej szyi, pozostawiając czerwony ślad i trochę śliny. Lekko się uniosłem przerzucając ciężar ciała na kolana. Rękami zebrałem nogi kochanki i złączyłem je razem. Podciągnąłem do góry, a jej stopy oparłem na mojej klatce piersiowej. Objąłem jej uda w mocnym uścisku. Zgodnie z jej życzeniem zacząłem ją posuwać mocniej i szybciej, Nogi posłużyły mi jak punkt utrzymania równowagi. Zdecydowanie przybliżyłem się do niej. Pracowałem teraz samymi pośladkami, a moje pchnięcia nie były już tak mocne, ale za to o wiele szybsze. Przyspieszałem i przyspieszałem, wiedząc jaki jest koniec tej drogi, a zbliżał się on nieubłaganie. Stróżki potu zaczęły mi spływać po plecach. Czułem jak od łydek nadciąga jeden wielki skurcz, który zaraz sparaliżuje całe moje ciało. – AAAhhh, Ahhhh, AAAAHHH – krzyki Moniki tylko potęgowały moje doznania. Uderzyłem jeszcze kilka razy i osiągnąłem spełnienie. Zalałem prezerwatywę moją gorącą spermą, która całkowicie wypełniła gumę. Orgazm przyszedł w kilku falach, które pozbawiły mnie sił. Wyciągnąłem penisa z cipki Moniki, delikatnie zsunąłem kondoma, zawinąłem w supełek i wyrzuciłem do kosza. Szczęśliwy położyłem się obok dyszącej Moniki. Nasze dłonie splotły się w uścisku i leżeliśmy obok siebie. Chciałem coś powiedzieć, ale mogłem się tylko głupio uśmiechać. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widok zmęczonej kochanki, której ciało świeciło się od drobnych kropelek potu, które spływały z piersi na brzuszek, sprawiał mi nieopisaną satysfakcję.

    Od tej pory już nigdy nie narzekałem na system wymiany kluczy w firmie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dariusz Mioduski
  • Jak wyruchalem dziewczyne kolegi

    Mój kolega Michał urządził pierwszą domówkę na nowym mieszkaniu. Mój kolega Michał miał też nowy samochód i dobrą pracę. Miał szarego, grubego kota. Miał też piękną dziewczynę, Zuzę, za którą wszyscy po cichu szaleliśmy. Znaliśmy się wszyscy ze studiów. Jemu jakoś się udało, my nie mieliśmy tak dobrej pracy jak on. Michał miał wszystko z rzeczy, które facet chciał mieć. I Michał na nic z tych rzeczy nie zasługiwał.

    Był typową, zwykłą pizdą – niski, chudy wymoczek, znał się tylko na tym swoim programowaniu, był brzydki jak diabli i do tego kutas był niewierny. Często chwalił się, że jeździ na Roksę, bo jego Zuza nie zawsze miała ochotę na seks, nie zawsze kiedy on miał. Poza tym mówił, że Zuza ma za grubą dupę i woli ruchać kościste lachony. Nie lubiliśmy go. On o tym nie wiedział.

    Na jego domówce wszyscy się spili, a on do tego stopnia, że poszedł sobie do sypialni i zasnął na amen. Część gości też się zmyła, więc gadaliśmy w mniejszym gronie, bez Michała, i gadało nam się o niebo lepiej. Siedziałem obok Zuzy. Miała piękne blond włosy, jasną, przyjemną twarz i niebieskie oczy. Rozmawialiśmy ze sobą, patrzyłem w jej niebieskie oczy i byłem podniecony. Była świetną laską, w moim typie. Wysoka jak na kobietę, z dużymi piersiami i wielkim tyłeczkiem. Nie było jakoś mocno gruba, może tylko lekko, ale dodawało jej to uroku. W końcu zostałem z nią sam na sam, bo wszyscy się zmyli. Piliśmy i gadaliśmy. Od zawsze mnie do niej ciągnęło. Nie mogłem znieść tego, że jest z takim frajerem.

    – Podobasz mi się Zuza, kręcisz mnie jak cholera – powiedziałem bez ogródek, już któryś raz jej to powtórzyłem. Alkohol robił swoje.

    – Żartujesz sobie – wyznała, śmiejąc się.

    – Oczywiście, że nie. Podobasz mi się i podniecasz mnie jak żadna.

    – Przestań.

    Zaśmiałem się. Ona też. Napiliśmy się coli z wódką. Byliśmy nieźle porobieni. Wstała nagle, podniosła swoją słodką dupcię ukrytą pod krótkimi, obcisłymi szortami i poszła po kolejną butelkę do kuchni. Uda miała blade i solidne, nogi długie do samego nieba. Wpatrywałem się w nią jak zaczarowany, kiedy wracała. Usiadła obok mnie, bardzo blisko. Poczułem wtedy coś. Przyjemny prąd, jakieś ciepło bijące od jej ciała. Chciałem jej dotknąć.

    – Michał śpi – oznajmiła. Pomyślałem, że to znak.

    – Słuchaj Zuza – zacząłem. – Jesteś tak cudowna, że oddałbym wszystko by móc cię mieć.

    – Jestem zajęta, mam chłopaka, tego co śpi za drzwiami! – rzuciła ze śmiechem.

    – Mówię serio. Chciałbym się z tobą przespać – wyznałem. Byłem pijany jak diabli. Nic się nie liczyło. Prawda ze mnie wypływała wszystkimi porami.

    – Że co?

    – Chcę się z tobą kochać. Tutaj, teraz, zaraz.

    Popatrzyła na mnie mętnym wzrokiem. Też była pijana i to bardzo pijana. Musiałem to wykorzystać, musiałem działać. Wiedziałem, że to jedna z niewielu szans, by się do niej dobrać.

    Nie czekałem na odpowiedź tylko wpakowałem swój język do jej ust. Nie oponowała. Przez chwilę była nieruchoma. Ale w końcu poczułem jak jej język, jej wargi też zaczynają pracować. Chciała tego. Na pewno. Chciała tak samo jak ja.

    – Nie mogę – powiedziała nagle, odrywając się od moich warg.

    – Czemu?

    – Nie mogę zrobić tego Michałowi.

    – Michał na ciebie nie zasługuje.

    Znów patrzyła na mnie z lekkim otępieniem. Położyłem jej rękę na bladym udzie. Było przyjemnie miękkie i gładkie. Coś cudownego.

    – Ja nie umiem… – wyznała nagle. Głos jej się załamał.

    – Czego nie umiesz Zuza?

    – Kochać się.

    – Jak to?

    Westchnęła głośno, a potem napiła się drinka. Odstawiła szklankę i pociągnąłem nosem.

    – Nie miałam nigdy z Michałem orgazmu. Mówi, że to moja wina – oznajmiła cicho.

    – Głupi jest – stwierdziłem, bo taką laskę powinno się brać codziennie, ja bym przynajmniej rżnął ją dzień w dzień.

    – Tak?

    – Tak.

    Nagle ona rzuciła się na mnie i wgryzła się w moje usta. Całowaliśmy się długo, zacząłem jeździć ręką po jej plecach, zjechałem na tyłek i macałem go z uwielbieniem. Oderwała się i powiedziała.

    – Michał nie wie czego ja potrzebuję w łóżku.

    – A czego chcesz?

    – Ostrej gadki. Brzydkich słów. On mówi, że to niskie i niesmaczne.

    – Czyli co byś chciała?

    – Żeby facet mnie sponiewierał, zdominował. Nazwał podczas bzykania swoją suką.

    Nigdy bym nie pomyślał, że Zuza może być typem takiej kurewki w łóżku. Nie wyglądała na taką – ułożona, ładna dziewczyna po studiach, ze spokojną pracą. A tu… takie kurwisko. Nie mogłem przepuścić takiej okazji, jak zerżnięcie koledze laski i do tego jej sponiewieranie. To było jak sen.

    – Zaraz ci pokażę co to znaczy być z mężczyzną – powiedziałem wyzywająco i złapałem ją solidnie za tyłek. Potem pocałowałem.

    Całowałem ją, potem zjechałem na szyję, żeby trochę rozgrzać jej cipkę. Zszedłem niżej, na jej duży dekolt i zacząłem cyckać jej piersi, wywaliłem je ze stanika. Miała ogromne cycki z wielkimi brodawkami. Dossałem się do nich. Smakowały słodko, jak mleczna czekolada. Miętosiłem jej bimbały, a moja ręka powędrowała do miejsca przeznaczenia. Począłem masować jej cipkę przez materiał jeansu. Zuza, spragniona chyba tego co miało się zaraz stać, zdjęła je szybko i odrzuciła na bok. Siedziała teraz obok mnie z piękną, różową cipką na wierzchu i z cyckami wystającymi z koszulki. Pomyziałem jej cipkę, dotknąłem łechtaczki i wykonywałem okrężne ruchy. Potem bez ceregieli wpakowałem dwa palce do dziurki i zacząłem robić jej palcówkę. Była już mokra jak diabli, soki wylewały się strumieniem. Oddychała ciężko. Prosto w moje ucho.

    – Nie spuszczałem się od dobrych czterech dni, więc mam pełne wory spermy – szepnąłem jej na ucho. Sam siebie nie poznawałem, nie myślałem, że mogę być aż tak wulgarny. A to był dopiero początek. – Będę cię rżnął długo i mocno, będziesz kwiczeć i jęczeć. Zrobię z tobą co chcę, ty kurwo. Pragniesz tego? Pragniesz, żebym załadował ci mojego chuja między nogi?

    – Tak… – wystękała. Cały czas ruchałem ją palcami.

    – No to bierz się do roboty, cały czas siedzę w spodniach ty głupia szmato!

    Zerwała się na kolana i dobrała do mojego rozporka. Z dzikością odpięła pasek, potem szybko zdjęła spodnie wraz z majtkami. Kutas stał już na baczność. Fioletowy z podniecenia, śmierdzący, bo nie brałem prysznica od rana. Chwyciła mnie tuż przy jajach i bez ceregieli wpakowała go sobie do ust. Zaczęła ssać jak szalona. O kurwa jakie to było intensywne! Obciągała z taką furią, bałem się, że chce zjeść mnie całego. Złapałem ją za głowę i mocno docisnąłem. Przytrzymałem. Miała głębokie gardło, wszedł cały, po same kulki. Po chwili poczułem, że próbuje się uwolnić. Pozwoliłem jej. Ze stęknięciem wypuściła kutasa z gardła.

    – Podoba ci się to, co nie? Uwielbiasz tak głęboko, co? – rzuciłem, patrząc jej w oczy. Tusz do rzęs jej się rozmazał. Czarne smugi wokół jej błękitnych oczu. Kurewska poezja.

    – Uwielbiam.

    – Chcesz, żeby już ci zapakował?

    – Chcę.

    Chwyciłem kutasa i poklepałem ją nim po policzku, który z przyjemnością nadstawiła.

    – Pytam czy chcesz, żebym w ciebie wszedł – powtórzyłem.

    Zamiast odpowiedzieć, od razu podniosła się z kolan, zdjęła koszulkę, podeszła do fotela i na jego miękkim podłokietniku wypięła się w moją stronę. Blade, wielkie dupsko w całej okazałości patrzyło teraz tylko na mnie. To był zachęcający widok.

    – Moja cipka nie może się doczekać – powiedziała i kusicielsko potrząsnęła tyłeczkiem. Tego było za wiele.

    Podszedłem do niej od tyłu i pewnym ruchem wbiłem się po same kule. Jęknęła z rozkoszy. Przechyliłem ją jeszcze na tym fotelu, tak żeby mieć lepszy dostęp i zacząłem ją walić. To było coś! Ruchałem ją szybko i mocno, jak pies sukę. Z całych sił jebałem jej blade dupsko, które idealnie falowało, przyjmując kolejne pchnięcia z wdzięcznością. Nagle poczułem dłoń na swoim pośladku, poczułem jak dociska mnie, bym jeszcze głębiej w niej był.

    – Lubisz tak ty dziwko, nie? Lubisz kiedy prawdziwy facet bierze cię jak zwykłą sukę? – zapytałem, cały czas ją ruchając. Czułem jak spocone jaja odbijają się od mokrych sromowych warg.

    – Kocham!

    Jej blade, kształtne pośladki klaskały w rytm moich uderzeń. Mój kutas był jak młot, waliłem ją bez opamiętania. Było mi tak dobrze, tak cudnie.

    – Jesteś stworzona do brania cię od tyłu, wiesz? Nigdy nie rżnąłem lepszej dupy. Pewnie Michałek nie daje sobie z tobą rady, co? – spytałem.

    – Nie dosięga – rzuciła tylko szyderczo.

    Byłem do niej mocno doklejony, prawie leżałem na jej wielkim tyłku. Ruchałem ją teraz jak zajączek, szybko, intensywnie. Podbrzusze tylko trochę odrywałem od tej słodkiej dupci, bo zaraz z impetem znowu się do niej doklejałem. I nagle poczułem nadchodzący orgazm. To było kilka sekund.

    – Dochodzę. Mam wyjść? – spytałem, bo nie chciałem przecież przez przypadek zrobić sobie bachora. Wszystko wszystkim, ale dziecko to nie było coś, czego pragnąłem.

    – Możesz w środku. Biorę tabletki – wyznała.

    Więcej nie musiała mi mówić. Ryknąłem mocno i wystrzeliłem gorącą salwą spermy w jej wnętrzu. Wykonywałem silne pchnięcia, raz za razem opróżniając swoje jądra, a ona dłońmi dociskała mnie do siebie.

    – Lubisz, kiedy obcy facet kończy w środku, prawda? – spytałem, czując, że kończę się spuszczać. Do był ogromny ładunek. Wyposzczone jaja.

    – Lubię. Nigdy nie miałam w cipce tyle spermy – wyznała.

    – Dostaniesz jeszcze więcej skarbie, bo to nie koniec.

    Mruknęła w odpowiedzi, a ja poruszyłem się jeszcze trochę i wyszedłem z niej. Nadziałem dziurkę Zuzy swoim nasieniem i czułem się z tym cholernie dobrze. Ona odwróciła się, opadła na kolana przede mną i wzięła kutasa do ust. Zaczęła delikatnie spijać z grzybka resztkę spermy. Potem przeszła do obciągania. Penis znowu mi stanął.

    – Mam ochotę poujeżdżać tego drąga – wyznała i pocałowała czubek.

    Położyliśmy się na kanapie. Wlazła na mnie okrakiem i nacelowała penisa na swój otworek. Nabiła się z nabożnością, westchnęła spragniona jebania. Po chwili zaczęła unosić się i opadać. Ruszała się, jakby jechała konno.

    – Czuję go wszędzie, cholera! – wyznała, cały czas po mnie skacząc. – Michał mówi, że ma szesnaście, ale nic przy nim nie czuję. Ty musisz mieć ponad dwadzieścia!

    – Mam suczko, mam.

    – Idealna pała dla mojej cipki!

    Przysunęła twarz do mojej i zaczęliśmy się całować. Złapałem ją za pośladek, a potem dałem solidnego klapsa. Huknęło. Piękny dźwięk. Idealny, miękki pośladek pod moją dłonią. Duży i soczysty. Jeszcze raz dałem jej klapsa. Jęczała.

    – A teraz pokażę ci, co to kobiecy orgazm – szepnąłem jej do ucha.

    Objąłem ją mocniej w talii, uniosłem biodra i zacząłem ją jebać. Podniosła tylko swój zadek, który znieruchomiał pod wpływem mojego natarcia. Waliłem ją jak szalony, pierdoliłem z całych sił. Czułem jak moje jądra latają z furią na wszystkie strony. Jej cipka płakała. A Zuza zaczęła ciężej dyszeć.

    – To chyba to… – powiedziała.

    Pocałowałem ją, chcąc zagłuszyć jej jęk. Poczułem jak drży na mnie, jej całe ciało doznało spazmów. Poczęła się wić. Pochwa na moim kutasie się zacisnęła. Chwilę to trwało. W końcu opadła na mnie i poczęła całować moją szyję.

    – Mój pierwszy orgazm – wyznała.

    – I nie ostatni – powiedziałem. – Wstań, poskaczesz po mnie trochę od tyłu.

    Nie wiedziała za bardzo o co mi chodzi. Pomogłem jej się podnieść, sam usiadłem, opierając plecy o kanapę.

    – Nabij się na niego od tyłu, oprzyj rękami o moje uda i do dzieła – poleciłem.

    Zrobiła tak. Nieśpiesznie nabiła się na pałę swoją ciasną, słodką cipką. Kiedy wszedł w nią cały przeszedł mnie dreszczyk. To było przyjemne jak żadna pozycja. Położyła dłonie na moich udach i zaczęła powoli się unosić i opadać. Jej wielki, blady tyłeczek opadał a mnie z gracją, a cipka pochłaniała całą długość chuja. Po chwili zaczęła mnie już zwyczajnie ujeżdżać.

    – Nie przestawaj skarbie, nie przestawaj – powiedziałem.

    – Dobrze ci? – spytała, odwracając głowę. Przez moment widziałem jej twarz z profilu. Piękna kurewka.

    – Rób tak dalej, a znowu wytrysnę!

    Posłuchała mnie i przyspieszyła, młóciła dupskiem o moje podbrzusze. Unosiła i opuszczała tyłek, skakała po mnie jak po piłce gimnastycznej. Jej pośladki odbijały się jak sprężyny. Było mi tak dobrze, że długo nie wytrzymałem.

    – Dochodzę!

    Nie przerwała ani na moment, więc zlałem się ponownie, ponownie spuściłem do środka. Kilka strzałów spermy trafiło w jej spragnioną pusię. Zuza zwolniła. Teraz delikatnie nabijała się na pal, podnosiła i opadała nieznacznie, wyciskając kutasa co do ostatniej kropli.

    – Wypompujesz mi całe jaja! – rzuciłem, śmiejąc się.

    – Tego właśnie chcę!

    Zeszła ze mnie i znowu wzięła się do obrabiania pały ustami. Był oporny, zmęczony. Dwa spusty. Mój rekord. Nigdy nie zlałem się z żadną laską dwa razy podczas jednego stosunku. Ale Zuza nie dawała za wygraną. Pieściła go, aż znowu stanął. Miała dar. Umiała wycmokać druta.

    Położyłem ją teraz na plecach i wszedłem na misjonarza. Mój penis zaczął twardnieć z każdym pchnięciem, aż znowu był wielki. Nie omieszkała o tym powiedzieć.

    – Jezu uwielbiam twoją pałę! Największy kutas jakiego miałam!

    Uśmiechnąłem się i zacząłem znowu walić ją w swoim tempie. Czułem jak pot ścieka mi po plecach, po tyłku. Ona też była mokra. Ssałem jej nabrzmiałe sutki i wchodziłem po całości w cipkę. W końcu objęła mnie mocno nogami, poczułem jej łydki na plecach. Pocałowała mnie. Całowaliśmy się i pierdoliliśmy. Pieprzyłem Zuzę tak jak mi się podobało, jak jej się podobało, a za drzwiami spał nieświadomy Michałek…

    – Dochodzę – wyszeptała i zaczęła powtarzać w kółko. – Dochodzę, dochodzę, dochodzę…

    Nakręciło mnie to. Zebrałem w sobie ostatki sił i przyspieszyłem walenie. Doszła chwilę później, prawie krzycząc.

    Przez jakiś czas leżeliśmy złączeni w miłosnym uścisku. Przytuliłem ją, cały czas mając chuja w jej cipce. Ruszałem nim lekko, leniwie. To był przyjemne.

    – Dojdziesz jeszcze raz? – spytała mnie nagle, patrząc mi w oczy.

    – Będzie ciężko.

    – Postaram się najlepiej jak umiem. Wstań.

    Podniosłem się i stanąłem na środku pokoju. Ona osunęła się na kolana i złapała mnie za chuja. Zaczęła go tarmosić i po chwili lizać moje mokre od potu jaja. To było przyjemne lizanie. Żadna mi jeszcze tego nie robiła.

    – Chcę żebyś skończył mi w ustach – wyznała. – Nigdy nie łykałam spermy.

    – No to zaraz będziesz miała okazję!

    Wsunąłem jej pałę po same kule. Przyjęła to z entuzjazmem. Potem zaczęła obrabiać mi bolca – lizała, ssała, pieściła. Nie poddawała się. Walczyła. Najlepsze obciąganie, jakie mi zafundowano. Tarmosiła go z wyciągniętym języczkiem, pragnęła mojego spustu.

    – Chcę twojej spermy – mówiła raz za razem. – Dojdź mi w ustach.

    Działało to na mnie, te jej słowa zwykłej, taniej kurwy. Udało się w końcu. Wyciągnęła to ze mnie. Ciepło wypełniło mojego kutasa. Dochodziłem.

    – Zaraz się spuszczę!

    Wsadziła go szybko do ust i doszedłem w nich, wystrzeliłem ostatnią porcję spermy. Połknęła wszystko jak grzeczna suczka. Wytarmosiła go do końca, spiła śmietankę co do ostatniej kropli. Długo go miętosiła, naprawdę wycmokała całego do sucha.

    – I co? – spytałem. – Smakowało?

    Uśmiechnęła się w odpowiedzi i pocałowała czubek kuśki. Trzeci spust. Osobisty rekord świata. Nie wiedziałem, że tak się da. Przy takiej suce dało się jednak wszystko.

    Potem wzięliśmy osobny prysznic, ubraliśmy się, chwilę pogadaliśmy. Powiedziała, że musi sprawdzić co u Michała, więc poszedłem do domu, do siebie. Na drugi dzień napisałem do niej. Nie odpisała. Dwa dni później zadzwoniła, że to co zrobiliśmy, było błędem i to wszystko przez alkohol. Powiedziała, żebyśmy o tym zapomnieli, bo ona naprawdę kocha Michała. Śmiałem się w duchu. Czekałem po prostu na kolejną taką domówkę. Wiedziałem, że prędzej czy później znowu ją zaliczę. Nie pomyliłem się. To jednak zupełnie inna historia.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel
  • Amelia cz. II

    Amelia nie mogła przestać myśleć o ostatnim incydencie z udziałem nieznajomego mężczyzny. Nie tylko przez fakt, iż odczuwała ból między nogami, spowodowany wyuzdanym seksem, ale również przez słowa, które wypowiedział, nim zniknął z zasięgu jej oczu. Nie wiedziała, czy ma traktować te słowa jako żart, może próbę zastraszenia, albo zwyczajnie pomyłkę nieznajomego. Kobieta zwyczajnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że mężczyzna przejął firmę, w której pracowała, a konferencja miała być jedynie powodem ku temu, żeby sfinalizować transakcję. Gdy emocje opadły, a ona leżała wtedy osamotniona, brudna i obolała na kanapie, ogarnęło ją poczucie zażenowania. Nie żałowała tego seksu, ale… Naprawdę pozwoliła, żeby to stało się tak szybko? Nie znała jego imienia, nie wiedziała, kim jest i czy nie jest na coś chory, a obnażyła się przed nim i pozwoliła wykorzystać w sposób tak mocno perwersyjny. Wydawało jej się, że przekroczyła pewną granicę przyzwoitości, ale gdyby mogła to powtórzyć, z pewnością by to zrobiła. Nawet teraz, wchodząc do budynku w którym pracowała, wspominała dotyk męskich dłoni na swoim ciele. Właśnie to wspomnienie pobudziło jej organizm i sprawiło, że jej pochwa zaczęła domagać się atencji. Znajome pulsowanie między udami, szybszy oddech, zaczerwienione policzki. Gdyby ktoś zobaczył teraz kobietę, na pewno zrozumiałby, co chodzi jej po głowie. “Jesteś w pracy. Uspokój się” – pomyślała sobie i usiłowała zmienić tok myśli. Mimo upływu kilku dni, Amelia wciąż miała na swoim ciele ślady zadrapań i siniaki na pośladkach, którymi oznaczył ją nieznajomy mężczyzna. Musiała włożyć dzisiaj nieco dłuższą sukienkę, by ukryć ślady na udach, ale wciąż wyglądała niezwykle atrakcyjnie. Czerwona sukienka dokładnie opinała każdy skrawek jej ciała, równocześnie eksponując jędrne piersi i podkreślając zaokrąglone pośladki. Włosy związała w wysoki i elegancki kucyk, który i tak sięgał jej łopatek. Stukot szpilek rozniósł się echem po biurze, gdy Amelia wyszła z windy. Uśmiechnęła się serdecznie do kilku znajomych osób, które już czekały przed biurem dyrektora, by przekazać projekty do akceptacji. Pozornie wszystko było w naturalnym porządku, ale ożywione rozmowy koleżanek Amelii przy ekspresie do kawy zwróciły jej uwagę.
    – Cześć, a wy o czym tak plotkujecie? Słychać was na pierwszym piętrze. – Amelia przywitała się z trzema kobietami i odebrała kawę, która już na nią czekała.
    Upiła łyk i prawie zachłysnęła się, gdy usłyszała to, co podekscytowane koleżanki miały jej do opowiedzenia.
    – Zmienia nam się cały zarząd, bo firmę przejmuje ktoś nowy. Od wczoraj głośno jest on tym, że będą sypać się zwolnienia, ale też awanse. Jestem ciekawa, czy ta ruda małpa też poleci. – Camila oczywiście miała na myśli ich przełożoną, ale nie to zdziwiło Amelię.
    “Jak to firmę przejmuje ktoś inny?” – zadała sobie w myślach pytanie. Już nawet nie przejmowała się tym, że sama może stracić posadę. Obawiała się tego, kto może być jej nowym szefem. No ale przecież takie zbiegi okoliczności nie są możliwe, prawda? Szybko odrzuciła od siebie nieprzyjemną myśl, gdy zobaczyła idącą w ich stronę szefową. Stwierdzenie, że była wściekła, to mało powiedziane. Rudowłosy potwór przybrał purpurowy kolor twarzy, a cztery koleżanki miały wrażenie, że z nozdrzy ulatuje mu para. Musiało stać się coś naprawdę poważnego, bo dziewczyny widziały ją w takim stanie tylko raz – na przyjęciu świątecznym, gdy szefowa nakryła swojego męża w objęciach… innego faceta!
    – Ty do mnie do gabinetu! – wskazała palcem dłoni w stronę Oleny – Ty do roboty, nie jesteś w kawiarni! – tym razem zwróciła się w stronę Mirandy – Ty zejdź z moich oczu! – rzuciła do Victorii – A Ty… – w tym momencie jej wściekły wzrok skierował się na Amelię – Ty wypierdalaj do gabinetu nowego szefa.
    Satysfakcja w jej głosie i nikły uśmieszek nie wróżył niczego dobrego. Amelia zrozumiała, że nie czeka jej nic dobrego dzisiejszego dnia. Dziewczyny rzuciły sobie pocieszające spojrzenia i każda odeszła w swoją stronę. Amelia poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku, gdy zostawiwszy swoje rzeczy przy biurku, skierowała się w stronę windy. Wcisnęła guzik z numerkiem 15, bo na tym piętrze dotychczas mieściło się biuro szefa. W windzie nie była sama, stał obok niej mężczyzna, którego nie widziała do tej pory w tym miejscu, a znała tu większość osób. Nie wyglądał na przyjemnego, miał minę, jak gdyby chciał pozabijać wszystkich samym spojrzeniem. O dziwo wysiadł na tym samym piętrze, co kobieta, ale zatrzymał się przed drzwiami do gabinetu, na którego drzwiach już nie widniało nazwisko “Harrington”. Niepewnie zapukała do drzwi, a nie usłyszawszy odpowiedzi, uchyliła je i zajrzała do środka.
    – Mówiłem, żeby mi kurwa nie przeszkadzać! – ostry ton głosu przeraził kobietę, która ledwo utrzymała równowagę.
    Amelia szybko je zamknęła, gdy zobaczyła coś, co wprawiło ją jednocześnie w zakłopotanie i przyprawiło ją o mdłości. Po pierwsze, jej nowym szefem miał być facet, który kilka dni temu ją porządnie pieprzył. Po drugie, właśnie jedna ze stażystek robiła mu loda. Po trzecie, dlaczego Amelia poczuła ukłucie zazdrości? Kobieta cofnęła się szybko, jakby to miało jakoś zmienić stan rzeczy. Wpadła na faceta, z którym jechała windą i niefortunnie upadła na podłogę. Lepiej być nie mogło. Na domiar złego, gdy niezgrabnie próbowała wstać z podłogi, wypinając przy tym swoje krągłe pośladki i dając niezły pokaz sztywniakowi, usłyszała odchrząknięcie. Zamarła w tej pozycji i zerknęła przez ramię na rozbawionego, ale nieco zdenerwowanego tajemniczego mężczyznę.
    – Widziałem wiele kobiet w takiej pozycji, ale ty, Amelio, zdecydowanie przyćmiewasz je wszystkie. – powiedział bezczelnie i uśmiechnął się, a zażenowana dziewczyna spłonęła rumieńcem.
    Podniosła się, nie przyjmując jego pomocnej dłoni i z resztką godności siebie i spokoju spojrzała mu w oczy, ale jej uwagę odwróciła zapłakana stażystka, opuszczająca biuro. Chciała się odezwać, ale dziewczyna uciekła, widocznie nie chcąc dłużej znosić tej sytuacji.
    – Sama tego chciała, nie patrz na mnie takim wzrokiem. Chyba doskonale ją rozumiesz, prawda? – powróciła spojrzeniem na mężczyznę i wymierzyła mu siarczysty policzek, co bardzo mu się nie spodobało, ale nic nie zrobił.
    Mierzył ją wzrokiem, czekając na dalszy rozwój zdarzeń, jednocześnie wiedząc, że jego ochroniarz mógłby zastrzelić Amelię w ułamku sekundy.
    – Jeśli myślisz, że masz kontrolę nade mną, bo mamy za sobą seks, to się mylisz. – Amelia nie była kimś, kto pozwalał sobą pomiatać, no… Z wyjątkiem sytuacji łóżkowych.
    Już odwróciła się z zamiarem odejścia, ale mocny uścisk na jej ramieniu uniemożliwił jej to. Skrzywiła się, ale jednocześnie poczuła znajome ciepło, rozlewające się po jej ciele.
    – Mamy porozmawiać, Amelio, bądź tak uprzejma i podpadaj szefowi, bo może być niemiło.
    Mężczyzna bez żadnego wysiłku wciągnął Amelię do biura, zupełnie nie przejmując się tym, że jeden z jego ludzi to widzi, a w budynku są kamery. Zatrzasnął za sobą drzwi i poprowadził ją w kierunku nowo wstawionej, skórzanej kanapy. Uśmiechnął się, bo wiedział, o czym myśli teraz piękna Amelia.
    – Tak, Amelio, oczy Cię nie mylą. Kanapa, biurko… Poprosiłem, żeby je tu wstawili, wiesz, tak z sentymentu. Przypominają mi miłe chwile.
    Posadził oszołomioną brunetkę w skórzanym fotelu przy biurku, a sam zajął swoje miejsce po drugiej stronie biurka, ostentacyjnie przesuwając palcami po jego blacie. Amelia nie wiedziała, jak się zachować. Była zła, chciała mu napluć w twarz, czuła się upokorzona.
    – Po co mnie tu wezwałeś? Chcesz prowadzić jakąś grę? Jesteśmy dorosłymi ludźmi i jeśli myślisz, że zastraszysz mnie, bo mnie przeleciałeś, to bardzo się mylisz. – odparła stanowczo i drżącą dłonią odgarnęła kosmyki, które wyleciały z jej kucyka. Podobała mu się w takim wydaniu, piękna, seksowna, w dodatku miała cięty język i boski tyłek.
    – Amelio, chciałem tylko poznać lepiej swoich pracowników, a ty mnie atakujesz. – pokręcił głową, jakby chciał wyrazić swoje rozczarowanie, ale uśmiechnął się przy tym, czym rozdrażnił jeszcze bardziej kobietę. – Jako dobry szef mam do tego wszelkie prawo, czyż nie?
    – Uważasz, że pchanie kutasa do gardła jakiejś gówniary to twoje prawo? – Amelia ze złości wstała, gestykulując przy tym dłońmi – Słyszysz siebie? Uważasz, że możesz wszystko, ale nie masz prawa wykorzystywać kobiet, bo masz takie “prawo”, które sam sobie przyznałeś.
    Roześmiał się i wstał z gracją, rozpinając przy tym guzik jego marynarki. Podszedł bliżej pyskatej Amelii i stanął za nią. Widział, ile ją kosztuje ten słaby pokaz sił. Dobrze wiedział, że jest uległa. Gdy tylko spojrzał jej w oczy, gdy wziął jej usta swoim penisem, wiedział, jak bardzo ją to kręci. Teraz próbuje tylko zachować przed nim jakąś twarz, choć to zupełnie niepotrzebne. On i tak uważa ją za wyjątek, myślał o niej bardzo często w ostatnim czasie i tak bardzo się cieszył, że zaczynają razem pracę. Powoli zniżał się do niej, jednocześnie układając dłonie po obu stronach jej ciała na biurku, przez co Amelia nie miała możliwości ucieczki. Słyszał jej szybki oddech, czuł gorąco jej ciała i był pewny, że już była mokra.
    – Niewiarygodnie mocno mnie pociągasz, gdy jesteś taka opryskliwa. Nie tylko mnie. – w tym momencie pchnął biodrami w jej kierunku, przez co Amelia się pochyliła, a jego nabrzmiały naparł na jej pośladki. Kobieta mimowolnie wydała z siebie jęk podniecenia, czym zdradziła się przed nim. – Podoba Ci się to, prawda? Przyznaj, że gdy zobaczyłaś, jak ta mała robiła mnie loda, chciałaś być na jej miejscu. – mruknął do jej ucha i zagryzł je, a Amelia rozchyliła usta i zamknęła oczy. – Myślisz teraz tylko o tym, żebym Cię znowu wziął, teraz i tutaj.
    Nie odpowiedziała, bo co niby miała mu powiedzieć? Przecież nie skłamie, że nie, bo wyśmiał by ją. Chciała poczuć, jak jego penis penetruje jej pochwę, a sama myśl o tym przyprawiała ją o zawroty głowy. Wiedziała z drugiej strony, że znajdują się w miejscu pracy, że każdy może tu wejść, że za drzwiami znajduje się ten facet…
    – Tylko poproś, a zaraz nabiję Cię na mojego kutasa i dam ci przyjemność, jakiej teraz potrzebujesz. – owinął sobie jej kucyk wokół dłoni i wciąż na nią napierając, zmusił ją do odchylenia głowy do tyłu. Pachniała nieziemsko, jeszcze lepiej wyglądała, ale… Jak smakowała? – Amelio, wystarczy jedno słowo…
    Dał jej trochę czasu do namysłu, a sam w tym czasie wolną dłonią powoli, bez pośpiechu podciągnął jej sukienkę tak, że odsłoniła jej pupę. Przez materiał pończoch gładził jej uda, rozpalając ją przy tym bardziej i bardziej. Miała na sobie czerwone stringi, które bardzo mu się podobały.
    – Pomogę Ci trochę z decyzją. – rzucił w jej kierunku i klęknął za nią, wypuszczając jej kucyk i równocześnie rozszerzając jej nogi.
    Amelia chciała protestować, ale nie mogła. Była już tak podniecona, że rozum zagłuszała chęć seksu. Automatycznie wypięła się, gdy poczuła jego ruch między jej udami i wzdrygnęła się, gdy jego zimne palce dotknęły jej łechtaczki. Zaraz później w jej ust wyrwał się przeciągły, seksowny jęk, gdy jego usta przywarły do jej pochwy. Mężczyzna nie zdjął z niej majtek, odsunął je na bok i zachłannie spijał z jej cipki soki, które smakowały jak najsłodszy nektar. Drażnił ją językiem, na razie tylko liżąc pochwę, a każdy jęk Amelii dawał mu satysfakcję. Gdy spojrzała na niego przez ramię i zobaczył jej pełne pragnienia spojrzenie, nie wytrzymał. Wdarł się językiem do jej środka, brudząc sobie twarz jej śluzem, a dłonie ułożył na jej pośladkach, by móc poczuć ich miękkość. Chwilę tak trwa, ale jej wzrok jakby prosił o więcej, choć z ust nie usłyszał żadnej prośby. Włożył w nią początkowo dwa palce i chwilę nimi popracował, a zaraz dołożył kolejny, nieustannie pracując językiem. Nie mógł się oprzeć i za chwilę, zmienił rękę, a te palce, mokre przez śluz Amelii, włożył jej do ust. O dziwo, kobieta bez nakazu zaczęła je ssać, co bardziej nakręciło mężczyznę. Zabrał dłoń i tym razem skierował ją na tyłek, gdzie po chwili palec znalazł się w jej tyłku. Kolejny jęki Amelii, spotęgowane doznaniami, na pewno było już słychać na korytarzu. Jęczała tak seksownie, że mężczyzna miał wrażenie, jakby zaraz miał dojść przez sam ich dźwięk. Jego dłoń, posuwająca Amelię, była mokra od jej podniecenia, ale wciąż sprawnie poruszała się w jej wnętrzu. Cipka Amelii zaciskała się na jego palcach, stąd mężczyzna wiedział, że kobiecie mało brakuje do spełnienia. Zagryzł zębami lekko jej łechtaczkę i w tym momencie, gdy kobieta prawie doszła, szybko się odsunął i przerwał seksualny akt. Opadł na podłogę i obserwował reakcję zaskoczonej kobiety. Amelia była na wpół przytomna, spragniona, mokra, gotowa na więcej. Odwróciła się w jego stronę na drżących nogach i upadła na kolana. Mężczyzna nieco się przestraszył, że ta piękna dziewczyna zaraz straci przytomność, ale stało się coś, co wróciło mu kontrolę. Amelia otworzyła usta, dłonią ścisnęła jego nabrzmiałego członka i rozpinając jego rozporek, powiedziała:
    – Proszę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    _Bugiardo_
  • Pomocny tatus

    – Mmmmm? – Matylda już od dłuższej chwili kręciła się w okolicy wejścia do salonu, rzucając w stronę ojca niepewne spojrzenia. Wreszcie jednak nie wytrzymała i stanęła w progu, wydając z siebie pytający dźwięk. 
    – Co jest, malutka? – Spytał Piotr, ledwie rzucając okiem na ubraną w szlafrok dziewczynę. Jego czoło było zmarszczone, a długie, zgrabne jak na mężczyznę palce, przebierały w nawale rozrzuconych na stole dokumentów. Był ewidentnie zajęty, co jednak nie spłoszyło niskiej szatynki, nerwowo rozglądającej się po pokoju i zakładającej wilgotne po kąpieli pasemka za uszy, chyba tylko po to, żeby zaraz nerwowo skrzyżować ręce na piersi. 
    – Tatuś, bo… – podniosła głowę, nie obdarzając jednak mężczyzny spojrzeniem, a jej i tak słodki głosik, zdawał się być nagle wyższy niż zwykle. Przestąpiła z nogi na nogę, czując, jak palą ją policzki. – Tylko nie mów nikomu. Ja sobie coś w cipcie zrobiłam i ona się… poci.
    Piotr zastygnął na chwilę w bezruchu, niekoniecznie pewien, czy aby dobrze usłyszał. 
    – Jak się poci, kotku? – Wreszcie odłożył dokumenty i mimo zdezorientowania, spojrzał na córkę łagodnym wzrokiem. – Co się stało? 
    Matylda, u której próżno było szukać spokoju ojca, otuliła się szczelniej szlafrokiem. 
    – No ja nie wiem, no… Byłam pod prysznicem i ciągle z niej leci teraz… Może to uczulenie? 
    – Mamy pytałaś?
    – Wróci późno, bo pojechała z ciocią. A jak pojechała z ciocią, to zaraz jej powie, jeśli zadzwonię. – Zagryzła nerwowo wargę, wpatrując się w dywan. Piotr tylko pokręcił głową, powstrzymując się od głośnego westchnienia. Już od dłuższego czasu sprzeczał się z żoną w kwestii wychowania córki i jej prawa do intymności. W końcu Matylda nie była już dzieckiem, nawet jeśli dzięki matce odznaczała się wybitnie niewinną urodą i – również przez nią – rażącą czasem infantylnością. Ale co on mógł zrobić, spędzając trzy czwarte roku w delegacjach? 
    – Musiałbym to zobaczyć. Pokażesz mi? – Wypowiedział pewnym głosem i zrobił kilka kroków w głąb pokoju, zapraszającym gestem opierając dłoń na oparciu wygodnego fotela. 
    – Co? – Matylda krótko spanikowała, a jej policzki pociemniały jeszcze bardziej. – To nie mamy jakichś tabletek, albo maści żadnej, czy coś? Przecież… No ale jak trzeba będzie do lekarza… Bo mnie aż w środku trochę boli… – Piotr wywrócił oczami, cierpliwie czekając na koniec tej minii histerii. – No dobrze, tylko okno zasłoń? – Uśmiechnął się pod nosem. Cała matka – pomyślał, ruszając w stronę nowoczesnych rolet dopiero wtedy, gdy nastolatka odważyła się przekroczyć próg pokoju. Sztywne do tej pory nóżki Matyldy, zaczęły lekko drżeć, gdy usiadła wreszcie we wskazanym wcześniej przez ojca miejscu. Podciągnęła szlafrok do połowy ud i ledwie rozsunęła kolanka, chowając spocone dłonie w rękawy. Starała się nie widzieć ojca, który jak gdyby nigdy nic, podszedł do niej i klęknął na dywanie. 
    – Tatuś nie ma noktowizora, skarbie. – Mężczyzna spróbował rozładować nieco atmosferę, nim chwycił dziewczynę w okolicy bioder i zsunął w fotelu nieco niżej. Dopiero wtedy podwinął jej szlafrok, opierając go na niewinnej fałdce tuż pod pępkiem i oparł dłonie na nagich kolankach. Nie mógł się powstrzymać, by nie gładzić ich w uspokajającym geście, kiedy tak rozchylał je na boki. Matylda zacisnęła ukryte dłonie w piąstki i odchyliła głowę, zamykając oczy. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Piotr nie dostrzegał tych bezwarunkowych gestów ze strony jej ciała, ale kłamstwem byłoby też to, że przez chwilę nie miał ochoty zrobić tego samego. Było w końcu coś niepokojąco pięknego w gładkich, zaróżowionych wargach, na których perliły się kropelki śluzu. Czy to naprawdę możliwe, by były jednymi z pierwszych, puszczonych przez młodą cipunię? Miał ochotę zebrać kilka z nich na palec, jednak powstrzymał się i z nieco cięższym oddechem, uśmiechnął, próbując przywołać twarz córeczki. 
    – Po prostu poczułaś podniecenie. – Jego dłonie wciąż gładziły drżące kolana, podczas gdy dziewczyna wyraźnie się poruszyła.
    – Co? Ale już? 
    – Na to wychodzi. Może ten prysznic zadziałał na ciebie tak… rozgrzewająco. Nie masz się czego wstydzić. – Wzruszył ramionami. 
    – Ale, jej… Jak to zahamować? To dziwnie pachnie… Nawet tu to czuje… – Pociągnęła lekko nosem, a Piotr nie mógł się powstrzymać, by nie spuścić wzroku z jej szklanych oczu na wciąż perlącą się cipkę. Też czuł ten zapach, a gdy Matylda już o nim wspomniała, nie potrafił się zmusić, by go ignorować. 
    – Jak chcesz, to tatuś może spróbować pomóc. – Wychrypiał wreszcie, z trudem odwracając wzrok od pulsującego wzniesienia, z pewnością będącego spragnionej pieszczot łechtaczką. Jego biedna córcia musiała się tak męczyć!
    – Wytrzesz..? – Jej niepewny głos zdradzał, że sama nie wierzyła w tego typu rozwiązanie, choć w podnieconych i zawstydzonych oczach, wciąż tliły się wielkie pokłady niewinności. 
    – Mogę, ale to tylko na chwilę pomoże. – Piotr przeniósł jedną z dłoni na gorący policzek dziewczyny. Przecież nie mógł jej tak zostawić – za kilka dni znów miał wyjechać, a strach się było bać, gdzie jego córcia będzie szukać ujścia dla podniecenia, skoro matka tak skutecznie izolowała od ją informacji. 
    – Słyszałaś kiedyś o masturbacji? Hm? – Zsunął kciuk na jej brodę i delikatnie uniósł twarzyczkę, gdy zawstydzona, znów uciekła wzrokiem. Chciał, żeby patrzyła mu w oczy. 
    – No… Trochę… W klasie… 
    Kiwnął głową.
    – Trzeba rozładować to napięcie. 
    – Mam ją dotykać? 
    – To całkowicie normalne. Tatuś może ci pomóc i pokazać, jeśli chcesz. – Przez krótką chwilę był pewny, że w opartej o jej policzek dłoni, czuje dwa tętna na raz. Matylda tymczasem przełknęła głośno ślinę i zaczęła błądzić spojrzeniem od przystojnej twarzy tatusia, do ewidentnie napuchniętej cipki i z powrotem. 
    – No… dobra. Ale tylko troszkę?
    – Dobrze kotku, jak będzie za dużo, to powiesz. – Piotr dźwignął się z dywanu i czule ucałował ją w czoło, nim usiadł na kanapie. 
    – Usiądź mi na kolanach i rozłóż nóżki. – Instruował ją spokojnie, a podczas gdy Matylda wykonywałą jego polecenie, miękki szlafrok nieco zsunął się jej z ramion i odsłonił kształtny obojczyk. 
    – Pobrudzę ci spodnie… – mruknęła, nim silne ręce objęły ją i usadziły pewniej. 
    – Nie szkodzi. – Piotr cmoknął ją w szyję. Podczas gdy jedna z jego rąk wciąż pewnie trzymała dziewczynę w talii, d**ga zaczęła masować szczupłe udo córeczki. 
    – To… Miłe tatusiu. 
    – Wiem, ma być miłe, skarbie. – Czując jak ciałko w jego dłoniach z wolna się rozluźnia, kilka razy przejechał palcem wzdłuż pachwiny, by wreszcie, w drodze powrotnej, oprzeć dwa palce idealnie między nabrzmiałymi wargami. Docisnął lekko opuszki i począł rozsmarowywać wonną wilgoć wzdłuż zaróżowionej szparki. 
    – Uuuuuuuoooaaa… – Matylda sapnęła i chwyciła w piąstki spodnie tatusia, mocniej się do niego przybliżając. 
    – Tatuś, ale to nie przechodzi… To coraz bardziej… 
    – Spokojnie, kotek. Musi być bardziej, żeby potem było mniej. – Na zmianę masował jej cipkę dwoma złączonymi palcami i rozkładał je, by ciasno opatulić i lekko naciągnąć łechtaczkę. Od czasu do czasu drażnił też ciasne wejście do pochwy, delikatnie wsuwając w nie palca.
    – Tatuś, mi się aż w głowie kręci… – Matylda coraz żywiej odpowiadała na pieszczoty, a jemu z coraz większym trudem przychodziło ignorowanie własnego podniecenia. Dłoń opatulająca dziewczynę w talii wsunęła się pod szlafrok i chwyciła jej drobną pierś, a palec drugiej na dobre oswoił już ciasną pizdeczkę. Biodra Matyldy zaczęły podnosić się i opadać, w rytm tych regularnych pchnięć. 
    – Dobrze kochanie. Bardzo ładnie. – Penis Piotra sterczał już bardzo wyraźnie, a Matylda pobudzała go każdym swoim ruchem. 
    – Tatuś, ja chyba mam gorączkę, moje serce…
    – Przyjemnie ci? 
    – Bardzo tatuś, bardzo… – kwiliła, coraz dłużej zatrzymując biodra na górze i napierając na jego dłoń. Nagle Piotr zaniechał wszystkich działań i powoli wyjął palec z ciasnej pochwy, zostawiając wąską stróżkę śluzu na udzie córeczki. 
    – Tato… – Jęknęła, wyraźnie tym faktem niepocieszona Matylda. – Pomóż… – Patrzyła na niego zamglonym, oszołomionym wzrokiem, a czując na twarzy jej słodki oddech, Piotr nie mógł się powstrzymać przed oblizaniem ust. Delikatnie obrócił ją w swoją stronę i znów oparł dłoń na rozgrzanym policzku szatynki. 
    – Wiesz co, kotku? – Z trudem opanowywał oddech. – Tak sobie pomyślałem, że może moglibyśmy razem to zaspokoić… Bo tak, jak u ciebie się robi mokro, tak tatusiowi staje penis, wiesz? I też nie da się tego inaczej pozbyć.
    – Ja czułam. 
    Piotr mało nie zachłysnął się śliną. 
    – Czułaś go kotku? Naprawdę?
    – Tak tatusiu. Uderzał mnie o tu – pokazała na dół swoich pleców. Piotr zaraz zaczął gładzić dłonią to miejsce. 
    – Chciałabyś go zobaczyć, skarbie? – Matylda tylko kiwnęła głową. Silne podniecenie z pewnością pozbawiało ją wstydu. 
    – Usiądź o tutaj. – Piotr pomógł dziewczynie zsunąć się ze swoich kolan i usadził ją na podłodze przed sobą. Jednym ruchem zsunął spodnie i bokserki, uwalniając ładnie wygolonego kutasa. Chwycił go w dłoń i obciągnął skórkę.
    – Ale on jest… duży… – Matylda pociągnęła nosem. – I też pachnie. 
    – Dotknij, jeśli chcesz. – Piotr cofnął swoją rękę, pozwalając delikatnej, dziewczęcej dłoni na powolne oswojenie się z jego przyrodzeniem. 
    – Jaki ciepły… On się w mamę zmieścił? Przecież… – Pokręciła głową, zaplatając palce na pokaźnym członku i myśląc o swojej ciasnej cipeczce, gdzie z trudem wszedł nawet jeden palec tatusia. 
    – Jest gorący przez ciebie, skarbie. – Piotr starał się nawet nie mrugać, obserwując drobne palce błądzące po swojej męskości. – Dlatego musimy się nim zająć. A ja się będę martwił czy i gdzie się zmieści, okej? – Pogładził ją po głowie i wplótł palce w jej włosy. – Pocałuj go w czubeczek. 
    Matylda uśmiechnęła się i ledwo cmoknęła nabrzmiałą główkę. Zaraz jednak wróciła się i złożyła na tatusiowym penisie konkretniejszy pocałunek. 
    – Jest smaczny – stwierdziła krótko, a Piotr mimowolnie uniósł biodra.
    – Tak skarbie? To weź całego do buzi. Tatuś pokaże co dalej. – Dziewczyna posłusznie otworzyła buźkę i próbowała go w siebie wsunąć, lecz gdy tylko sięgała do połowy, cofała się krztusząc. Niezrażona, próbowała jednak dalej, przyzdabiając penisa stróżkami śliny. Gdy w końcu udało jej się znaleźć odpowiedni kąt, Piotr zaczął ruszać rytmicznie jej głową, pilnując jednak by nie wbić się zbyt głęboko. 
    – Teraz kotku możesz jeszcze ruszać językiem w ustach. Zwłaszcza tu na górze. – Martyna posłusznie zaczęła muskać prącie językiem, od czasu do czasu próbując złapać głębszy oddech i ssąc główkę. Rączką masowała to, czego nie była w stanie połknąć. 
    – Pięknie kochanie. Szybko się uczysz. 
    – Ja chyba to lubię – wybełkotała niewyraźnie z penisem w ustach, a Piotr z trudem zmusił się do tego, by odchylić jej główkę i wyciągnąć kutasa na zewnątrz. Wokół słodkich ust Matyldy perliła się otoczka z jego soków i jej śliny. Przez chwilę nie mógł oderwać od nich oczu.
    – Bardzo ładnie go przygotowałaś, skarbie. – Pochylił się i chwycił córeczkę w ramiona. W sekundę później, to Matylda siedziała na kanapie z rozłożonymi nóżkami, a on klęczał na dywanie, wpatrując się w jej słodką cipkę. 
    – Wciąż taka mokra… – Mruczał, rozchylając różowe wargi. Matylda zagryzła usta widząc, jak pochyla nad nimi twarz. 
    – Arrraaachhh, tata… – stęknęła, czując jak ojciec przejeżdża językiem wzdłuż całego jej sromu. Piotr powtórzył to kilka razy, patrząc jej w oczy i wreszcie opatulił wargami górną część cipuni. Jego ręce gładziły młode nóżki, ale nie było potrzeby, by musiał je przytrzymywać – kiedy tylko zaczął uderzać zamkniętą w swoich ustach łechtaczkę językiem, Matylda sama oparła stopy o kanapę, rozkładając je jeszcze bardziej. 
    – Tatuś, liż mnie już zawsze… Zawsze… – Jęczała, wobec czego ojciec mocniej zacisnął usta wokół jej łechtaczki i zaczął ją ssać. Jego palce zaś znów zaczęły drażnić się z wejściem do pochwy. 
    – Kiedy tylko będziesz chciała, kochanie – mruczał osobno każde słowo, na krótkie chwile dając jej cipci chwilę spokoju, by zaraz znów przyssać się do niej z niegasnącym zapałem. Matylda wyraźnie czuła, że już nie tylko między nogami jest mokra. Całe jej ciałko pociło się, podczas gdy cipcia tańczyła pod ustami tatusia, a dziewczyna kwiliła i stękała, pragnąć i bojąc się więcej. Nie wiedząc co ma zrobić z rękami, wsunęła je pod pośladki, jeszcze mocniej eksponując cipeczkę. Piotr, jak gdyby tylko na to czekał, uniósł jej biodra jeszcze wyżej i sięgnął językiem odbytu. 
    – Aaaachhhahhaaa… – Matylda nieomal załkała, a obfita stróżka soków z cipci spłynęła jej prosto w stronę drugiej dziurki. Piotr, bez wahania rozprowadził ją językiem po całej cipce. 
    – Chyba jesteś gotowa, kotku. – Nachylił się nad córeczką, a ona go objęła. 
    – Tatuś, ja chcę spróbować. Z tobą. Tylko z tobą. – Szeptała jak w gorączce, podczas gdy Piotr niósł ją na rękach do małżeńskiego łóżka. Delikatnie ułożył dziewczynę na środku i sprawnie wsunął pod jej biodra jedną z większych poduszek. 
    – Rozłożysz jeszcze raz nóżki, kochanie?
    Matylda rozchyliła kolana, podczas gdy jej biodra drgały nerwowo. 
    – Aż czuję jak mi z niej płynie na nogi, tato.
    – Więc nie będzie za ciasna. – Piotr uśmiechnął się i nachylił nad swoją dziewczynką.
    – Wiem, że zrobisz to dobrze tatusiu. Wiem. – Matylda oparła ręce na jego ramionach, podczas gdy gorąca główka kutasa napierała na jej wejście. W pierwszym odruchu cofnęła biodra i sapnęła, jednak zaraz zjechała dłońmi na kark mężczyzny. 
    – Jeszcze, tatuś… – Zaczęła oddychać głęboko, próbując się rozluźnić. Tymczasem Piotr powoli wsuwał penisa coraz głębiej, z każdym przypominającym kołysanie pchnięciem posuwając się nie więcej niż o centymetr. 
    – Eeeyght, tata… – Matylda wbiła mu paznokcie w ramię.
    – Tak, skarbie? Tak? Wchodzę coraz głębiej. I szybciej. Tak? – Dziewczyna wyginała biodra w jego stronę, podczas gdy realizował to, o czym mówił. 
    – Tatuś, ja pęknę, ale tak mi dobrze…
    – Nie pękniesz, skarbie… – Piotr pochylił się i zaczął całować jej szyję. Gdy zszedł w kierunku piersi, dziewczyna wygięła się jeszcze mocniej i zaplotła nogi na jego plecach. 
    – Dobrze kotku. Przyciśnij tatusia nóżkami. – Nawet jeśli nie wbijał się w nią jeszcze cały, to niknął w młodej pochwie bardzo szybko. Matylda w dodatku wtuliła się w niego naprawdę mocno, przez co odsłonięta łechtaczka dodatkowo ocierała się o jego skórę. 
    – Masz cudowną, ciasną cipeczkę. 
    – Mmmmmmhhhhaaamh… 
    – Tak kotku, tak. Jęcz tatusiowi do ucha. 
    Matylda wtuliła twarz w jego szyję.
    – Tatuś, ja… Coś we mnie rośnie… Nie mogę przestać…
    – Dobrze skarbie. Utrzymuj to. – Chwycił ją za główkę, chowając córcię w swoich objęciach i starając się wchodzić jeszcze szybciej. 
    – Tatuś! Uh! Uh! Uh!
    – Tak malutka, tak…
    – TATA, JA, JA CHYBA MDLEJE…
    – Mdlej skarbie… Jestem tu… Jestem… – Zapewnił, po każdym “jestem” dodając po jednym, naprawdę głębokim pchnięciu. Matylda zacisnęła ząbki na jego barku, zostawiając na opalonej skórze ślad, nim z jej gardła dobył się krótki, głośny krzyk, po którym nastąpiła cała seria stęknięć, a ciało drżało niekontrolowanie. Piotr przeciągał doznanie, trzymając ją mocno w ramionach i nie przerywając rżnięcia. Wreszcie wyciągnął penisa z rozluźnionej cipci i krótko cmoknął dziurkę, nim ułożył się obok. 
    – I jak, kotku? – Pogładził ją po włosach, wpatrując się w przymrórzone powieki. 
    – Ja… Bardzo… Nie wiem… – Powiedziała, choć zaraz uśmiechnęła się rozanielona. – Ojej, ale ty… – Wskazała rączką na wciąż sterczącego penisa. 
    – Nie może teraz skończyć w tobie, kochanie. Ale możesz skończyć go ustami.
    – Dobrze, tatusiu. – Klęknęła i otworzyła buźkę, patrząc mu w oczy. 
    – Ssij, skarbie. 
    – Mmmm… – posłusznie zassała kutaska i zaczęła kręcić głową. – Teraz jest jeszcze smaczniejszy, tatusiu. – Na zmianę wkładała go do samego gardła i ssała. Prawą ręką dbała o jądra i nasadę, a lewą zacisnęła na twardym, wysportowanym pośladku ojca. 
    – Koteczek, mój koteczek, tak, ssij…
    Przyspieszyła wszystkie ruchy, starając się jeszcze bardziej. Wreszcie ojciec chwycił ją za głowę i docisnął do swojego krocza. Matylda poczuła jak gorąca ciecz zalewa jej usta. Nie mając specjalnego wyboru, ale i nie czując większych oporów, zaczęła wszystko przełykać, a Piotr z pewnością czuł na fiucie, jak pracowało jej gardziołko. 
    – Moja malutka… Moja… – Sapał Piotr, a gdy ostatnia kropla opuściła jego przyrodzenie, wyciągnął penisa ze słodkich warg i zniżył się, by złożyć na nich pocałunek. Powtórzył to, gdy tylko poczuł na języku resztki własnej spermy, a potem mocno przytulił swoją małą księżniczkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Princesstka

    Opowiadanie może przedstawiać treści uznane za kontrowersyjne. 
    Wszystkie przedstawione wydarzenia są jedynie fikcją literacką autorki, która nie popiera tego typu praktyk w realnym życiu. 

    Tekst pomógł Ci zrobić sobie dobrze? Zrób dobrze mi i daj znać w komentarzu!

  • Masturbacja w pierwszych ciuszkach…

    Oto ciąg dalszy mojej historii. Co prawda wcześniejsze opowiadania były na innym portalu… ale może je kiedyś tutaj przekopiuję. Teraz skupię się na dalszej historii.

    To był czas, gdy skończyłem studia i zacząłem nową pracę. Pozostając w większym mieście wynająłem małe mieszkanko. Było dwupokojowe. Przy czym drugi pokoik był malutki. Zmieściła się tam szafa i łóżko. Upchnąłem jeszcze z boku komodę. Przeniosłem moje ciuszki do nowego mieszkania. Przy okazji wspominając sobie związane z nimi historie.

    Tak też natrafiłem na jedne z pierwszych moich zdobyczy. Postanowiłem się w nie ubrać. Ale… nie tak od razu. Najpierw dokładnie się ogolę. Chcę być prawdziwą seksowną damą. Wygoliłem dokładnie całe ciało. Potem zabrałem się za miejsca intymne. Najpierw odbyt, potem jądra i na końcu penisa… Tylko czy wygolić na łyso? Nie, nie tym razem. Przyciąłem króciutko i zostawiłem szerszy pasek. Tak, teraz idealnie. Następnie wziąłem prysznic, potem balsam i rześki wyszedłem na golasa z łazienki. Poczułem się jak młody chłopak, który odkrywał w sobie kobiecość.

    Rozłożyłem na łóżku moje pierwszą czarną bieliznę i ubrania. Hmmm… założę koronkowe majteczki i biustonosz. Ale… tym razem mam już sztuczne piersi, będą wyglądać naprawdę seksi. Potem pończochy samonośne, lekka siateczka. A następnie… co by tu wybrać do tego stroju. Spódniczka przed kolana i bluzeczka do kompletu. Przechadzałem się po mieszkaniu. Drzwi szafy były prawie całe lustrami. To mi się podoba – pomyślałem.

    Uruchomiłem laptopa i odszukałem moje stare zdjęcia. Położyłem się na łóżku, na brzuchu i delektowałem swoimi zdjęciami z młodości. Moja pałka powoli się prężyła. Piękne uczucie. Wspominałem dawne czasy. Miło było, ale teraz jest znacznie lepiej. Nie muszę się ukrywać, mam więcej ubranek i gadżetów. Taaak, to jest myśl. Otwarłem szufladę i zastanowiłem się…. już wiem. Na początek dwustronne dildo. Pewnie je znacie, z jednej strony cieńsze, z drugiej grubsze. Takie dla początkujących. Usadowiłem się w pozycji półleżącej i włożyłem rękę pod spódniczkę. Moja pała pulsowała i gładziłem dildem po jego grzbiecie. Po paru chwilach wyprostowałem go i ładnie nabrzmiewał w majteczkach. Przytuliłem dildo wzdłuż stojącego penisa. Druga końcówka muskała w okolicy odbytu. Lekko włożyłem ją pod majteczki i gładziłem. Moja dziurka lekko się spociła.

    Sprawnym ruchem zdjąłem spódniczkę i bluzkę. Teraz byłem w bieliźnie. Zapomniałem o moich piersiach. Jedną ręką pocierałem o pupę dildem, drugą ściskałem “moje” piersi. Szkoda, że nie mam prawdziwych. Moje są malutkie jak na kobietę, ale przynajmniej sutki mam szerokie i mocno prężnieją w czasie podniecenia. Ściągnąłem sztuczne piersi pozostając w staniku. Tak, teraz lepiej. Delikatnie drażniłem sutki. Majteczki zrobiły się wilgotne na czubku. Czas je ściągnąć. Teraz lepiej, sam stanik i pończochy. Zerknąłem w lustro, ach tak, zmieniłem pozycję na łóżku. Teraz w poprzek i będę patrzył na lustro. Sięgnąłem po lubrykant. Delikatnie nawilżyłem pupcię i dildo. Lekko włożyłem. Przeszył mnie dreszczyk emocji. Delikatnie masowałem. Penis co chwilę opadał i się prężył. Bardzo wilgotniał od preejakulatu. Taaak, czuję masaż prostaty. Nie dotknę penisa, chcę czerpać przyjemność.

    Ale to mi nie dawało jej do końca. Muszę to zrobić, muszę. Chcę przeżyć orgazm bez dotykania członka. Wyciągnąłem dildo z przyssawką. Hmmmm. Gdzie by tutaj go umiejscowić. Tak, bok łóżka to kawał deski. Do tego będę naprzeciw lustra i to blisko. Przygotowałem odpowiednią wysokość, przyssałem i nawilżyłem. Tyłem nachodziłem na niego. Błogie uczucie. Poruszałem powoli. Moja pałka prężniała mocniej i ściekało z niej. Popatrzyłem w przód, tak, to ja podczas przyjemności. Lubię patrzeć na siebie, to tak jakbym kogoś podglądał i on dla mnie się masturbował, a jednocześnie doznaję przyjemności. Podniosłem się, chcę widzieć penisa… może będzie wytrysk. Całe szczęście łóżko na pod spodę lukę, wchodzę nogami, jestem pół klęcząco. Nawilżam jeszcze bardziej i posuwam delikatnie, ale rytmiczniej. Czuje przypływy ciepła. Czasem tak robię i nie dochodzę, ale dziś czuję, że będzie pięknie. Przyśpieszam, naciskam mocniej na prostatę.

    Co będzie przyjemniejsze? Albo prostata, albo blisko ujścia odbytu. Czuję ciepło, tak, końcówka odbytu daje dziś lepsze doznania. Posuwam delikatnie, ale coraz szybciej. Mały prężnieje, podryguje. Chwytam jedną ręką za sutek, ściskam pierś. Czuję, że zaraz trysnę. Mój penis mocno nabrzmiał jak prawie nigdy. Czuję taką przyjemność, ścisk a pupa gorąca. Wchodzę jednak głębiej, dildo masuje moją prostatę przez odbyt. Czuję ta skurcz. Taaaaak, posuwam dalej. Nagle tryskam mocno, chwilkę zastygłem, ale nie rezygnuję. Przypływają kolejne fale skurczów i przyjemności.

    Patrzyłem na siebie jak osiągam orgazm. Było przepięknie. Odrywam dildo, chcę je jeszcze czuć w sobie. Kładę się na łóżku. Dildo dalej napiera, dotykam penisa, jest sztywny, masuję nim dalej. Za chwilę bez wytrysku, ale jeszcze pulsuje. To było piękne. Wyciągam dildo, pupa obolała, ale szczęśliwa. To było błogie, w takim nastroju leżę sobie i odpływam. Oddycham coraz wolniej.

    Taaak, tego trzeba mi było. Ubieram resztę ciuszków. Dziś do wieczora tak będę, może jeszcze się przydadzą … 😉

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV

    Moje życie… 

  • Inicjacja u Sadysty cz.1

    Nie tak to sobie wszystko wyobrażałam. Od chwili gdy zostałam przyjęta na służbę minęły już ponad dwa tygodnie, a On nawet mnie nie dotknął. Nigdy nie odwiedzał mnie w moim pokoiku, ani razu nie przywołał mnie też do siebie. Spotykaliśmy się jedynie przypadkiem, lecz nawet wówczas nie okazywał mi zainteresowania. Mijał mnie po prostu w milczeniu, najczęściej nie zaszczycając przelotnym nawet spojrzeniem.

    Sama nie mogłam Go zagadnąć, czy choćby patrzeć na Niego bez pozwolenia. Bardzo pragnęłam Jego pieszczot, dotyku, uwagi, lecz nie ważyłam się o nie upomnieć. W Jego obecności spuszczałam pokornie wzrok, przyjmowałam ustaloną pozycję i czekałam, aż wyda mi polecenie lub się oddali. Takie były Zasady, a ja zobowiązałam się ich przestrzegać. A musiałam przestrzegać Zasad, jeśli chciałam pozostać w Domu, jeśli chciałam przejść inicjację i zostać Jego pełnoprawną suką

    Zasad była nieco ponad setka, a każda z nich w jakiś sposób regulowała moją obecność w Domu. Począwszy od ubioru, przez zachowanie w określonych sytuacjach, na codziennych obowiązkach kończąc. Szczegółowa lista została mi przekazana już pierwszego dnia służby, i od tej pory musiałam nauczyć się żyć według Jego Zasad. Dla kogoś, kto tak jak ja był w przeszłości na bakier z wszelkiego rodzaju normami społecznymi, nie było wcale takie proste. On miał jednak swoje sposoby, aby przekonać mnie do posłuszeństwa.

    Za naruszenie lub łamanie Zasad Domu byłam karana. Kary różniły się intensywnością oraz formą w zależności od rodzaju przewinienia. Najczęściej byłam chłostana, przypinano mi klamerki na sutki, lub rozpychano odbyt nieproporcjonalnie dużą zatyczką analną. Po czasie odkryłam, że ból jakiego wówczas doświadczałam, sprawiał mi swego rodzaju perwersyjną przyjemność. Zdarzało mi się jednak doświadczać tu bardziej wyrafinowanych tortur, tak bolesnych i upokarzających, że wolałabym nie wracać do nich pamięcią.

    Wymierzaniem kar zajmowała się zawsze Brunetka – ta sama, która “przywitała mnie” gdy przybyłam do Domu. Zasady określały ją jako moją Przełożoną i tak właśnie miałam się do niej zwracać. To On zobligował mnie do pełnego posłuszeństwa wobec niej, oraz bezwarunkowego i natychmiastowego wykonywania wszelkich jej poleceń. Brunetka zajmowała się także moją edukacją, organizowała mi codzienne zajęcia oraz czas wolny. Byłam od niej w pełni zależna, co wykorzystywała uprzykrzają mi życie niemal na każdym kroku.

    Brunetka nie kryła się ze swoją niechęcią do mnie. Wciąż zachowywała się tak, jakby obcowanie ze mną było dla niej przykrym obowiązkiem – i tak zapewne było. Traktowała mnie z wyższością, mówiła jak do przygłupa, patrzyła na mnie z nierozłączną pogardą. Karała pod byle pretekstem, niezmiennie surowo i brutalnie. A mimo to nigdy nie odważyłam się jej w żaden sposób sprzeciwić, czy choćby okazać niezadowolenie z jej postawy. Posłusznie wykonywałam wszelkie, nawet najbardziej absurdalne polecenia, z pokorą znosiłam otrzymywane od niej razy.

    Bruneta w pewien sposób mnie fascynowała. Kobiety nigdy mnie szczególnie nie pociągały, lecz już sama obecność brunetki wystarczyła, abym zrobiła się mokra. Jej wyniosłe a jednocześnie kuszące ruchy, nienaganna prezencja oraz perfekcyjnie wyrzeźbione ciało, działały na mnie niczym czerwona płachta na byka. Szybko przekonałam się, że bycie wobec niej uległą sprawia mi niemal tyle samo satysfakcji co służba Jemu. A ona, wbrew swemu zachowaniu, także musiała czuć do mnie jakiś pociąg.

    Czasami zdarzało się, że Przełożona używała mnie do zaspokajania swoich potrzeb. Bo określenie “używała mnie” najlepiej chyba oddawało naturę naszych intymnych relacji. Nigdy nie dbała o moją satysfakcję, nigdy nie odwzajemniała moich pieszczot, a jedynie wymagała, wskazywała i nakazywała. I to chyba właśnie ten egoizm jeszcze bardziej mnie na nią nakręcał. Byłam zabawką w jej rękach, bezwolną sex lalą zdaną na jej łaskę i niełaskę, i muszę przyznać, że w pełni mi to odpowiadało.

    Godziłam się na wszystko, byle tylko zaspokoić jej zachcianki. Przełamywałam opory przed najbardziej nawet obrzydliwymi, perwersyjnymi zabawami, jeśli tylko tego ode mnie zażądała. A im bardziej jej ulegałam, tym bardziej wykorzystywała moją uległość. I w końcu, na kilka dni przed moją inicjacją zgotowała mi prawdziwy koszmar na jawie. Koszmar, którego nigdy już chyba nie zapomnę. Koszmar, który na zawsze pozbawił mnie niewinności.

    ***

    Tego pamiętnego dnia rano brunetka oznajmiła mi, że jedzie na zakupy, a ja w tym czasie miałam zająć się sprzątaniem Domu. Nie zdziwiło mnie to jakoś szczególnie, gdyż wcześniej już zdarzały się tego typu sytuacje. Zdziwił mnie natomiast ubiór, jaki przygotowała dla mnie moja Przełożona. Krótka lateksowa sukienka z odsłoniętymi plecami i dużym dekoltem, skąpe stringi, obroża z napisem “szmata” i buty na wysokim, niemal piętnasto centymetrowym obcasie. Do tego miałam natrzeć ciało wonnym balsamem, nałożyć ostry makijaż, a w odbyt wcisnąć sobie elegancką zatyczkę analną.

    Wedle obowiązujących mnie Zasad, tak wyzywająca prezencja zarezerwowana była wyłącznie dla Niego. Z tego co było mi jednak wiadomo, Pan Domu wyjechał w interesach i miał wrócić dopiero za kilka dni. Pomimo wątpliwości wykonałam jednak polecenie, gdyż z doświadczenia wiedziałam, że przeciwstawianie się Brunetce wiązało się z surową karą. Na pośladkach czułam jeszcze pręgi po ostatniej chłoście i wolałam nie ryzykować jej gniewu. Wykonałam więc codzienne poranne ćwiczenia fizyczne, wykąpałam się, pomalowałam, ubrałam, i z zatyczką w odbycie czekałam pokornie na dalsze instrukcje.

    Brunetka zjawiła się w moim pokoiku niespełna pół godziny później. Jak zwykle prezentowała się zjawiskowo – czerwona suknia za kolana z sięgającym biodra wycięciem z boku odsłania długie, zgrabne nogi, a opięty materiał podkreślał jej perfekcyjnie wyrzeźbioną figurę oraz duże, kształtne piersi. Soczyste, pomalowane na czerwono usta wykrzywiał uśmieszek, a z kusząco zielonych oczu zdawało się promieniować samozadowolenie. Jak zwykle byłam nieco onieśmielona wyglądem Brunetki i jej wyjątkowo dobry nastrój nie wzbudził moich podejrzeń.

    Przełożona obejrzała mnie z każdej strony, obmacała niczym towar w sklepi, powąchała, i w końcu wyraziła skromną aprobatę dla moich przygotowań. Wytłumaczyła mi, że podczas jej wizyty w mieście ja zajmę się wycieraniem kurzów w salonie. Na zakończenie swego wywodu dodała, że abym “nie miała za łatwo” będę sprzątać ze związanymi rękoma. Nie wyjaśniając nic więcej wyciągnęła z torebki linę i sprawnie unieruchomiła mi dłonie za plecami. W usta wcisnęła mi kneblującą, silikonową kulkę, po czym przypięła do niej miotełkę do kurzu. Na odchodne klepnęła mnie w tyłek i śmiejąc się w głos kazała zaraz zabierać do roboty.

    Stałam w progu gapiąc się z niedowierzaniem na odchodzącą Brunetkę, która jak zwykle przy tego typu okazjach kręciła ostentacyjnie swym zgrabnym tyłeczkiem. Dopiero chwilę po tym, jak zniknęła za najbliższym rogiem, wzięłam się w garść i ruszyłam z miejsca. Chodzenie na wysokim obcasie ze skrępowanymi z tyłu rękami i z dyndającym przed twarzą puchowym wyciorem, nie należało do prostych, więc dotarcie do salonu zajęło mi znacznie więcej czasu niż zazwyczaj. Czułam się idiotycznie, lecz nie mając w zasadzie innego wyjścia, zabrałam się do pracy.

    Początkowo sprzątanie szło mi wyjątkowo topornie. Potykałam się o własne nogi, zataczałam niezgrabnie nie mogąc utrzymać równowagi. Kichałam przy tym raz za razem, gdy w powietrze wzbijały się tumany poruszonego miotełką kurzu. Dotarcie do wielu trudno dostępnych miejsc wymagało ode mnie sporych akrobacji. Na zmianę nachylałam się, wypinałam, prężyłam, wyciągałam ku górze szyję. Pomimo tych trudności starałam się możliwie jak najlepiej wykonywać moje obowiązki. Wiedziałam bowiem, że od tego jak się dziś sprawdzę, może zależeć moja przyszłość w Domu.

    Podczas pracy rozmyślałam o czekającej mnie wkrótce inicjacji. Za kilka dni zakończy się mój trzytygodniowy “okres próbny”, w trakcie którego miałam zapoznać się z panującymi w domu Zasadami, przyszłymi obowiązkami, oraz domownikami. Był to także czas dla mnie na podjęcie ostatecznej decyzji co do tego, czy chcę w Domu pozostać na dłużej. A choć ze względu na sposób, w jaki mnie tu traktowano nie była to łatwa decyzja, to niesamowite orgazmy osiągane podczas co nocnych masturbacji sprawiały, że bardzo trudno byłoby mi stąd odejść. Wiedziałam, że chcę zostać pełnoetatową suką już od pierwszego spotkania z Nim. A im bliżej inicjacji byłam, tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu.

    Nie mogłam się wręcz doczekać chwili, gdy stanę się pełnoprawną lokatorką Domu. Sama myśl o tym że wreszcie będę mogła Mu służyć swym suczym ciałem jak należy wystarczyła, abym zrobiła się mokra. Śluz szybko przesiąkł przez moje skąpe majteczki i zaczął spływać po wewnętrznej stronie uda. Cipka paliła mnie swym wewnętrznym żarem, jakby prosząc się o pieszczoty. A choć masturbacja bez pozwolenia była w Domu surowo zakazana, to gdyby nie unieruchomione za plecami dłonie bez wątpienia wykorzystałabym taką okazję. W końcu zrobiłam się tak napalona, że zaczęłam ocierać się podbrzuszem o wystające elementy mebli, lecz nie dało mi to spełnienia, a jedynie wzmogło jeszcze i tak już ogromne podniecenie.

    Nieudolne próby zaspokojenia moich nadmiernie rozbudzonych żądzy tak bardzo mnie zaabsorbowały, że nawet nie zauważyła kiedy do salonu ktoś wszedł. Gdy go wreszcie zobaczyłam wzdrygnęłam się i wyprostowałam tak gwałtownie, że omal nie wywróciłam pobliskiego regału z książkami. Stojący w wejściu mężczyzna uśmiechnął się szeroko na ten widok i drapiąc się po obfitym brzuszysku ruszył w moją stronę. Zastygłam w bezruchu i patrzyłam na niego, nie wiedząc co robić i czego się właściwie spodziewać.

    Ten na oko pieciesiecioparoletni, niechlujny, łysiejący typek, zdawał się zupełnie nie pasować do wytwornego salonu, i w pierwszej chwili zupełnie go nie skojarzyłam. Zaraz jednak rozpoznałam charakterystyczny znoszony t-shirt z grafiką przedstawiającą trupią czaszkę i wiedziałam już z kim mam do czynienia. Pan Stasiu pełnił w Domu funkcję nadzorcy, złotej rączki oraz ogrodnika w jednym – tak przynajmniej utrzymywała Brunetka, wyjaśniając mi jakiś czas temu kim był szwendający się po ogrodzie mężczyzna.

    Stachu mieszkał w pobliskiej wiosce i zjawiał się w Domu zawsze, gdy zaszła taka potrzeba. Do tej pory widziałam go kilka razy, nigdy z tak bliska, zawsze jednak z nierozłączną skórzaną torbą na narzędzia, w wytartych jeansach, klapkach “kroksach”, oraz w koszulce z trupią czaszką. Był wysoki, szeroki w barach i jak na swój wiek całkiem krzepki, lecz ze względu na liczne zaniedbania – otyłość, tłuste włosy oraz umazane smarem dłonie, wzbudzał we mnie raczej niechęć. Nigdy nie zaprzątał mi jednak zbytnio głowy, bo wedle panujących w Domu zasad, nie powinnam mieć z nim do czynienia.

    “Czarna wezwała mnie, żeby naprawić klimatyzację.” – rzucił nadzorca, zatrzymując się na wyciągnięcie ręki ode mnie. Potem dodał jeszcze coś w stylu, “że takiego widoku się nie spodziewał”, ale ja już go nie słuchałam. Obróciłam się do niego plecami i nie za bardzo wiedząc jak się zachować wróciłam do przerwanej pracy. Kontynuowałam wycieranie kurzu z nadzieją, że Stachu zajmie się swoją robotą i da mi spokój. Czułam co prawda na sobie jego pożądliwy wzrok, ale łudziłam się, że na nic się nie odważy. Lecz gdy poczułam dłoń na swym obnażonym pośladku, wiedziałam już, że bardzo pomyliłam się w ocenie sytuacji.

    Obróciłam się krzycząc, aby “zabrał ode mnie swoje brudne łapy”, ale knebel zagłuszył moje słowa czyniąc z nich nieartykułowany, żałosny bełkot. W odpowiedzi Stachu głośno zarechotał, a w śmiechu tym było coś takiego, że aż przeszedł mi po plecach dreszcz. Instynktownie spróbowałam się wycofać, lecz Stach złapał za dyndającą mi przed twarzą miotełkę i szarpnięciem przyciągnął mnie za nią do siebie. Gdy trzymając za wycior nachylił się do mnie, poczułam ostry zapach jego potu zmieszany z równie odrzucającą wonią taniej wody po goleniu. “Bądź grzeczną dziewczynką, albo pożałujesz…” – wyszeptał mi złowieszczo do ucha.

    W pierwszym odruchu chciałam zacząć się wyrywać, lecz wówczas powróciło do mnie to, co jeszcze powiedziała mi Brunetka na temat stojącego przede mną mężczyzny. Wspomniała, że swego czasu Pan Domu w ramach kary “udostępniał” swoje suki Stachowi. Dziewczyny wracały jednak z tych spotkań w tak tragicznym stanie, że szybko porzucił ten pomysł. Po kilku poważniejszych wypadkach, Stach otrzymał wręcz zakaz zbliżania się do lokatorek Domu pod groźbą wyrzucenia z pracy. Najwyraźniej jednak dozorca niezbyt przejmował się tego typu zakazami.

    Stachu zapytał mnie czy będę grzeczną dziewczynką, lecz ja – sparaliżowana strachem, tylko stałam i gapiłam się na niego tępo. A że nie należał do ludzi zbyt cierpliwych, po krótkiej chwili bezowocnego oczekiwania na odpowiedź, wziął szeroki zamach i grzmotnął mnie otwartą dłonią w twarz. Wcześniej zdarzało mi się już zostać spoliczkowaną, nawet Pan Domu przy okazji naszego pierwszego spotkania musiał mi w ten sposób pokazać “kto tu rządzi”. Nigdy jednak nie oberwałam jeszcze tak mocno jak od Stacha – jego szorstka, twarda dłoń grzmotnęła mnie z siłą ciosu bokserskiego. Nogi momentalnie zrobiły mi się miękkie jak z gumy, osunęłam się na kolana.

    Musiałam na moment stracić przytomność, bo gdy się ocknęłam nie miałam już w ustach knebla. Dozorca stał przy mnie w jednej dłoni ściskając moją miotełkę do kurzu, a drugą przytrzymywał mnie za włosy. Przypuszczam że gdyby nie ten asekuracyjny uchwyt, to zapewne runęła bym znokautowana na podłogę. Mocno odczuwałam skutki niedawnego uderzenia – przed oczami wirowały mi mroczki, z kącika ust wyciekała krwawa plwocina, kręciło mi się w głowie. Nie byłam w stanie zebrać myśli i chyba nie do końca rozumiałam, co się tak właśnie wydarzyło.

    Stach sprawiał wrażenie zadowolonego z siebie – uśmiechał się szeroko, gestykulując żwawo trzymaną w dłoni miotełką. Coś do mnie mówił, lecz wciąż jeszcze nieco zamroczona ciosem nie byłam w stanie zrozumieć co. Jego intencje stały się dla mnie jasne w chwili, gdy rozpiął rozporek i wydobył ze spodni kutasa. Muszę przyznać, że widok zrobił na mnie spore wrażenie – jego penis, choć wciąż jeszcze miękki, był większy niż niejeden jaki widziałam w pełnym wzwodzie. Najwyraźniej musiał dostrzec w moich oczach ekscytację, bo bezceremonialnie przycisnął mi główkę kutasa do ust, a ja – jakby wbrew sobie, natychmiast go połknęłam.

    Pomimo swych ogromnych rozmiarów miękki kutas wcisnął się we mnie bez większego oporu. A Stachu, przytrzymując mnie stanowczo za włosy i dociskając mi biodra do twarzy, zadbał o to, aby się nie wysunął. Czułam w nozdrzach ostry zapach potu, a w ustach słonawy posmak niemytego penisa, lecz podniecenie brało we mnie górę nad obrzydzeniem. On także musiał się na mnie nakręcać, bo z każdą upływającą chwilą jego masywne przyrodzenie robiło się coraz twardszy. W końcu zabrakło mi na niego miejsca w ustach i chcąc nie chcąc musiałam wpuścić go głębiej.

    W takcie pobytu w Domu wytrenowałam głębokie gardło do perfekcji. Nigdy nie miałam z tym zresztą większego problemu, a po trzy tygodniowym treningu potrafiłam wcisnąć w siebie ogromne, wzorowane na murzyńskim penisie dildo. A mimo to nie byłam gotowa na to, co mnie właśnie czekało. Kutas Stacha w zwodzie musiał mieć średnicę przynajmniej przedramienia, bo moje gardło nigdy jeszcze nie było tak szczelnie wypełnione. Miałam wrażenie, że wciska mi się aż po sam przełyk i najpewniej nie była to tylko moja imaginacja.

    Z największym trudem powstrzymywałam odruch wymiotny. Gdyby nie godziny spędzone na treningu z czarnym dildem, kutas Stacha po prostu by mnie udusił. Zresztą, zapewne i tak by się to w ten sposób dla mnie wkrótce skończyło, gdyby nie to, że dozorca doszedł zaskakująco szybko. Byłam zbyt podniecona, zbyt zaabsorbowana tym co ze mną robił, aby oszacować ile to wszystko mogło trwać, lecz skończyło się równie nagle jak się zaczęło. Nagle Stachu wyprężył się niczym struna, jęknął przeciągle, jego kutas zadrżał, a usta zalała mi gorzka i wyjątkowo rzadka sperma.

    Stachu wysunął się ze mnie gwałtownie, a ja, nie mogąc się dłużej powstrzymać, zwymiotowałam. Zawartość jąder Stacha wyleciała ze mnie i z chlustem wylądowała na podłodze. Dopiero wówczas zdałam sobie sprawę ile tego tak naprawdę było – a było naprawdę sporo. Nigdy wcześniej nikt mnie tak obficie nie zalał – gdyby zebrać nasienie dozorcy do kupy to idę o zakład, że uzbierałaby się sporych rozmiarów kubek. A choć sperma smakowała wyjątkowo ohydnie, to nie po trzy tygodniowym poście po prostu nie mogłam się jej oprzeć. Nie myśląc za wiele pochyliłam się i zaczęłam łapczywie zlizywać soki Stacha z podłogi.

    Przez moment czułam zażenowanie własną postawą, lecz sucza natura zaraz wzięła we mnie górę. Zaczęłam czerpać satysfakcję z tego co robiłam, być dumna z tego kim się stałam. Oto nieznajomy oblech napadł na mnie, brutalnie pobił, po czym zgwałcił w usta, a ja zamiast czuć z tego powodu smutek, rozkoszowałam się jego spermą. A jedyne czego tak naprawdę w tym momencie żałowałam, to że nie mogłam się przy tym pieścić, gdyż ręce wciąż miałam unieruchomione za plecami. W tej właśnie chwili w pełni zaakceptowałam fakt, że napis na mojej obroży – “szmata”, idealnie oddawał to kim tak naprawdę byłam.

    Podniosłam wzrok dopiero wtedy, gdy ostatnia kropla spermy zniknęła z podłogi. Stacha nie było już w pobliżu – siedział na fotelu w głębi pomieszczenia i paląc papierosa przyglądał mi się uważnie. Musiało mu się spodobać to co robiłam, bo gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, skinął mi z aprobatą głową. Wstyd i strach ponownie musiały wziąć we mnie górę nad podnieceniem, bo nagle przyszło mi do głowy, że będzie dla mnie lepiej jeśli natychmiast zejdę mu z oczu. Jak pomyślałam tak zrobiłam – dźwignęłam się z trudem na równe nogi i ze spuszczonym wzrokiem ruszyłam w stronę wyjścia z salonu.

    Nie zdążyłam zrobić nawet trzech kroków, gdy w miejscu zatrzymał mnie stanowczy głos Stacha. Kazał mi czym prędzej wracać, bo jak mi oznajmił “zabawa się dopiero zaczęła”. Teraz już wiem, że powinnam wówczas czym prędzej od niego uciec, zaszyć się w swym pokoju i nie wychylać aż do powrotu Brunetki. A jednak z jakiegoś powodu nie zrobiłam tego. Obróciłam się do szczerżącego się w złowieszczym uśmieszku Stacha i w odpowiedzi na jego pytanie “czy będę jego grzeczną szmatą?”, pokornie pokiwałam twierdząco głową.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Algos
  • Inicjacja u Sadysty cz.2

    Stachu zażyczył sobie masaż stóp. Po tym jak przywołał mnie do siebie, rozwiązał mi ręce i skinieniem głowy wskazał miejsce na podłodze przy fotelu, na którym siedział. Sięgnął po stojącą na pobliskim stoliku whiskey i nie zaprzątając sobie nawet głowy nalewaniem do szklanki, zaczerpnął głęboki haust prosto z butli. Zapalił kolejnego papierosa, wyciągnął nogi przed siebie, po czym oznajmił mi, że zanim “przejdziemy do rzeczy” pomogę mu się zrelaksować. “Zaczniesz szmato od masażu stóp.” – stwierdził, rozsiadając się wygodnie w fotelu.

    Wiedziałam już z kim miałam do czynienia, dlatego nie ociągałam się z wykonaniem polecenia. Obity policzek piekł mnie żywym ogniem, a wyrwane włosy opadały na podłogę przy każdym gwałtowniejszym ruchu głowy. Z kimś takim jak Stach nie było żartów, i jeśli chciałam przetrwać to spotkanie bez większego uszczerbku na zdrowiu, musiałam być mu  bezwzględnie posłuszna. Dlatego gdy podsunął mi pod nos swoje brudne, śmierdzące potem stopy, bezzwłocznie objęłam je dłońmi i zaczęłam masować.

    Bardzo mi zależało, aby nie okazywać Stachowi targającego mną obrzydzenia. Przez cały czas uśmiechałam się do niego zalotnie i starałam się utrzymywać kontakt wzrokowy. Trudno mi było jednak skupiać się na twarzy dozorcy, gdy pomiędzy jego nogami leżała taka “bestia”. Ogromny penis był teraz co prawda sflaczały i nie prezentował się tak okazale jak we wzwodzie, lecz mimo to wciąż robił na mnie wielkie wrażenie. Na tyle duże, że co chwila zerkałam na obnażone krocze dozorcy, aż w końcu – nie mogąc się oprzeć, skupiłam na nim całą swą uwagę.

    Przyrodzenie Stacha w stanie spoczynku miało dobre trzydzieści centymetrów długości oraz główkę wielkości mojej zaciśniętej pięści. Do tej pory kutasy takie jak ten widywałam jedynie na filmach pornograficznych i możliwość obcowania z jednym z nich na żywo, mimo wszystko sprawiała mi sporą przyjemność. Już samo patrzenie na niego wystarczyło, abym znów zrobiła się mokra. A gdy jeszcze powróciło do mnie wspomnienie tego, jak kutas Stacha penetrował mi gardło, moja cipka eksplodowała sokami. Zapragnęłam znów mieć go w sobie i to niezależnie od ceny, jaką przyjdzie mi za to zapłacić.

    Stachu, jakby czytając mi w myślach zapytał nagle czy chcę żeby “wyruchał mnie swoją maczugą”. W odpowiedzi tak energicznie pokiwałam głową, że aż parsknął śmiechem. Rozochocona dobrym nastrojem dozorcy, sięgnęłam dłonią do jego kutasa. Wzięłam go w garść i zaczęłam delikatnie masować, co, biorąc pod uwagę jego wielkość, przypominało nieco głaskanie uśpionego pytona. Podobnie jak wąż, kutas Stacha reagował na moje pieszczoty. Podrygiwał delikatnie w rytm moich ruchów, a ze zwieńczenia główki sączył się przezroczysty śluz.

    Nachyliłam się, aby móc lepiej mu się przyjrzeć. A widok był tak cudny, że momentalnie się w nim zatraciłam. Gnana jakimś nieuświadomionym, perwersyjnym podszeptem, przylgnęłam twarzą do penisa i zaczęłam się o niego ocierać. Czułam promieniujące z niego ciepło, ostry zapach oblepiających mnie soków, słony posmak na rozchylonych wargach i wszystko to doprowadzało mnie do szaleństwa. Nie wiedząc nawet kiedy sięgnęłam do cipki i wyobrażając sobie, że to on, penetrowałam ją głęboko palcami. Skomlałam przy tym żałośnie, prosiłam, a po chwili już wręcz błagałam go to, aby mnie wreszcie zerżnął.

    Ta chwilowa utrata kontroli kosztowała mnie kolejnego siniaka. Stach odsunął mnie od kutasa szarpnięciem za włosy, po czym wymierzył mi na otrzeźwienie policzek. Przypuszczam, iż uderzenie nie miało być mocne, ale i tak poczułam jakbym dostała w twarz skrzydłem zamykających się drzwi. W gruncie rzeczy wiedziałam jednak, że zasłużyłam sobie na takie potraktowanie. Suka nie powinna sobie tak folgować bez pozwolenia Pana, a w tym momencie to Stachu był moim Panem. Pozostało mi więc podziękować mu za przywołanie mnie do porządku, co uczyniłam zaraz po tym, jak przeprosiłam za moje niedopuszczalne zachowanie.

    Stachu skinął głową na znak, że akceptuje moje przeprosimy, po czym oznajmił, że “na takie przyjemności będę musiała sobie zasłużyć”. A gdy po przeciągającej się niemiłosiernie chwili milczenia zapytałam, co miał na myśli, odparł mi, że mam dla niego zatańczyć. Przemknęło mi przez myśl, że może sobie że mnie kpi, lecz w jego spojrzeniu nie było wesołości. A gdy sięgnął do torby po smartfona i odpalił z niego jakąś ckliwą, disco polową balladę, nabrałam pewności, że nie żartował. “Jeśli twój taniec postawi go do pionu, to potraktuję cię łagodniej niż na to zasługujesz.” – oznajmił mi, gestem dłoni wskazując na zwisającego pomiędzy nogami kutasa.

    Wstałam z klęczek i odsunąwszy się od fotela na kilka kroków, zaczęłam podrygiwać niezdarnie w rytm melodii. Nigdy nie trenowałam tańca, a już tym bardziej erotycznego, więc musiałam prezentować się komicznie. Czułam się jak totalna idiotka, lecz zniecierpliwione spojrzenie Stacha przekonało mnie, że powinnam kontynuować. Zamknęłam więc oczy i ignorując płynące ze smartfona dzięki, które trudno było nazwać muzyką, powoli wyczuwałam się w nową rolę. Rozpaczliwie szukałam w pamięci jakiejś inspiracji, lecz jedyne co przyszło mi do głowy, to wspomnienie obejrzanego wieki temu teledysku.

    Próbując naśladować wyobrażą wokalistkę uniosłam ręce wysoko nad głowę, wyprężyłam się i z wolna zaczęłam kołysać biodrami. Przemknęło mi zaraz przez myśl, że może za mało w tym wszystkim erotyki, dlatego postanowiłam dołożyć trochę od siebie. Opuściłam ręce i zaczęłam błądzić dłońmi po ciele w taki sposób, w jaki mógłby to robić wyjątkowo namiętny kochanek. Dotykałam się po szyi, piersiach, brzuchu, udach oraz kroczu, wijąc się przy tym i obracając wokół własnej osi. To co robiłam musiało przypominać bardziej połączenie nieudolnego tańca brzucha i masturbacji niż prawdziwy erotyczny taniec, ale jak się okazało odniosłam pożądany skutek.

    Gdy po jakimś czasie otworzyłam oczy, pała Stacha stała wyprężona niczym włócznia. Widok jego kutasa w pełnej klasie dosłownie zaparł mi dech w piersiach. Zastygłam w bezruchu i nie mogąc oderwać spojrzenia gapiłam się na niego z otwartymi ustami. Do porządku przywołał mnie dopiero grymas niezadowolenia, jaki nagle wykrzywił oblicze dozorcy. “Kazałem przestać?” – zapytał marszcząc brwi. A choć zreflektowałam się niemal natychmiast i powróciłam do przerwanego tańca, to było już za późno aby zdusić w nim gniew.

    Stachu zerwał się z fotela, ruszył w moją stronę. Jak na kogoś o takiej masie poruszał się zaskakująco szybko i zanim zdążyłam zareagować trzymał w garści moje włosy. Dosłownie zawlókł mnie za nie przez pokój, przycisnął brzuchem do ściany, kopnięciem rozstawił nogi na boki, po czym naparł na mnie swym ogromnym kutasem. Wrażenie było takie, jakby ktoś próbował nadziać mnie cipką na pal. Byłam już wtedy bardzo mokra, śluz wręcz ze mnie wyciekał, lecz to nie wystarczało, aby zapewnić penisowi dozorcy wystarczający poślizg.

    Naprawdę próbowałam wytrzymać, lecz ból był obezwładniający. Główka kutasa rozpychała wargi sromowe do granic możliwości, a nawet jeszcze nie zanurzyła się we mnie do połowy. Czułam, że jeszcze chwila, a rozerwie mnie niczym dziecko przy porodzie. Na początku tylko krzyczałam, prosiłam go aby mnie zostawił, lecz gdy nie zrezygnował spróbowałam mu się wyszarpnąć. Gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że to co robię jest niewłaściwe, że dla własnego dobra nie powinnam mu się przeciwstawiać, ale po prostu nie mogłam już dłużej wytrzymać.

    Stachu odstąpił, lecz nie oznaczało to bynajmniej końca moich kłopotów. Szarpnięciem za włosy zwalił mnie z nóg, stopą przycisnął do podłogi. Krzyczał na mnie, wyzywał od najgorszych, bezwartościowych kurew, lecz ja słyszałam już tylko brzęk rozpinanej sprzączki. Dozorca wyciągał ze spodni pasek, a ja wiedziałam, że może to oznaczać tylko jedno. “Będzie mnie bił.” – przemknęło mi przez myśl na moment przed tym, nim spadło na mnie pierwsze uderzenie.

    Skórzany pas bezlitośnie smagał moje półnagie ciało. Stachu nie próbował nawet celować, brał potężny zamach za zamachem i po prostu walił mnie na odlew. A lał mnie tak mocno, tak brutalnie i zapamiętale, że moja obnażona skóra pękała pod kolejnymi razami. Każde kolejne uderzenie wiązało się z ostrym, przeszywającym bólem, który wkrótce zlał mi się w jedno, zdające się ciągnąć w nieskończoność cierpienie. Jedyne co mogłam w takiej sytuacji zrobić, to zwinąć się kłębek i próbować przeczekać, aż minie mu gniew.

    W końcu dozorca przestał mnie bić, lecz wcale nie dlatego, że minęła mu złość. Gdy odważyłam się na niego spojrzeć dyszał ciężko, ręką trzymająca pas trzęsła mu się spazmatycznie, a z czoła obficie spływał pot. W oczach Stacha wciąż jednak tliła się dzika furia, a twarz wykrzywiał wściekły grymas. Najwyraźniej więc tylko się zmęczył i postanowił zrobić sobie krótką przerwę na podziwianie swego makabrycznego dzieła. Wszystko to bez wątpienia oznaczało, że jeśli natychmiast czegoś nie zrobię, to wkrótce znów zacznie mnie bić.

    Postanowiłam wykorzystać podniecenie mojego oprawcy, które – sądząc po jego wyprężonym do granic możliwości kutasie, było równie silne co targająca nim złość. Podniosłam się z trudem na kolana i ignorując towarzyszący każdemu ruchowi ból, ruszyłam na czworaka w stronę Stacha. Rzuciłam mu się do stóp i zaczęłam zasypywać je pocałunkami. Skomlałam przy tym o litość, na zmianę przepraszałam go i dziękowałam za udzieloną mi lekcję pokory. Początkowo tylko mnie wyzywał, ganił i odsuwał od siebie nogą niczym niesfornego psa. W końcu jednak nieco złagodniał, a ja zaczęłam prosić go o kolejną szansę.

    Zdawałam sobie sprawę, że tylko doprowadzając go do spełnienia uniknę kolejnych bolesnych razów. Poza tym wciąż pragnęłam jego ogromnego penisa, a lanie które otrzymałam, paradoksalnie tylko jeszcze bardziej mnie na niego nakręciło. Wiedziałam, że sobie na to wszystko zasłużyłam – na każdy jeden cios pasem, na każde wyzwisko. Dobra suka nigdy nie powinna odtrącić kutasa swego Pana, nawet jeśli ten miałby rozerwać jej cipę na strzępy. Chciałam się teraz zrehabilitować i dogodzić Stachowi tak, aby zatrzeć złe wrażenie. Dlatego autentycznie się ucieszyłam, gdy dozorca wreszcie spuścił nieco z tonu.

    Po dłuższej chwili marudzenia Stachu oznajmił mi, że w drodze wyjątku może jednak da mi kolejną szansę. Przypuszczam, że na jego decyzję mogła mieć wpływ moja bezgraniczna uległość, która najwyraźniej podniecała go na równi z cierpieniem jakie mi zadawał. Zaraz jednak zaznaczył, że jeśli tym razem znów “spieprzę sprawę”, to będę tego żałować do końca życia. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że wcale nie blefował, dlatego postanowiłam zrobić wszystko, aby tym razem nie sprawić mu zawodu. Aby go zadowolić i jednocześnie uniknąć “pęknięcia”, musiałam jednak zmienić nieco podejście.

    Poprosiłam Stacha aby się rozluźnił i pozwolił mi się sobą zająć “po mojemu”. Początkowo pomysł niezbyt mu się chyba spodobał, ale przekonałam go mizdrząc się do niego niczym kotka w rui i obiecując rozkosze, jakiej “nawet sobie nie wyobrażał”. Zgodnie z moją sugestią rozebrał się i położył się na plecach na podłodze, a wtedy ja zabrałam się do roboty. Bez zbędnych ceregieli zrzuciłam z siebie resztki odzienia, wsadziłam sobie dłoń do ust i zaczęłam penetrować nią własne gardło. Ślinę z pobudzonych w ten sposób ślinianek wypluwałam wprost na nabrzmiałego penisa Stacha.

    Na efekty nie trzeba było długo czekać – kutas lśnił wkrótce od mojej śliny od główki aż po jaja. Uznałam w końcu, że jest wystarczająco nawilżony, aby we mnie wejść. Nauczona doświadczeniem, nie miałam jednak zamiaru wsadzać go sobie do cipki. Tym razem postanowiłam spróbować z drugą, bardziej nadającą się do tego dziurą. Dobrze wytrenowany odbyt był w stanie naprawdę sporo w sobie pomieścić, a ja przecież intensywnie go trenowałam przez ostatnie dwa tygodnie. Kolejne, coraz większe zatyczki analne wchodziły we mnie jak w masło, a choć żadna nie była tak wielka jak kutas Stacha, to miałam nadzieję, że w tym przypadku także sobie poradzę.

    Usadowiłam się na Stachu jak do pozycji “na odwróconego jeźdźca”, nakierowałam główkę na odbyt i zaczęłam delikatnie na nią napierać. Początkowo pojawił się opór, lecz byłam na to gotowa. Pomimo bólu rozluźniłam zwieracze i wpuściłam go do środka. A gdy już się we mnie wsunął, wyprostowałam się i naparłam na niego ciężarem całego ciała. Ogromny kutas wchodził we mnie centymetr po centymetrze, sprawiając mi w ten sposób niewyobrażalną wręcz przyjemność. Zawsze byłam wrażliwa na pieszczoty analne, lecz wrażenia jakich dostarczała mi pała dozorcy przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

    Zaczęłam ujeżdżać ogromnego kutasa Stacha. Początkowo ostrożnie, bez pośpiechu, lecz czując, że najgorsze już za mną, nabrałam nieco pewności siebie. Wypuszczałam go z siebie do połowy, aby po chwili opaść na niego gwałtownie i wepchnąć niemalże całego. Stachu, początkowo nieco niezdarnie wypinający ku mnie biodra, w końcu złapał rytm i zaczął pieprzyć mnie jak należy. Wbijał się we mnie raz za razem z intensywnościom młota pneumatycznego. Jedną dłoń wsadził mi między nogi, wciskał paluchy w nabrzmiałą z podniecenia cipkę, a drugą złapał mnie za szyję – ścisnął mocno, poddusił jak rasową kurwę.

    Towarzyszący “pieszczotom” Stacha ból idealnie uzupełniał się z rozkoszą, jaką dawała mi penetracja odbytu. Nie mogąc się opanować jęczałam głośno, ugniatałam w palcach sterczące brodawki. Instynktownie wyczuwałam, że jeszcze chwila, jeszcze kilka, kilkanaście pchnięć kutasa i zacznę szczytować. Potężny orgazm wzbierał we mnie niczym sztormowa fala na oceania, ale jak się okazało, musiałam jeszcze poczekać na spełnienie. Stachu wyprzedził mnie dosłownie o parę sekund – nagle wyprężył się i spuścił we mnie z donośnym, przeciągłym sapnięciem.

    Próbowałam jeszcze ujeżdżać wiedzącego kutasa, lecz dozorca zepchnął mnie z siebie brutalnie. Polecił mi przynieść sobie papierosy, a ja, nie chcąc go nieumyślnie rozzłościć, szybko wykonałam polecenie. Pełznąc na czworaka do stolika, na którym zostawił paczkę, poczułam powodowane niezaspokojeniem rozgoryczenie. Zaraz jednak zganiłam się w duchu za taką postawę. Byłam przecież suką – narzędziem do zaspokajania zachcianek mężczyzny, który brał mnie w posiadanie. Nie powinnam oczekiwać satysfakcji, a moją nagrodą była służba sama w sobie. Z tą myślą wróciłam do Stacha, lecz ten po raz kolejny mnie zaskoczył.

    “Dobrze się sprawiłaś kurewko, więc będzie nagroda” – oznajmił mi, zapalając papierosa. Dźwignął się na równe nogi i zachęcającym gestem wskazał na penisa, zwisającego teraz luźno wzdłuż uda. W pierwszym momencie przyszło mi do głowy, że może dozorca wciąż nie ma jeszcze dość pieprzenia. Rzuciłam się na jego kutasa, wsadziłam w usta i zaczęłam ssać z zamiarem możliwie jak najszybszego przywrócenia go do pełnej sprawności. Zaraz jednak Stachu zgasił mój entuzjazm, oznajmiając mi, że mam tylko “trzymać go w pysku”. Po czym dodał coś, czego na początku w ogóle nie zrozumiałam: “Tylko nie uroń ani kropli, bo będę zły.”

    Dotarło do mnie co Stachu miał na myśli, gdy w kolejnej chwili puścił mi do ust strumień ciepłego moczu. Byłam tak zaskoczona, tak zniesmaczona tym co zrobił, że odruchowo spróbowałam mu się wyrwać. On jednak trzymał mnie mocno za włosy i przyciskał do krocza, blokując możliwość jakiegokolwiek ruchu głową. Aby się nie udławić, chcą nie chcąc musiałam połykać spływające mi do gardła siki. “Wy szmaty lubicie, jak wam się po wszystkim zlać do pyska.” – oznajmił mi, wyraźnie zadowolony z siebie Stachu. A choć nigdy nie byłam wcześniej w taki sposób przez nikogo potraktowana, to muszę przyznać, że w pewien sposób mnie to nawet kręciło.

    Zanim zdążyłam się zastanowić dlaczego właściwie podnieca mnie coś tak obrzydliwego, Stachu skończył i wyszedł ze mnie. Otrzepał kutasa z ostatnich kropel moczu i bez słowa zaczął zbierać swoje rzeczy. Ubrał się, podniósł leżącą przy fotelu torbę, zwrócił się w stronę wyjścia z salonu. Na odchodne rzucił mi jeszcze ostanie, pogardliwe spojrzenie, po czym ruszył do wyjścia. Odprowadzałam do wzrokiem licząc na to, że być może zmieni jeszcze zdanie. Niczego nie pragnęłam wówczas bardziej niż żeby zawrócił i znów nabił mnie na swego ogromnego kutasa, lecz on nawet nie obejrzał się za siebie. Wyszedł z salonu zostawiając mnie samą, poniżoną, pobitą, a co najgorsze – niezaspokojoną.

    Miałam zamiar się pieścić, dokończyć to co zaczął Strachu, lecz spojrzenie na wiszący w salonie zegar skutecznie ostudziło mój zapał. Od chwili gdy Brunetka wyruszyła na zakupy minęły już prawie dwie godziny, a to oznaczało, że lada moment powinna wrócić. A jeśli po powrocie zastanie mnie w takim stanie – nagą, z rozmazanym makijażem, oblepioną spermą i zaschniętym moczem, czekała mnie kara, przy której bicie dozorcy będzie wydawało się dziecinną igraszką. Gnana myślą o czekających mnie konsekwencjach zerwałam się na równe nogi, lecz było już dla mnie za późno.

    W wejściu do salonu stała Brunetka i patrzyła na mnie ze wściekłym wyrazem twarzy. Nie wiedząc co powinnam zrobić – skłamać coś, przeprosić, uciekać czy może kajać się przed nią, zrezygnowana opadłam ciężko na kolana. Wiedziałam już, że nie uniknę kary, że w najlepszym wypadku zanam dziś jeszcze sporo bólu, a w najgorszym – zostanę wyrzucona z Domu. Złamałam dziś przecież tyle Zasad, że każda, nawet najbardziej surowa kara wydawała mi się realna. Kolejny raz okazało się jednak, że żyjąc w Domu nie mogę brać niczego za pewnik.

    “Pan Domu przesyła wyrazy uznania z okazji pomyślnie zakończonej inicjacji.” – rzuciła zmierzająca w moją stronę Brunetka. Następnie wyjaśniła mi, że spotkanie ze Stachem zostało zorganizowane z polecenia Pana Domu, i miało na celu “zainicjować” moją suczą służbę. Później mówiła coś jeszcze o systemie zainstalowanych w salonie mikrokamer i transmisji na żywo, zawczasu napisanym scenariuszu, oraz innych, równie nieprawdopodobnych sprawach, lecz ja już jej właściwie nie słuchałam. Byłam tak bardzo zaskoczona, że aż oniemiałam z wrażenia. I dopiero ostatnie zdanie Brunetki, przywróciło mnie do rzeczywistości: “A teraz idź i się ogarnij wywłoko, bo Pan Domu chce cię dziś wieczorem u siebie widzieć.”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Algos
  • Kolezanki na studiach

    To było dawno temu…

    W czasie studiów pojechaliśmy w góry. Była sesja zimowa, akurat większość osób już pozdawała i zebraliśmy paczkę na wyjazd. Kolega miał znajomego w górach z kilkoma domkami letniskowymi, a że pogoda kiepska i odludzie to mało kto w zimie przyjeżdzał. Kompleks składał się z budynku głównego, w którym była: sala kominkowa, większa kuchnio-jadalnia i kilka pokoi. Do tego kilka małych domków letniskowych pośród drzew. Ja byłem w jednym z pokoi w głównych budynku. Wyruszyliśmy w środę, zaraz po zaliczeniach, dotarliśmy popołudniem, więc był tylko czas na rozpakowanie i zrobienie kolacji. Potem zebraliśmy się przy kominku na pogawędkach, grze w bilarda i śpiewaniu.

    Następnego ranka wstaliśmy szybciej, ponieważ postanowiliśmy pochodzić po górach. Szlak nie był specjalnie trudny, ale częściowo w śniegu. Sceneria była piękna. Las, cisza, skałki. Niestety w środku trasy pogoda się popsuła. Zaciągnęliśmy kurtki, kaptury i brnęliśmy dalej. Nie było sensu wracać, dalsza część szlaku była drogą leśną, więc mieliśmy nadzieję, że uda nam się szybciej dotrzeć do domu. Miejscami mocno wiało i było ślisko. Ktoś krzyknął z przodu “chwyćcie się za ręce, bo jest grząsko”. Nie wiedziałem kto dokładnie szedł obok mnie, więc tylko wyciągnąłem ręce.

    Poczułem ciepłe damskie dłonie w cienkich rękawiczkach. “Oho” pomyślałem. Trafiłem na koleżanki z innego kierunku. Zastanawiałem się chwilę, które to były, część znałem bardziej, część mniej. Ale gdy wieje i sypie w oczy to nie było jak rozpoznać (a grupę mieliśmy liczną). Czułem jak ściskają moje dłonie. Po chwili ostrego zejścia stanęliśmy na drodze. Czekaliśmy na resztę. Dziewczyny obróciły się w moją stronę i przytuliły zasłaniając od mocnego wiatru. Poznałem, że to Aga i Magda. Cały czas ściskały moje ręce. Dalszą drogę szliśmy dalej trzymając się za ręce. Niby dla pewności i żartowały sobie, że trzymają się aby wiatr je nie zdmuchnął.

    Po powrocie wszyscy przemarznięci wpadli do swoich pokoi. Gospodarz zadbał aby na nasz powrót zagrzać w piecu i było przytulnie. Dzieliłem pokój z Markiem, ale on jak zwykle lubił imprezować, tylko się przebrał i zniknął. Nagle ktoś zapukał do drzwi, myślałem, że to Marek i puka aby upewnić się czy nie jestem rozebrany. A to był moje nowe koleżanki. Miały problem – w ich pokoju jest zimno, a Adam (organizator) pojechał po prowiant. Zaprosiłem je do siebie, aby się ogrzały a skoczyłem na górę do gospodarza. Był zdziwiony, ale zaproponował jeden z wolnych domków, tylko mamy dać pół godziny to tam zagrzeje i przygotuje pościel. I to byłoby na tyle, ale…. po wieczornej imprezie część osób rozeszła się do pokoi bo jutro kolejna trasa.

    Dziewczyny szły ze mną po swoje rzeczy. Poprosiły, czy mogę im pomóc przenieść torby, bo domek jest trochę dalej. Zgodziłem się. Domki były malutkie, ale ciekawe. Na dole mała kuchenka, kominek, kanapa, łazienka, na antresoli duże łóżko. Już miałem je pożegnać, gdy nagle z obu stron się do mnie przytuliły. “Trochę się boimy spać tutaj same”. Czułem ich piersi i obejmujące nogi. Specjalnie to zrobiły. Postanowiłem pójść za ciosem i zaproponowałem, że mogę spać u nich, w końcu i tak sam jestem w pokoju. Wróciłem z Agą, gdyż zostawiła jeszcze plecak. Szybko wróciliśmy do domku. Całe szczęście, bo zaczęła się kolejna wichura.

    Tymczasem Magda przygotowała podgrzewacze, wino, trochę przekąsek. W tym czasie zdążyła się odświeżyć i ubrać w… no właśnie w koszulkę nocną na ramiączkach oraz kusy dół piżamki. “No co, wpadłeś na damską imprezkę, to też musisz się przebrać”. “Nie wiem co miałbym się ubrać, ja takowych ubranek nie posiadam”. Aga bąknęła – “coś wymyślimy, wykąp się pierwszy, ja muszę się rozpakować”. Całe szczęście, że przed wyjazdem się ładnie wygoliłem. Wychodząc w ręczniku dziewczyny stały przede mną i spytałem, czy coś się stało lub nie tak. Odpowiedziały speszone, że… skoro to damska piżama party, to musisz ubrać coś od nas. Widząc Magdę w seksownym stroju, a Agę rozebraną do bielizny odrzekłem, że dla nich to mogę zrobić jeśli pozostanie to między nami. Podały mi ubrania, Aga poszła do łazienki, a Magda wróciła na górę. Hmmm. Świetnie, koleżanki dają mi swoje ciuszki. Może być cudownie. Dostałem czarne lekko koronkowe majteczki oraz top na szerokich ramiączkach. Ledno co powiedziałem “Dziewczyny jak wyglądam” a one już za mną stały. Aga w czerwonym komplecie, Magda w białym. Coś czułem, że one też nie są sobie obojętne. “Sexy” powiedziały razem. “No to brakuje jeszcze pończoch” budując napięcie. “Też tak myślę, ale nie chciałam Cię speszyć” powiedziała Aga i zaraz wyjęła spod poduszki 3 pary, dla każdego. Pozwólcie, że je wam założę. Po kolei ubierałem je w pończochy samonośne.

    Usiedliśmy na kanapie i popijaliśmy wino. Przytulały się do mnie i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. Ich ręce gładziły moje nogi, brzuszek, ale i splatały je między sobą. Odchyliłem ramiona do tyłu, objąłem je, lekko schodząc na pupcie. Delikatnie masowałem. One pieściły przez koszulkę mój tors i muskały szyję. Podciągnąłem ich pupy aby się zbliżyły do siebie. Prawidłowo to odczytały. Zaczęły delikatnie całować się przed moją twarzą. Ja zająłem się ich szyjami, raz jednej, raz drugiej. Cały czas masując ich pupcie. Paluszkami lekko wchodząc pod majteczki. Rozchyliłem uda, każda usiadła na jednej nodze okrakiem. Pocierały się kroczem o moje uda. Ich piersi choć nieduże ładnie wyglądały falując. Całowały mnie w szyję i twarz. Raz jedna, raz druga w usta i języczkiem. Moje rączki powędrowały na przód majteczek. Wyczułem wygolone wzgórki łonowe. Odchyliłem majteczki, teraz soczki zwilżały moje pończochy. “Chodźcie na górę” zaproponowałem.

    Przygasiliśmy światło i udaliśmy się na antesolę. Tam usiadły na łóżku i ściągnęły górę bielizny. Ujrzałem ich malutkie, ale jędrne piersi. “Nie za małe?” zapytała Magda z zażenowaniem. “Nie, uwielbiam małe. Pięknie sterczą wam sutki, chciałbym je possać”. Położyły się i zaprosiły. Moje kolana był przy ich kroczach. Całowałem i ssałem ich piersi. One masowały się ręką. Odsunąłem się powoli niżej całując aż do pępka. Potem języczkiem lizałem do majtek i w dół. Delikatnie zrolowałem majteczki. Teraz pozostały tylko w pończochach. Całowałem jedną i drugą w ich łono. Aga przewróciła się na Magdę. Całowały się i przyciskały piersiami. Piękny widok. Ich dziurki starannie wygolone. Rozsunęły nogi, próbowałem je possać. Ale postanowiłem włożyć paluszki. Nie przestawały się całować i pocierać. Ich dziurki zrobiły się bardzo wilgotne. “Chcemy Cię czuć w sobie” rzuciły. Szybko wziąłem gumkę i wszedłem od tyłu w Agę. Westchnęła. Nie musiałem się ruszać, ona szamotała się na Magdzie. Pocierały łechtaczkami. Teraz zmiana i jestem już w Magdzie.

    Aga zmieniła pozycję, teraz była przodem do mnie, siedziała nad twarzą Magdy która ssała jej dziurkę. Ja posuwałem Magdę, a całowałem z Agą i masowałem jej pierś. Aga dotykała ręką łechtaczki Magdy, która coraz mocniej przyśpieszała z jęczeniem. Po kilku minutach krzyczała i sapała przeżywając długi orgazm. Wyszedłem z niej, teraz Aga się położyła. Czas na nią. Podniosłem jej nogi głęboko w nią wchodząc. Z boku Magda pieściła to jej piersi, to łechtaczkę. Przyszedł czas na jej orgazm. “Nie przestawaj” jęknęła do Magdy, gdy była u szczytowania. Natomiast sięgnęła ręką po mojego członka i wysunęła ściągając gumkę. “Wypełnij moją pupę, tylko delikatnie proszę”. Od preejakulatu mój penis był cały śliski, jej pupa także. Byłem wniebowzięty. Lekko naparłem jej pupę, delikatnie aż wskoczyła główka. Syknęła ale skinęła głową. Nie chodziłem za daleko, lekko koncentrując się na delikatnych ruchach kolisto-posuwistych. Magda mocno pocierała jej łechtaczkę. Poczułem mocny ucisk jej odbytu. Szczytowała. To na mnie zadziałało, wytrysnąłem mocno. Każdy jej skurcz wywołał reakcję u mnie.

    Po wszystkim zawisłem na niej, przytuliła mnie do siebie. “Było cudownie” szepnęła…. Tej nocy spaliśmy razem. Czasem się masując. Rano musieliśmy wstać do dalszej wędrówki, ale… potem znów jest wieczór i kolejna przygoda…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV

    kolejna historia z mojego życia…

  • Wieczor z chlopakiem / cz 1

    Ostatnio dużo rozmawialiśmy o swoich fantazjach, ale moment, w którym dowiedziałem się, że moja dziewczyna ma ochotę na trójkąt z dwoma chłopakami był przełomowy.

    -tak, chciałabym żeby przeleciało mnie dwóch na raz.

    Przez całą tę rozmowę byłem raczej spokojny i podchodziłem do tego na luzie. Ale fakt, ze moja dziewczyna ma ochotę pieprzyć dwóch kolesi na raz bardzo mnie zdenerwował.

    -naprawdę? chciałabyś mieć dwóch na raz?
    – i to jak!

    Mnie to wystarczyło, zagotowałem się cały w środku. Szybkim krokiem podszedłem do niej, złapałem mocno za włosy i nadgarstki. Podniosłem ją do góry i przycisnął przodem do ściany, sam stając za nią. Uderzyłem 3 szybkie, mocne klapsy w tyłek. A potem dalej trzymając za nadgarstki jedna ręką, druga rozpiąłem sobie spodnie. W tym momencie byłem wkurwiony i zajebiście podniecony. W momencie kiedy poczuła mojego penisa na swoich spodniach nacisnąłem jej głowę w dół.

    Włożyłem penisa od razu do ust, gdyby się broniła zrobiłbym to na siłę. Kiedy mój penis był w jej ustach po same jądra, ostrzegłem ją żeby nic nie kombinowała. Wysunąłem go powoli, by znowu wejść w jej słodkie usta do samego końca. Powtarzałem to kilkanaście razy. Gdy zbliżyłem się do orgazmu (a pieprzenie w usta kręci mnie jak nic na świecie), wysunąłem penisa i dawałem jądra do lizania.

    Po kilkunastu sekundach wsunąłem penisa znowu w usta. Poczułem żeby na swoim penisie, szarpnąłem ją mocno za włosy do góry, popchnąłem barki do przodu, i z pięknie wypiętym tyłkiem dałem kolejnych kilka mocnych klapsów.
    Nie tracę czasu, rzuciłem ją znowu na kolana, uderzyłem penisem po twarzy, w czoło, policzki, nos, do momentu aż otworzyła szeroko usta i mogłem wsadzić do środka penisa. Złapałem ją mocno za głowę i poruszałem biodrami do tyłu i przodu, co chwile słysząc odgłosy świadczące o tym, ze byłem bardzo głęboko i się krztusiła.

    W końcu złapałem mocno za włosy i z całej siły wepchnąłem penisa do jej gardła. Czekałem.
    Po kilkunastu sekundach zaczęła się odpychać a w końcu uderzyła mnie w udo. Puściłem ją żeby mogła złapać oddech. Zszedłem wtedy do niej nisko i pocałowałem mocno w usta.
    Nie było w tym nic romantycznego, od razu włożyłem język do jej ust i zacząłem mocno całować.
    Uwielbiam czuć smak swojego penisa w jej ustach.
    Całując ją włożyłem rękę pod koszulkę i mocno ścisnąłem za sutek.

    Drugą ręką trzymałem ją za brodę. Pociągnąłem ją do góry, kiedy była na stojąco, odwróciłem ją do siebie plecami.
    Chwyciłem mocno za szyję lewą ręką i zacząłem lekko przyduszać a drugą rękę włożyłem prosto w majtki, bez rozpinania spodni, żeby sprawdzić czy ją to podnieca.

    Jej cipka była zajebiście mokra. Z perspektywy czasu myślę, że moja dziewczyna nigdy nie była taka podniecona jak tego wieczoru.
    Przycisnąłem ją mocno do ściany i mając usta zaraz obok jej karku powiedziałem:

    -nie dziwi mnie fakt, ze podnieca Cię jak używam Cię jak zabawkę, skoro moja suka chce pieprzyć się z dwoma penisami na raz.

    Odkleiłem się wtedy od niej i popchnąłem w stronę sypialni, co chwilę pośpieszając ją klapsem w tyłek.

    Kiedy minęliśmy drzwi sypialni, kazałem jej się rozebrać. Ja zrobiłem to szybciej, więc zerwałem z niej majtki i popchnąłem na łóżko.
    Wylądowała na brzuchu, od razu trzymając biodra wyżej, doskonale wiedziała co ją czeka, i nie mogła się tego doczekać. Klęknąłem
    obok niej sięgając prawą ręką do jej pośladków a lewą do jej szyi. Pocałowałem ją równie mocno jak wcześniej. Dalej czułem
    smak swojego penisa.

    Włożyłem jej palce w usta, a drugą ręką mocno uderzyłem w tyłek.
    Powtórzyłem to kilka razy. Jej tyłek był już czerwony. Przejechałem delikatnie palcami po jej cipce. Nadal była zajebiście mokra, nawet jej uda
    były mokre. Bawię się przez chwilę jej cipką, po czym przerywam, robię jej przerwę i daje kolejnego klapsa. Powtarzam to kilkukrotnie. Nie wie,
    czy zaraz ją czeka piekący klaps czy chwila rozkoszy z moimi palcami.
    Kiedy znudziło mi się robienie jej dobrze na przemian z dawaniem klapsów, przeszedłem za nią. Leżała na brzuchu, z tyłkiem mocno wygiętym do góry. Wyglądała genialnie.
    -wyglądasz jak seks zabawka, moja prywatna seks zabawka.

    Chciała coś odpowiedzieć, ale nie udało się jej bo poczuła mój język na swojej łechtaczce. Obie ręce trzymałem na jej pośladkach z twarzą wciśniętą w jej cipkę.
    Co jakiś czas dawałem jej klapsy, po których była wyjątkowo głośna. Mój język mocno pracował na zmianę liżąc energicznie łechtaczkę i próbując wejść jak najgłębiej.

    Po dłuższej chwili zacząłem lizać ją długimi ruchami od łechtaczki, w stronę odbytu posuwając się coraz dalej.

     
    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Let Me