Category: Uncategorized

  • Dziadek Anatol czesc 3

     Codziennie wracałam do domu jak na skrzydłach, wiedząc, że czeka tam na mnie mój mężczyzna z obiadem. Zwykle pieściliśmy się trochę przed posiłkiem, a po obiedzie zabierałam się za lekcje. Po jakimś czasie udało mi się wymóc na Anatolu, że będę spała w jego łóżku, co znacznie nas zbliżyło; teraz kochaliśmy się niemal co noc.

    Dziadek przez swoje znajomości załatwił mi skierowanie do świetnej lekarki. Pani ginekolog dokładnie mnie zbadała, pooglądała, stwierdziła, że jestem okazem zdrowia, nawet się nie zdziwiła, że nie jestem już dziewicą, przepisała nawet pigułki antykoncepcyjne, z zastrzeżeniem, że mam myśleć, z kim i kiedy idę do łóżka. Cierpliwie wytrzymalam pełen cykl, a po okresie kochaliśmy się już bez prezerwatywy.

    To było wspaniałe uczucie mieć w sobie tego dorodnego kutasa bez żadnej osłonki. Momentami sperma wylewała się z mojej szparki, tyle Anatol pompował we mnie. Skąd on w tym wieku miał taką wydolność? Pewnie zdrowy tryb życia, bieganie i odpowiednia dieta; przynajmniej tak myślałam. Żyliśmy tak, jak powinni żyć z sobą kobieta i mężczyzna. Anatol dawał mi poczucie bezpieczeństwa, opiekę i niesamowity seks, a z mojej strony otrzymywał młodość, radość życia i szalone pomysły. Taka sielanka trwała jeszcze rok.

    Po tym czasie zaczęłam zauważać, że Anatol zaczyna się zmieniać. Nie mówię o zmianach fizycznych, bo ciągle był niesamowicie atrakcyjnym mężczyzną; zaczął się zmieniać jego stosunek do mnie. Hmmm… Stosunki były cały czas super, mam na myśli jego podejście do mnie. Zaczął się zamyślać, kiedy sądził, że go nie widzę, coraz częściej chodził ze spuszczoną głową, nawet zaczął na długo wychodzić z domu i wracał późno w nocy, kiedy już spałam. Czy byłam zazdrosna? Nie, nigdy! Od pierwszego dnia, kiedy kochaliśmy się, wiedziałam, że prędzej, czy później przyjdzie taka chwila, kiedy przestaniemy z sobą sypiać i wrócimy do relacji dziadek – wnuczka, choć byłam pewna, że już nic nie będzie takie samo. Teraz ta chwila chyba się nieuchronnie zbliżała.

    Nie mogłam patrzeć na to, jak zachowuje się mój facet, postanowiłam coś zrobić, żeby i jemu i sobie ulżyć w tej rozterce. W tajemnicy przygotowałam piątkową kolację, przedtem poprosiłam Anatola, żeby wieczorem już nie wychodził z domu, bo mam dla niego niespodziankę. Próbował dociec, co to za niespodzianka, ale milczałam! Pyszne jedzenie, wyborne wino, świece – wszystko to sprawiał super nastrój i preludium do tego, do czego zmierzałam. Wykąpałam się w pachnącej różami wodzie, dokładnie wygoliłam pipkę, nasmarowałam całe ciało balsamem z aloesu i ubrana w zwiewną podomkę zawołałam dziadka. Ale miał minę, kiedy to wszystko zobaczył. Poprosił, żebym dała mu mały kwadrans i po tym czasie siedział już naprzeciwko mnie przy stole, na sobie miał tylko szlafrok.

    Jedliśmy śmiejąc się i rozmawiając o bzdurkach. Wyciągnęłam nogę i przesunęłam stopą po łydce Anatola, potem wyżej, aż połozyłam ją na jego penisie. Uśmiechnął się tylko i szerzej rozłożył uda. Teraz dołączyłam drugą stopę, ujęłam nimi powstający penis i zaczęłam go masować. Nie wytrzymał długo, nagle wstał, obszedł stół, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, ściągnął ze mnie podomkę, sam zrzucił porannik. Klęcząc przed łóżkiem przyciągnął mnie do siebie i już po chwilce czułam jego zwinny język na pipce. Minetę robił po mistrzowsku, jego ruchy raz były szybsze, raz wolniejsze; drażnił łechtaczkę, wpychał się w pipkę, zlizując wypływające z niej soczki, deliokatnie przygryzał wargi. Zajął się też drugą dziurką, poczułam, że dokładnie ją wylizuje, poczym wsuwa w nią palec. Wiedział doskonale, że to wszystko doprowadza mnie do dzikiej rozkoszy i rzeczywiście zaraz odleciałam w silnym orgazmie. Anatol nie poprzestał na tym. Posadził mnie przodem sobie na kolana, pomogłam wejść w mą spragnioną cipkę jego kutasowi, który penetrował mnie vardzo głęboko. Podskakiwałam na tym gorącym chuju ja pajac na nitce, czułam rozlewające się we mnie niesamowite ciepło; znowu miałam potężny orgazm… Po chwili leżałam z nogami zadartymi wysoko do góry, a penisa poczułam w pupie. Nie był tak gwałtowny, jak w pipce, wchodził we mnie bardzo wolno i nie do końca.

    – Ja też mam dla ciebie niespodziankę – wyszptał dziadek – zobacz, jaki piękny!

    Trzymał w dłoni wibrator! Nasmarował go żelem i nie przestając pompować mej dupki wsunął wibrator w pipkę. Uczucie było niesamowite! W pupie czułam gorącego kutasa, a w cipce drgający sztuczny chujek dawał też rewelacyjne odczucia. W pewnym momencie odnosiłam wrażenie, że rucha mnie dwóch facetów, było to zupełnie nowe dla mnie doświadczenie, ale było ono nieopisanie piękne. Teraz Anatol przyspieszył, wpychał się w kakaową dziurkę z impetem i siłą tłoka w silniku, wibrator wciskany jego podbrzuszem też wchodził do końca, no kilka sekund później znowu nie wiedziałam, gdzie jestem! Kiedy odzyskałam świadomość czułam, że on ciągle mnie rucha! Skąd ten facet czerpał swe siły? Wysunęłam się sprytnie spod mego mężczyzny i wchłonęłam w buzię prężącego się penisa. Wiedziałam doskonale, co zrobić, żeby Anatol odczuł maksymalną przyjemność i rzeczywiście niedługo musiałam czekać, żeby zalał mi gardło ciepłą, smaczną sermą. Ryczał przy tym jak bawół, opadł bez sił na pościel. Dyszał ciężko, na czole zobaczyłam stróżi potu. Po chwili otworzył oczy, popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Postanowiłam pójść na całość. Też przyglądałam się tej męskiej twarzy z uśmiechem i wyszeptałam:

    – Ile ona ma lat?

    Gdybym walnęła go w jaja miałby chyba mniej zaskoczoną minę, niż teraz.

    – Anatolu, przecież nie mamy przed sobą sekretów, prawda? Kto to jest?

    – O czym ty mówisz, dziewczyno, skąd…

    – Przestań, nie czaruj. Od długiego czasu nie zachowujesz się normalnie, znikasz na pół nocy, nie kochamy się tak często, jak kiedyś. Wniosek nasuwa się jeden – masz jakąś kobietę, z którą się spotykasz.

    – Dorotko, to nie tak…

    – Jeszcze raz proszę, nie czaruj mnie. Wiedziałam, że nasz romans skończy się tak, czy siak, ale nawet przez sekundę nie pomyślałam kiedyś, że będzie to trwało ponad rok, rok przyjemności, miłości i seksu. Wiedziałam, że w końcu poznasz kobietę, z którą będziesz chciał być, która będzie dla ciebie towarzyszką życia, z którą będziesz mógł pójść do znajomych, przedstawić ją rodzinie, kobietę w odpowiednim wieku, no i mam nadzieję, że to nie jest żadna z moich koleżanek – roześmiałam się, głaszcząc szorstki policzek.

    – Dorotko, kochanie… – zastanowił się moment – Nie miałem pojęcia, jak ci to powiedzieć, żeby cię nie urazić, żebyś nie zaczęła mnie nienawidzić potym, co nas łączyło i łączy… Widzę, że jesteś nad wiek mądra życiowo i rozsądna, no i cieszę się, że nie histeryzujesz…

    – Przestań tak mówić, bo chyba się rumienię. Kiedy ją przyprowadzisz? – teraz głaskałam podnoszącego głowę kutasa.

    – Niebawem, ale najpierw jeszcze raz cię zerżnę – w tej samej chwili wdarł się do mej gorącej szaprki i zaczął…

    Matko, jak on mnie wtedy wyruchał! Skończyliśmy, jak na dworze było już jasno, a ja nie mogłam dotknąć pipki, ani pupy; obie były zerżnięte do granic wytrzymałości, a Anatol wspiął się na szczyty swych możliwości. Spaliśmy do południa, na szczęście obiad przygotowałam wczoraj, więc po kąpieli, porannej(!) kawie i spacerze, na którym przekonywałam Anatola, że dobrze zrobił, poznając jakąś kobietę, usiedliśmy do stołu. Po posiłku niemal siłą wygoniłam dziadka z domu z nakazem przywiezienia swej nowej miłości. Poleciałam do swego pokoju, wyciągnęłam z szafy ciuchy, o których prawie nie pamiętałam, że je mam i ubrana jak grzeczna pensjonarka czekałam na gościa w osobie nieznanej pani. Kiedy usłyszałam, że brama się otwiera wstawiłam wodę na kawę, a sama ukryta za firanką patrzyłam, kogo dziadek przywiózł. Kobieta wysiadła z samochodu i odwróciła się w stronę domu, a ja zamarłam.

    To przecież moja wychowawczyni ze szkoły! Pani Dębicka i dziadek?!?! Niesamowite… Przecież w budzie krążyła plotka, że Dębicka jest lesbijką, dlatego nie ma faceta, ani dzieci, co było o tyle dziwne, że była naprawdę bardzo atrakcyjną kobietą. Przekroczyła już dawno czterdziestkę, ale miała figurę nastolatki z zajebistym tyłeczkiem, była bardzo ładną, wysoką blondynką z długimi, prostymi włosami, prawie się nie malowała, a odpowiednimi dekoltami przyciągała wzrok wszystkich facetów w szkole, żeby podziwiali jej kształtny biust. Ale najlepsze miała nogi! Nogi do samego nieba, nogi, jak u modelki Victoria’s Secret! Nigdy nie nosiła spodni innych, niż dość obcisłe jeansy, ale najczęściej paradowała w krótkich kieckach, czy spódnicach mocno ponad kolana…

    Co tu ukrywać, duża grupa starszych dziewczyn nienawidziła ją za to, że jest tak atrakcyjną kobietą, a do tego wymagającą nauczycielką fizyki. Mnie to nie dotyczyło, bo po pierwze nie była dla mnie żadną konkurencją (jak postrzegało ją wiele dziewczyn), wszak miałam Anatola, a po drugie uczyłam się bardzo dobrze, więc z fizyką też nie było żadnych problemów. Teraz stałam jak wmurowana za firanką i przyglądałam się Dębickiej. Zaraz, zaraz, ona ma na imię… Anita, tak, Anita Dębicka.

    Weszli do korytarza, podeszłam przywitać gościa.

    – Dzień dobry, co za niespodzianka, prawda? – uśmiechałam się tak, jak wydawało mi się, że powinnam się uśmiechać w tej sytuacji.

    – Dzień dobry, Dorotko, rzeczywiście niespodzianka, prawda?

    – Co prawda dziadek wiele mi o swej nowej znajomości opowiadał, ale nigdy nie wspomniał, że to pani.

    – Prosiłam go o to, miałam swoje powody… No wiesz, zaraz w szkole była by masa plotek na mój temat, a do tego pewnie niektórzy przyczepili by się do ciebie, sama wiesz, jak to jest.

    – Tak, wiem dobrze. Proszę do pokoju, już podaję kawę i ciasto.

    Obserwowałam uważnie Anatola. Dziadek stał z boku przysłuchując się naszej rozmowie, nie odzywał się, ale widziałam napięcie na jego twarzy. Dopiero kiedy weszliśmy do pokoju uśmiechnął się.

    – No, moje panie, to może po lampce wina? – zaproponował.

    – Dziadku, przecież wiesz, że nie piję alkoholu. Proszę o lemoniadę.

    – A ja z przyjemnością napiję się wina – Dębicka z zachwytem przyjęła propozycję.

    Dziadek wyszedł, a ja przyglądałam się Anicie.

    – Długo jesteście razem? – spytałam

    – Ponad dwa miesiące, choć znamy się od twego przyjścia do szkoły, Anatol przychodził przecież na wywiadówki i zebrania klasowe. Z początku nic nie wskazywało na to, że dojdzie między nami do czegokolwiek, ale po ostatnim zebraniu dziadek chciał dowiedzieć się, jakie masz oceny w tym samestrze i został trochę dłużej. Zaczął padać deszcz, zaproponował, że mnie podwiezie do domu, zostawił swój numer telefonu, no i tak to się zaczęło… Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, że próbuję być z twoim dziadkiem? – usłyszałam w jej głosie nutkę nadziei.

    – Oczywiście, pani Dębicka, jesteście dorośli, wiecei, co robicie, ja do tego nic nie mam, ja tylko tutaj mieszkam.

    – Dorotko, mam prośbę. Mów mi w domu po imieniu, krępuje mnie ta szkolna forma. Wiesz przecież, że mam na imię Aneta, prawda?

    – Aneta, a nie Anita? – przyznam, że byłam zaskoczona – oczywiście w szkole jesteś dla mnie “panią Dębicką”.

    – Dziękuję, Anatol jednak dobrze i dogłębnie cię poznał, wiedział, jaka będzie twoja reakcja na mój widok…

    – A jaka mogła być – roześmiałam się, a w duchu pomyślałam sobie “żebyś ty kobieto wiedziała, jak dosłownie “dogłębnie” mnie poznawał, nawet jeszcze dzisiaj nad ranem”… – to wspaniały człowiek.

    W tym momencie wszedł dziadek z tacą, na której stały kieliszki, butelka wina i lemoniada.

    – Kto to, ten wspaniały człowiek – popatrzył na nas.

    – A, nie znasz go, dziadku, to taki jeden facet –  odpowiedziałam natychmiast

    – Anatolu, Dorotka żartuje, to było o tobie, widzę, że nawzajem się doceniacie, to piękne! No cóż, to przecież krew z krwi…

    Wypiłam swoją lemoniadę, przeprosiłam towarzystwo i poszłam do swego pokoju. Wskoczyłam w luźne dresy, przedtem pozbyłam się majteczek i stanika, włączyłam telewizor, ale nic ciekawego nie było. Nagle przypomniałam sobie o ostatnim prezencie od mego chyba już byłego kochanka. Aneta nie może go widzieć! Po cichu i ostrzożnie przekradłam się do pokoju dziadka i zabrałam wibrator leżący na wierzchu, na szafce przy nocnej lampce i tubce z żelem, który też wzięłam. Przechodząc koło salonu popatrzyłam w kierunku kanapy. Dziadek obejmował Dębicką, całowali się namiętnie i tulili do siebie. Ukłuła mnie iskierka zazdrości, ale szybko ją w sobie stłumiłam, pobiegłam do siebie. Przekręciłam klucz w zamku, zsunęłam spodnie od dresu, położyłam dłoń na pipce. Była mokra. Wyciśnięty żel dokładnie rozprowadziłam po swym nowym przyjacielu i bez pośpiechu zaczęłam się nim pieścić. Wpychałam dildo dcipki, potem w pupę i znowu do cipki. W oczach miałam obraz całującej się w salonie pary, to znów widziałam prężącego się kutasa Anatola, znowu widziałam tę parę i znowu kutas… Odleciałam dość szybko, aż krzyknęłam nieświadomie, jednak w porę zakryłam twarz poduszką. Po godzinie usłyszałam wołanie dziadka, zeszłam więc na dół.

    – Kochanie, tylko odwiozę Anetkę i zaraz wracam – zakładał już kurtkę.

    – Nie śpiesz się, dziadku, umiem sama położyć się spać. A nie powinieneś poczekać? Piłeś przecież wino.

    – Dorotko, wypiłem tylko jedną lampkę, która już dawno wywietrzała ze mnie. Ale dziękuje za troskę.

    – Do zobaczenia, pa – Dębicka cmoknęła mnie w policzek!

    – Do zobaczenia pojutrze, w szkole – i wyszli.

    Wróciłam do siebie, tym razem włączyłam komputer, potrzebowałam jakiegoś ostrego porno, kiedy tylko popatrzyłam na wibrator ciągle czułam podniecenie. I tym razem ulżyłam sobie przy jego pomocy; wyobrażałam sobie Anatola ruchającego piękną Anetkę z nieziemskimi nogami zadartymi na jego ramiona…

      No i potoczyło się… To znaczy życie potoczyło się jakoś tak naturalnym torem. Dziadek spotykał się z Anetą, ona często nocowała u nas. Słuchałam wtedy do późnej nocy jej wrzasków, stękań i jęczenia w czasie, kiedy Anatol zapamiętale ruchał jej piękne ciało. W sumie okazała się sympatyczną kobietą, bardzo miłą i mądrą. W budzie chyba nikt nawet nie domyślał się, jakie między nami panują układy, obie starałyśmy się, żeby pozostało to naszym sekretem. Musiałam wtajemniczyć w to Zuzę i Tośkę; często bywały u nas, widywały też Dębicką. Złożyły uroczystą przysięgę, że nie będą opowiadały o naszej nauczycielce nikomu ani w szkole, ani w domu. Na szczęście dochowały sekretu, choć jak się później obie przyznały – aż je skręcało z chęci podzielenia się sensacją!

    Niekiedy w weekendy dziadek zabierał nas na zakupy do odległego miasta, gdzie mieliśmy wszyscy niemal pewność, że nikogo znajomego tam nie spotkamy. W galerii było też kino, więc często wchodziliśmy na jakiś ciekawy film. Wszystko to trwało już kilka miesięcy, przyzwyczaiłam się do takiego układu. Zauważyłam, że zarzyłość międzi Anetką a Anatolem z każdym dniem wzrasta, stają się sobie coraz bardziej bliscy. W skrytości ducha kibicowałam im obojgu, zasługiwali na siebie. Kilka razy pojechaliśmy w trójkę do moich rodziców, którym Aneta została przedstawiona jako przyjaciółka dziadka. Staruszkowie przyjęli ją bardzo ciepło, szybko znalazła wspólny język z moją mamą, a ojciec patrzył na Anetę, takim wzrokiem, jakim mężczyzna może patrzeć na atrakcyjną kobietę.

    Czas płynął, minęła zima, robiło się coraz cieplej. Zauważyłam, że z dziewczyny zaczynam zmieniać się w młodą, piękną kobietę. Zaokrągliłam się tu i ówdzie, mój jędrny tyłeczek zwracał uwagę wszystkich normalnych facetów, biust też urósł o cały rozmiar. Zauważyłam jeszcze coś, co mnie bardzo zdziwiło. Otóż zaczęłam oglądać się nie tylko za przystojnymi chłopakami; zaczęły mi się podobać niektóre dziewczyny! Co prawda sypiałam prawie regularnie z pewnym żonatym facetem, spotykałam się z nim raz, niekiedy dwa razy w miesiącu, był bardzo dobry w łóżku, potrafił dogodzić kobiecie. Po ponad rocznym okresie intensywnego współżycia z Anatolem potrzebowałam raz kiedyś poczuć w sobie twardego kutasa, to chyba normalne, prawda? Do tego chojność mężczyzny nie znała granic. Kupował mi rewelacyjne ciuchy, bardzo drogie kosmetyki, niekiedy zostawiał dobrą kasę.

    Że się puszczałam? Tak, wiem, ale nie było to dla mnie problemem. Skoro mogłam ponad rok ruchać się z własnym dziadkiem, to co dopiero z obcym facetem! Poznałam przypadkowo jego żonę i nie dziwiłam się, że gość robi skoki w bok. Choć dość atrakcyjna, lala z charakteru była straszną zołzą i zdzirą, a co ciekawe też dawała dupy na boku! Wiem o tym z pierwszej ręki, kiedyś kumpel wygadał się, że posuwa za kasę jakąś mężatkę, bo jej stary już prawdopodobnie nie może; pokazał jej zdjęcie, to była właśnie lala mego kochasia. Jej stary nie może, też coś. Niekiedy tak mnie zerżnął, że nie mogłam prawie chodzić. Tak bolała mnie cipa i tyłek. No to byli na remis. Niestety, fajne życie skończyło się, bo facet wyniósł się do innego miasta, nasz kontakt się urwał.

    Zbliżało się lato, początek czerwca był bardzo ciepły. W szkole robiło się małe rozprężenie, koniec roku tuż-tuż, o oceny nie musiałam się martwić, były naprawdę dobre. W piątek po zajęciach Aneta przyjechała do nas jak zwykle na weekend, postawiła auto na podjeździe, poszła do dziadka. Przechodząc obok spojrzała mi głęboko w oczy, aż ciarki przeszły mi po plecach. Ona też jest super laska, choć ma swoje lata! W czasie kolacji gadaliśmy o pierdołach, a dziadek oświadczył, że jedzie rano do miasta po towar do swej pracowni, wróci dopiero po obiedzie.

    – Mam nadzieję, że nie będziecie się nudziły ze sobą, prawda? – położył dłoń na ramieniu Anety.

    – Spokojnie, Anatolu, damy sobie radę bez ciebie. Jutro ma być jeszcze cieplej, niż dzisiaj i wczoraj, pomyślałam więc, że weźmiemy pierwszą w tym roku kąpiel słoneczną. Co ty na to, Dorotka? – popatrzyła na mnie z nadzieją w oczach.

    – Super pomysł! Może wreszcie wcisnę się w swój nowy opalacz, chyba nie wstąpił się w szafie? – poprawiłam sobie dość lubieżnym ruchem biust.

    – No to już jestem o was spokojny – dziadek zabrał się za sprzątanie ze stołu po kolacji.

    Jak zwykle w piątek długo usypiałam z wibratorem w pipce, wsłuchując się w odgłosy dobiegające z pokoju Anatola, Wreszcie po kolejnym orazmie, wyczerpana, usnęłam. Ranek był piękny, obudził mnie śpiew ptaków. Radosna wyskoczyłam z łóżka, wzięłam szybki prysznic i w podomce założonej na gołe ciało zeszłam do kuchni, gdzie krzątała się już Aneta.

    – Dzień dobry, kochanie, co na śniadanko? Może być jajeczniczka?

    – Jak najbardziej, z dwóch jajek, proszę. Zrobić kawę?

    – Nie musisz, już włączyłam ekspres.

    Siadłam do stołu i zaczęłam przyglądać się kobiecie. Wyglądała naprawdę świetnie, dziadek i jego kutas bardzo dobrze wpływały na jej kondycję psychiczną i wygląd. Opowiadając sobie ploteczki ze szkoły szybko skończyłyśmy posiłek, w swych pokojach przebrałyśmy się w kostiumy i już po chwili byłyśmy gotowe do opalania. Za domem było miejsce idealne do naszych celów. Wzięłyśmy koce i już po chwili rozkładałyśmy je na wiosennej trawie, w pełnym słońcu. Aneta zdjęła luźne ciuszki wystawiając swe szczupłe, zgrabne ciało na działanie promieni, zrobiłam to samo.

    – Nasmarujesz mnie? – podała mi krem do opalania

    – Oczywiście, ale ty też mnie nakremujesz.

    – No jasne! – zdjęła staniczek od opalacza i odwróciła się do mnie plecami.

    Przesuwałam delikatnie po szczupłym ciele, mokrymi od kremu palcami masowałam wyraźnie wyczuwalne mięśnie. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że Aneta systematycznie ćwiczy na siłowni i było to doskonale widoczne. Przesuwałam dłonie coraz niżej, aż do gumki majteczek. Oddałam tubkę Dębskiej, sama też się odwróciłam, czekałam, aż mnie posmaruje tym kremem. Trochę się zdziwiłam, kiedy poczułam, jak rozpina mi stanik.

    – Chyba nie myślisz opalać się w tym stroju? – usłyszałam

    – No chyba po to go kupiłam – odpowiedziałam, jak głupia i odwróciłam się.

    Aneta stała golutka, z dumnie sterczącym biustem i lekko uśmiechając się patrzyła mi w oczy. Znowu poczułam ciarki na całym ciele, a pipka zaczęła robić się wilgotna. Położyłam się wygodnie na kocu, zamknęłam oczy. Aneta po chwili leżała obok mnie, wystawiając gołe ciało na działanie słońca. W pewnej chwili, kiedy chciałam się poprawić, nasze palce dotknęły się, poczułam prąd, który przeszył mnie od stóp do głowy. Odruchowo złapałam dłoń nauczycielki.

    – Po… posmarujesz mnie z przodu? – sama nie wierzyłam, że to powiedziałam.

    – Z największą przyjemnością – już czułam delikatne palce na piersiach.

    Nacierała tym kremem delikatnie, właściwie, to pieściła mnie swymi długimi palcami. Masowała moje persi kolistymi ruchami, dotykała i leciutko naciskała na sutki. Przymknęłam oczy poddając się całkowicie tym pieszczotom, aż jęknęłam, kiedy śliski palec wsnął się w mokrą już pipkę.

    – Już dawno chciałam to z tobą zrobić – wyszeptała mi do ucha moja… przecież ciągle nauczycielka i wychowawczyni!

    – Jak to? – byłam niesamowicie spięta.

    – Od pierwszego dnia, kiedy pojawiłaś się w szkole obserwuję cię, patrzę, jak rośniesz, dojrzewasz, zmieniasz się w piękną kobietę – pociągnęła mnie za rękę i przesunęła się na kocu.

    Anetka pochyliła się, zaczęła ssać moje twardniejące sutki, jednocześnie rozwiązywała sznureczki od majtek opalacza, znowu poczułam w pipce jej zwinne palce. Oddychałam coraz szybciej, coraz głośniej, po chwili już jęczałam z rozkoszy, którą dawał mi język kobiety, który zastąpił palce. Lizała cipkę, ssała rwargi, drażniła łechtaczkę, rozłozyłam nogi najbardziej, jak mogłam, żeby ułatwić dotercie do najsrytszyach zakamarków pipki. Pociągnąłem ją do siebie, zwarłyśmy się w pocałunku. Starałam się, chciałam pokazać, że też jestem namiętną kobietą, złapałam za dokładnie wydepilowaną cipkę, drażniłam ją, brandzlowałam palcami, po chwili lizałam różową szparkę, zaskoczona jej wielkością! Aneta miała naprawdę bardzo małą i ciasną pipkę, zastanawiałam się, jaką rozkosz musiała dawać Anatolowi i jak to się stało, że nie rozciągnął jej… Położyłyśmy się w 69, nasze wzajemne pieszczoty doprowadziły nas do szczytu. Pierwsza zaczęłam głośno stękać, w końcu przycisnęłam twarz do pieszczonego krocza i wyłam w drżącą cipkę. Aneta doszła kilka sekund później; dodatkową rozkosz miała – jak mi później powiedziała – kiedy wrzeszczałam do gorącej szparki. Leżałyśmy obok siebie ciężko dysząc, głaskałyśmy się i muskałyśmy dłońmi. Wreszcie miałam swój pierwszy raz z kobietą! No i przyznam, że było to bardzo miłe, zupełnie inne, nowe doświadczenie. Po chwili oddech unormował się, przyglądałam się swej niespodziewanej kochance. Aneta leżała na wznak, miała zamknięte oczy. Patrzyłam na piękny profil dojrzałej, ale ciągle młodej i atrakcyjnej kobiety, na jej kształtny biust unoszący się w przyspieszonym oddechu, na płaski brzuch jeszcze wstrząsany pozostałościami orgazmu. Podziwiałam niesamowite nogi i szczupłe biodra… Nie otwierając oczu przesunęła rękę w moją stronę, jakby sprawdzając, czy ciągle jestem obok, polożyła dłoń na jeszcze drżącej z podniecenia pipce.

    – To było wspaniałe – wyszeptała – czekałam na to tyle czasu… Nie, nie jestem zboczona, tylko odczuwałam fizyczny pociąg do ciebie; tak jak mówiłam, stało się to kiedy cię zobaczyłam, jak wchodzisz do szkoły. No i robiłam wszystko, żeby być wychowawczynią klasy, w której jesteś…

    – Naprawdę? Schlebia mi to, bo ja zaczęłam zauważać cię i postrzegać jako kobietę, z którą mogę mieć wiele rozkoszy, dopiero wtedy, kiedy zaczęłaś kręcić z dziadkiem. Jesteś naprawdę fantastyczną osobą – odwróciłam się w jej stronę, ujęłam w dłonie śliczną twarz i zanurzyłam w karminowych ustach swój język. Oddawała pocałunek z całą namiętnością, objęła mnie jedną ręką, drugą znowu drażniła szparkę cipki. Nie pozostałam jej dłużna, też zaczęłam palcować ciasną dziurkę, a jeden palec wsunęłam w pupę. Jęknęła głośno, ale nie przestawałyśmy się pieścić, po chwili też poczułam palec w pupie. Oderwałam się od Anety, szunęłam między jej uda, odwróciłąm ją szybko na brzuch i zaczęłam lizać pipkę od tyłu. Po chwili język wcisnął się w kakaowe oczko i zaczęłam pieścić okrągłą pupę. Nagle zatrzymałam się, wstałam. Zaskoczona odwróciła głowę, patrzyła na mnie z żalem w oczach.

    – Co sie dzieje, przestało…

    – Nic nie mów – przerwałam pytanie – i leż, tak, jak leżysz, na centymetr nie zmieniaj pozycji. Zamknij oczy o czekaj!

    Jak wicher pognałam nago do swego pokoju, zabrałam z nocnej szafki mój wibrator i tubkę z żelem. Chwile później klęczałam za Anetą.

    – Nie ruszaj się, mam niespodziankę – nasmarowałam żelem dildo i powoli wcisnęłam w wypiętą pupę.

    – Co robisz! – kobieta była naprawdę zaskoczona.

    – Nie czujesz? Anatol nie rucha cię w tyłek? – tym razem ja się zdziwiłam.

    – Jakże nie, bardzo to lubimy, ale ty tak z zaskocze… nia… Ooooo… Tak, pomalutku, nie śpiesz się, tak… tak… mocniej… o, tak…. głębiej… TAK!!!… Ruchaj mnie, mocno i szybko, natychmiast… TAAAk!

    Głośny wrzask stłumiła dłońmi, bezsilna upadła na bok, podkurczając nogi pod brodę. Wykorzystałam to, że wystawiła szparkę cipy i załadowałam w nią mego niemego przyjaciela. Wystarczyło kilkanaście szybkich ruchów, żeby znowu doszła. Wyciągnęłam wibrtor z Anety, ciągle mokry od żelu i jej soków wsunęłam w swoją pipkę. Zamknęłam oczy, poruszałam się niezbyt szybko, kiedy coś nagle złapało mnie za rękę, a na twarzy poczułam ciepło i zapach kobiety.

    – Teraz mnie wyliżesz, a ja pomogę tobie – ledwo usłyszałam głos dosiadającej mnie Dębskiej – no, maleńka, rusz jęzorkiem!

    Poruszała wolno biodrami do przodu i do tyłu, niekiedy nieznacznie podnosiła, żeby tym mocniej przycisnął cipkę do mej buzi. Lizałam, ssałam, podgryzałam mała, cisną norkę, kiedy ogarnęła mnie znowu fala gorąca i odleciałam w kolejnym orgazmie. Nasze pieszczoty trwały jeszcze kilka długich minut; wreszcie zmęczone, ale nasycone położyłyśmy się obok siebie i nie mówiąc ani słowa oddałyśmy się pieszczotom promieni słonecznych. Usnęłam na chwilę i nie usłyszałam, kiedy przyjechał dziadek, obudził mnie jego cień, padający na nasze gołe ciała.

    – Jasny gwint, jaki piękny widok! – jego radosny głos przywołał nas do rzeczywistości – widzę, że naprawdę bardzo się polubiłyście.

    – A co w tym złego – próbowałam jakoś osłonić swą nagość, przecież to mój dziadek!

    – Dorotko, nie wstydź się, jesteś młodą i piękną kobietą i widzę, że twe wdzięki zostały odpowiednio docenione – wskazał na wibrator leżący na kocu.

    No tak, miała mgo schować, ale usnęłam.

    – Anatolu, przestań – w głosie Anety usłyszałam oburzenie – jak możesz tak mówić!

    – Dziewczyno, starego wróbla nie nabierzesz. Ten sprzęt sam tutaj nie zawędrował. Ma on co prawda takie niezbadane możliwości, ale chodzić nie potrafi. Do tego tubka z żelem intymnym… Szkoda, że nie widziałem co się tu działo… – roześmiał się głośno.

    – No wiesz, nie zawstydzaj nas – Aneta ciskała gromy wzrokiem – zachowuj się, jak dżentelmen.

    – Dobrze, już dobrze, idę do domu – wycofał się dziadek – A o obiedzie pomyślałyście? Jestem przekonany, że nie, dlatego kupiłem kurczaki z rożna – potrząsnął siatką i poszedł sobie.

    Popatrzyłyśmy na siebie i wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Ale numer, dziadek nas nakrył – nie mogłam opanować radości. Nie pomyślałyśmy, że może być wcześniej…

    – Ale, ale! Hej, dziewczyno! Jakoś nie zawstydziłaś się, kiedy stanął nad nami, raczej tylko dla pozorów starałaś się zakryć swą nagość, mam rację?

    – No coś ty, jak tak możesz!

    – Bo wiem, co mówię. Gdyby między wami nic nie było, a podejrzewam od kilku miesięcy, że jednak było, to byś natychmiast schowała się pod kocem!

    – Anetko, przestań, proszę, teraz ty mnie zawstydzasz – próbowałam się bronić.

    – O, nie! Teraz, jak już ugryzłam ten temat to musi być wyjaśniony do końca! Wstawaj! – niemal pociągnęła mnie za rękę.

    Na ślicznej twarzy malowała się ciekawość, zdumienie i chyba jakaś złość, kiedy całkowicie nagie szłyśmy szybkim krokiem do domu. Wpadłyśmy do kuchni, gdzie dziadek szykował porcje kurczaka.

    – Anatol! Proszę natycmiast powiedzieć, co łączy cię z Dorotą!

    – Jak to, co? – pomału wytarł dłonie w ręcznik jednorazowy – Dorotka jest moją wnuczką – dopowiedział spokojnie – przecież wiesz.

    – Ty mi tu oczu wnuczką nie zamydlaj. Ja pytam, co cię łączy z nią po za pokrewieństwem.

    – Koniecznie chcesz wiedzieć? – przybrał poważny wyraz twarzy.

    – Tak, koniecznie!

    – Bez względu na to, co powiem?

    – Tak!

    – No to wiedz, że miałem niewątpliwy zaszczyt pozbawić Dorotkę dziewictwa, a potem spaliśmy razem ponad rok, do momentu, kiedy poznałem ciebie. Zadowolona?

    Kobieta usiadła na stołku, patrzyła na nas jak na kosmitów i nagle… wybuchnęła śmiechem.

    – Ładny numer! Nie wiem dlaczego, ale coś mi kołatało w głowie, że łączy was coś więcej, niż pokrewieństwo, ale nigdy… No coś takiego… – zamilkła na chwilkę.

    – Ale to już skończone, tak? Dorota nie jest moją rywalką? – wstała i podeszła do dziadka. Anatol objął kobietę, odwrócił ją tyłem do siebie, jedną dłoń położył na nagim biuście, drugą wsunął między nogi i chyba wsadził palce w pizdeczkę, bo Anita jęknęła.

    – Nigdy nie zdradzam swoich kobiet, nawet z własnymi wnuczkami – wyszeptał do ucha obejmowanej Dębskiej. – A że Dorotka jest fantastyczną kochanką przekonałaś się sama, prawda?

    – Och, Anatolu… – wystękała – wierzę tobie…

    Sięgnęła lewą ręką za siebie, położyła dłoń na karku mężczyzny, a prawa zawędrowała do jego rozporka, w którego okolicy zobaczyłam poważne wybrzuszenie. Acha! Dziadek w gotowości. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie tylko nie zdziwiła się słowami dziadka, nie tylko nie zrobiła awantury, ale jeszcze zaczęła mizdrzyć się do niego, nie zwracając uwagi na moją obecność! Miała aż taką chcicę na seks z mężczyzną? Tak ją rozochociłam? Patrzyłam z narastającym podnieceniem na rozwój wypadków. Anatol popchnął Anetę w stronę stołu kuchennego, zmusił ją, by oparła się o jego blat. Szybkim ruchem uwolnił ze spodni stojącego już na dobre kutasa i załadował w wystawioną cipę. Aneta jęknęła, jeszcze bardziej wypięła się się do nacierającego drągala, opuściła głowę, włosy rozsypały się wokół twarzy tworząc ciekawą zasłonę. Dziedek ruchał kobietę jak automat, trzymał ją za biodra i posuwał rytmicznie, sapiąc przy tym jak parowóz.

    Nie wytrzymałam dłużej. Wsunęłam się pod stól, rozpięłam dziadkowe spodnie do końca, ściągnęłam je razem z bokserkami. Miała przed oczami kołyszące się jądra, które objęłam dłonią i zaczęłam delikatnie uciskać, pociągając w dół. Anataol przechylił się, patrzył na mnie i uśmiechnął się szelmowsko. W chwili, kiedy wysuwał się z ruchanej szpary złapałam za kutasa, wyszarpnęłam go i natychmiast wcisnęłam w brązowe słoneczko pupy. Aneta cicho krzyknęła i już położyła się na stole, szeroko rozstawiając te niesamowite nogi. Kutas wchodził cały, jądra odbijały się z cmoknięciem od kapiącej sokami pipki, którą teraz zaczęłam zapamiętale lizać. Nie było to zbyt wygodne, ale jakoś dawałam radę. Niesamowity wrzask, który chwilę później usłyszałam świadczył, że moja pani wychowawczyni przeżywa kolejny orgazm. Całe ciało nauczycielki drżało, dygotało, soki ściekały po udach aż do kostek, nie nadążałam z ich zlizywaniem. Anatol pchnął jeszcze kilka razy i też zaryczał, nogi sie pod nim ugięły i z cmoknięciem wyskoczył z ruchanej dupy. Złapałam ciągle drżącą pałę, wsadziłam tak jak kiedyś głęboko do ust i wyssałam do ostatniej kropelki. Podniosłam się z kolan, popatrzyłam na oboje i roześmiałam się.

    – No ładnie, moja wychowawczyni nieźle mnie wychowuje, a mój rodzony dziadek nie ma nic przeciw temu… To czysta patologia, nie sądzicie?

    – Zamknij się, gówniaro – dziadek złapał mnie pod pachy, odwrócił tak jak przedtem Anetę tyłem do siebie, błyskawicznie położył się na podłodze i nadział moją pupę na twardego ciągle kutasa – teraz będzie lekcja wychowawcza!

    Leżałam na jego piersiach, bolcował mój tyłeczek, a Aneta klęcząc przed nami lizała mnie po pipie i okolicach. Nie potrzebowałam dużo czasu, byłam przecież napalona, jak kominek zimą i błyskawicznie odleciałam w niebyt. Kiedy odzyskałam pełną świadomość dziadek zapinał już spodnie, Dębska patrzyła na podłogę koło stołu, trzymając w dłoni ścierkę.

    – Zetrę to, zanim się ktoś przyklei – nachyliła się w stronę plam pod stołem.

    – Tylko się nie wypinaj, bo znowu będę musiał zerżnąć twą gołą dupkę – Anatol klepnął kobietę w pośladek. – Dorotka, a ty idź na dwór i posprzątaj koce, wasze ciuszki i schowaj wibrator. Ja muszę chwilkę odsapnąć, więc przez najbliższe pół godziny nie zawracajcie mi głowy. Kurczaka sobie odgrzeję, wy jedzcie teraz, póki ciepły – i jakby nigdy nic poszedł do swej pracowni. Patrzyłam na Dębską, ona na mnie, podeszłyśmy do siebie, nasze języki rozpoczęły radosny taniec. Po kolejnym uścisku odezwała się Aneta.

    – Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co się dzisiaj stało… jestem kompletnie skołowana. Bardzo lubię seks, jak widzisz, obserwując was zaczynałam mieć przypuszczenia, że coś jest między wami, ale do głowy mi nie przyszło, że regularnie z sobą śpicie! Nie zauważyłam żadnych oznak czegokolwiek w domu, ani w szkole… A Zuza i Tosia wiedzą o waszym związku?

    – Broń Boże, nie wolno im tego mówić! To, że milczą o tobie, to wcale nie świadczy, że zachowają tajemnicę dotyczącą mnie!

    – Dorotko, jesteś naprawdę niesamowita… Ubierzmy się i siadajmy do stołu, kurak czeka i stygnie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Zaliczenia w delegacji cz. 3

      Do pomocy przy pracach oddelegowany został po jakimś czasie jako pomocnik Jana, Grzegorz, student – praktykant, pochodzący ze Śląska. Młody, przystojny chłopak spodobał się okolicznym dziewczynom, był bardzo atrakcyjnym mężczyzną… Nudząc się monotonią dnia pracy (nie wspominam wieczorów i nocek; o tych porach o nudzie nie było mowy!), Jan uknuł szatański plan. Dowiedział się, kiedy Jagoda i Ewa mają wolny wieczór i umówił obie na spotkanie. Miały przyjść razem, wykąpane, czyściutkie i bez żadnej bielizny. Próbowały dowiedzieć się, w czym rzecz, ale zbył je odpowiedzią, że dowiedzą się, jak przyjdą. Wieczorem ostrzegł Grzegorza, że będą mieli odwiedziny, żeby przygotował jakiś krem, czy inne tłuste smarowidło. Grześ zdziwił się trochę, ale był bardzo zdyscyplinowanym podwładnym. Wieczorem przed wizytą dziewczyn położył na stoliku tubkę ze zdobytym gdzieś żelem. Na stole postawili szklaneczki i jak zwykle, tradycyjnie butelkę Martini, którą Jan „doprawił” setką spirytusu. Mając jeszcze czas wykąpali się pod prysznicem, oczywiście osobno, założyli na siebie tylko dresy, użyli też męskich perfum, które Grzegorz dostał od rodziny z Francji. Pachniały rewelacyjnie!

    O ustalonej porze usłyszeli pukanie do drzwi, obie dziewczyny przyszły razem, trochę zdziwione i zaintrygowane weszły do pokoju.

    – Co jest grane? – Jagoda rozglądała się zdziwiona, uśmiechnęła się na widok butelki – Chcecie nas upić, żeby potem wyruchać?

    – Żeby was wyruchać nie trzeba butelki, a ona jest po to, żeby jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie czas! Grześ, polej, proszę. – Jan wydał dyspozycje.

    Przez kilka minut rozmawiali o głupotach, popijali pyszny trunek, opowiadali sobie dowcipy, dziewczyny przekazały najświeższe plotki usłyszane na wsi. Ewa siadła obok Jana, Jagoda zajęła miejsce na kanapie Grzesia. Obie nie krępowały się swą obecnością. Jedna, jak i druga nie czekały na zaproszenie, pomału i dyskretnie zaczęły zajmować się siedzącymi obok mężczyznami. Ewa wsunęła dłoń w dres Jana, pomału masowała jego powstającego penisa. W tym czasie Jagoda wpiła się w usta Grzegorza, kierując jego rękę na swe krocze. Alkohol działał na dziewczyny coraz bardziej, już nie kontrolowały się zupełnie, chciały tylko kochać się z fajnymi chłopakami. Jan rozpiął bluzkę Ewy, począł pieścić uwolniony, obfity, aczkolwiek kształtny biust; w tym czasie Jagoda miała pełne usta liżąc i obciągając kutasa Grzesiowi. Ewa nie chciała być gorsza, zsunęła spodnie od dresu z bioder Jana i wchłonęła w siebie na tyle, ile mogła jego penisa. Przez chwilę obie dziewczyny zabawiały się rumakami swych kochanków, zdejmując z siebie pozostałe ciuchy. Chłopaki popatrzyli na siebie, skinęli głowami. Jan wstał z kanapy, Ewa, trzymając ciągle masowanego kutasa zdziwiona popatrzyła na mężczyznę.

    – Co ty… – patrzyła niepewnie.

    – Nic, bądź cicho, nic nie mów – podszedł do drugiej kanapy, gdzie rozebrana już, wypięta w jego stronę Jagoda robiła loda koledze.

    Grzegorz leżał na wznak, dziewczyna klęczała na podłodze, obrabiając jego pałkę. Jan popchnął Ewę w stronę chłopaka, pokazując ruchami dłoni, co ma robić, a sam uklęknął za Jagodą. Ewka siadła okrakiem nad twarzą Grzesia, tak, aby mógł swobodnie zająć się jej cipką, a Jan nabrał sporą porcję żelu na dłoń, posmarował odbyt i pipkę Jagody, pewnym ruchem wtargnął do gorącego i wyczekującego wnętrza cipki. Dziewczyna tylko drgnęła, ale nie odsunęła bioder, za które Jan ją chwycił. Grzesiu z wielkim zaangażowaniem zajął się już pulsującą z podniecenia pizdeczką Ewy, która przechyliła się w lewo i wpiła swe namiętne usta w usta Jana. Jej bardzo zwinny język wyprawiał dzikie harce w połączeniu z językiem chłopaka; dziewczyna głośno wzdychała z rozkoszy, czując niesamowite podniecenie wynikające z kolei z „działalności” języka Grzesia. Zabawiali się tak przez dłuższą chwilę, do momentu, kiedy Grzegorz niemal zrzucił Ewę ze swej twarzy, popchnął ją w kierunku swoich bioder. Dziewczyna zrozumiała intencje i nie zwlekając nadziała się na pałkę chłopaka, pochylając się w jego stronę. Jagoda patrzyła zdziwiona na to, co się dzieje, nie wiedziała, gdzie jest jej miejsce, przecież to ona obrabiała tego sterczącego chuja! Jan wykorzystał jej zawahanie, klęknął w nogach Grzegorza, poczekał, aż uspokoi rytm swoich uderzeń w cipce Ewy, nabrał znowu żelu stojącego na stoliku, posmarował nim swego rumaka i ciemną dziurkę dziewczyny i wszedł w jej pupę. Krzyknęła zdziwiona, ale po krótkiej chwili dostosowała tempo swych bioder do ruchów obu pierdolących ją mężczyzn. Jagoda zaskoczona swą biernością patrzyła ciągle zdziwiona, czekała na moment, żeby w końcu dołączyć się do trójkąta. Teraz ona siadła na twarzy Grzesia, poddając swą pipkę pod działalność jego języka i warg.

    – Wyruchajcie mnie tak, jak Ewę – wyszeptała do Jana – jeszcze nigdy nie jebało mnie dwóch facetów jednocześnie, a bardzo chcę tego spróbować…

    – Oczywiście, kochanie, jak chcesz – popatrzył na laseczkę, a do Ewy:

    – Teraz Grześ wsadzi ci kutasa w pupę, będziesz tyłem do niego, położysz się na jego klacie, wystawisz pipkę, a ja w nią wejdę. Chcesz tak?

    – Pewnie, że chcę, ale chcę też, żebyś mnie mocno wyruchał, bez jakichkolwiek skrupułów! – Ewa była gotowa.

    – Będzie, jak chcesz

    Dziewczyna zrobiła tak, jak mówił, kilka chwil później znowu dymali ją z Grzegorzem na dwa baty. Jagoda okraczyła twarz Ewy, chciała też mieć coś z tego seksu, ta doskonale ją czuła, wiedziała, jak dogodzić drugiej kobiecie. Naraz Ewa, po przeżytym orgazmie, który dostała od dwóch kutasów, zeszła z bioder Grzegorza, popchnęła Jagodę na kanapę i sama zanurzyła się między jej udami. Rozchyliła palcami płatki jej sromu i polizała łechtaczkę. Jagoda jakby skurczyła się, zaskomlała jak psiak, maksymalnie rozłożyła na boki swe zgrabne nogi. Ewa nie przestawała penetrować językiem mokrej cipki, gdy Grześ wykorzystał półotwarte usta leżącej dziewczyny i wepchnął między nie sterczącego penisa. Przyjęła go bez problemu, zaczęła namiętnie ssać i lizać jajka chłopaka. Jan wykorzystał wypiętą pupę Ewy liżącej gorącą pipkę przyjaciółki i pomalutku wsuwał swą pałę między pośladki, w brązowe oczko. Napluł na kutasa i począł nim miarowo poruszać w chętnym tyłeczku. Ewa poddawała się jego rytmowi, wychodząc biodrami naprzeciw nacierającego drąga, nie przestając minety pobudzała się dłonią, masując ciągle swą szparkę i łechtaczkę. Piszczała przy tym głośno, stękała i jęczała z rozkoszy, jeszcze mocniej nacierając na pipkę Jagody. Ta z kolei, czując coraz silniejsze pieszczoty, jeszcze mocniej zaczęła ssać grzesiowego penisa, co z kolei spotkało się z wielkim uznaniem z jego strony. Ten swoisty czworokąt skończył się dość szybko, bo po kilku minutach wzajemnych pieszczot cała czwórka niemal jednocześnie szczytowała, wśród wrzasków, westchnień i jęków upadli obok siebie na pościel, uszczęśliwieni i spełnieni w dawaniu sobie rozkoszy. Jan chciał dodatkowo urozmaicić jeszcze ten wieczór. Kazał Jagodzie i Ewie położyć się w pozycji „sześćdziesiąt dziewięć”, gdzie Ewa była na dole. Sam klęczał za dziewczyną, sięgając fiutem jej pupy, pod którą w celu łatwiejszego dojścia położył poduszkę; Grzegorz posuwał wypiętą w jego stronę dupkę Jagody. Dziewczyny dogadzały sobie wzajemnie językami, czując w swych pupach twarde kutasy. Znowu szybko osiągnęli rozkosz i znowu w pokoju słychać było jęki, sapania i ciche krzyki podnieconych kochanków. Chwilę poleżeli obok siebie, nasyceni seksem, zadowoleni. Wieczór kończył się, jeszcze tylko dziewczyny zrobiły im po lodzie i wśród śmiechów i uśmiechów rozstali się z niejakim żalem.

    Kilka minut później panowie usłyszeli ciche pukanie do drzwi, po sekundzie do pokoju weszła Jagoda.

    – O, cóż sprowadza w nasze skromne progi? Dawno u nas nie byłaś. Napijesz się czegoś? – Jan patrzył na dziewczynę z uśmiechem.

    – Wróciłam, bo coś mi obiecałeś… – patrzyła na Jana z oczekiwaniem w oczach.

    – Obiecałem, prawda… Chcesz tego?

    – Tak, dlatego tutaj jestem – pomału rozbierała się patrząc na chłopaków – zrobię wam laskę, żeby wam pały dobrze stały. O nawet mi się zrymowało!

    Już klęczała przed chłopakami stojącymi przed nią z opuszczonymi bokserkami i brandzlowała ich powstające kutasy dłońmi. Patrzyła to na jednego, to na drugiego, pomagała sobie języczkiem uwijającym się wokół śliskich już głowic, raz po raz wsuwała je na zmianę do rozchylonych ust. Jej zabiegi błyskawicznie przyniosły spodziewany efekt; oba ogiery stały na baczność naprężone i gotowe.

    – Kogo chcesz w pupie? Grzesia, czy mnie?

    – Wolę Grzesia, jest trochę mniejszy, mniej będzie bolało na początku, poza tym ty już tam byłeś.

    Jan położył się na wznak, Jagoda nie czekając siadła na nim, wsuwając dłonią sterczącą dzidę w ciągle spragnioną kutasa cipkę, przytuliła się swym niewielkim, jędrnym biustem do piersi mężczyzny. Grzegorz nasmarował starannie żelem drugą dziurkę i bez pośpiechu wsuwał swą pytę w lekko wypiętą, małą, zgrabną pupę. Nadziana na dwa kutasy dziewczyna jęknęła cicho, przymknęła oczy.

    – Fajnie czuć was obu jednocześnie, aż mi się ciepło robi! Nie ruszajcie się, proszę, to takie przyjemne uczucie, nie chcę szybko skończyć…

    Leżeli w bezruchu dłuższą chwilę. Po jakimś czasie Jagoda sama zaczęła niespiesznie poruszać się na tkwiących w niej kutasach. Przesuwając biodra w dół nadziewała się na pałę Jana, gdy je podnosiła – wsuwał się w nią drąg Grzegorza. Podniecenie, które ogarniało Jagodę spowodowało, że przyspieszała swe ruchy, jeszcze bardziej potęgując doznania. Kilka chwil później dotarła na szczyt, spazmy orgazmu targały jej chudym ciałem. Jan skinął na Grzesia. Ten zszedł z dziewczyny, pomógł koledze wstać. Stojąc już, Jan ciągle trzymał w ramionach podrygujące w orgazmie szczupłe ciało Jagody, cały czas nabite na jego penisa. Trzymał dziewczynę pod kolanami, podnosił i opuszczał ją na kutasie, patrzył, jak przewraca oczami, jęczy i stęka z nieustającej rozkoszy. Grzegorz cierpliwie wyczekał odpowiedni moment i sekundę później tkwił w jej dupce. Chłopcy wyrównali rytm bioder i – zaskoczeni – musieli po kilku sekundach mocno trzymać niemal omdlałą z rozkoszy laskę. Jan podniósł chudy tyłek Jagody, skinął na Grześka, pokazał dłonią, co ma zamiar zrobić. Kolega natychmiast pojął, w czym rzecz, obaj wcisnęli swe kutasy w ciasną pipkę i zaczęli znowu ruchać jęczącą i stękającą dziewczynę. Ta nie wytrzymała już długo, po kilku sekundach wrzasnęła i znieruchomiała, by zaraz potem wpaść w dygot; podrzucała biodrami, zagryzała piąstki, w ostatniej chwili zdążyli położyć kochankę na łóżku i nakryć ją poduszką, bo ryk, który wydobył się z tej niewielkiej istoty postawił by na równe nogi cały hotel. Przerwali swe poczynania, klęcząc nad jej twarzą wytrzepali się do wytrysku; sperma spływała po jej twarzy, biuściku, po szyi… Dziewczyna otworzyła oczy, uśmiechnęła się leciutko.

    – Ale mnie wyruchaliście, znowu coś nowego, nigdy nie przeżywałam czegoś takiego. Aż mnie obie dziurki bolą, a najbardziej biedna pipka, zmieściła w sobie dwa takie kutasy, chyba nie dam nikomu przynajmniej przez tydzień – zbierała ręką pomieszaną spermę z twarzy i piersi i wylizywała starannie dłoń.

    – Fajnie teraz smakujecie, tylko nie wiem, który z was jest bardziej słodki, a który bardziej kwaskowy. Janku, dasz mi jeszcze trochę tego wina? – wskazała wzrokiem na niedokończoną butelkę.

    – To nie wino, tylko Martini!

    – Nieważne co to jest, ale i tak bardzo mi smakuje. Dasz jeszcze trochę?

    – Idź do toalety, ogarnij się trochę. Raczej nie wyglądasz zbyt ciekawie ze spermą kapiącą z nosa, a potem ci naleję.

    Jagoda wybiegła do łazienki, po kilku chwilach, już umyta, była z powrotem. Duszkiem wypiła szklaneczkę alkoholu, szybko ubrała się, cmoknęła chłopaków w policzki i wyszła z pokoju.

    – No i co, panie Grzegorzu, wieczór można uznać za udany? – Jan szelmowsko uśmiechnął się do kolegi, przybili sobie „piątkę”

    – Oczywiście, panie Janie, wieczór był wyjątkowo udany. Ośmielę się powiedzieć, że był STOSUNKOWO bardzo udany!

    – No to może na zakończenie pora na coś mocniejszego od tych kropli? – wskazał na butelkę po Martini.

    – Masz na myśli ten bimberek od Krzysztofa? Oczywiście, po szklaneczce przed spaniem nie zaszkodzi!

    Nalali do szklanek po solidnej porcji, wypili i… poszli do łóżek.

     Kilka dni później Grzegorz wyjechał na krótki urlopik w swoje rodzinne strony. Jan został sam w pokoju i wtedy przyszedł mu do głowy kolejny ciekawy pomysł. Postanowił umówić się z obiema seksownymi siostrami u siebie w pokoju hotelowym na ten sam wieczór, z półgodzinną różnicą czasową. Poprosił, żeby były po kąpieli, nie lubił zapachu nie mytej pipki i moczu, lubił czystą cipkę i dupkę. Wiedział, że Maryśka zrobi wszystko, co jej powie, więc jako pierwsza przyszła Ewa. Zaparzył kawę, usiedli na łóżku, rozmawiali. Jan patrzył na zegarek, kilka minut przed przyjściem Marysi chwycił Ewę za włosy i przyciągnął jej głowę do swojego krocza.

    – Wyciągnij go i ssij – nakazał.

    Była bardzo posłuszna i już po chwili czuł na swym penisie ciepło jej ust. Głaskał ją po głowie, gładził miękkie, długie włosy. Musiał przyznać, że zrobiła naprawdę bardzo wielkie postępy w sztuce kochania od chwili, kiedy się poznali. Dziewczyna klęczała przy łóżku, łapczywie pochłaniała jego pałę. Pomału zdjął jej bluzeczkę, rozpiął i zdjął stanik, uwalniając bardzo ładny, jędrny i kształtny, duży biust; zsunął z nóg już opuszczone figi, pochylił się, dłoń położył na mokrej z podniecenia szparce. Delikatnie pieścił cipkę Ewy, palce raz po raz wsuwał w pupę, obserwował uważnie jej reakcje, kiedy zobaczył, że poruszyła się klamka u drzwi; po chwili weszła Marysia. Zaczęła rozglądać się po pokoju, spojrzała w prawo, gdzie stało jego łóżko i otworzyła szeroko oczy. Chciała coś powiedzieć, już otworzyła buzię, ale Jan położył palec na ustach i skinął na nią, żeby podeszła. Ewa nie usłyszała wejścia siostry, zajęta była czymś innym. Maria patrzyła wielkimi oczami i nie wiedziała, jak zareagować, co zrobić, zostać, czy wyjść. Uśmiechnął się do niej, pokazał gestem, żeby się rozebrała. Jeszcze patrzyła zdziwiona, ale posłusznie zdjęła z siebie wszystko, poza zegarkiem.

    – Wyliż ją! – szepnął.

    – Co?!?! – też mówiła szeptem – mam ją wylizać? Jak? Co?

    – Tak, masz wylizać własną siostrę. Wyliż jej cipkę.

    Ewa usłyszała coś, ale przytrzymał ją za kark.

    – Nie przerywaj sobie, moja droga; jesteś świetna i dostaniesz nagrodę.

    Marysia już klęczała za siostrą i rozchylała jej uda, zanurzyła między nimi twarz. Pomruk rozkoszy i zdziwienia stłumiony przez sterczący członek tkwiący w ustach był oznaką, że Marysia też poczyniła spore postępy. W końcu Ewa oderwała się od Jana i odwróciła głowę.

    – Maryśka???

    – Nie wrzeszcz, połóż się na plecach – Jana głos był cichy, ale bardzo stanowczy – rozchyl szerzej nogi, otwórz usta i nic nie mów.

    Znowu był w niej mocno i głęboko. Ewa umiała „wchłonąć” go niemal całego bez najmniejszego problemu, czego nie robiła prawie żadna kobieta, z którą się kochał, choć doskonale pamiętał sprzed laty umiejętności Marianny, matki córek – bliźniaczek… Po chwili położył się, nadział na siebie Marysię, a Ewa usiadła na jego twarzy. Teraz Jan lizał jej cipkę, pieścił i drażnił wargi, wylizywał jej wnętrze. Marysia dosiadła go z ochotą i bardzo energicznie. Po chwili już lizał jej krocze, a dosiadała go Ewa. Zmusił siostry do wzajemnych pieszczot, którym poddały się z wielkim zaangażowaniem, bez śladu zażenowania. Czyżby robiły to już wcześniej? Jan miał spytać o to, ale… zapomniał. Teraz, z radością obserwując, siedział z boku i przypatrywał się dziewczynom, bawiąc się swoim przyjacielem. Nie usiedział długo, znowu był w jednej z nich, druga lizała jego pracujący członek i jądra, cipkę siostry… Kazał laskom uklęknąć obok siebie na łóżku i wypiąć pupy w jego stronę. Posuwał je na zmianę, raz w cipkę, za chwilę był już w dupce, albo cipce siostry… Te „zapasy” trwały prawie całą noc. Orgazmy mieszały się ze sobą, jego sperma rozsmarowana na ich ciałach błyszczała się, dziewczynami co jakiś czas wstrząsały rozkoszne dreszcze… W końcu niemal je wygonił, bolał go członek, bolały jądra, szczypały te wszystkie miejsca, w które go pogryzły w chwilach silnego podniecenia, był bardzo zmęczony. Na szczęście następnym dniem była niedziela, więc mógł sobie dłużej pospać. Po wyjściu dziewczyn Jan stanął pod prysznicem, puścił sobie prawie zimną wodę, spłukiwał z siebie trudy minionej nocy. Gruby, ciepły ręcznik wysuszył jego seksem zmęczone do granic ciało, nagi wsunął się pod kołdrę. Sekundę później już spał. Nad ranem miał fajny sen, śnił, że jakaś kobieta dobiera się do niego, masuje jego sterczącego kutasa, liże jądra. Sen był bardzo realny, fizycznie odczuwał, że pieści go jakaś kobieta. Zaskoczony Jan otworzył oczy. To nie był sen! Rzeczywiście czuł na swym penisie czyjeś usta, czuł delikatnie zaciskającą się dłoń na jądrach. Widział tylko szczupła pupę w figach wystającą spod kołdry, nie miał jednak pojęcia, do kogo należy. Zaciekawiony uniósł pomału kołdrę i zobaczył… Elę, żonę Krzysztofa, traktorzysty z kombinatu. Odepchnął ją od siebie.

    – Zwariowałaś? Co ty wyprawiasz, chcesz kłopotów?

    – Nie, chcę tylko, żebyś mnie przeleciał, tak jak Ewę i Maryśkę! – mówiąc to nie przestawała go masować, co chwilę liżąc gorącą głowicę i biorąc ją głęboko w usta – mogłeś je ruchać przez cały pobyt tutaj, to mnie też na zakończenie możesz, prawda? Chyba nie jestem gorsza od tych młodych pipek?

    – Przelecieć cię jak Ewę i Maryśkę? Co ci przyszło do głowy? A tak na marginesie – która jest godzina? Co ty tu właściwie robisz? – był zdziwiony i zdezorientowany, nie zwracał uwagi na słowa kobiety.

    – Prawie południe, a ty jeszcze śpisz. Przyszłam zaprosić cię na dzisiaj, na niedzielny obiad o czternastej. No i nie muszę się niczego obawiać, bo Krzysiek jest w kościele z dziećmi, potem idą na mecz na boisko, więc mamy co najmniej dwie godziny dla siebie. Po za tym nie nawijaj mi znowu, że żony kolegów są nietykalne, bo te nietykalne żony też mają swoje potrzeby, swoją wolę, chęć na obcego faceta z wielkim kutasem, w ogóle na obcego faceta i przeżycie czegoś ciekawego, co pewnie już się w ich życiu nigdy nie powtórzy – mówiąc to rozbierała się do naga i w końcu goła siadła na odsłoniętych biodrach Jana.

    Jego penis pomału osiągał swój normalny stan, chwyciła go mocno, nakierowała na cipkę i nasunęła się na twardniejącą pałę. Po chwili nabiła się do końca, z wrażenia mrużąc oczy i pomrukując cichutko.

    – A poza tym mój Krzysiu nie ogranicza się jakoś i pieprzy każdą, która ma na to ochotę. Magdę też, myślisz, że nie wiem? – jej ruchy stawały się szybsze i energiczniejsze.

    Nie powiedział słowa więcej, zajął się napaloną dziewczyną, której podniecenie było tak silne, że w kilka sekund później opadła na niego z głośnym jękiem. Jan nie przestawał ruszać rytmicznie biodrami, podniósł Elę, podtrzymując podskakujący biust, ciągle poruszał się w jej spływającej sokami cipce; po krótkiej chwili znowu przeżyła orgazm. Przewrócił dziewczynę na plecy, podniósł jej nogi, oparł łydki o swe ramiona, znowu mocno, brutalnie wszedł w pulsującą, rozgrzaną cipę.

    – Och, tak, tak, na to czekałam, rżnij mnie, Janku, jestem twoja, rób co chcesz, ale nie przerywaj… Śniłam o tej chwili… Masz super kutasa, czuję go w sobie…. pchaj go, mocno pchaj… tak… Wreszcie… się… doczekałam…

    – Elka, przecież… – próbował oponować.

    – Nic nie mów, tylko mnie ruchaj! – przerwała Janowi ze złością, podrzucając cały czas biodrami, żeby jak najgłębiej mógł spenetrować gorącą, obficie kapiącą sokami i do granic rozpaloną pipkę.

    Zadarł jej nogi jeszcze wyżej, patrzył, jak po pupie spływają soki i śluz, mocząc odbyt. Nie namyślając się wysunął kutasa z napalonej piczki i wcisnął go w ciemną dziurkę. Ela wrzasnęła, ale w porę nakrył jej twarz poduszką, wepchnął się do końca. Przestała krzyczeć, zaczęła jęczeć. Znowu wstrząsnął nią dreszcz orgazmu, po chwili kolejny i jeszcze jeden. Nie mógł już dłużej wytrzymać. Przewrócił dziewczynę na brzuch, położył się na niej, ponownie wszedł w pupę. Prawą rękę wsunął pod jej biust, lewą pod podbrzusze, dłoń wcisnął pod cipkę. Pieszcząc łechtaczkę jedną ręką, oparty na łokciach i kolanach, drugą dłonią ugniatał dojrzałe piersi i energicznie wbijał się w pupę. Po chwili oboje wrzeszcząc w poduszkę opadli na prześcieradło. Zsunął się z Eli i położył obok. Dopiero teraz popatrzył na jej ciało, nagie, rozpalone i wstrząsane jeszcze dreszczami niedawno przeżytych orgazmów. Ela miała ładną figurę, choć była trochę za szczupła, prawie chuda, podziwiał niezły, tylko trochę obwisły po urodzeniu dzieci biust. Nie należała do piękności – ale miała bardzo interesującą urodę, miała w sobie to słynne, nieokreślone „coś”, co nawet nie będącym pięknościami kobietom dawało nieokreślony czar i powab; musiała podobać się mężczyznom. Po chwili odpoczynku niemal wygonił ją do domu, jednak przed wyjściem, stojąc już w drzwiach pokoju zobaczyła, że jego przyjaciel znowu podnosi głowę. Zamknęła drzwi, popchnęła Jana na łóżko, uklęknęła przed nim i jeszcze raz go wyssała… Podobna wizyta powtórzyła się jeszcze dwa razy. Nie miał skrupułów, dawał Eli to, co miał do zaoferowania każdej napalonej na niego kobiecie. W dniach, a właściwie wieczorami, kiedy nie zajmował się siostrami albo Jagodą, odwiedzał Magdę, ale tylko późną nocą, wszak sąsiedzi są czujni. Dziewczyna namiętna, spragniona porządnego seksu, mająca duże potrzeby tegoż – przyjmowała prawie co drugą noc z otwartymi ramionami i szeroko rozchylonymi nogami młodego mężczyznę z olbrzymim kutasem, który dawał jej wielką radość i satysfakcję z wielu orgazmów, które dzięki niemu osiągała. Lubiła czuć w sobie tego drągala, lubiła, kiedy penetrował jej ciasną pupę, albo gorącą pipkę; lubiła seks, a ten mężczyzna dawał jej niesamowitą satysfakcję. Wystarczyło, że pogłaskał ją po karku, a już z pipki zaczynało kapać, podniecała się samą jego obecnością. Ciekawostka, jednej niedzieli przypadek sprawił, że usiedli obok siebie w kościele, Jan dyskretnie głaskał jej rękę, a dziewczyna w kilka później minut zaciskała zęby i pochyliła głowę, nikt nie mógł widzieć, że miała niesamowity orgazm. Tak, Jan tylko musiał być obok, żeby Magda odlatywała w niebyt namiętności… Czuła kochanka każdą cząstką ciała, choć nie umiała o tym powiedzieć chłopakowi, ale każdy moment, kiedy wchodził w nią do końca, po sama jądra, zapamiętała na długie lata. Zapamiętała, bo przypominała jej ten czas najmłodsza córka – śliczna blondyneczka z niesamowitymi, niebieskimi oczami…

     Na zakończenie pobytu w Jakubkowie dyrekcja kombinatu urządziła zabawę dla pracowników i ekipy Jana. Były krótkie przemówienia, wręczenie kopert z premiami, potem zaczęła się zabawa do rana. Jedzenia i picia nie brakowało, wszyscy wspaniale się bawili przy akompaniamencie bardzo dobrego zespołu muzycznego. Janowi udało się zerżnąć Werę, kucharkę z ich stołówki, potem w toalecie wpychał swego kutasa w gorącą pipkę i pupę Ewy, w parku dopadł jej siostrę Marię i też dał jej i sobie fantastyczny orgazm. Na koniec chciał jeszcze zdybać Magdę, sąsiadkę Eli i Krzysztofa, ale jakoś nie było okazji, w sumie tylko raz, może dwa z nią zatańczył. Impreza zakończyła się, ale wspomnienie o szalonej potańcówce długo jeszcze żyło w głowach kilku kobiet i jednego jurnego mężczyzny… Po tak długim czasie swej erotycznej aktywności w Jakubkowie miał już dość kobiet i seksu, Jan był wykończony. Na jego szczęście pobyt w tej uroczej miejscowości dobiegł końca. W niedzielny ranek obudził się wesoły jak szczygieł. Wyskoczył z łóżka, włączył radio, zrobił sobie kawę. Teraz prysznic i można zaczynać dzień. Już niedługo powrót, jeszcze tylko dwa dni i do domu. Rozmyślając nad tym wyszedł goły z łazienki. Do proszonego, uroczystego, pożegnalnego obiadu u Krzysztofa i Eli ma jeszcze dużo czasu, więc postanowił się chwilkę zdrzemnąć. Nie było jednak mu to od razu dane. W pokoju czekały na niego… Ewa i Maria. Zezłościł się. Powariowały te baby, czy co?

    – A wy tu czego? – warknął bez przywitania.

    -Bo my do ciebie z propozycją – odpowiedziały niemal chórem.

    – Jaką znowu propozycją? Na seks nie mam czasu, ani ochoty – popatrzył na dziewczyny – no, może wieczorem – poprawił się.

    – No my właśnie w tej sprawie. Wymyśliłyśmy fajne rozwiązanie.

    – Rozwiązanie czego? – nie rozumiał.

    – Naszego problemu – obie uśmiechały się radośnie.

    – Ale ja nie mam problemów, chyba, że wy. Ale mówcie, po co przyszłyście, bo muszę się chwilkę zdrzemnąć.

    – Ożenisz się z jedną z nas!

    – COOOO?!?!?! – usiadł z wrażenia – Powariowałyście? Przecież jestem żonaty! – był tak zaskoczony, że nawet zapomniał, że jest nagi.

    – To co z tego? Rozwiedziesz się. O kasę się nie martw, zapłacisz jej tyle, ile zechce, mamy naprawdę dużo pieniędzy. Forsa to nie problem.

    – No i co dalej? Z którą się mam ożenić? – spytał z ironią w głosie.

    – Obojętne, możemy losować, albo sam wybierzesz. Której byś nie wybrał i tak będziemy mieszkali razem. Oficjalnie będziesz mężem jednej, ale tak naprawdę będziesz miał nas obie. Będziemy razem mieszkać, kochać się, wychowywać dzieci – mówiły to na zmianę, tonem tak oczywistym, jakby wszystko było już załatwione.

    – Powariowały, jak Boga kocham, powariowały! Idźcie już stąd, muszę to przemyśleć, zastanowić się i zdrzemnąć. Maryśka niech przyjdzie wieczorem, pogadamy. A ty, Ewa, bądź tak miła i przyjdź razem z nią. Ale już mówię – żadnego seksu nie będzie!

    Był i to wiele ostrzejszy, niż poprzedniej nocy… Ale udało mu się wyperswadować dziewczynom ich „wspaniały” pomysł z ożenkiem. Nadeszła ostatnia noc w gościnnej wiosce. Jan nie zastanawiał się długo, wiedział jak , gdzie i z kim ją spędzi. Pożegnał się już z wszystkimi dziewczynami, które miał okazję zerżnąć, nie był tylko u jednej. Wykąpał się, założył dres i czekał. Wiedział, że mógł tam być dopiero po północy. Nadeszła wreszcie oczekiwana godzina. Wyjął ze słoika z wodą wcześniej przygotowany bukiecik, założył trampki i wolnym truchtem zmierzał w wiadomym kierunku. Magda obserwowała ulicę przez okno, nie zapalała żadnego światła w sypialni, nie chciała, żeby ktoś ją widział w tym punkcie obserwacyjnym. Dostrzegła znajomą sylwetkę, pokiwała Janowi. Przed chwilką sprawdzała, czy w mieszkaniu sąsiadów, czyli Eli i Krzysztofa jest już cisza, słysząc odgłosy rytmicznego sapania i pojękiwania wiedziała, ze nie wyjdą już na korytarz. Rozebrała się, wśliznęła pod kołdrę. Kilkanaście sekund później obejmowała dłonią i ustami kutasa swego nocnego kochanka; w momencie, kiedy stwierdziła, że jest już wystarczająco twardy usiadła na nim, naprowadzając różową głowicę na wysmarowaną wcześniej pupę. Wskoczył w dupsko z cichutkim syknięciem, dziewczyna zaczęła swój taniec. Energicznie poruszała biodrami do przodu i do tyłu, falowała, nabijała się do końca na twardniejący w ciasnej pupie drąg. Podniosła się, kutas wyszedł z gościnnej dupki, ale zaraz znalazł się w niemniej spragnionej go pipce. Magda ujeżdżała swego kochanka, w przyćmionym świetle widziała zadowolenie i zachwyt na twarzy Jana.

    – Jasiu, ruchaj mnie przez całą noc, nikt tak nie potrafił mi dogodzić, jak ty, ruchaj mnie mocno, jestem całą twoja, wpychaj go gdzie tylko chcesz, gdzie tylko się zmieści… Taaak, taaak. Oooooch, jeeeeeszczeeee, taaaak, mocno, taaaak…

    – Ciszej, Madziu! Obudzisz nie tylko dzieci, ale i pół domu, a nie chcemy tego, prawda? – zrzucił dziewczynę z własnych bioder, po chwili wpychał kutasa w pełne, namiętne usta.

    – Tak, daj mi go – szeptała liżąc nabrzmiałe jądra – spuść się w buzię, chcę cie połykać, smakować, spuść mi się na cycki…

    – Jeszcze nie, jeszcze nie skończyłem z twą pipką – Jan już w niej był, objął drżące z podniecenia ciało dziewczyny, opierając się na łokciach przytulił się do jędrnego biustu – obejmij mnie nogami, mocno.

    Nie zwlekał, zaczął ruchać jak automat, Magda wiła się pod nim, drżała, stękała i jęczała, na szczęście zdążył z poduszką. Silny orgazm opanował szczupłe ciało, jej indiańskie rysy jeszcze bardziej zaostrzyły się, wyglądała w tym podnieceniu olśniewająco.. Chłopak przerwał, podniósł na kolana i poklepał kutasem rozpalone policzki. Zachłannie objęła go ustami, dłońmi masowała twardniejący trzon. Kilka sekund później lawa spermy zalała twarz, oczy, biust, wiele porcji zdążyła połknąć, resztę rozsmarowała jak najlepszy krem.

    – Lubię, kiedy tak tryskasz na mnie. Nawet nie wiesz, jak tego potrzebuję, mówiłam ci o tym nie raz, prawda? Szkoda, że wyjeżdżasz…

    – Też żałuję, nie spotykam często takich namiętnych dziewczyn, jak ty, naprawdę, umiesz dogodzić mężczyźnie. No i jesteś niesamowicie zgrabną i atrakcyjną kobietą, marnujesz się na tej wiosce. Nie myślałaś o zgłoszeniu się do jakiejś firmy, która poszukuje modelek? – prywatnych agencji artystycznych wtedy jeszcze nie było.

    – No coś ty! A dzieci? A mój stary? Nie, nie mam czasu na nic takiego, ale miło, że o tym mówisz, pochlebia mi to! – znowu złapała ciągle sterczącego kutasa i zaczęła intensywnie ssać.

    Skończyło się kolejnym zaspokojeniem obojga, ruchał atrakcyjną dupeczkę prawie do świtu, na miękkich nogach, po namiętnych pocałunkach na pożegnanie wrócił do hotelu. Miał nadzieję, że odeśpi choć trochę do czasu, kiedy będą pakowali się do autokaru… Kiedy wracali po wypełnieniu obowiązków służbowych (po za służbowych też!) do siebie, do domu, całą ekipę żegnali mieszkańcy Jakubkowa, którzy zdążyli zaprzyjaźnić się z sympatycznymi chłopakami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Kolejna Ania

     Po pewnym czasie Jan otrzymał propozycję zmiany pracy, proponowano lepsze warunki, niż dotychczas, poza tym miał objąć wyższe stanowisko. Po namyśle przystał na propozycję, przeniósł się do nowej firmy. Pożegnanie z dotychczasowymi pracownikami odbyło się w kameralnej knajpce na przedmieściach, zaprosił wielu współpracowników. Otrzymał wyrazy sympatii, miłe upominki; poimprezowali prawie do rana. Jako ciekawe zwieńczenie wieczoru można potraktować soczysty pocałunek „z języczkiem”, który otrzymał od zasmuconej asystentki kolegi, zwanej przez wszystkich Myszą, która wyszeptała jeszcze do ucha zaskoczonego Jana „Szkoda”… Na nowym miejscu, w nowej firmie Jan pracował już jakiś czas, zdążył poznać wszystkich pracowników i pracownice swego wydziału. Jedni byli sympatyczni, inni mniej, jak to w życiu, ale nie był konfliktowym człowiekiem, więc szybko zjednywał sobie załogę. Dziwiła go postawa dziewczyny pracującej w zakładowej bibliotece. Stwierdził, że to „dzikuska”, dziewczyna, do której „bez kija nie podchodź”.

    Ania, bo tak miała na imię była dość atrakcyjną, wysoką i postawną dziewczyną. Zgrabna, proporcjonalna sylwetka, dość duży, sterczący (chyba, bo nie widział go w naturze) biust, całkiem ładna buzia – wszystko to powodowało, że fizycznie podobała się mężczyznom w każdym wieku. Była dość mocno zbudowana, ale bardzo proporcjonalnie, choć do szczupłych nie należała. Jan nie potrafił zrozumieć, dlaczego stwarzała pozory kobiety niedostępnej, tajemniczej, nie dopuszczającej do siebie mężczyzn. Trochę to Jana dziwiło, bo dziewczyna była w wieku, w którym każda normalna laska już dawno zaczyna odczuwać „wolę bożą”. Nie robił żadnych zachodów, nie czynił żadnych awansów, udawał całkowitą obojętność, aż sama zwróciła na niego uwagę. Dostawał „spod lady” książki, na które inni czekali po pół roku, niekiedy częstowała go kawą, jakimiś słodyczami. Bywało, że spędzał w bibliotece tyle czasu, że podwładni właśnie tam go szukali. Zbliżało się lato. Pewnego dnia, kiedy znowu poszedł do biblioteki wymienić przeczytane już książki, Ania zapytała Jana, czy znajdzie czas i ochotę na przewiezienie fikusa, który ma stać w jej mieszkaniu, a teraz jest przechowywany w magazynku biblioteki. Miał akurat trochę luzu, nie widział problemu w przewiezieniu dużej rośliny.. Wynieśli doniczkę do samochodu, pojechali do centrum miasta. Pod kamienicą w której Ania mieszkała było wolne miejsce, więc Jan szybko ustawił tam samochód. Wnieśli ciężką donicę z kwiatem, postawili w pokoju, w narożniku pod oknem. Ubrudzili sobie ręce, bo wysypało się z doniczki trochę ziemi. Ania zaprowadziła Jana do łazienki, pomogła umyć zabrudzone dłonie. Było to miłe i podniecające. Wytarł ręce w ręcznik i… objął Anię w pasie, przyciągnął do siebie.

    – Zawsze mi się podobałaś – wyszeptał jej do ucha.

    – Ty mi też, jesteś fajnym facetem – mówiąc to wepchnęła język w jego usta. Przycisnął ją mocniej do siebie, ręką ścisnął jej duży, jędrny pośladek.

    – Masz fantastyczne ciało!

    – A skąd wiesz? – uśmiechała się łobuzersko – nie widziałeś mnie nago!

    – Domyślam się, nie muszę cię rozbierać!

    – A chciałbyś?

    – Głupie pytanie… Znowu przywarł do jej ust.

    Chwilę później oboje nadzy siedzieli w wannie i polewali się gorącą wodą. Dziewczyna z piskiem wyskoczyła z łazienki, Jan poszedł za nią, wytarli się szorstkim, włochatym ręcznikiem. Ania położyła się na kanapie. Opadł na kolana, rozszerzył jej nogi. Przed oczami widział różową, lekko rozwartą, z drgającymi wargami cipkę. Przywarł do niej, zaczął ssać, lizać i wsuwać język w ciepłą, pachnącą kobiecym pożądaniem dziurkę. Anna przytrzymała go za głowę, przycisnęła do łona, ścisnęła udami. Czując, że traci oddech wyrwał się z jej „objęć”, zaczął ssać i lizać sterczące już sutki rzeczywiście dużych piersi, które rozlały się trochę na boki. Nieśmiało ujęła w dłoń sterczący członek, zaczęła go masować, z początku delikatnie, wolno, potem coraz szybciej i gwałtowniej. Jan nagle wyskoczył z krzykiem z łóżka.

    – Auć! Zaraz mi go urwiesz!

    – Nie bój się, widzę, że mocno przymocowany do reszty, a taki kawałek faceta nie może być przecież słaby – nie przerwała masażu.

    – Wolę się nie przekonywać, schowam go – przekomarzał się z Anią.

    – Nie, no przestań, podoba mi się – ścisnęła go jeszcze mocniej.

    – Schowam go w jedyne bezpieczne miejsce… Popchnął ją na kanapę, podniósł nogi dziewczyny i rozchylił je. Gwałtownie wszedł w mokrą szparkę…

    Krzyknęła, lekko cofnęła biodra, ale po chwili kochali się, zapominając o całym świecie. Jan chciał wypróbować też ciasnotę drugiej dziurki, ale Ania nie pozwoliła. Kiedy poczuła jego pałkę niebezpiecznie blisko pupy – odskoczyła z piskiem. Przytrzymał ją za biodra, ale nic to nie dało

    – Daj spokój, nie chcę tak, nigdy tego nie robiłam, chyba nie lubię tego.

    – No to musisz spróbować, inaczej się nie dowiesz, czy naprawdę nie lubisz – nalegał, licząc na możliwość spenetrowania dziewiczej pupy.

    Nie, teraz nie chcę. Nie możemy normalnie się kochać?

    – Anal to też jakaś norma!

    – Ale nie dla mnie. Dalej, wchodź we mnie, bo już nie mogę wytrzymać… No wsadź go wreszcie, jest taki fajny, całą mnie wypełni.

    – Proszę bardzo, ale teraz musisz dać memu kumplowi gorącego buziaka – przesunął się w kierunku jej głowy.

    Ania chętnie objęła ustami pulsujący członek i niepewnie possała trochę. Jan widział, że nie ma w tym wprawy, pokierował więc trochę jej poczynaniami, podpowiedział, co mężczyźni lubią w fellatio. Okazała się bardzo pojętną uczennicą, szybko doprowadziła go do granicy wytrysku.

    – Poczekaj chwilkę, nie chcę skończyć przed tobą. – odsunął się od Ani.

    – To już wszystko? – była bardzo zdziwiona.

    – Nie, ale muszę chwilkę odsapnąć, inaczej zaraz się spuszczę.

    – A ja co mam robić?

    – Masz leżeć i upajać się moimi umiejętnościami – mówiąc to zaczął lizać mokrą pipkę. Potrzebował tylko kilka chwil, żeby doprowadzić Anię na szczyty podniecenia. Zmienił pozycję i znowu był w niej. Tym razem nie ociągał się, niezbyt szybko ale mocno wciskał się w rozedrganą cipę, patrzył w zachodzące mgłą oczy. Orgazm nadszedł niespodziewanie szybko, zaczęła cała drżeć, palce rąk zaciskała kurczowo na prześcieradle, szybko, głęboko dyszała i pojękiwała cicho. Jan nie chciał spuszczać się w pipkę, wyskoczył z niej i w tym samym momencie trysnął na brzuch i piersi dziewczyny, pomógł sobie jeszcze trochę dłonią.

    – Ale tego dużo – Ania nie mogła wyjść z podziwu – i dobrze smakuje – włożyła palce umoczone w spermie do buzi.

    – Następnym razem, o ile taki będzie, chcę mieć wszystko w buzi, jesteś taki… smaczny! – dodała ze śmiechem.

    – Następnym razem… Trzymam cię za słowo!

    Po szybkim prysznicu ubrali się i pojechali z powrotem do pracy. Jan długo rozpamiętywał te szalone chwile, bo Ania dziwnie na niego działała. Widywali się niemal codziennie, albo u niej w bibliotece, albo na korytarzu biurowca; niekiedy Anka na chwilkę wpadała do jego biura, ale bardzo długo nie doszło do kolejnych zbliżeń. Po jakimś czasie wyszła za mąż za kolegę Jana, urodziła dwójkę dzieci. Małżeństwo nie wytrzymało zbyt długo, mąż często zdradzał Anię z jej koleżanką, która była z kolei żoną przyjaciela Jarka; ironia losu polegała na tym, że to właśnie Ania poznała ich ze sobą. Po kilku latach od tego pamiętnego dnia z fikusem, Jan znowu zbliżył się do Ani. Przypadek sprawił, że pojechali razem na leśną imprezę przy ognisku. Dziewczyna chciała pojechać z dziećmi na to ognisko, ale raz, że nie miała samochodu, a dwa – musiała mieć partnera, taki był warunek uczestnictwa. Nie zapraszali singli! Spotkali się z Janem przypadkowo w mieście, Jan robił zakupy; był sam w domu, dzieciaki wyjechały do babci a żona uczestniczyła w jakimś szkoleniu w Warszawie. Ponieważ mężczyzna nie miał żadnych planów na weekend, zgodził się natychmiast na propozycję Ani, tym bardziej, że w głębi duszy liczył jeszcze na jakąś formę odwdzięczenia się… Była to dość duża imprezka, kilkanaście osób bawiło się na leśnej polanie, dzieci hasały wokół ognia, dorośli raczyli się mniej lub bardziej mocnymi trunkami. Po wygaszeniu ogniska wszyscy poszli na zarezerwowaną wcześniej kwaterę w dawnym ośrodku sportowym. Zgodnie z wcześniej ustalonym przydziałem miejsc sypialnych, Jan leżał i zasypiał z Anią w jednym pokoju, w jednym łóżku; na drugim spały jej małe jeszcze dzieci. W nocy nic się nie działo, był zbyt wstawiony, żeby dobierać się do atrakcyjnej kobiety, nie chciał przecież stwarzać wrażenia, że jest kiepskim kochankiem, a po alkoholu nie trudno o katastrofę. Rankiem, kiedy dzieci już wstały i poszły do kolegów na śniadanie, mieli chwilkę dla siebie. Przytulił się do Ani, zaczął ją pieścić. Natychmiast zrobiła się wilgotna, chwyciła jego rosnącego w dłoni przyjaciela. Nie kochali się jednak, tylko poszli pod prysznic. Była to duża łaźnia w starym stylu, gdzie oprócz kilku umywalek było pięć kabin prysznicowych oddzielonych od siebie murowanymi i oklejonymi płytkami ściankami, bez kotar i drzwi. Weszli każde do innej, woda zmywała z Jana resztki kaca. Poczuł na plecach dłonie Ani, a jej ciągle wspaniały, leciutko obwisły, ale wciąż efektowny, duży biust niemal przykleił się do jego pleców. Pomału odwrócił się, objął w pasie dziewczynę i pocałował. Uścisnął pełne pośladki, pogłaskał po pupie. Uklękła przed nim, zaczęła lizać jego sterczący już członek, wsuwała go głęboko w usta. Nie usłyszeli, że jeszcze ktoś wszedł do łaźni. Stanęła za nimi jedna z koleżanek Ani, nie pamiętał nawet jej imienia. Popatrzyła na zaskoczoną jej pojawieniem się parę, sama też z wrażenia puściła ręcznik, którym się zasłaniała, była pod nim całkiem goła.

    – Oj, przepraszam – wydukała – nie miałam pojęcia…

    Nie zwrócili na nią większej uwagi, Anka kiwnęła ręką, żeby sobie poszła do innej kabiny. Znowu uchyliły się drzwi łaźni.

    – Ania, chodź prędko, mały płacze za mamą!

    Anka wybiegła owijając się dużym kąpielowym ręcznikiem, a Jan popatrzył z żalem na ciągle sterczącego przyjaciela.

    – Nie udało się, szkoda… – wyszeptał rozmarzony.

    – Mogę ją na chwilkę zastąpić – nagłe odezwanie się dziewczyny z sąsiedniej kabiny sprowadziło go do rzeczywistości..

    – Piękna sztuka – oceniła kutasa stając przed zaskoczonym mężczyzną – szkoda by było zostawić go takiego zawiedzionego, choć ładnie wzwiedzionego – weszła do jego kabiny i tak jak Ania przed chwilą klęczała przed nim.

    Jan z zainteresowaniem patrzył na ładną buzię, zaokrąglone kształty i akuratny biuścik. Podniósł szybko kobietę z kolan, odwrócił tyłem do siebie, rozszerzył nogi nieznajomej, tak, że teraz stała w rozkroku z wypiętą okrągłą, pulchną pupą. Szybkim ruchem, energicznie wszedł w wilgotną i to nie tylko od wody z prysznica, nabrzmiałą cipkę. Kobieta stęknęła głośno z rozkoszy, jeszcze bardziej wypięła się w stronę mężczyzny.

    – Uwielbiam ranny seks, fajnie nastraja na cały dzień, tym bardziej, ze naprawdę masz czym mnie nastroić! Rżnij mnie, ale nie spuszczaj się do środka, chcę cię wypić i wyssać, mężczyzna na kacu ma fantastyczny smak – wysapała, opierając się rękoma o ścianę i ciągle mocno wypinając dużą pupę.

    Mówiła to przerywając każde słowo cichym jękiem. Był zaskoczony, chciał skończyć tę zabawę, ale ciasna cipka dziewczyny fascynowała go. Kiedy poczuł zbliżający się finał znowu odwrócił koleżankę Ani i wcisnął swego kumpla w jej spragnione męskiego nasienia usta. Wytrysk nastąpił prawie natychmiast, był bardzo silny, fala rozkoszy niemal go przewróciła. Ugięły się pod Janem kolana, oparł się o ścianę, trzymał głowę dziewczyny mocno za włosy, nie puścił do chwili, kiedy przestały nim wstrząsać kolejne fale silnego orgazmu. Wyssała wszystko do końca. Z lubieżnym uśmiechem na ustach wstała, cmoknęła chłopaka w policzek i wróciła do swojej kabiny, po chwili wybiegła z łaźni. Cały czas oparty o ścianę oddychał ciężko. Puścił zimną wodę, żeby trochę ochłonąć, potem gorącą, dla rozgrzewki i znowu zimną. Trwało to kilka minut, w końcu zaczął się myć. Już kończył, kiedy wróciła Ania, weszła prosto pod jego prysznic.

    – Mały się uspokoił, je śniadanie. Mamy trochę czasu dla siebie. To na czym skończyliśmy? – chwyciła jego sflaczały członek

    – Oj, biedactwo, jaki on biedy! Ale Ania pomoże, będzie stał jak wartownik w Warszawie! No i muszę przyznać, że od naszego pierwszego razu tak… zmężniał! Pamiętałam, że jest duży, ale nie pamiętałam, że aż taki wielki, pewnie… – nie dokończyła, pomagając sobie ręką ssała go zapamiętale.

    Nie wiedział, że mogła tak mocno wsunąć go w usta. Jego kumpel nie należał do mikrusów, był naprawdę wielki. Pod wpływem pieszczot Ani urósł do granic możliwości, a ona wchłonęła go do nasady, przebijając Mariannę… Pracowała nad nim bardzo mocno i skutecznie, bo znowu poczuł nadchodzący orgazm. Wyrwał się niemal z jej ust i wdarł w cipkę. Wystarczyło kilka ruchów i znowu eksplodował. Ania popatrzyła na niego z wyrazem zdziwienia. – Już? A ja? – Nie bój się, myślę o tobie. Teraz on klęczał przed nią. Podniósł jedną nogę Ani, oparł o swe ramię. Jego język zaczął wyczyniać cuda na i w cipce dziewczyny. Mruczała cicho z rozkoszy, przez przymknięte oczy popatrywała, co robi. Lizał jej pipkę, drażnił delikatne płatki warg, drażnił łechtaczkę. Lewą ręką objął okrągłe biodra, prawa „pracowała” nad cipką i pupą. Liżąc ją wsuwał palce w rozkoszną, mokrą dziurkę, drażnił, chwilami jeden palec wpychał delikatnie w pupę dziewczyny; raz głębiej raz płycej. Nie wiedział, czy od dawnej nieudanej próby z jego strony kiedykolwiek doznała rozkoszy seksu analnego, ale widząc, że tym razem nie ma nic przeciwko temu, coraz śmielej penetrował drugą dziurkę. Znowu poczuł podniecenie, kutas pomału podnosił głowę. Wstał z kolan, odwrócił Anię tyłem do siebie, zmusił ją, aby się pochyliła i wypięła swą dużą, ale w sumie zgrabną pupę w jego stronę. Nie zastanawiając się wszedł w nią, zaczął szybko posuwać. Dziewczyna chyba na to czekała. Pomagała swemu kochankowi poruszając rytmicznie biodrami, coraz szybciej i szybciej. Nagle zaczęła drżeć całym ciałem. Po chwili wstrząsnęły nią spazmy niesamowitego orgazmu, jęczała zasłaniając usta ręką, cała trzęsła się i drżała. Nie wytrzymał już dłużej. Trzeci raz tego dnia wyrzucił z siebie kolejną porcję spermy. Oboje byli usatysfakcjonowani i wypełnieni rozkoszą.

    – To było niesamowite, już dawno tak się nie kochałam. Skąd wiedziałeś, że tak lubię?

    – Nie wiedziałem, ale po tym jak nie zareagowałaś po moich nieśmiałych próbach z palcami w twej pupie, to już byłem pewien. A pamiętasz, jak gwałtownie uciekałaś z tyłkiem, kiedy pierwszy raz kochaliśmy się u ciebie w domu? Nie pozwoliłaś sobie wsadzić w pupę nawet palca, a teraz – proszę jaka zmiana! – cmoknął ją w policzek.

    – Bo mój były mąż, a twój kolega Jarek, kiedyś lekko zawiany po koleżeńskiej kolacji wrócił do domu strasznie napalony i chyba nie trafił w cipkę, bo dostał się do pupy. Najpierw wrzasnęłam, ale raczej bardziej z wrażenia, niż z bólu, bo okazało się, że mi się taki seks spodobał. Kochaliśmy się tak dość często, polubiłam to, a nie miałam odwagi powiedzieć ci o tym, wstydziłam się.

    – No wiesz! Też lubię takie urozmaicenie. Ale teraz powiem wprost – jestem wykończony, ledwo zipię. Dość seksu na jakiś czas.

    Wrócili do pokoju, potem poszli na śniadanie. Zjedli je w tym samym towarzystwie, z którym byli na ognisku. Przy ich stoliku siedziała koleżanka Ani z mężem. Ta sama koleżanka, która była tak aktywna pod prysznicem…

    To był przedostatni raz, kiedy kochał się z Anią. A ostatni…

    Niedługo po imprezie przy ognisku zabrał Anię nad jezioro. Zostawiła dzieci pod opieką swej mamy, pojechała bardzo chętnie. Był już wczesny wieczór, choć słońce mocno jeszcze świeciło. Nad wodą nie było nikogo po za nimi, mieli plażę dla siebie. Wskoczyli do jeziora, przyjemnie chłodna woda spłukiwała z nich całodniowy upał. Oboje bardzo dobrze pływali.

    – Może popłyniemy na drugi brzeg i z powrotem? – zaproponował.

    – Zobaczymy, kto będzie pierwszy! – Ania pływała jak ryba, błyskawicznie oddaliła się od Jana.

    Dopłynął do niej, ale nie wyprzedzał, wolał obserwować jej ciało w kryształowo czystej wodzie. Na plaży był pierwszy, wyszedł na brzeg i położył się na trawie, za chwilę dołączyła do niego Ania. Woda ściekała z jej mokrych włosów, więc wytarła je ręcznikiem, osuszyła też trochę nogi i brzuch i położyła się obok mężczyzny. Kątem oka widział jak szybko oddycha, wyścig w wodzie był trochę męczący. Jej pierś falowała rytmicznie, oddech uspokajał się. Podkurczyła nogi w kolanach, trochę je rozłożyła, zamknęła oczy.

    – Pięknie tutaj, prawda? I tak cicho – wyszeptała – mogła bym leżeć tutaj do końca życia… Pocałuj mnie…

    Zaskoczony przechylił się w stronę dziewczyny i delikatnie musnął jej usta, po chwili mocno do niej przywarł, ich języki plątały się w radosnym tańcu. Wsunął rękę pod jej kostium kąpielowy, objął dłonią lewą pierś.

    – Ogrzeję ci trochę cycuszki, są takie chłodne, a jak pięknie sterczą te guziczki, – zsunął stanik kostiumu – muszę je polizać, tak apetycznie wyglądają.

    Ania nie oponowała, zaczęła głaskać krocze Jana.

    – A może wejdziemy jeszcze do wody? Chodź, tam jest tak przyjemnie – podniosła się i jednym skokiem znalazła wśród fal – no, czekam z niespodzianką!

    Jan zaskoczony podniósł głowę, obserwował dziewczynę.

    – Ejże, dlaczego zwlekasz? – na moment zniknęła pod wodą, po sekundzie wynurzyła się i zamachała nad głową zdjętymi majtkami – czekam na ciebie, wskakuj szybko.

    Widząc dolną część stroju kąpielowego w Ani ręce nie czekał dłużej i szybko znalazł się obok niej. Woda w tym miejscu miała prawie półtora metra głębokości, zanurkował więc, i zbliżył twarz do krocza kobiety. Bardzo wyraźnie widział zarys cipki, przywarł do niej ustami, polizał. Wyciągnęła go za włosy, sama zanurkowała. Jan poczuł jej dłonie na swym tyłku, poczuł, jak opadają ściągane przez nią kąpielówki i wreszcie poczuł usta na penisie. Sięgnął rękami pod wodę, rozpiął i zdjął stanik. Ania musiała zaczerpnąć powietrza, wynurzyła się, objęła Jana ramionami i pocałowała namiętnie. Odepchnęła się od jego torsu i popłynęła na głębszą wodę. Po chwili był obok niej, popłynęli na maleńką, zarośniętą krzakami wysepkę. Nie odzywali się do siebie, położyli w wysokiej, świeżej trawie. Ania polizała sterczącego kutasa, usiadła na nim tyłem do Jana wsuwając podnoszący się wałek w pipkę, jej biodra zafalowały w miłosnym tańcu na penisie. Pochylała się to do przodu, to do tyłu, ruszała pupą na boki, nadziewała się raz mocniej, raz słabiej. Podniosła się trochę, wyjęła błyszczącego od soków drągala i wbiła go w pupę. Zajęczała przy tym cicho, rytmicznie podskakując. Odwróciła się twarzą do kochanka, położyła na nim, zaczęła całować jego usta, oczy, szyję… Nie do końca rozumiał jej zachowanie, ale podobało mu się to. Zeszła z mężczyzny, ujęła dłonią wielki organ i otoczyła ustami. Nasuwała się na niego po nasadę, do zakrztuszenia, nie przestawała, dopóki z głośnym krzykiem spuścił się jej w gardło.

    – Mówiłam ci – Ania podniosła się i oparła na łokciach – że jesteś smaczny, pamiętasz? To było, kiedy kochaliśmy się pierwszy raz, wtedy u mnie, w moim mieszkaniu.

    – Pewnie, że pamiętam, to był fikus! – Jan uśmiechnął się do wspomnień.

    – Mam go do tej pory.

    Popłynęli nadzy na plażę, ubrali się i wrócili do domu. To był ich ostatni raz…

    Praca pochłaniała Jana zupełnie, realizowali nowy projekt, który jednak wymagał dopracowania i wprowadzali go w życie. Zabierało to dużo czasu całemu zespołowi, nie myśleli o niczym innym. Odnieśli jednak sukces, a powodzenie innowacyjnego programu przeszło ich oczekiwania. Dyrekcja doceniła załogę nie tylko finansowo. Dyrektor zapowiedział zorganizowanie wielkiej imprezy, włącznie z udziałem znanego i popularnego ostatnio zespołu muzycznego. Po koncercie miały być tańce i wielka popijawa. I tak też było. Po szaleństwie tańców, swawoli, wlaniu w siebie sporej dawki alkoholu i pochłonięciu masy bardzo smacznego jedzenia, poszli większą grupą do czyjegoś mieszkania, żeby dokończyć wieczór. Tam poznał Jankę, żonę jednego z uczestników zabawy. Niepozorna, szara myszka, matka trójki dzieci, ale – przekonał się o tym później – w łóżku była jak bomba atomowa. Nie zwrócił by na kobietę uwagi, gdyby nie jej mąż, który miał zawsze coś do powiedzenia na każdy temat, a mówił to w sposób nie pozwalający dyskutować z jego „prawdami objawionymi”. Do tego w każdej wypowiedzi obrażał kogoś. Dostało się też kilka razy naszemu bohaterowi, który dowiedział się, że nic nie umie, nic nie wie i nigdzie nie był, a na temat kobiet to w ogóle nich się nie odzywa! Jan nie wdawał się w głupie dyskusje, ale postanowił zrewanżować się w jakiś sposób, ale w taki, który by go usatysfakcjonował. Patrzył na czuprynę upierdliwego rozmówcy, stwierdził, że do niego idealnie będą pasowały rogi. Ładne, dorodne, rozłożyste rogi zdradzanego męża – rogacza. Postanowił wtedy uwieść jego żonę, Jankę. Okazało się, że sam nie musi stosować żadnych specjalnych zabiegów – Janka była „w potrzebie seksualnej”, bo po urodzeniu trzeciego dziecka mąż zupełnie przestał się nią interesować w łóżku. Trwało to już sześć lat, kobieta była bardzo namiętną i gorącą kochanką. Samozadowolenie ręką, czy wibratorem ukrytym głęboko w szafie nie wystarczało, chciała czuć jurnego mężczyznę w sobie i między nogami. Nie oponowała, kiedy Jan zaproponował jej spotkanie w wiadomym celu. Spotykał się z Janką ponad rok, rżnęli się jak króliki; nawet później, w czasie przypadkowych spotkań uprawiali spontaniczny seks. Nie znaczy to wcale, że poza żoną była to jedyna kobieta, z którą mógł spełniać swe fantazje seksualne. Stwierdził, że takich pań, które lubią seks pozamałżeński jest cała masa. Ładne, brzydkie, grube, chude, wysokie, niskie, młode, starsze – obojętne, wystarczyło, że dołożył trochę starań i kobieta była jego. Na jeden raz, na dwa, na dłuższe spotkania – w zależności od chęci i atrakcyjności kochanki…

    Kiedy przychodził do Ani do biblioteki, często rozglądał się uważnie, mógł tam spotkać bardzo ciekawe dziewczyny. Jedną z nich była Mariola, pracowała na poczcie na terenie firmy, a do biblioteki przychodziła po nowości wydawnicze. Wysoka, „duża” dziewczyna z dużym biustem, sympatyczna buzia, długie włosy – to właśnie Mariola. Nawet nie wiedział kiedy zaczął się ich romans. Po kilku spotkaniach w bibliotece, czy w jej urzędzie pocztowym postanowił sprawdzić, czy dziewczyna jest już gotowa. Pod jakimś pretekstem zjawił się na poczcie, poszedł od razu na zaplecze, chwilkę rozmawiali. Nagle podszedł do niej, objął w pół i pocałował w usta, śmiało, odważnie, „z języczkiem”. Odpowiedziała natychmiast. Czuł, jak jej początkowo naprężone, sztywne ciało nagle zaczyna mięknąć, rozluźniać się, przywarła do niego i jeszcze bardziej przycisnęła do siebie. Momentalnie poczuł ruch w spodniach. Ona też to poczuła, bo jedną ręką zaczęła masować go przez spodnie. Po chwili opadła na kolana, rozpięła rozporek i wsunęła sterczący członek w usta. Z początku robiła to bardzo nieśmiało, delikatnie, patrząc wielkimi oczami, jak rośnie jego przyrodzenie, ledwo mieszczące się w buzi, jednak po chwili ruchy dziewczyny stały się gwałtowne, szybkie i mocne. Nie wytrzymał, eksplodował niemal natychmiast. Nie wyssała go, szybko odsunęła twarz od tryskającego penisa i patrzyła z uśmiechem, jak jego nasienie ląduje daleko, na linoleum pokrywającym podłogę zaplecza poczty. Pewnego dnia Mariola zaprosiła Jana na swe imieniny; czy może była to inna okazja… Nie pamiętam. Impreza była bardzo udana, w rewanżu zaprosił ją do siebie. Przyjechała, została na noc. Kochali się długo, ale zanim zaczęli – było trochę problemów. Co próbował w nią wejść – odsuwała biodra, twierdząc, że ją boli. Wsuwał palec, potem dwa – było ok. Penis – ból. W końcu nie wytrzymał, bolały go już jądra od powstrzymywanego podniecenia. Położył dziewczynę na brzuchu, rozchylił pośladki, zwilżył kutasa i mocno wszedł w odbyt. Tego się nie spodziewała, zaczęła się szarpać, ale trzymał ją mocno za rozłożyste biodra

    – To cię boli?

    – Tak, boli, przestań już!

    – A w cipkę bolało tak samo? – dopchnął biodrami, aż stęknęła.

    -Nie, to był inny ból. Ale…

    – Co ale? – spostrzegł, że już się nie szarpie.

    – Nie przestawaj, rób tak dalej, to nawet robi się przyjemne! Tylko nie tak mocno, trochę delikatniej.

    – Teraz dobrze? – ruchy Jana stały się wolniejsze, przyległ brzuchem do jej pleców.

    – Tak, tak, to jest super.

    Wyszedł z niej szybko i gwałtownie wdarł się w wilgotniejącą cipkę.

    – Nie szarp się, bo będzie jeszcze bardziej bolało – znowu ją przytrzymał za biodra – będę delikatny, będzie ci dobrze, zobaczysz.

    – Nie, wolę w pupę, to było rewelacyjne, niesamowite uczucie, może potem mnie zerżniesz w cipkę. Ale proszę, uważaj.

    Szaleli długo, prawie do świtu. Rano ostrożnie wypuścił ją z mieszkania (sąsiedzi!), potem, jadąc do pracy, niby przypadkowo spotkaną, zawiózł do urzędu. Widywali się jeszcze kilka razy, ale tylko w urzędzie pocztowym, gdzie pracowała i albo pieścili się, albo kochali… Nie, oni nie kochali się tylko normalnie pierdolili do utraty tchu! Potem Mariola poznała jakiegoś faceta i znajomość urwała się. Nie zawsze udawało się Janowi zdobyć to, czego pragnął. Były kobiety, które opierały się jego urokowi. Mimo największych starań bywał skazany na porażkę. Albo nie chciały się z nim spotkać w ogóle, albo po pierwszej randce odmawiały kolejnej, różnie to bywało, nie miał na to najmniejszego wpływu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Taksowkarz bez Donaty

     Praca w nocy stwarzała też inne okazje… Pewnego wieczoru zawoził trzy kobiety do sąsiedniej miejscowości. Było już po 22.30, nie spieszył się, paniom też nie było pilnie się rozstać. Jan włączył magnetofon z nastrojową muzyką i pomału zmierzał do pobliskiego miasteczka. Panie poprowadziły go przez nieznane osiedla, dwie z nich wysiadły, jedna wracała. Przesiadła się na przednie siedzenie, spytała, czy może zrobić głośniej radio. Nie miał nic przeciw temu, zaproponował zmianę kasety.

    – Nie, niech będzie to, co jest – zaprotestowała – to bardzo ładna muzyka, taka, jaką lubię.

    Przypatrywał się jej kątem oka. Była starsza od niego kila lat, miła twarz, atrakcyjna, miała kobiecą, okrągłą figurę, duże biodra i duży biust. Ogólnie określił ją jako „rycząca czterdziesta”. Niebawem miał się przekonać, że miał rację…

    Dojechali na miejsce, poprosiła, aby zawiózł ją w okolice Rynku. Chętnie na to przystał, na Rynku był przecież postój, więc nie musiał specjalnie nadrabiać odległości.

    – Przepraszam, wejdzie pan na kawę, lub herbatę? – niespodziewanie zaproponowała – To na pierwszym piętrze, nie potrzeba wysoko wchodzić.

    – Schody to nie problem, sam mieszkam na czwartym, ale czy nie sprawię pani kłopotu? A co na to mąż?

    – Mąż? Nic nie powie, jestem kilka lat po rozwodzie. Zapraszam! Jeśli pani nalega… – wahał się jeszcze

    – Jestem Urszula. – wyciągnęła rękę Jan, miło mi – cmoknął ją w dłoń.

    Weszli do mieszkania. Zdjął kurtkę, ona płaszczyk powiesiła na wieszaku, poprosiła go do pokoju. Dopiero teraz uważnie jej się przyjrzał. Miała, jak już wcześniej zauważył, kobiece kształty, ponętną, dużą pupę i – jak jako pierwsze, co zauważył wcześniej – bardzo duży biust. Przypatrywał się jej, jak nalewała wodę do czajnika, stawiała go na kuchence, wyjmowała szklanki z szafki, sypała do nich kawę. Zerknęła w jego stronę, uśmiechnęła się.

    – A może ma pan ochotę na kielicha, panie Janku?

    – Na to zawsze mam ochotę, ale nie mogę – jestem w pracy.

    – Ale malutki naparsteczek wypije pan ze mną, prawda?

    – Może być, ale naprawdę naparsteczek.

    Znowu się uśmiechnęła, nalała do maleńkich kieliszków Wyborową, podała jeden Janowi.

    – Nasze zdrowie!

    Urszula wychyliła szybko, lekko zakrztusiła się. Podskoczył, lekko zaczął klepać ją po plecach. Uspokoiła się, odwróciła w jego stronę. Patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę i nagle jak na komendę przywarli do siebie. Całowała go zachłannie, wpijała się w jego usta, ssała język, swój wpychała Janowi prawie do gardła. Ściskał jej biust, wsunął rękę pod sukienkę, poczuł pod palcami gładką skórę i wilgoć jej cipki, zaczął pieścić przez mokre już majteczki. Odepchnęła go od siebie, opadła na kolana, zaczęła rozpinać spodnie.

    – Poczekaj, wskoczę na chwilkę do wanny, wykąpię się. – Jan czuł się trochę skrępowany, wszak jeździł już kilka godzin.

    – Nie, chcę cię takiego jak teraz, nawet nie wiesz, jak bardzo potrzebuję mężczyzny – mówiąc to nie przestawała rozpinać jego spodni, wsunęła sterczący już dawno członek do buzi, wspomagając się rytmicznymi ruchami głowy onanizowała go ustami – o, ale masz wspaniałego kutasa, będzie mu we mnie dobrze – wymlaskała niezrozumiale.

    – Chcę ciebie – wysapał Jan – chcę zerżnąć twoją cipkę.

    Nie mógł wytrzymać, odsunął Urszulę od siebie. Szybko zrzucił z siebie ubranie, popchnął kobietę na tapczan. Też zdążyła się rozebrać, leżąc na plecach szeroko rozchyliła nogi.

    – Wejdź we mnie, ale bardzo mocno, chcę wreszcie poczuć w sobie mężczyznę! Dobrze, że masz takiego wielkiego kutasa, chcę go!

    Nie dał się prosić. Wtargnął między ociekające sokami wargi z całych sił, aż krzyknęła. Zatrzymał się na chwilkę.

    – Nie przestawaj, ruchaj mnie! – jej wrzask ledwo zdążył stłumić poduszką. – Chcę ciebie, chcę cię poczuć głęboko w sobie, twój kutas jest wspaniały, fantastyczny, ładuj go w moją pipkę, mocno…. tak…. mocniej…. Tak, ruchaj mnie, tak… Przeoraj mnie, chcę tego, rozumiesz? Tak…. taaaaaaak…..

    Po dłuższej chwili, kiedy zobaczył, że Ula zbliża się do szczytu, zwolnił. Sam, choć napalony nie zamierzał jeszcze skończyć. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł, postanowił go zrealizować. Przewrócił kochankę na brzuch, rozchylił pośladki.

    – Tylko nie w odbyt, to pewnie boli! – zaprotestowała, ale raczej niezbyt energicznie, raczej dla zachowania pozorów.

    – Skąd wiesz, kiedyś już ktoś cię zerżnął w tyłek? – zmoczył palce śliną i pomału wsunął je w wypiętą pupę.

    Tylko stęknęła cicho, więc ośmielony tym zwilżył jeszcze bardziej kutasa i wszedł w ciasny otwór. Tym razem krzyknęła, ale zaraz się uspokoiła.

    – Nigdy tego nie robiłam, nie wciskaj go za głęboko, dobrze?

    – Nie bój się, nie będzie bolało, tylko troszeczkę go wsadzę. Jeśli poczujesz, że coś nie tak, powiedz proszę – mówiąc to pompował dziewiczą dupę.

    Po chwili nie zważając na nic posuwał ją mocno i gwałtownie. Jej wrzask znowu stłumiony poduszką przekonywał go, że dawał kobiecie orgazm za orgazmem, sam nie czując jeszcze potrzeby skończenia. Jednak Urszula była mistrzynią w sztuce kochania. W pewnym momencie zrzuciła go z siebie, przewróciła na tapczan i dopadła jego członek. To, co z nim wyprawiała zdumiało go bezgranicznie. Nie przypuszczał, że można tak go „obrabiać” językiem ustami i … gardłem! Tak, gardłem, bo wsuwała go sobie głęboko i tam w środku zaciskała przełyk jakimś sposobem, tak, że czuł, jakby inna osoba była w niej w środku. W ten sposób doprowadziła go do szaleństwa. Jego orgazm był niesamowity, a wytrysk tak wielki, że Ula nie była w stanie połykać wlewającego się w gardło nasienia; wyciekało jej z ust, spływało na brodę i falujący biust. Oblizała się z lubieżnym uśmiechem, palcem zgarnęła krople spermy z brody, z piersi i zlizała je. Leżeli obok siebie dłuższą chwilę, oboje ciężko dysząc.

    – Jesteś niesamowity! Pierwszy raz w życiu mężczyzna rżnął mnie w tyłek, ale to było rewelacyjne. Zmieściłeś we mnie całego? Jeszcze cała drżę w środku. A spuściłeś się, jakbyś nigdy nie miał kobiety, nie pamiętam, kiedy mężczyzna wlał we mnie tyle spermy…

    – To przez ciebie, gdyby nie twoje kombinacje i ciasne dziurki to by tak nie było… No i muszę przyznać, że takiego obciągania kutasa jeszcze nie przeżyłem, robisz to po mistrzowsku!

    Odpoczywali leżąc przytuleni. Wreszcie mógł spokojnie obejrzeć swą kochankę. Okazało się, że ma bardzo zgrabne, tak, jak lubił umięśnione nogi, pupa dość duża, ale jędrna i odpowiednio kształtna, biust rozlewał się na boki, ale i tak jak na swą wielkość był całkiem niezły. Rajcowało go to bardzo, nie wytrzymał dłużej. Zsunął się do gołego sromu, a język zaczął wirować po jej pipce. Westchnienia, nagłe skurcze brzucha, podrzucanie biodrami – przekonywały Jana, że jego starania odnoszą odpowiedni skutek. Po chwili Ula znowu wrzeszczała w poduszkę. Nie przestał, jego celem znowu było „kakaowe oczko”, za które zabrał się bardzo mocno i z wielką ochotą…

    Po powrocie do domu wykąpał się, położył do łóżka obok śpiącej żony, dłuższą chwilę myślał o tej wygolonej cipce Urszuli… Wsunął dłoń w krocze odwróconej plecami do niego małżonki, włożył palec w wilgotną szparkę. Westchnęła cichutko, bezwiednie wypięła pupę w stronę Jana. Erekcja nastąpiła natychmiast. Nie czekając wcisnął penisa w „wystawioną” cipkę, po kilku ruchach usłyszał przyspieszony oddech obudzonej dziewczyny i poczuł poruszającą się szczupłą, zgrabną pupę. Sam leżał nieruchomo, oddał inwencję rozbudzanej kobiecie. Wierciła, kręciła swym tyłeczkiem, nabijała się na sterczącą pałkę, po chwili schowała twarz w poduszkę i zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Spazmy podrzucające jej ciałem były bardzo mocne, doprowadziły Jana do szaleństwa, chwycił pośladki w dłonie i silnymi, gwałtownymi ruchami skończył spuszczając się w drgającą pipkę. Odwróciła głowę w jego stronę

    – Lubię, kiedy w ten sposób mnie budzisz! – wyszeptała.

    – Podobało się?

    – Bardzo!

    – Twoja cipka zawsze doprowadza mnie do szaleństwa!

    – Wiem!

    – Jesteś bardzo śpiąca? – spytał z nadzieją w głosie.

    – Nie, dlaczego pytasz? Zupełnie mnie rozbudziłeś, nie wiem, czy nie będziesz musiał mnie jeszcze raz przelecieć, żebym znowu zasnęła! Dobrze, że jutro niedziela – przeciągnęła się leniwie jak syta kotka, odwracając w jego stronę i podsuwając przed oczy sterczące sutki niewielkich piersi.

    – To już dzisiaj, kochanie – sprostował.

    – Jak ten czas szybko leci… A ty dawno nie byłeś we mnie – uśmiechnęła się uwodzicielsko – chcesz mnie jeszcze raz bzyknąć?

    – Oczywiście, super! Ale wiesz co? Wpadł mi do głowy pewien pomysł…

    – Co wykombinowałeś?

    – Hmmmm…. Może ogolę ci cipkę? – patrzył na dziewczynę z nadzieją w oczach

    – Co? Przecież zrobiłeś to w zeszłym tygodniu – zdziwiła się.

    – Tak, wiem, ale myślałem o wygoleniu do ostatniego włoska!

    – Zaskakujesz mnie! – zdziwiona patrzyła na męża – Ale wiesz co? Już dużo wcześniej myślałam o tym, ale nie wiedziałam, co ty na to powiesz. Danka, wiesz która, no, ta z pracy, już dawno wygala się do końca, bo taka gładka cipka bardzo rajcuje Henia, jej męża.

    – Proszę bardzo, Heniu tak lubi! No to chodź do łazienki. Ogolę cię teraz, dzieciaki śpią, nie będą nam przeszkadzały.

    Poszli do toalety. Namydlił łono żony, wygolił dokładnie, opłukał. Spodobało mu się to, rozchylił płatki gładkiej muszelki, zaczął je lizać. Wsuwał język tyle, ile mógł, ssał wargi sromowe, mruczał przy tym, mlaskał i „cmoktał” z rozkoszy…

    – Ale masz teraz fajną pipeczkę, gładziutką, delikatną, mokrą, aż słodką.

    – Zaraz, zaraz, a ty? – popatrzyła na jego owłosione odrostami krocze – ja się dałam ogolić, więc teraz twoja kolej!

    – Jak, moja kolej?

    – No tak, ogoliłeś moją pipkę, to dla równowagi ogol do końca swe jajka! Ja też nie lubię włosów łaskoczących mnie w nos, albo między zębami, a twoje już odrastają…

    Cóż było robić. Tym razem sam się namydlił się i ostrożnie ogolił, zostawiając rozradowanej dziewczynie ostatnie pociągnięcia maszynką.

    – No to teraz jesteśmy dwa golasy, – stwierdziła ze śmiechem – wreszcie mogę znowu spokojnie pieścić swego przyjaciela…

    – Swego? On jest mój!

    – Ty go tylko nosisz, a zadowala on mnie i tylko mnie, przynajmniej taką mam nadzieję!

    – Oczywiście, że tylko ciebie, choć ja niekiedy też mam dzięki niemu radosne chwile!

    Pochylił się do gładziutkiej pipki, ssał delikatne wargi, wsuwał palec w mokrą szparkę, drugim leciutko drażnił odbyt. Dziewczyna nie wytrzymała. Odepchnęła Jana delikatnie od siebie, wstała z brzegu wanny, na której w czasie „operacji” siedziała; tam, gdzie przed chwilką opierała się zgrabna pupa, teraz opierała się dłońmi i wypięła w jego stronę swoje szczupłe biodra. Złapała go za sterczącego buńczucznie penisa, przyciągnęła do siebie.

    – Co robisz? – Jan oniemiał z wrażenia.

    – Jak to, co? Jeszcze tego nie robiliśmy. – uśmiechając się nieśmiało naprowadzała sterczącą pałę na pupę.

    – Czego nie robiliśmy? – Jan bardziej był zaskoczony, niż zdziwiony nagłą zmianą postawy małżonki, do tej pory nie dopuszczającej nawet do delikatnych pieszczot odbytu. – Chcesz powiedzieć, że nabrałaś ochoty na seks w dupala? Naprawdę chcesz, żebym tam wszedł?

    – Nie zadawaj głupich pytań! Wpychaj go w tyłek, ale wiesz, jak masz to robić?

    – Skąd mam wiedzieć? Nigdy nie pozwoliłaś, żebym posuwał cię w ten sposób, ale dlatego właśnie jestem zdziwiony, bo tego jeszcze nie robiliśmy, zawsze miałaś jakieś opory – Jan ciągle zaskoczony, mocniej poślinił okolicę ciemnej dziurki.

    – Ale teraz chcę, napaliłam się tym nocnym seksem, tym goleniem… Nie gadaj tyle, bo mi się odechce. Na półce stoi żel, weź go…

    – Nie chcę ci sprawić bólu, kochanie – wziął tubkę, nasmarował intymnym żelem wypiętą, spragnioną jego penisa pupę dziewczyny, zsunął napletek, dokładnie posmarował zaróżowiony łeb i resztę kutasa. – Tak powinno być dobrze – bez pośpiechu zanurzył się w ciasnej dziurce, słuchając głośnych westchnień…

    Leżeli w łóżku, mocno przytuleni, patrzyli sobie głęboko w oczy. Jan pogłaskał czule małżonkę, cmoknął w czoło.

    – I co? Podobało się? – spytał szeptem

    – Wiesz co? Jestem zaskoczona, jak bardzo! To naprawdę fajny seks, czułam się całkiem wypełniona tym twoim kutasem, to bardzo fajne doznanie… Raz w cipce, raz w pupie… Fajnie tak, chyba to polubię!

    – To co? Powtórka? – w głosie Jana słychać było wyraźnie nadzieję.

    – Jeśli bardzo tego chcesz? – już wypinała pupę w kierunku prężącego się penisa…

    Następnego dnia późnym wieczorem był sam na postoju w rynku. Czekał już dłuższą chwilę na klientów, ale niestety, nikt nie przychodził. Postanowił poczekać jeszcze z pół godziny i potem pojechać na stację kolejową, choć do przyjazdu pierwszego pociągu miał prawie półtorej godziny. Znudzony słuchał radia, gdy zobaczył jakąś zgarbioną postać zmierzającą w jego stronę. Nie wiedział kto to, kaptur zasłaniał twarz. Po sylwetce i chodzie poznał, że to kobieta. Wsiadła do samochodu.

    – Panie kierowco, jest pan wolny? – miała dziwnie gruby głos, jakby celowo zmieniony.

    – Tak, wolny, gdzie jedziemy?

    – To dobrze, że wolny, bardzo dobrze! Zaraz pojedziemy tu, kawałeczek, tam pan poczeka.

    Głos wydał mu się jakby trochę znajomy, ale nie potrafił go skojarzyć z osobą.

    – Proszę bardzo, jak pani sobie życzy – w lusterku wstecznym bezskutecznie próbował rozpoznać osobę, z którą rozmawiał.

    – Pani życzy sobie, żeby pan ją mocno zerżnął!

    Jan już wiedział, kto to. Urszula przebrała się, żeby jej nikt nie rozpoznał, bo była osobą dość znaną w mieście, pracowała w banku, rozdzielała pożyczki. Podjechał pod jej blok, weszli do mieszkania i przywarli do siebie ustami.

    – Ciągle myślałam o tobie, nie mogłam przestać – mówiąc to dyszała głośno; gwałtownie, z pośpiechem rozpinała pasek i rozporek mężczyzny

    – A ja o tobie i twej pipce – skłamał.

    – A wiesz, że w pracy musiałam wyjść dwa razy do toalety? Musiałam zrobić sobie dobrze palcami i szeptać twoje imię…

    – Poważnie? Jestem zaszczycony – już zajął się jej bluzką i biustonoszem, odwracając kobietę tyłem. Zmusił ją do pochylenia się i wypięcia kształtnej, dużej pupy. Odsunął na bok figi, wtargnął w jej mokrą norkę.

    – Tak, tak, nie spiesz się, o tak… – wyszeptała.

    – Uklęknij! – nakazał. Urszula usłuchała natychmiast, obejmując ustami kutasa sterczącego dumnie przed jej twarzą…

    – O, ale golasek tu przyszedł! – wykrzyknęła przedtem, zaskoczona widokiem bardzo dokładnie wydepilowanego chłopaka.

    – Wczoraj miałeś chyba odrosty na jajkach i brzuchu!

    – Brałem z ciebie przykład – mocno wepchnął się w jej buzię.

    Wyszedł od Uli po długim czasie… Znajomość ta skończyła się tak samo nagle, jak się zaczęła. Przyjechał do niej pewnego wieczoru, zastał tam jakiegoś mężczyznę. Przedstawił się jako taksówkarz, który pod ten adres dostał wezwanie (a przecież nim był!), w odpowiedzi usłyszał, że nikt go nie wzywał. Przeprosił więc grzecznie za pomyłkę i… więcej się nie spotkali.

    W czasie pracy na taksówce zdarzało się Janowi, że niekiedy woził małolaty, jak nazywał młode dziewczyny, które już miały więcej luzu i nie musiały być w domu na Dobranockę. Bardzo często nie miały pieniędzy, więc płaciły w inny sposób. Pierwszy taki „darmowy” kurs zaskoczył Jana. Podwoził dwie młode sikorki na przedmieścia, w sumie średnio droga trasa, ale i tak nie miały pieniędzy, o czym dowiedział się na miejscu.

    – No i co teraz?? Nie macie kasy, więc jak to sobie wyobrażacie? – spytał absolutnie niespeszone dzierlatki.

    – Może załatwimy to tak, jak niekiedy robimy to z panem Piotrem? – spytała wyższa.

    – Z panem Pio… Z Piotrem? Tym z Mercedesa?

    – Tak, z tym z Mercedesa, on nas dość często wozi, a my często jesteśmy bez kasy!

    – No i? – Jan był zaciekawiony formą zapłaty stosowaną przez kolegę z postoju.

    – No i albo robimy mu laskę, albo któraś daje mu dupy!

    – Hmmm, ciekawe… Więc co teraz zaproponujecie? To jednak trochę pieniążków jest za ten kurs…

    – No to może ja panu pociągnę, a jak już dobrze stanie to wyrucha pan Zośkę w dupę, bo ja mam chyba zaraz okres, a ostatnio to ja dawałam dupy, a Zośka obciągała panu Piotrowi.

    – Dawała dupy? Ruchał was w pipkę….

    – Nie, pipki mamy dla naszych chłopaków, czyli przyszłych mężów! Dla reszty mamy nasze dupki – przerwała Janowi ze śmiechem

    – Dajecie w dupę, a nie w pizdeczkę? – udał zdziwienie.

    – W dupę, bo jesteśmy jeszcze dziewicami! – odpowiedziały niemal chórem – Musimy zachować czystość dla naszych przyszłych mężów – dodała małolata nazwana Zośką.

    – No to gdzie się zatrzymamy? Tutaj, na parkingu leśnym? – Jan był rozbawiony postawą dziewczyn.

    – Może być, nie ma dużo aut na drodze, nikt nas nie zobaczy.

    Wjechał kilkadziesiąt metrów dalej w las, po chwili byli na pustym, zapomnianym parkingu, oddzieleni od drogi szerokim, dość gęstym zagajnikiem. Wysiedli z auta, dziewczyny stanęły przed mężczyzną.

    – A tak w ogóle, to ile wy macie lat?

    – Siedemnaście – zabrzmiał dwuosobowy chórek – możemy pokazać legitymacje!

    – Dobra, dobra, wierzę. No to do roboty! – przyciągnął niższą dziewczynę i zmusił, żeby uklęknęła przed nim – bierz się za kutasa i ciągnij!

    Dziewczyna rozpięła pasek od spodni, rozporek, zsunęła spodnie razem z bokserkami i jej oczom ukazał się okaz męskiego przyrodzenia.

    – Jezus, Maria, jaki on wielki! Zośka, zobacz, co będziesz miała w dupie – ze śmiechem zwróciła się do koleżanki

    – Matko boska! Co pan tam ma? – Zośka patrzyła wytrzeszczonymi oczami na podnoszącego głowę sękatego kutasa – I to chce mi pan wsadzić? Ala, powiedz coś!

    – Same to zaproponowałyście. No, mała do roboty! – Jan przyciągnął głowę dziewczyny nazwanej Alą do swego krocza, chcąc wsunąć się w jej buzię.

    Nieśmiało objęła penisa dłonią, zbliżyła do niego twarz, rozchyliła usta. Ledwo mogła zmieścić go w buzi, zassać mogła tylko głowicę i kilka centymetrów trzona, resztę masowała dłońmi. Po chwili stał w całej okazałości, popieściła go jeszcze chwilkę i skinęła na koleżankę.

    – Twoja kolej, Zośka, nadstaw tyłek!

    – Ale ja się boję… Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam, nie mówiąc o tym, żeby taki chuj mnie ruchał, może pan odpuści… Ala, widziałaś kiedy takiego chuja?

    – Spokojnie maleńka, pomalutku zobaczymy, co się da zrobić. – splunął na odbyt dziewczyny, to samo kazał zrobić małej lasce – Powoli będę wchodził w ciebie, a ty mów, co czujesz – zbliżył głowicę do dziurki .

    – No i? – spytał, kiedy już troszkę wcisnął się w szczupły tyłeczek – boli?

    – Nie, jest OK, ale jeszcze wolniej, proszę… Jak pan tak wolno wchodzi, to nawet przyjemne… Oooo, taaak, taak…

    – Rozluźnij się, nie napinaj dupki, już sporo wszedł, czujesz?

    – Tak, ale to jest wielkie, czuję go pod żołądkiem chyba… Taaak, niech pan mnie teraz rucha, nie wkłada więcej… Taaaak!!!!

    Jana podniecała ta cała sytuacja, podniecała go ta młoda, szczupła, ale bardzo zgrabna młoda dziewczyna, z niesamowitą pupą, w której się rozgościł. Wszedł w nią prawie do połowy, brakowało tylko kilku centymetrów, ale bał się, że zrobi krzywdę dziewczynie. Niższa laseczka stała obok i patrzyła oniemiała na to, co się działo z jej koleżanką. Najbardziej dziwiło ją to, że w tej małej dupce mieścił się tak olbrzymi kutas! Poczuła mokro w majtkach, myślała początkowo, że to nadszedł oczekiwany okres, ale po chwili skonstatowała, że jednak soki podniecenia wypływają na jej uda. Opuściła majtki, zaczęła głaskać cipkę, drażnić palcem łechtaczkę. Klęczała cały czas przed mężczyzną, jego kutasa pracującego w pupie Zośki miała przed oczami, patrzyła na bujające się nabrzmiałe jądra. Wyciągnęła rękę, ujęła te wahające się rytmicznie kule i delikatnie ściskała. Zośka głośno jęczała i stękała, sama nabijała się na twardą pytę, po kilku minutach w szalonym orgazmie opadła na kolana, uwalniając pupę od wielkiej pały. Na to czekała Ala. Nie zastanawiając się, odwróciła się tyłem do mężczyzny, wypięła nie mniej niż Zośki zgrabną pupę w jego stronę, chwyciła pulsującego penisa i sama nabiła się na niego. Wrzasnęła, ale nie przestawała ruszać dupką, żeby poczuć go jeszcze głębiej. Jan chwycił jej bioderka i mocno przyciągnął do siebie, rozgrzany poprzednią „robotą” rumak wszedł po same jądra, dziewczyna wyła trochę z bólu, ale bardziej z rozdzierającej ją rozkoszy. Mężczyzna nie mógł już dłużej powstrzymywać się, z głośnym jękiem spuścił się w pupę Ali, ale nie do końca, bo wyrwała go z niej ręka Zośki i sekundę później już połykała spermę wylewaną porcjami w gardło. Ala doszła do siebie i teraz razem wylizywały ciągle sterczącego kutasa.

    – Ale ma pan chuja, jasny gwint! Myślałam, że mnie rozerwie, ale było niesamowicie przyjemnie – Zośka zachwycała się trzymanym penisem.

    – Ja też nie wytrzymałam, kiedy patrzyłam, jak cię rucha, też musiałam go mieć. Trochę bolało, ale rozkosz była zajebista! – Ala jeszcze wylizywała resztki kropel nasienia.

    – Wyrucha nas pan jeszcze kiedyś? – spytała Zośka z błaganiem w oczach.

    – Nie widzę problemu – Jan roześmiał się – ale będę was dymał w cipki, chciałbym poznać wasze młode, ciasne pizdeczki.

    – Może je pan teraz zobaczyć, ale nic więcej – dziewczyny obnażyły się przed mężczyzną, podsuwając przed oczy swe lekko owłosione wzgórki łonowe.

    Jan chętnie by naruszył takie świeżutkie pipki, ale tylko pogłaskał je, dał dziewczynom po klapsie i podwiózł pod wskazany adres.

    – No to do zobaczenia. Jak któraś będzie chciała znowu mnie poczuć w sobie, to wiecie, gdzie mnie szukać. Ale teraz rucham tylko w pipkę.

    Jeszcze kilka razy widział obie dziewczyny, ale żadna nie wsiadła już do jego auta… Inne małolaty, które podwoził za zrobienie laski na miejscu, nie liczyły się. Wyciągały ze spodni tego dorodnego kutasa, zachwycały jego wielkością, onanizowały go, połykały albo i nie wystrzeloną spermę i tyle. W krótkim czasie po mieście poszła fama, że jeden z taryfiarzy ma kutasa olbrzyma. Była to przesada. Ale niewielka… Niemniej, żadna małolata nie chciała już jechać za seks, bały się jego wielkiego przyrodzenia.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Taksowkarz

     Mariola… Samotna kobieta z dwójką małych dzieci. Jej mąż odbywał karę więzienia za notoryczne znęcanie się nad rodziną i ciągłe niepłacenie alimentów. Jan poznał się z Mariolą w taksówce, jechała z koleżanką, dwie wesołe na lekkim rauszu dziewczyny zagadywały do przystojnego kierowcy i zupełnie przypadkowo, ot, tak, spontanicznie zaprosiły go na kawę. Posiedzieli w trójkę, porozmawiali pół godziny i tyle. Po kilku dniach zupełnie przypadkowo spotkali się z Mariolą w mieście, znowu umówili na kawę, ale sami, bez przyjaciółki. Tym razem spotkanie przeciągnęło się do późnej nocy. Mariola była bardzo fajną, miłą ale zagubioną dziewczyną, ciągle borykającą się z codziennymi problemami, nie miała czasu dla siebie, poświęcała go dzieciom i pracy, dzięki której mogła utrzymać dom. Takie spotkanie było dla niej wielką radością, oderwaniem się od rzeczywistości, od szarej codzienności. Zaprosiła Jana do siebie, do domu. Mieszkała prawie w centrum miasta, w małym zaułku, w oficynie. Zaparzyła herbatę, podała na stół jakieś ciasto; dzieci spały. Jan nie pamięta nawet, jak to się stało, że nagle zaczęli się namiętnie całować i pieścić, po chwili wylądowali w łóżku… Dziewczyna zapamiętale, z uznaniem w oczach oglądała i masowała jego pytę, zlizywała śluz z potężnej głowicy, próbowała obejmować go ustami. Cieszyła się, że zainteresował się nią ten fajny, sympatyczny facet, nie zważała na nic, chcąc znowu poczuć się w pełni kobietą. W końcu pozwoliła Janowi na wszystko. Kochali się do świtu, aż obudziła się córka – starsze z dzieci. Udało się ją jakoś uśpić, ale musiał wracać do pracy i do domu.

    Spotykali się z Mariolą dość często; kobieta była bardzo namiętną dziewczyną, spragnioną bliskości mężczyzny, pieszczot i seksu, a on to wszystko jej dawał. Zjawiał się w nocy, niemal bezszelestnie wślizgiwał w cieplutką pościel, gdzie czekała rozpalona kochanka. Wiedząc, że może zjawić się w każdej chwili, nie zamykała drzwi wejściowych na klucz i od dłuższego czasu spała nago, szlafrok leżał koło łóżka, żeby w razie interwencji w pokoju dzieci mogła szybko ubrać się. Kochali się na wiele sposobów, najbardziej jednak lubiła pozycję misjonarską, kiedy Jan niemal leżał na niej, podpierał się na kolanach i łokciach; prawą rękę miał pod plecami Mariolki, lewą obejmował i przyciskał do siebie jej pupę, a dziewczyna obejmowała jego biodra swymi udami. Dochodzili w tej pozycji błyskawicznie, obojgu sprawiała wielką przyjemność. Spędzali wspólnie czas nie tylko w łóżku. Wyjechali kilka razy nad jezioro, Jan pilnował dzieci w kąpieli, kiedy Mariola mogła sobie poczytać w spokoju kolorowa pisma kobiece, czy zdrzemnąć się na chwilkę, nie myśląc o problemach. Dzieci przywykły do jego obecności, tym bardziej, że kilka razy przekupił je słodyczami, których w domu nie było zbyt często… Jeździli też tylko we dwoje, po to, żeby móc kochać się i pieścić na łonie natury, w jasny dzień…

    Bywało, że pojechali bez dzieci do Wandy, koleżanki Marioli, na działki, gdzie palili ognisko, smażyli kiełbaski, pili piwo, dyskretnie pieścili się wzajemnie. Zapamiętał nawet pewien ekscytujący nocny epizod, kiedy Mariolka przesadziła troszeczkę z alkoholem i usnęła na leżaku, a on poszedł z jej trzeźwiejszą koleżanką na sąsiednią parcelę po patyki do pieczenia kiełbasek.

    Było już ciemno, działki opustoszały, tylko w kilku oddalonych domkach świeciło się światło. Wanda miała na sobie krótką sukienkę, wiedział, że nie ma stanika, bo niekiedy odciskały się na niej sterczące sutki kształtnego biustu. Była trochę bardziej zaokrąglona od szczuplutkiej Marioli, ale tymi krągłościami mogła uwodzić wszystkich mężczyzn. Kiedy nachyliła się po patyki popatrzył z zainteresowaniem na zgrabne pośladki. Położył na nie dłonie, ścisnął lekko. Zareagowała westchnieniem, nie odsunęła się. Odwrócił Wandę do siebie, wpił się w jej usta, jedną ręką ugniatając piersi, drugą położył na jej łonie. Znowu nie odsunęła się. Przycisnął dziewczynę, zsunął sukienkę z ramion, całował jej szyję, piersi…

    – Tak nie! – odepchnęła go lekko od siebie.

    – A jak wolisz? – wyszeptał.

    – Zaraz się dowiesz – opadła na kolana, wyciągniętego z szortów, powstającego już penisa objęła ustami, bardzo obficie mocząc go śliną, napluła na swą dłoń, posmarowała odbyt.

    – Tak wolę! Nie chcę dziecka, tylko chcę poczuć twego wielkiego chuja w sobie – odwróciła się tyłem, pochyliła, oparła dłonie na udach i wypięła pupę. – Mariola miała rację, że jest wielki!

    – Chcesz w tyłek? – nie wierzył własnemu szczęściu, bo przecież anal należał do jego ulubionych pozycji repertuaru seksualnego.

    – Tak, tylko nie za ostro, proszę. Masz dużego kutasa, nie rozerwij mnie! Mariola bardzo cię chwali…

    Pomału wcisnął sterczący penis w ciasną dziurkę. Wanda wzdychała, z początku cicho, potem coraz głośniej i szybciej. On też przyspieszał, podniecała go i dziewczyna (a fizycznie była znacznie atrakcyjniejsza od Marioli!) i sytuacja, w jakiej się znaleźli. Orgazm przyszedł szybko, oboje doszli prawie w tej samej chwili. Opadli zmęczeni, bez sił, na kolana, potem położyli się w wilgotnej od wieczornej rosy trawie. Wanda wysunęła się z jego ramion, odwróciła i polizała kutasa.

    – Dawno nie miałam w sobie nic takiego. Tak dużego nigdy – patrzyła na trzymanego w dłoni penisa z uznaniem.

    – Jeśli tylko zechcesz, możesz mieć częściej – Jan miał wielkie nadzieje na stałe kontakty i częste spotkania z dziewczyną.

    – Zwariowałeś? Mariola jest moją koleżanką, nie mogę jej tego robić!

    – A teraz co zrobiłaś?

    – Nic. To było zaspokojenie, a nie chęć uwiedzenia ciebie.

    – A to nie to samo? – spytał z niedowierzaniem zaskoczony.

    – Nie!!!

    Rozmawiając szeptem ze swym chwilowym kochankiem nie przestawała masować ręką jego przyjaciela, który znowu podniósł swą głowę. Pośliniła go, zsunęła z ramion naramki sukienki, oczom Jana ukazał się biust, jakiego już dawno nie oglądał. Patrzył na dość duże, bardzo kształtne i jędrne piersi, które nie zmieniały się bez względu na to, czy stała, leżała, czy, tak jak teraz pochylała się nad wielkim członkiem. Wanda nachyliła się nad zaskoczonym mężczyzną, trzymając jego nabrzmiałą pałę zaczęła masować główką penisa swoje sterczące sutki, smarując je śluzem wydobywającym się z dziurki w kutasie.

    – Podoba mi się takie coś – wyszeptała

    – Mówiłem ci, możesz mieć to „takie coś” częściej, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę – odparł Jan z nadzieją w głosie

    – A ja mówiłam, że nie, prawda? Nie, to znaczy nie! Mariola jest….

    Nie zrozumiał końca szeptanego zdania, jej słowa stłumił kutas, którego zaczęła namiętnie ssać.

    – Spuść mi się do buzi, chcę trochę tej męskiej witaminy.

    Nie musiała długo prosić, drugi wytrysk wylądował w całości w jej gardle. Wanda otarła usta, podciągnęła sukienkę, wrócili do śpiącej ciągle Marioli. Przy furtce odwróciła się i patrząc Janowi w oczy:

    – Oczywiście jesteśmy dyskretni, prawda? – spytała – No i dziękuję, było mi rewelacyjnie dobrze. Fajny ten twój olbrzym. Pamiętaj, nie powtórzymy tego już nigdy! – cmoknęła Jana w policzek.

    I tak było – nie spotkali się już na osobności nigdy więcej.

    Jan polubił swa pracę. Dawała wiele swobody i luzu, no i w tamtym czasie była bardzo opłacalna finansowo! Z postoju na dworcu bywały bardzo różne kursy. Najczęściej woził pasażerów do odległych jednostek wojskowych, ale bywały też swoiste „rodzynki”, jak klient, który chciał pojechać do pobliskiego miasteczka za… szynkę, za kiełbasę i kilka złotych, za kurę też bywało. To był bardzo opłacalny kurs, a szynka, czy kiełbasa okazywała się przepyszne. Innym razem pojechał do którejś z okolicznych wiosek z młodą, atrakcyjną kobietą. Na miejscu okazało się, że ona nie ma w portmonetce pieniędzy, ale w domu jest odpowiednia kwota, zaprasza go do siebie, posiedzą, pogadają i otrzyma swą zapłatę. Domyślił się, że ładna dziewczyna chce zapłacić swym atrakcyjnym ciałem, ale coś nakazało mu odmówić i poprosić o pieniądze. Obruszyła się, ale poszła do domu, zostawiając torebkę z dokumentami jako zastaw. Jakież było Jana zdziwienie, gdy po krótkim oczekiwaniu zobaczył jakiegoś mężczyznę zmierzającego w stronę stojącej taksówki.

    – Pan przywiózł moją żonę? – spytał nieznajomy.

    – Chyba tak, z dworca przywiozłem młodą, ładną kobietę, być może to właśnie pana żona – odpowiedział.

    – Jak ładna, to ona – odparł z nieukrywaną dumą. – Proszę, to należność za kurs – w ręce trzymał zwitek banknotów.

    – Odliczone?

    – Tak.

    – To dziękuję i dobrej nocy! Dobrej nocy!

    „Ale jaja – pomyślał Jan zawracając na wąskiej drodze – dobrze, że nie poszedłem z nią na chatę, to by dopiero była jazda!” Wrócił na postój.

    Pewnego wieczoru w Rynku wsiadła do jego auta interesująca kobieta około 35 lat. Szatynka, ładnie ubrana, dyskretny makijaż, zgrabna figura – tyle zdążył zauważyć w świetle latarni.

    – Dobry wieczór, panie kierowco. – jej głos był jakiś… niepewny.

    – Dobry wieczór – odpowiedział – Dokąd?

    – Mam taką nietypową prośbę… – zamilkła.

    – Słucham panią – był bardzo ciekaw co to za prośba, tym bardziej, że atrakcyjna dziewczyna spodobała mu się.

    – Bo widzi pan… – w głosie słychać było zażenowanie – ja bym chciała, żeby poszedł pan ze mną na dancing…

    – Ale ja jestem w pracy! – propozycja kobiety trochę go rozbawiła, ale też zainteresowała.

    – Wiem, zapłacę za wstęp, opłacę postojowe, byle tylko poszedł pa ze mną do „Parkowej”!

    To było ciekawe.

    – Nie ma pani z kim iść na tańce?

    – Ja tam muszę być! Muszę być z obcym partnerem, żeby wzbudzić zazdrość pewnego mężczyzny, który już tam jest! Byłam tam, widziałam go, dlatego muszę się tam zjawić z partnerem…

    – Aaaaaa! No i oczywiście mam dostać od niego po pysku?

    – Nie! On nie jest agresywny, to spokojny człowiek.

    Pojechał z nią. Tym „spokojnym człowiekiem” okazał się być nauczyciel z liceum, mężczyzna około czterdziestu pięciu lat, w którym Bożena (bo nieznajoma tak miała na imię) kochała się od bardzo dawna, praktycznie od liceum. Siedząc już w restauracji przy stoliku, Jan powoli konsumował obowiązujące danie słuchając historii Bożeny. Opowiadała cichym szeptem, przerywając potok słów kolejnym kieliszkiem dobrze zmrożonej wódki.

    – Bo widzisz – byli już „na ty” – pokochałam go w trzeciej klasie. To naprawdę wspaniały mężczyzna, taki elegancki, silny, męski. Był żonaty, ale to nic, byłam młoda, wiedziałam, że poczekam. Potem wyszłam za mąż, bo w rozpaczy oddałam się koledze i zaszłam w ciążę, ale wiedziałam, że on nie jest dla mnie. Teraz mój kochany też jest po rozwodzie, jak ja, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy byli razem.

    Końcówkę opowieści Jan wysłuchał już na parkiecie. Tańczyli wtuleni w siebie, jak kochankowie patrzyli sobie w oczy. Bożena ukradkiem obserwowała reakcję swej miłości, ale pan profesor nawet nie popatrzył na nią, choć ciągle kręcili się obok niego i jego partnerki. Trwało to ponad dwie godziny. Jan stwierdził, że już się najadł, natańczył, pora więc wracać na postój.

    – Bożenko, baw się dalej, ja już muszę wrócić do pracy.

    – Zostań jeszcze chwilkę, on już prawie mnie zauważa!

    – Dziewczyno, czy ty jesteś ślepa? On nie ma nawet pojęcia, że tu jesteś. A tak w ogóle – rozmawiałaś kiedykolwiek z nim?

    – Nie, ale ja go tak bardzo kocham!

    – A on o tym nie ma pojęcia, prawda?

    – Chyba nie wie…

    – No to jak chcesz go zdobyć, jeśli on o niczym nie ma pojęcia? Idziemy, nie ma sensu przesiadywanie tutaj. Musisz z nim porozmawiać, inaczej nic z tego nie będzie. Chłop musi się dowiedzieć, że ma tak atrakcyjną, młodą adoratorkę, inaczej nie będzie cię widział!

    Z oporami, ale dała się w końcu wyciągnąć z lokalu, poszli do samochodu. Bożena cały czas płakała cichutko, tuliła się do niego, Jan widział coraz silniejsze działanie wypitego alkoholu.

    – To gdzie cię odstawić? – miał dość tańców na dzisiaj.

    Podała adres. Po chwili jazdy zatrzymał się przed bramą.

    – To tutaj?

    -Tak, tutaj… Wejdziesz ze mną? nie chcę być teraz sama.

    -OK, może być, ale nie będę siedział długo, jakoś muszę zarobić na chleb.

    Obejmując się weszli do mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz.

    – A wiesz co? Świetnie tańczysz! – uśmiechnęła się przez łzy.

    – Staram się! Ty też doskonale radzisz sobie na parkiecie…

    – Obejmij mnie proszę, czuję się taka samotna i opuszczona…

    – Chyba wódka działa, bo mam takie miękkie nogi… pomożesz mi się rozebrać? Zaprowadź mnie do łazienki… Jesteś bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną, cieszę się, że cię poznałam…

    W łazience pomógł zdjąć sukienkę. Rozpiął stanik, wrzucił go do otwartej pralki. Uwolnione dorodne piersi zakołysały się radośnie. Nagle nabrał ochoty na tę kobietę. Ciało miała zadbane, jędrne, biust obfity, dość sprężysty. W kilka chwil stał obok Bożeny całkowicie nagi.

    – A ty co? – popatrzyła na niego mętnym wzrokiem – rozebrałeś się? Dlaczego?

    – Tak, jak widzisz, rozebrałem się. Nie podobam się tobie? A dlaczego się rozebrałem? Bo chcę ciebie! – odważnie zbliżył się do dziewczyny.

    Popatrzyła na Jana ciągle lekko zamglonym wzrokiem. Chyba rzeczywiście alkohol zaczynał mocniej działać, wypiła przecież kilka kieliszków wódki. Patrzyła na gołego mężczyznę, wzrok skierowała w jego krocze, gdzie bujał się wielki kutas, podnoszący już swą głowę; uśmiechnęła się rozmarzona.

    – To fajnie, bo mam ochotę na mężczyznę, a ty fajnie tańczysz i podobasz mi się!

    – Ale chyba nie tak, jak Jurek? – Jurek to ten nauczyciel.

    – Jesteś fajny, ale Jurek jest tylko jeden! – mówiąc to masowała jego sterczącego penisa.

    – On też jest fajny! – stwierdziła patrząc Janowi w oczy.

    – Kto? – spytał.

    – Jak to, kto? Twój penis. Jest taki w sam raz, taki akuratny! Nie, on jeszcze rośnie! No, no, masz czym zaskoczyć dziewczynę… Boże, on jest wielki!

    – Weszli do kabiny. Po szybkim prysznicu wskoczyli do łóżka. Bożena była doświadczoną kochanką, bardzo namiętną, doskonale wiedziała, czego chce; wiedziała też, jak sprawić rozkosz mężczyźnie. Położyła się na brzuchu, wypięła jędrny tyłeczek w jego stronę.

    – Wsadzałeś go kiedy w pupę?

    – Tak, bywało, że w pupę też się wciskał. – Jan odpowiedział z radością

    – No to na co czekasz? Nie chcę drugiego dziecka.

    Wcale nie tak dawno słyszał to samo od Wandy, umówiły się, czy co?

    Kochali się do rana, spenetrował wszystkie otworki w zgrabnym ciele Bożenki; tam gdzie mógł, tam wpychał swego przyjaciela, gdzie indziej wsuwał język, czy naślinione palce. W końcu dopuściła jego wielkie przyrodzenie do ciasnej, gorącej pipki. Rżnął ją zafascynowany jej ciasnotą, dawno nie wchodził w taką cipkę, musiała być dość długi czas bez mężczyzny… Skończył na długo przed wytryskiem, chciał, żeby Bożenka zaspokoiła go oralnie i w końcu doczekał się pieszczoty ze strony namiętnych, pełnych ust samotnej kobiety. Ssała go, masowała, aż wybuchnął w jej gardło. Jak większość kochanek nie nadążyła połykać, sperma spływała jej po brodzie, kapała na sterczący biust, na którym rozsmarowała go starannie.

    – To najlepszy kosmetyk! Następnym razem spuścisz mi się na biust, bo to super maseczka!

    – A kiedy będzie ten następny raz?

    – Może jutro wieczorem? Jeszcze tylko dwa dni jestem sama, potem będzie moja mama, przywiezie dzieciaka.

    Nie było następnego razu. Ale za to…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Rewelacyjna domowka

    Pewnego dnia odwiedził Jana kolega, Adam, z którym kiedyś pracował. Adam był kilka lat młodszy od niego i co tu kryć – męską urodą nie grzeszył. Co prawda był dość wysoki i w miarę przystojny, ale – jak mawiał klasyk – „z twarzy podobny zupełnie do nikogo”. Jan mieszkał wtedy sam, żona pojechała z dziećmi do swej matki. Adam zaproponował mały rajd po okolicznych knajpkach, co było bardzo ciekawą propozycją, więc zgodził się natychmiast. W którejś kafejce zobaczyli przy stoliku dwie samotne kobiety. Starszą znał z widzenia, miała około 40 lat, niebrzydka brunetka z dużą pupą i ładnym dekoltem. Na imię miała Grażyna, to wiedział. Młodszą dwudziestodwulatkę Jolę już kiedyś kilka razy podwoził do domu, mieszkała kilka kilometrów za miastem. Raz nawet zdarzyło się złapać ją przypadkowo za w sumie fajny biust i pomacać cipkę, a choć nie było odmownej reakcji – zrezygnował z dalszych działań; dziewczyna była zbyt wstawiona. Panowie przysiedli się do stolika zajmowanego przez kobiety, zaproponowali drinka. Zostali powitani bardzo radośnie, tymbardziej, że dziewczyny były już po kilku głębszych kieliszkach likieru, czy czegoś podobnego. Jan nie próżnował.

    – To co, zmieniamy lokal? – pytanie raczej retoryczne, tym bardziej, że do kafejki wlała się fala bardzo hałaśliwej młodzieży.

    – A co proponujesz? – spytała starsza z pań, Grażyna.

    – Odwiedzimy pawilon, kupimy coś do picia i lecimy do mnie.

    – Co chcesz kupić? – teraz młodsza zadawała niepotrzebne pytania.

    – A co sobie zechcecie. Jakieś dobre wino, może Martini?

    – Martini może być, jak najbardziej! – Jola była zachwycona.

    Wkrótce odpowiednio zaopatrzeni wchodzili do mieszkania Jana. Nie hałasowali zbytnio, bo – wiadomo – sąsiedzi! Panie siadły do stołu, panowie w kuchni przygotowali szybką przekąskę i popitkę. Adam:

    – Wystarczy jeden kartonik?

    – Oczywiście, ile możesz dymać? – Jan zdziwiony.

    – No, kilka razy przez noc pewnie się uda.

    – No to OK, w opakowaniu jest dwanaście prezerwatyw o smaku truskawkowym.

    – Aaaa! To dlatego pytałeś, czy lubią truskawki!

    – Oczywiście!

    Otworzył butelkę z Martini, upił kilka głębszych łyków. Dał wypić kumplowi. Adam zdziwiony patrzył, co Jan wyprawia. A on uzupełnił brakującą ilość trunku czystym spirytusem! Poszli do pokoju. Z biegiem czasu atmosfera rozluźniała się coraz bardziej. Ktoś zaproponował tańce, włączyli magnetofon. Jan doskonale wiedział, którą taśmę puścić, żeby idealnie nadawała się do tego wieczoru. Po chwili dwie przytulone do siebie pary kołysały się w rytm muzyki. Adam tańczył z Jolą, Grażyna wtulała się w Jana.

    – Ale nie zostawisz mnie wieczorem? – słyszał cichy szept kobiety.

    – Dlaczego miałbym cię zostawić? – zdziwił się trochę.

    – Bo ona jest młodsza, ma ładne nogi i fajny biust!

    – Hmmm. Więc dajesz mi do zrozumienia, żebym przeleciał ciebie, nie Jolę…

    – Tak, chcę seksu – położyła dłoń na jego kroczu – ty widzę też. Oooo, co tam ukrywasz? Musisz mieć wielkiego zaganiacza!

    – Ja zawsze chcę. Poza tym stawiam na doświadczenie i umiejętności, a tych chyba tobie nie brakuje, prawda?

    – Przekonaj się! – pocałowała go namiętnie, masując przez spodnie sterczącą pałkę.

    Adam poszedł do kuchni, Jola za nim, więc poszli z Grażyną do drugiego pokoju. Popchnął ją na tapczan.

    – Powiem tylko raz. Kiecka w górę, gatki w dół!

    – Ale… Nie ma „ale” – przerwał – każde nieposłuszeństwo to solidny klaps na gołą pupę!

    – O! A ja jestem taka niegrzeczna!

    Plask, plask! Mocno uderzył w oba pośladki, nawet pomyślał, czy nie przesadził z siłą klapsów. Na pupie natychmiast pokazało się odbicie jego dłoni.

    – Tak! Tak lubię, możesz nawet mocniej! – wyszeptała, a Jan zaskoczony popatrzył na Grażynę.

    – Na co czekasz, a drugi klaps? Lubię to, czy to takie dziwne?

    – Jak chcesz – uderzył jeszcze kilka razy, ostatnie uderzenia były naprawdę mocne.

    Grażyna tylko głośno stękała i jeszcze bardziej wypięła się w jego stronę. Oczy miała lekko przymknięte, jakby nieprzytomne. Mężczyzna wprawnym ruchem zsunął jej figi, rozpiął swój rozporek i nie zdejmując spodni wtargnął w mokrą cipkę. Po kilku szybkich ruchach wycofał się.

    Założyć gumkę, czy zabezpieczasz się?

    Możesz być spokojny, biorę tabletki – patrzyła łakomym wzrokiem na jego rozporek…

    Jan odpiął pasek, zrzucił z siebie ubranie, odwrócił Grażynę na brzuch, splunął na pupę i wszedł w jej kakaowe oczko jednym silnym ruchem. Stęknęła głośno, ale nie zaprotestowała. Posuwał ją w tyłek, okraszając swoją akcję siarczystymi klapsami, tak, że po kilku minutach cała pupa była mocno czerwona, poprzecinana śladami jego palców. Kobieta głośno oddychała, momentami popiskiwała. W pewnej chwili znieruchomiała i ucichła. Zaskoczony zatrzymał się na chwilkę, ale poczuł, że jej całe ciało zaczyna drżeć. Wzmógł działanie, jego ruchy były szybkie i mocne, jądra odbijały się od nabrzmiałej pipki. Poczuł, że dochodzi. Chwycił mocniej Grażynę za biodra i wbił się w nią do samego końca. Wystrzelił nasieniem jak z hydrantu, poruszył się jeszcze kilka razy, z każdym ruchem wyrzucając z siebie porcję spermy. Zaciskając zęby, żeby nie wrzasnąć skończył z głośnym westchnieniem. Zaczął obserwować reakcję kochanki. Jej drgawki stawały się to coraz mocniejsze, drżała całą sobą, za chwilkę aż podskakiwała na tapczanie. Twarz kobiety wykrzywił dziwny grymas, oczy „uciekły” w głąb głowy, usta miała rozchylone jak w czasie krzyku… Zdążył złapać poduszkę (jak zwykle zbawienną!) i nakryć głowę w ostatniej chwili. Zaczęła wrzeszczeć i trząść się, zaciskając dłonie na jego ramionach. Po kilkunastu sekundach uspokoiła się, tylko szybko i głęboko oddychała. W tym momencie do pokoju wpadł Adam z Jolą.

    – Co tu się dzieje? – Adam był poruszony – zarzynasz ją, czy co?

    – Daj spokój już jest OK, to był tylko orgazm!

    Jola stała za Adamem i patrzyła dziwnie się uśmiechając.

    – Ja też bym tak chciała…

    – No to chodź, pokażę ci jak to się robi – Adam był bardzo chętny, tym bardziej, że stłumiony wrzask Grażyny przerwał jego zabiegi wokół biustu dwudziestolatki.

    – Ale ja nie z tobą, ja chcę z nim – wskazała na Jana

    – A co, lepszy jest? – oburzył się Adam – skąd wiesz, jaki ja jestem?

    Nie wiem, jaki ty jesteś, wiem, że on umie doprowadzić do mega orgazmu, chyba widziałeś i słyszałeś przed chwilą, prawda?

    Nikt nie zwracał uwagi na Grażynę, która pomału dochodziła do siebie. Patrzyła na towarzystwo, jakby pierwszy raz ich widziała. Wypity alkohol i przeżyte przed chwilą emocje zbiły ją zupełnie z tropu, jeszcze nie zaczynała trzeźwieć.

    – Co to było przed chwilą? Co mnie tak tyłek boli? Zerżnąłeś mnie w niego, prawda? Ale miałam odlot, nie ma co! A wy co się tak gapicie? Ty, młody – to do Adama – też tak umiesz jak on? – spytała zaczepnie

    – Jeśli chcesz się przekonać, to chodźmy do dużego pokoju – chłopak nie stracił rezonu.

    – No to chodź, cwaniaczku – Grażyna podniosła z podłogi majtki, złapała Adama za fujarę i z pupą czerwoną jak pawian pomaszerowała tam, gdzie Adam mówił – do dużego pokoju.

    – Adam, nie potrzebujesz gumek, ale w dupsku może mieć ślisko, byłem tam – Jan popatrzył na wychodzącą parę.

    Jola stała oparta o futrynę drzwi i patrzyła wielkimi oczami na gołe przyrodzenie naszego bohatera dyndające między nogami.

    – A on nadaje się jeszcze do użytku? – uśmiechnęła się pokazując palcem zwisający penis – Ale Grażyna miała czerwoną dupę! Wlałeś jej?

    – Tak, trochę. Lubi ponoć silne klapsy, a ty?

    – Nie wiem, nie miałam okazji spróbować.

    – Wiesz co? Mam pomysł. Adamowi i Grażynie nie będziemy przeszkadzali – dobiegały ich odgłosy szalonego seksu, jęki kobiety i sapanie chłopaka – idź do łazienki, weź szybki prysznic w wannie, ja tam zaraz przyjdę z ręcznikiem i powiem ci, jaki to mam pomysł.

    – No, brzmi interesująco, zaciekawiasz mnie! – Jola zaczęła zdejmować z siebie ubranie.

    Zgodnie z tym, co wcześniej mówiła Grażyna – Jola miała bardzo fajny, choć niezbyt obfity biust i bardzo zgrabne nogi. Twarz raczej przeciętna, trudno było zauważyć ją w tłumie, ale miała ładne oczy i bardzo miły uśmiech. No i miała zaletę podstawową – była młoda! Patrzył z zainteresowaniem na to jędrne, gładkie, bardzo fajne ciało i zastanawiał się, jak z niego skorzystać. No i wymyślił. Ponieważ był już po niesamowitym seksie i orgazmie z Grażyną – nie musiał się śpieszyć. Poszukał duży, świeży ręcznik, wszedł do łazienki. Jola była już w wannie, więc też wszedł do niej, usiadł za dziewczyną. Namydlił dłonie i zaczął myć młode plecy. Zaczął masować barki, ramiona, w końcu położył ręce na zupełnie zgrabnych, choć niezbyt dużych piersiach. Poczuł pod palcami sterczące sutki, uszczypnął je lekko, pomasował delikatnie brodawki. Jola westchnęła i pochyliła się do tyłu, oparła plecy na jego torsie. Sięgnęła za siebie chwyciła jego członek i zaczęła go onanizować. Jan położył dłoń na cipce, wyczuł guziczek łechtaczki, nacisnął delikatnie. Dziewczyna drgnęła i zacisnęła rękę na penisie. Pomyślał, że to już czas, wyjął korek z wanny i włączył prysznic. Spłukał dokładnie oba ciała i wytarł do sucha. Przeszli do małego pokoju, położyli się na łóżku. Jola złapała go znowu za jego sterczącego już przyjaciela i mocno zacisnęła dłoń. Cofnął jej rękę.

    – Nic nie rób, teraz pokażę ci…

    – Co mi pokażesz? Przecież go widzę, duży jest… – przerwała mężczyźnie.

    – Nic, zobaczysz też coś innego… Leż spokojnie i zamknij oczy.

    Zsunął się z łóżka na podłogę, delikatnie rozchylił zgrabne nogi. Zaczął je lizać od kostek w kierunku kolan, potem wyżej do krocza. Pocałował guziczek jej łechtaczki, poczuł, że dziewczyna drgnęła mocno. Język wędrował wyżej, od lekko podgolonej cipki w stronę pępka. Doszedł do biustu, zaczął znowu ssać sutki, lizać różowe talerzyki brodawek, delikatnie kąsał szyję, całował za uchem, ustami pieścił płatki uszu, całował przymknięte oczy. Wrócił do cipki, lizał dziurkę, łechtaczkę, ssał lekko wargi sromowe. Jola dyszała głośno, jej młode ciało prężyło się pod wpływem niesamowitych bodźców. Jan położył się obok, ręką zmusił dziewczynę do ssania sterczącego już penisa. Zajęła się nim z cały zaangażowaniem, próbując bezskutecznie wchłonąć go całego, aż do jąder. Wysunął członek z jej buzi. Znowu zaczął pieszczoty językiem. Bardzo delikatnie, muskał tylko gładką, aksamitną skórę. Dochodząc do ust lekko lizał je i dotykał wargami. Klęknął na łóżku, wziął twardego, z kroplami śluzu penisa w rękę i potarł nim sutki piersi, pogłaskał wargi szukające tego olbrzymiego, gotowego do akcji kutasa… Znowu łapczywie wsunęła go do buzi, ale uciekł z penisem i ponownie zaczął pieścić piersi i brzuch. Doszedł do łona, znowu cmoknął w twardą łechtaczkę i mocno wtargnął językiem w mokrą cipkę. Zlizał soki, possał delikatne płatki, palcem zbadał gorące wnętrze. Przesunął się trochę, pogłaskał Jolę po twarzy, pomału wcisnął penisa w ciągle coraz bardziej mokrą dziurkę. Po kilku ruchach, kiedy dziewczyna zaczęła reagować – wycofał się, pocałował w usta. Zdziwiona popatrzyła na mężczyznę.

    – Co jest, nie masz ochoty?

    – No coś ty, jesteś super. No i masz słodką, pachnącą pipkę.

    – Bo bardzo dbam o nią i o cycuszki

    – One też są fajne!

    Znowu w nią wszedł i po chwili wycofał się, powtarzał to kilka razy. Jola nie bardzo wiedziała w czym rzecz, ale coraz bardziej ją to podniecało, jeszcze nigdy czegoś podobnego nie przeżywała. Seks kojarzył jej się z facetem, najczęściej podpitym, który nie bawił się w żadne gry wstępne tylko pchał swego kutasa w pipę, robił kilka ruchów, spuszczał się i tyle. Dobrze jeszcze jak cmoknął choćby w policzek i przytulił na chwilkę… To teraz, to było coś innego. Czuła się adorowana jak kochanka, fajny mężczyzna zajmował się nią w sposób, którego nie znała. Bardzo jej się to podobało, chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, na co chyba się zanosiło. Jan starał się, żeby sprawić jak największą przyjemność dziewczynie, widział, że jej podniecenie wzrasta, choć do tzw „stosunku” nie doszło jeszcze. Całował ją, lizał, muskał ustami, pocierał swoim przyjacielem prężne piersi, niekiedy wchodził na chwilkę w cipkę, zaczął drażnić drugą dziurkę. Jola zaczęła dochodzić do orgazmu, takiego orgazmu, jakiego nie spodziewała się nawet w najśmielszych snach. Będąc niekiedy z facetem zdarzało się, że czuła jakąś przyjemność, ale i tak nie było to to samo, co osiągała sama bawiąc się swoją dziurką. To jednak, co teraz nadchodziło, było jak tajfun, zaczynała tracić poczucie rzeczywistości, jej ciało kurczyło się w środku, a fala podniecenia odbierała oddech. Jan widząc nadchodzący szczyt użył – jak zwykle zbawiennej – poduszki. Odrzuciła ją jednak, złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie

    – Wejdź we mnie, bierz mnie, wyruchaj mnie! Moja pizda chce twego chuja, ruchaj ją! – wysapała

    – Jeszcze nie, to nie jest wszystko.

    – Nie chcę więcej, chcę cię całego czuć w sobie! Jak najgłębiej! – głos dziewczyny drżał z podniecenia.

    – OK, ale żebyś potem nie narzekała.

    Odwrócił ją na brzuch i gwałtownie wtargnął w pupę, bardzo nawilżoną wypływającymi z cipki sokami. Wcisnął się do końca i zaczął akcję.

    – Tak chciałaś? Żebym był w tobie? No to jestem. Dobrze tak? – pompował zapamiętale wypiętą dupę, mocno trzymał dziewczynę za biodra.

    – Taaaaak, dobrze mi, ruchaj mnie jeszcze! Jeszcze, jeszcze, taaak, taaaak, mocniej, jeszcze, TAAAAKKKK!!!!!

    Z gardła Joli wydobyło się rzężenie, palcami ściskała poduszkę, krzyczała w nią. Po chwili uspokoiła się, tylko głośno i szybko oddychała. Wyszedł z niej, położył się obok.

    – Teraz twoja kolej, pokaż, co umiesz.

    – Ale jak?

    – Tak, jak potrafisz najlepiej. Nigdy nie zajmowałaś się mężczyzną? Nie robiłaś loda?

    – Prawdę mówiąc to robiłam, ale zwykle tak na chybcika, spuszczali się po paru ruchach ręką, do buzi starałem się nie brać, udawałam… A teraz próbowałam, ale mi uciekałeś!

    – No to masz okazję spróbować, jak to jest. Ale jeden warunek – musisz wszystko połknąć, nie możesz wypluć nawet kropli! Za każdą uronioną kropelkę – spotka cię sroga kara! Taka, jaką spotkała Grażynę.

    – Ale… Nie ma „ale”! Do roboty!

    Uklęknęła na podłodze między jego nogami. Ostrożnie ujęła w rękę sterczącego ciągle penisa i zaczęła masować. Zlizała kroplę śluzu, objęła ustami zaczerwienioną główkę, polizała znowu. Rozchyliła szerzej usta i nasunęła się na sterczącą pałę. Tym razem wzięła go prawie całego, nie krztusiła się ani nie dusiła. Wyglądało, jakby miała go w przełyku bliziutko żołądka, czegoś takiego Jan jeszcze nie widział. Kiedyś, dawno temu, kiedy nie rozwinął się jeszcze do końca jego przyjaciel, bywało, że któraś koleżanka brała go w buzię całego, potem była Marianna i dwie inne kobiety; od kilku lat było to niemal niemożliwe!

    – No fantastycznie, masz talent dziewczyno! I ty mówisz, że nigdy tego nie robiłaś?

    – Tak, nigdy tak, jak teraz. – przestała obciągać, popatrzyła na Jana – Chłopaki z którymi byłam raczej nie pachnieli tak jak ty, a mój były facet nie lubił tego, wolał rżnąć mnie w tyłek, dlatego jak mi tam wsadziłeś nie zaskoczyłeś mnie. Ale twój penis jest pyszny! No i nie masz włosów, większość facetów chyba hoduje kłaki na jajach, może potem użyją je do przeszczepu… Twój jest… fajny!

    – No to na co czekasz? Do roboty! – ponaglił rozgadaną nagle Jolę.

    Poczuł narastające podniecenie, po krótkiej chwili wytrysnął dziewczynie prosto w gardło. Połykała szybko, jednak zostawiła trochę spermy w ustach i małymi kropelkami wypluła je na brodę, skąd skapywały na piersi.

    – Co robisz?

    – Nic, czekam na twoją karę!

    – Aaaaa, takie buty. Odwróć się i pochyl do przodu – przerwał na chwilę wsłuchując się w miłosne odgłosy dobiegające z drugiego pokoju – Adam nie próżnuje, słyszysz? No pochyl się!

    Palce lewej ręki wsadził jej w cipkę, kciuk w pupę, a prawą wymierzył siarczystego klapsa.

    – Auć! Nie tak mocno!

    – A teraz dobrze? – znowu uderzył, tym razem bardzo lekko

    – Tak, teraz dobrze i podniecająco!

    Klapnął jeszcze kilka razy. Przyciągnął dziewczynę do siebie, wpił się w jej usta. Położyli się na tapczanie, Jola ponownie zajęła się jego przyjacielem, który w kilka sekund znowu sterczał. Trzymając go mocno w dłoni wsunęła go sobie w cipkę, ściągając mężczyznę na siebie.

    – Teraz zrób to tak normalnie, bardzo tak lubię.

    Podniósł jej nogi, oparł je na swych ramionach. Przytrzymując skaczący biust zaczął ostro grzmocić. Jola uniosła jeszcze wyżej biodra i dostosowała swoje ruchy do jego rytmu. Bardzo szybko oboje osiągnęli kolejny orgazm i zmęczeni, ciężko dysząc, położyli się obok siebie. Jola oparła się na łokciu.

    – A może zobaczymy, co robią Adam i Grażyna? – zaproponowała

    – Dobrze, tylko jeszcze mnie nie wylizałaś!

    – A ty mnie!

    Ten, kto wymyślił słynną pozycję „69” powinien dostać Nobla! Po chwili stanęli w drzwiach drugiego pokoju. Widok, który zastali wzbudził w nich szalony śmiech. Adam leżał na podłodze, Grażyna, trzymając w ręce butelkę Martini, z której co chwilę popijała, nabijała się energicznie na jego drąga (Jan musiał stwierdzić, że jednak Adama jest dużo cieńszy, ale trochę dłuższy!) i popędzała go:

    – Szybciej, szybciej mój ogierze, mocniej, zrób Grażynce dobrze – zauważyła stojącą w drzwiach parę – a wy czego stoicie? Dawaj Grażynce tego smoczka do possania!

    – Jakiego smoczka? – Adam nie mógł się odwrócić.

    – Tego, który mu tam smętnie zwisa. Chodź tutaj – to już było do Jana – daj mi go. A ty mała usiądź mu na gębie, niech tyle nie gada – pokazała na Adama – trzeba sobie jakoś umilać to szare życie, prawda, że… – to ostatnie było już mało słyszalne, bo wpychała sobie w usta powstającą pałkę gospodarza. Ten stanął okrakiem nad Adamem, przodem do Grażyny już ssącej jego penis. Jola ukucnęła nad twarzą Adama, wystawiając mu do polizania swoją ciągle mokrą cipkę. Przed sobą widziała tyłek Jana i z zainteresowaniem przyglądała się jego dziurce. Naśliniła palec i wcisnęła go w Jankowy odbyt. Potem to już była reakcja łańcuchowa. Jan czując palec wsuwający się w jego tyłek szarpnął się do przodu, wpychając swego kumpla Grażynie do samego gardła, pod migdałki. Grażyna, choć nabita na pałę Adama odsunęła się gwałtownie, powodując silny ból w penisie Adama. A Adam z bólu ugryzł Jolę, na szczęście nie w cipkę, tylko w pupę. Po chwili wszyscy śmiali się z tej dziwnej sytuacji i praktycznie skończył się ten seksualnie udany wieczór.

    Nie powtórzyli tego już więcej. Jolę widział kilka razy w mieście, ale tylko uśmiechali się do siebie. No i raz zawiózł ją do domu, pogadali sobie w czasie jazdy. Nie chciał pieniędzy za kurs, więc chcąc się odwdzięczyć zrobiła mu dobrego loda. Grażynę też widział kilka razy, ostatnio spotkał ją w parku, kiedy przechadzała się na spacerze z mężem. Szła obok niego, roześmiana, przytulona, trzymając swego mężczyznę pod rękę. Jan też był z żoną; oboje udali, że się nie znają.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Jak poznalem Siostre Marcjanne

      Pewnego pięknego dnia obudził Jana ból w lewym boku i bardzo mocno chciało mu się sikać. Zdziwił się, kiedy z naprawdę wielkimi problemami udało się wydalić z pęcherza zaledwie kilka kropel. Zaniepokojony pojechał na pogotowie, ból z każdą chwilą narastał. Zastrzyk z dolarganu pomógł, ale Jan wylądował w szpitalu. Diagnoza – ostre zapalenie nerki! Doktor nakazał leżenie, wyjść z łóżka można było tylko w naprawdę ważnym momencie. Pielęgniarki na oddziale były bardzo miłe i sympatyczne, no i co tu dużo mówić, niektóre z nich były naprawdę urodziwe! Jedna z sióstr, taka malutka brunetka, urocza Kasia, poruszała się z wdziękiem między łóżkami i widać było, że Jan wpadł jej w oko. Była zawsze koło niego, zanim pomyślał, że potrzebuje pomocy. A pomoc ta polegała głównie na tym, że poza lekami pielęgniarki podawały Janowi… kaczkę! Czuł się bardzo skrępowany; ale nie mógł sam wstać z bólu, a przecież basen też się zdarzał… Siostra Kasia była bardzo usłużna, do tego była bardzo ładną i zgrabną dziewczyną ze stosunkowo dużym biustem, ledwo okrytym szpitalnym fartuchem. W pewną bezsenną noc Jan wyobrażał sobie, co by z tą laseczką robił; nie były to grzeczne wyobrażenia! Następnej nocy, kiedy Kasia rzeczywiście miała dyżur, Jan postanowił to wykorzystać. Kiedy urocza pielęgniareczka przyszła do jego sali w której tej nocy był jedynym pacjentem, popatrzył na nią bolesnym wzrokiem.

    – Co jest, panie Janku?

    – Oj, siostro, mam wielki problem – wydukał.

    – Jaki problem? Może panu pomogę? – jak zwykle wykazywała wielką ochotę pomocy biednemu pacjentowi

    – Oj, może siostra pomóc, może… Ale to… takie… trochę wstydliwe! – Jan spuścił wzrok na pościel.

    – Panie Janie, jesteśmy tutaj między innymi po to, żeby spełniać prośby i żądania pacjentów! – wypowiedź Kasi przybrała niemal oficjalny ton.

    – Skoro siostra tak mówi…

    – Tak. Tak mówię. Więc co panu dolega? No, słucham!

    – W zasadzie to nic mi nie dolega, tylko mam taką prośbę… no… żeby mnie siostra… wyonanizowała!

    – CO??? Pan chyba zwariował, co pan sobie…

    – Jak to zwariował – przerwał dziewczynie – sama siostra pytała, więc odpowiedziałem. A dłonie masz dziewczyno malutkie, delikatne – w sam raz do tej roboty.

    Patrzyła na Jana wielkimi oczami, widział, że nie wie, co odpowiedzieć.

    – Na co czekasz, siostrzyczko?? Mnie bolą nerki, a nie penis! – ponaglił, na chwilkę odsłonił powstającego kutasa.

    – No dobrze, ale to musi być między nami, inaczej nic z tego – Kasia nigdy nie widziała tego pały w całej okazałości, teraz zrobiła wielkie oczy, ale w końcu z wahaniem zgodziła się.

    – Oczywiście, jestem dyskretny!

    Pielęgniarka tym razem sama podniosła kołdrę, ujęła w dłoń stojącego już kutasa.

    – Jezu, jaki on… dorodny – wyszeptała – aż by się chciało wziąć takie coś do buzi!

    – No to nie krępuj się Kasiu, śmiało, jest twój!

    – Super – i już miała go w ustach.

    Nie potrzebował dużo czasu, żeby dojść. Dziewczyna była piękna, młoda i robiła loda po mistrzowsku! Wycierając usta po fellatio uchyliła drzwi, popatrzyła na pusty korytarz. Zamknęła na klucz wejście do oddziału, szybko wróciła do zaskoczonego Jana.

    – Panie Janku, teraz ja pana wykorzystam – mówiąc to zdejmowała z siebie mikroskopijne figi, włożyła je do kieszeni fartuszka – Nie miałam w sobie czegoś takiego, co pan ma, a chcę sprawdzić, jak to jest – siadła okrakiem na biodrach mężczyzny

    – Pani Kasiu, przysługa za przysługę – Jan wpychał kutasa w różową szparkę pipki – ale prezerwatywa by się przydała, nie sądzi pani?

    – Mam niepłodne dni, poza tym, jakby coś nie tak, mamy tu odpowiednie lekarstwo. No i nie lubię czuć w sobie lateksu, czy innej gumki – już ujeżdżała ponownie twardniejącego penisa.

    Pielęgniarka poruszała biodrami w zawrotnym tempie. Wydobyła na wierzch swój dorodny biust, który zdawał się odrywać od reszty zgrabnego ciała. Jan przytrzymał podskakujące rytmicznie piersi, co Kasia przyjęła z radosnym uśmiechem ulgi. Przymknięte oczy, coraz szerszy uśmiech podniecenia wskazywały nadchodzący szczyt. Rzeczywiście, kilkanaście sekund później cała drżąca padła na piersi leżącego Jana, gryzła poduszkę, żeby stłumić krzyk rozkoszy. W tym momencie Jan wystrzelił w pulsującą pipkę swoją porcję ładunku… Ta siostra okazała się być niesamowita, mężczyzna po cichu liczył na więcej w czasie swej szpitalnej kuracji. Niestety, wielka szkoda, bo nazajutrz wyjechała na urlop…

    Na oddziale urologii, na którym leżał, poza zawodowymi pielęgniarkami, pacjentami opiekowały się… zakonnice! Cztery siostrzyczki śmigały między łóżkami chorych i spełniały prawie wszystkie życzenia. Szczególnie podobała się wszystkim jedna z nich, młoda, zawsze uśmiechnięta siostra Marcjanna, z naturalnym wdziękiem prawie biegała po korytarzu, przynosiła, odnosiła leki, dawała zastrzyki. Miła buzia okolona sztywnym welonem, ładne oczy sarny, ciemna oprawa tychże oczu pozbawiona jakiegokolwiek makijażu, wieczny uśmiech – to właśnie siostra Marcjanna. Jan nie potrafił określić koloru i długości włosów ukrytych pod welonem, ani nie mógł ocenić figury, nie pozwalał na to luźny habit. Widział te roześmiane wielkie oczy i dołeczki w policzkach i zastanawiał się, czy uda mu się zbałamucić zakonnicę… Konkretnie TĘ zakonnicę… Pomysł, który wczoraj zakiełkował w jego głowie, teraz wspaniale się rozwijał. Tak, musi spróbować uwieść właśnie tę kobietę, zakonnicy jeszcze „na rozkładzie” nie miał… Pobyt w szpitalu zanosił się na około dwóch tygodni, tak w każdym razie wyrokował doktor, więc na realizację ewentualnego zamiaru czasu miał sporo. Nie było przecież tak chętnej pielęgniarki Kasi, nie miał kto się nim zająć tak, jak lubił, więc rozmyślaniem nad taktyką zdobycia zakonnicy umilał sobie czas… Najpierw zaczął się zastanawiać nad sposobem dojścia do dziewczyny, żeby w ogóle go zauważała. Przez moment miał jakieś moralne hamulce, przecież to zakonnica, oddana komuś innemu, nie jemu, ale kiedy dokładnie przyjrzał się kobiecie w habicie, stwierdził, że pod spodem musi ukrywać się całkiem niezłe ciało. Tak więc na początek postanowił ją „oswoić” ze sobą. Wykorzystał moment, kiedy dokwaterowani dzień wcześniej dwaj pacjenci z łóżek w jego sali wyszli na papierosa.

    – Siostro Marcjanno – poprosił ją do siebie, kiedy odwiedziła jego izbę – czy może siostra dać mi jakieś środki przeciwbólowe? Boli mnie ta choler… boli mnie ta nerka i do tego jeszcze głowa!

    – A doktor co panu przepisał? – zatrzymała się przy jego łóżku – Pan Jan, prawda?

    – Nie mam pojęcia. Raz, że nie pamiętam nazw leków, dwa – nawet nie mogę przeczytać, bo nabazgrane. Tak, jestem Jan, miło, że mnie pani, to znaczy siostra zapamiętała.

    – Niech pan pokaże – wzięła jego kartę, przytrzymał ją troszeczkę dłużej, palcami musnął jej dłoń – Acha, już wiem. Za kilka minut będę, muszę jeszcze wpaść do sali obok, do tego starszego pana.

    – Czekam cierpliwie, nigdzie się nie wybieram.

    Po chwili była z powrotem z proszkami, położyła je na szafce przy łóżku. Jan wyciągnął rękę odpowiednio szybko, żeby zdążyć jeszcze raz dotknąć dłoni siostry. Szybko cofnęła się, podnosząc rękę do twarzy

    – Oj, przepraszam, niezdara jestem – Jan patrzył w te jej wielkie oczy – ale siostra ma ciepłą rączkę!

    – Ciepłą? Zawsze mam ciepłe dłonie i stopy – zarumieniła się lekko, spuściła wzrok na podłogę. – A pan ma bardzo delikatne dłonie…

    – Przyznam, że nie napracowałem się fizycznie zbyt wiele, najwięcej pracuję głową, stąd mam ręce takie, jakie mam. Siostra jest bardzo pogodną osobą, siostry uśmiech tutaj to jak promyk słońca w gęstym lesie!

    – Jest pan bardzo miły – zaczerwieniła się jeszcze bardziej – muszę iść do innych pacjentów – i wybiegła z sali.

    Jan uśmiechnął się do siebie. Najważniejsze, że podjęła rozmowę, nie odeszła od razu. Może jednak coś z tego będzie? Przecież to młoda dziewczyna, na pewno niekiedy odzywa się w niej ta inna, wywołana przez naturę „wola boża”, bo być może w tym przypadku odczuwana obecnie przez kobietę jest ukierunkowana na zupełnie inne obszary. Ale nie można tracić nadziei. Z postanowieniem pogłębienia znajomości zapadł w drzemkę. Rano pożegnał się z wyleczonymi panami, którzy leżeli w tej samej sali, umówili się na piwo, kiedy będzie już mógł opuścić szpital. Następny dzień nie przyniósł postępów w realizacji planu, tyle tylko, że dokwaterowali do jego sali kolejnych dwóch pacjentów, na szczęście byli to normalni mężczyźni z wielkim poczuciem humoru, szybko znaleźli wspólny język. Minął jeszcze jeden spokojny dzień, za to kolejny… To był czwartek. Na oddziale panował jakiś dziwny ruch, wszyscy byli podenerwowani, niemal biegali po korytarzu. Lekarze wizytujący pacjentów mieli poważne twarze, nie żartowali z nikim, pielęgniarki wykonywały swe czynności w milczeniu. Nawet siostra Marcjanna nie uśmiechała się dzisiaj! Pacjenci obserwowali wszystko ze zdziwieniem, nie znali przyczyny takiego zachowania. Dopiero później okazało się, że wszyscy byli w stresie, bo na oddział przyjęto studenta, syna jednego z mniej ważnych ministrów. Może i mniej ważny, ale zawsze to minister i jego syn! No i nie obyło się bez problemów. Młody człowiek był nieznośny, arogancki, bezczelny i chamski. Upominał się o wszystko, wszyscy musieli wokół niego skakać na palcach. Dokuczał wszystkim, nawet lekarzom się dostawało. Trwało to do momentu, kiedy do jego pokoju weszła przez przypadek siostra Marcjanna. Dopiero wtedy zaczęło się piekło. Piekło dla biednej dziewczyny, oczywiście. Palant łaził za nią, zagadywał, próbował objąć, zaglądać pod habit, aż z płaczem uciekła do pokoju pielęgniarek, ale tam też ją odnalazł. Zdesperowana wpadła do sali, na której leżał Jan. Ten, widząc ją roztrzęsioną i zapłakaną wyskoczył z łóżka, objął ją ramionami i przytulił.

    – Co się dzieje, siostro? – Jan pogłaskał zakonnicę po ramieniu.

    – Ten młody człowiek… syn ministra… – łkała wtulając się w jego piżamę.

    Drzwi otworzyły się z hukiem i wszedł, rozglądając się wokół właśnie on, syn ministra.

    – Tutaj jesteś, ptaszyno – podszedł do wystraszonej kobiety nie zwracając uwagi na obecność innych pacjentów – chodź, pójdziemy na spacer – próbował chwycić ją za rękę.

    – Odejdź, chłopcze – głos Jana był spokojny i stanowczy – siostra nigdzie nie pójdzie.

    – A ty czego się wpierdalasz w nie swój interes? – nawet nie spojrzał na mężczyznę.

    – Może mój? Powtarzam, wyjdź z tej sali i maszeruj do siebie

    – Bo co? Coś mi zrobisz? – arogant nie ustępował.

    – Tak, zrobię. Dam ci w pysk – tym razem w głosie Jana można było usłyszeć groźbę.

    – MI?! Synowi ministra? Ciekawe, czy się odważysz, nie wiesz, z kim zadzierasz, ty…

    – Masz trzy sekundy na opuszczenie tej sali, nie żartuję. – Jan przerwał tyradę napastnika, odsunął od siebie jeszcze bardziej przerażoną zakonnicę

    – Ha! Za trzy sekundy wylecisz z tego szpitala! Jeszcze…

    – Nie dokończył, bo pięść Jana wylądowała na jego szczęce.

    – Trzy sekundy właśnie minęły…

    Chłopak przewrócił się, oszołomiony potrząsał głową.

    -Zajebię cię, zajebię! Już masz przesrane, człowieku!

    – Wyjdziesz, czy mam poprawić? – niemal z uśmiechem spytał Jan

    Kilka sekund później gówniarz bardzo szybko wyszedł z sali, po to, by po pięciu minutach wrócić z ordynatorem i jakimiś nieznanymi ludźmi. Zanim wrócił, Marcjanna uciekła i ukryła się w szpitalnej kaplicy, gdzie miała nadzieję, że tam nie będzie szukał. Młodzieniec wpadł do sali i nie wahał się nawet sekundy.

    – To ten! Ten mnie pobił – wskazywał palcem na leżącego w swym łóżku mężczyznę.

    – Panie Janie, to prawda? – ordynator był bardzo opanowany.

    – Nie, panie doktorze, nieprawda. Ten młody człowiek wpadł do nas jak bomba, potknął się o wykładzinę i walnął w stolik. Chcieliśmy mu pomóc, ale nas odtrącił, powiedział, że to był zamach na niego i wyszedł.

    – Doktorze, Jan mówi prawdę. Pojęcia nie wiem, co ten gówniarz chce od niego – jeden z pacjentów stanął po stronie Jana

    – Wpadł do nas, wyrżnął się o stolik i zaczął drzeć mordę, że to jakiś zamach! Niech pan sprawdzi, panie ordynatorze, czy nie brakuje wam jakichś narkotyków na oddziale – drugi pacjent poparł słowa Jana.

    – Więc panowie nie potwierdzają słów pana Sylwestra? – ordynator musiał mieć pewność.

    – Nie, absolutnie nie – odparli prawie chórem – On ciągle biega po korytarzu, wszystkich zaczepia, powinien pan zrobić z nim porządek – to już Jan.

    – Dobrze, panowie, porozmawiam z panem Sylwestrem i jego ojcem.

    – Na miejscu jego ojca zrobił bym porządek szerokim pasem! – pierwszy z pacjentów nie wytrzymał – należy się pętakowi dobry wpierdol!

    – Panie Józefie, wzywam do opamiętania – ordynator mówił to poważnym tonem, ale oczy wyrażały coś zupełnie innego. Pewnie sam by zrobił błyskawicznie porządek z pętakiem, gdyby nie tatuś…

    W tym czasie siostra Marcjanna w kaplicy szpitalnej żarliwie modliła się za duszę swego prześladowcy…

    Następnego dnia ministerialny synalek pojechał na dalsze leczenie do stolicy, na oddziale nastał spokój. Wszyscy normalnie pracowali, a na śliczną buzię siostry Marcjanny wrócił uśmiech. Po skromnym jak zwykle obiedzie, Jan poszedł do bufetu, miał ochotę na przepyszne pierogi tam serwowane. Wchodząc do środka ucieszył się na widok Marcjanny kupującej jakieś słodycze.

    – Miło siostrę widzieć znowu uśmiechniętą. – zagadnął – Zakupy na wieczór?

    – Ach, to pan. Tak, kupuję coś nie na wieczór, tylko do popołudniowej herbaty dla siebie i pozostałych siostrzyczek. Ale, panie Janie, ja panu jeszcze nie podziękowałam za ratunek wczoraj! Bardzo panu dziękuję, gdyby nie pan, to nie wiem, jak by się to skończyło, naprawdę bardzo dziękuję!

    – Nie ma za co, musiałem tak zrobić. A w podzięce musi siostra zrobić znacznie więcej, nie wystarczy samo „dziękuję”!

    – O czym pan mówi? – w głosie zakonnicy można było dosłyszeć lekki niepokój.

    – Spokojnie siostrzyczko, miałem na myśli zabranie siostrze trochę czasu.

    – A konkretnie to co? – nadal była zaniepokojona, nie wiedziała, na co liczy ten przystojny mężczyzna.

    – To proste. Zapraszam siostrę na kawę i ciacho w mojej ulubionej kawiarni.

    – No co pan? Mam się spotkać z nieznajomym w jakiejś kawiarni?

    – Tak. Ale nie z nieznajomym, tylko ze swym wybawcą

    – I czego pan oczekuje? – jeszcze była troszeczkę zaniepokojona, ale i zaintrygowana, nigdy nie spotkała się z podobną sytuacją.

    – Jak czego!? Miłego spędzenia czasu w sympatycznym towarzystwie! To mało?

    – No wie pan, ja od bardzo dawna nie spotkałam się z mężczyzną sam na sam. Kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu… – wahała się jeszcze, ale Jan był pewien, że wygrał.

    – Siostrzyczko, czy to coś grzesznego posiedzieć przy kawie? Czy luźna, niezobowiązująca rozmowa z mężczyzną to jakiś grzech? Nie sądzę. – ciągle zachęcał niezdecydowaną.

    – W sumie ma pan rację. Tyle tylko, że nie mam pojęcia, kiedy byśmy mogli się spotkać.

    – Jestem do dyspozycji cały czas, nie mam żadnego limitu. Wystarczy telefon do mnie, a jestem gotowy.

    – I co, będzie pan siedział przy stoliku z zakonnicą? – uśmiechnęła się Marcjanna.

    – Oczywiście, że z zakonnicą, przecież nie jest siostra kierowcą autobusu! – roześmiał się.

    – Powiem tak, panie Janie. Nie mam pojęcia, kiedy znajdę czas, ale stanął pan w mojej obronie, więc jestem panu winna wdzięczność. Kiedy tylko będę miała trochę wolnych chwil, natychmiast dzwonię i spotkamy się tam, gdzie powiem. Może tak być? – zarumieniła się lekko i spuściła wzrok.

    – Nie tylko może, ale musi! – mężczyzna był wniebowzięty, dziewczyna nie odrzuciła jego zaproszenia.

    Bóle nerki minęły, ordynator po sprawdzeniu wyników badań stwierdził, że Jan jest zdrowy. Wreszcie mógł opuścić szpital, czuł się już doskonale. Minęło kilkanaście kolejnych dni, Jan już zaczął tracić nadzieję na spotkanie z interesującą siostrą zakonną, kiedy ta odezwała się. Popatrzył na ekran dzwoniącego telefonu i nie wierzył, że to ona.

    – Halo, dzień dobry, panie Janie, tutaj Marcjanna, szczęść Boże.

    – Dzień dobry siostro, co słychać?

    – Dziękuję, wszystko w porządku, a wreszcie nadszedł czas, żebym mogła odwdzięczyć się panu za tamten ratunek – głos zakonnicy był radosny i wesoły.

    – No i co siostra wymyśliła?

    – Proponuję spotkanie pojutrze w restauracji Paloma, może być?

    – Oczywiście, nie widzę problemu. O której siostra proponuje?

    – Powiedzmy, że o osiemnastej trzydzieści, wtedy będę po wszystkich swoich zajęciach, odpowiada panu?

    – Będę punktualnie – Jan nie posiadał się z radości.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • To ja, Ania. – cz. 04

    Część czwarta: Im nas więcej tym ciekawiej !

    Paweł otworzył drzwi: – O, mieliście wrócić wieczorem! – powiedział zaskoczony.
    Zobaczyłam, że w drzwiach stali rodzice Pawła, spoglądając z lekkim rozbawieniem na całą naszą trójkę.
    – Wyłączyłeś alarm, ale nie kamery! – powiedział ojciec Pawła – Mieliśmy okazję oglądać fenomenalne porno w waszym wykonaniu.
    – W kolorze i stereo ! – dodała z entuzjazmem mama Pawła. – Tak w ogóle może byś nas przedstawił ? – zwróciła się bezpośrednio do syna.
    Paweł wcale nie wydawał się skrępowany całą sytuacją, mimo, że staliśmy nago w towarzystwie jego rodziców. Jestem pewna, że wszędzie na naszych ciałach widać było jeszcze resztki spermy chłopców i mojego śluzu. Nie wspominając już nawet o tym, że nasze wcześniejsze igraszki były przez nich oglądane.
    – Jasne, masz racje – Paweł potrzebował chwili by zdecydować o kolejności, po czym zbliżył się do swojej matki.
    – Zapewne się domyśliliście, że ta filigranowa piękność to moja mama Aneta. Natomiast gentlemen który nas podglądał, to mój ojciec Mariusz. – przerwał na moment i wykonał 2 kroki w stronę moją i Janka, po czym zwrócił się w stronę Anety i Mariusza:
    – Janka poznaliście już jakiś czas temu, więc przedstawiać go chyba nie muszę. – zrobił pauzę, podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń i uniósł ją delikatnie do góry, a ja odruchowo wykonałam powolny obrót.
    – Ta boska istota natomiast, to Ania. – powiedział to w taki sposób, że aż się zaczerwieniłam – Nie dość, że piękna to otwarta i wyjątkowo zaangażowana. – gdy skończył mówić, ukłoniłam się delikatnie i dodałam: – Jeśli się nie mylę, to chyba szukałam was od dawna.
    – A my ciebie! – dodał Mariusz, a Aneta podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta, ja zaś odwzajemniłam pocałunek.
    – Chodźcie do domu! O ile mi wiadomo czekają nas dziś jeszcze spore emocje. – Poleciła Aneta, a my grzecznie wykonaliśmy polecenie.

    Gdy weszliśmy do domu, poprosiłam gospodarzy o możliwość odświeżenia się. Aneta zaprowadziła mnie do olbrzymiego z mojego punktu widzenia pokoju kąpielowego, pokazała gdzie znajdę wszystkie potrzebne rzeczy i obiecała, że zaraz wyśle któregoś z chłopaków ze świeżymi ręcznikami dla mnie. Zanim jednak wyszła, spojrzała mi głęboko w oczy i z wielką powagą w głosie powiedziała: – Niczym się nie przejmuj, tu można wszystko o ile wyrazisz na to zgodę. Wbrew tobie nikt natomiast niczego nie zrobi.

    Gorący prysznic był dokładnie tym czego mi było potrzeba. Myśli galopowały mi w głowie, a dzięki spływającej wodzie dało się je w miarę uporządkować. Oczywiście większość czasu rozmyślałam nad tym co też Paweł z Jankiem wymyślili dla mnie i doszłam do wniosku, że cokolwiek by to nie było – zrobię to dla nich. Zasłużyli na to jak nikt inny dotychczas.
    Następnie próbowałam ustalić z samą sobą – czy moja miłość do seksu nie zmieniła się w uzależnienie które należało by leczyć. Tu jednak szybko doszłam do wniosku, że mimo wyjątkowego stosunku do stosunków, to do choroby jeszcze mi daleko, i jak, że na tą chwilę z tematów zdrowotnych powinien mnie głównie zajmować temat braku chorób wenerycznych, a co do psychicznych – to czy przypadkiem każdy z nas co najwyżej nie został jeszcze właściwie zdiagnozowany.

    Ostatnim tematem rozmyślań miała być relacja Pawła z rodzicami, ale do łazienki wszedł Mariusz wraz z obiecanymi ręcznikami. Wychyliłam głowę zza zaparowanej kabiny, i spojrzałam na ojca mojego kolegi. Był ubrany w t-shirt oraz bokserki, co pozwoliło mi dojrzeć jak dobrze jest mimo wieku zbudowany. Nie był zbyt wysoki a w ubraniu przypominał bardziej typowego miśka. Teraz jednak miałam okazję dostrzec szeroki tors, mocno umięśnione ramiona oraz dobrze zbudowane nogi. Niestety główny punkt moich zainteresowań był zasłonięty luźną koszulką. Mariusz powiesił ręczniki i zapytał czy coś jeszcze może dla mnie zrobić.
    – Gdybyś mógł umyć mi plecy, byłabym bardzo zobowiązana. – powiedziałam, uśmiechając się do niego tak kusząco jak tylko potrafiłam.
    Ponownego zaproszenia nie potrzebował, ściągną koszulkę i powiesił obok ręczników a gdy opadły bokserki – oniemiałam. Jego kutas nawet w zwisie przypominał bardziej maczugę, niż typowe penisy, których do tej pory widziałam już całkiem sporo. Chyba dostrzegł moją konsternację, bo na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.
    Bez słowa wyszłam do niego, chwyciłam za ten cud natury i poprowadziłam pod prysznic. Pod palcami czułam jak rośnie z każdą kolejną sekundą. Gdy weszliśmy w strumień wody, odwróciłam się w jego stronę, opadłam na kolana i zakręciło mi się w głowie od tego co zobaczyłam. W kierunku mojej twarzy sterczał kij bejsbolowy. Nie dość, że baaardzo długi, to jeszcze jego średnica wykraczała drastycznie ponad przeciętną. Chwyciłam go oburącz, jednocześnie wpychając żołądź do ust. Miałam w końcu okazję przetestować swoje możliwości. Ssałam i lizałam go na przemian, nie przerywając pracy rękoma. Wpychałam go tak głęboko, że aż pojawiał mi się odruch wymiotny. Mariusz całkowicie mi się poddał, delektował się tym co robiłam, pozwalając mi się tym cieszyć, w żaden sposób nie sugerując konkretnych działań. Ja natomiast, pomijając że byliśmy pod prysznicem – byłam całkowicie mokra. Teraz jednak chciałam doświadczyć wystrzału z tej armaty w moich ustach. Podwoiłam wysiłki by po chwili osiągnąć wymarzony efekt. Poczułam, że naprężył się i momentalnie moje gardło zalała gigantyczna porcja ciepłej spermy. Wyciągnęłam go z ust, przełknęłam całość pozostawionego ładunku i zaczęłam zlizywać resztki które zostały na tym olbrzymie, tak by nic się nie zmarnowało. Gdy uznałam, że skończyłam, podniosłam się , spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam: – Dziękuję!
    – Cała przyjemność po mojej stronie. – Wyszeptał.
    – Zanim pójdziesz – powiedziałam – jeszcze obiecane plecy – i wcisnęłam mu gąbkę do ręki. Gdy skończył, podziękowałam mu ponownie, dodając że za chwilę do nich przyjdę. Wytarł się, ubrał i wyszedł bez słowa. Ja w zasadzie musiałam powtórzyć całą kąpiel, ale zaczęłam tym razem od wypłukania okrężnicy, tak na wszelki wypadek.

    Coś mi podpowiadało, by w pełni się nie ubierać. Założyłam jedynie stanik, stringi i rozpiętą do połowy bluzkę. Zostawiając resztę ubrań w łazience. Skorzystałam też z kosmetyków Anety i zrobiłam delikatny makijaż. Tak przygotowana opuściłam łazienkę i poszłam do salonu skąd dochodziły dźwięki rozmów. Na miejscu okazało się, że w międzyczasie dotarli znajomi o których mówił Janek.
    – Cześć wszystkim! – powiedziałam głośno. Na dźwięk mojego powitania dotychczasowe rozmowy ucichły, a nowo przybyli wstali i po kolei podchodzili do mnie przedstawiając się i podając mi rękę. Marek, Andrzej, Sławek i Kamil – starałam się zapamiętać imiona. Każdego obdarzałam uprzejmym uśmiechem i delikatnie dygałam w nie do końca skromnym ukłonie mającym dodatkowo wyeksponować moje atuty.

    Panowie usiedli robiąc dla mnie miejsce w środku, które skwapliwie zajęłam. Paweł, Janek i Mariusz siedzieli naprzeciwko. A po chwili dołączyła do nas Aneta niosąc tacę z napojami. Jej strój sugerował, że planuje wziąć czynny udział w najbliższych wydarzeniach. Miała na sobie jedynie czarną koronkową bieliznę, pas do pończoch oraz czarne pończochy. Do tego czarne pantofle na ok 4 cm obcasie i wyglądała obłędnie w tym stroju. Gdy ostatecznie usiadła pomiędzy Jankiem i Mariuszem, Paweł zabrał głos:
    – Strasznie się cieszę, że jesteście tu wszyscy. Zdecydowane brawa należą się Ani, która przyjęła wyzwania, tak naprawdę ich nie znając. Mam jednak nadzieję, że nasze zadania przypadną jej do gustu. – Tu skłonił się w moją stronę, a wszyscy zaczęli bić brawo. – Dodatkowo, wielkie podziękowania oraz równie wielkie brawa, dla mojej mamy, która wesprze Anię w nadchodzących zadaniach. – Tu skłonił się ponownie, tym razem w stronę Anety która również zebrała gromkie brawa.
    – Aniu – zwrócił się bezpośrednio do mnie – choć zakładam, że domyślasz się jakie wyzwania przygotowaliśmy dla Ciebie, to jednak chciałbym je opisać, oraz przekazać Ci oficjalnie zasady które u nas obowiązują. Jeśli jesteś gotowa, to zacznę. – spojrzał na mnie pytająco, a ja skinęłam głową.
    – Super. Zadaniem od Janka jest gang-bang. Oryginalnie planowaliśmy zabawę 6 vs 1, ale w związku z tym, że zmieniły nam się proporcje chcielibyśmy kontynuować w modelu 7 vs 2. Nasze wysiłki będą skoncentrowane na Tobie, natomiast Aneta będzie ‘że tak to ujmę’: wsparciem, tak by wolni partnerzy się nie nudzili – tu przerwał i roześmiał się z nutą nerwowości w głosie.
    – Ja pragnę czegoś, co wpisuje się w poprzednie wyzwanie, ale jest nieco bardziej – zrobił wymowną pauzę – perwersyjne. – dodał lekko zmieszany.
    – Obiecałam zgodzić się na wszystko, po tym co dla mnie zrobiliście. – zachęcałam go do zwerbalizowania swojej fantazji.
    – Chciałbym byśmy po skończeniu części pierwszej, dokończyli prysznicem. Złotym prysznicem. – skończył i spojrzał na mnie jak gdybym trzymała jego życie na szali.
    – Zgoda – powiedziałam, czym wywołałam okrzyki radości wszystkich zgromadzonych.
    – Bosko! Jeśli zaś chodzi o zasady, to mamy dwie podstawowe. Pierwsza z nich mówi, że jeśli ktoś Ci nie odpowiada, możesz go wykluczyć z zabawy jeszcze przed jej początkiem albo w trakcie. Druga zaś, daje Ci prawo do zakończenia zabawy w dowolnym momencie – włącznie z momentem kiedy jeszcze nie zaczęliśmy, po prostu możesz teraz powiedzieć „Nie” i na tym zakończymy. I bez względu jakie będą twoje decyzje, nikt nie będzie miał Ci ich za złe. – tu przerwał.
    – Rozumiem – powiedziałam – Miałam nadzieję na taki rozwój sytuacji, więc bardzo się cieszę. A co do ewentualnego wykluczania, to jeśli mogę prosić o pełną prezentację Panów to dużo łatwiej będzie mi podjąć decyzje. – poprosiłam.
    – Jasne – wtrąciła z rozbawieniem Aneta – Panowie wyskakują z ciuchów, a my sobie popatrzymy. – dodała przesiadając się do mnie.

    Pierwszy był Kamil. Dwudziestopięciolatek zgrabnie pozbył się jeansów i koszulki. Wyprostował się, lecz gdy dostrzegł nasze wyczekujące spojrzenia, kolejnym sprawnym ruchem zdjął slipy. Był bardzo apetyczny, dość chudy, ale pod skórą rysowały się silne mięśnie. Jego penis mieścił się w średniej – na oko 17 cm, dość chudy. Do tego dokładnie wydepilowany praktycznie na całym ciele. Stał tak przez chwilę, oczekując mojego werdyktu. Uniosłam kciuk do góry, na co on zareagował lekkim westchnieniem ulgi i usiadł obok mnie.
    Kolejnym kandydatem był Andrzej, kompletne przeciwieństwo Kamila. Był chyba o parę centymetrów niższy ode mnie, natomiast napakowany jak drwal. Zrzucił koszulkę, i widać było, że sporo czasu spędza na siłowni. Spodnie i slipy ściągnął jednocześnie i naszym oczom ukazała się może niezbyt długa ale za to zacnej grubości laga, do tego lekko zakrzywiona. Również wykonał powolny obrót by zaprezentować swoje napakowane plecy oraz pośladki. Zanim skończył się odwracać, ja już trzymałam kciuk w górze. Andrzej usiadł obok Anety.
    Marek i Sławek również otrzymali moją zgodę, chociaż obydwaj fizycznie odstawali od poprzedników, jednak wyglądali na miłych facetów, a ja trzymałam się zasady „im nas więcej tym ciekawiej”.
    Pozostałą trójkę miałam już okazję zobaczyć nago, więc akceptacja była czystą formalnością.

    Gdy wszyscy panowie byli już nadzy, wstałam, chwyciłam Anetę za rękę i lekko pociągnęłam do siebie. A gdy wstała, łapczywie wpiłam się w jej usta. Starałam się wznieść na wyżyny namiętności a ona nie ustępowała mi w tej grze. W pewnym momencie, odwróciła mnie twarzą w stronę mocno już nakręconych pokazem panów, stanęła za mną i rozpięła moją bluzkę do końca, po czym zerwała ją ze mnie. Następie rozpięła mój stanik, i już po chwili moje piersi były na wolności. Na koniec pozbawiła mnie majtek i kompletnie nagą zaprezentowała całej reszcie obracając dookoła.
    – Panowie, Ania jest wasza – powiedziała, robiąc dwa kroki do tyłu dając chłopakom miejsce. Po chwili już czułam ich dłonie na każdym fragmencie mojego ciała. Oddawałam się tym pieszczotom w ekstazie i co sprawiło, że byłam już kompletnie mokra. Nie trzeba było wiele, bym poczuła pierwsze palce wdzierające się do mojej cipki i kolejne robiące sobie dojście do mojej ciaśniejszej dziurki. Ssałam palce które były blisko moich ust a świat rozkosznie wirował wokoło.
    Kamil położył się na podłodze i rozkazał mi usiąść na swojej twarzy. Padłam na kolana nad jego głową i już po chwili jego język tańczył na przemian w mojej cipce i dupci. Ja natomiast byłam otoczona szóstką prężących się kutasów.
    Chwyciłam dwa w dłonie i rytmicznie ruszałam, natomiast cztery pozostałe kutasy brałam po kolei do ust, wykonując 3 – 4 ruchy na każdym zanim przeskoczyłam na kolejnego. W międzyczasie dołączyła do nas Aneta mając już na sobie jedynie pas i pończochy. Zmieniła mnie przy sterczących, domagających się ciągłej uwagi fiutach i dała chwilę wytchnienia. Chwyciłam szklankę i pociągnęłam z niej spory łyk.
    W tym czasie Kamil poderwał się z podłogi i rozsiadł na kanapie, chwycił dłonią swojego kutasa i spojrzał na mnie zapraszająco. Po wcześniejszym lizanku które mi zapewnił, nie mogłam mu odmówić. Usiadłam na nim, twarzą do niego i nabiłam się na przygotowany sprzęt. Pocałowałam go namiętnie i zdążyłam wykonać raptem kilka ruchów, gdy poczułam fiuta wciskającego się w moją dupkę. To był Paweł. Zatrzymałam się na chwilę, by swobodnie wcisnął się do środka i już po chwili pracowały we mnie dwa tłoki. Mariusz wraz ze swoim gigantem ustawił się nad głową Kamila, dzięki czemu znów mogłam mieć go w swoich ustach. Obok Mariusza stanął jeszcze Andrzej więc po chwili dzieliłam swoje usta pomiędzy nich dwóch. Po prawej stronie Aneta ujeżdżała analnie Marka, w jej cipce zabawiał się Janek a Sławek zajmował jej usta.

    Utrzymywaliśmy ten układ do czasu gdy poczułam jak Paweł się napiął i zalał mój tyłek, a przy następnym ruchu w mojej cipce skończył Kamil. Gdy obydwaj opuścili moje szparki, wstałam by przepłukać gardło, a w międzyczasie Anetę wypełniły soki Marka oraz Janka. Widząc to, niemal natychmiast rzuciłam się do lizania jej ociekających świeżą spermą dziurek. Chwilę później wstrząsną nią jakby zsynchronizowany ze Sławkiem orgazm. Podniosłam się, a tuż obok czekały na mnie kutasy Mariusza i Andrzeja.

    Splunęłam na palce, upewniłam się, że moja dupka będzie oferowała dostatecznie dużo wilgoci i zbliżyłam się do tego drugiego, dając mu gestem do zrozumienia, że powinien lekko przykucnąć. Gdy to zrobił, przeniosłam nad nim nogę i nadziałam się cipką na jego sterczącego fiuta oraz objęłam go ramionami. Andrzej złapał mnie za pośladki, rozszerzył je dość mocno i podniósł się znów do pozycji wyprostowanej.
    Mój szeroko rozwarty w tej pozycji odbyt natychmiast przyciągnął Mariusza, który bez zbędnego wstępu wepchnął mi prawie całą swą maczugę. Zawyłam z rozkosznego bólu, gdy wypełnili mnie obydwaj. Byłam zawieszona w powietrzu, mając oparcie jedynie w ich ciałach.
    Gdy jeden się wsuwał, przyjmował na siebie mój ciężar, dając też drugiemu możliwość wysunięcia się. Trwało to dłuższy czas, przerywany moimi orgazmami. Podczas trzeciego obydwaj niemal jednocześnie wypełnili mnie swoim nektarem. Mimo iż trzęsły mi się nogi, a w głowie kręciło od nadmiaru doświadczeń, gdy tylko z nich zeszłam, skierowałam się w stronę łazienki i krzyknęłam do reszty:
    – Za mną, czas na wielki finał. – Tak naprawdę, nie miałam pojęcia ile jeszcze wytrzymam zanim moje ciało zacznie odmawiać posłuszeństwa. A przecież nie mogłam też w takim stanie wrócić do domu, musiałam mieć siły by jeszcze się doprowadzić do porządku.
    Stanęłam w centralnym punkcie łazienki, a naprzeciwko mnie ustawili się w pół okręgu panowie. Opadłam na kolana, przegładziłam włosy tak by moja twarz była wyeksponowana i już miałam powiedzieć by zaczynali, gdy poczułam, że obok mnie klęka Aneta. Dałam jej moment na zajęcie dogodnej pozycji, po czym wydałam polecenie by zaczynali.
    Pierwsze strumienie dosięgły naszych twarzy, były bardzo ciepłe o intensywnym zapachu. Oblewały nasze włosy,twarze, piersi a część trafiała do ust, szczególnie, że Aneta wpiła się w moje usta a ja oddałam jej pocałunek nie zważając, że dalej nas oblewali. Całość sprawiła, że mimowolnie dostałam kolejnego orgazmu który wstrząsną całym moim ciałem. Ostatnie strumienie straciły moc i Aneta wygoniła naszych perwersyjnych kochanków z łazienki, prosząc tylko Pawła by przyniósł moje ubrania.
    Pomogła mi się wykąpać, poprawić rozmyty makijaż i ogólnie doprowadzić do ładu. A gdy już byliśmy w dobrym stanie, podała kolację przy której dyskutowaliśmy jeszcze intensywnie przebieg tej jakże fantastycznej i zapadającej w pamięć imprezy.
    Wymieniłam się z wszystkimi numerami telefonów. Na koniec usłyszałam od Anety chyba największy komplement, że chciałaby mieć taką córkę jak ja. Nie potrafiłam znaleźć właściwych słów by to odwzajemnić i jedynie podziękowałam za komplement.
    Paweł i Janek odprowadzili mnie do domu, gdzie na wszelki wypadek starałam się unikać zbyt długiego kontaktu z rodzicami. Zasypiałam wspominając cały dzień i mając wielką nadzieję, że najbliższym czasie zdarzy się coś równie intrygującego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    bi wro
  • Siostra Marcjanna

     W oznaczonym terminie zjawił się w restauracji, jednej z najlepszych w mieście. Wiedząc, że na pewno wypije kilka kieliszków wina przyjechał taksówką. Rozglądał się po sali, ale nigdzie nie dostrzegł habitu zakonnicy. Wypatrzył wolny stolik, zajął miejsce, ciągle rozglądając się po sali, Marcjanny bardzo długo nie było. „No tak – pomyślał – myślałeś, że spotkasz się z fajną laską, ale nie brałeś pod uwagę, że to zakonnica, więc poległeś”. Postanowił jednak poczekać jeszcze kwadrans, potem zamówić jakąś kolację i – jeśli by nie przyszła – pojechać do domu. Zaczął uważnie przeglądać menu. Kilkanaście minut po umówionej godzinie dostrzegł kątem oka zbliżającą się do jego stolika jakąś kobietę.

    – Dobry wieczór, panie Janie – pozdrowiła mężczyznę.

    – Dobry wieczór – odpowiedział grzecznie, nie podnosząc głowy.

    – Panie Janie, nie poznaje mnie pan? – głos wydal mu się znajomy, zerknął znad menu.

    Patrzył na niewysoką, bardzo zgrabną dziewczynę z ładną twarzą okoloną czarnymi, długimi, prostymi włosami. Dopasowane do figury dżinsy opinały szczupłe biodra i niezwykle kształtną pupę. Na długich nogach miała buciki na niewysokim obcasie, rozpięta pod szyją koszula ukrywała biust, nie mógł określić jego wielkości. No i ten uśmiech! Tak uśmiechała się tylko jedna kobieta, którą poznał – siostra Marcjanna!

    – Nie wierzę! Siostra Marcjanna!

    – Tak, to ja. Nie poznał mnie pan?

    – Hmmm, nie będę czarować, nie poznałem! Pięknie siostra wygląda w cywilu! – patrzył zachwycony na dziewczynę.

    Miał kogo co i podziwiać. Marcjanna ubrana w koszulę i dopasowane dżinsy, rozpuściła swe długie włosy, do tej pory schowane pod welonem.

    – Jesteś… Jest siostra jakaś inna! – Jan nie krył zakłopotania.

    – Mam od dzisiaj kilka dni urlopu, mogę ubierać się tak, jak wszyscy. Niekiedy potrzebuję chwilę luzu – uśmiech nie schodził z jej ślicznej twarzy. – Ale zawsze trzeba zachować umiar, tak, jak we wszystkim!

    – Siostro Marcjanno, zaskakuje mnie siostra na każdym kroku! Ale mam prośbę. Ponieważ jestem starszy od siostry, mam prawo zaproponować przejście „na ty”. Nie lubię tych konwenansów. Oczywiście, jeśli sobie siostra życzy – w oficjalnych spotkaniach nie zmieniamy formy zwracania się do siebie.

    – Czekałam, Janku na tę propozycję! Ja też nie znoszę tego sztywniactwa.

    – No to zamawiamy po lampce wina i pijemy „brudzia”! – Jan wiązał z tym pewne nadzieje. – Jakie wino lubisz?

    – Nie mam pojęcia! Ale może być czerwone półsłodkie. – kiedy kelnerka podała pełne kieliszki, wypili.

    Jan objął ramieniem Mariannę, cmoknęli się w policzki.

    – Jestem Jan

    – A ja Eliza!

    – Eliza, a nie Marcjanna? – Jan był bardzo zdziwiony.

    – Marcjanna w zakonie, a w domu Eliza, to moje prawdziwe imię. – Marcjanna – Eliza uśmiechała się z zażenowaniem – Nie podoba się tobie?

    – Podoba, oczywiście, że podoba. Tyle, że mnie zaskoczyłaś! Cały czas Marcjanna, Marcjanna…

    Stuknęli się kieliszkami, wypili do dna. Na stole stała już druga kolejka, wznieśli toast za tak długo oczekiwane przez mężczyznę spotkanie.

    – Elizo, pozwolisz, że zadam osobiste pytanie? – Jan chciał rozwiązać jedną z tajemnic, a widząc potwierdzenie dziewczyny spytał – Powiesz, dlaczego zdecydowałaś się na klasztor?

    – Oj, Janku, to długa historia. Ale mówiąc w skrócie – to niespełniona miłość…

    – Nie żartuj, ktoś cię rzucił?

    – Tak. Byłam z facetem trzy lata. Żyliśmy jak małżeństwo, mieszkaliśmy razem, prowadziliśmy normalny dom, tyle, że bez dzieci, niestety… Mieliśmy plany na przyszłość, chcieliśmy mieć dzieci, jak to w związku, ale on mnie zdradził! Zdradził mnie z kilkoma dziewczynami, a do mnie później wysyłał filmiki, na których mogłam oglądać go z innymi kobietami w sytuacjach bardzo intymnych. Nie będę ci opisywała, co na tych filmikach było, bo to uwłacza mej godności, ale musisz mi wierzyć, że było to momentami ostre porno…

    – A ty załamałaś się i poszłaś za kratę!

    – No nie do końca i nie od razu. Najpierw chciałam się na nim zemścić, ale potem ogarnęła mnie fala miłości i przebaczenia, więc stwierdziłam, że nie tędy droga. Później, po długich przemyśleniach, stwierdziłam, że klasztor to najlepsze rozwiązanie. Rozmawiałam wiele godzin z zaprzyjaźnionym księdzem, takim starszym, bardzo mądrym człowiekiem i on mnie w pewien sposób ukierunkował… No i jestem tutaj, gdzie jestem…

    Jan przypatrywał się mówiącej kobiecie z coraz większym zainteresowaniem, jej twarz wyrażała wszystkie emocje, nie tracąc nic na urodzie, którą Jan był oczarowany. „Piękna kobieta – pomyślał. – Jak ją zahaczyć”…

    – Możesz chodzić tak ubrana? W dżinsach i koszulce? Reguła nie zabrania tego?

    – Nie jestem w zamkniętym klasztorze, przecież my codziennie wychodzimy do ludzi, pracujemy z nimi, a mój obecny ubiór świadczy, że mam urlop i mogę sobie pozwolić na więcej… Wiele dziewczyn z zakonów korzysta z takiej możliwości, nie wzbudzają sensacji swoimi ciuchami będąc na łonie rodziny.

    – A’ propos łona… nie korciło cię, żeby poznać jakiegoś dyskretnego chłopaka?

    – No coś ty, przysięgałam przecież, to …

    – Złożyłaś już śluby wieczyste? – przerwał.

    – Jeszcze nie, ale to już niedługo, jestem za furtą już pięć lat.

    – I naprawdę nie ciągnie cię nic do świata zewnętrznego? Przecież możesz pracować jako pielęgniarka, znasz się na tym doskonale!

    – Nie, nie wrócę już, choć niekiedy mam wątpliwości. Najgorsze są wieczory i nocki na oddziale. Patrzę na chorych, widzę cierpienie niektórych, ale widzę też ich rodziny, mężów, dzieci, żony, narzeczone; oni, ci pacjenci, choć teraz są w szpitalu, mają jednak perspektywę powrotu do domu, do ukochanej osoby, do… – zamilkła nagle.

    – Wiesz – kontynuowała po chwili – bywają momenty, że mam ochotę przytulić się do kogoś, poczuć fizycznie jego bliskość… Może to jednak znak, że nie nadaję się na zakonnicę? Sama nie wiem…

    – Sądzę, że musisz porozmawiać z jakimś kościelnym autorytetem, z kimś, kto pokaże tobie właściwą drogę w przyszłość. Nie znasz do końca życia za kratą, choć jesteś tam już długi czas.

    – Masz rację, jak już wspomniałam, znam takiego mądrego, dobrego księdza, a i on mnie chyba lubi. Wspominałam o nim przed chwilą, to taki mój przewodnik duchowy… Ale dość o mnie, powiedz, co u ciebie, jak się czujesz, bóle nie powracają?

    Rozmowa zeszła na tory neutralne, a czas biegł nieubłaganie. Żeby kelnerka nie musiała ciągle biegać do ich stolika, Jan zamówił całą butelkę wina, potem drugą… Pilnował, żeby kieliszki były ciągle pełne, ale wypite wino nie działało na Elizę-Marcjannę, przynajmniej nie okazywała żadnych znaków świadczących o tym. Zaskoczeniem było zakończenie wieczoru…

    – Janku, nie mogę wstać, chyba mi nogi odjęło! – zakonnica zaczęła chichotać – Pomóż, proszę, bo naprawdę mam problemy.

    – No tak, tak się kończy w zasadzie każdy wieczór, kiedy absolutna abstynentka wypije trochę alkoholu – Jan ze śmiechem objął dość mocno wstawioną dziewczynę w pół i podniósł z krzesła

    – Napiłam się, chyba przesadziłam z tym winem, ale to przez ciebie, bo ciągle dolewałeś. Teraz musisz się mną zaopiekować. – popatrzyła mężczyźnie w oczy, ciągle się śmiejąc.

    – Z największą przyjemnością.

    Jakoś udało się normalnie wyjść z kawiarni. Podjechała zamówiona wcześniej taksówka, Jan posadził dziewczynę na tylnym siedzeniu i zapiął jej pas bezpieczeństwa. Sam usiadł z drugiej strony, kierowca włączył silnik, światła, ruszyli. Jan popatrzył na ciągle chichoczącą zakonnicę.

    – Jedziemy do ciebie do domu?

    – Nie! Coś ty, w domu bym miała piekło, wszyscy widzą we mnie zakonnicę Marcjannę, a nie córkę, czy siostrę.

    – No to co proponujesz? Klasztor? Szpital?

    – Nie, nikt nie może mnie widzieć w tym stanie…

    – Pozostaje więc jedno miejsce, mój dom.

    Marcjanna – Eliza jakby nagle wytrzeźwiała, popatrzyła na niego przeciągle z nagle poważnym wyrazem ślicznej buzi. Długo wpatrywała się w oczy czekającego niecierpliwie na odpowiedź mężczyzny.

    – Ale gwarantujesz, że będziemy spali oddzielnie? – spytała, ciągle poważna i bez uśmiechu na twarzy. T

    – ak, masz moje słowo!

    Pojechali pod wskazany przez Jana adres. W drodze do domu wino jeszcze mocniej zaczęło wpływać na zachowanie dziewczyny, teraz wyraźnie było widać, że jest pijana. Poprosił kierowcę, żeby podjechał pod same drzwi domu, sam wcześniej otworzył bramę. Szofer popatrzył na płacącego za kurs mężczyznę i uśmiechnął się pod nosem.

    – Niezła laska, będzie pan miał fajną noc, aż zazdroszczę. – w jego głosie Jan wyczuwał tę zazdrość.

    – Nic z tego, słyszał pan…

    – ak, tak, słyszałem, dobry bajer najważniejszy. Udanej nocy życzę, dobranoc. – kierowca uśmiechnął się szeroko, skinął głową i odjechał.

    Jan prawie wyciągnął Marcjannę – Elizę z auta, wziął na ręce i wszedł do domu. Posadził zakonnicę na kanapie w salonie, wrócił do bramy, zamknął, zamknął drzwi wejściowe, pozapalał światła zewnętrzne. W kuchni wstawił wodę na herbatę, nalał sobie dużego drinka. Ze szklaneczką alkoholu w dłoni wszedł do salonu. Dziewczyna siedziała cały czas na kanapie, z zainteresowaniem rozglądała się wokół.

    – Fajnie mieszkasz, podoba mi się twój dom, bardzo gustownie urządzony. Sam projektowałeś wnętrze?

    – Tak, wspólnie z żoną… Ale jej już nie ma, jestem sam. Wstawiłem wodę, wypijesz herbatę?

    – Ale ja też jestem wstawiona! Jak ta woda! – zachichotała – Tak, napiję się. A gdzie będę spała?

    – Tu, w pokoju obok, zaraz przygotuję pościel.

    – A ty?

    – A ja w mojej sypialni. Jak chcesz i dasz radę to idź do łazienki. Herbata za chwilkę będzie na stole.

    Kilkanaście minut później zaprowadził dziewczynę do pokoju, dał jej nawet piżamę, która od dawna leżała w szafie, sam wrócił do salonu, włączył telewizor, założył słuchawki, włączył film, którego oglądanie zaczął wczoraj, a nie obejrzał do końca. Po projekcji i wieczornej toalecie usnął w swoim łóżku. Przedtem przygotował szlafrok, w razie gdyby musiał zająć się dziewczyną. Spał jak zawsze nago, ale żeby nie kusić losu, nie chciał, żeby widziała go rozebranego. Śnił o jakiejś podróży łódką, gdy poczuł, że coś wsuwa się pod jego kołdrę. Otworzył oczy, zapalił lampkę nocną. Przed sobą miał spiętą buzię Elizy.

    – Co ty robisz, zwariowałaś? – odsunął się od niej.

    – Nie uciekaj, nie wyganiaj mnie proszę, potrzebuję ciebie. Muszę to zrobić!

    – Dziewczyno, jesteś jeszcze wstawiona, nie wiesz, co robisz…

    – Wiem, doskonale wiem – przerwała Janowi – nie spałam całą noc, myślałam o sobie, o swoim przeznaczeniu. Chcę się z tobą kochać, muszę się z tobą kochać, to jedyny sposób na znalezienie odpowiedzi, czego sama chcę…

    – Ale…

    – Nie ma żadnego „ale”, jeśli nie odpowiadam tobie jako kobieta to powiedz mi to! Jednak wiem jak na mnie patrzysz, w oczach masz pożądanie, chęć zerżnięcia niewinnej zakonnicy, już w szpitalu miałeś na to ochotę, prawda? Myślisz, że tego nie widzę, że jestem ślepa? Ale ja też chcę tego!

    – Daj spokój, nawet prezerwatywy nie mam, a ty się przecież też nie zabezpieczasz, prawda?

    – Nie muszę… – zamilkła, spuściła głowę. – To właśnie jeden z powodów, dla których ten facet, o którym ci mówiłam, mnie zostawił. To moja największa tragedia, nie mogę mieć dzieci… – rozpłakała się.

    Jan przytulił dziewczynę, poczuł, że jest naga, dotyk chłodnego ciała sprawiał mężczyźnie niesamowitą radość; pogłaskał Elizę po głowie, zaczął scałowywać łzy z zapłakanych oczu.

    – Już dobrze, ciiiicho, już dobrze, nie płacz.

    Przylgnęła do niego całą sobą, pomału się uspokajała. Ujęła w dłonie jego twarz, zaczęła namiętnie całować, wpychała ruchliwy język bardzo głęboko. Jan odpowiadał na pocałunki poznając dłońmi geografię jej ciała. Co prawda chciał ją przelecieć, jednak takich okoliczności nie brał pod uwagę. Ale skoro nalegała! Ścisnął lekko nagą pierś, potem drugą, uniósł biodra dziewczyny, znowu pogłaskał po głowie. Zaskoczony patrzył na jej wygolone łono, ręką przejechał po wydepilowanych nogach. Myślał do tej pory, że zakonnice żyją w absolutnej zgodzie z naturą i nie depilują się, a tu taka miła niespodzianka. Położył dłoń na gładkiej cipce, wsunął w nią palec, poruszył nim ostrożnie. Głęboki wdech i cichy jęk były jedyną reakcją Elizy na jego poczynania. Położyła się na wznak, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko nogi, podniosła i przytrzymała je rękoma pod kolanami.

    – Zrób to, proszę, wejdź we mnie, chcę i potrzebuję tego.

    Jan poślinił stojącego już rumaka i pomału zaczął zagłębiać go w ciasnej i bardzo już mokrej dziurce. Klęczał między nogami dziewczyny, podniósł jeszcze wyżej jej biodra, wszedł w nią. Zaczął swój normalny rytuał – miarowo, rytmicznie i do końca. Eliza zacisnęła zęby, puściła ciągle mocno rozłożone nogi, kurczowo zaciskała dłonie na pościeli. Oddychała bardzo głośno i szybko.

    – Tak, tak, rób to, tak, mocniej, do końca, muszę cię czuć w sobie, rozpal, albo zgaś we mnie ten ogień, który…

    Nie dokończyła, wyprężyła się cała, napięła i zaczęła podrygiwać w spazmach ogarniającego ją orgazmu. Jan opuścił ciepłą norkę, przytulił się do kochanki, zaczął całować i pieścić jej piersi ze sterczącymi sutkami, ręką drażnił łechtaczkę. Szał Elizy pomału mijał, oddech stawał się regularny, ciało uspokoiło się, pojękiwała tylko cichutko, kiedy podrażniał językiem nabrzmiały guziczek między wargami sromowymi. Szukała ręką penisa; kiedy go znalazła oplotła wokół niego palce i zaczęła go masturbować. Jan patrzył na nieskazitelnie białe ciało, gładkie jak alabaster, jedynie owal twarzy wskazywał, że jednak przebywała na słońcu. Eliza podniosła się, przesunęła w stronę jego krocza, oparła na łokciu i zbliżyła usta do czerwonej, pulsującej głowicy kutasa. Zaczęła zachłannie ssać ciągle twardy instrument, pomagała sobie dłonią. Jeszcze bardziej stwardniał, jeszcze odrobinę urósł do rozmiarów do tej pory nieznanych gołej zakonnicy. Nie wiedziała, czy bardziej go podziwiać, czy bać się takiego wałka w sobie, choć już go miała i było jej bardzo przyjemnie. Poczuła na swej cipce szorstki i ciepły język, wylizujący jej wnętrze. Jan lizał pipkę, ssał delikatne płatki warg wewnętrznych, całował łechtaczkę. Niepostrzeżenie jego język wylądował na kakaowej dziurce. Ewa odruchowo odsunęła się od mężczyzny i popatrzyła na niego zdziwiona.

    – Tam nie chcę, nie lubię – wyszeptała

    – Nie lubisz? A kochałaś się już w pupę? – Jan też szeptał do jej ucha. – Miałaś w tyłeczku penisa?

    – Nie, nigdy! – w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie i oburzenie. – Tym bardziej takiego, jak twój.. Chcesz mnie rozerwać?

    – No to skąd wiesz, że nie lubisz? Ja tam bardzo lubię każdą ciasną dupkę, choć twoja pipka jest ciasna jak u dziewicy; widzę, że naprawdę bardzo dawno nie była używana – nie przestawał palcować pupy Elizy – Nie rozerwę cię, możesz mi zaufać, nawet nie wiesz, do czego pupa kobiety jest zdolna!

    – Bardzo, bardzo dawno, kilka razy tylko pobudzałam się w pupie palcami i to płytko – westchnęła, bo naśliniony palec Jana ciągle wsuwał się i wysuwał z odbytu.

    – Boli? – poruszał nim jeszcze kilka razy w obie strony.

    – Nie, nie! Nie boli… Oooch, to nawet przyjemne! Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?

    – Prędzej bym sobie tego kutasa obciął, niż ciebie skrzywdził! – wsunął drugi palec – Tak dobrze?

    – Tak, to bardzo przyjemne… Tak, nie przestawaj… tak,tak… Ooooo, tak…

    Nie wiedział, czym się nasmarować, żeby nie bolało wdzieranie się jego wielkiej pały w ciasną i dziewiczą pupę. Nie miał w domu żadnego żelu, ani olejku intymnego, ale przypomniał sobie film z Marlonem Brando. Jak z procy wyskoczył z łóżka, wpadł do kuchni, zabrał ze stołu maselniczkę i wrócił do sypialni. Ułożył Ewę na brzuchu, pod biodra włożył zwiniętą poduszkę, żeby pupa była wyżej, nabrał masła na palce i posmarował ją. Dziewczyna obejrzała się zdziwiona i uśmiechnęła szeroko.

    – Nie jestem tak urodziwa, jak Maria Schneider, ale za to ty jesteś przystojniejszy od Marlona Brando.

    – Znasz ten film? – Jan nie krył zaskoczenia, nakierował kutasa na ciemną dziurkę w zgrabnej dupce.

    – Oczywiście, przecież nie byłam całe życie zakonnicą. Auć! Zabolało?

    – Przepraszam, będę…

    – Nie, wszystko w porządku – przerwała tłumaczenie Jana – to było bardziej z zaskoczenia, niż z bólu. Ale proszę wkładaj go pomalutku, boję się jego rozmiarów!

    – Siostrzyczko, on już cały jest w twojej dupci!

    – Żartujesz? Rozdziewiczyłeś mnie, nikt tam przed tobą nie był. .. Jan wsuwał się i wychodził ze szczupłej pupci Elizy, za każdym razem dociskając coraz mocniej, w końcu rżnął ją tak, jakby całe życie dawała w dupę.

    Eliza – Marcjanna tylko posapywała i pojękiwała, aż nadszedł kolejny orgazm. Targał całym jej ciałem, rzucała się, podrygiwała i wyła w poduszkę. Gdyby Jan nie leżał na niej i nie przyciskał jej do materaca – niechybnie spadła by z łóżka. Uspokoiła się w końcu, ale znowu zaczęła stękać, gdyż Jan już był w pulsującej pipce. Teraz nie zważał na dziewczynę, chciał wreszcie sam dojść do orgazmu, bolały go już jądra i bał się o swego przyjaciela. Położył się w typowej misjonarskiej pozycji na Elizie, jedną ręką objął jej ramiona, drugą biodra i przycisnął do siebie, oparty na łokciach, żeby nie zgnieść kochanki. Ta objęła nogami uda mężczyzny i poddawała się rytmowi jego uderzeń. Zwiększył tempo, w sypialni słychać było klaskanie o siebie nagich, spoconych ciał, mlaskanie ciężkich jąder odbijających się od pupy, sapanie Jana i wrzaski Elizy. Doszli oboje. Jan, jak zwykle zawył jak bawół, wytrysnął lawiną spermy w cipkę, kilka razy rzucił biodrami i bezsilny upadł na pościel obok łkającej dziewczyny. Odpoczywali, patrząc sobie w oczy. Eliza dotknęła pupy, popatrzyła w świetle nocnej lampki na dłoń mokrą od jego spermy i swoich soków.

    – Dużo tego, – zauważyła.

    – Oj, tak, będąc z taką dziewczyną w łóżku moje jądra produkują naprawdę dużo spermy.

    – A ja chcę od tyłu…

    – Nie widzę problemu, uklęknij proszę i podeprzyj się rękami – Jan chętnie instruował swą kochankę – masz fajną tę dupcię – stwierdził.

    Nachylił się do wypiętej pupy, polizał cipkę i wsunął w nią swego drągala, który już osiągnął gotowość do działania. Zaczął znowu pracować biodrami, trzymając mocno dziewczynę, ale za chwilkę zmienił pozycję. Objął dłońmi jej zgrabne piersi, podniósł ją, tak, że mając w pipce twardego kutasa – klęcząc, opierała się plecami o jego piersi. Jan trzymał cały czas piękny biust, ruchał ją z szybkością błyskawicy. Nagle wyskoczył z cipki i wbił się w pupę. Jedyną reakcją Elizy na zmianę dziurki było głośne westchnienie i jęk rozkoszy. Zerżnął więc znowu jej dupsko, spuścił się w nią chwilę po tym, kiedy osiągnęła orgazm. Z wrzaskiem upadli na pościel, dysząc ciężko. Pogłaskał śliczną buzię, spoconą po miłosnych zapasach, znowu patrzyli sobie w oczy.

    – Dość na dzisiaj, – wysapał w końcu Jan – jeszcze jeden taki numer i odjadę na serce, wykończysz mnie.

    – To będę cię reanimowała, mam w tym wprawę.

    – Dość, gaszę światło i śpimy. Albo śpisz obok mnie, miejsca jest dość; albo zmykaj do swego pokoju

    Naga zakonnica przytuliła się do jego torsu, położyła głowę na piersi i zamknęła oczy.

    – Śpię tutaj. – zdecydowała

    Choć usypiali nie tak znowu późno, bo ledwo dwie godziny temu minęła północ – Janowi nie było dane wypocząć. Jeszcze dwa razy budziło go ssanie Elizy, która jakoś nie miała dość jego penisa. To ssała go namiętnie, pomagając sobie dłońmi, brandzlowała go, aż się spuścił w jej piękne usteczka, albo dosiadała go jak rumaka i cwałowała do swego orgazmu. Rankiem odwiózł dziewczynę do domu. Spotkał się z nią jeszcze raz, w szpitalu, kiedy przyjechał na kontrolę. Ucieszyła się na jego widok.

    – Muszę się przed tobą wytłumaczyć – zaczęła rozmowę.

    – Nie musisz, gdybyśmy oboje tego nie chcieli …

    – Nie, to nie to. – przerwała – Myślałam wtedy, w nocy, bardzo długo, co ze sobą zrobić. Z jednej strony chciałam zostać w Zgromadzeniu, z drugiej ciągnęło mnie jednak do świata. Postanowiłam więc zrobić test. Jesteś fantastycznym mężczyzną, naprawdę niesamowitym kochankiem, co kilkakrotnie mi udowodniłeś tamtej nocy. Postanowiłam oddać się tobie cała, żebyś kochał się ze mną jak z normalną kobietą, żebyś mnie po prostu mocno – wybacz słowo – zerżnął. Jeśli po tym nocnym szaleństwie z najlepszym kochankiem pod słońcem nadal będę myśleć o habicie – wracam tam. Jeśli ponownie zauroczą mnie radości życia codziennego – zostaję. No i wiesz co? Rano, kiedy się obudziłam koło ciebie, nie myślałam już jak dziewczyna po upojnej nocy spędzonej z kochankiem, tylko zastanawiałam się, czy ten mądry ksiądz, o którym tobie wspominałam, zechce mnie wysłuchać i da rozgrzeszenie. Wyobraź sobie, że opowiedziałam mu wszystko, oczywiście bez szczegółów, a on… popłakał się. Nie z żalu nad mym występkiem, tylko z radości, że wróciłam. Teraz wiesz, dlaczego pragnęłam wtedy seksu z tobą, musiałam przeżyć taki wstrząs, choć nie ukrywam, że był on bardzo przyjemny. A niedługo przenoszą mnie do innego miasta, też do szpitala, ale nie powiem tobie gdzie. Nie pytaj o mnie, nie szukaj mnie, proszę. Mamy swoją wspólną tajemnicę, mamy swoje piękne wspomnienia. Żegnaj więc, panie Janku…

    To był ostatni raz, kiedy widział siostrę Marcjannę, lub – jak kto woli – Elizę, jego namiętną, ognistą kochankę, która wybrała swoją drogę do przyszłości. Przyjął do wiadomości słowa pięknej kobiety w habicie i uszanował jej decyzję…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Tak poznalem Jowite

    Pewnego letniego dnia spotkał na swej drodze anioła… Tak, to był anioł! Dziewczyna miała może dziewiętnaście – dwadzieścia lat (potem okazało się, że ma dwadzieścia jeden), śliczną buzię dziecka, burzę blond loków upięła w luźny koński ogon, niesamowicie zgrabna, dość wysoka, z pupcią jak dwa orzeszki – i tak małą i tak twardą; ze sterczącym, podskakującym przy każdym kroku jędrnym biustem pod lekką, zwiewną, niezbyt długą sukienką. Nie miała biustonosza, twarde sutki wyraźnie odznaczały się przez cieniutką materię. Szpileczki na długich nogach podkreślały tylko ich nieskazitelny kształt. Okularami w grubej oprawie próbowała dodać sobie powagi, ale i tak jej charakter zdradzały chochliki w dużych, migdałowych, niebieskich oczach i pełne, czerwone, namiętne usta. Kształtną główkę na długiej, cienkiej szyi trzymała prosto i z dumą. Jan stanął przed cudownym zjawiskiem jak wryty, mało brakowało, a otworzył by usta ze zdziwienia.

    – Co się pan tak gapi? – nadąsała się dziewczyna – proszę mnie przepuścić. – próbowała ominąć stojącego przed nią mężczyznę.

    – Momencik – odzyskał rezon – ty jesteś naprawdę? Istniejesz?

    – Nie rozumiem – zatrzymała się – o co panu chodzi?

    – Dziewczyno, żyję już trochę czasu, widziałem kilka naprawdę pięknych kobiet, ale takiej jak ty jeszcze nigdy. Jesteś przepiękną dziewczyną!

    – Wiem, prawie każdy mi to mówi! – uśmiechnęła się do mężczyzny.

    Nie odeszła, patrzyła w jego niesamowite, błękitne oczy.

    – Ale nie każdy powie tobie wprost, że chciałby się z tobą kochać! A ja właśnie to mówię. Wiem, jestem bezczelny cham i gbur, ale wierz mi, nigdy w swym życiu nie miałem takiej ochoty na danie rozkoszy kobiecie, jak w tej chwili. Mówię to jak najbardziej serio i szczerze.

    – Może jeszcze zaproponuje mi pan jakieś pieniądze? – patrzyła na niego z ironicznym uśmiechem.

    – Nie, w żadnym wypadku, nie jesteś przecież dziwką, tylko kobietą, którą chcę wyprawić w obszary rozkoszy, w jakich jeszcze pewnie nie byłaś – Jan uśmiechnął się serdecznie.

    Jego oczy wyrażały jednocześnie zachwyt i prośbę. Dziewczyna stała zaskoczona jego słowami, przez głowę przelatywało jej milion myśli, aż zmarszczyła swe piękne czoło. Patrzyła na mężczyznę, nie wiedziała, jak zareagować. Miała przed sobą nieznanego faceta, co prawda bardzo przystojnego, lekko szpakowatego, dobrze ubranego i pachnącego niezłą wodą, ale… w wieku swego ojca.

    – Pan sobie żartuje, prawda?

    – Niestety, jestem jak najbardziej poważny i serio. Jestem tobą oczarowany. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo chcę cię posiąść, jak bardzo pragnę kochać się z tobą do utraty tchu…

    – Co pan sobie wyobraża? – spytała trochę niepewnym tonem – mam się tutaj rozebrać i będziemy się kochać? – dodała znowu z ironią.

    Była całkowicie zaskoczona bezpośredniością tego obcego faceta, choć musiała przyznać, że był bardzo atrakcyjnym mężczyzną.

    – Absolutnie nie. Zapraszam cię na lampkę czerwonego wina, jakieś smaczne ciacho, jeśli lubisz i pojedziemy do mnie, mieszkam sam. Jeśli się obawiasz – podam tobie mój adres, powiadom kogo zechcesz, gdzie będziesz. A jeśli okaże się, że będziesz zadowolona – zapraszam na taki trochę dłuższy weekend nad morze, do Kołobrzegu. Kolega ma tam apartament, który teraz przez tydzień stoi pusty, możemy sobie tam zamieszkać przez kilka dni.

    – Żartuje pan sobie, tak? A może ktoś chce mi zrobić jakiś kawał? Albo jakaś ukryta kamera, czy inne „Mamy cię”! – piękna dziewczyna była zupełnie zdezorientowana, rozglądała się wokół, nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.

    – Aniołku, jestem całkiem serio i mówię poważnie. Nikt cię nie wkręca, to moja inicjatywa podjęta pod wpływem chwili i twego uroku. Aha, nie przedstawiłem się, Jan jestem – wyciągnął rękę do ciągle zdezorientowanej dziewczyny.

    – Jowita, miło mi – niepewnie podała smukłą dłoń.

    – Jowita… Piękne imię, i piękny film był kiedyś o tym tytule…

    – Wiem, właśnie odziedziczyłam imię dziewczyny z tego filmu, rodzicom bardzo się podobało. Ponieważ mam starszych braci, staruszkowie czekali z tym imieniem na dziewczynkę no i trafiło na mnie – uśmiechnęła się wreszcie.

    – Jowito, jaka jest twoja decyzja? Wiem, zaskoczyłem cię, ale czuję się nie mniej zażenowany niż ty, bo – uwierz mi na słowo – nigdy jeszcze nie składałem takich propozycji w takiej sytuacji żadnej kobiecie!

    – Nie wiem, ciągle wydaje mi się, że to jakaś gra…

    – Zapewniam cię, że nie. Mam pomysł. Zostawię tobie swój numer telefonu, jeśli się zdecydujesz – zadzwoń, będę czekał.

    Wyjął wizytówkę, podkreślił swój prywatny numer i podał dziewczynie.

    – Przemyśl to, bo moja dziwna propozycja ciągle aktualna, możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy. A tymczasem do widzenia, mam nadzieję! – ponownie uścisnął piękną, delikatną, smukłą dłoń, skinął głową i pomału poszedł do samochodu.

    Otworzył drzwi, zajął miejsce za kierownicą. Jowita stała cały czas w tym samym miejscu, zapatrzona gdzieś w dal, jakby nieobecna. Nagle mocno potrząsnęła głową, tak, że spięte włosy rozsypały się na boki, uśmiechnęła się i podbiegła z niesamowitym wdziękiem do ruszającego auta. Obiegła samochód od strony pasażera, otworzyła drzwi, wskoczyła na fotel. Zapinając pas popatrzyła z uśmiechem na Jana.

    – To gdzie zaprasza mnie pan na dobre winko? Zdecydowałam się, bo ma pan niesamowite oczy… Ciacha nie chcę, nie jadam słodkiego. No i wreszcie przypomniałam sobie, gdzie widziałam takie oczy jak pańskie. Ma pan spojrzenie jak młody Paul Newman, jeden z ulubieńców mojej mamy. Oglądała dużo filmów z tym aktorem, stąd to wiem…

    – Zdecydowałaś się, to dobrze, bardzo się cieszę – roześmiał się radośnie przerywając dziewczynie jej wywód o amerykańskim aktorze – Pod miastem jest taka przytulna knajpka, podają tam naprawdę dobre wino. Zdradzisz, co wpłynęło na twą decyzję?

    – Hmmm, widzi pan, zawsze muszę być grzeczna, układna, taka „akuratna”, bo wszyscy wokół tego ode mnie wymagają. Ciągle słyszę, że mam się dobrze uczyć, odpowiednio zachowywać, dbać o siebie, nie szaleć, ciągle jakieś zajęcia po szkole, a to gimnastyka, a to pływanie, do tego lekcje tańca; dobrze, że udało mi się uciec od fortepianu! Teraz studiuję i pracuję, jestem ciągle zajęta. Ale mam tego dość! Normalnie dość! Teraz są przecież wakacje, chcę zaszaleć, zapomnieć o ciągłym pilnowaniu siebie, potrzebuję luzu i swobody, muszę zrobić coś spontanicznie… Miałam chłopaka, nawet kochaliśmy się trochę, ale nie dawał mi satysfakcji, jakiej oczekiwałam. Chcę choć na chwilkę zapomnieć się i spróbować czegoś, czego nie znam, a wiem, że może to być wspaniałe. Mam nadzieję, że nie zrobi mi pan krzywdy? – uśmiechnęła się rozbrajająco. – Mężczyzna z takimi oczami musi byś dżentelmenem…

    – Po pierwsze jeśli jeszcze raz powiesz „pan”, to się pogniewam, mówiłem już, jestem Jan. Po wtóre wiedz, że jestem ostatnią osobą na tej ziemi, która by cię chciała skrzywdzić. Popraw pas, jedziemy.

    Prowadząc samochód zerkał w stronę Jowity, przypatrywał się dyskretnie pięknej młodej kobiecie. Musiał odpowiednio usadowić się w fotelu, żeby nie było widać poważnego wzniesienia w kroczu; żeby kutas nie wyskoczył ze spodni, Jan musiał skupić się na jeździe. Dziewczyna rozglądała się z zainteresowaniem, nie bywała często w tej okolicy. Po kilkunastu minutach byli na miejscu. Znaleźli wolny stolik stojący trochę na uboczu, zasłonięty od strony głównej sali małą ścianką. Kelner przyjął zamówienie, żadnym gestem, ani miną nie zdradził swego zdziwienia widząc taką niecodzienną parę. Popatrywał w ich stronę i już po krótkiej chwili wiedział, że to nie ojciec z przecudnej urody córką. Jan wpatrywał się jak zaczarowany w oczy Jowity, wewnątrz miotały nim różne uczucia. Ujął dłoń dziewczyny, przycisnął do ust, znowu patrzył w oczy, pogładził śliczną buzię wierzchem dłoni.

    – Jesteś piękna – wyszeptał – jesteś nieziemsko piękna!

    Zdjął jej okulary, położył na stole. Jowita przymrużyła oczy, co tylko dodało jej ślicznej twarzy uroku. Zarumieniła się lekko z zażenowania, nie często dojrzali mężczyźni tak bezpośrednio ją komplementowali. Do tego tak interesujący, atrakcyjni i przystojni mężczyźni, jak Jan. Cały czas zaskoczona patrzyła na niego z zainteresowaniem, i co tu ukrywać – coraz bardziej się jej podobał, nie żałowała swej decyzji. Na dodatek być może czekała ją niespodziewana przygoda; miała nadzieję, że wydarzy się w jej życiu coś, czego do końca swych dni nie zapomni… Kelner zrealizował zamówienie, stuknęli się kieliszkami.

    – Okulary masz do chodzenia, czy do czytania? – zainteresował się Jan.

    – Do niczego, to są neutralne szkła, noszę je, żeby dodać sobie trochę …. hmmm… lat? Powagi? Tak wymyśliłam i już!

    – Rozumiem – podniósł kieliszek Za naszą znajomość – znowu pocałował ją w rękę, przycisnął dłoń Jowity do swego policzka – mam nadzieję; nie, jestem wręcz pewny, że w żaden sposób nie zawiodę twoich oczekiwań.

    – Za naszą znajomość – dziewczyna drugą dłonią pogłaskała go po policzku. Nie pojadę dzisiaj do ciebie, nie jestem przygotowana na takie niespodzianki, ale jeśli twoje zaproszenie do Kołobrzegu to prawda, to muszę się trochę jednak przygotować. Kiedy chciałbyś jechać?

    – A ile czasu potrzebujesz? Wystarczą dwa dni? Jeśli się zdecydujesz, gdzie mam po ciebie podjechać?

    – Zadzwonię do ciebie jutro i wszystko ustalimy, muszę jeszcze jakoś urobić staruszków, żeby mnie nie szukali przez policję. – cały czas głaskała Jana po policzku, nagle jednak cofnęła dłoń i znowu się zarumieniła.

    – No i co im powiesz?

    – Jeszcze nie wiem, ale coś mądrego i wiarygodnego wymyślę. Może pojadę do kuzynki?  Czekaj na mój telefon, jutro do wieczora odezwę się do ciebie, zapewniam.

    Czas biegł bardzo szybko, nie zauważyli nawet, że kelner dawał dyskretne znaki, że pora zamykać. Dopiero, kiedy przypomniał im o godzinie, opuścili lokal. Jan miał niesamowitą ochotę na seks z piękną dziewczyną, kutas cały czas uwierał go w spodniach. Odwiózł Jowitę do domu, na pożegnanie dostał długiego, namiętnego całusa, a kiedy wychodziła z samochodu, niby przypadkowo, jej ręka spoczęła na chwilkę na jego kroczu.

    Następnego dnia od rana nie umiał znaleźć sobie miejsca, czuł się dziwnie podniecony, wszystko leciało mu z rąk. Cały czas myślał o Jowicie, układał sobie w głowie mały program ich ewentualnego wyjazdu. Apartament już zarezerwował, na szczęście rzeczywiście stał kilka dni pusty; zdążył spakować plecak z ciuchami, umył samochód, nawet posprzątał dom, żeby tylko czymś się zająć. Czekał na telefon. Zadzwoniła przed dziewiętnastą.

    – Jeśli chcesz, możemy jechać jutro przed południem, dasz radę? – w głosie dziewczyny słyszał radość i podniecenie – będę gotowa od dziesiątej.

    – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, możemy jechać teraz, zaraz! – w duszy śpiewały Janowi chóry anielskie.

    – Zaraz to nie, dopiero jutro, a gdzie mam na ciebie czekać? – w głosie dziewczyny dało się słyszeć radość i podniecenie zbliżającą się podróżą.

    – Czekaj tam, gdzie tobie najwygodniej, podjadę. Więc? – też uśmiechał się do siebie.

    – No to bądź o wpół do jedenastej, na rynku przed jubilerem, tam można parkować.

    – Będę punktualnie. A może spotkamy się teraz, choć na chwilkę?

    – No coś ty! Musze się przygotować, wyszykować, przecież nie chcesz jechać z kopciuszkiem?

    – Dziewczyno, nawet gdybyś założyła na siebie worek od ziemniaków, to i tak była byś najpiękniejsza!

    – Ale umiesz słodzić! – roześmiała się serdecznie – Jeśli chcesz, żebym była w pełni na jutro gotowa, to muszę kończyć. Pa, buziaki! – rozłączyła się, a Jan odtańczył taniec radości.

    Już dawno nie był w stanie takiego podniecenia, na myśl o tym, co go czeka chciał śpiewać. Przepakował jeszcze raz swój plecak, sprawdził, czy o wszystkim pamiętał, sprawdził ponownie auto, do schowka wrzucił prezerwatyw, przetarł niewidzialne pyłki z deski rozdzielczej, wreszcie po szybkiej kąpieli wskoczył do łóżka. Elektroniczny budzik zadzwonił ostro, głośno i niespodziewanie, w fazie mocnego, zdrowego snu. Jan początkowo niechętnie, pomału zwlókł się z posłania, poszedł do łazienki. Codzienna toaleta nie zajmowała mu zbyt wiele czasu, wszystko robił jak automat, ciągle myślał o nadchodzących, nieznanych jeszcze chwilach z najpiękniejszą kobietą, jaką znał.

    Punktualnie o wyznaczonej porze czekał przed zakładem jubilerskim, przedtem zaopatrzył się jeszcze w dodatkową dużą paczkę prezerwatyw o różnych smakach i lubrykant truskawkowy. Przecież truskawki każdy lubi! Czekał już dziesięć minut… Czekał kwadrans… Minęła jedenasta… Popatrzył w lusterko wsteczne, spojrzał sobie w oczy. „Czego się spodziewałeś, stary durniu, że młoda laska będzie chciała się z tobą bzykać, ot, tak, dla samego bzykania? Przedwczoraj poszła z tobą do knajpy, bo widziała, że się nie odczepisz, wykorzystała cię, a ty chciałeś…” Popatrzył poza lusterko, przed autem stała… ONA! Ubrana zupełnie inaczej, niż dwa dni wcześniej, kolorowy t-schirt uwidaczniał brak stanika, biuścik radośnie podskakiwał przy każdym jej ruchu, do tego krótkie, opinające niesamowitą pupę szorty, na stopach klapki, wszystko to pasowało doskonale do kilkugodzinnej jazdy samochodem.

    – Co się tak patrzysz? Nie pomożesz? – trzymała rączkę dużej walizy, obok stały dwie mniejsze torby. – Chyba zmieszczę się z tym wszystkim? Zabrałam tylko kilka niezbędnych drobiazgów długo musiałam się zastanawiać, z czego zrezygnować. Przepakowałam się jeszcze dzisiaj rano, stąd moje niewielkie opóźnienie, przepraszam – uśmiechnęła się czarująco.

    Jan wyskoczył z auta, otworzył bagażnik i prawie wrzucił walizę i torby do środka. Ucałował dziewczynę w oba policzki i zajęli swoje miejsca. Po zapięciu pasów – pojechali. Podróż przebiegała bez większych problemów; cierpliwie czekali na nowo budowanych odcinkach dróg, przestrzegali prędkości, napawali się widokami za oknem. Wreszcie Kołobrzeg. Podjechali pod apartamentowiec, Jan pilotem otworzył bramę, ustawił auto na miejscu parkingowym, windą wjechali na drugie piętro, weszli do mieszkania. Jowita podziwiała przez chwilkę wyposażenie mieszkania, podeszła do mężczyzny.

    – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tutaj jestem – przytuliła się całym ciałem do Jana – bez względu na to, co będzie później – pocałowała go w policzek

    – Też się cieszę, że cię poznałem, że zgodziłaś się jechać z nieznajomym – objął ją ramieniem – postaram się, żebyś nie żałowała tego wyjazdu – uściskał dziewczynę. Teraz rozgość się, masz do wyboru mniejszy pokój z pojedynczym łóżkiem, albo ten większy z prawej , z wielkim łożem. W obu pokojach są telewizory i radia, więc tylko od ciebie zależy, gdzie będziesz spała.

    – No to ten pokój – wciągnęła walizkę do większego pomieszczenia. – Ja śpię od lewej strony – zdecydowała.

    – OK, masz pół godziny na odświeżenie się, a potem wychodzimy na plażę. Drzwi do łazienki przed tobą, a ja idę po resztę bagażu.

    Jan prawie zbiegł po schodach, rozpierała go radosna energia, nie chciał czekać na windę. Zabrał z auta pozostałe torby i siatki, ze schowka wyjął paczkę prezerwatyw i lubrykant. Nie lubił kochać się „w gumce”, ale wolał być zabezpieczony, nie wiedział, co może chcieć jego najnowsza zdobycz. Jowita była już w łazience, kiedy rozwieszał swoje ciuchy i układał na półkach wielkiej szafy. Słuchał szumu wody, musiał zając się czymkolwiek, żeby nie wejść do kąpiącej się dziewczyny. Włączył telewizor, żeby zorientować się, jakie kanały ma do wyboru, szukał przede wszystkim muzyczne. Żadna stacja nie puszczała tego, czego szukał, zamienił więc telewizor na radio, w końcu włączył muzykę z CD.

    – Janie, podaj proszę ręcznik, wisi na krześle – dobiegł go głos z łazienki – nie chcę moczyć podłogi

    – Są dwa, który chcesz?

    – Daj ten kremowy, jest większy.

    Wziął ręcznik, wszedł do łazienki i zaniemówił. Przed nim w kabinie prysznicowej stała niebiańsko piękna, młoda dziewczyna. Włosy upięła i zawinęła w mały ręcznik, żeby się nie pomoczyły. Woda spływała maleńkimi stróżkami po wspaniałym ciele, którego obraz Jan chłonął, chciał utrwalić ten widok na zawsze.

    – Podaj ręcznik, proszę, bo mi się zimno robi! – zawróciła go na ziemię – teraz ty wskakuj pod prysznic

    – Już, zaraz, muszę się rozebrać, nie kąpię się w ciuchach

    – To na co czekasz? Wstydzisz się mnie? Ja się ciebie nie wstydzę, choć jak na panienkę z dobrego domu powinnam – roześmiała się.

    Jan pomału zdjął z siebie ubranie, stał nagi na środku łazienki. Jowita zawinięta w ręcznik, z rozpuszczonymi już włosami, podeszła, patrząc mężczyźnie w oczy. Ujęła jego twarz w dłonie i namiętnie pocałowała. Oddał pocałunek z ochotą, objął dziewczynę i mocno do siebie przycisnął.

    – Auć – zawołała ze śmiechem, odsuwając się od mężczyzny – chcesz mnie przebić? – wskazała na naprężoną, sterczącą pałę. Jaki on ładny i duży i jaki gruby – pochwaliła penis i lekko pogłaskała opuszkami palców – A jaki sprężysty – dodała. – Ładnie go ogoliłeś, wiesz, zdarzyło się, że mogłam posmakować inne kutaski, ale nie były wydepilowane i te paskudne kłaki wchodziły do buzi, łaskotały w nos i w ogóle nie podobało mi się. Ja jestem gładziutka, to niech mój partner też taki będzie – znowu go pogłaskała – a ten jest rewelacyjny, proszę, jak podnosi główkę. Co ja mówię – wielki łeb!

    Popatrzyła rozmarzonym wzrokiem na Jana.

    – Mam nadzieję poznać go dokładniej, powiedziała bym… dogłębnie! – dodała

    – Będziesz miała okazję, a teraz daj mi się wykąpać – Jan ledwo wydyszał z podniecenia.

    – Phi, nie interesują cię moje wdzięki to sobie idę – wyszła krokiem modelki z łazienki z nadąsaną minką. Czekam na ciebie – dodała, odwracając się w drzwiach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek