Witam, to moje pierwsze opowiadanie, mam na imię Łukasz, jestem gejem i mam 30 lat, opowiem Wam o sytuacji, która wydarzyła się na prawdę, jakieś kilka lat temu.
Miałem jakieś 19 lat, letnie popołudnie spędziłem sam w domu, gdyż rodzice pracowali do późna, nie mając nic do roboty, strasznie się nudziłem, więc pomyślałem, że może trochę się pobawię swoim 20 cm kutasem, z resztą stał mi praktycznie od rana, a w bokserkach było coraz bardziej mokro, więc wszedłem do łazienki z zamiarem wzięcia slipek mojego ojca, który jest z resztą przystojny, ma około 180 cm wzrostu, lekko wysportowany, kilka razy widziałem go w samych slipach, a było na czym oko zawiesić, bo strasznie mocno ma wypchane slipy, więc chciałem sprawdzić czy zapach męskiego kutasa zostawiony na slipach mnie podnieci, uszczęśliwiony, że dostałem to, czego chciałem zabrałem się za robotę, minęło może kilka minut zabawy, gdy nagle do mojego pokoju wszedł ojciec, który akurat wcześniej skończył w pracy i przyłapał mnie siedzącego na łóżku ze sterczącą pałą, zapytał trochę zdenerwowany “co robisz?!” odpowiedziałem “NIC” byłem trochę przestraszony, ale i podniecony, że mnie przyłapał, miałem tylko nadzieję, że nie zobaczył swoich majtek, które na szczęście trzymałem przy udzie i nie zdążyłem ich nawet powąchać, wyszedł szybkim krokiem z mojego pokoju, zaistniała sytuacja jeszcze bardziej mnie podnieciła, włożyłem gacie na dupę i poszedłem do łazienki, z podniecenia zapomniałem zamknąć za sobą drzwi i tak klęcząc naprzeciw wejścia do łazienki waliłem sobie beztrosko, gdy prawie dochodziłem drzwi się otwarły a w nich stanął ojciec w samych slipach, gdyż ściąga brudne robocze ubrania w pralni, a nowe świeże przygotowuje sobie przed wyjściem do pracy w łazience, ja jednak nie umiejąc już powstrzymać wystrzału waliłem sobie na jego oczach, trwało to kilka sekund, gdy sperma zaczęła tryskać z mojego chuja, wystrzeliłem kilka razy do tego stopnia, że kilka sporych kropel spadło na jego stopę, gdy doszedłem do siebie dotarło do mnie co właściwie się stało, nie wiedziałem co mam mu powiedzieć, odparłem krótko “NIE MOGŁEM JUŻ WYTRZYMAĆ” wieczorem spotkałem ojca w kuchni, który oznajmił mi, że od dziś do soboty będziemy sami, gdyż matka pojechała pomagać bratu w przygotowaniach do wesela, pomyślałem sobie że super 4 dni sami, ale wtrącił nagle, że jutro rano z Krakowa przyjedzie Mariusz, mój szwagier, który w sobotę nas zawiezie na ceremonię, więc będziemy we trójkę, w tym momencie się rozmarzyłem, Mariusz, to wysoki, postawny blondyn o niebieskich oczach, w którym się kochałem zanim jeszcze ożenił się z moją siostrą, wieczór mijał spokojnie, zjedliśmy kolacje, ojciec leżał już w swoim łóżku i oglądał coś w TV, ja byłem w swoim pokoju i rozmyślałem o tym, jakby to było zrobić to z własnym ojcem, bardzo mnie ta myśl podnieciła i już miałem brać się za ponowne robótki ręczne, gdy nagle usłyszałem z jego pokoju dziwne odgłosy, to były odgłosy jednego z pornoli, które lecą zazwyczaj późną porą w TV i to podsunęło mi pewną myśl, jeśli ojciec sobie teraz wali konia, delikatnie wejdę do jego sypialni i nakryję go na tym i zaproponuję wspólne walenie, jak pomyślałem, tak zrobiłem, ze sterczącym kutasem w bokserkach po cichu wszedłem do jego sypialni i to, co zobaczyłem utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem w raju, mój ojciec pocierał sobie stojącego kutasa , który był jeszcze w slipach, to było moje marzenie, by móc dotykać, lizać i muskać kutasa ojca będącego jeszcze w slipach, spojrzał na mnie, na mojego sterczącego drąga i znów na mnie, zapytał mnie co tu robię ze stojącym kutasem, nie wiedząc co mam powiedzieć, zapytałem mimowolnie, czy mnie nauczy jak walić konia, chwilę pomyślał, po czym powiedział połóż się obok mnie. Leżeliśmy tak obok siebie i pocieraliśmy swoje kutasy, gdy nagle ojciec zapytał, czy wiem kim jestem, w sensie orientacji, trochę mnie zatkało, ale odpowiedziałem, że chyba wolę i kobiety i mężczyzn, na co on niespodziewanie i jak grom z jasnego nieba odpalił, że on też. WHAAATTT???!!! był tyle lat z moją matką i tyle lat nie robił tego z facetem? Jak się później okazało w ogóle tego z facetem nie robił, więc przejąłem inicjatywę, udając, że bezwładnie ręka mi opadła na jego krocze delikatnie zacząłem palcami muskać jego kutasa, trafiłem na główkę, która była bardzo, bardzo mokra, do tego stopnia, że miał na slipach ogromną mokrą plamę z soków jego pały, wreszcie ten duży twardy i gruby ogier był mój, pieściłem go palcami od główki, aż po jaja, w pewnym momencie on swoją ręką zaczął mnie w ten sam sposób pieścić, nagle się poderwałem i bez żadnego ostrzeżenia zacząłem całować i lizać jego kutasa, ojciec tylko miło wzdychał, a ja miałem wrażenie, że nikt przede mną go tak nie pieścił, w końcu ściągnąłem jego przemoczone slipy i moim oczom ukazał się, długi na 23 cm, gruby, twardy i śliniący się kutas, który pod sobą miał duże, nabrzmiałe jaja, pomyślałem widać ojciec niezbyt często sobie robił dobrze. Na początku delikatnie wziąłem do buzi jego mokrą od soków główkę po której delikatnie falowałem językiem, po czym delikatnie zacząłem brać go całego aż po same jaja dławiąc się przy tym, ojciec co jakiś czas mocniej oddychał i jednocześnie wpychał mi go ruszając rytmicznie biodrami, nagle zaproponował byśmy spróbowali pozycji 69, położyliśmy się na boku i tak sobie obciągaliśmy z dobre 30 minut. nagle poczułem, że ojciec jest już blisko, jego kutas zaczął jeszcze więcej soków oddawać, a główka zaczęła pulsować, wtedy powiedziałem do ojca by wstał i zalał mnie swoją ciepłą, gęstą spermą i gdy tak stał na de mną, klęcząc przed nim lizałem jego kutasa i jednocześnie waliłem go ręką, a drugą pieściłem jaja, gdy nagle ogromna salwa ciepłej spermy zalała moje usta, wyciągnąłem go z ust i zorientowałem się, że to dopiero początek, następna salwa zalała mi całą twarz i włosy, kolejna jeszcze silniejsza wylądowała mi na klatce piersiowej a rozbryzgi trafiły na ramiona i podbródek, czwarta salwa była słabsza, ale równie obfita trafiła znów do moich ust, przedostatnia ogromna piąta salwa trafiła znów na moją twarz i częściowo do ust, ostatnia szósta, spływała już z twardego pulsującego kutasa, którego dokładnie wylizałem do ostatniej kropelki. Teraz przyszła kolej na mnie i tu mnie zdziwiło, ojciec kazał mi stanąć, by mógł przede mną klęknąć, nie myśląc długo wstałem przed klęczącym ojcem i dosłownie zrobił to, co ja jemu przed chwilą, moja sperma lądowała na jego lekko owłosionej klacie, twarzy i w ustach, po czym zlizał najmniejszą kropelkę ciepłej spermy z mojego kutasa, po wszystkim położyliśmy się i tak nago zasnęliśmy.
CDN. Mam nadzieję, że się podobało, w drugiej części napiszę kontynuację realnej sytuacji, która mam nadzieję będzie dla Was ciekawsza.
Category: Uncategorized
-
Przylapany przez ojca i tego przyjemne konsekwencje
Łukasz -
Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 3
Powoli zaczęło świtać nad miastem. Dochodziła godzina 8 rano. Ostatnia noc nie należała do bezpiecznych. Brutalne porachunki dwóch mafijnych rodzin pociągnęły za sobą śmierć wielu cywili. Policja milcząco się temu wszystkiemu przyglądała. Do gabinetu Daniela Cabanero wszedł jego młodszy brat, Dave.
– Ta noc nie była łatwa. Ale wygląda na to, że Bullitowie odwołali większość swoich ludzi – oznajmił.
– Jak oceniasz straty? – zapytał Daniel.
– Wysokie.
– A co z Irlandczykami? – kontynuował.
– Ich też zaatakowali – odparł Dave – Ale O’Donell sobie poradził – dokończył mężczyzna.
Nagle rozległo się pukanie.
– Kto się dobija do drzwi? – krzyknął gwałtownie szef gangu.
– To ja, Luciano Speranza. Jakiś mężczyzna chce się z panem widzieć. Mówi, że ma dla pana jakąś ważną przesyłkę.
Dwaj gangsterzy byli bardzo zaskoczeni.
– Skontroluj go dokładnie i sprawdź jaka to przesyłka – rozkazał Dave.
– Już dawno to zrobiliśmy. Szef powinien być z niej zadowolony – odparł zza drzwi Speranza.
– Niech wchodzi – powiedział Daniel.
Do gabinetu wszedł Ronald, w ręku trzymając zamknięte pudełko. Podszedł do głowy rodziny mafijnej i podał mu do dłoni przesyłkę. W powietrzu dało się wyczuć pewien charakterystyczny smród. Cabanero odpakował prezent.
– O kurwa! To niemożliwe! – wykrzyczał.
Wewnątrz znajdowała się odcięta głowa Gabriela Bullita. Ten makabryczny widok cieszył jednak oczy lidera gangsterów.
– Skąd ty to masz? – zapytał mafioso, tak jak gdyby nie wierzył w to, co widzi.
– Byłem osobistym ochroniarzem Bullita. Miałem z nim pewne rachunki do wyrównania. Więc stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie przejść na waszą stronę. Jego głowa to gwarancja dla was moich intencji – odpowiedział Diamond.
– Masz mój szacunek. Jak się nazywasz?
– Nazywam się Ronald Diamond.
– Czego żądasz w nagrodę za głowę Bullita? – wciął się nieoczekiwanie do rozmowy Dave.
Ronald popatrzył chwilę na mężczyznę, po czym odpowiedział.
– Chcę otrzymać 100 tysięcy dolarów – oznajmił – Żądam też dla siebie funkcji osobistego doradcy rodziny – dokończył pewny siebie.
Daniel zamyślił się. Po chwili pokiwał jednak głową i zgodził się na propozycję przybysza.
– Witam w naszej rodzinie. Będziecie moim osobistym doradcą w najistotniejszych sprawach – powiedział szef mafii.
– Ale bracie? Tak ważne stanowisko dla żółtodzioba?
– Ten żółtodziób zrobił więcej, niż twoi ludzie.
W luksusowej willi Gabriela Bullita na Long Island zjawił się właśnie Sam, który teraz został nowym liderem rodziny. Był zszokowany widokiem zmasakrowanych zwłok swego ojca. Z trudem powstrzymywał odruch wymiotny.
– Kurwa, jak to możliwe? Jakim, kurwa, cudem? – krzyknął na cały głos.
– Jego ochroniarz zdradził. Zastrzelił Erazma i pańskiego ojca – odparł Julio Augustino, prawa ręka tej mafijnej familii – Ale nie martw się, szefie. Znajdziemy tego skurwysyna i wyprujemy mu bebechy na zewnątrz – dodał.
– Mężczyzna nazywał się Ronald Diamond – wciął się do rozmowy jeden z gangsterów.
– Julio, znajdź tego człowieka i zabij. Albo raczej zarąb – powiedział Sam z wściekłością w głosie.
– Robi się, szefie – odparł krótko Augustino.
Mafioso wziął ze sobą dwóch ludzi i opuścił apartament. Bullit tymczasem nalał sobie szklankę burbona, po czym usiadł na kanapie. Nagle podszedł do niego mężczyzna w czarnym garniturze, z czerwonym krawatem.
– Szefie, musimy poważnie porozmawiać. Chodzi o nasze interesy. Są zagrożone. Bez Gabriela nie będziemy mieli już takich wpływów w mieście. Policja przestanie przymykać oczy na naszą działalność.
– Daj mi odetchnąć, Morelli. Teraz nie mam siły myśleć o takich sprawach. Ta noc była jakąś masakrą – powiedział upijając łyk mocnego alkoholu.
– Jeśli nie będziemy reagować szybko na sytuację, skończy się to dla nas źle – ciągnął dyskusję Morelli.
Do kwatery głównej nowojorskiej policji podjechał czarny samochód. Wyszedł z niego wysoki mężczyzna w szarym prochowcu. Wyglądał na około 50 lat. Dumnie wszedł do środka.
– Chcę widzieć się z komisarzem Rolffem – powiedział do oficera dyżurnego siedzącego w okienku.
Jeden z funkcjonariuszy zaprowadził przybysza do gabinetu szefa policji. Zapukał.
– Wejść – rozległ się głos komisarza zza drzwi.
Do gabinetu wkroczył mężczyzna w prochowcu.
– Komisarzu Rolff, jestem agent specjalny Thommy Monaghan – powiedział wyciągając przed siebie swoją legitymację służbową.
– FBI? Co tutaj robicie? Nie macie ważniejszych spraw – mówił siedzący przy biurku Rolff, przeglądając leżące tam papiery.
-Wczorajszej nocy Brooklyn i Lower East Side stały w ogniu. Śmierć poniosło 40 cywili.
– Porachunki dwóch mafijnych rodzin – zbywał słowa agenta komisarz.
– Przestępczość zorganizowana jest czymś naturalnym. Działa w LA, Chicago, Waszyngtonie, Dallas, Las Vegas. Ale tam nie dochodzi do wydarzeń jak tutaj – kontynuował Monaghan – Przybyłem tutaj najszybciej, jak tylko mogłem. Wy, w Nowym Jorku, macie problem z mafią. Poważny problem. Ja postaram się wam pomóc, aby go rozwiązać.
Rolff spojrzał na Monaghana, po czym delikatnie się uśmiechnął.
– Dobrze. Niech FBI ma okazję, do wykazania się. Ale ostrzegam cię – przełknął ślinę – Tutaj gangsterzy to nie są mili faceci z zasadami. Jeśli im się zbytnio narazisz, porwą cię w środku nocy i będą tak długo torturować, aż będziesz kwiczał o śmierć. Rozumiesz – dokończył.
– Nie boję się. Nie dam się zastraszyć – powiedział Monaghan opuszczając gabinet komisarza.
Ronald zaczął powoli odnajdywać się w swojej nowej roli. Został osobistym doradcą Daniela Cabanero, głowy rodziny mafijnej. Kariera mężczyzny w półświatku była co prawda krótka, jednak dzięki sprytowi udało mu się zajść już wysoko. A przecież apetyt w tym środowisku rośnie w miarę jedzenia. Po kilku dniach Diamond otrzymał od szefa pierwsze zadanie do wykonania.
– Pojedziesz do prokuratora Fritza i zaproponujesz mu warunki współpracy z nami – powiedział Daniel.
– On siedzi w kieszeni u Bullitów – odezwał się Ronald.
– To zrobisz wszystko, aby zaczął siedzieć w naszej kieszeni. Powiesz mu, jakie korzyści przyniesie mu współdziałanie z naszą familią – kontynuował.
– Tak jest, szefie. Zrobię co w mojej mocy.
Ronald opuścił budynek Chrysler Building w towarzystwie kilku ludzi. Ich celem było złożenie wizyty prokuratorowi okręgowemu. Do gabinetu Daniela Cabanero wszedł jego młodszy brat.
– I co, dałeś nowemu pierwsze zadanie.
– Tak. Ma złożyć prokuratorowi propozycję współpracy z nami – odpowiedział starszy z braci.
– Teraz Bullitowie zaczną szybko tracić swoje wpływy w mieście. Ale żyje jeszcze Sam, ostatni syn Gabriela. Póki ten kutas chodzi po tym świecie, rodzina pozostanie w całości – powiedział Dave, podpalając sobie papierosa zapalniczką.
– Wiem. Musimy go zlikwidować, im szybciej, tym lepiej. Potem ich grupa rozpadnie się na mniejsze bandy. A pewnie większość zdecyduje się przejść na naszą stronę – mówił Daniel.
– Panie prokuratorze, rodzina Bullitów traci swoje wpływy w mieście. Powinien pan podjąć mądrą decyzję i związać się z naszą familią – mówił Ronald.
– Zrobiliście ostatnio z nimi porządek. Ale nawet jak na tutejsze standardy, to trochę przesadziliście. Jeden czy kilka trupów może się zdarzyć, ale wasze porachunki puściły z dymem dwie miejskie dzielnice – tłumaczył prokurator okręgowy – Jestem pewien, że FBI już kogoś wysłało, aby zaczął was sprawdzać. Będziecie mieli kłopoty.
– Więc będziemy potrzebowali twojej pomocy – ciągnął Diamond.
– Tak – zaśmiał się Fritz – Cabanero mogą liczyć na moją pomoc. Ale nic za darmo. W swoim czasie, zgłoszę się po odpowiednią zapłatę – dokończył urzędnik.
Po skończonej rozmowie gangster zjawił się u szefa, któremu zdał dokładną relację ze swojego spotkania. Natychmiast po opuszczeniu Chrysler Building, Ronald wsiadł w samochód i pojechał do domu. Spore, trzypokojowe mieszkanie, w którym się zadomowił, otrzymał jeszcze od rodziny Bullitów. Otworzył drzwi, po czym przekroczył próg. Dochodził już wieczór. Nalał sobie jednego drinka z whiskey i usiadł na fotelu w salonie. Miał zamiar troszkę się zrelaksować. Nagle jego spokój zakłóciły usłyszane gwałtowne kroki na korytarzu. Odruchowo mężczyzna wyciągnął pistolet. Ktoś przestrzelił zamek w drzwiach i wszedł do środka. Do mieszkania wbiegło dwóch mężczyzna w czarnych garniturach. Błyskawicznym krokiem wkroczyli do salonu.
– Boogie, bierz tego skurwysyna – krzyknął jeden z facetów.
Na te słowa drugi z mężczyzn wyrwał szybkim ruchem pistolet z ręki Ronalda, powalając gangstera ciosem w twarz. Diamond upadł na podłogę. Do pokoju wszedł teraz trzeci mężczyzna. W ustach popalał sobie długie cygaro. Ronald od razu poznał tożsamość intruza. Był to Julio Augustino, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników rodziny Bullitów.
– Nawet nie zmieniliście mieszkania. Byłeś taki pewny, że ręka Bullitów cię nie dosięgnie – syczał Augustino – Boogie, Bolt, zwiążcie tego śmiecia i przywiążcie do krzesła. Mam ochotę na noc tortur. Wymyślnych tortur – powiedział mafioso do swoich pomocników.
Ronald został dokładnie związany i posadzony na krześle.
– To mój koniec – myślał sobie mężczyzna – muszę coś wymyślić, ale co?
– Zamiast mnie zabijać, powinniście dołączyć do Cabanero. Jestem teraz u nich ważną szychą.
Julio zaśmiał się na cały głos. Podszedł do związanego gangstera.
– Pozycję kupiłeś sobie głową Gabriela. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem wierny swoim przełożonym. To podstawowa zasada każdej mafii – mówił Augustino.
– Zasady w świecie bezprawia? Nie rozśmieszaj mnie, Julio. Za odpowiednią cenę każdy da się przekupić. Miałem plan obalenia Cabanero i stworzenia własnej grupy.
– A co może zrobić ktoś, kto właśnie za kilka chwil umrze w potwornych męczarniach? – kontynuował Julio.
– Jeśli mnie uwolnisz, wyciągniesz z tego większe zyski. Półświatkiem przestaną rządzić jakieś zasrane rodzinki, każdy sam będzie mógł ustalać zasady, nie będzie musiał wcześniej lizać dupy jakiemuś staremu kutasowi – powiedział Ronald.
Słowa mężczyzny zaintrygowały jednak Augustino.
– Rozwiążcie go – wydał komendę swoim ludziom.
W oczach Diamonda widać było błysk.
– Nie pożałujesz tego, Julio. Zrobię cię moimi oczami i uszami.
– Obym tego jednak nie pożałował – odparł mafioso.
Zbliżał się już świt nowego dnia nad Nowym Jorkiem, kiedy agent specjalny Thommy Monaghan, w otoczeniu kilku swoich ludzi, zjawił pod Chrysler Building. Mężczyźni weszli do wielkiego biurowca. Windą skierowali się w stronę najwyższego piętra. Po chwili Thommy wszedł do biura Daniela Cabanero, z którym wcześniej omówił się na specjalne spotkanie.
– Jesteś już Monaghan. Siadajcie, mamy kilka spraw do szybkiego obgadania – stwierdził Daniel.
– Wiesz, że FBI skierowało mnie do miasta, abym zajął się przestępczością zorganizowana. Ja jednak po namyśle zdecydowałem się wyciągnąć do was rękę – mówił agent federalny – Wiem, że ostatnia heca w mieście to sprawka Bullitów. Szefostwo nad nimi sprawuje obecnie Samuel William Bullit, najmłodszy i ostatni żyjący syn don Gabriela. Pomóżcie mi złapać tego skurczybyka i zdobyć dowody obciążające go za krwawe wydarzenia w mieście, a pozostawię was i wasze interesy w świętym spokoju – skończył mówić.
Cabanero zamyślił się chwilę, po czym udzielił odpowiedzi.
– Myślę, że możesz liczyć na naszą pomoc. Ale musisz dać nam gwarancję, że po wszystkim nie będziesz ingerować w nasze sprawy.
– Zgadzam się – odparł Thommy.
Do leżącej na Long Island luksusowej rezydencji Bullitów podjechały dwa czarne samochody. Z jednego z nich wyszedł ubrany w szary płaszcz Julio Augustino. Wszedł do środka rezydencji i skierował się w stronę gabinetu swojego szefa.
– Julio, jesteś wreszcie – powiedział Sam siedzący przy swoim biurku – Mam nadzieję, że wykonałeś zadanie, które ci powierzyłem. Powiedz, czy pozbyłeś się tego skurwysyna, który zarąbał mojego ojca?
– Tak.
– Mam nadzieję, że nieźle ten posraniec cierpiał przed śmiercią? – ciągnął nadal gangster.
– Zgadza się. Moi ludzie torturowali go. Później wykitował – odparł krótko.
– I dobrze. Teraz czas zająć się innymi, ważnymi dla nas sprawami.
Nagle dwójka mężczyzn usłyszała dobiegające zza drzwi strzały.
– Co się dzieje? Chyba ktoś nas zaatakował? – wykrzyczał Sam, wyciągając z przypiętej do swojego pasa kabury pistolet.
Z zaparkowanych przy rezydencji samochodów wyszło czterech mężczyzn z pepeszami w dłoniach. Zaczęli gwałtownie ostrzeliwać teren, zabijając każdego, kto tylko nawinął się na lufy ich broni. Po około dwóch minutach ostrzał ustał. Sam z pistoletem w dłoni otworzył ostrożnie drzwi swojego gabinetu. Wyszedł na korytarz. Wszędzie leżały ciała zastrzelonych gangsterów. Nagle Bullit poczuł na plecach dotyk rewolweru. Szybko zorientował się, co się stało.
– Rzuć broń – powiedział krótko Julio.
– Ty zasrany zdrajco – wysyczał Sam.
Nagle otrzymał postrzał w nogę. Upadł na ziemię i zaczął krzyczeć z bólu. Augustino zawołał swoich ludzi, którzy to właśnie przed momentem dokonali masakry w apartamencie. Ranny mafioso wszystko obserwował z niepokojem.
– Pozbyliśmy się wszystkich, szefie.
– Dobrze – powiedział Augustino.
– I co? Zabijecie mnie teraz pieprzeni zdrajcy? – krzyczał ranny Bullit.
W tym momencie do apartamentu wkroczył spokojnym krokiem Ronald Diamond. Znalazł się przed obliczem postrzelonego przestępcy.
– To ty! Przekupiłeś moich ludzi, reszty kazałeś się pozbyć.
– Julio, dobrze się spisałeś – skwitował krótko Ronald – Tego śmiecia zlikwiduj – wydał szybkie polecenie.
Mężczyzna wyciągnął przed siebie pistolet i strzelił w głowę Bullitowi, błyskawicznie go uśmiercając.
– Zorientuj się Augustino, ilu z ludzi Bullitów będzie chciało dla nas pracować – powiedział Ronald – Teraz przyszła pora, aby zająć się także rodziną Cabanero. Gdy już pozbędziemy się i ich, powołamy jeden Syndykat, który to przejmie nieograniczoną kontrolę nad przestępczym światem Nowego Jorku.
Ciąg dalszy nastąpi…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Jerzy Jaśkowski -
Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 4 (ostatnia)
Plan zainicjowany przez Ronalda powoli nabierał kształtów. Po pozbyciu się szefa rodziny Bullitów, większość pracujących dla niego gangsterów zdecydowała się dołączyć do Diamonda. Od poufnych informatorów na mieście mężczyzna dowiedział się o współpracy zawartej przez Daniela Cabanero z przybyłym do Nowego Jorku agentem federalnym. Pozbycie się wścibskiego członka FBI było niezbędne do powołania Syndykatu. Podobnie sprawa miała się z wyeliminowaniem rodziny Cabanero.
Diamond znajdował się w tej chwili w biurze swojego szefa, który siedział za drewnianym biurkiem.
– Doszły nas słuchy, że Sam Bullit nie żyje – powiedział Daniel, przeglądając leżące przed nim papiery.
– Tak. Załatwili go jego właśni ludzie. Większość zapewne wkrótce do nas dołączy. To pewne – odparł Ronald przecinając rozmówcę swoim wzrokiem.
– Skończył tak, jak od początku powinien.
– Wkrótce do niego dołączysz i ty, głupcze… – wymamrotał cicho Diamond, po czym opuścił pomieszczenie.
Thommy Monaghan był wściekły, kiedy dowiedział się o śmierci Sama Bullita. Cały jego plan spalił na panewce. Postanowił zerwać dalszą współpracę z rodziną Cabanero. Na nic w końcu nie mogli już mu się przydać. Agent wynajmował jeden z pokoi w hotelu ”Rome”, znajdującym się blisko centrum Nowego Jorku. Ściemniało się już. Nagle do pokoju Thommy’ego ktoś zapukał.
– Proszę wejść – odrzekł spokojnie mężczyzna, siedzący w fotelu.
Do środka wszedł tajemniczy człowiek w czarnym garniturze, z białym kapeluszem na głowie. Był to Julio Augustino.
– Czego pan ode mnie chce? – zapytał agent FBI.
Na te słowa Augustino wyciągnął swój pistolet i skierował w stronę Monaghana.
– Czy jest pan agentem federalnym, który przybył do miasta kilka tygodni temu? – zapytał Julio ze spokojem w głosie.
– Tak. Liczyłem się z tym, że prędzej, czy później kogoś po mnie wyślą.
– Zgadza się. Pozdrowienia od Syndykatu – na te słowa gangster zaczął oddawać strzały prosto do stojącego przed nim mężczyzny.
Po chwili martwy agent upadł na ziemię. Mafioso spojrzał na leżącego w kałuży krwi trupa, po czym jak gdyby nigdy nic się nie stało opuścił pokój hotelowy.
Bracia Daniel i Dave Cabanero jedli właśnie razem obiad w jednej z włoskich restauracji należących do rodziny. Rozmawiali oczywiście o swoich przestępczych interesach.
– Powinniśmy się cieszyć, Dave. Bullitowie, którzy byli dla nas największymi wrogami, już zostali pokonani – mówił szef mafijnego rodu.
– Nie ufam twojemu doradcy. Ten cały Diamond od samego początku wydaje mi się podejrzany – odparł brat.
– On nie stwarza dla nas żadnego zagrożenia. W dowolnym momencie mogę kazać go zlikwidować – odpowiedział Daniel – Ale póki co Ronald jest nam wierny – dokończył.
Nagle dwaj mężczyźni usłyszeli jakieś dziwnie brzmiące hałasy, dochodzące z poza lokalu.
– To chyba strzały – powiedział gwałtownie Dave, wstając od stolika.
Do restauracji wkroczyli dwaj mężczyźni w biało-czarnych garniturach, w rękach trzymający naładowane pepesze. Po chwili dołączył do nich i trzeci człowiek. Bracia Cabanero rozpoznali w nim Ronalda Diamonda. Ten trzymał w ustach cygaro, wrednie uśmiechając się do stojących przed nim gangsterów.
– Miałem przeczucia, że nas zdradzisz – krzyknął młodszy z braci.
– Wasz czas się już skończył. Czas rodzin mafijnych już się skończył. Większość waszych ludzi skusiła się na moją propozycję i też was zdradziła. Resztę kazałem wykończyć – mówił Ronald – Teraz powołam jeden Syndykat, który swoimi wpływami obejmie całe miasto.
Daniel ostrożnie wyciągnął rewolwer. Szybko wyciągnął przed siebie i oddał strzał w kierunku Diamonda. Mafioso otrzymał ranę w ramię, po czym osunął się krwawiący na ziemię.
– Zabić ich – krzyknął ranny.
Dwaj bandyci zaczęli strzelać ze swoich automatów w kierunku braci. Ci zostali błyskawicznie zmasakrowani i padli martwi na podłogę. Rannego od postrzału, nieprzytomnego Ronalda gangsterzy szybko zanieśli do samochodu, po czym zawieźli do najbliższego szpitala miejskiego.
Mężczyzna ocknął się po kilku godzinach. Leżał w szpitalnym łóżku. Obok niego siedział na krześle Julio Augustino.
– Ile czasu byłem nieprzytomny?
– Kilka godzin, szefie. Ale możesz być spokojny, nasze zadanie zakończyło się pełnym sukcesem. Bracia Cabanero nie żyją. Większość ich ludzi przyłączyła się do nas.
– Wkrótce Syndykat będzie rządził tym cholernym miastem – powiedział Diamond.
– Mamy jeszcze sporo pracy – skwitował Augustino.
Już następnego dnia gangster został wypisany ze szpitala. Zarządził tajne spotkanie członków nowo powołanego Syndykatu. Kilkudziesięciu ludzi z przestępczego półświatka zebrało się w luksusowym hotelu ”Dollar Bill” na Manhattanie. Wszyscy usiedli przy okrągłym stole w jednej z najbardziej wystawnych sal. Ronald siedział w centralnym miejscu, obok niego był Julio. Mężczyzna powstał.
– Witam wszystkich zebranych. Cieszę się, że aż tak wielu z was pozytywnie odpowiedziało na moją propozycję. Jesteśmy tutaj, aby omówić nowe rozdanie w mieście. Czasy rządów wpływowych rodzin mafijnych dobiegły już końca. Teraz nic w Nowym Jorku nie będzie mogło wydarzyć się bez wiedzy i zgody Syndykatu – oznajmił Diamond.
– Syndykatu Zbrodni! – odezwał się jeden z zebranych na miejscu.
– Tak. Taka nazwa będzie bardziej odpowiednia dla tego, co planujemy – odparł Ronald.
Pozostali poparli te słowa gorącymi oklaskami. Nadszedł czas wielkiego triumfu dla Diamonda. Jeszcze pół roku temu był nikim, ledwie marnym weteranem wracającym do kraju po kilku latach wyniszczającej wojny. Teraz stał na czele prawdziwego mafijnego imperium. Wydawało się, że nikt już nie będzie w mocy mu się przeciwstawić.
Do pomieszczenia nagle wszedł niespodziewanie jakiś dziwny, łysy mężczyzna. Swoim niecodziennym wyglądem przyciągał uwagę zebranych gości. Ubrany był w długi, czarny płaszcz, na szyi miał srebrny naszyjnik. Człowiek ten stanął.
– Kim jesteś i czego tu szukasz? – krzyknął Julio.
Przybysz ukłonił się wszystkim zebranym.
– Nazywam się Vitus Stanislav Lavrus, jestem płatnym zabójcą. Chciałbym zostać członkiem waszego Syndykatu – oznajmił.
– Jeśli jesteś rzeczywiście dobry w swoim fachu, to myślę, że znajdziemy tutaj dla ciebie miejsce – powiedział Ronald – Możesz na razie usiąść i poczuć się jak u siebie w domu.
– Teraz to Syndykat Zbrodni stanie się prawem. Każdy uliczny bandyta będzie od dzisiaj musiał dla nas pracować, w przeciwnym wypadku zostanie zlikwidowany – mówił Augustino.
– Powinniśmy pokazać swoją siłę! – krzyknął ktoś z zebranych w sali.
– I zrobimy to! – krzyknął Diamond – Zabijemy komisarza miejskiej policji. Będzie to dobry pokaz naszych możliwości, nasi wrogowie zaczną srać pod siebie – kontynuował.
Na te słowa gangsterzy odpowiedzieli oklaskami. Już wkrótce cały Nowy Jork poznać miał na własnej skórze, czym jest brutalny i bezwzględny Syndykat Zbrodni.
Tego dnia komisarz nowojorskiej policji John Rolff, jak zwykle, przebywał w swoim gabinecie, zajmując się codziennymi obowiązkami. Niedawno dowiedział się o śmierci agenta FBI Thommy’ego Monaghana. Już dawno przewidział to, więc nie był tym faktem szczególnie zszokowany. Od zawsze policjant wiedział, że z tutejszymi gangsterami żartów po prostu nie ma. Po skończeniu pracy, mężczyzna opuścił budynek komisariatu, wsiadł do samochodu i odjechał w kierunku domu. Po pół godzinnej drodze dotarł wreszcie na miejsce. Wysiadł z pojazdu. Była godzina 22.00. Szedł jedynie lekko oświetloną ulicą. Spostrzegł dwóch młodych ludzi podążających za nim.
– Pewnie to jacyś uliczni złodziejaszkowie – wymamrotał do siebie cicho, ręką dobywając pistoletu w kieszeni.
Podejrzani mężczyźni rzucili się natychmiast na komisarza, błyskawicznie obezwładniając go i rzucając na ziemię. Wyrwali mu z ręki broń i zaczęli go kopać. Jeden z napastników ogłuszył funkcjonariusza. Ten zemdlał. Gangsterzy załadowali go do bagażnika samochodowego, po czym odjechali.
Komisarz Rolff ocknął się po upływie kilkudziesięciu minut. Leżał przywiązany do starego łóżka w jakimś potwornie zaniedbanym pokoju. Smród unoszący się w powietrzu był nie do zniesienia. Nagle do pomieszczenia weszli dwaj bandyci, którzy napadli na ulicy mężczyznę. Spojrzeli na swojego więźnia i zaczęli wrednie się do niego śmiać.
– Teraz jesteś całkowicie na naszej łasce, policyjny śmieciu. Pozdrowienia od Syndykatu Zbrodni – powiedział jeden z gangsterów, wbijając nóż w dłoń związanego. Ten aż zawył na cały głos z bólu.
– Kim wy, do kurwy, jesteście? Zabijcie mnie już, bo nie zniosę takich tortur – błagał komisarz.
– Chciałbyś. Będziemy dręczyli cię tak długo, aż wysrasz własne flaki. Będziesz kwiczał jak zarzynany dzik! – otrzymał w odpowiedzi.
– Nie! – rozległ się po całym pokoju głośny okrzyk rozpaczy.
Gangsterzy całą noc brutalnie torturowali komisarza, wymyślając coraz to bardziej zwyrodniałe sposoby upodlania człowieka. W końcu na ranem zdecydowali się dobić ledwo żywego mężczyznę ”łaskawym” strzałem z rewolweru w potylicę. Nie mniej swoją robotę wykonali dobrze. Powiadomili swoich przełożonych o wykonaniu powierzonego im zadania.
Tymczasem nadszedł już nowy rok 1946. Członkowie Syndykatu nie próżnowali. W ciągu ostatnich dni zaczęli wprowadzać swoje porządki w mieście. Ludzie pracujący dla nowej organizacji zaczęli zastraszać cały nowojorski światek przestępczy. Kto nie chciał podporządkować się Syndykatowi Zbrodni był natychmiast likwidowany. Nawet ciesząca się sławą wyjątkowo niebezpiecznych banda Irlandczyków musiała się ugiąć. Pewnej nocy gangsterzy porwali śpiącego lidera grupy Thomasa O’Donella prosto z jego łóżka. Po uprzednim obcięciu delikwentowi języka i genitaliów powieszono tego psychopatę na jednej z ulicznych latarni, ku przestrodze dla innych. Podobny los spotkał jeszcze kilku innych niepokornych.
Syndykat Zbrodni stał się wielką federacją przestępczą. Na jej czele stała składająca się z pięciu członków rada. Należeli do niej: Ronald Diamond (który został wybrany na przewodniczącego), Julio Augustino, Angus McConnor (reprezentujący Irlandczyków), Jonathan Kalkstein (nazywany ”królem nowojorskich sutenerów”) oraz Pedro Sanchez (dawny księgowy i główny ekonomista rodziny Cabanero). Każda decyzja odnośnie działań podejmowanych przez organizację musiała zostać przegłosowana w tym gronie i być jednogłośnie przyjęta. Aby kogoś odwołać z rady, czterech jej członków musiało poprzeć taką decyzję. Kolegialny system zarządzania wielu pospolitych gangsterów przyjęło z zadowoleniem. Mieli oni dość despotycznych i patrymonialnych rządów kolejnych donów. Nowe porządki wydawały się dla wielu niezwykle kuszące.
Dzisiaj właśnie odbyć miało się jedno ze spotkań rady Syndykatu Zbrodni. Zostało ono zwołane na specjalne życzenie Ronalda. Wszyscy zebrali się w sali konferencyjnej jednego z luksusowych miejskich hoteli. Wszystkie wejścia i wyjścia pilnowane były przez ochroniarzy. Nikt nie miał prawa przeszkadzać członkom organizacji w ich obowiązkach.
– Szanowni przyjaciele radni, zwołałem dzisiaj nas tutaj na spotkanie, aby przedstawić pod głosowanie pewną ważną sprawę – oznajmił Diamond.
– O co chodzi, mów prędko – odezwał się Kalkstein, popalający w ustach drogie cygaro.
– Pozbyliśmy się ostatnio komisarza policji miejskiej Rolffa, ale uważam że jest jeszcze jeden człowiek z kręgów władz, który nam zagraża. Mianowicie jest nim prokurator okręgowy David Fritz.
– Fritz to przekupna kurwa, nie stanowi dla nas żadnego zagrożenia – powiedział Sanchez, na co pozostali radni (poza Ronaldem) odpowiedzieli gromkim śmiechem.
– Mimo wszystko nasz przewodniczący może mieć trochę racji – tłumaczył Augustino – Jasne, to moralny śmieć, który bierze pieniądze od kogo leci, ale zbyt wiele wiedział o działalności Bullitów i Cabanero. Jeśli już czyścimy miasto z wszelkiej maści szumowin mających w przeszłości kontakty z tymi dwoma rodzinami, to i Fritza powinniśmy rozwalić – dokończył swoją myśl.
– W sumie, jeden skurwiel mniej czy więcej, nie robi wielkiej różnicy. A dzięki temu dodatkowo zastraszymy tych, którzy mieliby choć ulotną myśl stawić się nam – spokojnie powiedział Angus.
– Kto więc popiera mój pomysł? – zapytał Ronald.
– Jestem za! – odparł Julio.
– Też jestem za – potwierdził Sanchez.
– I ja też – stwierdził Angus.
– Więc ja też – wypowiedział Kalkstein.
– Tak więc jesteśmy w tej kwestii jednogłośni. I bardzo dobrze, podjęliście panowie radni bardzo dobrą decyzję – mówił Diamond.
Płatni zabójcy nasłani przez organizację jeszcze tego samego wieczoru ”złożyli wizytę” panu prokuratorowi. Mężczyzna mieszkał w luksusowym, ogrodzonym apartamencie leżącym niedaleko poza Nowym Jorkiem. Nie stanowiło to jednak problemu dla bandytów Syndykatu Zbrodni. Kiedy David Fritz pracował w swoim gabinecie, dwóch gangsterów wdarło się niepostrzeżenie na jego teren prywatny. Otworzyli drzwi łomem, po czym głośno krzycząc wkroczyli do środka. Urzędnik usłyszał te wrzaski, jednak nim zdążył cokolwiek zrobić, do pokoju, w którym przebywał weszli przestępcy. Jeden z nich uderzył Fritza w głowę metalowym prętem. Mężczyzna osunął się na podłogę. Gangsterzy zaczęli niezwykle brutalnie okładać go po całym ciele.
– Zwiąż tego skurwysyna, Genseck, pobawimy się nim trochę – powiedział jeden z zakapiorów, na co jego towarzysz posłusznie wykonał polecenie wrednie śmiejąc się.
Napastnicy dokładnie związali prokuratora, po czym zaczęli wymyślnie go torturować. Jeden z bandytów zaczął masakrować mu twarz. Oby zwyrodnialcom sprawiało to przyjemność.
– Nie.. proszę już… – wycharkał ledwo żywy Fritz.
Na te słowa mężczyzna został spoliczkowany. Przez kolejną godzinę dwaj mafiozi obcięli prokuratorowi obcęgami wszystkie palce u rąk. Gdy już znudziły ich kolejne sposoby zadawania bólu, postanowili ”ulitować się” nad więźniem.
– Riki, powinniśmy już dobić tego pedała, jest ledwo żywy, a mi już znudziły się tortury – powiedział Genseck.
– No w sumie, masz rację. Weź rozpruj mu bebechy na wylot, żeby się wykrwawił albo rozpierdol czaszkę strzałem z pistoletu, wybór należy już do ciebie – odparł popalając papierosa drugi z bandziorów.
– No dobra.
Genseck wziął do ręki swój pistolet, przeładował po czym przystawił ciągle jeszcze żywemu Fritzowi do potylicy. Oddał jeden precyzyjny strzał, który go uśmiercił błyskawicznie. Ciało upadło zakrwawione na podłogę. Następnie, jak gdyby nigdy nic, dwaj zwyrodnialcy opuścili apartament należący do prokuratora. Wykonali powierzone im zadanie.
Porządki zaprowadzane przez Syndykat Zbrodni w Nowym Jorku istotnie dobrze komponowały się z nazwą tej organizacji. Szokujące swoją brutalnością morderstwa, porwania, pobicia i tortury wzbudzały strach większości mieszkańców. Nawet politycy nie mogli czuć się bezpiecznie, po tym co spotkało prokuratora Fritza i komisarza Rolffa. Ludzie na usługach tej bandy zaczęli niemal wielbić przemoc. Mogli bezkarnie dopuszczać się najbardziej podłych czynów. Wszyscy się ich bali. Nikt nie chciał zadrzeć z Syndykatem.
Nowym szefem miejskiej policji został 46-letni Roger Stankowski. Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli zacznie zwalczać zbrodniczą organizację, ta błyskawicznie wyda na niego wyrok śmierci, który najpóźniej po upływie kilku dni zostanie wykonany przez jakiegoś wynajętego zakapiora.
Ronald Diamond był zadowolony z sytuacji w mieście. Powołał do życia instytucję, która błyskawicznie przejęła absolutną kontrolę nad Nowym Jorkiem. Ambicją gangstera było jednak rozszerzenie działalności również na inne ośrodki miejskie w Stanach Zjednoczonych. Nie było to szczególnie trudne. Ludzie sami przecież pchali się do pracy dla Syndykatu.
Burmistrz miasta Roger Hill gościł właśnie na specjalnym przyjęciu charytatywnym. Jego celem było zebranie funduszy na rzecz potrzebujących. Mężczyzna odbywał wiele rozmów z lokalnymi biznesmenami i politykami. Nagle podszedł do niego człowiek w szarym garniturze z czarnym kapeluszem na głowie.
– Musimy porozmawiać na osobności, szanowny panie burmistrzu – powiedział cicho tajemniczy przybysz.
– No, dobrze – westchnął.
Dwójka opuściła bankiet i udała się na ubocze. Hill zorientował się, że najprawdopodobniej zaczepił go jeden z członków Syndykatu Zbrodni.
– Domyślam się, szanowny panie, że należysz do Syndykatu i to on cię do mnie wysłał – powiedział burmistrz.
– Tak. Nazywam się Eberhard Donelly i jestem członkiem organizacji. Przysłano mnie tutaj, abym poważnie z panem porozmawiał.
– Nie zastraszycie mnie. Nie będę tolerował waszej bandyckiej działalności, już wyznaczyłem nowego komisarza miejskiej policji, zajmie się wami niezwłocznie – mówił niewzruszony polityk.
Gangster zaśmiał się i wyciągnął z kieszeni rewolwer.
– Teraz pan fika, ale nie będzie pan taki hardy kiedy przyślemy do pana naszych chłopców. Oni nie znają się na żartach. I nie znają słowa litość – odparł pewny siebie Donelly.
– Jestem cholernym burmistrzem, nie uda się wam mnie nastraszyć. Możesz powiedzieć swoim szefom, że nie spocznę póki nie zgnijecie wszyscy w więzieniu albo nie zaczniecie wąchać kwiatków od spodu.
Jego rozmówca się głośno zaśmiał. Poklepał burmistrza po ramieniu z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
– Nawet nie zdajesz sobie sprawy, śmieciu, jak szybko zrewidujesz swoje poglądy w tej materii.
Po wygłoszeniu tych słów mężczyzna spokojnie odszedł.
Tymczasem do Nowego Jorku przybył Abraham Scurvy, najpotężniejszy gangster z Jersey City. Nazywano go ”czerwonym diabłem” – odnosiło się to zarówno do jego wybuchowego, gwałtownego charakteru, jak i indiańskiego pochodzenia mężczyzny. W otoczeniu grupy ludzi zjawił się w jednym z najbardziej luksusowych hoteli w mieście. Spotkać miał się z liderem Syndykatu, Ronaldem Diamondem.
– Witam w mieście, cieszę się, że tak szybko pan się tutaj stawił – powiedział Diamond.
– Interesy nie mogą czekać. Lepiej już do nich przejdźmy – odparł krótko Scurvy.
Dwaj mężczyźni weszli do specjalnie przygotowanej dla nich sali i usiedli razem przy stole.
– Syndykat Zbrodni włada niepodzielnie Nowym Jorkiem. Każdy uliczny bandyta dla nas robi. Ale nasze ambicje ciągle rosną i nie są zaspokojone – mówił Diamond – Chcielibyśmy rozszerzyć naszą działalność na inne obszary kraju. I liczymy, że pan nam w tym pomoże – skończył mówić.
– Tylko ja rządzę w New Jersey. Nikt inny. Wasze zakapiory mogą sobie terroryzować nowojorczyków, ale mnie nie przestraszą. Zadam więc wam tylko jedno proste pytanie: co zamierzacie mi zaoferować, bym zechciał podjąć z wami współpracę?
– Niech pan będzie spokojny, dogadamy się. I pan na tym zyska, i my na tym zyskamy – odpowiedział Ronald.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Jerzy Jaśkowski -
Naga rzeczywistosc ukrytych pragnien
Początkowo jak większość mężczyzn byłem do przesady zazdrosny. Nie znosiłem gdy inni niby miłą rozmową ją adorowali lub gdy ściskała się z kimś na powitanie. Gdy pierwszy raz byliśmy na kąpielisku leśnym, Ala miała jednoczęściowy strój kąpielowy, takie różowe body. Po małym wspólnym pływaniu wychodząc z wody doznałem szoku. Jej zmoczony materiał tego stroju całkowicie prześwitywał. Wyglądała prawie jak nago, stwardniałe od zimnej wody sutki dodatkowo podkreślały ten obraz ale największą uwagę przyciągał widok wyraźnie ciemniejszego, od naturalnych kręconych włosków trójkącika łonowego.
Nie wiedziałem czy mam ją zasłaniać rękami czy szybko biec po ręcznik. Byłem zmieszany, wydawało mi się że wszyscy na nas patrzą i to widzą. Krótkie dojście na koc było wiecznością, jednak już wtedy oprócz zażenowania czułem niezrozumiałe uczucie podniecenia.
Zorientowałem się, że podniecają mnie przypadkowe sytuacje gdy ktoś obcy podglądnie w jakiś sposób moją ukochaną np. w wesołym miasteczku gdy wsiadaliśmy do wagonika, pan obsługujący sprawdzając zabezpieczenie, patrzył na jej białe majtki widoczne pod spódniczką.
Z czasem sam zacząłem stwarzać różne akcje przypadkowo-ułatwiające nacieszenie oka innym. Plaże naturystyczne to idealne miejsce do naturalnej realizacji tych pragnień, jednak tutaj brak jest adrenaliny związanej z tabu.
Bez większego problemu żona zgodziła się na letnie spacery w sukience bez bielizny. W Egipcie podczas morskiej kąpieli poprosiłem aby zdjęła i dała mi własne majtki, potem płynęliśmy wzdłuż wypełnionej ludźmi plaży, w wodzie niemal ocieraliśmy się o grających w piłkę mężczyzn.
Podczas wczasów w Turcji nasz kompleks hotelowy oddzielony był od głównej restauracji rozległym ogrodem. Z pokoju przechodziliśmy przez hol ozdobiony ceramicznymi figurkami zgrabnych niewiast. Zrobiłem żonie kilka fotek po czym powiedziałem:
– Masz figurę jak ta kobieta z posągu, opuść ramiączko bluzeczki i wystaw do zdjęcia kawałek piersi.
– No co ty, widzisz że co chwilę ktoś przechodzi a poza tym pan ogrodnik cały czas na mnie patrzy.
Faktycznie teraz zauważyłem, że pan podlewający trawę podszedł bliżej i z zaciekawieniem przyglądał się naszej sesyjce. To jeszcze bardziej zdopingowało mnie do odważniejszych zdjęć. Alicja jednak nie dała się namówić mówiąc:
– Teraz tego nie zrobię ale jak będziemy wieczorem wracać z kolacji to wtedy.
W drodze powrotnej moja piękność zaczęła niczym modelka przybierać różne pozy w coraz śmielszych odsłonach. Poprosiłem aby całkiem zdjęła bluzeczkę i spódniczkę. Była teraz jedynie w białej koronkowej bieliźnie, pozbyła się też bucików. Robiłem zdjęcia a moja gwiazda spacerowała na paluszkach. Gdy zdjęła biustonosz pozostając jedynie w majtkach usłyszeliśmy jakieś szmery. Okazało się, że przy schodach stoi dwóch hotelowych pracowników obserwujących nas. Na nasze zmieszanie zaczęli chować się w cień i całkowicie umilkli.
Zaproponowałem speszonej żonie aby udawała że ich nie widzimy, wykonam jeszcze parę ujęć i powoli pójdziemy do pokoju.
To co wydarzyło się następnie, kolejny raz wprowadziło mnie w zmieszanie osłupienia z dawką ogromnego podniecenia.
Moja Alis stanęła unosząc ręce za głowę jak kobieta na posągu. Okrąglutkie piersi sutkami patrzyły do góry. Do następnego ujęcia zasłoniła dłońmi piersi a wcześniej zdjęła całkowicie majtki. Pstrykałem i napawałem się tym widokiem, a mając świadomość dodatkowych widzów mój penis stał się całkowicie twardy. Wyglądała niesamowicie pięknie od stóp do głowy. Miała spięte swe blond włosy i zniewalający uśmiech ukazujący duże białe zęby. Zgrabne nogi, delikatne ponętne stópki, biodra regularnie zaokrąglone a pośrodku kobiecy nie depilowany trójkącik a raczej delikatny rąb swym zarostem wskazujący w kierunku pępka.
Wszystkie detale jej ciała idealne w swej odrębności oraz proporcjach. Nawet porównując zdjęcia różnych modelek nie jest to takie oczywiste we wszystkim.
– Wystarczy, zabieraj moje rzeczy bo już nie będę się tu ubierać – to mówiąc, tak jak stała całkowicie golutka zaczęła maszerować pewnym krokiem w kierunku naszego pokoju. Chcąc, nie chcąc musiała przejść obok schodów przy których stali panowie Turcy. Pozbierałem nasze rzeczy i ruszyłem za żoną. Gdy mijałem naszych obserwatorów, jeden z uśmiechem pokazał mi gest uniesionego kciuka a zaraz po tym wszyscy wpatrywaliśmy się w okrąglutki tyłeczek Alicji. Jest to kolejny niesamowity i rzadki atrybut mojej pięknej żony. Pośladki pełne i jędrne, cała pupa średniej wielkości lekko odstająca do tyłu. To jest coś, co nawet w ubraniu przyciąga spojrzenia i ogromną chęć dotknięcia, co czasami niespodziewanie się zdarza, zupełnie niepozornemu mężczyźnie… ale to już inna historia.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
J23 -
Zdzira cz. 3
Zarówno Marcin, jak i Robert byli mocno umięśnieni. Widać było, że na siłowni spędzają dużo czasu. Dla mnie trochę przesadnie zbudowani, ale Anka lubi takich napakowanych. Rozmowa z początku nie kleiła się jakoś. Za to Anka, siedząc na kolanach Roberta, nawijała za nas wszystkich. W kilka minut zdążyła opowiedzieć chłopakom, o Kaśce i o mnie. Więc już wiedzieli, że Kaśka jest przykładną żoną i matką, a ja świeżo upieczoną rozwódką. Marcin i Robert nie mówili o sobie zbyt wiele, ale dowiedziałyśmy się, że wspólnie prowadzą firmę. Po kilku kolejny drinkach i piwie, które panowie chętnie stawiali, atmosfera rozluźniła się i znalazły się tematy do rozmowy. Chłopaki okazali się bardzo sympatyczni i otwarci. Dowcipkowali, zabawiali rozmową, i co chwila wyciągali na parkiet. Robert nie odstępował Anki na krok a Marcin tańczył raz z Kaśką, raz że mną. Tańczył świetnie, mimo swoich gabarytów był lekki jak piórko. Czułam jak w tańcu jego dłonie muskają mnie delikatnie, niby przypadkiem, po tyłku, biodrach, brzuchu. Wiedziałam, że robi to specjalnie, ale miałam już mocno w czubie i nawet mi się to podobało. Po kilku minutach na parkiecie postanowiłam się przewietrzyć. Marcin zaproponował mi swoje towarzystwo. Wyszliśmy na zewnątrz. Staliśmy w bramie, przed wejściem, gadając o wszystkim i niczym. Miałam świetny humor, a alkohol zrobił swoje i delikatnie chwiałam się na swoich obcasach. Marcin objął mnie w pasie. To było miłe, nie protestowałam, i objęłam go za szyję. Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunek. Może potrzebowałam tego a może to alkohol tak mnie rozluźnił? Uśmiechnęliśmy się do siebie i wróciliśmy do środka. Robert i dziewczyny siedziały nad kolejnym piwem, a gdy tylko nas zobaczyli ruszyli na parkiet. My usiedliśmy obok siebie. Marcin od razu pocałował mnie raz jeszcze, tym razem mocniej. Poczułam jego dłoń na moim udzie, tuż przy krawędzi mojej sukienki. Gdy nie zareagowałam jego dłoń powoli, ale pewnie zaczęła sunąć w górę. Odruchowo zacisnęłam uda i spojrzałam na niego.
– Chcesz mnie tu przy wszystkich zmacać jak licealistkę? – zaśmiałam się.
-Ależ nie, zastanawiałem się, czy masz pończochy – uśmiechnął się szeroko.
– Mam rajstopy – odpowiedziałam.
– To już sprawdziłem, a majtki? – spytał bez skrępowania.
– Też mam – zachichotałam.
W tym momencie reszta towarzystwa wróciła z parkietu. Marcin z uśmiechem wstał, i biorąc mnie za rękę, zakomunikował, że teraz my idziemy tańczyć. Kaśka w przelocie puściła oczko, i posłała szeroki uśmiech.
– Baw się kochana – szepnęła mi na ucho.
W odpowiedzi puściłam do niej oko, i podążając za Marcinem, wmieszałam się w tłum.
CDN…Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Magda z biura -
Czesc osma: Iwona, odcinek piaty.
Kanapka na śniadanie tego dnia smakowała wyśmienicie do momentu gdy Beata poruszyła temat zatrudnienia sekretarki, na szczęście miałem przygotowane odpowiedzi.
– Jak ta nowa sekretarka, daje radę?
“Oj daje” przemknęło mi przez głowę, miałem nadzieję, że nic po mnie nie było widać.
– Spoko, jeszcze nie wszystko ogarnia, ale myślę, że właściwa osoba na właściwym miejscu – starałem się aby to zabrzmiało jak najobojętniej – póki co sumienna i pracowita.
A w głowie wyobraziłem sobie Gosię na jak najbardziej właściwym miejscu – na moim kutasie. Oj jaka pracowita, przypomniały mi się ruchy jej bioder i poczułem ucisk w spodniach, na szczęście siedzieliśmy przy stole.
– Jakaś laska? – nie dawała tak łatwo za wygraną.
– Yhym – łyk kawy zatuszował niezręczne chrząknięcie, ale co miałem kłamać, przecież pewnie kiedyś Gośkę zobaczy – no jasne. Niezgraby bym nie wziął – cała prawda, więc uśmiechnąłem się rozbrajająco mając nadzieję, że weźmie to za przekomarzanie się.
– To fajnie, u mnie w pracy też same Jamesy Bondy – podjęła mój ton, a mi przyszło do głowy, że na szczęście ona nie ma takich możliwości skoku w bok w pracy jak ja.
Fakt faktem nowa sekretarka okazała się służbowo strzałem w dziesiątkę, ale nie chciałem piać zbytnio z zachwytu przy Beacie, po co trącać struny zazdrości?
– Dobra, lecę, robota sama się nie zrobi – pociągnąłem łyk kawy, pocałowałem Beatę i wstałem od stołu – do wieczora, spadam.
– Dziś kończę godzinę szybciej, będę koło dziewiątej.
– Spoko, będę czekał z kolacją.
W drodze do pracy rozmyślałem o Iwonie. Często ostatnio mi się to zdarza, trochę za nią tęsknię, nie będę ściemniał.
Nie spotykamy się na klatce, nic nie wrzuca do skrzynki, nawet “stuk stuk” mam wrażenie, że słychać rzadziej.
W mojej wyobraźni kochałem się z Iwoną wielokrotnie od naszego ostatniego spotkania. Na wiele sposobów, w wielu miejscach, w wielu pozycjach, na wiele sposobów. Czasem waniliowo a czasem brutalnie, bez oporów słysząc w głowie krzyk jej bólu. Zazwyczaj fantazjowałem w dwóch miejscach – pod prysznicem, pozwalającym dać ponieść się do samego końca, potęgującym doznania ciepłą wodą i śliskim żelem, oraz w samochodzie – ale tu oczywiście tylko fantazja, zero finiszu. Kto by tu sprzątał?
Teraz też przeskakując od świateł do świateł miałem przed oczami piersi Iwony. Leżała na plecach na stole z rozrzuconymi nogami a mój członek znikał w całości w jej różowej cipce. Piersi falowały w rytm moich pchnięć, delikatnych i nieśpiesznych. Ręce miała zarzucone nad głowę, palce pląsały w gęstwie jej włosów, w nieładzie układających się na stole. Na jej twarzy malowała się przyjemność, półprzymknięte oczy dodawały jakiegoś takiego erotycznego uroku.
Na jawie, w samochodzie, mój kutas pulsował rytmicznie, nie dało się inaczej, jak zwykle dyskretnie uciskałem wzgórek mojego krocza.
Pokonałem ponad połowę drogi do pracy, czas był na zmianę pozycji, ściągnąłem Iwonę ze stołu, bez ogródek obróciłem tyłem do siebie i wszedłem od tyłu w rozpaloną cipkę. Rytmicznie posuwałem ją przyglądając się tatuażowi na jej plecach i wsłuchując w miarowe westchnięcia, które wraz z rosnącą energią pchnięć przeszły w jęknięcia. Bez litości wciskałem się w nią cały delektując się widokiem soków jej cipki cienką warstwą pokrywającą mojego kutasa. Naparłem jeszcze mocniej, do jej głośniejszych jęków doszło rytmiczne szur szur szur stołu, przesuwanego po podłodze przy każdym pchnięciu.
Jak na złość trafiłem na zieloną falę i dojechałem do pracy zanim scena w mojej wyobraźni dobiegła końca, widok Iwony przyjmującej w siebie mojego kutasa rozwiał się jak dym. Za to w moich spodniach ciągle stał twardy pal i nie wyglądało aby chciał opaść. No ładny początek dnia. Przed wyjściem z samochodu ułożyłem go jak najlepiej się dało aby zamaskować wzwód i poszedłem do biura.
Małgosia powitała mnie szerokim uśmiechem.
– Cześć twardzielu – rzuciła.
– Co ci mówiłem – warknąłem – nie mów tak, ktoś może usłyszeć.
– Ale nie usłyszał – wydęła wargi pokazując swoją dezaprobatę do mojej szorstkości i wlepiła oczy w monitor.
– Kawę mogę prosić? – spytałem łagodniej.
– Naturalnie szefie, zaraz podam – jej ton był złośliwie tak oficjalny jak tylko mógł być.
Minąłem ją i zamknąłem się w swoim gabinecie.
Dzień mijał szybko, jak się ma co robić to jakoś leci.
Było już dobrze po pierwszej gdy w narożniku ekranu mojego laptopa wyskoczyła informacja o nowym e-mailu. W sumie nic nietypowego, dostaję masę wiadomości dziennie, ale ta przykuła moją uwagę.
Nadawca: Iwona Perra
Tytuł wiadomości: “Kąpiel dzisiaj”.
Kliknąłem w dymek wiadomości, treść uzupełniała tytuł jedynie o lakoniczne “17:00”.
Jedyna Iwona jaką znałem była moja sąsiadka, ale skąd miałaby znać mój e-mail służbowy?
Dla pewności odpisałem krótko “Kim jesteś? Co masz na ścianach w sypialni?”
Ledwie 30 sekund później przyszła odpowiedź “Siebie”.
Miałem już pewność, że to ona. W końcu! W żołądku zatańczyły motylki.
Od tego momentu czas dłużył się niemiłosiernie.
Tuż przed końcem pracy do gabinetu weszła Gosia, zamknęła za sobą drzwi.
– Przeszło ci? – spytała.
– Przepraszam, ale nie możesz tak wyskakiwać.
– A jakoś mogę cię udobruchać, podeszła do biurka, oparła się o nie dłońmi i pochyliła. W głębi jej dekoltu widać było ładną dolinę między opalonymi piersiami.
– Nie ma takiej potrzeby – oschle odparłem i wstałem od biurka udając porządkowanie ładu, jaki panował na biurku. O, ten długopis leży o 5mm za bardzo w lewo a laptop za bardzo w prawo. Wyczuła, że nie mam na takie gierki ochoty, mruknęła coś pod nosem i wyszła.
Znacie to uczucie pewnie – jesteście podnieceni, uprawiacie seks albo robicie sobie dobrze i po finiszu nagle tracicie na chwilę zainteresowanie seksem i nic nie jest w stanie was ruszyć? Tak było w tym wypadku – przed e-mailem od Iwony Gośka pewnie doprowadziłaby do mojego orgazmu niewiele robiąc, teraz miałem w głowie Iwonę i nawet naga sekretarka tańcząca mi na biurku (hmmm, ale wizja ciekawa…) nie zainteresowałaby mnie za bardzo.
Skończyłem pracę szybciej niż zwykle, minąłem zdziwioną Gośkę i pojechałem do domu. Wziąłem prysznic, przebrałem się i punktualnie o piątej zapukałem do drzwi sąsiedniego mieszkania. Zero odzewu. Mimo, że byłem niemal pewien, że e-mail był od Iwony, wolałem jednak się nie pakować do środka jak kiedyś. Zapukałem mocniej i usłyszałem odległe wołanie “chodź!!!”. No to wszedłem.
Poczułem kwiatowy zapach, widać nie czekała na mnie tylko już sama wpakowała się do wanny. Drogę już znałem, pchnąłem przymknięte drzwi i zobaczyłem podobny widok jak kiedyś.
Iwona leżała bez słowa wygodnie w wannie, rozpuszczone włosy tonęły w wodzie, z jednej strony wanny z piany wystawała jej ręka z kieliszkiem wina, z drugiej noga oparta łydką na krawędzi wanny. Podszedłem i powiodłem dłonią po jej gładko wydepilowanej łydce, od stopy aż do uda znikającego w pianie. Na półkach dookoła łazienki stały dopiero co zapalone świece, tworzące ciepłą atmosferę.
– No hej – rzuciłem niby od niechcenia, ale wewnątrz skakałem z radości na jej widok.
– Hej.
– Trochę ci zeszło, nie?
– Co?
– Zaproszenie mnie.
– Nie mogłam, nie było okazji. Radek ciągle w domu.
– A teraz?
– Poleciał do Hiszpanii – i wyraźnie posmutniała. Niby miała go w dupie, ale jednak smucił ją jego wyjazd i być może skoki w bok?
– Co się martwisz? Nie robi nic innego niż ty – próbowałem zażartować, gładkość jej łydki mnie kręciła, stopa z obciągniętymi palcami wyraźnie wydłużała optycznie jej nogę.
– Nie o to chodzi, niech sobie tam robi co chce.
– A o co? – pochyliłem się i moja ręka zanurzyła się w wodzie podążając wzdłuż uda. Pojawiło się przyjemne mrowienie i poczułem jak mój członek zaczął nabierać rozmiarów.
– Nic, nieważne. Wskakuj do mnie.
Zacząłem rozpinać koszulę a Iwona sięgnęła do mojego rozporka, rozpięła pierwszy guzik, potem kolejny i kolejny, mocząc mi spodnie.
Nie zaprzątałem sobie w domu zakładaniem bokserek, więc po trzecim guziku mój kutas wyjrzał ze spodni. Iwona trąciła jego czubek paznokciem na co zareagował silnym drgnięciem i powiększaniem objętości.
– Ładny jest – oceniła. Nie patrzyłem na niego w kategorii ładny czy nie, ale muszę przyznać, że żadna nigdy nie narzekała ani na rozmiar, kształt czy smak. Porównanie miałem jedynie do aktorów porno, wśród nich mogłem jedynie stwierdzić, że plasuję się w środku stawki.
Zrzuciłem całe odzienie, nie trudziłem się układaniem gdziekolwiek, poleciało na podłogę i tak już zostało. Jej wanna była olbrzymia, spokojnie pomieściła i mnie. Wszedłem do gorącej wody i usiadłem naprzeciwko Iwony, natychmiast podała mi stopę.
– Masuj.
Takich rzeczy nie trzeba mi dwa razy powtarzać, miała ładne i zadbane stopy. Nabrałem odrobinę żelu do kąpieli na ręce, ująłem stópkę w dłonie i zacząłem delikatny masaż.
– Mmmmm – rozmarzyła się moja kochanka, oparła głowę o ścianę i przymknęła oczy – uwielbiam to.
Pieściłem jej stopę, małą i zgrabną, jednak przed oczami miałem stopy Gosi, o klasę wyżej niż to co właśnie miałem w dłoniach. Myślę, że Gośka mogłaby spróbować sił w reklamie środków do pielęgnacji tych części ciała, miała je wzorcowe.
Iwona pociągnęła łyk wina.
– Chcesz też? – i sięgnęła po jeszcze niemal pełną butelkę stojącą na obrzeżu wanny.
Nie, dziękuję, nie chcę pachnieć alkoholem po powrocie do domu.
– To masz chociaż trochę – pociągnęła niespodziewanie solidny łyk wprost z butelki, wydęła policzki i całą zawartość ust długim strumieniem wypchnęła w moją stronę. Zanim ustabilizowała strumyczek, większość chłodnego płynu rozbryznęła się po mojej klatce piersiowej i jej stopie, do mych ust trafiła ledwie odrobina. Schowała nogę pod wodę a spód stopy musnął mojego członka.
– Uuuu, proszę pana, co my tam mamy? – zaczęła delikatnie pocierać spodem stopy o delikatny naskórek mojego kutasa. Bardzo to lubię, przyjemne i jakże inne odczucie. Czasem jej palce trącały odsłoniętą żołądź powodując przyjemne mrowienie, drażniła się ze mną patrząc mi w oczy i bawiąc się kieliszkiem.
– No dobra, a teraz pogadajmy – zakomenderowałem jednocześnie zdejmując jej stopę z kutasa. Próbowała od razu położyć na nim drugą, ale zająłem się nią podobnie jak poprzednią.
– Co to miało być ostatnio?
– Ale co – udała, że nie wie o czym mowa.
– “Opowiedziałam o tobie mojej psiapsiółce”.
– Ach, to… – umoczyła usta w kieliszku i trzymała tak chwilę, wyraźnie szukając słów.
– No dobra, Ewa to naprawdę moja prawdziwa przyjaciółka. Mówimy sobie wszystko.
Mówiąc to jakby na usprawiedliwienie znów zaczęła pieścić stopą mojego kutasa.
– No fajnie, ale po co? Szukasz kłopotów?
– Jakich kłopotów, ona nikomu nie powie. I ponadto wie, że “Michał”, ale nie wie, że mieszkasz drzwi obok.
– Dalej nie wiem, czy mi się to podoba – mruknąłem, ale w sumie miałem to w dupie. Skoro z tego co pamiętam ta Ewa mieszka w Gdańsku, raczej nikomu nic złego nie wypaple.
– Spodobałoby ci się jakbyś ją zobaczył – zachichotała Iwona.
– A co, taka petarda – zaciekawiła mnie.
– Już ci mówiłam, że podobna do mnie. Ale z charakteru bardziej, niż z figury.
– I chce niby mnie poznać, tak mówiłaś?
– Spodobałeś się jej na podstawie samych opowieści.
Jej stopa wyraźnie mocniej pieściła mojego członka, miałem już na Iwonę ochotę. Zabrałem jej kieliszek z ręki, odstawiłem i lekko przyciągnąłem do siebie.
– Chodź tutaj plociucho.
– Ej tylko nie plociucho – posłusznie podniosła się w wodzie odsłaniając piersi ze sterczącymi radośnie sutkami.
Usiadła tyłem do mnie, oparła się plecami o mój tors i zaparła stopami o brzeg wanny.
– Może być? – spytała.
– Jasne – znad jej ramienia widziałem jej kształtne piersi znikające w pianie. Popatrzyłem na wystające z wody nogi, wyprostowane teraz i mokre. Ech, żebyś ty miała stopy jak Małgosia…
– Opowiedz mi o niej – moje dłonie objęły jej ciało a dłonie spoczęły na piersiach.
– A co chcesz wiedzieć? – sięgnęła po żel i obficie polała nim piersi i moje dłonie. Seksowny poślizg spowodował, że Iwona się wyprężyła a jej sutki wyraźnie stały się twardsze.
– W sumie nie wiem… Jaka jest?
– Fajna – ucięła. Moje dłonie znieruchomiały.
– Ale żeś się rozgadała… – zadrwiłem.
– No bo co mam ci powiedzieć? Może kiedyś poznasz.
– A skąd znasz mój adres e-mail? – zmieniłem temat, tamtego wyraźnie ciągnąć nie chciała.
Zanim odpowiedziała odsunęła się ode mnie trochę, sięgnęła za plecy i chwyciła mojego członka. No w końcu. Ścisnąłem jej piersi dając znak, że mi się podoba. Ale chyba już zawartość jej dłoni świadczyła najlepiej, że mi się podoba.
– A jaka to filozofia będąc prawnikiem pociągnąć za odpowiednie sznurki? Łatwo po adresie w sądzie znaleźć człowieka.
No tak, księgi wieczyste, jakieś ewidencje i jak ktoś zechce to ma mnie na widelcu.
– To wiesz o mnie wszystko?
– Wiem tyle ile mi potrzeba – ręka na członku poruszała się w rytm moich ruchów na piersiach, trochę nieporadnie ze względu na pozycję, ale to nawet mnie podkręcało, taki brak synchronizacji.
– A co to za Iwona Perra? Naprawdę się tak nazywasz?
– Nie – zaśmiała się – perra to po hiszpańsku suka. Taki sobie dla ciebie e-mail założyłam.
O żeby cię…
– No tak, sama się kiedyś mianowałaś na tę funkcję – sięgnąłem jak najniżej mogłem i dotknąłem jej cipki. Nie było mi za wygodnie ale postanowiłem choć chwilę wytrzymać. Nie sięgałem na tyle aby zatopić palce w jej wnętrzu ale Iwona odstawiła kieliszek, wolną ręką chwyciła za brzeg wanny i zaczęła kołysać delikatnie biodrami. Woda niebezpiecznie zaczęła falować, oho, znów będzie powódź.
Bawiłem się jej piersią i pieściłem skórę wokół wydepilowanej cipki, tym razem nie wyczułem nawet jednego włoska. Łechtaczka wyszła moim palcom na spotkanie, jędrna i twarda zarazem. Ręka Iwony na członku zaciskała się rytmicznie, nie było mi za wygodnie, ale ciepło rozkoszy płynącej z mojego krocza wynagradzało tę niewygodę.
Nasze ruchy przyśpieszały z sekundy na sekundę, woda chlupała już mocno o choć nie widziałem to byłem pewien, że spore placki piany opuściły wnętrze wanny aby dokonać żywota na łazienkowej posadzce. Szyja Iwony, tak bliska teraz mojej twarzy aż prosiła się o to aby się nią zająć. Pocałowałem ją delikatnie, raz za razem, pocałunek jeden obok drugiego, doszedłem do płatka ucha, złapałem go w usta i delikatnie ugryzłem. Jej ciałem wstrząsnął delikatny dreszcz.
– O tak, nie przestawaj – wyszeptała.
Nie mogłem już w takiej pozycji ciągle pieścić jej cipki, z żalem moja ręka opuściła przestrzeń między jej nogami i spoczęła na jej szyi. Ujęła moje palce w dłoń, skierowała sobie do ust i oblizała. Nie przeszkadzało jej to, że na bank musiała poczuć poza swoim naturalnym smakiem również nutę chemii wlanej do wanny. Mi też nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, to co robiła językiem na moich palcach szalenie mnie wkręcało. Gdy zlizała już wszystko co chciała znów objąłem dłonią jej szyję, przycisnąłem mocno do siebie i całowałem kark. Widziałem jak pokryła go gęsia skórka, oddech mojej kochanki przyspieszył, tak jak i ruchy jej ręki. Szalała na moim członku, ściskała go mocno uderzając nadgarstkiem o mój brzuch. Woda zaczęła już niebezpiecznie falować.
Przycisnąłem Iwonę mocniej do siebie ograniczając ruchy jej ręki, niemal zupełnie blokując.
– Zwolnij wariatko – wyszeptałem do ucha – więcej wody jest już chyba na zewnątrz.
Spojrzała a ja zaraz za nią. Nie było jednak tak źle, ledwie nieduża mokra plama na podłodze, niestety, zawadzająca o moje spodnie ciągle przecież tam leżące.
– Poczekaj – odkleiła się ode mnie, pochyliła i przekręciła pokrętło otwierające korek w dnie wanny. Woda w odpływie zabulgotała i z cichym szumem zaczęła wypływać do odpływu. Linia wody milimetr po milimetrze zaczęła odsłaniać nasze ciała, falujące piersi Iwony wyglądały zjawiskowo, sterczące sutki aż prosiły się o to by je pieścić.
Gdy już woda obniżyła się zakrywając jedynie nasze biodra i nogi Iwona wstała, zamknęła odpływ, chwilę się zastanowiła i opadła na kolana, ponownie tyłem do mnie. Resztki piany ściekały po jej ciele, krągły tyłeczek lśnił a odblaski świec tańczyły na jego mokrej powierzchni.
Klęczała teraz wypięta do mnie apetycznym tyłeczkiem, doskonale widziałem jaj cipkę ociekającą pianą jak i nęcący drugi otworek. Jej wargi sromowe były blisko mojego członka, złapałem ją za biodra i lekko docisnąłem w dół. Poczułem żar bijący z jej wnętrza na skórze członka, przysiągłbym, że płatki jej cipki owinęły mojego kutasa, spragnionego jej wnętrza. Poruszyła się w przód i tył, ślizgając się wzdłuż całej długości penisa, ręką sięgnęła w dół i delikatnie objęła palcami moje jądra. Zareagowały natychmiast, lekko uciekając do góry.
Lekkim naciskiem ręki zasugerowałem, aby się podniosła, zrobiła to posłusznie. Nie mogąc tego widzieć wyobrażałem sobie jak jej piersi kołyszą się nade mną, wzrok ciesząc widokiem jej cipki i tyłeczka wraz z pięknym otworkiem między pośladkami. Jedną dłonią gładziłem kutasa, drugą przesuwałem po skórze jej pośladka zapędzając się co chwilę między jej nogi kciukiem. Spojrzała pod siebie, zobaczyła, że moja ręka zajęta jest członkiem, szepnęła “daj” i zręcznie zastąpiła moją rękę swoją. W tej pozycji widziałem jej dłoń wystającą spomiędzy jej ud, oplatającą członka kształtnymi palcami. Pomału przesuwała się po śliskiej skórze, góra dół, jednocześnie jej dłoń wykonywała ruchy jakby delikatnie chciała mi go ukręcić. Członek na szczęście był dobrze przytwierdzony i jej zabiegi sprawiały jedynie przyjemność, rosnącą z każdą chwilą.
Teraz już obie moje dłonie zajęły się jej tyłeczkiem i udami, więcej nie byłem w stanie sięgnąć. Palce prawej dłoni utonęły w gorącej cipce, najpierw kciuk, potem zastąpiły go wskazujący i środkowy, kciuk skupił się na łechtaczce. Palce zatapiały się wewnątrz Iwony, odpowiadała na pchnięcia ruchami bioder, woda na dnie wanny cichutko chlupała nie grożąc już rozlaniem. Do dwóch palców dołączył trzeci, Iwona jęknęła z rozkoszy i zacisnęła mocniej uścisk na kutasie. Opuściła głowę niżej rozpuszczone włosy pływały w wodzie, nie zdawała się zdawać z tego sprawy. Zaparła się ręką o ścianę wanny i kontrpchnięcia jej bioder stały się mocne i gwałtowne. Niezajęta ręka sięgnęła po żel, zimny płyn rozlał się po tyłeczku i tych seksownych wgłębieniach nad nim. Czując chłód na skórze Iwona zadrżała, ja zanurzyłem rękę w ciepłej wodzie i roztarłem żel powoli i dokładnie po jej krągłościach, nie przestając penetrować jej cipki palcami. Spróbowałem dołożyć czwarty palec do pozostałych trzech znikających w jej wnętrzu, ale zaprotestowała krótkim sugestywnym “y-y”. Wycofałem palec, jednocześnie zwalniając tempo pozostałych, jakby chcąc powiedzieć “przepraszam”. Iwona ciągle pieściła mojego członka, piękne paznokcie wyglądały świetnie w swoim delirycznym tańcu wokół twardego pala. Ręka śliska od żelu, błądząca po jej ciele trafiła w końcu w okolice jej kuszącego drugiego otworka. Mając w pamięci jak ostatnio zareagowała, dotknąłem jej odbytu delikatnie kciukiem. Nie było żadnej reakcji, a na pewni nie na minus. Zacząłem śmielej krążyć wokół niego, ręka tonąca w jej cipce ewidentnie powilgotniała bardziej niż dotychczas. Powiodłem śliskim palcem wskazującym wokół jej dziurki, delikatnie, pieszczotliwie. Westchnęła i ścisnęła kutasa jeszcze mocniej. Czy ona mnie zaprasza? Sprawdźmy, co mam do sprawdzenia?
Chwilę potem upewniając się, że palec jest odpowiednio pokryty żelem, nakierowałem go w sam środek tyłeczka i delikatnie próbowałem go wsunąć. Spięła się, ale nie zaprotestowała, jedynie ruch jej bioder zwolnił jakby czekając co się wydarzy. Zwieracz ścisnął się mocniej, wycofałem palec znów gładząc jej pośladek i masując delikatnie odbyt.
– Rozluźnij się – wyszeptałem nie mogąc się doczekać ciągu dalszego, ten niezbadany chyba przez nikogo teren rozpalał mnie do czerwoności.
– Próbuję – wysapała.
– Będę delikatny i jeśli zechcesz to przestanę – skłamałem, one zawsze na początku chcą aby przestać ale nie są przekonane, ale potem “fajnie było”.
– Wiem. Bądź wyrozumiały, to mój pierwszy raz – jeśli kłamała to robiła to doskonale, uwierzyłem bez cienia wątpliwości.
Palec krążący po zwieraczu poczuł rozluźnienie, sięgnąłem po żel do kąpieli i obfite krople śliskiej cieczy trafiły dokładnie w sam środek pięknego kółeczka pośrodku jej tyłka. Znów zadrżała czując chłód. Palec dokładnie wymazałem w żelu i powiodłem jego czubkiem dookoła otworka. Puściła mojego kutasa i zaparła się obiema rękoma o ścianę wanny.
– Zrób to teraz, proszę – wychrypiała. Palce mojej drugiej ręki zwolniły ruch pozwalając się jej skupić na tym co za chwilę stanie się jej nowym doznaniem.
Wycelowałem palec w sam środek jej tyłeczka i delikatnie pchnąłem. Wsunął się w nią z lekkim oporem na jakieś 2 centymetry i poczułem, że ciało Iwony zaciska się na nim. Zatrzymałem się czekając na jej reakcję.
– Powoli – wyszeptała – trochę boli.
– Wiem, rozluźnij się, przestanie.
Dałem jej chwilę na decyzję co dalej poruszając się delikatnie w jej cipce i jeszcze delikatniej w jej dupce, może o milimetr. Poczułem rozluźnienie, nie takie jakie być powinno, ale zawsze coś. Palce w cipce przyspieszyły, lekko zgięte muskały ścianę jej pochwy, wyraźnie sprawiając jej przyjemność. Z każdą sekundą z przyjemnością zauważałem, że jej dupka się rozluźnia, gdy uznałem, że jest wystarczająco gotowa, wyprostowany palec rozpoczął dalszą drogę w głąb jej ciała. Poczuła, że tak się dzieje i znów się spięła, ale tym razem ledwie może o milimetr. Dosłownie minutę później był już cały w Iwonie, czułem przyjemne mrowienie na karku “tak, rozdziewiczam ją!”.
– Ile już? – spytała.
– Kochanie, cały palec jest w tobie.
Próbowała się odwrócić zaskoczona, jakby chcąc sprawdzić czy nie kłamię.
– Jest cały, rozluźnij się – poprosiłem, choć jej ciasnota była w sam raz.
– Wszystko OK? – spytała, domyśliłem się o co jej chodzi.
– Tak, jest jak najbardziej OK.
Jakby na potwierdzenie zacząłem palec wsuwać i wysuwać, najpierw kilka milimetrów, potem centymetrów. Jedyne co było nie tak, to samotność mojego kutasa, ona zapierała się o wannę, ja obie ręce miałem zajęte. No trudno, warto.
Penetrowałem ją rytmicznie, już teraz obie ręce pracowały w tym samym, szybkim rytmie, na zmianę – gdy palce jednej ręki się wysuwały, palec drugiej wsuwał. Czułem przez ścianę jej pochwy mijające się palce, jej biodra wróciły ze zdwojoną siłą do tańca. W pewnym momencie nagle wysunąłem płynnie palec z jej tyłka i pozostając w tym samym rytmie wsadziłem w nią kciuk. Krzyknęła cicho i biodrami uciekła lekko do przodu, ale spodziewałem się tego i dłonie podążyły za nią. Podjęła wyzwanie, biodra znów pracowały w seksownym rytmie. W końcu jedna z jej rąk oderwała się od wanny i złapała mocno kutasa.
– Jezu, jaki twardy – szepnęła. No był, teraz dopiero zauważyłem że w tej mojej skali ma 120% twardości, mimo że nie dotykany. Zwiedzanie niedostępnych dla nikogo wcześniej rejonów działało jak wiaderko viagry.
– Nie wyjmuj go – zakomenderowała, podniosła biodra wyżej wycelowała kutasa w swoją cipkę i bez ogródek nadziała się na niego zmuszając palce do wycofania.
Spojrzałem na dłoń, była pokryta obficie śluzem.
Iwona nadziewała się energicznie na mnie, pilnowałem aby zgięty teraz kciuk nie opuścił jej drugiej dziurki, byłem w siódmym niebie. W tej pozycji mogłem widzieć biodra znacznie szersze niż talia, pod jej skórą pracowały mięśnie zmuszając ciało do nabijania się na mnie z ogromną siłą. Jak ona to wytrzymuje?
W chwilach gdy unosiła się w górę widziałem członka spływającego śluzem ledwie zatopionego w niej czubkiem aby po chwili zniknąć w niej cały, po same jądra.
Nagle jedno z uniesień Iwony okazało się za wysokie i członek z plaśnięciem wyszedł z niej cały i pacnął w mój brzuch. Sięgnęła po niego, ale byłem szybszy. Bez namysłu złapałem go w palce, wyjąłem kciuk z jej tyłeczka i skierowałem tam to co powinno się tam znaleźć.
– Pomału, proszę – wydyszała.
Bez odpowiedzi wcelowałem żołądź w sam środek jej anusa i delikatnym naciskiem na jej biodra zasugerowałem, że może próbować, niech sama dyktuje. Spojrzałem przy okazji na kciuk, dla pewności. Czysty.
Pomału, jakby ze strachem lekko naparła na kutasa, czułem, że lekko znów się spięła. Pogładziłem ją po pośladkach a ona pchnęła mocniej i żołądź zniknął wewnątrz jej tyłka. Poczułem mocny ścisk i usłyszałem ciche syknięcie z jej ust, musiało zaboleć.
– Pomału maleńka – powiedziałem kojąco – już jest w środku.
– Cały – wypaliła zaskoczona, o naiwna…
– Nie, tylko czubek, ale teraz już będzie łatwiej.
Zacząłem bardzo delikatnie, żeby jej nie spłoszyć, ruszać biodrami. Centymetr wprzód, dwa, trzy… Członek zagłębiał się w jej tyłku coraz głębiej, jakże cieszący oczy widok. No i nie ukrywam, że moje olbrzymie ego teraz było łechtane w stopniu, jakiego dawno nie zaznałem.
Iwona podparła się jedną ręką na mojej nodze a drugą sięgnęła do cipki i zaczęła ją masować. Jej cipka była prawie na wysokości lustra wody i szaleńcze ruchy jej dłoni powodowały głośne chlupotanie. I bardzo szybkie. Nie protestowałem, świadomość, że nie ma przed zaspokajaniem samej siebie oporów dawała mi poczucie komfortu. Ufała mi. Przejęła inicjatywę, jej biodra znów zaczęły szaleńczy taniec, centymetr za centymetrem jej dupka pochłaniała mojego kutasa, po chwili już cały w niej znikał. Magia, wiedziałem że długo to nie potrwa, rozkosz rozlewała się z mojego kutasa na całe ciało, woda chlupała, Iwona stękała z rozkoszy “o tak, nie przestawaj, trzymaj mnie mocno, jeszcze chwila”. Faktycznie, chwilę potem zobaczyłem jak palce jej stóp przybierają nienaturalną pozycję zginając się mocno. Jej ciało przeszył spazm orgazmu, z ust wydobył się głośny jęk i chlupotanie zaczęło zwalniać aż ustało. Jej biodra zwolniły, a mi niewiele brakowało, więc złapałem ją za biodra i zacząłem podrzucać swoimi lędźwiami ciesząc oczy widokiem twardego pala znikającego raz za razem w tym seksownym tyłku.
Iwona fizycznie pozostawała bierna, ale za to werbalnie katowała moje zmysły.
– O tak, rżnij mnie jak nikt inny wcześniej, jest świetnie, ale cię czuję, spuść się we mnie, chcę poczuć jak to jest, zrobiłeś ze mnie sukę i rżnij mnie jak sukę, o tak, o tak, mocniej, mocniej, o tak, dojdź, dojedź mnie, chcę tak – wiedziała jak mnie wkręcić na najwyższe obroty.
Poczułem, że granica już została przekroczona i zostały mi ledwie sekundy, mocniej złapałem biodra Iwony i naparłem na nią mocniej.
– Oooo, tak, spuść się, chcę poczuć twoją spermę w tyłku, tak, tak… – dyszała.
Dawno nie miałem tak mocnego orgazmu. Wystrzeliłem w niej, odruchowo wbijając się w nią z całej siły jaką mogłem z siebie wykrzesać. Krzyknęła głośno z bólu i odruchowo próbowała uciec do przodu, ale ją przytrzymałem. Jej ciało przeszył dreszcz, penetracja musiała być bolesna. Dosłownie jeszcze kilka sekund drżała a z jej ust wydobywał się cichy jęk. Pogładziłem Iwonę po plecach i pośladkach jakby usprawiedliwiając swoją brutalność.
– Poczekaj – wydyszała. Trwaliśmy tak bez ruchu przez może 30 sekund, łapiąc oddech. Dopiero teraz uzmysłowiłem sobie, że ja również dyszę z wysiłku.
Iwona w końcu drgnęła i zaczęła zsuwać się z mojego kutasa, co było tym łatwiejsze, że zaczął tracić swoją twardość. W końcu wyszedł z niej cały i zanim odbyt się całkowicie zacisnął wyciekła z niej strużka spermy. Odwróciła się do mnie i spojrzała z obawą na moje przyrodzenie. Ująłem ją pod brodę, skierowałem jej wzrok na swoje oczy.
– Wszystko jest OK – powiedziałem miękko.
– No nie wiem co się może dziać – usprawiedliwiła się przepraszająco.
– Ale nic się nie zadziało. Przepraszam, że było za mocno.
– Nie było. A nawet jeśli to podobało mi się – uśmiechnęła się i pocałowała namiętnie w usta.
Odkręciła wodę i przytuliła się do mnie kładąc głowę na mojej piersi. Wanna zaczęła napełniać się gorącą wodą bo ta, w której leżeliśmy była już chłodna, nawet wcześniej tego nie zauważyłem.
– Nie kochaliśmy się jeszcze u ciebie – powiedziała nagle.
– I nie będziemy – starałem się aby to nie zabrzmiało szorstko – Bea wyczułaby od razu zapach innej kobiety, całego mieszkania nie umyję.
Iwona westchnęła z dezaprobatą.
– No trudno.
Wanna napełniła się wodą, wykąpaliśmy się i wyszliśmy.
Wycierałem Iwonę miękkim ręcznikiem gdy nagle z półki rozległo się bzzz, bzzz, bzzz. Telefon.
Sięgnęła, odebrała.
– Cześć.
– Tak…
– Właśnie z wanny wyszłam.
No tak, ósma, dzwoni jej przydupas.
Nagle Iwona opadła na kolana i nie odrywając telefonu od ucha wzięła mojego członka do ust. Chwilę potem rekord w szybkości stawania kutasa został przeze mnie zdobyty i usta dziewczyny u moich stóp wypełniły się twardością.
– Yhym – jej głowa szalała na mnie, położyłem rękę na jej głowie, drugą podpierając się o szafkę.
– Oczywiście, wyślę ci zaraz – wypuściła mnie na chwilę, aby rzucić zdanie do słuchawki. Świadomość, że robi mi laskę jednocześnie rozmawiając ze swoim facetem podkręcała mnie błyskawicznie. Miękkość ciepłych ust kontrastowała z gwałtownością z jaką zaspokajała moją chuć, to było tak intymne jak mogło tylko być.
Iwona nie używała nawet rąk, po prostu patrząc mi w oczy i słuchając głosu w słuchawce robiła mi laskę jak rasowa kurwa. Bez uczucia, po prostu na zasadzie “spuść się, zrobisz mi przyjemność jak się na mnie spuścisz”. Nie trzeba było mi tłumaczyć, mój orgazm zbiegł się z koniecznością odpowiedzi na pytanie zadane w słuchawce.
– To wracaj bezpiecznie – wypuściła moje przyrodzenie z ust i w tym momencie gorąca sperma wystrzeliła na jej twarz. Nie spodziewała się i zamrugała a ja z całych sił powstrzymywałem oddech aby nie było słychać mojego dyszenia. Wtuliłem twarz w ręcznik i uspokajałem oddech.
– Do zobaczenia jutro, pa.
Rozłączyła się, odebrała i ręcznik i wytarła w niego twarz, uprzednio w wyuzdany sposób oblizując usta.
– Fajnie – orzekła.
– Jesteś ostro popieprzona – zaśmiałem się.
Zebrałem ciuchy z podłogi, no tak, spodnie zachlapane.
– Zapomniałem, że on zawsze dzwoni o ósmej.
– Prawie zawsze – odpowiedziała.
Zaraz, o ósmej??? Kurwa mać, kolacja!
– Muszę spadać, dzisiaj Bea szybciej kończy – strasznie to niezręczne ale nie miałem wyjścia.
– Leć, leć, pewnie, zaspokojony to sobie idzie – droczyła się.
– Zrewanżuję się, obiecuję – pocałowałem ją w usta.
– A pewnie, aż się zdziwisz – nie wiedziałem czy to sarkazm, czy co.
Wpadłem do domu jak wicher. Kolacja, ale ze mnie osioł, zapomniałem. Szybki rekonesans kuchni uświadomił brutalnie, że z tego co mam pod ręką nie sklecę nic sensownego.
Błyskawicznie rozłożyłem na stole papiery firmowe, bez powiązania ze sobą, ale to teraz nie miało znaczenia.
Odpaliłem służbowego laptopa, wczytałem pierwszy lepszy arkusz Excela. Rozejrzałem się szybko – wygląda jakbym pracował.
Dosłownie chwilę później usłyszałem klucz w zamku i weszła Beata.
Nie miała mi za złe brak kolacji, wyłgałem się ogromem pracy po sezonie urlopowym i udobruchałem ją propozycją wyjścia na kolację w miasto, jeszcze coś będzie otwarte.
Na szczęście była odwrócona, gdy na wciąż włączonym laptopie w rogu ekranu pojawiło się powiadomienie o nowej poczcie a mi się włos zjeżył na karku.
Nadawca: Iwona Perra
Tytuł wiadomości: “Masz zajebistego kutasa.
Szybkim ruchem wcisnąłem włącznik zasilania, ufff, Beata nic nie zauważyła. Ale suchość w ustach nie ustępowała przez dłuższy czas.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Michal Story Spis treści (poprzednie części):
Część 1: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4556
Część 2: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4581
Część 3: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4635
Część 4: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4651
Część 5: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4660
Część 6: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4678
Część 7: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4687
-
Wylewanie spermy cz. 1 Anka
Leżę na łóżku w trakcie imprezy, nad twarzą mam wypięta dupę i rozchylone mocno uda Anki- dziewczyny, z którą jestem od jakiegoś czasu. Jestem zajęty lizaniem jej włochatej i dziewiczej cipki, a ona w tym samym czasie obrabia moją sterczącą pałę. Alkohol zrobił swoje i laska jest ostro napalona. Niestety nie przewidziałem, że ona może się wstawić aż tak mocno, więc jedyne co mi pozostaje, to lizanie jej cipki i udostępnienie mojego kutasa do lizania. Cipa mokra w szybkom tempie, kutas stoi, a gdy czuję, że zaraz dojdę, zaczynam wierzgać. Anka wyczuwa, że chyba będę za chwilę gotowy. Gdy się spuszczam, ona mruczy, a ja wylizuję po chwili znów w jej mokrą szparkę.
Dopiero po dużo dłuższym czasie załapałem, że ona nie tylko mi obciągnęła aż do spustu, ale też cały ładunek spermy, który strzelił z mojego kutasa, połknęła bez chwili wahania. Całkiem sprawna dziewica w temacie seksu.
Tydzień później zdecydowaliśmy, że czas założyć gumę na kutasa i zacząć pełny seks. Dotychczas przy prawie każdej okazji widzenia się wkładałem rękę w jej majtki i wierciłem palcami w cipce, a ona wyjmowała moją pałę z majtek i pracowicie masowała, aż się spuściłem na jej jędrne cycki, wcześniej tez wyciągnięte zza stanika i wylizane przeze mnie. Jak już się spuszczałem, to ona czasami rozmazała spermę po cyckach, a czasami wciągała stanik i w szybkim czasie cycki i tkanina sklejały się ze sobą.
Oczywiście pierwszy seks nie był niczym specjalnym. Jak ludzie mówią że jest super i wspaniale, to ja wiem, że albo to nie był ich pierwszy seks, albo po prostu ściemniali, choć pewnie i byli tacy co już pierwsze podejście mieli wspaniałe.
Po tym jak wyjechała na studia i zamieszkała ze mną, bo studiowaliśmy w tym samym mieście, zaczęło być… Gorzej. Na początku przez parę dni było gorąco, co wieczór ściągaliśmy ciuchy i był seks, ale szybko zaczęła się sytuacja zmieniać. Nagle Anka nie chciała seksu. Powiedziała, że potrzebuje odpoczynku, potem urozmaicenia…
Co do urozmaiceń, to zaproponowałem. Inne pozycje, stwierdziła, ze ona musi zostać na dole. Na jeźdźca nie, bo ma ciężkie cycki i jej niewygodnie. Na pieska… Nie!!! “Nie będę się tyłkiem wypinać, jak jakieś zwierzę!!”
W krótkim czasie doszliśmy do etapu, gdy kończyło się na tym, że Anka brała kutasa w rękę, zwaliła mi, na koniec tylko otwierała usta, robiła szybki, nic nieznaczący odruch karpia, połykała mój wytrysk i… Wracała do tego, co wtedy robiła, obojętnie, czy to było spanie, czytanie książki, czy przygotowywanie jedzenia albo robienie makijażu.
W krótkim czasie po tych zmianach w jej zachowaniu rozstaliśmy się. Okazało się, że zaczęła się puszczać na boki. I nagle się człowiek dowiedział, że bardzo chętnie ssała każdego kutasa, z wielką radością wypinała się i na stojąco, i na klęczkach; ujeżdżała kutasy na jeźdźca równie chętnie
Trudno, pozostało znów oglądanie pornosów i masturbacja, by kolejny raz wylać trochę ładunku z jaj…Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Max79 Masturbacja, sex oralny, klasyczny, wytryski, czyli standard u młodych ludzi, co mają za dużo spermy w jądrach…
-
Oplacanie rachunkow
Byliśmy z Moniką razem od 3 lat. Seks był, a jakże, jednak po jakimś czasie zaczął być praktycznie jak obowiązek. Chociaż się nawet zaręczyliśmy, to przyszedł moment, że zaczęło wszystko wygasać. Pewnego dnia po prostu padła decyzja, że czas się rozstać. Ponieważ ona miała dziecko, uznaliśmy, że lepiej jak ona pozostanie na tym mieszkaniu, które wynajmowaliśmy, a ja poszukam sobie czegoś innego. Znalazłem pokój, przeprowadziłem się tam. Początkowo oczywiście odczuwałem jakąś ulgę. Nareszcie nie będzie człowiek musiał wysłuchiwać zrzędzenia, mogę wrócić do siebie i po prostu bezczelnie chodzić sobie z gołą dupą, czy też pooglądać filmy, jakie tylko chcę, czy to kretyńską komedię, ciężkie mordobicie, czy po prostu, jak każdy prawie facet, ostrego pornosa z akcjami, jakich w związku nie miałem możliwości zaznać. W końcu po to są filmy porno, żeby tam zobaczyć to, czego w domu nie ma.
W jeden z takich wieczorów przy pornosie dostałem wiadomość na komunikator. Otworzyłem i zdziwiłem się, bo nie dość że to była od Moniki, to jeszcze była to sama fotka jej rozchylonej szeroko cipki. Zaskoczenie o tyle duże, że nigdy wcześniej nie wysyłała mi takich zdjęć.
-Ładna fotka, dziękuję- odpisałem
-Przepraszam, to nie miało być do ciebie, wybrałam zły kontakt.
Dobra, dobra, każdy tak mówi, pomyślałem.
-Bo ja wiem, czy zły?
-Miał być Błażej, a ty jesteś jako Były, przepraszam, czuję się niezręcznie teraz.
-Ale cipka widzę w formie- kontynuowałem, jakby nigdy nic- Nadal mokra i wygolona.
-Skąd wiesz, że mokra? To nie teraz robione zdjęcie. Zaryzykowałem, ściągnąłem ubranie i zrobiłem fotkę sterczącego kutasa. Wysłałem z dopiskiem:
-A to właśnie teraz zrobione.
-Kiedy się ostatni raz zabawiałeś?- zapytała mnie po paru minutach ciszy. W odpowiedzi wysłałem jej krótki filmik z akcją, która właśnie się działa na ekranie monitora. Facet stał, a jego twarda pała znikała w ustach cycatej blondynki, która klęczała przed nim. Usta ssały, język pracował, jedną ręką blondyna masowała trzonek i jaja, a drugą ugniatała swoje cycki i wierciła w cipce na zmianę.. Trzy czy cztery minuty później dostałem wiadomość:
-Mam problem z płatnościami przez Internet, mógłbyś mi z tym pomóc?
-Spoko- odpisałem- wjadę jutro po pracy.
-Ale ja do dzisiaj mam termin płatności.
-OK, za 15-20 min będę- odpisałem.
-Dziękuję- odpisała- czekam z niecierpliwością, odwdzięczę się gorąco.
“Gorąco- pomyślałem- to byś musiała złapać dzidę w usta i wypiąć swoja wygoloną cipkę jak suczka” Schowałem kutasa w majtki, ubrałem się i jeszcze poszedłem do łazienki. Nie wiem, dlaczego, ale postanowiłem jednak wymyć kutasa, jaja i rowa. Akurat żadnych współlokatorów nie było, więc poszło szybko i sprawnie, bez czekania w kolejce do łazienki. Gdy przyjechałem do mojej ex, otworzyła mi drzwi i dość chętnie zaprosiła do środka. Dosiadłem do komputera, sprawdziłem, co się dzieje, ale wszystko poszło bez problemu. Gdy robiłem opłaty, na oddzielnej zakładce zobaczyłem migający komunikat o wiadomości na portalu. niby przypadkiem przeskoczyłem na tą zakładkę i kątem oka zobaczyłem jak w okienku od komunikatora wyświetliła się fotka jakiegoś kutasa trzymanego w ustach Moniki, a pod tym wiadomość: “umiesz ssać druta, tylko zacznij jeszcze łykać.” Szybko przełączyłem na zakładkę z opłatami i udawałem że nic nie widziałem. Mi nigdy jakoś nie pozwoliła zrobić sobie zdjęcia w trakcie seksu, a tu ma robione zdjęcie w czasie obciągania.
-Napijesz się czegoś?- zapytała, gdy kończyłem ostatnią płatność. Przyjechałem samochodem więc nie mogłem pić żadnego alkoholu. Poprosiłem o samą wodę albo sok. Moja ex wróciła po jakiś może dwóch minutach i mi podała sok pomarańczowy, a sobie przyniosła coś przeźroczystego. Ja wziąłem dwa łyki, ona wychyliła całą szklankę za jednym razem.
-Smakuje?- zapytała.
-Dobry, dziękuję- powiedziałem rozpierając się wygodnie na kanapie. Monika podeszła do mnie stanęła naprzeciwko, odwróciła się podniosła spódniczkę, pod którą nie miała majtek, chwyciła się za pośladki, pochyliła się do przodu i moim oczom ukazała się jej wygolona cipka i dupka.
-Chcę, żeby ci bardzo smakował- powiedziała, patrząc na mnie spomiędzy swoich ud- A jako podziękowanie za pomoc możesz… No wiesz…
-Poruchać?- zapytałem.
-Dawno nie miałam dobrego seksu, więc możesz wylizać, albo i wyruchać, co tylko sobie zażyczysz. Na komputerze przeskoczyłem na zakładkę komunikatora ze zdjęciem, na którym obciągała, laptopa odwróciłem w jej stronę w jej stronę i powiedziałem:
-Też mi obciągniesz z fotką na pamiątkę?
-Wyliż mnie i wyruchaj, proszę cię, a jak chcesz, to ci obciągnę, jak tylko sobie zamarzysz, tylko wreszcie wsadź go we mnie, bo już od kilku miesięcy niczego tam nie miałam z wyjątkiem wibratora od ciebie. Mój kutas już i tak stał na baczność od widoku i zapachu jej cipki. Rozpiąłem spodnie i szybko ściągnąłem je razem z majtkami w dół, po czym podniosłem się z pozycji półleżącej i zacząłem masować z zewnątrz i wkładać palce w jej cipkę. Palce weszły w nią bez żadnego problemu, śluz był gęsty i było go bardzo dużo, więc szybko wyciągnąłem palce i posmarowałem nimi swojego kutasa. Był już gotowy w zasadzie do wsadzenia go głęboko w suczkę, ale postanowiłem ją jeszcze chwilkę polizać. Trwało to naprawdę krótko, bo jednak sam dawno nie ruchałem, a i Monika była bardzo chętna na włożenie w nią bolca. Wstałem z kanapy i powiedziałem do niej, żeby oparła się o brzeg mebla. Ona zrobiła to bardzo chętnie a ja bez żadnych oporów zapakowałem kutasa w cipkę. Tak dawno nie ruchałem, że jak jakiś nastolatek wsadziłem jej kutasa od razu głęboko do samego końca, aż jajami uderzyłem o nią. Zacząłem ją ruchać tak od tyłu na stojąco, trzymając mocno z boku za dupę, a ona mocno trzymała się oparcia kanapy i pojękiwała regularnie przy każdym wepchnięciu kutasa do samego końca jej cipy. Po paru minutach ośliniłem kciuka i wepchnąłem go w odbyt Moniki nie przerywając ruchania jej wygłodniałej i mokrej szpary.
-Zaraz się spuszczę – prawie krzyknąłem – nadstaw cycki!
Monika ściągnęła bluzkę przez głowę i obróciła się do mnie, a ja zdziwiłem się że nie miała stanika, który zawsze był nieodłączną częścią jej garderoby. Uklęknęła przede mną i zaczęła łapczywie brać kutasa w usta, jednocześnie mruczała i usilnie ssała, obiema rękoma pracowała przy mnie. Jedną ręką i ustami przesuwała wzdłuż zbliżającego się do wytrysku kutasa, a drugą ciągnęła i ugniatała mój worek z jajami.
-Jest taki twardy i cudownie mokry – mówiła między kolejnym wyciąganiem fiuta z ust- zlej się na mnie, i jestem ci to winna. Ulżyj sobie i potraktuj mnie jak panienkę na każde żądanie.
Dochodząc do wytrysku znów w swój sposób chwilę przed stęknąłem, a ona znając ten dźwięk wyjęła kutasa z ust i pierwsza partia spermy trafiła na jej dekolt. Po kolejnych dwóch strzałach na jej cycki chwyciłem ją za głowę i władowałem kutasa w jej buzię. Trochę się szarpała i mruczała, jakby w proteście, ale ja trzymałem głowę mocno i pompowałem dalej spermę na jej mokry język. Gdy skończyłem, schyliłem się po szklankę z moim sokiem i podałem Monice żeby sobie przemyła usta po dość dużym wytrysku. Ona wypiła całą zawartość szklanki, wargi oblizała z resztek moich plemników. Monika wstała z kolan i patrząc mi w oczy zaczęła rozcierać sobie spermę na swoich jędrnych cyckach.
-Jak chciałbyś mnie następnym razem wyruchać?
–We wszystkie twoje dziury i zlać się na cycki albo twarz.
-Na twarz nie lubię, bo boję się o włosy i oczy, ale możesz mnie opryskać gdzie tylko ci się to podoba. A wszystkie dziury co masz na myśli?
-Wszystkie trzy, którymi dysponujesz. Monika pochyliła się i possała mojego już więdnącego kutasa, po czym wyprostowała się i pocałowała z języczkiem, a ja wtedy poczułem smak jej cipki, przez co zrozumiałem że zlizała swoje soki spod napletka.
-Jak wiesz, w jaki sposób włożyć go w moją dupkę tak, aby nie bolało, to jestem na to z tobą u gotowa, może mnie przerżnąć, jak niegrzeczną pokojówkę – dodała z uśmiechem i oblizała wargi. -Dzisiaj już mnie wydoiłaś tak, że nie dam rady już w żaden sposób cię wyruchać, ale jutro albo za parę dni chętnie przyjdę ja i mój pełny spermy kutas gotowy by cię ochlapać.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, ona miętę siła moje jaja, ja wsunąłem dwa palce mówię cipkę po czym ona zsunęła spódniczkę w dół i zasłoniła swoją dupkę, a ja założyłem majtki i spodnie i poszedłem do auta i pojechałem do siebie. Gdy dojechałem i poszedłem spać usłyszałem jeszcze dźwięk telefonu. Sprawdziłem wiadomość na komunikatorze, która właśnie ten dźwięk spowodowała. zobaczyłem tam zdjęcie na którym była cipka Moniki z wepchniętym w nią wibratorem. Zasypiałem czując, że mój kutas znów twardnieje…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Max79 -
Dziewczyny Erica 8 – Potrojne szczescie
Dziewczyny Erica – R8 – Potrójne szczęście
#Futro #Fetysz
Robiło się coraz cieplej. I to najbardziej martwiło Erica. Teraz miał wszystko, trzy piękne podopieczne zamieniły się w cudowne kochanki. Stały się takie jak pragnął, śmiałe i wyuzdane. Uwielbiały dla niego ubierać futra i erotyczną bieliznę. Sprawiedliwie dzieliły się jego męskością i zaczynał się obawiać, czy to on jeszcze rządzi w domu.
Wiosna rozkwitała, we dnie było za gorąco by nosić jego ukochany fetysz. Wieczory też były coraz mniej chłodne. Z bólem serca oświadczył, że muszą odstawić futra na kilka miesięcy. To miał być ostatnia wspólna noc.
Wszystkie trzy stały przed nim w swoich pierwszych futrach i toczkach, w swoich prezentach na Boże Narodzenie. Popatrzyły na siebie niepewnie.
– Ale będziesz nas kochał tak samo jak będziemy bez futerek? – zapytała Melody, głaszcząc swoje srebrne lisy.
– Głupia jesteś. – ofuknęła ją Angela, wtulając twarz w kołnierz wiewiórek, jeszcze wilgotny po porannej hiszpance i koniecznym czyszczeniu. – Przecież ssałaś mu wcześniej niż dostałaś futro…
– Przestańcie. – rzekła Laureen i rozsunęła poły wilków, by widać było jej piersi. – Skoro to ostatni wieczór z futrami, to może przeżyjmy go tak, że wspomnienia starczą nam na całe gorące lato?
– Tak! Tak! – zgodziły się pozostałe.
– Dobrze. Melody idź do pracowni i przynieś złote szopy, które tam wciąż są, my przyniesiemy futra z domu.
Rudowłosa wyskoczyła z łóżka jak strzała, by jak najkrócej być poza poza zasięgiem dłoni Erica. Gdy wróciła z szopami, to obok łóżka już była przygotowana góra futer.
Laureen dokładnie rozłożyła je na pościeli, tak że każdy kawałek posłania był okryty puszystością.
– Teraz połóż się, a my zajmiemy się resztą. – rozkazała mężczyźnie.
Zrobił to. Poczuł jak delikatne włoski łaskoczą go wszędzie. A potem łóżko skrzypnęło i obok niego usiadła Laureen.
– Dziś będę pierwsza. Odpręż się i oglądaj co zrobią inne.
Złapała delikatnie jego sztywny członek i zlizała pierwszą kroplę śluzu. A potem naciągnęła skórkę do oporu i język zaczął tańczyć na główce.
Spojrzał na pozostałe dziewczęta. Stały obok łóżka i całowały się namiętnie. Po raz pierwszy zobaczył by robiła to Melody, owszem lubiła się z nim całować, ale nie z kobietą. Znów go zaskoczyły!
Angela nagle przykucnęła i rozsunęła poły lisów przyjaciółki, ukazując gęste, rude runo i wyglądającą spomiędzy miedzianych włosów różową szparkę. I natychmiast zaczęła ją ssać.
Rudowłosa jęknęła i położyła dłonie na okryte puszystym futrem ramiona kochanki i zaczęła je głaskać. Zachowywała się jak Eric, gdy któraś z dziewczyn ssała mu penisa.
Tymczasem Laureen nie tylko lizała mu purpurową główkę. Jej dłonie nie były bezczynne. Jedna trzymała korzeń pilnując naciągnięcia skórki, a druga błądziła po ciele mężczyzny, głaszcząc go wilkami po udach, woreczku i okolicach pupy. Coraz częściej czuła na języku słone krople śluzu, a penis drżał jak osika na wietrze. Chyba nie wytrzyma za długo…
Nagle Melody zacisnęła palce na wiewiórkach i krzyknęła głośno. Doszła, a orgazm był tak samo silny jak za pierwszym razem, gdy to nad strumieniem język Erica ją doprowadził. Czuła jak fala przyjemności rozlewa się po jej ciele, ręce i nogi drżą. Lubiła ten stan, chciała więcej, ale teraz powinna się odwdzięczyć.
Angela wstała i odwróciła się w kierunku łóżka. Pochyliła się, opierając się na futrach i mocno wypinając. Eric ujrzał jak jej ogromny biust kołysze się tuż obok niego. Sięgnął ręką i ścisnął miękką pierś. Była przyjemnie ciepła.
Ruda otrząsnęła się z błogiego stanu i ujrzała jak jej kochanka podciąga wiewiórki, pokazując rozsunięte nogi i wilgotną norkę. Od razu przykucnęła i, nie tracąc czasu na zabawy językiem, spróbowała wsunąć tam palec.
Otworek był tak wilgotny, że palec od razu pokrył się śluzem. Zachęcona tym dołączyła drugi i trzeci. Po chwili wszystkie były w środku. Zaczęła nimi ruszać, udając ruchy członka.
Angela zadrżała. Była obsługiwana z dwóch stron. Eric teraz ścisnął i ssał obie jej piersi, a palce Melody poruszały się w niej tak szybko jak mogły. Czuła że nie wytrzyma, że eksploduje z przyjemności. Odrzuciła głowę do tyłu tak mocno, że spadł jej toczek. Krzyknęła z rozkoszy…
Traper też już był na ostatniej prostej. Złośliwa Laureen nie przyspieszała zabawy, choć wiedziała że wystarczy kilka szybszych ruchów by wystrzelił na jej twarz białą fontanną. Ale mimo jej wolnego tempa i tak czuł szybko narastającą ciężkość. Naprężył się…
Brunetka przycisnęła język do więzadełka i kilkoma ruchami palców dłoni, którą trzymała za korzeń, dokończyła dzieła. Penis powiększył się, a potem skurczył. Poczuła jak gwałtowny skurcz wyrzuca z jąder porcję nasienia, a po chwili już było na jej języku. Nie ruszyła się, wiedząc że to dopiero początek.
Schwyciła w obie ręce podskakującego ptaszka pilnując by strzelał tylko na język. A tego było dużo, bardzo dużo. Na szczęście tryskał tak mocno, że salwy białego nektaru dolatywały aż do gardła.
Zaczęła powoli masować penisa w rytm strzałów, pomagając by wszystko trafiło jej do ust. Choć wcale to nie było łatwe, raz skurcz był tak silny, że część ładunku trafiła ją prosto w nos!
Na szczęście to był jeden z ostatnich wystrzałów. Pozwoliła by kilka ostatnich kropel spłynęło jej na język. A potem schowała go i przez chwilę smakowała śmietankę jego ukochanego. I wszystko połknęła.
– Moja rola się skończyła. – rzekła z żalem ustępując miejsce kolejnej. – Która chętna?
– Ja. – oświadczyła pospiesznie Melody. – Muszę go ujechać!
Laureen zeszła z łóżka i usiadła na pobliskim fotelu. Teraz mogła obserwować wszystko co zaraz nastąpi. Zamierzała wsunąć w wilgotną norkę palec wskazujący i się stymulować, a kciukiem tej samej ręki głaskać łechtaczkę. W takiej pozycji potrafiła dojść szybciej niż Eric między piersiami Angeli. Drugą ręką chciała głaskać swoje wilki, dotykanie puszystego futra stało się jej obsesją. Teraz spędzała w nim każdą wolną chwilę, a nawet spała! Z wielkim żalem nie będzie mogła go nosić w upalne dni, ale to nie znaczy że nie będzie mogła do niego tulić.
Ale miłość jej życia nie pozwoliła na to, by samotnie spędzała czas na fotelu. Angela również opuściła łóżko, a wiewiórkowy toczek znów był na jej głowie.
Bez słowa uklękła między szeroko rozłożonymi nogami brunetki i delikatnie odsunęła jej dłoń. Teraz mogła widzieć cały jej ogród miłości, gęste, czarne włosy, między którymi błyszczał wilgotny kwiatek wejścia.
Dwoma palcami rozszerzyła płatki, a pąk powoli rozsunął się. Był stworzony dla męskiego penisa, ale przypadłość Laureen nigdy nie pozwoli jej poczuć jak wsuwa się w nią. Jak regularnie pracuje, pobudzając ścianki pochwy, a na końcu kurczy i wyrzuca z siebie gęste nasienie. Jak napełnia łono życiodajnym płynem, a ona krzyczy z potężnego orgazmu. W jej przypadku nigdy tak się nie stanie.
Na szczęście to nie była jedyna metoda sprawienia przyjemności. Piękność w wilkach nie jeden raz doszła przez stymulację węższego otworka, nieważne czy dzięki palcom i językowi Angeli czy twardemu ptaszkowi myśliwego. Dziewczyna chwaliła sobie seks analny i pozostałe przyjaciółki coraz odważniej myślały, by w taki sposób nie stracić dziewictwa po raz drugi.
Blondynka otrząsnęła się z myśli. Czas był na działania. Tym bardziej, że dłonie brunetki błądziły nie tylko po swoim futrze, ale i wiewiórkach. Dlatego dziś zaserwuje swojej ukochanej podwójny orgazm, będzie stymulować jej obie dziurki naraz!
Nie musiała zaczynać od gry wstępnej, norka była tak mokra, że od razu mogłaby wsunąć w nią nawet trzy palce. Ale te chciała użyć trochę niżej. Dlatego nabrała trochę swojej wilgoci, miała jej sporo po całkiem dobrym lizaniu Melody, i rozprowadziła wokół szczelnie zamkniętego kakaowego oczka kochanki. A potem delikatnie wsunęła tam palec.
Laureen stęknęła, czując jak dociera do pierwszej bariery. Zacisnęła dłonie na wilkach.
Angela zatrzymała palec i nachyliła się do łechtaczki. Dotknęła ją językiem i powoli zjechała w dół. Wyczuła lekko kwaśny smak podniecenia przyjaciółki. Ale to było za mało.
Okrężnymi ruchami zaczęła drażnić wejście. Najpierw bez pośpiechu, ale potem coraz szybciej i szybciej. I w tym samym momencie naparła palcem, który był w pupie.
Ten wszedł bez oporu aż po sam koniec. Laureen gwałtownie się wyprostowała, czując że natychmiast dochodzi. Wystarczy tylko żeby palec się poruszył. I zrobił to! Krzyknęła z orgazmu.
Tymczasem Eric nie mógł oglądać lesbijskich zabaw na fotelu. Na nim siedziała Melody. Piękna, rudowłosa kochanka w ciężkim futrze i toczku ze srebrnych lisów. Uśmiechała się do niego, delikatnie masując twardego ptaszka, który już zapomniał o przyjemnym dotyku języka Laureen.
– Czy masz ochotę by cię ujechała? – zapytała lekko unosząc się i nakierowując penisa na swoją norkę.
– Tak. – odparł.
– Marzysz o tym?
– Tak.
– Pragniesz tego?
– Tak…
– Czy uszyjesz mi nowe futerko?
Miała już trzy futra. Złote szopy, które zawsze nosiła w pracowni, srebrne lisy, które teraz miała na sobie oraz nowiutkie czarne norki z kapturem. I chciała jeszcze więcej? Ale on chciał by wreszcie go dosiadła.
– Uszyję ci tyle futerek ile zechcesz.
W odpowiedzi lekko opadła, wsuwając w siebie penisa. Nie przestała tylko na główce, jednym ruchem nabiła się na całego, aż po sam korzeń.
Cicho jęknęła. Czuła go w sobie każdym kawałeczkiem pochwy, wypełniał ją idealnie. Już od dawna wiedziała, od momentu gdy po raz pierwszy wziął ją w pracowni, że są dla siebie stworzeni. Pozostałe dziewczyny były smutną koniecznością. Eric lubił zmiany, ale dla tych chwil, gdy cały był w niej, warto było pozwolić by tryskał w inne.
Popatrzyła w bok, oczywiście Angela i Laureen zabawiały się w swój głupi, dziecinny sposób. Ale w tym momencie to ona, Melody w najpiękniejszym futrze na świecie, będzie ujeżdżać swojego mężczyznę tak długo, aż nie wypełni ją swoim gęstym nasieniem.
Ruszyła. Najpierw powoli, bo język blondynki trochę ostudził jej podniecenie. Mówiąc prawdę te lesbijskie zabawy nie były takie złe, choć nie mogły się równać z jeźdźcem. Tylko w tej pozycji mogła kontrolować kiedy nastąpi szczęśliwy finał. A teraz chciałaby nastąpił późno, by reszta mogła obserwować jej mistrzostwo w ujeżdżaniu.
Podniosła się tak wysoko, że został w niej tylko czubek główki, a potem powoli opadła do samego końca. Uniosła się i opadła. I tak, raz za razem, bez pośpiechu. Zobaczyła jak myśliwy intensywnie się w nią wpatruje, tak, lubił patrzeć na nią gdy nosiła srebrne lisy. A zaraz zobaczy coś lepszego.
Nie przerywając jazdy, rozsunęła poły futra ukazując biust. Nie żadne pączki czy wisienki, teraz miała prawdziwe, kobiece piersi, choć wciąż najmniejsze z całej trójki. Ale szybko nadrabiała zaległości. Może nie minie nawet rok, a Eric wsunie między nie swoją męskość, a potem buchnie na jej dekolt fontanną spermy? Tak, a wcześniej da mu pupy. Nie będzie gorsza od żadnej!
Wyobraziła sobie jak ujeżdża go węższym otworkiem, a on nie może wytrzymać nawet minuty w jej wąskim zadku. Jak wybucha w niej gigantycznym wytryskiem, a potem patrzy smutkiem na Laureen i stwierdza, że pupa Melody Sanders jej najwyższa ze wszystkich. A ona rusza z kolejną analną jazdą.
Nagle odzyskała przytomność. Tak zapomniała się w marzeniach, że zamiast powolnego jeźdźca, serwowała szaleńczy galop.
Nie zwolniła, był tak przyjemny, że nie mogła go przerwać. Schwyciła tylko dłonie kochanka i przycisnęła do swoich piersi. Automatycznie zacisnął palce, a ona dotarła na sam skraj morza orgazmu.
Jeszcze bardziej przyspieszyła. Musiała go doprowadzić, bo tylko czując w sobie jego nasienie mogła osiągnąć stan nirwany. No dalej! Tryskaj!
Spojrzała na niego w dzikim szale. Gwałtownie nabijała się na niego. Ale on wciąż nie kończył. Zaraz zwariuje. No dalej!
Nagle Eric podniósł się i wtulił twarz w puszysty kołnierz. I to wystarczyło. Jeszcze ostatni raz podskoczyła i poczuła to. Silne, regularne uderzenia w jej środku. Miał wytrysk. I to jaki! Ogromny! Krzyknęła rozdzierająco, opadając na kochanka.
Musiała trochę poczekać aż wróci do przytomności. Otworzyła oczy, leżała na brzegu łóżka na górze futer, a obok trwał już kolejny akt orgii. Tym razem bohaterką była Angela. Leżała w pozycji klasycznej w czarnych lisach. Futro było jej najnowszym prezentem i nosiła je tylko wtedy, gdy myśliwy nie korzystał z jej piersi.
Melody cicho jęknęła z zazdrości. Lisy były przepiękne, idealnie czarne, a włos aż błyszczał. Były tak długie, że na niewysoką blondynkę były aż za długie i ciągnęły się po ziemi. Ale najpiękniejszy był kołnierz, ogromny, sięgający aż po koniec ramion. I oczywiście do kompletu był lisi toczek.
Mówiąc prawdę to futro niczym nie różniło się od jej srebrnych lisów. Ale ona chciałaby mieć więcej takich futer. Eric mówił, że jest wiele odcieni lisów, a ona pragnęła mieć je wszystkie. Ale jeśli pozbędzie tutaj kilka lat, to na pewno jej marzenie się spełni.
Jeszcze raz spojrzała na scenę rozgrywającą się obok. Na Angeli był Eric i regularnie się w nią wbijał, zaciskając dłonie na puszystym kołnierzu. Ta trzymała się za piersi i cicho sapała. Do myśliwego tuliła się Laureen, głaszcząc go wilkami, by miał maksimum przyjemności.
Traper przyspieszył aż wreszcie jęknął. Musiał dojść. Jeszcze kilka razy poruszył się i opadł na blondynkę, która zaczęła głaskać go po głowie.
– Uwielbiam jak kończysz we mnie. – rzekła cicho. – Masz ochotę na powtórkę?
– Mam. Ale na Laureen. Zróbmy tak…
Zaczął powoli ruszać w Angeli. A tymczasem Laureen dokładnie nawilżyła sobie węższe wejście i zmieniła futro. Teraz była w swoich krótkich, brązowych norkach. W tych, w których zawsze dawała mu pupy. I w nich położyła się na blondynce, w takiej pozycji, że mogła się z nią całować, a odsłonięta pupa była tuż nad łonem przyjaciółki. Teraz wystarczyło tylko zmienić otworek.
Eric pracował rytmicznie. Wbijał się w Angelę mocnymi, głębokimi pchnięciami, czekając aż ta dojdzie. A ponieważ wcześniej wcale z niej nie wyszedł, to nie musiał czekać za długo. Dziewczyna coraz mocniej sapała, aż nagle głośno westchnęła i jej całe ciało zadygotało.
I wtedy zmienił kochankę. Wyszedł z napuchniętej norki blondynki i nakierował penisa na kakaowe oczko brunetki. Nawilżenie było tak dobre, że jednym, powolnym ruchem wjechał aż do końca.
Laureen wyprężyła się i zajęczała przeciągle. A potem opadła na Angelę i namiętnie zaczęły się całować.
Tymczasem traper przyspieszył. Wiedział, że w ten sposób sprawia tylko przyjemność, a nie ból. A pupa właścicielki brązowych norek była tak wąska i tak dobrze go stymulowała, że wiedział, mimo już trzech wytrysków, że za długo nie wytrzyma.
Klepnął Laureen w pośladek, a ta pisnęła zaskoczona. Zaczął powtarzać uderzenia, raz w jeden, raz w drugi, aż pojawiły się ślady jego pieszczot.
Zaczął głaskać puszyste norki, czując jak wzbiera w nim kolejna fala. Nie przerwał pchnięć, w ogóle nie zwolnił. Było mu za dobrze. Ciężkość stała się niemożliwa do zniesienia.
Krzyknął, wystrzeliwując w najwęższym otworku świata. Orgazm był potężny, tak silny że poczuł się zmęczony. Cztery razy w ciągu godziny wystarczy. Jeszcze raz pogłaskał miękkie futro i położył się między kochankami.
– Kocham was wszystkie. – rzekł, głęboko oddychając.
– A my wszystkie cię kochamy…
Mimo postanowienia, to nie był ich ostatni raz z futrami. Jednak chłodna wiosna nieubłaganie zamieniła się w gorące lato.
Było tak upalnie, że musieli całkowicie odstawić futra, nawet większość ubrań. Teraz chodzili prawie nago, dziewczyny miały najczęściej na sobie krótkie, wydekoltowane halki, które nie przysłaniały pupy, a piersi czyniły łatwo dostępne. Wystarczyło tylko lekko się wypiąć i już ich łona były do jego dyspozycji.
Nie mógł zliczyć ile razy te widoki tak go rozpalały, że musiał robić przerwę od pracy i wślizgiwać się w ich mokre szparki lub wąską pupę Laureen. One nie pozostawały mu dłużne, dosiadając go wszędzie, gdzie tylko mogły go ujechać.
Tylko wieczorami zakładały dla niego erotyczne komplety bielizny. Ciasne gorsety uwypuklały ich biusty, co szczególnie chwaliła sobie Melody, wciąż mająca kompleksy w tym temacie, jako że wszystko wskazywało że będzie miała go najmniejszego z całej trójki.
Ale w gorsecie i pończochach najniewinniej wyglądała Laureen. Część było zasługą białych koronek, ale najbardziej sposobu go noszenia. Wciąż była zamknięta w sobie i dość małomówna, lecz wystarczyło że wypinała w kierunku kochanka swój kształtny tyłeczek i prosiła by wszedł w jej pupę, a on nie mógł odmówić takiej prośbie.
Wszyscy ciężko pracowali za dnia, a wieczorem wspólne łoże płonęło miłością. Jednak kochanki coś przed nim ukrywały, gdy jeździł do miasta sprzedawać nadwyżki skór i futer, to zawsze, nieważne z którą był w mieście, ta na chwilę go opuszczała.
Wreszcie, gdy zrobiło się trochę chłodniej, po zebraniu ostatniego ziarnka pszenicy i owsa, po pierwszej upojnej nocy, kiedy mogły być w futrach, wszystkie trzy usiadły w dole łoża.
– Co się dzieje? – zapytał Eric, lekko zmęczony po kilku wytryskach.
Spojrzały po sobie niepewnie. Wreszcie przemówiła Laureen:
– Eric, bardzo cię kochamy i…
– Co wy znowu wymyśliłyście? – przerwał jej.
– One piszą do sierocińca. – nie wytrzymała Melody. – Do Skanske.
– Piszecie do Skanske? – zapytał zaskoczony. – Po co? Przecież mówiłyście, że jest wam tu tak dobrze…
– Melody jak zawsze musi przekręcić. – odpowiedziała brunetka. – Nie do Skanske, piszemy z Deanne. Ona jest w sierocińcu Skanske.
– Ale po co…
– Skanske nie żyje. – wtrąciła Angela.
– Nie żyje? Jak…
– Zaraza. Zmarła, ona i jej mąż. Dzieciakom nic prawie się nie stało.
– Ale co to ma wspólnego…
– Eric, jak przestaniesz wciąż przerywać to ci powiemy. – Laureen przejęła stery rozmowy. – Deanne jest od nas młodsza o rok. Ale jest piękna. A sierociniec… Chyba go zamkną, tak pisze Deanne. A my tu jesteśmy bardzo szczęśliwe. Możemy im pomóc.
– Mam wysłać pieniądze?
– Nie. – wtrąciła płaczliwie Melody. – One chcą byś zabrał Deanne, by tu z nami zamieszkała. Byś zrobił jej futro i… – nie dokończyła.
– Eric, co się stanie jak rozwiążą sierociniec? Dzieci trafią na bruk. A Deanne to dobra osoba. Idealnie będzie do nas pasować. Ma piękne, kręcone brązowe włosy. Spodoba ci się, szczególnie w jasnym futrze…
– Chcecie bym sprowadził kolejną dziewczynę?
– A możesz? Jest naprawdę ładna, a my już zadbamy by szybko dołączyła do nas w tym łóżku. Uszyjesz jej futro…
– No nie wiem…
– Prosimy. – zaczęły się do niego zbliżać.
– Może.. . Przekonajcie mnie.
Po chwili były już obok niego. W Angeli i Melody miał wytrysk, Laureen doprowadziła go ustami i połknęła wszystko. Ciekawe co teraz wymyślą. I jak zwykle się nie zawiódł.
Blondynka złapała go za korzeń powiększającego się ptaszka, a rudowłosa za środek. We dwie zaczęły go masturbować. Robiły to tak skutecznie, że po chwili już był sztywny. I wtedy do akcji wkroczyła trzecia.
Brunetka ułożyła się między jego nogami i pochłonęła główkę. Poczuła smak przyjaciółek, wraz ze śluzem Erica tworzyły ciekawe połączenie. Jednocześnie zaczęła głaskać uda myśliwego swoimi wilkami.
Pozostałe szybko to podchwyciły. Głaskały go po całym ciele, jednocześnie synchronizując masaż.
A on wyobraził sobie Deanne. Długie, kręcone włosy aż do pasa. Przymknięte z podniecenia oczy. I młode ciało w niebieskich lisach, pełne piersi wyglądające spod rozpiętego futra…
Poczuł, że dochodzi w iście ekspresowym tempie. Naprężył się i wystrzelił w usta Laureen. Ta, czując na języku jego nasienie, zamruczała radośnie. A on uśmiechnął się tajemniczo. Nie musi wiedzieć, że w marzeniach to Deanne sprawiała mu przyjemność. A niedługo będzie tu z nimi i marzenia staną się rzeczywistością.
Z jednej zrobiły się dwie, potem trzy i cztery. Nie powinien godzić się na taką ilość nowych lokatorek, ale wystarczyło że opisały mu kolejną koleżankę z sierocińca, a już miał na nią ochotę. Ruda Jessica o spojrzeniu marzycielki, bujne loki mulatki Charlotty, czy smutne oczy brunetki Sally, która zawsze była słabsza niż inne. Szczególnie chciał zabrać tą ostatnią, ochroni ją przed złym światem i otuli w rude lisy, a ona w zamian dosiądzie go w szaleńczym galopie.
Cztery kolejne podopieczne to już było dużo. Za dużo do ich wspólnego domu. Dlatego Eric z myśliwego stał się drwalem i budowniczym. Dziewczęta pomagały mu jak mogły, asystując w budowie i wynagradzając wieczorami jego wysiłek. Same wychowały stadko kurcząt, by mieć więcej jajek na zimę. Przybyły też dwie krowy oraz kozy.
Na jesieni wszystko było gotowe. Dom został poszerzony, tak samo zakupione zapasy. Brakowało gotówki i dziewczyny bez słowa skargi, no dobra Melody jęczała w sprawie złotych szopów, sprzedały wszystkie swoje futra, zachowując tylko prezenty gwiazdkowe. Oraz nowe specjalne, które zostało uszyte na podróż.
Na początku miały to być polarne lisy, idealnie białe by podkreślić czarne włosy Laureen, bo to właśnie ona miała pojechać do sierocińca z Ericiem. Jednak w czasie poprzedniej, lekkiej zimy myśliwy nie upolował praktycznie żadnego zwierzęcia z takim umaszczeniem.
W zamian udało mu się zebrać odpowiednią ilość skór rysi. I z nich powstało futro na wyjazd do sierocińca. To było jego największe dzieło, na Laureen kończyło się zaledwie kilka centymetrów nad ziemią, z wielkim kołnierzem i wywijanymi mankietami. Nie było kaptura, w zamian powstał toczek z dużym rondem.
Gdy brunetka po raz pierwszy ubrała to futro, to wszyscy aż westchnęli z zaskoczenia. Wyglądała w nim tak jak powinna wyglądać żona bogatego mężczyzny. Pięknie i dostojnie, a dla Erica dodatkowo niesamowicie podniecająco. Podszedł bliżej i zaczął głaskać rysie, czując jak gwałtownie mu twardnieje.
I wtedy Melody zaczęła płakać. Wszyscy popatrzyli na nią zaskoczeni, a ona chlipała.
– Co się stało? – zapytała Angela, która, wiedząc co się dzieje z Ericem, już zdjęła suknię i zakładała czarne lisy.
Ruda tak się rozkleiła, że na początku nie potrafili zrozumieć co mówi. Wreszcie z pojedynczych słów skleili całość. Po prostu żal jej było sprzedanych futer.
– Chodź tu. – Laureen przytuliła do piersi przyjaciółkę. – To nie jest futro tylko dla mnie. Jest dla naszej całej trójki. Chcesz je przymierzyć?
Melody, pociągając nosem, kiwnęła głową.
– A więc proszę. – brunetka zdjęła rysie. – Będą wyglądać na tobie jeszcze lepiej, jeśli pochylisz się i wypniesz pośladki. Zrobisz to? – zapytała i jednocześnie wskazała Angeli półeczkę obok łóżka, gdzie zawsze trzymała buteleczkę z olejem.
Ericowi aż oczy wyszły z orbit na widok Melody w nowym futrze. Było na nią nie tylko za długie, ale i za duże. Po prostu tonęła w nim, twarz prawie znikała w puszystym kołnierzu, a dłoni nie było widać w zbyt długich rękawach, mimo że mankiety były maksymalnie wywinięte.
Ale dziewczynie w ogóle to nie przeszkadzało. Zaśmiała się radośnie, czując ciężar rysi i widząc błędny wzrok myśliwego. Ten bezwiednie rozpiął spodnie i trzymał w ręce naprężonego do granic możliwości penisa.
– Czy masz na mnie ochotę? – jak zwykle chciała się z nim podroczyć. – Patrz co tutaj ukrywam. – odwróciła się do niego plecami i pochyliła.
Tymczasem Angela w mig zrozumiała znak Laureen i po chwili już była obok z nawilżaczem w ręku. A gdy rudowłosa wypięła się, to podwinęła jej futro i nalała trochę oleju na rowek między pośladkami.
– Co wy robicie? – zapytała zaskoczona Melody.
Ale w tym samym momencie nawilżony palec blondynki wtargnął do jej węższego otworka. Najpierw tylko opuszek, ale po chwili wyszedł, nabrał nową porcję oleju i ponownie wśliznął się do środka, tym razem głębiej.
– Czy wy… – rudowłosa nie dokończyła.
– Mówiłaś, że chcesz poczuć w sobie Erica, jak ja go czuję. – wyjaśniła Laureen. – Teraz jest do tego najlepsza okazja.
– Ale ja nie jestem gotowa! Ja… Albo… – jeszcze mocniej się wypięła.
Już nie protestowała. A traper już był obok. Angela dokładnie mu nawilżyła ptaszka, a potem przysunęła do malutkiej dziurki.
– Tylko powoli. – zauważyła Laureen. – To jej pierwszy raz. Nie jest tak doświadczona jak ja. – by ułatwić wejście maksymalnie rozchyliła pośladki przyjaciółki.
Eric bardzo powoli wszedł w pupę Melody. Aż jęknął z rozkoszy. Co za przyjemność! Pupa dziewczyny nie tylko była węższa, ale i bardziej gorąca. A myślał że to brunetka ma najmniejszą…
Ruszał się delikatnie i powoli by nie zadać bólu, ale ruda, chcąc za wszelką cenę dorównać pozostałym w każdej możliwej pozycji, gwałtownie się nabiła. I od razu był już w połowie w niej.
Ale to nie była dobra decyzja. Zabolało tak mocno, że aż krzyknęła. Czuła jak twardy penis rozpycha się w jej pupie i wcale to nie było przyjemne.
– Spokojnie. – Laureen pogłaskała ją po twarzy. – Odetchnij głęboko i rozluźnij się. Może lepiej będzie jak to ty będziesz się ruszać. Pomyśl, że to niecodzienny jeździec. Nie musisz niczego udowadniać, w końcu to ty jesteś z nas najlepsza.
Ruda uśmiechnęła się i powoli ruszyła. I z każdym kolejnym ruchem czuła, że ma penisa w sobie coraz głębiej. I już nie bolało, a nawet poczuła przyjemność. A gdy wszedł w nią do końca, a jądra Erica uderzyły w jej pośladki, to zaśmiała się radośnie.
– Teraz zwiedziłeś moje wszystkie otworki!
Tymczasem kochanek nie ruszał się wcale. To ona wykonywała całą pracę. Zostało mu tylko zachwycanie się jej rudymi lokami, rozsypanymi na cudownych rysiach. Dotknął futra, było bardziej puszyste niż lisy. Zaczął je głaskać, mimo tego że doskonale wiedział jak to się skończy.
Minęła zaledwie minuta od wejścia w pupę dziewczyny, a już ostatkiem sił powstrzymywał wystrzał. A ona nawet tego nie zauważyła, pracując tyłeczkiem w zapamiętaniu i cicho sapiąc. Próbował ją ostrzec by trochę zwolniła, ale było już za późno. Jęknął ostatni raz…
– On! – krzyknęła zaskoczona Melody.
– Wystrzelił? – zapytała Laureen.
– Chyba tak. Czuję… Co za dziwne uczucie… Ciekawe… Czy możemy to powtórzyć?
– Nie. – nagle oświadczyła Angela. – Nie chcę być jedyną dziewicą w tym domu.
Stanęła obok przyjaciółki i podwinęła swoje czarne lisy. Nawilżona pupa aż błyszczała.
– Wejdź we mnie.
Jej pośladki były pięknie sklepione. A węższy otworek nie mniej wąski niż pozostałych. Eric bez problemu wszedł w nią do końca, a ona ruszyła ku wspólnej przyjemności.
Przyjaciółki im pomogły. Laureen zaczęła bawić się kołyszącymi się piersiami blondynki, zaś Melody drażnić Erica puszystymi rysiami. Po takim masażu doszedł jeszcze szybciej.
Na samym końcu rysie wróciły do Laureen, a ta już wiedziała co z nimi zrobić. I po raz trzeci dzisiaj buszował w wąskiej pupie, głaszcząc puszyste futro.
A gdy pomyślał, że niedługo do jego domu trafią nowe kochanki, nie mogło się tylko na tym skończyć.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Martin Kigalison Wybaczcie za długie oczekiwanie, ale tą część musiałem napisać praktycznie od nowa. Ale za to jest tyle materiału, że będzie i 9 część. Bądźcie cierpliwi, na pewno będzie opublikowana.
-
Milosc w akademiku
Na czwartym roku przepisała się do nas dziewczyna, która dotąd studiowała na podrzędnej uczelni w małym mieście. Pochodziła z biedniejszej rodziny, jednak osiągała nadzwyczajne wyniki w nauce, w związku z czym uzyskała stypendium. Była dość niskiego wzrostu, miała długie czarne włosy i zielone oczy. Miała na imię Martyna i już w drugim tygodniu semestru mieliśmy za zadanie przygotować wspólne wystąpienie.
Wcześniej nie zdążyliśmy się poznać. Umówiliśmy się na popołudnie w bibliotece. Gdy przyszedłem, Martyna czekała już na mnie w czarnej skórzanej kurtce i takiej samej spódnicy, czarnych rajstopach i czarnych balerinkach. Nylon mocno opinał jej nieco pulchne uda i łydki. Wyglądała bardzo seksownie. Przytuliła mnie na powitanie.
Siedzieliśmy nad książkami do 21, czyli zamknięcia biblioteki, a mimo tego nie skończyliśmy. Martyna zaproponowała, żebyśmy wypożyczyli kilka książek i poszli do niej. Z chęcią przyjąłem propozycję. Po drodze do akademika kupiłem wino i chipsy w Żabce. Gdy weszliśmy do pokoju, dziewczyna zdjęła balerinki i kurtkę. Zauważyłem, że rajstopy ciasno upinały jej małe stópki, a bluzka równie ciasno jej sporych rozmiarów piersi.
Martyna zrobiła kanapki, otworzyliśmy wino i dalej pracowaliśmy nad projektem, choć nie ukrywam, że byłem nieco rozproszony podniecającymi widokami. Gdy zbliżaliśmy się do końca pracy, zaczęliśmy nieco swobodniej rozmawiać. Wywnioskowałem, że Martyna czuła się lekko zagubiona w wielkim mieście i chyba trochę jej imponowałem. Postanowiłem to wykorzystać. Gdy napisaliśmy ostatnie zdanie i wypiliśmy ostatnią lampkę wina, złapałem ją za rękę i spojrzałem w oczy. Uśmiechnęła się i wstała. Uznałem to za zaproszenie.Uklęknąłem przed nią i zacząłem całować ją po dłoniach. Zarumieniła się i zaczęła chichotać, była zakłopotana. Szybkim ruchem rozpiąłem jej spódniczkę i zsunąłem na ziemię. Przysunąłem twarz do krocza. Martyna chwyciła mnie za włosy, a drugą ręką powoli zsuwała majteczki i rajstopki. Jej łono było lekko owłosione. “Nie kochałam się od pół roku”. Delikatnie opuszkami palców rozsunąłem jej wargi sromowe i zacząłem czule pieścić ją oralnie. Patrzyła na mnie z przejęciem. Na jej twarzy z wolna zaczęła malować się przyjemność.
“Ja też się Tobą zajmę”, wyszeptała, a gdy wstałem popchnęła mnie na łóżko, uklęknęła i rozpięła mi spodnie. “Najpierw się rozbierz”. Martyna zrobiła, jak powiedziałem. Była lekko nieśmiała, gdy pokazywała swoje duże, blade piersi z dużymi brodawkami. Wyglądała zachwycająco. Szybko się rozebrałem, przyparłem ją do ściany i zaczęliśmy się całować i ocierać o siebie. Mimo tego, że prawie się nie znaliśmy, czułem się, jakbym pieścił się ze stałą dziewczyną. Była bardzo czuła i otwarta.
“Uklęknij”. Zrobiła to. Splunęła na penisa i zsunęła napletek. Bawiła się trzonkiem, najpierw ręką, a potem dołączyła język. Była w tym świetna. Gdy włożyła całego penisa do gardła, patrząc mi jednocześnie w oczy, zapragnąłem natychmiast wyruchać tę słodką kujonkę. Podniosłem ją, a następnie popchnąłem na łóżko. Zaśmiała się. “Weź mnie, jestem twoja”. Zanim to zrobiłem, chciałem wycałować każdy skrawek jej ciała, od małych stópek z czarno pomalowanymi paznokciami, przez kształtne nóżki i dużą pupę, brzuszek, po idealne piersi.
“Wypnij się”. Wziąłem ją na pieska. Bez problemu wszedłem w wilgotną pochwę. Było mi w niej dobrze. Posuwałem Martynę rytmicznie, a ona poruszała biodrami, zwiększając nasze doznania. Mimo, że byłem bardzo podniecony i chętnie bym ją zerżnął, postanowiłem wykazać się delikatnością i doprowadzić koleżankę z roku do prawdziwego orgazmu. Byłem nią zauroczony i liczyłem na wiele kolejnych spotkań. Kochaliśmy się w tej samej pozycji kilkanaście minut.
Gdy Martyna doszła, wyszedłem z niej. Padła na łóżko zmęczona. Uklęknąłem za łóżkiem i zacząłem wsuwać penisa między jej bose podeszwy. “Zrobisz coś dla mnie?”. “Po takim orgazmie? Wszystko!” Poprosiłem, żeby doprowadziła mnie piersiami. Zachichotała i usiadła na brzegu łóżka. Splunęła na swoje piersi. Ścisnęła piersi, pomiędzy które włożyłem nabrzmiałego penisa. Wystarczyło już tylko kilka ruchów, bym zalał ją spermą, miała mokre nie tylko piersi, ale też brzuch i uda, a ostatnią falę wzięła do buzi.
Jeśli chcecie poznać inne historie o Martyne, to dajcie znać. Zdradzę tylko, że jakiś czas później została moją dziewczyną, więc mam co opowiadać. 😉
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
PanJowak