Category: Uncategorized

  • Gdzie bylas?

    Nastawał świt. Ona doskonale wiedziała, że będzie zły. Była tego wręcz pewna. Oczyma wyobraźni widziała już jego gniewne spojrzenie, jednak wciąż się łudziła, że być może uda się jej niepostrzeżenie wślizgnąć do mieszkania. Może śpi i niczego nie zauważy. Nie była pewna czy dłonie trzęsą jej się ze strachu, czy też była to kwestia alkoholu powoli opuszczającego jej organizm. Klucze wydawały się uderzać o siebie wyjątkowo głośno. Starała się wsunąć je w zamek wyjątkowo cicho. Powoli przekręciła klucz i nacisnęła klamkę. Obcasy, które trzymała w dłoni, aby nie narobić hałasu ich stukotem, położyła przy wejściu. W mieszkaniu było ciemno. Odetchnęła z ulgą przekonana o tym, że tym razem jej się udało, jednak, gdy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do mroku, zrozumiała jak bardzo się myliła. On siedział w fotelu popijając whisky z wzrokiem utkwionym w jej postaci. W tym momencie wydawał się być niesamowicie stoicki, ale było wiadomo, że nie potrwa to długo. Spojrzała na siebie. Miała na sobie małą czarną z ogromnym dekoltem i kabaretki. Wiedziała, że nie będzie zadowolony z faktu, że ktokolwiek poza nim mógł ją podziwiać. Jego stalowe oczy świdrowały ją na wylot. Odstawił skakankę na stolik, po czym podniósł się powoli. Górował nad nią, nie było to dziwne biorąc pod uwagę fakt, ze była ona niską i drobną kobietą, a on postawnym mężczyzną. Stał od niej na odległość wyciągniętej ręki. Z zaskakującą dla niej delikatnością musnął wierzchem dłoni jej policzek. Spojrzała mu prosto w oczy. Nachylił się do jej ucha i szepnął.

    -Gdzie byłaś?

    -Z dziewczynami – odpowiedziała spuszczając wzrok.

    -Dlatego wyglądasz jak szmata? – jego słowa były ostre jak noże, a powietrze między nimi gęstniało.

    Nie odpowiedziała, a to wywołało jego falę gniewu. Spoliczkował ją, a następnie złapał jej złote pukle i szarpnięciem zmusił ją by klęknęła.

    -Skoro już wyglądasz jak kurwa, to obyś była dobra w swoim fachu – warknął.

    Rozpiął rozporek i bez chwili wahania zaprezentował jej swojego kutasa. Chwila jej zawahania poskutkowała jedynie kolejnym siarczystym policzkiem.

    -Co jest, kurewko? Obce kutasy bardziej cię kręcą niż ten własnego męża? Na co czekasz, szmato?

    Ona klęczała przed nim. Objęła jego męskość dłonią i nieporadnie zaczęła robić mu dobrze ręką. Popatrzył na nią z kpiną.

    – Konia mogę sobie zwalić sam i to zdecydowanie lepiej niż ty. Ssij go.

    Złapał go w dłoń i przestawił do jej ust, a ona posłusznie objęła go ustami. Zaczęła pieszczoty od powolnych ruchów językiem na samym czubku jego męskości, by z czasem przejść do ssania. On jednak nie słynął z cierpliwości i także tym razem czekać nie zamierzał. Złapał jej głowę i zaczął rytmicznie rżnąć jej usta. Wciąż nie udało jej się pozbyć odruchu, jednak on nie zwracał uwagi na to, jak próbowała go powstrzymać, nie interesowało go ze się krztusi, był tylko on i jego pierwotna rządza. Maskara spływała po jej policzkach. Wyjął na chwilę swojego chuja, by dać jej zaczerpnąć powietrza w tym czasie uderzył ją nim kilkukrotnie w policzek i ponownie zanurzył się w jej ustach. Gdy już się znudził bezceremonialnym pieprzeniem jej ust, szarpnął ją ponownie za włosy tak by musiała się podnieść zdjął jej sukienkę, a potem zaciągnął do kuchni gdzie oparł ją o blat stołu tak, że jej nagie piersi stykały się z jego zimną powierzchnią. Zsunął kabaretki z jej nóg, a majtki rozerwał. Wyjął pasek ze szlufek swoich jeansów i złożył go na pół.

    -Licz na głos – rozkazał zimno.

    Wymierzył pierwsze uderzenie w jej jędrne pośladki. A ona głęboko wciągnęła powietrze. Za zwłokę w odpowiedzi zacisnął pasek na jej szyi i poddusił ja delikatnie.

    -Nie zrozumiałaś polecenia? – zapytał pochylając się nad nią.

    Gdy pokiwała głową, uwolnił jej szyję i wrócił do ciosów w pośladki. Uderzył ją pięć razy, a ona przy każdym głośno liczyła. Pośladki jej płonęły, a on czerpał satysfakcję z jej bólu. Położył dłonie na jej biodrach i bezceremonialnie wszedł w nią. Od samego początku zaczął posuwać ją jakby była najtańszą dziwką, która istniała tylko po to, by zaspokoić jego żądze. Posuwał ją miarowo, całą swoją złość przelewał w pieprzenie. Rżnął ją jak szmatę, a ona mimo bólu czuła podniecenie, podobało jej się to. Z jej ust wbrew jej woli wypływały jęki podniecenia. Złapał ją za włosy i pociągnął nie przestając robić jej na blacie. Czuł że jest blisko, ale się nie powstrzymywał. Skończył zalewając jej cipkę. W czasie gdy dochodził, czuł także na członku skurcze jej orgazmu, ale nie obchodziło go to. Zalał ją całą. Spełniony klepnął ją jedynie w pośladek.

    -Następnym razem postaraj się bardziej.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Blair White
  • Znow pomoglem sasiadce (potrojnie) cz.2

    Dzisiaj kontynuacja wcześniejszego opowiadania.

    Po obiedzie udałem się do sąsiadki. Wszedłem spokojnie. Zamknęła drzwi na klucz i zamek.  Dla pozorów przygotowała sprzęt, herbatkę, itp. Zamiast do komputera poprowadziła mnie do sypialni. Nie tracąc czasu objęła mnie i wyszeptała “teraz chcę dłuższej przyjemności”. Odpowiedziałem, że mocno ją wypieszczę. Zaczęliśmy powoli, delikatnie się całując i głaszcząc. Nie śpieszyliśmy się. Opadła na łóżko i oddała się moim pieszczotom. Całowałem w szyję i dekolt, gładziłem po udzie. Delikatnie rozpiąłem jej bluzkę, całowałem od szyi w kierunku piersi. Powolutku. Paluszkiem podważałem biustonosz, muskając jej sutki. Po rozebraniu bluzki całowałem aż do pępka. Tam rozpiąłem jej spódnicę i powolutku ściągnąłem. Całowałem po rajstopach aż do kostek. Potem ona ściągnęła mój t-shirt i przycisnęła do siebie. Odchyliłem ramiączka jej biustonosza i odsłoniłem piersi. Jej nabrzmiałe sutki pocierały się o mój tors. Odpinała mi pasek i ściągnąłem spodnie i skarpetki. Sama pozbawiła się także stanika. Została w skąpych majteczkach i rajstopach, ja w bokserkach. Mój penis już stał i wybrzuszał moją bieliznę. Pocierałem nim o jej krocze. Wróciłem do jej ust i szyi. Namiętnie całowaliśmy się z języczkiem.

    Następnie zsunąłem się nieco niżej, aby zająć się jej piersiami. Podniosła ręce ku górze, oddając je w moje łaski. Ssałem i lizałem. Raz jedną, raz drugą. Były piękne, a sutki sterczały. Po paru chwilach podniosłem się i dotknąłem dłonią jej krocza. Było już lekko wilgotne. Zrolowałem rajstopy i zdjąłem je z niej. Została w samych majteczkach. Gładziłem przez nie jej łechtaczkę. Zdjęła majteczki, jej różowiutka pochwa była przepiękna. Paluszek wchodził lekko. Wróciłem do jej piersi i ust. Całowałem ją mocno, ocierając się o jej krocze. Zdjęła mi bokserki. Podciągnęła nogi ku górze. Dalej się całowaliśmy. Odchyliłem penisa nieco w dół – nie chciałem jeszcze wytrysnąć. Delikatnie muskał jej odbyt. Chwyciła się za piersi i mocno pociągała swoje sutki. Zszedłem niżej. Rozchyliła nogi i paluszkiem dogadzałem jej dziurkę. Piękną i wygoloną. Następnie zająłem się nią języczkiem. Wykonała ruch, jakby chciała mnie powstrzymać, ale szybko dodałem “proszę” i pozwoliła mi rozgrzewać ją oralnie. Mocno przy tym wzdychała, choć musiała powstrzymywać się przed krzykami. To mogłoby nas zdradzić. Prawie doszła do orgazmu, gdy wydusiła z siebie, że już nie da rady. Wtedy podniosłem się, nakierowałem penisa w jej pochwę. Wślizgnął się bez problemu. Była bardzo wilgotna. Przycisnęła mnie do siebie i dostała orgazmu. Czułem skurcze na swoim penisie, wziąłem głęboki oddech, aby wytrzymać. Zacząłem ruchy frykcyjne. Jej ręce podciągnęły uda do siebie, oczy odpłynęły. Po paru momentach dostałem orgazmu. Wytrysnąłem w niej, ale jeszcze chwilę ją posuwałem. Po wszystkim opadłem, popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy. Parę całusów i wyskoczyłem z niej. Przytuliła się do mnie. Mieliśmy jeszcze parę chwil dla siebie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV
  • Idealista

    W swoim krótkim, niespełna szesnastu i pół letnim życiu, udało mi się odnaleźć trzy miłości. Pierwszą odnalazłem wcześnie, jeszcze jako dziecko i wiele osób doceniało to jak wiele serca w nią wkładam. Obserwując początkowo babcię i mamę w kuchni, czasem jedynie coś pomagając, a z czasem zaczynając namiętnie oglądać programy kulinarne pokochałem przygotowywać posiłki. Nie ważne, czy było to gotowanie czy tworzenie słodkich deserów, ekscytowało mnie stawianie talerza z moim małym dziełem. Im więcej lat miałem, tym lepszy w tym byłem.

    Druga stanowiła wypadkową dorastania. Osiągając wiek nastoletni, jak większość chłopców, trafiłem na pornografię i wsiąkłem w nią bez reszty. Z czasem doszło też odkrycie jak spożytkować podniecenie wynikające z tego. Początkowo przerzucając kolejne produkcje działu „Nastolatki”, z czasem sobie uświadamiając, że dziewczyny w mojej szkole raczej tak nie wyglądają, zacząłem brnąć w inne rejony. Nie rozumiałem fenomenu spuszczania się na twarz czy widoku robienia loda, lesbijki były całkiem fajne i często bardziej urocze, a hardkorowe filmy wyglądały tragikomicznie. Ostatecznie stanęło na czymś tak prozaicznym jak duże cycki, ale wyłącznie naturalne, przez co często moje ulubienice były pulchne, by nie powiedzieć grube.

    Tak więc kulinaria i kobiety, które raczej mają ubrania w rozmiarze 38-42 to dwie pierwsze. Trzecia stała się jakąś dziwną wypadkową dwóch pierwszych i stanowiła nieprzyzwoity luksus, który miał mnie raczyć długo i wolno. To mi nie przeszkadzało, przeciwnie, miałem nadzieje czerpać z niego możliwie jak najdłużej.

    Zawsze lubię przypominać sobie jak spotkaliśmy się po raz pierwszy, choć ja nazywam to „odkryciem”. Krążyłem po sklepie, planując co zrobię na obiad dla siebie i mamy, pracującej jak zawsze do późna. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej głęboko osadzona fascynacja, która w tamtej chwili nie miała do niczego prowadzić. Wędrowała między półeczkami z chłopcem, na oko dziewięcioletnim i w pierwszej chwili pomyślałem, że to nie syn a młodszy brat. Wyglądała wtedy na maksymalnie dwadzieścia pięć lat, ale równie dobrze mógłbym przyjąć dwadzieścia trzy lub dwa. Z zdziwieniem dowiedziałem się potem, że ma ich aż trzydzieści jeden. Piękne włosy barwy rubinu błyszczały w sztucznym świetle, a zestawienie prostej wzorzystej sukienki i rajstop obściskiwało, wówczas jeszcze, szczupłą sylwetkę.

    Przywykłem już do sytuacji, w których przyciągam uwagę, nigdy nie było na odwrót. Jej jednak potrzeba było impulsu w postaci chłopca, który otworzył buzię i gapił się na mnie długo, po czym pociągnął mamę za sukienkę i pokazał mnie palcem. Na długą chwilę nasze spojrzenia się spotkały, na zawsze zapamiętam to spojrzenie niewinnych błękitnych oczu. Też rozchyliła wargi, ale by skarcić dziecko za pokazywanie obcych palcami. Przywykłem do tego, spokojnie. Nie przywykłem do tego, że będę patrzył na kobietę w ten sposób. Rozeszliśmy się, ale nie trzeba było długo czekać, aż znów się pojawi. A mianowicie tydzień.

    – Deni! – rozległ się krzyk mamy – Chodź tutaj!

    Zatrzymałem odtwarzanie koreańskiego ASMR o przygotowywaniu deserów, skąd czerpałem inspiracje do swoich. Podniosłem się z łóżka i ruszyłem sprawdzić, co znów się stało. Kiedy stanąłem w przedpokoju, znów powitała mnie ta sama para niebieskich oczu, ale już po chwili ze wstydem nie chciały na mnie patrzeć.

    – Mój syn, Denis. – powiedziała mama, wskazując mnie dłonią – To jest pani Zuzanna, nasza nowa sąsiadka. Ma do Ciebie prośbę.

    – Ogromną. – powiedziała, nadal nie podnosząc wzroku – Mój syn, Patryk, zablokował mi jakoś laptopa, a mam ważny projekt do pracy. Pan Koliwski wspominał, że znasz się nieco na komputerach…

    – Trochę. – odpowiedziałem, kiwając głową i spoglądając na nią – Da go pani, zobaczę co się da zrobić, a mama zrobi kawę czy herbatę.

    Znów na mnie spojrzała, ale od razu wycofała się nieufnie, jakbym miał uznać to za gapienie się. Nawet nie starałem się jej tego wypominać, po prostu biorąc torbę i wracając do pokoju. Rozwiązanie problemu było banalne i zajęło niespełna trzy minuty, ale z jakiejś przekornej ciekawości i może za to, jak bardzo unikała przyglądania mi się, podpiąłem swój dysk zewnętrzny i odpaliłem kopiowanie całej zawartości. Zadanie na kwadrans.

    – … jego ojciec mieszka w Etiopii, pracowałam tam jako lekarz bez granic. – usłyszałem, wchodząc do salonu – I co?

    – Da radę, ale chwilę to zajmie. – rzuciłem z fałszywą troską, a ruda najwyraźniej nabrała odwagi by na mnie patrzeć – Mama uwielbia się chwalić, jaka dobra była w młodości, a dla taty Polska jest za zimna. – podsumowałem jej zdanie – Może przyniosę ciasto? Sam robiłem, tres leches.
    – Uwielbia gotować i piec, sama nie wiem po kim to ma. – odpowiedziała mama – Przynieś, zjemy z panią Zuzanną i zalej kawy.

    Dałem dyskowi dwadzieścia pięć minut czasu. Ciasto posmakowało, zjadła aż trzy kawałeczki i wiele razy je pochwaliła. Niby taka chudzinka, ale miała apetyt. Nadal unikała spoglądania na moją ciemną twarz. Gdybym spotkał siebie obserwującego ją z miną „jak miło, że jej smakuje”, szepnąłbym mu do ucha spoiler, który określiłby jako „nierealny”.

    Przyniosłem komputer, pokazałem, że wszystko działa. Podziękowała wylewnie, tysiąc razy dając mi do zrozumienia, jak bardzo ratuje jej życie i chciała mi wcisnąć nawet pięć dych, ale odmówiłem, tłumacząc jaki to drobiazg. Jeszcze raz pochwaliła moje ciasto i w żarcie rzuciła, że chyba będzie częściej nas odwiedzać dla takich smakołyków. Wymieniliśmy się numerami w razie przyszłych problemów z kompem.

    Zawartość dysku była raczej mało znacząca. Dokumenty do firmy, które od razu zostały skasowane, masa zdjęć syna… CV, z którego dowiedziałem się o jej prawdziwym wieku i kilku ciekawostek. Jakieś gierki typowe dla dzieci. Bez żalu kasowałem to, nawet nie zastanawiając się.

    Pliki przeglądarki dopiero dały więcej. Nieświadomość trybu prywatnego sprawiała, że wszystko było domyślne i zapisywane. Z niezbyt dużą regularnością, ale całymi seriami pojawiały się adresy stron pornograficznych. Mogłem strzelać, że jej Patryk idzie tą samą drogą co ja kiedyś, ale jeszcze nie ogarnia na co patrzy, albo jego samotna mama ma swoje potrzeby. Nic przeraźliwie zbereźnego, przeciwnie, większość dało się podpiąć pod „romantyczne”, „zmysłowe” czy nawet „soft”, co sprawiało, że bardziej przychylałem się ku drugiej opcji. Z kilku linków skorzystałem, ale moje myśli wracały ku niej.

    Kolejne dwa miesiące stały się dziwną zabawą w podchody. Wpadała do mamy, głównie na ploty, czasem biorąc ze sobą Patryka, któremu dawałem grać na konsoli. Jednak jeśli mogłem, to siedziałem z nią, obserwując jak wcina zawsze przygotowane na jej wizytę jakieś ciasto i słuchając jak je zachwala. Nadal unikała przyglądania mi się, ale przeszliśmy na ty. Potem znów w ręce wpadł mi jej laptop i znów skopiowałem sobie z niego dane. W moje ręce wpadł nagle złoty bilet.

    Linki do pornografii pojawiały się częściej. Jednak było coś, w co bym nie uwierzył, gdybym sam nie zobaczył. Dwa grube łańcuchy zależności. Pierwszym, że daty odwiedzin witryn i poszukiwań dość płynnie nakładały się na jej wizyty w naszym mieszkaniu. W duchu zaśmiałem się, że po najedzeniu się ciastem u nas, posłaniu dzieciaka do łóżka, sama idzie do sypialni, długo szuka tego jedynego filmu i daje sobie druga dawkę rozkoszy.

    Drugi z łańcuchów jednak był ciekawszy. Tak jak wcześniej jedynym warunkiem była łagodna, bardziej erotyczna forma, tak teraz w większości opierały się o to, by był w nich ciemnoskóry mężczyzna. Potrzebowałem kolejnego tygodnia by zastanowić się, czy chce podjąć tak gigantyczne ryzyko. Temu Denisowi szepnąłbym „rozbiłeś bank”.

    Mama znów miała dyżur do późna, a ja robiłem obiad. Nic wielkiego, penne z sosem. Ktoś prawie mordował nasz dzwonek. Zuza stała pod drzwiami tuląc laptopa do piersi i trzęsąc się z łzami w oczach. Tym razem patrzała wprost we mnie.

    – Ratuj! – jęknęła, patrząc na mnie, a ja zaprosiłem ją do środka – Muszę wysłać raport za godzinę, bo inaczej utną mi głowę. Znów odmawia posłuszeństwa.

    – Spoko. – odpowiedziałem, biorąc laptopa – Chodź do kuchni, bo robię obiad.

    Tym razem czułem się w pełni obserwowany na przemian mieszając na patelni i stukając w klawiaturę. Usterka znów nie była najbardziej znacząca, ale rzeczywiście jej naprawa zajęła chwilę. Zuza na przemian przeklinała i lamentowała. Dzielnie jednak znosiła moje spojrzenia prosto w oczy.

    – Zaraz ożyje. – powiedziałem, pocieszająco – Zjesz ze mną? Mama wróci późno, a odgrzewane nie jest dobre.

    – Nie chce się narzucać, choć świetnie pachnie. – powiedziała, nieco spokojniej – Jesteś w tym dobry, próbowałam szukać przepisów po nazwach i je odtwarzać, ale nie wychodzi mi.

    – Sekretny składnik. – odparłem, też nakładając dla niej porcję – Nie lubię samego jedzenia, ale reakcje osób, którym je serwuje.

    – Mmmmm…. – widelec utkwił między wargami – Jeśli mam być szczera, to od czasu wprowadzenia się tutaj przytyłam cztery kilo. To chyba przez Ciebie i twoje ciasta.

    – To źle? – zapytałem, wzruszając ramionami – Skoro smakuje, czemu sobie odmawiać?

    – Bo będę gruba i co wtedy? – zaśmiała się, kręcąc głową, ale nadal nie odmawiając sobie kolejnych rurek makaronu

    – Nie widzę w tym nic złego. – powiedziałem znów – Słyszałaś kiedyś o wołowinie kobe? Najdroższe mięso świata, prosto z Japonii. Ma charakterystyczny marmurkowy wygląd, nie da się go z niczym pomylić. Jednak ten idealny charakter okupiony jest długą i ciężką pracą. – słuchała, nie przerywając jedzenia – Krowy wagyu, z których się ją uzyskuje mają specjalne warunki hodowli. Mają ograniczony ruch, są karmione samymi frykasami i pojone piwem, słuchają muzyki klasycznej na uspokojenie, a nawet zażywają masaży. Czasem marzę, by mieć taką krówkę.

    – By ją utuczyć i ubić? – zażartowała, będąc już w prawie jednej trzeciej porcji

    – Pielęgnować, obserwując jak rośnie. – to była moja ostatnia szansa, by się wycofać, ale nie skorzystałem z niej – Mogłabyś nią zostać dla mnie.

    Zatrzymała się w połowie drogi do ust, wpatrując we mnie. Potem wrócił jej nawyk chowania wzroku, by nie gapić się. Potraktowałem to jako porażkę, pośpiech i błąd początkującego. Wpatrywała się w talerz, nie opuszczając widelca. Milczeliśmy, jedynie szum wentylatora w laptopie i tykanie zegara dawały jakieś dźwięki w kuchni. Już byłem gotów krzyknąć, że żartowałem i wybuchnąć sztucznym, wymuszonym śmiechem.

    – Powtórz to. – powiedziała wreszcie

    – Chciałbym, żebyś była moją słodką wagyu, móc Cię traktować jak ich hodowcy. – powtórzyłem, starając się zachować spokój i pewność w głosie, ale wewnątrz szalała już furia – Gotowałbym dla Ciebie, poił dobrym piwem, poświęcał czas byś była zrelaksowana i rozpieszczana. – wbiłem widelec w swoją porcję – Nie chodzi o przekształcenie Cię w miesiąc w ludzki budyń z obwisłymi fałdami. Nie jestem aż takim hardkorowcem. – wsunąłem kilka rurek do ust – Nie będzie wpieprzania miliarda kalorii, pokroju pięciu paczek chipsów, dwa kubełki rozmnożonych lodów. Jadłabyś podobne do tego posiłki. Kupowałbym Ci kremy i balsamy, by twoja skóra była cudowna… Nie wiem, co mogę dać Ci w zamian.

    Znów zamilkła, patrząc na talerz. Przełączyłem kilka rzeczy w laptopie i obróciłem go do niej. Spojrzała niepewnie na ekran.

    – Połączyłem się z naszym wi-fi. Możesz wysłać raport stąd, jest na pulpicie. – powiedziałem, jedząc dalej, jakby wszystko co powiedziałem nie miało miejsca

    – Dlaczego? – zapytała, nie dotykając komputera

    – Bo masz ograniczony czas. – odłożyłem widelec na pusty talerz

    – Nie, dlaczego to wszystko powiedziałeś… – zapytała ponownie

    – Chciałbym zobaczyć, jak robię tymi rękoma mój własny cud, jak zwykle. Troszczyć się o niego. – podniosłem się od stołu otwierając zmywarkę – Nie proszę, żebyś teraz uklękła, zdjęła mi spodnie i wzięła fiuta do ust. Wolałbym kiedyś móc umówić się z tobą, gdy będę sam. Kupiłbym sporo świeczek, otoczył nimi wannę. Gdy przyjdziesz, rozebrałbym Cię powoli i weszłabyś do ciepłej, pachnącej wody. Umyłbym Cię, potem osuszył i zabrał do siebie. Położyłabyś się wśród poduszek, jak królowa, a ja rozcierałbym po twoim ciele krem, rozkoszując się każdym centymetrem jego delikatności. W tle grałaby spokojna muzyka. Zasypiałabyś zadowolona, pachnąca i najśliczniejsza na świecie. Tylko do tego obrazka nie pasuje mi ważąca, ile, sześćdziesiąt trzy?

    – Sześć. – poprawiła mnie

    – Sześćdziesięciu sześciu kilogramowa kochanka z miseczką B. – zgadywałem, wracając na swoje miejsce – Chce mieć taką z dużym biustem, szerokimi bioderkami i miękkim ciałem. – westchnąłem – Nie chce od razu odpowiedzi, bo wiem, że nie da się powiedzieć “tak, chce, byś mnie tuczył i traktował jak najwspanialszą rzecz w swoim życiu”. Może Cię odstraszać nawet mój wiek, to oczywiste. Możemy wszystko dokładnie zaplanować, ustalić. Tak jak mówiłem, to ty powinnaś czegoś żądać w zamian za to i będziesz miała czas to wymyślić. – uśmiechnąłem się znów – Wyślij, bo naprawdę stracisz pracę.

    Aż do swojego wyjścia działała w milczeniu, choć dokończyła posiłek. Długie, prawie cztery tygodnie nie pojawiała się ponownie. Spodziewałem się jednak, że pewnie czeka mnie poważna rozmowa z matką, jeśli dotrze to do jej uszu. Nie jestem jeszcze dorosły i nie powinienem kombinować takich rzeczy. Cóż, ona zaszła w ciążę krótko po odebraniu tytułu doktora z Afrykańczykiem, którego imienia nawet nie znała i każe kłamać, że mamy z nim kontakt, by nie wyjść na taką, która uległa „przelotnej przygodzie”. Zresztą, w swoim pomyśle wobec Zuzi nie powiedziałem nigdy „wyrucham Cię w gumce, by Patryk nie miał czasem braciszka”. Raczej oferowałem namiastkę innego rodzaju życia, o której być może marzyła. Dwadzieścia pięć dni wystarczyły jej na namysł.

    Nie odpowiedziała na moje powitanie, stojąc pod drzwiami i patrząc w dół. Miałem zjeść samotnie, ale jej wizyta stała się miłym dodatkiem. Zaproponowałem, by weszła. Bez pytania napełniłem drugi talerz ryżem, sosem i kurczakiem w sezamie, stawiając go przed nią. Nadal milczała i nawet nie spoglądała na to, co jej dałem.

    – Masz piętnaście lat… – powiedziała wreszcie, a ja wzruszyłem ramionami – Tylko twój charakter wydaje się bardziej… Dojrzały?

    – Gdyby dawali mi dwa złote za każdym razem jak ktoś tak mówi, właśnie bym kupował wille na egzotycznej wyspie. – odpowiedziałem – Może otaczałyby mnie niunie w bikini lub topless, które by leciały na moją kasę. Czyli umierałbym z nudy, oglądając młode płaskie deski pozbawione tego, co mnie interesuje.

    – Porównałeś mnie do krowy… – powiedziała, jakby nie słysząc tego co powiedziałem

    – Które posiadają cudowne, luksusowe życie, jakie mógłbym Ci stworzyć, jeśli byś się na mnie zdała. – nadal ją obserwowałem

    – Co gdyby ktoś się dowiedział, na przykład twoja mama? – nie przestawała drążyć – Jak myślisz, co wtedy?

    – Mamo, robię dietę pudełkową dla Zuzi, bo chciałem ją co nieco pogrubić. Marzę, by miała szersze biodra, uda i duże cycki. – powiedziałem spokojnie – Mam nawet zeszyt z pomiarami, jak rośnie. Kiedy mnie odwiedza, puszczam jej muzykę i robię masaże, by mogła przestać myśleć o codzienności. Zawsze robię na co ma ochotę. Na co masz ochotę?

    – Nie wiem… – powiedziała – Nie chce znów popełniać błędów…

    – Rozumiem to. – odpowiedziałem, odkładając widelec – Nie chce Cię do niczego zmuszać. Widzisz napalonego nastolatka, który marzy o umieszczeniu swojego czarnego fiuta w twojej różowej cipce, najlepiej bez zabezpieczeń. Może nawet myśli, że i ty o tym marzysz, gotowa już zdejmować majtki przez głowę. – otworzyła usta – Po co jednak cała ta otoczka diety, muzyki, troski i innych dóbr? Gdybym miał taką chęć, już byś leżała na brzuchu na tym stole, a ja brał Cię od tyłu, póki mamy czas.

    – Nie… To co mówisz, na przemian mnie przeraża i fascynuje. – powiedziała z wciąż opuszczonym wzrokiem – Chłopcy w twoim wieku raczej wolą inny rodzaj kobiet, niż ten o którym mówisz… Nie mówią wprost o tuczeniu…

    – Tuczyć to bym mógł Cię, jakbym przywiązał do krzesła i na śniadanie wciskał szesnaście pączków i masturbować się do każdego rozstępu. – odparłem – Łagodnie zwiększyć rozmiary. Jeśli tego nie chcesz, to nie. Możemy zapomnieć o wszystkim i żyć jak dawniej.

    – Chce. – powiedziała wreszcie – Po prostu… Nie wiem… Boje się. A ty nie?

    – Mam piętnaście lat, czarnego tatę i białą mamę. W szkole widzą mnie tylko z perspektywy Afroamerykanów, z którymi nie mam nic wspólnego, więc są nadmiernie litościwi albo przeciwnie, cholernie okrutni. – odpowiedziałem, po czym położyłem ręce pod brodę – Siedzę naprzeciwko trzydziestodwuletniej kobiety pracującej w dużej, międzynarodowej firmie, samotnie wychowującej syna, która marzy o romantycznej miłości. Zaproponowałem jej układ, który wypełni jej życie przyjemnością. Tylko od niej zależy, czy tak będzie. Tak, mam się czego bać. – podniosła wzrok – A potem wyobrażam sobie przyszłość, w której mówi “tak”. Minął już, powiedzmy rok, Patryk jest u dziadków na weekendzie, mama na dobie w pracy. Jesteśmy u Ciebie, w sumie nigdy jeszcze tam nie byłem. W tle leci Clair de Lune, kończę mieszać paelle pachnącą na całe mieszkanie. Masz na sobie wyłącznie koszulkę, przez którą wyraźnie widać całą krągłość piersi, łącznie z sterczącymi sutkami i krótkie spodenki opinające twoje biodra. Najpiękniejsza klepsydra świata. To kolacja przy świecach, śmiejemy się i jemy prosto z patelni, ty pijesz piwo, jakiś dobre, rzemieślnicze. Trochę narzekasz, ale za każdym razem szybko wraca Ci humor. Idziemy do sypialni, tam układasz się wygodnie i spuszczasz spodenki ukazując majtki. Masuje Ci stopy, potem wcieram w uda nowy, pięknie pachnący balsam, sięgając do pachwin, ale w żaden sposób nie dotykając twojego krocza. Potem odsłaniam brzuch, powoli, widziałem go wielokrotnie, ale jak zawsze, widzisz radość jaką mi to daje. Dopiero potem odsłaniam duży, piękny biust. Znów, zaczynam od dołu, linii majtek na brzuchu, biodra, pępek pod piersiami i kiedy je wreszcie mogę dotknąć, oboje czujemy się dobrze. Całujemy się namiętnie, ja trzymam Cię za piersi, ty też jak zawsze dotykasz mojej skóry. – patrzała na mnie, nieco zdziwiona – Mam mówić dalej? Może zacząć być niepokojąco i nieprzyjemnie.

    – Mów. – brzmiało to jak jęk, ale jednocześnie polecenie

    – Tkwimy w pocałunku, skleceni w dziwnej pozie. Moje ręce obejmują twoje piersi i biodra, twoja ręka tkwi na moich plecach. Druga wędruje powoli w dół brzucha. Coś jednak ją zatrzymuje, może jeszcze wstyd albo obawa. Ale ten wieczór nie jest taki jak każdy inny, oboje to wiemy. To nasza rocznica, więc czego nadal mamy się bać? Znajdujesz moją drugą rękę i zmuszasz ją, by podążała z twoją, prosto pod ich gumkę. Wspólnie prowadzimy nasze złączone palce by robić to tak, jak najbardziej lubisz. Widzę po tobie, czuje po twoim ciele, że jest Ci dobrze i w tej chwili przeszliśmy do kolejnego etapu naszego związku. Zasypiamy, przytuleni do siebie. – wciąż patrzała prosto we mnie – Robimy podobnie w gwiazdkę, ale wtedy, zsuwam się z łóżka i zdejmuje Ci powoli cudowną, czarną bieliznę, którą kupiliśmy bo obojgu nam się podobała, ciągnąc ją po śliskich, założonych jako dodatkowa niespodziankę dla mnie pończochach. Patrzę na nią pierwszy raz i czuję, jakbym patrzał na coś cudownego, a potem ciekawość każe mi sprawdzić jak smakuje. Szarpiesz mnie za włosy, zagłuszając własne odgłosy, bo masz wrażenie, że z pośród najlepszych rzeczy jakie dla Ciebie zrobiłem, ta właśnie uplasowała się wysoko na liście i w miarę odkrywania tego, co lubisz pnie się w górę i co raz chętniej na to mi pozwalasz. Ostatecznie, w czasie kolejnej rocznicy, pierwszy raz w pełni dopuszczasz mnie do swojego ciała. Tym razem to ja zdejmuje spodnie przed tobą. Przestaje być prawiczkiem dzięki swojemu ideałowi. Nie wiem, co dalej.

    Długo, ale naprawdę długo milczała, patrząc na mnie po tym monologu. Wreszcie uniosła widelec i zaczęła powoli opróżniać talerz i znów, jej twarz wyrażała jedynie ekspozycję przyjemności, ale nie mówiła o tym, czy jest dobre czy nie. Potem, tak jak przyszła, wyszła bez słowa. Wróciła dwie godziny później. Stanęła, patrząc na mnie, potem znów uciekając wzrokiem.

    – Ile? – zapytała wreszcie, a kiedy uniosłem brew by zapytać ile czego – Ile kilo według Ciebie miałabym przytyć?

    – Nie wiem. – odpowiedziałem, zgodnie z prawdą – Może być to siedem, dziesięć albo nawet dwadzieścia. Nie martw się, nie pozwolę Ci przekroczyć stówy. Widziałem takie. Może i są ciekawe, ale z drugiej strony to nie to. Powiedzmy, do pięciu kilo na miesiąc, ważenie co tydzień i będziemy zapisywać jak co rośnie. Jeśli ty będziesz miała dość, powiesz, to zaczniemy działać w druga stronę. – wciąż ją obserwowałem – Mówiłem Ci, to nie tydzień, miesiąc. Rok, może nawet dwa lata w najlepszym wypadku. Nie masz dostać cukrzycy, ataku serca i wyglądać jakbyś nosiła trojaczki, tylko stać się rozkoszną kluską plus size. – kiwnęła głową – Chce zapisać z czego startujemy.

    Stało się to moim drugim po szkole obowiązkiem, by po południu zanieść jej pudełka na kolejny dzień wraz z listą tego, jakie frykasy dostała. Początkowo wciąż podchodziła do tego jak pies do jeża, ale po kilku miesiącach powiedziała „musiałam kupić nowe spodnie i wymienić trzy czwarte bielizny” i dało się dostrzec, że jej piersi się dość zaokrągliły. To jednak był dopiero początek naszej zabawy. Na weekend mama szła na długi dyżur, a ona wywiozła Patryka do dziadków. Dała się namówić na naszą pierwszą, wspólną noc. Dałem jej do zrozumienia, że to ona wyznacza granice.

    – Zimno czy boisz się? – zapytałem na widok drżącej – Też mogę się rozebrać, jak będzie Ci tak łatwiej.

    – Możesz? – powiedziała, siadając na moim łóżku – W sumie, jak się bawić to się bawić. Pokazuj. – na jej twarzy odmalowało się zdziwienie, gdy pokazałem to nad czym sam pracowałem na siłowni na klacie, a potem opuściłem spodnie – Rozumiem, że na tym koniec?

    – Cóż, ja jestem topless. – pokazałem jej język – Pomóc?

    Znów się zawahała, ale kiwnęła głową. Rozbierałem ją po raz pierwszy, dlatego robiłem to powoli. Zaokrąglał się jej brzuszek, pokaźny biust zasłaniał przyciasny czarny biustonosz. Ugryzłem się w wargę, by go nie zerwać. Potem guzik spodni, ciasno opinających uda i białe, równie proste co górna część bielizny majtki.

    – Ślicznotka. – powiedziałem – Co dalej?

    – Nie wiem… – mruknęła, rumieniąc się – To głupie i będę cały czas myślała o tych krowach.

    – Nie masz rogów, nie piłaś do kolacji piwa i nie muczysz. Daleko Ci do nich. – odpowiedziałem – Kto wie, może kiedyś przyjdziesz i naprawdę zorganizuje Ci luksusową kąpiel w pianie, a ty będziesz sączyć piwo na poprawę trawienia? – powiedziałem, poprawiając jej poduszki – Teraz naciesz się tym, co mogę.

    W tle grała cicho muzyka klasyczna. Jej skóra już wydawała się miękka i miła w dotyku. Łagodnie rozcierałem krem po niej, zaczynając od stóp zgodnie z obietnicą i obejrzaną masą filmików na temat tego jak prawidłowo to robić. Leżała, niczym ruda wersja jakiejś starożytnej władczyni na moim łóżku z przymkniętymi powiekami. Kiedy moje dłonie znalazły się w górnej części ud, otworzyła oczy i niepewnie obserwowała moje ruchy. Dłonie łagodnie przeskoczyły nad majtkami i zabrały się za brzuch. Nie miała rozstępów, bo jednak nie tyła tak gwałtownie. Miękki, ale jeszcze nie to. Bardziej jak zbyt długo uleżała poduszka, która już jest cienka. Poczułem jej dłoń na plecach, jak wodzi palcami po moim kręgosłupie.

    – Jesteś ciepły. – powiedziała, lekko sennie – Ciepły i twardy. Jakby nie dało się w Ciebie wbić nawet palca.

    – Też jesteś cieplutka. – odparłem, robiąc kółka dookoła pępka Mówiłem Ci, że chce, byś coś z tego miała, prawda? – przesunąłem palcami pod linią stanika – Cudownie rosną.

    – Były tak duże, jak karmiłam mlekiem Patryka… – zaśmiała się, po czym znów jakby odpłynęła – Kiedy robię to sama, jest normalnie. Kiedy ty mnie dotykasz, jest jakoś… Inaczej. Nadal nie wiemy, co będzie dalej?

    – Może to, co Ci opowiedziałem? – zacząłem rozcierać jej ramiona – Albo coś znacznie lepszego i ciekawszego… – skończyłem, układając dłonie na jej brzuchu i wiodąc po nim palcami

    – Łaskoczesz. – mruknęła i zbliżyła swoją twarz ku mojej – Pocałuj mnie.

    Noc spędziliśmy w swoich objęciach, całując się i dotykając nawzajem. W żadnym momencie nie przekroczyłem granicy, zgodnie z złożoną obietnicą. Sielankę przerwał jedynie budzik i ten, podobnie jak pierwszy, był długim i delikatnym pocałunkiem, na pożegnanie. Kolejne dziesięć minut spędziłem masturbując się w wciąż pachnącej pościeli, wyobrażając sobie, że sama robi to samo w swoim łóżku.

    Od tamtej pory całowaliśmy się, kiedy tylko nadarzała się ku temu szansa. Kiedy przynosiłem jej tobołki, mijaliśmy się sami na korytarzu lub jechaliśmy windą. Zawsze tak samo intensywnie, jak pierwszy raz. Stawała się co raz śmielsza i z czasem mój telefon wypełniły jej zdjęcia pozującej w bieliźnie. Wówczas zacząłem jej podsyłać pozycje z katalogów, a i szybko dostawałem fotki jej ubranej w nią. Kiedy znów przychodziła do mamy, siadałem naprzeciwko niej i obserwując jak rozkoszuje się ciastem, trzymałem jej stopę między nogami pod stołem, rozcierając ją.

    Na swoje szesnaste urodziny otrzymałem mikser planetarny, jako wspólny prezent od niej i mamy. W dłoń wcisnęła mi jednak karteczkę „coś ekstra w późniejszym terminie”. Kiedy nadeszła kolejna okazja by spędzić wspólnie noc, w drzwiach pojawiła się z siatką. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, przywarła do mnie. Duże piersi niemal rozpłaszczały się o mnie, a wargi wydzierały ze mnie oddech. Obejmowałem jej cudowne biodra, tylko siłą woli powstrzymując się od złapania za dupę.

    – Cześć. – powiedziała wreszcie i ruszyła do łazienki

    Waga wskazała osiemdziesiąt siedem i pół. Odliczyłem półtora na ubrania, notując w zeszycie. Dotknąłem czubkiem długopisu piersi i usłyszałem „38J”. Uniosłem aż spojrzenie, a ona uśmiechała się szeroko. Podeszła do naszej wanny, siadając na jej krawędzi.

    – Naprawdę masz różany płyn do kąpieli? – zapytała, nadal zadowolona z siebie

    – Mam. – powiedziałem, wyciągając z szafki dużą butelkę, ale ona już zdążyła odkręcić kurek i łazienkę zalała para – Chcesz, żebym wyszedł?

    – Hm… – udała, że się zastanawia – Zrób to co zwykle, potem przygotuj mi pianę, zamknij oczy i nie podglądaj.

    W jednej chwili, podwijając jej bluzkę, czułem to samo co wtedy, stojąc w markecie i dzierżąc w dłoni swoje przyprawy. Dziwną, wspaniałą a nawet chorobliwą ciekawość i pożądanie. Miała na sobie cudowny, szafirowy komplecik wykończony przejrzystymi wstawkami i pończochy, a jej ciało przypominało wszelkie moje ulubienice, które namiętnie oglądałem. Zmuszałem się, by unosić wzrok i oglądać jej twarz. Po namyślę ukucnąłem i zacząłem jeszcze zdejmować je delikatnie, zębami, sunąc górną wargą po jej udach, kolanach i łydkach. Kiedy skończyłem, odgoniła mnie dłonią, jej kciuki się uniosły i zsunęła ramiączka stanika. Zamknąłem oczy i w duchu się modliłem, żeby mimo wszystko ciaśniejsze dżinsy utrzymały na miejscu rosnącą erekcję. Usłyszałem lekkie pluśniecie.

    – Otwórz. – powiedziała, a ja wykonałem polecenie i zobaczyłem, że tylko biała mgiełka dzieli mnie od jej ciała w pełnej okazałości – A teraz zabierz mnie do mojego raju.

    Uniosłem palec. Wyszedłem, nabrałem oddechu i z całej siły ugryzłem swoją rękę. Dzikim pędem pobiegłem do pokoju, przynosząc przenośny głośnik i świeczki. Wciąż pluskała się jak syrenka, bawiąc się pianą, co rusz odsłaniając lub zasłaniając nią większy kawałek piersi. Łazienkę wypełniła jak zwykle muzyka, a świeczki nadały klimatu przy zgaszonym świetle.

    – Jeszcze coś. – powiedziała, wskazując swoją siatkę, a ja wygrzebałem z środka butelkę – O właśnie. Jechałam na drugi koniec miasta po nie.

    Znów wyszedłem, wracając z przelanym do wysokiej szklanki. Sięgnęła do ideału, mieliśmy oprawę i właśnie brała kąpiel, sącząc łagodnie piwo. Cóż, to mi zrobiło się nagle głupio. Kiedy podałem jej szklankę, przyciągnęła moją głowę ku sobie i pocałowała. Potem namacała moją rękę i wsunęła ją w pianę, układając na wilgotnych piersiach.

    – Wszystkiego najlepszego, Deni. – szepnęła do mojego ucha – Czy tak jest Ci dobrze?

    – Idealnie. – odparłem, znów całując ją i delikatnie stymulując jej piersi – Tylko i wyłącznie idealnie…

    – Ah, czyli lepiej już nie będzie? – zapytała, nadal nie pozwalając się puścić

    Choć wciąż nie miałem zamiaru sięgać jej poniżej linii pępka, to już ta swoboda, jaką dała mi w dostępie do swoich piersi była cudowna. Z lubością i czułością patrzeliśmy na siebie, gdy prowadziłem gąbkę po jej skórze, tylko co jakiś czas zmieniając ją na szklankę, by znów pozwolić jej wypić kilka łyczków. Sam siorbnąłem odrobinę i rzeczywiście było smaczne. Ułożyłem ręcznik i grzecznie wyszedłem, mówiąc, że będę czekał w sypialni.

    Przyszła. Nie nago, nie w ręczniku. Miała na sobie obcisłe, szare body z długimi rękawami, zapinane na zatrzaski. Znów ułożyłem jej wygodnie poduszki i jak zawsze zdjąłem też koszulkę i spodnie. Widziałem, jak przygryza rękaw, patrząc na mnie, bawi się włosami i dumnie pręży swój cudowny biust. Bawiła się mną. Kiedy chciałem podejść, ona uniosła palec. Nadal, bawiąc się włosami, co jakiś czas przesuwając dłoniami po swoich piersiach, by wreszcie wolno zacząć zdejmować rękawy i je uwolnić, niczym dwa najcudowniejsze obiekty w historii świata. Dopiero potem mnie przywołała i włożyła moją twarz prosto między nie. Tym razem nie mogłem tego ukryć. Rozkoszowałem się miękkością, zapachem, nagrzaną od wody skórą i wszystkim, całując je, dotykając, miętosząc w dłoniach. Były takie cudowne i tylko stawały się lepsze z każdą chwilą i czułem, jak wodzi palcami po moich plecach.

    – Mmmmmm… – mruknęła – Zawsze, kiedy myślę, że już odkryłam najlepszą rzecz od Ciebie, ty robisz nową…

    – Dziękuje. – odpowiedziałem, układając się znów twarzą do niej, ale nadal lewą ręką głaszcząc to lewą, to prawą pierś – Ale to ja powinienem dziękować. – znów mnie zakneblowała pocałunkiem, chwytając moją prawą dłoń

    – Obiecałeś mi, że tak będzie, pamiętasz? – powiedziała, a ja czułem jak prowadzi moje palce po swoim brzuchu – Myśl o tym, że to zrobisz, sprawiała, że przez cały tydzień się nie bałam. Ani kiedy byłam u kosmetyczki, ani gdy przyszłam do Ciebie, ani teraz…

    Znów ukryłem twarz w jej piersiach i pozwoliłem się prowadzić na nieznane sobie tereny. Gładkie obszary podbrzusza i co raz niższe powiedziały mi wprost, czego mogła się u niej bać. Jednak, jak już mówiłem, chciałem, by też coś z tego miała. Nie tylko “o, ugotowałeś coś smacznego” czy “ładnie wyglądasz, bo chodzisz trzy razy w tygodniu na siłownię”. Internet nie miał tylko poradników kulinarnych, ale też inne. Naturalnie, gdybym posiadał wtedy w dłoni jeden z tych bajeranckich wspomagaczy, mógłbym to zrobić lepiej, ale prowadzony jej palcami i cierpliwym uczeniu się o sile nacisku i ruchu palców, po chwili głębszych oddechów do muzyki dołączyły bardziej prymitywne, przepełnione namiętnością odgłosy znane mi jedynie z słuchawek. Jeszcze cieplejsze, jeszcze miększe i wilgotne miejsce w jej ciele było już Edenem.

    Zabawa ta, w porównaniu do mojej na którą mogłem sobie pozwolić tuż po jej wyjściu, trwała bajecznie długo i wspaniale się czułem z każdym jej jękiem i paznokciami wbitymi w plecy. Nie miałem doświadczenia w tych kwestiach, ale sądząc po tym jak mocno się do mnie przytulała i ochoczo całowała, chyba doszła. Głupio było o to zapytać.

    Po tej nocy nadeszły dni, które przerodziły się w tygodnie posuchy. Pocieszeniem były kolejne zdjęcia, gdzie już bezwstydnie odsłaniała swój biust i dumnie prezentowała go do obiektywu. Na jej trzydzieste drugie urodziny przygotowałem specjalny tort, a jako prezent podarowałem zakupiony w sekrecie wibrator, na ucho szepcząc „na te wieczory, gdy nie możemy być razem”. I rzeczywiście, staraliśmy się spotykać choć raz w miesiącu, ale nadal nasze zbliżenia ograniczały się do pieszczot. Nie przeszkadzało mi to, bo zawsze mogłem nie mieć niczego.

    Szczęśliwie dla nas, dzień naszej małej rocznicy, kiedy to podjęła decyzję o tym, że chce zostać moją „krówką”, oboje mieliśmy „wolne”. Zabrałem więc wok, składniki na kolację i przygotowany już wcześniej deser, ruszając do niej. Nie miałem ku temu większych oczekiwań, acz nadal, nie narzekałem. Zuza była cudowną istotą, która dawała mi więcej, niż powinna.

    Już nawet nie witaliśmy się słowami, ale pocałunkami. Dociskała się do mojego ciała, a ja gładziłem ją przez ubrania. Od razu zabrałem się za przygotowywania, które miały zająć najwięcej czasu.

    – Pamiętasz, jak Ci powiedziałam, że naraz jesteś fascynujący i przerażający? – zapytała, obserwując jak kroje warzywa – Nadal tak sądzę.

    – Ja myślę, że jesteś najpiękniejszą rzeczą świata. – powiedziałem, znów ją całując – Taką, jak sobie bym wymarzył. – uśmiechnęła się jak zawsze – Moja słodka, miękka kluseczka.

    – Mmmm… – zamyśliła się – Chyba jednak bardziej fascynujący. Zaraz przyjdę.

    Kiedy wróciła, wiedziałem, że rozgryzła już moją słabość do rajstop i jednoczęściowej bielizny, bo miała na sobie kabaretki, na które wciągnęła czarne body. Z lodówki wyjęła schłodzone piwo, które jej elegancko otworzyłem i przelałem do szklanki. Rozkoszowałem się jej widokiem, a później przeniosłem gotowe danie z dwoma widelcami na deskę na stole. Zamiast jednak wziąć swój, przysunęła się i otworzyła usta, by ją karmić. Moje ramię wylądowało między dwiema krągłościami, a dłoń została wciągnięta między uda. Spokojnie więc poiłem ją i karmiłem, zadowolony. Kiedy skończyliśmy, wyprostowała się.

    – Myślę… – powiedziała – Że chyba nie chce już więcej czekać. – uniosłem brwi w pytającym wyrazie – Kiedy myślę, że już doznałam od Ciebie wszystkiego, znów pokazujesz, że stać Cie na więcej. – uśmiechnęła się – Powiedziałeś, że nie masz dla mnie nic w zamian, więc chce coś dzisiaj dostać. Ciebie. – położyła rękę na moich spodniach – Chcę, żebyś poszedł ze mną do sypialni i zachował się jak mężczyzna.

    – Jeśli właśnie tego chcesz… – powiedziałem, uśmiechając się – Wiesz, jaki jest problem? Moją pierwsza kobietą będzie ta najwspanialsza, więc pewnie nigdy żadna jej nie sprosta. – odpowiedziałem, całując ją – Będę jak najlepszy.

    Widziałem jej piersi i brzuch niezliczoną ilość razy, ale teraz leżąc nago pod jej kołdrą było w tym widoku coś wielokroć cudowniejszego. Kiedy jednak opadł dół, ukazując mi miejsce znane tylko z dotyku, na chwilę zaparło mi dech. Wsunęła się wolno pod kołdrę, przywierając swoim nagim ciałem do mojego. Jej dłoń jak zwykle badawczo wędrowała po moim, aż wreszcie znalazła to, czego szukała.

    – Więc filmy dla dorosłych nie kłamią… – odparła, lekko roześmiana

    – Kłamią. – odpowiedziałem, czując napływającą krew – Bo zwykle białe laski na dzień dobry biorą go do buzi. Jednak ty zasługujesz na więcej…

    Przysunąłem się do niej, składając na jej wargach pocałunek i przesuwając palcami po skórze szyi, potem ramion. Łagodnie znów gładziłem jej piersi, zniżając do nich usta, gdy ona wciąż trzymała mojego fiuta w swojej dłoni. Zbyt wiele razy widziałem jakie filmy jej się podobały, by nie wiedzieć, co robić. Kiedy poczułem, że tyle wystarczy, przesunąłem usta do brzucha, obsypując go pocałunkami i uwalniając się od niej. Zanurkowałem między jej nogi, wsuwając sobie uda na barki i wtulając w soczysty owoc jej kobiecości. Poczułem jak jej mięśnie sztywnieją, kiedy łagodnie ją rozpieszczałem na ostateczny sposób. A potem wysunąłem się ku górze, łagodnie wsuwając się do środka. Leżałem, twarz w twarz do niej, obejmując ją pod ramionami i kochałem się z nią, co jakiś czas tylko odbierając kolejne pocałunki.

    Tej nocy kochaliśmy się jeszcze dwukrotnie, za każdym razem było tylko cudowniej. Jej ciało wydawało się jeszcze cudowniejsze wskutek tych doznań, a uczucia jakie to wywoływało lepsze niż cokolwiek dotychczas przez mnie spotkane. Po wszystkim położyła się obok, tuląc do mnie i pozwalając jedynie głaskać swoje włosy.

    Zdążyliśmy się kochać jeszcze czterokrotnie, nim dwa miesiące później mama z niemal trzyletnią regularnością obwieściła, że znów się przeprowadzamy. Nie robiłem jej wyrzutów, przywykłem. Jako lekarz zawsze znajdowała lepszy szpital, gdzie dostawała lepsze warunki. Zuza wydawała się jednak rozczarowana tym komunikatem, jednak koniec końców wydawała się zadowolona.

    – Ostatnio w pracy pojawił się nowy facet. – powiedziała, kiedy leżeliśmy przytuleni do siebie – Pewnie nie będzie miał nawet startu do Ciebie, ale czasem widzę jak rozbiera mnie wzrokiem. Może też lubi duże kobiety?

    – Może. – powiedziałem, gładząc jej gołe ramię – Jeśli jednak nie będzie Cię traktował równie dobrze, to nie pokazuj mu naszych skarbów. – przesunąłem palcem po piersiach – Nie będę kłamać, że będę tęsknił.

    – Ja też, Deni… – mruknęła – Tylko nie wiem, do którego z twoich talentów bardziej. – zaśmieliśmy się oboje

    Jest jednak druga prawda tego wszystkiego. Ta najbardziej oczywista. Hodowca, po tym jak już stworzy idealną krowę, zarzyna ją i oprawia, sprzedając mięso. Ja swoją zerżnąłem i oddawałem jakiemuś typkowi, któremu może się moja Zuza podobać. Jednakże dobry hodowca zamiast płakać za tą jedną, znajduje kolejne ciele.

    Blondynka, której posmakował mój sernik z pistacjami miała na imię Klaudia i była niespełna pięć lat starsza od mnie. Jako przymierający głodem student, z chęcią wpadła na darmowy obiad i widać było, że jako umięśniony Mulat wzbudzam jej zainteresowania.

    – Powiedz… Słyszałaś kiedyś o wołowinie kobe? – zapytałem, podając jej kolejny kawałek

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michalina Korcz

    Tadam.

    Jak zawsze mam nadzieję, że czytanie sprawiło tyle przyjemności co mi pisanie (a było jej wiele) i jestem wdzięczna za wszelką odezwę. Nie lubię raczej się spieszyć z tworzeniem.

    Tych, którzy już mnie znają poinforumję: Powoli dłubie coś znów w większej całości pokroju “Człowieka”, ale nie uprzedzajmy faktów. 

    Tych, którzy trafili na to przypadkiem i się spodobało zachęcam do przeczytania cyklu 5-częściowego cyklu przygód o Konradzie.

  • Niezapomniany wyjazd 2

    Kolejny dzień wydawał się być nudnym, codziennym, pełnym obowiązków. Co prawda od rana wracałem myślami do wczorajszego wieczoru, jednak ta myśl powodowała niechęć do dzisiejszych obowiązków. Przez cały dzień z moimi Paniami mijałem się sporadycznie, jednak za każdym razem uśmiechami potwierdzaliśmy, że wczorajszy wieczór był dla nas czymś wyjątkowym. Gdy dzisiejszy dzień chylił się ku końcowi i po wypiciu kilku drinków postanowiłem się udać do pokoju. Niestety nigdzie nie widziałem moich Pań, więc uznałem, że dzisiejszy pobyt zakończy się co najwyżej zabawą kutasem pod prysznicem. Jakie było moje zdziwienie gdy przed drzwiami pokoju spotkałem moje cudowne nimfy.

    – myślałeś, że zapomniałyśmy o Tobie?- rzekła Kasia

    – jak mogły byśmy zapomnieć o naszej dziwce- dodała Ania

    -rozbieraj się do naga dziwko.

    Nie czekając nawet sekundy, posłusznie wykonałem rozkaz. Na początek poczułem lekkie zawstydzenie, w końcu stałem nagi na korytarzu hotelowym. Jednak gdy obie Panie zaczęły bawić się moimi sutkami, wstyd ustępował podnieceniu. Gdy w końcu pojawiły się klamerki na moich sutkach, już nic innego mnie nie interesowało. Mój kutas stanął na baczność i był gotowy do zabaw. Moje Panie dostrzegły to i śmiejąc się zabrały moje rzeczy z podłogi. Gdy znikały w drzwiach pokoju rezolutne się uśmiechając, poczułem pewien niepokój a jednocześnie ogromne podniecenie.

    – stój tutaj spokojnie psie, Twoje Panie muszą się przygotować – rzekła Kasia

    Stałem tak dobre dziesięć minut. Czując zażenowanie, jednak wbrew sobie coraz większe podniecenie ogarniało mój organizm. Miałem wrażenie, że to wszystko było ukartowane, ponieważ w pustym korytarzu zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Mijając mnie, słyszałem tylko śmiechy i czułem klapsy na swoim tyłku. Ku mojemu zdziwieniu, kutas coraz bardziej się prężył. W końcu drzwi się otworzyły a ja mogłem wejść do środka. Na środku stał stół z przygotowanymi posiłkami. Środek stołu był jednak pusty.

    – wchodź na stół szmato i klęknij- rozkazała Kasia

    Gdy na nim się znalazłem, poczułem dziwne podniecające mrowienie.

    – wypnij swój tyłek- dodała Ania

    Gdy oparłem swoją głowę o blat, poczułem jak obie Panie zawiązują mi ręce z tyłu kolan. Po chwili jednak coś zbliżyło się do mojej dziurki a mój kutas jeszcze bardziej się naprężył. Bez żadnych oporów ów przedmiot wszedł do środka a ja poczułem jak moje ciało przeszywają dreszcze rozkoszy. Gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk odpalanej zapalniczki, zdałem sobie sprawę, że w tyłku mam świeczkę i będę służył jako świecznik.

    – teraz musimy zjeść kolację a najlepiej nam smakuje przy świecach- rzekła Ania

    -abyś nie próbował się pozbyć tej świeczki! Dodała Kasia

    Obie Panie zaczęły jeść. Ja po chwili poczułem jak pierwsze krople wosku spływają do mojego tyłka. Następnie po ogolonych jajkach aż do mojego kutasa. Jaki to był słodki ból. Było tego więcej i więcej a ja poczułem ogromne podniecenie. W końcu Panie przestały jeść. Nie mogłem dostrzec jak dzisiaj wyglądały ale moja wyobraźnia mocno pracowała. Nagle przy swoich ustach poczułem coś twardego. To Kasia przysunęła ogromne, dildo przypięte do paska.

    -ssij go dziwko- dodała, wpychając mi go w usta.

    Miał chyba z pięć centymetrów średnicy, jednak posłusznie wykonałem rozkaz. W tym czasie poczułem jak palce Ani nawilżają mój tyłek. Jakie było moje podniecenie, gdy obie Panie zamieniły się miejscami. Gdy to co miałem przed chwilą w ustach przybliżyło się do mojej dziurki myślałem, że eksploduje z podniecenia. Pod wpływem naporu bardzo szybko zabawka wsunęła się do środka. Najpierw powolnymi ruchami czułem jak się zagłębia, później coraz mocniej i szybciej. Czułem jak rozrywa mój tyłek i z rozkoszy zacząłem jęczeć. Jednak Ania nie pozwoliła mi na to wpychając drugą, jeszcze większą zabawkę w usta. Nigdy nie sądziłem, że facet w taki sposób może dojść do orgazmu. A ja po chwili eksplodowałem zalewając cały stół swoją spermą. Byłem skrępowany i nie mogłem się ruszyć, jednak to jeszcze bardziej spotęgowało doznania. Jednak Panie nie przestawały. Rozwiązały mnie i obróciły na stole.

    Masz wszystko zlizać, do czysta! Rozkazała Kasia.

    W tym samym czasie Ania wbiła swój sprzęt w mój tyłek. Ja zlizywałem swoją spermę ze stołu i jednocześnie byłem ruchany przez drugą Panią. Ku mojemu zdziwieniu, mój kutas nie zamierzał odpuścić i stał na baczność domagając się więcej. Po chwili zostałem odciągnięty od stołu a na moich policzkach poczułem dłonie dziewczyn. Jaki byłem podniecony. Kasia stanęła pod ścianą a Ania za włosy podprowadziła mnie do niej. Jej twarde sutki oparły się o ścianę a tyłek wypiął w moim kierunku.

    Wchodź do środka i dobrze wyruchaj jej tyłek. Rozkazała Ania

    Nie czekając na zaproszenie wszedłem w tą przepiękna, brązowa dziurkę. Gdy moje jaja dotykały już pośladków Kasi, Ania docisnęła moje ciało do pleców Kasi. Moje sutki z klamerkami jeszcze bardziej potęgowały moje podniecenie a piersi Kasi rozpłaszczyły się na ścianie. Jej sutki o mało co nie przebiły jej na wylot. Jej ręka powędrowała do cipki, rozkosznie ją masując. Ja poczułem jak Ania wchodzi zabawką w mój tyłek. I coraz mocniej mnie rucha. Po kilku ruchach udało mi się tak zsynchronizować, że mój kutas dobijał tyłek Kasi gdy Ania wpychała się we mnie. Coraz mocniej, szybciej, głębiej. Rączka Kasi zrobiła swoje i gdy poczułem dreszcze na jej ciele sam eksplodowałem potężnym ładunkiem spermy w jej tyłku.  Byłem tak podniecony, że nie zważając na konsekwencje szybko zabrałem się za lizanie jej słodkiego tyłeczka. Mój język zagłębiał się bardzo głęboko zlizując swoją spermę z jej tyłka, poczułem się niczym w amoku. Takiego czegoś jeszcze nigdy nie przeżyłem a to nie był koniec tego wieczoru…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mariusz
  • Przylapany przez matke 5/25

    Rozdział V

    Po latach, gdy wspominam tę rozmowę, a przede wszystkim rzeczową reakcję matki na nieopróżnione jądra, dochodzę do wniosku, że zareagowała jak profesjonalna, wykształcona pielęgniarka znająca się na fizjologii. Całej fizjologii. Także w tym aspekcie. Nie bez powodu nasz dom jest sterylny jak sala operacyjna, a opakowanie produktu z wczorajszym terminem ważności nie istnieje w jej uniwersum. Po prostu uznała, że fizjologia jest ważniejsza od psychologii. Poniekąd słusznie. Myślę, że byłaby z niej dobra higienistka szkolna, szczególnie w liceum. Ciekawe tylko, jak radziłaby sobie z tą drobną częścią higieny i medycyny szkolnej, która odpowiada za życie dorastających chłopców? Mogłoby być ciekawie. Biorąc pod uwagę jej rzeczowe podejście do życia, to niezależnie metod, które by stosowała, zakochanych w niej chłopaków mogłoby być sporo… Wcale nie sugeruję, że deprawowałaby nieletnich, aczkolwiek chłopaki mogliby to odbierać zupełnie inaczej.

    Dorastający panowie pakują swoje wacki w różne dziwne miejsca, różnych zresztą kobiet, do tego zwykłe zapalenie cewki moczowej, sprawy z napletkiem czy nawet prozaiczne zastrzyki w dupsko. „Dzień dobry. Proszę za parawan. Majty też… To jest gabinet!”. A może: „Dzień dobry. Proszę za parawan. Oj, Misiu, nie przejmuj się. Takim chłopcom jak ty zdarza się, że stanie w nieodpowiedniej chwili…”. A może jednak: „Proszę, proszę, co my tu mamy. Jaki piękny okaz. Widzę, że dorastamy… Ty jesteś już z czwartej klasy? Zobaczmy, jak to wygląda”. Życie szkolnej higienistki może być bardzo ciekawe…

    Przez resztę dnia, gdy trafialiśmy na siebie w mieszkaniu, matka z lekkim uśmieszkiem patrzyła mi w oczy, a ja nie wiedziałem, gdzie posiać wzrok.

    Potem już nic się nie działo, aczkolwiek następna wódeczka wypadała ojcu w najbliższy weekend. W międzyczasie, przez te parę dni, stałem się zupełnie innym człowiekiem. Nagle zacząłem się bardziej angażować w domowe sprawy, poszedłem nawet z ojcem do jego kolegi pomagać przy samochodzie. Nie wiem, może matka coś wyczuwała, może ja miałem jakieś podświadome wyrzuty sumienia, w każdym razie ojciec też głupi nie był i zaczął mi się przyglądać. Matka wpadła wtedy na genialny pomysł i teatralnym szeptem, żebym ja też słyszał, powiedziała do ojca: „Chyba się zakochał”. To prawda, tylko że ja w matce byłem niezdrowo zakochany już od dawna.

    Stary, widząc moją przemianę, przypomniał sobie o obowiązkach ojca i któregoś dnia wziął mnie na stronę. Lodowaty mróz, beton, pręty zbrojeniowe, kurna, za dużo się dzieje w te dni. Byłem przerażony, nogi miałem jak z waty. Tym bardziej że wziął mnie specjalnie na bok, tak żeby matka nic nie słyszała i zaczął w te słowa: „Muszę z tobą poważnie porozmawiać…”.

    „Kurwa, kurwa, kurwa!” – powtarzałem w myślach, żałując wszystkiego łącznie z pierwszymi uświadamianymi przytulasami do matczynego biustu. Za chwilę świat zawali mi się na głowę.

    „Synu, najwyższy czas, żebym porozmawiał z tobą o życiu prawdziwego mężczyzny…”. („Ja pierdolę!!!… Kurwa, gówno, kurwa, gówno!…”) powtarzam w myślach jak szalony, a ten wyjeżdża mi z rybami: „Zapraszam cię na weekend, na nasze stare łowisko. Na pewno coś złapiesz. Pokażę ci, co i jak”.

    Ustawiam się tak, żeby nie zobaczył mojej twarzy i zaczynam się tłumaczyć: „Tato, to jeszcze nie ten czas, żyjemy w innym tempie, chyba bym nie wytrzymał, za młody jestem. Może jak na studiach będę potrzebował odreagowania, albo gdy urodzi mi się pierwsze dziecko…”. Ojca zaskoczyły moje plany, musiał się poczuć dumny, że tak wychował syna, bo już nie nalegał. „Dzięki, ojciec, na pewno to kiedyś zrobimy. A potem z twoim wnukiem”. Chyba go udobruchałem.

    Czoło miałem mokre od zimnego potu. I miałem już serdecznie dość tego rollercoastera.

    Na szczęście przez resztę tygodnia nic się nie działo, a w szczególności matka zachowywała się jak dawniej. Zaczynałem dochodzić do siebie. A w sobotę matka wylądowała jak zwykle w moim łóżku zaraz po mnie. Nigdy nie czekała, aż stary wróci od kolegów. Nigdy po tych powrotach nie musiała się nim opiekować, ani go ratować. Sam się rozbierał, korzystał tylko z przywileju niekorzystania z łazienki i nieświeży walił się w wyro. Matce nie chciało się wstawać w nocy i przenosić do mnie, jeszcze by mnie zbudziła. Korzystała po prostu, tym razem ze swojego przywileju – wyspania się. Przypomnę, moje wyro było naprawdę potężne.

    Jednak zbyt wiele stało się ostatnio. Ja, co prawda, zasnąłem od razu kamiennym snem, nie chcąc psuć sobie humoru świadomością, że zapewne matka już nigdy do mnie nie będzie po tym wszystkim przychodzić ze swoją kołdrą, a tymczasem…

    Budzę się o trzeciej w nocy, z pokoju obok leci już ostre chrapanie ojca, a matka jak gdyby nigdy nic śpi u mnie w takiej pozycji jak zawsze. Ja już miałem dość powstrzymywania się. Chciałem to robić, patrząc na nią we śnie. Chciałem to zrobić nawet za cenę nowej rozmowy w kuchni. Po prostu chciałem ją wykochać na odległość. Myślę, że by mi wybaczyła.

    Darowałem sobie dotykanie halki. Odkryłem kołdrę i zsunąłem lekko bokserki. Spałem bez góry, co matka niechętnie akceptowała przy jej obecności. Nigdy dotąd przy niej nie onanizowałem się na leżąco. Bałbym się, że zostaną gdzieś ślady, które moja perfekcyjna matka na pewno by potem znalazła, poza tym bałem się zapachu spermy w pokoju. Sprawę zazwyczaj załatwiałem w kiblu albo w łazience. Byłem co prawda ostrożny, ale po ostatnich wydarzeniach byłem już kimś innym, czułem w sobie nowy rodzaj hormonów. Czułem przemianę. Zresztą nie waliłem od czasu, gdy mnie przyłapała.

    Cała skóra zrobiła mi się podczas onanizowania dziwnie wrażliwa, zacząłem też szybciej oddychać. Pozbywam się bokserek zupełnie, krew krąży coraz intensywniej, układam się rozwalony w częściowym rozkroku, nic mnie nie blokuje, mimo że podczas zadowalania się do tej pory w kiblu lub łazience robiłem to jak królik, skupiając się tylko na szybkim zadowoleniu samej pały. Zaczynam masować prącie tak wolno, jak tylko się da, i patrzę, patrzę, patrzę na moją matkę leżącą metr ode mnie. Orgazm przyszedł niespodziewanie, niczym zmaz nocny. Trochę mną wstrząsnęło. Wystraszyłem się. Nakryłem kołdrą i znieruchomiałem. Matka wstała po paru minutach, poszła do łazienki, potem pokrzątała się jeszcze po kuchni, czego zwykle w nocy nie robi i wróciła. Pocałowała mnie (śpiącego) w policzek, ułożyła się do snu i znieruchomiała. Zasnęła.

    Nigdy wcześniej nie całowała mnie w środku nocy. Ale też rzadko kiedy w nocy wstawała. Dziwne to wszystko. Nadchodziła wiosna, okno było mocno otwarte, może dlatego? Przez następne dni niczego nie zauważyłem, nie dała po sobie nic poznać, może poza kilkoma bardziej zatroskanymi spojrzeniami w moją stronę niż zwykle. Ale może mi się tylko zdawało. Wszystko wróciło do normy.

    Acha. Bokserki. Zupełnie o nich zapomniałem. Matka musiała je znaleźć na ziemi. Na szczęście nie były schlapane. Leżały teraz elegancko złożone na cztery na brzegu blatu mojego biurka.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Przylapany przez matke 6/25

    Rozdział VI

    Na następną imprezkę ojca przyszło czekać dobry miesiąc. Tym razem byłem w łóżku jeszcze przed zegarową dziesiątką. Coś mi strzeliło do łba i po kąpieli strzyknąłem sobie na ciało, ale tylko raz, dezodorantem ojca. I zadbałem o to, żeby zobaczyła, że idę spać w t-shircie. Chciałem, żeby matka jak najszybciej przyszła i zasnęła. Przez ten miesiąc fiuta też nie dotykałem. Zapadłem jednak od razu w kamienny sen. Obudził mnie dopiero charakterystyczny odgłos zwłok ojca opadających na tapczan.

    Nie dziwiłem się, że dotarł do domu. Ojciec opowiadał mi o swojej metodzie. Pije, ale kontroluje wódkę, by nie zapanowała nad nim. Jak? Przyznał, że nie jest w stanie wyjaśnić tego dokładnie, ale da się to zrobić, tylko nie można odpuścić ani na moment. Po powrocie do domu odpuszcza sobie, pozwala wódce rozlać się po organizmie i traci przytomność. Stąd pewnie miał wśród kolegów opinię mocnej głowy.

    Czekam. Matka się nie rusza. Rozbieram się do naga i ostrożnie rozwalam na mojej połowie. Obiecuję sobie tym razem panować nad emocjami i jeszcze wolniej, o ile to możliwe, masować pałę. Wyswobadzam oddech i przymykam oczy…

    Nagle zesztywniałem. Matka dotknęła mojej nogi, a właściwie delikatnie położyła na niej dłoń. Leżała na plecach, ale miała uniesioną głowę. Musiała mnie obserwować od dłuższej chwili. Chciałem się odruchowo cofnąć, ale zaraz odpuściłem, nie chciałem mimo wszystko obudzić ojca. Niezależnie od tego, jak ciężko chrapał, jego obudzenie mogłoby się skończyć dramatem. Ryzyko zbyt wielkie. Leżymy i patrzymy na siebie. Matka patrzy na moją twarz, ale co jakiś czas zerka na pałę, która jak na złość nie chce w ogóle opaść. Może dlatego, że tak jak znieruchomiałem, tak też nie cofnąłem ręki. Zastygłem w pozycji z ręką na fiucie.

    Byłem przerażony i sparaliżowany. W końcu matka uniosła się i usiadła na pościeli. Jej twarz zapadała w cieniu, a światło ulicznej latarni rozświetlało od tyłu rozpuszczone włosy. Położyła mi na chwilę dłoń na klatce piersiowej i powiedziała dziwnym głosem: „Dokończ”. A po chwili, gdy cofnęła rękę, powtórzyła cieplej: „Dokończ, dokończ”. Dopiero teraz zacząłem powoli ruszać ręką. Skóra na wacku stała się niesamowicie wrażliwa. Właściwie jej nie przesuwałem, tylko dotykałem. Poruszałem po niej opuszkami palców. Wciąż się bałem i nie wiedziałem, jaki ma plan. Czy rzeczywiście oczekiwała, że zacznę się na jej oczach onanizować? A może liczyła na to, że sam się opamiętam i dam dowód dojrzałości. Dałem jej, ale dojrzałości seksualnej. Ale to za chwilę.

    Jestem jak sparaliżowany, cały drżę, a najbardziej drżą mi palce na wacku. Całe ciało zaczyna opanowywać przeciągana w czasie rozkosz, ale już teraz wiem, że przy choćby jednym mocniejszym ruchu nie wytrzymam. Siedząca matka spojrzała na siebie i podciągnęła kołdrę, zasłaniając dekolt. „Dokończ, nie męcz się. Teraz już nic na to nie poradzisz”. Nie patrzyła jednak na wacka, tylko na moją twarz. Jej ściszony głos, ale wcale nie wypowiedziany szeptem, wydał mi się niesamowicie zmysłowy. Po dłuższej chwili, która wydawała mi się wiecznością, przeniosła wymownie wzrok na wacka, po czym spojrzała mi znów w oczy, uśmiechnęła się i pokiwała głową z takim gestem, w którym było widać jednocześnie zrezygnowanie i zachętę. Zacząłem poruszać ręką… i chyba zobaczyłem światło w tunelu. Nie wiem, ile to trwało, ale gdy znów otworzyłem oczy, matka siedziała tak samo. Wyglądała jeszcze piękniejsza z tymi włosami opadającymi na ramiona. „Kocham cię” – wyszeptałem, choć głos uwiązł mi w gardle i zabrzmiało to bardziej jak szloch.

    „Wiem, synku, wiem. Zawsze mnie kochasz, przecież jestem twoją mamą” – jej głos nadal brzmiał aksamitnie. Wykonała taki ruch, jakby chciała ręką poprawić moją leżącą teraz, ale nadal powiększoną faję. W ostatniej chwili jednak się powstrzymała. Wzięła głębszy oddech i już normalnym brzmieniem głosu, choć nadal po cichu powiedziała: „Idź się obmyć”.

    Gdy wróciłem z łazienki, matka już spała.

    Nie, nie wydawało mi się. To nie był sen. Wstałem rano z pełną świadomością tego, co zaszło w nocy. Bałem się spotkania z matką i jej pierwszego spojrzenia. Ona chyba też. Przez cały poniedziałek kręciliśmy się oboje w milczeniu po kuchni, poza tym starałem się schodzić jej z widoku.

    W nocy starzy strasznie się łomotali. Matka krzyknęła raz nawet całkiem głośno.

    W końcu we wtorek znów oparliśmy się tyłem o kuchenny blat. „Powinieneś już mieć dziewczynę” – powiedziała matka z powagą, patrząc w podłogę. A po chwili zastanowienia: „Ale w sumie to się nie śpiesz”. W ogóle jej nie przyszło do głowy, czy może już jakąś miałem.

    Resztę tego dnia też chodziła zamyślona. Ojciec zauważył, ale nie reagował. Matka nieraz miewała takie dni niezależnie od cyklu miesięcznego. Przyzwyczailiśmy się do tego od dawna, wiedzieliśmy, że w pracy znów musiało ją coś ruszyć. Widać było, że po tylu latach pracy wciąż jest pielęgniarką z powołania.

    To był cichy dzień.

    W maju imieniny znajomych ojca wypadały po sobie kolejno przez trzy weekendy. Tak więc moja ukochana mama znów poszła spać do mnie, choć po ostatnim numerze nie miałem takiej pewności. Zakładałem raczej dmuchany materac, ewentualnie dywan. Ale tak na logikę – co by wtedy pomyślał ojciec? Stąd nie zdziwiła mnie kołdra i poduszka matki, które wieczorem spokojnie sobie czekały na moim wyrze. Była to zapowiedź… no właśnie – czego?

    Reszta tygodnia minęła przecież spokojnie, matka wróciła do równowagi, w domu znów było sielankowo, a stary nie miał powodów, by coś podejrzewać. Takiej atmosferze pomagało u nas przede wszystkim to, że starzy, oboje, nieźle zapierniczali w swoich pracach, przez co w domu te nieliczne wolne chwile bycia razem nigdy nie były marnowane na głupoty. Nie przypominam sobie nawet w życiu ani jednej rodzinnej kłótni czy większych sporów. Matka, przy całej swojej kobiecości, miała jednak sporo również z faceta, a na pewno była takim samym skutkowcem jak ojciec. Jak jest jakiś problem, to się go załatwia w pięć minut, a jak nie da rady, to się go olewa. Po co się denerwować?

    No i zawsze jedliśmy razem, a jak się je, to się…, a właśnie że tak: jak się wspólnie je, to się gada. Stąd starzy byli na bieżąco z tym, co się ze mną dzieje i z moimi poglądami podrostka. Mieli kontrolę i nie krytykowali, gdy wygadywałem czasami głupoty, najwyżej uśmiechali się ironicznie, ewentualnie przy następnej kolacji padało sakramentalne pytanie: „No i co, warto było?” albo „Ale wczoraj się nie pozabijaliście?”.

    Tak, mieliśmy dobry kontakt, co sprzyjało pacyfikowaniu moich młodzieńczych pomysłów do wypróbowywania ich co najwyżej jeden raz. Albo pozostawiania w sferze planów. W ostateczności, ale to bywało rzadko, gdy na rzeczy było coś grubszego typu podpalenie śmietnika, rozmowa kończyła się stwierdzeniami typu: „Czy ty naprawdę musisz mieć takich głupich kolegów? Kiedy oni wydorośleją?”. Z akcentem na „ONI”. Wiadomo, że chodziło nie o nich, tylko o mnie. Tak więc młodość przeżyłem w umiarkowanym terrorze ze strony rodziców, a na pewno znacznie spokojniej od moich kumpli.

    Przypomniała mi się tutaj taka historia, coś zupełnie niezwiązanego z tym opowiadaniem, ale wspomnę. Otóż był sobie królewicz, którego trzeba było jakoś wychowywać. A nie wypadało, żeby młodego następcę tronu karał ktokolwiek, nawet władca. Stąd przysposobiono pewnego chłopca z gminu. Odziano go, nauczono etykiety dworskiej i cały czas spędzał z królewiczem, stając się jego najlepszym przyjacielem. Ale gdy królewicz coś przeskrobał, to na jego oczach bito, i to tęgo, owego chłopca. Łatwo się domyślić, że dużo nie rozrabiali. Moi starzy przyjęli podobną taktykę, znęcając się słownie, gdy trzeba, nad tym wymyślonym „moim głupim kolegą, z którym nie wiadomo po co się zadaję”, używając sobie do woli i ze wszystkimi epitetami. A ja wiedziałem, że ten kretyn i idiota to było moje takie alter ego.

    Ale nie tym razem. Takiego kryzysu w rodzinie nie było. Walenie na oczach matki? Oni nigdy nie mieli tajemnic. A co będzie, jak matka spęka i mu powie? Postawiłem ją w bardzo niezręcznej sytuacji.

    Więcej taki numer oczywiście nie mógł się powtórzyć. Byłoby to i bezczelnością, i chamstwem z mojej strony, a rodzice zawsze traktowali mnie lekko na wyrost poważnie – ot na tyle, bym miał do czego aspirować. Można powiedzieć, że dawali mnie sobie samemu na wzór z przyszłego roku. Taka retrospekcja, tylko wzwód, przepraszam, w przód. Tymczasem… matka przyłapuje mnie w moim, właściwie w naszym łóżku ze stojącą fają w dłoni – i co miała robić? Wdrukować mi w psychikę stres na całe życie? Nie miała wyboru, musiała to wziąć na klatę i zrobiła to całkiem mężnie i delikatnie jednocześnie. Powtórka nie wchodziła w grę – zawaliłby się cały nasz świat, a w szczególności dziecka traktowanego odpowiedzialnie prawie jak partner. Teraz obecność matki w moim łóżku miała być bez wątpienia darem zaufania.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Przylapany przez matke 7/25

    Rozdział VII

    Stary bryknął wieczorem, czule jak zwykle pożegnany przez kochającą żonę. Znów mieliśmy zostać sami. Ja, dla bezpieczeństwa, aby uniknąć niedokończonej rozmowy, a właściwie rozmowy ledwo zaczętej na początku tygodnia, wolałem zejść matce z drogi i wkrótce poszedłem spać. Zasnąć oczywiście nie mogłem. Matka nad wyraz długo krzątała się po kuchni, potem w łazience. Dopiero przed jedenastą przyszła do pokoju. Zdawało mi się, że wyczuwam zapach perfum, ale to raczej były jej kosmetyki na noc. Jest sobota, miała okazję w ten dzień zadbać o siebie trochę bardziej. Ja zazwyczaj nie zwracałem na to po prostu uwagi, pomijając już, że zwykle szybko zasypiałem. Ale nie dziś…

    „Nie śpisz?” – padło intencjonalne pytanie. Nie było sensu udawać. Usiadłem na łóżku. Matka usiadła zaraz obok, podwijając nogi. „Pięknie wyglądasz w tej poświacie z latarni za oknem…” – odważyłem się. „Rozumiem, że to taka forma przeprosin?” – uśmiechnęła się, po czym zaraz dodała – „Musimy jednak porozmawiać poważnie”.

    „To, co się wydarzyło…, przyznasz, było to nietypowe. Zresztą nie tylko dla ciebie, co oczywiste, ale również dla mnie. Takie rzeczy rzadko zdarzają się w rodzinie…” – mówiła, dobierając powoli słowa. „Wiem, że teraz każde słowo może mieć duże znaczenie, a nie chciałabym ciebie… wadliwie nakierować”. „Mamo…” – niemal wykrzyknąłem – „to się już więcej nie powtórzy”.

    „Co ty mówisz… Synku… Oczywiście, że się powtórzy. Będziesz to robić jeszcze wiele razy, nie mam co do tego złudzeń, to jest normalne w twoim wieku. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz tego robić więcej przy mnie?” – i uśmiechnęła się przymilnie. „Taka otwartość jest dla mnie trochę krępująca. Wiesz, jakby to wyglądało z boku, jakby to ktoś zobaczył?” – prawie się śmiała.

    Lody pękły. Dostaliśmy głupawki: „Syn onanizujący się przy własnej matce, i to na jej oczach?”, „Nie, mamo, to był wypadek przy pracy”, „Miałam cię złapać za rękę? Byłoby jeszcze gorzej! Ale mnie postawiłeś w sytuacji, nie wiedziałam, co robić”, „Samo się zrobiło, mamo”, „Oj, zrobiło, zrobiło się, synku, i to jak! Aż się wystraszyłam”, „Ale czego, mamo?”, „A wiesz, jaką miałeś buzię? Jakbyś anioła złapał za nogi”, „No trochę byłem w niebie” – przytaknąłem ośmielony.

    Matka westchnęła: „W sumie, z dwojga złego, dobrze, że to się tak skończyło. Najpierw wystraszyłam się, że to dalej robisz, mimo że mnie widzisz, a potem… bałam się, że przestaniesz…”.

    „Jak to?” – spytałem zdziwiony.

    „Szybko się zorientowałam, że to może być bardzo ważny moment w twoim życiu, który utrwali na przyszłość pewne odruchy. Że możesz wdrukować w swoją młodą głowę na przykład lęk przed obecnością innej osoby albo… strach przed ejakulacją”.

    „Ejakula…, a rozumiem, wytryskiem”.

    „Przed spuszczeniem się, synku. Bałam, że się nie spuścisz. Bo wy tak to nazywacie, prawda?”.

    Nie będę ukrywał, niektóre wyrazy padające z matczynych ust, których nigdy do tej pory u niej nie słyszałem, wywoływały we mnie pewne, jakby to nazwać… „dodatkowe emocje”.

    „Chciałabym, żeby kojarzyło się to tobie zawsze z przyjemnością, a nie z uczuciem skrępowania albo, nie daj Boże, wstydu. Nie wiem, co wy tam wyprawiacie w szkole po zajęciach albo po domach, ale mam nadzieję, że byłam pierwszą osobą, która na to patrzyła. To znaczy, przy której zrobiłeś to tak normalnie, a nie przyłapany na gorącym uczynku”.

    Zapewniłem ją gorliwie, że żadnym zboczeńcem nie jestem, kolegów też mam normalnych, a dziewczyny – pewnie sama rozumie – albo same nie wiedzą, czego chcą, albo aspirują wyżej. Te kilka, które to lubią, są zajęte przez chłopaków ze szkoły, do reszty nie warto startować (trochę kłamałem).

    Ponieważ jednak terminologia z podręcznika dla dojrzewających chłopców brzmiała w ustach mojej mamy jak poezja, postanowiłem nawrócić tory rozmowy w tym kierunku: „Zjebani to my jesteśmy po dodatkowym wuefie, ale fizycznie” – i… nomen omen zjebałem wszystko koncertowo. „Nie pozwalaj tak sobie. Nie mów przy mnie takich słów” – matka zgasiła mnie łagodnym tonem, ale poczułem się jak szczeniak.

    Przyszła pora na kazanie o rzeczach niewątpliwie ważnych, parę szczegółów było dla mnie nawet nowych, no ale mówi się trudno, bo liczyłem na coś innego. Zamieniam się w słuch.

    „Wielu twoich kolegów na pewno już to robi z dziewczynami, nawet jeśli połowa się przechwala, to druga połowa chyba jest już po, a opowiadają na pewno różnie – jeden, że było miło, drugi udaje kogoś twardego na wyrost. W moim pokoleniu też tak było. Nie chciałabym, żebyś czerpał wzorce z opowieści, bo wam się nieźle kiełbi tam w głowach. Za moich czasów w szkole połowa robiła, połowa nie, ale z tej połowy, która robiła, połowa tylko się przechwalała, a z tej, która nie robiła, było tak samo – połowa mówiła, że nie robi, a druga połowa robiła, tylko ukrywała. Nadążasz?”.

    Byłem wdzięczny za to pytanie, mogłem się odblokować po tym wyskoku ze „zjebaniem”. Powiedziałem coś w stylu „Yhm…”, ale wystarczyło, żebym poczuł się z powrotem partnerem w rozmowie. Matka to jednak dobry psycholog.

    „To są skomplikowane rzeczy i powiem ci…, że dobrze. Nie muszą wszyscy wiedzieć wszystkiego. Unikaj tylko tych, którzy gadają za dużo, a na pewno masz w klasie kilku niedojrzałych kolegów fantastów. Myślę, że więcej dziewczyn jest już gotowych na współżycie, niż ci się wydaje, i na pewno to robią, tylko w cywilizowany sposób, bez afiszowania się. Z Twoimi kolegami na pewno jest gorzej. Masz już osiemnaście lat i wkraczasz w dorosłe życie na wiele sposobów, a młodzież jest z pokolenia na pokolenie coraz głupsza. Powinieneś sobie teraz uważnie dobierać towarzystwo i z niektórymi kretynami pożegnać, a zbliżyć do chłopaków, którzy z głową wchodzą w nowy świat. Wiesz, że chłopcy dojrzewają emocjonalnie później niż fizycznie i niektórzy już to robią, chociaż jeszcze nie powinni. Nie chodzi mi oczywiście o onanizowanie się, tylko w ogóle o wszystko – współżycie płciowe, naukę, plany na przyszłość, zainteresowania i zadawanie się z wartościowymi ludźmi, a niestety będą to nowi ludzie. Z kolegami ze szkoły lub z dzieciństwa będą się tobie powoli kurczyć więzi. Taka jest kolej rzeczy, trzeba iść do przodu. I zdziwisz się, od wielu twoich dobrych koleżanek też zaczniesz się oddalać, a te, w których się być może podkochiwałeś albo po prostu wydawały się tobie atrakcyjne, przestaniesz tak traktować i zdziwisz się, w jak naturalny sposób zaczniesz nawiązywać znajomości z dziewczynami, które wydawały się tobie do tej pory niedostępne”.

    No…, dorzuciła trochę do mądrości ojca, którymi mnie obdarzał w miarę mojego chłopakowatego rozwoju (i różnych z tym związanych wybryków). Ale ojciec szedł raczej w ten deseń: „nie mów od razu wszystkiego, nie leć pierwszy do przodu, daj się innym wygłupić, korzystaj z okazji w przemyślany sposób, nie oceniaj po pozorach”, a w przypadku dziewczyn standardowo: „nie podlizuj się dziewczynom, odrobina presji nie zaszkodzi, dziewczyny co innego mówią, a czego innego oczekują, dziewczyny specjalnie okazują niezdecydowanie, żebyś się wykazał, dziewczyny lubią, jak się za nie myśli itp.”. Czasami matka protestowała, gdy o męskich sprawach gadaliśmy w jej obecności zbyt otwarcie.

    „Zaczniesz zupełnie inaczej postrzegać świat” – kontynuowała, „bardziej świadomie i odpowiedzialnie. I zaczniesz dostrzegać znacznie więcej uroków życia. Aż się zdziwisz, ile rzeczy do tej pory marnowałeś nieświadomie. A z onanizowaniem się jest tak samo, jak ze wszystkim”.

    „Jesteśmy w domu. Kocham cię mamo” – powiedziałem w myślach. A więc matka nie jest idealnym psychologiem i w dobrej wierze pakuje się w śliskie tematy. Tym razem na pewno tego nie „zjebię”.

    „Pamiętasz, jak zaczynałeś się onanizować? To było takie impulsywne i pewnie z początku pełne zaskoczenia, że tak to działa. I takie przyjemne. („Kocham, kocham, kocham, mamo”). Na szczęście w młodości życie jest pełne i innych przygód, doznań i nowości”.

    „O…kej… Jest dobrze”. Matka złapała dryf. Z chęcią poopowiadałem jej, kiedy to odkryłem i jak to robiłem. Chciała szczegółów – dostała wszyściutkie. Które koleżanki z klasy, które aktorki, które piosenkarki, wspomniałem o ciotce, co jej specjalnie nie zdziwiło. Dorzuciłem ze dwie sąsiadki i kilka matek kolegów (szczególnie to ostatnie ją uspokoiło). O nauczycielkach bezpiecznie nic nie wspominałem. Nie chciałem jej tego robić. Chodziła przecież na wywiadówki. He, he, „mój syn bardzo lubi chodzić do pani na dodatkowe zajęcia”. Choć właściwie to już przeszłość, właśnie mam matury. Trudno, zmarnowało się. (Co za perwera).

    I doczekałem się, choć nie sądziłem, że matka zajdzie aż tak daleko i tak dojrzale będzie ze mną rozmawiać. Mianowicie słyszę:

    „Skupianie się na samej fizycznej przyjemności robienia tego jest typowe dla dorastających chłopaków. Teraz jesteś już dojrzalszy, powinieneś to robić rzadziej, za to bardziej świadomie, przeżywać inaczej i czerpać z tego znacznie więcej nie tylko przyjemności, ale i… satysfakcji, żeby stało się to przygotowaniem do kochania z dziewczyną. Bo jak już zaczniesz z dziewczyną, ale wiesz, taką fajną, twoją” – musiała to koniecznie podkreślić – „to już nie będzie ci się chciało samemu”.

    Wystraszyłem się, że to koniec przemowy, bo ostatnie zdanie musiało być dla matki bardzo ważne. Szczególnie to o dziewczynie – „tej twojej” i „takiej fajnej”. No bomba, może od razu zaprosi ją na obiad? I może jeszcze dziewica?

    Ale nic, matka jedzie dalej…

    „Przecież dziewczyny nie złapiesz od razu za wiadome miejsce, trzeba ją najpierw popodrywać, potem poprzytulać i tak dalej. Na pewno wiesz, o co chodzi”.

    Trochę nakłamałem, trochę nie, w każdym razie uspokoiłem, że już się całowałem i miałem piersi w ręku.

    „Tak? Bardzo się cieszę” – matka roześmiała się, aż zarzuciła włosy do tyłu. Rozluźniło ją to i rozbroiło zupełnie. Przestała się pilnować. „Bo widzisz, z dziewczyną jest przyjemnie i przed, i w trakcie i po. I jeszcze jak wrócisz do domu, będziesz się świetnie z tym czuł. Tak wygląda normalny seks. Tu chodzi nie tylko o kopulację”.

    Po czym moja kochana mamusia uśmiechnęła się do mnie, pogłaskała po policzku i powiedziała:

    „I dlatego twoje onanizowanie się powinno coraz bardziej przypominać właśnie takie rzeczy, a nie jakieś okropne… marszczenie freda po omacku”.

    Ludzie! Do którego wieku ona się cofnęła? Rodzice jednak nie powinni naśladować młodzieżowego slangu. Zobaczyła moją reakcję, więc szybko objaśniłem najnowsze słownictwo fachowe w tym zakresie i zakończyłem mocnym akcentem „walenia Niemca w kask”.

    Trafiony. Zatopiony. Matce wrócił humor.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Sasiadka Ania cz II ( ostatnia)

    Od pierwszego zbliżenia  z sąsiadką  Anią minęło,  kilka miesięcy  przez ten okres czasu, aż po dzień dzisiejszy
    zmieniły się, w wielką przyjaźń jesteśmy dla siebie wsparciem. Spotykamy się, bardzo często  kiedy mamy
    ochotę się bzykać, robimy to.  Rodzice moi i Ani  już wiedzą o naszej relacji  kibicowali nam.

     

     Przeniesiemy się, w okres zimowo – świąteczny.  Niebawem święta Bożego Narodzenia robienie zakupów, ubieranie choinki, spotkanie z rodziną przy stole wigilijnym. Również na mnie spadła duża ilość obowiązków związanych,
    z czasem świątecznym, zakup choinki  i wystrój dekoracjami świetlnymi   na zewnątrz domu. Oprócz czynności domowych,  w głowie miałem obraz mojej ukochanej Ani  i zawsze dążę do tego, aby pielęgnować naszą bliską relację,  dbając o nasze wspólne potrzeby. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, że zarezerwuj,  jakiś mały domek na sylwestra w Karpaczu, dla dwojga osób. I tak się stało znalazłem  w Internecie ofertę  i zadzwoniłem. Po godzinie  załatwiania, formalności, zarezerwowałem  na 4 dni domek na obrzeżach miasta, pomyślałem,  że fajnie,  byłoby spędzić sylwestra z bliską mi osobą, witając nowy rok.  2 dni do świąt,  przygotowania szły z pełną parą – potrawy na stół ja  zająłem się,  ubieraniem choinki z moim tatą. Wigilię robiliśmy, w moim domu na kilka osób moi rodzice, moja Ania i mojej mamy siostra z mężem. To właśnie na wigilii, miałem wręczyć  ukochanej prezent wraz, z zaproszeniem wyjazdowym na sylwestra. Dzień wigilii  wszyscy się zjawili, ja natomiast podjechałem samochodem, po Anię miała zabrać ze sobą ciasto i inne potrawy.

    Wszedłem  do jej domu i  padłem,  z wrażenia kiedy ją ujrzałem, była piękna,  ubrana  w ciemnozieloną  sukienkę  na nogach  szpilki niczym prawdziwa dama.

     – Cześć  kochanie – odpowiedziała.
     – Cześć  pięknie wyglądasz Aniu.
                      
    Pocałowaliśmy się,  wzajemnie w usta  dostrzegłem, zapach jej perfumerii, a zarazem moich ulubionych.

     – Tam na stole są,  potrawy na wigilię weź, proszę do samochodu – oznajmiła

     
    Wziąłem,  zapakowaliśmy się,  do samochodu i  ruszyliśmy. W domu wigilia przebiegła, w miłej atmosferze składaliśmy sobie wzajemnie życzenia, jedliśmy barszcz, uszka itp.
    Po wigilii  złapałem,  Anię za rękę zaprowadziłem do mojego pokoju, nie chciałem wręczać prezentu
    przy rodzinie – to moja osobista sprawa. Kiedy weszliśmy do pokoju,  oznajmiłem z uśmiechem.
                       
     – Słońce ten prezent jest dla Ciebie

     Lekko zaskoczona z radością – powiedziała

    – Misiu, nie trzeba było, ja nie mam dla Ciebie prezentu
    – To ty jesteś dla mnie największym prezentem, jaki sobie mogłem tylko wymarzyć

     Pocałowała mnie, i rozpakowała prezent, jej oczom ukazał się naszyjnik i zaproszenie na wyjazd do Karpacza na sylwestra. Zdumiona i wzruszona  upominkiem  odpowiedziała.

     

     – Dziękuję Ci skarbie, za ten prezent

             
     Popchnęła mnie, na łóżko zamknęła, drzwi na klucz usiadła na mnie i zaczęła, namiętnie
     całować obejmując dłońmi szyję, a ja moimi  rękoma ściskałem  dupcię masując jednocześnie jej  plecy – mówiąc .

     

    –  Jesteś śliczna, odkąd  Ciebie poznałem, nie mogę przestać myśleć o Tobie, siedzisz w mojej głowie
    chce z Tobą być, Kocham Cię – powiedziałem do ukochanej   
                   
     Mój kutas, w międzyczasie stał na baczności, byłem bardzo podniecony. Ania, siedząc na mnie,  rozpięła
     mój rozporek   i ręką uwolniła, mojego penisa ruszając,  nim w górę i w dół. Następnie sięgnęła ręką
     pod sukienkę i  energicznym ruchem zdjęła swoje  majteczki.  Wzięła, w dłoń kutasa plując w niego i
     wsadziła go, do swojej  dupki  wydając z siebie milczący głos rozkoszy i podniecenia całując się ze mną.
     Było nam obojgu fantastycznie.

    Szepcząc – powiedziałem.
    – Dochodzę.
     Ona na te słowa zaczęła ruszać się, po mnie szybciej
    – Spuść się we mnie

     Objąłem, jej plecy moimi rękoma  przyciągając,  ją do siebie i  zacząłem Ankę  ruchać bardzo szybko
     
    – Och tak mocno, rżnij mnie – szeptała
     
     Po chwili  spuściłem się, w niej wlewając potężną dawkę nasienia. Jeszcze chwile pozostaliśmy w milczeniu
      dochodząc do siebie. Następnie, poprawiliśmy swoje ubrania, włosy i  wróciliśmy do stołu, nie dając poznać reszty domownikom, że  uprawialiśmy seks.

     

     

    Po wigilii  odprowadziłem, moją  ukochaną  do domu, po drodze obmawialiśmy, naszą podróż  do Karpacza.

             
     30 grudnia dzień wyjazdu do Karpacza.

     Tego dnia, za oknem mocno padał, śnieg ja skupiłem się, na pakowaniu rzeczy do walizek.
     Postanowiliśmy z Anią, że do Karpacza pojedziemy moim autem. 14:00 do bagażnika wrzuciłem walizki
     z ciuchami pożegnałem się, z moimi rodzicami życząc im szczęśliwego nowego roku.
     Wsiadłem, do samochodu  podjechałem, po Anię spakowaliśmy, resztę rzeczy i ruszyliśmy w drogę.
     Jechaliśmy, spod Warszawy  do Karpacza ponad 8 godzin robiąc trzy przystanki.  Ukochana przez całą
     jazdę spała, nie dziwie się praca w banku, odpowiedzialne stanowisko, a zmęczenie przy tym swoje robi,
     ale ten wypad dobrze  jej zrobi. Dojechaliśmy na miejsce  około 23:00 wcześniej umówiłem się,
     z właścicielem domku, że będziemy wieczorem.  Weszliśmy do domku, wnętrze bardzo ładne,
     kominek w środku już się palił, a więc mieliśmy cieplutko, duże wspólne łóżko.
    Jazdą byliśmy, wykończeni  zrobiliśmy,  herbatę do picia,  potem prysznic i poszliśmy spać razem wtuleni.      

     Następnego dnia,  budzę się ledwo przytomny,  patrząc na zegarek 7: 45 za oknem pełno śniegu  
     moja luba tymczasem jeszcze spała. Leżąc, koło  niej rozmyślałem, z nadzieją, co przyniesie kolejny rok.
     Przetarłem dłonią twarz,  pocałowałem Anię w policzek  i poszedłem do łazienki zrobić poranny  prysznic
     Prysznic zajął mi jakieś 20 minut, po tym zabrałem się za przygotowanie śniadania przed wyjazdem
     do Karpacza zaopatrzyliśmy się w produkty spożywcze. Podczas robienia przeze mnie śniadania
     wstała Ania.

     

     W czasie konsumpcji obmawialiśmy,  plan na dzisiejszy dzień i zaproponowałem, po śniadaniu
     wspólny spacer po Karpaczu. Minęło dobre 1,5 godziny na spożywaniu śniadania, po tym czasie ubraliśmy się, i ruszyliśmy w drogę. W  trakcie wycieczki, po mieście podziwialiśmy piękne widoki panoramę miasta, cykaliśmy sobie fotki smartfonami, przytulaliśmy się,  w międzyczasie gadaliśmy o wspólnych planach marzeniach, bo jak wiadomo z Anią planowałem związać się na stałe to wyjątkowa kobieta  miałem to szczęście,   troskliwa, miła, czasem  pokłócimy się, – zły dzień, napięta atmosfera w pracy,  ale zawsze się godzimy i kochamy,  uważałem  to za  normalne, że każdym  związku zdarzają się, kłótnie.  Na spacerze  spędziliśmy prawie trzy godziny, wracając do domu, kupiliśmy w pobliskim sklepie szampana, jedną butelkę wódki, jakieś napoje na wieczór.

          
    Wieczór godzina 18:00 – czas świętować zakończenie starego roku, a powitać nowy, przygotowaliśmy  sobie jedzenie, w lodówce wódka i szampan chłodzi się, obok moja kobieta  czego chcieć więcej. Włączyłem telewizor, w którym leciały  występy różnych  zespołów, po chwili obok mnie usiadła Ania zaproponowałem, żeby położyła swoje nóżki na moich kolanach i w takiej pozycji oglądaliśmy telewizję. Co jakiś czas zerkałem, oczami na moją królewnę  uświadamiając sobie fakt, jak bardzo mi na niej zależy im dłużej z nią przebywam, coraz bardziej i mocniej ją kocham.  Pożądanie do niej , było tak  silne, że zacząłem całować ją,  po nogach  zaczynając, najpierw od stóp, a ona słodko uśmiechała do mnie się. W głębi serca czułem to, że ona też mnie kocha i jak bardzo jej się to podoba. Przeszedłem, krok dalej przybliżając się, do niej objąłem  moją ręką jej twarz i przyciągnąłem ją domoich ust oddający się, namiętnym pocałunkom. Nasze języki wplotły się jak dwa węże, kosztowałem każdy kąt jej ust. Następnie całując ją,  zjechałem moimi  ustami w okolicy szyi  obejmując jej ciało w pasie.  Mój członek robił się twardy.

     

    – Jesteś słodka – wyszeptałem

                 
     Ona dłonią masowała, w tym czasie moje włosy, całując mnie po czole, moimi dłońmi masowałem jej piersi
     przez materiał bluzki. Nasze pragnienia rozpalały się coraz mocniej, Ania zdjęła koszulkę w domu było
     gorąco  energicznym ruchem odpięła stanik i jak szalony zacząłem pieścić,  ssać i lizać  piersi.
     Wstając, z kanapy  na ręce wziąłem moją kobietę i przeszliśmy, całując się na łóżko, gdzie mieliśmy więcej
     swobody.
     
    Położyłem, ją na materacu moim językiem lizałem, ją po brzuchu zjeżdżając, coraz niżej odpiąłem guzik  od    
    spodni, następnie je ściągnąłem. Przybliżyłem się,  ustami w okolice pachwiny udowej Ani  i zacząłem
    delikatnie całować przybliżając się,  powolnymi krokami do jej cipki  słyszałem  jak wydaje jęki
    z podniecenia. Po chwili zdjąłem mojej dziewczynie, bieliznę odkrywając jej wilgotną muszelkę. I ochoczo wsunąłem mój  język do łechtaczki  i zacząłem, zachwycać się drażniąc narząd.

     – mmmmm yyy – słyszę, jak się wije, sapie trzymając rękoma moją głowę i dociska do cipki
     
    Okrężnymi ruchami języka spełniam jej potrzeby. I nagle z pochwy  trysnęła do moich ust  spora dawka kobiecego nektaru – było nam cudownie. Chwilę, leżała na łóżku bez czynnie dochodząc do siebie, ręką klepnęła w materac oznajmiając żebym się położył i ściągnął koszulkę. Kiedy już się położyłem Ania lizała językiem moje sutki
    jednocześnie całowała mnie. Podnieciłem się, zjechała ustami, coraz niżej do moich bioder
    aż w końcu jedną ręką zdjęła  moje majtki, a kutas wystrzelił jej przed oczyma jak z procy. Następnie objęła jedną ręką  mojego penisa, a drugą dłonią masowała jądra – takim ruchem tylko doprowadzała mnie do entazy.  Kiedy tak leżałem i patrzyłem, w sufit włożyła, kutasa do ust – czułem, jakby mi 10 kilo odjęła z tkanki tłuszczowej. Robiła to zmysłowo starannie ssała  główkę   członka, czułem, jak pulsował,  poczułem jak zjechała językiem ciut niżej liżąc, językiem prącie lada moment spuszczę  się, ona wyczuła to i zaczęła ssać moje jądra
    masturbując członka. Spuściłem się,   zalewając potężną strumieniową dawką  spermy jej buzię-
    zrobiła mi najlepszego loda na świecie. Dysząc i sapiąc, ledwo żywy obudziła, mojego penisa szmerając go.
    Położyła się, koło mnie  rozszerzyła  nogi,  włożyłem penisa do jej dupki od bocznej strony i ruchałem ją z całej sił.

     – Mocniej, mocniej – ledwo szeptała
     – Tak, och tak rżnij rżnnnnij aa aaa
                    
    Teraz weszła, na mnie od góry wkładając ponownie do dziurki penisa,  złapałem ją za ręce i teraz Ania
    przejęła, większą kontrolę ruszając się, po mnie.  W takiej pozycji ruchaliśmy się dobre 5 minut. Czując puls, że zaraz spuszczę się,  15 minut starego roku  trzeba wejść z przytupem w dobre i odpowiedzialne  życie pomyślałem.
    Przyjęliśmy pozycję misjonarki, włożyłem penisa do cipki, następnie nasze głowy splotły się ze sobą i całowaliśmy się, ruchając ją.

     – Dochodzę

     Objęła moją szyję
                       
     -Ooooooch – zajęczała na znak, że się spuściłem do jej cipki

      Na zegarze 0:15
     – Kochanie witaj w nowym roku, będę  się wami opiekował, jesteście moim największym skarbem
     mówiąc opadając z sił

     Leżeliśmy, dobre pół godziny zbierając resztki sił, po seksie z moją ukochaną. Z lodówki  wyciągnąłem szampana, którego wypiliśmy, świętując nowy rok. Poszliśmy spać po 3:30 spaliśmy jak zabici, bo obudziliśmy się, o 11 w południe wykąpaliśmy się,  i świętowaliśmy nowy rok odpoczywając w domku, by następnego dnia wracać do domu.

      …………………………………………
                            

      11 miesięcy później
                      
      Jesteśmy, już po ślubie urządzaliśmy go, skromnie bez szaleństw, najbliższa rodzina.
      Na świat przyszła  Hania  urodę odziedziczyła, po mamie, jest cudowna jesteśmy bardzo szczęśliwi
      zakochani,  patrząc z głęboką nadzieją w naszą wspólną przyszłość. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Rafał
  • Zle decyzje

    -Co Ty kurwa wyprawiasz! – Sebastian złapał mnie za rękę i szarpnął w swoim kierunku, był na maksa wkurwiony.

    Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku, odskoczyłam na jakieś dwa kroki i wylałam z siebie całą litanie żali, której wcale nie zamierzałam wylewać. Stał jak sparaliżowany i wpatrywał się we mnie oczami pełnymi niedowierzania. Wiedziałam, że być może nasza historia dobiega końca i nie będzie chciał mnie więcej widzieć. Patrzyłam jak z każdym moim słowem zaciska pięści, uderzył w ścianę za mną tak, że aż podskoczyłam.

    -Zabije skurwysyna!!!

    – Nie – odrzekłam. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i się skrzywił -Ja nie chcę go po prostu oglądać, ani mieć z tym człowiekiem cokolwiek wspólnego. To brat mojej matki, nie chcę zabierać jej nikogo z rodziny. Po za tym, to moja wina gdybym do niego…

    – Nie pierdol!! Nie miał prawa robić z Ciebie dziwki –oparł się czołem o ścianę i ciężko oddychał. Widziałam jak bardzo bolą go moje słowa, ale każde z nas ma przeszłość, od której nie da się uciec, nie można jej tak po prostu wymazać. po za tym kim ja byłam dla niego, dla faceta który może mieć wszystko.

    -Zmiana planów –powiedział po chwili-pojedziesz do mnie i poczekasz, wrócę za kilka godzin, mam tu sprawy, które są dla mnie ważne.

    Rozejrzał się za limuzyną, która była zaparkowana na przeciw ległym parkingu. Wykonał telefon i w ciągu kilku minut auto podjechało pod główne wejście. Kierowca nie odzywał się nic i nie pytał. Po prostu odwiózł mnie do domu. Do Pancernej złotej klatki, chociaż była dobrze strzeżona to ze świadomością, że jego tu nie ma czułam się nieswojo. Myślałam o tym, że obydwoje się nawzajem niszczymy i że prędzej czy później stanie się coś złego. To uczucie mnie wypełniało, przylgnęło do mojej duszy i zatruwało ją z każdą chwilą.

    Fakt, że mój wujek był w promieniu 50km ode mnie sprawiała, że podjęłam decyzję żeby się wynieść z tej przystani i nie zatruwać nikomu życia. Spakowałam kilka rzeczy do plecaka, który znalazłam na dnie szafy, wzięłam dokumenty i telefon. Obrzuciłam pobieżnym spojrzeniem pokój, który tonął w półmroku. Pokiwałam do siebie samej głową chcąc utwierdzić się w słuszności swojej decyzji. Gładko przemykałam pustymi korytarzami, wiedziałam też, że ochrona zmienia się w tym momencie i wartownia od tyłu będzie pusta.

    Mijałam małą budkę niemal na wdechu i pobiegłam ile sił w nogach do lasu. Wyobraźnię zawsze miałam powyżej przeciętnej, co w tym ciemnym zagajniku nastręczało mi problemów. Noc nie zapowiadała się najprzyjemniej, nie wiedziałam ile mam jeszcze czasu zanim wróci z przyjęcia. Szłam powoli uważając pod nogi, nie udało mi się jednak uniknąć kąpieli w kałuży. Woda przemoczyła mi buty, które wygrywały teraz upiorną melodię. Przeszło mi przez myśl żeby je ściągnąć, ale to skutkowało by tym, że wdepnęłabym nie wiadomo, w co. Wolę nie ryzykować. Udało mi się dojść do wąskiej ścieżki biegnącej przez las. Droga wyglądała na nieuczęszczaną. Dlatego zdziwił mnie przebłysk świateł prze de mną.

    Samochód jechał wolno po wyboistej drodze. Szłam teraz bardziej poboczem niepewnie w jego stronę. Pojazd był ciemny, z odrapanymi drzwiami od strony kierowcy. Jedno światło mrugało na wybojach. Kiedy mnie mijał niespodziewanie się zatrzymał. W środku siedział ciemnowłosy mężczyzna, jak na moje oko czterdziestoletni. W kącikach oczu zbierały się zmarszczki. Uśmiechnął się przyjaźnie i zapytał:

    -Nie boi się panienka chodzić po lesie w ciemności. Tyle się mówi o różnych tragediach.

    -Mam nadzieję, że nic mi nie będzie. Czy do jakiejś głównej drogi jest daleko?

    -Nie, ale dla kogoś, kto nie zna drogi i może się zgubić będzie to problematyczne. Wsiadaj podwiozę Cię

    -Nie trzeba pójdę sama

    -Nie obawiaj się mnie, mam żonę i dwie piękne córki. Nie w głowie mi głupoty.

    Powiedział i zaśmiał się.

    Wahałam się przez chwilę, ale robiło się już bardzo późno, więc postanowiłam przystać na propozycję. Jechaliśmy chwile w milczeniu, facet opowiadał mi o planach na wakacje i o swojej córce, która wygrała konkurs literacki. Był bardzo miły, las stopniowo się przerzedzał.

    -Zaraz będziemy wjeżdżać na główną drogę. Nie zbyt dobrze widzę czy możesz mi podać okulary, są w tej czarnej torbie z tyłu. Zgodziłam się i wychyliłam na siedzenie w poszukiwaniu torby. Znalazłam ją bez problemu. Przewracałam różne bibeloty aż w końcu moja ręka natrafiła na etui.

    Wyciągnęłam i odwróciłam się żeby podać mu okulary. W tym momencie coś ciężkiego i wielkiego zakryło moją twarz. Łapałam powietrze łapczywie, nieznany zapach wdzierał się w moje płuca, kręciło mi się w głowie a ciemność stawała się coraz ciemniejsza.

    On.

    Podniecenie zdawało się rosnąć w nim z każdą chwilą. Przez swoją niecierpliwość prawie by się zdradził. Myślał, że Bóg jednak uważa go za wybranego, w końcu znalazł ją w samym środku lasu na drodze. Wiedział, że to dar, że była mu przeznaczona. Zerknął na tylne siedzenie i na ciało okryte zielonym pledem. Ekscytacja wlewała się w jego ciało, duszę nieposkromionymi falami. Ręce drgały niecierpliwie, zaciskał je kurczowo na kierownicy, kiedy mijał małą wioskę na obrzeżach. Im bliżej celu tym silniej i mocniej biło mu serce. Zjechał na boczne drogi, auto podskakiwało na nierównościach. Silnik pracował o ton głośniej niż zwykle, a może mu się tak tylko wydaje. Uspokoił się, kiedy zamykał ciężkie drewniane ogrodzenie. Ogromny bernardyn zaczął ujadać, kiedy wjechał na podwórze. Posłał mu wiązankę kilku przekleństw, po czym upewnił się, że zamknął bramę na kłódkę. Rozejrzał się, dookoła panował słodki mrok. Ruszył w kierunku samochodu i przełożył sobie na plecy ciało okryte kocem. Ręce zwisały bezwiednie wzdłuż ciała. Czuł erekcje, która napiera na jego spodnie i uśmiechał się pod nosem w błogim rozmarzeniu.

    Ona.

    Świadomość zaczęła wracać poparta bólem. Jej ciało płonęło, nie ko końca zdawała sobie sprawę, co się stało. Nie miała na sobie ubrania, pomiędzy nogami czuła lepką wydzielinę i była przekonana, że to nie jest krew. Rozejrzała się w półmroku, w pomieszczeniu paliła się żółta lampka, światło było tak nikłe, że miała wrażenie, iż zaraz zgaśnie. Wiadro, stolik i mały brodzik w koncie sprawiły, że zaczęła się bać. Tak naprawdę bać, kiedy przypomniała sobie mężczyznę w samochodzie. Strach był tak silny, myślała, że rozerwie jej płuca i serce. W jej uszach dzwonił uporczywie nieznośny dźwięk. Zdała sobie sprawę, że krzyczy. Głośno zdzierając struny głosowe, chciała się ruszyć, ale zdała sobie sprawę, że ma jedną nogę skutą metalową obręczą a w ścianie nabity jest kołek z łańcuchem. Nigdy go nie wyrwie. Nikt nie wie gdzie jest, jak mogła być tak głupia. Usłyszała gdzieś hałas, kroki dochodzące zza ściany. Zbliżały się …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Czarna Dama
  • Przylapany przez matke 8/25

    Rozdział 8

    „Jak już musisz to robić, to nie na wariata i na szybko, nie w dziwnych miejscach w toalecie, pod prysznicem… czy gdzieś po ciemku za garażami” – roześmialiśmy się, bo czasami na kompie oglądamy kabarety. Tymczasem matka: „…tylko powinieneś sobie usiąść wygodnie albo się położyć, włożyć sobie poduszkę pod głowę czy jak tam wolisz i poonanizować się bez nerwów. Powinieneś to zrobić wtedy, gdy będziesz się czuć bezpiecznie i komfortowo. Przecież nie musisz od razu, jak ci się zachce, tylko znajdź sobie odpowiednie miejsce i poczekaj na odpowiednią porę, żeby nikt ci nie przeszkadzał w onanizowaniu się”.

    Jaka ona piękna i jak pięknie mówi…

    „Onanizowanie się powinno być dla ciebie przyjemnością i dawać radość, możesz sobie wyobrażać, że już niedługo będziesz to robić jeszcze przyjemniej, bo z dziewczyną, tym bardziej że już wiesz, że jak przypadkowo zobaczę ciebie, jak się onanizujesz, to nic się nie…”.

    Ostatnie słowa zawisły w powietrzu… Ptaki za uchylonym oknem śpiewają, zza falujących firanek wpada poranna poświata z pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Po ulicy prawdopodobnie o tej porze biegają już nagie dziewczęta wraz z ich ponętnymi matkami.

    Tak, wiem, jest środek nocy, ale ja jestem już na innych falach. Nie wiem, kiedy zacząłem sobie masować pałę, ale zorientowałem się dopiero po wzroku matki, że trzymam ją w garści.

    „O Boże! Tego nie przewidziałam” – matka powiedziała stłumionym głosem, bo w końcu się zorientowała. Co chwila wracała wzrokiem do jedynego skrawka kołdry, który okrywał mnie akurat w tym miejscu. Z trudem zwolniłem, by w końcu, widząc jej pytający wzrok, zatrzymać się. Zobaczyła, że kołdra przestała się ruszać, więc westchnęła głębiej, pokręciła głową i po chwili powiedziała, trochę wkurzona, a trochę zrezygnowana: „Nie, nie, teraz już za późno. Jak zacząłeś, to rób. Przepraszam cię synku” – i dla otuchy pomasowała mnie po ramieniu. Znów spojrzała na kołdrę i ją ze mnie zsunęła. Zaczęła się śmiać z siebie po cichu, po czym, nie odrywając wzroku od mojej sterczącej fujary, powiedziała: „Co ja najlepszego zrobiłam. Gdzie moja harcerska czujność… No tak… Trochę za dobrze nam się tutaj rozmawia, trzeba było to zrobić w kuchni, a nie na łóżku”. I po chwili: „Trudno. Stało się. No rób, rób, już ciebie widziałam w akcji, mój ty bohaterze. Teraz już się nie krępuj. Dojedziemy jakoś wspólnie do finału. Dobrze?” – i się uśmiechnęła. „Ale obiecaj, że to będzie ostatni raz przy mnie”. Byłem już w taki stanie, że mogłem jej obiecać wszystko.

    Wprawiłem rękę w powolny ruch, a gdy matka z przyzwoleniem pokiwała głową, przyspieszyłem prawie do normalnych obrotów.

    Po czym, znów tak jak zeszłym razem, położyła mi dłoń na klatce piersiowej, ale tym razem jej nie cofnęła, tylko zaczęła mnie delikatnie masować i powiedziała: „Nie śpiesz się, niech to przyjdzie samo”.

    Zapomniałem dodać, że podczas tej całej naszej rozmowy, a matka była przecież w samej halce, jedną ręką trzymała kołdrę pod szyją. Taki odruch. Zasłaniała siebie i często tę kołdrę podciągała. Dziewczyny często tak robiły na imprezach, stąd znam ten widok. Najpierw ubierają się, żeby wyglądać jak dziwki, wiecie – prześwitujące bluzki, dekolty do pół brzucha i te sprawy…, a gdy jakiś chłopak się dosiądzie, to zasłaniają tym, co mają pod ręką. Pod szyję idzie sweter, koc, pożyczona kurtka („bo mi zimno”) albo… okładka winyla. Matki jednak nie posądzałbym o takie wyrachowanie.

    Z początku wydawała się skrępowana, ale w końcu opuściła kołdrę. Najpierw opuściła ją do piersi, w końcu puściła zupełnie i róg kołdry opadł jej na kolana. „Masz, popatrz sobie. Wiem, że lubisz ukradkiem się na mnie gapić tym swoim obleśnym wzrokiem nastolatka”.

    To była typowa halka, połowę zasłaniała, połowę nie, dekolt miał spore wcięcie, ale i tak reszty prawie nic nie chroniło, bo satynowy materiał idealnie układał się na jej krągłościach.

    „Patrz sobie, patrz, ty mój rozbójniku, teraz już nie ma sensu, żebym ukrywała ciało, ale pomyśl sobie o jakiejś koleżance z klasy, dobrze?” – i ostentacyjnie zaczęła wygładzać kołdrę na kolanach, ukazując mi siebie aż po biodra.

    Robi mi się tak dobrze jak nie wiem i matka to widzi. Nie omieszkała jednak spytać: „Dobrze ci?”.

    Aż ciarki przeze mnie przeszły, gdy to powiedziała. Zacząłem się tak czuć, jakbym to robił dla niej.

    „O rany…” – powiedziałem zupełnie bezwolnie, patrząc w jej oczy. – „Mamo, żebyś wiedziała jak…” – odparłem na głębszym oddechu.

    „Kochany…” – powiedziała tylko i poczochrała mnie po głowie.

    „Mamo…, to jest takie uczucie…” – dukam. – „Przy tobie to jest kompletny odjazd…” – musiałem już mieć nieźle zamglone oczy.

    „Domyślam się, synku, co teraz czujesz. Domyślam… No dobrze, ale ja nie o tym. To znaczy dobrze, że jest ci dobrze” – powtarzała rozbawiona coraz bardziej – „Tak powinno być. I wiesz co? Nie rób tego, żeby się tylko zaspokoić, ale żeby się tym cieszyć. Rób to na spokojnie, nikt ciebie przecież nie goni, i masuj sobie tak, żeby ci było jak najdłużej przyjemnie. O, widzisz…” – i uśmiechnęła się, głaszcząc mnie znów po klacie. Na chwilę zjechała nawet niebezpiecznie nisko na brzuch, ale zaraz się wycofała w bezpieczne rejony.

    „Powoli…, powoli…” – powtarzała. „Podoba ci się, co? Nie rozpędzaj się za szybko, orgazm ci przecież nie ucieknie. A jak tak sobie potrenujesz przedłużanie przyjemności, to potem i koleżanki będą z ciebie bardziej zadowolone, że niby taki doświadczony” – i puściła oko.

    Rany gościa. Jak jej nie uwielbiać? Inna matka po przyłapaniu na waleniu wpadłaby do pokoju z mokrą ścierą i pogoniła. I co potem? Taki biedny młody człowiek ma zwalić na klatce czy na ulicy?

    Matka powinna dostać medal od prezydenta.

    „A jak się spuścisz, to pomyśl sobie, że było fajnie i nie żałuj. Przecież i tak potem znowu będziesz to robić – za chwilę albo kiedy indziej. To są uroki młodości. Więc się nie śpiesz” – mówiła to wszystko bardzo wolno.

    Zmieniam zdanie: matkę powinni przyjąć do prezydenckiej Rady do spraw Rodziny i Wychowania.

    Kurna, jaki odlot. Nowy rodzaj walenia. Pełny komfort mimo obecności drugiej osoby. Jestem w niebie. Odprężam się przy matce całkowicie, przymykam oczy i nawet zaczynam się lekko śmiać. Chwilo, trwaj!

    Powinni uczyć tego na kursach dla rodziców. A nie, sorry, ja mam już osiemnaście lat… Na kursach wprowadzania młodych ludzi w dorosłe życie? Ale świat byłby piękny! Stary nieraz powtarzał przed moją osiemnastką, że jedne drzwi się zamykają, inne otwierają i aż do starości życie będzie mnie ciągle pozytywnie zaskakiwać. Ale tego chyba nie przewidywał…

    Ciekawe, co by było, gdyby przyłapała mnie kilka lat wcześniej? Czy byłbym gotów na takie rozmowy? Mózg jak gąbka, dopiero w trakcie formowania. Ja w tym okresie strasznie nie lubiłem siebie sprzed roku czy dwóch. Sporą porcję wspomnień wywaliłbym z głowy. Teraz, po latach, patrzę na to z przymrużeniem oka, ale wtedy… To był okres dynamicznych zmian i każda nowa mądrość życiowa była okupiona koniecznością przyznania się do porażki. Uczyłem się na własnych błędach, a strasznie tego nie lubiłem. Obawiam się, że wtedy matka pojechałaby raczej po emocjach, a nie tłumaczyła. Prędzej by niestety opieprzyła i zamknęła temat. Dobrze, że stało się to teraz. Gadaj z dzieckiem o takich rzeczach…

    „Miałyśmy w szkole pielęgniarskiej zajęcia także i z tego. Miałyśmy w ogóle ze wszystkiego, ale tego, wiadomo, było trochę mniej, choć jak na młodzież licealną za naszych czasów mogło to być szokujące, jak tego jednak dużo było. Na pewno byłyśmy bardziej uświadomione od rówieśników. Nas naprawdę traktowano w tej szkole poważnie, szykowano prawie jak na wojnę, a pielęgniarka powinna być przygotowana na każdą ewentualność. Nie wiesz, jakie nietypowe sytuacje zdarzają się w szpitalu. Psychologia i te rzeczy. Pielęgniarka musi sobie poradzić w każdej sytuacji. Tam jest całe życie w pigułce”.

    Milczeliśmy dłuższą chwilę, matka z przyzwalającym uśmiechem, ja oczywiście w akcji i ośmielony jej bezstresową obecnością, powoli, zgodnie z matczyną poradą, zwiększam obroty.

    „A teraz oddaj się przyjemności” – powiedziała, po czym pocałowała mnie w czoło i ni stąd, ni zowąd, zaczęła się szykować do wyjścia z pokoju. Pozbierała kilka rzeczy, obdarzyła mnie jeszcze jednym uśmiechem i… rzeczywiście znikła.

    A obiecywała, że zostanie.

    Finał zbiegł się z odgłosem domykanych drzwi.

    No fajnie, walenie przy matce było niezwykłym przeżyciem, w dodatku to jej przyzwolenie i pełna akceptacja… Strzeliłem porządnie i jeszcze dobrą chwilę po tym czułem na chuju mrówki. Znieruchomiałem zadowolony. Bardzo zadowolony.

    Jednak euforii jakoś nie było. Teoretycznie, gdy to robiłem przed chwilą przy matce, to był kosmiczny seks. Jak jeszcze nigdy. Ale gdy odpocząłem, wkradło się uczucie… zawodu. Czułem się jak po balandze: było super, ale mam kaca.

    Za jakiś czas matka wparadowała z powrotem do pokoju z chusteczkami i jakimś płynem. Chyba chciała zająć czymś ręce i nie musieć na mnie patrzeć. Porozglądała się po pokoju, ale nic nie znalazła, aczkolwiek szukała bardziej na ścianie, biurku czy poręczy łóżka. Bo wiadomo, na mnie i na pościeli ślady były.

    Gdy już przetrzepała wszystkie kąty, musiała w końcu coś zrobić. Przecież nie może teraz wyjść z pokoju, bo z tego całego wydarzenia zrobiłby się czysty biologizm, a na pewno jej o to nie chodziło. Zobaczyłem na jej twarzy wymuszony uśmiech i już nie chciałem patrzeć w oczy. Spytała: „Zadowolony? Sądząc po twoim spoconym czole, odprężyłeś się chyba zupełnie?”.

    Coś tam odmruknąłem. Oboje czuliśmy, że tym razem nie wyszło.

    Poszedłem do łazienki umyć się. Potem, na łóżku, dłuższą chwilę nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Matka też kilka razy się poruszyła, zanim zasnęła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz