Category: Uncategorized

  • Tesciowa 60+

    Witam serdecznie, dziś chciałem opowiedzieć Wam kolejną przygodę, z mojego bujnego życia, która przypadkiem stała się jednym, z moich ulubionych wspomnień. W roku 2010 uległem dość poważnemu wypadkowi, w którym delikatnie mówiąc-otarłem się o śmierć, kilka tygodni w szpitalu, później przykuty do łóżka już w zaciszu domowym… Jako jedyny żywiciel rodziny byłem unieruchomiony, przez co żona musiała podjąć się pracy, a że na wychowaniu mamy jeszcze córkę “zatrudniona” została u Nas teściowa, do opieki nad młoda i leżącym zięciem. Chodziło bardziej o sprawy związane z wyprawieniem i odprowadzeniem córki do szkoły, czy też ogarnięciu domu i ewentualnym przygotowaniu obiadu, gdyż codzienne prace przy higienie mojego ciała wykonywała wieczorami żona, myjąc mnie czy pomagając w potrzebach fizjologicznych, bynajmniej tak mi się wydawało. Moja teściowa to kobieta w wieku 63 lat, od 5 lat wdowa, niewysoka, około 160 centymetrów wzrostu, ale obdarzona dość sporym biustem przy smukłej budowie ciała. Blondynka z włosami do ramion, jak na swój wiek prezentowała się, naprawdę dobrze. Nie raz, przy okazji rodzinnych imprez, typu urodziny czy imieniny składając życzenia i tuląc na misia, miałem okazję poczuć jej piersi na swojej klacie-naprawdę przyjemne uczucie. Jak to młody chłopak wieczorami pod prysznicem zdarzało mi się fantazjować, jak ugniatając i masując te wielkie cycki, pakuje w nie swojego kutasa i dochodząc spuszczam się, zalewając je ciepła spermą. Jak już mówiłem, wydawało mi się, że ja nie będę od niej zależny. Nic bardziej mylnego!!! Byłem zależny, i to bardziej, niż mogło mi się wydawać. Ale po kolei, pierwszego dnia po codziennych zabiegach kosmetycznych i fizjologicznych wykonanych przez moją żonę, dostałem buziaka i uciekła do pracy, dzień jak co dzień. Teściowa dotarła do naszego domu mijając się z żoną w drzwiach, szybkie wytyczne i pożegnała swoją córkę, machając do odjeżdżającego samochodu. Przyszła oczywiście się przywitać, zapytać jak się czuję czy czegoś nie potrzebuje, po czym zabrała się za wyprawianie młodej do szkoły. Przed wyjściem zajrzała jeszcze do mnie – “będę za godzinę, odwiozę małą do szkoły i ogarnę jakieś zakupy, bo lodówka świeci pustkami” – faktycznie, słyszałem jak żona wspominała jej, że musi zrobić jakieś zakupy na obiad.

    – “jakieś specjalne życzenia zięciu?”- pytała z uśmiechem na twarzy, poprawiając jednocześnie moją kołdrę przy stopach, czego ja ze względu na gips, który ograniczał moje obie nogi oraz lewą rękę, nie byłem w stanie samodzielnie wykonać…

    – ” może jakieś żeberka w miodzie?!” Odparłem odwzajemniając jej uśmiech – tak, to było jej popisowe danie, wiedziała, że przy każdej okazji, jaka się nadarzyła, gdy serwowała to u siebie w domu byliśmy z żoną pierwsi, do których dzwoniła z zaproszeniem na obiad.
    – “mogą być i żeberka, lecimy, bo spóźnimy się do szkoły..” – po czym usłyszałem przekręcanie zamka w drzwiach i dźwięk odjeżdżającego auta z podjazdu domu… Zabrałem się za lekturę książki i nie wiedząc kiedy, była już z powrotem. Zajrzała do mnie, pytając czy czegoś nie potrzebuje i uciekła do kuchni. Wszystko wyglądało by, nadzwyczaj normalnie, gdyby nie fakt, że to pierwszy dzień, kiedy żona musiała wyjść dużo wcześniej do pracy i wróci dopiero wieczorem po zebraniu w firmie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że wcześniej udawało mi się wytrzymać około 6 godzin bez oddawania moczu, gdy żony nie było i nie mogła podać mi “kaczki”, a teraz co??? Przecież nie będę prosił młodej o pomoc w takiej sprawie, zresztą i tak miała wrócić dopiero po 15, ze względu na dodatkowy angielski, na który uczęszczała, a ja właśnie poczułem “wyjścia za potrzebą”. Próbowałem w myślach walczyć jeszcze z tą myślą, ale ilość wypitej wody do porannych medykamentów mocno dawała się we znaki. Przy kolejnej wizycie teściowej w pokoju, kolejnym pytaniu, czy czegoś nie potrzebuje, musiałem już poprosić o pomoc.

    -” będę potrzebował teściowej pomocy, w trochę nietypowej, intymnej i krępującej mnie sprawie” – uwierzcie, ciężko przechodziły mi te słowa przez gardło… Czułem delikatne zażenowanie oraz bezsilność, nie mogąc podstawowej czynności fizjologicznej wykonać samemu

    -“słucham Cię, co to za sprawą?” Mówiła spokojnie że swoim uśmiechem na twarzy
    – “to trochę nietypowa sprawa…”
    – “mów otwarcie, jestem tu po to, żeby Ci pomóc..”
    – “potrzebuję “iść” do toalety, a niestety sam nie dam rady, zresztą jak teściowa widzi, ruszyć jest mi się ciężko” – odpowiedziałem ze spuszczonym wzrokiem, unikając jej spojrzenia. Widziała moje zakłopotanie, widziała jak czerwienię się na twarzy.
    – “czyli mam Ci podać “kaczkę” tak? ” – “nie tylko podać, ale i potrzymać, nie dam rady wykonać tego sam, a nie chce też narobić niepotrzebnego bałaganu” – odpowiedziałem, dalej unikając kontaktu wzrokowego
    – “nie ma problemu, Twój teść, a mój mąż przed śmiercią też potrzebował takiej pomocy, więc wiem jak Ci pomóc”
    Nie wiedziałem, jak to wszystko ma wyglądać, żona jak to żona, wiedziała dokładnie jak wyglądam poniżej pasa, nie było też żadnego skrępowania z naszej strony jeśli chodzi o wygląd naszych ciał, zresztą po 12 latach małżeństwa nie było by to możliwe, żebyśmy krępowali się nagości w swoim towarzystwie. Ale przed teściową?? jakoś dziwnie, nie umiałem poukładać sobie w głowie, jak to ma wyglądać?! O dziwo, moje przemyślenia przerwała teściowa, podchodząc z boku do mojego łóżka i podnosząc z podłogi “kaczkę” oznajmiła krótko….
    – “pamiętaj, że to nic krępującego, zwykła pomoc, której potrzebujesz… Gotowy? “
    Gotowy? A czy idzie się na coś takiego przygotować? Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, a już czułem jak ręce teściowej zwinnie podnoszą kołdrę, która byłem przykryty, a z racji tego, iż leżałem nagi od razu miała mnie jak na patelni…. Całego… Jak PAN Bóg mnie stworzył…. Myślę, że dobrze, iż działo się to wszystko w zawrotnym tempie, bo nie miałem czasu na reakcję… Zauważyłem tylko wzrok teściowej skierowany wprost na moje przyrodzenie oraz jej delikatnie zdziwiona minę, nie wiem sam, czy po prostu widok penisa ja onieśmielił, bo wydaje mi się, że od śmierci teścia raczej nikogo nie miała czy też rozmiar mojego kolegi, bo ja sam czułem się dobrze ze swoim rozmiarem, a wręcz słyszałem (oczywiście od płci pięknej), że jest się czym pochwalić… Chwile konsternacji przerwało moje chrząknięcie, bo wiedziałem albo i nie czy to jest zdrowy objaw-jej wzrok skierowany i zawieszony w mojego penisa… Nawet nie spojrzała, jedną ręką chwyciła mnie zdecydowanie przy samej główce, druga ręka podsuwając “kaczkę”, delikatnie naciągnęła napletek i nakierowała mnie na otwór plastikowego naczynia, które moim zdaniem odbiera facetowi godność… Dopiero teraz zauważyłem jej ruch głowy w moim kierunku, spojrzenie, które dało mi znak, że mogę w końcu zrobić to, do czego była mi potrzebna w obecnej chwili…. Myśli krążyły po głowie, nie jest łatwo skupić się przy kimś, by załatwić swoje potrzeby fizjologiczne, tym bardziej przy kimś, kto trzyma Cię za penisa i karze Ci sikać…. Kimś, o kim wielokrotnie marzyłeś, miałeś go w głowie robiąc sobie dobrze, a tym bardziej czując dotyk kobiecej ręki, innej niż “zawsze”…. Minęła dość długa chwila, musiałem odrzucić wszystkie fantazje, skupić się na tym, żeby ten dotyk nie przerodził się w erekcję… Udało się, po paru sekundach uwolniłem się od zbędnego płynu, który przystworzył mi tyle niepotrzebnego stresu…. Teściowa widząc, że kończę kilkukrotnie wstrząsnęła moim penisem pozbywając się zbędnych kropelek, po czym kilkukrotnie naciągnęła i popuściła skórkę jakby chcąc być pewną, że nic już z niego nie wyleci, odkładając “kaczkę” na podłogę… Dalej trzymając mojego penisa w jednej ręce, drugą sięgnęła po chusteczki nawilżone że stolika nocnego i delikatnie naciągając napletek do końca, chusteczka wytarła mnie dokładnie oglądając z każdej strony czy nic nie zostało…. Te ruchy oraz zabiegi jej rąk zaczęły powodować delikatna przyjemność, co przełożyło się w powolne twardnienie mojego przyjaciela…. Zrobiło mi się głupio, nie chciałem, bynajmniej w obecnej sytuacji, żeby widziała mnie w pełnym wzwodzie…. Chciałem zareagować, ale jej wzrok, delikatność, i sposób w jaki wycierała mnie z resztek moczu również i u niej wywołał delikatna konsternację gdy poczuła, że robię się twardy…. Puściła rękę odkładając mojego kolegę na podbrzusze i okryła mnie kołdrą jak wcześniej…. Spojrzała na mnie, i z delikatnym ale chyba trochę sztucznym uśmiechem stwierdziła…

    – “no, i po kłopocie… Nie taki diabeł zły, jak go malują….”
    – “dziękuję”- tyle tylko potrafiłem odpowiedzieć….
    Reszta dnia minęła dosyć normalnie, obiad, młoda wróciła ze szkoły, żona również z pracy… Kolejne dni mijały, miałem opiekę ukochanej, bo nie pracowała wiele poza domem, większość z domu bo pozwalała jej na to szefowa, która rozumiała zaistniałą sytuację…. Minęły dwa, może 3 tygodnie. Pewnego środowego popołudnia, żona oznajmiła mi, że wyjeżdżają na weekend z szefowa na szkolenie i niestety, ale będę musiał zostać pod opieką teściowej…. Młoda słysząc, że mama wyjeżdża, zorganizowała sobie w mgnieniu oka dwie nocki u koleżanki…

    – “dzięki, że zostawiacie mnie samego….”
    – “nie samego, mama obiecała, że zostanie u Nas na weekend, prześpi się w pokoju gościnnym, a Ty będziesz miał opiekę…. Teściowej 🙂 “
    Niestety, moja żona nie przemyślała tego, że ktoś będzie musiał mnie jeszcze umyć przez te dwa dni oraz pomagać mi w sytuacjach, które już miały miejsce, a o których nie mówiłem i o to samo poprosiłem teściową… Zresztą od tamtej sytuacji, jakoś rzadziej widywałem teściowa u Nas w domu, czyżby jednak też, poczuła się niezręcznie?! To wszystko miało się wyjaśnić już niedługo…cdn…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Czytelnik

    Hej dajcie znać proszę, czy to co napisałem , dobrze się czyta?? 

  • [Oparte na faktach] Pamietnik Ariany: Wibrujaca kulka

    Ola i Benek zapowiedzieli telefonicznie swoją wizytę na ten weekend. Zamówili dla nas stolik w knajpce, Arkadiusz nie protestował, było mu wszystko jedno, co robimy. Ostatnio relacje między nami były coraz bardziej oschłe.

    Gdy przyjechali, Ola upierała się, bym włożyła sukienkę z głębokim dekoltem i koniecznie bez stanika.

    – Masz ładne, duże piersi. Będziesz wyglądać seksi.

    Jeszcze nigdy nie udało mi się zmienić jej postanowienia. Jak sobie coś wymyśliła, to tak miało być i koniec. Więc nie protestowałam zbyt długo, i tak bym przegrała. Nawet mi do głowy nie przyszło, że miała ukryty plan.

    Byłam szczęśliwa z ich wizyty. Arek coraz bardziej grał mi na nerwach, potrzebowałam odskoczni.

    Uśmiechnięci i w świetnych nastrojach pojechaliśmy do kameralnej restauracji. Stolik na cztery osoby już na nas czekał. Klimat był nieziemski. Piękne dekoracje, kwiaty, muzyka, szum prowadzonych rozmów. Gdy szliśmy zająć miejsce, Benek patrzył ukradkiem na moje bujające się przy każdym kroku piersi.

    Przystojny kelner podczas zapisywania zamówienia oraz gdy przynosił nam jedzenie, również nie mógł oderwać wzroku od mojego biustu. Wybrałam makaron w sosie bolognese. Zarumieniłam się, gdy zobaczyłam wypukłość na jego spodniach. Co jakiś czas przyłapywałam go na ukradkowych spojrzeniach w moją stronę. Uwielbiałam być w centrum uwagi. W myślach pewnie rżnął mnie opartą o jeden ze stolików na oczach wszystkich. Będę szczera, nie miałabym nic przeciwko temu, tak dawno nikt porządnie mnie nie wyruchał. Arek dawał mi do zrozumienia, że liczyła się tylko kariera, ja byłam tylko dodatkiem. Nie interesował się jak mnie zaspokoić. Podejrzewam, że obracał swoją asystentkę Kaśkę. To całkiem możliwe bardziej niż ja wpasowywała się w jego gust.

    Jadłam, słuchając anegdot opowiadanych przez Olę i Benka. To tylko dzięki nim spotkanie przebiegało w całkiem miłej atmosferze. Arek był cały czas zamyślony, nieobecny. Pewnie myślał o tej swojej suce i o tym, jak znów zerżnie jej dupę przy najbliższej okazji.

    – Musimy iść do toalety – rzuciła nagle Ola.

    Chwyciła mnie za rękę i dosłownie szarpnęła. Kazała mi wejść do kabiny i ściągnąć majtki. Myślałam, że sobie żartuje, ale była poważna. Wyciągnęła ze swojej torebki intrygująco wyglądającą metalową kulkę.

    – Rozchyl nogi.

    Ufałam jej, więc wykonywałam wszystkie polecenia. Patrzyła na moją gołą cipkę. Mój umysł zaczął płatać figle, wspominając nasze wspólne przygody łóżkowe. Czekałam więc w napięciu, co ona zrobi. Wyobrażałam sobie, jak namiętnie liże moją łechtaczkę.

    Włożyła mi tę kulkę prosto w łono.

    – Gotowe możemy wracać.

    Poczułam niedosyt. Jak nie chciała się ze mną zabawić to, po co ta kulka?

    – O co chodzi? Co to wszystko ma znaczyć? – spytałam zawiedziona.

    Przystanęła, popatrzyła mi w oczy. Pocałowała długo i namiętnie.

    – Zaufaj mi.

    Wróciłam skonfundowana do stolika. Spojrzałam na Arka, żadnej reakcji. Benek się uśmiechał, więc coś wiedział.

    Jadłam, myśląc o tej niecodziennej sytuacji. Nagle poczułam, jak kulka zaczęła wibrować. Prawie upuściłam widelec. Ola znacząco popatrzyła na stolik znajdujący się pod oknem. Spojrzałam. Zobaczyłam tam ciebie. Uśmiechałeś się do mnie. Trzymałeś w ręce pilocik. Ty tutaj w Warszawie? Jakim cudem się jej udało? Szczęście wymieszało się z przerażeniem i podnieceniem. Przecież obok siedzi Arek. Co ja mam zrobić? Grałam na zwłokę, nabijając makaron na widelec i powoli wkładałam go do ust. Obserwowałeś, mnie więc starałam się, by każdy mój ruch był zmysłowy. Podkręciłeś wibracje kulki. Moje sutki stwardniały. Zrobiło mi się gorąco, przestraszyłam się, że moja cipka puści zaraz soczki, brudząc sukienkę. Wyciągnąłeś telefon, coś napisałeś i odszedłeś od stolika. Usłyszałam charakterystyczne ding. Dyskretnie sprawdziłam SMS.

    „Czekam w męskiej toalecie”

    Nie wiedziałam co robić. Byłam tak bardzo podniecona. Tysiące myśli przelatywało mi przez głowę, wirując bez opamiętania. Nagle z tego chaosu wyłoniła się scena z przeszłości. Ja naga, nadziana na twojego kutasa szeptałam ci do ucha: kocham cię. Poczułam uderzenie gorąca.

    – Muszę to toalety – powiedziałam.

    – Iść z tobą? – spytała Ola z dwuznacznym uśmiechem.

    – Nie trzeba – odpowiedziałam i wstałam od stolika.

    Przechodząc zamyślona, wpadłam na kelnera. Sterczące sutki przywarły do jego umięśnionej klatki piersiowej. Jego wzrok od razu skierował się na mój dekolt. Musnęłam dłonią o jego nabrzmiałe spodnie. Zobaczyłam plakietkę: Marek – kierownik sali. Pewnie jeden z jego podwładnych nie przyszedł do roboty, przez co musiał pełnić dodatkowe obowiązki. Zażenowany bardzo szybko przeprosił i uciekł. Napalony biedaczek będzie pewnie musiał sobie zwalić konia na zapleczu, by dać radę dalej pracować.

    Weszłam do męskiej toalety. Poczułam charakterystyczny zapach leśnego odświeżacza do powietrza. Tylko jedna kabina była zajęta. Zapukałam. Otworzyłeś. Stałeś z kutasem na wierzchu. Próbowałam wejść do środka i zamknąć drzwi, ale było za ciasno.

    Pocałowałam cię namiętnie, łapiąc za penisa. Kulka przyjemnie wibrowała w mojej cipce. Uklękłam. Moje nogi wystawały poza kabinę.

    Twój kutas był twardy i gorący. Opuściłam ramiączka sukienki. Wzięłam go między cycuszki, energicznie masowałam. Nie mogłam mu się oprzeć, więc po chwili ssałam bez opamiętania, wirując języczkiem. Trzymałeś mnie delikatnie za głowę. Byłam tak bardzo napalona, że moja ciasna cipka puściła soczki.

    – Mamy towarzystwo – powiedziałeś.

    Przerwałam pieszczoty, wyciągając twojego penisa z ust. Odwróciłam się, stał tam Marek cały czerwony. Nie wiedział, jak ma się zachować. Biedak pewnie, zamiast zaplecza przyszedł tutaj szukać ulgi. Patrzył jak kobieta, która doprowadziła go do takiego stanu, klęczy z cyckami na wierzchu i obciąga jakiemuś gościowi. Widziałam w jego oczach pożądanie wymieszane z zazdrością. Zaczął odchodzić.

    Popatrzyłam na ciebie błagalnym wzrokiem. Po sekundzie, która dla mnie trwała wieczność przytaknąłeś. Za to cię kocham, akceptujesz mnie w pełni z wszystkimi moimi perwersjami. Szkoda, że nie możemy być parą.

    – Marek zaczekaj – powiedziałam.

    Dźwięk kroków ucichł.

    – Zna moje imię – wyszeptał.

    Przepchnęłam przez krągłe biodra sukienkę. Wyszłam z kabiny. Patrzył na moje nagie rozpalone ciało z takim pożądaniem, że aż zrobiło mi się gorąco. Podeszłam do niego. Wzięłam jego rękę i włożyłam między nogi. Moja mokra cipka pragnęła dotyku. Stanąłeś ze stojącym kutasem na wierzchu obok nas.

    – Masz klucz do tego pomieszczenia? – zapytałeś, kładąc mu rękę na ramieniu. Byłeś taki naturalny i pewny siebie.

    – Taaak – wydukał.

    Zabrałam się za rozpinanie jego paska od spodni. Patrzył na mnie z takim uwielbieniem w oczach. Ściągnęłam jego bieliznę. Miał imponująco dużego. Był cały oblepiony w przezroczystym ciągnącym się płynie. Lizałam, masując nabrzmiałe od spermy jądra. Gdy wsadziłam go do ust, wróciłeś i stanąłeś obok. Popatrzyłeś Markowi prosto w oczy i skinąłeś głową. Złapałam ręką twojego penisa i zaczęłam masować, ciągle obciągając kierownikowi sali. Moje podniecenie sięgało zenitu. Pieszczona wibracjami kulki cipka domagała się zaspokojenia. Owładnięta pożądaniem bez opamiętania ssałam na zmianę dwa twarde kutasy.

    – Liż moją mokrą cipkę – zwróciłam się do Marka – tylko nie warz się penetrować, moje ciasne dziurki należą do niego.

    Wstałam, wypięłam dupcie, nachyliłam się i włożyłam twojego kutasa w usta.

    Poczułam, jak Marek rozchylił moje pośladki, dokładnie wylizywał rowek tyłeczka. Poprawiłam włosy, które spadły mi na twarz. Złapałam cię za pośladki i docisnęłam swoją głowę do twojego krocza, wpychając penisa prosto do gardła.

    Marek namiętnie lizał moją cipkę, gdy ty ruchałeś mnie w usta. Coraz szybciej i namiętniej dawałeś upust swojej żądzy. Po chwili poczułam, jak tryskasz ciepłą spermą. Nie wszystko się zmieściło, trochę wyciekło. Mając jeszcze spore ilości twojego nasienia w ustach, obróciłam się do kierownika sali.

    Pocałowałam go namiętnie. Jego oczy wyrażały zaskoczenie. Wplótł ręce w moje włosy. Języki zaczęły wręcz obsesyjnie wirować zatopione w twojej ciepłej spermie. Nie spodziewałam się takiego lubieżnego zachowania. Złapałam jego twardego penisa i zaczęłam robić mu dobrze moją niewielką dłonią. Patrzyłeś z wyrazem wyższości w oczach. Wystarczyło kilka ruchów i kierownik sali trysnął sporą ilością gęstego nasienia na moje podbrzusze. Masowałam jeszcze chwilę, nie przerywając pocałunków, co ciekawe to on łapczywie połknął większość twojego nasienia. Kutas dalej mu stał na baczność. Już ubrany minąłeś mnie z zadowoloną miną.

    – Czekam na parkingu piętnaście minut – powiedziałeś, puszczając do mnie oczko.

    Doskonale wiedziałam, że nie chodziło ci o Marka. Dałeś mi wybór i muszę zdecydować czy zostanę z Arkiem, czy pojadę pieprzyć się z tobą.

    Miałam jeszcze trochę czasu, nie chciałam zostawić Marka ze sterczącym kutasem. Wzięłam go do ust, ssałam, lizałam. Nie minęło nawet dwadzieścia sekund, jak znów trysnął. Nie spodziewałam się aż takiej ilości nasienia. Przecież to już jego drugi orgazm. Biedaczek musiał być nieźle wyposzczony. Wstałam, rozwarłam usta. Patrzył zafascynowany na gęste nasienie wokół mojego języka. Już miałam połknąć, gdy przyciągnął mnie do siebie, złapał za tył głowy i namiętnie pocałował. Zamruczałam i wplotłam swoje ręce w jego włosy. Odwzajemniłam namiętny pocałunek. Uwielbiam całować się ze spermą w ustach i jak widać, Marka to też kręciło. Tym razem wiedząc, jaki jest zachłanny, to ja połknęłam więcej nasienia. Zebrałam ręką jego spermę z mojego podbrzusza i dałam mu ją do wylizania. Zrobił to z przyjemnością. Resztki wytarłam ręcznikiem papierowym, włożyłam szybko sukienkę. Marek z zaciągniętymi już spodniami płukał usta wodą.

    – Dziękuję – rzucił.

    Uśmiechając się dwuznacznie, wybiegłam z toalety.

    W mojej rozpalonej cipce dalej wibrowała kulka, teraz już nieco mniej intensywnie. W ustach czułam przyjemny smak spermy. Podeszłam do Oli. Wzięłam ją na bok.

    – Suka z ciebie wiesz, ale naprawdę bardzo ci dziękuję.

    – Za tydzień masz urodziny, to jest tylko wstępny prezent. Widziałam twoją minę w toalecie – wyszeptała mi na ucho.

    – Nic na to nie poradzę, uwielbiam twój smak – odparłam.

    – W czwartek u mnie, weź z sobą to, co zawsze – powiedziała Ola.

    – Naprawdę? My tak dawno nie… – spytałam szczęśliwa.

    – Idź już.

    Dałam Oli buziaka w policzek, zabrałam od niej moją torebkę, a na Arka nawet nie popatrzyłam, odwróciłam się i wybiegłam za tobą.

    Pobiegłam na parking. Kulka dalej wibrowała. Czułam jak po moich udach, znów ciekły soki. Stałeś oparty o swój samochód. Otworzyłeś drzwi od strony pasażera. Odkąd cię znam, byłeś dżentelmenem, na dodatek zawsze elegancko ubranym. Uwielbiam to w tobie, połączenie klasy z męskim samczym instynktem.

    – Jestem cała mokra. Nie chce pobrudzić ci auta – powiedziałam skrępowana.

    Uśmiechnąłeś się, złapałeś mnie mocno w talii i oparłeś o tylne drzwi. Włożyłeś rękę pod moją sukienkę, rozchylając uda. Przejechałeś dwoma palcami po rozpalonej cipce. Zesztywniałam. Powąchałeś lepiące się od dużej ilości śluzu palce, po czym wziąłeś je do ust.

    – Pysznie smakujesz.

    Podałeś mi jedwabną chusteczkę z kieszeni, przy okazji naciskając pilot od kulki. Przestała wibrować.

    – Wytrzyj się – powiedziałeś z czułością.

    Dobrze mnie znałeś i wiedziałeś, że nie lubię czuć się skrępowana.

    – Wiem, że zaraz będziesz chcieć protestować. Dlatego po wszystkim zatrzymaj chusteczkę. Jest twoja – dodałeś szybko i z uśmiechem.

    – Dziękuję.

    Trzęsącą się z emocji ręką doprowadziłam się do porządku. Zostawiłeś otwarte drzwi dla pasażera i usiadłeś na miejscu kierowcy, czekając spokojnie. Dając mi tę chwilę pozornej prywatności, utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, wychodząc z tobą.

    Wsiadłam. Włączyłeś muzykę klasyczną. Pełen emocji utwór Requiem Amadeusza rozbrzmiał z głośników samochodu. Zwiększyłeś głośność i ruszyłeś. Siedziałam zadowolona ze swojej decyzji. Arek nie zasługiwał na to, by ze mną być. Nigdy nie wywołał we mnie tak potężnych uczuć. Nigdy nie dał mi tak silnego orgazmu, jak ty.

    Nawet nie zauważyłam, kiedy moja dłoń znalazła się na twoim kroczu, masując przez spodnie jądra. Druga powędrowała do moich piersi, miętosiłam sterczące sutki. Opamiętałam się, przestałam się obmacywać. Nie chciałam zabrudzić auta mokrą cipką. Nie zabrałam jednak ręki z twojego kutasa. Podniecenie we mnie narastało. Miałam zarumienione policzki i dekolt.

    Dotarliśmy. Szarmancko puściłeś mnie przodem. Czułam twój lubieżny wzrok penetrujący całe moje ciało. Aksamitna fioletowa sukienka opinała je, podkreślając wszystkie jego atuty. Nie mogłeś się powstrzymać i łobuziarsko uszczypnąłeś mnie w tyłek, gdy wchodziliśmy po schodach. Ja w ramach podziękowania podciągnęłam sukienkę, wypięłam pośladki i lekko się pochyliłam. Odwróciłam głowę i wystawiłam język. Zatrzymałeś się, stojąc kilka stopni niżej, miałeś idealny widok na moje wargi sromowe ściśnięte między pośladkami tworzące apetyczną szparkę.

    Weszliśmy do mieszkania. Przekręciłeś zamek. Odwróciłeś się w moją stronę. Rzuciłam swoją torebkę pod ścianę. Natarłam na ciebie jak dzika kocica. Przycisnęłam do drzwi. Bezpretensjonalnie wdarłam się moim języczkiem do twoich ust. Moja nieduża dłoń powędrowała do twojej kieszeni. Włączyłam kulkę. Zwiększyłam intensywność wibracji na maksimum. Nasze usta wirowały w zmysłowym, a zarazem namiętnym tańcu. Oparłam obie dłonie na twojej klatce piersiowej. Zbliżyłam się do ucha. Poczułeś różany zapach moich blond włosów. Końcówką języka pieściłam ci małżowinę. Lekko ją przygryzałam.

    – Twój kutas należy do mnie – wyszeptałam.

    Zesztywniałeś, przełknąłeś ślinę. Milczałeś.

    Uklękłam. Rozpięłam sprzączkę od paska, guzik, rozporek. Spodnie zsunęły się w dół. Wyraźny namiot bokserek dał mi impuls do zerwania ich z ciebie. Podczas tego ruchu przysunęłam trochę twarz do twojego krocza, co spowodowało, że dostałam pstryczka w nos twardym kutasem. Poczułam jego przyjemny zapach. Moja mała dłoń wylądowała na twoich jądrach, pieszcząc je delikatnie. Włożyłam samą końcówkę, wysysając gęsty przeźroczysty ejakulat. Złapałeś mnie za głowę. Mruczałeś zachęcająco. Nie byłeś natrętny, głaskałeś moje włosy, oddając mi w pełni inicjatywę. Druga dłoń wylądowała na twoim prąciu. Masowałam go ruchami posuwistymi, cały czas pieszcząc językiem żołędzia znajdującego się w moich ustach. Wibracje kulki przyjemnie drażniły aksamitne wnętrze mojej mokrej cipki. Czułam, jak znów intensywnie wydziela z siebie soczki rozkoszy. Po kilku ruchach ręką byłam gotowa wziąć kutasa głębiej. Prosto do gardła. Docisnęłam głowę. Wszedł w całości. Brakło mi powietrza, łzy pociekły po policzku, niszcząc makijaż. Znaczne ilości śliny zaczęły wyciekać z kącików bordowych od szminki ust oplatających żylastego kutasa. Przerwałam, by zaczerpnąć oddechu. Łapczywie łapałam powietrze.

    – Zerżnij moje usta – powiedziałam.

    Nie czekałeś na ponowienie prośby. Właśnie w takich momentach budził się w tobie prymitywny instynkt samca alfa. Chwyciłeś mnie za ramiona. Zmieniliśmy pozycję, teraz kucałam oparta o drzwi. Złapałeś mnie za brodę, rozchylając usta i patrząc mi prosto w oczy, wprowadziłeś do nich kutasa, powoli głęboko bardzo głęboko. Wyciągnąłeś, bym złapała oddech, był cały oblepiony moją ciągnącą się śliną. Wtargnąłeś znów tym razem szybciej, ale płycej. Twoje ruchy przyśpieszyły. Stawały się coraz mocniejsze i szybsze. Mocny głęboki ruch spowodował, że moja głowa uderzyła delikatnie o drzwi. Złapałeś mnie wtedy za włosy, bym nie zrobiła sobie krzywdy. Pomimo ostrego jebania, dalej myślałeś o mojej wygodzie. Nie byłeś skupiony tylko na zaspokojeniu prymitywnej żądzy. Wibracje w pochwie, twój kutas posuwający moje usta, ohh, jaka ja byłam wtedy napalona i mokra. Spowodowało to coś nieoczekiwanego, kulka wyskoczyła z mojej oblepionej śluzem cipki i potoczyła się po podłodze. Zrobiłeś ostatni ruch taki naprawdę głęboki, aż poczułam jądra na szyi. Zaśmiałeś się tak szczerze i naturalnie.

    – Jesteś już gotowa.

    Skinęłam głową. Podniosłeś kulkę, oblizałeś ją.

    – Idealnie smakujesz.

    Wstałam. Poczułam ból w kolanach. Ta pozycja nie była do końca wygodna. Zauważyłeś grymas, który pojawił się na mojej twarzy.

    – Potrzebujesz chwili przerwy. Idź do toalety i doprowadź się do porządku, a ja przygotuję ci twój ulubiony drink, zwilżysz sobie gardło.

    Znów ta czułość. Zabrałam torebkę i czmychnęłam do łazienki. Popatrzyłam najpierw w lustro. Wyglądałam jak rasowa suka po ostrym rżnięciu. Rozmazany makijaż, twarz oblepiona śliną. Zmyłam pozostałości pudru, szminki, i tuszu do brwi. Zrzuciłam z siebie sukienkę i szybko wskoczyłam pod prysznic. Podmyłam mokrą cipkę, doprowadzając ją do stanu świeżości. Do moich uszu poza szumem wody dotarły miłe dźwięki muzyki klasycznej, dolatujące z salonu. Obmyłam ciało. Z torebki wyciągnęłam perfumy. Świeże akordy zielonej mandarynki i jaśminu połączone ze zmysłowością kwiatu imbiru oraz niebanalnym zapachem słonej wanilii. Na pełen makijaż nie miałam czasu, więc bordowa szminka musiała wystarczyć. Rzuciła mi się w oczy migająca dioda w wyciszonym telefonie oznaczająca powiadomienia. Siedem nieodebranych połączeń. Tylko siedem, Arka stać było na znacznie więcej. Widać jak mu na mnie zależy. Jeden SMS od Oli.

    “W torebce w bocznej kieszonce masz ode mnie prezent. Daj się ostro wyruchać! Koniecznie opowiesz mi potem wszystko ze szczegółami.”

    Oj ta Ola, uśmiechając się, wyciągnęłam ładnie złożone czarne samonośne pończoszki. Były uwodzicielskie. Podkreślały moje smukłe nogi, opalona skóra prześwitywała przez delikatny kwiecisty wzór, koronkowe zakończenie opinało moje uda w połowie ich długości. Sukienkę, zostawiłam na pojemniku przeznaczonym na pranie. Odświeżona, pachnąca, prawie naga wyszłam do salonu.

    Siedziałeś w fotelu nago. Twój kutas spoczywał spokojnie. Popijałeś drinka. Zlustrowałeś mnie od stóp po sam czubek głowy, dłużej zatrzymując wzrok, na mojej ogolonej cipce i dużych piersiach. Stanął ci. Uśmiechnęłam się, nie ma dla kobiety lepszego komplementu.

    Stanęłam przed tobą, wręczyłeś mi drinka. Wypiłam duszkiem. Ciepło spowodowane alkoholem rozlało się po moim ciele. Poczułam lekkie szumienie w głowie. Oddałam pustą szklankę. Usiadłam na kanapie, rozchyliłam prowokacyjnie nogi, odsłaniając wargi sromowe mojej napalonej cipki. Pokazałam palcem wskazującym na moje łono.

    – Jestem twoją suką.

    Zabrałeś kulkę z białej jedwabnej chusty, a ją samą zwinąłeś w rulonik. Zakneblowałeś mi usta. Nie oponowałam. Ukląkłeś, językiem przejechałeś po cipce. Zacząłeś się nią bawić, ssać, całować, lizać. Nagle bez ostrzeżenia wpakowałeś mi kulkę w odbyt. Mój krzyk stłumiła chusta. Oblizałeś dokładnie dziurkę, zmniejszając dyskomfort. Podszedłeś do stolika i włączyłeś maksymalne wibracje. Rozkosz wymieszała się z bólem, potęgując moje doznania. Oparłeś moje nogi na swoich ramionach. Wszedłeś głęboko, maksymalnie jak się dało. Wyprężyłam się, wyginając do przodu, przez co poczułam cię jeszcze głębiej. Aksamitne wnętrze mojej rozpalonej cipki było ocierane przez twojego twardego kutasa. To było niesamowite uczucie, od razu krzyczałam z rozkoszy. Nie miałam nawet siły masować swoich piersi, co praktycznie zawsze robiłam podczas pieprzenia się w tej pozycji.

    Posuwałeś mnie ostro, szybko i bardzo głęboko. Moja rozpalona cipka puszczała duże ilości soków. Czułam, jak twoje jądra obijają się o mnie przy każdym pchnięciu. Wibracje w odbycie potęgowały moją rozkosz. Po chwili zaczęłam szczytować. Wiłam się, krzyczałam. Nie przestawałeś mnie rżnąć, co więcej jeszcze przyśpieszyłeś. Na czole miałeś wyraźne kropelki potu. Gdy moje owładnięte ekstazą ciało mimowolnie zaciskało i rozluźniało mięśnie pochwy, trysnąłeś olbrzymią ilością ciepłej spermy. Wypełniłeś całe moje wnętrze, nawet troszkę pociekło. Usiadłeś na fotelu, by złapać oddech. Wyłączyłeś wibracje kulki. Ja leżałam chwilę w bezruchu, dochodząc do siebie.

    Zmieniłam pozycję, przesunęłam się na skraj sofy. Zebrałam spermę z mojego łona. Dokładnie wylizałam dłoń. Znów poczułam przyjemny smak. Podałeś mi szklankę z nowym drinkiem. Przyłożyłam ją do cipki. Ochłodzone lodem szkło, sprawiało mi przyjemność. Przesunęłam szklankę trochę niżej, włożyłam palca do dziurki, gęste nasienie zaczęło spływać, mieszając się z drinkiem. Napięłam mięśnie, by jak najwięcej wypchnąć.

    Na powierzchni wódki wymieszanej z pepsi pływała gęsta sperma. Wypiłam duszkiem. Patrzyłeś na to zafascynowany. Chciałam jeszcze.

    Nie musiałam długo lizać i ssać, po chwili znów byłeś gotowy. Wyczyszczoną kulkę włożyłeś mi w cipkę. Stałam z wypiętymi pośladkami. Opierałam ręce o stół. Zacząłeś mnie rżnąć od tyłu w tej zwierzęcej pozycji. Kutasem dopychałeś kulkę. Na podłogę ciekły resztki pozostałej spermy. Złapałeś mnie za włosy, odchylając moją głowę do tyłu. Przyjemnie uderzałeś o moje pośladki. Twój kutas ponownie sprawiał mi rozkosz, łącząc się z wibracjami. Krzyczałam i jęczałam tym razem bez knebla.

    – Jestem twoją suką! Rżnij mnie mocno, o tak… o tak…

    Czułam, że zaraz dojdziesz.

    – Błagam, spuść mi się do ust.

    Przerwałeś, wyciągając ze mnie kutasa. Zmieniliśmy pozycję. Masowałam ci ręką jądra. Ssałam samą końcówkę. Po chwili mój wirujący język poczuł wytrysk ciepłego nasienia. Wyssałam do ostatniej kropli. Zauważyłam na podłodze spermę, która wyciekła z mojej cipki. Wylizałam dokładnie.

    Poszliśmy pod prysznic. Byliśmy już zmęczeni ostrym pieprzeniem się, umyłeś moje ciało, nie omijając żadnego zakamarka.

    Po godzinach rozmów wtuleni w siebie zasnęliśmy. Nie odważyłam się wyznać ci, co naprawdę czuję, do tej pory tego żałuję. Po miłym śniadaniu urozmaiconym szybkim lodzikiem odwiozłeś mnie do domu. Na więcej igraszek nie było niestety czasu, a ja musiałam uporządkować swoje sprawy z Arkiem.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Milena Wet

    Mam szczerą nadzieję, że opowiadanie sprawiło Ci choć troszkę rozkoszy 😉

    Zapraszam do mojego profilu, znajdziesz tam ciekawe informacje 😀

  • Igraszki z nim

    Czekałam na niego w mieszkaniu, można powiedzieć że byłam troszkę napalona ale nic mu nie pisałam. Kończył pracę za 20 minut, ubrałam czarna bieliznę z koronką a na to zwyczajny szlafrok. Przygotowałam kolację, spaghetti a do tego wino a na telewizorze przygotowany Netflix, liczyłam na fajnie spędzony wieczór. 20 minut później przyjechał i wszedł do mieszkania. – Hej kochanie wróciłem! – O hej, przygotowałam dla nas kolacje i Netflix. Pocałował mnie w czoło, rozebrał kurtkę i poszliśmy zjeść kolację, po zjedzeniu wzięliśmy wino i puściliśmy jakiś film romantyczny trwający około dwie i pół godziny. Oglądaliśmy a ja już prawie zasypiałam ale próbowałam jakoś oglądać żeby nie zrobiło mu się przykro. Oparłam głowę o jego ramie, zasnęłam. Gdy “wstałam” poczułam jego dłoń na udzie, była bardzo ciepła. Wziął drugą rękę, odgarnął mi włosy przejechał mi ręką po twarzy i zaczęliśmy się całować. Wiedziałam że zaraz się zacznie. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, lecz po jakiś 2 minutach poczułam jego palce w sobie. Oderwał swoje usta od moich, wziął swoje 2 palce i wsadził mi głęboko do buzi. Possałam. Znowu zaczęliśmy się całować a on zaczął mi robić palcówkę. Ciężko było mi nie jęczeć z rozkoszy przy pocałunkach ale lekko przygryzałam jego wargi. Doszłam. – Teraz mi się odwdzięczysz – odparł. Rozebrał spodnie i bokserki a ja zaczęłam mu robić loda, położył się i przyciskał moją głowę do swojego kutasa przytrzymując przy tym moje włosy. Bawił się mną jak kurwą ale wiedział że tak lubię. Po jego oddechu słyszałam że zaraz dojdzie ale nie przerywałam lecz nagle pociągnął mnie za włosy, położył mnie i brutalnie wszedł we mnie, jęknęłam. Po kilku minutowym jebaniu znowu doszłam w tym samym momencie co on. Gdy ubraliśmy się, oglądaliśmy dalej Netflix.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Judi
  • Nieudany zamach na oficera SS

    Śląsk, okupowana Polska, rok 1942

    Na piętrze budynku policji korytarzem szedł wysoki człowiek. Ubrany w czarny mundur, oficer SS Otto von Holztsteiner. Jego powolny krok roznosił się stukotem ciężkich czarnych butów. Był tuż przed czasem. Zawsze punktualny i zawsze traktujący obowiązki poważnie. Nie było też wątpliwości, że misja jakiej się podjął, mimo swojej „niecodziennej” natury, która budziła uśmiech na twarzy, była albo wielką przykrywką albo w istocie, komórki SS na śląsku, próbowały odszukać zeznania z procesów czarownic oraz sposobów na odtworzenie metod, jakich średniowieczni kaci na tych terenach, zwykli traktować swoje ofiary. Kapitan Otto objął dowództwo nad zespołem badawczym, jego ludzie. Bezwzględnie posłuszni i fanatycznie oddani idei narodowego socjalizmu, znani byli ze skuteczności. Zimnooki oficer SS Holtzsteiner z pewnością nie przyszedł tłumaczyć się z niepowodzeń.

    Na zegarze wybiła 17.00 , SS-man przyspieszył kroku i gdy po raz 5 zegar zabrzmiał głuchym echem dzwonka, zapukał do drzwi. Głos rezydującego oficera gestapo, majora Gustava Konigsberga słychać było z pewnością w całym korytarzu.

    – Wejść!. – Zagrzmiał szef policji w całym regionie. Nie lubił on dużych miast i dlatego von Holtzsteiner musiał przyjeżdżać aż tutaj ze swoim raportem. Gustav Konigsberg miał do powiedzenia dużo i mimo wielu propozycji „lepszej” posady. Podobało mu się na swoim stanowisku. Regularnie jeździł i wizytował podległe mu komisariaty. Nigdy nie zapowiadał wizyt. Lubił strach i zaskoczenie, nawet w oczach umundurowanych Niemców, którzy na widok dowódcy, robili się zdyscyplinowani i posłuszni. Nie omieszkał też czasem osobiście kontrolować przesłuchiwania mężczyzn i kobiet oskarżonych o działalność partyzancką i więźniów politycznych. W takich sytuacjach gestapo nie przebierało w środach. A Gustav znał kilka niezłych sztuczek, by zmiękczyć przesłuchiwane osoby. Zmusić do uległości.

    -Heil Hitler! – Zasalutował Otto von Holtzsteiner. Jego wysoka sylwetka i zimne niebieskie oczy, mogłyby znajdować się na każdym plakacie propagandowym. Wzorowy aryjczyk. Otto wiedział o tym i nie raz udawało mu się zdobywać względy, dzięki swoim cechom. Miał też powodzenie u kobiet. Pokolenie kobiet III rzeszy, wpajało od dzieciństwa wzór idealnego męża dla młodych dziewcząt. Zachęcano również do seksu. Nawet bez zobowiązań, byle tylko jak najwięcej rodziło się wzorowych aryjczyków. Oficer SS tym bardziej nie miał problemów z zainteresowaniem płci przeciwnej. Od dawna jego bogate życie erotyczne wprawiło go w melancholijny nastrój. Czuł że już nic nowego go w życiu nie spotka. Nudziły go wieczne randki z wpatrzonymi w niego Niemkami, które bez ograniczeń mógł brać i wybierać z pośród dziesiątek chętnych. Wszystko zmieniło się, gdy ruszył front. Polska była pierwszym celem. Otto niewiele wiedział o Polsce, jednak szybko polubił działania wojenne w bardzo źle zorganizowanym i kiepsko bronionym kraju na wschód od III Rzeszy. Niemcy bardzo szybko i brutalnie podporządkowali sobie ludność i władzę. A na śląsku, szło im jak po maśle, gdyż liczna mniejszość Niemiecka wspierała działania wywiadowcze i antypolskie. Praca szła łatwo i był czas, by zająć się wyjątkowo pięknymi dziewczętami. Zaskakująca różnica między urodą Niemek, a mieszkanek świeżo podbitej Polski, była zaskakująca. Otto czuł jak wróciła mu chęć do życia i do pracy. Zwłaszcza, że po raz kolejny miał zameldować o sukcesie.

    Gustav Konigsberg długo przeglądał podane na wstępie dokumenty. W milczeniu wertował liczne raporty i stare fragmenty książek, bez wątpienia zawierające treści autentyczne. Tajemnicze zadanie wydawało się być wypełnione niemal w pełni. Był pod wrażeniem. Grupa badaczy pod dowództwem kapitana Ottona sporządziła zaskakująco bogaty raport na temat licznych procesów czarownic i heretyków na ziemiach śląskich.

    Z przekazów jasno wynikało, że stosowano przez lata prawo niemieckie, co było kolejną pożywką dla nazistowskiej propagandy, starającej się zgermanizować ludność śląska. Wpajanie im do głów, że te ziemie należą i należały kulturowo do Niemiec, były zdaniem wielu najlepszą drogą ku stopniowemu zmienianiu mentalności. Gustav jednak czuł że to za mało. Podobnie jak Otto widział odrębność zamieszkałych tu ludzi. Uroda kobiet była najbardziej widoczną różnicą, ale było ich więcej. Gustav uwielbiał panować nad podbitym narodem. Rozkoszował się, gdy mógł pokazać swoją władzę nad pojmanym jeńcem lub dziewczyną podejrzaną o buntowanie się. Ci ludzie byli inni. Obaj to czuli. Germanizowanie ich, to tylko pierwszy stopień. Ludność polski, trzeba było wziąć pod but. Raporty były więc przydatne, ale szef policji miał dla nich inny plan, póki co.

    – Panie kapitanie, nie jestem zaskoczony. Spodziewałem się pańskiego kolejnego sukcesu. Myślę nawet, że szykuje się awans. – Powiedział nieco ciszej niż zazwyczaj Gustav Konigsberg. Ottonowi nawet nie drgnęła powieka, choć od dawna liczył na to, że ktoś zauważy jego starania. Jego rozmówca mógł dużo i znał wiele osób, z pewnością słowo kogoś takiego jak szef śląskiej policji, nie zaszkodzi w drodze na szczyt. Musiał rozegrać wszystko bardzo starannie, by nie popsuć tej szansy. Ponownie zasalutował i nic nie powiedział. Jak się okazało – słusznie.

    Gustav kontynuował. – Znaczenie tych raportów jest duże, ale ich wdrożenie nie jest zbyt pilne. Śląsk to nie jest najtrudniejszy teren dla propagandy i tak nie zajęli by się pańskimi raportami od razu, przeleżały by 3 tygodnie, a Pana wkład w ich zdobycie, pozostałby równie niezauważony. Lubię Pana i wiele dobrego słyszałem o pańskich ludziach. Chciałbym więc poprosić o małą przysługę, a ja dopilnuję, by odpowiednio nagłośniono efekt ostatnich działań pana oddziału. Przekażę te raporty do pewnej znanej osoby, która bardzo zainteresuje się drugim dnem spisanych tu wydarzeń historycznych. Ich okultystyczna część i traktaty o sposobie torturowania, mogą być pożywką nie dla mas, ale dla pasjonatów. Znam osobiście wysoko postawioną personę. Chętnie zabiorę Pana na przyjęcie, które niedługo zostanie wydane niedaleko stąd. Przedstawię Pana komu trzeba, z resztą już sobie powinien Pan poradzić kapitanie. Awans będzie stał otworem. To więcej niż pewne.

    – Jestem zaszczycony propozycją, zważywszy na jej poufny charakter majorze Konigsberg, bo w tej sytuacji nagniemy nieco procedurę i tajny charakter tych dokumentów, ale nie będę się spierał. Ma pan powiem rację, co do tempa rozwiązywania spraw w tutejszym dziale propagandy. Jestem więc skłonny przekazać panu wszystko co udało nam się zdobyć.

    – Z pewnością nie pożałuje Pan decyzji, kapitanie von Holztsteiner.

    Anna szła pewnym krokiem pod wskazany adres. Komórka ruchu oporu bardzo zawiły sposób, ale dość czytelny dla niej, przekazała informację na temat nowej siedziby. Była młodą,19-letnią dziewczyną o jasnych włosach. Jej czerwone usta były znakiem rozpoznawczym. Ich piękny kształt nie raz wzbudzał zachwyt mniej lub bardziej kulturalnych mężczyzn. Przywykła do tego, ale nie przestawała malować obfitych wart na czerwono. Lubiła dobrze wyglądać, choć teraz wolałaby aby nikt jej nie oglądał. Wracała z pilnym meldunkiem ze stacji telegraficznej. Wiedziała niewiele, tyle ile powinna, ale domyślała się, że to miejsce i czas lądowania kolejnych dwóch brytyjskich agentek, które miały organizować ruch oporu wśród ludności cywilnej oraz uczyć angielskiego zdolnych polskich rekrutów z nadziejami na karierę w wywiadzie wojskowym. Ania była patriotką i chciała służyć Polsce ze wszystkich sił. Zwłaszcza gdy jej sąsiedzi, oskarżeni zostali o przechowywanie żydów i rozstrzelani przy domu, gdzie mieszkali, a mieszkająca tam młoda, bo zaledwie 15-letnia dziewczyna – Maria, została uprowadzona przez gestapo. Nie wiedziała co się z nią stało, ale liczyła na to, że uda się choć zemścić za śmierć jej rodziny. W głębi serca życzyła sobie, by ją odnaleźć lub chociaż pomodlić się za nią, gdyby okazało się, że spotkał ją tragiczny koniec.

    Dotarła na miejsce. Upewniła się, że nie jest śledzona i niepostrzeżenie wtargnęła do niewielkiej kamienicy. Korytarz był nieoświetlony, by sprawiać wrażenie niezamieszkałego. Anna wiedziała jednak które drzwi wybrać. Zastukała wyuczoną sekwencję uderzeń, które miały ujawnić osobę wtajemniczoną. Odpowiedział jej zgrzyt odsuwanej zasuwy w drzwiach. Za progiem ukazał się wysoki i chudy młodzieniec – Marek. Nie znała jego tożsamości, ze względów bezpieczeństwa, ale to on był jej kontaktem. Po cichu zajęła miejsce przy biurku. Hugo uśmiechnął się do niej. – Udało się? Bez komplikacji? – zapytał szeptem. Dziewczyna tylko mrugnęła i podała mu meldunek.

    Chłopak natychmiast schował go do kieszeni.

    – Szykuje się trudniejsza akcja, ale chcę Cię tam wysłać. Będzie szansa by nieco mocniej dogryźć Niemcom i to dość bezpośrednio. Namierzamy od dawna jednego z oficerów SS, którzy działają na terenie śląska – Otto von Holtzsteinera. Jego ludzie dość przykro obchodzą się z tutejszą ludnością i dopuścili się paru okrucieństw i morderstw, gdy ludność ze wsi, broniła swoich kościołów przed ograbieniem. Szukali ponoć starych dokumentów, ale przy okazji nakradli wiele innych dzieł. Dodatkowo zgwałcili parę kobiet, część z nich nie wróciła do domów. Chcemy zrobić na skurwysyna zamach. Wykorzystamy do tego oddział złożony z młodych dziewczyn. Będziecie pod przykrywką, w przebraniu handlarek. Rozkaz masz tu w kopercie, wszystkie niezbędne informację, podeślę Ci w swoim czasie. Poćwicz strzelanie, przyda się. Wchodzisz w to? Może być gorąco.

    – Jasne! – od dawna czekałam na coś takiego. Z kim idę?

    – Pójdziecie we trzy . Oprócz Ciebie Marlena i Zosia, obie młodsze, pomogą Ci. To jeszcze gówniary, ale już swoje przeszły, powinno się udać do pomocy dam jeszcze 2 chłopaków, pomogą Wam w zorganizowaniu zasadzki w lesie. Zazwyczaj Holztsteiner jeździ tylko z kierowcą. Przyskrzynimy go w trasie i nawiejemy, zanim ktoś ich znajdzie. Będę szedł za Wami, załatwię transport, gdy już będzie po wszystkim. Teraz zmykaj, muszę nadać raport.

    Anna bez słowa wyszła z budynku i pomknęła do domu. W myślał dziękowała Bogu za tę okazję, by mścić. Miała ochotę zabijać.

    W końcu nadszedł upragniony dzień. Adrenalina krążyła w żyłach od rana. Czekały przy leśnej drodze z koszami owoców. Zasadzka była starannie przygotowana. 2 chłopaków z partyzantki czekało aż zajedzie eleganckie auto, z oficerem SS na pokładzie, którego miały zastrzelić. Czekały tylko na ich znak.

    W końcu usłyszały dźwięk silnika. Z przeciwnej strony, z której się spodziewały, ale serca zabiły mocniej. Musiały udawać, choćby i ktoś się zatrzymał. Liczyły tylko na to, że nie będzie świadków, gdy już pojawi się właściwy samochód. Od strony miasta zbliżał się powoli niewielki furgon, prawdopodobnie powracający na wieś bez sprzedanego w ciągu dnia towaru. Za kierownicą siedział typowy wieśniak i na szczęście nawet nie pomyślał by zwolnić przy dziewczynach z koszami.

    Po chwili zahamował gwałtownie i leśną ciszę przerwał głośny dźwięk wystrzałów z karabinów maszynowych. Z furgonu wyskoczyło kilku żołnierzy niemieckich i otoczyli dziewczyny zaskoczone i sparaliżowane ze strachu. Wybuch granatu rzuconego w stronę pozycji ukrytych Polaków, przestraszył je jeszcze bardziej, wymierzone lufy karabinów też nie ułatwiały sprawy. Po długiej i ciężkiej chwili, Niemcy wyciągnęli z krzaków obu chłopaków, jeden z nich był ciężko ranny i dyszał głośno, co jakiś czas sycząc z bólu. Nie mógł iść. Był ciągnięty po ziemi i rzucony pod nogi stojącego na uboczu oficera. Wylądował twarzą tuż przed jego wysokimi czarnymi butami, o które uderzał co jakiś czas długim pejczem. Drugi z pośród partyzantów kopnięty w plecy ukląkł i złożył ręce na karku. Milczeli wszyscy.

    Z kabiny kierowcy wyszedł ten, który wyglądał na wieśniaka. Miał jednak mundur gestapo i bynajmniej wieśniakiem nie był. Odezwał się przerywając ciszę.

    – Panie kapitanie Holztsteiner, proszę sobie wyobrazić że właśnie udaremniliśmy zamach na pańską osobę. Choć raczej żałosna to była próba.

    Mężczyzna stojący przed rannym partyzantem, musiał być tym którego Anna wraz w towarzyszkami miała zabić, teraz jednak stała przestraszona, nie wiedziała czy byłaby w stanie dobyć broni, choćby mogła. Ręce odmawiały posłuszeństwa. Major gestapo o gębie wieśniaka kontynuował. – Marna i żałosna próba, zwłaszcza że koordynował ją mój człowiek. – Zaśmiał się ochrypłym głosem Gustav Konigsberg. – Zdekonspiruj się Mareczku, już możesz.

    Anna wryła spojrzenie w jednego z niemieckich żołnierzy. To był bez wątpienia jej kontakt. Czuła jak brzuch zalewa ją fala złości i bezsilności. Wszystkie kontakty i rozkazy jakie przekazywała, szły do wroga. Do oczu napłynęły jej łzy, ale walczyła by nie wybuchnąć.

    Partyzant który nie był ranny, nie wytrzymał. – Ty zdrajco! Morderco zasrany! Sprzedawczyk i szmata! Obyś zdechł Ty! Marek podszedł do niego, partyzant wciąż klęcząc nie przestawał przeklinać, ale zamilkł, gdy do oka przystawił mu lufę pistoletu. Cisza trwała tycią chwilkę. Dwa uderzenia serca, potem znów rozległ się strzał. A trup partyzanta legł na ziemię, w fontannie krwi i mózgu, jaki wywołał wystrzał z przyłożenia. Ranny towarzysz zastrzelonego, próbował się zerwać i podbiec rozpaczliwie, by rzucić się na Marka. Podcięty jednak został przez Ottona von Holtzsteinera i ponownie wylądował na ziemi, wyjąc z bólu. Nieszczęśliwie upadł na ranny bok. Na ten widok. SS man zrobił krok do przodu i z całej siły uderzył chłopaka w odsłoniętą ranę. Raz , drugi , trzeci. Leśną scenerię znów napełnił krzyk, tym razem katowanego Polaka. Dziewczęta stały i odwracały wzrok. SS man nie przestawał bić. Po chwili, ranny jeniec jęczał już jak zarzynane zwierzę, ale coraz ciszej i ciszej. Brakowało mu sił, a uderzenia spadały wciąż jednakowo mocne i precyzyjne. Gdy ustał ostatni jęk, świst pejcza przestał rozrywać powietrze. Wszystkie trzy dziewczyny miały strach w oczach. Nie umknęło to uwadze Gustava. Podszedł do Anny i bezczelnie odnalazł jej spojrzenie. Prześlizgiwał się wzorkiem po jej ciele i przenosił go na kolejną z dziewcząt. Towarzyszące jej Marlena i Zosia miały po 18 lat. Marlena byłą rudą pięknością z długimi nogami, o zielonych oczach i zgrabnej talii. Gustav aż oblizał się, czując jak zadrżała, gdy się zbliżył. Pociągnął nosem i uśmiechnął się błogo, czując przyjemny zapach dziewczyny. Stojąca obok Zosia miała harde spojrzenie. Jej brązowe loki były upięte , a ubiór zawsze schludny. Obfity biust jak na jej wiek, był powodem do dumy. Liczyła że głęboki dekolt przyda się w jej dzisiejszym przebraniu. Teraz żałowała. Widziała jak wszyscy niemieccy żołnierze odwracają wzrok w jej stronę i bez skrępowania zawieszają się oglądając jej piersi. Starała się ukryć jakoś odkryty fragment odzieży i sięgnęła ręką, by podciągnąć materiał sukienki. To był błąd. Pilnujący ją żołnierz natychmiast zareagował, sądząc że próbuje odnaleźć w staniku ukrytą broń. Uderzył ją w plecy przewracając na ziemię. Dopadł do niej natychmiast i skuł ręce na plecach. Przygniatając do ziemi, nie omieszkał podciągnąć jej sukienki do góry. Dziewczyna pisnęła i zadrżała czując, jak odsłania dużo… za dużo. Niemiec czując jak się szamocze, ponownie naparł na nią, by unieruchomić ją przy ziemi. Nawet nie zorientowała się, a poczuła silne dłonie, które chwytają ją za ręce i odciągają z drogi. Prowadzona była przez dwóch, za nią szli kolejni. Rzucili ją na trawę. Śmiejąc się i rozpinając pasy od spodni. Jeden z nich oparł się o drzewo i zapalił papierosa, obserwując z uśmiechem poczynania swoich kolegów. Zosia pisnęła ze strachu i odrazy. Skute na plecach ręce, utrudniały jej powstanie na nogi. Udało się jednak. Rzuciła okiem wokół siebie. Otoczona była przez uśmiechniętych złowieszczo niemieckich żołnierzy. Wciąż wlepiających oczy w jej biust i odsłonięte nogi. Nie miała dokąd uciekać. A krąg wokół niej zacieśniał się. Niemcy podchodzili i z łatwością zatrzymywali rozpaczliwe próby przerwania kręgu . Za każdym razem, gdy chciała przemknąć obok, chwytana była brutalnie za biust, włosy lub unieruchomione ręce i powracała do środka. Ze wszystkich stron wyciągały się do niej pary dłoni, które szczypały , targały jej włosy i rozszarpywały ubranie. Wędrowała z rąk do rąk, coraz częściej przyjmując klapsy i krótkie, obleśne pocałunki od coraz mocniej rozochoconych żołdaków. Krąg zacieśnił się tak, że już stała w miejscu. Dotykana i szarpana. Żołnierze ściskali jej piersi, uda. Podgryzali jej szyję i ręce. Sukienkę rozdarli na strzępy. Zosia dygotała przerażona, czując jak traci resztkę swojej garderoby. Silne dłonie dosłownie darły jej ubrania natychmiast dotykając odsłoniętej skóry dziewczyny. Sami też nieco się rozdziali. Poodpinali do reszty swoje spodnie. Kilku z nich pozostawiło w rękach paski, co jakiś czas chłostali nimi nagie pośladki Zosi, rechocząc przy tym obleśnie. Wreszcie przerwali zabawę i mocno chwycili dziewczynę, po czym przenieśli kawałek dalej. Mocno przytrzymana została rozkuta. Uwolniono jej ręce, ale nie na długo. Żołnierze przygnietli ją niemal do ziemi. Każdą kończynę trzymał jeden żołnierz. Bezbronna Zosia piszczała i krzyczała, gdy siłą rozłożyli jej nogi. Jej nagie ciało, było podszczypywane i brutalnie sprowadzone do parteru . Nie mogła się bronić. Pierwszy z nich stanął przed nią i wydobył swojego penisa. Bardzo prędko naparł na nią i przebił się do środka. Wierciła się i starała utrudnić mu zadanie, ale był silniejszy. Przytrzymywana przez 5 już mężczyzn, musiała im ulec. Gwałcił ją bez opamiętania. W płucach dziewczyny zabrakło już tchu by krzyczeć. Dławiła się z odrazy i strachu, Niemiec skończył w niej dość szybko z głośnym jękiem. Jego towarzysze zarechotali. Szybko zmienili się pozycjami. Kolejny z nich dosiadł jej i naparł na jej szparkę. Był duży. Znacznie większy niż ten pierwszy. Zabolało ją. Nie była dziewica, ale nigdy nie czuła takiego bólu, jak teraz. Penis gwałcącego ją żołnierza, napierał na nią i bez litości rozpychał ścianki jej pochwy. Z każdym kolejnym pchnięciem, czuła jak ból zastępuje jej świadomość. Czuła się jak lalka. Jak wykorzystywana kukiełka. Przestała się bronić. Drżała tylko lekko. Szlochając i zawodząc cicho. Niemcom to nie przeszkadzało. Raz po raz wymieniali się i gwałcili dziewczynę bez opamiętania. Nogi i ręce Zosi unieruchomione przez wiele minut zdrętwiały i nie czuła już nawet bólu. Cały świat jej się zamazał. Ostatni żołnierzy wytrysnął w jej cipce i z głośnym stęknięciem zacisnął na jej piersiach swoje wielkie dłonie. Dziewczyna leżała nieprzytomna na ziemi. Z jej szparki wypływała strumieniem sperma. Nawet nie zwrócili na nią uwagi. Zostawili ją taką. Nagą i bezwładną na ziemi. Zosia długo patrzyła się zeszklonymi oczami w niebo. Długo nie mogła dojść do siebie.

    Gdy oddział żołnierzy zabierał Zosię w las. Przy drodze zostały tylko 4 osoby. Gustav Konigsberg, Otto von Holtzsteiner, Anna i Marlena. Otto przestał już okładać partyzanta. Nie dawał on znaków życia, więc SS-man podniósł wzrok na dziewczyny i uśmiechnął się lodowato. Obie skuliły się i wtuliły w siebie.

    – Proszę natychmiast odłożyć broń, najlepiej rzucić ją na ziemię, tu. – Powiedział chrapliwym tonem major Konigsberg. Otto stanął tuż przy nim. Ponownie uderzał się pejczem w but, równym rytmem, pejcz był poplamiony krwią, która zostawiała ślad na jego lśniących oficerkach. Dziewczęta szybko wydobyły swoją broń i posłusznie złożyły ją u stóp majora gestapo, lecz on przecząco pokiwał głową.

    – Nie chce mi się wierzyć, że to wszystkie wasze sztuczki. Na pewno jeszcze coś tam ukrywacie. Choćby w bieliźnie. Jestem pewien. Znam się na tym i niejedno widziałem. Chciałyście przeprowadzić zamach.

    – My nie… – zaczęła niepewnie Anna, ale szybko przerwała piszcząc z bólu. Doskoczył bowiem do niej Otto i szybkim uderzeniem pejcza, zakończył jej wypowiedź. Uderzył drugi raz mocniej w pośladki, aż podskoczyła wyjąc i lądując na czworakach przed SS-manem. Otto położył but na jej plecach, nie pozwalając wstać.

    – Nie odzywaj się nie pytana, polska kurewko. Mówił do Ciebie oficer gestapo, możesz otworzyć usta, tylko wtedy gdy dostaniesz takie polecenie. Niech to będzie nauczką. Leż więc teraz pod moim butem. Niech ci się to wszystko dobrze ułoży, w Twoim suczym ciele. – von Holtzsteiner cedził słowa bardzo wolno, co jakiś czas lekko uderzając w trzęsący się ze strachu i bólu tyłeczek Anny. Ciężar buta czuła plecach. Pozostawała na czworakach, nie ośmielała się podnosić, ani zmieniać pozycji. Wypięte pośladki , mimowolnie zachęcały Ottona do uderzania pejczem, cieszyła się w duchu, że były znośne. Widziała przecież co potrafił zrobić bijąc.

    Marlena zbladła jeszcze bardziej. Jej rude włosy przez to stawały się na tle jej białego liczka nieprzyzwoicie urocze. Gustav przez chwilę aż zaniemówił z wrażenia. Poczuł jak pęcznieje mu przyrodzenie w spodniach. Młoda Polka stała zdana na jego łaskę. Urodziwa i nietuzinkowo piękna, w dodatku przerażona i bezbronna. Takie Gustav uwielbiał najbardziej. Rozkoszował się władzą nad nimi. Dlatego tak kochał swoją pracę. Za biurkami nie czujesz prawdziwej przewagi nad podbitymi ludami. Jego starogermański duch pragnął zdobywać i rządzić. Oblizał się widząc uległość w oczach Marleny.

    – Podejdź tu panienko i skorzystaj z lekcji, jakiej udzielił Twojej koleżance pan kapitan. Będziesz posłuszna? – Zapytał uprzejmym niemal tonem.

    – Będę. – Natychmiast wypaliła dziewczyna.

    – Złóż więc całą broń i niebezpieczne przedmioty na ziemi, nie chcę wygłupów ani niespodzianek.

    – Nic więcej nie mam , proszę Pana. – wyszeptała cichutko Marlena, by nie prowokować kolejnych uderzeń pejcza. Gustav uśmiechnął się jednak. – Nie wierzę ci panienko. Pokaż co tam chowasz w tych ciuszkach. Zdejmij sukienkę. Natychmiast! – Zakończył gwałtownie major. Dziewczyna posłusznie zdjęła z siebie sukienkę. Pod spodem miała jedynie stanik i majtki. Dzień był gorący. Stała w samej bieliźnie. Gustav uśmiechał się. Kątem oka dziewczyna zauważyła również wzrok i uśmiech Ottona von Holtzsteinera, który nie przestawał okładać wypiętego tyłeczka Anny. Był wyraźnie podniecony. Widziała sporą wypukłość na dobrze skrojonych spodniach. Z myśli wyrwał ją głos Gustava.

    – Chyba jeszcze Ci nie ufam. Zdejmuj wszystko, będziemy pewni z panem kapitanem, że nic nam nie umknęło. Otton uderzył raz jeszcze Annę tym razem w plecy. Padła na ziemię.

    -Ty też się rozbierz. Rozkaz dotyczy tak samo jednej i drugiej. Nie zapomniałem, że obie chciałyście mnie zabić. Wykonać!

    Anna prędko rozebrała się do naga i stanęła obok Marleny. Otto jednak machnął ostrzegawczo pejczem.

    – Odejdź od niej, nie próbujcie żadnych sztuczek! Wracaj pod mój but, jeszcze nie odbyłaś kary za bezczelne przerwanie panu majorowi. Na czworaka! I podpełznij tu, ułóż się tak jak poprzednio, tylko wypnij mocniej ten tyłek. Nie chcesz chyba dostać po nerkach! – Przemówił zimnym tonem kapitan i uniósł demonstracyjnie lśniący but. Wtedy zobaczył ślady krwi bitego partyzanta na cholewce. Skrzywił się mocno i zaklął cicho. Anna wciąż pełzła jego stronę na czworakach, nie widziała więc nic. Otto nadepnął jej na dłoń, gdy zbliżyła się do niego. Postawił ubrudzony but przed jej twarzą.

    – Wyliż to suko. Twój kolega je pobrudził, więc posprzątaj po nim. Już! – Rozkazał , smagając pośladki dziewczyny uderzeniem pejcza. Anna z obrzydzeniem zbliżyła usta do buta. Bardzo ociągając się. Wtedy znów otrzymała cios. Przełamała wstręt i rozpoczęła wylizywanie śladów krwi z czarnych butów Ottona.

    Marlena zamarła na ten widok. Zasłaniała skromnie piersi i kobiecość swoimi dłońmi. Gustav jednak szybko zareagował.

    – No nie wstydź się, jesteś przepiękna. Jeśli nie chcesz żebym pomyślał, że coś jeszcze ukrywasz, to nie zasłaniaj się tak. Czego jeszcze się wstydzisz? Poza próbą zamachu na niemieckiego oficera? – Podszedł do niej od tyłu i chwycił na ręce. Wyjął z kieszeni zwitek sznurka i bardzo sprawnie zawiązał jej dłonie, a końcówkę przerzucił przez pobliską gałąź drzewa. Nie minęła chwila, a dziewczyna stałą w wyciągniętymi w górę rękami, które spięte sznurem zamocowane były do drzewa. Gustav zawiązał sznurek do konara i podszedł do związanej Marleny. Wodził palcem po jej plecach, podczas gdy drugą dłonią przeczesywał rude włosy.

    – Nie mam pewności, czy nie schowałaś czegoś głębiej. – To powiedziawszy kopnął ją w łydkę, tak by ułatwić sobie rozchylenie jej nóg. Ponownie wykorzystał sznurek i zgiętą z bólu nogę, obwiązał na wysokości kolana. Uniesiona w górę kończyna, odsłoniła szparkę dziewczyny. Gustav zdaje się nie raz stosował takie zamocowanie. Sprawnie związał i zabezpieczył mocowania. Uśmiechnięty ponownie zbliżył się od tyłu do Marleny i niespodziewanie ugryzł ją w bark, jednocześnie błądząc palcem wokół jej kobiecości. Dziewczyna krzyknęła zaskoczona. Gustav jednak szybko złagodniał i znów uprzejmym tonem mówił. – Muszę sprawdzić każdy zakamarek, nie wiem czy nie przemycasz czegoś w sobie. Pozwolisz? – Oczywiście nie czekając na pozwolenie wsadził jej w szparkę palec wskazujący. Błądził nim wewnątrz. Dziewczyna stękała cicho z obrzydzeniem. – Coś mi się wydaje, że w tym stanie Cię nie przeszukam. Chyba muszę Cię nieco zaszantażować. – Uśmiechnął się złowieszczo.

    – Panie kapitanie, proszę pozwolić wyjść tej małej z pod buta. Złość mi minęła. Chcę tylko jednej rekompensaty za bezczelność. Niech suka nauczy się, że usta może otwierać głównie po to, by zaspokoić niemieckiego oficera. – Gustav mówił dalej. – Buty już ma pan lśniące, ale pewnie niesmak pozostał. Widziałem Twoją minę von Holtzsteiner, niech Ci ta mała zrobi dobrze. Może Ci przejdzie. – Zmienił ton. – Słyszałaś kurewko! Na kolana i zaspokój pana kapitana. Ja z Twoją koleżanką chętnie popatrzymy, łatwiej nam będzie zakończyć rewizję. – Zaśmiał się major.

    Anna drżącymi rękami rozpięła rozporek Ottona. On znów uderzał pejczem o swój but. Lśniący i czysty. Jego penis był purpurowy i aż pulsował, gdy dziewczyna ujęła go w dłoń. Posłusznie objęła go ustami i delikatnie pieściła go, przełamując wstyd i niechęć. Strach przed straszliwym pejczem w dłoni zimnookiego oficera, powodował u niej brak oporu. Nie chciała też, by skrzywdzili Marlenę, wolała doprowadzić wszystko do końca. Nie myślała już logicznie. Strach był zbyt duży. Zamknęła oczy i robiła loda kapitanowi SS. Starała się jak najlepiej. Delikatnie ssała i przesuwała ustami w górę i w dół po nasadzie członka. Otto nie wykazywał odruchów, jednak przestał uderzać się pejczem w but. Trzymał rękę z pejczem na głowie dziewczyny i wplatając palce w jej jasne włosy, regulował tempo jej poczynań brutalnymi ruchami dłoni.

    Marlena widziała to i nie potrafiła zwalczyć podniecenia. Erotyczny widok, zdradził ją i czuła jak robi się wilgotna. Gustav też to czuł. Od początku tej sceny błądził palcami w poszukiwaniu jej soczków, które wreszcie zwilżyły jej wnętrze.

    – Teraz czuję już poprawę moja droga, zaczynasz współpracować z władzą. Chwali się. – Wycedził chrapliwie major.

    – Nie! – Zaprotestowała Marlena.

    Gustav przez chwile oddychał tylko ciężko. Po chwili dziewczyna usłyszała jak odpina swój pasek. Zadygotała. Wciąż chcąc nie chcąc była świadkiem upokarzania jej koleżanki, działało to na nią i nie potrafiła z tym walczyć. Sznurek wbijał się jej w podniesioną nogę na zgięciu kolana. Poczuła też twardą końcówkę penisa Gustava, który zbliżył się do niej od tyłu, pociągając mocno na jej rude włosy. Dziewczyna wygięła się nienaturalnie, wrzynające się sznurki zapromieniowały bólem. Pozycja była wygodna jedynie dla majora, który ochoczo naprał na nią i wszedł niemal cały. Pociągnął ją mocniej za rudą czuprynę i nadział się na nią z powrotem. Wykorzystywał chwiejną pozycję Marleny i raz po raz atakował ją twardym z podniecenia penisem. Dziewczyna jęknęła. Niewygodna pozycja przestawała doskwierać. Ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu. Wciąż była coraz bardziej mokra. Jej szparka pulsowała i robiło się jej… przyjemnie. Obserwowała jak Otto bez litości gwałci Annę w gardło. Jego nogi zadygotały gdy dochodził. Anna krztusiła się jego nasieniem. Próbowała wyszarpać głowę z uścisku, jednak mężczyzna trzymał ją mocno za włosy i nie pozwalał przestać. Marlena czuła coraz większe podniecenie. Gustav nie przestawał nadziewać jej na swojego twardego jak kamień członka. Czuła jak traci kontrolę i z ust wydobywa się jej zwierzęcy skowyt. Wyła jak nigdy przed tym, a major przyspieszył ruchy bioder i sam jęknął dochodząc w niej jednocześnie.

    Po chwili Gustav wyjął nóż i poprzecinał mocowania przy drzewie. Marlena wciąż naga i ze spętanymi dłońmi, trzymana była przez majora jak na uwięzi. Mogła już iść, ale tam gdzie chciał on. Trzymał ją blisko jak sukę.

    Otton Także wykorzystał fragment sznura jaki posiadał Gustav.

    Spętał ręce i tułów Anny, i na uwięzi wprowadzono obie dziewczyny do podstawionego samochodu. Żołnierzy nie było wokół. Na pokład zasiedli również obaj Niemcy. Dziewczyny skuliły się w kącie. Jechały w nieznane.

    Ciąg dalszy na pewno nastąpi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Syrena

    Karaiby , rok 1757

              Wzburzone morze unosiło okręt w górę i dół, a spienione fale raz za razem z całą siłą uderzały w burty. Zalewając górny pokład słoną wodą. Gęste chmury zakrywały gwiazdy, ciemna noc rozświetlana była tylko co jakiś czas blaskiem błyskawicy. Okręt miał zerwany masz i dryfował, zdany na łaskę żywiołu. Kapitan statku – James Brooks, leżał nieprzytomny na dolnym pokładzie. Migotliwe światło oliwnej lampki rzucało na jego spoconą twarz żółty poblask, wraz z kołysaniem się całego pokładu, światło ześlizgiwało się i wracało z powrotem, by ukazać kolejny grymas bólu starego kapitana. James Brooks był piratem, wielokrotnie wymykał się śmierci, ale tym razem ugodziła go zatruta strzała, wypuszczona przez jednego z najemników, jakich inne załogi pirackie rekrutowały jako wsparcie, w walce z konkurencyjnymi okrętami. Nie było między piratami przyjaźni. James sam wielokrotnie zdradzał i wykorzystywał współbraci w pirackim fachu. Teraz leżał niemal bez sił i czuł jak powoli ucieka z niego wola walki o życie. Pierwszy oficer – Martin Hayes kucał tuż obok swojego kapitana. Pokładowy zapas leków nie uwzględniał remedium na nieznane toksyny. Wyspiarskie gatunki zwierząt miały cały arsenał jadów do walki z drapieżnikami. Tubylcy o tym wiedzieli i często zatruwali groty strzał i ostrza noży, by nawet lekkim draśnięciem, pognębić przeciwnika, choćby zza grobu.

     – Widać ląd! Zaraz dobijemy do brzegu. Wynieście kapitana! Trzeba znaleźć kogokolwiek, kto zna się na leczeniu. – Głos bosmana przebił się przez szum fal i dźwięk uderzeń mas wody o burtę. Martin Hayes uniósł się i wybiegł z dolnego pokładu. Rzucił okiem na żałosne szczątki głównego masztu. Naprawa potrwa kilka dni. Zaklął cicho pod nosem. Część łupu będzie musiała pokryć straty. Dobre i to, ale utrata kapitana to co innego. Stary pirat trzymał dyscyplinę w załodze i bardzo często ratował swoim doświadczeniem skromny statek, który uciekał Posejdonowi spod trójzębu już nie raz. Teraz gdy leżał nieprzytomny, trzeba było prędko znaleźć lekarstwo. Śmierć kapitana, byłaby tragedią i Hayes wiedział o tym.

       Gdy tylko statek dobił do piaszczystego brzegu, Hayes błyskawicznie zeskoczył na ląd i razem z grupką zaufanych ludzi, mimo środka nocy, rozpoczął rozpaczliwe poszukiwania jakiegokolwiek śladu osoby znającej się na sztuce leczenia. Tuż za linią piasku rozciągały się chaty i niewielkie budynki magazynowe dla osadników. Dość liczne jak na tą część świata. Szanse na odnalezienie wybawienia z kłopotu, wyraźnie poprawiły nastrój wśród piratów. Prędko ruszyli w głąb osady, rozdzielając się .

    Martin wybrał najbardziej prawdopodobne miejsce na spotkanie kogokolwiek – karczmę.

    Zapach smażonych ryb i słonej wody unosił się w powietrzu, a z komina karczmy bił w górę białawy dym, dobrze widoczny na tle ciemnego nieba. Z wnętrza gospody dobiegał wesoły gwar, brzęk naczyń oraz głośny śmiech kobiet do towarzystwa. Hayes uśmiechnął się delikatnie. Wszedł do środka i natychmiast uderzył go w nozdrza przyjemny zapach jedzenia i ciepła fala pozostałych karczemnych zapachów. Był bardzo głodny, ale nie było czasu. Musiał ratować kapitana.

    Zbliżył się do barmana, który dość podejrzliwie przyglądał mu się od wejścia, ale rozjaśnił twarz uśmiechem, gdy tylko Martin położył na blacie dwie złote monety.

    – Szukam kogoś kto zna się na leczeniu trucizn, najlepiej teraz. Człowiek w potrzebie, jeśli nie damy mu nic, nie przeżyje dwóch dni. – Marin widział niechętną reakcję an te słowa, nie poddawał się jednak.

    – Dostaniesz jeszcze 5 takich – wskazał na monety – jeśli kogoś znajdziesz.

    Pirat popatrzył na karczmarza z nadzieją. Ten zaś szybko zgarnął monety do kieszeni i wskazał palcem na rudowłosą kobietę siedzącą na kolanach jakiego łysego grubasa, który powoli kołysał się w tył i przód, zasypiając lekko. Co jakiś czas tylko sięgał ręką do piersi młodej kobiety, aby sprawdzić, czy jeszcze aby na nim siedzi. Był kompletnie pijany, a dziewczyna nawet nie starała się już uśmiechać. Czekała aż typek zaśnie. Martin widział jak co jakiś czas, wykorzystując moment nieuwagi, zręcznym ruchem smukłej dłoni sięga do sakiewki grubasa, by wydobyć jedną lub dwie monety. Mężczyzna był zupełnie nieświadomy i dalej kiwał się, mrucząc coś niezrozumiale. Martin Hayes zawiesił wzrok na dziewczynie, po chwili spostrzegła to i bezczelnie patrzyła na młodego pirata, uśmiech wrócił jej na twarz i powoli zsunęła się z kolan łysego pijaka, który obudził się. Chciał chwycić kurtyzanę za rękę, ale ta szybko odwinęła się i zdzieliła go dłonią w ucho. Grubas zaryczał i ruszył na nią. Rudowłosa kobieta schowała się za Martinem, trzymając dłonie na jego ramionach spoglądała zaniepokojona, widząc jak grubas odpina pas i z obleśnym wyrazem twarzy okręca go wokół dłoni. Trzymając w ręku coś na kształt ciężkiego bicza uniósł rękę i popatrzył na Hayesa.

    – Puść ją szczeniaku i oddaj, albo oboje zarobicie po grzbietach, tak że nawet leżeć będzie wam przykro. No już kurwa! Odsuwaj się i oddawaj rudą, bo Cię zatłukę gówniarzu! – Grubas opluł się cały, a oczy wychodziły mu z orbit, gdy wydzierał się coraz głośniej. Pozostali goście karczmy nie zwracali uwagi na awanturę. Widocznie przywykli. Martin stał nieruchomo i zaciskał rękę na swoim kordzie. Był gotów dobyć go błyskawicznie i strzelić w twarz spoconego grubasa, który powoli i uważnie zbliżał się do nich. Kurtyzana mocno ścisnęła dłonie na ramionach młodzieńca.

    – Pomóż mi… – wyszeptała mu wprost do ucha głosem słodszym od miodu. Martin jednak nie dał się wyprowadzić z równowagi i w pełnym skupieniu obserwował ruchy łysego z ciężkim pasem w ręku. Musiał zachować dystans. Młoda kobieta cofała się, z każdym krokiem jakie grubas robił w ich kierunku. Nagle Martin spostrzegł niespodziewany błysk w oku grubego, nie pomylił się. Mocno popchnął kobietę do tyłu. W tym samym momencie grubas rzucił się i zamachnął się pasem na wysokości ich głów. Ruda natychmiast padła na ziemię, dzięki Martinowi uniknęła spotkania twarzy z ciężkim pasem. On sam skoczył do przodu i wykonał zręczny przewrót, turlając się obok zaskoczonego łysola, przejechał ostrzem Korda po łydce. Gruby zachwiał się i krzyknął niespodziewanie wysokim głosem. Martin nie czekał i rozrąbał mu drugą łydkę. Grubas padł na ziemię, a pasem próbował jeszcze zdzielić Martina, ale ten szybkim ruchem uniósł ostrze, w które zwinął się ciężki pas. Skóra zawinęła się wokół Korda, a Hayes mocnym ruchem wyszarpał pas z dłoni rannego awanturnika. Łysy wył z bólu i upokorzenia. Młody pirat nie czekając na reakcję gości czy karczmarza. Chwycił za rękę rudowłosą kurtyzanę i uciekł przez frontowe drzwi. Kobieta śmiała się chicho, gdy mijając leżącego grubasa, „przypadkiem” nadepnęła obcasem na dłoń. Poszkodowany jeszcze raz zawył i zacharczał. Uciekli prędko, lawirując między małymi uliczkami osady. W końcu ciężko oddychając zatrzymali się przy starym magazynie.

    – No nieźle! Rozumiesz, że teraz będę miała kłopoty. Gruby owszem, był kompletnie pijany, ale raczej będzie pamiętał kto mu to zrobił, a na pewno będzie pamiętał mój w tym udział. Lepiej żebyś miał więcej argumentów niż tylko ten kord. – Po chwili dodała . – Ale dzięki! Miałam już i tak go dosyć, może nie dojdzie do siebie za szybko, wtedy złość mu przejdzie. Jestem Cathrina. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń po damsku, jak do pocałowania. Martin chwycił ją i obrócił jej dłoń wierzchem do góry, po czym nasypał tam kilka złotych monet.

    – jestem Martin Hayes. – powiedział dość chłodnym tonem. – Karczmarz powiedział, że znasz się na truciznach, a ja mam przyjaciela w potrzebie, muszę znaleźć jakieś remedium. Nie zwlekaj jeśli możesz pomóc, a kilka nowych monet znów wpadnie Ci do kieszeni. – Zamknął jej palce, chowając w nich zimne złoto, a dziewczyna popatrzyła na niego zmieszana.

    – No co ty?! Ja jestem kurwą, nie znam się na truciznach, o czym Ty… – Przerwała widząc surowy wzrok pirata. Po chwili dodała. – no… ale znam kogoś kto będzie w stanie pomóc Twojemu kumplowi. Jeśli tylko nie boisz się czarów. – Uśmiechnęła się tajemniczo, a Martin prychnął.

    – czarami chcesz mi pomóc? Niby jak? – Oburzył się Martin.

    – Ja nie. Morska wiedźma . – Powiedziała całkiem poważnym tonem Cathrina. Po czym obróciła się lekko i wskazała palcem na migocące światło w oddali na skale, górującej nad osadą.

    – Będziesz musiał się nieco powspinać, ale to chyba jedyna nadzieja z tą trucizną. Tylko ona może coś poradzić. Nie ma sensu nawet pytać reszty. – stwierdziła dobitnie rudowłosa kobieta.

    Martin z niepokojem popatrzył na strome skały, na których stała chata wiedźmy. – Da się tam w ogóle wejść? Próbowałaś kiedyś?

    – Kilka razy. – Wiedźma nie tylko zna się na truciznach, umie bezboleśnie usuwać… nieprzewidziane wypadki, a mojej profesji zdarzyło się kilka razy. Nie jestem gotowa na bycie matką, sam rozumiesz. – Uśmiechnęła się słodko, a Martin dopiero teraz zwrócił uwagę na niezwykłą urodę Cathriny. Jej rude włosy spięte w bezładny kok z boku głowy, układały się lekkimi falami. Zielone oczy śmiały się bezczelnie, a lekko za długi nos dodawał jej twarzy nieco zadziornego charakteru. Usta pomalowane karminową szminką lśniły lekko i kusząco, gdy kobieta uśmiechała się zalotnie. Martin nieco wbrew sobie oddał uśmiech, po czym znów popatrzył na wysokie skały.

    – Jaka ona jest? Ta wiedźma?

    – Sam zobaczysz. Całkiem normalna, na pewno bardziej przypomina człowieka, niż ten spasiony łysol z karczmy. Nie bój się jej. Jeśli nie masz złych zamiarów, nic Ci nie grozi. Ale uważaj co robisz i co mówisz. Bywa nieco drażliwa. – Ostatnie słowa wypowiedziane przez kurtyzanę przywołały na jej twarzy nieprzyjemny grymas. Martin zapamiętał go dobrze. Skinął głową i ruszył w stronę skał.

    – Poczekaj! – Zawołała za nim Cathrina. – Znajdź mnie, gdy wrócisz. Chętnie odwdzięczę się za pomoc z łysym, pro bono ma się rozumieć. – Uśmiechnęła się ślicznie i pocałowała go lekko w policzek, po czym nieco mocniej w usta. Martin oddał pocałunek. Jej usta były miękkie, a włosy pachniały miętą i tatarakiem. Poczuł przyjemne mrowienie w kroczu, gdy obróciła się i oddaliła kręcąc biodrami. Pomachała mu jeszcze raz i zniknęła w ciemności, chowając zdobyte ukradkiem zdobyte monety, które zniknęły z kieszeni Hayesa. Pirat nawet nie poczuł jej zgrabnych palców, które uszczupliły jego trzosik o kolejne kilka dukatów. Wciągnął morskie powietrze do płuc i ruszył w stronę chatki wiedźmy.

    Skały były śliskie, ale ścieżka prowadząca do góry była wyraźnie widoczna i Martin z ulgą trzymał się wyznaczonego szlaku. Wspinaczka nie zajęła zbyt długo, a każda minuta mogła decydować o powodzeniu jego misji. Martin liczył na to, że nie jest za późno. Gdy pokonał ostatnią skalną półkę i wychylił się, podciągając do góry zobaczył niewielką drewnianą chatę, oświetloną delikatnym światłem lampki, którą dostrzegł tuż za oknem. Wokół panowała cisza, a młody pirat wpatrywał się w drzwi chatki. Wciąż pozostając w pozycji półleżącej podnosił się z ziemi, gdy stanął na nogi, usłyszał szelest sukna targanego wiatrem. Jego nos natychmiast wyczuł zapach świeżej bryzy, a na plecach poczuł dziwne łaskotanie, wzdłuż kręgosłupa. Powoli zbliżył się do drzwi i zapukał, jednak nikt nie poruszył się wewnątrz, a chata zdawała się być pusta. Niebo przeszyła błyskawica i z czarnych, nocnych chmur zaczął padać deszcz. Hayes zaklął pod nosem. W domku nie było żadnej wiedźmy, a teraz czekała go wspinaczka w dół, po coraz bardziej przemoczonych skałach, na dodatek zrobiło się niezwykle chłodno.

    – Może powinienem zacząć wołać? . – Pomyślał Martin, ale gdy rozbłysła kolejna błyskawica poprzedzająca ogłuszający huk, zrezygnował ze zdzierania gardła. W świetle pioruna zobaczył jednak zarys postaci. Odziana w przewiewną czarną suknię kobieta, stała na najbardziej wysuniętej ku morzu skale i pozwalała, by wiatr targał jej odzieniem na wszystkie strony. Czarne fragmenty sukna, opadały i unosiły się, jak czarne skrzydła, omiatając przestrzeń wokół nieruchomo stojącej sylwetki. Twarz miała zwróconą ku niebu i lekko uśmiechała się, rozkoszując się kroplami deszczu uderzającymi z dzikością sztormu. Martin patrzył jak sparaliżowany. Nie dostrzegł jej wcześniej, a z pewnością stała już tam od dłuższej chwili. Otrząsnął się jednak i powoli zbliżył się do tajemniczej kobiety. Był już o kilka kroków od niej, odezwała się melodyjnym, dziewczęcym głosem.

    – Nie podchodź bliżej. Muszę się Tobie przyjrzeć.

    Młodzieniec znieruchomiał i zobaczył jak kobieta, bardzo powoli obraca się w jego kierunku.

    Pierwszym na co zwrócił uwagę, był nieziemski kolor i rozmiar jej oczu. Mimo ciemności nocy, jasnoniebieskie oczy zdawały się rozświetlać przestrzeń między nimi. Jej wzrok odebrał Martinowi resztkę woli i jakąkolwiek kontrolę nad ciałem. Stał jak sparaliżowany, a tajemnicza istota zaglądała mu, zdawałoby się do samej duszy. Ponownie czuł mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Mógł jedynie patrzeć na nią, nie mógł ruszyć nawet palcem. Jej twarz była piękna, choć delikatny uśmiech miał w sobie nutkę drwiny. Wyglądała na bardzo młodą, ale jej wzrok budzi odmienne wrażenie, jakby całe wieki zaglądały teraz w oczy młodego pirata. W jej oczach była siła żywiołu, a także jego nieskończone piękno. Ciemne włosy, delikatne zmoczone od kropel deszczu, okalały jej twarz z obu stron, unosząc się na wietrze, by odsłonić fantazyjne kolczyki z morskich muszelek i bursztynów. Z lewej strony, na skroni miała pasmo krwistoczerwonych włosów, delikatnie mieniących się jakby wewnętrznym blaskiem. Jej ciało było schowane pod niezliczonymi fragmentami czarnej sukni, ale krągły biust, unosił się przy każdym głębokim oddechu.

    – Przyszedłeś tu po pomoc dla swojego kapitana. – Stwierdziła po chwili, gdy mrowienie ustało. – Nie masz złych zamiarów, więc i z mojej strony nie grozi Ci niebezpieczeństwo. – Jej głos przebijał się przez szum rozszalałego morza, a nie podnosiła nawet głosu. Martin bardziej czuł, niż słyszał to co do niego mówi.

    – Trucizna jaką zastosowali wasi wrogowie, nie może być zneutralizowana. Śmierć, to jedyne wyjście, a Ty możesz jedynie skrócić męki swojego kapitana. Nie pomogę Ci, przykro mi.

    Martin był zdruzgotany, ale sam nie mógł dojść, jak ta kobieta dowiedziała się o tym wszystkim, już miał ją pytać, ale uświadomił sobie, jak głupio by się poczuł. Tajemnicza istota wiedziała, zdawałoby się o wszystkim. Nie uśmiechało mu się jednak uśmiercać kapitana, nawet przez wzgląd na mękę i nieuniknioną śmierć. Padł na kolana.

    – Błagam Cię, na pewno jest sposób by uratować go przed śmiercią. Potrzebujemy go, bez niego zapanuje chaos na pokładzie i pewnie zginą kolejni w walce o jego miejsce.

    – Więc zabij go i zyskaj należną Ci pozycję. Czyż to nie siła decyduje i pierwszeństwie na morzu? – Odpowiedziała zimnym tonem stojąca przed nim ciemnowłosa kobieta. Martin milczał przez chwilę i nie podnosił się z ziemi, bał się dobyć głosu, ale w myślach błagał wciąż o ratunek dla kapitana. Ciszę znów przerwał zimny ton morskiej wiedźmy.

    – Jeśli bardzo tego pragniesz, skrócę męki Twojego kapitana i jeszcze dziś zaśnie uśmiechnięty, bez bólu i trosk, by już nigdy się nie obudzić. Jednak musisz przysiąc, że spełnisz moją prośbę. Wszystko ma swoją cenę, a pirat wie o tym najlepiej, czyż nie? Martinie Hayes?

    Młody pirat zamarł, wciąż wpatrywał się w oczy morskiej wiedźmy. Kapitan był dla niego jak ojciec, a każda minuta jaka upływała, uświadamiała mu o koszmarnym bólu, jaki musi znieść jego przełożony. Był gotów oddać wiele, by choć skrócić cierpienie bliskiej mu osoby.

    – Jaka jest Twoja cena? – Wyszeptał niemal, opuszczając wzrok w oczekiwaniu na wyrok.

    Wiedźma uśmiechnęła się tylko i zbliżyła się do młodego mężczyzny. Przysunęła usta do jego ucha i elektryzującym głosem wymruczała mu wprost do ucha.

    – Ceną za ból, będzie rozkosz. – Przylgnęła mokrymi ustami i delikatnie wysunęła język, prześlizgując się z góry po małżowinie, aż do szyi Martina, który zadrżał, nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Ręce wiedźmy chwyciły go mocno za poły kubraka i gwałtownym ruchem uwolniła go z odzienia, odrzucając zerwane fragmenty materiału na ziemię. Była niesamowicie silna i władcza. Po chwili Martin Hayes stał już cały nagi, na targanej sztormem skale, a ręce tajemniczej kobiety błądziły po jego ciele. Usta pirata odnalazły drogę do warg czarnowłosej, która namiętnie oddała mu pocałunek. Ich mokre włosy splatały się teraz ze sobą, a ramiona Martina objęły kobietę, przysuwając ja całą do siebie, jakby chciał się z nią scalić w jedno. Szalony pocałunek trwał i trwał, a pirat czuł jak fala gorąca zastępuje w jego ciele uczucie chłodu. Krew zawrzała, gdy poczuł jej dłoń na swojej męskości. Momentalnie nabrał dzikiej ochoty, by oddać się przyjemności i dać upust wszystkim chowanym pragnieniom. Czarnowłosa wiedźma działała jak afrodyzjak, nie panował nad sobą. Jej druga dłoń spoczęła na jego głowie i zaplotła mu palce na włosach. Wyraźnie zwolniła tempo pocałunku i stanowczym, ale bardzo powolnym gestem zmuszała go, by znów padł na kolana. Jej ręka ciągnęła go delikatnie, a on poddawał się jej dotykowi i po chwili był już w powrotem u jej stóp. Wiedźma uśmiechnęła się delikatnie i podniosła swoją suknię, by stanąć tuż nad nagim Martinem. Jej zgrabne nogi i kusząca kobiecość ukazały się oczom młodzieńca. Nie czekając na rozkazy, przysunął się ku niej i dotknął ustami między jej nogami. Wysunął język i prędko odnalazł jej łechtaczkę, obdarzając ją intensywną pieszczotą, chwycił dłońmi jej pośladki , przyciągnął i jeszcze mocniej przywarł do niej. Czarnowłosa kobieta zakryła go całego swoją suknią, a Martin klęczał okryty nieprzebytą czernią i wciąż dostarczał jej przyjemności, nie przerywając ani na moment. Kolejna błyskawica uderzyła w pobliżu i rozświetliła cała scenę. Stojąca wiedźma i młody mężczyzna klęczący u jej stóp, całkiem okryty materiałem jej sukni. Kobieta wplatała teraz dłonie w swoje włosy i wyginała się z przyjemności, czując jak pirat odnalazł właściwy rytm i miejsce dla swojego języka. Jej oddech przyspieszył, a nogi zacisnęły się na ciele Martina, unieruchamiając go w tej pozycji. Po chwili głośny jęk przeszył okolicę, ginąc jednak w szumie fal, ale młodzieniec wiedział, a raczej czuł co dzieje się z morską wiedźmą. Przerwał pieszczoty i poczuł natychmiast jak kobieta uwalnia go, odsłaniając go z powrotem i podnosząc na nogi. W jej oczach wciąż lśniło pożądanie. Położyła mu dłoń na klatce piersiowej i popchnęła w stronę najbliższej skały. Martin zachwiał się, ale utrzymał się na nogach. Próbował odnaleźć oparcie, ale zaraz poczuł jak wiedźma całym swoim ciężarem opada na niego i dosiada jak wierzchowca, zarzucając czarną suknie, wokół jego bioder. Był niesamowicie podniecony i momentalnie odnalazł właściwą pozycję. Chwycił ją za talię i pewnym ruchem opuścił całą na spragnionego kobiety penisa. Czarnowłosa wiedźma przymknęła oczy i pozwoliła Martinowi unosić się i opadać w rytm jego pchnięć. Położyła mu ręce na ramiona i dostroiła się do jego tempa. Ujeżdżała go zapamiętale, a Martin ponownie ogarnięty dzikim, seksualnym szałem napierał na nią od dołu z całych sił, dostarczając przyjemności dla rozkoszującej się seksem kobiety. Nieprzyjemna szorstkość skał, nie przeszkadzała w żadnym stopniu. Jedyne co czuł Martin to niepohamowane pragnienie spełnienia. Obserwował jak czarnowłosa opada na niego raz za razem, jęcząc coraz głośniej. Dzika chuć odbierała mu zmysły. Był tylko dotyk, jej dotyk i jej ciało. Tylko to miało teraz znaczenie. Młodzieniec wydał z siebie głośny jęk i podniósł się wraz ciągle penetrowaną przez niego wiedźmą. Mocno objął ją ramionami i przystawił do skały. Teraz to on posuwał swoją kochankę, a ta z nie mniejszym entuzjazmem oddawała się mu, również oplatając go rękami i nogami. Uniesiona w powietrzu kobieta opadała coraz szybciej i szybciej na naprężoną męskość Martina. Jej paznokcie odznaczały się na jego plechach krwawymi pręgami, gdy bez opamiętania i nie zważając na ból, napierał na nią z całych sił. Ich usta znów się połączyły, na jedną małą chwilkę. Martin podniósł oczy i spojrzał wprost na nią. Jeden rozbłysk błyskawicy, to światło w jej jasnych oczach, jeszcze jedno pchnięcie, jeszcze jeden oddech i momentalnie całym ciałem wstrząsnął najpotężniejszy orgazm w jego życiu, rozwarł usta w bezgłośnym krzyku, wciąż jednak dziko napierał na czarnowłosą, która również jęczała z rozkoszy, czując rozlewające się w jej środku ciepło. Oboje patrzyli długo na siebie, a Martin widział jak powoli przygasa pożądliwy blask w jej oczach, zastępowany przez wesołe iskierki i uśmiech spełnienia. Palce Martina sięgnęły teraz ku jej sukni. Pozwoliła mu na to. Uniósł wiedźmę delikatnie do góry i stojąc za nią, powoli zdejmował z niej mokrą sukienkę. Jej blada skóra na całym ciele lśniła teraz lekko, mieniąc się różnymi rozbłyskami. Gładkość była wręcz dostrzegalna okiem, jednak pirat nie dał sobie za długo czekać i z ochotą wyciągnął ku niej ręce. Stojąc wciąż za nią, pocałował ją w szyję, przenosząc usta raz w jedną raz na drugą stronę odsłoniętego karku. Odgarniał czarne włosy dłonią, a druga jeździła po jej nagich ramionach, brzuchu i piersiach. Kobieta delikatnie pocierała pośladkami o jego krocze, prowokując do dalszych pieszczot i unosząc znów nabrzmiewającego penisa. Martin wsadził jej go pomiędzy uda, a wiedźma zacisnęła nogi, trzymając go przesuwała się do przodu i do tyłu, czując jak Martin znów robi się twardy. Nie przerywała więc pieszczot i sama odbierała kolejne hołdy w postaci nowych pocałunków, składanych chaotycznie na szyi i karku. Młodzieniec chwycił mocno piersi czarnowłosej i lekko ugryzł ją w szyję. Kobieta jęknęła zaskoczona i mocniej zacisnęła nogi na naprężonej męskości pirata. On naparł na nią i pochylił do przodu, odsłaniając zgrabny tyłeczek, uwolnił się z zacisku jej ud i momentalnie naparł od tyłu, wsuwając się zgrabnym ruchem, ponownie dosiadł ją i na nowo rozpoczęli oddawać się przyjemności. Martin chwycił jej ręce za nadgarstki i rozchylając ręce do granic, rozłożył jej ramiona jak skrzydła. Nie przestawał jej jednak mocno posuwać, czując jak kobieta traci kontrolę nad jękami. Przyspieszył i przyciągnął jej ręce do siebie. Teraz nadziewał ją jak na pal, odginając jej ręce, unieruchomił i podporządkował swoim ruchom. To jednak nie przeszkadzało jej wcale, czarnowłosa wiedźma odchyliła głowę do tyłu dysząc z przyjemności. Jedna ręka Martina chwyciła za jej ciemne włosy, które zawinął w pięść i przyciągnął ją stanowczo ku sobie, jednoczenie mocno napierając biodrami, ponownie ograniczył jej swobodę. Czuł jak wzbiera w nim fala kolejnego orgazmu. Znów przyspieszył mu oddech, a oczy zasnute mgłą dostrzegły , jak jej ciało drży . Martin nie wytrzymał, ryknął głośno wkładając całe siły w ostatnie pchnięcie. Czarnowłosa wiedźma pisnęła po dziewczęcemu i wygięła się mocno. Młodzieniec po chwili opadł z sił i z błogością padł na ziemię, obok delikatnie kładącej się kobiety. Ich nagie ciała leżały obok siebie, omywane przez deszcz, który studził mocno rozgrzaną krew. Niebo powoli odzyskiwało gwiazdy. Czarne burzowe chmury przenosiły się dalej na morze. Światło księżyca oświetliło szczyty skał. Czarnowłosa wiedźma wstała i palcami przesunęła po jedynym krwistoczerwonym fragmencie jej włosów. Włożyła sobie ich końcówkę do ust i possała ją mocno. Jej wewnętrzny blask rozjarzył okolicę jasnym światłem. Martin przez chwilę nie widział nic. Gdy odzyskał wzrok, widział jak naga kobieta stoi znów na tej samej skale, co na początku, jednak tym razem naga i arcypiękna. Nagle z niesamowitą prędkością, czarnowłosa wiedźma zrobiła kilka kroków i runęła w dół, ku morskiej toni. Martin zerwał się na nogi i podbiegł do krawędzi skały. Może było już spokojne, a głośny plusk upewnił go, że tajemnicza istota zanurzyła się. Pirat patrzył w ślad za nią, widział jedynie wodne kręgi, coraz słabiej odznaczające się na powierzchni. Błysnęło mu jeszcze coś… Przetarł oczy i zauważył, że to nie może być pomyłka. Na przybrzeżną skałę podpłynęła czerwono-włosa tym razem kobieta, z małym czarnym kosmykiem na prawej skroni. Była zanurzona do pasa, a jej nagie piersi unosiły się nad powierzchnią wody. Spojrzała na niego w górę i mógłby przysiąc, że uśmiechnęła się szeroko. Po chwili odwróciła się i dała mocnego nurka w dół. Ponad miejscem zanurzenia zatańczył jeszcze pokaźny srebrny, rybi ogon syreny.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Wojna plci

    – Panie profesorze, zdaje się, że już wszystko gotowe. Tym razem powinno być bezbłędnie. – Wysoki mężczyzna w mundurze wręczył niewielki pilot siedzącemu człowiekowi w białej koszuli, który wnikliwie analizował coś na wielu monitorach, nie zwracając nawet uwagi na mundurowego. Widząc brak reakcji położył po prostu pilot na stoliku i oddalił się. Minęło kilka chwil i w niewielkiej sali rozbrzmiał stukot obcasów. Do pomieszczenia weszła kobieta w samej bieliźnie. Jej długie brązowe włosy lśniły i opadały na obfity biust spięty białym staniczkiem. Krągłe biodra i zgrabne nogi poruszały się w kuszącym rytmie, gdy z każdym krokiem zbliżała się do siedzącego profesora. Podniósł głowę i popatrzył wprost w jej duże orzechowe oczy. Były pełne oddania, a błogi uśmiech jaki gościł na jej przepięknej twarzy, sprawiał wrażenie jakby była zakochana. Profesor stanął i wyszeptał jej do ucha.

    – w końcu jesteś moja zabaweczko… Tym razem stworzyłem ideał. Jesteś moją Venus, idealna i tylko moja. Powiedz, jak się czujesz?

    – Cudownie mój władco, jestem cała Twoja i bardzo chciałabym, żebyś mnie pocałował. Dotknij mnie mój stwórco, weź mnie tu na tym stole. Chcę poczuć cię w sobie, tak długo czekałam, proszę jestem taka spragniona. Szeptała seksownym głosem młoda kobieta.

    Oparła swoją głowę o ramię profesora, dotykała jego męskości przez spodnie i gładziła go po włosach drugą ręką. Nie przestawała kuszącym szeptem mówić wprost do ucha naukowca, który z zadowoleniem przesuwał swoje dłonie po jej odsłoniętym ciele, ściskał jej zgrabną pupę i wsadzał ręce w majtki. Jego penis robił się coraz twardszy.

    – Błagam panie, czy mogę wziąć do ust Twojego penisa, tęskniłam tak bardzo za nim. Jest taki cudowny. Pozwól mi go possać i lizać. Chce go brać do buzi i czuć go głęboko. -szeptała coraz bardziej podniecona kobieta. – Mój panie, mój władco. Błagam pozwól mi go zobaczyć i pocałować.

    Profesor podszedł do szuflady, a kobieta natychmiast uklęknęła i oparła swoje dłonie na podłodze. Wypięła kusząco swój tyłeczek i podniosła wyżej głowę i uległe spojrzenie wlepiła mężczyźnie.

    Naukowiec wyjął smycz z puchatą obrożą oraz niewielki, metalowy korek analny z czerwonym klejnotem na uchwycie.

    – Teraz moja mała suczko. – powiedział do stojącej na czworakach kobiety stanowczym tonem. – Dostaniesz mały prezent. Na pewno lubisz biżuterię, jak każda dziewczynka, prawda.

    – Uwielbiam mój panie, dziękuję, że mogę być piękna dla ciebie. – radośnie odpowiedziała

    -Wypnij się malutka. Mam coś specjalnego. – Mężczyzna kucnął za wypiętą dupką młodej kobiety i przez chwilę podziwiał jej kształt. Klepnął ją kilka razy, a dziewczyna figlarnie zareagowała wesołym śmiechem i delikatnym piskiem. Po chwili zbliżył okrągły obiekt do jej pupy, nacisnął na jej dziurkę i powolutku wsuwał do jej wnętrza.

    Dziewczyna, gdy tylko poczuła dotyk metalu na swoim ciele natychmiast zaczęła jęczeć.

    – oooo tak! Proszę wsuń to we mnie mocniej. Błagam to takie przyjemne, proszę pieść swoją suczkę. Jestem twoją zabaweczką, pobaw się mną, błagam mój władco. – Dyszała coraz bardziej podniecona.

    Profesor z zadowoleniem obserwował jej reakcję. Widział, że kobieta robi się coraz bardziej mokra, a jej sutki stwardniały wyraźnie. Reagowała tak, jak się spodziewał. Jego idealne dzieło, jego Venus. Jego perfekcyjny klon.

    Po chwili cały korek był już wewnątrz jej pupki. Widać było jedynie czerwony klejnot, który zdobił jej pośladki, gdy wypięta poruszała tyłkiem kusząco.

    Profesor przypiął jej smycz na szyję i pociągnął lekko. Kobieta nadal była na czworakach i jęknęła cichutko, czując jak jej władca wziął ją na smycz.

    – Idziemy malutka. Pobawimy się trochę. – Wyszeptał jej do ucha, pochylając się i gładząc jej piękne brązowe włosy.

    – Rozkazuj mój panie, Twoja suczka chętnie będzie służyć ci swoim ciałem. – wydyszała kobieta.

    Mężczyzna prowadził ją na smyczy w stronę drugiego pomieszczenia. Kobieta wciąż poruszała swoim ciałem bardzo seksownie. Po chwili znaleźli się w pokoju z interesującym stołem. Mężczyzna pewnie podprowadził brązowowłosą dziewczynę i pomógł jej wstać. Po chwili mocnym ruchem pociągnął w stronę stołu. Mebel miał miękkie obicie i specjalne uchwyty. Kobieta położyła się brzuchem na powierzchni. Nadgarstki zostały zapięte i unieruchomione po przeciwległych krawędziach. Nogi również profesor unieruchomił i spiął przygotowanymi sprzączkami. Kobieta stała w rozkroku bezradnie wypięta. Profesor wyszedł na chwilę z pokoju. Po chwili zza drugich drzwi wyszła druga dziewczyna. Szczupła ze złotymi włosami spiętymi w koński ogon. Zbliżyła się do unieruchomionej wcześniej i wyjęła niewielki słoiczek. Wolnym ruchem wyciągnęła włożony wcześniej analny korek. Ze słoiczka palcem wyciągnęła nieco przejrzystej mazi i delikatnie rozprowadziła ją wokół odbytu przypiętej do stołu kobiety. Powolutku wsadziła palec do środka i kolejna porcja lubrykantu znalazła się we wnętrzu wypiętego tyłeczka brązowowłosej. Po chwili do pomieszczenia wszedł nagi już profesor. W ręku trzymał pilot, który wcześniej przyniósł człowiek w mundurze. Wycelował go w złotowłosą u nacisnął guzik. Dziewczyna natychmiast szeroko otworzyła oczy i przez jej ciało przeszedł dreszcz. Jęknęła z przyjemności głośno i opadła na podłogę dotykając swoich piersi. Przez kilka długich chwil wstrząsały nią spazmy intensywnego orgazmu. Profesor podszedł do drugiej krawędzi stołu i zbliżył swojego penisa do ust tej unieruchomionej przy stole.

    – Och, tak! Wyjęczała brązowowłosa. Proszę, pozwól mi wziąć go do buzi mój władco. Tylko na to czekałam, proszę, jestem gotowa. – Dziewczyna otworzyła swoje kuszące usta, a naukowiec nie czekając wsunął członka niemal całego do ust kobiety. Jednocześnie trzymając pilota w ręku raz po raz naciskał guziki, a druga dziewczyna wiła się i jęczała z przyjemności.

    Profesor po chwili wyciągnął penisa z ust niewolnicy, odłożył pilot, a złotowłosa uspokoiła się natychmiast, dysząc tylko wciąż leżąc na podłodze z błogim uśmiechem.

    Mężczyzna obszedł stół i bezceremonialnie wsunął sterczącego kutasa w wypięty tyłek.

    Brązowowłosa zajęczała.

    – o tak, o tak, tak, tak. Pieprz mnie, ruchaj mnie mocniej mój władco, mój twórco. – Rytmicznie krzyczała posuwana kobieta, wypinając się najmocniej jak mogła.

    – Chwyć mnie za włosy, proszę i gwałć mnie! – szybciej, szybciej, szybciej, proszę, tak, tak tak! Brązowowłosa coraz bardziej podnieconym głosem wyjękiwała, wprawiając profesora w dziki szał, który coraz szybciej posuwał ją energicznie. Po chwili zwolnił nieco i docisnął się całą długością przysuwając się ze wszystkich sił.

    Złotowłosa w tym czasie wstała z podłogi i uklęknęła za swoim panem, który wciąż tkwił kutasem w tyłeczku drugiej kobiety. Drobnymi rączkami rozsunęła pośladki profesora i zbliżając swoje usta do jego pupy zaczęła lizać go w intymnym miejscu energicznie omiatając języczkiem najbardziej czułe punkty. Profesor zaczął mruczeć z zadowoleniem.

    ————————————————————

    Kilkadziesiąt lat później

    – Chyba się budzi, nie świećcie jej za mocno w oczy. Na pewno musi się przyzwyczaić.

    – gdzie ja jestem i kim ja jestem?

    – Nie martw się. Wszystko jest dobrze. Jesteś wśród przyjaciółek. Z danych jakie znalazłyśmy przy Tobie wynika, że byłaś eksperymentem jakoś porąbanego naukowca. Te czasy już minęły. Męska dominacja nad światem to przeszłość. Zamknęli cię w jakieś kriokomorze, więc trochę tu przeleżałaś. Byłaś nieco zmodyfikowaną istotą ludzką, służącą do męskich przyjemności seksualnych. Miałaś wykonywać wszystkie polecenia swojego pana. Zadowalać go w taki sposób, jaki by sobie życzył. Ssać jego penisa i jądra, połykać jego nasienie i jęczeć za każdym razem, gdy poczujesz jego dotyk. Wypinać się i wdzięczyć w ponętnych strojach, aby o każdej porze dnia i nocy, być gotową na każdy rodzaj seksu. Ten męski raj już się skończył. W twoich czasach było to normalne. Mężczyźni i ich wynalazki zyskiwali nad kobietami kontrolę. Każda z nas miała wszczepiony chip, dzięki któremu panowie mogli za pomocą pilotów wywoływać swoich kobiet orgazmy i wymuszać posłuszeństwo. Mieli swoje haremy pięknych i genetycznie zaprojektowanych seks niewolnic. Robili z nimi co chcieli i kiedy chcieli, a one musiały czcić każdy wizerunek penisa. Zrobili ze swoich kutasów bożki. Ale w końcu miarka się przebrała. Kobiecy ruch oporu przezwyciężył męską tyranię. Nie obyło się bez starć zbrojnych, ale kobiety okazały się bardziej wytrwałe. Męska próżność i uwielbienie własnego ego okazało się dla nich zgubą. I teraz…

    Teraz to kobiety są paniami świata. Reprodukcja odbywa się na naszych warunkach, a mężczyźni na całym świecie są naszymi niewolnikami. Kobiety nie mogą ryzykować, że znów utracą kontrolę nad swoimi ciałami. Dlatego wprowadziłyśmy nowe zasady dla ludzkości. Każdy mężczyzna musi słuchać kobiet. Jest pozbawiony praw i własności. Żyje tylko dla zysku i przyjemności swojej właścicielki. Jego penis zamknięty jest w klatce, aby uniemożliwić mu doprowadzanie się do erekcji i orgazmu bez zgody właścicielki. Nie ma też gwałtów, bo żaden chłopczyk nie może już bez woli kobiety odbyć z nią stosunku. Teraz seks i orgazmy są dla kobiet. Faceci mają obowiązek nas zaspokajać. Ich boskie penisy nie są nam do tego potrzebne. Mogą zostać w klatkach i używać języków i sztucznych kutasów przyczepionych do ich zamkniętego w klateczce ptaszka. To dodatkowa forma przewagi psychicznej. Przez to, że nie mogą sobie zrobić dobrze. Wciąż są napaleni, a jednocześnie ulegli, więc wykonują bez buntu wszystkie polecenia pań. Każdy z nich ma obrożę jak pies, ze specjalnym wynalazkiem, który sprawia, że wysoki kobiecy krzyk unieruchamia każdego agresora i sprawia mu ból jądrach, wysyłając elektryczny impuls. Ich sprytne piloty również się przydały. Nieco je zmodyfikowałyśmy, teraz to kobiety mogą sterować mężczyznami.

    Możemy porazić prądem ich jajka, gdy się nie słuchają. Wierz mi kochana. Kilka takich sesji i facecik jest posłuszny jak tresowana małpka. Każda kobieta ma do dyspozycji kilku mężczyzn na własny użytek. Ci mniej przystojni są używani do cięższej pracy. A ci ładni i dobrze zbudowani żyją po to, by sprawiać rozkosz swoim paniom. Są naszymi niewolnikami przez całe życie. Możemy ich chłostać, karać i robić co nam się podoba. Możemy gnieść ich jaja naszymi butami na obcasie. Stawać na ich kutasach, gdy poprawiamy makijaż. Dodatkowo, żeby bardziej ich poniżyć. Muszą jeść resztki z naszych stołów, a czasem nawet i lepiej. Moja koleżanka karmi swoich samców odpadkami, przy okazji przed każdym posiłkiem trzepie penisa, robiąc im dobrze ręką, mężczyźni tryskają na własne jedzenie swoim nasieniem i muszą je zjeść. To bardzo dobre źródło witamin. Często zlizują własną spermę z naszych stóp. Uwielbiają to robić, to ich nagroda, bo żeby trysnąć muszą wręcz błagać o orgazm. Nowy świat nie przewiduje błędu. Męskość to teraz nasza zabawka. Buntownicy są kastrowani i zmuszani do najcięższych prac. Kobiety rządzą światem. Kobiety podporządkowały sobie wszystkie męskie kreatury. Władamy ich orgazmami i dlatego władamy nimi. Faceci to prymitywne zwierzęta. Gdy są podnieceni zrobią wszystko tak, jak my tego chcemy. Jeśli chcesz dostaniesz niewolnika z dużym penisem do zabawy. Tylko nie zapomnij zamknąć go na powrót w klatce. Każda z nas ma specjalny kluczyk, który pasuje do męskiej klateczki…

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Sasiadka w potrzebie XXXII (Slabosc silnej woli)

    Po niespotykanym i nieco zakasującym wieczorze z kuzynką miałem mieszane uczucie i mętlik w głowie. Nie bardzo zdawałem sobie sprawę jaki będą nasze relacje na co dzień. Następnego dnia wszystko wydawało się być tak jak dawniej, Natka nie wspominała o naszym wieczornym szaleństwie, raczej udawała, że nic się między nami nie stało. W zasadzie pasował mi taki obrót sprawy. Obiecałem sobie, że stopuje na miesiąc ze wszystkim dupami i seksem. Stwierdziłem, że muszę zrobić sobie swego rodzaju detoks. Zawsze kiedy robię takie założenia, kończy się to zupełnie odwrotnie, ale tym razem myślałem, że będzie mi łatwiej. Dlaczego? Joanna, matka Elizy, jakoś ostatnio mi odpuściła, być może sobie znalazła zastępstwo, sam nie wiem, w każdym razie nie odzywała się. Magda brała dużo dyżurów, więc praktycznie się z nią mijałem. Jej córka Marta zaczynała nowy rok szkolny w całkowicie nowej szkole, więc tym była zaaferowana. Elizka, Patka i Paula jak to na początku roku szkolnego mocno imprezowały korzystając z faktu, że początek semestru to względny luz. Wszystko wskazywało na to, że mam szansę, żeby tym razem uda mi się wyciszyć i odpocząć od tego wszystkiego. Taką miałem nadzieję. We wtorek miałem kolejny wolny dzień od pracy w barze, toteż postanowiłem ogarnąć projekty, które pisałem za kasę. Tym bardziej, że do końca tygodnia miałem termin na oddanie. Chciałem się rozliczyć z zamawiającym i mieć chociaż ich część z głowy. Napisałem do ciężarnej Kasi, która mi pomagała, SMS z pytaniem, na kiedy się wyrobi z poprawkami, które jej zleciłem. Odpisała mi, że w zasadzie to już wczoraj skończyła i jest gotowa przekazać mi pliki. Aby uniknąć wysyłani i przesyłania w te i z powrotem tych plików, zaproponowałem, że wezmę pendriva i podjadę do niej, w razie ewentualnych poprawek skorygujemy je na miejscu i domkniemy temat. Zgodziła się chętnie, ale dyskretnie zaznaczyła, że nie jest sama w mieszkaniu, bo Ala – jej siostra cioteczna u której kątem pomieszkuje siedzi z nią w pokoju. Napisała dając do zrozumienia, że gdybym liczył na jakieś psoty, to nie bardzo jest to możliwe. Oczywiście pasowało mi to jeszcze bardziej, Ala chociaż miałem z nią nieudany incydent (pisałem o tym w części: „Sąsiadka w potrzebie XXV: Z Alicją w Krainie rozczarowań”), miała być takim buforem bezpieczeństwa, dzięki któremu zacznę realizować swoje postanowienie o wstrzemięźliwości seksualnej. Umówiliśmy się na 18. Ala i Kasia mieszkały na osiedlu oddalonym o 10 minut autem ode mnie. Typowe, studenckie 3 -pokojowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. W najmniejszym pokoju mieszkała jakaś studentka 3 roku filologii polskiej, niezbyt często wychodziła z pokoju, raczej siedziała całe dnie z nosem w książkach. W średnim pokoju mieszkały dwie studentki ekonomii, niczym się nie wyróżniające, czasem szalone, czasem spokojne. Nic nadzwyczajnego. Średnia krajowa. No i w trzecim największym pokoju mieszkała kelnerka Ala no i Kasia. Pokój był skromnie urządzony, dość zagracony, stara peerelowska meblościanka po jednej stronie, obok stare biurko z krzesełkiem no i duży rozkładany narożnik w rogu pokoju. Jedno, ale duże łóżko musiało wystarczyć szczupłej Alicji i będącej już prawie w 6 miesiącu ciąży. Ale dziewczyny jakoś dawały radę. Tuż po 18 zapukałem do drzwi, trzymając w ręku butelkę wody mineralnej. Drzwi otworzyła mi Alicja, wpuszczając do środka. Ubrana w zwykłe czarne leginsy, takie jakich używała w pracy i białą koszulkę w czarne poziome paseczki w stylu marynarskim. Ich pokój akurat znajdował się jako pierwszy w korytarzu, tuż przy wejściu do mieszkania. Wszedłem do środka, na wiecznie rozłożonym narożniku leżała ubrana w zwykłe szare spodnie dresowe i rozciągnięty bladoróżowy T-shirt z jakimś lekko spranym nadrukiem leżała Kasia klikając coś na znajdujący się obok niej laptopie. Ala usiadła przy biurku wróciła do czytania jakiejś książki, a ja usiadłem obok Kasi. Nie wiem dlaczego, ale odruchowo położyłem dłoń na jej mocno zarysowanym brzuchu ciążowym i zapytałem jak się czuje. Odpowiedziała, że całkiem dobrze, praca pozwala jej myśleć pozytywnie o przyszłości. Wspominała też, że próbuje się pojednać z rodzicami i być może w niedługim czasie będzie mogła wrócić do nich na wieś, jakieś 10 km od miasta. Siedliśmy i zaczęliśmy pracować jakby nigdy nic. Poprawek było jednak nieco więcej niż oboje przewidywaliśmy, więc nawet nie wiadomo kiedy zegar wskazywał 21:30. Ala poszła pod prysznic, wtedy Kasia spojrzała się na mnie z uśmiechem mówiąc:

    „Szkoda, że nie jesteśmy sami, jakoś mi dziś hormony buzują” po czym zarumieniła się i poprawiła czarną frotkę spinającą w kucyk jej mysioszare blond włosy.

    „No jak tam patrzę na ten Twój podniecający brzuszek, to też mam ochotę” rzuciłem i tak wiedząc, że nie mamy możliwości konsumpcji.

    Ala zdążyła wrócić z łazienki, odziana w swoją letnią błękitną piżamkę, na którą składały się krótkie zwykłe spodenki i koszulka na ramiączkach z tego samego kompletu. Ja siedziałem na krawędzi łóżka trzymając laptopa na kolanach, kończyliśmy wprowadzanie ostatnich poprawek. Ale zapytała, czy nie będzie nam przeszkadzało jak położy się na swojej połówce łóżka. Oczywiście nie stanowiło to dla nas problemu, ja za to poczułem się głupio, bo przecież się już dość długo zasiedziałem. W pokoju pomimo uchylonego okna było dość gorąco, był to ciepły, wrześniowy wieczór, chyba jeden z ostatnich tchnięć lata. Ala odwróciła się do nas tyłem, wystawiając swój chudy, jednak apetyczny tyłek. My z Kaśką nadal siedzieliśmy obok siebie na skraju łóżka wpatrując się w ekran komputera. Kasia faktycznie miała jakiś hormonalny zjazd, bo ewidentnie zaczęła się wygłupiać ze sporym podtekstem erotycznym, czym mnie zaskoczyła. Odwróciła głowę, upewniając się, że Ala leży na boku, ale tyłem do nas, tak aby nas nie widziała, po czy zaczęła zalotnie dmuchać mi w ucho. Następnie zaczęła je lizać i ssać, co chwilę delikatnie przygryzając. Trudno było się skupić w tej sytuacji na pracy. Na szczęście ostatni zapis danych i w zasadzie mogłem się zawijać do domu. Jednak znów moja słabość do zabaw dała o sobie znać. Odłożyłem laptopa na koślawe i zagracone książkami biurko. Znów nie umiałem nad sobą panować. Zacząłem się z nią całować bardzo namiętnie. Nasze języki wirowały jak szalone, nie mogąc się sobą nacieszyć. Odruchowo ściągnąłem jej T-shirt, zrzucając go na podłogę. Nie miała pod spodem stanika, więc jej nabrzmiałe i duże piersi były do mojej dyspozycji. Przerwałem pocałunek, kiwnąłem pytająco głową wskazując na leżącą obok Alę. Kasia skwitowała szepcząc mi do ucha:

    „A co? Boisz się, że się będzie chciała dołączyć? – uśmiechnęła się dodając: „Ona jest w porządku, nie martw się tym teraz” – znów wróciliśmy do pocałunków, a ja jednocześnie bawiłem się jej sporymi cyckami. Kiedy już nakręciła się odpowiednio, stanęła przede mną, zgasiła majaczącą na biurku lampkę nocną, następnie zsuwając dresy wraz z bawełnianymi, białymi majtkami. Klęknęła przede mną na swoich kolanach, w taki sposób, że jej pełny tyłeczek swobodnie spoczywał oparty na złączonych łydkach. Rękoma rozsunęła mi uda sama na nic nie czekając wyciągnęła już pobudzonego kutasa i pakując go sobie łapczywie do ust. Takiej pobudzonej jej nie znałem. Wszystko przestało mieć znaczenie, odchyliłem się do tyłu i wsparłem na wyprostowanych przedramionach oddając się tej błogiej chwili. Kasia wydawała się być mocno wyposzczona i cholernie napalona. Tym razem lód w jej wykonaniu był dużo lepszy, niż poprzednio. Wprawdzie nadal nie potrafiła zmieścić go całego, ale zmienne tempo oraz technika bardzo mi się podobały. Porządna robota, tak jak z własną dziewczyną. Nie zapominała też o jądrach, co sprawiało, że już sam przestawałem się kontrolować. Ale leżąca za mną na łóżku z pewnością wszystko słyszała i czuła, chociażby po ruchach wynikających z mojego wiercenia się na połówce łóżka. Nie dość, że mnie to nie peszyło, to w dodatku fakt postronnej osoby obok, dodatkowo mnie podniecał. W pewnej chwili, Alicja chyba już nie mogąc dłużej udawać, że śpi, przekręciła się na swojej połówce materaca i łamiącym się z zawstydzenia głosem zapytała szeptem:

    „Może ja wyjdę, żeby wam nie przeszkadzać?”

    Odwróciłem głowę patrząc na jej nieco wystraszoną twarz. Sięgnąłem dłonią do jej krocza, wsuwając pod spodenki od piżamy trzy palce, wyczuwając cipkę pokrytą niewielkim meszkiem rzuciłem:

    „Może jednak zostaniesz?”

    Nie odpowiedziała na tą propozycję, jedyne co zrobiła, to rozłożyła delikatnie nogi chcą mi ułatwić dostęp. Jednak ta pozycja nie była dla mnie komfortowa, nienaturalnie wygięta dłoń nie była w stanie dostarczać jej odpowiednich doznań. Bawiłem się tak chwilę, drugą ręką złapałem Kasię za kucyk włosów nadając odpowiednią dla mnie szybkość robienia loda. Ponieważ sytuacja była ekstremalnie podniecająca, miejscami musiałem zwalniać tempo, aby nie wystrzelić przed czasem. Tymczasem wiercąca się za mną Alicja ściągnęła w pośpiechu spodenki, pozbyła się też koszulki uwydatniając swoje niewielkie, lekko trójkątne piersi w rozmiarze B. Ustawiła się za mną, obejmując moją klatkę piersiową, zaczęła całować mnie po szyi i karku. Widząc co się dzieje, Kasia nieco się ożywiła, wypuściła kutasa z ust, uwolniła się z mojego uścisku, spojrzała na nas waląc mi ręką penisa wydobyła z uśmiechem:

    „No, no siostra, nie poznaje Cię, nie znałam Cię od tej strony. Ale pamiętaj, kobiety w ciąży mają pierwszeństwo” – kończąc zdanie wstała z kolan i położyła się na łóżku w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu leżała Ala. Kasia ułożyła się w pozycji bocznej, tyłem do nas, tak abym mógł w nią wejść na tzw. łyżeczkę. Podkurczyła delikatnie nogi w kolanach, wypięła spory tyłek i cierpliwie oczekiwała na dalszy bieg wydarzeń. Złapałem Alę za twarz, składając jej głęboki pocałunek z językiem, po czym rzuciłem do niej:

    „Kładź obok na plecach i przygotuj się”

    Polecenie wykonała bez namysłu, ja natomiast dosunąłem się do Kasi, lewą ręką złapałem jej pierś, a ona za pomocą swej dłoni umieściła mojego nabrzmiałego członka w swojej wilgotnej cipce. Była przepełniona sokami, pomimo początkowej ciasnoty, dość szybko wsunąłem całego członka dobijając do końca. Cudowne uczucie. Zacząłem delikatnie kołysać biodrami, wykonując pełne ruchy, tak aby cały się w niej zanurzyć. Dziewczyna delikatnie pojękiwała, a jej oddech nieco przyśpieszył. Po kilkunastu ruchach chciałem zmienić pozycję, bo ta zaczęła być mało wygodna. Wyszedłem z niej i ręką dałem sygnał, aby położyła się do klasycznego misjonarza. Spojrzałem na leżącą w tej samej pozycji Alę. Miała zamknięte oczy, a jej dwa palce okrężnymi ruchami masowały wejście do jej ciasnej cipki. Drugą dłonią ugniatała swoją pierś. Widać, że powoli się nakręcała a sądząc po głośnych i szybszych oddechach raczej sprawiało jej to dużą przyjemność. Miałem chęć w nią wejść, w końcu była to prawie dziewica. Z technicznego punktu widzenia nie miała błony, ale też nigdy nie miała w cipce penisa, jedynie część mojego po naszej ostatniej nieudanej próbie bzykania w barze. Ale postanowiłem jeszcze chwilę pobawić się z jej ciężarną kuzynką. Ponownie wszedłem w nią, mocniej i gwałtowniej wykonując ruchy. Kasia posłusznie rozłożyła nogi chcąc mi ułatwić penetrację. Jej mocno zarysowany brzuszek podniecał mnie jeszcze bardziej. Kiedy zacisnęła zęby zaczynając głośno przez nie oddychać, wiedziałem, że dochodzi. Niestety podniecenie też udzieliło się mnie, a chciałem jeszcze za jednym razem posunąć Alę. Przyśpieszyłem jeszcze ruchy i kiedy byłem już na krawędzi orgazmu, wyskoczyłem z jej cipki nie chcąc się jeszcze spuścić, doprowadziłem do jej spełnienia za pomocą swoich zwinnych palców. W zasadzie wystarczyło kilka ruchów palcem serdecznym i wskazującym, żeby Kaśka zastygła i bez sił rozluźniła wszystkie swoje mięśnie. Odczekałem trzy sekundy, spojrzałem na wciąż zabawiającą się ze sobą Alę, ustawiłem się nad nią również w pozycji na misjonarza. Polizałem jej sutki, pocałunkami zawędrowałem po szyi aż do ust, składając namiętny pocałunek. Spojrzałem jej głęboko w oczy szepcząc:

    „Tym razem musi się udać”

    „Tylko uważaj proszę, nie masz masz gumki”

    Kaśka przysunęła się do nas, leżąc na boku bacznie przyglądała się całej sytuacji, delikatnie masując swoją spełnioną cipkę. Przyłożyłem kutasa do waginy mojej koleżanki i podjąłem pierwszą próbę sforsowania cipki. Była to bardzo ciężka przeprawa. Pomimo dużego nacisku żołądź nie zdołał się przebić, a na twarzy Alicji pojawił się wyraźny grymas bólu.

    „Trzeba ją bardziej nawilżyć” – odezwała się niespodziewanie Kasia, po czym zbliżyła głowę na wysokość mojego kutasa opartego o wejście do ciasnej cipki jej kuzynki. Odchyliłem się nieco, Katarzyna wzięła go do ust zaczynając mocno pracować głową. Kiedy udało jej się nagromadzić odpowiednio dużą ilość śliny, wypuściła mokrego penisa z ust, pozostałą porcję śliny splunęła wolno na cipkę Ali, delikatnie rozsmarowując ją palcami. Po tym zabiegu podjąłem kolejną próbę. Tym razem postanowiłem już nie odpuszczać. Znów przyłożyłem kutasa do wejścia, naparłem mocno główką i pchnąłem mocno biodrami do przodu. Udało się, penis wolno, ale sukcesywnie pokonywał ciasne wnętrze, przyjemnej, miękkiej cipki. Na twarzy Ali znów malował się ból. Jej lekko rozchylone nogi zaczęły dość mocno drżeć. Kasia widząc cierpienie na jej twarzy postanowiła jakoś jej ulżyć, zbliżyła twarz do jej niewielkiej piersi i zaczęła delikatnie ssać i przygryzać sutki. Kiedy wsunąłem się w nią całkiem, poczułem ulgę, zaś moje odbicie się od krańca ciasnej cipki zasygnalizowała głośnym jęknięciem, które towarzyszyło każdemu pełnemu wsadowi. Posuwałem ją wolno ale stanowczo, czując każdy centymetr napierających ścianek. W końcu byłem tu jako pierwszy. Cała sytuacja była bardzo podniecająca, do tego stopnia, że moja aktywność dość szybko sprawiła, że poczułem nadciągającą falę orgazmu. Ala zamknęła oczy, odchyliła głowę do tyłu i wydawała z siebie coraz głośniejsze, krótkie piski. W mieszkaniu w pozostałych pokojach byli współlokatorzy, którzy przez cienkie gipsowo-kartonowe ściany musieli wszystko słyszeć. Kasia też się zorientowała, bo nie odrywając ust od sutków kuzynki, wolną dłonią zasłoniła jej usta, tłumiąc nieco odgłosy. Nadchodził mój strzał, widziałem, że nie mam na sobie zabezpieczenia, więc w amoku szarpnąłem Kaśkę za włosy i nie przestając rżnięcia Ali, nieco głośniejszym szepnięciem zapytałem:

    „weźmiesz do pyska?”

    Spojrzała na mnie kręcąc przecząco głową, natychmiast ułożyła się na plecach automatycznie podciągając do góry nogi zgięte w kolanach. Palec wskazujący położyła na wargach sromowych wskazując miejsce gdzie mam skończyć.

    Pchnąłem jeszcze ze trzy razy w cipkę Ali, po czym wyskoczyłem w ostatniej chwili, natychmiast pakując kutasa w dziurkę ciężarnej koleżanki. Jak tylko go włożyłem zacząłem lać lepkim i gęstym strumieniem spermy. To było cudowne zakończenie. Kilka pchnięć i poczułem jak z jej waginy leje się nasienie, spływając na moje jądra. Zastygłem na chwilę będąc w niej, kiedy już okazało się, że wyrzuciłem z siebie wszystko, opuściłem mokrą cipkę kładąc się pomiędzy dziewczynami na zroszonych potem plecach. Spojrzałem na nieco speszoną Alicję pytając:

    „Jak było? Jak się czujesz? Wszystko w porządku?”

    „Tak wszystko dobrze, trochę bolało na początku, ale jest okey. Ważne, że w końcu się udało.” – dodała z delikatnym uśmiechem.

    „Trzeba więcej praktyki, podaj mi proszę chusteczki” – wtrąciła się Katarzyna

    Sięgnąłem na biurko po paczkę wyciąganych chusteczek made in biedronka, Kaśka wyciągnęła dwie sztuki przykładając je sobie do mocno wypełnionej cipki. Kiedy powierzchownie pozbyła się spermy i śluzu, wstała z łóżka, kucnęła na środku pokoju i za pomocą mięśni wydaliła z siebie kolejne mililitry nasienia wprost na kolejną chusteczkę. Założyła majtki na dupę, naciągnęła dresy i koszulkę i po odczekaniu kilku minut, upewniając się, że nikt się nie krząta po korytarzu, udała się do łazienki aby się ogarnąć. Alicja znów nieśmiało się odezwała:

    „mam nadzieje, że nie będzie z tego draki, nie jestem gotowa na dziecko. Nie spuściłeś się ani trochę we mnie?” – zapytała ze smutkiem

    „Wszystko wlałem w Kaśkę, nie martw się, wbrew pozorom zajście w ciążę to nie jest taka banalna sprawa. Nie przejmuj się. Damy radę”

    „A dlaczego chciałeś skończyć w jej ustach a w moich nie?” – dopytywała

    „Nie wiem, to była wewnętrzna sugestia, Kaśka jest po prostu nieco bardziej doświadczona w tych tematach, więc chyba intuicyjnie pomyślałem, że jeśli którakolwiek z was jest w stanie to zrobić, to raczej ona niż Ty” – odpowiedziałem

    „Ale przecież tam w barze robiłam Ci loda i nie miałam z tym problemu” – nie dawała za wygraną

    „wiem, ale sporo kobiet ma problem z finałem w ustach, zresztą Kaśka też się nie zgodziła jak sama widziałaś.

    Podniosła się na łóżku, przekręcając twarzą do mnie, wsparła się na prawej ręce, zastanowiła chwilę jakby zawieszając się w niepewności, zastanawiając się nad czymś. Po krótkiej chwili namysłu, zmarszczyła lekko czoło, po czym niespodziewanie zniżyła się do mojego krocza i zaczęła jak gdyby nigdy nic ssać mojego oklapniętego kutasa. Trochę mnie to zaskoczyło, wprawdzie minęło dobre 15 minut od poprzedniego stosunku i w zasadzie to był wystarczający czas na regenerację, nie mniej jednak było to niemałe zaskoczenie. Aczkolwiek bardzo miłe.

    Alicja potraktowała temat bardzo ambicjonalnie. Lód w jej wykonaniu nie przypominał poprzedniego, trącącego amatorką, słabego warsztatu. Starała się pochłaniać go w całości, co chwilę wypuszczając go z ust omiatała końcówkę językiem, którym posuwała też w górę i w dół całego trzonka, tak aby dopieścić go w każdym możliwym centymetrze. Byłem zaskoczony, chociaż nie zakładałem, że miała okazję na kimś potrenować, raczej obstawiałem naukę płynącą z obejrzanych filmów instruktażowych. Nie mniej jednak, dawała radę. Postawienie kutasa do pełni erekcji zajęło jej niespełna 3 minuty. Mógłbym tak leżeć i delektować się chwilą, po chwili kończąc w jej ustach, ale coś mnie ruszyło, że zapragnąłem znów poczuć ciasnotę jej cipki. Wyczekałem na moment, kiedy znów włożyła go mniej więcej do połowy długości w swe usta, złapałem za jej głowę, przyciskając mocno, zmuszając niejako do niemalże głębokiego gardła. Zatrzymałem się na chwilę. Napływające do jej wielkich oczu łzy i charakterystyczny odruch zakrztuszenia był sygnałem aby to przerwać. Rozluźniłem uścisk dłoni na jej głowie, uwalniając ją. Oderwała się od członka mocno łapiąc powietrze. Nie czekałam aż jej oddech wróci do normy. Złapałem ją za kucyk włosów, Lekko pchnąłem na łóżko tak aby wymusić to aby położyła się na brzuchu. Była lekko zamroczona nieco mocniejszym rżnięciem w usta, wciąż walczyła aby unormować oddech. Kiedy już padła na brzuch, delikatnymi klapsami w wewnętrzne części ud zasygnalizowałem aby nieco bardziej rozłożyła nogi. Celnie splunąłem na jej cipkę i niemal natychmiast przyłożyłem kutasa do jej wejścia. Nadal była ciasna jak poprzednio, ale tym razem za pierwszym podejściem sforsowałem wargi sromowe, od razu dobijając do końca. Zatrzymałem się na chwilkę, dając jej czas na rozluźnienie mięśni. Kiedy wydusiła z siebie ostanie jęknięcie, zacząłem mocne, dynamiczne jebanie. Ależ ona była ciasna, za każdym ruchem kutasa, wydawała z siebie piskliwe jęknięcia, które próbowała tłumić tuląc twarz w materac. Pierdoliłem ją tak, chwilami zwalniając tempo, żeby nie spuścić się zbyt szybko. Po krótkiej chwili, uchyliły się drzwi i do pokoju wróciła Kaśka. Nie przestałem pieprzyć Alicji, nawet nie za bardzo zwróciłem uwagę na ciężarną kuzynkę. Kaśka spojrzała na nas, wskoczyła na drugą połówkę łóżka i uklęknęła obok nas pytając:

    „Ja też, czy tylko ona?”

    „Ona” – odpowiedziałem krótko, czując, że za chwilę drugi raz dojdę.

    Złapałem Alę za włosy, przyśpieszyłem ruchy cedząc przez zęby:

    „teraz Ci się zleje do pyska”

    Nie zareagowała na to w żaden sposób, chyba zwyczajnie się z tym godząc. Kiedy poczułem falę rozkoszy, opuściłem jej ciasną i mokrą cipkę, a ona automatycznie obróciła się na plecy, otwierając usta. Kucnąłem nad jej twarzą i dwoma ruchami skończyłem w jej buzi. Przyjęła ładunek, zasłoniła usta dłonią, przetrzymała chwilę spermę w ustach, jakby analizując całą sytuację, po czym z lekkim grymasem przełknęła całość. Złapałem ją dłonią za policzki zmuszając do ponownego otwarcia ust, następnie wpakowałem w nie powoli wiotczejącego usta, tak, aby wypolerowała go do końca. Po wszystkim uśmiechnęła się szepcząc:

    „Idzie mi coraz lepiej”.

    Z moich deklaracji nic nie zostało. Miałem zrobić sobie detoks od seksu, a właśnie przepierdoliłem obie kuzynki. Musiałem się napić i odpocząć. Nie wdając się w dyskusje, ubrałem się i ładnie pożegnałem. Dochodziła północ. Wystarczy tych emocji na dziś. Wyszedłem z mieszkania i pojechałem do domu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam
  • Przylapany przez matke 19/25

    Rozdział XIX

    Matka z początku bardzo się wystraszyła, krótko sprawdziła brzuch, więcej uwagi poświęciła nosowi i rzuciła spokojnie: „Nic ci nie będzie”. „Gdybyś chciał…” – podkreśliła – „to apteczka wiesz, gdzie jest”. Ojciec dorzucił tylko: „Stary, taką koszulę…?”.

    Matka matką, ale jako pielęgniarka nie takie rzeczy widziała w pracy (stary na budowach chyba też) i poszła w trasę po domkach chłopaków. Wróciła szybko z informacją, że żyją, po czym starzy udali się na śniadanie. Całkiem zasadnie zakładali, że więcej problemów będą mieli z rodzicami.

    I rzeczywiście. Jeszcze rano, gdy matka robiła ten rajd po domkach, gadała tylko z pojedynczymi rodzinami, w dodatku wszyscy byli raczej szoku. Teraz rodziny zebrały się razem i wszyscy się ponakręcali, szukając winnego. Tak więc przed wejściem na obiad klasyka: „To przez pana syna”, „Nie, to przez pana syna”, „Pan zobaczy, jak pana dziecko wygląda, jak bandyta, i jeszcze mojego tam zabrali, w ogóle nie powinien tam z nimi iść”, „Wasze dzieci mają się z naszymi nie zadawać”, „Pan wie, co nasze córki musiały oglądać?”. Przeszli z powrotem na „pan”, choć przed trzema dniami na pamiętnej imprezie dopijali ostatnie bruderszafty. Wpływ na postawę panów miały oczywiście żony, które nie były na „ty”. I żeby zmyć z siebie hańbę, że ostatnio tak „dzieńdobrowały” mojemu ojcu, to głównie na niego skierowały ataki swoich mężów.

    Eskalację konfliktu przerwała wizyta psiarskich, które zawsze wiedzą, kiedy najlepiej popsuć zabawę. Gazik stanął przy bramie, dobrze widoczny, a jego załoga w sile dwóch poszła gadać do biura kierownika. Wystarczyło. Panowie spotulnieli, ale i tak zmyliśmy się szybko po obiedzie. Psy siedziały u kierownika parę godzin, chyba z nudów, bo dalej tematu nie drążyły, ale ośrodek, he, he, dziwnie opustoszał. Starzy nie wiedzieli, co z nami robić, przecież nie będą się z pobitymi dziećmi ukrywać po lesie. Obiecaliśmy tylko, że do końca turnusu nie będziemy chodzić w stronę cywilizacji. I w ogóle mamy być gdzieś blisko. Propozycja wynajęcia kabinówki spotkała się z przychylnym przyjęciem większości. Czyli jednak możemy się z sobą spotykać. „Chłopcy sobie wszystko wyjaśnią. Będziecie grzeczni, prawda? Tylko nie odpływajcie za daleko. Najlepiej skryjcie się w szuwary”. Ich zaufanie wzbudził nasz widok, a byliśmy cisi, grzeczni i udawaliśmy, że jeszcze nas boli, ale nie za bardzo.

    Ponieważ inne matki panikowały, to jeszcze przed obiadem odbyło się „konsylium lekarskie” mojej matki z jak się okazało jeszcze jedną pielęgniarką przebywającą na wakacjach. Chciały do trójki dokooptować lekarza znajomego z plaży, ale spytał się tylko, czy któryś z nas ma pourywane kończyny, bo jak nie, to mają mu nie przeszkadzać w odpoczynku. Trochę nas wymacały i matki się uspokoiły.

    Udało się zdobyć jacht, a dziewczynki poinformowały rodziców, że idą same na kamienie na końcu plaży. (Psiarskie w tym czasie dopiero dostały obiad, więc było w ośrodku trochę popłochu).

    Po pół godziny podpływamy do dziewczyn i ustalamy gryplan. Chcieliśmy się przymierzyć, czy do kabinówki wejdzie dwanaście osób. Wiadomo, że nie wejdzie, ale chcieliśmy się przede wszystkim zobaczyć i sprawdzić, czy wszystko OK. Pomijając fakt, że stary Ani nadal chce mnie zabić, jak jeszcze raz mnie z nią zobaczy, to reszta nie wyglądała tak źle. Okazało się, że wszyscy wpadli na ten sam pomysł, to znaczy niewiele pamiętają, byli z boku, dostali przypadkiem, a w ogóle są wystraszeni i na razie nie za bardzo chcą gadać ze starymi. Ustalamy wspólną wersję pod tytułem, że właściwie to nic nie było. W sumie wszyscy mamy coś za uszami, dziewczyny też nie były święte i najlepiej, żeby się nic nie wydało.

    Panny jednak nadal są coś markotne. Nie za bardzo chciały teraz siedzieć w towarzystwie Hanki, bo czuły się winne, a zaczynały się z opóźnieniem coraz więcej domyślać. Ta różnica dwóch-trzech lat zaczynała się w tej sytuacji robić coraz bardziej widoczna i Hance też nie było po drodze z tymi kozami. W końcu zapada decyzja: bierzemy dziewczynę, płyniemy w szuwary i mamy sobie wszystko wyjaśnić i ją przeprosić.

    Trzciny o tej porze roku były już wysokie.

    Słońce praży, na pokładzie wszyscy się mieścimy, ale miejsce do leżenia jest tylko dla Hanki. Opala się na wznak. Reszta siedzi, moczy nogi w wodzie i inne takie. Jest trochę przestrzeni. Na brzegu dziewczyna była wycofana i milcząca, nasze laski jednoznacznie to interpretowały i nie chciały dalej wnikać. Teraz Hanka się ożywiła, a raczej na jej twarz wrócił wkurw. Wolimy się nie odzywać. Pomaga gorące, senne popołudnie i pora sjesty. Czujemy się jednak jak szczeniaki i tak od słowa do słowa wraca temat. Była to chyba najbardziej frajerska rozmowa w naszym życiu. Rozmawialiśmy tak „dyplomatycznie”, że zamiast sprawę zamknąć, to wszystko jej przypomnieliśmy ze szczegółami i jeszcze zaczęliśmy zadawać pytania. Byliśmy naprawdę skruszeni. W końcu Hanka się porządnie wkurwiła, podniosła z pokładu…, zdjęła górę od kostiumu i zapięła wokół masztu, po czym położyła się z powrotem opalać. Na wznak. Topless. „Zadowoleni?” – rzuciła.

    Zapadła cisza. Dziewczyna była najbardziej wysportowana z naszych lasek, płaski brzuch, umięśniony, średnie, sprężyste cycki z lekko stojącymi sutkami, ciemna karnacja. Musiała coś uprawiać, jeśli nie, to ewidentnie co najmniej fitness. Sorry za ten opis „przyrody” rodem z pornoli, ale siedzę, gapię się na nią i przypominam sobie, jak dwa dni temu zmacałem ją w krzakach. I staram się sobie przypomnieć każdy z reszty szczegółów na tamtej polanie oraz na dysce, bo też z nią tańczyłem (i nie tylko). Pozostali koledzy? W tej chwili NA PEWNO robili to samo.

    W końcu jeden nie wytrzymał i przywalił: „Kurczę, taka ładna jesteś, szkoda, że cię tam wzięli”. Podziałało jak płachta na byka: „A co, tobie też obciągnąć?” – była wkurwiona nie na żarty. Podniosła się z pokładu (wyglądała teraz jeszcze ponętniej): „Poważnie mówię! Obciągnąć?!”. I przesuwa się w jego kierunku. Patrzymy, a ta kuca przed nim i ściąga bokserki. Kolesia sparaliżowało, nas też. Cisza. Gdy już stanął, wyjęła z ust i zwaliła ręką. Poszło dość szybko, wytrysk złapała z powrotem w usta i wypluła spermę do wody.

    „Kto następny?” – rozejrzała się po bractwie i wybrała tego, któremu już najbardziej odstawało spod spodenek. Gdy strzyknęła do wody czwartą spermą, Zbyszek pomógł jej się podnieść, powiedział: „Chodź, dziewczyno” – i zabrał ją na dół do kabiny. Zasunęli klapę. Nie ma bata, jesteśmy przyklejeni do wąskich świetlików. Rozłożyli na ziemi oparcia i chłopak wziął ją klasycznie. Hanka leży pod nim, patrzy się nam prosto w oczy, widać, że nadal ma na wszystko wyjebane, w końcu oczy mruży i zaczyna odjeżdżać…

    Gdy wrócili z dołu, Zbyszek jak gdyby nigdy nic usiadł na dziobie i zagadał do drugiego coś o przepływającej opodal łajbie.

    Hanka, może już nie wkurwiona, ale totalnie wyluzowana, w ogóle na nas nie zwraca uwagi, przedefilowała przed nami nadal zupełnie nago, założyła okulary słoneczne, pokręciła się jeszcze trochę i kładzie się na swoim miejscu na pokładzie. Gdy jeszcze stała, rozejrzała się chwilę z uwagą po okolicznych trzcinach, czy przypadkiem nas nie widać. Właściwie tylko to miało dla niej w tej chwili jakiekolwiek znaczenie.

    Zbyszek coś głośno gadał z drugim, może to od hałasu silnika łódki przepływającej w pobliżu, a gadali o jakichś napędach do jachtów motorowych. Od wyjścia spod pokładu w ogóle na nią nie zwracał uwagi.

    Łajba odpłynęła, panom skończył się temat, zapada cisza. „Hanka, spytaj się, może czuje się pokrzywdzony” – Zbyszek wskazywał ręką w moim kierunku. Faktycznie, ja byłem cały czas od strony rufy i siedząc w obniżeniu kadłuba, pilnowałem linki, bo nie mieliśmy jak się dobrze zakotwiczyć w przybrzeżnym mule. Łódka nam co chwila uciekała. Hanka wstaje, zdejmuje i zostawia okulary, podchodzi do mnie i z uśmiechem kelnerki pyta: „A pan jak sobie życzy?”, po czym klęka i zaczyna mnie obsługiwać.

    Tak, to było moje pierwsze obciąganie. I zrobiła to tak dobrze, że do dziś pamiętam jego jakość. Włożyła w to sporo serca, a może już tak ma, że nawet jeśli musi, to lubi to zrobić dobrze. Zaczęła ustami, potem jechała ręką, ale z przerwami i zmiennym tempem, żebym nie doszedł za szybko, jeszcze parę razy po drodze pociągnęła ustami, ale cały czas była skupiona wyłącznie na wacku. Dopiero po dłuższej chwili celowo przyspieszyła, zasłoniła żołądź ustami i przyjęła wszystko do buzi. Chłopaki oczywiście nie mogli sobie darować widoku, jacht był mocno przechylony w stronę rufy.

    Następnie, zupełnie na nas nie zwracając uwagi, podniosła głowę i wpatrując się gdzieś w horyzont, powoli przełknęła małymi porcjami. Oblizała usta, przyjrzała się uważnie wackowi, popatrzyła i poprawiła jedno miejsce językiem, po czym powiedziała: „W porządku, OK. Zadowolony czy jeszcze czegoś sobie życzysz?”.

    Stanęła nade mną wyprostowana, jakby na coś czekając. Na napiwek? Objąłem ją rękoma w talii, potem jedną ręką przejechałem po brzuchu i jednym z cycków (widać było, że sutki ma przyjemnie twarde) i puściłem. Miałem jeszcze przyśpieszony oddech, ale z uśmiechem wystękałem: „Dzięki, stara, było świetnie. Naprawdę”. Uśmiechnęła się uprzejmie, zawodowo, zupełnie jak kelnerka i wróciła nago na górny pokład. Jeszcze się odruchowo rozejrzała, czy nas nie widać i zaczyna się układać do dalszego opalania.

    Tym razem odmiana. Zbyszek już tam na nią czekał, podał rękę, bo łódka się chwiała, i nagle stał się bardzo opiekuńczy. Owija jej bluzkę w swoją bluzę, mówi, że tak będzie miała wygodniej, pomaga jej się ułożyć. Ta patrzy na niego zdezorientowana. Położyła się. Zbyszek siada przy niej, jedną ręką oparł się z drugiej strony jej biodra, pochylił się nad nią i… pocałował w usta. Potem przestał na nią totalnie zwracać uwagę. To znaczy jedną ręką machinalnie głaskał ją po włosach i policzku, ale całkowicie był pochłonięty kontynuacją rozmowy z kumplem z dziobu o tych podwójnych napędach do jachtów. Jakieś rozdzielacze na dwa wały ze skróconą osią, żeby strugi się nie pokrywały. Przysłuchiwaliśmy się z dużym zainteresowaniem. Hanką już się nasyciliśmy.

    Trzeba było wracać na kolację. Psiarskich chyba już nie ma. Po drodze pomachaliśmy do reszty naszych dziewczyn, które rzeczywiście grzecznie wygrzewały się na kamieniach i daliśmy znak, żeby się zbierały. Przytomnie siedzieliśmy na pokładzie tak, żeby zasłaniać nagą Hankę. Widać jej było tylko głowę. Przytrzymała się ręką ostatniego z siedzących, a drugą wesoło odmachała dziewczynom.

    „Panowie. To, co było na jachcie, zostaje na jachcie, OK? Dziewczyny nie muszą nic wiedzieć” – rzucił Zbyszek, zanim dopłynęliśmy do przystani.

    Nagle poczuliśmy się bardzo dorośli.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Przylapany przez matke 20/25

    Rozdział XX

    Spóźniliśmy się na kolację, ale jeszcze jedli. Psiarskich dawno nie ma. Na stołówkę celowo weszliśmy całą bandą w dwunastkę. Jeśli jeszcze były jakieś animozje między rodzinami, to minęły, gdy zobaczyli nas w komplecie. Policzyli i upewnili się, że nikogo nie aresztowano. Znaczy nie złapano, skoro się tak skutecznie zaszyliśmy. Łapiemy jakieś resztki ze szwedzkiego stołu i się dosiadamy. Mój stary odwrócił się do stolika obok i coś obgadują z ojcem Hanki. No to Zbyszkowie siadają przy stole jego rodziców, wywołując chwilową sensację i plotki. Zwykle, jak się grupowaliśmy, to siedzieliśmy gdzieś na stołówce w kilka osób, wiedząc, że każda para chłopak-dziewczyna wywoła lawinę plotek i pytań od naszych matek. Tak więc tego akurat pilnowaliśmy, żeby mieć spokój. A tu taka odmiana…

    Pozostałe matki z zazdrością zerkają, czy jeszcze coś się wydarzy, ale my grzecznie do własnych stolików. No było trochę zawodu, a to przecież ostatnie wspólnie spędzane chwile na turnusie. W dodatku większość z nas ma osiemnaście lat, a to oznacza ryzyko, że za rok zaczniemy się wykruszać.

    Po kolacji, a widno miało być jeszcze dobrą godzinę, postanowiliśmy wybrać się już grzecznie, całą grupą (dobrze, że nie za rączki), odprowadzani teraz życzliwymi spojrzeniami głównie matek. Połowa z nas (czyli dziewczyny) do tej pory nawet nie przechodziła koło dzikiej nagiej plaży, w której istnienie nie do końca wierzyliśmy. Panowie oczywiście również zapewniali o swojej niewiedzy w tym temacie (he, he). Trochę się zeszło, bo to dwa kilosy. W ostatnich promieniach słońca minęliśmy na polnej drodze ze trzy samochody, które mogły jechać tylko z tego miejsca. Zresztą blachy warszawskie. Przekraczamy pagórek na wydmach i mijają nas w minutowych odstępach dwie nagie pary. Już przy pierwszej zapadła cisza, mimo że usłyszeliśmy „dzień dobry”. Przy drugiej popłoch, bo oboje byli ubrani, ale tylko od góry. Laska z gołą piczą pięknie prezentowała się w obcisłym topie, ale szczególną sensację wywołał koleś w koszuli z dyndającą całkiem przyzwoitą fujarą. Słyszymy za plecami szept dziewczyn „Chyba zboczeńcy!”.

    Na miejscu napotykamy ze trzy zwijające się koce, potem jeszcze jeden golas wylazł boczną ścieżką z krzaków. A więc to prawda. Plaża istnieje! Ze sto kroków od nas, na brzegu jeziora ostatnia para, tacy już mocno starsi. „Hellou!” słyszymy i pomachali do nas. Wiekowa dama w słomianym kapeluszu, z używanym, acz nadal pokaźnym cycem i z wyliniałą cipą (jak to chwilę później określiliśmy) oraz… gustownym, niezbyt rzucającym się w oczy kółkiem na łechtaczce. Pan o wyglądzie mocno piwnym, z brzuchem prawie do wielkich jajec. Nawet przy zmierzchu było widać, że chyba tu „mieszkają”. Mieli pomarszczoną, brązową skórę. Dziewczyny się rozglądają, my na bezczela się rozkładamy.

    Para nadłożyła drogi, żeby przejść koło nas. „A dzień dobry” i takie tam. Gadka. Mówią z niemieckim akcentem. Czemu tak późno i czy pierwszy raz? Chyba jesteście ostatni. Dobrze trafiliście, bo jeszcze będzie pół godziny słońca. I rzeczywiście, tarcza właśnie zaczyna wychodzić z cienia drzew nad taflę jeziora.

    „No to do widzenia. Może spotkamy się jutro, auf Wiedersehen” (pan puszcza do chłopaków oko). Znaleźliśmy grajdół niedaleko wody, otoczony górkami piachu, a więc miejsce bardzo strategiczne.

    Na wydmach zapadła cisza. Ale teraz to już kompletna.

    Zbyszek pierwszy wyskakuje z gaci i idzie na górę. Po dziewczynkach przeszła fala szeptów. Już góry krzyknął cicho „Pusto”. Ania klei się do mnie właściwie już od wczoraj, więc dałem jej do potrzymania moje ciuchy podczas rozbierania, żeby zająć czymś jej młodą główkę. Stanąłem przed nią w końcu nago jak grecki bóg i się jeszcze perfidnie przeciągnąłem. Ania stoi z moimi ciuchami, ale wygląda, jakby połknęła kij. Poleciałem zaraz na sąsiednie wzniesienie, spojrzałem we wszystkie strony jak aktor, żeby dobrze widziały, że się rozglądam i zawtórowałem Zbyszkowi: „Spox. Pojechali”.

    Naśladuję Zbyszka i staję bokiem do dziewczyn, ale tak, żeby sobie dobrze obejrzały, a wacek, nie powiem, nawet trochę drgnął. Dziewczynki mają teraz oczy jak talarki, a tymczasem Hanka staje przed nimi z biustonoszem owiniętym wokół pasa i strąca sobie, jak gdyby nigdy nic, jakieś niewidoczne ziarenka piasku z gołych cycków. Poświęca temu baaardzo dużo uwagi, jednocześnie coś tam paplając do reszty ich gromadki. W końcu rozebrała się do naga, wzięła koc i… zaczęła szukać miejsca akurat pośród reszty chłopaków. Panowie błyskawicznie podejmują działanie, teraz z tej strony wszyscy nago, a od dziewczyn jedna odważnie stanęła na środku grajdoła topless, ale… dla bezpieczeństwa trzyma stanik w ręku i uważnie przygląda się, nie wiem, krzakom albo trawie. Doceniam jej akt heroizmu.

    Chłopaki zaczynają szybko zagadywać do dziewczyn, póki te są jeszcze w szoku: „Masz wodę?”, „Daj, położę ci torbę”, „Czekaj, pomogę ci rozpiąć” i w końcu wszystkie zdjęły górę. Tylko połowa została w majtkach, więc jest sukces.

    Trzeci poleciał na górki i wraca „Jest luz, nikogo nie ma, pusto jak w dupie”.

    Dlaczego jak w dupie?

    Leżymy, właściwie siedzimy, tak mniej więcej naprzeciw siebie (nie licząc Hanki). I sobie wzajemnie oglądamy. Nie wiedzieć czemu dziewczyny są zawsze zboczone wtedy, gdy najmniej pasuje. My zasadniczo przelecieliśmy laski wzrokiem, upewniliśmy się, że z trudem, ale spełniamy standard nagiej plaży i spox. Fajnie było je oglądać teraz prawie wszystkie nago, ale żeby zaraz to było jakieś nie wiadomo jakie wydarzenie… no, powiedzmy – przyjemny widok. Przecież już dawno wszystkie zostały przez nas wielokrotnie porozbierane wzrokiem. Zasadniczo teraz tylko wymienialiśmy spojrzenia, potwierdzające nasze wcześniejsze obserwacje. Za to nasze kozy…, trochę się pokręciły, pozmieniały pozycje, pooglądały z uwagą okolice przyrody i po pięciu minutach siedzą z powrotem w kupie na jednym kocu.

    Tyłem do nas, ale co chwila się odwracają. I co robią? Ga-da-ją.

    One już tak mają.

    W końcu jeden się poświęcił i krzyknął: „Ej, dziewczyny, dajcie też popatrzeć”.

    „A co, wstydzisz się?” – odparowały. (Nie wiem, gdzie tu logika).

    Ale posłusznie odwracają się w naszą stronę. Czwarta zdejmuje majtki, oczywiście ze słowami: „A co, taki ciekawy jesteś?”. Chyba broniła w ten sposób honoru.

    Dobrze, że jednak mamy już mniej więcej po te osiemnaście lat. Zapewne jeszcze dwa lata wcześniej poleciałyby jakieś frajerskie teksty z naszej strony. A tak, trzymamy fason i bierzemy je na przetrzymanie. Spokornieją, same zdejmą. Wywiązuje się dyskusja o czym? No chyba nie wackach i waginach. Młodzież, gdy na prawdę trzeba, sięga do resztek swojej inteligencji, więc wywiązuje się żywiołowa dyskusja na temat… fryzur i golenia, tudzież metod i higieny. Nie bez znaczenia są też uwagi na temat różnic kolorów owłosienia na dole i górze, szczególnie u dziewczyn, i to nie tylko w kontekście farbowania łba. Ponadto prawie każda miała przynajmniej trochę z boków podgoloną cipę, wiadomo – kostiumy.

    Furorę robi jednak Hanka, mająca najbardziej wydepilowane bikini. Do tej pory siedziała wśród nas, teraz wstała, stanęła do nas przodem i mimo wysportowanej figury, wciągnęła jeszcze trochę brzuch, ukazując wszystko dokładnie i… z bliska. A cipę miała perfekcyjnie wygoloną…

    Pisk panienek był skutkiem tego, że każdemu z nas dygnął. Hanka, jakby tego nie zauważyła, stała jeszcze chwilę przodem do nas i coś nam pokazywała i tłumaczyła. Głównie chodziło o rzeczywiście nieźle wypielęgnowaną i pokaźną rudą „grzywkę”.

    Chuj z tą grzywką, w tej chwili każdy z nas może prawie zajrzeć do jej wnętrza. Wacki rosną. Emocje rosną. I dziewczyny, i chłopaki komentują jednak z zapałem grzywkę, która stała się chwilowo głównym obiektem uwagi. No nie ma jak gadanina w takiej sytuacji, bo co innego można robić? Przecież nie będziemy komentować jej warg sromowych. Wszyscy myślimy o czym innym, ale oficjalnie jest „grzywka”.

    „A pokaż. O, weź, tak zobacz” – nagle z wielkim zainteresowaniem zaczęliśmy porównywać jej rudy odcień z czerwienią zachodzącego słońca. Jeden z naszych nawet przytrzymał jej brzuch, żeby lepiej ustawić do światła. No fakt „Teraz się fajnie mieni w słońcu”.

    Nasze towarzystwo teraz się już zupełnie wymieszało, coraz to któreś pochylało się nad jej piczą, łapać odpowiedni kąt do słońca i zrobił się mały „sztuczny tłok”, bo nasze kozy wpadły właśnie na genialny pomysł – ocierać się o stojące fiutki i przypadkowo się na nie bokiem nadziewać tylko po to, żeby zaraz z piskiem odskakiwać. Cóż to za przednia zabawa! (Wiadomo, w grupie są odważne).

    Narobiły takiego pisku, że zaczęliśmy się poważnie rozglądać po górkach. Hanka, najbardziej przytomna, złapała jednego z naszych i żeby zapanować nad sytuacją, wzięła go do siebie i pokazuje, że też ma rude owłosienie. Ale zrobiła to tak (nie)umiejętnie, że mu na chwilę przytrzymała wacka. No powiedzmy – odgięła, żeby było lepiej widać. Ale chwyt był profesjonalny, całą dłonią dokładnie dookoła narządu.

    „O…” – dziewczynki zmieniły intonację głosu. „A to tak można?”. „Nie brzydzisz się?”.

    Jasne, uważajcie, bo uwierzymy. Może jedna czy dwie nie miały jeszcze wacka w ręku. Ale jak chcą, niech gadają. Wedle naszej oceny, jeszcze z początku turnusu, ustaliliśmy na odległość, że połowa powinna się już regularnie walić z facetami.

    „No co wy, tak to można normalnie” – mówi Hanka i parę razy mu odruchowo powaliła.

    No dobra, za dużo szczegółów. Ogólnie akcja jest taka: na zmianę piski, westchnienia i okrzyki zdumienia. Hanka pokazuje, że można złapać i tak, i tak, i że to nic takiego, i daje im na zmianę wypróbować. Najpierw dotykały nieśmiało palcem, ale po tym, jak Hanka pokazała jeszcze, jak się najlepiej ustawić, kucnąć czy pochylić i jakie ruchy są wtedy najlepsze, to tak się nawzajem nakręciły, że teraz na zmianę walą mu już regularnie.

    Wytrysk, jak wiadomo, przychodzi niespodziewanie. Szczególnie w takim hałasie.

    My już od paru minut stoimy na górkach, pilnując, żeby się jakiś zabłąkany kutas z komórką nie napatoczył. I mamy następujący widok: Ta leci cała sztywna, jak sparaliżowana, ręce na boki, tylko nogami ledwo przebiera i coś krzyczy, druga albo ją ciągnie, albo uwiesiła się na jej ręce, nie wiem, w każdym razie ją trzyma, ale też tak bardziej na odległość, chyba ją prowadzi, i też coś krzyczy, a drugą ręką zawzięcie macha, jakby się do niej coś przykleiło, trzecia, moja Ania, przyłożyła tej pierwszej chusteczkę higieniczną do policzka i przytrzymuje, żeby sperma dalej nie spływała, i też krzyczy, a raczej piszczy. Do jeziora z pięćdziesiąt kroków.

    To trzeba było widzieć!

    Pozostała trójka skacze w miejscu (no, może Hanka trochę mniej) i też wydają dźwięki.

    Wracają. Umyły ręce, ale nadal trzymają je z dala od ciała. I co chwila któraś sobie je wącha (ale też na odległość).

    A co z naszym kumplem? Gdy już wróciły (słońce dotyka tarczą wody), Hanka podeszła do niego wolnym krokiem, klęknęła przed zaczynającym mu zwisać wackiem… i starannie go oczyściła ustami.

    Słychać motorówkę na drugim końcu jeziora…

    Do ośrodka wróciliśmy dwiema grupami. Idą za nami ze dwadzieścia kroków. Do moich uszu doleciało tylko: „Nie drapie cię w gardle?”. Skubane zauważyły, że Hanka nic nie pluła.

    Kupiliśmy piwo. Dziewczyny zajęły werandę domku u koleżanki, której rodzice akurat gdzieś wyszli. Po szoku nie ma śladu. Są rozbawione i cholera, tego nigdy nie zrozumiem – wszystkie z czegoś dumne. Przecież ostatecznie obciągnęła tylko jedna? I to już po finale.

    Dla nas miejsca na werandzie zabrakło. Panny porozwalały się na leżakach i wszystkie…, zamiast normalnie pić, zaczęły sobie wkładać szyjki butelek do buzi. I się patrzą na nas. No co za przednia zabawa!

    „Anka…! Naaa…tychmiast do domu!” – wiadomo kto.

    Tylko dlaczego krzyczał do mnie?

    Piwo dopiliśmy na przystani.

    Następnego dnia, a był to już piątek, poszliśmy jeszcze raz, grzecznie, na nagą plażę. Okazało się, że bywa tam całkiem sporo ludzi, ale raczej nie od nas. Spędziliśmy pół dnia. Nic szczególnego się nie działo, może poza tym, że mamy już wyraźne pary. Czasami ktoś znikał w zaroślach, albo za długo siedzieli w jeziorze po szyję w wodzie. Hanka gadała z Niemcami chyba z godzinę, okazało się, że to starzy znajomi, potem dołączył Zbyszek i poszli na spacer… Tak cicho, jak u naturystów, to chyba nigdzie nie ma. Nie wiedziałem, że te samoloty na niebie to jednak słychać.

    Moja Ania w końcu też się rozebrała do rosołu, jako ostatnia, ale cały czas klęczała za mną, wciskając mi się w plecy. Tak że sobie raczej nie poleżałem. Za to miałem obśliniony kark, bo paplać nie przestawała, a jak rechotała, to wbijała mi zęby w skórę. Moją. No i te cycuszki jeżdżące mi po plecach… Poezja.

    Popołudnie to dla wielu był już czas pakowania.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Magda – kuzynka zony

    Opisywana historia zdarzyła się wiosną przed trzema laty. Wraz z żoną mieszkamy w niewielkiej miejscowości na północy Polski, aktualnie jeszcze z teściami. W tym miasteczku mieszka spora część rodziny żony, praktycznie z każdym mamy bardzo dobry kontakt, jesteśmy z natury ludźmi pozytywnymi i otwartymi. Pewnego poranka, siedząc przy kawie, usłyszeliśmy stukanie do drzwi – okazało się, że to teściowa.

    – Cześć, nie przeszkadzam?
    – Hej, oczywiście, że nie, zapraszamy. – odpowiedziała moja żona. Średnio mi się ten pomysł spodobał bo nie byłem jeszcze kompletnie ubrany ale cóż, słowo się rzekło. Poza tym teściowa wyglądała na bardzo przejętą.
    – Nie uwierzycie co się stało… Dzwoniła ciocia Teresa, że Magda i Kamil mają ogromny kryzys i nie wiadomo czy się nie rozejdą.
    – Cooo…?! Ale jak to? Co się stało?
    – Niestety niewiele więcej wiem, jak tylko się czegoś dowiem to dam Wam znać.

    Magda i Kamil… Małżeństwo od 6 lat, dwójka cudownych dzieci, córeczka i chłopczyk. Znali się od niepamiętnych czasów, wyglądali na całkiem szczęśliwe małżeństwo. Ona 33 letnia, piękna kobieta. Długie ciemne włosy, wydatny biust, przyjemna buzia. On 34 letni dobrze zbudowany facet pracujący jako księgowy. Wiodło im się nieźle dlatego tak nas zaskoczył powód kryzysu. Okazało się, ze Kamil zdradził Magdę z koleżanką z pracy. Sprawa nie trwała długo, kłótnie, rozwód, płacz dzieci – finalnie każdy poszedł w swoją stronę. Mijały miesiące od tego wydarzenia gdy nagle otrzymałem od Magdy telefon:

    – Halo?
    – Cześć Tomek. Słuchaj, mam problem z Internetem, od wczoraj nie da się połączyć z siecią. Dałbyś radę wpaść dzisiaj i zerknąć na to? – zapytała słodkim głosem Magda. Nie do końca mi się to podobało, byłem umówiony z chłopakami na halę żeby pograć w piłkę. Mimo to zgodziłem się, rodzinie się nie odmawia.
    – Hmmm… Jasne, wpadnę po pracy. A co dokładnie się dzieje?
    – Nie wiem Tomek, wiesz że w komputery to ja jestem słaba… – Oj tak. Kompletnie nie znała się na technologiach, co w sumie dodawało jej nieco uroku.

    Po pracy przyszedł czas aby wywiązać się z obietnicy pomocy. Nieco niechętnie zacząłem się zbierać ale żona dodatkowo mnie motywowała:

    – Słuchaj, ona przechodzi teraz ciężki okres, nie ma jej kto pomóc, do tej pory Kamil ogarniał takie sprawy. Rodzice też się nie znają na komputerach. – Ach, no tak. Rodzice Magdy. Mieszkali działkę obok, całkiem mili i sympatyczni ludzie. Finalnie wyszedłem z domu i przejechałem autem na drugi koniec miasta. Wiedząc, że prowadzą prace remontowe i na podwórku nie ma gdzie zaparkować zostawiłem auto niecały kilometr wcześniej i ostatni odcinek trasy przeszedłem na nogach.

    Gdy dotarłem we wskazane miejsce odetchnąłem głęboko i zadzwoniłem do drzwi. Było nadzwyczaj cicho, przez chwilę myślałem, że nikogo nie ma w domu ale nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich Magda. Jak zawsze obłędna, choć ostatnimi czasy nieco przygasła, rzadziej się uśmiechała.

    – Cześć Tomek! Super, ze jesteś. WiFi nadal nie działa a pakiet komórkowy powoli się kończy… Mam nadzieję, że uda Ci się naprawić problem.
    – Cześć. Pewnie, zaraz sprawdzimy co się dzieje. Co tu tak cicho? Dzieciaków nie ma? Wujek przyniósł po czekoladce.
    – Nie, nie ma. Michaś ma zajęcia pozalekcyjne a Tosia została u mojej mamy. Nie chciałam, zeby przeszkadzała Ci jak będziesz pracował.
    – No coś Ty, żadne przeszkadzanie, wiesz że je uwielbiam.

    Rozmowa kurtuazyjna trwała jeszcze chwilę. Zanim zabrałem się do roboty przyjrzałem się dokładnie Magdzie i przyznam, że zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Obcisłe, jeansowe spodnie, lekka biała bluzeczka z dużym dekoltem, podkreślone oczy i pomalowane pięknie na czerwono usta. Zacząłem się zastanawiać czy tak chodzi ubrana do pracy czy to specjalnie dla … Nie, przecież nie mogła się tak ubrać dla mnie. Odrzuciłem natychmiast tę myśl.

    – Rzeczywiście, nie ma Internetu. Gdzie masz położony router?
    – Na szafce na piętrze, w korytarzu, trafisz? Zrobić Ci coś do picia?
    – Pewnie, że trafię. Hmmm wiesz co, może herbaty.

    Poszedłem na górę i od razu zlokalizowałem router. Okazało się, że prosty restart routera naprawił wszystkie problemy. Całość nie zajęła dłużej niż 5 minut. Zszedłem na dół, herbata już stała na stole a Magda krzątała się w kuchni przygotowując jakieś ciastka.

    – Problem rozwiązany, Internet powinien śmigać jak nigdy! – zaśmiałem się.
    – Niemożliwe… Tomek, jesteś cudotwórcą! Siadaj, napij się herbaty, już niosę ciastka.

    Rozmowa upływała nam na opowieściach o pracy, dzieciach, lekkim przekomarzaniu się oraz żartach. W pewnym momencie Magda powiedziała coś, co kompletnie wybiło mnie z rytmu rozmowy:

    – Wiesz Tomek. Odkąd Kamil mnie zostawił jestem bardzo samotna. Z wieloma rzeczami nie umiem sobie poradzić, z wieloma rzeczami, w których potrzebny jest mężczyzna.

    Zdębiałem. Odbąknąłem tylko, że tak, że sprawy przy domu wymagają męskiej ręki i jak coś to służę pomocą. Magda nagle przerwała i poszła do łazienki. Po powrocie podeszła do mnie od tyłu i delikatnie przejechała dłońmi po mojej klatce szepcząc mi do ucha:

    – Tego mi brakuje Tomek… Chciałabym Ci się jakoś odwdzięczyć za naprawę internetu…
    – Magda… Nie możemy… Przecież wiesz. Kinga mnie zabije jak się dowie…
    – O niczym się nie dowie, przyjmijmy, że po prostu odpłacam Ci za dzisiejszą pomoc.

    Nie zdążyłem nic powiedzieć. Wskoczyła na moje kolana i wepchnęła język do ust. Głęboko, bardzo głęboko. Poczułem jak jest rozpalona, ciepło biło od jej aksamitnej skóry. Zaczęła wodzić swoimi rękoma po mojej klatce, szyi, głowie. W końcu oderwała się od moich ust i powiedziała:

    – Chodźmy na górę. Tutaj nie jest do końca bezpiecznie.

    Zeszła z moich kolan i pociągnęła mnie za sobą za rękę. Szliśmy w stronę schodów a ja nie mogłem się napatrzeć na jej kształtne uda i tyłek. Na półpiętrze odwróciła się do mnie i znów zbliżyła się ustami. W tym momencie już nie oponowałem, zacząłem ją lizać najbardziej namiętnie jak potrafiłem. W pewnym momencie oderwała się ode mnie i po prostu uklęknęła. Rozpięła mi pasek w mginieniu oka i ściągnęła spodnie aż do kolan. Mój przyjaciel już był pobudzony, a gdy Magda złapała go w dłoń zaczął twardnieć w oczach.

    – Łał… Ale masz sprzęt. Kinga to szczęściara. Pieprzycie się codziennie co? Nie odpowiadaj. Niestety Kamil nie miał tak dużego penisa… – Nie czekając aż dokończy złapałem ją za głowę i naparłem na penisa. Wbiłem się jej w usta z dużą siłą, z początku lekko się zadławiła. Nie miałem oporów, nie miałem hamulców, pragnąłem tylko aby ssała mi kutasa najlepiej jak potrafiła. A potrafiła bardzo dobrze… Przez kilka minut ssała, pieściła, lizała jądra, brała głęboko do gardła, śliniła – czułem się jak na jakimś planie filmu porno. W pewnym momencie czułem, że jestem bardzo blisko więc złapałem ją za twarz i szepnąłem:

    – Chodźmy do sypialni, zrobię z Tobą co zechcesz.

    Gdy weszliśmy do sypialni zdarłem z niej ubranie, stanik rozpinałem prawie na siłę. Czym prędzej chciałem zobaczyć te piękne dwie piersi. Nie zawiodłem się – gdy stanik ustąpił moim oczom ukazały się dwie jędrne kule, z niewielkimi, ciemnymi sutkami. Złapałem je w dłonie i zacząłem mocno ściskać i ssać, nie wierząc do końca w to co się właśnie dzieje. W pewnym momencie ściągnęła spodnie i koronkowe, czarne majteczki. Na widok ogolonej, dojrzałej cipki prawie eksplodowałem. Złapałem ją za ramiona i obróciłem, następnie rzuciłem na łóżko.

    – Wypnij się, przelecę Cię tak, jak jeszcze nikt Cię nie brał.
    – Tomek… Jestem już wilgotna ale czy mógłbyś wcześniej trochę…
    – Tak?
    – No wiesz… Języczkiem.
    – Co tylko rozkażesz – obróciła się na łóżku i rozchyliła niepewnie nogi. Wyglądała na nieco speszoną ale nie przejmowałem się tym, zanurzyłem się momentalnie twarzą w jej już bardzo wilgotną cipkę i zacząłem świdrować językiem jak wariat. Smakowała cudownie, co chwilę przełykałem ślinę wymieszaną z jej sokami, nie miała dość, jęczała o więcej.

    – O Boże… oooo Boże ale to jest przyjemne… – zajęczała.
    Przerwałem na moment przyjemności i zdziwiony zapytałem:
    – Magda – o co chodzi z minetką?
    – Wiesz… Kamil nigdy mi tego nie… nie robił. Nie chciał, nie lubił. Wymagał ode mnie robienia loda, nie mam z tym problemu. Ale on nigdy nie chciał mnie pieścić językiem.
    – No to teraz to nadrobimy. – wróciłem do jej myszki i oblizywałem zachłannie. “Ale z niego idiota był… Ona smakuje cudownie. ” – takie myśli kłębiły mi się w głowie na temat Kamila. Nigdy nie mogłem uwierzyć w historie o facetach, którzy nie lubią kobiety pieścić oralnie ale jak widać tacy rzeczywiście istnieją. Kontynuowałem pieszczoty a ona coraz mocniej zaciskała mi głowę między udami, najwyraźniej była w siódmym niebie. W pewnym momencie odsunęła się lekko i powiedziała:
    – Teraz mnie weź od tyłu jak najgorszą kurwę. – byłem w szoku. Nigdy nie słyszałem z ust Magdy jakichś wulgaryzmów, a na moich oczach zmieniała się w niewyżytą szmatę. Nie zastanawiając się zbyt długo podniosłem się na kolana, ona zrobiła to samo i wypięła swój cudowny tyłek w moją stronę. Widok przyprawił mnie o zawroty głowy. Idealnie wygolona, różowa cipka wręcz prosiła mnie abym się w nią wbił. Nieco powyżej zobaczyłem śliczną, brązową dziurkę, również cudownie gładką, idealna gwiazdka. “Hmmm… czyli jesteś niewyżyta oralnie. Dobrze.” – pomyślałem i ponownie wbiłem się językiem w jej cipkę. W pewnym momencie przesuwałem język coraz wyżej, w stronę jej kakaowego oczka. Zacisnęła pośladki i zaprotestowała:

    – Tomku… Nie. Tylko cipka.

    Uszanowałem jej decyzję. Zbliżyłem się moim kutasem do jej mocno nawilżonej już cipki, rozchyliłem różowiutkie wargi i wbiłem się z całą mocą. Jęknęła przeciągle i wyszeptała:

    – Ależ mi tego brakowało… Rżnij mnie, rżnij proszę.

    Zacząłem ją pieprzyć bez opamiętania. Jej cudownie falujące przy każdym pchnięciu pośladki działały na mnie pobudzająco, czułem się jak w niebie. Magda jęczała i dyszała ciężko ale widać było, że jest przeszczęśliwa. W pewnym momencie wyślizgnąłem się z niej i powiedziałem:

    – Wskakuj na mnie.

    Nie musiałem mówić więcej, Magda najpierw zachłannie złapała penisa w usta, przeciągnęła po nim wargami w dół i w górę kilka razy a następnie nabiła się na mnie. Podczas gdy skakała i jęczała przed twarzą miałem jej jędrne cycuszki, które podskakiwały razem z nią. Czułem że jeszcze chwila i wystrzelę gdy nagle usłyszeliśmy z dołu:

    – Magda?! Magda, jesteś w domu?!

    O kurwa. Jej ojciec, wujek mojej żony. Spanikowana zeskoczyła czym prędzej i zaczęła się ubierać.

    – Jestem tato, jestem na górze. Poczekaj, ubieram się.

    Ciągle w szoku nie wiedziałem co zrobić. “Nie zamknęła drzwi?” – zastanawiałem się. Ubrałem szybko bokserki i spodnie i schowałem się za drzwi. Magda w mgnieniu oka była gotowa i wyszła z pokoju. Słyszałem rozmowę na dole, nie trwała długo, po czym Magda wróciła do pokoju.

    – Już dobrze, juz poszedł. Przepraszam, nie zamknęłam drzwi ale nie mam takiego zwyczaju w ciągu dnia. Ale mam nadzieję, że to nie odebrało Ci ochoty?
    – Boże, Magda… Wiesz co by było jakby nas przyłapał? Koniec mój i Twój.
    – Wiem ale już dobrze. Proszę, zapomnijmy o tym i wróćmy do przyjemności. – mówiąc to uśmiechnęła się cudownie i ponownie uklęknęła przede mną, ściągając mi spodnie. Wzięła penisa do ust, namiętnie ssała przez kilka minut, choć już po chwili był ponownie twardy. Wstała, zrzuciła na prędce ciuchy, podeszła do szafki nocnej i usiadła na niej.
    – Zerżnij mnie na tej szafce. Proszę.

    Nie musiała prosić. Podszedłem i wpakowałem w nią penisa. Zacząłem delikatnie poruszać się w przód i w tył. Coraz szybciej, coraz mocniej. Magda zaczynała jęczeć coraz głośniej, w końcu krzyknęła mocno i zacisnęła uda, wiedziałem że właśnie przeżyła spełnienie. To dodało mi dodatkowego “kopa” i poczułem zbliżający się orgazm. Zdążyłem tylko wyjęczeć:

    – Dochodzę Magda…

    Chciałem wyciągnąć penisa ale objęła mnie nogami za pośladki i przyciągnęła do siebie mówiąc:

    – Proszę, dojdź we mnie.

    Nie myśląc o konsekwencjach zrobiłem to o co prosiła. Po wszystkim wyciągnąłem z niej penisa, zrobiłem krok w tył i opadłem na łóżko. Zaczęło do mnie docierać co się właśnie stało. Kiedy łapałem kaca moralnego, Magda jakby nigdy nic ponownie wpakowała penisa do ust i oblizała go:

    – Wiem, że po dzisiaj zaczniesz mnie uważać za puszczalską dziwkę ale lubię smak spermy. Trochę szkoda, że nie skończyłeś mi w ustach ale i tak było mi bardzo dobrze. Jesteś cudowny.
    – Magda, apropos orgazmu… Zabezpieczasz się, prawda?
    – Nie… Ale spokojnie. Mam niepłodne dni.

    Wiadomość mnie przeraziła. Pogadaliśmy jeszcze o tym co się stało, ubrałem się i zacząłem się szykować do wyjścia. Na odchodne Magda zapewniła mnie, że niczego nie żałuje i było to jedno z najcudowniejszych uniesień w jej życiu.

    Po całym zajściu żyłem w strachu aż pewnego dnia, gdy otrzymałem SMS od Magdy: “Wszystko okej, negatywny. Zapraszam częściej ;* “. Jak miało się okazać niebawem, nie był to nasz jednorazowy wyskok…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tobiasz

    Perwersyjny facet