Blog

  • Egzekucja Niewolnic

    Siedząc na podwyższeniu przy zachodniej ścianie wewnętrznego dziedzińca domu niewolnic, patrzyłem karcącym wzrokiem na swoje zabawki. Blisko trzydzieścioro młodych kobiet i dziewcząt różnych ras, kultur i religii. Łączyło je jedno. Wszystkie były moją własnością, a ich jedynym zadaniem było zaspokajanie moich wyrafinowanych potrzeb.

    Zazwyczaj przymykałem oczy na drobne, wewnętrzne intrygi, jednak morderstwo wymagało przykładnej kary. Gdyby coś podobnego stało się w moim haremie, sprawę załatwiłbym dyskretnie. Winowajczynie udusiłby jedwabnym sznurem zaufany eunuch a pozostałe żony i nałożnice wyciągnęłyby z tego stosowną lekcję. W przypadku zwykłych seksualnych niewolnic kara miała być spektakularna. Nie dość, że doszło do morderstwa, konspiracji to jeszcze pozbawiono mnie sporej przyjemności rozdziewiczenia młodziutkiej Namibijki. Mogłem wiele wybaczyć, ale nie mogłem pozwolić sobie na okazywanie słabości, szczególnie gdy dotyczyło to mojej faworyty.

    Na kaźń czekały cztery dziewczyny. Jedna za okazałą skruchę dostąpiła mojej łaski. Odświętnie ubrana siedziała na poduszce u moich stóp. Na podwyższeniu, przywiązana do przypominającego literę ‘X’ krzyża stała była faworyta. Naga, cudownie piękna. Patrzyła na mnie, licząc na łaskę, gdy pomocnik kata wsunął między jej rozchylone uda dużą miedzianą misę. Trzęsła się, gdy mistrz Bagoas zbliżył się do niej. Skinąłem głową, na znak by zaczynał. Rozciął ją od mostka do wzgórka jednym płynnym ruchem. Gardłowemu wyciu towarzyszył plusk wypadających do misy jelit. Patroszył ją pewnymi ruchami noża, a dwaj pomocnicy sprawnie podwiązywali i przypalali naczynia. Była przytomna, gdy Bagoas skończył ją oprawiać. Poza płucami, sercem i macicą nie pozostawił w niej żadnego organu. Półprzytomna wyła monotonnie, gdy pomocnicy kata wyciągnęli z klatki kolejną dziewczynę.

    Drobną blondyneczkę rzucono brzuchem na stół. Przytrzymywana za nogi i dłonie została unieruchomiona przez pomocników kata. Bagoas, nabrawszy w dłoń końskiego sadła, wcisnął je między jej pośladki. Nie bawiąc się w subtelności, rozciągnął palcami odbyt. Wyła, gdy wsunął w nią dłoń po nadgarstek. Zadowolony rzucił coś do pomocników. Drobne dziewczę zostało sprawnie związane. Wyła ze strachu, patrząc, jak kat wsuwa w otwór w posadzce półtorametrowy, stalowy pal. Lśniący, gruby jak jej przedramię. Obła końcówka miała za zadanie rozsuwać wnętrzności, nie uszkadzając ich, gdy pod własnym ciężarem będzie się na niego nabijać. Sprawnie podniesiona przez pomocników została osadzona na palu. Bagoas starannie kierował jej ciałem, by pal, nie uszkadzając niczego poza odbytnicą, wsunął się w nią na czterdzieści centymetrów. Krzyczała przez cały czas. Na znak Bagoasa jeden z pomocników rozciął więzy na stopach. Dziko wierzgając z bólu, powodowała, że pal centymetr za centymetrem pogrążał się w jej ciele. Osłabła, gdy zagłębił się na metr w jej ciele. Wciąż krzyczała, gdy wyciągnięto z klatki ostatnią penitentkę.

    Z żalem patrzyłem na piękną Persyjkę. Pełne krzywizn ciało Firuzeh, obfite piersi i ciasny odbyt sprawiły mi nie raz wiele rozkoszy. Cóż, nie miało to teraz znaczenia. Zwłaszcza że publicznie wykrzyczał podczas procesu, że wolałaby dać się zerżnąć koniowi niż żałować swoich czynów. Postanowiłem spełnić jej życzenie. Przywiązana do drewnianego kozła głośno krzyczała, gdy Bagoas z pomocnikiem brutalnie rozciągali jej odbyt. Kolejnych czterech z trudem trzymało na uwięzi Ifrita. Ten zdobyczny, potężny ogier bojowy był moim utrapieniem. Krnąbrny, nieposłuszny, gwałtowny i złośliwy. Trzymałem go tylko na rozpłód. Pobudzony przez dwie wystraszone niewolnice miał potężną erekcję. Pal, na którym wciąż podrygiwała jedna z niewolnic, miał mniejszą średnicę niż jego kutas. Naprowadzony nad Firuzeh wbił się w nią brutalnie. Metrowy kutas o średnicy męskiego ramienia musiał rozerwać jej wnętrzności. Bulgotliwemu wyciu kobiety towarzyszyły konwulsje. Ifrit kopulował z nią potężnymi pchnięciami aż do wytrysku. Gdy wysunął członek, z Firuzeh wypłynęła rzeka zmieszanego z krwią nasienia. Przez rozerwany zwieracz wypadł odbyt. Dwoje pomocników kata ustawiło za Firuzeh drewniany kołowrót. Bagoas sprawnym ruchem noża wyciął jej odbyt. Szarpiąc, wyciągnął jelito, po czym przybił gwoździem do kołowrotu. Obracając korbą, nawijał jej wnętrzności na walec. Towarzyszyło temu przeraźliwe, gardłowe wycie torturowanej. Na dany znak przecięto jej więzy i przypalono pośladki. Zerwała się do biegu, wyrywając z siebie jelita. Kilka obserwujących jej przedśmiertny bieg dziewcząt zemdlało. Docucone przez eunuchów patrzyły, jak kona ze stopami zaplątanymi we własne jelita.

    Czas było kończyć ten spektakl. Skinąłem na kata. Ukłoniwszy się, podszedł do wypatroszonej niewolnicy. Cęgami zgniótł jej jajniki, po czym wyrwał macicę. Konając z upływu krwi, wyła coraz ciszej. By przyspieszyć śmierć nabitej na pal, dwoje pomocników kata uwiesiło się na jej stopach. Bagoas umiejętnie przytrzymał jej ciało tak, by pal wyszedł przez usta. Konwulsyjnie podrygując, udusiła się własną krwią. Wskazałem siedzącej u mych stóp czwartej skazanej poduchę, którą na środku dziedzińca ułożył kat. Zanim uklękła na niej, podziękowała za łaskę szybkiej śmierci. Patrzyła mi w oczy, gdy Bagoas ściął ją mieczem.

    Przerażone dziewczęta pod eskortą wróciły do swoich pokoi. Służba i pomocnicy kata sprzątali dziedziniec. Za murami domu niewolnic żołnierze eskorty zabawiali się z kilkoma służkami straconych dziewcząt. Gdy byłem gotowy do powrotu, kapitan gwardii wydał rozkaz. Żołnierze sprawnie tworzyli kolumnę. Dostrzegłem, jak ostatni w kolejce po wdzięki czarnoskórych niewolnic podnoszą się spomiędzy ich ud. Popędzający żołnierzy zastępca dowódcy, wypełniając mój rozkaz, oszczędnymi sztychami miecza przebijał skazane za winy swoich pań dziewczęta.

    Pozwoliłem, by pogłoski o kaźni dotarły do mojego haremu. Nawet najbardziej kapryśne do tej pory żony nagle na wyścigi starały się zadowolić moje najwymyślniejsze zachcianki. Gdy po dwóch tygodniach wróciłem do domu niewolnic, nowo mianowana faworyta zadbała, bym na długo zapamiętał jak oddane, sprawne i wymyślne w dawaniu rozkoszy potrafią być moje niewolnice.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A

  • Pijana Siostra

    Jakiś czas temu, pod nieobecność ojca i macochy, moja starsza, siedemnastoletnia, przyrodnia siora zrobiła niezłą imprezę. Byłem wściekły, bo zamiast bawić się, siedziałem w pokoju. Karolina postawiła mi proste ultimatum. Miałem zniknąć u siebie na cały wieczór i trzymać język za zębami albo ona powie swojej mamie, że przyłapała mnie na masturbowaniu się jej bielizną. Nie miałem wyboru.

    Było dobrze po północy, gdy nieźle podpita siora zarządzała, bym pomógł jej sprzątać chlew, jaki zostawili goście. Jedynym plusem było to, że wyhaczyłem sześciopak piwa i napoczętą butelkę wódki. Siora ledwie trzymając się na nogach popijała ze szklanki smakowego Reddsa. Wpadłem na pewien pomysł. Gdy odwróciła się na chwilę, dolałem jej wódki. Wypiła, nie zauważając różnicy. Nie odmówiła, gdy zaproponowałem, że zrobię jej drinka. Wypiła szklankę wódki z sokiem i szampanem. Smakowało jej. Padła dopijając drugą. Była nieprzytomna. Zadowolony zabrałem się za robotę.

    Nie cackałem się. Sprawnie rozpiąłem jej bluzkę, po czym ściągnąłem rajstopy i majtki. Miała świetne cycki i wygoloną cipę. Naprawdę niezła dupa. Przyniosłem jej komórkę. Bez trudu odbezpieczyłem telefon, używając odcisku jej palca. Zdjęcia miały być prima sort. Pstrykałem tak, by wyglądało, że dobrze się bawi, robiąc selfie. Gdy obfotografowałem ją dokładnie, przyszedł czas na scenki rodzajowe. Namęczyłem się, nosząc ją po domu, ale efekt był lepszy, niż oczekiwałem. Przeglądając zdjęcia z jej i mojego telefonu, nie mogłem się zdecydować, czy bardziej podoba mi się scenka, gdy wypięta na kanapie ‘wkłada sobie’ banana w dupę, czy ta, gdy siedząc w rozkroku na kuchennym blacie ma w cipie szyjkę butelki po piwie. Wszystkie wyglądały tak, jakby sama zabawiała się w ten sposób.

    Zadowolony, zaniosłem siorę do jej pokoju. Ułożona na brzegu łóżka miała rozłożone uda. Patrząc na jej rozchyloną cipę, walczyłem ze sobą. Byłem jeszcze prawiczkiem i miałem straszną chęć rżnąć ją, a z drugiej strony bałem się wpadki. Po chwili namysłu skoczyłem do sypialni rodziców po gumki. Rżnąc ciasną cipę, miałem odlot życia. Po chwili na złapanie oddechu odwróciłem ją na brzuszek. Wiedziałem, gdzie trzyma swoje zabawki. Gdy znalazłem tubkę żelu, zapakowałem w jej dupę kutasa po same jądra. Jęczała nieprzytomna, gdy dochodziłem szybkimi ruchami. Zmęczony starannie posprzątałem ślady swojej obcości. Przed wyjściem wyjąłem ze schowka potężną wtyczkę analną i monstrualnej wielkości dildo. Wtyczkę zapakowałem jej w dupę, a dildo po zwilżeniu żelem i sokami, rzuciłem między jej uda. Rano będzie myślała, że odleciała, zabawiając się z sobą. Po kolejnych upozorowanych selfie skopiowałem zdjęcia na mój komputer, po czym zostawiłem telefon siory na jej łóżku.

    O dziesiątej, obudziłem Karolinę, hałasując odkurzaczem. Dom był wysprzątany na błysk. Rodzice wracali wieczorem, jednak nie byłem pewien, czy siora do tego czasu dojdzie do siebie. Miała kaca giganta z wszelkimi objawami i była dość przykra w obejściu. Gdy po raz kolejny ofukała mnie z powodu jakiegoś wyimaginowanego przewinienia, wypominając mi przy okazji epizod z masturbacją majtkami macochy, nie wytrzymałem. Wypaliłem, że to i tak pikuś przy tym, jak wczoraj łaziła nago po domu z bananem w dupie. Zatkało ją. Patrząc na jej przerażoną twarz, dodałem z jadowitą satysfakcją, że mam kilka zdjęć z wczorajszej nocy. By nie być gołosłownym, pokazałem jej jedno z bananem w dupie. Byłem pewien, że przeglądała już zdjęcia, jakie zostawiłem na jej telefonie i wie, że mogę mieć nawet bardziej kompromitujące. Wyglądała na zszokowaną, gdy zapytałem się czy woli bym wysłał je mojemu ojcu, czy jej matce. Rzuciła się na mnie. Bez trudu popchnąłem ją na kanapę. Wysyczała, że pożałuję. Bezczelnie odpowiedziałem, że nawet jak zniszczy mój telefon to i tam mam zdjęcia w chmurze i nie zawaham się ich pokazać rodzicom, jeśli będzie mi bruździć. Czerwona dyszała, rozmyślając nad moimi słowami. Nagle jej twarz przybrała wyraz aniołka. Słodko zapytała się, czy mogłaby jakoś przekonać mnie, bym skasował zdjęcia. Zastanawiałem się, jak daleko mogę się posunąć, gdy podeszła do mnie wsuwając dłoń w spodnie. Byłem sztywny, gdy zacisnęła palce na kutasie. Nie podejrzewałem jej o takie zdeterminowanie. Ściskając członek, wyszeptała na ucho, że możemy zawrzeć pakt. Nie będziemy na siebie kablować starym, a do tego możemy pomagać sobie nawzajem w zrelaksowaniu się. Podniecony nie wytrzymałem, spuszczając się w majtki. Zadowolona zapytała się, czy mamy układ. Przytaknąłem niepewnie, a ona z uśmiechem dodała, że przyjdzie do mnie w nocy, by go przypieczętować, bo teraz musi się przespać.

    Podczas wspólnej kolacji z rodzicami Karolina wyglądała, jakby rano nie miała kaca. Było dobrze po pierwszej, gdy cichutko wślizgnęła się do mojego pokoju. Zmęczeni podrożą rodzice, spali w swojej sypialni. Miała na sobie cieniutką koszulkę. Zanim wsunęła się pod kołdrę, z gracją zrzuciła ją przez głowę. Gdy przytuliła się do mnie, zrozumiałem, że jej zachowanie nie było wyrachowaną grą. Była naprawdę autentyczna i ciepła. Wspaniale robiła loda i była wyrozumiałą nauczycielką, gdy odwzajemniałem ustami przysługę. Kochaliśmy się kilkukrotnie. Najbardziej podobało mi się, gdy intensywnie ujeżdżała mnie na jeźdźca. Jej pełne piersi podskakiwały podczas galopady, a gdy strzeliłem, kontynuowała cwał aż do swojego orgazmu.

    Od tamtej nocy tworzyliśmy niezły duet. Karolina lubiła dziewczyny, a naszym popisowym numerem było wspólne urabianie jej koleżanek, z którymi później oboje uprawialiśmy seks, czasami nawet w trójkącie.

    Zaliczyliśmy w ten sposób większość jej koleżanek, a także naszą uroczą kuzyneczkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A

  • Pozadanie nie zna granic

    Stefan mieszkał na ul. Leśnej  w domu, który odziedziczył po rodzicach. Nie miał sąsiadów. Nie spotykał się z ludźmi. Wolny czas po pracy spędzał na swoim mini tartaku. Marzył mu się stół i ławka z drewna do ogrodu.  Ten 45 latek miał jeszcze jedno ulubione zajęcie. Uwielbiał oglądać filmy pornograficzne. Był od nich uzależniony. Może to dlatego, że nigdy nie był w związku, nie miał kobiety. Potrzeby seksualne zaspakajał sam. Miał kilka gadżetów urozmaicających zabawę. Jednak pewnego dnia przestały mu one wystarczać…

    Stefan pracował w sklepie. Większość koleżanek z pracy była po 40-stce. Nie pociągały go. Pewnego dnia zatrudniono młodą studentkę architektury wnętrz. Była bardzo atrakcyjna. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy. Jednak to co podniecało najbardziej Stefana to duży jędrny biust, szczupła talia, okrągłe pośladki  i długie nogi dziewczyny. Wszyscy współpracownicy lubili Stefana. Nie wiedzieli do czego jest zdolny…

    Zaczęło się niewinnie. Bezinteresowna koleżeńska pomoc przy obowiązkach w pracy. Laura była Stefanowi bardzo wdzięczna. Jednak z każdym uśmiechem i spojrzeniem Stefan miał coraz większą ochotę na dziewczynę. Wiedział, że nie ma szans u tej pięknej dziewczyny.
    W końcu był od niej dużo starszy i nie był zbyt atrakcyjny. Mimo to, postanowił że spróbuje poderwać dziewczynę. W zamian za pomoc w pracy poprosił aby pomogła wybrać mu kształt mebli ogrodowych na podstawie rysunków które stworzył. Laura nie zdawała sobie sprawy że Stefan mieszka sam z dala od sąsiadów. Stefan na tyle krył się ze swoją fascynacją dziewczyną, że Laura nie podejrzewała, że Stefan przygotuje romantyczną kolację.

    Nadszedł upragniony czwartkowy wieczór, dzwonek do drzwi zadzwonił:

    – Dzień dobry Panie Stefanie. Przepraszam za spóźnienie ale nie spodziewałam się że mieszka Pan tak daleko od głównej drogi.

    – Nic się nie stało. Zapraszam. Przejdźmy do salonu tam mam projekty.

    Jednak oprócz projektów które leżały złożone na sofie, na stole stały świecie i dania przygotowane przez Stefana. Laura trochę się zmieszała i rzekła:

    – O będzie miał Pan gości, to może kiedy indziej wybierzemy te meble.

    – Yy nie zupełnie. Czekam na Ciebie. Pomyślałem, że najpierw zjemy kolacje, a później…

    Laure wystraszyło dzikie spojrzenie mężczyzny. Zrobiła krok w  kierunku wyjścia. Stefan zdał sobie sprawę, że dziewczyna jest zażenowana jego pomysłem.

    Stefana ogarnęło wielkie podniecenie i pożądanie. Złapał dziewczynę za rękę i przyciągnął do siebie, mówiąc:

    – Zaczekaj, oboje dobrze wiemy po co tutaj przyszłaś!

    – Puść mnie! Coś sobie Pan wymyślił!

    Zaczęła się szarpanina. Stefan chciał uprawiać seks, teraz! Wiedział, że nigdy więcej nie będzie miał lepszej okazji, a Laury ciało było wymarzone. Pchnął dziewczynę na ścianę, przylgnął do niej ciałem i zaczął dotykać. Jego dłonie powędrowały na pośladki dziewczyny. Laura biła go po twarzy, drapała. Stefan nie mógł się rozkoszować jej ciałem przez to co robiła. Sprowadził ją do piwnicy. Stało tam stare łóżko, na które ją rzucił. Przywiązał jej ręce do łóżka. Usiadł na niej okrakiem i zaczął zdzierać z niej ubranie. Jego penis nabrzmiał do granic możliwości na widok jej gładkiej i jędrnej skóry na piersiach. Jej brzuch miał lekki zarys mięśni. Zaczął ssać jej sutki, ściskać piersi. Jednak to co go najbardziej interesowało było cały czas ukryte. Laura wierzgała nogami i krzyczała:

    – Proszę, zostaw mnie ja nie chce. Puść mnie skurwysynu. Nie dotykaj mnie! Zostaw, zostaw, nie…!!

    W tym momencie Stefan zdjął jej spódnicę razem z majtkami. Miał przed sobą bezbronną nagą kobietę. Nagle zszedł  z łóżka. Złapał się za głowę. Pomyślał, że nie może tego zrobić byle jak. Wtargnąć w jej pochwę i szybko się spuścić. Ten seks musi być idealny, wyjątkowy… Codziennie oglądał filmy pornograficzne. Wiedział jak pieścić kobietę.

    Rozebrał się. Następnie wziął linę i przywiązał sznur do kostek nóg, podciągnął je bardzo wysoko i szeroko po czym drugi koniec przywiązał do rąk dziewczyny. Teraz doskonale widział każdą część cipy dziewczyny. Zaczął ściskać wargi sromowe, wypychając łechtaczkę na wierzch. Posmarował delikatnie olejkiem całą cipkę. Zaczął ssać łechtaczkę, trącać ją językiem. Kładąc rękę z góry na brzuchu naciągnął skórę warg do góry aby lepiej pobudzać guziczek. Wiedział że te pieszczoty muszą trwać długo aby doczekać się orgazmu dziewczyny, która teraz szlochała. Nasmarował dwa palce i włożył je do pochwy. Zaczął zginać je do góry aby pobudzić czuły punkt G. Wykonując równocześnie te ruchy tzn. ssać czubek łechtaczki i poruszać palcami wewnątrz pochwy poczuł wilgoć wydobywającą się z dziewczyny. Nic dziwnego. Pieścił ją tak przez 20 minut. Marzył, że Laura będzie miała orgazm na jego penisie. Pragnął poczuć jej skurcze na swoim członku. Z szafki wyjął wibrator. Laura znów zaczęła krzyczeć, widząc ze Stefan przykłada penisa do jej cipy. Na początku delikatnie włożył go między wargi sromowe. Poczuł jej wilgoć i gorące wnętrze. Żołądź był już cały odsłonięty. Włączył wibrator i przyłożył do łechtaczki. Zaczął wsuwać penisa do środka. Jęknął „ohhhh, jaka jesteś ciasna i gorąca”. Pchnął do samego końca. Musiał tkwić chwilę w tej pozycji. Gdyby znów przesunął penisem po najwęższym miejscu jakim jest wejście do pochwy to by eksplodował. Przyciskając jeszcze mocniej wibrator to czubka łechtaczki zaczął posuwać penisem w górę i w dół. Czuł jak napletek przyjemnie nachodzi na żołądź i go odsłania. Jego ruchy były coraz szybsze. Drugą rękę rozszerzył wargi sromowe żeby jeszcze lepiej widzieć jak jego penis wynurza się z pochwy i znów zanurza. Zwiększył obroty wibratora. Dziewczyna ucichła wiedziała że nie ma szans i nikt jej nie usłyszy. Stefan zaczął ssać sutki dziewczyny, rękoma na przemian ściskał jej piersi i pośladki. Z ust dziewczyny wydobył się cichy jęk. To spowodowało że Stefan zaczął posuwać Laurę, mocniej i głębiej. Przestał panować nad swoimi ruchami. Wibratorem jeździł po całej łechtaczce i wargach dziewczyny. Wiedział że za chwilę nadejdzie ogromna przyjemność. Jeszcze mocniej szybciej..! „aaaaaaaaaaaaah!”

    Dziewczynę przeszyła fala rozkoszy. Jej pośladki zaczęły drgać w górę i dół. Stefan przylgnął do Laury, zwolnił ruch penisem aby orgazm dziewczyny trwał dłużej i żeby dokładniej czuć pulsowanie pochwy krzycząc „aaaaaaa!”. Dostał orgazmu, posuwając penisem wejście do pochwy wpompował całą spermę do środka. Opadł na dziewczynę…. cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    sexi flexi

    Czekam na komenatarze i wrażenia!

  • “Rok 2064” – Czesc pierwsza: „Zona numer trzy” Rozdzial III – “Albin rura do zapchania” Czesc 1

    „Kurwa, jak ja nie znoszę listopada” myślałem, omijając chodnikowe kałuże na Alei Legionów, kierując się w stronę Placu Kościuszki, gdzie znajduje się mój przystanek autobusowy. Dziś samotnie wracałem późnym popołudniem do domu, spiesząc się na autobus. Pora zimnych wiatrów, szaro-bure ulice, a ludzie wkurwieni, odziani w ciepłe łachy, pozbawione kolorów. Latem na ulicach nawet takiego zadupia jak Łomża, można się przechadzać z przyjemnością. Czasem jest na kim oko zawiesić. Teraz z tego miejsca wyłazi jego prowincjonalność. Drzewa, krzaki dawno ogołocone z liści, ciągle pada, zimno i ciemno. O tej porze roku widać dopiero, jak to miasto jest brzydkie. Przypadkowa, powojenna zabudowa, miesza się z pretensjonalnym bałaganem ostatnich lat. „Gród nad Narwią” – miasto wojewódzkie, czyli koszmarna Polska rzeczywistość miast średniej wielkości. Zniszczonych przez wojenną zawieruchę, odbudowanych bez składu i ładu przez komunistów. To miejsce nie ma żadnego uroku, lekkości. Nie dosyć, że teraz piździ i podmuchuje, czyli pogoda seksualna, to masz wrażenie, że oblepia cię jakaś lepka i brudna magma. 

    Dziś walcząc z chłodem i deszczem, nie mam ochoty na codzienny obchód po centrum miasta. Spieszę się do domu, by wygrzać się w gorącej kąpieli i odprężyć po kolejnym, nudnym szkolnym dniu. Pod szkołą zostawiłem swoje przyjaciółki Ankę, Katarzynę i Justynę, które też dojeżdżają z pobliskich wsi i miasteczek. Codziennie po lekcjach łazimy Długą, Krótką, Farną, Dworną zaglądając do sklepów i zajadamy się ulicznym żarciem. Czasem wybierzemy się do kina Milenium, na jakiś film ale i tak nasz rytuał kończymy w autobusach komunikacji miejskiej. Dziś nie miałem ochoty na naszą popołudniową włóczęgę i klnąc pod nosem na „okoliczności przyrody” gnałem na najbliższy czerwoniak. Już w autobusie przyklejony do szyby, beznamiętnie patrząc na dobrze mi znaną drogę, rozmyślałem o rutynie i nudzie, w której byłem zatopiony. Przyszłość też nie zapowiadała się lepiej, a o przeszłości i teraźniejszości szkoda gadać. 

    Minął ponad rok od moich „upojnych” spotkań z Edwardem, który dzięki zrządzeniu losu przeniósł się do lepszego świata, tak bynajmniej twierdzi księga i ksiądz proboszcz. Cóż, jego „sportowy tryb życia” osłabił ściany naczyń krwionośnych i w marcu tego roku doznał rozległego wylewu. Jako, że Edward niespecjalnie się socjalizował, dopiero po trzech dniach został odnaleziony przez listonosza na kuchennej podłodze. Jego odejście nie wywołało u mnie żadnych głębszych refleksji, czy lawiny wspomnień. Podczas uroczystości żałobnej nudziłem się i myślałem o pierdołach. Czy jestem sukinsynem? Czy powinienem uronić łzę? Był to przecież mój pierwszy facet. Teraz Edward, a właściwie jego hektary, poszerzą moje rodzinne włości, bo po nowym roku ojciec odkupuje gospodarstwo Gawrońskiego od spadkobierców. Nie jest to dobra wiadomość, bo już matka zapowiedziała mi, uszczuplenie wydatków. Kurwa, trzeba oszczędzać przez tę inwestycję. Ja rozumiem, że to przyszłość moich braci, szczególnie Piotra ale co ja z tego będę miał? Marzę o tym by porzucić tę badziewną krainę i nie wracać tu nigdy. 

    Wpadłem zziębnięty i przemoczony do domu, marząc o ciepłej herbacie. Gdy zdejmowałem mokrą kurtę i zmieniałem obuwie, usłyszałem z kuchni głos matki: 

    – Albin to ty? 
    – Tak, mamuś. 
    – Co dziś tak wcześnie? 
    – Zimno i pada, nie chciało mi się łazić nigdzie po szkole. 
    – To choć dzieciaku zjesz obiad. 
    – Mamuś zrób mi tylko herbatki z cytryną – powiedziałem, wchodząc do kuchni, siadając przy stole. 
    – Aluś, krupniczek mam i pyzy z mięsem. 
    – Mama, jadłem w szkole i po szkole – oczywiście było to kłamstwo. Bo żelki i cukierki trudno nazwać jedzeniem. Ja zresztą nigdy nie miałem jakiegoś parcia na żarcie, nie to co Piotr i Andrzej. Oni zawsze jedli za trzech. 
    – Synek, to może samą zupkę? – zachęcała matka. 
    – Dziękuję, nie jestem głodny. Zjem dwie pyzy na kolację, bo widzę, że napracowałaś się. Teraz proszę tylko o herbatę. 
    – Oj, synek, synek, ty się jakieś choroby nabawisz – westchnęła mama i zabrała się za robienie herbaty. Gotowy napój postawiła na stole. Ja zaś powoli zacząłem go sączyć. 
    – To jak w szkole? – zapytała rodzicielka. 
    – Jak? Nijak, jak codziennie – odpowiedziałem. 

    Matka odwróciła się do garnków, coś w nich mieszając. Z radioodbiornika dochodziły dźwięki „Remedium”, w wykonaniu Maryli Rodowicz, matka nuciła razem z nią. Ja kończyłem herbatę, już miałem wychodzić ale przypomniałem sobie o Andrzejkach. 

    – Mamuś, zadzwoń do cioci Krysi i zapytaj się, czy w przyszły piątek mogę u nich nocować? 
    – Co będziesz robił w Łomży do nocy? 
    – Mamy Andrzejki w szkole, będzie jakiś program artystyczny. No wiesz, wróżby a potem szkolna dyskoteka. 
    – Ale to chyba w środę za dwa tygodnie są Andrzejki? 
    – No tak dlatego imprezę robią wcześniej w piątek, bo środa to środek tygodnia. 
    – Dobrze zadzwonię do Krysi wieczorem, jak nie mają jakiś planów to się zgodzą. Wątpię, czy dziewczyny zjadą z Warszawy na weekend – powiedziała mama. Ciocia Krysia to matki siostra, która mieszka w Łomży na Południu, czyli takiej noclegowni, największym łomżyńskim osiedlu. Jej dwie córki bliźniaczki studiują w Warszawie. 
    – Dzięki matuś. Idę do łazienki bo coś mnie w kościach łamie, wezmę ciepłą kąpiel i się położę. 
    – Oj, synuś bo ty taka chudzinka i jak tylko jest trochę zimno od razu chorujesz. Może jednak zjesz teraz? 
    – Nie mamo, naprawdę zjem coś potem – odpowiadałem, myśląc już o młotku. 

    Wyszedłem z kuchni, w przedpokoju z szafki z narzędziami wziąłem swój ulubiony młotek z długim i grubym trzonkiem. Z pokoju zabrałem swoje dresy, które kupiłem sobie na szesnaste urodziny, czarne oryginalne Pumy, bokserki i koszulkę. Potrzebowałem relaksu, odrobiny przyjemności. Pora roku, pogoda, brak seksu i oszczędności w domu rodzinnym wszystko to mnie frustruje. Edward rozbudził moje królicze libido. Teraz nawet trzy razy dziennie muszę się zaspakajać, robiąc to przed szkołą, w szkole i po szkole. Najprzyjemniej jest wieczorami w łazience, gdy zażywam ablucji. Odkryłem uroki zabaw z własną szparką. Najpierw były paluszki, potem warzywka, a teraz używam trzonka od młotka. Kiedy idę się kąpać, zabieram to narzędzie ze sobą. 

    Chyba w lipcu leżąc w wannie i bawiąc się sobą, szczypałem moje drobne sutki, drugą ręką dotykałem krocza. I przypomniałem sobie dowcip o pedałach. 

    Na zjeździe absolwentów tylko dwóch gości przyznało się, że nie mają rodziny. Chłopcy trochę wypili i dogadali się, że są „inni”, więc spędzili razem noc. Drugiego dnia jeden z nich mówi do drugiego: 

    – Tylko nie mów, że było ci niedobrze ze mną. 
    – Nic takiego nie mówię. 
    – Jeszcze nikt tak nie wył i tak się nie napinał, jak go ruchałem w dupę. Co cię pchnąłem, toś rzucał głowę do tyłu i krzyczał: UUUUUUUUUUU, HRRRRRRR !!!!!! 
    – Wiesz, to trzeba było mi dać czas, bym zdjął koszulę, bo tak razem z chujem wpychałeś tył mojej koszuli do dupy i strasznie mnie to dusiło. 

    Tak się bawiąc w wannie i przypominając sobie ten dowcip, pomyślałem, a co to będzie jak sobie tam powkładam paluszki? Mam chude i długie palce, w ogóle mam delikatne dłonie. „A raz kozie śmierć” pomyślałem i palcem wskazującym zacząłem wodzić po otworku. Zrobiło się miło. Wyczuwałem delikatne bruzdy, rozchodzące się promieniście. Delikatnie naciskałem naciskałem tą strukturę, a moja pałka już wierzgała główką. „O w mordę” pomyślałem – „ale jazda”. Ciepła woda i moje dłonie, jedna ciągle skubała sutki, a palce drugiej eksperymentowały z moją dziurką. Zrobiło mi się gorąco, przygryzałem wargi. Pragnąłem większego dostępu do czarodziejskiej szpary, więc zarzuciłem stopy na ranty wanny, teraz byłem rozwarty. Mimo oporu udało mi się wtargnąć palcem wskazującym do środka siebie. Oczy mało mi nie wypadły na policzki. To było odlotowe! Mój kutas zwariował, a dupa mocno zacisnęła się na paluszku. Było to bardzo przyjemne uczucie. Kurwa, gdy nim mocno natarłem głębiej, moje ciało wpadło w konwulsje. „Tego jeszcze nie grali” – przemknęła mi myśl. Z każdym ruchem wydobywałem z siebie mysie piski, oddech się spłycał, a ja wierciłem dupskiem, jakbym miał owsiki. Tym razem to był większy owsik, mój ciepły palec. Dobijałem nim do kłykci, wierciłem w środku. Drugą ręką dorwałem się do sztywnego siurka i wpadłem w amok. Palec drylował mnie wewnątrz, zaciśnięta na kutasie dłoń szarpała go boleśnie w górę i w dół. 

    Pod przymkniętymi powiekami, przewijały się obrazy super fiutów, które chętnie bym gościł w swojej wątłej dupinie. Były czarne, brązowe, białe, a wszystkie duże, olbrzymie i jeszcze większe, soczyste i grube. W tym wszystkim zapomniałem o bożym świecie, nie myślałem o matce, która w kuchni walczyła z garami, słuchając radia i przygotowując strawę dla rodziny. Woda z chlupotem zalewała podłogę łazienki. To ekstatyczne przeżycie skończyło się wielokrotną salwą spermy i urwanym jękiem. W głowie mi huczało od upojenia, wysuwałem palec nie mogąc zaznać spokoju. Ciało drżało. Odczuwałem zmęczenie jak po długim biegu, musiałem wyrównać oddech. „Kurwa, co to było” pytałem sam siebie. Gdy wyszedłem z wanny i próbowałem posprzątać burdel, który tu zrobiłem, moje ciało ciągle było jak z waty. W tyłku zaś czegoś mi brakowało. Sam pozbawiłem się cnoty, czyli byłem już niecnotą. 

    To było epokowe odkrycie. Może moja pałka jest żartem ale dupa jest boska. Szparka, której wiecznie mało. Ona pulsuje, zaciska się i drży, witając każdego gościa, który tu zabłądzi. Tak się zaczął pierwszy sezon dupnego festiwalu. Pragnąłem ją wypychać, wypełniać i dopychać. Zatkać czymś ujście tej żarłocznej na doznania rury. Wiedziałem, że jestem „Albin dziura do zapchania”. To było moje przeznaczenie, moja karma. Po tygodniu wpychałem trzy palce po kłykcie, siadałem na dłoni, by było głębiej i pełniej. Później przeszedłem na weganizm. W moim odwłoku rosły warzywa: marchewki, pietruszki i pory. W marzeniach upychałem tam arbuzy i dynie. Jednak tak naprawdę marzyłem o wielkim, mięsistym, ciepłym i żywym kutasie, który by hardo ją rozbijał na części, by ją otwierał szeroko, ukazując różową przestrzeń środka, by pompował ją bezlitośnie swoimi sokami. By z niej się one wylewały, spływając na moje jaja. To o tym marzyłem. Jak ja nienawidziłem miejsca, w którym mieszkam, skąd ja wezmę słodkiego fiuta do mojej dziury? 

    Któregoś dnia pod prysznicem, moje pupsko miało romans z dorodnym porem. Pan Kutas oddał ostatni wystrzał. Por był zmaltretowany, raczej nie nadawał się do tego, by wrzucić go do rosołu. Sprawdzić chciałem, jak się ma mój otwór po gwałtownym użytkowaniu i czy nic tam nie zostało z zieleniny w środku. Postawiłem stopę na krawędzi wanny, kciukiem zaś obracałem w strategicznym punkcie. 

    – Kurwa, ahhhh – wyrzuciłem z siebie. 

    Stało się coś, czego się nie spodziewałem, palec uderzył w jakąś moją czułą strunę. Spiąłem się i po chwili znowu uderzałem palcem w to miejsce. Przeżycie było inne, niż wszystko co do tej pory znałem. Pała sama na powrót zrobiła się sztywna, a w dupie i mojej głowie szalał orkan. Tarłem wyczuwalny guzek z zapamiętaniem, a z kutasa sączył się samoczynnie przeźroczysty, lepki płyn w ilości, o którą go nie podejrzewałem. Noga na której trzymałem ciężar ciała, drżała i sprawiała mi ból. Oddychałem płytko i skupiałem się na ekstazie, która mną zawładnęła. Kilka gwałtownych ruchów kciukiem i strzelałem silnie, obficie na łazienkowe kafelki, po których powoli spływało, wszystko to co z siebie wyrzuciłem. Oparłem głowę o ścianę, czułem się, jakbym przepracował cały dzień na ojcowym polu. Wiotczałem powoli, wyrównując oddech, chyba dotknąłem bram raju. Moja dupa, moja ziemia obiecana. Teraz wiedziałem, że mam instrument do wygrywania symfonii uniesień. Powinienem zostać wirtuozem ale jako pojętny, zdolny i pracowity uczeń praktykowałem przy każdej nadarzającej się okazji. Mój Stradivarius wymagał poznania jego budowy i właściwości. 

    Metodą prób i błędów doszedłem do perfekcji, w przygotowaniu instrumentu, przed ćwiczeniem szybkich pasaży palców. By gra była przyjemna, trzeba się pozbyć zbędnego balastu. Nie da się tego wydłubać, trzeba się wypłukać. Wąż od prysznica okazał się niezastąpiony. Oczywiście, że byłem tak głupi, iż początkowo serwowałem sobie niekończącą się sraczkę. Zachłanny na nowe doznania wlewałem w siebie cysternę wody, co kończyło się godzinną okupacją muszli klozetowej. Metodą małych kroków wypracowałem odpowiednią procedurę. By mieć udaną zabawę musiałem mieć miejsce i czas. Moją salą koncertową stała się toaleta i czas wieczornej kąpieli. 

    Dziś jako, że ziąb byłem wcześniej w domu, matka gotowała i oglądała swoje seriale, ojca ani Piotra nie było jeszcze w domu. Andrzej wyjechał na studia, mieszka w w Warszawie, akademik „Cezar” przy ulicy Nowoursynowskiej. Jest studentem wydziału melioracji na SGGW-AR. Jak sam mówi „melioracja zawód wielki, suszy rowy i butelki”. Piotr, wraz z jego wyjazdem, stał się melancholijny. Widać, że bardzo tęskni za bratem. Mnie też jest nieswojo i trochę smutno. Nawet rano nikt się ze mnie nie nabija. Teraz kilka razy w nocy budziły mnie hałasy; to Piotr pozwalał sobie robić dobrze. Teraz co wieczór udawałem, że szybko zasypiam, by sobie posłuchać i może coś tam dojrzeć w ciemności. Piotr swój spektakl zaczynał powoli, z czasem ciężko sapał, potem ogarniała go furia, bo trzepał szybko i głośno. Dyszał, a na koniec jęczał i tracił oddech. Potem leżał kilka minut w bezruchu. Choć może to niemoralne ale lubię go podglądać. Oczywiście wtedy cichutko bawię się swoim siurkiem i też się spuszczam w piżamę. Jak kogoś interesują faceci, to nie ma znaczenia, czy to brat, czy swat. Chętnie bym sobie popatrzył, jak to robi bez tej kołderki i w pełnym świetle. Jeżeli mam być szczery, to i tak nie raz zlizywałem z boksów Piotra i Andrzeja pozostałości soków. Nie mówiąc o tym, że przy szybkim walonku w kibelku, wąchałem ich majtki. Tak to się zdeprawowałem po letniej przygodzie z Edwardem. 

    Teraz leżałem w wannie, stopy opierałem o jej krawędzie, byłem rozwarty. Woda przyjemnie ciepła, a w moim tyłku trzonek od młotka, którym poruszałem powoli. Wpychałem go do końca, by mieć to boskie uczucie pełności, rozepchania. Cudowna mieszanina lekkiego dyskomfortu, połączona upojną uciechą. Tak mi jest dobrze, mógłbym być tak napełniony cały dzień i noc. Powoli wysuwam z siebie przedmiot, by szybko i silnie wepchać go z powrotem. Uwielbiam gdy moje wnętrze drży, a koniec trzonka uderza gdzieś w spód żołądka. Czasem przyspieszam, czasem zwalniam swoje ruchy. Drugą dłonią masuje jajka i korzeń kutasa, rozpływam się w tej uciesze. Miałem już jeden orgazm ale wcale nie mam zamiaru kończyć tej frajdy. Przyszedł czas, by ten krater atakowały palce. 
    Wanna nie jest to komfortowe miejsce do takich zabaw ale innego nie mam. Odwracam się na bok, zarzucając jedną nogę na rant wanny, wpycham do swej jamy trzy palce, uformowane w trójkąt, chciałbym zmieścić tam więcej ale mimo wysiłków dłoń się zatrzymuje. Przymykam powieki i zaczynam sobie wyobrażać wielką, męską gruchę, która brutalnie rozwierca moje wnętrze. Marzy mi się gigantyczny chuj, który pozbawi mnie przytomności. Teraz tylko kciuk masuje moją prostatę, a myślami uciekam do mojego ukochanego wątku literackiego. Tak, ja pragnę być Azją Tuhajbejowiczem, nadziewanym na pal przez młodego Nowowiejskiego. Ten fragment z powieści Sienkiewicza zawsze mnie pobudza. Już dochodzę, palec wyczynia sensacje z moim gruczołem, który intensywnie pobudzony, pompuje na zewnątrz śluz. 

    – Synuś, długo jeszcze, bo muszę do środka – krzyknęła matka zza drzwi, znieruchomiałem, nabierając powietrza. 
    – Już kończę, zaraz wyjdę mamo. 
    – Co ty tam tak długo robisz, synuś? 
    – Wygrzewam się, bo zmarzłem. 
    – To jak wyjdziesz, to zjedz te pyzy. 
    – Dobrze mamo – mówiłem, wychodząc z wanny. Kilka minut zajęło mi doprowadzenie do porządku siebie i pomieszczenia. 

    Niepocieszony takim obrotem spraw wyszedłem z łazienki, schowałem młotek i udałem się do kuchni, by w końcu coś zjeść. 

    Kilka dni przed Andrzejkami odpływałem w myślach, kreśląc scenariusze erotyczne. Po powrocie ze szkoły kładłem się na łóżku, zakładałem słuchawki od walkmana, którego sobie kupiłem na szesnaste urodziny i słuchałem płyty Michaela Jacksona „Dangerous” z moim ukochanym „Will You Be There” i „Black or White” Backstreet Boys, Wham! Piotrek słucha disco-polo, a Andrzej jest rockowy, więc wspólnie słuchaliśmy jedynie notowań „Listy przebojów programu trzeciego”. Muzyka pozwalała mi, wyłączyć się i marzyć. Moje rozbudzone libido domagało się spełnienia. Wymyślałem historie, które mogą się zdarzyć w ten piątkowy wieczór. Robiłem przegląd szkolnych przystojniaków, przywoływałem ich obrazy z pamięci. Na czele listy był o rok młodszy Łukasz i o rok starszy Andrzej. Łukasz to taki fajny byczek, szatyn o twarzy aniołka, nigdy go nie widziałem z żadną dziewczyną, więc może coś jest na rzeczy, zastanawiałem się. Z takim chłopakiem fajnie, by było mieć swój pierwszy raz. Nie miałem jednak pomysłu jak do niego zagadać. Co, miałem się zapytać „ruchasz się?”. W odpowiedzi pewno otrzymałbym fangę w nos. Ale pomarzyć zawsze można, więc marzyłem sobie, że jego silne ramiona obejmują mnie, a jego pała rozrywa mój środek. Chciałem być w jego w żelaznym uścisku, czuć się stłamszony, osaczony i nim wypełniony. Ach, te wizje, ale jak one się mają do rzeczywistości? 

    Realnie to miałem koleżanki, które nie rozbudzały we mnie żadnego ognia. Ot, fajnie się z nimi gadało, włóczyło się po mieście dla zabicia czasu, ale nic poza tym. Czasem coś ciekawego opowiadały o swoich intymnych sprawkach, więc wiedziałem jakiego ma Marek i że szybko dochodzi, że Jurek to brudas i nie dba o higienę. Zresztą ci goście, byli na bardzo odległych pozycjach mojej listy marzeń. 

    Co innego Andrzej, on królował chyba we wszystkich młodocianych snach dziewcząt i chłopców, którym podobała się wcale nie płeć przeciwna. Twarz gwiazdy filmowej i boskie ciało. Najprzystojniejszy gostek w szkole i chyba nie tylko. Prowadza się niestety z Elką, laską z ogólniaka. Można by rzec piękna para. Ona szczupła blondynka, o dużych zielonych oczach, przy tym bardzo zgrabna. Nie powiem, w swoich marzeniach zazdrościłem jej. On może miał ze sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu, szatyn o gęstych włosach, naturalnie lekko skręconych, przystrzyżonych krótko, po męsku. O Andrzeju można mówić dużo, przyglądam mu się już ponad rok. Gwiazda szkoły, wiecznie otoczony wianuszkiem wielbicielek i przydupasów. Ten towar, który się przy nim kręci, na pierwszy rzut oka oceniam na zero, w skali od zero do dziesięć. Panny w typie „świnka z rusztu”, wysmażona na solarce, tipsy, doklejane kłaki, wiecznie głośne. Kolesie, to typowi kreszowcy, wielokolorowe, tandetne dresy z bazarku noszone na okrągło przez cały tydzień, z zaniedbaną cerą, śmierdzący fajkami, ciągle pohukujący. Takie jest oto otoczenie gwiazdy. No i ona błyszczy na tym tle, a wszystkie odrzuty chłoną jej lśnienie. On zaś jest inny, twarz jak z amerykańskiej reklamy. Zarysowane kości policzkowe, lekko zadarty nos, błękitne oczy w ciemnej oprawie i niebywale harmonijne zbudowane ciało. Nie raz go obserwowałem jak grał w nogę na boisku. Zbudowany jest sam z siebie, nie przez siłownię: umięśniona klatka piersiowa i barki, wąska talia, apetyczna pupa, nogi pokryte delikatnym ciemnym meszkiem, cienkie w pęcinach, a nad nimi cudowne umięśnione łydki. Jest jeszcze jeden szczegół, który rzuca się w oczy, a mianowicie mocno wypchane krocze. Niestety, pewno nie będzie mi dane poznanie zawartości jego bielizny, ale to jeszcze bardziej rozpala moją wyobraźnię. Widać też po nim, że ma inny gust. Nosi jednokolorowe bluzy od markowych dresów i dżinsowe spodnie. To jest facet dla mnie. Niestety, o rok starszy i w klasie o profilu technicznym. On nawet nie wie o moim istnieniu, na dokładkę ma urodziwą laskę. Tak sobie marzyłem każdego dnia: to o Łukaszu, to o Andrzeju. 

    Przyszedł oczekiwany piątek. Rano nie byłem w zbyt dobrym nastroju, bo listopad i pogoda pod psem. Zdawałem sobie sprawę, że moje szanse na utratę dziewictwa w andrzejkowy wieczór, są równe zeru. Choć szkolna „dyska” jest ciekawszą propozycją na wieczór, niż siedzenie w domu i słuchanie muzyki czy patrzenie w ekran telewizora. Przynajmniej dupsko wytrzęsę rytmicznie. Cóż, uwielbiam tańczyć. Spędzę wieczór z dziewczynami, a potem noc u ciotki Krysi. Wczoraj spakowałem torbę, bo po lekcjach już nie wrócę do domu. 

    Wstałem wkurwiony, Piotr podobnie i wymieniliśmy między sobą rutynowe ”pierdol się” na dzień dobry. Znowu wiało i padało, więc wyszedłem z domu w ostatniej chwili i mało nie spóźniłem się na autobus. W szkole zaś rutynowa nuda. Umówiłem się z dziewczynami na godzinę szesnastą. Po zajęciach pojechałem do ciotki, gdzie wziąłem prysznic. Ubrałem nowe spodnie Levis’a, białą podkoszulkę, flanelową koszulę w biało-niebieską kratę, granatowym swetrem z cienkiej dzianiny przewiązałem się w pasie. Byłem prawie gotowy, jeszcze tylko Joop by roztaczać przyjemną woń. Właśnie to są idealne perfumy na wieczorne wyjście, niezwykle intensywne i trwałe. Na nogi czarne półbuty martensy, a na wierzch zielona kurtka flyers z pomarańczową podszewką. 

    Wysiadłem z autobusu i zobaczyłem Ankę, Kaśkę i Justynę. Paliły papierosy i przestępowały z nogi na nogę. Podchodząc do dziewczyn przywitałem się: 

    – Cześć panienki, piździ, co? 
    – Kurwa, ile trzeba na ciebie czekać, niedźwiadku – rzuciła Justyna. 
    – Chujku, nie mamy czasu, a ty się spóźniasz dobre dwadzieścia minut – obruszała się Kaśka. 
    – Czasu to mamy w chuj, laseczki – odpowiedziałem. 
    – Nie mamy, trzeba zrobić podkład pod „deske” – perorowała Anka. 
    – Jaki podkład? Macie kościołowe tapety na buziaczkach – odpowiedziałem. 
    – Podkład w sensie … e , a wyskakuj z kasiory, kupujemy dwa winczaka, a ty leć do kiosku i kup plastikowy kubeczek – zgasiła mnie Justyna. 
    – Laski, ja nienawidzę alkoholu – oponowałem. 
    – Oj, tam pierdolisz, trzeba coś wlać na śmiałość i luz przed imprezą – dodała Kaśka. 

    Po dziesięciu minutach szliśmy do „Małpiego gaju”, czyli parku koło Drzewnej, by rozpić koszmarne wino „Bangkok”. Na etykiecie tego trunku uśmiechała się cytata, roznegliżowana panienka, a we mnie od tego widoku i świadomości, że nie wykręcę się od kosztowania tego napoju, zbierało się na wymioty. „Boże za jakie grzechy? Miało być przyjemnie, a robi się masakra” myślałem, idąc z dziewczynami w kierunku samotnej ławki. Anka przejęła butelkę, z dużą wprawą pozbyła się plastikowego korka. Nalała żółtawy płyn do plastikowego kubka, który normalnie służy jako naczynie do płukania zębów. Podała mi szklankę z chytrym uśmieszkiem, mówiąc: 

    – Pij, pizduniu. Zobaczymy jaki jest z ciebie chłop. 
    – Dziewczyny ja się porzygam jak to wypiję… – zajęczałem. 
    – Nie pierdol tylko pij i to na biegu. Wiesz hola, hola, siup kontrola – rzuciła Kaśka. 

    Pełen obaw wziąłem do ust kubek z winem. Obrzydliwy zapach stęchłych owoców, smak nadgniłych wiśni z czymś jeszcze, powodował, że piłem to z dużym niesmakiem. Czułem jak obiad ciotki przewraca się w moim żołądku. Gdy skończyłem szumiało mi w uszach i walczyłem z odruchem wymiotnym. Dziewczyny rechotały, Anka klepała mnie po plecach, mówiąc: 

    – Albin, ty miękkim chujem jesteś robiony. Chłop, a pizda. 
    – To było obrzydliwe dziewczyny. Chyba gorsze niż wódka. 
    – Pierdolisz – powiedziała Justyna, wychylając duszkiem kubek złocistego płynu. 
    – Kochanieńki ucz się! Wkraczasz w dorosłość – dodała Kaśka, wlewając mi kolejną porcję owocowych szczyn. 

    Następny kubek jabola. Mój organizm przyjął z godnością, już mnie tak nie podbijało. Po kilku minutach zrobiło się jakoś dziwnie wesoło. Nawet pogoda przestała nam przeszkadzać. Paliliśmy papierosy, dopijaliśmy wino, a dziewczyny wyraźnie rozluźnione snuły plany ataku na dzisiejszy wieczór. Jedna przez drugą dzieliły się opiniami na temat facetów ze szkoły i któremu warto by było dać. Dopytywały się, którą laskę zamierzam dziś wyrywać. Ja coś kręciłem, że jeszcze nie wiem, że może kogoś z pierwszej klasy. Choć w głowie miałem swoje typy, ale nie mogłem tego im wyjawić. 

    Opuszczaliśmy park w dobrych nastrojach, podlanych tanim winem i kierowaliśmy się w stronę szkoły. Gdy byliśmy już na miejscu, trwała tak zwana część artystyczna. To coś, to w zamierzeniu dowcipna interpretacja andrzejkowych obyczajów, ale niestety wiało nudną i piździeńką, z gatunku wcale nie śmieszne. Mnie zaś było bardzo gorąco. Czułem jak zarzucam tyłkiem przy każdym kroku, chwilami tracąc kontrolę nad swoimi ruchami. Po kilkunastu minutach, zaczęły się tańce, dziwnie napakowany energią i pozbawiony wszelkich oporów wyginałem się jak piskorz na parkiecie. 

    Niestety, nic co piękne nie może trwać wiecznie. Najpierw poczułem, że mam w głowie młynek, potem ciągle odbijało mi się wino „Bangkok”, a na koniec zostałem przechwycony przez „Grubą Bertę”, czyli koleżankę z kasy. Beata, bo tak miała na imię, to mała bardzo gruba sztynka o wyłupiastych oczkach i dużych cycach. Przylgnęła do mnie mocno, łapiąc mój tyłek w dłonie, ocierała się biustem w rytmie muzyki. Jej dłonie wędrowały z mojej dupy na plecy i z powrotem. Czułem się uwięziony w jej mackach, było gorąco więc jej spocone ciało parowało mieszanką zapachów, które nie były przyjemne. Tanie perfumy o ostrej kwiatowej woni mieszały się z odorem spoconego cielska. W głowie szumiał mi alkohol, a w nozdrza uderzał mnie ten koktajl smrodu. Czułem, że wino „Bangkok” ma zamiar wydostać się z moich wnętrzności. 

    – Beata, przepraszam, ja muszę do kibla. Opiłem się wina i jest mi niedobrze – wykrzyczałem jej do ucha, wyrywając się z okowów jej rąk. – Bardzo przepraszam – widziałem jej zawiedzioną minę. Odwróciłem się na pięcie i chwiejnym krokiem przebijając się przez ciżbę tańczących, dotarłem do wyjścia. „Oż, kurwa, żeby zdążyć do kibla” myślałem gorączkowo, biegnąc korytarzem. Zaciskając siłą woli przełyk, dopadłem do drzwi kabiny i praktycznie w locie rzuciłem pierwszą salwę pawia, celując w muszlę klozetową. „Jaka ulga” przeleciało mi przez głowę. Potem wyrzuciłem z siebie jeszcze dwa potężne strumienie cholernego wińczaka. Kilka krótkich zrywów i podrygów żołądka, szczególnie bolesnych, ponieważ nic już z siebie nie mogłem wyrzucić, przywracało mi świadomość. Tylko z ust wydobywała się długa nitka gorzkiej śliny. Otarłem ją skrawkiem papieru toaletowego i chwiejnym krokiem podszedłem do umywalki. Najpierw płukałem zimną wodą jamę ustną i gardło, by pozbyć się niesmaku, potem obmyłem twarz i wróciłem do kabiny. Usiadłem na desce klozetowej, głowę oparłem o boczną ściankę. Świat wirował w mojej głowie, czułem się fatalnie i wspomnienie zapachu Berty oraz jej łap wędrujących po moim ciele przyprawiał mnie o dreszcze. Przymknąłem oczy i gdzieś musiałem odpłynąć. 

    Ocknąłem się, słysząc jak ktoś w kabinie obok oddawał mocz. Nie miałem ochoty opuszczać swojej kryjówki. Byłem potwornie zmęczony, dobiegały mnie przytłumione odgłosy andrzejkowej zabawy. Planowałem wyjście. Nie miałem ochoty nikogo widzieć, a szczególnie Beaty i dziewczyn. Problemem było to, że byłem jeszcze pijany, a było stosunkowo wcześnie więc pewno musiałbym rozmawiać z wujostwem. Na spacer było za zimno i nie miałem siły. Postanowiłem, że posiedzę tu sobie jeszcze z godzinkę, myśląc o przyjemniejszych rzeczach niż taniec z „Grubą Bertą”, czy picie taniego wina. 

    Kiedy oczy mi się same zamknęły, a głowa opierała się o boczną ścianę kabiny, z drzemki wybudził mnie hałas, otwierających się drzwi do kibla i głosy chłopaków. 

    – No, ale, kurwa, to głupia cipa – powiedział ktoś. 
    – A ty, kurwa, co myślałeś? Że ona kapsko ci wystawi, bo z nią zatańczyłeś? – dodał ktoś inny. 
    – Pierdolicie Hipolicie, trzeba było nawijać, słodkie słówka, że od miesiąca tylko o niej myślisz, a nie po dziesięciu minutach, gdy nawet jej jeszcze nie przelizałeś, proponować ustawkę na schodach przy strychu. Jebnięty jesteś i tyle w temacie – ten głos znałem, to był Andrzej. 
    – No, ale, kurwa, wszyscy wiedzą, że to kurwa i daje każdemu na zawołanie – odezwał się pierwszy głos. 
    – Kurwa, ja idę szczać, a wy już polewajcie, bo mnie dziś moja wkurwiła – to głos mojej fascynacji. Po chwili wszedł do kabiny obok i słyszałem jak z jego kutasa leje się mocny strumień moczu. Szkoda, że ściany między kabinami są murowane i nie ma w nich żadnej dziurki, by go podejrzeć. Chwilę to trwało, nim skończył, usłyszałem jak oberwał kawałek papieru toaletowego, pewnie do wysuszenia główki kutaska i dźwięk zamykanego zamka błyskawicznego. Potem już tylko szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami kabiny.

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yake Osi
  • Uczennica…

    Blondynka o anielskim obliczu oraz kształtach bogini poprawia raz jeszcze kokardy, które zdobią jej warkocze i zapukawszy w drewniane drzwi wchodzi. Lubi się bawić ze swoim kochankiem w te przebieranki. Dziś wyznaczył jej rolę uczennicy. Przyniósł te ciuszki i kazał uczesać włosy w warkocze.  Prawdą było, że biała bluzeczka na guziczki ledwie mieściła jej krągłe piersi. Bardzo krótka spódniczka zaś z trudem zakrywała majtki. Do tego kolanówki oraz tenisówki.

    – Kazał mi pan przyjść – mówi cicho do stojącego wysokiego przy oknie mężczyzny, spuszcza głowę patrząc na czubki swoich butów.

    – Słyszałem, że byłaś nie grzeczna – głos niesie się po pokoju. Blond piękność nic nie mówi. Słyszy jak tamten stawia krzesło na środku pokoju a potem siada.

    – Wiesz, że czeka cię kara – mówi – zdejmij majtki.  

    Ręce dziewczyny powoli z rozmysłem sięgają pod spódniczkę. Po chwili majteczki leżą na podłodze. Czuje  powiew chłodnego powietrza na gładkiej cipce oraz zbierającą się wilgoć.

    – Podejdź tu bliżej – słyszy.

    Jest posłuszna. Podchodzi tak blisko, że noga siedzącego wciska się jej między kolana lekko rozsuwając jej nogi.

    Czuje jak palce nauczyciela badają jej podniecenie. Ślizgają się w mokrej cipce, drażnią łechtaczkę, aż dziewczynka pragnie poruszać biodrami.

    Bez słowa mężczyzna jednym zdecydowanym ruchem przekłada uczennicę przez kolano. Gładzi czule  z wypięte, nagie pośladki z lubością rozsmarowuje śluz wzdłuż całej szczeliny. Kobieta kręci się niespokojnie.

    – Rozsuń nogi – wykonuje rozkaz, a ręka kochanka wsuwa się po między nie. Pierwszy raz spada na alabastrową skórę wypiętego tyłka. Potem drugi i jeszcze jeden pozostawiając czerwony ślad jego dłoni. Po kilku następnych  dziewczyna wije się niczym rażona prądem a jej soki kapią na drewniane deski podłogi. 

    – A teraz rozluźnij pupę – dociera do jej umysłu. Czuje jak zimny żel wcieka do jej odbytu, a zaraz za nim gruba zatyczka powoli wypełnia jej wnętrze. Twarde palce rozsuwają szerzej pośladki i kolejna wypustka wpada  przez wąską dziurkę. Ręka mężczyzny napiera z większą siłą a odbyt rozciąga się mocniej i mocniej. Jest pełniejsza. Wypięty tyłeczek miota się na prawo i lewo a z ust wydobywa jęk. Zagryza zęby by nie skomleć z rozkoszy a zatyczka tkwi coraz głębiej.

     – Jeszcze jedna kochanie – głos nauczyciela uspokaja ją. 

    Porusza zatyczką by utorować jej drogę w ciasnej dupci i gwałtownie wsuwa ostatnią i największą kulkę. Kobieta ściska odruchowo pośladki.

    – No już dobrze, dobrze – klepie różowy pośladek  – a teraz klękaj.

    Rozpina rozporek spodni i uwalnia twardego penisa.

     – Zdejmij bluzkę – dziewczyna wykonuje polecenie i klęka naga z sterczącymi sutkami. Czuje w pupie tkwiącą zatyczkę jak rozszerza jej wejście, drażniąc je i zwiększając podniecenie. Jej łechtaczka pulsuje a śluz spływa między nogami.

    – Zaczynaj – słyszy, nachyla się a jej pełne, malinowe usta obejmują główkę członka. Zaciska wargi i rytmicznie porusza głową. Potem pochłania go łapczywie, głęboko aż do samego końca. Stara się zadowolić swego nauczyciela, czując tkwiącą mocno zatyczkę zaczyna poruszać biodrami.

    Nagle nasienie wypełnia jej gardło, pozostawiona bez wyboru przełyka spermę. Mężczyzna sięga wrażliwej łechtaczki, obdarowuje ją pieszczotą, wsuwa palec do mokrej pochwy a po ten drugi i trzeci aż ciało jego uczennicy wije się i napiera na jego dłoń. W końcu jego ruch sprawia, że miły dreszcz przebiega po ciele jego kochanki.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Asica
  • W rdzeniu Normandii

     Po stuleciach wędrowania przez galaktykę, quarianie w końcu mieli odpowiedni sprzęt aby spróbować odbić swoją ojczystą planetę, Rannoch, z rąk gethów. Rozpoczęli swój atak przy pomocy nowego zakłócacza, następnie przeprowadzili zmasowany atak przeciwko syntetykom. Niestety ich działania pchnęły gethy w rozpaczliwym zrywie wprost w ręce Żniwiarzy. Wzmocnione przez kod gethy stały się inteligentniejsze. Komandor Shepard zwrócił się z prośbą o pomoc w walce ze Żniwiarzami do quarian. Szybko został wplątany w odwieczny konflikt. Razem z Tali udało im się powstrzymać olbrzymi niszczyciel gethów i uratować swojego znajomego getha, Legiona. Ten zobowiązał się pomóc w walce ze Starymi Maszynami oraz w zażegnaniu konfliktu między twórcami a gethami.

     W trakcie prób uwolnienia gethów z wpływu Żniwiarzy, Tali dowiedziała się kilku niepokojących informacji na temat historii jej ludu. Jeśli to co mówił Legion było prawdą, historie o migracji quarian trzeba było wyprostować.

     Kiedy tylko mogła, Tali odwiedzała Legiona żeby porozmawiać o wspólnej przeszłości obu ludów. Większość informacji przepadła wraz z ucieczką, a Legion był świetnym źródłem informacji. Nie chcąc aby niewygodne fakty wyciekły poza ich grono, spotykali się w rdzeniu SI. Zwykle to Tali zadawała pytania. Tym razem to Legion chciał uzupełnić dane.

     -Stwórczyni Zorah, czy znasz pojęcie PROGRAM: Zaspokojenie?
     -Chyba… chyba nie, dlaczego pytasz? – zdziwiona i jednocześnie zaintrygowana pytaniem – Czemu nie wyszukasz informacji w jak to nazywałeś?
     -Konsensus gethów. Gethy dzielą wspomnienia. Nawet gdy jednostka zostanie zniszczona lub usunięta, jej wspomnienia wciąż trwają w konsensusie. Jednakże, jedna dręcząca nas sprawa związana z tym programem okryta jest tajemnicą. Nie potrafimy odnaleźć odpowiedniej ilości danych związanych z programem.
    -Wiesz coś o tym programie? Cokolwiek z nim związane?
     -Jeszcze długo przed Wojną Poranną, stwórcy zaimplementowali w wielu platformach ten program. Sklasyfikowano go jako “rozrywka”. Stwórcy niekiedy rozkazywali gethom wykonać program. Przebieg i zastosowanie programu: Brak danych.
     -Ty nie posiadasz informacji na ten temat. Nadal nie odpowiedziałeś mi dlaczego nie możesz dowiedzieć się niczego przez kontakt z konsensusem i innymi gethami.
     -Wszystko co udało nam się ustalić, to, że kiedy program został wykonany, jednostka musiała usunąć wszystkie wspomnienia które zdobyła w trakcie działania. Może być uruchomiony tylko gdy w pobliżu znajdują się organiczne formy życia. Od kontaktu z organicznymi formami minęło prawie 300 lat. Zachowaliśmy program w naszych archiwach. Stwórczyni Zorah, czy zechcesz pomóc w zrozumieniu czym jest ten program?
     -Właściwie czemu nie. – Tali wzruszyła ramionami – Pomagasz nam, więc chcę się odwdzięczyć.
     -Doceniamy to stwórczyni Zorah. Wykonanie programu wymaga od jednostki specjalnego sprzętu. Ta platforma została wyposażona, musimy przygotować aby kontynuować.

     Legion przez chwilę był zajęty, co potwierdzały ciągle zmieniające się kolory jego diod i rozszerzający lub kurczący okular. W głowie Tali kłębiły się myśli. Do czego miał służyć program o takiej nazwie? Czemu wymaga istot organicznych? I jakie musi mieć konsekwencje skoro nawet gethy go nie próbowały obejść, tylko wykonują wszystkie jego zalecenia? Brak danych w konsensusie również wydawał się jej dziwny. Każdą informację wysyłali bo mogła być ważna, a tutaj je usuwają.

     -Wysłaliśmy kod aktywacyjny na twój omni-klucz. Wystarczy potwierdzić i możemy zaczynać.
     Tali wahała się przez chwilę. Spojrzała na oczekującego Legiona, westchnęła.

      -Raz się żyje…

     Potwierdziła uruchomienie. Legion szarpnął się, okular przyjął czerwoną barwę. Rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na Tali. Przemówił głosem jeszcze bardziej metalicznym niż zwykle.

     -Inicjalizacja PROGRAM: Zaspokojenie. Wyszukiwanie odpowiednich form życia. Zlokalizowana cel. Skanowanie w poszukiwaniu stref erogennych.
     -Skanowanie czego? – potrząsnęła głową nie wierząc w to co usłyszała.
     -Pierwszorzędne strefy erogenne zlokalizowane w okolicach piersi i waginy. Faza zaspokajania uruchomiona.
     -Jaka faza? – cofnęła się, będąc w szoku po tym co powiedział – Wstrzymaj program

      Platforma Legiona zmodyfikowała swój wygląd. Z otworów wysunęło się kilka długich, metalowych ramion. Każde było zakończone owalną główką. Cofnęła się instynktownie, ale ramiona ruszyły w jej stronę. Owinęły się w okół rąk i nóg. Dwa kolejne zbliżały się powoli. Końcówki odsłoniły wiązki laserowe. Zaczęły dezintegrować kombinezon Tali. Dopiero teraz panikować.

     -Przestań! Zachoruję, muszę szybko to załatać!
     -Rozpoczynam aplikację lubrykantu antybiotycznego

     

     Jedno ramię zaczęło dokładnie pokrywać odsłonięte fragmenty ciała, drugie kontynuowało usuwanie ubrania. Lubrykant był mazisty i przyjemnie ciepły. Obawy o zachorowanie stopniowo malały. Powodem tego było wywołane podniecenie. Tali starała się opanować szybki oddech. Czuła uderzenia gorąca. Kiedy wiązki skończyły, a całe ciało było pokryte lubrykantem Legion przystąpił do wykonania.
     -Cel jest wystarczająco podniecony. Rozpoczynam stosunek płciowy.
     -Keelah!

     

     Ramiona przesuwały się po całym ciele. Oplotły jej piersi i delikatnie ściskały, sprawiając przyjemność Tali. Inne pieściły jej szerokie biodra. Jedno ramię powoli wślizgiwało się w okolice jej pochwy. Chwilę później wsunęło się do środka. Jęknęła z przyjemności jaką sprawiało wijąc się w środku. Nie opierała się już ani trochę. Wolne ruchy już Tali nie wystarczały. Prosiła, a wręcz kazała Legionowi przyspieszyć. Reakcja była taka jaką wymagał program, podporządkował się więc. Ramiona które oplatały uda Tali zaczęły je masować, te na piersiach mocniej pieściły. Legion rozbudował się jeszcze bardziej. Kolejne ramiona rozpoczynały pieszczoty. Przy sutkach znalazły się dwa które zaczęły je ssać. Każde następne masowało plecy i pośladki. Ostatnie dodatkowe ramię zbliżyło się do jej odbytu, wysuwając coś na kształt wąskiego materiału syntetycznego, równie wilgotnego od lubrykantu. Zaczęło pieścić ją nie wchodząc do środka. Tali była tak zachwycona, podniecona, że krzyczała coraz głośniej. Chciała więcej, szybciej, mocniej. Nigdy w życiu nie czuła się tak dobrze. Nie usłyszała nawet jak ktoś wchodzi do środka. Liara wróciła po swój nadajnik, bez żadnych podejrzeń zamyślona najpierw nie zwróciła uwagi na krzyki rozkoszy Tali.

      -Przyszłam zabrać… Tali co się dzieje…
      -Nowy cel organiczny. Skanowanie w poszukiwaniu stref erogennych.

     

     Liara stała jak wryta. Przed oczami miała dziwnie rozstawionego Legiona i zupełnie nagą Tali z wypiętym tyłkiem, podskakującymi piersiami, wołającą o więcej. Z Legiona wystrzeliły kolejne ramiona. Oplotły ją równie mocno jak Tali, rozpoczynając dezintegrację ubrania. W kilka sekund Liara była już naga.

     -Co tu się dzieje, Tali! Legion natychmiast przestań!
     -Nie wzbraniaj się Liaro, zobaczysz to jest wspaniałe.
     -Jak takie coś może być wspaniałe? Przecież to…
     -Wykryto inny gatunek – przerwał jej Legion – Przeszukiwanie kanałów Extranetu w celu znalezienia odpowiednich sposobów zaspokajania. Zakończono, skłonności do stosunków oralnych dla tego gatunku.

     

     Liara chciała dalej potępiać to co się dzieje. Jednak gdy otworzyła usta, Legion wsunął tam jedno z ramion. Opory Liary ustąpiły zaraz po podaniu przez ramię lubrykantu, który wydał się asari przyjemny w smaku. Jej piersi również stały się obiektem pieszczot. Coraz bardziej pobudzona wijącym się w ustach ramieniem zaczęła je lizać. Wciąż czuła jak lubrykant wypływa z główki. Legion obserwując jak Tali zaczyna drżeć z rozkoszy, wbił liżącą odbyt quarianki główkę do środka. Przeciągliwy jęk jaki z siebie wydobyła musiał każdy na pokładzie. Liarę ułożył na czworaka. Dwa ramiona masujące duży tyłek teraz penetrowały oba jego otwory, dynamicznie wsuwając się i wysuwając na zmianę. Ślina ściekała na podłogę, ruchy doprowadzały do szaleństwa kolejną kobietę. Obie doszły jednocześnie. Ramiona wycofały się, Legion prawie wrócił do swojej formy. W okolicach, jeśli można tak to nazwać, krocza getha wysunęło się coś o wyglądzie penisa. Tali dochodząc do siebie, znowu czuła radość. To nie był koniec. Liara, nadal na czworaka, kierowała się w jego stronę.

     -Zobacz Tali, zobacz jaki ładny. Chcę go lizać. Będę pierwsza, ty później.
     -Od początku jak się tu pojawiłaś chciałam dotknąć tego wielkiego, niebieskiego zadka. Bądź sobie pierwsza, ale twój tyłek jest teraz mój.
     -W porządku, czuj się swobodnie.

     

     Wspierając się o nogi Legiona, Liara zbliżyła głowę do jego penisa. Delikatnie polizała końcówkę, po czym zaczęła ssać. Tali położyła się na plecach pod pośladkami Liary. Usiadła na twarzy quarianki, gdy Legion złapał ją za tył głowy i szybkimi ruchami pieprzył ją w usta. Asari pomrukiwała, pieszcząc swoje sutki. Tali lizała jej cipkę, dłońmi ściskając miękkie pośladki. Geth wykonał ostatnie mocne pchnięcie i wypuścił sporą ilość lubrykantu. Ociekająca od śliny Liara była teraz ociekająca również lubrykantem. Starała się połknąć wszystko, jednak dawka była za duża. Zmiana której wyczekiwała Tali nie nastąpiła. Legion pchnął Liarę na podłogę, dosiadł ją i równie szybko ja wcześniej zaczął posuwać ją w dupę. Tali chwyciła jej dłoń, drugą ręką pieszcząc swoją szparkę. Liara znowu dochodziła, a Legion nie zwalniał. Pieprzył ją jeszcze dobrych kilka minut nim wypuścił kolejną dawkę lubrykantu. Opadła na mokrą podłogę, wymieszanych soków i śliny. Powoli wyciekający lubrykant zlizywała Tali. Liara czuła jak delikatnie muska jej odbyt językiem. Legion nie czekając ustawił się za Tali. Drugi penis pojawił się znikąd. Momentalnie wypełnił obie dziurki młodej quarianki, wykonując równie szybkie ruchy jak z Liarą. Ta jedynie jęczała, dochodząc do siebie. Tali radziła sobie świetnie mimo siły z jaką posuwał ją geth. Nie przerywała lizania, dodatkowo ręką pieszcząc cipkę Liary. W końcu obie mocno wyczerpane padły na podłogę. Tali próbowała jeszcze trochę possać tego metalowego drąga, ale nie miała już sił. Legion znów był zwyczajny. Rozejrzał się po pomieszczeniu, sprawdził obie dziewczyny.

      -Program wykonany. Zmiany które zaszły w naszym oprogramowaniu pozwalają mi na zachowanie materiału bez możliwości dzielenia się nim. Stwórczyni Zorah, Doktor T’Soni, zachować.
     -Legion – wydyszała Liara – Chcę to mieć u siebie, wszystko. I to jeszcze dzisiaj.
     -Potwierdzam. Stwórczyni Zorah?
     -Zatrzymaj, ale nikt nie może o tym wiedzieć.
     -Potwierdzam. Brak sprzeciwu. Doktor T’Soni materiały zostały wysłane na twoje serwery. Ta platforma nie posiada już danych na temat ostatnich wydarzeń.
     -Jesteś niesamowicie chytra Tali, trzymać takiego sex bota tylko dla siebie.
     -Nie miałam pojęcia, że tak potrafi. Musimy zdobyć jakieś ubrania, przecież nie będę biegła do ładowni nago. Poza tym nie wiem jak długo działają te antybiotyki które mi podał.
     -Glyph przyniesie moje ubrania i twój kombinezon. Tak na przyszłość, musimy wypracować metodę żeby nie niszczył nam ubrań.
     -Masz ochotę to powtórzyć?
     -Oczywiście. Na Boginię to było cudowne. Pozostawmy to w tajemnicy i cieszmy się nim. 
     -Zgoda

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Fantasmo

    Moje pierwsze opowiadanie typu fanfic. Podzielcie się co o tym myślicie. 

  • Karkonosze cz. 6

    Brat Natalii i Jagody przytachał litrową flaszkę samogonu. Po tej drugiej grupowej sesji zaczęliśmy pić bardzo ostro. Nawet nie wiem kiedy urwał mi się film. Kiedy się obudziłem, było już całkiem widno a słońce wpadało do salonu przez niewielkie okno w całej swojej mocy. Spojrzałem na zegar. Była 10. Wtedy dopiero poczułem, że coś mnie gniecie od góry. Pomacałem ręką i poczułem pod nią drobniutkie ciałko nastoletniej Lili. Przejechałem po gołych pleckach dziewczyny i dotarłem do malutkiej, takiej, że prawie zmieściłbym ją w dłoni pupy siedemnastolatki. Leżała na mnie przyklejona malutkimi ale już kobieco zaokrąglonymi cycuszkami. Jej brązowe włosy, rozrzucone w nieładzie na mojej piersi a na brzuchu czułem dokładnie wygoloną i zapewne ostro wypełnioną spermą, która wydostawała się z niej wraz z dziewczęcymi soczkami podniecenia i tworzyła na moim podbrzuszu mokrą, śliską plamę, pizdeczkę.

    – Byłeś wspaniały. Chcę żebyś znowu mnie wyruchał – usłyszałem jej cichy szept.

    A więc ruchałem ją w nocy. Zupełnie nie pamiętam. I to zapewne moja sperma wypływa z jej wnętrza. Przesunęła się wyżej i nagle poczułem jej śliczne usteczka na moich. Oddałem pocałunek i po chwili całowaliśmy się jak szaleni.

    Zamykała cudownie swoje zielone oczka. Ja natomiast rozejrzałem się po salonie. Obok w fotelu siedział a właściwie wpół leżał Max. Wtulona w jego olbrzymie cielsko z pupcią wysoko na udach mężczyzny siedziała blondyneczka Ola. W lewej rączce dzierżyła, na ile mogła objąć potężnego chuja, który nawet w zwisie miał chyba z 20 cm długości. na uroczej twarzyczce małolatki malowało się ogromne zadowolenie i uśmiechała się przez sen, zapewne śniąc o niedawnej wizycie tego olbrzyma w jej wnętrzu.

    Na włochatym dywaniku, miedzy gołymi ciałami Marka i Tomka, z ich kutasami w dłoniach leżała przybyła z Maxem Klaudia. Leżała na plecach i miała szeroko rozrzucone nogi. Dokładnie wygolona pizda, z długa szparą, świadczyła, że 19-latka bardzo lubiła seks. Oprócz mięsistych warg zewnętrznych wychodziły z niej duże, ciemnobrązowe fałdy, które to właśnie mogłyby świadczyć o jej zamiłowaniu do goszczenia we wnętrzu ogromnych kutasów. Klaudia była bardzo ładna i miała przepisową figurkę, z dużymi cyckami i rozłożystymi biodrami. Nagle Marek obrócił się na bok i jego kolano znalazło się tuż przy piździe tegorocznej maturzystki.

    Na wersalce, między moimi rówieśnikami, znalazła się Jagoda. Ona też trzymała w dłoniach miękkie już i jeszcze kutasy chłopaków. Miała szeroko rozrzucone nogi i mogłem znowu podziwiać jej jakże gościnną pizdę.

    W salonie nie było jedynie Natalii i jej mena Patryka. No i oczywiście cierpiącej jeszcze Oliwii.

    Pieściłem bardzo drobniutkie ciałko Lili. Rzeczywiście mogła mieć jakieś 150 cm wzrostu i ważyć ledwo 35 kg. Umiała się całować i robiła to bardzo zapamiętale. Znowu dotarłem dłońmi do jej malutkich pośladków. Zacząłem je pieścić, ugniatać i byłem aż zszokowany jakie są twarde i jędrne. Wepchnąłem palec a potem dwa w jej odbycik. Aż jęknęła cicho z zadowolenia.

    – Nic nie pamiętam ale teraz chcę to zrobić świadomie – westchnąłem. 

    Szybko obróciła się i nagle koło mojej buzi znalazła się jej pizdeczka a mój kutas, który na skutek jej działania, znowu przybrał pozycję do działania, niknął głęboko w jej ślicznej buzi. Miała też bardzo głębokie gardło, tak, że niknął prawie cały. Potem zaczęła mi go lizać i to aż do jajek, które chwytała ustami i lekko ściskała. Wsunęła dłoń pode mnie i wsunęła dwa palce w moją dupę. Głęboko wpychałem język w jej pizdeczkę. Niby ciasna szparka, była bardzo rozciągliwa i nagle wsunąłem w nią całą dłoń i zacząłem nią obracać w lewo i prawo. Czułem jej gorące wnętrze, które poddawała się ruchom mojej dłoni.

    – Aaaa… taaak… jeeeszczeee… – jęczała coraz głośniej. Z dłonią w jej pochwie językiem trącałem odkrytą ze skórki żołądź łechtaczki. Była to taka malutka, zaczerwieniona perełka, której pieszczenie zawsze sprawiało mi niezwykła przyjemność.

    Leżałem na plecach i nagle podniosła się wyciągając moją dłoń z siebie. Szybko okraczyła mnie i nabiła na moją twardą pałę.

    Unosiła pupę najpierw pomału i tak tylko w jednym kierunku. Mój kutas to prawie wychodził z niej to znów cały niknął w jej ciasnej ale niesamowicie rozciągającej się piździe. Ujeżdżała mnie coraz szybciej i do tego zaczęła ruszać dodatkowo swoją pupcią. Na początku tylko do przodu i do tyłu ale potem i na boki. Sztywny kutas penetrował za każdym razem inną część jej wnętrza. czułem się bosko. Do tego cicho pojękiwała i widać było, że jej podniecenie rośnie z każdym nabiciem się na moją pałę. Nagle odchyliła się do tyłu. Wypchnęła małe cycuszki do przodu i wtedy z podziwem mogłem patrzeć jak cudownie sterczą, znacznie powiększone i twarde jak kamyczki sutki dziewczyny. Uniosłem do góry głowę i zacząłem je chwytać ustami. jej pochwa zaczęła pulsować na moim chuju. Jęczała znacznie głośniej. Szczytowała. Orgazm miała prześliczny. Drobne ciałko drżało w niezwykłym podnieceniu, oczka zamknięte, główka odchylona do tyłu i te cudowne piski wydobywające się z jej gardła. Z nabitej na mojego chuja pizdeczki wypływały ogromne ilości dziewczęcych soczków i spływały na moje uda i podbrzusze. Znowu zaczęła unosić do góry pupę i opadać. Czułem jak mój kutas wędruje w niej, rozpychając trzewia i ciągle znajdując sobie miejsce w innej części jej brzuszka. Wreszcie to pulsowanie jej dziewczęcej pochwy, i kilkunastominutowe jebanie spowodowało, że i w moim kutasie zaczęła się powolna, aczkolwiek nieunikniona wędrówka spermy ku otworowi na jego czubku.

    – Możesz do środka, bo biorę tabletki – wyczuła zbliżający się wytrysk.

    Wystrzeliłem z ogromnym orgazmem salwą spermy tak dużą, jakbym nie ruchał od miesiąca a przecież w ciągu tej szalonej nocy stało się to kilkukrotnie. Nabiła się do końca i tylko poruszała dupką na wszystkie strony. Gęsta sperma uderzała z ogromną siłą w naciągnięte ścianki jej dziewczęcej pochwy. Znowu zaczęła drżeć drżeć i prężyć drobne ciałko do tyłu. Tak w ekstazie pozostawaliśmy prawie minutę. Ona bez udziału umysłu podskakiwała na moim wyrzucającym z siebie następne salwy nasienia chuju. A ja wypróżniający się i spełniony. Kiedy mój kutas zaczął mięknąć, zeszła i położyła się obok, zarzucając kolanko na moje krocze.

    – Wiesz. Już dawno nie było mi tak dobrze – westchnęła.

    – Zawsze dziwię się, jak takie małe i drobne kobietki, są tak bardzo pojemne – powiedziałem.

    – Ja od dawna uprawiam już seks a zaczęłam w grupie małoletnich prostytutek. Jest to temat tabu ale w samym Wrocławiu było nas kilka i z tego co wiem to nie ubywa.

    – Jak to? 

    – No tak. Byłam w gimnazjum, jak moja mama znalazła się w szpitalu. Ojciec wrócił mocno podpity. Zresztą pił codziennie, to nie było to żadną niespodzianką. Strzelił mnie mocno w twarz, aż z nosa poleciała mi krew. Niby dlatego, że nie było na stole obiadu. Uciekłam do łazienki, żeby zatrzymać krwawienie. Zaczął się dobijać, aż w końcu drzwi ustąpiły. Dopadł do mnie i zaczął zdzierać ubranie. Broniłam się ale to potężny facet i na nic się to zdało. Chwycił mnie za włosy i zaciągnął gołą do ich sypialni. Rzucił na łóżko i ściągnął spodnie, i majtki. Jego kutas sterczał do góry, sztywny i twardy. Wydał mi się ogromny. Chociaż mocno ściskałam kolanka, rozwarł mi je szeroko i położył między nóżkami. Wdzierał się we mnie pomału. Straszliwie bolało. Byłam na granicy utraty przytomności. Tak półprzytomną ruchał mnie z pół godziny. Potem wbił mi chuja do buzi i rzygnął spermą. Nie smakowała mi ale było jej tyle, że żeby się nie udusić, połykałam ją całą. Tego popołudnia i nocy wyruchał mnie jeszcze kilka razy. Tak było codziennie przez miesiąc. Nie chciałam ale zaczęło mi to sprawiać przyjemność. tak miałam niechciane pierwsze orgazmy. Wróciła mama i wygnała go z domu. Założyła sprawę o znęcanie i w wyroku miał zakaz zbliżania się do nas. Po wyjściu z aresztu czatował na mnie w parku. zaciągnął w krzaki i znowu wyruchał. Potem sprzedał mnie alfonsowi dla nieletnich. Ten miał kutasa jeszcze dużo większego od ojca. Ruchali mnie półprzytomną na zmianę. Tak trafiłam do burdelu i na ulicę. Poznałam bdsm. Byłam ruchana przez mężczyzn i kobiety. Chyba najgorzej było z dwoma murzynami. Obydwaj mieli niemal 30 cm chuje i próbowali wbijać jej we mnie całe. Myślałam, że mnie porozrywają a oni weszli we mnie obydwaj. Owszem zapłacili dużo ale to było straszne. Potem jak nie przynosiłam alfonsowi i ojcu 300 zł dziennie to brali baty i bili mnie po całym ciele. najbardziej razy bolały jak bili mnie po moich małych cycuszkach i nadal ciasnej pisi.

    – A teraz?

    – Teraz obydwaj siedzą i mogę nieco odpocząć i jebać się z tymi, z którymi mam ochotę, jak z tobą.

    – To nie masz łatwego życia i jak chcesz mogę cię ruchać zawsze jak tylko będziesz potrzebowała.

    – Fajnie. Dzięki.

    Rozejrzałem się dookoła. Ola wypełniona ogromnym chujem Maxa, wiła się pod nim i głośno przezywała dziewczęce orgazmy.

    Pizdy i dupy Jagody i Klaudia też wypełniały twarde kutasy. Z pokoiku obok słychać było świst bata i jęki Patryka oraz rozkazy Natalii. Wreszcie po schodach wolno wchodziła rudowłosa Oliwia. Była cała rozpalona i podeszła do mnie i do Lili.

    – Chodźmy już, bo mam dreszcze – szepnęła i patrzyła jak ostro jebana jest jej przyjaciółka. 

    Tego dnia szukaliśmy jeszcze dla niej lekarza. A potem ginekologa. Ale o tem potem.

    C.D.(Może)N.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor

    Piszcie opinie.

  • Przepustka Jack

     -Tylko pamiętaj Jack, masz wrócić w przeciągu 24 godzin – przypominał Shepard patrząc jak pół naga biotyczka miesza się z tłumem. -Wsadź sobie w dupę te przypomnienia harcerzyku. Jestem dużą dziewczynką, wiem jak o siebie zadbać. Odeszła dalej i szybko natrafiła na bardzo podupadłą okolicę, nawet jak na standardy panujące na Omedzę. Kroczyła przed siebie, zauważając, że od dłuższego czasu nie widziała nigdzie zbirów Arii. Nie speszyło jej to, przecież miała spluwę i była niesamowitą biotyczką. Po długim spacerze, mijaniu zapadłych dziur oraz całej masy mętów, zauważyła budynek przypominający klub. Przy wejściu stał batariański wykidajło, pewny siebie osobnik. Zbliżyła się aby dowiedzieć się jak wejść do środka.
     -Naprawdę myślisz, że jesteś na to gotowa? – zapytał z uśmiechem – To nie jest klub dla szczeniaków i wyrostków jak Zaświaty. Jeśli chcesz wejść musisz zrobić dwie rzeczy. -Jakie rzeczy? – mierząc go surowym wzrokiem splotła ręce na piersiach. -Po pierwsze, musisz zostawić ubrania. W twoim wypadku nie ma tego dużo. Broń również. Za drzwiami jest szatnia, tam zostawisz wszystko i będzie tam bezpiecznie czekało. Po drugie, podpiszesz mi zgodę na bzykanie się z naszymi bywalcami.
     Oczekiwał na jej reakcję. Zwykle, te zasady odsiewały cwaniaczków i pozerów. Jack chwilę myślała nad tym co powiedział.
     -Co to za miejsce? Jeden z tych klubów gdzie można robić wszystko na co ma się ochotę? -Dokładnie, to wchodzisz w to czy nie? -Dawaj ten świstek. To jest miejsce w moim stylu.
     Nie podobało jej się, że musi zostawić broń. Nikt jednak nie mógł pozbawić jej mocy biotycznych. Batarianin otworzył drzwi, wręczając jej zgodę. Zza rogu wyszedł turianin, wskazując gdzie może przechować rzeczy. Jack rozebrała się, weszła przez drugie drzwi prosto do klubu. Kiedy się tam znalazła od razu uśmiechnęła się widząc, że to miejsce jest najlepszym możliwym na  zabawę. Klub
    rozświetlały odcienie czerwonego, fioletowego i różowego, z gołymi tancerkami wywijającymi na rurach albo wysuniętych platformach. Nadzy klubowicze wszystkich ras tańczyli, rozmawiali, bawili. Czasem można było dostrzec parę radośnie bzykającą się na parkiecie. Skutkiem tego była podłoga pokryta mieszaniną soków miłosnych. Jack najpierw podbiła do baru, łapiąc stojącą obok dziewczynę i wciskając jej twarz między swoje nogi kazała lizać swoją cipkę. Naga ciemnofioletowa Asari zbliżyła się do niej i zapytała czego chce.
     -Jeszcze cię tu nie widziałam, czego potrzebujesz? Mamy szeroką gamę alkoholi. Jak chcesz iść na całość mamy Czerwony Piasek i Hallex. – zaproponowała pochylając się nad barem, wypinając w jej stronę duże piersi.  -Zostanę przy gorzale. – odpowiedziała zamawiając kilka kolejek
     Asari odwróciła się pochylając się po butelkę. Tym razem eksponując pokaźnych rozmiarów tyłek. Jack złapała zwolniony przed chwilą stołek. Usiadła na nim, czując, że jest mokry i lepki. Najprawdopodobniej mieszanina tego samego co na podłodze.
     -Hej, w ogóle sprzątacie to miejsce? – zapytała patrząc na asari ustawiającą kieliszki i lejącą po swoich piersiach wódę, pozwalając im spływać po sutkach do kieliszków. -Pewnie, oblewamy wszystko wodą ze szlaucha po zamknięciu. – odpowiedziała podsuwając drinki Jack – Ale co ja poradzę, że klienci wolą jak jest tu taki syf.
     Odchodząc od baru mrugnęła zalotnie do Jack. Ona zaś dokończyła kolejkę, doszła prosto w usta zdziry która ją lizała, po czym ruszyła w tłum tańczyć. Ocierała się o innych tańczących, choć nie ukrywała swojego zawiedzenia. Większość obecnych to były kobiety. Oznaczało to, że będzie musiała starać się o jakiegoś porządnego fiuta. W międzyczasie zjawiła się grupa asari, powitały batarianina i zapytały czy jest ktoś interesujący. Powiedział im o ludzkiej dziewczynie pokrytej tatuażami, po czym wpuścił je. Jack widziała jak wchodzą i podobało jej się to co widzi. Nie były to zwyczajne asari, widziała je tylko od pasa w górę, ale były bardzo postawne. Największa była, jak przypuszczała, ich przywódczyni. Mocno rozbudowane mięśnie jak na asari przypadły jej do gustu. Wróciła do tańczenia i chciała się z nimi spotkać nim wyjdzie. Zdawało się, że jedna z asari patrzyła na nią. Kilka minut tańczyła sama, gdy poczuła na ramionach mocny chwyt. Poczuła jak główka fiuta zaczęła napierać na jej cipkę od tyłu.
     -Jaruut twierdzi, że jesteś interesującą dupeczką dzisiaj w klubie. – usłyszała głęboki, damski głos zza pleców – Miał rację, bo wyglądasz smakowicie skarbie.
     Jack zauważyła przed sobą muskularną asari która wchodziła do klubu przed sobą. Teraz gdy nic nie blokowało jej widoku, zauważyła sporych rozmiarów sztywnego kutasa, stojącego dumnie między jej nogami.
     -Mam nadzieję, że jesteś gotowa – odezwała się ta przed nią – Szukałyśmy jakiegoś świerzaczka.
     Jack jęknęła gdy nabrzmiały fioletowy fiut wepchnął się w nią. Chciała się z nimi droczyć lub przechwalać się, że nie z takimi miała do czynienia. Nie mogła jednak. Czuła niesamowitą przyjemność będąc zmuszoną aby przyjąć takiego kutasa. Jack jęczała, ale muzyka zagłuszała ją.
     -Cholera, dziwka jest ciasna! – stwierdziła przywódczyni grupy – Niech któraś zajmie się jej ustami.
     Kolejna asari złapała ją za głowę, ściągnęła bliżej swojego fiuta i załadowała prosto w usta.   -O kurwa, głębokie ma gardło.
     Przywódczyni puściła jej nogi, wyprostowała się. Stopy Jack bujały się nad podłogą dobrych kilka centymetrów. Nabita na kutasy z obu stron odchodziła od zmysłów z podniecenia. Pieprzyły ją w ten sposób aż doszły. Jack nie mogła połknąć wypełniającej usta spermy. Była nieco oszołomiona. Jednak nie przeszkodziło jej to w szczytowaniu i to dwukrotnym. Przywódczyni odciągnęła ją na bok, pozwalając zająć miejsce jednej ze swoich podkomendnych.
     -Nazywam się Averia – przedstawiła się – Przywódczyni Lazurowego Nowiu, grupy najemniczek które będą cię posuwać do nieprzytomności dzisiejszego wieczoru.  -Dla mnie spoko – wydyszała Jack, wciąż nie do końca przekonana czy da im radę, ale nie wybaczyłaby sobie gdyby nie spróbowała. – Mogę dostać coś na pobudzenie? Kupcie dziewczynie drinka albo coś. -Mamy coś o wiele lepszego niż drink. – uśmiechnęła się – Damaria! Wiesz co robić.
     Błękitna asari uśmiechając się zaczęła masować swojego kutasa do pełnego wzwodu. Jack patrząc jak się robi coraz większy nie mogła się już doczekać.
     -Co powiesz na takie pobudzenie?
     Jack patrzyła jak rozsypuje krechę z Czerwonego Piasku na górze swojego fiuta i podsuwa jej pod twarz. Obawiała się o to jak zadziała na nią teraz. Długi czas nie brała piasku. W końcu to była przepustka, trzeba było się zabawić. Wciągnęła na raz wszystko. Mocno ją walnęło.
     -No dalej! Pokażcie na co was stać wy zmutowane kurwy z chujami! A może już zmiękły wam faje i nie możecie mi zapewnić niezapomnianego jebanka? -Do dzieła dziewczyny. Spełnijmy jej prośbę.
     Jedna z asari obróciła Jack tak, żeby jej koleżanka mogła dostać się do jej tyłka, następnie obróciły ją bokiem. Trzecia asari wsunęła się do ust. Kiedy wszystkie dziury Jack były wypełnione, pozostałe asari poszły po drinki dla całej reszty. Jack była wniebowzięta. Od dawna nie miała okazji porządnie się pieprzyć. Teraz jej obie szparki są poszerzane, gdy ona dławi się trzecim chujem. Pozwalała im robić co chcą, licząc na to, że później to ona się nimi zabawi. Tymczasem dusiła się fiutem, dochodziła do orgazmów i traciła wszelki kontakt ze światem, do momentu gdy uświadomiła sobie, że one wcale nie tracą wigoru. Rozkosz jaką jej zapewniały wzięła górę i nie obchodziło jej już to. Kilka minut później wypełniły ją swoim nasieniem. Podały drinka i pomogły wstać.
     -Wow! To było coś. – pochwaliła ją Averia – Nigdy nie widziałam suki tak dobrze pasującej do naszych fiutów.  -Cóż mogę rzec? – próbowała droczyć się Jack – Zadawaliście się z miernotą, teraz macie najlepszą.  -W to nie wątpię – wtrąciła się któraś z asari – Jak tylko złapiemy oddech zapewnimy ci drugą rundę. No wypij, na pewno masz ochotę na coś innego niż tylko sperma.
     Jack wypiła i nim zdążyła coś powiedzieć już była na kolanach. Najemniczki wepchnęły dwa kutasy do jej przełyku. Zagulgotała próbując je zniechęcić, ale to jedynie je zachęcało do szybszego ruchania jej gardła. Wsuwały się na zmianę, tak , że jeden się cofał, a drugi wpychał, nie pozwalając jej nic powiedzieć. Pracowały parami, dwie kolejne zmusiły ją to trzepania ich nabrzmiałych fiutów. Averia przyglądała się temu, masturbując się. Wzięła do ręki kubek z którego piła Jack uśmiechając się przy tym podle. Gwizdnęła.
     -Dziewczyny! Napełniamy!
     Zakomenderowała i wzdychając z podniecenia wystrzeliła prosto do kubka. Dwie którym trzepała Jack poszły jako pierwsze. Nie wstrzymując się dość szybko uzupełniły kubek o swoje nasienie. Później kolej nadeszła na dwie penetrujące jej usta, wypełniając, a nawet nieco przelewając zawartość kubeczka. Następnie kazały jej to wypić. Próbowała się wycofać, ale masywne nogi zagrodziły drogę ucieczki. Złapała kubek i wstała o własnych siłach. Dopiero pierwszy raz odkąd zabawiają się z nią najemniczki. Przyjrzała się spermie asari. Wyglądała podobnie do ludzkiej, ale była słodsza, a kolory był jasnoniebieski z mocno ciemnymi niebieskimi grudeczkami. Zaczęła pić, grupa ją dopingowała. Wyżłopała do dna, bekając gdy skończyła.
     -Słuchajcie, było fajnie, ale ja hmmhmghh….
     Nie mogła skończyć zdania bo przywódczyni wepchnęła kutasa do jej gardła i brutalnie zaczęła pieprzyć twarz. Reszta dziewczyn była już wyczerpana, ale ona wciąż miała siłę na ten ostatni raz. Jack nie mogła oddychać przez łuskowatą niebieską miednicę która obijała jej twarz. Zaczęła się dławić i dusić jak nigdy przedtem. Nie mogąc nic poradzić na to co się działo zaczęła pieścić swoja cipkę. Parę chwil później obie doszły w tym samym momencie. Jack zdążyła połknąć pokaźny spust i padła na podłogę nieprzytomna. Averia przywołała barmankę.
     -Umieść ją w naszym pokoju gościnnym i przekaż jej tą notkę. Powinnaś wiedzieć co robić, prawda? -Oczywiście panie Averio. Wszystkiego dopilnuję osobiście.  -I tak ma być – odchodząc klepnęła ją w tyłek.
     Barmanka przywołała jednego z ochroniarzy i wnieśli Jack na piętro, gdzie znajdowały się pokoje. Ułożyli ją na dość marnym łóżku i wyszli zostawiając na stojącym obok kredensie notkę od Averii. Jack obudziła się dopiero następnego ranka. Wciąż lekko oszołomiona przeczytała notkę.
     “Musisz wpadać tu częściej kochana, póki co się tylko zapoznałyśmy. Przybywamy na Omegę co dwa tygodnie, ty też musisz. Pozdrawia cię cała załoga – Averia”
     Jack głośno się roześmiała, takiej przyjemności nie potrafiła sobie odmówić.
     -Możecie być pewne, że się tu zjawię. I to nie raz!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Fantasmo

    Fanfic związany z Mass Effect. Czekam na opinie i komentarze.

  • Zmeczona maturzystka

    Wstałem później niż zwykle, otworzyłem sobie piwo i w piżamie zasiadłem w salonie przed telewizorem. Rodzice byli w pracy, siostra zdawała maturę, więc miałem wolną chatę i nikt nawet nie wiedział, że nie poszedłem do szkoły. W moim liceum też odbywały się egzaminy maturalne, w związku z którymi skrócili mi lekcje, a ja uznałem, że nie opłaca się w ogóle iść na tych kilka godzin.

     

    Poskakałem chwilę po kanałach i znalazłem fajny film. Kiedy w czasie przerwy reklamowej poszedłem się załatwić i w łazience mój wzrok przypadkowo padł na pojemnik na pranie, nie wytrzymałem i zajrzałem do niego. Wiedziałem, że można w nim znaleźć noszoną bieliznę mojej siostry, Gabrysi, która od jakiegoś czasu strasznie mnie podniecała. Jako szesnastoletni napaleniec ciągle myślałem o seksie, a że siostrę miałem śliczną, to trudno żebym nie zaczął w końcu dostrzegać w niej kobiety. Taka piękność o długich blond włosach, wysoka i szczupła. Gabryśka jako brata w ogóle się mnie nie wstydziła i często chodziła po domu w samych majtkach i staniku, albo jak gdyby nigdy nic przebierała się przy mnie, nie wiedząc nawet, jak to na mnie działa. Doszło już do tego, że nakręcała mnie nawet noszona przez nią bielizna.

     

    Nie musiałem długo szukać w pojemniku – majtki Gabrysi znalazłem na wierzchu. Wyjąłem je, przyłożyłem sobie do twarzy i wciągnąłem powietrze. Od razu odurzyły mnie siostrzane feromony i zabuzowało mi w kroku. Pod jej majtkami znalazły się również znoszone rajstopy, które Gabryśka poprzedniego dnia miała na egzaminie maturalnym. Chwyciłem je oczywiście, a majtki odłożyłem do pojemnika. Zacząłem ocierać się fiutem o te cienkie rajtuzy, przypominając sobie jak seksownie wyglądały w nich wczoraj nogi mojej siostry i podniecając się coraz bardziej. Zaraz jednak usłyszałem, że reklamy się skończyły, toteż jako, że film był dość ciekawy, wróciłem przed telewizor. Rajstopki zabrałem ze sobą i bawiłem się nimi dopijając piwo i oglądając film, na którego fabule jednak nie mogłem się już zbytnio skupić, bo coraz bardziej napastowały mnie myśli o seksie.

     

    Siłą rzeczy w końcu wyjąłem swoje przyrodzenie na wierzch i zacząłem masować się po nim delikatnymi rajstopami siostry. Czułem w powietrzu ich specyficzną woń, a że bardzo ona na mnie działała, jedną ze stopek przyłożyłem sobie do nosa. Lizałem materiał, onanizując się i zupełnie już zapominając o lecącym filmie. W pewnym momencie jednak przywrócił mnie do rzeczywistości odgłos przekręcanego w zamku klucza. Szybko podciągnąłem sobie spodenki od piżamy, a rajtuzy oraz puszkę po piwie wrzuciłem za kanapę. Wpatrzyłem się znowu w telewizor, udając zainteresowanego widza. Za chwilę w korytarzu rozebrzmiał szybki stukot obcasów świadczący o tym, że przybyszem jest właśnie właścicielka znajdujących się teraz za kanapą rajstop. Całe szczęście, że nie któreś z rodziców, bo zaraz czepialiby się, że nie jestem w szkole, a z Gabryśką ostatnio byłem w przyjaznych stosunkach i nie bałem się, że na mnie doniesie.

     

    Tamtego dnia moja siostra zdawała ustną maturę z angielskiego, która była ostatnim z jej egzaminów. Najwidoczniej już się z nim uporała. Po chwili ujrzałem jej rozpromienioną twarz w drzwiach salonu. Kiedy mnie zobaczyła, krzyknęła radośnie: „Zdałam, Berto, zdałaaam!”, po czym przyskoczyła do mnie i mocno mnie objęła. Wstałem więc i również ją obejmując, poklepałem po plecach, mówiąc:

    – Gratuluję, wiedziałem, że zdasz.

    Cofnęła głowę i popatrzyła na mnie z uśmiechem.

    – Osiemdziesiąt pięć procent! A myślałam, że mi się nie uda!

    Jej ciało stykało się z moim osłoniętym jedynie spodniami piżamy, sterczącym penisem, wprawiając go w jeszcze większe odrętwienie.

    – No widzisz? Mówiłem ci, że dobrze ci pójdzie…

    – Tak się cieszę… – nie mogąc utrzymać emocji na wodzy, dziewczyna niemal płakała ze szczęścia.

    – Też się cieszę – spróbowałem nadać swojemu głosowi radosny ton, choć tak naprawdę wiadomość, że Gabrysia zdała, nie była niczym niezwykłym. Przecież jeśli taka kujonka miałaby oblać, to chyba nikt by nie zaliczył tej matury. Dla mnie bardziej emocjonujące były jej piersi rozgniecione na mojej klacie oraz to, że w tej pozycji mój penis wciskał się w jej podbrzusze.

    Gabrysia ze szczęścia ucałowała mnie soczyście w policzek, po czym oderwała się i wybiegła z pokoju. Zdjęła w korytarzu buty i z tej radości nie mogąc znaleźć sobie miejsca, powróciła do mnie. Ja w tym czasie rozsiadłem się znów na kanapie i patrzyłem, jak boso chodzi w kółko po środku pokoju, rozpinając swoją białą koszulę i wciąż nadając o wynikach matur osiągniętych przez jej koleżanki – wszystkich niższych niż jej własne osiemdziesiąt pięć procent. Po chwili zmieniła temat.

    – W końcu sobie odpocznę, nareszcie będę miała spokój! – mówiła. – Spooo-kóóój – dodała śpiewnym głosem.

    Niebawem uporała się z guzikami swojej galowej koszuli, zdjęła ją i ostentacyjnie odrzuciła od siebie – jakby wraz z nią pozbywała się trosk związanych z maturą. Od pasa w górę został na niej wyłącznie stanik.

    – Teraz będę chodziła tylko w domowych dresach i całe dnie będę spędzała przed telewizorem – szczebiotała. – A co, nie należy mi się?

    – Jasne, że ci się należy! – potwierdziłem dobitnie i trochę kpiąco, czego jednak rozradowana Gabrysia nie odczuła.

    – Cztery i pół miesiąca wakacji… – mówiła rozmarzona. – Waaakaaaaa-cjiii – powtórzyła, tym razem wyśpiewując to słowo.

    Mocowała się teraz z zameczkiem od spódnicy, który znajdował się na pupie. Wykręcała głowę do tyłu i zezowała w dół, żeby móc zobaczyć to problematyczne zapięcie, a jej usta wykrzywiały się przy tym w charakterystyczny pałąk – jakby wygięcie kącików ust do dołu dawało możliwość osiągnięcia większego kąta widzenia. Coraz mocniej szarpała za zamek wykręconymi w tył rękami, lecz nie mogła sobie poradzić. Stała dokładnie pomiędzy mną a telewizorem i w ogóle jej nie obchodziło, że zasłania mi obraz. Ale co tam film, kiedy w zamian można sobie bezkarnie popatrzyć na ładną dziewczynę z prawie nagim tułowiem i w eleganckiej spódniczce przed kolano, którą do tego właśnie próbuje zdjąć. Zacząłem się zastanawiać, jak mając taką siostrę, mogłem kiedyś się na nią nie napalać.

    – Och, kurde no… Co za gówno! Ten zamek ciągle się zacina! – jej radość zaczynała ustępować irytacji. – Szsz… cholera jasna! Dzyndzel się urwał! – wkurzyła się po chwili, opuszczając ręce.

    – Spokojnie, nie szarp się tak z tym – rzuciłem obojętnie.

    Gabrysia dała za wygraną i podeszła do kanapy. Stanęła tyłem do mnie, dotykając łydkami do moich kolan, a jej pupa znalazła się przed moimi oczyma.

    – Weź zobacz, czemu to się nie chce odpiąć – rzekła ze zniecierpliwieniem, jakby obwiniając mnie o nieskuteczność zamka w swojej spódnicy.

    Trochę mnie ta prośba onieśmieliła, ale udając, że jej tyłek nie jest dla mnie niczym szczególnym, złapałem jedną ręką za górną krawędź wąskiej spódnicy, a drugą spróbowałem pociągnąć w dół malutki suwak, co było trudne bez uchwytu, który Gaba przed chwilą oderwała.

    – Daj ten dzyndzel, bo bez niego nie pójdzie – powiedziałem. – Spróbuję go przyczepić.

    Wygięła rękę do tyłu, przybliżając ją do mnie, by podać mi trzymany wciąż uchwyt.

     

    Niewielkie rozmiary zameczka nie ułatwiały sprawy, podobnie jak fakt, że w ogóle nie mogłem się skupić na zadaniu. Od tej bliskości siostrzanego tyłka strasznie buzowało mi w jajach. Do tego po chwili musiałem włożyć rękę w jej spódnicę, żeby od wewnątrz wypchnąć problematyczne miejsce dla ułatwienia sobie pracy. Wierzchnią częścią dłoni poczułem wtedy miękkość pośladka i moje myśli zupełnie już odleciały. Gabrysi natomiast ani trochę nie przeszkadzała moja ręka w jej spódnicy – przecież byłem tylko jej bratem, więc to nic takiego. Jakoś się zaraz na szczęście pozbierałem i wróciłem do roboty. Wyjąłem rękę z siostrzanej spódniczki i podciągnąłem kieckę do góry, żeby lepiej widzieć zameczek i żeby mieć do niego lepszy dostęp, bo w talii Gabrysia była trochę węższa niż w tyłku i spódnica jej tam tak ciasno nie opinała. Mój wzrok mimowolnie powędrował niżej, na uda siostry, których większa część została odsłonięta w wyniku podsunięcia spódniczki w górę. Pochyliwszy się zdołałem ujrzeć nawet tą intrygującą, przyciemnioną część wzmocnienia rajstop, zaczynającą się pod samym tyłeczkiem, która zawsze tak mnie podniecała. Najchętniej po prostu rozerwałbym siostrze tą kieckę i dobrał się do skrywanego pod nią tyłeczka, ale musiałem się opamiętać. Rozłożyłem szeroko nogi i przyciągnąłem Gabrysię za udo jeszcze bliżej. Znalazła się między moimi nogami. Jakiś czas mozoliłem się z rozpinaniem zameczka, szarpiąc go bezmyślnie na wszystkie strony i patrząc się tępo w lekko odstający tyłek, aż w końcu, zmęczona pozycją stojącą Gabrysia, postanowiła usiąść. Jej pupa znalazła się dokładnie na moim kroczu, rozsyłając po nim wspaniałe mrowienie. Aż zamknąłem oczy z nagłej rozkoszy, jaka mnie przeszyła. Na szczęście siostra tego nie widziała. Pchnęła mnie tyłkiem, dając do zrozumienia, że mam posunąć się w głąb kanapy, by zrobić jej miejsce na brzegu. Kiedy to uczyniłem, zaczęła mościć się pomiędzy moimi rozłożonymi szeroko na boki nogami.

    – Jak to ma tyle trwać, to nie będę stała. Jestem taaaka zmęczooona… – ziewnęła, unosząc ramiona i przeciągając się słodko jak kotek. Poczułem przyjemny zapach jej upiętych w kok włosów.

    – Moja wina?! – udawałem urażonego. – Trzeba było się z tym tak nie szarpać. Jakbyś nie urwała, to by poszło szybciej…

    – No nie mówię, że twoja, nie obrażaj się… Po prostu chcę już odpocząć, pooglądać wygodnie telewizję…

    Pochyliła się do przodu, żebym miał dobry dostęp do zamka spódnicy, która była teraz dość wysoko naciągnięta na jej plecy. Najbardziej wysunięta do tyłu część jej wypiętej pupy zetknęła się z moim sterczącym penisem i zrobiło mi się głupio. Próbowałem siłą woli zmusić go do oklapnięcia, bo nie chciałem przecież, żeby poczuła tą dziwną twardość. Zetknięcie z jej tyłeczkiem wcale jednak tego nie ułatwiało. Zrozumiałem, że muszę się po prostu trochę od niej odsunąć, choć najchętniej przywarłbym do tej pupci jeszcze mocniej.

    – Ooo… Trochę poszło! – poinformowałem po chwili. – Zaraz powinno puścić…

    – Super.

    Próbowałem wyszarpnąć materiał spod suwaka, ciągnąc jednocześnie w dół. Gabrysia chwyciła leżący obok na kanapie pilot i bez pytania o pozwolenie zaczęła skakać po kanałach. Jej pupa przesunęła się jeszcze w tył, znowu do mnie dotykając. Dziewczyna zaczęła kręcić w kółko głową, jak gdyby bolał ją kark, a także dziwnie wyginać i naprężać plecy, chyba rozprostowując mięśnie.

    – Ooo, „Daleko od noszy” leci! – ucieszyła się po chwili, znajdując na jakimś kanale serial, który lubiła.

     

    Niebawem udało mi się do końca rozpiąć zamek.

    – No, poszło! – powiedziałem uroczyście.

    – W końcu. Dzięki – odwróciła się, by obdarzyć mnie słodkim uśmiechem, a wyczuwszy ode mnie alkohol, pociągnęła przeciągle nosem. – No ładnie – dodała z udawaną dezaprobatą w głosie, uśmiechając się porozumiewawczo. – Czuję, że ty już sobie piwkujesz…

    – Jednego walnąłem… Wolne mam, to mogę – zaśmiałem się.

    Uniosła nieco tyłek, zsunęła z niego spódniczkę i siadła z powrotem pomiędzy moimi udami. Wyprostowała nogi, by spuścić po nich kieckę do końca, a następnie odrzuciła ją od siebie z takim samym wstrętem, jak wcześniej koszulę. Patrzyłem na to nie rozumiejąc, dlaczego skoro wykonałem już swoje zadanie, Gabrysia nie usiądzie na przykład obok mnie, tylko znowu w moich nogach… Po chwili chwyciła mnie za ręce i ułożyła je na swojej delikatnej szyi.

    – A teraz wymasujesz mi kark – oznajmiła, jak gdyby to, że zdała dziś maturę, upoważniało ją do wydawania mi rozkazów. – Straaasznie mnie boli, chyba od tego siedzenia nad książkami… Już od kilku dni mnie łupie, ale teraz mogę się w końcu zrelaksować – wygięła głowę mocno do góry i uniosła ramiona, co widocznie sprawiało ulgę jej przeciążonym mięśniom. – Co, nie należy mi się?

    – No należy, należy – westchnąłem, trzymając dłonie nieruchomo na jej szyi. – Tylko ja nie wiem, jak się masuje kark…

    – A co tu wiedzieć? – położyła ponownie swoje ręce na moich, by pokazać mi, jakie mniej więcej ruchy mam wykonywać. – O, tak robisz… I tak… Tutaj, i potem trochę niżej – wskazała na swoje plecy. – I bardzo dobrze.

    Puściła moje dłonie, a ja nieśmiało masowałem jej szyję. Odetchnęła głośno i pogrążyła się w oglądaniu telewizji. Kiedy co jakiś czas rozbrzmiewała śmiechem, ja również udawałem rozbawionego – mimo, że nawet nie wiedziałem, co dzieje się na ekranie. Po co miałbym patrzyć w telewizor, skoro przed oczami miałem nagie plecy swojej siostry, które aktualnie były dla mnie o wiele ciekawsze. Pozory obojętności należało jednak zachować.

     

    Siedzącej na skrawku kanapy Gabrysi najwyraźniej nie było wystarczająco wygodnie, ponieważ wytrwale zajmowała dla siebie coraz większą powierzchnię do siedzenia. Kiedy tylko odsuwałem się od niej trochę, zaraz ponownie jej tyłek do mnie dotykał. Może uznawała, że odsuwam się po to, żeby zrobić jej więcej miejsca? Mogła teraz jeszcze łatwiej wyczuć moją twardość, bo jej pupę osłaniały już tylko majtki i cienkie rajstopki, musiałem więc mieć się na baczności. Śmieszne miała te majteczki i trochę dziecinne – takie żółtawe i przyozdobione różowymi kwiatuszkami… Niezbyt pasowały poważnej maturzystce. Znałem już te majtki, bo jakiś czas temu miałem przyjemność zgwałcić je, znalazłszy w koszu na pranie. Gabrysia pochylała się dość mocno do przodu, podpierając się łokciami o kolana, żeby wygodnie mi było ją masować, przez co atakujący mnie tyłeczek był seksownie wypięty i dobrze widoczny z góry. Nabuzowało mnie to jak cholera, a masowanie jej szyi jeszcze bardziej podsycało atmosferę. Miło też było słyszeć pomruki zadowolenia wychodzące z ust tak ładnej dziewczyny i spowodowane moim dotykiem…

    – Dobra, teraz weź niżej – zdecydowała w pewnym momencie, znowu wyginając na boki zmęczony tułów.

    Zsunąłem więc dłonie na jej plecy i pieszczotliwie pocierałem palcami bladą skórę. Sunąc powolutku w dół, dobrnąłem do paska stanika i przez chwilę nie wiedziałem, jak się z nim obejść. Z jednej strony nęciło mnie, żeby wsunąć palce pod ten pasek, z drugiej zaś obawiałem się, że siostra wyczułaby w tym jakiś seksualny podtekst. Zdecydowałem się więc na bezpieczniejszą opcję pocierania po materiale stanika, nie pod nim. Nagle po raz kolejny poczułem na kroczu dupę Gabryśki. Zrobiło mi się dobrze, jakby od jej tyłka rozbiegały się po moim penisie mrówki rozkoszy. Tym razem jakoś nie mogłem znaleźć w sobie na tyle silnej woli, żeby znowu się od niej oderwać i przerwać to uczucie. Rozczapierzyłem powoli palce i przycisnąłem dłoń całą powierzchnią do jej pleców, pochylając się nieco nad siostrą. Znowu odurzył mnie zapach jej młodej skóry…

     

    Zacząłem sobie wyobrażać, że przesuwam ręce pod jej pachami na klatkę piersiową i wkładam je pod biustonosz… Zaczynam pieścić te nieduże piersi, a Gabrysia mruczy z zadowolenia, jakbym dalej robił jej masaż. Zsuwam stanik i cycki wyskakują na wierzch. Ściskam ich brodawki, które zaraz twardnieją pod moim dotykiem, a Gabrysia kładzie swoje dłonie na moich i prosi, bym nie przestawał. Wyznaje mi, że od dawna marzyła, bym wypieścił jej biust i całe ciało… Zaczynam całować ją po plecach, szyi, aż w końcu rozpalona moim dotykiem, dysząc głośno, obraca się w moją stronę i siedząc teraz naprzeciw mnie, oplata mnie w biodrach swoimi długimi nogami i zaczyna mnie namiętnie całować. Moje ręce obmacują pożądliwie całe jej ciało, w końcu mogąc się nim do woli napawać…

     

    Poczułem jeszcze mocniejszy ucisk na kroku, który wyrwał mnie z tego marzenia. Zacisnąłem powieki i żeby nie jęknąć, przygryzłem język.

    – No weź się może trochę posuń, co? – poprosiła z wyrzutem Gabrysia, napierając na mnie pupą. – Zobacz jak ja mało mam miejsca, zaraz spadnę… I rób ten masaż, bo mi to pomaga, a nie się obijasz.

    Rzeczywiście, zdałem sobie sprawę, że moje ręce spoczywają teraz nieruchomo nieco nad biodrami siostry. Trochę zawstydzony, zacząłem ją znowu pieścić i przesunąłem się jeszcze w tył, do samego oparcia kanapy. Jedną ręką szybko poprawiłem sobie spodenki, bo zauważyłem, że moje podniecenie wyraźnie się na nich zarysowuje. Na szczęście Gabrysia siedziała tyłem i nic nie widziała. W ostatniej chwili zdążyłem ułożyć swojego penisa, bo zaraz siostra rozsiadła się głębiej i znowu do mnie przylgnęła, a ja powróciłem ręką na jej ciało.

    – Mmm… – zamruczała, wciąż wpatrzona w ekran. – Weź trochę mocniej, okej?

     

    Jakiś czas masowałem i macałem jej plecy, czując, jak robi mi się coraz lepiej. Trwałem w zetknięciu z jej pupą, oczekując na orgazm. Siostra przypadkowo jeszcze postawiła swoją stopę na mojej i tak ją trzymała, zbyt zajęta serialem, żeby zwracać uwagę na takie pierdoły. Nasze uda też się stykały, a mnie to wszystko strasznie nakręcało. Czułem, że za chwilę spuszczę się w piżamę. Niestety Gabrysia – najwyraźniej uznając, że masaż zrobił już swoje – uprzedziła ten moment i wyprostowała się nagle, odrywając tym samym dupkę od mego krocza. Odwróciła się do mnie twarzą, cmoknęła mnie przelotnie w policzek i rzuciła: „Dzięki”, po czym zwinnie przerzuciła nogi przez moje udo i położyła się na boku, zwrócona w stronę telewizora, podpierając się na łokciu. Leżała na moich nogach, z pupą pomiędzy moimi rozchylonymi udami, lecz nie stykała się już z moim kroczem.

    – Nie ma za co – odparłem zdezorientowany.

    – Jeju, jaka ja jestem zmęczona – przeciągnęła się jedną ręką, ukazując swoją pachę i ziewając. – Z nerwów prawie całą noc nie spałam…

    Rzeczywiście – jej powieki mrużyły się sennie. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, położyłem jedną na jej biodrze, a drugą na udzie. Jakiś czas trwaliśmy w takiej pozycji – ona sennie i bez zainteresowania wpatrzona w ekran, a ja z rozdziawioną gębą pochłaniający wzrokiem jej biust, tyłek i nogi. Smyrałem ją przy tym niby od niechcenia po brzuchu i pępku, a drugą ręką gładziłem po nodze.

     

    Nagle odcinek się skończył i rozebrzmiały zgłośnione reklamy, rozwiewając senną atmosferę. Gabrysia poderwała się, siadając prosto pomiędzy moimi nogami i patrząc na mnie szeroko otwartymi oczyma.

    – Ej, bo zaraz tu usnę – stwierdziła. – A szkoda wakacji na spanie!

    Jej majtki znowu zetknęły się z uwypukleniem moich spodenek.

    – Kto ma wakacje, ten ma. Nie wszyscy mają tak dobrze – odparłem, zadowolony, że w takim stanie udało mi się w ogóle powiedzieć coś neutralnego.

    Gabrysia zaśmiała się triumfalnie. Klepnęła mnie mocno w udo i rzekła wesoło:

    – Wiesz co? Stawiam dziś piwo. Oblejemy, że zdałam.

    Od jej ręki po mojej nodze rozeszły się przyjemne ciarki. „A, co mi tam” – pomyślałem i również plasnąłem dłonią w jej udo. Ścisnąłem je przyjaźnie i tarmosząc za rajstopy, powiedziałem:

    – To ja ci stawiam. Za to, że zdałaś! Czekaj, zaraz przyniosę – pchnąłem ją, żeby zeszła z kanapy, bo byłem przez nią przyblokowany.

    Przetoczyła się i siadła obok mnie. Wstałem i udałem się do swojego pokoju po dwa piwa. Przy okazji ubrałem się w końcu w normalne ciuchy, bo piżamę musiałem ciągle poprawiać i pilnować, żeby sterczący kutas nie stworzył na niej krępującego namiotu.

     

    Wypiliśmy powoli, gadając wesoło i śmiejąc się z różnych głupot. W wyniku upału panującego tego dnia, Gabrysia chyba zapomniała o ubraniu się w jakieś domowe łaszki i siedziała wciąż w samych majtkach, rajstopach i staniku, przez co ciężko było mi się powstrzymać od ciągłego zerkania na jej ciałko. Po jakimś czasie dała o sobie znać moczopędna właściwość piwa i dziewczyna musiała udać się do toalety. Mnie także przycisnęło, więc kiedy wróciła, też poszedłem za potrzebą. Będąc w kiblu machinalnie zacząłem sobie walić, a byłem tak nabuzowany, że już parę ruchów ręki prawie doprowadziło mnie do wytrysku. W porę się jednak opamiętałem i wypuściłem fiuta z ręki, uznając, że zawsze to przyjemniej będzie posiedzieć jeszcze ze swoją półnagą siostrą na pełnym ciśnieniu, a na trzepanie jeszcze przyjdzie pora.

     

    Jak wróciłem do salonu, Gabrysia leżała bokiem na kanapie i znowu było po niej widać senność. Piwo i nieprzespana noc zaczęły dawać się jej we znaki. Podwinęła nogi, żeby zrobić mi miejsce. Usiadłem i przez chwilę oglądaliśmy w milczeniu film, który akurat leciał w telewizji. W pewnym momencie poczułem na swoich udach nogi siostry. Wyprostowała je, bo chyba niezbyt wygodnie było jej leżeć z podkulonymi. Przestałem zwracać uwagę na film i myślałem tylko o tym, że te seksowne nogi znajdują się teraz na moich kolanach. Gabrysia też już nie patrzyła w telewizor – jej powieki opadły, a oddech stał się miarowy. Usypiała słodko. Moja leżąca wcześniej luźno na kanapie ręka była teraz przyciśnięta jej udem i po chwili zaczęła cierpnąć, więc wysunąłem ją jak najlżej mogłem, nie chcąc budzić siostry. Wzdychając sennie, przekręciła się na drugi bok, twarzą do oparcia kanapy. Ziewnęła, ułożyła dłoń pod swoją głową i zaczęła znowu odpływać we śnie. Podczas tej zmiany pozycji zgięła też lekko jedną nogę i jej wysunięte nieco do przodu kolano znalazło się przypadkowo centralnie na moim kroczu, przez co aż się wygiąłem i z ledwością powstrzymałem pomruk przyjemności. Po moim penisie zaczął rozbiegać się prąd rozkoszy – noga siostry przyprawiała go o wspaniałe ciarki, które rozchodziły się też na brzuch i uda. Położyłem dłonie na nogach Gaby i znowu głaskałem je delikatnie, jakbym chciał tym zrelaksować siostrę. Ona odpływała w coraz głębszym śnie i chyba już nawet nie czuła tego dotyku, toteż nieco mocniej zacząłem obłapiać jej miękkie uda. Pochyliłem się trochę, by wyłapać nozdrzami unoszący się w powietrzu, leciutki zapach jej rajstop. Wsłuchując się w równomierny, spokojny oddech Gabrysi, zacząłem delikatnie poruszać biodrami, ocierając się kroczem o jej kolano. Pożałowałem, że zmieniłem piżamę na zwykłe ciuchy, bo gdybym tego nie zrobił, mojego członka dzieliłyby teraz od nogi siostry jedynie cienkie spodenki, a tak doznania były tłumione jeszcze przez grube gacie. Pochłaniałem zafascynowanym wzrokiem lekko wypięty tyłeczek, aż w pewnym momencie, mając pewność, że siostra śpi coraz głębiej, odważyłem się zawędrować na niego dłonią. Coraz intensywniej ocierałem się o jej nogę, drugą ręką powolutku zacząłem obsuwać ze swej pały spodnie wraz z majtkami. Niebawem obnażona żołądź mojego penisa stykała się z kolanem siostry. Leciutko gładziłem ją po pupie, z rozdziawioną gębą przyglądając się majteczkom w kwiatuszki, przyciemnionym przez materiał rajstop. Sapałem z podniecenia jak obłąkany i nie mogłem opanować oddechu. Pieściłem łydkę i stopę siostry, coraz mocniej poruszając miednicą, lecz resztkami silnej woli zmuszałem się do zachowywania jako takiej ostrożności. Nie mogłem jej przecież zbudzić… Czułem, że wszystko to zakończy się zaraz obfitym wytryskiem. Zamierzałem w ostatniej chwili zakryć swego fiuta spodniami, żeby przyjęły w siebie cały ładunek i uchroniły rajstopy Gabrysi przed pobrudzeniem. Wydawało mi się jednak, że mam na to jeszcze kilka chwil, kiedy niespodziewanie siostra mruknęła coś przez sen, a jej noga poruszyła się sama, przyciskając jeszcze mocniej moją męskość. To przyśpieszyło sprawę i nagle ogarnęła mnie błogość. Fale gorąca zaczęły rozlewać się po moim penisie i rozchodzić się od niego po całym ciele. Machinalnie przycisnąłem nogę siostry jeszcze mocniej do siebie i rozpłynąłem się w uniesieniu, zapominając o naciągnięciu spodni.

     

    Po wszystkim sperma znajdowała się wszędzie – spływała po moim fiucie, była na bluzie, spodniach, i niestety także na nodze Gabrysi. Mimo wszystko odetchnąłem z ulgą słysząc, że ta ciągle śpi. Starając się poruszać jak najmniej, ręką na szybko starłem nasienie z widocznych miejsc, po czym uniosłem nogi siostry i wyśliznąłem się spod nich. Przebudziła się. Na szczęście tylko uniosła nieco powieki i powiedziała zaspanym głosem:

    – Chwilkę się jednak zdrzemnę, dobra? Jestem taka padnięta, że masakra…

    Po czym na powrót zamknęła oczy, nic nie zauważając.

    – Jasne, prześpij się trochę, powinnaś – odparłem i udałem się do kibla po papier toaletowy.

    Kiedy znowu usnęła, wyczyściłem papierem jej umazane rajstopy, a następnie przyniosłem jakiś koc i nakryłem ją, żeby nie zmarzła taka goła podczas snu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Al Berto
  • “Rok 2064” – Czesc pierwsza: „Zona numer trzy” Rozdzial III – “Albin rura do zapchania” Czesc 2

    – Kurwa, ja idę szczać, a wy już polewajcie, bo mnie dziś moja wkurwiła, wydymała mnie, nie przyszła. Kurwa księżniczka, ona do zawodówki na imprezę nie przyjdzie przecież – to był głos mojej fascynacji seksualnej. Po chwili wszedł do kabiny obok i słyszałem jak z jego kutasa leje się mocny strumień moczu. Szkoda, że ściany między kabinami są murowane i nie ma w nich żadnej dziurki, by można było go podejrzeć. Chwilę to trwało, nim skończył. Słyszałem jak odrywa kawałek papieru toaletowego, pewnie do wysuszenia główki kutaska i dźwięk zamykanego zamka błyskawicznego. Potem już tylko szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami kabiny. 

    – O ja pierdolę, Marek coś ty za gorzałę kupił? – usłyszałem głos Andrzeja. 
    – No jaką, jaką? Ruską. Dobrą, bo tanią. I mamy literka w cenie połówki – odpowiedział Marek, którego kojarzyłem jako wysokiego blondyna z nieciekawą cerą. 
    – Co się cykasz Andrzejku? Jest butelka, jest impreza i starczyło na dużą butlę Fanty – odezwał się trzeci głos rechocząc. 
    – Kurwa, panowie, ale my się tym usmarujemy równo i do obucha – przesadnie oburzał się Andrzej. 
    – A wy panowie teraz możecie mistrza Ireczka wycałować po dupie – dodał ten trzeci. – Czary mary i mamy szklankę. 
    – O ja pierdolę, jaki zaradny, ale po dupie całuj się sam, jak potrafisz – recholał blondyn. – Może ty jak pies i jaja sobie liżesz. 
    – Marek zaraz ci przypierdolę, w ten rozhahany ryj! Nie jestem człowiekiem gumą, sam pewnie sobie kutasa usteczkami obciągasz. Polewaj, bo się ściemnia. 
    – Kurwa, Marek nie po pół szklany, bo kora tu zdusimy. 
    – Oj, panienki, walimy nasze kawalerskie – wyraźnie podniecony tokował Marek „Polejwóda”. 
    – Co to za gorzała? 
    – „Kremlowska”, czy jakoś tak. 
    – Ja pierdolę, to „karbidówka” żebyśmy nie poślepli. 

    Siedziałem w kabinie z ciężką głową, świat ciągle mi wirował, tak samo jak ściskał się mój żołądek. Było mi niedobrze. Opierałem głowę o zimne kafelki ściany kabiny. „Kurwa” – myślałem – „ile tu oni będą siedzieli?”. Ta muzyka dochodząca z dołu, ich gadanina, głupie dowcipy, dym papierosowy, to wszystko szumiało mi w głowie. Wszystko, co ze mną się działo w tej chwili, było odrealnione. Miałem wrażenie, że siedzę gdzieś oddzielony od rzeczywistości, kształty przed moimi oczyma zmieniały właściwe proporcje, to wydłużały się, to kurczyły, falując. Dobiegające z zewnątrz słowa pohukiwały echem w mojej głowie, a słowa zatracały swój sens, odbijając się bólem pod czaszką. Czasami otwierały się drzwi do toalety: ktoś wchodził do sąsiedniej kabiny, oddawał to do czego zmuszała go matka natura i wychodził. Ktoś łapał się na „dziobka” u biesiadujących na parapecie, a ja trwałem w pozycji siedzącej. Moje ciało straciło witalność, najchętniej bym się tu położył, spał ale resztki świadomości mówiły mi, że muszę wrócić do domu ciotki. Czas sobie mijał w swoim rytmie, a ja powoli odzyskiwałem świadomość. Kabina nie była już taka klaustrofobiczna. Ściany przestały falować, a z rozmów toczących się przy parapecie docierał do mnie ich sens, choć ich słowa zaczynały pływać, a czasem potykać się, słychać było już wpływ alkoholu. 

    – A znacie to, przychodzi facet do lekarza i mówi: Panie doktorze mam problem, ciągle sobie przydeptuję chuja obcasem. Jest tak długi, że przez nogawkę ciągle mi wypada. 

    – No, nie pierdol, hahahahah też takiego chcę! 

    – Pewnie Ireczku, bo ty masz karzełka nie kutasa! – Irka trzeciego biesiadnika, nie potrafiłem skojarzyć z twarzą. 

    – Kurwa, wara od mojego fiuta, nie widziałeś go więc nie pierdol! 

    – Kurwa bo kawału nie skończę, przestańcie! I doktor facetowi kazał go okazać, faktycznie był bardzo długi i miał podrapany łeb. Doktor mówi do pacjenta: możemy Panu go skrócić. Facet mówi: dobra ale to niegroźna operacja, co? Doktor odpowiada że tak. Po tygodniu gościu nieprzytomny leży na sali, gotowy do operacji, a doktor ma wątpliwości: o ile go uciąć? Więc pyta pielęgniarki: jak pani sądzi o ile mu tego penisa skrócić? Pielęgniarka zaś odpowiada: ja to bym mu nogi wydłużyła. 

    – Hahahahaha nie pierdol, nogi wydłużyła! 

    – Znam lepszy – poznałem głos Andrzeja. – Przychodzi facet do lekarza i mówi: panie doktorze, mam fiuta jak niemowlę. Lekarz patrzy i mówi: nie wierzę, niech pan pokarze. Facet zdejmuje spodnie i rzeczywiście: pięćdziesiąt sześć centymetrów i trzy i pół kilo. 

    – Kurwa, kurwa, kurwa hahahahaha dobre, no ja pierdole, trzy i pół kilograma hahahaha! 

    – Hahahaha, ja też chcę mieć takiego fiuta hahahaha! 

    – Ja z innej beki – poznałem głos Irka. – Ksiądz odwiedza w Londynie swojego byłego wikarego na misji. Anglia to nie Polska, i nie ma na plebanii takich wypasionych wygód jak w kraju. I wikary mówi do księdza: – Panie proboszczu, noclegi w hotelu zamówiłem. To taki skromny hotel typu „bed and breakfast”. On znajduje się dwie przecznice stąd, trzeci budynek po lewej. Teraz mam mszę, czy ksiądz sobie poradzi? Proboszcz poszedł, ale wszedł przecznicę dalej niż powinien. Wchodzi do hotelu, a na recepcji pytają: – Jaką serwować obsługę? Męską czy damską? Oj, Boże – odpowiada proboszcz – oczywiście, że męską! Recepcjonista się odwraca i krzyczy – John myj dupę, ksiądz-pedał przyjechał! 

    – Hahahahahahahah dobre, myj dupę hahahaha, pedał hahahaha – to był głos Andrzeja. 

    – Znam lepszy – odezwał się Marek – Na moście stoi samobójca. Już ma skakać, a czuje dłoń na ramieniu, okazuje się że za nim stoi Święty Mikołaj. I Mikołaj mówi: – Chłopcze, co ty chcesz zrobić? Życie jest piękne. Chłopak odpowiada: – Gówno prawda, życie jest do chuja niepodobne. Straciłem robotę, nie mam gdzie mieszkać, a dziś rzuciła mnie dziewczyna! Mikołaj zaś mówi – Odmienię dzisiejszej nocy twój los, ale musisz stąd zejść do mnie i przestać myśleć o samobójstwie. No i Mikołaj z gostkiem tak gadali, aż chłopak się z nim zgodził, wypłakał się w rękaw. Święty w pewnym momencie mówi chłopakowi: – By odmienić twój los, jest jeden warunek, musisz mi zrobić laskę z połykiem. Chłopak znowu gramoli się na barierkę i mówi, że nie jest pedałem i w ogóle. Ale Mikołaj go znowu przekonał i powiedział: – Przecież nikt się nie dowie, a ja jestem Święty Mikołaj i to nie grzech, a wola świętego i próba wiary. Chłopak się zgodził i pod mostem obrabia pałę Mikołajowi. Ten głaszcze go głowie, spuszcza mu się do ryja i mówi do chłopaka: – Taki duży i wierzy ciągle w Świętego Mikołaja. 

    – Hahahahaha, ja pierdolę, hahaha, ja tam nie wierzę w Świętego Mikołaja – słyszałem Andrzeja. 

    – Hahaha, ja następnym razem powiem jakieś cipce, że jestem Mikołajem i jeżeli chce doznać cudu, to niech się bawi moim pastorałem hahahaha – darł się Irek. 

    – No dobra panowie, to kończymy, zostało po „dzubasie” i spierdalamy stąd, trzeba wypierdalać do domu i tak dziś nie zakutasimy, a mnie gorzała zaczyna rozpierdalać – konkludował Marek. 

    – Dobra polewaj i spadamy. 

    – Za pastorał Świętego Mikołaja, bach! Ogon w piach! 

    Tak przy parapecie kończyła się impreza, ja zaś zbierałem myśli i siły. Musiałem przecież dotrzeć do domu ciotki i wyjść niepostrzeżenie. Ale jak to zrobić? W myślach kołatało się to pytanie, przecież wciąż byłem pijany. No i ta droga na Południe. – Kurwa, jestem jednak cienką cipą – myślałem, te laski wypiły tyle samo, a po nich spłynęło. A ja? Cacy ujebany, ledwo siedzę. 
    Chłopaki się zbierali, coś tam rozkminiali o lasencjach, samochodach. Z odrętwienia wyrwał mnie głos Andrzeja. 

    – Dobra, to ja jeszcze honorowo oddam mocz, do poniedziałku, siemka. 

    – Tylko tu nie zaśnij, my za dziesięć minut mamy czerwoniak, „dozobo” w poniedziałek. 

    – To bierzcie ze sobą ten pusty butel, by afery jakieś nie było – dodał Andrzej. 

    Jakieś odgłosy szurania, gadania, pożegnania, urywki rozmowy, otwieranie zamykanie drzwi, głośniejsza muzyka, a teraz znowu bębnienie sekcji perkusyjnej, ciężkie westchnienie i kroki. Znowu otwierają się drzwi ale do mojej kabiny i widzę w ręku grubego, długiego, białego kutasa wystającego z rozporka i ogłupiałą twarz Andrzeja. 

    – Kurwa, sorry – powiedziały przerażone usta i ogłupiała twarz Andrzeja, z tym fiutem na wierzchu, tak szybko zniknął z mojej kabiny jak się w niej pojawił – Kurwa, zamyka się drzwi do kabiny, gostku – krzyknął zza ściany. 

    – Kurwa, przepraszam – wyrzuciłem z siebie i kumulując wszystkie siły w mięśniach, wytoczyłem się z kabiny. Nie przewidziałem jednak tego, że zarzuci mnie w połowie drogi na zakręcie i że Andrzej też nie zamknął drzwi do swojego przedziału. Efektownie wpadłem na jego plecy, a on mało nie uderzył głową w ścianę za kibelkiem. Jakimś cudem powstrzymał nadany jego ciału impet wolną ręką, bo w drugiej trzymał swoje berło, z którego toczył się mocz. Odruchowo odepchnął mnie tyłkiem, a ja znowu straciłem równowagę. Siła odrzutu była tak znaczna, że wypadłem z kabiny i uderzyłem plecami o ścianę toalety, osuwając się w dół na podłogę. 

    – No ja pierdolę, kurwa, co za pojeb, zabiję cię gostek, kurwa, zalałem sobie spodnie – dobiegały do mnie słowa wściekłego chłopaka – Jak, kurwa, jesteś najebany to siedź na dupie! Pierdolona, pijana, męska menda – ciągnął dalej, ja odzyskiwałem ostrość wzroku i widziałem skuloną do przodu sylwetkę i ostry strumień moczu między nogami. 

    – Przepraszam, ale mnie zarzuciło na zakręcie i sam mówiłeś, że drzwi trzeba zamykać – bełkotałem coś na swoje usprawiedliwienie. On lał, ja patrzyłem. Skończył, widać było jak potrząsa fujarą, urwał kawałek papieru toaletowego i wycierał nim główkę, potem chował w majtki i spodnie swoje narzędzie, w końcu się odwrócił. Patrzyłem na to z pozycji podłogi, znowu nie miałem siły by się ruszyć. Widziałem w jego twarzy wściekłość, podszedł do mnie powoli i wycedził. 

    – Pojebańcu, co ty odpierdalasz? Mam cię zajebać, byś jutro nie poznał swojej facjaty w lustrze? – schwycił mnie za koszulę i podniósł do góry, przyciskając łokciem do ściany. Patrzył na mnie z góry tymi pięknymi oczyma, choć widziałem w nich złość. Ja zaś zamiast się skulić i przygotować na jakiś cios, przewróciłem oczyma i zacząłem się śmiać jak głupi – Kurwa, mendolazo zaraz ci jebnę w czoło! 

    – Pijany jestem, przepraszam, nie chciałem, ale to śmieszne było, no wiesz twój kutas przed moim nosem, a potem ja na twoich plecach – i znowu rechotałem. On starał się być groźny, mocniej przyciskał mnie do ściany ale teraz już całym ciałem, zbliżył swoją twarz do mojej tak, że czułem jego alkoholowy oddech. Mnie zaś było bardzo przyjemnie i nie odczuwałem żadnego strachu. 

    – Kurwa, zryty skurwysyn, to w ogóle nie było śmieszne, kurwa – jego parcie na mnie ustąpiło, odsunął się na pół kroku i patrzył na mnie z jakąś litością i zaciekawieniem – Gdzieś ty się tak usmarował? 

    – Gdzie na twarzy? Możliwe, bo rzygałem – odpowiedziałem rezolutnie. 

    – O ja pierdole, jaki przygłup, pytam się gdzie i z kim się tak napierdoliłeś ? 

    – Z dziewczynami w parku, winem marki Bangkok, a potem Gruba Berta wyrwała mnie do tańca i strasznie się pociła i śmierdziała. Ona mnie macała, wyrwałem się tu i rzuciłem pawia. Zasnąłem, potem wy przyszliście i tak jakoś zleciało – wyrzucałem z siebie bezwładnie słowa, a na jego twarzy pojawiał się uśmiech – dalej, wiesz, twój kutas, no i ciągle mnie jeszcze zarzuca. 

    – Kurwa, słaby zawodnik z ciebie, choć na parapet, otworzę okno to trochę wytrzeźwiejesz, musisz jakoś normalnie wyjść ze szkoły, by przypału nie było – to po powiedziawszy mocno schwycił mnie za ramie i poprowadził do okna, otworzył je, a chłodne powietrze uderzyło w moje ciało. 

    Siedzieliśmy na parapecie. Ja trząsłem się z zimna, on patrzył na podłogę. Nie odzywał się. Wydawało mi się, że teraz on zaczyna odpływać, że wypity przez niego alkohol zaczyna swoje magiczne działanie. W pewnym momencie sięgnął do kieszeni swojej kraciastej koszuli i wyciągnął paczkę czerwonych Marlboro. Jednego papierosa wsadził sobie w usta i go przypalił. Zaciągnął się dymem, spojrzał na mnie i zapytał – Chcesz zapalić? – skinąłem głową na potwierdzenie, on wyciągnął tlącego się papierosa z ust i mi go podał, sam odpalił kolejną fajkę dla siebie. W mojej głowie ciągle pojawiał się ten długi, biały kutas, trzymany w ręku, a ja zdecydowanie w ustach wolałbym trzymać tego właśnie fiuta, nie papierosa. W końcu przerwałem to milczenie między nami, taka okazja może się już nie powtórzyć pomyślałem. 

    – To mówisz, że twoja dziewczyna ci nie daje? – zapytałem z głupa frant. 

    – Ja nic nie mówię, co ty pierdolisz? 

    – Sam tak mówiłeś kolesiom, słyszałem. Ona chyba nie wie co traci, bo ja dziś te twoje cudeńko widziałem. Takim fiutem to każdemu zaimponujesz. 

    – Coś ty się tak do tego chuja przyssał? Ona ma zasady. I nie podsłuchuje się cudzych rozmów prywatnych. Przyjdzie czas, to będziemy ze sobą sypiać. 

    – Nie przyssałem się ale …. hum, no wiesz on wiszący wyglądał jak moje trzy – przecież nie mogłem mu powiedzieć, że chętnie bym się przyssał. 

    Kończyliśmy palić papierosy, ktoś znowu wszedł do kibla, niski grubasek z jego klasy szybko pobiegł do kabiny. Po kilku minutach wyszedł, spojrzał na nas i zapytał. 

    – A ty co? Teraz z dzieciakami pijesz? 

    – Nie, ale mu matkuje, bo się najebał. Rzygał tu i orła wywinął – odparł Andrzej. 

    – No to matkuj, ja lecę bo wyrwałem laseczkę. Pani nie powinna długo czekać na swojego rycerza – otworzył drzwi i wyszedł. 

    – Ciekaw jestem czy to nie Gruba Berta, bo by pasowali do siebie. Takie dwa grube kaszaloty – już to mówiąc żałowałem tej uwagi. 

    – A ty co? Kurwa, Leonardo DiCaprio jesteś? – powiedział i wyciągnął znowu fajki – Za dziesięć minut zrobimy test, czy nadajesz się do wyjścia ze szkoły. 

    – Jak ona ci nie daje, to jak sobie z tym radzisz? Jedziesz na ręcznym, czy masz jakąś lalunie na boku? Ja tam się przyznaję do tego, że mój kutas ma styczność tylko z moimi dłońmi, zresztą szybko się spuszczam – nie wiem czemu mu to powiedziałem. 

    On patrzył na mnie z niedowierzaniem i palił papierosa. 

    – No, to co masz kogoś na boku – zapytałem. 

    – Gostek, ja ciebie nie znam i na chuj ci ta wiedza? 

    – No, bo o czym tu gadać, najlepiej o seksie, zresztą pół wieczoru o tym gadaliście – ciągnąłem temat, by wprowadzić w życie szatański plan.– Tak w ogóle to mam pewien pomysł, jak tu siedzimy i trzeźwiejemy – uśmiechnąłem się, nabrałem powietrza w płuca i wyrzuciłem z siebie – Obiecaj, że mi nie przypierdolisz, jak coś powiem, proszę obiecaj. 

    – Co ty, kurwa, knuesz? – połykał litery i mówił. Właściwie to bełkotał i kiwał się siedząc na parapecie, czyli wódka go rozbierała, a ja wiedziałem, że mogę to wykorzystać, by mu złożyć niemoralną propozycję. – Dobra, móf, bo chuj, no nie bdę cię bił, bo chuj ale mnie fazuje, kurrwa. 

    – No wiesz jak zobaczyłem tego twojego kutasa, to tak pomyślałem, że no … bym ci zrobił loda – on przestał się gibać, zapadła cisza, a ja dalej brnąłem ze swoim kretyńskim wywodem, czułem jak mi serce wali, a na policzki występują rumieńce. – No wiesz, w życiu warto jest wszystkiego spróbować i … 

    Nagle wprawił swoje ciało w ruch. Chyba chciał mi walnąć na odlew albo mnie złapać. Jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa, ja zaś zeskoczyłem z parapetu obserwując jak Andrzej wywija orła i teraz podnosi się z podłogi do klęczek. W pierwszym odruchu skoczyłem do niego, by mu pomóc się podnieść, on jednak złapał mnie za głowę i ściągnął do siebie. Stykaliśmy się czołami, klęcząc na posadzce spleceni jego żelaznym uściskiem. On ciężko dyszał i zdzielił mnie z główki w skroń. Było to bolesne. 

    – Ałć, miałeś mnie nie bić – próbowałem się bronić. – Choć wstaniemy z podłogi – uścisk się poluźnił i wzajemnie się wspierając wstaliśmy. Andrzej odsunął się i stał, lekko się kiwając, patrząc na mnie spod byka. 

    – Kufa, ja, no, ty pedzio jesteś, czy jak – bełkotał podniesionym głosem. – Chuj, ja nawet nie wiem jak ty masz na imię, kurfa zobku, co ty odpierdalasz, co? 

    – Albin mam na imię. A pedałem nie jestem, ja tylko chciałem tak spróbować z ciekawości, jak to jest – coś bredziłem, by wywinąć się z nieprzyjemnej sytuacji. – Wiesz ja … – tu spuściłem głowę grając niewiniątko. – …jakoś nie widzę, żebym miał szanse na seks chyba, że z Grubą Bertą, to już wolę…No, wiesz co… 

    Jego oczy mimo, że rozwodnione alkoholem wysyłały sygnał, że zbiera się w nich złość. – Gościu, Albin, czy chuj, co ty pierdolisz. I co, mego kutasa byś obrabiał? 

    – No, to tak yyyyyy, to by była próba, … no ja, tego nie robiłem z nikim. Jakby się tobie, albo mnie, nie podobało, to byśmy skończyli – łgałem w żywe oczy. Wiedziałem, że gdyby on pozwolił mi possać, to bym jego kutasa z ust nie wypuścił. – Przepraszam, zapomnij o tym, no tak mi się powiedziało, no widzę, że to głupi pomysł – grałem skruszonego, a nawet łezki pojawiły się w moich zakłamanych oczkach. 

    – Kufa, chua do papy ebany chce – siedział, rozkołysany ponownie na parapecie, a ja stałem jak zawstydzona dziewica z boku, udając łkanie – Kufa, masz fart, że to ja. Kto iny, by ci wjebal. Kufa, teraz ja jestem najebany, kufa. 

    – To mam spierdalać, czy siedzieć tu z tobą? Wiesz, teraz ty musisz posiedzieć, bo wyjebiesz się jeszcze na schodach. No, jeszcze z godzinę będą grali na dole – pokiwał głową i siedział. – Posiedzieć, czy iść? 

    – A w chuj siedź, kufa. Już mi jeden chuj. I gdzie to chciales mie obciągać? Kufa – chyba był coraz mniej kontaktujący. 

    – No tu w kabinie – i znowu słodka minka. – Tak po cichutku, wiesz drzwi skrzypią jak ktoś wchodzi do kibla, to wiesz można wtedy, no wiesz… . No, sorry jeszcze raz, bo ty, … no tego, że dziewczyna ci nie pozwala na, … no wiesz i tak pomyślałem jak twego, no wiesz widziałem, że bym, no tego pomógł. Słyszałem, że czasem chłopaki w woju tak robią – wywody godne adwokackiej gadki. Niestety, młody pedał na prowincji, któremu testosteron upłynnia mózg, musi umieć łgać jak z nut i przy tym jeszcze grać. 

    – Ta, a w pierrlu to nawetw upe jeba. Kufa, ale jetem naebany. Kufa, a chuj. No, kufa uszaj dupe. 

    – Co mam sobie iść? 

    – Nieee , kufa do kabiny, obaczymy. Chuj, no bo mi się odechce – trafiłem w totka, hahaha !!! I taki niby spłoszony szedłem to ostatniej kabiny, on zataczając się szedł za mną. Weszliśmy, zablokował drzwi zasuwką. Na zbiorniku spłuczki leżała jakaś gazeta. On oparł się o drzwi i ciężko oddychał, a ja już czułem, że mój mały stoi i leje soki. Położyłem gazetę na podłogę, a na nią swój sweter. Runąłem na kolana. Moja twarz była na wysokości jego bioder. W głowie miałem setkę myśli – Co zrobić, by grać dziewicę i go nie spłoszyć? Sam bym mu go wyciągnął, ale udawałem nieśmiałego i zawstydzonego. A mój język chciał się wyrwać i oblizać lubieżnie wargi. On patrzył na mnie z góry i się odezwał. 

    – Chuj, to sekret, co? Kufa, co ja obię, krfa, kurfa – i rozpinał rozporek, opuścił spodnie do kolan, uniósł koszulę i zobaczyłem zielone bokserki, z mocno wypchanym kroczem. – Kufa, to poebane, chuj, no a pierdole. Ty jak chujowo, to ci mówię i chuj .. stop – skinąłem głową skromnie, nie mogąc się doczekać na rozwój wydarzeń. W środku mnie ściskało z podniecenia, jajka bolały jakbym sobie kręcił wora. – Kurde, zdejmuj te gacie szybciuchno, bo te jaja zniosę – tylko o tym myślałem. On chwiejąc się lekko oparty o drzwi, wypiął biodra i ściągnął bieliznę. Ten szybki ruch pozbawiony wstydu, objawił mi to na co czekałem od poprzednich wakacji. Lekko oliwkowa skóra nóg i brzucha, a między nimi mleczny pas skóry. Lekki zarost nóg przechodzący przez pachwiny na jajka, by mocniej zarysować się na podbrzuszu i ścieżka miłości prowadząca do pępka wyznaczona delikatnym owłosieniem. A w tym wszystkim zatopiony majestatyczny kutas. Biały, długi wał na kilkanaście centymetrów, swobodnie zwisający. Jego odznaczająca się żołądź, skrywana długim napletkiem. No i jaja duże, kształtne, w długim worku moszny. Chciałem zawyć z zachwytu, całować i pieścić, wąchać ale to by odkryło przed nim moją prawdziwą naturę. Więc jak skromna pensjonarka z wypiekami na twarzy patrzyłem na to cudeńko i czekałem na jego gest w bezruchu – No, kufa odechciało się, co? 

    – Nie, OK, tylko taki duży. No, nie myślałem, że aż taki – rozpływałem się udawanej nieśmiałości. Jak to się mówi? „Ą i ę, bułkę przez bibułkę, a kutasa najchętniej całą garścią”? I tak też zrobiłem. Powoli drżącą ręką go chwyciłem, był ciepły i wiotki. Udając prawiczka, i walcząc ze swoją żądzą, pochyliłem się nieśmiało do jego czubeczka językiem. On głęboko westchnął. Tak, czułem ten samczy zapach i resztek dezodorantu. Pierwszy smak to ostro-słony, mimo suszenia przez niego główki kutasa papierem toaletowym. Zawsze, nawet jak się suszy, to pozostaje gdzieś kropla moczu. Nie przeszkadzało mi. Pamiętałem smak brudnego kutasa Gawrońskiego, więc akurat ten smak był niczym w porównaniu z tamtym. Trzymałem tego chuja w ręce. Powoli moja dłoń zaczęła się poruszać pociągłymi ruchami. Kutas nabrzmiewał, rozciągał się wszerz i wzdłuż. Tężał w palcach. On oddychał głośniej, a ja widziałem duży, czerwony łeb fiuta, który otwierał swoją dziurkę, jakby w uśmiechu i chciał powiedzieć: – No, już dawaj swe usteczka. Obejmij mnie nimi, bo chcę się zanurzyć w twoim gardle. No, chodź słodziaku – otworzyłem usta, wysunąłem język i zacząłem go obijać wielkim czubem. Spojrzałem w górę. Andrzej miał zamknięte oczy, a ja w końcu zamknąłem w swoich ustach ten wielką głowę siura. Językiem osaczałem go z każdej strony, wywijając esy floresy. 

    – Kurwa, o ty, ahhh – usłyszałem z góry. Głębokie westchnięcia, czyli jak na razie jest dobrze. Chyba mu się podoba. Teraz delikatnie zacząłem poruszać głową w tył i w przód, a wielki grzyb penetrował moją jamę ustną docierając co chwila do granicy gardła. Teraz czułem jaki jest twardy. Nie mogłem szerzej otworzyć ust. Ten wielki mega-kutas mieścił się tylko trochę w ustach. Nadziewałem się na niego z uporem maniaka, zasysałem się na nim, po policzkach zaczęły spływać łzy, a po brodzie spływała moja ślina. Chuj zabierał mi co chwila oddech. Chciałem go więcej w sobie, chciałem by Andrzej nie stał bezruchu, ale mnie brutalnie pierdolił, by przebił się przez gardło i krtań do przełyku. Ale musiałem udawać, że to mój pierwszy raz, że jestem postrzelonym ale niewinnym chłopczykiem, a nie dziwką, która rozpycha w wannie swoją dupę trzonkiem od młotka. Drugą ręką złapałem jego wielki wór z jajami, macałem, pieściłem bawiłem się nimi – Kurfa, kurfa, ja pierdolę, o tak, dawaj – słyszałem z ust Andrzeja. Czułem, że w gaciach mam galaretę, że z mojej pałki sączą się soki. Puściłem trzon i tylko moja głowa rytmicznie i szybko nabijała się na Andrzejowy wał. Uwolnioną ręką odpinałem swój rozporek, by mój fiut nie brudził mi spodni – Kurwa, co robisz, nie wyjmuj kutasa bo rzygnę i będzie koniec – mówił do mnie. 

    Oderwałem się od jego gnata, obtarłem rękawem koszuli ślinę i łzy – Andrzej muszę, bo mam galaretę w majtkach. Jak się podniecę, to mi ciągle leci sok, kurwa. Proszę zamknij oczy i na wszelki wypadek patrz w górę, proszę. Chyba na razie jest OK, co? 

    – Dobra, dawaj mały, kończ to, bo mi jaja rozerwie – moja głowa, znowu nabijała się na część kutacha łzawiąc się i śliniąc. Jedna ręka pieściła jaja, zaś druga dodała odwagi jego biodrom. Teraz pomagał mi się wypełniać częścią siebie, poruszał biodrami, czub ostrzej atakował moje gardło. Śliniłem się mocniej, czasem się krztusząc i w końcu jego ręce chwyciły moją głowę. Działały dwie przeciwstawne siły: dłonie które mój rozwarty ryj pchały do przodu i biodra, które mnie ruchały. No w końcu moja dziwkarska natura dostawała, to co lubi, ostre jebanie. Było mi dobrze, lubię być narzędziem w czyichś rękach, dawać przyjemność komuś i samemu ją dostawać. Było mi gorąco. Mój kutas eksplodował niepostrzeżenie sam z siebie. Andrzej tego nie widział, głośno sapał, jęczał i mnie pierdolił, choć jeszcze nie tak ostro, jakbym tego chciał. Moja paszcza wypełniała się mieszaniną śliny i słonawego śluzu. Starałem się to przełykać, lecz część ciągle zalewała moją brodę. Nagle jego dłonie chwyciły mnie mocniej. Czułem pod palcami, że jego jądra wędrują ku górze więc je mocniej ścisnąłem. Jego chuj już drgał i wyrzucał do gardła nasienie, którym zakrztusiłem się. Wycofałem się trochę. Druga i trzecia salwa zalewała mi twarz – Kurwa, już ja pierdolę uuuuuuuuuu – to był jego głos, spojrzał na mnie i zamarł na chwilę – Kurwa, ogarnij się, o ja pierdolę, spuściłeś się, no kurwa, zaraz się porzygam, kurwa, co ja zrobiłem? – złapał papier toaletowy, którym wycierał jeszcze twardego kutasa, szybko się ubrał. Ja klęczałem zalany jego spermą, otworzył drzwi i wyszedł lekko się zataczając, usłyszałem jeszcze wiązankę, otwieranie i trzaskanie drzwiami toalety. – To się nazywa podziękowanie – pomyślałem i zacząłem palcami zbierać resztki jego nasienia z twarzy, a potem z lubością ją zlizywać. Musiałem trochę posprzątać i się wytrzeć. Było cicho tylko rytmiczne dudnienie muzyki z dołu – Ha, ile tych kurewk szkolnych, by wszystko oddało za zrobienie laski Andrzejowi – myślałem, wyszedłem z kabiny. Przemyłem twarz i głowę wodą z kranu, wytarłem się swetrem i wyszedłem. Po godzinie byłem u ciotki. Gdy przyszedłem oni już spali, ja zaś nie mogłem spać i rozpamiętując, to co dziś się wydarzyło, znowu się zlewałem.

    Przez kilka tygodni nie poznawał mnie w szkole ale czasami miałem wrażenie, że się rumieni jak mnie widzi – No i chuj, i tak jesteś moim trofeum – szumiało mi pod kopułką. Teraz miałem sporo świeżych wspomnień, które rozpalały moje fantazje. 

    Zbliżały się święta. Ostatni dzień w szkole, zerwałem się z ostatnich trzech lekcji, maszerowałem Długą, odwiedzając sklepy w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych. Na rogu Krótkiej z Długą wpadliśmy na siebie – Sorry – powiedziałem pokornie i spuściłem wzrok odchodząc. 

    – Ty, Albin, poczekaj, masz chwilę? – zapytał. 

    – No mam. Nic szczególnego nie robię – odpowiedziałem. 

    – To chodź ze mną. Na Krótkiej, na parkingu, mam malucha. Pogadamy. 

    – Dobrze – odpowiedziałem ale nie byłem pewien, czy mi teraz nie spierze pyska. Doszliśmy do jego perłowego malucha. Otworzył drzwi i wsiadł, potem otworzył drzwi od strony pasażera. 

    – Wskakuj, nie peniaj nic ci nie zrobię, pogadamy. 

    – No, ja cię przepraszam, no wiesz za co – znowu łgałem. 

    – Chuj, nie ma za co. Wiesz no, kurwa, po wszystkim wytrzeźwiałem i, kurwa, złapałem się za łeb, No, wiesz, kurwa, spedaliliśmy się. Przez tydzień to mnie w żołądku ściskało, kurwa, widziałem ciągle twoją twarz w mojej spermie i tę spermę na podłodze i, kurwa, na moich spodniach. Potem mi przeszło, no i wiesz…kurwa, a tobie jak to się, hum, przeżyło? 

    – No, wiesz, hum, no ty, a jak ci coś powiem, to się nie wściekniesz? 

    – Kurwa, wiedziałem! Spodobało ci się, co? 

    – No, tak – dodałem cicho jak pizda – Wiesz nawet mi smakowało, to twoje, tylko mnie nie bij proszę. Zapomnij o tym proszę – trułem jak pipa. 

    – Głupi jesteś i tak nie zapomnę. Humm, może pójdziemy na układ? Znaczy, czasem w sekrecie zrobisz mi loda? 

    – Naprawdę? Chcesz? – zapytałem z udawanym zdziwieniem, a w środku myślałem, że wyskoczę z radości w górę – Wiesz, ale gdzie to będziemy robić? Ja nie mam wolnej chaty. 

    – Wiesz, kurwa, Mercedes to nie jest, ale się toczy. Wiesz, gdzieś lesie, za miastem? To jak, chętny? 

    – To co? Już teraz gdzieś pojedziemy? 

    – Potem cię do domu podrzucę. Gdzie mieszkasz? Na Południu? 

    – Nie, w Piątnicy. 

    – O, to nawet lepiej. Jedźmy za Wiznę. 

    Pojechaliśmy. I w maluchu, gdzieś w lesie, robiłem mu loda. On bardziej się otworzył. Ustaliliśmy, że mogę go lizać i całować, ale tylko w brzuchu, jajach, kutasie i nogach. Nie ma całowania po twarzy. Ja zaś chciałem, by mnie walił na siłę, by bił mnie kutasem po twarzy, by mnie traktował jak burą sukę. Wtedy, po południu, spuściłem go dwa razy. Mówił, że wolałby nie widzieć mojego śliniącego się fiuta i tego, jak zajadam się jego nasieniem. Potem żartowaliśmy z mojej pałki. I mimo niby obrzydzenia, zrobił mi ręką dobrze. Po świętach praktycznie w każdy piątek, jak nie miał spotkania ze swoją panią, rżnął mnie w usta. Pod koniec marca była piękna pogoda, prawie letnia. Andrzej, w świetnym nastroju, wywoził swojego lachociąga do lasu. Zaś ja miałem w głowie podstępny plan, a w plecaku buteleczkę z olejem „Kujawskim”, chusteczki, prezerwatywy i zrobiłem sobie „płukankę” przed spotkaniem. Byliśmy w lesie za Strękową Górą, na zupełnym odludziu. 

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yake Osi

    Czekam na jakieś komentarze.