Blog

  • Szal intymnego masazu

    Poznałem spoko gościa, Marka. Młodszy ode mnie o około 8 może nawet 9 lat, ale dogadujemy się doskonale. Da się z nim robić dobre interesy, wszystko umie załatwić. Z czasem zauważyłem, że jest gejem i na mnie leci. Trochę nie wiem, co z tym zrobić, bo ja gejem nie jestem, a on wyraźnie mnie pragnie. Po długim czasie zaczęło mnie to nieco męczyć i postanowiłem dać mu szansę. Żadnego seksu, bo mnie to nie kręci, ale opowiedziałem mu o swoim pragnieniu:

    Na studiach poznałem dziewczynę robiącą kurs masażu. Szukała obiektu do ćwiczeń. Godzinami opowiadała wszystkim o zbawiennym dla zdrowia wpływie masażu w filozofii zen, gdzie m.in. każda część ciała traktowana jest na równi z pozostałymi, stanowiąc jedność cielesną człowieka, też miejsca intymne, których nie należy się wstydzić, jeśli chce się osiągnąć relaksacyjną (nie seksualną) głębię. O różnych punktach energii najczęściej właśnie w intymnych miejscach ciała, które warto pobudzać, aby osiągać szybkie odstresowanie. Na początku braliśmy to za czyste szaleństwo. Nie wyobrażałem sobie tego. Później jednak chyba tylko mnie to jakkolwiek zafascynowało. Lubiłem słuchać, gdy opowiadała z pasją, podczas gdy inni nie mieli ochoty na kontakty z tą osobą, uważając za dziwną i zboczoną. Minęło dużo czasu, ale jej filozoficzne podejście i ciągłe mówienie o masażu w stylu zen przekonały mnie, żeby spróbować. Do dziś zastanawiam się, jakim cudem… Dziewczyna niezbyt atrakcyjna, ale dziewczyna. Jednak jej otwarte podejście ośmieliło mnie i po wielu “próbach” z lustrem, zdecydowałem się położyć przy niej na golasa. Obawiałem się, że po prostu zacznę płonąć. Obiła mi się nawet myśl, aby się wycofać, ale powiedziałem sobie, że skoro obiecałem, nie stchórzę i wykonam ten krok. Potraktowałem to jak zabieg medyczny. Z bijącym szybko sercem zdjąłem z siebie wszystko i położyłem na wznak, próbując nie myśleć zupełnie o niczym. Zamknąłem oczy, a ona położyła na nich specjalną opaskę. Szaleństwo. Włączyła cicho relaksacyjną muzykę i zaczęła mówić. Było mi bardzo dziwnie i niezręcznie, ale już chwilę później doświadczyłem jej wspaniałego talentu. Podążałem za jej wskazówkami, odrywając się mentalnie od wszelkich kulturowych konwenansów i seksualności. Leżałem bez emocji niczym trup, chłonąc swoim nagim ciałem ciepły dotyk jej rąk. Potrafiła wyrzucić z mojego ciała każdą cząstkę napięcia i skrępowania. Kilka razy, dotykając mojego penisa, nie obyło się bez niewielkich niekontrolowanych ekscesów, ale mówiła wtedy, że to naturalna część procesu relaksowania się i nie należy się tym przejmować. Przy dziewczynie dotykającej wszędzie twojego ciała, oczywiste jest pojawianie się napięcia seksualnego. Ona jednak radziła sobie z tym bardzo profesjonalnie. Powtarzała, żebym wyłączył emocje kulturowe i seksualne, żebym czuł się, jakbym był martwy i zupełnie poddał jej dotykowi. Skupiłem się, więc wyłącznie na dotyku i podróży w głąb siebie i nie odczuwałem już ani podniety, ani zażenowania pomimo dotykania mojego penisa. Po godzinie czułem się totalnie odprężony, doładowany energetycznie i po prostu szczęśliwy. Moje ciało i moja dusza stały się radosne i wolne od wszelkich trosk. Chciałem kolejnego masażu. A koleżankę traktowałem nie jak dziewczynę, ale bezosobowo, jak pielęgniarkę wykonującą leczniczy zabieg, któremu poddawałem się bardzo chętnie. Masaże powtarzaliśmy, co jakiś czas przez ponad rok, aż skończyła kurs i wyjechała. Od tamtej pory, przez lata nie znalazłem już nikogo, kto mógłby dać mi szczęście i odprężenie w moim stresującym życiu.

    Pomyślałem, więc, że może Marek mógłby zrobić mi taki masaż. Zgodnie z filozofią zen, bez różnicy jest płeć osoby masującej, liczą się bowiem umiejętności i sam dotyk. Trochę się bałem, ale w końcu zaproponowałem mu to. Ucieszył się. Odparł, że się nie zna, ale chętnie się doszkoli. Zapytał mnie, czy się nie wstydzę. Najpierw stanowczo zaprzeczyłem, ale po chwili dodałem szczerze, że będę się czuł trochę dziwnie. Ważne jednak, aby to, co ma się między nogami w żaden sposób nie przeszkadzało w dobrym relaksie. W normalnych warunkach nie zdecydowałbym się na coś takiego, ale skoro chodzi o moje zdrowie, oraz spełnienie jego potrzeby, nie mam oporów rozebrać się do naga. Gdy więc nadeszła ta chwila, ściągnąłem z siebie ubranie i majtki, odsłaniając sterczącego penisa. Potrzebowałem chwili, żeby się ogarnąć. Położyłem się na wznak i czekałem. Było trochę inaczej niż z tą dziewczyną. Dziwnie, ale w innym sensie. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk… Poczułem lekki wstyd z powodu różnicy wieku. Może jestem już na to za stary, bo przyznaję, że było trochę niekomfortowo. To poczucie pokazywania się i jakby pewnego rodzaju uległości… Leżałem cały czerwony, bo widziałem, że on aż się pali z podniecenia. W przeciwieństwie do masażów z dziewczyną tutaj nie miałem problemu z kontrolowaniem podniecenia. Masaż trwał i czułem się rozluźniony. Tak, jak uczyła mnie ta dziewczyna, wyłączyłem się i delektowałem dotykiem. Gdy wyjdzie się ze strefy komfortu i zdecyduje na obcowanie intymne, odrzuci się sferę kulturowych uprzedzeń i zahamowań, czuje się smak prawdziwej wolności i odprężenia. Na chwilę nawet się zdrzemnąłem. Marek bardziej skupiał się na zabawie moim fiutem, a on skakał z radości w jego dłoniach. Niech chłopak sobie ulży. Jak na pierwszy raz, Marek spisał się całkiem spoko. Zadowoliłem go, a on mnie. Obaj na tym skorzystaliśmy. W kolejnych dniach były kolejne masaże. Może nie tak dobre, jak z tą dziewczyną i jednak bardziej skupione na penisie, ale bardzo satysfakcjonujące. A Marek cieszył się, że pomimo innej orientacji może delektować się moim ciałem.

    Pewnego razu zrobiliśmy w naszym wspólnym pokoju imprezę. Zaprosiliśmy swoich kolegów ze studiów i z pracy. Z mojej strony niezawodny Kordek, znajomy ze szkoły. Mówiłem mu, że mieszkam z gejem. Ze znajomych Marka (wszyscy mniej więcej w jego wieku, czyli studenci): Krzysiek, Paweł, Grzesiek, Daniel i Klaudia. Oni raczej też wiedzieli o orientacji Marka, więc nie było uprzedzeń, dziwnych tematów ani dziwnych docinek. Gdzieś tak w połowie spotkania szepnąłem Markowi, że dziś też chcę masaż. Może być nawet po imprezie, gdy się położę. Zabawa była wspaniała. Klaudia to całkiem fajna laska. Chyba wpadła mi w oko. Jej ładne piersi, szatynowe długie włosy, niebieskie oczy, pełne usta. Gdy towarzystwo wypiło już całkiem sporo, a impreza powoli się kończyła, postanowiłem się pożegnać i pójść spać. Czułem się już dość znieczulony i było mi gorąco-czyli wystarczy picia. Moje łóżko stało na drugim końcu pokoju, więc jakoś się dowlokłem. Zdjąłem koszulkę i się położyłem. Po woli zasypiałem, gdy przyszedł Marek i zaczął głaskać moje ciało. Dalej nie pamiętam. Podobno zrozumiał, że mówiłem mu, aby zdjął spodnie. Później mam już tylko pojedyncze przebitki, które uznawałem za sen – że Marek cały czas jest obok mnie, że patrzę na gości siedzących w drugim końcu pokoju a oni na mnie i jest gwar, że patrzę na swoje zupełnie nagie ciało, że stawiam nogę, ale mi się wali i czuję podniecenie. Następnego dnia obudziłem się przykryty kocem, a pod kocem zupełnie goły. Gości już nie było. Byłem ciekaw, co się stało. Chciałem też bliżej poznać tę Klaudię.

    Najpierw zapytałem Marka, co właściwie wydarzyło się wczorajszego dnia. Powiedział, że gdy zobaczył, że idę spać, zgodnie z obietnicą przyszedł zrobić mi masaż. Byłem mocno napalony. Szepnąłem, żeby zdjął mi spodnie, więc bez zastanowienia zrobił to i przyznał, że chyba nie powinien był. Dał namiary na pozostałych, żebym ich dopytywał o szczegóły. Poczułem się wykorzystany.
    Kordek nie chciał nic mówić. Odparł tylko, że nie pamięta, ale było widać, że poczerwieniał i wstydził się cokolwiek zdradzić. Zrobiło mi się dziwnie. I cóż, jestem, więc zdany wyłącznie na kolegów Marka. Znam ich tylko z tej imprezy, ale przez kilka godzin nieco się zaprzyjaźniliśmy, więc liczyłem na pomoc. Złapałem Krzyśka. Powiedziałem mu, że dręczy mnie ostatnia impreza, bo nie pamiętam, co się później działo. Odparł, żebym zapytał Grześka lub Pawła. Potwierdził też, iż na imprezie były wyżej wymienione osoby. Nikt nie wyszedł i nikt nie doszedł. Ekipa rozeszła się wcześnie rano na prośbę Marka. Poszedłem, więc do Pawła i Grześka. Okazało się, że są parą i mieszkają razem. Z rumieńcami na twarzy pytam ich o imprezę. Grzesiek też poczerwieniał i mówi – “Skoro chcesz wiedzieć, powiem delikatnie. Chłopie, dałeś czadu! Już prawie spaliśmy, gdy przyszedł do ciebie Marek i szoł się zaczął. Głośno jęknąłeś zwracając naszą uwagę. Zobaczyliśmy, że Marek cię rozebrał. Leżałeś goły z postawioną nogą, więc najlepszego nie było widać, ale widzieliśmy jak cię macał a potem wsadził głowę między twoje nogi i chyba robił ci loda. Za twoją nogą nie było dokładnie widać. Zabawa na całego. Szacun za odwagę i brak skrępowania!” Paweł dodał, że nie pamiętają całości, ale w pewnym momencie Daniel wyciągnął komórkę i nagrywał. Poczerwieniałem ze wstydu. Nie chciałem tego słyszeć. Poczułem się dziwnie w ich towarzystwie, ich spojrzenia działały jak rentgen. Czułem się przy nich goły i wiedziałem, że oni mnie oglądali. Zrozpaczony wyszedłem. Bałem się spotkania z Danielem i wstydziłem. Doszło do mnie, że oni wszyscy widzieli moją nagość, bezradność, upokorzenie. Gdy tylko pomyślę, że Grzesiek, Paweł, a na pewno Daniel oglądali mojego fiuta… Wkurzony poszedłem spotkać się z Danielem. Ten wstydził się ze mną rozmawiać i trochę bał. Przyznał, że widział wszystko i dał mi filmik przepraszając, oraz zapewniając, że poza naszą grupkę nie wycieknie. Okazało się później, że Grzesiek też ma ten filmik i czasami go ogląda.

    Odpaliłem ten niesławny filmik. No pięknie, trwa około pół godziny. Rzeczywiście mieli, co oglądać. Widać na nim, jak leżę już bez dolnej części ubrania na łóżku bokiem do kamery tak, że noga zasłania krocze, a Marek zaczyna mnie dotykać. Nie wiem, czy się wstydzić i panikować. W sumie nie widać fiuta, tylko tors i szynkę. Głośno dyszę. Na razie jest dobrze. Później robi mi loda, ale tak szybko, że nie widać szczegółów, choć na stopklatkach czasem pojawia się fragmencik główki. Kadr na selfie. Kuwa, wszyscy patrzą! Jest nawet Klaudia, o Boże! Dwadzieścia minut nerwowego oglądania, na szczęście nie widać niczego konkretnego. Dyszałem coraz słabiej, zasypiałem, a Marek lizał mi to i owo. Raz w pewnym momencie omsknęła mi się noga i w realu wszyscy mogliby wtedy zobaczyć mi całego fiuta, ale to było szybkie, może byli zbyt pijani. Na stopklatce widać całe krocze przez ułamek sekundy. Co za upokorzenie! Pod koniec noga mi opadła, zasnąłem, a Marek mnie masturbuje. Widać wszystko. Filmik kończy się na tym, jak leżę na plecach zupełnie nieprzytomny z kurczącym się fiutem na wierzchu i trwa to około czterech minut. Jestem załamany. Pokazałem im wszystko, oglądali ile chcieli. Jest mi bardzo wstyd. Jeszcze raz skontaktowałem się z Grześkiem. Daniela za mocno się wstydziłem. Grześka w sumie też, ale z kimś musiałem… Kazałem mu skasować ten filmik u każdego, kto go ma. Gdyby dostał się do neta, byłbym upokorzony. Zapytałem też o Klaudię. Nikt nie wie, co właściwie myślała. Nic nie mówiła. Wiadomo tylko, że widziała całe to zajście. Skoro mi się podoba, to bez względu na wszystko powinienem się z nią zobaczyć i zawalczyć. Czekała mnie, więc najtrudniejsza przeprawa…

    Marek zapewnił mnie, że nikt już nie posiada tego nagrania i żebym się nie bał ani nie wstydził. Umówił mi też spotkanie z Klaudią. Oczywiście nigdy więcej nie chciałem ich już widzieć. Czuję wstyd, złość… różne emocje, ale z Klaudią muszę koniecznie pogadać. Nie jest pierwszą dziewczyną, która widziała moje, co nieco, lecz pierwszą z takich, do których chyba coś czuję, więc będzie bardzo trudno. Kobiety lubią tajemnice i fantazje, a ona już na starcie widziała mnie w całej okazałości. Nie mam jej nic więcej do zaoferowania. Przygotowałem się do tej rozmowy fizycznie i psychicznie. Wziąłem nawet leki uspokajające, żeby się nie wstydzić i nie irytować. Czy ona jest tego warta? Spotkaliśmy się w parku. Nie mogłem patrzeć jej w oczy. Rozmowę zacząłem od stwierdzenia, że jest mi źle z tym, co stało się na imprezie i chcę o tym pogadać, żeby przetrawić całe to zajście. No i zaczęliśmy. Przyznała, że widziała, co się działo i nie wie, czemu oglądała. Po prostu z ciekawości. Podobała się jej nasza miłość. Była w tym magia. Ten taniec ciał, ta pasja, nagość, odwaga. Wzięła mnie za geja. Wyznałem jej prawdę.
    Dziś jesteśmy razem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Wspomnienia mlodosci Rozdzial 1: Uniesienie nad pomostem

    Opowiem wam historie mojego ciekawego życia lat młodzieńczych. Ale najpierw trochę o sobie. Był sierpień roku 2016. Miałem 17 lat, we wrześniu miałem obchodzić 18 urodziny. Możecie ten rok pamiętać z pierwszej wygranej Trumpa, lub świetnego wyniku Polaków na euro. Ale miało być o mnie. Trenowałem pływanie od dziesięciu lat, więc miałem umięśnioną sylwetkę. Nie byłem jakimś przystojniakiem, ale kilka koleżanek interesowało się mną.  Wtedy jeszcze byłem prawiczkiem. Całowałem się wielokrotnie, miałem przez chwilę dziewczynę, ale nigdy nie doszło do czegoś poważnego. Było trochę macania, po piersiach i tak dalej, ale nie doszło do niczego poważnego. Za dwa tygodnie miałem rozpocząć naukę w klasie maturalnej. W tym roku po raz ostatni spędzałem typowe wakacje z rodziną. Już wtedy chciałem pojechać z kumplami, ale rodzice nie pozwolili. Byli trochę nadopiekuńczy głównie mama. Jednak nie płakałem z powodu tych wakacji. Po pierwsze, umówiliśmy się z kumplami, że na pewno po maturze pojedziemy w tripa. Jednak najważniejszym powodem, przez który cieszyłem się z tych wakacji, była moja 42 letnia ciocia.  Choć teoretycznie nie była członkiem rodziny, lecz przyjaciółką z liceum mojej mamy. Poznały swoich mężów na studiach. W podobnym czasie ożeniły się, później urodziły dzieci. Spotykaliśmy się kilka razy w roku, na urodzinach, grillu i odkąd pamiętam, co roku jeździliśmy na wspólne wakacje. Nie była ona super szczupłą, seksowną modelką. Nie wygrałaby konkursu na miss Polski, ale po urodzeniu dwójki dzieci wciąż wyglądała cholernie dobrze. Była całkiem wysoka jak na kobietę, miała 165 cm wzrostu. Miała wyraźnie zaznaczoną talię z bardzo kobiecymi kształtami. Klepsydra, ale taka „miękka”, obfita wersja klepsydry. Najbardziej rzucał się w oczy oczywiście biust – naprawdę duży, taki, który przyciąga wzrok nawet, kiedy kobieta ma na sobie zwykłą koszulkę, kiedy zakładała strój kąpielowy… no wtedy już nie dało się nie patrzeć. Do tego biodra i tyłek szerokie i okrągłe, zwracające na siebie uwagę, gdy szła kołysząc nimi delikatnie na boki. Uwielbiałem obserwować, jak krople wody powoli spływają po  jej długich opalonych nogach. Z czasem zacząłem pragnąć kontaktu. Podczas wygłupów w jeziorach, czy morzu udawało mi się czasami otrzeć o jej  gładkie udo. Musiałem się po tym uspokoić, żeby nie wyjść z wody z namiotem w kąpielówkach, który każdy by zauważył. Po udanym kontakcie zawsze rozmyślałem o nim w nocy, pielęgnując te wspomnienia. Te sytuacje podniecały mnie bardziej, niż ulubione filmy pornograficzne. Nie tylko, dlatego, że to przeżywałem na żywo, ale też z powodu ryzyka, jakie ze sobą to nosiło. Gdybym został przyłapany miałbym przechlapane i to delikatnie mówiąc. Zawsze czekałem na moment, gdy mnie przytulała  na powitanie. Rozkoszowałem się wtedy miękkością jej piersi. Wdychałem też ukradkiem jej zapach – czy to lekkie słodkie perfumy, czy delikatna woń kremu przeciwsłonecznego. Czasami, gdy mnie przytulała kładłem głowę na jej ramieniu i  wdychałem zapach jej blond włosów. Dlatego cieszyłem się, że spędzę dziesięć dni w towarzystwie cioci.

    W końcu nadszedł czas wyjazdu. Po raz trzeci z rzędu jechaliśmy na mazury, w to samo miejsce. Wynajmowaliśmy duży domek, z prywatnym pomostem. Było tam piękne jezioro, najbliższe domy znajdowały się pięćdziesiąt metrów od naszego. Mieliśmy, więc zagwarantowany spokój. Na wyjeździe miała być nas siedmioro. Moi rodzice, Wujek Waldek z Ciocią Natalią i trzynastoletnim synem Kamilem. Do tego byłem ja, oraz mój trzynastoletni brat Dawid. Dzieliło nas pięć lat i z każdym rokiem coraz bardziej nudziło mnie ich towarzystwo. Choć nie było aż tak źle. Nawet w wieku osiemnastu lat mogłem pograć z nimi w piłkę, lub powygłupiać się w wodzie. Jednak w czasie wakacji w 2016 roku miałem inne priorytety. Dojechaliśmy na miejsce, jako drudzy. Właścicieli już nie było, przekazali wszystkie informacje i klucze wujkowi i cioci.                                                                                      – Cześć, Agnieszko – powiedziała ciocia witając się z moją mamą. Jak na sierpień pogoda była średnia, ciocia była ubrana w zwyczajną sukienkę ze skromnym dekoltem. Na szczęście nie sposób było ukryć jej biustu, który wyraźnie odznaczał się z ubrania. Uścisnąłem dłoń wujka, rzuciłem cześć do kuzyna i ruszyłem przywitać się z ciocią.                                                                                                                                                            – Oj, jaki jesteś przystojny, mój Pawełku – powiedziała ciocia obejmując mnie.                                                     – Weź przestań ciocia – burknąłem, żeby zachować pozory. Choć w głębi duszy zrobiło mi się ciepło słysząc te słowa. Nawet mimo tego, że wiedziałem, iż to była typowa gadka starszych osób. Wtuliłem się mocniej niż zwykle. Poczułem miękkość jej piersi przez cienką sukienkę-ciepło, lekkie ugięcie pod moim torsem.  Ukradkiem wdychałem jej zapach. Przeciągnąłem przytulenie o zaledwie sekundę, może dwie za długo, po czym oderwałem się od cioci. Lepiej nie ryzykować na oczach wszystkich.                                                                                     – Zostaw go, Natalio, zobacz, już czerwieni – zaśmiał się mój ojciec wskazując na lekko zaczerwienione policzki. Dobrze, że nikt nie wiedział, dlaczego naprawdę dostałem rumieńców. Nie wiedziałem jeszcze, że to dopiero początek.

    Przyjechaliśmy na mazury w sobotę i przez resztę dnia nie działo się nic ciekawego. Następnego dnia pogoda się poprawiła i mieliśmy pójść po raz pierwszy popływać. Męska część grona już zeszła na pomost i czekała na kobiety. Dom stał na górce, a brzeg jeziora był kilkanaście metrów niżej. Pomost był schowany przed wzrokiem z domu i działki, przez zasłaniające je drzewa. Jak się miało okazać później, miało to duże znaczenie. Zanim zobaczyliśmy schodzące kobiety, usłyszeliśmy dźwięk klapek uderzających o schodki. Zarówno ciocia, jak i mama były ubrane w luźne sukienki, pod którymi krył się strój kąpielowy.                                                                                            – Wchodzisz do wody? – zapytał mój brat.                                                                                                          – Wchodźcie. Zaraz do was dołączę – odpowiedziałem i mój brat pobiegł z kuzynem na brzeg i zaczęli powoli wchodzić do chłodnej wody. Wujek i tata pompowali na brzegu materace, a ja czekałem. Po chwili mama i ciocia zeszły na pomost.                                                                                                                                            – Nie dołączasz do chłopaków? – zapytała mama kładąc ręcznik na ławce.                                                            – Już wchodzę- odpowiedziałem. Rzuciłem szybkie spojrzenie na ciocię, która się pochyliła rozkładając koc na drewnianych deskach. Sukienka odsłoniła kształtne łydki, ale poza tym za dużo nie zobaczyłem. Nie odważyłem się wpatrywać się dłużej przy mamie. Na razie musiało wystarczyć. Wskoczyłem do wody i chwilę popływałem z młodszymi chłopakami. Zaraz dołączyli do nas nasi ojcowie i na całego zaczęliśmy zabawę w wodzie. Po kilku minutach intensywnego spychania się z materaców, zobaczyłem, że ciocia i mama zamierzają wejść do wody.        – Idę odpocząć – rzuciłem i popłynąłem w stronę pomostu. Od razu z wody wskoczyłem na pomost i mocząc nogi w wodzie, pozwalałem, by mój tors wysechł na słońcu. Z tej perspektywy miałem idealny widok na wchodzącą do wody ciocię. Miała jednoczęściowy, ciemny strój kąpielowy. Opinał ją mocno, biust wyglądał, jakby chciał wyskoczyć na wolność. Niestety ciocia była do pasa w wodzie, więc mogłem popatrzeć tylko na górne partie jej ciała. Po chwili ciocia zanurzyła się prawie do piersi.  Zwolniła, przyzwyczajając się do temperatury jeziora. A ja obserwowałem, jak fale podbiły jej biust. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Speszony odwróciłem wzrok, ale kątem oka zobaczyłem, że ciocia się uśmiechnęła. Nie wyglądała na zdenerwowaną. Zanim zanurzyła się głębiej podskoczyła lekko, jakby chciała się rozgrzać. Woda plusnęła cicho, piersi wyraźnie zafalowały. Tętno mi przyspieszyło, tak samo jak oddech. Gdy minął strach przed przyłapaniem, poczułem narastające podniecenie. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że te wakacje mogą się potoczyć zupełnie inaczej

    Wieczorem na kolacje robiliśmy ognisko. Miały być pieczone chleby i kiełbasy, zrobiliśmy też jakąś sałatkę. Gdy wujek z tatą rozpalali ognisko, nasze mamy przygotowywały jedzenie w kuchni. A my, jako najmłodsi biegaliśmy w tą i we w tę. Raz pomagać rozpalić ognisko, raz pokroić pomidora. A w międzyczasie nosiliśmy talerze, sztućce i tak dalej.                                                                                                                                                        – Co robisz? Spadła ci kromka! – skarciła mnie mama. Musiałem się rozkojarzyć. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że miałem wtedy w głowie pewien plan. I czekałem, na możliwość jego realizacji.                                    – Przepraszam, już podnoszę – odburknąłem, po czym wyrzuciłem kromkę do kosza. Wyszedłem na zewnątrz i zaraz wróciłem do domku, na kolejną rundkę.                                                                                                    – Wyjmij z lodówki ketchup i musztardę i zanieś je – poprosiła mnie mama. Serce zabiło mi mocniej. Miałem swoją szansę. Przechodząc obok lustra upewniłem się, że nie mam głupkowatego uśmiechu na twarzy. Ciocia, pochylona kroiła właśnie warzywa na sałatkę. Miała na sobie shorty, które podkreślały krągłości jej pośladków, oraz luźną bluzkę, która niestety w tej pozycji nie pokazywała za dużo. Aby dostać się do lodówki musiałem minąć ciocię. Teoretycznie przejście było na tyle szerokie, że mogłem przejść normalnie. Ale nie to miałem w planach.                – Przepraszam ciociu. – powiedziałem, po czym kładąc rękę na jej biodrze przecisnąłem się obok niej. Pewnie dla wielu z was nie byłoby to dużo. Ale dla siedemnastoletniego mnie, było to wystarczająco, żeby się podniecić. Z własnej inicjatywy dotknąłem ciała swojej cioci. I co z tego, że to było tylko biodro. Zadowolony z siebie nie potrafiłem ukryć radości. Gdy zamknąłem drzwi od lodówki, spojrzałem na ciocię, która odpowiedziała uśmiechem. Zobaczyłem błysk w jej oku, czy mi się wydawało? Kilka minut później znów byłem w kuchni, razem z ciocią i kuzynem.                                                                                                                                                       – Odkręcisz mi słoik, Pawełku? – zwróciła się do mnie ciocia pokazując słoik, który miała w ręku. Podszedłem do niej i w momencie, gdy drzwi się zamknęły za kuzynem, odkręciłem go.                                                              – Proszę – powiedziałem kładąc otwarty słoik przed ciocią.                                                                                    – Jaki silny się zrobiłeś, imponujące – mruknęła cicho ciocia, po czym złapała mnie za bicepsa. Wydawało mi się, czy flirtowała ze mną? Popatrzyłem jej prosto w oczy i napiąłem biceps.                                                              – Tak, trochę ćwiczyłem w tym roku – powiedziałem. Mimo, że ciocia dotykała tylko mojego bicepsa, to natychmiast zrobiło mi się ciasno w spodenkach. Na szczęście nie było tego widać. Postanowiłem zaryzykować i spojrzałem w dół, na jej kołyszący się delikatnie w rytm oddechu biust. Podniosłem wzrok, po kilku sekundach na ciocię, która przygryzła delikatnie wargę. Nie wydawało mi się, naprawdę to zrobiła. W tym momencie odrobinę spanikowałem. Czułem, że mogę wyciągnąć więcej z tej sytuacji. Tylko nie wiedziałem, co i jak to zrobić. Zastanawiałem się, co powiedzieć, gdy nagle odezwała się ciocia.                                                                                                        – Zanieś ten słoik na stół – powiedziała puszczając moją rękę. Wziąłem go w ręce, odwróciłem się i szedłem zdziwiony w kierunku drzwi. Przecież nie zrobiłem czegoś nie tak. Chyba. W tym momencie drzwi się otworzyły i do środka weszła mama.                                                                                                                                      – Pierwsze kiełbaski są gotowe, tata mówi, że możesz już zjeść – powiedziała mama. Gdy zasypiałem nie mogłem przestać myśleć o tej sytuacji. Ciocia sama zaczęła delikatnie flirtować ze mną. Nie wymyśliłem tego. Zacząłem zastanawiać się jak to rozegrać. Na szczęście następnego dnia miałem dostać świetną okazję.                                                                                                                                                       

    W poniedziałek trzeba było pojechać do najbliższego miasta i zrobić zakupy. Rano było ustalanie, co trzeba kupić. Co będzie na obiad tak, żeby nie trzeba było jeździć do sklepu codziennie. Gdy lista zakupów była gotowa, padło pytanie czy wszyscy jadą. Od razu powiedziałem, że zostaję. Ku mojemu szczęściu ciocia także powiedziała, że nie ma ochoty jechać.                                                                                                                                            -Tylko jak będziesz chciał popływać, to proszę poczekaj aż ciocia znajdzie się na pomoście. I koniecznie weź bojkę – powiedziała mama mimo tego, że przecież trenowałem pływanie. Ale jak wspominałem wcześniej była trochę nadopiekuńcza.                                                                                                                                                -Dobrze mamo – jęknąłem, przewracając oczami. Po dłużących się kilkunastu minutach, w końcu wyjechali. Ciocia poszła czytać książkę, a ja poszedłem do swojej sypialni, która jako jedyna znajdowała się na parterze. Nie chciałem zepsuć tej szansy nieprzemyślanym, głupim ruchem. Położyłem się na łóżku i zacząłem myśleć. Podróż tam i z powrotem zajmie czterdzieści minut. Do tego minimum godzina w sklepach. Trzeba też doliczyć czas na pakowanie dużej ilości zakupów. Było gorąco, więc na pewno pójdą na lody. Moi młodsi koledzy na pewno nie odpuszczą lodów w taką pogodę. Ostrożnie licząc miałem dwie godziny czasu, co najmniej. A realnie patrząc, to pewnie miałem z dwie i pół godziny, może nawet do trzech. Nie musiałem się spieszyć. Spojrzałem na zegarek. Była jedenasta dwadzieścia pięć. Odczekałem chwilę i gdy była za kwadrans dwunasta, wziąłem rzeczy do kąpieli i wyszedłem na zewnątrz.                                                                                                                                  – Idę popływać, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko- poinformowałem ciocię, która leżała na leżaku i czytała  – Oczywiście nie. Tylko proszę nie odpływaj daleko. Zaraz do ciebie dołączę na dole – odpowiedziała ciocia.             – Spokojnie mam bojkę nic mi się nie stanie – odpowiedziałem potrząsając pomarańczową bojką.                          – Wiem jesteś świetnym młodym pływakiem, ale uważaj na siebie. Woda potrafi być zdradliwa – powiedziała miłym tonem ciocia. Czułem, że były to słowa wypowiedziane zupełnie inaczej, niż gdyby to samo mówiła mama. Nie odebrałem tego, jako groźnego ostrzeżenia, ale takie pieszczotliwe “troszczę się o ciebie”. Zadowolony zszedłem na dół. Aby otrzeźwić się szybko wskoczyłem do wody.

    Gdy słońce było w zenicie, na pomost dotarła ciocia. Była ubrana w tę samą sukienkę, co wczoraj. Jednak, gdy podpłynąłem bliżej zobaczyłem, że pod spodem ma tym razem dwuczęściowy kostium.                                          -Dołączysz ciociu? – zapytałem z nadzieją.                                                                                                          -Nie, na razie trochę się poopalam – odparła ciocia. Nie zraziło mnie to. Cały wczorajszy wieczór i dzisiejszy ranek poświęciłem na obmyślanie różnych scenariuszy. Na ten byłem przygotowany. Po kilku minutach wyskoczyłem z wody na pomost i zacząłem się delikatnie przeciągać prezentując umięśnioną sylwetkę. Brzmi śmiesznie i dziecinnie, ale naprawdę myślałem, że to dobry plan. Ale głupi ma czasami szczęście.                                            – Posmarujesz mi plecy kremem, Pawełku? Zapomniałam go nałożyć – zapytała się ciocia.                                     – Tak – odpowiedziałem przełykając ślinę. Wziąłem w ręce krem przeciwsłoneczny leżący na pomoście i podszedłem do cioci leżącej na kocu. Popatrzyłem uważnie na ciocię. Leżała ona brzuchu, dzięki czemu miałem idealny widok, na jej nogi i duże, krągłe pośladki.                                                                                              – Zaczniesz Pawełku? –  zapytała cicho ciocia. Otrząsnąłem się z zamyślenia, otworzyłem krem i wycisnąłem go na dłoń. Zacząłem wcierać go powolnymi okrężnymi ruchami, po łopatkach cioci. Powoli schodziłem w dół docierając tuż nad pośladki. Nagle usłyszałem ciche mruknięcie. Wydawało mi się, czy cioci się to podobało!? Zastygłem w miejscu, nie wiedząc, co zrobić. Nie chciałem popsuć tego momentu.                                                                   – Nogi też możesz mi posmarować – powiedziała ciocia po kilkunastu sekundach. Nie czekając ani chwili wycisnąłem kolejną dawkę kremu i zacząłem delikatnie rozprowadzać krem na kształtnych łydkach. Dzięki pływaniu wiedziałem jak rozluźnić mięśnie. Zacząłem, więc nie tylko smarować, ale i delikatnie masować nogi cioci.  – Hmmmm – jęknęła cicho. Teraz miałem pewność, że ciocia była zadowolona z moich ruchów.

    Po kilku chwilach zacząłem masować uda. Powoli, ostrożnymi ruchami. Raz na jednej nodze, potem na drugiej. Raz za razem. Z każdym ruchem dochodziłem coraz wyżej. Ugniatałem delikatnie uda cioci upajając się ich miękkością i gładkością. Ciocia cicho jęczała z rozkoszy, dzięki czemu nabrałem odwagi. Dotarłem swoimi dłońmi ledwie pięć centymetrów od pośladków cioci. Przy kolejnym ruchu dłońmi zatrzymałem się i delikatnie przesunąłem kciukiem zahaczając o pośladek. Ciocia nie zaprotestowała, więc postanowiłem zaryzykować. Nabrałem małą porcję kremu i zacząłem wsmarowywać go w pośladki cioci. Tam gdzie pozwalał na to wycięty krój kostiumu. Jakie one były duże! I miękkie! Wpatrywałem się jak zaczarowany w delikatne fale, które rozchodziły się po tym ogromnym tyłku. Byłem w siódmym niebie. Mój kutas naprężył się do granic możliwości, jakby chciał rozerwać kąpielówki. I w tym momencie ciocia zaczęła się obracać. Zabrałem błyskawicznie ręce z pośladków. Przestraszyłem się, że posunąłem się za daleko. Nie wiedziałem, co zrobić i czy mam próbować schować wzwód? Niby jak? Nie dało się go ukryć, a gdybym zasłonił się rękoma wyglądałoby to komicznie. Więc położyłem ręce na swoich udach i czekałem. Kilka kropel potu zleciało mi po czole. Ciocia oparła się na łokciach i spojrzała na namiot w moich kąpielówkach.              – No, no – wymruczała cicho, po czym spojrzała mi w oczy.                                                                                  – Wymasujesz mi piersi? – zapytała kusząco. Zaniemówiłem. Nie spodziewałem się takiej propozycji. Do tej pory wszystko działo się za milczącą aprobatą. A teraz niespodziewanie ciocia wyskoczyła z bezpośrednią propozycją.    – Widziałam jak się wpatrujesz, w mój biust. Wiem, że tego pragniesz. Ja też tego chcę – powiedziała ciocia rozpinając stanik. Przełknąłem nerwowo ślinę.                                                                                        Patrzyłem jak stanik opada, odsłaniając dwa skarby, o których marzyłem od kilku lat. Patrzyłem urzeczony w dwa jędrne cycki. Nie były one idealne jak w pornosach. Wielkie rozlewały się na boki i opadały. Jednak ich naturalność i niedoskonałość były zdecydowanie bardziej podniecające niż wszystkie widziane w Internecie. Nieśmiało wyciągnąłem ręce, a ciocia kiwnęła zachęcająco głową. Złapałem je i aż wypuściłem powietrze z wrażenia – ledwo mieściły się moich dłoniach. Były ciepłe i zaskakująco miękkie. W dotyku były jeszcze lepsze niż w wyglądzie. Ściskałem je, przysuwałem do siebie, podnosiłem do góry, ciesząc ich dotykiem.                                                  – Podobają ci się? – zapytała ciocia. Spojrzałem na nią i zobaczyłem na jej twarzy wyraz zadowolenia.                    – Bardzo. Twoje cycki są wspaniałe ciociu – powiedziałem, nie zdejmując z nich dłoni. Przesunąłem delikatnie kciukami po twardych sutkach. Z ust cioci wyrwał się cichy jęk.                                                                            – Czuję, że nie pierwszy raz, dotykasz kobiecego ciała – powiedziała ciocia.                                                          – Tak, macałem kilka piersi koleżanek. Ale żadne nie były tak miłe w dotyku jak twoje – odpowiedziałem. Widząc, że cioci się podoba zaryzykowałem. Ogarnęła mnie euforia i niewiele myśląc wpiłem się ustami w sutek cioci, drugą ręką mocno ściskając drugą pierś.                                                                                                                    – Tak!! – krzyknęła ciocia, po czym rękoma docisnęła moją głową do swoich piersi. Nie musieliśmy się obawiać, że ktoś nas usłyszy. Miałem idealne warunki do takich zabaw. Najbliższe pomosty były kilkadziesiąt metrów dalej. Po jeziorze pływało mało łódek, w tamtej chwili nie było żadnej w zasięgu wzroku. Oczywiście na górze w domku nie było nikogo, ale nawet gdyby wrócili wcześniej z zakupów, to dzięki drzewom nie zobaczą ich z góry. A kroki na schodkach powinni bez problemu usłyszeć.

    Po kilku minutach pieszczenia cycków, ciocia oderwała jego głowę.                                                                      – Pozwól, że teraz ja zobaczę, co skrywasz –  powiedziała prostując się. Nie wiedziałem, co zrobić. Miałem wstać? Klęczeć tak jak teraz? Czy może usiąść?                                                                                                            – Uklęknij na ręczniku – powiedziała ciocia, odgadując moje rozterki. Usiadłem na miejscu zwolnionym przez ciocie. Sięgnęła ona do moich kąpielówek, ściągając je do kolan. Kilkadziesiąt centymetrów przed twarzą cioci zakołysał się mój napięty do granic możliwości penis. Mierzyłem go kilkukrotnie. W ciągu roku urósł odrobinę i teraz mierzył siedemnaście centymetrów.                                                                                                                              – No, no całkiem spory, mój Pawełku – powiedziała ciocia. Od razu zrobiło mi się cieplej, słysząc taki komplement. Ciocia wyciągnęła rękę i złapała za mojego kutasa. Zajęczałem z rozkoszy, a wtedy nagle poczułem delikatny ból. To ciocia zacisnęła odrobinę za mocno mojego penisa.                                                                                        – Możesz przeżyć wspaniałe chwilę podczas tych wakacji. Musisz się jednak mnie słuchać i wykonywać bezwzględnie moje polecenia. Rozumiesz? – pokiwałem głową, ale ciocia nie wypuściła z dłoni mojego penisa. Mówiła to delikatnie słodkim głosem, ale jednocześnie ostro, żebym na pewno zrozumiał. Spojrzenie miała surowe, gdy wypowiadała te słowa.                                                                                                                                – Będziesz zachowywał się normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Żadnych porozumiewawczych uśmiechów, ani spojrzeń. Żadnego dotykania, gdy inni mogą zobaczyć. To ja będę wyznaczała granice. Posłuchasz się – jej głos zrobił się nagle niższy –  a obiecuję, że zapamiętasz te dni do końca życia –  kontynuowała ciocia               – Zgadzam się oczywiście – pokiwałem energicznie głową.                                                                                     – Cieszę się, że się zgodziłeś – powiedziała ciocia wypuszczając penisa z moich rąk. Odetchnąłem z ulgą, bo ten ucisk był niekomfortowy.                                                                                                                                  – Przepraszam cię, Pawełku za to – powiedziała ciocia przepraszającym tonem. Popatrzyłem na nią, a ona wyciągnęła niespodziewanie ręce i przyciągnęła mnie do siebie. Nasze usta połączyły się i przeżyłem jeden z najwspanialszych pocałunków w moim życiu. Ciocia wyczyniała cuda swoim językiem. Nie sposób opisać tego, co robiła. To trzeba przeżyć! W czasie pocałunku jedną ręką trzymałem kark cioci, a drugą błądziłem po jej pośladkach. Ciocia nie pozostawała dłużna i przesuwała ręką po moich plecach. W końcu uszczypnęła mój tyłek.      – Wystarczy na razie – powiedziała, odsuwając się i ciężko dysząc. Straciłem poczucie czasu – pocałunek mógł trwać kilkanaście sekund albo dwie minuty. Ciocia z powrotem złapała za mojego kutasa i delikatnie zaczęła go masować.                                                                                                                                                        – Jaki twardy – mruknęła. Jęknąłem cicho-kutas zapulsował delikatnie.                                                                  – Chyba nie wytrzymasz długo, co Pawełku? – Zapytała ciocia. Pokiwałem głową nie będąc w stanie wykrztusić słowa. Dotyk jej chłodnej dłoni na gorącym kutasie był genialny. Serce mi biło mocno, oddech się urywał.              – Uspokój się Paweł – rozkazała ostro ciocia i po raz drugi ścisnęła mi do bólu penisa. Wyprostowałem się, a ciocia odpuściła.                                                                                                                                                        – Nie denerwuj się. Oddychaj miarowo. Możesz pojęczeć sobie, mów, co ci ślina na język przyniesie. Nikt nas nie usłyszy. Poddaj się chwili – powiedziała ciocia. Posłuchałem się jej i uspokoiłem oddech. Oddychałem głęboko i miarowo. Zacząłem głośno jęczeć i wypowiadać różne słowa.                                                                              -O tak! Wal mi konia! – zacząłem od prostych zdań. Widząc w oczach cioci, że jej się to podoba poszedłem dalej. Wpływ na to miało zapewne także przyśpieszenie ruchów cioci.                                                                            -Tak trzep mi kutasa. Zwal mi cycata blond szmato! Spuściłbym się ci na cycki! Wyruchałbym ci te usta! Wyjebałbym cipe! – mówiłem puszczając hamulce. Nie zastanawiałem się nad słowami, które opuszczały moje  usta. Nie przejmowałem się wulgaryzmami, którymi nagle posługiwałem się przy cioci.                                         – Nie przestawaj!! – krzyknęłem, gdy poczułem, że niewiele mi brakuje do finału.                                                – Tak spuść się dla cioci – powiedziała zmysłowym tonem. Przyśpieszyła ruchy dłoni, a ja coraz bardziej czułem, że już zaraz nie wytrzymam. Złapałem jedną dłonią pierś cioci i ścisnąłem.                                                              – Aaaaaaa! –krzyknąłem, gdy poczułem, chyba pierwszy w stu procentach prawdziwy orgazm. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Zadrżałem cały, aż mną lekko rzuciło. Zesztywniałem i wypuściłem z długim świstem powietrze. Gdy kolejne salwy spermy opuszczały moje ciało, ciocia z każdym drgnięciem kutasa przesuwała rękę w dół i górę, dostosowując się do ruchów penisa. Gdy ostatnie krople spermy opuściły moje ciało rozluźniłem się. Poczułem się błogo i tak świetnie jak nigdy w życiu. Wypuściłem pierś cioci i zobaczyłem, że został czerwony ślad po mojej dłoni. Dopiero teraz spojrzałem ciekawy, gdzie wylądowała sperma. Nie mogłem jej znaleźć w pierwszej chwili, ale zaraz ją dostrzegłem. Ciocia skierowała mojego penisa w stronę wody i teraz białe plamy pływały po jeziorze, ruszane przez delikatne fale.                                                                                                                                        – Chyba się podobało? – zapytała śmiejąc się ciocia, po czym usiadła na brzegu pomostu i stopą leniwie rozwaliła plamy spermy.                                                                                                                                                – Tak, byłaś wspaniała ciociu – odpowiedziałem uśmiechem, wpatrując się w stopy cioci, które dotknęły przed chwilą mojej spermy.                                                                                                                                        – A ty się podnieciłaś ciociu? – postanowiłem zapytać. Miałem już wywalone w konwenanse. Poczułem, że w sytuacjach sam na sam z ciocią, nie muszę się wstydzić i hamować. Ciocia spojrzała czujnie na mnie, po czym tajemniczo uniosła kąciki warg. Nic nie mówiąc złapała mnie za rękę i pokierowała nią do majtek. Ostrożnie wsadziłem dłoń pod majtki i odkryłem ogromną wilgoć. Czyli ciocia się bardzo podnieciła. Musnąłem palcami muszelkę cioci, ale ta natychmiast wyjęła moją rękę z majtek.                                                                            – Na razie wystarczy. Obmyj się w jeziorze i upewnij, że nie zostawiliśmy żadnych białych plam. Ja pójdę na górę. Jak do mnie dołączysz, to będziesz się zachowywał jakby nic się nie wydarzyło. I nie interesuje mnie, że nikogo oprócz nas nie będzie. Masz się zachowywać normalnie. Jasne? – zażądała ciocia.                                                 – Jak słońce – pokornie się zgodziłem. W tym momencie zaakceptowałbym każde żądanie cioci. Ta chyba to wiedziała, ale nic już nie powiedziała. Założyła stanik, wzięła torebkę oraz ręcznik i kołysząc prowokująco tyłkiem udała się na górę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Kowalski

    Moje nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że nie jest za długie. Pisać kontynuacje? 

  • Dawno, dawno temu… 23. – Vaiana

    Dawno, dawno temu…na tropikalnej wyspie Motunui, otoczonej lazurowym oceanem i porośniętej palmami, żyła dziewczyna o imieniu Vaiana. Miała długie, ciemnobrązowe, falujące włosy ozdobione kwiatami, ciemnobrązowe oczy i atletyczną sylwetkę. Miała jędrne piersi i duży tyłek. Nosiła czerwoną spódnicę z rafii i top z muszli. Była córką wodza Tui.

    Vaiana od dziecka była zafascynowana oceanem, mimo że jej ojciec surowo zabraniał wypływania za rafę. Twierdził że ocean jest niebezpieczny.

    Tylko babcia Vaiany, Tala rozumiała tęsknoty dziewczyny. Babcia była uznawana za nieco dziwaczną, gdyż tańczyła z manta i opowiadała dawne legendy.

    – Vaiano, moja droga. Ocean cię wybrał. Widziałam to, gdy byłaś małym dzieckiem. Babcia Tala zaprowadziła ją do sekretnej jaskini pełnej starych katamaranów – łodzi z podwójnymi kadłubami i wielkimi żaglami. Opowiedziała jej historię o tym jak jej przodkowie przemierzali ocean i odkrywali nowe wyspy. Ale potem coś się stało i przestali żeglować.

    W jaskini Vaiana znalazła piękny, zielony kamień – Serce Te Fiti. Ocean wręczył jej go, gdy była małym dzieckiem.

    – To Serce Te Fiti, bogini, która stworzyła całe życie. Tysiąc lat temu półbóg Maui je ukradł, ale stwór z lawy, Te K?, zaatakował go. Maui stracił swój magiczny hak i Serce, a bez niego Te Fiti nie może dawać życia. Ciemność rozprzestrzenia się po wyspach. – opowiadała jej babcia.

    Rzeczywiście, na Motunui zaczęły się dziać złe rzeczy. Ryby znikały, kokosy gniły, a rośliny usychały.

    Vaiana zdecydowała że musi odnaleźć Mauiego i przywrócić Serce Te Fiti.

    W nocy dziewczyna wypłynęła w ocean na małym katamaranie.

    Dotarła do zapomnianej wyspy.

    Na niej spotkała Maui’ego. Wytatuaowanego półboga o muskularnym torsie i potężnym, żylastym kutasie, który nawet w spoczynku wyglądał groźnie.

    – Kim jesteś, mała śmiertelniczko? – warknął, wstając. Jego oczy przesunęły się po jej krągłościach.

    – Jestem Vaiana z Motunui. Potrzebuję twojej pomocy, by zwrócić serce Te Fiti. – powiedziała twardo, ale jej głos zadrżał, gdy spojrzała na wybrzuszenie w jego spodenkach.

    Maui roześmiał się.

    – Pomoc? A co dostanę w zamian? – zbliżył się, chwytając ją za biodra. Vaiana nie protestowała. Jej cipka już pulsowała.

    – Zrobię wszystko co należy.

    Maui zrzucił wtedy dolną część swojego ubioru. Oczom Vaiany ukazał się jego ogromny kutas z grubymi żyłami po bokach. Vaiana nie dowierzała. Pierwszy raz widziała takich rozmiarów kutasa. Chwyciła go obiema rękami. Był mocny i ciężki. Zaczęła go oblizywać dookoła. Cały nie mógł zmieścić się do jej ust. Pieściła go wzdłuż, a także lekko główkę. Maui po czasie odsunął się od niej.

    – Teraz moja kolej.

    Maui rzucił ją na piasek, rozchylając uda. Jego język zaczął ssać jej łechtaczkę. Wchodził nim głęboko do środka. Vaiana jęknęła, łapiąc go za włosy.

    – Ooohhh…

    Maui w końcu wstał, odwrócił ją na czworaka, po czym wbijał się swoim kutasem jednym pchnięciem w jej cipkę. Wchodził w nią brutalnie. Vaiana krzyczała.

    – Oooghhh…o tak…mocniej, Maui!

    Maui chwycił jej piersi. Szczypał jej piersi. W końcu po długim czasie Vaiana odczuła spełninie, a Maui po brutalnych uderzeniach w jej tyłek w końcu wystrzelił w środku jej pochwy swoim nasieniem.

    – No dobrze…w takim razie płyńmy… – powiedział Maui, klepiąc Vaianę w tyłek na pośpieszenie.

    Razem wsiedli na katamarana, płynąc ku rafie.

    – Jeśli muszę to zrobię co mówisz, ale jeszcze muszę dostać coś w zamian. – mruknął Maui, głaszcząc jej udo.

    – Zamknij się i wiosłuj. Odwdzięczę się jeszcze… – odparła z uśmiechem.

    No i podczas podróży często Vaiana odwdzięczała się Maui’emu. Robiła to z uśmiechem na ustach. Uwielbiała odczuwać jego kutasa.

    Gdy dotarli na rafę, spotkali tam Tamatoa. Błyszczącego kraba o wielkich szponach i mackowatych wyrostkach.

    – O, świecidełka! I taka ślicznotka! – zachichotał, blokując im drogę.

    Vaiana zeszła z katamaranu. Tamatoa pragnął serca Te Fiti jako błyskotki dla siebie.

    – Nie mogę ci tego oddać.

    – Hmmm…więc wezmę co innego. – powiedział.

    Tamatoa skuł jej ręce szponami, a macki wysunęły się rozchylając jej nogi. Jedna macka wniknęła w jej usta. Druga, grubsza, przebiła cipkę i zaczęła pieprzyć ją szybko i głęboko. Vaiana mruczała wokół macki.

    – Mmmm…  

    Maui przyglądał się z boku ze sterczącym kutasem. W końcu nie wytrzymał. Podszedł do Vaiany od tyłu i wepchnął kutasa w jej odbyt.

    – Brawo, dziewczyno. Podwójna zabawa. – krzyczał z radości.

    Macka wbijała się w jej cipkę, w czasie gdy Maui poszerzał jej odbyt. Vaiana jęczała z rozkoszy.

    – Oooogghhh…aaagghh…

    W końcu Tamatoa wypełnił cipkę swoim nasieniem, a Maui doszedł w jej odbycie. Vaiana krzyknęła w rozkoszy. Jej ciało całe drżało. Gdy razem skończyli ostatecznie Maui i Vaiana uciekli z rafy, śmiejąc się.

    Na otwartym morzu, trafili na burzę. Na katamaranie Vaiana odepchnęła Maui.

    – Teraz ja dowodzę. – ustawiła się tyłem do niego.

    Sama sterowała łodzią. Półbóg podziwiał krztałty jej dużego tyłka. W końcu kutas dawał o sobie znać. W końcu, odsłonił jej sukienkę i znów wbił się w nią swoim kutasem. Vaiana krzyczała z rozkoszy.

    – Ooohhh…Mauiii… – chciała przerwać, ale nie była w stanie. Maui chwycił ją za biodra.

    – No dalej, Vaiano! Ty dowodzisz…

    Pchnięcia przyspieszyły fale kołyszące katamarana. Półbóg miał mocne i potężne pchnięcia, które Vaiana czuła swoim całym ciałem. W końcu osiągnęli spełnienie jednocześnie. Vaiana opadła na kolana z cipką pulsującą po kutasie Mauiego.

    W końcu dotarli do lawowej wyspy Te K?. Bogini, ognista i wściekła, wyłoniła się z wulkanu. Chciała zniszczyć Vaianę.

    Vaiana zrzuciła resztki ubrania, stając naga przed nią.

    – Nie walcz, Te K?. Poczuj życie.

    Maui patrzył niedowierzając, a także podniecając się na samą myśl o tym co się będzie działo. Jego kutas zaczął się prężyć. Vaiana wskazała aby nie podchodził. Te K? przybrała jej rozmiar. Podeszła do Vaiany i uniosła ją w gorące ramiona. Zaczęła ją lizać ognistym językiem po cipce. Język palił rozkoszą, wnikając głęboko. Vaiana wiła się pod nią. Czuła ogromną przyjemność.

    W końcu Te K? ustawiła Vaianę tak żeby stykały się swoimi kroczami. Ich cipki zaczęły się o siebie ocierać. Vaiana dalej czuła żar, ale czuła też ogromne podniecenie. Siedziały naprzeciwko siebie, ocierając się swoimi cipkami. Vaiana wtedy wykorzystała sytuację.

    – Weź serce… i mnie! – krzyknęła Vaiana, wkładając jej serce Te Fiti.

    Przyspieszyły pchnięcia, czując nawzajem spełnienie.

    Te K? ryknęła, czując ogromną rozkosz. Serce Te Fiti zalśniło, przywracając boginię do Te Fiti. Wyspa zakwitła, a Vaiana opadła, drżąca z przyjemności.

    Wracając do Motunui, Vaiana i Maui cumowali na plaży.

    Swoimi czynami Vaiana ocaliła swoją wyspę. Teraz jej wioska znów podróżowała po oceanach. Lud wybaczył Mauiemu i znów stał się uwielbianym półbogiem. Był częstym gościem Vaiany. Gdy tylko się spotykali razem dzielili się przyjemnościami, wspominając swoją przygodę.

    Vaiana oraz Maui żyli długo i szczęśliwie.

    Koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Author M

    Parodia bajki Disneya, Vaiana: Skarb Oceanu.

  • Sekrety Rodzinnej Niewoli I: Od Szymka do Zuzi

     

    – Tak, mamo, zrobiłem lekcje i wstawiłem pranie. Nie, nie będę grać na komputerze, w końcu muszę się nauczyć do sprawdzianu z matematyki w poniedziałek. Dobrze, powiem Maji, że dzwoniłaś. Pa, paaaaa.

    Rodzice często wyjeżdżali na weekendy, a czasami nawet w ciągu tygodnia, zostawiając 16-letniego Szymka wraz z jego dwa lata starszą siostrą samych w domu. W ten weekend było nie inaczej. Maja zazwyczaj wykorzystywała brak rodziców na imprezowanie. Jego blond, szczupła siostra, za którą obracali się wszyscy chłopacy, potrafiła wyjść z domu w piątek od razu po wyjeździe rodziców i wrócić jeszcze pijana w niedzielę wieczorem. Szymek natomiast zostawał zazwyczaj sam w domu, okłamując rodziców, że się uczy, grając w różne gry z kolegami, często kryjąc za swoją siostrę. Tak samo było i teraz. Rozłączając się z mamą, od razu wskoczył na Discorda, ale niestety jego koledzy nie byli aktywni.

    – No nic – pomyślał Szymon – może poszukam jakiejś nowej single-player gry.

    Przeglądając Internet, młodszy brat Maji trafił na reklamę, którą każdy z nas pewnie widział – „Gorące mamuśki w twojej okolicy chcą się z Tobą pieprzyć”. Znudzony chłopak postanowił kliknąć w coś, co wydawało się oczywistym oszustwem. Jednak widok nagiej dziewczyny sprawił, że jego penis stał się twardy. Szymek, jako typowy nerd, wcześniej nie miał żadnych doświadczeń z seksem, ani nawet z masturbacją, więc był w tym całkiem nowy. Jednak to uczucie spodobało mu się na tyle, że postanowił zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. Po paru wyszukiwaniach znalazł się na Pornhubie i zaczął oglądać jakiś filmik, gdzie pewien pan lizał cipkę swojej przyrodniej siostrze, jednocześnie ruszając swoim penisem. Zaciekawiony nastolatek zaczął robić to samo. Po chwili z jego penisa wytrysnęła dość duża ilość białej spermy.

    – O kurwa! Moja klawiatura! – zareagował Szymek. Niestety ta biała ciecz zalała jego klawiaturę. Trochę zestresowany, poszedł po papier i wszystko wyczyścił. Nie wiedząc, co z sobą zrobić, Szymon zdecydował się pograć w Minecrafta. Po paru godzinach, w których Maja dalej nie wróciła do domu, postanowił pójść spać. Jednak nasz bohater nie był w stanie zasnąć. Myślał o tym, co dzisiaj zrobił. Postanowił trochę poczytać na telefonie. Po pewnym czasie znalazł się na sex-chacie, gdzie ktoś pisał o tym, jak fajnie jest przebierać się za dziewczynę. Spodziewając się, że jego siostra nie wróci dzisiaj do domu, postanowił to sprawdzić. Poszedł do jej pokoju i otworzył jej szafę. Zaczął od oglądania krótkich spódniczek i topów. Spodobała mu się czarna spódniczka i czerwony top. Postanowił je założyć, ale zanim to zrobił, wpadł na pomysł, że założy też stanik i majtki. Po chwili był już całkowicie ubrany. Szymek postanowił jeszcze raz się pobawić, ale tym razem w pokoju siostry. Odpalił jeszcze raz Pornhuba na telefonie i zabrał się za przeglądanie filmów. Gdy już jakiś znalazł i odpalił go z dźwiękiem na tyle głośnym, że nie usłyszał siostry wchodzącej do domu, po chwili ręka sama powędrowała mu w stronę jego przyrodzenia. Zaczął powoli masować swojego penisa.

    – O kurwa!!! Mój brat jest suką!

    Szymon natychmiast podskoczył, wypuścił telefon z ręki i odwrócił się w stronę drzwi, gdzie zobaczył swoją siostrę. Maja, cała w śmiechu, trzymała telefon w ręce i robiła zdjęcia.

    – No dalej, malutki, pokaż swojej siostrzyczce, jaką grzeczną dziewczynką jesteś – śmiała się Maja.

    – To nie tak! – krzyknął zawstydzony Szymek i skoczył na Mają, planując zabrać jej telefon. Niestety dla niego, nie udało mu się to. A wręcz przeciwnie. Maja odsunęła się i patrząc, jak jej brat ląduje na podłodze, poczekała chwilę, aż zacznie wstawać, i solidnie kopnęła go w jaja.

    – Na kolana, śmieciu. Jeśli nie chcesz, żebym powiedziała mamie, co zobaczyłam, i wysłała to nagranie do twoich kolegów, masz się mnie teraz słuchać.

    – Maja, to naprawdę nie tak. To pierwszy raz, kiedy wziąłem twoje ubrania – próbował się tłumaczyć Szymek. Nie rozumiał jeszcze sytuacji, w której się znalazł.

    – Myślisz, że mnie to cokolwiek obchodzi? Od zawsze marzyłam o swojej prywatnej suczce, teraz już znalazłam. I to pod tym samym dachem, co ja mieszkam. Jednak los się do mnie uśmiechnął. Słyszałeś, co powiedziałam? Na kolana, kurwo!

    – Maja, proszę, jestem twoim bratem…

    – Nie bratem, a jebanym nerdem. Co cię tak naszło, żeby przebrać się w moje ubrania, malutki?

    Maja doskonale wiedziała, jak bardzo denerwował się jej brat, gdy ktoś do niego tak mówił. Jednak od dzisiaj miał być jej własnością. Mogła robić z nim, co tylko chciała.

    – Nie mów tak do mnie! – podniósł głos Szymek, co poskutkowało mocnym plaskiem w twarz.

    – Będę mówić, jak tylko chcę, malutki. A teraz na kolana i błagaj mnie, abyś mógł zostać moim niewolnikiem.

    – Nigdy tego nie zrobię!

    Maja tym razem zostawiła go samego, odwróciła się i wyszła z pokoju. Gdy Szymek zaczął się rozbierać, myśląc, że już po wszystkim, usłyszał, jak jego siostra wita się przez telefon z mamą.

    – Hej, mamooo, nie uwierzysz, co zrobił mój mały braciszek!

    Szymon wyskoczył jak poparzony nagi z pokoju siostry i niewiele myśląc uklęknął przed Mają na kolanach.

    – Proszę, pozwól mi zostać twoim niewolnikiem, Maju – wyszeptał.

    Ku jego uldze, Maja powiedziała rodzicom, że tak, zrobił jej obiad, jak wróciła, i że musi już kończyć. Rozłączając się, położyła rękę na głowie swojego młodszego brata i przyjęła jego prośbę.

    – A teraz, mój nowy niewolniku, wyliż moje stopy.

    – A-ale jak to? Przecież one są brudne, duże!

    – Oh, Szymuś, jeszcze raz tak się do mnie odezwiesz i wiesz, co się stanie. Masz robić wszystko, co ci każe. A teraz do roboty.

    Szymek niechętnie zniżył się jeszcze bardziej i nieśmiało wystawił język, dotykając stopy siostry.

    – Dalej, malutki, pokaż mi, jak bardzo mnie ubóstwiasz.

    Upokorzony i roztrzęsiony brat, trochę nie wiedząc, co się dzieje, zaczął wykonywać to polecenie. Nie wiedząc, jak to się stało, po chwili zorientował się, że ma w ustach już kilka palców swojej siostry. Jednak jego mały przyjaciel kazał mu nie protestować i dalej je lizać.

    – Grzeczna psinko. Czy jestem taką straszną? – miłym głosem zapytała Maja.

    – Nie jesteś – odparł Szymon.

    – No dobrze. To zacznijmy wszystko jeszcze raz od początku. Czemu byłeś przebrany w moje ubrania?

    Szymon, dalej klęcząc nago przed swoją siostrą, opowiedział jej grzecznie cały dzisiejszy dzień. Maja nie była zdziwiona, że jej brat jest jeszcze prawiczkiem, natomiast bardzo zainteresowała się tym, że spodobało mu się bycie przebranym za dziewczynę. Z jakiegoś powodu ciągnęła ten temat. Po chwili rozmowy rozkazała:

    – Wiesz, zawsze wolałam mieć siostrę niż brata. Może możemy to w końcu zmienić. Chodź za mną, malutka.

    – Malutka? – zapytał Szymek, wstając z kolan.

    – Nuh uh, ty, kochana, chodzisz na kolankach, nie wstajesz, dopóki ci nie pozwolę. Od dzisiaj będziesz moją siostrzyczką. Ubierz jeszcze raz te ubranka dla mnie – wytłumaczyła, podając swojej nowej siostrze ubrania.

    Szymon, dalej będąc w szoku, ubrał się w nie i grzecznie uklęknął.

    – Pięknie wyglądasz, Zuziu. Od dzisiaj tak się będziesz nazywać. A teraz powstań, musimy cię przygotować. Widzę, że nie goliłaś się jeszcze tam, gdzie powinnaś.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Szymek Kowalski

    Hejka, zapraszam do kontaktu w razie dowolnych pytań, sugestii a może chęci wspólnej zabawy

  • Sekrety Rodzinnej Niewoli II: Zuzia uczy sie posluszenstwa

    Szymon – a raczej Zuzia, jak właśnie nazwała ją Maja – stała przed lustrem w pokoju swojej siostry, wciąż w czarnej spódniczce i czerwonym topie, które wydawały się teraz jeszcze ciaśniejsze i bardziej obce na jej – nie jego – ciele. Serce biło jej jak oszalałe, a policzki paliły rumieńcem. Maja, trzymając w rękach zestaw do depilacji, podeszła bliżej niej z triumfalnym uśmiechem.

    – No, no Zuziu – powiedziała miłym, ale władczym tonem Maja do swojej siostry, obracając ją twarzą do lustra. – Widzisz to? Te brzydkie owłosione nogi? – Maja kontynuowała wykrzywiając twarz, co Zuzia dostrzegła w lustrze. – To nie pasuje do mojej pięknej siostrzyczki. Od dzisiaj będziesz gładka jak dziewczynka, a ja Ci w tym pomogę. Klęknij i rozchyl nogi malutka

    Zuzia wzdrygnęła się, słysząc słowo malutka. Zawahała się, klęcząc na podłodze, na której jej siostra kazała jej czekać. To wszystko było dla niej zbyt zwariowane. Jeszcze kilka godzin temu była Szymkiem, chłopcem, który grał w gry z kolegami. A teraz? Jej naga skóra dotykała podłogi. Krótka spódniczka siostry odkrywała dziewczęce majteczki ściskające jej penisa. “To nie może być prawda” – Zuzia mówiła do samej siebie, ale już teraz zauważyła, że myśli o sobie w damskich zaimkach. Na domiar złego groźba jej siostry wisiała nad nią jak miecz Damoklesa. Nagrania… Zdjęcia… Rodzice…. Koledzy…. Nie miała wyboru.

    – Maja, proszę… To upokarzające – wyszeptała Zuzia drżącym głosem.

    Maja uniosła brew i delikatnie, ale stanowczo pchnęła Zuzię zmuszając ja do rozłożenia nóg.

    – Upokarzające? Kochanie, to dopiero początek. Jesteś moją siostrzyczką, a siostrzyczki nie sprzeciwiają się starszej siostrze. Pamiętasz, co się stało jak próbowałaś się mi postawić? Jeszcze chwila i wszyscy się o Tobie dowiedzą. A więc bądź cicho suczko, i rozłóż te nogi!

    Zuzia zamknęła oczy, gryząc wargę, gdy Maja zaczęła nakładać krem depilacyjny. Zimna maź rozsmarowywana po nogach, udach a nawet i wyżej – w okolicach krocza – sprawiała, że ciało Zuzi drżało. Maja natomiast pracowała metodycznie, ignorując protesty ciała swojej siostry.

    – Zrelaksuj się kochanie, to dla Twojego dobra – uspokajała swoją nową zdobycz Mają – Wyobraź sobie jak będziesz wyglądać bez tych włosków, w sukience i makijażu. Będziesz moją idealną laleczką.

    Po kilku minutach Maja wytarła krem papierową chusteczką i zaczęła golić swoją siostrę. Maszynka sunęła po skórze, usuwając włosy, a Zuzia czuła jak jej ciało stawało się gładkie, coraz bardziej wrażliwe. Kiedy Mają dotarła do miejsc intymnych, musnęła ręką penisa Zuzi, powodując mimowolny skok podniecenia.

    – Oni, komuś się to podoba! – zachichotała – Widzisz? Twoja cipka, tfu! Twój mały kwiatek, reaguje na dotyk. Ale od dzisiaj to ja decyduje, kiedy możesz się dotykać. Żadnych zabaw bez mojej zgody! – Rozkazała Maja uderzając swoją siostrę w twarz, w celu podkreślenia miejsca, w jakim się znalazła się jej siostra.

    Zuzia jękneła cicho, mieszanka wstydu i dziwnego podniecenia zalewały jej umysł. Po depilacji Maja nalała balsamu, masując skórę kolistymi ruchami. Ręce siostry były ciepłe, pewne, a Zuzia, wciąż leżąca na podłodze, nie mogła się powstrzymać żeby nie poruszyć biodrami.

    – Proszę… Maja… – Wyszeptała, ale nie wiedziała, o co prosi. Traciła nad sobą kontrolę

    – Hmm? O co prosisz Zuziu? Chcesz żebym skończyła, czy może chcesz więcej? – Maja nachyliła się, i jej oddech musnął ucho Zuzi. – Powiedz to głośno, błagaj swoją siostrę.

    – Błagam… Skończ… Albo… – Zuzia urwała nie mogąc dokończyć. Jej nowa, gładka skóra paliła się od dotyku, a penis prężył się pod majtkami.

    Maja westchnęła teatralnie, wstała, i pociągnęła za rękę swoją siostrzyczkę.

    – Wstawaj psinko, czas na resztę lekcji

    Zuzia słysząc jak jej siostra się do niej zwróciła, wiedziała, że powinna być zła, ale nie potrafiła. Spodobało się jej to.

    – Resztę lekcji? – zapytała?

    – A co myślałaś suczko? Że to tyle? Oj nie nie nie. Makijaż i ubranka. Od dzisiaj masz chodzić po domu tylko w damskich ciuchach. Jutro pójdziemy na zakupy, ale najpierw pokaż mi, jaka jesteś posłuszna.

    Maja poprowadziła siostrę do biurka, gdzie leżały kosmetyki. Posadziła Zuzię przed lustrem i zaczęła malować. Różowy błyszczyk na usta, cień do powiek, tusz do rzęs. Zuzia patrzyła jak jej twarz zmienia się w coś kobiecego, miękkiego, kuszącego.

    – Patrz, jaka piękna dziewczynka – mruknęła Maja kończąc swoją robotę. – Ale pamiętaj, nigdzie nie wychodzisz bez mojej zgody

    Gdy makijaż był gotowy, Maja wyjęła z szafy różowy koronkowy zestaw bielizny – nie ten, który Zuzia miała na sobie wcześniej, ale nowy, z falbankami.

    – Zdejmij to, co masz, i załóż to. Ale powoli, żebym mogła Cię podziwiać – rozkazała młodszej siostrze

    Zuzia drżącymi rękami zdjęła z siebie ubrania, stając nago przed siostrą. Jej gładka skóra lśniła w świetle lampy, a Maja krążyła wokół komentując:

    – Ładne nogi, Zuziu. A tu… – dotknęła penisa, powodując dreszcze – to musi być ukryte! Zakładaj szybko majtki!

    Przebierając się, Zuzia czuła jak koronka ociera się o skórę, tworząc nowe, nieznane jej wcześniej doznania. Majtki były ciasne, top krótki, odsłaniający brzuch. Na to Mają nałożyła biała, zwiewną sukienkę, która ledwo sięgała ud.- Obróć się – rozkazała. – Teraz lekcja posłuszeństwa numer dwa: masaż dla siostry.

    Maja usiadła na łóżku, wyciągając telefon i prostując nogi.

    – Pamiętasz jak lizałaś stopy wcześniej? Teraz zrób to dobrze. Masaż, pocałunki, wszystko. I mów jak bardzo kochasz swoją starszą siostrę.

    Zuzia uklękła ponownie, jej sukienka podwinęła się odsłaniając pośladki. Zaczęła masować stopy Maji, która to wszystko nagrywała. Jednak podniecenie Zuzi było tak duże, że nie zwracała już na to uwagi. Młodsza siostra zaczęła ugniatać palce stóp, które właśnie lizała. Pocałowała też każdy z tych palców.

    – Kocham Cię Maju… – powiedziała drżącym głosem. Teraz wiedziała, że już nie ma odwrotu. – Jesteś moją Panią… – dodała z własnej woli.

    Słowa te paliły na w gardle, ale podniecenie rosło w wielkim tempie. Jej penis pulsował w majtkach, a Maja dostrzegła to od razu.

    – Och, moja mała suczka jest podniecona? – Mają sięgnęła w dół, wsuwając rękę pod sukienkę Zuzi i chwytając penisa przez majtki. – Żadnego dotykania bez pozwolenia. Ale dzisiaj dam Ci nagrodę. Możesz dojść, ale tylko patrząc na mnie, powtarzając “Jestem Zuzią, niewolnicą Maji”.

    Zuzia kiwnęła głowa, a Maja zaczęła powoli masować jej penisa, synchronizując ruchy z pocałunkami na jej stopach. Podniecenie narastało, gładka skóra, perfumy i władczy ton starszej siostry doprowadzały Zuzia to skraju wytrzymałości. Po chwili Zuzia doszła, wytryskują w majtki oraz jęcząc “Jestem Zuzią, niewolnicą Maji”.

    Maja roześmiała się, ocierając rękę i sukienkę Zuzi i wyłączając nagrywanie.

    – Dobry piesek. Teraz wyczyść wszystko i do spania. Od dzisiaj śpisz na podłodze koło mojego łóżka. Jutro wczesna pobudka. Idziemy na zakupy, a potem… Mamy gości. Przyjdzie kilka moich przyjaciółek, a Ty będziesz nam grzecznie służyć.

    Zuzia ledwo rejestrowała, co mówiła jej siostra, padła wyczerpana na podłogę i zasnęła.

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Szymek Kowalski

    Hej, zaczynam dopiero pisanie opowiadań. Czekam na sugestie i wszystkie inne pytania

  • Bo raz się zyje – czesc pierwsza

    Ania skończyła w zeszłym tygodniu 39 lat, jej rude, bujne loki, które zawsze wyglądały, jakby właśnie wyszła z wiatru, duże piersi – jędrne, ciężkie, ale wysoko osadzone dzięki latom biegania i siłowni powodowały, że wyglądała na sporo młodszą.

     Niestety pomimo tego od ponad pół roku nie miała nikogo, a głód seksu narastał w niej jak napięcie przed burzą. Wieczorami masturbowała się długo, ale ciągle brakowało jej żywego, jędrnego kutasa.

     Starała się rozładować, a w zasadzie zagłuszyć napięcie bieganiem.

    Więc i jak każdego popołudnia wybrała się do lasu na poobiednią przebieżkę.

    Miała już za sobą spory dystans, więc zwolniła do chodu i wlepiła wzrok w aplikację monitorującą jej postępy, wychodziła zza drzewa i w tym właśnie w momencie wpadł na nią chłopak, który również szedł z oczami utkwionymi w telefonie.

    – O cholera, przepraszam! – wyrwał mu się okrzyk – nic Pani nie jest?

    Zapytał chowając szybko telefon za plecami – nie dość szybko, aby Ani nie zdążyła zobaczyć, że miał włączoną stronę porno z kategorią MILF.

    Ania uśmiechnęła się szeroko, rude loki zakołysały się.– Spokojnie, młody. Też się zagapiłam na telefon. Spacerujesz sam?

    Kiwnął głową, rumieniąc się po uszy.
    Tak, wyszedłem na chwilę żeby się przewietrzyć, posłuchać ptaków i uciec od myśli o studiach – powiedział, a w myślach dodając „i pooglądać w spokoju dupeczki w necie”.

    Bo na razie nic poza oglądaniem mu nie pozostawało, pomimo iż miał prawie 20 lat, a większość jego kumpli już dawno była po inicjacji to on nie był zainteresowany dziewczynami w swoim wieku, od dawna pociągały go tylko starsze kobiety, a takich, które by spełniały jego kryteria i w dodatku były nim zainteresowane to jakoś na jego drodze los jak do tej pory nie postawił.

    Ania powiedziała wyciągając rękę, Kuba odpowiedział nieśmiało.
    Rozmawiali chwilę – ona o bieganiu, on o maturze. Szli razem, las gęstniał.
    Ania wyczuwała jego spojrzenia: na jej biodra, na piersi, na usta.

    Kuba faktycznie nie mógł oderwać oczu od obcisłego topu ledwo mieszczącego te dwa cudowne skarby, od obcisłych leginsów idealnie opinających jej zgrabny tyłek, sama myśl o tym, co skrywa się pod tą warstwą materiału poczuł przyjemne mrowienie w kroczu i nawet nie wiedział, kiedy jego przyjaciel zesztywniał.

    Ania widziała, jak się wierci, jak próbuje ukryć erekcję. To ją rozpaliło jeszcze bardziej.

    Nagle zatrzymała się, złapała się za udo i skrzywiła.
    – Auć… kurczę, złapał mnie skurcz w udzie. Zawsze jak za długo idę bez rozgrzewki… – powiedziała, siadając na grubym pniu powalonego drzewa.
    Wyciągnęła nogę przed siebie, masując mięśnie przez legginsy. – Możesz mi chwilę pomasować nogę? Boli jak cholera.

    Kuba podszedł bliżej, niepewnie.
    – Jasne… eee… co chcesz, żebym zrobił?
    – Pomóż mi rozmasować, tu, wyżej trochę – wskazała miejsce na udzie, tuż pod pachwiną. – Tylko delikatnie, bo mnie zaboli jeszcze bardziej.

    Kuba klęknął przed nią na jedno kolano, ręce mu drżały. Położył dłonie na jej udzie – ciepłe, sprężyste, mięśnie napięte. Zaczął masować – nieporadnie, za lekko na początku, potem mocniej, ale chaotycznie. Wpatrywał się w jej dekolt jak zahipnotyzowany – top był tak obcisły, że widział zarys sutków, piersi unosiły się i opadały z każdym jej oddechem.

    Zapomniał o masowaniu, po prostu gapił się. Ania uśmiechnęła się pod nosem i postanowiła przejść do bezpośredniego ataku.

    – Wyżej, Kuba… tu boli najbardziej – szepnęła, biorąc jego dłoń i przesuwając ją powoli w górę, centymetr po centymetrze.
    Najpierw po wewnętrznej stronie uda, potem jeszcze wyżej, aż palce dotknęły krocza przez cienki materiał legginsów. Poczuł ciepło, wilgoć, lekkie wybrzuszenie.
    Zamarł, oddech mu się urwał.

    – Sądząc po tym, co widziałam przelotnie na twoim telefonie to chyba lubisz starsze kobiety? – zapytała cicho, jej głos był niski, mokry, patrząc mu prosto w oczy.
    Kiwnął głową, ale nie umiał wydusić słowa.

    Ania wstała powoli i pociągnęła go za rękę w bok, za gęste krzaki, gdzie nikt z daleka nie zobaczy. Oparła się plecami o pień sosny, przyciągnęła go do siebie i pocałowała – mocno, z językiem od razu. On oddał pocałunek chaotycznie, za szybko, za dużo zębów, ale z taką desperacją, że aż ją to rozczuliło.
    Jej ręce powędrowały po jego plecach, potem z przodu, złapała za wybrzuszenie w dresach.

    – Boże, jaki twardy… – mruknęła w jego usta.

    Kuba jęknął głośno, nie wiedział, co robić z rękami.
    Ania zaśmiała się cicho, zsunęła się na kolana, ale zanim rozpięła mu dresy, złapała za dekolt swojego topu i pociągnęła materiał w dół – mocno, aż piersi wyskoczyły na zewnątrz, falując ciężko, sutki już twarde i ciemne. Top zatrzymał się pod nimi jak poduszka, wypychając cycki do przodu, a rude loki opadły jej na ramiona i częściowo na dekolt.

    Kuba zamarł z otwartymi ustami, oczy mu się rozszerzyły. Patrzył jak zahipnotyzowany, jak jej duże piersi kołyszą się lekko przy każdym oddechu i ruchu i poczuł, że w spodniach zaraz dojdzie do eksplozji.

    Ania rozpięła mu spodnie drżącymi palcami – on stał jak wryty, oddychając płytko.
    Kutas wyskoczył na zewnątrz, średni, ale napięty do granic, główka już lśniąca od przedniej kropli.

    – Pierwszy raz ktoś ci to robi? – szepnęła, patrząc na niego z dołu, rude loki opadły jej na twarz, a piersi wciąż falowały lekko, gdy mówiła.

    Kuba przełknął ślinę.

    – Tak…– wyszeptał ledwo słyszalnie.

    Ania uśmiechnęła się drapieżnie. Najpierw tylko dotknęła go językiem – delikatnie, po samej główce, okrężnie, zbierając tę pierwszą kroplę.
    Kuba syknął, nogi mu się ugięły. Potem objęła go ustami – powoli, ciepło, wilgotno.
    Ssała delikatnie, językiem masując spód żołędzi, potem wessała głębiej, aż poczuła, jak dotyka jej gardła. Jej piersi falowały przy każdym ruchu głowy – w przód i w tył, ciężkie, miękkie, sutki sterczały nabrzmiałe jak dwa diamenty.
    Kuba nie mógł oderwać wzroku – gapił się na te kołyszące się cycki, na rude loki, które co chwilę opadały i odsłaniały więcej.

    Złapał ją instynktownie za włosy – nie mocno, ale nie wiedział, czy puścić, czy trzymać. Oddychał jak po maratonie. Ania ruszała głową rytmicznie, raz wolniej, raz szybciej, ślina spływała jej po brodzie, kutas ślizgał się w jej ustach z mokrym plaśnięciem.

    Kuba nie wiedział, co robić – raz próbował pchać biodrami, raz zastygał w bezruchu. Napięcie rosło w nim lawinowo, czuł, że zaraz eksploduje, ale nie wiedział, jak to powiedzieć, jak się powstrzymać. Nagle całe ciało mu zesztywniało.

    – O kurwa… zaraz… zaraz… – wysapał panicznie, próbując w ostatniej chwili wysunąć się z jej ust.
    Ale było za późno. Złapał się za nasadę, pociągnął do tyłu – kutas wyskoczył z jej ust z mokrym plaśnięciem, a w tym samym momencie pierwsza fala spermy wystrzeliła prosto na twarz Ani. Kolejne uderzenia trafiły na jej policzek, nos, usta, a reszta spłynęła na dekolt oblepiając jej duże piersi.

    Jedna strużka nawet skapnęła na jego własne dresy, które wciąż miał opuszczone do połowy ud.
    Kuba zamarł w przerażeniu, twarz mu płonęła.
    – O cholera… przepraszam… przepraszam… kurwa, nie chciałem… – mamrotał, próbując się schować, zasłonić, cofnąć

    .Ania uniosła wzrok, sperma wciąż wisiała jej na rzęsach i kąciku ust. Przez sekundę patrzyła na niego poważnie, a potem parsknęła śmiechem – głośnym, szczerym, ciepłym.

    – Spokojnie, młody – powiedziała, ocierając policzek grzbietem dłoni. – To się zdarza. Pierwszy raz, napięcie… normalne. – Uśmiechnęła się szeroko, oblizała wargi.

    – A teraz, jak już spuściłeś ten pierwszy wystrzał, to wytrzymasz znacznie dłużej. Zobaczysz. Wstała, poprawiła włosy, ale plamy na twarzy i topie, który ponownie naciągnęła na cycki były widoczne z daleka. Piersi wciąż falowały lekko, gdy się prostowała.

    – Tylko musimy iść do mnie do domu. Przebrać się, umyć… i dokończyć to, co zaczęliśmy. Chcę cię poczuć w sobie, na łóżku, bez pośpiechu.

    Idziesz?

    Kuba kiwnął głową, wciąż czerwony jak burak, ale z ulgą w oczach. Schował kutasa do spodni. Ania wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia z lasu.

    Pobiegli prawie – ona przodem, rude loki falowały, plamy na topie lśniły w słońcu, on za nią, z sercem w gardle i smakiem podniecenia w ustach. Dom był blisko, na skraju lasu. Wpadli do środka, drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

    Ania rzuciła go na łóżko – materac ugiął się pod ciężarem ich obojga. Pokój był jasny, rolety niedociągnięte, słońce wpadało smugami na białą pościel. Pachniało jej perfumami, potem i tym lekkim, leśnym zapachem, który wciąż mieli na skórze.

    Zrzuciła z siebie resztki ubrań – top z plamami spermy poleciał w kąt, legginsy zsunęła jednym ruchem bioder.

    Stała przed nim naga, rude loki rozsypane na ramionach i plecach, duże piersi unosiły się szybko, sutki ciemne i napięte, brzuch płaski od biegania. A między udami – rude włosy łonowe, przycięte w finezyjny, wąski pasek, idealnie wyregulowany, ciemnorudy trójkąt, który zwężał się w dół i kończył tuż nad wargami sromowymi.

    Wilgoć lśniła na nich delikatnie, kilka kropel spływało po wewnętrznej stronie ud.
    Kuba patrzył na nią jak na coś nierealnego – oczy utkwione właśnie tam, na tym rudym pasku, który wyglądał jak celownik prowadzący prosto do niej.

    Rozebrał się w panice – koszulka zahaczyła o głowę, spodnie zaplątały się w kostkach. W końcu leżał nagi, przeciętna sylwetka, kutas średni, ale znów twardy jak skała, główka błyszcząca od resztek śliny i wcześniejszego wytrysku.

    Ania wspięła się na łóżko, ale zamiast siąść na nim okrakiem, przesunęła się wyżej. Uklękła nad jego twarzą – kolana po obu stronach głowy, rude włosy łonowe prawie dotykały jego nosa. Nachyliła się lekko do przodu, opierając dłonie o wezgłowie łóżka, piersi zwisały ciężko tuż nad jego czołem.– Najpierw ja – szepnęła ochryple, głosem, który nie znosił sprzeciwu.

    – Chcę dojść na twojej twarzy, zanim cię wezmę. Nauczysz się mnie smakować.

    Kuba zamarł, oddech mu przyspieszył. Nigdy nie robił niczego takiego, ale zapach jej podniecenia – słony, ciepły, kobiecy – uderzył go prosto w zmysły. Ania opuściła biodra powoli, aż jej cipka musnęła jego usta. Była mokra, nabrzmiała, wargi rozchylone, rude paski włosów łonowych łaskotały mu policzki i nos.

    – Otwórz usta – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Językiem płasko, szeroko. Zaczynaj od dołu, liż w górę, powoli.

    Posłuchał – język wysunął się niepewnie, płaski, szeroki. Pierwszy ruch od wejścia w górę, po całej długości szparki. Smak był intensywny – słony, lekko kwaśny, ale słodki na końcu.

    Ania westchnęła cicho, biodra drgnęły.

    – Dobrze… teraz skup się na łechtaczce. To ten mały guziczek na górze. Nie ssij od razu mocno. Najpierw okrężnie językiem, delikatnie, jak malujesz kółka. Potem możesz przyspieszyć.
    Znalazł ją – małą, twardą, nabrzmiałą. Zaczął lizać okrężnie – najpierw wolno, potem trochę szybciej. Ania jęknęła głośniej, ręce zacisnęła na wezgłowiu. Biodra ruszyły lekko do przodu i do tyłu, ocierała się o jego język, usta, nos. Kuba oddychał przez nos, czując, jak jej soki spływają mu po brodzie, po policzkach.– Wsuwaj język do środka… głębiej… tak… – wysapała.

    – A palcem… jeden palec… wsuwaj powoli, do góry, jakbyś mówił „chodź tu”.Wsunął palec wskazujący – ciasno, gorąco, mokro. Poruszał nim w górę, masując punkt, o którym słyszał w porno. Ania drgnęła mocno, westchnęła przeciągle.

    – Tak… właśnie tam… nie przestawaj lizać łechtaczki… szybciej językiem… mocniej…Przyspieszył – język wirował po łechtaczce, palec wchodził i wychodził, potem dodał drugi. Ania jechała na jego twarzy – biodra falowały, rude loki kołysały się dziko, piersi podskakiwały nad jego głową. Jej oddech stał się urywany, jęki głośniejsze.

    – Kurwa… zaraz… nie przestawaj… ssij teraz… mocno…Wziął łechtaczkę w usta, ssał delikatnie, potem mocniej, język płaski i szybki. Palce pompowały w środku, czuł, jak się zaciska wokół nich. Nagle całe ciało Ani zesztywniało – biodra przycisnęła mocno do jego twarzy, westchnęła długo, przeciągle.

    Fala orgazmu przeszła przez nią – cipka pulsowała, soki zalały mu usta, brodę, policzki. Trzęsła się, trzymając się wezgłowia, rude włosy opadły mu na twarz jak zasłona.

    Minęło kilkanaście sekund, zanim odetchnęła głęboko i powoli uniosła biodra. Spojrzała w dół – jego twarz lśniła od jej soków, oczy szeroko otwarte, usta mokre.

    – Dobry chłopak – mruknęła, uśmiechając się drapieżnie. Oparła dłoń na jego policzku, kciukiem przetarła mu wargi.

    – Smakuję dobrze?

    Kiwnął głową, wciąż oszołomiony, język miał zdrętwiały, ale smak jej na ustach był jak narkotyk. Ania zsunęła się niżej, usiadła okrakiem na jego biodrach. Złapała jego kutasa – twardy jak nigdy, pulsujący – i naprowadziła na swoje wejście. Opuściła biodra powoli – centymetr po centymetrze, czując, jak się w niej rozciąga. Kuba zamarł, oczy szeroko otwarte. Poczuł każdy szczegół ciepło, ciasno oblepiające go ścianki jej cipki, pulsowanie jej ścian wokół niego, a nad tym wszystkim ten rudy pasek włosów łonowych, który teraz falował lekko przy każdym jej ruchu.

    – O kurwa… – wyszeptał, ręce powędrowały na jej biodra, palce zahaczyły o krawędź paska włosów, przesunęły się po nim delikatnie.

    Ania ruszyła powoli – w przód i w tył, mieląc biodrami okrężnie. Jej piersi falowały leniwie, rude loki kołysały się w rytm.

    – Ruszaj się ze mną… podnoś biodra, kiedy ja opadam.

    Próbował – nieporadnie na początku, ale po chwili złapali wspólny rytm.

    Ania przyspieszyła, jej oddech stał się urywany. Nachyliła się, piersi przycisnęła mu do klatki, pocałowała mocno, językiem głęboko, a jednocześnie zacisnęła się w środku.

    Kuba jęknął w jej usta, ręce zacisnął na jej dupie. Oderwała się od pocałunku, wyprostowała.

    – Ściskaj piersi… mocniej…Posłuchał – palce wbijały się w miękkie ciało, kciuki drażniły sutki. Ona przyspieszyła, biodra uderzały o jego biodra z mokrym plaśnięciem. Cipka zaciskała się coraz mocniej, soki spływały po jego jajach.

    – Ssij mi sutki… – rzuciła ochryple.

    Pochylił się, złapał jeden w usta – lizał okrężnie, ssał mocno, potem delikatnie gryzł. Ania westchnęła głośno, wplotła palce w jego włosy. Po kilku minutach przyspieszył, napięcie rosło wolniej, głębiej.

    – Zaraz… znowu… – wysapał.

    – Dojdź we mnie… głęboko… – odpowiedziała, zaciskając uda wokół niego – nie bój się, biorę pigułki.

    Pchnął kilka razy mocno, stęknął głośno – wytrysk przyszedł falami, gorący, gęsty, głęboko w niej. Trząsł się, padł na nią, dysząc.
    Ania doszła chwilę później – zacisnęła się mocno, biodra zadrżały, westchnęła długo, przeciągle.

    Ania leżała na nim jeszcze chwilę, ich oddechy powoli się uspokajały. Piersi wciąż przyciskała do jego klatki, rude loki opadały mu na twarz i szyję jak ciepła zasłona.

    Czuł jej serce bijące mocno przy jego własnym, a między udami – ciepło, lepkość, mieszankę ich soków i jego spermy, która powoli zaczynała wypływać.

    W końcu westchnęła głęboko, przeciągle, jakby dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo była spragniona. Powoli uniosła biodra. Kutas Kuby, już lekko sflaczały po drugim wytrysku, wysunął się z niej z mokrym, leniwym plaśnięciem.

    Poczuł chłód powietrza na wilgotnej skórze – główka była czerwona, lśniąca od mieszanki jej soków i własnej spermy, która teraz spływała cienką strużką po trzonie, po jajach, na pościel.

    Ania uniosła się wyżej, wciąż okrakiem nad nim, i spojrzała w dół. Między jej udami widać było różowe, nabrzmiałe wargi sromowe, lekko rozchylone, a z wejścia powoli wypływała biała, gęsta sperma – najpierw mała kropla, potem więcej, spływająca leniwie po rudym pasku włosów łonowych, po wewnętrznej stronie ud. Kilka kropel skapnęło mu na brzuch, ciepłe, lepkie.

    Kuba patrzył na to zahipnotyzowany – na jej cipkę, wciąż pulsującą lekko po orgazmie, na ten rudy pasek, teraz mokry i przyklejony do skóry, na białe smugi, które zostawiał w niej.

    Poczuł dziwną mieszankę dumy, wstydu i podniecenia – to on to zrobił, to jego sperma wypływa z tej kobiety, która przed godziną była obca.
    Ania uśmiechnęła się leniwie, widząc jego spojrzenie. Przesunęła dłonią po swoim brzuchu w dół, zebrała palcami trochę spermy, która spływała po udzie, i podniosła palce do ust. Oblizała je powoli, patrząc mu prosto w oczy.

    – Smakujesz dobrze, młody – mruknęła ochryple.

    Nachyliła się, pocałowała go w usta – delikatnie, ale z językiem, żeby poczuł siebie na jej wargach. Potem zsunęła się z niego na bok, położyła się na plecach, nogi lekko rozchyliła. Sperma wciąż sączyła się z niej powoli, tworząc małą kałużę na pościeli pod jej dupą.

    – Leż tak chwilę – szepnęła, biorąc jego dłoń i kładąc ją sobie na cipce.

    – Poczuj, jak jest ciepła i mokra po tobie.

    Kuba wsunął palce delikatnie – było ślisko, gorąco, miękko. Poruszył nimi powoli, czując resztki własnej spermy wymieszanej z jej sokami. Ania westchnęła cicho, zamknęła oczy.– Dobrze… właśnie tak… delikatnie… – mruknęła.

    Leżeli tak kilka minut – on z palcami w niej, ona gładząca go po włosach, rude loki rozsypane na poduszce. W pokoju panowała cisza przerywana tylko ich oddechami i cichym, mokrym plaśnięciem, gdy czasem poruszył palcami.

    W końcu Ania otworzyła oczy, uśmiechnęła się szeroko.

    – No, młody… to był niezły debiut. Ale dopiero się rozkręcamy. Idź po wodę, a potem wracaj. Chcę cię jeszcze raz, tym razem wolniej, głębiej… i może na pieska, żebym mogła poczuć, jak wchodzisz do końca.

    Kuba kiwnął głową, wciąż oszołomiony, z lekkim uśmiechem na ustach.

    Wstał, kutas kołysał się miękko między udami, wciąż lepki.

    Bo raz się żyje.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan nowak
  • Bo raz sie zyje – czesc druga

    Kuba wrócił z kuchni po chwili, niosąc dwie duże szklanki zimnej wody. Stał w progu sypialni, nagi, lekko spocony, kutas wciąż miękki i lepki po wcześniejszym wytrysku, kołysał się lekko przy każdym kroku.

    Ania leżała na łóżku na boku, podparta na łokciu, rude loki rozsypane na poduszce, jedna noga zgięta w kolanie, druga wyprostowana. Rudy pasek łonowy wciąż lśnił od wilgoci, a między udami widać było resztki białej spermy, która powoli spływała na pościel.

    Uśmiechnęła się leniwie, widząc go.

    – Dawaj tę wodę, młody – powiedziała ochryple, wyciągając rękę.

    Wypili po kilka łyków, patrząc na siebie w milczeniu. Ania odstawiła szklankę na szafkę nocną, potem wzięła jego dłoń i pociągnęła do siebie.

    – Połóż się na plecach – szepnęła.

    Posłuchał. Ania usiadła okrakiem na jego udach, nie na kutasie – jeszcze nie. Nachyliła się, rude włosy opadły mu na twarz. Zaczęła powoli całować jego szyję, obojczyki, klatkę piersiową. Językiem drażniła sutki – najpierw jeden, potem drugi – delikatnie ssąc, potem lekko gryząc. Kuba westchnął, ręce instynktownie powędrowały na jej biodra.

    – Spokojnie… – mruknęła – Jeszcze cię nie wezmę. Najpierw cię rozgrzeję znowu.

    Przekręciła się i usiadła na jego klatce. Piersi ocierały się o jego brzuch, sutki twarde jak kamyki zostawiały wilgotne ślady. Dotarła do kutasa – wciąż miękkiego, ale już lekko nabrzmiałego.

    Najpierw tylko dmuchnęła ciepłym oddechem na główkę, potem polizała powoli po trzonie, od nasady do czubka. Smakowała ich wspólną mieszankę – słoną, słodką, lepką.

    Kuba drgnął, biodra uniosły się lekko.

    Ania objęła go ustami – nie głęboko, tylko samą główkę. Ssała delikatnie, językiem okrężnie po wędzidełku, potem wessała trochę więcej, powoli, leniwie. Jedną ręką masowała jądra – ciepłe, ciężkie – drugą głaskała wewnętrzną stronę ud.

    Kutas zaczął twardnieć w jej ustach – powoli, centymetr po centymetrze, aż wypełnił jej usta całkowicie.

    W tym samym czasie Kuba, zachęcony bliskością, nieśmiało wsunął dłoń między jej uda. Palcami dotknął jej cipki – wciąż mokrej, ciepłej, śliskiej od wcześniejszego seksu i spermy. Najpierw tylko delikatnie gładził wargi sromowe, rozchylał je opuszkami, czując, jak jej soki znów zaczynają płynąć.

    Ania westchnęła cicho w jego kutasa, biodra drgnęły lekko do przodu, jakby chciała więcej.

    Kuba nabrał odwagi. Wsuwając powoli palec wskazujący do środka, czuł, jak jej ścianki obejmują go ciasno, gorąco. Poruszał nim leniwie, naśladując ruchy jej ust na swoim kutasie – w przód i w tył, delikatnie. Ania jęknęła głębiej, wibracje przeszły przez jego trzon, przyspieszając wzwód.

    Nieplanowanie, gdy próbował wsunąć drugi palec, jego kciuk przypadkiem zsunął się niżej – zahaczył o jej odbyt. Poczuł ciasny, ciepły krążek, lekko pulsujący. Zamarł na sekundę, przestraszony, że przesadził, ale Ania nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie – westchnęła głośniej, biodra pchnęła lekko do tyłu, jakby chciała, żeby został tam dłużej.

    – Mmm… nie bój się… – mruknęła, na chwilę wysuwając kutasa z ust. – Możesz tam delikatnie… palcem… okrężnie… nie wchodząc głęboko.

    Kuba przełknął ślinę, ale posłuchał. Opuszką kciuka zaczął rysować leniwe kółka wokół jej odbytu – delikatnie, bez nacisku, tylko muskając skórę. Ania zamknęła oczy, westchnęła przeciągle, jej cipka zacisnęła się wokół palca w środku. Kutas Kuby stwardniał w jej ustach do końca – twardy, pulsujący, gotowy.

    Ania wysunęła go z mokrym cmoknięciem, spojrzała z drapieżnym uśmiechem.

    – Widzisz? Już gotowy – szepnęła.

    – A teraz… chcę cię poczuć od tyłu.

    Przekręciła się na brzuch, potem uniosła biodra na kolana. Klęczała tyłem do niego, dupę wypiętą wysoko, rude loki opadły na plecy, piersi zwisały ciężko, kołysząc się lekko.

    Rudy pasek łonowy był teraz idealnie widoczny z tyłu – wąski trójkąt, który kończył się tuż nad mokrą, nabrzmiałą cipką. Sperma z wcześniejszego wytrysku wciąż sączyła się z niej powoli, spływając po udach.

    – Podejdź bliżej – szepnęła, patrząc na niego przez ramię. – Weź mnie na pieska. Mocno, ale powoli na początek.

    Kuba uklęknął za nią, ręce drżały lekko. Złapał kutasa u nasady, naprowadził na jej wejście – śliskie, gorące, wciąż rozchylone. Wsunął się powoli – centymetr po centymetrze – czując, jak jej ścianki obejmują go ciasno, ciepło, mokro.
    Ania pomogła mu nacelować dokładnie swoją dłonią.

    Jęknął cicho, gdy wszedł do końca, biodra dotknęły jej dupy.
    Ania westchnęła przeciągle, głowę opuściła na poduszkę, plecy wygięła w łuk.

    – Tak… głęboko… – mruknęła.

    – Teraz ruszaj się. Najpierw powoli, wchodzisz i wychodzisz cały, niech czuję każdy centymetr.

    Zaczął – nieporadnie na początku, biodra szły za szybko, potem za wolno. Ale po kilku ruchach złapał rytm wchodził głęboko, wychodził prawie cały, potem znowu do końca.

    Ania pchała biodra do tyłu, spotykając każde jego pchnięcie. Jej piersi falowały pod nią, sutki ocierały się o pościel, rude loki kołysały się w rytm.

    – Mocniej… – wysapała po chwili.

    – Teraz szybciej. Trzymaj mnie za biodra.

    Złapał ją mocno – palce wbite w skórę, biodra uderzały o jej dupę z mokrym plaśnięciem. Ania jęczała głośniej, ręce zacisnęła na prześcieradle. Rudy pasek łonowy lśnił od soków, sperma z wcześniejszego wytrysku mieszała się z nowymi, spływała po jej udach, po jego jajach.

    – Wsuwaj palec… tu… – rzuciła ochryple, sięgając ręką do tyłu i wskazując na swój odbyt.
    – Delikatnie… jeden palec… okrężnie…Kuba zawahał się na sekundę, ale posłuchał.

    Zwilżył palec jej sokami, potem powoli wsunął opuszkę w jej ciasny odbyt. Ania westchnęła głośno, zacisnęła się wokół niego – i wokół kutasa w cipce.

    – Tak… kurwa… właśnie tak… – jęknęła. – Nie przestawaj… pieprz mnie mocniej…

    Przyspieszył – pchał mocno, głęboko, palec poruszał się w rytm. Jej ciało drżało, biodra falowały, piersi podskakiwały. Napięcie rosło szybko – Zaraz… dojdę… – wysapała Ania, głos jej się łamał.

    Kuba przyspieszył – pchał mocno, głęboko, palec poruszał się w jej odbycie w rytm ruchów bioder. Ania jęczała coraz głośniej, plecy wygięła w łuk, rude loki kleiły się do spoconej skóry. Jej cipka zaciskała się wokół kutasa jak imadło, soki spływały strumieniami po udach, po jego jajach. Nagle całe jej ciało zesztywniało.

    – Kurwa… wysapała urywanie.

    Zacisnęła się mocno – cipka pulsowała wokół niego, odbyt zacisnął się na palcu, biodra zadrżały gwałtownie. Wydała długi, gardłowy krzyk, który przeszedł w przeciągłe westchnienie. Fala orgazmu przetoczyła się przez nią – soki trysnęły lekko na jego podbrzusze, uda drżały, piersi falowały pod nią jak szalone.

    Trzymała się prześcieradła tak mocno, że paznokcie zostawiły ślady.
    Kuba czuł każdy jej skurcz, ale sam jeszcze nie doszedł – napięcie było blisko, ale wytrzymał, oddychając ciężko przez zęby.

    Ania opadła na łokcie, dysząc, głowa zwisła nisko, rude włosy rozsypały się na pościeli.
    Po chwili uniosła głowę, spojrzała na niego przez ramię – oczy zamglone, uśmiech leniwy i drapieżny.

    – Nie spuściłeś się… dobry chłopak – mruknęła ochryple.

    – Wyjdź z cipki… powoli…Kuba posłuchał. Wysunął się z niej z mokrym, leniwym plaśnięciem – kutas wciąż twardy, lśniący od jej soków, pulsujący blisko krawędzi.

    Ania westchnęła cicho z żalu, gdy poczuła pustkę w środku.

    – A teraz… – szepnęła, wciąż na kolanach, dupę wypiętą wysoko – wsuwaj jeszcze jeden palec… do dupy. Delikatnie… rozciągnij mnie.

    Kuba przełknął ślinę. Zwilżył dwa palce jej sokami z cipki, potem powoli wsunął najpierw jeden – głębiej niż wcześniej – potem dodał drugi. Ania jęknęła cicho, ale nie z bólu – z przyjemności.

    Oddychała głęboko, biodra lekko się kołysały, jakby zapraszała.

    – Tak… właśnie tak… ruszaj nimi… powoli… w przód i w tył… rozchylaj mnie…Robił to nieśmiało, ale coraz pewniej – palce wchodziły głębiej, rozciągały ciasny krążek, czuł, jak jej odbyt pulsuje wokół nich.

    Ania westchnęła przeciągle, jedna ręka powędrowała między uda – zaczęła masować sobie łechtaczkę okrężnie.

    – Wystarczy… – wyszeptała po chwili. – Teraz weź mnie tam. Całego kutasa. Chcę poczuć, jak wchodzisz w dupę.

    Kuba zamarł na sekundę. W głowie mu się zakotłowało. Kurwa… anal? Serio? Takie coś to na pewno nikomu z kumpli się nie trafiło. Oni o analu mogą jedynie pomarzyć albo oglądać w porno, a ja… ja zaraz wsadzę kutasa w dupę prawdziwej kobiety. Starszej, seksownej, rudej…

    Serce waliło mu jak młot. Kutas drgnął jeszcze mocniej na samą myśl.
    Ania spojrzała na niego przez ramię, widząc wahanie.

    – Nie bój się, młody – powiedziała miękko. – Będzie dobrze. Wejdź powoli. Najpierw samą główką… potem głębiej. Jak poczuję ból, powiem. Ale nie będzie bolało… lubię to.

    Kuba złapał kutasa i naprowadził główkę na jej odbyt. Była mokra od soków i śliny, rozciągnięta palcami. Nacisnął delikatnie – główka weszła z lekkim oporem.
    =
    Ania westchnęła głośno, ale nie odepchnęła go. Zamarła, oddychając głęboko.

    – Tak… czekaj chwilę… – szepnęła. – Daj mi się przyzwyczaić.

    Po kilku sekundach kiwnęła głową.

    – Teraz… głębiej… powoli…Wsunął się centymetr po centymetrze – ciasno, gorąco, zupełnie inaczej niż w cipce. Czuł każdy milimetr, jak jej odbyt obejmuje go mocno, pulsuje.

    Ania jęknęła cicho, ale z przyjemnością – biodra pchnęła lekko do tyłu, biorąc go głębiej. W końcu wszedł do końca, jądra dotknęły jej cipki.

    – O kurwa… cały we mnie… – wysapała.

    – Ruszaj się… powoli… w przód i w tył…Zaczął – najpierw bardzo wolno, wychodząc prawie cały, potem znowu do końca.

    Ania westchnęła z ulgą, jej ręka wróciła między uda – masowała łechtaczkę szybko, okrężnie. Po chwili przyspieszył – biodra uderzały o jej dupę z cichym plaśnięciem, kutas ślizgał się w niej gładko, głęboko.

    – Mocniej… – rzuciła ochryple.

    – Pieprz mnie w dupę… tak… głęboko…Pchał mocniej, ręce zacisnął na jej biodrach.

    Piersi falowały, rude loki kołysały się dziko. Ania jęczała głośno, palce wirowały po łechtaczce – dochodziła znowu, cipka pulsowała pusto, ale odbyt zaciskał się wokół kutasa jak imadło.

    – Zaraz… dojdę… – wysapała.

    Kuba czuł, że jest na krawędzi – napięcie rosło.

    Kilka ostatnich, mocnych pchnięć i eksplodował – gorąco, gęsto, głęboko w jej odbycie.
    Fale spermy wypełniły ją, pulsując w środku. Trząsł się cały, ręce wbite w jej biodra.

    Ania doszła sekundę po nim – zacisnęła się mocno wokół kutasa, biodra zadrżały gwałtownie, wydała długi krzyk. Jej cipka trysnęła lekko sokami na pościel.

    Padli oboje – on na jej plecy, wciąż w niej, kutas powoli miękł. Po chwili wysunął się z leniwym plaśnięciem – sperma wypłynęła od razu, biała, gęsta, spływając po udach, po pościeli.

    Ania przekręciła się na plecy, przyciągnęła go do siebie. Wtulił twarz w jej piersi, ona gładziła go po włosach, po karku.

    – No… młody… – szepnęła z uśmiechem. – Trzeci raz… i w dupie. Myślę, że twoi kumple mogliby zzielenieć z zazdrości.

    Kuba kiwnął głową, wciąż oszołomiony, z lekkim, niedowierzającym uśmiechem.

    – Zostań do rana – dodała cicho.

    Bo raz się żyje.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan nowak
  • Pierwszy lodzik

    Miałem wtedy dziewiętnaście, może dwadzieścia.
    Lato, wakacje po maturze, zero planów poza wylegiwaniem się i waleniem konia, byłem prawiczkiem i chciałem ten stan rzeczy zmienić – i to szybko!

     Niestety mieszkając w niewielkiej miejscowości możliwości ku temu miałem skromne, tzn gdybym był hetero to okazji by było więcej niż trzeba, ale od dawna wiedziałem, że wolę kutasy niż cipki.

     Zaplanowałem sobie wycieczkę na plaże nudystów położoną raptem kilka kilometrów dalej, od tak żeby, chociaż na żywo pooglądać kutasy.

     Szukając informacji na temat dojazdu, trafiłem przypadkiem na opis zagajnika niedaleko rzeczonej plaży – taki nieoficjalny „bonus” do plaży oficjalnej.

    Ludzie mówili na niego po prostu „las za wydmą” albo „ten zagajnik od strony starego parkingu”.

    Ludzie pisali, że tam się „dzieje”, przez tydzień się nakręcałem się i zbierałem na odwagę.
    W głowie miałem setki scenariuszy – od „nikt tam nie przyjdzie, będę sam jak palec” po „jakiś napakowany typ weźmie mnie za drzewem i zrobi ze mną, co chce”.

    Kutas mi stawał już w autobusie, kiedy jechałem w tamtą stronę. Wysiadłem przystanek wcześniej i resztę drogi przeszedłem piechotą, żeby nikt mnie nie skojarzył.
    Serce waliło jak po trzech red bullach.

    Na samej plaży było kilka osób, znalazłem sobie przytulny kącik z dala od wszystkich, pozbyłem się ubrania i położyłem się na kocu.

    Po jakimś czasie stwierdziłem, że czas najwyższy spenetrować ten zagajnik, w końcu po to tu byłem.

    Plaża nudystów kończyła się mniej więcej tam, gdzie zaczynały się wysokie trawy i sosny.
    Potem już tylko wąska ścieżka, piach, igły i nagle – zagajnik. Nie był duży, jakieś sto metrów na sto, ale gęsty. Ścieżki wydeptane, tu i ówdzie połamane gałęzie.

    Kątem oka zobaczyłem, że w tym samym kierunku ruszył ktoś z plaży, ale nie oglądałem się nie chcąc go spłoszyć, więc nie widziałem kto.

    Usiadłem na powalonym pniu, udawałem, że patrzę na telefon, a tak naprawdę rozglądałem się jak sarna. Po kilkunastu minutach usłyszałem kroki. Starszy facet, koło pięćdziesiątki, opalony na brąz, brzuch lekki, ale ramiona mocne.
    Bez słowa minął mnie, przeszedł kilka metrów dalej i stanął tyłem do mnie, opierając się o drzewo. Chwycił w dłoń kutasa i zaczął sikać – niby naturalnie, ale kątem oka widziałem, że zerka w moją stronę.

    Wstałem. Nogi miałem jak z waty. Podszedłem bliżej, stanąłem jakieś cztery metry od niego. On skończył sikać, potrząsnął i delikatnie zaczął przesuwać dłonią w górę i dół, odsłaniając żołądź.

    Po prostu stał i patrzył. Ja też patrzyłem.
    Miał grubego, ciemnego, już na wpół twardego. W końcu zrobił dwa kroki w moją stronę i powiedział cicho, prawie szeptem:

    – Chcesz?

    Kiwnąłem głową, zanim zdążyłem pomyśleć.

    Wziął mnie za nadgarstek i położył moją dłoń na swoim penisie.
    Oparł się plecami o sosnę, rozstawił nogi.

    Najpierw tylko dotykałem – opuszkami palców, jakby bałem się, że się rozpadnie.

    Chwilę masturbowałem go, ale w końcu nie tego chciałem – uklęknąłem.

    Był ciężki, ciepły, pachniał mydłem i trochę potem.. On położył mi dłoń na karku – nie mocno, ale zdecydowanie. To wystarczyło. Otworzyłem usta i wsunąłem go powoli, centymetr po centymetrze.

    Pierwszy raz w życiu czułem obcego kutasa w gębie – gorącego, pulsującego, wypełniającego mi usta po brzegi. Smak był słony, trochę gorzki od moczu, mieszany z lekkim posmakiem soli od potu.

    Nie wiedziałem, co robić językiem, więc po prostu ssałem jak lizaka – za mocno, za szybko, za chaotycznie. Szczęka mnie bolała od samego początku, bo był gruby, rozwierał mi usta szeroko, a ja starałem się nie zadrapać zębami.

    Słyszałem jego oddech, coraz cięższy, i cichy śmiech.„Wolniej, mały. I więcej języka dookoła główki. Spróbuj lizać, nie tylko ssać.”

    Posłuchałem. Zacząłem lizać okrężnie – językiem po całej główce, śliniąc go obficie, żeby lepiej ślizgał się w ustach. Ślina ciekła mi po brodzie, ale nie przejmowałem się.

    Wsunąłem go głębiej, aż dotknął gardła – zakrztusiłem się lekko, oczy mi łzawiły, ale to tylko mnie bardziej nakręciło. On zacisnął palce na moim karku, delikatnie pchnął biodrami do przodu, dyktując rytm.

    Wchodził i wychodził powoli, a ja dostosowywałem się i ssałem mocno na wyjściu, lizałem wędzidełko na wejściu, językiem jeździłem po żołędzi, czując każdy żyłkowaty detal.

    Czułem, jak mu rośnie w ustach – grubszy, twardszy, pulsujący coraz mocniej. Moje dłonie wędrowały po jego udach, potem złapałem za jądra – ciężkie, owłosione, ciepłe. Masowałem je delikatnie, czując, jak się napinają. On mruczał coś pod nosem, gładził mnie po głowie, palcami wplatał się we włosy.

    Bolały mnie kolana od igieł, komary bzyczały, ale świat się skurczył do tego jednego: kutasa w moich ustach, jego smaku, zapachu, rytmu. Po jakichś pięciu minutach przyspieszył, złapał mnie drugą ręką za włosy i zaczął pchać szybciej – nie brutalnie, ale zdecydowanie. Czułem, jak główka puchnie, jak żyły nabrzmiewają. Ślina mieszała się z preejakulatem, wszystko było mokre, śliskie, lepkie.

    – Skup się na główce teraz. Szybko, mocno. Zaraz spuszczę. Chcesz w gębie?

    Znowu kiwnąłem – nie mogłem przecież mówić z pełnymi ustami. Przyciągnął mnie bliżej, ja ssałem tylko żołądź, językiem wirując po wędzidełku, dłonią masując resztę trzonu.

    On stęknął cicho, zacisnął mocniej palce, kilka krótkich, mocnych pchnięć i nagle pierwsze uderzenie na języku – gorące, gęste, słone, dużo. Połknąłem odruchowo, zanim zdążyłem się zastanowić, a on dalej pompował, wylewając resztę falami.

    Czułem każdy skurcz, każdy strzał spermy zalewający mi usta, gardło. Połknąłem wszystko, nie chcąc uronić kropli, a potem dalej lizałem – delikatnie, czyszcząc go z resztek, ssąc lekko, żeby przedłużyć chwilę. On stał tak chwilę, oddychając ciężko i gładząc mnie po głowie.

    W końcu wysunął się ze mnie, spojrzał w dół, uśmiechnął się kącikiem ust.

    Zostałem na kolanach jeszcze dobrą minutę. W ustach czułem jego smak, na kolanach miałem wbite igły, a w głowie kompletny chaos. Sperma, pot, żywica – wszystko wymieszało się w jedno wielkie „kurwa, właśnie to zrobiłem”.

     – Dobra robota. Wstań.

    Posłuchałem, Wstałem, otrzepałem się z igieł, spojrzałem na swojego penisa, byłem tak twardy, że bolało, nie było mowy żebym wrócił z takim masztem na plażę.
    Podążył za moim wzrokiem i uśmiechał się, złapał mnie za kutasa i zaczął poruszać rytmicznie w górę i dół. Ledwo wykonał kilka ruchów doszedłem i to tak jak jeszcze nigdy.

    Orgazm przyszedł nagle i o mało nie zwalił mnie z nóg, kolana mi się ugięły, tak, że musiałem przytrzymać się mojego partnera.
    Strumień spermy wystrzelił na pobliskie krzaki i zawisł na liściach tworząc fantazyjne wzorki, spora część osiadła tez na jego dłoni.
    Jeszcze kilka ruchów i wypuścił już na pół sflaczałego penisa z dłoni, dając mi ją do oblizania, co tez niezwłocznie uczyniłem. Językiem szybko pozbierałem swoje nasienie z jego dłoni. 
    Sięgnął w kierunku krzaków i zebrał jeszcze kilka ładunków, również dając mi je do zlizania.

    Pogłaskał mnie jeszcze raz po policzku, odwrócił się i poszedł w stronę plaży, jakby nic się nie stało, po kilku krokach obrócił się i powiedział.

    – Przyjdź jeszcze kiedyś.

    Wracając na plaże, minąłem jeszcze dwóch facetów idących w przeciwną stronę – jeden zerknął na mnie i się uśmiechnął, jakby wiedział. Może wiedział.

    Na plażę wracałem z głową w chmurach i smakiem obcego faceta na języku. I już wiedziałem, że znowu tu zawitam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan nowak
  • Wyspa zadzy, cz. III zdrada

    Prolog

    Tej nocy Tom zabijał czas posuwaniem Breloczka. Ksywka brała się stąd, że była breloczkiem do klucza (karty) od jego bungalowu. Niewysoka, młodziutka Azjatka do przekłutego sutka miała przytwierdzony łańcuszek z kartą magnetyczną, na udach wytatuowany numer bungalowu a na plecach mapę ośrodka. Zaprzyjaźnili się a Tom zaryzykował i wdrożył ją w swój plan. Pomagała mu w rozpracowywaniu ośrodka, była jego informatorką. Jego druga ulubiona niewolnica Lena, gdzieś wybyła, pewnie zamówiona przez kolejnego klienta.

    Dziewczyna całkiem naga i mokra od potu leżała pod nim z rozrzuconymi nogami a Tom mocnymi pchnięciami bioder wbijał raz po raz w nią swojego kutasa, aż podskakiwały jej cycki. Dziewczyna pojękiwała cicho i gapiła się w sufit. Ewidentnie coś zaprzątało jej myśli.

    – A jeżeli Cię złapią? Zapytała wreszcie – Zabiją mnie i Ciebie. Nie licz na to, że cię stąd wypuszczą, bo jesteś gościem.

    Tom nie przerywając ruchania wyszeptał jej do ucha:

    – Jeżeli nie wrócę dziś do wieczora idź do Georgiosa. Wydaje się być w porządku. Wyjeżdża pojutrze. Powiedz mu, żeby zadzwonił na ten numer – Tom wyszeptał ciąg cyfr – i powiedział tylko tyle:”Tomasso Morosini, Cosenza 3 kwietnia 1863” Zapamiętasz ?

    Breloczek kiwnęła głową i powtórzyła hasło dokładnie wtedy, kiedy Tom w niej doszedł.

     

    Cosenza 3 kwietnia 1863

    Sala jadalna pałacu książęcego w Cosenzy była tego dnia wypełniona gośćmi. Gospodarz, książę Noto z satysfakcją stwierdził, że przybyli przedstawiciele wszystkich liczących się rodów dawnego Królestwa Obojga Sycylii. Byli też nowobogaccy – ludzie, których znaczenie rosło pomimo marnego pochodzenia. Atmosfera była ponura. Królestwo podbite przez Piemontczyków upadło, przemysł był w ruinie, stare przywileje były odbierane. Spotkanie trwało już trzeci dzień. Obradowano nad tym jak się przystosować do nowych czasów i chronić swoje interesy. Nadszedł czas na podsumowanie obrad. Książę Alfredo Noto wstał, podniósł kielich i zwrócił się do zebranych.

    – Wszyscy przyjmujemy na siebie dobrowolnie obowiązek wzajemnej pomocy, bez względu na okoliczności. To nasza n’drgahetta, sprawa honoru.

    – N’draghetta ! zakrzyknęli zebrani wznosząc kielichy.

    – Obowiązuje nas milczenie. Każdy, kto zdradzi towarzysza, zasługuje na śmierć. To Omerta!

    – Omerta! odpowiedział chór głosów.

    – Ostatnia sprawa – Książę chrząknął – wezwanie do pomocy. Każdy z nas, będąc w ostatecznej potrzebie może wezwać wszystkich, by ruszyli mu na ratunek, bez względu na okoliczności. Za wszelką cenę. Tylko to musi być jakieś hasło…

    – Cosenza, 3 kwietnia 1863 – rozległ się głos z końca sali. Młody hrabia Morosini uśmiechał się z zakłopotaniem – bo przecież wszyscy będą pamiętać dzień w którym powstała nasza organizacja.

    Książę Noto skinął głową z aprobatą. Pod strop wzbił się okrzyk: „Cosenza, 3 kwietnia 1863 !”

     

    Pokój z zielonym światłem

    Tom zachowywał się normalnie. Aby nie wzbudzać podejrzeń, po śniadaniu przygotowanym przez Breloczka poszedł się zabawić. Zaczął od pokoju niespodzianek. Nad drzwiami świeciło się czerwone światło, co znaczyło, że ktoś korzystał z dziewczyny. Po chwili z pokoju wyszedł jakiś facet, uśmiechnął się sympatycznie do Toma i zniknął a po kilku minutach nad drzwiami zapaliło się zielone światło. Tom wszedł i zastygł w zdumieniu. Nie był przygotowany na to, co zobaczył. Na środku pokoju stał stolik. Za stolikiem, solidnie przymocowany do podłogi słup. Na stoliku siedziała kobieta. Siedziała, to a dużo powiedziane. Nogi miała wykręcone i przywiązane do słupa nad głową. Musiała być niezwykle gibka Ręce związane za słupem. W rezultacie jej tyłek i cipa były wypięte niemal nienaturalnie. Była zmęczona i spocona. Stopy miała brudne. Długie czarne włosy miała zlepione nad czołem, Nic nie mówiąc, wodziła za Tomem szarymi oczami. Obok leżały utensylia: kilka dild, elektryczne stymulatory, a nawet jakieś strzykawki.

    Tom, od niechcenia wybrał największe dildo i powoli przyłożył do jej odbytu, po czym pchnął. Weszło gładko. Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko stęknęła. Nie był dziś pierwszy, wszystkie jej dziury były mokre, nabrzmiałe i wyrobione. Wsuwał jej powoli, głęboko, aż otworzyła szeroko usta łapiąc oddech. Sam się zdziwił, jak głęboka była. Widocznie ruchano ją w ten sposób od lat.

    – Szybciej – usłyszał jej szept.

    Zaczął ją ruchać w tyłek dildem mocno, szybko, głęboko. Dziewczynie musiało to sprawiać przyjemność, bo pomimo zmęczenia zaczęła jęczeć, mruczeć i przymykać oczy. Może była zboczona, może podano jej jakiś narkotyk.

    Następnie Tom wziął elektryczny stymulator i – nie wyjmując jej z tyłka dilda, przyłożył do warg sromowych, po czym włączył. Związana niewolnica zaszamotała się i zaczęła jęczeć z rozkoszy i bólu a jej obolała cipa powoli zaczęła wypełniać się śluzem. Po elektrycznym stymulatorze przyszła pora na pompkę. Tom wsadził aparat do cipy i zaczął pompować. Wkrótce powiększające się urządzenie zaczęło napierać na ścianki jej macicy i rozpierać je. Tom wiedział, że gdyby chciał, mógłby ją rozerwać. Ale nie chciał. Wystarczyło mu, że związana kobieta zaczęła głośno krzyczeć i błagać go, aby przestał. Zabawa przyrządami znudziła go dość szybko.

    Odwiązał ją ( co nie było łatwe) i przytrzymał, bo zdrętwiała spadłaby ze stołu. Posadził ją sobie na kolanach, twarzą do siebie. Jego pałka weszła gładko w jej spuchniętą od ruchania cipę. Była luźna, mokra, szeroka, wyrobiona. Złapała go za szyję i szepnęła

    – Chcesz spróbować czegoś ekstra ?

    Tom nie wiedział, co to może być, ale nauczył się nie zadawać pytań. Kiwnął głową. Dziewczyna nie schodząc z jego penisa sięgnęła po strzykawkę i wbiła sobie igłę w udo.

    – Przytrzymaj mnie teraz, przez 45 minut będę nieprzytomna – powiedziała i rzeczywiście – niemal natychmiast odleciała. Zamknęła oczy, zwiotczała i byłaby runęła na podłogę, gdyby Tom jej nie przytrzymał. Była ciepła, wiotka, bezwładna. Tom powoli zaczął rozumień, na czym miała polegać atrakcja: mógł z jej ciałem robić, co chce. Nie wiedział, czy mu się to podoba, nigdy nie próbował niczego podobnego. Opuścił ją na podłogę, podniósł nogę i trzymając za stopę powlókł ciało po podłodze w kierunku materaca. Łóżka nie było. Położył ją na brzuchu, rozłożył jej nogi. Chwilę przyglądał się jej kształtom. Ciemna karnacja, grube uda, wyraźne pręgi od dopiero, co zdjętych więzów. Z ciekawości mocno trzasnął ją dłonią po tyłku. Nic, żadnej reakcji. Nogą obrócił ją na plecy. Leżała bezwładnie, z rozrzuconymi nogami. Popatrzył na jej piersi. Duże, lekko zwisające cycki kobiety, która musiała rodzić i karmić. Duże obwódki wokół sutków. Miękkie.  Pochylił się, ugryzł sutek. Nic. Trzymając go w zębach pociągnął. Nic. Oddychała płytko, cicho. Złapał za gardło, zacisnął. Oddech ustał. Puścił. Nie był zabójcą. Otworzył jej usta, wsunął kutasa po same jaja. Powtórzył. Nic.

    Zarzucił sobie jej nogi na ramiona i wszedł w nią. Miała wąskie kostki. Czuł się jakby ruchał zwłoki. Spróbował wygodniejszej pozycji. Po kilku próbach doszedł do wniosku, że najwygodniej jest położyć ją na boku i wejść w nią od tyłu. Złapał ją za włosy i pociągnął mocno. Głowa się odgięła, poza tym nie wydarzyło się nic. Cipa była nadal ciepła, luźna i spuchnięta. Za luźna jak na Toma. Rzucił dziewczynę na brzuch, rozłożył jej nogi, poślinił kciuk i wepchnął jej w odbyt. Tu było ciaśniej. Kilkoma ruchami kciuka rozciągnął jej okrężnicę, po czym wsadził swojego kutasa. Także i tu wchodziło się w nią gładko. Po kilku pchnięciach Tom doszedł w niej i spuścił się w jej tyłku. Dziewczyna powoli zaczęła się wybudzać, jej ciało zaczęło się poruszać, wzdychała, jakby przez sen.

    -Oooooooooooorghhh – wyharczała nagle całkiem przytomnie i odwróciła się do niego – i jak ? – zapytała.

    Tom klepnął ją po policzku  – całkiem spoko mała.

    Uśmiechnęła się.

    Zadzwonił brzęczyk. Znak, że czas się skończył. Tom ubrał się i zostawił leżącą dziewczynę na podłodze i wyszedł, nie oglądając się za siebie.

    Błąd

    Z informacji przekazanych przez Breloczka wynikało, że na końcu korytarza jest wejście do części biurowej a tam powinien znajdować się pokój, który go interesował. Tom nie wiedział jak tam wejdzie, postanowił improwizować. Najwyżej powie, że zabłądził. Minął jedne drzwi, potem drugie. Zatrzymał się przed kolejnymi „To chyba tu” pomyślał nacisnął klamkę i wszedł do środka. Ostatnie, co poczuł to huk a w głowie rozbłysło mu tysiąc słońc.

    *

    Świadomość wracała powoli. Najpierw, z ciemności wyłonił się ból. Ból nie był umiejscowiony w żadnym konkretnym miejscu, po prostu był wszędzie. Wiercił, narastał, opanowywał go. Potem pojawiło się światło. Tom myślał, że ma zamknięte powieki, ale okazało się, że potężna lampa skierowana w jego oczy oślepiała go mimo zamkniętych oczu.

    – Widzę, że się budzimy – usłyszał znajomy damski głos. Nie mógł sobie przypomnieć, skąd go zna. Próbował się poruszyć. Wtedy uświadomił sobie, że wisi za ręce a palcami stóp ledwo dotyka podłogi. Był też nagi. Usłyszał świst bata i poczuł piekący ból w plecach. Poczuł jak do gardła podpełza mu zwierzęcy strach. Próbował go opanować i na jakiś czas mu się udało. Wiedział, że wpadł w zastawioną pułapkę. Breloczek musiała go wydać. Rozmyślania przerwał mu drugi świst bata i piekący ból na brzuchu. Chciał krzyknąć, ale tylko zabulgotał. Dopiero teraz zrozumiał, że ma w ustach knebel.

    Światło osłabło. Obolały zobaczył zbliżającą się sylwetkę. „Lena ?? Jak to ??” pomyślał spanikowany „Przecież mówiła, że została porwana z wakacji, że ma męża i dzieci”

    Lena jakby czytała w jego myślach:

    – Pieniądze rozumu nie dają. Jesteście bogaci, ale głupi. Zachowywałeś się jak amator. Kupiłeś moją bajeczkę i dałeś się zaprowadzić do pułapki jak po sznurku – zaśmiała się Lena. Miała na sobie czarne obcisłe lateksowe spodnie, takąż kurtkę, szpilki, pejcz. Wyglądała jak domina z taniego burdelu. Pejczem podniosła mu głowę i spojrzała groźnie w oczy:

    – Żywy stąd nie wyjdziesz. Ale najpierw się z tobą zabawię. Zaczniemy od pieszczoty.

    Zza jej pleców wyłoniła się przestraszona dziewczyna, całkiem naga, w obroży, na łańcuchu. Młoda, nastoletnia. Ruda. Lena szarpnęła łańcuchem, dziewczyna podła na kolana przed Tomem i smagnięta batem przez Lenę wzięła do ust jego zwiotczałego, brudnego penisa. Zaczęła powoli ssać, lizać, ciągnąć. Robiła to oczywiście świetnie i mimo że Tom z oczywistych względów nie był w nastroju, jego pałka stanęła, chociaż bardzo starał się, aby do tego nie doszło.

    – Wystarczy – Lena szarpnęła za łańcuch i dziewczyna poleciała do tyłu, mało nie wyrywając mu kutasa, którego ciągle miała w ustach. Tom jęknął. Lena zbliżyła się ponownie. Tom zbladł i jego twarz pokryła się potem. Lena trzymała w ręku dwie elektrody. Zbliżała się powoli, ze złym wyrazem twarzy i powoli przytknęła je do jąder Toma. Dziki wrzask wypełnił pokój. Tom zemdlał, ale wkrótce ocuciła go Lena, wylewając na niego wiadro zimnej wody.

    Po chwili poczuł, jak Lena rozsuwa mu pośladki i wsuwa mu w tyłek coś grubego i zimnego a potem go tym czymś zaczyna ruchać. Szarpał się, z knebla ciekła mu ślina, ale nic nie mógł poradzić…

    – Chyba na razie ci wystarczy – orzekła wreszcie Lena – teraz gadaj, kto cię przysłał  – zerwała mu knebel z ust.

    – Ty mała dziwko – wychrypiał Tom, ale nie zdążył powiedzieć więcej, bo elektrody wylądowały pod jego pachami. Jego ciało zadrgało spazmatycznie, z ust wydarł się krzyk.

    – Ustalmy zasady – powiedziała Lena głosem słodkim jak miód – Ja pytam, ty odpowiadasz, jasne? i ugryzła go w sutek aż popłynęła krew. Lena zlizała ją nie bez satysfakcji i wyszczerzyła zakrwawione zęby.

    Tomowi została jedynie nadzieja na pomoc. Oczywiście, jeżeli Breloczek go nie zdradziła, jeżeli  udało jej się dostarczyć wiadomość, jeżeli nic nie pokręciła, jeżeli Georgios zadzwoni… i jeżeli będzie jeszcze żył, gdy nadejdzie pomoc. Bo tego, że nadejdzie był pewny. I ta pewność dodawała mu teraz siły.  Skupił się na tym, że Lena w latexie miała zarąbiste nogi, była wąska w biodrach i sterczały jej pod latexem sutki. To był jakiś początek. Poczuł, że kutas znowu mu staje.

     

    Breloczek

    Breloczek była coraz bardziej zaniepokojona. Słońce dawno zaszło, Tom nie wracał. Był Panem, mógł robić, co chce, ale pamiętała wyraźnie instrukcje. Miała się skontaktować z Georgiosem, który miał z wyspy odlecieć za godzinę. Zapisała na kartce spamiętany numer telefonu i hasło, zwinęła w rulonik i schowała zwój do cipy. Naga ruszyła w stronę pasa startowego. Samolot już stał, bagaże były podwożone. Na płycie lotniska dostrzegła w grupie ludzi Georgiosa. Nie było szans, żeby dostać się do niego niezauważona. Westchnęła „Fake it until you make it” pomyślała i wygrzebując z siebie resztki odwagi wstała, ruszając śmiało i prosto do Georgiosa, jak ktoś, kto jest służbowo i robi to, do czego ma święte prawo. Georgios ją zauważył równocześnie z ochroną:

    – Co tu robisz dziwko? Zawołał ochroniarz

    – Ja do Pana Georgiosa z wiadomością od Pana – odparła nie zwalniając i sięgając do cipy po rulonik.

    – Dajcie je przejść – powiedział Georgios.

    Zdyszana podała mu mokry rulonik – Tom prosi, aby pan zadzwonił na ten numer i powiedział, że jest od Toma i dodał Cosenza, 3 kwietnia 1863  – wyszeptała.

    – To jakiś absurd! prychnął Georgios i skierował się do samolotu. Kartkę schował do spodni. Wkrótce zamknęły się za nim drzwi a bezradna Breloczek obserwowała jak samolot kołuje i wzbija się w powietrze a razem z Georgiosem odlatuje jej nadzieja na wolność.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Nowak

    Żeby nie stracić wątku warto znać dwie pierwsze części. Agent Tom próbuje rozwiązać tajemnicę Wyspy, na której bogacze oddają się perwersyjnym praktykom. Żeby uratować więzione na wyspie dziewczyny, musi znaleźć sojuszników. Czy mu się uda ? 

  • Pierwszy anal

    Paweł stał w przedpokoju, wciąż w adidasach, z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. Serce waliło mu tak mocno, że czuł je w gardle.
    Drzwi mieszkania Wojtka zamknęły się za nim z cichym, bardzo wyraźnym kliknięciem.

    – No to jesteśmy – powiedział Wojtek spokojnie. Głos miał niski, trochę chropowaty, taki – sam jak zawsze na siłowni, tylko teraz brzmiał inaczej. Bardziej… intymnie.

    Paweł przełknął ślinę.

    – Tak… jesteśmy.

    Miał dziewiętnaście lat i przez ostatnie pół roku masturbował się prawie wyłącznie do myśli o tym, co właśnie miało się zaraz wydarzyć.

    A jednak teraz, kiedy stało się realne, nogi robiły mu się miękkie.
    Wojtek podszedł bliżej. Pachniał żelem po goleniu, potem po treningu i czymś jeszcze – czymś męskim, ciężkim, co sprawiało, że zakręciło mu się w głowie.

    – Nie musisz nic robić na siłę – powiedział cicho, kładąc dużą, ciepłą dłoń na karku chłopaka.

    – Jak w którymś momencie będziesz chciał przerwać, wystarczy jedno słowo. Jasne?

    Paweł kiwnął głową, ale nie był w stanie wydusić z siebie głosu.
    W sypialni było ciemno, tylko lampka nocna rzucała pomarańczową smugę na łóżko. Wojtek zdjął koszulkę jednym ruchem – szeroka, owłosiona klatka, brzuch wciąż twardy mimo pięćdziesięciu czterech lat, siwe włosy na piersi. Paweł patrzył na niego jak zahipnotyzowany.

    – Zdejmij bluzę – poprosił Wojtek, siadając na brzegu łóżka.

    Paweł posłuchał. Ręce mu drżały. Kiedy został w samym t-shircie i dresach, Wojtek poklepał miejsce obok siebie.

    – Chodź tu.

    Usiadł. Kolano dotykało kolana Wojtka. Przez chwilę po prostu siedzieli tak, oddychając

    Potem Wojtek pochylił się i pocałował go – powoli, badawczo. Paweł najpierw zesztywniał, potem rozluźnił usta. Język Wojtka smakował kawą i miętą. Było w tym coś bardzo dorosłego, coś, czego Paweł nigdy wcześniej nie czuł.

    Całowali się długo. Ręce Wojtka wędrowały po plecach chłopaka, w końcu wślizgnęły się pod koszulkę. Skóra Pawła była gorąca i trochę wilgotna z nerwów.

    – Chcę cię rozebrać – mruknął Wojtek prosto w jego usta.

    Paweł tylko skinął głową.
    Kilka minut później leżał nagi na plecach, z kolanami podciągniętymi do góry.

    Wojtek zsunął się niżej. Najpierw całował brzuch Pawła, potem linię bioder, zostawiając mokre ślady języka na skórze. Paweł oddychał szybko, patrzył w sufit, próbując ogarnąć to, co się działo. Czuł się jednocześnie bezbronny i dziwnie bezpieczny. Kiedy Wojtek rozchylił mu uda szerzej i położył dłonie na pośladkach, Paweł odruchowo zacisnął się cały.

    – Spokojnie – mruknął Wojtek, kciukami delikatnie rozciągając skórę.

    – Oddychaj. Chcę cię najpierw porządnie przygotować… inaczej niż palcami.

    Paweł przełknął ślinę.

    – Co masz na myśli?

    Zamiast odpowiedzi Wojtek po prostu opuścił głowę. Pierwszy dotyk języka był szokiem. Gorący, miękki, mokry – przejechał powoli po samym środku, od krocza aż po samą górę. Paweł sapnął głośno, biodra same podskoczyły do góry. Wojtek przytrzymał go mocno, nie pozwalając uciec.

    – O cholera… – wyszeptał chłopak, zakrywając oczy dłonią. Wojtek nie spieszył się. Lizał powoli, szerokimi ruchami, jakby chciał pokryć każdy milimetr śliną. Z każdym przejściem języka robiło się coraz bardziej mokro, coraz bardziej ślisko. Ślina spływała, ściekała po skórze,

    Wojtek celowo robił to głośno – cmokał, ssał delikatnie fałdki, a potem wracał językiem do samego wejścia, krążąc wokół niego, naciskając czubkiem, ale jeszcze nie wchodząc. Paweł czuł, jak robi mu się gorąco w całym podbrzuszu.

    Penis pulsował boleśnie, ale nie dotykał go – bał się, że dojdzie za szybko tylko od tego. Wojtek w końcu przyłożył usta płasko i zaczął ssać – delikatnie, rytmicznie, jakby chciał wciągnąć samo wejście do ust.

    Jednocześnie językiem naciskał mocniej, wsuwał się odrobinę do środka, potem wychodził, znowu wchodził – coraz głębiej, coraz bardziej obficie śliniąc. Paweł jęknął przeciągle, palce wbiły mu się we własne włosy.

    – Wojtek… kurwa… to jest… za dobre…Wojtek oderwał usta na moment, tylko po to, żeby splunąć obficie prosto na rozluźniony już anus. Ślina spłynęła ciepłą strużką do środka. Potem wrócił językiem – teraz wchodził już wyraźnie, poruszał nim w krótkich, szybkich ruchach, naśladując pieprzenie. Jednocześnie jedną ręką masował krocze Pawła, drugą rozciągał pośladki jeszcze szerzej.

    Paweł czuł się całkowicie otwartym, mokrym, bezbronnym. Każdy ruch języka wysyłał fale gorąca przez prostatę, przez kręgosłup, aż do karku. Mięśnie wokół wejścia drżały, rozluźniały się coraz bardziej, jakby same chciały wpuścić więcej.

    W końcu Wojtek uniósł głowę. Wargi miał błyszczące, brodę mokrą. Uśmiechnął się drapieżnie.

    – Teraz jesteś naprawdę gotowy – powiedział chrapliwie.

    Nasmarował palce żelem i wsunął dwa palce naraz – weszły gładko, prawie bez oporu. Poruszał nimi powoli, rozciągając, masując prostatę opuszkami. Trzeci palec dołączył chwilę później.
    Paweł już nie sykał z bólu – tylko jęczał cicho przy każdym głębszym ruchu.

    – Oddychaj głęboko – powiedział. – I mów mi, co czujesz. Dobrze?

    Paweł syknął, zacisnął mięśnie odruchowo.

    – Spokojnie… rozluźnij się… właśnie tak… – Wojtek nie spieszył się. Poruszał palcem bardzo delikatnie, czekała, aż Paweł sam zacznie oddychać głębiej, aż napięcie w biodrach trochę zelżeje

    – Chcesz mnie teraz? – zapytał Wojtek, patrząc mu prosto w oczy.

    Paweł kiwnął głową, głos mu się łamał.

    – Tak… proszę… już chcę poczuć ciebie w środku…Wojtek sięgnął po lubrykant i prezerwatywę.

    Potem wstał na kolana, rozwinął prezerwatywę na grubym, napiętym członku.

    Paweł patrzył na to wszystko szeroko otwartymi oczami, oddychając płytko, nogi wciąż rozłożone, anus mokry i pulsujący.

    Wojtek pochylił się nad nim, pocałował go w usta, potem w szyję, w obojczyk.

    – Jak będziesz chciał przestać, mów.

    – Nie chcę przestać – odpowiedział Paweł cicho, ale zdecydowanie.

    Główka naparła na wejście. Bardzo powoli. Paweł zamknął oczy, zacisnął zęby. Poczuł palące rozciąganie, uczucie, że coś jest za duże, że się nie uda.

    – Oddychaj… głęboko…

    – Wojtek znieruchomiał, czekał.

    Minęła wieczność. W końcu Paweł wypuścił powietrze z płuc i mięśnie odpuściły na ułamek sekundy. Wojtek wsunął się kilka centymetrów głębiej.

    – O Jezu… – jęknął Paweł.

    Ból był ostry, ale pod spodem rosło coś innego – pełne, pulsujące ciśnienie, które rozlewało się po całym ciele. Wojtek wszedł jeszcze głębiej, centymetr po centymetrze, aż w końcu przywarł biodrami do pośladków chłopaka.

    Obaj zamarli.

    Paweł otworzył oczy. Patrzył w twarz Wojtka – zmarszczki przy oczach, siwe skronie, skupiony, ale bardzo czuły wyraz.

    – Jesteś cały we mnie… – wyszeptał Paweł, jakby sam nie mógł w to uwierzyć.

    Wojtek pocałował go w czoło.– Tak. I zaraz będzie jeszcze lepiej.
    Zaczął się poruszać – najpierw mikroskopijne ruchy, prawie bez wysuwania. Z każdym powolnym pchnięciem Paweł czuł, jak opór maleje, jak ból ustępuje miejsca czemuś ciepłemu, mokremu, rozpychającemu od środka.
    W pewnym momencie dotknął prostaty – i całe ciało Pawła wygięło się jak rażone prądem.

    – O kurwa… tam… – wysapał.

    Wojtek uśmiechnął się drapieżnie i zaczął uderzać w to samo miejsce – rytmicznie, pewnie, coraz mocniej. Paweł złapał się prześcieradła, potem ramion Wojtka, potem własnych włosów. Jęczał głośno, bezwstydnie, głos mu się łamał.

    – Mocniej… proszę…Wojtek przyspieszył. Łóżko skrzypiało. Ciała uderzały o siebie mokro i głośno. Paweł czuł, że jest na granicy – nie tylko orgazmu, ale czegoś większego, czegoś, co rozrywa go od środka.

    – Dojdę… zaraz dojdę… – wyszeptał drżącym głosem.

    – Dojdź – powiedział Wojtek chrapliwie. – Chcę to poczuć.

    Kilka mocniejszych pchnięć i Paweł eksplodował – bez dotykania się, tylko z samego wypełnienia, z tarcia prostaty, z samego uczucia bycia branym.

    Sperma trysnęła mu na brzuch, na klatkę, aż pod brodę. Całe ciało drżało, mięśnie zaciskały się rytmicznie wokół Wojtka.

    To wystarczyło. Wojtek wbił się ostatni raz, głęboko, i zaryczał cicho przez zaciśnięte zęby. Paweł czuł, jak pulsuje w nim, jak wypełnia prezerwatywę gorącem.

    Przez chwilę leżeli tak – Wojtek wciąż w nim, ciężki, spocony, ciepły. Paweł oddychał szybko, płytko, jakby dopiero uczył się oddychać po tym wszystkim.

    W końcu Wojtek wysunął się ostrożnie, zdjął gumkę, zawiązał supeł. Potem położył się obok i przyciągnął Pawła do siebie – mocno, opiekuńczo.

    – Jak się czujesz? – zapytał cicho.

    Paweł wtulił twarz w owłosioną pierś.

    – Jakby… jakby ktoś właśnie otworzył we mnie drzwi, o których nie wiedziałem, że istnieją.

    Wojtek pocałował go w czubek głowy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan nowak