Blog

  • Anetka – ostra zabawa

    Aneta – mogłoby się wydawać że powinna być łagodna, troskliwa, pełna wdzięku i gracji a przede wszystkim emanująca majestatem. Jednak to wszystko upłynęło z Niej dawno temu, teraz jest oziębła, pretensjonalna i oschła niczym martwa wierzba płacząca. Nie tak dawno temu każdego napotkanego człowieka witała uśmiechem na ustach i w oczach, teraz jest zimna jak skała. Brakuje mi wszystkiego po tamtej Anecie, rannego uśmiechu gdy mierzwiłem jej włosy będąc w łóżku, dotykania jej ciała gdzie tylko mnie powiodła fantazja. Jej westchnięć, jęków, pisków gdy kochaliśmy się gdzie tylko popadło. Spacerów wieczorem po lesie, kąpieli w rzece i wycieczek rowerowych też mi brakuje. Z niewiadomych mi przyczyn cała energia życiowa uleciała z Anety, nastąpiło to w bliżej nieokreślonym czasie i bez jakichkolwiek symptomów, oznak.  Teraz wegetuję u boku Anety, bo jak zwykle wita się z mną po powrocie z pracy jak z obcym człowiekiem a nie mężem, czyżby miała kogoś na boku w biurze, tego nie chcę wiedzieć. Pragnę tylko dać jej bodziec aby w końcu otworzyła oczy. Tym bodźcem będzie dotkliwa kara cielesna- subtelna, bolesna, długotrwała i przerażająca. Od dłuższego czasu przymierzałem się do tego aktu, przemyślałem każdy wariant kar. Wybrałem takie żeby czuła przerażenie i obawę a jednocześnie miała chwilę na wytchnienie. Poczyniłem stosowne przygotowania , więc potajemnie zakupiłem w Internecie potrzebne drobiazgi , wszystkie trzymałem na strychu w ozdobach  bożonarodzeniowych więc nie było obaw że w środku lata natrafi na nie przypadkiem. Wszystko w piątek wieczorem po kolacji ma ruszyć. Nie spodziewałem się że Aneta dziś przyjdzie z pracy taka zadowolona, pocałowała mnie w usta, jej bluzka i spódnica z lnu dokładnie zaznaczały kształty ciała. Aż żal mi jej było, zjedliśmy kolację razem przed telewizorem, potem ona poszła wziąć prysznic . Ja tymczasem ruszyłem do barku po wino i tabletki usypiające. Nalałem do kieliszków po brzegi w jej wylądowały moje tabletki nassane bardzo silne, do tego dołożyłem kawałek sernika i czekałem na ukochaną. Niespiesznie obmyła się, odziała w piżamę pod która Mie miała nic, więc sutki przebijały przez cienki materiał a cipka odznaczała się na spodniach. Bez wahania zaczęła  jeść sernik popijając winem, przyglądałem się jej uważnie ale wolałem obejrzeć kolejny odcinek mega konstrukcji na NG. Anetę to nie ciekawiło więc poszła do sypialni gdzie przeglądała Internet na laptopie. Cierpliwie czekałem jedną godzinę bo tyle zajmowało tabletkom doprowadzenie mnie do głębokiego  snu który nic nie było w stanie przerwać. Ruszyłem na piętro, w pokoju w suficie przygotowałem oczka do zawieszania lamp i ciężkich elementów przez które przepuściłem liny z karabinkami do których zamocowałem skórzane pasy do krępowania rąk, na ścianach bocznych u dołu też takie zawiesia były żeby naciągnąć na boki nogi. Całość nie była imponująca ale funkcjonalna i prosta, w każdym razie miała sprawić żeby Aneta wisiała w powietrzu na wyciągniętych rękach z stopami niedotykającymi podłogi. Ruszyłem na  parter po śpiącą, podniosłem ją i przeniosłem z kołdrą na górę. Spiąłem dłonie w nadgarstkach, podciągnąłem do góry i takoż uczyniłem z nogami. Pięknie śpi sobie tak wisząc, usta zakneblowałem. Położyłem się na sofie czekając na poranek albo na chwilę w której obudzi się.  Jednak tabletki dobrze się sprawowały bo obudziła się mimo tak niewygodnej pozycji dopiero o świcie. Zaczęła się szamotać nie rozumiejąc co się dzieje. Dzień dobry Kochanie – wysapałem przez zaschnięte usta, Dziś twój wielki dzień kary, Więc do rzeczy – mam dla Ciebie parę niespodzianek, Musisz jeszcze chwileczkę poczekać, idę po prezenty dla Ciebie, Mam ich w zanadrzu kilkadziesiąt, na pewno spodobają Ci się Nie musisz się niecierpliwić – zaraz je przyniosę i zazna mię w miarę upływu czasu.
    Ruszyłem na strych i przyniosłem całe pudło zabawek. Pomyślmy co tu na początek takiego ładnego letniego dnia zrobić – lewatywę. Bez kozery komplecik do lewatywy kupiłem w aptece na pewno spodoba ci się, bo wiesz mogłem dać tabletkę na przeczyszczenie wieczorem ale nie byłoby zabawy bo to działa jak gruszka tylko zamiast wyciągać to teraz roztwór popłynie do twojej czekoladowej dziurki. Najpierw końcówkę natrę wazeliną żeby gładko weszła do dziurki – tylko nie opieraj się bo będzie boleć a tak czy inaczej włożę ją, potem dwa litry wody z sokiem z cytryny powinny zrobić małą rewolucję.  Bez wahania poddała się, cała zawartość wtłoczyłem w kilka minut. Wiesz Kochanie to nie wszystko, bo teraz zatyczka analna jeszcze powędruje do pupci żebyś miała ekstazę. Bo wiesz ona jest fantastyczna, a wiem że będziesz za wszelką ceną chciała powstrzymać wypływ. Nie musisz się obawiać już pościeliłem folię więc nie krępuj się. Widzę jak z oczu zaczynają jej płynąć łzy, całe ciało pokryło się potem a pośladki napięły się żeby utrzymać zawartość odbytnicy, jednak to nie wystarczy. Parę minut później wszystko wyskakuje jak korek od szampana na podłogę. Nie martw się kochanie, zaraz wszystko posprzątam i ciebie też umyję. Zwijam folię i wkładam do kosza, biorę gąbkę i miskę z wodą – obmywam okolice intymne dokładnie. Na końcu obmywam zatyczkę i ponownie wkładam ją – to się przyda później, gdy będę penetrował innymi zabawkami szparkę. Wiesz teraz pora na powiększanie – bez obaw nie będzie żadnego krojenia raczej będziemy pompować płyny tu i ówdzie. Pewnie chcesz wiedzieć co to będzie – więc: sutki, pośladki i wargi sromowe obydwie. W jej oczach zobaczyłem strach, zaczęła głową kręcić w boki żeby mi zabronić tego robić. Jednak jestem nieugięty i nie ma zlituj się, odrzekłem – nie odstąpię od tego bo byłbym  niekonsekwentny Aneto a wiesz dobrze że taki nie jestem. Nie martw się mam już zakupione waciki dezynfekujące, sterylne igły i strzykawki oraz sól fizjologiczną sterylną. Poczekaj chwileczkę, tylko zdezynfekuję  dłonie  i założę sterylne rękawiczki. Przystąpiłem do dzieła, Aneta szamotała się ale na wiele to się zdało. Na pierwszy rzut poszły piersi, nie miała dużych ale teraz zrobią się o jeden rozmiar większe teraz ma B70 więc trochę pójdzie płynów. Biorę strzykawkę 50ml  zakładam do niej igłę o średnicy 1.25 mm i długości 50 mm. Napełniam ją, chwytam pierś prawą, podnoszę, dezynfekuję od spodu i nakłuwam igłą na pełną głębokość. Wiem kochanie że to troszkę boli ale bądź dzielna będzie tylko dziesięć nakłuć na każdą pierś. Robię iniekcję pierwszą, potem kolejne wokół obwodu piersi za każdym razem dezynfekując pierś w miejscu wkłucia. Aneta cały czas roni łzy. Kończę pierś i przystępuję do lewej, tyle samo nakłuć , 500 ml soli wtłoczonej do piersi – robi wielkie wrażenie wielkość, choć tylko czasowo bo podejrzewam że sól się wchłonie po jakimś czasie. Wiesz co teraz jak masz już większe piersi – zrobimy to samo z pupą. Nie musisz się martwić – będę delikatny jak to tylko możliwe. Biorę watę i nasączam ją czystym spirytusem, obmywam pośladek lewy, strzykawkę 50 ml uzbrajam w igłę o średnicy 2.1mm i długości 40mm napełniam i zaczynam nakłuwać po obwodzie  tak aby igła sięgała wgłęb pośladka. Powtarzam nakłuwanie czterdziestokrotnie na każdym pośladku. Między czasie Aneta mdleje od emocji. Ależ jest głupiutka, pompowanie pośladków to tylko wstęp do czegoś głębszego i bardziej przerażającego. Przerywam zabiegi, czekam aż odzyska przytomność. Nareszcie otworzyła oczy, wiesz kochanie do powiększenie zostały jeszcze tylko wargi sromowe obydwie więc nie szamocz się bo wezmę grubą igłę i pojemną strzykawkę albo zachowaj spokój to zrobię to igłą cienką i małą ilością płynów. Widzę że przemówiłem do jej rozsądku więc  biorę igłę 0.5mm i strzykawkę 2ml. Napełniam, klękam, dezynfekuję i wkłuwam od dołu całą igłę na długości 16mm – naciskam delikatnie tłok wycofując igłę- płyn równomiernie wypełnia wargę. Powtarzam to samo z drugą wargą, teraz obie są delikatnie obrzmiałe. Myślałem też napełnieniu łechtaczki ale dałem sobie z tym spokój bo tego za wiele już jest. Teraz Anetko – przekuję dużymi igłami sutki, żeby krwawiły a następnie za pomocą krokodylków powieszę ciężarki żebyś troszkę cierpiała przed apogeum. A wierz mi będzie się działo, ale to za chwilę. Wyciągam z pudła sztucznego kutasa tak wielkiego jak u konia,  zwilżam i wkładam do cipy na całą głębokość powoli. Dobieram do szyjki macicy kilkakrotnie nie wyciągając go. Robię parę powtórzeń i czuję że pochwa się zaciska na nim, ob. Stawia mi opór – wyciągam go. Nie tak się umawialiśmy kochanie – nie masz mi tu dojść przed wielkim finałem. Sięgam do pudła i wyjmuję dwie kulki najeżone wypustkami, rozchylam wargi ale widzę że będzie problem w włożeniem bo wypustki opierają się o cipkę, rozchylam wargi i mocno wciskam pierwszą kulkę aż do samego końca aż doprze do macicy, kolejną wkładam bez ceregieli. Anetą miota spazm – Anetko tylko mi tu nie odleć bo jeszcze nie koniec zabawy. Teraz jest wszystko gotowe do finału, z pudła szpicrutę. Ściągam ciężarki z piersi – jednym szybkim ruchem wymierzam bata na sutki – Aneta szarpie się a z oczu Łyną łzy. Bez Obaw to tylko jeden raz na piersi więcej nie otrzymasz cięgów szpicrutą ale na pośladki będzie znacznie więcej. Jako że masz 32 lata to na każdy pośladek tyle otrzymasz cięgów więc do dzieła. Śliczne te pośladki będą miały prawdziwy poligon bo zamaszyste biorę ruchy a każde uderzenie odliczam na głos. Po kilkunastu cięgach pośladek robi się czerwony i puszcza kropelki krwi, po dwudziestym lewy zmienia barwę na purpurową a na końcu jest siny. Nie martw się Anetko – jeszcze tylko prawy pośladek obejmie trzydzieści dwa uderzenie i będziemy na półmetku zabawy. Bez owijania w bawełnę rozpoczynam okładanie, efekt końcowy jest identyczny jak na lewym. Cała skóra na pośladkach ocieka potem i krwią, nalewam spirytus na dłoń i przemywam pośladki – spazmy targają Anetą ale nie mdleje. Jesteś dzielna Anetko – teraz pejcz zamszowy i zaczynam okładać szparkę, nie inaczej niż trzydzieści dwa pociągnięcia. Intrygujące jest to że kulki w środku tak mocno stymulują że soczki leją się potokiem po nogach Anety. Wymierzam dziesięć razy i wyciągam wibrator z pudełka. Podłączam do gniazdka i przykładam do cipy ustawiony na maksymalne wibracje. Aneta zamyka oczy i zaczyna drżeć, odstawiam wibrator i wymierzam kolejnych dziesięć razy. Ponownie wkraczam z wibratorem na parę sekund, teraz ostatnie pociągnięcia. Soki z cipy leją się niczym potok górski na wiosennych roztopach a kulki nadal tkwią, jednym zdecydowanym ruchem wyciągam obydwie kulki i przykładam wibrator bezterminowo do cipy. Teraz widzę że wszystko co to tej chwili mnie irytowało w jej codziennym zachowaniu przemija. Anetka odpuszcza . W oczach widzę iskrę i radość, wibrator ciągnie na najwyższych obrotach a ciałem zaczynają wzruszać drgania, jestem tak podniecony że serce łomocze mi na maksymalnych obrotach, ściągam majtki i wsadzam długiego twardego kutasa jednym zdecydowanym ruchem od tyłu do cipki która to kurczy się to rozkurcza na kutasie. Posuwam ją od tyłu bezlitośnie jedną dłonią trzymając za biodro a drugą za piersi. Kochanie mam nadzieję że przemyślałaś swoje postępowanie wobec mnie, bo ja tak. Zlany potem dociskam kutasa z całych sił mimo że wnętrze cipy zaciska się na nim bez jakichkolwiek obiekcji – czuję jak zatyczka w dupci dociska pochwę do kutasa niemiłosiernie ciasno. Jeszcze chwilka Anetko – zaraz będziesz miała ciepłe mleczko zatankowane. Dopieram z całych sił dłonią cipkę do kutasa i robię zrzutkę do wnętrza. Opadam na kolana a Anetą trząsają spazmy, drży jak osika na mrozie, nogi trzęsą się a po nich spływa sperma i soczki. Idę po wino do którego kruszę tabletki nasenne i podaję je Anecie. Wygląda olśniewająco, pot, krew i sperma. Wyjmuję zatyczkę z pupci. Dobywam wibratora i zaczynam masować cipkę, jeszcze tylko wytrysk i będziesz wolna Anetko. Nie opiera się, po minucie kolejny spazm i wytrysk trafia na podłogę. Zostawiam ją, wypiła już wino więc muszę teraz poczekać aż uśnie. Potem ją rozwiążę i opatrzę rany. Sobotni epicki poranek na wsi.               

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    mateusz barszcz

    Zabawa z linami, strzykawkami uzbrojonymi w różne igły a napełnionymi solą fizjologiczną. Myślisz że wszystko wiesz, a tu takie zaskoczenie w tekście. 

    MIłego czytania 

  • Slodki

    Leżałem na łóżku na w pół przykryty kocem. Przewróciłem się na brzuch, powoli przeglądając coś na telefonie. Kątem oka zerknąłem w stronę zajętej obecnie łazienki. Mruknąłem cicho zastanawiając się ile jeszcze będę musiał czekać. Znów wbiłem wzrok w ekran odpisując na kilka wiadomości i sprawdzając social media. Jak zwykle – mój Facebook tętnił życiem. Pod moim ostatnim zdjęciem znajdowało się już kilkaset ‘lajków” i kilkadziesiąt komentarzy. W międzyczasie drzwi od łazienki otworzyły się. Uniosłem spojrzenie wbijając swój wzrok w mężczyznę, który stanął w progu.

    Był on totalnym przeciwieństwem mojej osoby. Wysoki, dobrze zbudowany czarnoskóry mężczyzna po trzydziestce, z kilkoma tatuażami na ciele i z zarostem na twarzy. Napiął swoje mięśnie uśmiechając się cwaniacko w moją stronę. Jego ciało lśniło od potu. Największą różnicą było jego przyrodzenie – wielkie i grube, około dziewiętnastu centymetrów. 

    A jak wyglądam ja? Drobniutki, niezbyt wysoki chłopak. Gładko wygolony na całym ciele. Moja blada cera kontrastowała się z czernią skóry afroamerykanina. Tak samo mój penis – niezbyt duży, ledwo mierzący dziewięć i pół centymetra. Moją zaletą było coś innego – mianowicie, pośladki… zgrabne, spore, wystające i wyrzeźbione dzięki przysiadom. To był cel pożądania większości mężczyzn.

    – No, no, Lucas… – powiedział niskim głosem czarnoskóry mężczyzna, którego imię brzmiało Tyrone.
    Zdążył już do mnie podejść powoli kładąc dłoń na moim pośladku. Mocno ścisnął moją pupę i wyszczerzył się, klepnął ją kilka razy. Przysiadł obok, jakby nie mogąc oderwać rączki od mojego tyłka. Cmoknął mnie za uchem i powiedział głębokim głosem.

    – Szkoda, że muszę już iść. Powinieneś się położyć spać, skarbie… Jest już prawię piąta nad ranem.

    – Ale ten czas zleciał, uhh… – odparłem i odchyliłem się do tyłu, całując go w usta.

    To mu nie wystarczyło. Mimo, że rzekomo musiał już wychodzić, nie przeszkodziło mu to w zrzuceniu ręcznika. Powolutku podsunął mi swój członek pod mój pyszczek. Mruknąłem cicho, powoli obejmując sam czubek swoimi gorącymi ustami. Wiedziałem co lubi, więc powoli przesuwałem swoimi wargami wzdłuż jego członka. Moje możliwości pozwalały jedynie na wsunięcie połowy. Sapnąłem przez nosek, delikatnie poruszając ustami i ssąc jego penisa miarowymi ruchami.

    Tyrone rozpływał się kładąc ręce na mojej głowie. Odchylił swój łeb do tylu wzdychając z zadowolenia. Nachylił się, a jedne z jego dłoni znów powędrowała, by zmacać mój tyłek. Dzięki temu jego członek wsunął się o kilka dodatkowych centymetrów w głąb mojej jamy ustnej, co sprawiało mi niemały dyskomfort. Jednocześnie nie chciałem zawieść swojego partnera. Ssałem go powoli, miarowo – palce mojej prawej dłoni zacisnęły się u podstawy jego penisa, a ja sam zacząłem przesuwać głową w przód i w tył.

    Wykonywałem te ruchy jakiś czas, co w końcu zaczęło przynosić efekty. Mój partner zaczął sapać, jego oddech przyśpieszył. Zacisnął dłoń na mojej potylice i wyprostował się. Chwilę później wysunął go z środka ze stęknięciem, a następnie bez pytania zalał moją twarz swoją spermą. 

    – Będziesz musiał się umyć, złociutki. – mruknął Tyrone zadowolony. 

    Poklepał swoim opadającym przyrodzeniem o moje policzki, a w końcu odsunął się, zerkając na mnie z góry. Odwrócił się, a ja przez chwile mogłem podziwiać jego twarde, męskie pośladki. Zaraz po tym naciągnął na nie spodnie od marynarki i lakierki. Ubrał koszulę i marynarkę.

    – Widzimy się za kilka godzin, skarbie – powiedział Tyrone.

    – Papa, misiu… – odparłem w jego stronę.

    Skinął mi głową i zabrał płaszcz, powoli wychodząc z mieszkania. Słyszałem chrobot przekręcanego klucza i oddalające się kroki na korytarzu. Powolutku nabrałem na palec trochę nasienia, kosztując go z uśmiechem. Następnie pokręciłem głową z niedowierzaniem.

    – Czasem zachowuje się jak dziecko. – mruknąłem do siebie.

    Podniosłem się z łóżka zmierzając w kierunku łazienki. Po drodze przystanąłem przy oknie obserwując powoli budzący się do życia Londyn. Uśmiechnąłem się lekko. Koniec końców zasunąłem zasłony. Tym razem wszedłem prosto do toalety, zamierzając wziąć długi i gorący prysznic.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Brak
  • Przygodna Monika 8… Sylwester w gorach

    Urlop w górskim domku trwał w najlepsze. Piękne widoki, świeże powietrze i doborowe towarzystwo sprawia, że nie chce się wracać do domu. Chata, którą Marek odziedziczył po dziadkach, nie była luksusowa, jednak niczego w niej nie brakowało. Nasi mężowie dbali o nas jak mogli zarówno za dnia, jak i w nocy. Każda noc była bardzo upojna i oboje z Markiem odczuwaliśmy wciąż spory niedosyt. Tłumaczyłam to sobie tym, że mój mąż jest bardzo napalony na blondyneczkę, tak jak kiedyś na moją koleżankę z pracy i dopóki jej zerżnie, będzie się wyżywał na mnie. Ja natomiast coraz bardziej interesowałam się ojcem Tomasza, a właściwie jego dobrze zbudowanym dojrzałym ciałem. Wprawdzie dał mi się już pobawić swoim penisem, ale pragnęłam, by posiadł moje ciało i doprowadził do piekielnych orgazmów. Całą atmosferę podgrzewała Tomka żona, która często przemykała z pokoju do łazienki w samych majtkach. Widok ten robił na mnie wielkie wrażenie, gdyż moje oczy skupiały się zawsze na jej wąski kroku, a w głowie zawsze pojawiała się jedna myśl… jaka ona musi być ciasna. Tomek swoją wąską laską chyba ledwo się tam mieści. Nie wiem nawet, czy zmieściłby się mój zgrabny języczek, który coraz bardziej miałam ochotę tam włożyć. Bardzo zbliżyłyśmy się z Sylwią do siebie. Chwaliła mi się swoimi wybrykami z mężem, stwierdziła, że to nasza obecność tak ich nakręca na siebie.

    -wiesz kochana, chyba coś w tym jest, bo i my z Markiem jacyś aktywniejsi tu jesteśmy…zwierzałam się.

    -muszę ci coś powiedzieć Moniu, tylko proszę, nie gniewaj się na mnie…wyszeptała Sylwia.

    -śmiało wal, dziś jest ostatni dzień tego roku, więc wszytko w nim zostanie…rozluźniałam jej powagę.

    -wczoraj w nocy, gdy kochałam się z Tomkiem, wyobrażałam sobie, że bierze mnie twój mąż…wydusiła.

    -bierze mnie od tyłu, a ty pieścisz moje piersi…ciągnęła temat.

    -to tylko takie fantazje, ale zaraz po tym, jak przyszło mi to do głowy, miałam ogromny orgazm.

    Zatkało mnie od tego szczerego wyznania, jednak nie skomentowałam tego. Pocałowałam Sylwię w usta delikatnie, głęboko patrząc jej w oczy i udałam się do swego pokoju. Widać było zmieszanie blondyneczki, gdy odchodziłam. Wielki znak zapytania rysował się na ślicznej buzi. Nie dałam jej jednoznacznej odpowiedzi, co sądzę o takich fantazjach, więc miała prawo być cholernie zmieszaną.

    Sylwestrowy wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Od godziny siedziałam przy lustrze, malując się i układając włosy. Chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie na naszych towarzyszach. Wiedziałam, że panom najprawdopodobniej opadną szczęki, ale zależało mi również, aby nie odstawać od ociekającej jak zawsze seksem, Sylwii. Mój Mareczek popijał w tym czasie sobie drinki z chłopakami na dole. Wiadomo jak to faceci, nie muszą się specjalnie stroić, w dwadzieścia minut są gotowi do wyjścia na każdą balangę. Gdy ubierałam rajstopy, mężuś przyszedł zobaczyć, jak mi idzie.

    -no nieźle kochanie, tak masz zamiar pójść na dół?…zażartował Marek.

    -oj daj spokój jeszcze sukienka przecież…odburknęłam.

    -przecież nic więcej nie trzeba, tak wyglądasz idealnie…podszedł od tyłu i chwycił mnie za biodra.

    -uwielbiam cię w samych rajstopach i staniku…jego ręce zaczęły mnie pieścić.

    -chciałbym, aby ta noc była szalona i żebyś zrobiła coś szalonego…fantazjował podpity.

    -mogę dać się lizać po dwunastej, jeśli chcesz…zaśmiałam się, opierając o szafkę.

    Marek długo nie czekając, wyjął swojego nabrzmiałego już fiuta i poklepał mnie po pośladku, tak jak by chciał zapukać. Wypięłam się jeszcze bardziej, a palcem odsłoniłam gumkę majtek na bok. Szybko poczułam pulsującego, twardego kutasa w mojej jeszcze suchej cipce. Mój mało czuły facet od razu narzucił szybkie tempo i zaczął mnie posuwać. Mocne uderzenia jego bioder o moje pośladki sprawiały, że cała skakałam. Zostałam pokryta przez napalonego byka, który ostro mnie jebał bez zbędnych ceregieli. Spodobała mi się ta gwałtowność i chciałam zmienić pozycję, by móc go agresywnie po ujeżdżać. On jednak nie przewidywał dłuższego bzykania i już po chwili mocnego posuwania spuścił się we mnie, kończąc całą zabawę. Trochę mnie to zaskoczyło, no ale cóż, zdarza się. Bardzo mnie pobudził tym numerkiem i czułam wielki niedosyt. Dziś wyglądałam bardzo sexy i tez chciałam się tak czuć, jednak wiedziałam, że wieczór będzie mocno zakrapiany alkoholem i mój Marek raczej już dziś nie stanie do wyzwania.

    Gdy zeszliśmy na dół, czekał na nas sam Andrzej. Wyjątkowo elegancki dziś, w bardzo drogiej koszuli z dopasowanym idealnie krawatem. Widząc mnie, od razu podał kieliszek wina. Nasze spojrzenia się spotkały, po czym jego powędrowało wzdłuż mojego ciała, tak jak by chciał mnie zeskanować oczami. Poczułam lekki dreszczyk, gdy jego wzrok zamarł, wpatrując się w mój dekolt. Tuż po pierwszym łyku wina z jego dojrzałych ust wypłynęła lawina komplementów na temat mojej kreacji. Jego ciepły, cichy głos sprawiał jeszcze większe dreszcze…matko jak bardzo chciałam, aby to on dokończył to, co zaczął Marek godzinkę temu. W jego głosie słychać było wielkie podniecenie, a w oczach żądzę namiętności. Mój widok podziałał na niego jak nigdy dotąd, ale nigdy dotąd mnie tez takiej nie widział. Na ten wieczór założyłam piękną, czerwoną, wieczorową suknię. Długa, aż po same kostki, bez pleców i bez ramiączek. Góra wisiała tylko na samych piersiach, które nie były okryte niczym więcej, co sprawiało, że sutki mocno się przebijały przez tkaninę. Ogromne rozcięcie między piersiami sprawiało, że patrząc na mnie pod kątem, widać je było niemal jak na tacy. Również dół sukni miał nacięcie na udzie, które sama specjalnie dałam do przedłużenia, tak aby sięgał aż do biodra. Gdy sukienka się rozchylała, cała noga była odkryta i pięknie eksponowała moje sexy rajstopy. Po chwili dołączyli do nas Tomek z Sylwią. Oczywiście on też bardzo elegancki i przystojny, co chyba odziedziczył po tacie. Nie dziwie się, że jeszcze do niedawna tak za nim szalałam. Teraz bardziej podobała mi się jego starsza wersja, czyli ojciec Tomka. To tak jakbym miała do wyboru klasyk i kolejny egzemplarz po nim, nowocześniejszy. Sylwia zaś jak to ona, w swoim stylu. Ociekała seksem z góry na dół. Obcisła sukieneczka kończąca się tuż pod pośladkami, tak że prawie było jej widać majtki. Dekolt mocno opięty na jędrnych cycuszkach, które chciały niemal wystrzelić spod materiału. Ona również miała odsłonięte ramiona, a nabrzmiałe sutki świadczyły, że przed chwilą coś z Tomkiem majstrowali. Posypały się liczne komplementy w naszą stronę, po czym wszyscy przystąpiliśmy do hucznego świętowania.

    Dochodziła dwunasta, muzyka głośno grała, a my tańczyliśmy parami. Mój Marek świetnie się rusza i daje popalić partnerce, także odetchnęłam z ulgą, gdy poprosił mnie Tomek. Nie rozmawialiśmy, podczas kołysania bioder w wolnym tańcu czułam, że odpływam. W tym czasie mój mąż poprosił Sylwię i jak na tak wolny taniec dosyć mocno ją angażował do ruszania się. Troszkę podpita blondyneczka czasem traciła równowagę, więc Marek czujnie łapał ją za biodra, by uniknęła kompromitacji. Po jednej takiej asekuracji mój facet bezwiednie podwinął jej sukienkę do góry. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy zorientowałam się, że Sylwia nie ma majtek. Jej wygolona cipka bujała się w rytm tańca, a pośladki równo napinały. Bardzo mnie ten widok podjarał, tak seksownej norki jeszcze nie widziałam. Chętnie bym zobaczyła, jak posuwa ją tu jeden z obecnych chłopaków. Odleciałam trochę w fantazję, nie zauważając, że do kolejnej piosenki porwał mnie Andrzej. Ogarnęła mnie lekka panika, nie chciałam, żeby pozostali zobaczyli jak na mnie działa ten facet. Na szczęście jednak towarzystwo zajęło się sobą, a konkretniej chłopaki zajęli się blond suczką. Tomek poprawił jej sukienkę, a Marek zrobił kolejnego drinka. Podpita już nieźle Sylwia chichotała się i co chwila opierała o chłopaków, którzy szeptali jej coś na zmianę do ucha, od czasu do czasu macając po udach. Blondyneczce to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, napinała piersi do jednego, wypinając tyłek do drugiego. Mocno gestykulowała rękami, opowiadając, kładła dłonie na kroczach obu panów. Tym razem cała trójka nie kryła się przed nami, wiec i ja postanowiłam odstawić wszelką skrytość na bok. Wypięłam mocno piersi do Andrzeja i dałam się ponieść w tańcu. Często zarzucałam sukienką, aby jak najbardziej odkryć moje udo. Mój partner mocno trzymał mnie w tańcu za biodra, ale z czasem jego ręka znalazła się na nagim udzie. Gładził dłonią po mych rajstopach, a ja czułam jak wszystko się we mnie gotuje i czekałam, kiedy zawędruje dalej. W tańcu obrócił mnie tyłem do siebie i mocno przycisnął. Wyczułam przez spodnie, jak jego interes sztywnieje. Chwile wiercąc tyłkiem, zdecydowałam się złapać go przez spodnie. Był już tak wielki, że tylko rozporek blokował go przed wyskoczeniem na świat. Ostatnie moje hamulce trzymały mnie, by go nie wyjąć, nie ssać, lizać i w końcu ujeżdżać. Gdy muzyka ustała, Andrzej przytulił mnie i wyszeptał do ucha.

    -urwijmy się na chwile na górę, a pokaże ci gwiazdy…

    -oj uwierz mi, że chętnie bym je teraz z tobą pooglądała…odpowiedziałam drżącym głosem.

    -ale jestem mężatką i nie chodzę z obcymi facetami na szybkie numerki…gasiłam nasze żądze.

    Nagle zobaczyłam Sylwię, która wbiegła na środek salonu i zaczęła tańczyć. Pijana i rozweselona porwała mnie i mojego partnera do wspólnego tańca w kółeczku. Po chwili kręcenia Andrzej puścił nasze spocone dłonie i opadł na kanapę z lekkim zawrotem głowy. Chłopaki szybko się do niego dosiedli, podając mu nowego drinka. Obie z Sylwią zaczęłyśmy tańczyć w parze, a panowie patrzyli na nas, jak na fajne przedstawienie, szepcząc sobie coś wzajemnie. Gdy nagle mój Marek porwał pilota od wieży i przeskoczył na kolejny kawałek, krzycząc w naszą stronę, że panowie mają ochotę zobaczyć prawdziwe show. Pozostali panowie zaczęli skandować głośno SHOW! SHOW! Złapałam blondyneczkę za biodra i przekonująco rzuciłam, abyś my dały im tego, czego chcą. Pijana Sylwia zaczęła kręcić swoim zgrabnym tyłeczkiem. Uginając kolana, opuszczała swoją dupcię do samej podłogi. Gdy sukienka znów jej się podwinęła, panowie wytrzeszczyli oczy. Postanowiłam dolać oliwy do ognia. Chwyciłam ją za pośladki i mocno zacisnęłam na nich palce. Chyba dopiero wtedy blondi zorientowała się, że tańczy z cipką na wierzchu. Nie przeszkadzało jej to ani trochę, jej ręka szybko znalazła się na moim udzie. Wysokie wycięcie w sukni pozwoliło bez problemu dotrzeć jej do moich majtek. Suczka bezczelnie wsadziła palce od tyłu pod stringi i zaczęła palcami pieścić moją nienasyconą norkę. Nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.

    Muzyka przestała grać, lecz my nadal oplatałyśmy dookoła swoje języki. Sylwia dyskretnie wyjęła mokre palce z moich majtek i wsadziła mi je do buzi. Długo się nie namyślając, zaczęłam je ssać i lizać. Blondyneczka wsadzała je i wyjmowała mi z ust, tak jakby ktoś posuwał mnie w usta. Delikatnie wsadziłam rękę za jej dekolt i zsunęłam sukienkę poniżej piersi. Jej cycki mocno napompowane z podniecenia pofalowały mi przed oczami. Usłyszałam wzdychanie chłopaków, gdy jeden z jej sutków znalazł się w moich zębach. Jedną dłonią ujęłam jej pierś, drugą zaś masowałam małą cipkę. Blondyneczka odchyliła głowę do tyłu, mocno dyszała. Coraz szybciej stymulowałam jej łechtaczkę, oblizując jej sportowe cycuszki. Usłyszałam pierwsze jęki.

    -mam na ciebie wielką ochotę suczko…wyszeptałam.

    -od dawna myślę tylko o tym, żeby cię wylizać…dodałam.

    -więc zrób to teraz, proszę…wystękała Sylwia.

    Obróciła się i odeszła w stronę ławy stojącej przy ścianie. Uklękła na niej, wypinając dupcię w moim kierunku. Popatrzyłam w stronę kanapy, na której siedzieli panowie. Wszyscy oni masowali swoje pałki przez spodnie.

    -śmiało zajmij się moją żoneczką…zachęcał Tomek.

    -taki mam zamiar Tomeczku, ale wy też się nie krępujcie…odpowiedziałam.

    -możecie wyciągnąć już swoje ptaki, bo wam się poduszą…dodałam z uśmiechem.

    Panowie słusznie rozpięli rozporki i wyjęli wielkie kutasy. Wszystkie trzy już dobrze obślizgłe, wszystkie napompowane z ogromnymi grzybami, gotowe do akcji. Ślinka mi pociekła na ten widok, ale nie zajmę się nimi, jeszcze nie teraz…mówiłam sobie. Ruszyłam w stronę wypiętej dupci Sylwii.

    -ty mała kurewko, czekasz na minetkę?…zaczęłam ostro.

    -wyliżę ci tę ciasną szparkę do białości…rozchyliłam szeroko jej wypięte pośladki.

    -jak z tobą skończę, przestaniesz już tyle myśleć o kutasach…rozsunęłam palcami wargi i wjechałam swoim języczkiem głęboko w mokrą cipkę.

    -o tak…pojękiwała głośno Sylwia…chlap mi minetkę…rozkraczyła bardziej nogi.

    Mój wszędobylski język spenetrował dokładnie jej pełną śluzu brzoskwinkę. Gdy znudziła mi się ta norka, przeniosłam się moim lizaniem do jej małego różowego oczka. Tymczasem palcami wbiłam się w jej szparkę, by już po chwili ją nimi miaro posuwać. Jej jęki były coraz głośniejsze a drgania ciała widoczne gołym okiem. Postanowiłam zamienić miejscami palce z języczkiem, by sprawdzić jak bardzo blondi jest otwarta na zabawę. Język płynnie przemieścił się z powrotem do cipki. Teraz palce musiały bardzo ostrożnie najpierw naciskać oczko kakałka, by po sekundzie podjąć próbę wsunięcia się w nie. Poczułam rozluźnienie zwieracza i odważyłam się wejść śmiało dwoma paluszkami w tę małą dupeczkę. Sylwii jęki powoli przerodziły się w cichy krzyk. Posuwałam ją energicznie palcami w odbyt, a językiem namiętnie pieściłam ociekającą śluzem pizdeczkę. Po paru minutach pieszczot dupcia blondyneczki zaczęła drżeć, a soki płynęły litrami po jej spoconych udach. Uciekła spod mojego warsztatu, by rozsiąść się okrakiem na ławie.

    Mimo że nikt się mną nie zajmował, byłam tak napalona, że nie wiele brakowało mi do szczytowania, potrzebowałam tylko lekkiej stymulacji. Długo się nie zastanawiając, rozpięłam zamek w sukni i zsunęłam ją jednym płynnym ruchem z mego rozgrzanego ciała. Usiadłam również okrakiem naprzeciw blond suczki. Ta dosunęła się do mnie, przekładając prawa nogę na moją lewą. Wiedziałam jaką pozycję chce przyjąć Sylwia, chociaż nigdy nie zabawiałam się w ten sposób, widziałam to na lesbijskich pornosach męża. Dopasowałyśmy się naszymi kroczami do siebie i zaczęłyśmy nimi miarowo ocierać. Nie trzeba było wiele by odnaleźć równe tempo. Nasze cipki pieściły się wzajemnie w namiętnym klinczu. Wspaniała chwila rytmicznej stymulacji mokrych szparek zwiastowała ogromny orgazm, który zbliżał się nieubłaganie. Tempo rosło wraz z ekstazą, jaka nas ogarniała. Obydwie stękaliśmy bardziej niż podczas najnamiętniejszych nocy z naszymi mężami. Zauważyłam, że blondi oprócz tarcia naszych cipek o siebie, pomaga sobie jeszcze energicznie, masując wzgórek łonowy. Zamknęłam oczy i przystąpiłam do tego samego. Odchylając głowę do tyłu, szybko dopadł mnie orgazm, który zdawał się narastającym. Wpadłam w szpony ekstazy miotającej moim ciałem na boki. Spojrzałam na moją kochankę, która wyglądała, jakby traciła przytomność. Jej oczy były wywrócone białkami do góry, a całe ciało falowało w nienaturalny sposób. Nasze ciała przeżywały długi orgazm, chyba najdłuższy w naszym życiu. Zwykle porównywałam to do uderzenia wielkiej fali, ale dziś miałam wrażenie, że jest to sztorm rozkoszy, intensywny i długotrwały. Litry śluzu wyciekały z mojej rozgrzanej cipki, do tego stopnia, że z ławy, na której się zabawiałyśmy, zaczęło kapać. Poczułam się trochę zawstydzona tym faktem, ale moja kochanka przebiła mnie na głowę. Krzycząc z całych sił, dynamicznie stymulowała szparkę palcami, z której po sekundzie trysnął ogromny strumień płynu pod ciśnieniem. Moc pierwszego wystrzału była tak duża, że zostałam oblana nim po buzi i piersiach. Drugi wystrzał i kolejne nie były już tak mocne, ale równie obfite i trwające parę sekund. Większość tego znalazła się na moim brzuszku, a z ławy już nie kapało, lecz leciało ciurkiem.

    -jesteście wspaniałe dziewczyny…krzyczał Marek.

    -takiego pięknego show jeszcze w życiu nie widziałem…dodawał Andrzej.

    Wszyscy trzej podeszli do nas, cały czas trzymając swoje długie lance w dłoniach.

    -drogie panie czy możemy zlać się na te wasze spocone cycuszki?… zapytał Tomasz.

    -o nie mój drogi, jak wszyscy nam się tu spuścicie, to potoniemy…zażartowała blondyneczka.

    -poza tym nie wypada, by teść zalewał nasieniem swoją synową…dodała, śmiejąc się.

    -wcale nie miałem zamiaru kończyć na tobie…zawstydził się Andrzej.

    -jednak przydało, by się wam upuścić trochę ciśnienia, bo będziecie marudni cały rok…stwierdziła blondi.

    Chwyciła za pustą szklankę i podstawiła pod kutasa Tomka, który właśnie dochodził. Gdy zapełnił ją prawie do połowy, Sylwia przestawiła szkło pod nabrzmiałego żołędzia mego męża. Marek mocno trzepał gruchę, patrząc w oczy suczki, która oblizywała swoje wargi. Potężny wystrzał chybił i mało co trafiło do szklanki. Towarzystwo wybuchło śmiechem i porównało to do wystrzału szampana.

    -teraz kolej na mojego przystojnego teścia…oznajmiła Sylwia, podstawiając szklankę pod wielką pałę Andrzeja.

    -no dalej, pokaż chłopakom, jak się strzela na sylwestra…podpuszczałam ojca kolegi.

    -marszcz tego wielkiego dzika…świntuszyła napalona synowa…zlej się dla mnie tatuśku.

    -chcesz tego laluniu?…pytał Andrzej, głośno sapiąc, walił konia tuż przed jej nosem.

    -o tak…jęczała…wiem, że zawsze chciałeś to zrobić…szeptała brudne słowa.

    Andrzej wykonał jeszcze kilka ruchów ręką, naciągając maksymalnie skórę na swoim wielkim kutasie i trysnął prosto do szklanki, dopełniając ją do maksimum. Obydwie krzyknęłyśmy z radości, klaszcząc w dłonie, jakbyśmy coś wygrały. Sylwia uniosła pełną szklankę spermy i wzniosła toast za stary rok. Panowie ujęli w dłonie swoje drinki i wiwatując, wypili większą ich część. Początkowo myślałam, że zwariowana blondyneczka tylko się wygłupia z tym budyniowym drinkiem. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jednak nie. Duszkiem przechyliła szklankę z nasieniem, oblewając sobie przy tym brodę, wypiła jej zawartość do połowy. Szczęka opadła mi ze zdziwienia, gdy Sylwia podała mi szklankę. Wszystkie spojrzenia skierowane na mnie wymusiły wypicie resztę spermy chłopaków. Trochę się zakrztusiłam tym gorącym gęstym płynem i część rozlała mi się po piersiach. Mimo że trochę mnie to odrzucało, cala sytuacja była bardzo perwersyjna. Moja kochanka zlizała resztę spermy z moich piersi, a palcami bawiła się ciągnącym nasieniem, kapiącym z jej brody. Jej bezpruderyjność sprawiała, że miałam znów ochotę ją przelecieć.

    Dochodziła już dwunasta, więc obie pobiegłyśmy na górę, by się trochę ogarnąć. Po wspólnej kąpieli w szampańskim nastroju zeszłyśmy znów na dół, aby rozpocząć odliczanie do północy. Trzeba przyznać, że z hukiem pożegnałam stary rok. Co przyniesie nowy, miałam się przekonać już wkrótce.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    agam agamowski

    W jakiej kategorii jeszcze Monia mogła by wystapić?

  • MW-Grecja Rozdzial 17 Piraci

    Na początek odpłynęliśmy tylko kawałek. Niko skierował jacht w stronę ustronnej plaży.

    – Trochę rozpoznałem teren, jak na was czekałem.

    – Niko lubi dymać na samym brzegu, jak mu fala jaja liże – śmieją się bliźniaczki.

    Kawałek, nie kawałek, dziewczęta postanawiają wykorzystać rozłożone na dachu, wpuszczonej w większej części pod pokład kabiny materace, aby wreszcie skorzystać z greckiego słońca. Nie mają tam najluźniej, ale jakoś się pomieściły leżąc długim rzędem. Mam je mniej więcej na wysokości mojego kutasa co może się okazać bardzo wygodne w przyszłości. Obecnie zresztą też. Podchodzę od strony nóg. Rządek, bez wyjątku wycelowanych w niebo, cipek otwiera i zamyka cipka koloru czekolady. Czyżby się nie lubiły? Cóż, ja mam tylko łatwiej.

    W tej chwili widzę tylko cień zalegający pomiędzy czekoladowymi udami i cieniutki paseczek, skręconych w ciasne pierścionki włosów łonowych ciągnący się w nieskończoność

    Gładzę łydkę, powoli przesuwam się w gorę. Mijam kolano, w odpowiedzi uda lekko się rozszerzają.

    – Jesteś?…

    – Darya. Myślałam, że witać będziemy się dopiero na plaży.

    – To będzie oficjalnie, a teraz….

    – Teraz masz ochotę przyjrzeć się z bliska mojej cipce?

    – Nie zapominajmy o cycuszkach!

    – Nie zapominajmy. Ale najpierw cipka?

    W odpowiedzi rozchyla uda szerzej. Zaglądam z ciekawością w jej krocze. Jest… czekoladowe. Gładko ogolone, z rozdętej szpary wystają spore wargi sromowe, w tej chwili złączone, brzegiem ciemniejsze, prawie czarne. Przesuwam delikatnie palcem po krawędzi.

    – Zajrzyj sobie. – Zaprasza Darya.

    Delikatnie wpycham naśliniony palec do cipki i rozcinam sklejony srom, rozchylam wargi. Wnętrze cipki, cipy raczej, jest różowiutkie, wspaniale kontrastuje z kolorem skóry. Rozciągam wargi sromowe jeszcze szerzej i całuję delikatnie tą rozwartą teraz szeroko cipę.

    – Mam szczerą nadzieję, że poznamy się bliżej jeszcze dzisiaj.

    – Chciałabym poznać cię dogłębniej – pcha mi cipę w twarz – ciebie i bliźniaków. Może dziś na plaży?

    – Pracujemy nad tym. – Mówię, trochę niewyraźnie, prosto w cipę

    – A co planujecie. Powiedz!

    Znów napiera kroczem na moją twarz, wie, jak prowadzić  przesłuchanie. Zapędzony do narożnika jej pizdy, wyznaję wszystko.

    – Mówiąc w skrócie, wszyscy konsumują wyłącznie świeży towar. Niko ani bliźniacy nawet nie powąchają dzisiaj twojej cipki.

    Myśli  przez chwilę.

    – Ale zajrzy do ośmiu nowych. Nie zazdrościsz mu?

    – Nie. I tym ośmiu cipkom też nie zazdroszczę.

    – A to dlaczego?

    – Sama pomyśl. Osiem cipek! Dzisiaj Niko tylko do nich zajrzy! Więcej nie zdziała. Za to wy….

    – Co my?

     – Jak to, co? Macie dziś z Ayah mnie na wyłączność.

    Wysuwam się spomiędzy czekoladowych ud. Mijam moje małolaty, my już się dobrze znamy, muskam jedynie w przelocie Pana Pierożka i zmierzam do Ahah. A może do Daryi: jeśli te bliźniaczki są równie cwane, jak bliźniacy, wszystkiego się można spodziewać.

     A pizda Ayah jest identyczna z pizdą Daryi. Fryzurki też. Nie do odróżnienia. Jedyny sposób, jaki mi przychodzi do głowy, to użyć wodoodpornego pisaka. Może przy oficjalnym powitaniu? Chyba wtedy powiedzą szczerze, która jest która.

    A może podejść do problemu z drugiej strony? – Dumam, podziwiając jej… różowe oczko (bo przecież nie kakaowe, cala jest kakaowa).

    Ale nie o tę dosłowną drugą stronę mi chodzi. Dziewczęta rozwiązały już ten problem w przypadku bliźniaków, dawno przestały się zastanawiać, który to Tom a który to Jerry, i na obu mówią tak samo – T/J – Tidżej. Kombinuję więc: Daria+ Ayah = Day. Po naszemu „Daj”. Powinno się przyjąć. Mówisz „Daj” a ona podchodzi

    i daje. Bliźniakom się spodoba

    * * *

    Cumujemy przy starym pomoście, piaszczystą zatoczkę oddzielają od lądu strome skały, może i jest tam jakieś zejście… Najważniejsze, że wokół nie ma żywego ducha, możemy się czuć swobodnie, co w naszym przypadku oznacza swobodę totalną.

    Dziewczęta nas popędzają, chcą do wody!

    Zrzucamy drabinkę, zeskakujemy na pomost, z zadartymi głowami liczymy schodzące do nas cipki. Pierwsza cipka, druga cipka… Dziewczyny w takim stadku czują naturalny zew konkurencji, każda stara się jak najpełniej zaprezentować swoje wdzięki, w tym przypadku krocze Wymyślam nową zabawę i teraz czterech chłopów całuje każde krocze, które schodzi do nich z nieba. Kaśka i Natka, które zeszły pierwsze i ominął je pocałunek w pizdę, protestują; zwłaszcza Natka dumna z nowej fryzurki.

    – To zejdźcie jeszcze raz!

    Wspinają się szybko na pokład i teraz powoli schodzą, starając się maksymalnie rozchylić uda. Kasi można zajrzeć do pochwy, gdybym tylko miał latarkę… Natka odwraca się tyłem do drabinki. Łapie ją nad głową, rozrzuca szeroko uda i wygina się w łuk z pizdą na wysokości moich oczu

    – Patrz i podziwiaj!

    Podziwiam więc jej nową fryzurkę, Monisia  z Tolą dokonały cudów. Podziwiam gładko wygolony wzgórek łonowy – całus – pięknie odsłoniętą dziurkę w dupce – całus – gładziutkie pachwiny – dwa całusy – podkówkę  złocistych kędziorków porastających gęsto zewnętrzne wargi i łączących się powyżej łechtaczki – dwa cmoki, po jednym na wargę – i wreszcie zapraszająco rozwarty srom ukazujący różowe wnętrze cipki – soczysty cmok w to wnętrze. Natka jest zadowolona, dziewczęta mniej.

    – Dlaczego naszych cip tak nie całowałeś? – pytają

    – To zejdźcie jeszcze raz. Zrobię to z rozkoszą

    – To może później, chcemy się wreszcie wykąpać. Ale się nie wymigasz.

    I biegną do wody. Co za rozkoszny widok dla męskich oczu, stadko nagich dziewcząt wbiegających ze śmiechem do wody na rajskiej plaży! I możesz mieć każdą z nich na skinienie ręki! Właściwie to musisz się od nich opędzać.

    Pluskamy się wszyscy przy brzegu, wokół mnie wirują krocza, pośladki i cycki, Przelotnie muskam te cycki, ściskam pośladki i macam krocza – No raj! No właśnie, krocza! Najwyższy czas się przywitać!

    * * *

    Stoimy po kolana w wodzie, dziesięć dziewcząt otacza nas wianuszkiem gołych cipek. Musi to wyglądać bardzo dystyngowanie, jak powoli przesuwamy się po obwodzie i tak je ściskamy. Właśnie wkładam rękę w kolejne krocze, tym razem czekoladowe. Podobnego koloru dłoń zaciska się delikatnie na moich jądrach

    Przedstawiam się oficjalnie.

    – Jestem Maciek, a to moje jądra.

    – Ayah, trzymasz mnie za cipę.

    Muszę jej wierzyć na słowo, równie dobrze mogę właśnie trzymać w ręce pizdę Daryi…

    – O właśnie! – Przypominam sobie. – Słuchajcie wszyscy! – Mówię, cały czas bawiąc się czekoladową cipką. – Już wiem, jak rozwiązać problem rozróżniania tu obecnych Ayah – potrząsam czekoladową cipką – i Daryi.

    Ayah i Darya patrzą na mnie z niedowierzaniem.

    – Zapomnij! – Mówi do mojej ręki czekoladowa cipka głosem Daryi albo Ayah, głosy też mają identyczne.

    – A jednak… – Opowiadam im, jak to z bliźniakami było, że zainspirowały mnie dziewczęta.

    – I jak chcesz nas połączyć?

    – Darya+ Ayah= Day. Bliźniaki parskają śmiechem a ja wyjaśniam mulatkom komiczne implikacje tego rozwiązania.

    – Daj to po polsku „Give Me”. Tłumaczę im zwrot: „daj mi dupy”

    – Mówię „daj”, ty podchodzisz i mi dajesz! – Podsumowuję. Teraz one parskają śmiechem.

    – Dupy?

    – Rozumiemy to szerzej.

    – Jeśli szerzej, to wchodzimy w to! Mamy więcej otworków!

    * * *

    Ostatecznie te ich różowe oczka zostawiam sobie na później – te ich bliźniacze czekoladowe cipy dają mi tyle radości…

    Bliźniacy się na mnie boczą – wyautowałem ich dzisiaj zupełnie i mogą sobie tylko popatrzeć. Próbowali protestować, ale zostali przegłosowani. Mogą sobie co najwyżej zwalić, do czego namawiają ich dziewczęta.

    Historię o ich wzajemnym trzepaniu znają już oczywiście wszyscy i dziewczęta namawiają ich do powtórki, Tidżeje jednak czemuś nie chcą. Wstydzą się?

    Jedyną pociechę mają w obserwowaniu zabiegów Niko, który stara się jak może, ale osiem klaczek na jeden bacik to za wiele… Rucha wszystkie, ale żadnej nie jest w stanie doruchać.

    * * *

    Schodzi nam do wieczora na tych igraszkach; śpimy na jachcie, ale już nigdzie nie płyniemy – dziewczęta chcą dalej eksplorować wyspę. A my – je. Rano wracamy na plażę.

    – A co jest tam?

    Wiedziałem! Ta ich ciekawość… Wędrujemy więc brzegiem, do następnej zatoczki, i następnej. Wolno nam to idzie – ciepła woda i gorące piczki nas spowalniają. A Tidżeje wyposzczeni…

    * * *

    Wygrzewamy się właśnie w gorącym piasku po długiej, wyczerpującej kąpieli połączonej z nielegalnymi, podwodnymi ewolucjami – nielegalnymi ze względu na niefortunny zbieg udziału nieletnich i charakteru ewolucji, – gdy na nasza wyspę napadają piraci.

    Wypłynęli znienacka zza skał flankujących naszą zatoczkę i właśnie cumują pośrodku. Naszego jachtu nie widzą, odeszliśmy od niego kawałek. Gdyby nadpłynęli z naszej prawej, musieliby zauważyć. Nad jachtem powiewa ogromna piracka bandera. Pewnym pocieszeniem jest dla nas fakt, że na rufie powiewa druga – grecka. Jeśli to nawet piraci – to nasi.

    Tymczasem zza jachtu wyłania się wielki ponton i z warkotem silnika mknie ku naszej plaży. Siedzi w nim czterech, w przeważającej części brodatych, osobników w dziwacznych nakryciach głowy, jeden ma opaskę na oku. Gdy podpływają bliżej, z pewnym zaniepokojeniem dostrzegamy u nich starodawne pistolety skałkowe zatknięte za pasy.

    Piraci nas, jak dotąd, nie zauważają – mają nieco pod słońce, zresztą od wody oddziela nas nierówny pas niskich skałek. No i nie mamy zamiaru się wychylać!

    Dopiero, gdy ponton dobija do brzegu a piraci wyskakują na piasek i zaczynają się rozglądać, nawiązują z nami kontakt wzrokowy. Duże im się te oczy robią! Przypuszczam, że to na widok prawie tuzina nagich dziewczątek rozrzuconych w malowniczych pozach na piasku tuż za skałkami. Na nogi też im się rzuciło – zamierają w miejscu. Stopniowo to coś w oczach zaczyna im spływać niżej. Teraz rozciąga im usta, przynajmniej od ucha do ucha. Oczy odzyskują wrodzoną ruchliwość i przysiągłbym, że rozbierają wzrokiem nasze dziewczęta, gdyby nie fakt, że już są dokładnie rozebrane, odbierając zajęcie oczom. Oczy  więc tylko patrzą, podczas gdy dziewczęta wiedzione odwiecznym instynktem zaczynają przyjmować fotogeniczne pozy.

    Herszt piratów, ten z opaską na oku, a bez brody, otrząsa się wreszcie i ostatecznie opanowawszy mimikę twarzy, podchodzi do mnie, stając przez to w kręgu dziewcząt. Uchyla przed nimi trójramiennego kapelusza z trupią czaszką, lecz odzywa się do mnie. Tymi słowy:

    – Przepraszam najmocniej, ale co państwo tu właściwie robią? Może mi pan wyjaśnić.

    Dopada nas proza życia, prawdziwych piratów już nie ma.

    Pirat na dobitkę zdejmuje ostatecznie kapelusz pospołu ze skalpem i naszym oczom ukazuje się miły, krótko ostrzyżony blondynek, który czeka grzecznie na moją odpowiedź ocierając równocześnie pot z czoła.

    – Cholerny upał – mruczy.

    Bliźniacy podrywają głowy i zaczynają mu się przyglądać ze wzmożonym zainteresowaniem. Nie zauważa tego, tyle jest wokół wdzięczniejszych obiektów pożądania.

    – Co tu wyjaśniać, opalamy się, kąpiemy, miło spędzamy czas. Nic przed panem nie ukrywamy – tu zataczam szeroki krąg ręką. Jego spojrzenie podąża za moją dłonią, przeskakuje po bezwstydnie się już wdzięczących dziewczętach, w końcu zahacza przelotnie o bliźniaków, biegnie dalej, najwidoczniej w chłopcach nie gustuje, po czym gwałtownie się cofa.

    – Tom?! Jerry?!

    – Staś?!

    Młodzieniec przechodzi na polski.

    – Co wy tu robicie?

     – Już słyszałeś, opalamy się, kąpiemy, miło spędzamy czas – Powtarza  T/J moje słowa. – Powiedz lepiej, co ty tu robisz?

    – Jak to co? To co zwykle. W pracy jestem. Laski cykam. Znaczy sesje zdjęciowe. – dodaje na dziewcząt i mój użytek.

    W dziewczęta wstępuje nowy duch. Zaczynają się podnosić z piasku i, niby przypadkowo, zbliżać do młodzieńca. Towarzysze młodzieńca też ochoczo podchodzą, zacieśniając kontakt wzrokowy z dziewczętami. Bez wzajemności – piersi nie mają oczu. Cipki też nie.

    Kaśka, zawsze pierwsza, pyta.

    – To macie tam prawdziwe modelki? – I wskazuje podbródkiem jacht.

    – Rany! Polka! – To nie jest odpowiedź, Kasia czeka.

    – No….tak jakby. Nooo mamy, prawdziwe modelki – decyduje się wreszcie Staś. Tylko….

    – Staś pracuje dla pewnego magazynu  – wyjaśnia T/J – Wesołe dziewczyny fotografuje, takie śliczne jak wy. No właściwie to starsze. Ale tak samo ubrane! – Wyjaśnia to po angielsku nic nie rozumiejącym bliźniaczkom.

    – A my to za młode dla ciebie jesteśmy? – Pyta Kasia Stasia.

    – A ile masz lat? – Pyta Staś obcesowo

    – A piętnaście!

    – O kurr…To jest chciałem powiedzieć, że jesteś za młoda dla mnie.

    – Oj, to szkoda! – Kasia jeszcze nie traci nadziei. Wykręca pirueta przed Stasiem. Wdzięk nagiej młodości oraz rozmiary sromu robią swoje. Staś dodaje.

    – To znaczy za młoda zawodowo, prywatnie to nie.

    T/J postanawia odkryć karty. Musi być Stasia całkowicie pewny. Najpierw pyta.

    – Staś a te chłopaki tu… kumają po naszemu?

    – Ni w ząb.

    T/J jeszcze pyta dziewczyn.

    – Dziewczęta, mogę mu wszystko jak na dłoni? Staś swój chłop, myśmy razem z niejednego pieca… To znaczy w niejednym piecu  ogień rozniecali.

    Dziewczyny łapią od razu.

    – Wal śmiało – chór odpowiedzi podobnej treści powala Stasia.

    – Rany, same swojskie dziewczyny!

    – No…Nie same. Widziałeś takie apetyczne czekoladki nad Wisłą?

    W tym czasie drugi T/J wyjaśnia sytuację tym ostatnim. Do ośmiu odpowiedzi dołączają dwa skinienia głową. T/J oddycha z ulgą. Nie robimy nic wbrew  dziewczętom.

    – No to sobie usiądź Staś, bo inaczej się przewrócisz. Już ci mówię.

    – A my możemy? – Uśmiecha się niewinnie Kasia. Znam ten uśmiech i wiem, że kryje się za nim lubieżna natura. Kaśka pała chęcią postawienia Stasiowi pały.

    – Tylko niech on rzeczywiście usiądzie!

    I Staś siada. I słucha. Dziewczyny mówią jedna przez drugą:

    – Bo my uwielbiamy się pieprzyć!

    – Te cztery ogiery obrabiają nas bez przerwy.

    – A my im liżemy jajeczka.

    – I obciągamy na każde życzenie.

    – A oni nas liżą.

    – Sobie nawzajem też liżemy.

    – I jesteśmy młode i chętne

    – Gotowe na wszystko

    – I wcale nie jestem najmłodsza. – Kasia lubi szokować.

     Ala dobija Stasia.

    – Właśnie patrzysz na czternastoletnią  cipę. Świeżo ruchaną.   

    Jeszcze parę dni – dodaję w myślach

    Staś długo wychodzi z szoku. Jego towarzysze absolutnie nic nie rozumieją, ale absolutnie im to nie przeszkadza. Oglądanie dziesięciu młodych, zgrabnych, nagich dziewcząt absolutnie nie wymaga rozumienia. Tym bardziej, że dziewczęta zachowują się przy nich coraz swobodniej. Potwierdza się moja teoria – im dalej od domu…

    Wreszcie Staś wraca do świata  żywych i zaczyna opowiadać.

    – Mamy zgodę właściciela wyspy na robienie tu sesji zdjęciowej, zapewniał nas, że nikogo tu nie zastaniemy, stąd moje zdziwienie. Na łodzi są cztery dziewczyny i sześciu gości do obsługi. Fajne chłopaki, ci zresztą też. Dziewczyny są chętne, w pornosach też grają. No więc też mile spędzamy tu czas. No, nie aż tak, jak wy.

    Patrzy z podziwem na bliźniaków i kontynuuje.

    – No… Proporcje nie tak korzystne, odwrotne właściwie.

    Widać było, że mu ta ostatnia myśl nie daje spokoju. Dziewczętom chyba też.

    – To u was jest 4 +10 a u nas 10 + 4, ale się ładnie składa…

    – I mieliśmy tu dzisiaj robić taki piracki plener – patrzy po sobie – ale już tyle czasu zmarnowaliśmy – jego mina świadczy o czymś wręcz przeciwnym – że może… Bo my wszyscy z tymi dziewczynami to się

    w różnych konfiguracjach pieprzymy cały czas – dodaje odważnie.

    – Tylko nas trochę dużo jest a wy… – I tu braknie mu weny.

    Dziewczęta patrzą na mnie z nadzieją. Zabieram głos.

    – A my moglibyśmy wyjść naprzeciw waszym problemom.

    Staś patrzy na mnie z nadzieją.

    – Dyskrecja zapewniona, znam chłopaków, wszyscy będą chętni, nikt nie wygada, bo i sam za to beknie, u nas za to kryminał, czternaście lat… – Kręci głową – to znaczy różnie dowalają, ale czternaście lat… Znów kręci głową, chodzi mu oczywiście o Alę, nie o wyrok.

    – Co wy na to, dziewczęta?

    Jeszcze patrzą na Stasia.

    – Jacyś staruszkowie po czterdziestce?

    E nie, same młode ogiery, ja jestem najstarszy.

    Popatrzyły na siebie

    – Jesteśmy Gotowe Na Wszystko, wchodzimy w to!

    – Mam tylko dwa warunki- dodaję – po pierwsze zjawiacie się tutaj nago! Popatrz na te dziewczęta – Staś nic innego nie robi – one rozebrały się jeszcze w Warszawie.

    – Nie chcemy tu żadnych tekstylnych – dodają dziewczyny

    – W Warszwie?! I całą drogę…?

    Bliźniacy potwierdzają.

    – Tak! My zresztą też, oprócz kierowcy.

    – Mamy więc moralne prawo wymagać od was przynajmniej tyle.

    Moralne prawo przywraca mu wreszcie uśmiech. Z tym uśmiechem na twarzy objaśnia rzecz całą towarzyszom, kazawszy im pierwej siadać. Kwestię wieku dziewczyn pomija…

    Ci  słuchają  z wyrazem osłupienia na twarzy, stopniowo przechodzącym w szeroki uśmiech.

    – To może szef popłynie po resztę a my się tymczasem rozbierzemy!

    – Nie ma mowy, mnie samemu nigdy nie uwierzą!

    – No a drugi warunek? – Przypomina sobie Staś

    – Drugi warunek powinien wam się spodobać. Bo widzisz, my pierdolimy się nie tylko nawzajem ale i dobre wychowanie, pozwalamy sobie na naprawdę dużo i nie chcemy, żebyście nas ograniczali. Dziewczyny zrobią wszystko, czego zapragniesz ale i ty musisz być gotów spełnić ich każde życzenie. No i nie pierdolimy się ze słownictwem, lubimy być wulgarni. Pokażę ci na przykładzie.

    – Daj! – Wołam. Podbiegają obie. Ty mi daj. – Mówię do tej z lewej. – Jesteś ładniejsza. – Śmieją się, są przecież, jak dwie krople wody.

    – Co chcesz? Cipy, dupy czy buzi?

    – Dupy daj, dziurę w dupie też masz ładniejszą.

    – A ty – Mówię do drugiej Daj – Palec w piczkę. Daj posłusznie wkłada palec w piczkę.

    – Zamieszaj, żeby był dobrze śliski, potem przygotuj nim siostrzyczkę.

    Daj wierci wyjętym ze swojej cipki palcem w dupie siostry. Nawet dobrze idzie, bo Daj niedawno była ruchana w dupę.

    Przejęty Staś przegrupowuje sobie klejnoty i coś jeszcze. Pewnie się boi, że mu się złamie. Jego towarzyszom też z pewnością ciasno w spodniach.

    – Gotowe – Mówi Daj.

    – To teraz nasmaruj mi kutasa. Daj się nachyla, wchodzę w nią

    i wykonuje kilka pchnięć.

    – Może byś został we mnie – mówi – mam apetyt na twoją spermę – oblizuje się lubieżnie.

    – To sobie z dupy siostry wyliżesz!

    Dziewczyny pękają ze śmiechu.

    – „Ładniejsza” Daj tymczasem czeka z wypiętą, naoliwioną dupą.

    Ale ja, zamiast do niej odwracam się do Stasia ze sterczącym śliskim kutasem.

    – O to właśnie nam chodzi, jarzysz? I przez ramię do obu Daj – dziękuję wam dziewczęta.

    – Jakie, kurwa, dziękuję? We własną dupę sobie wsadź swoje dziękuję! W moją wsadzaj swojego kutasa!

    – Niech ci będzie, moja strata, dostaniesz tego dupala!

    Dziewczyny łapią się za podrygujące brzuszki.

    Rżnę Daj w dupę a druga Daj bierze moją rękę, wsuwa sobie w krocze. Łapię ją za cipę i po chwili czuję na dłoni strugę gorącego moczu.

    Spuszczam się i wysuwam, teraz Daj rzuca się do dupy Daj a Lola wylizuje moją pałę

    Odwracam się do Stasia, obserwującego z zapartym tchem i zapewne niezłym sterczem całe przedstawienie.

    – Tak się bawimy!

    Staś wyjaśnia kolegom.

    – To my w to wchodzimy!

    – Super! – Cieszy się Daj – Jeszcze trzy dupale dzisiaj!

    Chłopaki natychmiast wchodzą w rolę.

    – Masz to jak w banku!

    – Będę miała w dupie bank spermy! – Cieszy się Daj

    Kasia popatruje na towarzyszy Stasia, którzy zaczynają zrzucać z siebie ciężkie ubiory piratów ukazując spocone torsy.

    – Najpierw ich umyjemy – mówi Stasiowi. – Przywieźcie mydło.

    – I uprzedź ich, żeby się ładnie przywitali, tak po naszemu.- Dodaję

    – A właściwie w jakim wieku są te modelki? – Pytają jeszcze dziewczęta.

    – 19, 20, 21, 22 Odpowiada automatycznie Staś. – Tak się złożyło

    Kasia łapie mnie za penisa.

    – Szkoda twojego bata na dorosłe kobiety!

    – Zazdrośnica! Czy wiesz, że najbardziej namiętne są dziewczyny koło trzydziestki? I starsze? Mają wtedy największe potrzeby! I ze swym doświadczeniem wiedzą, jak…

    Ból w jądrach przerywa mój monolog. Ach ta Kaśka…

    * * *

    Staś z kolegami popłynął po resztę. Stanęła mi przed oczyma wizja 14 gołych ludzi stojących naprzeciwko 14 gołych ludzi innej płci.

    – Bal czas zacząć dziewczęta! Trzeba godnie powitać gości, szybciej się zaaklimatyzują.

    Pierwsza piątka golutkich, nowych ofiar moich małolat zastaje nas  w wodzie przy brzegu, cztery dziewczęta bawią się naszymi pałkami, reszta delikatnie pieści cipki, niekoniecznie własne. Czterech gołych chłopa, każdy z butelką żelu pod prysznic, gramoli się z pontonu, za nimi wyskakują cztery zjawiskowe laski.

    – Szybciej! – Popędza ich Staś, też goły. – Reszta czeka. I zawraca ponton po tę resztę.

    Pierwsze podbiegają Kaśka z Natką, puściwszy swoje cipki, śmiało sięgają pod dwie zwisające jeszcze pały…. Pały drgnęły i zaczynają się z wolna unosić.

    – Tak już lepiej, chłopaki. No co? Nie przywitacie się?

    Dwaj młodzieńcy  z wahaniem sięgają ku ich kroczom. Kasia i Natka przyciskają ich dłonie do swoich cip

    – Porządnie się przywitajcie!

    Teraz idzie szybko.

    – Cipki też identyczne, nie do odróżnienia. – mówi właśnie któryś, trzymając ręce w dwóch kroczach koloru czekolady. Bliźniaczki powalają go na kolana i wypinają swoje, bogate z domu, pizdy.

    – Spróbuj, może ci się uda! – Szczęśliwiec liże je na zmianę.

    Przyglądamy się temu z chłopakami, też nie próżnując. My nie mieliśmy żadnych oporów i pobiegliśmy do nowych cip z wyciągniętymi rękoma. Udało mi się złapać dwie naraz, ale jedną musiałem odstąpić bliźniakowi. Wybrałem tą ze zwisającymi na dobre pięć centymetrów wargami sromowymi, postanawiam sprawdzić ile się dadzą rozciągnąć. Druga ręką macam jej imponujące piersi. Zresztą ona też wita się dwoma rękoma, tą drugą pociera czubek mojej pały.

    – Teraz idę się przywitać z twoimi koleżankami – mówię – Ale nigdzie nie odchodź, zakochałem się w twojej piczy.

    Laska parska śmiechem.

    – Poczekam, moja picz też!

    * * *

    Pięciu nowoprzybyłych, ze Stasiem na czele chłopaków, zastaje swoich kolegów obficie namydlonych, o każdego ocierają się dwie nagie, śliskie ciała. Tym razem integracja postępuje jeszcze szybciej.

    Myję moją, Dominikę, jak się okazuje, dokładnie, nie zapominam i o plecach, skupiam się jednak oczywiście na jej kroczu, z wzajemnością zresztą. Dominika wsuwa sobie mojego namydlonego kutasa poziomo między uda i suwa po nim swoja cipą, jej imponujący srom obejmuje mi wałek – Profesjonalistka!

    Teraz każę jej szorować namydlonym sromem po mojej ręce. Sunie cipą, ciągnąc za sobą te wargi wielkości dziecięcej dłoni. Wreszcie uznaję jej krocze za wymyte. Kąpiemy się chwilę i wreszcie kładę się na wznak na mokrym piasku. Dominika zbliża się na czworakach, nasuwa usta na moją pałę. Nad głową mam jej krocze, zanurzam w nim twarz. Wokół mnie dzieją się podobne sceny, orgia się zaczyna.

            Dziewczyny na pieska w dwóch, obróconych do siebie głowami rzędach. Po siedem. Liżą się zapamiętale, w ich cipach mąci czternaście drągów. Czternastu ruchających facetów patrzy sobie z tryumfem w oczy, ruchane dziewczyny pojękują.

            Dziewczęta klęczą w kółeczku, ze splecionymi rękoma, twarzami na zewnątrz. I obciągają czternastu facetom. Co raz to innym.

            Leżymy, jeden za drugim, na wznak, dziewczęta maszerują nad nami na czworakach. Co chwila inna pizda zwisa mi nad głową, podczas, gdy mój kutas ląduje w kolejnej buzi. Parę razy przeciągam językiem po piździe i już nadciąga kolejna… Ta, którą lizałem pochyla się już lubieżnie nad kolejną twarzą. Ta, która schodzi z ostatniego języka, szybko biegnie na drugi koniec, żeby jej kolejka nie ominęła. Dziewczęta przyspieszają, trykają się ze śmiechem głowami w wypięte zadki, teraz czasu starcza tylko na soczystego całusa. I już kolejna cipa wciska mi się w twarz. Nie muszę patrzeć, wystarczy, że czuję jak się wierci – to oczywiście Kasia. Właśnie odrywa się od mojej twarzy z głośnym mlaśnięciem i pędzi dalej.

            Teraz dziewczęta nacierają od strony moich nóg. Nacierają to dobre słowo. Podpatrzyły Kasię i teraz wszystkie pocierają nam cipami twarze. Krok do przodu, nad głową przemykają mi rozkołysane melony Natki. Za moment Natka ssie kutasa mego towarzysza sunąc pizdą po mojej twarzy. Znowu czternaście zadowolonych, błyszczących sokami gąb znika w czternastu wilgotnych kroczach.

    Stoimy w kółeczku.

    – Dobra chłopaki, każdy ładuje łapę w najbliższą cipę  i biegiem. Byle nie wypuścić cipy. Kto pierwszy dobiegnie – wygrywa.

    – A jaka będzie nagroda?

    – Przed dziewczyną stanie 13 facetów i będzie trzepać kapucyna. Tego widoku nie zapomni do końca życia. Tylko, żeby się który nie spuścił, nie marnować spermy! – Ostrzegam panowie!

    – A nagroda dla faceta?

    – Podobna, będzie miał piękny widok na 13 branzlujących się dziewcząt. Mało wam?

    – A można się przyglądać z bliska?

    – Nawet z bardzo bliska tylko nie wolno dotykać.

    Wygrywa T/J, biegł z Alice, długonogą pięknością z gładko wygolonym kroczem i małymi twardymi cyckami

    – Bo troszkę oszukiwaliśmy. – Przyznaje się Alice

    – Puścił twoją cipę po drodze?

    – Nie, skądże! Ale włożył mi palce naprawdę głęboko i jeszcze zahaczył kciukiem o tylną dziurkę. – Śmieje się Alice.

    – Cwaniak z ciebie. – mówię do bliźniaka.

    – No co ty, sama mi zaproponowała.

    Alice, choć ma dopiero 21 lat jest już weteranką pornobiznesu. Już na początku naszej zabawy T/J podszedł do niej i zagadał.

    – Ja cię znam!

    – Nie przypominam sobie, takiego kutasa bym pamiętała. – Ścisnęła.

    – I nie możesz, waliłem konia nad twoim zdjęciem. Właśnie ujeżdżałaś innego konika. Alice się śmieje.

    – I gdzie mnie postrzeliłeś?

    – Och, nie przypominaj mi! Trafiłem faceta!

    * * *

            Kąpiemy się. Proponuje odmianę naszej starej zabawy z basenu.

    – Dziewczyny stoją po pas w wodzie, my, nurkując, liżemy im cipy. Pierwszy, który się wynurzy zostanie ukarany za to, że nie lubi lizać cipek. Pada na  jednego z chłopaków od Stasia. Ten, za karę wysyła chłopaka na jacht po jakieś jedzenie i owoce, jesteśmy już wszyscy głodni. Natka, partnerka chłopaka protestuje.

    – A za co mnie karzecie, nie dość, że najkrócej lizał, to jeszcze teraz pozbawiacie mnie kutasa!

    – To płyń z nim. – Mówię – Pokażesz mu, jak się wchodzi na jacht.

    Natce zaświeciły się oczy. Bez słowa łapie chłopaka za pałę i ciągnie do pontonu.

    Chłopak wraca zachwycony – Natka ma teraz naprawdę zajebistą fryzurkę w kroczu – dzieli się swoim entuzjazmem z kolegami. Niezłe sztuki musiała wyczyniać Natka na tej drabince.

    W efekcie wszyscy płyniemy  na jacht. Staś z kolegami zwiesza z burty splecioną z grubej liny sieć o wielkich okach. Dziewczęta na okrągło skaczą do wody i wspinają się po tej sieci na pokład. My krążymy leniwie w wodzie u podnóża sieci i tylko zadzieramy głowy. Co te dziewczyny wyprawiają, jak te dupcie się kręcą a te sromy to chyba z gumy, zaglądamy chciwie w jedną cipkę po drugiej.

            Wreszcie ostatnia zabawa. Dziewczęta zwieszają się z sieci, trzymając ręce i nogi w górze, tyłki mają zanurzone w wodzie. Podpływamy od tyłu, wsadzamy im i rżniemy pod wodą przytrzymując się sieci. Tryskamy im po kolei w cipy. Wtedy tyłeczki, dalej rozkosznie wypięte, skrobią się wyżej, zwisając nad woda, my natomiast wpływamy pomiędzy nie a sieci i wylizujemy do sucha te wyruchane przez siebie cipy.

    * * *

    Wieczór, polegliśmy wszyscy. Lecz mnie czeka jeszcze jeden słodki obowiązek…

    Maleńka siedzi rozkraczona, podparta łokciami, na mokrym piasku na brzegu, obserwuje, jak kolejno nadchodzące fale liżą Pana Pierożka a co któraś uderza z impetem w jej krocze i strzela spomiędzy jej ud gejzerem piany. Cieszy się jak dziecko. – Czy można powiedzieć o czternastolatce, że cieszy się jak dziecko? W tej chwili wygląda tak dziecinnie i niewinnie, że zaczynam się zastanawiać czy naprawdę pieprzy się ze mną, co tam, pieprzy się ze wszystkimi wkoło, chłopakami i dziewczętami, od dwóch miesięcy. A może to tylko sen?

    Ala odwraca się do mnie i mówi podniecona.

    – Dajesz mi lepsze orgazmy, ale to też jest niezłe. I już wiem, że to nie sen.

    – Jeszcze tego nigdy nie próbowałaś?

    – Zawsze miałam na sobie majtki. Byłam grzeczną dziewczynką.

    – A teraz już nie jesteś grzeczna?

    – Ależ jestem! Teraz jestem twoją grzeczną dziewczynką. Zawsze grzecznie robię, co każesz.

    – To znaczy, że ja jestem grzecznym chłopcem, też zawsze robię, co każesz.

    – To klepnij mi Pierożka!

    Poklepuję ją po Pierożku.

    – Ty draniu!

    Biorę ją na ręce, przenoszę kawałek i klepię Pierożka. Fale zachłannie wciskają się między nasze złączone uda.

    Przetaczamy się po płytkim dnie, to wbijam ją swoją męskością w piasek, to ona tryumfuje nade mną wznosząc się i opadając, lekka jak piórko. W końcu przez jej ciało przetaczają się spazmy rozkoszy,

    teraz i ja spełniam się w jej wnętrzu, wysuwam… Patrzymy oboje

    w milczeniu, jak fale wymywają z niej moje nasienie. Pozwalamy na to.

    Naprawdę staram się spełniać jej każde życzenie. Również te niewypowiedziane.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Kaja i Niko cz.IV – Ich ostatnia noc

    Kaja nie mogła się doczekać nadchodzącego spotkania. Wreszcie w deszczowy piątkowy wieczór wsiadła do taksówki, podstawionej na zamówienie Nika. Ubrała się w zbyt króciutką granatową sukienkę, z głębokim wcięciem w dekolcie, ścisło opinająca jej piersi i talię, ledwie zakrywającą okrąglutką dupcię. Złotawo-słomiane włosy rozpuściła swobodnie na ramionach. Marzyła o kolejnej nocy spędzonej z jej Kochankiem, ujeżdżając go i być pieszczoną przez niego i jego suczkę Sylwię. Gdy weszła do podstawionego auta z radością przyjęła obecność Rudej na tylnej kanapie.
    Jechały dobrą godzinę przez rozświetlone latarniami miasto, rozmawiały przy tym i chichotały ze sprośnych żartów kierowcy.
    Opuściły samochód pod niepozorną kamienicą. Ulica była opustoszała, jedynie przed drzwiami wejściowymi do budynku stał łysy bramkarz. Przepuścił obie Panie, wygłodniałym wzrokiem odprowadzając kołyszące się w opiętych sukienkach dupeczki. W środku przywitał je mrok i głośna muzyka. Łomot basów niósł się od samego wejścia, w korytarzu mijały obściskujące się pary. W jednym z ciemnych kątów, Kaja spostrzegła wielkiego murzyna nurzającego długie łapy w majteczkach młodej osiemnastki. Podnieciło ją to, poczuła wilgoć na cieniutkich stringach. Weszły na główną salę, zapełnioną po brzegi tańczącymi ludźmi. Podszczypywane i poklepywane dołączyły do szalejącego tłumu. Bawiły się dobre pół godziny, co raz podchodząc do barmana po kolejnego drinka. Początkowo Kaja, unikała niechcianych dotknięć, młodego chłopaczka, który chciał wsadzić twarz w jej dekolt odepchnęła – ten rzucając w jej kierunku kilka „dziwek” przykleił się do roztańczonej płomiennowłosej Sylwii. Jednak w miarę wypijanego alkoholu przestały jej przeszkadzać obce ręce obściskujące piersi. Wódka i monotonne basy wprawiały w trans, poczuła za sobą tańczącego faceta, wypięła zapraszająco tyłeczek i czuła jak muska ją stojącym w dżinsach wojownikiem. Po chwili jego dłonie znalazły się na biodrach i pięły wyżej na dekolt, szybko wyjęły jej wielkiego cyca zza sukienki. Poczuła, że chce tego. Rozciągnęła dekolt umożliwiając wysunięcie drugiego cyca. Bansowała tak przez sekundę między nogami Nieznajomego z gołymi donicami podskakującymi w rytm muzyki. Szybko zgromadziło się wokół niej mężczyźni, każdy centymetr jędrnej piersi był macany przez zboczonych gapiów. Mężczyzna, który stał za nią podwinął jej sukienkę do góry i zanim się zorientowała się co się dzieje, pochylił ją i wziął od tyłu. Odchylił paseczek stringów i wjechał kutasem w rozgrzaną cipkę. Głośna muzyka stłumiła jęknięcie. Penis wchodził w nią zwinnie po obfitym śluzie. Ktoś ze zgromadzonych zaczął ich nagrywać. Inny podszedł żeby dotknąć pośladków. Obcy pochylił ją jeszcze bardziej i posuwał bez pamięci. Cycki machały się do przodu i do tyłu w miarę jego ruchania. Ktoś pociągnął ją za sutka jak dojną krowę. Po chwili przyskoczył do niej nastolatek którego wcześniej przegnała. Jakby nigdy nic odpiął pasek, rozpiął rozporek i wcisnął jej w buzię owłosionego penisa.
    – Bierz go! Wiedziałem że dziwka! – wrzeszczał przez muzykę
    Wkurwiło to Kaję, wyjęła nastoletniego fiuta z ust. Chciała coś powiedzieć „pryszczatemu” jednak jej zwolnione usta zostały skierowane na kolejną zachęconą pałę. Ta była większa i twardsza. Zdecydowane ruchy dłoni nabijały jej buzię na kutasa tłumiąc wszelkie sprzeciwy. Gruba żołądź rozpychała migdałki. Z tyłu poczuła ciepło wylewające się z jej dziurki. „Tancerz” wyszedł z jej pizdy i jakby nigdy nic wytarł chuja w jej sukienkę i wrócił do zabawy w tłum. Była robiona na dwa obce baty, na widoku całego klubu. Zwolniona szparka została zastąpiona przez natrętnego Gnojka. Nie mogła protestować. Nie miała szans, mężczyzna z przodu demolował jej gardło. Młodziak jebał szybko jak zając, okładając jej dupcię serią klapsów. Doszedł szybko, mieszając spermy w jej pochwie. W tym samym czasie kutas w ustach drgnął i zalał jej gardło. Zakrztusiła się z nadmiaru nasienia. Gdy wyszedł z niej splunęła na podłogę nadmiarem białka. Już czuła kolejnego kutasa na szparce, jednak w tej samej chwili ktoś podniósł ją i zarzucił sobie na ramię. Z gołym wypiętym tyłkiem i wylewającym się z cipy nasieniem została przetransportowana przez całą salę.
    Wybawca zrzucił ją na miękką sofę w małym, burdelowo-różowym pokoiku.
    – Kurwa nie można cię na chwilę zostawić! – krzyknął z oburzeniem. Wybawcą okazał się Niko. Odpiął sprawnie jej zaspermioną sukienkę i rzucił gdzieś w kąt. Leżała przed nim zupełnie naga, pijana i napalona. Niko stanął w rozkroku, odpiął klamrę pasa i rozpiął rozporek. Znajomy owłosiony kutas wyskoczył zza bokserek. Trzymał w rękach skórzany pasek, przez chwilę myślała, że zacznie ją nim okładać, natychmiast włożyła jego fiuta w usta. Ssała pokornie. Po kilku sprawnych ruchach ustami zwaliła mu gruchę, zassała kulę, po czym połknęła pałę po same jajka. Niko mruknął z zadowoleniem. Odłożył pasek.
    – Dobra, teraz słuchaj. Dzisiaj możesz zarobić w chuj hajsu – Kaja nie przerywała obciągania swojemu Panu – Pierwszą część pieniędzy masz na stoliku w kopercie – Kaja przejechała rączką po grubym naganiaczu, uśmiechnęła się, uderzyła się jego pałą po policzku – Reszta dojedzie przelewem, od Ciebie zależy ile, a może być nawet 50 baniek! – Wyjął kutasa z jej ust – ubierz się odpowiednio!
    Odciął kawałki czarnej taśmy izolacyjnej i przykleił na jej sutkach. Podał przygotowany strój. I wyszedł Po chwili Kaja była gotowa, nałożyła nowy makijaż przygotowanymi kosmetykami. Trochę się niepokoiła o Rudą Sylcię, w końcu miały być razem. Spojrzała w lustro. „Sprzedajna Dziwka!” – szepnął głos rozsądku gdy zobaczyła swoje odbicie. Słomiane włosy luźno opadały na ramiona, twarz w nowym makijażu przypominała rasową kurwę. Wielkie piersi „D” oklejone czarnymi krzyżykami taśm prześwitywały przez siatkowaną, różową koszulkę na ramiączka, która kończyła się nad pępkiem. Pizda z zadbanymi włoskami również była dobrze widoczna pod cieniutkim, prześwitującym czarnym materiałem stringów w kształcie trójkąta. Obróciła się, cieniutki paseczek majteczek wrzynał się między wielkie pośladki i niknął między nogami. Sprzączki przyczepione do paska stringów podtrzymywały czarne siatkowe pończoszki o dużych oczkach, zaczynające się tuż nad kolanami. Wyszła tymi samymi drzwiami za którymi chwilę wcześniej zniknął jej Kochanek.
    W pomieszczeniu było ciemno. Przeszła parę kroków. Cipka domagała się ruchania. Pomasowała swoją myszkę. Rozbłysło nad nią światło, wokół nadal panował mrok. Odwróciła się, zauważyła lustro pokrywające całą ścianę, a w jego odbiciu siebie w kurewskiej kreacji z rączką masującą pisię. Gdy się zbliżyła do lustra zauważyła pełną salę. Było to szkło weneckie, co oznaczało, że jej akcje będzie widzieć cała sala. Rozbłysło kolejne światło, a w odbiciu lustra zobaczyła stojących za nią czterech zupełnie nagich mężczyzn! Wbiła wzrok w odbicia swoich dzisiejszych „oprawców”.  Wysoki 2 metrowy i chudy szatyn, obok dobrze zbudowany owłosiony Niko, dalej blondyn o twarzy 20 latka i zamarła… znajomy, stary, gruby i łysiejący pięćdziesięcioletni „Drużynowy” wolontariatu. Odruchowo zakryła wyeksponowane piersi, ale było za późno. Mężczyźni szybko podeszli do Blondynki. Ukucnęła, miała wokół głowy cztery kutasy. Chudy nabił jej usta jako pierwszy  na swojego fiuta. Chwyciła rączkami pozostałe dwa po bokach i masowała posłusznie. Czwarty mężczyzna podstawił jej pod odbyt gumowego fallusa, złapał jej biodra i powoli napierał kakaową dziurką na zabawkę. Chudy wyszedł z jej gardła, ledwo złapała wdech a Niko wypełnił ją swoim włochaczem, podtrzymał włosy i kierował jej głową wprzód i w tył. Chudy w tym czasie masturbując się odsłonił wydatne piersi zza siatkowej koszulki. Pomacał nabrzmiałe z podniecenia donice. Kaja wypuściła Nika z buzi wypluwając zwały śliny i jego śluzu na brodę i piersi. Łyknęła kolejnego chuja, mały ptaszek Drużynowego gościł kiedyś w jej gardle. Docisnął jej głowę do miękkiego i cuchnącego potem podbrzusza. Dusiła się jego kutasem i tłustym bebechem, kiedy w końcu ją oderwał zaczerpnęła głośno powietrza, ale zanim je wypuściła już czwarty ogier penetrował jej migdałki. Przez cały czas mężczyźni zmieniali się przy masturbujących rączkach. Co chwilę, jakiś imprezowicz pukał w lustro. Musiała przyznać w duchu, że oprócz Drużynowego, jej oprawcy są naprawdę dobrze wyposażeni. Krztusząc się obciągała dzielnie zmieniające się fiuty, a anus coraz bardziej rozszerzał się na podstawionym sex-gadżecie. Cycki lśniły od śliny, zaróżowione bo ciągle ktoś je tarmosił. W końcu Drużynowy podniósł jej dupę. Młody Blondyn spoliczkował ją, gdy oderwała buzię od jego naganiacza. Stary wszedł w jej dupę swoim małym wojownikiem, poczuła jego gorący zwisający brzuch na pośladkach. Posuwał powoli sapiąc jak lokomotywa. Niko nie przeganiając Młodziaka zbliżył się do jej ust.
    – Teraz suka łyknie dwa!
    Nie wierzyła, że to jej Niko, który owszem bywał brutalny ale teraz pomyślała, że może ją skrzywdzić w przypływie podniecenia. Chcąc nie chcąc przyjęła do ust dwa złączone fiuty. Po chwili poczuła, że Stary doszedł wypełniając jej odbyt białym kremem. Odszedł od niej bez słowa i usiadł wygodnie w fotelu. Pozostali mężczyźni przenieśli ją na twardą skórzaną ławeczkę, wprost na leżącego już Chudego. Spragniona pisia nabiła się na długiego chuja, ten oderwał z jej cyca taśmę i przyssał się do suta. Krzyknęła z nagłego bólu, przeciągnęła krzyk gdy Niko wsunął swojego chuja w rozszerzonego anusa. Panowie rozpoczęli wspólne jebanie. Czuła jak potężne ogiery na zmianę nurkują w jej dziurach. Dyszała i jęczała w podnieceniu. Czuła pod sobą spocone ciało Chudego, nad sobą znajomy zapach potu Nika. W jednej chwili Młody znalazł się ze swoim kutachem na wprost buzi i skutecznie ją zakneblował. Złapał obiema dłońmi za głowę i posuwał jakby jebał jej pizdę. Wydawała z siebie niezrozumiałe bulgotliwe odgłosy. Poczuła, że jej rąsia została nakierowana na kolejnego spragnionego penisa. Ze zgrozą pomyślała, że grono oprawców powiększyło się. Oderwała usta od Młodziaka, który już ładował swoją petardę w zwolniony odbyt. Łyknęła nowego fiuta. Ledwie doszła do połowy długości, a on nadal napierał. Łzy popłynęły po policzku rozmazując makijaż. Dopiero teraz zobaczyła czarną pałę przed sobą i ładnie wyrzeźbiony murzyński brzuch. Nie mogąc władować całego, Murzyn zaczął powoli ruchać jej gardło. Po chwili wyjęła go by zaczerpnąć tchu, przeciągnęła dłonią po czarnym węgorzu, i zeszła ustami niżej liżąc kołyszące się jądra. Tymczasem Niko wskoczył przed Młodziaka zajętego jej analną dziurką i powoli wciskał swojego pytona do zajętego odbytu. Kaja zawyła z bólu. Panowie ryknęli w zachwycie i po woli zaczęli ją zadowalać jednym chujem w cipce i dwoma w odbycie. Poczuła eksplodującą falę gorącej przyjemności. Policzkowana dupa piekła, miętolone i lepkie od śliny cyce bolały, ale teraz zaczęło to sprawiać przyjemność młodej studentce. Wkrótce facet na którym leżała z głośnym jękiem spuścił się w jej pochwie. Zrzucił ją z siebie i odszedł na fotel, kątem oka spostrzegła Rudą Sylcię ciągnącą fiuta siedzącym mężczyznom. Nie mogła ich zliczyć, ale było ich już przynajmniej 10. Każdy z kutasem postawionym na baczność, zadowalający się ręką lub dziurami którejś z Pań. Młodziak doszedł w jej dupie. Ciepły strumień nasienia, lał się dobre kilka sekund z wyposzczonego chuja. Niko pozostający w jej anusie uniósł ją, rozwierając jej nogi zapraszająco. Murzyn szybko skorzystał z okazji wsuwając Czarnego Węgorza w rozciągniętą waginę. Kaja jęknęła głośno w ekstazie. Jebali ją oboje Czarny w piździe, Biały w odbycie. Murzyn nie mogąc złapać ustami jej wielkich podskakujących piersi przyssał się do jej ust. Odpowiedziała na pocałunek, poczuła długi jęzor penetrujący jej migdałki. Znów poczuła gorąco rozsadzające ją od wewnątrz. Doszła drugi raz. Panowie postanowili ją dymać póki starczy sił. Pierwszy skończył Niko. Gdy wyjął fiuta, zwieracze wypuściły na posadzkę strumień spermy. Spocona i podniecona myślała, że za chwilę zrobią sobie przerwę, ale w tej chwili przyskoczył do niej wypoczęty Stary. Murzyn pozwolił, by Kaja nabita na jego dzidę odgięła się do dołu. Stary złapał jej ramiona. Bez zbędnych formalności połknęła Ptaszka, a grubas mruczał obleśnie, bawiąc się jej błyszczącymi, mokrymi cyckami. Panowie zmieniali się tak długi czas, część z nich zaspokajała swoje rządze w Rudej Sylwii, jednak obrzmiałe wielkie balony i równie czerwona dupa zachęcały ogierów do ruchania Blondynki. Kaja po którymś z kolei orgazmie omdlała, ostatnią rzeczą jaką zapamiętała był Murzyn jebiący jej rozciągniętą pizdę pełną pięścią aż do nadgarstka.

     

    Ocknęła się w samochodzie gdy świtało. Siedziała w fotelu pasażera w swojej sukience którą włożyła wieczorem. Bez majteczek i stanika. Pas bezpieczeństwa wrzynał się jej między piersi. Obok siedział mężczyzna, ten sam wysoki chudzielec który w nocy ruchał ją we wszystkie dziury. Teraz prowadził samochód.
    – Co się dzieje? Gdzie Pan mnie wiezie!?
    – Spokojnie zaraz będziemy. Mocno spałaś.
    – Gdzie? Nie znam tej okolicy, proszę się zatrzymać!
    Chudy złapał ją za kark
    – Dzisiaj jesteś moją własnością. Kupiłem cię od Nika, teraz nie masz imienia, jesteś suką i spełniasz moje zachcianki – zwolnił żelazny uścisk.
    – Nie jestem na sprzedaż!
    Nie mogła dłużej protestować, wolną ręką rozpiął rozporek i nabił jej usta na stojącego kutasa. Cała sytuacja podnieciła ją, porwanie i seks. Przypomniała sobie, że na pewno jej wyczyny zwrócą się w pieniądzach.
    – Dojedziemy to zjemy coś – gadał Chudy jakby do siebie, Kaja posłusznie lizała fiuta – jestem głodny… W sumie mój mały przyjaciel też – zaśmiał się ukontentowany z dowcipu – i przygotujesz się na drugą część zabawy. Obyś się spisała, bo Pan się rozgniewa, a jak Pan się gniewa to sunia ma nieprzyjemności – pogłaskał ją po włosach, jakby naprawdę była jego maskotką.

     

    Przyjechali do ogromnej willi stojącej samotnie wśród lasów i łąk. Od razu poprowadził ją do kuchni. Po drodze nikogo nie widziała, wyglądało na to, że byli sami w ogromnym pałacu Chudego. Mężczyzna wstawił coś do odgrzania w piekarniku.
    – Zajmij się sałatką – rzucił do niej po czym wyszedł z pomieszczenia
    Kaja zbliżyła się do lady i z wprawą siekała warzywa. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie ciasna sukienka – pomyślała. W korytarzu zabrzmiała muzyka. Chwilę potem poczuła jego dłonie na biodrach, potem na piersiach.
    – Szybciej suczko, jesteśmy głodni – mruczał jej do ucha, pieszcząc kark swoim ostrym zarostem.
    Odebrał jej nóż. Przestraszyła się, że chce zrobić coś złego. Poczuła zimną stal na swoim wielkim tyłku i odgłos rozcinanego materiału sukienki. Potem zrobił to samo z górą sukienki. Wielkie pośladki były udostępnione, z przodu nad skrojonymi warzywami wylał się obfity biust. Znowu naszła ją ochota na seks, poczuła że cipka jej się poci. Jego język wślizgnął się do rowka, a ręka masowała pizdę. Stanęła w rozkroku chcąc zwiększyć doznania. Jęknęła przeciągle. Chudy wyprostował się i wszedł w jej pizdeczkę. Ruchał spokojnie, zatapiając swój tłok coraz głębiej w rozochoconą, gorącą pisię. Ręce przez chwilę masowały cycki. Czuła się dobrze, pieszczona przez nowego kochanka. Zamknęła oczy i poczuła na ustach coś zimnego i twardego. Chudy powoli wciskał jej do buzi korzeń marchewki.
    – Pokaż co potrafisz – mruknął cicho posuwając ją od tyłu. Kaja podniecona „kulinarnym” zagraniem przyjęła warzywo, pieszcząc twardy trzon językiem, chociaż „co potrafi” pokazała zeszłej nocy. Chudy wyjął fiuta z jej cipki. Obdarzył dupcię kilkoma soczystymi klapsami, na co Kaja syknęła z bólem, gdyż odezwały się piekącym bólem, pamiątką minionej orgii. Poczuła mokry, twardy korzeń warzywa wciskający się w jej dupę!
    – Rozszerz poślady suczko! – rozkazał, a jej dłonie natychmiast odciągnęły obfite pośladki ukazując otwór odbytu. Chudy splunął w jej dziurkę i ponownie naparł marchwią.
    – Kurwaaaa… bolii – jęknęła
    – Bo się pogniewamy! – rzucił nie przerywając warzywnego analu.
    Chwilę potem Kaja „połknęła” marchewkę drugą stroną. Zwieracze zablokowały warzywo w środku, czuła jedynie długie listki naci wystające z jej dupci.
    – Suniu jestem pod wrażeniem! – krzyknął Chudy po czym odwrócił ją przodem do siebie i znów zapuścił długiego ogiera w jej mokrą waginę. Ruchał szybko przysysając się do jej cyców i ust. Pragnęła go, jęczała w zachwycie z fiuta penetrującego jej gorącą pochwę i równie gorącego języka zapuszczającego się w jej gardło. Mruknęła z bólu, gdy usadził ją na ladzie, marchewka w odbycie dała o sobie znać. Cipa zacisnęła swe wrota na zaspokajającym ją palu. Jęczała w ekstazie. Ich stosunek przerwał nagle odgłos piekarnika.
    – Nareszcie! – krzyknął uradowany wychodząc z jej środka. Zdenerwowało to Kaję. Podał danie na porcelanowych talerzach – Ani mi się waż! – zawołał, gdy próbowała wyjąć marchew.
    Zlękniona Blondynka usiadła na krześle przy stole, zjadła pierwszy kęs.
    – Nie zrobiłaś sałatki… – Mężczyzna załamał ręce, a w jego oczach błysnęły iskierki – Wypnij no dupę! – zawołał klepiąc w pośladek – co ty tu schowałaś?
    Kaja ochoczo wypięła dupeczkę między siedziskiem a oparciem. Poczuła twardą marchew wychodzącą z jej środka.
    – Kurwa, gałązka się ułamała – mruknął zza jej tyłka. Po chwili rozszerzył jej pośladki, dał klapsa. Zbyt mocno. Czuła jak jego ręka odbija się na jędrnym półdupku.
    – Wypuść ją maleńka!
    Poczuła się głupio, ale mimo wszystko zakłopotanie ustępowało miejsca podnieceniu. Chudy masował jej pochwę. Nadęła się i wkrótce zwieracze wypuściły 15 centymetrowy kawał marchwi. Chudy potarł go jeszcze o wciąż mokrą cipkę. Włożył do jej ust.
    – Gryź psinko!
    Ugryzła pokryte śluzem warzywo, które przez całe ruchanie tkwiło w jej odbycie. Mężczyzna splunął jej jeszcze do gardła i gdy połknęła zjadł resztę „odzyskanej” marchwi.
    Ku jej zdziwieniu nie był to koniec wspólnego posiłku. Chudy szybko zjadł swój obiad, po czym stanął nad nią i bezwstydnie wyjął sflaczałego penisa.
    – Popracuj nad nim Sunio – pogłaskał po złotych włosach.
    Przełknęła jedzenie i natychmiast jej rączka energicznie naciągała jego napletek. Z ochotą włożyła mięciutkiego penisa go do ust. Słodko-kwaśny smak sosów zmieszał się ze słonawym fiutem. Czuła jak pęcznieje w jej gardle. Chudy przejął inicjatywę sterując jej główką wprzód i w tył. Wkrótce długi i chudy kutas, podobnie jak właściciel stał przed nią na baczność.
    – Teraz Pan nakarmi swoją sunię – Mężczyzna wziął w rękę trochę zmieszanego z sosem ziemniaczanego purre i rozprowadził po sztywnym drągu. Po chwili tak podana porcja jedzenia zniknęła w ustach Blond-suczki. Po dwudziestu minutach Kaja zjadła swój obiad zmieszany z wydzielinami z penisa. Na koniec obciągnęła mu raz jeszcze „na czysto” połykając porcje spermy i podziękowała za smakowity oral.
    Jej Pan klasnął w dłonie. Wkrótce w kuchni zjawiła się trzecia osoba. Był to niski, niemal jej wzrostu blondyn o czarnych oczach i miłej twarzy cherubina. W ręku trzymał srebrny łańcuch i skórzaną obrożę.
    – Tomek oto nasza nowa sunia, przygotuj ją na… sam wiesz na co – Chudy uśmiechnął się dotykając gładkiego policzka mężczyzny.
    Tomek szybko założył jej obrożę i zapiął na długi srebrny łańcuch. Gwizdnął na nią. Wstała. Chudy w tym momencie uderzył ją w cyca. Zapiekło.
    – Pieski w tym domu chodzą na czterech łapkach!
    Kaja schowała dumę w kieszeń i posłusznie padła na czworaka. Chudy poczochrał ją po głowie, a Tomek wyprowadził. Szła za nim na kolanach, prowadzona na łańcuchu w podartej sukience z wyeksponowaną dupą i cycami machającymi się na boki, a wtórował im cichy brzęk metalu smyczy.

    Zaprowadził ją do łaźni, przez cały czas była na smyczy i na kolanach. Wymył ją ostrą szczotką zupełnie jak… psa. Zadbał o „naoliwienie” lubrykantem kakaowego oczka Blond Cycoliny. Z wprawą zrobił fryzurę i wyzywający makijaż. Kaja zastanawiała się, jaką rolę pełni niski mężczyzna w rezydencji Chudzielca. Miał około 25 lat. Był nawet przystojny, choć zauważyła, że siłownię omijał szerokim łukiem w przeciwieństwie do właściciela, który chociaż wysoki i chudy miał całkiem ładnie wyrzeźbione mięśnie. Założywszy podany strój składający się z czarnego koronkowego biustonosza, takich samych stringów i siatkowych pończoszek Tomek szarpnął smycz i wyprowadził ją.
    Gdy doszli do obszernego pokoju gestem wskazał, by wskoczyła na szerokie łóżko, zaczepił smycz o barierkę, a sam stanął przy drzwiach z założonymi rękoma. Chciała seksu, była gotowa na rżnięcie. Postanowiła go sprowokować. Prężyła się, przez co jej wielkie cyce wyglądały na jeszcze większe. Kręciła wielką pupą, rozłożyła zapraszająco nogi masując cipkę. Wprawne oko Cycoliny nawet nie spostrzegło namiotu w kroczu. Gdy paluszkiem zakręciła w pochwie i wylizała swój słodki nektar jej opiekun poruszył się, głośno przełknął ślinę. Mruknęła z zadowoleniem.
    Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, do pokoju wszedł jej Pan całkiem nagi. Masując swojego wojownika wskoczył na miękkie łoże. Stanął nad Kają i usiadł jej na brzuchu, ściągnął smycz. Włożył długiego chuja między wielkie cycki, splunął i jeździł parówą do przodu i do tyłu.
    – Dobra Sunia, stęskniła się za Panem i chce kutasa… – uszczypnął w różowego sutka.
    Podniósł się i włożył go jej usta. Kaja z pomrukiem zadowolenia zassała czubek penisa. Chudy podniósł się nad nią i wpuszczał chuja głębiej w jej gardło. Kiedy wjechał do połowy zakrztusiła się, chciała odepchnąć siadające na niej biodra, ale była za słaba. Właściciel dał jej chwilę wytchnienia wycofując swojego ogiera, pstryknął w palce. Na ten znak Tomek przyskoczył do jej cipki i zaczął minetę. Podnieciło ją to, ponownie przyjęła napierającego Chudzielca. Po paru minutach takiego oralu fiut wyciągnął za sobą nity śliny zalewające jej twarz, mężczyzna usiadł na jej twarzy. Jego włochaty odbyt znajdował się nad jej ustami.
    – Liż Panu dziurę – zachęcał siadając na niej i wiercąc wielkim tyłkiem.
    Ciepła moszna rozpływała się na jej nosie. Jej języczek dzielnie wwiercał się we włochaty anus Pana. Czuła jego ciepłe wnętrze. Wiedziała, że go podnieciła, Chudy masturbował się nad jej twarzą. Wznoszące się i opadające jądra pozwoliły jej noskowi poczuć ostry zapach mężczyzny.  
     Szarpnięciem smyczy ustawił swoją Sukę na czworakach i wszedł tym razem w jej dupę, na pieska. Tomek czekał obok nich na klęczkach. Po chwili ruchania Chudy podał mu swojego chuja do wylizania i ponownie posuwał swoją nową maskotkę. Po kilku minutach grzmocenia, położył Kaję na boku, i w pozycji leżącej przyspieszył jebanie. Blondynka wyła z podniecenia, energicznie masowała rozpaloną cipę, ale zaraz mężczyzna skrępował jej ręce. Zamknęła oczy, czuła podskakujące cyce, co chwilę miętolone przez wielką dłoń jej Pana. Gdy ją wypuścił, leżeli oboje zapoceni. Służący w tym czasie przyskoczył do swojego Pana obciągając mu fiuta, ten pogłaskał go po włosach. Kaja w tej chwili zrozumiała jaką rolę pełni Tomek w willi.
    Chudy zaprosił blondyna na środek łoża. Tomek rozebrał się i położył między nim, a Kają. Po głośnym westchnięciu Kaja zrozumiała, że jej Pan właśnie postanowił zadowolić się służącym. Naparła dupcią na krocze Tomka i wsadziła sobie jego fiuta w odbyt. Służący ruchał ją w rytmie grzmocącego go Pana domu. W podnieceniu szarpał za smycz podduszając ją. W końcu poczuła ciepły strumień wypełniający jej odbyt. Chciała się obrócić i wylizać spracowanego fiuta, ale kolejne ruchy przypomniały jej że Chudzielec jeszcze ruchał młodego mężczyznę. Po długim oczekiwaniu jej Pan jęknął, szarpną za smycz swojej suki. Zwalił sobie jeszcze kilka razy i wystrzelił spermą na twarze Blondynki i Blondyna.
    Kaja została zmuszona do wylizania obu chujów, ponadto Pan nakazał wylizanie odbytu Tomkowi. Powoli spiła białko swego Pana z wnętrza faceta.
    – I jak psinie smakował deserek? – spytał jej Pan, gdy skończyła – zaczekaj! –  wsunął jej palca w cipę:
    – Dlaczego nie doszłaś!? Suko nie podobało ci się? No to się pogniewamy – uderzył ją z liścia w policzek, gdy upadła na łóżko założył jej na głowę w prześcieradło.
    – Rozgniewałaś Pana, ostrzegałem że pieski mają wtedy nieprzyjemności. Ale jeszcze dojdziesz Suko i to nie raz…

     

    Chudzielec zostawił ją w chłodnym pomieszczeniu, twarz wciąż miała zasłoniętą, ręce skrępowane za plecami. Kiedy jakimś nadludzkim wysiłkiem  zrzuciła białą tkaninę z głowy (wciąż była na smyczy) zorientowała się, że jest w stajni. Wokół panował półmrok i zapach koni i siana. Pod gołymi stopami czuła zimny beton przykryty sianem. Przeraziła się jaką seksualną karę, po marchewce i stosunku biseksualnym, może wymyśleć jej Pan. Ciało pokrywała gęsia skórka, sutki zbiły się w twarde jagody. Wtedy przypadkiem zauważył ją jakiś zarośnięty typ w podartym ubraniu, chyba stajenny. Na jej widok gwizdną głośno
    – Witalij zobacz no co nam spadło z Pańskiego stołu!
    Za nim do boksu wpadł drugi mężczyzna z tygodniowym zaniedbanym zarostem. Na jej widok podrapał się w krocze. I znów się zaczęło. Pierwszy bez zbędnych formalności zaczął brutalnie zabawiać się jej piersiami. Gdy krzyknęła i splunęła mu w twarz, uderzył ją na odlew. Włożył dłoń w jej krocze i wierzgał palcami w piździe. Drugi oprych odpiął spodnie i podsunął pod jej nos cuchnącą pytę. Połknęła go. Był obrzydliwy. Podobnie jak właściciel cuchnął potem, moczem, wódką i zwierzętami. Naparł w jej usta gwałtownie. Gdy go zatrzymał zakrztusiła się. Myślała, że zwymiotuje, ślina poszła jej nosem. Oprych zaśmiał się tylko i kontynuował oral. Drugi boleśnie gryzł jej sutki. Nie mogła go odepchnąć, ręce wciąż były związane. Po bolesnej palcówie oprych szarpnął za jej smycz. Podniosła się i natychmiast zgiął ją wpół zapuszczając śmierdziela w jej mokrą szparkę. Jebali ją zgodnie zmieniając się przy cipce i ustach. Gdy trzęsące się nogi odmówiły posłuszeństwa, dosiadła bolca na siedząco. Wkrótce poczuła trzeciego kutasa w dupce, w jej boksie zrobiło się nagle tłoczno. Trzeci doszedł szybko, zmienił się z kolejnym. Podobnie jak przy ustach, jeden brodaty parobek dał jej w przerwie między fajami spory łyk bimbru. Kolejny od anala docisnął ją do pierwszego typa na którym leżała. Z obrzydzeniem padła na jego śmierdzące ciało. Gwałt trwał ponad pół godziny, szczytowała przy tym kilka razy, sperma lała się z jej tyłka i cipki obfitymi strumieniami po nogach. Gdy żule uznały że już nie ma miejsca w dziurach spuszczali się na ciało, na włosy i do buzi Blondynki. Ich nasienie miało gorzki smak. Zostawili około północy. W zimnej ciemności leżała rozpalona, zaspokojona, cała w męskim nektarze.

    Rano Tomek umył ją w stajni, pomógł założyć rozprutą sukienkę i odprowadził na podstawiony samochód. Gdy wsiadała wręczył jej małe pudełeczko. Kierowca był poinstruowany gdzie ma jechać, bez zbędnych formalności ruszył. Nie widziała Chudego, zaczęła się niepokoić, że dała się wyruchać wszystkim facetom w okolicy za darmo. Przypomniała sobie o pudełku, w nadziei odnalezienia choćby zadatku otworzyła wieko. Niestety w pudełku znajdowała się jej obroża i świeża marchewka. Ponury żart jej byłego Właściciela. Wtedy kierowca zjechał w leśną drogę, powiedział, że kurs nie jest opłacony i że mogą się dogadać w inny sposób. W jednej chwili znalazł się na tylnym siedzeniu. Kai było obojętne, jeden fiut więcej czy mniej. Obciągnęła kolejnego chuja o pokaźnych rozmiarach. Potem z wprawą dosiadła go. Skończył w niej i ruszyli w dalszą podróż.
    Jechali jeszcze dwie godziny, podczas których wyruchał ją jeszcze trzy razy. Ostatni raz na poboczu, dociśniętą do maski. Podniecona i zmęczona słuchała sapania jej szofera i trąbiących samochodów i ciężarówek. Wieczorem była w domu. Jej konto bankowe nadal pozostawało puste, konto obciągniętych kutasów – wolała nie wspominać. Co gorsza nie mogła się dodzwonić do Nika. Wyglądało na to że zrobiła z siebie kurwę jakich mało. Tylko, że one biorą za swoje usługi pieniądze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Harry McGonagall

    Zapraszam na ostatni odcinek przygód Blondynki 😉

  • Anielska Alicja cz. 1

    Dla A.

             Wpatruję się w jej brązowe oczy. Szeroko otwarte, zdają się z premedytacją przyciągać mnie coraz bliżej i bliżej. Każda kruczoczarna rzęsa dokłada się do wizerunku dziewczyny moich marzeń. Każde mrugnięcie podsyca pragnienie dotknięcia tej niewinnej, nieskazitelnej twarzy i zatopienia się w jej aksamitnych ustach. Mogę to zrobić w każdej chwili, przecież leżę tuż obok niej. Ale nie spieszę się. W końcu czekałem na ten moment latami. Mogę poczekać jeszcze kilka sekund.
             Na młodziutkiej twarzy pojawia się subtelny uśmiech, a zupełną ciszę przerywa ledwie słyszalny szelest pościeli. Czuję na swoim ramieniu delikatny dotyk dłoni. Na moment odrywam wzrok od jej oczu i spoglądam na drobną dziewczęcą rękę gładzącą moje nagie ciało. W porównaniu do mojego umięśnionego ramienia wydaje się taka mała, całkowicie zdana na mnie. A jednak to ja czuję się zdany na nią. Przez okno wpada srebrna księżycowa poświata, wyodrębniająca nasze sylwetki ze wszędobylskiego mroku. Dziewczyna powoli oplata moje nogi swoimi i przysuwa się bliżej mnie, tak, że czuję na sobie jej przyspieszony oddech. Objąwszy ją ramieniem, wędruję dłonią po miękkiej skórze jej pleców, by po chwili przytulić ją mocno do siebie. Zatapiam rękę w lśniących, ciemnobrązowych włosach, i ponownie spoglądam jej w oczy. Ich niebywały błysk daje znać o wzbierającej żądzy, ale jednocześnie widać w nim typowo młodzieńczą niewinność i poczucie zaufania. Muskam wargami jej policzki, a dłonią czule masuję kark i szyję, patrząc, jak ślicznotka zatapia się w miłym relaksie. Ciemny pokój przepełnia cisza, przerywana jedynie dziewczęcymi westchnieniami przyjemności. Czując coraz silniejsze pobudzenie, obejmuję jej twarz i pożądliwie liżę jej usta, co chwila cmokając je zmysłowo. Czuję jak jej języczek reaguje na pieszczotę i zanurza się między moje wargi, figlarnie falując na moim podniebieniu. Przymykam oczy i w przypływie ekstazy przyciskam dziewczynę do siebie. Nasze nagie ciała ocierają się w erotycznym tańcu, a wzajemne pieszczoty potęgują upojny błogostan. Lubieżnie masuję jej krągłe, ponętne piersi, i drażnię jędrne sutki koniuszkami palców. Wsłuchuję się w ciche pojękiwania, które tłumię kolejnymi pocałunkami. Nasze wilgotne usta droczą się ze sobą jakby w psotnej rozmowie, w niewysłowionym flircie, baraszkując niczym niepokorne urwisy. Moja kochanka wierci się w porywach rozkoszy, oplatając swoje ciało wokół mojego, i raz po raz obdarza mnie nęcącymi spojrzeniami. Czuję, jak moja męskość styka się z jej biodrami i brzuchem, wywołując przyjemne naprężenie, a jej powabne nogi uciskają moje krocze. Rytmiczne ruchy rozognionej dziewczyny dają mi do zrozumienia, że pragnie więcej. Nasze oczy spotykają się ponownie w namiętnym spojrzeniu. Nie potrzeba słów – widać, że jej ciało jest już rozpalone do granic, a na twarzy jawią się gorączkowe rumieńce. Posyła mi kolejny słodki uśmiech, liże swój paluszek i dotyka nim moich ust, podczas gdy moja ręka wędruje między jej nogi. Gładzę zgrabniutkie uda niewinnej panienki i powoli przesuwam się w stronę krocza. Pocieram je z wyczuciem, rozchylam wargi i zaczynam pieścić jej mokry skarb, krążąc zmysłowo palcami i coraz to wzmagając intensywność. Obserwuję, jak na jej anielskiej twarzy pojawia się grymas rozkoszy, a usta rozwierają się w przeciągłym pomruku zadowolenia. W miarę jak masuję jej wilgotną, głodną ekstazy łechtaczkę, dziewczyna pręży się i wzdycha, a jej tułów zaczyna sugestywnie dygotać. Wciąż jęcząc pod wpływem pieszczot, przytyka dłoń do ust i ponownie zwilża swoje drobne paluszki, by po chwili chwycić nimi mojego nabrzmiałego członka. Dotyk jej czułej ręki przyprawia mnie o zawrót głowy. Wzdycham ciężko w napływie nieoczekiwanej przyjemności i coraz mocniej napieram palcami na jej łechtaczkę, pocierając ją żarliwie. W odpowiedzi ślicznotka wznawia zabawę moim przyrodzeniem. Mokrymi paluszkami muska czubek żołędzi, a po chwili ciągnie napletek jak najdalej w dół i ściska na kilka sekund. Oddycham szybko i chwiejnie, podczas gdy moja kochanka swoimi filigranowymi dłońmi masuje mojego olbrzyma w górę i w dół, dopasowując rytm do tego, w którym ja pocieram jej różowiutką, wrażliwą muszelkę. Dziewczyna nieustająco stymuluje żołądź, a ślina na jej rękach łączy się z preejakulatem w przyjemnie śliski płyn. Pokój przepełniają ciche odgłosy pieszczot i oddechów, coraz częściej przechodzących w jęki. Nasze pokryte potem ciała pulsują w stanie nieopisanej błogości. Po raz kolejny nasze usta łączą się w gorącym pocałunku. Smak jej języczka wydaje mi się zakazanym owocem, ambrozją dostępną jedynie dla niewiniątek, grzeszących po raz pierwszy. Zniewalające oczy słodkiej kusicielki zdają się wyrażać niemy zachwyt nad skalą odurzenia, jakiego doznaje w naszych intymnych igraszkach. Pod wpływem mojego dotyku jej zgrabna pupa wznosi się i opada jak we frywolnym balecie, a wdzięczne nóżki wyginają się w geście zadowolenia. Zwarci w miłosnym uniesieniu czujemy, że za moment eksplodujemy, że wyrzucimy z siebie cały ładunek rozkoszy, jaki się w nas zbiera. Zatapiam wzrok w błogim dziewczęcym spojrzeniu i masuję mokrutką łechtaczkę, wzmagając u kochanki narastającą falę ekstazy. Przez moje ciało przechodzą gorące dreszcze, gdy jej grzeszne pieszczoty zbliżają mnie do upojnego finału. W tym szczytowym stadium cielesnej euforii poczucie czasu przestaje już dla nas istnieć. Jej nogi i talia wiją się w spazmach potężnego orgazmu. W tym samym momencie mój wrzący spermą członek ulega wreszcie presji ściskającej go zgrabnej dłoni. Przeciągły jęk obojga ust wypełnia pomieszczenie. Mimowolne skurcze przejmują kontrolę nad dziewczyną, a mój przekrwiony penis wystrzeliwuje w jej rękach salwami lepkiej cieczy, z całej siły wypluwając rozkosz.
             Leżymy obok siebie na wznak. Wsłuchuję się w jej oddech. Wciąż bardzo szybki, jakby odreagowujący to, co się stało, dochodzący do siebie. Odwracam się, by na nią spojrzeć.

             I wtedy się obudziłem.
             Cały zlany potem, w półprzytomnym transie wtuliłem się w poduszkę w desperackiej nadziei, że piękność z mojego snu nie była urojeniem. Ale po chwili dotarła do mnie niepocieszająca rzeczywistość. Podniosłem się z trudem i spojrzałem na zegarek. 2:19. Środek nocy.
             Sadzę, że przyjemne sny są znacznie gorsze od koszmarów. Po upiornej nocy przynajmniej budzisz się z ulgą, a nie poczuciem zawodu. Zwłaszcza w tym przypadku, kiedy śniła mi się ona.
             Alicja.
             Nie pamiętam, bym kiedykolwiek myślał w ten sposób o innej dziewczynie. Tylko ona zajmowała miejsce w najgłębszych zakamarkach mojej wyobraźni. Pamiętam, jak wpatrywałem się w nią na lekcjach w podstawówce, naiwny i całkowicie nieświadomy jeszcze swojej seksualności. Cała promieniejąca, z niepowtarzalnym uśmiechem na twarzy, już wtedy stała się dla mnie definicją kobiety. A z roku na rok piękniała coraz bardziej. W gimnazjum chodziliśmy już do różnych klas, ale wciąż widywałem ją między zajęciami, a wyznacznikiem dobrego dnia było to, czy ją zobaczę, czy nie. W całym niedojrzałym motłochu niewyżytych nastolatków Alicja ciągle pozostawała czysta, niewinna, nieskalana. Ogłupiałe towarzystwo mimo usilnych starań nie było w stanie wpłynąć na jej wrodzony urok. Wciąż mam w oczach nasze spacery po lekcjach, kiedy odprowadzałem ją do domu. Pamiętam, jak potknęła się o gałąź, kiedy chodziliśmy po parku, i runęła jak długa na ziemię. Próbowałem ją złapać, ale sam potknąłem się o inną gałąź. Pamiętam jej zalotny uśmiech, kiedy zapraszałem ją do kina. Jej słodkie napady śmiechu, kiedy opowiadałem jej o moich przygodach z kolonii. Pamiętam też, że na zakończenie gimnazjum brała udział w programie artystycznym i tańczyła przed całą szkołą. Powiedziałem jej wtedy, żeby się nie bała. I posłuchała mnie. Byłem świadkiem, jak z wdziękiem wskoczywszy na scenę w krótkiej białej sukience zaczęła pląsać w subtelnym tańcu, w pełni swojej zwiewności. Każdy jej ruch był czymś nadzwyczajnym. Czułem się zazdrosny, że tyle osób mogło na nią patrzeć. Chciałem, żeby tańczyła tylko dla mnie.
             Trzy lata później oboje kończyliśmy już liceum. Ale nie to samo liceum. Zerwanie kontaktu z Alicją było okropnym przeżyciem, z którym nigdy nie mogłem się pogodzić. Nie mogłem odżałować, że nie wykonałem jednego kroku dalej, że nie przygarnąłem jej do siebie. Bo przecież któż inny mógłby docenić tak wysublimowany dziewczęcy wdzięk? Każdy by ją zranił, potraktował trywialnie, jak przedmiot. To nie była dziewczyna dla byle kogo. A ja pozwoliłem, żeby poszła dalej sama, bez kogokolwiek, kto mógłby ją zrozumieć.
             I dopiero teraz, po zdaniu matury, pojawiła się szansa, by to naprawić. Trzy dni temu dowiedziałem się od ojca, że nie dalej jak dwa domy od nas wprowadza się Alicja z rodzicami. Podobno atmosfera miasta była dla nich nie do zniesienia i postanowili przenieść się w cichsze, wiejskie rejony. Ta informacja odwróciła mój świat do góry nogami. Od trzech dni spanie było dla mnie największą możliwą katorgą. Myślałem tylko o niej. O tym, czy się zmieniła. Czy nadal tak niesfornie poprawia włosy i czy śmieje się w ten sam sposób. Czy dalej jest tą dziewczyną, w której się zakochałem?
             Rozmyślając o swoim upojnym śnie zwlokłem się z łóżka i podszedłem do okna. Była ciepła czerwcowa noc, a tego roku lato odkryło cały swój urok wyjątkowo wcześnie. Stwierdziłem, że nie zdołam zasnąć z powrotem, więc wymknę się po cichu na zewnątrz, żeby popatrzeć na nowy dom Alicji.
             Największą zaletą domku jednorodzinnego jest to, że w każdej chwili można z niego wyjść. Nie ma klatki schodowej, nie ma sąsiadów. Nie trzeba nawet brać klucza. Wystarczy się ubrać i otworzyć drzwi. I tak też zrobiłem. Wsunąłem swoje znoszone czarne jeansy i założyłem szarą koszulkę. Z zadowoleniem zauważyłem, że rękawy ciasno opinają mój niemały biceps. Zawsze lubiłem dbać o swoją sylwetkę. Nie muszę chyba dodawać, że z myślą o Alicji.
             Zszedłem cicho po schodach, uważając by nie zbudzić rodziców, i po kilku sekundach byłem już na zewnątrz. Uderzyło we mnie przyjemne, rześkie powietrze, a rozgwieżdżone niebo świetnie dopasowało się do mojego nastroju. Nie musiałem iść daleko. Dom, który kupili rodzice Alicji, stał nie dalej jak pół kilometra od mojego. Stanąłem naprzeciwko ogrodzenia i spojrzałem w okna. Były zupełnie ciemne, nie tylko ze względu na późną porę, lecz przede wszystkim dlatego, że nikogo nie było w środku. Alicja miała się wprowadzić dopiero za kilka dni. Mimo to zauważyłem stojące obok garażu ogromne tekturowe pudła i metalowe skrzynki. Z niektórych wystawały narzędzia i inne obiekty, których nie potrafiłem rozpoznać, zdany jedynie na światło księżyca. Czyli już tu byli. Zostawili część rzeczy, więc lada moment tu zamieszkają. Poczułem przyjemny dreszczyk podniecenia. Prawda była jednak taka, że obawiałem się ponownego spotkania z Alicją równie mocno, jak go pragnąłem. Miałem świadomość, że prawdopodobnie będę musiał zaakceptować fakt, iż ma chłopaka, wiele własnych zmartwień, i nie będzie miała ochoty odświeżać znajomości. Z drugiej strony trudno mi było uwierzyć, że spośród tylu podmiejskich miejscowości, przeprowadziła się akurat tutaj, pół kilometra ode mnie. Zbiegi okoliczności to przedziwne zjawisko.
             Nagle spostrzegłem, że polna dróżka, na której stałem, zaczęła się rozjaśniać. Odwróciwszy się, ze zdumieniem ujrzałem zbliżające się światła reflektorów. Czym prędzej zszedłem z drogi i stanąłem za pobliskim murkiem.
             Ku mojemu rosnącemu zdziwieniu samochód nie pojechał dalej, tylko zatrzymał się przed bramą domu, w który przed chwilą się wpatrywałem. Światła zgasły i dobiegł mnie charakterystyczny dźwięk otwierających się drzwi auta. Wychyliłem się nieco, by lepiej widzieć, kto wysiada z samochodu. Była tylko jedna osoba. Szara sylwetka ledwo mignęła w księżycowym świetle i otworzyła bramę. W tym momencie nad drzwiami domu rozbłysło oślepiające światło – zapewne lampa z czujnikiem ruchu. Intensywna jasność zmusiła mnie do przymknięcia powiek, ale po chwili rozpoznałem postać stojącą przy samochodzie. Drobna dziewczyna odwróciła się w stronę auta i subtelnym gestem ręki odrzuciła na bok kosmyk lśniących ciemnobrązowych włosów. Z wrażenia zapomniałem, że opieram się o murek, i momentalnie straciłem równowagę. Zrobiłem kilka chwiejnych kroków, zahaczając po drodze o kamień, i runąłem na ziemię. Zaraz też dobiegł moich uszu krótki dziewczęcy pisk. Natychmiast się podniosłem i spojrzałem przed siebie.
             Anielska twarz dziewczyny moich marzeń patrzyła na mnie ze zdziwieniem. Cisza trwała może pięć sekund, ale nie zliczyłbym, ile razy zabiło mi wtedy serce. Delikatne niewieście usta wygłosiły wreszcie jedno słowo.
             – Adam?
             – Cześć – powiedziałem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Zawadzki

    Nowy cykl; poprzednia seria też będzie kontynuowana 😉

  • Karioka Vi

    Karioka kilka tygodni po spotkaniu w klubie z mężem i jego kontrahentami udała się jako pilot na wycieczkę, wycieczkę do miasta gdzie kilka tygodni temu zaszalała. Oddała się wspomnieniu o swoich szaleństwach. Najprzyjemniej wspominała, spotkanie z chłopcami, młodymi mężczyznami na parkingu. Rozmarzyła się myśląc o młodych penisach. Marzenia przerwało jej przekleństwo kierowcy

    -Cholera kontrola drogowa?

    Kierowca zjechał na pobocze, da autokaru podszedł młody policjant. Karioce wydał się on znajomy Karioka wyszła razem z kierowcą do zewnątrz. Policjant popatrzył na nią uśmiechnął się. Karioka odezwała się do niego.

    -panie policjancie długo ta kontrola będzie trwała o 18 mamy być w hotelu?

    -nie wiem musimy sprawdzić stan techniczny pojazdu no i kierowca jechał trochę za szybko, kontrola może potrwać około 30 minut. Proszę poczekać w autokarze,.

    Mówiąc to Policjant udał się do radiowozu. Karioka rzucił do kierowcy poczekaj a sama poszła za policjantem. Podeszła do radiowozu schyliła się i …..

    • Myślę, że mnie pomiatasz, byłam ubrana troszeczkę inaczej ale pomogłeś mi z kolegami dostać się do klubu. Wiesz co Ci wtedy obiecałam. Zatrzymuje się dziś w hotelu „Las” przyjedź po mnie z kolegą. O której kończysz służbę.
    • pamiętam Cię wszyscy Cię pamiętamy, hihihi nikt w pracy nie chciał nam uwierzyć, że taka laska nam się trafiła. Kończę o 22.
    • Przyjedź. Ilu jest tych niedowiarków. Powiedziała Karioka zabierając mu z ręki dokumenty kierowcy i autokaru.
    • Zmianę kończymy w 10. Ale 6 to młodzi policjanci ze szkoły i muszą wrócić do szkoły.
    • Chętnie zobaczę jak młodzi policjanci się uczą, rzuciła Karioka odchodząc radiowozu.

    Po przyjechaniu do hotelu Karioka nie mogła się doczekać 22 ,czuła podniecenie była cała wilgotna. Szkoła policyjna młodzi wyposzczeni chłopcy. Ubrała krótka kolorową sukienkę. Przed 22 wyszła przed hotel. Czuła na sobie spojrzenia mężczyzn. Przechadzał się przed hotelem, mijające samochody trąbiły na nią. Kilka minut po 22 staną przy niej policjant był już po cywilnemu, był sam. Karioka weszła do do samochodu bez słowa schyliła się w stronę krocza policjanta i po rozpięciu rozporka objęła mu ustami członka. Przed objęciem go ustami rzuciła krótkie jedź, Ssała go podczas jazdy namiętnie rozkoszowała się jego smakiem i zapachem zapachem młodego ciała. Poczuła gwałtowne drgania i policjant wtrysnął jej w usta. Karioka oblizała się i zadała pytanie.

    • A kolega czemu nie przyjechał, gdzie masz tych niedowiarków.
    • Młodzi czekają na kompanii, jesteś niesamowita na początku myślałem, ze jesteś dziwką ale teraz widzę, że to ci sprawia przyjemność. Na kompanii będzie kilku chłopaków reszta pojechała na weekend do domu.

    Droga do szkoły przebiegała im na luźnej rozmowie o życiu marzeniach, planach.

    Policjant zaparkował samochód przed dużym budynkiem, przed nim stało kliku młodych chłopaków. Karioka widząc ich napalenia zaczęła cała drzeć, poczuła jak robi się wilgotna. Chłopcy chwycili ją na ręce i przerzucili przez płot, po drugiej stronie wpadła w ręce młodych mężczyzna ich ręce gładziły jej ciało. Czuła się niesamowicie. Chłopcy zabrali ja do budynku. Zanieśli ją pokoju. W pokoju znajdowały się 4 łózka i stół na środku. Ktoś podał jej kieliszek i postawił na stole, w tle grała taneczna muzyka. Karioka zaczęła tańczyć, po zrzuceniu z siebie sukienki została w samych pończoszkach i majteczkach, stanik poleciał na łóżko razem z sukienką. Karioka lekko zeskoczyła ze stołu, przednia stało kilku nagich chłopaków. Karioka uklękła przed nimi wzięła w usta pierwszego penisa, dwa następne były podsuwane jej do ust. Rękoma oparła się o dwa następne. Poczuła jak penis z tyłu ociera się jej o włosy. Chłopak któremu obciągała jęknął i zalał jej gardło nasieniem. Karioka w dzikim szale krzyknęła do pozostałych zalejcie mi twarz, macie spuszczać się mi na buzie i okulary. Karioka wpadła w istny szał obciągała brała do buzi lizała podsuwane jej członki. Trzech stojących przed nią chłopaków doszło jednocześnie zalewając jej buzie spermą. Wyczerpani odsunęli się na bok robiąc miejsce następnym. Buzia Karioki była zalewana spermą, straciła poczucie czasu. Ktoś zerwał jej majteczki poczuła jak penis penis wchodzi w nią o tyłu rytmicznie wchodząc i wychodząc z mokrej cipki. Została poderwana na ręce znalazła się w powietrzu trzymana przez silne ramiona, przez zasklepione spermą oczy zauważyła, że chłopak stojący przez nią, jej policjant trzymając ja na rękach wchodzi jej w cipkę, stojący z nią chłopak włożył również swojego penisa do cipki. Zgrali swoje ruchy. Była tam mokra, że nie poczuła kiedy w niej skończyli. Chłopcy rzucili ja na łózko leżała na nim, chłopcy stojący przy jej głowie podsuwali jej kutasy w usta. Ich wytryski były coraz słabsze. Czuła się wyczerpana. Sperma zasychała na jej włosach, oczach, czuła jej smak w gardle. Czuła się szczeliwie, chłopcy dochodząc krzyczeli, że jest zajebista, piękna. W pokoju zostało kilku chłopców i jej policjant poprosiła, ich żeby zaprowadzili ją do łazienki, weszło po prysznic, ukucnęła zaczęła sikać. Jej policjant stoją przed nią popatrzył jej w oczy kiwnęła mu głową, zaczął na nią sikać, stojący obok niego koledzy zaczęli robić to samo. Krzyczeli z rozkoszy, Karioka czuła, że opływa w moczu i rokoszy. Kiedy skończyli Karioka umyła się poszukała swojej sukienki ubrała ja i tuląc się do swojego policjanta powiedział.

    • proszę odwieź mnie do hotelu. Jechali w milczeniu przed hotelem Karioka czując jeszcze w ustach smak spermy zadała mu pytane ilu was było,
    • 15 razem ze mną. Policjant nie czekając na jej następne pytanie odpowiedzi jest 4 rano byłaś u nas kilka godzin.
    • 15 zawsze chciałam to zrobić, to chyba były moje najskrytsze erotyczne marzenia. Oddać się kilku żołnierzom a oddałam się policjantom
    • Zawsze możesz spełnić swoje marzenia Karioka bo tak masz na imię prawda powiedział jej policjant wysadzając ja przed hotelem. Karioka stanęła zaciekawiona -myślała, że jest anonimowa.
    • Karioka marzenia można spełnić powiedział policjant. W życiu nie przeżyłem czegoś takiego, jak będziesz kiedyś u nas odezwij się, ma na imię Piotr, wiesz gdzie mnie szukać?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Wolski
  • MW-Grecja Rozdział 18 Baltyk spotyka Bieszczady

    Bosko zmęczeni odpoczywamy na pokładzie porozrzucani na pokładzie w malowniczych pozach i różnych konfiguracjach. Jakimś dziwnym przypadkiem w poprzek mnie leży Ala z rozkosznie wypiętym ku górze Panem Pierożkiem. Jakoś się dzisiaj rozmijaliśmy, ja ruchałem te cztery gwiazdki porno, on zapoznawała 10 nowych pałek. Teraz leniwie pocieram palcem szczelinkę jej cipki. Maleńka, dumna z Pana Pierożka mówi.

    – No tylko popatrz, miałam ich dzisiaj dziesięciu, dopiero co ostatni się we mnie popłakał, a cipkę mam jak dziewica, sam sprawdź!

    – No właśnie sprawdzam – cały czas wodzę palcem wzdłuż ciasnej szparki.

    – Językiem sprawdź! Ala wstaje i podsuwa mi krocze pod nos.

    Ile kutasów trzeba, by ją zaspokoić?!

    – Mało ci jeszcze? I lizać pewnie wszyscy też cię lizali.

    – No pewnie! Ale tylko ty tak wspaniale liżesz!

    Cóż robić. Liżę delikatnie jej szparkę. Szparka wciąga. Tak się tylko z Maleńką droczę, ale mógłbym wciąż od nowa i od nowa przemierzać językiem te wszystkie szczelinki, studiować każdą drobną fałdkę, a potem zanurzyć się głęboko w rozwartym dla mnie pierożku i wybierać z niego nadzienie – słodką ambrozję. A Maleńka rozkłada uda naprawdę szeroko, przecież gimnastyczka z niej.

    Ale nie tym razem…

    – A teraz wyżej liż!

    -Pępuszek? Brzuszek?

    – Niżej!

    – A, tę kość!

    -To się nazywa łono, wzgórek łonowy, ty draniu! Liż wreszcie! Co czujesz?

    – Jak rany! Malutka! Czuję… niech się przyjrzę, czuprynka ci rośnie!

    – Wczoraj zauważyłam, akurat na piętnaste urodziny, wreszcie!

    Rzeczywiście, w tym wieku łysa cipka to ewenement. Liżę raz za razem, szeroko, po całym wzgórku. Delikatne włoski bardziej czuć pod językiem, niż widać.

    –  Wam to nigdy dość? – Śmieje się Staś, to chyba on ostatni zabawiał się z Alą.

    – Słabo ją lizałeś, muszę poprawiać po tobie! 

    Ala dodaje głośno.

    – W ogóle to słabo ruchacie, chłopaki!

    Mocno zdziwieni podnoszą głowy.

    – Jak to, słabo! Powinnaś mieć siniaki na tyłku! – Przechwala się któryś.

    Na to Ala podsuwa każdemu z nich pod nos swój srom i pyta.

    – Sami patrzcie, czy tak wygląda dobrze wyruchana cipa?

    Przyznają jej rację.

    – Ale to przywilej młodości, szesnastoletnie cipki są bardzo elastyczne.

    Ala się oburza.

    – Ja mam czternaście lat! Wyglądam na taką starą?

    Jeszcze parę dni, ale faktycznie, czternaście.

    Alice spogląda na Alę z podziwem.

    – Daj swój telefon Stasiowi mała, przed tobą wielka przyszłość. Spokojnie możesz grać w pornolach, na razie w tych… no wiesz…

    Tymczasem chłopaki od Stasia są w ciężkim szoku.

    – Chcesz mi powiedzieć, że właśnie ruchałem czternastkę? – Pyta któryś.

    – I czternastkę, i piętnastkę – zgłaszają po kolei dziewczęta.

    Dwunastu gniewnych ludzi spogląda na Stasia. Właściwie, to dziewięciu, ale „dwunastu” brzmi lepiej ☺

    – No co, jakbym wam od razu powiedział, że będziecie dymać takie młode, to któryś mógłby się wyłamać i zepsułby nam całą zabawę. Powiedzcie, ale tak szczerze, żałujecie?

     Jeden z chłopaków odpowiada.

    – Ja żałuję – zerka na swoją zwisającą pytę – że mam przymusową przerwę!

    * * *

    Perspektywa grania w pornolach zafascynowała Alę.

    – Bo właściwie to ja już gram, od dwóch miesięcy – mówi do Alice – Nagrywamy wszystkie nasze igraszki.

    – Dzisiaj też?!

    – E, no, nie, widziałaś tu jakąś kamerę?

    Teraz Staś puka się w czoło.

    – Gdzie ja miałem rozum? Przecież mamy tu cały potrzebny sprzęt!

    Alice łapie go za obwisłe przyrodzenie i potrząsa.

    – Tu go miałeś kochanie, jak po nas przypłynąłeś z wyspy!

    Staś zapala się do pomysłu.

    – Możemy zrobić taki film, że postawimy na baczność wszystkie chuje w mieście! Co wy na to? – Patrzy na nas z nadzieją.

    – I komu go niby pokażesz?

    – O to niech cię głowa nie boli, ma się kontakty.

    – Dziewczyny! – Zwraca się bezpośrednio do nich. – Możecie się po prostu świetnie bawić, jak zwykle w swoim gronie, no, podrzucę wam paru chłopaków, ja to nakręcę, zmontuję i zarobicie wielką kasę.

    – Wykluczone! – Wtrącam. – Nasze nagrania trzymamy przy sobie, twój film rozejdzie się po świecie, mogą zostać rozpoznane, wiesz, co rozpętasz?

    Dziewczętom rzedną miny. Za to Staś miał teraz gotową odpowiedź na wszystko.

    – Mamy tu kupę rekwizytów, mogą wystąpić w maskach. Albo zrobimy im taką charakteryzację, wam też, że rodzona matka…I nikt nie pozna, że nieletnie! Pójdzie normalnymi kanałami. Znaczy film pójdzie. Jeszcze więcej kasy. Kupicie sobie ten jacht!

    Chłopaki Stasia ochoczo przytakują.

    – Staś! A moglibyśmy się zmieniać za kamerą…

    Mięknę, ale i twardnieję – podnieca mnie myśl o filmie, tak jak i moje małolaty. Na razie jeszcze sobie z nich żartuję.

    – I tak tego filmu nie zobaczycie.

    – Jak to?

    – Nie wpuszczą was do żadnego kina porno, dopóki nie będziecie na tyle dorosłe, żeby móc oglądać siebie same w akcji!

    Staś tymczasem popatruje na mnie, lecz zwraca się do dziewcząt.

    – Bo chcielibyśmy się wam jakoś odwdzięczyć za dzisiaj. Chłopaki, no i ja – dodaje –  jesteśmy wami zachwyceni – Znów na mnie popatruje, boi się czegoś? – No i chłopaki myśleli i wymyślili, czego kobiety pragną najbardziej.

    – Tego jeszcze żaden chłop nie wymyślił – odpala Kaśka bez namysłu

    – No i wymyślili – ciągnie niezrażony Staś, zerka na mnie, wyraźnie się czegoś boi, kończy jednak z tryumfem w głosie – zakupy! Ciuszki! Dużo!

    Mnie się boi! Szlag mnie trafia! Jak on to sobie wyobraża? Zawiezie je do miasta i pójdą w rajd po sklepach? Gołe? Przecież się nie ubiorą, to dla nich punkt honoru! A on je wystawia na taka pokusę!

    I tylko im przykrość sprawia. Zresztą nie mają się w co ubrać, by iść na te zakupy. W ogóle nie mają się w co ubrać!

    Do dziewczyn też to zaczyna docierać, markotnieją im minki. Banany wykwitłe na myśl o zakupach schodzą im z twarzy. Mówię mu to wszystko. Staś jednak dalej ma odpowiedź na wszystko. Porządne ruchanie tak na niego wpływa?

    – O dzień drogi stąd jest wielka plaża naturystów, a przy niej ogromne centrum handlowe, otwarte wprawdzie dla wszystkich, lecz tekstylnych mało się tam pojawia, zaraz golasy wytykają ich palcami, że niby podglądacze. Więc jak im zależy, to też się rozbierają. A w tych sklepach – kontynuuje Staś w natchnieniu – najlepsze ciuchy! I tanio, dlatego tekstylni tam się w ogóle pchają. A, że tanio, to za to można więcej, ile chcecie, bo… Mamy naprawdę potężny fundusz zakładowy i wam wszystko fundujemy! – Kończy tryumfalnie.

    Dziewczęta bledną.

    I patrzą na mnie psim wzrokiem.

    – Tylko, żebyś się nie rozczarował, Kupią sobie jakieś frymuśne ciuszki i będziesz liczył na pokaz mody zakończony wielką orgią. Zresztą niech one decydują. O zakupach i ewentualnym pokazie.

    Patrzę na moje dziewczęta. Dziewczęta poszeptują podniecone. Wypychają Kaśkę.

    – Z radością pójdziemy na zakupy, mogąc iść nago. Będziemy kupować bez przymierzania, trudno. Zresztą każda swój rozmiar zna, a jakby nie trafiła, to się z koleżanką zamieni. Zresztą, skoro tego ma być tak dużo…  -Szczerzy zęby. Staś gorliwie potwierdza.

    – Mamy mnóstwo kasy na dekoracje, kostiumy i takie tam. A tu dekoracje są gotowe, wszystko leci w plenerach.

    Kaśka jeszcze nie skończyła.

    – A co do pokazu….Nie ma mowy! Wybacz Stasiu, ale jak któraś założy choćby stringi to zepsuje swoją przygodę życia! Zresztą z zakupów też byłyby nici, gdyby to wymagało włożenia czegokolwiek na siebie.

    – A na pokaz zapraszamy do Warszawy.

    – Za kogo ty nas masz! – wybucha nagle patrząc na mnie. – Naprawdę uważasz nas za osoby o tak słabym kręgosłupie moralnym? I wybucha śmiechem. Reszta dziewcząt też. Z tym śmiechem na ustach ruszają ku naszym penisom.

    * * *

    Po krótszej niż poprzednia orgii – pieprzymy się na pokładzie, pod pokładem i w wodzie, jakaś para wdrapała się nawet na maszt – dogadujemy szczegóły. Właściwie możemy płynąć od razu, cóż bowiem miały by zabierać dziewczęta z naszego jachtu? Szczoteczki do zębów? – Tutaj dadzą im nowe. Jeden z chłopaków Stasia zgadza się zostać i przypilnować naszego jachtu, pewnie dlatego, że jedna z modelek chce zostać z nim.

    – Czy, jak będę ją ruchał przez cały dzień na waszym pokładzie, to też się liczy jako pilnowanie? – Pyta tylko.

    Płyniemy jednym jachtem bo… Będzie przyjemniej!

    Ruszamy, toczymy pokładowe życie. Chłopaki Stasia z niekłamaną przyjemnością ale też ze zdziwieniem popatrują na nasze nastki przysiadające na relingu, wypinające tyłki i szczające do wody.

    – Na dole jest toaleta – mówią. Dziewczyny się śmieją.

    – Wiemy.

    I opowiadają jak to bliźniacy je wypuścili z tymi toaletami.

    – W kamperze zdemontowali ścianki kibelka twierdząc, że na jachcie nie ma toalet i wszyscy załatwiają obie potrzeby z relingu. I, że musimy się zawczasu przyzwyczaić. No więc, jak się okazało, że są, okazały się niepotrzebne.

    * * *

    Dopływamy do mola, tyle tu motorówek, żaglówek, trafiają się i większe jachty. Jeden jest ogromny, zacumowany nieco z boku, to właściwie żaglowiec. Mijamy go właśnie, z pokładu machają do nas dziewczyny ubrane tak samo, jak nasze. Nie tylko my dobrze się bawimy.

    Wreszcie cumujemy, z trudem znajdując wolne miejsce. Schodzimy z dziewczętami z jachtu, tak, jak stoimy, oprócz naszych nagich ciał jacht opuszcza tylko karta kredytowa, zadowolony Staś ściska ją w ręku.

    Prócz Stasia idę tylko ja, bliźniacy i Niko. Uznaliśmy, że chłopaki Stasia wyglądaliby na obstawę, nie chcemy wzbudzać sensacji. To znaczy jeszcze większej sensacji! Nasze dziewczęta wzbudzają bowiem ogólne zainteresowanie. Owszem, to naga plaża, plaża nudystów, jednak ci nudyści, no i oczywiście nudystki, są w najróżniejszym wieku, od lat dwu do stu niemalże, wymieszani mniej więcej równomiernie. A tu wyspa skoncentrowanej młodości. Trzynastka dziewcząt dumnie pręży cycuszki i spina pośladki. Wkrótce wraz z nami przesuwa się fala gołych, acz nie nachalnych facetów. Po prostu sycą wzrok. Dziewczęta czują ten wzrok i kręcą kuperkami.

    Idziemy wzdłuż plaży, centrum handlowe jest po drugiej stronie niż molo, sensacja zatacza coraz szersze kręgi. Dziewczęta rozglądają się ciekawie, zdecydowana większość z nich jeszcze nie była na plaży dla naturystów, a już na pewno nie na tak wielkiej. Przeżywają jednak zarazem lekkie rozczarowanie.

    – Niby wszyscy goli, ale co w tym podniecającego? I te staruszki i staruszkowie! Brrr!

    – Spodziewałyście się setek nagich, przystojnych facetów obściskujących nagie boginie?

    – No niby nie, ale… To my już wolimy naszą bezludną wyspę!

    – Macie rację. I trudno byłoby nam się pieprzyć w tym tłumie.

    * * *

    Teraz jednak z piaszczystego grajdołka tuż obok zrywa się śliczne dziewczę, gołe oczywiście i idzie ku nam z wytrzeszczem oczu. Staje przed Dorką.

    – Dorka!?

    – Julka!?

    – Dorka! Przez te płomienne zorze na twoim łbie wszędzie bym cię poznała! Co ty tutaj robisz? Miałaś być nad morzem!

    – A co to niby kurwa, jest? – Dorka pokazuje morze. Może według ciebie to są góry? Za to ty miałaś być w górach! W Bieszczadach!

    – Ale nad Bałtykiem, z koleżankami! – Julka pomija niewygodne pytanie.

    – Jestem z koleżankami. Weź się rozejrzyj, to je zobaczysz!

    Julka się rozgląda, dopiero teraz dostrzega naszą resztę i trochę jej szczęka opada.

    – Jak się komuś wygadasz, że mnie tu widziałaś, to cię zabiję!

    – I wzajemnie – mówi Dorka.

    – No to załatwione. To ci powiem, że z chłopakiem tu jestem, przyjechaliśmy trochę autobusem, trochę stopem, o tam siedzi.

    Dorka przedstawia nam Julkę

    – To moja kuzynka, rok starsza, właśnie jest w Bieszczadach.

    Rozglądam się ciekawie

    – Takie tu lasy i takie drzewa… – nucę pod nosem.

    – Las kutasów, jak już!

    Dorka przedstawia nas po kolei. Najpierw dziewczęta, gdy dochodzi do nas, Julka patrzy tylko na Dorkę z podziwem.

    – Na długo przyjechaliście? Trochę nam tu już nudno.

    – Z chłopakiem ci nudno?!

    – No wiesz, w tym tłumie…. Zawiesza głos Julka i się czerwieni.

    – Na chwilkę tylko wpadliśmy…

    – Oj, to szkoda

    – …Z naszej bezludnej wyspy…

    – Jej! – Tylko tyle Julka jest w stanie powiedzieć

    – …Na wielkie zakupy. Na ciuchy! Staś stawia.

    Uśmiechnięty Staś macha kartą kredytową, Julce świecą się oczy ale szybko rzednie jej mina.

    Dorka patrzy błagalnym wzrokiem na Stasia, ten kiwa głową

    – Chodź z nami, pomożesz mi wybrać coś fajnego i sama sobie wybierzesz.

    Uśmiech powraca na twarz Julki.

    – Naprawdę mogę?

    Dorka bierze ją pod ramię.

    – No chodź już, wszyscy na nas czekają. I opowiadaj wszystko o tym chłopaku, ile razy cię już przeleciał, dobry jest?

    I ciągnie zszokowaną Jolkę na wielkie zakupy. Chłopak Julki, póki co bezimienny, zgarnia rzeczy z grajdołka do dwóch plecaków i solidnie objuczony podąża za nami.

    * * *

    Wchodzimy do ogromnego sklepu z damską bielizną, dziewczęta rozglądają się oszołomione. Mnie podobają się gołe sprzedawczynie. Staś prosi kierowniczkę. Podaje jej kartę kredytową.

    – Szanowna pani, te dziewczęta mają otwarty kredyt do wysokości, powiedzmy….Tu wymienia sumę. Teraz kierowniczka też jest oszołomiona. Pukam palcem w nieistniejący zegarek na moim lewym nadgarstku.

    – Czas, dziewczęta, czas! 

    Rzucają się do regałów. My tymczasem dyskretnie wycofujemy się ze sklepu. Siadamy na ławce, przed sobą mamy ogromną szybę, za którą przez sklep przelatuje tsunami.  

    T/J wraca z naręczem oszronionych butelek, każdemu wręcza piwo, oszołomionemu chłopakowi Julki też wciska do ręki butelkę. Popijamy powoli, takie zakupy, to lubię.

    Co i raz któraś z dziewcząt podbiega do szyby. Demonstruje nam, bez ubierania oczywiście, majteczki, stringi, staniki – po co im staniki? –aha, do szkoły – kostiumy kąpielowe, zwiewne, przezroczyste koszulki i prosi wzrokiem o akceptację. My tylko kiwamy bądź kręcimy głową. Podbiega też rozekscytowana Julka. Jej chłopakowi na widok demonstrowanej przez nią kusząco bielizny wyraźnie nabrzmiewa, ukrywa to wstydliwie.

    Nie przejmuj się chłopie – mówimy mu – nam też serce  rośnie jak patrzymy na nasze dziewczęta.

    Za nami zbiera się tłum obserwatorów, dziewczyny to widzą i ceremoniał prezentacji zakupów nabiera wdzięku, wyginają się kusząco za szybą, znów dają przedstawienie. Widzów zdecydowanie przybywa. Trącam łokciami flankujących mnie Tidżejów. Zwracam ich uwagę na gapiów.

    – Mogą sobie co najwyżej polizać przez szybkę, co chłopaki?

    – Nie to, co my! – Śmieje się prawy T/J trącając jednocześnie chłopaka Julki. Ten znów nabiera intensywnych kolorów, jednak nie odrywa oczu od sceny.

    Pojawia się problem – dziewczęta mają już całe naręcza eleganckich toreb, jak one się z tym wszystkim zabiorą? A to dopiero pierwszy sklep.

     Problem rozwiązuje kierowniczka. Pojawia się wózek elektryczny.

    – Zawieziemy, gdzie państwo będę sobie życzyli!

    * * *

    Idziemy do następnego sklepu i powtarzamy całą procedurę.

    Dziewczęta zaopatrują się w sukienki, krótkie spódniczki, jedyne szorty kupuje, niezorientowana w temacie, Julka

    Po paru godzinach nieustającego orgazmu zakupów dziewczęta są zmęczone i głodne. Zakupy odjeżdżają wózkiem na jacht, my idziemy coś zjeść. Dziewczęta chcą siku. Przyzwyczajone przez ostatnie parę dni, że w takim przypadku wystarczy kucnąć byle gdzie, rozglądają się bezradnie po zatłoczonej plaży. W końcu kucają za jakimiś nędznymi krzaczkami. Julka patrzy zszokowana, jej chłopak, Jacek, w końcu nam go przedstawiła, patrzy ze skrywaną starannie przyjemnością. My patrzymy z nieskrywaną przyjemnością.

    Dziewczęta strząsają ostatnie kropelki, wracamy w ludniejsze rejony plaży, by coś w końcu zjeść.

    * * *

    Ten bar jest genialny! Drewniany podest, na którym się mieści, otacza z trzech stron długa lada z barowymi stołkami. Podest jest w miarę wysoki – zapewnia klientom rozległy widok. A na barowych stołkach wiadomo, jak się siedzi…

    Tak więc dziewczęta eksponują krocza, siedząc z szeroko rozwartymi udami, a między te uda zaglądają im wszyscy – od maluchów do emerytów. Wspominałem już, że podest jest wysoki? Gdy obchodzę bar dookoła, mam te krocza na wysokości wzroku.

    – I jak?

    – Widok jest… stymulujący. Zresztą sami zobaczcie.

    Teraz Tidżeje ruszają w obchód, a ja dzielę się swoimi refleksjami z Maleńką.

    – Nie dziwię się tym kolędnikom – mam na myśli krążących wokół baru facetów, niektórzy obracają po parę razy – widok jest jedyny w swoim rodzaju.

    – Przecież to plaża naturystów, takie widoki to normalka.

    – Wiesz Ala, jadają tu rodziny z dziećmi, pary emerytów…

    – A tu nagle trzynaście młodych cipek! – Łapie Ala.

    – Czternaście. Nie policzyłaś Julki.

    – I waszym ptakom też nic nie brakuje.

    – Jak oni wszyscy trzymają je na wodzy? – Dziwi się Maleńka. Siedzi „skromnie” na brzeżku stołka, jak i pozostałe dziewczęta, kusi pizdą.

    Fakt, niektóre interesy są nabrzmiałe, lecz żaden nie stoi.

    – Robią to, co i my. Kto ma dziewczynę, to z dziewczyną, innym ręka jest dziewczyną.

    – Hahaha… no tak…

    – Wam to łatwiej!

    – Łatwiej? To popatrz!

    Maleńka odwraca się do mnie. U dołu pierożka zebrało jej się całkiem sporo kleiku, zaraz jej spłynie między pośladki.

    – Założę się, że wszystkie dziewczyny tak mają, ci wszyscy obcy faceci gapiący się na nasze cipy…

    * * *

    Tidżeje, Niko, Staś wraz z modelkami i DajDaj wracają prosto na jacht. Ruchać im się chce.

    – Mnie też, ale dziewczęta pierwszy raz są na takiej plaży, chcą się jeszcze polansować.

    – Hahaha… mało im było lansu w barze? No to zawiąż sobie na supełek, kuzynie.

    – Martw się lepiej, żebyś miał czym, jak przyjdą takie wilgotne i napalone!

    Rozdzielamy się. My też zmierzamy na molo, ale mocno okrężną drogą.

    Mijani faceci wprost pożerają dziewczęta wzrokiem Przed pożarciem ratuje je chyba tylko to, że faceci nie mogą skupić wzroku – za dużo tych cycków i tyłeczków na raz. Faceci zerkają również na mnie i Jacka, a zazdrość w ich oczach jest bezcenna… Nie muszę sobie wyobrażać, jak ten wzrok działa na nasze dziewczyny – widziałem pizdę Maleńkiej w barze… Można by im teraz włożyć z marszu i wyruchać. I tak się pewnie stanie, gdy tylko dotrzemy na jacht.

    * * *

    Wszystkiego bym się spodziewał, ale nie tego, że Majka i Natka odkryją na tej plaży rodzinną tajemnicę… Jaką? – O tym już wkrótce.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • MW-Grecja Rozdzial 19 Alez tatusiu!

    Julce jakoś trudno się pożegnać, dalej nam towarzyszy, a jej chcąc nie chcąc Jacek. Żal mi go trochę, objuczony dwoma plecakami – Julka jakoś o swoim zapomniała – czerwony i spocony, cierpi w milczeniu.

    Julka tymczasem podchodzi do mnie. Zaczyna opłotkami.

    – I znów się tu będziemy nudzić – wzdycha.

    – Piękna musi być ta wasza bezludna wyspa, że Dorkę tak tam ciągnie – znowu wzdycha.

    – Są też inne powody, dla których tak ją tam ciągnie. Wierz mi! – Zapewniam ją dość enigmatycznie.

    – Bo ja Dorkę znam, to uparciuch i wiem, że nikt jej do niczego nie zmusi.

    – To nasze pierwsze prawo!

    – I podsłuchałam co nieco, co dziewczęta mówiły przy tych zakupach i…. Ja bystra z domu jestem.

    – I co wywnioskowałaś!

    – Wy się na tej wyspie pieprzycie jak króliki! – wypala Julka. I patrzy, czy zaprzeczę. Nie zaprzeczam. Zamiast tego stwierdzam:

    – A ty pałasz chęcią zwiedzenia bezludnej wyspy.

    – To przy okazji – odpowiada Julka i wszystko jasne.

    – Dowcip też z domu wyniosłaś? – Pytam jeszcze.

    – Tylko temperament mam, nie wiadomo po kim! – Naprawdę dowcipna dziewczyna. A że i bystra, mówię tylko.

    – To leć, pochwal się Dorce.

    Ona jednak niespodziewanie markotnieje.

    – Będzie problem z Jackiem, on taki nieśmiały.

    – Myślałem, że to on cię tu zaciągnął. W Bieszczady Inaczej.

    – E, gdzie tam, to ja go z tych gór wyrwałam siłą. Ja go zaciągnęłam do Grecji, na tę plażę też ja. Żeby go w końcu rozruszać

    – Do łóżka też pewnie ty!

    _ A pewnie! – Odpowiada odruchowo, ale nie cofa spojrzenia, tylko, po krótkiej przerwie kontynuuje:

    – Wyrwałam go nad Soliną, gapił się na mnie jak cielę, ale jak spojrzałam, to tylko uciekał wzrokiem. A okazało się, że namiętny i uzdolniony. Tylko nieśmiały z domu.

    – To może niech dziewczęta nad nim popracują, dla nich będzie to wyzwanie. Nie będziesz zazdrosna, jak im za dobrze pójdzie?

    – Jak go przelecą? Niech im będzie na zdrowie, ja się w nim nie kocham.

    Jacek jest jedyną osobą w naszym gronie nieświadomą faktu, że płyniemy prosto na bezludną wyspę. Najpierw Dorka, po krótkiej poszeptuszce z Julką proponuje swojej kuzynce, no i jej chłopakowi przy okazji, krótką wycieczkę jachtem.

    – Oj, strasznie bym chciała, jeszcze nigdy jachtem nie płynęłam, Jacek, popłyniesz z nami, proszęęęęęęęę!

    * * *

    Tyłek Majki, na który właśnie się gapię, rośnie mi w oczach, jego właścicielka zatrzymuje się jak wryta.

    – O kurwa! Natka, patrz!

    I ja patrzę tam, gdzie siostry. A tam facet, na oko czterdziestolatek, liże się z jakąś młódką. Oboje nadzy, jak to na nagiej plaży, wtuleni w siebie na kocyku.

    Może to ten palący wzrok, może polszczyzna godna Wieszcza, a może po prostu głos Majki sprawia, że języki obojga gwałtownie się rozplatają i facet odwraca głowę.

    – Tatuś?!

    – Majka?! Co ty…

    – Tatuś?!

    – Natalia?!

    – O kurwa! – Tym  razem mnie się wyrwało.

    Spanikowany „tatuś” ogarnia wzrokiem nas wszystkich. Odsuwa się gwałtownie od młodej, prezentując nam przy tym całkiem spory wzwód i równie gwałtownie przysuwa z powrotem. Wyraźnie goni w piętkę.

    Za późno! Natka z Majka zdążyły zobaczyć jedno i drugie. Czyli wzwód i dziewczynę.

    – Baśka?!

    Młoda wbija twarz w kocyk. I tak trwa.

    Milczenie się przeciąga. Postanawiam je przerwać.

    – Nie przedstawicie nas?

    Pierwszy szok minął, siostry nieco się uspokajają.

    – Tato, to jest Maciek. Tola, Monika… A to Julia z Jackiem. Ta ruda to Dorota, resztę znasz.

    I to właśnie jest dla faceta najgorsze – nie dość, że wpadł sromotnie, to jeszcze publicznie.

    – Miałyście jechać nad morze! – Kontratakuje.

    – A co to, kurwa jest, jeśli nie morze? – Natka zatacza krąg ręką. Odrywa ją w tym celu od cycków. Tę drugą, od cipy, też zresztą odrywa, napad wstydliwości już jej minął.

    – Wyrażaj się!

     „Tatuś” ma problem z oderwaniem wzroku od miejsc, od których oderwała ręce jego córka.

    – Co się tak na nią gapisz, gołej baby nie widziałeś? – Atakuje Majka, może czuje się niedoceniona? Ona też już niczego nie zasłania.

    – Tylko nie baby! – to było do siostry.

    – Od kiedy to ruchasz moje koleżanki z klasy? – Natka nie ma zamiaru przestać się wyrażać.

    – Ja tylko z Basią… Facet nie kończy, nagle świadom, że właśnie się przyznał do tego ruchania.

    Widząc, do czego to zmierza, postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce.

    Biorę Majkę i Natkę za ręce i zmuszam, by przykucnęły obok ojca.

    – Popatrzcie na ten tłum wokół. Nie róbmy scen. Mleko się rozlało, ograniczmy straty.

    – Co pan proponuje?

    – Porozmawiajmy spokojnie w spokojnym miejscu.

    – Czyli?

    – Na jachcie.

    * * *

    Facet nie zastanawia się długo. Najwyraźniej poprawiło mu się ukrwienie mózgu. Co zresztą widać, gdy wstaje – już mu nie stoi.

    Problem jest z tą kochanką-koleżanką. Jak wbiła twarz w kocyk, tak trwa. Robert, tak ma na imię „tatuś”, przemawia do niej czule. Koleżanki mniej czule.

    – Baśka, nie wydurniaj się, my też gołe jesteśmy, wstawaj!

    Czerwona, jak burak laska odrywa się w końcu od kocyka, kurde, śliczna. I zgrabna – ma gust ten Robert. Świeżo przystrzyżony trawniczek z apetyczną różową rabatką pośrodku przyciąga wzrok.

    – Robuś, ale ja się tak strasznie wstydzę!

    – Robuś! Hahahaha… Natka i Majka łapią się za brzuszki, cycki im się trzęsą, zwłaszcza Natce.

    – No co?

    Na poły płaczliwa, na poły wyzywająca Basia robi wrażenie, teraz już wszyscy się uśmiechają. W jakiś sposób rozładowuje sytuację.

    Przyłapani kochankowie zbierają rzeczy, chcą się ubierać, ale ich powstrzymuję. Argument mam przewrotny.

    – Głupio się będziecie czuć ubrani wśród nas…

    – Na jachcie…

    – Na jachcie tym bardziej.

    W powiększonym gronie zmierzamy w stronę mola, a ja mam nadzieję, że to koniec niespodzianek na dziś. Żeby zapobiec następnej, wysyłam Maleńką przodem.

    * * *

    – Fajne futerko!

    Dorka zagaduje Baśkę, futerka mają podobne – jedno płomiennie rude, drugie smoliście czarne, lecz podobnie przystrzyżone.

    – Robuś takie lubi – Baśka próbuje być uprzejma. Zagryzam wargi, ściskam Dorce dłoń, powstrzymuję ją przed wybuchem śmiechu: Robuś!

    Trzeba jednak Baśce przyznać, że pominąwszy „sytuację” onieśmielona nie jest. Zresztą do  nieśmiałych nie należy, zważywszy okoliczności poznania. Przyjmuje „na klatę”, na cycki właściwie głodne spojrzenia facetów, chyba nawet sprawiają jej przyjemność. Jak i pozostałym dziewczętom. I dobrze, niech się odpręży.

    – O! – Baśka reaguje na jacht.

    – Nasz jest większy – wyrywa się Majce.

    – Nasz jest większy – wtóruje jej Natka. Żeby Basia nie miała wątpliwości, co ma Natka na myśli, palec tej ostatniej celuje w moje krocze.

    – Basia znów płonie, ale otwiera przy tym szeroko oczy.

    – To ty z nim…

    – My wszystkie z nim…

    Pierwszy krok zrobiony.

    – I z nimi wszystkimi!

    – Osz…

    – Więc już się tak nie wstydź, że cię nasz stary dyma.
    I krok następny. Robert tego nie słyszy, może i dobrze…

    * * *

    – Panie Robercie…

    – Robert wystarczy.

    – A więc, Robert. Pogadajmy spokojnie, jak dwaj dorośli faceci.

    – Okay…

    Wdrapawszy się na pokład, Robert otwiera szeroko oczy na widok kilku nagich facetów. No może bardziej na widok kolejnych nagich lasek o dziwnie rozmarzonym wzroku. Pewnie niektórzy z tych facetów wyjęli w ostatniej chwili… I teraz gdzieś się ukrywają wraz ze swoim wzwodem.

    Dziewczynom łatwiej – przedstawiam Robertowi modelki i DajDaj. Zwłaszcza te ostatnie robią wrażenie – facetowi mało głowa nie odpada, tak nią kręci porównując szczegóły. A szczegóły Arya i Dayah mają nie tylko identyczne, ale i wielce interesujące…

    Przedstawiam Stasia – Staś nie ruchał, Staś filmował, jak Tidżeje ruchają, widzę to po ich błyszczących, choć już wiszących pytach. Na szczęście Robert ich nie zauważa, skupiwszy wzrok na bliźniaczych twarzach.

    – Tom i Jerry, moi kuzyni ze Stanów.

    – To wasz jacht?

    – Tym pływa Staś. Jest fotografem, robi w okolicy sesje zdjęciowe, spotkaliśmy się niedawno w ciekawych okolicznościach.

    – Myślę, że dzisiejsze były ciekawsze.

    Z tym muszę się zgodzić, dzisiejszych okoliczności nic nie przebije.

    Zapraszam Roberta na dziób. Dziewczęta zgarniają Baśkę na rufę, a Tidżeje starają się nie wchodzić nikomu w drogę. Chętnie by znów weszli na te modelki, ale na razie nie wypada. Także Julka z Jackiem, ostatecznie namówionym na wycieczkę jachtem też gdzieś tam się plączą.

    Załogant przynosi nam drinki. Dziś nie zaszkodzą.

    – Na naszym jachcie mamy prohibicję, proszę korzystać, póki można.

    Robert dopiero teraz zauważa, że odbijamy.

    – Jutro będziemy z powrotem, wrócimy naszym transportem. Spieszy wam się gdzieś?

    – Hotel… No, w sumie to  nie…

    – Kochasz ją? – Przechodzę do meritum.

    – Że jak?

    – Zakochałeś się, czy to tylko sex?

    – Szczerze?

    – A jakże inaczej.

    – Sam nie wiem. Urzekła mnie tymi długimi nogami, uśmiechem… Nie, jak się zastanowić, to nie. Ona zresztą mnie też nie. Wyjaśniła mi to na samym początku.

    – To wiele ułatwia – zamyślam się.

    – Niewątpliwie łatwiej będzie się rozstać – stwierdza Robert. Ja jednak mam co innego na myśli.

    – Skoro to szczera rozmowa… Robert się waha, wreszcie pyta:

    – Masz coś z Natalią?

    – Tak. Ten sam układ. I z Majką też.

    Raz kozie śmierć!

    Śmierć jest blisko, Robert wygląda, jakby miał się na mnie rzucić. Powoli się uspokaja.

    – Ten sam układ – mówisz. Jakie to życie jest pokręcone! Wiesz, że Majka ma piętnaście lat?

    – Ala jest pół roku młodsza. To ta bez cycków…

    – No wiem, znam ją przecież, koleżanka Majki… Ją też?!

    – Ją też. Je wszystkie.

    – Pierdolisz! – Nie wytrzymuje Robert.

    – Nie sam, nie dałbym rady.

    – Kurwa, nie wierzę!

    * * *

    Czas na przedstawienie.

    – Któraś z nich zwróciła twoją szczególną uwagę?

    – Ta ruda jest fajna…

    Proszę, by na mnie poczekał i idę po Dorkę. Po drodze wyjaśniam, czego od niej oczekuję.

    – Okay, nie ma sprawy. Wiesz, że to lubię. Oj, lubi!

    Przedstawiam ją Robertowi, a ona już klęczy przede mną.

    – Dorka, miło mi.

    Więcej nic nie mówi, bo nie może. Zaszokowany „tatuś” gapi się, jak Dorka mi obciąga. Ssie i liże na zmianę, jej języczek śmiga po mojej pale, sięga do jajek i jeszcze niżej. Kątem oka widzę, że Robertowi stoi…  I chyba cieszy się, że nie wskazał na którąś z koleżanek swoich córek.

    – Dorka…

    Dziewczyna obraca się do Roberta. Ten patrzy z niedowierzaniem na dłoń zaciskającą się na jego kutasie. Dorka przyciąga go bliżej…

    Wytrysk ma solidny. Cycki, brzuszek, futerko… Dorka jest cała spryskana. Nic z tym nie robi, kończy ze mną.

    Robert przygląda się, jak dochodzę w jej ustach, jak przełyka, jak się oblizuje. Jak uśmiecha się i odchodzi bez słowa.

    – Gdzie ona taka idzie?!

    – Koleżanki to z niej zliżą.

    Nie mówię, które, niech się domyśla…

    – O kurwa!

    Domyślił się!

    * * *

    Kolejne drinki plus upał sprawiają, że „tatuś” wyraźnie się rozluźnia.

    – Myślałem, że taki gieroj ze mnie, że wyrwałem taką młodą laskę, a tu popatrz…

    – Też zaczynałem od jednej. A potem już szybko poszło.

    – Ale, że moje córeczki?! Jak je poznałeś?

    – Same do mnie przyszły. Koleżanki je namówiły.

    – Nie ma co, fajne mają koleżanki i uczynne.

    – Na przykład Baśkę…

    – Hahaha, trafiony, zatopiony! A właśnie, gdzie ona jest?

    – Zazdrosny? Pewnie dalej rozmawia z Natką i Majką.

    – Jak ona potrafi obciągnąć, chłopie…

    Romek już całkiem wyluzował.

    – To może idź po nią…

    – Myślisz, że obciągnie mi przy tobie?

    – Myślę że mi obciągnie nam obu. Wprawdzie dopiero co obciągnęła nam Dorka, ale myślę, że w tych okolicznościach… Zresztą niech się dziewczyna wykaże!

    Robert jest mocno sceptyczny, jednak idzie na rufę. Sądzę, że głównie po to, by zobaczyć córeczki – pewnie myśl, że być może właśnie zlizują jego spermę z Dorki nie daje mu spokoju.

    Wraca po dłuższej chwili. Z Baśką. Nie pytam, co u córek, i tak się dowiem. Przyglądam się Baśce. Pierwszy raz ją widzę bez tego buraka na buzi. No, prawie…

    – Już w porządku?

    – Tak, Natka sporo mi opowiedziała, Majka też.

    Czyli uświadomiona jest. Jak znam dziewczęta, dużo bardziej, niż jej kochanek.

    Teraz wtula się w niego.

    – Och, Robuś!

    Całują się. Dłonie Robusia zjeżdżają na jej pośladki, fajną ma Baśka dupę. Nie przeszkadzam im, czekam cierpliwie. Robert szepce jej coś do uszka nie przestając pieścić tyłeczka. Chyba skutecznie, bo Baśka odwraca głowę ku mnie.

    – Chodź!

    Dziewczyna wyciąga dłoń, ściska mi mosznę.

    – Jestem Basia – przedstawia się oficjalnie.

    – Widzę, że koleżanki już cię nauczyły.

    – Tttak – odpowiada cokolwiek drżącym głosem, albowiem odwzajemniam powitanie. Mokra jest. Korzystam i wsuwam w nią palce. W odpowiedzi masuje mi jądra. Gdy odsuwa się od Roberta widzę, że jemu też. Będzie fajnie.

    Baśka klęka i jest fajnie. Ssie nam na zmianę, nie wypuszczając z garści naszych sakiewek. Dzielimy się z Robertem jej piersiami, ma takie fajne, twarde w tej chwili sutki. I wrażliwe. Zwilżam palec śliną i drażnię tę wisienkę, Robert idzie w moje ślady. Język Baśki na czubku mojej pały uwija się, jak szalony. Gdyby nie to, że dziewczę obsługuje nas na zmianę, już bym się spuścił. Robuś pewnie też.

    Jednak warto było poczekać. Robert pierwszy dochodzi w ustach Baśki zamyka oczy, nie widzi Majki i Natki, które właśnie skradają się na paluszkach. Baśka też ich nie widzi, przyjmuje pierwszą porcję nasienia głęboko do buzi, reszta spływa powoli na jej wyciągnięty język.

    – A nie mówiłem! – Robert jest cały dumny z laski w wykonaniu swojej laski. Aż żal patrzeć, jak się płoszy, gdy zauważa córeczki.

    – To co takiego mówiłeś, tatusiu?

    Jakoś dziwnie milczy. Nie wie, gdzie oczy podziać.

    – Pewnie się chwalił, jak świetnie obciągam – odpowiada za niego Baśka i wraca do obciągania. Teraz moja kolej. Robert ma gdzie podziać oczy.

    – No i pięknie – komentuje Majka, gdy Baśka powtarza spektakl.

    „Tatuś” odrywa oczy od oblizującej się kochanki, przypomina sobie o obecności córek.

    – Wy… wy też tak…? – Znów wraca wzrokiem do Baśki, dalej pieszczącej moje jajka.

    – Ależ tatusiu!

    – Chcesz popatrzeć, tato?

    – On chce, żebyśmy jemu obciągnęły!

    – Kiedy nie ma czego!

    – Później tatusiu, jak wrócisz do formy.

    Robert zapomina języka w gębie. Tego mimo wszystko się nie spodziewał…

    Klepnięciem w ramię wyprowadzam go ze stuporu.

    – Chodź, zobaczmy, co słychać na rufie.

    * * *

    Na rufie słychać ciche westchnienia, głośnie pojękiwanie tudzież inne odgłosy towarzyszące intensywnej młócce, przerwanej tak nagle przez nasze pojawienie się na pokładzie.

    – Ojej! – wzdycha Baśka. Widać, że rwie się do tej roboty, powstrzymuje ją tylko obecność Robusia.

    – Patrz, jak się Basia męczy! – trącam Roberta – zrób coś z tym!

    – Kiedy nie mam czym…

    Wymiękł biedak po dwóch wytryskach.

    – Zapomniałeś języka w gębie?

    Robert patrzy  na mnie nie rozumiejąc, te moje gierki słowne…

    Baśka łapie szybciej. Już leży na pokładzie, rozkłada uda.

    – No liż!

    Gdy nadchodzą Majka z Natką, z pomiędzy tych ud rozlega się apetyczne mlaskanie.

    – Ależ tatusiu!

    Baśki to nie rusza, ona już odlatuje. Roberta jednakże obecność córek rusza i to bardzo. Baśka musi mu przypominać, po co tam jest, między tymi udami.

    – Nie poganiaj tatusia!

    – No bo już prawie…

    Tyle Baśka zdążyła powiedzieć, nim Natka zatkała jej buzię. Cipą. Teraz, to Robert naprawdę zapomina języka w gębie. A Natka  przyciska krocze do twarzy jego kochanki i patrzy mu w oczy.

    – No liż!

    Nie wiadomo, do tatusia mówi, czy do Baśki.

    Liżą oboje. Szczytują obie.

    – Ależ tatusiu! – Mówi Natka, gdy otwiera oczy.  Stoi ci!

    – Tak cię podnieca moja siostra, tatusiu? – Pyta przyglądająca się całej scenie Majka i Robertowi szybko opada. Jeszcze się wstydzi. Niedługo mu przejdzie.

    * * *

    Powoli podpływamy do naszego jachtu. Kopulująca na jego pokładzie para przyspiesza, kończy i się rozdziela. Obserwuję spod oka reakcję Julki i Jacka. Julka oczu oderwać  nie może, Jacek udaje, że nie widzi, ale starannie ukrywa wzwód. Jest dobrze.

    – Umiecie wszyscy pływać? – Pytam na wszelki wypadek naszych gości. Wszyscy potwierdzają.

    – Zrzućcie sieć! – Wołam do chłopaka na drugim jachcie.

    Kompletny brak ubrań i bagaży bardzo ułatwia sprawę. Wystarczy wskoczyć do wody, przepłynąć kawałek i wdrapać się na pokład.

    – My pierwsi – mówię do Roberta – dziewczęta za nami.

    Wskakujemy. Zadzieramy głowy, obserwujemy skaczące dziewczyny. Miły widok.

    Podpływamy pod nasz jacht, sieć sięga do samej wody. Parka na pokładzie wychyla się ciekawa, jak nam idzie. Chłopak prezentuje smętny zwis, dziewczyna futerko ma zmierzwione, wilgotne, ze śladami spermy – musieli pieprzyć się do upadłego.

    – Poczekajcie – mówię do Roberta i Jacka – dziewczęta przodem.

    Wspinamy się, jako ostatni. Pomogliśmy wszystkim dziewczętom wydrapać się na górę. Podpierając je wzrokiem. Widzę, że Robert szczególnie intensywnie „podpiera” córeczki, staje mu od tego podpierania, gdy wreszcie staje na pokładzie. I nie opada – o to dba już Baśka, chwilowo ręką.

    Jacek… Jacek pluje i parska – tak się zagapił na dziewczęce tyłeczki, że poszedł pod wodę i się opił. No właśnie… Jacek…

    Jest problem. Podchodzi do nas Julka ze smętną miną.

    – On pyta, kiedy wracamy… A jeszcze nasze plecaki zostały na tamtym jachcie…

    – Naprawdę tak mu się tu nie podoba?

    – Chyba tylko te bliźniaczki, wciąż wodzi za nimi oczyma. Oczywiście jak myśli, że nie widzę.

    – Pozwól, że pomyślę.

    Przyciągam Julkę do siebie, wsuwam jej dłoń między uda. Jest zdziwiona, ale nie protestuje.

    – Tak mi się lepiej myśli – dodaję.

    – No skoro myśli pan tym… – Julka ściska mi to. Robert znów ma na co patrzeć.

    Cipa w mej dłoni wilgotnieje, a ja już wiem, co zrobimy.

    – Przyprowadź tu DajDaj.

    – ?

    – No, te bliźniaczki.

    Julka zostawia mnie ze wzwodem i wilgotną dłonią.

    * * *

    Poinstruowane Dayah i Arya idą wprost do Jacka.

    – Podobno wasze plecaki zostały na tamtym jachcie?

    – I tak zaraz wracamy.

    – Ale to dopiero jutro, nie słyszałeś?

    I zanim Jacek zdąży oderwać wzrok od ich cycków, aby poszukać nim Julki, dodają:

    – Pomożemy ci z tymi plecakami, chodź!

    Idzie posłusznie.

    Tak to organizują, że cały czas są  przed nim. Może się gapić do woli, jak wspinają się na jacht Stasia. Powoli im to idzie, może się napatrzyć. Podobnie, gdy podają mu te plecaki, wyginając się wdzięcznie na drabince. Jacek układa je w pontonie, po omacku – oczy ma gdzie indziej.

    Tak samo na naszym jachcie, zatrzymują się  z tyłeczkami wdzięcznie wypiętymi nad jego głową i proszą, by podał im plecaki, swój i Julki. Podaje te plecaki patrząc im prosto w cipy.

    DajDaj, nim podejmują dalszą wspinaczkę, rzucają jeszcze:

    – Podobamy ci się, to od razu widać – Jacek bowiem ma problem ze wzwodem w sensie odwrotnym, niż zazwyczaj to bywa.

    To jeszcze nie koniec cierpień młodego Wertera – bliźniaczki przysiadają na relingu.

    – Przytrzymasz nas, żebyśmy nie spadły?

    Wyciągają po jednej ręce, Jacek je chwyta w swoje dwie. DajDaj wysuwają się dalej za reling, wypinają tyłki i zaczynają szczać. Trafiają bez pudła, Jackowi pała rośnie błyskawicznie, najwyraźniej rajcuje go złoty deszczyk, puścić dziewcząt nie może, wpadłyby do wody, zasłonić się nie może, ręce ma zajęte. Może tylko stać i wysłuchiwać komplementów DajDaj na temat swojego wzwodu. Jacek musi im jeszcze pomóc zeskoczyć z relingu, jedna z Daj robi to tak niezdarnie, że aby złapać równowagę przytrzymuje się jego drążka.

    – Jaki twardy!

    Druga Daj też łapie, żeby sprawdzić. I już jest ich.

    – A my takie mięciutkie. – Podsuwają mu cipki. Sprawdza obie.

    Julka i towarzysząca jej Dorka obserwujące z ukrycia rozwój sytuacji, teraz przyskakują ku nim. Jacek, ściskający dwie czekoladowe cipki, nie zdążył nawet otworzyć ust, by się wytłumaczyć – ciekawe jak – Julce. Dorka go ubiega.

    – Tak się właśnie witamy co dzień rano. Z jedną różnicą. – I ściska Jackowi jądra. Już jest nasz.

    * * *

    Majka i Natka też to widzą. Ten tatusiowy wzwód, Jacek ich chwilowo nie interesuje.

    – Ty to widzisz?

    Mnie pytają.

    – Widzę. Wasz stary się integruje, Basia nawet szybciej. Przeszkadza wam to? Czy może podnieca?

    – W sumie, to nie wiem…

    – Mam tak zwane mieszane uczucia. No bo to nasz staruszek w końcu.

    – W życiu  nie widziałam jego penisa, a tu paraduje z takim sztywnym…

    – Baśka mu postawiła.

    – Jaka Baśka?! Myśmy mu postawiły! Nie widziałaś, jak się wpatrywał w nasze krocza, kiedy się tu wspinałyśmy? Już z takim się tu pojawił, Baśka tylko korzysta.

    Siostry nie mogą oderwać wzroku od tatusiowego chuja, z którego Baśka korzysta coraz intensywniej, teraz ustami. O ile Robert wciąż wygląda na trochę sztywnego ( fragmentarycznie na całkiem sztywnego), to jego młoda kochanka rozluźnia się całkowicie.

    – Ależ ona ma chcicę – komentuje Natka, gdy Baśka, już na czworakach, z głową nisko a dupą wysoko, powoli wędruje po pokładzie. Tyłem.

    – Mnie od tego staje – wtrącam się do rozmowy sióstr – a co dopiero waszemu ojcu. Przecież to jego tak cipą kusi.

    – Patrz Natka, jak jej się ta pizda błyszczy!

    – Ma mokrą…

    Robert też to musi widzieć. Opada na kolana i przywiera do tej pizdy ustami. Baśka wygina się w łuk.

    – Ojej! – Majka i Natka są zgodne w tej kwestii.

    Obmacuję je obie – tu wilgotne, ówdzie stwardniałe – gotowe do wzięcia.

    – Podejdziemy bliżej?

    – A nie możesz tutaj?

    – Albo mnie?

    – Albo tam, albo wcale!

    – Zbok!

    – Poczekajmy, jak się sytuacja rozwinie.

    A sytuacja rozwija się tak, że Majka z Natką już nie widzą tatusiowego chuja. Z tej prostej przyczyny, że ów pogrąża się głęboko w ich koleżance.

    – Jak myślicie, w pochwie, czy odbycie?

    – Stąd nie widać…

    – To może jednak podejdźmy.

    – To podejdźcie, dziewczyny, ja zaraz wracam.

    Zostawiam je, mam nadzieję na moment.

    – Staś, dobrze, że cię widzę. Dasz radę?

    – A niby co?

    – Jak to co?! Ruchać.

    – Kurde, niestety, wydoiły mnie dziewczyny do spodu. Jedyny, co nie ruchał, to ten, jak mu tam… Jacek.

    Szukamy Jacka. Jest, stoi tam, całuje się z Julką.

    * * *

    – Przepraszam, ale mamy sytuację. Zdecydowaliście już?

    – A co, chce mnie pan teraz? (wciąż nie przeszliśmy na ty) – Julka jest raczej bezpośrednia. Powiem, że nie, to się obrazi. A czas nagli. Tłumaczę szybko w czym rzecz. Następują szybkie negocjacje.

    – Ale będę pana miała na wyłączność przez jeden dzień – upewnia się jeszcze.

    – Takiej piździe się nie odmawia! – Ściskam ją mocniej.

    – Hahaha… Zgoda. Jacek, idź z panem!

    Jackowi chyba nie przeszkadza, że został tak instrumentalnie potraktowany, sądząc po stanie jego instrumentu… Tym lepiej.

    – Wiem, że wolałbyś te bliźniaczki. Ale one ci nie uciekną chętnie ci dadzą. Najpierw jednak obowiązki. Wyruchasz Natkę.

    – Takie obowiązki, to mogę spełniać…

    – Właśnie widzę…

    Stoi mu, jak chuj na weselu. I o to chodzi.

    * * *

    – Co tak długo?

    Ale Natka i Majka wyglądają na zadowolone, z miejsca wyciągają ręce.

    – Sztywniutkie!

    – A tatuś tam w najlepsze…

    – W co chcesz? – Pytam Majki, gdy podchodzimy.

    – W to, w co tatuś Baśkę!

    Natka zgadza się z siostrą. Z bliska okazuje się, że to jednak nie dupal, Robert posuwa Baśkę po bożemu.

    Dziewczęta klękają po bokach Baśki. Ja zaprzęgam Majkę a Jacek Natkę, nasze dyszle gładko wsuwają się w śliskie cipki. Najlepsze, że Robert nas jeszcze nie widzi, posuwa Baśkę z zamkniętymi oczami.

    – Wiśta wio!

    Stopniowo rośnie tłumek wokół nas, wieść o ruchającym tatusiu rozchodzi się równie szybko, jak wieść o przyłapanym.

    – Żeby jeszcze tak córeczki wyruchał…

    Nie widzę reakcji siostrzyczek na rzuconą przez kogoś sugestię, głowy trzymają nisko, wtulone w poduszki. Natomiast tyłki równie wysoko, co Baśka. Uwielbiają być tak pieprzone, uwielbiam pieprzyć w ten sposób.

    – Wiśta wio!

    Robert otwiera w końcu oczy…

    – O kurwa!

    Baśka ma je zamknięte. Zresztą z nosem wbitym w poduszkę niewiele zobaczy.

    – Robuś! Dlaczego przestałeś?

    „Robuś” tymczasem kręci głową. Nie, to nie dezaprobata, po prostu się rozgląda. Po prawej jebię mu córkę, z lewej rżnie się druga. Wokół wpatrzony w niego tłumek. Nagie dziewczęta pieszczą nagich facetów, ci odwzajemniają pieszczoty, źródłem ogólnego podniecenia jest on sam i jego córki. I to, co wyczyniają.

    – A chuj tam!

    Robert podejmuje przerwane czynności ku zadowoleniu Baśki. Tylko oczu już nie zamyka. Przeciwnie – szeroko otwartymi przypatruje się poczynaniom córeczek. Te przeciwnie – już maja fazę, chłoną rozkosz z zamkniętymi oczyma.

    A było by na co popatrzeć. Umówiliśmy się wcześniej z Jackiem i właśnie zmieniamy zasady. Niemal słyszę: Maciek (Jacek), dlaczego przestałeś?

    – Teraz wasza kolej!

    – Wiśta wio!

    Tyłek Majki rusza do boju. Dziewczyna nasuwa się cipą na mój dyszel i zsuwa, a ja ani drgnę. No prawie – Majka uderza mnie tym tyłkiem w podbrzusze naprawdę gwałtownie. Podobnie Natka Jacka.

    Czuję, że zaraz będzie po wszystkim.

    – Dziewczyny, wyluzujcie trochę.

    – Czyżbyście dochodzili? Ale my chcemy jeszcze!

    – To może się zamienicie z Jackiem?

    – Czemu nie…

    Wysuwam się z Majki, przez moment zaglądam w czarną czeluść jej pochwy… Przez moment – rozchylony srom zamyka się błyskawicznie, co znaczy młodość…

    Klepię Roberta w ramię, kładę palec na ustach. Zachęcam go ruchem głowy.

    – Co?! – Omal nie woła.

    – Przecież tego chcesz! Decyduj się szybko.

    Słyszy mój szept.

    – A ona?

    – Ona też!

    Robert się decyduje. Teraz szybko!

    Jacek zapina Baśkę, ja – Natkę a Robert…

    Majka jeszcze nie wie, że właśnie posuwa ją tatuś, głowę ma wtuloną w poduszkę, oczy szeroko zamknięte, podobnie jak siostra.

    Robert zaczyna powoli. Wraz z nim obserwuję, jak jego członek pogrąża się w cipie córki.

    – A…

    Chyba się domyślam, o co mu chodzi.

    – Nie musisz się o to martwić, zabezpiecza się, jak one wszystkie.

    Robert pierdoli córkę z prędkością karabinu maszynowego. Majkę słychać na całym jachcie – nikt nie ma wątpliwości, że orgazm ma przepotężny. Robert podobnie.

    Wysuwa się teraz z niej powoli, Majce kapie z cipy. Sperma tatusia.

    Teraz, gdy podniecenie opada, do Roberta dociera, co właśnie uczynił. Zerżnął własną córkę!

    A córka właśnie unosi głowę z poduszki…

    – Jacek, to było… O kurwa! Tatuś!

    Na te słowa Natka gwałtownie odrywa głowę od poduszki. Najpierw ogląda się za siebie. Widzi mnie.

    – Tatuś jest tylko jeden – mówię.

    Jacek pracowicie młóci Baśkę. Robert z lepkim i błyszczącym kutasem, teraz w półzwisie, klęczy za Majką. Tej dalej kapie z cipy. Tłumek wokół milczy, czeka, co będzie.

    Natka ogarnia wzrokiem tę scenę.

    – Ależ tatusiu! Jak mogłeś!

    Tatuś blednie.

    – Jestem starsza, mnie powinieneś dosiąść pierwszą!

    Tatuś czerwienieje. Tego się nie spodziewał.

    Baśka dochodzi w kompletnej ciszy. No, ona cicho nie jest… Dochodzi do siebie, podnosi głowę i się rozgląda. Dowiaduje się ostatnia.

    – Ja pierdzielę!

    Czy Robert dosiądzie rówież Natki? Dowiemy się już wkrótce.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Gender Bender

    Mariusz spał na łóżku po upojnej nocy z Małgorzatą. Kobieta siedziała właśnie przy toaletce nakładając makijaż otulona jedynie w aksamitny szlafroczek. Była z siebie dumna, pomimo swych nie całych 40 lat potrafiła jeszcze zawrócić w głowie nie jednemu młodzikowi, wszak jej ostatnia zdobycz dwudziestoparoletni Mariusz spał smacznie w jej pościeli. Gdy makijaż był już skończony wyciągnęła z szuflady bransoletkę i podeszła do kochanka zakładając mu ją na kostkę i legła obok niego obserwując jak jego ciało zmienia się na jej oczach. Biodra nabrały kobiecych kształtów uwydatniły mu się wyraźne piersi, których Małgorzata nawet trochę zazdrościła włosy wydłużyły się a jeszcze pokaźny wczoraj członek musiał ustąpić miejsca ciaśniutkiej cipce. Po krótkim czasie po Mariuszu nie było już żadnego śladu, a jego miejsce zajmowała teraz ponętna Marysia. Małgorzata obudziła ją namiętnym pocałunkiem.
    -Jak się spało kochanie?
    -Bosssko – odpowiedział(a) ledwo przebudzony(a) Marysia.
    -Pamiętasz jak mówiłam Ci wczoraj o niespodziance którą Ci szykuje?-spytała ciepłym głosem.
    -Oj pamiętam ślicznotko – odpowiedział(a) rozchylając poły jej szlafroka- Zaraz zrucham Ci tą twoją gorącą szparkę.
    Małgorzata położyła palec na jej(jego) ustach. Przesunęła rękę po szyi byłego kochanka i zeszła niżej zatrzymując się na okrągłej piersi.
    -Obawiam się kotku, że niestety nie masz już czym. Odpowiedziała spokojnie.
    -O czym ty mów…- Powiedział(a) spoglądając w dół swojego ciała- Co jest KUR…
    -Ciii…-powiedziała spokojnym głosem Małgorzata kładąc palec ponownie na jej ustach – kobicie nie wypada mówić tak wulgarnie.
    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Fistachu

    Kolejna część pojawi się kiedy zobaczę pod opowiadaniem 3 komentarze.