Blog

  • Zew natury

     Przez wiele lat jako dziecko uczestniczyłam z rodzicami w różnych zlotach i imprezach naturystycznych. Tam też oswoiłam się z nagością dużych i małych. Ot po prostu wszystko było normą. Nagie dzieci, nadzy dorośli. Czas płynął , chodziliśmy do szkoły zaczęliśmy dojrzewać i zauważać coś innego . Rany stawałyśmy się kobietami , a chłopaki … no właśnie czym . Dla nas  koledzy , obiekt westchnień i marzeń. Trochę drogi nam się rozbiegały wraz ze szkołami . Można powiedzieć ,że wszystko się skończyło. Poszliśmy jak nam się wydawało swoimi drogami. W październiku 2015 roku przyjechałam do rodziców do miasta od razu skierowałam się do sauny i basenu gdzie byli ze znajomymi na naturystycznym spotkaniu. W szatni skierowałam się do tak zwanej kabiny rodzinnej którą zawsze zajmowaliśmy ze znajoma rodziną.

    Wszyscy już byli na terenie basenu zaczęłam się rozbierać i podeszłam do prysznica obmyć się i przygotować . W tzw. międzyczasie ktoś wszedł do szatni i rozebrał się .Jak wróciłam stał nagi Pawełek syn znajomych moja pierwsza miłość. Mimo naturystycznych przekonań odruchowo się zasłoniłam ,a i on usiłował niezręcznie ukryć swoje męstwo. Czemu tak się stało. Gorąco uderzyło mi do głowy i …. O rany mój Pawełek to Paweł , mężczyzna , ciacho. O rany on powinien być na uczelni ,a jest tutaj.

    Widział moje zmieszanie ,zakłopotanie . Do odwróconej plecami podszedł i przytulił się delikatnie całując po szyi. Rany czułam coś pomiędzy pośladkami. Tak to był jego naprężający się sprzęt. Ten mały siusiak który pamiętałam z przed lat teraz dotykał mnie i chciałam go widzieć ,czuć i poznać. Szczególnie poznać jak kobieta poznaje mężczyznę  .To nie siusiak to penis , kutas …. Moje piersi stanęły dęba ,a sutki obkurczyły się jakby chciały powiedzieć na przemian zimno i ciepło nam.  Chciałam już się obrócić i zacząć poznawać tego napierającego mena ale zdecydowanie wstrzymał mnie odpowiednio pochylając i jednym ruchem zapakował swe męstwo w moją napaloną ,nasączoną cipkę.

    Nawet nie próbowałam stawiać chociaż pozornego oporu. Po prostu wyłomotał mnie i teraz mogłam go sobie swobodnie obejrzeć jak wyją i błyszczący prezentował się przed moimi oczami. Rozmiary byłe jeszcze konkretne chociaż już malejące. Nad nim malutka kępka czarnych włosów dodawała mu urody a ozdobiony był pięknym worem i dorodnymi jajami. Byłam tak zdemolowana ,że nie miałam sił a jednak chciałam go bardziej poznać już jako kobieta. Chciałam się odwdzięczyć ! Ta cała męskość doprowadziła mnie do całkowitego obłędu. Chciałam go pobudzić ,ssać , pieścić na przemian było mi gorąco i zimno. Nieśmiało i niezdarnie chwyciłam go za jaja i wpakowałam do ust . Powoli przywracając do pożądanego stanu . Lizałam więc i ssałam z zaangażowaniem i doprowadziłam ulubionym sposobem mojego byłego do obfitego wytrysku . Przygryzając wędzidełko. W tym stanie nie mogliśmy się pokazać w saunie ja ciekąca i z nabrzmiałymi balonami jak zeppeliny ,a on z kutasem jak drążek.  A po tym stało się zostaliśmy rodzicami małego Adama. Czyli był to strzał w „10”. Teraz naturystów będzie więcej.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pavel Sokolovsky
  • Prawdziwie Oswieceni Cz3

                  Wszystko ucichło. Etan wypełniał najlepiej jak mógł swoje szkole obowiązki. Unikał Zetara jak ognia tak samo jak Zetar unikał jego. Nie śmieli spojrzeć sobie w oczy po tym co się wydarzyło w toalecie. Nawet Aron nie mógł wyciągnąć Etana z podłego nastroju, który oczywiście głęboko ukrywał przed wszystkimi naokoło – przyjaciel jednak dokładnie widział co się z nim działo i w tym trudnym czasie był mu naprawdę pomocny. Przekonywał, tłumaczył i nawet kilka razy starał się podsunąć gotowe scenariusze rozmów jakie mogliby ze sobą przeprowadzić aby się w jakiś sposób pogodzić. Niektóre z nich oczywiście były specjalnie przeinaczone i wyolbrzymione aby lekko go rozbawić jednak nawet jeśli się uśmiechnął w głębi ciągle pozostawał ponury i niedostępny.

                   Zaprzestał nawet – przez ponad dwa tygodnie – używać swojego Deox’a. Nie umiał odpowiedzieć sobie jakim cudem się bez niego obywał skoro wcześniej nieustanne erekcje i uczucie wypełnienia w jądrach było wprost nie do zniesienia. Tuż po ich rozstaniu gdy cały rozdygotany wrócił do domu mając wciąż w pamięci ich pozbawioną zahamowań erotyczną przygodę prawie natychmiast musiał z niego skorzystać. Przynajmniej chciał z niego skorzystać niemal nieuprzejmie obchodząc się z rodzicami. Jednak gdy wszedł w rozkoszne do tej pory, znane od wielu lat doskonale wyprofilowane wnętrze cybernetycznego kochanka tak bardzo podobnego do swojego żywego odpowiednika aż go odrzuciło. Wyczuł w tym fałsz i niesamowitą sztuczność. Z pozoru wszystkie elementy do siebie pasowały – nacisk siłowników dobrany przez Deox’a na pełnego wrzącej krwi penisa, idealnie śliski otwór z przyprawiającym o dreszcz końcowym bardziej szorstkim odcinkiem…  nagle jednak musiał przestać. W głębi umysłu wiedział, że tak naprawdę jest sam. Jego przyspieszony oddech nie ma nic wspólnego z uczuciem do innej osoby lecz ukierunkowuje się do bezdusznego kloca żelu podgrzanego elektrycznością i wypełnionego żelem z dodatkiem aloesu aby skóra szybciej się zregenerowała z mikro-otarć po procedurze ejakulacji. Samo wyrażenie jakim to siostra się doń wielokrotnie zwracała „powinieneś ejakulować” wydawało mu się teraz nadzwyczaj zimne i pozbawione jakiegokolwiek uczucia. Była to sucha formuła wypowiedziana uprzejmym ale chłodnym głosem – wypowiedziana zresztą tak jak i on sam był nauczony.

                   Czuł jak podniecenie narasta. W nocy budził się teraz często przez co notorycznie się nie wysypiał i miał coraz bardziej podły nastrój. Te nocne pobudki były najgorsze. Krew szumiała mu w skroniach zupełnie jak w tamten pamiętny dzień, który spędził z Zetarem w męskiej łazience. Sprawiało to, że nie potrafił oddzielić tych wspomnień od teraźniejszości i wracał do nich pamięcią. Dodatkowo zawsze budził się z przeogromną erekcją. Spał nago – robił tak od dość dawna jednak było to niezgodne z zasadami dobrego smaku – chcąc do nich powrócić zakładał luźne odzienie specjalnie zaprojektowane do spania, które to niemiłosiernie wrzynało się w jego rozemocjonowany narząd gdy podniecenie wyrywało go ze snu. Nie mógł znaleźć zaspokojenia. Próbował lecz masturbator był zbyt zimny i „plastikowy”, a własna dłoń dostarczała zbyt mało bodźców. Doszło nawet do tego, że Aron zaproponował mu „pomoc” w tych sprawach chcąc użyczyć własnej dłoni lub nawet ust. Etan wtedy naprawdę się przestraszył. Natychmiast odmówił nie chcąc narażać naprawdę najwierniejszego z przyjaciół na takie intymne zachowania – mogły one bezpowrotnie zniszczyć ich przyjaźń. Na sekundę mignęła mu przed oczyma scena, w której Aron razem z Zetarem namiętnie liżą jego penisa w męskiej toalecie co wywołało serię niewygodnych reakcji przez co zmuszony był powarczeć na przyjaciela i uciekł czym prędzej w odosobnione miejsce aby ochłonąć. Później wielokrotnie przepraszał Arona za swoje zachowanie czując się jeszcze podlej. Od tych wydarzeń minął już trzeci tydzień, Etan siedział właśnie w ławce czekając na to aż przerwa między zajęciami się skończy i rozpoczną się laboratoria z chemii kwantowej gdzie zostaną zaprowadzeni przez Pierwszego. Usłyszał szelest w prawie opustoszałej klasie, Aron wyszedł chwilę wcześniej za potrzebą tak więc siedział w oddaleniu od reszty uczniów spędzających przerwę w ich klasie.

    – Etan.

                   Chłopak wzdrygnął się potężnie słysząc swoje imię. Spojrzał szybko w górę. Zamarł widząc tego kto stał przy jego ławce.

    – Chodź, musimy pogadać. – W oczach Zetara malował się strach jednak głębiej wyczuł silne zdecydowanie i wiedział, że się nie podda.

    – Dobrze.

                   Wstał czując jak nogi lekko mu drżą. Spostrzegł Arona, który gdy tylko ich zobaczył począł bezgłośnie i wyłącznie za pomocą gestów i spojrzenia gratulować i uspokajać jednocześnie. Kiwając głową i uśmiechając się życzył owocnej rozmowy. Wyraźnie się cieszył.

                   Wyszli obaj z zatłoczonej klasy i poza zaniepokojone spojrzenie Teona, który rozmawiając na korytarzu z innymi uczniami odprowadził wzrokiem swego lubego marszcząc groźnie brwi. Szli nawet długo z początku Etan nie wiedział dokąd idą całkowicie skupiając się na wprost pięknym po tak długim poście – pierwszym tak długim poście w jego życiu – muskularnym tyłku Zetara idącego przed nim. Niemal zwierzęce pożądanie prawie wzięło go w całkowitą kontrolę próbując zmusić go aby rzucił się na niego i go…

                   Nie. Nie dokończył nawet w myślach tego lubieżnego zdania. Opanował się i gdy emocje opadły wreszcie poznał miejsce, w które go prowadził. Drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem. Znajdowali się w tej samej łazience gdzie odbyli swój namiętny stosunek. Teraz jednak w powietrzu nie unosiła się nęcąca woń ich rozgrzanych ciał, roboty dokładnie uprzątnęły dowody ich niecnych poczynań usuwając grubą warstwę lepkiej spermy jaką obaj pozostawili. Etan mógłby przysiąc, że wie dokładnie gdzie ta rozgrzana plama się znajdowała …

    – Przepraszam.

                   Na to nie był przygotowany. Już raczej sądził, że to on będzie oczekiwał przeprosin w końcu to z jego winy nie użyli masturbatorów i Zetar stracił nad sobą kontrolę i się na niego rzucił.

    – To raczej moja…

    – Poczekaj. – Poprosił cichym głosem jakby sam walcząc ze sobą. Gdy Etan się zamknął wziął głęboki oddech. – Nie powinienem wtedy uciekać. Byłem bardzo.. byłem cholernie zdenerwowany.

                   Etan pokiwał głową bez śladu złośliwości, postanowił użyć dobrze znanego rozmówcy niecenzuralnego określenia, którego nauczył się ze słownika.

    – Byłeś wkurwiony.

                   Zetar nawet jeśli zdziwił się, że jego kolega zna to słowo nic nie powiedział wpatrując się w podłogę. Etan poczuł, że powinien go pocieszyć. Nie znalazł jednak innej sprawdzonej na własnej skórze metody. Przytulił go.

                   Chłopak niemal się rozpłakał gdy poczuł jak Etan go lekko uścisnął. Odwzajemnił ten gest i stali tak długą chwilę. Zetar wyraźnie czuł się nieswojo, nie potrafił się rozluźnić. Etan czuł jego spięte mięśnie. W końcu gdy ręce niemal mu całkiem zdrętwiały odchrząknął niepewnie.

    – Co się dzieje? – spytał szeptem, jako że jego ucho było tuż przy jego ustach. Miał naprawdę dużą ochotę się do niego przyssać. Nie zrobił tego jednak.

                   Oderwał się od niego. Zetar się uspokoił, odrobinę ale jednak się uspokoił na jego twarzy nie malował się wyraz bólu i niepewności jak na początku w klasie.

    – Myślę, że..

                   Urwał.

    – Tak..? – Etan próbował go zachęcić aby wreszcie wyrzucił to z siebie. – Powiedz, a poczujesz się dużo lepiej, naprawdę.

    – Ja.. – Zetar nagle stał się lekko wyniosły, już bardziej przypominał siebie. – Nie myśl sobie że to takie proste. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.

    – Ja tak samo.

                   Skrzywił się słusząc to jednak dzielnie próbował pozostać w wojowniczym nastroju.

    – Niemniej, pomijając to jak się zachowałem przeprosiłem ciebie. Miej to na uwadze. Chcę …

                   Zaciął się ponownie. Tym razem jednak cały poczerwieniał aż ze złości, zapewne ukierunkowanej na własną osobę i począł krążyć po łazience unikając jego wzroku.

    – Kurwa no! – Przekleństwo rozsupłało mu widać język, Etan zaś nie zdołał powstrzymać lekkiego uśmiechu. Mimo wszystko cała ta sytuacja była naprawdę.. słodka. Zetar miotał się nie wiedząc co powinien powiedzieć jednocześnie starał się pozostać wyluzowany.

    – Poczekaj bo widzę, że sobie nie radzisz.

                   Chłopak naparł na niego groźnie słysząc rozbawienie w jego głosie. Etan zwinnie odskoczył nie dając się uwięzić między drzwiami, a jego spiętym ciałem i zupełnie nie zrażony jego reakcją mówił dalej.

    – Powiem tobie co ja myślę o tym wszystkim. – Zetar zatrzymał się i wpatrzył w niego. – Wydaje mi się, że chciałeś mi coś zaproponować. – Etan wymyślił to na poczekaniu, zupełnie więc nie spodziewał się tego co usłyszał.

    – Aż tak to widać? – Prychnął z pogardą w głosie. – Ty pedale… niemniej masz rację. – Skrzywił się okropnie. – Rzuciłem Teona.

                   Zetar wyglądał jakby ledwo powstrzymywał się przed zmasakrowaniem jego twarzy, nieustannie dygotał i zaciskał pięści. Etan dyskretnie się odsunął zignorował też komunikat kombinezonu o zbyt wysokim tętnie klikając wyuczonym gestem na lewy ekran nawet nań nie spoglądając. Oczami wpatrywał się łagodnie w piękną jednak złowrogo wykrzywioną i poczerwieniałą twarz Zetara.

    – Dlaczego mi to mówisz? – Rzucił niedbale zachowując przy tym kamienną twarz jednak wewnątrz jego mózgu ukryta orkiestra odegrała radosną pieśń słysząc te niespodziewane wieści. Musiał, po prostu musiał wiedzieć dlaczego go rzucił. – Wszyscy wiedzą, że jesteście razem, nawet Pierwszy.

    – W dupę z Pierwszym. Tak samo jak z Teonem. Wszystko zepsułeś.

                   Etan prawie się zakrztusił. Teraz po takim wyznaniu i nawet potwierdzeniu jego trafionych domysłów, że Zetar chce mu coś zaproponować spodziewał się wyznania miłości i rzewnej sceny całujących się kochanków…

    – Że co proszę? To TY się na mnie rzuciłeś! – W tej chwili mimo swoich wcześniejszych przemyśleń gotów był całkowicie obciążyć sumienie Zetara, nie zamierzał słuchać takich oskarżeń.

                   Zetar tym razem się nie powstrzymał. Jak w zwolnionym tempie wziął spory zamach i uderzył go prosto w twarz. Etan padł jak worek kartofli, a z nosa wypłynął strumyk jasnej czerwonej krwi. Kombinezon natychmiast wyczuł co się dzieje i rozświetlił się na czerwono. Czym prędzej anulował wezwanie najbliższego nauczyciela. Nie spodziewał się, że będzie to tak boleć. Czuł że nie ma złamanej kości niemniej okropnie bolało. Zetar zaś – co go naprawdę zaniepokoiło stał jak wrośnięty w ziemię jakby nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Na jego oczach zmienił wyraz twarzy z nieopisanej wściekłości na skrajną panikę. Chłopak zerkał na drzwi jakby zamierzał uciekać – zupełnie jak poprzednio. Zamiast tego sztywno podszedł do ściany i usiadł ukrywając twarz w dłoniach.

                   Etan pozwolił sobie na przekleństwo. Doczłapał się do Zetara tamując krwotok kawałkiem papieru z najbliższej kabiny z otworem próżniowym na nieczystości. Siedzieli w ciszy.

    – Przepraszam. Powinieneś mi oddać. Zasłużyłem sobie. – Jego głos brzmiał jakoś inaczej, wyraźnie czuł w nim panikę.

    – Nie przesadzaj – Etan powiedział to stłumionym przez papier głosem – nie powinieneś okazywać aż takich emocji nawet przy kimś takim jak ja, z twojej klasy.

                   Etan nie czuł złości. Raczej zdziwienie zupełnie bowiem nie rozumiał zachowania Zetara. Krwawienie nie chciało ustać, Zetar zaskakując go wstał i przyniósł mu więcej papieru. Etan nie zamierzał dziękować jednak skwapliwie wyszarpnął go z jego dłoni i zastąpił poprzedni całkiem już przesiąknięty. Stłumił jęk bólu gdy za mocno nacisnął na nos.

    – Więc.. nie wiesz co się stało. Postaram się wyjaśnić trochę bardziej, być może zdołasz mnie zrozumieć…

                   To nie było pytanie jednak Etan i tak potwierdził. Zetar zachowywał się jakoś podejrzanie jak rozumiał miało to ścisły związek z Teonem. Zupełnie jakby toczył jakąś wewnętrzną walkę.

    – Nie wiem czy wiesz ale moja rodzina kategorycznie stosuje się do pewnych zasad z kodeksu Pure.

                   Przez chwilę Etan nie mógł skojarzyć faktów jednak później coś w umyśle przeskoczyło na właściwe miejsca i doznał olśnienia. Zasady te stworzono w zamierzchłej przeszłości przez pewną religię dawno już wygasłą. Nieliczni z jego kraju wciąż praktykowali jakąkolwiek wiarę jednak prawie ¼ uznawała zasady Pure odnoszące się do całkowitej czystości aż do zawarcia związku z innym człowiekiem.

    – Chyba rozumiem… – Odrzekł niepewnie. Słyszał plotki, że w szczególnie ortodoksyjnych rodzinach potrafiono nawet karać za złamanie zasad blokerami popędu lub stosując inne bardziej średniowieczne metody.

    – Zostałem wnikliwie sprawdzony zaraz po tym jak wróciłem do domu. Komputer nie był pewien czy odbyłem stosunek więc obyło się bez zawiadamiania rodziców, którzy rzecz jasna są zadowoleni z mojego byłego wybranka Teona. Ma on bardzo wysoko postawioną rodzinę.

                   Etan nie potrafił sobie wyobrazić jak musiało wyglądać życie w tak ograniczonej rodzinie. Zapewne teksty jego siostry „musisz ejakulować” byłyby nie do przyjęcia. Zastanowiła go inna kwestia.

    – Możesz używać Deox’a?

                   Zetar wzdrygnął się widać pogrążony głęboko w rozmyślaniu.

    – Aż tacy kurwa nie są wstrzemięźliwi. – Uśmiechnął się złośliwie. – Ojciec co chwila ogląda pornosy i używa masturbatorów.

    – Chociaż coś.. ale zaraz. Podobno.. – Zawahał się czując, że zbliża się niebezpiecznie blisko pewnej granicy jednak nie świadom tego Zetar natychmiast obudził swoją czujność.

    – No.. mów.

                   Atak udawanego kaszlu dał mu kilka cennych sekund jednak nic szczególnego w tym czasie nie wydumał kaszląc. Skrzywił się.

    – No!?

    – Mówiłeś.. że używasz damskiej wersji Deox’a.. – Nie potrafił spojrzeć mu w oczy czując jak cały się zaczerwienił – tak kurwa, wiedział, że tak to się skończy. Scena jaką wyświetliła mu w mózgu wyobraźnia była bardzo ale to bardzo niezgodna z zasadami Pure.

    – Zmieniłem numery seryjne aparatu w bazie danych. Poprosiłem na samym początku o zapasową część dostałem zgodnie z numeracją inteligentnego żelowego kutasa zamiast piczy. – Zetar był wyraźnie dumny z tego jak to wymyślił.

                   Natomiast Etan starał się ukryć narastającą wypukłość w swoim kombinezonie. Obawiał się trochę włączyć tryb ukrywania w bokserkach bowiem nawet przez trzy tygodnie nie udało mu się znaleźć przyczyny poprzedniej awarii. Zmuszony jednak coraz szybszym pulsowaniem krwi włączył go odwracając uwagę Zetara i z ulgą przyjął lekkie uciskanie i raptowne zapadnięcie się rosnącego wzgórza na jego kroczu. Siedzący tuż obok niego chłopak niczego nie zauważył.

    – Już przestało krwawić?

                   Etan ostrożnie odsunął przesiąknięty krwią kłąb papieru. Nic się nie stało. Obmacał nos sycząc z bólu, na szczęście jeśli pozostawiał go w spokoju nic nie czuł. Wszystko się zagoi. Z irytacją poczuł, że nawet ukłucie bólu nie zmniejszyło ściśniętej bokserkami erekcji zamiast więc umyć się siedział dalej starając się uspokoić. Wolał nie ryzykować okazywania podniecenia przy Zetarze pamiętając do czego jego nadmiar doprowadził poprzednio.

    – Tak. – Odrzekł zachrypniętym głosem gdy uświadomił sobie, że Zetar bacznie mu się przygląda.

    – To dobrze. Jeszcze raz przepraszam.

                   Zrobił kilku sekundową pauzę nabierając powietrza.

    – Skoro mniej więcej wiesz ile dla mojej rodziny znaczą zasady Pure wiedz, że dla mnie do niedawna też były one ważne. Czekałem z seksem aż do siedemnastych urodzin. Chciałem się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać z Teonem. Teraz to niemożliwe.

                   Etan zakrztusił się. Nie spodziewał się takiego wyznania. Z tego wynikałoby, że atak chuci zniweczył wszystkie plany Zetara na dalszą przyszłość. Winę oczywiście ponosił on.. no a któżby inny jak nie on?! Po chwili zaskoczenia poczuł oburzenie. Nie chciał go jednak dalej prowokować odpowiedział więc najbardziej dyplomatycznie jak umiał .

    – Teraz dopiero rozumiem dlaczego się wściekłeś. Skoro miałeś plany to… niedobrze, że stało się tak, a nie inaczej.

    – I to jak kurwa!… – Od Zetara biło aż znudzenie. – Chciałem powiedzieć jeszcze coś… kurwa. – Słowo to stało się widać nieodzowne w jego wypowiedziach. – Pierwszy raz…

                   Na raz ich kombinezony wyświetliły komunikat o rozpoczęciu się zajęć w ich sali lekcyjnej. Oboje go zignorowali jednak chwila minęła i chłopak nie dokończył zdania niemal dławiąc się słowami. Nieustannie jednak się wiercił nie mogąc usiedzieć na miejscu, był widać bardzo zdenerwowany.

    Etan natomiast ze zdziwienia czy niedowierzania poczuł wreszcie złość. Jego poddany obciążeniom umysł wreszcie dostatecznie przeanalizował dane i zareagował tak jak powinien. Zetar go tu zaciągnął, pobił po czym opowiedział mu historię swojego życia obciążając go za to co się stało… Skoro rzucił Teona o czym jak rozumiał wiedział tylko on poza rzecz jasna samymi osobami w byłym związku czego od niego teraz oczekiwał?! Co chciał osiągnąć mówiąc mu to wszystko? Nic nie wpadało mu na myśl. Zetar zachowywał się nielogicznie, Etan zresztą też, nie rozumiał jakim cudem siedzi tutaj spokojnie. Powinien natychmiast zawiadomić nauczyciela o pobiciu. Nie umiał pojąć jak mógł jeszcze chwilę temu łakomie spoglądać na tego dygocącego teraz, spoconego i nieumiejącego sklecić zdania chłopaka. Uświadomił sobie boleśnie, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie „ich” zasady Pure co prawda zostały już złamane i to Zetar był temu winny, nie rozumiał jednak dlaczego do tej pory wciąż myślał, że będą razem i nawet obwiniał się za zajście w toalecie.

                   Wreszcie czując jak złość i elektryczne pasy bokserek wycisnęły krew ze zbyt pobudzonego członka wstał z szarpnięciem. Zetar był zdziwiony. Zwlekł się na nogi zaraz za nim.

                   Etan podszedł do ściany i poczekał aż umywalka wynurzy się z jej powierzchni. Obmył paskudnie oblepioną zaschniętą krwią twarz chłodną wodą. Sycząc i warcząc gdy za mocno nacisnął na zbity nos.

    – Chcesz iść na zajęcia? – Pytanie Zetara było zadane tonem niedowierzania.

    – A co innego mam robić? Siedzieć i płakać?

                   Nie umiał pozbyć się sarkazmu. Głupi Etan liczył na wyznanie miłości, a dostał.. cios w twarz – pomyślał o sobie z perspektywy trzeciej osoby. Jakże śmieszna wydawała mu się teraz scena wygenerowana przez jego mózg. Olśniewający pocałunek po „kłótni kochanków”. Zetar wydawał się zmieszany, wbrew jego przewidywaniom nie oburzył się na wzmiankę o płaczu. Wyglądał ponownie jakby nie wiedział co powinien zrobić wyraźnie panikował.

                   Etan wciąż wyglądał okropnie. Nos był napuchnięty i cały czerwony. Jednak nie widać było krwi. Nie patrząc na zmieszanego Zetara, który ponownie począł krążyć po łazience bez słowa ruszył do wyjścia.

                   Chłopak dogonił go po kilkunastu metrach. Na posadce Deus wyświetlił im zieloną linię, po której powinni iść aby dotrzeć już solidnie spóźnieni na salę laboratoryjną gdzie trwały lekcje.

    – Ja..

    – Nie męcz się. – Przerwał mu Etan. – Jeśli myślisz że wezmę na siebie winę za to co się stało to się mylisz. Możesz winić tylko siebie.   

    – Nie o to chodziło.. straciłem wtedy bardzo dużo złamałem…

    – Tak wiem, śluby czystości. – Powiedział drwiąco Etan. – Po to chciałeś się ze mną widzieć? Chciałeś zwalić to na mnie? – Etan czuł niemal wyłącznie złość.

    – Chciałem wyjaśnić. – Zetar wyraźnie nie czuł się na siłach o tym rozmawiać. – Wyjaśnić dlaczego uciekłem. – Wypowiedzenie ostatniego zdania wiele go kosztowało. Spocił się lekko i poczerwieniał na twarzy. – Jednak to nie wszystko…

    – Jasne. Jesteśmy spóźnieni więc mów szybko. Co jeszcze?

                   Etan nie czuł współczucia. W tej chwili chętnie by mu oddał nawet łamiąc ten koślawy nos na środku korytarza. Pytanie zawisło w powietrzu tuż przed rozsuwanymi drzwiami do klasy. Dłoń Etana zawisła nad panelem służącym do ich otwierania. Zetar jednak cały spocony gorączkowo się w niego wpatrywał nic nie mówiąc.

    – Jesteś żałosny. – Etan prychnął pogardliwie i otworzył drzwi przesuwając dłoń nad czujnikiem.

     

    ∙∙∙

     

                   Sytuacja biegła niemal identycznie jak w poprzednich tygodniach. Od rozmowy z Zetarem minęły dwa dni. Jakie to szczęście, że w sobotę miał tylko zajęcia z psychologiem, a nie zwykłe lekcje jak co po niektórzy niezbyt rozgarnięci uczniowie potrzebujący dodatkowej pomocy w zdaniu egzaminów. Jak na razie doskonale szło mu ukrywanie swoich problemów przed Dziewiątką – panią psycholog. Pomimo jej dociekliwych pytań o jego seksualność i próby jej zaspokojenia odpowiadał zręcznie i nie mylił się. Dodatkowo ze zdziwieniem stwierdził że wie jakby zbyt dużo o tej sferze jego życia nie miał jednak śmiałości jej to wytknąć. Dziewiątka chętnie słuchała o chyba jedynym jego przyjacielu Aronie – i to ona zwróciła jego uwagę na fakt, że jest on naprawdę nieoceniony.

                   Wielokrotnie oczywiście sam już wcześniej to zauważył jednak nie potrafił przestać wychwalać go w niebogłosy. Aron dosłownie był „do rany przyłóż”.

    – Dziękuję.. – Zdołał wydusić z siebie po raz nie wiadomo, który Etan siedząc na podłodze i ukrywając twarz w załamaniu łokcia. Nie potrafił przestać płakać na zmianę z atakami nieopisanej złości.

    Niemal natychmiast po skończeniu zajęć dwa dni temu poczuł się źle. Naprawdę okropnie. Podczas gdy walczył z nagłym bólem nie tylko stłuczonego nosa ale i brzucha słowa jakie powiedział do Zetara – tak do ZETARA, w którym był bezgranicznie zabujany ale dopiero teraz to sobie uświadomił – wydały mu się bardzo nie na miejscu.

    Siedział w swoim pokoju wraz z Aronem od dobrych kilku godzin podczas których na zmianę wściekał się na Zetara i jego idiotyczne zachowanie później zaś obwiniał siebie za to co na samym końcu powiedział. Po terapeutycznych zabiegach przyjaciela odzyskał pod koniec dnia chwiejną równowagę umysłu. Aron dzięki swej zaradności i przebiegłości zdołał uzyskać zgodę obojga ich rodziców na pozostanie tej nocy u Etana i pocieszanie go w sprawach emocjonalnych. Zachował przy tym całą sprawę w najgłębszym sekrecie nie ujawniając prawdziwej przyczyny swej wizyty przed nikim. Przy swoich rodzicach Etan przyjmował obojętną uprzejmą maskę i przynajmniej na razie udało mu się ukryć swój niestabilny nastrój przed wszystkimi.

    Doszło nawet do tego, że podczas testów Pierwszy spoglądając na jego wyniki szkolne zdjął z niego obowiązek sobotnich zajęć – Etan niebywale się przeraził. Spotkania z Dziewiątką i rozmowy jakie z nią prowadził – pomimo tego, że wciąż wiele nie ujawniał naprawdę mu pomogły. (Były to rozmowy bardzo intymne więc jako Narrator nie śmiałem ich tutaj opisywać – Etan także ma prawo do prywatności!). Podziękował zatem Pierwszemu jednak zasugerował, że chętnie kontynuowałby te zajęcia już bez przymusu kłamiąc jak najęty, że niby pomagają mu się skoncentrować. Wymyślił wówczas całą masę powodów aby tylko móc uczęszczać na sesje. Wychowawca jakkolwiek by był zaskoczony nie okazał tego natomiast dał mu przepustkę do wolnego przychodzenia na tego typu zajęcia aż do odwołania. Przez ten czas jego ciało przestało także źle reagować na dawnego przyjaciela – Deox’a – po okresie wstrzemięźliwości seksualnej spowodowanej upojnym seksem z Zetarem. Spragniony ejakulacji penis przestał w końcu wybrzydzać i skwapliwie korzystał z dobrodziejstw nowoczesnej techniki był oto jednak możliwe także dzięki Aronowi, który niemal siłą zaciągał go do aparatów w szkole widząc jak niepoprawnie się męczy mając takie doskonałe warunki aby zaspokoić swoje pragnienia.

    Teraz Etan będąc znowu w pogrążony w rozpaczy i kompletnie nie wiedząc jak powinien naprawić sytuację między sobą, a Zetarem i płakał w najlepsze usłyszeli pukanie.

    – Szybko idź do łazienki ja z nim porozmawiam! – Aron zerwał się z podłogi i ją udawać, że ścieli właśnie łóżko. Na czas jego przyjazdu z podłogi wysunęło się dodatkowe posłanie dla gości dzięki uprzejmości domowego komputera Atosa, a jako że było idealnie posłane musiał je na szybko pognieść.

    – Czy mogę wejść chłopcy? – Po ponownym trzykrotnym pukaniu odezwał się ojciec Etana stłumionym przez drzwi głosem.

    – Tak proszę pana! – Odkrzyknął niemal zbyt roztrzęsionym głosem Aron próbując ukryć zdenerwowanie.

                   Savin przekroczył pewnie próg pokoju swego syna. Ubrany był jak zawsze w doskonale skrojony wizytowy kombinezon. Jego sylwetka ukazała się w lekko przyciemnionym świetle gdy wszedł do pokoju nie omieszkał natychmiast o to spytać.

    – Dlaczego tu tak ciemno? Już chcecie spać?

    – Nie proszę pana. Wydaje się, że Atos coś pomieszał w ustawieniach. Etan nie umiał zwiększyć natężenia światła lamp. – Było to wierutne kłamstwo jednak Aron powiedział je bez mrugnięcia okiem. Wszak to Etan zmniejszył moc lampy aby on nie widział zbyt dokładnie jak płacze.

    – Dziwne, zajmę się tym. – Mężczyzna z zastanawiającym błyskiem w oku podszedł bliżej do Arona udającego, że ścieli chwilę wcześniej rozwalone łóżko dla gości. Rozejrzał się czujnie po pokoju. – Gdzie mój syn?

    – Poszedł do toalety powinien niebawem wrócić. Mówił jeszcze, że pójdzie po coś do jedzenia do kuchni. – Ostatnie zdanie Aron wypowiedział trochę głośniej mając nadzieję, że Etan je usłyszy.

                   Te słowa jakby ucieszyły ojca Etana bowiem uśmiechnął się okazując zastanawiająco dużo emocji przy prawie obcej osobie. Aron miał nadzieję, że Etan usłyszał co mówią i niebawem wejdzie do pokoju frontowymi drzwiami z naręczem substytutu ciastek, przełknął ślinę i lekko się odsunął od mężczyzny.

    – Rozumiem. Mam do ciebie pewną sprawę.

                   Aronowi zaschło w ustach gdy wyłowił niebezpieczne błyski w spojrzeniu Savina, jego opięte idealnym kombinezonem ciało było bardzo umięśnione wiedział, że nie miałby najmniejszych szans jeśli postanowiłby go pobić. Sam nie wiedział skąd u niego ten nagły strach. Zganił sam siebie za takie pozbawione sensu domysły. Znajdował się przecież w gościnie u najlepszego przyjaciela, jego rodzice zaś nie powinni mieć do niego żadnych pretensji o cokolwiek w końcu ledwo ich znał!

    – Tak proszę pana?

                   Savin usiadł miękko na łóżku i poklepał miejsce obok siebie dosadnie nakazując mu zająć miejsce. Aronowi zrobiło się gorąco. Usiadł we wskazanym miejscu na samym brzegu materaca, a mężczyzna przysunął się do niego niemal nań napierając.

    – Wiem, że znacie się z Etanem dość długo, właściwie całe życie…

                   Zaśmiał się zupełnie ignorując przyjęte zasady dobrego smaku i okazując coraz więcej emocji jakby oczekiwał że Aron potwierdzi jego słowa. Chłopak skwapliwie to czym prędzej uczynił niemal przesadnie kiwając głową. Niemal podskoczył gdy poczuł ciężką rękę na swoim ramieniu. Przestraszył się nie na żarty, nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji kompletnie nie wiedział jak powinien się zachować. Ukradkiem zerknął na lekko pulsujący panel kontrolny na lewym przedramieniu kombinezonu gdzie jednym kliknięciem mógł zawiadomić swoich rodziców i wezwać ich na pomoc, jeden przycisk dalej zaś mógł wezwać służby porządkowe, które po wezwaniu zjawiłyby się w domu po dokładnie trzech minutach.

                   Savin z kolejnym błyskiem w oku zauważył to spojrzenie i położył drugą dłoń na jego kolanie jeszcze bardziej się przysuwając. Aron siedział jak na szpilkach ledwo mając dość śmiałości aby oddychać. Gdzie jest Etan?! Do cholery co się dzieje?! – Nie umiał znaleźć odpowiedzi na te pytania miał jednak nadzieję że przyjaciel wróci lada chwila. Z ulgą zauważył że coś syknęło z lewej strony pokoju gdzie w łazience ukrył się Etan, zapewne właśnie wyszedł i pobiegł do kuchni po coś do zjedzenia. Pospiesz się!!! – Błagał w myślach Aron lekko się wzdrygając gdy Savin ponownie lekko się do niego przysunął.

    – Spokojnie mam tylko jedno pytanie i mam nadzieję, że będziesz mógł mi na nie odpowiedzieć.

    – Ee.. – Aron zająknął się wysuszonym gardłem próbując coś odpowiedzieć. Dopiero po chwili odzyskał głos. – Co chciałby pan wiedzieć?.. – Powiedział to piskliwym głosem, aż nie mógł w to uwierzyć.

    – Dokładnie przejrzałem co ogląda Etan podczas ejakulacji. Ponad 80% scen to sceny dotyczące mężczyzn jednak nie zamierzam mieć wnuka z probówki. Mój syn musi znaleźć sobie dziewczynę i to niedługo mam nadzieję, że mi w tym pomożesz?

                   Aron nie wiedział co odpowiedzieć. Miał nikłą nadzieję, że jego właśni rodzice nie wiedzą co on ogląda podczas ejakulacji to byłoby… straszne jeśliby wiedzieli. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć na taką propozycję myślał gorączkowo podczas gdy Savin lekko zaciskał palce na jego kolanie sięgając powoli coraz wyżej.

                   Chłopak całkowicie się zablokował. Nie umiał odrzec ani słowem. Zrobiło mu się gorąco gdy poczuł ciężką dłoń na swoim kroczu. Mężczyzna uśmiechnął się drapieżnie czując maleńkiego trwożnie schowanego za dwoma warstwami materiału penisa, Aron skulił się i szarpnął do tyłu byle dalej od jego spojrzeń, ciała i.. ręki jednak łóżko kończyło się w tym momencie i niska deska uniemożliwiła mu ucieczkę. Cały się spocił gdy poczuł jak go masuje obejmując w całości jego skarby i lekko je ugniata miesząc wszystko w jednej dłoni. Nieubłagane hormony pompowane w niebywałym tempie przez jego pobudzone zdenerwowaniem serce zrobiły to czego się nie spodziewał. Dostał wprost kamiennej erekcji. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się w sytuacji, którą sam chciał przeżyć. Dosłownie przypominało to sceny jakie oglądał w wirtualnej rzeczywistości podczas ejakulacji.. były to sceny bardzo stonowane jak na jego gust. Od takich zaczynał wiele lat wcześniej jednak …

                   Nagle niemal serce mu stanęło. Czyżby on włamał się też do jego plików?… to by oznaczało, że doskonale wiedział co…

    – Tak. – Savin wyszeptał mu do ucha jakby wiedząc o czym myśli. – Jestem gotów poznać cię dogłębnie w taki sposób jaki lubisz jeśli zgodzisz mi się pomóc.. Wybacz mi, że nie przyniosłem bicza i kajdan wiem jak to lubisz.

                   Mężczyzna coraz mocniej pieścił go poprzez kombinezon, Aron nie wiedział co ma robić. Było mu tak nieziemsko dobrze, czuł potężne ciepło rozchodzące się od muskularnej dłoni, która szybko masowała jego penisa, przymknął powieki, a gdy je otworzył nie zdołał powstrzymać okrzyku zdumienia.

                   Savin już otwarcie masując całe jego ciało drugą ręką rozpiął jego kombinezon i najzwyczajniej w świecie złapał za penisa otwierając kieszeń w bokserkach. Szybko i mocno go masturbował nie wiedzieć skąd miał już na ręku żel aby umożliwić mu jak najlepsze doznania. Nawet jeśli Aron zaspokoił się tego samego dnia we własnym domu to ten obraz tak bardzo podobny do projekcji jego osobistego domowego Deox’a podziałał na niego jak płachta na byka ponadto wzmianka o sado-maso, które wprost uwielbiał wpompowała do jego krwioobiegu dodatkową porcję podniecenia . Niemal zakrztusił się powietrzem słysząc kolejne słowa jakie wyszeptał mężczyzna:

    – Jest taki mały…

    Aron mimo podniecenia naprawdę się zawstydził słysząc komentarz starszego mężczyzny, który zupełnie niczym się nie przejmując i całkowicie wykorzystując fakt że Aron się nie opierał usiadł za nim sadowiąc mniejszego od siebie między swoimi nogami. Chłopak czuł jak wprost olbrzymi penis Savina dotyka jego pośladków gdy mężczyzna mocno go ściskał i masował. Aron padł bezwładnie i zatopił się w jego ramionach czując jak orgazm zbliża się nieubłaganie. Widział swojego członka będącego teraz w swej największej postaci ściskanego niemal brutalnie między grubymi twardymi jak kamienie palcami.

    Jego dłoń była tak duża, że do objęcia penisa nie mógł użyć pięści gdyż wówczas cały narząd by w niej utonął nie wystając ani o milimetr co uniemożliwiłoby odpowiednie ruchy. Wystarczyły cztery palce i kciuk aby objąć całą jego długość pozostawiając nad jedynie odstający żołądź. Małym palcem, który wcale nie był taki mały dodatkowo masował i naciskał na zbite w kulę wrażliwe jądra dostarczając jeszcze mocniejszej stymulacji. Nieprzyjemnie szorstka skóra boleśnie tarła o delikatną powierzchnię podobnego do szerokiego czerwonego grzyba żołędzia gdy już ostatecznie mocne posuwiste ruchy odciągnęły daleko w stronę moszny jego napletek. Do wysychającego już żelu dołączyły niewielkie krople śluzu, które z podniecenia wypływały ze szczytu rozgrzanego członka. Obraz niknącego w potężnej męskiej dłoni nieletniego siusiaka, który ledwie z niej wystawał doprowadził Arona do rozkoszy. Trysnął nagle sapiąc przeciągle i zalewając pół pokoju. Sperma była wszędzie cudem czy też za sprawą umiejętności Savina nie pobrudziła ich kombinezonów i większość spadła daleko na dywan znikając w jego długich białych włosach, po których tak uwielbiał chodzić boso Etan. Aron jęczał bardzo długo podczas gdy ręka mężczyzny nieustannie pracowała nad jego napęczniałym członkiem dając mu niewysłowioną rozkosz. Wprost zatopił się w objęciach muskularnego mężczyzny oddając się ekstazie w całości.

    Savin robił to wyjątkowo umiejętnie nie zdradzając jednak nawet najmniejszego podniecenia. Jego przyciśnięty go pośladków Arona pyton ani myślał się obudzić pogrążony w leniwym miękkim śnie. Mężczyzna siedział spokojnie i podtrzymywał bezwładne ciało Arona, który dyszał ciężko cały spocony i niemal padł na starszego mężczyznę bez życia. Oblepione spermą grube palce zostawiły niebawem w spokoju zmęczonego penisa, który jednak wciąż lekko pulsował nie chcąc opaść. Savin obejmował go mocno i czule uważając aby go nie pobrudzić masował tylko odsłonięte ciało nie dotykając kombinezonu. Wkrótce cały chłopak pokrył się własnym nasieniem. Mężczyzna rozsmarował je po nim dokładnie nie zaniedbując wymęczonego członka jak i napuchniętych jąder. Aron zaś ledwo widział na oczy zamroczony chyba najsilniejszym orgazmem w życiu nie walcząc już zupełnie obudził go dopiero dotyk śliskich palców na własnym tylnym wejściu do którego zjechały wielkie ręce tuż po nieziemskiej serii uścisków i pociągnięć moszny.

                   Wzdrygnął się potężnie i otrzeźwiał momentalnie. Gruby palec obficie nawilżony spermą oraz kolejną niewiadomego pochodzenia porcją chłodnego żelu chciwie napierał na jego odbyt. Chciał wrzasnąć ale Savin przytrzymał mu obspermioną ręką usta drugą natomiast ciągle wpychał mu między pośladki. Czubek palca niespodziewanie wszedł nawet głęboko w jego wnętrze powodując niemal ponowny wytrysk. Penis dotychczas powoli popadający w letarg wierzgnął w górę ponownie wypełniając się krwią niczym koń zarzucający grzywą. Spiął się ukazując napęczniałe żyły na swej powierzchni gdy twardy palec mężczyzny wiercił się i wwiercał coraz głębiej w jego tylny otwór. Walcząc z obrzydzeniem Aron próbował dosięgnąć przycisku na panelu kontrolnym kombinezonu aby wezwać policję co jeszcze bardziej rozwścieczyło jego oprawcę jednak zanim zdołał cokolwiek zrobić rozległ się łomot u drzwi. Savin momentalnie go puścił z obrzydliwym uczuciem wyjmując palec z jego wnętrza, który wyskoczył zeń ze ssącym odgłosem. Obolały tyłek Arona zaciskał się co chwila jednak chłopak wciąż czuł obcy obiekt drażniący pewne niedostępne, głęboko położone obszary jego odbytu.

    – Wytrzyj się. Jeszcze porozmawiamy o to się nie martw.

    – Nig… !! – Aron nabrał potężnego wdechu szykując się do krzyku umilkł jednak w pół słowa gdy Savin ponownie przytrzymał mu usta śliską od spermy dłonią.

    – Wszystko jest nagrane, spróbuj komukolwiek powiedzieć to wyślę to do Deusa podczas twoich zajęć, ciekawe jak wtedy będziesz śpiewał.

                   Aron zamarł. On na pewno żartował.. nie mógłby zrobić czegoś tak podłego… oczy mu się rozszerzyły, kiedy dosłownie strach złapał go za gardło.

    – Co się tam dzieje?! – Do drzwi dobijał się Etan. – Drzwi się zacięły! Ojcze mógłbyś przyjść?! Aron jest w środku może coś się stało?!

                   W głosie Etana brzmiała panika dobijał się uparcie do drzwi waląc w nie pięściami jednak solidnie wykonana płyta metalu ani drgnęła.

    – Doprowadź się do porządku. – Powiedział ponownie.

                   Savin z upiornym uśmiechem na przystojnej twarzy puścił go i podszedł do okna. Otworzył je na oścież. Wstukał kilka komend na ekranie kombinezonu po czym całkowicie przestał się nim interesować. Niczym akrobata złapał się parapetu i zniknął w ciemnościach otulających dom. Jakby dosłownie się rozpłynął. Aron pogrążony w szoku i otępieniu ledwo słyszał przytłumione krzyki Etana i uderzenia w drzwi czym prędzej dopadł do okna i wyjrzał za nim jednak nic nie ujrzał, tylko ciemność. Gorączkowo myślał czy powinien powiedzieć o całym zajściu Etanowi, w końcu jego ojciec skrywał drugą twarz. Sadystycznego manipulanta, który posunie się do wszystkiego byleby mieć wnuka urodzonego przez kobietę.

                   Pomyślał o Etanie i zrobiło mu się go żal. Teraz gdy na zabój zakochał się i tuż po zapewne najlepszym seksie w życiu go stracił jego najlepszy przyjaciel został napastowany przez jego ojca… Nie. Na razie nic mu nie powie decyzję podjął zastanawiająco szybko zważywszy na okoliczności. Czym prędzej wciąż czując wewnętrzy dotyk pobiegł na sztywnych nogach do łazienki i wytarł papierem pot i zaschniętą spermę z brzucha i twarzy. Wracając do drzwi w biegu zapiął kombinezon ukrywając penisa wciąż w pełnej erekcji.

    – Etan?! Nic mi nie jest to tylko drzwi się zablokowały! – Aron sprawnie wciskał przyciski na panelu kontrolnym włączając elektroniczne pasy bokserek aby ukryć bardzo widoczne podniecenie.

    – Czemu nie odpowiadałeś?! Myślałem, że.. nie wiem co. Na pewno nic ci nie jest?! Tata już idzie! Gdzie on jest? Wołałem go już tyle razy….  

                   Drzwi raptem otworzyły się. Etan padł na niego niemal się do niego tuląc. Aron błagał w myślach aby nie poczuł nic przez kombinezon, w szczególności kamiennego penisa. Po chwili zamieszania obaj oderwali się trwożnie od siebie. Aron stanął jak wryty gdy ujrzał ojca Etana stojącego za nim i uważnie obserwującego całą scenę. Chłopak schował się za Etanem i cofnął w głąb pokoju, Savin zaś ze złowieszczym uśmiechem skrył się głębiej w cieniu i zniknął.

    – Co się dzieje? – Było to pierwsze zaniepokojone pytanie Etana. Chłopak obejrzał się za siebie wypatrując co też mogło tak przestraszyć przyjaciela. Jednak nic nie zauważył. Zamknął drzwi.

                   Etan poprowadził Arona do łóżka i posadził, sam zaś usiadł na miękkim dywanie na wprost niego. Aron zamarł gdy nagle uruchomiły się roboty sprzątające i poczęły sprawnie przeczesywać dywan czyszcząc go dokładnie z na szczęście niewidocznych strug jego spermy. Etan nic nie zauważył.

    – Nie wiem jak to możliwe drzwi miały założoną blokadę ale Atos nic o tym nie wiedział. Anulowałem polecenie ze sto razy jednak nic to nie dało. Dopiero jak przyszedł ojciec zamek się otworzył. Przepraszam, że coś takiego się stało nigdy wcześniej nie było problemów.

                   Aron nie odpowiedział. Wciąż widział w myślach okropny uśmiech Savina znikającego w lepkim głębokim cieniu ponadto bał się coś powiedzieć żeby czasami Etan się nie odwrócił i nie przerwał pracy robotom sprzątającym bezszelestnie dywan za jego plecami..

    – Dlaczego jesteś taki blady? Co się stało? – Pytał ponownie już naprawdę zaniepokojony Etan.

                   Aron bardzo chciał mu czym prędzej wszystko opowiedzieć jednak nie potrafił powiedzieć ani słowa. Wiedział, że wszystko jest dokładnie nagrywane możliwe nawet, że Savin słyszał wszystko co wcześniej mówili między sobą! To by tłumaczyło aż taki nagły atak na Arona i chęć zmuszenia go do zmiany preferencji płciowych własnego syna!

    – Nic naprawdę wszystko jest dobrze. – Wypowiedzenie tego zdania wiele go kosztowało. Szybko obmyślił w głowie niepewny ale prawdopodobnie wykonalny plan. Na razie będzie grał w jego grę później wszystko sobie z nawiązką odbierze. – Nawet nie zauważyłem kiedy drzwi się zablokowały.

    – Jak to? Ojciec tu był. Słyszałem jak wymyśliłeś historyjkę o tym jak niby poszedłem po coś do jedzenia. Natychmiast wybiegłem jednak w kuchni zatrzymała mnie matka, uparła się, że przygotuje nam substytuty kanapek.. o właśnie.

                   Etan podbiegł do drzwi nieomal potykając się o roboty sprzątające. Zaklął siarczyście kopiąc je. Rozkazał Atosowi je wyłączyć i gdy pochowały się w ścianach podszedł już spokojnym krokiem do drzwi i z podłogi zabrał talerz do tej pory leżący niedbale na korytarzu. Aron spiął się bojąc się ujrzeć Savina w ciemnościach jednak mimo strachu nie umiał odwrócić spojrzenia. Przez krótką chwilę kiedy drzwi były otwarte nie ujrzał nic prócz punktowo oścwietlonego korytarza. Odetchnął z ulgą i nawet zdołał się krzywo uśmiechnąć widząc jak Etan przynosi talerz wyładowany Sevox’em w jego ulubionym smaku pieczonych pomidorów.

    – Pomyślałem sobie, że chętnie coś zjesz. Straciłeś na mnie cały dzień, pewnie jesteś głodny.

                   Etan chciał wynagrodzić przyjacielowi przymusowy jakby pobyt w jego domu. Gdyby tylko umiał sam o siebie zadbać nie musiałby angażować aż w takim stopniu Arona.

    – Nie trzeba było. Nie jestem wcale głodny. – Aron miał ściśnięty żołądek po przeżyciach z ostatnich chwil, nie umiałby połknąć nawet kęsa.

    – Czyli co się działo jak wyszedłem. Swoją drogą dziwne, że matka uparła się zrobić nam kanapki, kiedy wcześniej do mnie przychodziłeś jakoś się nami nie interesowała.

                   Aron zapisał to sobie w pamięci. Najpewniej Savin współpracował z żoną, która miała takie same ekstremistyczne podejście do sprawy podtrzymania rodu co jej mąż.

    – Nic. Spytał się gdzie jesteś i chwilę później wyszedł. Nie rozmawialiśmy prawie. Później zaś załomotałeś w drzwi.

                   Kłamstwo wyszło mu całkiem dobrze gdyby nie komunikat o zbyt wysokim tętnie, który umiejętnie zakrył odpowiednio przekręcając rękę.

    – No dobrze. Jeszcze jutro porozmawiam o tym z ojcem coś jest nie tak z tym domem.

    – Wypraszam sobie. Wykonuję tylko… – Przyjemny głos Atosa wtrącił się do ich rozmowy jednak zanim zdołał dokończyć zdanie nagły syk w głośnikach zagłuszył te niemrawe tłumaczenia po czym nastała cisza, Etan zaś westchnął.

    – Trzeba mu zrobić reset ostatnio stał się bardzo irytujący.

                   Tym razem Atos nic nie odpowiedział na to wyznanie za to dotychczas przyciemnione światło rozbłysło z pełną mocą.

                   Chłopacy rozmawiali o wielu rzeczach do późna w nocy. Aron nieustannie zbywał obecne problemy Etana mając na uwadze, że wszystko co powiedzą zostanie nagrane. Tak więc dzięki jego staraniom nie poruszyli więcej problemów sercowych Etana. Wiedział już co powinien zrobić, trzeba jednak zaczekać na odpowiedni moment.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    CzarodziejEmrys
  • Nauczycielka III

    Seks po studniówce z mężem układał się Justynie wyśmienicie, kochali się ja na początku małżeństwa. Pozwalała mężowi nagrywać ich zbliżenia. Czuła się piękna spełniona. W ostatni weekend ferii wyjechała z mężem do ośrodka wypoczynkowego. W dzień szalała na nartach. Wieczorem mąż powiedział, że ma dla niej niespodziankę, poprosił ją o ubranie seksownej sukienki. Justyna nie czuła już skrepowania zakładając krótką sukienkę do kolan.

    Razem z mężem taxi z ośrodka pojechali do klubu. Po wejściu do klubu Justyna zauważyła, że większość klientów klubu to młodzi ludzie. Młodzi wysportowani chłopcy i dziewczyny. Popatrzyła na nie na te młode dziewczyny, mąż objął ją i wyszeptał czule „jesteś piękniejsza niż te podlotki idź tańczyć zobaczysz, że tylko z Tobą będą chcieli tańczyć” mówiąc to delikatnie popchnął ją w kierunku parkietu. Justyna dała się porwać muzyce. Tańcząc czuła wzrok męża na sobie, wzrok męża i młodych chłopców. Chłopców w wieku jej maturzystów, którym kilkanaście dni temu obciągała. Poczuła się podniecona, ktoś chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę baru. Podał jej drinka to był mąż uśmiechał się do niej. Justyna wypiła drinka. W tym momencie podszedł do niej młody może 20 letni chłopak.

    Przepraszam czy mogę panią prosić do tańca. Justyna popatrzyła mężowi w oczy i zobaczyła w nich zgodę. Poszła tańczyć z młodzieńcem. Młody chłopak był wyśmienitym tancerzem. Zdążyła się od niego dowiedzieć, że razem z kolegami przyjechał na obóz sportowy. Justyna tańczyła z nim, w pewnej chwili chłopak zaprosił ją do stolika chodź usiądź z nami, przedstawię Cię kolegą. Justyna dziwnie się poczuła, jej wzrok był rozbiegany a ciało rozpalone, czuła się dziwnie podniecona. Młodzieniec zaprosił ją do stolika. Siedziała przy nim 4 chłopaków w wieku jej tancerza i dwie młode dziewczyny.

    Justyna wdała się w rozmowę z nimi, czuła się jakby nieobecna, jej ciało zaczynało drżeć. Była bardzo podniecona. Siedziała pomiędzy swoim tancerzem a młodą dziewczyną. W pewnej chwili poczuła dłoń dziewczyny na swoim udzie. Dziewczyna uśmiechnęła się do nie. Gładziła ją po wewnętrznej stronie uda. Dziewczyna nachyliła się do niej i wyszeptała jesteś taka piękna dojrzała. -Chodź za mną. Justyna poszła za dziewczyną. Weszły do toalety. Dziewczyna zaczęła ją całować. Justyna nieśmiało oddała jej pocałunek. Całowały się kilka minut. Justyna czuła dziwne podniecenie. Od dziewczyny usłyszała pytanie. Jesteś ty sama? Justyna odpowiedział jej, że nie, że jest z mężem. Dziewczyna pocałowała ją wpychając jej język do środka ust.

    Po pocałunku powiedziała jej proszę chodź poszukaj męża i jedziemy do was. Justyna wyszła z dzieciaczyną z toalety. Czuła, że na dole jest mokra. Razem z dziewczyną podeszła do męża. Zabierz nas rzuciła krótko mężowi. Wychodząc z klubu zauważyła, iż mąż rozmawia z jej tancerzem. Nie chyba jej się wydawała. Usiadła z dzieciaczyną z tyłu taksówki, maż usiadł z przodu. Jechali w milczeniu. Dziewczyna gładziła ją po udach.

    Po przyjechaniu do ośrodka po wejściu do pokoju dziewczyna zaczęła rozpierać Justynę. Mąż stał i patrzył na nie. Dziewczyna delikatnie rzuciła ja na łózko. Następnie dziewczyna przywiązała jej nadgarstki do ramy łóżka a apaszkę, którą miała na szyi przysłoniła Justynie oczy. Justyna leżała na łóżku, czuła podniecenie. Dziewczyna całował jej piersi, zeszła niżej. Namiętnie ją lizała. W pewnej chwili Justyna poczuła, że ktoś bierze jej sutki w usta. To nie możliwe dwa sutki naraz w usta, ktoś pieści jej językiem. Wyraźnie czuła, że dwa sutki i cipka są pieszczone. Nic nie widziała, ale czuła ogromne podniecenie. Na swoim ciele poczuła ręce, męskie ręce to nie były ręce jej męża. Ktoś wsunął jej język w jej usta. Justyna zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Jej piersi i cipka były pieszczone naraz. W pewnej chwili zaczęła krzyczeć proszę wejdź we mnie. Ktoś odwiązał jej nadgarstki, próbowała ciągnąć przepaskę z oczu ale stanowczy chwyt za jej dłoń na to nie pozwolił, jej dłoń została nakierowana na męskiego członka. Zaczęła go pieścić. W tym momencie poczuła jak męski członek wchodzi w nią. Justyna zaczęła krzyczeć, wić się z rozkoszy. Proszę nie przestawaj zrobię wszystko co tylko chcecie nie przestawaj.

    Justyna odleciała. Wiedziała, ze teraz zrobi wszystko żeby zadowolić jej kochanka. Kochanka czy kochanków. Czuła, że jest ich kilku, czuła również zapach dziewczyny.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Wolski
  • Nauczycielka IV

    Justyna uczyła się jak nigdy, jeszcze nigdy nikt doprowadził jej do takiej ekstazy. W cipce w czuła penisa, zaś na odbycie poczuła języczek, bardzo sprawny język. To musiał być język tej dziewczyny. Poczuła jak ktoś podsuwa jej pod usta członka, rozchyliła usta i zaczęła go oblizywać. W pewnej chwili lizała już dwa członki. Ktoś chwycił ją za włosy i włożył do buzi penisa. Zgrał ruchy z członkiem, który miała w cipce i zaczął ją posuwać w usta. Odchyliła głowę do tyłu żeby ułatwić mu zadanie. Doszli jednocześnie poczuła uderzenie spermy w gardle oraz ciepło w cipce. Nie zdążyła wszystkiego przełknąć gdy ktoś kazał je uklęknąć. W usta włożono jej dwa penisy lizała je łapczywie. W dłoni trzyma dwa penisy. Słyszała męskie głosy dobra suczka ssij. Ssała bez opamiętania. Poczuła znowu uderzenie spermy w ustach, drugie zaś na włosach, i następne i następne.

    Straciła rachubę, co chwilę czuła uderzenie spermy lub uderzenia członków na swojej twarzy, ktoś włożył jej penisa do ust. Rozpoznała go to był penis męża. Spuścił jej się w ustach. Usłyszała zamykanie drzwi. Na ustach poczuła język. Zdjęła opaskę. Dziewczyna z baru lizała ją odwzajemniła jej pocałunek. Mąż stal z boku. O cholera on to nagrywa. Dziewczyna zlizywała z jej twarzy spermę i podawała jej do ust na swoim języku. Po kilku minutach Justyna wyczerpana upadła na dywan, mąż ją podniósł i położył do łózka. Justyna zauważyła jak mąż odwraca dziewczynę tyłem do siebie i wchodzi w nią. Wiła się pod uderzeniami jego bioder. Zmęczona Justyna zasnęła. Jak się obudziła mąż siedział koło niej.

    Jak Ci się podobało kochanie? Justyna skinęła głową, nie wiedziała co powiedzieć. Mąż wstał z łózka i uśmiechając się powiedział do niej. Spełniły się prawie wszystkie moje marzenia erotyczne. Ale pamiętaj to nie ty decydujesz ale ja jak kiedy i gdzie będziesz to robić.

    Justyna uśmiechnęła się. Wstała i wchodząc do łazienki, rzuciła krótko Ok kochanie! Po wejściu do łazienki w lustrze ujrzała swoje oblicze, Oblicze ładnej kobiety z resztkami spermy na włosach.

    Po doprowadzeniu się do porządku wyszła z łazienki. Zeszli razem z mężem zjeść śniadanie. Czuła ból głowy mąż podał jej tabletki. Weź to pomoże dojść Ci do siebie. Rozmawiali podczas śniadania jak by nic się nie stało. Justyna chciał się go zapytać o wczorajszy wieczór, ale on nic o tym nie wspominał.

    Po śniadaniu udali się na stok. Justyna zjeżdżała, na nartach. W pewnej chwili podjechała do niej grupa młodych mężczyzn. Wśród nich rozpoznała swojego partnera tanecznego z klubu. Chłopcy było ich sześciu, nie siedmiu uśmiechali się do niej.

    Justynie zrobiło się gorąco, policzki zapłonęły czerwienią, czy to oni mnie tak wczoraj obsłużyli. Mąż ujrzała go jak rozmawia z dziewczyną, tą samą która zlizywała z jej twarzy resztki spermy. Spermy tych chłopców. Chłopcy uśmiechali się do niej. Zabawiali rozmową.

    Przez resztę dnia zjeżdżali razem. Chłopcy za każdym razem prawili jej komplementy. Justyna czuła się atrakcyjne., była adorowana przez młodych chłopców. Na obiad poszli wszyscy razem. Justyna dyskretnie spoglądała na męża. On odwzajemniał jej spojrzenia. Bawili się wspaniale. Justyna czuła się w ich towarzystwie wspaniale. Po powrocie do ośrodka mąż włączył jej film. Justyna z otwartymi ustami i wypiekami na policzkach oglądała film.

    Film gdzie kobieta z zasłoniętymi oczami obciąga kilka penisów, jak lawiny spermy zalewają twarz kobiety, jej twarz. To była jej buzia. Justyna poczuła mrowienie w nogach. Mąż z uśmiechem na twarzy poszedł do niej. Justyna ściągnęła mu spodnie i zaczęła łapczywie obciągać. Mąż uśmiechał się i gładził ją po głowie, włosach. Justyna to chyba twoja oscarowa rola. Nie sądziłem, że jesteś taka otwarta, stworzona do obiektywu. Mąż mówiąc te słowa skończył jej w ustach.

    Justyna nic nie mówiła-zastanawiała się kto jeszcze ma dostęp do tego nagrania. Mąż jakby odgadł jej myśli. Ten film mam tylko ja.

    J będziemy go oglądać jak by czasami przyszła Co ochota na ból głowy. Justyna całując męża w czubek członka z uśmiechem odrzekła Kochanie ból głowy już mi nie grozi. A wczorajsza niespodzianka była super.

    Mąż uśmiechnął się. Kochanie wiesz, że niedługo kończy 40 lat.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Wolski
  • MW-Grecja Rozdzial 25 Kelnereczka

    Dziwnie nam wracać. Przyzwyczailiśmy się do tej Grecji. I do tej swobody. Kiedy ja ostatni raz miałem na sobie ubranie? A dziewczęta? Z Warszawy wyjechaliśmy prawie trzy tygodnie temu…

    – Jeszcze wam parę dni hasania nago pozostało – pocieszam je.

    – Ale zamknięte w tym pudle!

    – A tak wam się kamper podobał!

    – Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

    – To teraz wiem, dlaczego mam taki apetyt na wasze cipki!

    – Hihihi… To się częstuj!

    Nie sam je liżę. Również Tidżeje, Niko, Jacek, Brodacze oraz cała załoga Zorzy starają się poprawić humor dziewczętom. Jako, że pożegnalna impreza dobiega końca, mogą już tylko w ten sposób. Cierpiąc katusze giętkiej pały, dajemy im rozkosz giętkiego języka.

    Stoimy na redzie Neapolis, z pokładu Zorzy widać parking i nasz kamper. Też nie chcę wracać… Zwłaszcza, że Zorza jeszcze tu zostaje.

    – Wygospodarowaliśmy tydzień – chwalą się Brodacze, a „moje” dziewczęta im zazdroszczą. A także DajDaj. Bliźniaczkom też się jeszcze nie spieszy do Danii i postanawiają zostać.

    – Teraz, jak Ala rozruszała załogę, będziemy miały siedem kutasów na nas sześć.

    – Ja też nie narzekam – mówię, unosząc głowę znad krocza Ayah albo Daryi. – Doliczając Julkę i Jacka, będziemy mieli osiem cipek na nas czterech  w drodze powrotnej.

    – I będziecie w stanie głównie je lizać – śmieją się DajDaj.

    A właśnie, lizać! Schylam głowę i zanurzam język w czekoladowej piździe. Ostatni raz…

    A ostatnią szparką, którą wylizuję, jest miodna cipa Honey. Dziewczyna proponuje 69, jestem sceptyczny, ale niech próbuje. I może nie całkiem mi postawiła, ale i tak jest zadowolona. Ja mam za to dokładnie wylizane jądra.

    – Mam lepszy orgazm, jak równocześnie obciągam – zdradza mi swój sekret. – Musisz kiedyś spróbować!

    – Bardzo śmieszne!

    * * *

    Specyfika naszej wyprawy do Grecji ma swoje zalety. Wybierając się na, nazwijmy to, pożegnalne sex party na Zorzę, zabraliśmy ze sobą wszystkie nasze bagaże, czyli woreczek z dokumentami i paroma komórkami. A także kluczyki do kampera. Wszystkie zakupy dziewcząt oraz plecaki Julki i Jacka Niko wyekspediuje z Aten – nie pomieścilibyśmy się z nimi w kamperze, zwłaszcza że wracamy w trzynaście osób.

    Zorza podchodzi na silniku do mola w Neapolis.

    – Jak to dawno temu było!

    – I jakie byłyśmy nieśmiałe, co dziewczęta?

    Uśmiecham się tylko. Te dwa tygodnie nagiej włóczęgi po bardziej lub mniej bezludnych greckich wyspach zrobiło swoje. Nie tylko dziewczyny, my też czujemy się swobodnie odziani w… nic. I jak gdyby nigdy nic schodzimy na ląd. Wszyscy świeżutcy i pachnący – na pożegnanie załoga Zorzy dokładnie i z uczuciem wymyła nam dziewczęta, a jej pasażerki – nas.

    Dziewczęta puszczamy przodem. Uśmiecham się tylko na myśl, co się dzieje w spodniach licznie zgromadzonych gapiów – wszak wizyta takiego żaglowca, to niecodzienna atrakcja w miasteczku – na widok kolejnych nagich dziewczyn i ich wypiętych tyłeczków, gdy tak powoli schodzą po drabince. Sam doświadczyłem tego widoku nie raz i zawsze mi stawał. Im też – nie mam wątpliwości.

    * * *

    – Gorąco mi od tych wszystkich spojrzeń!

    – Bo jest gorąco…

    – Ale w kroczu!

    – Jeszcze ci mało?!

    Majka zamiast odpowiedzieć przystaje i wypina piczkę. Fatycznie, coś tam z niej cieknie…

    – To przez te wszystkie pojrzenia.

    – Przeszkadzają ci?

    – Wręcz przeciwnie! – Majka okręca się na jednej nodze, unosząc wysoko drugą. Pan Pierożek pęka wzbudzając entuzjazm widowni. Pozostałe dziewczęta zachowują się podobnie, czują, że coś się kończy i wykorzystują chwilę.

    – Bezwstydnice! – Śmieję się. – Ciekawe, czy sprawdzi się moja teoria…

    – Jaka teoria?

    – O tym, że poziom waszego wyuzdania rośnie wraz z odległością od domu.

    – O, mój na pewno!

    – Julka jest bardzo nieśmiałą dziewczyną – wtrąca Dorka.

    – Chyba była! Popatrz na nią…

    Julia zachowuje się równie swobodnie, jak pozostałe dziewczęta. A przecież jest to jej pierwszy raz. Owszem, ostatnie kilkanaście dni spędziła nago, pomijam tu – na czym, ale albo na plaży naturystów, albo w naszym gronie. A teraz świeci golizną na ulicy. Wśród przechodniów.

    – Ale nieśmiała? Nigdy bym nie uwierzył! – Droczę się z Dorką. – Trzeba ci było słyszeć, jak się zakręciła koło mnie, żeby dołączyć do ekipy…

    – I nie żałujemy! – Julka tylko się śmieje

    – Mówisz o sobie i Jacku?

    – Mówię o sobie i swojej piździe! Tyle wrażeń…

    – Orgazmów chyba?

    – Orgazmów, kutasów… Ale głównie tego cudownego braku zahamowań… Oto idę sobie ulicą, całkiem goła, wszyscy się gapią, a ja wcale się nie garbię. Wręcz przeciwnie – podnieca mnie to. W końcu ma się to ciało!

    I pręży śmiało to nagie ciało. A co do podniecenia… Sprawdzam dyskretnie.

    – Faktycznie jesteś podniecona – mówię, rozcierając śluz w palcach.

    – Ależ panie Maćku!

    Ten ton! Wszyscy natychmiast patrzą na Majkę i Natkę, wybuchają śmiechem.

    – No co?

    – Już wy wiecie! Wy jedne tęsknicie za domem.

    – Za tatusiem chyba!

    – Już go tam Baśka pociesza…

    – Robusia, hihihi.

    – Już wy z naszego tatusia zejdźcie, dobrze!

    – Wy za to długo z niego nie zejdziecie, jak już wrócimy!

    – I wciąż to „Ależ tatusiu!” Jakie to było słodkie!

    Siostry dają za wygraną, nec Hercules contra plures.

    * * *

    Daleko nie mamy, kamper stoi na parkingu u nasady mola. Tyle, ze nie da się do niego wsiąść…

    – Ale zaduch!

    – I można się ugotować!

    Tak więc to nie koniec atrakcji dla mieszkańców miasteczka i licznych turystów. Tom albo Jerry, na niego padło, wietrzy kampera, potem ma uruchomić klimatyzację, my ruszamy na spacer. I na lody. Właściciel budki z lodami przed którą się rozsiadamy, ma mieszane uczucia – z jednej strony zalew bezwstydnej golizny, z drugiej niesamowity ruch w interesie. Natomiast jego pomocnik najwyraźniej wolałby mieć interes w ruchu…

    Natka, patrząc mu w oczy,  przytyka rożek z lodami do dekoltu i sunie w dół, między tymi swoimi balonami aż do pępka, zostawiając śmietankowo- truskawkową smugę.

    – Chcesz, żeby mu jaja pękły?!

    – Natka nie odpowiada, zgarnia z siebie te lody palcami i je oblizuje. Dalej zerkając na lodziarza.

    – Nie masz litości!

    A strużka roztopionych lodów spływa niżej i kryje się w gąszczu porastającym jej cipę.

    Zaraz i mnie stanie! Dobrze, że impreza pożegnalna była taka intensywna.

    – Natka, obiecuję, że ci wyliżę, ale daj już spokój!

    – Ależ „tatusiu”!

    Jak widać, zemsta jest słodka.

    Gdy tylko wracamy do kampera, przekonuję się, że cipa Natki jest równie słodka. Nawet nie zauważam, kiedy ruszamy do domu.

    * * *

    Julki nie opuszcza podniecenie, nasłuchała się o kamperze, teraz konfrontuje wyobrażenia z rzeczywistością.

    – Widziałeś?!

    Niczym nie osłonięte „strefy sanitarne”, to pierwsze, co Jacek zauważył, fan złotego deszczyku będzie miał tu dużo miłych wrażeń.

    – Ale tylko wzrokowych – zastrzega Julka.

    – W miarę możliwości zatrzymujemy się na siusiu, gdzieś w ustronnych miejscach – pocieszam Jacka. Jego skrępowanie z powodu z lekka nietypowych upodobań już dawno ustąpiło i otwarcie wali konia, gdy któraś z dziewcząt sika w kamperze. Oczywiście na zewnątrz może sobie pozwolić na więcej…

    – Uwielbiam, gdy mu tak błyskawicznie staje – mówi Lola. Zatrzymaliśmy się właśnie, jak to mówią dziewczęta – oddać mocz w dobre ręce. Lola sika na podstawioną dłoń Jacka i rzeczywiście staje mu momentalnie.

    – Chcesz, to ci zwalę?

    Jacek korzysta z propozycji Julki, chwyta za pipki kolejne szczające dziewczyny, a ona trzepie mu do skutku. Do Ali nie dochodzi, dochodzi prędzej. Zresztą Maleńką trzymam za cipę osobiście. Też lubię, jak gorący mocz przecieka mi przez palce.

    – Jak zatrzymamy się gdzieś nad wodą, to obsikacie mnie całego!

    – Hahaha… brakuje ci Dajdaj, co? Ale zgoda, nie ma sprawy.

    – Wiesz, korzystam, póki mogę – tłumaczy mi Jacek. W Warszawie nie będzie takich możliwości, co najwyżej w wannie…

    – Nie musisz się tłumaczyć, też to lubię – mówię, a dziewczęta (z wyjątkiem Moniki, Toli i Julki) uśmiechają się dyskretnie. Dla tych trzech oraz Jacka mój ogród z basenem będą prawdziwą niespodzianką. Nawet nie wiedzą, że mieszkam sam w dużej willi…

    * * *

    Ta podróż powrotna, to trochę, jak film puszczony od końca. Żegnamy się po kolei z miejscami, z którymi wiążą się miłe wspomnienia. Choćby Monemvasia…

    Zajeżdżamy na malutką stacyjkę, Tidżej tankuje, dziewczęta wysypują się z kampera.

    – Nie biegniecie się wykąpać?

    – Tutaj?!

    Fakt, po tych wszystkich pięknych, odludnych plażach, tu jest… nędznie.

    – A tak wam się tu podobało!

    Przynajmniej stadko młodziutkich nagich dziewcząt podoba się pompiarzowi, gościom malutkiej knajpki obok i przejeżdżającym kierowcom, czemu dają wyraz trąbiąc. To się nie zmieniło.

    – Może jednak? – Pokazuję nędzną, ale jednak plażę, po drugiej stronie placu. – Odświeżymy się trochę, a takie mokre, prosto z wody, spodobacie się bardziej. No i dzisiaj morza już nie zobaczycie…

    To je przekonuje.

    * * *

    A oto i reklama zajazdu „Turn of Monemvasia”. Jest wieczór, wypadałoby coś zjeść.

    – Skręcamy?

    Ledwie się zatrzymujemy, z zajadu wybiega i idzie ku nam… Nie, nie ten biedny chłopak zgwałcony przez Lolę pospołu z Majką. Obie są rozczarowane. Ale ja nie – do drzwi kampera puka ta mała kelnereczka. Ją dla odmiany ja dobrze zapamiętałem, jest z tych wpadających w oko.

    – Szef bardzo prosi, żebyście państwo trochę zaczekali, mamy tu wycieczkę, zaraz jadą – mówi, starając się nie patrzeć na moją pałę, przynajmniej nie otwarcie.

    – Czyli szef też ma dobrą pamięć…

    – Trudno państwa nie zapamiętać!

    Zerkam na plakietkę z imieniem, którą nosi przypiętą do fartuszka.

    – Ale potem nas obsłużysz… Febe?

    Spieka raka na taką dwuznaczność. Zwłaszcza, że przyglądam jej się otwarcie. Patrząc na tą czarną spódniczkę do połowy zgrabnego uda, białą bluzeczkę z rozpiętym może o jeden za dużo guziczkiem, fikuśny fartuszek, odkrywam że stęskniłem się za fatałaszkami.

    – Oczywiście – odpowiada – mam teraz zmianę.

    Porozumiewam się wzrokiem z Tidżejami – wypadałoby tu zanocować…

    – Macie wolne miejsca w motelu?

    – Jest wolny domek.

    – To pewnie zostaniemy…

    – Leżeć!

    To do mojego penisa mówię, nie umie się zachować. Kelnerce oczy się rozszerzają, gdy tak nabrzmiewa… Jaką ja mam ochotę sięgnąć dłonią między te uda, wziąć ją w tym fartuszku i spódniczce, zaledwie pozbawiwszy majteczek… Biorę na wstrzymanie.

    – Bierzemy ten nocleg, Febe.

    – To ja skoczę po klucze – i ucieka, cała spłoniona.

    Wraca za chwilę, dziwi się, gdy ruszamy za nią tak, jak stoimy.

    – Nie macie żadnych bagaży?

    – Masz na myśli ubrania na zmianę?

    – E… no nie… ale… – Jak uroczo ona się czerwieni!

    Biorę ja za rękę i odwracam do siebie.

    – Skąd te rumieńce, Febe?

    – No przecież…

    – Przecież widzi, że się ślinisz na jej widok – wtrąca Tidżej.

    – On mówi, że mi się podobasz – tłumaczę na angielski.

    Febe wyrywa dłoń z mojej, odwraca się, by ukryć zmieszanie.

    – To proszę za mną – mówi przez ramię i energicznym krokiem zmierza w stronę bungalowów. Idę tuż za nią, nie mogę oderwać wzroku od jej tyłeczka, ten rytmicznie falujący rąbek spódniczki, to powiewający wysoko, to ciasno przylegający do tych bliźniaczych wypukłości, odsłaniający wtedy jeszcze więcej smukłych ud… Ciekawe jakie ma majteczki, już prawie je widać…

    – Mało ci tego miodu? – To Maleńka się ze mnie nabija.

    – Ale z nowej dziupli!

    – Hahaha… Ja tam ci nie żałuję, nawet chętnie popatrzę.

    – Pytanie, czy ona lubi widownię…

    – Tu już robią zakłady, jak szybko ją rozbierzesz.

    – Ależ ja jej wcale nie chcę rozbierać!

    – Jak to? – Ala jest autentycznie zdziwiona.

    – Dość już mam tej nagości. No i kręci mnie to jej ubranko.

    * * *

    W domku są wprawdzie tylko cztery łóżka, ale szerokie, wygodne… Jest też spory salonik i duża łazienka. Pomieścimy się.

    – Pomieścimy się!

    Febe już nic nie mówi, tylko kiwa głową. Zastanawia się przez chwilę, czeka na coś? Ja tymczasem mam wrażenie, że o czymś zapomniałem… No tak! Kolacja!

    – A co do kolacji…

    – Przyjdziecie do restauracji? Bo możecie też zjeść tutaj.

    – To prosimy tutaj. Jeśli to nie kłopot.

    – Żaden. W kuchni zapakują wszystko na wózek i go przyturlam. W czymś jeszcze mogę pomóc? Zaraz kończę zmianę…

    – Możesz przyjść i dać się zerżnąć temu tu napaleńcowi!

    – Możesz wpaść pogadać – tłumaczę słowa Tidżeja – zapraszam!

    – Zobaczysz orgię na żywo – nie odpuszcza Tidżej

    – Zobaczysz życie naturystów od wewnątrz – tłumaczę na dający się przełknąć język.

    – Już coś o nim słyszałam – Febe znów nagle gwałtownie się rumieni – Ilias opowiadał…

    – Ilias? A, to pewnie ten kelner, którego… który przyniósł nam kanapki.*

    – Sporego miał kutasa! Mogłaby go tu ściągnąć?

    – Miły był, co u niego? – Tłumaczę słowa Majki.

    – Ma teraz wolne.

    – Daleko mieszka? Dziewczęta chętnie znów by go… zobaczyły.

    – Niedaleko, mogę zadzwonić…

    Febe wyjmuje komórkę, zamienia parę słów.

    – Ucieszył się, niedługo będzie.

    – Pewnie już mu stanął! Umyjemy go sobie i elegancko obsłużymy, co dziewczęta?!

    – Z tego, co mówią dziewczyny wynika, że będzie zadowolony – informuję kelnerkę.

    – To ja już pójdę…

    – Ale wrócisz?

    – Mhmm…

    Jak to uroczo zabrzmiało, takie: chciałabym, lecz boję się…

    – Tylko zdam dyżur i się przebiorę – dodaje  już pewniejszym tonem,

    – Tylko się nie przebieraj, proszę!

    Febe zerka na te wszystkie nagie dziewczyny wokół i chyba rozumie. Znów się czerwieni, ciekawe ile jeszcze znajdziemy w niej pokładów wstydu.

    – Dobrze – mówi tylko i ucieka.

    * * *

    I oto mamy ją z powrotem. Cukiereczek z niej. Ślicznie zaokrąglony we właściwych miejscach, podany w kuszącym opakowaniu. Kruczoczarne, jak przystało na Greczynkę włosy, jeszcze przed chwilą skromnie upięte, teraz rozpuszczone, sięgające połowy pleców. Wyraziste czarne oczy pod równie czarnymi brwiami, zaróżowione policzki, perełki ząbków kolorem konkurujących z nieskazitelnie białą, gładką bluzeczką i obrzeżonym koronką fartuszkiem.  Ten rozpięty guziczek, kolejny! Biały, koronkowy staniczek typu bardotka nawet nie próbuje ukryć idealnych półkul jej piersi. Wznoszących się miarowo w głębokim oddechu. Dziewczyna wygląda na zdyszaną, biegła tu?

    Tom lub Jerry też to zauważa.

    – Tak jej spieszno do naszych kutasów?

    – Kuzyn pyta, co z kolacją – przekładam na angielski.

    – Jeszcze chwilę to potrwa, do pół godziny, na nocnej zmianie są tylko dwie osoby w kuchni – tłumaczy dziewczyna.

    – Szkoda… I zanim Febe ruszy z dalszymi przeprosinami, dodaję:

    – Naprawdę szkoda, że jeszcze będziesz musiała nas opuścić tego wieczora…

    Znów się płoni. Ale też uśmiecha.

    – A właśnie, że nie! Rozmawiałam z Iliasem, Już tu jedzie, poczeka na zamówienie i zjawi się tu wraz z kolacją.

    – Super! – Mówią jednym głosem Lola i Majka. I nie chodzi im o kolację…

    Co dalej? Zapada niezręczne milczenie. Widzę, że Febe jest chętna, lecz onieśmiela ją tak liczne towarzystwo.

    – Nie mieliście się czasem wykąpać?!

    * * *

    Rzucając rubaszne uwagi, ruszają do łazienki. Tłoczno tam. Zza drzwi dobiegają piski i śmiechy. Zostaję sam na sam z Febe. Podchodzę bliżej. Dziewczyna unosi głowę, widzi, że gapię się na jej piersi. A z pomiędzy tych piersi unosi się dyskretny zapach młodej dziewczyny z delikatną nutą dobrych perfum.

    – Ładnie pachniesz. I piękna z ciebie dziewczyna. A jak ślicznie się rumienisz…

    Oczywiście rumieni się w odpowiedzi.

    – Bo pan… Bo ja… – dodaje.

    – Już przestań z tym panem. Jestem Maciek.

    – Maciek… obraca w ustach nowe dla niej słowo.

    Dalej tak stoi z zadartą głową, na odległość sterczącego penisa ode mnie. Nachylam się i całuję ją w rozchylone lekko usta. Ma chłodne, wilgotne wargi. Jestem podniecony, to ta chwila…

    – Pragnę cię!

    Nim do mnie przylgnie, widzę, że chce, odsuwam się szybko, siadam na krześle, na samym brzeżku. Nieco skonfundowana Febe zerka na mojego sztywnego przyjaciela i kolejny raz spieka raka.

    – Podejdź do mnie!

    Jej kolana stykają się już z moimi, rozszerzam nieco uda.

    – Bliżej!

    Śliczna nóżka Febe jest już między moimi udami, wraz z drugą ociera się o moje, przebiega mnie dreszcz pożądania.

    – Ty też to czujesz?

    – Tak!

    – Przysuń się bliżej!

    Febe przyciska kolanko do moich jąder, sterczący penis łasi się do jej nóżki. Na wprost oczu mam te kształtne uda. Sięgam do nich.

    – Ty drżysz! – Mówię, gdy je tak delikatnie gładzę.

    – Bo już nie wytrzymuję!

    Trzymam te drżące uda w dłoniach, przesuwam te dłonie wyżej. Powoli znikają pod spódniczką, przedłużam tę chwilę. Zadzieram głowę, patrzę dziewczynie w oczy, widzę w tych oczach milczącą zgodę na wszystko…

    Febe bezwiednie oblizuje wargi, gdy moje dłonie wędrują wciąż wyżej. Wraz z nimi unosi się rąbek spódniczki. Ukazuje białe majteczki z luźno tkanej siateczki.

    – Jakie ładne!

    – Przewiewne… Gorąco w pracy…

    Kontempluje ten widok. Pulchna, a może raczej gęsto owłosiona cipka kusząco wypycha majteczki w kroczu. Tak, widzę niesforne czarne włoski wystające zza rąbka majtek. Kilka przenika też przez siateczkę… Urocze! A ten zapach! Intensywny, ostry zapach podnieconej cipy!

    – Gdyby nie to futerko, miałabyś już mokre majtki!

    – Mam je zdjąć? Czy wolisz sam? – Pyta gardłowym głosem.

    – Mamy czas…

    Zamierzam sprawić, by były mokre, mam wobec nich własne plany.

    Moje dłonie zsuwają się wzdłuż ud dziewczyny, spódniczka znów skrywa majteczki. Odpycham delikatnie Febe, patrzy na mnie zdezorientowana i rozpalona, a nasze nogi przestają się stykać.

    Siedzę bokiem do stołu. Teraz opieram na nim rękę. Łokieć prawie na krawędzi, przedramię poziomo w powietrzu, wyprostowana dłoń wnętrzem ku górze.

    – Podejdź, Kochanie!

    – Błysk zrozumienia w jej oczach, gdy kiwam na nią palcem tej dłoni. Przelotny, lubieżny uśmieszek… Ta dziewczyna lubi takie zabawy! Albo właśnie odkrywa, że lubi…

    Febe podchodzi. Końce palców już uginają materię spódniczki. Dziewczyna unosi ją powoli wraz z fartuszkiem, nie spieszy się, widać, że wciąga ją ta gra.

    – Bliżej!

    Teraz ja jestem niecierpliwy. Końce mych palców już tylko centymetry dzielą od jej krocza… Już tylko milimetry…

    Jak uroczo zagryza dolną wargę Febe, gdy w końcu, z wahaniem,  nasuwa się pizdą na moją dłoń! Nasuwa i zsuwa… nasuwa i zsuwa… I oddycha coraz szybciej. Ja zresztą też.

    Pod palcami wyczuwam kształt jej cipki, napieram środkowym, zagłębiam go lekko w rozkosznym rowku. Na efekt nie czekam zbyt długo – majteczki z wolna pokrywają się lepkim śluzem. Napieram mocniej a pizda w mej dłoni przyspiesza. Febe stoi w miejscu i tylko pracuje bioderkami. Podziwiam je w ruchu, całe – spódniczkę Febe trzyma zadartą wysoko. Pojękuje cicho, coraz głośniej; czyżby dochodziła w mojej dłoni?!

    Drzwi łazienki otwierają się szeroko, wytacza się z niej rozbawiona, hałaśliwa gromada. Spódniczka opada na mój nadgarstek, wszystko zamiera w bezruchu. Lecz Febe się nie odsuwa, nadal ściskam w dłoni jej mokrą cipę. Dalej przez majtki oczywiście.

    – Dobrze się bawicie?

    – Owszem, dobrze się… bawiliśmy.

    Rozmowa toczy się po angielsku, nie muszę „tłumaczyć”. Już nie.

    – Może to ją ośmieli – i Tidżej bezceremonialnie sięga do krocza, a jakże, mojej dziewczyny. Do jego drugiej ręki aplikuje Natka. Wkrótce także jego brat oraz Jacek mają pełne ręce roboty. Julka podbiega do mnie, uprzedzając Majkę i Lolę, które ostatnie wyszły z łazienki. Teraz mogą tylko popatrzeć, jaki użytek robią z naszych dłoni ich koleżanki.

    Febe kolejny, który to już raz, się czerwieni i bierze przykład z Julki. Jej pizda ożywa w mej dłoni.

    – Chcesz, żebym się rozebrała – pyta. – Głupio mi tak, samej jednej…

    – Wytrzymasz. Ale stanik możesz zdjąć…

    Nie przestając poruszać biodrami, Febe zdejmuje bluzeczkę, rozpina i zrzuca stanik.

    – Przecudne cycuszki! Pobawiłbym się nimi, ale mam zajęte ręce.

    Febe uśmiecha się zadowolona. Niczego jej nie brakuje w porównaniu z resztą dziewcząt. Niektóre, mam tu na myśli głównie Maleńką, zerkają na te piersi z zazdrością…

    – Na pewno chcesz, bym ją założyła?

    – Na pewno!

    Febe, dalej nie przestając pocierać śliskimi w kroczu majteczkami o moją dłoń, zakłada bluzeczkę.

    – Jeden guziczek, please!

    Wybiera ten na samym dole,  nie zamierza ukrywać cycuszków, skoro tak się podobają.

    * * *

    Pukanie do drzwi. Tym razem nie tylko pizda Febe zamiera w bezruchu. Do środka wtacza się wózek z kolacją a za nim Ilias. Chłopak rozgląda się zaskoczony, na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.

    – Cześć Febe! Fajnie, że mnie tu ściągnęłaś!

    Kelnerka chyba jest zadowolona, że założyła tę bluzeczkę. Wprawdzie cycki na wierzchu, ale jej kolega ma tyle wdzięcznych obiektów do podziwiania… Właśnie dwa z nich go namierzyły.

    Lola i Majka prą w jego kierunku.

    – Na co czekasz? Rozbieraj się!

    – Ale kolacja…

    – Kolacja poczeka, my nie!

    Popychają Iliasa na kanapę, zdzierają z niego ciuchy, chichoczą, gdy z gatek wyskakuje mu sterczący członek. Mocne pociągnięcie – Majka łapie za kutasa, Lola za jądra – sprawia, że chłopak musi wstać.

    – Możesz nam się teraz odwdzięczyć za tamto!

    – I obie wypinają cipki.

    – Jakże ja ci się odwdzięczę! – Woła Ilias do Febe, biorąc je w dłonie.

    Cipa w mojej ręce kolejny raz zaczyna się poruszać. Tyle, że Febe już nie zadziera spódniczki. Majka i Lola nie wypuszczają chłopaka z rąk, Febe bierze z nich przykład. Trzepie mi przykładnie konika, który jest już na ostatniej prostej i szybko zmierza do mety.

    – Jak cię zaraz nie przelecę, to się spuszczę w te rączki!

    I rzeczywiście, dłużej nie wytrzymam.

    Febe nic nie mówi. Zsuwa się tylko z mojej dłoni, sięga pod spódniczkę i kręcąc tyłeczkiem powoli ściąga majteczki.

    Biorę ją , taką zgiętą w pół, poleruje stół piersiami w rytm moich uderzeń, coraz to szybszych i gwałtowniejszych. Febe ma szczęście, że już niewiele jej brakowało, nie jestem stanie pieprzyć jej zbyt długo. Nie z wtuloną we mnie od tyłu Julką, nie z jej dłonią masującą mi jądra. Dochodzę tuż po Greczynce.

    Tryskam w wulkan. Febe ma taki orgazm, że ledwie mogę ją utrzymać. Siłą wciskam ją w stół, rozpłaszczając cycki na blacie. Soczysta erupcja sprawia, że jej pochwa jest niesamowicie śliska, wije się w konwulsjach, raz po raz zaciska miłośnie na mym penisie. Z wiadomym skutkiem.

    Czując mój wytrysk, Febe nieruchomieje, tylko pizda pulsuje, zaciska się rytmicznie. Wreszcie dopina swego, wyciska z siebie mojego mięknącego kutasa. Odwracam się do Julki.

    – Twoja kolej!

    – Tylko jedna kropla spermy zdąży skapnąć na podłogę. Zaskoczona Febe odwraca głowę, lecz szybko poddaje się pieszczocie języka  Julki. Grzeczna dziewczynka! I wreszcie przestała się rumienić!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * Rozdział 15 Ala i natka

  • Nowe doznanie cz.4

    -Ja to załatwię. – powiedziała, po czym ku mojemu przerażeniu chwyciła mój telefon i nim zdążyłam jakkolwiek zareagować odebrała go.

    –halo? Z tej strony Kaja, koleżanka z pracy Martyny. Wyszła w tej chwili do toalety, powiem jej, żeby oddzwoniła zaraz jak wróci.

    -eee… okej.  – odpowiedział wyraźnie zdziwiony po czym rozłączył się.

    -masz jakieś dziesięć minut na ogarnięcie tej bajeczki.

    Nie miałam ochoty wracać. Czułam się dziwnie. Bez pośpiechu zaczęłam zbierać swoje porozrzucane po całym mieszkaniu ubrania, Kaja naga leżała na łóżku i paląc papierosa uważnie mi się przyglądała.

    -jakiej muzyki słuchasz? – zapytała nagle.

    -nie lubię się ograniczać. Wszystko zależy od nastroju w danej chwili. Dlaczego pytasz?

    -W sobotę wybieram się razem ze znajomymi na świetny koncert. Przyłączysz się?

    -Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Obiecałam Karolowi, że spędzę z nim ten dzień.

    -Jesteś cholernie seksowna, wiesz? – zmieniła temat. – wręcz nie potrafię się przy Tobie opanować – dodała nieco ciszej.

    Odwróciłam się w jej stronę. Leżała na plecach i patrząc na mnie pieściła swoje piersi. Momentalnie przeszyła mnie fala gorąca. Pieprzyć to – pomyślałam. Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Karola:

    Kochanie, dziś do naszego zespołu dołączyła nowa koleżanka. Nikogo tu nie zna i zaproponowaliśmy jej wypad na miasto, żeby lepiej się poznać. Przepraszam, że nie zadzwoniłam. Wrócę bardzo późno, nie czekaj na mnie. Dobranoc :*

    Odpowiedź była natychmiastowa:

    Jestem na Ciebie zły, ale o tym porozmawiamy później. A teraz baw się dobrze. Dobranoc.

    Ojj nawet nie masz pojęcia jak dobrze się bawię – pomyślałam. Rzuciłam telefon w kąt i położyłam się obok mojej kochanki.
    Nachyliłam się nad nią. Byłam tak blisko, że nasze usta prawie się dotykały.

    -Zrób to. Chcę zobaczyć jak to robisz. – wyszeptałam.
     
    Nie odpowiadając położyła dłoń na swojej piersi i delikatnie zaczęła pieścić swoje ciało. Czułam, że znowu robię się mokra. Jednak nic nie zrobiłam. Podpierając głowę o rękę przyglądałam się. To było fascynujące. Patrzyła mi prosto w oczy, gdy jej ręce błądziły po idealnym ciele.

    -ohh tak jest mała, nie przestawaj… – szeptałam jej do ucha.

    Słowa te sprawiły, że wręcz wygięła się z podniecenia i głośno oddychając masowała ją. Obserwowałam jak powoli wkłada do środka palec i powolnymi ruchami masturbuje się. Chwyciłam ją za rękę i włożyłam sobie jej mokre palce do ust. Nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo podnieca mnie jej smak. Kaja wkładała sobie coraz intensywniej pojękując cicho…
    Nagle ku mojemu zdziwieniu podniosła się i usiadła na mnie. Zdarła ze mnie ciuchy, które zdążyłam na siebie założyć po telefonie Karola. Całowała moją szyję… Jej język znalazł się w moich ustach i delikatnie muskał mój.

    -Chcę dojść razem z Tobą – szepnęła wywołując u mnie kolejną falę rozkosznych dreszczy.

    Dopiero po chwili, gdy obróciła się i poczułam jej język w sobie pojęłam co dokładnie miała na myśli. Lekko podniosłam głowę wbiłam się w nią. Ciężko mi znaleźć słowa, które mogłyby trafnie opisać to w jakim byłam stanie. Kaja lekko poruszała biodrami nadając pieszczotą płynne tempo. W pewnym momencie poczułam w sobie jej palec. Odchyliłam głowę i głośno jęknęłam.

    -ohhh taaaakkk…

    Ponownie weszłam w nią. Tym razem mocniej. Zacisnęłam ręce na jej pośladkach. Była tak cholernie podniecona… Jej soki spływały po mojej twarzy, a ona nawet nie próbowała być cicho. Czułam, że niewiele mi potrzeba. Moja partnerka doskonale o tym wiedziała, była w dokładnie takim samym stanie. Pieprzyłyśmy się z całych sił, aż moje wszystkie mięśnie naprężyły się i zaczęły drżeć. Nie przestając wylizywać jej przechodziłam nieziemski orgazm. Wyjęła ze mnie palce i delikatnie się podniosła. Siedziała teraz na mojej twarzy podpierając ręce o moje uda delikatnie ruszała biodrami. Była już w takiej euforii że nie potrzebowała wiele, po chwili padła obok mnie. Trzęsąc i śmiejąc się głośno wydusiła z siebie:

    -dziewczyno, przecież ty jesteś stworzona do bycia lesbijką! Robisz to zawodowo.

    Jej słowa bardzo mnie zawstydziły a zarazem sprawiły, że poczułam się cudownie. Można powiedzieć, że emanowałyśmy endorfinami. Położyłam głowę na jej brzuchu i patrząc w sufit rozmawiałyśmy na najróżniejsze tematy. Opowiadałyśmy sobie o swoim życiu, marzeniach, planach, zainteresowaniach i poglądach.
    To wszystko wydaje się być takie nierzeczywiste. Poznałyśmy się zaledwie tydzień wcześniej a całe moje ciało wariuje przy niej. Czuję się tak, jakbym znała ją od lat. Między nami nie było tabu, wstydu czy granic. Rozumiałyśmy się bez słów. Nigdy w życiu nie czułam czegoś podobnego. Trochę mnie to wszystko zmartwiło, jednak oddalałam od siebie wszystkie racjonalne myśli. Byłam po uszy zauroczona. Nie wiedziałam nawet, że jestem w stanie poczuć coś takiego do kobiety.
    Nie potrafiłam się od niej oderwać. Cały czas leżałyśmy przytulone i cieszyłyśmy się tą chwilą, jednak wiedziałam, że muszę wracać. Podniosłam się i zaczęłam się ubierać. Nic nie mówiła. Wyglądała na smutną.

    -Zobaczymy się jeszcze? – spytała

    -nie wiem. – odparłam, po czym zerwałam się do wyjścia.

    Ruszyła za mną, chwyciła mnie za rękę i przyciągając do siebie przyparła mnie do ściany. Jej pocałunek był nieco inny niż przedtem. Delikatny. Przepełniony uczuciem. Poczułam niepokój. Powoli zaczęło docierać do mnie to wszystko, co wydarzyło  się przez te kilka dni. Spojrzałam jej w oczy.

    -Żegnaj. – powiedziałam po czym wybiegłam.
     
    Nie potrafiłam powstrzymać łez. ‘to tylko seks’ – powtarzałam w kółko w myślach.
    Gdy weszłam do mieszkania z ulgą odkryłam, że Karol śpi. Wykąpałam się i cichutko położyłam się obok niego. Objął mnie i w półśnie wymamrotał:

    -śpij dobrze kochanie.

    Łzy znów napłynęły mi do oczu.  

    …cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    untitled
  • Nadmorska przygoda

    Jesteśmy małżeństwem z kilkunastoletnim stażem. Oboje pracujemy w korporacjach i jak to bywa w „korpo” wracamy do domu późnym wieczorem. Kolacja, chwila oglądania telewizji i sen. Na nic innego nie mamy sił. Co tu dużo mówić, taki tryb pracy odbija się na naszym życiu. Mamy dla siebie czas jedynie w weekendy, a i to nie zawsze, bo czasami wypada jakieś pilne zlecenie i wtedy siedzimy przy laptopach do późnej nocy. Choć bardzo się kochamy i po tylu latach małżeństwa nadal zawsze mamy o czym porozmawiać, wszystko to odbija się na naszym życiu erotycznym. W tym roku sprawy zawodowe tak się spiętrzyły, że musieliśmy odwołać zarezerwowany wcześniej wyjazd na urlop do Chorwacji. Powoli zbliżał się koniec sierpnia i naprawdę potrzebowaliśmy choć chwili wypoczynku. Pewnego dnia po powrocie z pracy wszedłem do domu i zobaczyłem moją żonę Kasię siedzącą przed laptopem. Przeglądała oferty apartamentów nad Bałtykiem.

    – Witam kochanie. Wybierasz się gdzieś? – zapytałem wskazując na ekran.

    – Nie. To my się gdzieś wybieramy. Pracujemy ciężko, zarabiamy nieźle, a nawet nie mamy kiedy pobyć z sobą razem trochę dłużej. Załatwiłam w pracy, że mam wolny przyszły piątek i poniedziałek. Jedziemy nad morze na cztery dni. – powiedziała Kasia. Nie był to zły pomysł.

    Po kolacji siedliśmy razem przy laptopie i w końcu udało nam się znaleźć ładny pensjonat nad samym Zalewem Wiślanym w niewielkiej wiosce Kąty Rybackie. Ponieważ sezon dobiegał końca, nie było problemu ze znalezieniem wolnych miejsc. Zarezerwowaliśmy noclegi, przelaliśmy zadatek i przez kilka następnych, pracowitych dni czekaliśmy na upragnione spóźnione wakacje. W czwartek udało nam się wcześniej wyrwać z pracy i późnym wieczorem podjechaliśmy wieczorem pod pensjonat. Było pusto. Tylko w kilku oknach świeciły się światła. Wysiedliśmy z auta. Jak miło było usłyszeć szum fal, poczuć zapach morza i sosnowego lasu. I ta cisza, po całym tym warszawskim zgiełku. Sprawnie rozpakowaliśmy się w pokoju i poszliśmy na wieczorny spacer na plażę. Spacerowaliśmy sami po plaży oświetlanej blaskiem księżyca. Choć byłem zmęczony długą jazdą, czułem, że opada ze mnie napięcie i stres. Kiedy wróciliśmy do pokoju, Kasia poszła pod prysznic, a ja puściłem spokojną muzykę w komórce, otworzyłem butelkę wina i z kieliszkiem wszedłem do łazienki. Przez zaparowaną szybę widziałem sylwetkę Kasi. Odsunąłem drzwi prysznica i podałem jej kieliszek.

    – Może coś dla ochłody – zaproponowałem.

    Żona odwróciła się do mnie. Woda spływała jej po piersiach i brzuchu do czarnego trójkącika włosów. Wypiła łyk wina i oddała kieliszek, a potem chwyciła mnie za rękę.

    – Może coś na rozgrzanie – uśmiechnęła się i pociągnęła mnie pod prysznic. Szybko zrzuciłem ubranie i dołączyłem do niej. Wolno namydliłem jej piersi, a potem zsunąłem dłonie niżej. Odwróciła się do mnie tyłem. Czułem jak jej mokre pośladki napierają na mnie. Jedną ręką pieściłem jej piersi, a drugą przesunąłem po włosach i zacząłem pieścić jej mokrą szparkę. Chwyciła w dłoń mojego członka, który zdążył już urosnąć i zaczęła po nim przesuwać palcami. Cały czas ją pieściłem i po chwili pochyliła się i wypięła pośladki. Nie namyślałem się ani chwili. Wszedłem w nią i zaczęliśmy się kochać. Oddychała coraz szybciej cicho jęcząc, ale z czasem jęki przeszły w krzyki rozkoszy. Skończyliśmy równocześnie i staliśmy tak przez chwilę pod gorącym prysznicem.

    – Chodź popatrzymy na zalew. – zaproponowałem. Owinęliśmy się w pasie ręcznikami i wyszliśmy na balkon. Widok zapierał dech w piersiach. Księżyc oświetlał nieliczne chmury i lekko pofalowaną taflę Zalewu Wiślnego. W oddali widać było światła portu we Fromborku. W miasteczku było całkiem cicho i słyszeliśmy szum fal rozbijających się o brzeg. Kasia zrzuciła ręcznik i stała nago w blasku księżyca. W pewnej chwili usłyszeliśmy cichą rozmowę dobiegającą z balkonu obok. Stała tam jakaś para, mniej więcej w naszym wieku. Ona miała na sobie tylko krótki T-shirt odsłaniający krągłe pośladki. On był nagi. Patrzyliśmy chwilę na siebie, uśmiechnęliśmy się i wrócili do swoich pokojów. Nietrudno było się domyśleć, że chwilę temu też się ze sobą kochali.

    Ranek następnego dnia przyniósł zmianę pogody. Wiał silny wiatr, co chwilę zacinał deszcz. O spacerze po plaży nie było mowy. Cóż było robić. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pozwiedzać Gdańsk, a przy okazji zrobić jakieś zakupy. Kiedy wróciliśmy po południu do pensjonatu pogoda trochę się poprawiła, choć nadal mocno wiało. Założyliśmy kurtki i wybraliśmy się na spacer po pustej plaży, żeby podziwiać zachód słońca. W oddali zobaczyliśmy jakieś dwie sylwetki, które, tak jak my spacerowały brzegiem. Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że są to nasi sąsiedzi z pensjonatu wracający ze spaceru.    

    – Witam, wygląda na to, że tylko my jesteśmy teraz w całym pensjonacie. Poznaliśmy się wczoraj, ale jakoś nie było okazji się przedstawić. – uśmiechnął się lekko.

    – Jestem Tomek, a to moja żona Ania. – nasz sąsiad wyciągnął rękę na powitanie. Ruszyliśmy wspólnie na dalszy spacer plażą. Okazało się, że oni, podobnie jak my wyrwali się na krótki, weekendowy wypad nad morze. Szliśmy plażą rozmawiając. Moja żona i Ania szybko znalazły wspólne tematy. My z Tomkiem chwilę pogadaliśmy o swojej pracy, a potem zeszliśmy na temat muzyki. Okazało się, że Tomek, tak, jak ja, też jest miłośnikiem jazzu, co mnie mile zaskoczyło. Powoli doszliśmy do pensjonatu.

    – A może wpadniecie do nas na kolację. Byliśmy w Gdańsku na zakupach, a zawsze to przyjemnie zjeść coś smacznego razem, niż osobno. Przyjemnościami trzeba się dzielić – zażartowałem. Spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami. Umówiliśmy się za godzinę. Wzięliśmy z Kasią szybki prysznic, przygotowaliśmy jakieś kanapki, włożyli butelkę wina do lodówki i usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Tomek z Anią przynieśli butelkę wina, która szybko dołączyła do swojej koleżanki w lodówce. Po kolacji przenieśliśmy się na kanapę. Podałem kieliszki, puściłem cicho jakaś muzykę, siedzieliśmy i rozmawiali. Tomek przytulił Anię i zaczął gładzić ją po plecach. Mimowolnie zauważyłem, że Ania pod koszulką nie ma stanika, bo brodawki jej piersi po chwili stwardniały i były widoczne pod materiałem koszulki. Siadłem za Kasią i zacząłem jej robić delikatny masaż pleców. Siedzieliśmy tak sobie, popijali wino i milczeli. Słuchaliśmy tylko czarodziejskiego głosu trąbki Wyntona Marsalisa i gwałtownych porywów wiatru za oknami.

    – Chyba wam nie przeszkadzało, że wczoraj w nocy widzieliśmy was, hmmm, nie całkiem ubranych – zapytałem Tomka i Anię. Spojrzeli po sobie i delikatnie się uśmiechnęli.

    – Nie, nie przeszkadzało. Tym bardziej, że my też widzieliśmy was niekompletnie ubranych. Było to na swój sposób podniecające. – odpowiedziała Ania.

    Wstałem, aby dolać wina do kieliszków i w tym momencie zgasło światło. Nie tylko w pokoju, ale także we wszystkich sąsiednich budynkach. Nie paliły się też lampy uliczne. Zapadła całkowita ciemność, której nie rozjaśniało światełko komórki, z której słuchaliśmy muzyki.

    – Chyba wiatr zerwał linię. Zanosi się na większą awarię – powiedziałem. Szedłem powoli w całkowitych ciemnościach trzymając w dłoni kieliszek wina. Wyciągnąłem przed siebie drugą rękę i po chwili poczułem damską dłoń.

    – Proszę Aniu – podałem kieliszek.

    – Dziękuję – odpowiedziała Kasia.

    – No pięknie, nie poznałeś ręki własnej żony. – zachichotała moja żona.

    – No wiesz, po dłoni mogłem cię nie poznać, ale po czymś innym na pewno bym cię poznał – zażartowałem.

    – Taaaak – odpowiedziała przeciągle moja żona i usłyszałem, jak coś szepczą sobie z Anią. W ciemności usłyszałem głos Kasi.

    – Siedźcie, tam, gdzie siedzicie. Wyciągnijcie ręce przed siebie i czekajcie. Zobaczmy, czy teraz zgadniecie.

    Posłusznie spełniliśmy jej prośbę. Słyszeliśmy tylko chichoty dziewczyn.

    Po chwili poczułem w wyciągniętych dłoniach dwie krągłe piersi ze sterczącymi brodawkami. Zacząłem je ugniatać lekko ściskając brodawki. Po chwili oswobodziła się z mojego uścisku, ale zaraz potem znowu miałem w dłoniach jędrne, nieco większe piersi, które bez namysłu zacząłem masować. Cały czas gorączkowo myślałem. Ania, czy Kasia? Nie byłem pewien. Kiedy wysunęła piersi z moich dłoni, usłyszałem, że dziewczyny teraz zbliżają się do Tomka.

    – No dobra panowie. Krótka odpowiedź, której z nas dotykaliście pierwszej. – usłyszałem w ciemności głos Kasi.

    – Chyba Ania – usłyszałem nieco niepewny głos Tomka.

    – Kasia – rzuciłem bez zastanowienia.

    Odpowiedzią był głośny śmiech obu dziewczyn.

    – Obydwaj się pomyliliście, ale damy wam ostatnią szansę. Nie ruszajcie się z miejsca. Ręce przed siebie. – zakomenderowała Kasia. Siedzieliśmy z Tomkiem obok siebie na kanapie w całkowitych ciemnościach i znowu usłyszeliśmy ciche śmiechy i szelest ściąganego materiału. Byłem coraz bardziej podniecony, mój członek był coraz większy i wypychał materiał spodni. Po chwili usłyszeliśmy ciche kroki i na moich dłoniach oparły się dwa nagie jędrne pośladki. Zacząłem przesuwać po nich palcami. Naprawdę nie wiedziałem, czy to moja żona, czy Ania. Obydwie były podobnej budowy.

    Moje dłonie rozchylały pośladki i po chwili palce dotknęły wilgotnej szparki. Byłem tak podniecony, że nie myślałem już, czy to Ania, czy Kasia. Przesuwałem palcem wzdłuż szparki i dotarłem do nabrzmiałej łechtaczki. Zacząłem ją pieścić. Słyszałem ciche jęki dziewczyny, która poddawała się moim pieszczotom. Obok dobiegały mnie podobne jęki rozkoszy. Wyciągnąłem drugą dłoń, wsunąłem palec w wilgotną dziurkę i zacząłem nim rytmicznie poruszać. Po chwili wsunąłem kolejny palec z drugą, ciasną dziurkę. Odpowiedzią był jęk rozkoszy.

    Czułem, że dłużej już nie wytrzymam. Podniosłem się, objąłem ją za pośladki, zsunąłem spodnie i wszedłem w nią do końca. Jęknęła gardłowo nabijając się na mnie. Trzymałem ją za pośladki rytmicznie się w nią wbijając. Po chwili odsunęła się ode mnie.

    – Może mała zmiana – usłyszałem w ciemnościach zdyszany głos Kasi.

    Po chwili poczułem, jak czyjeś dłonie chwytają mojego nabrzmiałego członka. Palce przesuwały się wzdłuż członka, a po chwili poczułem na nim zaciskające się wargi. Klęczała przede mną i zaczęła ssać. Ręką uciskała moje jądra Po chwili poczułem, jak jakaś inna ręka zaczyna mnie pieścić i palec wsuwa się do mojej dziurki. Wsunęła go głębiej i zaczęła poruszać. W tym momencie nie wytrzymałem i wystrzeliłem cały swój ładunek w jej otwarte usta. Nie zastanawiałem się już, czy kochałem się z Kasią, czy z Anią. W pokoju nadal panowała ciemność i słychać było tylko cichą muzykę. Siedziałem w ciemnościach i zastanawiałem się nad tym co było przed chwilą. Po chwili usłyszałem, że otwierają się drzwi od naszego pokoju. W ciemnościach doszedłem do łóżka i położyłem się spać.

    Obudziłem się wcześnie rano. Obok mnie spała naga Kasia. Nie budziłem jej. Ubrałem się szybko i wyszedłem z pensjonatu. Spacerowałem po pustych uliczkach w stronę portu. Sklepy były jeszcze zamknięte. Wstawał piękny, słoneczny dzień kończącego się lata. Kiedy wracałem z portu niewielki sklepik był już otwarty. Kupiłem bułki i mleko. Kiedy wróciłem do pokoju Kasia jeszcze spała. Obudził ją dopiero aromat świeżo parzonej kawy. Spojrzała na mnie i oboje zaczęliśmy się śmiać. Przy śniadaniu nie rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło w nocy. Dopiero kiedy siedzieliśmy już w aucie i wyjeżdżaliśmy w drogę powrotną Kasia zapytała mnie z uśmiechem.

    – To co. Przyjeżdżamy za rok do Kątów Rybackich? I wyciągnęła wizytówkę z telefonem do Ani i Tomka.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    oni z gor
  • Z pamietnika masazysty ” Plener i mlody Czech”

    Witam, opowiem wam pewną ciekawą historię. Jestem masażystą z pasją i zasadami. Mam 38 lat masuję od 4 lat, czyli niezbyt długo. Doświadczeń za to z pogranicza erotyki jest dużo do opisywania. Oto kolejna, druga historia z mojego dorobku zawodowego 🙂 Zlecenie na masaż relaksacyjny. Klientka stała, przyjeżdżam do niej do domu zawsze w sobotę o 19-tej. Tym razem mała zmiana, masaż będzie w plenerze. Takie też czasem robię, zresztą moje ulubione. Uwielbiam słońce i naturę 🙂 Jest maj, bardzo ciepło i słonecznie idealny czas na taką imprezkę. Znam kilka fajnych miejsc w swojej okolicy także jedziemy w jedno z nich. Jest to skraj lasu, teren pagórkowaty, w tle góry. Leśna granica z Czechami. Czas dojazdu ok 10 minut, ale już w tym krótkim czasie zauważam inne zachowanie Ewy niż zwykle. Roześmiana, frywolna i żartobliwa zupełnie inna niż zazwyczaj. Znamy się już od 4 miesięcy i tyle też czasu ją masuję. Na miejscu musimy dojść jeszcze jakieś 300 metrów, żebym mógł rozłożyć łóżko. Komarów nie ma , zwierzyny też, a dużo jej tu w okolicy. Ewa od jakiegoś czasu do masażu rozbiera się do naga, ale na łóżku jest zawsze przykryta ręcznikiem. Odkryte są tylko masowane części ciała. Dzisiaj na sobie chciała mieć tylko słońce i moje ręce. Pomyślałem, że sam bym zdjął podkoszulkę, nie minęło 15 minut a już czułem jak zaczyna ze mnie kapać. Słońce majowe potrafi czasem dopiec szczególnie przy ciężkiej fizycznej pracy 🙂 Niestety z klientem jak z jajkiem, a w szczególności z klientkami. Jedno słowo za dużo lub jeden ruch za daleko i można pożegnać się z kolejnym zleceniem. Po 15 minutach usłyszałem „ może zdejmiesz bluzkę, już chyba mokry jesteś „. Ufffff dzięki ci, że potrafisz czytać w myślach. Ściągnąłem T-shirt mokry jak szmata do podłogi. Nareszcie i na moich pleckach zagościło przyjemne słońce. Skończyłem masaż tylnej części ciała i poprosiłem o obrócenie się na plecy. Klientka była dzisiaj wyjątkowo zachwycona plenerowym występem, powtarzała jak jej dobrze i przyjemnie. Raczej jej się to nie zdarzało wcześniej, zazwyczaj poważna opanowana, zadbana kobieta około 40-stki. Długo nie musiałem czekać, aby przekonać się do czego to był wstęp. W 3/4 masażu, czyli w okolicach brzucha jej ręka znalazła się na mojej. Zgrabnym ruchem zsunęła ją do swojej golutkiej cipki. Sprawy nabrały hmmm erotycznego obrotu, wiecie klient nasz pan. Trudno było protestować. Zaznaczyłem tylko, że proszę o dyskrecję. Nie zależy mi na tej formie usług, a raczej na takiej reputacji. Nogi rozłożyły się szeroko, także dostęp miałem doskonały. Widoki przemiłe wszystko oświetlone mocnym słońcem. Okrężne ruchy po łechtaczce jedną ręką, po chwili druga i jej palce w środku skarbu, czynią z kobiety niewolnice doznań. Sprawa swoim naturalnym biegiem dążyła do celu, gdyby nie szelest w niedalekiej odległości. Wcześniej już wydawało mi się, że coś tam jest, ale tak jak już wspomniałem zwierzyny tu bardzo dużo. Zazwyczaj jestem czujny, masaż w plenerze bywa zaskakujący i trzeba wtedy działać spontanicznie. Tym razem sytuacja mnie uśpiła. Szybko wzrokiem przeczesałem las i zobaczyłem co zobaczyłem. Młody chłopak masturbował się na wpół zasłonięty drzewem. Widok miał piękny stał w odległości zaledwie 20 metrów i to od strony masowanego krocza. Mało facetów by wytrzymało takie ciśnienie, także i jemu się nie dziwiłem. Postanowiłem, że poinformuję o tym Ewę. Chłopak chował się za coraz bliższe drzewa. Zawsze dbam o bezpieczeństwo i samopoczucie moich klientek, stwierdziłem, że powinna wiedzieć. Niech decyduje co robimy dalej. Pochyliłem się nad nią i bardzo spokojnym głosem powiedziałem, że mamy gościa. Starałem się nie przerywać swoich czynności. Po chwili namysłu otworzyła oczy które były wcześniej cały czas zamknięte i powiedziała. „Powiedz mi jak wygląda ?”. Młody, jedyne co mi przyszło na myśl. „Kiwnij niech podejdzie, może się spuścić na mój brzuch”. Łał, nie spodziewałem się takiej decyzji. Kiwnąłem, lotem błyskawicy młody był przy nas, mało się po drodze nie wyłożył 🙂 Przekazałem mu co może, potwierdził głową. Młody z bliska wydawał się jeszcze młodszy, ale niech będzie, że był dorosły tego już się nie dowiem. Ewa raczej skupiła się na doznaniach moich rąk jakby zupełnie nie interesując się naszym nowym gościem. Oczy miała cały czas zamknięte, przynajmniej tak mi się wydawało. Młody jak to młody ledwo się pojawił już tryskał gdzie się dało. Ewa do tej pory ściskająca swoje piersi, zaczęła rozmazywać po swoim ciele dary naszego nowego kolegi. Na efekty tej zabawy nie trzeba było długo czekać. To wystarczyło, żeby i nasza myszka dostała spazmów rozkoszy. Zrobiło się ciut………klejąco. Hmmm mógłby trochę uważać do cholery. Myszka i jej pani leżała już zrelaksowana z głową odwrócona w moją stronę, tak jakby nie chciała spoglądać w stronę młodego. Spytałem kolegi czy mu się podobało. Odpowiedział „ano”. Jesteś Czechem zapytałem. Kiwnął twierdząco. Podziękowałem mu i pożegnaliśmy się. Chociaż strzelać to mógł celniej ! Musiałem teraz powycierać mój obiekt masażu i parę innych rzeczy. Pozbieraliśmy rzeczy i wracaliśmy do domu. Uwielbiam masaże w plenerze. W kolejnej części „Nielubiana sąsiadka”.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zpamietnikamasazysty
  • Lanie od meza

    Trzęsłam się. Całą drogę do pałacu Grandich się wzdrygałam i to nie tylko w chwilach, gdy błyskawice przecinały niebo albo pioruny uderzały o ziemię. Wydarzenia, które miały miejsce przed chwilą były we mnie ciągle i trwały tam dokładnie tak, jakby były żywe, a nie martwe. Widziałam siebie, Artura, naszą kłótnie, zastrzelonego konia.

    Rżenie zwierzaka i huk wystrzału odbijały się w mojej głowie takim echem, że nie były w stanie ich zagłuszyć nawet odgłosy burzy.

    Dotarliśmy na miejsce, a ja pierwsze co zrobiłam, gdy tylko wysiadłam, to obejrzałam się za siebie. Chciałam tam zobaczyć Artura i obawiałam się go tam ujrzeć. Było jednak pusto, ciemno.

    Przy moim boku był Tymek. Prowadził mnie po schodach, po czerwonym dywanie, który wspólnie zabłociliśmy. Otworzył przede mną drzwi sypialni i zaproszony, wszedł za mną do środka.

    Nie chcę być sama – szepnęłam wtedy w jego kierunku i pewnie tylko dlatego przystał na to zaproszenie.

    Wiedział, że takie przebywanie z mężatką w sypialni, którą powinna dzielić z mężem jest iście nieprzyzwoite. Ja też o tym wiedziałam.

    Staliśmy blisko siebie, dzielił nas mniej niż krok. Chciałam pokonać ten dystans, wtulić się w niego. Był taką oazą spokoju. Nie czynił jak Mateusz, nie uspokajał mnie jak on wtedy, w podobnej sytuacji. Tymek nie robił nic na siłę, zawsze działał niewymuszenie.

    To co zrobiłaś było głupie – oznajmił wprost, spuszczając głowę. – Jesteś hrabiną, nie powinienem był… nie w moim obowiązku jest zwracanie ci uwagi.

    Nie traktuj mnie tak. Żadna ze mnie hrabina. Nie lubię tej roli. Nie spisuję się w niej. – Przysiadłam na łóżku, pomimo tego że moje ubrania były brudne, zabłocone i przemoczone do ostatniej suchej nitki. – Zachowuję się jak zwykła wieśniaczka bez ogłady, a nie wielka pani – dotarło do mnie i odważyłam się wypowiedzieć te słowa na głos.

    Być może masz rację. – Podszedł do mnie i przykucnął. – Ale siedzeniem tutaj, płaczem… niczego tym nie zmienisz. Zdejmij te ubrania, są mokre. Powinnaś wziąć ciepłą kąpiel.

    Nim zdążyłam mu cokolwiek odpowiedzieć, to on delikatnie pogładził moją dłoń, ujął ją w swoją i musnął wierzch. Miał lekko spękane usta, jakby spierzchnięte.

    Wstał i udał się w stronę drzwi. Zawołał, by przyniesiono ciepłej wody i napełniono nią wannę. Była miedziana, taka jak starożytne balie. Nawet nie pamiętam momentu, kiedy dokładnie się w niej znalazłam i w jaki sposób, ale pamiętam dobrze moment, gdy chciałam się utopić. Moment, gdy zanurzyłam się, by ogrzać uszy i policzki, i miałam taki pomysł, by już nie wypłynąć. Gdybym umarła, nie musiałabym stawiać czoła Arturowi. Kiedy żyłam, było to konieczne. Obawiałam się tego spotkania, które mnie czekało. Bałam się własnego męża na tyle mocno, że gdy usłyszałam kroki za drzwiami, to zwymiotowałam na podłogę.

    Okazało się, że to jednak Tymoteusz, a nie Artur. Popłakałam się, przysiadłam przy balii, otulona ręcznikiem i nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Nie byłam w stanie nawet się odezwać.

    Tymek musiał się tym zmartwić, bo wkroczył do łazienki, wcześniej uprzedzając, że wchodzi. Przyklęknął, by mnie przytulić, a potem obejmując, wprowadził mnie do pokoju i usadził na łóżku.

    Gdzie są twoje rzeczy? – spytał.

    W pokoju obok, ten jest Artura – odparłam.

    Nie śpicie razem? – zdziwił się.

    Przecież mówiłam ci, że ten ślub, to tylko, to nic – odpowiedziałam cicho, bez żadnego wyrazu, jakbym nie mówiła o sobie i sytuacji w jakiej się znajdowałam, a o kimś zupełnie obcym i nieżywym, jakby o dziewczynie z kart nieulubionej powieści.

    Chcesz przejść do swojej sypialni?

    Nie, nie wiem. – Położyłam się na dużym łożu, trzymając ręcznik obiema dłońmi. Podkuliłam nogi i pragnęłam, by zamknięcie oczu i ponowne ich otworzenie zmieniło wszystko, by cofnęło mnie do dnia, w którym postanowiłam wyjść za Artura Grandi. Gdybym tego nie uczyniła, teraz nie byłoby tego wszystkiego, a przede wszystkim nie byłoby strachu przed jego powrotem.

    Tymoteusz nie pytał już o nic więcej. Nakazał służącej, by pomogła mi się ubrać. Ta przyniosła białą halkę i kremową koszulę nocną. Z początku o coś dopytywała, ale potem przestała, a i ja z nią nie dyskutowałam. Nawet słowem się do niej nie odezwałam. Dałam się jej ubrać jak podatny manekin, jak lalka na sznurkach, która tańczy tak jak palce prowadzącego nią zagrają.

    Po wszystkim położyłam się do łóżka, do łóżka Artura, a nie swojego. Czułam jego zapach w nieświeżej pościeli. Lubiłam jej kolor, niespotykaną barwę czerwieni, która nakrywała niewinną biel prześcieradła. Czułam się tam dobrze, a jednocześnie nie chciałam tam być. To doprowadzało mnie do obłędu i sprawiało, że nie potrafiłam zasnąć. Byłam też nieświadoma tego, że Tymek ciągle mnie pilnuje, że czuwa przed drzwiami. Pewnie gdybym to wiedziała, to czułabym się lepiej, spokojniej.

    O obecności Tymoteusza przekonałam się, gdy hrabia mocno otworzył drzwi i przekroczył próg pokoju. W tamtym momencie, jak na komendę, otworzyłam oczy, a zaraz potem je zamknęłam, by nie zorientował się, że nie śpię. Chciałam przeciągnąć nieuniknione możliwie jak najbardziej w czasie.

    Artur był cały mokry. Wiem to, bo lukałam spod wpółprzymkniętych powiek. Woda ściekała z jego brody, której zarost zawsze miał krótszy niż na policzkach. Czasami brodę miał niemal zupełnie gołą, a policzki ledwie co okalała niewielka ilość włosków. Zawsze jednak miał wąsa, a on zdawał się niezmienny. Nigdy nie wydał mi się gęściejszy czy bardziej lichy.

    Koszula hrabiego była tak przemoknięta, że stała się niemal przezroczysta. Kleiła się do jego ciała i widać było przez nią szarawy odcień skóry, różowe sutki, włosy na klatce piersiowej, których najwięcej zdawało się być w okolicy brzucha, tuż nad pępkiem i pod nim.

    Zdjął rozpiętą kamizelkę i dopiero wtedy dostrzegłam, że spodnie nie trzymają mu się na szelkach, a na cienkim, skórzanym pasku. Sięgnął po szpicrutę, którą, gdy wszedł miał w dłoniach, ale zanim zaczął się rozbierać, to odłożył ją na biurko.

    Dlaczego udajesz, że śpisz? – zapytał, a mnie wtedy ogarnęła prawdziwa panika.

    Uniosłam się tak, że już nie leżałam, a bardziej siedziałam. Niczego nie mówiłam, bo gula wyrosła mi w gardle i była takiej wielkości, że skutecznie mi to uniemożliwiała. Serce na powrót zaczęło bić szybciej niż normalnie, a brzuch zabolał, gdy żołądek zdawał się skurczyć, jakby zacisnąć w pięść albo zaplątać w supeł.

    Zaczął się do mnie zbliżać. Czynił to bardzo powoli, co jakiś czas postukując o kolano końcówką palcata.

    Arturze, proszę – wyłkałam, bo nie umiałam powstrzymać łez.

    O co? – spytał.

    Na powrót zamilkłam.

    Pamiętasz co ci powiedziałem, gdy jako narzeczona Mateusza dopuściłaś się podobnego czynu?

    Nie pamiętałam. Umiałam postawić przed swoje oczy tamtejszą sytuację, ale w obecnym momencie, nie byłam zdolna dokładnie odtworzyć słów jakie do mnie wtedy skierował.

    Powiedziałem, że gdybyś była moją żoną, to miałabyś w obowiązku podziękować za każdy bat, który bym ci wymierzył. Dodałem też, że byłoby ich sporo.

    Po takiej jego przedmowie, lękałam się jeszcze bardziej jego czynów, które zbliżały się i z każdym jego krokiem były coraz bliżej mnie samej.

    Odwróć się i unieś koszulę do góry – polecił, stojąc już obok, tak blisko, że mogłam go dotknąć, a on sam dotykał końcem szpicruty o stolik nocny.

    Z przerażeniem obserwowałam jego poczynania, to jak odkładał potencjalne narzędzie na blat stolika, a dłońmi sięgał do paska. Sprawnie go rozpiął i złożył w pół.

    Zacisnęłam pięści na prześcieradle i wcisnęłam plecy możliwie jak najbardziej w tapicerowany zagłówek.

    To się więcej nie powtórzy, obiecuję – powiedziałam niewyraźnie. Z oczu nieustannie płynęły mi łzy, a głos drgał nie tylko przez płacz, ale także przez strach, właściwie to bardziej przez strach.

    Nie wątpię – zapewnił.

    Będę cię słuchać – chwyciłam się tymi słowami brzytwy, niczym tonący tratwy.

    W to też nie wątpię. Przez zad wybiję ci z głowy nieposłuszeństwo. Odwróć się.

    Nie – szepnęłam.

    Wolisz dostać w twarz? – zapytał gniewnie. – Do czego chcesz doprowadzić? Do tego, bym okładał cię jak kat pięściami? – Szarpnął mną oburącz, ale nawet przy tym nie wypuścił pasa z dłoni.

    Kiedy mnie siłą odwrócił, byłam już na straconej pozycji. Nie miałam z nim fizycznie żadnych szans, zwłaszcza gdy kolanem przygniatał moje plecy do materaca, a dłonie obezwładnił, chwytając za oba nadgarstki i więżąc je w stalowym uścisku.

    Poczułam chłód klamry na jednym udzie, tak samo jak mokrą skórę pasa, który podobnie jak całe ubranie Artura przemókł deszczem.

    Wytłukę z ciebie te głupoty, raz na zawsze – zapowiedział, kiedy moja koszula nocna była już podniesiona na tyle, że odsłaniała pośladki.

    Zabolało już za pierwszym razem. Zabolało jak nigdy wcześniej. Dużo bardziej niż policzek, który mi kiedyś wymierzył i mocniej niż wszystkie lania, jakie zebrałam od ojca, skumulowane w jedno. Było inaczej niż kiedykolwiek. Ojciec ograniczał się do kilku szybkich, niezbyt mocnych klapsów czy przełożenia przez kolano, ale nie wkładał w danie mi nauczki takiej siły jaką Artur włożył.

    Na moim mężu nie robił wrażenia ani mój płacz, ani krzyk, ani nawet prośby i błagania. Tak naprawdę, to miałam wrażenie, że te ostatnie tylko go podsycają do większej agresji, do mocniejszych uderzeń.

    Nastał taki moment, gdy ból mieszał się z pieczeniem, a kolejne razy padały na płonące żywym ogniem ciało. To wszystko sprawiało, że odnosiłam wrażenie, jakby każde kolejne miało rozedrzeć jakąś widniejącą już na nim pręgę albo wyrwać mi odrobinę mięsa. To była katusza, tortura, która zdawała się trwać wiecznie i nigdy nie skończyć.

    Skończyła się jednak, przerwana za sprawą Tymoteusza, który pochwycił szefa za rękę i tym powstrzymał go przed kontynuacją tej upokarzającej kary.

    Artur ustąpił. Coś pod nosem, niewyraźnie zaklął, odstępując ode mnie i upuszczając pas na podłogę.

    Mam nadzieję, że teraz znasz granicę, a jeśli nie dość wyraźnie je postawiłem, to spodziewaj się powtórki! – powiedział bardzo głośno, ale ciężko było uznać to za krzyk.

    Tymoteusz mnie nakrył, a właściwie to narzucił kołdrę na nagi i obolały fragment mojego ciała. Bolało nawet, gdy odwracałam się na bok, by móc na nich obu spojrzeć.

    Tymek stał między nami i wyglądał tak, jakby starał się spokojnie oddychać. Artur za to był odwrócony do mnie plecami. Schylił się po pas i w tamtej chwili ponownie obleciał mnie strach. Nie uspokoiłam się nawet wtedy, gdy zaczął wsuwać go do materiałowych szlufek spodni.

    Uniosłam się odrobinkę, by móc spojrzeć w duże lustro toaletki, tej, która tak bardzo mi się podobała, że pragnęłam mieć taką w swoim pokoju. Obserwowałam jak Artur porzuca zapinanie klamry i drżącą dłoń kieruje do twarzy. Potem dostrzegłam na niej łzy. Starałam się wmówić samej sobie, że to tylko deszcz.

    Tylko deszcz…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taka Miłość

    Jest to fragment większej całości. Postanowiłam nie publikować tutaj wszystkich rozdziałów z tego powodu, że nie każdy nadawałby się na tę stronę. W powieści wiadomo, że akcja posuwa się powoli, a i wprowadzenie do niej trochę zajmuje, tak więc mogłoby to niektórych odwiedzających zniechęcić.

  • Przyjaciolka Pasierbicy

    Początek wakacji zbiegł się z moim urlopem. Ulegając prośbom pasierbicy, pozwoliłem, by Kasia zaprosiła na weekend przyjaciółkę ze szkoły.

    Przy szczuplutkiej, dziewczęcej Kasi Ola wyglądała bardzo kobieco. Aż trudno było uwierzyć, że są rówieśniczkami. Kasia przypominała figurą zmarłą kilka lat temu matkę. Drobna, szczuplutka, o twarzy aniołka. Ola była niemalże wyższa o głowę a jej krągłe pośladki i wielkie, kształtne piersi powodowały u mnie kosmate myśli. Byłem pod wrażeniem! Pływając późnym popołudniem w przydomowym basenie, podziwiałem wylegujące się na leżakach dziewczęta. Wychodząc z wody, byłem zmuszony zakryć ręcznikiem potężne wybrzuszenie kąpielówek. Ola przyglądała się mi ukradkiem, rozkosznie przygryzając ząbkami usta. Uśmiechnąłem się do niej. Speszona zarumieniła się uroczo. Uśmiechając się pod nosem, wszedłem do domu.

    Stojąc w łazience przed lustrem, zadowolony oglądałem odbicie wysportowanego, zadbanego czterdziestolatka. Masując powoli potężny, niemalże dwudziestocentymetrowy członek, zastanawiałem się, jak na jego widok zareagowałaby Ola. Pochłonięty własnymi myślami nie spostrzegłem od razu, że do łazienki wślizgnęła się pasierbica. Stojąc oparta plecami o drzwi, zalotnie okręcała wokół palca kosmyk blond włosów. Gdy odwróciłem się do niej, wypaliła z bezczelnym uśmiechem na twarzy:

    – Przez ciebie Olka ma mokro w majtkach.

    Uśmiechnąłem się bezczelnie.

    – No chyba nie myślałeś, że nie zauważyła, jak się na nią gapisz. Widziałam, jak ci się podoba! Ona też TO zauważyła.

    Powiedział, wskazując głowa na kutasa.

    – Zazdrosna?

    Zapytałem z przekąsem.

    – Odrobinkę. W końcu nie mam tak wielkich cycków, byś mógł się w nie gapić jak sroka w gnat.

    Rozbawiony podszedłem do Kasi. Zsunąłem w dół ramiączka biustonosza, odsłaniając drobne, krągłe piersi. Całując różowe brodawki, odpowiedziałem pojednawczym tonem:

    – Przecież wiesz, jak bardzo mi się podobasz!

    Pieszcząc ustami zgrabne cycuszki, masowałem palcami opięty skąpym bikini wzgórek. Pojękiwała cicho. Odsunąłem na bok materiał majteczek. Była wilgotna i rozpalona. Palcując ją, z trudem łapałem oddech, gdy drobnymi paluszkami pieściła wyprężonego jak struna kutasa. Po dłuższej chwili intensywnego pettingu wyszeptała mi na ucho:

    – Mam płodne dni. Zrobię ci loda.

    Kasia nie brała jeszcze tabletek, a ja nie lubiłem gumek. Wsunąłem w nią drugi palec. Jęknęła. Doprowadzając powoli do orgazmu, poczekałem z odpowiedzią do samego końca. Kiedy zaczęła odlatywać, wyszeptałem:

    – Chcę skończyć w twojej rozkosznej pupci.

    Palcując intensywnie pulsującą pochwę, dałem jej długi, intensywny orgazm. Przytulona do mnie drżała jak osika. Tuląc półnagie ciało, czułem, jak palcami obejmuje twardego kutasa. Gdy oderwała się ode mnie, miałem dziką erekcję. Z gracją zsunęła z bioderek mokre od soków majteczki, po czym oparłszy dłonie o blat umywalki, zalotnie wypięła pośladki. Gdy podała mi wzięty z blatu krem do rąk, nie trzeba było mnie dalej zachęcać. Spieszać się, wsunąłem odrobinę kremu w jej odbyt, a resztę rozsmarowałem po kutasie. Była rozluźniona, jak lubię. Bez trudu wsunąłem w nią palec, a po chwil e drugi. Rozciągając odbyt, rozwarłem ją na trzy palce, a mimo to za pierwszym pchnięciem kutas wszedł tylko na centymetr. Ciasny odbyt stawiał przyjemny opór. Naparłszy mocno, wsunąłem się w nią do połowy długości kutasa. Z kolejnym pchnięciem poczułem, jak główka dociera do zakrętu odbytnicy. Ten moment lubiłem najbardziej. Pchnąłem dziko! Krzyknęła cicho, a kutas wszedł w zakole odbytu. Posuwałem ją głębokimi pchnięciami. Co jakiś czas wysuwałem kutasa z odbytu, by po raz kolejny rozkoszować się zdobywaniem jej niemalże dziewiczo ciasnej dupki. Finiszując, eksplodowałem potężnie. Palcowała się jak oszalała, by w chwilę po mnie, dojść konwulsyjnie zaciskając zwieracz na kutasie. Silne kontrakcje wypchnęła na wpół miękki członek. Stojąc o krok za nią, patrzyłem zafascynowany, jak z mocno pulsującego odbytu, wypływa obficie nasienie.

    Podczas wspólnego prysznicu Kasia zapytała się czy mam ochotę rozdziewiczyć Olkę.

    – Rozdziewiczyć???

    Zapytałem zdumiony.

    – To ona jeszcze nie miała chłopaka?

    – Miała, nawet dwóch, ale z jednym się tylko lizała a drugiemu, dawała między cycki i w pupę, bo bała się dziecka.

    – A teraz się nie boi?

    – Przecież są pigułki po? Pamiętam, że po Nowym Roku, gdy dałeś mi jedną, miałeś co najmniej kilka innych w szufladzie.

    Gówniara miała rację. Trzymałem spory zapas na specjalne okazje.

    – Myślisz, że ona ma ochotę?

    – Tato! Ależ ty jesteś głupi! Ona aż przebiera nogami, byś jej włożył. Zresztą zobaczysz przy kolacji. Wystarczy, że was zostawię, a Olka sama wskoczy ci na kutasa.

    Wychodząc spod prysznica, rzuciła wesoło:

    – Czuję, że wieczorem będę miała migrenę i pójdę wcześniej spać.

    Mimo figli w łazience i tak byłem pierwszy na dole. Kaśka zeszła po dobrych czterdziestu minutach, za to Olka pojawił się na dole dopiero przed samą kolacją. Właśnie doglądałem zapiekanki z borowików, gdy usłyszałem ciepłe:

    – Może w czymś panu pomóc?

    W przejściu między salonem a kuchnią stała Ola. Nie byłem przygotowany na podobny widok. Ubrana w skórzane sandałki, obcisłe, krótkie szorty i założoną na nagie ciało koszulkę na ramiączkach wyglądał obłędnie. Nie miała biustonosza, a mimo tego jej ogromne piersi sprawiały wrażenie, jakby nie obowiązywało ich prawo grawitacji. Prześwitujące przez materiał brodawki sterczały uroczo, prosząc się, by ich dotknąć! Cienkie szorty ciasno opinały krągłe pośladki. Z otwartymi ustami gapiłem się na jej podbrzusze. Mocno opięty materiał pozwalał z bliskim pewności prawdopodobieństwem zgadywać, jak ponętnie kształtną ma cipkę. Mimo gwałtownego transferu krwi do dolnych partii ciała odpowiedziałem jej opanowanym głosem:

    – Ależ owszem Olu! Wyjmij z szafki po lewej kieliszki do wina.

    – Jeden, czy trzy?

    Zapytała się lekko niepewnym głosem.

    – Trzy, byłoby grzechem nie popić borowików dobrym, katalońskim Mas de Can Blau. Chyba nie odmówisz odrobiny wina?

    – Chętnie się napiję.

    Co mówić stanęła na paluszkach, sięgając po kieliszki. Ależ miała figurę! Z rozmyślań o sposobach, na jakie mógłbym ją przelecieć, wyrwał mnie głos Kasi.

    – Tato, wszystko gotowe do kolacji.

    Gdy Ola minęła ją w progu, pościła do mnie oko.

    Kolację zjedliśmy, rozmawiając o wszystkim i niczym. Gdy otworzyłem drugą butelkę wina, Kasia zostawiła nas samych, wymawiając się bólem głowy. Olka była lekko wstawiona, co tylko dodawało jej uroku. Kiedy napełniłem jej po raz kolejny kieliszek, opróżniła go duszkiem. Odstawiając na blat, zapytała się, czy pokażę jej górę domu.

    Poprowadziłem ją po schodach prosto do sypialni. Zaraz za progiem zamknęła drzwi. Zarzucając mi dłonie na szyję, przywarła ustami do warg. Smakowała poziomkową pomadką i winem. Nie odezwaliśmy się do siebie słowem, gdy wymieniając łapczywie pocałunki, ściągnąłem z niej bluzeczkę. Pieszcząc dłońmi dorodne piersi, popychałem ją w stronę obszernego łózka. Padliśmy na nie, całując się. Podniecony młodziutkim ciałem zacząłem ssać piersi, masując jednocześnie opięte szortami krocze. Jęczała cichutko, poddając się niemalże biernie pieszczotom. Podniecony rozpiąłem szorty, a ona uniosła odrobinę pupę, bym mógł je zsunąć z bioder. Nie założyła bielizny! Rozchyliła nieskromnie uda, eksponując wydepilowane łono. Patrząc na różową szczelinkę osłoniętą pulchnymi wałeczkami warg, podziwiałem ładnie wykształconą łechtaczkę i kusząco zapraszającą do środka jasnoróżową dziurkę. Przywarłem ustami do bezwłosego wzgórka. Głośno dyszała, a kiedy wsunąłem w nią język, zadrżała, jęcząc rozkosznie. Rozchylając szeroko uda, rozsunąłem palcami wargi. Kasia nie kłamała. Ola była wciąż dziewicą. Podniecony przywarłem ponownie ustami do cipki. Miała intensywny, wstrząsający całym ciałem orgazm, po którym bezwładnie opadła na pościel. Całując rozpalony policzek, głaskałem poruszającą się gwałtownie w górę i w dół pierś.

    Otworzyła oczy, uśmiechając się uroczo. Dostałem soczystego całusa, po którym mała wskoczyła na mnie. Siedząc okrakiem, ściągnęła ze mnie koszulę, po czym szybko uporała się ze spodenkami. Nie próżnowała. Trzymając w dłoni sterczącego potężnie kutasa, pocałowała go, nachylając się nade mną. Pochylona pieściła członek dłonią, co jakiś czas obejmując główkę malinowymi usteczkami. Wpatrzony w kołyszące się nad moimi udami piersi jęczałem głośno. Przyspieszyła ruchy dłonią, a gdy zacząłem z trudem łapać powietrze, wzięła kutasa w usta. Ssała jak rasowa kurwa. Wytrzymałem tylko pięć minut, tryskając potężnie. Poruszając zaciśniętymi na członku palcami, ssała samą główkę, połykając kolejne porcje nasienia. Miała wrodzony talent! Ostatni raz z takim zapałem obciągała mi młodziutka mulatka sprezentowana na czas brazylijskich wakacjach przez partnera w interesach.

    Leżała przytulona do mojej piersi delikatnie bawiąc się moją na wpół miękką męskością. Podobało mi się jej zachowanie. Była zupełnie nieskrepowana nagością ani tym, że właśnie dała się wylizać i obciągnęła starszemu o niemalże trzydzieści lat facetowi. Nawet Kasia zachowywała się z większą rezerwą, gdy któreś nocy po raz pierwszy przyszła do mojej sypialni. Dziewczęta, które w ciągu ostatnich dziesięciu lat rozdziewiczyłem, zachowywały się przeważnie mniej naturalnie, często wstydząc się nagości i obawiając się pierwszego razu. Ola, podobnie jak Kasia dwa lata temu, wiedziała, czego pragnie. Gdy tylko ponownie mi stanął, wyszeptała:

    – Chcę się z tobą kochać.

    Wchodząc na mnie, przejęła inicjatywę. Siedząc okrakiem na udach, przycisnęła wargami członek do mojego podbrzusza. Ocierając się o mnie, suwała cipką po kutasie tak, by żołądź ocierała się o wyeksponowaną łechtaczkę. Ściskając dorodne piersi, czułem rosnące podniecenie. Ola, dysząc coraz szybciej, poruszała się na mnie w mechanicznym transie. Bliska orgazmu uniosła odrobinę biodra, po czym przytrzymując dłonią kutasa, nakierowała go na cel. Dosiadła mnie jednym płynnym ruchem, nabijając się na całe dwadzieścia centymetrów pulsującego mięsa. Krzycząc z rozkoszy i bólu wiła się na kutasie jak dzika. Ściskając dorodne piersi, łkałem z rozkoszy, gdy ciasna pochw spazmatycznie zacisnęła się na mojej męskości. Poruszając szybko w górę i w dół biodrami finiszowała. Zmieszane z krwią nasienie pokryło mojej podbrzusze i jej uda różową pianą. Porażona orgazmem opadłą na moje piersi, po czym przekręcając się na plecy, legła obok mnie ciężko dysząc.

    Mimo orgazmu byłem wciąż podniecony, jak buchaj. Dotychczas raczej pasywny, nie potrafiłem opanować wzbierającego podniecenia. Nie czekając, aż dojdzie do siebie, wpakowałam ociekający krwią i nasieniem członek między jej drobne ząbki. Dusząc się, ssała błyskawicznie powiększającego się kutasa. Osiągnąwszy ponownie erekcję, odwróciłem ją niemalże brutalnym ruchem na brzuszek. Ułożona biodrami na zwiniętych poduszkach kusząco wypinała kształtne pośladki. Czując, że podoba się jej takie traktowanie, nawet nie starałem się być delikatny, wpychając w odbyt nasmarowany żelem palec. Przyjemnie ciasny zwieracz mocno zacisnął się na palcu. Podniecona wsunęła dłoń pod siebie i masując cipę, zaczęła głośno jęczeć. Wymierzyłem jej mocnego klapsa w pupę, po czym wsunąłem nasmarowany żelem członek między pośladki. Suwając kutasem w rowku między nimi, co rusz przykładałem główką do pulsujący odbytu. Za każdym razem żołądź zagłębiał się odrobinę głębiej w jej ciemno-różowej gwiazdce. Gdy w końcu wszedł na półtora centymetra, pchnąłem mocno, przytrzymując ją za włosy. Wyginając ciało w łuk, zawyła z rozkoszy. Ciągnąc za długie, kruczoczarne włosy wbiłem się po jądra. Branzlowała się palcami, jak oszalał, gdy brutalnymi pchnięciami posuwałem ją w dupę. Za każdym pchnięciem przyciągałem ją do siebie. Trzymając się dłońmi wezgłowia łóżka, klęczała w niemalże wyprostowanej pozycji. Posuwałem ją, jedną dłonią miętosząc pierś, a drugą pieszcząc mokrą od soków cipę. Doszliśmy niemalże razem, a mała odleciała tak mocno, że na chwilę straciła kontakt z rzeczywistością.

    Była dobrze po pierwszej, gdy delikatnie trzymając w ramionach, zaniosłem Olę do wanny pełnej pachnącej olejkiem różanym wody. Gdy relaksowała się w kąpieli, zmieniłem pościel, po czym wszedłem do wanny, niosąc ze sobą dwa kieliszki lekkiego wina i „pigułkę po”. Zrelaksowaną kąpielą zaniosłem z powrotem do pościeli. Po długim, delikatnym masaży zasnęła wtulona w poduszkę jak aniołek. Zgasiłem światło i przytulony do niej poszedłem spać. Rano odwdzięczyła się za masaż, budząc mnie cudownym fellatio, zakończonym wytryskiem między masywnymi piersiami.

    Przy śniadaniu Kaśka i Olka patrzyły na siebie, wymieniając zagadkowe spojrzenia. Do przyjazdu mamy Oli dziewczyny konspirowały ze sobą w pokoju pasierbicy. Gdy na podjazd wjechała mama Oli, smarkule rzuciły mi się na szyję. Szepcząc bezwładnie do obu uszu, oznajmiły, że za dwa tygodnie organizują ponownie sleepover. Popatrzyłem się na nie zaskoczony.

    – Chyba masz ochotę na więcej tatusiu.

    Powiedziała Olka, podciągając sukienkę. Patrząc na kształtną, bezwłosą cipkę przełknąłem ślinę. Kasia unosząc luźną sukienkę pod brodę, dostarczyła mi kolejnego argumentu, bym zgodził się na następne sleepover. Patrzyłem się jak ciele w obraz na jej cudownie wysklepione łono i boskie piersi.

    – Nie potrafiłby odmówić.

    Odparłem wesoło.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A.