Blog

  • MW-Grecja-Rozdzial 23 Jak ugryzc tort

      Tom albo Jerry odciąga mnie na bok.

    – Załatwione!

    – ?

    – No przecież urodziny Maleńkiej!

    – To wiem, ale co załatwiłeś?

    – Tort! Ogromny! Mam go w wielkiej styropianowej pace – chłodni. I…

    Słucham go z autentycznym podziwem.

    – Ale skąd w ogóle ten pomysł? I sam tort?!

    Tidżej zaczyna od końca:

    – Bardzo nam spasował pomysł Ali, żeby zostawić was na tej wysepce, nie musieliśmy kombinować i wymyślać pretekstu, po prostu  popłynęliśmy go odebrać, zamówiony był wcześniej.

    – A sam pomysł?

    – No bo wiesz… Szczery zwykle do bólu kuzyn nagle się zacina.

    – Co wiem?

    – Bo my uwielbiamy Alę! – Wypala wreszcie. – Jak się ona bosko rżnie! I jeszcze ta jej ciaśniutka pizda, tak ochoczo jej nam użycza…

    I Tidżej patrzy, co będzie. W końcu o mojej dziewczynie mówi.

    – Sam bym tego lepiej nie ujął! – Nie sprawię mu satysfakcji, nie okażę zazdrości.

    – Uff… – Nie wiem, czy to z rozczarowania, czy z ulgi tak wzdycha.

    * * *

    Popołudnie spędzamy przyjemnie, najpierw jednak  brodacze zwożą z żaglowca jadło i napoje, parasole plażowe, leżaki itp. Na ląd nie trafia ani jedna sztuka odzieży, nawet gatki, w których przypłynęli, wracają samotne na pokład. Brodacze planują odesłać Zorzę do najbliższego portu.

    – Chcemy się razem z naszymi dziewczynami poczuć tak, jak wy. Wprawdzie w licznym towarzystwie, ale nago i z dala od ciuchów.

    – A jak sobie radzicie z załogą? – Zmieniam temat. – A właściwie, to załoga z wami?

    – Chodzi ci o te nagie dziewczęta na pokładzie?

    – Od teraz również was…

    – Cóż… jeśli któryś jest gejem, to jego problem – śmieje się Tim. A Jon, drugi z Brodaczy dodaje:

    – Po prostu dobrze im płacimy za ich męki. Że się napatrzą na gołe cipki? Dziewczęta się nie wstydzą. A na pokładzie się nie pieprzymy.

    – A szkoda… – To Honey przysłuchuje się naszej rozmowie.

    – Szkoda?

    – Lubię ich prowokować, to fajne chłopaki. Zabawnie patrzeć, jak kryją się ze wzwodem.

    – I jak sobie radzą?

    – Pewnie jadą  na ręcznym, raz jednego nakryłam.

    – Hahaha…

    Brodaczom nie jest do śmiechu.

    – Który to był?!

    – Nie powiem, bo go zwolnisz!

    – Tim, słuchaj, przecież to nawet zabawne – mityguję go, nim się bardziej nakręci. – Długo już tak pływacie?

    – Załoga przyprowadziła Zorzę ze Stanów, my z dziewczynami zaokrętowaliśmy się niecałe dwa tygodnie temu.

    – Biedacy… mruczy pod nosem Maleńka; widzę, że coś kombinuje, ale nie pytam, sama mi powie w swoim czasie.

    – Przylecieliście wszyscy ze Stanów?

    – Japonki poznaliśmy już w Europie, leciały na nasze maszty.

    – Hahaha, historia lubi się powtarzać, bliźniacy mieli podobnie z bliźniaczkami.

    * * *

    Podchodzą dziewczyny od masztów.

    – Możemy się bliżej poznać z twoim chłopakiem?

    Ala tylko się śmieje.

    – Jest wasz!

    Japonki nie tracą czasu, wyciągają skądś sporą butelkę oliwki i naoliwiają mnie całego. Zaczynając oczywiście od sprzętu. Teraz jedna dba, by sprzęt był cały czas w pełnej gotowości, a druga wmasowuje oliwkę w resztę ciała. Podaje mi butelkę, mogę się wreszcie dobrać do tych skośnych cip.

    Śliskie palce gładko wślizgują się w obie wąskie szparki, zresztą dziewczyny też są podniecone i wilgotne.

    – To może się przedstawcie? Jest okazja.

    – No tak, ten wasz zwyczaj…

    – Jestem Suki – mówi jedna, intensywnie masując moje solidnie naoliwione jądra.

    Jądra przechodzą z rąk do rąk. Do rąk Yuki.

    – Nie zapamiętam, jesteście takie podobne… będę was nazywał SukiYuki, może być?

    – Hahaha… niech ci będzie.

    Układamy się wygodnie na sporym plażowym materacu i pogrążam się w lubieżnym świecie mangi.

    * * *

    Jon i Tim nie wytrzymują, wstają i przejmują oliwkę. Obsługują kolejne  dziewczęta, te podsuwają, co mają najlepszego. Brodacze są w siódmym niebie, mają we dwóch kilkanaście tyłeczków i dwa razy tyle cycków do naoliwienia. Te naoliwione, oliwią resztę facetów. Ani Brodacze, ani one nie żałują oliwki, wszyscy są śliscy jak węgorze. Gdy przenoszą się do wody, dołączamy z SukiYuki do zabawy. Rzucamy się na dziewczęta, te się wyślizgują, nie mogę utrzymać żadnej cipki na tyle długo, by w nią wejść, wystarczy skręt bioder i już wyślizguje mi się z rąk. Ale nie żałuję, to tylko wzmaga moje podniecenie, kutas jest twardy jak skała, dziewczyny wciąż sprawdzają, a on wciąż wyślizguje im się z rąk. I dalej umykają z cipami przeciągając te wyuzdane zapasy.

    Zmawiamy się we trzech z Tidżejami i łapiemy….Dorkę, akurat podeszła… Łapią ją za nogi. Dorka, by nie utonąć w wodzie do kolan, musi się wspierać na rękach. Tidżeje rozciągają te nogi na boki, ja staję między jej udami i…. wreszcie coś rucham. Dorka wije się, jak piskorz, próbuje uciec z cipą, ale mój kutas wciąż pracuje w jej Rudej Norce. Trochę to wygląda na gwałt, ale przecież wiem, że Dorka kocha się pierdolić… Nie pierdolę jej długo, dziewczyny ruszają na ratunek, rzucają się po dwie na Tidżejów, obejmują im głowy śliskimi udami. Mnie też atakują od tyłu, wyciągają z Norki Dorki, walimy się wszyscy do wody.

    I tak to trwa, co komuś uda się trochę poruchać, zaraz  rzucają się na niego inne śliskie naguski. Nasze podniecenie sięga zenitu, dziewcząt chyba też, bo stopniowo przestają walczyć i podsuwają cipy. Skrajnie napaleni rżniemy gwałtownie, coraz to inną – jest nas siedmiu, a cipek osiemnaście. Staramy się dogodzić wszystkim. Ja pierdolę dwie rude – tak wyszło. Przeskakuję z Honey do Dorki i z powrotem. Kończę w Honey, w niej się jeszcze nie spuszczałem, Dorkę mam na co dzień, na każde skinienie. No, dzisiaj pierwszy raz się broniła. Teraz ją liżę – ona też chce orgazmu. Zaspokojona Honey siedzi rozkraczona na brzegu i obserwuje niteczki spermy wymywane z jej cipki przez kolejne fale. Przypomina mi Alę.

    Rozglądam się, jest niedaleko, ujeżdża jednego z Brodaczy. Podchodzę popatrzeć. Tim wypręża się, pewnie właśnie się spuszcza. Ala z wyrazem rozkoszy na twarzy patrzy mi w oczy. Jej dolne wargi niczym różowy obwarzanek, okalają grubego, amerykańskiego kutasa.  Jej wargi układają się w słowa – Kocham cię! Odpowiadam tym samym, z penisem w ustach Dorki. Maleńka uśmiecha się, nadal nabita pizdą na maszt Brodacza. Jakie to pojebane!

    Maleńka, nadal na mnie patrząc, prowokacyjnie powoli podnosi i opuszcza tyłeczek. Jej malutkie wargi rozciągają się na członku Tima, to chowają, gdy się nań nasuwa. W odpowiedzi chwytam Dorkę za jej płomienne zorze i pieprzę ją mocno w usta. Ala się śmieje, zsuwa z kutasa i biegnie do mnie, wpija się ustami w moje, podczas gdy Dorka nadal mnie ssie. Jestem nadal niemal sztywny, Dorka dobrze ciągnie.

    – Dasz mi go teraz? – Prosi Ala. – Ty możesz possać mojego Brodacza.

    Dorka zajmuje się kutasem, z którego zeszła Ala, ta zaś wpycha w siebie mojego lekko zwiotczałego i ujeżdża przez chwilę w wolnym rytmie. Ciasna pochwa czyni cuda, odzyskuję formę.

    – Tak bardzo zapragnęłam cię poczuć w sobie, kochany! Myślałam tylko o tobie, gdy miałam z nim orgazm.

    – Wiem, moja słodziutka, widziałem.

    – A jutro, w moje urodziny chcę prezent! Chcę ciebie tylko dla siebie przez cały dzień!

    – Obiecuję! – Ala nie schodząc ze mnie, przytula się mocno i zamiera na naprawdę długo.

    Oliwkowa orgia dobiega końca, zmywamy z siebie z dużym wysiłkiem oliwkę, urządzamy ucztę z dostarczonego przez Brodaczy prowiantu i układamy się do snu. Ja, jak zwykle zaplątany w Maleńką.

    * * *

    Środek nocy, ja mam najtrudniej, muszę wyplątać się z Ali, ona jedna nie jest wtajemniczona, nie może się obudzić. W końcu jednak opada koło mnie na wznak i zaczyna cichutko pochrapywać. Na moim miejscu kładzie się na wszelki wypadek Julka – żeby Ala miała jakieś ciało pod ręką. Ja tymczasem z wszystkimi chłopakami płynę pontonem Brodaczy na nasz jacht. Używamy tylko pagajów, by nie robić hałasu.

    Gdy dobijamy z powrotem do plaży mamy ze sobą ogromny karton. Wypakowujemy tort i płyniemy drugi raz. Teraz przywozimy dwa duże pakunki. Po rozwinięciu, jeden zmienia się w wielki namiot plażowy, właściwie sam daszek. Drugi, to po prostu podłoga z grubej, miękkiej folii.

    Rozstawiamy to wszystko na plaży, dobrze, że świeci księżyc, nie jest lekko, namiot ma sześć na sześć metrów. Teraz jeszcze tort, ustawiamy karton na środku, przygotowujemy do szybkiego otwarcia rano, teraz niech trzyma tort w chłodzie. Gotowe, wracam do Ali. Oczywiście wtulonej w Julkę. Wtulam się w nią od tyłu i zasypiam.

    * * *

    – Dlaczego Julka? Co się stało? – Dziwi się rano Maleńka, uwalniając koleżankę ze swych objęć.

    – Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin! – Mówię najpierw. – Wyszła na jaw twoja druga natura, widocznie wolisz dziewczęta! Może chcesz Julkę na cały dzień, zamiast mnie? Przyznaj się!

    – Ty draniu! Zrobiłeś to specjalnie, nie chcesz się ograniczać do jednej cipy, jak masz ich tyle dookoła – śmieje się Ala. – Nawet na jeden pieprzony…

    W tym momencie zauważa namiot. I to wielkie coś w środku przewiązane różową szarfą. Wstążka na tym ogromnym pudle, byłaby jak nitka.

    – Co to jest?

    – Nie wiem, jak szedłem spać, jeszcze tego nie było!

    – Weź nie pierdol! Mów natychmiast, co to jest!

    – To jest namiot a pod nim urodzinowa niespodzianka.

    – Jaka niespodzianka?

    – Nie mogę powiedzieć, bo nie będzie niespodzianki.

    – Ty draniu!

    Ostatecznie udaje nam się powstrzymać Alę przez niespełna godzinę.

    Kąpiemy się wszyscy. Wszyscy też pilnują Maleńkiej, bo co i rusz chce uciekać na brzeg i dobrać się do niespodzianki. Wreszcie ruszamy pod namiot.

    – Teraz musisz pociągnąć – mówię do Ali.

    – Tę różową szarfę pociągnij – precyzuję, gdy klęka przede mną – powiedziałem pociągnąć, nie obciągnąć!

    Maleńka, wcale nie skonfundowana, ciągnie.  Kartonowe ścianki opadają, Tidżeje usuwają je niezwłocznie. Ukazuje się wielkie styropianowe pudło.

    – I co teraz?

    – Teraz się odwróć na chwilę – biorę ją w ramiona i całuję gorąco, żeby nie przyszło jej do głowy podglądać. Tort leży na pokrywie i przykryty jest pudłem, Brodacze podnoszą je ostrożnie, wynoszą razem z wkładami chłodzącymi. Tidżeje zapalają piętnaście świeczek rozmieszczonych równomiernie na obwodzie środkowego poziomu wysokiego na przeszło metr tortu. Odwracam się razem z przytuloną do mnie Alą, patrzy i odrywa usta od moich.

    – Jaki piękny! I jaki wielki!

    – Dużo masz gości na urodzinach i… Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

    – Wszystko, co najlepsze trzymam w ramionach! 

    Znów się liżemy Podchodzą do nas Tidżej z Dorką.

    – Co wy znów kombinujecie? – Pyta Ala, gdy Dorka wyciska na dłoń trochę farby do ciała. Złotej farby.

    – Poczekaj…

    Odbieram tubkę od Dorki, ta przytula się do pleców Tidżeja i sięga. W łapce Dorki kutas Tidżeja robi się złoty i sterczący. Dorka się odsuwa, Tidżej salutuje Ali złotym prąciem.

    – Ale o co chodzi? – Maleńka jest zdezorientowana.

    – Łap Go! Szybko!

    Ali nie trzeba dwa razy powtarzać, już ma go w garści.

    – Właśnie złapałaś złotą rybkę! Masz trzy życzenia.

    – Ach! To o to chodzi! – Chwilę się namyśla.

    – Ten tort; to będzie raz…

    W drugą rękę bierze drugiego, niemalowanego ptaka, mojego.

    – Chcę go na wyłączność, na cały dzień!

    – Którego? Bo masujesz oba…

    – A rzeczywiście… Nie mogłam się powstrzymać, takie fajne kuśki…

    – Tego chcę! – Przyciąga mnie do siebie za „tego”, żeby nie było wątpliwości.

    – A trzecie życzenie?

    Maleńka z pewną taką nieśmiałością zerka na Brodaczy. Milczy.

    – No, śmiało!

    – Tim… Jon… Pożyczycie mi Zorzę?

    – Eee…

    – Na jeden dzień – dodaje szybko. – Z załogą oczywiście, ja będę kapitanem. Popłyniemy sobie do tego portu i z powrotem. Pliiiis!

    – Nie ma sprawy. Jutro może  być? My sobie odpoczniemy po urodzinach…

    – Super!

    Usatysfakcjonowana Maleńka oswobadza malowanego ptaka. Mojego nie puszcza. Przytulam ją i szepcę do uszka.

    – Ale pięciu? (Załoga Zorzy liczy pięciu chłopa)

    – I to wyposzczonych, hihihi…

    Cała Maleńka!

    – Idź zgaś świeczki! Możesz coś dla mnie zrobić?

    – Wszystko!

    – Idź tam na czworakach!

    Ala opada na kolana i maszeruje do tortu, obchodzi go powoli wokół wdzięcznie wypinając kuperek i z namaszczeniem, powoli zdmuchuje  kolejne świeczki. Wreszcie kończy i odwraca się dalej na czworakach w moją stronę.

    – A nie zapomniałeś o sztućcach i talerzykach?

    – Nie zapomniałem, nie są potrzebne! Tidżeje to wszystko kupili, ale miałem lepszy pomysł, stwierdzili, że jestem genialny.

    – No to jak mam ugryźć ten tort?

    – Właśnie tak! Ugryź! Tylko pamiętaj o dobrym wychowaniu, nie jedz rękoma.

    Maleńka patrzy na mnie, trybiki się kręcą.

    – Genialny jesteś, to dopiero będzie impreza! – Odwraca się i wgryza w krawędź tortu. Odwraca się ponownie z całą buzią w kremie. Przełyka, i oblizuje się.

    – Pyszny! Zapraszam wszystkich na mój urodzinowy. Mam piętnaście!

    – Dziewczęta przodem – zarządzam.

    Dziewczęta ruszają, też na czworakach, wgryzają się w tort. Tylko na to czekamy – rzucamy się pieścić te wypięte tyłeczki. I lizać cipki. Chłopcy przesuwają się od jednej do drugiej, tylko ja tkwię, jak przyspawany przy Alcynej piździe. Jest już dobrze wilgotna, zastępuję język palcem, a potem palec kutasem. Wchodzę mocno, uderzam lędźwiami w wypięty tyłeczek, głowa Ali wbija się w tort, podobnie zresztą, jak głowy pozostałych dziewcząt, taki jest plan.

    Ala ściera krem z oczu.

    – Co ci przyszło do głowy?! – rozgląda się wokół, widzi potraktowane w ten sam sposób koleżanki – o wy….! To też ty wymyśliłeś?

    – Cóż skromność mi nie pozwala…

    – Ty i skromność, weź nie pierdol! Ja też coś wymyśliłam, to mój tort i nie pozwalam, byście go zniszczyli. Ja to zrobię!

    Maleńka zsuwa się z mojego dyszla, odchodzi parę kroków od tortu, bierze rozbieg i rzuca w sam środek tortu, który zmienia się w…. kupę. Bałwan, który jeszcze przed chwilą był Alą, kiwa na mnie palcem ze środka tej słodkiej kupy.

    – Tu mnie weź, w tym torcie – mówi bałwanek i wypina kuperek.

    – Kiedy nie widzę cipy…

    Bałwanek sięga sobie między nóżki i wygarnia ile się da.

    – A… tu jest! Ale szparka cała zabita kremem…

    – Dasz radę!

    Daję radę, wygarniam ten krem kutasem i obchodzę Maleńką dookoła.

    – Poczęstuj się swoim tortem.

    – Już jadłam.

    – Ale tu masz kulturalnie, na talerzyku.

    W tortowej masie na buzi Maleńkiej pojawia się dziura otwartych ust. Zatykam ją penisem, Ala wylizuje „talerzyk”.

    – Ale teraz już ruchaj!

    Po chwili pierdolimy się pośrodku byłego tortu, rozgniatamy go coraz bardziej, wszyscy do nas dołączają, wkrótce jesteśmy cali utytłani w kremie, zjadamy, zlizujemy z siebie ten tort, wiadomo skąd najchętniej. Dziewczęta wyszukują połówki brzoskwiń, którymi ozdobiony był tort, wklejają sobie w piczki i każą mam jeść. Objadam się tymi brzoskwiniami. Wkrótce wszyscy się pieprzą w tym torcie i wszyscy są szczęśliwi. Widzę jak Natka, można ją teraz poznać tylko po cyckach, nabiera kremu, wciska między pośladki i wypina je do Brodacza.

    – Zjedz jeszcze trochę!

    Brodacz posłusznie wciska twarz w jej dupę. Ala natychmiast robi podobnie – siada z impetem w torcie, po czym wypina tyłeczek; teraz ja wylizuję jej krem z rowka. Kaśka nakłada sobie grubą warstwę tortu na krocze i przysiada cipą na czyjejś twarzy, wierci się, a krem wypływa na wszystkie strony. Ten gość chyba się udusi! Kaśka jednak zmienia twarze, nabierając po drodze nowe porcje tortu, teraz przymierza się do mojej.

    – Mogę przysiąść na chwilę? – Pyta Ali, jestem dziś jej wyłączną własnością.

    – Na chwilę możesz.

    Nic nie widzę, nie mogę oddychać. Nie widzę, że Ala wykorzystuje tę przerwę, by napchać sobie kremu do cipy, dopiero gdy w nią wchodzę, napotykam dziwny opór, a potem, w miarę, jak się w nią zagłębiam, ze środka wypływa rzadki, bo zagrzany w pochwie krem.

    Wypływa zresztą po każdym moim sztychu a wrażenia mam niecodzienne.

    Wokół trwa tortowa orgia, przypomina trochę wczorajsze zapasy, tylko jest smaczniej. No i najeść się można. Jak już mnie mdli od słodkiego, zanurzam język głęboko w cipce Ali, aż poczuje znajomy, ostry smak śledzika. Maleńka obficie popuszcza soczki. Jej podwójnie teraz słodkie uda zaciskają się na mojej głowie. A raczej próbują, wciąż się ześlizgują.

    Tarzamy się w resztkach tortu, teraz bawimy się wspólnie. Dziewcząt jest więcej, więc to one leżą w kręgu, jedna z głową między udami drugiej, a my przeczołgujemy się po nich. Liżąc i macając po drodze wszystkie cipki i cycuszki. Potem dziewczyny kładą się na brzuszkach i mój kutas prześlizguje się między kolejnymi upapranymi tortem  pośladkami. Ala szybko jednak wyrywa się z tego kręgu, chce mnie tylko dla siebie. Wracamy w miejsce, gdzie kiedyś był środek tortu i tarzamy się w jego resztkach. Po chwili zmienia się to w miłosne zapasy. Ala kręci się jak fryga, próbuję ją wziąć to z przodu, to z tyłu, wciąż ucieka z pizdą, Lepiej mi idzie z rękoma, nabieram resztki tortu, wcieram w miejsce na cycki (Ala jest płaska, jak deska) i krocze, nakładam na pośladki i twarz, Ala nie pozostaje mi dłużna, co chwila ślepnę pod kolejną porcją. Gdy dostaje w twarz wyjątkowo wielkim kawałkiem tortu, natychmiast szukam jej ust, przebijam się językiem przez warstwę słodyczy, odnajduję inną słodycz. Nie na długo, Ala się dusi, dusimy się oboje, odrywamy od siebie.

    – Ale zajefajnie! Jeszcze nigdy nie pieprzyłam się w torcie!

    – Wiem, kochanie! Przecież to ze mną zaczęłaś się w ogóle pieprzyć

    – A ty? Posuwałeś jakąś panienkę w środku tortu?

    – Nigdy! Bywały zabawy z jedzeniem, ale coś takiego robię pierwszy raz!

    – Musisz mi kiedyś koniecznie opowiedzieć. Ale teraz kochaj się ze mną! – I cipka, która przed chwilą tak mi się wymykała, nagle prosi się o kutasa, cała zaklejona resztkami tortu. Wodzę po kroczu Maleńkiej czubkiem penisa, szukam szparki, teraz rozpycham się w środku, wargi sromowe zgarniają z drążka nadmiar tortowej mazi, gdy wciskam się do ciasnej, śliskiej od kremu pochewki.

    – Penis w torcie – śmieje się Ala, gdy ja posuwam. Za chwile jednak już jej nie do śmiechu, wstrząsają nią kolejne, coraz to wyższe fale orgazmu, kładę się na niej, wciskam w resztki tortu, nie pozwalam uciec. Nawet podrapać mnie nie może, paznokcie ześlizgują się po moich plecach. Tylko krzyczy gardłowo. Brodacz obok podnosi kciuk, Właśnie dorzyna Suki, ona też zaczyna się pod nim gwałtownie rzucać

    Za chwilę tracę go z oczu, na twarzy ląduje mu wypełnione tortem krocze Yuki, w ogóle nie widać pędzla jej prostych włosów łonowych. Pojawiają się dopiero, gdy Brodacz zlizuje z nich resztki tortu. Ale wyglądają smętnie, posklejane, zwisające nad cipą. Suki piszczy cienko, teraz ona ma orgazm.

    A ja podnoszę kciuk. Ala też. To chyba był ostatni orgazm tortowej orgii, jesteśmy w stanie już tylko lizać cipki, na razie nikomu nie stanie.

    * * *

    A cipkom nigdy dość, chłopaki liżą dalej, dziewczęta znów szczytują, również Ala, oczywiście to ja ją liżę. Leżę na wznak a Maleńka kuca nade mną i nabija się pizdą na mój język. Pieprzę ją tym językiem, docieram w każdą rozkoszną fałdkę jej sromu. W ustach mam mieszaninę smaków, słodycz tortu, słoność śledzika zaprawione ostrym smakiem spermy. Maleńka znów ma orgazm ale dzielnie wisi nade mną, nie ucieka, przyciska rozciągnięte wargi do moich ust, prosi o więcej.

    – O tak! Kocham cię! Kocham, jak to robisz, liż mi cipę, nie przestawaj! Wypierdol mnie językiem na moje urodziny! O tak!

    No właśnie, już nie będę się pierdolił z czternastolatką. Skończyło się!

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * Rozdział 16 Bliźniaczki

  • Nowe doznanie cz.1

    Mój chłopak organizował dziś wieczór kawalerski dla swojego najlepszego przyjaciela ze szkolnych lat. Od samego rana ganiał po mieście i załatwiał wszystkie formalności związane z imprezą a ja miałam cały dzień tylko dla siebie. Chciałam wyrwać się z domu, niestety wszystkie koleżanki powyjeżdżały lub były zajęte pracą. Postanowiłam jednak nie rezygnować z planów i wyszłam sama. Przechadzając się po mieście zastanawiałam się dokąd tak naprawdę mogłabym pójść. Nie do końca wiedziałam w jakich lokalach Karol wraz z kumplami będzie upijał się do nieprzytomności a bardzo zależało mi, żeby na nich nie wpaść. Usiadłam na ławce i odpaliłam papierosa. Szlajanie się bez celu nie ma najmniejszego sensu. Nagle zobaczyłam dwie kobiety. Gdy przechodziły obok mnie usłyszałam, że rozmawiają o jakiejś „branżówce” . kompletnie nie wiedziałam co to, ale nie wiedzieć czemu zaintrygowały mnie tym. Kilka kroków dalej zobaczyłam jak schodzą po schodkach w dół, drzwi otwierają się a z zewnątrz dobiega stłumiona muzyka. Hmmm nie sądziłam, że w tym miejscu jest jakiś klub. Karol pewnie też o nim nie wie. Od razu postanowiłam tam wejść. Wnętrze niczym nie wyróżniało się od zwykłego klubu. Usiadłam przy barze, rozejrzałam się i zrozumiałam, że wylądowałam w gejowskim klubie. W sumie nawet spodobało mi się to i postanowiłam tu zostać. Siedziałam przy barze i sącząc whisky obserwowałam bawiących się ludzi, gdy nagle obok mnie usiadła jakaś kobieta. Miała może 27 lat, długie czarne włosy i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dwa kolczyki: w lewej brwi i małe kółko po prawej stronie nosa. Ubrana była w czarną bokserkę i obcisłe jeansy. Jej nienaganna figura uwydatniająca mały, aczkolwiek piękny biust sprawiała, że nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zwróciłam uwagę na to, że nie ma na sobie stanika i nie wiem dlaczego podnieciło mnie to.
    -napijesz się czegoś? – spytała wzrokiem wskazując na moją pustą już szklankę.
    -ja… eee.. ja nie jestem… – zawstydziłam się i słysząc jak głupio to brzmi dodałam szybko – tak. Chętnie.
    -jesteś tu po raz pierwszy. Rozumiem. – uśmiechnęła się zalotnie.
    Zaczęłyśmy rozmawiać. O wszystkim i o niczym. Kolejne drinki sprawiały, że zawstydzenie powoli zmieniało się w ciekawość. Byłam zaintrygowana swoją rozmówczynią, która wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że bardzo jej się podobam. W pewnym momencie wstała i oświadczyła mi, że musi już uciekać, ponieważ rano wstaje do pracy. Podziękowałam jej za miły wieczór i odprowadzając ją wzrokiem do wyjścia próbowałam wyrzucić z głowy rozczarowanie, że ten wieczór tak się skończył. Nagle odwróciła się, podeszła do mnie i pocałowała mnie. Nigdy wcześniej nie całowałam się z kobietą, nogi ugięły się pode mną a po plecach przebiegł bardzo przyjemny dreszcz.
    -idziemy do mnie. – wyszeptała mi do ucha.
    Zaimponowała mi jej pewność siebie, w głowie miałam kompletną pustkę. Drinki zrobiły swoje, moje racjonalne myślenie ulotniło się w jednej chwili. Bez zastanowienia wstałam i razem z nią udałam się w stronę wyjścia. Pod lokalem czekała już taksówka. Usiadłyśmy z tyłu i ruszyłyśmy w nieznane mi miejsce. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego co robię. Wpadłam w panikę a moja znajoma jakby czytając mi w myślach chwyciła mnie za rękę i spojrzała prosto w oczy.
    -Jedno twoje słowo a odwiozę Cie gdzie tylko będziesz chciała i wrócę do domu sama. – powiedziała.
    Uśmiechnęłam się, mocno ścisnęłam jej dłoń i nic nie powiedziałam.
    Wszystko co później miało miejsce wydawało mi się nierzeczywiste, nierealne. Cały czas zastanawiałam się czy to się dzieje naprawdę? Zaraz po tym, gdy zamknęły się za nami drzwi mieszkania wszystko się zaczęło. Przycisnęła mnie do ściany i całując mnie zrywała ze mnie ciuchy. Kręciło mi się w głowie, byłam podniecona jak jeszcze nigdy. Nie zostawałam dłużna, odwzajemniałam pocałunki, moje ręce błądziły po jej pięknym ciele. Małymi krokami przemieszczałyśmy się w stronę salonu. Jednym sprawnym ruchem posadziła mnie na kanapie i siadając na mnie okrakiem ściągnęła swoją bokserkę. Moim oczom ukazały się piękne kształtne piersi. Zrobiło to na mnie oszałamiające wrażenie. Ściągnęła ze mnie bluzkę i stanik. Dotykała moich piersi, całowała szyję a rękę wsunęła mi w spodnie. Gdy poczuła jak bardzo działa na mnie to co ze mną robi uśmiechnęła się niewinnie, przygryzła dolną wargę, wstała i chwyciła mnie za rękę. Zaprowadziła mnie do swojej sypialni i nim zdążyłam pojąć co się ze mną dzieje leżałyśmy nagie na łóżku i pieściłyśmy swoje ciała. Nigdy wcześniej nikt nie doprowadził mnie do takiego stanu. Byłam całkowicie mokra. Po raz kolejny siadła na mnie okrakiem, jednak tym razem obie byłyśmy nagie. Poczułam jej podniecenie na sobie, tego uczucia nie da się opisać słowami. Płynnie poruszała się a nasze najwrażliwsze miejsca ocierały się o siebie… nie przestając pochyliła się nade mną i spojrzała mi prosto w oczy. Delikatnie a zarazem stanowczo ujęła moją szyję i błądząc językiem przy moim uchu wyszeptała:
    -A teraz pokażę ci jak robią to kobiety.
    Słowa te sprawiły, że zaschło mi w ustach. Tak bardzo tego pragnęłam. Pragnęłam poczuć Jej język w sobie. Całowała moją szyję, dekolt, biust… Ssała i lekko przygryzała moje sutki. Sukcesywnie zjeżdżała niżej. Brzuch.. wzgórek łonowy… całowała zewnętrzną stronę moich ud… Nagle jej język wbił się we mnie a ja poczułam przeszywającą falę ciepła. Chwyciłam ją za włosy i przyciągnęłam do siebie jeszcze mocniej. Zlizywała ze mnie podniecenie a ja już nie potrafiłam być cicho. Głośno jęczałam i prosiłam o więcej… Gdy poczułam, że nie przestając ssać wsuwa we mnie palec mocno zacisnęłam dłonie na prześcieradle i zadrżałam. Wiedziałam, że za chwilę odlecę w kosmos. Podniosła się i znowu spojrzała mi prosto w oczy. Brała mnie mocno i pewnie a ja byłam w innym świecie. Moje ciało coraz intensywniej drżało, czułam, że zaraz to się stanie. Chwyciłam jej rękę i powiedziałam, że już.. koniec… przestań.. nie mogę dłużej…
    -ciii…  – uciszyła mnie i zaczęła brać jeszcze mocniej.
    Nie wytrzymałam i jęcząc wytrysnęłam lepką cieczą wprost na jej rękę. Była tym faktem wyraźnie zachwycona. Położyła się obok mnie i obserwowała jak drżę i wiję się z rozkoszy. Przeżyłam orgazm swojego życia. Nie potrafiłam zapanować nad swoim ciałem. Jak dotąd tylko raz zdarzyło mi się wytrysnąć. Czułam się trochę zażenowana tym faktem, jednak moja kochanka dała mi jasno do zrozumienia, że bardzo jej się to podobało. Wstała i wyciągnęła z nocnej szafki paczkę fajek. Tak… właśnie tego mmi w tym momencie trzeba. Paliłyśmy w ciszy, słowa były zbędne. Długo jeszcze dochodziłam do siebie. Nie wiem kiedy padłam wykończona najlepszym seksem swojego życia.
    Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca padające wprost na moją twarz. Nie wiedziałam, gdzie jestem, co się dzieje. Byłam naga. Z przerażeniem podniosłam się i dostrzegłam kartkę na miejscu obok mnie.
    „Wybacz, ale musiałam wyjść do pracy. Klucze zostaw w skrzynce pocztowej. To była wspaniała noc, mam nadzieje, że nie była ostatnią.. P.S. Mam na imię Kaja. Jeśli będziesz miała ochotę zadzwoń do mnie.” Spojrzałam na numer leżący na karteczce obok.  
    Miałam mętlik w głowie. Karol! Naglę przypomniałam sobie o swoim chłopaku i wpadłam w panikę. Spojrzałam na zegarek. Była 5 rano. W pośpiechu ubrałam się i wybiegłam z mieszkania.
    Jadąc taksówką do domu czułam niepokój, jednak nie byłam do końca pewna czy był spowodowany tym, że po raz pierwszy zdradziłam swojego chłopaka i to jeszcze z kobieta (!?) czy też faktem, iż pragnę zrobić to znowu…

     

    …cdn. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    untitled
  • Poznalem 20 lat starsza w Internecie…

    To było 3 lata temu. Miałem wówczas 19 lat. Chciałem swoje życie popchnąć ciut do przodu – fantazjowanie o dojrzałych kobietach po prostu mi się znudziło. Na kilku poznańskich portalach ogłoszeniowych wystosowałem kilka anonsów. Opisałem siebie. Opisałem czego szukam.

    Brak odzewu trwał tygodniami. Traciłem w sumie nadzieję, że cokolwiek może się wydarzyć. Do pewnego wieczoru. Odezwała się kobieta dwa razy starsza ode mnie. Dorota miała córkę w moim wieku, brak męża i jak sama stwierdziła „ogień w ciele”. Kręcili ją młodsi faceci. W jej pracy przebywała z nimi na bieżąco aczkolwiek nie mogła podjąć choćby zaczepki w ich kierunku. Była z baaardzo daleka od Poznania – nie wierzyłem w sukces.

    Po kilku dniach intensywnego … flirtu? Po prostu zabookowała hotel i przyjechała do Poznania. Nie mogłem uwierzyć. Byłem pewny, że to albo napalony facet – oszust, albo ktokolwiek inny. Moje zdziwienie i podniecenie osiągnęło zenit, gdy wysłała mi fotografię w samym szlafroku z hotelu w centrum. Kazała tylko przynieść wino. Przyjechałem najszybciej jak mogłem. Ubrałem najlepszą koszulę, najlepsze perfumy i z pewnością siebie ruszyłem w stronę hotelu zahaczając jeszcze po wino. Pokój numer 7. Była taka piękna. Przy moim wzroście (187) była malutka nawet w bardzo wysokich szpilkach, które miała na stopie. Czarna sukienka, długie czarne włosy. Oszalałem.

    Przywitałem ją pocałunkiem. Usiedliśmy, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i kontynuowaliśmy rozmowę sprzed kilku chwil, która toczyła się mailowo. Minęła godzina, może dwie podczas której rozmawialiśmy, piliśmy wino. Jej duże usta przemawiały do mnie w tak seksowny sposób, że w pewnym momencie po prostu położyłem dłoń na jej kolanie i ją pocałowałem. Wreszcie eksplodowało to, co było opisywane przez wszystkie te dni rozmowy. Pocałunki były coraz bardziej intensywne, przeniosły się na szyje – słyszałem jej podniecenie, czułem zaciskające się paznokcie w moich włosach – zaczęliśmy się rozbierać.

    Kochaliśmy się całą noc. Orgazmów była masa. Były wszystkie pozycje, były jęki, czułe słowa, były klapsy, piski, był przecudowny seks. Zasnęliśmy w objęciach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    D. D.

    Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.


  • MILF w dyskotece

    Uwielbiam Poznań pod względem imprez i różnorodności klubów. Uwielbiam to, że w młodzieżowych klubach świetnie bawią się starsze damy i vice versa. Cudownym uczuciem jest dołączyć w tańcu do starszej od siebie kobiety i okazać jej zainteresowanie. Tak też uczyniłem rok temu – w klubie niedaleko Półwiejskiej :). Od razu rzuciła mi się w oczy grupka „milfów”, kobiet w przedziale 30-45, które świetnie razem się bawiły. Specjalnie kręciłem się w ich towarzystwie, żeby blondynkę, którą upatrzyłem sobie na samym wstępie zaczepić wzrokiem. Długo to nie trwało :). Lekko mętne oczka zderzyły się z moimi na parkiecie. Było miło.

    Wymiana spojrzeń trwała w najlepsze, gdzieś ukradkiem spoglądaliśmy na siebie, aż reszta „koleżanek” musiała to zauważyć. Uśmieszki, słówka na ucho, wskazywanie mnie palcami (co w sumie było przesadą), machanie :) Kwestią czasu było aż spotkaliśmy się na parkiecie. Przetańczyliśmy 3 piosenki. Starałem ręce trzymać przy sobie, lecz jej ruchy i ocieranie się o moje ciało było dość intensywne. Trzeba było porozmawiać :)

    Zamówiła sobie jakiś babski drink przy barze i zaczęła się konwersacja. Żaneta, 38 lat, fryzjerka, mama i żona – co piątek w tym klubie bo „nuda”. Jak zapytałem się gdzie partner – śpi. Była wielce zdziwiona moim wiekiem, ale od razu odparła, że jej to nie przeszkadza i mimowolnym ruchem złapała mnie za kolano – trochę mną to poruszyło nie powiem, co chyba zauważyła :). Wraz z alkoholem i kolejnymi piosenkami pozwalaliśmy sobie na coraz więcej. Muszę przyznać, że byłem w szoku, bo choć to ja chciałem wyrwać ją – ona zrobiła to ze mną. Totalnie dyrygowała. Moment kulminacyjny gdy po prostu złapała mnie za krocze, odwróciła się i spytała czy mi się podobało… Odpowiedziałem oczywiście twierdząco :). Specjalnie odsuwaliśmy się na parkiecie w obszary, w których nie było jej koleżanek by móc pozwolić sobie chociażby na pocałunek. Takowy w końcu nastał – całowała się bosko, miała bardzo zwinny język, który bardzo chciałem wypróbować w innej aranżacji… Nie znudziłem was jeszcze? Więc do rzeczy. Zbliżała się druga, coraz mocniej się obmacywaliśmy. Miała bardzo krótką sukienkę lecz ludzi było zbyt dużo by wsunąć rękę i sprawdzić jej wilgoć więc zaproponowałem wyjść się przewietrzyć. Zabraliśmy kurtki i wyszliśmy. Będąc „na papierosie” całowaliśmy się cały czas. Mój penis był już bardzo zniecierpliwiony, tym bardziej, że Żaneta cały czas plątała ręką po moim kroczu. Powiedziałem otwarcie, że mam prezerwatywy i chce ją zerżnąć – czułem jej podniecenie. Choć z początku byliśmy tak głodni tego seksu, że niemal zrobiliśmy to w krzakach przy klubie, „otrzeźwieliśmy” i pojechaliśmy taksówką do mnie – ogromne zalety mieszkania w kawalerce na studiach.

    W taksówce sprawdziłem jej krocze. Było bardzo mokre i gorące, myślałem już tylko o penetrowaniu jej cipki. Jak tylko przekroczyliśmy próg niemal zerwaliśmy z siebie ubrania. Niesamowite fellatio, które mi zrobiła niemal zbiło mnie z nóg. Myślałem już tylko o tym, by odwdzięczyć się jej swoim językiem. Zatopiłem go w soczystej cipce. Powolutku doprowadzałem ją do obłędu. Wsuwałem paluszki, podgryzałem, bawiłem się łechtaczką. Była tak głośna, że aż ponownie musiałem zatknąć jej czymś usta :). Zdecydowanie zbyt szybko doszedłem – ledwo gdy na mnie weszła. Tak długa gra wstępna musiała się tym skończyć. Wzięliśmy szybki prysznic i … Ciągnąć ją za włosy mocno penetrowałem jej cipkę od tyłu. Było fenomenalnie. Skończyłem za drugim razem na jej cudownych, dużych piersiach. Na noc wróciła do domu. Wymieniliśmy się numerami i spotkaliśmy się jeszcze 3 razy. Na pewno opiszę wszystkie te spotkania…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    D. D.

    Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.

  • Chodz za mna, nie pozalujesz!

    Teraz to na pewno nie zdążę – pomyślał przytłoczony nagłym atakiem kolejnej przeciwności losu. Impulsywnie chwytał porozrzucane książki i zeszyty – zawartość plecaka, który przed chwilą, stawszy się gwoździem do trumny jego dzisiejszego pecha, nie wiedzieć z jakiej przyczyny rozpruł się na szwie tak nagle i tak poważnie, że cała zawartość znalazła się naraz na podłodze.

    Opamiętał się na chwilę, gdy podnosił żółtą teczkę na dokumenty, z której wysunęło się do połowy wypracowanie, które zdawało się być nietknięte, ale tylko z pozoru, bo gdy przybliżył wzrok do wysuniętej krawędzi zobaczył sporej wielkości obrys – coś jakby odbicie części podeszwy buta – jego buta. Zaklął w duchu przytłoczony nowym ciężarem – trzeba je będzie przepisać, bo przecież takiego nie odda polonistce. Jego umysł domagał się szybkiego i potulnego kozła ofiarnego całej tej sytuacji. Przecież umysł nie oskarży samego siebie – byłoby to zaprzeczenie wszczepionych człowiekowi mechanizmów obronnych. Gdyby bowiem był ich pozbawiony, zadręczony świadomością własnej ułomności – człowieczy umysł szybko zmarniałby i zbutwiał, jak mawiał o tym „udziale boskości, rozumem zwanym”, szekspirowski Hamlet. Tym razem za kozła posłużył nikt inny, tylko polonistka – czemu nie wzięła dziś od niego pracy, tylko poprosiła, by złożył je, tak jak reszta klasy – w piątek. Przecież on nie na darmo przyniósł je właśnie dzisiaj – by zaskoczyć klasowe towarzystwo, by zaskarbić sobie przychylność samej polonistki, która i bez tego najzwyczajniej w świecie go lubiła. On jednak sądził, ze na swoją pozycję musi ciężko pracować. „Wielkość tkwi w szczegółach” – to prawda stara jak świat, i na tym opierał swoje relacje z polonistką i zdecydowaną większością nauczycieli (przynajmniej z tymi, którzy przychylnie przyjmowali taką strategię). A teraz wszystko trzeba będzie przepisać. Dodatkowa praca; niepotrzebna praca; praca bez sensu.

    Znowu zaklął w myśli. Trudno jakoś się pozbiera. Z tym nigdy nie miał większych kłopotów. Był niemal mistrzem we wmawianiu sobie, że nic się nie stało, że przyszłość przyniesie wreszcie błogosławioną odmianę. Wrodzony optymizm, a może wyrachowana gra hedonisty niedopuszczającego do siebie negatywnych odczuć? Nigdy się nad tym przecież nie zastanawiał. Dziś jednak przytłoczony całym tym nieszczęśliwym dniem pierwszy raz pomyślał o swoich motywacjach i tym dziwnym mechanizmie, który pozwalał mu szybko przechodzić do porządku dziennego, bez zbytniego umartwiania się nad sobą.

    Okropny dzień – to mówiąc zerknął na zegarek, ale zamyślony, czy raczej nieskupiony na teraźniejszości nie zanotował w głowie konkretnej cyfry, tylko wychwycił samą czynność. Spojrzał jeszcze raz – trzynasta pięćdziesiąt osiem. Od trzech minut już był spóźniony. Natychmiast przeszło mu przez myśl, że pewnie nauczyciel się spóźnił, albo gwałtownie zagadany przez kogoś, nie przeszedł jeszcze do porządku lekcji, a on wykorzysta panujący harmider i wślizgnie się do sali. Tak myśląc ułożył zebrane rzeczy w plecaku, odwracając go przerwanym szwem do wierzchu, i tak niósł go, niczym wiadro wody, zerkając co jakiś czas, czy nie uronił kropli jego zawartości. Przez krótką chwilę był dumny z siebie. Odetchnął z ulgą, gdy przypomniał sobie, że przyjechał dziś do liceum samochodem. Nie będzie musiał paradować przez pół miasta z rozdartym plecakiem, aż do dworca, a potem kłopotać się jak pokona drogę z przystanku autobusowego do domu.

    Szedł spiesznie przez korytarz, ale czuł się jakoś dziwnie ociężale, jakby przygwożdżony ciężarem własnego ciała oraz pakunku, jaki niósł przed sobą. W takim tempie na pewno nie dotrze na lekcję na czas. Posuwał się dalej na przód, ale miał wrażenie, jakby coś nie pozwalało mu dalej brnąć przez opustoszały już szkolny korytarz, jakby jakaś dziwna siła skazywała go na konfrontację z tym co miała za chwilę ze sobą przynieść. Nagle usłyszał odgłos gromkiego otwarcia drzwi i gwałtowny łomot ludzkiego przemieszczania się. Ktoś kończył w-f na pobliskiej sali gimnastycznej i grupa chłopaków pędziła teraz do szatni, która o zgrozo znajdowała się po drugiej stronie długiego korytarza. On stał dokładnie pośrodku drogi tej wrzeszczącej sfory. Wstyd – to pierwsze co do niego dotarło, nie mogą go zobaczyć z podartym plecakiem – jego miłość własna nie niosłaby tego.  Natychmiast zrozumiał, co trzeba robić, by uniknąć konfrontacji. Jego organizm też zareagował – twarz mu poczerwieniała. Odwrócił się w stronę ściany, na której wisiała korkowa tablica z jakimiś nieistotnymi materiałami samorządu uczniowskiego, i zaczął kurczowo skrywać pakunek przed sobą. Udało się – nikt nie zwrócił na niego uwagi, już rwetes powoli ucichał, niknąc w okowach męskiej szatni. Odwrócił się i zobaczył jego. Nigdy dotąd go nie widział. Stał przed nim z dziwnym wyrazem twarzy. Chłopak jego wzrostu, szczupły, o twarzy harmonijnej ze ściśniętymi ustami. Miał na sobie granatowe spodnie dresowe i takąż bluzę, co dziwne całkiem rozsuniętą, przy jednoczesnym braku koszulki. Stał tak z na wpół gołym torsem. Z twarzy wydawał się dziwnie rozluźniony, jakby panował nad całą sytuacją, a jednak jego ściśnięte usta dawały wyraz po trosze pogardy, po trosze rozdrażnienia. Włosy krótko przystrzyżone, w kolorze brązu pasowały do oczu – dużych, spokojnych, jednak z wyrazem zacietrzewienia i tym dziwnym błyskiem, z którego w żaden sposób nie można było wyczytać intencji, ani nawet dociec najmniejszych motywów. Był to wyraz twarzy tygrysa – nie wiedziało się czy chce skoczyć na bezwładną ofiarę, zadając jej natychmiast śmiertelny cios, czy też, chwalony przez podekscytowanego tresera cyrkowego wyciągnie po prostu w jego stronę pysk, by dostać ulubiony smakołyk. Tak, ten chłopak z tym wyrazem twarzy wydał mu się niebezpieczny. Przed takimi należało szybko zejść z drogi, niechybnie byłby i to uczynił, gdyby nie niespodziewany przechodzień nagle odezwał się do niego:

    Chodź ze mną! Nawet nie zdążył pomyśleć, słowo odpowiedzi samo wyszło z jego ust:

    Co? Był zupełnie zaskoczony. Ośmielił się spojrzeć w oczy swemu zdawkowemu adwersarzowi. Nie straciły dawnego wyrazu pogardy i ekscytacji zarazem. Ten chłopak nie miał typu urody, na której widok każdy bez wyjątku pomyśli – „przystojny”. Był po prostu zwykły, ale ten wyraz twarzy, to bezceremonialne drwienie sobie z rozmówcy i zapewne otaczającego świata, sprawiało że miał w sobie coś uwodzącego.

    Nie pożałujesz. Powiedział to bez emocyjnym tonem i spuścił swój wzrok na wpółnagi tors, zmuszając swego rozmówcę, by za tym wzrokiem podążył. Kształtna i wydatna klatka piersiowa zdradzała, że pracował nad swoim wyglądem. Efekt był jednak póki co znikomy.

    Czas stanął w miejscu. Nie wiedział co ma zrobić, ani co o tym wszystkim myśleć. Lekcja wzywała go nieposkromionym wyrzutem sumienia, a jednak dał się dziwnie oczarować temu nieznajomemu. Jego rozsądek powiedział mu wprost, że nie ma nad czym się zastanawiać, trzeba wyśmiać takie niespodziewane prowokacje i co sił udać się na lekcję. To niedorzeczne, by można było postąpić inaczej.

    Idę – powiedział to tak cicho i nieśmiale, jakby chciał, żeby jego własny rozsądek nie usłyszał tej urągającej mu odpowiedzi.

    Najbliższe pół godziny potoczyło się tak niespodziewanie, że nie zorientował się, jak i kiedy znalazł się w samochodzie, jak jechał do jego domu, posłuszny instrukcjom swego przewodnika, jak znalazł się w pokoju, który w rodzinie chłopaka pełnił funkcję dziennego. Z podróży pamiętał tylko jedno zdanie, które mu utkwiło „Obserwowałem Cię”.

    Znaleźli się obaj w pokoju dziennym. Chłopak włączył telewizor i bezwładnie położył się w kącie na rozłożonej i niezasłanej kanapie, drzwi zostawił otwarte. On zaś usiadł na fotelu przy telewizorze, wzroku nie spuszczając ze swego gospodarza. Cały czas chłopak patrzył w telewizor, nagle jednak jakby przypomniał sobie o swym gościu – spojrzał postać siedzącą na fotelu i bezceremonialnie włożył rękę w swoje spodnie.

    Chodź tu – polecił tonem nie znoszącym sprzeciwu. W momencie gdy gość wstał i zbliżał się do niego, ten wydobył na wierzch zawartość swoich bokserek. Wyglądał on soczyście – obfite włosy łonowe zakrywały grubą nasadę. Penis zwężał się powoli ku czubkowi, okrywając go potężnym napletkiem. Wyglądało to na wzwód, a mimo to nie widać było „środka” spod fałdów obfitej skóry. Chłopak wiedział co ma robić – położył się torsem na uda swego gospodarza i bezceremonialnie wziął jego członka do ust. Lizał napletek, jednocześnie starając się go odchylić ustami, by wydobyć jego czerwoną, nabrzmiałą zawartość. Było to dość trudne zadanie, wspomógł się więc ręką, odsuwając skórkę na dół. Wziął do ust żołądź, spijając jednocześnie obfite soki, jakie nagromadziły się w napletku, a po jego odchyleniu pozostały przyklejone go jego zawartości. Ten smak i woń lekko przepoconego penisa, uwodzący męski zapach włosów łonowych, nietkniętych nigdy, jak widać, golarką, wprawił go w taką rozkosz i podniecenie, że jego męskość, uwięziona w dobrze dopasowanych dżinsach sama zaczęła domagać się uwolnienia. Powstrzymał się jednak z tym, całą swoją uwagę kierując na zawartość swoich ust.

    Poruszał rytmicznie głową, dając rozkosz dziwnemu nieznajomemu. Napletek co chwila to zsuwał się z żołędzi i nasuwał się na nią na nowo, jednak bez przerwy pozostawiał mnóstwo gęstego soku, wydobywającego się z głębi penisa. Rozkoszny był to smak, rozkoszny zapach, rozkoszny widok wspaniałego ciała. Bawił się tak jeszcze przez chwilę, gdy wnet jego gospodarz chwycił jego głowę w obie ręce i bezceremonialnie, z członkiem utkwionym wciąż w ustach, zaczął nią rytmicznie poruszać. Ściskał i rozluźniał uścisk. Chłopak był zaskoczony tak gwałtownymi ruchami, wobec których penis wpychany był w jego gardło, szybko jednak nauczył się językiem hamować ruch tego członka. Czuł się cudownie. Nie nadążał połykać soku, który teraz spływał mu po brodzie. Nieznajomy cicho postękiwał i lekko drżał na całym ciele. Zauważył, że rytm ruchów jego rąk okalających głowę stawał się coraz szybszy, gwałtowniejszy. Ostro wpychał penisa w jego usta, intensywniej jeszcze częstował go sokami.

    Chłopak poczuł nagle gwałtowny dreszcz po ciele swego kochanka, penis zesztywniał mu w ustach jeszcze bardziej, co zwiastowało tylko jedno – orgazm. Jego oddech nagle przyspieszył, a z ust wydobywały się już nie krótkie pomrukiwania, ale głośny i niezahamowany jęk rozkoszy. Spodziewał się tego. Wiedział, że za chwilę ciepła sperma zaleje jego usta, ale nie myślał, że będzie jej taka ilość. Wypełniła gardło i spływała po członku jego partnera. Połykał ją chciwie. Pierwszy raz spróbował tego smaku… spodobał mu się. Zlizywał i połykał ją, językiem przedzierając się przez gęstość włosów łonowych i docierając aż do jajek. Czuł się spełniony i rozkosznie podniecony. Lizał jeszcze kilka minut opadającego penisa. Chłopak nie widział w tym żadnego sprzeciwu, więc, gdy kutas nieznajomego zupełnie już opadł, nadal mokry od spermy, której wprost nie dało się „przejeść”, lizał go i brał do ust miękką skórkę, odchylając ją co jakiś czas, by possać blednącą żołądź.

    Polizał jeszcze lekko owłosiony brzuch swego kochanka, po chwili zszedł do ud, liżąc wewnętrzne ich połacie, które porośnięte były małymi, kręconymi, czarnymi włoskami. Lekko zagryzł wargami skórę na udzie, co jednak wywołało niepożądaną reakcję. Nieznajomy poruszył nogami dosyć gwałtownie, tak jakby opędzał muchy i zastygł, leżąc na plecach z rękami założonymi za głową. Jego wzrok utkwił znów na ekranie telewizora, chłopak zaś, który sprawił mu tyle rozkoszy, przestał naraz dla niego istnieć.  Gość zrozumiał to natychmiast, z obojętnego wyrazu twarzy dostrzegł, że nie ma co liczyć na choćby najmniejszą oznakę rewanżu ze strony gospodarza. Wstał z jego nóg, popatrzył jeszcze chwilę na niego, jakby chciał powiedzieć, że „to nie szkodzi, ważne, że dałem rokosz tobie”, po czym wyszedł z domu nieznajomego i wsiadł do samochodu, rozdarty i oszołomiony tym, co rozegrało się w ciągu ostatniego kwadransa. Nie poznał nawet jego imienia…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski

    moje pierwsze opowiadanie, inspirowane snem

  • Poznana w Internecie, 8 lat starsza blondyneczka

    Poznałem ją w pewnym serwisie randkowym na B. :). Miałem wówczas 21 lat. Założyłem tam profil z czystej ciekawości – nie jestem zwolennikiem tego typu portali. Sztucznie podbudowują ego i dają niekończącą się atencje zdesperowanym kobietom, przez co ich wygórowane już wymagania szybują coraz wyżej poprzez tę napompowaną adorację “gorszego sortu mężczyzn”. Tak czy inaczej wieczory traciłem na rozmowach i flircie. Dziewczyn faktycznie było od groma. W pewnym momencie zmieniłem “preferencje” wyszukiwania partnerek na nieco wyższe wiekowo. Ograniczyło to zasyp wiadomości od rówieśniczek, a otworzyło furtkę na dojrzałe piękno. Dostałem wiadomość o 29 Aleksandry (Olu – pozdrawiam Cię, być może to przeczytasz 🙂 ). Gadka szmatka w zasadzie o niczym w końcu zaprowadziła do pytania z mojej strony, mianowicie – Czy aby nie jestem dla Ciebie zbyt młody? 
    Lubię młodszych! – zielone światło się zaświeciło :). Jako, że jestem w miarę bezpośredni i nie lubię bezsensownych rozmów w nieskończoność, szybko zeszliśmy na sferę intymną. Miała faceta – to był powód dlaczego fotografia na jej profilu przedstawiała w sumie tylko kawałek jej ciała. Mąż tradycjonalista, pracoholik, brak czasu, brak rozmowy, brak uczucia. Ot tak typowa relacja po ślubie. Chciała romansu z młodym zadbanym facetem – Jak za czasów akademickich, chce to poczuć – mówiła. Była jednak bardzo ostrożna i zaproponowała luźne spotkanie na kawę w centrum – celem “zapoznania się”. Choć w gruncie rzeczy chciała po prostu zweryfikować czy jestem realny.
    Tak też się stało – wylądowaliśmy na kawie. Ubrała się bardzo elegancko, co akurat strasznie na mnie działa – czułem podniecenie witając się z nią. Miała okulary, czerwoną bluzkę z odkrytymi ramionami, długie blond włosy, czarne spodnie z wysokim stanem, średniej długości szpilki – wyglądała jak sekretarka z filmu porno :). Miała naturalną, młodą twarz – mały nosek, małe usta, lekko pomalowane brwi, rzęsy, dyskretna pomadka – na upartego mogłem jej uwierzyć, gdyby powiedziała mi, że ma z 25 lat. Do sedna – Spotkanie przebiegło intrygująco – wzajemnie rzucaliśmy ku sobie spojrzenia, rozmawialiśmy o naszym życiu seksualnym, pragnieniach i drodze ku ich realizacji. Kolejny raz opłaciło się mieszkanie w kawalerce – kwestie hotelowe od razu poszły na bok. Jako, że A.  chciała by wszystko wyglądało naturalnie, by niejako zatuszować scenerię przelotnego seksu, zaproponowała, że w najbliższy weekend odwiedzi mnie z butelką winą i odpowiednio ubrana. Ja z kolei zadbać miałem o jedzenie, film, muzykę … i zabezpieczenie :). Pożegnaliśmy się pocałunkiem w polik i rozeszliśmy w swoje strony. W międzyczasie trwała wymiana sms’ów – mniej lub bardziej pikantna, okraszona ciekawymi fotografiami. I tak do dnia spotkania.
    Ogoliłem się, wysprzątałem całe mieszkanie, zmieniłem pościel, elegancko się ubrałem i wyperfumowałem. W międzyczasie dbałem o jedzenie. Pasta z pomidorami i bazylią oraz śmietanowy mus z truskawkami – to było menu na dziś. Czekałem na jej przyjście. Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi, ruszyłem – ciekaw jak wygląda. 
    Czarna prześwitująca koszula w kropki, czarny stanik z pushupem podkreślający nieco bardziej raczej mniejszy biust, białe spodnie, czarne szpile – tym skryła swoje ciało. Mocniejszy makijaż zadziałał na mnie dużo bardziej, niż kilka dni wcześniej podczas spotkania na kawie. Czerwona szminka i “kocie oko” zwaliło mnie z nóg. Przywitaliśmy się pocałunkiem i zasiedliśmy do stołu. Rozmawiało się nad wyraz dobrze – patrzyła z wielkim zaciekawieniem, gdy opowiadałem o swojej pracy, o studiach, planach. Niewiele chciała mówić o sobie. Po daniu głównym, zaproponowałem deser. Oznajmiła mi tylko, że Jeśli ma jeść truskawki ze śmietaną, to muszę dolać jej więcej wina – lampki poszły w ruch :). Przenieśliśmy się na mój spory narożnik, z winem i misą truskawek. Po niedługiej chwili wziąłem truskawkę, zamoczyłem w śmietanie i skierowałem do jej ust. Uśmiechnęła się i “jadła mi   z ręki” kąsając lekko mój palec i oblizując z ust resztki śmietany. Czynność obustronna. 
    Siedząc wtuleni w siebie oddaliśmy się pocałunkom. Miałem wrażenie, że A. wywija językiem w rytm muzyki grającej w tle – robiła to bardzo dobrze. Podgryzałem jej usta, macałem talie, plecy – w końcu usiadła na mnie i coraz szybszymi i mocniejszymi ruchami ocierała się o moje krocze. W tańcu pocałunków zacząłem rozpinać jej koszule, całując jej szyje czułem świetne perfumy. Strasznie to na mnie działało, moja erekcja była nadwyraz intensywna, co A. wyraźnie czuła i wykorzystała ten fakt. Gdy pozbawiłem jej górnej części garderoby ona odpięła mój pasek, rozpięła rozporek, wyjęła mojego penisa i całego objęła ustami. Głośno jęknąłem. Robiła to z początku delikatnie, powoli, częściowo zwiększając tempo i siłę – niemal odpłynąłem. Kazała mi wstać. Trzymając ją za włosy teraz ja ustalałem jej ruchy. Lubiła mieć go całego w ustach, dławić się. Po takim oralu czym prędzej chciałem odwdzięczyć  się i zatopić w nią język, jednak wyszeptała mi do ucha Zerżnij mnie
    Była bardzo mokra i ciasna. Jęczała dyskretnie wbijając mi paznokcie w plecy. Penetrowałem ją stale całując jej usta, szyje. Podczas tej dzikości aż spadła mi prezerwatywa – A. wykorzystała sytuacje i ponownie zrobiła mi loda. Uwielbiam to robić – jesteś taki zadbany – powiedziała z twarzą parę centymetrów od mojego penisa. Następną prezerwatywę założyła mi przy użyciu swoich ust – doświadczyłem tego pierwszy raz i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Ujeżdżając mnie wykonywała cholernie seksowne ruchy ciałem. Ruszała się fenomenalnie. Co chwilę oddalała się bym mógł jednoczenie pobawić się jej łechtaczką i przybliżała, by włożyć mi język do ust, lub bym mógł wyssać jej sutki. Skończyliśmy właśnie w tej pozycji. 
    Dochodziła północ. Musiała wrócić do domu. Szkoda, bo chciałem mieć ją na całą noc dla siebie. Poranny seks również mógłby być z nią cudowny – jest naturalna, dzika, seksowna. Byłaby idealnym śniadaniem. Wzięliśmy wspólny prysznic nie szczędząc sobie czułości. Całowaliśmy się, myliśmy swoje ciała – Mogłabym go ssać cały czas. – oznajmiła. 
    Gdy wróciła do domu od razu rozpoczęliśmy konwersacje sms’ową – przepisaliśmy całą noc. Tematem oczywiście było to, co wydarzyło się jeszcze kilka chwil temu. Powtórzymy to? – zapytała. 
    Jak myślicie co odpisałem? 😉 
    Do usłyszenia.D.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    D. D.

    Mam 22 lata, jestem wysoki, dobrze zbudowany, podobno przystojny i inteligentny. Mieszkam, studiuję, pracuję i żyję w Poznaniu. Jestem do granic możliwości zakochany w dojrzałych kobietach. W razie pytań, zapraszam do kontaktu mailowego. Zapraszam do czytania moich szczerych zapisków.

  • Wycieczka klasowa

    Cześć, jestem Maciek i chciałbym opowiedzieć wam historię, która wydarzyła się w 1 klasie liceum na wycieczce klasowej.

    Razem z dwoma kumplami nie mogliśmy się jej doczekać. Wielokrotnie rozmawialiśmy o dziewczynach z naszej klasy i stwierdziliśmy, że na wycieczce będzie najlepsza okazja żeby jakieś poderwać. Nie mieliśmy dużo doświadczenia w tych sprawach, więc i na wycieczce nie wiedzieliśmy jak się za to zabrać. Minął jeden dzień, drugi, powoli mijał trzeci i nim się obejrzeliśmy siedzieliśmy sami w naszym pokoju ostatniej, trzeciej nocy.

    – Ale chujowa ta wycieczka – powiedział Tomek. On najbardziej napalał się na swój pierwszy raz na tej wycieczce – nawet się nie całowałem z żadną laską.

    – Jeszcze będziesz miał okazje, nie martw się – odpowiedział Karol, który z kolei wyglądał jakby dobrze się bawił podczas tych 3 dni.

    – Cały rok czekałem na tą wycieczkę a tu taki niewypał. Nawet jaja specjalnie ogoliłem.

    – Pierdolisz – zaśmiał się Karol.

    – Serio, 2 godziny się męczyłem żeby to jakoś wyglądało.

    – To nie dziwię się, że taki wkurzony chodziłeś cały czas. Trudno, gramy w karty? Mamy jeszcze wódkę od tego ziomka wczoraj – zaproponowałem.

    – No trzeba to wypić, skoro nie użyjemy tego do upicia dziewczyn.

    Wyjęliśmy sok, wypiliśmy jedną rundkę na rozgrzewkę i zaczęliśmy grać w makao. Atmosfera szybko się rozluźniła, nasze młode głowy nadal były dosyć słabe, więc po kilku łykach wódki zaczęło być bardzo wesoło. Rozmowa oczywiście znowu zeszła na temat seksu, ale tym razem wszyscy się śmiali.

    – Jak to jest mieć ogolone jaja? Kutasa też goliłeś? – zapytałem.

    – A dupę? – dopytywał Karol.

    – Wszystko. Na początku fajne uczucie, ale potem trochę kłuje jak zaczynają włosy odrastać.

    – I co, regularnie będziesz się golił?

    – Szkoda zachodu, zwłaszcza jak nie ma dla kogo. A wy, nie myśleliście o goleniu jaj?

    – Ja nie mam aż tak owłosionych – powiedział Karol.

    – Pokaż, powiem ci czy warto golić.

    – Dobra, ale jeśli ty pokażesz swoje.

    Po chwili siedziałem patrząc na dwóch kolegów oglądających swoje chuje.

    – No rzeczywiście, takiego meszku to nawet się nie opłaca golić – powiedział Tomek.

    – Daj dotknąć, zobaczę czy faktycznie kłuje.

    Pomyślałem, że zaczyna robić się trochę za dziwnie, ale z jakiegoś powodu mój mały w spodniach zaczął twardnieć.

    – A ty Maciek co tak siedzisz, pokaż swojego żeby było sprawiedliwie.

    Nie wiedziałem co odpowiedzieć, ale alkohol odpowiedział za mnie. Wstałem i rozpiąłem rozporek.

    – Haha, patrz, stanął mu! – zaśmiał się Tomek.

    Patrzyliśmy się na swoje chuje przez chwilę. Karol, któremu też zaczął się powoli podnosić, powiedział:

    – Wiesz Tomek, wycieczka się jeszcze nie skończyła, masz jeszcze czas żeby zaliczyć…

    – Co ty pierdolisz.

    – Nikt nie musi wiedzieć, nie pozwól żeby twoje ogolone jaja się zmarnowały.

    – Oj Karol, chyba za dużo wypiłeś – powiedziałem. – ale masz rację, wycieczka jeszcze się nie skończyła.

    Karol klęknął przed Tomkiem i złapał jego podnoszącego się kutasa.

    – Kto potrzebuje dziewczyn? – powiedział.

    – No dobra, możemy sobie ulżyć sami, skoro nikt inny się nami nie zajął – odpowiedział Tomek.

    Karol uśmiechnął się i wziął jego wciąż nie do końca twardego członka do ust. Zamknąłem drzwi od pokoju na klucz i podszedłem bliżej, kolega na kolanach wziął mojego rycerza do ręki i zaczął masować. Po chwili kutas Tomka stał już na maksa i nie mieścił się w ustach kolegi. Mogliśmy teraz porównać nasze sprzęty. Mój miał 14,5cm, Karol miał podobnego, ale nieco grubszego, a Tomek dłuższego i lekko zakrzywionego.

    – Ohh, Karolek, całkiem dobry w to jesteś – wysapał Tomek.

    – Teraz ja – powiedziałem.

    Karol oderwał się od kutasa Tomka i zaczął ssać mojego. To było świetne uczucie, o wiele lepsze od walenia konia. Jeździł swoim językiem po całej główce, jedną ręką walił Tomkowi, a drugą sobie. Po chwili wyjął mojego chuja i przyciągnął mnie do Tomka. Teraz główki naszych kutasów prawie się stykały i Karol zabrał się za ich lizanie, jednocześnie chwytając je dłońmi. Raz miał w ustach oba kutasy, raz jednego, raz drugiego, obciągał nam jakby już to kiedyś robił. Staliśmy tak we dwójkę z opuszczonymi do kolan spodniami, podczas gdy przed nami klęczał nasz kolega z klasy i robił nam loda. Poczułem, że orgazm jest blisko. Tomek też wyglądał jakby dochodził. Karol tymczasem podniósł nasze penisy i zaczął lizać nasze jaja.

    – Ahh, zaraz dojdę – jęknął Tomek.

    Karol natychmiast wziął jego kutasa do ust. Najwyraźniej chciał spróbować jego spermy, bo zaczął ssać jeszcze intensywniej. Tomek ponownie jęknął i zalał usta Karola, który szybko wszystko połknął i zabrał się za mnie. Nie potrzebowałem dużo, kilka sekund i też zacząłem tryskać prosto w usta kolegi.

    – No Karol, nieźle się spisałeś – pochwalił go Tomek.

    – Dzięki. Ale wiesz, ja też bym chciał coś za to dostać…

    – Spoko, ja jestem dobrym kolegą, odwdzięczę się – powiedziałem, zdejmując spodnie do końca.

    Karol wstał i rozebrał się do naga. Ja też zdjąłem koszulkę.

    – No dobra, ja też nie mam dość – powiedział Tomek i poszedł naszym śladem.

    Po chwili obaj klęczeliśmy przed Karolem. Pierwszy wziąłem jego kutasa do ust. Smakował zaskakująco zajebiście. Zacząłem obciągać z zapałem. Po chwili przerwałem i powiedziałem:

    – Masz, spróbuj.

    Tomek niepewnie polizał główkę. Najwyraźniej też mu posmakowała, bo po chwili wsadził sobie do ust ile mógł zmieścić. Zauważyłem, że kutas Tomka znowu stał, więc schyliłem się i zacząłem go ssać. Mój chuj też szybko się obudził, więc się zmieniliśmy – teraz ja robiłem loda Karolowi, a Tomek mi. Pod wpływem podniecenia chwyciłem tyłek Tomka. Karol to zauważył i powiedział:

    – Chcecie spróbować czegoś nowego?

    – Czego? – zapytałem, waląc mu konia.

    – Tomek, klęknij na czworaka i wypnij dupę – zarządził Karol, kolega grzecznie wykonał rozkaz.

    Karol rozwarł mu pośladki i zaczął lizać jego dziurkę, jednocześnie samemu się wypinając. Zrozumiałem, że to sygnał dla mnie, więc zabrałem się za jego tyłek. Wylizywałem mu dziurkę i macałem jego pośladki. Z jakiegoś powodu wszyscy zaczęliśmy stękać, nawet ja. Złapałem za kutasa Karola i zacząłem się nim bawić. W międzyczasie Tomek zmienił pozycję – teraz leżał na plecach a Karol robił mu loda. Po chwili jednak podniósł nogi i ponownie udostępnił swoje kakaowe oczko, za które szybko zabrał się jego kolega. Ja nadal wierciłem językiem w tyłku Karola. Tomek znowu zmienił pozycję. Tym razem wczołgał się pod Karola i zaczął ssać mu kutasa. Wstałem i przez chwilę przyglądałem się moim kolegom leżącym w pozycji 69 i wzajemnie sobie obciągającym. Klęknąłem z drugiej strony i podstawiłem kutasa Karolowi, który od razu się nim poczęstował. Znowu zadowalał nas obu na zmianę i w końcu nie wytrzymałem i trysnąłem drugi raz.

    – No Maciek, coś mało wytrzymały jesteś. Teraz musisz zadowolić nas obu – powiedział Karol i wstał.

    – Co masz na myśli? – zapytałem.

    – Wypnij się.

    Padłem na kolana i grzecznie się wypiąłem. Tomek klęknął przede mną, a Karol za mną. Zacząłem obciągać Tomkowi i poczułem język Karola na swojej dziurce. Moje jęknięcie stłumił kutas w ustach. Karol zwinnie wiercił językiem w moim otworze, po chwili do języka dołączył palec, potem dwa. Wiedziałem już co się szykuje i byłem niezwykle podniecony. W końcu Karol przyłożył swojego kutasa do mojej dziurki. Powoli zaczął go wpychać a ja poczułem ból. Skrzywiłem się, ale nadal ssałem chuja Tomka. Po chwili poczułem, że cały kutas Karola znajduje się w mojej dupie. Zaczął nim poruszać, a moje zwieracze powoli się rozluźniały. Przyjemność zastąpiła ból. Byłem ruchany w dupę przez jednego kolegę i robiłem loda drugiemu. Nigdy bym nie pomyślał, że bycie taką kurwą może sprawić tyle przyjemności. Karol podkręcił tempo, a jego jaja zaczęły obijać się o moje. Znowu wszyscy zaczęliśmy jęczeć. Przez kilka minut zadowalałem oba kutasy i zajebiście mi się to podobało. W końcu poczułem skurcze kutasa Karola i mój tyłek zalała fala spermy. Tomkowi nadal było jednak mało i gdy zobaczył, że Karol ze mnie wyszedł, sam zainteresował się moją dupą. On z kolei od początku wszedł we mnie na pełnej parze – byłem już wystarczający rozepchany, więc nie było to problemem. Miałem już drugiego kutasa w dupie tego wieczoru. Tomek złapał mnie za biodra i zaczął dynamicznie dymać. Karol zauważył, że mój kutas ponownie stwardniał i zaczął mi obciągać. Byłem w siódmym niebie, ruchany w dupę przez jednego kolegę, podczas gdy drugi robił mi loda. Tomek nie zwalniał, Karol szalał swoim językiem na moim kutasie, więc po raz trzeci poczułem nadchodzący orgazm, jeszcze potężniejszy niż poprzednie. Znowu spuściłem się w usta Karola, a skurcze moich zwieraczy podziałały na Tomka, który zalał mi tyłek. W końcu wszyscy siedzieliśmy na podłodze i sapaliśmy jakbyśmy właśnie przebiegli maraton.

    – No chłopaki, jednak wycieczka się udała – powiedział Tomek.

    Odpoczywaliśmy przez kilka minut, po których pojedynczo szliśmy pod prysznic.

    Ten wieczór już się skończył, ale nasze przygody dopiero zaczęły. Jeśli się spodoba, mogę opisać inne.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciek K
  • Pozadanie cz. III – Ostatnie

    Jego ukochana spojrzała mu prosto w oczy, z pożądaniem jeszcze większych doznań. Pragnąc aby nie wychodził, aby nie kończył. Wiedzieli czego pragną oboje i nie musieli do tego używać słów. Ten język mieli opanowany do perfekcji… Wsunął rękę pod jej plecy po czym nagle jednym gwałtownym ruchem przerzucił ją na brzuch… On nie miał jeszcze dość, chciał ją pieprzyć i rżnąć od tyłu … Leżała wykończona na brzuchu kiedy nagle jednym gwałtownym ruchem wbił się w jej pipkę wchodząc od razu do samego końca. Jego miłość wydała piękny i zmysłowy odgłos świadczący o tym ze właśnie tego pragnęła. Położył się na niej i zaczął ją posuwać najpierw wolno potem coraz to szybciej i szybciej. Ich soki się mieszały i wypływały przy każdym ruchu. Wiedział, że to najlepsze nawilżenie do takiej ostrej jazdy, a zamierzał jeszcze zwiększyć tempo… Jego penis był już tak dopasowany z jej pochwą, że działał jak pompka . Tłoczył w nią powietrze z soczkami po czym wychodził aby wypłynęły na wierzch aż w pewnym momencie podniósł jej pośladki ku górze i zaczął ją rżnąć ile tylko miał sił, najszybciej i najmocniej jak tylko mógł. Klepał ją po pośladkach i wbijał zarazem palce w jej plecy . Lewą rękę zwolnił aby złapać ją za włosy i przyciągnąć do siebie. Wtedy zaczęło się ostre rżnięcie… Trzymał ją mocno ciągnąć do siebie, wbijał się w nią niczym włócznia wbijana w ciało. Ale była to włócznia rozkoszy i namiętności, rozkoszy obijania się penisa o wnętrza jej cipki. Wbijał się jak najgłębiej docierając do miejsc trudno dostępnych ale do miejsc przeszywających ciarkami rozkoszy. Jego jądra rytmicznie biły o łechtaczkę sprawiając ze zrobiła się jeszcze bardziej wrażliwa, bardziej pobudzona zwiększając doznania. Wiedział jak to zrobić, wiedział, że musi ją teraz całkowicie przyciągnąć do siebie będąc w niej. Zrobił to jednym gwałtownym ruchem za włosy. Przytulił ją do siebie i złapał mocno za piersi posuwając dalej . Jego penis dostał się pod innym kątem do guziczka sprawiając, że włosy aż stanęły dęba. Trzymał ją mocno nie pozwalając opaść na dół, tulił, całował po szyi i karku w miejsca gdzie lubi najbardziej. Zwolnił tempo bo chciał aby poczuła go mocniej, poczuła go całego. Jego twardego penisa bijącego o przednia ściankę. Nagle rzucił ja niepostrzeżenie na brzuch zachowując pozycje wejścia , uderzył ja mocno w pośladki po czym znowu zaczął swoją piękność pieprzyć aż do orgazmu. Ból po uderzeniach w pośladki sprawił ze dreszcze przeszły po całym ciele. Można pomyśleć, że był sadystą. Nie, nie był, po prostu wiedział czego ona pragnie. Sperma wyciekała kropelkami z cipki na prześcieradło, pomieszana z jej sokami. Kurwa, jaka ona była wilgotna, jak go to pociągało… W pewnej chwili nie wytrzymała już napięcia i chwyciła mocno się stelażu. Łóżko skrzeczało, ona i on jęczeli rozkosznie i nagle wytrysnął… Zalał ją po raz drugi… Wlał w nią swoje życiodajne soki, jego twardy penis chlupotał w potoku miłości. Pompując w nią dalej twardym penisem całą siłę, jaką jeszcze miał. Sperma wyciekała już nie kroplami a strumieniem. Widział, że jego blondyneczka była już wykończona , pragnęła choć na chwile aby odpoczęło jej ciało ale kiedy poczuła, że on dalej jest twardy i mocny, kazała go sobie wsadzić do ust. Nie przeszkadzało to, że mimo spermy były resztki krwi, w końcu to jej krew… Zaczęła go lizać namiętnie i rozkosznie, pomału wkładała go coraz głębiej i głębiej do gardła. Aż teraz ona przejęła inicjatywę . Rzuciła go na łóżko, pochyliła się nad jego ustami, namiętnie pocałowała i pomału zaczęła zniżać się ku dołowi. I nagle miała go w zasięgu swoich ust. Gruby, długi penis sterczący tylko dla niej, tylko do jej dyspozycji. Wiedziała, że już jest mocno pobudzony więc długo to nie potrwa. Zaczęła go ustami rżnąć szybko i wolno, raz rytmicznie, raz mieszanie, wkładając go z połykiem , gryząc i liżąc namiętnie jak się tylko da… Kiedy ustami pojeździła tak przez chwilę, zwilżyła dłonie, złapała go i wypieprzyła aż trysnął jej po raz trzeci prosto do ust. Wsadziła go jak najgłębiej spijając wszystką esencję. Każda kropelkę, każde tryśnięcie… Lizała i lizała aż penis całkowicie został pozbawiony soków. Wtedy pięknym i namiętnym gestem podniosła głowę i połknęła cała zawartość. Zlizała z ust resztki nasienia, oblizując się jak po najsmaczniejszym owocu na ziemi. To było to, dopełnienie tego wszystkiego, postawienie kropki nad i. ..Zbliżyła na zakończenie swoje usta do jego ust i zaczęła go całować. Całowali się tak namiętnie. W powietrzu unosił się jedynie zapach ich spoconych ciał i feromonów jakie się wydobyły… Było to zwieńczenie oczekiwania na siebie, tęsknoty za sobą, wyczekiwaniem rozkoszy i żaru jaki w nich panował. On dobrze wiedział jak ugasić ten ogień ale jego piękna niebieskooka miłość zrobiła to profesjonalnie jak rasowy strażak. Połączyli się obok siebie patrząc sobie w oczy a on głaskał ją i muskał po całym ciele dając dodatkowe ostatnie ciarki na jej ciele… To jest rozkosz i miłość która musiała mieć ujście. Żądza która musiała być zaspokojona przez ich dwoje. Zrozumienie siebie nawzajem i swojej miłości…

      

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Stokrotka Kusiciel
  • Nowe doznanie cz.3

    …W końcu postanowiłam zebrać się w sobie i zadzwonić do Kaji. Nie miałam pojęcia co powiedzieć.
    -Już myślałam, że nie zadzwonisz – odezwał się głos po drugiej stronie.
    Skąd do diabła wiedziała kto dzwoni?
    -Myślałam o tobie. – wypaliłam zbita z tropu.
    -To słodkie. – odparła ironicznie.
    -Musimy porozmawiać. – zaczęłam – co robisz dziś wieczorem?
    – Idę z Tobą na drinka.
    – Wspaniale.
    Umówiłyśmy się w tym samym klubie, w którym się poznałyśmy. Jednak tym razem postanowiłam usiąść w jakimś bardziej intymnym miejscu. Wybrałam mały, ledwo widoczny dwuosobowy stolik w kącie sali. Zamówiłam dwa drinki i czekałam. Nadal miałam pustkę w głowie. Kompletnie nie wiedziałam co się wydarzy, ale jedno jest pewne… bardzo chciałam ją zobaczyć.
    Gdy weszła poczułam lekki ucisk w podbrzuszu. Jej uroda wręcz powalała na kolana. Miała na sobie obcisłe, lekko przetarte jeansy, czarną koszulkę cudownie podkreślającą piersi i włosy związane bandaną. Dawniej nawet przez myśl by mi nie przeszło, że mogę tak bardzo zauroczyć się w kobiecie. Jednak nie miałam zamiaru z tym walczyć. Pragnęłam jej z całych sił.
    -Cześć ślicznotko – powiedziała a po moich plecach przeleciał znajomy dreszcz. Usiadła naprzeciwko mnie i patrząc mi prosto w oczy dodała – co takiego chciałaś mi powiedzieć?
    -Chciałam Cię przeprosić za tą noc.
    -Przeprosić? Mnie?  – zdziwiła się. – Jeśli czujesz wyrzuty sumienia przeproś swojego chłopaka.
    -Skąd ty…
    -Powiedziałaś mi o nim. – przerwała mi – nie pamiętasz?
    -Nie. Byłam bardziej pijana niż mi się wydawało. – przyznałam zawstydzona. – myślałam, że ty..
     -Posłuchaj, bo chyba źle zrozumiałaś moją kartkę. Nie traktuj tego wszystkiego zbyt poważnie. To był tylko seks. I to wspaniały seks – uśmiechnęła się wymownie a ja poczułam, że oblewam się rumieńcem. – nic od ciebie nie oczekuje. Świetnie się bawiłam i… – zawahała się 
    -…I chciałabyś robić to nadal. – dokończyłam za nią.  
    Patrzyła mi prosto w oczy. Wstałam i chwyciłam ją za rękę. Jadąc taksówką nie mogłyśmy się od siebie oderwać. Nie dbałyśmy o to co sobie pomyśli kierowca, byłyśmy całkowicie skupione na sobie. Swoją drogą musiał się świetnie bawić, w końcu nie na co dzień wiezie się kursem dwie seksowne kobiety które wręcz emanują wzajemnym pożądaniem. Gdy weszłyśmy do mieszkania przycisnęłam Kaje do ściany i lekko przygryzając jej ucho wyszeptałam:
    -W tym momencie ja tu rządze a ty posłusznie zrobisz wszystko co powiem.
    -Zmuś mnie – wyszeptała dysząc z podniecenia.
    Całując się skierowałyśmy się w stronę sypialni. Sukcesywnie pozbywałam się kolejnych części garderoby mojej kochanki. Gdy miała na sobie już tylko seksowne majteczki pchnęłam ją na łóżko i nie przestając całować ściągnęłam jej z głowy bandanę i przywiązałam jej ręce do poręczy łóżka.
    -Proszę bardzo – wyszeptałam. – teraz jesteś tylko moja i mogę zrobić z tobą co tylko zechcę.
    Jej oczy płonęły z podniecenia. Siadłam na niej okrakiem i powoli zsunęłam z siebie bluzkę. Wsunęłam w nią palec… mmm… zdecydowanie jest już gotowa. Wyjęłam, nachyliłam się nad nią i włożyłam go sobie do ust. 
    -mmm… Cudownie smakujesz kotku. – wyszeptałam
    -ohhh… weź mnie. Teraz. Błagam. Nie. Wytrzymam. Dłużej.
    -Ja tu rządzę. – powiedziałam stanowczo i wstałam.
    Wzięłam koszulkę i przewiązałam jej oczy. Wpadłam na szalony pomysł. Wstałam i zostawiłam ją samą. Weszłam do kuchni i zajrzałam do zamrażarki. Uśmiechnęłam się gdy znalazłam dokładnie to czego szukałam. Wzięłam do ust kostkę lodu i tak delikatnie jak potrafiłam zaczęłam przejeżdżać lodowatymi ustami przez całe jej ciało. Kaja wiła się z podniecenia co jakiś czas pojękując cicho a na jej ciele pojawiła się gęsia skórka…  W takim stanie wyglądała jeszcze piękniej i jeszcze bardziej seksownie niż dotąd. Gdy lodowata kostka lodu pieściła jej wewnętrzną stronę ud usłyszałam ciche:
    -błagam… zerżnij mnie już… błagam…
    Uśmiechnęłam się. Nagle bez żadnego wstępu ani ostrzeżenia wbiłam się językiem w jej ociekającą sokami cipkę.
    -oooooo taaaaak! – krzyknęła
    Smakowała cudownie. W najśmielszych snach nie pomyślałabym, że tak bardzo podnieci mnie seks z kobietą. Ssając ją delikatnie zaczęłam masować ją palcem. Jej euforia była nie do opisania.
    -Nie przestawaj! ooooch…
    Wtedy z całej siły weszłam w nią i zaczęłam posuwać tak mocno jak tylko potrafię. Nie trwało to długo, moja piękność odleciała głośno jęcząc.
    Rozwiązałam jej ręce i ściągnęłam koszulkę z oczu. Patrzyła na mnie swoim płomiennymi oczami i wyszeptała:
    -to było niesamowite.
    Długo leżałyśmy przytulone i składając na swoich ciałach drobne pocałunki zapomniałyśmy o całym świecie. Nagle dzwonek telefonu brutalnie sprowadził mnie na ziemię. Karol. No tak. Jest środa, grubo po północy a ja bez żadnej informacji po prostu wyszłam z domu. Co teraz? Jak mam się wytłumaczyć?

     

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    untitled
  • Decydujacy punkt

    Marcowe po południe, bezchmurne i słoneczne niebo, choć temperatura nie przekraczała 15 stopni Celsjusza – idealna pogoda na rozgrywkę. Widownia w postaci uczniów w różnym wieku wypełniają siedzenia po obu stronach ceglanego kortu i z niecierpliwieniem wyczekiwała, aż mój przeciwnik zaserwuje. Kilka odbić piłki rękom o linie końcową dla koncentracji i rywal podrzucił piłkę na wysokość ponad 2 metry, po czym serwisowym zamachem posłał piłkę na moje karo. Jestem leworęczny więc return tej trudnej piłki wykonałem slice’em z backhand’u. Piłka odbiła tuż za siatką po stronie przeciwnika, a dodatkowo dostała rotacji wstecznej, więc ten nawet nie zdążył do niej dobiec nim ta drugi raz odbiła się od kortu. W gemach prowadziłem z przewagą dwóch, natomiast w punktach tego gemu zdobywając tą piłkę doprowadziłem do mojej przewagi i wystarczyłaby mi jeszcze jedna wygrany punkt żeby wygrać całą rozgrywkę. Przeciwnik ponownie przystąpił do serwisu. Podrzucił piłkę prawidłowo, jednak uderzył ją zbyt późno i piłka trafiła w siatkę. drugi serw. Na nieszczęście mojego rywala sytuacja się powtórzyła. Wygrałem. Podszedłem do siatki żeby pogratulować przeciwnikowi gry. Nie wyglądał na zawiedzionego, rzekłbym, że podzielał moje szczęście. Zawsze imponowała mi taka postawa. Moim rywalem był chłopak z drugiej klasy gimnazjum. Znałem go trochę bo uczęszczaliśmy do tej samej szkoły tyle, że ja byłem w klasie egzaminacyjnej ale mimo to kiedyś na pewno zamieniliśmy między sobą kilka słów. Był pół-Rosjaninem – pół-Polakiem, nie trudno byłoby się tego domyślić nawet gdyby się go nie znało, ponieważ w jego głosie było słychać akcent z dalekiego wschodu Rosji. Nie znam się na urodzie tamtejszej ludności, ale Sergiej – tak się nazywał – był obdarzony ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu w stylu pompadour i w hipnotyzujące ciemnozielone oczy. Jego skóra widoczna na twarzy była w ciepłej tonacji. Krótko mówiąc był przystojnym nastolatkiem. Sergiej był tenisistą, co za tym idzie był nie najgorzej zbudowany. Nie określił bym go jako muskularny albo siłacz czy coś w tym rodzaju, raczej był zwykłym chłopakiem, który nie jest ani gruby, ani chudy. Był nieco niższy ode mnie na oko około 170 cm wzrostu. Wprawdzie rzecz biorąc mogę stwierdzić, że jesteśmy do siebie podobni tyle, że ja byłem właśnie wyższy z 10 cm oraz miałem piwne oczy. Jak już mówiłem nie było nad wyraz ciepło, więc rywal był ubrany w koszulkę termoaktywną na którą założył tenisową koszulkę polo, na nogach miał zwyczajne krótkie spodenki. 
    Po pogratulowaniu sobie gry i wręczeniu nagród udałem się do klubowej szatni, aby się przebrać z przepoconych ubrań w których grałem. Gdy ściągnąłem z siebie koszulkę, usłyszałem, że ktoś wchodzi do szatni. Od razu domyśliłem się, że był to Sergiej, który też chce się przebrać. Nie myliłem się, po chwili zza rogu gdzie znajdowały się drzwi ukazał się mój przeciwnik z uśmiechem na twarzy. 
    -Zmęczony? – zapytałem z wyczuwalną nutą ironii w moim głosie 
    -Chyba nie doceniałem Twoich umiejętności – odparł Sergiej wciąż z czarującym uśmiechem na twarzy
    -Sam grałeś bardzo dobrze, jeszcze raz gratulację – odpowiedziałem 
    Oboje jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy o dzisiejszym meczu i o innych rzeczach związanych ze sportem, szkołą itd. Wkrótce po tym zacząłem kontynuować przebieranie się bo uświadomiłem sobie że ciągle stoję w samych spodenkach i zaczynało mi się robić zimno. Sergiej poszedł na chwilę do łazienki żeby obmyć twarz. Gdy wrócił zastał mnie już w samych bokserkach i na chwilę przystanął.
    -Nie przebierasz się? – zapytałem kolegę
    -Kurde, to dla mnie trudna sytuacja ale wydaje mi się, że nie będę mieć lepszej okazji na porozmawianie z Tobą sam na sam – powiedział, a moje tętno automatycznie przyspieszyło jak za każdym razem kiedy ktoś mówił, że musi ze mną porozmawiać
    -Więc o co chodzi? – spytałem niepewnie
    -Nie będę tego ukrywać. Podobasz mi się. Możesz mnie teraz wyśmiać i to wszystkim porozpowiadać ale ja już nic na to nie poradzę. Po prostu podobasz mi się jako osoba jak i również pociągasz mnie swoim wyglądem. Chciałbym być choć trochę tak przystojny jak Ty – odpowiedział, ja kompletnie zbity z tropu tym zaskakującym wyzwaniem przez chwilę milczałem. W końcu odpowiedziałem:
    -Nikomu nie będę tego rozpowiadać a tym bardziej nie będę śmiał się z ciebie. Rozumiem cię i absolutnie nie mam Ci tego za złe. Tak czy inaczej uważam, że wcale nie wyglądasz gorzej ode mnie – rzuciłem żeby poczuł się mniej skrępowany swoim wyznaniem
    -Naprawdę? Jesteś taki uprzejmy, że nie wiem co mam teraz zrobić. Nie wiem kiedy poczułem, że zaczynasz mnie pociągać, ponieważ nadal podobają mi się dziewczyny więc prawdopodobnie jestem biseksualny. Nie wiem po co Ci to wszystko mówię, przepraszam – odparł, zauważyłem, że jest bardzo uczuciowy i to mi się w nim wtedy spodobało
    -Właściwie to ja też nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy wole facetów czy dziewczyny – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, po czym nastała chwila ciszy
    Wtedy dostrzegłem w nim coś co faktycznie strasznie mi się spodobało, spotęgowała się jego uroda a jego szczerość i wrażliwość również mi się podobały. W jednej chwili pod wpływem tych wszystkich czynników złapałem go za kołnierz koszulki i przysunąłem do mojego prawie nagiego ciała i bez zastanowienia pocałowałem go. Był to mój pierwszy pocałunek, jego chyba też, więc była to tylko chwila, ponieważ nie wiedzieliśmy jak się to robi i uderzyliśmy się nawzajem nosami. Spróbowaliśmy ponownie z lepszym efektem. Zaczęliśmy całować się namiętnie, a Sergiej objął mnie dłońmi wokół szyi. Staliśmy tak w objęciu całując się i przytulając się nawzajem. To było piękne uczucie i chyba nie byłoby dla mnie różnicy kiedy robiłbym to z dziewczyną.
    -Zaskoczyłeś mnie – powiedział, kiedy uwolniliśmy się z uścisku
    -Życie to jedna wielka niespodzianka- odparłem i po chwili uznałem, że to musiało zabrzmieć tak głupio, że aż zrobiło mi się wstyd
    Sergiej bez wątpienia zauważył wzwód widoczny na moich ciasnych bokserkach. Przypatrywał mu się chwilę po czym podniósł wzrok i sprawił wrażenie jakby pytał o przyzwolenie. Byłem strasznie podniecony więc skinąłem głową na znak, że się zgadzam. Sergiej przejechał dłonią po moim torsie, łapiąc mnie za rzadkie włoski pokrywające wzgórek łonowy, a potem niepewnie złapał za mojego członka przez materiał bokserek. Byłem tak podniecony, że myślałem o tym, aby wstrzymać się jeszcze trochę z orgazmem dla przyjemności. Sergiej kucnął i zsunął ze mnie ostatni element garderoby. Ukazał mu się mój penis w wzwodzie wraz z jądrami i ciemnymi niezbyt bujnymi włosami łonowymi w pełnej okazałości. Niepewnie złapał mnie rękom za członka u jego podstaw i zaczął lekko poruszać dłoniom zsuwając i nasuwając mój napletek. Po chwili już się wczuł i robił to z większym zaangażowaniem, coraz szybciej i mocniej. Wiedziałem, że długo nie wytrzymam. Mój penis jeszcze bardziej zesztywniał i w końcu doszedłem. Trysnąłem Sergieja moją spermą prosto w twarz, jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego orgazmu. Chyba jeszcze nigdy nasienie nie wypłynęło we mnie w takich ilościach za sprawą masturbacji. Sergiej uniósł głowę ku mnie i ponownie zaczął się tak czarująco uśmiechać, tyle że tym razem miał moją spermę na nosie i pod oczami. Wstał i znów zaczęliśmy się namiętnie całować. Było to dziwne uczucie bo czułem i smakowałem swojej spermy ale nie przeszkadzało mi to. Gdy przestaliśmy się obejmować i całować powiedziałem:
    -Dzięki Tobie przeżyłem prawdopodobnie najprzyjemniejszy orgazm w życiu – stwierdziłem
    -Nie ma za co, chyba jestem z tego tak samo zadowolony jak Ty – odparł przyciskając moje nagie ciało do jego
    -Powinienem Ci się odwdzięczyć – rzekłem i nie czekając na odpowiedź ściągnąłem z niego jego koszulki i zacząłem całować jego klatkę piersiową. Podobnie jak u mnie, pod jego pępkiem rosły nieliczne włoski, strasznie mnie to podniecało. Przez spodenki byłem w stanie zauważyć jego wzwód, więc nie kazałem czekać mu dłużej i ściągnąłem z niego resztki jego ubrań i moim oczom pierwszy raz w życiu ukazał się obcy penis. W dotyku był bardzo przyjemny i rozpalony, pod nim znajdowały się jądra skurczone z powodu temperatury, a nad nim i wokół niego wątłe włosy łonowe. Nie był jakichś największych rozmiarów, trochę mniejszy od mojego, może gdzieś z 14 cm ale strasznie mi się spodobał. Złapałem go w okolicach żołędzia i delikatnym ruchem ściągnąłem napletek ukazując tym czerwoną główkę jego penisa. Był strasznie podniecony, było to widać. Stwierdziłem, że mam ochotę wziąć go do buzi i tak uczyniłem. Sergiej cicho stęknął ze szczęścia. Zacząłem oblizywać jego żołądź, a potem posuwałem się głębiej śliniąc przy tym jego przyrodzenie i z powrotem wyjmowałem, nie miałem w tym wprawy ale było widać, że mu się to podoba. Czułem, że Sergiej już długo nie wytrzyma ale podjąłem decyzję, że chce aby spuścił mi się do buzi. Sergiej zaczął szczytować i chwile potem skurcze spuściły jego nasienie do mojej buzi. Wydawało mi się, że było tego strasznie dużo ale chciałem to przełknąć i tak zrobiłem. Sperma była w smaku słodka i słona, strasznie mi smakowała. Sergiej usiadł, zamknął oczy a na jego twarzy znów pojawił się ów uśmiech. Usiadłem obok niego. Byliśmy kompletnie nadzy ale oboje zadowoleni. To chyba naprawdę było najprzyjemniejsze co mnie do tej pory spotkało. Zerknąłem na zegarek w moim telefonie. Cała akcja trwała z 10 minut ale dla mnie była to niekończąca się przyjemność. Musiałem się już spieszyć. Wstałem i zacząłem się ubierać. Sergiej otworzył oczy i patrzył się na mnie kiedy się przebierałem, oczywiście uśmiechając się do mnie i dając mi znaki swoimi niezwykłymi oczyma. Kiedy skończyłem się przebierać podszedłem do niego i pocałowałem, a on powiedział:
    -Może jutro rewanż? Nie dam ci znowu tak łatwo wygrać – powiedział i jego uśmiech przerodził się w niekontrolowany śmiech. Ja również zacząłem się śmiać i powiedziałem, że zgadzam się na rewanż, uprzedziłem aby nie był taki pewien swojej wygranej na co odpowiedział mi wymownym uśmiechem. Wziąłem swoją torbę i rakietę po czym wyszedłem z szatni i udałem się do domu, przechodząc obok opustoszałego już kortu na którym rozgrywałem z Sergiejem rozgrywkę w międzyszkolnym turnieju przyznałem, że 15 minut temu w życiu bym nie uwierzył, że coś takiego mi się przytrafi.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam M