Blog

  • MW-Grecja Rozdzial 25 Kelnereczka

    Dziwnie nam wracać. Przyzwyczailiśmy się do tej Grecji. I do tej swobody. Kiedy ja ostatni raz miałem na sobie ubranie? A dziewczęta? Z Warszawy wyjechaliśmy prawie trzy tygodnie temu…

    – Jeszcze wam parę dni hasania nago pozostało – pocieszam je.

    – Ale zamknięte w tym pudle!

    – A tak wam się kamper podobał!

    – Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

    – To teraz wiem, dlaczego mam taki apetyt na wasze cipki!

    – Hihihi… To się częstuj!

    Nie sam je liżę. Również Tidżeje, Niko, Jacek, Brodacze oraz cała załoga Zorzy starają się poprawić humor dziewczętom. Jako, że pożegnalna impreza dobiega końca, mogą już tylko w ten sposób. Cierpiąc katusze giętkiej pały, dajemy im rozkosz giętkiego języka.

    Stoimy na redzie Neapolis, z pokładu Zorzy widać parking i nasz kamper. Też nie chcę wracać… Zwłaszcza, że Zorza jeszcze tu zostaje.

    – Wygospodarowaliśmy tydzień – chwalą się Brodacze, a „moje” dziewczęta im zazdroszczą. A także DajDaj. Bliźniaczkom też się jeszcze nie spieszy do Danii i postanawiają zostać.

    – Teraz, jak Ala rozruszała załogę, będziemy miały siedem kutasów na nas sześć.

    – Ja też nie narzekam – mówię, unosząc głowę znad krocza Ayah albo Daryi. – Doliczając Julkę i Jacka, będziemy mieli osiem cipek na nas czterech  w drodze powrotnej.

    – I będziecie w stanie głównie je lizać – śmieją się DajDaj.

    A właśnie, lizać! Schylam głowę i zanurzam język w czekoladowej piździe. Ostatni raz…

    A ostatnią szparką, którą wylizuję, jest miodna cipa Honey. Dziewczyna proponuje 69, jestem sceptyczny, ale niech próbuje. I może nie całkiem mi postawiła, ale i tak jest zadowolona. Ja mam za to dokładnie wylizane jądra.

    – Mam lepszy orgazm, jak równocześnie obciągam – zdradza mi swój sekret. – Musisz kiedyś spróbować!

    – Bardzo śmieszne!

    * * *

    Specyfika naszej wyprawy do Grecji ma swoje zalety. Wybierając się na, nazwijmy to, pożegnalne sex party na Zorzę, zabraliśmy ze sobą wszystkie nasze bagaże, czyli woreczek z dokumentami i paroma komórkami. A także kluczyki do kampera. Wszystkie zakupy dziewcząt oraz plecaki Julki i Jacka Niko wyekspediuje z Aten – nie pomieścilibyśmy się z nimi w kamperze, zwłaszcza że wracamy w trzynaście osób.

    Zorza podchodzi na silniku do mola w Neapolis.

    – Jak to dawno temu było!

    – I jakie byłyśmy nieśmiałe, co dziewczęta?

    Uśmiecham się tylko. Te dwa tygodnie nagiej włóczęgi po bardziej lub mniej bezludnych greckich wyspach zrobiło swoje. Nie tylko dziewczyny, my też czujemy się swobodnie odziani w… nic. I jak gdyby nigdy nic schodzimy na ląd. Wszyscy świeżutcy i pachnący – na pożegnanie załoga Zorzy dokładnie i z uczuciem wymyła nam dziewczęta, a jej pasażerki – nas.

    Dziewczęta puszczamy przodem. Uśmiecham się tylko na myśl, co się dzieje w spodniach licznie zgromadzonych gapiów – wszak wizyta takiego żaglowca, to niecodzienna atrakcja w miasteczku – na widok kolejnych nagich dziewczyn i ich wypiętych tyłeczków, gdy tak powoli schodzą po drabince. Sam doświadczyłem tego widoku nie raz i zawsze mi stawał. Im też – nie mam wątpliwości.

    * * *

    – Gorąco mi od tych wszystkich spojrzeń!

    – Bo jest gorąco…

    – Ale w kroczu!

    – Jeszcze ci mało?!

    Majka zamiast odpowiedzieć przystaje i wypina piczkę. Fatycznie, coś tam z niej cieknie…

    – To przez te wszystkie pojrzenia.

    – Przeszkadzają ci?

    – Wręcz przeciwnie! – Majka okręca się na jednej nodze, unosząc wysoko drugą. Pan Pierożek pęka wzbudzając entuzjazm widowni. Pozostałe dziewczęta zachowują się podobnie, czują, że coś się kończy i wykorzystują chwilę.

    – Bezwstydnice! – Śmieję się. – Ciekawe, czy sprawdzi się moja teoria…

    – Jaka teoria?

    – O tym, że poziom waszego wyuzdania rośnie wraz z odległością od domu.

    – O, mój na pewno!

    – Julka jest bardzo nieśmiałą dziewczyną – wtrąca Dorka.

    – Chyba była! Popatrz na nią…

    Julia zachowuje się równie swobodnie, jak pozostałe dziewczęta. A przecież jest to jej pierwszy raz. Owszem, ostatnie kilkanaście dni spędziła nago, pomijam tu – na czym, ale albo na plaży naturystów, albo w naszym gronie. A teraz świeci golizną na ulicy. Wśród przechodniów.

    – Ale nieśmiała? Nigdy bym nie uwierzył! – Droczę się z Dorką. – Trzeba ci było słyszeć, jak się zakręciła koło mnie, żeby dołączyć do ekipy…

    – I nie żałujemy! – Julka tylko się śmieje

    – Mówisz o sobie i Jacku?

    – Mówię o sobie i swojej piździe! Tyle wrażeń…

    – Orgazmów chyba?

    – Orgazmów, kutasów… Ale głównie tego cudownego braku zahamowań… Oto idę sobie ulicą, całkiem goła, wszyscy się gapią, a ja wcale się nie garbię. Wręcz przeciwnie – podnieca mnie to. W końcu ma się to ciało!

    I pręży śmiało to nagie ciało. A co do podniecenia… Sprawdzam dyskretnie.

    – Faktycznie jesteś podniecona – mówię, rozcierając śluz w palcach.

    – Ależ panie Maćku!

    Ten ton! Wszyscy natychmiast patrzą na Majkę i Natkę, wybuchają śmiechem.

    – No co?

    – Już wy wiecie! Wy jedne tęsknicie za domem.

    – Za tatusiem chyba!

    – Już go tam Baśka pociesza…

    – Robusia, hihihi.

    – Już wy z naszego tatusia zejdźcie, dobrze!

    – Wy za to długo z niego nie zejdziecie, jak już wrócimy!

    – I wciąż to „Ależ tatusiu!” Jakie to było słodkie!

    Siostry dają za wygraną, nec Hercules contra plures.

    * * *

    Daleko nie mamy, kamper stoi na parkingu u nasady mola. Tyle, ze nie da się do niego wsiąść…

    – Ale zaduch!

    – I można się ugotować!

    Tak więc to nie koniec atrakcji dla mieszkańców miasteczka i licznych turystów. Tom albo Jerry, na niego padło, wietrzy kampera, potem ma uruchomić klimatyzację, my ruszamy na spacer. I na lody. Właściciel budki z lodami przed którą się rozsiadamy, ma mieszane uczucia – z jednej strony zalew bezwstydnej golizny, z drugiej niesamowity ruch w interesie. Natomiast jego pomocnik najwyraźniej wolałby mieć interes w ruchu…

    Natka, patrząc mu w oczy,  przytyka rożek z lodami do dekoltu i sunie w dół, między tymi swoimi balonami aż do pępka, zostawiając śmietankowo- truskawkową smugę.

    – Chcesz, żeby mu jaja pękły?!

    – Natka nie odpowiada, zgarnia z siebie te lody palcami i je oblizuje. Dalej zerkając na lodziarza.

    – Nie masz litości!

    A strużka roztopionych lodów spływa niżej i kryje się w gąszczu porastającym jej cipę.

    Zaraz i mnie stanie! Dobrze, że impreza pożegnalna była taka intensywna.

    – Natka, obiecuję, że ci wyliżę, ale daj już spokój!

    – Ależ „tatusiu”!

    Jak widać, zemsta jest słodka.

    Gdy tylko wracamy do kampera, przekonuję się, że cipa Natki jest równie słodka. Nawet nie zauważam, kiedy ruszamy do domu.

    * * *

    Julki nie opuszcza podniecenie, nasłuchała się o kamperze, teraz konfrontuje wyobrażenia z rzeczywistością.

    – Widziałeś?!

    Niczym nie osłonięte „strefy sanitarne”, to pierwsze, co Jacek zauważył, fan złotego deszczyku będzie miał tu dużo miłych wrażeń.

    – Ale tylko wzrokowych – zastrzega Julka.

    – W miarę możliwości zatrzymujemy się na siusiu, gdzieś w ustronnych miejscach – pocieszam Jacka. Jego skrępowanie z powodu z lekka nietypowych upodobań już dawno ustąpiło i otwarcie wali konia, gdy któraś z dziewcząt sika w kamperze. Oczywiście na zewnątrz może sobie pozwolić na więcej…

    – Uwielbiam, gdy mu tak błyskawicznie staje – mówi Lola. Zatrzymaliśmy się właśnie, jak to mówią dziewczęta – oddać mocz w dobre ręce. Lola sika na podstawioną dłoń Jacka i rzeczywiście staje mu momentalnie.

    – Chcesz, to ci zwalę?

    Jacek korzysta z propozycji Julki, chwyta za pipki kolejne szczające dziewczyny, a ona trzepie mu do skutku. Do Ali nie dochodzi, dochodzi prędzej. Zresztą Maleńką trzymam za cipę osobiście. Też lubię, jak gorący mocz przecieka mi przez palce.

    – Jak zatrzymamy się gdzieś nad wodą, to obsikacie mnie całego!

    – Hahaha… brakuje ci Dajdaj, co? Ale zgoda, nie ma sprawy.

    – Wiesz, korzystam, póki mogę – tłumaczy mi Jacek. W Warszawie nie będzie takich możliwości, co najwyżej w wannie…

    – Nie musisz się tłumaczyć, też to lubię – mówię, a dziewczęta (z wyjątkiem Moniki, Toli i Julki) uśmiechają się dyskretnie. Dla tych trzech oraz Jacka mój ogród z basenem będą prawdziwą niespodzianką. Nawet nie wiedzą, że mieszkam sam w dużej willi…

    * * *

    Ta podróż powrotna, to trochę, jak film puszczony od końca. Żegnamy się po kolei z miejscami, z którymi wiążą się miłe wspomnienia. Choćby Monemvasia…

    Zajeżdżamy na malutką stacyjkę, Tidżej tankuje, dziewczęta wysypują się z kampera.

    – Nie biegniecie się wykąpać?

    – Tutaj?!

    Fakt, po tych wszystkich pięknych, odludnych plażach, tu jest… nędznie.

    – A tak wam się tu podobało!

    Przynajmniej stadko młodziutkich nagich dziewcząt podoba się pompiarzowi, gościom malutkiej knajpki obok i przejeżdżającym kierowcom, czemu dają wyraz trąbiąc. To się nie zmieniło.

    – Może jednak? – Pokazuję nędzną, ale jednak plażę, po drugiej stronie placu. – Odświeżymy się trochę, a takie mokre, prosto z wody, spodobacie się bardziej. No i dzisiaj morza już nie zobaczycie…

    To je przekonuje.

    * * *

    A oto i reklama zajazdu „Turn of Monemvasia”. Jest wieczór, wypadałoby coś zjeść.

    – Skręcamy?

    Ledwie się zatrzymujemy, z zajadu wybiega i idzie ku nam… Nie, nie ten biedny chłopak zgwałcony przez Lolę pospołu z Majką. Obie są rozczarowane. Ale ja nie – do drzwi kampera puka ta mała kelnereczka. Ją dla odmiany ja dobrze zapamiętałem, jest z tych wpadających w oko.

    – Szef bardzo prosi, żebyście państwo trochę zaczekali, mamy tu wycieczkę, zaraz jadą – mówi, starając się nie patrzeć na moją pałę, przynajmniej nie otwarcie.

    – Czyli szef też ma dobrą pamięć…

    – Trudno państwa nie zapamiętać!

    Zerkam na plakietkę z imieniem, którą nosi przypiętą do fartuszka.

    – Ale potem nas obsłużysz… Febe?

    Spieka raka na taką dwuznaczność. Zwłaszcza, że przyglądam jej się otwarcie. Patrząc na tą czarną spódniczkę do połowy zgrabnego uda, białą bluzeczkę z rozpiętym może o jeden za dużo guziczkiem, fikuśny fartuszek, odkrywam że stęskniłem się za fatałaszkami.

    – Oczywiście – odpowiada – mam teraz zmianę.

    Porozumiewam się wzrokiem z Tidżejami – wypadałoby tu zanocować…

    – Macie wolne miejsca w motelu?

    – Jest wolny domek.

    – To pewnie zostaniemy…

    – Leżeć!

    To do mojego penisa mówię, nie umie się zachować. Kelnerce oczy się rozszerzają, gdy tak nabrzmiewa… Jaką ja mam ochotę sięgnąć dłonią między te uda, wziąć ją w tym fartuszku i spódniczce, zaledwie pozbawiwszy majteczek… Biorę na wstrzymanie.

    – Bierzemy ten nocleg, Febe.

    – To ja skoczę po klucze – i ucieka, cała spłoniona.

    Wraca za chwilę, dziwi się, gdy ruszamy za nią tak, jak stoimy.

    – Nie macie żadnych bagaży?

    – Masz na myśli ubrania na zmianę?

    – E… no nie… ale… – Jak uroczo ona się czerwieni!

    Biorę ja za rękę i odwracam do siebie.

    – Skąd te rumieńce, Febe?

    – No przecież…

    – Przecież widzi, że się ślinisz na jej widok – wtrąca Tidżej.

    – On mówi, że mi się podobasz – tłumaczę na angielski.

    Febe wyrywa dłoń z mojej, odwraca się, by ukryć zmieszanie.

    – To proszę za mną – mówi przez ramię i energicznym krokiem zmierza w stronę bungalowów. Idę tuż za nią, nie mogę oderwać wzroku od jej tyłeczka, ten rytmicznie falujący rąbek spódniczki, to powiewający wysoko, to ciasno przylegający do tych bliźniaczych wypukłości, odsłaniający wtedy jeszcze więcej smukłych ud… Ciekawe jakie ma majteczki, już prawie je widać…

    – Mało ci tego miodu? – To Maleńka się ze mnie nabija.

    – Ale z nowej dziupli!

    – Hahaha… Ja tam ci nie żałuję, nawet chętnie popatrzę.

    – Pytanie, czy ona lubi widownię…

    – Tu już robią zakłady, jak szybko ją rozbierzesz.

    – Ależ ja jej wcale nie chcę rozbierać!

    – Jak to? – Ala jest autentycznie zdziwiona.

    – Dość już mam tej nagości. No i kręci mnie to jej ubranko.

    * * *

    W domku są wprawdzie tylko cztery łóżka, ale szerokie, wygodne… Jest też spory salonik i duża łazienka. Pomieścimy się.

    – Pomieścimy się!

    Febe już nic nie mówi, tylko kiwa głową. Zastanawia się przez chwilę, czeka na coś? Ja tymczasem mam wrażenie, że o czymś zapomniałem… No tak! Kolacja!

    – A co do kolacji…

    – Przyjdziecie do restauracji? Bo możecie też zjeść tutaj.

    – To prosimy tutaj. Jeśli to nie kłopot.

    – Żaden. W kuchni zapakują wszystko na wózek i go przyturlam. W czymś jeszcze mogę pomóc? Zaraz kończę zmianę…

    – Możesz przyjść i dać się zerżnąć temu tu napaleńcowi!

    – Możesz wpaść pogadać – tłumaczę słowa Tidżeja – zapraszam!

    – Zobaczysz orgię na żywo – nie odpuszcza Tidżej

    – Zobaczysz życie naturystów od wewnątrz – tłumaczę na dający się przełknąć język.

    – Już coś o nim słyszałam – Febe znów nagle gwałtownie się rumieni – Ilias opowiadał…

    – Ilias? A, to pewnie ten kelner, którego… który przyniósł nam kanapki.*

    – Sporego miał kutasa! Mogłaby go tu ściągnąć?

    – Miły był, co u niego? – Tłumaczę słowa Majki.

    – Ma teraz wolne.

    – Daleko mieszka? Dziewczęta chętnie znów by go… zobaczyły.

    – Niedaleko, mogę zadzwonić…

    Febe wyjmuje komórkę, zamienia parę słów.

    – Ucieszył się, niedługo będzie.

    – Pewnie już mu stanął! Umyjemy go sobie i elegancko obsłużymy, co dziewczęta?!

    – Z tego, co mówią dziewczyny wynika, że będzie zadowolony – informuję kelnerkę.

    – To ja już pójdę…

    – Ale wrócisz?

    – Mhmm…

    Jak to uroczo zabrzmiało, takie: chciałabym, lecz boję się…

    – Tylko zdam dyżur i się przebiorę – dodaje  już pewniejszym tonem,

    – Tylko się nie przebieraj, proszę!

    Febe zerka na te wszystkie nagie dziewczyny wokół i chyba rozumie. Znów się czerwieni, ciekawe ile jeszcze znajdziemy w niej pokładów wstydu.

    – Dobrze – mówi tylko i ucieka.

    * * *

    I oto mamy ją z powrotem. Cukiereczek z niej. Ślicznie zaokrąglony we właściwych miejscach, podany w kuszącym opakowaniu. Kruczoczarne, jak przystało na Greczynkę włosy, jeszcze przed chwilą skromnie upięte, teraz rozpuszczone, sięgające połowy pleców. Wyraziste czarne oczy pod równie czarnymi brwiami, zaróżowione policzki, perełki ząbków kolorem konkurujących z nieskazitelnie białą, gładką bluzeczką i obrzeżonym koronką fartuszkiem.  Ten rozpięty guziczek, kolejny! Biały, koronkowy staniczek typu bardotka nawet nie próbuje ukryć idealnych półkul jej piersi. Wznoszących się miarowo w głębokim oddechu. Dziewczyna wygląda na zdyszaną, biegła tu?

    Tom lub Jerry też to zauważa.

    – Tak jej spieszno do naszych kutasów?

    – Kuzyn pyta, co z kolacją – przekładam na angielski.

    – Jeszcze chwilę to potrwa, do pół godziny, na nocnej zmianie są tylko dwie osoby w kuchni – tłumaczy dziewczyna.

    – Szkoda… I zanim Febe ruszy z dalszymi przeprosinami, dodaję:

    – Naprawdę szkoda, że jeszcze będziesz musiała nas opuścić tego wieczora…

    Znów się płoni. Ale też uśmiecha.

    – A właśnie, że nie! Rozmawiałam z Iliasem, Już tu jedzie, poczeka na zamówienie i zjawi się tu wraz z kolacją.

    – Super! – Mówią jednym głosem Lola i Majka. I nie chodzi im o kolację…

    Co dalej? Zapada niezręczne milczenie. Widzę, że Febe jest chętna, lecz onieśmiela ją tak liczne towarzystwo.

    – Nie mieliście się czasem wykąpać?!

    * * *

    Rzucając rubaszne uwagi, ruszają do łazienki. Tłoczno tam. Zza drzwi dobiegają piski i śmiechy. Zostaję sam na sam z Febe. Podchodzę bliżej. Dziewczyna unosi głowę, widzi, że gapię się na jej piersi. A z pomiędzy tych piersi unosi się dyskretny zapach młodej dziewczyny z delikatną nutą dobrych perfum.

    – Ładnie pachniesz. I piękna z ciebie dziewczyna. A jak ślicznie się rumienisz…

    Oczywiście rumieni się w odpowiedzi.

    – Bo pan… Bo ja… – dodaje.

    – Już przestań z tym panem. Jestem Maciek.

    – Maciek… obraca w ustach nowe dla niej słowo.

    Dalej tak stoi z zadartą głową, na odległość sterczącego penisa ode mnie. Nachylam się i całuję ją w rozchylone lekko usta. Ma chłodne, wilgotne wargi. Jestem podniecony, to ta chwila…

    – Pragnę cię!

    Nim do mnie przylgnie, widzę, że chce, odsuwam się szybko, siadam na krześle, na samym brzeżku. Nieco skonfundowana Febe zerka na mojego sztywnego przyjaciela i kolejny raz spieka raka.

    – Podejdź do mnie!

    Jej kolana stykają się już z moimi, rozszerzam nieco uda.

    – Bliżej!

    Śliczna nóżka Febe jest już między moimi udami, wraz z drugą ociera się o moje, przebiega mnie dreszcz pożądania.

    – Ty też to czujesz?

    – Tak!

    – Przysuń się bliżej!

    Febe przyciska kolanko do moich jąder, sterczący penis łasi się do jej nóżki. Na wprost oczu mam te kształtne uda. Sięgam do nich.

    – Ty drżysz! – Mówię, gdy je tak delikatnie gładzę.

    – Bo już nie wytrzymuję!

    Trzymam te drżące uda w dłoniach, przesuwam te dłonie wyżej. Powoli znikają pod spódniczką, przedłużam tę chwilę. Zadzieram głowę, patrzę dziewczynie w oczy, widzę w tych oczach milczącą zgodę na wszystko…

    Febe bezwiednie oblizuje wargi, gdy moje dłonie wędrują wciąż wyżej. Wraz z nimi unosi się rąbek spódniczki. Ukazuje białe majteczki z luźno tkanej siateczki.

    – Jakie ładne!

    – Przewiewne… Gorąco w pracy…

    Kontempluje ten widok. Pulchna, a może raczej gęsto owłosiona cipka kusząco wypycha majteczki w kroczu. Tak, widzę niesforne czarne włoski wystające zza rąbka majtek. Kilka przenika też przez siateczkę… Urocze! A ten zapach! Intensywny, ostry zapach podnieconej cipy!

    – Gdyby nie to futerko, miałabyś już mokre majtki!

    – Mam je zdjąć? Czy wolisz sam? – Pyta gardłowym głosem.

    – Mamy czas…

    Zamierzam sprawić, by były mokre, mam wobec nich własne plany.

    Moje dłonie zsuwają się wzdłuż ud dziewczyny, spódniczka znów skrywa majteczki. Odpycham delikatnie Febe, patrzy na mnie zdezorientowana i rozpalona, a nasze nogi przestają się stykać.

    Siedzę bokiem do stołu. Teraz opieram na nim rękę. Łokieć prawie na krawędzi, przedramię poziomo w powietrzu, wyprostowana dłoń wnętrzem ku górze.

    – Podejdź, Kochanie!

    – Błysk zrozumienia w jej oczach, gdy kiwam na nią palcem tej dłoni. Przelotny, lubieżny uśmieszek… Ta dziewczyna lubi takie zabawy! Albo właśnie odkrywa, że lubi…

    Febe podchodzi. Końce palców już uginają materię spódniczki. Dziewczyna unosi ją powoli wraz z fartuszkiem, nie spieszy się, widać, że wciąga ją ta gra.

    – Bliżej!

    Teraz ja jestem niecierpliwy. Końce mych palców już tylko centymetry dzielą od jej krocza… Już tylko milimetry…

    Jak uroczo zagryza dolną wargę Febe, gdy w końcu, z wahaniem,  nasuwa się pizdą na moją dłoń! Nasuwa i zsuwa… nasuwa i zsuwa… I oddycha coraz szybciej. Ja zresztą też.

    Pod palcami wyczuwam kształt jej cipki, napieram środkowym, zagłębiam go lekko w rozkosznym rowku. Na efekt nie czekam zbyt długo – majteczki z wolna pokrywają się lepkim śluzem. Napieram mocniej a pizda w mej dłoni przyspiesza. Febe stoi w miejscu i tylko pracuje bioderkami. Podziwiam je w ruchu, całe – spódniczkę Febe trzyma zadartą wysoko. Pojękuje cicho, coraz głośniej; czyżby dochodziła w mojej dłoni?!

    Drzwi łazienki otwierają się szeroko, wytacza się z niej rozbawiona, hałaśliwa gromada. Spódniczka opada na mój nadgarstek, wszystko zamiera w bezruchu. Lecz Febe się nie odsuwa, nadal ściskam w dłoni jej mokrą cipę. Dalej przez majtki oczywiście.

    – Dobrze się bawicie?

    – Owszem, dobrze się… bawiliśmy.

    Rozmowa toczy się po angielsku, nie muszę „tłumaczyć”. Już nie.

    – Może to ją ośmieli – i Tidżej bezceremonialnie sięga do krocza, a jakże, mojej dziewczyny. Do jego drugiej ręki aplikuje Natka. Wkrótce także jego brat oraz Jacek mają pełne ręce roboty. Julka podbiega do mnie, uprzedzając Majkę i Lolę, które ostatnie wyszły z łazienki. Teraz mogą tylko popatrzeć, jaki użytek robią z naszych dłoni ich koleżanki.

    Febe kolejny, który to już raz, się czerwieni i bierze przykład z Julki. Jej pizda ożywa w mej dłoni.

    – Chcesz, żebym się rozebrała – pyta. – Głupio mi tak, samej jednej…

    – Wytrzymasz. Ale stanik możesz zdjąć…

    Nie przestając poruszać biodrami, Febe zdejmuje bluzeczkę, rozpina i zrzuca stanik.

    – Przecudne cycuszki! Pobawiłbym się nimi, ale mam zajęte ręce.

    Febe uśmiecha się zadowolona. Niczego jej nie brakuje w porównaniu z resztą dziewcząt. Niektóre, mam tu na myśli głównie Maleńką, zerkają na te piersi z zazdrością…

    – Na pewno chcesz, bym ją założyła?

    – Na pewno!

    Febe, dalej nie przestając pocierać śliskimi w kroczu majteczkami o moją dłoń, zakłada bluzeczkę.

    – Jeden guziczek, please!

    Wybiera ten na samym dole,  nie zamierza ukrywać cycuszków, skoro tak się podobają.

    * * *

    Pukanie do drzwi. Tym razem nie tylko pizda Febe zamiera w bezruchu. Do środka wtacza się wózek z kolacją a za nim Ilias. Chłopak rozgląda się zaskoczony, na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.

    – Cześć Febe! Fajnie, że mnie tu ściągnęłaś!

    Kelnerka chyba jest zadowolona, że założyła tę bluzeczkę. Wprawdzie cycki na wierzchu, ale jej kolega ma tyle wdzięcznych obiektów do podziwiania… Właśnie dwa z nich go namierzyły.

    Lola i Majka prą w jego kierunku.

    – Na co czekasz? Rozbieraj się!

    – Ale kolacja…

    – Kolacja poczeka, my nie!

    Popychają Iliasa na kanapę, zdzierają z niego ciuchy, chichoczą, gdy z gatek wyskakuje mu sterczący członek. Mocne pociągnięcie – Majka łapie za kutasa, Lola za jądra – sprawia, że chłopak musi wstać.

    – Możesz nam się teraz odwdzięczyć za tamto!

    – I obie wypinają cipki.

    – Jakże ja ci się odwdzięczę! – Woła Ilias do Febe, biorąc je w dłonie.

    Cipa w mojej ręce kolejny raz zaczyna się poruszać. Tyle, że Febe już nie zadziera spódniczki. Majka i Lola nie wypuszczają chłopaka z rąk, Febe bierze z nich przykład. Trzepie mi przykładnie konika, który jest już na ostatniej prostej i szybko zmierza do mety.

    – Jak cię zaraz nie przelecę, to się spuszczę w te rączki!

    I rzeczywiście, dłużej nie wytrzymam.

    Febe nic nie mówi. Zsuwa się tylko z mojej dłoni, sięga pod spódniczkę i kręcąc tyłeczkiem powoli ściąga majteczki.

    Biorę ją , taką zgiętą w pół, poleruje stół piersiami w rytm moich uderzeń, coraz to szybszych i gwałtowniejszych. Febe ma szczęście, że już niewiele jej brakowało, nie jestem stanie pieprzyć jej zbyt długo. Nie z wtuloną we mnie od tyłu Julką, nie z jej dłonią masującą mi jądra. Dochodzę tuż po Greczynce.

    Tryskam w wulkan. Febe ma taki orgazm, że ledwie mogę ją utrzymać. Siłą wciskam ją w stół, rozpłaszczając cycki na blacie. Soczysta erupcja sprawia, że jej pochwa jest niesamowicie śliska, wije się w konwulsjach, raz po raz zaciska miłośnie na mym penisie. Z wiadomym skutkiem.

    Czując mój wytrysk, Febe nieruchomieje, tylko pizda pulsuje, zaciska się rytmicznie. Wreszcie dopina swego, wyciska z siebie mojego mięknącego kutasa. Odwracam się do Julki.

    – Twoja kolej!

    – Tylko jedna kropla spermy zdąży skapnąć na podłogę. Zaskoczona Febe odwraca głowę, lecz szybko poddaje się pieszczocie języka  Julki. Grzeczna dziewczynka! I wreszcie przestała się rumienić!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * Rozdział 15 Ala i natka

  • Nowe doznanie cz.4

    -Ja to załatwię. – powiedziała, po czym ku mojemu przerażeniu chwyciła mój telefon i nim zdążyłam jakkolwiek zareagować odebrała go.

    –halo? Z tej strony Kaja, koleżanka z pracy Martyny. Wyszła w tej chwili do toalety, powiem jej, żeby oddzwoniła zaraz jak wróci.

    -eee… okej.  – odpowiedział wyraźnie zdziwiony po czym rozłączył się.

    -masz jakieś dziesięć minut na ogarnięcie tej bajeczki.

    Nie miałam ochoty wracać. Czułam się dziwnie. Bez pośpiechu zaczęłam zbierać swoje porozrzucane po całym mieszkaniu ubrania, Kaja naga leżała na łóżku i paląc papierosa uważnie mi się przyglądała.

    -jakiej muzyki słuchasz? – zapytała nagle.

    -nie lubię się ograniczać. Wszystko zależy od nastroju w danej chwili. Dlaczego pytasz?

    -W sobotę wybieram się razem ze znajomymi na świetny koncert. Przyłączysz się?

    -Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Obiecałam Karolowi, że spędzę z nim ten dzień.

    -Jesteś cholernie seksowna, wiesz? – zmieniła temat. – wręcz nie potrafię się przy Tobie opanować – dodała nieco ciszej.

    Odwróciłam się w jej stronę. Leżała na plecach i patrząc na mnie pieściła swoje piersi. Momentalnie przeszyła mnie fala gorąca. Pieprzyć to – pomyślałam. Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Karola:

    Kochanie, dziś do naszego zespołu dołączyła nowa koleżanka. Nikogo tu nie zna i zaproponowaliśmy jej wypad na miasto, żeby lepiej się poznać. Przepraszam, że nie zadzwoniłam. Wrócę bardzo późno, nie czekaj na mnie. Dobranoc :*

    Odpowiedź była natychmiastowa:

    Jestem na Ciebie zły, ale o tym porozmawiamy później. A teraz baw się dobrze. Dobranoc.

    Ojj nawet nie masz pojęcia jak dobrze się bawię – pomyślałam. Rzuciłam telefon w kąt i położyłam się obok mojej kochanki.
    Nachyliłam się nad nią. Byłam tak blisko, że nasze usta prawie się dotykały.

    -Zrób to. Chcę zobaczyć jak to robisz. – wyszeptałam.
     
    Nie odpowiadając położyła dłoń na swojej piersi i delikatnie zaczęła pieścić swoje ciało. Czułam, że znowu robię się mokra. Jednak nic nie zrobiłam. Podpierając głowę o rękę przyglądałam się. To było fascynujące. Patrzyła mi prosto w oczy, gdy jej ręce błądziły po idealnym ciele.

    -ohh tak jest mała, nie przestawaj… – szeptałam jej do ucha.

    Słowa te sprawiły, że wręcz wygięła się z podniecenia i głośno oddychając masowała ją. Obserwowałam jak powoli wkłada do środka palec i powolnymi ruchami masturbuje się. Chwyciłam ją za rękę i włożyłam sobie jej mokre palce do ust. Nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo podnieca mnie jej smak. Kaja wkładała sobie coraz intensywniej pojękując cicho…
    Nagle ku mojemu zdziwieniu podniosła się i usiadła na mnie. Zdarła ze mnie ciuchy, które zdążyłam na siebie założyć po telefonie Karola. Całowała moją szyję… Jej język znalazł się w moich ustach i delikatnie muskał mój.

    -Chcę dojść razem z Tobą – szepnęła wywołując u mnie kolejną falę rozkosznych dreszczy.

    Dopiero po chwili, gdy obróciła się i poczułam jej język w sobie pojęłam co dokładnie miała na myśli. Lekko podniosłam głowę wbiłam się w nią. Ciężko mi znaleźć słowa, które mogłyby trafnie opisać to w jakim byłam stanie. Kaja lekko poruszała biodrami nadając pieszczotą płynne tempo. W pewnym momencie poczułam w sobie jej palec. Odchyliłam głowę i głośno jęknęłam.

    -ohhh taaaakkk…

    Ponownie weszłam w nią. Tym razem mocniej. Zacisnęłam ręce na jej pośladkach. Była tak cholernie podniecona… Jej soki spływały po mojej twarzy, a ona nawet nie próbowała być cicho. Czułam, że niewiele mi potrzeba. Moja partnerka doskonale o tym wiedziała, była w dokładnie takim samym stanie. Pieprzyłyśmy się z całych sił, aż moje wszystkie mięśnie naprężyły się i zaczęły drżeć. Nie przestając wylizywać jej przechodziłam nieziemski orgazm. Wyjęła ze mnie palce i delikatnie się podniosła. Siedziała teraz na mojej twarzy podpierając ręce o moje uda delikatnie ruszała biodrami. Była już w takiej euforii że nie potrzebowała wiele, po chwili padła obok mnie. Trzęsąc i śmiejąc się głośno wydusiła z siebie:

    -dziewczyno, przecież ty jesteś stworzona do bycia lesbijką! Robisz to zawodowo.

    Jej słowa bardzo mnie zawstydziły a zarazem sprawiły, że poczułam się cudownie. Można powiedzieć, że emanowałyśmy endorfinami. Położyłam głowę na jej brzuchu i patrząc w sufit rozmawiałyśmy na najróżniejsze tematy. Opowiadałyśmy sobie o swoim życiu, marzeniach, planach, zainteresowaniach i poglądach.
    To wszystko wydaje się być takie nierzeczywiste. Poznałyśmy się zaledwie tydzień wcześniej a całe moje ciało wariuje przy niej. Czuję się tak, jakbym znała ją od lat. Między nami nie było tabu, wstydu czy granic. Rozumiałyśmy się bez słów. Nigdy w życiu nie czułam czegoś podobnego. Trochę mnie to wszystko zmartwiło, jednak oddalałam od siebie wszystkie racjonalne myśli. Byłam po uszy zauroczona. Nie wiedziałam nawet, że jestem w stanie poczuć coś takiego do kobiety.
    Nie potrafiłam się od niej oderwać. Cały czas leżałyśmy przytulone i cieszyłyśmy się tą chwilą, jednak wiedziałam, że muszę wracać. Podniosłam się i zaczęłam się ubierać. Nic nie mówiła. Wyglądała na smutną.

    -Zobaczymy się jeszcze? – spytała

    -nie wiem. – odparłam, po czym zerwałam się do wyjścia.

    Ruszyła za mną, chwyciła mnie za rękę i przyciągając do siebie przyparła mnie do ściany. Jej pocałunek był nieco inny niż przedtem. Delikatny. Przepełniony uczuciem. Poczułam niepokój. Powoli zaczęło docierać do mnie to wszystko, co wydarzyło  się przez te kilka dni. Spojrzałam jej w oczy.

    -Żegnaj. – powiedziałam po czym wybiegłam.
     
    Nie potrafiłam powstrzymać łez. ‘to tylko seks’ – powtarzałam w kółko w myślach.
    Gdy weszłam do mieszkania z ulgą odkryłam, że Karol śpi. Wykąpałam się i cichutko położyłam się obok niego. Objął mnie i w półśnie wymamrotał:

    -śpij dobrze kochanie.

    Łzy znów napłynęły mi do oczu.  

    …cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    untitled
  • Nadmorska przygoda

    Jesteśmy małżeństwem z kilkunastoletnim stażem. Oboje pracujemy w korporacjach i jak to bywa w „korpo” wracamy do domu późnym wieczorem. Kolacja, chwila oglądania telewizji i sen. Na nic innego nie mamy sił. Co tu dużo mówić, taki tryb pracy odbija się na naszym życiu. Mamy dla siebie czas jedynie w weekendy, a i to nie zawsze, bo czasami wypada jakieś pilne zlecenie i wtedy siedzimy przy laptopach do późnej nocy. Choć bardzo się kochamy i po tylu latach małżeństwa nadal zawsze mamy o czym porozmawiać, wszystko to odbija się na naszym życiu erotycznym. W tym roku sprawy zawodowe tak się spiętrzyły, że musieliśmy odwołać zarezerwowany wcześniej wyjazd na urlop do Chorwacji. Powoli zbliżał się koniec sierpnia i naprawdę potrzebowaliśmy choć chwili wypoczynku. Pewnego dnia po powrocie z pracy wszedłem do domu i zobaczyłem moją żonę Kasię siedzącą przed laptopem. Przeglądała oferty apartamentów nad Bałtykiem.

    – Witam kochanie. Wybierasz się gdzieś? – zapytałem wskazując na ekran.

    – Nie. To my się gdzieś wybieramy. Pracujemy ciężko, zarabiamy nieźle, a nawet nie mamy kiedy pobyć z sobą razem trochę dłużej. Załatwiłam w pracy, że mam wolny przyszły piątek i poniedziałek. Jedziemy nad morze na cztery dni. – powiedziała Kasia. Nie był to zły pomysł.

    Po kolacji siedliśmy razem przy laptopie i w końcu udało nam się znaleźć ładny pensjonat nad samym Zalewem Wiślanym w niewielkiej wiosce Kąty Rybackie. Ponieważ sezon dobiegał końca, nie było problemu ze znalezieniem wolnych miejsc. Zarezerwowaliśmy noclegi, przelaliśmy zadatek i przez kilka następnych, pracowitych dni czekaliśmy na upragnione spóźnione wakacje. W czwartek udało nam się wcześniej wyrwać z pracy i późnym wieczorem podjechaliśmy wieczorem pod pensjonat. Było pusto. Tylko w kilku oknach świeciły się światła. Wysiedliśmy z auta. Jak miło było usłyszeć szum fal, poczuć zapach morza i sosnowego lasu. I ta cisza, po całym tym warszawskim zgiełku. Sprawnie rozpakowaliśmy się w pokoju i poszliśmy na wieczorny spacer na plażę. Spacerowaliśmy sami po plaży oświetlanej blaskiem księżyca. Choć byłem zmęczony długą jazdą, czułem, że opada ze mnie napięcie i stres. Kiedy wróciliśmy do pokoju, Kasia poszła pod prysznic, a ja puściłem spokojną muzykę w komórce, otworzyłem butelkę wina i z kieliszkiem wszedłem do łazienki. Przez zaparowaną szybę widziałem sylwetkę Kasi. Odsunąłem drzwi prysznica i podałem jej kieliszek.

    – Może coś dla ochłody – zaproponowałem.

    Żona odwróciła się do mnie. Woda spływała jej po piersiach i brzuchu do czarnego trójkącika włosów. Wypiła łyk wina i oddała kieliszek, a potem chwyciła mnie za rękę.

    – Może coś na rozgrzanie – uśmiechnęła się i pociągnęła mnie pod prysznic. Szybko zrzuciłem ubranie i dołączyłem do niej. Wolno namydliłem jej piersi, a potem zsunąłem dłonie niżej. Odwróciła się do mnie tyłem. Czułem jak jej mokre pośladki napierają na mnie. Jedną ręką pieściłem jej piersi, a drugą przesunąłem po włosach i zacząłem pieścić jej mokrą szparkę. Chwyciła w dłoń mojego członka, który zdążył już urosnąć i zaczęła po nim przesuwać palcami. Cały czas ją pieściłem i po chwili pochyliła się i wypięła pośladki. Nie namyślałem się ani chwili. Wszedłem w nią i zaczęliśmy się kochać. Oddychała coraz szybciej cicho jęcząc, ale z czasem jęki przeszły w krzyki rozkoszy. Skończyliśmy równocześnie i staliśmy tak przez chwilę pod gorącym prysznicem.

    – Chodź popatrzymy na zalew. – zaproponowałem. Owinęliśmy się w pasie ręcznikami i wyszliśmy na balkon. Widok zapierał dech w piersiach. Księżyc oświetlał nieliczne chmury i lekko pofalowaną taflę Zalewu Wiślnego. W oddali widać było światła portu we Fromborku. W miasteczku było całkiem cicho i słyszeliśmy szum fal rozbijających się o brzeg. Kasia zrzuciła ręcznik i stała nago w blasku księżyca. W pewnej chwili usłyszeliśmy cichą rozmowę dobiegającą z balkonu obok. Stała tam jakaś para, mniej więcej w naszym wieku. Ona miała na sobie tylko krótki T-shirt odsłaniający krągłe pośladki. On był nagi. Patrzyliśmy chwilę na siebie, uśmiechnęliśmy się i wrócili do swoich pokojów. Nietrudno było się domyśleć, że chwilę temu też się ze sobą kochali.

    Ranek następnego dnia przyniósł zmianę pogody. Wiał silny wiatr, co chwilę zacinał deszcz. O spacerze po plaży nie było mowy. Cóż było robić. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pozwiedzać Gdańsk, a przy okazji zrobić jakieś zakupy. Kiedy wróciliśmy po południu do pensjonatu pogoda trochę się poprawiła, choć nadal mocno wiało. Założyliśmy kurtki i wybraliśmy się na spacer po pustej plaży, żeby podziwiać zachód słońca. W oddali zobaczyliśmy jakieś dwie sylwetki, które, tak jak my spacerowały brzegiem. Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że są to nasi sąsiedzi z pensjonatu wracający ze spaceru.    

    – Witam, wygląda na to, że tylko my jesteśmy teraz w całym pensjonacie. Poznaliśmy się wczoraj, ale jakoś nie było okazji się przedstawić. – uśmiechnął się lekko.

    – Jestem Tomek, a to moja żona Ania. – nasz sąsiad wyciągnął rękę na powitanie. Ruszyliśmy wspólnie na dalszy spacer plażą. Okazało się, że oni, podobnie jak my wyrwali się na krótki, weekendowy wypad nad morze. Szliśmy plażą rozmawiając. Moja żona i Ania szybko znalazły wspólne tematy. My z Tomkiem chwilę pogadaliśmy o swojej pracy, a potem zeszliśmy na temat muzyki. Okazało się, że Tomek, tak, jak ja, też jest miłośnikiem jazzu, co mnie mile zaskoczyło. Powoli doszliśmy do pensjonatu.

    – A może wpadniecie do nas na kolację. Byliśmy w Gdańsku na zakupach, a zawsze to przyjemnie zjeść coś smacznego razem, niż osobno. Przyjemnościami trzeba się dzielić – zażartowałem. Spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami. Umówiliśmy się za godzinę. Wzięliśmy z Kasią szybki prysznic, przygotowaliśmy jakieś kanapki, włożyli butelkę wina do lodówki i usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Tomek z Anią przynieśli butelkę wina, która szybko dołączyła do swojej koleżanki w lodówce. Po kolacji przenieśliśmy się na kanapę. Podałem kieliszki, puściłem cicho jakaś muzykę, siedzieliśmy i rozmawiali. Tomek przytulił Anię i zaczął gładzić ją po plecach. Mimowolnie zauważyłem, że Ania pod koszulką nie ma stanika, bo brodawki jej piersi po chwili stwardniały i były widoczne pod materiałem koszulki. Siadłem za Kasią i zacząłem jej robić delikatny masaż pleców. Siedzieliśmy tak sobie, popijali wino i milczeli. Słuchaliśmy tylko czarodziejskiego głosu trąbki Wyntona Marsalisa i gwałtownych porywów wiatru za oknami.

    – Chyba wam nie przeszkadzało, że wczoraj w nocy widzieliśmy was, hmmm, nie całkiem ubranych – zapytałem Tomka i Anię. Spojrzeli po sobie i delikatnie się uśmiechnęli.

    – Nie, nie przeszkadzało. Tym bardziej, że my też widzieliśmy was niekompletnie ubranych. Było to na swój sposób podniecające. – odpowiedziała Ania.

    Wstałem, aby dolać wina do kieliszków i w tym momencie zgasło światło. Nie tylko w pokoju, ale także we wszystkich sąsiednich budynkach. Nie paliły się też lampy uliczne. Zapadła całkowita ciemność, której nie rozjaśniało światełko komórki, z której słuchaliśmy muzyki.

    – Chyba wiatr zerwał linię. Zanosi się na większą awarię – powiedziałem. Szedłem powoli w całkowitych ciemnościach trzymając w dłoni kieliszek wina. Wyciągnąłem przed siebie drugą rękę i po chwili poczułem damską dłoń.

    – Proszę Aniu – podałem kieliszek.

    – Dziękuję – odpowiedziała Kasia.

    – No pięknie, nie poznałeś ręki własnej żony. – zachichotała moja żona.

    – No wiesz, po dłoni mogłem cię nie poznać, ale po czymś innym na pewno bym cię poznał – zażartowałem.

    – Taaaak – odpowiedziała przeciągle moja żona i usłyszałem, jak coś szepczą sobie z Anią. W ciemności usłyszałem głos Kasi.

    – Siedźcie, tam, gdzie siedzicie. Wyciągnijcie ręce przed siebie i czekajcie. Zobaczmy, czy teraz zgadniecie.

    Posłusznie spełniliśmy jej prośbę. Słyszeliśmy tylko chichoty dziewczyn.

    Po chwili poczułem w wyciągniętych dłoniach dwie krągłe piersi ze sterczącymi brodawkami. Zacząłem je ugniatać lekko ściskając brodawki. Po chwili oswobodziła się z mojego uścisku, ale zaraz potem znowu miałem w dłoniach jędrne, nieco większe piersi, które bez namysłu zacząłem masować. Cały czas gorączkowo myślałem. Ania, czy Kasia? Nie byłem pewien. Kiedy wysunęła piersi z moich dłoni, usłyszałem, że dziewczyny teraz zbliżają się do Tomka.

    – No dobra panowie. Krótka odpowiedź, której z nas dotykaliście pierwszej. – usłyszałem w ciemności głos Kasi.

    – Chyba Ania – usłyszałem nieco niepewny głos Tomka.

    – Kasia – rzuciłem bez zastanowienia.

    Odpowiedzią był głośny śmiech obu dziewczyn.

    – Obydwaj się pomyliliście, ale damy wam ostatnią szansę. Nie ruszajcie się z miejsca. Ręce przed siebie. – zakomenderowała Kasia. Siedzieliśmy z Tomkiem obok siebie na kanapie w całkowitych ciemnościach i znowu usłyszeliśmy ciche śmiechy i szelest ściąganego materiału. Byłem coraz bardziej podniecony, mój członek był coraz większy i wypychał materiał spodni. Po chwili usłyszeliśmy ciche kroki i na moich dłoniach oparły się dwa nagie jędrne pośladki. Zacząłem przesuwać po nich palcami. Naprawdę nie wiedziałem, czy to moja żona, czy Ania. Obydwie były podobnej budowy.

    Moje dłonie rozchylały pośladki i po chwili palce dotknęły wilgotnej szparki. Byłem tak podniecony, że nie myślałem już, czy to Ania, czy Kasia. Przesuwałem palcem wzdłuż szparki i dotarłem do nabrzmiałej łechtaczki. Zacząłem ją pieścić. Słyszałem ciche jęki dziewczyny, która poddawała się moim pieszczotom. Obok dobiegały mnie podobne jęki rozkoszy. Wyciągnąłem drugą dłoń, wsunąłem palec w wilgotną dziurkę i zacząłem nim rytmicznie poruszać. Po chwili wsunąłem kolejny palec z drugą, ciasną dziurkę. Odpowiedzią był jęk rozkoszy.

    Czułem, że dłużej już nie wytrzymam. Podniosłem się, objąłem ją za pośladki, zsunąłem spodnie i wszedłem w nią do końca. Jęknęła gardłowo nabijając się na mnie. Trzymałem ją za pośladki rytmicznie się w nią wbijając. Po chwili odsunęła się ode mnie.

    – Może mała zmiana – usłyszałem w ciemnościach zdyszany głos Kasi.

    Po chwili poczułem, jak czyjeś dłonie chwytają mojego nabrzmiałego członka. Palce przesuwały się wzdłuż członka, a po chwili poczułem na nim zaciskające się wargi. Klęczała przede mną i zaczęła ssać. Ręką uciskała moje jądra Po chwili poczułem, jak jakaś inna ręka zaczyna mnie pieścić i palec wsuwa się do mojej dziurki. Wsunęła go głębiej i zaczęła poruszać. W tym momencie nie wytrzymałem i wystrzeliłem cały swój ładunek w jej otwarte usta. Nie zastanawiałem się już, czy kochałem się z Kasią, czy z Anią. W pokoju nadal panowała ciemność i słychać było tylko cichą muzykę. Siedziałem w ciemnościach i zastanawiałem się nad tym co było przed chwilą. Po chwili usłyszałem, że otwierają się drzwi od naszego pokoju. W ciemnościach doszedłem do łóżka i położyłem się spać.

    Obudziłem się wcześnie rano. Obok mnie spała naga Kasia. Nie budziłem jej. Ubrałem się szybko i wyszedłem z pensjonatu. Spacerowałem po pustych uliczkach w stronę portu. Sklepy były jeszcze zamknięte. Wstawał piękny, słoneczny dzień kończącego się lata. Kiedy wracałem z portu niewielki sklepik był już otwarty. Kupiłem bułki i mleko. Kiedy wróciłem do pokoju Kasia jeszcze spała. Obudził ją dopiero aromat świeżo parzonej kawy. Spojrzała na mnie i oboje zaczęliśmy się śmiać. Przy śniadaniu nie rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło w nocy. Dopiero kiedy siedzieliśmy już w aucie i wyjeżdżaliśmy w drogę powrotną Kasia zapytała mnie z uśmiechem.

    – To co. Przyjeżdżamy za rok do Kątów Rybackich? I wyciągnęła wizytówkę z telefonem do Ani i Tomka.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    oni z gor
  • Z pamietnika masazysty ” Plener i mlody Czech”

    Witam, opowiem wam pewną ciekawą historię. Jestem masażystą z pasją i zasadami. Mam 38 lat masuję od 4 lat, czyli niezbyt długo. Doświadczeń za to z pogranicza erotyki jest dużo do opisywania. Oto kolejna, druga historia z mojego dorobku zawodowego 🙂 Zlecenie na masaż relaksacyjny. Klientka stała, przyjeżdżam do niej do domu zawsze w sobotę o 19-tej. Tym razem mała zmiana, masaż będzie w plenerze. Takie też czasem robię, zresztą moje ulubione. Uwielbiam słońce i naturę 🙂 Jest maj, bardzo ciepło i słonecznie idealny czas na taką imprezkę. Znam kilka fajnych miejsc w swojej okolicy także jedziemy w jedno z nich. Jest to skraj lasu, teren pagórkowaty, w tle góry. Leśna granica z Czechami. Czas dojazdu ok 10 minut, ale już w tym krótkim czasie zauważam inne zachowanie Ewy niż zwykle. Roześmiana, frywolna i żartobliwa zupełnie inna niż zazwyczaj. Znamy się już od 4 miesięcy i tyle też czasu ją masuję. Na miejscu musimy dojść jeszcze jakieś 300 metrów, żebym mógł rozłożyć łóżko. Komarów nie ma , zwierzyny też, a dużo jej tu w okolicy. Ewa od jakiegoś czasu do masażu rozbiera się do naga, ale na łóżku jest zawsze przykryta ręcznikiem. Odkryte są tylko masowane części ciała. Dzisiaj na sobie chciała mieć tylko słońce i moje ręce. Pomyślałem, że sam bym zdjął podkoszulkę, nie minęło 15 minut a już czułem jak zaczyna ze mnie kapać. Słońce majowe potrafi czasem dopiec szczególnie przy ciężkiej fizycznej pracy 🙂 Niestety z klientem jak z jajkiem, a w szczególności z klientkami. Jedno słowo za dużo lub jeden ruch za daleko i można pożegnać się z kolejnym zleceniem. Po 15 minutach usłyszałem „ może zdejmiesz bluzkę, już chyba mokry jesteś „. Ufffff dzięki ci, że potrafisz czytać w myślach. Ściągnąłem T-shirt mokry jak szmata do podłogi. Nareszcie i na moich pleckach zagościło przyjemne słońce. Skończyłem masaż tylnej części ciała i poprosiłem o obrócenie się na plecy. Klientka była dzisiaj wyjątkowo zachwycona plenerowym występem, powtarzała jak jej dobrze i przyjemnie. Raczej jej się to nie zdarzało wcześniej, zazwyczaj poważna opanowana, zadbana kobieta około 40-stki. Długo nie musiałem czekać, aby przekonać się do czego to był wstęp. W 3/4 masażu, czyli w okolicach brzucha jej ręka znalazła się na mojej. Zgrabnym ruchem zsunęła ją do swojej golutkiej cipki. Sprawy nabrały hmmm erotycznego obrotu, wiecie klient nasz pan. Trudno było protestować. Zaznaczyłem tylko, że proszę o dyskrecję. Nie zależy mi na tej formie usług, a raczej na takiej reputacji. Nogi rozłożyły się szeroko, także dostęp miałem doskonały. Widoki przemiłe wszystko oświetlone mocnym słońcem. Okrężne ruchy po łechtaczce jedną ręką, po chwili druga i jej palce w środku skarbu, czynią z kobiety niewolnice doznań. Sprawa swoim naturalnym biegiem dążyła do celu, gdyby nie szelest w niedalekiej odległości. Wcześniej już wydawało mi się, że coś tam jest, ale tak jak już wspomniałem zwierzyny tu bardzo dużo. Zazwyczaj jestem czujny, masaż w plenerze bywa zaskakujący i trzeba wtedy działać spontanicznie. Tym razem sytuacja mnie uśpiła. Szybko wzrokiem przeczesałem las i zobaczyłem co zobaczyłem. Młody chłopak masturbował się na wpół zasłonięty drzewem. Widok miał piękny stał w odległości zaledwie 20 metrów i to od strony masowanego krocza. Mało facetów by wytrzymało takie ciśnienie, także i jemu się nie dziwiłem. Postanowiłem, że poinformuję o tym Ewę. Chłopak chował się za coraz bliższe drzewa. Zawsze dbam o bezpieczeństwo i samopoczucie moich klientek, stwierdziłem, że powinna wiedzieć. Niech decyduje co robimy dalej. Pochyliłem się nad nią i bardzo spokojnym głosem powiedziałem, że mamy gościa. Starałem się nie przerywać swoich czynności. Po chwili namysłu otworzyła oczy które były wcześniej cały czas zamknięte i powiedziała. „Powiedz mi jak wygląda ?”. Młody, jedyne co mi przyszło na myśl. „Kiwnij niech podejdzie, może się spuścić na mój brzuch”. Łał, nie spodziewałem się takiej decyzji. Kiwnąłem, lotem błyskawicy młody był przy nas, mało się po drodze nie wyłożył 🙂 Przekazałem mu co może, potwierdził głową. Młody z bliska wydawał się jeszcze młodszy, ale niech będzie, że był dorosły tego już się nie dowiem. Ewa raczej skupiła się na doznaniach moich rąk jakby zupełnie nie interesując się naszym nowym gościem. Oczy miała cały czas zamknięte, przynajmniej tak mi się wydawało. Młody jak to młody ledwo się pojawił już tryskał gdzie się dało. Ewa do tej pory ściskająca swoje piersi, zaczęła rozmazywać po swoim ciele dary naszego nowego kolegi. Na efekty tej zabawy nie trzeba było długo czekać. To wystarczyło, żeby i nasza myszka dostała spazmów rozkoszy. Zrobiło się ciut………klejąco. Hmmm mógłby trochę uważać do cholery. Myszka i jej pani leżała już zrelaksowana z głową odwrócona w moją stronę, tak jakby nie chciała spoglądać w stronę młodego. Spytałem kolegi czy mu się podobało. Odpowiedział „ano”. Jesteś Czechem zapytałem. Kiwnął twierdząco. Podziękowałem mu i pożegnaliśmy się. Chociaż strzelać to mógł celniej ! Musiałem teraz powycierać mój obiekt masażu i parę innych rzeczy. Pozbieraliśmy rzeczy i wracaliśmy do domu. Uwielbiam masaże w plenerze. W kolejnej części „Nielubiana sąsiadka”.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zpamietnikamasazysty
  • Lanie od meza

    Trzęsłam się. Całą drogę do pałacu Grandich się wzdrygałam i to nie tylko w chwilach, gdy błyskawice przecinały niebo albo pioruny uderzały o ziemię. Wydarzenia, które miały miejsce przed chwilą były we mnie ciągle i trwały tam dokładnie tak, jakby były żywe, a nie martwe. Widziałam siebie, Artura, naszą kłótnie, zastrzelonego konia.

    Rżenie zwierzaka i huk wystrzału odbijały się w mojej głowie takim echem, że nie były w stanie ich zagłuszyć nawet odgłosy burzy.

    Dotarliśmy na miejsce, a ja pierwsze co zrobiłam, gdy tylko wysiadłam, to obejrzałam się za siebie. Chciałam tam zobaczyć Artura i obawiałam się go tam ujrzeć. Było jednak pusto, ciemno.

    Przy moim boku był Tymek. Prowadził mnie po schodach, po czerwonym dywanie, który wspólnie zabłociliśmy. Otworzył przede mną drzwi sypialni i zaproszony, wszedł za mną do środka.

    Nie chcę być sama – szepnęłam wtedy w jego kierunku i pewnie tylko dlatego przystał na to zaproszenie.

    Wiedział, że takie przebywanie z mężatką w sypialni, którą powinna dzielić z mężem jest iście nieprzyzwoite. Ja też o tym wiedziałam.

    Staliśmy blisko siebie, dzielił nas mniej niż krok. Chciałam pokonać ten dystans, wtulić się w niego. Był taką oazą spokoju. Nie czynił jak Mateusz, nie uspokajał mnie jak on wtedy, w podobnej sytuacji. Tymek nie robił nic na siłę, zawsze działał niewymuszenie.

    To co zrobiłaś było głupie – oznajmił wprost, spuszczając głowę. – Jesteś hrabiną, nie powinienem był… nie w moim obowiązku jest zwracanie ci uwagi.

    Nie traktuj mnie tak. Żadna ze mnie hrabina. Nie lubię tej roli. Nie spisuję się w niej. – Przysiadłam na łóżku, pomimo tego że moje ubrania były brudne, zabłocone i przemoczone do ostatniej suchej nitki. – Zachowuję się jak zwykła wieśniaczka bez ogłady, a nie wielka pani – dotarło do mnie i odważyłam się wypowiedzieć te słowa na głos.

    Być może masz rację. – Podszedł do mnie i przykucnął. – Ale siedzeniem tutaj, płaczem… niczego tym nie zmienisz. Zdejmij te ubrania, są mokre. Powinnaś wziąć ciepłą kąpiel.

    Nim zdążyłam mu cokolwiek odpowiedzieć, to on delikatnie pogładził moją dłoń, ujął ją w swoją i musnął wierzch. Miał lekko spękane usta, jakby spierzchnięte.

    Wstał i udał się w stronę drzwi. Zawołał, by przyniesiono ciepłej wody i napełniono nią wannę. Była miedziana, taka jak starożytne balie. Nawet nie pamiętam momentu, kiedy dokładnie się w niej znalazłam i w jaki sposób, ale pamiętam dobrze moment, gdy chciałam się utopić. Moment, gdy zanurzyłam się, by ogrzać uszy i policzki, i miałam taki pomysł, by już nie wypłynąć. Gdybym umarła, nie musiałabym stawiać czoła Arturowi. Kiedy żyłam, było to konieczne. Obawiałam się tego spotkania, które mnie czekało. Bałam się własnego męża na tyle mocno, że gdy usłyszałam kroki za drzwiami, to zwymiotowałam na podłogę.

    Okazało się, że to jednak Tymoteusz, a nie Artur. Popłakałam się, przysiadłam przy balii, otulona ręcznikiem i nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Nie byłam w stanie nawet się odezwać.

    Tymek musiał się tym zmartwić, bo wkroczył do łazienki, wcześniej uprzedzając, że wchodzi. Przyklęknął, by mnie przytulić, a potem obejmując, wprowadził mnie do pokoju i usadził na łóżku.

    Gdzie są twoje rzeczy? – spytał.

    W pokoju obok, ten jest Artura – odparłam.

    Nie śpicie razem? – zdziwił się.

    Przecież mówiłam ci, że ten ślub, to tylko, to nic – odpowiedziałam cicho, bez żadnego wyrazu, jakbym nie mówiła o sobie i sytuacji w jakiej się znajdowałam, a o kimś zupełnie obcym i nieżywym, jakby o dziewczynie z kart nieulubionej powieści.

    Chcesz przejść do swojej sypialni?

    Nie, nie wiem. – Położyłam się na dużym łożu, trzymając ręcznik obiema dłońmi. Podkuliłam nogi i pragnęłam, by zamknięcie oczu i ponowne ich otworzenie zmieniło wszystko, by cofnęło mnie do dnia, w którym postanowiłam wyjść za Artura Grandi. Gdybym tego nie uczyniła, teraz nie byłoby tego wszystkiego, a przede wszystkim nie byłoby strachu przed jego powrotem.

    Tymoteusz nie pytał już o nic więcej. Nakazał służącej, by pomogła mi się ubrać. Ta przyniosła białą halkę i kremową koszulę nocną. Z początku o coś dopytywała, ale potem przestała, a i ja z nią nie dyskutowałam. Nawet słowem się do niej nie odezwałam. Dałam się jej ubrać jak podatny manekin, jak lalka na sznurkach, która tańczy tak jak palce prowadzącego nią zagrają.

    Po wszystkim położyłam się do łóżka, do łóżka Artura, a nie swojego. Czułam jego zapach w nieświeżej pościeli. Lubiłam jej kolor, niespotykaną barwę czerwieni, która nakrywała niewinną biel prześcieradła. Czułam się tam dobrze, a jednocześnie nie chciałam tam być. To doprowadzało mnie do obłędu i sprawiało, że nie potrafiłam zasnąć. Byłam też nieświadoma tego, że Tymek ciągle mnie pilnuje, że czuwa przed drzwiami. Pewnie gdybym to wiedziała, to czułabym się lepiej, spokojniej.

    O obecności Tymoteusza przekonałam się, gdy hrabia mocno otworzył drzwi i przekroczył próg pokoju. W tamtym momencie, jak na komendę, otworzyłam oczy, a zaraz potem je zamknęłam, by nie zorientował się, że nie śpię. Chciałam przeciągnąć nieuniknione możliwie jak najbardziej w czasie.

    Artur był cały mokry. Wiem to, bo lukałam spod wpółprzymkniętych powiek. Woda ściekała z jego brody, której zarost zawsze miał krótszy niż na policzkach. Czasami brodę miał niemal zupełnie gołą, a policzki ledwie co okalała niewielka ilość włosków. Zawsze jednak miał wąsa, a on zdawał się niezmienny. Nigdy nie wydał mi się gęściejszy czy bardziej lichy.

    Koszula hrabiego była tak przemoknięta, że stała się niemal przezroczysta. Kleiła się do jego ciała i widać było przez nią szarawy odcień skóry, różowe sutki, włosy na klatce piersiowej, których najwięcej zdawało się być w okolicy brzucha, tuż nad pępkiem i pod nim.

    Zdjął rozpiętą kamizelkę i dopiero wtedy dostrzegłam, że spodnie nie trzymają mu się na szelkach, a na cienkim, skórzanym pasku. Sięgnął po szpicrutę, którą, gdy wszedł miał w dłoniach, ale zanim zaczął się rozbierać, to odłożył ją na biurko.

    Dlaczego udajesz, że śpisz? – zapytał, a mnie wtedy ogarnęła prawdziwa panika.

    Uniosłam się tak, że już nie leżałam, a bardziej siedziałam. Niczego nie mówiłam, bo gula wyrosła mi w gardle i była takiej wielkości, że skutecznie mi to uniemożliwiała. Serce na powrót zaczęło bić szybciej niż normalnie, a brzuch zabolał, gdy żołądek zdawał się skurczyć, jakby zacisnąć w pięść albo zaplątać w supeł.

    Zaczął się do mnie zbliżać. Czynił to bardzo powoli, co jakiś czas postukując o kolano końcówką palcata.

    Arturze, proszę – wyłkałam, bo nie umiałam powstrzymać łez.

    O co? – spytał.

    Na powrót zamilkłam.

    Pamiętasz co ci powiedziałem, gdy jako narzeczona Mateusza dopuściłaś się podobnego czynu?

    Nie pamiętałam. Umiałam postawić przed swoje oczy tamtejszą sytuację, ale w obecnym momencie, nie byłam zdolna dokładnie odtworzyć słów jakie do mnie wtedy skierował.

    Powiedziałem, że gdybyś była moją żoną, to miałabyś w obowiązku podziękować za każdy bat, który bym ci wymierzył. Dodałem też, że byłoby ich sporo.

    Po takiej jego przedmowie, lękałam się jeszcze bardziej jego czynów, które zbliżały się i z każdym jego krokiem były coraz bliżej mnie samej.

    Odwróć się i unieś koszulę do góry – polecił, stojąc już obok, tak blisko, że mogłam go dotknąć, a on sam dotykał końcem szpicruty o stolik nocny.

    Z przerażeniem obserwowałam jego poczynania, to jak odkładał potencjalne narzędzie na blat stolika, a dłońmi sięgał do paska. Sprawnie go rozpiął i złożył w pół.

    Zacisnęłam pięści na prześcieradle i wcisnęłam plecy możliwie jak najbardziej w tapicerowany zagłówek.

    To się więcej nie powtórzy, obiecuję – powiedziałam niewyraźnie. Z oczu nieustannie płynęły mi łzy, a głos drgał nie tylko przez płacz, ale także przez strach, właściwie to bardziej przez strach.

    Nie wątpię – zapewnił.

    Będę cię słuchać – chwyciłam się tymi słowami brzytwy, niczym tonący tratwy.

    W to też nie wątpię. Przez zad wybiję ci z głowy nieposłuszeństwo. Odwróć się.

    Nie – szepnęłam.

    Wolisz dostać w twarz? – zapytał gniewnie. – Do czego chcesz doprowadzić? Do tego, bym okładał cię jak kat pięściami? – Szarpnął mną oburącz, ale nawet przy tym nie wypuścił pasa z dłoni.

    Kiedy mnie siłą odwrócił, byłam już na straconej pozycji. Nie miałam z nim fizycznie żadnych szans, zwłaszcza gdy kolanem przygniatał moje plecy do materaca, a dłonie obezwładnił, chwytając za oba nadgarstki i więżąc je w stalowym uścisku.

    Poczułam chłód klamry na jednym udzie, tak samo jak mokrą skórę pasa, który podobnie jak całe ubranie Artura przemókł deszczem.

    Wytłukę z ciebie te głupoty, raz na zawsze – zapowiedział, kiedy moja koszula nocna była już podniesiona na tyle, że odsłaniała pośladki.

    Zabolało już za pierwszym razem. Zabolało jak nigdy wcześniej. Dużo bardziej niż policzek, który mi kiedyś wymierzył i mocniej niż wszystkie lania, jakie zebrałam od ojca, skumulowane w jedno. Było inaczej niż kiedykolwiek. Ojciec ograniczał się do kilku szybkich, niezbyt mocnych klapsów czy przełożenia przez kolano, ale nie wkładał w danie mi nauczki takiej siły jaką Artur włożył.

    Na moim mężu nie robił wrażenia ani mój płacz, ani krzyk, ani nawet prośby i błagania. Tak naprawdę, to miałam wrażenie, że te ostatnie tylko go podsycają do większej agresji, do mocniejszych uderzeń.

    Nastał taki moment, gdy ból mieszał się z pieczeniem, a kolejne razy padały na płonące żywym ogniem ciało. To wszystko sprawiało, że odnosiłam wrażenie, jakby każde kolejne miało rozedrzeć jakąś widniejącą już na nim pręgę albo wyrwać mi odrobinę mięsa. To była katusza, tortura, która zdawała się trwać wiecznie i nigdy nie skończyć.

    Skończyła się jednak, przerwana za sprawą Tymoteusza, który pochwycił szefa za rękę i tym powstrzymał go przed kontynuacją tej upokarzającej kary.

    Artur ustąpił. Coś pod nosem, niewyraźnie zaklął, odstępując ode mnie i upuszczając pas na podłogę.

    Mam nadzieję, że teraz znasz granicę, a jeśli nie dość wyraźnie je postawiłem, to spodziewaj się powtórki! – powiedział bardzo głośno, ale ciężko było uznać to za krzyk.

    Tymoteusz mnie nakrył, a właściwie to narzucił kołdrę na nagi i obolały fragment mojego ciała. Bolało nawet, gdy odwracałam się na bok, by móc na nich obu spojrzeć.

    Tymek stał między nami i wyglądał tak, jakby starał się spokojnie oddychać. Artur za to był odwrócony do mnie plecami. Schylił się po pas i w tamtej chwili ponownie obleciał mnie strach. Nie uspokoiłam się nawet wtedy, gdy zaczął wsuwać go do materiałowych szlufek spodni.

    Uniosłam się odrobinkę, by móc spojrzeć w duże lustro toaletki, tej, która tak bardzo mi się podobała, że pragnęłam mieć taką w swoim pokoju. Obserwowałam jak Artur porzuca zapinanie klamry i drżącą dłoń kieruje do twarzy. Potem dostrzegłam na niej łzy. Starałam się wmówić samej sobie, że to tylko deszcz.

    Tylko deszcz…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taka Miłość

    Jest to fragment większej całości. Postanowiłam nie publikować tutaj wszystkich rozdziałów z tego powodu, że nie każdy nadawałby się na tę stronę. W powieści wiadomo, że akcja posuwa się powoli, a i wprowadzenie do niej trochę zajmuje, tak więc mogłoby to niektórych odwiedzających zniechęcić.

  • Przyjaciolka Pasierbicy

    Początek wakacji zbiegł się z moim urlopem. Ulegając prośbom pasierbicy, pozwoliłem, by Kasia zaprosiła na weekend przyjaciółkę ze szkoły.

    Przy szczuplutkiej, dziewczęcej Kasi Ola wyglądała bardzo kobieco. Aż trudno było uwierzyć, że są rówieśniczkami. Kasia przypominała figurą zmarłą kilka lat temu matkę. Drobna, szczuplutka, o twarzy aniołka. Ola była niemalże wyższa o głowę a jej krągłe pośladki i wielkie, kształtne piersi powodowały u mnie kosmate myśli. Byłem pod wrażeniem! Pływając późnym popołudniem w przydomowym basenie, podziwiałem wylegujące się na leżakach dziewczęta. Wychodząc z wody, byłem zmuszony zakryć ręcznikiem potężne wybrzuszenie kąpielówek. Ola przyglądała się mi ukradkiem, rozkosznie przygryzając ząbkami usta. Uśmiechnąłem się do niej. Speszona zarumieniła się uroczo. Uśmiechając się pod nosem, wszedłem do domu.

    Stojąc w łazience przed lustrem, zadowolony oglądałem odbicie wysportowanego, zadbanego czterdziestolatka. Masując powoli potężny, niemalże dwudziestocentymetrowy członek, zastanawiałem się, jak na jego widok zareagowałaby Ola. Pochłonięty własnymi myślami nie spostrzegłem od razu, że do łazienki wślizgnęła się pasierbica. Stojąc oparta plecami o drzwi, zalotnie okręcała wokół palca kosmyk blond włosów. Gdy odwróciłem się do niej, wypaliła z bezczelnym uśmiechem na twarzy:

    – Przez ciebie Olka ma mokro w majtkach.

    Uśmiechnąłem się bezczelnie.

    – No chyba nie myślałeś, że nie zauważyła, jak się na nią gapisz. Widziałam, jak ci się podoba! Ona też TO zauważyła.

    Powiedział, wskazując głowa na kutasa.

    – Zazdrosna?

    Zapytałem z przekąsem.

    – Odrobinkę. W końcu nie mam tak wielkich cycków, byś mógł się w nie gapić jak sroka w gnat.

    Rozbawiony podszedłem do Kasi. Zsunąłem w dół ramiączka biustonosza, odsłaniając drobne, krągłe piersi. Całując różowe brodawki, odpowiedziałem pojednawczym tonem:

    – Przecież wiesz, jak bardzo mi się podobasz!

    Pieszcząc ustami zgrabne cycuszki, masowałem palcami opięty skąpym bikini wzgórek. Pojękiwała cicho. Odsunąłem na bok materiał majteczek. Była wilgotna i rozpalona. Palcując ją, z trudem łapałem oddech, gdy drobnymi paluszkami pieściła wyprężonego jak struna kutasa. Po dłuższej chwili intensywnego pettingu wyszeptała mi na ucho:

    – Mam płodne dni. Zrobię ci loda.

    Kasia nie brała jeszcze tabletek, a ja nie lubiłem gumek. Wsunąłem w nią drugi palec. Jęknęła. Doprowadzając powoli do orgazmu, poczekałem z odpowiedzią do samego końca. Kiedy zaczęła odlatywać, wyszeptałem:

    – Chcę skończyć w twojej rozkosznej pupci.

    Palcując intensywnie pulsującą pochwę, dałem jej długi, intensywny orgazm. Przytulona do mnie drżała jak osika. Tuląc półnagie ciało, czułem, jak palcami obejmuje twardego kutasa. Gdy oderwała się ode mnie, miałem dziką erekcję. Z gracją zsunęła z bioderek mokre od soków majteczki, po czym oparłszy dłonie o blat umywalki, zalotnie wypięła pośladki. Gdy podała mi wzięty z blatu krem do rąk, nie trzeba było mnie dalej zachęcać. Spieszać się, wsunąłem odrobinę kremu w jej odbyt, a resztę rozsmarowałem po kutasie. Była rozluźniona, jak lubię. Bez trudu wsunąłem w nią palec, a po chwil e drugi. Rozciągając odbyt, rozwarłem ją na trzy palce, a mimo to za pierwszym pchnięciem kutas wszedł tylko na centymetr. Ciasny odbyt stawiał przyjemny opór. Naparłszy mocno, wsunąłem się w nią do połowy długości kutasa. Z kolejnym pchnięciem poczułem, jak główka dociera do zakrętu odbytnicy. Ten moment lubiłem najbardziej. Pchnąłem dziko! Krzyknęła cicho, a kutas wszedł w zakole odbytu. Posuwałem ją głębokimi pchnięciami. Co jakiś czas wysuwałem kutasa z odbytu, by po raz kolejny rozkoszować się zdobywaniem jej niemalże dziewiczo ciasnej dupki. Finiszując, eksplodowałem potężnie. Palcowała się jak oszalała, by w chwilę po mnie, dojść konwulsyjnie zaciskając zwieracz na kutasie. Silne kontrakcje wypchnęła na wpół miękki członek. Stojąc o krok za nią, patrzyłem zafascynowany, jak z mocno pulsującego odbytu, wypływa obficie nasienie.

    Podczas wspólnego prysznicu Kasia zapytała się czy mam ochotę rozdziewiczyć Olkę.

    – Rozdziewiczyć???

    Zapytałem zdumiony.

    – To ona jeszcze nie miała chłopaka?

    – Miała, nawet dwóch, ale z jednym się tylko lizała a drugiemu, dawała między cycki i w pupę, bo bała się dziecka.

    – A teraz się nie boi?

    – Przecież są pigułki po? Pamiętam, że po Nowym Roku, gdy dałeś mi jedną, miałeś co najmniej kilka innych w szufladzie.

    Gówniara miała rację. Trzymałem spory zapas na specjalne okazje.

    – Myślisz, że ona ma ochotę?

    – Tato! Ależ ty jesteś głupi! Ona aż przebiera nogami, byś jej włożył. Zresztą zobaczysz przy kolacji. Wystarczy, że was zostawię, a Olka sama wskoczy ci na kutasa.

    Wychodząc spod prysznica, rzuciła wesoło:

    – Czuję, że wieczorem będę miała migrenę i pójdę wcześniej spać.

    Mimo figli w łazience i tak byłem pierwszy na dole. Kaśka zeszła po dobrych czterdziestu minutach, za to Olka pojawił się na dole dopiero przed samą kolacją. Właśnie doglądałem zapiekanki z borowików, gdy usłyszałem ciepłe:

    – Może w czymś panu pomóc?

    W przejściu między salonem a kuchnią stała Ola. Nie byłem przygotowany na podobny widok. Ubrana w skórzane sandałki, obcisłe, krótkie szorty i założoną na nagie ciało koszulkę na ramiączkach wyglądał obłędnie. Nie miała biustonosza, a mimo tego jej ogromne piersi sprawiały wrażenie, jakby nie obowiązywało ich prawo grawitacji. Prześwitujące przez materiał brodawki sterczały uroczo, prosząc się, by ich dotknąć! Cienkie szorty ciasno opinały krągłe pośladki. Z otwartymi ustami gapiłem się na jej podbrzusze. Mocno opięty materiał pozwalał z bliskim pewności prawdopodobieństwem zgadywać, jak ponętnie kształtną ma cipkę. Mimo gwałtownego transferu krwi do dolnych partii ciała odpowiedziałem jej opanowanym głosem:

    – Ależ owszem Olu! Wyjmij z szafki po lewej kieliszki do wina.

    – Jeden, czy trzy?

    Zapytała się lekko niepewnym głosem.

    – Trzy, byłoby grzechem nie popić borowików dobrym, katalońskim Mas de Can Blau. Chyba nie odmówisz odrobiny wina?

    – Chętnie się napiję.

    Co mówić stanęła na paluszkach, sięgając po kieliszki. Ależ miała figurę! Z rozmyślań o sposobach, na jakie mógłbym ją przelecieć, wyrwał mnie głos Kasi.

    – Tato, wszystko gotowe do kolacji.

    Gdy Ola minęła ją w progu, pościła do mnie oko.

    Kolację zjedliśmy, rozmawiając o wszystkim i niczym. Gdy otworzyłem drugą butelkę wina, Kasia zostawiła nas samych, wymawiając się bólem głowy. Olka była lekko wstawiona, co tylko dodawało jej uroku. Kiedy napełniłem jej po raz kolejny kieliszek, opróżniła go duszkiem. Odstawiając na blat, zapytała się, czy pokażę jej górę domu.

    Poprowadziłem ją po schodach prosto do sypialni. Zaraz za progiem zamknęła drzwi. Zarzucając mi dłonie na szyję, przywarła ustami do warg. Smakowała poziomkową pomadką i winem. Nie odezwaliśmy się do siebie słowem, gdy wymieniając łapczywie pocałunki, ściągnąłem z niej bluzeczkę. Pieszcząc dłońmi dorodne piersi, popychałem ją w stronę obszernego łózka. Padliśmy na nie, całując się. Podniecony młodziutkim ciałem zacząłem ssać piersi, masując jednocześnie opięte szortami krocze. Jęczała cichutko, poddając się niemalże biernie pieszczotom. Podniecony rozpiąłem szorty, a ona uniosła odrobinę pupę, bym mógł je zsunąć z bioder. Nie założyła bielizny! Rozchyliła nieskromnie uda, eksponując wydepilowane łono. Patrząc na różową szczelinkę osłoniętą pulchnymi wałeczkami warg, podziwiałem ładnie wykształconą łechtaczkę i kusząco zapraszającą do środka jasnoróżową dziurkę. Przywarłem ustami do bezwłosego wzgórka. Głośno dyszała, a kiedy wsunąłem w nią język, zadrżała, jęcząc rozkosznie. Rozchylając szeroko uda, rozsunąłem palcami wargi. Kasia nie kłamała. Ola była wciąż dziewicą. Podniecony przywarłem ponownie ustami do cipki. Miała intensywny, wstrząsający całym ciałem orgazm, po którym bezwładnie opadła na pościel. Całując rozpalony policzek, głaskałem poruszającą się gwałtownie w górę i w dół pierś.

    Otworzyła oczy, uśmiechając się uroczo. Dostałem soczystego całusa, po którym mała wskoczyła na mnie. Siedząc okrakiem, ściągnęła ze mnie koszulę, po czym szybko uporała się ze spodenkami. Nie próżnowała. Trzymając w dłoni sterczącego potężnie kutasa, pocałowała go, nachylając się nade mną. Pochylona pieściła członek dłonią, co jakiś czas obejmując główkę malinowymi usteczkami. Wpatrzony w kołyszące się nad moimi udami piersi jęczałem głośno. Przyspieszyła ruchy dłonią, a gdy zacząłem z trudem łapać powietrze, wzięła kutasa w usta. Ssała jak rasowa kurwa. Wytrzymałem tylko pięć minut, tryskając potężnie. Poruszając zaciśniętymi na członku palcami, ssała samą główkę, połykając kolejne porcje nasienia. Miała wrodzony talent! Ostatni raz z takim zapałem obciągała mi młodziutka mulatka sprezentowana na czas brazylijskich wakacjach przez partnera w interesach.

    Leżała przytulona do mojej piersi delikatnie bawiąc się moją na wpół miękką męskością. Podobało mi się jej zachowanie. Była zupełnie nieskrepowana nagością ani tym, że właśnie dała się wylizać i obciągnęła starszemu o niemalże trzydzieści lat facetowi. Nawet Kasia zachowywała się z większą rezerwą, gdy któreś nocy po raz pierwszy przyszła do mojej sypialni. Dziewczęta, które w ciągu ostatnich dziesięciu lat rozdziewiczyłem, zachowywały się przeważnie mniej naturalnie, często wstydząc się nagości i obawiając się pierwszego razu. Ola, podobnie jak Kasia dwa lata temu, wiedziała, czego pragnie. Gdy tylko ponownie mi stanął, wyszeptała:

    – Chcę się z tobą kochać.

    Wchodząc na mnie, przejęła inicjatywę. Siedząc okrakiem na udach, przycisnęła wargami członek do mojego podbrzusza. Ocierając się o mnie, suwała cipką po kutasie tak, by żołądź ocierała się o wyeksponowaną łechtaczkę. Ściskając dorodne piersi, czułem rosnące podniecenie. Ola, dysząc coraz szybciej, poruszała się na mnie w mechanicznym transie. Bliska orgazmu uniosła odrobinę biodra, po czym przytrzymując dłonią kutasa, nakierowała go na cel. Dosiadła mnie jednym płynnym ruchem, nabijając się na całe dwadzieścia centymetrów pulsującego mięsa. Krzycząc z rozkoszy i bólu wiła się na kutasie jak dzika. Ściskając dorodne piersi, łkałem z rozkoszy, gdy ciasna pochw spazmatycznie zacisnęła się na mojej męskości. Poruszając szybko w górę i w dół biodrami finiszowała. Zmieszane z krwią nasienie pokryło mojej podbrzusze i jej uda różową pianą. Porażona orgazmem opadłą na moje piersi, po czym przekręcając się na plecy, legła obok mnie ciężko dysząc.

    Mimo orgazmu byłem wciąż podniecony, jak buchaj. Dotychczas raczej pasywny, nie potrafiłem opanować wzbierającego podniecenia. Nie czekając, aż dojdzie do siebie, wpakowałam ociekający krwią i nasieniem członek między jej drobne ząbki. Dusząc się, ssała błyskawicznie powiększającego się kutasa. Osiągnąwszy ponownie erekcję, odwróciłem ją niemalże brutalnym ruchem na brzuszek. Ułożona biodrami na zwiniętych poduszkach kusząco wypinała kształtne pośladki. Czując, że podoba się jej takie traktowanie, nawet nie starałem się być delikatny, wpychając w odbyt nasmarowany żelem palec. Przyjemnie ciasny zwieracz mocno zacisnął się na palcu. Podniecona wsunęła dłoń pod siebie i masując cipę, zaczęła głośno jęczeć. Wymierzyłem jej mocnego klapsa w pupę, po czym wsunąłem nasmarowany żelem członek między pośladki. Suwając kutasem w rowku między nimi, co rusz przykładałem główką do pulsujący odbytu. Za każdym razem żołądź zagłębiał się odrobinę głębiej w jej ciemno-różowej gwiazdce. Gdy w końcu wszedł na półtora centymetra, pchnąłem mocno, przytrzymując ją za włosy. Wyginając ciało w łuk, zawyła z rozkoszy. Ciągnąc za długie, kruczoczarne włosy wbiłem się po jądra. Branzlowała się palcami, jak oszalał, gdy brutalnymi pchnięciami posuwałem ją w dupę. Za każdym pchnięciem przyciągałem ją do siebie. Trzymając się dłońmi wezgłowia łóżka, klęczała w niemalże wyprostowanej pozycji. Posuwałem ją, jedną dłonią miętosząc pierś, a drugą pieszcząc mokrą od soków cipę. Doszliśmy niemalże razem, a mała odleciała tak mocno, że na chwilę straciła kontakt z rzeczywistością.

    Była dobrze po pierwszej, gdy delikatnie trzymając w ramionach, zaniosłem Olę do wanny pełnej pachnącej olejkiem różanym wody. Gdy relaksowała się w kąpieli, zmieniłem pościel, po czym wszedłem do wanny, niosąc ze sobą dwa kieliszki lekkiego wina i „pigułkę po”. Zrelaksowaną kąpielą zaniosłem z powrotem do pościeli. Po długim, delikatnym masaży zasnęła wtulona w poduszkę jak aniołek. Zgasiłem światło i przytulony do niej poszedłem spać. Rano odwdzięczyła się za masaż, budząc mnie cudownym fellatio, zakończonym wytryskiem między masywnymi piersiami.

    Przy śniadaniu Kaśka i Olka patrzyły na siebie, wymieniając zagadkowe spojrzenia. Do przyjazdu mamy Oli dziewczyny konspirowały ze sobą w pokoju pasierbicy. Gdy na podjazd wjechała mama Oli, smarkule rzuciły mi się na szyję. Szepcząc bezwładnie do obu uszu, oznajmiły, że za dwa tygodnie organizują ponownie sleepover. Popatrzyłem się na nie zaskoczony.

    – Chyba masz ochotę na więcej tatusiu.

    Powiedziała Olka, podciągając sukienkę. Patrząc na kształtną, bezwłosą cipkę przełknąłem ślinę. Kasia unosząc luźną sukienkę pod brodę, dostarczyła mi kolejnego argumentu, bym zgodził się na następne sleepover. Patrzyłem się jak ciele w obraz na jej cudownie wysklepione łono i boskie piersi.

    – Nie potrafiłby odmówić.

    Odparłem wesoło.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A.

  • Byc Kobieta cz. I

    Jestem osiemnastoletnim chłopakiem mieszkającym sam. Rodzice załatwili mi dom przy szkole, abym nie musiał dojeżdżać. Obecnie jestem w klasie maturalnej i jestem dość nikłej postury. Mam zaledwie 171cm wzrostu. Cechuje mnie szczupłe ciało i sylwetka, której mogłaby mi pozazdrościć niejedna dziewczyna. Odkąd pamiętam zawsze lepiej dogadywałem się z płcią przeciwną. Zawsze wolałem bawić się z koleżankami niż kolegami. Cechują mnie również kobiece rysy twarzy przez co nieraz byłem na mieście mylnie brany za dziewczynę. Nie przeszkadzało mi to, a w pewnym momencie zaczęło mnie to nawet podniecać. Nie wiem jak to się stało, ale zacząłem zastanawiać się jak to jest być dziewczyną. Z racji, że mieszkam sam kupowałem sobie damską bieliznę, buciki i rajstopy. Bardzo podniecał mnie dotyk nylonowych rajstopek na moich nogach. Od pewnego czasu czułem się lepiej zakładając na siebie damskie rzeczy. Uświadomiłem, że w głębi duszy jestem kobietą. Często przebierałem się za dziewczynę, ale zawsze bałem się wyjść na zewnątrz. Kiedyś założyłem damskie figi do szkoły. Bałem się wtedy, że znajomi odkryją moją dziwną pasję. To dawało mi wiele radości i było źródłem podniecenia. Jednak postanowiłem to zmienić. Postanowiłem wyjść na spacer przebrany za dziewczynę. Kupiłem do tego niezbędne rzeczy takie jak perukę, sukienkę, szpileczki no i oczywiście zestaw do makijażu. Postanowiłem, że pójdę na spacer ok godziny 22, aby nikt mnie nie zobaczył. Założyłam różowe figi, czarne rajstopki, stanik, czerwoną sukienkę i również czerwone szpilki. Wisienką na torcie była moja peruka w kolorze blond. Zrobiłem staranny makijaż i przyjrzałem się w lustrze. “Ale ze mnie dobra dupcia!” Pomyślałem. Zacząłem pozować, wypinać tyłeczek. Nie różniłem się z wyglądu niczym od przeciętnej dziewczyny. Mało tego, uważałem, że wyglądam nawet lepiej niż większość dziewczyn. Od tej pory postanowiłem, że przybiorę imię Monika i będę zwracał się do siebie w osobie żeńskiej.

     

    Kilka minut po 22 postanowiłam wyjść. Serce waliło mi jak opętane, ale byłam mocno podniecona. Postanowiłam, że pójdę na spacer, zapalę papierosa i poczuję się w końcu sobą. Wyszłam. Jak najciszej starałam się zamknąć drzwi w obawie przed sąsiadami (mieszkam w bloku). Udało się. Wyszłam na zewnątrz. Poczułam od razu leciutki wiatr na moich przykrytych rajstopkami, dokładnie wygolonych nóżkach. Uczucie to było niesamowite. Spotęgowało to tylko moje podniecenie. Na wszelki wypadek założyłam przed wyjściem na mojego penisa pas cnoty, aby nie wydać mojego prawdziwego ja. Szłam ciemną uliczką pomiędzy blokami. Miała ona długość ok 200 metrów. Zdążyłam już minąć kilku przechodniów, którzy nie zwrócili na mnie uwagi. Nie rozpoznali mnie. Zauważyłam, że jakiś młody chłopak nawet obejrzał się za mną by spojrzeć na moją pupę. Czułam silne ciśnienie w kroku. Postanowiłam zapalić. Wyjęłam papierosy i zaciągnęłam się dymem. Starałam się iść z gracją. Stukot moich szpilek potęgował podniecenie. W oddali zauważyłam grupkę kilku dresów, którzy pili piwo i głośno przeklinali. “O nie!” – Pomyślałam. Ale spotkanie z nimi było nieuniknione. Zauważyli mnie. Starałam się nie rzucać na siebie podejrzeń. 

    – Ej, mała zgubiłaś się? – krzyknął jeden z nich z lubieżnym uśmiechem.

    Czułam, że stałam się obiektem ich pożądania. Podnieciło mnie to, że nazwali mnie małą. “A jak się dowiedzą kim jestem?” – Ach. Nawet nie chciałam myśleć w ten sposób. Zignorowałam. Postanowiłam pójść nieco szybciej nie patrząc w ich stronę. Pech chciał, że nie byłam jeszcze doświadczona w chodzeniu w szpilkach i wywróciłam się. 

    – Hahaha! Nasza królewna się przewróciła! Nie powinnaś tak uciekać! – Powiedział jeden z nich. 

    Dwóch z nich postanowiło pójść w moją stronę i pomóc mi wstać. Jeden podał mi rękę i szarmancko mnie w nią pocałował, a drugi strzepał piasek z mojej sukienki. Nie zmarnował sytuacji i klepnął mnie kilka razy w tyłek. Odskoczyłam. Teraz zauważyłam, że było ich trzech. Byli to mężczyźni zdecydowanie wyżsi ode mnie, umięśnieni. Na oko jakieś 25-26 lat. 

    – Za taką pomoc należy nam się jakaś nagroda – powiedział jeden z nich kończąc swoje piwo.

    – Ale… ale ja nic nie mam… – Powiedziałam cicho i jak najbardziej kobieco, aby nie zorientowali się, że jestem chłopakiem.

    – Nie szkodzi! Buziak wystarczy! No dalej! – odparł z lubieżnym uśmiechem

    Cała sytuacja mnie podnieciła. Z jednej strony chciałam uciekać, z drugiej zaś coś pchnęło mnie dalej. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.

    – No nieźle mała, ale ja liczyłem na coś więcej haha – Znowu parsknął śmiechem. 

    Nie zareagowałam na to. Postanowiłam odejść, ale on złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Przystawił swoje usta do moich. Czuć było, że to nie była tylko jedna butelka piwa. Pozostali dwaj mężczyźni bacznie obserwowali to co robi ze mną jeden z nich. 

    – Pokaż jak to się robi. Wyglądasz mi na małą kurewkę, która bardzo chcę być dzisiaj mocno zerżnięta. 

    – Błagam nie… – zaczęłam się wyrywać.

    – Zamknij się! – Krzyknął i przydusił mnie ręką. 

    Był silny. Wiedziałam, że nie mam z nim żadnych szans. Postanowiłam poddać się mu i mojemu uniesieniu. Otworzyłam powoli usta a on wbił się we mnie swoimi ustami. Zaczął mnie namiętnie całować penetrując swoim językiem moją buzię. Jedną ręką trzymał mnie za szyję, druga masowała mój tyłeczek. Czułam jak ściska i daje mi leciutkie klapsy. Muszę mu przyznać, że świetnie całował. Delikatnie przygryzał mi dolną warkę. Czułam się wtedy prawdziwą kobietą. Przez moment zapomniałam, co może się ze mną stać jeżeli poznają prawdę. Po minucie przerwał ten namiętny pocałunek. 

    – Jesteś boska kochana. Ale myślisz, że to wszystko? 

    Ocknęłam się. Wszystko wokół już się nie liczyło. Myślałam, że mój penis zaraz rozerwie pas.

    – Chłopakom też należy się nagroda! – Powiedział.

    Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch mężczyzn, którzy trzymali w dłoniach swoje nabrzmiałe penisy.

    – Na co się gapisz?! Bierz się do roboty suko!

    Miałam ogromne opory. Nigdy tego nie robiłam. Ale nie myślałam wtedy jak chłopak. Podniecenie wzięło górę. Nagle jeden z nich mnie popchnął. Wylądowałam na kolanach i miałam przed sobą dwa ogromne fiuty. Były zdecydowanie większe od mojego. “To są prawdziwi mężczyźni” Pomyślałam. Jeden z nich przystawił mi swojego penisa pod usta. Drugi stał z boku i bawił się swoim sprzętem dotykając mnie nim w ucho i jeżdżąc po policzkach. Poczułam ich ciepło.

    – Otwieraj! – Nie byłam w stanie określić który z nich to powiedział, ale podziałało to na mnie ogromnie. Zamknęłam oczy i otworzyłam usta. Poczułam jak usta i gardło zapełniają mi się ogromnym fiutem. Mój język jeździł dookoła jego główki. Widać było, że sprawiam mu tym wiele przyjemności. Wyjęłam go na chwilę z ust, wzięłam do ręki i oblizywałam go od spodu jak loda. W tym czasie on trzymał mnie za moją głowę, na której wciąż miałam perukę. 

    – Patrz na mnie jak to robisz!

    Spojrzałam mu w oczy. Było mi niewygodnie, ale jego uśmiechnięta mina znaczyła, że mu się podoba. Mi też zaczęło się to podobać. Lizałam mu jaja jak rasowa suczka. Aż dziwiłam się sobie, że nigdy wcześniej tego nie robiłam. Tymczasem drugi z nich mocno się niecierpliwił i czułam jego penisa wszędzie na mojej twarzy. Chwyciłam drugą dłonią jego członka. Miałam teraz obie ręce zajęte i zajęłam się teraz drugim panem. Splunęłam na penisa, roztarłam ślinę ręką i zaczęłam go ssać. On się ze mną nie patyczkował. Wpychał mi go do samego gardła. Trzymał mnie za głowę i ruchał mnie rytmicznymi ruchami w usta. On nie był tak wytrzymały jak jego kolega. Poczułam pulsowanie na jego penisie. Wyjęłam go z buzi i dokończyłam ręką. Dopiero teraz poczułam smak ich penisów. Były lekko słonawe i twarde. Robiłam mu handjoba. Słyszałem jego dyszenie. Nagle poczułam na twarzy ciepłą ciecz. Spuścił mi się na czoło. Kolejne spazmy wylądowały na peruce, policzkach i brodzie. Wylizałam resztki spermy z jego członka i wróciłam do poprzedniego mężczyzny. Jemu też już niewiele brakowało, ale on stanowczo zaznaczył, że chce spuścić mi się do ust. Otworzyłam więc szeroko buzię i wsadziłam go do środka. Musiałam zrobić jeszcze tylko kilka ruchów by poczuć pulsowanie i szybkie oddychanie mężczyzny. Biała ciecz zalała mi usta. Musiał chyba długo nie opróżniać jąder. Nie mogłam pomieścić jego nasienia w ustach. Jednak on złapał mnie za brodę i zadarł ją do góry. 

    – Połykaj!

    Z wielkim obrzydzeniem wzięłam pierwszego łyka. Następnie drugiego i trzeciego. Zbierało mi się na wymioty jednak to był tylko odruch. Panowie z uśmiechem poklepali mnie po policzkach. 

    -Dobra panowie. Na was już czas. Ja mam jeszcze jeden otwór do zbadania u naszej uroczej księżniczki – Powiedział z uśmiechem mężczyzna, z którym się całowałam. Dwóch panów poprawiając sobie spodnie pożegnali się ze swoim kolegą. Zostałam tylko ja i on. Wiedziałam co to oznacza. Wiedziałam, że nie mogę przed nim uciec. Wiedziałam, co czeka mnie, kiedy pozna prawdę… 

    cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monika Monika
  • MW-Grecja Rozdzial 26 Propozycja

    Febe koniecznie chce się rozebrać do naga. Po prawdzie już jest półnaga – przechadza się między nami w rozchełstanej bluzeczce, krótkiej spódniczce i fartuszku.

    – Nie pozwalam!

    – Ale dlaczego? Nie chcesz zobaczyć mnie nagiej?

    – Jeszcze zdążę. Możesz zostać do rana?

    – No… mogę. Najwyżej pójdę prosto do pracy, mam ranną zmianę.

    – To pokręcisz się tu rano goła. Zresztą do mnie do łóżka też goła przyjdziesz.

    – Hahaha… A skąd ta pewność?

    Sięgam pod ten fartuszek i spódniczkę. Obmacuję włochate krocze. Krocze wychodzi mi naprzeciw i palce same wślizgują się do jej szparki. Bardzo wilgotnej szparki.

    – Właśnie stąd!

    – Zerżnij mnie jeszcze, proszę!

    Trudno mi tak odmawiać, zwłaszcza z dłonią Febe pieszczącą mi jądra, ale…

    – Dopiero w łóżku, na dobranoc.

    – To pójdę do nich – Febe pokazuje na ruchających w najlepsze Tidżejów i Jacka.

    – Zabroniłem im. Zresztą jak skończą, będą do niczego.

    – Dlaczego jesteś dla mnie taki niedobry?

    – Ależ jestem dobry, chcę, żebyś się nakręcała cały wieczór, wyobraź sobie, jaki orgazm cię czeka. Zresztą ja też biorę na wstrzymanie…

    – To co ja mam teraz robić?

    – Możesz zdjąć spódniczkę – zezwalam łaskawie.

    – Ale…

    – Tak, łono dalej będziesz miała zasłonięte fartuszkiem. Ale piersi masz na wierzchu, ciesz się.

    Przyglądam się, jak Febe ściąga spódniczkę, odwraca się przy tym tyłem, kusi tyłeczkiem, cwaniara.

    – Stań bokiem.

    Tak, jak się spodziewałem, fartuszek lekko odstaje.

    – Widać ci bobra.

    – To źle? – Febe już nie wie, czego ma się spodziewać

    – Może być. Teraz stań przodem do mnie.

    Okręca się posłusznie. I czeka na dalsze polecenia. Jakie to miłe.

    – Pokaż cipę!

    Niezwłocznie unosi fartuszek.

    – Rozchyl wargi!

    Otwiera usta, oblizuje się przy tym, aż chce się całować te wilgotne usteczka…

    – Nie te!

    Oczy jej się rozszerzają w nagłym zrozumieniu. I powraca rumieniec… Ale sięga sobie posłusznie i rozchyla paluszkami srom. Nawet wypina go lekko. Z różowego wnętrza sączy się biaława strużka znikająca między pośladkami. Klękam przed dziewczyną i zlizuję trochę tego miodziku.

    – Teraz idź i pokaż wszystkim pizdę. Jeszcze jej nie widzieli.

    To prawda, oprócz mnie i Julki nikt nie widział dotąd jej cipy.

    – Ale nie wolno im jej dotykać – dodaję, gdy Febe rusza w obchód.

    Przyglądam się, jak po kolei zadziera fartuszek przed każdym z osobna i eksponuje krocze. Oraz z czerwonymi uszami wysłuchuje lubieżnych komentarzy. I jak ucieka z biodrami, gdy ktoś chce jej dotknąć.

    – Nie wolno! Pan Maciek nie pozwala!

    Posłuszna dziewczynka. Wraca do mnie.

    – Pokazałaś wszystkim?

    – Tak.

    – Iliasowi też?

    – Jemu nie…

    – Dlaczego?

    – To kolega z pracy, wstydzę się…

    – On się nie wstydzi, zobacz, jak mu stoi, gdy tak obmacuje dziewczyny. Idź i mu pokaż!

    Staje tuż za nią i obserwuję minę Iliasa.

    – Koleżanka przyszła pochwalić się cipą, podoba ci się?

    – Uhm… tyle tylko może z siebie wydobyć chłopak wpatrzony w łono Febe. Nachylam się do jej uszka i szepcę:

    – Teraz pokaż mu, jaka jesteś podniecona! Rozchyl wargi!

    Z wahaniem, ale spełnia moje polecenia. Oczom oszołomionego chłopaka ukazuje się różowe wnętrze koleżanki. Ja też zaglądam – biała strużka przybrała na sile. Dobrze.

    – Nie wytrzymam dłużej!

    Tym razem to Ilias.

    – I nie musisz…

    Chłopak zastanawia się, co mam na myśli, Lola z Majką też widzą, że cos kombinuję i na wszelki wypadek odrywają ręce i usta od jego genitaliów. I tak mu stoi, jak ten chuj na weselu, nie może oderwać oczu od szeroko rozwartego sromu koleżanki.

    A ja nie odrywam ust od jej uszka… Trzymam ją za ramiona, żeby nie uciekła, tak na wszelki wypadek, bo sądzę, że właśnie odzieram ją z resztek wstydu. I zrobi, co zechcę.

    – Pan Maciek mówi, że… I tu się zacina.

    Lekki klaps przywołuje ją do porządku. Zaczyna jeszcze raz:

    – Chcesz, to sobie zwal. Chętnie uklęknę i będziesz mógł się spuścić na moje cycki.

    Tym razem powtórzyła w słowo w słowo.

    – Skoro tak ładnie prosisz… – Ilias podejmuje grę.

    – Grzeczna dziewczynka! – Głaskam ją po głowie, bo już klęczy.

    Chłopak zaczyna sobie walić konia, ale Lola przykrywa jego dłoń swoją.

    – Możemy dołączyć z Majką?

    Nie mam zastrzeżeń, dziewczęta biorą sprawy w swoje ręce. Nie spieszą się, przedłużają przyjemność nam wszystkim. Gdy Ilias dochodzi, Majka ujmuje jego armatkę w dwa palce, celuje dokładnie, Lola stymuluje mu jądra.

    – Tylko mnie nie postrzel! – Ostrzegam celowniczego, czyli Majkę.

    Też klęczę, wychylam się zza Febe, rękę trzymam między jej rozchylonymi pośladkami. Samej cipki nie tykam, zadowalam się wsuwaniem palca w śliski od napływających gwałtownie soków odbyt. Potraktowana w ten sposób Febe ściska pośladki. Nie, żeby przeszkadzała jej moja dłoń, zapewnia sobie tylko intensywniejsze wrażenia. Mnie zresztą też.

    Majka tylko się śmieje, fachowo niczym strażak zlewa spermą chłopaka obie piersi Febe.

    Ciśnienie spada, nasienie już tylko wypływa z penisa…

    – Zliż resztę, Febe!

    A ona tylko wysuwa język. Majka przytrzymuje kutasa, a Febe liże go od spodu, zlizuje to, co po nim spływa, potem skupia się na główce. Iliasowi od tego znów staje.

    – Oddajemy go w wasze ręce – mówię, a Lola i Majka niezwłocznie zagospodarowują odzyskanego chłopaka. Jedna go dosiada, druga na nim siada. Spod tyłka Loli dobiega charakterystyczny odgłos ciupciania, spomiędzy ud Loli – mlaskanie.

    – Zabawiałaś się kiedyś w trójkącie?

    – Nigdy! – Febe oczu nie odrywa od wijących się na Iliasie dziewczyn. Lola i Majka nachylają się ku sobie, wysuwają języczki, całują… liżą po buziach… Nie przestając robić sobie dobrze, jedna kutasem, druga twarzą chłopaka.

    – A chciałabyś? – Odchylam fartuszek, sperma spływa jej z piersi po brzuszku, już prawie dociera do gęstwiny porastającej jej łono.

    – Chciałabym się stąd wyrwać!

    Zaskakuje mnie. Niemniej podejmuję temat.

    – Źle ci tutaj?

    – Nudno! To zapyziała prowincja. Ani morze, ani duże miasto, wszyscy stąd uciekają. A turyści tylko przejeżdżają.

    – To może do Warszawy? Trójkątów ci nie zabraknie!

    – I innych figur… geometrycznych – mówi, rozglądając się wokół. A wokół się dzieje!

    Wyobrażam sobie Febe kręcącą się po domu w swoim kelnerskim ubranku… a może i w samym fartuszku. A w nocy nagą w moim łóżku. I drążę temat. Oraz, ponownie, jej odbyt.

    – Mogłabyś zamieszkać u mnie, mam duży dom, praca by się znalazła…

    – Ty poważnie mówisz?! – Pyta, nadziewając się tyłeczkiem na mój palec, spodobało jej się…

    – Sam mieszkam, pokojówka by się przydała.

    – Do sprzątania i ruchania?

    – Przecież rucham je wszystkie… Często mnie odwiedzają. Ale oczywiście ciebie też bym ruchał… No to jak?

    – Zastanowię się.

    – Lubisz myć podłogę?

    – Co? Nie!

    – To klęknij i udawaj, że myjesz.

    Czyni, co każę, cały czas z moim palcem w tyłku. Machając wyimaginowaną szmatą i kręcąc przy tym dupcią, sama robi sobie dobrze.

    – A w ten sposób?

    – Kusząca propozycja.

    – Rano zostawię ci mój telefon, jak się zdecydujesz, zadzwoń. A teraz podnieś fartuszek!

    Nasienie Iliasa ładnie zwilżyło jej futerko. Zmierzwiam je teraz palcami rozsmarowując spermę na tych czarnych loczkach. Zadowolony z efektu wysyłam Febe w kolejny obchód.

    * * *

    Podchodzi do mnie Jacek.

    – Jeśli chciałbyś pomóc się wysikać Febe, to jeszcze nie ten etap…

    – Nie, nie… Po prostu zmęczony jestem, a rano pierwszy prowadzę. Poszedłbym spać do kampera. Zresztą i tak się do cna wyprztykałem…

    – Nie ma sprawy, po co w ogóle pytasz.

    – A… Bo Ala też jest zmęczona…

    – Hahaha… I boi się sama spytać, czy może iść spać z tobą?

    – Nie wiem, w każdym razie prosiła…

    Odszukuję wzrokiem Maleńką. Oczywiście popatruje na mnie. Podejść nie może – Tom lub Jerry przyszpila ją swoim żądłem do ściany. Przesyłam jej całusa.

    – Poczekasz na nią? Nie chcę, żeby taka goła chodziła sama po nocy.

    – Spoko.

    – Umyć ci ją, jak Tidżej skończy?

    – Hahaha… Dam radę!

    * * *

    Dzielimy między siebie te cztery łóżka. Dziewczęta są tak zmęczone, że nawet nie protestują, gdy do swojego zabieram Febe i… Iliasa.

    – Nie będziesz miał z niego żadnego pożytku – śmieją się Majka z Lolą – cała jego sperma jest tutaj – poklepują się po cipach.

    – Po pierwsze – to nie mnie będzie ruchał, tylko swoją koleżankę; po drugie – najpierw trochę się prześpi.

    Rozmowa toczy się po polsku, Febe i Ilias jeszcze nie wiedzą, co ich czeka. A najpierw muszą się umyć.

    – Ilias, rozbierzesz ją?

    Febe czekała na to cały wieczór. Ale, że Ilias? Momentalnie otacza ich wianuszek ciekawskich, oni też na to czekali. Czekali, żeby zobaczyć całkiem naga Febe.

    – Ja pierdolę, co za ciało! – wyrywa się któremuś Tidżejowi.

    Zabieram Febe do łazienki i każę Iliasowi umyć to ciało.

    – To przecież twoja sperma na jej futerku. Umyj ją dokładnie,  a ona niech umyje ciebie. Ja sobie popatrzę.

    Oczywiście nie wytrzymuję i dołączam do nich pod natryskiem. Ale to Febe mnie myje, nie Ilias.

    W łóżku bierzemy Febe w środeczek, odwraca się do mnie, miło. Nawet nie wiem, kiedy zasypiam, budzę się nad ranem i delikatnie wysuwam rękę spomiędzy jej ud; sikać mi się chce.

    Febe i tak otwiera oczy.

    – Która godzina? – pyta, nagle całkiem rozbudzona.

    – Dopiero szósta, mamy czas.

    – Siku mi się chce…

    – Mnie też, chodź!

    Zdziwiona, gdy mijam drzwi od łazienki, idzie za mną. Na zewnątrz jest całkiem jasno i… rześko. Te sutki, to chyba z chłodu tak jej sztywnieją… Rozgląda się spłoszona, ale wokół pusto. Chce kucnąć.

    – Nie umiesz na stojąco?

    – Nigdy nie próbowałam.

    – Spróbuj teraz! Zobaczymy, kto dalej.

    Febe staje w rozkroku, wypina biodra… Z pomiędzy rozchylonych warg tryska złocista struga.

    – Widocznie tobie chciało się bardziej – komentuję swoja przegraną.

    * * *

    Ilias leży na wznak, lekko pochrapuje. Śpi twardo, a jego penis jest miękki. I malutki. Mówię Febe, czego od niej chcę.

    – Nie ma dla faceta większej przyjemności, jak obudzić się z kutasem w ustach dziewczyny!

    – Ale pamiętaj, bez użycia rąk!

    Kelnereczka klęka nad kolegą, z pomocą tylko warg i języka unosi koniuszek miękkiego peniska i zasysa do buzi. Ilas wzdycha przez sen, a jego interes ma się coraz lepiej. I coraz dokładniej wypełnia usta Febe. Dziewczyna zaczyna regularnie kiwać głową. Obchodzę łóżko. Gdy opuszcza głowę, podnosi tyłek – wtedy spomiędzy wypiętych pośladków sterczy to jej smoliście czarne futerko. Zarasta również okolice tylnego słoneczka, będzie zajęcie dla naszych fryzjerek… jeśli Febe przyjedzie… Zaglądam od frontu.

    – Ładnie mu postawiłaś! Żeby się tylko nie spuścił we śnie, mam inne plany.

    Ilias otwiera oczy.

    – Miałem sen…

    – Ten sen ma ciąg dalszy. Zerżnij koleżankę!

    – A ty klęcz tak dalej! Tylko tyłeczek podnieś wyżej!

    Ilias z niejakim żalem wysuwa się z ust Febe. Ale jej cipa już na niego czeka.

    – Ma mokrą, możesz od razu wkładać, sprawdziłem.

    Sam klękam przed nią, Febe unosi tyłek i zadziera głowę…

    Wchodzimy w nią równocześnie, bierzemy na dwa baty. Wyrównujemy tempo, odgłosy ciupciania i obciągania tworzą jedyny w swym rodzaju lubieżny koncert. Na dwa smyczki. Z pochwy Febe od czasu do czasu dolatują ciche popierdułki, Ilias wpompował w nią powietrze. Tak bywa, niemniej Febe gubi wtedy rytm, wstydzi się?

    Do smyczków dołącza perkusja – to rozochocony chłopak obdarza tyłek Febe coraz silniejszymi klapsami. Wyjmuję na chwilę.

    – Jeśli przesadzi, to mów!

    Lecz Febe jest wniebowzięta.

    – Nawet nie myślałam, że to takie… zajebiste!

    Chwyta mnie mocno za jądra i przyciąga. I obciąga. Gdy dochodzi – przestaje. Ale przynajmniej nie gryzie!

    Przyspieszamy obaj. Ilias pierdoli ją z prędkością karabinu maszynowego, ja sobie zwalam tuż przed jej otwartą w krzyku rozkoszy buzią. Febe otrzymuje oba zastrzyki spermy prawie równocześnie. Jej pochwa zaciska się, jak przypuszczam, na smyczku Iliasa; jej wargi, i ząbki trochę też – na moim. Przybijamy z chłopakiem piątkę nad wygiętym w rozkoszny łuk ciałem Febe.

    Patrzę na zegarek.

    – Masz dziesięć minut!

    I wyjmuję…

    Febe patrzy na mnie półprzytomnym wzrokiem, sperma ścieka jej po brodzie. Wreszcie błysk zrozumienia w oczach…

    Przełyka szybko, brodę ociera dłonią. Zsuwa się z kolegi, podciera rąbkiem prześcieradła. Strój kelnereczki już czeka.

    Ubrana biegnie do łazienki. Gdzie szczotka do włosów?! Podaję jej grzebień, musi wystarczyć.

    – Lepiej nie będzie – mówi do lustra. Chce już biec.

    Wpijam się w jej usta, pożegnalny pocałunek, w zajeździe może nie być okazji.

    Oddaje pocałunek. Klękam i podnoszę jej spódniczkę odsłaniając kształtne biodro. I tyłeczek. Mokra plama w strategicznym punkcie majteczek mówi sama za siebie. Nie byłbym sobą, gdybym nie przeciągnął tam po nich palcem… I uświadamiam sobie nagle, że nie mam żadnej pamiątki z Grecji…

    – Co robisz, nie ma czasu!

    – Tylko parę sekund…

    Pisak miałem przygotowany, na pośladku zostawiam jej numer telefonu.

    – Zadzwoń!

    – Na pewno!

    – Wyskakuj z majtek!

    – Co?!

    – Nie mam żadnej pamiątki z Grecji, majteczki będą w sam raz.

    Febe decyduje się szybko, Bo musi, zaraz zaczyna się jej zmiana. Dziś będzie pracować bez majtek.

    I już jej nie ma.

    * * *

    Widzimy się jeszcze przy śniadaniu, ale to już nie to samo. Pod czujnym okiem szefa Febe boi się cokolwiek okazać. Zwłaszcza, że szef zły, nie wiadomo, na nas, takich gołych w restauracji, czy na siebie, że się na to godzi dla pieniędzy. A może wstał lewą nogą… Kij mu w oko! Dobrze przynajmniej, że zakatarzony – wokół Febe unosi się intensywny zapach seksu…

    Tym razem, szef pamięta o kanapkach na drogę, Febe nie musi ich przynosić do kampera, szkoda!

    * * *

    – I jak się spało?

    – Nie narzekam – odpowiada Maleńka. – Ale wolę z Tobą…

    – Jacek moczy się w łóżku?

    – Hahaha… ale nie o to chodzi, wiesz…

    Mnie też będzie brakowało tego drobnego, szczuplutkiego ciałka, tego ślicznego uśmiechu witającego mnie co rano… Owszem, Ala będzie spędzać ze mną każdą wolną chwilę, ale noce… Noce już nie. Co najwyżej niektóre.

    – Majka i Natka to teraz będą fajnie miały! Wiesz, że same z ojcem mieszkają?

    – Tak jak i ty.

    – Ale ja się ze starym nie pieprzę!

    – No wiem przecież.

    – Weź coś zrób, żebym mogła z tobą!

    – Przecież się ze mną pieprzysz, nawet w tej chwili!

    – Ale co  noc…

    * * *

    Stragan z arbuzami i …pietruszką jest na swoim miejscu. Tym razem Julka z Jackiem patrzą na nas, jak na wariatów, gdy nagle wybuchamy śmiechem pokazując go sobie palcami, Tidżej specjalnie zwalnia.

    – Ala i natka! *

    Więcej nie trzeba, znają całą historię.

    – Czyli to tutaj było!

    Maleńka się dąsa, ale w końcu też się śmieje.

    – Pomyliłam kraje, no i co?

    – Swoją drogą arbuzy można by kupić… Ala, mogłabyś?

    Maleńka podejrzliwie ogląda banknot, który jej daję, znów wzbudzając ogólną wesołość. A gdy taka goła schyla się i wybiera arbuzy, a potem nosi je po jednym do kampera, wzbudza entuzjazm handlującego nimi chłopaka.

    Arbuzy ograniczają nam przestrzeń życiową, ale Maleńka upiera się, by większość dowieźć do Polski. Owinięte w ręczniki plażowe, żeby się nie turlały po całym kamperze pokonują wraz z nami kolejne granice.

    * * *

    I wreszcie ta ostatnia. Gdy w środku nocy mijamy Barwinek, Grecja wydaje się tylko snem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * Rozdział 15 Ala i natka

  • Przygodna Monika 9…Zdradliwy poranek

    Upragniony nowy rok okazał się bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Poranek powitałam syndromem dnia poprzedniego. Najchętniej dalej bym spała, najlepiej cały dzień. Niestety butelka wody stojącej obok łózka, niczym ostatnie koło ratunkowe, była pusta. Nie było wyjścia, mimo bólu wszystkich mięśni i przede wszystkim głowy musiałam się ruszyć. Przez myśl mi przeszło, że znaleźć wodę mogę po drugiej stronie łóżka. Niestety nie było ani jej, ani mojego męża. Leżałam jeszcze chwilę, bezsilnie próbując zebrać siły do ruszenia w podróż ocalenia. Rozbudzając swój umysł, ogarniałam myśli. Pojawiały się sceny z imprezy sylwestrowej, które tylko przypominały mi o mega kacu, jaki mnie właśnie niszczył. Postanowiłam walczyć o przeżycie. Wstałam bez kontroli, nie pewnie utrzymując się na nogach. Chwiejnie zrobiłam parę kroków w kierunku drzwi. Pierwsza baza zdobyta. Opuściłam pokój, trzymając się ścian wykluczałam wszelkie wspomnienia z poprzedniej nocy. Niemyśl!…powtarzałam sobie. Odrzucałam obrazy pitego alkoholu, rozebranych scen i bezpruderyjnych gierek pijanego towarzystwa. Nikomu ze wszystkich uczestników wczorajszej imprezy nie chciałam teraz patrzeć w oczy. Dotyczyło to również mojego męża.

    Po kilku stopniach na schodach musiałam odpocząć. Teren był niebezpieczny, długie schody na sam dół o bardzo stromym zejściu były dla mnie wyzwaniem niczym zejście z Himalajskiego szczytu. Dotarłam do połowy schodków, jeszcze moment i za rogiem znajdę się w kuchni a tam lodówka z czymś mokrym w środku. Jednak ostrożnie, połowa zejścia była za mną. To dobry moment, by rozbić obóz na dłużej, przed ostatecznym atakiem. Odpoczywając na stopniu usłyszałam śmiech.

    -to męski głos czy kobiecy?…zastanawiałam się.

    -ach, wszystko mi nawala dziś, muszę zejść niżej i się wsłuchać.

    Siadając kilka stopni niżej zoorientowałam się, że to rozmowa.

    -to mój Marek i Sylwia…stwierdziłam, wydychając niepokój.

    Zwykle nie zdarzało mi się podsłuchiwać, ale dialog był wyjątkowo ożywiony, a ja chciałam wiedzieć co też mój Mareczek wygaduje gdy mnie niema w pobliżu. Po chwili zorientowałam się, że jest tam też Tomek. Ten fakt przyniósł mi wielką ulgę, gdyż zaniepokoiłam się tym, że mój mąż świetnie bawi się z Sylwią, sam na sam, jeszcze mogliby zrobić coś głupiego. Za moment znajdowałam się już na najniższym stopniu tych morderczych schodów. Wyjrzałam zza rogu dyskretnie w stronę kuchni. Obydwoje panowie stali przy kuchennym blacie popijając kawę. Tomek miał na sobie tylko dół od piżamy a Marek jak zwykle o tej porze nosił szlafrok. Obydwoje wyglądali bardzo zachęcająco, szczególnie Tomasz, prawdziwy facet z kalendarza bez koszulki i mój mąż w nie zawiązanym szlafroku, spod którego odsłaniało się, co jakiś czas ponętne męskie ciało. Naprzeciwko nich na krześle przy stole siedziała skacowana Sylwia. Wyglądała trochę jak ofiara wypadku. Jednak jej humor wskazywał, że na pewno czuje się lepiej niż ja po wczorajszym. Na sobie miała tylko męską koszulę, sięgającą jej prawie do kolan. Nie dziwie jej się, że mimo kaca humor dopisywał, rozmową zabawiali ją dwaj bardzo przystojni dżentelmeni.

    -kochanie nie bądź taka, wiesz, że zawsze mi to pomaga…prosił o coś Tomek.

    -nie ma mowy już wczoraj dałam popis i jest mi strasznie głupio…zbywała męża Sylwia.

    -nie potrzebnie kochana, nam bardzo się podobało…pocieszał Marek…we dwie dałyście nam piękny pokaz.

    -wstyd mi teraz przed resztą, że takie rzeczy po pijaku robię, mam moralniaka…załamywała się Sylwia.

    -oj daj spokój co było to było, a teraz trzeba lizać nowe rany…podśmiewał się jej mąż.

    -zapomnij, nie będę ci teraz robić loda przy Marku, już i tak pewnie myśli sobie o mnie, że jestem zboczona.

    -kochanie, ale wiesz, że to najlepsza metoda bym pozbył się kaca, zawsze mi pomaga…przekonywał jej małżonek.

    -wczoraj wystarczyło żebyś tylko zobaczyła ptaka i już byś go pieściła bez zastanowienia…wspominał Tomek.

    -podejrzewam, że nawet obojętne by ci było czyj to ptaszek, bo i tak byś się za nic nie zorientowała…podkreślił.

    -och już nie przesadzaj…oburzyła się blondi…twoją długą lancę i pieszczoty poznam w każdym stanie.

    -tak to, choć zrobimy mały zakład…wrzucił Tomasz…jak poznasz trzy razy kto cie dotyka to zrobimy ci śniadanie.

    -a jak nie?…zapytała.

    -to wyleczysz nas obu z kaca naszym domowym sposobem…odpowiedział Tomek robiąc gest językiem.

    Ku mojemu zdziwieniu Marek nie protestował, by nie brać udziału w tej zabawie, złapał ścierkę tetrową i przepasał nią oczy Sylwii. Blondyneczka wstała, a panowie obrócili jej małym ciałkiem kilka razy, by ta straciła orientację. Pierwszy podszedł od tyłu jej mąż i chwycił za piersi. Przez moment całując bardzo namiętnie po szyi, pieścił przez koszulę dwa miękkie cycuszki. Po chwili odpiął kilka guzików i dał znać Markowi, że teraz jego kolej. Ten zaś podszedł od przodu i odpiął resztę guzików uwalniając okrąglutkie piersi Sylwii. nachylając się ujął jedną pierś w dłoń i skierował na nią usta. Gdy sutek spotkał się z jego językiem, blondyneczka cicho westchnęła. Ten widok bardzo mnie rozwścieczył. Mój małżonek, zamiast opiekować się skacowaną żoną zabawia się cyckami obcej baby!

    Koszula już całkiem rozpięta wisiała na Sylwii ledwo co, a mój Marek jak zahipnotyzowana upajał się smakiem apetycznych dwóch cytrynek. Sylwia jak to miała w zwyczaju nie miała nic poza tą koszulą, więc trochę wstydliwie zakrywała dłońmi swoją szparkę. Tomek w tym czasie pieścił rękoma od tyłu jej pośladki, od czasu do czasu rozchylając je.

    -ok, już wiem kto jest kto…odpowiadała Sylwia niczym w teleturnieju.

    -mój mężuś wylizał mi właśnie cycki a Maruś głaszcze mnie po pupci…stwierdziła z całą pewnością.

    Gdy odchyliła materiał zakrywający jej oczy była lekko w szoku orientując się że to jednak nie mąż pieści tak namiętnie jej piękne piersi. Tomek poinformował, że właśnie popełniła pierwszy błąd i z powrotem zacisną opaskę na jej oczach. Chłopaki znów okręcili zawodniczkę kilka razy w kółku i posadzili na stole. Sylwia zrzuciła całkiem koszulę, która sama się o to prosiła. Już nie zakrywała wstydliwie swego krocza. Jej ręce przeniosły się na piersi, które przed chwilą tak dobrze wypieścił mój mąż. Teraz sama je masowała czekając na dalszy ciąg wydarzeń. Panowie na chwilę zamarli na ten widok. Stali naprzeciwko niej i zrzucając z siebie resztę nocnego odzienia, ujęli swoje pałki w dłoń. Ależ byłam wtedy zła, już nie tylko na męża, który tak pod jarał się na widok innej kobiety, ale byłam również zła na Sylwię. Czym ona sobie zasłużyła na takie dobroci, na takie traktowanie, co ma takiego w sobie, że dwóch nagich przystojnych facetów skacze koło niej jak przy jakiejś bogini.

    -i jak chłopaki gramy dalej?…zapytała amantów masturbujących się na jej widok.

    -dobrze, ale pamiętaj, że możesz dotykać wszystkim, ale nie rękami, to by było dla ciebie za proste…ustalał Tomek.

    Po tych słowach pchną Marka w kierunku jej krocza. Ten bez wahania obdarował uda blondyneczki tuzinem pocałunków kierując się w stronę różowej rozkoszy. Jej mąż jeszcze chwilę to obserwował, jednocześnie zabawiając się samemu. Gdy jego lanca stała już niczym dzida gotowa na wojnę, wszedł na stół, stając tuż nad siedzącą na nim blondi. W tym samym czasie mój mąż doszedł już językiem do najsłodszych zakamarków żony kolegi i rozpoczął mocne zabiegi swym zgrabnym językiem. Przytrzymując uda rękami wbił sie mocno twarzą w jej kroczę. Szczęściara mocniej posapywała, odchylając się do tyłu z otwartymi ustami. Wtedy jej mąż ukucnął kierując swoja wąską laskę do jej małego ustnika. Suczka szybko się zorientowała co to oznacza i rozszerzyła głęboko gardło pozwalając wjechać mu jak najgłębiej. Tomek, robiąc powolne przysiady, wchodził i wychodził z gardła żony, aż ta lekko się zakrztusiła. Wyskoczył szybko w obawie o uduszenie, ale Sylwia jak tylko złapała oddech sama podniosła głowę by ją nadziać na dobrze obślinionego drąga. Niesamowity widok tego trójkąta budził we mnie mieszane uczucia. Złość powoli ustępowała rosnącemu podnieceniu. Już dawno nie widziałam mojego męża tak zaangażowanego w sex oralny, jak dziś. Niemal słychać było jak chlipie językiem od czasu do czasu cyckając popuchnięte wargi sromowe. Tomasz tymczasem dawał popis sprawności fizycznej, uginając się w kolanach popychał w dół swego pięknego kutasa prosto w usta małżonki. Długo tak wytrzymał, aż w końcu zeskoczył ze stołu prosząc żonę o odpowiedż.

    -tym razem to proste…oznajmiła z pewnością Sylwia.

    -wspaniale pieścił językiem Marek a ty kochanie zbadałeś mi migdałki…stwierdziła oblizując się.

    -ok, udało ci się…potwierdził Marek…kolejna próba.

    Chłopaki posadzili blondyneczkę odwrotnie na krześle tak, że jej broda wystawała poza oparcie a pupa wypinała mocno się do tyłu. Tomek przystąpił do delikatnego masowania jej szparki palcami. Marek w tym czasie masował swego giganta zastanawiając się co dalej. Kolega pokazał mu gestem co ma dalej robić, więc zbliżył się nie pewnie swoim żołędziem do ust koleżanki. Ta nie widząc nic, nie wiedziała o obecności wielkiej pałki tuż przed jej nosem. Gdy nagle poczuła, że coś musnęło jej ust. Wystawiła język jak by chciała sprawdzić z czym ma do czynienia. Orientując się, że to wielki grzyb, oblizała go do dokoła. Marek zaczął posapywać, złapał blondi za tył głowy i nakierował na swego ptaka. Tym razem Sylwia nie miała problemów z ogarnięciem tak sporego wacka. Bez zadławień i zachłyśnięć obciągała go zawodowo swoimi małymi usteczkami. Ten widok mnie nie zaszokował, już kiedyś Sylwia ssała mojemu mężowi na jachcie, jednak wtedy i ja brałam udział w tej zabawie. To nic…powtarzałam sobie…to tylko nie winna zabawa…jeszcze do niczego nie doszło. Tomek przystąpił do akcji. Podnosząc lekko tyłek żony ku górze, sam ugiął się ponownie na nogach i wślizgnął powoli w gorącą szparkę. Sylwia jęczała co sił, mając jednocześnie zatkane szczelnie usta penisem Marka. Panowie coraz śmielej pompowali swoje lance. Bardzo jej w tym momencie zazdrościłam. Ja nigdy nie byłam brana przez dwóch facetów. Poczułam mrowienie między nogami. Tępo przyspieszyło, a blondyneczka już nie siedziała tylko wypinała się na wyprostowanych nogach. Tomek mocno ją rżnął od tyłu, podczas gdy ona kurczowo trzymała się oparcia krzesła, pozwalała posuwać się w usta przez mojego męża.

    Po paru minutach tak ostrego pchania swej żony Tomek podniósł ją całą do góry łapiąc za uda. Blondyneczka zawisła w powietrzu trzymana przez silnego mężczyznę. Tomek kiwnął do Marka, że teraz jego kolej. Nie wierzyłam, że to zrobi. Wszyscy byli bardzo pod jarani, więc miałam nadzieję, że już skończą. Tomek w jej mokrej cipce a mój mąż strzeli pannie w usta i będzie po niewinnej zabawie. Niestety moje obawy spełniły się. Marek kopnął krzesło, które stało między nimi i podszedł do kolegi, który trzymał swoją żonę w powietrzu z rozchylonymi nogami. Również i on złapał ją za uda, by pomóc kumplowi w utrzymaniu filigranowej blondyneczki. Sylwii pupcia centralnie wisiała nad dwoma naprężonymi kutasami. Chłopaki opuścili jej ciało niżej tak by nadziała się na jednego z nich. Wychyliłam się bardziej zza rogu by przypatrzeć na kogo Sylwia właśnie się nabiła. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu jej wąska cipka nadziewała się właśnie na sztywny pal mego męża. Obaj mężczyźni ją podnosili i opuszczali dosyć powoli. Tępo jednak zaczęło wzrastać wraz z posapywaniem całej trójki. Blondyneczka objęła obu panów za szyje i sama zaczęła się wic na kutasie mojego męża. Marek również przyspieszył posuwanie od dołu. Po chwili wyskoczył i zrobił miejsce Tomkowi, który z równie zawrotną prędkością pieprzył swoją małżonkę. Taka zmiana nastąpiła jeszcze kilka razy i za każdym razem równie mocno i szybko panowie pompowali blondyneczkę. Gdy jeden z nich się męczył, wyskakiwał, aby drugi kontynuował rżnięcie. Przypominało to trochę sex sztafetę.

    Mimo wzbierającej złości i żalu, jaki mnie przenikał, coś targnęło moim skacowanym ciałem. Odruchowo wsadziłam rękę w majtki i okazało się, że jestem tam bardzo mokra. Zrobiło mi się bardzo przykro, że to nie ja jestem na tej huśtawce i zaczęłam sama się pieścić palcami. Pierwszy raz w mojej głowię ścigał się żal z ogromnym podnieceniem. Sylwia jęczała w niebo głosy, zatykając sobie samej usta. Przeskakiwała z jednego drąga na drugi. Za każdym razem nabijając się bez przeszkód. Od razu łapiąc szybkie tępo po nabiciu na jednego z tych pięknych kutasów. Jeden z nich przez pomyłkę, a może specjalnie próbował wejść w Sylwię, podczas gdy drugi jeszcze nie wyskoczył. Tomek nie przejmując się tym, że mój mąż jest jeszcze cały w środku cipki jego żony, zaatakował drugą dziurkę blondyneczki. Ta jęknęła niczym ustrzelona sarna, gdy grzyb jej męża schował się w ciasnej pupie. Chłopaki wykonali kilka synchronicznych ruchów w obydwu dziurach blond piękności. Widziałam, że ich pałki ocierają się za każdym razem o siebie wchodząc w ofiarę. Sylwia jednak nie wytrzymała tego rozwarcia, jakie zaserwowali jej panowie. Jednym zgrabny ruchem ręki wycofała dwa wielki falusy ze swojego umęczonego ciałka. Opadła posapując na podłogę, na której stała już od jakiegoś czasu spora kałuża ich wspólnych soków.

    -dobrze chłopaki, kończymy zabawę…wystękała.

    -według moich obliczeń huśtawka Tomka była z tyłu a Mareczek bujał mnie od przodu…odgadywała posapując.

    -mam rację chłopaki? Szykujcie śniadanie dla wygranej…w tym momencie odsłoniła oczy.

    -ojej znowu wtopa…załamanym głosem rzekła wpatrując się w obydwa drągi wiszące obok jej głowy.

    -no cóż, miejmy to już za sobą…dodała bez większego żalu.

    Złapała za dwa mokre fiuty, które jeszcze przed chwilą dawały jej ogromną rozkosz. Panowie zbliżyli się do siebie biorąc w krzyżowy ogień usta zasapanej blondyneczki. Ledwo łapiąc oddech Sylwia przestawiała swoje usteczka z jednego grzyba na drugi, jednocześnie mocno pracując rączkami. Tomek z Markiem jeszcze bliżej podeszli wpakowując w jej ustnik dwa jednocześnie. Rozchyliła mocno wargi, aby obydwa grzyby pomieściły się w buzi. Wydawało się to nie możliwe, a jednak dwa wielkie fiuty ocierały się o siebie będąc oplatane zgrabnym języczkiem blond suczki. Od ostatniej wycieczki na jachcie, Sylwia podszkoliła się w połykaniu soczystych penisów. Robiła to bardzo profesjonalnie doprowadzając chłopaków do ekstazy. Obydwaj pomrukiwali, lekko popychając biodrami w stronę kucającej między nimi szczęściary. Mój perwersyjny Marek wyjął mokrego penisa z ust koleżanki i rozpoczął doprowadzanie się do wystrzału. To samo uczynił Tomek mocno trzepiąc lśniącego konia tuż przy ustach własnej żony. Sylwia masując swoje kształtne piersi zamknęła oczy i otworzyła szeroko buzię. Po kilkunastu sekundach onanizowania, dwa wielkie kutasy rozpoczęły ostrzał małej, ślicznej buzi blondyneczki. Obfite strugi nasienia ściekały jej po twarzy zaklejając usta, a jej mały język oblizywał kąciki ust jakby chciał naczerpać więcej białego nektaru. Sporo tego spłynęło jej po piersiach, będąc jednocześnie rozcierane malutkimi dłońmi. Chwilę jeszcze panowie stojąc nad Sylwią masowali swoje pałki, z których odpływała już krew. Obserwowali z niedowierzaniem jak tez zabawia się ona spermą ociekjącą po jej zgrabnym ciałku.

    -koniec teleturnieju chłopaki…krzyknęła dając każdemu klapsa Sylwia.

    -lecę się wykąpać, a wy szykujcie śniadanie dla reszty wczasowiczów…padły rozkazy.

    -dla mnie już nie musicie, bo pojadłam jak nigdy…roześmiała się głośno.

    Szybko się ocknęłam i ruszyłam schodami z powrotem na górę prosto do swojego łóżka. Gdy Marek przyszedł po mnie, by zbudzić mnie na śniadanie, udawałam nieprzytomną. Parę godzin po śniadaniu wyruszyliśmy wszyscy do swoich domów. W samochodzie ani nigdy potem nie rozmawialiśmy o tym co się stało na sylwestra oraz w nowy rok. Miałam wielki żal do męża, wiedziałam, że już nigdy nic nie będzie takie same. Czułam, że skończył się pewien okres w naszym małżeństwie. Czułam, że tracę zaufanie do męża…czułam się zdradzona.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    agam agamowski

    Sorki, że tak długo czekaliście…mam nadzieję, że nie zadługie.

  • Musisz przeczytac do konca…

    Mam na imię Alex i jak na geja przystało lubię mieć gładziutką pupcię “gotową na wszystko”… wszystko fajnie, ale schody zaczynają się przy goleniu, jakoś mi tak niewygodnie robić to samemu. Tym razem poprosiłem o pomoc mojego przyjaciela Dominika (Dominik jest dość wysoki – ma około 190 cm. Wzrostu, ma 22 lata i jest całkiem przystojny, ma ciemne włosy poskręcane w loczki, błękitne oczy, idealnie wyeksponowane kości policzkowe i mój ulubiony kilkudniowy zarost… Jest z nim tylko jeden problem, jest zajętym heterykiem, przynajmniej tak myślałem do wczoraj). Dominik jak zwykle punktualnie przyszedł do mojego mieszkania nie byłem zbyt przed nim skrępowany, bo wiedziałem, że ma dziewczynę… zamknąłem za nim drzwi na klucz, żeby nikt nam nie przeszkadzał, Dominik poszedł się napić, a ja zacząłem się rozbierać w łazience. Kiedy zdjąłem już wszystko co miałem zdjąć wszedł ten przystojniak, zdjął na wejściu buty i czyściutkie, śnieżnobiałe skarpetki… pewnie chciał uniknąć potencjalnego zabrudzenia ich włoskami. Kiedy już wszedł spytał gdzie mam maszynkę i piankę do golenia, poinstruowałem go gdzie ma szukać a sam wypiąłem swoją jędrną pupcię… zaczął… na początku golił tylko pośladki, tak jakby bał się, albo wstydził kontaktu z moją małą dziurką… po chwili nie miał z tym większego problemu, nie gadaliśmy ze sobą bo stwierdził, że musi się skupił, kiedy już kończył poczułem jego rękę przy moim oczku, miał silne ręce ale był całkiem delikatny, possał wskazujący palec a następnie powoli wsunął go do pierwszego zagięcia. Starałem się zachować spokój ale z drugiej strony wiedziałem jak bardzo tego chcę.  Wygiąłem plecy w łuk tak, że mój świeżo ogolony tyłeczek wyglądał jeszcze bardziej kusząco, Dominik poślinił drugi palec, tym razem środkowy, wepchnął powoli oba palce… ból zmieszał się z dawką rozkoszy i podniecenia…te dwa ostatnie były silniejsze… delikatnie wsuwał i wysuwał całe palce a ja od czasu do czasu jęknąłem z podniecenia. “Alex, chcesz tego?” Zapytał swoim niskim i pociągającym głosem… mruczeniem twierdząco odpowiedziałem na jego pytanie…kazał mi się odwrócić twarzą w jego stronę, gdy to zrobiłem widziałem jak jego ręce nerwowo rozpinają czarny skórzany pasek. Odepchnąłem je od paska i zacząłem go rozpinać zębami od czasu do czasu głaszcząc jego krocze przez czarne, ciasne spodnie językiem… podobało mu się to…  Kiedy uporałem się już z paskiem i spodniami zobaczyłem jego bokserki… czarne w białe gwiazdki… ale to nie gwiazdki mnie interesowały… z nogawki bokserek wystawał jego penis… nigdy tak szybko nie ściągałem czyichś majtek… był przystrzyżony, żylasty i na oko miał około 19/20 cm długości, jego główka była całkowicie odsłonięta, chwyciłem go za klejnoty i klęcząc przed nim wsunąłem jego kutasa w moje usta… jego smak był cudowny, nie wiem czy ten chłopak jest taki zajebisty, czy po prostu mój mózg się podjarał seksem z przyjacielem.? Czułem na swoim języku każdą jego napompowaną żyłkę. Zapytał się, czy może wsunąć go głębiej… przyznam szczerze, że jeszcze nie opanowałem sztuki mówienia z kutasem s ustach więc moje “tak nie krępuj się” brzmiało bardziej jak rzygający staruszek niż jak  cokolwiek przypominającego zdanie… Dominik złapał mnie z tyłu głowy i lekko ruchał w usta, jego twardy jak stal chuj drażnił moje gardło… kiedy dopychał do samych jaj łzy same płynęły mi z oczu stękał z rozkoszy a potem cofając o parę centymetrów przepraszał… podwinąłem jego podkoszulkę do góry (chyba zrozumiał o co chodzi, więc po prostu ją ściągnął… kiedy chciałem złapać trochę powietrza w puca wyjmowałem tą pulsującą od krwi i testosteronu zabaweczkę i jeździłem językiem od jaj którymi ciągle bawiła się moja ręka do żołędzia, po kilku takich rundkach kutas znowu lądował w ustach… jego goła klata podniecała mnie jeszcze mocniej, zdjąłem spodnia i co jakiś czas stymulowałem swojego członka który nawet bez tego był cały twardy, jeździłem ręką po jego włoskach na brzuchu, miał twarde sutki, więc zacząłem się nimi bawić… był cały czerwony z rozkoszy i podniecenia… widziałem, że trzeba wyjąć jego kutasa z ust bo jeszcze chwila i zaleje mi całe gardło, pochyliłem się tak, że jego kutas leżał na moi policzku a ja lizałem jego opuszczoną w dół z ciepła mosznę… polizałem dwa palce i zacząłem krążyć koło jego dziurki, spojrzałem na jego twarz, w sumie to chciałem ale miał ją zwróconą w akcie rozkoszy do góry… wsunąłem powoli cały palec i zacząłem jeździć nim dookoła, jęknął jak sam później powiedział z rozkoszy, zacząłem to robić coraz szybciej a on jęczał coraz głośniej… przypomniałem sobie o jego kutasie… chwyciłem go w usta i przesuwałem się od góry do dołu… Dominik powiedział, że chciałby ze mną spróbować czegoś więcej, chwycił mnie za miednicę i uniósł ją do góry, oparłem się na wannie. Zaczął lizać moją ciasną szparkę swoim szorstkim językiem (boskie odczucie). “Mam założyć gumkę?” Normalnie każdemu innemu facetowi kazałbym ją założyć, ale do niego miałem zaufanie… chwycił mnie za biodra i powoli zaczął wsuwać swojego olbrzyma… robił to powoli, a potem przyspieszał. Jego piękne jaja kołysały się w ogolonej, spoconej mosznie która przyklejała się do mojej pupci wydając charakterystyczny … słyszeliście o orgazmie spowodowanym tylko i wyłącznie stymulacją prostaty? Byłem temu bliski a to wszystko przez niego… jego kutas był jak gdyby stworzony właśnie do tego, sapałem z rozkoszy… położył swój idealnie wyrzeźbiony, mokry od potu brzuch na moich wygiętych w łuk plecach… czułem na łopatkach jego twarde sutki… lewą ręką złapał mnie za penisa a prawą w okolicach mostka( jeździł nią wzdłuż całego ciała) myślałem, że zaraz spuszczę się z rozkoszy… On chyba też to wyczuł bo szybko ze mnie wyskoczył… chodząc okrakiem (chyba sami wiecie czemu) doszedł do szafki z kosmetykami i zaczął w niej grzebać… nie pytałem po co, to był czas na wynormowanie oddechu… chwycił oliwkę dla dzieci, bo jak twierdził moja dupcia faktycznie jest ciasna…rozłożył na podłodze chodnik łazienkowy na którym kazał się położyć, jego umięśnione, żylaste ręce złapały moje nogi tak, że jędrna pupcia sama się uniosła… polał moją dziurkę odrobinką olejku a potem zrobił to ze swoim sprzętem… naoliwiony wpakował go bezprecedensowo po same rozgrzane jaja… pot z jego loczków kapał na mój tors ( nie było to ani trochę obrzydliwe) kropelka potu z moszny co jakiś czas przy obiciu o pupcię skapywała mi po plecach ( choć w sumie nie wiem czy to pot, czy oliwka?.) zdyszany powiedział, że już nie ma siły i zapytał czy mogę przejąć inicjatywę?. Rzuciłem go na podłogę i chwile ssałem jego sutki… kazałem mu zgiąć nogi  w kolanach, gdy to zrobił usiadłem na jego fiucie i dupką zsuwałem się po jego kutasie coraz to głębiej … złapał się za głowę  przez co mogłem się przyjrzeć jego bicepsom… nachyliłem się i polizałem go pod prawą pachą ( zaśmiał się). Złapałem za te jego czarne loczki, pocałowałem go, a on wsunął język w moje usta… po chwili zaczął jeździć swoim kilkudniowym zarostem po mojej szyi… podniecenie narastało, przygryzł moją wargę i znów przejął inicjatywę… złapał mnie za tyłek, wstał razem ze mą na rękach… oparłem się plecami o ścianę a on wchodził we mnie znowu po same spocone jaja… kiedy zaczął krążyć językiem wokoło moich czułych sutków nie wytrzymałem i cała gorąca sperma wylała się ze mnie… nie wiedziałem, że mam jej tam aż tyle… część spadła na jego twarz, a część na nasze brzuchy… “mam wyjść?” Nie zdążyłem odpowiedzieć, że nie musi kiedy postawił mnie na ziemie i zląkł mi się na twarz i resztę ciała… chwycił mojego jeszcze twardego penisa i zaczął wysysać z niego całą resztę białego nektaru…robił to bosko ( może to zasługa szorstkiego a jednocześnie delikatnego języka?) gdy już skończył zlizałem z niego całą spermę… on zdejmował ją dwoma palcami wsuwając je raz w moje, a raz swoje usta… przykleił się do mnie swoim umięśnionym, spoconym ciałem i sapał wtulony we mnie… rozchyliłem jego pośladki i wsunąłem mokry palec jego dupę… “następnym razem to ja chcę się odwdzięczyć” wysapał wpychając moje palce jeszcze głębiej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    m pat