Blog

  • Marek spotyka Cypriana

    – Plllllll…

    – Prrrrrrr…

    – Prlprlprlprlprlprlprl…

    Z pupy Marka wydobywały się seriami takie właśnie dźwięki. Gdy kończyła się jedna seria wraz z głośnym pierdnięciem, to po chwili przerwy woda znów z niego tryskała, wydając zabawne odgłosy. Przez kilka minut z jego odbytu wylewał się zabarwiony na brązowo płyn z lewatywy. Mama nagrywała film do kolekcji rodzinnej, a Marta biła chłopcu brawo. Obie nie były w stanie powstrzymać śmiechu. Gdy Marek puszczając ostatniego bąka, wyrzucił z siebie resztę wody, podeszła do niego Marta. Przejechała mu palcem po dziurce od robienia kupki. Upokorzony i czerwony od płaczu Marek wydukał:

    – Z…Zzzostaw mmnie…

    Marta w odpowiedzi na to, wpakowała mu dwa palce głęboko w odbyt, zmuszając Marka do wycia.

    – Żeby była jasność, to nie masz tu prawa głosu!!!

    – Rozumiemy się?! – w dupie chłopaka powoli zaczął się zagłębiać trzeci palec.

    – Nnie… Jasne i pprzepraszam…

    – No i od razu lepiej – mówiąc to Marta nałożyła mydło na rękę i namydliła tyłek Markowi, następnie siusiaka i woreczek, a potem całą resztę. Tak jak wczoraj całego go umyła. Nie obyło się oczywiście bez wzwodu u chłopca. Następnie razem z Asią golusieńkiego zaprowadziły go do łóżka.

    – Synku, ponieważ zachowujesz się, jak rozpuszczony dzieciak, to nie tylko będziesz dostawał lanie. Nie wystarczy też nakładanie przykrótkich spodenek do szkoły. Odtąd każdą noc, aż poprawią ci się oceny, będziesz spędzał w pieluszce i z zaaplikowanym czopkiem. Nie martw się. Jeśli na razie będziesz grzeczny, to nie będzie to czopek wywołujący pieczenie w kuperku. Po prostu będziesz się dzięki niemu załatwiać w trakcie snu. Z rana będę ci zdejmować pampers i wyrzucać. Do szkoły w ogóle nic nie będziesz nakładał na pupę, oprócz krótkich szorcików.

    – Ale mamo! Po co to wszystko?

    – Nie unoś się Mareczku, bo dostaniesz klapsa i “piekący czopek” na noc. To wszystko po to, żeby udowodnić ci, jak bardzo jeszcze niedojrzałym chłopcem jesteś. Jak wiele ci brakuje, by osiągnąć dorosłość.

    – Aha.

    – No, a teraz przyjmij stosowną pozycję, a ja pójdę po pampers. Wrócę z Martą, bo ona też bardzo chciała sobie na to popatrzeć. Może któregoś razu, to ona ci go nałoży… i zdejmie.

    I w ten sposób Marek spędził noc z pieluszką i czopem w tyłku. Czuł się cofnięty w rozwoju o jakieś 13-15 lat. W nocy dręczyły go koszmary. Śniły mu się poniedziałkowe zajęcia w szkole, że wszyscy z niego robią sobie niewybredne żarty. Obudził się nad ranem zlany potem. Do rana już nie zasnął. Chociaż odczuwał coś ciepłego i ciężkiego w pampersie, to nie wolno było mu go zdjąć. Z rana przyszły Asia i Marta, by zmienić mu pieluchę. W pokoju unosił się ciężki do zniesienia zapach kupy. Kobiety wywietrzyły pokój, wyrzuciły pampers z pokaźnym brązowym klockiem przemieszanym ze spermą chłopaka i wytarły Mareczkowi pupę.

    – Dziś niedziela i Marta będzie nas opuszczać. Wcześniej jednak chciałaby jeszcze wymierzyć ci karę, więc zostań w łóżku i porządnie wypnij tyłek.

    Po chwili Marta wpatrywała się w wypięte pośladki Marka. Podeszła bliżej i na oczach Asi, wskazując na nie palcem, udała pierdnięcie ustami. Razem wybuchły śmiechem.

    – Asiu, podaj mi pas, proszę.

    Na wypięte dupsko nastolatka spadło dziesięć porządnych uderzeń.

    – Teraz połóż się na moich kolanach. Chcę jeszcze wymierzyć ci parę klapsów na pożegnanie.

    Marek posłusznie położył tyłek tam, gdzie mu wskazała.

    – I raz!

    Zaczęła odliczanie, a jędrne pośladki chłopca drgały za każdym uderzeniem Marty.

    – No moi kochani. Niestety na mnie już czas.

    – Masz być posłuszny mamie i bezwzględnie wykonywać wszelkie jej polecenia. Ty urwisie jeden ze słodką pupeczką! – mówiąc to, uszczypnęła chłopca w nagi pośladek.

    – Do zobaczenia Asiu! Mam nadzieję, że jeszcze w najbliższym czasie będziemy miały okazję wspólnie zająć się twoim gagatkiem.

    – Na pewno Marto! Uwierz mi, że pod twoją nieobecność go nie zaniedbam. Będę spuszczać mu regularnie porządne manto. No i wielkie dzięki za podsunięcie pomysłu z lewatywą!

    – Nie ma za co! Hej!

    Do końca dnia Marek chodził całkiem goły. Wieczorem otrzymał porządne lanie pasem. Odtąd też dostawał wciry każdego wieczora. Noc wedle zapowiedzi mamy i Marty spędził oczywiście w pieluszce i z czopem w tyłku. Z rana zaś przed szkołą mama wyrzuciła mu brudny pampers, zrobiła śniadanie i ubrała w króciutkie spodenki odsłaniające pupę. By mieć pewność, że Marek nie będzie wagarował, osobiście odwiozła go do szkoły, a potem sama udała się do pracy.

    ==

    15.00. Niedziela. Cyprian po trzech dniach nieustannego baraszkowania z Kasią i Dorotką oraz wujkiem Antkiem był już trochę zmęczony. Z drugiej strony wciąż nachodziła go ochota na coraz to nowe harce. Tymczasem “odpoczywał” już od pół godziny nieprzerwanie całując się z siostrą na łóżku. On całkiem nago. Ona tylko w przewiewnej prześwitującej sukience. Kasia brała prysznic (przy ich intensywnych zabawach częste dbanie o higienę było czymś nieuniknionym). Antek przyglądał się czułym pocałunkom Cyprka i Dorotki.

    – Bardzo ładny widok. Jak z obrazka. Trudno oderwać wzrok.

    W istocie widać było, że ich pocałunki świadczą o czymś więcej niż tylko o dzikim pożądaniu seksualnym. Ewidentnie występowała między nimi silna więź emocjonalna. W końcu padli na łóżko, by znów się kochać. Antek wtedy postanowił sprawdzić, co tam u Kaśki. Oczywiście bez pukania wszedł jej do łazienki. Kasia właśnie się wycierała. Niestarte jeszcze kropelki wody na jej ciele pięknie komponowały się z jasną skórą dziewczęcia. Antek począł się do niej zbliżać, lecz ona widząc to, zakryła się ręcznikiem. On nagi od pasa w górę, zaczął ściągać spodnie. Wtem ona korzystając z okazji, wyskoczyła (nadal okrywając się ręcznikiem) i wybiegła do przedpokoju. Antek gdy już rozebrał się całkiem, pobiegł za nią, majtając wzwiedzionym fiutem na wszystkie strony. Co chwilę częściowo ją doganiał, ale udawało mu się tylko zadzierać ręczniczek z tyłu, odsłaniając śliczne blade pośladki, które po chwili były znów zakryte. Wreszcie dopadł ją w pokoju Cypriana i Dorotki, gdzie właśnie kończyli się piepszyć, o czym świadczyło ich głośne jęczenie i mocno przyspieszone oddechy. Zdarł z niej ręczniczek, a Kasia zakręciła pupką.

    – Po angielsku nazywa się to “bubble butts”.

    Antek słysząc to z jej ust, przyssał się do jej pośladków, całując je i liżąc niczym dzikie zwierzę. Niespodziewanie zaraz stanął obok niej Cyprian i również się wypiął w stronę wujka:

    – A te nie są “bubble butts”? – mówiąc to zakręcił tyłkiem, jak ponętna dziewczyna. Kasia z Dorotą wybuchły śmiechem. Ku ich zdziwieniu Antek przerwał wwiercanie się językiem w analną dziurkę Kasi i przyłożył twarz do pupy Cypriana, liżąc ją, zdawałoby się, z nie mniejszą ochotą.

    – Zbok!

    – Perwert! – krzyknęły kolejno Dorotka i Kasia, po czym znów się roześmiały. Po chwili wujek przyssał się do kolejnego tyłka, gdyż Dorotka też postanowiła wystawić pupę “na pastwę” antkowego jęzora. Gdy rodzinny rimming się skończył, cała czwórka stanęła w kółku i na prośbę Cyprka wystawili języki najbardziej na zewnątrz, jak tylko się da, po czym zetknęli się nimi i urządzili sobie “lizany czworokąt”.  Po kilku minutach Kasia z Dorotką odłączyły się, liżąc się dalej same. Podobnie postąpili Cyprian z Antkiem. W końcu chłopak wziął wujkowi do ust, podczas gdy na zmianę onanizowały go Dorota i Kaśka. Kiedy wujek wytrysnął Cyprkowi do buzi, chłopak nie połknął od razu jego nasienia. Gdy sam doszedł, dziewczyny zebrały mu z kutasa spermę ręką i dały mu do oblizania tak, że ejakulaty Antka i Cyprka się wymieszały w ustach tego drugiego. Potem Cyprian jeszcze przylizał się z Antkiem i każdą z dziewczyn, dzieląc się w ten sposób nasieniem ze swoich ust. Ostatecznie wszyscy połknęli swój przydział. Po tej zabawie Antek niestety musiał już iść, więc ubrał się i opuścił towarzystwo, uprzednio obdarzając każdego gorącymi pocałunkami. Po wyjściu wuja, Cyprian i dziewczyny postanowili się jeszcze raz zabawić przed snem. Następnego dnia czekała ich szkoła.

    – Kurwa! Jak mi się nie chce iść do tej zasranej budy! – narzekały dziewczyny.

    – Wiecie, że musimy. Przecież i tak zrobiliśmy sobie dodatkowych parę dni wolnych w tym tygodniu, np.: w piątek. Zamiast marudzić, lepiej tu chodźcie do mnie.

    Po wypowiedzeniu tych słów, zbliżył się do kasinych warg i z początku delikatnie musnął je swoimi. Całowali się coraz namiętniej. Zaraz znów w ruch poszły języczki i duże ilości ślinki.

    – Ponieważ z tobą już dzisiaj lizałem się cholernie długo, to teraz zajmij się mną tam – powiedział do Dorotki i przyłożył jej twarz do swego przyrodzenia. Z racji tego, że mieli już dzisiaj wiele orgazmów, długo trwało zanim Cyprian spuścił się Dorotce do buzi. Zarówno ją od robienia mu loda, jak Kasię i Cypriana od lizania się, bolały już języki. Wreszcie po dłuższym czasie Cyprian wytrysnął niewielką (jak na niego, więc de facto przeciętną) ilością spermy, którą Dorotka zaraz częściowo rozsmarowała mu na brzuchu. Resztę wtarła sobie w cipkę i dała jeszcze trochę Kasi, by ta postąpiła podobnie. Onanizowały się same lepkimi od nasienia palcami. Wreszcie im także udało się osiągnąć orgazm. Padnięte położyły się po obu bokach Cypriana, który już smacznie spał i zaraz same wpadły w objęcia Orfeusza.

    ==

    Następnego dnia musieli wstać przed siódmą, by zdążyć na lekcje. Chodzili do tej samej szkoły, ale Kasia i Cyprian do pierwszej liceum, a Dorotka do trzeciej (maturalnej). Po kilku nudnych lekcjach udali się do dużej sali, by zjeść razem obiad. W drodze na posiłek stali się jednak świadkami pewnego zajścia. Grupa wyrostków z trzeciej gimnazjum dręczyła jakiegoś ładnego i zabawnie ubranego blondyneczka.

    – Co Mareczku? Przyszedłeś, tak ubrany, bo mamusia cię zbiła?

    – Nie tylko mamusia go zbiła, ale jeszcze lubi najwyraźniej być dymany w kakałko i dlatego przyszedł z prawie gołym tyłkiem!

    Dryblasy śmiały się i popychały biednego chłopca. W pewnym momencie upadł na podłogę i już się z niej nie podniósł. Wówczas podeszły do niego dziewczyny z klasy i poczęły go kopać, śmiejąc się i wykrzykując:

    – Pedał!

    – W dupsko jebany pedarasta!

    – Lubi w pupę!

    Kiedy Cyprian z dziewczynami przyjrzeli się mu, zauważyli, że ma na sobie spodenki tak krótkie, że odsłaniają mu połowę tyłka, pokrytego w dodatku ewidentnymi śladami bicia. Cyprian poczuł, że w majtkach robi mu się potężny wzwód. To najładniejsze męskie pośladki, jakie dotąd widział na żywo. Właściwie to trochę kobiece, ale cóż za kształt!

    – Hej wy! Tak do was mówię! Odpierdolcie się od niego natychmiast, bo nie ręczę za siebie! – mówiąc to Cyprian, obdarzył kolegów z młodszej klasy piorunującym spojrzeniem. W końcu, jak kilkakrotnie powtórzył groźbę, niechętnie się wycofali. Wtedy dziewczyny natychmiast podbiegły do leżącego chłopca.

    – Nic ci nie jest? Czemu masz na sobie to śmieszne ubranie?

    – Nie, dzięki. Nic. A to? To jest temat na dłuższą historię.

    – Zamówiłeś obiad?

    – Tak.

    – No to super! Chodź. Opowiesz nam. Trwa długa przerwa, to mamy sporo czasu.

    I tak udali się wspólnie do jadalni, by wysłuchać opowieści Marka. Cdn.


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • Noc poslubna

    Po długiej podróży dotarliśmy w końcu do mieszkania ciotki. Ślub zaczynał się za pół godziny, a trzeba było jeszcze się przebrać i dojechać do kościoła, więc panował pośpiech. Ja oczywiście w niecałe dziesięć minut byłem już gotowy i się nudziłem, ale mama i siostra jak zwykle stroiły się strasznie długo.

    W mieszkaniu cioci byliśmy tylko ja, rodzice i siostra, ponieważ sama ciocia już dawno była w kościele. To ona brała dziś ślub. Przyjechaliśmy z daleka, a po weselu musieliśmy gdzieś przenocować, więc ciotka udostępniła nam swoje mieszkanie – zostawiła nam klucze, a sama po imprezie miała się udać do domu swojego przyszłego męża (noc poślubna i te sprawy). Tak więc jej mieszkanie było dziś do naszej dyspozycji.

    Jak siostra skończyła się stroić, to wyruszyliśmy. Po ślubie w kościele, jak to zwykle bywa, odbyło się składanie życzeń parze młodej i rodzinne powitania, czego strasznie nie lubiłem, ale musiałem jakoś przez to przebrnąć. Następnie wszyscy udali się w stronę wynajętej sali, na której miało odbyć się wesele.

    Hala była wielka i ładnie ozdobiona, ale moje największe zainteresowanie wzbudzały stroje obecnych pań. Kuzynki, ciocie, a także jakieś nieznane mi kobiety – większość w krótkich sukienkach świeciła swoimi nogami. Od patrzenia aż buzowało w jajach i wiedziałem już, że na tym weselu przynajmniej raz odwiedzę toaletę w celach onanistycznych.

    Nasza rodzina zajęła miejsca przy jednym stoliku. Ja siedziałem koło mojej siostry, bo tylko z nią mogłem się napić i pogadać, picie z rodzicami to żadna zabawa. Podano szampana, którego wychyliłem jednym duszkiem. Następnie poszła kolejka wódki, oczywiście za zdrowie państwa młodych. Walnąłem cały kieliszek i ciepło rozeszło się po moim ciele. Następnie podano różne potrawy, kelnerzy bezustannie krążyli zabierając puste talerze spod naszych nosów i podstawiając pełne. Wódka się lała i na początku było nawet wesoło. Po pewnym czasie jeden z wujków zaczął śpiewać znaną biesiadną piosenkę, zaraz dołączył do niego nasz ojciec, co bardzo rozbawiło mnie i siostrę. Gadałem z nią i śmiałem się, a wódka powoli uderzała mi do głowy.

    Puszczono muzykę. Podeszła do mnie kuzynka i spytała, czy zatańczę. Nie umiałem i nie lubiłem tańczyć, ale głupio było odmówić, toteż wyszedłem z nią na parkiet. Czułem się nieswojo, więc po jednej piosence wróciłem do stołu, skąd popijając wódkę mogłem przyglądać się seksownym paniom na parkiecie, co było o wiele ciekawsze. Nie miałem nawet z kim pogadać, bo siostra też poszła tańczyć. Swoją drogą na niej też można było zawiesić oko, była ubrana w zieloną sukienkę, krótszą niż do połowy uda, a nogi miała śliczne. Przypomniało mi się jak widziałem ją w samej bieliźnie, kiedy przebierała się w mieszkaniu ciotki i kapucyn zaczął mi drętwieć. Niedługo ona także wróciła do stołu.

    Po jakimś czasie zauważyłem, że siostra zrobiła się czerwona na twarzy. Widać było, że się wstawiła, ona też to chyba czuła, bo przestała pić. Ja również postanowiłem trochę przystopować z wódką. Zjadłem dużego szaszłyka i poczułem się śpiący. Zaczęło robić się nudno, więc zapytałem dziadka, który nie pił i robił tej nocy za kierowcę, czy nie odwiózłby mnie do domu cioci, gdyż chciałbym się już położyć. Zgodził się, a siostra powiedziała, że też chce już wracać. Dziadek odwiózł więc mnie i ją, po czym wrócił na imprezę.

    Mieszkanie cioci nie było duże, składało się z dwóch pokoi, łazienki i kuchni. Nie chciało mi już nawet kąpać, postanowiłem umyć się jutro rano. Asia zataczała się, była już nieźle wstawiona. Ja miałem spać z ojcem w jednym z pokoi, a siostra z matką w drugim, lecz nie chcieliśmy by rodzice nas budzili gdy wrócą, więc postanowiliśmy, że przenocujemy w jednym pokoju, a oni niech idą spać razem do drugiego. Zajęliśmy mniejszy pokój, ja szybko pościeliłem łóżko, rozebrałem się do bokserek i się położyłem, lecz mojej pijanej siostrze ścielenie nie szło za dobrze i długo męczyła się z oblekaniem pościeli. W pewnym momencie zrezygnowana usiadła w fotelu i powiedziała:
    – Chyba za dużo dzisiaj wypiłam.
    – No widać po tobie. Ja też się nieźle wstawiłem – odrzekłem.
    – Hehehe, ale trzeba było się napić, inaczej byłoby nudno na tym weselu.
    – Racja.
    Asia wciąż miała na sobie tę króciutką sukieneczkę. Gdy rozmawialiśmy, patrzyłem się na jej nogi. Chyba to zauważyła.
    – Popatrz, jakie oczko mi poszło na rajstopach – rzekła, podwijając spódniczkę do góry.
    Popatrzyłem z zainteresowaniem. Przejechała palcem wzdłuż swojego uda, od kolana prawie do krocza. Z daleka nie za dobrze widziałem to oczko, chciałem już wstać, podejść do niej i przyjrzeć się z bliska, ale ona wstała pierwsza i na powrót zabrała się za ścielenie.

    Nasze tapczany znajdowały się obok siebie. Gdy Asia uporała się z wyrównywaniem prześcieradła z jednej strony, to przeszła na drugą i znalazła się jakieś pół metra od mojego łóżka. Odwróciła się tyłem i pochyliła się nad swoim tapczanem. Jej wypięty tyłek znalazł się bardzo blisko mnie. Zaglądnąłem kątem oka pod spódniczkę i dojrzałem zaczynające się prawie przy samym kroczu przyciemnione wzmocnienie jej rajstop. Krew napłynęła mi do kutasa. Przypomniałem sobie, że w końcu jednak sobie nie zwaliłem. Przesunąłem się cicho na łóżku w stronę siostry, tak by tego nie zauważyła, i znów zajrzałem jej pod sukienkę. Tym razem zobaczyłem nawet różowe majtki, przyciemnione materiałem rajstop. Korciło mnie, by ją tam dotknąć. Mój kutas stał już na baczność i czułem, że pod kołdrą zrobił mi się namiot. Patrzyłem na poruszające się uda Asi i zauważyłem to oczko, o którym mówiła. Naprawdę było wielkie. Dotknąłem palcem do jej kolana i zacząłem wędrować w górę, wzdłuż rozdarcia na rajstopach.
    – Rzeczywiście, olbrzymie oko ci poszło – mówiłem, sunąc po jej udzie – nie wstydziłaś się tak chodzić? I tańczyć?
    – A co niby miałam zrobić? Może nikt nie zauważył, bo dosyć było ciemno…
    Gdy doszedłem palcem w miejsce, gdzie kończyło się oczko, czyli do kroku, siostra obróciła się. Myślałem, że będzie na mnie zła, ale chciała mi tylko pokazać, jak ukryła ową dziurę. Uszczypnęła się obydwiema dłońmi w pechowe udo i złapała materiał rajstop, po czym przeciągnęła je tak, by oczko znalazło się po wewnętrznej stronie uda.
    – Co jakiś czas poprawiałam rajty tak, żeby oczko znalazło się tu… – wytłumaczyła.
    – Tu? – spytałem i mój palec powędrował znów na jej gładką nogę.
    – Tak, tu – odpowiedziała, nieco zdziwiona moim nadmiernym zainteresowaniem tą sprawą, po czym dodała – Już pościeliłam. Idę się wykąpać i zaraz idziemy spać.
    – Ok – rzekłem i patrzyłem, jak wychodzi z pokoju kręcąc tyłkiem.

    Od razu złapałem się za penisa, by wykorzystać tą chwilę samotności, ale Aśka za moment wróciła.
    – Pomożesz mi rozpiąć sukienkę? – spytała. – Nie mogę sięgnąć do tego zamka… – wygięła ręce za plecy, próbując dosięgnąć zapięcia sukienki.
    – Dobra – odpowiedziałem i wstałem, by jej pomóc.
    Dopiero gdy wyszedłem spod kołdry, przypomniałem sobie o namiocie na bokserkach. Siostra niestety też go zauważyła i speszona odwróciła wzrok. Zażenowany zabrałem się za rozpinanie zameczka, który miała na plecach. Włożyłem jedną rękę pod materiał sukienki, a drugą złapałem za zapięcie. Zewnętrzną stroną dłoni, niby niechcąco, cały czas ocierałem się o jej ciepłe plecy. Stała tak blisko mnie, czułem zapach jej włosów, pupą niemal dotykała do mojego namiociku, podniecenie momentalnie się spotęgowało. Nie chciałem tego kończyć, więc specjalnie zaciąłem zamek.
    – Zaciął się, materiał tu wszedł – oznajmiłem.
    – No to zrób coś z tym, sama tego nie rozepnę.
    Usiadłem na swoim łóżku i rozłożyłem nogi, tak by zrobić Asi miejsce pomiędzy nimi. Przyciągnąłem ją za sukienkę.
    – Siadaj, bo to może chwilę zająć – rzekłem.
    Usiadła mi między udami, jej tyłek znalazł się przed moim kroczem, a twarde bokserki dotknęły dolnej części jej pleców. Zacząłem majstrować przy zamku, co chwilę dotykając skóry Asi i znad jej ramienia oglądając siostrzane nogi.

    Gdy uporałem się z zamkiem, postanowiłem zrobić Aśce dowcip i włożyłem ręce do jej sukienki, w miejscu gdzie znajdował się rozpięty teraz zamek. Zacząłem dotykać ją zimnymi dłońmi po ciepłych plecach i brzuchu.
    – Zimnica! – krzyknąłem i zacząłem się śmiać.
    Asia zapiszczała, po czym także roześmiała się. „Zimnica” w dzieciństwie była taką naszą głupią zabawą, polegającą na tym, że kiedy miało się zimne dłonie, to dotykało się nimi czyjejś ciepłej skóry, co było dla tego kogoś nieprzyjemne. Asia zaczęła się wyrywać, lecz moje dłonie trzymały ją mocno. Wciąż się śmiejąc przewróciliśmy się na łóżko. Ja ją ciągle macałem, aż moje ręce ogrzały się od jej ciała, a ona próbowała się wydostać z moich sideł. Penisem przywierałem do uda Asi, przesunąłem się tak, by znalazł się na jej tyłku. Przycisnąłem go do niej. Miałem wielką ochotę rozebrać siostrę i wymacać całe jej rozpalone ciałko. W pewnym momencie, kiedy akurat trzymałem ją za udo, ruszyła nogą do przodu, moje palce zahaczyły o oczko w rajstopach i nieszczęsne rajtuzy zafurczały, rozdzierając się jeszcze bardziej. Obydwoje tylko się z tego zaśmialiśmy.

    Szczypaliśmy się tak i łaskotaliśmy, było nam bardzo wesoło, aż w końcu Asia wstała i zsunęła sukienkę. Została w samej bieliźnie, usiadła na swoim łóżku i zaczęła zdejmować rajstopy. Obserwując ją marzyłem sobie, że po rozebraniu się wskakuje z powrotem do mojego łóżka na dalsze figle.
    – Idę się wykąpać – oznajmiła, wstając i zwijając w kulkę swoje dziurawe rajstopy. – Wywalę te rajty, nic już z nich nie będzie.
    Przeszła mi przez głowę myśl by ją poprosić, żeby nie wyrzucała rajstop tylko dała je mi. Mógłbym sobie walić w nie konia myśląc o tym co zaszło. Na szczęście powstrzymałem się przed tą dziwną prośbą. Asia udała się do łazienki, a ja od razu zacząłem się masturbować. Po kilku chwilach bym doszedł, ale w porę przerwałem. Nie chciałem jak zwykle kończyć dnia trzepaniem konia, była przecież okazja zakończyć go w ciekawszy sposób. Trzeba tylko było coś wymyślić, spróbować dobrać się jeszcze do siostry. Bałem się, nie chciałem wyjść na zboczonego, ale musiałem spróbować. Postanowiłem upić ją jeszcze trochę i zobaczyć jak się sprawy potoczą, może udałoby się wywołać jakąś erotyczną sytuację między nami. Zacząłem przeszukiwać mieszkanie ciotki za jakąś flaszką. Wódki niestety nie znalazłem, za to w kuchni była otwarta zgrzewka piw. Wziąłem cztery puszki i zaniosłem do naszej sypialni.

    Niebawem do pokoju weszła Asia w krótkiej piżamce. Usiadła na swoim łóżku i zaczęła układać się do snu.
    – Może partyjka w pokera? – spytałem ją od niechcenia, nim się położyła.
    – Wiesz co, nie bardzo chce mi się teraz grać. Chodźmy spać.
    – To może w makao? – próbowałem dalej, wiedząc, że Asia uwielbia grać w makao.
    – Hmm, no dobra, w sumie możemy zagrać – odpowiedziała po chwili namysłu.
    Wziąłem z półki talię kart oraz piwo i usiadłem koło siostry na jej łóżku.
    – Skąd masz jeszcze piwo? – spytała.
    – Chcesz też? – uśmiechnąłem się. – Mam jeszcze parę.
    – Nie, ja już za dużo wypiłam.
    – Jak chcesz, ja sobie spiję dla odświeżenia się przed snem.
    – A, to daj mi jednak też – machnęła po chwili ręką i się zaśmiała.
    Wstałem ochoczo, otworzyłem piwo i podałem jej. Rozdałem karty. Zaczęliśmy grać siedząc na brzegu jej łóżka i pijąc piwo. Niedługo jednak zrobiło się niewygodnie, bo siedzieliśmy bokiem do siebie. Asia więc wciągnęła nogi na łóżko i siadła po turecku, ja po chwili zrobiłem to samo. Jak spojrzałem między uda siostry, aż zakręciło mi się w głowie, bo spodenki jej piżamy były tak krótkie, że przy rozłożonych w ten sposób nogach widać było jej pachwiny. Mój członek wciąż stał na baczność i było to widać, ale jakoś już mnie to nie krępowało. W sumie nawet chciałem, żeby Asia to zauważyła. Jednak nawet jeśli to dostrzegła, to nie dawała po sobie nic poznać. Graliśmy jak gdyby nigdy nic. Kiedy co jakiś czas Asia pochylała się, by wziąć kartę ze stosu, zaglądałem w jej luźny dekolt. Zobaczyłem, że do snu nie nosi stanika. Zacząłem za każdym jej pochyleniem unosić lekko głowę, starając się dojrzeć jak najwięcej. W końcu udało mi się zobaczyć brodawkę jej piersi. Niewielka, brązowa kuleczka wieńcząca mały cycek. Kutas mi drgnął. Za którymś razem zdecydowałem się powiedzieć:
    – Cycki ci widać, jak się tak pochylasz…
    – Oj, sory – odparła speszona, prostując się nagle i poprawiając dekolt piżamy.
    – Spoko, mi tam to nie przeszkadza – uśmiechnąłem się wymownie, chcąc dać jej delikatnie do zrozumienia, że mam na nią ochotę.
    Asia zarumieniła się i spuściła wzrok.
    – Swoją drogą to fajne masz te cycki. Nie obraziłbym się nawet gdybyś w ogóle zdjęła tą piżamę…
    Na chwilę zapadło dziwne milczenie i zrobiło mi się głupio. Nie wiedząc co powiedzieć, rzuciłem:
    – Jak chcesz, to możemy zagrać w rozbieranego. Kto przegra, ten się rozbiera…
    – Przestań – przerwała mi, zażenowana moim gadaniem.
    Jakoś już nie mogłem się powstrzymać i moja ręka powędrowała do dekoltu siostry. Pociągnąłem piżamkę w dół, odsłaniając nieco piersi, Asia drgnęła zaskoczona i rozlała sobie piwo na nogi.
    – Teraz muszę to powycierać – oburzyła się.
    – Przepraszam. Daj, ja powycieram.
    Położyłem dłoń na jej udzie i zacząłem rozsmarowywać po nim piwo. Asia siedziała nieruchomo, nie wiedząc jak się zachować. Położyłem drugą rękę na jej drugiej nodze i coraz mocniej masowałem siostrę po udach. Dotykałem ją przy samych pachwinach, a ona siedziała zdenerwowana ze spuszczoną głową, patrząc na moje twarde bokserki. Było już jasne, że mam na nią ochotę, więc brak protestu z jej strony trochę mnie ośmielił. Zacząłem wsuwać kciuk w nogawkę jej spodenek. Obydwoje głośno oddychaliśmy ze zdenerwowania. Poczułem jej włoski łonowe, a następnie szparkę. Zacząłem ją masować, drugą ręką gładząc udo i pachwinę. Piwo wypadło jej z drżącej ręki i odrobina wylała się na pościel, podniosłem je więc i odstawiłem na podłogę. Asia odchyliła się do tyłu i podparła się łokciami o poduszkę. Wyprostowała nogi, dając mi między nie lepszy dostęp. Czułem, jak kutas pulsuje mi z podniecenia. Pochyliłem się i zacząłem lizać ją po udzie. Smakowało piwem. Odciągnąłem krok jej spodenek na bok i pocałowałem ją w łono. Polizałem delikatnie. Oddech siostry zrobił się jeszcze szybszy i głośniejszy. Dłonie wsunąłem pod jej pośladki i zacząłem ugniatać, następnie włożyłem ręce pod bluzeczkę i powędrowałem po biodrach w kierunku piersi, unosząc materiał piżamki. Pocałowałem ją w pępek, a chwilę później Asia została bez bluzki. Przed moimi oczami znalazły się jej różowe piersi ze sterczącymi sutkami. Położyłem na nich dłonie i lekko ścisnąłem. Wypięła się klatką piersiową w moją stronę. Delikatnie jeździłem opuszkami palców po cyckach, co chwilę zahaczając o sutki. Do jednego z nich się przyssałem, ale po chwili siostra pchnęła moją głowę w dół. Powróciłem więc na jej krocze i zacząłem namiętnie lizać. Była cała mokra. Zapach cipki rozbudzał mnie do granic, cały drżałem z podniecenia i czułem, że za chwilę się spuszczę. Popatrzyłem w twarz siostry i zauważyłem, że jest jej dobrze. Miała rozmyty wzrok i lekko rozchylone usta. Sapała z podniecenia, jej piersi unosiły się i opadały w rytm oddechu. Kiedy zobaczyła, jak na nią patrzę, znowu się zawstydziła. Odsunęła moją twarz od swego krocza i powiedziała cicho, jakby nagle się opamiętała:
    – Dobra, przestań, dość… – Idźmy spać…
    Chciałem już tylko chwycić się za fiuta i w końcu sobie ulżyć, a że najlepiej było zrobić to pod osłoną własnej kołdry, spełniłem jej prośbę. Odsunąłem się od niej i przeniosłem się do swojego łóżka.

    Chyba nie oczekiwała, że tak łatwo się poddam, bo wcale nie wyglądała na zadowoloną, iż ją posłuchałem. Przykryliśmy się oboje, zgasiłem światło i opuściłem bokserki. Zacząłem się onanizować.
    – Co robisz? – spytała szeptem Asia, jakby dobrze znała odpowiedź na to pytanie.
    – A jak myślisz?
    – Ja też.
    Kiedy pomyślałem sobie, że ona też właśnie się masturbuje, od razu doszedłem.
    – Rozlałeś mi piwo i przez ciebie mam mokre łóżko – powiedziała po chwili Asia. – Mogę przyjść do ciebie?
    – No spoko – odetchnąłem już zaspokojony. – Tylko uważaj, bo ja też już mam mokre… – dodałem, kiedy siostra wchodziła pod moją ospermioną kołdrę.

    Położyła się na plecach i przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, obydwoje nieco skrępowani. Po krótkim czasie poczułem na udzie dłoń siostry. Nieśmiało zaczęła wędrować nią po moim ciele, aż znalazła pod kołdrą moją rękę. Złapała ją i położyła na swoim kroczu. Nie miała na sobie już nawet majtek. Zacząłem masować jej cipkę, ona zaś złapała mnie za ponownie nabrzmiałego penisa i pieściła go rączką. Wierciła się rozkosznie pod moim dotykiem, po chwili obróciła się plecami do mnie i przyciągnęła mnie za fiuta. Położyła go na swoim udzie, a drugim udem przycisnęła go od góry. Zacząłem ruchać ją między nogi, palcami pieszcząc mokrą cipkę.
    – Zróbmy sobie noc poślubną, braciszku – wydyszała podniecona.
    – Mam w ciebie wejść?
    – Nie, rób tak jak teraz… Włóż mi tylko palec…
    Wepchnąłem więc palec w pochwę siostry i penetrowałem ją. Całowałem Asię po ramieniu i po szyi, w pokoju słychać było tylko nasze głośne dyszenie. Niedługo wydała z siebie stłumiony jęk i naprężyła się cała, zaciskając uda na mojej dłoni. Grzebiąc jej w pochwie poczułem, jak mięśnie wewnątrz niej zaczynają pulsować. Po chwili rozluźniła się i odsunęła od siebie moją rękę. Leżała nieruchomo, kiedy ja dalej posuwałem ją między uda, obmacując całe jej ciało. Niedługo też doszedłem, zacisnąłem rękę na jej biodrze i spuściłem się na nogi siostry. Chwilę później odsunąłem się od niej i położyłem się na plecach. Przez parę minut leżeliśmy koło siebie bez słowa, po czym Asia wyszeptała nieśmiałe “dzięki” i wstała. Położyła się w swoim łóżku, a ja udałem się do łazienki po papier toaletowy, żeby powycierać swoją pościel. Przez przypadek zauważyłem w śmietniku rajstopy Asi. Wyjąłem je i postanowiłem zachować sobie na pamiątkę tej nocy.

    Następnego dnia, kiedy już wytrzeźwiałem, było mi trochę głupio, mimo wszystko jednak nie żałowałem tego, co się stało. Wydaje mi się, że Asia czuła się podobnie, ale nie rozmawialiśmy o tym nigdy więcej. Często jednak wspominam sobie tamtą noc, trzepiąc kapucyna w podarte rajstopy swojej siostry.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    kapucyn
  • Badanie lekarskie

    Mając siedemnaście lat byłem wciąż prawiczkiem. Odkrywałem dopiero swoje ciało i nie miałem pojęcia o własnej seksualności. Lubiłem przyglądać się ludziom, patrzeć na nich i czasami zastanawiałem się co kryje się pod ich ubraniami. Oczywiście jak każdy nastolatek onanizowałem się. Można powiedzieć często, nieustannie, nawet po kilka razy dziennie. Zabawiając się swoim ptaszkiem odkrywałem, że przyjemność zwiększa się gdy dotykam różnych części ciała, np. krocza, podbrzusza, sutek. Dużym zaskoczeniem było dla mnie dotknięcie odbytu. Momentalnie poczułem podniecenie. Szybko nauczyłem się, że orgazm może być silniejszy i przyjemniejszy gdy jedną ręką masuje kutasa a druga pieszczę sobie dziurkę. Podczas tych zabaw często łapałem się na tym, że odtwarzam w pamięci widoki z szatni po lekcji wychowania fizycznego. Przypominam sobie kolegów częściowo rozebranych, ich pośladki, nogi albo klejnoty ukryte w slipkach. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia jaka jest moja orientacja seksualna. Byłem prawiczkiem i to miało się wkrótce zmienić w zaskakujących okolicznościach. Słyszałem kiedyś jak koledzy opowiadali o starszym lekarzu pracującym w naszej przychodni rejonowej. Mówili, że łatwo załatwić od niego zwolnienie lekarskie jak się chce uniknąć szkoły na kilka dni. Podobno wystarczy zapisać się do niego na wizytę, powiedzieć wprost o co chodzi i dać się ‘dokładnie’ zbadać. Towarzyszyły tym opowieściom dwuznaczne miny i uśmiechy. Jeden z kumpli skomentował nawet, że to nic wielkiego, ‘dasz się trochę pomacać i tyle’. Miałem dość trudną sytuację z ocenami z języka polskiego a zbliżał się sprawdzian. Oczywiście zawaliłem i nie przygotowałem się na czas. Próbowałem dwa dni przed ale okazało się, że materiału jest bardzo dużo. Szybko przypomniałem sobie opowieść o pomocnym lekarzu. Poszedłem wiec do przychodni i sprawdziłem kiedy on przyjmuje. Idealnie! Następnego dnia na koniec dyżuru miałem umówioną wizytę. Im bliżej tej godziny tym bardziej byłem wystraszony i przejęty. Nie bardzo rozumiałem co mam zrobić, żeby go przekonać, iż potrzebuję tego zwolnienia. W końcu przed godziną szesnastą byłem w rejestracji. Czekałem jeszcze ponad czterdzieści minut bo było jakieś opóźnienie. Serce mi waliło a wstyd i strach paraliżowały. W głowie kłębiły się różne myśli łącznie z tą aby uciec i zrezygnować ale co wtedy? Co zrobię jutro w szkole? Przecież mam sprawdzian i nic nie umiem. Gdy tak walczyłem sam z sobą nagle otworzyły się drzwi. Wyszedł przedostatni na dzisiaj pacjent a męski, niski głos zawołał ‘proszę!’. To było do mnie, teraz moje kolej. Z bębniącym sercem i drżącymi nogami wszedłem, zamknąłem drzwi i stanąłem. Lekarz spojrzał na mnie. Nie wiem czemu ale byłem pewien, że już wiedział po co przyszedłem. To był około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Postawny, krępej , solidnej budowy ciała. Zauważyłem duże dłonie o grubych, mięsistych palcach. Miał na sobie biały rozpięty fartuch, dość obcisłe granatowe spodnie i biała koszulę spod której widać było szeroką klatę z gęstym czarnym zarostem. Miał niski i ciepły głos. Silny, wzbudzający zaufanie ale i respekt. Spytał o nazwisko oraz o to w czym może pomóc. Powiedział niepewnym głosem unikając kontaktu wzrokowego, że potrzebuję zwolnienia lekarskiego ze szkoły na kilka dni. Chciałem się zapaść pod ziemię. Słyszałem swój głos, niepewny, wystraszony i dość cichy. ‘Rozbierz się!’ powiedział spokojnie. Szybko zdjąłem t-shirt, spodnie i skarpetki. Stanąłem w samych majtkach zawstydzony odruchowo zakrywając ręką okolice krocza. Podszedł do mnie, badawczo obejrzał mnie całego od góry do dołu. Zaczął od osłuchania stetoskopem. Później zbadał mi gardło, obejrzał ręce i obmacał okolice węzłów chłonnych na szyi i pod pachami. W tym czasie zadawał różne pytania o ewentualne dolegliwości i przebyte choroby. Następnie kazał mi się położyć na leżance na plecach. Sprawdzał koordynację ruchową i oglądał stopy pod kątem wad postawy. W pewnym momencie stojąc obok leżanki odchylił ręką moje majtki i zajrzał do środka. Byłem przekonany, że to część badania. Miałem poczucie winy z powodu wyłudzania zwolnienia lekarskiego. Byłem tez naiwny i pamiętałem o tym co powiedział kolega: ‘to nic wielkiego, dasz się trochę pomacać i tyle’. Chciałem pomóc więc uniosłem biodra i szybko ściągnąłem majtki. Nie wiem dlaczego zdobyłem się na to. Byłem w tamtym czasie niesamowicie wstydliwy. Nie potrafię sobie wytłumaczyć skąd wziąłem w sobie tyle odwagi i śmiałości. Po prostu to zrobiłem. Chcąc mu pomóc w badaniu ściągnąłem majtki do kolan. Zobaczyłem zaskoczenie i uśmiech na jego twarzy ale zachował spokój. Palcami zaczął dotykać mojego wzgórka łonowego. Przez chwile go badawczo obmacywał. Nagle poczułem jak ciepła mięsista dłoń obejmuje moje jądra. Delikatnie zadrżałem. Wiedziałem, że tracę kontrolę nad moimi reakcjami. Pierwszy raz w życiu jakiś mężczyzna dotykał intymnych części mojego ciała. Ciepła dłoń delikatnie otulała mój worek mosznowy, wymacywała w nim jąder, delikatnie uciskając i jakby bawiąc się nimi. Przez chwilę myślałem, że to potrwa krótko i już będzie po wszystkim ale on dokładnie obmacywał moje klejnoty. Czułem przyjemność i ciepło rozchodzące się po całym moim ciele właśnie z tego miejsca, z krocza. Penis był całkowicie poza moją kontrolą. Błyskawicznie stanął twardy jak skała i gotowy do działania. Nasze spojrzenia spotkały się. Miał w oczach ciepło i swojego rodzaju bezczelność połączoną z pewnością siebie. Wciąż mnie badał, obmacywał i uciskał coraz mocniej co sprawiało mi zaskakującą przyjemność. Nagle ta sama ręka objęła penisa i jednym ruchem ściągnęła napletek. Ujął żołądź w dłoń i zaczął masować. To trwało dosłownie moment. Moje ciało wymknęło mi się całkowicie poza moją kontrolę. Nagle poczułem silne skurcze i prądy przechodzące od krocza aż do koniuszków palców, usłyszałem jak bezwiednie pojękuję a na moją klatkę piersiową i twarz poleciał ciepła sperma. Miałem orgazm, mocny, długi, wspaniały. Pierwszy raz w wyniku kontaktu z innym mężczyzną. Poczułem zapach spermy unoszący się w powietrzu. Chciałem zapaść się pod ziemię ze wstydu. Wyszeptałem ‘przepraszam…’ Spokojny głos wprowadził jakieś ukojenie w tej niezręcznej sytuacji: ‘ spokojnie, to normalne podczas badania, zwłaszcza jak młody mężczyzna ma pełne jaja. A poza tym zapewniam cię, że nie masz się czego wstydzić’. Podał mi ligninę abym się wytarł. Jakość zapomniałem o swojej krępującej nagości. Wycierałem się a on patrzył na mnie. Dostrzegłem duże wybrzuszenie w jego spodniach. Byłem ciekaw jak on wygląda nago. Po wszystkim wypisał mi zwolnienie na trzy dni. Patrzył jak się ubieram. Gdy mi podał upragnioną karteczkę papieru powiedział abym przyszedł na wizytę kontrolną w czwartek, najlepiej też na koniec dyżuru, ‘i oszczędzaj swoje jaja do tego czasu, staraj się powstrzymać’. W głowie wirowały mi różne myśli, wstyd, podniecenie, strach ale i zadowolenie. Wspomnienie silnego orgazmu górował nad wszystkim. To było najwspanialsze uczucie jakiego do tej pory doznałem. Przez kolejne trzy dni miałem niemal permanentny wzwód. Starałem się powstrzymać od onanizowania się jak doradził mi lekarz ale nie było to proste. Wytrzymałem pierwszą dobę ale w nocy miałem niespokojny sen i nagle stało się. Obudziłem się czując silny zapach spermy w pokoju, miałem przemoczone slipy i mokrą pościel. Musiałem się przebrać i powycierać łóżko oraz wywietrzyć pokój. Nie powstrzymałem się. Usiadłem na podłodze i zwaliłem sobie konia. Mocno aż do bólu dwa razy. Poszedłem na wizytę kontrolną. Udało mi się powstrzymać od zabawiania ptaszkiem przez ostatnią dobę ale efekt był taki że sterczał cały czas. W głowie miałem tylko jedno: chce mi się walić konia! Zastanawiałem się jak to będzie jeśli lekarz znowu karze mi się rozebrać. Mój kutas będzie sterczał jak armata i nie da się tego ukryć. Gdy wszedłem do gabinetu przywitał mnie miłym spojrzeniem: ‘A… wizyta kontrolna?’ Potwierdziłem. Swoim miłym głosem kazał mi się rozebrać co też zrobiłem ale teraz obiema rękami zasłaniałem krocze. Uśmiechnął się i kazał mi opuścić ręce. ‘O! ładnie to wygląda. Naprawdę nie masz się czego wstydzić’. Kazał mi podejść do leżanki i zdjąć majtki. ‘Muszę cię dokładniej zbadać. Stań w rozkroku i zrób skłon opierając się rękoma o leżankę’. Wyjął z szafki naczynie z wazeliną. Dłonią złapał mnie za jądra od tyłu i przez dłuższą chwilę obmacywał je. Robiło mi się przyjemnie. Wiedziałem, że wcześniej czy później stracę kontrolę nad sobą i znowu wystrzelę. Położył rękę na moich pośladkach, palcami rozsunął je. Poczułem jak palcem nakłada wazeliną na okolice odbytu i delikatnie wsuwa czubek palca do środka. Odruchowo zaciskałem dziurkę. ‘Rozluźnij się! To będzie przyjemne badanie.’ Poczułem jak wsuwa mi palec do środka i bezwiednie jęknąłem. Dłonią wciąż obściskiwał moje jądra. Palec penetrował odbyt coraz śmielej. Po chwili włożył dwa palce a to sprawiło, że jakoś zacząłem pojękiwać przy każdym wejściu i sapać przy wyjściu. Nie wiem ile to trwało bo całkowicie się zatraciłem. Nagle niebywała rozkosz ogarnęła moje ciało. Jęczałem strzelając spermą i czując jak mój odbyt pulsuje zaciskając się na penetrujących go palcach. Kiedy świat przestał wirować opadłem na podłogę. Czułem zapach spermy i niesamowite rozluźnienie. To było naprawdę rozkoszne. Mój kutas lekko tylko zmiękł. Wciąż był gotowy do akcji. Odwróciłem się. On wciąż stał obok mnie i miał dużą górkę w spodniach. Zacząłem rozpinać jego pasek, guzik w spodniach, zsunąłem je. Miał na sobie białe slipy. Szybko je również ściągnąłem. Pierwszy raz w życiu widziałem klejnoty dojrzałego mężczyzny. Miał gęsty czarny zarost, duży ciemny worek mosznowy i grubego kutasa. Był twardy i sterczący ze ściągniętym napletkiem. Miał silny męski zapach co podnieciło mnie jeszcze bardziej. Położył jedną rękę na mojej głowie a drugą złapał mnie za szczękę. Wsunął kutasa do ust. „Ssij go jak smoczek! Ciągnij!’ Starałem się choć był to mój pierwszy raz. Gdy wsadzał głęboko to dławiłem się. Wziął mój palec do ust i pokazał na nim jak mam ssać jego kutasa. Szybko się uczyłem. Nadawał rytm przytrzymując moją głowę i rytmicznie ruszając biodrami. Coraz głośniej oddychał i sapał. Ruchy stawały się szybsze i bardziej stanowcze aż nagle wpakował mi kutasa głęboko w gardło. Rękami trzymał mocno głowę. Cały drżał, sapał a z pulsującego kutasa leciała gęsta, ciepła sperma. ‘Połykaj to! Połykaj! Ciągnij! Jeszcze….’ Gdy było już po wszystkim poklepał mnie po twarzy. ‘Dobry jesteś!’ Mój kutas sterczał jak armata. Zobaczył to i kazał mi się położyć na leżance. Rozsunął moje uda. Szybko poczułem jak dwa palce znowu wsuwają się w mój odbyt. Rozkosz. Nowe doznanie. Przyjemność rozchodząca się po całym ciele. Nagle ciepłe usta objęły moją pałę. Robił to samo co przed chwilą ja jemu. Ssał i brał głęboko do gardła. Wystarczyła tylko chwila i już nie byłem w stanie się powstrzymać. Miałem orgazm. Najsilniejszy w moim życiu. Skurcze były aż prawie bolesne. Całe ciało przenikały jakieś niesamowite prądy. Zagryzałem własną dłoń aby stłumić jęczenie rozkoszy. Odbyt zaciskał się na jego penetrujących palcach co dawało jakieś spotęgowanie przyjemności. Zawirowały wszystkie moje zmysły. Dosłownie odpłynąłem. W ustach miałem jego smak. Smak prawdziwego mężczyzny, samca. Czułem jego zapach. Chciałem aby to trwało jak najdłużej/ Gdy wychodziłem z gabinetu rzucił z uśmiechem ‘Wpadnij jeszcze na jakąś wizytę kontrolną’.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomek
  • Policjant

    Umówiłem się z Markiem na browar o 22. Wyszedłem z domu troszkę wcześniej, żeby zakupić prowiant. Gdy doszedłem w umówione miejsce Marek już siedział na ławce. Przywitałem się z nim i rozpoczęliśmy imprezkę. Popijaliśmy jedno po drugim rozmawiając na różne tematy. Okolica, w której się spotkaliśmy była rzadko uczęszczana przez ludzi zwłaszcza o tej porze. 

     -Panowie nie wiedzą, że spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest zabronione. – usłyszeliśmy głos zza nas. Odwróciliśmy się i dostrzegliśmy, że należy do około 30-letniego policjanta. Zerwaliśmy sie do ucieczki, a policjant za nami.

    -Stać, bo strzelam.- krzyczał dobiegając do mnie.

    W pewnym momencie chwycił mnie za rękę tak, że upadłem na ziemię. Markowi udało się uciec, bo był szybszy ode mnie. Wykręcił mi ręce do tyłu i założył kajdanki. Podniósł mnie z ziemi. 

    – Idziemy.-rzekł o wiele groźniejszym głosem.

    Przeszliśmy kawałek i nagle moim oczom ukazał się policyjny radiowóz. Oparł mnie o niego.

    -Nogi szeroko.- powiedział i zaczął mnie przeszukiwać. 

    Najpierw obmacywał moją klatkę piersiową, a potem przechodził niżej. Gdy był w okolicy pasa chwycił mnie za krocze. Poczułem lekki ból moich jąder. Następnie przeszedł do obmacywania moich nóg. 

    -Jestem pewien, że oprócz piwa coś wciągaliście. Zaraz wszystko znajdę.- rzekł policjant i włożył dłonie w moje kieszenie.

    -Nic nie braliśmy.- zacząłem mu tłumaczyć.

    -Mnie nie oszukasz. W kieszeniach nic nie masz, ale ja sprawdzę każde miejsce, w którym mogłeś coś ukryć. W tym momencie ściągnął moje dresy i zostałem w samych slipach. Przybliżył swoje krocze do mojej dupy.

    -Pewnie tutaj wszystko ukryłeś.- szepnął mi do ucha.

    Zdarł ze mnie majtki i wyciągnął białe, gumowe rękawiczki ze swojej kieszeni. Założył je na dłonie, plunął na nie i zaczął wkładać palca w moją dziurkę.

    -Nie ma pan prawa!- zacząłem krzyczeć.

    -Stul pysk, bo znajdę na ciebie takie dowody, że nie wyjdziesz przez lata z pudła.- odpowiedział groźnie i poczułem mocnego klapsa.

    Policjant przeszedł do dalszej penetracji mojej dziurki, dokładając co chwilę kolejny palec. Czułem silny ból.   

    -Niech pan przestanie- zacząłem jęczeć.

    -Nic tu nie wyczuwam, ale muszę sprawdzić głębiej.-rzekł.

    Wyciągnął z pasa pałkę policyjną i przyłożył mi do ust.

    -Ssij ją tak jakbyś obciągał kutasa.-rozkazał.

    Robiłem co mi kazał, a po chwili zaczął wkładać mi pałkę do dupy. Poczułem jeszcze większy ból aż po policzkach zaczęły cieknąć mi łzy.

    -Będę musiał jeszcze sprawdzić twoje wnętrze innym sposobem. Klękaj.- usłyszałem od policjanta.

    Gdy klęczałem on rozpiął rozporek i wyciągnął swojego stojącego kutasa. Był wielki i gruby. Przyłożył mi go do ust i powiedział:

    -Bierz go po same jaja.

    W ustach mieściła mi się tylko połowa jego przyrodzenia. 

    -Nie słyszałeś co mówiłem. Chcę poczuć twoje migdałki. Bierz się do roboty kurwo.-warknął i w tym momencie chwycił mnie za tył głowy i przycisnął w swoją stronę. Poczułem odruchy wymiotne, a w żaden sposób nie mogłem się od niego odepchnąć, bo miałem skrępowane ręce. Dławiłem się, a z oczu ciekły mi łzy. Po chwili zabrał ręce z mojej głowy, a ja mogłem chwycić oddech.

    -Teraz bierz się za moje jaja! Bierz je do swojego ryja na przemian!

    Robiłem co mi kazał. Podobało mu się, bo słyszałem jego stękanie.

    -Teraz bierz się za moją dupę.-powiedział.

    Odwrócił się i przycisnął moją głowę do swojego rowa. 

    -Co jest kurwa! Bierz się do lizania.- rzucił.

    Wyciągnąłem język i zacząłem jeździć wzdłuż rowa. Później zacząłem pieścić jego dziurkę.

    -Włóż język do środka suko.

    Po chwili oparł mnie o maskę radiowozu, założył gumkę i zaczął wchodzić we mnie. Zaczął ruchać mnie bardzo brutalnie. Co chwilę dostawałem mocne klapsy. 

    -Mam nadzieję, że to cię nauczy niełamania prawa.- rzekł policjant.

    Moja dziurka była na tyle rozluźniona, że ból nie był odczuwalny. Mój kutas zaczął się powoli unosić. Nagle policjant przestał mnie bzykać, wyciągnął swojego kutasa ze mnie i ściągnął gumkę. Kilkoma ruchami ręki doprowadził do wytrysku, zalewając moją dupę i plecy. Następnie mnie odwrócił i klęknął. Wziął mojego kutasa do ręki i zaczął mi trzepać. 

    -Uwielbiam smak spermy niegrzecznych chłopców.-powiedział.

    Zacząłem stękać. Policjant wiedział, że zaraz dojdę, więc otworzył usta. Po chwili zalałem go ciepłą spermą. Ku mojemu zaskoczeniu wszystko połknął. 

    -Dobra z ciebie dziwka.- powiedział rozpinając mi kajdanki.

    Szybko się ubrałem i odszedłem kawałek. Schowałem się za drzewem. Policjant wcale nie miał zamiaru się ubierać. Wziął pałkę policyjną, napluł na nią i zaczął wpychać sobie do dupy jednocześnie waląc konia. Głośno stękał i po chwili trysnął na maskę radiowozu. Potem zaczął wszystko zlizywać. Po skończonej robocie ubrał się i odjechał, a ja wróciłem do domu.

    Na drugi dzień zadzwonił Marek pytając czy dostałem mandat. Powiedziałem, że skończyło się na upomnieniu… 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    rafael
  • Przypadek Michala cz.I

    Zdarzenia, osoby oraz nazwiska pojawiające się w tej oraz kolejnych częściach są całkowicie fikcyjne i powstały w pustym łbie autora.  

    ***

    Niewiele pamiętam z wypadku. Ostatnia rzecz jaką kojarzę, to pojawiający się znikąd bus, a potem… kompletnie nic. Zero. Próżnia. Nie dawano mi wiele szans, a jednak okazałem się twardszy niż przewidywali lekarze. Dwa tygodnie balansowałem na granicy życia i śmierci. Prawie miesiąc byłem nieprzytomny, a jednak dałem radę.  
    Miałem niewątpliwie pecha. Niemal całe dwa miesiące wakacji spędziłem w szpitalu. Jednak rozmiar nieszczęścia był niczym wobec ogromu późniejszego fartu. To nie ostatnie wakacje w moim życiu, a tak właśnie mogło się stać. Cóż, mogłem ich nawet nie doczekać.  
    Teraz czuję się na tyle dobrze, że zamiast ubolewać nad swoim losem, udając, że śpię, spod oka zerkam na krzątającą się koło mojego łóżka pielęgniarkę. Wiem już, że ma na imię Marta. Jest młoda, od niedawna pracuje w szpitalu, do którego przyszła zaraz po studiach. Od dwóch tygodni przeniesiona na ten oddział. Zgrabna, niewysoka z drobnymi krągłościami, co przy jej wzroście sprawia, że wydają się większe. Ma miłą, ładną twarz i blond włosy zebrane z tyłu w krótki ogonek.  
    Jednak nie to najbardziej przykuło moją uwagę. Siostra Marta pochylając się co chwila, sprawia, że moje oczy koncentrują się na biuście, który niezbyt szczelnie ukryła pod luźnym fartuchem.  
    Tak mi się zdaje, że naprawdę jest już ze mną dobrze. W końcu za kilka dni mam wyjść ze szpitala. Tym bardziej myślę o sobie jak o zdrowym człowieku, gdy w głowie pojawiają mi się niezbyt przyzwoite sceny z młodą pielęgniarką w roli głównej. Cóż pomarzyć dobra rzecz, ale ja jestem licealistą, który niedługo będzie zaliczał ostatnią klasę szkoły średniej, a ona młodą, ale już dorosłą kobietą. Do tego całkiem atrakcyjną. Na pewno kręci się przy niej jakiś facet, który ten świetny biust ma na zawołanie. I nie tylko to zapewne.  
    No, ale chociaż sobie popatrzę.  

    Akurat teraz młoda pielęgniarka postanowiła poprawić moją pościel. Poczułem, jej dłonie dotykające tu i ówdzie na krótko moje ciało. Natychmiast robi mi się ciepło, a kutas staje się jeszcze bardziej twardy. Zupełnie niezręczna dla mnie sytuacja. I nagle staje się to czego się obawiałem. Dłoń pielęgniarki natrafia na moje przyrodzenie. Dziewczyna cofa ją, ale zaciekawiona zerka to na mnie, to na nieszczęsny wzgórek na kołdrze. Próbuję to powstrzymać, ale nie potrafię, czerwienię się jak burak, co tylko utwierdza siostrzyczkę w przekonaniu, że nie śpię.  

    – No i co, szczęściarzu? Mało, że cię wyrwali z łap kostusze, to jeszcze jesteś na moim oddziale. – Siadła na brzegu szpitalnego łóżka. – Fajnie tak sobie z poziomej perspektywy pooglądać damskie biusty, prawda?

    – Przepraszam panią, ale to… samo tak jakoś wyszło – Wydukałem z nieszczęśliwą miną. Dałem ciała. Kompletna żenada.  

    – Nie jestem panią. Mam na imię Marta, jestem ledwie osiem lat od ciebie starsza. – Mówiąc to moja opiekunka, rozgląda się po sali. Nie wiem czemu, bo jesteśmy kompletnie sami. Lokal zajmowany przeze mnie przez ostatnie dwa miesiące jest niewielki. Ledwie dwa łóżka, a drugie od tygodnia stoi puste. – Mogłabym być twoją starszą siostrą.  

    – Mam już jedną, ale od przybytku głowa nie boli – przyznaję elokwentnie i grzecznie.

    – Jasne, starszych sióstr nigdy nie za dużo. – Marta przytaknęła wesoło. Ma bardzo miły uśmiech. – Jest kogo podglądać, prawda?

    – Eee, to nie tak…

    – Przestań, nie musisz mnie czarować. – Siostra przerwała moje niezgrabne tłumaczenie. – Ja mam dwóch starszych braci. Podglądałam ich jak tylko mogłam, gdy byłam nastolatką.

    Wyznanie Marty, rzucone cichym, aksamitnym głosem sprawia, że znów mam wzwód. Tym razem jednak, młoda pielęgniarka nie ogranicza się do jego obserwacji. Czuję chłód wdzierający się pod uniesioną kołdrę. Dłoń Marty odnajduje brzeg mojej piżamy, po czym zsuwa ją nieco niżej. W gardle pojawia mi się dziwna suchość, a policzki pieką niemiłosiernie.  

    – Nie wiem, czy powinniśmy… – Mój słaby protest zostaje zduszony przez palce Marty zaciskające się na moim twardzielu. Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Czy to jakaś alternatywna rzeczywistość?

    – Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że opcja z siostrą nie jest taka fajna, bo wtedy nie mogłabym zrobić… tego na przykład – Marta mruga łobuzerko do mnie. Jej dłoń przesuwa się powoli w dół, ciągnąc za sobą miękką skórę fiuta.  

    – O kurwa! – Wyrzuciłem z siebie emocje, czując, że kolejny taki ruch odsłania żołądź członka.  

    – Nie mój drogi, tylko pielęgniarka, ale będę się starać. – Ten żart rozbraja mnie całkowicie. Zamykam oczy, poddając się woli dziewczyny w bieli.  

    Ruchy siostry Marty przestają być takie leniwie. Zaciśnięta na trzonie kutasa ciepła, kobieca dłoń, przesuwa się szybciej, systematycznie zwiększając tempo. Kołdra na wysokości mojego krocza unosi się rytmicznie, a ja zapominam o nierealności sytuacji. Właściwie mam teraz w dupie realizm. Liczy się tylko to, że siostra Marta robi mi dobrze swoją sprawną łapką. Jestem tak podniecony, że cała zabawa nie trwa długo. Kilka kolejnych ruchów niczym faza księżyca sprawia, że nadciąga przypływ. Potężny ładunek nasienia eksploduje kończąc niegrzeczną zabawę pielęgniarki.  

    Marta bez skrępowania zsunęła ze mnie kołdrę. Spora plama na pościeli wywołuje u mnie durną dumę, bo niemało perlistej mazi spływa po palcach pozbawionej pruderii siostrzyczki. Dowód mojej przyjemności jest naprawdę obfity.  

    – Trzeba ci zmienić pościel i piżamę. Nie możemy zapominać też o zasadach higieny – stwierdziła cicho Marta. Oczy dziewczyny skrzą się zadowoleniem. Nie da się ukryć, że ta sytuacja nakręciła ją bardzo, zapewne podniecając równie mocno jak mnie.  
    Zamoczyła wacik w letniej wodzie i przetarła nim mojego zwiotczałego członka. Powinno mnie to krępować, ale tym razem nie odczuwam zawstydzenia. Zabiegi młodej siostry są przyjemne. Tym bardziej, że obmywanie mojego fiuta ze spermy kończy pocałunkiem złożonym na jądrach.  

    – To na tyle, panie Wanat. – Pochyliła się nade mną. Nie wiem kiedy rozpięła bardziej fartuch, ale jej cycki przytrzymywane przez skąpy biustonosz niemal dotykają mojej twarzy. – Nie myśl jednak, że z tobą skończyłam. Załatwię sobie dziś nocny dyżur.  

    Ta wiadomość sprawia, że cały dzień rozmyślałem o Marcie i nadchodzącym wieczorze. Byłem tak podniecony, że dwukrotnie wychodziłem do łazienki, by zadowolić się ręką. Te przyjemne rozważania przeplatają się z pytaniami. Jak do tego doszło? Czy to zbieg okoliczności i mój fart, że trafiłem na pielęgniarkę – nimfomankę, czy może kryje się za tym coś więcej? Nie umiałem odpowiedzieć sobie na te pytania, ale i tak kłębiły się od moją czaszką, przerywając przyjemne marzenia o wieczorze z siostrą Martą.  

    Gdy bardzo czegoś wyczekujesz, czas dłuży się niemiłosiernie. Rozciąga się niczym guma w znoszonych majtkach. Ostatecznie jednak wieczór nadszedł. Całe szczęście, że go nie odwołano. Zanim jednak Marta spełniła swoją obietnicę, znów musiałem poczekać. Wydawało mi się, że zajrzy do mnie, gdy tylko za oknami zapadnie zmrok i się przeliczyłem.  
    Pojawiła się wtedy, gdy zacząłem przegrywać z sennością, pogodzony z tym, że rzuciła mi obietnicę bez pokrycia.  

    – Jestem wreszcie – powiedziała cicho, zamykając za sobą drzwi. – Tęskniłeś za mną, Michałku?

    Głos ociekał słodyczą i krył w sobie obietnicę, więc od razy poczułem, że robię się twardy w wiadomym miejscu.  

    – Nie inaczej – mruknąłem w odpowiedzi. Moje wcześniejsze niepewność i nieśmiałość znacznie zostały zredukowane przez zachowanie Marty i to co zdarzyło się między nami wcześniej – Zresztą, sama zobacz!

    Odważnie odrzuciłem kołdrę na bok i uchyliłem spodnie od piżamy. Błysk w jej oczach wystarczył mi za wszystkie słowa, jakich się spodziewałem. Rozpięła drżącymi palcami fartuch, odsłaniając niemal nagie ciało. Niemal, bo miała na sobie ten sam skąpy biustonosz i figi.  

    – Jestem pielęgniarką, a ty chorym, więc pozwól, że zadbam o ciebie. – Mówiąc to zsunęła fartuch z ciała, pozwalając mu opaść na podłogę z bladych płytek.  

    Gdy usiadła koło mnie, w jednej chwili pozbyła się biustonosza.  

    – Ściągnij spodnie i usiądź na brzegu łóżka – poprosiła.  

    Uczyniłem to natychmiast, ciekaw co wymyśli. Kucnęła przed mną i zagarnęła półkule swoich piersi. Uwiła gniazdo dla mojego ptaka między cyckami. Sprężysta, miękka skóra otuliła fiuta. Uwięziony, pęczniał i nabierał twardości pomiędzy dwoma gronami biustu.  

    – Skoro tak się wcześniej fascynowały moje piersi, to zacznijmy w ten sposób. – Marta docisnęła cycki bardziej, sprawiając, że mojemu kutasowi zrobiło się ciasno.  

    Dwa razy nie musiała mi tego powtarzać. Szarpnąłem biodrami, wprawiając w ruch fiuta. Pierwszy raz pieprzyłem w ten sposób. Wąski i ciasny przesmyk między piersiami Marty był świetnym stymulatorem. Czułem się w nim doskonale. Ocierając się o cycki, odczuwałem potężne uderzenie podniecenia i żądzy. Gdy by nie to, że pragnąłem odwiedzić kolejne intymne zakamarki ciała Marty, mógłbym tu zostać na dłużej, a nawet tu zakończyć miłosną grę.  
    Wiedziałem jednak, że to tylko preludium. Marta doskonale wyczuła. gdy poczułem ochotę na zmianę. Ściągnęła z łóżka poduszkę i położyła na podłodze, u mych stóp. Klęknęła na niej i ujęła w dłoń członka. Sprawnie, o czym mogłem się przekonać w dzień sprawiła, że pojawiła się sino bordowa żołądź. Gdy łepek kutas rozbłysnął w pełnej krasie zaczęła pieścić go końcem języka. Przejmujący, rozkoszny dreszcz smagnął moje plecy wzdłuż kręgosłupa. Po takim początku mogło być tylko wspanialej. Ciepły język owijał się wokół żołędzi, drażnił napletek, kreślił mokry szlak od czubka fiuta, aż po same jaja. Trwało to dobrą chwilę, doprowadzając mnie do szału i zakończyło w momencie, gdy wilgotny łepek mojego członka zniknął między wargami Marty. Rozkosznie przyjemne wnętrze ust siostry przyjęło go z niezwykłą gościnnością. Pielęgniarka trzymając kutasa u nasady, coraz mocniej ogarniała go ustami, połykając za każdym ruchem głowy kolejny centymetr mojej pały. W chwili, gdy na jadrach poczułem brodę dziewczyny przejąłem inicjatywę. Energicznymi pchnięciami zacząłem wsuwać całe osiemnaście centymetrów nabrzmiałej rozkoszy w usta siostry Marty. Ogarnęła mnie niespotykana euforia. Moje skromne doświadczenia z płcią przeciwną nie czyniły ze mnie demona seksu, a tymczasem teraz posuwałem w usta super dziewczynę, która jeszcze wczoraj wydawał mi się nieosiągalna, dla kogoś takiego jak ja. Żądza rozsadzała mnie od wewnątrz i byłem pewien, że muszę ją zaspokoić, pieprząc chętną siostrzyczkę aż do utraty tchu.  

    Rżnąc Martę w usta zupełnie odleciałem. Nie zwróciłem uwagi, że uwięziłem jej głowę w silnym uścisku moich rąk. Dopiero, gdy zaczęła się krztusić oprzytomniałem.  

    – Sorry, ale jesteś niesamowita – wychrypiałem.  

    – A ty niewyżyty – odparła, dysząc ciężko. Przez chwilę pomyślałem, że moje zachowanie ją odstraszy i zakończy miłosną grę, ale moje obawy były niepotrzebne.

    Najwyraźniej miała już jednak dość seksu oralnego. Podniosła się z kolan i lekko zamglonym wzrokiem spojrzała na sterczącego mi między nogami członka. Oblizała usta, jakby miała ochotę go zjeść. Szybko pozbyła się fig, a ja odgadując jak chce poprowadzić igraszki dalej, złączyłem nogi. Pielęgniarka usiadła mi na kolanach, twarzą zwrócona do mnie. Przez chwilę szukaliśmy się nawzajem, aż poczułem, że zanurzam się w mokrym wnętrzu. Marta wygięła ciało w łuk, wtulając biust w moją brodę i rozpoczęła taniec. Zrazu ruchy bioder dziewczyny były nader spokojne. Drążyłem wilgotną cipkę leniwie i oszczędnie. Dostosowałem się do tego rytmu, hamując siłę żądzy, która chciała bym pieprzył ją bez opamiętania. Marta powoli ulegała jednak podnieceniu, które wyraźnie już teraz naznaczyło jej twarz. Wzrok miała zamglony, wypieki rozlały się po jej policzkach, a usta miała lekko rozchylone, jakby do delikatnego pocałunku. Taki widok podsycał moją samczą dumę. To, że młoda kobieta odczuwała tyle przyjemności z takim chłopakiem jak ja, potęgowało moje zadowolenie.  
    Przyspieszyliśmy. Nasz miłosny taniec przeszedł z fazy walca do rumby. Cały byłem podnieceniem. Czułe je każdym fragmentem ciała. Mój kutas czuł się coraz pewniej w ciasnej i wilgotnej norce siostry Marty. Był coraz bardziej natarczywy. Miłosna rumba przeobraziła się w jazdę bez trzymanki. Szalony, dziki kankan.  

    W szpitalnej sali słychać było jedynie nasze stłumione jęki i odgłos uderzających o siebie ciał. Gdybym tego dnia nie onanizował się dwa razy, a także nie pozwolił Marcie na ręczną zabawę moim fiutem pewnie ta nocna zabawa skończyła by się dla mnie wcześniej. Dzięki temu teraz mogłem z zadowoleniem rżnąć chętną “pigułę”, czując potężną rozkosz i jednocześnie obserwować jak to ona pierwsza dochodzi do spełnienia. Będąc już na granicy ekstazy, jęknęła głośniej i wpiła palce w moje plecy, aż poczułem ból. Dwa kolejne ruchy jej bioder były tak gwałtowne, że niemal zsunęła mi się z kolan. Po drugim zastygła w bezruchu, zaciskając na kutasie mięśnie Kegla i poddała sile orgazmu. Ja jednak jeszcze nie złożyłem ostatecznego podpisu pod tym miłosnym aktem. Gdy ona pozwalała ogarnąć się ekstazie, ja zdwoiłem wysiłki, by zakończyć to równie spektakularnie. Siedząc na mnie Marta ograniczała mi możliwość zwiększenia siły pchnięć, ale robiłem co mogłem. Ona też próbowała odpowiadać, ale przeżyty orgazm zrobił swoje. Nie było w jej ruchach tej gwałtowności co chwilę temu. W końcu poczułem zbliżający się finał. Przebudziła się bestia z lędźwi. Wbijałem fiuta w mokrą od soków cipkę siostry Marty i przestałem się kontrolować. Na szczęście jej wróciła część świadomości. Czując, że za chwilę zostawię w niej niebezpieczny ładunek, zsunęła mi się z kolan i klęknęła obok. Szybko chwyciła trzon kutasa w połowie, przytrzymując go, w oczekiwaniu na nieuchronne. Gdy jęcząc głucho wystrzeliłem salwami nasienia, ona stała się ich głównym celem. Perliste pociski trafiły bezbłędnie w jej zaczerwienioną z podniecenia twarz.  
    Po ostatnim wystrzale opadłem na łóżko. Nigdy nie czułem się tak wypompowany. Ledwie zdołałem poczuć, że Marta wkłada sobie do ust członka, by zabrać z niego resztki spermy. Była niesamowita, ale nie miałem siły jej tego powiedzieć.  
    Po chwili położyła się koło mnie. Naga. Lśniąca od potu. Uśmiechnięta i ledwie żywa.  

    – Nie wiem co się stało. Nie myśl sobie, że każdego pacjenta tak traktuję – wyznała po chwili, gdy już uspokoiła oddech. – Nie jestem taka, ale od kilku dni… tak, od kilku dni właśnie czułam, że muszę zrobić coś takiego. Nie z moim chłopakiem, nie z rówieśnikiem, ani z dzianym starszym facetem, ale właśnie… z tobą. Kompletnie tego nie rozumiem, ale jesteś cudowny i… było mi wspaniale.  

    Mówiąc to pocałowała mnie w okolice lewego sutka. Ja jeszcze bardziej niż ona, byłem ogłupiały. Nie miałem bladego pojęcia co się kryło za tym szaleństwem, którego doświadczyliśmy. W tej chwili miałem to jednak gdzieś. Pulsujące we mnie emocje nie pozwalały na racjonalizm.  

    – Myślę, że nie było ci lepiej niż mnie – wyznałem szczerze. W duchu liczyłem, że ostatnie kilka dni w szpitalu będzie okazją na kolejne odsłony miłosnej gry z siostrą Martą i mną w rolach głównych.  

    Myliłem się. Dniem naszego nocnego szaleństwa był piątek, a weekend Marta miała wolny. Od poniedziałku, ku mojej rozpaczy była na urlopie. Ja wyszedłem ze szpitala w środę.  

    ***

    Facet, który siedział przed mną uratował mi życie. Doktor Marian Jaroszewski. Niemłody, kilka lat przed emeryturą, choć wygląda dziesięć lat młodziej niż ma rzeczywiście. Wychodząc ze szpitala, wstąpiłem do niego, by po raz kolejny podziękować za drugie życie. Uściskał mnie, wiem, że przeżywał mój przypadek i był dumny, że mnie z tego wyciągnął.  

    – Michał, jeszcze chwilę. Wszystko wskazuje na to, że jest dobrze – powiedział, gdy już zbierałem się do wyjścia. – O tym, że czasem mogą się pojawiać bóle głowy już wiesz, ale ludzki mózg to misterna i skomplikowana materia. Nie wiemy tak naprawdę o nim wszystkiego. Będziesz przyjeżdżał do mnie na kontrolę, więc mam nadzieję, że jeśli będą pojawiać się zmiany, to tylko na lepsze. Chcę cię jednak uprzedzić, że mogą się pojawiać objawy czy zachowania, których do tej pory nie miałeś. Zbita została naprawdę duża część twojej czaszki i mózgu, a przy tym taka, którą my ludzie znamy najmniej. Liczę, że wszystko jest ok., ale czuj się uprzedzony przeze mnie, na nieprzewidziane okoliczności.  

    – Rozumiem doktorze. Jeszcze raz dziękuję.  

    Gdy szedłem korytarzem, przechodząc koło swojej sali, przypomniałem sobie noc z siostrą Martą. Przyszła mi wtedy do głowy szalona myśl, z której po chwili sam zacząłem się śmiać. Marta wyznała mi, że od kilku dni przed seksem ze mną intensywnie myślała o tym, żeby to ze mną zrobić. Ja natomiast przyznaję się do tego, że właśnie w tym czasie mocno pracowałem wyobraźnią nad jej osobą. A jeśli uraz mojego mózgu sprawił, że kobiety nie mogą mi się oprzeć, gdy ich zapragnę? Czy rzeczywiście potrafię to sprawić siłą woli, dzięki zmianom powstałym w mózgu? *

    Prychnąłem ze śmiechu, aż obejrzała się za mną jakaś lekarka. Michał, ty durny fantasto!

    c.d.n….

    * – przypadłość bohatera nie jest zaraźliwa, proszę nie szukać z nim kontaktu. Wszelkich poszukiwaczy 100 % realizmu oraz medycznych geniuszy autor uprasza o wyrozumiałość. Problemy Michała są wynikiem wirusa fabularnego. Tylko i wyłącznie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • MW-Interwal Rozdzial 35 Ich pani

    Joanna (tak ma na imię nauczycielka) ćwiczy i rozmyśla. Najlepiej jej się myśli przy gimnastyce. Ona i jej uczniowie?! Raz z jednym, raz z drugim… A może trójkącik?  Tak to nazywał jej były, do tego ją namawiał, to było ostateczną przyczyną rozstania. Joanna, rozciągnięta w szpagacie, przypomina sobie, jaka była młoda i niedoświadczona, gdy się poznali. To on stopniowo wprowadzał ją w świat seksu. Początki były wspaniałe… Ale jemu wciąż było mało: chciał anala –  nie dała, kupował różne zabawki – pozbyła się ich wraz z nim. Ale jeden wibrator gdzieś się wtedy zapodział, znalazła przy przeprowadzce…

    Nie przerywa ćwiczeń, postanawia go później poszukać w kartonach, jeszcze nie wszystko rozpakowała.

    Na początku kochali się po bożemu, no, brała do buzi, na chwilę. Zażyczył sobie lizania jajek – wylizała. Potem był spust na twarz, obciąganie z połykiem – robiła to wszystko, początkowo z miłości, potem to polubiła, teraz jak o tym myśli… Jej cipka, głodna pieszczoty,  reaguje gwałtownie na dotknięcie. Joanna pociera majteczki, wilgotnieją w miejscu, gdzie wpijają się w szczelinkę.

    Właściwie dlaczego ja ćwiczę w majtkach? I gdzie ten wibrator?

    Już naga – również sportowy stanik wylądował w brudowniku – Joanna grzebie w kartonach

    O jest! Zawinięty w jej starą koszulkę. Hmmm… baterie padły. Kupi nowe. Na razie…

    Kładzie się na macie do ćwiczeń i wraca do wspomnień, jego penis w ustach, wibrator… Wzdraga się, gdy chłodny, sztuczny chuj  wślizguje się do pochwy, wypycha biodra, pieprzy się nim, wspomina… Podniecenie opada, gdy przypomina sobie jego ostatnią propozycję: spotkanie we troje, z jakąś jego znajomą. Znajomą! Od słowa do słowa przyznał się, że ją też posuwa. Tak się wtedy dosłownie wyraził. I jeszcze: nie bądź zacofana, Kotku. A potem próbował ją namówić na dwa baty, przyszli z kolegą, trochę podpici… To było najgorsze, wtedy go ostatecznie wyrzuciła.

    – Nie wiesz, co tracisz, Kotku. Z wibratorem i dwoma kutasami miałabyś prawdziwy odlot…

    Może trzeba było się zgodzić? – Joanna, tak długo sama, zaczyna wariować, kutasa jej trzeba! Dildo w jej dłoni ponownie przyspiesza.

    Nauczycielka wraca myślami do swoich uczniów. Ich dwa fiutki kuszą… A ma ich obu w garści, zrobią, co zechce.

    Na myśl, czego od nich zechce, Joanna szczytuje. A potem, biorąc prysznic, obmyśla plan. Tylko czy odważy się go zrealizować?

    * * *

    Chyba zwariowałam! – Joanna wróciła z ekscytujących zakupów, stoi teraz półnaga przed lustrem, przymierza świeżo nabyty koronkowy komplecik.

    I dla kogo tak się stroję? Dla swoich uczniów?  Musi jednak przyznać, że jej piersi w tym biustonoszu wyglądają świetnie. Bez stanika również; ma je spore, acz samonośne, może je dumnie nosić przed sobą… tylko nie ma przed kim! Pochyla się głęboko, zagląda sobie w dekolt – w koronkowej oprawie bardotki jej cycki wyglądają naprawdę kusząco.

    I te majtki… Przez białą koronkę przebija się ciemna szczecina w kroczu, trzeba będzie ją zgolić. Joanna, będąc sama, stawiała na wygodę i nosiła fryzurkę typu pęknięty jeż. Ale teraz… Tyle zachodu dla dwóch gówniarzy!Chyba zwariowałam!

    Ale jakżeż ją to podnieca! Kontempluje swój tyłek w fikuśnie wciętych majteczkach jeszcze przez chwilę i szybko je ściąga, zanim będą wymagały ponownego prania.

     * * *

    – Wchodźcie, chłopcy – nauczycielka wita ich w uchylonych drzwiach, ubrana w kusy szlafroczek. Chcąc wejść, muszą się o nią otrzeć. Ale i tak są podnieceni, fantazjowali o tej wizycie i w gatkach mają dwa twarde, więcej niż gotowe do akcji kołki.

    – Brr… wzdryga się mimowolnie Joanna, na dworze ulewa, chłopcy są przemoczeni, a teraz ocierają się o jej gołe nogi – szlafroczek sięga jej ledwie do połowy uda. Nie jej wina – na jej wzrost nie szyją…

    Ale za to ma świetny pretekst.

    – Rozbierajcie się szybko, jeszcze się przeziębicie!

    Włączyła ogrzewanie, wraz z deszczem przyszło ochłodzenie, lecz w mieszkanku jest ciepło i przytulnie. Teraz z narastającym podnieceniem przygląda się półnagim uczniom.

    – Chodźcie z tym do łazienki.

    Odbiera od nich przemoczone bluzy i podkoszulki, wiesza na suszarce.

    – Spodnie też! Całe macie przemoczone.

    Gdy siadają na podłodze, by je ściągnąć (nie jest łatwo je zdjąć, gdy są takie mokre) stoi tuż przy nich w tej mikroskopijnej łazience i poprawia ułożenie ich ubrań na suszarce nad wanną. Gdy wyciąga ręce w górę, szlafroczek nie wyrabia. Obaj oczywiście gapią się na jej tyłek.

    – Czyżbyście gapili się na mój tyłek?!

    Rumienią się obaj.

    – Ależ skąd, psze pani!

    Ale już wiedzą, że dupa ich pani opięta białymi, koronkowymi majteczkami wygląda zajebiście. Obaj odczuwają palącą potrzebę zwalenia sobie konia. Trącają się łokciami.

    – Spodnie rozwieście sami. Sięgniecie?

    Suszarka nad wanną ma regulowaną wysokość, ale Joanna podciągnęła ją jak najwyżej. Przy jej wzroście i tak sięga, a suszące się pranie mniej przeszkadza w kąpieli. Teraz to się przydaje – chłopcy muszą stanąć na krawędzi wanny, by sięgnąć. Oni też są tego świadomi – w majtkach spore namioty, a tu nie będzie się jak zasłonić. Wstyd! Odwróceni do pani plecami, wstają, wieszają te spodnie i w ten sam sposób chcą zeskoczyć z krawędzi wanny.

    – Odwróćcie się do mnie, chłopcy!

    Joanna mówi władczym i nie znoszącym sprzeciwu, wyćwiczonym w klasie głosem. Odwracają się automatycznie. O nie!

    Już tylko krok dzieli Joannę od przekroczenia tej niewidzialnej linii, jeszcze może to wszystko obrócić w żart…

    Chuć zwycięża – przeciąga palcem wzdłuż obu prężących się w majtkach penisów. Tak bardzo chce je zobaczyć!

    – Majtki też macie mokre.

    A gdy nie reagują, zamierając w oczekiwaniu, dodaje:

    – Je też wysuszymy.

    I zdecydowanym ruchem ściąga je w dół.

    – Tak już lepiej – mówi, przyglądając się dwóm salutującym jej chujkom. Ma je na wysokości twarzy, wystarczy wyciągnąć język i można polizać. Od obkurczonych jąder po sam czubek… Ale nie, jeszcze nie teraz. Przecież ma plan. Zamiast języka, wyciąga rękę, pstryka po kolei w oba sztywne prącia i patrzy, jak drgają. Drgania szybko zostają wytłumione – chłopcy są maksymalnie spięci.

    – Goliliście kiedyś nogi?

    – Eeee…

    – No przecież nie sobie. Nie? No to się nauczycie.

    Dostają piankę i dwie jednorazówki. Joanna siada na sedesie a oni klęczą u jej stóp. I golą jej nogi. Żeby było im wygodniej, stawia stopy na ich udach, tuż przy wciąż sterczących prąciach. Wystarczyłoby lekko przekręcić stopy i…

    Znów się powstrzymuje. Chłopcy mają dość wrażeń – uda ma rozchylone a mokre od śluzu majtki wiernie oddają kształt świeżo ogolonej cipki. Chłopcy wciąż zerkają jej między nogi, muszą to widzieć. Fantazjowała, jak to oni ją golą, jak przytrzymują wargi sromowe, by dotrzeć w każdy zakątek, jednak nie ma zaufania do ich sprawności, cipka jest taka wrażliwa… Niełatwo dobrze zgolić wszystkie te włoski z tych wszystkich zakamarków. Zobaczy, jak im pójdzie z nogami, może następnym razem.

    Teraz jest wystarczająco podniecona, o czym świadczy ta wilgoć.

    I tak oto Joanna nakręca się wspólnie ze swymi uczniami. Dotarli już z goleniem wyżej kolan. Ich dłonie operują coraz bliżej cipki. Decyduje się nagle.

    – Poczekajcie, chłopcy!

    I pozbywa się majtek na ich oczach.

    Znów siada i rozwodzi uda szerzej, wilży coraz obficiej, za chwilę grawitacja zwycięży, pęczniejąca u wylotu pochwy kropelka się podda i spłynie białawą strużką między jej pośladki. Docierają z maszynkami do pachwin, co chwila któryś niechcący (niechcący?) trąca grzbietem dłoni jej piczkę, przyprawiając ją o rozkoszny dreszczyk.

    – Lizaliście już kiedyś cipkę, chłopcy? Bo z waszych, ekhm… wypracowań, wynika tylko, że wiecie, jak smakuje. A zakładam, że to nie są fantazje…

    – Nie, psze pani.

    Joanna zakłada, ze to odpowiedź na pierwsze pytanie.

    – To który z was odważy się wylizać swoją panią od angielskiego?

    Jak dobrze, że wanna jest taka długa! – sprawdziła to wcześniej, więc teraz śmiało, acz ostrożnie by się nie ześliznąć, staje na jej krawędzi i rozsuwa nogi. Wykonuje pełen szpagat na oczach tyleż zdumionych, co zachwyconych chłopców. Jej pizda szeroko otwiera różowe podwoje.

    I już po chwili nauczycielka wzdycha przeciągle, gdy pierwszy z jej uczniów nieśmiało dotyka jej językiem. Jak bardzo chciałaby zewrzeć nogi! Ale w tej pozycji nie może, taki był plan.

    Wreszcie nie wytrzymuje, odpycha głowę chłopca.

    – Zostaw coś dla kolegi.

    Jacek  zlizał wszystko, ale Joanna wciąż wilży obficie; Wacek też ma co wylizywać spomiędzy rozwartych szeroko warg.

    * * *

    Następny dzień w szkole jest… dziwny. Język angielski mają na drugiej lekcji; pani za biurkiem w niczym nie przypomina lubieżnej suczki z wczoraj, traktuje ich, jak zwykle. Co więcej – surowo ocenia ich z kartkówki. I właśnie woła jednego z nich do siebie.

    – Coś ty tu nabazgrał? Nie mogę doczytać.

    Chłopiec pochyla się nad swoja kartkówką, częściowo zasłonięty biurkiem, a pani… Pani wyciąga rękę i go dotyka. Masuje przez spodnie nabrzmiewające w kosmicznym tempie prącie. Do tego wszystkiego to wcale nie jest jego kartkówka; to jedno zdanie nakreślone przez panią: dzisiaj będę się gimnastykować nago, a ty będziesz mnie trzymał za cipkę!

     Chłopak mamrocze coś niezrozumiale, ale pani kiwa głową.

    – A tak, rzeczywiście. Dobrze, siadaj. A teraz twój kolega.

    I historia się powtarza. Teraz ten drugi wraca do ławki czerwieniąc się i zasłaniając wstydliwie ręką.

    – Strasznie napalona, co?

    – Ciebie też macała?

    – Nie musiała tego robić, wystarczy, że na mnie spojrzy i już mi staje.

    – Mnie też; zaraz sobie przypominam te wszystkie miejsca, gdzie się wczoraj spuszczaliśmy…

    – Weź przestań, bo tu i teraz się spuszczę…

    Chyba za głośno o mówi, bo jedna z siedzących przed nimi dziewczyn ogląda się za siebie i przygląda im się uważnie przez chwilę. Dalszą rozmowę chłopcy odkładają na przerwę.

    * * *

    Duma ich rozpiera, gdy tak spacerują po boisku szkolnym rozmawiając przyciszonymi głosami. Owszem, chodzą plotki, że ten i ów, zwłaszcza z ostatniej klasy posuwa tą czy tamtą. Ale oni posuwają nauczycielkę! No, nie do końca posuwają, ale może już dzisiaj…

    – Mam nadzieję, że na trzymaniu jej za pizdę się nie skończy.

    – Ja też. Strasznie jestem ciekaw, jak to jest z tym ruchaniem.

    Młoda, fakt, że ekstremalnie wysoka, ale piekielnie zgrabna no i ładna nauczycielka jest obiektem fantazji wielu uczniów już od dnia swego pojawienia się w szkole. Akurat im jej wzrost nie przeszkadza, jest wręcz dodatkową podnietą. Te długie nogi plus krótkie spódniczki inspirują. A oni lizali ją w miejscu, gdzie te nogi się łączą. I była tam taka soczysta! Jakże chcieliby móc o tym opowiedzieć. Ale oczywiście nie mogą.

    – No zaraz, przecież temu… Maćkowi możemy jak najbardziej. I tym wszystkim dziewczynom.

    – Jak nas pani tam puści.

    – Oj puści, puści. Sama będzie ciekawa dalszego ciągu.

    Podczas wczorajszego spotkania kazała im dokończyć wypracowania. I przychyliła się do ich nieśmiałej prośby.

    – Tak lepiej wam się pisze? – pytała, trzymając ich za penisy.

    Wtedy przyznali się do pisania jedną ręką.

    – Drugą sobie wtedy masujemy – przyznali wreszcie, doprowadzając ją do wybuchu śmiechu. I trzymała ich wytrwale za te fiutki, póki nie skończyli, a potem doprowadziła do wytrysku. A potem na ich prośbę pokazała, jak się masturbuje. I znów popłynęły soczki – obficie, bo pierwszy raz dogadzała sobie na czyichkolwiek oczach, już nie wspominając o własnych uczniach. A potem znów ją wylizywali. Tym razem musieli sięgnąć językami dalej, aż uroczej, różowej rozetki.

    – Dobrze ją rozliżcie, będziecie mi tam wsadzać te wasze kołki.

    Ale nie wsadzili jej w dupę, nie wytrzymali i spuścili się wcześniej na jej cycki. Po co tak przesuwała się nad nimi, leżącymi na wznak na podłodze,  na czworakach i drażniła ich genitalia tymi wielkimi, wysmarowanymi olejkiem piersiami? A potem zrobiło się późno i musieli wracać do domu.

    * * *

    Dopada ich za budynkiem trafo na końcu boiska, ulubionym miejscu palaczy. Ale dziś akurat chętnych na dymka nie było, mogli tu spokojnie pogadać. Do czasu. Chwilę wcześniej nauczyciel pełniący dyżur zauważył chłopców znikających za rogiem.

    – I znowu… Już nie mam na nich siły…

    – Ja pójdę – zaoferowała Joanna zażywająca opodal wiosennego słoneczka.

    – Wielkie dzięki!

    Zapatrzył się na zgrabne nogi bocianicy (grono nauczycielskie szybko podłapało ksywkę nadaną przez uczniów nowej nauczycielce ze względu na kolorowe, najczęściej ciemnoczerwone rajstopy, w których się lubowała, ale głównie ze względu na długość nóg, które w nie przyoblekała), gdy długimi krokami przemierzała boisko. Już dawno by do niej uderzał, gdyby nie to, że patrzyła na niego z góry – jak i na wszystkich.

    Marne 20 centymetrów więcej i miałbym szansę zapoznać ją z moimi dwudziestoma centymetrami, ech…

     Nie ma pojęcia biedak, że myśli jego koleżanki zaprząta inne dwadzieścia centymetrów, na które składają się dwa uczniowskie prącia…

    Joanna wilży od samego rana. Wystarczy myśl, co z nimi wczoraj wyprawiała.  Nie podejrzewała siebie o taką wybujałą fantazję.

    Jestem jakąś pieprzoną nimfomanką, czy co? Wystarczy chuj, czy dwa w moim zasięgu i już wariuję? Chyba zwariowałam, tak się ubierając do pracy!

    Napędzana taką biegunką myśli, odnajduje chłopców. Zaskoczeni, odwracają się ku niej.

    – No, przynajmniej nie palą!

    – Chyba nie macie mi za złe, że sprawdziłam na lekcji, czy dalej was podniecam?

    Obaj, wprawdzie mieli problem z ukryciem wzwodu przed klasą, ale generalnie są zachwyceni.

    – Bardzo nam się podobało, psze pani!

    Nauczycielka wygląda za róg budynku. Pusto. A ona ma straszną chcicę!

    – Teraz możecie się odwzajemnić. Dotknijcie moich ud. Od wewnątrz!

    Napalonym nastolatkom nie trzeba powtarzać, uda jej drżą, gdy dwie zaborcze dłonie je głaszczą poprzez cienki materiał rajstop.

    – Wyżej!

    Dłonie posłusznie znikają pod sukienką, rajstopy okazują się być samonośnymi pończoszkami i dłonie zamierają natknąwszy się na skrawek nagiego uda.

    – To taka niespodzianka dla was, chłopcy – uśmiecha się lubieżnie Joanna i rozstawia szerzej nogi. Chłopcy zachęceni przez panią, gładzą te, dziwnie śliskie miejsca, nie odważają się jednak sięgnąć wyżej. Joanna wzdycha, zbiera się na odwagę i wypowiada na głos słowa, których się strasznie wstydzi, choć od wczoraj powtarza je w myślach:

    – Pobawcie się moją pizdą!

    Chłopcy odkrywają, że pani nie założyła dziś majtek. Stąd ta wilgoć na udach. Ich palce, śliskie i ruchliwe, przeplatają się ze sobą i z tymi wszystkimi fałdkami w jej kroczu. Chłopcy biorą słowa nauczycielki dosłownie i świetnie się bawią.

    – O tak! – wzdycha Joanna, gdy któryś sięga dalej, do jej odbytu. Obszar igraszek się zwiększa, raz po raz jakiś palec napiera na rozetkę, czasem wślizguje jej się do tylnej dziurki, podczas gdy inne penetrują zakamarki sromu przeszkadzając sobie nawzajem. Ale jej ta młodzieńcza natarczywość i ten tłok w kroczu się podoba. Dyszy ciężko, wilży obficie. Dopiero natarczywy dzwonek na lekcje przerywa te wyuzdane rozkosze.

    – Dokończymy u mnie – Joanna szybko całuje obu chłopców w usta i odsuwa się od nich. Sukienka opada, a ona odchodzi, zostawiając ich z pełnym wzwodem i oklejonymi śluzem palcami. Na wzwód nic teraz nie poradzą, palce oblizują idąc przez boisko.

    – Zawsze lubiłem sardynki – stwierdza Wacek wzbudzając wesołość Jacka.

    – Pani to powiedz!

    * * *

    Mogłaby zabić tym cyckiem, gdyby się nim zamachnęła – duma smętnie jej kolega nauczyciel, obserwując spod oka zbliżającą się szybkim krokiem Joannę. Smętnie, bo te rozkołysane pod bluzeczką, bujne piersi są poza jego zasięgiem. Joanna, jakby czytając mu w myślach, przytrzymuje je ręką. Zmieszany, odchrząkuje i pyta neutralnym głosem:

    – Palili?

    – Nawet nie. Ale i tak palnęłam im umoralniającą gadkę.

    Nauczyciel, mimo, że z nią rozmawia, nie powraca wzrokiem; ani do niej, ani, tym bardziej, do jej cycków. Joanna podąża za jego spojrzeniem.

    – O higienie – dodaje, bo jej kolega przygląda się Jackowi i Wackowi wciąż oblizującym palce.

    – Jedli na spółkę rurkę z kremem, wkładali do niej palce i oblizywali – wyjaśnia Joanna zaciskając uda, bo krem jej wycieka z rurki.

    – Ale chyba nie pomogło!

    Ano nie pomogło! Joanna spóźnia się na następną lekcję. Idzie wpierw do łazienki, podmywa, nie zamierza roztaczać wokół woni klaczy w rui. A tak dokładnie się czuje.

    * * *

    – Rozbierzcie mnie, chłopcy, tylko powoli. Od czego zaczniecie?

    – Eee… od majtek?

    – Słusznie!

    To im w graj, Wacek zadziera Joannie spódniczkę, Jacek wkłada palce za paseczek koronkowych stringów.

    Tyko pamiętajcie, powoli, to ma być zabawa – Joanna postanawia nauczyć chłopców gry wstępnej.

    Więc Wacek przytrzymując spódniczkę w górze, jednocześnie muska dłonią jej pośladki. Jacek naciąga te paseczki na biodrach pani wyżej, po czym wsuwa palce za krawędź niewielkiego skrywającego samą cipkę trójkąta.

    – O właśnie tak! – mówi jego pani, gdy jego palce przesuwają się powoli wzdłuż obu pachwin – tam i powrotem.

    Czuje te palce przesuwające się po obu stronach cipki, czuje narastający w niej żar. A ośmielony jej słowami chłopiec odciąga majteczki na bok, a kontynuuje czynności lubieżne jedną ręką. Cipa ściśnięta między jego kciukiem i palcem wskazującym drży ze szczęścia.

    – Powiedzcie coś, bądźcie wulgarni! Wiem, że potraficie. I zdejmijcie mi już te majtki!

    Chłopcy już odkryli, że ich pani lubi sprośne gadki; teraz też się nie hamują:

    – Zobacz Wacek, jaką nasza pani ma fajną pizdę!

    Wacek zagląda.

    Chciałbym panią wyruchać…

    Możesz mi włożyć palec.. albo dwa, chłopczyku.

    I chłopczyk wkłada, od razu trzy. Joanna się pręży. Jacek ostatecznie zsuwa jej majtki i Wacek musi wziąć rękę; za jego palcami ciągnie się niteczka śluzu.

    – Obliż te palce patrząc mi w oczy – poleca nauczycielka. Lubieżna edukacja chłopców postępuje w najlepsze.

    – Teraz spódniczka!

    Wacek odpina guzik i rozsuwa zamek na tyłku pani. Przytrzymuje spódniczkę, żeby nie opadła zbyt szybko (już załapał, o co w tym chodzi). Zsuwa ją powoli, a jego dłonie suną po nagim tyłeczku i  opiętych pończoszkami udach pani. Przyklęka, głowę ma coraz niżej, teraz na wprost rozgrzanej cipy, oszałamia go jej zapach.

    – Pani piczka ślicznie pachnie, psze pani.

    Joanna go nagradza, przyciągając mu głowę do swego krocza. I odpycha go, z twarzą umazaną piczym śluzem, zanim zdąży choć polizać.

    – Teraz ty powąchaj!

    Cipa pani prześlizguje się po twarzy drugiego z chłopców.

    Joanna występuje z leżących wokół jej stóp majtek i spódniczki. Stoi teraz przed nimi w samych pończoszkach i krótkiej, sięgającej pępka bluzeczce.

    – Co teraz, chłopcy?

    Chłopcy, już śmielsi, nie mają wątpliwości.

    – Chcemy zobaczyć pani zderzaki!

    – Pani bufory!

    – Tak je nazywacie?

    – Wszyscy w szkole tak je nazywają…

    Joanna dumna jest ze swych piersi: duże i jędrne, z wycelowanymi na wprost sutkami, jeszcze ani trochę nie obwisłe. Jeszcze… Więc trzeba korzystać.

    – Możecie się nimi pobawić przez chwilę.

    Podciągają jej bluzeczkę, uwalniają te bufory i przysysają do ich. Nabrzmiałe w podnieceniu sutki, teraz lizane i ssane, są takie wrażliwe… Joanna nie wytrzymuje, sięga sobie do łechtaczki na oczach chłopców.

    – Aaach!

    – Coś robimy nie tak?

    – Nie, nie, bardzo dobrze się sprawiacie – uspokaja ich pani. – Aż musiałam się trochę popieścić. No wiecie, połechtać łechtaczkę.

    – Może nam pani pokazać, gdzie to?

    – Ach, wy ignoranci!

    Lecz w duchu się cieszy, że ma takich ignorantów na swoich usługach i może ich edukować. W końcu edukowanie, to jej zawód.

    Joanna stawia jedna nogę na krześle. Szparkę ma w tej pozycji szeroko rozwartą. Uczniowie klękają między jej nogami, a ona dotyka się tam i daje im lekcję bezwstydnej anatomii.

    * * *

    – Panie dyrektorze, można na słówko?

    – Zamieniam się w słuch.

    – Ja w sprawie pani Joanny, te jej spódniczki…

    – Taak, najdłuższe nogi w ZNP…

    – Panie dyrektorze!

    – A tak, słucham,  więc co z tymi spódniczkami?

    – Z pewnością zauważył pan, panie dyrektorze,  że nosi je coraz krótsze!

    – Wydaje się pani, pani Walczakowa, to pewnie przez te jej długie nogi. A tak poza tym, to nie uważa pani, że przez te trzy lata, które z nami jest, świetnie sobie radzi? Ma doskonałe wyniki w nauczaniu…

    Dyrektor rozważa właśnie powierzenie jej wychowawstwa  po odchodzącej na emeryturę polonistce. Tak, teraz zrobi to niechybnie, choćby na złość tej tu babie.

    Walczakowa tym razem odpuszcza i odchodzi,  a przechodząca opodal Joanna rzeczywiście ma krótszą spódnicę,  niż zazwyczaj. Uwiódłszy dwóch swoich uczniów, znów czuje,  że żyje. A widząc ich autentyczny zachwyt,  gdy się przed nimi obnaża,  postanawia obnażyć się przed innymi,  tak troszeczkę. 

    – Ale dupa!  – wzdycha dyro, jak zwykle zresztą, gdy zdarza mu się zagapić na tyłek Joanny,  czyli prawie codziennie.

    Nieświadoma ķudłatych myśli łysego zwierzchnika  Joanna przyspiesza kroku. Na myśli o czekających na nią chłopcach czuje rozkoszne mrowienie w kroku. Rozkoszny jest zwłaszcza ten bezwstyd, z którym służy im swym ciałem, ta chuć, o którą wcześniej nawet się nie podejrzewała, a której nie musi poskramiać, ani się jej wstydzić – przeciwnie, może ją okazywać otwarcie. I to wobec kogo? Własnych uczniów!

    Ma jeszcze jedną lekcję, z najstarszą klasą. Jest tu paru nad wiek wyrośniętych byczków. Obmacują ją teraz spojrzeniami, a ona udaje, że tego nie dostrzega. Lecz dziś jej to nie drażni. Raczej bawi.

    Ech, żebyście koguciki wiedzieli, kto zyskał dostęp do mojej cipki, to by wam jaja z żałości pękły!

    * * *

    Joanna spóźnia się na schadzkę, ma za to dobrą nowinę dla swoich chłopców.

    – Będę waszą wychowawczynią – oświadcza, wpuszczając ich do mieszkania i sięgając pożądliwie ku ich kroczom.

    – Już nią pani jest.

    – Nie o wychowanie seksualne mi chodzi – odpowiada Joanna masując im przez spodenki sztywniejące gwałtownie pałki. – Od jutra przejmuję waszą klasę od Kuźnickiej.

    – O rany! Będzie pani się spotkać z naszymi starymi! Co im pani powie?

    – Będę chwalić wasze postępy. Rozepnij!

    Odwraca się, a Wacuś rozpina jej spódnicę

    – O właśnie, postępy. Będziemy mogli panią dziś wyruchać, psze pani?

    Joanna uwielbia takie teksty w ich wykonaniu, sama ich do tego zachęca. Lecz musi pokazać, kto tu rządzi.

    – Podnieś – wychodzi z leżącej na ziemi spódnicy, a Jacuś natychmiast spełnia polecenie.

    – Jeśli sobie zasłużycie. Ruchanie swojej nauczycielki, to nie byle co.

    – My zawsze chętni i posłuszni.

    – To spójrzcie – Joanna wypina ku chłopcom krocze opięte majteczkami. – Całe przemoczone. Wacuś, ściągnij je i przepierz, a ty Jacuś wyliż swoją panią.

    Idą do łazienki, żeby Wacek mógł popatrzeć. Joanna kuca na krawędzi wanny z szeroko rozwartymi udami. Wacek pierze te majtki i z zazdrością zerka, jak jego kolega raz po raz zanurza język w różowej szparze Joanny.

    Łazienka jest malutka, Joanna pociąga nosem.

    – Mieliście dziś WF, czy co?

    – Tak psze pani – dobiega stłumiony głos spomiędzy jej ud.

    – Wykąpcie się! Wacek, skończyłeś z majtkami? Napuść wody do wanny.

    Najpierw kąpie się sama. Nie pozwala dotykać się chłopcom, nie tym razem, na razie mogą się rozebrać. Stoją teraz ze sterczącymi dyszlami i przyglądają się swej pani, całej w pianie.

    Teraz wasza kolej. W tej samej wodzie!

    Joanna otula się szlafrokiem, siada na sedesie.

    – Umyjcie się nawzajem!

    – Ale psze pani!

    – Z waszych wypracowań wynika, że nie takie rzeczy robiliście…

    – Chłopcy się czerwienią, ale zabierają za wzajemne mycie genitaliów. Zdaniem Joanny są uroczy.

    – Spłuczcie z siebie pianę.

    – A teraz stańcie na krawędzi wanny. Tylko ostrożnie.

    Ma teraz ich wymyte przyrodzenia na właściwej wysokości. Ssie i liże im po kolei te prącia, liże i zasysa do ust jądra. Sięga językiem dalej, pamięta, że jej chłopak uwielbiał gdy wylizywała mu to miejsce między moszną a odbytem. Wówczas tego nie lubiła, ale teraz… Liże tak zapamiętale, że prawie doprowadza chłopców do orgazmu. Lecz przecież ma inne plany…

    – Dokończcie się sami… nawzajem.

    – Ale psze pani…

    – I spuście się na mnie – dodaje i nadstawia buzię.

    – Tak, psze pani.

    Wacek trafia ją w oko, zdążyła zamknąć w ostatniej chwili. Przeciera je palcem.

    – Jak celowałeś!

    – To nie ja, psze pani!

    Niby racja. Sperma jest Wacka, ale to Jacek wycelował. Wacek za to spryskuje jej nos i policzki, spermą Jacka oczywiście.

    Joanna czuje, jak nasienie chłopców zaczyna jej spływać z twarzy.

    – Idziemy do łóżka.

    Kładzie się na wznak, chłopcy, wsparci na ramionach, zalegają po bokach.

    – Chcę, żeby jeden z was przeniósł całą tę spermę do moich ust. Ale językiem!

    Joanna wilży intensywnie od chwili, gdy to wymyśliła, nie może się doczekać.

    Jacek i Wacek patrzą po sobie. Próbować spermy kolegi?!

    – To nic takiego. Z pewnością próbowaliście już własnej, każda smakuje tak samo.

    Nic.

    Ten, który się odważy, pierwszy mnie przeleci – zachęca dalej.

    To pomaga. Nachylają się obaj, ale Wacek jest szybszy. Nauczycielka naciąga go na siebie. Siada na niej okrakiem, układa kutasa między jej cyckami, nachyla… Joanna mruży oczy, czuje język chłopca na policzku. Głowę Jacka spycha w dół, ku piździe.

    – Nagroda pocieszenia – mruczy.

    Chłopiec mości się między jej udami, po chwili Joanna czuje jego język sunący „po całości”. Drży z rozkoszy, zaciska uda więżąc między nimi głowę chłopaka. Ssie język jego kolegi, zlizuje z niego zmieszane nasienie obu uczniów, czeka na więcej. Gdy język Wacka powraca z kolejną porcją spermy, wychodzi mu naprzeciw. Po chwili liże się namiętnie ze swoim uczniem, uczy go czegoś nowego. Oboje zatracają się w tym lizaniu. W cipie Joanny narasta rozkosz, zaczyna rzucać biodrami, Jacek ledwo utrzymuje język na kursie.

    – Wyliż mi całą twarz!

    Wackowi sperma kolegi już nie przeszkadza, liże panią szerokimi, długimi pociągnięciami języka, a pani pręży się pod nim i dochodzi.

    * * *

    Joanna nie obiecuje sobie wiele po pieprzeniu z uczniami. Ich cienkie jeszcze chujki mają po niespełna 10 centymetrów we wzwodzie; sama im zmierzyła. Dlatego tak zwleka z dopuszczeniem ich do cipy, nie chce przeżyć rozczarowania. Jej były miał 19 centymetrowego drąga, którym nieźle mieszał jej w pochwie… Innych doświadczeń nie miała.

    A teraz nagle ma aż dwóch kochasiów, którzy z młodzieńczym entuzjazmem i brakiem jakichkolwiek oporów spełniają jej dzikie fantazje, ale nade wszystko pragną jej wsadzić…

    Za głęboko nie wsadzą… Ale, z drugiej strony… O właśnie, z drugiej strony!

    Joanna nie dała sobie dotąd wsadzić w odbyt. Patrzyła z przerażeniem na organ byłego, gdy ją namawiał do anala. Rozmiar chłopięcych penisów jest w tym wypadku zaletą.

    Nie ma na co czekać – myśli sobie Joanna, wysuwa się z oplatających ją rąk i nóg i idzie do kuchni. Po masełko.

    * * *

    Dla niej to też będzie pierwszy raz, ale tego chłopcom nie powie. Przeciwnie, odgrywa role doświadczonej. Najpierw bierze w dłoń penisa Wacka i starannie pokrywa go warstewką masła. Po zastanowieniu robi to samo z drugim.

    – Wazelina byłaby lepsza, ale nie mam.

    Nauczycielka, na czworakach, wypina tyłek w ich stronę.

    – Teraz nasmarujcie oczko.

    Przejęci chłopcy dobierają się jej do dupy. Na razie palcami. Niesporo im to idzie.

    – Ciasno, psze pani.

    – Musi pani przeć!

    Joanna prze i przekonuje się, że i od własnych uczniów można się czegoś nauczyć.

    – Jasne, myślałam, że z samym palcem dacie radę – próbuje zamaskować swoją niewiedzę.

    – Teraz wchodzi z palcem w dupie – cieszy się Wacek, trzymając palec w jej dupie.

    – Jakbyś nie wiedział, to sama czuję – mówi Joann lekko poruszając tyłkiem. Palec chłopca ślizga się w jej odbycie.

    – To mogę  już spróbować, psze pani?

    – Dawaj! A ty chodź z przodu.

    Joanna czuje, jak Wacek próbuje cisnąć jej w tyłek swoje prącie. Prze posłusznie. Sięga po drugie – Jackowe, Śliski fiut przesuwa się przyjemnie w dłoni, dostarczając chłopcu mocnych wrażeń. A jeszcze nauczycielka pochyla głowę i drażni czubek językiem.

    W dupie też coś się dzieje…

    – I jak ci idzie?

    – Ciasno… Ale pół już weszło.

    Joannie przypomina się nagle piosenka Kultu. Te słowa:

    „Na głowie kwietny ma wianek
    w ręku zielony badylek
    a przed nią bieży baranek
    a nad nią lata motylek”

    Modyfikuje je nieco w myślach.

    – Szkoda, że nie mam wianka…

    – A po co pani wianek?

    – Bo: w ręku różowy badylek, a w dupie ciasny wentylek!

    Joanna nie może powstrzymać śmiechu. Aż cała dygocze. I nagle Wacek wsuwa się w nią po same jajka. Nawet jej nie rucha, wystarczy, że Joannie tyłek się trzęsie. Jak i ręka. Chłopcy spuszczają się jeden po drugim. Pracując zwieraczem, Joanna wyciska mięknącego chujka z dupy. Nie zmienia pozycji – chłopcy mogą się przyglądać, jak sperma wypływa powoli z odbytu i skapuje na prześcieradło. Z przodu jest podobnie – z rozchylonych ust nasienie Jacka spływa Joannie po brodzie i kropla z kroplą ląduje w zmiętej pościeli.

    – Bezwstydna z pani suczka – komentuje jeden z chłopców, sprawiając swej pani niekłamaną satysfakcję. Obchodzą ją na czworakach, a ona trzyma tyłek wysoko, a głowę nisko. Ale zadartą – chce patrzeć im w oczy. I to ich bardziej podnieca. A najbardziej – gdy jej o tym mówią.

    – Bo, psze pani, jak pani tak na nas patrzy, a z buzi pani sperma kapie, to ja pierdolę!

     – O właśnie, czy to aby nie twoja kolej, żeby mnie wypierdolić?

    Od tego przyglądania się i od tej rozmowy kołki chłopcom znów stężały. Joanna czuje jeden w dupie – Jacek podąża świeżo przetartym i dobrze naoliwionym szlakiem, więc idzie mu lepiej. Drugim się delektuje – miętosi go w buzi i znów nadziwić się nie może kontrastowi między jego twardością a opinającą go aksamitną skórką. Pracując wargami, marszczy tę skórkę na prąciu przyprawiając Wacka o błogostan, a na koniec – orgazm.

    Tymczasem Jacek sam sobie sprawia orgazm, wbijając się raz za razem w jej odbyt. Dwa solidne zastrzyki nasienia wieńczą dzieło. Lecz ich pani wciąż mało. Wykorzystując swą władzę nad chłopcami, liże się z tym, co spuścił się w dupie, a temu drugiemu każe ją sobie lizać.

    – Chyba już nie macie problemu ze spermą kolegi?

    Nie mają. Już nie. Zresztą, skoro mają kontynuować te igraszki ze swoją panią, a na to liczą, muszą się przyzwyczaić.

    Język Wacka, uporawszy się z rozetką, wędruje do pizdy. Joanna obraca się na wznak, podkurcza nogi, podaje mu tę pizdę, jak na talerzu. I dalej całuje się z Jackiem, każąc sobie równocześnie pieścić sutki. Dochodzi szybko. Rzuca się pod leżącymi na niej chłopcami, wreszcie, usatysfakcjonowana, opuszcza nogi, rozrzuca je szeroko, by chłopcu było między nimi wygodnie. Głowę drugiego układa sobie między cyckami i… zasypia.

    Gdy się budzi, obaj twardo śpią: jeden z głową na jej łonie, drugi w dolince między piersiami. Zerka na zegarek… O rany!

    – Pobudka, chłopcy!

    Rozkoszna to pobudka. Żaden z nich nigdy jeszcze nie obudził się przy dziewczynie. Nagiej i świeżo przez siebie zerżniętej. Wprawdzie dużo starszej, ale chłopców w ich wieku takie właśnie jarają.

    Za oknem szarówka.

    – Co my w domu powiemy?

    – Trzeba będzie pomyśleć o sformalizowaniu naszego związku – mówi Joanna.

    – Że co?!

    – Spokojnie, chłopcy! Nie sądzicie, ze przydałyby się wam korepetycje z angielskiego?

    – Przecież mamy piątki.

    – A stać was na szóstki – uśmiecha się ich pani sprawdzając, czy stać ich na trzeci wytrysk dzisiaj.

    Stać. Spuszczają się szybko  w jej dłoniach, pewnie im się do domu spieszy. Ubierają się nie spuszczając wzroku ze swojej pani – wciąż nagiej i wylizującej sobie te dłonie…

    – Smakuje pani nasza sperma?

    – Bardzo – uśmiecha się wyzywająco ich pani. – Ale najbardziej lubię, jak tak na mnie patrzycie chłopcy, gdy ją zjadam – odpowiada szczerze.

    Uchyla drzwi. Wystawia głowę, nasłuchuje przez chwilę. Cisza ją ośmiela – otwiera drzwi szerzej i wychodzi za swymi uczniami na klatkę schodową. Drży; trochę z panującego tu chłodu, ale głównie z emocji – w każdej chwili może ją tu ktoś nakryć, taką gołą.

    – Pożegnajmy się teraz – mówi i wyciąga rękę. Wacek pierwszy chce ją uścisnąć, lecz ona chwyta go za nadgarstek, prostuje mu palce. Taką płaską dłonią pociera sobie cipkę z wyzywającym uśmiechem. Podobnie żegna się z drugim uczniem.

    – Taki pachnący prezencik na pożegnanie – mówi i znika za drzwiami mieszkania.

    Chyba mnie pojebało! – mówi na głos, trochę ochłonąwszy. Oparta o drzwi, powoli dochodzi do siebie.

    Chłopcy wracają do domu, wąchając od czasu do czasu wciąż lepkie dłonie. Niezależnie od siebie postanawiają, że nie będą dziś myli rąk.

    Zastanawiają się, co czeka ich jutro.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Marka rozdziewiczenie

    – Nieźle zboczona ta twoja rodzinka. Nie ma co. Ale i tak nie bardziej niż nasza – w ten oto sposób, chichocząc, Dorotka podsumowała opowieść Marka.

    – Przecież oczywiste jest, że gdybyś się postawił, to nie zaszłoby to tak daleko – dodał Cyprian.

    – Fakt. Nie da się ukryć, że nieźle mnie to rajcowało, chociaż nie mogę też sobie wybaczyć, że pozwoliłem na to, by moja męska duma, aż tak ucierpiała – odparł Marek.

    – Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – dorzuciła Kasia.

    – Ciekawa jestem, czy ty już byłeś z dziewczyną. Co?

    – No szczerze mówiąc, to eee… jeszcze nie. Ale bardzo bym chciał.

    – Nie ma sprawy. Już my się tym  zajmiemy. Nie Kaśka?

    – Jasne. Co by miało nie być.

    – Ok. To dzisiaj po szkole.

    – Raczej nic z tego nie wyjdzie. Mama mi nie pozwoli, no a przecież u mnie tego nie zrobimy.

    – Spoko. Zadzwoń do matki i daj słuchawkę Cyprkowi. On ma taką gadkę, że na bank to załatwi.

    Gdy Cyprian rozmawiał z Asią – mamą Marka, dziewczyny prawie się posikały ze śmiechu. Cyprian niezwykle przekonująco tłumaczył jej, że udzieli Markowi korepetycji z matematyki. Że pilnie będą się razem uczyć. Po lekcjach cała czwórka spotkała się pod budynkiem szkoły, ale bynajmniej nie w celach edukacyjnych.

    – Odczuwam nieodpartą potrzebę zrobienia czegoś pojebanego – stwierdziła Dorotka.

    – Ty zawsze odczuwasz taką potrzebę. Zresztą tak samo, jak ja i Cypruś. A może Mareczek ma jakąś propozycję?

    – Hmm… Lubicie się obnażać? No wiecie, tak publicznie? – Marek po tym, co im opowiedział, nie odczuwał już żadnego skrępowania.

    – O tak!!! Jesteśmy zapalonymi ekshibami! – z entuzjazmem zakrzyknął Cyprian.

    – “Eks”- co?

    – Ekshibami. To skrót od “ekshibicjoniści”. “Ekshibicjonista” to człowiek, który odczuwa satysfakcję seksualną z obnażania się przed innymi, najlepiej niespodziewającymi się tego osobami.

    – No dobra, tylko gdzie i jak mielibyśmy to zrobić? – dopytywał Marek.

    – No raczej nie tu, bo nas ze szkoły wyleją. Oddalmy się do parku. Nałożymy nasze maski.

    – Ale przecież on nie ma – zauważyła Kasia.

    – No to wcześniej skoczymy do domu, by skombinować ją dla ciebie. Doris wycina je ze starych ubrań.

    ==

    Cyprian, Marek i dziewczyny koczowali teraz w parku z twarzami okrytymi materiałem z wydrążonymi otworami na oczy i usta w oczekiwaniu na jakiegoś przechodnia.

    – Jak tylko ktoś się pojawi, odwracamy się, zdejmujemy gacie i wypinamy gołe tyłki w jego stronę. Po chwili przerwy, rozchylamy pośladki najbardziej, jak się tylko da. Potem znów moment przerwy. Rozchylamy nogi. Kaśka pokazuje cipkę, a my z Markiem wypychamy jaja, tak żeby było widać z drugiej strony. Chwilę tak stoimy. Potem odwracamy się i zaczynamy trzepać, a Kaśka zaczyna sobie jedną ręką robić palcówkę, a drugą podciąga bluzkę do góry i zaczyna się macać po gołych cyckach. Robimy sobie dobrze tak długo, aż przechodzień nie zbliży się na niebezpieczną odległość. Gdyby podszedł za blisko, gdy będziemy odwróceni tyłem, to Doris nas ostrzeże. Wtedy oczywiście podciągamy ciuchy i zwiewamy, ile sił w nogach. Następnym razem Kaśka stoi na czatach. Potem ja, a potem Marek.

    – Ktoś idzie! – zauważyła Kasia.

    – A więc Doris na czaty. Ja, Kaśka i Marek stajemy tyłem, opuszczamy spodnie i wypinamy gołe dupska.

    Tym sposobem apetyczne, kształtne i dokładnie ogolone pupy znalazły się na widoku nadchodzącej osoby. Była to kobieta w wieku około pięćdziesięciu lat. Stanęła w pewnej odległości od nietypowego widoku i osłupiała wpatrywała się.

    – Wtedy Cyprian po cichu zarządził zmianę pozycji. Ich dłonie znalazły się na pośladkach i rozchyliły je maksymalnie, ujawniając trzy smakowite wejścia do czekoladowych tuneli. Znów zmienili pozycję i rozkraczeni zaczęli prezentować swoje genitalia od tyłu. Następnie odwrócili się przodem i zaczęli onanizować. Niestety kobieta już zawróciła. Ku uciesze towarzystwa zobaczyła to jednak, gdyż cofając się szybkim krokiem, jeszcze na chwilę zdążyła się odwrócić.

    – Dobra. Ubieramy się. Jutro możemy tu wrócić. Wtedy Kaśka będzie stać na czatach – zakomenderował Cyprian.

    – Ale chodźmy jeszcze na garaże, bo teraz cholernie mi się chce zwalić konia albo jeszcze lepiej. Wy mi zrobicie dobrze usteczkami i języczkami, podczas gdy Mareczek sobie zwali, patrząc na to.

    Zaraz szybko wynieśli się z parku, gdzie w każdej chwili mogła pojawić się policja. Udali się prosto do opuszczonych garaży, gdzie zaraz Cyprian pozbył się spodni. Kasia natychmiast przyssała się do jego fiuta, jak do wyśmienitego loda. Dorotka zajęła się nim z tyłu, jeżdżąc mu językiem między pośladkami.

    – Marek! Na co u licha czekasz? Rozbieraj się i ulżyj sobie. Po wypukłości na twoich spodniach ewidentnie widać, że już nie możesz wytrzymać.

    – A co, jak ktoś nas przyłapie? Przecież nie zdążymy uciec.

    – Tu nikogo nie ma. Ale świadomość tego, że to miejsce publiczne, to dodatkowy czynnik pobudzający. I wal już do kurwy nędzy! Jak tak sztywno tu stoisz, to psujesz mi relaks.

    Marek powoli zaczął rozpinać pasek. Wreszcie opuścił spodnie, a potem majtki. Nieśmiało zaczął masować przyrodzenie. Lecz zaraz się rozkręcił. Znalazł w tym tj. waleniu publicznie, patrząc na Cyprka i dziewczyny, taką przyjemność, że starał się maksymalnie opóźnić moment orgazmu. Nie można było powiedzieć tego o Cyprku, który tak mocno poruszał głową Kasi ze swoim penisem w jej ustach, jakby chciał skończyć natychmiast. Kasia też zdawała się niecierpliwić:

    – Kiedy wreszcie dostanę mojego loda o smaku śmietankowym?!

    Na twarzy Cypriana pojawił się perwersyjny uśmiech:

    – A ty Doris? Nie masz też ochoty na loda?

    – O co ci chodzi? Chcesz zamiany?

    – Jak to? Śmietankowy dla Kasi, a dla ciebie czekoladowy.

    – Jesteś tak pojebany, że przechodzi to ludzkie pojęcie – rzekła Dorotka, jednak nie przestała lizać jego dupy.

    – Nie rzucam słów na wiatr – z pupy Cyprka wydobyło się ciche pierdnięcie prosto w twarz Dorotki.

    – Chyba, że na właśnie taki wiatr – Cyprian roześmiał się. Marek przybliżył się, by wszystko dokładniej widzieć. Czekoladowa dziurka Cypriana poczęła się rozszerzać, a z niej wydobywać się dość rzadka brązowa substancja. Dorotka posłusznie konsumowała odchody brata. W pewnym momencie Cyprian puścił głośnego bąka, a z tyłka wystrzeliło mu tyle gówna, że Dorota miała teraz całą twarz w kupie.

    – I kurwa pięknie! Jak ja teraz wrócę do domu z czymś takim na twarzy. Nie zjem już ani grama tego.

    – W porządku. Przecież mamy maski.

    Teraz to, co wyleciało z jego pupy, Dorotka rozsmarowywała mu na pośladkach. Markiem w pewnym momencie aż zatrzęsło. Wytrysnął naprawdę dużą ilością spermy. Jakby w odpowiedzi na to Cyprian też zaraz spuścił się Kasi do buzi. Ta zaś zebrała dłonią Markowi z fiuta część nasienia, która nie spadła na chodnik. Następnie połknęła cyprkowo-markową śmietankę. Potem wszyscy udali się do domu.

    ==

    W dzikim tempie pozbywali się odzienia. Gdy już byli całkiem nadzy, weszli do wielkiej wanny w domu Cypriana i Dorotki. Zaczęli się nawzajem namydlać. Cyprian poprosił Marka o nasmarowanie mu żelem swoich pośladków, które były całe brązowe. W tym czasie Dorota dokładnie myła twarz i płukała usta, by pozbyć się zapachu kału. W związku z ryzykiem, że jednak zapach mógł w pewnym stopniu pozostać, to Kasia miała być tą, która rozdziewiczy Marka. Cyprian i Dorota mieli być przy tym obecni i nagrać pamiątkowy film. Kiedy byli już dokładnie wymyci, udali się do sypialni.

    – Połóż się i spróbuj zrelaksować – powiedziała Kasia do Marka – wyraźnie zestresowanego.

    – Byśmy mieli lepsze doznania, to pierwszy raz zrobimy to bez prezerwatywy.

    Dziewczyna wolnym ponętnym krokiem zbliżała się w stronę łóżka, gdzie leżał Marek z już pełnym wzwodem. Nie wierzył, że naprawdę mu się to przytrafia. Był niesamowicie podniecony, zwłaszcza, że to Kaśka z jej blond włosami podobała mu się bardziej od brunetki Doroty. Piersi miała naturalne – średniej wielkości o małych sutkach. Chłopak miał ochotę natychmiast się do nich przyssać. Budowę ciała szczupłą, lecz zdecydowanie nie była w typie kościstych modelek, przypominających wieszaki na ubrania. To znaczy było za co złapać. Przed wejściem na łóżko, odwróciła się tyłem do Marka, ukazując swoją małą, lecz bardzo zgrabna pupę. Następnie uklękła na łóżku tyłem do niego.

    – Pomasuj mi kark.

    Chłopiec natychmiast wyciągnął ku niej ręce, poczynając jeździć palcami po jej bladej skórze. Ona zaś dotknęła jego stóp i zaczęła je masować. Po chwili wygięła się do przodu i pocałowała go w stopę, jednocześnie jej tyłeczek znalazł się tuż przed twarzą chłopaka. Mógł się teraz przyjrzeć jej cudownej kakaowej dziurce i niżej zarysowanej cipeczce. Nieśmiało wyciągnął język, jakby próbując tam polizać swoją piękną kochankę, lecz ona wtedy cofnęła pupę i zjechała nią w dół jego brzucha, delikatnie muskając nią markowego nabrzmiałego członka. Stopniowo coraz energiczniej wykonywała ruchy swoja pupą wzdłuż przyrodzenia chłopca. Coraz bardziej też na nie naciskała, aż jego penis znalazł się całkiem między jej pośladkami. Markowi wydawało się, że zaraz oszaleje z rozkoszy, ale dzięki temu, że miał już dzisiaj wytrysk, udawało mu się odsunąć orgazm w czasie. Nagle Kasia odwróciła się do niego przodem i przywarła ustami do jego ust. Musiała nauczyć chłopaka sztuki całowania. Zaraz jej język znalazł się w Marka ustach. Przy jego pomocy otworzyła mu je i wsunęła głęboko do środka. Zapach śliny dziewczyny niesamowicie kręcił Marka. Zaraz nabrał śmiałości i także wsunął jej język do ust. Potem oboje wyciągnęli języki na zewnątrz i rozkosznie się nimi miętosili. Następnie mocno przywarli do siebie ustami, dokonując znacznej wymiany śliny. Teraz Marek postanowił spełnić swoje marzenie i jak dziecko rozpaczliwie spragnione mleka matki, przywarł najpierw do jej lewego sutka. Gdy udało mu się wreszcie oderwać od drugiego z nich, zaczął je namiętnie lizać, a potem jeździć po nich dłońmi i ściskać je. Kasia chwyciła jego dłonie i pokierowała na swoje uszy, by teraz tam ją pieścił. Marek robił to przez chwilę, by zaraz zagłębić palce w jej cudownie miękkich włosach. Wtedy ona zaczęła go obdarzać licznymi pojedynczymi pocałunkami po nagim torsie, schodząc coraz niżej. Wreszcie doszła do jego mokrego od preejakulatu członka. Polizała jego odkrytą główkę, przyprawiając Marka o głośne westchnienie. Nie zamierzała jednak robić mu fellatio, gdyż skończyć miał w jej muszelce, a nie w ustach. Dlatego właśnie podciągnęła nogi, zginając je w kolanach i postanowiła “rozprawiczyć” go w pozycji “na jeźdźca”. Ujęła jego penisa w prawą dłoń i zaczęła powoli wkładać sobie w dziurkę, która naturalnie była mokra już od soków namiętności. Członek wślizgnął się w jej cipkę. Pomimo, że Kasia nie była dziewicą, to dzięki ćwiczeniom jej pochwa była wciąż ciasna i sprawiała chłopakowi wiele przyjemności. Nie musiała długo się poruszać na prawiczku Marku. On już po chwili poczuł, że ciepło w dole jego brzucha się intensyfikuje, gdyż nie pochodzi już tylko z wnętrza Kasi, ale dodatkowo jest spotęgowane orgazmem. Marek zadzierając głowę do tyłu, lekko przygryzł palec Kasi w swych ustach. Wtedy ona położyła się na nim i gorąco ucałowała w rozwarte wargi. Ujęła jego dłoń w swoją. Uniosła do góry i także polizała mu palec. Zaraz też przywarła do jego lewego ucha, przygryzła mu je i wpakowała język do środka. Powiedziała:

    – To nie koniec. Jeszcze musisz także mnie doprowadzić do ekstazy. Cdn.


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • MW-Interwal Rozdzial 36 Joanna i blizniacy

    Chciałabym, a boję się – przyznaje sama przed sobą Joanna. Chłopcom mówi tylko, że się zastanowi. Bo też propozycja jest równie zaskakująca, co podniecająca. Joanna na samą myśl o pójściu z chłopcami do tego całego pana Maćka czuje mrowienie w kroku. I wilży obficie. A oni korzystają – gdy jeden wylizuje jej pizdę, drugi namawia na sobotnią eskapadę.

    – Oni wszyscy wyjeżdżają na weekend, zostaje tylko Febe, ta Greczynka, od której wszystko się zaczęło.

    To po co pójdę? – myśli Joanna, która zaczyna tęsknić na konkretnym kutasem. Chujki chłopców są fajne w dupie, ale…

    – Można tam spędzić cały dzień nago – kusi Wacek z buzią umazaną jej śluzem. Spomiędzy rozsuniętych ud dobiega mlaskanie Jacka.

    – No nie wiem… – Joanna jest już w zasadzie przekonana, ale lubi droczyć się z chłopcami.

    – Ma być gorąco w weekend – kusi chłopak – a tam jest basen, można się kąpać, opalać. Zresztą to pani wie z naszych wypracowań.

    – I możemy pani robić dobrze w tym basenie – dodaje Jacek, wychynąwszy spomiędzy jej ud. – A ta dziewczyna, Febe, jest tak jakby ich służącą i też zrobi, co jej pani każe. Kochała się pani kiedyś z dziewczyną?

    – Nie wasza sprawa, smarkacze! – odpowiada Joanna. Ale łagodzi tę wypowiedź, dodając:

    – Chcielibyście popatrzeć, co?

    – No, ba!

    Język Jacka skupia się na łechtaczce, Joanna przeczesuje palcami

    bujną czuprynę chłopca. Czarne oczy widoczne tuż nad wydatnym wzgórkiem łonowym jego pani, wpatrują się w nią intensywnie, wypatrują oznak zbliżającego się orgazmu.

    – Liż je! – Joanna przyciąga drugiego chłopca do swych piersi, szorstki język omiatający sutki sprawia jej niekłamaną rozkosz.

    – O taaak!

    Wspólne wysiłki chłopców dają jej kolejne niesamowite przeżycia. Nieświadomie zaciska dłoń na jądrach Jacka, aż do bólu. Chłopiec znosi to dzielnie, wijąca się pod nim z rozkoszy pani jest mu nagrodą.

    – Chyba mnie przekonaliście, chłopcy – mówi Joanna, gdy już odzyskuje zdolność mówienia. Obrotni w gębie jesteście – dodaje dwuznacznie i przekręca się na brzuch. Podkurcza nogi, opiera na rękach.

    – Zapraszam do siebie!

    Chłopcom nie trzeba dwa razy powtarzać – twardy kołek Wacka wbija się w jej wypięty tyłek, Jacek pieprzy ją w usta. Wkrótce Joannę z obu końców zalewa sperma. Jej bystrzy i pełni inicjatywy uczniowie zamieniają się miejscami – Wacek liże się z panią, Jacek rozchyla jej pośladki i zlizuje spływające między nich nasienie kolegi. A nabrawszy go w usta karmi nim Joannę.

    * * *

    W sumie fajnie się złożyło – duma Joanna w sobotnie przedpołudnie czekając na chłopców na przystanku. Obaj nie ukrywali rozczarowania gdy ta Kaśka do nich zadzwoniła i przełożyła ich wizytę o tydzień. Byli akurat u niej, więc słyszała całą rozmowę.

    – Febe zostaje, więc jeśli chcecie, możecie wpaść i się z nią zabawić… Lepsze to, niż sobie trzepać w samotności – śmiała się Kaśka.

    I tutaj chłopcy ją zaskoczyli. Je obie zaskoczyli.

    – A możemy przyjść z…. koleżanką?

    – O! Oczywiście. I… gratuluję podrywu. Wy tak z nią razem?

    – No…

    – Nie, nie jestem zazdrosna. Już ją lubię. I mam nadzieję, że jest dyskretna.

    – Jeszcze jak!

    – No to załatwione. Uprzedzę Febe, że będzie miała gości. Pa!

    No i wtedy zaczęli ją namawiać i wylizywać na zmianę.

    * * *

    Chwilę muszą poczekać, z domu do bramki jest spory kawałek. Wreszcie furtka się uchyla.

    Tylko uchyla, bowiem stojąca za nią dziewczyna jest prawie naga. Zawiązany na szyi fartuszek pokojówki, ledwo co osłania jej cycki i krocze – z boku widać zarówno kształtne piersi, jak i bujne futerko. A ponętny tyłeczek, którym kręci, gdy prowadzi ich w stronę basenu, zasłania jedynie wielka kokarda. Drugą, mniejszą, ma na karku, nie zasłaniają jej wysoko upięte włosy. Pokojówka idealna, wprost z męskich fantazji. No – prawie idealna; pokojówka idealna nie puszczałaby do nich oczka…. No tak – przypomina sobie Joanna – to ją spotkali nagą w lesie, to ona ich, jak to określili, wydoiła, to od niej wszystko się zaczęło. Nie dziw, że chłopcy mają wzwód.

    Joanna ściska te sztywne kołki idącym po bokach chłopcom, jednakowoż wolałaby kamerdynera z wielkim, no po prostu normalnym, kutasem. I zastanawia się, jak to będzie z dziewczyną. Cóż, niebawem się przekona. Skoro już zdecydowała się tu przyjść, spróbuje wszystkiego, co jej zaproponują.

    Greczynce właśnie takie cienkie chujki się podobają, od razu przypomina jej się młodszy brat… Chłopcy, już nadzy, stają przed nią, a ona bierze w dłonie ich stojące pałeczki. Jak wtedy w lesie. Lecz teraz tylko się z nimi wita, dogodzi im dzisiaj w inny sposób. A najlepiej na wiele sposobów. Najpierw jednak…

    – Przedstawicie mi swoją… koleżankę?

    Ta, jak ją określili w rozmowie, koleżanka, to wielka zagadka. Albo raczej – wysoka. No i dużo od nich starsza.

    – To nasza pani od anglika.

    – Joanna, poza tym jestem ich wychowawczynią. – I wyciąga dłoń do powitania.

    Ja pierdolę, ich nauczycielka! – zaskoczona Febe odruchowo ściska wyciągniętą dłoń Joanny. A powinna cipę.

    No i sprawa wyjaśniona. Choć nie dokońca – Febe zastanawia się, jak oni się spiknęli.

    – Wychowanie seksualne?

    – W pełnym zakresie, głównie zajęcia praktyczne.

    * * *

    Febe owszem, wystąpiła w fartuszku, ale nie zamierza go nosić zbyt długo. Nie dzisiaj, gdy nie ma Maćka. Staje na krawędzi basenu.

    – Widzicie te kokardki, chłopcy? Pociągnijcie.

    Nie trzeba ich dwa razy prosić. Fartuszek sfruwa do wody, a Febe w ślad za nim.

    Znika kunsztownie upięta fryzura, gdy dziewczyna się wynurza, jej głowę otacza aureola unoszących się na powierzchni czarnych włosów.

    – Na co czekacie!

    Igraszki w basenie? Czemu nie!  Joannie podoba się tutaj coraz bardziej. Duży, odizolowany od otoczenia teren, naprawdę można się tu poczuć swobodnie. Bardzo swobodnie, czytała przecież.

    Wskakuje do wody, podpływa do Febe i łapie ją za cipę.

    – Nie tracimy czasu, co?

    Czuje dłoń Febe w kroczu. Dziewczyny, unosząc się w wodzie, pieszczą się wzajemnie, całują… Joanna odkrywa, że całkiem to przyjemne; dziewczyna pieści dziewczynę tak, jak sama chciałaby być pieszczona.

    Puszcza oko do chłopców – stoją na brzegu z penisami w dłoniach…

    – Tylko się czasem nie spuście do basenu!

    – A najlepiej wskakujcie tu do nas. Mamy z koleżanką po jednej wolnej ręce…

    * * *

    Dziewczyny pilnują, by chłopcy tak od razu się nie spuścili, mają wobec ich inne plany. Febe pragnie, by ją wyruchali, Joanna pragnie popatrzeć. A Jacek z Wackiem pragną, żeby to trwało i trwało.

    – Chciałabym… mówią dziewczyny równocześnie i wybuchają śmiechem.

    – Ty pierwsza, jesteś gościem.

    – Nie miałabyś nic przeciwko temu, by…

    Instrumentalnie potraktowani chłopcy nie mają nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Zmieniają się przy Febe, pierwszy raz w życiu mogą zamoczyć, są zachwyceni.

    Febe kieruje ruchem, gdy widzi, że aktualnie pieprzącemu ją chłopcu niewiele brakuje, zarządza zmianę. W ten sposób mogą ją dymać naprawdę długo. Może to nie to samo uczucie, co z braciszkiem, ale za to zdecydowanie dłużej.

    Joannie to nie przeszkadza. Zafascynowana sprośnym spektaklem, krąży wokół, przygląda się z każdej strony i dogadza sobie paluszkiem. Nie chce pomocy.

    – Ty sobie odpoczywaj, zaraz znów będziesz ją pierdolił – odpowiada na propozycję Wacka. Więc Jacek też daje jej spokój.

    Dopiero gdy Wacek się spuści, wylizuje mu śliskie od spermy i piczych soczków prącie. Jacek, też się spuściwszy, doznaje tej przyjemności w ustach Febe. Ale najpierw – sperma już z niej kapie – Febe kuca i zwiesza tyłek nad buzią leżącej na wznak Joanny. I w tej pozycji zabiera się za chłopca. Tak są wszyscy zajęci sobą, że nie zauważają nadchodzących bliźniaków…

    * * *

    Tom i Jerry postanowili zrobić nam niespodziankę. Nie informują o swoim przylocie, klucz mają, zakradają się teraz nad basen. I oto oni są teraz zaskoczeni!

    Tom ciągnie Jerry’ego za rękaw. Nie, nie za rękaw, przecież obaj rozebrali się do naga już przy furtce. Za rękę. Wycofują się dyskretnie.

    – Znasz ich?

    – Nie. Tylko tę kelnereczkę.

    – No właśnie. Co robimy?

    W planowaniu są dobrzy. Gdy docierają niezauważeni do domu, plan jest w zasadzie dotarty. Tom lub Jerry odpala telefon, po który cofnął się do furtki.

    Na uporczywy dźwięk dzwonka Febe w końcu musi zareagować.

    Pozbywa się z buzi Jackowego prącia, przeprasza  i biegnie do domu.

    * * *

    – Witaj, kelnereczko!

    – Ojej! Moje dwa ogiery!

    – Tylko jeden.

    Temu stwierdzeniu przeczą dwie dłonie ściskające ją po kolei w kroku. No i sama trzyma w dłoniach dwa nabrzmiałe kutasy.

    – Ale jak to? – Febe przenosi wzrok z jednego bliźniaka na drugiego.

    – Dwoi ci się w oczach – odpowiada Tom lub Jerry a w oczach  błyskają mu figlarne iskierki.

    – I w rękach też ci się dwoi – dodaje Jerry lub Tom

    – Okay… To co znowu kombinujecie?

    – Zamierzamy wyruchać tamtą pannę. Ale tak, by sądziła, że…

    – Rucha ją tylko jeden – domyśla się Febe. A co ze mną?

    Widzieliśmy, że doskonale się bawisz. Zresztą zostaniemy na parę dni, więc zdążymy cię wziąć na kutasy.

    – I języki – dodaje drugi. A teraz już leć, poradzimy sobie. Tylko pamiętaj, że nas jest jeden.

    – I jak mu na imię?

    – Tom.

    – Jerry.

    – Niech będzie Tidżej – stwierdza rozbawiona Febe. Ponieważ Tom i Jery są nie do odróżnienia, ze zbitki ich imion powstało miano Tidżej, którego używamy na określenie dowolnego z nich.

    – Niech  będzie.

    – Czekaj jeszcze!

    Febe przystaje przy drzwiach.

    – Tak?

    – Coś więcej o tej pannie?

    – Sama pierwszy raz ją widzę. Joanna, uczy tych chłopców angielskiego. Nie za wiele rozmawiałyśmy, właściwie wcale, od razu wzięliśmy się do roboty.

    – Czyli napalona, to dobrze. Ich nauczycielka?! – dopiero do nich dociera.

    – I wysoka, wyższa od was, ma chyba ze dwa metry…

    – Pieprzysz!

    – A widzieliście ją na stojąco? Ciężko wam będzie ją brać na stojąco.

    Febe biegnie nad basen dalej się pieprzyć, a bliźniacy ciągną zapałki… Wygrywa Jerry, więc to on skrada się do furtki i robi przy niej dużo hałasu. Tom zasiada przy laptopie i włącza podgląd na kamerce przy basenie, musi być na bieżąco.

    * * *

    – Jejku… Ktoś tam jest! – Joanna jest autentycznie wystraszona. Febe ja uspokaja.

    – Skoro wszedł, to ma klucz.  A jak ma klucz, to swój, bez obaw. – I macha ręką do zbliżającego się faceta.

    Joanna, dalej leżąc, przygląda mu się spod zmrużonych rzęs.

    Czy przypadkiem nie marzyłaś o takim… kutasie? – Przyrodzenie zbliżającego się chłopaka lekko nabrzmiewa i już wygląda imponująco. Zwłaszcza, gdy zatrzymuje się tuż nad nią.

    – Tidżej! A ty tu skąd?

    – Prosto ze Stanów – Jerry nie może odmówić sobie przyjemności ponownego ściśnięcia śliskiej pizdy Febe w powitaniu.

    – To kuzyn Maćka, często tu wpada poruchać – dokonuje szybkiej prezentacji Greczynka.

    Joanna przypomina sobie o dobrych manierach, zrywa się na równe nogi, skutkiem czego słowa Jerry’ego, że zamiast zrobić wszystkim niespodziankę, zrobił ją sobie, zamierają  mu na ustach. Bo, żeby spojrzeć tej pannie w oczy, musi zadzierać głowę. Febe nie kłamała!. To już woli gapić się na jej wspaniałe cycki.

    Właścicielka cycków jest przyzwyczajona do wrażenia, jakie robi na facetach jej wzrost. Z reguły odstrasza niestety. Tym razem jest inaczej. Najwyraźniej dlatego, że tak bezwstydnie prezentuje swe wdzięki. Przed obcym facetem! – Joanna czuje nagły, acz chwilowy przypływ paniki, przez moment żałuje, że nie zapuściła brody, tam na dole – facet zerka na jej wydatne wargi i to co się spomiędzy nich wychyla, gdy się podnieci (a jest podniecona). Na szczęście szybko podnosi wzrok.

    – Jestem Joanna, a ty gapisz się na moje piersi – i wyciąga rękę.

    – Tidżej – ręka Jerry’ego wykonuje dziwnego łamańca – odruchowo sięga do krocza dziewczyny, jednak reflektuje się i ściska podaną dłoń. I znów patrzy jej w oczy. I powtarza, tym razem kończąc, słowa o swym zaskoczeniu.

    – Pewnie moim wzrostem?

    – Pięknem twych piersi. Mogę ich dotknąć?

    Szybki jest! I najwyraźniej gotów – Joanna nie może się powstrzymać przed kolejnym zerknięciem na imponujące przyrodzenie.

    – Ale coś za coś, chcę go dotknąć! – Nie wierzy, że to powiedziała, czuje, że się czerwieni po uszy.

    – No to mamy deal!

    Jerry ma dwie ręce, więc bawi się obu cyckami na raz. Waży je w dłoniach, ugniata, delikatnie drażni sutki. Joannie podoba się to zainteresowanie, facet jakby zapomniał o otoczeniu, o Febe, nawet  nie przywitał się z chłopcami. Dziewczyna sięga w dół; to, co napotyka jej dłoń, bardzo jej się podoba. Na myśl o nabijaniu się na ten sztywny pal, wzbiera w niej wilgoć. Ponoć faceci myślą kutasem; ona w tej chwili myśli cipą… Przesuwa ręką wzdłuż penisa, muska palcami jądra. Wreszcie obejmuje je dłonią, podoba jej się jęk chłopaka, gdy zaciska palce. Podoba jej się wrażenie, jakie na nim sprawia, gdy nie wypuszczając obkurczonej moszny z dłoni, przyciąga go do siebie.

    – Całuska?

    Nie czekając na pozwolenie, Jerry obejmuje dłonią szyję Joanny, przyciąga jej głowę w dół.

    Ciekawe, czy stoi na palcach – myśli Joanna, a potem przestaje myśleć, bo jego język wślizguje się między rozchylone wargi. Podobnie, jak jego penis, ale to już jej sprawka. Wodzi nim wzdłuż lepko-wilgotnej szpary, drży, gdy zahacza nim o łechtaczkę.

    – Poznamy się bliżej?

     I znów nie czekając na pozwolenie, Jerry pcha ją w dół, prosto na materac, ten sam, na którym przyjmowała spermę swoich uczniów prosto z tyłka Febe. Tyle, że tym razem to ona czuje się, jak uczennica.

    Rozkłada ulegle uda, a resztą zajmuje się Jerry. Wchodzi w nią sprawnie. I pieprzy. I jeszcze zyskuje przy bliższym poznaniu.

    Ach, co za rozkosz!  – dziewczyna jeszcze przez chwilę leży bezwładnie, skupiając się na wrażeniach płynących z pochwy – to niesamowite uczucie całkowitego wypełnienia…  Potem wychodzi mu biodrami naprzeciw; szybko odnajdują wspólny rytm.

    – Wacek, patrz! Nasza pani się pierdoli! – dobiega ją z wody. Odwraca głowę – jej uczniowie, wsparci łokciami o krawędź basenu szczerzą do niej zęby.

    – I o jak! – chwali ją Tidżej. I zamiera nad nią, wyprężony, wsparty tylko na palcach nóg i na wyprostowanych rękach. Joanna podkurcza nogi w kolanach; mając dobre oparcie, gwałtownie wypycha biodra w górę raz za razem nasuwając się pizdą na znieruchomiałego nad nią kutasa. I wciąż patrząc swym uczniom w oczy.

    – Podnieca cię, że się tak gapią?

    – Jeszcze jak!

    – Mnie, no cóż… też. – I Joannę zalewa jego nasienie.

    – Mógłbyś wytrzymać dłużej – wyrywa jej się mimo woli.

    – Nie myśl, że to już koniec; przepraszam na moment.

    I już go nie ma. Febe przewraca się na brzuszek, podciąga nogi; w tej pozycji może popatrzeć za odchodzącym szybkim krokiem Tidżejem.

    – Gdzie mu tak spieszno?

    – Pewnie pobiegł się odlać, faceci tak mają po wytrysku – uświadamia ją Febe, a równocześnie od strony basenu dobiega ją zgodne „wow!” chłopców zapatrzonych w wypięty tyłek pani nauczycielki. I w szybko zamykającą się krągłą dziurkę z której w rytm skurczów pochwy falami wycieka sperma. Joanna zerka za siebie; widząc niekłamany zachwyt swych uczniów, zniża głowę i opiera policzek o materac. Tyłek automatycznie idzie wyżej, wargi sromowe rozciągają i zaciskają, a powietrze wpompowane w jej pizdę przez Tidżeja wydostaje się z bulgotem doskonale słyszalnym w zaległej ciszy.

    – Nasza pani puszcza bańki cipą!

    – Obleśne!

    – Obrzydliwe!

    Lecz wyraz ich twarzy przeczy tym słowom; tylko się z nią droczą.

    Tak ich zastaje Tidżej – tak się przynajmniej wydaje Joannie, gdy nadciąga Tom, salutując jej sterczącym penisem. Cały czas był na podglądzie, resztę dopowiedział mu brat-bliźniak.

    – Obleśne? Obrzydliwe? Puścisz im płazem tę obrazę? – Po czym schylony szepce Joannie do ucha, wywołując złośliwy uśmieszek.

    – Nie ruszać się, chłopcy. Ani drgnijcie!

    I sama na nich, wciąż wspartych łokciami o krawędź basenu, rusza.

    Tidżej i Febe pilnują obu prześmiewców, by ani drgnęli, a Joanna spycha ich po kolei do wody, celując lepiącym się od spermy kroczem w ich wciąż uśmiechnięte buźki. Po kolei wkleja się w nie cipą i porusza tyłkiem. Nosy chłopców suwają się w  jej szparce zahaczając o łechtaczkę i nie obchodzi jej, że nie mogą oddychać – liczy się tylko    przyjemność. I jeszcze ten wielki, sterczący przed jej oczyma chuj – zapowiedź kolejnych rozkoszy

    Joannie podoba się to, co widzi. Zepchnąwszy obu chłopców do wody, okręca się na czworakach, nadstawia dupy.

    – Fajny tyłek – chwali Tom, a dziewczyna kręci tym kuperkiem, kusi…

    I szybko dopina swego – Tidżej klęka i zapina ją od tyłu. Jego ręce też nie próżnują – podsuwa je pod majtające się w szaleńczym rytmie cycki, drażniąc sutki, przygina grzbiet dziewczyny do ziemi, równocześnie odciągając jej głowę do tyłu. Joanna nie protestuje, przeciwnie: poddaje się z rozkoszą tym zabiegom prężąc wygimnastykowane ciało Zresztą Tidżej stara się nie przesadzić. Przyspiesza teraz, trzymając ja mocno za biodra, naciąga Joannę na siebie, na swój dyszel w szalonym rytmie. Zwalnia… dłużej by tego nie zniosła. Zatrzymuje się, z penisem wbitym głęboko w jej pizdę, czuje skurcze jej pochwy, coraz słabsze – orgazm przechodzi, dziewczyna kwili tylko cichutko, nie wrzeszczy, jak jeszcze przed chwilą, gdy na granicy rozkoszy i bólu, to pragnęła, to nienawidziła tego panoszącego się w niej chuja.

    Właśnie znów w niej drgnął, ruszył powoli, z namaszczeniem (namaściła go puszczając obficie soczki szczytując) i w towarzystwie klapsów. Ach, klapsy! Dogadzając sobie wibratorem próbowała się klepnąć w tyłek raz czy dwa, ale w porównaniu z tym…

    Tidżej tymczasem przytrzymując ją wpół, by się z niej nie wysunąć, przewraca ją na bok.

    – Zegnij się… w pół… – dyszy – jak scyzoryk…

    Co to dla niej; z głową między nogami, z maksymalnie wypiętym tyłkiem i ściśniętą cipą przyjmuje posłusznie kolejne ciosy nie będąc w stanie ich oddawać w tej pozycji.

    – Dorżnij! – żąda i prosi, znów na granicy spełnienia.

    Kolejny orgazm przychodzi wraz z jego wytryskiem. Joanna się prostuje, jej nogi przylegają do jego, plecy opiera o pierś Tidżeja. Czuje jego dłonie przesuwające się po zgrzanym, śliskim od potu ciele. Zmierzające powoli ku jej piersiom i kroczu. Dłoń Joanny już tam jest; smukłe palce obejmują jego członka. U samej nasady – reszta jest wciąż w niej. Tom przykrywa jej dłoń swoją i powoli wysuwa penisa.

    Sunie tak i sunie, taki obspermiony, między ich splecionymi palcami, a Joannie wydaje się, że nie ma końca.

    Ile jeszcze? – zastanawia się, czując pod opuszkami palców śliską aksamitną w dotyku skórkę, a pod nią wciąż sztywnego jak kość chuja.

    I gdy Tidżej wyślizguje się z niej do końca, bierze go do ręki, podziwia…

    – Jak ty to robisz, że wciąż jest taki twardy?

    – Nowa dupa! – dobiega z basenu, na szczęście po grecku.

    – To twoja sprawka – „tłumaczy” Tidżej, a Joanna przypomina sobie o obowiązkach wychowawczyni. Staje na krawędzi basenu nie wypuszczając Tidżeja z ręki.

    – Czujecie się ukarani, chłopcy?

    – Jeszcze jak, psze pani! – szczerzą się do niej i wracają do przerwanych igraszek z Febe.

    – To musi być dla nich raj – komentuje Tidżej. Zastanawia się właśnie, jak dokonać kolejnej podmiany, pomysł pojawia się na widok chłopców ganiających Greczynkę po całym basenie.

    – Zaraz wracam!

    Śliski kutas wyślizguje się z dłoni Joanny, majta się na boki  poprzedzając biegnącego Toma.

    – Znowu?!

    * * *

    Tom nie zwalniając mija brata, spiesząc do łazienki.

    Gdzie to jest? O, jest!

    – Trzymaj! – wciska Jerry’emu w dłoń butelkę oliwki i szybko tłumaczy, w czym rzecz. A już po chwili Jerry tłumaczy to samo Joannie.

    – Chłopcom się spodoba! – nauczycielka przygląda się, jak Tidżej naoliwia wywołaną z basenu Febe. Czuje lekkie ukłucie zazdrości, gdy chłopak skupia się na kroczu Greczynki.

    – Cały czas próbują ją złapać za cipę – tłumaczy, jakby czytał jej w głowie.

    Nie bądź głupia! To tylko zabawa, wszystkich ze wszystkimi  – opieprza się w myślach i przywołuje chłopców.

    – Daj tę butelkę na moment!

    – No, teraz niech spróbują cię złapać – stwierdza Tidżej, sunąc dłonią miedzy obficie naoliwionymi pośladkami Febe.

    – A ty ich – dodaje Joanna. Wysmarowała chłopców oliwką od stóp do głów i dwa fiutki wciąż wyślizgują jej się z rąk, mimo, że przywróciła im pełną sztywność.

    Chłopcy rzucają się do wody w pościgu za Febe. Tidżej też chciałby popatrzeć, jak im idzie, ale to Joanna tu rządzi. Układa sobie kochanka na wznak i nasuwa się na niego cipką, zwrócona twarzą do wody. A w wodzie się dzieje… Gdy Jerry, napatrzywszy się na jej ciężko pracujący tyłek wyraża ochotę na zabawę cyckami, zamiast okręcić się na jego drążku, każe mu obrócić się pod sobą. Przypomina sobie o oliwce; wyciska resztki miedzy jego i swoje uda. Poślizg sprawia, że może szybciej i szybciej nasuwać się na ten drążek. Pochyla się nad Tidżejem, rozkołysane piersi walą go w twarz, podrażnione sutki sztywnieją, zahaczają o wyciągnięty język. Mokre od śliny sprawiają jej dodatkową rozkosz. I jej i jemu, gdy suną po policzkach, zaglądają w oczy… Tom pręży się pod nią od tej narastającej w lędźwiach rozkoszy nie do powstrzymania, wypycha  biodra wychodząc jej naprzeciw, raz, drugi, trzeci…

    Uch, trochę za szybko doszedł! Naprawia to naciągając sobie jej tyłek na twarz, otwiera szeroko usta, stara się zmieścić  w nich cały ten spływający jego własnym nasieniem srom, zasysa łechtaczkę, liże…

    Wibrujący język w tym najwrażliwszym z wrażliwych miejsc, doprowadza Joannę do szału. I ta sperma zalewająca mu oczy… Jakie to wyuzdane!  Joanna postanawia ją zlizać, gdy tylko ochłonie.

    Gdy kończy, usta Jerry’ego szukają jej ust, całują się długo i namiętnie.

    – To było…

    – Szalone! – kończy Joanna. I wykańczające – dodaje, sięgając między uda chłopaka, gdzie śliskim wężem zalega smętne wspomnienie wspaniałego tak niedawno organu.

    Jerry obrzuca go równie smętnym spojrzeniem. I milczy, kombinując, co dalej. Ile razy można tak znikać, ona w końcu zacznie coś podejrzewać.

    Z opresji ratuje go, niechcący, dziewczyna.

    – Szkoda… Bo ja bym jeszcze chciała w wodzie… Nigdy nie pieprzyłam się w basenie – mówi, zastanawiając się, czy aby nie wychodzi na nimfomankę.

    Trybki w głowie Jerry’ego kręcą się, jak szalone. I zatrybia:

    – Nie ma sprawy, tylko daj mi chwilkę. I jak tak na nich patrzę – a wzroku nie odrywa od kłębiącej się w basenie trójki – to myślę, że z oliwką będzie fajnie.

    – I sięga po butelkę, doskonale wiedząc, że jest pusta.

    – No popatrz, skończyła się! Pójdę po następną.

    * * *

    …I wtedy wymyśliłem ten numer z oliwką – tłumaczy za moment bratu. I wciska mu nową butelkę do ręki.

    – I pamiętaj, teraz bierzesz ją w basenie!

    A potem znienacka przytrzymuje odchodzącego Toma za ramię.

    – Popatrz na mnie. A potem na siebie. Czaisz?

    Naciera mu oliwką dłonie, potem uda, a po zastanowieniu – przyrodzenie.

    – Może mi jeszcze postawisz, co?

    – Hehe… ona zrobi to szybciej.

    * * *

    Gdy Tidżej „wraca” nad basen, zniecierpliwiona Joanna nabiera oliwki w dłonie i szybko mu stawia. Solidnie naoliwieni wskakują do basenu, gdzie natychmiast wyciągają się ku nim pożądliwe dłonie. Febe skupia się na utrzymywaniu Tidżejowego kutasa w pełnej gotowości, chłopcy dyskutują otwarcie na temat wyższości ogolonej (i naoliwionej) pizdy nad bujnie zarośniętą (i naoliwioną) pizdą. Biorą je na przemian w dłonie i porównują na głos wrażenia, sprawiając dziewczynom czystą przyjemność. Tidżej też dołącza do tej zabawy. Joanna cieszy się, że tak dokładnie ogoliła swoją przed wyjściem z domu.

    Ale byłby wstyd!  I wybucha śmiechem.

    – Bo – tłumaczy rozbawiona – przecież powinnam spalić się ze wstydu z powodu tego co z nią wyprawiacie, a ja się martwię, czy ją dobrze ogoliłam!

    – Ale psze pani, co też pani opowiada! – wtrąca Wacek i wyjaśnia Tidżejowi:

    – Bo nasza pani bardzo starannie się szykowała do tej wizyty. I jak się goliła, to musieliśmy sprawdzać, czy dobrze.

    – A w jaki sposób?

    – Językiem, psze pana. I sprawdziliśmy dokładnie, więc nie wiem, o co się martwi.

    – Teraz, to się martwię, czy jeszcze dasz radę – wtrąca Joanna.

    I Tidżej udowadnia, że da.

    Fakt, że pieprzą się w wodzie, cali w oliwce, z jednej strony sprawy nie ułatwia, z drugiej dostarcza ciekawych wrażeń. Na tyle ciekawych, że gdy zadowolona klaczka wyprzęga i zsuwa się z dyszla, z cipy wysnuwa się obłoczek spermy jej ogiera. W krystalicznie czystej wodzie wygląda to obłędnie.

    – Nabrudziliśmy…

    – Nie przejmuj się. Woda w basenie jest cały czas filtrowana, przy tych ilościach spermy, która tu trafia, to konieczność.

    – Myślałam, że wasze dziewczęta ją zagospodarowują…

    – Do wody też coś czasem skapnie. A jak pieprzymy się w ogrodzie, to często szukamy ochłody w basenie. Dziewczęta się podmywają…

    – Podmyj mnie! – żąda natychmiast Joanna. I sama myje Tidżejowi.

    – Skoro już tacy czyściutcy jesteśmy, to może pójdziemy do łóżka?

    – Do łóżka? – Joanna jest sceptyczna, w ogrodzie jest tak fajnie. – W łóżku od razu zaśniesz.

    – Najpierw cię przelecę!

    – Nie dasz rady, to byłby…

    – Piąty raz – wchodzi jej w słowo Tidżej. No chodź!

    * * *

    Tym razem podmiana jest ryzykowna. Tom otwiera przed Joanną drzwi do sypialni, a Jerry czai się za nimi. I szybko staje za jej plecami, gdy zatrzymuje się zaskoczona wielkością łóżka.

    – Jakie wielkie! – dobiega oddalającego się na palcach Toma.

    – Dziś się marnuje, tyko nas dwoje…

    Do dziewczyny dociera, dlaczego jest takie duże.

    – To sypialnia Maćka, rzadko się zdarza, by spał tylko z Alą.

    – Ala? Czytałam coś o niej.

    – Dziewczyna Maćka. Ale nie jest zazdrosna, ciebie też chętnie by wzięła na trzecią do łóżka. Albo na którąś tam…

    – Tylko nie którąśtam! – oburza się Joanna. I śmieje. Chwyta Toma za kutasa, ciągnie do tego łóżka.

    – Chodź już, trzeba nad nim popracować.

    Chłopców tymczasem zagospodarowuje Febe. Najpierw zwleka z pójściem do domu, dając czas bliźniakom na zamianę. Potem prowadzi ich do salonu.

    – Lubicie tańczyć?

    – Tak sobie.

    – Bo jeszcze nie tańczyliście z nagą laską.

    Najpierw Febe tańczy sama, daje popis, chłopcom podoba się zwłaszcza potrząsanie tyłeczkiem. I to, jak potrafi szybko poruszać biodrami, pieszcząc się równocześnie. Podnoszą semafory.

    – Tak już lepiej!

    Febe, wciąż podrygując, prowadzi chłopców do kuchni. Znów potrząsa tyłeczkiem sięgając schylona do lodówki.

    – Łapcie!

    Rzuca im po butelce bitej śmietany.

    – Nałóżcie sobie na dłonie, tak obficie. Tylko dobrze wstrząśnijcie!

    Tanecznym krokiem wracają do salonu, jeden z chłopców trzyma ją za pizdę, drugi za cycki. Nie jest to łatwe – Febe wciąż im się wyślizguje. Ale właśnie dlatego jest takie przyjemne.

    – Na kolana!

    Dziewczyna wciska twarz Wacka między swe uda, nie przestając pracować biodrami; chłopiec ma cała buzię w bitej śmietanie. Nie samej – Febe wilży obficie. Zaprasza do zabawy Jacka – teraz potrząsa tyłeczkiem z jego nosem wciśniętym między pośladki. Jest bosko!

    * * *

    Joanna tymczasem sprawdza, ile razy może się przeturlać w tym wielkim łożu, ciasno spleciona z Tidżejem. Rżną się zawzięcie na każdym jego skrawku. Aż do skutku. Po piątym dzisiaj zastrzyku, Joanna ma wreszcie dość, zwłaszcza, że na ten piąty musiała ciężko zapracować. Odpływa.

    Budzi ją natarczywy, dokazujący w niej kutas. Tidżej (tym razem to Jerry) bierze ją, skuloną w pozycji embrionalnej (tak zwykle sypia) od tyłu.

    – Nie wierzę!

    – To dotknij!

    Sięga za siebie. Obejmuje dwoma palcami tęgiego chuja. Prześlizguje się między nimi raz za razem, doprowadzając ją do (kolejnej dziś) ekstazy. Wreszcie koniec. Kutas mięknie i powoli się z niej wysuwa. Joanna czuje wypływająca z niej spermę, ale nie ma siły cokolwiek z tym zrobić. Znów odpływa.

    Przebudzenie jest rozkoszne. Joanna, odprężona, jak jeszcze nigdy, przeciąga się, prostuje na całą długość tego długiego ciała, odkrywając przy okazji kolejną zaletę tego wielkiego łoża – mianowicie stopy jej z niego nie wystają. Wreszcie otwiera oczy. Przed nimi ma szerokie bary śpiącego Tidżeja. Przeciąga po nich paznokciami.

    – Ty…

    Chłopak pręży ciało pod jej dotykiem. Odwraca się leniwie i uśmiecha.  Za plecami Joanny też jakieś poruszenie. Czyli Jacek z Wackiem, a pewnie i Febe – łoże jest ogromne. Joanna się odwraca…

    – Ty!

    – To też ty!!!

    Nagle zupełnie otrzeźwiona, prostuje się gwałtownie, siada. Patrzy w lewo, patrzy w prawo… Nie ma chłopców, nie ma Febe, tylko dwie uśmiechnięte od ucha do ucha jednakowe mordy… Dociera do niej wreszcie.

    – Wy dranie!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Niespodzianka – Twoje urodziny

    Jako że znamy się już jakiś czas, postanawiam wpaść do Ciebie bez uprzedzenia. Nadarza się okazja gdy masz 16 lutego urodzinki. Twoi przyjaciele byli u Ciebie rano, a za pośrednictwem Internetu namówiłem Twoją mamę i siostrę żeby na popołudnie gdzieś wybyły a Ciebie zostawiły samą w domku. Gdy one wychodzą ja już czekam na wejściu do klatce schodowej, ale mnie nie poznają. Drzwi pozostały nie zamknięte na klucz więc bardzo cicho wchodzę do Ciebie do mieszkania. Ty akurat byłaś w łazience i zamierasz z pytaniem na ustach skierowanym do tych dopiero co wyszły. Uśmiecham się do Ciebie, zamykam drzwi za sobą, tym razem na klucz, po czym podchodzę do Ciebie i całuję w usta na przywitanie. Odchylam się, pokazując kokardkę na ręku, życzę Ci wszystkiego najlepszego i ponownie całuję w usta. Ty już nie możesz ze szczęścia wytrzymać, więc gorączkowo mnie rozbierasz. Gdy jednak zostają na mnie tylko bokserki zatrzymuję Cię i sam pozbawiam Cię Twoich ubrań i bielizny. Przenosimy się do Twojego pokoju gdzie liżę Cię po Twojej muszelce na krawędzi łóżka. Masz najszybszy do tego czasu orgazm, nie zdajesz sobie sprawy jak szybko po pierwszym przychodzi kolejny. Gdy szczytujesz po raz drugi odpychasz od siebie moją głowę, po czym wciągasz mnie na łóżko obok siebie. Leżymy chwilę zauroczeni sobą wzajemnie, po czym to Ty przejmujesz inicjatywę i szybko i sprawnie liżesz mojego penisa, jedną ręką wspomagając usta a drugą masując jądra. Chwilę przed wytryskiem mówię Ci o nim a Ty patrzysz mi się w oczy. Utrzymujesz ten kontakt aż do momentu, gdy wyjmujesz penisa ze swoich ust, a moja sperma kapie Ci z ust i brody na piersi. Pytam się Ciebie czy dalej bierzesz tabletki, a po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi szybko wchodzę w Twoją muszelkę całą długością swojego penisa. Wzdychasz raz za razem gdy zagłębiam się w Tobie aż po jądra, które obijają się o Twój mokry srom. Dochodzimy w tym samym momencie, tak jak wcześniej miałaś najszybszy orgazm w życiu, tak teraz masz najmocniejszy. Skręcasz się i wijesz gdy jeden przechodzi w drugi i trzeci gdyż ja nie przestałem posuwać swoim penisem Twoją szparkę. Dochodzę drugi raz przy okrzykach Twojego czwartego z rzędu orgazmu i razem opadamy na pościel. Jesteś szczęśliwa równie mocno co podczas swojego pierwszego razu ze mną. Całujemy się jeszcze raz w usta po czym przytulamy się mocno i leżymy tak nago tuż przy sobie, Ty z moim penisem w Twoim wnętrzu. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mariusz Durek
  • W lazience

    Przepuszczam Cię w drzwiach do łazienki. Zamykam je za sobą. Jak się odwracam całujesz mnie w usta. Całując się rozbieramy się wzajemnie powyżej pasa. Kontynuujemy całowanie, gdy nasze ręce buszują, bo naszych ciałach. Chwilę się wstydzisz rozebrać, więc sam robię to pierwszy. Twoim oczom ukazuje się mój penis w stanie pół wzwodu. Jesteś nieco zawiedziona, więc czym prędzej mówisz mi żebym Cię rozebrał, bo to co widzisz to za mało. Spełniam Twoją prośbę i zdejmuje z Ciebie całą garderobę, jaka Ci została. Na stojąco nie widać zbyt wiele, więc sadzam Cię na krawędzi pralki i zaczynam robić minetkę. Jest Ci nieziemsko dobrze, masz orgazm. Zeskakujesz z pralki na kolana i zaczynasz pobudzać mojego penisa. Przypominasz sobie o tym, co Ci kiedyś mówiłem i pomagasz swoim ustom swoimi nieziemskimi piersiami. Jako że jest to dla mnie niezwykle przyjemne tryskam Ci do ust spermą. Trochę połykasz, ale większość leci Ci na piersi. Chcesz to zmazać, ale mówię że przed nami prysznic. Wchodzimy do niego oboje, wstawiamy rączkę prysznica do uchwytu i włączamy. Całujemy się przytuleni, cali mokrzy pod tym małym deszczem. Podnoszę Cię na rękach, opieram Cię plecami o ścianę i nakierowuję swojego penisa na Twoją szparkę-mokrą od soków i wody. Całuję Cię w usta i delikatnie wchodzę do środeczka. Po chwili zaczynam Cię dymać na całego, Twoje piersi podskakują w rytm posunięć mojego penisa a my się całujemy. Dostajesz kolejnego orgazmu, jednak ja chwilę przed własnym wyjmuję penisa z Twojej norki bo ruchałem Cię bez kondoma. Jest Ci mało więc stawiasz go ponownie do pionu swoimi ustami, zakładam kondoma i mówię Ci żebyś stanęła na złączonych nogach i zgięła się próbując dotknąć swoich kostek dłońmi. Kiedy Ty to robisz ja wchodzę w Twoją pochwę od tyłu. Jest to dla Ciebie nowość, te doznania są zupełnie inne niż wszystko wcześniej więc się nie prostujesz tylko oddajesz przyjemności. Po dłuższej chwili masz jeszcze jeden orgazm, a ja ponownie wyjmuję penisa przed wytryskiem. Dziwi Cię moje zachowanie, ale nie chcesz być samolubna więc zdejmujesz kondoma i zaczynasz mi ssać penisa. Najpierw zasysasz główkę, później przejeżdżasz językiem po całej długości aż w końcu wkładasz go do ust, najpierw samą główkę, potem do połowy aż w końcu znika w Twoim gardle. Robisz to tak dobrze, że nie mija dużo czasu i Ci tryskam do ust. W związku z tym że doprowadziłem Cię do 3 orgazmów, samemu mając drugi postanawiasz się odwdzięczyć i łykasz całą moją spermę, wysysając ją wręcz z penisa. Trochę zmęczeni wracamy do mycia się, namydlając wzajemnie swoje ciała. Przy okazji robię Ci palcówkę i masz czwarty orgazm. Ty stymulując mojego penisa również sprawiasz że tryska z radości spermą, wprost na Twoje piersi. Rozsmarowujesz moją spermę na swoim biuście uśmiechając się promiennie do mnie. Następnie się płuczemy z mydlin. Wychodzimy z kabiny i wycieramy wzajemnie, przytulając się co chwilę i całując. Po wyjściu jesteśmy lekko zmęczeni tymi orgazmami, ale szczęśliwi i czyściutcy.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mariusz Durek