Blog

  • Wakacje z zona. Drinka?

    Cały dzień zwiedzaliśmy okolicę i już od ładnych kilku godzin marzyłem o porządnym drinku, jednym z tych, które serwują w hotelowym barze. Oczywiście na bazie whisky. Karolina też złożyła zamówienie na jednego, więc pośpiesznie założyłem klapki i zjechałem windą na dół zostawiając żonę wyraźnie zmęczoną, zmierzającą do łazienki, pewnie w celu szybkiego prysznica. Nigdy nie lubiła siedzieć w wodzie dłużej niż było to potrzebne. W przeciwieństwie do mnie.

    Pierwszy łyk pociągnąłem już przy barze, hmmmm, o to właśnie chodziło. W lobby nie było nic, co mogłoby mnie tam zatrzymać, więc bez specjalnego rozglądania się na boki wróciłem dobrze znaną trasą, windą na 5. piętro. Kilka metrów od pokoju zorientowałem się, że w szklance widać było dno. Naprawdę niezłe te drinki. Nie ma wyjścia – muszę uzupełnić szkło, choć już poczułem, że jest miło.

    Zielone światełko, które zapaliło się po wsunięciu karty sygnalizowało, że delikatne pchnięcie drzwi dzieli mnie od pokoju. To co zobaczyłem stojąc w przedpokoju z dwoma drinkami w dłoniach, wprawiło mnie w totalne osłupienie.

    Karolina klęczała na środku łóżka z tyłkiem mocno wypiętym ku górze i mocno opuszczonymi ramionami. Jej spojrzenie tylko jakimś cudem nie sprawiło, że upuściłem szklanki. Jedną z dłoni masowała sobie cipkę przez różowe majteczki, które idealnie pasowały do kusej, białej podkoszulki, którą – widziałem to dokładnie – założyła bezpośrednio na piersi.

    Nie musiała nic mówić. Pociągnąłem solidny łyk i odłożyłem szklanki na stolik. Fakt, że zbliżyłem się do brzegu łóżka nie wprawił Karoliny w najmniejsze zakłopotania. Z bliska jej spojrzenie było jeszcze bardziej podniecające, a palce dłoni bez ustanku przesuwały się wzdłuż wciskającego się pomiędzy pośladki paska jedwabnego materiału.

    Na chwilę przestała, uśmiechnęła się i zatrzęsła pupą, wyginając ciało jeszcze mocniej.

    – Co wziąłeś? – zapytała, wcale nie oczekując, że zacytuję jej jakąś ekskluzywną nazwę z karty hotelowego baru.

    Zdecydowanym ruchem rozchyliłem pośladki dłońmi i musnąłem językiem po różowym skrawku bielizny. Powtórzyłem to kilkukrotnie, za każdym razem mocniej akcentując siłę mojego języka. Karolina wiedziała, że jest to mój ulubiony widok. Ostatnio rzadko miałem go w rzeczywistości. Takie czasy, zabiegani, dzieci. Zdecydowanie częściej widziałem go oczyma wyobraźni podczas samotnej masturbacji. Kiedyś powiedziałem żonie, że pomimo miliona wypiętych tyłków zobaczonych na tube8, porhub’ie czy na siłowni, wspomnienie o jej wypiętej pupie i gotowych do akcji dziurkach, doprowadzało mnie do finału bezbłędnie i zawsze. Tylko się z tego śmiała, nawet nie wiem czy doceniała moje wyznanie i erotyczną wierność.

    Do języka dołożyłem dłoń. Najpierw w postaci niewyraźnego klapsa, następnie mocno masując cipkę. Znów zanurkowałem nosem pomiędzy pośladkami. Końcówką języka – ciągle przez materiał – drażniłem jej najwęższą z dziurek. Poczułem jak jej ciało się spina, jednakże pozycji nie zmienia.

    Bardzo powolnym ruchem pozbawiłem Karolinę bielizny. Właściwie trudno było to zrobić wolniej. Odkrywałem jej pupę centymetr po centymetrze, napawając się widokiem. Tak, jestem wielkim miłośnikiem sztuki, szczególnie takiej. Najpierw wyłoniła się dziurka analna, którą szybko oblepiłem językiem. Powoli zrobiłem językiem ruch wokół niej, zwieńczając muśniecie środka. Jeszcze pachniała kąpielą. Poczułem, że Karolinę to załaskotało. Zsunąłem majtki niżej, a kolejne fragmenty ciała naznaczałem językiem. Cipka była już wilgotna. Wyczułem to palcami. Zacząłem ją masować, z każdą chwilą wsuwając palce coraz głębiej pomiędzy ciepłe wargi. Palec wsunąłem do środka w tym samym momencie gdy język ponownie wylądował na drugiej dziurce. Już nie tak płytko, o nie, jego końcówka mocno domagała się głębszej penetracji. Język i palce pracowały niczym dobrze zsynchronizowana maszyna. Ruchy nie były wulgarne, ale z pewnością nie były to niewinne pieszczoty. Rozpocząłem doprowadzanie Karoliny do orgazmu równocześnie sprawiając sobie dużą przyjemność, na razie tylko emocjonalną.

    Od nocnej szafki dzieliła mnie długość dłoni, więc nie tracąc kontaktu z coraz bardziej napiętym ciałem żony, otworzyłem szufladę i wyciągnąłem z niej żel i …ulubione dildo Karoliny. Sam jej je kupiłem kilka lat temu, wiem, że zabawiała się nim od czasu do czasu, ale jego widok w moich rękach z pewnością wprawił ją w zdziwienie. Nie wiedziała, że je zabrałem z Polski. Z pewnością w tej chwili pomyślała o kontrolerach na lotnisku, którzy nie mogli nie dostrzec kilkunastocentymetrowego, silikonowego, różowego kutasa na jednym z ich szpiegowskich monitorów. Ja miałem to głęboko gdzieś. Wszystko jest dla ludzi. A teraz dokładnie rzecz ujmując dla Karoliny.

    Spuściłem na pośladki sporą dawkę olejku i rozsmarowałem. Majtki już dawno odsłoniły całą wypiętą pupę, ale nie chcąc ich naoliwić zsunąłem je jeszcze niżej. Wziąłem dildo w dłoń i przesunąłem jego główką po cipce. W górę, w dół i tak trzy razy, zbierając z warg możliwie najwięcej żelu. Gdy silikonowy twardziel lśnił już wystarczająco, energicznym ruchem wbiłem go w cipkę. Jakby na niego czekała.

    Palec w drugiej, mieniącej się olejkiem dziurce, był kwestią czasu. Zacząłem posuwać tyłek Karoliny w rytm dłoni, w której dzierżyłem dildo. Usłyszałem pierwszy wyraźni jęk zadowolenia. Zarówno palec jak i dildo wsuwały się z każdą chwilą coraz głębiej. Dildo było spore i nie sposób było wcisnąć je całe, ale moje ruchy stały się coraz mocniejsze i szybsze. Mocno zdziwiłem się gdy dłoń Karoliny powędrował w poszukiwaniu łechtaczki. Można by rzec, że zespół prawie w komplecie.

    Czułem, że mój własny penis rozrywa mi spodenki. Tylko ambicja pomogła mi go utrzymać na uwięzi. W tym momencie liczyło się zadowolenie żony, wszystkim poza tym co buzowało i rwało się na wolność pomiędzy nogami. Zgrana praca palca, języka, sztucznego kutasa i dłoni Karoliny zaskakująco szybko przyniosły oczekiwany rezultat. Wygięcie ciała i zwolnienie ruchu dłoni żony oznajmiły wszem i wobec, że zadowolenie zostało osiągnięte. Kilkanaście dobrych minut w pozycji na pieska dało się Karolinie we znaki więc opadła na bok z uśmiechem na twarzy, który nieudolnie próbowała zakryć jedną z poduszek.

    Wstałem i stanąłem za nią. Leżała na plecach z głową na krawędzi łóżka. Dłonie trzymała na poduszce, którą ułożyła sobie na brzuchu. Rozpiąłem rozporek, zsunąłem spodnie i majtki i wziąłem w dłoń nabrzmiałego penisa. Stałem tuż za nią, zabawiając się nim patrząc jej prosto w oczy. No właściwie nie prosto, bo wciąż leżała na plecach ze lekko zwisającą głową. Zawsze chciałem to zrobić. Lekko przyklęknąłem i skierowałem główkę w kierunku jej ust. Rozchyliły się jakby ktoś wcisnął właściwy przycisk na pilocie. Wsunąłem penisa do połowy i zacząłem nim poruszać bez opuszczania ust. A więc to takie uczucie. Nie, to nie żaden fuck face z przyduszaniem i litrami śliny, ot zwykłe posuwanie buzi.

    Dłonie Karoliny szybko trafiły na jądra, ale nie zatrzymały się na nich zbyt długo przesuwając się w kierunku prostaty. Masaż i penis w ustach sprawił, że wyprostowałem się i westchnąłem. Na chwilę wyszedłem, co umożliwiło Karolinie muśnięcie językiem jąder. Po chwili muśnięcie zamieniła w aktywne lizanie, cały czas masując palcem to co lubię.

    Pozbyłem się spodni i bielizny i usadowiłem się pomiędzy jej nogami. Chyba czytając w moich myślach Karolina rozchyliła je szeroko, abym mógł wsunąć penisa do jej dziurki. Kilka minut przerwy nie sprawiło, że ostygła. Wszedłem bez problemu, od razu nadając ciału energiczny rytm. To w końcu była okazja, żeby choć na chwilę skupić się również na piersiach. Rozmazany olejek trafił również na białą, jedwabną koszulkę, co sprawiło, że nabrzmiałe sutki widać było wyraźnie. Zacząłem pieścić je przez materiał, nie przestając posuwać cipki.

    Ten fragment zabawy zwieńczyły pieszczoty szyi oraz opuszków uszu. Wyszedłem i zdecydowanym ruchem przekręciłem Karolinę na brzuch. Nie pozostawiłem jej wątpliwości, że znów musi się wypiąć. Praktyka czyni mistrza. Zrobiła to książkowo. Nie potrzebowałem dodatkowo wyciskać olejku z tubki. Było go wszędzie pełno. Zebrałem go palcem i końcówką penisa. Naprowadziłem go na anusa i powoli zacząłem wsuwać go do środka. Tym razem nie zdziwiła mnie dłoń żony, która znów powędrowała na cipkę w poszukiwaniu autoprzyjemności.

    Zwalniałem i przyśpieszałem. Wychodziłem zupełnie i wsuwałem się powoli. Po kilku minutach nie czułem żadnych oporów w tyłku żony, dlatego palcami postanowiłem jej pomóc. Ciągle bawiła się swoją muszelką. Zgrany zespół znów w akcji. Nie! Chwila! Przypomniałem sobie o leżącym obok dildo. Żal nie zaprosić go do zabawy. A więc posuwałem Karolinę w tyłek, masturbując ją sztucznym kutasem, a ona zabawiała się łechtaczką sycząc cichutko, w stylu dokładnie innym niż najbardziej wyuzdane gwiazdy porno.

    Karolina znów leżała na plecach. Chwyciłem ją za biodra i przesunąłem na krawędź łóżka. Chyba pierwszy raz nie wiedziała co ją czeka. A ja najzwyczajniej w świecie chciałem w dalszym ciągu penetrować jej tyłek, ale tym razem patrząc jej prosto w oczy. Szybko zrozumiała mój zamiar i jeszcze wyżej uniosła nogi.

    Posuwając jej ciasną dziurkę, masując dłonią cipkę, spoglądając w jej rozpalone oczy wiedziałem, że finał jest blisko. Przyśpieszyłem pracę bioder, aby po chwili klęknąć nad twarzą żony i wystrzeliwując solidną porcję spermy na jej buźkę. Ryknąłem tak, że niemożliwym było nie zdradzić sąsiadom, co tu się wyprawia. Kilka strzałów zupełnie pozbawiło mnie sił, ale Karolina zdobyła się jeszcze na delikatne muśnięcie końcówki mojego penisa językiem. Opadłem na plecy, a ona wtuliła się we mnie.

    – To jakiego drinka mi wziąłeś Rzuls – zapytała.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kuba Nowak

    Pierwsze w życiu i pewnie ostatnie, a może…

  • Stopki Oli(vii) 3: Wpadka

    Polanka. Ola i ja, kleczący pod bosymi stópkami Olivii, która owinęła sobie nas wokół stópek. Akcja naszej opowieści zaczyna się od zlizywania brudu z podeszw stópek Królowej. Właśnie wylizywałem brud między paluszkami, gdy nasza Królowa powiedziała:

     – Suczki, koniec dobroci! Załóżcie mi moje superstary na moje śliczne stópki
     
    Założyliśmy, pamiętając na koniec o “pocałunku” z czubkiem buta.
     – Teraz coś, co lubię! – powiedziała z rozkoszą Olivia, po czym zaczęła nas kopać wszędzie, kilka razy oberwałem w jądra. Ja jakoś to zniosłem, bo trenuję MMA, ale Ola jest bardzo wrażliwa, więc rozpłakała się. Olivia zostawiła mnie i zaczęła się zabawiać z Olą, zaczęła od facesittingu, potem zaczęła ją podduszać. Już wiedziałem, że Olivia to urodzona sadystka.
     
     – Rozbierać się! – padła komenda wiadomo od kogo.
     
    Rozebraliśmy się, po czym położyliśmy się u stóp Królowej i czekaliśmy na dalsze polecenia. Olivia podeszła do nas, popatrzyła na nas chwilę, kazała nam całować całe swoje ciało, wykonaliśmy polecenie, właśnie całowaliśmy jej pośladki, gdy ta kopnęła nas i powaliła na ziemię. Podeszła do Oli i bezpardonowo wsadziła jej dwa paluszki w cipkę, rozdziewiczając ją. Ola z bólu rozpłakała się.
     – No, to teraz wiesz, do kogo należysz, suko! – powiedziała Olivia do Oli, po czym kopnęła ją w szczękę, powodując tym głośniejszy płacz. Olivia roześmiała się, a Ola zaczęła błagać o litość.
     
     – Królowo, błagam, niech Pani przestanie – wyszlochała Ola i pocałowała jej buciki
     
     – Zamknij się dziwko! – wrzasnęła Olivia – Powinnaś mi dziękować za każde kopnięcie! – Olivia zaczęła kopać ją w piersi, a Ola zaczęła głośniej płakać.
     
     – Na co czekasz dziwko?! – spytała Olivia – Dziękuj mi za kopnięcia, Ty głupia kurwo! – krzyknęła Olivia i zasadziła jej kopa w cipkę.
     
     – Ałaaaaa – krzyknęła Ola – Dziękuję Królowooo! Ałaaaa! Dziękuję! Błagam, niech Królowa przestanie!
     
    Kopnęła ją jeszcze parę razy, po czym dała jej spokój i podeszła do mnie.
     – No cześć piesku – powiedziała do mnie Olivia z sadystycznym uśmiechem. (w tle Ola płakała) – Ty akurat dobrym psem jesteś, nie to, co tamta suka – powiedziała Olivia (tego nie napisałem, ale Ola, gdy Olivia nas nakryła, zwyzywała Olivię, za co ta ją spoliczkowała)
     
     
     – Dziękuję Królowo, to dla mnie zaszczyt, że udziela mi Pani pochwały – odparłem z dumą mojej Pani
     
     – Jak dobrze będziesz służył, to będziesz nagradzany – powiedziała Olivia z uśmiechem, po czym poklepała mnie po głowie, jak psa
     
    Olivia zaczęła się rozbierać, pierw zdjęła z siebie swoją skórzaną kurtkę, potem czarny podkoszulek na ramiączkach i w końcu czarny staniczek
     – Piesku, zrób dla mnie stolik – rozkazała Olivia
     
    Uklękłem na “4 łapy” a Olivia usiadła na moich plecach. Nie była ciężka, mniej więcej 40kg ważyła. Figurę miała jak młoda modelka była drugą po Nikoli i Emilce pożądaną dziewczyną;nikt nie mógł zdecydować, która z dziewczyn (Nikola i Emilka) są lepsze, więc obie mają to samo miejsce <3). Olivia zdjęła z siebie czarną skórzaną kurtkę i podkoszulek na ramiączkach (też czarny) i rzuciła gdzieś obok. Został jeszcze czarny, seksowny (z koronką) staniczek; Olivia zdjęła go, odsłaniając swoje duże piersi że sterczącymi sutkami i rzuciła do Oli.
     – Wąchaj, suko! – warkneła Olivia.
     
    Zostały jej dżinsy, które zdjęta i rzuciła obok kurtki i podkoszulka. I stringi, też seksowne z koronką. Zdjęła je, a moje oczy ujrzały… Ogromne dildo! Na oko 40cm długości… Nie wiem jak ona mogła to schować w takich majteczkach. Ola, która nadal płakała, po ujrzeniu dilda, zaczęła jeszcze bardziej płakać.
     – Zabawimy się tej nocy, pieski – powiedziała do nas rozradowana Olivia – I zamknij się wreszcie, Ty głupia dziwko! – wrzasnęła Królowa, po czym wepchnęła jej CAŁE dildo do gardła. Ola zaczęła się dławić i miotać. Zazdrościłem jej, też tak chciałem. Na szczęście i na mnie czas przyszedł 🙂
     – Dla Ciebie piesku mam coś specjalnego – powiedziała Olivia i kazała mi się rozebrać – Połóż się na brzuchu i rozluźnij – poleciła mi Królowa. Zobaczyłem kątem oka, że z kieszeni kurtki wyciąga paczkę prezerwatyw i lubrykant.
    Olivia zaczęła mi smarować okolice odbytu lubrykantem, po nasmarowaniu odbytu nałożyła gigantycznego kondoma na swoje dildo i również nasmarowała je. Spojrzałem na Olę – już nie płakała, za to zobaczyłem, że jej cipka jest cała mokra. Poczułem, że coś wsuwa mi się w odbyt. To było dildo Olivii. Wtedy wiedziałem, że Olivia jest profesjonalistką w tych sprawach – kutas stał mi cały czas. Zacząłem pojękiwać z rozkoszy, Olivia z tego, co widziałem, to wkładała paluszki pod dildo i palcując się, też pojękiwała. Nagle czuję, że Olivia wysunęła dildo z mojego odbytu i nie wsunęła się spowrotem. Odwracam się w idealnym momencie, aby zobaczyć, jak Olivia zdejmuje prezerwatywę z dildosa i rzuca ją na mnie. Podchodzi do Oli i coś jej szepcze do ucha. Ola wstała, założyła glany, poczekała chwilę, aż Olivia się . Czekając na nie, zacząłem sobie walić konia wachając niedawno skradzioną z namiotu dziewczyn dość przepoconą skarpetkę Magdy, jednej z obozowiczek (niezła dupa, nawiasem mówiąc). Szybko trysnąłem, posprzatałem wszystko tak, aby nie było śladów po mojej masturbacji. Odwróciłem się w idealnym momencie, aby zobaczyć, jak Królowa szła z Olą. Dziewczyny po drodze palcowały się, pojękując przy tym. Olivia była ubrana tak jak wcześniej, ale z twarzy – widać, że makijaż. Miała pomalowane usta na krwistą czerwień, rzęsy pomalowane czarnym tuszem (widać, że jednym z wyższej półki, podobnie jak szminka), a twarz ogólnie miała wypudrowaną. Ola tak samo, jeżeli chodzi o makijaż. Jeżeli chodzi o ubrania – czarne pończochy, prześwitujący stanik w komplecie ze stringami, do tego tylko i wyłącznie skórzana kurtka w czarnym kolorze i superstary na stópkach, takie same, jakie ma Olivia.
     – Piesku, jak widzisz, role się zmieniły. Co innego ruchać, a co innego być ruchaną. Zdejmij mi superstara i zacznij lizać stópkę.
    Byłem zaskoczony obrotem spraw, ale wykonałem polecenie. Z tyłu wjechała we mnie Olivia – byłem tak zaskoczony, że niestety ugryzłem Królową Olę w stópkę, sprawiając jej tym ból i rozerwanie pończochy.
     – Ty psie! – wrzasnęła Ola po czym drugą stópką, która była wciąż w superstarze, zaczęła mnie kopać. Olivia również dołączyła do “zabawy”, kończąc ją solidnym kopem w jądra, który spowodował, że nie mogłem się ruszyć przez 15 minut. Dziewczyny postawiły mi swoje stópki i kazały lizać je i ssać paluszki. Z ukrycia zrobiły parę zdjęć i potem Olivia powiedziała:
     – Piesku, zdenerwowałeś nas. Musisz się u nas zrehabilitować, abyśmy Ci wybaczyły, bo inaczej te zdjęcia – w tym momencie pokazała mi swój telefon, na którego wyświetlaczu było widać jak ssałem paluszki Oli – zobaczy cały obóz. Łącznie z kadrą!
     – Co mam zrobić? – Spytałem
     – Kilka zadań, które Ci przydzielimy – odpowiedziała mi Ola
     – Okej. Poproszę pierwsze zadanie.
     – Pierwsze? Hmm… Pomyślmy… O, już mam. Wiesz, która to Magda z mojego namiotu, nie?
     – Wiem.
     – Wobec tego, zrób tak: ona teraz śpi. Rozepnij jej śpiwór od dołu i zacznij lizać jej stópki, a potem idź wyżej, zacznij się dobierać do cipki, potem pocałuj ją krótko z języczkiem i wróć do nas, to pomyślimy do dalej.
    Bałem się trochę, ale podjąłem wyzwanie. Wszedłem do namiotu Oli. Magda miała ostatnie łóżko. Skarpetek nie miała, bo nieco wcześniej je zabrałem. Uklęknąłem przed jej łóżkiem, odchyliłem kawałek śpiworu. Wysunąłem język i zacząłem jeździć po gładziutkich stópkach Madzi. Teoretycznie miała je gładkie, ale liżąc jej stópki potrafiłem wyczuć znajdujące się na piętach i paluszkach linie papilarne. Po 15 minutach adoracji stópek harcerki tak się wczułem w rolę, że odważyłem się wyjąć kutasa i stópkami Magdy objąłem go i zacząłem robić sobie footjoba – nie potrzebowałem wiele czasu – szybko się spuściłem. Zacząłem ssać jej paluszki spowrotem, bo spermę chciałem zostawić na stópkach “na pamiątkę” dla Madzi. Kiedy ssałem jeden z jej paluszków, wyciągałem właśnie rękę, aby zacząć drażnić cipeczkę Magdy, gdy nagle usłyszałem:
    – Co Ty robisz? – spytała Magda zaspanym głosem. Szybko się rozbudziła i zobaczyła co jest grane. – No no… Nasz Kacperek lubi stópki, jak widzę. Nie można tego zmarnować. Chodź tu. Chodź piesku do nowej Pani, Pani się Tobą zaopiekuje. Leżeć piesku! – wydała pierwszy rozkaz.
    Położyłem się, tak jak mi kazała, a ona zsunęła spodnie od piżamy i majteczki, ukazując swoją cipkę w całej okazałości.
     – Zacznij ją lizać!
    Zataczałem więc kółka dookoła niej, penetrowałem ją językiem, wiedząc, że Magdzie jest dobrze – bo jęczała. Nagle Magda złapała mnie za włosy i przycisnęła do swojego łona. Nie wiedziałem o co chodzi. Nagle poczułem, jak strużki moczu Madzi wpływają mi prosto do ust. Dziewczyna zatkała mi nos, więc byłem zmuszony połknąć “poczęstunek”!. Obrociłem się, aby zobaczyć, czy Olivia i Ola jeszcze są. Nie widziałem ich.
    Nagle Magda złapała mnie za kutasa i powiedziała:
     – Pomogę Ci z tym – po czym wzięła go u usta i zaczęła ssać. Obrabiała go jak rasowa dziwka. Wiele mi nie potrzeba było – spuściłem się w usta mojej Królowej.
     – No, to teraz przejdziemy na coś lepszego – powiedziała Magda z tym swoim pięknym, a jednocześnie diabelskim uśmiechem i wyjęła tajemniczą walizeczkę spod łóżka. Otworzyła ją – o kurwa! Co to jest? – pomyślałem. Magda zaczęła szukać czegoś w walizce…
    Podobało się? Zostaw komentarz!
    Wpadł mi do głowy pomysł na nową serię ze zamyślonymi opowiadaniami z celebrytkami w roli głównej. Jak myślicie, to dobry pomysł? Jaką byście chcieli celebrytkę? Być może się dostosuję do Was, a może zrobię Wam niespodziankę…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Fetyszysta

    O kim chcecie kolejne opowiadanie: Emilka i Nikola, Karolina czy Ola, Olivia i(?) Magda? Zaznaczam, że drugie opowiadanie będzie wraz z opowiadaniem z celebrytką, jeżeli chcecie.

  • Zdrada, cz. 1 – Krystyna

    Przyspieszyła kroku. Opuściła głowę, mijając kolejną grupkę hałaśliwych mężczyzn. Było ciemno i późno, żadnego ‘normalnego’ przechodnia w zasięgu wzroku, część latarni nie paliła się, a ta dzielnica nie należała do bezpiecznych. Wściekała się na samą siebie. Krystyna zagadała się z koleżanką.

    Dwie 30-letnie kobiety, koleżanki podczas studiów, przed rokiem przypadkowo odkryły, że mieszkają w tym samym mieście i prawie po sąsiedzku! Odnowiły znajomość. Spotykały się nieregularnie. Wszystko zależało w zasadzie od przypadku. Czasami wystarczała rozmowa przez telefon i po pracy jechały do kawiarni lub restauracji. Partnerzy byli uprzedzeni. Dzieci nie miały i nie planowały. Nie spotykały się częściej niż raz w miesiącu.

    Kolejny wypad do kawiarni na bezalkoholowe drinki okazał się tak udany, że wracając, zdecydowały się jeszcze na herbatę u Patrycji w domu. Była tutaj po raz pierwszy. Skończyło się na skromnej kolacji i dwóch lampkach wina. Samo mieszkanie wywarło ogromne wrażenie na Krystynie. Tworzyły je dwa połączone mieszkania, w sumie ponad 150 m kwadratowych. Mieszkanie urządzono kosztownie i ze smakiem. Pati nawet wymieniła nazwisko znanego projektanta wnętrz. Krystyna pokiwała głową nad trafnym wyborem, ale nigdy nie słyszała o nim. Zresztą, o innych też nie. Patrycja, pokazując mieszkanie, robiła to z nieukrywaną przyjemnością, wręcz z dumą. Ale w przyszłości i tak zamierzali wyprowadzić się pod miasto. „Z dala od wielkomiejskiego gwaru” – jak parokrotnie podkreślała Pati, dając do zrozumienia, że dacza latem to za mało dla systematycznego i efektywnego wypoczynku. Stopień zamożności koleżanki był dla Krystyny i jej męża nieosiągalny. „W końcu nie wszystkie wychodzą za prawników i mają zamożnych rodziców” – myślała w drodze powrotnej. Stąd Krystyna nie miała już daleko do ‘swojego’ bloku, więc tych kilka ulic pokona pieszo, zdecydowała, wychodząc od Patrycji. Mąż w delegacji, dziecko nie płacze, zatem nie musiała spieszyć się. Jednak, kiedy spojrzała na zegarek, okazało się, że jest już bardzo późno.

    *

    Kiedy mijała kolejną zaniedbaną kamienicę, wyrosło przed nią trzech mężczyzn. Próbowała ich wyminąć, ale to okazało się niemożliwe. Kiedy zeszła na jezdnię, jeden z nich zablokował jej drogę, a drugi szarpnięciem za ramię wciągnął na chodnik. Kiedy drżącym głosem zaczęła prosić o przepuszczenie, jeden z mężczyzn szybkim ruchem wepchnął do ust jej własny szalik. Nawet nie zdążyła zareagować, a dwóch chwyciło ją pod ramiona i ruszyło w głąb cuchnącego korytarza kamienicy. Czwarty, którego jeszcze nie widziała, podniósł torebkę, uważnie rozejrzał się dookoła i ruszył za nimi, zamykając skrzypiące ciężkie drzwi. W korytarzu czuć było odór moczu i taniego wina.

    Dotychczas słabo protestująca dziewczyna, sparaliżowana przemocą, nagle zaczęła głośno wzywać pomocy, gwałtownie szarpała się, próbowała kopnąć jednego z mężczyzn. Głos rozniósł się echem po kamienicy. Zaskoczeni napastnicy prawie pozwolili dziewczynie uwolnić się. I nagle osunęła się w ich ręce. Cios pięścią zadany w tył głowy oszołomił ją. To zaatakował ten, który podniósł torebkę. Bliska omdlenia, bez wysiłku podtrzymywana przez dwóch mężczyzn i trzeciego, który chwycił jej nogi, została przeniesiona przez puste podwórko i kolejny korytarz. Mężczyźni weszli do następnej piętrowej kamienicy, w której czuło się stęchliznę, typową dla wielu starych i zapuszczonych budynków. Po ciemku zeszli po betonowych schodach, skręcili, pokonali kilka metrów, otworzyli drzwi, weszli i zatrzymali się. Powoli i delikatnie postawili ją, puścili ramiona i zablokowali wyjście. Była roztrzęsiona. I tak przerażona, że nie potrafiła krzyczeć.

    *

    Ktoś włączył światło. Dochodząca do siebie kobieta zobaczyła przestronne, niskie pomieszczenie o różnokolorowych ścianach, jeszcze podkreślających tymczasowość miejsca. Czuła zapach wody kolońskiej. Jej torebka wylądowała na szerokim, nowym tapczanie, który stał po prawej, przy różowej ścianie. Naprzeciwko, pod beżową ścianą, na starym biurku stał telewizor i magnetowid. Obok piętrzył się stos kaset video. Przy ścianie jasnoszarej z oknem pod sufitem, na którą patrzyła, na stoliku stały słodkie napoje, alkohole, aparat fotograficzny, talia kart, popielniczka i kamery. Obok mruczała mała lodówka, a kabel od niej ciągnął się i znikał gdzieś w ścianie. Na podłodze leżały statywy. Przy wejściu, przy białej ścianie za jej plecami, stała wysoka, brązowa szafka. Ścianę uzupełniały drewniane drzwi, w tej chwili zamknięte i zasłonięte grubą zasłoną, która zapewne miała tłumić hałas. Umeblowania dopełniał klubowy fotel i kilka składanych krzesełek. Podłogę pokrywał gruby wielokolorowy dywan pamiętający lepsze czasy. Jednak pokój wręcz lśnił czystością. Jego czystość kontrastowała ze stanem korytarzy, przez które była niesiona.

    Bała się. Bała się coraz bardziej, drżały jej ręce. Ogarniała ją panika. Szarpnięciem wyciągnęła szalik z ust i wrzasnęła. Bez reakcji. Nawet nikt nie ruszył się! Spojrzała na mężczyzn. Wszyscy patrzyli na nią natarczywie. Żaden nie odezwał się. Dwóch z nich ostentacyjnie masowało krocze. Była przerażona. 

    *

    Do pomieszczenia wszedł szczupły, wysoki mężczyzna, w ciemnych okularach, szpakowaty. Przerzedzone włosy zaczesywał do tyłu. Był ubrany w jasnoszarą, sportową marynarkę, grafitowy golf, ciemne spodnie i czarne mokasyny. Spojrzał na kobietę, lekko skłonił głowę, podszedł i usiadł w fotelu. Założył nogę na nogę. Splótł ręce. Czterej mężczyźni stali, opierając się o ściany. Wyczuwało się respekt, jakim go darzyli. – „Szef” – przemknęło jej przez myśl.

    *

    – Możesz krzyczeć – obojętnie kiwnął głową. – Nie takie hałasy stąd dochodziły – cień uśmiechu przemknął przez jego twarz na wspomnienie ledwie kilku zdarzeń. Kliku mężczyzn pokiwało głowami. “Szef” ręką wykonał obszerny gest. – To pomieszczenie to są cztery dawne piwnice. Trochę to zmieniliśmy, zadbaliśmy o wygodną kanapę, ale projektant nie musiał trudzić się – uznał, że warto przynajmniej uśmiechnąć się z własnego żartu. – Wcześniej odbywały się tutaj głośne imprezy alkoholowe, teraz my zabawiamy naszych miłych i długo oczekiwanych gości – rozbawiony spojrzał na kolegów. Któryś parsknął śmiechem, inny zarechotał.

    – Policja tutaj nie zagląda, a sąsiedzi są przyzwyczajeni do głośniejszych zabaw. Młodzież już nie odważy się nas niepokoić, ale mimo to szukamy innego lokalu, spełniającego nasze wymagania. – Rozejrzał się. Potem ponownie utkwił wzrok w kobiecie.

    – Dzisiaj ty jesteś naszym gościem. Musisz wybaczyć moim kolegom nieco, hm, ‘dynamiczne’ powitanie, ale sprawiłaś znacznie więcej kłopotów niż zakładaliśmy. – Sprawdził godzinę na zegarku, rozsiadł się wygodniej w fotelu, strząsnął niewidoczny pyłek ze swoich wyprasowanych, ciemnych spodni i przyjrzał się kobiecie.

    – Chodź do mnie, nie mamy zbyt wiele czasu. – Przywołał ją gestem. Miał długie palce, szczupłe, zadbane dłonie.

    Wszyscy mężczyźni oderwali się od ściany. Spojrzała na szefa, na nich, zrobiła krok w ich stronę. Powoli pochyliła się, podniosła swoją torebkę z kanapy, jakby chciała mieć ją przy sobie, wykonała krok w kierunku szefa i nagle gwałtownym ruchem rzuciła torebką w najbliższego z mężczyzn, wykonała półobrót i jednym susem dopadła do wyjścia. Zasłonę szarpnęła w bok, otworzyła drzwi i… stanęła przed drugimi drzwiami. Chwyciła za klamkę. Na próżno. Za plecami usłyszała wybuch śmiechu.

    – Panowie – jowialnie strofował podwładnych rozbawiony szef, przyglądając się ich ofierze.

    *

    Zrezygnowana odwróciła się. Na jej twarzy malowała się rozpacz. Spojrzała na mężczyzn. Krzyknęła. Była bezradna, zaczęła cicho szlochać.

    – Panowie – tym razem szpakowaty mężczyzna poważnym tonem wydał polecenie. Jeden z mężczyzn, którzy ją porwali, podszedł, minął kobietę bez słowa, zamknął drugie drzwi, zasłonił je. Klucz powiesił obok drzwi i stanął przy kobiecie. Inny włączył telewizor, magnetowid i na ekranie telewizora pojawił się pornos. Kilku mężczyzn spółkowało z kobietą. Kolejny mężczyzna rozstawiał szklanki, nalewał napoje, po kolei patrząc na każdego z obecnych.

    Szef dostrzegł jej wzrok utkwiony w ekran. – Będziesz lepsza – stwierdził z przekonaniem, jednocześnie obdarzając ją pogodnym uśmiechem, jakby chciał dodać je otuchy. Ponownie gestem przywołał kobietę do siebie.

    Dwaj mężczyźni siłą doprowadzili ją przed oblicze szefa. Przerażenie zamknęło jej usta. Łzy spływały po policzkach. Bała się gwałtu, przemocy, bicia, poniżania. Zatkanie ust szalikiem sparaliżowało ją. Widocznie wystarczył tak prosty gest, żeby niepodzielne zawładnął nią strach.

    – Zrobisz striptiz dla nas? – zapytał szef. Przecząco pokręciła głową. Objęła się rękoma, jakby ten gest miał zapewnić jej nietykalność. Miała 168 cm wzrostu. Zielonooka szatynka o prostych, długich włosach związanych gumką nie była otyła, ale anoreksja też jej nie groziła. Spory biust zawsze zwracał uwagę mężczyzn. Ładny makijaż, stonowany strój, krótka spódniczka, szpilki, elegancki chód. Musiała podobać się mężczyznom. Szef patrzył na nią i bawił się biczem, który jeden z mężczyzn wyjął z szafki stojącej nieopodal drzwi. – Tak byłoby lepiej dla ciebie – jeszcze próbował ją przekonywać. W końcu obserwowali ją od kilku dni. Dzisiaj dostali wiadomość i byli przygotowani. Patrzyła z nienawiścią w jego kierunku. Westchnął z nieukrywanym rozczarowaniem, kręcąc głową.

    – Panowie, jest wasza – podniósł wzrok i uśmiechnął się w jej kierunku. Rozłożył ręce w geście bezradności, rozsiadając się wygodnie w fotelu. I patrzył. Delikatny uśmiech nie schodził z jego ust. Mężczyźni powoli zaczęli zbliżać się do niej. Wszyscy byli od niej wyżsi, silniejsi i ciężsi. Jednak postanowiła walczyć. Nagle rzuciła się z pazurami w kierunku twarzy mężczyzny zbliżającego się od przodu. Mężczyzna odchylił się, uskoczył, a dwaj inni chwycili ją żelaznym chwytem za ręce. Zaczęła krzyczeć. Trzeci, od tyłu zablokował jej nogi, a atakowany przed chwilą ramieniem objął jej głowę, zacisnął klamrę na nosie i odchylił jej głowę. Kobieta wrzeszczała i szamotała się. Szybko wetknął lejek głęboko w usta i zaczął wlewać napój do lejka.

    Kiedy trochę wypiła, puścili ją i spokojnie obserwowali. W tej chwili czuła się jak zwierzę w klatce, na którym prowadzi się eksperymenty. Była skromną dziewczyną. Nie lubiła być w centrum uwagi. Na studiach krępowało ją nawet zabieranie głosu bądź występowanie z prezentacją przed niewielkim gremium, na ogół niezainteresowanej tematem, grupy studenckiej. Łzy napłynęły jej do oczu. Rozglądała się trwożliwie, nie miała pojęcia, kiedy i z której strony nastąpi kolejny atak. Na znak szefa ponownie ruszyli do niej, złapali i zaczęli rozbierać. Szef odwrócił się, sięgnął po kamerę, włączył ją, ustawił na stoliku, chwilę obserwował podgląd, w końcu nieco zmienił kąt ustawienia i zadowolony usiadł w fotelu.  

    Szamotała się, traciła siły, krzyczała, ubliżała im, próbowała gryźć, uderzać głową, kopać, a i tak traciła kolejne części garderoby. Kurtka, szalik, pierwszy guzik bluzki, drugi, trzeci, czwarty, prawy rękaw, lewy, bluzka w dół, zapięcie stanika, ramiączka stanika, stanik, zamek spódniczki rozpinany w dół, guzik, spódniczka… Wreszcie położyli ją na kanapie. Dopiero wówczas zdjęli szpilki, rajstopy i stringi. Każdy mężczyzna żelaznym uściskiem trzymał za jedną kończynę; miała szeroko rozstawione nogi i ręce. Była zupełnie bezbronna. I naga. Ciężko dyszała. Piersi unosiły się rytmicznie, brodawki sterczały. Pełna wstydu i strachu starała się nie patrzeć na mężczyzn.

    *

    Uspokajała się. Mężczyźni nie puszczali ramion i nóg kobiety. Wypity napój zaczął działać. Jej głowa bezwładnie opadła na bok. Przymknęła powieki.

    – No, nareszcie! – usłyszała czyjś głos wypełniony ulgą. Zmęczona zanotowała jeszcze w pamięci, że coś dosypano do płynu, który w nią wlano. Nie widziała ostrych obrazów. Głosy słyszała jak przez ścianę. Były wytłumione, niezbyt wyraźne, ale nie zasnęła.

    Właśnie szef wydał jakieś polecenie. Nic nie zrozumiała. Mężczyźni nachylili się nad nią i jednocześnie zaczęli zachłannie pieścić kobietę. Cztery dłonie, dwadzieścia palców, cztery pary ust, cztery języki; rzęsy, wąsy, zęby. Każda dłoń poruszała się w innym tempie, w innym miejscu. Każde usta zachowywały się inaczej i dotykały innej części jej ciała. Była naga. Odprężona. Delikatne dotknięcia wrażliwych części ciała zaczynały ją podniecać. Obawy, strach, zdenerwowanie ulatywały. Podniecenie rosło. Czuła się cudownie, wspaniale! Takie pieszczoty! Podniecenie dało wyraz w jękach i sapaniu, jakie wydobywało się z jej ust. Nigdy nie było jej dane przeżyć czegoś takiego!

    Była w euforii, jęczała cicho, kiedy anonimowi, milczący mężczyźni nadal pieścili ją. Nie patrzyła na nich. Miała zamknięte oczy, ale słyszała jak zamieniają się miejscami. Czuła wilgoć w pochwie. I delikatną penetrację językiem. Już drugim… A może trzecim? Mimo ogromnego podniecenia, różnorakich pieszczot, nie zmieniła pozycji. Nie była w stanie nawet spróbować ruszyć się. Napawała się własną przyjemnością. „Róbcie, róbcie ze mną wszystko, co chcecie!” – chciała krzyczeć i żądać więcej. I dalej mruczała z błogim uśmiechem na ustach. Zaczęła odczuwać dreszcze, które coraz częściej przeszywały jej ciało. Stawały się coraz mocniejsze. Poczuła jak burzy się jej ciało. Robiło się coraz bardziej ciepło, gorąco. Napięła wszystkie mięśnie. Ciało wygięła w łuk. Z jej ust wyrwał się przeciągły, namiętny krzyk. Wreszcie nadszedł orgazm! Rozluźniła mięśnie, opadła na kanapę, westchnęła głośno. Ciężko oddychając, leżała z rozrzuconymi rękoma i nogami. Uśmiechała się. Nie otwierała oczu. Nie miała siły ruszyć się. Nie chciała. Była szczęśliwa.

    *

    Powoli dochodziła do siebie. Siła ‘magicznego’ napoju dobiegała końca. Zaczynało do niej docierać, gdzie jest, co się wydarzyło i jak wygląda. Strach i wstyd ponownie zajęły miejsce radości i chwilowej euforii. Zalękniona obserwowała milczących mężczyzn. Nikt nie komentował jej zachowania. 

    Tymczasem oni założyli szerokie, czarne taśmy na jej ręce. Taśmy oplatające nadgarstki schodziły do ud i ciasno oplatały je. Mężczyźni przypadkowo dotknęli krocza przy oplataniu ud. Zadrżała. Spojrzała na taśmy. Uciskały twardymi krawędziami w kroczu, ale nie bolało. Pokręciła przecząco głową, odpowiadając właśnie na pytanie w tej sprawie. Zapięcia na szerokie rzepy utrudniały wszelkie manipulacje. Nie mogła unieść ręki bez uniesienia nogi. Jeżeli położy się na lewym boku, przygniecie lewą rękę. O spleceniu albo nawet dotknięciu dłoni nie mogło być mowy. Kolejne dwie taśmy obejmowały kostki u nogi, a drugie końce znikały przy nogach kanapy. Była zdana na ich łaskę. Nieoczekiwanie dodatkowo założyli jej duży knebel, który uniemożliwiał zatykanie ust językiem. Zaczynała wracać do brutalnej rzeczywistości. Bawili się nią. Miała ochotę krzyczeć i walić pięściami i nogami w tapczan. Ale nie mogła. Wiązania były solidne. Leżała i bezradnie gapiła się w sufit.

    *

    Mężczyźni, patrząc na skrępowaną zdobycz, w milczeniu rozbierali się do naga. Każdy nagi mężczyzn już miał wzwód. Zerkała na nich przerażona. Łzy ciekły z kącików jej oczu, a ona wyła i rzucała ciałem w nadziei uwolnienia się z taśm krępujących ciało. Próbowała im grozić, przeklinała ich, błagała o litość, oferowała pieniądze. Z jej ust wydobywał się niezrozumiały bełkot, więc nikt nie zareagował na jej dźwięki. Wszyscy wydawali się coraz bardziej podnieceni. Zbliżyli się do kanapy.  

    *

    Podszedł nagi szef. Jego penis sterczał. Nachylił się nad dziewczyną. Kciukiem, potem palcem wskazującym pogłaskał brodawkę prawej piersi. Najpierw delikatnie, a po dłuższej chwili, kiedy ciało oswoiło się z pieszczotą, coraz mocniej zaciskał na niej dwa palce i ciągnął w górę, patrząc jak kobieta wygina się w naiwnej nadziei złagodzenia bólu. Z ust wydobywał się przeciągły skowyt. Przerwał, ciało opadło na kanapę. Westchnęła przeciągle, ale nie dane było jej odpocząć. Znowu ścisnął. Ciało momentalnie napięło się. Stopy ocierała o siebie, w ten sposób próbując stłumić ból i jęk. Znowu pociągnął za brodawkę w górę. Kobieta ponownie wygięła się. Po chwili zaczął skręcać brodawkę, mocniej niż poprzednio, aż z jej ust wyrwał głośne nieludzkie wycie. Odczekał jeszcze moment i uwolnił brodawkę. Opadła bezwładnie. Głośno łkała, z ust przez knebel sączyła się ślina, gwałtownie oddychała. Sięgnął do drugiej piersi. Zrobił to samo, ale znacznie szybciej. Podziwiał szczupłe, wygięte ciało. Jednak tym razem brodawkę wykręcał znacznie dłużej, wsłuchując się w jej wycie. Ciało pokryło się potem. Po chwili powtórzył zabawę.

    Kiedy skończył, płakała cicho, a łzy powoli spływały dalej rozmazując tusz. Poczuła wilgoć w kroczu. Uświadomiła sobie, że z bólu popuściła mocz. Kiedy zrozumiała, jak zareagowała na tę bolesną pieszczotę, zaczęła głośniej płakać.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    Opowiadanie składa się z dwóch części. Tytuł jest nieco przewrotny, ale to wyjaśni się po lekturze drugiej części. Wówczas będę miał również propozycję dla zainteresowanych Czytelników. Życzę miłej lektury.

    Zarazem zachęcam do lektury innych moich “literackich” próbek.

    Bez wahania przeczytam każdą pozytywną opinię :))

  • Niewolny: 6. Kara chlosty

    Przesłałem film i … zapadło milczenie. Nie podobało Ci się mój Panie? Podniecenie, które towarzyszyło mi w chwili przesyłania filmu, zamieniło się w smutek. Później w nadzieję, że to była kara.

    Oglądałem swój film wielokrotnie i świadomość, że dla Ciebie bardzo mnie podniecała. Kutas mi stawał.. Napisałem Ci o tym. Wciąż milczenie…

    Stało się. Któregoś ranka obudziłem się ze  stojącym penisem. Ręka chwyciła jego główkę, obciągnąłem napletek .. Po kilku ruchach zalałem swoje podbrzusze… Niestety, zrobiłem to.. Tak szybko, zwyczajnie, bez oddania tego aktu Tobie..

    Wiem, że tym samym złamałem naszą umowę o zupełnym oddaniu i z całą świadomością wiedziałem, że mnie ukarzesz.

    Napisałem Ci o tym.

    Po dwóch dniach otrzymałem sms: – Wpierdol.

    Tak, to słowo, które już stanowi standard. W wyniku mojego nieposłuszeństwa znów przez trzy dni nie odzywałeś się do mnie, ale w końcu przyszedł sms od Ciebie:

    – O 20:00 na Shellu.

    Znane nam miejsce. To tu spotkaliśmy się pierwszy raz  i poszliśmy do Ciebie, do jakiegoś bloku. Tak mi się wydawało, że jest to Twoje mieszkanie. Co ciekawe, wówczas nie doszło do niczego…

     

     Zastanawiałem się, co oznacza to spotkanie? Czy  masz wolne mieszkanie? Nie pisałeś jak mam się przygotować. Może tylko obciąganie?

    Kiedy podjechałeś pod stację, tylko zatrzymałeś się bym wskoczył do auta. Nie mówiłeś nic. Ja też przestraszony i zaintrygowany nie śmiałem Cię o nic pytać. Zresztą nie wolno mi było – tak ustaliliśmy już dawno. Ten zakaz wprowadziłeś jako kolejny sposób „ćwiczenia” mnie.

    Jechaliśmy gdzieś poza miasto, a więc nie do tamtego mieszkania. Wjechaliśmy w jakieś osiedle nowo wybudowanych dwupiętrowych budynków i zatrzymaliśmy się przy jednym z nich, chyba jeszcze nie ukończonym, gdyż w oknach była folia.

    Wiedziałem, ze coś robisz w budowlance i z racji Twojego fachu zastanawiałem się, czy tu cos kupiłeś, czy to wybudowałeś. Ochrona przepuściła nas bez przeszkód. Znali Cie, tak jak w biurowcu.

    – Zostań.

    Podszedłeś pod oszklone drzwi, otworzyłeś je kluczem, na klatce zabłysło światło. Skinąłeś na mnie. Szybko wyszedłem z auta. Usłyszałem dźwięk centralnego zamka.

    – Pod drzwi – wskazałeś jedyne drzwi na parterze. Zauważyłem, że schody prowadzą jeszcze na górę, ale zostaliśmy tutaj. Zamknąłeś kluczem drzwi do budynku i po chwili kluczem otworzyłeś do mieszkania.

    No właśnie, trudno było mi zgadnąć, czy tu miało być mieszkanie

     Jeden duży pokój, wejście do mniejszego oraz trzecie, do którego drzwi były zamknięte. Łazienka? W pokoju nie było nic oprócz wykładziny dywanowej i zasuniętych żaluzji. Z sufitu zwisała żarówka.

    Zamknąłeś drzwi na klucz.

    – Idź do kąta i rozbieraj się do naga.

    Jej! Znów skurcz na podbrzuszu. Tu będziesz miał do mnie całkowity dostęp. Potulnie spełniłem rozkaz odwrócony do ściany, rzucając ciuchy w nieładzie w kąt.

    – Teraz na środek, weź majtki.

    Nie miałem na sobie nic, nawet skarpetek. Po co majtki?

    – Na czworaka! – rozkazał.

    Klęknąłem i jak pies podszedłem do Pana.  Wyjąłeś z mojej ręki slipy i podsunąłeś mi pod usta.

    – Otwórz ryj!

    Wcisnąłeś mi całe. Poliki zapiekły rozszerzone, a moja szczęka rozszerzała się mocno. Język się cofnął w tył i nie mogłem nim ruszać. Byłem dobrze zakneblowany.

    Stanąłeś za mną. Usłyszałem odgłos rozporka, ale zaraz wysuwania paska ze spodni. Dostanę lanie! Mój penis drgnął. Nie myliłem się. Świst i nagle piekący ból  nad lewym pośladkiem. Przymknąłem oczy z bólu. Znów uderzyłeś. Tym razem poczułem na obu pośladkach pośrodku. Cichy tłumiony jęk. Świst i teraz pręga tuż poniżej pośladków. O, tak! Chyba byłeś rozczarowany, ponieważ czwarte uderzenie było bardzo mocne. Trafiłeś w miejsce, które już piekło, więc krzyknąłem, ale dźwięk stłumiły majtki. Panie! Uwielbiam takie bicie!

    Kolejne ciosy dawałeś w regularnych odstępach. Po pięciu lub sześciu cała dupa piekła od pasów. Pas był wąski, więc ból był płytki, tak piekący. Gdzieś przy dziesiątym ból zaczynał juz być nie do zniesienia. Powoli odsuwałem biodra. Zauważyłeś to i dlatego stanąłeś nade mną okrakiem, tak by ścisnąć mnie w talii.

    Teraz miałeś mnie od góry! I to było najgorsze. Długość pasa sięgała do ud, a jak uderzyłeś po środku, to jego rozpędzona końcówka smagała me jadra! Dokładnie sterowałeś, gdzie uderzasz. Trafienia w jądra to był ból, który powodował mimowolną próbę ucieczki. Ale ściskałeś mnie mocno. Podrywałem się do góry, już nie opierałem się spokojnie o podłogę. Jęczałem, ale majtki w mych ustach tłumiły dźwięk. Biłeś regularnie. Opadłem głową na podłogę. Skowyczałem, a nawet płakałem, ale Ty biłeś, miarowo, bez ustanku!

    To było cudowne.

    W pewnym momencie ten ból skojarzyłem z oddaniem Tobie i … pojawiła się rozkosz! Tak, więcej, tak, dla Ciebie, ja Twój niewolnik! Bij mnie proszę.

     

    Biłeś mnie może z dziesięć minut. Już nie czułem pośladków, a piekące jaja..

    Kiedy przestałeś padłem zmęczony na podłogę. Złapałem się na pośladki. Były gorące. Drugą ręką objąłem jądra. Płakałem.

    Wyszedłeś, chyba do łazienki.

     

    Kiedy po powrocie zapytałeś mnie:

    – Wiesz za co?

    mogłem tylko skinąć głową.

    – Kładź się na plecy – spełniłem Twój rozkaz, trzymając się za pośladki. Teraz uświadomiłem sobie ze jesteś ubrany. Ni trwało to jednak długo. Szybko zrzuciłeś koszulę oraz spodnie i slipy. Penis Ci stał! Klęknąłeś obok mojej głowy, podniosłeś ją i wysunąłeś majtki z mych ust. Miałem suche gardło..

    – Otwórz gębę – dwa splunięcia prosto do mych ust i po chwili wepchnąłeś kutasa w moje gardło. O, jak cudownie! Był już wilgotny. Rozkosz! Miałem Twoją męskość w ustach!

    Zacząłeś jebać moje usta, tak że policzek wypychany był główką Twojego kutasa. Poruszałeś moją głową, by było Ci wygodnie..

    Wciąż trzymałem się za dupę, domyślając się, że mam Ci nie przeszkadzać.

    Przed wytryskiem wysunąłeś penisa z moich ust i wylałeś spermę na moją szyję. Nie byłem godny połknąć?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    niewolny
  • Tchorz

    Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Wolałem stać z boku i rzucić mu ostatnie smętne spojrzenie.
    Nie zasługiwałem na niego, tego nie można było poddawać w wątpliwość.

    Mimo, że w pokoju było ciepło, miałem wrażenie, że po plecach przebiegają mi dreszcze. Trochę jak prąd, a trochę jak lodowata woda – poczucie winy i nic więcej.
    W cale nie chciałem się z nim rozstawać. Nie chciałem już nigdy więcej nie zobaczyć jego twarzy, ale nie mogłem dłużej żyć w kłamstwie. Nie zasługiwałem na niego, z resztą… On na mnie też nie. Powinien być z kimś innym od samego początku.

    Dlaczego wybrał mnie? Hah… Temu nigdy nie zdołam się nadziwić.
    Nie ważne już czy sam się sobie podobałem czy nie. Nie o to przecież w życiu chodzi, żeby tylko stać przed lustrem albo srać toną bezsensownych selfie na Instagramie, byleby ktoś tylko śwignął ci lajka.
    Myślę, że bardziej uzależniające od rozpieszczania własnego ego było to, że to on to ego mile łechtał. To dla niego zacząłem wreszcie o siebie dbać, dla niego wybierałem inne ubrania i nawet zacząłem chodzić do fryzjera. Nie żebym był zupełnie niezadbany, ale dzięki Erykowi bardzo poprawiłem swoją kondycję i styl.
    Najsłodsze było to, że spodobałem mu się w najgorszym okresie swojego życia – niedomyty, pochlastany ze źle dobraną fryzurą i rozklejającymi się trampkami.
    Zachwycił się moją grą na gitarze, podszedł do mnie… Najbardziej randomowa znajomość we wszechświecie.

    Byliśmy kumplami w liceum, całowaliśmy się pierwszy raz na studniówce. I tak przez pewien czas zostało… Mieliśmy farta, chodziliśmy do dobrych uczelni, a potem i ja i on znaleźliśmy w miarę znośną pracę. Wreszcie nadszedł ten czas i wprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania. Nie mieliśmy aż tyle funduszy, ale udało nam się całkiem nieźle odpicować je sami. Stare meble po cioci Eryk obił własnoręcznie w materiał, który ja gdzieś kiedyś wybrałem. Fototapeta z lasem i górami była naszym zdaniem najlepszą inwestycją by optycznie powiększyć czterdzieści metrów kwadratowych. W lokalnym sklepie żelazno-budowlanym dobrałem się do pięknych, zdobnych cyferek i wreszcie na drzwiach wejściowych zwisła ornamentowa, srebrzysta dwunastka.

    Ostatnia rzecz, jaką pamiętam to pierwsze święta, których nie spędziliśmy razem. Pierwsze i ostatnie.

    Szef wysłał mnie z grupą innych osób z redakcji na pięciodniowe szkolenia. W międzyczasie trzech naszych kolegów miało relacjonować jeden z noworocznych koncertów w większym mieście nieopodal.
    Rzecz jasna po szkoleniach pojawiał się alkohol, nie brakowało nam muzyki i innych uciech.

    Tylko ja się w miarę trzymałem.
    Przez trzy dni grzecznie dzwoniłem do swojego ukochanego, relacjonowałem mu mój pobyt w górach w krótkich humorystycznych filmikach. Zawsze odpowiadał tak samo – selfie z wyjątkowo pięknym uśmiechem i kilkoma ciepłymi słowami, albo częściowo nagim zdjęciem z czymś bardziej tęsknym i pikantnym.

    Złamałem się w nocy z dnia czwartego na piąty. Piliśmy jak pokręceni z Szymonem i Filipem. Nie dotrwałem do dwunastej i kolega musiał odprowadzić mnie do pokoju.
    On singiel, ja zajęty, wyoutowany pedał. Nie było mocy, która mogłaby sprawić, żebym się uwolnił z jego objęć.

    Szatyn całował bosko i jeszcze lepiej się pieprzył.

    Po powrocie nie powiedziałem Erykowi ani słowa i z trudem spoglądałem mu w oczy. Wiedział, że coś jest nie tak. Nie był głupi, ale ja nie miałem tyle jaj, żeby się przyznać do świństwa, jakie mu zrobiłem.
    „Byłem pijany, byłeś daleko…” – to najgorsze wymówki, jakich można użyć. „To tylko przygoda, on nic dla mnie nie znaczy” – jest dla mnie równoznaczne z przyznaniem, że jest się nic nie wartym ścierwem, ewentualnie zwierzęciem. Kompletny brak samokontroli…

    Na moje ‘nieszczęście’ zadziałała choroba. Nie minął tydzień od wyjazdu, a musiałem załatwić sobie L4 i przeleżeć prawie dwa tygodnie w łóżku. Eryk nigdy nie wracał do mojego dziwnego zachowania, zakładając, że po prostu zaczynałem się już gorzej czuć.
    Och, ile bym nie dał, żeby się wtedy nie rozchorować i spróbować go przeprosić. Teraz, gdy jestem już sam jak palec, skazany na siebie i nieustanne przypominanie sobie swoich grzechów, po stokroć wolałbym się przed nim korzyć… Poszedł bym na terapię, do psychologa, księdza… Dokądkolwiek by mnie nie posłał, byle by tylko dał mi jeszcze jedną szansę.

    Następnych wyjazdów służbowych unikałem jak ognia. Eryk zauważył to od razu, a ja mimowolnie wymówiłem się cholernym pijaństwem, jakie tam królowało po nocach. Nie powiedział ani słowa, prócz „dobrze”, bo był zapartym abstynentem. Przez moment miałem nawet wrażenie, że był ze mnie dumny i to jeszcze bardziej mnie dobijało.

    Moje ukochane zielone oczy nigdy nie zasłużyły sobie na coś takiego…

    Kiedy byliśmy w liceum zmagałem się z okropną depresją. To Eryk był przy mnie, gdy było naprawdę źle. To Eryk wciąż do mnie dzwonił, wysyłał listy i przychodził pytać co u mnie, nawet gdy go odpychałem i mu urągałem.
    Gdyby nie on, już dawno bym nie żył. Gdyby nie on, nie miał bym dla kogo żyć.

    W święta wielkanocne została zorganizowana dość spora impreza. Z racji, że w redakcji byliśmy ze sobą dość blisko, zostaliśmy zaproszeni wspólnie.
    Robiło mi się gorąco, gdy widziałem Eryka w dopasowanej ciemnoniebieskiej marynarce. Kusił połyskujący na srebrzysto krawat. Nie chciałem go rozwiązywać, chciałem go rozerwać. Chciałem zedrzeć z niego te wszystkie fatałaszki i pieprzyć się z nim na biurku, zdemolować pół biura… Niesforny, niby nieśmiały uśmiech i zapach jego perfum wprawiły mnie w tak świetny nastrój, że nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Z dumą chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w kierunku windy. Całowaliśmy się aż zabrakło nam tchu, jak szalone nastolatki… Dobrze, że chociaż się od siebie oderwaliśmy, nim dojechaliśmy na właściwe piętro.

    Zabawa, jak zabawa. Nudna i bezsensowna. Jedyne, co mnie obchodziło to fakt, że byliśmy tam razem. Przez chwilę zupełnie zapomniałem o tym, co stało się na służbowym wyjeździe. Na całym świecie nie istniało nic, tylko on. I wtedy zobaczyłem Szymona… Uśmiechał się niewyraźnie i podchodził w naszą stronę.
    Serce stanęło mi w gardle i nagle zrobiło mi się zimno. Zupełnie zapomniałem o istnieniu tego człowieka, a teraz gdy nasze oczy się spotkały, przypomniałem sobie krzywdę, jaką wyrządziłem Erykowi w górach…

    „Czołem panowie”, przywitał się nonszalancko i usiadł wraz z nami.

    Przez cały ten czas tak źle się czułem, że myślałem, że padnę nieprzytomny na stół.

    Szymon rozmawiał z nami jakby nic się nie stało. Gratulował mi pięknego mężczyzny, udanego związku… Przed Erykiem chwalił moją pracę i elokwencję. Chwalił jakiego to ja nie mam ludzkiego podejścia i że ludzie nigdy nie uciekali, gdy widzieli mnie z mikrofonem… Nie miałem ochoty na nic innego, jak żeby tylko zapaść się pod ziemię, momentalnie spłonąć. Wszystko byłoby lepsze od spotkania tego typa, tym bardziej, że był przy mnie Eryk.

    „Jestem zmęczony”, stwierdził wreszcie mój ukochany i pociągnął mnie w stronę wyjścia. „Chcę iść do domu”, oświadczył, a ja grzecznie podążyłem za nim.

    Zatrzymał nas mój szef. Stwierdził, że musi ze mną zamienić jeszcze kilka słów na temat pracy, zanim impreza rozkręci się na dobre. Zamówiłem swojemu słońcu taksówkę do domu i z ogromnym niesmakiem i strachem zostałem.

    W następnym tygodniu musiałem zostać po godzinach w pracy. Serwery padły i zaraz po tym, jak grupa chłopców z IT uporała się ze sprawą, mieliśmy masę zaległości. Szymon zaproponował, że odwiezie mnie do domu. Byłem tak zmęczony, że przysypiałem w aucie. Dobrze, że wcześniej zadzwoniłem do mojego ukochanego, że wrócę bardzo późno, żeby chociaż się o mnie nie martwił…

    Obudził mnie w parku na skraju miasta. Dosłownie rzucił się na mnie, ocucił mnie gorącymi pocałunkami. Te perfumy czułem tylko raz, ale nie byłem w stanie zwalczyć pokusy. Zwłaszcza wtedy, kiedy jego ręka zawędrowała w okolice mojego krocza. Sprawnie poradził sobie z paskiem i rozporkiem, wyjął go. Nie miałem czasu protestować, bo pochylił się i złapał go w usta.
    Wydałem z siebie głuchy jęk i odruchowo zacisnąłem powieki. Ostatni raz kochałem się dość dawno temu, byliśmy zbyt zajęci i rosnące fizyczne napięcie nie pozwoliło mi zwalczyć tej pokusy.

    Zmusił mnie do ściągnięcia spodni i władował sobie mnie na kolana. Zamknął mi usta pocałunkiem, jednocześnie wiercąc palcami w okolicach mojego tyłka. Prawie pisnąłem, gdy poczułem silny ucisk w tamtej okolicy. Objąłem go kurczowo i westchnąłem głośno w ucho Szymona. Odpowiedział seksownym, głębokim pomrukiem. Wiedział, że miałem faceta, ale nie przeszkadzało mu to. Ale… czy mogłem go za to winić? Mogłem winić go za to, że sam nie umiałem mu odmówić? Powinienem mu przyłożyć, przynajmniej zwiać i chodzić przed Erykiem po kolanach. Zamiast tego pozwoliłem sobie wysmarować tyłek lubrykantem i niemożliwie zerżnąć.

    Takie rzeczy widywałem tylko na filmach… Takiego czegoś nie zdarzało mi się nawet za często widzieć w pornosach. Szyby były całe zaparowane. Sam już nie wiedziałem czy było tak duszno czy po prostu dusiłem się tą przyjemnością, brutalnością, z jaką mnie rżnął. W ostatniej chwili docisnął mnie do siebie. Trafił w czuły punkt. Doszliśmy razem, a mi nawet nie przeszkadzało to, że wlał we mnie całą swoją frustrację i tęsknotę po naszym pierwszym razie.

    Potem jak gdyby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę milczałem i nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy. Za wszelką cenę unikałem także swojego odbicia w szybie. Nie byłem w stanie… Nie byłem dużo lepszy od napalonego psa, którego rajcuje pierwsza lepsza suka.

    Eryk… Chciałem z nim być do końca swoich dni. Eryk zawsze był przy mnie, ocierał mi łzy, radził, strzelił mi w pysk jeśli było trzeba… Kochał mnie. Ja kochałem jego, ale nie zasługiwałem na kogoś takiego.

    Gdy otworzyłem drzwi do mieszkania, wszędzie było już ciemno. Drzwi od sypialni były lekko uchylone i z niewielkiego korytarza słyszałem niewyraźne głębokie oddechy Eryka. Już słodko spał.

    Nie umiałem tak żyć. Byłem pieprzonym tchórzem.
    Poszedłem do dużego pokoju i wyciągnąłem walizę z szafy. Wrzuciłem do niej wszystkie swoje najpotrzebniejsze rzeczy, zabrałem dokumenty… Zasiadłem na chwilę przy stole i wziąłem długopis.

     

    Najdroższy Eryku,

    Nie wiem czy kiedykolwiek będziesz w stanie mi wybaczyć. Zrozumiem, jeśli będziesz mną gardził, bo ja sam sobą gardzę.
    Skrzywdziłem Cię. Zdradziłem.
    Ty byłeś przy mnie zawsze, kiedy Ciebie potrzebowałem.
    Pamiętam, jak dziś, kiedy podszedłeś do mnie w liceum, jako jeden z nielicznych nie miałeś mnie za dziwadło i wierzyłeś we mnie. Dzięki Tobie żyję i jestem kim jestem. Dzięki Tobie znalazłem w sobie tyle siły, by wydostać się ze szpon ciemności, jaka mnie ogarnęła. Tylko dzięki Tobie byłem w stanie normalnie żyć, chodzić do szkoły, a potem do pracy.

    Uwierz mi, proszę, że na tym świecie nie liczy się dla mnie nic więcej, jak Ty i Twoje szczęście. Ale ja to szczęście Ci zniszczyłem i nawet nie miałem na tyle odwagi, żeby powiedzieć Ci o tym wprost…

    Na pewno pamiętasz mój wyjazd służbowy w góry, ten zeszłoroczny, po którym się tak rozchorowałem. Wiedziałeś, że coś jest nie tak, a ja nie umiałem się przyznać.
    Szymon i ja, spaliśmy ze sobą. Nie raz…

    Nie umiem spojrzeć Ci w twarz, nienawidzę go, nienawidzę siebie.

    Zasługujesz na kogoś lepszego.

    Kocham Cię. Na zawsze.

    Jeśli nie wybaczysz, to chociaż zapomnij.

    Nie liczy się dla mnie nic, prócz tego, żebyś był szczęśliwy.
    To trwało zbyt długo, abym umiał o tym nie myśleć.
    Żadne „przepraszam” i żadne błagania nie zawrócą czasu i nie sprawią, żebym Szymonowi odmówił.

    Jeśli to czytasz, jestem już daleko od Ciebie. Robię miejsce wyłącznie dla Ciebie w tym miejscu. Dla Ciebie i Twojego szczęścia, bo nie zasługuję na Ciebie.

    Tak mi przykro…

    Dawid

     

    Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Nie chciałem go budzić.

    Nie widziałem żadnego sensu tego związku po tym, jak tak bardzo go oszukałem i jak dałem się złamać swojej własnej dupie, jak pieprzone zwierzę. Nie zasługiwałem na niego, a on nie zasługiwał na mnie. Zasługiwał na kogoś lepszego. Na kogoś, kto nie będzie go zdradzał, unikał tematu i krył się po kątach jak nic nie znaczący kłębek kurzu. Zrobił dla mnie niepoliczenie dużo dobrego, a ja nie potrafiłem nawet zachować samego siebie tylko dla niego. Niewiele więcej miałem, a nawet to zaprzepaściłem.

    Bilety kupiłem na lotnisku. Nie musiałem za długo czekać, bo najbliższy lot miałem po niecałych trzech godzinach i nawet nie były zajęte wszystkie miejsca.

    Teraz, po pięciu latach znowu pracuję. Nauczyłem się dobrze mówić po szwedzku, dostałem pracę w sieci salonów meblowych i siedzę w kawalerce przed komputerem. Sprawdzam Social Media. Nie potrafię nie ‘stalkować’ Eryka na Facebooku. Po prostu nie jestem w stanie odmówić sobie sprawdzenia co u niego słychać.
    Po tamtych wydarzeniach nie pisał, nie dzwonił… Nie winię nikogo innego, jak siebie.

    Dziś, po tych pięciu latach, zauważyłem na jego profilu coś nowego. Dodał zdjęcie z nowym chłopakiem. Dziś wprowadzili się do innego mieszkania i są szczęśliwi. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Danny Crowe

    “It’s ALIVE!” 

    Patrzyłem na statystki w koncie i wiecie co… Milczałem przez ponad rok. 

    No, ale jest dowód na to ,że jeszcze oddycham. Przynajmniej dla kogoś, kto mógłby się tu stęsknić, albo coś…?

    No, nic. Co mam się uczyć na sesję, jak wreszcie mnie naszło, co nie? 

    Nieprzyjemny temat zdrady i lęku w surowej wersji. 

  • Patryk

    Zaczęłam rozpakowywać część bagaży, żeby jutro z rana mieć już wszystko pod ręką. W między czasie mój mąż rozmawiał z Patrykiem na temat samochodu. Pod koniec naszej podróży na Śląsk coś zaczęło niemiłosiernie stukać i chciał podjechać do mechanika. Patryk polecił mu jakiś zaufany warsztat kawałek drogi od ich mieszkania i po chwili kierując się GPSem wyruszył w drogę. Patryk spojrzał na mój kuferek z kosmetykami i zaczął się śmiać.
    – Tyle szpachli to na 5 passatów wystarczy. – wyszydził.
    – Nie każdy rodzi się tak piękny jak Ty. – prychnęłam i wróciłam do swojego zajęcia.

    Po chwili skończyłam i usiadłam przy stole w kuchni by poplotkować z Anną przy kawie. Niestety nie miała zbyt wiele czasu, gdyż musiała wyjść do pracy skończyć jakieś rozliczenie aby móc w spokoju spędzić z nami weekend. Z braku ciekawszych zajęć i korzystając z okazji że nie będę aż tak bardzo przeszkadzać postanowiłam wziąć prysznic. Upewniłam się że Patrykowi to nie przeszkadza i udałam się do łazienki.

    Właśnie skończyłam myć włosy i upięłam je do góry żeby nie przeszkadzały w myciu reszty ciała gdy poczułam powiew chłodu na plecach. Odwróciłam się i zobaczyłam jego. Patryk stał w samych bokserkach i drwiąco uśmiechał się pod nosem.

    – Co Ty wyprawiasz? – zapytałam zszokowana.
    – Marcin właśnie dzwonił że trochę mu się zejdzie w warsztacie, mówił żebyśmy zajęli się sobą i nie czekali na niego więc przyszedłem. – powiedział po czym zbliżył się do kabiny i otworzył od niej drzwi. – Nie udawaj że tego nie chcesz.
    – Nic nie udaję. Nawet jakbym chciała to nie zrobię tego Ani.
    – O to się nie musisz martwić, Ania nie ma nic przeciwko. Ba, nawet wspominała że chętnie by spróbowała trójkąta z Tobą.
    – Wybacz, ale jakoś w to nie wierzę.
    – Poczekaj chwilę. – podał mi mój telefon. – Zadzwoń do niej i się zapytaj skoro nie wierzysz.
    – A żebyś wiedział że zadzwonię. – wykręciłam numer i po chwili usłyszałam znajomy głos. – Kochana, Twój małżonek właśnie wparował mi pod prysznic i twierdzi że nie masz nic przeciwko.
    – Szybki jest. – odpowiedziała. – Jasne, bawcie się dobrze, później dołączę do Was. Pa. – rozłączyła się.

    Chwilę stałam oniemiała. No tego się nie spodziewałam.

    – Mówiłem. Mamy nawet plan jak później wywabić Marcina żebyśmy pobawili się w trójkę, ale póki co stwierdziłem że skorzystam z okazji na małą jazdę próbną. – ponownie uśmiechnął się drwiąco, odłożył mój telefon i bez pardonu wszedł do kabiny jednocześnie pozbywając się bielizny. – Tak łatwo Ci nie odpuszczę, kusicielko.

    Skłamała bym mówiąc że tego nie chciałam. Na jego widok krew zaczęła mi się gotować, czułam ciepło między udami i zaczęłam zagryzać wargę. Czułam się sparaliżowana, absurdalność tej sytuacji mnie przygniatała. Mężczyzna który był świadkiem na moim ślubie stał przede mną nagi i chciał uprawiać ze mną seks, to jakieś szaleństwo. Moje rozmyślania przerwał dotyk jego dłoni na moim policzku. Podniosłam wzrok i już wiedziałam że nie ma odwrotu…

    Zaczął mnie namiętnie całować jedną dłonią trzymając tył mojej głowy bym nie mogła uciec, druga dłonią delikatnie przesuwał po mojej talii. Z talii zaczęła przesuwać się wyżej ku moim piersiom. Najpierw delikatnie je masował, następnie coraz mocniej je ugniatał aż w końcu zaczął podszczypywać moje sutki. Czułam jego podniecenie, jego nabrzmiały członek  prężył się w okolicy moich bioder. Oderwał swoje wargi od moich, zsuwał się niżej po czym zaczął ssać i podgryzać moje brodawki. Rękę z głowy zsunął na plecy błądząc po nich chaotycznie, po chwili znajdując drogę do moich pośladków. Ściskał mój tyłek i pierś w jednym rytmie wyznaczanym przez ruchy jego języka.

    Nagle przestał, wyprostował się i jednym stanowczym ruchem obrócił mnie tyłem do siebie.

    – Koniec tych gierek, bawić będziemy się później. – wymamrotał przysuwając się do mnie.

    Szybkim ruchem kolana rozsunął mi nogi i wyszeptał wprost do ucha: – W końcu będziesz moją, cała moja.

    W tej chwili poczułam go w sobie, całe moje wnętrze pulsowało z przyjemności. Jemu najwyraźniej też się to spodobało gdyż usłyszałam ciche ” ooo taaak”. Zaczął rytmicznie poruszać biodrami, coraz bardziej się w nim zatracałam. Jego palce zaczęły pieścić moją łechtaczkę. Było mi cudownie, z każdym jego ruchem coraz bardziej się rozpływałam. Wiedziałam że nie potrwa to długo, przez drżenie mojego ciała on również to zauważył.
    – Dawaj maleńka, dojdź dla mnie. – wysapał mi do ucha i już nie było odwrotu. Zaczęłam głośno jęczeć i wić się z przyjemności aby po kilku ruchach jego magicznej różdżki szczytować wydając z siebie krzyk rozkoszy. Od razu złapał mnie mocniej i zaczął posuwać mnie z całej siły, ledwo mogłam utrzymać równowagę. Gdy myślałam że lepiej już być nie może, Patryk zesztywniał a ja poczułam rozlewające się ciepło wewnątrz mnie. Lekko opadł na mnie dysząc i muskając ustami moją szyję. Wyszedł ze mnie, klepnął mnie w tyłek i opuszczając łazienkę rzucił:
    – Kończ już, ileż można siedzieć pod prysznicem. Jest jeszcze tyle fajnych miejsc do zaliczenia.- ponownie uśmiechnął się drwiąco i zamknął za sobą drzwi.

    Niewiele myśląc dokończyłam mycie się w ekspresowym tempie, zniecierpliwiona na myśl o dalszym rozwoju sytuacji. Ale o tym opowiem przy kolejnej okazji…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karyna Kuc
  • Przypadek Michala cz.IV

    ***

     

    Profesor Jaroszewski wszedł do swojego gabinetu, z przejęciem patrząc na tomograf mojej czaszki. Siedziałem jak na szpilkach, ciekaw co mi powie.

     

    – To jest niezwykle ciekawe. Naprawdę niezwykłe. – Stwierdził cicho, jakby mnie tu nie było.

     

    – Coś nie w porządku, panie profesorze? – spytałem zaintrygowany tym wstępem.

     

    – Ty mi powiedz. Michale. Czy przez ten miesiąc odkąd wyszedłeś, działo się coś niepokojącego czy… po prostu innego?

     

    No cóż, działo sie wiele, ale na razie zachowam to dla siebie. Ostatecznie nic mnie nie boli, zdrowie zdaje się mi dopisywać.

     

    – Nie. Nawet bóle głowy miewam rzadko – odpowiedziałem spokojnie.

     

    – Hmm…, no cóż, trzeba cię obserwować. – mruknął lekarz do siebie, a głośniej dodał. – Rozmawiałem już z twoimi rodzicami, ale jesteś już prawie dorosłym facetem, więc należy ci się osobne wyjaśnienie. Widzisz tutaj, na zdjęciu ten fragment…, proszę podejdź bliżej.

     

    Podszedłem do podświetlonej tablicy, patrząc na obraz komputerowy swojego mózgu.

     

     – To jeden z najmniej poznanych fragmentów ludzkiego mózgu. – Zaczął wykład profesor. Normalnie byłaby to nuda, ale tym razem chłonąłem każde słowo. – U niemal stu procent ludzkiej populacji jest on uśpiony, dobrze ukryty między płatami. Czasami, niezwykle rzadko rodziły się osoby z aktywną częścią, na którą patrzysz. Ty przed wypadkiem byłeś jak większość ludzi, mało tego wychodząc ze szpitala nic nie wskazywało, że będzie inaczej.

     

    – A  jest inaczej?

     

    – Przypatrz się dokładnie! – Jaroszewski wskazał długopisem małą jasną plamę. – Nigdy nie słyszałem, żeby komuś po wypadku uaktywnił sie komuś ten fragment. U ciebie się tak stało. Mało tego, wygląda na to, że jest nadaktywny, stąd moje pytanie na początku czy nie dzieje się coś złego?

     

    – Powinno sie coś dziać? To niebezpieczne? – spytałem nerwowo.

     

    – Michał, to coś w mózgu odpowiada za niezrozumiałą do tej pory dla nas zdolność. – Profesor usiadł z powrotem przy biurku, a ja zająłem miejsce naprzeciw niego. – Pojedyncze znane nam jednostki z taką cechą, mają wielką zdolność wpływania na innych ludzi. Nikt nie zbadał dokładnie jak to działa, ale najbardziej znany nam przypadek ze Stanów Zjednoczonych wzbudził sensację w środowisku medycznym. Kobieta potrafiła namówić osiem na dziesięć osób do czegokolwiek. Interesowała się nią nawet amerykańska armia, ale sprawa padła, bo babka popełniła samobójstwo. Od tamtej pory nikogo nowego nie znaleźli.

     

    – Panie profesorze, ale…

     

    – Spokojnie, nie mam ochoty na sensacyjną karierę. Nic ci nie grozi, ale co miesiąc jesteś u mnie do odwołania. Martwię się tym, bo ten fragment wciąż się rozrasta.

     

    – Naprawdę nic się nie dzieje panie profesorze. Czuję się doskonale.

     

    – Cieszę się chłopcze. Nie po to cię uratowaliśmy, żeby teraz coś miało sie popsuć. Dobra, idź do rodziców. Widzimy się za miesiąc.

     

    – Dziękuję, Do widzenia.

     

    Wychodząc na szpitalny korytarz, drżałem z emocji. Aż dziw, że Jaroszewski nie zauważył mojego zdenerwowania. Kurwa, wszytko się zgadzało! Byłem  nadczłowiekiem! Mogłem prawie wszystko.

     

    ***

     

    Wtorek. Wczoraj byłem u lekarza i dowiedziałem sie wiele na temat mojej przypadłości. Wiele i nic. Wiem, że to mam i pomału sie tego uczę, ale wciąż jest mnóstwo niewiadomych. Zdaje mi się, że mogę to kontrolować, bo kiedy robię się spokojniejszy, nie myślę tak obsesyjnie o pieprzeniu robi sie normalniej. Oczywiście nie do końca, ale…

     

    – Michałku, nie dręcz mnie. Wczoraj nie odzywałeś sie cały dzień, a ja tęskniłam i mam straszną ochotę – Anastazja wyrosła jak spod ziemi.

     

    – Nie wiem czy kojarzysz, ale jesteśmy na szkolnym korytarzu – Udałem poirytowanego. Wiedziałem jednak, że się niebawem pojawi. Od rana popuszczałem wodze fantazji.

     

    – To wymyśl coś, bo zgwałcę cię na oczach wszystkich.

     

    Zaśmiałem się. Nie mogłem się powstrzymać. Od przedwczoraj Nastka była inną dziewczyną. Posłuchała rad Marceliny. Rozpuściła włosy, zmieniła ciuchy. Sam nie dowierzałem jaka z niej zrobiła się laska. Miss szkoły na pewno by nie została, ale nagle wzbudziła zainteresowanie chłopaków. Sama zmiana wyglądu jednak nie sprawiłaby tego tak nagle. Dziewczyna miała po prostu w oczach zachętę. Chwilowo była jednak zajęta.

     

    – Ok. przyjdź zaraz pod stary magazyn sportowy.

     

    Przez wiele lat w naszej szkole to pomieszczenie było jedynym, gdzie mieścił się cały sportowy majdan. Trzy lata temu ukończono jednak remont sali gimnastycznej, w której znalazło się miejsce na nowy składzik. To zaś co mało nadawało się do pokazania ludziom zostało w starym magazynku. Popękane materace, krzywe kozły, a z czasem i inne starocie, których szkoda było wyrzucić, a używać też nie wypadało lądowały właśnie tutaj.

    Z poprzednim wuefistą miałem dobry układ i klucz do dyspozycji, bo tam pracowaliśmy z Adamem i Szymkiem nad projektami, które chcieliśmy utrzymać w tajemnicy, aż je pokażemy. Od tamtej pory minęło juz trochę czasu, ale kopię kluczyka wciąż posiadałem.

     

    Na całe szczęście obydwoje byliśmy juz po lekcjach, chociaż Nastka za trzy kwadranse miała jakieś zajęcia dodatkowe. Urok bycia kujonką. Gdy tylko zamknąłem drzwi magazynku za nami dopadła do paska moich spodni. Jak  na prymuskę, strasznie była niegrzeczna.

     

    – Ochłoń trochę, bo go połkniesz. – Skwitowałem wesoło jej zachowanie. Mój kutas zniknął w ustach Anastazji, która łapczywie zaczęła go ssać. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło.

     

    Zanurzyłem dłonie we włosach dziewczyny i przytrzymałem jej głowę. Przejąłem inicjatywę, pchając fiuta w chętne usta. To nie było najlepsze miejsce na bzykanie i lepiej było to zakończyć szybciej. Jebałem więc w szybkim tempie, licząc, że dojdę lada moment.

    Niestety Nastka po nocy ze mną i Marceliną pragnęła nie tylko dawać ale i dostawać. Uwolniła się z mojego uścisku i marszcząc nos, oznajmiła.

     

    – Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz!

     

    Sięgnęła pod spódniczkę, pozbyła się majtek. Opierając się o stertę starych materacy, podciągnęła kieckę w górę i błysnęła gołym tyłkiem. Takiemu zaproszeniu nie sposób było odmówić. Chwyciłem kutasa i wprowadziłem do szparki Anastazji. Przyjęła mnie łatwo. Rozpychałem się między wilgotną miękkością, aż dobiłem do końca. Byłem odpowiednio podniecony i nakręcony. Zaparłem się o biodra panny i wprowadziłem twardziela w ruch posuwisto zwrotny.

     

    – Ooo taak…, rżnij mnie – jęknęła Nastka.

     

    Lubiłem kiedy ta grzeczna jakby nie patrzeć dziewczyny świntuszyła. Moje ciało ogarnął ciepły, rozkoszny dreszcz. W głowie wybrzmiały fanfary.

    Wciąż ruchając energicznie, odszukałem palcem łechtaczkę Anastazji. Ściskając i pocierając niewielki guziczek sprawiłem, że kochanka oszalała. Przez chwilę myślałem, że urwie mi fiuta, tak zaczęła kręcić tyłkiem. Oboje dochodziliśmy w ekspresowym tempie. To był magiczny trans. Szybko poczułem nadchodzące spełnienie. Wyszedłem z przytulnej cipki i wciąż pieszcząc łechtaczkę Nastki, chlusnąłem nasieniem. Białawe smużki pokryły ciało mojej partnerki od piersi po krocze.

    Teraz zaangażowałem do pracy drugą dłoń. Wsunąłem palec w wilgotny skarb dziewczyny i pieściłem ją jeszcze mocniej. Jęczała coraz głośniej, bałem się, że ktoś nas usłyszy. Na szczęście była już prawie na szczycie. Kilka moich kolejnych ruchów doprowadziło ją do rozkosznego obłędu. Zwinęła się na materacu i zastygła w reakcji na orgazm.

     

    – To jakiś obłęd! Michał… kocham cię. – wymruczała.

     

    Ja takiej deklaracji nie mogłem złożyć, więc pocałowałem ją namiętnie z języczkiem Przez dobrą chwilę Anastazja dochodziła do siebie, a i tak z magazynku wychodziła na miękkich nogach. Za zakrętem, na końcu korytarza czekała na nas jej ciotka.

    Jak zwykle wyglądała bosko, choć jej mina nie wróżyła niczego dobrego.

    Złapała Nastkę za rękę i zatrzymała. Dziewczyna miała wypieki i oczy, które mówiły wszystko. Do tego niedokładnie się ogarnęła. Pani Anita przeciągnęła palcem po szyi siostrzenicy, ścierając z niej jeden z moich perlistych pocisków.

     

    – Co w ciebie wstąpiło?! Jak tak możesz?! – wyrzuciła z siebie, zduszonym głosem.

     

    – I kto to mówi?! Nie robię nic złego! – Anastazja miała łzy w oczach. Wyrwała się z rąk ciotki i puściła korytarzem do dziewczęcej łazienki.

     

    Mrożący krew w żyłach wzrok anglistki skupił się na mnie. Nie czułem jednak strachu. Żadnych obaw, raczej niezdrową ciekawość.

     

    – To ma być jakaś forma zemsty?! Ty smarkaczu pieprzony! – syczała niczym żmija pani Anita, pilnując, aby nie podnosić zbytnio głosu. Cięgle rozglądała się na boki, ale na szczęście nikt nie przechodził obok nas. Było dość późno, ale wciąż wiele klas miało jeszcze lekcje. – Ona jest mądra i zdolna, chcesz jej zmarnować życie?!

     

    – Ona do tego tak nie podchodzi – stwierdziłem obojętnie.

     

    – Ona ma siedemnaście lat, głąbie!

     

    – No tak. A robi to jakby miała z pięć lat więcej. – Nie wiem co mnie podkusiło, by to palnąć. Szybko się przekonałem, że przesadziłem. Policzek zapiekł mnie od siarczystego ciosu.

     

    – Nie daruję ci tego! Spodziewaj się jutro wezwania do pani dyrektor!

     

    Odwróciła się ze złością i energicznym krokiem ruszyła przed siebie. Widziałem, jak zaciska nerwowo pięści. No nieźle, ciekaw byłem co z tego wyniknie. Dobierając się do Anastazji miałem wkalkulowane, że ponętna ciotka się dowie i będzie wściekła. Jednak plany planami, ale większość tego co się działo, to była czysta improwizacja. Na szczęście wizytę u dyrektorki też przewidziałem.

     

    ***

     

    Dyrektorem naszej szkoły od pięciu lat była pani Bogna Ratkiewicz. Bardzo konkretna i operatywna kobieta. Wspólpracownikom, ale i uczniom pozostawiała wiele swobody. Wszystko w granicach rozsądku. Z tego też powody była lubiana zarówno przez kadrę nauczycielską, jak i uczniowską brać. Na c o dzień była obecna, ale nie zajmowała się drobnostkami i nieważnymi problemami.

    Wchodząc do małego przedsionka, zauważyłem, ze drzwi po lewo są uchylone. Tam znajdował się sekratariat. W tej chwili kompletnie pusty. Po prawej stronie znajdowało się królestwo dyrektorki. Wyszła po mnie z miną tak obojętną, że sie lekko przestraszyłem. to była osoba, która uwielbiała się uśmiechać.

     

    – Michał Wanat, no cóż, zapraszam cię do siebie.

     

    To, że tu byłem świadczyło, że uznała mnie za problem wart jej uwagi. Pusty sekratariat i niezbyt przyjemna mina martwiły mnie dodatkowo. Zanosiło się na niezłą awanturę.

     

    Zanim usiadła za biurkiem nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zerknąć na zgrabne nogi w szpilkach. W błękitnym komplecie z drobnymi czarnymi akcentami wygladąła świetnie. Spódnica, stanowiaca dół kompletu miała słuszną długość, siegała do kolan kobiety. Marynarka też leżała na niej idealnie. Pod nią miała białą koszulę, jak zwykle odwaznie rozpiętą. Cóż, pani Bogna taki miała styl, a do tego męża chirurga plastycznego. O cyckach pani dyrektor legendy krążyły nie tylko w szkole. Były dorodne i idealnie zaokrąglone, do czego oczywiście przyłożył się szanowny pan Ratkiewicz. Twarzy ponoć nie tykał, ale jak na swoje czterdzieści osiem lat dyrektorka wyglądała kwitnąco. Włosy w miodowym odcieniu pięknie współgrały z opalenizną kobiety. Po koniec sierpnia wróciła z wakacji na Bali. Nawet ewidentnie korpulentna figura nie psuła odbioru całości sylwetki pani Bogny. Krótko mówiąc siedziałem w gabinecie kobiety, którą zwykło się określać jako MILF. Do tego dość temperamentną, bo krążyły plotki, że potrafi się zabawić i co pewien czas doprawia mężusiowi rogi.

    Nie wiedziałem co nagadała jej anglistka, ale musiałem założyć, że jest mało ciekawie. Musiałem temu zapobiec. Musiałem mieć panią Bognę po swojej stronie.

     

    – Posłuchaj Michał, nie będę cię czarować, pani Grześkowiak jest wściekła. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. – Ku mojemu zdziwieniu bardzo spokojnie powiedziała dyrektorka. – Jestem w kropce, bo nie rozumiem powodu, aż takiego jej wzburzenia. Strasznie też mnie ciekawi, że nie robi z tego większego szumu. Matka Anastazji o niczym nie wie, żadnego szumu poza tym, że przyszła wczoraj do mnie i zażądała, bym cię relegowała za szkoły.

     

    – Pani…

     

    – Najpierw ja, potem ty, dobrze? – Próbowałem nie zerkać w dekolt, ale słabo mi to wychodziło.

    – Jasne.

     

    – Wiem, że chodzi o jej siostrzenicę, ale sam fakt, że zrobiła… to co zrobiła. – Tajemniczy uśmieszek zabłąkał się na twarz pani Bogny. – No cóż, myślę, że nie pomylę się bardzo jak powiem, że trzy czwarte uczennic w szkole ma to już dawno za sobą. Jak myślisz?

     

    – No. pani dyrektor… no, eee… nie wiem. – Moje zakłopotanie sprawiało jej mnóstwo radości. Żartów jej się zachciało.

     

    – Pytałam retorycznie – stwierdziła po chwili. – Nie urodziłam się wczoraj.

     

    Milczałem, bo nie wiedziałem co powiedzieć. Ona prowadziła konwersację, ja miałem słuchać.

     

    – Fakt jest faktem, że uprawiałeś seks z koleżanką na terenie szkoły. Na szczęście nie na siłę. Rozmawiałem z Anastazją rano i co ciekawe, stoi murem za tobą, jest wściekła na ciotkę. Swoją drogą, co ty jej zrobiłeś, to zupełnie inna dziewczyna?

     

    – Pani dyrektor. proszę… – Powiedzieć, że w tej chwili poczułem się zażenowany i zawstydzony, to jak nic nie powiedzieć.

     

    – Muszę podjąć jakąś decyzję, bo pani Grześkowiak mi nie odpuści. – stwierdziła dyrektorka z przekonaniem.

     

    Podniosła się i podeszła do okna. Zamyślona, kręciła końcówką sznurka od rolet. Po minucie chyba znalazła rozwiązanie. Wróciła do biurka, zostawiając zasunięte rolety.

     

    – Będziesz miał obniżoną ocenę ze sprawowania do nieodpowiedniej, bez możliwości jej poprawy. Wizyty u psychologa czyli w praktyce ze mną, bo pani Stencel jest na zwolnieniu.  Do tego udział w zajęciach, które ci wyznaczę, bez możliwości odmowy. Rozumiemy się? – Podeszła do mnie powoli. 

     

    – Tak, pani dyrektor. Doskonale. A co z moimi rodzicami?

     

    – Sporządzę notatkę, ze skargą pani Grześkowiak, ale bez szczegółów, w której usprawiedliwimy twoje zachowanie niedawnym wypadkiem. Brzydkie zagranie, ale trudno. – Poczułem jej dłonie na barkach. – Co do rodziców, nie ma powodów, żeby ich dodatkowo martwić. Twój wypadek na pewno ich mocno wzburzył.

     

    Dłonie pani Bogny zsunęły sie na mój tors. Czułem, że drżą, przesuwając się coraz niżej. Dyrektor była po mojej stronie!

     

    – Wszystko to jednak się zdarzy, jeśli spełnisz najważniejszy warunek – przesunęła się lekko i usiadła mi na kolanach.

     

    -Jj.. jaki?

     

    – Myślę, że wiesz, ale ok.. Spraw mój jurny chłopcze, żebym po twoim wyjściu była bardziej zadowolona niż ta pannica była wczoraj.

     

    Przełknąłem rosnącą w gardle gulę. To jakieś szaleństwo! Mam osiemnaście lat! Co ja sobie myślałem?! Przepychanki z Anitą, Nastka teraz dyrektorka! Jeśli to wszystko skończy się dobrze, to będzie cud!

    Na razie jednak dwa cuda wbijały się w moją twarz.

     

    – Chcesz sprawdzić czy są tak świetne jak o tym ględzicie między sobą? – zapytała głosem, który sprawił, że dostałem wzwodu.

     

    – Ooo, przyjmuję to jako zgodę. – Uśmiechając się potarła mnie po kroczu.

     

    Miałem dość. Jeszcze chwila takich gierek słownych, a spuszczę się w gacie, zanim je zdołam ściągnąć.

    Niecierpliwymi palcami rozpiąłem koszulę dyrektorki i ściągnąłem ją niemalże razem z marynarką. Gustowny, koronkowy biustonosz podtrzymywał dwa melony, które chciałem skosztować. Sprawnie uporałem się z jego zapięciem i odrzuciłem zbędny balast na bok.

     

    – No, no. Ty rzeczywiście jesteś niesamowity. – Mruknęła pani Bogna tarmosząc moje włosy. – Taki młody, a jaki odważny i… oooch…

     

    Niezbyt lubię melony, ale te były wyjątkowo smaczne. Duże sutki, sterczące z ciemnych brodawek zachęcały, by się nimi zająć. Delektowałem się nimi, przesuwając je między wargami. Ssąc, zerkałem w górę na rozanieloną twarz pani dyrektor, która nieco chaotycznie, ale ostatecznie ściągnęła ze mnie koszulkę. Na chwilę odpuściłem pieszczenie cycków i zająłem się spódniczką kobiety. Zorientowała się, co chcę zrobić i uniosła lekko tyłek. Podciągnąłem ja na tyle wysoko, na ile się dało, odsłaniając koronkowe brzegi pończoch i figi. Jedną dłonią zagarnąłem pierś, a drugą zanurkowałem pod spódniczkę. Majtki pani Bogny były wilgotne. Wsunąłem palec pod materiał, wyczuwając nabrzmiały srom.

     

    – Ooo Boże… – westchnęła moja MILF.

     

    Drżącymi rękami rozpięła mi rozporek i walcząc zaciekle z moją bielizną uwolniła twardego kutasa. Zachwyt w jej oczach nie mógł być udawany. Podczas, gdy ja pieściłem jej piersi i cipkę, ona zabrała się za robótki ręczne. Niecodzienne okoliczności i sama osoba pani Bogny, sprawiły, że chwilę później jej idealnie uformowane cycki oraz brzuch były mokre od nasienia.

    Mina pani Ratkiewicz zrzedła, pojawił się zawód. Jednak tylko na chwilę. Nie zamierzałem jej zostawić napoczętej, niespełnionej. Podnieśliśmy się z niewygodnego jakby nie było krzesła. Przyszedł mi do głowy pomysł. Nie odkrywczy, bo podejrzany na stronach pornograficznych.

    Na biurku pani Bogny zawsze panował porządek. Dziś zmąciłem go lekko, zsuwając wszystkie papiery na ziemię. Oszczędziłem jedynie lampę, którą odstawiłem spokojnie na podłogę.

    Zrozumiała do czego zmierzam. Szare oczy błysnęły zadowoleniem. Szybko wyskoczyła za spódnicy, a potem z majtek. Powiem szczerze przez chwilę zamarłem. Pomimo tego, że była przy kości wyglądała zjawiskowo. Być może dzięki proporcjom, które idealnie ze sobą współgrały. Prze dobrą chwilę nie mogłem oderwać oczu od jej przyciętego krótko trójkąta złotych włosków na łonie. Mój zachwyt zrobił swoje. Rozpromieniła się i podeszła do biurka.

     

    – Zrób pani dyrektor dobrze – szepnęła uwodzicielsko.

     

    Rozciągnęła się na blacie biurko, podkulając nogi, bezwstydnie obnażając swoją kobiecość. Była nabrzmiała i wilgotna. Zdjąłem z siebie to co na mnie zostało i stanąłem przy brzegu mebla. Pochyliłem się i chłonąc zapach pani Bogny, wsunąłem palec w cipkę. Zakwiliła cicho, ale było tam zbyt wiele miejsca. Wsunąłem kolejny i jeszcze dwa. Dopiero wtedy  zacząłem nimi poruszać, jednocześnie kciukiem drażniąc łechtaczkę. Pani Bogna oszalała.

     

    – Ooo taak, ooo… nie przestawaj.

     

    Biurko stało się sceną niesamowitej akcji. Pani dyrektor skręcała się na biurku na wszelki możliwe sposoby. Ze swojej pozycji miałem doskonały widok, na wszelkie jej atuty. Czułem, że znów we mnie wzbiera żądza. Nie wytrzymałem i zacząłem sobie dogadzać druga dłonią.  Byłem daleko w tyle za panią Bogną, ale moja bestia powoli budziła się z letargu.

    W pewnej chwili  moje palce zacisnęły się zbyt mocno na łechtaczce. Dyrektorka szarpnęła biodrami i zaklęła głośno.

     

    – O kurwa! Nie przestawaj, tylko, kurwa nie przestawaj!

     

    To mnie jeszcze bardziej nakręciło. Przekleństwa w ustach dyrektor Ratkiewicz brzmiały cudownie nieprzyzwoicie. Celowo, co chwila mocniej naciskałem na maleńki guziczek, by z rozkoszą patrzeć na jej reakcje.

     

    – O rzesz kurwa!

     

    – Ja pierdolę!

     

    Nie no, masakra! Co by na to powiedzieli rodzice uczniów nieświadomi jaka osoba zarządza szkołą. Te uwagi podziałały na mnie tak, jakby mi ktoś w dupsko wetknął ładowarkę. Pani Bogna pod wpływem silniejszych pieszczot przekręciła się gwałtownie i na chwilę straciliśmy kontakt.

    Jednak zaraz gotowa była do dalszych miłosnych zapasów. Tym razem położyła się jednak na brzuchu z szeroko rozkrzyżowanymi nogami. Znów puściłem w ruch palce, penetrując niemal ociekającą sokami cipkę. Drugą dłoń oparłem na dorodnym pośladku. Pomimo dojrzałego wieku skóra na nim była sprężysta i miękka. Z przyjemnością zacząłem go masować, po czym zająłem się jego sąsiadem. Przy tych pieszczotach naciągałem pupę, odsłaniając mały, ciemny otwór w wąskiej dolinie. Korciło mnie, więc co chwila delikatnie przesuwałem palcem po nim sprawdzając jak zareaguje pani Bogna. Z początku była tak pochłonięta tym co robiłem z jej szparką, że nie zwracała na to uwagi, Dopiero przy którymś razie, gdy czubkiem palca potarłem po wierzchu małej dziurki, jęknęła podekscytowana.

     

    – Po prostu to zrób!

     

    Odruchowo pośliniłem palec i pomału wsunąłem w odbyt. Pani dyrektor wypięła pupę mocniej, więc odważniej wepchnąłem się w ciemne oczko. W życiu bym nie pomyślał, że mój pierwszy kontakt z pieszczotą analną zapewni mi osoba pani Bogny.  Była cudowna, dojrzała i mocno niegrzeczna. Z przyjemnością pieściłbym jej dwie dziurki naraz jeszcze dłużej, ale moja doświadczona kochanka miała dość ręcznej zabawy.

     

    – Wsadź mi go chłopcze! Chcę poczuć cię w sobie.

     

    Obawiałem się o nasze bezpieczeństwo, ale byłem zbyt napalony i ogarnięty żądzą, żeby myśleć racjonalnie. Wskoczyłem na biurko, które na szczęście okazało się meblem stabilnym i wytrzymałym. Pani dyrektor nie trzeba było czegokolwiek podpowiadać. Uniosła się na łokciach i kolanach, wciąż wypinając tyłek. Kucnąłem jak najbliżej niej i przytrzymałem kutasa. Zatopiłem go natychmiast w mokrej jamce. Wypełniłem ją od razu całym sobą. Złapałem równowagę, po czym rozpocząłem dzikie harce. Ruchałem panią Bognę niczym niewyżyta bestia. Siła moich pchnięć był tak duża, że przy którymś z kolei miałem wrażenie, że wepchnę jądra w cipkę razem z penisem. Przestałem kontrolować otocznie. Świat wokół rozmył się, jakbyśmy pieprzyli się w próżni. Założyłbym się o każde pieniądze, że bardziej podnieconym niż była teraz dyrektorka, nie można by być. Przegrałbym. Gdy wepchnąłem ponownie w odbyt palec, weszła na kolejny stopień ekstazy. Wirujący przed moim oczami tyłek, podrygujące pełne piersi i rozpalone ciało pani Bogny migotały mi przed oczami. Prawie nie poczułem, kiedy szarpnęła się szaleńczo, zesztywniała i odleciała w niebyt. Pochłonął ją orgazm. Mimo to nie przerwałem rżnięcia pani dyrektor. Ona była już na szczycie, ale ja też chciałem go osiągnąć. Zbliżał się nieubłaganie. Przyspieszyłem, czekając na pierwsze jego oznaki.

     

    – Skończ we mnie. Nic się nie stanie.

     

    Te słowa to był miód na moje rozkołatane serce. Spełnienie pojawiło się znienacka. Żar stopił tamy i fala spermy wylała się ze mnie, wypełniając cipkę pani Bogny. Czekałem, aż do ostatniej kropli. Gdy wysunąłem fiuta z kochanki, z jej norki zaczął się sączyć sok rozkoszy.

     

    Daliśmy sobie parę minut, a potem ogarnęliśmy siebie i gabinet pani dyrektor.

     

    – Jesteś niegrzecznym chłopcem. Potrzebujesz rad i przykładu. – Pani Bogna szepnęła mi cicho do ucha, zębami kąsając małżowinę. – Zawsze znajdziesz je u mnie, więc proszę o regularne wizyty.

     

    – To ma być dobry przykład? – Zażartowałem, imitując biodrami seks. 

     

    – A było ci źle?

     

    – Nawet przez sekundę – odpowiedziałem szczerze.

     

    – Słodki jesteś. Poczekaj, wypuszczę cię.

     

    Okazało się, że gdy przyszedłem, pani Bogna zdołała niepostrzeżenie zamknąć drzwi do przedsionka. Zadbała o to, by nikt nam nie przeszkadzał. Grała zastanawianie się, od początku licząc na bzykanie. Moja przypadłość sprawdzała się doskonale. Dyrektorkę miałem po swojej stronie, a więc po raz kolejny przechytrzyłem panią Anitę.

     

    c.d.n …

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Prawdziwie Oswieceni Cz6

    Etan nie wiedział jak długo był nieprzytomny. Obok siebie wyczuwał dwa ciepłe kształty. Oba dokładnie go oplatały, jeden z przodu drugi z tyłu wpasowując się dokładnie w krzywizny jego ciała. Ocknął się nagle.             

    W mgnienie oka przypomniał sobie straszliwie krępującą sytuację w jakiej się znalazł. Wyglądało na to że zarówno Aron jak i Zetar nadal pogrążeni byli w po-wytryskowym błogostanie. Był on zaś tak silny u nich wszystkich włącznie z nim, że chyba stracili przytomność z nadmiaru przyjemności. Co prawda Etan czuł się wspaniale – niespodziewanie dobrze, właściwie cudownie…  był pełen energii i chęci do działania – jednak dwa umięśnione i ciężkie osobniki płci męskiej go blokowały i za nic nie chciały się zbudzić z samczego snu.

    Ze zgrozą poczuł że wciąż tkwi głęboko wewnątrz tylnego wejścia Zetara co było nadzwyczajne skoro prawie nie był pobudzony. Penis był ledwie, ledwie twardszy od przejrzałego banana. Spróbował się ruszyć.

    Natychmiast spowiła go obezwładniająca przyjemność. Wszystkie wrażliwe nerwy wrzasnęły z uniesienia i zaczęły wołać o więcej. Etan naprawdę próbował wybić to sobie z głowy, wizualizować że przecież przed chwilą ejakulował i czynności seksualne powinny być teraz najodleglejszym z jego zainteresowań. Jednak tak się nie działo. Okrutne ciało i chyba wypaczony częstym używaniem Deox’a umysł chciał więcej, jakby pragnienie ejakulacji działało jak narkotyk. Krew uderzyła w sflaczały narząd podwajając doznania, których z racji całkowitego bezruchu nie powinno raczej być. Ale były. Niezwykle silne doznania.

    W trakcie snu dziura Zetara jakby na powrót się zwężyła. Oplatała oklapłego i wymęczonego penisa Etana ze wszystkich stron niczym ciasna guma nie pozwalając mu wypaść teraz zaś gdy znów napęczniał i prężył się w swoim lepkim majestacie chętnie go przyjęła do swych głębi ściskając rozkosznie. Jej ciepło, wilgoć i miękkość aż poraziły udręczony mózg Etana serią nowych subtelnych doznań. W tej samej chwili zdał sobie sprawę z lekkiego bólu brzucha. Chcąc nie chcąc poruszył się nieco bardziej brutalnie i wtedy to poczuł. Głęboko w sobie niezwykle gruby, długi i rozszerzający się na końcu przedmiot – wolał nie nazywać go po imieniu – wypełniał szczelnie samo wejście do jego odbytu nie pozostawiając ani milimetra wolnej przestrzeni. Widocznie imponująco odstający i szeroki żołądź Arona zadziałał niczym korek, za nic nie chciał wyjść tak dobrze się w nim czuł. Natychmiast też poczuł obezwładniający rozdzierający ból jaki powodował ten niewiele większy od małej moreli kawałek ciała przyjaciela jakby dopiero teraz poobcierane, palące wnętrze przypominało o wcześniejszym brutalnym wtargnięciu obcego na o wiele większą głębokość.

    – Aaaaaa… – wyrwało się z jego ust mimowolnie. Co prawda chciał krzyczeć aby go wyjęto nie mógł bowiem znieść obezwładniającego rozciągania jakie powodował ten szczególnie dobrze zbudowany żołądź ale wiedział gdzie jest – w twierdzy wroga. To cud, że nikt ich nie znalazł kiedy stracili przytomność po ejakulacji, teraz jednak dość żenujących, kierowanych popędem seksualnym niedojrzałych chłopaków mogło czekać coś gorszego. Trzeba stać się prawdziwym mężczyzną i nie dać się zwieść niczemu, najważniejsze jest uratowanie uczniów i to jak najszybciej!

                   W chwili gdy poruszył się w próbie odsunięcia się od zasięgu Gryba Małego-Dużego Arona musiał wbić się głębiej w bezwładnego, wypiętego Zetara. Straszliwe pragnienie wykonywania tego samego posuwistego ruchu zawładnęło nim nieomal jednak zdołał się opanować. Brutalnie niemal kopiąc w jądra Arona byle móc się od niego oddalić wreszcie się udało. Pulsujący nabrzmiały Gwałciciel z siorbnięciem wypadł z jego wnętrza jak korek z butelki, zasprężynował i z plaśnięciem uderzył właściciela w brzuch. Natychmiast też z jego końca pociekła nowa porcja świeżego, gęstego śluzu. Malutka dziura Etana podziękowała za to – chociaż jej właściciel bardzo się starał aby tego nie robiła – cicho popierdując ścisnęła się ponownie zakleszczając na amen tak jak czyniła to przez całe jego życie zakrywając różowy sekret.

    Poczuł ulgę przygniatając do ziemi Zetara i z pomrukiem ulgi zagłębił się w jego ciepłe wnętrze jak w masło gwałcąc je świadomie. Prężąc penisa najmocniej jak umiał tak, że stał niczym maszt twardy i wykuty z kamienia. Nie mógł uwierzyć, że jego chłopakowi podobała się jakakolwiek penetracja… ten ból był obezwładniający. Wciąż czuł wspomnienie niesamowicie szerokiej głowicy wewnątrz ściśniętego odbytu. Z ociąganiem pragnąc zatrzymać tę chwilę w czasie wreszcie lekko się podniósł. Opuścił gościnny tunel przyjaciela ponownie niechcący wydając ssący odgłos i plaśnięcie zupełnie jak to się stało w przypadku Arona. Usiadł na zimnej posadzce próbując się uspokoić. Był tak rozgrzany, że beton nagrzał się w chwilę jednak podniecenie nie ustąpiło. Nadal czuł obezwładniające pulsowanie i podrygiwanie ponadto głęboko w jądrach rozlanych teraz w rozmiękłem mosznie pukało do drzwi jego umysłu to samo co zawsze czyli uczucie niesamowitej pełności. Niemal czuł jak jądra ciążą mu i naciskają na beton tak ciężkie, że gotowe są go skruszyć jeśli zaraz nie odkręci białego zaworu trzymającego je w ryzach. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że nazwał Zetara „swoim chłopakiem” – musi to jeszcze przemyśleć – zdecydował po chwili – dogłębnie przemyśleć… penis wierzgnął w górę i w dół słysząc jego przemyślenia.

                   Spojrzał na siebie. Wyglądał wprost żałośnie, Kombinezon zasklepił się na odbycie więc nie był zmuszony chodzić z dziurą na tyłku jednak z przodu?.. Sytuacja wyglądała już gorzej. Inteligentny materiał za nic nie chciał ponownie przykryć penisa za to bardzo mocno opinał się u podstawy rozlanej z gorąca moszny naciskając na obolałem i napęczniałe jądra. Długo majstrował przy panelu kontrolnym aby w końcu się poddać. Upewniając się, że nadal nikt świadomy go nie widzi ukradkiem rozpiął zamek uwalniając całkowicie penisa wraz z jądrami i zdjął ubranie. Z rozkoszą pomachał członkiem chcąc lekko go wysuszyć jako że opływał i cały lepił się od potu i gdy nacieszył się uczuciem chłodu i świeżoć ponownie zapiął zamek wracając do świata sportowego opinającego materiału. Tym razem zadziałało. Materiał zasklepił otwór i napiął się gdy prąd dotarł do elektronicznych pasów. Ich nieustanny napór, który czym prędzej zwiększył nie bacząc na możliwość wystąpienia usterki wykręcającej jądra miarowo wyciskały nadmiar krwi z nazbyt pobudzonego prącia i wreszcie czuł, że powoli zaczyna panować nad sobą.

                   Zaczerwienił się ponownie kiedy takie same czynności przeprowadził na Zetarze i Aaronie. Z ulgą stwierdził, że całkowicie pokryty lepkim śluzem, gruby penis przyjaciela jest czysty i pobyt w jego wnętrzu nie zostawił na nim żadnej brązowej niespodzianki.  Wymagało to niestety ściągnięcia z przyjaciół ich własnych kombinezonów. Co zaowocowało spotkaniem trzeciego albo i czwartego (doustnego) stopnia z pewnymi odstającymi i pulsującymi częściami ich ciał. Musiał jednak to uczynić w pełnej konspiracji ciszy starając się nie wyrwać ich z błogostanu. Powycierał też rękawem poświęcając własne odzienie dla dobra ogółu plamy śluzu na brzuchu Arona oraz plamę galaretowatej spermy (zapewne swojej własnej…) zasychającej na tyłku Zetara. Wiedział że przyjaciele czuliby się okropnie jakby obudził ich gdy wciąż leżeliby w brudzie i mieli na wierzchu penisy w pełnym wzwodzie… opatulił więc szczelnie ich Wojowników w mokrych bokserkach. Ustawił ich płasko przy ich umięśnionych brzuchach tak jak zrobił to z własnym Wojownikiem. Włączył też ukrywające erekcję obwody w materiale ich kombinezonów. Wreszcie na koniec ustawił ich bezwładne niczym kłody ciała w mniej erotycznych pozycjach opierając je plecami o donicę.

    – Obudźcie się. – Wyszeptał w końcu bardzo zmęczony całą procedurą.

                   Zareagowali niemal natychmiast co wydawało się podejrzane. Nastała niezręczna cisza. Każdy wiedział co miało miejsce i tym bardziej unikał kontaktu wzrokowego. Nikt też nie chciał o tym otwarcie rozmawiać. Etan tym razem postanowił przerwać ciszę biorąc na siebie rolę nieformalnego przywódcy.

    – Nie udało się nam zobaczyć kto wychodził jednak z tego co widzę drzwi są wciąż otwarte.

    – Cooo?! – Zetar niemal się poderwał w mig akceptując ich niewymowną tajemnicę i zajmując się najważniejszymi sprawami.

    – Rzeczywiście. – powiedział Aron, który przypadł do krawędzi donicy i ukradkiem obserwował otoczenie.

                   Wychynęli zza donicy ostrożnie nie napotykając na szczęście nikogo w korytarzu. Potężne drzwi stały otworem ukazując zacienione pomieszczenie.

    – Co możemy tam znaleźć? – Spytał szeptem Etan.

    – Niestety nie znalazłem żadnych danych na ten temat.

                   Zetar wydawał się przygnębiony tym faktem jakby po raz pierwszy informatyczne zdolności go zawiodły.

                   Szli powoli obserwując zaciemnione wnętrze. Co prawda pozbyli się opasek, które monitorował Deus jednak tym samym pozbawili się baterii czujników. Ręczny skaner nie dawał im zbyt wiele informacji.

    – Czekajcie… – wyszeptał Zetar. – Za zakrętem są kolejne drzwi wykrywam też kilka źródeł ciepła, nie wiem jednak czy to ludzie. To bardzo dziwne odczyty.

    – Idziemy?

                   Pytanie zawisło w mrocznym korytarzu i zawahali się. Jednak ciekawość zwyciężyła skradając się otworzyli drzwi.

                   Niemal oślepli od nagłego blasku i hałasu. Padli na kolana i próbowali się cofnąć jednak drzwi zatrzasnęły się za nimi i odcięły drogę ucieczki. Hałas narastał po chwili zorientowali się, że to były oklaski.

    – Proszę państwa! Niesamowite! Nasi bohaterowie przebyli najcięższe próby i tym samym wygrali teleturniej! Mamy zwycięzców! Etan, Aron oraz Zetar!! Z chłopięcej kolonii B15!!

                   Etan niemal nie rozumiał słów wypowiedzianych widać poprzez urządzenie wzmacniające dźwięki niemożliwe bowiem aby ktokolwiek tak bardzo się darł. Miał niejasne przeczucie, że skądś zna ten głos. Powoli przyzwyczaił się do panującego wokoło światła i rozejrzał się.     

                   Stał na scenie. Ogromna konstrukcja z polerowanego metalu nad nim daleko na wprost i po bokach panoszyły się plamy cienia zupełnie jakby znajdował się w centrum amfiteatru. Na scenie unosiły się dziwne urządzenia poruszające się wokoło nich, wyglądały zupełnie jak… staromodne kamery. Jednak podłączone do antygrawitacyjnych silników.

    – Etan… – Zetar niemal nie poruszył ustami szepcząc jednak zdołał się z nim porozumieć. Etan pojrzał na niego z ukosa Aron zaś postąpił kilka kroków zasłaniając ich przed obiektywami kamer.

    – Pierwszy raz w historii byliśmy świadkami jak ktoś płci męskiej zdołał wyrwać się z nieludzkiego środowiska i jest gotowy posiąść najwyższą nagrodę. Z powodu aż trzech zwycięzców proponujemy chwilę przerwy technicznej abyśmy przygotowali odpowiednio więcej nagród! Proszę pozostańcie z nami i do zobaczenia!

                   Zetar wściekle klikał na ekranie panelu kontrolnego swojego kombinezonu.

    – Oj nie ładnie!

                   Oklaski urwały się i głos zabrzmiał o wiele słabiej jednak jednocześnie bardzo się do nich przybliżył.

    – Etan!

                   Aron wskazywał na szybko przybliżający się kształt. Ciemna plama przerodziła się w przytłaczająco wielką sylwetkę Savina.

    – Dosyć gówniarzu!

                   Savin także kliknął kilka przycisków na panelu kontrolnym. Kombinezon Zetara zalśnił i wyłączył się momentalnie. Układy scalone spaliły się i w powietrzu rozszedł się swąd palonego plastiku. Zetar odsunął się ratując wzrok przed poparzeniem w momencie gdy z panelu kontrolnego buchnęły iskry.

    – No. Witajcie w międzyświecie.

    – Tato…? Co to niby ma być? Widziałem uczniów podłączonych do…

    – Nie przerywaj.

                   Savin wreszcie podszedł do nich na odległość kilkunastu centymetrów. Obrzucił ich wszystkich chytrym spojrzeniem uśmiechając się arogancko. Prezentując się nienagannie w wizytowym kombinezonie. Miał opiętą dolną część ubioru także doskonale było widać prężącego się penisa ukrytego pod materiałem. Aron nie wiedzieć czemu cofnął się nagle i to Zetar teraz stał na przedzie mimo spowijającego go dymu ze spalonych układów.

    – Nie muszę wam niczego tłumaczyć. Ty jednak Etanie możesz już odebrać nagrodę.

                   Znikąd objęły go dziwaczne pasy podobne do tych jakie wszywane są w kombinezony. W sekundę unieruchomiły mu ręce i nogi przytwierdzając do wielkiej płyty lodowatego metalu. Zadrżał mimo izolacyjnych właściwości kombinezonu gdy zetknął się z tą nieustępliwą powierzchnią ale nie zdołał zrobić nic więcej gdyż nawet głowę przymocowano mu do niskiej poduszki pasem oplatającym czoło. Płyta wygięła się lekko przyjmując optymalny kształt dostosowany do anatomii jego ciała i odwróciła pod lekkim skosem do ziemi. Wreszcie ujrzał co stało się z Aronem i Zetarem. Klęczeli w małych drucianych klatkach niczym zwierzęta. Projektowana przez chore umysły maszyneria zdarła z nich materiał kombinezonu z intymnych części ciała i miętosiła je zawzięcie nigdy się nie męcząc. Chłopacy wyraźnie cierpieli. Etan wiedział doskonale jak po ejakulacji penis stawał się wrażliwy na każdy dotyk i najlepiej jak pozostawiło się go bezpiecznie ułożonego w anatomicznych bokserkach z żołędziem opatulonym napletkiem o ile się to udało. Musieli naprawdę cierpieć. Mieli zakneblowane usta nie mogli więc krzyczeć, zaczęli jęczeć. W kącikach ich oczu ujrzał łzy.

    Nie mógł odwrócić wzroku gdy klatki powiększyły się i uniosły ich dokładnie tak jak jego i ustawiły pionowo. Maszyny nieustannie pieściły ich nadal sflaczałe penisy zatopione w przezroczystym żelu. Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy to Savin przytknął im do zwiniętych w kulę jąder aplikator medyczny, dodatkowo robotyczne ramiona z niesamowitą zręcznością wkłuły się w ich ręce i nogi podłączając do nich rury i przewody. Etana przeszył strach – to samo zrobią z nim. I to jego własny ojciec! Nie miał jednak czasu dłużej się zastanawiać gdyż na jego oczach mocne silniki wibracyjne przylgnęły do opuchniętych po zastrzyku jąder zaś odlany z sylikonu sztuczny masażer prostaty zaczął wwiercać się w ich odbyty i poruszać się w tę i z powrotem. Wymęczone penisy wreszcie zapulsowały stercząc na pełną długość i prężąc się co chwila w rytm uderzeń masażera. Etan odkrył, że może mówić.

    – Przestań! Czego od nas chcesz?! Tato jak mogłeś w tym…

                   Impuls prądu przeszył go na wskroś powodując skurcz mięśni i drgawki na całym ciele. Zamilkł z bulgotem walcząc o oddech, kiedy to krtań zacisnęła się jak imadło.    

    – Witajcie widzowie! – Rozległ się ogłuszający wrzask Savina spotęgowany mikrofonami. Natychmiast sterowane sztuczną inteligencją kamery ustawiły się na scenie aby mieć całą trójkę chłopaków na oku.

    – Przygotowaliśmy już Etana do wręczenia najwyższej nagrody zatem nie będę przedłużał tej znamienitej chwili! Oglądajcie i radujcie się!

                   Oklaski znów rozległy się w zaciemnionej i niewidocznej ze sceny sali jakby tysiące widzów zgromadziły się aby to oglądać. Savin zaś przybliżył się do metalowego stołu.

                   Etan był sparaliżowany ze strachu. Potężny mężczyzna którego jeszcze niedawno nazywał ojcem zbliżał się jednak nieubłaganie.

    – Mam jeszcze jedną niespodziankę dla was! Moja własna niewolnica mnie zdradziła!

                   Reflektory wydobyły z mroku jeszcze jedną metalową płytę z przytwierdzoną do niej łańcuchami matką Etana. Była kompletnie naga na jej ciele widać było wiele zaschniętych plam. Etan starał się na to nie patrzeć jednak widok olbrzymiego, tłustego wibratora wbitego głęboko w jej pochwę przyciągał niczym magnes. Kawał plastiku wiercił  się i warczał cicho przytrzymywany sznurkami aby nie wypadł.

                   Savin wydobył skądś dziwny przyrząd o podłużnym kształcie. Etan niemal wrzasnął czując jak grube palce zaczęły go obłapiać, a laserowy nóż przecinał jak masło wzmocnioną tkaninę kombinezonu sportowego. Po sekundzie poczuł i usłyszał że jest niemal nagi. Nie czuł żadnego podniecenia.

                   Z niewidocznych trybun doleciał jego uszu śmiech i oklaski gdy oceniano tym razem na żywo, a nie poprzez ekrany monitorów jego męskie cechy. Etan nie miał wątpliwości, że cała ich wyprawa była dokładnie obserwowana. Savin nie czekał długo. Na jego osłupiałych oczach nasmarował dziwny długi przedmiot… jednocześnie przycisnął przezskkórną strzykawkę do odsłoniętej delikatnej moszny swojego syna. Aplikacja była bezbolesna wywołała jedynie powódź żaru w całym ciele.     

                   Bez ostrzeżenia warcząca od wibracji cienka końcówka nasmarowanego przyrządu została delikatnie niemal czule wprowadzona do wnętrza jego penisa. Ból był nie do opisania. Przynajmniej na początku czuł jak coś rozdziera malutki i wąski kanał gwałcąc go. Z powodu wibracji zapewne obezwładniający ból zmniejszył się błyskawicznie pozostawiając po sobie nieopisane wrażenie wypełnienia jak podczas wielodniowego seksualnego postu i abstynencji od ejakulacji za pomocą Deox’a. Mimo wszystkich sprzecznych odczuć Etan się wydarł pierwszy raz na całe gardło czując coś tak dziwnego i to we wnętrzu swojego najcenniejszego skarbu. Nie wiedział czy po czymś takim nadal będzie całkowicie zdrowy.

    – Aghhh…            

                   Knebel uniemożliwił mu dalszy krzyk. Sylikonowy pręcik stanowczo zbyt szybko docierał  coraz dalej brnąc w głąb penisa i powodując w połączeniu z dziwnym środkiem podanym przezskórnie rozsadzającą erekcję tak silną, że pomieszaną z bólem. Członek w sekundę wypełnił się wrzącą krwią pomimo niedawnego otępienia po ejakulacji, strachu i bólu. W końcu dotarł do właściwego punktu głęboko w jego wnętrzu pośród delikatnych narządów i całe jego ciało przeszył dreszcz o wiele silniejszy niż podczas orgazmu. Przyrząd wysyłał prócz wibracji słabe impulsy prądu doprowadzając go do szaleństwa. Całe ciało miał rozgrzane i spocone, drgał w spazmach jak chory psychicznie wariat chcąc wreszcie dać upust podnieceniu. Pusta w środku rurka tkwiąca tak głęboko w jego ciele jakby przeciągała moment szczytowania w nieskończoność chociaż zapewne minęła zaledwie chwila.

    Nie mógł w to uwierzyć ale w niespełna kilka sekund poczuł, że zbliża się kolejny już w tym dniu ale najpewniej najsilniejszy orgazm jakiego miał doświadczyć. Być może będzie to najlepszy orgazm w jego życiu. Zasmucił się jednak wciąż wstrząsany dreszczami śliniąc się zaklneblowany jak świnia na widok jedzenia, że jego najwspanialszy finał odbędzie się z przymusu i to zadanego rękoma jego rodziny…

    Jak przez mgłę słyszał wiwaty dolatujące z sali, ledwo uświadamiając sobie dziwne przewody wbite w jego przedramiona rozchodzące się niczym węże we wszystkie strony. Nie zarejestrował chwili gdy roboty powbijały w niego igły.

    Już nie protestował. Nie zajęczał głośniej niż do tej pory nawet wtedy gdy mały co prawda ale jednak i tak wielki jak dla jego ledwo napoczętej dziewiczej dziury ociekający żelem wibrator wbił się w jego ciasny odbyt i rozpoczął swój taniec dodatkowo pieszcząc prostatę.

    Siłowniki zamontowane wewnątrz stołu, do którego był przykuty podniosły mu lekko głowę aby mógł widzieć swoje ciało jak i resztę sceny. Widok jaki ujrzał wyjaśniał dlaczego tłum był tak zafascynowany tymi seksualnymi torturami.

                   Penis stał pionowo względem ciała chociaż zazwyczaj sięgał o wiele wyżej wyginając się we wdzięczny łuk. Teraz pulsował bardzo szybko i mocno Etan nie potrafił rozluźnić głęboko położonych mięśni i raz po raz je napinał i rozluźniał przez co napęczniały kawał mięsa ociekający śluzem przypominał wahadło raz zwieszając się nisko by za chwilę wyskoczyć w górę jednocześnie wyrzucając w powietrze małą fontannę gęstego preejakulatu. Nigdy nie widział go u siebie tak wiele jak w tej chwili po prostu lał się strumieniami. Zamknął oczy poddając się przedziwnym odczuciom w chwili gdy całkowicie odsłonięta z napletka żołądź napęczniała do rozmiarów piłki golfowej i ciągle rosła. Niespodziewanie coś strąciło go niemal ze szczytu gdy mechaniczne urządzenia prócz giętkiej sondy wewnątrz penisa zamarły.

                   Otworzył niechętnie oczy i powoli wyostrzył się spowity orgazmem wzrok. Z krańca jego penisa wydobyła się dziwna łuna nikło świecąca niebieskim blaskiem. Miękka rurka tkwiąca w środku członka zaczęła wydawać syczące odgłosy nieustannie wijąc się na najwyższych obrotach. Etan zajęczał głośniej ale tym razem powracając ostatecznie znad krawędzi wytrysku szczególnie, że jakimś cudem wyrwał ręce z krępujących go elektronicznych pasów.

                   Savin odskoczył jakby nagle się czegoś przestraszył i spojrzał w stronę przykutej do płyty żony-niewolnicy jakby szukając u niej słowa wyjaśnienia. Etan czując przypływ przeogromnej siły zamachnął się i uderzył go w środek kręgosłupa prawie go łamiąc. Potężny mężczyzna wyższy od niego o dobre pół metra zwalił się na posadzkę jak kłoda.

                   Etan czując, że dłużej nie wytrzyma jednym ruchem wyrwał z siebie niezliczoną ilość igieł i napiął brzuch i wewnętrzne mięśnie wypychając z ogromną siłą masażer ze swego odbytu. Zabawka – będąca jeszcze chwilę temu narzędziem tortur potoczyła się daleko wraz z głośnym pierdnięciem. Etan czym prędzej złapał za wydawać by się mogło przeogromnego penisa wściekle pulsującego i spowitego niebieskawym światłem bijącym z jego wnętrza. Powoli zaczął wyjmować miękki przyrząd i jawnie na oczach rzeszy ludzi najzwyczajniej w świecie chciał sobie zwalić… musiał to zrobić! Już! Teraz! Natychmiast!

    Podniecenie ciążyło mu w sinych jądrach każąc mu grzmocić napęczniałego penisa do utraty sił i już prawie zachłannie zacisnął na nim nagle za małą pięść… musiał więc użyć obu dłoni aby go objąć i porządnie uchwycić, tak grubym i potężnym narządem mógł się teraz pochwalić. Jak w transie ułożywszy dłonie w literę „O” począł się zadowalać. Gruba, jakby przerośnięta warstwa skóry i olbrzymi napletek wielkości sporej miski łopotały pod jego sprawnymi palcami sunącymi w tę i z powrotem niemal na długości pół metra. Coraz silniej pragnął wytrysku jednak coś go blokowało, drżącymi palcami złapał miękką rurkę, której tylko ułamek wystawał z zaciśniętej końcówki na szczycie penisa. Uparcie ślizgała mu się w palcach pokryta jego własnym śluzem i grubą warstwą żelu z aloesem ale w końcu ją złapał drapiąc boleśnie wrażliwą żołądź. Morderczo powoli wysuwała się z niego milimetr po milimetrze. Już prawie wyszła do połowy przyprawiając go o zawrót głowy kiedy to ocierała się o niezwykle delikatne wnętrze nabrzmiałego penisa i jednocześnie zabierając ze sobą tamę oddzielającą go od bulgoczącej i kotłującej się w jądrach rzeki spermy gdy…

    – Nie!

                   Dziwny na wpół zapomniany głos. Etan otrząsnął się puszczając przeogromnego penisa, który zakołysał się niebezpiecznie ciężki jak z ołowiu podobny teraz do węża boa. Włożona do połowy rurka podrygiwała razem z penisem gdy nie umiejąc się opanować Etan wciąż co chwila zaciskał i rozluźniał grube jak palce ścięgna i mięśnie oplatające i podtrzymujące ogromny narząd z zewnątrz i od wewnątrz. Chlapał przy tym wszędzie wokoło wielkimi kroplami lepkiego śluzu, które wreszcie znalazły ujście i wydostawały się z pomiędzy niewielkiej szczeliny między rurką, a wypełnioną niemal po brzegi cewką lepkiego płynu kapiąc co chwila na posadzkę.

    – Nie rób tego bo wygrają! To jest ostateczna nagroda! Spójrz na inne stoły! – Głos należał do matki. Oswobodzona tak jak on z więzów właśnie wyjmowała wibratory z obu miejsc gdzie do tej pory tkwiły. Rzuciła je na ziemię i podbiegła ku niemu. Etan zaczerwienił się nagle chociaż wiedział, że musiała wszystko widzieć. TAKIEGO pytona nie dało się nie zauważyć. Nie umiał się zasłonić, nigdy wcześniej nie miał tak dużej wręcz monstrualnej erekcji odwrócił się więc do niej plecami. Poszukał też wzrokiem innych stołów.

                   Znalazł je, ukryte w mroku same dziewczęta podłączone do aparatury jak on, rozciągnięte na zimnej metalowej płycie w strzępach kombinezonów. Każde wysuszone ciało miało z zastygniętym wyrazem błogiej rozkoszy i identyczną rurką wpiętą w genitalia

    – Spokojnie. Nie ejakuluj poprzez sondę bo wygrają. Mam tobie wiele do powiedzenia.

                   Matka brzmiała inaczej niż zwykle. Zazwyczaj mówiła wyuczonym językiem zgodnym z zasadami dobrego smaku jednak teraz zdawała się mówić całkowicie otwarcie, nie używała też żadnych formuł.

    – Po pierwsze nie jesteśmy tym za kogo nas uważasz…

                   Nagle zamilkła z bulgotem. Etan odwrócił się nagle aby zobaczyć co się stało porzucając precz zawstydzenie. Matka stała kilka kroków od niego z rozdziawionymi ustami, z jej piersi wyłaniało się lśniące ostrze szerokie na trzy cale. Była całkowicie naga lecz w tej chwili nie zważał na to dopadł do niej próbując złapać lecące ku podłodze bezwładne ciało.

    – Weź to…

    Nie zdołała dokończyć. Jej oczy były puste i świeciły zupełnie jak żarówki jakiejś tandetnej zabawki. W źrenicach wyświetlały się ciągi znaków – zer i jedynek – z piersi zaś nie ciekła krew lecz czarny jak węgiel smar. Niewątpliwie był to jakiś robot lub cyborg. W tej chwili Savin leżący wziąć na ziemi wyszarpnął ostrze z jej truchła i zgniótł w palcach małą metalową płytkę – zapewne procesor utrzymujący ją przy życiu.

    – Nie dowiesz się niczego… – wycharczało przez zgniecione płuca to co kiedyś brał za swojego ojca.

                   Robot miał powykręcany kręgosłup powstały po jego nadzwyczajnie silnym uderzeniu jednak chyba zupełnie nie czuł bólu. Ze spokojem leżał po czym nagle przestał się ruszać zapadając w taki sam trans jak jego matka z pustymi świecącymi  zarówko-oczami.

                   Światła zamigotały i poczęły gasnąć. Po chwili uruchomiły się generatory awaryjne zamontowane w szkole i niewielkie lampy wzdłuż ścian przegnały wreszcie cienie zalegające poza sceną. Okazało się, że znajdował się w niewiele większym od zwykłej klasy pomieszczeniu stał zaś na scenie  zapełnionej stołami z martwymi dziewczętami do których miał dołączyć. wokoło sceny stały rzędy krzeseł zwrócone w jej stronę jednak nikogo na nich nie było.          

                   Stłumione jęki kazały mu spojrzeć w stronę klatek, w których tkwili Aron i Zetar nadal podłączeni do urządzeń. Teraz martwych i nieruchomych. Mógłsię jednak założyć, że nawet wyłączone obleśne maszyny i tak stwarzały okropny dyskomfort na wrażliwych penisach chłopaków. Etan nie poddał się własnemu podnieceniu odwrócił wzrok od podrygujących pełnych krwi penisów przyjaciół. Jego pozostawiony sam sobie i ciążący jak kłoda drewna przeogromny penis zaczął powoli wracać do zwyczajnych rozmiarów kurcząc się w oczach. Jego przyjaciele nadal co prawda spaleni ze wstydu czekali z czerwonymi twarzami z pełnym wzwodem aż ich uwolni z więzów jednak po chwili ciężkiej pracy nawet erekcja Etana ustąpiła, nie podniecił się widząc przyjaciół w tak… niecodziennej pozycji i całkowicie obnażonych, tym razem nie udzieliło mu się ich podniecenie.

    – Dajcie mi chwilę zastosowano tutaj jakieś prymitywne zamki chyba nawet na klucz..

                   Baterie używane do zasilania kombinezonów wykorzystywały antymaterię, uszkadzając jedno z ogniw możliwe było więc przetopienie niemal każdego materiału. Etan zniszczył więc cały zamek odcinając go przypominającą starożytną kartę bankomatową baterią wyrwaną z własnego  uszkodzonego kombinezonu. Kilkukrotnie rzucił ją o beton rozszczelniając obudowę. Zabezpieczenia wbudowane w ogniwo uniemożliwiły dalszą ucieczkę antymaterii prócz mikroskopijnych ilości więc nie było zagrożenia nagłym wybuchem. Można było jednak użyć tej odrobiny na przykład do oswobodzenia przyjaciela z kajdan. Minęło jednak sporo czasu zanim przepiłował skamieniałe elektroniczne pasy wykonane z tytanu starając się nie patrzeć na ich męskie atrybuty otwarcie. Na samym końcu przeciął im pasy kneblujące usta. Odwrócił się wtedy aby dać im wrażenie intymności.

                   Słyszał zdławione podziękowania gdy wracali ze świata wytrysku do rzeczywistości po wyciągnięciu penisów z żelowych pochew nasmarowanych obficie żelem zawierającym aloes. Taki sam odgłos i stłumione prykanie towarzyszyły wyciąganiu masażerów prostaty z obolałych odbytów. Ten ssący odgłos był mu bardzo dobrze znany. Niestety żaden z nich nie miał się w co ubrać.

    – Ekhemm… – Zakaszlał Aron dając mu znak, że oboje się wydostali. Etan odwrócił się wtedy.

                   Jego zadziwiający spokój nie odszedł nawet gdy ponownie kątem oka ujrzał dowody ich obezwładniającego podniecenia i leżące na podłodze erotyczne narzędzia tortur jeszcze niedawno tkwiące głęboko w ich wnętrzach. Zetar mogący pochwalić się chyba największym penisem aż cały dygotał próbując najpewniej za wszelką cenę nie rzucić się na Etana lub na Arona – w tej chwili byłoby mu obojętnie kto by go zgwałcił. Zrobiłby wszystko byle by poczuć w sobie żywy twardy jak kamień i gorący kształt którego pragnął.

    – Uspokójmy się… – Zaproponował Etan widząc jednak, że oboje są zbyt napaleni. Nie mógł im mieć tego za złe. Nie po tym co jego samego spotkało.

                   Niemal wstrząsany konwulsjami Aron tym razem nie zdołał się opanować. Razem z Zetarem widzieli zadziwiający brak pożądania ze strony Etana jednak oni sami wręcz nie mogli stać prosto tak mocno rozsadzała ich sperma buzująca w przebrzmiałych jądrach.

    – Tylko powoli, co wy…?

                   Nie zdołał dokończyć pytania gdy oboje się na niego rzucili. Resztki kombinezonu opadły z ich spoconych ciał i stanęli przed sobą stykając się czubkami – w jego przypadku końcówki trafiły w brzuch rozmazując na nim krople śluzu i wczesnej białawej spermy, która przeciekała jak przez nieszczelny zawór. Ten jeden raz, na tę szczególną chwilę nie czuli między sobą wstydu – widzieli się co prawda wiele razy nago i w bardzo krępujących sytuacjach jednak teraz świadomie chcieli ulżyć podnieceniu. Etan początkowo tkwiący w dziwnym odrętwieniu zadrżał gdy Zetar złapał bardzo delikatnie owe dziwaczne urządzenie zwisające mu ze sflaczałego penisa. Całkiem zapomniał, że wciąż je w sobie ma. Sylikonowa różdżka straszliwie wolno drapiąc o delikatny przewód we wnętrzu jego penisa spadła wreszcie na podłogę wijąc się i zabierając ze sobą niebieski blask, który powoli przygasał. Przeogromna chęć ejakulacji nagle spadła na Etana jak kowadło z nieba.

                   Zetar ledwie zdążył objąć ustami jego maleńkiego i słodko uśpionego penisa. Próbował objąć wargami również lepką włochatą mosznę łapczywie wciągając delikatne jądra między wargi i miętosząc je zawzięcie, kiedy zakrztusił się potężnie. W mgnienie oka jego odstająca i w pełni napęczniała żołądź nagle dotarła bardzo głęboko do wnętrza gardła Zetara kiedy jego penis gwałtownie się zbudził. Etan poczuł jak miękną mu kolana czując jak jego odsłonięta odstająca głowica ociera się o śliski i ciepły przełyk kochanka. Przytrzymywani przez Arona delikatnie osunęli się na ziemię pośród ssących odgłosów. Etan nie umiał się im oprzeć. Spokojny i zawsze ułożony w zgodzie z najlepszymi zasadami dobrego smaku Aron zaskoczył chyba nie tylko jego. Zetar wpatrywał się w poczynania Arona z uśmiechem na ustach.

                   Najmłodszy z nich trzech chłopak bez ceregieli złapał Etana za nogi i odciągnął wysoko zginając go w pół i wystawiając na zachłanne spojrzenia obtartą i nieustannie swędzącą dziurkę. Zetar w tym czasie ciągle dławił się jego berłem wciągając je w całości do gardła Etan zaś nie mogąc się opanować jeszcze wpychał mu penisa głębiej do ust rękoma dociskając go do samej kości chcąc czerpać jak najwięcej przyjemności z tej zdawać by się mogło niezręcznej sytuacji. Zatracił się całkowicie w przyjemności jak przez mgłę myśląc jakież dziwne jest życie. Że trzej przyjaciele ze szkoły do niedawna bojący się stanąć przed sobą nago rzucili się na siebie pogrążeni w zwierzęcym popędzie i nie zważając na nic.

                   Aron zaś obficie śliniąc się przyssał się do jego odbytu. Ssał go dokładnie i dogłębnie wpychając język jak najgłębiej umiał. Etan zaczął jęczeć tak bardzo że bał się, że niedawno obumarłe roboty jakie dawniej brał za rodziców się ockną. Język przyjaciela wysyłał rozkoszne dreszcze w kierunku całego ciała rozgrzewając je do czerwoności. Zetar dyskretnie przysunął się podstawiając mu swego własnego Gwałciciela pod nos tak że Etan mógł nasycić się jego męskim zapachem i poczuć ciepło na twarzy. Czym prędzej wziął go do ust ssąc zawzięcie. Był gorący, przeraźliwie gorący. Słony i kwaśny zarówno od spermy, żelu jak i lepkiego śluzu. Rozsmakował się tym aromatem i przykładał się do powierzonego mu zadania chcąc więcej. Dławił się i krztusił jednak nie ustawał, a nagrodą były krople słonawej spermy przeciekające co jakiś czas z maleńkiego oczka gdy wwiercał się w nie językiem. Zetar dyszał niczym maratończyk na finiszu opływając potem i ssąc go równie mocno.

                   W pustej zalanej awaryjnymi światłami sali w podziemiach szkoły trzej przyjaciele oddawali się najczystszej formie chłopięcej miłości. Aronowi widać bardzo spodobał się niedawny pobyt we wnętrzu Etana gdyż liżąc jego dziurę obślinił je wkrótce tak mocno, że ślina ściekała na podłogę, a Etan myślał, że dosłownie za chwilę spuści się bez dotykania tak wielka była to przyjemność, kiedy po delikatnej dziurce przemykał raz po raz szorstki język przyjaciela.

                   Etan spokojnie przyjął do wiadomości, że wszyscy się w sobie chyba się zakochali. W przerwach kiedy to Aronowi drętwiał język od lizania jego wejścia, a Zetar pragnął złapać oddech po wyjęciu z gardła jego drąga całowali się w najlepsze. Lizali się wręcz po twarzach. Był to bardzo podniecający widok jak dwóch przyjaciół pała do siebie tak wielką rządzą.             

                   Aron uznał widać, że tyle w zupełności wystarczy porozumiewając się bez słów z Zetarem unieśli go i ustawili na kolanach. Aron zajął miejsce za nim zaś Zetar wypiął się dziwacznie w taki sposób, że znalazł się pod nim czym prędzej wciągając nabrzmiałe prącie Etana do gardła i podsuwając mu pod nos swoją pięknie wygoloną dziurkę. Olśniewające różowe słońce natychmiast zaznało jego miękkiego języka. Zaciskało się i rozwierało raz zasysając jego język raz go wypychając. Etan bał się brązowych niespodzianek jednocześnie dziwiąc się Aronowi, że zainteresował się jego zarośniętą dziurą i lizał ją wcześniej w najlepsze. Dopiero teraz uświadomił sobie, że chyba jest najmniej… „zadbany” z nich wszystkich.  

                   Kiedy ssał w najlepsze idealnie czystą – Etan nie wiedział lecz Zetar skonstruował specjalny kombinezon z wbudowaną lewatywiarką więc jego wnętrze zawsze było idealnie czyste – rozkosznie różową dziurkę Zetara poczuł nabrzmiałego żołędzia ocierającego się o jego własny odbyt. Było tam tak dużo śliny i wypływającego jak ze źródła wszelkiego dobra gęstego śluzu Arona, że napęczniała głowica została niemal połknięta bezboleśnie przez jego obolały odbyt i zaklinowała się po drugiej stronie pierścienia mięśni.           

    – Aaaa… – Zajęczał ni to z bólu ni z rozkoszy Etan czując jak Aron bardzo powoli napiera aby dobić do końca. Trwało to całą wieczność czuł nieustanny ruch tak jakby miał się nigdy nie zakończyć. Mały –Duży Aron po raz kolejny wydał mu się niesamowicie wielki, twardy i majestatyczny ze swoją odstającą główką i zastępującym najlepszy żel śluzem. Wchodził w niego z coraz większym trudem i coraz wolniej w miarę jak stawał się coraz grubszy u masywnej podstawy porośniętej gęstymi włosami które teraz zaczynały już drapać Etana po odbycie. Miał teraz w tym miejscu tak wrażliwe ciało, że dotyk przypominających druciki skręconych włosków przyjaciela zdawał się uderzeniem macek olbrzymiej ośmiornicy.

                   Widząc i słysząc, że Etan już ledwo powstrzymuje się od jęków bólu Zetar wyskoczył spod niego zabierając swoje różowe słońce sprzed jego twarzy i wypiął się udostępniając mu wylizaną dziurkę gotową do penetracji. Nie myśląc w tej chwili zbyt jasno i pragnąc aby straszliwe ciśnienie wewnątrz brzucha narastające z każdą chwilą się zmniejszyło czym prędzej wykorzystał okazję i spenetrował go.

                   Nagły ruch zaskoczył nie tylko Zetara, który z jękiem rozkoszy zamruczał chętnie zaciskając na jego pulsującym spermą penisie swe wyćwiczone mięśnie. Aron musiał się gwałtownie zbliżyć aby nie zmarnować tego rozciągniętego w czasie podejścia. Rozpęd zaś gdy już był blisko okazał się troszkę zbyt duży. Jego Szeroki Wojownik pokryty węzłami napiętych żył pokonał w chwilę dobrze nawilżony fragment odbytu gdzie gościł już wcześniej i z biegu pokonał ostatnie kilka centymetrów dobijając do samych jąder wiszących luźno w parnym powietrzu.

                   Etan zachłysnął się z wrażenia. Aż zaparło mu dech. Chciał się skulić jednak jednocześnie pragnął wypchnąć biodra aby wejść głębiej w Zetara. Nie mogąc się zdecydować zamarł w bezruchu. Co prawda niebywałe ciśnienie jakie powodował gruby penis Arona tkwiący po same jądra w jego odbycie powodował nieprzyjemne odczucia jednak z drugiej strony były one niwelowane niemal w całości przez rozkosz jaką dawał mu Zetar.

                   Jego penis gładko wszedł w przyzwyczajony do pieszczot odbyt Zetara wysyłając uderzenia ciepła, wrażenie śliskości, wilgoci i ciepła. Wszystko to sprawiło, że Etan zamruczał zupełnie jak Zetar. Chłopak słysząc to zaśmiał się dźwięcznie i począł rytmicznie nabijać się na jego węźlasty pal.

    – Jednak to polubiłeś!

                   Aron sapiący z rozkoszy tuż za nim też się zaśmiał napierając mocniej i czując się wyraźnie pewniej.

    – Mogę?

                   Spytał, a raczej wydyszał wprost do ucha Etana niemal przygniatając go ciężarem swojego ciała jednocześnie obejmując mocno. Penis będący wówczas bardzo głęboko w jego wnętrzu zadrgał radośnie jakby czując nadchodzącą rozkosz i pragnąc aby jego pan usłyszał twierdzącą odpowiedź.

                   Taka też była.

                   Aron zaśmiał się i zaczął całować do po szyi, plecach i masować kręgosłup jednocześnie rozpoczynając swoją przygodę z seksem między chłopakami, w którym debiutował. Tym razem zabrał się do sprawy profesjonalnie. Etan nie wiedział czy wcześniej przyjaciel miał jakieś doświadczenie w tego typu sportach i zabawach jednak Aron zdawał się doskonale wiedzieć co musi robić. Umiejętnie zwalniał i przyśpieszał odwlekając w nieskończoność własny wytrysk chociaż Etan czuł doskonale, że mógłby skończyć w każdej chwili.             

                   Nieustanne całowanie i masowanie przypomniało mu jednak o obecności Zetara i to tuż przed nim. Chłopak wstał pozwalając mu dosięgnąć szyi i łopatek jak i łaknących pocałunków ust. Natychmiast spełnił te pragnienie jednocześnie przejmując inicjatywę.

    – Mmmm … wreszcie się obudziłeś…

                   Wyszeptał mu do ucha Zetar czując jak zawzięcie dupczy bez zahamowani jego umyślnie ciasną dziurkę ocierając się o jego wnętrze odstającym, odsłoniętym i niesamowicie wrażliwym żołędziem. W chwili gdy atakował wypiętego Zetara jednocześnie niemal uciekał spod fetyszowskiego penisa Arona, który pozostawiał w nim ledwie połowę pękatej głowicy wychodzącej z niego z przejmującym chlupotem. Ten maleńki kawałek różowej skały w zupełności wystarczył aby wracając ku niemu nabił się idealnie trafiając w cel i cały penis Arona gładko już zagłębił się po same jądra.

                   Wszyscy troje jęczeli i wzdychali. Obściskiwali się i całowali. Etan zaś miał najcięższe zadanie. Po chwili ich zabawy Aron zastygł jak kamień podobnie jak Zetar lecz w zupełnie innej pozycji. Aron starał się jak najdalej wysunąć i wypchnąć biodra podając mu na tacy idealny do nabijania się nań  twardy członek zaś Zetar na odwrót wypiął się najmocniej jak umiał specjalnie uczynił też swoje wnętrze rozkosznie ciasnym spinając mięśnie.

                   Długo nie wytrzymał, nie umiał ocenić kiedy ku szczytowi zbliża się Aron lub Zetar gwałtownie pieszczący ręką nabrzmiałego penisa obijającego się w rytm plaskania ciężkich moszn o siebie nawzajem oraz klasku spoconych pośladków o pośladki. Otaczał ich ciężki męski zapach spermy każdego z nich tworzący unikalny podniecający aromat, spowijał ich niczym płaszcz tak, że nie wstydzili się zupełnie swoich doznań i reakcji. Byli szczęśliwi i odczuwali ten akt całym sobą.

                   Etan wystrzelił pierwszy. Orgazm go ogłuszył. Sperma wyciekała pomimo ciasnego wnętrza Zetara przeciskając się przez poobcierany kanał pod wysokim ciśnieniem on zaś pracował dalej biodrami chcąc czerpać z tego jak najwięcej. Wiedział też, że to jeszcze nie koniec. W końcu idealną synchronizację jego ruchów przerwał nerwowy króliczy szał Arona. Chłopak jęcząc przeciągle mocno złapał go za biodra niemal taranując począł dupczyć zawzięcie. Nienawykły do tego otwór Etana zapiekł nieznośnie jednak na szczęście jego własny orgazm wypompowywany we wnętrzu Zetara wciąż trwał wypluwając coraz to nowe strugi gęstego nasienia przypominającego śmietanę.

    Aron w końcu skończył w szalonym galopie niemal równo z Zetarem grzmocącym się dłonią. Sperma wylewała się z obu najwrażliwszych otworów ciała Etana sprawiając wielką rozkosz. Nawet rozpierające uczucie w odbycie stało się rozkoszne kiedy sam doświadczał olśniewającego wytrysku. Spermy było tak dużo, a ich wzajemne ruchy tak szybkie i intensywne, że poczęła się pienić. Nim skończyli i zastygli w bezruchu dysząc ciężko jak po wielogodzinnej lekcji wychowania fizycznego obok nich panoszyły się plamy ubitej spermy przypominającej obłoki białej mgły. Z cmoknięciem i ssaniem zarówno Etan jak i Aron wyszli z rozgrzanych, porządnie rozwierconych tuneli roskoszy. Z pustych odbytów wylała się istna rzeka spermy wciąż o konsystencji galarety i szybko tężała. Zetar dopadł do nich wsysając resztki nasienia z ich słabnących wreszcie po tak solidnym dupczeniu penisów. Wyssał wszystko do czysta włącznie z miękką moszną i zakamarkami pod napletkiem. Młócił językiem i ssał zaś tak zawzięcie, że niemal wywołał niechcący ponowne wytryski. Musieli głośno oboje poprosić go by przestał przyjemność bowiem ponownie brała ich w swe nigdy niesłabnące objęcia. Po raz pierwszy też głośno i bez skrępowania zastanowili się nad tym faktem i pogodzili się z nim – mieli naprawdę zadziwiający popęd seksualny.

     Zetar z pomrukiem zajął miejsce Etana pośrodku ich trójkąta najwidoczniej pragnąc także bliższego kontaktu z Aronem. Etan poczuł jego pięknie wydepilowanego penisa na swoich śliskich od spermy pośladkach i uśmiechnął się wypinając się trochę mocniej. Cała trójka mocno się do siebie przytuliła. Nie zważając na pokrywającą ich, coraz bardziej płynną galaretę zasnęli w kałużach chwilę później zmęczeni emocjami, wydarzeniami i co najoczywistsze potężnymi wytryskami.      

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    CzarodziejEmrys
  • Przedsmak Wieczoru

    Mieszkałem w małej miejscowości pod Warszawą, nazwę specjalnie pominę powiem tylko, że liczyła około 20 tysięcy mieszkańców, wśród nich jest Aneta, dziewczyna bardzo ładna o pięknym uśmiechu. Brunetka, miała długie włosy sięgające prawie do pupy, mierzyła niecały metr siedemdziesiąt, bardzo zgrabna z pięknymi, okrągłymi usteczkami. Chodziła do przeciwległej klasy, mieliśmy wtedy po 16 lat. W tamtym okresie mój dzień był bardzo prosty, szkoła, a potem spotkania na boisku gdzie przychodził każdy, w tym i ona. Bardzo mi się podobała, powiem tylko o moim fetyszu na punkcie kobiecych tyłków, jej wprawiał mnie w ekstazę, był w idealnym kształcie gruszki, marzyłem tylko o tym by zdjąć z niej spodnie i móc wylizać jej dziurkę. Na samą myśl czułem jak produkuję się śluz. Chciałem ją mieć bardzo, już wtedy byłem całkiem doświadczony ale w jej przypadku nie wiedziałem jak zacząć podbój, okazja trafiła się sama.
    W wakacje jeden z kolegów zaproponował byśmy pojechali do niego na działkę, 30 kilometrów od naszego miasteczka, oczywiście wszyscy niemal natychmiast się zgodzili, w tym ona. Wiedzieliśmy, że niedaleko jest staw, w którym można pływać i opalać się na pomoście.
    Dojechaliśmy na miejsce, w pociągu wypiliśmy kilka piw, niektórzy pili wódkę, ja sam dużo nie piłem.
    Lubię zachować trzeźwy umysł choć nie zawsze się to zdarza. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy na plażę, było ciepło. Ze wszystkich dziewczyn jedynie Aneta nie ubrała stroju kąpielowego.
    – Nie lubisz się opalać? – spytałem bo liczyłem, że popatrzę na jej jędrne piersi, a przede wszystkim dupę.
    – Nie chcę się przeziębić – uśmiechnęła się, chyba czuła o co chodzi, mi ciężko było schować wzwód.
    – Jest taka ładna pogoda, że na pewno Ci to nie grozi. – nie odpuszczałem – jak chcesz to mogę wrócić z Tobą do domku, to się przebierzesz, a sam wezmę piwo bo zapomniałem.
    – Mhmm, ok., chodźmy – złapała mnie za rękę i pobiegliśmy.
    W domku czuć było ekscytację i napięcie, dotyk jej delikatnej dłoni tylko spotęgował moją erekcję, o ukryciu jej nie było mowy. W mojej głowie widziałem już obrazy jak biorę ją na stole.
    – Poczekaj na korytarzu, przebiorę się i Cie zawołam – minuty dłużyły się niczym godziny – chodź…
    Otworzyłem powoli drzwi i wtedy ujrzałem ją, nagą. Zasłaniała tylko jedną ręką cipkę, a drugą piersi. Nie mogłem się napatrzeć, w jej oczach widziałem lekki wstyd ale i pożądanie. Ona patrzyła na mojego fiuta.
    – Odwróć się. – powiedziałem, stanowczym głosem, wiedziałem, że teraz zrobię z nią wszystko. – oprzyj się lekko o biurko. – zrobiła to bez zawahania. Ludzie, z ręka na sercu mogę powiedzieć, że to był najlepszy widok w moim życiu. Jej tyłek był tak wspaniały i niesamowity. Zamknąłem za sobą drzwi,  odwróciła się z powrotem w moją stronę.
    – nawet nie wiesz jak bardzo tego chcę – powiedziałem, na co ona uśmiechnęła się i nie czekała na moje pozwolenie, uklęknęła i zaczęła mi ssać. Wydałem z siebie jęk rozkoszy, patrząc jak jej usta objęły mojego kutasa. Cały czas patrzyła na mnie swoimi zielonymi oczami, czułem że niedługo dojdę więc złapałem ją za głowę i mocno przycisnąłem do siebie. Chwilę się opierała ale kiedy poczuła jak pulsuję zrozumiała, że muszę skończyć w jej ustach, zalać ją całą. Nie trwało to długo, eksplodowałem i słyszałem tylko jej jęczenie, nie sądzę by kiedykolwiek wcześniej robiła loda. Puściłem ją.
    – To było niesamowite, wyliż go teraz całego tak żeby nie zostało ani kropelki spermy.
    Spojrzała tylko na mnie przez chwile i zaraz zabrała się do pracy, jej język wirował po całym moim penisie, była bardzo delikatna i dokładna, na koniec wzięła do buzi tylko czubek i bardzo subtelnie wyssała resztkę płynu. Po wszystkim uśmiechnęła się, wstała i ubrała strój.
    – To co, wracamy się poopalać? On już nie będzie Ci przeszkadzał – pokazała palcem na sflaczałego kutasa.
    Byłem spełniony na tę chwilę. Zrobiła mi loda, na którego myśl dalej czuję motyle w brzuchu, co było potem zostawię na następną historię mogę tylko powiedzieć, że dostałem to co chciałem. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Giacomo

    Odkąd pierwszy raz zobaczyłem film Casanova sam zapragnąłem być kimś takim. Chciałem zasmakować tak wiele kobiecych ciał ile tylko dam radę. Postawiłem sobie za cel by uprawiać miłość z jak największą ilością kobiet. Teraz kiedy jestem już starszy mogę z dumą powiedzieć, że moje życie było snem, snem o spełnionym marzeniu. Pragnę podzielić się ze wszystkimi moimi podbojami, tym jak i kiedy miałem każdą z tych kobiet. Jedne były bardziej atrakcyjne inne mniej ale liczyło się tylko jedno – dostać to czego chciałem czyli ich słodkie, pyszne cipki. Tego pragniemy jako mężczyźni prawda? Seksu, rżnięcia, powolnej miłości, wyczucia swoich ciał. Momentu, w którym czuć zaciskającą się cipkę na kutasie, kiedy wiemy, że daliśmy jej tego czego pragnęła, przy okazji sami biorąc. Niesamowita symbioza, dwa ciała w jednym tańcu. Zapraszam do serii opowiadań, w każdym z nich będzie opowieść o jednej dziewczynie. Oczywiście wybiorę tylko te, które najbardziej mi zapadły w pamięć. O swoim pierwszym razie opowiem przy innej okazji.

  • MW-Ibiza Rozdzial 40 Zuzanna i starcy

    Uff! Doczekałem się. Taksówka z Joanną oraz Zuzią i Smoczkami dociera wreszcie na lotnisko. Nauczycielka zgarnęła ich wszystkich jednym kursem, tak się umówiła z rodzicami.

    – Bardzo się nudziłeś?

    – Skądże. Przyglądałem się podróżnym, próbowałem zgadnąć, kto leci z nami na Ibizę.

    – Podróżniczkom chyba. Znam cię dobrze.

    – Fakt, głównie dziewczynom – Joanna zna mnie wprawdzie krótko, ale rzeczywiście dobrze, przynajmniej z tej strony.

    – I do czego doszedłeś?

    – O popatrzcie, choćby one. Zuzia popatrz na tych towarzyszących im facetów, może ich spotkasz na miejscu…

    – Eee… sami starcy!

    Są mniej więcej w moim wieku…  Nie jest mi przykro, raczej jestem rozbawiony.

    – Młodsi też się znajdą. Choć pewnie będziesz musiała popracować, by ich wyłuskać spod opieki rodziców.

    – Wystarczy mi pan i Smoczki.

    – Strasznie jesteś zaborcza. A co ze mną i z moimi potrzebami? – śmieje się Joanna.

    – Pani sobie kogoś poderwie. O, choćby ich.

    – Oni już mają co posuwać, popatrz, całe stadko podlotków.

    – Będą jeszcze ci…. Ci kuzyni pana Maćka – nie poddaje się Zuzia.

    – A nie lepiej zabawiać się wspólnie? Tylko sobie wyobraź…

    Zuzia sobie wyobraża, a na policzkach wykwita jej intensywny rumieniec. Żeby go ukryć, schyla się po walizkę.

    – Nie powinniśmy już iść?

    – W sumie… daj, pomogę ci. Rany! Co tam masz?

    – Mama mnie spakowała.

    To wszystko tłumaczy.

    – Większość tych rzeczy nie będzie ci potrzebna. Te jeansy, które masz na sobie też. Masz  w tej potwornie ciężkiej walizie coś lżejszego? Może od razu się przebierz, spakuj do plecaczka, a walizę zostawimy w przechowalni?

    – Ale…

    – Ale na miejscu będzie ci potrzebna jedna przewiewna sukienka i może szorty na zmianę.

    – I strój kąpielowy.

    – Jaki znów strój? Na nagiej plaży? Dziewczyno, większość czasu spędzisz tam kompletnie goła! Aha, i staniki też zostaw, do takich młodych piersi ci nie potrzebne.

    I znów ten uroczy rumieniec.

    * * *

    Z łazienka Zuzia wraca w zwykłej bawełnianej bluzeczce, tyle, że kusej, odsłaniającej pępek, i w kolorowych legginsach. Takich do połowy łydki i bardzo cienkich. Już w opiętych jeansach jej dupcia wyglądała świetnie, ale teraz…

    – Masz obłędny tyłeczek! Obróć się!

    – Hmm…

    – No co?

    – Przez te loczki na cipce nie widać dobrze jej kształtu.

    – Mam je zgolić?

    – Nie! Niech się najpierw nimi nacieszę. Później sam ci je zgolę.

    – Hahaha… trzymam za słowo.

     Ciężka waliza ląduje w przechowalni, a gdy samolot ląduje na Ibizie, wysiadamy wszyscy tylko z lekkimi plecaczkami na ramionach. W tym upale nie do przecenienia.

    * * *

    – I co teraz?

    – Teraz coś zjemy i na plażę!

    W restauracji Zuzia korzysta z okazji i znów się przebiera. Tym razem w sukienkę, przewiewną i lekko prześwitującą. Okręca się przed nami, jak baletnica.

    – I jak?

    – Świetnie! Widzę, że od razu założyłaś strój kąpielowy… taki na nagą plażę.

    – Hihihi, doczekać się nie mogę. Nigdy na takiej nie byłam.

     Tobie to dobrze – Smoczki są jakieś ponure – ty nie masz się czego wstydzić.

    – A wy nagle tacy wstydliwi się zrobiliście?

    – No bo…

    I wstają zza stołu, sztywne prącia wypychają im spodenki.

    – Dziewczynom to dobrze… A nam będzie wstyd.

    – Siadajcie chłopcy, koleżanka wam pomoże.

    Zuzia siada między nimi, wkłada im dłonie w szorty i ręcznie składa te namioty.

    – Dobra z ciebie kumpela – chwalą ją chłopcy, już odprężeni – nawet pomyślała, żeby plamy nie zostały – dodają, gdy tymczasem Zuzia oblizuje palce. Stara się to zrobić dyskretnie, przecież siedzimy przy stoliku w restauracji. I właśnie kończymy jeść.

    – Chcecie jeszcze coś na deser?

    – Ja poproszę to samo, co ona dostała- śmieje się Joanna.

    Nie odmawiam. Na szczęście jesteśmy w restauracji, nie w barze, tu są obrusy, trochę zasłaniają.

     * * *

    Wynajmujemy motorówkę, która zawozi nas na S’Espardell.

    – Mam po państwa wrócić?

    – Nie, zostajemy w hotelu.- Nie muszę mówić w którym, jest jeden na wyspie.

    – Ale hotel chwilowo zamknięty, ktoś wynajął cały – jak widać wieści szybko się rozchodzą.

    – No właśnie – uśmiecham się – ale na brak ruchu chyba pan nie narzeka?

    – Spytać zawsze można – facet odpływa, a ja pytam dziewcząt, na co jeszcze czekają.

    – Eee… aha!

    Sukienki lądują w plecaczkach, podobnie, jak nasze szorty, teraz już niczym nie różnimy się od spacerujących, czy opalających się ludzi wokół. Z jednym wyjątkiem – nasze dziewczęta są najładniejsze.

    – Wszyscy się na mnie gapią!

    – Tylko połowa, reszta gapi się na Joannę. Na nią z powodu wzrostu, na ciebie z powodu zarostu.

    – Dziękuję bardzo! Od razu mi ulżyło.

    Póki co rumieniec nie schodzi z buzi Zuzi. A tak chciała na plażę nudystów.

    – Zwłaszcza ci starcy!

    – Że co?

    – No ci w pana wieku, albo i jeszcze starsi. Się gapią.

    – Teraz to ja ci bardzo dziękuję!

    Przekomarzamy się tylko, Zuzia mówi to ze śmiechem, drażni się ze mną.

    – Za to pan ma największą pałę z nich wszystkich. Tęsknię za nią…

    – Zuziu, chcesz, żeby mi tu stanął przy ludziach?

    – Chcę się z panem pieprzyć!

    – Zuziu!

    – Przecież po to mnie pan tu zabrał. Żeby ruchać.

    – To może najpierw się wykąpmy – rzucam plecak i biegnę do wody, która mile chłodzi me ciało i umysł. W przeciwieństwie do tej napalonej małolaty.

    – Zrób mi przyjemność, zatrzymaj się tutaj.

    Zuzia przystaje, klękam przed nią. Przyglądam się.

    – To ta pańska przyjemność? Gapić się na moją cipę?

    – Ale co z nią fale robią!

    A każda fala pieni się w jej kroczu, loczki na wzgórku łonowym falują, woda sięga aż po pępek, a gdy odpływa, prostuje loczki i zmienia bujną fryzurkę między udami Zuzi w szpicbródkę. I tak raz za razem, nie mogę się napatrzyć.

    – Wiem, obiecałem, że ci ja ogolę, ale…

    – Ale?

    – Wyobraź sobie, jak leżę na wznak, ty klęczysz mi nad głową, a mleko, albo i szampan spływa z tych kłaczków prosto do moich ust…

    – A potem liże mi pan cipę. Chcę!

    Ale ja już mam kolejny pomysł. Przecież są tu Tola i Monika – nasze fryzjerki. Co stoi na przeszkodzie, by Zuzia miała codziennie inną fryzurkę między nogami…

    Igraszkom w wodzie nie ma końca.

    – Boski punkt podparcia, co?

    – Słyszałaś?

    – Słyszałam – śmieje się Zuzia. – I Paragraf też czytałam.

    Zuzia płynie żabką, a ja podtrzymuję ją za cipkę. Żeby nie utonęła. Stąd ta jej uwaga.

    Zuzia płynąc rozsuwa i składa miarowo uda, jej pizda wciąż zmienia kształt w mej dłoni, to naprawdę boskie uczucie.

    Przytula się do mnie, w falującej wodzie jej piersi, sztywne sutki ocierają się o mój tors. Ukryty w gęstym futerku srom robi się śliski. A mój drąg sztywny w zaciśniętej na nim  łapce.

    – Ścisnę go cipką, chcesz?

    Co bym  nie miał chcieć. Zuzia wprowadza mnie sobie do ciasnej pochwy, trzyma niczym w imadle.

    – No ruchaj! – Zuzia nawet nie zauważa, że przeszła ze mną na ty.

    Tak zastaje nas Maleńka.

    Umówiłem się z nią po przylocie. Teraz przyszła tu z ośrodka, że też wypatrzyła nas w wodzie…

    Joannę i Smoczki zna, ale dziewczyna, z którą właśnie kopuluję, to dla niej niespodzianka. Podobnie, jak ona sama dla Zuzi.

    Podejrzewam jednak, że o wiele większa niespodzianka dla Zuzi, Ala wie, do czego jestem zdolny.

    – Cześć kochanie. Dobrze się bawisz?

    Cipa Zuzi zamiera na moim członku.

    – Bo ja świetnie.

    – To moja dziewczyna, Ala – informuję wciąż nabitą na mnie Zuzię.

    – Nie przerywajcie sobie, to szkodzi zdrowiu!

    Podejmujemy z Zuzią przerwane czynności seksualne, Maleńka z zadowoleniem obserwuje grymas  zbliżającej się rozkoszy na twarzy mej partnerki.

    Zuzia nic nie obserwuje, zamknęła oczy. Otwiera je dopiero, gdy się w niej spuszczam. I napotyka ciekawy wzrok Ali. Z miejsca spuszcza wzrok. I znów ten rumieniec.

    – Urocze – kwituje Maleńka.

    Rumieniec się pogłębia.

    Zsuwam z siebie Zuzię, w ślad za moim penisem snuje się obłoczek nasienia.

    – Mam nadzieję, że zwykle nie marnujesz tak jego spermy?

    I zanim Zuzia zdąży odpowiedzieć na pierwsze pytanie, Ala zadaje następne – pyta, od kiedy ją posuwam.

    – Bo widzisz, to dla mnie niespodzianka. Nie pochwalił się…

    Wyjaśniam jej to pokrótce, już na plaży, a potem Maleńka zdaje mi szczegółową relację z podróży oraz z wydarzeń na miejscu; wylicza też kto, ile razy i w jaki sposób ją przerżnął. Zuzia słucha z wypiekami na twarzy, Joanna z pobłażliwym uśmiechem a Smoczki ze wzwodem.

    – Naprawdę nie możecie za siebie? Poskromcie te koniki!

    – Źrebaczki chyba – dobija ich Ala.

    Fakt, Smoczki pierwszy raz na nagiej plaży, nic nie mogą poradzić na ciągły wzwód.

    – Zróbcie jak strusie, wbijcie je w piasek.

    – Kiedy to nie głowy…

    – Głowy, bo w tej chwili nimi myślicie – Ala trąca dłonią te „głowy”.

    – Przecież specjalnie wam obciągnęłam przed wyjściem, a Zuzia poprawiła w restauracji – śmieje się Joanna – wstydźcie się!

    – To może nas pani jeszcze wydoi, psze pani?

    – Ale tutaj?

    – Może wróćmy do wody.

    Joanna, stojąc po pas w wodzie, sięga po te prącia.

    – Nie, niewygodnie tak, za bardzo się muszę schylać.

    Chłopcy są raczej niscy, jak na swój wiek, Joanna zaś bardzo wysoka. Radę znajdują Ala z Zuzią – biorą chłopców na ręce. W wodzie wszak niewiele ważą.

    – Pobaw się moją cipką, będzie prędzej.

    Wacuś korzysta z propozycji Ali; z miny Zuzki widzę, że Jacuś poszedł w jego ślady. Joanna zabiera się za dojenie i wkrótce z obu dobrze widocznych tuż pod powierzchnią wody penisów wysnuwają się białe chmurki. Poskromione koniki powoli więdną.

    – Ciekawe, na jak długo.

    * * *

    Okazuje się, że na kwadrans.

    Sprawcą kolejnego wzwodu chłopców okazuje się pewien, używając określenia Zuzi, starzec, a właściwie towarzyszące mu dziewczęta. A tak naprawdę, to świeże wspomnienie pewnej orgii… *

    – To przecież…

    – Ciii! – sójka w bok uspokaja obu. Tak, to Robert z córeczkami, ale Joanna i Zuzia tego nie wiedzą. I na razie nie muszą.

    Joanna nabrała ochoty na pieszczoty ze swoimi uczniami, tym razem na kocyku, przenieśliśmy się więc w bardziej ustronne miejsce. Trochę schowane między skałkami i dalej od brzegu. Chwilowo przeszkodziła im ta spacerująca brzegiem trójka.

    – Pewnie rucha je obie – stwierdzam, gdy się zbliżają.

    – A może to ojciec i córki – zastanawia się Zuzia. Bingo!

    – Może i tak… – Facet trzyma dziewczyny za ręce, opowiada im coś wesołego, śmieją się. Nie ma w tym nic seksualnego. No prawie, bo są nadzy.

    Mijając nas, facet przyciąga do siebie dziewczyny, obejmuje w pasie. Pewność Zuzi się chwieje.

    Gdy nas mijają i obserwujemy ich z tyłu, ręce faceta zsuwają się jeszcze niżej – na pośladki dziewcząt.

    – Miałeś rację, posuwa je obie. To nie ojciec i córki.

    – A co jedno szkodzi drugiemu?

    – No wiesz!

    Ala ma ubaw. Jacuś z Wacusiem ledwo się powstrzymują, by nie uświadomić Joanny i Zuzi. Ale stwierdzają tylko, że towarzyszące facetowi laski mają świetne tyłki.

    A tymczasem facet, zupełnie nie zwracając na nas uwagi, z zapałem obmacuje te tyłeczki. Wsuwa dłonie między pośladki, sięga głębiej…

    – Och! – wyrywa się Zuzi. I Joannie też.

    – Chyba nasze dziewczyny pragną, byśmy potraktowali je podobnie.

    Pizda Joanny jest jedwabiście gładka i… śliska.

    – Wilżysz…

    Chłopcy raportują, że Zuzia i Ala też robią się wilgotne.

    Obserwowana przez nas trójka przystaje, obie dziewczyny odwracają się do swego towarzysza, on zaś już otwarcie łapie je za krocza. My podobnie. Tyle, ze mamy po jednej cipie w garści, a on dwie.

    – Za to nie musisz się z nikim dzielić moim kutasem.

    – I bardzo dobrze – Joanna bierze go w dwie ręce. Tamte dziewczyny muszą się dzielić zdobyczą.

    Oglądam się, Ala i Zuzia też nie próżnują, chujki obu chłopców nikną w ich dłoniach. Jest dobrze, ciekawe, co dalej.

    A dalej, to jedna z tamtych dziewcząt klęka i zaczyna obciągać, druga się bezwstydnie liże. Aż tu dobiegają odgłosy ssania i mlaskania.

    – I co teraz? Przecież nie możesz mi obciągać i całować się ze mną równocześnie.

    Joanna wybiera obciąganie.

    Zuzia podobnie, a moja dziewczyna liże się z Jacusiem nie zaprzestając robótek ręcznych.

    – Fajnie było by ich poznać, nie uważacie?

    – Dziewczyny nie odpowiadają, nie mówi się z pełnymi ustami. Ale nie odrywają przy tym wzroku od tamtych trojga. A tam zmiana – jedna z dziewcząt wstaje, druga klęka. A facet obróciwszy się nieco i spostrzegając wreszcie nas oraz nasze zainteresowanie, wybałusza gały.

    – Maciek?!

    To naprawdę nie było umówione, to przypadek, Robert jest równie zaskoczony, jak ja przed chwilą. Podchodzi teraz do nas, Zuzia wbija wzrok w jego wciąż sterczącego, zaślinionego chuja.

    – Znacie się?

    – Z nim? Ależ Zuziu, jak możesz!

    Zawstydzona i zdezorientowana odrywa wzrok od genitaliów  Roberta.

    – Ale z jego właścicielem, jak najbardziej – dodaję i Zuzia po raz kolejny, który już dzisiaj, spieka raka.

    Teraz przed Robusiem staje Joanna.

    – Nasza pani – przedstawiają ją Smoczki, nim zdąży się odezwać.

    – Uczę Zuzię i chłopców angielskiego – precyzuje Joanna. Przysuwa się bliżej, członek Roberta opiera się o jej brzuszek, zostawia wilgotny ślad.

    – Oraz seksu – dodaje, napierając brzuszkiem na chłopaka. Górę ciała odchyla w tył eksponując piersi

    – Sexinstruktorka – cieszy się Robuś i bierze w dłonie te piersi. Ugina nogi w kolanach, śliski kutas zjeżdża po gładkim łonie wprost do śliskiej szpary. Joanna pomaga ręką i wkrótce Robuś pieprzy ją na stojąco.

    – Ależ tatusiu!

    Odrywam wzrok od kopulującej pary. Majka i Natka zdążyły już zagospodarować chłopców. Obie na czworakach, a Wacuś i Jacuś aplikują im swoje czopki. Doodbytniczo. Obie szczerzą się do nas ucieszone reakcją Zuzi i Joanny. A te ostatnie zbierają szczęki  z ziemi.

    – Tatusiu?!

    – Przecież sama tak myślałaś.

    – Ale to było zanim… zanim zaczęły mu obciągać!

    – A właśnie, obciągniesz mi? Na zmianę z Alą – dodaję widząc, że moja dziewczyna nie bardzo ma co z sobą zrobić.

    Leżę sobie na wznak na wilgotnym, ciepłym piasku. Maleńka, ułożona wygodnie między mymi nogami, liże mi jądra a łagodna fala liże jej cipkę. Zuzia mnie ssie, okraczając kolanami me ramiona. Nad głową mam jej krocze. I wychylające się z bujnego futerka różowe wargi.  Rozdzielam je palcami, rozchylam, rozciągam, zbieram palcem kropelkę białej ambrozji z wiszącej nade mną łechtaczki, rozkoszuję się smakiem Zuzi. Żyć, nie umierać na tej Ibizie.

    * * *

    Zuzię czeka jeszcze jedno nowe doświadczenie. Proszę, by pocałowała Alę.

    – Tak, wiem, że masz pełną buzię. Właśnie dlatego.

    I Zuzia uczy się dzielić moją spermą. To, co zaczyna się delikatnym pocałunkiem, szybko zmienia się w miłe dla męskiego oka lizanie z dużą ilością śliny i nasienia. Joanna nie chce być gorsza.

    – Chłopcy, wyliżcie mnie!

    To nie jest pierwszy raz, jak wylizują czyjąś spermę z cipy swojej nauczycielki, robią to bez wahania. A nawet ochoczo. Ich pani każe im klęczeć z wyciągniętymi językami i wypina cipę. Rozciąga palcami wargi sromowe i chłopcy liżą ją, jak patelnię.

    – Gdybyśmy wiedziały, kazałybyśmy wam się zamienić!

    Bo chwilę przedtem każdy z chłopców dokładnie i do czysta wylizał odbyt, w którym się spuścił. I Majka z Natką cieszyły się, że chłopcy nie mają z tym problemu.

    – Nie darmo jest sexinstruktorką. Posprzątajcie – mówi jednym tchem Robert.

    – Ależ tato! – mówią jednym tchem Natka i Majka i biorą się za porządki. Robertowi znów staje w ich ustach i pod ich języczkami.

    Gdy kończą, ruszamy wszyscy brzegiem w stronę hotelu; Robert z dalej sterczącym penisem.

    – A myśmy się tak wstydzili, że wciąż mamy wzwód…

    Teraz chłopcy już się nie wstydzą, Majka i Natka biorą po jednym prąciu do ręki, doprowadzają do kolejnego wzwodu  i tak ich prowadzą.

    Ala chwyta mnie, Joanna Roberta i tylko Zuzia zostaje z pustymi rękoma.

    I tak docieramy na miejsce. Joanna, a zwłaszcza Zuzia otwierają szeroko oczy, Smoczkom oczy się śmieją.

    Odrywam dłoń od jędrnego pośladka Ali, by pomachać wszystkim.

    Robertowi burczy w brzuchu.

    – No właśnie, może byśmy cos zjedli?

    – Ja mam ochotę na lody – mówi Zuzia.

    – Znowu?!

    – Na prawdziwe – odpowiada i pokazuje na grupkę nagich dziewcząt i chłopaków stojących przed wózkiem równie nagiego lodziarza. Nie znam go, pewnie Antonio, albo jego znajomy..

    – Czyli lody. Chodźcie.

    – Co to w ogóle za miejsce? – pyta mnie przyciszonym głosem Zuzia.

    – Hotel. Tu się zatrzymamy.

    – Ale tu wszyscy są nadzy.

    – Na plaży też byli. Taka wyspa… taki klimat.

    – Hehe… Ale tu wszystkie dziewczyny są śliczne i zgrabne. A na plaży różnie było. A faceci…

    – Sami starcy? – wchodzę jej w słowo

    – Już tak nie uważam!

    – I, jak zauważyłem, już się nie rumienisz.

    – Chyba pozbyłam się resztek wstydu.

    – To funkcja odległości od domu.

    – Co?

    – To taka moja teoria. Im jesteś dalej od domu, tym chętniej swawolisz. Chociaż…

    – Co, chociaż?

    – Ty akurat wstydu za grosz nie miałaś. Żeby kazać się rozdziewiczyć obcemu facetowi… I to jeszcze na oczach nauczycielki i kolegów z klasy!

    – Nawet nie wiesz, jak się wtedy wstydziłam, ale to była taka okazja!

    – I chuć przeważyła.

    – No! To zaraz poswawolimy. Ale najpierw lody – Zuzia podbiega i ustawia się w kolejce.

    * * *

    – Trzymaj!

    Zuzia wzięła też lody dla mnie, delektujemy się nimi, delektujemy się widokami. Delektujemy się świadomością, że jak te lody skończymy, będziemy się ostro pieprzyć.

    Jednak wychodzi inaczej.

    Zuzia przygląda się facetom, ja dziewczętom. Teraz Joannie, która oczekiwaniu na lody prawie kładzie się na ladzie. Czyżby chciała zrobić loda lodziarzowi? A że jest wyjątkowo wysoka, zgina się przy tym prawie w pół kusząc mocno wypiętym tyłeczkiem. Jakby czując, że wszyscy się w ten tyłek wpatrują, odwraca głowę, uśmiecha się pobłażliwie. Przez to odwrócenie głowy chuj lodziarza, nie trafia tam, gdzie powinien, ociera się tylko o policzek dziewczyny. Ale Joanna szybko naprawia ten błąd, już mu ssie. Nie zapomina o mnie i reszcie kolejki –  prostuje nogi, tyłeczek wędruje w górę, kusi. Wyobrażam sobie swojego członka miedzy tymi kształtnymi pośladkami… Ech, dlaczego mam sobie tylko wyobrażać, skoro mogę go tam umieścić? Najlepiej takiego śliskiego.

    Jedyne, co mam pod ręką, to lody w ręku; poświęcam trochę, brr, jakie zimno, na jądra działa to stymulująco, ale na penisa… Ale zaraz go przecież zagrzeję.

    Joanna wzdryga się, gdy mój lodowaty, lepki chuj wtula się między jej wypięte pośladki. Na szczęście nie wymiękł zbytnio, a sunący po  nim tyłeczek odwraca cały proces. Joanna szybko łapie, jakiej pieszczoty pragnę, jej dupa podejmuje wędrówkę w dół i w górę, w dół i w górę.

    Dokładam lodów, rozpuszczone ściekają niżej a Joanna wypina się bardziej – czuję, jak moje jądra prześlizgują się po śliskiej piździe. Joannie też nie jest to obojętne:

    – Jeszcze trochę, a doprowadzisz mnie do orgazmu samymi jajami!

    – A ty mnie!

    – Jajami?!

    – Hahaha…

    Na chwilę gubimy rytm. Na chwilę – opanowujemy śmiech i tyłeczek Joanny podejmuje swą lubieżną wędrówkę. Na oczach kolejki po lody doprowadzamy się nawzajem do orgazmu.

    Lodziarzowi też niewiele brakuje. Lecz nie jest mu dane dojść w dziewczęcej buzi. Joanna zamiast go skończyć, życzy sobie lodów.

    – Proszę dwie kulki z polewą śmietankową – mówi.

    Lodziarz jest domyślny. Serwuje jej te lody i wcelowuje w nie kutasa. Dwa – trzy ruchy ręką i nasienie spływa tak obficie, że Joanna musi je szybko zlizywać z wafelka i dłoni, w której go trzyma. Na samych lodach też sporo zostaje.

    – Pyszne te lody!

    * * *

    Dobieram się do innych lodów, tych ciepłych, roztopionych. Przyklękam za Joanną, wybieram je językiem spomiędzy jej pośladków, liżę do czysta ciasną różową rozetkę, docieram do cipki i rozkoszuję się  ich zmienionym, lekko słonawym smakiem. 

    Też masz swoją ulubioną polewę – śmieje się Joanna i kręci tyłkiem. Rozmazuje mi resztkę doprawionych soczkami lodów na policzkach.

    Ktoś klepie mnie po ramieniu, wstaję, odwracam się – to Zuzia.

    – My też chcemy lody. A państwo blokują kolejkę!

    Mało jej lodów?

    Odsuwamy się z Joanną na bok a Zuzia dysponuje:

    – Proszę dwie kulki, gładko ogolone.

    Ale to na mnie patrzy. Trudno, nawet nie spróbuję swoich lodów. Odwracam rozmiękły wafelek i nakładam na czubek znów sterczącego penisa, resztki lodów spływają coraz niżej i niżej.

    Zuzia nie pozwala im skapnąć na piasek, czuje jej język na jądrach. Oczywiście gładko ogolonych.

    – Szkoda, że właśnie się spuściłeś…

    – Myślę, że na plecach twojej pani sporo zostało.

    Gdy doszedłem między pośladkami Joanny, puściłem sporą strugę wzdłuż jej kręgosłupa powinna tam jeszcze być. Zuzia odrywa się od moich jaj i potwierdza. Przyglądam się, jak Zuzia zlizuje spermę z Joanny i czuję, że znów mogę…

    – Jak się przyłożysz, dostaniesz więcej.

    Zuzia wraca  do lizania moich jąder i penisa. Bardzo się przykłada.

    – Mną się nie przejmuj – śmieje się następna w kolejce Maleńka widząc, że dochodzę w buzi Zuzi. I zabiera się za wyciskanie ostatnich soków z pana lodziarza. Impreza się rozkręca. Wylizane do czysta krocze Joanny, to już tylko wspomnienie – jej ruchliwy tyłek zalewany kolejnymi porcjami rozpuszczonych lodów obsługuje kolejne chętne chuje. Robert stawia lody Majce i Natce, a one stawiają jemu – odwdzięczają się tatusiowi. Zuzia nie może się napatrzyć, jak mu na zmianę ssą i obciągają; wciąż ją szokuje, że to naprawdę jego córeczki. Wilży przy tym obficie, jej pochwa zaciska się rytmicznie na moich palcach (mój kutas poległ ostatecznie).

    Ech, nie będę psem ogrodnika.

    – Chcesz się pieprzyć, Zuziu?

    – Chciałabym…

    – To znajdź sobie jakiegoś świeżego kutasa.

    – Ale…

    – Po prostu podejdź do kogoś i powiedz, czego ci trzeba. Już cię uwalniam – wyjmuję z niej palce i oblizuję.

    Zuzi puszczają nowe soczki i ostatnie hamulce. Rozgląda się, oceniając kandydatów. Wybiera Łukasza. Pewnie przez tego krzywego, imponującego chuja. Śmiało bierze go do ręki. Podchodzę za nią, słyszę jak grzecznie prosi:

    – Wyruchasz mnie?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * – Rozdział 34 Smoczki dwa