Blog

  • Zadbac o Kube. Czesc 4.

    Na miejscu pojawiła się punktualnie. Rozchwiana emocjonalnie pod wpływem ekscytacji i oczekiwań a może nawet pewnych nadziei związanych z “zaproszeniem” na kolejne spotkanie. Serce waliło jak szalone a w głowie kłębił się natłok myśli wymieszany z podnieceniem. Ubrała się zgodnie z poleceniem. Koronkowa, jaskrawoczerwona bielizna składająca się z miękkiego stanika ciasno opinającego obfity biust. Pończochy z zestawem do pasa i dobrane odpowiednio do koloru wysokie szpilki. Całość skrywał jasny trenczowy płaszcz do kostek. Czuła się niesamowicie sexy, kiedy stukała obcasami idąc przez parking w kierunku drzwi wejściowych. Jej rozpuszczone długie włosy dopełniały efektu. Była pewna, że zrobi na nim wrażenie. A ciepło spowodowane emocjami przyjemnie objawiło się delikatną, naturalną wilgocią pomiędzy udami.

    Motelowy pokój zaklepała telefonicznie kilka dni wcześniej i przesłała kody do zamku chłopakowi. Kiedy wysiadała z auta wiedziała, ze już na nią czeka. Nie była tym zaskoczona. Podeszła do drzwi, wstukała kod i weszła do pomieszczenia. Niewielki pokój z podwójnym łóżkiem na przeciwko drzwi. Po lewej wejście do łazienki. Chłopak podniósł się z pościeli i usiadł na brzegu mebla. Stała w niepewności na przeciwko niego i mierzyli się teraz wzrokiem.

    – Miło, że jesteś na czas paniusiu – uśmiechnął się drapieżnie – tylko coś ubiór się nie zgadza.

    Bez słowa odpięła kolejne guziki płaszcza i zrzuciła go z siebie na podłogę. Stała teraz w lekkim rozkroku, dumnie wypinając pierś tak by uwydatnić swoje atuty. Widziała w jego oczach pożądanie.

    – Czy tak lepiej proszę Pana? – zapytała, modulując lekko i seksownie głos.
    – O tak – aż wciągnął powietrze – teraz, suczko wyglądasz idealnie.

    Wstał gwałtownie i podszedł do niej. Zauważyła, że coś ze sobą niesie. Kolejna fala emocji przetoczyła się przez podniecone ciało. Miał ze sobą kajdanki i opaskę na oczy.

    – dodamy dziś mały bonus, dłonie na plecy. Wykonała polecenie bez chwili zawahania i cienia sprzeciwu. Sprawnie skuł jej nadgarstki – na kolana.

    Znowu posłusznie wykonała polecenie. Klęcząc patrzyła jak jej kochanek rozbiera się do naga. Podobało jej się jego młode, umięśnione ciało. A uwadze nie umknął sztywny już penis.
    – dziś na pewno minie przeleci – przeszło jej przez myśl – już ja się o to postaram.

    Zupełnie już nagi podszedł do skutej kobiety z opaską w dłoni. Nałożył ją i teraz klęczała przed nim pozbawiona możliwości obserwacji. Poczuła jak sztywny kutas ociera się delikatnie o jej twarz. Jeden policzek, potem drugi. Chwycił ja za włosy i pokierował głowę w górę. Jądra ułożył na ustach – ssij – rozkazał.

    Podniecona do granic możliwości od razu zabrała się do wypełnienia zachcianki. Objęła jądra ustami i delikatnie zassała. Szybko jednak je uwolniła i zaczęła wodzić po nich wilgotnym jerzykiem i na zmianę obsypywać je pocałunkami. Czerwona szminka zostawiała ślady, których nie mogła dostrzec, ale wiedziała, ze dają dobry efekt. Kontynuowała wprawiona w trans. Pocałunki i język przeniosły się z worka na sztywnego już w pełni kutasa. Nie trwało to długo. Szybko otworzyła usta szeroko, wysunęła język i połknęła całego sztywnego kutasa, aż jego jądra oparły się o jej brodę.. Jęknął i wypełnił jej usta obfitym ładunkiem spermy.

    – już? Nie proszę, niech to jeszcze trochę potrwa. – przeszło jej przez myśl.
    – Paniusiu. Jesteś urodzonym lachociągiem – zarechotał oddychając ciężko – wow. Postarałaś się dziś. Dobrze, ze mamy więcej czasu, bo szkoda byłoby to już kończyć. Przełknij wszystko grzecznie i nie ruszaj się stąd. – wyszedł do łazienki.

    Oparła się na swoich piętach i wyprostowała plecy. Chciała wyglądać seksi, kiedy wróci. Udało jej się lekko uspokoić, ale serce nadal waliło jak szalone. Wiedziała już, ze czeka jej dzisiaj więcej przygód. Nie mogła się doczekać. Skrzypnęły drzwi. A umysł opanowała kolejna fala podniecający fantazji. To teraz. Teraz na pewno mnie przeleci, przeszło jej przez głowę.

    Podszedł do niej od tyłu i odpiął sprzączkę stanika. Nie mógł go zdjąć przez kajdanki, ale i tak pomasował uwolnione, duże piersi. Bez słowa wymusił, by wstała. Trzymając ją za pośladek podprowadził do łóżka. Usiadł ciężko. Słyszała jak się układa wygodnie.
    wszędzie inflacja , ceny rosną. Ciebie też to nie omie. – powiedział spokojnie.
    dziś będziesz, suczko, jebana. – O tak! – jęknęła w myślach.
    pokierował ją na siebie. Ze skutymi za plecami dłońmi, oczyma przesłoniętym opaska klęczała teraz nad nim w rozkroku. Poczuła jak pomaga sobie dłonią ustawić kutasa przy jej wilgotnej cipce. Nie było jej w głowie nawet udawanie protestów. Chciała tego, marzyła o tym. W końcu jej fantazje się spełnią. Kiedy tylko penis ustawił się odpowiednio usiadła na nim bez pytania czy polecenia. Jęknął i ona również.

    – taaaaak – wypowiedzieli jednocześnie i jednocześnie się roześmiali.
    – świetnie paniusiu – powiedział trzymając ja w talii tak by nie mogła się unieść i wypuścić sztywnego fiuta.
    – myślisz? Pozwól mi się ruszyć, proszę. – wyszeptała podniecona. -Pokaże Panu, co znaczy świetnie – zamruczała oszołomiona niemal całkowicie potężnym kutasem wbitym po same jądra
    Chwycił jej pierś a sutka drugiej delikatnie ugryzł i polizał. – zaimponuj mi suczko – i położył się wygodnie.

    Oswobodzona Agnieszka zaczęła go ujeżdżać nieśpiesznie. Unosiła się powoli i opuszczała nabijając się do końca na sztywnego, młodego fiuta. Zagryzała usta i nie powstrzymywała jęków. Była w raju. To, czego właśnie doświadczała przekraczało jej wyobrażenia i zawstydzało fantazje. Rozmiar, sztywność wszystko było cudowne. Targnął nią orgazm okraszony głośnym krzykiem.

    – już? – paniusiu tak łatwo się to nie skończy.
    – oj nie skończy – uśmiechnięta perliście zaczęła poruszać się w przód i tył – ma być dla Ciebie świetnie… proszę Pana – poprawiła się niemalże natychmiast.
    – nie masz nawet pojęcia. – Chwycił ja znowu w talii – zatrzymaj się teraz na chwilę. – sięgnął do kajdanek i uwolnił jaj dłonie – opaska na razie zostaje.
    –  Chodź.

    Pociągnął ją na siebie jej biust oparł się o jego klatkę. Obejmował ją teraz mocno w żelaznym uścisku. Usta miał tuż przy jen uchu. Delikatnie je ugryzł i wyszeptał: a teraz będzie niespodzianka.

    Chwilę zajęło jej połączenie kropek. Silny uścisk chłopaka nie dawał jej możliwości ruchu. Twardy kutas wbity po jaja zachęcał do seksu. Skrzypnięcie łóżka i nacisk na materacu otrzeźwił ją mimo to. “Chodź” nie było skierowane do niej!

    Drugi mężczyzna chwycił ją za ręce i skrzyżował je na plech unieruchamiając dodatkowo i tak już obezwładniona kobietę. Poczuła jak drugi ogromny kutas zbliża się do jej odbytu.

    – co? Nie! Proszę! – załkała, ale fala nowego podniecenia znowu zamroczyła umysł.
    Usta zasłoniła jej silna dłoń, nie była pewna, który z nich ją ucisza.
    – spokojnie laleczko. Oboje wiemy, że od dawna chcesz żebym Cię przeleciał. Dostaniesz zwyczajnie bonus.

    W tym czasie drugi facet przełamał opór jej odbytu i wcisnął się w całości. Kobieta wypełniona teraz dwoma dużymi kutasami westchnęła. Musiała przyznać, ze nie doświadczała w życiu niczego podobnego. Uczucie pełności było wręcz przytłaczające i bardzo mocno stymulujące.

    – galopuj. Moja kurewko – wycedził groźnie i ścisnął jej piersi. – wykonała polecenie. Poruszała się w taki sposób, na jaki pozwalały jej obie nabrzmiałe od podniecenia “prowadnice”, które w miarę kolejnych ruchów to rozciągały jej wnętrze to je opuszczały zostawiając uczucie pustki.

    Szok spowodowany zaskoczeniem, podniecenie, które przepełniało ja od kilku dni, niesłabnące por zadanie, jakie rozpalił w niej prześladowca syna skumulowały się w chwili gdy inicjatywę przejęli mężczyźni. W kilka chwil potężne, miarowe uderzenia, posapywania samców, jądra obijające się na przemian o jej ciało wprawiły ją w ekstazę. Rżnęli ją jak w tanim porno na łóżku motelowego pokoju. Nadeszło spełnienie. Skurcze orgazmu i przeciągły jęk podziałały jak wyzwalacz. Dwie obfite dawki ciepłej, lepkiej spermy wypełniły Agnieszkę niemal jednocześnie.

    Penisy zwiotczały nieco, ale jeszcze przez chwilę pozostali w środku. Kobietę przytłoczyła fala ekstazy. Mimowolne skurcze mięśni jak echo dopiero, co dopełnionego aktu wywoływały kolejne błogie doznania. Wycofali się obaj. W pełni zadowolona dziewczyna zanurzona myślami i ciałem w trwającej nadal przyjemności odpłynęła w sen.

    Nie była świadoma ile czasu trwał ten błogostan. W sennych marzeniach zatraciła poczucie czasu. Obudzili ją delikatnie potrząsając za ramiona. Nadal miała zasłonięte oczy. Sięgnęła do opaski.
    – nie. – padło krótkie, ale stanowcze ostrzeżenie.
    – jak mogłeś?! – zapytała
    – lalunia. Byłaś w raju i to polubiłaś. Nie dąsaj się, bo już późno. Teraz grzecznie na kolana. Obciągniesz Nam jeszcze. I jak się postarasz to będzie nagroda. No raz, raz.

    Aga zsunęła się potulnie z łóżka i uklękła na dywanie w niewielkim rozkroku. Podeszli do niej od boków i jednocześnie skierowali jej ręce na swoje, powoli pęczniejące narządy. Pomasował je powoli, uśmiech mimowolnie pojawił się na ustach. Przesunęła po pierwszym językiem od nasady do żołędzia. Zesztywniał od razu. A zadowolona kobieta powtórzyła manewr na drugim kutasie. Brała teraz na zmianę do ust to jednego to drugiego ani na chwilę nie wypuszczając żadnego z nich z rąk dodając do rozkoszy obciągania, masaż fiuta.

    Us miech nie schodził z jej twarzy. Pojękiwała i mruczała lubieżnie. Mieli rację. Podobało jej się to.
    – kiedy stałam się tak napaloną suką? – pomyślała. Z transu wyrwało ją polecenie.

    – open wide bitch! – wypuściła obydwu. Jej dłonie powędrowały na rozpaloną ponownie cipkę. Usta otworzyła szeroko i wysunęła język przeczuwając, czego chcą. Łokcie ściskały kształtny biust a palce pieściły łechtaczkę w szalonym tempie. Obaj jęknęli a na jej język, policzki, szyję, biust i włosy spadły wielkie krople słonej spermy. Po raz kolejny poczuła spełnienie.
    Znowu doszłam ssąc fiuta. Co On ze mną zrobił? – zastanawiała się.
    Zaspokojona i pokryta obficie spermą chichotała radośnie. Rozsmarowała nasienie po biuście. I uszczypnęła nabrzmiałe sutki. Aby dopełnić show i zasłużyć na tajemniczą nagrodę.

    – To jak? Zasłużyłam na tę nagrodę? Bardzo się starałam. A może potulna suczka ma zrobić dla Panów coś jeszcze? Uśmiechnięta i radosna zbierała palcami spermę z policzków i lubieżnie je oblizywała.
    – oj tak paniusiu. Zasłużyłaś – obaj podeszli do niej tak by klęczała bezpośrednio przed nimi. Poczuła jak zdejmują jej opaskę. Zamrugała i spojrzała w górę. Kiedy tylko złapała ostrość zamarła w jednej chwili.
    – K… Kuba?!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Grafoman

    Komentarze i krytyka mile widziane.

  • Nie-zwykla Rodzina cz 150. – Odwiedziny rodziny w Anglii

    W końcu przyjechaliśmy odwiedzić naszą rodzinę w Anglii. Wujek Charles i ciocia Marlene zaprosili nas na dwa tygodnie. Byłam bardzo podekscytowana. Zawsze chciałam zwiedzić Londyn. A najbardziej odwiedzić wujostwo. Przed wylotem kuzyn Ivo napisał mi wiadomość, że to będzie świetny czas. Już nie mogłam się doczekać spotkania z nim, wujkiem i ciocią.

    Gdy wysiedliśmy na lotnisku, powitała nas angielska rodzinka.
    Wujek Charles, ciocia Marlene, a także mój kuzyn Ivo.

    Od razu zobaczyłam podobieństwo wujka do taty. Ten sam kształt twarzy, te same ciemne oczy, ale wujek Charles jest bardziej wyprostowany, ma krócej przystrzyżone włosy z siwymi nitkami i nosi elegancki granatowy płaszcz. Wygląda bardzo brytyjsko. Z klasą. Obok niego stoi ciocia Marlene i od razu ją lubię. Ma około czterdziestu pięciu lat, jasnobrązowe włosy upięte w luźny kok, z którego wymykają się pojedyncze pasma. Nosi czerwony sweter i ma na twarzy najserdeczniejszy uśmiech, jaki widziałam. To typowa angielska elegancja. Obok nich stał mój kuzyn, Ivo. Nie zmienił się od ostatniej wizyty.
    Ciemne, lekko kręcone włosy i niebieskie oczy. Nosił czarną kurtkę skórzaną i ciemne jeansy.

    – Witajcie w Londynie! – woła ciocia, gdy nas dostrzega, i niemal biegnie w naszą stronę.

    Pierwsza obejmuje mamę, która sztywnieje z nerwów, ale ciocia Marlene jest tak ciepła, że mama od razu się rozluźnia.

    – Dziękujemy bardzo za zaproszenie. – mówi mama.

    – Och, Rachel! Jesteście tu mile widziani! To teraz też wasz dom! – odpowiada ciocia z lekkim akcentem, ale bardzo płynnie, i ściska mamę jeszcze mocniej.

    Wujek Charles podchodzi do taty i obejmują się, jakby chcieli nadrobić te wszystkie lata rozłąki. Wujek Charles klepie go po plecach i śmieje się.

    – Dobrze wyglądasz, Victor. Bardzo dobrze.

    Ivo stoi z boku i uśmiecha się szeroko.

    – Hej, kuzynko! Jak podróż? – pyta obejmując mnie.

    – Długa! Ale ekscytująca. – odpowiadam.

    – O rany Sam, jak ty wyrosłaś. – mówi wujek, patrząc na mnie całą.

    Długo się mi przyglądał. Może za długo, wręcz pożerał mnie wzrokiem. Albo mi się tylko wydawało.

    – Jak ty pięknie wyglądasz, całkiem, jaka mama. – mówi radośnie ciocia, przytulając mnie.

    – Was też miło widzieć. – mówię po chwili.

    Ciocia Marlene przejmuje inicjatywę i prowadzi nas do samochodu,
    Richmond okazuje się zupełnie inną dzielnicą niż centrum Londynu. Szerokie, wyłożone kostką ulice obramowane drzewami, imponujące rezydencje otoczone wysokimi murami, doskonale utrzymane ogródy. Jest luksusowo i bardzo spokojnie.

    Gdy skręcamy w długą, prywatną aleję, zapiera mi dech w piersiach.

    – To… to tutaj? – pytam z niedowierzaniem.

    Dom wujka Charlesa to prawdziwa willa. Dwupiętrowa budowla z jasnego kamienia i ogromnych przeszkleń, połączenie nowoczesnej architektury z eleganckimi detalami. Przed domem rozciąga się szeroki podjazd z fontanną pośrodku.
    Gdy tylko wchodzimy do środka, uderza mnie przestronność. To nie jest zwykły dom – to prawdziwa willa. Hol wejściowy ma wysokie sufity, co najmniej pięć metrów, z wielkim nowoczesnym żyrandolem wiszącym na środku. Podłoga z białego marmuru lśni jak lustro, a szerokie schody z ciemnego drewna prowadzą na piętro.

    – Ale duży dom.

    – Robi wrażenie, nie? – mówił Ivo.

    – Ivo pokaż Sam jej pokój, a my zaprowadzimy wujka i ciocię. – powiedziała ciocia Marlene.

    – Dobrze, mamo. Chodź Sam.

    Wtedy poszłam razem z Ivo schodami na górę. Przyznam ten dom dalej robił na mnie duże wrażenie. W środku był bardzo bogaty. Miał naprawdę bogate wnętrze. Ivo prowadził mnie, abym szła pierwsza. Miałam wrażenie, że patrzył mi się na tyłek, chcąc zobaczyć, co mam pod spódnicą. Pewnie już nie mógł się doczekać, żeby się do mnie dobrać.

    – To tutaj, Sam. – wskazał mi drzwi, które to otworzyłam.

    Zobaczyłam ładnie urządzony pokój. Bardzo duży, dwa razy większy od mojego. A my też przecież mamy już luksusowy dom.

    – To twój pokój. Mój jest kawałek dalej na końcu korytarza Nasi rodzice będą na dole. Jeszcze kawałek dalej jest pokój Erici.

    – Erici?

    – To moja kuzynka. Przychodzi tutaj raz na jakiś czas. Na razie nie ma gdzie mieszkać. Dzisiaj jej wyjątkowo nie ma. Przyznam jest dość… ciekawa.

    – Ciekawa?

    – Ma trudny charakter.

    – Chyba rozumiem. Dobra wypakuję swoje rzeczy.

    – Jasne, ale zanim to zrobisz…

    Wtedy zamknął drzwi, po czym podszedł do mnie i wpił się w moje usta, namiętnie mnie całując.

    – Matko, tęskniłem za tobą… – czułam jak ściska moje pośladki. Czułam też jego penisa przez spodnie.

    – Och, ja też tęskniłam kuzynie. Nie wiesz jak bardzo.

    Ivo klęknął przede mną i podwinął moją spódnicę. Lekko odchylił moje białe majteczki. Zaczął wtedy lizać mnie po cipce. Czułem się niezwykle. Oparłam się o kraniec łóżka i rozszerzyłam trochę nogi. Ivo lizał mnie, wkładając mi język do środka. Chciałam jęczeć, ale musiałam być cicho, ponieważ mógł ktoś nas usłyszeć.

    – Och tak kuzynie…o tak… – mówiłam szeptem, trzymając jego głowę w moim kroczu.

    Ivo był zachłanny. Lizał mi cipkę, a rękami ściskał moje pośladki. Czułam jak jego palce się w nie wbijają. Zamknąłem oczy z rozkoszy. Trudno mi było się opanować. Po chwili usłyszeliśmy głos z dołu.

    – Ivo…Sam… chodźcie na obiad! – usłyszałam głos cioci. Ivo przerwał pieszczoty, po czym wstał.

    – Już idziemy, mamo. – powiedział oblizując swoje usta.

    Byłam czerwona na twarzy. Podeszłam do kuzyna, całując go w usta.

    – Mam nadzieję że wrócimy do tego niebawem.

    – Przyjdź wieczorem do mojego pokoju, a odpowiednio powitam cię w Londynie, kuzynko. – powiedział szeptem Ivo a ja już się napaliłam na myśl o wieczorze razem z kuzynem.
    Ogarnęłam się, po czym razem z Ivo zeszliśmy na dół.

    Miło nam minął dzień. Głównie spędziliśmy go na rozmowach z ciocią i wujkiem. Ivo także opowiadał jak tam u niego, jak sobie radzi na studiach, a także zaproponował zwiedzanie Londynu, na co chętnie się zgodziłam.

    – Naprawdę fajny dom. Duży.

    – Sam widzisz, Viktor. Praca bankiera przynosi efekty. – powiedział wujek Charles.

    – To widać.

    – Jak wy się odnajdujecie, w tym dużym domu?  – spytała moja mama.

    – Czasami sami się zastanawiamy. – odpowiedziała ciocia Marlene. Wszyscy się zaśmialiśmy.

    Po chwili do salonu weszła pewna dziewczyna. Wyglądała jak rockmenka. Skórzane podarte spodnie, buty na dużym obcasie, czarna koszulka na ramiączka, a na nią czarna skórzana kurtka. Włosy miała krótkie do ramion, a z jednej strony były wygolone. Na brwi miała piercing.

    – Hej rodzinko, ja tylko na chwilkę po rzeczy… – mówiła nie zwracając na nas uwagi.

    – Erico, może się przywitasz? – powiedziała ciocia, oburzona tym jej wejściem.

    – O… was jest więcej… – powiedziała, zwracając już na nas uwagę.

    – Tak kuzynko, to nasza rodzina. – po czym Ivo przedstawił nas po kolei. Erica podeszła i podała nam dłoń. W końcu podała też mnie.

    – Jestem Sam. Kuzynka Ivo.

    – Rozumiem. Miło mi ciebie poznać. – powiedziała Erica, uśmiechając się. Zlustrowała na mnie wzrokiem. Uważnie mi się przyglądała.

    – Może zostaniesz z nami na kolacji?

    – Dzięki, ale lecę do klubu. Umówiłam się już.

    – Dobrze…no to baw się dobrze. – powiedziała ciocia, po czym Erica szybko zniknęła nam z oczu.

    – Wybaczcie jej, ona już taka jest po prostu. – tłumaczył wujek Charles.

    Jednak ja byłam ciekawa Erici. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Czas do wieczora szybko zleciał. Dziś był taki dzień odpoczynku po podróży. Od jutra zamierzaliśmy zwiedzać Londyn. Gdy zjedliśmy kolację, powiedzieliśmy sobie dobranoc i poszłam do swojego pokoju. Widziałam też, jak Ivo wchodził do swojego, patrząc w moją stronę, uśmiechając się, po czym zamknął drzwi. Pamiętałam o jego zaproszeniu. Boże wciąż czułem jego język w cipce. Chciałem go trochę też zaskoczyć. Dlatego, gdy już upewniłam się, że wszędzie światła są pogaszone, zdjęłam moje rzeczy. Rozebrałam się całkiem do naga. Gdy patrzyłam na moje ciało w lustrze, uśmiechnęłam się. Nie mogę uwierzyć, że aż tak się zmieniłam. Kiedyś taka drobna płaska jak deska dziewczyna, teraz jest świetną laską. Mam jędrne cycki i tyłek. Cicho wyszłam z pokoju, rozglądając się nerwowo, żeby przypadkiem nikt mnie nie zobaczył. Udałam się do pokoju Ivo. Zapukałam lekko do drzwi.

    – Wejdź. – powiedział Ivo szeptem.

    Gdy otworzyłam drzwi, widziałam jak mój kuzyn leżał już na łóżku, całkiem nagi. Jego fiut już stał na baczność. Widać że też na mnie czekał. Gdy mnie zobaczył rozszerzyły mu się oczy. Zamknęłam drzwi, podchodząc do niego.

    – Podoba ci się widok?

    – Jest świetny, Sam. Czekałem na ciebie.

    – A więc jestem. Co ze mną zrobisz, kuzynie?

    – To czego pragniesz.

    Uśmiechnęłam się na to i usiadłam na łóżku. Pochyliłam się przed nim, wzięłam jego kutasa do ręki i zaczęłam go walić. Dokładnie tak jak go pamiętałam. Był duży i mocny. W końcu włożyłam fiuta do ust. Zaczęłam go ssać i lizać czubek. Lizałam go też po całości. Zeszłam też do jego jąder, pieszcząc je. Ssałam mosznę i powróciłam do fiuta, którego całkiem oblizałam. Po jakimś czasie przestałam. Zamieniłam się miejscami z Ivo. Położyłam się na plecach i odchyliłam nogi, dając mu dostęp do mojej cipki. Mój kuzyn uśmiechnął się na ten widok. Wziął moją jedną nogę i położył na swoim barku. Lekko potarł moją łechtaczkę, a następnie włożył fiuta do środka. Zaczął posuwać mnie z początku powoli, potem jednak przyśpieszał, wprowadzając go do końca. Sprawiał mi dużą przyjemność. Masowałam moje cycki, aby zwiększyć przyjemność.

    – Ooohhh…ooo…tak…dalej…

    – Jesteś cudowna, kuzynko.

    Długo mnie posuwał. Wchodził do przodu i do tyłu. Jego kutas doskonale mnie wypełniał. Po chwili zmieniliśmy pozycję. Ivo położył się na plecach, a ja szybko usiadłam na nim okrakiem. Pomagając mi, włożył fiuta do mojej cipki. Podskakiwałam na nim, bardziej wprowadzając go do środka. Czułam błogą rozkosz. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, a Ivo trzymał mnie za tyłek. Dociskał go do siebie. Ależ to było cudowne. Jego fiut wchodził mi do końca. Szalałam z wrażenia.

    – Ooooooogghh…

    W końcu Ivo odsunął się ode mnie.

    – Odwróć się.

    – Mmmmm… – zamruczałam jedynie.

    Odwróciłam się do niego i wypięłam tyłek bardziej w jego stronę. Chwycił mnie mocno i oślinił mi otwór odbytu.

    – Mmmmm…kuzynie…

    – Chcesz tego kuzynko?

    – Nie musisz pytać.

    W końcu zaczął nim wchodzić do środka. Dawno nie miałam analu. Z początku czułam lekki ból, ale szybko przerodził się on w przyjemność. Powoli zaczął poruszać fiutem w mojej dupie. Po czasie przyśpieszył ruchy, porządnie mnie rżnąc. Miałam wrażenie jakby rozrywał mi tyłek. Krzyczałam w niebogłosy. Nie mogłam się powstrzymać.

    – Ooooogghh…tak…tak…

    Byłam bardzo blisko. Czułam, że Ivo też zaraz będzie szczytował. Wspomagałam się palcami, wsuwając je do mokrej cipki. Nagle targnął mną dreszcz i poczułam mrowienie w dolnych partiach ciała. Ivo trochę zwolnił.

    – Uuuuch…oooo…matko. – mówiłam ledwo.

    W końcu poczułam jak wystrzeliwuje dawki nasienia do środka mojego odbytu. Czułam jak jego nasienie mnie wypełnia. Po chwili wyjął kutasa ze mnie. Jego sperma wypływała mi z odbytu, a jego kutas był mokry od moich soczków. Jęczałam z przyjemności, próbując złapać oddech.Jakiś czas potem leżeliśmy obok siebie, przytuleni. Dalej byliśmy nadzy. Ivo głaskał mnie po plecach i po pośladku.

    – Jesteś najlepsza, kuzynko. Tak się cieszę, że przyjechałaś.

    – Ja też się cieszę. To będzie najlepszy czas. Wykorzystamy go w pełni.

    – Żebyś wiedziała. Nasza rodzina ma wiele do zaoferowania.

    – Co masz na myśli?

    – Dowiesz się w swoim czasie. – po czym puści mi oczko.

    – Okej…jak uważasz. Wiesz, co, chyba powinnam iść do pokoju.

    – No, ale mam nadzieję, że będziesz wpadać.

    – Z wielką przyjemnością. – powiedziałem całując się z Ivo, namiętnie.

    Udałam się do pokoju i położyłam się na łóżku. Myślałam nad ostatnimi słowami Ivo. Nasza rodzina ma wiele do zaoferowania. O co mogło chodzić? Jeśli o to, co myślę, to pobyt w Londynie naprawdę może być nieziemski.
    To był dopiero pierwszy dzień, a już wiem, że te dwa tygodnie będą najlepszymi.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • I love anal

    “tak… właśnie tam. Nie przestawaj”.

    Słowa wyrwały mi się z gardła w chrapliwym, desperackim jęku, którego ledwo rozpoznałam, jako własny. Mój świat zawęził się do wykwintnej, rozciągniętej pełni, za którą tęskniłam od tygodni. Moje czoło przylegało do chłodnej szyby balkonowych drzwi, a dłonie opierałam o nie, szukając oparcia. Światła miasta w dole były migoczącą, obojętną galaktyką, jaskrawym kontrastem dla supernowej w moim wnętrzu.
    Za mną rozległ się cichy, pełen uznania jęk. „Nie masz pojęcia, jak dobrze się czujesz, Lano. Tak mocno. Tak idealnie”.

    Nie przestawał. Zacisnął mocniej dłonie na moich biodrach, palce wbijały się w moją skórę, gdy wchodził głębiej, każde powolne, celowe pchnięcie było mistrzowską klasą napięcia i rozluźnienia. Czułam każdy centymetr jego ciała, gorący, twardy poślizg, który przyprawiał mnie o dreszcze czystej przyjemności promieniujące wzdłuż kręgosłupa. Wywróciłam oczami, a z moich ust wyrwał się cichy, przerywany jęk.

    Zaczęło się, jak większość rzeczy w dzisiejszych czasach, od aplikacji. Niszowej, dla osób o specyficznych… skłonnościach. Mój profil był prosty: Lana, 28 lat. Uwielbia seks analny i szuka nowego, doświadczonego partnera. Bez gierek, bez udawania. Tylko surowa, szczera prawda o tym, czego pragnie moje ciało.

    Jego odpowiedź była równie bezpośrednia. Jake, 32 lata. Doświadczony. Docenia kobietę, która wie, czego chce. Wymieniliśmy kilka wiadomości, jego pewność siebie była cichą, magnetyczną siłą emanującą z ekranu. Nie prosił o kolejne zdjęcia; pytał o doznania, o to, co dokładnie kocham, o psychologię poddania się. Mówił moim językiem. Kiedy zaproponował spotkanie w swoim apartamentowcu, nie wahałam się.

    Mężczyzna, który otworzył drzwi, wyglądał jeszcze bardziej imponująco osobiście. Wysoki, o sylwetce pływaka i ciemnych, skupionych oczach, które zdawały się widzieć na wylot przez moje ubranie. Zaproponował mi drinka – bogatą, dymną whisky, którą popijaliśmy, stojąc na tym właśnie balkonie.

    „Więc” – powiedział, a jego głos wibrował w chłodnym nocnym powietrzu. „Uwielbiasz seks analny”.
    To nie było pytanie. To było stwierdzenie, zaproszenie. Wyzwanie.
    „Uwielbiam” – potwierdziłam, a serce waliło mi jak młotem. „Chodzi o… intensywność. Wrażliwość. Wymaga innego rodzaju skupienia. Głębszego zaufania”.

    Odwrócił się do mnie, a na jego twarzy pojawił się powolny, niebezpieczny uśmiech. „Zaufanie. To jest klucz, prawda? Odpuszczenie wszystkiego. Pozwolenie komuś innemu zaprowadzić cię w miejsce, do którego nie możesz dotrzeć sama”.

    Wziął ode mnie kieliszek, jego palce musnęły moje, wywołując u mnie dreszcz oczekiwania. Nie pocałował mnie. Po prostu na mnie patrzył, jego wzrok trzymał mnie w niewoli, gdy uniósł dłonie, obejmując moją twarz.
    „Chcę zobaczyć, jak tracisz kontrolę, Lano. Chcę zobaczyć, jak rozpadasz się z powodu tego, co ci robię. Jesteś gotowa mi zaufać?”

    Drżące „tak” to wszystko, co udało mi się wykrztusić.

    Wprowadził mnie z powrotem do środka, jego obecność była namacalnym żarem na moich plecach. Rozebrał mnie z wyćwiczoną, sprawną gracją, jego dłonie były jednocześnie pełne uwielbienia i żądania. Kiedy byłam naga, odwrócił mnie twarzą do okna, a rozległy widok na miasto sprawił, że poczułam się ekscytująco obnażona.
    „Ręce na szybę” – rozkazał, a jego głos brzmiał teraz jak ochrypły szept w moim uchu. Posłuchałam natychmiast, zimna powierzchnia była jak szok dla moich dłoni.

    Usłyszałam trzask rozrywanej foliowej torebki, śliski dźwięk jego przygotowań. Zaparło mi dech w piersiach. To był ten moment. Moment tego pierwszego, zapierającego dech w piersiach wytrysku. Nie szczędził lubrykantu, jego palce były śliskie i ciepłe, gdy krążył wokół mojego najczulszego otworu, masując, przygotowując, drażniąc, aż odpychałam go od jego dłoni, w bezgłośnej prośbie o więcej.

    „Tak bardzo chętny” – mruknął, jego ciało ustawiło się w jednej linii z moim. Szeroka, gładka główka jego penisa przycisnęła się do mnie, obiecując nadchodzącą presję. „Rozluźnij się dla mnie. Po prostu oddychaj”.
    Wzięłam drżący oddech i powoli go wypuściłam, zmuszając mięśnie do rozluźnienia. A potem naparł.

    To była powolna, nieubłagana inwazja, rozciągająca się pełnia, granicząca z bólem, zanim rozpłynęła się w ogłuszającej przyjemności. O Boże. Moje usta rozwarły się w bezgłośnym krzyku, gdy zapadał się coraz głębiej, aż w końcu całkowicie mnie pochłonął. Czułam się niemożliwie pełna, rozciągnięta do granic możliwości, każdy koniec nerwowy krzyczał z wrażenia.

    Trzymał się tam przez dłuższą chwilę, pozwalając mi się przyzwyczaić, pozwalając mi poczuć całkowite i całkowite zawładnięcie moim ciałem. Czułam jego serce walące o moje plecy, delikatne drżenie jego ud przywierające do moich.
    A potem zaczął się poruszać.

    Zaczęło się od powolnej, kołyszącej kadencji, głębokiego, zgrzytliwego rytmu, który ocierał się o coś głęboko we mnie z każdym uderzeniem. Ostra, elektryzująca przyjemność zaczęła mnie wić w środku.
    „Czujesz to?” warknął, a jego głos ochrypł od jego własnej powściągliwości. „Czujesz, jak głęboko jestem?”
    „Tak” jęknęłam, zbielałymi kostkami palców dotykając szkła. „Tak.”

    Jego tempo przyspieszyło, a powolne ruchy stały się bardziej zdecydowanymi pchnięciami. Uderzenie jego skóry o moją stanowiło lubieżny, rytmiczny kontrapunkt dla naszego nierównego oddechu. Byłam całkowicie zdana na jego łaskę, moje ciało kołysało się do przodu z każdym potężnym pchnięciem jego bioder. Mieszanka bezradności i ekstazy była odurzającym narkotykiem.

    Jedna z jego dłoni zsunęła się z mojego biodra, wokół mnie, a jego palce natychmiast natrafiły na mój łechtaczkę. Krzyknęłam, a podwójna stymulacja rzuciła mnie ku krawędzi. Splot we mnie zaciskał się coraz mocniej, goręcej.
    „Dosyć tego” – nalegał, jego oddech owiał moją szyję gorącym oddechem. Jego palce kreśliły na mnie gorączkowe, idealne okręgi. „Dojdź dla mnie. Chcę poczuć, jak zaciskasz się wokół mnie”.

    To był rozkaz, którego nie byłam w stanie zignorować. Rozkosz eksplodowała ze mnie, sejsmiczna fala rozkoszy, która mnie rozerwała. Obraz mi się zamglił, gdy moje ciało drgnęło, a mięśnie wewnętrzne trzepotały i kurczyły się wokół jego pchnięcia w nieustępliwym, rytmicznym pulsie. Z mojego gardła wyrwał się surowy, gardłowy krzyk.
    Ruchał mnie przez to, jego ruchy stawały się coraz bardziej brutalne, coraz bardziej szalone, goniąc za własnym orgazmem. Nadmierna stymulacja była niemal nie do zniesienia, zapierająca dech w piersiach intensywność granicząca z bólem. Właśnie, gdy myślałam, że nie dam rady dłużej, wbił się po same brzegi z gardłowym, niepowstrzymanym jękiem. Poczułam gorący, nagły puls jego wytrysku przez prezerwatywę, ostateczne, przejmujące ciepło głęboko we mnie, które wywołało kolejny, mniejszy wstrząs wtórny w moim własnym, przytłoczonym ciele.

    Trzymał się tam przez dłuższą chwilę, jego ciało ciężkie i wyczerpane przy moim, oboje dyszeliśmy, śliscy od potu. Jedynym dźwiękiem były nasze nierówne oddechy i odległy szum miasta.

    Powoli, delikatnie się wycofał. Jego strata pozostawiła we mnie uczucie pustki, wykorzystania i absolutnej wspaniałości. Nadal opierałam się o szybę, z kończynami jak galaretą, a serce wciąż waliło mi jak młotem.
    Odwrócił mnie twarzą do siebie. Jego ciemne oczy były nasycone, a na twarzy malował się wyraz głębokiej satysfakcji. Ujął mój policzek, kciukiem głaskając linię mojej szczęki.

    „Więc do następnego” – powiedział, a jego głos powrócił do pewnego, niskiego nucenia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Gwiazdzista…

    Mój pierwszy dzień jako student. Właśnie rozpakowałem swoje walizki, które przywiozłem z małej miejscowości i jako “słoik” rozpoczynałem kolejny etap swojego życia tyle, że we Wrocławiu. Wszystko już było poukładane, a ja w końcu mogłem pożegnać rodziców, którzy mnie przywieźli do miasta i odpocząć.

    Pierwsze, o czym sobie pomyślałem, że po takim ciężkim dniu, najlepsze co mogę zrobić to kąpiel w wannie, bo okazało się, że takową to mieszkanie posiada i może oddanie się jednej z moich ulubionych rozrywek, jaką jest powolna i długa masturbacja. Już dawno myślałem o tym, że w końcu będę miał możliwość pobawienia się sam ze sobą dłużej i nie będę musiał nasłuchiwać samochodu rodziców przy wjeździe na podjazd przed garażem.

    Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, rozebrałem się do naga (zawsze lubiłem chodzić nago), nalałem wody do wanny, obficie tryskając do niej z dozownika żelu pod prysznic, żeby było w niej dużo piany,  ustawiłem stołek łazienkowy z laptopem przy wannie i do niej wszedłem, ciepła woda sprawiła, że moja  luźna moszna falowała w rytm poruszającej się wody, lubiłem ją delikatnie pieścić opuszkami palców, więc zająłem się tym jedną dłonią, druga musiała pozostawać sucha, żebym mógł wybrać odpowiedni film, a to zawsze długo schodziło. Wtedy pojawiła się reklama jakiegoś portalu randkowego z huczącym banerem: “20-letni Michał czeka na Twojego kutasa we Wrocławiu” pod którym była pinezka z rzekomą odległością ode mnie wskazująca na 0,5 km. Oczywiście nie miałem zamiaru w nią klikać, ale pomyślałem, że kiedyś często pisałem z różnymi kolesiami na Czaterii i bardzo mnie to podniecało. Usiadłem po turecku w wannie, ciepła woda muskała moje sutki, a ja miałem już dwie ręce na zewnątrz, chwyciłem za powieszony ręcznik, wytarłem dłonie i czułem motylki w brzuchu na samą myś o tym, że za chwilę pogadam z kolesiami, których teoretycznie są niedaleko mnie, ta wizja bardzo mnie podniecała i czułem, że mój penis powoli coraz bardziej unosi się ku górze. Jestem zalogowany. Wroc19bi, bo taki nadałem sobie nick. Chwilę później wyskoczyło mi okienko on_35_WRO z pytaniem, czy akceptuje zaproszenie. Oczywiście kliknąłem: Zaakceptuj. Nowa Karta czatu:

    [on_35_WRO]: hej, ja 195/80/20/35 a ty?

    [Wroc19bi]: hej, ja 185/72/17/19 l

    [on_35_WRO]: Kogo szukasz?

    Hmmm dobre pytanie, czy ja kogoś szukam? Sam nie wiedziałem, ale byłem dość podniecony, więc pomyślałem, że może, fajnie byłoby w końcu spróbować czegoś z facetem – bo chyba nie wspomniałem, że ja jeszcze nigdy nic – więc odpisałem.

    [Wroc19bi]: Sam nie wiem, tak wszedłem sie rozejrzeć, a ty? – chciałem wiedzieć, jakie zamiary ma mój rozmówca, więc wymijająco odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

    [on_35_WRO]: Relaks, jestem przejazdem kilka dni we Wrocławiu i mam ochotę się zabawić.

    [Wroc19bi]: Zabawić?

    [on_35_WRO]: Tak zabawić, czego nie rozumiesz…

    [Wroc19bi]: Spokojnie, po prostu definicja tego słowa jest bardzo obszerna, więc zastanawiam się, co masz na myśli.

    [on_35_WRO]: wspolne walonko, oral, może anal

    [Wroc19bi]: może?

    [on_35_WRO]: Tak może, też jestem bi i uważam co robie.

    Ta informacja była jedną z kluczowych, bo zawsze bałem się złapać jakąś chorobę weneryczną, a już na takich stronach to chyba najłatwiejsza droga. Mimo że na początku nie miałem w planach niczego w tym kierunku, byłem coraz bardziej podniecony, a adrenalina tylko potęgowała to uczucie, wiec odpisałem ponownie z intencją wyczucia gruntu.

    [Wroc19bi]: Masz laske?

    [on_35_WRO]: Tak, a to problem?

    [Wroc19bi]: Nie, tak tylko pytam.

    [on_35_WRO]: Książkę piszesz? jest prawie 20:00 nie mam ochoty na rozmowy, chce spuścić z krzyża. Masz ochotę, czy mam szukać dalej?

    [Wroc19bi]: no mam, ale sie boje…bo ja no wiesz…

    [on_35_WRO]: prawiczek?

    [Wroc19bi]: no tak

    [on_35_WRO]: to co innego, dla mnie zajebiście, bo nie musze sie ciebie obawiać, ze mi coś przywleczesz…

    [Wroc19bi]: he he… no na pewno nie, a ty mi?

    [on_35_WRO]: jak sie boisz to może być bez analu…

    [Wroc19bi]: no dobra…

    [on_35_WRO]: gdzie jesteś?

    [Wroc19bi]: na krzykach

    [on_35_WRO]: ja też, ale gdzie?

    [Wroc19bi]: no w mieszkaniu

    Coraz bardziej drżałem, tylko nie wiem, czy ze strachu, czy z podniecenia, ale brnąłem to z każdą sekundą rozmowy z nim.

    [on_35_WRO]: do domyślam się, ze nie w kościele, ale ulice mi podaj, bo chce wiedzieć ile ci zajmie dojechanie do mnie.

    Przynajmniej nie będzie chciał przyjść do mnie, za kilka dni miał wprowadzić się współlokator i bałbym się, że koleś to psychol i na przykład zacznie mnie nawiedzać, a chciałem zachować dyskrecje i właśnie sobie o niej przypomniałem, więc nie zaszkodzi zapytać, chociaż odpowiedz i tak będzie taka, jaką bym chciał usłyszeć.

    [Wroc19bi]: Zielińskiego… a jesteś dyskret?

    [on_35_WRO]: 100%, to jesteś bliżej niż myślałem, za ile możesz być? Ja na Gwiaździstej.

    [Wroc19bi]: jestem w wannie, wiec chwile o potrwa, 30 minut?

    [on_35_WRO]: ok. czekam za 30 minut na skrzyżowaniu Zielińskiego i Szcześlwej 20:40? Dasz radę?

    [Wroc19bi]: no dam radę, a co będziemy robić?

    [on_35_WRO]: nic czego byś nie chciał…. do zobaczenia zielona kurtka, czapka z daszkiem nike, szare spodnie dresowe i białe buty. Nie wystaw mnie.

    Użytkownik [on_35_WRO] wylogował się.

    O kurwa i co teraz pomyślałem. Co mam robić, iść, nie iść? Ale przecież on nie wie, jak ja wyglądam — a czy to niepodejrzane? Przecież jak mnie zabije, to nawet nikt nie będzie wiedział, gdzie mnie szukać, jestem tu pierwszy dzień i zginę. W uszach mi huczało, a mój 17-centymetrowy kutas ze strachu przed tym co się stało przed chwilą, skurczył się do niesamowicie nikłych rozmiarów.

    Cały drżałem, kiedy wychodząc z wanny, ale pomyślałem sobie, że pójdę i zobaczę co mnie czy on mnie czasem nie wystawił i jak ten idiota cały w nerwach, a okaże się ze to podpucha.

    Dobra — pomyślałem i wskoczyłem w dresik, antyperspirant pod pachy, Paco na szyje i za uszy, przesuszyłem i ułożyłem szybko włosy, ubrałem nowe buty, rzuciłem okiem na telefon, była 20:20, więc miałem jeszcze 20 minut a Google Maps wskazywało, że na piechotę dojdę do tego skrzyżowania w 10 minut. Zamknąłem mieszkanie i wsiadłem do winy. W odbiciu lustra windy zobaczyłem, jaki byłem blady i przestraszony.

    Wyszedłem z wieżowca i ruszyłem. Kilka minut później kiedy dochodziłem do skrzyżowania, o którym była wcześniej mowa zobaczyłem go. Stał pewnie, z dość szeroko ustawionymi stopami w białych butach i luźnym dresie i ciemnozielonej kurtce. Cień, który rzucała czapka z daszkiem, sprawiał, że nie widziałem jego oczy, a jedynie cudownie przystrzyżoną, ale bardzo gęsta i ciemną brodę, jakby dopiero wyszedł od barbera. Jedną rękę miał w kieszeni spodni a w drugiej trzymał już prawie spalonego papierosa. Przeszedłem obok niego i poczułem, jak odwraca głowę w moją stronę, tak jakby wiedział, że ja to ja, ale nie mógł tego wiedzieć. Kiedy przeszedłem obok niego, usłyszałem chrząknięcie, które mogłoby wyrażać zawód, że to nie ja. Skręciłem i zasłonił mnie płot, wiec zatrzymałem się na chwile i zastanawiając się, czy dobrze robię. Miotały mną różne uczucia: strach, podniecenie, stres, ciekawość i wiele innych uniosłem głowę go góry, żeby popatrzeć na Sky Tower, który był tuż przede mną i wziąłem głęboki oddech:

    – Masz może ognia? – usłyszałem i jak spłoszona sarna aż podskoczyłem.

    – Maaam…. – to był on, uśmiechnął się, a ja chyba z zacząłem świecić, po tak zbladłem.

    – Dasz? – uśmiechnął się śnieżnie białymi zębami, które przy tym fantastycznym czarnym zaroście były jeszcze bielsze.

    – Tak, tak oczywiście. – sięgnąłem do kieszeni trzęsącą się ręką i wyjąłem zapalniczkę Zippo, odpaliłem mu papierosa

    – Czekasz na kogoś? – zapytał, ciągle szczerząc śnieżnobiałe zęby.

    – Chyba już nie — rzuciłem, czekając, co się wydarzy.

    – To Ty? – zapytał — dlaczego mnie ominąłeś? Chciałeś wybadać teren? – dodał i wtedy zauważyłem, jak światło latarni fortunnie spowodowało cień na jego spodniach, dokładnie zarysowując to, co się w nich kryje.

    On chyba zauważył, że to zauważyłem i powiedział tylko, że faktycznie nie ma nic pod spodem jeśli się nad tym zastanawiasz — zastanawiałem się.

    – To jak? Pasuje? –  zapytał, nie przedłużając.

    – Mi pasuje, a Tobie?

    – Bardzo. Chodź.

    Kierowaliśmy się w stronę SkyTower, szedłem dwa kroki za nim, udając, że się nie znamy — jakby to kogoś interesowało. Wyjął z kieszeni spodni kartę i skręcił w stronę szklanych obrotowych drzwi, na których było napis Apartamenty SkyTower. Już nie wiedziałem, czym byłem bardziej oszołomiony… weszliśmy do środka, przywitał nas pan w bordowym garniturze, podeszliśmy do windy, przyłożył kartę, a na wyświetlaczu pojawił się napis 38 A. Po kilku sekundach otworzyła się winda i weszliśmy do niej jakby nigdy nic.

    Dopiero wtedy miałem okazję się mu przyjrzeć. Ściągnął czapkę. Włosy miał lekko zmieżwione, ale, że były dość grube i ciemne jego fryzura nie uległa dewastacji. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął:

    – Nie bój się, będzie fajnie. Zobaczysz.

    Kiedy weszliśmy do mieszkania, ba mieszkania, apartamentu, panowała w nim przyjemna ciemność, a pomieszczenie oświetlały jedynie światła miasta, które rozciągało się w zachwycającym widoku w każdą stronę.

    – Usiądź, napijesz się czegoś? – zapytał

    – Tak poproszę — odpowiedziałem drżącym głosem.

    – Chyba naleję ci czegoś mocniejszego — mówiąc to, wyciągnął worek z lodem i Whisky z lodówki.

    Po chwili przenieśliśmy się na kanapę z pięknym widokiem na Wrocław, wziąłem kilka łyków mocnego alkoholu, żeby uspokoić trochę organizm i poczułem na plecach jego dłoń, która delikatnie mnie głaskała. Przesuwał ją coraz wyżej w kierunku mojej głowy i zaczął głaskać mnie po szyi, poczułem, jak włoski zaczynają mi się podnosić na rękach, a stres powoli zaczyna ustępować miejsca delikatnej przyjemności. To dodało mi trochę odwagi i zapytałem:

    – Mogę? – wskazując na lekkie wybrzuszenie na jego spodniach.

    – Oczywiście, że możesz… – kiwną głową i znów się uśmiechnął.

    Dotknąłem go i poczułem dość twardą część jego ciała w swojej dłoni, delikatnie opuszkami palców wyczułem główkę i muskałem ją, co chyba mu się spodobało, bo poczułem pulsacyjny ruch jego członka ku górze.

    – Mmmm… – mruknął i oparł się, po czym rozpiął bluzę, którą miał na sobie, zobaczyłem jego pięknie owłosiony tors lekko kręconymi włosami dokładnie takimi, jakie miał na brodzie i głowie… nie był wysportowany, ale miał płaski brzuch, a to sprawiło, że nie czułem się gorzej, bo mam kompleksy. Pogładziłem go po brzuchu i lekko podrażniłem palcami sutki. On cały czas głaskał mi włosy. Odchylił głowę do tylu i zamknął oczy… ja powoli i ostrożnie poznawałem każdy centymetr jego ciała swoją dłonią. Byłem już bardzo podniecony, wtedy on chwycił mnie za tył koszulki i jednym stanowczym ruchem zadarł mi ją do góry powodując ze ręce mi się uniosły, po czym mi ją ściągnął.

    Sprawdzając, czy nie mam nic przeciwko, popchnął mnie lekko, powodując, że położyłem głowę na podłokietniku kanapy i usiadł na mnie okrakiem. Na brzuchu poczułem próbującego wyrwać się z jego spodni penisa, on chwycił mnie za kark, po zaczął delikatnie całować po szyi. Myślałem, że oszaleje, pieścił mnie po szyi i uszach, cały czas sprawdzając, jak daleko się może posunąć, zerkając co chwilę na moje reakcje.

    Schodził coraz niżej i zaczął ssać moje sutki i wtedy poczułem, ze jego ręka schodzi coraz niżej, łapiąc mnie za twardego członka, co spowodowało, że poczułem, jak bardzo mokry jestem. Mój penis ślinił się niemiłosiernie. Bałem się, że może to długo nie potrwać i będzie rozczarowany. Delikatnie zaczął schodzić poniżej linii moich sutków i całował, oblizywał,  pomrukując, jakbym mu smakował. Poczułem na brzuchu jego zarost. Odchyliłem głowę i zauważyłem, że oczami zadaje mi pytanie, czy może dalej. Lekko kiwnąłem głową na znak aprobaty i w tym samym czasie poczułem jak łapie mnie za gumkę spodni po obu stronach bioder i jednocześnie ściąga mi je z bokserkami. W stronę jego twarzy wyskoczył mój rozgrzany do czerwoności kutas, uderzając o mój brzuch jak sprężyna.

    Leżałem nagi i podniecony, z zamkniętymi oczami oddawałem się tej cudownej chwili, poczułem ukłucie zarostem w mosznę, a ciepło jego języka, którym przejechał od jajek aż po główkę. Podniecenie wzbierało na sile po chwili lizania mnie po jakach i penisie zdecydowanym haustem właściwie połknął go całego aż po same jaja — myślałem, że oszaleje, jeszcze nigdy nie czułem niczego podobnego, nie można było tego porównać do żadnego ze znanych mi uczuć towarzyszących masturbacji. Bez użycia rąk pieścił mnie ustami w górę i w dół co chwile zerkając na moją twarz wijącą się w grymasie rozkoszy. Poczułem jego dłonie na swoich pośladkach, które coraz to zbliżały się do mojej dziurki. Po chwili poczułem, że palcem wskazującym pieści mnie w okolicach odbytu, lekko na niego napierając, aż w pewnej sekundzie poczułem, że wsuwa mi palca do środka.

    Nie wytrzymałem, poczułem, jak całe ciało mi się spina, a penis naprężył się do granic możliwości, z rozkoszy krzyknąłem tak głośno, że pan w bordowym garniturze na pewno mnie usłyszał, poczułem, jak z mojego penisa wystrzeliwuje niewyobrażalna ilość spermy i zalewa gardło mojego przyjaciela, ale on sobie niczego z tego nie robił tylko jakby ssał, jeszcze mocniej doprowadzając mnie do obłędu.

    Kiedy już skończyłem wić się w tej rozkoszy, dopiero wtedy zobaczyłem, że mój kolega również jest nagi i masturbuje się drugą ręką, która akurat nie była zajęta penetrowaniem mojej dziurki.

    – Chcesz? – zapytał — Chciałem…

    -Mhmm… odpowiedziałem, po czym przed moją twarzą ukazał się jego ogromny penis również rozgrzany do czerwoności. Otworzyłem usta i poczułem, jak wypełnia mnie aż do okolic gardła, zakrztusiłem się lekko, ale nie poddawałem się, bo wiedziałem, że musiałem się odwdzięczyć, stał przede mną z lekko zgiętymi kolanami i ładował mi swoją pałę, jak najgłębiej mógł, kiedy usłyszałem, że coraz bardziej sapie przyłożyłem się jeszcze bardziej i zacząłem go ssać, jak lizaka oplatając go z każdej strony policzkami, językiem i podniebieniem, to wystarczyło, żeby mój przyjaciel dojechał do końca. Usta zalała mi ciepła sperma, którą lekko się zakrztusiłem.
    – Nie połykaj — usłyszałem — po czym, wyciągał penisa z moich wyruchanych ust i złapał mnie pod pachami, podniósł i zaczął całować, wysysając ze mnie swoją spermę zmieszaną z moją śliną. Nasze penisy powoli opadały i całe mokre ocierały się o siebie, a my całowaliśmy się jeszcze przez chwilę, aż w ustach nie pozostała nam ani kropla jego soku…

    – Michał… – szepnął.

    – Mateusz… –  Odpowiedziałem, a on znów się uśmiechnął…

    Mój pierwszy dzień jako student. Właśnie rozpakowałem swoje walizki, które przywiozłem z małej miejscowości i jako “słoik” rozpoczynałem kolejny etap swojego życia tyle, że we Wrocławiu. Wszystko już było poukładane, a ja w końcu mogłem pożegnać rodziców, którzy mnie przywieźli do miasta i odpocząć.

    Pierwsze, o czym sobie pomyślałem, że po takim ciężkim dniu, najlepsze co mogę zrobić to kąpiel w wannie, bo okazało się, że takową to mieszkanie posiada i może oddanie się jednej z moich ulubionych rozrywek, jaką jest powolna i długa masturbacja. Już dawno myślałem o tym, że w końcu będę miał możliwość pobawienia się sam ze sobą dłużej i nie będę musiał nasłuchiwać samochodu rodziców przy wjeździe na podjazd przed garażem.

    Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, rozebrałem się do naga (zawsze lubiłem chodzić nago), nalałem wody do wanny, obficie tryskając do niej z dozownika żelu pod prysznic, żeby było w niej dużo piany,  ustawiłem stołek łazienkowy z laptopem przy wannie i do niej wszedłem, ciepła woda sprawiła, że moja  luźna moszna falowała w rytm poruszającej się wody, lubiłem ją delikatnie pieścić opuszkami palców, więc zająłem się tym jedną dłonią, druga musiała pozostawać sucha, żebym mógł wybrać odpowiedni film, a to zawsze długo schodziło. Wtedy pojawiła się reklama jakiegoś portalu randkowego z huczącym banerem: “20-letni Michał czeka na Twojego kutasa we Wrocławiu” pod którym była pinezka z rzekomą odległością ode mnie wskazująca na 0,5 km. Oczywiście nie miałem zamiaru w nią klikać, ale pomyślałem, że kiedyś często pisałem z różnymi kolesiami na Czaterii i bardzo mnie to podniecało. Usiadłem po turecku w wannie, ciepła woda muskała moje sutki, a ja miałem już dwie ręce na zewnątrz, chwyciłem za powieszony ręcznik, wytarłem dłonie i czułem motylki w brzuchu na samą myś o tym, że za chwilę pogadam z kolesiami, których teoretycznie są niedaleko mnie, ta wizja bardzo mnie podniecała i czułem, że mój penis powoli coraz bardziej unosi się ku górze. Jestem zalogowany. Wroc19bi, bo taki nadałem sobie nick. Chwilę później wyskoczyło mi okienko on_35_WRO z pytaniem, czy akceptuje zaproszenie. Oczywiście kliknąłem: Zaakceptuj. Nowa Karta czatu:

    [on_35_WRO]: hej, ja 195/80/20/35 a ty?

    [Wroc19bi]: hej, ja 185/72/17/19 l

    [on_35_WRO]: Kogo szukasz?

    Hmmm dobre pytanie, czy ja kogoś szukam? Sam nie wiedziałem, ale byłem dość podniecony, więc pomyślałem, że może, fajnie byłoby w końcu spróbować czegoś z facetem – bo chyba nie wspomniałem, że ja jeszcze nigdy nic – więc odpisałem.

    [Wroc19bi]: Sam nie wiem, tak wszedłem sie rozejrzeć, a ty? – chciałem wiedzieć, jakie zamiary ma mój rozmówca, więc wymijająco odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

    [on_35_WRO]: Relaks, jestem przejazdem kilka dni we Wrocławiu i mam ochotę się zabawić.

    [Wroc19bi]: Zabawić?

    [on_35_WRO]: Tak zabawić, czego nie rozumiesz…

    [Wroc19bi]: Spokojnie, po prostu definicja tego słowa jest bardzo obszerna, więc zastanawiam się, co masz na myśli.

    [on_35_WRO]: wspolne walonko, oral, może anal

    [Wroc19bi]: może?

    [on_35_WRO]: Tak może, też jestem bi i uważam co robie.

    Ta informacja była jedną z kluczowych, bo zawsze bałem się złapać jakąś chorobę weneryczną, a już na takich stronach to chyba najłatwiejsza droga. Mimo że na początku nie miałem w planach niczego w tym kierunku, byłem coraz bardziej podniecony, a adrenalina tylko potęgowała to uczucie, wiec odpisałem ponownie z intencją wyczucia gruntu.

    [Wroc19bi]: Masz laske?

    [on_35_WRO]: Tak, a to problem?

    [Wroc19bi]: Nie, tak tylko pytam.

    [on_35_WRO]: Książkę piszesz? jest prawie 20:00 nie mam ochoty na rozmowy, chce spuścić z krzyża. Masz ochotę, czy mam szukać dalej?

    [Wroc19bi]: no mam, ale sie boje…bo ja no wiesz…

    [on_35_WRO]: prawiczek?

    [Wroc19bi]: no tak

    [on_35_WRO]: to co innego, dla mnie zajebiście, bo nie musze sie ciebie obawiać, ze mi coś przywleczesz…

    [Wroc19bi]: he he… no na pewno nie, a ty mi?

    [on_35_WRO]: jak sie boisz to może być bez analu…

    [Wroc19bi]: no dobra…

    [on_35_WRO]: gdzie jesteś?

    [Wroc19bi]: na krzykach

    [on_35_WRO]: ja też, ale gdzie?

    [Wroc19bi]: no w mieszkaniu

    Coraz bardziej drżałem, tylko nie wiem, czy ze strachu, czy z podniecenia, ale brnąłem to z każdą sekundą rozmowy z nim.

    [on_35_WRO]: do domyślam się, ze nie w kościele, ale ulice mi podaj, bo chce wiedzieć ile ci zajmie dojechanie do mnie.

    Przynajmniej nie będzie chciał przyjść do mnie, za kilka dni miał wprowadzić się współlokator i bałbym się, że koleś to psychol i na przykład zacznie mnie nawiedzać, a chciałem zachować dyskrecje i właśnie sobie o niej przypomniałem, więc nie zaszkodzi zapytać, chociaż odpowiedz i tak będzie taka, jaką bym chciał usłyszeć.

    [Wroc19bi]: Zielińskiego… a jesteś dyskret?

    [on_35_WRO]: 100%, to jesteś bliżej niż myślałem, za ile możesz być? Ja na Gwiaździstej.

    [Wroc19bi]: jestem w wannie, wiec chwile o potrwa, 30 minut?

    [on_35_WRO]: ok. czekam za 30 minut na skrzyżowaniu Zielińskiego i Szcześlwej 20:40? Dasz radę?

    [Wroc19bi]: no dam radę, a co będziemy robić?

    [on_35_WRO]: nic czego byś nie chciał…. do zobaczenia zielona kurtka, czapka z daszkiem nike, szare spodnie dresowe i białe buty. Nie wystaw mnie.

    Użytkownik [on_35_WRO] wylogował się.

    O kurwa i co teraz pomyślałem. Co mam robić, iść, nie iść? Ale przecież on nie wie, jak ja wyglądam — a czy to niepodejrzane? Przecież jak mnie zabije, to nawet nikt nie będzie wiedział, gdzie mnie szukać, jestem tu pierwszy dzień i zginę. W uszach mi huczało, a mój 17-centymetrowy kutas ze strachu przed tym co się stało przed chwilą, skurczył się do niesamowicie nikłych rozmiarów.

    Cały drżałem, kiedy wychodząc z wanny, ale pomyślałem sobie, że pójdę i zobaczę co mnie czy on mnie czasem nie wystawił i jak ten idiota cały w nerwach, a okaże się ze to podpucha.

    Dobra — pomyślałem i wskoczyłem w dresik, antyperspirant pod pachy, Paco na szyje i za uszy, przesuszyłem i ułożyłem szybko włosy, ubrałem nowe buty, rzuciłem okiem na telefon, była 20:20, więc miałem jeszcze 20 minut a Google Maps wskazywało, że na piechotę dojdę do tego skrzyżowania w 10 minut. Zamknąłem mieszkanie i wsiadłem do winy. W odbiciu lustra windy zobaczyłem, jaki byłem blady i przestraszony.

    Wyszedłem z wieżowca i ruszyłem. Kilka minut później kiedy dochodziłem do skrzyżowania, o którym była wcześniej mowa zobaczyłem go. Stał pewnie, z dość szeroko ustawionymi stopami w białych butach i luźnym dresie i ciemnozielonej kurtce. Cień, który rzucała czapka z daszkiem, sprawiał, że nie widziałem jego oczy, a jedynie cudownie przystrzyżoną, ale bardzo gęsta i ciemną brodę, jakby dopiero wyszedł od barbera. Jedną rękę miał w kieszeni spodni a w drugiej trzymał już prawie spalonego papierosa. Przeszedłem obok niego i poczułem, jak odwraca głowę w moją stronę, tak jakby wiedział, że ja to ja, ale nie mógł tego wiedzieć. Kiedy przeszedłem obok niego, usłyszałem chrząknięcie, które mogłoby wyrażać zawód, że to nie ja. Skręciłem i zasłonił mnie płot, wiec zatrzymałem się na chwile i zastanawiając się, czy dobrze robię. Miotały mną różne uczucia: strach, podniecenie, stres, ciekawość i wiele innych uniosłem głowę go góry, żeby popatrzeć na Sky Tower, który był tuż przede mną i wziąłem głęboki oddech:

    – Masz może ognia? – usłyszałem i jak spłoszona sarna aż podskoczyłem.

    – Maaam…. – to był on, uśmiechnął się, a ja chyba z zacząłem świecić, po tak zbladłem.

    – Dasz? – uśmiechnął się śnieżnie białymi zębami, które przy tym fantastycznym czarnym zaroście były jeszcze bielsze.

    – Tak, tak oczywiście. – sięgnąłem do kieszeni trzęsącą się ręką i wyjąłem zapalniczkę Zippo, odpaliłem mu papierosa

    – Czekasz na kogoś? – zapytał, ciągle szczerząc śnieżnobiałe zęby.

    – Chyba już nie — rzuciłem, czekając, co się wydarzy.

    – To Ty? – zapytał — dlaczego mnie ominąłeś? Chciałeś wybadać teren? – dodał i wtedy zauważyłem, jak światło latarni fortunnie spowodowało cień na jego spodniach, dokładnie zarysowując to, co się w nich kryje.

    On chyba zauważył, że to zauważyłem i powiedział tylko, że faktycznie nie ma nic pod spodem jeśli się nad tym zastanawiasz — zastanawiałem się.

    – To jak? Pasuje? –  zapytał, nie przedłużając.

    – Mi pasuje, a Tobie?

    – Bardzo. Chodź.

    Kierowaliśmy się w stronę SkyTower, szedłem dwa kroki za nim, udając, że się nie znamy — jakby to kogoś interesowało. Wyjął z kieszeni spodni kartę i skręcił w stronę szklanych obrotowych drzwi, na których było napis Apartamenty SkyTower. Już nie wiedziałem, czym byłem bardziej oszołomiony… weszliśmy do środka, przywitał nas pan w bordowym garniturze, podeszliśmy do windy, przyłożył kartę, a na wyświetlaczu pojawił się napis 38 A. Po kilku sekundach otworzyła się winda i weszliśmy do niej jakby nigdy nic.

    Dopiero wtedy miałem okazję się mu przyjrzeć. Ściągnął czapkę. Włosy miał lekko zmieżwione, ale, że były dość grube i ciemne jego fryzura nie uległa dewastacji. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął:

    – Nie bój się, będzie fajnie. Zobaczysz.

    Kiedy weszliśmy do mieszkania, ba mieszkania, apartamentu, panowała w nim przyjemna ciemność, a pomieszczenie oświetlały jedynie światła miasta, które rozciągało się w zachwycającym widoku w każdą stronę.

    – Usiądź, napijesz się czegoś? – zapytał

    – Tak poproszę — odpowiedziałem drżącym głosem.

    – Chyba naleję ci czegoś mocniejszego — mówiąc to, wyciągnął worek z lodem i Whisky z lodówki.

    Po chwili przenieśliśmy się na kanapę z pięknym widokiem na Wrocław, wziąłem kilka łyków mocnego alkoholu, żeby uspokoić trochę organizm i poczułem na plecach jego dłoń, która delikatnie mnie głaskała. Przesuwał ją coraz wyżej w kierunku mojej głowy i zaczął głaskać mnie po szyi, poczułem, jak włoski zaczynają mi się podnosić na rękach, a stres powoli zaczyna ustępować miejsca delikatnej przyjemności. To dodało mi trochę odwagi i zapytałem:

    – Mogę? – wskazując na lekkie wybrzuszenie na jego spodniach.

    – Oczywiście, że możesz… – kiwną głową i znów się uśmiechnął.

    Dotknąłem go i poczułem dość twardą część jego ciała w swojej dłoni, delikatnie opuszkami palców wyczułem główkę i muskałem ją, co chyba mu się spodobało, bo poczułem pulsacyjny ruch jego członka ku górze.

    – Mmmm… – mruknął i oparł się, po czym rozpiął bluzę, którą miał na sobie, zobaczyłem jego pięknie owłosiony tors lekko kręconymi włosami dokładnie takimi, jakie miał na brodzie i głowie… nie był wysportowany, ale miał płaski brzuch, a to sprawiło, że nie czułem się gorzej, bo mam kompleksy. Pogładziłem go po brzuchu i lekko podrażniłem palcami sutki. On cały czas głaskał mi włosy. Odchylił głowę do tylu i zamknął oczy… ja powoli i ostrożnie poznawałem każdy centymetr jego ciała swoją dłonią. Byłem już bardzo podniecony, wtedy on chwycił mnie za tył koszulki i jednym stanowczym ruchem zadarł mi ją do góry powodując ze ręce mi się uniosły, po czym mi ją ściągnął.

    Sprawdzając, czy nie mam nic przeciwko, popchnął mnie lekko, powodując, że położyłem głowę na podłokietniku kanapy i usiadł na mnie okrakiem. Na brzuchu poczułem próbującego wyrwać się z jego spodni penisa, on chwycił mnie za kark, po zaczął delikatnie całować po szyi. Myślałem, że oszaleje, pieścił mnie po szyi i uszach, cały czas sprawdzając, jak daleko się może posunąć, zerkając co chwilę na moje reakcje.

    Schodził coraz niżej i zaczął ssać moje sutki i wtedy poczułem, ze jego ręka schodzi coraz niżej, łapiąc mnie za twardego członka, co spowodowało, że poczułem, jak bardzo mokry jestem. Mój penis ślinił się niemiłosiernie. Bałem się, że może to długo nie potrwać i będzie rozczarowany. Delikatnie zaczął schodzić poniżej linii moich sutków i całował, oblizywał,  pomrukując, jakbym mu smakował. Poczułem na brzuchu jego zarost. Odchyliłem głowę i zauważyłem, że oczami zadaje mi pytanie, czy może dalej. Lekko kiwnąłem głową na znak aprobaty i w tym samym czasie poczułem jak łapie mnie za gumkę spodni po obu stronach bioder i jednocześnie ściąga mi je z bokserkami. W stronę jego twarzy wyskoczył mój rozgrzany do czerwoności kutas, uderzając o mój brzuch jak sprężyna.

    Leżałem nagi i podniecony, z zamkniętymi oczami oddawałem się tej cudownej chwili, poczułem ukłucie zarostem w mosznę, a ciepło jego języka, którym przejechał od jajek aż po główkę. Podniecenie wzbierało na sile po chwili lizania mnie po jakach i penisie zdecydowanym haustem właściwie połknął go całego aż po same jaja — myślałem, że oszaleje, jeszcze nigdy nie czułem niczego podobnego, nie można było tego porównać do żadnego ze znanych mi uczuć towarzyszących masturbacji. Bez użycia rąk pieścił mnie ustami w górę i w dół co chwile zerkając na moją twarz wijącą się w grymasie rozkoszy. Poczułem jego dłonie na swoich pośladkach, które coraz to zbliżały się do mojej dziurki. Po chwili poczułem, że palcem wskazującym pieści mnie w okolicach odbytu, lekko na niego napierając, aż w pewnej sekundzie poczułem, że wsuwa mi palca do środka.

    Nie wytrzymałem, poczułem, jak całe ciało mi się spina, a penis naprężył się do granic możliwości, z rozkoszy krzyknąłem tak głośno, że pan w bordowym garniturze na pewno mnie usłyszał, poczułem, jak z mojego penisa wystrzeliwuje niewyobrażalna ilość spermy i zalewa gardło mojego przyjaciela, ale on sobie niczego z tego nie robił tylko jakby ssał, jeszcze mocniej doprowadzając mnie do obłędu.

    Kiedy już skończyłem wić się w tej rozkoszy, dopiero wtedy zobaczyłem, że mój kolega również jest nagi i masturbuje się drugą ręką, która akurat nie była zajęta penetrowaniem mojej dziurki.

    – Chcesz? – zapytał — Chciałem…

    -Mhmm… odpowiedziałem, po czym przed moją twarzą ukazał się jego ogromny penis również rozgrzany do czerwoności. Otworzyłem usta i poczułem, jak wypełnia mnie aż do okolic gardła, zakrztusiłem się lekko, ale nie poddawałem się, bo wiedziałem, że musiałem się odwdzięczyć, stał przede mną z lekko zgiętymi kolanami i ładował mi swoją pałę, jak najgłębiej mógł, kiedy usłyszałem, że coraz bardziej sapie przyłożyłem się jeszcze bardziej i zacząłem go ssać, jak lizaka oplatając go z każdej strony policzkami, językiem i podniebieniem, to wystarczyło, żeby mój przyjaciel dojechał do końca. Usta zalała mi ciepła sperma, którą lekko się zakrztusiłem.
    – Nie połykaj — usłyszałem — po czym, wyciągał penisa z moich wyruchanych ust i złapał mnie pod pachami, podniósł i zaczął całować, wysysając ze mnie swoją spermę zmieszaną z moją śliną. Nasze penisy powoli opadały i całe mokre ocierały się o siebie, a my całowaliśmy się jeszcze przez chwilę, aż w ustach nie pozostała nam ani kropla jego soku…

    – Michał… – szepnął.

    – Mateusz… –  Odpowiedziałem, a on znów się uśmiechnął…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    MG

    Mam nadzieje, ze wam się podobało:)

  • Dawno, dawno temu… 20. – Calineczka

    Dawno, dawno temu…żyła sobie dziewczyna, nie większa niż kciuk. Nazywała się Calineczka. Miała złote włosy, niebieskie jak niebo oczy i nosiła krótką zwiewną sukienkę. Można było łatwo zobaczyć prześwitujące przez nią małe sterczące sutki, a także pod spodem sukienki, ładną cipkę oraz jędrny tyłek. Calineczka spała w skorupce orzecha włoskiego, a jej łóżkiem były fiołkowe płatki. Pewnej nocy do domu wskoczyła Ropucha. Miała pomarszczone ciało, duże piersi i ogromny tyłek. Jej cipka była rozciągnięta.

    – Och, jaka idealna żona dla mojego syna! – zarechotała, po czym porwała śpiącą Calineczkę i zaniosła ją na liść lilii wodnej na środku stawu. Tam czekał jej syn.

    Ropuch był podobny do matki. Rzeczą która go wyróżniała był wielki kutas ociekający jego nasieniem.

    – Rek, rek! – tylko tyle potrafił powiedzieć, patrząc na przerażoną Calineczkę.

    – Nie chcę tu być! Uwolnijcie mnie!

    – Nie ma mowy! – zarechotała stara Ropucha. – Będziesz żyć z nami w bagnie!

    Po tych słowach Ropucha szybko zdjęła jej sukienkę. Będąc całkiem naga jeszcze bardziej spodobała się ropuchowi. Jego kutas już całkiem stał. Ropucha zmusiła Calineczkę, aby uklęknęła przed kutasem syna. Ropuch szybko wpakował jej fiuta do ust, pomimo jej sprzeciwu. Wchodził w nią i wychodził. Calineczka ledwo go połykała. Wchodził cały do jej gardła. Ropuch odczuwał błogą przyjemność. Calineczka próbowała się od niego oderwać, jednak Ropucha przytrzymywała jej głowę. W końcu ją puściła. Ropuch wyciągnął kutasa z jej ust. Szybko ją złapał i odwrócił. Wszedł w nią w całości. Z czasem przyśpieszał ruchy.

    – Ooooooghhh… – jęczała Calineczka.

    Chcąc nie chcąc odczuwała przyjemność. Ropucha rozłożyła nogi naprzeciwko jej twarzy. Zmusiła Calineczkę do lizania jej cipki.

    – Ohhh tak…moja droga…

    Calineczka czuła soczki wyciekające z niej. Z drugiej strony, Ropuch trzymał ją mocno. Jego kutas wchodził coraz szybciej i głębiej. W końcu jego kutas zaczął pulsować w jej cipce. Nie trzeba było długo czekać i osiągnął swoje spełnienie, dochodząc w jej pochwie. Wyjął fiuta oblepionego nasieniem. Ropucha odsunęła się od Calineczki. Dziewczyna ledwo oddychała. Czuła dziwne uczucie w cipce.

    – Jesteś idealna. Teraz będziesz tylko z nami.

    Na szczęście współczujące rybki podgryzły łodygę liścia, a przyjazny biały motyl pomógł Calineczce odpłynąć daleko od ropuch. Przez lato Calineczka żyła sama w lesie. Była zręczna i zaradna. Zbudowała sobie łóżko z trawy i piła rosę z kwiatów. Ale gdy nadeszła zima, było jej zimno i głodno. Nie pomagało to że gdy straciła ubranie to chodziła całkiem naga. Wycieńczona, dotarła do nory myszy polnej. Ta jej pomogła i przygarnęła. Była gospodarna i prakmatyczna. Calineczka pomagała jej w domu, sprzątając i śpiewając piękne piosenki. Ale i ona posłużyła się Calineczką.

    – Mam sąsiada, Kreta. Jest bogaty, ma czarną aksamitną sierść i wspaniałą norę. Byłby idealnym mężem dla ciebie.

    Kret był istotą grubą, krótkowzroczną, w małych okularach, który nie znosił światła słonecznego ani kwiatów. Był gruby i miał niemal niewidoczne oczy. Miał także kutasa, który był może małych rozmiarów, za to był bardzo gruby. Calineczka chcąc być miła, mówiła skąd pochodzi. Mówiła o kwiatach i słońcu. Rzeczach obcych dla Kreta, który jedynie co u niej zobaczył, była to piękna cipka.

    – Kwiaty? Słońce? Bzdury! Liczy się tylko dobra, ciemna norka i zapasy jedzenia. – mówił to na widok Calineczki.

    Podobie jak wcześniej Ropucha i jej syn, tak samo Kret szybko porwał Calineczkę i zaciągnął ją do swojej nory. Kazał jej się odwrócić, nawet nie pytając ją o zdanie.

    Szybko odwróciła się, a Kret złapał ją za jedną nogę i oparł na jego łóżko. Rozszerzył sobie dostęp do jej cipki. Dał jej także klapsy na tyłek, na które zareagowała jękiem. Włożył fiuta do środka i od razu na zaczął ją posuwać. Wchodził w pochwę Calineczki z całych sił, jednocześnie trzymając za włosy. Mocno ją posuwał, aż cipka ją bolała.

    – Ooooohhhh…

    – Mmmmmm… – mruczał Kret.

    Drugą nogę złapał i położył na łóżko. Nie poprzestał poruszania się w niej. Kutas dochodził do samego końca. Nagle wyjął go i bez zbędnych słów włożył jej do odbytu.

    – Ooooogghhh… – zajęczała Calineczka. To sprawiło jej ból.

    Kretowi się to spodobało. Szczególnie to, że była tam ciaśniejsza. Zaczął ją mocno posuwać. Calineczka wyraźnie czuła grubość jego kutasa. Po czasie przyśpieszył swoje ruchy. Calineczka ledwo to wytrzymywała. Głośno krzyczała. Dziwne dla niej było to że zaczynało jej się to podobać. Zaczęła czuć że jest blisko. Wtedy jednak Kret wyjął fiuta z jej odbytu i spuścił się na jej tyłek. Podobnie jak wcześniej Calineczka czuła się wykończona.

    -Jesteś cudowna Calineczko. Zostaniesz moją żoną.

    Calineczka była nieszczęśliwa. Nie chciała żyć w ciemności, ale było już za późno. Była na to skazana. Pogodzona z losem, Calineczka zaczęła szyć suknię ślubną. Dnia ślubu stała przy wejściu do nory, by ostatni raz zobaczyć słońce. Miała resztę życia spędzić w ciemnej norze z Kretem który by ją wykorzystywał.

    – Żegnaj, piękny świecie.

    Jednak wtedy pojawiła się jaskółka którą się opiekowała. Zaproponowała pomoc dziewczynie. Ta się zgodziła, wsiadła na grzbiet jaskółki i pofrunęli wysoko ponad chmury, przez morza i góry, aż dotarli do ciepłego kraju pełnego kwiatów.

    Jaskółka posadziła Calineczkę na płatku najpiękniejszego białego kwiatu. Tam siedział maleńki Elfi książę – nie większy od Calineczki, o jasnych włosach, delikatnych rysach twarzy i przezroczystych skrzydełkach za plecami. Miał na głowie złotą koronę i był całkowicie nagi. Jego długi fiut kołysał między nogami. Dla Calineczki był piękny.

    – Kim jesteś? – zapytał zachwycony książę. Na widok Calineczki jego fiut zaczął stać.

    – Nazywam się Calineczka. – odpowiedziała nieśmiało.

    – Jesteś najpiękniejsza istotą, jaką widziałem. Czy zostaniesz moją żoną i królową kwiatów?

    Calineczka spojrzała na jego dobre oczy, na piękny świat wokół niej, pełen światła i ciepła, i odpowiedziała:

    – Tak, zostanę.

    Elfi książe był zadowolony z odpowiedzi Calineczki. Podszedł do niej i pocałował ją czule w usta. Calineczka mimowolnie złapała za jego fiuta. Zaczęła mu go masować. Poczuła coś czego nie czuła do Ropucha i Kreta. Bardzo pragnęła księcia. Zeszła na dół i zaczęła lizać i ssać jego kutasa. Był bardzo duży. Bardzo jej się podobał i dobrze smakował. Wsuwała go do gardła, poruszając głową w górę i w dół. Księciu sprawiała przyjemność. Gdy skończyła, razem z księciem położyła się na łożu. Elfi książe położył się na łóżku. Calineczka usiadła okrakiem na jego kutasie i zaczęła się poruszać w górę i w dół. Książę poruszał biodrami chcąc dać jej większą przyjemność.

    – Oooooooggghhhhg….aaahhhhh… – jęczała Calineczka.

    Po jakimś czasie Elfi książę ją przewrócił, a ona położyła się na łóżku. Książę podniósł jej jedną nogę do góry i wchodził w nią do końca. Posuwał z każdym pchnięciem coraz szybciej. Calineczce bardzo się to podobało. W końcu odczuwała przyjemność ze stosunku. W końcu pchnął ostatni raz i wystrzelił nasieniem prosto do środka. Calineczka także osiągnęła spełnienie. Położyła się w objęciach księcia na łóżku.

    Calineczka była szczęśliwa że w końcu i ona osiągnęła spełnienie. W końcu też znalazła swój dom. W świecie światła, piękna i miłości. A jej przyjaciółka jaskółka każdej wiosny przylatywała, by opowiadać innym o małej dziewczynce, która miała odwagę wybrać własne szczęście. Calineczka razem z Elfim księciem miała szczęśliwe życie. Byli zawsze razem, sprawiając sobie przyjemność.

    Calineczka żyła długo i szczęśliwie.

    Koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Author M

    Parodia bajki o Calineczce

  • Ruda Nimfetka – Okienko w Liceum (I)

    W ten piątek nudziłam się, jak na większości lekcji. Nie dlatego, że byłam “rebelką”, która musi dla samej zasady nudzić się na lekcjach, albo byłam jakaś wyjątkowa i miałam niesamowite plany po szkole, więc same lekcje mnie nudziły. Nic z tych rzeczy. Po prostu już w drugiej klasie liceum wiedziałam, że dostanę się na studia, na które chciałam. Zdążyłam przerobić cały materiał już dawno. Więc na lekcjach się po prostu nudziłam.

    A tego dnia wyjątkowo miałam ochotę na seks. Co tym bardziej utrudniało przetrwanie na lekcji.

    Na szczęście miałam na to proste remedium. Mój chłopak też siedział na lekcjach, tylko piętro wyżej. A akurat zbliżało nam się okienko. To znaczy: mi się zbliżało, bo nie chodziłam ani na religię, ani na etykę. Nie przejmowałam się tym, że on takiego okienka nie ma. Przecież to tylko durny przedmiot spod znaku “zapchaj dziura”. I jak się okazało, on też niezbyt się przykładał do swoich lekcji, bo mój telefon zawibrował, a na ekranie pojawiła się wiadomość:

    “Samorząd na przerwie?”

    Uśmiechnęłam się lekko na tę wiadomość i wysłałam tylko pomarańczowe serduszko. Tajemnicą naszej szkoły był fakt, że samorząd uczniowski, oczywiście za zgodą i wiedzą samorządu rodzicielskiego, miał całkiem spore fundusze. A to nagrody za konkursy, to kiermasze ciast i inne pierdoły. Od czasu do czasu pieniądze te trzeba było wydać. Jednym z zakupów było urządzenie pokoju samorządu uczniowskiego. Niby nic specjalnego, ale biurka były spore, w szafach i szufladach mieściło się wszystko, czego było potrzeba, drukarka o dziwo działała, a co najważniejsze: duża kanapa była naprawdę duża.

    I wygodna.

    Na moje szczęście, jako wiceprzewodnicząca samorządu do pokoju miałam zawsze kluczyki przy sobie. I na moje drugie szczęście, większość nauczycieli niezbyt się przejmowała tym, co robię. Wiedzieli, że swoimi olimpiadami i konkursami podbijałam ranking szkoły, więc póki nie gadałam za dużo, to w czasie lekcji mnie raczej ignorowali. Siedziałam, więc niecierpliwie przez ostatnie dziesięć minut, zahaczając dłońmi o swoje uda pod spódniczką. Ach, jak nie mogłam się doczekać…

    Kiedy dzwonek w końcu zabrzmiał, uradowana spakowałam się szybko do materiałowego plecaka. Ogarnęłam się tak szybko, że siedząca ze mną Aneta zdążyła ledwo schować zeszyt.

    – Co ty taka narwana? – zapytała mnie zdziwiona, poprawiając lekko niesforny kosmyk. Miała długie, śliczne blond włosy, których zazdrościła jej połowa szkoły.

    – Okienko, sprawy samorządu, takie tam – rzuciłam z uśmieszkiem. Aneta doskonale wiedziała, o co chodzi i westchnęła ciężko.

    – Serio? Wiesz, że jak cię złapią, to…

    – Nie złapią. – Pochyliłam się do niej i cmoknęłam lekko w policzek. – Baw się dobrze na religii!

    Z tymi słowami wyszłam od razu z sali i poszłam na dół. Pokój samorządu mieścił się w wysokiej piwnicy, na szczęście z oknami od strony dziedzińca, a nie ulicy. Upewniłam się tylko, że nikogo w okolicy nie ma i weszłam do pokoiku. Plecak rzuciłam gdzieś na bok, zsunęłam z siebie czarne baleriny na niewielkim obcasie i rozsiadłam się na kanapie. Była ona w kształcie L, co sprawiało, że oferowała dużo miejsca…

    …i dużo możliwości.

    Nie musiałam długo czekać. Bartek pojawił się w drzwiach szybciej, niż sądziłam. Mój ukochany był ciemnym szatynem o gęstych, zaczesanych zazwyczaj na prawo włosach, za które zawsze miałam ochotę go poszarpać. Komponowały się idealnie z jego ciepłymi, piwnymi oczami i cudownym uśmiechem, a także nieco ciemniejszą, oliwkową karnacją. Na szczęście nie próbował zapuścić brody, jak połowa moich rówieśników i regularnie się golił. Chociaż był nieco za niski jak na “mój typ” (podobno miał 178 cm wzrostu, ale kto tam wie, faceci lubią kłamać!), lecz nadrabiał to schludną, atletyczną, a przy tym szczupłą budową ciała.

    Dobrze wyglądał w naszym szkolnym mundurku. Granatowe spodnie i biała koszula pasowały do niego idealnie, zwłaszcza, że wiedział, jak dobrać koszulę do swojej budowy ciała. Ach!

    – Hej skarbie, długo czekałaś? – zapytał z błyskiem w oku, zamykając za sobą drzwi i rzucając plecak na bok.

    – Cały dzień – odpowiedziałam i usiadłam na brzegu kanapy, czekając na mojego rytualnego buziaka.

    – Oj nie przesadzaj, widzieliśmy się przecież na każdej przerwie. – Bartek podszedł do mnie, pochylił się lekko i cmoknął mnie. Najpierw w usta, potem w nos, jak prawie zawsze.

    – Mhm, ale na żadnej nic nie robiliśmy – stwierdziłam tylko i nie pozwalając mu się wyprostować, zarzuciłam mu ręce na szyję, po czym splotłam nasze usta w pocałunku.

    Oboje zamknęliśmy oczy, rozkoszując się swoją bliskością. To nie tak, że mieliśmy mało czasu dla siebie w tygodniu. Po prostu oboje mieliśmy wysokie libido, a także potrzebę bliskości. I randki na weekend zdecydowanie nam nie wystarczały.

    Uwielbiałam czuć na sobie jego dłonie. Bartek doskonale o tym wiedział i już po chwili siedziałam oparta plecami o tył kanapy, kiedy on napierał na mnie, jedną rękę trzymając na mojej szyi, a drugą przy policzku. Nie spieszyliśmy się, nie musieliśmy. Rozkoszowałam się tymi powolnymi, namiętnymi pocałunkami, ruchami jego szorstkich od piłki koszykowej i siłowni dłoni. Kiedy złapał mnie za kark, jęknęłam cicho w jego usta i na chwilę otworzyłam oczy, uśmiechając się do niego.

    On oczywiście zrobił to samo. Znał moje ciało i moje reakcje niepokojąco dobrze.

    – Jesteś piękna, jak tak jęczysz, wiesz? – zapytał cicho, odchylając nieco moją głowę na bok i całując mnie po policzku.

    – Tylko jak jęczę? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie z uśmieszkiem i nie chcąc zostawać dłużna, wbiłam mu paznokcie w obojczyki.

    – Zawsze jesteś. Uwielbiam rude laski.

    Parsknęłam lekko, ale dalej nie skomentowałam. Warto tutaj wspomnieć, jak sama wyglądałam. Miękkie włosy splotłam w dwa, długie warkocze, opadające z przodu i nadające mi nieco “uroczego i niewinnego” wizerunku. Co jak co, ale swoje włosy uwielbiałam. Dbam o nie podczas każdej kąpieli, a do tego hennuję regularnie na rudo. Znacznie zdrowsze i bezpieczniejsze niż farbowanie domowymi sposobami, bo akurat znalazło się ładne farby.

    Mam zielone, okrągłe oczy, które podobno “same się uśmiechają”, drobny nosek i pełne usta, które lubię czasami podkreślić szminką. Akurat tego dnia nałożyłam na nie tylko olejek, bo w końcu byłam w szkole. Jedynym moim makijażem były cienkie kreski. Do tego delikatne rumieńce na policzkach, które zawsze dodają nieco “naturalnego blasku”.

    Mierzę sobie 164 cm wzrostu, a dzięki genom ze strony matki mogę pochwalić się figurą klepsydry. Cóż, genom i ćwiczeniom, żeby nie było, że nic samej sobie nie zawdzięczam. A przy okazji figury: tyłek też mam fenomenalny.

    Mój mundurek był dosyć prosty: biała bluzka, na to marynarka, spódnica w kratkę do kolana, a do tego zakolanówki. Teoretycznie mundurki miały za zadanie sprawić, żebyśmy byli bardziej zdyscyplinowani, ale miałam wrażenie, że Bartek jakoś zawsze był bardziej napalony, jak mnie widział w moim…

    – Ładnie pachniesz. Nowe perfumy? – zapytał, przygryzając mnie lekko za szyję.

    – Odżywka. Ale byłeś blisko – odparłam i złapałam go dwiema dłońmi za twarz, po czym przyciągnęłam znowu do pocałunku.

    Oplotłam go w biodrach nogami i zmusiłam do tego, żeby się na mnie położył o tyle, o ile mógł. Nie protestował zresztą, a jakby protestował, to pewnie i tak bym to zignorowała. Byłam zbyt rozochocona, aby przestać. Po chwili przesunęłam dłonie na jego koszulę i zaczęłam ją niecierpliwie rozpinać. Jak zawsze, szło mi to średnio, ale dzielnie próbowałam dalej.

    Jemu za to szło zdecydowanie lepiej. Kiedy poczułam, jak dwa guziki od koszuli zostały rozpięte, nerwowo zrzuciłam z siebie marynarkę i wróciłam ustami do jego ust. Zaraz szybko jego niecierpliwe dłonie rozpięły cała moją koszulę. Jęknęłam, po czym westchnęłam z rozkoszą, gdy złapał mnie za obie piersi. Bartek potrafił być delikatny, jak chciał, ale teraz nie miał na to ochoty widocznie. I dobrze, bo ja też nie miałam.

    Przestaliśmy się na chwilę całować. On podniósł się i zrzucił z siebie koszulę, rozpinając ostatnie guziki. Przez parę sekund patrzyłam tylko na jego seksowne ciałko i zagryzłam wargę. Widząc jednak jego kpiący uśmiech, sama pozbawiłam się koszuli, a w ślad za nią poszedł stanik.

    Nie musiałam długo czekać na reakcję. Bartek klęknął przy kanapie i przyciągnął mnie za biodra na jej brzeg. Jego usta od razu znalazły się na różowym sutku. Jęknęłam (pewnie nieco głośniej, niż powinnam), po czym wplotłam obie ręce w jego gęste włosy. Bawiłam się nimi, kiedy on mnie pieścił. Nie bawił się w delikatne podszczypywanie czy drażnienie się języczkiem, jak to często robił. Od razu zaczął mocno ssać sutka, drugą pierś ujmując w dłoń. Dreszczyki rozkoszy przechodziły po całym moim ciele, kiedy Bartek pieścił mnie zachłannie. Zaraz jego zwinne usta znalazły się na drugim sutku, wywołując u mnie kolejną falę przyjemności.

    Nie byłam pewna, jak długo mnie tak pieścił, ale pewnie za długo, biorąc pod uwagę, że wciąż byliśmy w szkole. Cichutko jęczałam raz po raz, kiedy się mną zajmował, sama zaś bawiłam się albo jego włosami, albo drapałam go po szyi i po barkach. Nie miałam nigdy zbyt długich paznokci, ale ślady na pewno potrafiłam zostawić.

    Po jakimś czasie Bartek podniósł się i stanął nade mną. Jego krocze było niemal idealnie na wysokości mojej twarzy. Uśmiechnęłam się kącikami ust, widząc obrys jego twardego już kutasa.

    – Zajmiesz się nim, skarbie? – zapytał mój chłopak z uśmieszkiem. Ależ on był przystojny!

    – Zawsze – odpowiedziałam i przysunęłam się bliżej.

    Zbliżyłam twarz do jego krocza i położyłam dłonie wysoko na jego udach. Całowałam go powoli przez spodnie, spoglądając na niego w górę od czasu do czasu. Wiedziałam, czego chce, ale nie chciałam mu od razu tego dać. Zamiast tego drażniłam się z nim, ocierając się to wierzchem dłoni, to policzkiem o wybrzuszenie na jego spodniach. Aż jęknął, kiedy złapałam go mocniej i uśmiechnął się, myśląc, że sięgam w stronę paska od spodni, ale ja go tylko popieściłam po całkiem nieźle wyrobionym brzuchu.

    – Nadia, błagam… – powiedział cicho, patrząc na mnie jak zbity piesek.

    – O co? – zapytałam ze złośliwym uśmieszkiem.

    – Weź już go do ust…

    Uśmiechnęłam się szerzej. Nie odpowiedziałam, ale rozpięłam mu pasek. Potem guzik i rozporek od spodni. Kiedy Bartek szybko je zdjął i został w samych bokserkach i butach, złapałam jego penisa przez materiał. Powoli posuwałam dłonią góra dół, patrząc na mojego chłopaka od dołu. Czułam, jak lekko pulsuje, jego zapach świdrował mi nos, lecz chciałam go jeszcze trochę pomęczyć.

    Pocałowałam jego kutasa, wciąż przez bokserki, parę razy po całej długości. W końcu jednak sama nie mogłam wytrzymać. Kucnęłam na podłodze i wskazałam Bartkowi, żeby usiadł, co on od razu zrobił. Zsunął z siebie bokserki i westchnął z ulgą, kiedy jego kutas wyskoczył na wolność.

    Znalazłam się od razu między nogami mojego chłopaka, po czym złapałam go za penisa. Był spory. O ile mnie nie okłamywał (jak to faceci!) to miał 16 centymetrów. Samo to w sobie było całkiem imponujące, ale mi przede wszystkim podobał się jego spory obwód i to, jaki twardy był. Nie miałam wtedy jeszcze wielkiego doświadczenia z facetami, lecz z paroma się już spotykałam. I żaden z nich nie miał tak twardego, jak Bartek.

    A nawet jeszcze nic nie zrobiłam!

    Zbliżyłam usta do niego i powoli przesunęłam językiem od dołu do góry, potem od góry do dołu i z powrotem, trzymając go jedną dłonią. Drugą złapałam jądra i lekko je pieściłam. Bartek był wrażliwy w tym miejscu nawet jak na faceta, ale lubił, jak go tak delikatnie masowałam. Powolutku zaczęłam poruszać dłonią okrężnymi ruchami, obcałowując główkę dookoła. Kiedy mój facet westchnął, po czym jęknął, uśmiechnęłam się z satysfakcją. Polizałam jeszcze parę razy zwinnym języczkiem dookoła całą główkę, po czym sama nie mogąc wytrzymać, wsunęłam go do ust, obejmując mocno ustami.

    Kurwa. Robienie loda to najlepsza gra wstępna. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Uwielbiam to.

    Wsunęłam parę centymetrów do ust, pracując przy tym mocno językiem dookoła główki w miarę, jak mogłam. Gruby kutas nie do końca mi na to pozwalał, ale tym większą satysfakcję miałam z każdego “pokonanego” centymetra. Jednocześnie starałam się mocno go poślinić i dłonią rozprowadzałam lubrykant w postaci mojej śliny po reszcie kutasa. Bartek to wzdychał, to pojękiwał cicho, nakręcając mnie jeszcze bardziej. Brałam ochoczo coraz więcej kutasa do ust i pieściłam go, podniecona tym mocniej, im głębiej byłam w stanie go wziąć.

    Pracowałam obiema dłońmi na Bartku, lecz przy tym nie chciałam, żeby tak to się skończyło. Dlatego kiedy nagle złapał mnie za włosy i oderwał od siebie, nie protestowałam. Jakbyśmy byli u mnie w domu, to bym pewnie połknęła z rozkoszą pierwszy spust, a potem postawiła go na nowo, ale w szkole nie mieliśmy takiego luksusu.

    – Połóż się, maleńka – rzucił podjaranym, nieco łamiącym się głosem mój chłopak.

    Podniosłam się i nerwowymi ruchami zdjęłam spódniczkę, kiedy on patrzył na mnie i powoli się masturbował. Cudowny widok. Rzuciłam zbędny materiał gdzieś w kąt i położyłam się wygodnie na plecach, łapiąc tylko poduszkę pod głowę. Bartek był na tyle napalony, że ledwo, co się ułożyłam, a on już był na mnie. Pocałował mnie mocno, łapiąc mnie za włosy z tyłu i przytrzymując je zdecydowanie. Wiedział, co lubię.

    Drugą ręką odsunął moje i tak dosyć skąpe majtki na bok, po czym od razu wsunął we mnie główkę. Jak zawsze na początku musiał być nieco ostrożny. Chociaż byłam tak mokra, że wiedziałam, że będziemy potem musieli posprzątać tę kanapę, to i tak zajmowało mi przynajmniej dobre dwie minuty, nim moja cipka była w stanie “przyjąć” kutasa Bartka.

    On na szczęście doskonale już o tym wiedział. Powoli wsunął samą główkę i złapał mnie za biodro. Całowaliśmy się namiętnie, kiedy twardy jak skała penis centymetr po centymetrze zanurzał się we mnie. Przy naszych pierwszych razach to ja kontrolowałam tempo, teraz na szczęście nie musiałam już tego robić. Nie byłam pewna, jak głęboko wszedł Bartek, ale po chwili cofnął biodra, dał mi dwie-trzy sekundy i spróbował ponownie.

    Fala rozkoszy rozeszła się po całym moim ciele. Wbiłam mu paznokcie w plecy, a drugą ręką złapałam się z tyłu za poduszkę. Gdyby nie jego usta na moich, pewnie bym jęknęła, na szczęście jednak tego nie zrobiłam.

    Bartek jeszcze parę razy to powtórzył, po czym wsunął się głębiej i zatrzymał, ściskając mnie jednocześnie za biodro. Odsunął się lekko, obserwując moją reakcję. Zamknęłam na chwilę oczy, czując to charakterystyczne “rozpychanie” i odetchnęłam głęboko. Bolało tylko ciutkę, przede wszystkim czułam się dosłownie zalana przyjemnością.

    – Jest okej, dawaj – rzuciłam do niego, uśmiechając się szeroko.

    Bartek odpowiedział uśmiechem, po czym położył się na mnie. Obie dłonie wsunął mi za głowę, łapiąc mnie za kark i za włosy. Nie szarpał mnie, lecz trzymał mocno i zdecydowanie, tak, żebym go cały czas czuła blisko. Dokładnie tak, jak uwielbiałam. Zaczął mnie pieprzyć powolnymi, posuwistymi ruchami, z każdym wejściem i wyjściem powodując u mnie dreszcze przyjemności.

    Przy którymś głębszym ruchu jęknęłam głośniej, niż powinnam i spojrzałam spłoszona na niego. Bartek uśmiechnął się jednak i pocałował mnie uspokajająco w czoło. Odetchnęłam lekko i spojrzałam na drzwi, ale jako że nikt nie wszedł, uznałam, że jesteśmy bezpieczni. Objęłam chłopaka rękoma jeszcze mocniej, niż wcześniej, wbijając paznokcie w jego plecy. Przez chwilę pieprzył mnie powoli, wywołując u mnie kolejne, ciche jęki, które starałam się tłumić, gryząc go po ramionach i obojczyku.

    W końcu jednak Bartek złapał mnie mocniej, po czym przyspieszył ruchy. Wywróciłam oczy do góry, po czym zamknęłam je. Moja cipka zaczęła lekko pulsować, kiedy kolejne ruchy twardego kutasa doprowadzały mnie do rozkoszy. Każde pchnięcie było coraz przyjemniejsze, aż poczułam, jak Bartek zagłębił się we mnie do końca.

    Zawsze, kiedy to robił, było to specyficzne uczucie. Nie wiem, czy przez rozmiar kutasa, czy przez to, jak był twardy, czy jego charakterystyczne wygięcie lekko do góry, ale trafiał idealnie w jakiś punkt w mojej cipce, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Czasami bolesnego, ale zawsze rozkosznego szaleństwa.

    Nie potrzebowałam wiele, aby dojść. Bartek pieprzył mnie posuwistymi ruchami w tej pozycji, a ja tylko dzięki temu, że mogłam go gryźć, nie oznajmiłam całej szkole, co właśnie dzieje się w pokoju samorządu. Kolejne, głębokie pchnięcia sprawiały, że wariowałam z rozkoszy. Nawet nie wiedziałam jak i kiedy, oplotłam go nogami w biodrach i sama zaczęłam lekko poruszać się pod nim, aby wszedł we mnie jeszcze głębiej, jeszcze mocniej.

    Stopniowo traciłam kontrolę nad swoimi ruchami. A to gryzłam, a to drapałam, to jedno i drugie równocześnie, kiedy Bartek pracował biodrami i doprowadzał mnie do orgazmu. W końcu spojrzałam mu prosto w oczy i rzuciłam tylko:

    – Kocham cię!

    Po czym zatopiłam swoje usta w jego, łącząc nas w pocałunku. Kiedy pchnął mocno, poczułam, jak moja cipka się zaciska, a całe moje ciało drży. Od stóp, przez nogi, mięśnie brzucha aż po czubek głowy, napięłam się cała, kiedy orgazm przeszywał mnie całą. Z nikim wcześniej tak nie dochodziłam, jak z Bartkiem, a fakt, że robiliśmy to w szkole, tylko bardziej mnie nakręcał.

    Odpłynęłam całkowicie i tylko dociskałam go do siebie nogami i rękami, kiedy ten dalej mnie pieprzył. Straciłam rachubę czasu, jęcząc w jego usta i całując go namiętnie. Przyjemność odebrała mi zmysły, kiedy orgazm wręcz szalał po moim ciele.

    Kiedy w końcu się uspokoiłam, Bartek pieprzył mnie dalej powolnymi, posuwistymi ruchami, obserwując mnie z satysfakcją. Spojrzałam na niego zmęczona i rozbawiona, na co on pocałował mnie lekko.

    – Jesteś boska – mruknął i ugryzł mnie w szyję.

    – Twój kutas jest boski.

    – To może pokażesz mi, jak bardzo go lubisz?

    To było jedno z naszych haseł. Wiedziałam od razu, co Bartek ma na myśli. Zszedł ze mnie i wygodnie usiadł na dłuższej części kanapy, wyciągając nogi przed siebie. Odetchnęłam głęboko parę razy, po czym usiadłam tyłem do niego. Pomachałam przed nim parę razy tyłkiem, a kiedy złapał mnie za pośladki, zamruczałam zadowolona.

    – Chcesz, żebym cię poujeżdżała? – zapytałam, patrząc na niego przez ramię.

    – Zawsze tego chcę, skarbie.

    Opuściłam się powoli na jego kutasa i westchnęłam głęboko, kiedy ponownie poczułam, jak mnie rozciąga. Było prościej niż przy pierwszym razie, ale inna pozycja zapewniała inne doznania. Powolutku opuściłam się na niego mniej więcej do połowy, po czym podniosłam biodra. Parę razy wykonałam podobny ruch, czując kolejne, przyjemne dreszczyki. W końcu jednak “nabiłam się” na niego do końca, jednocześnie zagryzając wargę, aby nie jęknąć za głośno.

    Bartek za to takich skrupułów nie miał. Ni to westchnął, ni to jęknął i złapał mnie za biodra. Tyle dobrze, że nie zaczął mi dawać klapsów, bo to na pewno byłoby słychać. Jak tylko zaczęłam go ujeżdżać, sam zaczął się nieco dobijać biodrami, ale w tej pozycji to ja miałam więcej do powiedzenia, niż on.

    Szybko złapałam tempo, dostarczając nam obojgu przyjemności. W innych okolicznościach pewnie bym wydłużyła naszą zabawę, lecz mimo wszystko okienko musiało się kiedyś skończyć. Dlatego przyspieszyłam ruchy biodrami i przyjęłam ulubione tempo Bartka. Nie musiałam długo czekać. Kiedy mnie przeszywały kolejne igiełki przyjemności, usłyszałam zza pleców:

    – Nadia, zaraz dojdę…

    Nie miałam zamiaru zwalniać. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i oparłam dłońmi mocniej o kanapę. Nie zwalniałam tempa i ujeżdżałam go, cichutko pojękując. Długo nie musiałam czekać. W pewnym momencie poczułam, jak kutas zaczyna pulsować w moim środku. Jak zawsze mnie to nakręciło. Złapałam się jedną dłonią za pierś i zaczęłam szczypać po sutkach, a kolejne dreszczyki przyjemności rozchodziły się po moim ciele.

    Po chwili Bartek złapał mnie mocniej za biodro, a drugą ręką chwycił za pośladki. Wiedziałam, co to oznacza. Po kilku sekundach mój chłopak jęknął głośniej, gdy jego kutas zapulsował mocno, po czym zaczął dochodzić prosto w mojej mokrej cipce. Jęknęłam zadowolona, czując rozkoszne ciepło, rozlewające się po moim wnętrzu. Przez kilka sekund ujeżdżałam go dalej w tym tempie, kiedy kolejne “strzały” rozlewały się po mnie. W końcu zwolniłam, wykonałam jeszcze parę ruchów, po czym zakręciłam bioderkami, powolutku wypuszczając twardego penisa ze swojego wnętrza.

    – O kurwa, to było zajebiste – stwierdził krótko Bartek, oddychając ciężko.

    – Ale ty jesteś romantyczny – rzuciłam rozbawiona, po czym spojrzałam na niego przez ramię. Specjalnie pokręciłam tyłkiem, lubiłam się z nim drażnić po wytrysku.

    – Jutro będę romantyczny. Kupię ci kwiatki i różowe kajdanki.

    – I zrobisz drinka?

    – Co tylko chcesz, skarbie!

    Zaśmiałam się lekko i już miałam ochotę usiąść obok niego, kiedy nagle usłyszałam klik. Spojrzałam w stronę drzwi i wówczas ujrzałam, jak te otwierają się do środka, a w progu stanął…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nadia

    Jeśli opowiadanie Ci się spodobało, daj znać w komentarzach! Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawi się kolejna część :> ¡Chau!

  • Lana Analo

    „Otwórz mi szeroko, Lano. Właśnie… cholernie piękne”.

    Rozkaz był niskim, szorstkim pomrukiem, a moje ciało posłuchało, zanim umysł zdążył przetworzyć słowa. Moja szczęka opadła i w tej chwili bezbronnego, otwartego zachwytu, gruba, żylasta główka penisa wcisnęła się między moje usta, obejmując przestrzeń pewnym, nieustępliwym naciskiem.

    Był ogromny, rozciągając moje usta, słony, piżmowy smak rozkwitał na moim języku. Zdławiony odruch wymiotny ścisnął mi gardło, ale równie szybko został on ukojony przez dziwną, głęboko osadzoną świadomość. To właśnie robisz. Tym właśnie jesteś. Myśl była obca, a jednak wydawała się tak naturalna, jak oddychanie.

    Zamieszanie było odległym, stłumionym krzykiem pod narastającą falą czystych, surowych doznań. Mój świat skurczył się do tego: szorstkie włosy na moich nozdrzach, ciężar na moim języku, rytmiczne, płytkie pchnięcia, które sprawiały, że śliniłam się. Metaliczny smak preejakulatu zmieszał się z moją śliną.

    Za mną rozkwitł głębszy, bardziej inwazyjny ucisk. Stęknięcie, a potem ostre, palące rozciągnięcie, gdy coś – nie, ktoś – wbiło się głęboko w mój drugi koniec. Powietrze syczało między zębami wokół penisa w moich ustach. Ból był ostry i zaskakujący, jasny błysk biało-gorącego dyskomfortu, który niemal sprawił, że się cofnąłem. Ale potem… potem rozpłynął się, przekształcając się w szokujące, pełne uczucie, które posłało impuls elektryczny prosto do mojego rdzenia. Byłem tak pełny. Tak całkowicie, całkowicie.

    Moje biodra, przyciśnięte do skórzanego kozła, próbowały się cofnąć, by odeprzeć wtargnięcie, pierwotna potrzeba większego tarcia, więcej tej szokującej, transformującej pełni. Szorstkie liny mocno trzymały moje nadgarstki i kostki, a ugryzienie więzów tylko potęgowało bezradną intensywność tego wszystkiego. Jasne, gorące światła piekły moją skórę. W powietrzu unosił się zapach potu, seksu i środków dezynfekujących.

    Wyprzedaż garażowa. Lampa. Wspomnienia przemknęły przez mgłę rozkoszy niczym słaby sygnał. Szukałam blendera. Sprzedawczyni, pogodna starsza kobieta, powiedziała, że ??świetnie nadaje się do sosów i drinków. Był po prostu tandetny, mosiężny, ale w jego kształcie było coś… jak u Aladyna. Głupia, kapryśna nadzieja.

    W moim nijakim mieszkaniu potarłam go. Raz. Dwa. Trzy razy.

    Nic.

    Odłożyłam go na stolik kawowy z westchnieniem rozczarowania. A potem powietrze zamigotało, a mgiełka szmaragdowego dymu zlała się w postać o bladej zielonej poświacie.

    „Assalamualaikum”.

    Wyjąkałam coś niezrozumiałego. Tylko mrugnął. Gorączkowe poszukiwania telefonu, włączenie tłumacza. Jesteś dżinem?

    Skinięcie głową.

    Spełniasz życzenia?

    Kolejne skinienie głową, a potem uniesienie pojedynczego, świecącego palca. Jeden. Tylko jeden. Chciwość wzięła górę nad rozsądkiem. Wpisałem to, a serce waliło mi jak młotem. Chcę być piękny, bogaty i sławny.

    Dżin się uśmiechnął. Skinął głową.

    Dźwięk jak grzmot przecinający świat na pół.

    A potem… to. Skórzane paski. Zapach planu filmowego. Głęboka i niepokojąca niespójność w moim ciele. Głos, który nie należał do mnie, krzyczący o wiele za wysoko.

    Dżin pojawił się ponownie, jego postać była przezroczysta w oślepiającym blasku świateł. „Twoje życzenie zostało spełnione”.

    Rozumiem cię. Czy mówię po arabsku?

    „Tak. Spełniłem twoje życzenie. Jesteś bogata, sławna i piękna”.

    Bogata? Pytanie wydawało się głupie, nawet gdy o nim myślałam.

    „Tak. Kobieca forma”. Jego poprawka była jak chluśnięcie lodowatą wodą.

    Kim więc jestem?

    „Alternatywny świat, ale co do twojej osobowości… jesteś Laną Analo”.

    To imię nic mi nie mówiło przez sekundę. Potem nagle zgasło. Jestem gwiazdą porno?

    Jego uśmiech był ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim zniknął. „Tak. I właśnie kręcisz. Nie będę ci przeszkadzać”.

    Mężczyzna za mną wybrał ten moment, by zanurzyć się z powrotem, ściskając moje biodra żelaznym uściskiem, przyciągając mnie z powrotem do siebie z mokrym, klekoczącym dźwiękiem, który rozniósł się echem po studiu. Początkowe pieczenie zniknęło, zastąpione przez gładkie, napędzające tarcie, które rozpaliło we mnie coś dzikiego. Każde potężne pchnięcie kołysało całym moim ciałem do przodu, wpychając penisa w moje usta głębiej w gardło. Już się nie krztusiłam. Zamiast tego wokół niego wibrowało niskie, gardłowe jęknięcie. To jest… dobre. To jest niesamowite.

    „Wyciągnij to” – warknął mężczyzna nade mną, jego głos był napięty. „A ty, Lana, zrób mi loda. Dobrego.”

    Penis wyślizgnął się z moich ust z chlupotem. Z trudem łapałam powietrze, moje wargi były spuchnięte i wilgotne. Mężczyzna za mną ani na chwilę nie przestawał się poruszać, jego tempo było stałe i głębokie, a każde pchnięcie ocierało się o mnie, zamgliło mi pole widzenia. Moje nowe ciało wiedziało dokładnie, co robić. Pochyliłam się do przodu na tyle, na ile pozwalały mi ograniczenia, a mój język wysunął się, by oblizać długiego kutasa, powolne liźnięcie od nasady jego penisa do zarumienionego, cieknącego czubka.

    Obracałam językiem główkę, rozkoszując się jego wyrazistą, męską esencją, po czym wzięłam go z powrotem do ust, tym razem głębiej, a moja głowa kołysała się w rytm nieustannego pulsowania z tyłu. Dwoistość doznań była przytłaczająca – wilgotne, ssące ciepło moich ust i głębokie, wewnętrzne pulsowanie, które budowało spiralę napięcia w dole brzucha. Byłam naczyniem, wykorzystywanym dla przyjemności, a moja własna przyjemność była szokującym, niezaprzeczalnym produktem ubocznym.

    Mężczyzna za mną uderzył po raz ostatni, jego ciało zesztywniało przy moim. Po gardłowym ryku nastąpił nagły, gorący potok, który mnie wypełnił, pulsujące, intymne ciepło, które wywołało mój własny orgazm. Moje ciało zacisnęło się, zacisnęło wokół niego, z gardła wyrwał mi się surowy, niepohamowany krzyk, a fale intensywnej przyjemności rozchodziły się z mojego wnętrza, pozostawiając mnie drżącą i bez tchu na skórze.

    „Dobra, przynieś mydło na jej dupę i cipkę, żeby wyglądało na więcej spermy” – głos reżysera przeciął mgliste następstwa. „A ty, ty wytryskujesz jej na twarz. Zrobimy ujęcie i dodamy więcej w postprodukcji, żeby wyglądało na ogromny wytrysk. Powiększymy Ci też penisa w montażu”.

    Mężczyzna, którego ssałam, nie tracił czasu. Zacisnął dłoń w pięść, energicznie głaszcząc penisa. Spojrzałam w górę oszołomiona, moje ciało wciąż wibrowało, a mój wytrysk sprawiał, że czułam się luźna i płynna. Widziałam intensywność na jego twarzy, narastające napięcie. Nie patrzył mi w oczy.

    „Lana, otwórz usta”.

    Rozkaz był automatyczny. Rozchyliłam usta.

    Gorąca, mokra kropla uderzyła mnie w policzek. Kolejna wylądowała na mojej powiece, sklejając rzęsy. Wyrazisty, cierpki zapach wypełnił moje nozdrza. Kolejne pulsy wylądowały na mojej brodzie, na moich ustach. Trzymałem usta otwarte, łapiąc ostatnie łyki na języku, smak jednocześnie obcy i, o dziwo, znajomy.

    „Super. Mamy to. Koniec. Dawaj ją do drugiego pokoju”

    Liny wrzynają się w moje nadgarstki, gdy dwóch rosłych mężczyzn, których twarze rozmywają się w anonimowe maski pożądania, na wpół mnie niosą, na wpół wywlekają z jasnego, hałaśliwego planu. Moja skóra, śliska od mieszanki potu i sztucznej spermy, chłonie zimne powietrze sterylnego korytarza. Zapach seksu przywiera do mnie, gęsty, piżmowy zapach. Jestem mężczyzną. To nie moje ciało. Myśl jest jak oszalały, uwięziony ptak, który wali w klatkę mojej czaszki, ale klatka to ta nowa, zmysłowa forma, a ciało… ciało śpiewa inną melodię.

    Drzwi zamykają się z trzaskiem, tłumiąc świat. Pokój jest mniejszy, ciemniejszy. Pojedyncza, przyćmiona lampa rzuca długie cienie na dużą, obita skórą ławkę. To nie jest do filmowania. To jest do czegoś zupełnie innego.

    „Na kolana, Analo. Zobaczmy, czy te słynne usta są tak dobre, jak mówią”.

    Głos jest nowy, głębszy, z chropawym akcentem, który przyprawia mnie o nieprzyjemny dreszcz. Nie ruszam się wystarczająco szybko. Dłoń, duża i nieugięta, chwyta mnie za włosy i szarpie w dół. Moje kolana uderzają o chłodną betonową podłogę z ogłuszającym hukiem. To jest złe. To napaść. Ale protest jest cichy, zdławiony przez natychmiastową obecność rozpinanego zamka.

    Już mu staną, jego penis wyskakuje, 14 cm, gruby i rumiany. Jest inny niż pozostałe. Bardziej onieśmielający. Facet z planu, ten, który miał moje usta, on grał. Ten facet nie. To czysta, niesfiltrowana intencja.

    „Otwórz”. To nie prośba.

    Rozchylam usta, cień smaku poprzedniego penisa wciąż czuję na języku. Nie czeka. Wchodzi, nie pchnięciem, ale powolnym, natarczywym naciskiem, który rozchyla moje szczęki do bólu. Nie mogę. To za dużo. Ta myśl to czysta panika. Ale moje gardło… moje gardło się rozluźnia. To zdrada wszystkiego, co wiem. Głęboka, instynktowna część tego ciała wie, jak go wziąć, jak dostosować się do jego obwodu, nie krztusząc się.

    Jęczy, dźwięk czystej satysfakcji. „Kurwa, tak. Wiedziałem, że jesteś naturalna”. Jego uścisk na moich włosach zaciska się, przytrzymując mnie w miejscu, gdy zaczyna się poruszać, nadając powolny, głęboki rytm, który wtłacza jego długość w moje gardło. Za każdym razem, gdy sięga do końca, mój nos wciska się w szorstkie włosy u jego nasady i wdycham jego ostry, męski zapach. To przytłaczające. Poniżające. A jednak między moimi nogami gromadzi się zdradzieckie ciepło, wilgoć, która nie ma nic wspólnego z mydłem z planu.

    Gubię się w rytmie, w duszącej, piżmowej rzeczywistości, gdy czuję dłonie na biodrach od tyłu. Kolejny mężczyzna. Zapomniałam o innych w pokoju. Palce wbijają się w mięsistą część mojego tyłka, rozchylając mnie. Czuję śliskie, chłodne uczucie – lubrykant – a potem tępy, znajomy nacisk.

    Nie. Znowu nie. Wrzask w mojej głowie jest ogłuszający. Nie jestem nią. Nie jestem tym.

    Ale ciało wygina się samo, odpychając się od intruzji, szukając jej. Mężczyzna w moich ustach chichocze, czując wibracje wokół swojego penisa. „Ona to uwielbia. Spójrz na nią. Urodzona do tego”.

    Te słowa są jak piętno. Penis w moim tyłku wbija się, rozciągając mnie z palącym uczuciem, które teraz jest ponuro mile widzianym doznaniem. Szybko rozpływa się w tej niesamowitej, otępiającej pełni. Jestem przygwożdżona między nimi, niczym żywy drut doznań. Pchnięcia nie są zsynchronizowane. Mężczyzna w moich ustach pieprzy mnie w twarz w stałym, dudniącym rytmie, podczas gdy ten za mną narzuca wolniejsze, głębsze tempo, każde pchnięcie ociera się o punkt, który sprawia, że ??moje palce u stóp się podwijają, a mój nowy, wrażliwy łechtaczka pulsuje pożądaniem i uporczywością.

    Dualizm jest roztrzaskany. Mój umysł to bałagan złamanej męskiej dumy i przerażenia, ale moje ciało… moje ciało to symfonia przyjemności. Ślina cieknie mi z brody. Gardłowe, zdławione dźwięki, które nie są moje, wyrywają się z mojego gardła z każdym głębokim pchnięciem. Jestem przedmiotem. Zabawką. I ta zabawka jest przedmiotem doskonałej zabawy.

    Mężczyzna za mną pierwszy, jego jęk rozbrzmiewa głośno w cichym pokoju, gdy opróżnia się we mnie serią gorących, pulsujących strumieni. To uczucie, jego czysta intymność, wyzwala mój orgazm. Rozbija się o mnie bez pozwolenia, dzika, przetaczająca się fala, która ogarnia całe moje ciało. Konwulsyjnie wiję się wokół niego, a stłumiony krzyk rozkoszy i wstydu uwięziony wokół penisa wciąż wypełniającego moje usta.

    Mężczyzna przede mną czuje to, gwałtowne zaciskanie się mojego gardła. Stęka, jego rytm się łamie. „Napełnię to śliczne gardło, Lana. Połknę wszystko”.

    Wyciąga się prawie do końca, a ja łapię powietrze, strumień śliny i preejakulatu łączy moje usta z jego czubkiem. Potem jego dłoń jest na nim, szybko go muska, a pierwszy gorący strumień ląduje na moim policzku. Następny trafia w czoło, spływając w dół do linii włosów. Celuje w resztę, malując moją twarz swoim wytryskiem, znacząc mnie. Zapach jest ostry, zwierzęcy. Trzymam usta otwarte, dysząc, i czuję na wargach kilka zabłąkanych kropel. Powinnam czuć obrzydzenie. Ale głęboka, uległa część mnie stroi się pod wpływem uwagi, pod wpływem dowodu tego, co mu zrobiłam.

    Zostaję tam, klęcząc na zimnej podłodze, bez tchu, drżąc, z twarzą lepką i poplamioną, z tyłka ociekającego spermą innego mężczyzny. Obaj mężczyźni wymieniają śmiech, klepią się po plecach i odchodzą.

    Zanim zdążę przetworzyć pustkę, opada na mnie trzeci cień. Ten jest wyższy, szerszy. Nie odzywa się. Po prostu rozpina pasek, dźwięk ten brzmi złowrogo w cichym pokoju. Spogląda na moje zmęczone, leżące ciało, z błyskiem mrocznego oczekiwania w oczach.

    „Na ławce. Na plecach. Chcę zobaczyć tę sławną twarz, kiedy będę cię ujeżdżać”.

    Jego głos jest cichy. Absolutny.

    Trzeci mężczyzna nie marnuje ani sekundy. Jego ręce są na mnie, zanim zdążę przetworzyć jego polecenie, podnosząc mnie z zimnej podłogi na chłodną, ??wyściełaną skórą ławkę. Jego zapach jest inny – czysty, niemal sterylny, niczym ozon i coś pradawnego. Moje ciało, śliskie i drżące po dwóch ostatnich mężczyznach, nie stawia żadnego oporu. Zdaje się rozpływać na powierzchni, a moje plecy wciskają się w miękką skórę.

    Liny, grube i szorstkie, wyłaniają się skądś. Pracuje z przerażającą sprawnością, wiążąc mi nadgarstki nad głową i przywiązując kostki do nóg ławki, rozchylając mnie w szerokim, bezbronnym „X”. Powietrze w pomieszczeniu jest naładowane, ciężkie. Jestem całkowicie, absolutnie odsłonięta. Moja nowa, wrażliwa skóra jest w pełni widoczna, wciąż pulsująca po niedawnym orgazmie, wilgotna od mieszanki, która nie jest moja.

    W końcu stoi nade mną i po prostu patrzy. Jego oczy nie są oczami pozostałych mężczyzn; nie są zamglone zwykłą żądzą. Są bystre, inteligentne i zdają się widzieć prosto przez moją skórę, przerażonego mężczyznę, który wciąż bezgłośnie krzyczy w tym zmysłowym więzieniu. Przesuwa jednym, chłodnym palcem po wewnętrznej stronie mojego uda, a ja wzdrygam się, dreszcz przechodzi całe moje ciało, i nie ma to nic wspólnego z temperaturą.

    „Taka fascynująca reakcja” – mruczy, jego głos to ciche buczenie, które wibruje w powietrzu między nami. „Umysł się buntuje, ale ciało… ciało się adaptuje. Rozkwita”.

    Wyciąga z kieszeni elegancki, czarny wibrator. Nie jest duży, ale wygląda na mocny. Jeszcze go nie włącza. Zamiast tego, używa gładkiej, chłodnej końcówki, by obrysować zewnętrzne wargi mojej cipki, co sprawia, że ??jęczę. Powoli okrąża mój łechtaczkę, drażniąc go, doprowadzając mnie do szału, sprawiając, że moje biodra drgają w górę, szukając więcej. Nie, nie. Nie dawaj mu tego. Ale ciało chce tego, czego chce.

    „Tego sobie życzyłaś” – mówi i to nie jest pytanie. Wsuwa we mnie wibrator, zaledwie o cal, nagle wypełniając mnie do granic możliwości, aż zapiera mi dech w piersiach. To inny rodzaj wtargnięcia, zimny i nieustępliwy. „Chciałaś być piękna, bogata i sławna. Lana jest tym wszystkim. Prawdziwy okaz”.

    Z cichym kliknięciem świat się rozpływa.

    Z zabawki głęboko we mnie wydobywa się brzęczenie o wysokiej częstotliwości, ostre i intensywne. Dokładnie w tym samym momencie on wnika w nią jednym płynnym, mocnym pchnięciem, wypełniając bolesną pustkę, której wibrator nie mógł dosięgnąć. Podwójne doznanie jest katastrofalne. Wibracje to szaleńcze, elektryczne pulsowanie na moich najczulszych ściankach, a jego penis to solidna, rozciągająca się siła, która mnie porywa, sięgając głębi, do których zabawka nie może dotrzeć.

    Krzyczę. To surowy, niefiltrowany dźwięk czystej, nieskażonej przyjemności, który wyrywa mi się z gardła. Moje plecy wyginają się w łuk, każdy mięsień w moim ciele napina się jak cięciwa. Wibracje biegną prosto do mojego łechtaczki – nieustająca, wibrująca stymulacja, która nie ustaje ani na sekundę. Zaczyna się poruszać, jego pchnięcia są początkowo powolne i rozważne, każde ociera podstawę wibratora o mój punkt G, podczas gdy jego główka uporczywie nuci.

    „Jest” – jęczy, a jego opanowana twarz pęka na chwilę, gdy obserwuje, jak moja twarz wykrzywia się w ekstazie. „Oto słynny orgazm Lany. Niech go usłyszę”.

    Nie mogę zatrzymać dźwięków. Każde pchnięcie, każdy impuls wibratora, wywołuje u mnie kolejny jęk, kolejny zdławiony krzyk. Splot rozkoszy w moim brzuchu jest tak ciasny, że aż bolesny, narastające tsunami doznań, które grozi roztrzaskaniem mojego umysłu. Jestem tylko naczyniem tego uczucia, zbiorem surowych zakończeń nerwowych, na których gra się jak na instrumencie. Zaraz się złamię. Rozpadnę się.

    Pochyla się nade mną, jego twarz jest o centymetry od mojej. Jego oczy teraz lśnią słabym, znajomym szmaragdowym światłem. Zapach ozonu staje się coraz silniejszy. Rysy twarzy mężczyzny nade mną zaczynają migotać, rozmywają się na krawędziach, stając się przezroczyste.

    „Twoje ciało śpiewa o tym” – mówi, a jego głos brzmi inaczej. To echo niezliczonych głosów, tego samego, który powitał mnie z lampy. To dżin. „Został stworzony do tego. Pragnie tego. Czujesz to? Prawdę swojego pragnienia?”

    Każde słowo podkreśla ostrym, głębokim pchnięciem, a wibracje wibratora zdają się synchronizować z jego rytmem. Przyjemność jest tak intensywna, że ??graniczy z agonią. Łzy płyną mi z kącików oczu. Jestem tak blisko krawędzi, balansuję na krawędzi bezmyślnych doznań.

    „To może być twoje istnienie” – syczy dżin, a jego postać migocze między masywnym mężczyzną a istotą z zielonego, dymnego światła. „Każdego dnia. Każdej nocy. Niekończąca się sława. Niekończący się majątek. Niekończąca się ekstaza”. Mocno wbija wibrator w mój łechtaczkę, a z moich płuc wyrywa się krzyk. „Albo…”

    Zastyga. Całkowicie. Wibracje urywają się. Nagły, szokujący brak doznań jest niemal tak gwałtowny, jak ich obecność. Wiję się na ławce, moje ciało krzyczy, by uczucie powróciło, by nastąpił orgazm, który został oderwany.

    Dżin patrzy na mnie z góry, jego wyraz twarzy jest nieodgadniony, a oczy niczym dwa kałuże starożytnego, zielonego ognia.

    „Mogę to odwrócić. Mogę odesłać tego człowieka z powrotem do jego mieszkania, z jego lampą i jego nijakim, zwyczajnym życiem. Wybór należy do ciebie. Teraz. Chcesz wrócić? Czy wolisz zostać… i wrócić do orgazmu?”

    Lano Analo?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Sex Olimpiada: Feminizacja

    „Czy ty, Lukasie, zgadzasz się być gwiazdą dzisiejszego feminizacyjnego wydarzenia, rozumiejąc, że twoje fizyczne i psychiczne granice mogą zostać wystawione na próbę, ale twoje bezpieczne słowo „czerwony” natychmiast przerwie wszelkie działania?”

    Głos osoby prowadzącej ceremonię był zimny, kliniczny, odbijał się echem po rozległej, cichej arenie. Każde słowo było ostre, stworzone z myślą o mikrofonach i globalnej widowni liczącej miliardy ludzi. Mój własny głos, kiedy do mnie dotarł, był drżącym szeptem, który ledwo rozpoznałam.

    „Tak.”

    Jedna, zduszona sylaba.

    Z zaciemnionych trybun wybuchła fala gromkich braw, tysiące błysków fleszy aparatów wybuchło niczym ciche fajerwerki. Żar reflektorów sprawił, że jedwab mojej szaty stał się drugą skórą. Serce waliło mi jak młotem o żebra. Podpisałam formularze. Ćwiczyłam się do tego. Ale stojąc tu, na nieskazitelnie białej platformie reprezentującej USA, rzeczywistość była oszałamiającym, przerażającym upadkiem.

    Zaczęło się to miesiące temu. Międzynarodowe ogłoszenie najnowszej konkurencji olimpijskiej, sportu psychologii, uwodzenia i ostatecznego poddania się. Dziesięcioosobowe drużyny, jedna Dominatrix. Test woli, perswazji, złamania mężczyzny tylko po to, by odbudować go w coś… innego. Nagroda? Duma narodowa. Groteskowa suma pieniędzy. A dla zawodników sława lub hańba, w zależności od wyniku.

    Byłem po prostu rugbistą z Miami z dobrymi genami i chęcią spróbowania wszystkiego raz. Skauci mówili, że mam idealne połączenie surowej męskości i, najwyraźniej, „psychiki podatnej na sugestię”. Śmiałem się z tego, dopóki kontrakt nie stanął przede mną. Zera były… przekonujące.

    Teraz śmiech był odległym wspomnieniem.

    Domina z Polski, Kasia, ruszyła za mną. Jej obecność była siłą fizyczną, falą drogich perfum i absolutnym autorytetem. Była legendą w pewnych kręgach, posągową brunetką o oczach, które mogły obnażyć człowieka do głębi. Jej palce, chłodne i pewne, rozwiązały pasek mojej szaty.

    Skupiły się u moich stóp.

    Chłodne powietrze areny uderzyło w moją nagą skórę, a dreszcz przeszedł mnie po całym ciele. Stałem nagi przed światem, z napiętymi mięśniami, dłońmi instynktownie się zasłaniającymi, zanim zmusiłem je do opuszczenia ich na boki. Z platformy amerykańskiej drużyny naprzeciwko nas dobiegł cichy chichot. Wpatrywałem się w jakiś punkt w ciemnej oddali.

    Głos Kasi, niski, przydymiony pomruk przeznaczony tylko dla moich uszu i czułego mikrofonu na jej kołnierzyku, przebił się przez moją panikę. „Wciąż taki silny i cichy typ, Lukas? Dobrze. Ten upór będzie ci potrzebny. Dzięki niemu łamanie będzie o wiele słodsze”.

     

    Jej dłonie nie były delikatne. Były oceniające, władcze. Objęła moje pośladki, ściskając jędrne mięśnie, a mnie przeszył dreszcz – wstydu, zaskoczenia, zdradzieckiej iskry podniecenia. „Hmm. Doskonałe płótno”.

    Rozpoczął się pierwszy etap. Jej asystentki, poruszające się z cichą sprawnością, przedstawiały jej wybory. Ubranie nie było z szorstkiej skóry ani gumy, lecz porażająco delikatne. Na głowę włożono mi halkę z szafirowo-niebieskiego adamaszku, tak prześwitującą, że niemal przezroczystą. Materiał szeptał na mojej skórze, nieprzyzwoicie miękkim muśnięciem. Następnie pończochy, podtrzymywane koronkowym pasem do pończoch, który zapięła wokół mojej talii, a jej kostki palców muskały moje biodra. Każdy przypadkowy dotyk był piętnem.

    Potem makijaż. Zamknęłam oczy, gdy pędzel musnął mój zarost, a potem policzki. Poczułam śliski poślizg szminki. Peruka była ostatnia – platynowe loki, które wydawały się obce i ciężkie na mojej skórze głowy.

    Przed mną stało lustro.

    Mężczyzna, który na mnie patrzył, był obcy. Parodia. Moje szerokie ramiona i linię szczęki okalały teraz miękkie loki i jaskrawoczerwone usta. Damaszkowa koszula opinała mój sztuczny biust, dużych rozmiarów, a pończochy kpiły z moich potężnych nóg. Upokorzenie paliło mnie w żołądku, ale pod spodem budziła się oszałamiająca, przerażająca ciekawość. Wyglądam… inaczej.

    Kasia uśmiechnęła się uśmiechem drapieżnika. „Idealnie. Teraz czas na narzędzia twojej perswazji”.

    Wybrała zabawkę z zestawu: lśniący, perłowy wibrator, elegancki i budzący grozę. Nacisnęła przycisk i przestrzeń między nami wypełnił cichy, uporczywy szum. Bezceremonialnie posmarowała go żelem i przesunęła wzdłuż mojego kręgosłupa, po adamaszku przylegającym do moich pośladków. Wibracje przeszywały cienki jedwab, irytujące, drażniące uczucie. Zacisnąłem szczękę, zdecydowany zachować stoicki spokój.

    Okrążyła mnie, wibrator sunął po moim biodrze, potem po wewnętrznej stronie uda, nie dotykając miejsca, gdzie napięcie kumulowało się najmocniej. Pomruki tłumu były niczym odległy ocean. Mój świat skurczył się od dźwięku tego szumu i spojrzenia Kasi.

    „Rozpoczyna się drugi etap” – oznajmił urzędnik.

    Dziewięciu pozostałych mężczyzn z mojej drużyny, moich braci, moich kolegów z drużyny, weszło na platformę. Nadal byli ubrani w swoje drużynowe dresy, co stanowiło jaskrawy kontrast z moim upokarzającym strojem. Ale ich oczy… ich oczy były inne. Biła od nich skupiona, głodna intencja, jakiej nigdy nie widziałem na boisku. Mieli rozkazy. Cel był jeden. Wygrać.

    Marcin, kapitan polskiej drużyny, zrobił pierwszy krok. Położył mi na ramieniu mocną dłoń, ale jego uścisk był inny.

    „Spójrz na siebie” – mruknął, a jego głos był nabrzmiały udawaną czułością, która przyprawiła mnie o dreszcze. „Cała ta siła, cała ta moc… uwięziona. Uwolnimy cię”.

    Pocałował mnie.

    Był głęboki, domagający się, jego język wsunął się między moje usta, rozmazując czerwony kolor. Zamarłam, a mój umysł krzyknął w proteście, ale moje ciało… moje ciało mnie zdradzało. Bielizna, makijaż, tygodnie psychologicznego przygotowania – wszystko to zbudowało dziwną, nową ścieżkę. Iskra zapłonęła w głębi mojego żołądka. Złapał mnie jęk.

     

    Za mną stał teraz inny mężczyzna, Piotr. Jego dłonie owinęły się wokół mojej talii, przyciągając mnie do swojej jędrnej sylwetki. Czułem jego twardą erekcję przez spodnie, napierający na cienki adamaszek okrywający moje pośladki. Jego usta znalazły wrażliwe miejsce, gdzie moja szyja stykała się z ramieniem, wgryzając się w nie na tyle, by sprawić, że jęknęłam.

    Wibrator wrócił, ale to nie Kasia go trzymała. To był Marcin. Uklęknął przede mną, wpatrując się we mnie, gdy podciągał rąbek koszulki. Chłodna, pokryta żelem końcówka zabawki dotknęła wewnętrznej strony mojego uda i podskoczyłam. Brzęczenie nasiliło się, gdy leniwie zataczał koła, przesuwając się wyżej, bliżej jądra mojego drżącego gorąca.

    Dłonie Piotra powędrowały w górę mojego tułowia, szczypiąc moje sutki przez jedwab.

    Głos Marcina był niski, kojący. „Czujesz to, Lukas? To jest głębsze, prawda? O wiele więcej”. Wibrator mocno wcisnął się w moje krocze, a z moich ust wyrwał się zdławiony krzyk. Kolana się ugięły, ale Piotr podtrzymał mnie w pionie.

    „Nigdy nie byłaś przeznaczona do tego starego życia” – wyszeptał Piotr do mojego ucha, jego oddech był gorący. „Byłaś do tego przeznaczona. Do bycia piękną. Do bycia wziętą. Do odczuwania wszystkiego”.

    Wibrator znów się poruszył, jego uporczywy nacisk znalazł nowy, niszczycielski cel, okrążając ciasny, zaciśnięty pierścień mięśni. Krzyknęłam, przerywanym dźwiękiem, którego nie rozpoznałam, jako własnego. Przyjemność, ostra i wstrząsająca, przeszyła mnie, tak intensywna, że ??poczułam ból. Moja głowa opadła na ramię Piotra, a blond loki peruki łaskotały mnie w twarz.

    Moja determinacja legła w gruzach. Moja męskość, skorupa, której się kurczowo trzymałam, rozpadała się pod ich zręcznymi, nieustępliwymi dłońmi. Tłum, kamery, mój kraj – wszystko to rozmyło się w mgłę. Pozostało tylko wrażenie, przemożna potrzeba uwolnienia i przerażająca, uwodzicielska obietnica w ich słowach.

    Marcin spojrzał na mnie, jego oczy płonęły triumfem. Uniósł brzęczącą zabawkę, a w jego spojrzeniu kryło się pytanie.

    „Po prostu powiedz tak, Lukasie” – nalegał, a jego głos brzmiał jak aksamitny rozkaz.

    “Tak”

    Szanowni Państwo, Polska wygrywa z USA i awansuje do finału, gdzie zmierzy się z ekipą z Nigerii.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • The Velvet Silhouette

    „Prawda czy wyzwanie, Haniu?”.

    Głos był cichym mruczeniem w moim uchu, dźwiękiem, który sprawił, że dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie i zapadł głęboko w mojego uwięzionego kutasa. Maja, baristka, która była moją przewodniczką do tego upojnego świata, trzymała lśniące koło. Jego opcje błyszczały w delikatnym, różowym świetle zaplecza kawiarni: Blowjob, Handjob, Rimjob i inne. Słowa pulsowały obietnicą.

    Nie mogłam uwierzyć, że to teraz moje życie.

    Moi „przyjaciele”, Leon i Benjamin, znaleźli to miejsce, The Velvet Silhouette. Mówili, że to po prostu osobliwa kawiarnia prowadzona przez i dla społeczności transseksualnej, bezpieczna przystań. Nie wspomnieli o sekretnym menu, tym dla klientów pragnących bardziej… interaktywnego doświadczenia. Nie wspomnieli, że zgłosili mnie na ochotnika jako najnowszą „kelnerkę”.

    Tak bardzo potrzebowałem pracy, że zostałem Hanią. Poza kawiarnią jestem facetem, 30-letnim. Wcześniej pracowałem jako grafik, ale AI mnie wygoniło z zawodu i tak trafiłem do The Velvet Silhouette.

    „No i co?” – podpowiedziała Maja, a jej czerwone usta wygięły się w uśmieszku. „Koło przemówiło. Twój pierwszy stolik czeka. Nie każ mu czekać”.

    Poprawiłam ciężkie silikonowe piersi pod obcisłą czarną sukienką pokojówki, których ciężar wciąż był obcy i podniecający na mojej piersi. Koronkowe pończochy szeleściły na moich udach przy każdym niepewnym kroku. Czarna peruka była jak hełm innej tożsamości, która z każdą minutą stawała się coraz wygodniejsza. Okulary dopełniały całości, sprawiając, że świat był na tyle miękki na krawędziach, że przypominał sen.

    Leon zasugerował „pełne zanurzenie”. „Jeśli już to robisz, zrób to dobrze” – powiedział z uśmiechem, unosząc mały, różowy pas cnoty. Benjamin tylko skinął głową, z szeroko otwartymi oczami pełnymi fascynacji i wsparcia, pomagając mi włożyć protezy piersi, a jego palce na mojej nagiej skórze były zaskakująco delikatne. Pigułka hormonalna, którą mi podali z espresso, była jak maleńki, potężny sekret rozpuszczający się na moim języku, pierwszy chemiczny krok w psychologicznej transformacji, która już i tak przyspieszała.

    Ta transformacja zaprowadziła mnie do odosobnionej kabiny, gdzie siedział samotnie mężczyzna, obserwując, jak się zbliżam. Był przystojny w surowy sposób, z ciemnymi oczami, które śledziły każdy mój ruch. Jego spojrzenie nie było kpiące, tylko głodne.

    „Twója… kelnerka, Hania” – wydusiłam z siebie, a mój głos był o oktawę wyższy i cichszy niż mój. Ćwiczyłam.

    „Widzę” – powiedział, jego głos brzmiał cicho i dudniąco. Nie uśmiechnął się, ale kąciki jego oczu zmarszczyły się. „Koło cię przysłało?”

    Tylko skinęłam głową, czując, jak zasycha mi w gardle.

    „Szczęściara ze mnie”. Odchylił się do tyłu, lekko rozstawiając nogi. Zaproszenie. Rozkaz. „Uklęknij”.

    Miękki dywan był miękki pod moimi kolanami. Przestrzeń między stolikiem a boksem była intymna, prywatna. Dźwięki kawiarni – delikatny jazz, szmer rozmów – ucichły w głuchym szumie. Słyszałam jedynie bicie własnego serca i jego powolny, miarowy oddech.

    Spojrzałam na niego. Skinął tylko głową, dając mi ciche, dobrowolne pozwolenie na kontynuowanie.

    Moje palce, pokryte czarnym lakierem pasującym do sukienki, drżały, gdy rozpinałam guzik jego dżinsów. Zamek opadł z cichym szelestem. Nie miał niczego pod spodem.

    A on już miał erekcję.

    Jego zapach, czysta skóra i delikatny zapach piżma, wypełnił moje zmysły, gdy pochyliłam się do przodu. Mój pierwszy dotyk był nieśmiały, niczym cień pieszczoty na całej jego długości. Był ciepły i twardy w mojej dłoni. Wydobył z siebie cichy jęk, a dźwięk jego przyjemności, wywołanej moim dotykiem, posłał we mnie prawdziwą elektryczność.

    Robiłam to. Naprawdę to robiłam.

    Opuściłam usta, moje różowe, lśniące wargi się rozchyliły. Pierwszy dotyk mojego języka na aksamitnej główce jego kutasa był objawieniem. Słonym. Prawdziwym. Obróciłam językiem, badając wrażliwy grzbiet, a on westchnął głośniej, jego biodra wykonały delikatny, mimowolny ruch.

    Tak. To było to. To była ta moc, o której mi opowiadali. Moc dawania przyjemności, bycia jedynym obiektem tak intensywnych doznań.

    Wezmę go głębiej, rozluźniając gardło, tak jak Maja uczyła mnie podczas krótkiej, szeptanej lekcji. „Po prostu oddychaj przez nos i pozwól, żeby to się stało. Pomyśl o tym jak o pocałunku”. To było coś więcej niż pocałunek. To był akt oddania. Uczucie, jak wsuwa się głębiej, rozciąga moje wargi, wypełnia moje usta, było przytłaczające. Czułam lekkie drżenie jego ud po obu stronach głowy.

    Moje własne stłumione podniecenie było ciągłym, pulsującym bólem, ciasna klatka nieustającym przypomnieniem mojej roli, mojej nowej kobiecości. Sprawiało, że każdy ruch, każde doznanie z jego strony, były ostrzejsze, bardziej intensywne. Byłam nadwrażliwa na muśnięcie moich sztucznych piersi o moje uda, na to, jak koronka moich majtek dotyka mojej wrażliwej skóry.

    Znalazłam rytm, jedną ręką obejmując jego narząd, delikatnie masując, a drugą opierając się o jego silne udo. Moja głowa kiwała się, a mój kucyk szeleścił w tym ruchu. Wilgotne, miękkie dźwięki były obsceniczne i idealne. Podniosłam wzrok, spotykając jego ciemne spojrzenie. Obserwował mnie, a jego wyraz twarzy był maską intensywnego skupienia i surowej potrzeby.

    Jesteś piękna – wyszeptał bezgłośnie, a jego głos brzmiał jak ciche chrapnięcie.

    Te słowa odblokowują coś głęboko we mnie. Ciepło rozlewa się po mojej piersi, poczucie słuszności. To nie było upokorzenie. To było świętowanie.

    Podwoiłam wysiłki, teraz pełna zapału, biorąc go tak głęboko, jak tylko mogłam, wciskając nos w szorstkie włosy u nasady. Zapadłam policzki, ssąc mocno, wykorzystując każdą sztuczkę, o jakiej kiedykolwiek fantazjowałam. Jego oddech stał się nierówny, jego dłonie delikatnie objęły moją głowę, nie naciskając, tylko prowadząc.

    „Haniu…” – jęknął, ostrzegając i prosząc.

    Nie odsunęłam się. Chciałam tego. Musiałam zasmakować ostatecznego, ostatecznego dowodu mojego sukcesu. Jego uścisk na moich włosach zacieśnił się w chwili, gdy jego ciało zesztywniało. Gorące, pulsujące uniesienie zalało moje usta i instynktownie przełknęłam ślinę, raz po raz, biorąc wszystko, co miał mi do zaoferowania. Smak był słodko-gorzki, uzależniający, ostateczna intymność.

    Kiedy był już wyczerpany, powoli się cofnęłam, łapiąc oddech. Spojrzałam na niego, jego oczy były teraz zamglone nasyconą rozkoszą. Delikatnie się schował, muskając palcami mój policzek w zaskakująco czułym geście.

    „Dziękuję” – wyszeptał ochrypłym głosem.

    Gdy wracałam, a moje biodra naturalnie kołysały się w obcisłej sukience, mój wzrok przykuł nowy klient z narożnego boksu. Uniósł brew, nieme pytanie. Mój puls, który właśnie zaczynał się uspokajać, znów przyspieszył. Głos Mii przebił się przez szum.

    „Gotowa na drugą rundę, kochanie? Koło się kręci”. Gestem wskazała mi, żebym wróciła do lśniącego dysku.

    Każde kołysanie bioder w obcisłej czarnej sukience było świadomym aktem, celebracją mocy, która wciąż pulsowała w moich żyłach. Ból między nogami, tłumiony i wzmacniany przez wkładkę cnoty, był ciągłym, ekscytującym przypomnieniem tego, co właśnie zrobiłam.

    Maja czekała, jej czerwone usta rozciągnęły się w szerokim, aprobującym uśmiechu. „Spójrz na siebie. Jesteś zadowlony, wróć zadowolona”. Podała mi chłodną szklankę wody. „Napij się. Przyda ci się”.

    Leon i Benjamin wyszli z zacienionego kąta, a ich miny wyrażały mieszankę podziwu i ledwo skrywanego podekscytowania. „Stary”, wyszeptał Leon, a jego psotny uśmiech był zaraźliwy. „Byłeś niesamowity. Wyraz twarzy tego faceta…”

    Ben, jak zawsze spokojny, tylko skinął głową, a jego wspierające spojrzenie sprawiło, że poczułam się dostrzeżona i doceniona. „Jak się czujesz?”

    „Żyję” – wyszeptałam i to była najprawdziwsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałam.

    Maja cicho klasnęła w dłonie. „Dobrze. Bo noc jest jeszcze młoda, a twój następny klient czeka”. Wskazała na lśniące koło. „Ale najpierw trochę… odświeżenia. Ta peruka do mnie”. Odwróciła się do moich przyjaciół. „Chłopaki, wiecie, co robić”.

    Oczy Leona rozbłysły. „Och, czekaliśmy na to”. Wyciągnął pudełko, którego wcześniej nie zauważyłam. Z rozmachem uniósł wieczko. Wewnątrz, na czarnej bibułce, leżała kaskada ognistoczerwonych loków i starannie złożony biały kostium pielęgniarki.

    „Nowa rola na nowy akt” – powiedział cicho Ben, delikatnie zdejmując mi z głowy perukę. Chłodne powietrze na skórze głowy było dla mnie szokiem. Jego dotyk był metodyczny, niemal pełen szacunku, gdy pomagał mi uwolnić się z ciężkich silikonowych piersi i ciasnej sukienki pokojówki. Stałam tam przez chwilę, wystawiona jedynie na widok publiczny, w koronkowych majtkach, pończochach i zimnej metalowej klatce, niczym puste płótno.

    Leo pomógł mi włożyć elegancką białą suknię pielęgniarki, materiał sztywny i czysty w dotyku. Zapiął ją z przodu, a jego palce musnęły nowe, jeszcze większe silikonowe piersi, które on i Ben przymocowali do mojej piersi. Ciężar był wyraźniejszy, a ich krągłości jeszcze bardziej przesadzone pod surowo białym uniformem. W końcu włożył mi na głowę czerwoną perukę, układając bujne loki na ramionach. Na nosie umieścił surowe okulary w czarnych oprawkach.

    Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nieznajomy wpatrywał się we mnie – pikantna, rudowłosa pielęgniarka z fantazji. Ta przemiana stawała się uzależniająca.

    „Idealnie” – mruknęła Maja, a jej oczy błyszczały. „A teraz zobaczmy, czego potrzebuje twoj następny pacjent”. Jej dłoń mocno, wirując, wykonała ruch obrotowy.

    Wszyscy z zapartym tchem obserwowaliśmy, jak lśniący wskaźnik zatrzymał się na „Rimjob”.

    Gorący rumieniec rozlał się po mojej piersi i szyi. O Boże.

    „Och, wyzwanie” – zaśmiał się Leon, szturchając mnie żartobliwie.

    „Test oddania” – dodał Ben, jego głos brzmiał cicho, z zainteresowaniem.

    Maja nachyliła się, jej głos brzmiał jak sekretny szept. „Chodzi o całkowite poddanie się, Haniu. Całkowite uwielbienie. To intymne. To pierwotne. Jesteś na to gotowa?”

    Klatka wydawała się niemożliwie ciasna. Moje serce waliło dziko o moje nowe, duże piersi. Pomyślałam o błogiej minie pierwszego mężczyzny, o mocy, którą czułam, dając mu to. Chciałam tego znowu. Potrzebowałam tego. Skinęłam głową, moje rude loki podskakiwały. „Tak”.

    „Pan pacjent jest w kabinie numer trzy. Pamiętaj” – powiedziała, jej głos zniżył się do ochrypłej nuty – „Nikt nie jest czysty, dopóki go nie ubrudzisz”.

    Mężczyzna w kabinie numer trzy już pochylał się do przodu, skrzyżował ramiona na stole, a na jego ustach błąkał się uśmieszek. Był starszy, z pewną siebie, władczą energią, która sprawiła, że ??ugięły się pode mną kolana. Nie odezwał się, gdy podeszłam, tylko przesunął wzrokiem po stroju pielęgniarki i powoli, z uznaniem skinął głową.

    „Koło przysyła pielęgniarkę” – powiedział w końcu. „Muszę być bardziej chory, niż myślałem”. Jego głos był suchy, rozbawiony i chrapliwy.

    „Jestem tu, żeby… podać ci leczenie” – powiedziałam, a mój nowy głos wydawał się silniejszy w tej roli.

    „Rozumiem. A na czym polega moje leczenie?” Już wiedział. Błysk w jego oku podpowiadał mi, że wie dokładnie.

    „Lekarz zalecił… gruntowne oczyszczenie” – wydusiłam z siebie, eufemizm brzmiąc jednocześnie niedorzecznie i intensywnie erotycznie.

    Zaśmiał się cicho, dźwięcznie. „Cóż, niech mnie szlag trafi, jeśli chodzi o sprzeciwianie się zaleceniom lekarskim”. Wstał i bez słowa odwrócił się do mnie plecami, opierając dłonie na stole i pochylając się w pasie. Pozycja była szokująco bezbronna i absolutnie władcza. Miękki materiał jego spodni opinał muskularną krzywiznę jego pośladków. „Pocałuj mnie w dupę, pielęgniarko”.

    Rozkaz, tak prymitywny i tak bezpośredni, posłał szarpnięcie prosto w mojego uwięzionego penisa. Uklękłam, a wykrochmalona biała spódnica mojego munduru rozlała się wokół mnie. Powietrze w ustronnej kabinie było bliskie, intymne.

    Moje dłonie, teraz bez połysku, powędrowały do ??jego paska. Rozpięłam go, a potem guzik spodni. Zamek błyskawiczny opadł z ogłuszającym dźwiękiem. Wsunęłam palce w pasek jego spodni i majtek i jednym płynnym ruchem przesunęłam je w dół jego ud.

    Był mi odsłonięty.

    Zapach był pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła – czysta skóra, nuta mydła, a pod spodem piżmowy, głęboko ludzki aromat jego osoby. Nie był nieprzyjemny; był prawdziwy. To był on. Przysunęłam się bliżej, moja twarz o centymetry od bliźniaczych kul jego tyłka. Widziałam ciasne, pomarszczone zagłębienie jego odbytu, ciemną gwiazdę na skórze.

    Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze, mój ciepły oddech owiał go wokół. Zadrżał.

    Całkowita adoracja.

    Moim pierwszym dotykiem był płaski język, długie, powolne, nieśmiałe liźnięcie od samej podstawy jego krocza aż do zagłębienia pośladków. Smak był słony, skóra. Całe jego ciało drgnęło, a z jego gardła wyrwał się gardłowy jęk, dźwięk czystej, zaskakującej przyjemności.

    Tak. Właśnie tak.

    Zrobiłam to jeszcze raz, tym razem mocniej, oblizując go jak kot śmietaną, poznając topografię jego ciała. Zanurzyłam w nim twarz, przyciskając nos do jego krocza, moje rude loki z pewnością łaskotały jego skórę. Skupiłam się na jego otworze, okrążając go samym czubkiem języka, śledząc ciasny, pomarszczony pierścień mięśni.

    Zacisnął się pod moją uwagą, a on sapnął. „Kurwa…”

    Słyszenie, jak się rozluźnia, dodało mi sił. Naciskałam mocniej, mój język stawał się coraz bardziej natarczywy. Badałam, prosząc o wejście, a po chwili oporu ciasny pierścień mięśni rozluźnił się, ulegając. Wsunęłam język do środka, aż do samego czubka.

    Doznanie było niesamowite – ciepło, ciasnota, absolutna intymność bycia w tej najbardziej intymnej części jego ciała. Jęczał teraz swobodnie, niskimi, ciągłymi dźwiękami przyjemności. Jego dłonie były zaciśnięte w pięści i leżały na stole.

    Pieprzyłam go językiem, płytkimi, małymi pchnięciami, czując, jak się dla mnie otwiera. Wirowałam, lizałam i badałam, poświęcając całą swoją istotę temu jednemu aktowi. Sięgnęłam wokół jego bioder, moja dłoń natrafiła na jego penisa. Był gruby i twardy, sączył się z niego preejakulat. Zaczęłam go głaskać w rytm pchnięć języka, w zsynchronizowanym akcie usługi.

    Zapachy, smaki, dźwięki jego przyjemności – to było przytłaczające, odurzające. Zatraciłam się w tym, mój własny świat zredukowany do ciepła jego ciała i desperackiego, pulsującego bólu między nogami. Byłam jego pielęgniarką, jego sługą, jego wielbicielką i w tej chwili nigdy nie czułam się silniejsza.

    Jego jęki stały się nierówne, biodra napierały na moją twarz, pieprząc się na moim języku. „Nie przestawaj” – warknął napiętym głosem. „Nie przestawaj, kurwa, pielęgniarko”.

    Nie miałam zamiaru przestawać. Podwoiłam wysiłki, wbijając język coraz głębiej, a dłoń przyspieszając ruchy jego członka. Popychałam go ku krawędzi i miałam być tuż obok niego. Całe jego ciało zaczęło drżeć, a pośladki zaciskały się rytmicznie wokół mojego wdzierającego się języka. „Zamierzam… zamierzam…”

    Jego słowa przerwał zdławiony krzyk, gdy jego wytrysk wystrzelił w moją dłoń, gorący i gęsty. Przytrzymałam go w tej pozycji, delikatnie muskając go językiem, aż ostatni dreszcz przeszedł przez jego ciało.

    Osunął się na stół, wyczerpany, oddychając chrapliwie i nierówno. Powoli, ostrożnie, cofnęłam się. Miałam mokrą twarz, a usta spuchnięte. Spojrzałam na jego zgarbioną sylwetkę, ogarnęło mnie głębokie poczucie spełnienia.

    Powoli podniósł się, drżącymi rękami podciągając spodnie. Odwrócił się, by na mnie spojrzeć, z wyrazem oszołomionego, nasyconego zachwytu. Wyciągnął rękę, nie czystą, ale tą, którą właśnie zniszczyłam, i objął mój policzek. Jego dotyk był zaborczy, pełen wdzięczności.

    „Najlepsze… podejście do pacjenta… jak dotąd” – wydyszał, a szczery uśmiech przebił się przez jego wyczerpanie.

    Kątem oka dostrzegłam Maję obserwującą mnie z rozchylonymi czerwonymi ustami w bezgłośnym „wow”. Leon wpatrywał się we mnie, a jego figlarny uśmiech zastąpił coś znacznie bardziej intensywnego. Ben po prostu skinął głową, a jego spokój w końcu przełamał wyraz głębokiej, gorącej aprobaty.

    Zaczęłam się podnosić na chwiejnych nogach, ale dłoń mężczyzny na moim ramieniu zatrzymała mnie, delikatnie naciskając i utrzymując na kolanach. Nie skończył.

    „Leczenie nie jest jeszcze zakończone, pielęgniarko” – wychrypiał, a w jego oczach pojawił się nowy, wciąż tlący się głód. „Dobra pielęgniarka zawsze… sprząta po sobie”. Wskazał brodą lśniącą, śliską od nadmiaru alkoholu dłoń, którą go obmacywałam.

    Delikatny nacisk jego dłoni na moje ramię przytrzymuje mnie na kolanach, a miękki dywan stał się mi teraz znajomy. Polecenie mojej pacjentki, żeby „posprzątać bałagan”, wisi w powietrzu, rozkosznie nieprzyzwoite polecenie, które wysyła nową falę gorąca do mojego napiętego przez cnotę wnętrza. Ale zanim zdążę je wykonać, nowy głos przebija się przez mgłę mojego podniecenia.

    „Wydaje mi się, że pielęgniarka jest po dyżurze”.

    Maja stoi przy wejściu do kabiny, a jej wyraz twarzy przypomina maskę żartobliwego autorytetu. Mój pacjent w kabinie numer trzy podnosi wzrok, a na jego najedzonej twarzy pojawia się cień rozczarowania, zanim kiwa głową, akceptując przerwanie. Pogłaskał mnie po policzku po raz ostatni, zaborczy, po czym zapiął zamek i wyszedł, rzucając mi ostatnie, doceniające spojrzenie.

    Mia wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać. „Byłaś bardzo zajęta, Haniu. I przyciągnęłaś na siebie sporo uwagi”. Prowadzi moje drżące nogi z powrotem na bazę, gdzie Leon wręcz wibruje energią.

    „Lizanie odbytu za drugim razem!” – wykrzykuje z szerokim uśmiechem. „Jesteś cholernym geniuszem!”

    Ben jest cichszy, jego spokojna obecność to solidna skała. Ale jego oczy, zazwyczaj tak opanowane, mają nową, tlącą się intensywność, gdy wędrują po moim rozczochranym stroju pielęgniarki, moim wilgotnym podbródku, mojej śliskiej od alkoholu dłoni. Patrzy na mnie z fascynacją, która wydaje się inna niż figlarne podniecenie Leon.

    „Czas na kolejne odświeżenie” – oznajmia Maja, jej oczy błyszczą, gdy patrzy prosto na Bena. „I myślę, że ten wymaga specjalnego dotknięcia. Leon, szmaragdowe pudełko, proszę”.

    Leon wyciąga kolejne pudełko, tym razem w kolorze głębokiej, leśnej zieleni. W środku, niczym skarb, kryje się kostium zupełnie nowych doznań. Silikonowe piersi są mniejsze, jędrniejsze, o subtelnym ciężarze, który bardziej przypomina moje własne. Sukienka to szokująco krótka, jaskrawozielona tunika, która niewiele pozostawia wyobraźni. Prześwitujące czarne rajstopy i eleganckie zielone szpilki dopełniają całości, a także para delikatnie spiczastych elfich uszu.

    Tym razem to Ben wychodzi naprzód. „Pozwól mi” – mówi niskim, dudniącym głosem, który brzmi intymnie w tętniącym życiem zapleczu. Jego palce są pewne i delikatne, gdy pomaga mi zdjąć białą sukienkę pielęgniarki. Jego kostki muskają nagą skórę moich pleców, gdy odpina większe protezy piersi, a dreszcz, zupełnie inny niż te, które czułam dziś wieczorem, przebiega mi po kręgosłupie.

    Jego dotyk jest metodyczny, pełen szacunku. Nie odzywa się, gdy pomaga mi włożyć nowe, mniejsze piersi, a jego dłonie wygładzają silikon na mojej klatce piersiowej w sposób, który bardziej przypomina pieszczotę niż kostium. Trzyma mi maleńką zieloną sukienkę, żebym mogła w nią wejść, jego silne dłonie prowadzą ją w górę moich ud, a kciuki mimowolnie i celowo muskają koronkę moich majtek. Sukienka jest niemożliwie krótka, rąbek ociera się o samą górę pończoch.

    W końcu dopasowuje delikatne, spiczaste uszy do moich, a jego palce zatrzymują się, by schować za nie kosmyk mojej rudej peruki. Poprawia mi okulary w czarnej oprawie na nosie. „Proszę” – mruczy, a jego głos jest nabrzmiały emocją, której nie potrafię nazwać. „Idealnie”.

    Widzę swoje odbicie. Leśna nimfa. Fantazyjne stworzenie. Jego fantazja.

    Maja kręci kołem. To rozmycie lśniących opcji, wir potencjalnych przyjemności. Ale nie zatrzymuje się na lodziku ani masturbacji. Zwalnia, skrzypi i zatrzymuje się na najrzadszej z opcji: Specjalnym Życzeniu Klienta.

    Moje serce wali mi w piersiach, uderzając o nowe, mniejsze piersi. Maja odwraca się do Benjamina, a na jej czerwonych ustach maluje się znaczący uśmieszek. „Piętro należy do Ciebie, przystojniaku”.

    Ben nawet nie spogląda na koło. Jego wspierające spojrzenie wbija się we mnie i po raz pierwszy dostrzegam kryjącą się za nim surową, głodną ciekawość. „Chcę głębokiego gardła” – mówi, słowami prostymi, bezpośrednimi i absolutnie porażającymi. „Od ciebie, Haniu”.

    Nie prowadzi mnie do publicznej kabiny, ale do bardziej prywatnego przedpokoju, słabo oświetlonego i wypełnionego zapachem drzewa sandałowego. Moje elfickie obcasy cicho stukają o drewnianą podłogę. Siedzi w pluszowym fotelu, wyglądając jak król witający swoją kurtyzanę.

    Jego ręce wędrują do paska i rozpina go z cichą pewnością siebie, która szalenie mnie podnieca. Zsuwa spodnie i majtki na tyle, żeby się uwolnić.

    A ja zapieram dech w piersiach.

    Nie jest twardy.

    Jest mały i piękny, ale miękko leży na jego udzie. Widzi moje zmieszanie i posyła mi lekki, niemal nieśmiały uśmiech. „Byłem… rozkojarzony… przez długi czas. Miesiące. Myślałem o różnych rzeczach. O… tym”. Gestykuluje niejasno między nami. „Będziesz musiała go obudzić”.

    To wyzwanie jest absolutne. Jego intymność, to bezgraniczne zaufanie, ściska mnie mocno w żołądku. To nie obcy człowiek spragniony wyzwolenia; to mój przyjaciel, ofiarowujący mi najczulszą część siebie, proszący, żebym go ożywiła.

    Klękam między jego rozstawionymi nogami, pozycja wydaje się bardziej naturalna niż chodzenie. Zielona tunika unosi się, chłodne powietrze na moich odsłoniętych udach stanowi ostry kontrast z narastającym we mnie ciepłem.

    Nie zanurzam się. To wymaga innego dotyku. Dotyku rzeźbiarza.

    Moim pierwszym punktem kontaktu nie są usta, ale dłonie. Owijam palce wokół jego miękkości, czując niesamowity potencjalny ciężar. Głaszczę go powoli, delikatnie, od nasady aż po czubek, poznając jego fakturę, jego ciepło. Pochylam się i przyciskam twarz do szorstkich włosów u nasady, wdychając jego czysty, męski zapach. Mydło, skóra i Ben.

    Przytulam się do niego, ocierając o niego policzek, pozwalając, by moje spiczaste ucho elfa łaskotało jego wewnętrzną stronę uda. Z jego gardła wydobywa się ciche westchnienie, a ja czuję najlżejsze drgnięcie pod dłońmi.

    Tak.

    Przesuwam ustami po całej długości jego penisa, lekkie jak piórko pocałunki, które są bardziej obietnicą niż naciskiem. Obdarzam jego penisa uwagą, biorąc jedną delikatną kulkę do ust i delikatnie ssąc, wirując językiem. Jego biodra drgają lekko, mimowolnie.

    „Haniu…” – szepcze, moje imię brzmi jak modlitwa na jego ustach.

    Ośmielona, ??w końcu biorę główkę jego penisa do ust. Nadal jest prawie miękka, aksamitna obietnica na moim języku. Ssę go delikatnie, jakby był najcenniejszą rzeczą, jakiej kiedykolwiek spróbowałam. Kąpię go językiem, namawiam, wielbię. Moje dłonie kontynuują powolny, rytmiczny masaż jego penisa i narządu.

    Wtedy to czuję – nagły, ekscytujący przypływ krwi, twardnienie, ujędrnienie, które przemienia go w moich ustach. Rośnie, wydłuża się, gęstnieje, aż natarczywie wbija się w moją tylną część gardła. Z jego piersi wyrywa się niski, gardłowy jęk, dźwięk czystej, nieskażonej przyjemności, jakiej nigdy od niego nie słyszałam.

    Jest teraz w pełni, imponująco wyprostowany, a siła tego, świadomość, że zrobiłam to mojej silnej, spokojnej przyjaciółce, jest najsilniejszym afrodyzjakiem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.

    „Teraz” – rozkazuje szorstkim i napiętym głosem, obejmując mnie dłońmi za głowę. „Teraz, Haniu. Wszystko”.

    Poczułam jego spermę, była słodka, przygotował się, ale nie był to obfity wytrysk. Bardziej kilka mniejszych, widocznie jego mastrubacja stworzyła problemy z erekcją. No cóż…

    Zza drzwi dobiega cichy, aprobujący pomruk. „To dopiero widok”.

    Nie odsuwam się, ale moje oczy unoszą się w górę. Maja opiera się o framugę drzwi, jej czerwone usta rozchyla drapieżny uśmiech. Obserwuje nas, jedną ręką bezmyślnie wodząc po dekolcie obcisłej czarnej sukienki. Dłonie Bena, które trzymały moją głowę, zamierają. Jego biodra poruszają się lekko, mimowolnie na jej widok, wbijając się jeszcze głębiej w moje gardło. Cicho się krztuszę, dźwięk wokół niego jest stłumiony, a nowa fala podniecenia zalewa mnie na ten bezradny, pierwotny dźwięk.

    „Nie przestawaj z mojego powodu” – mruczy Maja, wślizgując się do pokoju. Staje obok krzesła Bena, patrząc na mnie nadzianą na niego. Jej palce, pokryte nieskazitelnym czerwonym lakierem, wędrują po włosach Bena. „Był taki cierpliwy. Taki dobry. Zasługuje na odpowiednią nagrodę. Nie sądzisz, Haniu?”

    Mogę tylko jęknąć w odpowiedzi, a wibracje wywołują u Bena ostre syknięcie. Jego penis drga na moim języku.
    Uśmiech Mii staje się szerszy. „Myślę, że nasz mały elf też zasługuje na nagrodę”. Jej wzrok opada na mnie, gorący i zaborczy. „Byłaś dla nas dziś taka grzeczna. Taka oddana mała istotka”. Pochyla się, jej głos zniża się do szeptu przeznaczonego dla nas trojga. „Myślę, że czas się podzielić”.

    Jej słowa unoszą się w powietrzu przesiąkniętym zapachem drzewa sandałowego, gęste i nieomylne. Benowi urywa się oddech. Jego oczy, ciemne z pożądania, przeskakują z twarzy Mii na moją. Powoli, z rozmysłem kiwa głową, a jego zgoda jest cichą, potężną siłą w pomieszczeniu.

    „Na łóżko, Ben” – rozkazuje Maja cicho, jej autorytet nie pozostawia miejsca na sprzeciw. „Na kolana. Chcę patrzeć na jej twarz, kiedy będziesz ją pieprzył w gardło”.

    Rozkaz jest tak dosadny, tak perfekcyjnie zboczony, że mój uwięziony kutas pulsuje rozpaczliwym, żądnym pulsowaniem. Ben wstaje, jego erekcja podskakuje, lśniąc od mojej śliny. Nie odrywa ode mnie wzroku, podchodzi do małej, puszystej leżanki pod ścianą i klęka na jej środku, niczym król oczekujący na hołd.

    Dłonie Maji obejmują mnie, podnosząc za łokcie. Nogi mi miękną, ale ona mnie podtrzymuje, prowadząc do łóżka, aż stoję przed Benem, jego twardy członek jest na wysokości moich ust. „Wiesz, co robić, kochanie” – szepcze, a jej gorący oddech muska moje ucho. „Spraw, żeby poczuł się dobrze”.

    Nie trzeba mi dwa razy powtarzać. Pochylam się do przodu, biorąc go z powrotem do ust z odnowionym pragnieniem, dłońmi chwytając jego biodra. Kiwam głową, ustalając rytm, ssąc go głęboko, delektując się słono-słodkim smakiem preejakulatu, który teraz swobodnie wypływa.

    Ale Maja nie tylko patrzy. Czuję, jak jej dłonie chwytają krótką, cienką spódniczkę mojej elfickiej tuniki, podciągając ją wokół mojej talii, odsłaniając prześwitujące czarne rajstopy i koronkowe majtki pod spodem na chłodne powietrze. Jej dotyk jest pewny siebie, domagający się. Z gardła Bena wyrywa mi się westchnienie, gdy jej dłoń mocno przyciska się do mojego tyłka, macając mnie przez delikatny materiał.

    „Taka niecierpliwa” – mruczy, a jej głos ocieka rozbawieniem. Jej palce zaczepiają się o pasek moich rajstop i majtek i jednym płynnym ruchem ściąga je do moich kolan. Powietrze uderza w moją odsłoniętą skórę, a ja czuję się absolutnie, przerażająco bezbronna. Moje własne podniecenie, śliskie, rozpaczliwe gorąco, jest teraz w pełni widoczne dla nich obojga.

    Ben jęczy, jego dłonie wplątują się w moją czerwoną perukę, gdy patrzy, jak Mia mnie obnaża. Jego pchnięcia w moje usta stają się mniej kontrolowane, bardziej szalone.
    Wtedy ją czuję. Ciało Maii przyciska się do moich pleców, jej miękkie, powiększone piersi mnie amortyzują, a jej twarde sutki są widoczne nawet przez nasze ubrania. Jedna z jej dłoni oplata moje biodro, a jej palce dotykają mojej klatki. Z mojego gardła wyrywa się ostry, elektryczny krzyk, stłumiony przez penisa Bena, gdy dwa jej palce wślizgują się do mojego odbytu. To uczucie jest nie do zniesienia, niczym bezpośredni przewód do bólu klatki piersiowej.

    „No i zaczynamy” – Maja grucha mi do ucha, jej palce masują mnie z wprawną, torturującą precyzją. „Skup się na nim. Pozwól, że się tobą zajmę”.

    Jestem między nimi, instrumentem ich wzajemnej przyjemności. Ssę Bena z coraz większą desperacją, moja przyjemność zaciska się coraz mocniej pod wprawnym dotykiem Mii. Czuję jej uśmiech na ramieniu. „On jest taki przyjemny w twoich ustach, prawda? Taki gęsty. Uwielbiasz to”.
    Tak, uwielbiam. Moje jęki są teraz nieustanne, wibrują, sprawiając, że uda Bena drżą. Jego oddech jest nierówny, pchnięcia stają się płytkie, szaleńcze. Jest blisko.

    „Cicho, zrelaksuj się, piękna” – szepcze Mia, a jej głos jest niczym hipnotyczny balsam. Jej kolejny palec, niemożliwie gładki, wciska się do środka, tylko czubek, powolna, rozciągliwa intruzja, która wysysa powietrze z moich płuc. Podwójne doznanie jest przytłaczające – penis Bena pieprzący moje usta, palce Maii penetrujący mnie od tyłu

    To za dużo. To wszystko.

    Moje ciało ugina się między nimi, bezsłowna prośba o więcej, o uwolnienie, o to, by to się nigdy nie skończyło. Mia wpycha palec głębiej we mnie, idealny, wypełniający kontrapunkt dla pustki mojego uwięzionego przodu. Zaczyna poruszać nim powolnym, korkociągowym ruchem, który sprawia, że ??widzę gwiazdy.

    „To jest to” – mruczy Ben, a jego głos drży na granicy wytrzymałości. Jego uścisk na moich włosach jest mocny, kotwiczący mnie. „Weź to. Weź to całe, Haniu”.

    Jego biodra drżą, jego kontrola rozpada się w proch. Czuję pierwszy gorący, pulsujący strumień uderzający w tył mojego gardła sekundę przed tym, jak Maja wybiera ten właśnie moment, by mocno przycisnąć opuszek kciuka do mojego łechtaczki i wkręcić we mnie palec.

    Orgazm, który mną wstrząsa, jest sejsmiczny, cichy krzyk przyjemności, który ściska każdy mięsień w moim ciele. Mój wzrok zaciera się, gdy drgam wokół palców Maji, a moje soki tryskają na jej dłoń. Intensywne, rytmiczne zaciskanie się moich wewnętrznych ścianek odbija się w moim gardle, dojąc penisa Bena, połykając każdą kroplę jego wytrysku, gdy opróżnia się z urwanym krzykiem.

    Przez długą chwilę słychać tylko nasze chrapliwe, nierówne oddechy. Osuwam się do przodu, opierając czoło o brzuch Bena, wyczerpana i drżąca. Delikatnie wysuwa się z moich ust, głaszcząc mnie po włosach z czułością, która gwałtownie kontrastuje ze zwierzęcym szaleństwem sprzed chwili.

    Mia powoli cofa palec – miękki, śliski dźwięk, który przyprawia mnie o dreszcze. Pochyla się nad moim ramieniem i składa delikatny, zaborczy pocałunek na moim wilgotnym policzku. „Taka grzeczna dziewczynka” – szepcze. „Tak dobrze nas oboje przyjęłaś”.

    Ben wciąż łapie oddech, jego oczy są zamglone z nasycenia. Przenosi wzrok z mojej pokiereszowanej, błogiej twarzy na dumną, uśmiechniętą twarz Mii. Nowy, powolny uśmiech rozpościera się na jego twarzy, wyraz rodzącej się, głodnej świadomości.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Rodzinna edukacja VI

    Część 11

      Przy śniadaniu zaczęliśmy rozmawiać o koleżankach i kolegach z klasy.
    — Ciekawe ile twoich koleżanek Ewa jest jeszcze dziewicami? Czy też mają takie szalone pomysły jak my? — zagaiłem.
    — Powiem wam — wtrąciła Edyta — że, u nas w klasie została pewnie jeszcze z połowa dziewczyn na tym etapie. U ciebie Ewa minimum 80% do „nietykane”. Adam to szczęściarz, pozbawił już dziewictwa kilka dziewczyn, a ty Damian trafiasz na razie na te „wcześniej użyte”. Może masz jakąś upatrzoną koleżankę?
    — Upatrzoną koleżankę to może i mam, ale ciężko do niej trafić, bo ma chłopaka — odparłem — Ewa, może zaprosisz swoją koleżankę, z którą, za przeproszeniem, lizałyście się wzajemnie?
    — Mówisz o Teresie? — zaskoczyła Ewa. — W sumie dobry pomysł, pogadam z nią dzisiaj w szkole.
      Po powrocie ze szkoły, Ewa zawołała mnie po cichu do swojego pokoju, bo miała dla mnie wieści.
    Pokazała mi zdjęcie i spytała wprost — Która ci się podoba?
    Zerknąłem na zdjęcie, na którym były cztery dziewczyny, stojące przed lodziarnią (pewnie jakieś zdjęcie z klasowej wycieczki), każda inna z typu urody. Moją uwagę przykuła jedna z nich, wskazałem ją wtedy palcem na zdjęciu.
    — Ta wygląda ciekawie, ale po co pytasz ?
    — Ha, wiedziałam — skomentowała Ewa — to właśnie Teresa, moja „tajemnicza” koleżanka, której robiłam miesiąc temu „dobrze” języczkiem! Wpadła ci w oko, co? To dobrze, to bardzo dobrze! Rozmawiałam z nią dzisiaj na każdej przerwie i „urabiałam” ją, namawiałam. Koronnym argumentem były niektóre szczegóły z naszych … rodzinnych spotkań. Żebyś widział, jak się wtedy zarumieniła.
    — Opowiedziałaś jej o nas? — spytałem. — Edyta wie?
    — Tak, Edyta nawet mnie pouczyła jak z Teresą rozmawiać — zaśmiała się.
    — Aaaa, to co innego, nawijaj.

    — Ale na szczęście jej rumieniec nie spowodował, żebym usłyszała „Spadaj !” — kontynuowała. — Wręcz przeciwnie, była bardzo zainteresowana ciągiem dalszym mojej propozycji, więc poszłam na całość. Spytałam na początek, czy nadal jest dziewicą, odpowiedziała, że tak. Wiedziała już, że ja nie jestem i podpytywała, kiedy, z kim, oraz jak. Opowiedziałam, więc, jak to się stało i kiedy. Chyba wtedy zwilgotniała jej cipka, bo spytała, czy mogę jej pomóc stracić dziewictwo. Na ostatniej przerwie dałam jej odpowiedź, że pomogę jej. A teraz najlepsze! Ma przyjść do mnie dzisiaj o 18:00.
    — Aleś ją zbałamuciła siostro — podsumowałem — ładna jest, to już wiem, a tak ogólnie jaka jest?
    — To sympatyczna i mądra dziewczyna, słowo daję, na pewno ci się spodoba nie tylko z urody. A teraz idź się przygotować książę na przyjęcie swojej księżniczki — rzuciła Ewa.
    Była godzina 17:00, niewiele czasu zostało, więc poszedłem do sklepu po ciasteczka, a po powrocie wskoczyłem pod prysznic. Przygotowania do przyjęcia cennego gościa były zakończone.
    Punktualnie o 18:00 przyszła Teresa, poszły z Ewą od razu do jej pokoju, ja miałem czekać, aż Ewa pogada jeszcze z Teresą i przyjdzie po mnie. Ale najpierw zawołała Edytę, jakieś pół godziny gadały we trzy i dopiero wtedy wezwały mnie do pokoju. Teresa była naprawdę ładną dziewczyną. Rozmawialiśmy we czwórkę trochę o szkole, trochę o muzyce a na koniec ogólnie o sprawach nastolatków. Było naprawdę fajnie, Teresa uśmiechała się często, a ja wpatrywałem się w nią.
    Około 21:00 odprowadziłem ją pod drzwi jej domu, życząc miłego wieczoru. Już wcześniej zaprosiliśmy ją na kolejny wieczór, co potwierdziła chętnie.

      Na drugi dzień w szkole Ewa sondowała opinie Teresy o naszym spotkaniu. Koleżanka stwierdziła, że było bardzo fajnie i dobrze czuła się w naszym towarzystwie. Wspominała również o mnie, że fajnego ma Ewa brata itp. Opowiedziała mi o tym zaraz, gdy wróciła ze szkoły, dodając rubasznie — Chyba trafi ci się w końcu jakaś dziewica, braciszku.
    Marzyłem o tym, więc musiałem się postarać, ale wiedziałem, że bez pomocy sióstr nie byłoby to łatwe i szybkie. Około 20:00 zjawiła się Teresa, ubrana w śliczną sukienkę nad kolanko. Tym razem to ja otwierałem jej drzwi i mogłem skomplementować jej wygląd:
    — Cześć, ślicznie wyglądasz, zapraszam.
    — Dziękuję, … to bardzo miłe z twojej strony, że zauważyłeś — odparła nieśmiało — Ale wiesz, to dla ciebie tak się ubrałam.
    Zatkało mnie! Śliczna dziewczyna mówi do mnie, że specjalnie dla mnie wybrała swój strój!
    — Czuję się zaszczycony — odpowiedziałem lekko speszony.
    Poszliśmy do pokoju Ewy, gdzie była już też Edyta, wtedy zamknąłem drzwi na klucz.
    Dziewczyny przywitały się serdecznie i zaczęliśmy rozmawiać. Po kwadransie Ewa przejęła prowadzenie rozmowy i nawiązała do jej wcześniejszych rozmów z Teresą oraz do rozmów Teresy
    z Edytą.

    — Poznałaś już moją siostrę i brata, pamiętasz, co ci opowiadałam o naszych … eksperymentach, tych niektórych, pamiętasz, w czym obiecałam ci pomóc, myślę, że jesteśmy na to gotowi.
    — Taaak, pamiętam — odpowiedziała Teresa — dziękuję za szczerość i chęć pomocy. Myślałam o tym sporo, wiedziałam, że muszę w końcu podjąć decyzję. Ale dacie mi słowo, że nikt się o tym nie dowie
    a szczególnie moi i wasi rodzice ?
    — Możesz być pewna — wtrąciłem się — nasi rodzice nie mają zielonego pojęcia, co robimy, tak się umówiliśmy we trójkę i nikt nie pisnął słowem. To na razie nasza prywatna sprawa.
    — Rozumiem, to dobrze mieć takich zaufanych przyjaciół — dodała Teresa — Ewa, opowiedz mi jeszcze raz, proszę … jak to ma się odbyć?
    Ewa opowiedziała wtedy dość dokładnie o swojej inicjacji, efektach i zadowoleniu.
    — Czy masturbujesz się czasami w domu? — spytała Teresę. — Sami swoi, mów śmiało, my to robimy codziennie.
    Popatrzyła na mnie nieśmiało, ale odpowiedziała spokojnie:
    — Tak, czasami tak, wiem już, że to fajne uczucie. Z kimś robiłam to tylko z tobą Ewa, pamiętasz.
    — Pamiętam doskonale, miło było wtedy nam obu — zaśmiała się Ewa — proponuję w takim razie, żebyś nam zaufała. Aby było ci raźniej, rozbierzemy się wszyscy, zapewniam cię, że nie ma się, czego wstydzić, dobrze?

    Pierwsza z ubrania wyskoczyła Edyta, potem Ewa, ja z kolei zdążyłem zdjąć koszulkę i spodenki Teresa popatrzyła na nas i ściągnęła przez głowę swoją sukienkę, poskładała i położyła na podłodze.
    Podeszła do mnie, obróciła się tyłem i usłyszałem:
    — Pomożesz mi rozpiąć biustonosz?
    — Oczywiście, z najwyższą rozkoszą — odparłem zaskoczony i sięgnąłem do zapięcia.
    Chwilę się mocowałem, ale dziewczyny czekały spokojnie na efekty moich poczynań. Wreszcie zapięcie puściło, Teresa zdjęła ramiączka i drugą ręką chwyciła całość, rzucając go w kierunku sukienki. Następnie obróciła się do mnie i opuściła ręce, które do tej pory zasłaniały jej biust.
    — Podobają ci się? — spytała.
    — Ooooo tak, bardzo mi się podobają, podobasz m i się cała, mojemu … przyjacielowi również.
    Spojrzała na moje majtki i skomentowała:
    — No tak, jemu też się najwyraźniej podobam — powiedziała nieśmiało.
    Żeby zobaczyła jak bardzo mu się podobają, zdjąłem szybko majtki, a mój penis wystrzelił z nich, dumnie prężąc swoją postać.
    — Ooooo, fajny, mogę dotknąć?
    — Jak ściągniesz majteczki to tak — odpowiedziałem bezczelnie.
    Teresa zgrabnym ruchem ściągnęła majteczki i stała teraz nago naprzeciwko mnie. Mój penis stał teraz jeszcze bliżej pionu. Teresa sięgnęła dłonią i objęła go palcami.
    — Ale milutki i cieplutki — stwierdziła — taki niby miękki a twardo sterczący, marzyłam, żeby go wreszcie zobaczyć.
    — Biegaj teraz z Ewą do łazienki, przygotuje cię odpowiednio — zarządziła Edyta.
    Gdy wróciły z łazienki, mogliśmy kontynuować.

    — Usiądź, proszę w fotelu — zdecydowała Edyta — pupa na krawędzi, poduszka pod plecy, nogi rozłożone i kolana do góry, my je z Ewą przytrzymamy.
    Po chwili widziałem na fotelu seksowną dziewczynę z rozwartymi nogami, prezentującą swoją różową cipkę, otoczoną z góry puszkiem włosków. Po obu bokach na podłodze siedziały moje siostry, trzymając Teresę za kolana, pod pupą Teresy wylądował jeszcze ręcznik.
    — No braciszku, masz swoją pierwszą dziewicę — stwierdziła Edyta — bądź delikatny, żeby wspomnienia tej chwili były dla Teresy miłe.
    Siostry paluszkami drugiej swojej dłoni spowodowały, że mały otworek stał się lepiej widoczny.
    — Teresa, będę delikatny, ale mów od razu, gdyby coś zabolało, dobrze? — zakomunikowałem.
    Ewa wzięła do ust mojego penisa i kilka razy wsunęła go sobie głębiej do ust
    — To tak można? — spytała Teresa.
    — Nawet trzeba — uzyskała odpowiedź Ewy.
    Nakierowałem czubek nabrzmiałego penisa na mały otworek i poczułem drgające ciałko Teresy. Pchałem minimalnie i czekałem na reakcję. Patrzyła na swoją cipkę, jakby chciała jej powiedzieć — „Zaraz będzie milutko moja słodka”. Pchnąłem dalej.
    — Ssssss, aj aj aj — Teresa dała pierwsze sygnały, ale patrzyła teraz prosto w moje oczy.
    Patrząc w jej oczy, pchnąłem dalej, czyli jakieś 2 cm kutasa było już wewnątrz, lekki grymas pojawił się na jej twarzy, pchnąłem dalej i … napotkałem na wewnętrzny opór. Postąpiłem teraz dokładnie tak, jak zasugerowała mi wcześniej Ewa — „Gdy napotkasz opór, pchnij raz a dobrze, mocno”.
    Na twarzy Teresy pojawił się grymas i krzyknęła: — Aaaaj, zabolało!

    — Jest dobrze, miało zaboleć — rzuciła Ewa — Damian, pchaj dalej!
    Dopchnąłem do końca i zatrzymałem się, po czym powoli wyjmowałem penisa z dziurki. Był lekko zakrwawiony, kilka kropel krwi kapnęło na ręcznik pod pupą.
    — Teresa, właśnie straciłaś dziewictwo — zakomunikowała Edyta — Teraz popatrz, jakie są tego miłe skutki.
    Poleciałem szybko do łazienki, aby umyć „sprzęt” i wróciłem, Teresa była już opatrzona i siedziała
    w kucki na podłodze przy łóżku, a na łóżku na czworaka z wypięta pupą prezentowała się Edyta.
    — Patrz uważnie, co się będzie działo — powiedziała do Teresy Edyta.
    Nie namyślając się długo, wsadziłem kutasa do szparki Edyty i zacząłem ją penetrować. Teresa patrzyła oniemiała na naszą akcję. Gdy usłyszała po chwili Edytę, która zaczęła mruczeć i sapać, jej oczy zrobiły się jeszcze większe. Przyspieszyłem wtedy i pracowałem już jak tłok w parowozie. Wtedy nagle Edyta zeszła z łóżka, a na jej miejsce weszła szybko Ewa. Chwyciła mojego kutasa i przytknęła go do dziurki analnej. Pchnąłem, nawilżony w cipce Edyty wśliznął się łatwo, wtedy zacząłem kolejną penetrację. Teresa była totalnie zaskoczona przebiegiem akcji. Teraz rżnąłem Ewę w pupę, Edyta tuż obok robiła sobie dobrze ręką, a Teresa przełykała ślinę z emocji. Po chwili zauważyłem, że Teresa wlepiła wzrok w znikającego i pojawiającego się nabrzmiałego kutasa, ale sięgnęła ręką do swojej cipki i masowała ją energicznie. Odgłos trzech dziewczyn, które są w drodze do orgazmu, tak mnie podniecił, że byłem już prawie u szczytu, a gdy usłyszałem, jak kolejno jedna po drugiej, osiągają orgazm, zawyłem i wystrzeliłem pierwszą porcję spermy w pupę Ewy. Kolejne porcje wylądowały na twarzy i włosach … Teresy, która patrzyła swoimi pięknymi oczami na mojego kutasa. Nie zdziwiła się tym, co się wydarzyło, a nawet uśmiechała się do mnie.
    To był prezent ode mnie dla niej. Chwilę jeszcze każde z nas odpoczywało i zmniejszało poziom tętna.
    — Ja nie mogę, ale jazda! — pierwsza odezwała się Teresa — cztery orgazmy, trzy cipki i jeden kutas. Nie myślałam, że będzie tyle atrakcji — powiedziała, oblizując swoją twarz ze spermy.
    — Trochę mnie szczypie teraz otworek w pupie, ale to chyba przejdzie — dodała Ewa, gdy ochłonęła już z emocji.

    — Dziewczyny, było super — krzyknąłem — to mój najlepszy dzień w życiu! Zaliczyłem „trzy dupeczki”, nie śmiałem nawet o tym marzyć jeszcze tydzień temu. Ale jazda!
    Dziewczyny ubrały się, ja również, potem odprowadziłem Teresę pod jej dom.
    — Dziękuję ci za miły wieczór Teresa. Jesteś naprawdę piękną dziewczyną — wyrecytowałem — dziękuję za zaufanie, jakim mnie dzisiaj obdarzyłaś. Nie ukrywam, że chciałbym to jeszcze powtórzyć, jeśli nie masz nic przeciwko.
    — Ja też ci dziękuję, byłeś delikatny i wyrozumiały — odparła Teresa — Ja też chciałabym to powtórzyć i to z tobą.
    Dostałem wtedy całusa w policzek, odwzajemniłem go, a wtedy Teresa dała mi całusa w usta, krótkiego, ale w usta. Ten dzień przejdzie do historii, jako mój cudowny dzień.
    Wróciłem do domu, dziewczyny były już umyte, ja skoczyłem szybko pod prysznic i położyłem się.
    Nie mogłem długo zasnąć, przypominałem sobie kolejne sceny z dzisiejszego wieczoru i …… wiele myślałem o Teresie.

     

    Część 12

      — Cześć braciszku — usłyszałem za uchem głos Edyty, gdy siedziałem przy śniadaniu — spodobała ci się Teresa?
    — Tak, nawet bardzo — odpowiedziałem szczerze — miła, sympatyczna i do tego zgrabna, da się lubić.
    — Umówisz się z nią? — kontynuowała. — Poznałeś ją już w miarę … dogłębnie, lubi cię co było widać, więc śmiało!
    — Spróbuję — zakończyłem i zabrałem się do wyjścia do szkoły.
    W szkole szukałem na przerwach Teresy, udało się w końcu na długiej obiadowej. Powitała mnie uśmiechnięta, pogadaliśmy chwilę i dała się namówić na spacer i lody o 16:00.
    Wróciłem do domu zadowolony, nawet Ewie dałem całusa:
    — Fajnie, że mnie poznałaś z Teresą, to fajna dziewczyna — zaświergotałem — umówiła się ze mną
    o 16:00 na spacerek i lody, bardzo jestem zadowolony i dziękuję ci za wsparcie.
    — Cieszę się również, to fajna koleżanka, wiem, że dobrze trafiła. Dbaj o nią, to zaznasz jeszcze niejednego orgazmu z jej udziałem — zaśmiała się.
    Przyszła Edyta i oznajmiła, że zaprosiła na wieczór Adama, bo chce zrobić pewien eksperyment.
    Po wieczornych harcach domyśliłem się, co ma na myśli, ale nie upubliczniałem swoich domysłów.
    — To fajnie — odpowiedziałem — co cztery głowy to nie jedna, prawda?
    — Tak, fajnie — dodała Ewa z uśmiechem — co … dwa członki to nie jeden, prawda?

    Wywnioskowałem, że Edyta rozmawiała już z Ewą i mają swój plan, czyli w zasadzie wszyscy domyślacie się, co ma się wydarzyć.
    — Czyli planujecie imprezkę na … „dwa baty” jak mówił mi kolega w szkole — spytałem wprost.
    — Mądrala z ciebie, jak na to wpadłeś? — zażartowała Ewa. — Taki właśnie jest plan, przyłączysz się?
    — Jasna sprawa, to może być ciekawy eksperyment — odpowiedziałem błyskawicznie.
    Po pół godziny pozbierałem się i poszedłem na spotkanie z Teresą. Rozmawialiśmy sobie o naszej rodzinie o jej rodzinie i ogólnie o naszych sympatiach. Dowiedziałem się, że ma młodszą siostrę
    w wieku 12 lat, że rodzice pracują w prywatnej firmie, że lubi piosenki z gatunku metal.
    Potem poszliśmy na lody i wtedy z uśmiechem patrzyłem, jak Teresa liże z pasją swojego loda.
    Zauważyła to, skumała, o co mi chodzi i na ucho powiedziała:
    — Wiem, o czym myślisz, na razie trenuję i widzę, że recenzję mam dobrą.
    — Noooo tak, jak najbardziej — odpowiedziałem — to ciekawy widok, a nazwa czynności adekwatna.
    Pogadaliśmy jeszcze trochę w atmosferze lekko erotycznej, naprawdę miło się z nią rozmawiało.
    Zeszło nam na spacerze ze dwie godziny, więc odprowadziłem ją pod drzwi mieszkania i dostałem całusa w usta od razu, krótkiego, ale od razu w usta.
      Zjedliśmy kolację, dziewczyny przygotowały się na „występ”, a potem ja wziąłem prysznic i poszedłem do Edyty. Zaskoczyły mnie, bo podczas mojego prysznica zabawiały się już ze sobą i były wyraźnie wesolutkie, gdy przyszedłem.
    — To czekamy tylko na Adama — stwierdziła Edyta — będzie za jakieś pół godziny, może umilimy sobie czas oczekiwania?
    — Przyniosę wibrator, to sobie trochę dodamy emocji — dopowiedziała Ewa i poszła po swój gadżet.
    — Kładź się Edyta, zrobię ci dobrze — oznajmiła, machając wibratorem.
    Edyta położyła się na brzuchu, pod który wsadziła sobie dwie poduszki, teraz jej pupa była wypięta a nogi rozstawione szeroko.

    — Teraz mam bliżej do twojej pupy niż do cipki — zaśmiała się Ewa — ale dupeczkę zostawię chłopakom, a dam ci czadu w dziurkę.
    Puściłem radio z muzyczką nieco głośniej, żeby nie zjawili się rodzice z pytaniem — Co tak brzęczy?
    Ewa usadowiła się przed rozchylonymi udami i włączyła wibrator na połowę mocy.
    — Teraz cię zerżnę — rozpoczęła Ewa, wsadzając gadżet do cipki Edyty — będę cię ruchać wolno albo szybko, będę ci wkładać wibrującego kutasa głęboko w cipkę, aż zaśpiewasz głośno, ty dziwko.
    — A masz, a masz, teraz głębiej i głębiej. Teraz dostaniesz pchnięcie z pełną mocą wibracji, oooooo tak właśnie!
    Ewa używała dość wulgarnego słownictwa, ale Edyta reagowała na to spontanicznym wzrostem podniecenia. Ewa penetrowała ją mocno, teraz z całą mocą wibratora, co pozwoliło Edycie szybko zwiększać podniecenie. Dostała też kilka klapsów w pupę, co jeszcze bardziej ja podjarało. Oparła się na łokciach i głęboko oddychała, krzycząc:

    — Dalej, rżnij mnie, wsadzaj go do końca, dawaj, dawaj, oooooooo taaaaaaaaaak. W końcu Edyta „odleciała” i padła twarzą na kołdrę, co wytłumiło trochę jej głośny orgazm, spazmatyczny z drgającymi udami i pupą, no nieźle ją Ewa podnieciła!
    — To rozgrzewkę już macie za sobą, odpocznijcie troszeczkę, aż przyjdzie Adam — zaproponowałem.
    Adam przyszedł po 10 minutach, zadowolony, że dzisiaj zaliczy nową figurę ??
    — Jesteśmy z Edytą gotowe — oznajmiła Ewa — możemy zacząć działać.
    — Dobra — zdecydował Adam — najpierw zajmiemy się … Ewą w takim razie. Śmigaj na łóżko, Damian w gotowości.
    Położyłem się na plecach, Ewa posłusznie zajęła pozycję nade mną, prezentując moim oczom swój biust i nadziała się na mojego gotowego do zabaw kutasa. Trochę pocwałowała dla rozgrzewki, wtedy dołączył do nas Adam, który zaatakował wolną dziurkę Ewy. Edyta stała obok i wpatrywała się zawzięcie w „pole operacyjne”, a tam Adam zaatakował już pupę Ewy. Patrzyłem jej prosto w oczy, bo chciałem wiedzieć, jakie emocje ją opanowują. Gdy poczułem, że członek Adama wciska się w dziurkę, Ewa skrzywiła się trochę, ale ciekawość i samozaparcie zwyciężyły i pozwoliła na głębsze wejście. Syknęła trochę, gdy zacząłem się w niej poruszać, bo równocześnie Adam nie próżnował.
    — Masz dwa kutasy w sobie Ewa — oznajmiła Edyta — ruszają się na zmianę. Dacie radę chłopaki wsadzić oba … do dna?

    Wsadziłem swojego, dokąd się dało, Adam zrobił to samo, ale Ewa przyjęła podwójne uderzenie ze spokojem. Być może jej podniecenie stanowiło pewne „znieczulenie”, może się później dowiemy.
    Poruchaliśmy ją jeszcze trochę w obie dziurki, ale nie kończyliśmy, żeby starczyło jeszcze dla Edyty.
    — Ewa, zaliczone! — usłyszałem głos Edyty. — Możesz zapisać sobie w pamiętniczku dzisiejszą datę
    z opisem „Miałam dwa kutasy w sobie”.
    — Ciekawe odczucie, gdy blisko siebie poruszają się dwa członki — skomentowała Ewa, schodząc z łóżka.
    Leżałem nadal na plecach, Edyta plecami na moim brzuchu, po chwili pomagając sobie ręką, nakierowała mojego penisa w swoją pupę, a ja spokojnie zaparkowałem go tam właśnie.
    Edyta stęknęła trochę, poprawiła pozycję i nadziała się mocniej. Wtedy Adam wsadził swojego członka w cipkę Edyty i z tego, co wyczułem, zaparkował całego w szparce.
    — Ruszać się chłopaki! — zawołała Edyta.
    Zaczęliśmy ją mocno penetrować, każdy z nas starał się robić to z największą amplitudą. Zasuwałem szybko i mocno, moje podniecenie rosło, aż w końcu krzyknąłem i kolejnymi porcjami wlałem swoją spermę do pupy Edyty. Edyta po chwili osiągnęła swój orgazm a Adam jeszcze za chwilę, ale wyrzucił swoją spermę na brzuch i piersi Edyty.
    Tym sposobem cała czwórka była spełniona, Ewa z Edytą zaliczyły podwójną penetrację, chłopaki zaliczyły po dwie dziurki i dwie dziewczyny, no i każdy miał orgazm! Cudowna sprawa!

     

    Część 13

      Na drugi dzień w szkole szukałem Teresy, żeby zobaczyć ją, pogadać, pożartować razem, zadurzyłem się i chciałem być blisko niej jak najczęściej. Na którejś przerwie wypatrzyłem ją w grupie swoich koleżanek, nie chciałem jej robić kłopotu, ale ona sama pomachała do mnie i zaprosiła do nich.
    — Cześć Dawid — odezwała się — poznaj moje koleżanki, od lewej Ania, Gabrysia oraz Ewa.
    — Miło was poznać dziewczyny — odpowiedziałem — moja siostra też ma na imię Ewa, mamy coś już wspólnego.
    — Cześć Dawid, ponoć Teresa wpadła ci w oko? — powiedziała Ewa zaczepnie — wspominała o jakimś chłopaku, teraz wiemy, że chodzi o ciebie.
    — Tak, przyznaję, że lubię ją bardzo i chętnie przebywam w jej towarzystwie — usłyszały moją spokojną odpowiedź.
    Popatrzyłem kolejno na Teresę i pozostałe dziewczyny. Teresa spuściła oczy trochę speszona, ale nie wyglądała na zaskoczoną. Koleżanki za to były wyraźnie nakręcone.
    — Tylko dbaj o nią! — dodała Gabrysia. — Będziemy śledzić wasze losy, to fajna dziewczyna, nie zawiedź jej, dobra?
    — Daję słowo, że ją uszczęsliwię! — potwierdziłem.
    Zadzwonił dzwonek, dziewczyny poleciały do swojej a ja do mojej klasy. Na kolejnej przerwie to Teresa tym razem odszukała mnie.
    — To miłe co powiedziałeś — usłyszałem — cieszę się, że podobam ci się, ty mnie też się podobasz
    i jesteś miłym chłopakiem. Myślę, że spędzać ze sobą będziemy jeszcze więcej czasu.
    — Nie tylko w łóżku — dodała po cichu na ucho.
    Chyba zrobiłem się czerwony na twarzy, Teresa też, jak zauważyłem, nabrała rumieńców.
    — Bardzo się cieszę, lubię cię całą, twoje ciało również — odpowiedziałem szeptem — kiedy mogę cię oglądnąć całą nagą?

    — Może dzisiaj wieczorem? — spytała zalotnie.
    — Jestem do twojej dyspozycji — odparłem zadowolony — to widzimy się u mnie o 19:00?
    — Przyjdę na pewno — rzuciła,  biegnąc już do klasy.
    Po powrocie do domu myślałem już tylko o jednym, kiedy Teresa przyjdzie. Wyczuła to Ewa, bo zapytała mnie, gdy spotkaliśmy się w kuchni.
    — Czekasz na Teresę?
    — Tak, nie mam czego ukrywać — odpowiedziałem — polubiłem tę dziewczynę bardzo, przyjdzie dzisiaj o 19:00.
    — Mamy wam nie przeszkadzać? — spytała.
    — Jeśli mogę o to prosić — potwierdziłem — chciałbym poświęcić dzisiaj swój czas tylko dla niej.
    — W porządku braciszku, rozumiem doskonale i życzę wam szczęścia z bycia razem — podsumowała.
    Dostała ode mnie całusa i poszliśmy do swoich pokoi. Jakoś doczekałem do kolacji, potem szybko poszedłem pod prysznic i o 18:30 byłem już gotowy do przyjęcia gościa. Teresa zjawiła się lekko po  19:00, zaprosiłem ją do mojego pokoju. Wcześniej przygotowałem ciasteczka, szklaneczki i różne soczki do wyboru. Rozmawialiśmy sobie swobodnie na różne tematy, oglądnęliśmy kilka śmiesznych filmików na YT, zrobiło się bardzo fajnie i luźno. Zrobiło się też gorąco, więc otworzyłem okno, żeby nie pocić się zbytnio. Teresa już zdążyła się spocić, więc bez obciachu rozpięła sobie bluzeczkę, ukazał się jej piękny biust opakowany niebieskim biustonoszem.
    — Za ciepło? — spytałem. — Zapomniałem przewietrzyć wcześniej, przepraszam.
    — Nie ma problemu, jak zrobi się cieplej, to zdejmę coś z siebie po prostu — odparła z uśmiechem.
    — W takim razie chciałbym, żeby był upał w pokoju — odparowałem.
    — Acha, czyli chciałbyś, żebym się rozebrała? — usłyszałem zalotny głos Teresy.
    — Nie ukrywam, że chętnie bym ci pomógł — palnąłem.
    — No to do dzieła, napalony nastolatku.

    Wstała, a ja podszedłem do niej od tyłu, zdjąłem jej bluzeczkę i zacząłem majstrować przy zapięciu biustonosza. Skupiłem się, więc poszło szybko.
    — Masz niezłą wprawę — usłyszałem — ile już takich biustonoszy rozpinałeś?
    — To była chyba moja druga próba.
    — To muszę cię pochwalić, poszło szybko i bez problemu — obróciła się do mnie — teraz moja kolej.
    Chwyciła moją koszulkę i ściągnęła ją przez moją głowę. Przytuliłem się do jej nagiego biustu, co sprawiło mi dużą przyjemność. Delektowałem się jej cieplutkim ciałkiem, mięciutkim i plastycznym, lekko spoconym już. Odsunąłem się leciutko i położyłem ręce na ślicznych cycuszkach.
    — To chyba jeden z milszych „wynalazków” matki natury, kobiece piersi — powiedziałem z zachwytem.
    — Cieszę się, że ci się podobają, ja też je bardzo lubię — usłyszałem odpowiedź.
    Pobawiłem się chwile jej biuścikiem, po chwili przytuliłem się do niej ponownie i objąłem dłońmi jej zgrabny tyłeczek.
    — A to kolejny miły „wynalazek” natury — stwierdziłem, głaskając pupę przez materiał spodenek.
    Znalazłem guziczek, rozpiąłem go i lekko zsunąłem spodenki z jej pupy, po czym Teresa wykonała kilka ruchów biodrami i spodenki opadły na jej stopy. Wyjęła jedną stopę, a wtedy drugą kopnęła je na dwa metry od siebie.

    — Leżcie tam, jakiś czas nie będziecie potrzebne — skwitowała z uśmiechem.
    Stała teraz przede mną piękna, młoda dziewczyna ubrana jedynie w bawełniane majteczki. Zlustrowałem ją kilka razy od dołu do góry i z powrotem a Teresa patrzyła na moją twarz, rejestrując moje reakcje. Byłem zachwycony widokiem i samą atmosferą — oto młoda dziewczyna stoi przede mną prawie naga, bez skrępowania i wstydu, jakby mówiła „to dla ciebie ten pokaz, naciesz się widokiem”. Z tego cieszenia poczułem, że mój penis w majtkach chce koniecznie się uwolnić. Zdjąłem, więc spodenki, potem majtki, a on wystrzelił zadowolony wolnością i wyprostowany dumnie.
    Teresa spojrzała na niego, odwróciła się, chwyciła brzegi majteczek, pochyliła się i zaczęła ściągać je powolutku, ruszając przy tym zalotnie pupą. Ale to był widok! Gdy majteczki dołączyły do spodenek na podłodze, odwróciła się i zobaczyłem ją w całej okazałości. Cudowną, śliczną dziewczynę!!
    Nie mogłem już dłużej czekać, rozpaliła we mnie gorący płomień, musiałem go podtrzymać.
    Podszedłem do niej, przytuliłem się, a dłonie szybko powędrowały na jej pośladki. Poczułem wtedy na pupie dłonie Teresy, głaskała mnie, podczas gdy „napalony” penis znalazł się pomiędzy naszymi podbrzuszami. Chwyciłem ją za pośladki i uniosłem w górę, po czym skierowałem się w stronę łóżka. Położyłem ją delikatnie na pościeli i rozchyliłem jej nogi. Nie stawiała oporu oczywiście, nawet pomogła mi w tym, wtedy uklęknąłem pomiędzy jej nogami, uniosłem rękami jej uda i schyliłem głowę do jej widocznej już, pięknej i różowiutkiej cipki. Gdy polizałem jej płatki, syknęła z zadowolenia i przytrzymała moją głowę. Lizałem, całowałem i językiem drażniłem jej intymne okolice, potem paluszkiem jednej dłoni gładziłem łechtaczkę, aż usłyszałem przyspieszony oddech Teresy i jej pojękiwanie. Mój „towarzysz” dał mi jednak do zrozumienia, że ja się tu zabawiam a on sterczy i nudzi się. Musiałem dać mu możliwość zabawy. Podniosłem głowę, przybliżyłem się do „celu”, chwyciłem penisa w garść i przystawiłem do dziurki, po czym pchnąłem mocno. Wszedł bez problemu do wilgotnej już dziurki, Teresa westchnęła głośno z rokoszy. Przyspieszyłem penetrację, a moje dłonie powędrowały do pieszczenia nabrzmiałych sutków i biustu. Przystawiłem swoje usta do ust Teresy i zaczęliśmy się namiętnie całować. Czułem, jak przyspiesza jej oddech, jak drży całym ciałem i wręcz nabija się na kutasa, trzymając mnie dłońmi za pośladki. Jest namiętnie, jest ostro, jest cudowna atmosfera, jest po prostu rewelacyjnie!! Z tego podniecenia o mały włos nie wytrysnąłem we wnętrzu jej pochwy. Zorientowałem się jednak w porę, wyjąłem penisa z dziurki i  trysnąłem spermą chyba z osiem razy, tworząc jeziorko na jej brzuchu i biuście. Gdy ja szczytowałem przyszła i kolej na Teresę, która dygotała całym ciałem i całowała mnie namiętnie. Padłem zmęczony na jej brzuch rozmazując jeziorko na większej powierzchni i sapałem jakiś czas zadowolony.
    — Ale fajnie, uwielbiam to cudowne uczucie zmęczenia po seksie — powiedziała, lekko sapiąc jeszcze, Teresa — szkoda, że nie możemy tego powtórzyć od razu jeszcze raz.
    — Szkoda, masz rację — odparłem — cóż, wy możecie mieć orgazmy wielokrotnie w ciągu dnia, a my musimy zadowolić się jednym, no góra dwoma na dzień. Tutaj macie przewagę, ale za to my sikamy na stojąco ??

    — Dobre! — zaśmiała się, leżąc nadal na kołdrze. — Dziękuję za wspaniały odjazd, masz niewątpliwie
    dar od matki natury, umiesz zadowalać dziewczynę. To cenny dar, a ja mam możliwość korzystania
    z niego.
    — Przy tobie każdy chłopak by się zaspokoił — stwierdziłem.
    — No właśnie, zaspokoił — usłyszałem — ale ty umiesz zaspokoić tę drugą osobę, a przy okazji, sam masz z tego dużo przyjemności, to jest ten dar, każda dziewczyna to doceni.
    — Nie będę tego daru roztrwaniał w takim razie, poświęcę go tobie Teresa — odparłem.
    — Jesteś słodki, bardzo cię lubię i dziękuję ci za całość twojego podejścia do mnie — podsumowała.
    Zdałem sobie wtedy sprawę, że mam mokry brzuch, wziąłem paczuszkę chusteczek, dałem kilka Teresie, a kilka zużyłem sam, żeby zetrzeć z siebie gęstą plamę. Potem po cichu wyglądnąłem do przedpokoju, nie było nikogo, więc złapałem Teresę za rękę i pobiegliśmy do łazienki.
    Wspólna kąpiel jeszcze bardziej nas zbliżyła, a my wzajemnie mogliśmy popatrzeć na nasze młode gołe ciała. Wróciliśmy do pokoju również po cichu, a tam niespodzianka, w fotelu siedziała Ewa i uśmiechała się do nas.
    — Widzę, że dobrze się bawiliście — zagadnęła — spełnieni, umyci i zadowoleni.
    — O tak, było bosko — odparła spokojnie Teresa — masz uzdolnionego brata, bardzo go lubię.
    Ubieraliśmy się a Ewa patrzyła raz na Teresę, a raz na mnie, kiwając głową z aprobatą.
    — Ładną, zgrabną i sympatyczną dziewczynę ma mój przystojny i mądry brat — stwierdziła.
    — Wiesz co? — Teresa skierowała swój wzrok na mnie. — W sumie rację ma twoja siostra, mogę cię nazywać swoim chłopakiem?
    — To będzie dla mnie zaszczyt, oczywiście … moja dziewczyno — oświadczyłem radośnie.
    Posiedzieliśmy jeszcze z pół godziny, obgadując kolejno inne osoby ze swoich klas. Potem odprowadziłem moją dziewczynę pod jej dom, daliśmy sobie soczystego całusa i wróciłem wolno do domu.
    — „Mam dziewczynę ! I to jaką fajną ! — myślałem cały czas, gdy zasypiałem tego wieczoru.

      I tak zakończyły się nasze bratersko—siostrzane korepetycje z seksu. Ja miałem dziewczynę, Edyta miała chłopaka, a Ewa na pewno za chwilę zakręci się i zdobędzie serce miłego chłopaka, w końcu
    to fajna i sympatyczna dziewczyna, nieprawdaż?

    Dobrze być zaangażowanym uczniem w „szkole seksu”!!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OsobaX

    To już koniec tej historii. Zapraszam do lektury moich innych opublikowanych i kolejnych opowiadań.