Blog

  • MW-Interwal Rozdzial 37 Zegnaj wstydzie!

    Tom i Jerry obiecują, że więcej nie będą jej w ten sposób nabierać.

    – Ja myślę! Co to w ogóle za obietnica? Teraz, jak już wiem, że miałam, do czynienia z bliźniakami…

    – Ale nie z dwoma na raz!

    Kusząca propozycja…

    – Jak mój chłopak zaproponował mi trójkącik, kazałam mu spierdalać!

    Widoczny na bliźniaczych twarzach zawód rozbawia dziewczynę. Nawet miny robią takie same!

    I niespodziewanie ziewa rozdzierająco.

    – Ale wy macie szansę. Tylko najpierw muszę się przespać, wymęczyliście mnie strasznie. A właśnie, wiecie może, która godzina?

    – Będzie koło dziewiątej.

    – Co! Już tak późno? Moim chłopcom się w domu oberwie!

    – Spokojnie, już dawno poszli. Zaglądali tu przed wyjściem, ale tak mocno chrapałaś…

    – Tak słodko spałaś – poprawiają się, otrzymawszy po sójce w bok.

    – Ja też muszę iść.

    – A po co? Zostań do jutra, źle ci tutaj?

    Właściwie… Joannie jest całkiem dobrze z dwoma facetami w łóżku. Zerka na flankujące ją tęgie chuje. Na wspomnienie ich wyczynów czuje miłe mrowienie w cipie. Sięga po te chuje. Jak szybko tężeją!

    – Nie, nie… – Zabiera dłonie.

    – Naprawdę nie zostaniesz?

    – Zostanę, ale naprawdę muszę odpocząć. I wy też.

    – Super! Ale przecież… – bliźniacy spoglądają znacząco na zesztywniałe w dłoniach dziewczyny pałki

    – To chwilowe. Zaraz wam zmiękną. Leżeć!

    Zabiera ręce, przygląda się, jak im rury miękną.

    – A gdzie Febe?

    – Nie wiem, pewnie śpi. Zabawiała się ostro z chłopcami, zanim poszli

    – Nie mogłaby spać z nami? Takie wielkie łoże się marnuje…

    – Poszukać jej?

    – Sama ją znajdę. I tak muszę siusiu.

    Wstaje i odruchowo rozgląda się za czymś do zarzucenia na siebie.

    No tak, wszystko zostało przy furtce.

    Dziwnie się czuje, wędrując nago po nieznanym sobie domu. Znajduje łazienkę – Jaka wielka wanna! – i robi swoje. Odnajduje Febe na wpół drzemiącą na kanapie w salonie. Greczynka uśmiecha się do niej sennie. Znów ma na sobie fartuszek pokojówki. I znów tylko fartuszek.

    – Chodź spać z nami! Chyba ci wolno?

    – Czasem każą mi stać w kącie, w stroju pokojówki i patrzeć, jak się pierdolą w tym wielkim łóżku… Ale potem mnie do niego zapraszają. Owszem, wolno mi.

    Joanna bierze Febe za rękę i prowadzi do sypialni.

    – Chyba nie sypiasz w fartuszku?

    Stojąc za nią ciągnie za jedną kokardę, potem za drugą. Fartuszek opada na ziemię odsłaniając przed Tidżejami wdzięki dziewczyny. Joanna klepie ją w tyłek.

    – Wskakuj między nich!

    Sama czyni to samo, ma z Febe niedokończone sprawy.

    Miękkie, gładkie dziewczęce ciało, to miła odmiana. Ciasno spleciona z tym ciałem Joanna szepce jej do ucha.

    – Zanim zasnę opowiedz, co porabiałaś z moimi uczniami.

    Twarde męskie ciała napierają na dziewczyny z obu stron. Szorstkie dłonie bliźniaków napierają na dziewczęce pośladki, przesuwają się między nimi, obłapiają cipki i już tam zostają. Joanna wilży. Lecz to bardziej sprawka Febe i jej relacji, niż dłoni Toma albo Jerry’ego w jej kroczu; zresztą obaj już twardo śpią.

    – Wyraźnie się do mnie dobierasz!

    – A nie chcesz? – pyta Febe, wciskając dłoń pomiędzy śliski srom Joanny a  wciąż wklejoną weń łapę Tidżeja.

    – Myślałam tylko, że masz dość na dzisiaj, podobnie, jak ja…

    – Myślałaś?

    Wtulone w nią gorące ciało, zarazem miękkie i sprężyste, wijące się teraz rozkosznie w jej ramionach sprawia, że Joanna już tak nie myśli. Zsuwa dłoń niżej, plecy Febe wyginają się w łuk rysowane paznokciami. Niech to starczy za odpowiedź.

    Greczynka rozchyla uda, wypada spomiędzy  nich bezwładna ręka Toma lub Jerry’ego; teraz zaciska pośladki – więzi pomiędzy nimi dłoń swej kochanki. Nieskutecznie – wszechobecna lepka wilgoć sprawia, że palce Joanny prześlizgują się dalej. Ta ciasna, zalana spływającym z cipki śluzem, różowa dziurka… Joanna tłumi śmiech.

    – Tak ci wesoło? – pyta Febe, czując, jak wślizguje się tam paluszek partnerki.

    – Bo mam ten odwieczny dylemat: w tej chwili ja ma palec w dupie, czy ty masz palec w dupie?

    Chwilę trwa, nim Febe załapie; jej angielski jest słabszy, niż Joanny. Ale w końcu też nie może powstrzymać śmiechu, nagradza kochankę nagłymi skurczami zwieracza napierającego na jej paluszek.

    – To było… rozkoszne!

    – Mam jeszcze parę rozkosznych pomysłów.

    – To prowadź w tym tańcu, nie mam żadnych doświadczeń z dziewczynami…

    Febe bierze sprawy (czyli piersi i piczkę Joanny) w swoje ręce. Doświadczenie w miłości lesbijskiej ma tyleż krótkie, co intensywne; tyle użyła, co w przerwach w ruchaniu – gdy tu przyjechała, ruchał ją, kto chciał. A chcieli wszyscy. Właściwie to pierwszy raz jest tak zupełnie sam na sam z dziewczyną. Twardo śpiący bliźniacy się nie liczą, nie obudzili się nawet, gdy coraz bardziej kotłujące się dziewczyny rozepchnęły ich na boki.

    Teraz układa Joannę na wznak, nachyla nad nią, muska włosami jej ciało, jej piersi, jej twarz, odgarnia je na bok pochyla się jeszcze, muska oddechem, wysuwa języczek…

    Joanna drży, gdy język kochanki łaskocze jej brwi, nosek, wargi… Odruchowo rozchyla te ostatnie, ale język ucieka, teraz muska jej ucho, ssie, wwierca się do wewnątrz, aaach…

    To nie tylko języczek, to również sprawa palcówki; Joanna pręży ciało, wygina się w łuk, palce wchodzą głębiej. A dobrze zwilżone wracają na powierzchnię i łechtają w zawrotnym tempie łechtaczkę sprowadzając rozkosz nie do wytrzymania. Joanna odpływa. A gdy napięcie powoli opada, spływa na nią głęboki sen.

    * * *

    Gdy rano Tom otwiera oczy, wprost przed nosem ma śliczną różową pizdeczkę w obramowaniu rozkosznie wypiętych pośladków. Sądząc po absolutnym braku włosków – Joanny. Nie może oderwać wzroku. Sięga dłonią ponad ciałami dziewcząt, trąca brata.

    Jerry widzi tylko burzę czarnych włosów rozrzuconych na poduszce. Zmienia pozycję, układa się, podobnie jak brat, w poprzek łóżka, taaak…

    Ma teraz podobnie uroczy widok. Podobnie, bo pizdę Febe pokrywa gęstwina czarnych loczków z pomiędzy których wyłaniają się płatki smakowitego różowego mięska.

    Pozycja dziewcząt daje do myślenia.

    – Czyżby coś nas ominęło?

    – Przynajmniej zdążyliśmy na deser! – I bliźniacy przysysają się do tych cipek.

    – Jaka rozkoszna pobudka! – Joanna przeciąga się i wypina tyłek bardziej. Język w jej szparce poczyna sobie coraz śmielej; Febe cudownie ją w nocy pieściła, ale Tidżej nadrabia doświadczeniem.

    – Przyznaj się, ile w życiu cipek wylizałeś?

    – Tysiące, a nawet setki – odpowiada ze śmiechem. Kto by to policzył!

    I znów dobiera się do tego miodziku. A miodzik płynie… W sypialni znów słychać tylko mlaskanie chłopaków i cichutkie pojękiwanie dziewcząt. Które staje się całkiem głośne, gdy chłopacy postanawiają te dziewczyny zerżnąć.

    I tak zastajemy ich z Alą: splecione ze sobą Febe i Joannę, dalej na waleta i dalej z wypiętymi tyłkami. I posuwający je zawzięcie bliźniacy.

    – Słychać was od samego wejścia!

    Maleńka kładzie dłoń na spoconym tyłku Tidżeja. Gdy nadal im kiwa, palce same wślizgują się między pośladki, podążają rowkiem ku jądrom.

    – Nie wytrzymam dłużej – skarży się chłopak, gdy Ala delikatnie skręca i masuje mu te jądra.

    – No to teraz ten drugi – Maleńka powtarza cała operację. Uważa przy tym by nie przesadzić, nie chce odbierać przyjemności koleżankom. Bawi się jajkami bliźniaka tylko przez chwilę. Teraz zajmuje się moimi.

    Wie, jak się nimi zająć, w końcu jest moją dziewczyną… Oczu jednak nie odrywa, podobnie jak ja, od jednej z posuwanych w naszym łóżku dziewcząt. Tej kompletnie nam nieznanej. I lekko spłoszonej w tym momencie. Podchodzę bliżej, trzymająca mnie za mosznę Ala automatycznie też. Wyciągam rękę.

    – Jestem Maciek.

    Nie trafia ze swoją od razu, to wina szturchającego ją w tyłek Tidżeja.

    – Joanna. Przepraszam za okoliczności….

    – Okoliczności są fantastyczne, zresztą popatrz…

    Opuszcza wzrok niżej; łapka Maleńkiej i te właśnie okoliczności sprawiają, że mi stoi.

    – Przepraszam, że tak stoję!

    Dziewczyna tylko uśmiecha się w odpowiedzi.

    – Przyleciałaś z Tidżejami ze Stanów?

    – To znajoma Smoczków – Febe zaskakuje mnie kompletnie. Ci chłopcy i ta laska? Skąd? Jak?

    – Niech sama ci powie, to ciekawe – i Febe milknie. No, właściwie to nie milknie – skupia się na doznaniach płynących z cipy i daje im nad wyraz głośny wyraz. Świeżo poznana Joanna podobnie. Daję im chwilkę na dojście i ochłonięcie. Zresztą jest na co popatrzeć, oboje z Maleńką nie odrywamy wzroku od tego podwójnego finiszu, przy czym Maleńka nie odrywa dłoni od moich jąder.

    Stoi mi więc nadal, gdy Joanna wyplątuje się z objęć Febe, zsuwa z dyszla Tidżeja i staje przede mną.

    Jak ona wielka! – przewyższa mnie o pół głowy.

    Jaka ja przy niej maleńka! –zadziera głowę Maleńka.

    Jaki on wielki! – zachwyca się Joanna salutującym jej kutasem.

    – Fajny, co nie? – Ala pociąga za jądra, kutas się kołysze, kusi…

    – Przywitamy się?

    – Eee… Znaczy po waszemu?

    Świeżo wyruchana pizda jest gorąca i śliska. Czuję, jak przez palce przecieka mi sperma Tidżeja. Czuję też palce Joanny na penisie. Wodzi nimi w dół i w górę, zaznajamia się z nowym chujem, podziwia… Wreszcie łapie się na tym, że trzepie mi kapucyna; dłoń zamiera w miejscu, a dziewczyna się czerwieni.

    – Nie przestawaj, to bardzo miłe powitanie. I powiedz, skąd znasz Smoczków? I jak tu trafiłaś?

    Dziewczyna czerwieni się bardziej, gdy odrywam dłoń od jej sromu i daję do polizania Maleńkiej. Ale znów mnie masuje, sięgnąwszy sobie pierwej dłonią do cipki – więc teraz z miłym poślizgiem. I opowiada.

    – Wacek i Jacek, to moi uczniowie, uczę ich angielskiego a ostatnio zostałam ich wychowawczynią.

    Tego się nie spodziewałem…

    – Nie jedyną – wtrąca Febe. No tak, ona pierwsza wzięła się za wychowanie seksualne Smoczków.

    Joanna odrywa wzrok od tkwiącego w jej dłoni tęgiego chuja, uśmiecha się do Greczynki.

    – Gdyby nie Ty…

    – No co? Myślałam, że ci dwaj, to część przygotowanej dla mnie powitalnej niespodzianki.

    – A ty z pieśnią na ustach dobrałaś im się do rozporków!

    – Jakoś nie protestowali…

    – Chłopcy w ich wieku? Musieli być zachwyceni. Dotąd tylko się onanizowali, a tu spotykają w lesie śliczną nagą dziewczynę, która bez słowa bierze w dłonie ich penisy. Pewnie doszli momentalnie?

    – No ba! Pierwszy raz w nie swojej dłoni.

    – Gwoli ścisłości wcześniej masturbowali się nawzajem.

    – No tak. Ale co damska rączka, to damska. – i zerkam wymownie na suwającą się w tę i we w tę damską rączkę. Rączka obejmuje mnie mocniej i przyspiesza.

    – Lubisz to, prawda?

    – Wręcz uwielbiam. Podobnie, jak ty.

    Widząc, że dochodzę, Joanna klęka. O ileż przyjemniej jest robić to z własnej woli – duma, przypominając sobie, jak jej były zmuszał ją, by przyjmowała jego wytryski na twarz. Potem było przyzwyczajenie, a teraz… A teraz ochoczo nadstawia buzię facetowi, którego poznała pięć minut temu!

    – Salwą pal! – chichocze Maleńka, gdy wytrysk za wytryskiem trafia na twarz klęczącej u mych stóp dziewczyny. A Joanna świadoma, że każdy kolejny będzie słabszy, precyzyjnie steruje trzymanym w dłoni penisem. Masuje go nadal, przyciąga bliżej i wyciska z niego ostatnie krople na nadstawiony język.

    – Uff… to było dobre!

    – Mniam! – potwierdza dziewczyna. Gdy tak patrzę na nią z góry, na jej buzię całą w mojej spermie, na to, jak się oblizuje, wcale mi nie chce opaść.

    Zresztą Joanna na to nie pozwala; wciąż trzymając mój pędzel w dłoni, zgarnia nim sobie spermę z twarzy i co chwila oblizuje. Nie dziw, że wciąż mam wzwód.

    – Zachwyca mnie bezwstyd, z jakim to robisz!

    – A mnie zdumiewa – dziewczyna u moich stóp zlizuje z czubka kutasa kolejną porcję spermy. – I wstydzę się straszliwie!

    Zerka na wpatrzonych w nią widzów płci obojga, każdego z ręką na członku lub palcem w cipce, zależnie od płci, i się rumieni. Ale nie przerywa czynności lubieżnych.

    – W życiu się tak nie bawiłam, jak przez ostatni tydzień – mówi, gdy w końcu wstaje.

    – Specjalizujemy się w dostarczaniu takich rozrywek.

    – Mam na myśli, że nigdy wcześniej nie robiłam takich rzeczy – i znów się płoni. Urocza jest z tym rumieńcem. Ale jej przejdzie. Niestety…

    Przerywa nam dzwonek telefonu. To smartfon Joanny.

    – To moje Smoczki pytają, czy mogą do mnie przyjść – mówi dziewczyna.

    – Possałabym – mówi z uczuciem Febe.

    – Naprawdę lubisz takie małe prącia?

    – Przypominają mi braciszka…

    I tak na mnie patrzy, że nie mogę odmówić.

    – No dobra, jedź z Joanną.

    -Przyjdźcie za godzinę – rzuca natychmiast Joanna do słuchawki.

    – To nawet się nie wykąpiecie przed wyjściem? – Joanna całe krocze ma lepkie od nasienia któregoś z bliźniaków. Febe podobnie. Wiem, bo trzymam tam ręce.

    – Wykąpiemy się ze Smoczkami.

    – A potem possiemy im smoczki.

    I obie cipki wyślizgują się z mych dłoni. Wycieram te dłonie o ciała dziewczyn, sięgam po swoją komórkę.

    – Zamówię wam taksówkę.

    – Albo za pół godziny – poprawia natychmiast Joanna i kończy połączenie.

    – Strasznie wam spieszno do tych smoczków – mówię do uroczego, ślicznie się poruszającego tyłeczka, gdy Joanna szybkim krokiem zmierza nad basen. Tam się rozbierała. Teraz w pośpiechu narzuca na siebie tylko sukienkę; koronkowy komplecik bielizny upycha w torebce. Dzięki temu nie muszę wyjmować dłoni spomiędzy jej pośladków. A uwielbiam taki masaż, zwłaszcza, gdy dziewczyna się spieszy.

    – Dziwnie mi tak, gdy trzymasz rękę w moim tyłku.

    – Dziwnie? Mnie od tego staje!

    Joanna przystaje i się ogląda za siebie. Zaciska miarowo pośladki i sprawdza, czy dobrze mi stoi.

    – Ech… Jurny i nienasycony! Ale jeszcze tu wrócę, mam nadzieję. Postawię ci wtedy w ten sposób.

    Febe już czeka przy furtce, z tyłu, spod krótkiej sukienki wystają jej końce kokardy.

    – Z pracy do pracy?

    – Chcę zrobić Smoczkom niespodziankę, otworzę im w stroju pokojówki.

    Przytulam obie dziewczyny, klepię na pożegnanie po gołych tyłeczkach.

    – Pachniecie seksem! – Obie roztaczają wokół siebie intensywną woń rozgrzanej cipy, potu i spermy. Teraz, gdy wyszliśmy na zewnątrz, czuć to mocno. Trzeba będzie przewietrzyć chatę – myślę.

    Odsuwamy się z Alą na bok, kiedy otwierają furtkę, jesteśmy nadzy, a taksówka już czeka.

    – Ciekawe, czy taksówkarz coś zwęszy – śmieje się Maleńka.

    – Na pewno! – I chyba wiem, co sobie pomyśli, wioząc dwie atrakcyjne, kuso ubrane dziewczyny w ten niedzielny poranek.

    * * *

    Zdążyły w ostatniej chwili; naga Joanna nachyla się nad wanną, odkręcając wodę, a Febe poprawia kokardy fartuszka, gdy rozlega się dzwonek domofonu.

    – Jacy niecierpliwi!

    – I napaleni! – dziewczyny szczerzą do siebie zęby, czując znajome mrowienie w podbrzuszu. Obie biegną do domofonu.

    – Wchodźcie, chłopcy – mówi nauczycielka, naciskając guzik i odsuwa się od drzwi, robiąc miejsce pokojówce.

    Chłopcy, acz zaskoczeni, uśmiechają się radośnie na widok znajomego fartuszka. Ich i tak sztywne kołki prężą się bardziej na myśl, co z nimi wczoraj wyprawiała ukryta pod tym fartuszkiem piczka.

    – Sio! Wasza pani już czeka – Febe nie daje po sobie poznać podniecenia, gdy unosi na moment ten fartuszek i daje sobie zajrzeć między nogi. Daje im po łapach, gdy sięgają tam dłońmi i prowadzi „na salony”.

    Tam czeka chłopców (i Febe też, gdyż niczego nie zdążyły z Joanną zaplanować) kolejna niespodzianka. Ich pani masturbuje się, zarzuciwszy nogi na poręcze fotela.

    – Stójcie tam, gdzie stoicie, chłopcy! A ty Febe, rozbieraj ich powoli.

    A gdy już prawie szczytuje, mając przed sobą dwóch swoich stojących na baczność uczniów i Febe tęsknie spoglądającą na ich stojące na baczność chujki, dodaje:

    – Możesz im possać. Tylko tak, żebym widziała.

    – I patrząc, szczytuje.

    Chłopcy prawie też, patrząc to między szeroko rozwarte uda ich pani, to na swojego penisa znikającego raz po raz w buzi Febe. Albo wsuwającego się tam penisa kolegi. Albo oba na raz…

    Ale Joanna czuwa i nie pozwala im dojść w innych niż swoje ustach. Zsuwa się z fotela, zbliża do pochłoniętej lubieżnymi igraszkami trójki i przejmuje pałeczkę. A nawet obie. Tego jest już chłopcom za wiele. Ich chujki potraktowane wargami i językiem nauczycielki, ślizgające się o siebie nawzajem, eksplodują w buzi Joanny.

    Nie jest samolubna; kołki obu uczniów znów sztywnieją na widok całujących się dziewczyn przekazujących sobie ich nasienie z ust do ust. I jeszcze towarzyszące temu wyuzdaniu mlaskanie! A te wypięte tyłki! Obie są na czworakach, prężą się prezentując chłopcom dwie błyszczące podnieceniem cipy; jedną wygoloną , drugą w gąszczu czarnych loczków.

    – Którą pizdę bierzesz?

    – Dziś mam ochotę na tę włochatą.

    – A ja mam chęć zerżnąć moją panią.

    Rozmawiają głośno ponad głowami dziewczyn, wiedzą, że ich panią rozpalają takie teksty. I rzeczywiście, Joanna nie może się doczekać któregoś z uczniowskich kutasków. Wzdycha po części z ulgi, po części z pożądania, gdy jeden z nich w nią wchodzi. I pierdoli.

    Drugi najwyraźniej czyni to samo Febe, Joannie coraz trudniej utrzymać język w jej ustach. I na odwrót.

    No to spróbujmy czegoś innego…

    Nauczycielka odrywa się od Febe, obraca powoli na czworakach uważając, by nie pozbyć się tego dostawcy rozkoszy z cipy i drobnymi kroczkami zmierza w stronę szafy, A tam lustrzane drzwi…

    Febe podąża za nią, a młócący ją drążek za nią. 

    Żadne z nich nie wie, gdzie patrzeć, najlepiej wszędzie – zapinane przez chłopców dziewczyny uśmiechają się to do siebie, to do zapinających je smoczków, to do samych siebie

    – Jak mnie dobrze wypierdolisz, Jacusiu, dostaniesz wzorowy z zachowania – mówi nauczycielka.

    – A ja? – pyta ten drugi.

    Joanna wzdycha.

    – To się nami zamieńcie.

    I obserwuje tę zamianę w lustrze. Prącie Wacka jest identyczne z tym Jackowym, jego technika – już nie. Wacuś rucha ją… po prostu inaczej. Joanna nie może zdecydować – lepiej czy gorzej. W końcu sama zarządza kolejną zmianę. I jeszcze następną.

    Ta jest ostatnia; Chłopcy wstrzykują solidne porcje spermy w obie pochwy.

    Joanna nie pozwala im wyjąć. Delektuje się tą chwilą. Obserwowała w lustrze wyraz twarzy obu dochodzących chłopców, grymas ich orgazmu a teraz zadowolone uśmieszki, które miedzy sobą wymieniają. W końcu zaciska mięśnie pochwy i wyciska z siebie mięknącego chujka. Chłopiec za nią natychmiast przypada ustami do jej pizdy, dobrze go wytresowała. Lecz teraz Joanna żalem, ale ucieka z tyłkiem.

    – Nie nie! Najpierw musimy się wykąpać.

    Ale ma inny pomysł. Wstaje, obejmuje Wacka jedną ręką, ustawia frontem do lustra. Drugą sięga sobie do cipy i obserwuje z rozbawieniem minę chłopca, gdy rozprowadza po jego ciele wszystko to, co z tej cipy wypływa. Febe natychmiast idzie w jej ślady, w powietrzu rozchodzi się intensywna woń udanego seksu. Członki obu chłopców znów się dźwigają w górę, wpierw tylko trącane przypadkowo (a właściwie całkiem celowo) dłonią, gdy Joanna i Febe rozsmarowują na ich torsach, podbrzuszach i udach zmieszany ze sperma piczy śluz. A gdy dziewczęta pokrywają nim ich przyrodzenia, kutasiki twardnieją na kamień.

    – Lubię, jak pani się nim bawi, psze pani!

    – Niby czym? – przecież wie, ale chce to usłyszeć.

    – Moim chujem i jajami, psze pani – odpowiada Jacuś przypomniawszy sobie, że jego wychowawczyni nie lubi niedomówień. Dla Joanny genitalia jej ucznia, to raczej chujek i jajeczka, ale tego mu nie powie, jeszcze  by mu zmiękł. Zamiast tego zajmuje się nimi intensywniej. Chłopiec z lubością przygląda się w lustrze, jak jego pani od angielskiego, obciąga skórkę, wodzi śliskim palcem wokół żołędzi, przelicza mu jądra w mosznie, masuje czuły na pieszczoty odcinek pomiędzy sakwą na klejnoty a odbytem. I raz po raz wsuwa koniec palca w ten odbyt. I wciąż pyta, czy tak dobrze. A jeszcze tuż obok Febe robi to samo Wacusiowi. Wprawdzie w tym przypadku występuje bariera językowa, ale Greczynka nadrabia ręką.

    – Wprawiałam się na braciszku, wiele razy go masturbowałam – tłumaczy powoli po angielsku. Czego chłopak nie rozumie, tłumaczy mu Joanna. Ale jej też  brakuje słownictwa.

    – Muszę nadrobić braki, najlepiej w czasie kolejnej sesji z… Tidżejem – w ostatniej chwili postanawia zataić przed chłopcami istnienie bliźniaków.

    – Niech się pani wstydzi, psze pani. Żeby anglistka nie wiedziała, jak się mówi na pizdę po angielsku…

    – No więc się wstydzę, ale wyłącznie tego. Zadowolony?

    – Wyłącznie tego? – drąży temat Wacuś. I wzdycha, bo Febe drąży mu właśnie palcem dziurę w dupie.

    Joanna wie oczywiście, co ma na myśli.

    – Jeśli chodzi ci o to, czy wstydzę się, że stoję tu goła przed lustrem i zabawiam się genitaliami swojego ucznia, to nie, tak się bezwstydna ostatnio zrobiłam! Zadowolony?

    – Jest pani bezwstydną suczką, to fakt – odpowiada tylko.

    – Żegnaj wstydzie! – cieszy się Febe.

    – Lepszej wychowawczyni nie moglibyśmy sobie wymarzyć – dodaje Jacuś.

    – Już ty mi się nie podlizuj!

    – Kiedy właśnie mi pani nie pozwala się podlizać, psze pani!

    – Więcej, niż jeden facet ruchał mnie nieprzerwanie od wczoraj, a nie zdążyłam się umyć. Wiesz ile mam w sobie różnej spermy?  Ale jeśli tak bardzo chcesz…

    Joanna trochę konfabuluje, ale robi wrażenie na chłopcu. Na obu chłopcach. Wacuś kręci głową.

    – To może jednak innym razem.

    – Hahahah… Ale możesz mnie nią wysmarować, chłopcze!

    Wacka nie trzeba zachęcać. Bez wahania sięga do krocza swojej pani. Sperma się kończy, lecz wyuzdanie tej zabawy przed lustrem sprawia, że soczki wciąż płyną, a prącie wciąż sterczy. Chłopiec, co nie dziwi, skupia się na cyckach swej wychowawczyni.

    – I jeszcze brzuszek!

    Joanna nie może się powstrzymać; wciąż trąca wackowego penisa, muska jajeczka przyprawiając chłopca o rozkoszne dreszcze w lędźwiach i nieustający stercz. Podnieca ją ten stercz, to na swoją panią chłopiec tak kutasa podnosi.

    Dobrze nawilżona, przytula się do równie lepko-wilgotnej Febe, masuje ja swym ciałem, liże się z nią, daje swym uczniom lesbijski spektakl. Dla zwiększenia wrażeń pozwala im się masturbować. A właściwie każe, tyle że wzajemnie. Widok masujących sobie nawzajem prącia chłopców jest dla niej równie podniecający, co dla nich igraszki dziewcząt. Ale wystarczy! Nie odrywając się od Febe, prowadzi ją do łazienki, chłopcy podążają za nimi nie wypuszczając swych kutasów z dłoni. A potem myją najpierw swą panią, potem Greczynkę. A później Febe myje ich. Czyściutcy i pachnący idą nago do pokoju, gdzie Joanna nastawia jakąś wolną muzykę, tzw. pościelówę. I tańczą parami, chłopcy z dłońmi w znów śliskich kroczach dziewczyn, dziewczyny ze znów sztywnymi penisami chłopców w dłoniach. A potem Jacuś z Wacusiem długo, naprawdę długo wylizują miodzik z dwóch rozgrzanych, pachnących seksem dziupli.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Pani Czasow i Miejsc

    Po wszystkich wydarzeniach które przytrafiły się Ciri, wreszcie nadszedł czas spokoju. Mogła spokojnie odetchnąć i zająć się sobą. Spędzała czas tak jak chciała, z najbliższymi osobami. Spełniała też swoje inne zachcianki. Obudził się w niej niesamowity popęd seksualny. Od dawna wiedziała, że większość czarodziejek z Loży to typowe nimfomanki, ale siebie o to nie podejrzewała. Właściwie to dopiero teraz do niej dotarło, że kilka z nich czyniło ku niej awanse. Póki co miała za sobą tylko śmiałe igraszki z Yennefer. Wcześniejsze doświadczenia młodej wiedźminki wprawiły wiekową bądź co bądź czarodziejkę w niemałe zakłopotanie. Ciri szukała swojego miejsca. Nie oznaczało to co prawda przygodnych uniesień w ramionach obcych osób. Wędrowała między światami. Chciała opanować swoje moce, przy okazji może czegoś się dowiedzieć. Niestety przytrafiła się gorsza kraina, z której musiała salwować się ucieczką. Pośpiech sprawił, że wypadając z portalu upadła i lekko skręciła kostkę. Miecz upadł dość daleko. A obok czaiła się dziwna, nieco podobna do tygrysa bestia. Bezbronna Ciri patrzyła na nią z przerażeniem. Pierwszy raz od bardzo dawna dała się sparaliżować strachowi. 
    -No dalej dziewczyno! Rusz się albo zginiesz! – Powtarzała sobie w głowie. Mięśnie jakby w ogóle jej nie słuchały. Jedynie pulsująca krew i dzikie bicie serca, tylko to słyszała. Zza jej pleców, wyskoczył potężny człowiek. Ostrzem topora uciął łeb bestii i po chwili zwrócił się w jej stronę. To wcale nie był człowiek. Wyglądał podobnie, ale widać było w nim rysy jakby byka. Szerokie rogi, nos właściwie wypukły na równi z czołem. Umięśniony i odziany w skórzany pancerz. Będąc wciąż w szoku, wpatrywała się w niego z otwartymi ustami. 
    -Ba’as, parsharaa. Aekot nar’haas.
    Jego głos wyrwał ją z oszołomienia. Pokiwała głową, że nie rozumie. Zaczepił topór przy pasie i wskazał na martwe stworzenie.
    -Ungith. Einar mursrem. – mówił wolno jakby tłumacząc co leży przed nią – Akith na aekot.
    Mówiąc to przeciągnął kciukiem po gardle i wskazał na dziewczynę. Nie do końca przekonana, czy chodzi mu o to, że ją zabije, czy o to, że stwór mógł ją zabić nieco się skuliła. 
    -Ja.. ci dziękuje. DZIĘKUJE – powtórzyła głośniej powtarzając jego gest– Pewnie bym skończyła jak pokazałeś. Kiwnął głową jakby zrozumiał. Spróbowała wstać jednak ból w kostce się odezwał. 
    -Jeszcze mi tego brakowało, psia mać. Nie łatwo będzie wrócić w takim stanie. 
    Jej nowy znajomy podniósł leżący za truchłem miecz. Przyniósł go jej i klękając przed nią wręczył. Sycząc z bólu wsunęła go z powrotem na plecy. W tej samej chwili chwycił ją na ręce i coś mruknął.
    -To miłe z twojej strony, ale jakoś sobie bym poradziła.-Neh tark! 
    Porozumiewanie się poprzez kiwanie do siebie głowami i wskazywanie szło im nad wyraz dobrze. Po krótce chciał opatrzyć jej ranę, ona martwiła się jego zdobyczą. Jak się okazało, w okolicy stał jego rumak. Równie dziwny i równie mocno przypominający znane doskonale jej zwierzę – konia.
    Usadowił ją bokiem i pomału szli w kierunku unoszącego się zza wzgórza dymu. Rozglądając się poczuła się jak w bajce. Kolorowy nieboskłon, na którym widać było dwa różniej wielkości księżyce, tęczę, ciemnoniebieskie chmury. Niesamowite miejsce. Tylko towarzysz jakby wyrwany z koszmaru sennego. W końcu postanowiła się czegoś dowiedzieć.
    -Hej, spójrz na mnie. Zobacz – powiedziała wskazując na siebie – Jestem CIRI. Rozumiesz? Ja Ciri. A ty?-Cz.Cziri. Vot hager.-Prawie dobrze, Ciri, słyszysz różnicę?-Ciri – powtórzył bezbłędnie lekko jakby się uśmiechając – Bas Vorshak-Na imię ci Bas Vorshak?-VORSHAK.
    Tym razem on powtórzył wolniej. Gdy dotarli do obozu-wioski nie było w niej nikogo. Byli sami. Vorshak szybko zdjął ją z grzbietu swojego wierzcha i zaniósł do jednej z chat. Wnętrze było bardzo bogate, z zewnątrz nie wyglądało to tak efektownie. Położył ją na jakimś materiale. Nie potrafiła go nazwać, nie było to nic znanego, za to było wyjątkowo przyjemne w dotyku. Została na chwilę sama. Zdjęła buty i przyjrzała się nodze. Nieco już spuchła. Czekała aż wróci.
    Wszedł do środka tym razem nie sam, u jego boku szedł równie dobrze zbudowany ogar co on. Szczeknął wesoło i zamerdał króciutkim ogonem. Vorshak podszedł do niej i z dzbanka polał jej nogę jakąś cieczą, po czym kazał wmasować.  Pachniała dość przyjemnie i ból jakby zdawał się ustępować. 
    -Dziękuje, już mi nieco lepiej. Masz ładnego psa.
    Odwróciła na chwilę wzrok, a gdy spojrzała na niego z powrotem, stał już przed nią nagi ze swoim wielkim fiutem przy jej twarzy. Był zdecydowanie większy niż jakikolwiek dotąd miała okazję widzieć. Spojrzała w górę na jego twarz. Była spokojna, a zarazem malował się na niej wyraz zniecierpliwienia. 
    -Chcesz żebym podziękowała w taki sposób? Trudno się oprzeć…
    Trącił ją lekko nim w twarz. Uśmiechnęła się i wysunęła język. Liznęła czubek. Spodziewała się czegoś nieprzyjemnego, a tu miła niespodzianka. Był całkowicie zwyczajny. Ruchy jej języka stawały się coraz bardziej śmiałe. Dłonią sięgnęła do jego jąder, zważyła w dłoni, po czym zaczęła je masować. Rozpychał jej usta mocno, ale coraz bardziej też ją podniecał. Zaczął w końcu sam nadawać ruchy. Wsuwał się do jej ust i wysuwał pomału. Zamknęła oczy i obciągała. Jego wielki fiut lekko drżał i pulsował jej w ustach, a ona ssała. 
    -Gdyby mnie teraz widziała Yen, byłaby niesamowicie zazdrosna. – pomyślała
    Nawet nie zauważyła kiedy jej ślina zaczęła spływać jej po brodzie. Wyjęła go z ust  i zaczęła się rozbierać. On czekał obserwując ją. Gdy zdejmowała buty, dopadł do niej i rzucił na poduszki.
    -Hej, może trochę delikatniej, co?
    Rogaty kochanek nie miał zamiaru być delikatny. Od razu wepchnął jej się do tyłka. Wrzasnęła przeciągle, otwierając szeroko oczy. Jego ruchy były szybkie i głębokie, Ciri położyła głowę i lekko przymknęła oczy. Ból ustępował rozkoszy jaką jej dawał. Gdy uniosła głowę i spojrzała przed siebie, zobaczyła jak w stronę jej ust zbliża się członek ogara Vashoka. Nim coś powiedziała, ten już posuwał jej usta. Cały czas ciekła z niego jego sperma. Ciri sama sobie nie mogła uwierzyć, ale ten smak doprowadzał ją do szaleństwa. Z jednej strony czuła niesamowite napieranie na odbyt, z drugiej miała cały czas pompowane usta psim chujem. Ogar zaczął się spuszczać. Regularne fale nasienia wlewały się wprost do jej gardła. Nie miała wyboru połykała wszystko. Gdy skończył po prostu odszedł.
    -Jak ja mogłam do tego dopuścić. Przestań pieprzyć mnie w tyłek, słyszysz? Przestań natychmiast!
    Vashok chwycił ją za ramiona i podniósł. Dosłownie nadziewał ją na swojego członka. Podwinął jej nogi i chwycił na głowę. W tej pozycji nie mogła zrobić już nic. 
    Kilka minut w tej pozycji i już nie chciała żeby przestawał. Doznawała orgazmu za orgazmem. W końcu i on zlał się jej wprost w dupę. Wbił się kilka razy mocniej jakby chciał się spuścić jak najgłębiej w niej. Potem rzucił znowu na poduszki. Sam usiadł obok. Ciri leżała chwilę, z mocno rozepchniętym odbytem z którego powoli wypływała jego sperma.  Podpełzła do niego i palcem zebrała resztki spermy wypływające z jego fiuta.
    -Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam. Dziękuje.
    Mówiąc to liznęła jego jądra, po czym zaczęła je ssać. Z wciąż wypiętym tyłkiem. Ogar wykorzystał sytuację i dosiadł jej. Pieprząc mocno otwór który wcześniej jego pan wypełnił swoim nasieniem. Ciri jedynie pojękiwała od czasu do czasu, wciąż zajęta lizaniem jąder swojego kochanka.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    FanficVerse

    Zobaczymy jak się spodoba.

  • Firmowy Pies – Zmiana obowiązków

    Na trzynastym piętrze wielkomiejskiego biurowca 22-letni Maciej bezmyślnym wzrokiem gapił się w zamglone oblicze metropolii. Wodził wzrokiem szukając czegoś interesującego za świeżo wypucowanym oknem, czegoś co przykułoby jego uwagę. Pracownik nudził się okropnie. Wszystkie sprawy biurowe odbębnione, maile sprawdzone, kompletny brak zadań czyli innymi słowy “wolne”. Wyjść jednak nie mógł. Był na 2-miesięcznym okresie próbnym, który kończył się już jutro. Dwa miesiące lizania dupy 30-letniej menedżerce na szczęście za nim. Nie chciał niczego spieprzyć pod koniec, więc jak zwykle został po godzinach. “Równiutkie 10 godzin będą przesiedziane i mogę uciekać do żonki na wieczorne ruchanie.” Pomyślał. O ile tylko ich dziecko nie będzie płakać…  O tak, Maciuś dorobił się nie tylko młodej, pulchnej żonki Kingi ale i rocznego bobasa. Był jedynym żywicielem rodziny, bo Kinga siedziała w domu z dzieckiem.

    W firmie został tylko on oraz potężny, mierzący ponad 1.9 metra wzrostu i ważący ze 100 kg Simon. Simon był czarnym jak smoła murzynem. Niecodzienny widok w polskim biurze, co nie? Czarnoskóry, czy nie ale mieszkał od 13 lat w Polsce, ukończył tu studia polonistyczne i operował polszczyzną o wiele lepiej niż ktokolwiek w biurze.  W samej korporacji pracował od 3 lat. Był nietytułowanym zastępcą Moniki, wcześniej wspomnianej menedżerki. To Simon pomagał Maćkowi odkąd ten pojawił się w firmie. On doradził mu, by zostawał do późna w biurze, aby podlizać się Monice. To chyba pomogło, bo szefowa nigdy nie miała do niego większych pretensji.

    – Maciek, ja spadam. Powiedział głośno do Maćka marzącego o nocnym rżnięciu od tyłu na pieska żony. 

    – Ok Si, trzymaj się.

    – A Ty się wyśpij, bo widzę że padasz. Wiem, że jutro jest Twój wielki dzień. Mrugnął i uśmiechnął się mówiąc to do Maćka. Chłopak wyprostował się dumnie i odpowiedział uśmiechem. 

    – Dzięki za pomoc i wszystkie rady stary, bez ciebie Monika wypierdoliła by mnie stąd po tygodniu!

    – Jeszcze się wiele nauczysz. Odpowiedział tajemniczo Simon i poszedł do drzwi. Szklane wrota biura zamknęły się z głośnym trzaskiem. 

    Został sam ale wiedział, że szefowa niedługo wróci do biura. Przed wyjściem coś na ten temat wspomniała. Dlatego pomyślał, że zostanie jeszcze pół godzinki.

    Wtem słowo stało się ciałem i menedżerka dumnie wkroczyła do pomieszczenia drzwiami, którymi dopiero co wychodził olbrzymi Simon. Wspaniale radziła sobie z szybkim krokiem w wysokich czarnych szpilkach. Dość długie proste blond włosy lekko podskakiwały w rytm kroków wraz z obfitym biustem pod nimi. Monika była okazem piękna i inteligencji w jednym. Do tego była pedantką i perfekcjonistką. Miała charakter zwycięzcy. Maciek, pomimo szowinistycznej natury podziwiał szefową. On był zbyt leniwy, by być kiedykolwiek menedżerem pokroju Moniki. Co więcej był pewny, że zostanie ona kiedyś prezesem. Za to nie podobał mu się jej stosunek do podwładnych. Nie szanowała ich. Często wręcz poniżała pracowników firmy. Zawsze sprytnie pokazywała im jak głupi są. Koledzy Maćka drżeli na jej widok, a pewnego razu na własne oczy widział jak koleżanka ze stanowiska obok wyszła popłakana z pokoju Moniki. Taki strach wzbudzała. Jednak nie w Maćku. On ze spokojem znosił jej uwagi, starał się jak mógł i podlizywał na swój sposób. 

    – Maciek. Podejdź do mnie za 5 minut do biura, dobrze? 

    – Oczywiście. Odpowiedział zdziwiony. “Czego ona może chcieć ode mnie tak późno.”

    Równo po 5 minutach zapukał do drzwi. 

    – Proszę.

    – Chciałaś mnie widzieć? Maciek stanął na baczność przed atrakcyjną szefową. 

    – Tak. Jak zapewne wiesz za nami 2 miesiące twojej pracy. Mam dla Ciebie nieprzyjemną wiadomość, więc lepiej usiądź. 

    Maciek osunął się na krzesło. Teraz jego ręce zaczęły drżeć.

    – Zarząd firmy planuje cięcia i 3 osoby muszą odejść. Jako, że nie masz umowy o pracę oraz osiągasz najsłabsze wyniki to ty będziesz jedną z nich. 

    – Ale to niesprawiedliwe, pracuję tu tak krótko, wyniki  jeszcze przyjdą tylko daj mi szansę… 

    – Pewnie tak by było ale ktoś musi polecieć. 

    – Bardzo cię proszę przemyśl to jeszcze, mam rodzinę na utrzymaniu, kredyt na głowie, miej litość. Błagam, Moniko.

    Do drżenia rąk doszły teraz łzy w oczach. Czuł się okropnie ale musiał jakoś dogadać się z szefową. Monika zauważyła to i zapytała szyderczo.

    – Może podać chusteczki? Zachowuj się jak mężczyzna Maciej. Mam dla ciebie propozycję. Zgadzasz się na nią nie zważając na jej treść?

    – Tak, chcę tu pracować.

    – Od tej stresującej pracy pobolewają mnie stopy. Potrzebuje kogoś kto codziennie, w każdej chwili będzie mógł mnie tu wymasować. Chce by był to masaż połączony z ich adoracją. Na co dzień dalej będziesz zajmował swoje biurko ale zamiast opierdalać się cały dzień będziesz jak potulny piesek warował i czekał na moje wezwanie. A i koniec z tą „Moniką”. Mówisz do mnie per „Pani”.  Do tego chcę abyś do tej pracy rozbierał się do bokserek, zrozumiano? Wiem, że jesteś nieźle zbudowany, właśnie takiego masażysty potrzebuje, więc takiego stroju, a raczej jego braku od ciebie oczekuję. Innej pracy tu już nie znajdziesz. No więc jak, podpisujemy umowę?

    – Umowę? Prawie krzyknął.  To co zaproponowała Monika było wstrząsające ale słowo umowa zadziałało na niego pobudzająco. Naprawdę będzie mógł tu zostać i zarabiać 4 tysiące złotych miesięcznie! Gdyby stracił tę pracę jego rodzina zaczęłaby głodować, a on sam nie miałby już nigdy do siebie szacunku. Musiał przystać na te dziwne warunki. Bez zastanowienia zgodził się. Monika podała mu przygotowany wcześniej kawałek papieru. Maciek tylko rzucił na niego okiem (miesięczna kwota się zgadzała) i podpisał w dwóch miejscach. Nie muszę chyba dodawać, że nasz Maciuś to rzadko myślący chłopak.   Monika z satysfakcją schowała kartkę do zamykanej na klucz szafki i zwróciła się do mężczyzny.

    – Dobrze, więc zobaczmy co potrafisz. Rozbieraj się!

    Maciek ociągając się ściągnął wszystko do majtek. Miał na sobie białe bokserki przez które lekko widać było jego  pulsującą męskość. Ze wstydem zasłonił to miejsce.

    – I tak tam prawie nic nie masz, odsłoń krocze. Po czym dodała.

    – Dobra na ziemię Maciej, pokaż co potrafisz.

    Monika wyciągnęła stopy przed siebie, a Maciek uklęknął przed korporacyjną królową. Położył stopę na swoim udzie i zaczął masować. Po kilku minutach zaczął robić to coraz sprawniej. Szefowa zamknęła oczy i wpadła w stan relaksu. Maciek przez kolejne minuty na różne sposoby dotykał stóp menedżerki, by po jakimś czasie przysunąć je sobie do ust i zacząć lizać. Wszystkie paluszki po kolei, a potem piętę. I tak samo z drugą. „Kurwa, wkładam w to więcej uczuć niż kiedy całuje się z Kingą!” Pomyślał.

    Szefowa lekko mruczała, aż w pewnym momencie otworzyła oczy i zapytała się Maćka:

    – To kogo w zamian za Ciebie powinnam wyrzucić?

    – Hm… Nie wiem… Może Olę proszę Pani?  Odpowiedział rozluźnionym tonem Maciek. Ola to dziewczyna, która kiedyś wybiegła z płaczem z biura Moniki, koleżanka Maćka z boksu obok.

    – Ona była kolejna na liście. Dziękuję za propozycję piesku.

    -Zawsze do Pani usług.

    – Dobra. Koniec na dzisiaj. Nie było najgorzej. Zabieraj swoje ubrania, ubierzesz się za drzwiami i do domu. A i zrób coś z tym (tu wskazała palcem na stojącego Malucha Maćka) by jutro tak nie stał w czasie twojej pracy.

    – Dobrze, dobranoc proszę Pani.

    Ubierając się za drzwiami 22-latek usłyszał ciche jęki dochodzące z biura szefowej. 

    Maciek był szczęśliwy. Pani Monika traktowała go bardzo dobrze, a sama praca wydawała się być…  Przyjemna!  Nie wiedział jednak jak bardzo się mylił. Nie wiedział tego co mu przyniosą kolejne dni na trzynastym piętrze wielkomiejskiego biurowca…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max Kirm

    Witajcie! 

    To opowiadanie już tu kiedyś było jak wiele innych z mojej, autorskiej kolekcji ale znowu je udostępniam byście się dobrze bawili. Miłej lektury!

    Podobało się? A może nie? Tak czy owak czekam na Wasze opinie, komentarze, oceny… To najbardziej motywuje do dalszego pisania. Pozdrawiam!

    Max Kirm

  • Pijany wujek

    Jestem 21 letnim studentem. Od roku mieszkam z moją 40 letnią ciotką i jej o 8 lat młodszym konkubentem Radkiem. Musiałem zamieszkać z nimi, ponieważ u mnie w mieście nie ma uczelni wyższej. Nie znałem wcześniej Radka, ale od pierwszego spojrzenia spodobał mi się. Jest wysokim brunetem. Chodzi regularnie na siłownię, więc jest dobrze zbudowany. Z zawodu jest budowlańcem. Uwielbiam go w jego stroju roboczym. Obcisły biały podkoszulek i niebieskie ogrodniczki wspaniale podkreślają jego boską sylwetkę. Zawsze po siłowni i po pracy Radek bierze prysznic. Potem do łazienki wchodzę ja i zabieram z kosza na pranie jego przepocone slipy i skarpetki. Pochłaniam ich zapach waląc konia. Często nocami, gdy słyszałem, że Radek posuwa ciotkę ubierałem jego slipy i szedłem pod ich pokój. Uchylałem drzwi i obserwowałem co się tam dzieje. Radek miał wspaniałe pośladki, długiego penisa i wielkie jaja. Stałem tak pod drzwiami trzepiąc sobie. Wsłuchiwałem się w ich jęki i patrzyłem jak Radek ostro rżnie moją ciotkę. Robili to zawsze długo i co jakiś czas zmieniali pozycje, dzięki czemu mogłem podziwiać Radka z każdej strony. Używali też zabawek erotycznych. Radek nieraz używał wibratora czy sztucznego kutasa do rozgrzania ciotki, a także przypinał ją kajdankami do łóżka. Wspaniałe było to, że Radek zawsze zakładał kondomy. Wyrzucał je potem do kosza w łazience, dzięki czemu mogłem poczuć smak jego spermy. Zawsze piłem jeszcze ciepłą. Nieraz używałem jej do naoliwienia kutasa podczas walenia. Podnieca mnie widok Radka chodzącego po domu w samych obcisłych slipach, które opinają jego jędrną dupę i uwypuklają jego krocze. Zawsze wtedy marzę żeby móc wymacać i wylizać jego ciało.

    Pewnego dnia moje marzenie się spełniło… 

    Ciotka wyjechała w podróż służbową i miało jej nie być przez dwa tygodnie. Wujek chciał wykorzystać ten czas. Wziął urlop w pracy i prawie codziennie wracał pijany i ledwo przytomny. Gdy zasypiał ja wchodziłem do jego sypialni i zaczynałem się masturbować. Wyobrażałem sobie, że walę mu konia. Spuszczałem się na podłogę, później ją sprzątałem i wychodziłem.

    Któregoś dnia odważyłem się na coś więcej. Radek jak zwykle spał. Podszedłem do niego i zacząłem go delikatnie poruszać, ale on spał jak zabity. Rozebrałem się do majtek i położyłem koło niego. Zacząłem go całować, najpierw w usta potem schodziłem coraz niżej. Lizałem jego szyję, sutki i okolice krocza przez materiał slipów. Na sam koniec zacząłem pieścić jego stopy. Ssałem każdego palca z osobna. Radek cały czas coś bełkotał. Czułe, że w moich majtkach robi się ciasno, więc postanowiłem je ściągnąć. Zrobiłem to samo z bielizną Radka. Wtedy moim oczom ukazał się wspaniały widok. Zabrałem się od razu do lizania i ssania jego pałki. W przerwach trzepałem mu ręką. Wpadłem na pomysł żeby zrobić pozycję 69. Klęknąłem na głową Radka i wpakowałem mu mojego fiuta w usta. Z drugiej strony dalej robiłem mu laskę. Później postanowiłem zająć się jego dupą. Przewróciłem go na brzuch. Zacząłem od wylizania jego pośladków i rowka, a następnie wypieściłem mu dziurkę języczkiem. Wkładałem mu go do środka. Gdy dupa Radka była dobrze nawilżona i rozluźniona zacząłem zabawę z palcami. Wkładałem mu każdego po kolei, a później po kilka naraz. Radek tylko jęczał. Przypomniałem sobie o zabawkach ciotki w szufladzie. Wyciągnąłem wibrator i zacząłem wkładać go w dupę mojego wujka. Jego dziurka była już bardzo rozluźniona. Byłe tak podniecony, że postanowiłem pójść o krok dalej i przelecieć Radka. Nie planowałem tego, ale widok jego oczka zachęcił mnie. Założyłem prezerwatywę, którą znalazłem w szufladzie wujka i zacząłem wkładać mojego penisa w dupę Radka. Gdy wszedł zacząłem najpierw powoli, a później szybciej penetrować jego dupę. Po kilku minutach poczułem, że dochodzę. Wyciągnąłem kutasa z dupy, bo nie chciałem jeszcze się spuszczać. Miałem jeszcze jedną fantazję do spełnienia. Ściągnąłem gumkę, obróciłem Radka i założyłem gumkę na jego penisa. Potem znalazłem żel nawilżający w szufladzie ciotki i nasmarowałem swoją dziurkę. Później zrobiłem sobie krótką palcówkę i zacząłem nabijać się na kutasa Radka. Nie mogłem wejść nim do środka, ale po kilku próbach udało się. Ujeżdżałem konia Radka jednocześnie waląc sobie konia i głośno jęcząc. W pewnym momencie strzeliłem na klatę wujka. Szedłem z jego fiuta i zobaczyłem, że gumka jest pełna. Postanowiłem zrobić kilka fotek, żeby mieć do czego walić konia. Radek wyglądał bosko w pełnym kondomie i z moją spermą na klacie. Po sesji ściągnąłem gumkę i wypiłem jej zawartość. Wytarłem Radka i założyłem mu slipy. Posprzątałem w sypialni i poszedłem do swojego pokoju. Długo nie mogłem zasnąć.

    Moje marzenie zostało spełnione. Teraz marzę o ruchaniu z Radkiem, ale chciałbym żeby był tego świadomy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    rafael
  • Przypadek Michała cz.III

    ***

    Wrzesień pomału zbliżał się do końca. Za oknami coraz więcej było jesieni i zrobiło się znacznie chłodniej, choć słońce wciąż nie odpuszczało. Olena od dwóch tygodni była na Ukrainie.  
    Na wspomnienie chwil z koleżanką siostry, robiło mi się przyjemnie ciepło miedzy nogami. Jednak nic poza tym. Żadnym niepotrzebnych sentymentów. Jeszcze łatwiej przyszło mi odstawić do archiwum pamięci siostrę Martę. Zauważyłem, że gdy zmieniam nastawienie, nie napalam się, uwalniam głowę od erotycznych fantazji, kobiety, będące ich częścią zaczynają zachowywać się normalnie. Znika ich szaleństwo, opętanie moją osobą i seksem. Owszem, pewne emocje i sentyment pozostają, ale bardziej przypomina to normalność. Olena podczas pożegnania nie omieszkała szepnąć mi czegoś sprośnego do ucha, obiecując, że przy kolejnej wizycie w Polsce koniecznie mnie odwiedzi. Wziąłem jej słowa za dobrą monetę. Myślami byłem jednak już przy innej.

    Anita Grześkowiak uczyła od dwóch lat angielskiego w naszej szkole. Szczerze powiem był to dla mnie głupi pomysł, żeby tak młodą nauczycielkę pakować do gniazda niedojrzałych i tryskających hormonami nastolatków. Mało tego, że młodą, to jeszcze niebywale atrakcyjną. Pani Anita miała dwadzieścia dziewięć lat, ale zdarzało się, że nieznający ją ludzie brali ją za koleżankę uczennic, z którymi przebywała. Po prostu modelka. Tyle, że nie taka typu “wieszak” czyli skóra i kości, ale jak te, które reklamują bieliznę czy bikini. Chodzący ideał. Kwintesencja seksapilu. Dowodów było aż nadto. Zgrabne i wysportowane nogi, kształtna pupa oraz piękna linia bioder, które łagodnym łukiem przechodziły w wąską talię. Wszystko u ponętnej nauczycielki zdawało się być odpowiednich proporcji. Widok dekoltu anglistki, zawsze przyprawiał mnie o zawrót głowy. Twarzy pani Anicie mogła pozazdrościć niejedna aktorka czy modelka. Okalały ją długie, opadające na kark cudowne, lekko falujące kasztanowe włosy. Nie znałem się na tym, ale fantastycznie je układała i czesała. Niesfornie napuszone, tak w duchu je określałem. Natura naprawdę hojnie potraktowała młodą belferkę.
    Adoratorów nigdy przy niej nie brakowało, ale wszystkich skutecznie odprawiała. Ponoć winne była jakieś dawne uczucie, które zraziło ją na dłużej do amorów. Wśród męskiej części uczniów liceum tylko nieliczni, nie fantazjowali na temat pani Anity. Według mnie byli to potencjalni lub prawdziwi geje, ostatecznie erotyczne ciapy.  
    To o niej nieustannie myślałem, zastanawiając się, czy po wypadku posiadłem nadprzyrodzony dar.

    Stała się moją obsesją. Przy siostrze Marcie nie było mowy o czymś głębszym, bo zaskoczyło mnie to niemniej niż ją samą. Z Oleną natomiast miałem podejście naukowe. Choć była wspaniała, zaspokoiłem przy niej przede wszystkim ciekawość. Ukrainka była eksperymentem. Teraz – według mnie – przyszła pora na stuprocentową erotyczną obsesję. Od kiedy zacząłem myśleć o nauczycielce angielskiego jako następnej swojej zdobyczy wszystko nabrało innych barw. Byłem pewien, że jeśli Anita Grześkowiak ulegnie mi, nie będzie to jednorazowy czy krótkotrwały wybryk. Miałem wobec swojego największego erotycznego marzenia szerokie plany.  

    Jednak pomimo dwutygodniowego fantazjowania na temat pięknej belferki, nic nie działo się takiego, co wskazywałoby na jej zainteresowanie moją osobą. Zaczęło mnie to drażnić, bo odporna na mnie okazała się ta kobieta, na myśl o której dostawałem białej gorączki.  

    Był czwartek, dzień w którym pani Anita miała nam oddać pisemne prace, zadane w zeszłym tygodniu. Ja wykorzystałem to do napisania co czuję względem niej, a że angielskim posługiwałem się więcej niż dobrze wyszło mi super. Choć przyznaję, że musiałem bardzo hamować emocje, bo pisząc. przychodziły mi do głowy różne świństwa nie nadające się do druku.

    Lekcja angielskiego przebiegła spokojnie i dobiegała końca. Pozostało rozdanie pisemnych prac i ich ocena. Pani Grześkowiak jak zwykle wyglądała zjawiskowo. Kolejna rzecz, która bardzo mi się w niej podobała, że często chodziła w sukienkach czy spódniczkach. Gdy było ciepło, nawet dosyć krótkich, biorąc pod uwagę, że pracowała w szkole. Teraz tez miała na sobie spódniczkę sięgającą kolan i jasną bluzkę z szerokimi ramiączkami. Bluzę stanowiącą komplet ze spódniczką odwiesiła na oparcie krzesła.  
    Podziwiając ją w zamyśleniu nie zauważyłem, że zbliża się kolej na moją pracę.  

    – Rajczyk, słabo, dużo błędów, ale doceniam, że nie zerżnięte z netu, trzy plus. – Gdy wypowiedziała słowo “zerżnięte” wyobraźnia zaczęła mi świrować. – Strzelecka, u ciebie wręcz wzorowo, ale niestety znam ten tekst z internetu, więc… czwórka. No i pan Wanat… hmm, jest to najbardziej indywidualna praca ze wszystkich.  

    Nie jestem pewien czy to nie złudzenie, ale, gdy patrzyła mi w oczy, zmrużyła na chwilę, w taki niesamowity sposób. Kuszący, taki… ehh, jeśli chcesz coś bardzo zobaczyć, to wyobraźnia płata figle. Otrząsnąłem się z oparów erotycznych i wsłuchałem w jej słowa.  

    -… błędów nie ma, ale już przyzwyczaiłeś mnie do tego. Piątka, choć mogłaby być nawet szóstka, ale jak wiecie na to musi być coś ekstra. Gdyby był czas na to z chęcią bym wam przeczytała pracę Michała, ale niestety za chwilę dzwonek, a zostały jeszcze dwie oceny…

    Przeczytać moją pracę! Oszalała?! Życia bym nie miał w szkole. I nie byłby to mój największy problem, bo to co napisałem, w stu procentach nie powinien pisać uczeń do nauczycielki. Jeśli to miała być forma żartu, to nie czułem się rozbawiony. Z rozmyślań wyrwał mnie wrzask dzwonka na przerwę. Zanim jednak wyszedłem na korytarz, usłyszałem aksamitny głos pani Anity.  

    – Michał, jeśli mógłbyś poświęcić mi jeszcze chwilkę, Chciałam dowiedzieć się coś na temat twojej pracy.  

    – Oczywiście. – Zgodziłem. Adam sprzedał mi szybkiego kuksańca, wywracając przy tym oczami. Taka forma gratulacji i zazdrości w jednym. Serce zabiło mi szybciej. Czyżby, kurwa, czyżby?!  

    Anglistka sprawdziła, czy drzwi są dobrze domknięte i usiadła na swoim miejscu. Te kilka kroków w jedną i drugą stronę sprawiło, że dostałem wzwodu. Rany, ona nawet chodzi seksownie!  

    – Usiądź bliżej. Nie chcę, by ktoś niepotrzebnie usłyszał co chcę ci powiedzieć.  

    – Jasne. – Zaschło mi w gardle. Oczami wyobraźni widziałem belferkę rozciągniętą na biurku. Nagą i chętną.  

    – Domyślam się, że wolałbyś abym nie odczytywała twojej pracy w klasie. prawda? – spytała cicho, unosząc znacząco brwi.  

    – No raczej – odpowiedziałem. Ciśnienie uszło. To będzie jednak moralizatorski wykład.

    – Wiesz, że gdybym poszła z tym do dyrekcji miałbyś sporo kłopotów?

    -…

    – Mógłbyś nawet wylecieć ze szkoły. W ostatnim roku liceum, przed maturą. Możesz mi powiedzieć co ci strzeliło do głowy?

    – Przepraszam, ale opisałem po prostu co czuję i co by z tego ewentualnie mogło wyniknąć.

    – Ewentualnie, mówisz? – Głos pani Anity stał się niebezpiecznie głośny. Wyraźnie miała ochotę mnie opieprzyć, a ja myślałem tylko o jej zgrabnych nogach, które założyła jedną na drugą. – Posłuchaj chłopaku! Wiem, że szepczecie po kątach różne świństewka na mój temat. Pogodziłam się z tym, że banda pryszczatych gówniarzy musi dać upust buzującym hormonom, ale to… to jest coś zupełnie innego. Umówmy się, to jest twój ostatni taki wybryk.  

    – Dobrze, ok..  

    – Do końca roku szkolnego nie masz prawa nawet zerkać na mnie nieodpowiednio, bo pójdę z tym do dyrektorki i masz, mówiąc między nami… przesrane. Zrozumiałeś? – Nie widziałem jej nigdy tak zdenerwowanej.

    – Doskonale.

    – To wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy. Najlepiej idź na zwolnienie na tydzień, a może dwa.  

    – Proszę pa…

    – Ani słowa. Sio.  

    Niemal wybiegłem z klasy. Byłem zawiedziony i zły. Strasznie dałem ciała! Byłem durniem wierząc w te bzdurne urojenia! Zrobiłem z siebie kretyna, a do tego mam przesrane u najfajniejszej nauczycielki! Ochłonąwszy z pierwszych emocji, zaskoczyłem, że nie przeprosiłem jej wcale. Musiałem to zrobić koniecznie. To może być okazja, by coś jeszcze wyjaśnić i odkręcić. Czasu miałem jeszcze trochę, przerwa miała trwać piętnaście minut. Dlaczego jednak nie wychodziła z klasy? Podszedłem bliżej drzwi i oparłem się o nie głową i tułowiem, udając, że przeglądam cos w telefonie. Miałem wrażenie, że coś słyszę, ale nie byłem pewien, bo odgłos był… sam nie wiem. Nagle olśniło mnie. Biegiem puściłem się korytarzem, by po chwili znaleźć się na zewnątrz szkoły. Okno klasy w której siedziała Grześkowiak znajdowało się w takim miejscu, że można było do niej zajrzeć. Do tego, całkiem bez konsekwencji, bo stojący w pobliżu kasztanowiec, bryła budynku i forma dachu tworzyły bezpieczne miejsce do obserwacji. Bez strachu, że ktoś cię nakryje.  

    Musiałem działać szybko. Sprzyjające okoliczność pojawiły się niemal natychmiast. niezauważony wdrapałem się na dach i zająłem stanowisko. Jeśli będę ostrożny ponętna belferka nawet się nie zorientuje, że ją podglądałem. Patrząc na nią nieco od tyłu, widziałem jednak fragment ślicznego profilu jej twarzy. Tym razem to nie on przykuł moją uwagę, ale ręce nauczycielki. W lewej trzymała jedną z prac uczniowskich. moment wystarczył bym zorientował się, że to moja. Podpisywałem swoje pisaniny w charakterystyczny sposób i widziałem go dokładnie. Dopiero rzut oka na prawą dłoń, sprawił, że omal nie zwaliłem się z dachu. Anglistka trzymała ją pod mocno podciągniętą spódniczką i charakterystycznie nią poruszała. Nie miałem wątpliwości, że sobie dogadza. Zresztą, gdybym nawet je miał, to odchylona lekko do tyłu głowa, mocno zaróżowione policzki i płytki oddech rozwiały by je kompletnie. Patrzyłem zafascynowany na ten spektakl. w jednej chwili dostałem potężnego wzwodu. Ręka pani Anity poruszała się coraz szybciej, po czym nagle zamarła pod spódniczką. Nauczycielka przygryzła dolną wargę, zamknęła oczy i westchnęła z ulgą. Kurwa, chyba miała orgazm, krzyczało wszystko we mnie.  

    Zanim udało mi się zejść z dachu, minęło spora chwila. Spóźniłem się na następną lekcję, ale nie żałowałem. Co więcej, byłem zadowolony. Wrócił mi dobry humor. Mój nieoczekiwany talent działał. Również na panią Anitę. Inaczej, ale działał. Być może była bardziej odporna na niego, może bardziej przyzwoita niż Olena i Marta? Nie wiedziałem tego, ale nabrałem pewności, że jeśli będę cierpliwy, ostatecznie spotka mnie słodka nagroda. Mój święty Gral.  

    Wracając do domu myślałem o tym, że czekanie na nią, będzie bardzo ekscytujące. Jak w tym powiedzeniu, cała zabawa jest w gonieniu królika. Oczywiście, miałem nadzieję na to, że ostatecznie króliczek zostanie złapany i skonsumowany.  
    Przez resztę dnia obmyślałem plan, jak się zabrać za panią Anitę. Zwiodła mnie, choć mur, który postawiła między nami nie był nie do zdobycia. Przekonała mnie o tym wizyta na szkolnym dachu. Im dłużej o tym myślałem zmieniał się mój stosunek do uwielbianej nauczycielki. Owszem, wciąż była dla mnie ideałem, ale moja fascynacja jej osobą zrobiła się mniej romantyczna. Nabrała ciemnych, groźnych barw. Zdawałem sobie sprawę, że to co zaszło między nami było poza jej kontrolą, ale w tej chwili chciałem utrzeć jej ślicznego nosa.  

    Po wieczór wiedziałem już od czego zacznę. Skoro nie mogę pochędożyć belferki, to może zrobię to z uczennicą. Jakoś przecież muszę zaspokajać rosnący seksualny apetyt. Ta o której myślałem miała pecha, być siostrzenicą pani Anity. Córką jej starszej siostry. Dlatego mój wybór padł na nią.  

    ***

    Przez kilka następnych dni spróbowałem zbliżyć się do siostrzenicy pani Grześkowiak. Trochę gry aktorskiej plus mój dar i pod tygodniu dziewczyna uznała, że mam poważne zamiary. Nie należała do rozchwytywanych, więc moje amory przyjęła jak mannę z nieba. Anastazja, a właściwie Nastka, jak na nią wszyscy mówili była rok ode mnie młodsza. Uchodziła za kujonkę, zresztą od niedawna ciotka pilotowała jej naukę na bieżąco. Była sympatyczną okularnicą, która na pierwszy rzut oka kojarzyła się z szarą myszką. Niepozorną i cichą. Odniosłem jednak wrażenie, że to pozory. Podobnie jak jej uroda. Gdyby ten koński ogon zamienić na odpowiednią fryzurę i ubrać ją bardziej wystrzałowo, dziewczyna stałaby się fajną laską. Zresztą ciotka była zjawiskowa, a matka też niczego sobie. Geny robią swoje.  

    W pierwszy weekend października zainaugurowano sezon domówek. Szczęśliwie ta impreza miała się odbyć u Marceliny, mojej seks przyjaciółki. Rówieśniczki z równoległej klasy. Dziewczyny, z którą utraciłem swoją niewinność. Jednej z dwóch panien, które miałem przed Martą i Oleną. No cóż, bożkiem seksu dopiero się przecież staje. Poza tym, jakkolwiek zabrzmi to banalnie, czasem ważniejsza jest jakość niż ilość. Z Marcelą jakość zawsze była wysoka. To ona nauczyła mnie wszystkiego. Rok temu nasza przyjaźń, na pół roku nabrała pikanterii. Ona potrzebowała pocieszenia po toksycznym związku, ja byłem otwarty na pierwsze doświadczenia. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, skąd siedemnastolatka posiadła takie umiejętności, ale te pół roku było wspaniałe. Marcelina to mądra dziewczyna. Gdy pozbyła się swojej traumy, przerwała to w taki sposób, że nic nawet nie poczułem. I nadal pozostaliśmy przyjaciółmi.  

    Teraz pierwsza domówka wypadła u niej. Nie dziwiło mnie to wcale, bo jej rodzice często bywali poza domem. Liczyłem na to, że i tym razem okaże się pomocna. Byłem gotów na wyzwanie pod tytułem – Anastazja.

    ***

    Trzy czwarte drogi na imprezę wysłuchiwałem paplaniny Nastki. Widać było, że jest podekscytowana. To była jej pierwsza taka przygoda. Te nieliczne spotkania z przyjaciółmi w których brała udział trudno było nawet nazwać imprezami. Od paru chwil milczała jednak, ściskając mi tylko rękę jakby chciała ją zmiażdżyć. Pomimo, że nieco zaszalała z ubiorem, wciąż miałem wrażenie, że prowadzę pensjonarkę na zjazd niegrzecznych panien. Grafitowa sukienka pomimo odsłoniętych ramion bardziej pasowała do biura niż na balangę. Ciemno blond włosy Anastazji wciąż upięte były w kucyk, odrobinę może tylko bardziej niesforny, pokręcony.  

    – Michał, ale obiecaj, że nie zdarzy się nic głupiego, dobrze? – Przerwała ciszę, gdy zbliżaliśmy się do ulicy Gwiaździstej, na której mieszkała Marcelina.

    – To znaczy…?

    – No wiesz, nie mieszkam na Marsie. – Uśmiechnęła się do mnie. – Wiem co dzieje się na takich imprezach, alkohol, prochy i… no sam wiesz dobrze.  

    Była tak słodka i niewinna, że zatrzymałem się na chwilę i ją pocałowałem. Szczerze, mocno wpijając się w chłodne usta. O dziwo, do tej pory wstrzemięźliwa raczej w czułościach dziewczyna, odpowiedziała z łapczywą pasją, angażując mocno język.  

    – Po pierwsze Marcelina nie lubi przeginania na jej imprezach. Wszystko w granicach rozsądku. Mocno tego pilnuje. – Wytłumaczyłem Anastazji, gdy skręciliśmy wreszcie w Gwiaździstą. – Po drugie, obiecuję ci, że będę pilnował zarówno siebie, jak i innych, żeby nie stała ci się krzywda.  

    – Kochany jesteś.- Podziękowała pocałunkiem w policzek.  

    – Staram się

    Dotarliśmy przed furtkę posesji państwa Mielcarz. Zadzwoniłem i zaraz w domofonie zadźwięczał znajomy głos Marceli oraz bzyczenie. Sezam otwierał się przed nami. W roziskrzonych oczach Nastki widziałem zapowiedź niezłej zabawy. Jakby na potwierdzenie moich nadziei, usłyszałem jak lekko zawstydzonym głosem szepcze mi do ucha.

    – Siebie pilnować nie musisz. – Aniołeczek zaczął pokazywać rogi.  

    Impreza trwała w najlepsze od dwóch godzin. Dom zdawał się pulsować od muzyki i nadmiaru decybeli. Alkohol był wszechobecny, choć przeważało głównie piwo. Gdzieniegdzie wyczuwałem słodką woń Marysi. Wielu gości miało już dość. Melanż zaskoczył ich przed czasem. Cóż, życie.  

    Ja czułem się jak ryba w wodzie. Lubiłem powyginać się przy muzyce, podobno byłem w tym niezły. Poza tym przez czas spędzony w szpitalu sporo mnie ominęło. Jak zawsze byłem daleko w tyle za innymi w ilości wypitego alkoholu. Byłem wręcz nieprzyzwoicie trzeźwy, wydoiłem ledwie szklaneczkę piwa. Nie lubiłem tracić kontroli, a dziś dodatkowo była przy mnie Anastazja.  
    Ona ledwie spróbowała chmielowego trunku, ale pasowało mi to bardzo. Nigdy nie rozumiałem, co fajnego jest w obracaniu pijanej panny. Mało stabilnej, średnio pachnącej i świadomej. Nie bez przyczyny wspominam o migdaleniu, bo Nastka z każdą minutą lepiła się do mnie coraz bardziej. Wyglądało na to, że doskonale się bawiła. Odkryła dziś w sobie tancerkę, piosenkarkę, ale przede wszystkim ogromne pokłady luzu.  
    Właśnie skończyliśmy tańczyć przy trzeciej z kolei wolnej, nastrojowej piosence. Wcześniej zaliczyliśmy sporą dawkę przytulania i obmacywania. Okazało się, że pod tymi niezbyt wystrzałowymi ciuszkami kryło się wiele przyjemnych niespodzianek, co udało mi wybadać, bez śladowego chociażby oporu za strony dziewczyny.  
    Piersi Anastazji były krągłe i jędrne, wielkości średniej pomarańczy. Mleczna skóra wysypana była bladymi pieprzykami, zadziwiała miękkością i przyjemnie pachniała. Pod fatałaszkami, która skrzętnie to ukrywały, udało mi się wymacać drobną pupę, talię i nieco szersze biodra. Figurą nie mogła Nastka dorównać ciotce Anicie, ale nie osłabiło to mojego apetytu.  

    – Pójdę na chwilę do toalety. – Moja nowa dziewczyna błysnęła uśmiechem. – Oko mi się rozmazało.  

    – Ok., ale szybko wracaj – Mrugnąłem do niej znacząco.  

    Gdy znikła za drzwiami łazienki, obok mnie pojawiła się Marcelina. Niewiele mieliśmy dzisiaj okazji do pogadania, więc chciała to chyba nadrobić.

    – Miśku, zdradzisz mi co robi ta panna z tobą? – Wyraźnie zainteresowała ją moja towarzyszka.  

    – Zasadniczo.. bawi się. – Wyjaśniłem lakonicznie.

    – Świetnie. A na poważnie, przecież ty nie jesteś typem imprezowicza, ale przy niej wypadasz na balangowicza do potęgi. – Marcelina była bystra. Niestety też dociekliwa. – Co się dzieje, Michał?

    – Gust może mi się zmienił. – Znaliśmy się. Jeszcze na kilka takich odpowiedzi mogłem sobie pozwolić. Bez przesady jednak.  

    – Misiek, lubię cię, może nawet kocham. Jak brata, dla jasności – stwierdziła organizatorka imprezy. – Wiem kiedy coś kombinujesz, a ta dziewczyna choć nie powinna mnie obchodzić wygląda na miłą…

    – I taka jest. Martwisz się o nią?

    – Trochę. Masz coś takiego w oczach, co mnie niepokoi i…

    – Daj spokój. Nic złego się nie dzieje – wyznałem. – Powiedz lepiej co u ciebie. Jak sprawy z Irkiem?

    – Nie ma spraw z Irkiem. Od dwóch miesięcy znów jestem wolna i świetnie się z tym czuję – Zaskoczyła mnie, ale wyglądało na to, że była rzeczywiście w świetnej formie. W skórze i czerni jej wysportowane, szczupłe ciało prezentowało się rewelacyjnie.  

    Kątem oka dostrzegłem wychodzącą z łazienki Anastazję. Chwyciłem w objęcia Marcelinę i zaczęliśmy podrygiwać.  

    – Jednak coś kombinujesz – mruknęła Marcela.  

    – Jasne. – Przyszedł mi do głowy szalony pomysł. – Słuchaj pomóż mi. Gdybyś była z facetem nie prosiłbym, ale skoro mam przed sobą wolną dziewczynę…

    – Chodzi o tą pannę, tak?

    – Muszę ją dziś zaliczyć, więc ją urabiam od kilku dni, pomyślałem, że wspomożesz kumpla. – szepnąłem przyjaciółce do ucha.  

    – Musisz?! Misiek, ty się bawisz w takie rzeczy!  

    – To jednorazowy wybryk i…

    – I co? Nagrodę dostaniesz?  

    – Marcela, to nie tak, ale…

    Urwałem w pół zdania, bo dołączyła do nas Anastazja.  

    – Hej, co za nagroda? – spytała od razu.

    – O tym później. Poznajcie się lepiej. – Szybko zmieniłem temat. – Nastka to Marcela, Marcela to Nastka.  

    – Trochę mi Michał o tobie opowiadał – przyznała się Anastazja. – Jest tobą zachwycony.  

    – W nim łatwo wzbudzić zachwyt, ale miło mi.- Marcelina uśmiechnęła się do mojej towarzyszki. Nad jej ramieniem skinęła na mnie, bym je zostawił.

    – Ok., to jak już mam w jednym miejscu dwie najfajniejsze dziewczyny, to zorganizuję jakiś piknik. Piwko, przekąski, te sprawy – Nagle stałem się nadaktywny.  

    Nastka spojrzała na mnie trochę niepewnie, ale rozwiałem jej obawy.  

    – Zostawiam cię w najlepszych rękach.

    Znalezienie czegoś do picia i przegryzienia to nie była misja niewykonalna. W istocie zajęła by mi parę chwil. Marcelina potrzebowała jednak trochę czasu, jeśli dobrze zrozumiałem jej znaki. Szybko zdobyłem prowiant i zaszyłem się w kącie, by móc obserwować dziewczyny. Patrzenie jak Marcelina radzi sobie z Anastazją to była sama przyjemność. Wystarczyła chwila, a Nastka patrzyła w nią jak w obrazek. Śmiały sie, żartowały, ale co pewien czas Marcelina zdobywała się na jakiś odważniejszy ruch. Tu jakiś dotyk, tam muśnięcie, pogładzenie i niewinny całus w policzek. Jeszcze chwila i powinienem do nich dołączyć. Tymczasem moja towarzyszka topiła się niczym masło w słowach i gestach Marceli.  

    – No jestem – zakomunikowałem z dumą trzymając to co udało mi się zdobyć.  

    – Długo ci się zeszło. – Zauważyła Nastka. Jednak nie była zawiedziona. Minuty spędzone z Marceliną nie pozwoliły jej na zastanawianie się nad moim zniknięciem.  

    – Musiałem o to walczyć – Roześmiałem się.  

    – Chodźcie pogadać w spokojniejsze miejsce. – Zaproponowała Marcelina.

    Poszliśmy za nią na górę. Jednym z zajęć ojca Marceliny było pisanie dla kilku gazet. W domu miał mały gabinet, świątynię, w której pracował. Znajdował się na poddaszu i prowadziły do niego osobne schody. Do nich dziś nikt nie miał dostępu, ale Marceli to nie dotyczyła. Była domowniczką. Dwa obroty kluczem i byliśmy poza imprezą.  

    – Łał, nawet ja tu nigdy nie byłem – stwierdziłem rozglądając się w półmroku, który rozświetliło światło małej lampki. Odrzuciłem na bok butelki z piwem i żarełko.  

    – Jak to? – zaciekawiła się Nastka.  

    Marcelina spojrzała na mnie z wyrzutem. Oj, dostanie mi się od niej po wszystkim.  

    – Był czas, kiedy ja i Michał… hm, spotykaliśmy się – zaczęła tłumaczyć dziewczynie.

    – Spotykać, to znaczy…

    – Tak, robiliśmy to o czym myślisz, ale to nie była miłość, to… była… – Marcelinie zabrakło słów. Niecodzienny widok.  

    – To skomplikowane. Pomagałem jej w trudnym momencie życia i tyle, ale okazało się, że obydwoje mieliśmy z tego wiele radochy – Dokończyłem wyjaśnienia.  

    Anastazja patrzyła na nas jak na kosmitów. Nie rozumiała o co tu chodzi.  

    – Nie przejmuj się, z mojej strony nic ci nie grozi. To przeszłość, jesteśmy przyjaciółmi, a Michał myśli teraz tylko o tobie. – Głos Marceliny stał się lepki i słodki jak miód.  

    – Jest wspaniały, inny niż wszyscy. Dla chłopaków byłam nudziarą, a on dał mi szansę.  

    – Nie dziwię mu się wcale, bo milutka jesteś – Marcela spojrzała na mnie. Wyrzut w jej oczach nieco zabolał.  

    Dziewczyny stały teraz krok od siebie. Piersi Nastki unosiły się miarowo. Oddychała głęboko. Magia mojej dawnej kochanki działała. Czy moja też będzie skuteczna? Byłem tego prawie pewien. Prawie robi jednak różnicę, jak mówi pewna reklama.  

    Marcelina położyła dłoń na ramieniu naszej zdobyczy. Powoli, jakby chciała nauczyć palce faktury skóry przesunęła nią na szyję Nastki. Owinęła ją i przesunęła pod brodę, zadzierając twarz dziewczyny do góry. Drugą ręką rozpięła spinkę na kucyku Anastazji i pozwoliła blond firance opaść na odsłonięty kark.  

    – Spróbuj nosić je tak. W kucyku wyglądasz zbyt grzecznie. – Usłyszałem jak podszeptuje młodszej koleżance Marcelina.  

    Dłoń mojej pierwszej kochanki powróciła na kark Nastki. Równie wolno i zmysłowo. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk rozsuwanego suwaka, a zaraz potem grafitowa sukienka zsunęła się po szczupłym ciele na podłogę. tworząc ciemną plamę u stóp Anastazji.  
    Młodsza z dziewczyn lekko się wzdrygnęła. Pomimo, że była w samej bieliźnie dzielnie czekała na kolejny ruch Marceliny. Ta nie spieszyła się wcale. Palcem kreśliła linię wzdłuż kręgosłupa Nastki, w dół i z powrotem w górę. Siostrzenica pani Grześkowiak drżała z podniecenia i emocji. Marcela doskonale rozgrywała swoją partię. Odpięła koronkowy biustonosz, lecz nie dała mu od razy powędrować w ślady sukienki. Przytrzymała go przez chwilę, stopniowo odsłaniając piersi Anastazji.  
    Wszytko co czyniła było zmysłowe. Nie mogłem się nadziwić, skąd u mojej rówieśniczki takie magiczne zdolności. Byłem ogromnie nakręcony. Podniecenie i żądza paliły mnie niczym rozżarzone węgle. Twardy kutas sterczał tak mocno, że niemal rozrywał materiał dżinsów.  

    Mlecznobiałe pomarańczki Nastki w końcu zostały całkiem odsłonięte. Zachęcająco migotały małymi, bladymi brodawkami. Podszedłem w końcu do Anastazji i sięgnąłem po nie. Zamknęła oczy, ale na jej twarzy oprócz wypieków dostrzegałem zadowolenie i determinację.  
    Zagarnąłem dorodne dwa owoce, pieszcząc je delikatnie. Sutki natychmiast stały się twardsze i gotowe na moje palce. Pocierałem je, ssałem i kąsałem na przemian. W tym czasie Marcelina kucnęła za plecami naszej głównej atrakcji i wsunęła palce pod brzeg majtek Nastki. Niczym na zwolnionym filmie, pociągnęła je w dół, odsłaniając ostatni fragment ciała Anastazji.  
    Sądziłem, że taka grzeczna panna będzie miała wzorem starszego pokolenia mocno zarośnięte łono. Tymczasem była wygolona na zero. Golutka niczym trzylatka z przedszkola. Bawiąc się wciąż cyckami Nastki, wymruczałem pytanie.

    – Nie przeszkadza ci obecność Marceli?

    Anastazja uśmiechnęła się do mnie. Otworzyła oczy, w których migotał jedyny w swoim rodzaju blask.  

    – Tak bardzo chce to z tobą zrobić, że nie przeszkadzałaby mi obecność mamy. Mówiąc to, rozpięła mi koszulę. Wsunęła pod nią dłoń i gładziła mój tors.  

    – A co takiego chcesz ze mną robić? – Byłem ciekaw jej odpowiedzi.  

    – Pieprzyć się. – Mlasnęła językiem.  

    Pospiesznie rozpiąłem pasek i rozporek, by jak najprędzej uwolnić się od zbędnego nadmiaru odzienia. Wzwód sprawił, że slipy z przodu przypominały indiański wigwam. Nastka opuściła ciekawie wzrok i mimowolnie oblizała wargi. Pozbywając się gaci, usłyszałem jej westchnienie zachwytu.  
    Niecierpliwie sięgnęła po sterczącego twardziela.  

    – Pomału – szepnęła jej z tyłu Marcelina. Wzrokiem wskazała mi skórzany fotel i poprowadziła do niego Anastazję. Usiadłem wygodnie, dumnie prężąc fiuta. Dziewczyny klęknęły przede mną. Starsza ujęła dłoń młodszej i naprowadziła na członka. Świadomość, że dotyka mnie taka chodząca niewinność szybko podniosła stopień mojego podniecenia.  

    – A teraz powoli, góra, dół i kręć nadgarstkiem.  

    Przez chwilę Marcelina pracowała wspólnie z Nastką, potem subtelnie się odsunęła. Zobaczyłem, że sięga ręką do krocza mojej zdobyczy. Anastazja drgnęła, zastygła na chwilę, zaciskając mocniej dłoń na trzonie kutasa. Chwilowa niepewność ustąpiła, gdy zobaczyłem poruszającą się dłoń Marceliny.  
    Młodsza z panien nie była taka zupełnie oderwana od rzeczywistości. Bez pomocy Marceliny, uwolniła żołądź i wzięła kutasa do buzi. Nie miała wprawy, więc jaj oral był prosty jak budowa cepa. Trochę ruszania rączką i wpychanie do ust. Nie zamierzałem narzekać. Między ciepłymi wargami dziewczyny czułem się doskonale. Cały byłem żądzą i rozkoszą. Mocno odleciałem.

    Na szczęście była z nami Marcelina. W porę dostrzegła, że zbyt długo zabawiamy się w ten sposób. Pokój jej ojca był typowym gabinetem, nie było tam niczego wygodnego do pieprzenia. Najlepszą opcją wydawał się gruby dywan i tam też się przenieśliśmy. Ułożyłem się na nim brzuchem do góry. Marcelina podeszła do Nastki i podsunęła jej palce pod nos.  

    – Nic nie pachnie tak jak rozkosz. Ta akurat jest twoja.  

    Była równie podniecona jak my. Znałem ten wyraz jej twarzy. Należała się jej nagroda.  

    – Nastka, nasza gospodyni była wyjątkowo gościnna. Dołączy do nas, dobrze?

    Młodsza panna była w takim stanie, że zgodziła by się na wszystko. Efekt pierwszego razu spotęgował jej doznania. Była rozpromieniona, rozpalona i ciekawa dalszego ciągu.  
    Marcelina po moich słowach szybko wyskoczyła ze skórzanych spodni, a potem majtek. Naprowadziła Anastazję na właściwe miejsce i przytrzymała mojego fiuta, by sterczał pionowo.  

    – To twój pierwszy raz, tak?

    – Mhm – Nastka potwierdziła zawstydzona.  

    – To zrób to powoli. Gdy poczujesz fiuta Michała wbijającego się w ciebie, odpuść lekko, a potem znów naprzyj. Nic złego się nie stanie, uwierz mi. – Marcelina pocałowała młodszą uczestniczkę miłosnej gry. – Potem sama dobierz tempo.  

    Nastka była pojętną uczennicą, do tego mocno podnieconą. Rozdziewiczenie poszło jak z płatka. Ruchanie dziewicy nieźle mnie nakręciło. Szybko dochodziłem do stanu wrzenia, gdy Anastazja tańczyła na moim kutasie. Była przy tym całkiem głośna, jęczała, gdy tylko Marcelina pozwalała oderwać się jej od swojej norki. Stała nad nami i przytrzymując Nastkę za włosy, przyciskała ją do krocza.  
    Pierwsza doszła młodsza panna. Niemal krzycząc wyciągnęła się jak struna i opadła na mnie, z kutasem w środku. Cała drżała, jakby wyszła z zimnej kąpieli. Marcelina ściągnęła ją ze mnie i położyła na plecach obok mnie. Pod tyłek podłożyła jej poduszki, a sama kucnęła nad twarzą dziewczyny. Ocierając się o nią, zachęcała Anastazję do pieszczot.  
    Oderwałem wzrok od nich i ulokowałem między nogami młodszej partnerki. Była tak mokra, że wszedłem w nią aż po jaja. Gabinet wirował niczym w surrealistycznym obrazie. Rżnąłem Nastkę, dopiero teraz uświadamiając sobie dlaczego ją tu zabrałem. Ciekaw byłem co powiedziała by ciocia Anita widząc siostrzenicę w takiej akcji. Przez następne parę chwil pieprzyłem Anastazję, mając przed oczami jej cioteczkę. Gdy nadszedł moment kulminacyjny, ogarnęła mnie ogromna rozkosz. To był mega orgazm. Fontanny nasienia strzelały na krocze, brzuch i uda Nastki. Było to tak potężne doznanie, że nie miałem siły się podnieść. Na kolanach doczłapałem się na fotel. Siedząc tam kontemplowałem spełnienie i obserwowałem jak młodsza panna doprowadza starszą do orgazmu. Marcelina nigdy nie odpuszczała.  

    Gdy ochłonęliśmy po minie i zachowaniu Anastazji zorientowałem się, że tej nocy narodziła się nowa dziewczyna. Cóż, ciocia nie będzie zadowolona.

    c.d.n….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Upojna noc

    Delikatny powiew wiatru, zastukał gałęzią w nocne okno, w akompaniamencie kropel deszczu. Gwiaździsta noc, owiana grubymi falami chmur, okazywała jedynie mrok, ni pozwalając cieszyć się światłem gwiazd i Księżyca.
      Ciemny pokój, owiewany szumem dźwięków z zewnątrz, zimny i obojętny światu, oczekiwał swoich właścicieli. Niewielki zegar wybijał rytm, miarowo zapowiadając przyjście słońca, jednak dopiero za kilkanaście godzin. Cichutko skrzyp otwieranych drzwi, oznaczał powrót właścicielek. Radosny śmiech w połączeniu z włączonym światłem, szybko zabił ponurą atmosferę i wprowadził ciepło do pokoiku. Zajmujące połowę pomieszczenia łóżko, zasłane idealnie białą pościelą, zachęcało aż do spoczynku. Dwie dziewczyny odłożyły swoje rzeczy, szybko rzucając się na miękką kołdrę, odpoczywając po męczącym dniu. Objęły się nawzajem, splatając swoje palce w dłoni drugiej. Musnęły swoje usta i ułożyły wygodniej, zamykając oczy. W przeciągu kilku minut obie zasnęły, z uśmiechami na ustach i w sercach. Słodki widok, niezmącony żadnym hałasem.
      W połowie nocy, wybudziły się obie, nagle, w tym samym momencie. Spojrzały na siebie przerażonym wzrokiem. Ciemnowłosa dziewczyna przytuliła się do drugiej, szukając ukojenia. Łomotanie serc, wywołane przez nagle uderzenie pioruna, uspokoiło się. Kosmyki czerwonych włosów przykrywały twarz wtulonej w nią osóbki, delikatnie opadały na skórę pierwszej, łaskocząc ją i wywołując nieśmiały uśmiech. Podniosła wzrok ku brązowo zielonym oczom. U niej też wykwitł uśmiech, z domieszką jakże dobrze jej znanych iskierek tańczących na powierzchni tęczówek. Zbliżyły się do siebie, łącząc wargi. Delikatne przygryzanie ze strony czerwonowłosej, było rozkoszą dla jej partnerki, oczywiście obustronną. Rozłączyły swoje usta i przestawiły się nieco, kładąc w inny sposób. Ciemnowłosa dziewczyna znalazła się na dole, zaś mniej więcej nad jej biodrami siedziała druga, odgarniając w tym momencie kosmyki z twarzy. Spojrzała w niebieskie oczy, szukając przyzwolenia. Nie musiała długo czekać. Szybko pochyliła się nad nią, zatapiając się w jej wargach. Prawą ręką podparła się o łóżko, lewą sięgnęła do zamka szarej bluzy. Nie przerywając pocałunków, zaczęła rozpinać ubranie, ukazując biała koszulkę, z krótkim rękawem. Rozbierana dziewczyna, zaczęła szybko ściągać bluzę, nie chcąc ani na chwilę przerwać swojej namiętności. Po krótkiej chwili obydwie zaczerpnęły normalnych oddechów, patrząc na siebie czule.
      Nagle czerwonowłosa porwała drugą w ramiona, kilka razy przetaczając się na łóżku. Wesoły śmiech odbił się echem od pomieszczenia. Została szybko zrzucona na ziemię, gdzie zalegał gruby dywan, odzwierciedlający futro. Puściła przy tym uchwyt, sprawiając, że połowa ciała partnerki została na kołdrze – druga dotykała ziemi.
    — Ktoś tu nie może się zdecydować czy zostać na górze, czy na dole… — Powiedziała, pochylając się w stronę ciemnowłosej. Chwyciła ręką za jej czarne jeansy, tuż przy pasku. Tak się wspierając, odwróciła ją na drugą stronę. Zaciekawiona poczynaniami dziewczyny niebieskooka, uniosła się na łokciach. Brązowe oczy wraz z rękoma majstrowały przy pasku spodni sprawnie go rozpinając. W kilkanaście sekund później, czarne spodnie leżały obok, a pobrzękujący wciąż pasek, łączył się z dźwiękiem drugiego – czerwonowłosa sama teraz siłowała się z własnym ubiorem. W końcu odrzuciła niebieskie jeansy, siadając okrakiem na partnerce, która przez cały ten czas czekała na nią, uroczo przygrywając palec w ustach. Szeroki uśmiech szybko znikł pod wpływem ust, które teraz delikatnie ciągnęły dolną wargę, wywołując coraz szerszy rumieniec na twarzy niebieskookiej. Po kilku chwilach, usta odeszły od warg, kierując się niżej na szyję. Ciemnowłosa z cichym mrukiem zadowolenia, zaczęła wyciągać głowę w tył, robiąc miejsce dla pieszczot. W tym czasie ręce czerwonowłosej znalazły krawędzie koszulki i w krótkiej przerwie od pocałunków na szyi, szybko pozbyły się jej, odsłaniając prawie całkowicie ciało kochanki. Płaski, ale nie przesadnie umięśniony brzuch, był delikatnie gładzony od boku jedną ręką, zaś druga schowała się za uchem, przytrzymując głowę ciemnowłosej. Ta nie została dłużna. Dosyć długie i gładkie nogi, z idealnymi wręcz, jędrnymi pośladkami, splotły się za plecami czerwonowłosej, zaś ręce bawiły się włosami i sprzączką ukrytą pod materiałem. Po niemałym wysiłku, stanik zaczął ciążyć na przodzie koszulki, stając się odrobine irytującym. Właścicielka przestała na moment badać szyję i spojrzała na niebieskooką. W odpowiedzi otrzymała niewinny, zadziorny uśmiech. Ściągnęła więc niepotrzebny ubiór, odsłaniając całość górnej partii ciała. Na dole zostało już tylko lekko wilgotne odzienie, wiązane sznureczkami, dla wygody ściągania. Czerwonowłosa także szybko pozbywała się niepotrzebnego stanika drugiej, odrzucając go na bok. Delikatnie ścisnęła jej piersi, bawiąc się wrażliwymi punktami odsłoniętej teraz części ciała. W tym czasie, dwa pociągnięcia za sznurki, całkowicie obnażyły ciało brązowookiej, zaś dwa następne – niebieskookiej. Wtuliły się w siebie, przewracając na bok, splatając nogi i łącząc usta. Piękne udo czerwonowłosej znalazło się na szczycie. W pewnym momencie niebieskie tęczówki spojrzały na zamknięte powieki i ogół twarzy, wodząc wzrokiem po piegach.
    Po kilku minutach pocałunków i przerw, rozłączyły się na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Dokładniej mówiąc, ciemnowłosa odsunęła się w tył, w głąb łóżka, sadowiąc się wygodnie i zapraszającym gestem dłonie oczekiwała drugiej, nieznacznie rozsuwając nogi. Ta, nie pozostała w tyle, szybko przysuwając się, muskając usta i szyję kochanki, zaczęła iść niżej, przez klatkę piersiową, aż do podbrzusza, wodząc ustami po wewnętrznej stronie ud, niecierpliwiąc niebieskooką. W końcu zniżyła się już całkowicie, wywołując cichy jęk. Kilka początkowych ruchów języka w połączeniu z delikatnymi ssaniem i ciągnięciem, wywołało uśmiech czystej przyjemności na twarzy ciemnowłosej. Położyła dłoń na głowie partnerki, przeczesując jej włosy. Ta zaś bez przerwy ją zadowalała, z miłością przyjmując każdy jęk i mruczenie z jej strony, jako nagrodę. Po kilku minutach, nieco zmęczona niebieskooką, dostała chwilę przerwy, mogąc przytulić się do swojej kochanki. Zaraz po tym, na powrót wróciły do intymnych uczuć. Język znowu powędrował po miejscu uniesień, tym razem z pomocą kciuka, pieszczącego inny element. Po dosyć krótkiej chwili, język został zamieniony już całkowicie dłonią, wnikającą we wnętrze ciała niebieskiookiej. Ta, z dużym rumieńcem na policzkach, wtulała się w leżąca nieco niżej czerwonowłosą, cichutko pojękując, z każdym jej ruchem palców. Czasem dźwięki stawały się szybsze, innymi razy dłuższe i przechodziły w rozkoszne mruczenie. Druga ręka brązowookiej, wykorzystując fakt znajdowania się pomiędzy jej nogami, w mniej więcej połowie ciała, gładziła delikatnie policzek. W końcu nastąpiła chwila odetchnienia dla serc, już dosyć zmęczonych całą atmosferą. Ciepło rozgrzanych ciał, mocno nagrzało powietrze.
    Tym razem wycofała się czerwonowłosa, odwracając się biodrami w stronę bioder niebieskookiej. Wsunęła się pomiędzy jej uda, łącząc swoje miejsce rozkosz z jej. Zaczęła delikatnie poruszać biodrami, sprawiając sobie i jej przyjemność z każdego drgnięcia. Splotły palce jednych rąk, tych, które miały bliżej do siebie. Drugimi podpierały się na łokciach. Czerwone rumieńce szybko pojawiły się na twarzach, przymknięte powieki wyrażały rozkosz płynącą z każdego poruszenia. Stopniowo narastające pojękiwanie wzrastało, od czasu do czasu zamieniając się w jeden przeciągły pomruk. Brązowooka próbowała różnego rytmu, raz przesuwając się powoli, innym razem dosyć szybko, a wszystko to z jak najbliższym przybliżeniem jakim się dało. Po kilku minutach ciało ciemnowłosej delikatnie się napięło, jednak obydwie nie zaprzestawały. Przygryzła dolną wargę, wykrzywiając lekko brwi w grymasie by w kolejnej chwili zacząć szczytować. Głośny jęk wydobył się z jej gardła, wprawiając w zachwyt jej partnerkę, która kilkanaście sekund później także doświadczyła szczęścia, zaciskając uda mocniej. Ciemne plamki, od utraty świadomości zaistniały na  ich polu widzenia, sprawiając że wszystko wydawało się snem. Jakże cudownym snem. Zacieśniły splot dłoni, przestając poruszać biodrami, z miłością wypisaną na twarzy. Po uspokojeniu się, rozłączyły się, mokre od potu, przesiąknięte od swojego zapachu. Schowały się pod leciutką i cienką kołdrę. Niebieskooka wtuliła się do ukochanej, otrzymując delikatnie głaskanie. Wyciągając rękę, przygryzła palec, czując się spełniona. Podobnie zresztą jak czerwonowłosa.
    — Kocham cię. — Padło ciche, pełne uczucia. Brązowooka szybko odparła, nie mniej pełna emocji niż ona.
    — Ja ciebie też. — Pocałowała ją w czoło i przytuliła mocniej, po czym obydwie zasnęły, ukojone. Przespały już tym razem całą noc, nic nie zmąciło tej miłości.
    Delikatny powiew wiatru, zastukał gałęzią w nocne okno, w akompaniamencie kropel deszczu. Gwiaździsta noc, owiana grubymi falami chmur, okazywała jedynie mrok, ni pozwalając cieszyć się światłem gwiazd i Księżyca. Ciemny pokój, owiewany szumem dźwięków z zewnątrz, zimny i obojętny światu, oczekiwał swoich właścicieli. Niewielki zegar wybijał rytm, miarowo zapowiadając przyjście słońca, jednak dopiero za kilkanaście godzin. Cichutko skrzyp otwieranych drzwi, oznaczał powrót właścicielek. Radosny śmiech w połączeniu z włączonym światłem, szybko zabił ponurą atmosferę i wprowadził ciepło do pokoiku. Zajmujące połowę pomieszczenia łóżko, zasłane idealnie białą pościelą, zachęcało aż do spoczynku. Dwie dziewczyny odłożyły swoje rzeczy, szybko rzucając się na miękką kołdrę, odpoczywając po męczącym dniu. Objęły się nawzajem, splatając swoje palce w dłoni drugiej. Musnęły swoje usta i ułożyły wygodniej, zamykając oczy. W przeciągu kilku minut obie zasnęły, z uśmiechami na ustach i w sercach. Słodki widok, niezmącony żadnym hałasem. W połowie nocy, wybudziły się obie, nagle, w tym samym momencie. Spojrzały na siebie przerażonym wzrokiem. Ciemnowłosa dziewczyna przytuliła się do drugiej, szukając ukojenia. Łomotanie serc, wywołane przez nagle uderzenie pioruna, uspokoiło się. Kosmyki czerwonych włosów przykrywały twarz wtulonej w nią osóbki, delikatnie opadały na skórę pierwszej, łaskocząc ją i wywołując nieśmiały uśmiech. Podniosła wzrok ku brązowo zielonym oczom. U niej też wykwitł uśmiech, z domieszką jakże dobrze jej znanych iskierek tańczących na powierzchni tęczówek. Zbliżyły się do siebie, łącząc wargi. Delikatne przygryzanie ze strony czerwonowłosej, było rozkoszą dla jej partnerki, oczywiście obustronną. Rozłączyły swoje usta i przestawiły się nieco, kładąc w inny sposób. Ciemnowłosa dziewczyna znalazła się na dole, zaś mniej więcej nad jej biodrami siedziała druga, odgarniając w tym momencie kosmyki z twarzy. Spojrzała w niebieskie oczy, szukając przyzwolenia. Nie musiała długo czekać. Szybko pochyliła się nad nią, zatapiajać się w jej wargach. Prawą ręką podparła się o łóżko, lewą sięgnęła do zamka szarej bluzy. Nie przerywając pocałunków, zaczęła rozpinać ubranie, ukazując biała koszulkę, z krótkim rękawem. Rozbierana dziewczyna, zaczęła szybko ściągać bluzę, nie chcąc ani na chwilę przerwać swojej namiętności. Po krótkiej chwili obydwie zaczerpnęły normalnych oddechów, patrząc na siebie czule. Naglw czerwonowłosa porwała drugą w ramiona, kilka razy przetaczając się na łóżku. Wesoły śmiech odbił się echem od pomieszczenia. Została szybko zrzucona na ziemię, gdzie zalegał gruby dywan, odzwierciedlający futro. Puściła przy tym uchwyt, sprawiając, że połowa ciała partnerki została na kołdrze – druga dotykała ziemi. — Ktoś tu nie może się zdecydować czy zostać na górze, czy na dole… — Powiedziała, pochylając się w strone ciemnowłosej. Chwyciła ręką za jej czarne jeansy, tuż przy pasku. Tak się wspierając, odwróciła ją na drugą stronę. Zaciekawiona poczynaniami dziewczyny niebieskooka, uniosła się na łokciach. Brązowe oczy wraz z rękoma majstrowały przy pasku spodni sprawnie go rozpinając. W kilkanaście sekund później, czarne spodnie leżały obok, a pobrzękujący wciąż pasek, łączył się z dźwiękiem drugiego – czerwonowłosa sama teraz siłowała się z własnym ubiorem. W końcu odrzuciła niebieskie jeansy, siadając okrakiem na partnerce, która przez cały ten czas czekała na nią, uroczo przygrywając palec w ustach. Szeroki uśmiech szybko znikł pod wpływem ust, które teraz delikatnie ciągnęły dolną wargę, wywołując coraz szerszy rumieniec na twarzy niebieskookiej. Po kilku chwilach, usta odeszły od warg, kierując się niżej na szyję. Ciemnowłosa z cichym mrukiem zadowolenia, zaczęła wyciągać głowę w tył, robiąc miejsce dla pieszczot. W tym czasie ręce czerwonowłosej znalazły krawędzie koszulki i w krótkiej przerwie od pocałunków na szyi, szybko pozbyły się jej, odsłaniając prawie całkowicie ciało kochanki. Płaski, ale nie przesadnie umięśniony brzuch, był delikatnie gładzony od boku jedną ręką, zaś druga schowała się za uchem, przytrzymując głowę ciemnowłosej. Ta nie została dłużna. Dosyć długie i gładkie nogi, z idealnymi wręcz, jędrynymi pośladkami, splotły się za plecami czerwonowłosej, zaś ręce bawiły się włosami i sprzączką ukrytą pod materiałem. Po niemałym wysiłku, stanik zaczął ciążyć na przodzie koszulki, stając się odrobine irytującym. Właścicielka przestała na moment badać szyję i spojrzała na niebieskooką. W odpowiedzi otrzymała niewinny, zadziorny uśmiech. Ściągnąła więc niepotrzebny ubiór, odsłaniając całość górnej partii ciała. Na dole zostało już tylko lekko wilgotne odzienie, wiązane sznureczkami, dla wygody ściągania. Czerwonowłosa także szybko pozbywała się niepotrzebnego stanika drugiej, odrzucając go na bok. Delikatnie ścisnęła jej piersi, bawiąc się wrażliwymi punktami odsłoniętej teraz części ciała. W tym czasie, dwa pociagniecia za sznurki, całkowicie obnażyły ciało brązowookiej, zaś dwa
     
    następne – niebieskookiej. Wtuliły się w siebie, przewracając na bok, splatając nogi i łącząc usta. Piękne udo czerwonowłosej znalazło się na szczycie. W pewnym momencie niebieskie tęczówki spojrzały na zamknięte powieki i ogół twarzy, wodząc wzrokiem po piegach. Po kilku minutach pocałunków i przerw, rozłączyły się na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Dokładniej mówiąc, ciemnowłosa odsunęła się w tył, w głąb łóżka, sadowiąc się wygodnie i zapraszającym gestem dłonie oczekiwała drugiej, nieznacznie rozsuwając nogi. Ta, nie pozostała w tyle, szybko przysuwając się, muskając usts i szyję kochanki, zaczęła iść niżej, przez klatkę piersiową, aż do podbrzusza, wodząc ustami po wewnętrznej stronie ud, niecierpliwiąc niebieskooką. W końcu zniżyła się już całkowicie, wywołując cichy jęk. Kilka początkowych ruchów języka w połączeniu z delikatnymi ssaniem i ciągnięciem, wywołało uśmiech czystej przyjemności na twarzy ciemnowłosej. Położyła dłoń na głowie partnerki, przeczesując jej włosy. Ta zaś bez przerwy ją zadowalała, z miłością przyjmując każdy jęk i mruczenie z jej strony, jako nagrodę. Po kilku minutach, nieco zmęczona niebieskooką, dostała chwilę przerwy, mogąc przytulić się do swojej kochanki. Zaraz po tym, na powrót wróciły do intymnych uczuć. Język znowu powędrował po miejscu uniesień, tym razem z pomocą kciuka, pieszczącego inny element. Po dosyć krótkiej chwili, język został zamieniony już całkowicie dłonią, wnikającą we wnętrze ciała niebieskiookiej. Ta, z dużym rumieńcem na policzkach, wtulała się w leżąca nieco niżej czerwonowłosą, cichutko pojękując, z każdym jej ruchem palców. Czasem dźwięki stawały się szybsze, innymi razy dłuższe i przechodziły w rozkoszne mruczenie. Druga ręka brązowookiej, wykorzystując fakt znajdowania się pomiędzy jej nogami, w mniej więcej połowie ciała, gładziła delikatnie policzek. W końcu nastąpiła chwila odetchnienia dla serc, już dosyć zmęczonych całą atmosferą. Ciepło rozgrzanych ciał, mocno nagrzało powietrze. Tym razem wycofała się czerwonowłosa, odwracając się biodrami w strone bioder niebieskookiej. Wsuneła się pomiędzy jej uda, łącząc swoje miejsce rozkosz z jej. Zaczęła delikatnie poruszać biodrami, sprawiając sobie i jej przyjemność z każdego drgnięcia. Splotły palce jednych rąk, tych, które miały bliżej do siebie. Drugimi podpierały się na łokciach. Czerwone rumieńce szybko pojawiły się na twarzach, przymknięte powieki wyrażały rozkosz płynącą z każdego poruszenia. Stopniowo narastające pojękiwanie wzrastało, od czasu do czasu zamieniając się w jeden przeciągły pomruk. Brązowooka próbowała różnego rytmu, raz przesuwając się powoli, innym razem dosyć szybko, a wszystko to z jak najbliższym przybliżeniem jakim się dało. Po kilku minutach ciało ciemnowłosej delikatnie się napięło, jednak obydwie nie zaprzestawały. Przygryzła dolną wargę, wykrzywiając lekko brwi w grymasie by w kolejnej chwili zacząć szczytować. Głośny jęk wydobył się z jej gardła, wprawiając w zachwyt jej partnerkę, która kilkanaście sekund później także doświadczyła szczęścia, zaciskając uda mocniej. Ciemne plamki, od utraty świadomości zaistniały na ich polu widzenia, sprawiając że wszystko wydawało się snem. Jakże cudownym snem. Zacieśniły splot dłoni, przestając poruszać biodrami, z miłością wypisaną na twarzy. Po uspokojeniu się, rozłączyły się, mokre od potu, przesiąknięte od swojego zapachu. Schowały się pod leciutką i cienką kołdrę. Niebieskooka wtuliła się do ukochanej, otrzymując delikatnie głaskanie. Wyciągając rękę, przygryzła palec, czując się spełniona. Podobnie zresztą jak czerwonowłosa. — Kocham cię. — Padło ciche, pełne uczucia. Brązowooka szybko odparła, nie mniej pełna emocji niż ona. — Ja ciebie też. — Pocałowała ją w czoło i przytuliła mocniej, po czym obydwie zasnęły, ukojone. Przespały już tym razem całą noc, nic nie zmąciło tej miłości.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Antoni Macierewicz
  • Zdrada zony Sylwi

    Mam na imię  Pioterk, mam 27 lat, 177cm wzrostu oraz jestem szczupłej budowy ciała. Z moją żoną Sylwią jesteśmy od 5 lat. Jest niską “czarnulką” z długimi do piersi włosami, w miarę dobrej budowie ciała i jest dwa lata starsza ode mnie. Sylwia jak każda normalna kobieta ma pewien defekt o którym nie lubi rozmawiać. Są to jej piersi. Mimo, że duże to każde innej wielkości a sutki patrzą w inną stronę dlatego w większości czasu kochaliśmy się przy zgaszonym świetle. Nie pamiętam jak się poznaliśmy ale pochodzi ze wsi i ciężko było jej się zaaklimatyzować nawet w kilkudziesięciu tysięcznym miasteczku, była mało komunikatywna i nie miała kolegów mimo to mieszkamy razem w kupionym na kredyt mieszkaniu. Ja pracuje i zarabiam na tyle dużo więc postanowiliśmy, że Sylwia nie będzie pracować – zajmie się domem co mi bardzo pasowało.

    Wszystko między nami układa się dobrze, dogadujemy się, nie kłócimy zbyt często aczkolwiek seks od razu był rzeczą drugorzędną – może dlatego, że ani ja, ani ona nie mieliśmy wcześniej dużego doświadczenia a dodatkowo ja mam bardzo małego penisa – jakieś 12-14cm więc nie raz miałem wrażenie, że jest niezadowolona i pozostaje z jej strony niedosyt. Po czasie stał się monotonny, klasyczny aż w końcu rzadko dochodziło do zbliżeń w łóżku. Ufaliśmy bezgranicznie więc nigdy nie było sprawdzania telefonów, kontrolowania – po prostu wszystko sobie mówiliśmy i nie było zazdrości – tak mi się wydawało aż do pewnego wieczoru. Sylwia brała kąpiel, taką jaką lubi – długą i gorącą – ja mam wtedy czas posiedzieć na komputerze i nikt mi nie marudzi. Nagle dzwonek wiadomości na smart-fonie i poruszenie w łazience oraz za sekundę Sylwia przyszła po telefon – mokra, tylko w ręczniku z kapiąca z pod ręcznika wodą oraz gęsią skórką z zimna. Zabrała telefon i wróciła do kąpieli po czym nic więcej nie było słychać. Zapaliła mi się kontrolka i zapytałem później od kogo ta wiadomość – od nikogo, jakaś z radia wykrzyczała i temat się zakończył. Pomyślałem, że tylko sobie wyolbrzymiam ale coś nie dało mi spokoju – byłem trochę zazdrosny. Przy najbliższej możliwej okazji wszedłem w jej telefon i zobaczyłem, że są wiadomości tylko ode mnie więc postanowiłem się upewnić i przy następnej fakturze zamówiłem biling rozmów z jej numerów. Do końca miesiąca nie było daleko więc jakieś dwa tygodnie później na bilingu zobaczyłem, że rozmowy z jednym numerem trwały po kilka godzin jak byłem w pracy nie mówiąc o setkach smsów. Pomyślałem, że jest to pewnie jakaś koleżanka (w końcu prawie nie mamy znajomych) i byłem nawet zadowolony, że układa się jej życie towarzyskie. Pewnego wieczora, postanowiłem zapytać Sylwie czy ma jakąś znajomą z którą dużo pisze, bo czasami jak dzwonie to numer jest zajęty ale zrobiła mi niezłą awanturę, że jestem zazdrosny, że próbuje ją kontrolować i chciała, żebym dał jej trochę prywatności – temat się zakończył i poszliśmy spać. Całą noc o tym myślałem i następny dzień w pracy. Postanowiłem, że założę jej oprogramowanie szpiegowskie do telefonu. Wykorzystałem okazję i tak się stało. Od tamtej pory widziałem całe zapisy rozmów sms-owych na mailu. Czytałem w pracy i nie dowierzałem otóż…

    Moja żona poznała podczas zakupów w supermarkecie mężczyznę a raczej chłopaka – 20lat i chyba zawrócił jej w głowie bo ich konwersacje były niemal nonstop o seksie. On opisywał co jej zrobi jak się zobaczą (zapomniałem dodać, że on chyba był w jakieś delegacji gdy się spotkali) i jaki to nie jest zauroczony jej ciałem i wyglądem. Pytał czy ma wygoloną szczelinkę, czy dba o siebie i w ogóle zasypywał ją komplementami jaki byłby szczęśliwy gdyby mógł ją chociaż dotknąć. To wszystko trwało jakieś półtora miesiąca. Pomyślałem, że na razie będę tylko czytał – w końcu nic złego nie robią… Do czasu gdy nie umówili się na spotkanie. On miał do niej przyjechać kilkaset kilometrów. Ten program to był mój as w rękawie. No co, spotkają się i tyle – w końcu trochę nakłamała w tych sms-ach więc pomyślałem, że jak zobaczy jaka jest naprawdę to pogadają i się zakończy. Tego dnia wyszedłem do pracy normalnie i obserwowałem skrzynkę meilową. Było kilka smsów o 8 rano po czym do 15 cisza (o 17 wracam z pracy) i kilka smsów po 15.30 o tym jak doskonale się całuje i fajnie byłoby się zobaczyć jutro na coś więcej. Okazało się, że zostaje do Piątku u nas w mieście. Wróciłem z pracy lekko zirytowany ale obiad był, w domu wszystko ogarnięte i brakowało mi pomysłu na rozmowę. Wieczorem Sylwia szybko położyła się spać więc nie mieliśmy czasu porozmawiać. W nocy wsunąłem rękę pod jej bieliznę i wydawało mi się, że się wygoliła – ale bardzo szybko wyciągnęła moją rękę i powiedziała, że jest zmęczona i nie ma ochoty. Nie wiedziałem co robić, poszedłem do pracy ale to nie dawało mi spokoju. Urwałem się więc wcześniej i postanowiłem podglądać moją żonę żeby niczego nie przeoczyć. Po balkonach wszedłem na pierwsze piętro – nie było to szczególnie trudne gdyż za naszym blokiem nic szczególnego nie ma i nikt nie mógł mnie złapać. Znałem godzinę o której przyjdzie więc nie musiałem długo czekać. Przez okno doskonale widziałem naszą sypialnię a przez kwiatki chyba nie było mnie widać.

    Przyszedł punktualnie o 9. Dobrze zbudowany, wysoki blondyn (z smsów wynikało, że dużo czasu poświęca na ćwiczenia i imprezy). Jakoś nie było między nimi gdy wstępnej – od drzwi do sypialni prowadziła całując jego usta i zaraz stanęli obok łóżka. On trzymał ręce na jej piersiach i pośladku na zmianę gniotąc. Serce waliło mi jak oszalałe ale obiecałem sobie, że nie będę podejmował żadnych pochopnych kroków. Po dłużej chwili zaczął ją rozbierać ale Sylwia raczej nie radziła sobie z tym wiec chciała jak najdłużej się całować – bała się chyba i mimo wszystko nie była taka śmiała. On napierał co chwile ściągając z niej jakiś ciuch aż w końcu została nawet bez stanika. Miała na sobie najlepszy komplet czarnej koronkowej bielizny, pas i pończochy. Jej sutki stały stwardniałe każdy w inną stronę ale chłopak chyba się pośpieszył zabierając sie za bieliznę bo go zatrzymała i powiedziała, że źle się czuje, że to jej pierwszy raz z innym mężczyzną i chyba nic z tego nie będzie. Powiedział, że rozumie i zwolnią tempo. Położył ją na łóżku rozchylił nogi i uklęknął na podłodze zabierając się za lizanie jej szczelinki przez rozchyloną bieliznę. Widać od tego momentu to on prowadził i dominował. Nie wiedziałem co z sobą zrobić. Sylwia wzdychała, jęczała, trzymała do za blond włosy z nogami zadartymi na jego plecach a ja przez uchylone okno wszystko dokładnie słyszałem. Trwało to w nieskończoność mimo, że mi pozwalała robić to tylko przez chwile. Po chwili zaczął ją bardzo komplementować a ona chyba chciała mu sie odwdzięczyć bo wciągnęła do na łóżko i zaczęła wolno rozbierać aż w końcu leżał na łóżku nogami w kierunku balkonu – widziałem więc jego wielkiego penisa. Może nie był tak gruby jak mój ale był długi, sterczący na baczność z wystającymi żyłami – miał chyba z 20cm. Sylwia uklęknęła na nim tak, że mógł miętosić i lizać jej piersi. Chyba jej się podobało bo kazała mu gryźć mocno, ssać i szczypać. Nie trwało do długo, bo jedną ręką złapała go za penisa i celowała w mokrą i wylizaną szczelinkę, druga rękę trzymała na klatce piersiowej nie dając sobie pomóc ani jemu wstać. Wsadziła sobie obcego penisa w szczelinkę – myślałem że oszaleję. Cały nie wchodził, widziałem jak się gnie jak na nim szybciej siadała, dochodził do końca ale jej się chyba to podobało bo robiła coraz szybsze ruchy, jęczała dosyć głośno aż w końcu bardzo szybko się na niego nabijała a penis wchodził prawie do końca. Trwało to wieczność… Moja żona skakała po innym mężczyźnie. W pewnej chwili bardzo spocona upadła obok niego, wtedy bardzo szybko się zerwał, ustawił na pieska z podkulonymi nogami, wszedł bez pardonu aż jękła i posuwał bardzo energicznie trzymając rękoma sutki falujących piersi. Widziałem ich wtedy od boku i te ich szybkie tempo ale pewnym momencie zwolnił i zapytał czy może kończyć w środku. Sylwia nie była niczym zabezpieczona, my zawsze kochaliśmy się w gumce wiec powiedziała że niema mowy i że może kończyć wszędzie tylko nie w środku. Złapał ją za włosy a raczej za głowę (był dużo wyższy) i rżnął bardzo bardzo energicznie wsuwając i wyjmując całego penisa po same jajka ale ona tylko jęczała. W pewnej chwili szybko się wycofał, podszedł szybko od przodu, złapał za głowę i wystrzelił prosto w czoło tak, że jego sperma spływała po nosie, ustach, budzi i kapała na pościel. Sylwia podeszła do szafki, wyciągnęła moją czystą bieliznę i wytarła sobie twarz. Leżeli na łóżku przez jakieś kilkanaście minut po czym zapytał się jej czy nie zrobi mu loda. Powiedziała, że może spróbować ale nie robiła tego często (mi chyba nigdy) więc powiedział że wszystkiego ją nauczy i później mąż będzie zadowolony – zaśmiał się. Kazał jej uklęknąć na podłodze i stanął tak, że jego penis był przed jej twarzą (mimo, że był w spoczynku to i tak dłuższy od mojego). Wsadził jej w usta miękkiego penisa a ona go lizała wsadzając sobie do buzi dość głęboko, robiła takie ruchy przez kilka minut i pewnie mu się podobało bo bardzo się pobudził i wydłużył więc już nie mogła go trzymać całego w ustach. Robiła mu niezdarnie loda aż w końcu złapał ją za ręce i kazał trzymać z tyłu. Teraz to on wkładał i wyciągał penisa z jej ust – po prostu pieprzył moją żonę w buzię i widać że dosyć mocno bo jej głowa co któreś pchnięcie odskakiwała jakby uderzał w jej gardło. Dziwne, że nie protestowała bo on pozwalał sobie na coraz więcej mówiąc, że ma doskonałe gardło, bardzo głębokie, że go bardzo podnieca. Widocznie chciała mu się odwdzięczyć za długi seks więc tylko wysuwała język chcąc wziąć go do samego gardła. Wykorzystał to i był bardziej śmiały aczkolwiek tempo spadło. Teraz wsuwał głęboko jakby chciał wybadać granice na jaką może sobie pozwolić. Widać, że nie brakowało dużo do orgazmu bo miał co chwile zamknięte oczy, jego ciało się wiło a żyły na penisie były coraz bardziej widocznie. Złapał ją za głowie obiema rękoma i powoli wsuwał penisa – wsunął chyba całego bo Sylwia kaszlnęła jakby chciała wymiotować ale od razu się wycofał za chwile próbując znowu. Brakowało jej tchu ale nie protestowała nawet przez chwile. Jej ślina kapała tylko z jego jajek. Zapytał czy może kończyć w jej gardle a Sylwia kiwnęła tylko głową z penisem w ustach. Znowu wsunął jej całego penisa aż po same jajka, docisnął jej głowę i skończył. Po wszystkim pocałował ją w policzek i położyli się na łóżku. Powiedział jej, że jest dobrą suczką, że dużo dałby żeby się ze mną zamienić ale moja żona nic nie mówiła i widać było po niej wyrzuty sumienia. Napisałem w tym czasie smsa “kochanie co u Ciebie” i w tym momencie postanowiła odpisać, że wszystko w porządku i sprząta w sypialni. Około godziny 15 się rozeszli i postanowiłem wrócić do domu. Wszedłem chwile po jego wyjściu mówiąc że jestem wcześniej i żeby nie dać jej czasu na ogarnięcie się. Z ust Sylwii było czuć męską spermę i co chwile kaszlała i mlaskała chyba przez ból gardła. W sypialni pod łóżkiem leżała moja bielizna oblepiona jego nasieniem. Umówi się na jutro na jakieś nowe doświadczenie z seksem analnym.

    Nie wiedziałem co zrobić nie robiąc nic. W nocy jak położyliśmy się spać czułem, że pościel pachnie spermą. Zapytałem się prosto z mostu czy zrobi mi loda ale Sylwia zrobiła mi awanturę, że nie jesteśmy gówniarzami i jestem chamski i poszła spać.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jon Bovi
  • MW-Interwal Rozdzial 38 Boski punkt podparcia

    Przepycham się w zatłoczonym tramwaju, wpycham bezceremonialnie  między dziewczynę z naręczem kwiatów, a jakąś babę, wsuwam dłoń pomiędzy jakieś bardzo długie nogi.

    – Witaj Joanno!

    Zaskoczona jest podwójnie, bo już zdążyłem sięgnąć jej pod spódniczkę.

    – Cześć. Co tu robisz?

    – Chciałem się z tobą pilnie zobaczyć.

    Wsuwam jej dłoń w majtki. To znaczy chciałbym, lecz okazuje się, że Joanna nie ma majtek. Nie ma jak się bronić – jedna ręką trzyma się poręczy, w drugiej dzierży te kwiaty. Mogłaby co najwyżej zacisnąć uda. Ale nie zaciska.

    – Moi uczniowie dotykają mnie w szkole, majtki tylko by przeszkadzały – mówi mi prosto do ucha. Staje mi od tego.

    – Mów tak dalej, a zaraz cię przelecę w tym tramwaju, już mi stanął.

    – To jest ta pilna sprawa?

    – To przy okazji. Przecież tego pragniesz, nie zaprzeczaj.

    Tramwajem rzuca na rozjazdach, Joanna nie może ustać w miejscu, skutkiem czego jej pizda przemieszcza się w mej dłoni. Wkładam w nią dwa palce, przytrzymuję.

    – Szkoda, że nie można tutaj!

    – Twoja cipa mówi mi to samo.

    – Moja cipa z tobą rozmawia?

    – Zrobiła się śliska. Puszczasz soczki, Joanno, o to mi chodzi.

    W odpowiedzi Joanna wzdycha, a cipa zaciska się na moich palcach.

    – Co my wyprawiamy! Tramwaj pełen ludzi.

    – Właśnie dlatego. W prawie pustym by się nie dało.

    – A w pustym?

    – Miałabyś w piździe coś więcej, niż te dwa palce.

    – Na przykład trzy palce?

    – Na przykład mojego kutasa.

    Na takich rozmowach, szeptankach właściwie bo sączymy sobie te sprośności do ucha, mija nam podróż. Całe trzy przystanki stania na palcach, pamiętajcie o wzroście Joanny.

    * * *

    Gdy tylko zatrzaskują się za nami drzwi mieszkania, Joanna opiera się rękoma o te drzwi. Kwiaty lądują na podłodze. Zadziera spódniczkę, odsłaniając wypięty, naszykowany na przyjęcie mojego kutasa tyłek. Lubię, jak dziewczyna jest całkiem naga, ale w tym wypadku…

    – Pierdol mnie!

    Więc pierdolę, a ona jeszcze mnie nakręca opowiadając, jak to napaliła się w tym tramwaju. Orgazm nadchodzi szybko. Gwałtowne skurcze pochwy wyciskają z mięknącego penisa resztki nasienia; kolejne pozbywają się go z cipy. Dopiero wtedy Joanna się rozbiera. Już naga, układa schludnie ubranie. Potem schyla się, zbiera rozrzucone kwiaty, umieszcza w wazonie i jakichś słoikach, tyle ich jest. Na koniec, z chusteczką w dłoni przemierza jeszcze raz mieszkanie swym śladem; znaczą go krople mojej spermy. Ściera je z podłogi. Przy tej czynności zaskakuje ją dzwonek domofonu.

    – To moi uczniowie. Otworzysz?

    – Jasne.

    Odrywam wzrok od jej wypiętych pośladków i tego, co tak uroczo okalają. Przyszli w samą porę, by ją tam wylizać – myślę sobie, uchylając drzwi.

    – O kurwa!

    – Wypraszam sobie! – mówi młoda dziewczyna, wsuwając się bokiem do środka, bokiem, bo zamarłem z dłonią zaciśniętą  na klamce. Mówi tak, ale w jej oczach widać figlarne iskierki.

    Odwracam się, by ostrzec Joannę, ale mleko już się rozlało. Dziewczę wbija wzrok, w to, w co ja przed chwilą kutasa.

    – Och!

    Dopiero teraz Joanna odwraca głowę, wcześniej specjalnie wypinała się w stronę drzwi, by zrobić wrażenie na Smoczkach. I zrobiła, jeszcze jakie! Tylko, że na kimś innym. Zrywa się teraz na równe nogi, chowa za stołem. Rozstawione tam kwiaty od biedy ją zasłaniają.

    – Zuzanna! Co ty tu robisz?!

    Wspomniana Zuzanna odrywa dłoń od ust.

    – Hihihi, wiedziałam!

    Najwyraźniej odzyskuje rezon.

    – Co niby wiedziałaś?

    – Nie wiedziałam – przyznaje. To znaczy o pani i tym panu nie wiedziałam.

    – Możesz wyrażać się jaśniej? – Nauczycielka odzyskuje inicjatywę. Jak to nauczycielka.

    – O pani i chłopcach wiedziałam. O Wacku i Jacku. Podsłuchałam ich kiedyś, siedzę w następnej ławce. I od tego czasu uważnie obserwuję. A propos, zaraz tu będą.

    I rzeczywiście – domofon dzwoni dwa razy.

    – Mógłbyś? – naga Joanna wciąż czai się za stołem, rzucając tęskne spojrzenia w kierunku komody. Tam złożyła ciuszki.

    – Tym razem najpierw sprawdzam, kto jest za drzwiami. Niepotrzebnie.

    Chłopcy najpierw szczerzą się na mój widok, potem zamierają kompletnie zaskoczeni widokiem koleżanki z klasy.

    – Może się mylę, ale zdaje się Zuzannie jakiś szantaż w głowie.

    Joanna myli się kompletnie. Rzeczona Zuzanna milczy jeszcze przez chwilę, by wzmóc napięcie. A może by zdobyć się na odwagę, bo w końcu, dalej bez słowa, zaczyna się rozbierać. Zaczyna od zrzucenia bucików. Oszołomieni przyglądamy się, jak na podłodze lądują kolejno biała bluzeczka, czarna spódniczka, białe skarpetki – słowem strój galowy na rozpoczęcie/zakończenie roku szkolnego. Pod spodem też jest na galowo, czy raczej – na wyjściowo. Białe majteczki z cienkiej koronki ładnie opinają się na wydatnej cipce, podobny stanik… Stanik właśnie frunie w kąt pokoju a ja cieszę oczy ślicznymi małymi piersiątkami. Na koniec, po chwili wahania, Zuzanna zahacza kciukami o majtki. Zsunięte do połowy ud odsłaniają bujne blond loczki. Z miejsca zakochuję się w tych loczkach.

    Majteczki ostatecznie opadają na podłogę, dziewczyna  z nich wychodzi i pyta:

    – To kto pierwszy?

    Szok! Jednak w moim przypadku mniejszy, niż u Smoczków; różne historie już przeżyłem.

    – Ja! – podnoszę rękę, wyrywam się do odpowiedzi, jako pierwszy. Joanna parska śmiechem, czuć w nim ulgę.

    Zuzanna natomiast otwiera szeroko oczy na widok mojej pały. Nie do końca wzwiedziona, dopiero co się spuściłem, ale i tak robi wrażenie.

    Joannę brałem kompletnie ubrany, teraz tylko wyjąłem penisa. Zuzanna gapi się na niego, a ja rozbieram się szybko do naga. Pała dalej mi zwisa. Podchodzę do dziewczęcia i szybkim ruchem wkładam jej rękę między nogi; sunę w górę aż do oporu.

    Zuzanna wrzeszczy i podskakuje na milę, ale jeszcze i tak za nisko, bo nadal wierci się, podskakuje i podryguje na swoim boskim punkcie podparcia przez całych piętnaście sekund, zanim wreszcie udaje jej się uwolnić.*

    – No wie pan!

    – Reaguje jak dziewica – zwracam się do Joanny i Smoczków, ignorując pretensje dziewczęcia – pewnie jeszcze nikt nie trzymał jej za cipkę, nie mówiąc już o wkładaniu…

    – Bo mnie pan zaskoczył!

    – A jaka pachnąca! – wącham swoje palce.

    – Świntuch!

    Ale oczy jej się śmieją. I nie protestuje, gdy moja dłoń powraca.

    – Pewien pisarz nazwał to boskim punktem podparcia.

    – Cipkę? – upewnia się Zuzanna.

    – A czyż nim nie jest w tej chwili? – I naciskam mocniej. Lepki srom rozpłaszcza się w mojej dłoni. Dziewczyna staje na palcach, znów się wierci. Ale teraz wyłącznie z przyjemnością.

    – Twoja kolej, Zuzanno. Weź go do ręki, najlepiej do obu. Przywitaj się z nim.

    – Mów mi Zuzia – mówi dziewczyna do mojego chuja, wdzięcznie dygając. Chuj w odpowiedzi staje się większy – dotyk chłodnych, dziewczęcych dłoni robi swoje.

    – To we mnie wejdzie?!

    – W twoje rówieśniczki wchodziło…

    – Ale… ja rzeczywiście jestem dziewicą! Myślałam, że ten pierwszy raz, to będzie z którymś z nich – zerka na Jacka i Wacka. Obaj już rozebrani, dziarsko prężą prącia.

    Dziewica! Na myśl o rozdziewiczeniu tej małej w lędźwiach mi buzuje, a kutas pulsuje. Nie tym razem, chłopcy, macie dziś pecha.

    – Uwielbiam rozdziewiczać. I mam w tym wprawę, dobrze trafiłaś. – Biorę Zuzię za rękę, wyłuskując z niej moje jądra; prowadzę w stronę łóżka.

    – Możemy skorzystać? – pytam Joanny.

    – Ależ proszę bardzo! Możemy popatrzeć?

    – Ależ proszę bardzo!

    Rozprawiczam Zuzię w asyście Joanny masturbującej  leniwie (by się za szybko nie spuścili) obu chłopców. Nakręcamy się nawzajem; defloracja z reguły nie kończy się orgazmem, lecz z powodu takiej asysty Zuzia zupełnie odlatuje.  Ale po kolei:

    Dziewczyna kładzie się na wznak na łóżku, zamyka oczy i rozkłada szeroko uda.

    – Wstawaj!

    Otwiera oczy.

    – No wstawaj, mówię! Zrobimy to po mojemu. – i sam zajmuje jej miejsce. Tyle, że nie zmykam oczu i nie rozkładam ud.

    – Teraz ty.

    Zuzia siada, okraczając mnie udami, dociska gorącą cipkę do mojego członka.

    – Musisz być odpowiednio wilgotna…

    – Już dawno jestem.

    – Pozwól, że sprawdzę – przyciągam ją wyżej za pośladki, jej cipka zostawia śliski ślad na kutasie. Ale i tak pragnę nad nią popracować, najlepiej językiem.

    – Nie odmówię sobie wylizania cipki dziewicy!

    Jeszcze przez moment, nim nasunę sobie to krocze na twarz, widzę jej spłonioną buzię, tak słodko się rumieni! I taka słodycz z niej spływa… Nie mogę  oderwać języka od tej dziewiczej szparki. Ale w końcu muszę. Zsuwam ten tyłeczek niżej. Zuzka siedzi mi teraz na torsie.

    -Lizaliście kiedyś dziewicę, chłopaki? – Wiem, że nie lizali. – To poliżcie, póki macie okazję.

    Trzymając Zuzię za ramiona, odchylam w tył, póki jej głowa nie zlegnie między moimi nogami.

    – Rozłóż nóżki, nie żałuj kolegom tego miodziku!

    – A panu widoku?

    Ale chętnie rozkłada te nóżki i widok mam rzeczywiście przedni. Jej dziewiczy kwiatuszek rozkwitł i taki już pozostaje. Rozchylone skutkiem lizania bladoróżowe płatki waginy nie mogą się zamknąć – tak szeroko rozwiera uda nadstawiając cipy kolegom. Ci niestety szybko zasłaniają mi ten widok, pochylają się kolejno, smakują, mlaskają…

    – Ależ proszę pani! – mówi Zuzia, gdy jej pani idzie w ślady chłopców.

    – Przyzwyczajaj się, kochanie. Nawet nie wiesz, w jakie towarzystwo wpadłaś.

    – Jest pani Bi? Domyśla się Zuzia. I wzdycha z lubością.

    – Żeby chodziło tylko o mnie… – wzdycha Joanna.

    Przerywam te dywagacje wysuwając się spod Zuzi. Wsparty na rękach i palcach stóp wiszę nad nią, z biodrami między jej rozwartymi udami, z czubkiem penisa wycelowanym mniej więcej w cipkę.

    – Jak chcecie, chłopcy, też możecie mieć w tym udział. Naprowadźcie mnie.

    Jacuś jest szybszy, chwyta mnie w połowie dyszla i rozgarnia  nim różowe firanki. Gdy schodzi niżej napieram na wejście do pochwy.

    – Maciek jestem. – Wypada, żeby dziewczyna wiedziała komu oddała dziewictwo.

    I opadam. Jacuś zabiera rękę, Zuzia traci błonkę.

    – Och! To już?

    – I tak i nie…

    – No chyba już nie jestem dziewicą – Zuzia wzroku oderwać nie może od nasady mojego penisa (reszta jest w niej).

    – Oczywiście, że nie jesteś. Ale jeszcze nikt się w tobie nie spuścił.

    – Och!

    – Boli?

    – Nie bardzo… Wcale – poprawia się zaraz. Czyli boli, ale i tak chce. Więc posuwam tę jużniedziewicę, wstrzymując się na ile mogę. Niewielka jest szansa na jej orgazm przy pierwszym razie, ale przynamniej próbuję. I zdaje się skutecznie. Zuzia zaciska rozwiedzione wcześniej uda, popiskuje coraz głośniej. Nie wytrzymuję, gdy i tak ciasna pochwa robi się jeszcze ciaśniejsza, spuszczam się głęboko w Zuzi. A umiejętnie pokierowani przez Joannę chłopcy – na Zuzię. Dopiero ta kumulacja wytrysków, z których dwa na oczach dziewczęcia, sprawiają, że Zuzia odlatuje. Ma orgazm.

    – Szczęściara – komentuje Joanna, po czym klęka i wysysa  resztki z obu smoczków. Zuzia nie może oderwać wzroku.

    – Już widzisz, w jakie towarzystwo wpadłaś?

    – Akurat tego mniej więcej się spodziewałam. Że im pani obciąga i w ogóle…

    – A tego?

    Bowiem igraszki Joanny z chłopcami stają się naprawdę wyuzdane. Nauczycielka przysiada na krześle, wprowadza sobie do pizdy jeden z wciąż sztywnych kołków, po czym każe go oblizać drugiemu z chłopców.

    Liże bez szemrania, stwierdza tylko, że najpewniej wyruchałem jego panią, zanim przyszli.

    – Ja cię! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! – mówi, nie odrywając wzroku od Joanny, która właśnie wprowadza sobie do pochwy drugiego penisa.

    – Niby gdzie nie widziałaś?

    Znów się płoni.

    – No… w tych…

    – Masturbujesz się, oglądając pornole!

    – Ale chyba przestanę.

    – Ale nie przestań się masturbować, chłopcy to lubią.

    – Ależ… No dobrze, przyznaję – odpuszcza. – Rozumiem, że mam to robić przy nich?

    – Przy nas wszystkich, od czasu do czasu. Chyba się nie wstydzisz?

    – Nie bardziej, niż oni!

    Wacuś właśnie wylizuje koledze prącie świeżo wyjęte z cipki ich pani. I rzeczywiście, zero wstydu.

    – Widzę, że będzie nam się dobrze… współpracować!

    Wysuwam się z Zuzi, co kwituje cichym jękiem. Jednak bolało.

    – Chyba zabrudziliśmy ci pościel.

    – Zaraz zapiorę. A ty pod prysznic! – komenderuje Joanna zerknąwszy na moją zaczerwienioną od krwi dziewiczej pałę.

    – A ja? – dopytuje się Zuzia.

    – Najpierw niech chłopcy skończą sprzątać – Joanna patrzy wymownie na spryskane spermą brzuszek i cycuszki dziewczyny. A ja w tym czasie umyję Maćka.

    I ciągnie mnie do łazienki, wiadomo za co. Oglądam się jeszcze – chłopcy zlizują spermę z ciała Zuzi, nie kłopocząc się, która jest czyja. Podparta na łokciach przygląda się temu z mieszaniną zadowolenia i zdumnienia w oczach. Gdy po chwili do nas dołączają, a właściwie z braku miejsca, zastępują pod prysznicem, widzę w tych oczach już samo zadowolenie.

    – Fantazjowałam o czymś takim, proszę pana – przyznaje otwarcie, gdy natarczywe dłonie chłopców prześlizgują się po jej ciele, walczą o cycki, tłoczą w kroczu, suną namydlonym rowkiem pieszcząc pośladki. Chce jeszcze coś powiedzieć, ale jeden z chłopców zamyka jej usta pocałunkiem. Po chwili zastępuje go drugi.

    – Lizać też się lubię – mówi w przerwie Zuzia i wywija języczkiem w moją stronę.

    – To widać!

    – Ale, tak w ogóle, to ja jestem strasznie nieśmiała…

    – Tego akurat nie widać…

    – …i wstydliwa – mówi dalej – ale zmusiłam się i przyszłam. Romans nauczycielki z uczniami, to nie byle co; zależy wam na dyskrecji. Jak i mnie.

    – Romansem bym tego nie nazwał…

    * * *

    – Jakie masz plany wakacyjne – pytam, przypomniawszy sobie, po co właściwie przyszedłem. Może upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu.

    – Właściwie, to żadnych – odpowiada Zuzia nie przestając się masturbować. Na ogólne życzenie weszła na stół i rozgarnąwszy jedną ręką kłaczki na cipce, dogadza sobie paluszkiem drugiej.

    – Oprócz tego, by jak najczęściej odwiedzać panią Joannę – dodaje.

    – Bo widzisz Zuziu…

    * * *

    – Zawsze tak wszystko załatwiasz na ostatnią chwilę?

    Nie powiem Joannie, że sam zostałem zaskoczony pomysłem Stasia,** bo zdradziłbym, co ją czeka na Ibizie.

    – A zawsze w ostatniej chwili pojawia się taka atrakcyjna dziewica? Albo na przykład nauczycielka – nimfomanka?

    – Mnie mogłeś powiedzieć wcześniej. A o tej nimfomance, to jeszcze sobie porozmawiamy!

    – Właśnie po to wtedy przyszedłem, żeby ci zaproponować ten wyjazd.

    – I przy okazji przelecieć?

    – No, ba!

    – Teraz mnie przeleć!

    – Przecież widzisz, że jestem zajęty! Ale możesz lizać mi jądra.

    – Chciałbyś!

    Ale kładzie się między nogami Zuzi i wkrótce czuję jej język na mosznie.

    – A biednemu tylko jaja! – mówi jeszcze.

    Leżąca pode mną „atrakcyjna dziewica” nie wytrzymuje i parska śmiechem.

    – Wy zawsze tak?

    – Jak się dziewczynę rozbawi, to tak fajnie porusza biodrami…

    Zgodnie z moimi oczekiwaniami, ta odpowiedź rozbawia ją bardziej. Albo inspiruje. Wychodzi na jedno – to, co jej pochwa wyrabia z moim penisem, sprawia, że jestem w siódmym niebie. Zuzia jest jeszcze taka niedoświadczona, ale nadrabia entuzjazmem. Tak wielkim, że Joanna ucieka z głową.

    – Za bardzo się szamoczecie – mówi, przyglądając się finiszowi z bezpiecznej odległości, podobnie, jak Smoczki.

    – A kto jeszcze z nami leci? – Pyta nagle.

    – Wszyscy, jak tu stoimy.

    – Ale wy leżycie…

    – I, jak tu leżymy – dodaję.

    – A jemu stoi, czuję to – dodaje Zuzia.

    – A Tidżeje z nami nie lecą? – drąży temat Joanna.

    – Nie lecą. Mają inne plany.

    Technicznie rzecz biorąc nie kłamię, lecą innym samolotem. I z pewnością przelecą Joannę nie jeden raz na Ibizie. Na razie jednak dziewczyna jest rozczarowana.

    – Tidżeje?

    – Moi kuzyni, Joanna miała okazję ich poznać.

    Na szczęście Zuzia dochodzi i nie w głowie jej dalsze pytania. Mocne skurcze pochwy towarzyszące jej głośnym jękom są takie stymulujące… Nie powstrzymam się dłużej, choćbym chciał. A nie chcę – jednoczesny orgazm, to najlepszy orgazm.

    * * *

    Zuzia nie słyszy przeprosin Joanny. Joanna przeprasza, bo miała nie wspominać o Tidżejach; Zuzia nie słyszy, bo jest zajęta. Tworzy wraz ze Smoczkami malowniczy trójkącik. Przysiadłszy na Wacusiu, rozmazuje mu na twarzy moją spermę. Równocześnie obciąga Jacusiowi, a ten ostatni ręcznie stymuluje penisa kolegi. Pomysł jest mój, ich trojga zaś wykonanie, ale muszę przyznać, że jak na świeżo zdeflorowaną, Zuzia ma niezłe tempo. Muszę ją przepytać na okoliczność erotycznych doświadczeń, to, że zachowała błonkę, nie świadczy, że również niewinność. W każdym razie są tacy zajęci sobą, że możemy z Joanną spokojnie porozmawiać. A muszę uważać na to, co mówię: chłopcy poznali już kilka „moich” dziewcząt; Joanna zna tylko Tidżejów i Alę, a Zuzia jest święcie przekonana, że na Ibizie będziemy się pieprzyć w aktualnie obecnym składzie. Słowem każdego czeka niespodzianka, ale każdego inna.

    * * *

    Trzeba działać szybko. Rodzicom Zuzi sprzedajemy tę samą historię, co starym obu Smoczków: Joanna jest jedną z opiekunek grupy młodzieży lecącej na wycieczkę do Hiszpanii. W ostatniej chwili zwolniło się jedno miejsce i…

    – A dodatkowo, stracimy zniżki na bilety – tłumaczy Joanna. Rodzice jeszcze się wahają.

    – Mamo, prooooszę! To tylko tydzień!

    Właściwie to osiem i pół dnia, ale tydzień brzmi lepiej.

    – Ech… Tylko dzwoń codziennie!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    *  To oczywiście cytat z książki Paragraf 22 Josefa Hellera

    ** Pomysł Stasia objawi się  następnym rozdziale. Sam Staś objawił się w rozdziale 17 (Piraci).

  • Jack i polykaczka

    Dzisiaj pierwszy dzień misji na marsa, nie ukrywam, że jestem bardzo podekscytowany, nie tyle samą podróżą, co naszą Połykaczką. Czas na ekscytacje podróżą jeszcze przyjdzie, bo zanim dolecimy minie jeszcze bardzo dużo czasu. A co lepsze, w tym czasie czeka mnie jeszcze bardzo dużo spustów w usta naszej seksbomby. A jeśli już o niej mowa, to muszę jakoś wymyślić, by dopaść ją sam na sam. Jestem osobą wstydliwą i nie mam w zwyczaju pokazywać facetom mojego sprzętu. Niby była integracja, ale nic nie wspominali o integracji seksualnej. Jeśli by to ode mnie zależało to kazałbym w naszym statku zrobić jakieś pomieszczenie do spuszczania się, ale wiadomo, tutaj każdy centymetr ma znaczenie. Myśląc o tym poczułem, że coś w moich spodniach zaczęło przybierać na centymetrach. Nie ma się co temu dziwić, gdyż właśnie doleciałem w okolice Połykaczki i zobaczyłem jak zakłada stanik. W pierwszej chwili chciałem się wycofać, by uniknąć niezręczności, ale gdy mnie zauważyła było już za późno. W sumie to może jest już mój czas, spotkałem kapitana wychodzącego z tego pomieszczenia, więc raczej tu szybko nie wróci, reszta załogi tez ma teraz dużo roboty. Raz kozie śmierć.
    -Chciałbyś się też zabawić kotku? Jestem głodna jak wilk, mam niedobór spermy – mówiąc to uklękła na kolana i zrobiła wielkie oczy. Nie potrafię się oprzeć się takiemu widokowi.
    -Nie sądziłem, że.. Nie chce Cię.. – wyjąkałem. Jednak nie potrafię opanować takich emocji. Mam nadzieję, że kutas mi stanie.
    Połykaczka jednak potrafi sobie radzić z takimi jak ja. Nic nie mówiąc ściągnęła z powrotem swój stanik, złapała mnie za tyłek, przekładając ręce pomiędzy moimi nogami i zaczęła całować mojego kutasa przez spodnie skafandra. Zadziałało to na mnie jak zastrzyk adrenaliny, wszystko przestało się liczyć, miałem już w dupie strach, że ktoś mnie zobaczy, przełamałem się.
    -Jesteś cudowna, rób tak dalej – wyszeptałem.
    -Nie zamierzam przestawać, lubię takich wstydliwych chłopców, lubię patrzeć im w oczy jak się spuszczają mi do gardła, podnieca mnie to – w tym momencie rozpięła spodnie i zsunęła mi do kostek.
    -Marzyłem o tej chwili od kiedy Cię zobaczyłem pierwszy raz, muszę zdjąć spodnie – odsunąłem się o krok w tył, zdjąłem buty i spodnie.
    Nie musiałem się dosuwać, Połykaczka przyszła na kolanach do mnie i bez dotyku rąk wzięła moje jądra w całości do ust.
    – Kurwa, żadna z moich dziewczyn tego nie potrafiła – zakląłem.
    Ona nie kończyła, po chwili miętoszenia moich jaj w ustach jej ręka powędrowała w bardzo czułe miejsce, pomiędzy jądrami, a odbytem.
    -Lubisz tak? – zapytała nie wyciągając jaj z ust.
    -Czuję, że to będzie dłuuuga podróż – uśmiechając się chwyciłem ją za włosy i popchałem twarz tak że moje jądra zakryły jej oczy. Cudowny widok -A więc taki jesteś? – mówiąc to wyciągnęła język, tak że teraz dotykał miejsca w którym przed chwilą była jej ręka. Chyba długo tak nie wytrzymam, od paru dni się nie spuszczałem, teraz widzę, że to był błąd.
    -Robisz to tak zajebiście, że chyba niedługo dojdę.
    Odrywając na chwile język wyszeptała seksownym głosem – mam nadzieję, że masz dużo spermy, nie chcesz chyba, żebym chodziła głodna?
    -Nie chce tego, postaram się Cię nie zawieźć.
    Połykaczka złapała teraz mojego kutasa i zaczęła uderzać nim sobie po twarzy.
    Chyba jednaj ją zawiodłem, pieprzony orgazm przyszedł w chwili w której się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się, że uderzanie kutasem w twarz może spowodować wytrysk, chyba tylko Połykaczka tak potrafi.
    Strzeliłem 4 razy w powietrze, zanim ona zdążyła wziąć fiuta w usta. O, jakie przyjemne uczucie, uczucie jej ust na moim fiucie jeszcze spotęgowało mój wytrysk i trochę znowu przybrał na sile. Uwielbiam kobiety które połykają spermę, choć moją dziewczynę ciężko do tego przekonać.
    Gdy już było po wszystkim złapałem ją za głowę i docisnąłem na chwile do końca, tak że czułem na końcu kutasa opór jej gardła, po czym odpuściłem i zacząłem przepraszać.
    -Nie chciałem żeby tak to wyglądało, jesteś za dobra.
    -Jeszcze nie wszystko stracone – pokazała palcem na spermę unoszącą się nad nami.
    Nieważkość, zapomniałem.
    -To jest sperma z czterech wystrzałów, zawsze coś – mówiąc to zauważyłem kątem oka jakiś ruch przy w korytarzu.
    Połykaczka odbiła się nogami od podłoża i zaczęła gonić latającą spermę, trzeba przyznać ma dobrą orientację w kosmosie.
    Nie mogłem przepuścić tego widoku, gdy zobaczyłem, że połknęła wszystko, usłyszałem dźwięk chrząknięcia przy wejściu. Nie wiem czemu, ale nagle mój strach przed pokazaniem penisa facetowi powrócił. Niezdarnie zakryłem go ręką i szybko schyliłem się do spodni…

    CDN.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janek Kowol

    Bardzo prosze o sugestię, bym wiedział nad czym pracować.

  • Patriarchalne panstwo, czesc 1 – Rozdzial 1

    Rodzinne długi

     

    Dla rodziny Małeckich patriarchalne miasteczko, położone u podnóża gór, było rajem niedoścignionym. Nie każdy mógł tam zamieszkać, było niewielu, którzy mogli tam wejść. Tamtejsi mieszkańcy nie lubili obcych. Uważali, że chcą od nich zawsze jednego z dwóch – albo coś im zabrać, albo coś im narzucić.

    Patriarchalne miasteczko, które wielkością przypominało średniej wielkości, polskie miasto, nosiło dźwięczną nazwę – Sewella. Funkcjonowało jak odrębne państwo, miało swoje prawa, sądy, politykę. Miało też swoją historię. Powstało w wyniku trzeciej wojny światowej. Z początku było schronieniem dla rodzin wojskowych. Potem miało na celu wychować nowe, silne oddziały gotowe do walki, mające szansę na zwycięstwo. Wojna się skończyła, świat powstawał ze zgliszczy, wiele narodów płaciło długi, które po sobie pozostawiła, a Sewella przetrwała. Jej mieszkańcy, tamtejsze wojenne dzieci, stworzyły na niej nowy ład i porządek naznaczony dyscypliną, do której od małego byli przyzwyczajeni.

    Mijały lata, zawierane były związki, rodziły się dzieci. Sewella jednak ciągle pozostawała zamknięta. Dzięki temu uniknęła globalizacji, zadłużeń jednych państw, na rzecz bogacenia się innych. Sami produkowali to z czego korzystali, sami budowali domy z wytworzonych przez siebie materiałów. Mieli do dyspozycji uprawne pola, lasy, kamienie. Jak na takie warunki życia kulturą byli nader rozwiniętą. Stawiali duży nacisk na szkolnictwo i oczytanie. Mieli świadomość tego co znajduje się za murami i fosą jaka ich oddzielała. Niektórzy z nich nawet mieli dostęp do świata zewnętrznego. Ludzie wysokiej rangi mogli podróżować i zwiedzać. Koniecznym też było występowanie na arenie międzynarodowej polityki.

    Sewella oferowała więc swoim mieszkańcom dach nad głową, zatrudnienie, dzieciom darmową edukacje. Nie było tam biedy, głodu, zimna. Nic dziwnego, że zwykli, szarzy obywatele biedniejszych państw za wszelką cenę chcieli się tam dostać. Tam mieli szansę normalnie żyć, a tu gdzie żyli obecnie, mogli tylko klepać biedę aż po samą śmierć.

    Problemem Sewelli był jednak przyrost naturalny. We wcześniejszych latach rodziło się bardzo dużo chłopców, za to niewiele dziewczynek. Na dodatek patriarchalne miasteczko zezwalało na związki poligamiczne, ale tylko jednostronne. Mężczyzna, jako głowa rodziny, jeśli tylko miał odpowiednie środki i możliwości, to mógł posiadać więcej niż jedną żonę, mniej niż cztery. To wszystko sprawiało, że młodzi kawalerowie często nie mieli szans na małżeństwo, a i mężczyźni w sile wieku, którzy mogliby mieć więcej niż jedną żonę, byli skazani tylko na tę jedną, bo żadnej innej, niezamężnej i w odpowiednim wieku nie było na horyzoncie.

    Brak żon nie pomagał odpowiedniemu przyrostowi naturalnemu, więc zamknięte państwo zezwoliło na przywożenie kobiet z innych zakątków świata. Co rok odwiedzane było inne państwo, organizowane były konkursy, przeglądane szkoły. Szukano kobiet ładnych, smukłych, wysportowanych. Takich, które byłyby zdolne zarówno odpowiednio zaspokoić mężczyznę, jak i poradzić sobie z opieką nad domem, ogrodem i innymi pracami, które zmuszone byłyby wykonywać. Najważniejszy jednak był pogląd, że tylko zdrowa, silna i ładna kobieta urodzi zdrowe, silne i ładne dziecko.

    W ten sposób Piotr, jeden z architektów patriarchalnego miasteczka, trafił na Anię. To spotkanie było zupełnym przypadkiem. Mężczyzna zmierzał właśnie do pewnej szkoły, by poznać wyniki konkursu. Chciał zobaczyć nagrania, które udowodniłyby mu bystrość, inteligencję i zwinność wybranych dziewczynek, ale także ich posłuszeństwo, odpowiednie maniery, grzeczność, pokorę. Zanim jednak dotarł do szkoły, to odwiedził mały sklepik samoobsługowy, poszukując w nim jakiś gotowych kanapek i czegoś do picia. Tam właśnie była Ania. Kupowała chleb, smarowidło i pomidory, jednocześnie chowając pod kurtkę dwa pączki, kilka batonów i małą paczkę chipsów. Nie wydał jej, ale też nic nie kupił. Nie chciał stracić jej z oczu. Dotarł za nią aż pod kolorowy blok. Na ławce zobaczył drugą dziewczynę, niemal identyczną jak ta pierwsza.

    Cześć, złodziejko – przywitał się, stając dokładnie naprzeciw obydwóch.

    Nie pierwszy raz widział w swoim życiu bliźniaczki, ale te były aż do złudzenia podobne, niemal identyczne. Jednak kiedy patrzył na tę drugą, to nie czuł nic. Gdy patrzył na Anię czuł dokładnie to co siedem lat temu, gdy zobaczył Sylwię, swoją pierwszą żonę. Postanowił, że bez niej nie odjedzie, że dogada się w rządzącymi Sewellą i nawet jeśli dziewczyna nie wygrała konkursu i nie została wybrana przez specjalną radę, to on i tak zabierze ją z sobą. Jednak jeśli taki przypadek miałby mieć miejsce, to musiał najpierw porozmawiać z jej rodzicami, gdyś Sewella nie porywała kobiet. Potrzebna była zgoda rodziców lub opiekunów prawnych.

    Chciałbym pomówić z twoim ojcem – zwrócił się do dziewczyny ponownie, pomimo że ta nieprzerwanie go ignorowała.

    Ja pana zaprowadzę – zgodziła się na ochotniczkę jej bliźniaczka. – Chce pan ją wydać? – dopytywała, gdy weszli już na wąską klatkę schodową.

    Nie nawykłem do skarżenia. Wolę sam wymierzać sprawiedliwość. Jak ci na imię?

    Alicja, jej Ania.

    Ania, ładnie – stwierdził, a Alicja poczuła ukłucie zazdrości. Zawsze to ona była ta grzeczna, ułożona, starająca się, a pomimo tego cała uwaga i tak była skupiona wokół Ani, która, jej zdaniem, wcale na nią nie zasługiwała.

    Widzisz Alu, chciałbym zabrać was dwie do mojego domu. Pochodzę z Sewilli. Tam żyje się lepiej, spokojniej, bez takiego stresu i pośpiechu. Nie to co tutaj. Tam też Ania nie musiałaby kraść słodyczy. – Uśmiechnął się i zatrzymał przed drzwiami, przy których dziewczyna przystanęła.

    Alicja jednak zamiast od razu zastukać czy zadzwonić dzwonkiem, to najpierw zmierzyła rozmówcę od stóp po czubek głowy. Wydawał jej się ledwie przekroczyć trzydziestkę. Jego zarost uważała za seksowny, a budowę za taką w sam raz. Wiele nasłuchała się o tym jacy mężczyźni z Sewelli są zbudowani, umięśnieni, wysportowani. W obliczu tych wszystkich plotek, on wydawał jej się być bardzo zwyczajny. Nawet ubiorem się nieszczególnie wyróżniał – bordowa bluza na zamek i dresowe, popielate spodnie.

    Piotrek nie czuł się dziwnie z tym, że go tak zlustrowała. Jednak mocno się zniecierpliwił, postanowił sam zwinąć dłoń w pięść i zastukać.

    Otworzył mu mężczyzna, który choć wyglądał na zmęczonego i nieco zaniedbanego, to jednak w jego oczach nie przekraczał czterdziestu lat. Za jego plecami dojrzał dwie dziewczynki, które prowadziły niemowlę, trzymając je za obydwie rączki. Nie umknęło mu różowe ubranko najmłodszego dziecka.

    Piotr zaczął od przedstawienia się, a potem pochwalił:

    Ma pan pięć córek. Błogosławieństwo.

    Albo przekleństwo, zależy jak na to spojrzeć. Tutaj praca tylko do kopalni, na produkcję i budowę. Trzeba siły. Dziewczynki nie mają tu przyszłości.

    U nas wręcz przeciwnie – zauważył na głos. – U nas są bardzo pożądane. Jak już mówiłem, pochodzę z Sewelli i chciałbym się z panem dogadać.

    W pierwszej chwili ojciec dziewczynek – Zbigniew – się ucieszył. Sądził, że zdjęcia jego prac dotarły do Sewelli i będzie miał możliwość przeprowadzić się tam wraz z całą rodziną. Kiedy usłyszał od Piotrka, że ten jest architektem, był już niemal pewny, że został doceniony i los jego rodziny się odmieni. Szmit jednak szybko dodał, że zauważył Anię i że zamarzyło mu się, by została jego żoną. To panu Zbyszkowi nieszczególnie się spodobało. Bliźniaczki miały ledwie szesnaście lat. Sądził, że miały jeszcze czas na zamążpójście. W Sewelli jednak zdarzały się przypadki, gdy wydawano za mąż nawet młodsze, bo ledwie czternastoletnie dziewczyny.

    Pan Zbyszek miał już odmówić, bo choć Sewella była niedoścignionym marzeniem jego i jego żony, szansą na przyszłość dla jego dzieci, to słyszał jak traktuje się tam kobiety. Oboje z małżonką łudzili się, że będą tam pracować tyle ile potrzeba, by móc zamieszkać w innym kraju, mieć na edukacje młodszych dziewczynek i wystarczającą ilość pieniędzy, by starsze wydać za dobre partie. Nie chcieli tam zostawać na zawsze, bo nie chcieli z córek zrobić niewolnic na skinienie panów.

    Jednak szansa jaką otrzymali państwo Małeccy mogła się już nigdy więcej nie powtórzyć i choć pan Zbyszek miał odmówić, to jego żona nie miała zamiaru przepuszczać takiej okazji. Irena zaprosiła Piotra do środka, do kuchni, do stołu w celu dogadania szczegółów.

    Szmit od razu powiedział kobiecie, że to jeszcze nic pewnego, że Sewella wcześniej nie zezwalała na takie postępowanie, by mężczyźni wybierali sobie kobiety na ulicy. Wytłumaczył, że wcześniej zwykle odbywało się to tak, że przywożonych było od kilku do nawet kilkudziesięciu kobiet rocznie, one zostawały umieszczane w przypadkowych rodzinach, jako córki przyszywane, a potem, gdy już nauczyły się funkcjonować w nowym społeczeństwie i zaakceptowały jego kulturę, zwyczaje i zasady, to naturalną koleją rzeczy zostawały wydawane za mąż.

    Sewella dopuści wyjątek? – zainteresowała się pani Irena, widząc już jak życiowa szansa jej i jej rodziny odpływa.

    To bardzo możliwe. Wcześniej nikt o tym nie pomyślał, ale ja sądzę, że to nawet lepiej, gdy sprowadzi się do nas młodsze dziewczynki. Dzieci szybciej wszystko przyswajają, a niezabierane z domów rodzinnych, tylko wychowujące się przy biologicznych rodzicach nie tracą tej więzi. Nie ma też co nawet wspominać o tym, że dziewczynce lepiej zebrać lanie od ojca, niżeli od obcego mężczyzny, w którego domu ją umieszczono. – Podrapał się w okolicy kącika oka i zamyślił. – Jestem pełen nadziei, że psycholodzy mnie poprą. Na dodatek pani mąż jest dobrym glazurnikiem. Byłaby dla niego praca, a wy nie bylibyście dla państwa żadnym ciężarem, zwłaszcza, gdy z początku to ja mogę zapewnić wam dach nad głową, dopóki nie dorobicie się własnego.

    Irena zachwycona mową Piotra się zgodziła. Zbyszek ciągle był sceptycznie nastawiony, ale nie zamierzał protestować, zwłaszcza, że tonęli w długach i niedługo mieli zacząć ścigać ich komornicy. Oboje zgodnie postanowili poczekać na list z Sewelli, który Piotr obiecał do nich zaadresować, gdy tylko się czegoś dowie.

    Pożegnał się i wyszedł. Udał do pobliskiej szkoły, gdzie obejrzał nagrania i choć żadna dziewczyna nie przypominała mu Ani i na żadną z nich nie miał ochoty, to musiał przyznać, że na żony się nadawały. Umiały gotować, sprawnie sprzątać, wykonać sto poprawnych przysiadów i żadna z nich nie odzywała się dopóki nie została o coś zapytana. Nie był aż za taką dyscypliną, jeśli chodziło o mowę to jego żona miała swobodę, dopóki nie podnosiła głosu i nikogo tym nie obrażała. No chyba, że mu z czymś podpadła, to wtedy nakazywał jej milczeć. Wiedział jednak, że ludzie są różni i to na całym świecie. Podobnie było w Sewelli. Wszyscy przyjmowali podobne zasady, ale jednocześnie różnili się charakterem, wymaganiami, stopniem surowości.

    Proszę nakazać rodzicom przygotować dziewczyny na jutrzejszy wyjazd. Niech nie biorą dużo rzeczy, bo nie mam aż tyle miejsca w samochodzie.

    Pan sam po nie przyjedzie? – zdziwiła się starsza, siwiejąca pani w okularach.

    Właściwie to już przyjechałem. Prześpię się w pobliskim hotelu i jutro możemy wyjechać. To niedaleka podróż. W dalszą lub gdy jedzie się po więcej kobiet, wysyła się też większą ekipę. Jednak bez obaw, poradzę sobie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Szmit