Blog

  • Chcę tego naprawde

    Śniło mi się ostatnio, że chodziłam naga po pokoju. Niby normalne, bo zawsze tak robię kiedy jestem sama, kiedy nie, też. Chodziłam sama i podeszłam do okna. Spojrzałam na śpiące miasto, uchyliłam okiennice i zaczęłam śpiewać. Na dole zobaczyłam faceta, który mi się przyglądał . Przestraszyłam się, zamknęłam okno i odeszłam, jak spojrzałam drugi raz już go nie było. Poszłam spać, jak zwykle marząc o dotyku męskich silnych dłoni na moich piersiach. Tak żeby ktoś leżał za mną i mnie obejmował, żebym czuła się bezpieczna i tylko jego. Usłyszałam jakiś szmer. Otworzyłam oczy, myślę sobie – coś spadło. Pogrążam się w marzeniach dalej. Zasypiam. Kiedy rano otworzyłam oczy on stał nade mną z fiutem w dłoni i kazał mi go ssać. Przestraszyłam się bardzo, mówiłam, że niczego nie chciałam, ale on nie wychodził. Powiedział tylko :,,ssij suko, sama się o to prosiłaś”. Mówiłam, że nie chcę, że ja tak chodzę zawsze. On nie odchodził. W sumie moja cipka już robiła się mokra, ale nie chciałam go w sobie tak naprawdę. Leżałam w kącie łóżka, nie miałam drogi ucieczki.

    -Puść mnie, proszę..

    – Nie będziemy się tak bawić. – Powiedział stanowczo,  po czym usiadł na mnie okrakiem i położył dłoń na mojej szyi. 

    -Będę milczy, jeśli będziesz się mnie słuchała mała kurewko. 

    Wtedy byłam już bardzo wilgotna. Podświadomie zapraszałam jego kutasa do środka, ale świadomie to nie miało rozumu. Odkrył że mnie kołdrę, spojrzał mi w oczy i jeszcze raz powiedział: ssij . Zacisnął mocniej rękę na mojej szyi a ja zaczęłam się bać bardziej, rozpłakałam się. 

    Jego oczy stały się w jednym momencie zupełne inne, zniknęła groza, brwi się uniosły. 

    – Nie płacz, tylko ssij ,proszę Cię,  ssij piękna. Nie chcę Cię zmuszać.. Wiem że tego chcesz. Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. 

    – Nie mogę. – To było najgorsze co mogłam wtedy powiedzieć.

    Do oczu wrócił znajomy już mi mrok. Dłoń zacisnęła się jeszcze mocniej. Wszystkie mięśnie skurczyły się, kiedy włożył mi dłoń między nogi i łapczywie szukał dziurki. Bolało. Znalazł. Wepchnął mi bez żadnej rozgrzewki trzy duże palce. Czuł, że jestem mokra, rozluźnił ucisk na szyję. Penetrował moją cipkę jakiś czas, drugą dłonią wykręcał sutek. 

    – Wiedziałem, że tego chcesz. Powiedz mi to mała szmato, a będę inny. Będzie Ci przyjemniej. Powiedz, że mnie chcesz. 

    – Chcę. – Powiedziałam to w końcu. 

    -Grzeczna dziewczynka. – Wyjął palce że środka mojej pizdy. Pogłaskał po głowie i kazał wziąć te trzy mokre już wcześniej palce do buzi. Oblizałam je dookoła. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anastazja Padlina

    Dokończę to.

  • Spelnienie – cz. II.

    Cz. 2/8

    Grzegorz z Zofią przyjechali do nas na skromną kolację. Mieliśmy w ten sposób uczcić jakąś umowę, którą udało się kancelarii podpisać z dużą firmą. Znaczący udział w tym sukcesie mieli nasi mężowie. Naturalnie, w kancelarii już odbyło się spotkanie, gdzie oficjalnie świętowano sukces, ale my mieliśmy zrobić to wyłącznie na własny rachunek. Zresztą, kolacja była tylko pretekstem do spotkania. Wszyscy zjedli to, co przygotowałam i przenieśliśmy się na kanapę i fotele. Były znacznie bardziej przytulnym miejscem do prowadzenia rozmów niż stół w jadalni. Grzegorz od razu potruchtał po alkohole, a Zosia po kieliszki.

    – Dobrzy znajomi, więc wiedzą, gdzie, co leży – uśmiechnęłam się. Na ławie obok alkoholi stały owoce i słodycze. Te pierwsze były dla nas, słodycze – dla mężczyzn. Nie było jakiegoś sztywnego podziału, ale wiedziałam, że nasi mężowie ominą owoce.

    – Masz orzeszki? – Grzegorz patrzył na mnie.

    – Nie, Robert ma dbać o linię, a ja też staram się nie dokładać gościom nadmiaru zbędnych kalorii – spojrzałam na niego z udawanym wyrzutem.

    – Co za obsługa. I „to” ma niby pięć gwiazdek… – w rewanżu Grzegorz westchnął z przesadnym oburzeniem i pokręcił głową z niezadowoleniem.

    – Sześć! Zapomniałeś o Eli – wsparła mnie Zosia. Grzesiek nie dawał za wygraną:   

    – Jak pójdziemy następnym razem w gości, będziesz musiała zabierać własne orzeszki – wyczekująco spojrzał na żonę.

    – Ty też masz dbać o linię, to znaczy: żadnego opychania się słodyczami – Zosia skarciła go wzrokiem i odsunęła paterę ze słodyczami. Pusta dłoń Grzegorza zawisła w powietrzu.

    – Czyli wszystko co miłe, już minęło. I po co się żeniłem? – Grzegorz spojrzał na Roberta z nadzieją na wsparcie i wzruszył ramionami.

    – Proszę bardzo, mogę się do nich nawet przeprowadzić – w odwecie Zosia wzruszyła ramionami. – Robert na pewno będzie zadowolony z mojej pomocy w domu, a ja czasami wyręczę Elę w sypialni, czy gdzie tam Robuś będzie miał ochotę.

    Grzegorza zatkało. Spojrzał na żonę, pokręcił głową i nie potrafił znaleźć odpowiedniej riposty. Na dłuższą chwilę zaległa cisza.

    – Bardzo chętnie – pierwszy odezwał się, ożywiony i wyraźnie uradowany, mój mąż.

    – Najpierw mnie zapytaj, hedonisto – ratowałam Grzegorza.

    *

    Znajomi przyjechali z propozycją wspólnego wyjazdu na urlop do Chorwacji. Tanio wynajęli jakiś segment czy zestaw pokoi w pensjonacie. Do dyspozycji były cztery pokoje z łazienkami, ale ze wspólną kuchnią, w sumie pół piętra, więc trzy chcieli odstąpić. Na jeden pokój znaleźli chętne małżeństwo, które Grzegorz poznał kilka lat wcześniej, kiedy prawnie wspierał ich przy fuzji czy zakupie spółki. A może chodziło o problemy z wyceną firmy i wykupienie wspólnika? Nieistotny niuans. Łączyły ich interesy. Nam pokazali zdjęcia, ceny i w końcu zgodziłam się, chociaż nie naciskali na natychmiastową decyzję. Robert, zgodnie z naszym układem, poparł mnie.

    W pewnym momencie, w obecności naszych znajomych, pochyliłam się nad stołem. Chyba podeszłam i coś stawiałam na środku. Byłam w szerokiej, luźnej bluzie z dużym dekoltem, bez stanika i, zanim zareagowałam, pierś wysunęła się znacznie bardziej niż powinna. No, w zasadzie na chwilę cała wypadła z bluzy. Poczułam się zakłopotana. Nikt nie komentował zdarzenia. Szczerze mówiąc, było mi wstyd tylko przed mężem. I przykro. Szczególnie, kiedy napotkałam jego karcący wzrok.

    Jednak, kiedy spojrzałam na zaskoczoną twarz kolegi męża, zrobiło mi się jakoś tak miło… Patrzył na mnie z niekłamanym pożądaniem. Nigdy jeszcze nie doznałam takiego uczucia. odczuwałam coś w rodzaju dumy, a może wręcz radosnego podekscytowania, że mój wygląd wzbudza takie pozytywne zainteresowanie. Grzegorz do końca wieczoru zerkał w moim kierunku, a raczej w kierunku mojego biustu, momentami wręcz natarczywie, jakby miał nadzieję na powtórzenie pokazu. Robert był wyraźnie niezadowolony. Po wyjściu znajomych coś jeszcze burknął na temat mojego zachowania i nie pomógł mi sprzątać. W sypialni udobruchałam męża namiętnym seksem. Usnął pogodzony ze mną, kiedy jeszcze głaskałam jądra i penisa.

    *

    Innym razem, czekałam na kolegę męża, który miał dostarczyć Robertowi jakieś papiery. Mąż uprzedził, że pojawi się znacznie później. Zdjęłam stanik i założyłam ażurową bluzeczkę. Kiedy otworzyłam drzwi, zaaferowany kolega rzucił krótkie:

    – Cześć, Elu – i nadal grzebał w teczce w poszukiwaniu właściwych dokumentów. Zaprosiłam go do środka, ale on pokręcił głową, podziękował, nawet nie podnosząc wzroku. Kiedy wreszcie znalazł papiery i z uśmiechem zadowolenia wyjmował je z teczki, jego wzrok padł również na biust okryty jedynie ażurem. Tylko przez chwilę był zaskoczony.

    – No, świetnie wyglądasz! Szkoda, że nie mam więcej czasu. Gonią mnie terminy, ale dziękuję za wspaniały widok. Miłego wieczoru – jeszcze przeciągle spojrzał na mój biust i już go nie było. Ale mnie było bardzo miło. Czułam się świetnie. Jakbym dostała skrzydeł. Potem onanizowałam się rozpamiętując tę i inne sytuacje, w których przypadkowo bądź świadomie obnażałam się przed kimś obcym. Wieczorem bardzo intensywnie kochałam się z mężem.

    Wtedy uznałam, że warto sprawdzić, dla samej siebie, czy rzeczywiście mój wygląd pobudza innych mężczyzn? Oczywiście, weryfikacja powinna odbyć się w bardziej anonimowym środowisku niż znajomi męża lub nasi. Tacy zawsze będą komplementować, bo „wypada”. Trochę obawiałam się odpowiedzi na pytanie: Czy naprawdę jeszcze jestem atrakcyjna? W końcu doszłam do wniosku, jeżeli dla innych jestem atrakcyjna, przynajmniej wizualnie, to czemu nie dać im możliwości obejrzenia mnie? Obie strony będą zadowolone.

    *

    I w końcu jesteśmy ze znajomymi na wspólnych wakacjach w Chorwacji. Krzysiu tym razem został u rodziców Roberta, co najbardziej, jak zwykle, ucieszyło dziadka. Nasz synek przyjął to znacznie gorzej, szczególnie, kiedy usłyszał, że dziadkowie mają ograniczać jego kontakt z grami komputerowymi. Dziadek obiecał wycieczki do lasu. Babcia pochwaliła się, że kupiła mu fajne książeczki i komiksy. Jeszcze żywiłam nadzieję, że dzieciak w końcu zdoła odkryć przyjemność płynącą z czytania książek. A jak nie, to zmuszę go…

    *

    W Chorwacji jest słonecznie, bardzo ciepło, czasami gorąco i zawsze beztrosko. Czas płynie powoli. Jakby każda godzina była dłuższa. Fajny pensjonat, z niego dosłownie kilka minut spacerkiem do morza i tylko dlatego tak „daleko”, bo musimy schodzić z małego wzniesienia. Spokojni, mili sąsiedzi, głównie obcokrajowcy. Na naszym piętrze to Niemcy. W różnym wieku, ale spokojni. Smaczne jedzenie w restauracjach, ciepłe wieczory. Cudownie! Na plaży opalam się bez stanika. Robert za pierwszym razem spojrzał zdziwiony i długo był niezadowolony, ale nic nie powiedział. Jakoś znoszę jego humorek. Inne kobiety też pojawiają się topless. Nasi mężowie próbują swoich sił na nartach wodnych. Szkoda benzyny. Ale za to jest się z kogo pośmiać. Ot, taka niezamierzona rozrywka.

    *

    Ledwie przyjechaliśmy, przebrałam się i pobiegłam na plażę. Robert musiał sam rozpakowywać swoją walizkę. Jeszcze złapałam trochę słońca, chyba nawet zdrzemnęłam się. Ale i popływałam! Cieszyłam się jak dziecko! Ciepła woda, mało ludzi, piękna pogoda i widoki. Super! wszystko co piękne ma jednak swoje granice. W końcu jednoosobowa delegacja, w osobie Grześka, przyszła po nas.

    – Nie odbieracie telefonów – poinformował naburmuszony.

    – Skoro wyciszyłyśmy komórki, to niby jak? – zapytała retorycznie jego żona.

    – Dziewczyny! Jesteśmy głodni. Mieliśmy iść coś zjeść – przypomniał marudnym tonem.

    – Przecież masz jeszcze piwo.

    – Zośka! Proszę…

    – No, dobra. Na górze twojej walizy zostały kanapki. Żółta reklamówka. – Zosia zacisnęła dłoń w pięść i zamaszyście machnęła nią. – Bądź mężczyzną! Wykończ je! Go! Go! – Krzyknęła i nadal leżała z zamkniętymi oczyma. Ledwo powstrzymałam się przed wybuchem śmiechu.

    Nawet nie ruszyłyśmy się. Nie wiedział, co ma zrobić, więc bezradny usiadł obok nas. Pooglądał sobie nasze nagie biusty, innych kobiet również, pogłaskał żonę po brzuchu, za co dostał po łapie, bo ścierał krem, ale wcale nie poganiał nas do powrotu do pensjonatu. Kiedy napatrzył się, skorzystał z okazji i też popływał.

    – Dzieciak. Dorosły dzieciak – skomentowała Zosia. Nawet nie otworzyła oczu.

    *

    Już trzeciego dnia przytrafiła się nam, głównie mnie, ale pośrednio i Zosi, przygoda, która wpłynęła na przebieg naszego urlopu.

    Leżałam na plecach i właśnie oparłam się na łokciach. Rozglądałam się bez konkretnego powodu. Dwóch młodych, muskularnych i opalonych mężczyzn minęło nas, głośno rozmawiając i gestykulując. Chyba w jednym ze skandynawskich języków. Po chwili wrócili i stanęli w trochę większej odległości. Było mi miło. Zza przeciwsłonecznych okularów widziałam jak natarczywie spoglądają w moim kierunku. Jeden bezceremonialnie podrapał się po kroczu. Zosia leżała na brzuchu. Długie ciemnoblond włosy spięła gumką. Poczułam miłe motylki w brzuszku. Pochwa wilgotniała. Poruszyłam ramionami i dumnie wypięłam piersi. Mężczyźni wymienili spojrzenia, potem kilka zdań i ruszyli w naszym kierunku. Przestraszona ich nachalnością, szybko pochyliłam się, pocałowałam Zosię w kark, położyłam dłoń na jej pośladku, wcześniej zanurzając ją w majteczkach i przytuliłam się.

    – O co chodzi? – pytanie było mieszanką zdziwienia i rozbawienia. Ale nie kazała zabrać mi dłoni z pupy. Była jędrna, bez tłuszczyku. I miła w dotyku.

    – Robimy za lesbijki, bo jakichś dwóch napaleńców tu lezie – odpowiedziałam szczerze. Zośka w lot zrozumiała. Bez pośpiechu położyła się bardziej na boku i pocałowała mnie w usta, a dłonią nawet zdołała sięgnąć do mojej piersi. Speszyłam się. Zaskoczyła mnie, ale to był taki miły gest. Bezgłośnie poruszała ustami jakby coś mówiła. Na taki widok mężczyźni przystanęli i patrzyli zaskoczeni.  

    – I jak? Udało się? – była rozbawiona i patrzyła tylko na mnie. Nie przerywała głaskania mojej piersi. Robiła to delikatnie i powoli. W końcu mężczyźni ruszyli do pobliskiego baru na plaży. Nawet nie spojrzeli w naszym kierunku. Nie spieszyłam się z odpowiedzią.

    – Tak, pognałaś poroże – potwierdziłam, z ociąganiem odsuwając się. Jej pieszczoty sprawiły mi nieoczekiwaną przyjemność.

    – Co zrobiłam?! – ze zdumienia aż usiadła.

    – Pognałaś jeleni – wyjaśniłam z uśmiechem. Zosia śmiała się głośno, głaszcząc mnie po nodze. Kiedy nieco uspokoiła się, dostałam kolejnego buziaka w usta. Zanim ponownie położyła się, pogłaskałam ją po plecach. Takie drobne gesty zaczęły wprawiać mnie w błogi nastrój. Na plaży byłam obca, anonimowa. Nagie kobiece biusty, mikroskopijne stroje i swobodne zachowanie wielu plażowiczów wręcz zachęcało do odważniejszych gestów. I ja chciałam więcej, ale Zosia już położyła się. Nadal chichotała. Znowu byłam podniecona. Krępowałam się dotknąć krocza, a tak bardzo teraz tego chciałam.

    *

    Pewnego dnia wieczorem wracaliśmy w sześcioro z długiego spaceru po kolacji, którą zjedliśmy w jednej z tutejszych licznych restauracji. Byli z nami Basia z Edwardem, oboje po 50., z nadwagą, mieszkający w jednym z czterech pokoi naszego segmentu. Mieliśmy do dyspozycji wspólną, dobrze wyposażoną kuchnię. Ona, tleniona blondynka, on szpakowaty, dość mocno owłosiony i łysy. Też z Warszawy. On sympatyczny, dobroduszny, łagodzący humory konkretnej, energicznej, ale sympatycznej żony. W czwartym pokoju też mieszkała para z Warszawy, ale jeszcze ich nie poznałam. Wcześnie wychodzili, późno wracali. Jacyś znajomi Basi i Edwarda. Był piękny, bezwietrzny i ciepły wieczór. Mrok rozświetlały latarnie. Byliśmy już niedaleko naszego domu. Ze ścieżki były zaledwie parę kroków do wody. I wtedy mnie napadło.

    – Mam ochotę na kąpiel! Kto pływa ze mną? – radośnie klasnęłam w dłonie.

    – Ja! – zgłosiła się Barbara. – Ale nie mam stroju – zaznaczyła.  

    – A kto będzie nas oglądał? – roześmiałam się. Na środku ścieżki szybko zdejmowałam bluzkę i spódnicę. Baśka poszła w moje ślady. Edward kręcił głową z uśmiechem i trzymał rzeczy rozbierającej się żony. Robert z rękoma w kieszeniach sceptycznie przyglądał się mojemu striptizowi.

    – To ja też chcę! – zgłosił się Grzegorz i zaczął rozbierać się, kiedy zobaczył mój nagi biust. Zdejmował ubranie i cały czas patrzył na mój biust.

    – Będę was pilnować – dodała Zosia i dwoma ruchami rozwiązała ramiączka sukienki i już stała w samych stringach i sandałkach.

    Rzeczy wepchnęłam Robertowi pod pachę i naga pobiegłam do morza. Gdy lustro wody było powyżej kolan, odbiłam się i zanurkowałam. Po kilku metrach wynurzyłam się i usłyszałam chlapnięcia za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Grzegorza z Basią, płynących w moim kierunku. Zosia spacerowała w wodzie. Odpłynęłam ze 30 metrów i czekałam aż inni do mnie dopłyną. Grzegorz dopłynął wspólnie z Basią, a przy nich wyhamowywała Zosia po dynamicznym kraulu.

    – Łoł, pływasz jak zawodowiec – szczerze zdziwiona skomentowałam jej styl.  

    – Dzięki. Trochę trenowałam, więc technika została. Mam nadzieję – uśmiechnęła się, prychając wodą.

    – Jesteśmy kilka dni i w zasadzie tylko chlapałaś się w wodzie. Myślałam, że nie umiesz pływać – przyznałam rozbawiona.

    – Gdybyś zaliczyła tyle kilometrów w basenie co ja, to nie wiem, czy na widok wody ‘grzałabyś’ do niej jak koń do wodopoju na pustyni – roześmiała się.

    Basia i ja wtórowałyśmy jej. Taka niespodzianka…

    – A ty, co? Przylazłeś nas podglądać? Za mało ci nagiej żony w domu? – gderliwym tonem Zosia zwróciła się do męża.

    – Żony mam po kokardę. Którą z was mogę pomacać pod wodą? – tym razem Grzesiek zdołał odciąć się.

    – Proszę! Ja bardzo chętnie pozwolę – żywo zareagowała uradowana Basia. Cieszyła się jak małe dziecko. W Grześka jakby piorun strzelił. Gwałtownie odwrócił się wodzie.

    – Uważaj, bo morze wystąpi z brzegów – ironicznie odezwała się Zośka. Udał, że nie słyszy.  

    – Mogę? – spytał zaskoczony, ale uśmiechnięty.

    – Przecież powiedziałam – pogodnie stwierdziła Basia. Grzesiek szybko zanurkował. Obmacywanie sąsiadki zaczął chyba od krocza, bo najpierw wybuchła krótkim śmiechem, a potem westchnęła i zaczęła mruczeć. Spojrzałam na Zośkę.

    – Elka, płyniemy do kraju, bo te pieszczoty trochę potrwają – stwierdziła znudzonym tonem i ruszyła przed siebie. Zaczęłam intensywniej pracować nogami i popłynęłam za koleżanką. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach zatrzymała się i zawróciła. Dopłynęła do mnie.

    – Zośka, wybacz, że pytam, ale nie masz pretensji do męża? – zapytałam, sapiąc.

    – O to macanie? Nie – odpowiedziała pogodnym głosem. – Wiesz, swingersami nie jesteśmy, ale czasami przesuwamy granice naszych swobód seksualnych.

    Jakiś czas płynęłyśmy w milczeniu. Przyznam, że zaskoczyła mnie taki wyznaniem. W końcu zatrzymałam się zmęczona.

    – A ty też tak zabawiasz się? – drążyłam temat. Korzystałam, z obawą, że okazja może nie powtórzyć się.

    Zosia pływała wokół mnie. W końcu zatrzymała się przede mną.

    – Kobiety też potrafią bawić się – powiedziała zmysłowym głosem i musnęła dłonią moje pośladki.

    – Och, ty – zareagowałam rozbawiona i niezgrabnie próbowałam pogłaskać jej pierś.

    Dłonią musnęła moją łechtaczkę.

    – Zośka – czułam się skrępowana jej zachowaniem.

    – Ale pieszczoty na plaży podobały się tobie? – bardziej stwierdziła niż zapytała.

    – Tak. Były miłe. Nawet bardzo – odważyłam się przyznać. – Potrafisz zaspokoić kobietę – poszłam na całość.

    Zatrzymała się przede mną. Patrząc mi w oczy, dłonią przykryła mi łechtaczkę. Zadrżałam. Zrobiła to tak delikatnie… Wewnętrzną stroną drugiej dłoni pocierała brodawkę piersi. Z trudem powstrzymałam się przed zamknięciem oczu, ale odchyliłam głowę i zamruczałam podniecona.

    – Rozstaw szeroko nogi i wytrzymaj tak długo aż wynurzę się. Dasz radę?

    – Tak – potwierdziłam i pokiwałam głową, chociaż w tych warunkach pewnie tego nie zauważyła. Ciemność zachęcała do większej śmiałości. Zniknęła pod wodą. Chwilę czekałam i nagle poczułam lekkie muśniecie łechtaczki, a potem potężny strumień wody i powietrza na łechtaczce. Co za uczucie! Mimo woli głośno krzyknęłam. I zaczęłam intensywnie pracować dłońmi, bo zanurzałam się. Przede mną pojawiła się Zosia. Uśmiechała się.

    – I co? Fajnie było?   

    – Super! To było cudowne! A jak…

    – Wyrzucam całe powietrze z płuc wąskim strumieniem – wyjaśniła, domyślając się mojego pytania. – I trzeba naprawdę sporo powietrza zatrzymać. Dla pływaka to żaden problem. Spróbuj kiedyś na basenie albo w wannie.

    – Spróbuję – potaknęłam podniecona i zarazem onieśmielona jej bezpośredniością. Co to było za przeżycie! Tylko dla tych kilku chwil warto było wybrać się na te wczasy.

    – Ostatni numerek – zaznaczyła Zośka głosem instruktora. – Nabierz dużo powietrza, ile potrafisz, bo zanurkujemy. Obejmij mnie nogami.  

    Podpłynęła, objęła mnie mocno ramieniem i zaczęła całować. Wepchnęła język w moje usta. Przymknęłam oczy i obie zaczęłyśmy zanurzać się. Cudowne uczucie! Całowałyśmy się namiętnie, Zośka mocno pracowała nogami i rękoma, ja rękoma i nadal opadałyśmy. Chyba. Otaczająca nas ciemność tworzyła tak niepowtarzalny klimat, że miałam złudzenie unoszenia się. To ona miała skrzydła! Zosia, pracując nogami, poruszała również tułowiem, więc kiedy ją obejmowałam nogami, swoim ciałem masowała moją łechtaczkę! Gdyby nie woda, zwariowałabym!! Chciałam krzyczeć z radości! Szybko zaczęło brakować mi powietrza. Zbyt szybko! Kochanka oderwała się od moich ust i pchnęła mnie w górę. Z wody wystrzeliłam jak korek. Tuż po mnie pojawiła się Zośka. Chciała o coś zapytać, ale:

    – Zośka, zrób jeszcze raz ten numer ze strumieniem powietrza na cipkę – wysapałam podniecona.

    Lekko przekrzywiła głowę i patrzyła na mnie z łagodnym uśmiechem. Tyle dostrzegłam w poświacie księżyca.

    – Proszę, zrób to natychmiast, bo zacznę wrzeszczeć! – warknęłam. Zachichotała, zachłannie głaszcząc moje sutki. 

    – Już, kochana – zgodziła się. Dała mi buziaka w nos i po chwili zniknęła pod wodą.

    Niecierpliwie czekałam, szeroko trzymając nogi. Najpierw poczułam jak po moim nogach przesuwają się paluszki, wywołując miłe łaskotki, które jeszcze bardziej mnie drażniły i podniecały. Jej włosy dotykały moich nóg i już miałam „gęsią skórkę”. Potem włosy zaczęły omiatać pochwę, łechtaczkę, podbrzusze, brzuch. Co za uczucie! Poczułam jej paluszki, rozwierające pochwę. I nagle silny strumień! Zawirowało mi przed oczyma. Krzyknęłam głośno. Ciśnienie zablokowało mi uszy. Słyszałam pulsowanie w głowie. Po chwili znowu głośno uderzałam rękoma wodę, zachłysnęłam się wodą, kaszlnęłam i prychałam.

    – Wszystko w porządku? – Zosia była zaniepokojona.

    – Ale miałam odjazd! Ja pierd… – powstrzymałam się w porę. – Dziękuję. Naprawdę jesteś kochana – wymamrotałam oszołomiona.

    – Cholera, chyba na moment rzeczywiście odjechałaś.

    – Poważnie?

    – No, przestałaś machać łapkami. Przestraszyłam się.

    – To dzięki twoim pieszczotom. Byłaś cudowna i było mi tak cudownie – dałam jej namiętnego buziaka i mocno chwyciłam za pośladek. – Zośka, chciałabym to powtórzyć.

    – O, nie! Co za dużo to niezdrowo! – żywo zaprotestowała. Może nawet zbyt żywo.

    – Zośka, mówię poważnie.

    – Hm, nieee wiem – odezwała się gderliwym tonem.

    – Nie w tej chwili. Przy innej okazji. – Miałam na myśli jeszcze nasz pobyt w Chorwacji.

    Milczała chwilę. Słyszałam tylko plusk wody. Czekałam.

    – A co Robert powie?

    – Z tobą się umawiam! – podniosłam głos.

    – Później pogadamy. Zgoda?

    – Zgoda. Ale w sprawie terminu?

    – Dobra, w sprawie terminu… – przytaknęła.

    – Kochana jesteś – pogłaskałam ją po pupie. Złapałam się na tym. Chciałam jej dotykać! To było takie… miłe. I ekscytujące. Byłam zszokowana. Zawstydzona. Napaliłam się na kobietę!

    Zośka jednak nie cofała się. Też przyjmowała moje pieszczoty. 

    – Ale nie chwal się – poprosiłam skrępowana.

    – Oczywiście! – cicho roześmiała się, potrząsając włosami. – Płyniemy! – zarządziła. Żabką ruszyłyśmy przed siebie.

    Kilka minut płynęłyśmy w milczeniu. Po przepłynięciu kilkudziesięciu metrów zatrzymałam się zmęczona.

    – Płyniemy jeszcze dalej? – zapytałam.

    – Wiesz, chyba będzie lepiej jak wrócimy – stwierdziła Zośka, wypatrując pieszczącej się parki. – Jeszcze Grzesiek zechce kopulować w wodzie, a tego Edek może już nie zaakceptować. A ja nie nadaje się na bodyguarda dla mężczyzny.

    – No – przyznałam jej rację. Powoli ruszyłyśmy z powrotem. Panowie na brzegu dawali nam znaki latarkami z komórek.

    – I jak było? – spytała Zosia bez cienia zazdrości, kiedy hałasując, zbliżyłyśmy się do pary.

    – Fajnie – sapnęła westchnęła wyraźnie podniecona Basia.

    – No – wymownie sapnął zadowolony Grzesiek.

    – Mąż już mnie woła, a tu się tyle marnuje – rzekła markotnie Baśka, patrząc w dół. Nie byłam pewna, ale miałam wrażenie, że ściska go za penisa. Ruszyłyśmy do brzegu. Mieszana parka jeszcze chwilę marudziła i płynęłyśmy same.

    – Teraz wsadza jej? – pytałam samą siebie.

    Wyszłyśmy z wody i czekałyśmy na zalotników. W końcu dopłynęli. Rzuciłam okiem na Grzegorza, kiedy wychodził z wody. Jego penis zdradzał wyraźne oznaki słabnącego wzwodu.

    – Czyli już zdążył w nią wsadzić? – zastanawiałam się.

    Uradowana Basia założyła sandałki. Zosia i ja zrobiłyśmy to samo. Basia z ożywieniem mówiła coś do męża i szła, trzymając go za rękę. Widziałam jej duże, kołyszące się piersi. Rozbawiony Edek niósł jej rzeczy. Para nagusków szła przed nami, trzymając się za rękę, w wolnej ściskając rzeczy. Zosia pogłaskała męża po obwisłym penisie. Zaczął mu sterczeć! W rewanżu Grzesiek delikatnie potarł cipkę żony. Na chwilę wyprostowała się i usztywniła. I znowu trzymali się za ręce. Patrzyłam zafascynowana ich swobodą i otwartością. Mówili coś o urokach kąpieli w nocy, ciepłej wodzie. Takie tam… Tylko Robert kroczył obok mnie w milczeniu, z rękoma w kieszeni. Powoli wspinaliśmy się po schodkach prowadzących do naszego pensjonatu. Żadne z pływających już nie ubrało się. Bardzo mi się to podobało. Czułam się taka ożywiona, swobodna, nieskrępowana. Ale moje myśli krążyły wokół jednego zdarzenia.

    *

    Robert nadal nie odzywał się do mnie i w łóżku czytał książkę. Weszłam w samej koszulce.

    – Jest za ciepło. Będę spała bez – stwierdziłam i zdjęłam ją. Robik dalej patrzył w książkę. Przeszłam nago przez pokój i sięgnęłam po swoją książkę. Założyłam klapki na szpilce, zrobiłam dwa kroki i rzuciłam książkę na łóżko. Podeszłam do okna, wyglądałam przez chwilę i w końcu częściowo opuściłam żaluzję. Odwróciłam się i spojrzałam na męża:  

    – Robuś, ładnie wyglądam w tych szpileczkach? – Stanęłam bokiem, jedną nogę lekko uniosłam, zginając w kolanie. Paluszkiem kręciłam w grzywce nad łechtaczką.

    – Chodź tu, kochanie – polecił mi szeptem.

    Po kilkunastu minutach spuścił się we mnie i jeszcze chwilę popracował. Aż doszłam. Później wpakował palec do pochwy i rozmazał spermę ze śluzem na moim tułowiu i twarzy. Parę razy powtarzał tę czynność. Kiedy był mniej podniecony, wytryskiwał na moją twarz, do ust albo na piersi. Kiedy nie panował nad wytryskiem, spuszczał się do pochwy i po wszystkim delikatnie grzebał palcem w pochwie i naszą mieszankę rozsmarowywał na moim ciele. Pamiętał, że spermą może smarować mi twarz. Dobrze naciągała skórę. A jej skład… Ale darujmy sobie szczegóły. Dziewczyny wiedzą, że to znakomita maseczka.

    – Możesz włożyć mi kilka, a nie jeden palec – byłam bardzo dumna ze swoich możliwości i w ten sposób chciałam poinformować o nich męża, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. Później wylizałam mu palec, patrząc w oczy i jeszcze powierciłam języczkiem w pupie. Tak się podniecił, że musiałam mu obciągnąć i wówczas jeszcze raz doszedł! Po prysznicu padliśmy na łóżka. Prawie zasypialiśmy, kiedy usłyszeliśmy jęki zza ściany. Były coraz głośniejsze. To Edek dogadzał żonie. Sądząc po jękach, długo dochodziła. Teraz stało się jasne, dlaczego tak chętnie odpoczywał, kiedy żona pluskała się w morzu.

    *

    Tak się złożyło, że podczas urlopu już nie doszło do tak odważnych i jednoznacznych pieszczot z Zosią. Sytuacja w wodzie była szczególna. Rozmowa i ciemności, może wypite wino do kolacji, skłoniły nas do swobodnego, w zasadzie intymnego, zachowania. Jednak na plaży nie miałam odwagi poruszać tego delikatnego, przynajmniej dla mnie, tematu, chociaż opalałyśmy się tylko we dwie. Dla Basi słońce było zbyt mocne, kamienie za twarde. Zosia też nigdy nie wracała do chwil spędzonych wówczas w wodzie, mimo tego, że na plaży zachowywałyśmy się dość swobodnie. Jeżeli któraś, przypadkiem bądź świadomie, położyła dłoń na pośladku czy piersi drugiej, to nie robiłyśmy z tego problemu. Nie odsuwałyśmy się od siebie, ani nie przepraszałyśmy się.

    Chociaż nie rozmawiałyśmy na ten temat, chyba po „mokrej” przygodzie obie uznałyśmy wzajemną cielesną bliskość za naszą naturalną potrzebę i nie stroniłyśmy od niej. Dla mnie było to takie miłe! Miłe? Zbyt łagodne określenie… Podniecające! Kiedy byłyśmy na plaży, wręcz cieszyłam się, gdy Zosia dotykała mnie. Czasami specjalnie kładłam dłoń na jej ciele. Najchętniej dotykałam wewnętrznej strony jej uda. Krawędzią dłoni mogłam dotknąć i masować jej cipkę, ale nie odważyłam się. Przeżywając reakcje mojego organizmu, w duchu dziękowałam, że natura nie wyposażyła nas w penisy!

    A wieczorami, przed snem, albo w ciągu dnia, kiedy byłam sama, wracałam do wspólnie spędzonych chwil. Analizowałam każdy jej gest, moją reakcję i zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić, aby nie przerwać, a wręcz zacieśnić taką znajomość. I jak bardzo?

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Powrot ojca

    Od paru dni Marek mógł odetchnąć z ulgą, gdyż Marta wreszcie pojechała. Sesje dyscyplinujące się jednak nie zakończyły i mama codziennie wymierzała mu parządne lanie na gołe pośladki. Zarazem mogła sobie popatrzeć na napis, który po wsze czasy miał widnieć na tyłku chłopaka. Była pod wrażeniem tego, jak daleko posunęła się jej koleżanka. Z drugiej strony martwiła się, jak wytłumaczy to mężowi, który jutro miał wrócić z długiej służbowej podróży. Właśnie zakończyła się wieczorna sesja spankingowa z Markiem. Nastolatek leżał nagi na jej kolanach. Ona zaś masowała jego solidnie obite pośladki.

    – Mamo, chcę się tego pozbyć!

    – O nie!!! Co to, to nie! Praca Marty nie może pójść na marne.

    – Praca?!

    – Lepiej ciesz się, że pozwalam ci na razie nosić długie spodnie.

    Marek zdawał sobie sprawę z tego, że ojciec nie uwierzy, gdy opowie mu o hecach, jakie miały tu miejsce, poza laniem na goło, które nigdy nie było w tym domu niczym nadzwyczajnym. Miał teraz jednak dowód widoczny gołym okiem. Następnego dnia z rana Robert – mąż Asi, wrócił po długim okresie nieobecności. Marek pierwszy go usłyszał i ubrany w same bokserki, wystrzelił z łóżka niczym oparzony, by zobaczyć się z ojcem. Po krótkiej konwersacji na temat przebiegu podróży, tego co działo się w szkole i innych nudnych kwestii, chłopiec wreszcie wydusił z siebie:

    – Tato, muszę ci coś pokazać…

    – Co takiego?

    – No więc…

    Marek odwrócił się plecami i odsłonił miejsce, gdzie tracą one swą szlachetną nazwę.

    – Co to u diabła jest???!!!

    – Tato, to sprawka Marty.

    – Co ty wygadujesz?! Mama o tym wie?

    – Niestety nie ma nic przeciwko.

    – Marek, nie wiem, co my…

    – Witaj kochanie! – nagle mama wparowała do holu, obdarzając męża długim namiętnym pocałunkiem godnym stęsknionej żony.

    – Nie wierz w ani jedno słowo tego gówniarza!

    – W ogóle nie uczy się ostatnio. W dodatku zaczął się zadawać z jakimś kompletnie szemranym towarzystwem. Za cel postawili sobie, by prowokować, prowokować i jeszcze raz prowokować.

    – Tato, to nieprawda!!!

    – Milcz szczeniaku!!! Nie przerywaj, gdy inni rozmawiają, a zwłaszcza, gdy są to dorośli i w dodatku twoi rodzice. Za to dodatkowo oberwiesz!

    – Błagam tato! Nie… – Marek rozbeczał się jak małe dziecko.

    – To żenujące. Ile ty masz lat chłopie? Nic dziwnego, że skoro się tak zachowujesz, to nadal stosujemy wobec ciebie kary cielesne.

    – Chodź kochanie do pokoju. Opowiesz mi o tym ze szczegółami. A ty smarkaczu szykuj się na manto!

    Zapłakany Marek został w holu. Nie mógł uwierzyć w ten przebieg sytuacji. Zastanawiał się, co jeszcze jego matka zmyśli. Po chwili wrócili.

    – Marek, podejdź tu!

    Robert przełożył syna przez kolano, ściągnął bokserki i z całej siły otwartą dłonią począł okładać jego “niesforną” pupę. Zauważył jednak, że na majtkach widoczne są mokre ślady. Pomacał je, mówiąc:

    – To pot ci tak spłynął z pośladków?

    – Nie, kochanie – Asia włączyła się do konwersacji – Mareczek chyba po prostu puścił bąka z kleksem – takiego śmierdziucha jak w dzieciństwie, które najwyraźniej nadal trwa w najlepsze. Nastolatek płonął ze wstydu. Ojciec pokręcił głową z dezaprobatą i kontynuował karę. Było naprawdę ostro. Marek wył rozpaczliwie i wierzgał. Ojcowski uścisk był jednak silny. Gdy dupa zaczęła zmieniać kolor na granatowy, ojciec skwitował to mówiąc:

    – Będę cię lać tak długo, aż opuchlizna na twoim bezczelnym dupsku przysłoni te sprośne napisy.

    Gdy Robert zakończył wymierzanie kary, rozchylił ledwo żywemu chłopcu pośladki, by sprawdzić, czy się nie puszcza z gejami. Na szczęście Marek wciąż był analnym prawiczkiem.

    – A co to? – ojciec zdziwiony przejechał mu dłonią pomiędzy pośladkami, przy okazji ścierając trochę stamtąd pot.

    – Od kiedy się tam golisz?

    – Od kilku miesięcy tato.

    – Po co?! Prawdziwy facet nigdzie się nie goli. Chyba że zarost z twarzy. Masz szczęście, że twoja dziurka jest wyraźnie nieużywana (mówiąc to ojciec zagłębiał w niej serdeczny palec), bo pogłoski o twoim gejowstwie docierają do mnie od pewnego czasu. Teraz, gdy zobaczyłem ten wstrętny tatuaż i że się tam golisz, moje podejrzenia tylko się wzmocniły. Pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek w jakikolwiek sposób odkryję, że dajesz facetom lub cokolwiek podobnego z nimi robisz, to… naprawdę nie chciałbym wówczas być w twojej skórze.

    Pomimo całego monologu, Marek wiedział, że ojciec sam ma zapędy gejowskie, co zresztą dało się wyraźnie zauważyć. Czuł w dole brzucha jego ogromną wypukłość na spodniach. Wkrótce ojciec pozwolił mu pójść do pokoju. Mimo że był w rozpaczy z powodu swej porażki, odczuwał ogromne podniecenie. Wiedział, że tata, kiedy wraca z podróży jest strasznie napalony i że pierwszego dnia po powrocie zawsze uprawia z mamą dziki seks. Nieraz ich zresztą podglądał. Tym razem jednak postanowił się przy okazji zaspokoić. Nie było to trudne, zwłaszcza że zawsze zostawiali drzwi uchylone na tyle, że wszystko mógł dokładnie zobaczyć, on natomiast był dla nich zupełnie niewidoczny. Czekał aż mama wróci spod prysznica. Gdy w końcu wyszła z wanny w seksownym niebieskim szlafroczku i weszła do małżeńskiej sypialni, Marek zerwał się z łóżka i pobiegł pod ich drzwi, by obserwować, co się zaraz wydarzy. Widział, że ojciec już czeka nagi. W dodatku z kolosalną erekcją i preejakulatem lśniącym na czubku swego obrzyna. Robert był dość mocno owłosiony. Albo dlatego, że konsekwentnie wyznawał swą filozofię maskulinizmu albo ulegał presji kolegów, którzy byli lub przynajmniej zgrywali wielkich macho.

    – Aśka! Moja suczko. Mam ochotę cię zerżnąć jak zwykłą kurwę.

    Cały aż się trzęsąc, zaczął rozplątywać jej sznureczek od szlafroka. Marek też przystąpił do dzieła, chwycił swój sztywny członek, stymulując go coraz energiczniej.

    – Dlaczego to ustrojstwo nie chce się rozwiązać?! – Robert coraz bardziej wściekły siłował się ze sznurkiem od szlafroka.

    – Poczekaj. Ja spróbuję. – Asia jednak też miała z tym pewien problem, a Robert miał dość czekania.

    – Piepszyć to! – powiedział i gwałtownie rozerwał jej szlafrok.

    – Robert! To trochę kosztowało!

    – Kupię ci nowy. Teraz sporo grosza zarobiłem.

    Robert najpierw odsłonił jej ciało od pasa w górę, odkrywając dość duże kształtne piersi o małych sutkach. Przyssał się do nich niczym jaskiniowiec. Gryzł, ssał. Asia jęknęła z bólu i rozkoszy. Jej nagi biust pokryty był ogromną ilością śliny męża. Ściekała ona także po jej brzuchu, jak również po jego brodzie i włochatym torsie. Zaraz Robert wysuwając język najbardziej, jak się tylko da, zjechał nim niżej. Jednocześnie jego dłonie znalazły się na piersiach Asi z całej siły je ściskając. Teraz z kolei jej cipka stała się obiektem jego uwielbienia. Wyczyniał na niej (całej ociekającej śluzem) najróżniejsze harce swoim jęzorem, od czasu do czasu zasysając jej wystające wargi, jakby chciał je pożreć. Jednocześnie spijał cały czas wszystko, co z niej wypłynęło, nie pozwalając ani odrobinie płynu skapnąć na podłogę. Co chwilę też szarpiąc ją za włosy, przysuwał jej twarz do swojej, liżąc ją z językiem i przekazując część jej własnych picznych soków. Resztę połykał, po czym znów lizał jej pizdę, następnie przyciągał do siebie i tak przez jakieś 5 minut non stop. Marek musiał trochę przystopować z szybkością jazdy na ręcznym, ażeby za szybko nie wystrzelić. Robert po chwili lizania (czy wręcz konsumowania) stóp Asi i wsadzania języka między palce, zerwał z niej szlafrok całkiem, ukazując przed Markiem jej piękną pupę w kształcie gruszki. Robert złapał ją za tyłek i przejechał po niej paznokciami, zostawiając czerwone smugi na obu pośladkach. Odwrócił ją pupą do siebie i wymierzył parę mocnych klapsów, pozostawiając odcisk swych dłoni, następnie przyssał się do niej. Całował, lizał i gryzł pośladki. Potem je rozszerzył, ukazując dość rozciągniętą (ale nie przesadnie) dziurkę, którą począł penetrować swym językiem. Marek by widzieć wszystko dokładniej, zmuszony był się wychylić. Teraz Robert pakował jej w odbyt kilka obślinionych palców naraz. Asia jęczała coraz głośniej.

    – Dobra, teraz cię wreszcie przelecę, poczynając od twojego zajebistego tyłka.

    Wielka pała Roberta znalazła się w jej ciemnym tunelu. W tym samym czasie Asia onanizowała swoją brzoskwinkę, a Robert wsadzał jej palce głęboko do buzi, przyprawiając ją o mdłości i znaczny wyciek śliny. Wreszcie nastąpiła zamiana dziurek. Robert piepszył ją w cipę od tyłu, jednocześnie pakując palce w kakao. Dźwięki, jakie Asia z siebie wydawała były wręcz nie do opisania. Marek był coraz bliżej końca. Nagle Robert obrócił Asię twarzą do siebie, wciąż posuwając jej piczę. Chwycił pod uda i przycisnął do ściany, aż rąbnęła się w głowę. Wsadzał jej język do buzi najgłębiej, jak się tylko dało. Asia próbowała wypchnąć go przy pomocy swojego. Na chwilę jej pozwolił, w wyniku czego przez paręnaście sekund ich języki się miętosiły. Zaraz jednak z powrotem jego jęzor stał się dominujący, nie pozwalając się wypchnąć jej językowi. Ślina z ich ust kapała w ilościach niebotycznych. W związku z tym Robert począł zlizywać całą ślinę (stanowiącą mieszankę śliny ich obojga), która ściekała Asi po brodzie, cyckach, brzuchu, aż po wzgórek łonowy. Gdy znów obrócił ją tyłem, jego penis ponownie znalazł się w jej pupie. Lecz tylko na chwilę, bo za moment agresywnie chwycił ją za włosy, odwrócił przodem i rzucił na klęczki niczym tanią dziwkę.

    – Ssij!

    Asia jakby zgłodniała suka, od razu w dzikim tempie zaczęła połykać jego fiuta. Robert przycisnął ją do siebie, by znalazł się w niej cały i zaczął pierdolić jej usta szybkimi pchnięciami kutasa. Ona zaś dławiła się i ponownie zalała śliną. Raz nawet prawie się porzygała. Robert wysunął jej fiuta z buzi. Asia w najwymyślniejszy sposób pobudzała go językiem. Lizała i ssała mu jego owłosione jaja, by zaraz z powrotem dotrzeć języczkiem na szczyt jego pały, którym zajmowała się ze szczególną pasją, wykonując na żołędzi rozmaite językowe piruety.

    – Co kochanie, to znaczy zdziro? Czujesz swoją kolację?

    – Chyba aż tak głęboko niestety nie dotarłeś.

    – Jak to? Czyżby mój obrzyn był za krótki? Zaraz się przekonamy droga kurewko. Tymczasem zrób mi dobrze jeszcze tam.

    Robert wypiął w jej kierunku swoje duże umięśnione, jak również pokaźnie owłosione dupsko. Asia przystąpiła do dzieła.

    – Już i tak masz trochę łoniaków w zębach. Teraz będziesz ich miała jeszcze więcej. W dodatku posklejanych, bo nie podtarłem się specjalnie dla ciebie na dzisiejszy romantyczny wieczór.

    – Co???!!! – Asia z niesmakiem się odsunęła.

    – Faktycznie coś wyczułam ty obleśna świnio!!!

    Markiem prawie wstrząsnęło. W ostatniej chwili udało mu się powstrzymać wytrysk.

    – Nie marudź szmato, tylko rób swoje.

    Robert swoją mocno umięśnioną ręką przycisnął twarz Asi do swej brudnej dupy. Ta próbowała się oderwać, ale bezskutecznie.

    – A to za niesubordynację! – Robert mówiąc to chrapliwie pierdnął w twarz żony, ciągle przyciskając ją do tyłka. Wreszcie puścił. Zapłakana Asia upadła na podłogę, krztusząc się. Potem ku zdumieniu Marka wybąkała:

    – Przepraszam.

    Chłopak już był pewien po kim ma swoje masochistyczne zapędy.

    – Już dobrze, a teraz spróbujemy dotrzeć do kolacyjki.

    Ponownie przystąpili do ostrego analu.

    – Tak, tak! Rżnij mnie, aż poczujesz mój ostatni posiłek.

    Robert sapał coraz głośniej, aż wreszcie zawył jak wilk. Ślina kapała mu z gęby na plecy Asi.

    – Kurwa… O kurwa. Ale odjazd.

    Wysunął się z pupy żonki. Sperma nie przestawała się z niej lać jakby miała tego w sobie całe litry. Robert robił jej jeszcze minetę połączoną z solidną palcówką, by ją także doprowadzić do ekstazy, której już była bliska.

    – Następny razem po kolacji lub innym posiłku, jak się załatwisz, to nie podcieraj się. Spenetruję ci dupcię. Nie będzie potrzebny dzięki temu żaden inny lubrykant.

    Asia wreszcie zajęczała z rozkoszy. Marek niemal równocześnie z nią doszedł, spuszczając się pod drzwiami sypialni. Za moment zebrał chustką spermę z podłogi i wrócił do pokoju, chowając chusteczkę do szuflady. Onanizując się lubił je wąchać. Oprócz tego miał tam też trochę brązowych chusteczek po podtarciu się. Było też kilka pobrudzonych zarówno kupką, jak i nasieniem, bo zdarzało mu się srać i następnie wycierać pupę w trakcie masturbacji, by następnie sobie trzepać, nakładając ów papier na penisa.

    ==

    Tuż przed samym snem rodzice jeszcze przyszli do pokoju Marka, by coś mu obwieścić. Siedli na łóżku. Mama delikatnie gładziła go po plecach.

    – Kochanie.

    – Tak mamo?

    – Doszliśmy z tatą do wniosku, że nasze wieczorne sesje z laniem nie zostają na razie odroczone. Tatuś będzie w nich aktywnie uczestniczył.

    – Ale dlaczego? Co ja takiego zrobiłem?

    – Uznaliśmy – odezwał się ojciec – że solidne lanie na gołą pupę, to jedyne, co jest w stanie cię zdyscypliować i przy okazji uchronić przed tym całym gejowstwem.

    – Przecież wiecie, że to nie jest dobre rozwiązanie. W wielu innych krajach zostało to wręcz zakazane.

    – Ale jesteśmy, tu gdzie jesteśmy – rzekła mama – a co do skuteczności, to pamiętasz chociażby, jak rozrabiałeś kiedyś w centrum handlowym?

    – No tak…

    – Byłeś strasznie kapryśny. Kup mi to, kup mi tamto. W końcu przełożyłam cię przez kolano, zdjęłam majtki i wlepiłam parę klapsów na goły tyłek, tak żeby wszyscy widzieli. I co? Przecież od razu się uspokoiłeś.

    – Albo wtedy u babci, jak rozrabiałeś i pyskowałeś dorosłym, to kiedy wreszcie się ogarnąłeś?

    – Jak spuściłaś mi lanie mamo.

    – No więc sam widzisz, że ma ono na ciebie wyłącznie pozytywny wpływ.

    – No to ładnie się wpakowałem – pomyślał chłopak.

    – Więc będzie tak, jak z tatą postanowiliśmy. Dzisiaj ci odpuścimy, ale od jutra nie ma przeproś.

    Mówiąc to mama klepnęła go w tyłek, izolowany tylko cienkim materiałem bokserek.

    – Zobaczymy też, czy dzisiaj dostałeś odpowiednie wciry – mama opuściła mu bokserki, odsłaniając pupę.

    – No, to ci się udało Robercie. Prawdziwe dzieło sztuki. – Asia macała jego pośladki, wpatrując się w pozostawione na nich czerwone ślady.

    – Pamiętasz Mareczku pewien żarcik z dzieciństwa? Jak bawiłam się z tobą, gdy byłeś mały.

    Mama wsunęła mu palce w przedziałek pośladkowy i połaskotała po dziurce i między pośladkami, następnie nie przestając ruszać palcami, uniosła rękę nad jego pupą.

    – Frrr. Wiaterek z pupki uleciał.

    – To bączuś czy pierduś kochanie? – włączył się ojciec.

    Mama pociągnęła parę razy nosem, udając, że naprawdę coś czuje.

    – Chyba bździnuś.

    Rodzice Marka się roześmiali, on zaś cały czerwony myślał, że lada moment zapadnie się pod ziemię.

    – No, to dobranoc Mareczku – mama przed snem jeszcze ostatni raz klepnęła go w jego nagą nieziemsko seksowną pupę i wraz z ojcem udali się na spoczynek. Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • Przygoda na wycieczce szkolnej cz1.

    Zanim jeszcze przejdziemy do historii, chciałbym podziękować za dobry odbiór dwóch poprzednich opowiadań. Od razu powiem – mam jeszcze sporo pomysłów na historie, niektóre (jak ta i poprzednia) z życia wzięte i na całkowicie zmyślone. Ok, juz nie przeszkadzam. Miłego czytania

    W wieku 17 lat ja wraz z moją klasą wyjechaliśmy na wycieczkę do Krakowa. Jako, że był to dla nas koniec Polski przygotowaliśmy się na kilku godzinną jazdę autokarem. Była to końcówka maja, było niesamowicie gorąco, nawet w cieniu było około 35 stopni. Nie umawiałem się z nikim, dlatego też po wejściu do autobusu nie miałem z kim siedzieć.

    – Chodź tutaj! – dobiegł mnie głos z samego tyłu autobusu

    Była to Klaudia, nasza klasowa piękność. Zaprosiła mnie abym dotrzymał jej towarzystwa na końcu autobusu. Mieliśmy cały koniec dla siebie. Co do samej Klaudii – była to osoba o nieskazitelnej urodzie, niezbyt wysoka,Żeby Nie Powiedzieć – niska. Tego Dnia ubrana była w czarny t – shirt, jeansy z dziurami i czarne adidasy.

    Początkowo nie robiliśmy nic po za słuchaniem muzyki. Po jakiejś godzinie zaczęliśmy konwersacje na tematy wakacyjne, którą przerwała interwencja nauczycieli – kilka osób zaczęło wymiotować z przodu autokaru. Nas nic nie ruszało, co prawda ja też miałem chorobę lokomocyjną, ale ostatnie kilka lat nie dawała się we znaki, mogłem czuć najgorsze smrody w czasie jazdy i robiły na mnie wrażenie jak kanapka z chlebem na studencie. Szybko zresztą udowodniłem to również Klaudii:

    -Zagrajmy w wyzwania – zaproponowała

    Zgodziłem się bez większych problemów.

    Początkowo wyzwania były proste i dlatego tymi też nie będę was zanudzał. Po około 20 minutach gry, Klaudia zdjęła buty ze stópek mówiąc, że czuje się jakby jej stopy się gotowały. Powiedzmy sobie szczerze – mam wielki fetysz na stopy a ona tym co zrobiła tylko go obudziła. Kontynuowaliśmy grę, chociaż tak naprawdę ja się wyłączyłem, nie wiedziałem kto robi wyzwanie, jakie robi wyzwanie, bo ciągle spoglądałem na jej białe, krótkie do kostek i mocno brudne od spodu skarpetki, to zdecydowanie pobudzało moje zmysły. Po pewnym czasie Klaudia zauważyła, że ciągle obcinam wzrokiem jej piękne smrodki (zresztą trudno byłoby nie zauważyć tego)

    – Tak ci się podobają? – zapytała Klaudia przystawiając swoje brudne podeszwy przed moją twarz.

    – Noo – wymruczyłem nieśmiało

    – A to ci się też podoba? – Zapytała z pewną dozą nieśmiałości po czym. Przyłożyła mi swoje skarpetki do twarzy i zaczęła nimi szorować po niej. Jej skarpetki były niezwykle mokre od potu, ich zapach był pomieszaniem zapachu perfum Klaudii z smrodem potu kilkukrotnie większym niż u Oliwii, bohaterki poprzednich opowiadań. Śmierdziały niesamowicie i nietypowo, ale też niezwykle podniecająco, kiedy robiła kolejny kurs skarpetką po nosie od pięty do źródła mokrego potu – palców, poczułem jak zaczyna mi sztywnieć, zgiąłem lekko nogi aby nie było tego widać. Po chwili skończyła pytając z serdecznym uśmiechem:

    – I jak podobało ci się?

    – Mam do ciebie prośbę – odpowiedziałem
    – Jaką? –

    – Mogę zdjąć skarpetki? – zaryzykowałem pytaniem po którym mogłem zostać wyśmiany albo mogły się spełnić moje fantazje.

    – Ale nie liż ich – odparła stanowczo

    – Dlaczego? – zapytałem z wyraźnym smutkiem

    – Bo są całe spocone … – zaczęła

    – Tym lepiej – wtrąciłem

    – …A później będą całe mokre – dokończyła

    – To ci je wytrę, no nie daj się prosić – odparłem

    – A poproś – postanowiła że mną kokietować

    – Proooszę – powiedziałem z uśmiechem na twarzy

    – Nie tak, na kolana, przed fotelem – rozkazała

    Posłusznie zszedłem z autokarowych foteli i uklęknąłem w miejscu którym trzyma się nogi.

    – No dobra, masz, tylko nie zmocz mi jej całej – powiedziała z uśmiechem spuszczając nogi z fotelu

    Ściągnąłem najpierw jedną jej skarpetkę. Jej stópka była mała, miała pomarańczowy spodzik, była brudna od skarpetki i gdzieniegdzie były białe paprochy. Jej palce były małe i grube, muszę przyznać że był to rozczulający widok. Nie miała żadnego lakieru, a między jej paluszkami po za białymi paprochami były również pojedyncze ziarnka piasku. Zanim jednak przystąpiłem do stópki, “dodałem sobie odwagi” jeszcze raz wąchając skarpetkę, który wciąż trzymałem w ręce. Po zaciągnięciu się, złapałem jej stópkę, chciałem ją najpierw powoli powąchać, jednak Klaudii nie spodobał się pomysł z wolną zabawą i niemalże wepchała mi ją na twarz. Wylądowałem z nosem między dużym a następnym palcem, jej stopa była wilgotna od potu. Jej stopa śmierdziała… Bardzo śmierdziała! Jej skarpetki chociaż mocne nie miały jednak startu do zapachu bosych stóp. Po chwili swoimi palcami u stóp zdjęła mi okulary, a następnie drugą skarpetkę. Jej druga stopa była nieco bardziej brudna od pierwszej. Nawet nie wiem kiedy a Klaudia zaczęła szorować swoimi spoconymi i śmierdzącymi stopami po mojej twarzy. Po nie całej minucie odciagnąłem jej stopę od swojej twarzy. Wytarła większość swojego potu w moją twarz, dzięki czemu cały czas czułem jej stopy. Jeszcze raz przyciągnąłem jej stopę do mojej twarzy, jednak tym razem wyciągnąłem język. Najpierw delikatnie musnąłem jej palce, ciągle wdychając zapach i jednocześnie patrząc na twarz na której najpierw malowało się zdegustowanie, które stopniowo przeradzało się w uśmiech ukojenia. Zacząłem lizać jej stopę, od pomarańczowych pięt do pomorańczowych palców. Zapach stóp przeszedł na dalszy plan po tym jak tylko poczułem słony smak jej potu. Czułem się jakbym lizał sól, co tylko mnie bardziej rozbudzało. Kiedy zacząłem wylizywać brud między paluszkami, zauważyłem że lekko przymknęła oczy, robiłem jej masaż, tylko że w najbardziej podniecający sposób jaki można. Kiedy wylizałem dokładnie miejsca między jej palcami w obu stopach poczułem ziarenka piasku w buzi, gryząc zęby czułem między nimi pojedyncze ziarenka. Jako finał naszych rozkoszy wziąłem jej palce do buzi i zacząłem ssać, najpierw Wszystkie naraz, a później każdy z osobna i tak przy jednej i drugiej stópce. Na koniec tak jak obiecywałem wytarłem jej stopy własnym rękawem i założyłem na nie skarpetki. Wróciłem na fotel.

    – I jak? – zapytałem niepewnie

    – Ej to było przyjemne – odpowiedziała

    – Tylko błagam nie mów o tym nikomu – przestrzegałem

    – Spoooko, o to się nie martw – odpowiedziała

    – I ten… Możemy to powtarzać częściej? – zapytałem

    – No nie wiem, jak ma nikt tego nie widzieć, to na tej wycieczce chyba odpada, jestem w pokoju z trzema osobami – powiedziała

    – To nie musi być na wycieczce, przecież mieszkamy praktycznie obok siebie – zauważyłem

    – Ok, możemy się kiedyś umówić – zakończyła z uśmiechem

    – spoko – również się uśmiechając

    Po kilku minutach położyłem się na fotelach, obierając głowę na szybie autokaru, po chwili poczułem znajomy zapach, Klaudia położyła się koło mnie, kładąc stópki w skarpetkach na moim nosie. Jako że mieliśmy sporo wolnego miejsca przed tyłem autobusu okupowanym przez nas, nikt nie zauważył tego i dlatego w takiej pozie przeleżalismy kilka godzin.

    To były niezwykle przyjemne godziny

    Kiedy opiekunowie wycieczki powiedzieli że mamy się szykować do wyjścia Klaudia ubrała lewy but, jednak przed ubraniem prawego, zdjęła z prawej stópki białą, śmierdząca i przepoconą i włożyła mi ją do kieszeni ze słowami:

    – Prezent za dzisiaj – na koniec mrugnęła okiem i nałożyła adidasa na bosą stopę.

    Wyjąłem skarpetkę z kieszeni i włożyłem do woreczka foliowego, który trzymałem w plecaku, który zawiązałem tak aby nie ulatniał się zapach.

    Wciąż byłem lekko zszokowany, że najpiękniejsza dziewczyna jaką widziałem spełniła moje dziwne fantazje. Mimo tego co mówiła, nie był to koniec takich przygód na tej wycieczce…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    M.W

    Komentarze mile widziane 😀

    Chcą kolejnej części? 😉

  • “Hotka Story”. Historia pewnej hotwife.

    Hanka Nowak  “Hotka story” (fragmenty książki) 

    Żona w objęciach pożądania! 

     

    ***

    – Zocha, widziałaś nowego? 

    – Ciasteczko mniamniuśne, aż żal wzrok odwracać. 

    – Serio? Gdzie ty go wypatrzyłaś? – Rozejrzała się dookoła.  

    – Pytasz mnie gdzie? Kobieto, zejdź na ziemię, bo życie ci umyka. Patrz w kierunku zaplecza i delektuj się tym słodziakiem. 

    Był piątek. Mąż wyjechał w delegację, a mnie groziła nuda, więc Zocha wkręciła mnie do pracy w Dworku. Zdarzało mi się korzystać z tej możliwości raz na jakiś czas. Restauracja to całkiem sympatyczna, a profesja kelnerki pod koniec tygodnia odskocznią od życia była idealną. I choć na co dzień pracę miałam wdzięczną, to nie ukrywam, że czasem fajnie było zrobić coś mniej zobowiązującego, uwolnić umysł i zregenerować myśli po całotygodniowym wysiłku. 

    Tego dnia do pracy przyszłam przed czasem, a w drzwiach jak zwykle przywitała mnie Zocha, oparta o futrynę i wpatrzona podejrzanie w niebo. Stwierdziła, że rozmyśla nad sensem istnienia, ale nie uwierzyłam, bo Zocha generalnie nie myśli za dużo. Ona żyje chwilą, a w tamtej chwili akurat rzucała palenie. Trzeci już raz, licząc od poniedziałku. TEN papieros był tym ostatnim. Tłumaczyła, że stres, że musi coś tam. Właściwie nie dotarło do mnie, co musi, bo nie słuchałam. Całą uwagę skoncentrowałam na nowym nabytku zespołu. Nieziemsko przystojnym, szczupłym szatynie o jasnej karnacji. Za jego błękitne oczy dałabym się pociąć, nie mówiąc o tym, co pozwoliłabym sobie zrobić za całą resztę. 

    – Zocha, serio? Pojęcia nie mam, co się z tobą dzieje, ale teraz skup się i patrz na to ciało. Czyż nie apetyczny to kąsek? – Odwróciłyśmy się w stronę Menago, który intensywnie objaśniał coś nowemu. Na potrzeby tej historii nazwijmy go Młodym (w końcu młodszy był od nas niemal o dekadę). 

    Naprawdę nie wiem, czy to efekt kilkudniowej nieobecności męża, czy może atrakcyjnego wyglądu chłopaka, ale nagle poczułam się jakoś tak .. nieznośnie wygłodniała.  

    – Dobrze, że jesteście! – Menago przywitał nas z entuzjazmem, po czym każdej przydzielił zadania na tę noc. – Zocha na bar, a ty, Hanka, tutaj. Dziś mamy wesele. Para młoda wymagająca, czepia się wszystkiego, więc pracujemy dwójkami. Hania, ty z Młodym, bo Renia dzwoniła, że nie przyjdzie. Dasz radę? 

    – Nie wiem, ty mi powiedz.

    – Młody przeszkolony, teoretycznie wie, co robić, a w praktyce musisz być wyrozumiała i pomóc zorganizować mu się trochę. Macie godzinę, nim przyjdą goście. Daj się poznać, oprowadź, pokaż wszystko. 

    Wszystko? – to brzmi ciekawie. Zmierzyłam Młodego wzrokiem. Pobudzona wyobraźnia podsuwała niegrzeczne scenariusze. W sumie mogłabym mu wiele pokazać. Zaczęłabym od tego, co mam pod fartuszkiem, a potem…  

    A potem może opowiem co dalej, póki co skupmy się, i wróćmy do opowiadania. 

    Menago to generalnie wredny typ. Nikt go nie lubi, ja też nie bardzo co już pierwszego dnia pracy głośno wyraziłam komentując jego niestandardowe, i nieco lubieżne praktyki motywowania pracownic. Z drugiej jednak strony – co się dziwić facetowi, wkoło młode i piękne, w większości samotne, i napalone dwudziestoparolatki. Trudno się oprzeć. Odkąd na horyzoncie pojawił się Młody moje myśli też bezwstydnie krążyły wokół wyobrażeń o jego umięśnionym i nagim ciele. 

    – Chodź, chodź, Młody, bo czas ucieka. Wydaje mi się, że wszystko już zrobione, ale zerknijmy jeszcze raz na stoły, zapalmy świece i upewnijmy się, że wizualnie jest w porządku. Ty zacznij, a ja zajrzę w harmonogram i sprawdzę dokładnie, o której pojawi się młoda para, OK? 

    Nie odpowiedział. Nie pytał o nic. 

    Kiwnął porozumiewawczo głową i udał się w kierunku, który wskazałam. 

    Mmm, uległy – pomyślałam. Ciekawe, czy w sypialni też byłby taki posłuszny.  

    Niegrzeczne „ja” zdecydowanie wzięło górę. Młody miał w tym swój udział. Stał po drugiej stronie sali i wpatrywał się we mnie przenikliwie swoimi wielkimi ślepiami. W jego spojrzeniu było coś hipnotyzującego. Zarumieniłam się niczym nastolatka, a przed oczami znów stanęły grzeszne obrazki.

     – Wszystko w porządku? Przyglądasz mi się. I wiesz, chyba onieśmiela mnie to trochę – rzekłam grzecznie, choć miałam ochotę nie.

    – Ja? Nie, no co ty! Sprawdzałem tylko, jak sobie radzisz z planem – odpowiedział dyplomatycznie i grzecznie, ale jego uśmiech sugerował zupełnie coś innego. Coś, co intrygowało i podpowiadało, że gdyby nie konwenanse, to nie byłoby nas tutaj. Bylibyśmy tam. W kantorku po drugiej stronie sali, nadzy i zaabsorbowani sobą, kołyszący się w rytm rozbrzmiewających właśnie słów utworu Crazy in Love Sofii Karlberg. 
    I look and stare so deep in your eyes, I touch on you more and more every time…

     ***

    Pierwszy dzień pracy z Młodym okazał się początkiem czegoś nowego. Przebudziło się we mnie głęboko drzemiące pragnienie zdobywania. Niewytłumaczony instynkt kazał się wdzięczyć, uwodzić. I choć nie byłam jeszcze do końca świadoma zmian, które we mnie nastąpiły, czułam, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Dziwiło mnie to wtedy. Dziwi wciąż dziś. Przecież nie pierwszy raz trafiło mi się ciasteczko. Pierwszy raz jednak miałam ochotę schrupać je. I to w całości. 

    A co na to mąż, zapytasz? Cóż, od męża właśnie zaczyna się cała historia.

    – Ależ z ciebie seksowna bestia – wyszeptał z zachwytem, patrząc na moje nagie i jeszcze wilgotne po kąpieli ciało. Stałam wystarczająco daleko, by nie mógł mnie dotknąć, ale odpowiednio blisko, by pozwolić mu choć przez moment napawać się tym widokiem.
    Lubię się z nim droczyć, a on lubi, gdy to robię. Dziś jednak nie chciałam przeciągać tej chwili w nieskończoność. Zresztą domyślał się, że w tym momencie jest wyłącznie narzędziem do zaspokojenia moich pragnień. Zdziwiłam się, że tak dobrze radzi sobie z zazdrością, ale nie pytałam o to. Pora zdecydowanie była nieodpowiednia na rozmowy.

    Gdy zbliżyłam się o kilka kroków, przyciągnął mnie do siebie. Zajrzał w oczy na krótką sekundę i powoli zaczął całować – najpierw piersi, potem brzuch. Jego usta muskały moje ciało, działając na zmysły intensywnie. Podniecona i drżąca z rozkoszy położyłam się na łóżku i nieśmiało rozchyliłam nogi. Mimo wszystko czułam się trochę zawstydzona tą sytuacją. Fantazje o Młodym uporczywie wracały i nietrudno było domyślić się, że ogromna fala podniecenia niewiele ma wspólnego z pieszczotami, które właśnie w cudowny sposób ofiarowywał mi mąż. 

    Gdy spojrzał na moją zaróżowioną i wilgotną cipkę, zarumieniłam się znów. Nic nie powiedział, tylko wessał się we mnie, by chwilę potem całować delikatnie. Westchnęłam, a on palcami ucisnął łechtaczkę, pod palce wsunął język i pieścił ją okrutnie dobrze. Zamruczałam znów. Z lekko przymrużonymi oczami wyczekiwałam zbliżającej się ekstazy. 

    – Kim jest gość, któremu chyba powinienem podziękować za ten seks? – zapytał ewidentnie zaciekawiony, gdy ochłonęłam już nieco.

    – Moim nowym kolegą z pracy. Przyszedł dziś pierwszy raz i biedak od razu trafił pod moje skrzydła. Reni nie było, więc Menago zrobił z nas parę.

    – Parę, mówisz? A to ciekawe. Co było dalej?

    – Dalej już nic. Grzecznie wykonywaliśmy swoje obowiązki – odpowiedziałam zadziornie. 

    – Wróciłaś z pracy napalona jak nigdy, trudno więc uwierzyć w to twoje „grzecznie”. Opowiadaj.

    – Naprawdę nie mam o czym. Fakt, on jest nieziemsko przystojny, ale to gówniarz. Poza tym Zocha zaklepała go dla siebie i nie wiem, czy kojarzysz, ale – wskazałam palcem na obrączkę – jestem mężatką, więc wiesz, ułożoną dziewczynką muszę być. 

    – Oceń go dla mnie – drążył temat, nie zważając na to, co powiedziałam wcześniej.

    – Widzę, że poczucie humoru ci dopisuje. Mam go ocenić, tak? OK. Myślę, że w skali od jeden do dziesięciu dałabym mu maksymalną ilość punktów. Jedenaście nawet. Tak. On zdecydowanie wybiega poza przyjęte normy. Piękny. Mądry. Błyskotliwy. Jak ty, oczywiście. – Rozmowa zaczynała mnie trochę bawić. – A tak swoją drogą, co tak podpytujesz? Zazdrosny? 

    – Zazdrosny to naprawdę mało powiedziane.

    – Och, mężu, ty mój głupiutki. Przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham. O nim co najwyżej mogę pofantazjować. Zastanawia mnie tylko twój stan. Co sprawia, że jesteś tak mocno pobudzony?

    – Nie wiem Haniu, chyba zwariowałem. Z jednej strony twoje zauroczenie innym doprowadza mnie do szału, najchętniej zamknąłbym cię w domu, zakazał chodzić do pracy, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę, że dziś mógł mieć ciebie tylko dla siebie… to mam ochotę zerżnąć cię raz jeszcze. Taka perspektywa mnie podnieca i przeraża jednocześnie. 

    – Zachęcasz czy zniechęcasz mnie do romansu teraz? – zażartowałam

    – Może? To, co chcę powiedzieć, jest trochę szalone, ale posłuchaj mnie do końca. Niedawno wpadł mi w oko tekst o singielce i lwicy, na pewno słyszałaś… – Spojrzał na mnie pytająco, ale nie miałam pojęcia, o czym mówi, więc kontynuował: – Czy wiesz, dlaczego silne kobiety często żyją w pojedynkę? Bo lwica nie da się zniewolić. Ona potrzebuje lwa, który razem z nią będzie polować. – Zachichotałam, choć nie rozumiem dlaczego. – Uświadomiłem sobie, że ty jesteś taką kocicą, więc może ja powinienem…  może mógłbym… chciałbym chyba stać się twoim lwem. – Znów zerknął w moim kierunku, a ja wciąż siedziałam z rozdziawioną miną, zupełnie zagubiona w jego słowotoku. 

    – Sprecyzuj, co konkretnie masz na myśli?

    – Ostatnie newsy o Młodym kurewsko wzmagają we mnie zazdrość. Jednak odkryłem coś jeszcze. Myśl, że mogłabyś go podrywać, podnieca mnie dziko. O niczym innym nie jestem w stanie myśleć.

    Open marriage? Serio? Może od razu pomyślimy o rozwodzie? 

    – Nie, nie to.  Ja byłbym grzeczny, tylko ty dostarczałabyś wrażeń nam obu.

    – Zdrada kontrolowana? Wydaje ci się, że ta wersja brzmi lepiej?

    – Słyszałaś o tym? – Grymas zdziwienia pojawił się na jego twarzy. – I co myślisz? 

    – Powiedzmy, że musnęłam temat, ale mam mieszane uczucia. Szalenie popierdzielony ten Twój pomysł.

    – Nie wydaje ci się, że to trochę jak my? – Pocałował mnie czule i nie wiem, czy chciał w ten sposób rozładować moje, czy swoje emocje. – Przecież nie musisz iść na całość, nawet nie chciałbym tego, ale malutki i niezobowiązujący flirt może stać się fajnym urozmaiceniem, zmysłową grą wstępną. Będziesz wracała z pracy podniecona, a ja będę czekał zwarty i gotowy, by wysłuchać o twoich podbojach i przede wszystkim by dopieścić twoje pragnienia. Jak wtedy, gdy w pracy pojawił się Młody.

    ***

    Zezwolenie na zdradę – marzenie wielu mężczyzn. Wbrew powszechnie panującym opiniom wiele kobiet też z chęcią skorzystałoby z takiej możliwości. Jeśli jednak wydaje ci się, że po tej rozmowie od razu wskoczyłam w szpilki i pobiegłam do Młodego, to jesteś w błędzie. Bo .. nie pobiegłam ale .. 

    ***

    Następnego dnia wpadłam niezapowiedziana do Zochy. Dochodziła do siebie po wieczornej eskapadzie. Przyciemniony pokój. Dźwięk melodii Perfect Darkness zespołu Fink wypełniał każdy kąt. Nie byłam pewna, czy to dobry moment na odwiedziny, ale silna potrzeba wygadania się wzięła górę, więc postanowiłam przywrócić ją do życia, po czym nieśmiało, i z pewną dozą niepewności, krok po kroku wprowadziłam ją w temat. Z każdym kolejnym zdaniem mój monolog o Młodym nabierał rumieńców, ja również.

    – No, no, Hanula. Nie spodziewałam się. Mówisz, że cipka swędzi i potrzebna ci moja aprobata, tak? 

    – Zocha!!! Przecież nie pytam o pozwolenie. Nie pytam nawet, co o tym myślisz. Chciałam się wygadać i chyba miałam nadzieję, że sprowadzisz mnie na ziemię i wyperswadujesz ten pomysł z głowy?

    • Nie te drzwi kochana. Znasz moją dewizę życiową, się do niej stosuj i pieprz to wszystko. Pamiętaj, że równowagę między ciałem a umysłem uzyskasz wyłącznie poprzez seks. Wewnętrzna moc płynie z orgazmów, tylko one zapewnią ci dobre samopoczucie i sprawią, że będziesz chciała więcej i więcej .. 

    Podniecenie. Entuzjazm. Poczucie wolności i seksualnego wyzwolenia. Wzburzenie, niepewność i gniew. Skrajne odczucia zawładnęły mną, wprowadziły mnie w stan, który naprawdę trudno ubrać w słowa. Krążąca w głowie myśl o maleńkim skoku w bok, niepokoiła mnie, chyba nawet czułam wstyd, zażenowanie i… wyrzuty sumienia. 

    Ogromne. Bo przyznam, że postać Młodego wydobywała ze mnie to, co tłumiłam przez lata, całą niespożytkowaną energię i wszystkie przyduszone instynkty, które zmieniały mnie w seksualną bestię. 

    Seria nieprzyzwoitych fantazji rozszalała się mojej głowie. 

    Jego ciało przy moim. Prawdziwe szaleństwo. 

    Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia, przyspieszyłam kroku. Zrzucając z siebie ubrania, niemalże biegłam wprost do szafy, z której wygrzebałam koronkową sukienkę w krwistoczerwonym kolorze. Szybko włożyłam ją na siebie. Usta pociągnęłam szminką i rzuciłam się na łóżko w seksownej pozie. 

    Zerknęłam w stronę drzwi. On już tam był. Nagi i bardzo gotowy. Oparty o futrynę, czekał na zapraszający do zabawy gest. Uśmiechnęłam się, po czym obróciłam na brzuch, wypinając w jego kierunku pupę. Podszedł i stanął tuż za mną. Sukienkę podwinął ku górze.

    – Niegrzeczna z ciebie dziewczynka – wyszeptał i jednym mocnym szarpnięciem zerwał ze mnie stringi, by chwilę potem wymierzyć siarczystego klapsa.

    Spodobało mi się to. Był taki zdecydowany. Stanowczy. Pożądanie zawładnęło nami. Nie chciałam pieszczot. Nie chciałam pocałunków. On też nie miał na nie ochoty. Złapał mnie za biodra i wszedł we mnie. Między udami poczułam przyjemne wibracje, a ciałem wstrząsnął dreszcz podniecenia, który narastał z każdym kolejnym pchnięciem. Przymrużyłam oczy, oddając się rozkoszy. Czułam, że już niedaleko. Przyspieszone bicie serca. Jęk. Krzyk. Fala ekstazy rozlała się, obezwładniając mnie całkowicie. Zachłannie łapałam oddech, zatracając się w orgazmie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hanka Nowak
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dojrzewanie cz.3

    Minęły dwa tygodnie od naszego pierwszego, prawdziwego stosunku. Wreszcie Aneta złapała mnie na klatce, mówiąc że mam przyjść do niej. Szybko się wykąpałem i poleciałem na górę. Zaprowadziła mnie prosto do salonu. Wersalka była rozłożona, a na niej równiutko położony brązowy koc. W rogu leżał złożony w kostkę ręcznik. Telewizor był włączony, a na ekranie zobaczyłem zatrzymany obraz kobiety i mężczyzny. Byli nadzy.

     – Chcę ci coś pokazać – powiedziała i siadając na łóżku włączyła film.

    Zobaczyłem jak facet kładzie się na plecach, a kobieta na nim, tylko że głową w dół. Klasyczna pozycja 69. Wtedy nie znałem nazwy, ale już to robiłem kiedyś z kuzynką. Doszliśmy do niej sami, bez pomocy filmu. Teraz patrząc jak się pieszczą ustami Aneta ściągnęła podkoszulek odsłaniając piersi. Po chwili zdjęła spodenki. Nie miała na sobie majtek. Spojrzała na mnie.

     – A ty na co czekasz? Na oklaski? – rozebrałem się w sekundę. – Patrz i ucz się – dodała.

    Kiedy na filmie bawili się już w najlepsze, pchnęła mnie delikatnie żebym się położył. Ułożyłem się na samym środku, a ona przerzucając nade mną nogę położyła się w identycznej pozycji. Uwielbiałem to. Można było dawać i odbierać przyjemność jednocześnie. Czułem jej ciężar na sobie, nasze ciała stykały się wzmagając podniecenie. Czułem jej zaciskające się mięśnie brzucha na swojej klacie. Cudowny widok otwartej cipki, czekającej na mój język potęgował doznania. No i ten zapach. Nęcący, zapraszający, zachęcający a jednocześnie tajemniczy, nieokreślony. Nauczyłem się wtedy że dotyk w pieszczotach to nie wszystko. Mimo że kluczowy, to nigdy nie osiągnąłbym takich orgazmów gdybym nie patrzył, nie wąchał lub nie smakował. Nawet zmysł słuchu był ważny, bo jak dziewczyna zaczynała pojękiwać rosło moje podniecenie. Jeśli dodamy wargi zaciskające się na moim członku i ssanie – przyjemność była nie do opisania. Przełożyłem ręce pod jej nogami i złapałem od góry za pośladki. Zacząłem lizać powoli wargi mniejsze i wejście do pochwy. Brodą dotykałem łechtaczki która zwisała swobodnie. Ze szparki zaczął wydobywać się płyn cienką strużką i skapywał mi na twarz. Roztarłem go językiem aż na zwieracze.

     – Mmmm – zamruczała Aneta trzymając penisa w ustach. Słysząc jej zadowolenie przystawiłem palec do odbytu i delikatnie nacisnąłem. Zagłębił się nieznacznie.

     – Ej! – krzyknęła schodząc ze mnie – nie pozwoliłam ci nic wkładać w dupcię. Spojrzała na mnie i zrobiła wielkie oczy.

     – Masz całą mokrą twarz – powiedziała zdziwiona. – Tak mi leci ze szparki?

     – No, jest pyszna.

     – Ty to…pijesz?

     – Muszę przełykać bo bym się utopił – zażartowałem. Więcej było mojej śliny, którą rozcierałem wszędzie.Zadrżała jakby zrobiło jej się zimno. Krew napłynęła jej do twarzy a oddech stał się urywany. Nie wiem czemu, ale podnieciło to ją tak, że jeszcze chwila a będzie szczytować. Położyła się z powrotem na mnie przyciskając mi cipkę do twarzy.

      – Och! – zajęczała i kręcąc tyłkiem dociskała go coraz mocniej. Czułem się tak, jakby chciała wargami sromowymi objąć mi twarz. Otworzyłem usta i wciągnąłem łechtaczkę do środka.

      – Taaak! Ssij ją! Mocniej! – wydawała komendy – Tak! Nie przestawaj!

    Zaczęła poruszać pupcią w przód i w tył. Łechtaczka wysuwała mi się z ust – a gdy cofała biodra – zasysałem ją z powrotem. Teraz wyprostowała się, prawie siadając mi na głowie, a jej pupa poruszała się bardzo szybko.

     – Oooo! Oooo! Już!! Teraz!! Tak!!! O Boże! Jak dobrze! – trzęsła się na mojej twarzy. Zassałem jej fałdkę tak mocno, że sięgnęła mi prawie gardła. Dociskałem ją językiem do podniebienia przesuwając nim szybko w prawo i w lewo. Opadła przyciskając się do mnie mocno, a ja wyczuwałem fale orgazmu przetaczające się przez jej ciało jak huragan. Policzek przycisnęła do członka i leżąc tak oddychała z trudem. Wypuściłem z ust tą wielką truskaweczkę, która nabrzmiała i mokra zwisała mi nad twarzą. Dotknąłem ją szybko językiem a ona pokiwała się na boki jak dzwoneczek. Spodobało mi się to. Bawiłem się nią w ten sposób, a na każde moje muśnięcie Aneta odpowiadała drganiem ciała.

    Wreszcie zsunęła się ze mnie i leżąc na boku patrzyła jak kobieta na filmie rozciera penisem nasienie po twarzy. Wyłączyła odtwarzacz i poprawiając się złapała za członka. Postawiła go w pion i zaczęła lizać. Od dołu aż po samą główkę, raz z jednej, raz z drugiej strony. Widok jej języka dotykającego prącia był tak samo podniecający jak lizanie. Jej rączka w tym czasie wykonywała krótkie ruchy przy nasadzie w górę i w dół. Na efekt nie musiała długo czekać, gdyż poczułem w podbrzuszu kulę energii, która chciała wydostać się na zewnątrz. Też to wyczuła bo przestała lizać, tylko ręką zaczęła ruszać bardzo szybko. Nasienie trysnęło jak zwykle w górę i spadając zamoczyło mi biodra, brzuch a nawet koc na którym leżałem. Kiedy skończyło bić źródełko Aneta puściła siusiaka i podniosła ręcznik wycierając nim ręce. Patrzyła na moje dokonania rozlane wokół i jakby zastanawiała się.

     – Chciałbyś…żebym miała w ustach to? – zapytała po chwili.

     – Yyy..chyba tak…a ty chcesz?

     – Nie. Widziałam na filmach jak kobiety to łykają i to z kilku fiutów naraz. Fuj!

     – Nasienie nie jest obrzydliwe.

     – Skąd wiesz, próbowałeś?

     – Tak.

     Oczy zrobiły jej się okrągłe ze zdziwienia.

     – A ty nie byłaś ciekawa jak smakują twoje soczki?

     Zmieszała się trochę.

     – Byłam, ale to moje soczki.

     – A to moje nasienie.

    Popatrzyła chwilę na mnie.

     – Pokaż!

     – Co?

     – Pokaż jak próbowałeś!

    Zgarnąłem palcem trochę spermy z brzucha, włożyłem go do ust i oblizałem. Zdziwiłem się, bo z tego co pamiętałem to wtedy było trochę słone, natomiast teraz poczułem jakby słodkie.

     – I? – patrzyła z ciekawością – jak smakuje?

     – Nie wiem, trudno do czegoś porównać, ale jest.. słodkie.

     – Słodkie??? – patrzyła z niedowierzaniem. Zastanawiała się jakiś czas, po czym wyciągnęła palec i umoczyła sam koniuszek w nasieniu. Podniosła do góry przygladając się kleistej substancji i wreszcie włożyła go do buzi.

     – Kurde, słodkie – powiedziała do siebie. Zgarnęła więcej spermy z mojego brzucha i oblizała palec.

    – Coś takiego, nigdy bym się nie spodziewała. Patrzyła na członka który do końca jeszcze nie opadł, podniosła go z brzucha i włożyła mokrego do ust. Ssała delikatnie, wylizując główkę z resztek nasienia. Drgałem pod każdym dotykiem jej języka. Uniosła głowę spoglądając na mnie.

     – Dobrze?

     – Cudownie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Jej dotyk, a także widok mokrych od spermy warg spowodował że penis zamiast całkiem się skurczyć zaczął rosnąć na nowo. Trzymała go w ręku, więc wyczuła że twardnieje.

     – No proszę, wystarczy polizać a już budzi się do życia – widać było jej zadowolenie. Podniosła ręcznik i wytarła mnie dokładnie. Opuściła nogi na podłogę chcąc wstać, ale ja nie chciałem jeszcze kończyć naszej zabawy. Pochyliłem się i złapałem Anetę za cipkę.

     – Nie przyciskaj mnie bo się zesikam – powiedziała ze śmiechem.

     – Zatkam ci dziurkę to się nie zesikasz – i przycisnąłem mocniej.

     – Aj! – krzyknęła i odpychając mi rękę wybiegła z pokoju. Spojrzałem na dłoń która była cała mokra.

     – No wiesz?! Zesikałaś mi się na rękę! – krzyknąłem.

     – Mówiłam nie przyciskaj, teraz masz karę! – odpowiedziała śmiejąc się z łazienki. Wstałem i poszedłem do niej. Siedziała z otwartymi drzwiami na sedesie chichocząc. Skierowałem się w drzwi obok i wszedłem do wanny. Miała takie fajne przesuwne drzwi żeby można było brać prysznic na stojąco. Aneta zajrzała patrząc jak się myję, po czym zniknęła, ale po chwili wróciła. Weszła do mnie zamykając nas w środku. W ręku trzymała prezerwatywę którą położyła na skraju wanny.  Stałem tyłem do niej więc chciałem się odwrócić, ale objęła mnie rękami przyciskając się do pleców. Gładziła moją klatę i brzuch zawadzając o pierwsze włoski łonowe wyrastające mi na bodbrzuszu. Ustami zjeżdżała coraz niżej aż uklękła całując mi pośladki. Włożyła rękę między nogi i łapiąc za jądra masowała je delikatnie. Teraz przekręciła mnie przodem do siebie, chwyciła członka i ściągając napletek włożyła go do buzi. Liżąc powoli, drugą ręką nadal pieściła jajka, lecz jej palce wędrowały głębiej. Rozstawiłem szerzej nogi i wtedy poczułem palec na moim odbycie. Pocierała go delikatnie, jednocześnie drażniąc główkę językiem. W pewnym momencie nacisnęła i włożyła mi go do środka.

      – Ooo! – jęknąłem ze zdumieniem. Pierwszy raz miałem coś w pupie. Nie wiedziałem że chłopakom też można wkładać. Podczas masturbacji nigdy nie dotykałem odbytu. Teraz zwieracze zaciskające się na palcu wzmagały podniecenie. Zadrżałem pod wpływem nowego doznania.  Aneta wyjęła palec i wstała odwracając się do mnie tyłem. Złapała za mokre włosy i skręcając je uniosła do góry odsłaniając szyję. Zbliżyłem się do niej i kładąc dłonie na piersiach przylgnąłem do jej pleców a sztywnego członka wcisnąłem między pośladki. Wjechał leciutko między uda które zacisnęła. Pieściłem jej cycuszki całymi dłońmi łapiąc sztywne sutki między palce delikatnie je szczypiąc. Całowałem ją po szyi i jednocześnie poruszałem biodrami ślizgając się penisem po jej cipce. Złapała mnie za rękę ciągnąc w dół. Rozstawiła nogi i w tej samej chwili wypięła tyłek. Ukucnąłem i zacząłem całować jej pośladki. Czując, że chce więcej rozciągnąłem je i włożyłem język w rowek. Ale ona oparła się rękami o ścianę i wypinała już tak mocno, że doskonale widziałem pochwę i zwisającą łechtaczkę. Lizałem teraz wszystko od dołu do góry. Woda spływająca po ciele mieszała się z moją śliną i jej śluzem. Wreszcie schyliła się i podniosła torebeczkę podając mi ją. Założyłem gumkę i spojrzałem na Anetę która nie zmieniała pozycji. Stała w rozkroku z wypiętą pupcią. Pamiętałem scenę z rodzicami też w łazience i wiedziałem że jest taka pozycja. Wziąłem do ręki członka i zacząłem jeździć końcówką po cipce w poszukiwaniu szparki. Przyciskając poczułem zagłębienie, ale kiedy ruszyłem biodrami Aneta szybko cofnęła pupcię.

     – Nie chcę tam jeszcze – szepnęła odwracając do mnie głowę.

     – Przepraszam – powiedziałem cicho. Domyśliłem się, że to był odbyt, ale wstyd mi było przyznać że nie trafiłem w tą szparkę co chciałem. Chyba wiedziała co zaszło, bo złapała penisa i przystawiła do wejścia. Pchnąłem i wszedł gładko po same jądra. Położyłem dłonie nad jej biodrami i zacząłem poruszać swoimi. Z początku wolno, gdyż siusiak był wygięty do góry i bałem się że wyskoczy. Miałem rację, po kilku ruchach wysunął się i plasnął głośno o udo. Ona pochyliła się bardziej, wypięła tyłeczek jeszcze mocniej i łapiąc za członka nadziała się ponownie. Doznania były niesamowite. Aneta przycisnęła policzek do płytek i oddychała szybko, pojękując cichutko. Widok tyłka, a także woda spływajaca po naszych ciałach sprawiała, że czułem się cudownie. Wbijałem się mocno, z każdym ruchem brzuch uderzał o pupcię tworząc falę na pośladkach. Dzięki tej pozycji naprężony członek ocierał się szczególnie mocno o przednią ściankę pochwy. Widziałem i słyszałem jaką to sprawia przyjemność Anecie. Jeździła paznokciami po płytkach, jakby chciała się wdrapać po ścianie. Oddech miała szybki i urywany. W pewnym momencie poczułem znajomy już ruch w pochwie. Skurcze powodujące zaciskanie się ścianek. Pchałem dalej, nie zważając na jęki Anety.

     – Taaak!! Wła..śnie tam! Oooch! Do..kła..dnie..tam! – już nie jęczała tylko szlochała. Wyciągnęła do tyłu rękę łapiąc mnie za biodro i dociskała się jeszcze mocniej. Po chwili przytrzymała mnie żebym się nie poruszał. Stała z policzkiem przyciśniętym do ściany, wypiętą pupą i drgała co jakiś czas. Albo mi się zdawało, albo naprawdę płakała. Nie mogłem dostrzec czy to woda, czy łzy. Otworzyła oczy i odwracając się przodem zsunęła się z członka. Patrząc mi w twarz objęła mnie za szyję i pocałowała w usta.

     Ale jak!!! Poczułem jej język na wargach, więc rozchyliłem je. Nasze języki dotknęły się, co było niesamowite. Jeszcze nigdy z nikim się tak nie całowałem. Przytuliłem ją mocniej wysuwając odrobinę język. Jeździłem po jej wargach i chciałem wsunąć go głębiej, ale jakby oprzytomniała. Odchyliła głowę przyglądając mi się chwilę, po czym uklękła i ściągnęła gumkę. Zaczęła ssać, mocno. Poruszała głową szybko wzdłuż członka połykając go w całości. Czułem jakbym dotykał główką jej gardła i nawet wsuwał się troszkę dalej, bo robiło się ciasnawo. Wtedy włożyła rękę między moje nogi. Wiedziałem co chce zrobić i rozstawiłem je lekko. Jej palce błądziły między pośladkami, aż wreszcie znalazły to co chciały i jeden zagłębił się w odbycie. Zadrżałem. Nogi zaczęły dygotać odmawiając mi posłuszeństwa. Złapałem Anetę za głowę przytrzymując ją, a sam zacząłem poruszać biodrami. Ruchałem ją w usta bardzo szybko. Trzymała penisa jedną ręką i co jakiś czas wyciągała go z buzi łapiąc powietrze. Drugą z paluszkiem w mojej pupie delikatnie obracała. Ognisko rozkoszy zaczęło koncentrować się na kroczu. Mięśnie brzucha napięły mi się maksymalnie.

     – Już – chciałem powiedzieć, ale straciłem głos i szept nie przebił się nawet przez szum wody.

     – Już! – powtórzyłem głośno, prawie krzycząc. Wyjęła go z ust nie odsuwając głowy. Pierwszy strzał poleciał na włosy i czoło Anety, drugi na usta, brodę i szyję. Wtedy Aneta otworzyła buzię i objęła główkę wargami. Poczułem delikatne ssanie i nogi się pode mną ugięły. Musiałem złapać się ściany, tak silna była rozkosz. Tryskałem jeszcze chwilę, patrząc jak woda spłukuje spermę z jej twarzy. Klęczała  z zamkniętymi oczami przełykając resztę nasienia. Byłem wyczerpany do cna. Wyciągnęła palec z pupci i spoglądając przez lejącą się wodę w górę uśmiechnęła się promiennie. Usiadłem przy niej, a ona pochyliła się i pocałowała mnie w usta. Poczułem smak nasienia.

     – Dziękuję – wyszeptała. – Nie wiem jak to zrobiłeś, ale miałam chyba orgazm życia – uśmiechnęła się.

     Nie czułem żebym zrobił dziś coś wyjątkowego, więc analizowałem sytuację. Chciałem zapamiętać wszystko co robiliśmy pod prysznicem. Gdyby w tamtych czasach był dostęp do wiedzy jak obecnie, na pewno znalazłbym informacje o punkcie G. Niestety, ciemnogród i tabu zabraniało publikacji tego typu rzeczy. Ciężko było znaleźć gołą cipkę w gazecie, o członku na wierzchu dziewczyny mogły zapomnieć.

      – “Pozycja misjonarska” i “po bożemu” – to wszystko co można było usłyszeć. Oczywiście ludzie radzili sobie jak tylko mogli i dorośli przekazywali sobie różne przemycone czasopisma i filmy. Jednak do nastolatków już to nie docierało. Poza małymi wyjątkami :). Ale o punkcie G nawet wszechwiedząca Aneta nie słyszała. Teraz uśmiechała się do mnie szczęśliwa.

     – A tobie dobrze było? – zapytała.

     – Doskonale – odpowiedziałem.

    Zachichotała, cmoknęła mnie w usta, rozsunęła parawan i wyskoczyła z wanny. Chwyciła ręcznik i zaczęła wykręcać w niego włosy. Spojrzała na mnie i podała mi drugi. Ustałem koło niej wycierając się. Gdy się osuszyła, przeczesała palcami piękne loki rozrzucając je na plecy i wyszła z łazienki. Po paru minutach znalazłem ją w jej pokoju. Leżała nago na brzuchu, machając nogami w rytm muzyki, która leciała z płyty. Podparta na łokciach przeglądała jakiś magazyn o modzie. Położyłem się koło niej też na brzuchu. Fajnie było leżeć razem na goło. Patrzyłem na nią z zachwytem. Na jej piersi delikatnie przyciśnięte do łóżka i piękną okrągłą, odstającą pupcię. Nie mogąc się powstrzymać przejechałem palcami po pupci zatrzymując je dopiero na plecach.

     – Łaskoczesz mnie – powiedziała kręcąc dupcią. Położyłem więc całą dłoń i zacząłem ją głaskać. Spojrzała na mnie z uśmiechem i dalej oglądała gazetę.

     – Słuchaj – przypomniałem sobie – czy ty pod prysznicem płakałaś?

     – Nie.

     – Widziałem łzy spływające ci po policzku.

     – Tak, ale to były łzy szczęścia.

     “Łzy szczęścia” – pomyślałem. “Nigdy nie widziałem, żeby ktoś płakał ze szczęścia. Dzieciaki płakały jak dostały lanie, i na pewno nie było to szczęśliwe przeżycie”.

     – Szczęścia? – zapytałem na głos.

     – Tak szczęścia – powiedziała niecierpliwie. – Jak kobieta jest w siódmym niebie to mogą jej polecieć łzy. Ale co ty możesz wiedzieć, dzieciaku – zakończyła ze śmiechem.

     – Dzieciaku?? – nie lubiłem jak nazywała mnie dzieckiem. Była tylko o dwa lata starsza.

     – Dzieciaku!! – powtórzyłem – czy dzieciak zrobiłby ci tak dobrze jak ja?? – “Wkładaj, wkładaj, nie przestawaj” – zacząłem naśladować jej głos.

     – O żesz ty! Ja ci dam mnie przedrzeźniać! – walnęła mnie gazetą w głowę ze śmiechem.

    Złapałem za jej rękę, a ona przekładając nogę usiadła mi na brzuchu. Szamotaliśmy się chwilę chichocząc, ale Aneta przesunęła tyłek aż na klatę i kolanami przycisnęła mi ręce.

     – I co teraz? – zapytała. Mogłem ją z łatwością zrzucić, ale miałem fajny widok. Cipka przy mojej szyi, wyżej zwisające piersi, a nad nimi jej twarz skierowana w dół.

     – Przeproś!

     – Nie.

     – Przeproś, albo będę cię dusić.

     – Nie.

    Przesunęła pupcię do przodu prawie siadając mi na głowie. Miałem nad ustami jej krocze. Nie mogłem leżeć bezczynnie, uniosłem głowę i pocałowałem ją prosto w łechtaczkę.

     – A, to tak chcesz mnie przepraszać! Dobrze, całuj i mów przepraszam.

    Całowałem i milczałem. Odkręciła głowę do tyłu spoglądając na członka, który nabrzmiał i odstawał od podbrzusza. Złapała go całą ręką od góry i pociągnęła.

     – Mów przepraszam, albo ci urwę fiutka!

     – Nie powiem – znów pocałowałem cipkę. Ona go lekko szarpała, a ja za każdym razem cmokałem jej krocze. Wreszcie zaczęła go masować i delikatnie poruszać biodrami. Ja też już lizałem wszystko co miałem dostępne.   Aneta pochyliła się nade mną zasłaniając mi wszystko swoją cipką. Po chwili wyprostowała się i zauważyłem w jej ręku prezerwatywę. Zsunęła się na moje kolana, postawiła penisa do pionu i założyła ją. Następnie uklękła nad nim i opuściła tyłek wkładając go w cipkę. Wszedłem w nią cały. Siedziała na mnie lekko przygniatając mi jądra.

     – Przeprosisz – wydyszała. Uniosła się i opadła z powrotem. Zaczęła skakać na moim członku w rytm muzyki, którą wcześniej włączyła.

      Dowiedziałem się później, że zespół nazywał się Led Zeppelin, a utwór “Whole Lotta Love”. Jest to moja ulubiona piosenka do dziś. Posłuchajcie jej to będziecie wiedzieć co czułem. Nigdy nie zapomnę melodii i tej czarnulki wyginającej się tak ponętnie nade mną. Wyglądała jakby jechała na koniu. Jak się unosiła widziałem trzon siusiaka mokrego od jej śluzu. Piersi skakały w rytm jej ruchów. Pozycja podniecała mnie ogromnie. Aneta patrzyła na mnie, czerwona, z uchylonymi ustami i oddychała głęboko. Leżałem biernie, nie pomagałem, dałem jej przejąć inicjatywę całkowicie.

        Wtedy ona jedną rękę wsunęła sobie między nogi i zaczęła pocierać łechtaczkę. Ujeżdżając mnie – masturbowała się! Pierwszy raz widziałem coś tak pięknego. Włosy falowały jej w rytm, piersi skakały, pupcia obijała się o moje jądra i uda, a ona dyszała głośno, poruszając dłonią przyciśniętą do cipki na boki.

     – Podoba ci się? – wyszeptała.

     – Bardzo – ledwo odpowiedziałem. Czułem zbliżający się orgazm i nie mogłem złapać tchu.

     – Mam przestać? – patrzyła mi w oczy.

     – Nie przestawaj, proszę, nie teraz! – jęczałem. Nie mogłem dłużej wytrzymać bezczynności, złapałem ją za biodra i przyśpieszałem tempo skakania.

     – Przeproś, albo przestanę – szepnęła.

     – Prze..Ooooch!..praszam – strzeliłem w niej z dużą siłą.

     – Przepraszam! – trysnąłem drugi raz. I trzeci. Wiłem się pod nią jak węgorz.

     – Przepraszam – szepnąłem ostatni raz, drgając jeszcze, gdyż czułem pochwę ocierającą się o prącie.  Aneta przestała skakać, ale jej rączka chodziła bardzo szybko. Siedziała z wbitym członkiem, poruszając lekko biodrami w przód i w tył. Nagle rzuciła się na mnie w konwulsjach.

     – Oooch! Och! Och! – jęczała. Czułem jak przyciska co chwila palce do łechtaczki, co wywoływało u niej drgawki. Objąłem ją rękami i długo trzymałem. Byliśmy tak spoceni, że krople spływały z nas na łóżko.  Uniosła głowę spoglądając na mnie z uśmiechem.

     – Wiedziałam że przeprosisz – powiedziała i zaczęliśmy się śmiać. Wysunęła delikatnie członka z pochwy i wstała. Ściągnęła gumkę przyglądając się zawartości.

     – Chyba na dziś wystarczy bo kończy ci się amunicja. Zresztą, nigdy nie miałam trzech orgazmów pod rząd.

     – A ile miałaś?

     – Maks dwa. Jak pierwszy raz oglądałam ten film. Ale musiałam się długo pieścić. A ty?

     – Ja? Trzy lub cztery.

     – Nieźle. A pamiętasz swój pierwszy wytrysk?

     – No pewnie. Podejrzałem rodziców jak uprawiali seks. A później mama idąc do łazienki przeszła koło mnie całkiem nago. Pierwszy raz widziałem kobietę bez ubrania. Nie dodałem, że w tym momencie trzymałem członka między udami Moniki.

     – Ja jak byłam mała siedziałam okrakiem na boku sofy i się bujałam. Pocierając cipką czułam przyjemność. W pewnym momencie poczułam napięcie i zrobiło mi się mokro między nogami.  Nie wiedziałam, że to orgazm, ale od tamtej pory pieściłam pisię co jakiś czas. Potem zaczęłam obserwować cię na boisku i już wtedy czułam motylki w brzuchu, ale bałam się odezwać do ciebie. Później pomyślałam, że możesz pomóc mi w matmie, resztę już znasz. Nawet wyobrażałam sobie nas razem, ale co ja wtedy mogłam wycisnąć z takiego dzieciaka.

     – Znowu zaczynasz? – zapytałem z udawaną złością.

     – O nie, już mnie wystarczająco wyru..wybzykałeś – poprawiła się szybko – dzięki.

    Zauważyłem, że przy mnie przestawała używać wulgaryzmów.

     – Ostatni raz to chyba ty bzyknęłaś mnie – śmiałem się.

     – Hm, masz rację. Ale już trochę boli mnie cipka, więc daj spokój – odpowiedziała chichocząc.

        Po tym maratonie przyjemności nie widzieliśmy się dłuższy czas. Miałem nawet pójść do niej na górę, ale to ona zawsze ustalała nasze spotkania, więc cierpliwie czekałem.

       Któregoś dnia wracając ze szkoły, zobaczyłem Anetę, która stała z koleżanką pod naszym blokiem. Gdy tylko mnie ujrzały, skierowały się w moją stronę.

     – Cześć, to moja koleżanka Marta.

     – Wiem, znamy się ze szkoły – odpowiedziałem. Wyciągnęła dłoń na powitanie, którą lekko uścisnąłem. Marta była niską i drobniutką dziewczyną. Chodziła do klasy z Anetą, była jej rówieśniczką, a znałem ją z jednego powodu – była piegowata i ruda. Nie była brzydka, pięknością też bym jej nie nazwał, ale te piegi powodowały, że w szkole wołali za nią “ryża małpa”. Miała duże piersi, które lekko zwisając, odstawały porządnie od tej filigranowej dziewczynki. Była najlepszą koleżanką Anety, wszędzie chodziły razem. Była cichutka i miła, miała delikatny głosik. Gdy spojrzałem jej w oczy, od razu spuściła wzrok. Chyba wstydziła się swojego wyglądu.

     – Jutro będę miała wolną chatę i będziemy same, przyjdziesz?

     – Ja nie wiem czy będę – powiedziała szybko Marta patrząc w ziemię.

     – Będziesz! – powiedziała Aneta. – To jak? – zwróciła się do mnie.

     – Dobra, o której?

     – O 16-tej.

     – W porządku.

     Popchnęła lekko Martę i zniknęły za blokiem. Byłem wkurzony. Chciałem być z Anetą sam na sam. Po co ciągnie ze sobą Martę. Będę musiał wysłuchiwać o ciuchach, fryzurach i kto wie o czym jeszcze rozmawiają dziewczyny.

      – “A więc z seksu nici” – pomyślałem przybity. Nawet nie miałem pojęcia wtedy, jak bardzo się myliłem. Tylko że w tak młodym wieku chłopakowi nie przychodzą takie pomysły do głowy. Jeśli chcecie się dowiedzieć co było następnego dnia u koleżanki piszcie w komentarzach :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Spelnienie – cz. III.

    Część 3/8

    Piękna pogoda skłoniła mnie do opalania się na balkonie. Było cicho, żadnych turystów na ścieżkach. Rozłożyłam leżak, nasmarowałam się olejkiem, założyłam okulary i położyłam się na leżaku. W końcu uznałam, że mogę opalać się bez kostiumu i zdjęłam górę, a potem dół.

    – Czeeść – usłyszałam kobiecy głos. Podniosłam okulary i spojrzałam. Basia pozdrawiała mnie z sąsiedniego balkonu.

    – Hej – odpowiedziałam i pomachałam dłonią.

    Basia właśnie zdjęła górę i na leżaku zaczęła się opalać topless. Nie zdjęła majteczek, bo pewnie wstydziła się swojego brzuszka. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w szum drzew. Lekki wiaterek łagodził promienie słoneczne. Trochę drzemałam. Potem słyszałam jakiś ruch na sąsiednim balkonie. Nawet tam nie spojrzałam. Dopiero głośna rozmowa i śmiech turystów idących na plażę ścieżką pod naszym domkiem skłonił mnie do otwarcia oczu. Na balkonie nie było Basi. Teraz siedział tam Edek i opalał się, siedząc prawie przodem do mnie. Zrozumiałam, skąd to hałaśliwe zachowanie turystów. Przechodząc ścieżką, zauważyli mnie na balkonie i chyba komentowali mój wygląd, bo głowami wskazywali balkon. Przeszył mnie dreszcz. Zrobiło mi się tak miło. Ucieszyłam się, że ktoś docenił moją urodę. Edward zauważył, że podniosłam głowę:  

    – Ładnie wyglądasz. Masz spory biust. No i jesteś fajnie wygolona – powiedział do mnie bez cienia podniecenia. Miło to brzmiało. Szczególnie, kiedy mężczyzna nie ślini się i nie wytrzeszcza oczu.

    – Dziękuję – motylki już latały w moim brzuchu. Nie mogłam sprawdzić, ale byłam pewna, że po takich wrażeniach i komplemencie z pochwy już wypływa soczek. Byłam taka podekscytowana! Mój gęsty irokez nad łechtaczką spodobał się komuś! A Robert zawsze nakłaniał mnie, żebym całkowicie zgoliła owłosienie.

    – Niestety, ja mam kłopoty z kręgosłupem i czasami nawet wstać z łóżka nie mogę, a co dopiero spróbować pływać czy chociaż spacerować. To też muszę ograniczać według zaleceń rehabilitanta. Stąd taki rezultat – tłumaczył i z niezadowoleniem poklepał się po wystającym brzuszku.

    Mówił coś jeszcze, potakiwałam, ale bardziej sprawiało mi przyjemność, kiedy turyści dostrzegali moją nagość i reagowali ożywieniem. Taką samą przyjemność sprawiała mi obecność Edka. Nawet specjalnie przesunęłam leżak, żeby stał bardziej przodem do poręczy balkonu. Kiedy ich nie było, wzrok Edka był wystarczająco silnym bodźcem. Siedziałam w napięciu, podekscytowana, spływał po mnie pot i byłam coraz bardziej pobudzona. Jeszcze Edek dorzucił komplement o podniecającym widoku. Wypłynęło ze mnie trochę śluzu, więc musiałam zacisnąć uda. To było takie piękne przedpołudnie… Potem brałam prysznic i znowu wepchnęłam cztery palce! Byłam nawet dość brutalna! Wspomnienia scen przed hotelowym lustrem nadal mnie podniecały.

    *

    Mąż nie podzielał mojej opinii dotyczącej opalania sauté.

    – Szukasz sobie kandydatów do ruchania?! – wrzeszczał szeptem. Był wściekły. Zobaczył mnie nagą na balkonie, kiedy wracał z nurkowania z Grzegorzem i ten, w dobrej wierze, skomplementował moją figurę.

    Kłóciliśmy się szeptem, żeby sąsiedzi nic nie usłyszeli. Moje tłumaczenia nie zdały się na wiele. Jakoś wyjątkowo szybko to po mnie spłynęło. W końcu wyszłam na balkon z książką, żeby zakończyć kłótnię. Coś jeszcze warknął, ale już dał mi spokój. Zwyczajnie nużyły mnie jego pretensje. Byłam przecież bezpieczna, ponadto siedziałam w dużych przeciwsłonecznych okularach, nazwiska na czole też nie miałam wypisanego, na balkonie nie wisiała biało-czerwona flaga z napisem: Warszawa, więc o co chodzi? Za to doznałam wówczas tak ekscytujących wrażeń, że przysłoniły one problem, z jakim borykał się mój małżonek. Ale tego mu nie powiem! Za żadne ciastka!

    Na razie tylko na własny użytek uznałam, że będzie musiał przyzwyczaić się. A w ogóle to już myślałam o tym, jak jutro zaprezentować się na leżaku na balkonie? Może wplotę chustkę we włosy? Co czeka mnie na plaży z Zośką? Taka kolosalna różnica w jej zachowaniu: u nas spokojna, gderliwa, złośliwa wobec męża, a tutaj: pełna temperamentu, swobodna seksualnie, momentami wyuzdana. I taka czuła i namiętna wobec mnie… Już, w tej chwili chciałam z nią rozmawiać. Może jeszcze coś mi pokaże? Ba, już mogłabym rezerwować miejsce na plaży! Krótko: super urlop! Gdyby tylko jeszcze ten mój markotny mąż… Też tak kiedyś miałyście?

    Znacznie później dotarło do mnie, że Robuś był o mnie zazdrosny. Rozczuliłam się.

    Kochany Robuś. Po tylu latach… Ale przecież wówczas nie miał żadnego powodu!

    Jeszcze nie.

    *

    Następnego dnia poznałam czwartą parę, która zamieszkiwała w naszym segmencie pensjonatu. Sympatyczna, atrakcyjna, chociaż już starsza para. Podeszli do nas na plaży i przywitali się.  

    Marta już dawno przekroczyła pięćdziesiątkę, raczej niewiele brakowało jej do sześćdziesiątki, ale na swój wiek wyglądała efektownie. Opalona, o ładnej skórze, domyślałam się, że systematycznie ćwiczy. Jednak było widać tłuszczyk na biodrach i brzuszku. No i zwisające, pełne piersi. Dość ciasny stanik od kostiumu utrzymywał je wysoko, więc wyglądały nieźle. Gęste, długie, czarne włosy nosiła spięte gumką w kitkę. Na plaży, w pensjonacie, na trasach wycieczkowych zawsze widziałam tę fryzurę. Tylko, gdy wychodzili na obiad, kolację układała włosy w kok. Mimo zaawansowanego wieku nosiła dość wąskie majteczki, prawie stringi. Od razu wiedziałam, że goli cipkę. Kostium w błękitnym kolorze podkreślał jej opaleniznę i pasował do włosów i koloru oczu. Złapałam się na tym, że oglądam ją jak potencjalną zdobycz. Speszyłam się.

    Tadeusz, jej mąż, przekroczył sześćdziesiątkę, ale był szczupłym, dobrze zbudowanym, wysokim, szpakowatym mężczyzną o bujnej czuprynie. Nosił wąsy i bardzo krótko przystrzyżoną, zadbaną brodę.

    – Żona mi każe – wyjaśnił kiedyś ze śmiechem. Marta potwierdziła. Znacznie później zrozumiałam, a raczej domyśliłam się, skąd taki wymóg. Był przystojnym i zadbanym mężczyzną. Widać było, że dba o siebie. Kiedyś zobaczyliśmy ich w jakiejś kawiarni czy restauracji. Chyba bardziej dbał o strój niż żona. Marta i Tadeusz jako jedyni nie starali się zacieśniać kontaktów z pozostałymi mieszkańcami naszego segmentu. Ale też nikt z nas nie zabiegał o bliższe kontakty z nimi.

    Codziennie rano wyruszali na długie, piesze wycieczki. To wyjaśniało, dlaczego nie widzieliśmy się wcześniej. Cóż, ich wycieczki nazwałabym raczej marszobiegami. Raz spróbowałam takiej ‘wycieczki’ z Tadeuszem i po jakiejś pół godzinie marszu definitywnie odmówiłam współpracy. Takie tempo to nie dla mnie! Wyglądało jakby przed kimś uciekał. A ja próbowałam gonić go! Najbardziej rozeźliło mnie, że facet był ode mnie znacznie starszy, a nijak nie potrafiłam dotrzymać mu kroku! Nawet wówczas, kiedy zwolnił! A przecież sporo pływałam, biegałam i nawet grałam w tenisa. Widocznie jednak niezbyt intensywnie. Mimo jego nalegań, zmusiłam go do kontynuowania wycieczki, zamiast towarzyszenia mi w powrocie do pensjonatu. A jednak zadzwonił do żony i prosił ją o odprowadzenie mnie. Odsiedziałam dobre kilkanaście minut i zaczęłam wracać. Ostatnie ze dwa kilometry przebyłam „pod ochroną” Marty. W rezultacie półtorej godziny po wyjściu byłam z powrotem. Tadeusz pojawił się ponad dwie godziny później. Tempo jak przy wyjściu z pensjonatu, uśmiechnięty. A jakże! Mokrą koszulkę trzymał w ręku, cały lśnił od potu, spodenki też były prawie całe mokre od potu.

    – Co on wyprawia?! Pieszo chce wrócić do kraju i już trenuje?! – myślałam wówczas zirytowana, mając w pamięci moje zmęczenie po niecałych 40 minutach marszu.

    Potem wziął prysznic i jeszcze znalazł czas, żeby poopalać się przed pensjonatem zanim wyruszyli na obiad. Z kolei po obiedzie najchętniej ruszali na zwiedzanie. Sporo też pływali, ale późnym popołudniem i wieczorem. Nawet po kolacji. Widziałam to: spokojne tempo, obok siebie, nawet rozmawiali, ale w zasadzie bez zatrzymania przez pół godziny. Później odpoczywali na brzegu, ona tuliła się do niego, całowała go, żartowali. Czy to wypada w tym wieku? A kiedy odpoczęli, znowu szli popływać! Byłam zmęczona samym oglądaniem ich wysiłku.

    Coś w ich zachowaniu zastanawiało mnie. Chyba byli zbyt swobodni albo zbyt bezpośredni. Nie potrafiłam tego inaczej określić. Oczywiście, Marta opalała się topless. Ubrała stanik, kiedy podeszli do nas. Wiek robił swoje, więc w ten sposób maskowała obwisły biust. Potem opalali się, leżąc w innym miejscu i Marta potrafiła położyć dłoń na szortach męża, na jego kroczu. To, że mu penis nie stanął, składałam na karb jego wieku. Jak leżeli, Tadeusz często trzymał żonę za rękę. Ona piersiami kładła się na jego ramieniu, gdy rozmawiali. Zabiegała o jego zainteresowanie.

    Mnie Robert nie trzymał za rękę. Nawet jak poszedł nurkować, to jedynie z Grzegorzem. I wcale nie zabiegał o moje towarzystwo.

    *

    Na plaży byłam razem z Zosią. akurat siedziałyśmy i popijałyśmy wodę. Nigdzie nie widziałam naszych pozostałych znajomych z segmentu. Niemców też nie było. Przynajmniej w zasięgu wzroku.

    Zosia odebrała telefon. Chwilę rozmawiała, zakończyła słowem „powtórzę” i nagle podniosła się.

    – Kochana, idę do męża.

    – Stało się coś?

    – Niby nie, ale jemu pilnie zachciało się jakiegoś wypadu na zakupy, bo „musi”, a ja mam pieniądze. – Szybko ubierała bluzeczkę i szerokie szorty z jeansu. Trudno było domyślić się jak atrakcyjnie wygląda bez nich.

    – Odprowadzę ciebie – chciałam przejść się z nią.

    – Nie, nie. Dziękuję – Zosia uśmiechnęła się i pokręciła głową. – Byłoby miło, ale twój mąż już tu idzie. Będzie za kwadrans. Prosił, żebyś zaczekała tutaj. Wie, gdzie zwykle leżymy. – Nachyliła się, dała mi buziaka w policzek i polizała ucho. Dreszcz przebiegł po moim ciele. Mimowolnie wzdrygnęłam się.

    – Aż tak nieprzyjemne? – zapytała z niepewnym uśmiechem.

    – Wręcz odwrotnie – zaprzeczyłam ruchem głowy. – Ale mało – szepnęłam.

    – Cierpliwości, kochana. Jeszcze się nacieszysz moją obecnością, pa – pożegnała się i żwawo ruszyła w kierunku ścieżki.

    Położyłam się, chwilę opalałam plecy. Nie zauważyłam, kiedy podeszła Marta.

    – Ładna opalenizna – powiedziała z uśmiechem i usiadła obok mnie. Blisko.

    – Już bez męża? – zażartowałam.

    – Nie – uśmiechnęła się. – Pilnuje naszych rzeczy, a ja na chwilę przyszłam do ciebie. Chciałam porozmawiać.

    – Jasne. O czym?

    – Z Edkiem i Basią znamy się od dawna. Naszych mężów łączą sprawy zawodowe – zagaiła. – Przy okazji powiedzieli mi, że opalasz się nago na balkonie. Fakt, z tak ładnym ciałem możesz sobie na to pozwolić. Twoje piersi pewnie chętnie podziwiają wszyscy mężczyźni. – Proszę, a już posądzałam ją o inne skłonności…

    – Dziękuję za komplement! Od kobiety liczy się podwójnie.

    – Można tak opalać się? Nikt nie podgląda? Nie zaczepia?

    – Można. Z naszej strony jest dużo słońca, prawie południowa strona, a jak chcę to ręcznikiem zasłaniam się od ciekawskich. Niewiele wtedy zobaczą.

    – Chętnie skorzystałabym z waszego balkonu. Jeżeli nie będziecie mieli nic przeciwko temu. Ale gdyby to był kłopot dla was, to mów otwarcie. Nie obrażę się.

    – Nie, skąd! Oczywiście, jeżeli nie wyjdę, kiedy mąż pójdzie nurkować.

    – Naturalnie. Sama nie chciałabym siedzieć na waszym balkonie. To byłoby dla mnie krępujące. Miła jesteś. Zapytaj męża, czy też zgodzi się – zaczęła głaskać mnie po udzie.

    Nie cofnęłam nogi. Nie zareagowałam w gwałtowny sposób, ale spojrzałam na nią. Marta nadal głaskała mnie i patrzyła wyczekująco na mnie. A ja milczałam. Uśmiechnęła się.

    – Zosia to twoja partnerka?

    – No co ty?! – zaśmiałam się, rozbawiona niedorzecznością pytania. Jakby ucieszyła się. Dłoń zsunęła się i zaczęła delikatnie głaskać mnie w zgięciu kolana.

    – Ale lubisz kobiety?

    – Wiele osób lubię – uśmiechnęłam się swobodnie. – Jestem mężatką.  

    – Jedno drugiemu nie przeszkadza – zauważyła. – Widziałam jak dotykacie się, leżąc na plaży. Nawet całujecie.

    – No, zdarza się! – Znowu śmiałam się. – To sprawdzony sposób na pozbycie się nachalnych mężczyzn! – Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. – Ach tak! – Już domyśliła się. Też była rozbawiona.

    – Pewnie masz rację. Ale mnie podobasz się jako kobieta. I chciałabym trochę pobyć z tobą sam na sam. – Wierzchem dłoni musnęła moją nagą pierś, kiedy podnosiła dłoń, żeby poprawić mi kosmyk włosów. Podobnie dotknęła piersi, ale nieco dłużej i mocniej, opuszczając dłoń. Byłam zszokowana jej deklaracją.

    – Jesteś lesbijką?

    – Niee, skąd! Ale lubię kobiety. Skoro już pytasz, jestem biseksualna. A ty, Elu? – przechyliła głowę na bok i z uśmiechem patrzyła w moje oczy.

    – Mam męża, z kobietami nie mam takich kontaktów, więc jestem hetero – odpowiedziałam.

    – Oj, coś mi się wydaje, że jest inaczej… – mruknęła Marta, uśmiechając się i wysypując drobne kamyczki z dłoni na moją stopę.

    – Oj, chyba mylisz się – byłam złośliwa, ale co tam. Poruszyłam nogą, strząsając drobinki.

    – Mam ochotę sprawdzić twoje słowa, Elżuniu. – Znowu delikatnie pogłaskała mnie po nodze, strącając drobne ziarenka.

    – Tak? A w jaki sposób? Martuniu?

    – Niech to będzie niespodzianka. Będzie przyjemniej. To co? Mogłabym jutro przyjść, powiedzmy o jedenastej? Na dwie godziny? Naturalnie, wyjdę wcześniej, jeżeli będziecie mieli swoje plany.

    – Jutro? Nie ma sprawy, będę czekała.

    – Fajnie. Miło z twojej strony. Dziękuję. – Podniosła się, pokiwała mi dłonią i poszła do męża.

    *

    Następnego dnia Robert znowu poszedł z Grzegorzem nurkować. Może próbowali jeździć na nartach, ale tym nie chwalili się. Uprzedziłam, że z Martą będziemy opalać się, a później idziemy na plażę. Zosia już tam poszła. Obiecałam, że później dołączę do niej. Basia z Edkiem pojechali na wycieczkę. Sąsiadów z drugiej strony już nie było. Pewnie siedzieli na plaży albo też pojechali na zwiedzanie. Tuż po jedenastej usłyszałam pukanie do drzwi.

    – Proszę! – zawołałam i stanęłam twarzą do przedpokoju. Weszła Marta. Zamknęła drzwi, przekręciła zamek i po chwili pojawiła się w pokoju.

    – Hej – uśmiechnęła się. Miała na sobie męski szlafrok. Ciemnoniebieski w białe prążki. W ręku trzymała ręcznik kąpielowy. Na nogach miała białe klapki kąpielowe. Podkreślały jej opaleniznę.

    – Cześć – odwzajemniłam uśmiech. Stałam w kostiumie kąpielowym. Na głowie miałam okulary przeciwsłoneczne.

    – To co, opalamy się? – zapytała.

    – Proszę, leżaki czekają.

    Wyszłyśmy na balkon. Siadłam na swoim. Patrzyłam na Martę. Rozłożyła ręcznik na leżaku, rozwiązała pasek i zrzuciła szlafrok. Była naga. Usiadła. Mimo, że była starsza ode mnie, szersza w biodrach, z tłuszczykiem i z obwisłymi piersiami, miała ładne ciało. Z przyjemnością można było patrzeć na jej opaleniznę. Jeżeli nie został zdobyta w solarium, to musiała ją pielęgnować w ciepłym klimacie. Zdjęłam górę kostiumu.

    – I co? Ciepło tutaj, prawda? – uśmiechnęłam się do Marty.

    – Nooo, nie sądziłam, że jest aż tak gorąco. Ale dwóch godzin nie wytrzymam – pokręciła głową. – Nad wodą jest większy wiaterek i w każdej chwili mogę popływać dla ochłody. – Sięgnęła do szlafrok, wygrzebała z kieszeni okulary przeciwsłoneczne i założyła. – Ale tam nie rozbiorę się do naga – dodała, patrząc na mnie.

    – A gdzie mąż? Chyba nie zostawiłaś go w pokoju? Też może opalać się z nami – oczyma wyobraźni widziałam jak ogląda mnie nagą. Przez chwilę motylki latały mi w brzuchu.

    – Nie, po co ma nam przeszkadzać? Tadeusz ruszył na długi spacer po górkach. Nie zawsze mu towarzyszę. Nie jestem tak wytrzymała jak on. – Popatrzyła na mnie. – No, zdejmij wreszcie majteczki. Może mam ci pomóc?

    – Już, już! Musisz mnie obejrzeć? – zażartowałam z uśmiechem.

    – Oczywiście. Po to też przyszłam – uśmiechnęła się.

    Zaskoczyła mnie swoją otwartością. Każdy mój żart spotykał się z odważniejszą i poważnie brzmiącą ripostą. Czyżby miała jeszcze inne zamiary?

    Przysunęła swój leżak do mojego.

    – Połóż nogę na moim oparciu – zaproponowała. Jak przypuszczałam, stopa nie zmieściła się, ale zanim wycofałam się, Marta położyła stopę na swoim udzie i zaczęła delikatnie głaskać. Długo w milczeniu leżałyśmy na leżakach. Słońce przypiekało, ale też rozleniwiało. Przymknęłam oczy i oddałam się rozmyślaniom. Dłoń Marty pozostała na moje stopie. Co jakiś czas delikatnie pieściła ją. Przyjemne uczucie. Czasami palce sąsiadki wędrowały wyżej, docierały do kolana i głaskały mnie w jego zgięciu. Milczałyśmy. Muszę przyznać, była zdecydowana i szybka.

    – Czekaj, jeszcze coś ci zaproponuję, skoro jesteś taka nieśmiała – nagle powiedziała Marta.

    – To znaczy? – czułam się, jakbym została wyrwana z drzemki.

    – Mały masaż – obiecała z uśmiechem.

    Potem bosą stopę położyła na moim brzuszku i zsunęła do krocza. Zaczęła pocierać moją łechtaczkę! Spojrzałam na nią, ale nie odezwałam się. Byłą skupiona na pieszczotach. Początkowo zamierzałam opierać się i wycofać, ale to było tak przyjemne uczucie. Nawet wysunęłam nieco biodra do przodu, żeby ułatwić pieszczoty. I wtedy zaskoczenie. Już nie stopą, ale palcami stopy zaczęła pieścić łechtaczkę! I poczułam, jak wciska palucha do pochwy! Bawiła się mną i obserwowała moje reakcje. W końcu zatkałam usta, żeby nie jęczeć na balkonie. w pewnym momencie cofnęła stopę, położyła na posadzce, pochyliła się i palcami potarła moją łechtaczkę! Krótko i delikatnie. Chyba sam fakt dotknięcia dłonią był najbardziej ekscytujący.

    – Chodź do pokoju – zaproponowała i wstała. Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem. Weszła do pokoju i ponagliła mnie gestem. Poszłam za nią. Ledwo weszłam, ściągnęła zasłonę i objęła mnie. Po chwili zaczęła mocno całować. Wepchnęła język w usta i szalała! Byłam jeszcze podniecona, chciałam więcej, ale aż takiego tempa nie spodziewałam się. Za chwilę prawa dłoń znalazła moją łechtaczkę i znowu ją pieściła. Położyła mnie na łóżku, położyła się obok i swój sutek włożyła mi do ust.

    – Pieść go – szepnęła i zaczęła pocierać łechtaczkę. Wkładała palce do pochwy, do odbytu, do pochwy i odbytu jednocześnie. Rżnęła mnie mocno i coraz mocniej. I patrzyła jak liżę jej pierś. Za chwilę szybko usiadła na mnie, a ja przed twarzą ujrzałam pochwę.

    – Wysika się na mnie! – przestraszyłam się i zamierzałam zareagować, jeżeli tak będzie. Komórka w jej szlafroku sygnalizowała nadejście wiadomości.

    – Popieść mnie – szepnęła. Mój języczek szalał na jej łechtaczce. Sunął z góry na dół, z dołu do góry, z prawej na lewą stronę i z powrotem. Podrapałam paznokciem napletek. Posmakowałam jej zgrubiałego wałeczka wargami. Syknęła. Kiedy myślałam, że ją zabolało, spojrzała na mnie i zrozumiałam, że miała lekki orgazm. Powoli zsunęła się ze mnie, dała mi buziaka i poszła do szlafroka. Przeczytała wiadomość. Szybko coś napisała. Ubierała szlafrok. Rzuciła mi mój kostium.

    – Już? – nie potrafiłam ukryć rozczarowania.

    – Chodź, dziewczyno! – uśmiechnęła się.

    – Dokąd?

    – Do mnie! – Pociągnęła mnie tak, że ledwo zdążyłam założyć klapki, w których tak podobałam się Robertowi. W ręku miałam kostium, wyjęłam klucze z drzwi. Zamykałam drzwi, stojąc nago na korytarzu. Marta wiązała pasek szlafroka. Odwróciłam się i wtedy wepchnęła mnie do ich przedpokoju. Zamknęła drzwi.  

    – Kostium nie będzie ci potrzebny – powiedziała i rzuciła go pod lustro. Zrobiłam dwa-trzy kroki, naga otworzyłam drzwi do pokoju i… zobaczyłam Tadeusza siedzącego w szortach w fotelu i czytającego książkę!

    – Cześć – opuścił książkę i z uśmiechem przywitał się, wstając.

    – Cześć – odpowiedziałam. – Ale… – zakłopotana i speszona odwracając się, spojrzałam na Martę. Chciałam wyrazić moje obiekcje, jednak sąsiadka znowu zaczęła mnie całować, a po chwili delikatnie pchnęła na ich łoże. Kiedy upadłam na plecy, zrzuciła szlafrok i od razu przylgnęła do mnie. Bawiła się moimi włosami, uszami, całowała po szyi i ramionach.

    – Nie przejmuj się – odpowiedziała pogodnie, widząc nieme pytanie i popłoch w moich oczach. – Tadeusz będzie tylko nas oglądał. Bardzo to lubi, a jego wzwód sama obsłużę. Obiecuję!

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wspomnienia kota

    Ktoś otwiera niewielką kratkę przez którą wpada światło. Jego ręka wsuwa się do środka i boleśnie wyciąga mnie za włosy ze środka. Chociaż w pudle były otwory, światło razi po oczach. Pozostawia na boku, ale lekko unosi głowę. Trzymając za kark wyjmuje prowizoryczny knebel z szmatki spomiędzy boleśnie zaciśniętej szczęki. Nim zdążę nabrać powietrza by krzyczeć, wpycha coś między wargi.

    Smakuje gumą. Smoczek. Ciepłe, słodkie mleko zalewa mi całą buzię. Strach i niepewność ustępują bardziej prymitywnemu głodowi. Jak długo nie jadłam? Jak długo tam byłam? Ciągnę z butelki tak mocno jak się da. Rozmazana jasna plama znów nabiera kształtu. Otwieram szeroko oczy, nieświadomie drżąc. Czuje, jak łzy ciekną mi po policzkach.
    To on. Znów. Chce się urwać od butelki, ale ciało nadal chce jeść, a on trzyma mnie dość mocno by nie pozwolić na ucieczkę. Jestem skrępowana i mam sztywne ciało. Kątem oka dostrzegam, gdzie byłam. Duże, plastikowe pudło jak do transportu większych psów. Wreszcie wyjmuje butelkę. Nabieram powietrza w płuca gotowa zacząć krzyczeć. Wsuwam mi kciuk i naciska język nim jednak zdążę wydać jakiś dźwięk. Ręką sięga za pudło i wyciąga czerwoną, podobną do golfowej piłeczkę z czarnymi paskami po bokach. Wyciąga palec, wkłada mi ją do ust, zaciska boleśnie za głową paski. To znaczy „siedź cicho”.
    Zdejmuje pudło i wsuwam nogą pod stół. Wyciąga nóż, prosty, kuchenny. Jestem teraz już pewna, że mnie zabije. Zamiast tego precyzyjnie tnie między linkami bluzę od piżamy pokrytą wymiocinami i żółte od sików majtki. Wyciąga paski materiału spod nich i wrzuca gdzieś obok. Leżę naga, skrępowana jak paczka i zakneblowana. Nie mam ucieczki prócz płaczu. Gładzi mnie po biodrze i odkłada nóż. Jest chłodno, więc pokrywam się gęsią skórką.
    – Wiesz co to litość, kotku? – pierwszy raz słyszę jego głos i uświadamiam sobie, że nie nosi śladu jakiegokolwiek akcentu – Kiedy znajdujesz bezdomne, smutne zwierzątko i przynosisz je do domu. – po każdym zdaniu robi krótką pauzę, jakby chciał bym to zapamiętała – Ale ten kot myśli, że odbiera się mu wolność. Tam mógł robić co chciał, polować na myszki i spać na śmieciach. – przesuwa dłoń w górę i przeciąga ją po ramieniu – Ale kot ma teraz dom. Będzie miał kosz, gdzie może spać, zabawki, miskę z jedzeniem i rękę, do której będzie mógł się przytulać. – przenosi ją jeszcze wyżej i jego wielka dłoń spada na gardło – Pewnie, będzie gryzł i drapał, nie wiedząc, jakie to dla niego dobre. Ale nie można go za to uderzyć. – cofa rękę i kładzie palec na policzku, zbierając nim łzę – Trzeba być cierpliwym. Pewnego dnia bowiem, gdy otworzy się drzwi by mógł odejść, czmychnie z powrotem do środka i schowa pod łóżkiem. Wie, że tu jest jego dom
    Co on do cholery pierdoli? Na tyle ile ciało pozwala bujam się i wyje przez knebel. Unosi mnie wkładając ręce pod bok i przytula do siebie. Chociaż się szarpie, on jakby tego nie widział. Przenosi mnie do innego pokoju. Sypialnia. W nogach łóżka leży legowisko dla zwierząt. Długi, wiklinowy kosz wyścielony czerwonym materiałem. Układa mnie w środku i przykrywa cienkim prześcieradłem. Miękki materiał jest chłodny i gładki.
    – Prześpi się. Rano Cię wykąpie i dostaniesz coś do jedzenia. – gładzi po głowie, jeszcze czochrając tłuste i sztywne włosy – Taki ładny kotek tak został zaniedbany. – cofa rękę i naciska na kulkę między ustami – Zdejmę ją jak zaśniesz. Nie chce byś miauczała całą noc. Pewnie w końcu się nauczysz i wtedy już nam nie będzie potrzebna. Będziemy musieli Ci też poszukać obróżkę. – dotyka miejsca nad piersiami palcem – Czasem nie wiemy o czym marzymy, póki nie zrobimy czegoś, co się tym okazuje.
    Wierzgam zdrętwiałym ciałem, ale to nic nie daje. Pewnie dosypał coś do mleka, bo nagle naprawdę ogarnia mnie senność. Jeszcze raz patrze na niego próbując krzyczeć „proszę”, płacząc, ale znów się rozmazuje, znikając w ciemności.
    Ciężko właściwie powiedzieć kim czy nawet czym On jest. Nazywam go Pan. Ma jasnobrązową skórę, taką jak kakao dla dzieci, i oliwkowobrązowe oczy. Wysoki, pewnie spokojnie przekracza dwa metry, gdyż jak mnie chwytał tak, że nasze głowy się spotykały, to mogłam majtać nogami w powietrzu. A lubił sadzać mnie na swoim przedramieniu. Szeroka klatka piersiowa i bicepsy grubości uda dorosłego mężczyzny nie tylko „wyglądały”. Był silny jak niedźwiedź lub byk. A jednocześnie, gdy używał tych wielkich dłoni (raz mi położył całą na twarz) dla mnie, był delikatny i czuły. Widziałam go kilka razy nago i powiem, że przy nim pierwszy i jedyny chłopak, a nawet kilka gwiazd filmów dla dorosłych, wyglądało jak chłopcy ze stulejką. Nigdy jednak nie użył go we mnie.
    Budzę się rano. Wypełzam spod jedwabnego prześcieradła i na czworaka wchodzę do dużego łóżka. Prześlizguje się pod kolejnym prześcieradłem i wystawiam głowę na jego ramieniu przytulając się do niego. Przez chwile przykładam ucho do jego piersi. Jego serce bije wolno, spokojnie. Potem siadam mu na brzuchu, zsuwając okrycie. Zaciśniętą dłonią uderzam go w nos i szybko kładę się płasko po nim. Powtarzam drugi raz, ale nadal się nie rusza. Wreszcie wbijam mu krótko obcięte paznokcie w klatę.
    – No już, Sarenka. – unosi dłoń i głaszcze mnie po plecach przez koszulkę do spania, mówiąc to zaspanym głosem – Wiem, że nie możesz się doczekać.
    Turlam się po nim i chowam w zgięciu ramienia, przytulając do niego. Nie jestem już Marta. Tamta była brzydka i głupia. Jestem Sara. Sa-ra. Pan mnie tak nazwał. Mam dziewiętnaście lat i jestem jego kotkiem. Małym, rozkosznym kociakiem, który z nim mieszka. Zawsze, jak mówi do mnie Sarenko, to czuje tą ekstazę. Dalej mnie drapie palcami po plecach a ja trę twarz w jego bok.
    Siada na łóżku i przeciąga się. Potem zakłada kapcie. Wstaje. Klękam na łóżku i wyciągam do niego ręce w proszącym geście.

    – O nie, kotek. Sama pójdziesz. – śmieje się i rusza dywanem do przesuwanych drzwi
    Zeskakuje z łóżka i na czworaka idę za nim do łazienki. Patrze jak korzysta z toalety siedząc na chłodnych kafelkach. W końcu jednak mnie podnosi i sadza na przygotowanym krzesełku, podobnym do barowego. Unoszę ręce, pozwalając mu zdjąć bluzkę z owieczką, i nóżki pozwalając zdjąć dziewczęce niemal szorty. Pod tym względem czasem traktuje mnie jak małą dziewczynkę. Nieco wstydliwie pochylam się robiąc siusiu i patrząc co on robi.
    Szczęśliwie, dzisiaj nie otwiera trzeciej szuflady. Gdy otworzył ją pierwszy raz i zrobił mi lewatywę, prawie mu wydrapałam dziurę w rękach i ugryzłam w udo. Ostatecznie jednak to on dopiął swego. Wiem, że ją robi, bym nie musiała za często chodzić do łazienki. Też tego nie lubię. Przekłada mnie do wysokiej wanny z granitu, która kosztowała pewnie tyle co stara kawalerka Krzysia, i odkręca wodę. Ciepła ciecz moczy moje ciało. Mam ochotę zauważyć, że nie mam jak się pobrudzić w domu, ale myślę, że gdyby tego nie robił, to byłoby mi źle.
    Zaczyna od włosów. Od piętnastego roku życia farbowałam je na czarno, myśląc, że to fajne. Kiedy to zobaczył, zrugał mnie i poświęcił dużo czasu na wypłukanie farby, by przywrócić ich jedwabistego blondu. Chyba sam robi ten szampon. Pachnie śmietaną i truskawkami. Patrzę na niego, gdy masuje mi głowę.
    – Podejdziemy do pań stylistek i Ci trochę podetną sierść. – w jego oczach da się zobaczyć zadowolenie i spokój – Jest już za długa.
    Kiwam głową ostrożnie, to wciąż jakiś odległy odruch, spadek po Marcie. Pierwszą lekcją było „Zwierzęta w cyrku chodzą na dwóch łapach, a w bajkach nawet gadają”. Krótko mi wyjaśnił, że jako jego kot nie powinnam (co oznaczało „nie możesz”) chodzić na dwóch nogach. Chyba, że mi ubierze buty, gdy idziemy na spacer. Wtedy mogę, ale to wyjątkowe okazje. Opowiedział też, jak się uczy „zwierzątka” tej sztuki. Są „szpilki”, czyli zakładane na stałe kozaki na obcasie, gdzie pod piętą było dziesięć kilkumilimetrowych kolców z stali. Kiedy się na nich staje (dźgnął mnie widelcem w piętę, aż pisnęłam), to od razu przewraca. Po jakimś czasie wyrabia się nawyk, by tego nie robić. Jeśli jednak nie, lub właścicielowi marzy się wystawianie, trzeba zrobić „bezkolanowca”. Czym jest takie stworzenie? Bierze się zwykłe zwierzątko, podobne do mnie, potem młotek (podkreślił, że tylko nieliczni właściciele decydują się przy tym na znieczulenie) i uderza w kolanko. Potem należy związać łydkę do uda z odpowiednim rozstawieniem i czekać. Zrasta się, ale już nigdy nie będzie w stanie rozprostować dobrze nogi. To mniej brutalne, niż ostateczna amputacja, która jest nieestetyczna. Po długim czasie wiedziałam, że wole po prostu go nie denerwować i chodzić na czworaka sama z siebie.
    Podobnie było z mową. Długo nosiłam knebel (wyjmował go tylko, bym mogła zjeść, ale gdy tylko próbowałam się odezwać lub krzyczeć pakował mi palec do ust, mimo że gryzłam i płakałam). „Wiesz, że nie potrzebujesz języka?” zapytał wreszcie, znudzonym głosem „Wystarczy źródło ognia i nóż. Ciach i jedyne co będziesz mogła to odgłosy, których oczekuje. Są tacy, którzy jednak stwierdzają, że bez języka to zwierzę do wyrzucenia. Wtedy robi się nacięcie, o tu (przejechał palcem po krtani) i przecina struny głosowe. Cisza jak makiem zasiał.”. Mogę więc miauczeć, gdy coś chce, mruczeć, gdy mi się podoba, piszczeć i płakać jak boli. Jeśli jednak cokolwiek powiedziałabym jak Marta, to byłabym dla niego stracona.
    Dokładnie spłukuje pianę, zasłaniając mi oczy. Potem przesuwa palcem po ramionach, pod nimi po pachę, po brzuchu, potem po wzgórku (przyjemny dreszcz) i na końcu po nogach. Gładkie, jakby w reklamach mówili prawdę. To nie zasługa depilatorów, maszynek czy innych kremów, ale tabletek. Nie wiem czym są, ale czuje się dzięki nim znów jak ośmiu, może dziewięciolatka, która o „dojrzewaniu” dowie się dopiero gdy znajdzie plamę krwi w majtkach, a potem będzie musiała się golić. Umiał usunąć mi coś nawet tak głupiego jak okres („Niektórzy pobierają cały zapas komórek jajowych swoich ulubienic, inni pozwalają na zapłodnienie przez odpowiedniego reproduktora. Są też tacy, którzy sterylizują, bo nie chcą młodych. Tobie wystarczy jednak to.”).
    W ruch idzie gąbka. Inny płyn, ten sam zapach. Mocno się pieni. Sama pokazuje mu miejsca, których jeszcze nie pucował. Gdy masuje mi cycki, a potem przez chwile piczkę, czuje się dobrze i przytulam wilgotną głowę do jego gołej klaty, mrużąc oczy. Spłukuje pianę wodą i owija ręcznikiem i mocno trze całe ciało. Jak małą dziewczynkę sadza z powrotem na krzesełku.
    Pierw rozczesuje włosy a potem wyciska je ręcznikiem. Jeśli na czymś się nie zna, to chyba na fryzjerstwie. Pewnie dlatego dzisiaj chce mnie do nich zabrać. Ostatecznie pozostawia rozpuszczone włosy, pozwalając im się lekko poskręcać. Potem ogląda paznokcie. Nie są za długie. Gdy odrywał tipsy, wyłam z bólu. Teraz są ładne, pomalowane perłowym lakierem i ucięte na owal. Moje pazurki. Następnie wyciąga kolejne opakowania. Pierw dokładnie wciera mi w policzki i szyje biały krem bez zapachu. Dokładnie, unoszę nawet głowę by widział. Potem drugi, jasnoróżowy, wciera w ciało. Znów, gdy jego dłoń obejmuje piersi, czuje to drętwienie. Strach i obrzydzenie lub przyjemność i pożądanie. Zależy, która z nas o tym myśli. Na końcu szoruje mi ząbki, jak dziecku, które jeszcze nie opanowało tej sztuki. Nagą pokazuje jak zawsze przed lustrem. Nie poznaje człowieka.
    Przywiózł brzydkie, zakompleksione coś o czarnych włosach z masą kolczyków i tandetnym tatuażem, nie umiejące nawet golić cipy i uważała, że solarium to jej dom. Siedzi teraz śliczna, niebieskooka blondynka o urodzie młodziutkiej dziewczyny. Jasna, gładka skóra, aż prosi się by ją dotykać. Jeden z tych jego kremów magicznie usunął wszystkie przebarwienia (łącznie z tym śmiesznym znaczkiem). Taka, która naprawdę może mieć dziewiętnaście lat. Schudłam co prawda dobre siedem kilo, ale nie zmieniłam się w anorektyczkę, a raczej wyglądałam dobrze.
    – Przygotowałem Ci wyjątkowy prezent. – szepcze mi do ucha pochylając się nad ramieniem i przekładając dłonie na brzuszku – Pokażę Ci przy ubieraniu.
    Podnosi mnie wkładając rękę pod kolana i niesie do sypialni. Sadza na tym samym stole, co kiedyś. Z szuflady wyciąga małe pudełeczko, jak do naszyjnika. Nowa obróżka? Otwiera.
    Na poduszeczce leży to. Niewielki, podobny do jajka przedmiot, długi jak palec, gruby na dwa. Gładki, niebieski. Widziałam taki kiedyś w jednym filmie dla dorosłych. Jestem ciekawa?
    – Włożymy je? – uśmiecha się, wyjmując z pudełka i rozkładając mi kolana dwoma palcami na boki – Pewnie nigdy takiego nie miałaś co?
    Nie. Jako nastolatka, owszem, czasem zdarzało się moim palcom zajść, gdzie Bozia by pokarała. W wieku osiemnastu lat Marta straciła dziewictwo z głupim chłopakiem, którego „kochała”. Bez emocji, bez przyjemności. Jeden jego dotyk opuszka na różowym wyrostku muszelki starcza, by czuć wiele więcej, niż przez cały tamten seks. Wsuwa palce do środka, a ja wciskam głowę w jego szyję i zaciskam ręce na ramionach. To chyba kolejny efekt tych jego „tabletek”. Czuje jak jego palce i jajeczko się poruszają, aż wreszcie wyciąga je ze środka (włóż je z powrotem, proszę) i unosi. Pochylam się i je oblizuje. Nawet w środku zrobiłam się już słodka.
    – Mam połączenie z nim przy pomocy tego. – pokazuje niewielki przedmiot, podobny do kulki – Im mocniej ją gniotę, tym mocniej wibruje. O tak.
    Niespodziewana fala przechodzi przez ciało, aż zaciskam do siebie uda i kolana. Palce wbijam z całej siły w jego ramię. Puszcza i ona ustępuje. Dyszę, przytulona w jego szyję.
    – No już, kotek. Chyba nie było źle? – głaska mnie po głowie, a ja mruczę w odpowiedzi
    Odwracam się na brzuszek na chwile, by mógł wsunąć między pośladki mój długi, puchaty ogonek w kolorze włosów. Kiedy włożył go pierwszy raz od razu wyrwałam. Powtarzał to cierpliwie, aż się poddałam. Teraz lubię go nosić. Jest jak część mnie.
    Ubieranie. Zawsze mnie ładnie stroi. Chabrowe, pełne majteczki z wstążeczką i dopasowany stanik. Krzyś marudził, że mam cycki jak podstawówka i czuje się jak pedofil. Pan powiedział, że mam śliczne piersi do swojego wyglądu, a rozmiar B60 jest dla mnie idealny. Potem lekka spódniczka, czarna, do kolan i biała koszula. Na końcu ciemnogranatowy sweterek „bo może być chłodno”. Przesadza mnie na łóżko. Pokracznie sięgam do szafki nocnej i zębami podnoszę skórzany pasek, odwracam się i kładę na łóżku przed sobą.
    – Żeby kotek o tym pamiętał, a ja nie. – śmieje się i kuca, zapinając mi obróżkę z platynową plakietką „Sara” – Chcesz, to możesz chwile sobie poleżeć, potem coś jeszcze na szybko zjemy i jedziemy.
    Wyciąga z szafy ubrania i idzie do łazienki. Idę za nim. Też chce popatrzeć, jak on zwykle patrzy na mnie. Ogarnia mnie dreszcz podniecenia, gdy widzę jego penisa, jak wchodzi do kabiny prysznicowej. Ale jest też inny impuls. Pojedziemy razem na wystawę „zwierząt”.
    Kiedy porwał Martę, myślała, że jest to najgorsze co może się stać. Ale kiedy przypominam sobie, co powiedział wtedy, o kocie, wiem, że nawet tam miałabym wiele razy gorsze życie. Pan ma przyjaciela, Markusa. Staruch po pięćdziesiątce, śmierdzący zawsze jak ser z wielkim brzuchem, zaczesujący się na pożyczkę. Rozmawiają w jakimś języku, którego nie znam zawsze, ale Pan pozwala mi siedzieć koło siebie lub na swoich kolanach. Markus czasem przywozi Noemi. Pod warstwą źle nałożonego makijażu, który ma zakryć złamany nos i opuchliznę, da się rozpoznać zaginioną aktorkę o której trąbiono w ogólnoświatowej telewizji. Jest ona wszystkim, przed czym „ustrzegł” mnie Pan.
    Ma wiecznie uniesione stopy i wyraźne blizny na kolanach, gdy kładzie się na plecach. Wyrwano jej wszystkie przednie zęby. Nosi różowe kozaki i rękawice po łokcie, które nie mają palców, z lateksu. Wiecznie wygląda jakby miała się poryczeć, ale gdy otwiera usta to widać było, że nie ma języka. Czerwona kreska na krtani. W sutkach i cipce ma po kilka kolczyków. Pomyśleć, że jeszcze rok temu odbierała Oskara i nabijałam się z myśli, że ktoś chce być jak ona.
    Raz Markus chyba coś zaproponował Panu, a ten popatrzał na mnie z uniesioną brwią.
    – Chcesz coś spróbować? – ale nim zdążyłam jakkolwiek zareagować, wsunął mi rękę pod spódniczkę i zdjął majtki, po czym uniósł ją, sadzając na swoich rozpartych kolanach
    Jego towarzysz wydarł się jakoś na tą biedną dzie… sukę, po czym ta powoli podeszła do nas i włożyła głowę między moje rozparte nogi. Myślałam, że sama zacznę krzyczeć, ale ograniczyłam się do schowania głowy w jego ramieniu i cichym piszczeniu. Muskała tymi swoimi ustami moją cipkę. Chwytała co rusz za wargi, potem ssała łechtaczkę, to po prostu wpychała ściśnięte w ciup wargi do środka. Nie wytrzymałam, złapałam jej głowę i przyciskałam do siebie, jęcząc i dysząc jak prawdziwe zwierze. Boje się, co by było jakby miała jeszcze do dyspozycji język.
    Jak skończyła, po prostu wróciła do kolan swojego pana i skuliła się koło krzesła. Pan mnie położył sobie na rękach jak odwróconą pannę młodą, na brzuchu, i głaskał po plecach i między łopatkami. Cholera, miałam ochotę tylko na więcej.
    – I po to właśnie są zwierzęta. – powiedział śmiejąc się głośnym barytonem Markus – By służyć! – po czym z całej siły uderzył ją w pośladek, aż pisnęła
    Gdyby Pan mnie tak traktował, pewnie bym umarła. Zwinęłam się do pozycji embrionalnej, wkładając rękę pod spódniczkę i zamknęłam oczy, zasypiając głaskana przez jego rękę.
    Po szybkim śniadaniu – jak zawsze dostałam je w misce pod stołem i dodatkowa butelka z mlekiem – wychodzimy z domu. Niesie mnie na rękach. Pierwszy raz, od kiedy mnie zabrał do domu, jedziemy gdzieś. Spacery w okolicznym lesie, gdy to w szarym body, grubej czarnej bluzie i ciężkich martensach pozwalał mi pochodzić między drzewami lub okazyjne wypady na plażę (nigdy nie było tam ludzi), gdzie ubierał mi czerwone bikini i pływaliśmy razem się nie zaliczały do tego. Teraz naprawdę mieliśmy wsiąść do jego land rovera i jechać. Sadza mnie z tyłu, zapina pasy.
    – Prześpij się, raczej trochę nam zajmie droga. Alicja też coś dla Ciebie będzie miała, przyjedzie do nas na noc. – gładzi mnie po buzi, a właściwie to ja trę twarzą po jego wyciągniętej dłoni i wracam do swojego mleka
    Jest spokojnym kierowcą, skupionym na jeździe niż na rozmowie. Z radia, używa płyt, leci muzyka klasyczna. Przez ciemne szyby niewiele widać. Pani Alicja. Jeśli nie ma w sobie chociaż kropli azjatyckiej krwi, to świetnie ją udaje. Pewnie nie ma trzydziestki, albo jest krótko po niej. Ma za to wyraziste, kobiece kształty. Duże piersi, wyraźne biodra i talia, sprężyste pośladki. Czarne włosy zawsze lśnią. Jest kochanką pana, taką prawdziwą. Patrzę często jak się kochają. On jest dla niej namiętny i czuły. Ona jednak nie ulega mu łatwo. Nie ma leżenia na kłodę, gdy jedno porusza drugim i sztucznego jęczenia. Nawet rozbiera ją inaczej, niż mnie. Dla nich stosunek jest przeżyciem, które ma przynieść obojgu przyjemność.
    Parę razy przyłapałam się, że dotykam się patrząc, jak to robią. Może to zazdrość? Kiedy pan musi gdzieś wyjechać, to ona przyjeżdża z walizką i zostajemy razem. Początkowo Marta myślała, że skoro jest kobietą, to mnie zrozumie i pozwoli się „zachowywać normalne”. Co za gówno! Ona jest jak żywy ogień. „Usta się otwiera w trzech celach. Jedzenia, jak masz katar i nie możesz oddychać przez nos, albo komuś dogadzasz nimi. Czy widzisz, bym trzymała coś do jedzenia czy też właśnie chcesz się przyssać mi do cycka?” – a policzek po plaśnięciu piekł, oczy nabiegały łzami. Mówiła po angielsku z wyraźnym wschodnim akcentem. Jej pobyt w domu polegał w większości chodzeniu w samej bieliźnie „dużego rozmiaru”. Zapytała, czy mam jakieś zabawki. Przyniosłam z koszyka miękką piłeczkę, którą czasem pan mi rzuca a ja przynosiłam. Skrzywiła się.
    Rozebrała mnie wtedy („nie musisz chodzić po domu w tym przebraniu” pozostawiając jedynie wiszącą między nogami kitę), przełożyła przez kolano jak się bierze na ręce niemowlę i wsadziła między nogi dwa palce. Jęknęłam cicho. Robiła to z pewnym wyczuciem, ale ponieważ się nie opierałam, pozwalała sobie na więcej. Rozkoszując się tym, czułam się nawet dobrze, dopóki nie spróbowała przepchnąć całej dłoni. Wtedy krzyknęłam, a ona mocniej mnie przycisnęła do siebie. Fale gorąca i pulsowanie krwi w kroczu jednak sprawiały przyjemność. Potem zdjęła stanik, wsunęła mi pierś do ust. Nie byłam pewna co robić, więc ssałam, lekko podgryzałam, a ona nadal mnie tak bawiła, też mrucząc z przyjemności. Białe fale bólu, gdy rozpychała mnie przechodziły na przemian z przyjemnością.
    Potem kazała przynieść swoją torebkę. Pobiegłam po nią jak się tylko szybko dało i wyjęła ze środka „to moja magiczna różdżka z jednorożca dla grzecznych zwierzątek”. Długie, pręgowane dildo. Wsunęła mi go pierw do ust, tak głęboko, że prawie się udusiłam, po czym znów włożyła tam na dole. Czułam każdą przerwę, gdy posuwała nim w głąb mnie. W pewnym momencie myślałam, że nie wytrzymam, ale zaczęła go cofać. Nagle zrozumiałam, czemu gdy oni to robią, ona tak reaguje. O to chodziło.
    Potem jeszcze zdjęła majtki (miała zawsze lekko porosłą włoskami mięsistą, grubą cipkę z wyrastającymi wargami) i kazała wylizać. Z braku doświadczeń z kobietami, robiłam to nieumiejętnie i dostałam klapsa. Piekący ból w pośladkach. Potem spałyśmy w jego łóżku przytulone do siebie. Na takich przyjemnościach upłynęły dwa dni, po których wrócił pan. Została jeszcze na noc (jak zawsze uprawiali głośno seks), ale gdy poszła do łazienki cicho pobiegłam za nią. Pozwoliła mi wylizać resztkę jego spermy z siebie. „Better”, powiedziała wtedy, głaszcząc mnie ręką po głowie i relaksując się. Stosunek z Naomi jednak nauczył mnie dość, by wiedzieć jak należy zadowalać drugą kobietę. I niechętnie przyznaje, ale jest to fajne. Teraz, gdy zostaje na noc i śpią na łyżeczkę, to też wchodzę i wtulam się w nią jako trzecia.
    Jeśli kiedykolwiek ktoś widział w telewizji lub uczestniczył na żywo w wystawie zwierząt, miałby idealny obraz na to jak wygląda to tutaj. Duży stadion wypełniały transportery dla nich, ale byli też właściciele z swoimi pupilami na smyczach. Nie były to jednak bernardyny, pudle czy labradory.
    Większość stanowili mężczyźni prowadzący suki. Wszystkie z wygiętymi do góry kolanami. Wiele znajomych z telewizji i gazet twarzy. Strój ograniczony do lateksowych bucików i rękawic jak u Naomi. Były też kobiety z swoimi sukami. Widziałam nawet parkę, koło sześćdziesiątki, przytuloną do siebie jak nastolatkowie prowadzących na dwóch smyczach bliźniacze blondynki. Między nogami jednej z nich wisiał sztuczny penis na paskach.
    Drugą kategorie wystawców stanowiły kobiety z psami. Większość to kastraci pozbawieni jąder, napchane testosteronem łyse małpy. Podobnie jak suki, też mieli wyłamane kolana. Najrzadziej dało się zobaczyć mężczyzn z psami. Ich osobniki zwykle były anorektycznie chude, całkowicie wykastrowane i przerażone.
    Stoiska. Dużo stoisk. Na niektórych typowo zwierzęce zabawki pokroju piłeczek, sztucznych gryzaków z gumy i innego cudów, obok zaś wyposażenie godne seks-shopu. Trzy duże, gdzie na sztucznych szczeblach stały psy „rozpłodowe”, które miały na penisach maszynę jak do dojenia krów. Dwóch mężczyzn stało obok, rozmawiając, gdy jakaś suka przyczepiona do dziwnego „rusztowania” właśnie zażywała „zapłodnienia” przez wielkiego samca. Wyraźnie można było na miejscu, lub kupić sobie dawkę mrożonego nasienia do użytku w domu. Wyrywała się i wyła, ale kaganiec w kształcie psiego pyska zmieniał wszystko na żałosne „hau hau”. Obok kolejne, gdzie za długą ladą stał mężczyzna z albumami, za nim klatki przez które przechodziły palce. Na drzwiczkach numerki. „Buy new puppy” głosił angielski szyld nad nim. Potem chwila przerwy, gdzie rozmawiali ze sobą różni ludzie w towarzystwie swoich „puppy”. I nasz cel.
    – Boisz się? – pan trzyma mnie wysoko na rękach, jak zwykle ojcowie noszą małe córeczki – Póki trzymasz się mnie, będzie dobrze.
    Blaszane stoły, za każdym elegancka kobieta w fartuchu fryzjerskim. Ludzie wprowadzają swoje pupilki, najczęściej suczki, na nie, po czym otwiera się pięć obręczy. Dwie stalowe literki „T”, jedna podkłada się pod szyją, druga pod brzuchem. Obręcze zatrzaskują się z elektrycznym bzz na kostkach, nadgarstkach i szyi. Kobiety przystępują do robienia suk na bóstwo, gdy te się trzęsą jak osika.
    Pan sadza mnie na stoliku, a kobieta przekręca kluczyk i obręcze się otwierają. Patrze na niego szeroko otwartymi oczami, a on coś mówi kobiecie, która wydaje się zdziwiona. Układa mi rękę na udzie i coś dodaje. Tamta kiwa głową i chwyta mi włosy. Uśmiecha się i coś mówi.
    – Twierdzi, że masz bardzo ładną sierść. – przesuwa ręką po udzie, w geście uspokojenia – Powiedziałem, że jesteś moim kotem, więc ręczę za Ciebie, że nie zwiejesz.
    Też się uśmiecham odruchowo. Czuje się jak pudelek, gdy pani stylistka rozczesuje mi i przycina włosy. Sierść. Mam sierść, jestem kotkiem. Potem je układa w wymyślną fryzurę i na końcu daje mi kostkę cukru. Biorę ją prosto z ręki.
    – Very pretty. – mówi mi jeszcze, a pan zabiera mnie z powrotem na ręce, gdy kolejna suka za nami zostaje wciągnięta za włosy, charcząc otwartymi ustami, przez szczupłego Azjatę.
    Idziemy do długiego stołu z niebieskim obrusem. Pani Alicja siedzi przy jednym z pustych miejsc. Obok niej klon Markusa, jakiś murzyn o srogiej twarzy obrosłej zarostem i chuda kobieta o aparycji pani z bogatego domu, wyraźnie starsza. Pan siada na miejscu i całuje ją w policzek, ale rozmarzona, nie odwraca wzroku. Sadza mnie na sztucznej trawie obok siebie, więc układam mu głowę na udzie. Przekłada rękę nad jego kolanem i też mnie czochra po nowej fryzurze.
    – Bądź grzeczna, tak? Pan będzie musiał oceniać twoje koleżanki.
    Wkłada mi rękę pod sweterek i gładzi po plecach. Przymykam oczy i słyszę jak pani Alicja coś mu mówi. Unosi brew, a ona kiwa głową. Na „wybieg” wchodzi pierwsza z suń. Mulatka w zielonym stroju o krótkim, kręconym afro. Ilość złota w jej ciele jest zadziwiająca. Prowadzący w garniturze mówi coś o niej.
    – Masz zajrzeć pod obrus. – mówi mi i ponosi jedną z tabliczek nie patrząc na mnie – Tylko się nie przestrasz.
    Unoszę poły tkaniny i zaglądam. No tak. Każdy, prócz pana, z jury ma między nogami w pozycji żółwia kogoś, kto go zaspokaja. Nie rozpoznaje nikogo, ale zwracam uwagę na najbliższą osobę. Sądząc po budowie ciała to mężczyzna. Pan mówił, że pani Alicja prowadzi hodowle psów, więc może to jeden z jej podopiecznych? Wychylam głowę i znów kładę ją na kolana, a pan spogląda na mnie z ukosa. Mówi coś jej, a ta odwraca na chwile wzrok. Kolejna suka, tym razem latynoska o farbowanych blond włosach. Pod włosami widać bliznę po uciętym uchu. Czerwone pręgi na pośladkach się nie wygoiły, podobnie jak te na plecach. Ledwo idzie.
    – Zajrzyj jeszcze raz. – mówi, unosząc tabliczkę, a kątem oka widzę na niej 3.
    Zaglądam. Pani Alicja klepie osobę, która robi jej dobrze, i odpycha dłonią. Serce mi na chwile staje ze strachu, gdy patrzy na mnie. Jak oparzona wskakuje na kolana pana i chowam się w połach jego kurtki, zasłaniając sobie nimi twarz. Kulę się i staram się wsłuchać w jego serce. Głaszcze mnie po dupce. Nie, to nie mógł być on.
    Jak Marta stała się Sarą? Pan przywiózł ją do domu. Skąd? Cóż. Mieszkała z chłopakiem, którego myślała, że kocha. I pewnego dnia sobie leżeli w łóżeczku po kąpieli i oglądając film, co miało być przyspieszoną grą wstępną przed kolejnym seksem do domu wkroczyło sześć osób. Czterech, wtedy nie wiedziała, że to się nazywa psy, podobnych do kulturystów facetów, wysoki Mulat (Pan) i kobieta (Pani Alicja). Ta ostatnia dwójka śmiała się jakby byli na randce, a nie właśnie włamali się do kogoś. Krzyś na jego widok spanikował, krzyczał i błagał. Pan uciszył go łatwo, uderzeniem pięści łamiąc dębowy stół, który Krzyś musiał nosić z dwoma kolegami. On jednym ciosem przełamał go na pół. Pokaz siły. Zwrócenie uwagi. „Zamknij się”.
    Tamci panowie go chwycili i bez problemu uciszyli. Marta? Nie wiedziała co robić. Jeden z nich złapał ją i chciał z niej też zedrzeć ciuchy. Ale ten człowiek, Pan, kiwnął dłonią. Posadzili ją obok niego, a ten przycisnął ją wielką łapą do podłogi, zasłaniając usta. W sztywnym uścisku trzymał jej głowę zmuszając do patrzenia.
    Patrzała więc jak spokojnie tamci zdzierają ubranie z obezwładnionego chłopaka. Dosłownie, rozrywali całe szwy jakby był to papier. Kobieta wyjęła nożyczki i coś co wyglądało jak palnik gazowy. Cyk. Penis Krzysia w fontannie krwi spadł na ziemię z zaduszonym rykiem nas oboje. Potem wypaliła ranę, jakby robiła to od zawsze. Kiwnęła ręką, a psy roześmiały się. Gwałcili nieprzytomnego z bólu. Ukłucie zastrzyku w pośladek przed wielką ciemnością i ten widok wypalający się w głowie.
    Pan chwycił mnie za buzię i pogłaskał po podbródku.
    – Co Sarenko? Nie podoba Ci się?
    Kręcę ostrożnie głową i mocniej się kulę, jakbym chciała stać jeszcze mniejsza by móc schować pod jego koszulą. To spokojne bicie serca. Nie chce być Marta. Jestem Sara. Jego Sarenka. Tamtego życia nie było.
    Poprawia mój siad na swoich kolanach i wyciąga z kieszeni lizak. Odwija i wkłada mi do buzi. Ssę go powoli, mrużąc oczy. Nie, tamtego nie ma. Po wystawie pojedziemy do domu, zjemy obiadek i będziemy wylegiwać się na kanapie. Może włączy jakiś film i będzie mnie głaskał gdy będę leżała mu na kolanach, albo czytał na głos książkę. Jestem jego pieszczochem.
    Ostro prostuje nogi z donośnym jękiem. Ma w dłoni tą kulkę kontroli. Patrzę na niego urażona.
    – Nie zasypiaj mi teraz. – śmieje się i chowa ją z powrotem do kieszeni – No już, spójrz jeszcze raz, może jednak Ci się spodoba.
    Unosi obrus między nogami jego a pani Alicji. Wciąż tam jest. Schudł z trzydzieści kilogramów i wygląda jak Golum. Po obu stronach głowy są wypalone ślady po uszach. Bez zębne usta drżą, gdy się ślini. Rozdwojono mu język. Ucięto sutki. U dłoni i stóp nie ma palców. Skórzane pasy trzymają uda z łydkami. Pomiędzy nogami wisi jedynie gumowy wężyk wśród zabliźnionej skóry.
    Patrzy na mnie i wygląda jakby miał się rozryczeć. Po czym dostaje klapsa w głowę i znów znika za kolanami pani Alicji.
    – Chłopcy go troszkę sponiewierali. – mówi pani Alicja, gdy oceniają ściętego na chłopca rudzielca o obwisłych cyckach, który podnosi się na kolanach i pokazuje długą bliznę przez pępek – Traktują go jak swoją szmatę, więc muszę trzymać go oddzielnie. – na ekranie wyświetla się wynik 18 punktów – Prawie mu dupa pękła, jak chcieli sprawdzić, czy dadzą radę wejść w trzech.
    Nawet jeśli nie mogę tego skomentować, to przeraża mnie to. Właściwie. Czemu mam się nim przejmować? To jego wina, że zadarł z Panem. Mnie potraktowano dobrze. Układam się wygodniej, kończąc lizaka. Podoba mi się to.
    Wygrywa ostatecznie mulatka ze złotem w ciele. Poszliśmy jeszcze na bankiet, gdzie trzy z pięciu osób z składu sędziowskiego (Pan usiadł po prostu do stołu ze mną na kolanie, a pani Alicja zniknęła gdzieś na jego czas) skorzystało z okazji by sprawdzić co jeszcze ona potrafi. Zaciskała łzawiące oczy, gdy klon Markusa brał ją na pieska. Podano jagnięcinę (nigdy czegoś takiego nie jadłam, ale jest pyszne, gdy pan pozwalał mi zjeść kawałeczki z swojego widelca z sosem) i lody (tymi właściwie nakarmił mnie w całości, bakaliowe z sosem orzechowym, czułam że pęknę, a pan głaskał mnie jeszcze po opuchłym brzuszku). Potem jeszcze kilka rozmów z nieznanymi mi ludźmi (kilku łapało mnie za piersi i biodro, przez co jeszcze bardziej przytulałam się do niego, jeden z nich nawet ścisnął mi cipkę pod spódniczką, za co kopnęłam go w ramię a Pan się zaśmiał) i powrót do domu. Pani Alicja rzeczywiście też przyjechała. Krzyś siedział zamknięty w pudle na kółkach.
    – Wiesz, że to był wyjątkowy dzień, nie? – odpiął mi staniczek i ściągnął spódniczkę razem z majtkami – Rok temu moja Sarenka trafiła do domu. – przesunął palcem po stopie, łaskocząc
    Rok. Nawet nie wiedziałam, że tylko albo aż tyle. W rok z głupiej, wioskowej Karyny zmieniłam się w szlachetnego rasowego kota swojego Pana. Ucałował mnie w czubek głowy, patrząc na moje gołe ciało.
    – Chciałem zrobić coś wyjątkowego, ale nie miałem pomysłu. – pogłaskał kostkami palców po wnętrzu uda – Pamiętasz, jak pierwszy raz mnie ugryzłaś, gdy chciałem Cię umyć?
    Tak. Rozłożył jej cipkę i gdy zobaczył, że nie ma błony to wyglądał na zwiedzonego. Nie dlatego, że chciał ją przebić sam. Po prostu jego niewinne zwierzątko nie było aż tak czyste, jak chciał. Wstyd mi za to, i czuje, że się czerwienie.
    – Ubiorę Ci piżamkę i leć do Alicji. Też ma coś dla Ciebie. Jesteś najlepszym kotkiem, jakiego mógłbym mieć, Sarenko.
    Brzmi to smutno, a po czerwonej buzi ciekną mi łezki, gdy zakłada mi koszulkę i spodenki. Tak mi wstyd za to, że walczyłam z nim. Powinnam go od razu posłuchać. Kot ma tutaj dom, kosz i miskę. A także rękę, do której może zawsze podejść.
    Sadza mnie na podłodze. Idę do pani Alicji w kuchni i siadam przed nią. Odwraca się ubrana już w szlafrok i uśmiecha.
    – Taki śliczny kotek jesteś, wiesz? – uśmiecha się – Kupiłam Ci coś, jakby jakiś inny Cię odwiedził. – wyjmuje z torebki zapakowany w papier prezent i kładzie go na podłodze.
    Już odruchowo rozrywam zębami opakowanie. Szeroko otwieram oczy na widok prezentu. Piękny. Siedemnaście centymetrów naturalnie odlanej twardej żywicy o przezroczysto niebieskiej barwie z ciemnymi paskami wychodzącymi na końcu. Wygląda jak coś z kosmosu.
    – Chcesz zobaczyć, czy pasuje? – wskazuje strap-on w pudełku – Mamy nawet chętnego, byś mogła się o tym przekonać.
    Odwracam głowę. Krzyś, pochylony i z łzami w oczach stoi w progu. Klęczy jak do muzułmańskiej modlitwy. Kiwam pospiesznie głową, miaucząc. Pani Alicja pomaga mi ubrać prezent. Jak dzikie zwierze rzucam się do ataku na niego. Niczym kocica na mysz. Lwica na bezbronną gazelę. Wkładam go w różowy, rozepchnięty otwór dupska Krzyśka i… Puls rozchodzi się po całym moim ciele. Jajko! Zapomniałam o nim.
    – Synchronicznie. – słyszę głos Pana, który przechodzi obok – Jakbyś była chłopcem, to byś to czuła. – i tak za każdym razem jak wkładam i wyjmuje, czuje te fale rozkoszy. Im szybciej, tym są mocniejsze, wolniej przyjemniejsze.
    Rucham swojego (byłego) chłopaka prosto w dupę, czując zbliżający się orgazm. Cholera, nawet kiedy on to robił, nie byłam jego tak blisko jak teraz. Odwracam głowę i patrzę, jak mój pan właśnie całuje panią Alicję w szyję, trzymając już rękę wewnątrz jej szlafroku, cały czas na mnie jednak patrząc. Puszcza mi oko. Dziękuje. Dochodzę z krzykiem trzymając go głęboko w nim. Nie wiedziałam, że tego chciałam. Ale to jest o czym marzyłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Inspiracja dla Sary: Chloe Toy; inspiracja dla założeń świata (z drobnymi zmianami): FanSadox “Slut in Train” vol 1. Fap, and fun.

  • Naga

    Obudziłam się naga w dużym ciemnym i wilgotnym pokoju, bez okien. Ręce i nogi miałam związane grubym sznurem, a usta zakneblowane. Usłyszałam kroki mężczyzny, którego niedługo potem mogłam zobaczyć. Złapał mnie za szyje i dusił przez chwilę. Niespodziewanie włożył dwa palce w moją cipę, która była już wilgotna. – Chodźcie! – zawołał. Po chwili koło mnie stało pięć osób, a dziesięć rąk obmacywało mnie. Usłyszałam jedynie głos rozpisanego rozporka, i chwilę potem wielki penis zaskoczył mnie w mojej dziurce. Zaczęłam piszczeć i pojękiwać. Mężczyzna rżnął mnie tak przez 10 minut. Czułam, że jestem cała czerwona, a moja cipka nie wytrzymywała. Dostałam kopniaka w łechtaczkę. Któryś z nich przyłożył mi chusteczkę, po której zasnęłam. Wisiałam, byłam podtrzymywana przez sznurki. Obwiązali je wokoło cycków, nogach, szyi. Byłam w pozycji, w której spokojnie można było penetrować obie dziurki. Poczułam długiego i grubego kutasa w mojej drugiej dziurce, zaczęłam piszczeć i suwać się na wszystkie strony. On przyspieszył tempo aż w końcu poczułam jego nasienie w sobie. Kolejny, zaczął ruchać mnie w usta, a potem się do nich zesikał. Kazał wszystko połknąć, jednak wyplułam trochę, za co później dostałam karę. Kolejny penis dobrał się do mojej dupy, drugi do cipki, a trzeci ruchał mnie w usta. Reszta mężczyzn masturbowała się i wylewało spermę na mój brzuch. Zaczęłam płakać, byłam totalnie poniżana i straciłam resztki honoru. Mocno mnie to podniecało i nie chciałam końca. Pieprzyli mnie w każdą dziurkę 20 minut, każdy wylał się do niej. Nie dostałam chwili odpoczynku, kolejny kutas grzmocił mnie bardzo szybko, szybko doszedł i szczytował w mojej cipie. Odsunęliśmy się ode mnie, ale to nie oznaczało końca. Dostawałam batem po cipie, strasznie piekła i była czerwona. Odwiązali mnie, ale włożyli do dupy korek analny, a do cipy wibrator i zamknęli w klatce.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowal
  • Przygoda na wycieczce szkolnej cz2. Lizak

    Komentarze mile widziane 😉

    Wycieczka trwała 4 dni i muszę przyznać, że Kraków to naprawdę niezwykłe miasto. Masa atrakcji, mnóstwo zabytków – generalnie mówiąc wycieczka pod tym względem jak najbardziej na plus. Co do innych względów… Po wydarzeniach z początku wycieczki, mało rozmawialiśmy z Klaudią o tym co się wydarzyło. Przeważnie czas spędzałem z kolegami, w hotelu często odwiedzałem Klaudię, jednak po za nią były tam jej 3 przyjaciółki z czego jedna to … Oliwia. Ona doskonale wiedziała o moim fetyszu a ja o jej, Gdyby nie dwie dodatkowe osoby w pokoju, to mógłbym im urządzić masaż na bogato.

     

    Na dzień przed wyjazdem, gdy szedłem do ich pokoju, usłyszałem krzyki. Po chwili z pokoju wyszła Klaudia.

     

    – Szmaty – Rzuciła w stronę pokoju, trzaskając drzwiami

    – Co się stało? – Zapytałem łagodnie

    – Zaczęły mi wypominać, że nie chciałam z nimi zrobić sobie zdjęcia w budce, bo rozmawiałam z rodzicami przez telefon. Nosz kurwa z takiego powodu zaczynają się na mnie drzeć jakbym im nie wiem co robiła…

    – Spokojnie, pierdol je, masz przecież prawdziwych przyjaciół

    – Na przykład ciebie – dodała, patrząc się w moje oczy

    – Na przykład mnie… – Potwierdziłem, obejmując Klaudię

    – Jutro zajmujemy tył autobusu – wyszeptała przytulając się do mnie

    – Dobrze… – odpowiedziałem nie dowierzając

     

    Czułem jak serce mi zaczyna mocniej bić. Już nie mogłem się doczekać jutrzejszego dnia. Czułem się jakbym właśnie umówił się z kimś na transakcję kilkumilionową, która miałaby zmienić moje życie i szczerze dla mnie jutrzejszy powrót miał podobną wartość

     

    – Przygotuję coś dla Ciebie- odpowiedziała odchodząc i mrugając na pożegnanie

    – O kuuurwa, jestem w niebie – pomyślałem

     

    Będąc w pokoju, szybko położyłem się w łóżku, marząc o tym żeby jak najszybciej był kolejny dzień

    Następnego dnia, zanim wsiedliśmy do autokaru, poszliśmy przespacerować się po Kazimierzu, a na koniec wizyty w Krakowie poszliśmy jeszcze na lody. Lody były tego dnia dla nas wybawieniem, ponieważ temperatura na słońcu wynosiła ponad 50 stopni Celsjusza. Około godziny 12 pożegnaliśmy się z Krakowem i wsiedliśmy do autokaru.

    Tak jak poprzedniego wieczoru umówiliśmy się z Klaudią, tak usiedliśmy na samym końcu… i tak jak kilka dni temu, tak i teraz mieliśmy sporo miejsca przed końcem wolnego. Nawet nauczyciele postanowili nas opuścić i od połowy autobusu nie było żadnego.

    Balem się cokolwiek mówić, więc najpierw mało rozmawialiśmy i jak każdy przykładny nastolatek siedzieliśmy przeglądając Facebook’a. Po godzinie nie wytrzymałem i zapytałem:

     

    – Ten… nom… co dla mnie przygotowałaś.

    – Zamknij oczy – Powiedziała

    – Ok… – Posłusznie wykonałem polecenie, spodziewając się zaraz jej stópki na swojej twarzy, albo czegoś w takim stylu.

    – Już – Usłyszałem od Klaudii

    Odsłoniłem oczy moim oczom ukazała się Klaudia trzymająca lizaka w prawej dłoni. Zdziwiły mnie dwa fakty:

     

    – Po pierwsze: lizak był już otwarty

     

    – Po drugie: Klaudia siedziała już ze zdjętymi butami

     

    Zanim cokolwiek z siebie wydusiłem, Klaudia rzekła:

    – Proszę –  z uśmiechem na twarzy

    Bez żadnego słowa, wziąłem lizaczka o kształcie serduszka z jej rąk. Odruchowo zanim wziąłem go do ust, pierw powąchałem go. Jup, Poznałem ten zapach, znałem go bardzo dobrze. Lizak śmierdział jej stopami, ten zapach poznałbym na drugim końcu świata. Kątem oka widziałem, że przez cały czas Klaudia uważnie mnie obserwuje, coraz szerzej uśmiechając się do mnie. Kiedy miałem spytać ją, co z nim zrobiła, wziąłem lizaka na język…

    Aż zmrużyłem oczy, słony smak lizaka był tak silny jakby moja Przyjaciółka na całą noc zanurzyła lizaka w solance. Nie wyjmowałem go z ust, Jeszcze nie wiedziałem co z nim zrobiła, ale wiedziałem, że jest to związane z tym co mnie podnieca. Po zjedzeniu całego lizaka, zapytałem wreszcie:

     

    – To co z nim zrobiłaś?

    – Wiesz, W środę był ten upał a my pojechaliśmy zwiedzać Auschwitz, cały dzień na nogach i jak wróciliśmy i poszłam się przebierać, czułam jak moje skarpetki śmierdzą. Pamiętałam, że to lubisz i postanowiłam, że następnego dnia też je ubiorę i specjalnie tego dnia nie brałam prysznica, miałam wczoraj przyjść do ciebie do pokoju jak będziesz sam i ci je dać, ale po tym jak dziewczyny mnie wkurzyły i spotkałam cię na korytarzu uznałam, że jeszcze dzisiaj będę w nich chodzić i znowu nie brałam prysznica, nie mniej mnie za brudasa to wszystko dla ciebie.

    – Dziękuję… – Odpowiedziałem

    – A z tym lizakiem to był spontan. Wczoraj jak się pakowałem to zobaczyłam go na swoim stoliku, uznałam że jak go na noc wsadzę sobie do skarpetki to będzie ci bardziej smakował

    – Klaudia… Dziękuję ci za to, nie wiem jak to będzie brzmiało, ale spełniasz jedne z moich marzeń

    – A jakie masz inne marzenia – zapytała uśmiechnięta, jej twarz wyglądała jakby przeżyła katharsis po tym jak powiedziałem, że jestem jej wdzięczny.

    Rozumiem, z moim fetyszem nigdy nic nie wiadomo. Możesz tym odstraszyć osoby, a możesz jeszcze bardziej je do siebie przyciągnąć. Póki co na cztery osoby, cztery przyciągnąłem. Tak, piszę cztery, bo o pewnych wydarzeniach JESZCZE nie opowiadałem. Wracając, rozumiem te napięcie u Klaudii, mogłem przecież albo być mega wdzięczny, albo powiedzieć, że teraz to już przesadziła. W kwestii stóp, nie ma dla mnie przesady.

    Na pytanie jakie mam marzenia, zacząłem:

     

    – No cóż, chciałbym mieć rodzinę, dostać sie na łódzką filmówkę, wydać płytę (jestem początkującym raperem), być zdrowy… ale mam też jedno marzenie, które możemy spełnić teraz

    – Jakie? – zapytała z wyraźnym zaciekawieniem

     

    Bez słowa odpowiedzi złapałem za jej czarną skarpetkę do kostki, ciągle patrząc się jej w oczy. Gdy podniosłem jej stópkę na wysokość mojego nosa, widziałem, że na jej twarzy wyrysowało się wręcz “tak”. Tak, potwierdzenie, zgoda na spełnienie mojej fantazji. Była najpiękniejszą osobą, którą mogłem dotychczas widzieć na żywo i co? I właśnie z tą osobą miałem zrobić to co mnie podnieca.

    Gdy jej skarpetka dotykała mojego nosa, moje zmysły doświadczyły orgazmu. Mój nosek idealnie wpakował się między jej dużym a “wskazującym” palcem na jej mokrej od potu czarnej skarpetce. Ten smród był inny niż pierwszego dnia wycieczki. Tym razem nie było czuć zapachu jej perfum, tym razem czułem jedynie smród potu, bardziej zbliżony do smrodków Oliwii. Tym razem sam zacząłem wiercić i smarować jej stópką po swojej twarzy. To że od ostatnich 78 godzin nie zdejmowała ich było aż nadto wyczuwalne. Chociaż nie lubiłem tego robić, bo często wyczuwałem smak materiału, zacząłem lizać skarpetkę. Tym razem nie było mowy o żadnym smaku materiału. Co prawda ledwo muskałem skarpetki swoim językiem, aby ślina nie przeszła na stópkę, to mimo wszystko czułem ten słony smak potu, czułem go bardzo. Kiedy podniosłem drugą stópkę, powiedziałem, że ma mnie teraz do swojej dyspozycji. Chciałem zobaczyć w jaki sposób zadowoli mnie tymi noszonymi 3 dni skarpetkami.

     

    – Ok, ale najpierw połóż się na podłodze – Rozkazała

    – Spoczko – Dodałem, po czym zszedłem z fotela i położyłem się pod nim.

     

    Z fotelu zsunęły się dwie nóżki w jeansach z dziurami, które zakończone były czarnymi skarpetkami. Szczerze to miałem Flashback ze spotkania z Oliwią, różnica była taka, że Stópki Oliwii chociaż śmierdzące, to jednak nie aż tak.

    Gdy te stópki wylądowały na mojej twarzy, Klaudia zaczęła zabawę. “Jeździła” po całej twarzy, śródstopiem kręciła mi po nosie i ciągle układała mój nos między swoje palce.

    Do około pięciu minutach, kiedy smród przestał być już tak silny, wstałem.

     

    – To co Klaudia… Zdejmujemy? – Zapytałem

    – Na pewno tego chcesz? Wiesz, w jakim one są stanie…

    – No właśnie dlatego chcę je zdjąć, A po a tym przecież te trzy dni nie mogą pójść się marnować – Wytłumaczyłem, uśmiechając się.

    – Ok – Powiedziała, z uśmiechem, po czym położyła się na plecach i podwinęła nogi.

    Usiadłem na przeciw niej. Złapałem za lewą stópkę i powoli zdjąłem z niej te czarne złoto. Moim oczom ukazała się… i mniej więcej w podobnym momencie moje myśli się urwały. W mój nos buchnął smród. Jej śródstopie było całe brudne od czarnych skarpetek, łatwo wywnioskować, że były nowe. Co cóż, miały bardzo ciężki chrzest bojowy. Chociaż Klaudia ze sportem za dużo wspólnego nie miała, jej stopa śmierdziała jakby moja przyjaciółka właśnie wróciła z mundialu w Rosji. Jej stopy śmierdziały potem, serem wszystkimi aromatami towarzyszącymi stópkom. W końcu jej stopy śmierdziały tak, że każdy fetyszystka by powiedział “To jest to, dla czego się urodziłem”. Można by uznać ten pomysł na samobójczy, ale zbliżyłem nos do jej bosej stópki. Wdychałem jej stópki, jakbym wdychał powietrze. Włożyłem nos pomiędzy jej dużego grubego palca a pomiędzy wskazującym. Brud ze skarpetki, połączony z ziarenkami piasku, umilał mi tylko ucztę dla nosa. Ok, pora na to na co czekałem odkąd zaczęły podniecać mnie stopy. Pora zlizać jej stópkę…

    Zacząłem od najmniej ubrudzonej piętki. Jej czerwona pięta była wilgotna i gładka dzięki czemu mój język z łatwością śmigał do pięcie. Na koniec przygód z piętą, zacząłem ją ssać, Klaudia przymknęła oczka z przyjemności. Kiedy miałem wziąć się za lizanie jej brudnej spoconej i śmierdzącej stopy, z połowy autobusu usłyszałem:

     

    – Eee ziomek – Wołał ktoś

    Wkurzony wychyliłem głowę zza fotela, który służył nam za parawan.

    – Wiesz, gdzie jesteśmy? – Zapytał kolega

    Właśnie miałem dokonać tego na co czekałem całe życie, a on śmiał mi przerwać.

    – Nie wiem! – Odkrzyknąłem i wróciłem za “parawan”

    – Co chcieli? – Zapytała Klaudia, ciągle leżąc na plecach i trzymając w powietrzu zwinięte nogi

    – Pytał, gdzie jesteśmy… tylko nam przeszkadza…

    – A ok, A gdzie jesteśmy? – zapytała z uśmiechem

    – Nie wiem, ale mam nadzieje, że jeszcze daleeeko od domu

     

    Klaudia się uśmiechnęła i podsunęła mi brudną stopę pod nos, jakby już sama chciała… tego.

    Wyciągnąłem język i przejechałem po jej śródstopiu, zbierając przy okazji brud ze skarpetki. Moje kubki smakowe oszalały pod wpływem jej słonego potu. Ciągle liżąc jej śródstopie, zlizywałem z jej podeszw paprochy po czarnej skarpetce.

    W tamtym momencie (zresztą nie tylko w tamtym) Ten brud, te paprochy… Gdybym mógł się zmienić w jedną nieożywioną rzecz na całym świecie, bez chwili zastanowienia zmieniłbym się w to. Miałbym cały czas kontakt z tym co mnie podnieca. Zacząłem lizać między palcami Klaudii, połykając kolejne brudy i ziarnka piasku. Szybko skończyłem lizanie z jednego prostego powodu, chciałem zachować resztę na później. Podniosłem drugą stópkę, tym razem skarpetkę zdjąłem zębami, na co Klaudia zareagowała cichym śmiechem i słowami: Kreatywnie ci powiem, kreatywnie.

    Jej druga stópka śmierdziała mniej a śródstopie było czystsze, ale to pewnie za sprawą tego lizaka. Natomiast między palcami brud po skarpetkach był… i to znacznie więcej niż na poprzedniej. Zlizałem jedynie ten brud z pomiędzy palców, a po tym powiedziałem:

     

    – Klauduś, zróbmy to co ze skarpetkami, tylko dłużej

    – Spoczko – Powiedziała, po czym położyłem się pod fotelem

     

    Klaudia zsunęła stópki i położyła mi na twarzy. Mokrymi od potu stopami jeździła mi po twarzy, po czasie zacząłem lizać stopy, pomiędzy palcami, po pięcie, później Klaudia znowu postanowiła wiercić mi po twarzy swoimi pomarańczowo-czerwonymi podeszwami stóp. Później znów zacząłem lizać. Zrobiliśmy kilka takich powtórzeń, po czym położyła mi swoje stopy: jedną na nosie, jedną na ustach. Całe te zabawy łącznie z tym leżeniem pod jej stopami zajęły łącznie kilka godzin. Kilka godzin przyjemności i swoją drogą kilka godzin ukrywania silnej erekcji. Nie było łatwo, ale chyba się udało.

    Kiedy wstałem, Uświadomiłem sobie, że przecież jeszcze jednej pieszczoty nie zaserwowałem mojej przyjaciółce. Wziąłem stopę Klaudii i włożyłem ją sobie do ust, ssać wszystkie palce naraz , a każdy osobno. Kiedy wszystko skończyliśmy była już godzina 19.45. Przez tyle godzin lizałem stopy mojej przyjaciółce. Nie żałowałem ani sekundy.

     

    – Wiesz co ci powiem, ten twój fetysz jest wspaniały, czuję się mega, taka wyluzowana, dziękuję – powiedziała po czym pocałowała mnie w usta.

     

    Po pocałunku powiedziałem tylko:

    – To ja ci dziękuję, błagam cię nie mów nikomu o tym i pamiętaj, że jakby co to ja mogę o każdej porze dnia i nocy

    – Spoko, nikomu o tym nie powiem i na pewno to powtórzymy.

    Uśmiechnąłem się tylko i objąłem ją w pół.

    Kilka minut później, Uznała, że jej czarne wciąż śmierdzące skarpetki, będą wspaniałą nagrodą za masaż ustami. Bardzo dobrze uznała!

    Kiedy chciała nałożyć buty, nagle skierowała nos ku jednemu z nich.

     

    – O kurwaa *kaszlnięcie*, Jakie mocne, masz – Podała mi drugiego buta.

     

    Rzeczywiście, smród był przenikliwy i tym razem oboje się o tym przekonaliśmy. Po około dwuminutowym wąchaniu odłożyliśmy buty, a na końcu ubrałem jej oba.

    Ta wycieczka była najbardziej udaną w moim życiu:

    Świetny początek, niezwykły Kraków i wspaniały powrót. Życzę każdemu fetyszyście aby dostał takiego lizaka jak ja i aby odwiedził później jego…hmm fabrykę 😉

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    M.W