Blog

  • Niezapomniana kolacja

    Zapadł zmierzch. Las tonął w mroku. Nadal było ciepło, ale stawało się coraz ciszej. Cykały świerszcze. Zatrzeszczało drzewo pochylające się pod wpływem podmuchu wiatru. Po chwili dało się słyszeć głuche uderzenia szyszek spadających na ścieżkę. Gdzieśpohukiwała sowa. Nad śródleśną łąką już z daleka widoczne były, ruszające się wśród traw i niskich gałęzi, pojedyncze i w małych grupach, światła. To świetliki przystępowały do lotów godowych. Tutaj ledwie docierały odgłosy zabawy z okolicznych kawiarni i restauracji. Ptaki już nie śpiewały. Na dróżce pojawiła się łasica. Przystanęła, rozejrzała się i czmychnęła w kierunku pobliskich krzaków, wyraźnie czymś spłoszona. Delikatne podmuchy wiatru i szum drzew działałyby kojąco na spóźnionych spacerowiczów. Jednak tym razem w lesie nikogo już nie było.

    A jednak… Zapadający w sen las nagle rozdarł krzyk. Po chwili na dróżce pojawiła się młoda, atrakcyjna kobieta. Biegła z trudem. W ręku trzymała torebkę. Na chwilę zatrzymała się. Ciężko oddychała. Trzęsła się z przerażenia. Gwałtownie odwróciła się i przestraszonym, rozedrganym wzrokiem szukała napastników. Niewinna, mile zapowiadająca się kolacja, nagle przerodziła się w koszmar. Nie tego spodziewała się po niezobowiązującym wieczornym spotkaniu z nowo poznanymi wczasowiczami.

    *

    – Przepraszam, można przysiąść się? – uprzejmy męski głos przywrócił ją do rzeczywistości. Przerwała lekturę. Dłonią przytrzymała otwartą książkę i podniosła wzrok. Lekko pochylony, szczupły brunet, w średnim wieku, ubrany w jasnoszare spodnie i granatową koszulkę polo, uśmiechał się przyjaźnie, oczekując na odpowiedź. Rozejrzała się. Fakt, wszystkie stoliki były zajęte.

    – Naturalnie. Proszę – wskazała wolny fotel po drugiej stronie stolika, wypiła łyk mrożonej herbaty i ponownie zagłębiła się w lekturze.

    – Dziękujemy – odpowiedział uprzejmie, skłonił głowę i usiadł w plastikowym fotelu. Jego młodszy kolega, blondyn o bujnej, ale zadbanej czuprynie, ubrany w dżinsy i różową koszulę, podszedł, przywitał się i siadł obok kolegi. Panowie, zwróceni ku sobie, rozmawiali w miarę cicho, starając się nie przeszkadzać kobiecie. Złożyli zamówienie. Brunet miał skronie przyprószone siwizną, co dodawało mu uroku, i dopiero teraz, dyskretnie obserwując rozmówców kątem oka, dostrzegła dzielącą ich sporą różnicę wieku. Z kolei ona z upływem czasu coraz bardziej wsłuchiwała się w cichy dialog. Od kilku minut nie przeczytała słowa. Panowie kontynuowali rozmowę, popijając zamówione napoje.

    – I kiedy wylot? – zapytał brunet.

    – Najpóźniej za trzy dni – odrzekł blondyn.

    – Czyli przyjazd tutaj to była najwyżej zapowiedź urlopu – skonstatował z ironią pierwszy z nich. – Już teraz powinniśmy siedzieć w papierach i ponownie wszystko przeanalizować.

    – Stary, zdążymy. Spoko. Teraz daj popracować prawnikowi. Nam jeden dzień w zupełności wystarczy. A ty przyjedziesz jeszcze raz – uśmiechnięty blondyn nachylił się i klepnął go w kolano.

    – Przecież potem mamy spotkania z obydwoma kontrahentami z Niemiec! – syknął zirytowany. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, a wiesz, że jesteśmy przygotowani, to następne dwa, trzy tygodnie, jeżeli nie dłużej, przesiedzimy i w Niemczech, i na trasie do naszej firmy – westchnął ciężko. – Pracownikom wstrzymamy urlopy. Jeszcze negocjacje i przedłużenie umowy z prawnikiem, jeżeli zgodzi się. Jeżeli nie, mamy dzień, góra dwa na znalezienie nowego i wprowadzenie w sprawę. No, i jak najszybciej trzeba poszukać nowego biura rachunkowego, więc o jakim drugim przyjeździe bredzisz? – wyliczał brunet wyraźnie poddenerwowany humorem kolegi. – We wrześniu mam się opalać? – skrzywił się. – Może od razu zarezerwuję solarium na październik?

    Blondyna nie opuszczał dobry humor.

    – Prawnik i biuro to pryszcz. Góra kilka godzin i będzie załatwione – lekceważąco machnął ręką. – Zaplanuj jakąś późną Hiszpanię albo Grecję, albo nawet Afrykę – odniósł się do terminu urlopu kolegi. – Bo jak nie zapracujesz, to nie zarobisz. Nie zarobisz – nie pojedziesz – westchnął smutno. – Ale jeżeli nie pojedziesz, to możesz chociaż… – przerwał, mrugnął okiem i wykonał popularny gest kantem dłoni.

    – Ścianę przesuwałeś głową czy na słońcu siedziałeś za długo? – brunet prawie warknął scenicznym szeptem. – Alkoholem mam poprawiać humor? – wręcz był obruszony sugestią kolegi, wiercąc się w plastikowym fotelu. – Alkohol przytępia zmysły, a nas czeka sporo pracy. O kaloriach nie wspomnę, a poza tym… – dyskretnie spojrzał na sąsiadkę, wymownie na kolegę i zrezygnowany machnął ręką.

    – Ja z kobietami nie mam problemów – szeroko uśmiechnął się blondyn i rozparł w fotelu, zakładając ręce za głowę. Wręcz promieniał.  

    – No, na pewno. Też mi nowina – prychnął brunet, kiwając głową. Blondynowi uśmiech zgasł na ustach. Rozmowa urwała się. W milczeniu popijali napoje, rozglądali się.

    Nagle blondyn wyprostował się. Odstawił napój. Był ożywiony. Spojrzał na kobietę, potem na mężczyznę i nachylił się ku nieznajomej.

    – Przepraszam panią, mogę na chwilę przerwać lekturę? – patrzył w jej kierunku z zagadkowym uśmiechem.

    – Słucham? – spojrzała na niego uważnie, lekko mrużąc oczy. Instynktownie wyczuwała podstęp.

    – Wybaczy pani, ale z kolegą próbujemy świętować sukces naszej firmy i, przynajmniej na razie,  idzie nam wyjątkowo kiepsko – nieco odsunął się od bruneta.

    – Zapowiedź sukcesu – sprecyzował posępny brunet, patrząc na wspólnika.

    – Głównie za sprawą mojego zapracowanego i podstarzałego kolegi – ciągnął niezrażony blondyn i dyskretnie mrugnął do niej. I zręcznie uchylił się przed zwiniętą gazetą, którą mężczyzna próbował zdzielić wspólnika. – Na dodatek, jak widać, w sytuacjach stresogennych stosuje przemoc – kolejne mrugnięcie okiem. Wstał, poprawił swoją różową koszulę, jakby za chwilę miał dodać do niej krawat. Lekko przechylając głowę i kładąc prawą dłoń na sercu zapytał: Czy zechciałaby pani spędzić dzisiejszy wieczór w moim towarzystwie? – rzekł z delikatnym uśmiechem.

    Zaskoczenie malujące się na twarzach obojga wystarczyło mu. Był z siebie zadowolony.

    – Oczywiście, możemy zabrać mojego kolegę, jeżeli zechce pani męczyć się i w jego towarzystwie – uśmiech nie znikał z jego ust. – Naturalnie, jeżeli jest pani z koleżanką, zapraszam obie panie. Ktoś musi zaopiekować się moim trudnym kolegą – tym razem gazeta z głośnym trzaskiem dosięgła jego czterech liter. – …który jednak preferuje rozwiązania siłowe zamiast dialogu – wytrwale kontynuował blondyn. – Sądzi pani, że to konsekwencje jakiegoś problemu z dzieciństwa? Rodzice zamykali go w pokoju bez kolacji? – zadając pytanie, blondyn podparł brodę dłonią i z udawanym zainteresowaniem przyglądał się starszemu koledze.

    Kobieta patrzyła w milczeniu, ale jej twarz była pogodna. Rozbawił ją tym żartem z kolegi.

    – Marek, przestań już – starszy mężczyzna z rezygnacją machnął ręką. Pochylił głowę. Wydawał się zmęczony jego żartami.

    – O, przepraszam, nie przedstawiłem się – blondyn opuścił ręce i ukłonił się – mam na imię Marek. I mój targany problemami zawodowymi kolega – Jerzy. On jest tą gorszą połową w kierowanej przez nas firmie. Wszelkie uroki i zalety posiadam ja. Na wyłączność! A mieszkamy w tym pensjonacie – blondyn dłonią wskazał elegancki budynek usytuowany za kawiarnią. – Umówmy się na dwugodzinne spotkanie. Mają tutaj naprawdę smaczne posiłki. Jeżeli będzie pani znudzona moim kolegą, pożegnamy się wcześniej. I odprowadzimy! Zgodzi się pani? – ponowił pytanie.

    – Dziękuję, ale pana propozycja zaskoczyła mnie. Nie jestem przygotowana. W ogóle nie znam panów. I jestem tutaj z… kolegą – popatrzyła na nich bez uśmiechu.

    – Trudno, ale to nie jest problem – blondyn podniósł obie ręce w obronnym geście, prostując się. – Zapraszam panią z kolegą na kolację i koleżanką, jeżeli jakąkolwiek pani znajdzie do godziny 20. – Nachylił się do niej. – Fajny kolega? Może mężczyzna mu pomoże? – szepnął teatralnym tonem. W jego głosie nadzieja walczyła z hamowanym wybuchem śmiechu.  

    Zanim coś jeszcze dodał, starszy z mężczyzn przejął prowadzenie rozmowy.  

    – Wybaczy pani koledze, jest młody, nieokrzesany. – Usiądź, synku – polecił wspólnikowi ojcowskim tonem. Rozbawiony Marek grzecznie usiadł i położył dłonie na stole. Uśmiechał się do kobiety. Jeszcze…

    – O tej porze od przedszkola mama kładzie go na poobiednią drzemkę, a tutaj jest bez rodziców i najwyraźniej sam nie daję sobie z nim rady. Po obiedzie wypił całą puszkę coli, zagryzł chipsami i proszę… – Jerzy rozłożył ręce w geście podkreślającym jego bezsilność. – Podejrzewam, że jeszcze nawąchał się Nutelli i stąd jego nienaturalne ożywienie – ostatnie zdanie wymówił konspiracyjnym tonem, uważnie przy tym rozglądając się. – Zapewne pani, jak i pani znajomi, ma większe doświadczenie niż ja w opiekowaniu się takimi bachorami. Dlatego zapraszam państwa na kolację na godzinę 20. Omówimy metody spacyfikowania tego… – zawiesił na chwilę głos, zdegustowany patrząc na różową koszulę. – W restauracji obok naszego pensjonatu, zgoda? Marek, płacisz i czekasz na panią w recepcji przed godziną 20. – Polecenie Jerzy skierował do kolegi, uderzając złożoną gazetą w jego ramię. Blondyn ze smętnym uśmiechem pokiwał głową. Zdawał sobie sprawę, że przegrał z ironią kolegi. Widział to w oczach rozbawionej kobiety.

    – Jestem Sylwia – przedstawiła się kobieta z pogodnym wyrazem twarzy. – Dobrze. Skorzystamy z panów zaproszenia. Mam samotną sąsiadkę, moją rówieśniczkę. Również i ją zapytam. Czy panowie zgadzają się? – sprytnie wybrnęła z małego kłamstewka. Jerzy ochoczo przytaknął.

    – Naturalnie, będziemy zachwyceni – zrezygnowany Marek kiwnął głową, nie patrząc w jej stronę.

    *

    Do ośrodka wracała ożywiona i w wyśmienitym humorze. Mężczyźni spodobali się kobiecie. Po namyśle uznała, że takie spotkanie może być miłym i ekscytującym przerywnikiem w dość monotonnym urlopie. Inaczej wyobrażała sobie jego przebieg, liczyła na więcej wrażeń, ale koleżanka narzucała jeszcze swoje ograniczenia.

    – Może oni ją rozruszają? – powiedziała głośno i zaśmiała się. Rozejrzała się i z ulgą odetchnęła. Nikogo nie było w zasięgu wzroku.

    *

    Mężczyźni po pożegnaniu z kobietą usiedli i milcząc, uważnie patrzyli na siebie. Marek wytrzymywał poważny, wręcz krytyczny wzrok Jerzego. Po dłuższej chwili, kiedy nie padło ani jedno słowo, Marek puścił oko do wspólnika i lekko uśmiechnął się. Jerzy nawet nie drgnął. Nadal patrzył kamiennym wzrokiem na kolegę. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Po dłuższej chwili zrezygnowany opuścił głowę, kręcąc nią. Kiedy wyprostował się i spojrzał na Marka, na jego ustach zagościł lekki uśmiech.

    – No widzisz, wszystko będzie dobrze. Jeszcze ostro zabawimy się. I to dzisiaj – blondyn przywołał kelnera i zamówił drinki.

    – Ja, pewnie tak, ale ty najwyżej popatrzysz – odrzekł brunet, z politowaniem patrząc na kolegę. Ten w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.  

    *

    Budynek zniknął jej z oczu, weszła do lasu i kierowała się do pensjonatu mężczyzn, z którymi była umówiona. Sylwia była niezadowolona i obrażona na koleżankę. Nie chciała ich ponownie oszukiwać, więc poszła sama, bo koleżanka nagle okazała się znacznie mniej rozrywkowa, niż początkowo przypuszczała. Szła dość szybko, bo ścieżka była ubita, więc szpilki przy jej sandałkach nie wbijały się w podłoże. Założyła zwiewną seledynową spódniczkę i białą bluzkę bez rękawków. Jasne kolory świetnie podkreślały jej opaleniznę. Spory dekolt w płóciennej bluzce eksponował kształtny biust i ujawniał biały ślad po staniku. Była szczupła. Aktywnie dbała o swój wygląd. Latem grała w tenisa, przez cały rok systematycznie pływała i uprawiała aerobik. Miała 36 lat, ale każdy sądził, że dopiero przekracza trzydziestkę. Nie miała zatem czego wstydzić się. Było ciepło, więc zrezygnowała ze stanika. Rozpuściła włosy, które opadały na ramiona. Drobna biżuteria i biała kopertówka dopełniały całości, a łańcuszek na nodze pasował do błyszczących sandałków. Kiedy wychodziła z ośrodka wczasowego, kilku mężczyzn obejrzało się za nią.   

    *

    – „Głupio to wszystko wyszło” – myślała, wracając przez las godzinę później. Była wściekła na siebie. Panowie już wypili po drinku albo dwóch i byli w humorze. I chyba nastawieni na więcej niż wspólną kolację. Jej takie tempo nie odpowiadało. Wraz z kolejnymi toastami sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna. Siedziała jak na szpilkach. Ale uwaga blondyna była już jednoznaczna, prawie wulgarna. Wolała zakończyć spotkanie po godzinie, zanim zacznie się robić nieprzyjemnie. Kiedy wstawała, żegnając się w pośpiechu, blondyn mocno chwycił ją za rękę, odezwał się niegrzecznie, więc po krótkiej szarpaninie wyrwała rękę i prawie wybiegła z restauracji. Inni przyglądali się temu, co dzieje się przy ich stoliku. Rozwścieczony blondyn chciał ruszyć w jej ślady, ale starszy kolega w porę interweniował. Zdenerwowana wracała do ośrodka i ciągle analizowała sytuację przy stoliku.

    Nagle zatrzymała się. Odwróciła głowę i mimo woli krzyknęła. Na ścieżce, jeszcze w sporej odległości, dojrzała zarys dwóch męskich postaci. Niedawni znajomi podążali za nią! Przestraszyła się. Poczuła jak serce kołacze jej ze strachu. Z wrażenia wręcz zamarła na chwilę. Dość szybko zbliżali się. Świadoma grożącego jej niebezpieczeństwa otrząsnęła się z odrętwienia. Ponownie ruszyła biegiem przed siebie. Mężczyźni zauważyli ją i też zaczęli biec.

    Właśnie mijała skrzyżowanie dwóch ścieżek, które oznaczało, że niedługo pokona jedną trzecią trasy do ośrodka. Przed nią było jeszcze około 500 metrów, a wcześniej małe wzniesienie, które teraz w oddali jawiło się jak mur. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach mijała zakręt, kiedy nagle wypadł w jej kierunku mężczyzna. Błyskawicznie rzucił się na nią i zaraz, jak rażony piorunem, upadł na ścieżkę. Zawył z bólu. Gwałtownie odskoczyła z krzykiem i nieporadnie, ale najszybciej jak potrafiła, pobiegła przed siebie.

    Wściekły napastnik, nadal stękając z bólu i przeklinając, powoli podnosił się, otrzepując z piasku dżinsy i koszulkę. Po chwili, zwabieni krzykiem, podbiegli do niego dwaj kompani.

    – Już miałem dziwkę, ale wyjebałem nogą o jakiś korzeń – wystękał wściekły. – Chyba złamałem palce – dokończył żałosnym tonem.

    Obydwaj zignorowali żale przeklinającego kolegi. Teraz uważnie rozglądali się.

    – Idź ścieżką, a my rozdzielimy się. Spotkamy się przed wzniesieniem – powiedział młodszy i pobiegł w prawo, starszy, atletycznie zbudowany, bez słowa ruszył w lewo. Wspólnik, z wydatnym brzuszkiem, ciągle stękając, karnie ruszył przed siebie, podpierając się znalezioną gałęzią.

    Już widziała pagórek, za którym ścieżka będzie lepiej widoczna, dzięki blaskowi lamp ośrodka. Zdjęła sandałki, które znacznie spowalniały ucieczkę i trzymając je za szpilki w jednej ręce, a torebkę w drugiej, biegiem ruszyła przed siebie.

    Zasapana zatrzymała się i rozejrzała. Miała wrażenie, że gdzieś w oddali dostrzegła jakiś ruch. Wytężyła wzrok, ale teraz niczego nie zobaczyła. Nagle usłyszała z lewej strony hałas wywołany przedzieraniem się przez krzaki. Przerażona krzyknęła, odwróciła się gwałtownie ku źródłu hałasu, cofnęła, podniosła sandałki, kopertówkę i trzęsąc się, rzuciła nimi w kierunku mężczyzny wyłaniającego się z krzaków. W tym samym momencie poczuła jak od tyłu czyjaś ręka ściska ją w pasie żelaznym chwytem, przyciąga do siebie i odrywa od ziemi, a druga zatyka usta.

    – Wreszcie mamy naszą sarenkę! – usłyszała radosny głos.

    *

    Brunet, sapiąc, zatrzymał się na ulicy. Uważnie rozejrzał się, a potem, zrezygnowany, zapalił papierosa. Był zdenerwowany. Kobieta wybiegła z restauracji, bo jego wspólnik idiotycznym tekstem spłoszył ją. Pokręcił głową z niezadowoleniem. A mógł ją mieć. Wydawało mu się, że ruszyła w przeciwnym kierunku niż jej ośrodek i chciał ruszyć w tamtym kierunku, ale w tym momencie wyszedł z restauracji uśmiechnięty blondyn.

    – I gdzie nasza dzika laska? – zagaił wesoło, niezdarnie chowając portfel. Naprawdę wypił za dużo.

    – A skąd mam wiedzieć? Raczej nie miała ochoty na dalszy ciąg z twoim udziałem – odrzekł spokojnie Jerzy. – Musiałeś być taki wulgarny? – spojrzał na niego z irytacją. – Powinieneś pić mleko, a nie alkohol. Dla ciebie to i herbata będzie za mocna – zirytowany Jerzy kręcił głową i ponownie uważnie lustrował okolicę.

    – Ty też jej nie przypadłeś do gustu, staruszku – odciął się. – Nie martw się. Nie ta, to będzie inna. Stać cię na każdą – przez chwilę toczył zaciętą walkę o utrzymanie równowagi. I wygrał. Rozejrzał się zadowolony. – Cholera, muszę coś wyruchać – blondyn na chwiejnych nogach ostentacyjnie przeciągał się. Już miał inny, atrakcyjny cel tego wieczoru. Reszta przestała go interesować. Była przeszłością.

    – Tak? To idź do łazienki. A potem posprzątaj po sobie – poradził mu Jerzy, głośno wydmuchując dym i nadal rozglądając się po okolicy.

    – Zadzwoniłbyś gdzieś… – blondyn kiwał się i patrzył prosząco na kolegę.

    – Taa, jasne, zadzwonię. Raz w rynnę i dwa razy w parapet! Stary, gdzie ja ci tutaj znajdę geja o tej porze? – skrzywił się brunet. Po chwili przyjrzał się krytycznie podpitemu koledze. Złość na utalentowanego współtwórcę sukcesu ich firmy szybko mijała. Milczeli przez dłuższą chwilę. Blondyn chwiał się.

    – Kurde, naprawdę robię za twojego opiekuna – Jerzy westchnął ciężko i pokręcił głową. Po raz ostatni rozejrzał się za ich znajomą. Rzucił papierosa na chodnik i zgasił go butem. Zrezygnowany objął Marka ramieniem i razem ruszyli do pensjonatu.

    – A mogło być tak pięknie – Jerzy ze smutkiem kiwał głową. – To była naprawdę urocza foczka. A ty mi wszystko zepsułeś, zazdrosny geju.

    Skruszony blondyn dreptał pochylony, podtrzymywany przez kolegę, nieskładnie mamrocząc jakieś przeprosiny.  

    *

    Dwóch mężczyzn z wysiłkiem prowadziło ją przez las, z każdym krokiem oddalając się od ośrodka. Przerażona szamotała się, ale była bezradna. Wykręcili jej ręce, zmuszając do pochylenia się, a starszy trzymał ją za kark. W usta miała wetkniętą szmatę śmierdzącą alkoholem, której nie potrafiła wypluć. Łzy spływały po jej policzkach. Krzyki przerażenia tłumiła szmata. Las spał…

    Co jakiś czas, młodszy z mężczyzn, wolną ręką klepał ją po tyłku. Potem zarzucił spódniczkę na plecy pochylonej kobiety i kiedy zdołał nieco ściągnąć stringi, zanurzył dłoń między pośladkami. Krzyknęła i szarpnęła tułowiem. W odpowiedzi dostała siarczystego klapsa i znowu poczuła dłoń grzebiącą między jej pośladkami. Niecierpliwa dłoń zatrzymała się na odbycie, ale po chwili ruszyła i dotarła do pochwy. Przystanęli.

    – Testuję dupę. Trzeba wiedzieć, co wyruchamy – usłyszała ten sam wesoły głos. Mężczyzna zarechotał i najpierw zaczął pocierać, a potem ciągnąć wargi sromowe. Stał się jeszcze bardziej natarczywy. Palce wsuwał do pochwy. Najpierw dwa, potem trzy, potem dołączył czwarty… Krzyczała z bólu i przerażenia. Płakała i gwałtownie próbowała odsunąć się, ale starszy z mężczyzn zablokował ją swoim tułowiem. Młody wyjął palce z pochwy i mocno ścisnął łechtaczkę. Aż zawyła z bólu, przestępując z nogi na nogę. Rozbawieni mężczyźni roześmiali się głośno. Usłyszała, że nadchodzi ktoś trzeci, postękując z wysiłku.

    – No, macie dziwkę – stęknął ten trzeci. Stanął za nią i solidnie kopnął ją kolanem. Głośno jęknęła z bólu. – To za moją nogę. Rozkładajcie dupę! – stęknął, z wysiłkiem opierając się o drzewo.

    Atletycznie zbudowany mężczyzna puścił jej kark i chwycił obie ręce. Młodszy z mężczyzn zapalił latarkę i zaświecił w jej twarz. Kiedy zgasił, stanął przed nią. Była oślepiona. Nic nie widziała, a on dwoma energicznymi ruchami rozerwał jej bluzkę.

    – Ale z niej pizda! Nie ma stanika – zdziwił się chłopak. – Chyba szła kurwić się? – spojrzał pytająco na kolegów, jakby u nich szukał potwierdzenia swoich przypuszczeń. Z pomocą milczącego kompana zdjął porwaną bluzkę z jej rąk. Próbowała kopnąć go i wyrwać rękę, ale mocne uderzenie w twarz prawie pozbawiło ją przytomności.

    – Co za suka, jeszcze drażni się – z irytacją kręcił głową trzeci, spod drzewa przyglądając się zabiegom kolegów. – Młody, dalej! – niecierpliwie ponaglił chłopaka.

    Położyli ją twarzą do ziemi, a noga atlety tak solidnie przydepnęła jej tułów, że kobiecie zabrakło tchu. Wtedy bluzką solidnie skrępowali jej ręce. Cały czas szamotała się, bezskutecznie próbując wyrwać się z ich uścisków. Dokładnie sprawdzili wiązanie. Potem powoli postawili ją i sami ciasno ustawili się wokół swojej skrępowanej ‘zdobyczy’. Wręcz przylgnęli do niej. Nie mogła zrobić nawet małego kroku. Dotykali jej. Zachłannie macali. Dłońmi czynili to nachalnie, a penisami przez spodnie na razie delikatnie, raczej przypadkowo. Byli bardzo podnieceni. Podniosła głowę, żeby chociaż mniej czuć odór alkoholu i niemytych ciał. Co jakiś czas ktoś obracał ją w miejscu. Dzięki temu macali ją, oglądając ją z innej strony. Zanim zorientowała się w ich zamiarach i zdołała zareagować, jakieś ręce rozpięły i ściągnęły z niej spódniczkę. Chwilę później jedno szarpnięcie, innej pary rąk, ściągnęło stringi poniżej kolan.

    Nawet nie zdążyła zaprotestować! Była przerażona, ale obnażanie wzbudziło w niej wściekłość. Chciała sprzeciwić się, krzyknąć, ponownie utrudnić rozbieranie, ale znowu, zanim zdążyła cokolwiek zrobić, ktoś uniósł ją, a inny szybko ściągnął spódniczkę i stringi. Teraz stała naga, z potarganymi włosami, z ciałem pobrudzonym ziemią. Mężczyźni cofnęli się o dwa kroki.

    – Nooo… – po chwili ciszy, wypełnionej taksowaniem ciała w świetle latarek, usłyszała pomruk aprobaty. Trzy snopy światła chaotycznie biegały po niej. Czuła oddechy mężczyzn przesiąknięte alkoholem. I wyczuwalne, rosnące napięcie.

    – Bawimy się! – ktoś nagle rzucił komendę i silnie pchnął kobietę w kierunku pozostałych. Pod wpływem impetu nieporadnie wykonała dwa drobne kroki i nim zderzyła się z jednym z mężczyzn, kolejna ręka mocno pchnęła ją w innym kierunku. Każdy z nich trzymał latarkę, którą świecił w jej twarz, a drugą ręką pchał w kierunku kolegów. Odskakiwała od jednego do drugiego. Z trudem utrzymywała równowagę. Związane ręce nie ułatwiały balansowania ciałem. Nie zdołała zobaczyć żadnej twarzy, tylko błyski światła. Próbowała przeciwstawić się, zatrzymać chociaż na chwilę, ale tylko bezradnie miotała się między nimi.

    W ten sposób poniewierali nią przez kilka minut, dotykając jej dekoltu, twarzy, brzucha i pleców, coraz głośniej rechocząc, żartując i powoli zacieśniając krąg. Próba wyminięcia ich skazana była na niepowodzenie. Potykała się o własne nogi, przydeptywała palce. Napastnicy bawili się nią jak kot myszką. Im bardziej stawała się zmęczona, tym bardziej stawali się natarczywi i agresywni. Bardziej władczy. Teraz popychali ją, dotykając tylko piersi, pośladków, krocza. Pchnięcia były mocne jak uderzenia. Czasami pomagali sobie nogą. Czasami szczypali ją. I wybuchali śmiechem, kiedy odskakiwała z okrzykiem wywołanym bólem. Oślepiona, wyczerpana, ledwie żywa, była zdana wyłącznie na ich łaskę. Czuła się jak zwierzę bezradnie ciskające się w małej klatce, którego los został już przesądzony.

    – „Byku”, ruszaj! – rzucił któryś za jej plecami.

    Wywołany mężczyzna, o atletycznej budowie, bez słowa chwycił ją za włosy i pociągnął na ziemię. Walczyła, opierała się, ale jednak schyliła głowę, żeby złagodzić ból. Tymczasem inny ukląkł na jedno kolano. „Byk” przełożył kobietę przez jego udo jak przez barierkę i zmusił do klęknięcia. Nie była w stanie opierać się. Nogi trzymała ściśnięte. Klęczący chwycił ją za kark i pchał w dół. Drugi stanął z tyłu i brutalnie nadepnął na jej nogi. Pod wpływem bólu krzyknęła i szybko rozsunęła je. Już nie pozwolili ich złączyć. Kilkoma szarpnięciami rozsunęli je jeszcze bardziej. Po chwili oczekiwania usłyszała jak „Byk” staje za nią, rozpina rozporek i zaraz poczuła penisa ocieranego o uda, pochwę. Desperacko próbowała ruszać tułowiem, nogami, ale solidnie blokowali jej tułów, jak i rozstawione nogi. Z ust wypełnionych szmatą wydobywało się jedynie stłumiony płacz.

    – Zaraz sobie poskaczesz – usłyszała za sobą podniecony głos i poczuła wilgotne palce brutalnie pchane do pochwy. Płacz przeszedł w wycie, kiedy palce zastąpił członek. Czuła jak z oporem twardy i wilgotny penis bezwzględnie wsuwa się centymetr po centymetrze i wypełnia ją. A ona nie chciała tego!! Nie z nimi! Nie w taki sposób! Nigdy z takimi bydlakami! Próbowała to wykrzyczeć. Próbowała wyrwać się, powstrzymać ich, skłonić do zmiany decyzji. Jednak jej opór tylko dodatkowo podniecał mężczyzn. Lubili przemoc.

    – No, suko, teraz skacz – sapnął „Byk”, ruchając kobietę. Trzymał ją za biodra, stojąc na ugiętych nogach. Kiedy trochę uspokoiła się, ukląkł i ruchał ją jeszcze mocniej. Szarpał jej ciało. Koledzy dopingowali „Byka”.

    Zamienili się miejscami. Drugi wszedł kulejący mężczyzna. – Takiej kurwie należy się coś specjalnego – wystękał i wychylił się do przodu. – Za moją nogę – pierwszemu mocnemu pchnięciu penisa towarzyszyło uderzenie w twarz. Potem wyprostował się i co jakiś czas kolejnemu wbiciu członka towarzyszył solidny klaps w pośladek.

    *

    Kiedy młody skończył pierwszą kolejkę, ułożyli swoją ‘zdobycz’ na lewym boku i po kolei rżnęli, klęcząc albo układając się za nią, kiedy ta nadal szamotała się, próbując utrudnić im kopulację. Pozostali chętnie przyglądali się, na zmianę obmacując jej piersi i krocze. Kiedy dwaj wspólnicy po kolei rżnęli kobietę, młody podduszał ją i z zadowoleniem patrzył jak rozpaczliwie rzuca nogami i głową, walcząc o dostęp do powietrza. Kolegów bawiło kibicowanie pastwieniu się nad bezbronną ‘zdobyczą’ z ich polowania. Ich młodszy kolega miał „naturalny talent” w tym zakresie. Był sadystą, który właśnie upajał się cierpieniem Sylwii.

    – Zobaczcie, jak z hardej kurwy można zrobić posłuszną kurwę – kulawy z dumą obserwował zachowanie młodego. W końcu to on nauczył go oswajania agresywnych kobiet. Prymitywna przemoc fizyczna dominowała w skromnym wachlarzu ich ‘technik’.

    Byli podnieceni sytuacją i rechotali, obserwując bezradną Sylwię. Taka atrakcyjna i nieprzystępna kurwa leżała przed nimi i była im posłuszna! Po wyniosłości ofiary ich polowania już dawno nie było śladu. Panowali nad nią!

    Kiedy przyszła kolej młodego, niechętnie puścił jej nos. Kończył kolejkę rżnąc od tyłu złapaną babkę. Klęczała i opierała się głową o darń. Mężczyzna klęczał, ale i tak lewą ręką zdołał ścisnąć jej szyję. Kiedy zamierzał wyjść, jeszcze wyprostował ją, zębami dosięgnął opuszka jej ucha i zaczął gryźć go. Mocno. Bardzo mocno. Wręcz nieludzkie wycie wydarło się z ust kobiety, tłumione szmatą. Młody rozluźnił szczęki. Kobieta zaniosła się płaczem. Pchnął jeszcze kilka razy biodrami i wstał zadowolony z siebie. Spojrzał na kolegów. Wytarł usta ubrudzone krwią.  

    – Kurwa będzie miała pamiątkę od nas! – był dumny ze swojej pomysłowości. – A może odgryziemy sutki? – zadowolony spojrzał z nadzieją na kolegów. Atletycznie zbudowany mężczyzna wykonał ruch jakby zamierzał od razu zrealizować pomysł, ale kulejący wspólnik powstrzymał go.

    – Dajcie spokój – machnął lekceważąco ręką. – Niech coś zostanie z tej kurwy po naszej jednorazówce. A może jeszcze będziemy mieli ochotę na powtórkę? Kto będzie chciał używać kurwy z defektem? – wzruszył ramionami. Chwycił penisa i zaczął masować go w oczekiwaniu na swoją kolej.

    – Panowie! Czas na drugą dziurkę – zarządził „Byk” po zakończonej kolejce. Ukląkł, wszedł do pochwy i jednocześnie palcami brutalnie szarpał odbyt. Kiedy zakończył tradycyjną kopulację spróbował wepchnąć penisa w drugą dziurkę. – Fajne ma to kakaowe oczko – podniósł głowę w kierunku kolegów. Gwałtowne protesty kobiety rozbawiły całą trójkę. Kulejący mężczyzna stanął przy głowie Sylwii i po chwili zaczął sikać na jej twarz. Skrępowana kobieta energicznie poruszała głową, starała się ją odwrócić, przesunąć, daremnie próbując uniknąć strumienia moczu.

    – Brawo! – śmiał się i klaskał w dłonie młody. – „Byku”, wyjeb ją i dołącz!

    – Jasne, ale ja inaczej – wystękał wzywany. Jeszcze kilka razy mocno uderzył penisem, potem wyszedł, butem przewrócił Sylwię na lewy bok i klęknął nad jej twarzą. Po kilku ruchach penisa wytrysnął. Twarz i włosy kobiety pokryły obfite strugi gęstej spermy. – To jest koktajl – wysapał z dumą, wycierając penisa o jej policzek i szyję.

    Z oporami, ale młody zdołał wejść do odbytu. Poczuł miłe ciepło. Chciał ruchać tak, aż kurwa pod nim zemdleje. Jednocześnie szarpał jej łechtaczkę.

    – Kto się spuści do ryja tej kurwy? – rozejrzał się. Podniecała go bezbronna, szamocząca się kurwa. Teraz znowu miał pełny wzwód. – Lubię takie kocice – sapnął z zadowoleniem, ciągnąc sutek. Ciało kobiety reagowało konwulsjami na brutalne pieszczoty. Wchodził mocno i głęboko, aż po jądra. Jej tłumione wycie wywoływało jeszcze energiczniejsze ruchy.

    – Stary, wepchnij jej latarkę do ryja i zlew gotowy. I tak nikt nie usłyszy jej wrzasków – „Byk” mówił do kulejącego mężczyzny, masturbując się. Już był gotowy do wyjebania miastowej kurwy w usta.

    – Może jeszcze jakaś ‘kanapka’? Dziury się marnują, a kurwa stygnie! – zaproponował rozbawiony młody. Obydwaj zapytani ochoczo i wesoło przytaknęli. Słysząc te słowa, Sylwia zacisnęła mocno powieki i zaczęła bezgłośnie płakać.

    *

    Kobieta raptownie oderwała dłonie od klawiatury laptopa, uważnie przeczytała ostatnie akapity i wydęła wargi w grymasie dezaprobaty. Zadumana spojrzała w okno. Zdjęła spodenki i koszulkę. Stała nago z rękami opartymi na biodrach i intensywnie wpatrywała się w ekran laptopa.

    – Toż to nie jest żaden ostry seks! Kuźwa, to jakaś rzeźnia! Jutro zacznę coś nowego – mruczała niezadowolona z efektów swojej pracy. – O! Może o uzależnionej od seksu Królewnie Śnieżce i siedmiu jurnych krasnoludkach? – Po chwili namysłu potrząsnęła głową i energicznie zamknęła laptop. Nago pomaszerowała do drugiego pokoju. Zamknęła drzwi i usiadła na kanapie obok partnerki oglądającej telewizję. Delikatnie pogłaskała ją po włosach.  

    – Co, suczko? Czekałaś na mnie? – szepnęła, czule patrząc w jej oczy. Oliwia bez słowa położyła dłoń na gładkim kroczu partnerki. Kciukiem zaczęła pocierać wydatną łechtaczkę, a ustami mocno przywarła do jej ust.

    – „Może o nas napisałabym?” – przemknęło jej przez myśl. – „Ale kto będzie czytał o orgietkach lesbijek?”. Oddała namiętny pocałunek, mocując się z języczkiem Oliwki. Podciągnęła koszulkę kochanki i zachłannie sięgnęła dłonią do nagiej, pełnej piersi.

    K o n i e c

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Bez sumiennie zerznieta.

    Zapadła noc, godzina 3 obiła się o szklane zegarki, delikatnie zagłuszając szum torów i mocnego zimnego wiatru za oknem, a kawa delikatnie obijała się o ścianki plastikowego kubka. Znów w podróży, zmęczone oczy i chęć głębokiego snu przepełniły moje pragnienia. Przynajmniej pusty przedział dawał mi odrobinę komfortu. Co rusz popijając kawę i przebierając w nowej muzyce poczułam nutkę podniecenia, nie wiedząc co mnie wkrótce czeka. Głośny i wrogi głos zbliżał się i zbliżał, a między nogami stawałam się coraz bardziej mokra. Wmawiając sobie uspokój się to tylko kontrola biletów, daj sobie spokój Ty wciąż myślisz o seksie niewyżyta suczko. Nie zdołałam wytrzymać i rączka powędrowała mi prosto pod majtki, o kurwa… jękłam, wydawało mi się, że zrobiłam to całkiem głośno bo nagle przedział tuż obok zamilkł, zlałam się zimnym potem i z przerażeniem w oczach nasłuchiwałam kiedy będzie moja kolej, ale nie mogłam się powstrzymać, głos kanara był coraz bliżej, a ja razem z nim. Coraz mocniej i intensywniej zaczęłam czuć to, czego tak bardzo zawsze mi brakuje. Szczyt, Boże On tu idzie moja kolej, biłam się z myślami, przestań! Nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo pragnęłam poczuć swoje soczki na udach. Cała drżałam, wędrując rękami po całym ciele. W tej ekstazie nie mogłam przestać sapać, oddech stał się płytki i zniewalająco przyjemny. Po chwili stał już w drzwiach, kątem oka, zauważyłam, że nie tylko On stał. Kierując wzrok na jego rozporek, uwydatnił się bardzo duży i sztywny kutas. Wstyd i poczucie winy, ale i żądza kolejnej ekscytacji oblała moje ciało. I nadszedł jego czas, pomimo sytuacji, stał twardo’, nieugiętym hardym głosem powiedział. Bilet do kontroli, nie mogłam się powstrzymać, przez sam jego głos i poprzez ruch bioder na fotelu, gdy podawałam mu bilet, zadziałał na mnie szokująco, doszłam drugi raz, drgawki orgazmu i brak sił, pozwoliły na to, że najmniejsze turbulencje pociągu zwaliły mnie na kolana, spojrzałam w górę, próbując wstać. Gdy nagle poczułam silną rękę na swoim ramieniu, która uniemożliwiała mi powstanie, druga delikatnie posunęła moją brodę do góry.  Kierując mój wzrok na jego sztywny z podniecenia kutas. Zasłonił zasłony i rzucił krótkie, jak masz suko ochotę to bierz się do roboty, nie chcesz, żeby ktoś nas nakrył, czyż nie? Musnęłam go szybko i zdecydowanie ustami po spodniach, lecz gdy chciałam rozpiąć mu rozporek rękami złapał mnie sztywno za ręce podniesione do góry, i powiedział. Nie ma łatwo suko, jak chcesz go ssać, musisz poradzić sobie zębami. Rzucił krótkim.. do dzieła. Nie czekałam ani chwili dłużej, szybkim ruchem zerwałam jego spodnie i już po chwili miałam w ustach lekko śmierdzącego sperma kutasa, byłam tak zajebiście mokra, że marzyłam o trzecim orgazmie, ssałam jego penisa, tak kurwa dokładnie, tak jakbym nigdy już nie miała nic pyszniejszego w ustach. Krztusiłam się nim tak łapczywie, że już po 10 minutach ostrego ssania miał dobrze. Rzucił mnie na ziemie. Dość tego wypinaj dupę mała. Takie zdzirowate suki zasługują sobie na ostrą penetracje cipki. W nagrodę spuszczę Ci się do japy, złośliwie się zaśmiał. Już nie będziesz głodna. Poczułam mocne pchnięcia pały w mojej pusi, mocne raptowne, ale to nie było tylko rżnięcie, okazało się, że mój kanar miał nie typowy fetysz, kazał mi przykleić się cyckami do szyby i obserwował je w odbiciu w oknie, po chwili poczułam jego nabrzmiałego chuja w dupie, zawyłam z bólu, ale On widocznie się tym jarał, ciągle obserwował jak jęczę i wije się w odbiciu okna. Boże, słyszę, że ktoś idzie, o nie, On jest pojebany, nie przestaje, muszę się ubrać. Za szybą staję chłopak od cateringu, wielki umięśniony goryl.. odsuwa na chama drzwi i mówi..

    Nie ma bata stary, albo się dzielisz, albo Cię sprzedam szefowi. Boże czułam się jak żywy towar, ale równocześnie strasznie mnie to jarało. Nawet się nie zorientowałam kiedy poczułam dwa kutasy w swoich dziurkach, penetrowali mnie na zmianę, dwie dziury były tak opuchnięte i ciasne, że nie mogłam już więcej oddychać. Nadszedł moment ekstazy, wyszłam z rachuby, który to już raz szczytowałam. Wiem jedno jeszcze kolejnego razu bym nie zniosła.. rzucili mnie na fotele raptownie wyciągając kutasy i waląc sobie nimi przed moją twarzą, kateringowiec powiedział, to teraz otwórz japkę księżniczko, spuścili mi się na twarz, jeszcze przez chwilę patrząc na moje zaspermione ciało i wyszli. Nie wiem co się potem działo, wiem, że ogarnęłam się, i po 10 minutach wyszłam spotkać się z chłopakiem na peron. Gdy Oni stali w oknie i z szyderczym śmiechem machnęli mi na dowodzenia..

    Kochanie, ale jesteś zmęczona, pójdziemy się umyć i położę Cię spać.. Muszę Cię jak najszybciej poznać swoim rodzicą.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zbujnąwyobraźnią

    W mojej głowie tabun takich chorych akcji, jeśli chcecie ich więcej, zostawcie komentarz. 

  • Wesele, zona i nieznajomy cz.I

    Witam, mam na imię Mariusz. Mam 35 lat i jestem żonaty. Moja żona ma na imię Ania i ma 34 lat . Jest brunetką z kręconymi włosami. Po ciąży ma trochę ciałka, ale ogólnie jest szczupła. Zawsze lubiłem jej piersi i pośladki, były w sam raz. Razem jesteśmy od od 15 lat, ale po ślubie tak naprawdę od 8. Mamy syna 5 letniego. Cała ta historia nie jest zmyślona. A więc zaczynamy.

    W roku 2017 a dokładnie w lipcu nie będę pisać gdzie i dokładnie kiedy, zostaliśmy wraz z żoną i synem zaproszeni na wesele. Jako, że zaproszenie wysłali nam znajomi mojej żony w miejscu o prawie 300 km oddalonym od naszego miejsca zamieszkania, zdecydowaliśmy się, że nie zabierzemy syna na tak długą podróż autem, tym bardziej, że nikogo by tam nie znał i na pewno by się nudził, a nasza zabawa ograniczyła by się do doglądania gdzie jest i co robi. Tym bardziej, że chwieliśmy się zabawić razem, bez dziecka, bez obowiązków, jako para, popijając, tańcząc jak za dawnych czasów.

    Po mszy, zajechaliśmy na salę weselną, tam zastaliśmy stoły opisane, gdzie kto ma usiąść. Mieliśmy miejsca wśród młodzieży o 10 lat młodszych od nas, tylko na przeciwko siedział nasz rówieśnik, który jak później się okazało, miał na imię Rafał, i był od nas młodszy o 5 lat. Jak to na weselach bywa, początki zawsze są drętwe, po pierwszym tańcu wyskoczyliśmy z żoną na parkiet, tam dwa szybkie tańce i do stolika na posiłek. Młodzież popijała a ja z żoną po jednym kielichu na rozluźnienie. Żona odeszła, żeby zadzwonić do mamy co z naszym synem, jak się czuje bawi itp. Odeszła od stolika i wyszła na zewnątrz, bo muzyka nie pozwalała na swobodną rozmowę bez wydzierania się do telefonu. Wtedy zagadał Rafał.

    Rafał był normalnym, szczupłym, ale chyba dobrze zbudowanym facetem, trudno było określić bo każdy nosił marynarkę, w sumie mnie to mało wtedy interesowało. Pytał się skąd znamy Parę Młodych, skąd jesteśmy itp. Kiedy tak gadaliśmy dołączyła do nas Ania. Przywitała się i dołączyła do rozmowy. Jak się okazało, Rafał przyjechał sam, bo jego dziewczyna wystawiła go miesiąc temu pod pretekstem niezgodności charakterów. Zaśmiałem się słysząc ten banał.

    I tak minęło kilka godzin, ja z Rafałem i młodymi przy stole polewaliśmy, moja żona, że ma słabą głowę piła co 3 kolejkę, a impreza się już rozkręcała. Bawiliśmy się na parkiecie kilka godzin. Wyskoczyliśmy na zewnątrz porobić kilka zdjęć z Parą Młodych. I tak przy dobrej zabawie zrobiło się szybko ciemno. Wesele trwało dalej, Rafał kilka razy zaprosił moją żonę do tańca, dobrze się bawili. Widać było, że ma dryg do szaleństw na parkiecie, nie to co ja. Po dwóch szybkich kawałkach z głośników poleciała jakaś ballada i Ania podbiegła do mnie i powiedziała, żebym z nią zatańczył. Niestety byłem zajęty rozmową z Panem Młodym więc powiedziałem, że następny utwór to już na pewno z nią zatańczę. Rafał słysząc to powiedział, że chętnie zatańczy. Poprosił moją żonę do tańca, ta zgodziła się niepewnie.

    Na wstępie muszę zaznaczyć, że moja żona to nie typ kokietki, jest raczej wstydliwa i jak to zawsze mi mówiła, jestem jej pierwszym i jedynym facetem i nikogo innego nie potrzebuje. Faktycznie znamy się od szkoły średniej, ona była dziewicą ja prawiczkiem. Ze mną straciła cnotę, wszystkiego uczyłem ją sam. Wcześniej miałem dziewczyny, ona chłopaków nie. Pierwsza miłość francuska, pierwszy seks z gumkami, bez gumki, to pierwsze kroki mojej żony ze mną. Zawsze byłem z tego dumny.

    Tak więc Ania dała się namówić na wolny kawałek z Rafałem, a ja zostałem przy stole wciągając się w rozmowę z Panem Młodym. Kiedy tak rozmawialiśmy, spojrzałem na parkiet, przy przygaszonym świetle dostrzegłem Anię i Rafała jak tańczą. Ania trzymała dystans i nie pozwała na bliższy kontakt. Rozmawiali, śmiali się i dobrze bawili. Kiedy utwór się skończył, zabrzmiało: ” a teraz idziemy na jednego …” i tak Ania i Rafał wrócili do stołu. Wznieśliśmy toast. Żona stwierdziła, że musi iść do toalety. Rafał zaproponował wyjście na zewnątrz na świeże powietrze. Ja już byłem w dobrym humorze, w sumie Rafał też, rozmawialiśmy o głupotach. Nagle Rafał zaskoczył mnie mówiąc:

    – Słuchaj, ta twoja Ania to skarb. Naprawdę nie ściemniam. Super się z nią gada, od razu nawiązaliśmy kontakt, no i … jest, bez obrazy stary, ale bardzo mi sie podoba jako kobieta. Masz szczęście stary.

    Nie wiem, czy miało mnie to wkurzyć miałem się podbudować, miałem poczuć się cholernie dumny. Nic z tych rzeczy. Po prostu chyba alkohol zadziałał, jakiś impuls, jakiś obszar nieodkryty w moim umyśle, że zaintrygowało mnie to co powiedział. Chyba mnie to … podnieciło. Sam byłem zdziwiony. Co mogłem powiedzieć:

    – No nie narzekam, też mi się podoba, ale jest nie do zdobycia, chyba wiesz co mam na myśli ? – zaśmiałem się.

    – No jasne, jasne, tylko mówię, dobrze mieć tak wierną żonę, ja takiego szczęścia nie miałem – powiedział Rafał.

    Nie chciałem ciągnąć tego tematu, sam się domyśliłem. Laska poszła do innego pewnie pod pretekstem jakiś bzdur o niezgodności. Kiedy już mieliśmy wchodzić na salę, powiedziałem:

    – Słuchaj, na pewno poznasz jakąś inną, życie nie kończy się na jednej – zaśmiałem się sam w myślach mówiąc taki banał.

    – No nie wiem, czy poznam tak wierną jak twoja żona – powiedział.

    – No wierna chyba jest, skąd mam wiedzieć, w jej głowie nie siedzę, nigdy nie miałem powodu do zazdrości – odpowiedziałem.

    – No to mały teścik może ?- zapytał.

    – To znaczy ? – zaintrygowało mnie to.

    – No powiedzmy, że przy wolnym tańcu uda mi sie skrócić dystans i chwycić ją za biodra, a może i niżej – zaśmiał się.

    Nie wiem, czy miałem się obrazić, czy coś powiedzieć, chyba normalny facet by tak zrobił, albo by powiedział, żeby spadał. Ja się o dziwo zgodziłem. Byłem ciekaw. Po prostu nigdy się nad tym nie zastanawiałem, jak moja żona zareaguje, gdy inny facet się do niej tuli i chwyta za pośladki. Bywaliśmy wcześniej na weselach, ale nigdy nie zwracałem na to uwagi. Nawet mnie to trochę zaciekawiło jak Ania zareaguje. Odpowiedziałem:

    – Ok, jeżeli ci się nie uda pijesz 5 kielonów z rzędu, a jak się uda to zostanie ci satysfakcja.

    – Spoko – powiedział – najwyżej padnę i będzie pośmiewisko ze mnie po tych 5 kieliszkach.

    Weszliśmy na salę, kilka szybkich kawałków z żoną i Panna młodą, jakaś inną młodą dziewczyną i kolejny kawałek już był wolny. Ania podbiegła, bo to jej ulubiona piosenka, powiedziała:

    – Nawet nie myśl o zejściu z parkietu.

    Widziałem w jej oczach, że ma bardzo dobry humor, chyba już alkohol robił swoje. Zakład to zakład, pomyślałem. Odpowiedziałem żonie:

    – Słuchaj kochanie, jak nie pójdę do kibla, to się zleję i będzie siara.

    – Teraz ? – Zapytała się – Szybko idź i wracaj, poczekam.

    – No teraz, bo za minutę będzie za późno – powiedziałem.

    Wtedy podszedł Rafał i powiedział, że jak pozwolę to zatańczy z moją żoną. Powiedziałem:

    – Ok, bawcie się dobrze, ja idę się wylać i będę lać chyba z 10 minut – zaśmiałem się, obróciłem na pięcie i poszedłem szybko w stronę ubikacji na końcu sali przy recepcji.

    Oczywiście, sikać mi się nie chciało. Światła przygasły, jakieś pojedyncze lampy dawały niewiele światła. Piosenka zaczęła lecieć, a ja stałem schowany w cieniu i przyglądałem się czy wygram zakład czy nie. Na początku tańczyli jak zawsze, Ania trzymała jedną rękę na jego ręce, drugą na ramieniu, typowa rama. Przy refrenie Rafał przyciągnął ją bliżej siebie. Jego ręka spoczywała na biodrach a druga która trzymała rękę mojej żony, przerzucił ją sobie na swoją szyję. Z drugą też tak zrobił. Widziałem, lekkie zawstydzenie Ani i niepewność. Rafał coś do niej mówił i śmiał się. Objął ją za biodra i przyciągną do siebie tak, że byli już blisko siebie. Widziałem jak przestają gadać i Rafał wtula się w jej kręcone włosy. Ona kładzie głowę na jego ramieniu i tak tańczą. Pomyślałem sobie, no i porażka, zakład przegrany. Oglądając ich tak nagle dostrzegłem, że Rafał z bioder przesuwa ręce niżej. Krew we mnie wrzała. Nie wiedziałem czy mam to zakończyć ? Ale jak, wyjść na parkiet i zrobić scenę zazdrości ? Byłem ciekaw co moja żona zrobi.

    Kiedy już jego ręce były na pośladkach Ani, jakby się opamiętała i coś powiedziała. Było widać, że ją przeprasza i wrócili do pozycji klasycznej. Piosenka się skończyła. Wróciliśmy do stołu. Żona poszła porozmawiać z Panną Młodą. Jako pierwszy podjąłem rozmowę:

    – No i co, mamy remis. I tak pozwoliła się przytulić, ale już dalej nie.

    – No chyba tak, chyba dalej by nie pozwoliła przy kolejnej próbie. Powiedzmy, że napijemy się na zdrowie za wierność twojej żony – powiedział.

    I tak wesele mijało, zabawa dobiegła końca. Mi w głowie szumiało i wirowało. Żona jak nigdy, też była podchmielona, ale na pewno nie tak jak ja. Po prostu miała mega dobry humor.

    Wszyscy goście mieli przy sali pokoje w hotelu obok, część gości pojechała, część została. Jako, że byliśmy ostatnimi gośćmi którzy schodzili z parkietu, o mały włos nie mielibyśmy gdzie spać. Ostatni wolny pokój był w hotelu, nie gdzie wszyscy goście na drugim piętrze, a na parterze. W niewielkim pokoju było jedne małżeńskie łoże i nie wiele miejsca na coś innego i łazienka. Poszedłem się myć, po mnie Ania. Kiedy wyszła spod prysznica, spojrzałem na nią, miała koszulkę do spania która sięgała do połowy ud. Naprawdę wyglądała seksownie. Patrząc tak na nią przez chwilę, podziwiałem jej ciało mimo urodzenia dziecka wyglądała doskonale. Koszulka opinała się na piersiach i sutkach. Gdy się położyła obok mnie, przytuliła się i powiedziała, że się świetnie bawiła, było super jak kiedyś, gdy byliśmy młodzi, i że dziękuje za dobrą zabawę. Pocałowałem ją w usta, i chciałem oderwać wargi moje od jej, gdy chwyciła mnie z tyłu za głowę i poczułem jak jej język wsuwa się do moich ust. Zaczęliśmy się lizać. Nie powiem, że bardzo tego potrzebowałem. Kto ma małe dzieci ten wie, że seks przy dziecku to tylko jak śpi, albo w weekendy. Tak wyszło, że razem nie kochaliśmy się od miesiąca, bo nie było okazji, a później dziecko było chore spało z nami przez 2 tygodnie, a każda noc była zarwana. Wiedziałem, że ma ochotę na mnie, w sumie ja też, i to ogromną, i na pewno to też zasługa alkoholu.

    Z pocałunków przeszliśmy do pieszczot. Jedną rękę wsunąłem pod koszulkę nocną i chwyciłem mocno za pierś, poczułem jaka jest twarda, że jest nabrzmiała, sutek jest twardy i sygnalizuje, że Ania jest mocno podniecona. Ona przejechała palcami po moim brzuchu, prowadząc rękę niżej za gumkę od bokserek. Chwyciła mojego nabrzmiałego już penisa. Poczułem przyjemne ruchy, jak przesuwa ręką w górę i dół.

    Muszę tutaj nadmienić, że jestem zwykłym facetem, mam chyba tyle co większość facetów 15 cm w zwodzie. Moja żona zawsze mówiła, że jest dla niej duży, że przy niektórych pozycjach czuje go głęboko. Wierzyłem jej na słowo, choć ona nie miała nigdy porównania, ale jej słowa mnie starczały.

    Kiedy z piersi przeniosłem rękę do jej łona i delikatnie wygolonych włosków łonowych, a palcem moje dotknęły łechtaczki, Ania zajęczała, czułem jak jej guziczek jest nabrzmiały, a prowadząc palce coraz to niżej do wejścia pochwy, poczułem jej wilgotny śluz. Mój palec środkowy zagłębił się w pochwie. Moja żoną założyła swoją nogę na moje biodro żebym miał ułatwioną penetrację. Kiedy tak prawie dochodziliśmy, ona masturbując mnie a ja ją, ktoś zapukał do drzwi. Ania zesztywniała i wstrzymała oddech. Ja też, ale powiedziałem szybko:

    – Pewnie pomyłka, albo obsługa, niech przyjdą rano.

    Nie przestawałem żonę penetrować. Znowu pukanie.

    – Otwórz, zobacz, może coś się stało – powiedziała Ania.

    – Jak mam otworzyć, ze stojącą fujara ? – powiedziałem.

    Nie dało się ukryć, po facecie zawsze widać podniecenie, po kobiecie … trzeba się przypatrzeć.

    Ania przykryła piersi i sterczące sutki rękami zakładając jedną rękę na drugą i podeszła do drzwi. Otworzyła je, a za drzwiami stał Rafał. Zdziwiona jego widokiem zapytała, czy wszystko ok. Powiedział, że coś pomylili z pokojami, miał mieć sam pokój a dostał z parami dorosłych i piątką dzieci co spali na materacach a on mógł spać w przedpokoju. Powiedziałem, że my mamy mały skrawek przy łóżku na podłodze i że może spać tylko musi sobie załatwić koc albo coś na czym może się położyć. Zadowolony powiedział, że pewnie mu to chwile zajmie, ale się popyta w recepcji. Ania zamknęła drzwi i położyła się spać. Z seksu nici chyba, pomyślałem. Nie miałem zamiaru rezygnować. Zacząłem od pocałunków. Oczywiście na wstępie usłyszałem:

    – Przestań, wróci i tak nic nie będzie z tego.

    – Może wróci za 5 minut, może za 15 , a ja jestem tak napalony na Ciebie, że jak dzisiaj cię nie skosztuje i nie wejdę w Ciebie to zwariuję – powiedziałem w desperacji.

    Nic nie odpowiedziała, a to dobry sygnał. Widziałem jej niezdecydowanie. Ale nie rezygnowałem. Koniec z grą wstępną, pomyślałem. Za nużyłem się pod kołdrę, i rozłożyłem jej nogi od razu delikatnie liżąc jej wzgórek i skórkę nad łechtaczką. Na początku nic, tylko spięte uda i brzuch, kiedy mój język zaczął lizać guziczek kulistymi ruchami i na boki usłyszałem jak jęczy. Wiedziałem, że mogę już działać. Ania zaczęła poruszać biodrami a ja zacząłem lizać ją co raz szybciej, od czasu do czasu penetrując jej wejście do pochwy językiem. Chwyciła mnie za głowę, odchyliła kołdrę i powiedziała, że mam w nią wejść. Dwa razy nie trzeba powtarzać. Mój penis zagłębił się w cieple jej pochwy. Była już mocno rozluźniona. Wszedłem bez żadnego oporu. Zacząłem przyspieszać a Ania szybciej oddychać. Czułem ciepło, jej oddech na swoim uchu. Kiedy już myślałem , że dojdę, znowu pukanie. Pomyślałem, no szlag, zaraz i tak dojdę ale, Ania zesztywniała, spięła się i zaczęła mnie odpychać. Wstałem zaciągnąłem bokserki i wstałem. Nie zważając na zwód. Otworzyłem drzwi z rozmachem. Stał tam Rafał z kocem i poduszką. Spojrzał na mnie, na dół, na bokserki i się zmieszał. Powiedziałem, żeby wszedł. W tym czasie Ania wstała i poleciała do łazienki. Usłyszałem jak leci woda. Pewnie już się podmywała.

    Rafał rzucił koc na podłogę i powiedział:

    – Stary sorry, widzę, że w czymś przeszkodziłem – zerknął na mój zwód i się uśmiechnął.

    – No tak jak by, o 30 sekund za wcześniej – powiedziałem z grymasem.

    – Jak chcesz to dokończ ja będę spać jak zabity – powiedział.

    Nie wierzyłem w to co słyszę. Już sobie wyobraziłem żonę, jak jęczy i przeżywa orgazm przy kimś innym. Zaśmiałem się w myślach.

    – Taaaa, pewnie Ania będzie zachwycona- powiedziałem z ironią.

    – Ja nie nalegam, ale nie ma nic przyjemniejszego, niż posłuchać jak się ludzie kochają – też się zaśmiał.

    Ania wyszła z łazienki, położyła się, zakryła kołdrą i obróciła na drugi bok. Rafał poszedł się myć a ja nie miałem zamiaru odpuścić. Mój sterczący penis przylgnął do pośladków Ani i chwyciłem ją za piersi i powiedziałem:

    – Słuchaj ja nie wytrzymam, muszę albo zwariuje, pragnę cię, proszę puki się myje nic nie słyszy.

    – Chyba zwariowałeś, zapomnij – powiedziała Ania.

    Nie poddając się od razu, położyłem się na niej, podciągnąłem bluzeczkę do jej pępka, opuściłem bokserki na dół i wbiłem go w moją żonę. Była już oczywiście sucha. Jak poszła się myć, to pewnie wszystko umyła i wytarła. Powiedziała, żebym przestał. Czułem jak jest spięta i ciasna, nie chciałem jej zrobić krzywdy. Zszedłem z niej i położyłem się obok. Wtedy wyszedł Rafał. Pewnie słyszał zwłaszcza tą ostatnią kwestie. Położył się na podłodze obok łóżka, gdzie leżała moja żona. Puścił mi oczko chyba na zachętę, zamknął oczy i poszedł spać.

    Blask księżyca przez niezasłonięte okno rzucało światło na Rafała. Leżał na wznak w bokserkach bez koszulki na kocu. Ania leżała obrócona na bok w jego stronę, a ja zaglądałem ukradkiem przez jej ramię.

    Nigdy nie oceniałem wyglądu facetów, czy są seksowni czy nie. Nie jestem gejem. Wiem jedno, był szczupły ale chyba coś ćwiczył, jego uda były umięśnione jak i brzuch. Ciasne bokserki podkreślały jego wacka w stanie spoczynku, ale to na pewno nie było 15 cm jak moje, a 18 cm, może 20 jak pewnie ma zwód. Kiedy usłyszałem pierwsze chrapnięcie Rafała znowu podjąłem ryzyko zbliżenia. Wiedziałem, że Ania nie śpi bo się wierciła. Przytuliłem się i chwyciłem ją za dłoń. Nasze palce się splotły. Leżąc tak 5 minut zacząłem całować jej szyję. Nic nie zrobiła. Nie poruszyła się w ogóle. Kiedy moja ręka przesunęła się na brzuch powiedziała:

    – Wiem co kombinujesz i zapomnij.

    – Dlaczego ? – wyszeptałem – on śpi, był bardziej nawalony niż ja.

    – Chyba nie myślisz, że będę dochodzić przy kimś obcym? – powiedziała Ania.

    – Ty nie musisz, ale ja się dzisiaj dobrze bawiłem, tańczyłem jak za dawnych lat z moją żoną, podnieciłaś mnie do granic możliwości swoimi ruchami na parkiecie, śmiechem i jak na mnie patrzałaś i jak mi nie pozwolisz to zwariuję.

    Nic nie powiedziała. Myślę, że wstydziła się i biła się z myślami. Chyba nie chciała mi zrobić przykrości. Wiem jaka była wstydliwa, że szala wstydu będzie i tak na moją nie korzyść. Musiałem działać. Znowu wszedłem pod kołdrę, i od razu bez ceregieli, zacząłem lizać jej łechtaczkę. Na początku nogi Ani byly spięte nie rozchylone, ale po chwili poczułem jak się rozluźniła i sam rozchyliłem jej uda. Lizałem jej łechtaczkę, od czasu do czasu liżąc jej skórę między dziurką jedną a drugą. Zawsze to lubiła choć seks analny to był temat tabu. Kilka razy kochaliśmy się tak, ale Ania stwierdziła, że mam za grubego. Coś w tym było, może nie był długi ale gruby już na pewno. Kiedy czułem, że już panuję nad sytuacją odsłoniłem pościel położyłem się na Ani. Całowaliśmy się, ona leżała dalej zmieszana i niepewna, ale nie wykazywała inicjatywy. Wtedy zaczęła całować i lizać mnie po szyi. Podobało mi się to. Wtedy spojrzałem na Rafała, gdy Ania dalej mnie całowała. Leżał, ale jego bokserki nabrzmiały. Nie wiem dlaczego, ale ta cała sytuacja mnie podnieciła. Nigdy w życiu czegoś takiego nie czułem. Nagle chciałem go zaprosić do wspólnej zabawy. Choć czułem, że to by było jakieś chore i niemożliwe do spełnienia. Kiedy tak mu się przyglądałem on otworzył oczy i nasz wzrok się spotkał. Widziałem jak się uśmiecha i pokazuje mi znak kciukiem – OK. Wiedziałem już, że od początku nie spał a podsłuchiwał. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Obróciłem Anie tak, żeby się do mnie wypięła, a leżała na boku na skraju łóżka i widziała Rafała jak leży na podłodze. Zacząłem jeździć kutasem miedzy jej pośladkami, a palce wsadzałem delikatnie i powoli do pochwy. Nie widziałem jej oczu, ale wiedziałem, że widzi w blasku księżyca Rafała jak leży tam ze zwodem. Na pewno miała otwarte oczy. Kiedy oddychała szybko i podniecenie było na takim samym poziomie co moje, obróciłem jej twarz do mnie i zacząłem się z nią całować. Zakaszlnąłem cicho, dla zmyłki, ale był to sygnał, żeby Rafał otworzył oczy. Kiedy spojrzał na mnie a ja dalej lizałem się z moją żoną, pokazałem mu gestem ręki, góra, dół, żeby się masturbował. Długo nie musiałem czekać opuścił bokserki i zaczął powoli, widziałem, że jest duży, gruby, ogromny “łeb” taki nawet dość dziwny bo aż komicznie za duży. Wtedy znowu zmusiłem Anie, teraz ja całując ją po szyi, żeby mogłem widzieć Rafała. Myślałem na początku, że się speszy, że przestanie się kochać, ale myślę, że w sumie była ciekawa, bo tylko mojego wacka widziała, jak wygląda inny na żywo już nie. Po 2-3 minutach wskoczyłem wyżej biodrami na poduszki i przystawiłem mojego penisa do twarzy mojej żony, zawsze lubiła go lizać, tym bardziej, że zawsze dbałem o higienę i nie pozwoliłem na lodzika, bez wcześniejszego umycia go. Wsadziła go do ust i powoli przesuwała swoje wargi po nim. Uczucie jej ciepłych warg i mokrego języka o mało co nie odprowadziło mnie do wytrysku. Ja tym czasem chrząknąłem i Rafał znowu spojrzał na mnie. Pokazałem mu żeby się zbliżył. Wstał na kolanach i gdy klęczał przy łóżku, jedną ręką się masturbował, a drugą wolną kazałem położyć na piersi mojej Ani. Od razu sie spięła jak struna. Spojrzała na mnie zdziwiona. A ja powiedziałem, żeby nie przestawała bo zaraz dojdę. Widziałem jak ręka Rafała przesuwa się z piersi i sutka mojej żony do pępka, gdzie żona pod wpływem ciepła i dotyku jego dłoni zaczyna napinać mięśnie brzucha i szybciej oddychać. Podkuliła nogi i je mocno zacisnęła. Później jego ręka z pępka schodziła niżej na wzgórek łonowy, gdzie jego palce poczuły delikatne włoski mojej żony i dalej przez zaciśnięte uda mojej żony. Jego silne dłonie i palce przecisnęły się przez barierę jej ud zmierzając do łechtaczki i krocza. Już nie widząc palców Rafała, a tylko dłoń i podniesione nogi mojej Ani, które delikatnie zaciskała na jego przedramieniu, wiem, że pewnie są blisko wejścia do pochwy, ściśnięcie ud Ani i zaciśnięcie powiek wraz z wypuszczeniem mojego kutasa z jej ust i sapnięcie sugeruje, że palce Rafała są już w pochwie. Siadłem okrakiem na piersiach Ani i pozwoliłem, żeby dalej lizała go. Usłyszałem znany mi dźwięk kiedy kobieta jest mokra a coś wchodzi do jej pochwy. Ja nazywam to mlaśnięciami, zawsze Ania śmiała się z tego określenia. Myślałem, że zaraz zacznie ją lizać, ale chyba nie chciał ryzykować. Może bał się jej reakcji, ale chyba bardziej mojej. Tak mnie to podnieciło, że zmieniłem pozycję, chciałem zobaczyć na własne oczy jak podniecił dotyk Rafała moją ukochaną, odepchnąłem dłoń Rafała i językiem zacząłem lizać jej dziurkę, była bardzo mokra. Rafał nie wiedząc co robić, kucnął przy jej brzuchu i tak klęczał patrzał na nas podniecony. Uniosłem głowę i powiedziałem:

    – Kochanie chwyć go za kutasa i zwal mu.

    Widziałem jak patrzy na mnie zamroczona, podniecona i lekko zszokowana.

    Jej ręka niepewnie podążyła ku członkowi Rafała. Jak już pisałem. Ja byłem jedynym facetem w życiu mojej żony. Nigdy nie dotykała, nie widziała na żywo penisa kogoś innego. Jej palce najpierw powędrowały niepewnie do moszny. Wielki wór Rafała wisiał a pod naciekiem palców mojej żony kutas sie podniósł i z czubka poleciała strużka spermy. Lizałem ją i obserwowałem całą tą sytuację. Ania niepewnie gładziła jego jądra, cała zaczerwieniona ze wstydu, może z podniecenia, a Rafał oddychał głośno. Zabrał delikatnie jej dłoń i położył na swoim członku. Palce mojej żony zacisnęły się na nim i powędrowały do napletka.

    Muszę nadmienić, że rodzice mnie obrzezali, z powodu stulejki. Tutaj Ania miała do czynienia z dużym kutasem zasłoniętym napletkiem. Jej palce na początku niepewnie przesuwały się wzdłuż penisa muskając go opuszkami palców, po chwili czubki palców już dotykały nabrzmiałego żołędzia pod napletkiem. Widziałem jak moja żona bada go i jest zafascynowana tym. Po chwili chwyciła pod żołędziem i pociągnęła skórę na dół. Napletek zsunął się, Rafał jęknął z podniecenia, z czubka znowu poleciała strużka spermy. Ten widok mnie tak podniecił, że położyłem się na żonie, wszedłem w nią i zacząłem ją posuwać. Jęczała, jednocześnie patrząc na kutasa Rafała i nim trzepiąc powoli i delikatnie. Miała problem go całego objąć palcem wskazującym i kciukiem. Rafał przybliżył się do twarzy Ani i chciał chyba, żeby zabrała go do buzi, ale się nie zgodziła, zdecydowanie pokazując mu to grymasem. Rafał nie wytrzymał położył rękę na jej dłoni i teraz razem masturbowali go. Widziałem, że zaraz dojdzie i ja też. Wtedy powiedział:

    – Kurwa ja nie wytrzymam już, gdzie się mogę spuścić, mogę na twarz, albo przynajmniej piersi ?

    – Na twarz zapomnij !!! – wykrzyczała żona.

    – Błagam, to gdzie ?? – ciągle waląc sobie konia zapytał Rafał.

    – Wszędzie byle nie na twarz – powiedziała Ania.

    Rafał zdecydował, że wytryśnie na piersi. Szybko siadł obok Ani. Widziałem jak się masturbuje, a jego członek dotyka piersi mojej żony. Ania leżała patrząc na niego, czekając na wytrysk jedną ręką zasłaniała twarz, druga leżała obok. Wiedziałem, że tego będzie sporo, jak nie masturbował sie przed weselem tylko dopiero po zerwaniu z dziewczyną to będzie mała rzeka spermy, po takim długim czasie celibatu. Nagle krzyknął:

    – Już dochodzę !!!!

    Ja widząc co się dzieje, zeskoczyłem z Ani nie chciałem być zalany spermą przez faceta. Usiadłem obok sam się masturbując, widząc jak Ania z ciekawością patrzy na Rafała i jego penisa i sama zaczyna się masturbować wolną ręką. Jej palce zataczały koliste ruchu na jej łechtaczce. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały. Myślałem, że przeżyją oboje w tym samym czasie, ale nastąpiło coś co mnie sparaliżowało. Sam nie wiedziałem jak zareagować. Rafał nagle wskoczył między nogi mojej żony, ona je zacisnęła, a on chwycił za jej kolana rozchylił jej i położył się na niej. Ich ciała przylgnęły do siebie. Na pewno poczuł na sobie jej sterczące sutki i pot, a ona jego zapach, pot i umięśnione ciało. Widziałem podniecenie w jego oczach, wręcz błaganie, jakiś obłęd. W oczach mojej żony zmieszanie, podniecenie, wstyd, szok. Ania jedną ręką któą się masturbowała szybko zasłoniła krocze, drugą go odpychała. Rafał chwycił jedną ręką jej pośladek kładąc palce przy odbycie a drugą podciągnął udo mojej żony do jej piersi, jego dłoń powędrowała do jej stopy, gdzie zacisnął swoje palce na palcach stopy mojej żony. Takie impas trwał dla mnie wieczność. Nic nie robili, on leżał na niej, a Ania patrzała się w niego w jego oczy, szukając sam nie wiem czego. Wiem jedno, że była świadoma tego, że ja tam jestem, jakby chciała to zakończyć to by wystarczył jeden gest, jedno słowo, żebym go ściągnął z niej, wie i wierzyła, że bym to zrobił na jej prośbę. Ale ta chwila trwała i trwała. Wtedy usłyszałem jak Rafał kładąc głowę na jej ramieniu przy uchu mówi:

    – Błagam, wyjdę, nie spuszczę się w Tobie obiecuję.

    Wtedy Ania dłonią, którą zasłaniała dziurkę, chwyciła penis Rafała, ściągnęła napletek, odsłaniając jego duży żołądź z którego już wyciekała struga spermy. Przejechała palcami po jego czubku zbierając wyciekającą spermę i wcierając ją sobie jak żel nawilżający i przycisnęła go do swojej dziurki.

    Rafał wszedł w nią delikatnie, Ania otworzyła szerzej oczy, chyba dopiero teraz poczuła jego wielkość, może uświadomiła sobie w tym momencie, że pierwszy raz w życiu czuje w swojej dziurce innego kutasa. Czuła jak się wsuwa w nią, twardy, mokry, pragnący jej. Rafał po chwili przyspieszył. Głowę trzymał przy jej uchu, słyszałem jak jęczy, wzdycha i sapie. Jego ręka dotykała jej odbytu, palec delikatnie zagłębiał się  już w jej dziurkę, druga dłoń ze stopy powędrowała do bioder, później po brzuchu i napięte mięśnie mojej żony do jej policzka i ucha. Ania zamknęła oczy i zaczeła jęczeć. Jej biodra się podniosły, ale po chwili opadły, widziałem lekki grymas bólu, wysapała w półszepcie:

    – Rafał nie tak mocno boli …

    – Już kończę, jesteś taka ciasna, taka miękka …

    – Proszę, przestań, nie dochodź we mnie … na brzuch … chcę poczuć na brzuchu i widzieć jak się spuszczasz …

    Wszystko widziałem masturbując się. Nie wiem jak to wytrzymałem nie spuszczając się, bo sytuacja mnie bardzo podnieciła do granic omdlenia.

    Po kilku sekundach Rafał przyspieszył, jego umięśnione pośladki spinały się, uda napinały, mięśnie były spięte, pot ściekał na moją żonę. Widziałem jak Ania zamyka oczy jej palce u stóp spinają się a jej dłonie zaciskają mocno prześcieradło. Wiedziałem, że przeżywa orgazm. Rafał tylko dodał:

    – Dochodzę …

    Chciał szybko wyjść i wedle umowy zalać brzuch mojej żony albo piersi, ale Ania go przytrzymała w ciągłym niekończącym się orgazmie, Rafał w ułamku sekundy domyślając się, że ma szanse zostać w cipce moje Ani, zaczął dochodzić w niej. Każde pchnięcie jego bioder to wytrysk i zalanie spermą pochwy mojej ukochanej, oraz jej jęk i spazm ciała. Jego pośladki się spinały a on naprężył się jak cięciwa. Kiedy przestał, leżeli tak. Ania oddychała głośno. Rafał mocno przytulony też sapał. Z podniecenia, które miało u mnie już epicentrum popchnąłem Rafała, który z braku sił zsunął się na bok. Spojrzałem na moją żonę, była cała spocona. Sutki i piersi były mocno nabrzmiałe, nogi rozchylone, leżała i trzęsła się. Spojrzałem w dół, z jej krocza wypływała biała struga spermy i jej wydzieliny. Jak już pisałem wcześniej. Nie jestem gejem, nigdy nie wyobrażałem sobie, że sperma innego faceta może się znaleźć na moim ciele, ubraniu. Chyba bym umarł z obrzydzenia. Ale w tym momencie nie przeszkadzało mi to, wszedłem w moją żonę. Była tak mokra i rozciągnięta przez Rafała, że nawet nie poczułem, że w niej jestem. Jej śluz i jego sperma otoczyły mojego kutasa a ja zacząłem ją posuwać mówiąc jej jak ją kocham. Ania leżała wykończona, nawet mnie nie objęła. Spuściłem się w nią z orgazmem jak przy pierwszym naszym razie. Leżeliśmy tak patrząc sobie w oczy. Widziałem spełnienie i łzy w jej oczach. Pewnie dopiero teraz do niej doszło, że pieprzyła się z innym, że pozwoliła innemu bez gumki wchodzić w nią, tym bardziej obcy facet.

    Przytuliła mnie mocno, przepraszając mnie. Powiedziałem, żeby nigdy tego nie robiła, sam tego chciałem, że bardzo mnie to podnieciło. Kiedy tak leżeliśmy Rafał poszedł się umyć. Ania leżała i chyba brakowało jej słów. Przytuleni zasnęliśmy w objęciu.

    Jak opowiadanie się komuś spodoba to napiszę co było w poprawiny, bo też się działo. Z góry przepraszam za błędy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mariusz Nowak
  • Rodzinne wakacje 1

    Prom miarowo płynął z Orebicia do Lumbardy na Korculi. Nasze rodzinne wakacje miały być już ostatnimi… Ja kończyłem za pół roku 18 lat i na następny wyjazd wybierałem się z kolegami. Był już późny wieczór gdy zeszliśmy z promu. Szybkie załatwienie formalności w hotelu i pierwszy problem. Zamiast dwóch pokoi dla mnie i dla rodziców, dostaliśmy jeden większy. Ojciec był nie zadowolony, ale matka wytłumaczyła mu, iż jakoś przetrzymamy ten tydzień. W zasadzie ,mieliśmy jechać na dwa tygodnie ale  ojciec od dwóch lat pracuje w Niemczech i nie dostał dłuższego urlopu. Pokój faktycznie był duży z dwoma łóżkami- ja zająłem łóżko we wnęce a rodzice na małżeńskie łoże po drugiej stronie pokoju. Rano szybkie śniadanie i kurs na plaże. Trzeba zażyć słońca. Upał był nieznośny i na plaży byli tylko turyści; miejscowi siedzieli po knajpach. Szybkie rozłożenie parasola, jakieś ręczniki do leżenie i ja już byłem w wodzie. Zauważyłem, iż w zasadzie tylko moja matka nie opala się topless. Wszystkie kobiety zrzuciły z siebie staniki co wyborni mi się podobało. Ale zaraz… Moja matka też świeci białymi nieopalonymi cyckami…. Wow, cóż za zmiana. W Polsce nad Bałtykiem rok czy dwa lata temu to było nie do pomyślenia. Mimo 48 lat zachowała młodzieńczą urodę, choć lekka nadwaga daje już znać. Wróciłem na ręcznik i staram się nie patrzeć w stronę mamy, choć ona się w ogóle mną nie krępuje. Ojciec ułożył się do opalania i chyba śpi lekkim snem. Jemu przydałaby się siłownia, bo od czasu wyjazdu do pracy na zachód złapał lekką nadwagę. Matka czyta jakaś gazetę a ja ukradkiem zerkam na jej piersi. Duże, prawie ciemne brodawki wraz z aureolkami odznaczają się na białych piersiach. Piersi już niestety lekko zwisają, ale mama nie robi sobie nic z tego. Tak minął pierwszy dzień- plaża, woda, plaża. Wieczorna kolacja i po 22 byliśmy w pokoju. Szybki prysznic i poszedłem spać. Po północy obudziły mnie rytmiczne dźwięki dochodzące z pokoju. Jako że spałem we wnęce nie widziałem co robią rodzice. Ale już wczoraj zauważałem, iż lustro na przeciwległej ścianie idealnie odbija łóżko rodziców. Podciągnąłem się na łokciach i w światłach  dochodzących z ulicy  zauważyłem mamę siedzącą okrakiem na tacie. Jej miarowe uderzenia ud o uda ojca wybudziły mnie ze snu. Rodzice klasycznie uprawiali sex w mojej obecności. Przez prawie 18 lat życia widziałem może raz nago ojca, a matki nigdy. W domu zamykali się w sypialni, a ja dodatkowo spałem piętro wyżej. Teraz matka podskakiwała na ojcu, a po jej sapaniu chyba bardzo jej się to podobało. Po chwili odrzuciła lekkie prześcieradło i mogłem obserwować rodziców w pełnej krasie. Ojciec trzymał matkę za wydatne pośladki a ona opierała się rękami o jego klatkę piersiową. Po chwili zeszła z taty i stanęła do niego tyłem. Ojciec podszedł do niej do tyłu i zaczął rżnąć ją od tyłu na stojąco. Postać ojca przesłaniała mi mamę ale ich jęki potęgowały moje podniecenie. Ściągnąłem majtki i chwyciłem penisa. Do tej pory onanizowałem się oglądając filmy, uważając aby nie przyłapali mnie rodzice. Teraz masturbowałem się w ich obecności. Kilka ruchów ręką i gorąca nastoletnie biała gęsta sperma ściekła na prześcieradło. Cały się trząsłem i bałem się że rodzice coś zauważą. Oni jednak byli zajęci sobą. Jeszcze chwila i ojciec wydał stłumiony krzyk. Szybko poszedł do łazienki i przyniósł ręcznik; musiał wyładować się na plecy mamy bo zapamiętale je wycierał. Rodzice położyli się spać, a ja jeszcze długo nie mogłem zasnąć. Rano obudziło mnie krzątania po pokoju. Mama i tata byli już gotowi do wyjścia na śniadanie. Ustaliliśmy, że zaraz do nich dołączę. Poszedłem się umyć; w łazience panował lekko słonawo- korzenny zapach. Szybko ustaliłem przyczynę. Na podłodze kłębił się poplamiony spermą ojca ręcznik po nocnej niespodziance. Wziąłem go do ręki i powąchałem. Ostry zapach spermy zakręcił mi w głowie. Po śniadaniu pojechaliśmy na wycieczkę na kontynent. Celem był park wodny. Po rejsie promem wzięliśmy taksówkę. Park nie był jakoś szczególnie duży; kilka zjeżdżalni, basen jakieś beczki z wodą.  Mama opalała się na zewnątrz, a ja z ojcem zjeżdżałem na zjeżdżalniach. Po chwili zauważyłem, że ojciec rozmawia z ok. 50 letnim mężczyzną. Rozmawiali po niemiecku dlatego nie wiele rozumiałem. Po chwili ojciec powiedział abym poszedł do mamy a on zaraz do nas dołączy. Po chwili wyszli z hali  wraz z nowo poznanym mężczyzną. Jeszcze chwilę zjeżdżałem i miałem udać się do mamy. W drodze na zewnątrz poszedłem do toalet. Męskie toalety przez ścianę sąsiadowały z toaletami dla niepełnosprawnych. Wszedłem do toalety i usłyszałem jakieś głosy z toalety dla niepełnosprawnych. Myślałem, że ktoś pomaga załatwić się niepełnosprawnemu. Jakie było moje zdziwienie kiedy poznałem głos ojca. Przysunąłem się bliżej ściany ale rozmawiał po niemiecku i nic nie rozumiałem. Zauważyłem jednak, iż w przepierzeniu pomiędzy Cianami toalet jest mała dziurka zalepiona papierem. Delikatnie odlepiłem papier. Serce waliło mi jak młot. Moim oczom ukazał się ojciec klęczący przed poznanym mężczyzną. I regularnie tamtemu obciągał. Odsunąłem się i usiadłem na sedesie. Byłem w ciężkim szoku. Jeszcze raz popatrzyłem przez dziurkę. Metr od mnie ojciec klęczał i trzymał w ustach całkiem pokaźnego, żylastego fiuta. Właściciel fiuta trzymał ojca za głowę i miarowo dociskał do swoich ud. Ojciec jedną ręką masował wygolone jaja Niemca a drugą trzymał go za pośladki. Po chwili ojciec wstał; jego penis był w maksymalnym zwodzie a jaja prawie weszły do podbrzusza; zwisał tylko niewielki fałd skóry. Prawie fioletowa żołądź zdradzała maksymalne podniecenie. Niemiec odwrócił ojca tyłem do siebie i klepnął w plecy. Tata rozsunął nogi pochylił się opierając o sedes. Siwy Niemiec napluł na rękę i rozsmarował śliną na odbycie taty. Stanął za ojcem, chwycił penisa w dłoń i wszedł w ojca. Chwilę pomajstrował w dupie ojca i zaczął niezłą jazdę. Jego jądra odbijały się od pośladków taty. Wraz z ojcem charczeli , Niemiec dodatkowo uderzał ojca po pośladkach. Nie wiem kiedy chwyciłem mojego penisa w dłoń i kilkoma ruchami napletka doprowadziłem się do orgazmu. Stłumiony mój jęk przerwał na chwilę ruchy Niemca. Po chwili jednak zaczął z powrotem gwałcić ojca. Pierwszy doszedł tata, zalał sedes spermą i odwrócił się do partnera. Klęknął przed nim i przyjął na twarz ładunek spermy. Wytarł się, chwilę posiedział wraz z Niemcem w toalecie, a po chwili wyszedł wraz z nim.

    cdn

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Brycht
  • Przypadek Michala cz.V

    ****

     

    Od rana lał deszcz. Świat był szary i mokry. Nie nastrajało to pozytywnie, ale mnie humor dopisywał jak rzadko kiedy.

    Anita Grześkowiak nieświadoma tego, co dyrektorka zrobiła ze mną na swoim biurku, podeszła do mnie na jednej z przerw. Akurat stałem sam, w dość odosobnionym miejscu.

     

    – Udało ci się uratować przez wyrzuceniem ze szkoły, ale mam nadzieję, że dostałeś nauczkę.

     

    Chciało mi się śmiać, myśląc o karze pani Bogny, ale trzymałem sie roli, zachowując powagę. Lekko skwaszony, udałem, że nie chce mi się gadać.

     

    – Gdyby nie ten wypadek, szkoda. Ja bym jednak się nie litowała nad tobą – ciągnęła dalej zjadliwie piękna anglistka. –  Oczywiście, masz trzymać się od Anastazji z daleka.

     

    – Pani dyrektor miała trochę inne zdanie. – Nie mogłem się powstrzymać. – To, że zabawialiśmy się w szkole uznała za przesadę, ale poza nią…

     

    – Nie ma poza nią, słyszysz! Nie zmarnujesz życia Nastce, tylko dlatego, że stanęłam w poprzek twoim urojeniom – warknęła zła jak osa.

     

    – Ona jest prawie dorosła. Chcecie sterować jej życiem?

     

    – Zamknij się! Nie masz prawa głosu w tej sprawie!

     

    – Tak w ogóle, to czemu nie powiedziała pani o tym jej matce? – zapytałem, bo intrygowała mnie ta sprawa.

     

    – Ona ma dość swoich problemów. – Belferka odpowiedziała oschle. – Po prostu zostaw nas, zapomnij, a spokojnie doczekamy końca roku szkolnego. Jasne?

     

    Spojrzałem na nią, starając się, nie okazywać żadnych uczuć. Nie, nie mam takiego zamiaru paniusiu, pomyślałem. Dźwięk dzwonka wypełnił korytarz i odwróciłem się od pani Anity, by iść na lekcję.

     

    – Michał, jasne? – usłyszałem za plecami.

     

    Nie zaszczyciłem jej odpowiedzią. Krok za krokiem, szedłem przed siebie.

     

    – Michał…!

     

    Nic z tych rzeczy. Gra trwa. Okaże się, komu przypadnie nagroda.

     

     

    ***

     

    Byłem po lekcjach. Zegar pokazywał za kwadrans szesnastą. Od piętnastu minut byłem na wizycie u psychologa. Takie kary mógłbym dostawać zawsze, stwierdziłem, zerkając jak dyrektorka doskonale radzi sobie z moim fiutem. Nawet na moment nie zadrasnęła mnie tymi krwistymi szponami, w które była uzbrojona. Oczywiście nie była to tak jednostronna zabawa. Ochoczo odwdzięczałem się, ugniatając w rękach idealnie krągłe cycki. Wcześniej popracowałem trochę językiem, świdrując nim skarb ukryty między nogami kochanki.

     

    Karą za pieprzenie się w szkole z koleżanką z młodszej klasy, było… posuwanie dyrektorki tejże placówki. Śmiać mi się chciało, tak brzmiało to irracjonalnie. Co więcej Bognie tak przypadła do gustu zabawa ze mną, że szybko wezwała mnie na pierwszą wizytę. Od maja właściwa psycholog, pani Stencel była na zwolnieniu, a, że odpowiednie uprawnienia posiadała pani dyrektor, ona przejęła chwilowo jej obowiązki.

     

    – Połóż się Michał!

     

    Usłuchałem, przerywając pieszczoty piersi. Ułożyłem się wygodniej na leżance z dumą patrzyłem na sterczącą pałę. Bogna zaczęła ją lizać, niemal owijając się wokół trzonu językiem. Była dokładna, nie zapomniała nawet o jądrach. Przyznaję, że widząc jak ssie mi jaja, od razu poczułem większe uderzenie podniecenia. Uznając, że dość takiej zabawy, połknęła kutasa i zaczęła go ssać, jednocześnie przesuwając w ustach.

     

    – Dziś musimy się pospieszyć – oznajmiła, zsuwając z siebie figi. Usiadła mi na kroczu, przygniatając członka. Uniosła tyłek, chwyciła męskość i naprowadziła na swoją szparkę. Jak zwykle była mocno wilgotna, więc poszło gładko. Nie dała mi się pobawić cycuszkami. Wyprostowała ciało, sama zagarniając własne piersi. Zabawiając się nimi, zaczęła wiercić się i kręcić tyłkiem. Spokojnie oddałem się przyjemności, delektując się cudownym seksem. Wiedziałem, że z Bogną nie muszę się martwić o skutki finału. Spełnienie przyszło do nas niemal równocześnie. Najpierw dyrektorka jęknęła i opadła, rozpłaszczając biust na moim torsie. Zadrżała, by po chwili znieruchomieć. Szczytując, jęczała i mamrotała pod nosem przekleństwa. Lubiłem jak świntuszyła. Byłem tak blisko, że kilka moich niepozornych ruchów spowodowało wybuch rozkoszy. Przytrzymałem krągłe biodra, jakby w obawie przed ucieczką kochanki. Gotów na spełnienie, wystrzeliłem we wnętrzu kochanki.

    Gdy ochłonęliśmy z pierwszych emocji, Bogna ześlizgnęła się z mojego krocza, podsuwając cipkę nad moją twarz.

     

    – Zobacz co mi zrobiłeś – zaśmiała się.

     

    Nasienie lśniło na nabrzmiałych wargach sromowych i spływało po udach. Kilka miniaturowych sopli oderwało się od płatków cipki, spadając na moją facjatę. Co za lubieżna babka z tej dyrektorki!

     

    Gdy zaczęliśmy się ubierać, Bogna, poruszyła nowy temat.

     

    – Słodziaku, mam dwie sprawy do ciebie.

     

    – Słucham, mamusiu  – Bogna sama mnie prosiła, byśmy sam na sam traktowali się jak kochankowie, a nie jak uczeń i nauczycielka. Pełna swoboda. Inaczej zalatywałoby to obłudą albo było infantylne. Zgadzałam się z nią całkowicie.

     

    – Po pierwsze, szesnastego jedziecie na pięciodniową  wycieczkę w Karkonosze. Rodzice uznali, że to ostatni możliwy termin, bo potem to już ostro trzeba się wziąć za naukę do matury. – Z żalem patrzyłem na znikający pod spodniami zgrabny tyłek.

     

    – Wiem, i co z tym wyjazdem?

     

    – Jechać z wami miała jako jedna z opiekunek Anita Grześkowiak, ale uznałam, że po waszej historii…

     

    – Sorry, że wchodzę ci w słowo, ale nic nie rób. – Zanim zaczęła zapinać guziki, pocałowałem obydwa cycki. – Mało tego, proszę, żeby koniecznie pojechała z nami.

     

    Bogna bacznie mi się przyjrzała. Przez chwilę milczała, zapewne kombinując, o co może mi chodzić.

     

    – Więc, to cała awantura to rozgrywka miedzy wami – stwierdziła z przekonaniem. – Nie chcę chyba wiedzieć o szczegółach, byle szkoła i moja osoba na tym nie ucierpiały. Jestem na to zbyt duża, żeby bawić się w zazdrość. Dokąd masz ochotę na bzykanie się za mną, nie będę wnikać.

     

    – Cieszę się, że mamy jasność.

     

    – Zatem niech Anitka jedzie, ale nie życzę sobie, żeby ta wycieczka okazała się skandalem. Ok.? – Mówiąc to przesunęła dłonią po moim kroczu. Niestety, już w okrytym dżinsami.

     

    – Jasne, a ta druga sprawa?

     

    – Jesteś świetny z angielskiego, więc, w ramach kary, pomożesz jednej z koleżanek z klasy A wyciągnąć się na piątkę.

     

    – Cooo?

     

    – Żadnych protestów! Umowa była jasna. – Uśmiechnęła się promiennie. – Trochę jestem spóźniona, więc lecę, a ty lituj się nad swoim losem, albo lepiej… usychaj z tęsknoty za mną.

     

    – Bogna, powiedz chociaż o kogo chodzi?

     

    – Ach, gapa ze mnie. Tą dziewczyna jest Wiktoria Jóźwik.

     

    Zaskoczyła mnie. Cholera, to jakaś bzdura!

     

    – Wika blogerka! O co w tym wszystkim chodzi?!

     

    – O pomoc koleżance. Pa, nie mam teraz czasu.

     

     

    ***

     

    Od początku było dla mnie jasne, że nie zastosuję się do słów pani Anity. Nie odpuszczę spotkań z jej siostrzenicą. Zresztą, gdybym nawet chciał to zrobić to Nastka nie pozwalała o sobie zapomnieć. Pomimo, że ograniczyłem fantazje na jej temat, starając się nie przesadzać, to zdałem sobie sprawę, że zbyt mi się podobały nasze miłosne zabawy. Od kilku dni miałem ochotę złamać zakaz ponętnej cioteczki i umówić z Anastazją. Okazja ku temu pojawiła się doskonała, bo na drugi dzień po wizycie terapeutycznej u pani dyrektor, miałem do późnego wieczora wolną chatę. Gdy zaproponowałem Nastce randkę u mnie w domu, niewiele brakło, a wyskoczyła by z majtek od razu.

     

    Wcześniej musiałem się jednak spotkać z Wiktorią, aby omówić temat wspólnej nauki angielskiego. Po lekcjach siedziałem na parapecie z podkulonymi nogami i słuchawkami na uszach, gdy do mnie podeszła.

     

    Nie znałem jej dosyć dobrze. Jak wszyscy wiedziałem, że prowadzi bloga, w którym pisze o problemach, zainteresowaniach i sprawach młodzieży. Sporo było tam również o szkole. Wika ogólnie trzymała się z boku, czego powodem mogło to, że nie pochodziła stąd. Przyjechała z rodzicami z Wrocławia w zeszłym roku i pojawiła się w naszej budzie. 

     

    Postrzegałem ją, jako mocno niezależną dziewczynę. Po tym względem podobała mi się bardzo. W sumie jednak rozmawialiśmy ze sobą może z pięć razy, z czego trzy to były jakieś minutowe wymiany zdań. Głośnej w szkole zrobiło sie o niej na wiosnę, gdy w jednym ze swoich wpisów opisała grupę szkolnych gwiazd, na czele z Laurą Banaś, córką radnego. Od tamtej pory w księżniczce lansu miała śmiertelnego wroga, bo tekst był – delikatnie mówiąc – ironiczny.

     

    Teraz internetowa wojowniczka stała przed mną i mrużąc oczy patrzyła na mnie badawczo. Najwyraźniej oceniała moją osobę.

     

    – Cześć, Wika. – Zeskoczyłem z parapetu.

     

    – Cześć. Czemu akurat Wika? – Wciąż świdrowała mnie tymi ciemnymi, inteligentnymi  oczami. – To sugeruję jakąś znajomość, koleżeństwo, a  przecież…

     

    – Ok., cześć Wiktoria. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – Tak lepiej?

     

    – W sumie to bez różnicy, ale większość mówi jednak Jóźwa, niektórzy Suka, a tylko nieliczni Wiktoria. – Wzruszyła ramionami. – Wika słyszę tylko w domu.

     

    – Chciałem, żebyś poczuła się swobodnie… jak w domu. – Zażartowałem.

     

    – Boże, mam do czynienia z człowiekiem subtelnym. – stwierdziła z sarkazmem, wywracając oczy. – Idziemy znaleźć jakąś ławkę?

     

    – Jasne.

     

    Pomyślałem, że mógłbym ją polubić. Gdy wychodziliśmy na zewnątrz, ukradkiem zerkałem na tą intrygującą pannę. Miała ciemne, niemal czarne włosy upięte wysoko w dwa figlarne koczki. Na odsłoniętym karku zauważyłem fragment tatuażu. Nie umiałem powiedzieć co przedstawiał. W obydwu uszach Wiktoria miała srebrne kolczyki w formie znaku zapytania, a powyżej kolejne takie ozdoby. Te tworzyły niemal nieprzerwaną linię, złożoną z drobnych srebrzystych kulek.

    Była raczej zgrabna, ale do końca nie byłem pewien. Modnie poszarpanie dżinsy i koszula były luźne. Skutecznie ukrywały ewentualne walory czy wady figury. Zauważyłem też, że Wika nie stosuje makijażu. Mimo to nawet bez niego twarz dziewczyna była pełna uroku.

     

    – Ok., wyjaśnisz mi o co chodzi z tą wspólną nauką? – zapytałem, gdy już usiedliśmy.

     

    – Mnie nie pytaj. Jestem tak samo zaskoczona, jak ty – Dziewczyna zrobiła nieszczęśliwą minę. – Mam swoje plany na przyszłość i mały świat, w którym mi dobrze. Pisanie mnie wciągnęło, ale od pewnego czasu mam problem, bo kilka osób wywiera presję na dyrektorce, bym przestała pisać na temat szkoły.

     

    – Czy to ma związek z księżniczką Laurą? – spytałem.

     

    – Między innymi – potwierdziła blogerka. – Od tamtej pory, gdy wzięłam ją na tapetę cały czas mam sygnały, że przeginam i powinnam skończyć z pisaniem  na temat szkolnych kolegów. Nawet tajemnicze liściki dostaję z poradami. Pisz o modzie, pisz o podróżach, ble, ble,ble i tak dalej.

     

    – Mówisz poważnie?

     

    – Jak najbardziej. Przedwczoraj wezwała mnie do siebie dyrektorka. Nastawiłam się na kolejną porcję dobrych rad, na temat swojej strony, a tu zaskoczenie – Wiktoria kontynuowała wywód. – Powiedziała, że będziesz mnie uczył i dodała, że masz jakieś problemy z Grześkowiak.

     

    – A co ona ma do tego? – Zdziwiłem się szczerze.

     

    – Dziwne, że nikt tego nie zauważył – stwierdziła Wika. – Cudna anglistka ma wiele sympatii do Laury, traktuje ją o wiele lepiej niż innych uczniów.

     

    – Coś w tym jest. – Przyznałem jej rację. – To córka radnego, może trochę się go boi a trochę chce przypodabać?

     

    – Częściowo masz rację, ale za tym kryje się cos więcej – Wiktoria coraz bardziej mnie zaciekawiała. – Obserwując ich, przekonałam się, że nauczycielkę łączą z radnym Banasiem jeszcze inne sprawy.

     

    – Jakie?

     

    – Na razie jeszcze nie wiem, ale się dowiem – stwierdziła dziewczyna z determinacją. – Dyrektorka widać uznała, że możesz mi w czymś pomóc, skoro mi wspomniała o tobie i anglistce.

     

    – Najwyraźniej – Zamyśliłem. Bogna potrafiła zaskakiwać.

     

    – Co ma do ciebie Grześkowiak? – zainteresowała się Wiktoria.

     

    – Uwzięła sie na mnie i tyle. – Nie chciałem zbytnio się uzewnętrzniać. Przed oczami stanęła mi piękna anglistka. – Daj mi może numer telefonu, to będziemy się zdzwaniać.

     

    – Mój numer? – Zdziwiła się Wika.

     

    – A czy ktoś w twoim imieniu będzie się ze mną uczył?

     

    – Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. – Prychnęła dziewczyna. – Po prostu nie daję numeru nieznanym mi osobom.

     

    – No to jak będzie? – spytałem po chwili

     

    – Dam ci ten numer, ale jak…

     

    – Daruj sobie. Będę go traktował jak skarb narodowy.

     

    Wiktoria z oporem, ale wydusiła z siebie swój numer. Chcąc go zapisać w komórce, zaplątałem się w kable od słuchawek. Dopiero, gdy odłożyłem je na ławkę, udało mi się zapisać numer mojej nowej wspólniczki w telefonie.

     

    – Ok.. To co będziemy w kontakcie? –

     

    – Jasne.

     

    – Nieźle nas wrobili, ale postarajmy się, żeby było to miłym wspomnieniem. – Mrugnąłem do niej łobuzersko.

     

    – Jestem za.

     

    – Słuchaj będę leciał. Mam spotkanie i nie chcę się spóźnić – Chciałem zakończyć tą rozmowę. Myślami byłem przy Anastazji.

     

    – Ok.. To na razie.

     

    – Hej.

     

    Kurczę. To może nie być całkiem stracony czas, ta pomoc w angielskim. Być może wykluje się cos nowego odnośnie pani Anity? Do tego Wika to całkiem fajna dziewczyna. Rozmowa z nią pozytywnie mnie nakręciła. Szedłem do domu w doskonałym humorze, mając świadomość, że niezadługo spotkam się z Anastazją. Ona poprawi mi humor jeszcze bardziej.

    Po dziesięciu minutach zorientowałem się, że zostawiłem na ławce słuchawki. Pędem wróciłem w tamto miejsce, ale nie było tam ani słuchawek, ani Wiktorii. Psiamać, to był świetny sprzęt.

     

    ***

     

    Godzinę później zapomniałem o uroczej Wice, a także o zgubieniu słuchawek. Nastka zjawiła się punktualnie. W pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłem pomyślałem, że matka z ciotką mocna nad nią pracują, by nie zeszła na zła drogę. Ubrana była jak pensjonariuszka, wróciła też do kucyka. Przywitała mnie pełnym pasji i językowych wygibasów pocałunkiem, by po chwili zniknąć w łazience.

    Z toalety wyszła całkiem odmieniona. Rozpuszczone włosy łagodnymi falami okalały rozpromienioną twarz. Makijaż sprawił, że miła twarz dziewczyny nabrała kuszących odcieni. Bluzka, którą miała na sobie odsłaniała płaski brzuch i szczupłe ramiona. Czarne mini było tak krótkie, że przy najlżejszym pochyleniu ciała, widać było mocno skąpe figi Nastki. Najbardziej jednak nakręciły mnie długie podkolanówki, które na przekór nazwie sięgały za kolana.

     

    – Co myślisz o mojej przemianie? – spytała, zadowolona z wrażenia jakie na mnie zrobiła.

     

    – Myślę, że to wielka szkoda, że zaraz musisz pozbyć się tych łaszków. – Łakomie pożerałem ją wzrokiem. – Podkolanówki jednak zostaną.

     

    – Straszny z ciebie świntuch. – Pocałowała mnie namiętnie. – I za to cię kocham.

     

    – Ja też uwielbiam twoje szaleństwo.

     

    Anastazja była mocno napalona. Nie zamierzała czekać zbyt długo. Niecierpliwymi palcami zaczęła rozpinać guziki mojej koszuli.

     

    – Gdzie to zrobimy? – spytała wsuwając dłoń pod poły koszuli.

     

    W odpowiedzi złapałem ją wpół i wziąłem na ręce.

     

    – Pomyślałem, że przy kominku będzie nam doskonale – stwierdziłem, niosąc Nastkę w stronę salonu.

     

    Po chwili oboje siedzieliśmy na kudłatym dywanie. Całując się i pieszcząc, powoli pozbywaliśmy się kolejnych części ubioru. Byłem doskonale przygotowany na tą rozbieraną randkę. Krótka, ale owocna sesja ręcznego wspomagania pod prysznicem powinna skutecznie uchronić mnie przed zbyt wczesnym finałem.

    Dziś chciałem nasycić się bardziej młodą kochanką. Widok nagiej Anastazji, w tych niegrzecznych podkolanówkach sprawił, że stałem się twardszy między nogami. Gdy nasyciliśmy już zmysł dotyku, zbadawszy sobie nawzajem wszelkie możliwe zakamarki ciała, uniosłem pupę Anastazji pozwalając by oparła się na kolanach i łokciach. Nęcił mnie jej szczupły, mały tyłek. Kreśliłem językiem na drobnych pośladkach tajemnicze wzory, jednocześnie gładząc je i ugniatając. Nastka wypinała się lubieżnie, więc niezbyt długo wytrwałem przy tych zabiegach. Palcami mimowolnie odszukałem cipkę dziewczyny i zacząłem pocierać nimi o wargi sromowe. Głośniejsze westchnięcia były dowodem, że podążam właściwym tropem.

     

    – Też chcę robić ci dobrze – zaproponowała Anastazja.

     

    Nie miałem absolutnie nic przeciwko temu. Położyłem się na plecach, a moja towarzyszka cielesnych uciech na mnie, tyle, że odwrotnie. Krocze dziewczyny miałem koło twarzy, a ona koło swojej miała coraz bardziej twardego penisa. Czułem drżenie ciała Anastazji, sam tez byłem coraz bardziej rozpalony żądzą. Ssałem nabrzmiałe płatki, starając się językiem odnajdywać drażnić mały guzik łechtaczki. Każda taka pieszczota sprawiała, że tyłek Nastki podrygiwał szaleńczo. Ona też nie żałowała, ani dłoni, ani ust by sprawić mi jak najwięcej przyjemności. Pieściła mnie z każdą sekundą intensywniej, ssąc i liżąc jakby robiła to sześćdziesiąty ósmy raz a nie dopiero trzeci.

     

    Gdy poczuliśmy się nieco znużeni tą zabawą ułożyłem się za plecami Nastki, unosząc jedną nogę dziewczyny do góry. Trzymając w ręku fiuta odszukałem odsłonięta szparkę i naparłem do przodu. Przyjęła mnie z ochotą. Nabrzmiała żołądź zanurzyła się w miękkość cipki. Pchałem i pchałem, coraz bardziej wnikając w kochankę. Anastazja pojękiwała, coraz mocniej odpływając w rozkoszny niebyt. Palcami wodziła po własnych sutkach, potęgując swoje podniecenie.

    Gdy mokra szparka przyjęła całego kutasa, rozkołysałem mocniej biodra. Znów byłem bożkiem pieprzenia. Głowę wypełniły mi fajerwerki rozkoszy. Dudniły w niej setki bębnów. Byłem żarem, bynajmniej nie dlatego, że na tyłku czułem ciepło płynące z kominka. To był gorący dreszcz żądzy.

    Rżnąłem tak kilka minut, zwiększając lub uspokajając tempo. Przy jednym z kolejnych przyspieszeń ciało Nastki zesztywniało, a dziewczyna zacisnęła pięści na grubych włosach dywanu. Nie przerywałem pieprzenia, choć czułem, że moją kochankę właśnie dopadł orgazm. Sam też do niego się zbliżałem.

     

    Zmieniliśmy szybko pozycję. Anastazja kucnęła przed mną, pozwalając mi ostatnie pchnięcia przed spełnieniem wykonać w jej ustach. Trawił mnie pożar, wypalając moje wnętrze gorącym podnieceniem. Oczy młodej kochanki nadal zasnute były mglistą zasłoną. Patrzyłem na rozpalona twarz, na rozmazany miejscami makijaż i myślałem o tym, jakim jestem szczęściarzem, że akurat mnie przytrafił się ten uraz powypadkowy. Wcześniej nie miałbym szans na taki scenariusz. Teraz, po upływie ledwie półtora miesiąca zaliczyłem kilka dziewczyn, w tym jedną niesamowitą, dojrzałą kobietę. Kto wie, co jeszcze się może zdarzyć?

     

    Lubieżne obrazy z Bogną, Oleną i Martą w połączeniu z kutasem w ustach Nastki doprowadziły mnie w ekspresowym tempie do szczytu. Jedną ręką przytrzymałem kochankę za włosy, a drugą chwyciłem trzon twardziela. Spazmatycznie szarpnąłem biodrami i zastygłem niczym kamienna figura. W chwili, gdy perlista smuga wystrzeliła w stronę twarzy Anastazji, kątem oka dostrzegłem ruch. Czyżby starzy wrócili wcześniej?! Cholera jasna!

    Z poczuciem nieuniknionego zerknąłem w bok. Naszym niespodziewanym gościem okazała się Wiktoria. Z szeroko rozwartymi oczami, stała oparta o ścianę, obserwując nas zszokowana.

    Nie było sensu uciekać, chować się czy udawać. Oboje byliśmy nadzy, a okoliczności wyglądały tak a nie inaczej. Spuszczałem się na twarz Nastki, a ona pieściła moje jądra. Scena rodem z pornosa.

     

    – Zawsze wchodzisz do obcych domów bez zaproszenia? – zapytałem po chwili, naciągając na tyłek slipy.

     

    – Sorry, ale pukałam trzy razy, a potem się okazało, że drzwi są otwarte i… ja nie mogę, niezła jazda!

     

    – Daruj sobie zachwyty! – warknąłem. – Po co przyszłaś?

     

    – Zostawiłeś słuchawki, chciałam ci je oddać – Wika nie mogła oderwać oczu od ubierającej się Anastazji.

     

    – Ok, dzięki. Mam nadzieję, że ewentualne odczucia i przemyślenia na temat tej sytuacji zostawisz dla siebie. – Wycedziłem przez zęby.

     

    – To byłby świetny temat, ale nie jestem świnią – odpowiedziała Wika. Ewidentnie czuła się niekomfortowo.

     

    Odpowiedź była właściwa, ale nie mogłem jej zawierzyć. Stawka była zbyt duża. Przyłapując mnie na seksie z Nastką wydała na siebie wyrok. Aby zyskać całkowitą lojalność Wiktorii musiałem uczynić ją swoją kolejną zdobyczą. Mało tego musiałem to zrobić szybko.

     

    c.d.n …

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • MW-Ibiza Rozdzial 41 Plazowe igraszki

    Smoliście czarne loczki na cipie Febe ładnie kontrastują z tymi jasnoblond porastającymi łono Zuzi, gdy dziewczyny tak stoją obok siebie. Tola i Monika przyglądają się tym cipom fachowym okiem.

    – Chciałbym, żebyście na początek podgoliły pachwiny.

    – A same sromy? – Pytają fryzjerki.

    – Zostawcie zarośnięte, ogolicie je jutro.

    – Marzy ci się codziennie inna fryzurka?

    – Codziennie dwie nowe fryzurki. Chciałbym, żeby były identyczne.

    – Black&white, co?

    Febe wprawdzie nie jest murzynką, ale karnację ma ciemną, nawet jak na Greczynkę. Zuzię słońce zdążyło ledwo zaróżowić. Fryzury, te na głowach mają podobne i podobnej długości. Pomijając fakt, że Febe jest brunetką, a Zuzia blondynką.

    Skóra tej ostatniej błyszczy w słońcu, pokryta obficie kremem do opalania z bardzo wysokim faktorem. Przypilnowałem tego u nas wszystkich, w końcu spędzimy te parę dni nago. U Zuzi przypilnowałem osobiście nie pomijając ani skrawka jej ciała. Zuzia odwdzięczyła mi się tym samym, moje gładko ogolone jaja błyszczą się jak… no właśnie!

    – To my idziemy po sprzęt.

    – Poczekajcie jeszcze z tym strzyżeniem.

    Przeczesuję te futerka, przebieram palcami w loczkach na obu cipach, oderwać się nie mogę.

    – To może jednak nie strzyżemy? Wyraźnie ci żal tych futerek.

    – Strzyżemy. Ale przedtem…

    – Znów jakiś twój zboczony pomysł!

    – Tylko nie zboczony! Owszem, lubieżny.

    Na początek pytam, kto z chłopaków ma ochotę się publicznie pomasturbować.

    Chętnych brak.

    – Wolimy poruchać…

    Koniec końców namawiam Wacucia i Jacusia.

    – Znam was i wasze możliwości. Za chwilę znów będziecie sprawni, nic was nie ominie.

    Febe i Zuzia kładą się na wznak na materacu. Między ich rozwartymi szeroko udami klęczą Smoczki i sobie trzepią.

    – Tylko dobrze celujcie!

    Robią się z tego zawody. Chłopy przyspieszają. Otaczający ich ciasnym kręgiem widzowie klaszczą, gdy Wacuś spuszcza się pierwszy prosto na czarnego bobra. Jeszcze strzepuje ostatnie krople, gdy dochodzi Jacuś.

    Też trafia, tyle, że biała sperma nie kontrastuje tak ładnie z futerkiem Zuzi. Ale może  być.

    Dziewczęta wstają i się wypinają. Z dumą eksponują futerka, a tam niteczki spermy rozwieszone na tych loczkach niczym girlandy na choince.

    – Mamy je sobie nawzajem wyczyścić? – pytają i figlarnie wysuwają języczki – Bo zaraz będzie z nich  kapać…

    – Ależ skąd!

    – No to…

    – Teraz wasza kolej na orgazm. Połóżcie się powrotem ale na waleta. Przełóżcie nóżki, zewrzyjcie cipki, zróbcie sobie dobrze. Aha – i nie musicie być cicho.

    – Marzy wam się lesbijski spektakl? – śmieją się. Ale przybierają właściwą pozycję. Czarne loczki przeplatają się z jasnymi, sperma chłopców się miesza, dziewczęta pojękują coraz głośniej, temu i owemu z widzów zaczyna stawać. A dziewczęta, zapominając o całym świecie, pocierają się cipkami, jak szalone. I są bardzo głośne, co bardzo lubię. Przytulona do nie Maleńka chyba też.

    – Włóż mi paluszek, pliiiis!

    – Już zaraz, tylko..

    Wlewam między dwa zwarte krocza kubek śmietany. I wkładam w Alę ten palec. Drugim masuję rozetkę.

    – To trzydziestka. Ciekawe, czy ubiją.

    Ubijają. Gdy obie dochodzą, śmietany jest jakby więcej. No i mają ją nie tylko w kroczach, ale także na brzuszkach i między pośladkami. Bardzo to apetycznie wygląda, gdy w końcu wstają. Oba bobry są teraz białe. Rzucamy się  zlizywać bitą śmietanę. Nikt chyba nie pamięta, że w jej składzie jest również sperma. A zresztą co z tego. Cwana Maleńka przepycha się do dziewcząt, sięga do jednej z cip. Nabraną śmietanką smaruje mi jajka. Rozkłada się na materacu i przyciąga do siebie. Klękam nad jej głową, Ala wylizuje mi jajka, każe mi się masturbować.

    Zwalam sobie ochoczo, moje jądra obijają się o wyciągnięty język Maleńkiej, o jej buzię, albo i znikają w tej buzi, gdy je zasysa. Czuję jakiś ruch za plecami, to ktoś nie wytrzymuje i dobiera się mojej dziewczynie do cipki.

    – Możesz popatrzeć, kto mnie pieprzy? Bo mi zasłaniasz.

    Zerkam i sprawdzam.

    – Nikt, kochanie.

    – Nie pierdol, przecież czuję!

    – Dildo tam czujesz. Natka ci dogadza.

    – Niemożliwe, przecież bym poczuła różnicę.

    – Wpierw sama sobie dogadzałam, na próbę – śmieje się Natka zza moich pleców. To nowy model, jak prawdziwy. No i zagrzałam go w sobie…

    – Hihihi… Nabrałaś mnie. Ale nie przestawaj, robisz to dobrze.

    – Bo pieprzę cię tym sztucznym chujem, jak sama chciałabym być pieprzona.

    Uwielbiam takie gadki, kręcą mnie. Sięgam wolną ręką za siebie, trafiam na brzuszek Natki. Zsuwam dłoń niżej, między uda, zaciskam na śliskiej cipie. Natka porusza biodrami, moje palce wślizgują się między te wszystkie rozkoszne fałdki. Eksploduję.

    Wszystko przelatuje górą, na jej buzi lądują tylko ostatnie krople.

    – Złaź ze mnie!

    No to złażę. Ala przekręca się na materacu, podciąga nogi. Z pizdy powoli wysuwa się pozostawione tam przez Natkę dildo. Przytrzymuję je i wsuwam z powrotem. Puszczam i zafascynowany obserwuję, jak znów sunie w górę z wypiętego ku niebu tyłka. I znów dopycham. Ala  pracowicie zlizuje moje nasienie z materaca. Wygląda ślicznie i kusząco. Pozwalam dildu wypaść. Schylam się, przeciągam językiem po szeroko rozwartym sromie, gładko wygolonym kroczu i równie zadbanej rozetce. Tylko raz przeciągam.

    – Gdzie chcesz?

    Spełniam życzenie mojej dziewczyny i proszę filmującego całą scenę Stasia, by ją zerżnął w dupę. Natka mości się obok, znów wsuwa w siebie to dildo. Ja chwilowo jestem wyautowany. Przejmuję za to kamerę. To będzie fajny film.

    * * *

    Tola z Moniką strzygą i golą. Smoczki zgłaszają się na czeladników – myją dziewczętom włosy, suszą, zbierają skrzętnie te ścięte, czy zgolone. To ostatnie zajęcie trochę ich dziwi.

    – Nie wiecie? – uświadamia ich Dorka – Maciek szykuje sobie taką poduszkę z samych piczych kłaków. Moje też tam są. I śmieje się głośno na widok ich min.

    – Nie przesadzajmy, na razie to poduszeczka – wtrącam. I trącam nosem nastroszone futerko Zuzi. Wacuś właśnie je umył i wysuszył.

    – No i jak?

    – Gładziutko.

    Zuzia na moja prośbę zrobiła mostek na szeroko rozstawionych nogach, a ja sprawdziłem obie, świeżo wygolone pachwiny. Językiem.

    Zuzi nogi drżą, bo nie omieszkałem zajrzeć do jej cipki, też językiem.

    I nagle kicham. Nastroszona czuprynka łaskocze mnie w nos, gdy liżę.

    Zuzia już dłużej nie może, odrywa pizdę od mojego języka.

    – Zmęczyłam się – mówi, klapnąwszy tyłkiem w materac.

    – Ale poliż jeszcze – dodaje z zalotnym uśmiechem.

    Więc liżę, dopóki Febe nie robi mostka na sąsiednim materacu.

    – Teraz mnie sprawdź!

    Pachwiny w kroczu ma równie gładko wygolone, a smoliście czarne picze loczki łaskoczą tak samo, jak te blond.

    – Chodźcie, przejdziemy się plażą, pochwalicie się nowymi fryzurkami.

    Biorę obie dziewczyny za ręce, idziemy na ogólnie dostępną plażę.

    – Dziwnie się czuję, wszyscy nam się przyglądają.

    – Ale dzisiaj srom masz schowany w futerku. A jutro wszyscy go zobaczą. Twój i Febe. Przyzwyczajaj się. I nie zaprzeczysz, że mało która dziewczyna na tej plaży dorównuje tobie, czy Febe.

    Bo też tak i jest, młodych i zgrabnych jest niewiele, najczęściej w parze z jakimś chłopakiem. Jak to na plaży naturystów.

    – Głównie się na nasze cipki gapią.

    – Na wasze tyłeczki też, jak ich mijamy. Ale tego już nie widzicie.

    – A z taką mocno podgoloną, czuję się naga…

    Fakt, mocno podgolone pachwiny kontrastują z paskiem bujnych kłaczków.

    – Hahaha, przecież jesteś naga.

    – Ale…

    – Oderwij może wzrok od tych wszystkich penisów, przyjrzyj się dziewczynom na plaży wszystkie mają albo gładko wygolone piczki, albo krótko strzyżone trawniczki. A te wasze irokezy wyglądają przy nich, jak żywopłot. I to zapuszczony. I niejeden z podziwiających zapuściłby weń nie tylko wzrok ale i dłoń.

    – W poszukiwaniu mojej szparki, wiem.

    – Raczej aby go przeczesać palcami; to niecodzienne przeżycie. A szparka potem.

    Rozglądam się,  jesteśmy w miarę oddaleni od najbliższych plażowiczów, więc… Przyciągam do siebie Zuzię, obejmując ją w talii. No, nie do końca w talii – trzymam ją za pośladek. A drugą dłonią  kilkakrotnie przeczesuję to futro. Potem przesuwam palcem wzdłuż szczelinki. Porządnie śliskiej szczelinki. Zuzia mruczy, jak kotka.

    – Podnieciłaś się.

    – Ty też! – mój penis szybko nabrzmiewa w jej dłoni.

    – Halo! To miał być tylko spacer!

    – Tylko ją czeszę.

    – To mnie też uczesz! – I Febe zagospodarowuje moje wiszące odłogiem jądra. Ona też ma śliską piczkę. Znów oblizuję palce. Uwielbiam ten smak.

    Niestety, muszę się obejść samym smakiem, brzegiem nadciąga jakaś rodzinka. O dziwo tekstylni. Co oni tu robią między tymi wszystkimi nagusami?

    Odwracam się do nich tyłem, dziewczętom to dobrze, zdradzają je co najwyżej sztywne z podniecenia sutki. A mi wciąż stoi.

    – Przepraszam pana, czy jest tu normalna plaża?

    Że też akurat mnie musiała spytać! Cóż, nie będę nieuprzejmy. Odwracam się.

    – Świntuch – mówi kobieta. Jej córka nic nie mówi, tylko gwałtownie się czerwieni. Mąż i syn chyba nawet nie zauważają mojego wzwodu, gapią się na dziewczyny. Kobieta to zauważa, obsztorcowuje ich obu, odciąga od nas. Ja puszczam oko do nastolatki, jej rumieniec się pogłębia. Jeszcze się za nami ogląda, gdy odchodzi. Jej brat też. Ma fajny tyłek, dziewczyna, nie chłopak. Choć moje towarzyszki komentują ten jego. I jeszcze coś.

    – Widziałaś, jak mu błyskawicznie wypchało kąpielówki?

    Chichoczą i oglądają się za chłopakiem. Najwyraźniej wpadł im w oko, podobnie jak mnie jego siostra.

    – Może jeszcze ich spotkamy – mówię, obejmując dziewczęta w talii – i będziecie miały okazję zajrzeć mu w te kąpielówki.

    Ruszamy dalej. Moje dłonie, jakoś tak same, zsuwają się coraz niżej. Krągłe biodra Febe kontra po chłopięcemu wąskie Zuzi. Sterczący tyłek tej pierwszej i raczej płaski tej drugiej. Jednakowo jędrne pośladki poruszające się w zgodnym rytmie pod moimi dłońmi. Jak ja to lubię! Trzymam dłonie na płask, starając się ogarnąć oba półdupki każdej z dziewczyn, poczuć jak najwięcej tych tyłeczków.

    – Lubisz to, prawda?

    – Uwielbiam!

    Wsuwam dłonie między te boskie półkule, czubki palców napierają na dwa dziewczęce tylne słoneczka. Pośladki zaciskają się w odpowiedzi. I nie przestają przesuwać się miarowo względem siebie sprawiając mi rozkosz.

    – To też uwielbiam.

    – To widać.

    Na szczęście nikogo przed nami nie widać, głupio by było tak paradować po publicznej plaży ze sterczącym kutasem. Dziewczęta najpewniej dochodzą do podobnego wniosku, bo pochylają się nad nim z troską…

    * * *

    – I pomyśleć, że jak przyszłam do pani Joanny, to liczyłam na jednego, no może dwa…

    – Na raz?

    – No co ty! Spotykałabym się z nimi na zmianę.

    – A tu taki chuj!

    – Hahaha… No faktycznie, spory. Jak go wtedy zobaczyłam, o mało nie uciekłam.

    – Ale nie uciekłaś i w rezultacie pobiłaś rekord Dorki.

    – Jaki znów rekord? I kto to jest Dorka?

    – Ach, te płomienne zorze… – wtrąca Febe.

    – Kolejna, co zagadkami mówi!

    – Maciek tak mówi za każdym razem, gdy łapie Dorkę za cipę – wyjaśnia Febe.

    – A mówi tak, bo…

    – No, ogniście ruda jest.

    – Rozumiem, że tam też?

    – Dobrze rozumiesz, ma równie bujnego irokeza, jak my.

    – No dobrze; a o co chodzi z tym rekordem?

    Maciek przeleciał cię po pięciu minutach znajomości. A Dorkę po jakich dziesięciu. Choć przyszła tylko po piłkę…

    – Mówicie dziś samymi zagadkami.

    Opowiadam, jak to z Dorką było, Zuzia się śmieje.

    – Ale ja przyszłam już zdecydowana. A ona nie miała pojęcia, że będzie się pieprzyć.

    – Zaraz, zaraz… Przyszłaś, żeby Jacuś lub Wacuś cię wyruchał w obecności tego drugiego i twojej nauczycielki na dodatek?

    – No nie… Myślałam, że…

    – …Powiesz, iż wiesz o ich występnych uczynkach – wchodzę jej w słowo – a potem umówisz się z którymś z chłopców i nie będzie ci mógł odmówić.

    – No tak.

    – Więc sama widzisz. Oddałaś się obcemu facetowi po pięciu minutach rozmowy. I to przy ludziach. Masz ten rekord!

    – Z tego co wiem, to Dorkę dziewczyny pracowicie urabiały, nim go zobaczyła. A ty wtedy sama zaproponowałaś, żeby cię przeleciał – wspiera mnie Febe.

    – Żeby ktoś mnie przeleciał – poprawia ją Zuzia. – I on się zgłosił pierwszy.

    Przystajemy. Wprost przed nami ktoś opala się nad samym brzegiem. Nago. Ale nie dlatego przystajemy, że nago, tylko chcemy dokończyć rozmowę. A ja nie mogę przestać ugniatać i masować tych dwóch rozkosznych tyłeczków.

    – Spociły wam się dupcie – podpuszczam. I korzystając z tej wilgoci napieram mocniej na dwie ciasne dziurki.

    – To nie pot, to z cipki, podnieciłam się – wyjaśnia Zuzia i zachęcająco wypina tyłek w odpowiedzi na moje manipulacje przy odbycie. Mój palec wślizguje się głębiej.

    – Mam cię w dupie – śmieje się Zuzia.

    – Obie mamy palce w dupie – wtóruje jej Febe.

    – Nie. To ja trzymam palce w dupie. Każdy w innej.

    – A mógłbyś coś więcej, niż tylko trzymać?

    Obie równocześnie opadają na czworaki, starając się nie złamać mi palców. Wypinają tyłki. Posuwam je tymi palcami. Pojękują cichutko, co wpływa korzystnie na mój wzwód.

    – Taki chuj się marnuje…

    – Jest tylko jeden, jak się nim podzielimy?

    – Jest na to sposób…

    – Tak? – Obie zerkają na mnie podejrzliwie. Ma się tę reputację…

    – Zuziu. Jesteś daleko od domu, czas pozbyć się resztek wstydu.

    – Czyli?

    – Widzisz tego chłopaka przed nami? Podejdź do niego i zaproponuj mu szybki numerek. Na pewno nie odmówi.

    – Skąd ta pewność?

    Stąd, że to Tom tam leży. Albo Jerry. Prosiłem, żeby zaległ gdzieś na brzegu w nadziei na podobną sytuację. Zuzi, która nie zna Tidżejów, oczywiście tego nie powiem. A Febe, która ich zna, nie wyślę, bo po co.

    – Sam bym nie odmówił. Nagiej lasce z irokezem? Łukasz też ci dzisiaj nie odmówił…

    – Ale jego znałam.

    – A skąd?

    – No dobrze, on znał mnie. Słyszał o mnie.

    – I to cię ośmieliło na tyle by podejść i powiedzieć… zaraz, jak to szło?

    – Wyruchaj mnie. Tak to szło – podpowiada Zuzia.

    – Tylko widzisz, Łukasz w ogóle o tobie nie słyszał. Ani nikt z obecnych, oprócz twojej pani i kolegów z klasy. Tylko Ali o tobie powiedziałem.

    – Rany, a ja myślałam… Tylko dlatego się odważyłam.

    – To już nie myśl tylko idź!

    – Hahaha… No dobra, widzę, że nic tu po mnie.

    Nic tu po niej, bo tymczasem zdążyłem zapiąć Febe. Pospieszyłem się, żeby czasem nie przyszło im do głowy się zamienić. Zuzia zerka jeszcze na mój, regularnie znikający między pośladkami Febe, drąg i idzie nadziewać się na inny.

    – Postaraj się, może poprawisz własny rekord – wołam jeszcze za nią.

    Zuzia zatrzymuje się przy tamtym chłopaku, mój chuj zatrzymuje się w pochwie Febe, ale ona nawet tego nie zauważa.

    – Czy to nie…

    – Oczywiście, że to on. Albo on. Ale ani mru mru!

    – Ty i twoje niespodzianki!

    * * *

    – Dzień dobry! Czy mógłby mi pan sprawić tę drobną przysługę i mnie ewentualnie wyruchać?

    Nie mam pojęcia, jak i czy tymi akurat słowy, ale dopina swego.

    Bo też poinstruowany na taką okoliczność Tidżej ani myśli odmawiać. Pieprzą się po najwyżej minucie…

    – Ciekawe, o czym tak długo rozmawiali. Ale i tak jest rekord.

    – Oszustwo! To Tidżej, w ogóle nie musiała go namawiać!

    – A mnie musiała, jak mi się pierwszy raz oddawała?

    – No cóż…

    Tidżej przerabia z Zuzią kilka pozycji, zanim kończą. Co słychać aż tutaj. My pozycji nie zmieniamy – w tej, gdy klęczę za Febe i biorę ją od tyłu,  oboje możemy się przyglądać.

    Teraz nasza kolej – tryskam głęboko w Febe, stymulowany skurczami jej orgazmu. Oraz widokiem boberka Zuzi spryskanego spermą.

    – Specjalnie spuścił się na futerko – oznajmia zadowolona z siebie Zuzia. Czekając aż dorżnę Febe, i z obspermionym łonem na wysokości moich oczu.

    – I nie miał ochoty na więcej?

    – Ależ miał. Zaprosiłam go do hotelu na wieczór. Mogłam?

    – Spoko. Szybko wam poszło. Poznasz go w ogóle?

    – No wiesz!

    – A on ciebie? Głównie to oglądał twoją dupę.

    – To mnie pozna po dupie!

    Zuzia macha do przyglądającego się nam z daleka chłopaka, zawracamy do hotelu.

    * * *

    Szczupłe,  długie nogi zwieńczone krągłą brzoskwinką tyłeczka. Jak świeżo zerwana brzoskwinia jędrne, i jak brzoskwinia przecięte kuszącą pionową kreską. I, tak jak rozrywasz brzoskwinię wzdłuż tej linii,  by dobrać się do soczystego  wnętrza,  tak chciałbyś rozchylić tę szczelinę palcami, a jeszcze lepiej dłońmi, by przy okazji doświadczać nimi krągłości pośladków,  i smakować językiem ten rozkoszny rowek. Od różowych, mięsistych zasłonek kryjących soczyste wnętrze cipki po ciasno zwartą gwiazdkę.  Rozprowadzić tę soczystość po całym rowku i zaatakować językiem tę analną gwiazdkę, czuć jak z wolna ustępuje pod twoim naporem. I oto wtykasz czubek języka w tworzącą się w środku dziurkę. A twój twardy chuj już czeka w kolejce.  Bo przecież ci stanął.  A dziewczyna zwilża go obficie swą śliną, pilnując wszakże byś nie eksplodował w jej ustach,  bo pragnie cię w dupie. Albo najpierw w cipce  – wytryśniesz momentalnie,  gdy zaciśnie na twoim członku sprężystą pochwę. Następnie zliże i wyssie resztki nasienia z twojego chuja, przy okazji przywracając mu tak bardzo pożądany kształt i twardość. I znów każe się zerżnąć, tym razem analnie, obiecując kolejne rozkosze. A gdy spełni te obietnice jęcząc i wijąc się pod tobą rżnięta w dupę, zapragnie cię w ustach.  I to będzie twój ostatni wytrysk – dziewczyna z własnej inicjatywy wyliże ci jądra, a dojdziesz z jej języczkiem wibrującym na żołędzi penisa. Na koniec zaśniesz z głową między jej udami, z językiem zdrętwiałym od naprawdę  długiego lizania cipy. A im więcej lizałeś, tym więcej z niej spijałeś. I upijałeś się boskim aromatem jej pizdy.

    To wszystko,  albo jakaś równie lubieżna wariacja na ten temat przebiega ci przez głowę,  a krew gwałtownie napływa do penisa,  gdy Zuzia (albo Febe, ale oczywiście nie znasz ich imion) przystaje tuż przed tobą rozłożonym wraz z kumplami na nagiej plaży i schyla się po muszelkę, prezentując przy tym swoją własną. Wy też jesteście nadzy,  przyjechaliście tu z kraju poszaleć w słynnych dyskotekach i w nadziei,  że coś wyrwiecie, ale póki co leżycie tu rozluźnieni, ale wyposzczeni w oczekiwaniu na wieczór i dyskotekę,  po której wiele sobie obiecujecie. Rozmowa toczy się leniwie,  wspominacie intymne wdzięki i umiejętności swych byłych, czasem wspólnych byłych; dużo razem przeszliście i dużo tych dziewczyn przerżnęliście, czasem wspólnie, więc luzik, zero wstydu. Więc tak sobie rozmawiacie, a tu nagle TO!

    To, czyli włochata cipka łyskająca do was różowym oczkiem sromu spomiędzy wypiętych pośladków wieńczących naprawdę długie nogi. Z widoku kudłatej cipy biorą się te kudłate myśli,  a dziewczyna podnosząc muszelkę i chowając tę drugą pomiędzy uda, gdy się prostuje, uśmiecha się lekko na widok waszych wzwiedzionych penisów i odchodzi kręcąc tyłkiem. Ach pobiec za nią, opaść na kolana przytrzymać za bioderka i wsunąć nos między te pośladki. I napawać się cudowną wonią pizdy. To oczywiście na początek.  A ona dogania tę drugą oraz towarzyszącego jej chłopaka. Czyli mnie i Febe (przyjmijmy, że pizda, którą podziwiali była blondynką).

    – Widzieliście? – pyta nas dziwnie zadowolona – postawiłam im wszystkim!

    – Widzieliście?! – nie wytrzymuje któryś z was, gdy ruszam w dalszą drogę mając w każdej dłoni po pośladku.

    – Szczęściarz!

    – Czy mi się zdawało, czy ona nas prowokowała? – pyta któryś z was.

    – Tobie się zdawało, a nas prowokowała, głupku!

    Zbieracie się sprawnie, ruszacie chyłkiem za nami, szczęściu trzeba dopomóc, na jawną prowokację zareagować.

    – Idą?

    – Idą.

    Prowokatorka ogląda  się  za siebie, nie za często, nie nachalnie, ale jednak. Co was ośmiela. Tylko jak tu zagadać? Tymczasem nas doganiacie.

    – Przepraszam, jest tu jakaś przechowalnia,  albo coś? – pada, po angielsku zresztą. Cóż,  każdy pretekst jest dobry.

    – Bo wy całkiem bez niczego, a my musimy wszystko targać ze sobą…

    I rzeczywiście, wyglądają przy nas jak wielbłądy, z tymi plecakami, kocykami, ręcznikami i czym tam jeszcze.

    – Mieszkamy w hotelu na wyspie,  więc nie mamy tego problemu. A żadnej przechowalni tu nie ma.

    – Acha, no trudno, dzięki.

    Ale nie odchodzicie, trudno odejść,  nie chcecie odchodzić.

    – Skąd jesteście?

    – Z Polski. I z Grecji – przedstawiam Febe.

    Z miejsca przechodzicie na polski.

    – Rany, rodacy!

    – Tu pełno Polaków.

    – No tak,  tak… Wybieracie się na dyskotekę?

    – I owszem, do Amnesii jutro wieczór.

    – Ale tam będzie jakaś zamknięta impreza. Już wszystko obczailiśmy. Może pójdziecie z nami do…

    – Hasło brzmi: Staś – wchodzi im w słowo Zuzia. – Wpadnijcie,  zabawimy się. – I puszcza  do was oko.

    – Bardzo to dwuznacznie  zabrzmiało – stwierdzam, ledwo odchodzicie zapewniwszy wprzódy, że na pewno przyjdziecie.

    – Choć – dodaję przyjrzawszy się jej cycuszkom – sutki stwardniały ci całkiem niedwuznacznie.

    Upewniam się jeszcze biorąc te cycki w dłonie.

    – Podnieciłaś się, moja panno! Znowu!

    – Co ty nie powiesz, staruszku. A niby po co mnie tu przywiozłeś?

    – Żeby cię pieprzyć w tych pięknych okolicznościach przyrody, taką podnieconą tymi okolicznościami.

    – Podniecona, to ja już byłam idąc do pani Joanny. A potem to już właściwie cały czas myślę cipą! I tylko bym się pieprzyła i pieprzyła…

    – Nie wiem,  co powiedzieć…

    – Nic nie mów,  tylko mnie wyruchaj!

    Tylko tak mówi, jest bardzo elokwentna, gdy się rżnie. I wulgarna, może nie aż tak, jak Kaśka, ale niewiele jej brakuje i poprawia się z każdą kopulacją. I dlatego tak lubię z nią kopulować.

    – Ten facet,  którego kazałeś mi zaczepić, też był niezły – mówi właśnie, cwałując na moim koniku.

    – Pewnie go nawet nie poznasz, gdy przyjdźcie. Zakładając, że w ogóle przyjdzie.

    Jestem pewien, że nie rozpozna, przygotowałem dla niej niespodziankę.

    – Przyjdzie na pewno, będzie chciał więcej tego, co dostał na plaży. I na pewno go poznam! Więc już przestań pierdolić i zacznij mnie porządnie pierdolić!

    Skoro tak…

    Przetaczam się na piasku wraz z Zuzią przytrzymując ją za spocony od intensywnego cwałowania tyłek, żeby mi się z chuja nie zsunęła. Tyłek z miejsca pokrywa się piaszczystą panierką, obejrzę go sobie później. Zuzia unosi nogi w górę, ale dla mnie to za mało. Chwytam ją pod kolana i napieram, póki nie zegnie się w pół. Kolanka już dotykają piasku po obu stronach głowy a tyłek dla odmiany się od piasku odrywa. Nóżki ani drgną, wspieram się na nich rękoma robiąc mostek nad Zuzią. Nie mam skrupułów – chciała ostrego seksu,  to go dostaje. Dobijam coraz mocniej, Zuzia pojękuje za każdym razem gdy jej tyłeczek wbija się w piasek.

    – Wytrzymasz?

    – Ja się składam, jak scyzoryk, giętka i wygimnastykowana jestem. O siebie się martw.

    O siebie się nie martwię, również dzięki widokom pode mną. Dziewczyna złożona wpół,  z maksymalnie wypiętym tyłkiem i rozciągniętym sromem. Bujne, regularnie sklepywane  futerko porastające pizdę i wzgórek łonowy, różowe wargi, to rozciągające się, gdy wyjmuję, to chowające do środka, gdy wkładam. I te drugie, rozchylone w urywanym oddechu. Trudno wytrzymać.

    * * *

    – I jak ci się tu podoba?

    – Pod tobą? – Zuzia unosi główkę z piasku, napina mięśnie karku, zagląda między nasze biodra. To stykające się ze sobą gwałtownie, to oddalające niemal na odległość kutasa. To męcząca pozycja, głowa opada.

    – Tak ogólnie.

    – A, ogólnie… Zuzia znów podrywa głowę, wpatruje się w pogrążającego się miarowo w jej piździe dwudziestocentymetrowego chuja, chyba rozpraszam ją tym pytaniem.

    – Jeszcze tydzień temu byłam niewinnym dziewczątkiem, nosz kurwa niejebaną dziewicą przecież, choć miałam przeróżne fantazje. I pragnienia – inaczej bym nie przyszła do pani Joanny…

    – Jaki, kurwa, tydzień?! – wchodzi jej w słowo Febe. Febe siedzi na piasku, za głową Zuzi, żebym widział jak się masturbuje. Proszę, by podłożyła stopę pod głowę Zuzi. Febe przesuwa się trochę i sprawia ulgę koleżance. Po czym podejmuje przerwane czynności autoerotyczne – rozgarnia futerko na cipie powracając paluszkiem do łechtaczki. A ja powracam tam wzrokiem. A Zuzia wzdycha z ulgą i przyznaje rację koleżance.

    – Nosz kurwa, racja! Przecież to wczoraj rano było!

    Sam jestem zdziwiony, tyle się przez ten czas wydarzyło…

    – A dziś… Popatrz tylko!

    – Przecież patrzę! – Zuzia nie odrywa wzroku od wsuwającego się w nią miarowym rytmem żylastego drąga.

    – Ale tam popatrz!

    – O kurwa! – Rozczula się Zuzia na wasz widok. Daleko nie odeszliście. Przyglądacie się z bezpiecznej odległości, jak dymam Zuzię.

    – Myślałaś, że będziesz ich tak całkiem bezkarnie prowokować?

    – No przecież nie przyjdą tu i mnie nie zerżną.

    – I to miała by być ta kara? Przecież chciałabyś…

    – Nie sądzisz, że pięć kutasów na raz, to trochę za dużo dla mojej  biednej cipki?

    – Jeszcze się zdziwisz, ile ta biedna cipka jest w stanie wytrzymać.

    – Kiedy już teraz nie może wytrzymać!

    Zuzia mówi to coraz bardziej gardłowym głosem, i coraz głośniej daje wyraz swym odczuciom. Ciekawe, czy słyszycie jej jęki. Najwyraźniej dochodzi.

    Proszę Febe, żeby was przyprowadziła. Może jeszcze zdążycie na finał.

    * * *

    Tego się nie spodziewacie. Patrzycie na podbiegająca do was nagą dziewczynę z niejaką obawą. I oczywiście z przyjemnością – te jej rozkołysane w biegu piersi…

    – Maciek mówi, żebyście tak nie stali, tylko podeszli.

    – Przecież leżymy…

    – Miał na myśli wasze penisy.

    A widząc, że się ociągacie, dodaje:

    – Co to ja wzwodu nie widziałam?

    Odwraca się i wraca. Teraz kusi was rozkołysanym tyłeczkiem. Wstajecie, strzepujecie piasek z penisów i ruszacie za nią.

    Febe już nie siada, teraz brandzluje się na stojąco. Kopulująca para i stojąca nad nią, targająca broszkę dziewczyna, to dla was za wiele…

    Dla Zuzi z kolei nowością jest widok pięciu stojących w ciasnym kółeczku facetów walących konia. Zuzia ma dość, Zuzia szczytuje. Ja jeszcze nie. Grzecznie wyproszony z cipki (cytuję: kończ albo spierdalaj, bo już, kurwa, więcej nie wytrzymam), przesuwam się okrakiem wyżej.

    – Ty mnie dokończ!

    Więc Zuzia bierze sprawy w swoje ręce. Jedną sprawą są moje jądra – ściska je i skręca prawie do bólu. Drugą – mój członek. Wycelowany w jej buzię i zawzięcie masturbowany, wystrzykuje solidną porcję spermy. Połowa trafia w otwarte usta, reszta na twarz.

    Odsuwam się szybko.

    – Teraz wasza kolej, chłopaki.

    Nie trzeba wam dwa razy powtarzać. Przyklękacie, by lepiej wycelować.

    Mój wytrysk, któryś kolejny dzisiaj, okazuje się niczym przy waszych gejzerach. Część nieuniknienie ląduje na piasku gdy przestrzeliwujecie, ale i tak Zuzia od pasa, a właściwie od krocza w górę pokryta jest spermą. Nieźle, jak na wczorajszą dziewicę! Rozprowadza sobie tę spermę dłonią po całym ciele, ale…

    – Ja zrobię to lepiej – mówi Febe i kładzie się na koleżance. I przesuwa w górę i w dół. Dwa nagie dziewczęca ciała zwarte w śliskim uścisku dają lesbijski spektakl, a poślizg daje im wasza sperma. I trochę mojej też. Febe szybko szczytuje, z dłonią Zuzi w kroczu. Dobrze, że szybko, bo między nie dostaje się wszędobylski piasek. Skoro nie mogą się go pozbyć, to go wykorzystują – przetaczają się obie po plaży u waszych stóp, najpierw wtulone w siebie, później indywidualnie. Gdy wstają, całe są w panierce. Z tego piasku i waszej spermy. Podziwiacie opiaszczone dupcie, cycuszki, brzuszki i cipy. Zwłaszcza cipy.

    – Całą mam w pisku – skarży się Zuzia i pokazuje. Rzeczywiście, piasek zalega w każdej fałdce sromu, szczelnie okleja wargi i łechtaczkę. Skarży się każdemu z was po kolei podsuwając mu pod nos przytrzymywaną palcami, rozciągniętą na boki szparę. Febe idzie w jej ślady a wam znów staje od tych bezwstydnie rozchylonych sromów. Cóż, że zapiaszczonych.

    A gdyby tak ustawić was naprzeciwko siebie i…

    Szeptem, na uszko, mówię Zuzi jak ma się pozbyć piasku z cipki. Uszko gwałtownie czerwienieje, drugie też. Febe jest odporniejsza, tylko kiwa głową i zajmuje pozycję naprzeciw Zuzi. Nie wiecie, co się dzieje… Już wiecie – strumień gorącego moczu trafia w udo Zuzi i szybko przemieszcza się w kierunku jej pizdy. Zuzia nie pozostaje dłużna, celuje uważnie, struga moczu omiata zakamarki sromu Febe i, zmieszana z piaskiem, tworzy malownicze zacieki na jej nogach.

    Obu dziewczętom ciśnienie spada, zbliżają się do siebie, ale to nie pomaga, bo poruszając się tracą celność. A teraz już tylko kapie im z sikawek. A piasku w cipach nadal sporo.

    – Pomożecie?

    – Pomożemy!

    Pomagamy wspólnie. Daję przykład i staję przed Febe. Jeden z was ustawia się przed Zuzią, też z penisem w dłoni. Nam jest łatwiej wycelować. Dwa silne strumienie trafiają prosto w czuły cel i dziewczyny piszczą z uciechy. Nie żałujemy sobie, ciśniemy mocno i szybko opróżniamy baki. Ale w kolejce jest was jeszcze czterech. Gdy kończycie, dziewczęta są dokładnie wymyte. Przynajmniej tam.

    – Jeszcze nikt mnie nigdy nie obsikał, a już w ten sposób…

    – Mnie Jacek – przyznaje się Febe. Nawet nie wiedziałem. Choć można się było tego spodziewać.

    – To wielbiciel złotego deszczyku – wyjaśnia Febe Zuzi. – Ależ będzie żałował, że go tu nie było!

    – Jak go znam, nie żałuje moczu gdzie indziej, więc już go tak nie żałuj.

    * * *

    – Jeśli liczyliście na coś więcej, to muszę was rozczarować.
    – Po prawdzie, to liczyliśmy na mniej…

    Rozmawiam z piątym z was; pozostałą czwórkę dziewczyny wzięły w swoje ręce. Masturbują was parami, leżących na samym brzegu. Febe i Zuzia klęczą między wami, a fale liżą im cipki, pienią się w porastającym je loczkach. A wam liżą jądra.

    Ten piąty z was sam się onanizuje, nie spuszczając wzroku z panien dojarek. I spuszczając się równo z kolegami. Dziwnie się rozmawia z masturbującym się facetem.

    Czekam, aż strzepnie resztki spermy na piasek, pytam:

    – Nie liczyłeś na to, że będziesz walił konia na plaży?

    – Bardzo śmieszne! Miałem nadzieję, że będę sobie trzepał po kryjomu, podglądając laski na nagiej plaży. Zadowolony?

    Sam też wyglądasz na zadowolonego, podobnie twoi koledzy.

    Pobiegliście za dziewczętami do wody spłukać z nich i z siebie piasek. Połączonym wysi(ł)kiem wypłukaliśmy go tylko  z cipek. Chlapaliśmy się w płytkiej wodzie, dziewczęta głośno piszczały, gdy ośmieleni wzięliście się do macanek. I nie pozostały dłużne. Cycki, tyłeczki, cipki, jajka i kutasy – wszystko to przechodziło z rąk do rąk, a jak się skończyło – już napisałem.

    Dziwnie się wam ze mną rozmawia, podczas gdy klęczące przede mną dziewczyny próbują wykrzesać resztki życia z mojego przyrodzenia. Żegnamy się, a one właśnie żegnają się z nadzieją….

    Febe jeszcze przeżuwa i międli w buzi mego smętnego flaka, Zuzia odrywa się od równie sflaczałej moszny i was ostrzega:

    – Żebyście tylko nie przyszli z czymś takim żałosnym na dyskotekę! Byłybyśmy srodze zawiedzione.

    Obiecujecie absolutną wstrzemięźliwość przez najbliższą dobę. Też bym sobie zawiązał na supełek, gdyby mnie takie dziewczyny prosiły.

    Teraz już wiecie, że możecie liczyć na więcej.

    * * *

    – Zuzia, jacyś starcy do ciebie!

    – Już przestańcie z tymi starcami, gdzie są?

    Idę za nią i z satysfakcją przyglądam się jej wyłupionej minie.

    – To z którym się pieprzyłaś – pytam, a ona tylko bezradnie przenosi wzrok z jednego bliźniaka na drugiego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Historia pewnej pary – Rozdzial III – impreza u Piotra

    Po kilku tygodniach od wspólnego treningu biegowego Aśki z Piotrem, zostaliśmy zaproszeni na imprezę do naszego kolegi. Póki co nie poruszałem tematu sytuacji, które zaobserwowałem. Oczekując na rozwój wypadków potwierdziłem nasz udział w domówce.

    Tego wieczoru Żona zaskoczyła mnie bardziej niż myślałem. Po dwugodzinnych przygotowaniach w łazience, wyszła piękna i pachnąca nowymi perfumami. Na sobie miała świeżo kupione czerwone body z mocno wyciętym dekoltem oraz spódniczkę mini. Nogi okrywały rajstopy w seksowne wzorki, a cała sylwetka idealnie prezentowała się na wysokich szpilkach. Obejrzałem ją kilka razy od dołu do góry i moją uwagę przykuły lekko sterczące sutki. Widać, że była podniecona i zadowolona ze swojego ubioru i makijażu.

    Zafascynowany skomplementowałem jej wygląd. Założyliśmy ciepłe płaszcze, wzięliśmy przygotowane wcześniej butelki alkoholu i udaliśmy się do naszego znajomego.

    Gospodarz już od pierwszej chwili zachwalał urodę mojej kobiety. Z kolei ona też nie pozostawała dłużna, wyraźnie flirtując i kokietując. Dziewczyna Piotra przygotowała smakowitą kolację i przekąski, które towarzyszyły nam podczas rozmów z garstką zaprzyjaźnionych nam osób. Asia siedziała naprzeciw gospodarza. Mimowolnie cały czas obserwowałem ich twarze. Co chwilę wymieniali ukradkowe uśmiechy i spojrzenia. Zastanawiałem się, czy w jakikolwiek sposób dotykają się pod stołem, ale przez długi obrus nie miałem możliwości sprawdzenia moich podejrzeń. Patrząc po innych, wyraźnie ta dwójka siedziała bliżej stołu. Ręce jednak cały czas mieli powyżej blatu. Czyżby masowała go stopami? Czy może tylko zaczepiała? A może to była tylko moja wyobraźnia?

    W końcu wymyśliłem jak ich sprawdzić. Odpaliłem kamerkę w telefonie. Ryzyko było, że nagram ciemny obraz, bo w pokoju były tylko lekko świecące lampki, ale kto nie ryzykuje, ten się nie dowie. Po kilku nagraniach udałem się do ubikacji. Szybko odpaliłem filmy. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty – czarny obraz. Piąty i szósty – złapałem jakimś cudem lepszy widok, ale nic się nie działo. Został ostatni filmik. Odpaliłem i udało się nagrać całą akcję. Na początku zaczepiała go stopami w szpilkach dotykając piszczeli i kolan, a po dwóch minutach zdjęła obcasy i stopę oparła na jego udzie. Jej palce jeździły w stronę jego krocza i z powrotem. Odważyła się jednak na więcej, zatrzymując stopę między jego udami. Masowała go po fiucie i jajach, a ja siedziałem cały czas obok. Na początku ogarnęły mną nerwy, aczkolwiek po chwili poczułem to co ostatnio w lesie, gdy przyłapałem ich na flircie podczas treningu. Podniecało mnie to kokieteryjne zachowanie żony. Ta lekka zdrada, którą w zasadzie kontrolowałem. Postanowiłem grać dalej osobę, która nic nie wie i nawet się nie domyśla.

    Wróciłem do jadalni, ale nie zauważyłem Piotra z Joanną. Inni goście powiedzieli, że poszli na górę rozluźnić się buszkiem. Zaintrygowany po cichu udałem się za nimi. Wszystkie drzwi były lekko uchylone. Głosy dochodziły z pokoju gościnnego. Skradając się, podszedłem jak najbliżej, by wszystko słyszeć i widzieć, zachowując zarazem moją obecność w ukryciu.

    • …. tak, tak, tutaj będziesz dzisiaj spać.
    • Sama?
    • No pewnie, że nie. Z mężem, a z kim?
    • No nie wiem… A jak mąż tak się upije, że nie trafi do łóżka z żoną? A upije się inny kolega i pomyli pokoje?
    • Albo Ty się upijesz lub spalisz tak, że się pomylisz?
    • Oj nie. Ja jestem grzeczna i się pilnuję.
    • Grzeczne to są tylko nauczycielki i zakonnice.
    • Aha.. a mam coś w sobie z nauczycielki, wiesz?
    • Tak? To znaczy, że nikt się nie pomyli.
    • Oj szkoda, bo chętnie bym kogoś dzisiaj ukarała.
    • Ciekaw jestem jak.. Ale jeszcze do tego dojdziemy. Czas na nagrodę. Rozpalam, a Ty wciągasz po mnie. Tylko mocno i głęboko!
    • Ojej, dobrze. Z przyjemnością.
    • Z ust do ust, ok?
    • Mrr, tak jeszcze nie próbowałam…

     

    W pokoju przez chwilę było totalnie cicho. Piotr mocno się zaciągnął dymem z fajki i zbliżył się do ust żony. Ależ jej sterczały sutki. Dmuchał powoli w jej usta, trzymając swoje w odległości jednego centymetra. Kiedy wypuściła dym, nadal pozostawali w tej pozycji i nagle oboje się zbliżyli. Jeden, drugi lekki pocałunek, a po chwili mocny, namiętny. Lizali się jak napaleni nastolatkowie. Nie spodziewałem się, że się odważy. I nadal nie reagowałem, tylko podekscytowany to oglądałem. W pewnej chwili poczułem rękę na plecach. Drgnąłem z zaskoczenia ledwie tłumiąc okrzyk. To była koleżanka żony, która patrzyła na mnie pytającym wzrokiem. Pokazałem jej, by była cicho i starałem się zakryć szparę w drzwiach, by nie dostrzegła co podglądana dwójka wyprawiała. Mimo moich starań udało jej się prześliznąć pod moją ręką. Na klęczkach przede mną oglądała całe zajście. Po tym co po chwili zobaczyliśmy spojrzała na mnie z zaskoczeniem i szeroko otwartymi ustami.

    Piotr lizał cycki mojej żonie, a ona masowała mu sterczącego fiuta. Popatrzyłem na moją koleżankę i stwierdziłem, że w sumie całkiem niezła z niej laska. Troszkę krąglejsza, z dużymi, zawsze fajnie wyeksponowanymi cyckami, klęczała przede mną, a mi fiut chciał wyskoczyć z majtek. Złapałem ją za głowę, odwróciłem w moją stronę, szybko odpiąłem spodnie, opuściłem slipy i wparowałem w jej usta. Na początku oponowała, ale podniecona całą sytuacją zaczęła mi ssać jak dziwka. Mając kutasa w ustach koleżanki mojej żony, obserwowałem co z kolei ona wyprawia z naszym kolegą. Również zajmowałą się jego przyrodzeniem. Dawno nie oglądałem, by robiła to z takim zaangażowaniem. Lizała i ssała jajka i całego brała do buzi, a gość miał się czym pochwalić.

    W końcu trysnął jej na twarz. Po chwili zrobiłem to samo na cycki koleżanki. Puściła mi oczko i czmychnęła do toalety. Szybko rzuciłem okiem, czy jeszcze coś się dzieje w pokoju, ale poprawiali już ubrania, więc i ja momentalnie uciekłem się ogarnąć.

     

    Tego wieczoru wydarzyło się coś jeszcze, ale ciąg dalszy nastąpi wkrótce…

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Maestro

    Komentarze i Wasze opinie zachęcają do dalszego opowiadania naszych przygód..

  • Niewolny: 7. Pestkowanie

    Wytarłeś rękę mokrą od spermy o moje piersi. Dopiero teraz usłyszałem Twój przyspieszony oddech. Byłeś zaspokojony, ale tym razem nie uciekaliśmy bo szybkim numerku. W końcu miałeś mnie w prywatnym mieszkaniu. Chwyciłeś moje ręce i pociągnąłeś je nad moją głowę. Przycisnąłeś je do podłogi. Bez słowa uniosłeś udo i usiadłeś nogami na moich ramionach. Twój penis musnął moje czoło, a ja starałem się odwrócić głowę, by go chwycić ustami. Miałem wrażenie, że mi pomogłeś, bo przycisnąłeś krocze do mojej twarzy. Cudownie! Od razu, natychmiast zabrałem się za lizania Twoich kul i penisa. Były miękkie po wytrysku. Ale chyba nie o to Ci teraz chodziło…

    Pochyliłeś się do przodu i chwyciłeś za jaja, tylko za nie. Mocno ścisnąłeś i nagle skręciłeś, jakbyś wyżymał szmatę jedną ręką. Zabolało. Poderwałem się. Jęk stłumiły Twoje kule. Skręciłeś w drugą stronę. Teraz zareagowałem instynktownie i złączyłem uda. Uderzyłeś mnie po nich wolną ręką.

    – Rozchyl gnoju!

     W kroczu poczułem blokadę. Ten ból piekł i paraliżował, strach nad rozchyleniem ud był ogromny. Ale wówczas pojawiła się ta myśl: To dla Ciebie, mój Panie. Jestem Twoją zabawką! Powoli rozszerzałem, powtarzając sobie: Sa Twoje, jestem Twój…

    Nie zwolniłeś uścisku. Teraz miałem wrażenie, że ciągniesz jaja w dół, do pośladków. Powoli, bardzo powoli, tak by inny rodzaj bólu narastał obezwładniająco. Tak, dla Ciebie, mój Panie. Nawet lekko uniosłem uda…

    – Wstań! – Twój rozkaz dał mi przerwę i chwilę ulgi. Chwytając za biodra obróciłeś mnie do siebie, tak aby mój kutas i jaja zwrócone były do Ciebie. Usiadłeś przede mną.

    Moje jaja skurczyły się i worek zmalał jakby obawiając się bólu. Lewą ręką ująłeś całe moje intymności od dołu. Lekko ścisnąłeś i podniosłeś w górę. Drugą ręką zacząłeś pstrykać i uderzać palcami w jaja. Zrobiłeś to tak szybko i zaskakująco, że nawet nie zdążyłem się podniecić. Dlatego poczułem ból. Bolało i to bardzo. Zawyłem, próbowałem się skulic, ale pchnąłeś moje ramię w górę. Wyprostowałem się powoli, więc chyba za karę dostałem serię palcówki po jajach. Znów się skuliłem, nie mogąc powstrzymać się. Dostałem w twarz, a  jednocześnie szarpnąłeś mnie za jaja.  

    – Wyprostuj się. Ręce na kark!

    Spełniłem polecenie. Do pełnego wyprostu. Tak, tak, daję Ci moje jaja, mojego kutasa. Zamknąłem oczy, z których mimowolnie spłynęło kilka łez. Znów chwyciłeś całą dłonią za jądra i mocno ścisnąłeś. Pociągnąłeś do siebie. Mimowolnie zrobiłem kilka kroczków w Twoim kierunku, niema na palcach.

    Puściłeś moje genitalia i po chwili poczułem jak oba jądra chwytasz palcami. Zamknąłem oczy, wypiąłem podbrzusze do Ciebie. Tak, jestem Twój  Teraz możesz  torturować me jaja. Błagam o to!

    Nie było szarpnięć, albo pociągnięć. Poczułem tylko narastający nacisk, który stopniowo zaczął paraliżować  i stawać się nie do zniesienia. Jęk, który wydarł się z moich ust nie wywarł na Tobie wrażenia, wciąż naciskałeś…  Niemal przykucnąłem i wówczas jądro wysmyknęło się z Twoich palców. Palce drugiej dłoni zwiększyły nacisk i jadro też wyskoczyło. Szybko oddychałem..

    – Proszę, nie… – wyszeptałem, ale poczułem tylko Twoją dłoń na piersiach i pchnięcie w górę. Znak do wyprostowania. Zrobiłem to, ale ból na jajach rozlał się na podbrzusze. Łzy płynęły, ale przecież robiłem do dla Ciebie!

    – Proszę..

    – O co prosisz, gnoju? – wstałeś i poczułem Twój oddech na twarzy.

    – Proszę .. – wyszeptałem, ale nie zdążyłem sprecyzować, dostałem w twarz. Łzy płynęły już bez zahamowania … – Tak, proszę… Zrób to Panie… Dla Ciebie…

    Mój cudowny Oprawco, znów przykucnąłeś i znów chwyciłeś palcami oba jaja.. Stopniowałeś nacisk. Poczułem blokadę na podbrzuszu, pochyliłem się uda mimowolnie ścisnąłem, ale Panie trzymałeś jądra mocno. Pochylony niemal oparłem się o Twoje ramie, ale ty nie puszczałeś. Krzyknąłem, ale zwiększyłeś ucisk. Kiedy pierwsze jądru wyskoczyło z palców poczułem ból, przy drugim uwolnieniu padłem na podłogę i zwinąłem się w kłębek..

    Do tej pory nie wiedziałem jak bardzo boli pestkowanie, teraz tego zaznałem… Najciekawsze, że nie bolały jaja, ale podbrzusze i .. głowa.

    – Wstań chuju, jeszcze raz…

    – Proszę, nie – szepnąłem, ale wymierzyłeś mi kopniaka w dupę..

    – Nie będę powtarzał – powiedziałeś spokojnie, a Twoja stopa pojawiła się na mojej głowie. Masz zamiar mnie nadepnąć? Odwróciłem się i zacząłem ją lizać. Tak byłem Twoim niewolnikiem. Ta myśl, dała mi sił do wstania. Znów położyłem ręce  na kark.

    Wsunąłeś mi dłoń pod jaja i chwyciwszy pociągnąłeś do siebie. Druga dłonią przykryłeś je od góry. Kutas znalazł się poza objęciem. Lekko ścisnąłeś jądra i lekko je skręciłeś. Ale teraz odebrałem to jako pieszczotę. Chyba to zauważyłeś, bo po chwili puściłeś genitalia i palcami znów chwyciłeś za kule. O, nie! Znów! Panie!

    Ból narastał, nie wiem jak to robiłeś, ale czułem takie małe imadła. Tak, oddam się tobie. Bez rozkazu położyłem dłonie na kark. Bolało, co raz bardziej! Chyba zacząłeś lekko kręcić każdym jądrem. Lewe wymsknęło Ci się z palców i chyba dlatego jeszcze mocniej ścisnąłeś prawe. Nie wytrzymałem. Cofnąłem biodra do tyłu, ale nie puściłeś, tylko..

    Padłem sparaliżowany, skuliłem się..

    Kiedy leżałem i zwijałem się z bólu, sięgnąłeś Panie palcami pod jaja i szukałeś anusa. Wepchnąłeś. Palec nie wszedł gładko. Poczułem pieczenie. Poszperałeś w mej dupie przez chwilę, jakbyś sprawdzał, czy jestem czysty.

    – Wstań i odwróć się… – kiedy z trudem podniosłem się i stanąłem tyłem do Ciebie lekko wypięty,  pchnąłeś mnie w kierunku ściany.

    Niewolny: 6. Kara chlosty

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    niewolny
  • Seks z tesciowa

    Ożeniłem się w dość późnym wieku. Mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym razem z mamą mojej Justynki. Wbrew stereotypowi, moje stosunki z teściową były bardzo dobre. Właściwie to nie lubiłem nawet określać ją jako teściową, to słowo kojarzyło mi się z wiedźmą z dowcipów, a Zosia była dla mnie przyjacielem, świetnie się rozumieliśmy. Może wynikało to z tego, że była między nami niewielka różnica wieku, była ode mnie tylko 4 lata starsza, podczas gdy Justynka była 18 lat młodsza. Zosia była wdową, mój teść zmarł zanim jeszcze poznałem moją przyszłą żonę.

    Z Justynką mieliśmy bardzo udane życie seksualne. Kochaliśmy się często i namiętnie. Wszystko jednak zaczęło się zmieniać, gdy znalazła nową pracę, która zmusiła ją do częstych, kilkudniowych wyjazdów. Po wielu latach kawalerstwa szybko przyzwyczaiłem się do częstego seksu i podczas tych nieobecności bardzo mi jej brakowało.

    Pewnego razu, właśnie podczas takiego wyjazdu mojej żony, leżałem w łóżku i próbowałem zasnąć, jednak nie za bardzo mi to wychodziło. Wstałem i pomyślałem, że zobaczę, co robi Zosia. Wszedłem do dużego pokoju; siedziała przed telewizorem i oglądała jakiś serial. Coś powiedziałem, że brakuje mi Justynki. Odpowiedziała, że rozumie i wskazała mi miejsce koło siebie. Usiadłem i tak wyszło, że od razu przytuliliśmy się do siebie. Poczułem się, jakbym miał przy sobie moją żonę, tylko 20 lat starszą. Już nie raz zwróciłem uwagę, że moja Justynka jest wierną kopią swojej mamy, nie tylko z wyglądu. Obie używały tych samych perfum i kosmetyków, nawet paliły takie same papierosy. Właściwie różniły się tylko fryzurą: Justynka miała długie włosy, które farbowała na czarno, podczas gdy Zosia ścinała włosy na krócej i farbowała na blond.

    Tymczasem serial dobiegł końca. Zosia wyłączyła telewizor, dopaliła papierosa i poszła w stronę swojej sypialni, niedwuznacznym gestem zapraszając mnie ze sobą. Usiedliśmy na łóżku i nasze usta od razu się spotkały. Całowaliśmy się długo i namiętnie. Zosia zrzuciła szlafrok, pod którym ukazało się nagie ciało. Błądziłem rękami po jej ciele, jak gdyby przedłużając swój pocałunek, a ustami schodziłem coraz niżej. Całowałem jej piękne, jędrne piersi, ssąc jej sutki, po czym zszedłem niżej, aż do pięknie wygolonej cipki. Wsadziłem tam język i lizałem ją długo i dokładnie, rozkoszując się smakiem. Mineta była tym, co w seksie lubiłem najbardziej, a widziałem, że i Zosi przypadła do gustu, bo aż jęczała z rozkoszy. Następnie ponownie nasze usta się spotkały, smak jej cipki w moich ustach zmieszał się z jej przepalonym oddechem. Coś, co może niejednemu wydawałoby się obrzydliwe, dla mnie było rozkoszą. Potem wsadziłem jej swojego fiuta i kochaliśmy się długo w kilku pozycjach. Po wszystkim wyczerpani padliśmy na łóżko. Zosia zapaliła papierosa, ja całując ją w usta mówiłem jej, jak była wspaniała. Ona odpowiedziała, że dla niej też była to wielka rozkosz, tym bardziej że był to jej pierwszy seks od wielu lat. Jak pisałem, była wdową już od 10 lat, ale wcześniej jej mąż długo chorował i zwyczajnie nie był już do tego zdolny. Nie było też jak dotąd innych mężczyzn w jej życiu.

    Obiecaliśmy sobie, że nic nie powiemy o tym Justynce. Choć moja żona była bardzo związana ze swoją mamą, bądź co bądź była to jednak zdrada. Pozostało to więc naszą słodką tajemnicą, ale na tym jednym razie się nie skończyło. Moje życie erotyczne z Justynką jest nadal udane, ale podczas jej nieobecności trafiam do łóżka Zosi. Kocham się z matką i córką – czy można być w życiu bardziej szczęśliwym?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yabol428
  • Cenna lekcja

    Klęczała oparta o łóżko, niemalże całkowicie obdarta z godności i ze łzami bólu w oczach. W pokoju panowała cisza, którą przerywał jedynie odgłos dłoni jej pana uderzającej o jej pośladki. Czuła nieznośny ból, wiedziała, że już długo nie wytrzyma i poniży się do tego stopnia, że zacznie błagać o litość. Jeszcze spróbuję wytrzymać, pomyślała z nadzieją. Już od jakiś piętnastu minut mocno żałowała swojego buntu. Wiedziała, że tym razem powinna być posłuszna, bo jej pan ma dość ciągłych szarpanin, ale nie mogła się powstrzymać i znowu musiał wziąć ją siłą. Jednak tym razem na koniec zamiast buziaka w czoło i przestrogi, on faktycznie postanowił ją ukarać. Czuła, że łzy jej spływają po policzkach, a pośladki palą jakby ktoś przystawił do nich żarzący się metal. Głośno jęknęła z bólu.

    – Masz już dość? – Spytał, a jego głos był jak zawsze, niski i spokojny.

    – Tak, błagam, wybacz mi! Przysięgam, że będę ci posłuszna! – Już nie mogła dłużej walczyć z bólem. Miała wrażenie, że cała skóra na pośladkach popękała od jego silnych dłoni. Kolejne uderzenie, tym razem to już nie jęk, a przeciągłe wycie wydostało się z gardła młodej kobiety.

    – Bardzo chcę żebyś zapamiętała tę lekcję raz na zawsze. Jesteś moją własnością, więc masz robić to, co ja ci rozkażę. Jeżeli mówię, że masz być posłuszna to MASZ być posłuszna. Czy zrozumiałaś? – Chwila przerwy. Ręka mężczyzny zawisła w powietrzu, dając jej nadzieję na koniec tortur.

    – Tak, zrozumiałam. Przysięgam na wszystko, że już zawsze będę ci całkowicie posłuszna panie! Przysięgam! Proszę o wybaczenie! – Popłakała się jak dziecko. Skrzywdził ją nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Kompletnie obdarł ją z dumy, co bolało jeszcze bardziej niż czerwone pośladki, na których nie będzie mogła zapewne przez tydzień usiąść.

     

    – Jeszcze po trzy razy na każdy pośladek. Pozwalam Ci krzyczeć.

    I faktycznie, krzyczała za każdym razem kiedy męska dłoń lądowała na to jednym, to drugim pośladku. Ale czuła już pewną ulgę. Wiedziała, że to cenna lekcja i, że pozwalała sobie wcześniej na zbyt dużo. A przecież chciała całkowicie zadowolić swojego pana. Po ostatnim uderzeniu głośno dyszała, a łzy wciąż spływały po policzkach. – Spójrz na mnie. – teraz jego głos działał kojąco. Spojrzała się. Dzięki jego zielonym oczom od razu poczuła motylki w brzuchu. Kazał jej wstać i usiąść na nim okrakiem, tak też zrobiła bez wahania.

    – Kocham cię – Wyszeptał.

    – A ja kocham ciebie, najdroższy. – Po tych czułych słowach połączył ich namiętny i mokry pocałunek.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mirra90

    Jest to moje pierwsze opowiadanie. Mam szczerą nadzieję, że się spodoba, bo planuję pisać więcej.