Blog

  • Spelnienie – cz. V.

    Część5/8

    Ależ byłam podekscytowana tymi fotografami. Adrenalina wręcz gotowała się we mnie! Daleko było mi do zaspokojenia, ale czułam się taka pobudzona. Taka… szczęśliwa! Ciekawe, komu pokażą moje nagie fotki? Rozłożyłam się swobodnie na leżaku, balkon sąsiadów był zamknięty i w pewnym momencie, uspokojona ciszą, nieco machinalnie zaczęłam onanizować się. Najpierw dotknęłam wewnętrznej strony uda, potem zbliżyłam dłoń do warg, głaskałam je, pocierałam, drapałam krawędź. Kiedy poczułam wilgoć na wargach, dotknęłam łechtaczki. Już dreszcz wstrząsnął moim ciałem. Przezornie nie dotykałam napletka. Masowałam łechtaczkę i czułam jej twardość. Zjechałam paluszkami do pochwy i wtedy pokryły się śluzem. Ale ze mnie leciało…

    Myślałam o zdjęciach, o podglądających mnie turystach, o ‘nagiej’ kąpieli w morzu z Zosią, o wspólnym opalaniu się, o Edku rozmawiającym ze mną, kiedy naga siedziałam na balkonie, o Marcie i jej dominacji. W końcu pomyślałam o moim nadąsanym Robusiu, który jednak nie wytrzymał widoku nagiej żony w pokoju. Jeden wyjazd i tyle przeżyć, które pobudzały wyobraźnię! Miałam ochotę na wypróbowanie kolejnych pomysłów.

    Coraz intensywniej masowałam łechtaczkę, zapominając o turystach, którzy mogli mnie zobaczyć nie tylko nagą, ale w tak intymnej sytuacji. I tak byłam tutaj bezpieczna, więc nie martwiłam się przypadkowymi widzami. W pewnym momencie byłam już tak podniecona, że strąciłam klapek z lewej nogi, podniosłam ją i oparłam o słupek podtrzymujący balustradę balkonu i intensywnie kontynuowałam onanizowanie. Z głośnym jękiem osiągnęłam silny orgazm. Opuściłam lewą nogę. Ciężko oddychałam, robiąc cipce delikatny masaż. Uspokajałam się, nadal leżąc rozwalona na leżaku. Wreszcie otworzyłam oczy i rzuciłam wzrokiem na ścieżkę. Nikogo nie było. Ulżyło mi. Jeszcze leżałam w bezruchu, potem cicho westchnęłam i podciągnęłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam i zamarłam. W drzwiach sąsiedniego balkonu stał Edek z komórką. Łagodnie uśmiechał się do mnie.

    – Piękny pokaz – stwierdził z uśmiechem. 

    – Oszalałeś?! Natychmiast wyłącz! – zażądałam przerażona.

    – Teraz już mogę – zgodził się rozbawiony i opuścił komórkę.

    – Edek, ile nagrałeś?

    – Od samego początku. Chciałem wyjść na balkon, ale tak stękałaś, że wróciłem po komórkę – przyznał.

    – Edward, musisz mi oddać ten film albo natychmiast skasuj go! – zażądałam. – Nie wyraziłam zgody na filmowanie.

    – Żartujesz chyba? Mam gdzieś twoją zgodę! – prychnął. – Taka pamiątka! Inni też chętnie go obejrzą. Masz okulary, więc nie przesadzaj – dodał uspokajająco. Myślałam szybko.

    – Edek, za ile skasujesz film? – Był zaskoczony. Nie spodziewał się takiej propozycji.

    – Nie ma takiej ceny – wzruszył ramionami. – To będzie pamiątka z urlopu. Każdy pomyśli, że babka taki pokaz urządziła specjalnie dla mnie! – zaśmiał się. 

    Zdenerwowałam się. Przez moment wyobrażałam sobie jak ich znajomi oglądają mnie nagą i skrajnie przerażona, bliska histerii, kiedy uświadomiłam sobie, że w jakiś przypadkowy sposób kopia jednak dotrze do męża. Wiedziałam, jakie byłyby konsekwencje. Szybko podjęłam decyzję.

    – Zrobię co chcesz, ale musisz skasować film – mój głos zabrzmiał zdecydowanie i zrobił na nim wrażenie. W rzeczywistości ledwo panowałam nad sobą. Byłam bliska płaczu i żebrania na kolanach o skasowanie filmu. Edek poważnie popatrzył na mnie. Chwilę milczał. Wreszcie odezwał się:

    – Dobrze, skasuję film, ale za wyruchanie ciebie.

    – Co?!

    – Bez żadnych ograniczeń – dodał twardo.

    – Ty… Ty… Ty chyba oszalałeś?!

    – To była twoja oferta, więc to jest moja propozycja. Ale skoro teraz wycofujesz się… – zaczął wchodzić do pokoju.

    – Zaraz! Zaczekaj! – intensywnie myślałam. Byłam roztrzęsiona, ręce drżały mi, ale szybko podjęłam decyzję. – Zgadzam się! Gdzie?

    – Teraz. U mnie – wzruszył ramionami, jakby to było takie oczywiste. – Czekam, pospiesz się, jeżeli zależy ci na filmie. I pamiętaj: seks bez żadnych ograniczeń – wszedł do pokoju.

    *

    Pospiesznie ubrałam sukienkę na ramiączkach i sandałki na szpilce. Na wszelki wypadek zabrałam komórkę. Chwile później pukałam do jego drzwi. Otworzył dopiero po długiej chwili oczekiwania.

    – Specjalnie trzymał mnie pod drzwiami, gnojek – pomyślałam o ‘zmiękczaniu’ opornej.

    – Tak? – spojrzał na mnie pytająco.

    – Masz za dużo czasu? – Byłam zdenerwowana i niecierpliwa.

    – Słucham? O co ci chodzi?

    – Przyszłam, tak jak chciałeś – wyjaśniłam.

    – Ja chciałem? To jakieś nieporozumienie. – Po tych słowach zaczął zamykać drzwi. Przytrzymałam je dłonią.

    – Przyszłam, żebyś mnie wyruchał w zamian za skasowanie filmu – cicho deklamowałam z zamkniętymi oczyma i opuszczoną głową. Nie mogłam na niego spojrzeć. Czułam się poniżona i obawiałam się dalszego ciągu. Gdzieś zniknął ten uśmiechnięty, dobroduszny Edek. Przede mną stał twardziel, który znudzonym, ale i stanowczym tonem narzucał warunki umowy. Już nie uśmiechał się.

    – Wejdź, zapraszam – otworzył szeroko drzwi. Jego głos zabrzmiał łagodniej. Siadł w fotelu z komórką w ręku. – No, rozbieraj się – polecił spokojnie. Był odprężony.

    – Najpierw film – wyciągnęłam rękę.

    – Żartujesz chyba – uśmiechnął się rozbawiony. Nie był to miły uśmiech. Zaraz spoważniał – Umówiliśmy się: bez żadnych ograniczeń. Pamiętasz jeszcze czy wolisz wyjść? Ale drugiej okazji nie będzie – rzucił zdecydowanie.

    – Dobrze – pokiwałam głową, wiedząc że nie ma alternatywy. Bez słowa zdjęłam sukienkę i kostium.

    – Szpilki zostaw – polecił. – A teraz pokaż jak onanizujesz się.

    – A kiedy wróci twoja żona?

    – A co to ciebie obchodzi? Może też będzie miała ochotę wyruchać taką posłuszną kobietkę? No, do roboty! 

    Było mi wszystko jedno. Usiadłam w fotelu i zaczęłam onanizować się. Prawą nogę przerzuciłam przez podłokietnik fotela. Edek rozsiadł się wygodnie i patrzył. Rzucił okiem na komórkę. Potem z pogodnym uśmiechem skupił się na oglądaniu mnie. 

    *

    Ruchał mnie od tyłu i w końcu zaczęłam stękać. Nie mogłam dusić emocji. Nagle usłyszałam otwieranie drzwi. Edek dalej kopulował. Byłam przerażona. Obawiałam się reakcji Baśki i zbliżającej się awantury. 

    – Jestem! – usłyszałam głos Baśki z przedpokoju. Chwilę później z wyrazem zaskoczenia na twarzy stanęła w drzwiach pokoju. Usta zrobiły małe „o”. Kiedy minął efekt zaskoczenia, stwierdziła: 

    – Jednak nie żartowałeś. 

    – No! – potwierdził Edek z dumą w głosie. Klepnął mnie w pupę i dalej rżnął. Patrzyłam przed siebie. – Skoro napisałem, że masz pośpieszyć się, to chyba byłem wystarczająco poważny? – spytał retorycznie, trzymając mnie za włosy i pierś.

    – Jak ją złowiłeś? – Baśka odłożyła zakupy i rozpinała bluzkę.

    – Onanizowała się na balkonie. Wszystko nagrałem, a teraz płaci nam za zwrot filmu – wyjaśnił.

    – Oooo?! Pięknie! Jaka cena?

    – Seks bez żadnych ograniczeń.

    – Bardzo dobrze! Korzystajmy z dziewczyny! – stanęła naga w samych klapkach.

    Po niepokoju i stresie, przed spodziewaną awanturą małżonki o zdradę, trochę mi ulżyło. Miałam cichą nadzieję, że obecność Basi doprowadzi do szybkiego zakończenia spotkania.

    – Liż, lalka – chwyciła mnie za włosy, bosą stopę postawiła na łóżku i wystawiła swoją cipkę do lizania. Szarpnęła mnie za włosy, przyciągając do pochwy. Już nie była taka miła jak wczoraj.

    *

    Pchnięcia Edka były coraz mocniejsze. Strach przed nieznanym, przed powrotem męża, przed konsekwencjami udostępnienia filmu innym, przed szantażem malały w obliczu siły doznań, które oferował Edek swoim penisem i jego żona swoimi żądaniami. Nigdy nie sądziłam, że będę pieścić kobietę w takich okolicznościach. Teraz odbywało się to pod przymusem, dość brutalnie i jeszcze MUSIAŁAM ich zadowolić. Delikatnie dotknęłam językiem jej łechtaczki.

    – Dobrze jebiesz, Edziu – żona z uznaniem wyraziła się o staraniach męża.

    – Świeża i zadbana dupa, więc człowiek ma ochotę – zaśmiał się.

    Baśka wtórowała mu. Jeszcze rozbawiona nachyliła się i zaczęła grzebać mi w odbycie. Jęczałam, liżąc ją, ale nie protestowałam.

    – Gdzie jest moja torba?

    – Za chwilę ci przyniosę. – Z językiem utkwionym w jej pochwie i palcami wetkniętymi w mój odbyt czekałam na powrót Edka. Zobaczyłam jak wręcza żonie duży wibrator.

    – Trochę lalka poskacze – zaśmiała się Baśka.

    Nie rozumiałam, o co chodzi. W ogóle sytuacja przerosła mnie. Nigdy nie zdradziłam męża, a teraz, po zbyt śmiałym zachowaniu na balkonie i błyskawicznej, chyba pochopnej decyzji, spółkowałam z obcym facetem i na dodatek kobieta bawiła się moim ciałem, nie pytając mnie o zgodę, ignorując moje odczucia! Z jednej strony desperacko ratowałam swoją prywatność, z drugiej, właściwie już nic z niej nie zostało. Traktowali mnie jak własność bez praw, jak zabawkę. Zachowywali się bardzo swobodnie. Ktoś patrzący z boku mógłby odnieść wrażenie, że to kolejne spotkanie znajomych uprawiających seks grupowy. Jakbym jeszcze doznała za mało upokorzeń, Edek właśnie wchodził do odbytu. Nie było to przyjemne. Też niezbyt przejmował się moimi reakcjami, a poza tym miał grubego penisa. Byłam spięta i przestraszona rozwojem tego wymuszonego ‘spotkania’. W pewnym momencie zawyłam, ale uderzenie Baśki w twarz momentalnie stłumiło mój jęk. Edek nieco przyspieszył penetrację.

    – Nie rycz, bo popsujemy buźkę albo cycki – jeszcze raz mnie uderzyła. Przewrócili mnie na bok. – Zacznij ją mocniej jebać – rozkazała Baśka i podała mężowi wibrator.

    Wepchnął go do pochwy. Czułam się pełna. Czułam się jak szmata, którą bawią się obcy ludzie. I musiałam znosić to upokorzenie dla własnej korzyści. Penis i wibrator we mnie dostarczały mi w tej chwili zupełnie nowych doznań! I to jakich! Gdyby nie szantaż i w ogóle uczucie niepewności i poniżenia, pewnie wyłabym z rozkoszy. A tak tylko oni czerpali niekłamaną radość ze znęcania się nade mną. Baśka siadła mi pochwą na ustach, twarzą w kierunku moich nóg. Trudno było mi oddychać pod jej pełnym dupskiem. I chyba o to chodziło.

    – No, wyliż, lalka – poleciła.

    Była wilgotna. Coś mówiła do męża, mocniej docisnęła krocze do mojej twarzy i nagle poczułam kropelki spadające na mnie. Ona sikała! Na mnie! Do moich ust!!

    – Łykaj! Nie możemy zabrudzić pościeli! – chciałam odsunąć, odchylić głowę, ale nie byłam w stanie. Biła mnie po piersiach otwartą dłonią. Bolało! Nie miałam wyjścia. Zaczęłam łykać jej mocz! 

    – Weź go – usłyszałam słowa Edka skierowane do żony.

    Po chwili uderzenia stały się bardziej dotkliwe. Biła mnie po piersiach i brzuchu paskiem od spodni podanym przez męża. Taka forma kary w ogóle nie sprawiała mi przyjemności, więc starałam się być posłuszną. Byle wyrwać się stąd!

    – Proszę, przestańcie! Nie wytrzymam bólu! – błagałam płaczliwym głosem. Z oczu mimowolnie popłynęły mi pierwsze łzy. 

    – Ruchaj ją mocniej – Basia upomniała małżonka jakby mnie nie słyszała, ale po chwili jednak przerwała bicie. Jej głos też był inny. Brzmiał ostro, rozkazująco. Już sam ton zmuszał mnie do uległości. Zwyczajnie bałam się tej kobiety.

    Edek wyszedł ze mnie. Poczułam ulgę. Już chciałam wstać, ale Baśka przytrzymała mnie i kazała położyć się na boku. Sama położyła się na boku przede mną w pozycji 69 i po chwili miałam przed oczyma jej łechtaczkę.

    – Wypieść mi cipkę. Wsadź we mnie języczek – usłyszałam jej polecenie. Nie miałam wyboru. Gdyby to była Zosia…

    Za mną położył się Edek i wepchnął penisa do pochwy… Basi! Już po chwili ostro kopulowali. Byłam zaskoczona, ale oni w ogóle nie krępowali się moją obecnością. W końcu traktowali mnie jak uległą, zależną od siebie ludzką zabawkę. Moja opinia nie miała dla nich znaczenia. Nieco uniosłam się, a jej mąż odchylił się, żeby moja głowa mniej przeszkadzała przy spółkowaniu i wtedy też dokładnie widziałam ich stosunek. Penis znikał w pochwie i wynurzał się, a moja głowa czasami była przez Edka dociskana do podbrzusza jego żony. Edek bardziej odsunął się ode mnie. Swobodniej masowałam łechtaczkę Basi, czasami zdołałam polizać. Czułam jak Basia liże moją łechtaczkę i pcha wibrator do pochwy. Palce drugiej dłoni wciskała mi do odbytu. Słyszałam odgłosy stosunku. Penis lśnił, coraz obficiej pokryty Basi śluzem. Z obawy przed karą energicznie lizałam łechtaczkę. W pewnym momencie Edek wysunął penisa z żony. 

    – No, obciągaj – wysapał polecenie.

    Posłusznie wzięłam penisa do ust i pieściłam. Był gruby, ale dawałam radę. Teraz, po wyjęciu z pochwy smakował inaczej.

    – Włóż go.

    Spółkowali bardzo intensywnie. Edek trzymał mnie za pupę. Basia jęczała coraz głośniej i coraz mocniej wpychała mi wibrator do pochwy. Myślałam, że zwariuję. Jęczałam, ale nie zwracali na mnie uwagi. Otaczały mnie dwa nagie ciała mężczyzny i kobiety. Ja, naga, zupełnie bezbronna między dwojgiem obcych ludzi. Ekscytujące, dziwne, dziwaczne, podniecające? O, taaak…

    – Uwaga, suki! – rzucił chrapliwym głosem Edek i wyszedł z Basi. Nadspodziewanie sprawnie podniósł się, a jego żona położyła się twarzą przy mojej. Widziałam jak z grubego penisa strzela strumień spermy do jej ust. Fascynujący widok! Część spadła na czoło, nos, powiekę i policzek. Pojedyncze krople osiadły również na moim policzku. Kiedy wytrysk skończył się, Edek penisem zgarnął spermę z twarzy żony do ust.

    – Połóż się na plecach i otwórz usta – nakazał mi Edek. Dłońmi trzymał moją głowę, a kciuki włożył w kąciki ust. Wiedział, że nie ugryzę go, bo zdawałam sobie sprawę z nieuchronności bolesnej kary. Nawet nie musiał mnie ostrzegać. Basia nachyliła się nade mną, otworzyła usta i sperma pociekła do moich ust.

    – Połknij – szepnęła. Zanim coś powiedziałam, nachyliła się i zaczęła mnie namiętnie całować. Edek znowu był w mojej pochwie.

    *

    Stałam naga przy ich łóżku. Leżeli nadzy i zadowoleni, wzajemnie pieszcząc genitalia. Wyciągnęłam otwartą dłoń.

    – Film – powiedziałam krótko.

    Baśka wymownie spojrzała na męża. Ten odwrócił się i schylił do szafki przy ich łożu, a po chwili odwinął się i z rozmachem uderzył mnie paskiem w pośladki. Krzyknęłam z bólu! Odchyliłam się, łapiąc za piekący tyłek, spojrzałam odruchowo na pupę i usłyszałam jakiś ruch. To Baśka momentalnie usiadła i pociągnęła mnie za pierś. Żeby złagodzić ból, musiałam szybko pochylić się w ich kierunku, ale ból nie zelżał, więc przysunęłam się bliżej pary na łóżku, pochyliłam i oparłam dłońmi o materac. Ból był mniejszy, ale nadal czułam mocny chwyt.

    – My decydujemy, kiedy dostaniesz film. To jeszcze nie jest koniec zabawy z tobą – usłyszałam. – Zapamiętaj: dzisiaj, punktualnie o pierwszej w nocy, zapukasz do naszych drzwi. Masz być naga! Wtedy zakończymy zabawę z tobą. – Baśka wreszcie puściła moją pierś. Naprawdę bolało! Jeszcze chwilę trwałam przy niej, tak byłam zaskoczona tym, co usłyszałam.

    – Ty… – byłam wściekła i chciałam dosadnie powiedzieć, co myślę o takich regułach i ich zachowaniu.

    – Zastanów się suko, zanim coś powiesz – przerwała mi stanowczo. – Potem będziesz żałować. Obiecuję. A my jeszcze mamy film…

    – Ale przecież… – chciałam zaprotestować.

    – Zmykaj do siebie i przygotuj się na nocną wizytę! – przerwała mi. – Albo zmienimy warunki!

    Szybko wyszłam, rozmasowując bolącą pierś. Bałam się usłyszeć o nowych, zapewne bardziej skomplikowanych warunkach. Oszukali mnie. Jeszcze zamykając drzwi do ich pokoju, usłyszałam jak poirytowana Baśka mówi:

    – No, popatrz! Co za pizda! Nawet nie pożegnała się!

    – Jest powód, żeby ukarać ją – rozbawionym głosem odpowiedział mąż.

    – Byli tacy mili, a teraz… – nie mogłam ochłonąć po tej rozmowie. Potem słyszałam ich rozmowę, wybuchy śmiechu. Pewnie razem oglądali film. Czekałam na męża.

    *

    Mąż twardo spał. Podałam mu, rozpuszczony w herbacie, środek nasenny. Wiedziałam, że spokojnie prześpi całą noc. W domu czasami łykał, jeżeli miał nadmiar pracy i z nerwów nie mógł zasnąć. Albo był tak zmęczony po kilku dniach bardzo intensywnej i nerwowej pracy, że dopiero tabletka przynosiła oczekiwany sen. Czasami bywało odwrotnie. Kilka dni beztroskiego urlopu wywoływało jego nerwowość i bezsenność. Dlatego, na wszelki wypadek, zawsze zabierałam tabletki w każdą podróż. Brał jakieś zagraniczne, a kupował w trakcie naszych pobytow za granicą. Zdarzało sie nam, na przykład, wyskoczyć do Berlina na weekendowe zakupy. Tabletki nie miały smaku, ponoć był to silny ekstrakt z ziół.

    Punktualnie o pierwszej w nocy wymknęłam się z naszego pokoju i podeszłam do sąsiednich drzwi. Nasłuchiwałam chwilę. Cisza. Mimo tego zdjęłam podomkę i zapukałam do drzwi. Czekałam dłuższą chwilę. Nic. Zaczęłam niepokoić się. Przyłożyłam ucho do drzwi. Nadal cisza. Żaden dźwięk nie dochodził z wnętrza. Nieoczekiwanie drzwi otworzyły się. Stał w nich Edek z kieliszkiem wina. Popatrzył na mnie. Mimo trudnej relacji, uśmiechnęłam się pogodnie. Mężczyzna obejrzał mnie jak ogląda się sukienkę na wystawie.

    – No, a szpilki? – zapytał rzeczowo. 

    Pochyliłam się i bez słowa zaczęłam je zdejmować.

    – Ej, co ty?! Żartowałem – roześmiał się cicho. – Proszę, wejdź.  

    Weszłam, minęłam korytarzyk z drzwiami do łazienki, otworzyłam drugie drzwi i znalazłam się w pokoju. Cicho grała muzyka odtwarzana z laptopa. Basia leżała na łóżku w koszulce i obszernych szortach. Uważnie, ale nieco rozbawiona oglądała coś na swoim laptopie. Na mój widok zamknęła go i odłożyła na szafkę przy łóżku.

    – No, jest nasza bezpruderyjna lalka. Podejdź do mnie – polecenie wydała już zimnym tonem i bez uśmiechu. Pośpiesznie podeszłam. Basi bałam się bardziej niż jej męża. Samą swoją obecnością wprowadzała dyscyplinę i klimat zagrożenia. 

    Stałam przy łóżku, tyłem do otwartych, zasłoniętych jedynie firanką, drzwi balkonowych. W pokoju paliło się światło w nocnej lampce. Jeżeli ktoś szedł ścieżką, to musiał widzieć mnie. Poczułam znajome motylki w brzuchu i paznokcie drapiące wewnętrzną stronę moich ud, wargi sromowe, łechtaczkę… Basia oglądała mnie w milczeniu. Edek przyglądał się. Odstawił kieliszek. Był podniecony, a ja czułam się podekscytowana. Obcy ludzie mnie oglądają! Na pewno wyglądałam atrakcyjniej niż oni.

    – Odwróć się! – poleciła Basia. Zrobiłam to. Teraz patrzyłam na ścieżkę. Światło w pokoju utrudniało mi przebicie się przez ciemność nocy.

    – Ktoś może stać na ścieżce i oglądać mnie – byłam podekscytowana, kiedy uświadomiłam sobie moje położenie.

    – Stań w rozkroku i pochyl się – usłyszałam.

    Wykonałam polecenie i wypięłam pupę. Dłonie oparłam o kolana. Trochę odprężyłam się. Może będzie fajnie i bez brutalnego zachowania? Nie lubiłam przemocy jaką stosowała Basia. Oboje uważali, że atrakcyjnie wyglądam.

    – Niech mnie oglądają, ile chcą! Takie zainteresowanie sprawia mi wręcz szaloną przyjemność! Ale niech mi nie zadają bólu! – cierpliwie i z rosnącą obawą czekałam na ich kolejne reakcje.

    Słyszałam jak Basia podniosła się. Miałam opuszczoną głowę, więc kątem oka zobaczyłam, że oparła się na prawym łokciu i wolną ręką sięgnęła do mojej pupy. Bezceremonialnie zaczęła grzebać w mojej pochwie. Jej dotknięcia były delikatne, łagodne. Nawet było to przyjemne, ale szantaż nie pozwalał mi skupić się na pieszczotach. Basia zbliżyła się i polizała mnie po pupie. Zadrżałam.

    – Przyjemnie? – spytała pewnym siebie głosem.

    – O, taaak – sapnęłam namiętnym tonem. Niewiele wówczas potrzebowałam.

    – To zaczekaj – odparowała cicho i przysunęła się jeszcze bardziej. Poczułam jak języczkiem głaszcze wargi sromowe, potem rozpycha je i próbuje wepchnąć język do pochwy. Już kwiliłam. Zaczęłam głośno jęczeć, kiedy łechtaczkę musnęła językiem i wpakowała go do pochwy, a na łechtaczce znalazły się palce. Najpierw delikatnie, potem mocno głaskały ją, uciskały. Pojękiwałam w rytm jej pieszczot. Usłyszałam jakiś ruch za mną. Na łechtaczce grały tylko palce. Wypięta zdołałam nieco odwrócić głowę i widziałam jak Edek zsunął Basi szorty i właśnie w nią wchodził od tyłu. Nie zdjął spodenek, tylko rozpiął rozporek. Potem podciągnął żonie bluzkę i macał pierś.

    – Zawsze gotowy – pomyślałam speszona. Znowu na żywo widziałam spółkującą parę. Dziwne uczucie… Jakoś nie potrafiłam ich podglądać. Słyszałam sapanie, pojękiwanie, uderzenia ciała o ciało, słowa wypowiadane pod wpływem podniecenia. Edek rżnął ją z takim impetem! Część tej energii przenosiła się na pieszczoty. Baśka dalej macała moją wilgotną cipkę. Czasami robiła to mocno, wręcz wbijając palce do pochwy! Ze sporym wysiłkiem tłumiłam moje jęki. Ledwie broniłam się przed krzykiem, który wywoływały jej silne pieszczoty. Po jakimś czasie moja kochanka miała orgazm. Zaczęła szybko oddychać, krzyknęła, szarpnęła pościel, zakwiliła, przebierała nogami i… uspokoiła się. Edek dalej spółkował, ale robił to w spokojnym tempie. Cały czas spokojnie spółkowali, więc nawet nie byłam zaskoczona, kiedy Baśka zaczęła mocniej głaskać moją cipkę. Na pewno już miała mój śluz na dłoni. W pewnej chwili powiedziała:   

    – Edek, odsuń firankę. – Mąż bez słowa wyszedł z niej i spełnił życzenie. Teraz wyjście na balkon nie było niczym osłonięte. Stałam naga na widoku każdego przypadkowego spacerowicza! Światło lampki nocnej padało z tyłu, więc twarz mogła pozostać w mroku. Chyba.

    – Wyprostuj się! – Wyprostowałam się. Kciuk był w pochwie, palec wskazujący na łechtaczce. Szumiało mi w głowie, słowa docierały czasami. Moje podniecenie rosło. Byłam bezwolna.

    – No, spróbuj – usłyszałam, ale nie wiedziałam, o co chodzi. Po chwili wszystko było jasne. Palec wypadł z pochwy. Edek odwrócił mnie plecami do siebie i wcisnął, nawilżonego śluzem Basi, penisa do pochwy.

    – Oooch – jęknęłam głośno, gwałtownie unosząc głowę. Bodziec był tak silny, że od razu miałam orgazm. Co za przyjemność! Nie był silny, a fala ciepła i błogości spłynęła po chwili. Powoli wracałam do rzeczywistości.  Edek chyba nawet nie zauważył.

    – Wyjebać ją na balkonie? – spytał.

    – Jasne! – zaśmiała się Baśka.

    Edek pchnął mnie biodrami i drobiąc, wyszłam na balkon. I tam ruchał mnie od tyłu. Czułam jak kołyszą się moje nagie piersi. Na tle morza zauważyłam przesuwający się cień na ścieżce. Jakiś późny spacerowicz musiał widzieć mnie dokładnie. Chyba zatrzymał się. Po kilku kolejnych intensywnych uderzeniach biodrami, nie byłam w stanie koncentrować się na takich szczegółach. Chwyciłam się poręczy, żeby nie upaść. Edek tak mi dogadzał, że musiałam zatkać usta dłonią. Bałam się, że ktoś mnie usłyszy. Nie chciałam być przyłapana w takiej sytuacji, ale nie mogłam i nie potrafiłabym przerwać takiego kopulowania! Wziął mnie wbrew mojej woli. Jednak tutaj to oni decydowali o wszystkim. Bałam się zaprotestować. Ale gdzieś tam, głęboko we mnie tkwiła nadzieja, że może ktoś na ścieżce ogląda mnie teraz i docenia moje walory? Ta radosna myśl pozwalała na chwilę zapomnieć, dlaczego jestem w nocy u obcych ludzi i spółkuję z nieznanym, jak by nie było, mężczyzną.

    – Chodźcie już! – zawołała rozbawiona Basia, słuchając moich cichych jęków, które stawały się coraz głośniejsze i sapania Edka. Mój kochanek nie przerwał spółkowania, tylko odwrócił mnie i razem wróciliśmy do pokoju. Miał na tyle długiego penisa, że mimo takich ruchów nie wypadł ze mnie. Ale jego penis naprawdę był gruby. Czułam to! Żona przesunęła się, więc położył się ze mną na łóżku na boku i dalej kopulował od tyłu. Przymknęłam oczy. Leżałam w szpilkach, napięłam palce stóp i głośno charczałam. Dawał mi tyle satysfakcji! Wiłam się, bo Basia położyła się obok i zaczęła lizać mój sutek. Mimo woli zaczęłam głaskać ją po boku i po pupie. Było tak cudownie…! Teraz mogłam godzinami tkwić między nimi.

    – Dajmy jej odpocząć – stwierdziła Baśka. Penis wyraźnie zwolnił i w końcu zatrzymał się. Leżeliśmy w milczeniu. Oddech powoli wracał do normy. Rozluźniłam mięśnie. Co za wrażenia! Byłam zaskoczona swoimi reakcjami! Kolejny raz pieszczę się z kobietą! Jej mąż zaspokaja mnie też kolejny raz, a ja z taką łatwością dochodzę i przeżywam kolejne orgazmy jakbym pościła kilka lat! Byłam zachwycona! Tak. Tak! Chciałam to powtórzyć! Przed chwilą publicznie uprawiałam seks! Bo jak inaczej nazwać kopulowanie na podświetlonym balkonie? Co mnie jeszcze dzisiaj czeka?

    Nawet zapomniałam, że moje onanizowanie zostało sfilmowane i po co tutaj przyszłam.

    *

    – Co z mężem? – zapytał Edek, leżąc za mną i macając moją pierś. Cały czas lekko poruszał się we mnie.  

    – Będzie spał do rana. Dałam mu środek nasenny – powiedziałam zgodnie z prawdą. I to był błąd. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

    – To spędzisz tu długie, miłe godziny. A przynajmniej my – Basia uśmiechnęła się znacząco do męża. – Edek, zaczynaj – poleciła mężowi.

    Nastawiona na kolejne solidne kopulowanie, zostałam zaskoczona. Zanim zareagowałam, Edek kajdankami skuł mi ręce na plecach. Dopiero potem wyszedł ze mnie. Wówczas umknęło mi, że jeszcze nie spuścił się.

    – O co chodzi tym razem? – nagle bardzo wystraszyłam się. Nie byłam w stanie przewidzieć, co mnie jeszcze czeka. Patrzyłam to na jedno, to na drugie.

    – O, ła! – jęknęłam, bo poczułam ból uszczypnięcia w nogę.

    – Lalka, odzywasz się, kiedy będziesz o coś pytana. Jesteś tu dla naszej przyjemności – Basia była bardziej surowa niż jej mąż.

    – Jest jeszcze młoda i nieułożona. Ktoś powinien się nią zająć – powiedział mąż.

    Traktowali mnie jak swoją własność! Skucie rąk kajdankami tak mnie zaskoczyło, że nie zaprotestowałam po ty, co usłyszałam. Rozglądałam się, przestraszona tym, co właśnie zrobili.

    – Obezwładnili mnie! Uwięzili! – krzyczałam w duchu i nie byłam w stanie wydobyć głosu.

    Potem Edek założył mi opaskę z gąbką uciskającą oczy i naprawdę nic już nie widziałam. A później usłyszałam: 

    – Nie próbuj zdjąć opaski. Jeżeli będziesz aktywna, w nagrodę poluźnię łańcuch kajdanek. Będziesz próbowała coś ściągnąć, poluźnić, spotka ciebie dotkliwa kara, również cielesna. Nawet męża zaboli. Teraz zatykam ci uszy. Jeżeli będziesz krzyczała zbyt głośno, nieważne czy z rozkoszy, czy wzywała pomocy, zaknebluję usta.

    Dwa ostatnie słowa wręcz zmroziły mnie. Przeraziłam się. 

    Mieliście kiedyś skute ręce i zatkane uszy? Straszne przeżycie dla kogoś, kto w takiej chwili jest uzależniony od innej osoby, która na dodatek pastwi się nad tobą! Uczucie bezsilności, absolutnej bezradności i zapadania się w nicość! Nawet swój głos słyszycie zniekształcony i pobrzmiewający w głowie. Jesteś jakby w innym świecie, odseparowana, a ten realny panuje nad tobą. Twoje słowa, groźby, błagania, obietnice nie mają żadnego znaczenia. A z kneblem w ustach jesteście niczym. Byłam przerażona! I bardzo posłuszna! I uległa. Byłam gotowa zrobić wszystko, byle uwolnić się od nich. Żywa, bezradna, posłuszna zabawka w czyichś rękach. Można wpaść w histerię. Jeżeli jednak wiesz, że masz być używana do seksu…  Strach wzmaga się i znika. Pozostaje przerażenie. I gotowość służenia nocnym ‘właścicielom’.

    Gdyby nie paraliżujący strach przed nieznanym, a potem przerażenie, może byłabym ciekawa takiej przygody. Nawet z nimi. Ale teraz byłam bliska płaczu i już im nie ufałam. A ich to chyba bardzo podniecało. Przecież bezgranicznie panowali nade mną. Znowu zaczęli pieścić moją łechtaczkę. I piersi.

    Nieco uspokoiłam się. Wypchnęłam z głowy najgorsze myśli. Powoli odprężałam się.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Kiedy zycie jest piekne

    Jestem studentem drugiego roku na Uniwerku Łódzkim, mam całkiem przeciętne życie i nic nie zapowiada by się mogło jakoś zmienić na lepsze lub gorsze.  Właśnie wychodzę z uczelni i kieruję się do domku modląc się by się nie rozpadało, bo czarne chmury zbierały się już od dobrych kilku godzin Mijam kolejnych przechodniów nie zwracając na nich kompletnie uwagi, zasłuchany w muzyce i własnych myślach gdy ktoś wbija mi w bok rękę z reklamówką. Zdziwiony odwracam się i widzę moją licealną miłość stojącą z jakimś gościem. Paulina, bo tak się nazywała koleżanka jak łatwo się można domyślić wrzuciła mnie w swój friendzone bardzo szybko, później próbowałem z niego bezskutecznie wyjść, ale tak długo mi na to schodziło że w końcu nie wystarczyło mi czasu, liceum się skończyło, a nasze drogi rozeszły, no cóż życie. A teraz stoimy sobie na ulicy i zbytnio nie wiemy jak zacząć rozmowę . Kiedy ostatni raz się widzieliśmy był dzień oddania matur będący zarówno dniem w którym pierwszy i jak myślałem ostatni raz się pocałowaliśmy. Bo widzicie, oboje zawsze wracaliśmy tym samym autobusem, w którym zawsze, ale to zawsze był pełen tłok ludzi tak, że nigdy nie mieliśmy się zbytnio jak pożegnać, zawsze mówiliśmy sobie cześć i na tym koniec, zero całowania się w policzki itd. Oczywiście na początku na to w ogóle nie zwracaliśmy uwagi, ale po pewnym czasie zaczęliśmy się z tego śmiać, a w końcu zostało to naszą cichą tradycją. Dopiero w tym naszym ostatnim dniu szkoły już po rozdaniu matur pocałowaliśmy się w usta, bez żadnego erotyzmu – po prostu musnęliśmy swoje usta i odwróciliśmy się do siebie  plecami i każde podążyło swoją drogą. Nie jest to jakaś mega ważna chwila, ale pokazuje ona jak bardzo byłem w niej zakochany. Przez 2 lata pamiętałem smak jej ust, których posmakować mogłem tylko przez ułamek sekundy. Ale wróćmy teraz do naszego nowego spotkania. Jak się dowiedziałem wracała właśnie z zajęć, jej życie było w zasadzie takie samo jak moje – nauka, spanie, czasami jakaś impreza i na tym koniec, Jej kumpel był od nas młodszy, był na etapie wybierania kierunku na studia i jak szybko się domyśliłem – był pedałem.  Żartowaliśmy sobie właśnie z jego wybranego kierunku ( dziennikarstwo) kiedy zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Paulinka wiedząc na jakim zadupiu mieszkam zaproponowała byśmy przeczekali u niej, a że mieszkała kilka bloków dalej perspektywa ta wydawała się całkiem fajna. Pierwszy raz byłem w jej mieszkaniu. Jej pokój wyglądał tak jakby mieszkała tam ciągle 16 latka, z plakatem Ostr, biletami z koncertów porozwieszanymi po pokoju i wielką ilością pluszaków. Kiedy już przestaliśmy się wyśmiewać z jej dorosłości objawiającej się z wyglądu pokoju powrócił problem z ulicy – brak tematów. Sam już nie pamiętam kto zaproponował grę w butelkę, w każdym razie zgodziliśmy się na to bardzo szybko byleby tylko zrobić coś co ułatwia rozmowę. Pierwsze pytania jak to zawsze bywa były dość nudne ( czy to Ty zrobiłeś to i to), wyzwań żadne z nas nie podejmowało i nie wypowiadało. Jednak w końcu padło pierwsze ciekawe pytanie
    -Pamiętasz jak mieliśmy razem wf i ćwiczyłeś za mną? Zapytała się mnie Paulina.

    -Jasne – odpowiedziałem troszkę zaskoczony.
    – wtedy przez całą godzinkę patrzyłeś się w moją pupę, co nie? mówiąc to jej oczy szkliły się ze śmiechu.
    -Tak – odpowiedziałem robiąc się czerwony, ale idąc na dno postanowiłem pociągnąć ją razem ze mną – a wiesz dlaczego?
    -nie? odpowiedziała cicho, pewnie bojąc się, że powiem coś o moim uczuciu
    – Miałaś wtedy czarne legginsy, przez które prześwitywały Twoje majteczki- Paulina zaczęła się najpierw śmiąc jak głupia z tego bądź co bądź głupiego tekstu, mimo, iż prawdziwego  i powiedziała – nie     wiedziałam że tylko tyle Ci wtedy wystarczało

    -Wtedy tak – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
    Paulina zaczerwieniła się jeszcze bardziej spojrzała na swojego kolegę  i zapytała się jego nie czekając na rzut butelką
    -często uprawiasz seks z innymi chłopakami? Widocznie zapomniała ze jestem ciągle poza tajemnicą, albo dzięki temu przeklętemu 5 zmysłowi kobiet już się tego domyśliła i nie chciała bawić się w podchody.
    -Nie, znacz się tak, – odpowiedział nieśmiało chłopak
    – To jak w końcu? Dopytywaliśmy się teraz go we dwoje
    – Nie.

    -jak nie? nie miałeś kogoś ostatnio? mówiłeś o tym Tomku przecież…
    -Tak, ale – chłopak robił się coraz bardziej czerwony – ale nigdy z nim nie byłem, nigdy nie byłem z żadnym nigdy.
    Zaciekawiło mnie to więc zapytałem się o kobiety –
    – również, nigdy z żadną
    – A miałeś jakieś erotyczną sytuacje? Dotykałeś kiedyś chociaż piersi?
    – nie.
    – chciałby dotknąć mojej? Paulina powiedziała to cicho, bardzo cicho. Patrzyła Kamilowi prosto w oczy
    – nie wiem, mogę spróbować.
     Dziewczyna spojrzała się przelotnie na mnie jakby z przeprosinami po czym wstała i ukucnęła przy chłopaku po czym wzięła go rękę i włożyła ją sobie pod bluzkę. Widziałem zarys dłoni chłopaka wkradającego się pod miseczkę stanika i obejmującego pierś o której marzyłem przez tyle nieprzespanych nocy. Paulina najpierw patrzyła na twarz chłopaka a gdy ten zaczął cofać rękę spojrzała w swój dekolt, raz jeszcze objęła jego dłoń i docisnęła ją do swojej piersi. Wyprostowałem nogę ze względu na wpinającego się w materiał penisa. Mój ruch przypomniał im chyba o moim istnieniu, bo Paulina odsunęła się od chłopaka i wróciła na swoją pozycję, spojrzała na mnie i wyszeptała:

    -Przepraszam, rozumiesz
    -taak, Paulina?
    -tak?
    -Chciałbym też ich dotknąć

    -Niee, to byłoby złe.
    Nie spodziewałem się odmowy, trochę mnie zaskoczyła. Kamil chciał rozładować napięcie i zaczął kręcić znowu butelką. Gra jednak już nie była dla mnie taka ciekawa więc się położyłem na boczku i odpowiadałem jakoś bez serca na zadawane pytania. W końcu oparłem głowę o udo Pauliny, która też zaczęła się wyraźnie nudzić. Kamil spojrzał na nas i podsumował to jednym zdaniem- 
    – wyglądacie jak matka karmiąca dziecko. Uśmiechnęliśmy się, A Paulina dla zabawa chwyciła się za pierś i zbliżyła ją do moich ust. Zareagowałem instynktownie. Wysunąłem język i polizałem materiał jej t-shirta. Dziewczyna zaczęła się śmiać i trzepnęła mnie po głowie.
    -Psik, miałeś tego nie robić przecież
    Udałem płacz dziecka i polizałem ją w to samo miejscu i z miejsca powtórzyłem ruch języka. Spojrzałem jej w twarz, nie patrzyła na mnie tylko w bok. Wysunąłem język i znowu przesunąłem nim po materiale. Tym razem powoli, z prośbą o sygnał. Nie dostałem go. Wciąż patrzyła w zamyśleniu na ścianę. Podniosłem jej koszulkę i włożyłem pod nią głowę. Pocałowałem jej pępek. po czym zacząłem kierować się ku górze obsypując jej brzuch pocałunkami. Kiedy moja głowa znajdowała się pod jej stankiem wysunąłem język i tym razem przesunąłem nim po jego materiale. Wtedy dopiero zdjęła koszulę. Uwolniony z ciasnoty od razu złapałem za materiał biustonosza, odchyliłem go i polizałem jej pierś , tak jak wcześniej robiłem to z jej ubraniem. Jej sutek był słony z dodatkiem jakiegoś metalicznego posmaku. Same sutki były różowe i malutkie. Ledwo zacisnąłem na jednym z nich zęby, gdy mi się to udało zacząłem go ssać tak jakby to robiło dziecko. Kamil do nas nieśmiało podszedł. Bałem się zacznie się mnie przystawiać, jednak on ominął mnie i przyklęknął przy dziewczynie, wyciągnął dłonie i rozpiął jej rozporek po czym zaczął ściągać z niej jeansy. oderwałem usta od jej cudnej piersi i spojrzałem w dół, na jej majteczki opinające ciasno jej delikatne ciało oraz miejsce gdzie tyle razy widziałem siebie w marzeniach . Sięgnąłem ręką między jej nogi. Jej pochwa była gorąca i mokra, Prześliznąłem po jej wargach sromowych palcami tylko raz ale czułem jak całe pokrywają się w jej sokach. Kiedy chciałem zrobić to jeszcze raz spojrzała na mnie i powiedziała 
    -Teraz on.
    Kamil zrobił to co ja. Dopiero teraz do mnie jakoś dotarło ze chłopak pierwszy raz właśnie dotyka cipki. I że dotyka jej cipki. Ze ja dotknąłem jej cipki. Cały świat się zatrzymał, spojrzałem na swoje palce pokryte przezroczystym płynem, podniosłem dłoń do twarzy i zagłębiłem się w ich zapachu. Zapachu morza i wiosny, tajemniczym zapachu ludzkiego ciała powodującym tyle emocji i wydobywającym tyle ukrytych pragnień. Pożądanie przepełniło moje serce złapałem Paulinę za kark i przywarłem do jej ust. Mój język wdarł się do jej lekko rozchylonych ust.  Zacząłem lizać jej język, tak jakbym miał to robić ostatni raz. Chciała odzyskać trochę miejscu i spróbowała wypchnąć mój język jednak nie pozwoliłem jej na to tylko jeszcze szybciej zacząłem miętosić jej języczek. Uległa mi. To był mokry pocałunek, czułem smak jej śliny i chciałem go czuć, nigdy nie czułem się tak podniecony jak wtedy. Kiedy się od siebie oderwaliśmy jej włosy zawsze schludnie uczesane teraz były roztargany przez moje dłonie, źrenice jej oczu patrzyły na mnie z pożądaniem i czymś jeszcze. Czymś więcej, patrzyła na mnie z prośbą, której się nie wypowiada na głoś, była to prośba o zrobienie czegoś czego normalnie byśmy nie zrobili. Była to prośba o porzucenie zasad w imię dzikiej przyjemności. Nie mogłem odmówić, tak bardzo jej pragnąłem, tak bardzo chciałem się z nią kochać, marzyłem o jej piersiach, o ustach, szyi, cipce i całej niej. Chciałem w niej być za wszelką cenę, chciałem w niej dojść, i czuć jak jej nogi drętwieją obejmując mnie w pasie kiedy bym się w niej spuszczał, a później żeby patrzeć jak moje sperma wypływa spomiędzy jej nóg na białe prześcieradło. 
     Kiwnąłem dłonią. Zacząłem się rozbierać. Kamil zaczął robić to samo. Obaj stanęliśmy naprzeciwko dziewczyny w samych bokserkach. Spojrzała na nas. 
    -Zdejmijcie je
    Zrobiliśmy to. Dwa Penisy wyskoczyły spod materiału, oba wycelowane w dziewczynę. Ona wstała i i do nas podeszła. 
    Staliśmy w trójkącie, oddaleni od siebie o krok i pokazywaliśmy sobie siebie. Kamil spojrzał przelotnie na dziewczynę i wlepił wzrok w mojego penisa. Ja patrzyłem na Paulinę, na jej ciało na jej włosy opadające na jędrne piersi. Ona patrzyła raz na niego raz na mnie. Porównywała. Wyciągnąłem dłoń i złapałem za jej pośladek. Ona również wyciągnęła dłoń i złapała Kamila za prącie. Chłopak ciągle nie czuł się komfortowo i bał się wykonać jakiś ruch w moim kierunku. Nie chciałem mu tego ułatwiać, nigdy nie pociągał mnie homoseksualizm. Ani wcześniej ani po tym. Ścisnąłem jej pośladek, ona jakby to był sygnał skierowała się do swojego łóżka i położyła się na nim. Rozchyliła swoje nogi i spojrzała na nas zapraszająco. Podeszliśmy do jej łóżka. i stanęliśmy obok niego patrząc z góry na jej zamknięte oczy, na pierś podnoszącą się i opadającą , na palce wędrujące po łonie w poszukiwaniu rozkoszy. Czekała, chciała byśmy sami zdecydowali która ma ją wziąć pierwszy.  ten hetero czy  ten homo badający ciało kobiety. Obaj byliśmy tej samej postury, nasze przyrodzenia miały podobną długość i kształt, o tym który z nas ją bierze mogłaby się przekonać tylko gdyby otworzyła oczy, a tego nie chciała robić. Ze względu na to jak zamierzałem w niej skończyć pokazałem gestem Kamilowi że może zaczynać. Chłopak wdrapał się na łóżko, złapał u nasady swojego penisa i wprowadził go w dziewczynę. Brał ją powoli, tak jak robią to młodzi po balu maturalnym w amerykańskich filmach. Kiedy był blisko końca wyjął go z niej i odszedł na bok. Spojrzałem na Paulinę, wiedziałem że ten obraz zapamiętam do końca życia. Połóżyłem się na niej, ucałowałem ją w szyję i wszedłem w jej pochwę. Czułem jak jej ścianki obejmują mojego penisa, jak zaciska się na nim. Nigdy nie czułem wczęśniej takiej rozkoszy w moim penisie i wątpie by kiedykolwiek taką poczuł. Każdy centymetr jej wnętrza przepełniał mnie rozkoszą, każdy skurcz był hymen dla rozkoszy. Chciałem jej dać tyle i dała ona mi. Kochałem się nią tak jak jeszcze nigdy. Nie przerywałem nawet na moment. Po każdym pchnięciu ona wzdychała, każdy jej wydech dodawał mi sił. Wiedziała ze jestem blisko jednak nie robiła nic bym tak jak poprzednik wyszedł z niej. Chciała tego samego co ja. Kiedy dotarliśmy do punktu bez powrotu złapała mnie za pośladki i przycisnęła z całych sił do swojego ciała. Znieruchomieliśmy na moment, a później to się stało. Moja sperma wypłynęła z mojego penisa prosto do jej pochwy. Przy każdej kolejnej fali przyciskała mnie do siebie tak jakby się bała ze coś się uroni. Kiedy ostatnia kropla wypłynęła  z mojego penisa powoli wyjąłem go z niej pocałowałem jej ciągle zamknięte powieki i ległem obok. Szczęśliwy. 

    /no i póki co to by było na tyle 🙂 Jak pojawią się jakieś pozytywne komentarze to spróbuję napisać jeszcze kilka opowiadań lub rozbuduję to 🙂 

    Ahh i oczywiście wszystko zostało zmienione, no może to to że na serio była taka dziewczyna, na serio się tylko raz pocałowaliśmy na papa i w zasadzie tyle 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yewikk

    Bardzo proszę o komenarze 🙂 

  • Kocie wspomnienia, vol 3 [I/II]: Zwierzecia i ludzie

    Fale upałów nie zamierzały po prostu odejść. Kiedy wczoraj razem z Amirą, ubraną w śliczne białe bikini z czarnymi wzorkami, pluskałyśmy w chłodnych odmętach wody było lepiej. Pan obserwował nas z pomostu, machając co jakiś czas, gdy znów wynurzałyśmy się po nurkowaniu lub ochlapywałyśmy wodą. Ostatecznie jednak wynurzyłyśmy się i otulił nas ręcznikami, biorąc w swoje wielkie ramiona. Każda dostała po butelce z mlekiem i obserwowaliśmy wspólnie zachód słońca. Wierzę, że obroża nie jest karą, a przywilejem. Nie jesteśmy głupiutkimi dziewczynami, które będą uprawiały przygodny seks z wielkim czarnoskórym facetem. Jesteśmy jego ulubionymi pieszczochami, gdy on jest wszechpotężnym opiekunem. No, może poza władzą nad gorącem.
    Czuje jednak zapach czekolady w dekolcie Amiry. Ciężar jej podbródka na czubku głowy. Dłonie na nerkach, które wędrują niżej do pośladków i znów z powrotem ku górze. Nawiew klimatyzacji na obnażonych łapkach przednich i tylnych. Usypiające wibrację silnika, gdy jedziemy. Pan wybrał nam sukienki na ten dzień. Czarna, luźna, nieco retro w czerwone i jakby z kredy kwiaty dla mnie, obcisła i czerwona za kolano dla Amiry. Do tego sandałki z koralikami. Jesteśmy teraz jak koty w butach, ale możliwość pogawędki z właścicielem – nawet wypełnionej szlochem wdzięczności i szczęścia, skończyła by się pewnie baaardzo boleśnie. Amira znów próbuje mnie łaskotać moim własnym ogonkiem po udzie i przy gumce majtek, ale prócz tego, że wiercę się bardziej nosem w jej dekolcie nic nie uzyskuje.
    Z przodu leci Lato Vivaldiego. Z ignorantki, która ledwo zdała zawodówkę zrobiłam się wykształciuchem. To przez niego! To, że zawsze słucha muzyki klasycznej i opowiada nam o jej twórcach. Jak siada na kanapie z książką i czyta je niczym żywy audiobook z funkcją miziania, przez co „przeczytałam ich więcej” niż przez całe poprzednie życie. Jego normą są dwie książki tygodniowo, czasem nawet trzy. I uwielbia filmy dokumentalne. O pustyniach, oceanach, kosmosie i zwierzętach. Nigdy o ludziach, czy kulturze. Tylko natura. Jego wstydliwą przyjemnością są jednak animacje. Uwielbia wszelkiej maści bajki i kreskówki. Od Królika Bugsa do Disneya. To nawet urocze, gdy ogląda coś nowego od Pixara i chociaż w pewnym momencie my zaczynamy cicho szlochać, bo to naprawdę smutna scena, to on trzyma się twardo, biorąc nas znów na siebie.
    I wycieczki. Samochód nie jest tylko czymś, co ma skrócić drogę. Czujesz przyjemność podróżowania, ciekawość, gdzie jedziesz. Może do mleczarni, gdzie pracuje? Będziemy mogły złapać jakąś krówkę, przyssać się do jej piersi i wypić mleko prosto z niej? Do hodowli Pani Alicji? Będziemy oglądać jej głupie psy ruchające się przy każdej okazji, całując się na ich oczach? A może znów na wystawę, gdzie sędziuje? Oglądać te wszystkie biedne, głupie suki z wiecznie załzawionymi oczami, jedząc wspólnie lizaka z jego kolan? Ekscytacja. To właśnie czuje, gdy idziemy do samochodu i sadza nas na tylnym siedzeniu.
    Silnik gaśnie, a muzyka głuchnie. Pan wysiada ze spokojem. Czuje, jak dotyk znika, więc też unoszę łepek. Widzę, że kochanie też ma zaspane oczka. Całujemy się na powitanie, wyrazisty pocałunek z języczkiem, gdzie dotykam jej podniebienia. Potem na ile pasy pozwolą włażę na nią. Dostaje od niej zalotnego klapsa, na co prycham cicho i przyklejam twarzą do szyby by cokolwiek zobaczyć. Pan stoi przeciągając się, przez co jest jeszcze wyższy. Po chwili podchodzi i otwiera drzwi, przez co padam na jego brzuch twarzą. Unoszę łepek.
    – Koniec trasy, Kociaki. – uśmiecha się, drapiąc mnie po podstawie czaszki – Jak któraś chce siusiu, to może piszczeć. Rozprostujecie sobie nieco łapki, ja wypiję kawę i pogadam czy będzie miała czas. – wychyla się obok mnie, trzymając bym nie wypadła i odpina pasy – Pełna pruderia i macie być grzeczne. – wyciąga mnie i stawia na miękkich nogach, przez co muszę dobrze o niego oprzeć – Zwłaszcza ty Sarenko – Amira samodzielnie wysiada i przykleja się do jego boku, a ja mocniej wciskam w niego nos, chcąc mu zabrać chociaż odrobinę tego jego zapachu na siebie
    Niezależnie od oczekiwań, jeśli jakieś istniały, było inaczej. No dobrze, spodziewałam się starego zamczyska z burzą w tle. I gargulcami na murach. Ale na pewno nie fantazjowałam o piętrowym domku z niebieską elewacją i drewnianą werandą. Wysoki płot dookoła działki osłania jej teren. Gdzieś w rogu zorganizowano grządkę warzyw, posadzono kilka drzew owocowych kwitnących barwnie. Na jednym z nich powieszono huśtawkę. Gdzieś tam w bok psia buda, ale bliżej werandy dziecięcy namiocik z motywami Krainy Lodu, drewniany stoliczek i kilka krzesełek. Wyciągam łapki, bo chce, by mnie poniósł. Kręci głowa i obejmuje nas w tali, opierając ramiona między łopatkami. Prowadzi przed sobą po ścieżce z białej kostki. Niemal odruchowo przyklejam głowę do jego boku, gdy Amira nadal rozgląda się unosząc brwi w lekkim przerażeniu bądź szoku. W jego świecie im bardziej coś normalnie wygląda, tym bardziej wydaje się przerażające, fascynujące i niesamowite jednocześnie. Dam sobie cycek odgryźć, że to kolejna jakaś hodowla. Pewnie trzymają tutaj specjalnie tuczone suki, które są przerabiane na… Nie, no to już by była przesada!
    Zatrzymuje się i przekłada ręce nad nami. Pokazuje palcem gest „cicho”. Robi kilka kroków na przód. Znów się zatrzymuje, pochyla lekko jakby chcąc stać niższym. Czuje jak moje serce wariuje. Co teraz? Co się stanie?
    Niski czarny obiekt wyskakuje z namiotu i biegnie w naszą stronę z dzikim krzykiem bojowym na ustach. Jest już na wysokości kostki, gdy wybija się mocno na tych krótkich nóżkach i skacze wprost na naszego właściciela. Ten, prawdopodobnie udając przygotowany, upada na pośladki i łapie napastnika, który siada mu na brzuch.
    – Raar! Jestem strasznym Rekinem z Siódmej Planety! – krzyczy przebrana w czarny kostium dziewczynka, bijąc piąstkami po klacie i skacząc po brzuchu naszego leżącego pana – Bój się, to zjem Cię całego a nie będę odgryzać po kawałeczku!
    – Oh nie! – słychać, że próbuje się nie śmiać, chociaż jego brzuch drży nawet jak mała nie podskakuje – Przyjeżdżam odwiedzić mojego Bąbelka, a tutaj atakują kosmiczne rekiny… – mała szczerzy się ukazując przerwy w mleczakach – Co ja teraz zrobię? – skrycie unosi dłonie za jej plecami – Wiem, użyje broni przeciwko wszelkim zagrożeniom…. – palce zamykają się w szpony, już wiem co zrobi, zawsze jak gdzieś leżę za długo spokojnie lub zasnę to mi to robi… – Łaskotek! – mała z piskiem próbuje uciec wielkim pająkom-dłonią, które atakują jej boczki, pachy i brzuszek, nawet mnie skręca jak to widzę, ale wreszcie sapiąc z czerwoną buzią pada płasko na niego – Część Bąbelek.
    – Wuuujeek! – mała natychmiastowo odzyskuje energię by przytulić się do jego szyi i na niej zawisnąć – Nie jestem już Bąbelek, tylko Rekin! Rar rar! – znów podskakuje wbijając mu kolana w brzuch – Przyjechałeś do mamy?
    – Też, ale bardziej tęskniłem za tobą. – otula ją wielką ręką w inny sposób, niż nas – Zobacz, kto przyjechał ze mną.
    Dobrze, jeszcze raz. Olbrzymi i potężny człowiek, który dla własnej uciechy kąpie nas, przebiera i traktuje jak słodkie kotki właśnie został pokonany przez dziecko. Ten sam, który nie ma problemu z nienawidzeniem ludzi, zdaje się i robieniem im krzywdy. Że co?
    Mała ciekawie wygląda nad jego ramieniem, że widać tylko pół twarzy. Ile może mieć lat? Sześć? Siedem? Rude loczki przykleiły się do jasnoróżowej buzi wypadając spod kaptura obszytego białymi zębami by upodobnić go do prawdziwej paszczy rekina. Ten strój to taka jednolita piżamka, w która ktoś włożył dużo pracy doszywając płetwę na plecach. Jej oczy się otwierają szerzej w geście radości. Są ładne. Coś jak mieszanina błękitu i zieleni.
    – Ojeeej! – znów podskakuje – Wujek ma zwierzątka! – hop, hop – Jak się nazywają? Będę mogła się z nimi pobawić? – pytania wypluwa jak mały karabin, co jest urocze i zabawne, a my jakby synchronicznie wpadamy na pomysł by jej dygnąć, gdy pan też odwraca głowę w naszą stronę
    – Oczywiście, Bąbelku. – podnosi się z nią wiszącą na szyi jak naszyjnikiem, po czym podchodzi do nas i mała wyciąga rączkę w moją stronę, od razu pochylam się i pozwalam pogłaskać po policzku miękką, drobną dłonią – To jest Sara, zawsze się do wszystkiego przytula i uwielbia jak się ją mizia. – pokazuje mu język i szczerze ząbki do małej, która łaskocze mnie w nosek – a druga to Amira. Bywa humorzasta, ale też lubi jak się drapie po brzuchu i jest nierozłączna z Sarenką. – Amira uśmiecha się dyskretnie, gdy pan zdejmuje małą i pochyla się, zakładając jej dłonie na uszy przez kapturek i przybiera ten przerażający szept – Jak mała powie chociaż złe słowo o was, to obie w domu będziecie miały burę. Nie ważne, która przeskrobie, obie dostaniecie. – zdejmuje dłonie – Są twoje, skarbie. – jak łatwo mu przychodzi przechodzenie z przerażającego do radosnego to niepojęte
    Mała chwyta nas za dłonie jak dwie starsze siostry, które bierze się na plac zabaw i zaczyna ciągnąć w stronę swojego miejsca zabaw. Po wszystkich przeżyciach w ciągu ostatnich dwóch i pół roku to jest chyba najmniej prawdopodobne. Słyszałam i widziałam rzeczy, o których nikt nigdy by nie pomyślał. Ba, przez tylko fakt, że noszę obrożę, co przerażające, że taka mała wie co ona oznacza, stanowię jego własność. A teraz idź, pobaw się z dziewczynką i jeśli ona będzie się źle bawiła, to w domu czeka Cię kara. Bardziej bym uwierzyła, gdyby wziął mnie na barana i kazał obserwować czworokąt złożony z czterech facetów, gdzie ten w środku przechodzi podwójną penetrację i robi loda trzeciemu z oprawców.
    Mała staje jeszcze i odwraca się. Czuje jak jej paluszki zaciskają się dookoła moich.
    – Wujkuuu! – krzyczy jeszcze za Panem, który znów zatrzymuje się w pół kroku – A będziesz znów krzyczał na siebie z mamą? Ostatnio po tym długo płakała, chociaż się do niej przytulałam i…
    Widzę, jak on się zatrzymuje. Jak odwraca w naszą stronę. Przez twarz przebiega coś niesprecyzowanego. Nawet w największym gniewie jaki by wydawał się emitować, jaki by mógł powstać by wyzwolić taką potęgę, ona wyraża jedynie spokój lub radość, gdy znów przytulam się o więcej dotyku lub przynoszę swoją zabawkę by nią dyndał po prostu mi przed nosem jak prawdziwemu kotu. Ten wyraz to niepokój, strach, może niepewność lub nawet smutek.
    – Nie Bąbelku. – odpowiada wreszcie, ale nie zmienia wyrazu twarzy – Po prostu dorośli czasem pierw mówią, a potem myślą. A myślą dużo złych i brzydkich rzeczy, więc takie sobie mówią. Nie martw się tym i pobaw z kotkami.
    Mała kiwa głową z zaciśniętą wargą i znów nas prowadzi w stronę namiotu. Po chwili puszcza nas, odsuwa krzesełka od stołu i pierw mnie, a potem Amirę sadza ciągnąc za rękę na nich. Wpada do namiotu i wraca z kartonikiem po butach z którego niemal wysypują się różne rzeczy. Wyciąga plastikowy diadem, który stając na paluszkach wkłada mi na głowę. Potem jeszcze fioletową różdżkę zakończoną gwiazdką i obsypaną chyba cukrem z wstążeczkami przy rączce. Wkłada mi ją w dłoń. Kiedy wyciąga coś co wygląda jak różowy flamaster i maluje mi nim po twarzy, kątem oka widzę, że Amira zaczyna się śmiać. Nie na długo, bo po chwili ona ma na głowie papierową koronę ozdobioną rysunkowymi klejnotami, na szyi grube czerwone korale a na policzkach coś co można uznać za wiśnie bądź serduszka z listkami, lub od biedy jabłuszka. Mała wrzuca karton z powrotem do namiotu i siada na jednym z wolnych krzesełek. Na miejscu obok niej siedzi, albo bardziej rozpuszcza się po krześle miękka pluszowa panda, którą ktoś wykonał samodzielnie. Unosi plastikowy imbryk i do niewiele większych od naparstka kubeczków leje powietrze mające udawać herbatkę.
    – Zobacz Panie Pando, nasze zebranie odwiedziły Księżniczka Wróżek – wskazuje palcem na mnie – i Pani Wiśni – wskazuje na Amire – już nie będziemy musieli samotnie dyskutować o makaronie na obiad. Zresztą mamy większy problem. Przyjechał Wujek! – mała piszczy podskakując na swoim krzesełku
    Zabawne, że ja tak nigdy się nie bawiłam. Raczej miałam parę lalek, ale większość czasu zajmowały koleżanki. Ta mała nie wygląda na taką, którą otaczają inne dzieci, raczej samotniczkę. Ma swojego misia, kostium i zabawki. A lalki? Skoro plastikowe mają odwzorowywać rzeczywiste, czemu „zwierzątka”, które przypadkiem wyglądają jak ludzie nie mogą służyć temu samemu?
    – Powinniśmy sprawić, by został jak najdłużej. – odpija nieco powietrza z kubeczka – Czy ktoś ma jakieś pomysły?
    Otwieram usta, ale mała unosi rękę misia, który łapie w swoją niezbyt nadzianą łapkę swój kubeczek i innym głosem przemawia jakoby to miał być on.
    – Gdyby wujek został na obiedzie, mama mogłaby mu podać wino. – udaje gruby głos misia – Jeśli przygotuje makaron, to z pewnością przyniesie coś z piwniczki.
    Opuszcza jego rękę i podkłada sobie ramiona pod brodę, patrząc na misia jakby właśnie słuchała tego co dopiero sama powiedziała.
    – Racja, mam zawsze mówi, że jeśli ktoś pił to nie może jechać i zostaje na noc. Wtedy Księżniczka Wróżek i Pani Wiśni spałyby u mnie w pokoju, a wujek i mama spędziliby noc rozmawiając. Jednakże trzeba by było znaleźć sposób by wujek został na obiedzie.
    Obiega stół i wkłada mi ręce pod ramiona i jeszcze wyższym, słodszym głosikiem machając moimi rękami mówi.
    – Mogłabym użyć magi wróżek i sprawić, że wujek zapadłby na wielki głód, który…
    – Majka! – przerywa kobiecy głos zabawę i widzę, że przez balustradę wychyla się szczupła, rudowłosa kobieta – Chodź na soczek!
    – Maamo, zobacz! – macha moją różdżką w powietrzu – Wujek ma kotki i pozwolił mi się z nimi pobawić! Ładne, prawda?
    – Wiem, Truskaweczko, mówił mi. Chodź, bo cały dzień biegasz w tej piżamce to pewnie się zgrzałaś strasznie.
    – Nie jestem Truskawką tylko Rekinem! Rar rar! – mała tupta w ziemię zła
    – No dobrze, a czy mój Rekinek wrzuci coś na swoje ostre ząbki?
    Mała puszcza mnie i biegnie na werandy, zostawiając nas. Najciszej jak się da, niemal bezdźwięcznie wybuchamy śmiechem. To nam zrobił Pan niespodziankę.
    – Jak myślisz, kim dla niego jest? – pytam najciszej jak się da
    – Nie córką, to pewne. – odpowiada z uśmiechem – Fajny maluch z niej.
    – No to daj buziaczka, ty moja Wisienko. – wyciągam ku niej swoją twarz i znów miękki, lekki pocałunek z pogłaskaniem po udzie, który kończy się przedwcześnie – On chyba nigdy nie przestanie być zaskakujący, co?
    Kręci głową. Majka, bo chyba tak nazywa się nasza gospodyni wraca niosąc talerzyk z zielonego plastiku. Jak przystało na dziecko, obserwuje jego zawartość by ta nie zniknęła lub spadła. Tym razem przy jej boku na łokciach i kolanach idzie wyższy od niej łysy mężczyzna. Kompletnie ubrany w spodnie i koszulkę, ale szeroka kolczatka na szyi i pokerowa twarz w połączeniu z chodem informują „nie jestem zwykłym facetem”. Wreszcie mała stawia talerzyk na stoliku. Kilka „mlecznych kanapek”, czyli kakaowe biszkopty przełożone masą mleczną, pociętych w ładne kwadraty.
    – Wujek powiedział, że mogę dla was kilka wziąć, bo nie jadłyście od śniadania i mogę was nakarmić. – uśmiecha się pokazując różowy języczek – A nim się nie przejmujcie – wskazuje swojego towarzysza – To Tobi, nasz pies. Pomaga nam w domu. Mama mówiła cioci Anice, że po chemicznym czymś tam nawet jak pokażesz mu morelkę, to nic nie zrobi, ale jak ja raz mu pokazałam, gdy dostałam od mamy pół to zjadł mi z ręki. – wyciąga z jednej z kieszonek różowy smoczek od lalki-niemowlaka i wpycha mu do ust – Znów go zgubiłeś przy statku. Niedługo Ci go przywiąże do głowy, byś nie gubił. – kamienna twarz mężczyzny pozostaje niewzruszona nawet poruszając smoczkiem w ustach, przez co trudno ukryć chichot inaczej niż kładąc dłoń na ustach i gryząc w palec
    Niemniej, mała wraca do przerwanej zabawy.
    – Jak już mówiłam, urok! – moja różdżka wędruje do góry pchana jej ręką – Potężny urok wielkiego głodu, który sprawi, że pozostanie on na obiedzie. – moja druga ręka zostaje poprowadzona ku talerzykowi, skąd zabieram jedną z kanapek – Wówczas jeśli zostanie podane wino, on nim popije makaron i będzie musiał pozostać na noc. – ręka swobodnie wędruje ku pyszczkowi, więc gryzę kanapkę rozpływającą się w ustach
    – Miau. – mówię z pełnymi ustami – Mrrr…. – doobree
    Amira nie ma okazji się śmiać, bo teraz to ona zostaje kukiełką ramionami dziecka i mocnym, groźnym głosem
    – A aby nie wyczuł, że pije wino, ja użyje swoich mocy! – unosi ręce jakby naprawdę miała rzucić urok – Sprawię, że wino zmieni się w sodę wiśniowa, taką jaka płynie w naszych rzekach. Mama może mówić, że soczek z marchwi jest zdrowszy, ale to wiśniowe bąbelki są najlepsze! – łaps ciastko, którym jeszcze kręci młynek w powietrzu – Połączone moce wróżek i wiśni będą niepowstrzymane. Ha ha! – i siup do buzi
    Tobi wypluwa smoczek i niczym prawdziwy pies kładzie głowę bokiem i zgarnia dwa ostatnie kanapki z talerza, prostu je się i połyka naraz, co wywołuje krzyk małej, która zaczyna bić go tymi swoimi krótkimi łapkami.
    – Tobi! Maaamo! A Tobi zjadł kanapki dla Sary i Amiry! Zły! Zły! – bije go po głowie, ale ten nawet nie spogląda w jej stronę wpatrzony w przestrzeń – Nie kupię Ci nowej zabawki!
    Naburmuszona siada na swoim krzesełku. Przygląda nam się przez chwilę, po czym znów wpada do swojego namiotu i wraca niosąc kartki oraz kredki w słoiku.
    – Narysujemy wujkowi obrazek z herbatki. Jak będzie na niego patrzał, to będzie chciał przyjechać znów i będziemy mogły się bawić całe dnie. – stronę wypełniają pokraczne rysunki, które po chwili nabierają wyraźniejszych kształtów – Pan Panda, nadworny doradca – koloruje częściowo na czarno postać z kulek, dorabiając jej szeroki uśmiech – Ja – dorysowuje kółku z trójkącikami ząbków rude sprężynki i też stawia jej uśmiech – Sara – grubo rysuje blond włosy i trójkąciki uszek uśmiechniętemu owalowi – i oczywiście Amira – ma brązowe włoski i takie same uszka oraz uśmiech – o tobie Tobi nie zapomniałam. – większemu kwadratowi z boku kartki dorysuje złamane uszka i oczy – za to, że zjadłeś kanapki. A teraz między galaktyczna drzemka dla mnie i Pana Pandy, zanim wrócimy na naszą planetę – zabiera misia za łapkę i rusza do namiotu, ale po chwili wystawia jeszcze jego głowę i znów tym grubym głosikiem mówi – Dobranoc, Kotki. – i po chwili niczym Speedy Gonzales wybiega, staje na paluszkach, całuje nas w pomalowane policzki i wraca do swojego legowiska, przez którego szparę widać jak zwija się w kulkę z misiem
    Kończymy ciastka siedząc jeszcze chwilę. Tobi odszedł, wchodząc z powrotem do swojej budy. Biorę rysunek i Amire za dłoń. Idziemy, podobnie jak wcześniej dziewczynka na werandę. Pan siedzi na ławce przy kubku, pewnie kawy. Na fotelu obok siedzi kobieta. I nigdy się nie spodziewałam, że o jakiejś pomyślę „ale ona seksowna”. Nie jest nawet podobna do córki, ona wygląda jak jej dorosła wersja. Te same rude włosy i jasna skóra. Wysoka jak Amira, ale szczupła o drobnym biuście. W jasnoniebieskiej koszuli pod którą odciska się stanik oraz dżinsach, z dyskretnym makijaż sprawiają, że jest obłędna. Coś jak ta pani, która piecze najlepsze ciastka dla dzieci, ale starsze fantazjują o łóżkowych podbojach z nią. Nawet to jak się uśmiecha jest inne.
    – Co ona moim kotkom zrobiła. – śmieje się pan na nasz widok – Jakby was Alicja zobaczyła, to by chyba brzuch ją rozbolał ze śmiechu. – wyciąga ręce i obie pakujemy się na ławkę, zginając nogi, wchodząc pod jego wielkie bary i składając dłonie na brzuchu – To dla mnie? – bierze rysunek i rozkłada – Oh, jakie śliczne. Powieszę na lodówce, to Sara może w końcu przestanie podkradać mleko. – pacam go skronią w bark – Bąbelek ma fazę na Rekina?
    – Musiała w nocy obejrzeć jakiś czarno-biały horror i teraz ciągle powtarza, że jest kosmiczny rekinem z ósmej planety czy jakoś tak. – ma dojrzały, ciepły głos pasujący do tego wizerunku – Wywierciła mi dziurę w brzuchu bym jej uszyła ten kombinezon. A ty? – znów unosi kąciki ust w dyskretnym uśmiechu, od którego czujesz dreszcz – Nadal Alicja i nowe kocice?
    – Pierwsze to prawda. – głaszcze po tali, na co mocniej wbijam się w jego ciało – A jeśli chodzi o drugie… Sara mieszkała z jakimś kundlem, który sobie nagrabił. Nie mogłem zostawić takiej kruszynki po tym co zobaczyła. – jego palce wędrują do pośladka i czuje, jak drapią – Amire przywieźli świeżo do schroniska po złapaniu. Spodobała się Sarence, wymagała więcej bolesnej pracy, ale teraz już jest dobrze. – ona mruczy, więc pewnie też ją potraktował pieszczotą – A ty i Anika? Nie widziałem, by kręciła się po domu narzekając.
    – Rozstałyśmy się. Majka dorasta, ona postawiła ultimatum. Nie chce jej rzucać na głęboką wodę, jak ojciec nas, dawkuje jej pewne fakty. Odeszła i wyszła za mąż za jakiegoś kolesia. Mają niewielką stadninę i żyją sobie radośnie z własnym dzieckiem.
    Pan odpowiada podobnym gestem zrozumienia, co ona gdy opowiadał o nas. Podnosi kubek ze stołu, pije i opiera go o mój pośladek, jeszcze bardziej przygrzewając. Mam nową funkcję, jestem stoliczkiem.
    – Jedną mogę zbadać teraz, póki Truskaweczka śpi. – mówi kobieta – Drugą dopiero po, więc możecie zjeść z nami. Chce przygotować rybę. – a nie makaron? – Kotki chyba lubią ryby, co? – znów ten zniewalający uśmiech, wyciąga dłoń i czuje ją na plecach – Która pierwsza?
    Unoszę nosek a pan spogląda na mnie. No dobrze, ja pójdę. Całuje jeszcze raz Amirę przez jego pierś i wstaje z ławki.
    – Dostaje kryptodal, więc trochę jej hormony świrują. – mówi pan. Trochę? Od dwóch lat czuje się jakbym znów czekała na to aż będę mogła jak starsza siostra kupować podpaski – A ty bądź grzeczna.
    Bezimienna kobieta zaprasza mnie do chłodnego wnętrza domu. Dość prosto urządzony korytarzyk z chodami na piętro, na prawo kuchnia, na lewo salon. Prowadzi jednak do zamkniętych drzwi na wprost. Otwiera je i wpuszcza do środka. Coś jak prywatny gabinet lekarski, z dużym stołem, książkami i stalowym stołem z kliniki weterynaryjnej.
    – Sara tak? – pyta kobieta spokojnie – Nic się nie bój. Skoro złapał Cię dziką, to pewnie chodziłaś kiedyś do lekarzy czy ginekologa, a my nic innego nie będziemy robiły. – to pocieszające, klepie metalowy blat – Dawid pewnie mocno o was dba, skoro nawet nie macie butów dla zwierząt. Kiwam głową i siadam. Ona rozpina mi sukienkę na plecach i pomaga zdjąć. Podobnie zresztą z bucikami. Rano dostałam jedynie dół bielizny, więc nieco wstydliwie zasłaniam ramieniem piersi. To chyba odruch przed obcymi ludźmi. Odkłada moje ubrania na krzesło. Zbliża się i bez powodu całuje mnie prosto w usta. To inny pocałunek, niż ten od Amiry. Nie ma w nim wstydliwej pożądliwości nastolatków. Jest dojrzały, łagodny i namiętny. Czuje, że nie mam ochoty go przerywać opuszczając ręce i mu się poddając. Jeśli znanym mi osobom przypisać określenia, pewnie byłoby to tak: Pan – opiekuńczość, Amira – przyjemność, pani Alicja – władza, ta Pani – czułość.
    Odrywa się od moich ust. Cholera. Aż mi się w głowie kręci. Otwiera jedną z szuflad w biurku i wyciąga stetoskop. Zakłada na uszy i przykłada do cycków. Nawet nie mówi, że mam głęboko oddychać. No, ale dyszę przecież. Chłodna słuchawka przenosi się na plecy i dotyka w pięciu punktach.
    – Była palaczka, co? – nie uśmiechaj się tak po tym co zrobiłaś, to było wredne – Mam nadzieje, że już nie. Chociaż pewnie jakby Dawid którąś przyłapał z papierosem, to byście paliły cygara dupami.
    Odkłada słuchawki i wyciąga ciśnieniomierz. Nakłada go na nadgarstek i włącza. Zaciska się. Spokojnie Sara, to człowiek, nie Amira czy Naomi by móc po prostu bez polecenia zacząć mu cokolwiek robić. Pocałowała Cię, bo ma taki kaprys. Taki sam, jak wtedy gdy pan dotyka Cię w czasie kąpieli.
    – Hmf. – wydaje się zamyślona patrząc na wynik, może nawet zaskoczona – Nieco wysokie. Uznam to za komplement. – znów, tak po prostu jej kąciki ust unoszą się minimalnie – Nam brakuje takiej wskazówki między nogami pokazującej jak bardzo jesteśmy podniecone i chcemy uprawiać seks. – bierze drewnianą szpatułkę – Rób miaaaau.
    – Miaaaaa… – zagląda do gardła, ale jej dłoń niebezpiecznie dotyka wnętrza uda, robiąc dokładnie to samo co Pan, ale mniej dyskretnie i bardziej kokieteryjnie, jednak wreszcie wyciąga patyczek i cofa dłoń – u?
    – Czyste gardziołko i zdrowe ząbki. – wyrzuca szpatułkę i jak przystało na lekarza, uciska w wiadomych tylko sobie miejscach różne miejsca na ciele – Masz jakieś bóle lub coś Cię niepokoi w twoim stanie?
    Tak, jestem czterdziestu cztery kilowym kociakiem, który odkrył, że jest biseksualny i właśnie w podniecenie wprawia go rudowłosa kobieta i jak wróci do domu będzie leżał na brzuchu bo może większa kocica wreszcie wyrżnie go strap-onem od tyłu, wyobrażając sobie Panią. Pokręciłam głową. Chwyta mi cycki, jak przy pokazywanym wszędzie samobadaniu piersi. Doobrze, tam dotykaj. To tylko zwykłe badanie i…. Nie odrywaj znów swoich ust, chce by ten pocałunek trwał. Ani się waż. Czuje, co robisz palcami z moimi cyckami. To nie jest szukanie guzów, to cholerna gra wstępna. Nawet Amira tak nie umie. Odwrotność Pani Alicji, która głównie wymaga i niby nagradza, ale pełna tej czułości Pana z świadomością po co dotyka. Nie, nie przestawaj, nieeee..
    – Małe i mięciutkie. – odsuwa głowę – A słodkie? – pochyla głowę i przesuwa językiem po lewej sutce – Mmmm, tak… – przekłada twarz ku drugiej piersi i tym razem pociąga ustami za sutkę, jak zwykle ssę ją u pani Alicji – Zawsze miał idealne oko do swoich kotek. – a jeśli teraz złapie ją za głowę i zmuszę do tego, by robiła to dalej? Nawet nie wiem jak ma na imię – Dobrze, teraz musimy Ci zdjąć majteczki. Zwykle moje pacjentki ich nie mają, ale twoje wyglądają na nieco wilgotne…
    Argh! Jeśli pan i jego grube palce są irytujące przy dotyku, to jej pocałunki są jeszcze gorsze. W tym dobrym sensie. Trzeci! Jej palce są na brzuchu, tali, biodrach, wsuwają się pod gumkę majtek i powoli je usuwają. Nie protestuje, bo nie mogę mówić, ale dlatego, że znów mnie całuje. Kiedy się odrywa, uświadamiam sobie, że wiszę nad krawędzią a ona trzyma je w ręce i odkłada na bok stołu.
    – Połóż się i rozłóż nogi. Wiem, że stół jest cholernie zimny, ale gdybym mogła przyjmować moje pacjentki w łóżku, ich właściciele by chętnie mnie wzięli ze sobą. – wykonuje jej polecenie czując, że gorąco to już nie jest efekt lata – Płasko, żadnego podpierania – puszczam łokcie i niczym kłoda z odsłoniętą dziuplą leże
    Hm. To jeden z tych życiowych momentów, które mózg kasuje pod wpływem zbyt intensywnego bodźca. Ot, nagle robi się „mfszrzczz” i urywa film…. Nie ważne, jak wiele cudownych opisów tego będzie, zawsze to będzie takie. Mózg kończy hard reset akurat, by przyłapać ją na pocałunku w gładki wzgórek, zanim wciągnie do końca moje majteczki do góry. Naomi owszem, umie robić dobrze buzią, ale nie ma języka. Pani Alicja sama mówi, że nie jest zainteresowana kobietami, a to, że dogodzi palcami lub wibratorem to jedynie fakt, że nie ma Pana by się z nim pokochać. Amira woli lekki petting i pocałunki, a nie seks. Jestem wilgotna od potu i czuje bicie serca w każdym miejscu ciała.
    – Jesteś zdrowa. – sięga po ręcznik i obciera mnie z potu, a ja czuje jakbym miała gorączkę – No już, już. Kryptodal trochę zmienia odczuwanie, ale raczej nie było aż tak źle? Miałam ostatnio kilka miesięcy posuchy.
    Ubiera mnie w sukienkę i sandałki. Całe uda mi się trzęsą. Kim ty do diabła jesteś? Na pewno nie zwykłym lekarzem, no ale nie da się być normalnym doktorem, kiedy masz takich pacjentów. Ale czy wszystkie suczki tak traktujesz? Czy to oznacza dawkowanie faktów córeczce? Mam mętlik w głowie.
    – Lubicie bajki? Truskaweczka pewnie już się obudziła i będzie marudziła by jej coś włączyć, to możecie obejrzeć z nią, a ja z Dawidem zrobię obiad dla nas. – „nie było żadnego seksu tutaj, nie martw się Sara, ta kobieta wcale właśnie Cię nie zgwałciła zapewniając orgazm milenium, a te fioletowe malinki na wnętrzach ud i piersiach to przypadek przy badaniu” – Jedno mnie dziwi, skarbie. – otwiera drzwi i wychodzimy razem – To głupie, ale dla niego było jak najważniejsza rzecz świata. Jego zwierzątka. One zawsze były dziewicami.
    Pamiętam, jaki zawód mu zrobiłam tym faktem. Pan nadal siedzi na ławce z obudzonym już Rekinkiem na kolanach i leżącą obok z głową na jego udzie Amirą. Mała opowiada mu coś, a pan słucha z uśmiechem, głaszcząc moją towarzyszkę po plecach.
    – Mam nadzieje, że Zuzia nie męczyła Cię zbytnio? Uszka Ci się przesunęły i cała się świecisz od potu. – a więc pani Zuzia, nie panie, wcale – Zawsze lubiła męczyć moje zwierzaki, prawie jak Bąbelek. – po czym znów zwraca się do malca na swoich kolanach – Nie kochanie. Elsa i Anna były siostrami, więc nawet jeśli powiedziano, że to prawdziwa miłość nie mogły się pobrać. Wiem, że na Anikę też mówiłaś ciocia, ale ona nie była z mamą i wujkiem rodzeństwem.
    – Nie wyjaśnisz jej tego. – śmieje się kobieta – Pomożesz w kuchni? Włączymy tej trójcę bajkę i powiem Ci jak stan zdrowia twojej Sarenki.
    W ten też sposób siedzimy na kanapie. Majka śpi z głową na moich kolanach i nogami na udach Amiry. Pan Panda leży zmiażdżony jej ciałem. Na ekranie Elsa właśnie tkwi w więzieniu przykuta łańcuchami. Pusta szklanka od soku marchewkowego nadal jest na stole. Mała wierci się lekko przez sen i mruczy coś o makaronie z wiśniami.
    – Czym jest dziewictwo? – pytam cicho Amirę, nie odwracając wzroku, ale kątem oka widzę jak unosi brew – Pani Zuzia mówiła, że wszystkie kotki pana zawsze były dziewicami. Pamiętam, jak mi zajrzał do cipki był zawiedziony. Ty też nie miałaś plomb w środku.
    – Pytasz w sensie etycznym czy biologicznym? – odpowiada łaskocząc bosą stópkę, która zawędrowała do jej podbródka – Jeśli to drugie, to sobie odpowiedziałaś. Kawałek mięsa, który mówi o tym, w większości wypadków o uprawianiu seksu. Etycznie chodzi o niewinność. Spójrz na nią. – wskazuje leżące między nami dziecko – Myślisz, że mimo całej tej otoczki jej mama zabrała ją gdzieś, gdzie dwóch facetów zapina przebraną za Else sukę wiszącą w samych pończochach do góry nogami, bo nosi obrożę i można jej zrobić wszystko? Myślę, że dla niej to informacja „one są kimś innym, niż ja czy mama i wujek”. Trochę jak dzieci nazistów. Wiedziały, że Ci z gwiazdą na ramieniu to nie ludzie, tylko Żydzi, ale raczej nikt im nie mówił „wozimy ich do obozów i zagazowujemy”. Pewnie jak będzie miała naście lat, to jej to wszystko pokażą i przeżyje szok. Teraz jest niewinną dziewicą.
    Kończy akurat, gdy Pan wchodzi do pokoju i pochyla się nad kanapą. Całuje nas po skroniach, pierw kochanie, potem mnie.
    – Zjemy, Zuzia jeszcze obejrzy Amirę i będziemy jechać do domku. – albo wypijesz wino i zostaniemy na noc zgodnie z planem – Klony są idealne. Myśleliśmy, że ma narkolepsje, a była leniwa. – łaskocze malca po brzuchu, który uderzył go rączką w paluch, a ja zastanawiam się nad pierwszym zdaniem – Zuza w jej wieku też spała, gdzie się dało. Rano ledwo szło ją obudzić, przy śniadaniu twarz w owsiankę, potem drzemka w bibliotece albo na basenie, po obiedzie kolejna w oranżerii i na koniec jak miała zejść na kolację to szła z mojej sypialni w piżamie.
    – A mój kochany starszy brat cierpliwie mnie znajdował i przenosił do sypialni. – odzywa się głos za kanapą i pani Zuzia staje obok, głaszcząc mnie po głowie, na co drżę na wspomnienie jej zdolności – Jego Ava i Lil właziły mi pod kołdrę, owijały się, nie jak kocicę, tylko dwa węże dookoła ciała. Zimą były jak żywe grzejniki. Ale wystarczyło, że drgnął to rzucały się za nim. Trochę przerażające, jakby cała trójka była połączona telepatycznie.
    – Tylko nie mów, że przez to zostałaś lesbijką. – pan znów ciągnie palcem po jej ciele – Bąbelku, obiadek…. Budzimy się… – ma słodki głos, gdy mówi do tego maluszka, aż jestem zazdrosna – Mamy rybkę na obiadek, bardzo dobrąą… – mała odwraca się twarzą w mój brzuch – Nie, Sara nie jest rybką by ją zjeść. – śmieje się i znów gilgocze po stópkach – Szybko, szybko ekspres na Siódma Planetę za chwile odlatuje! – mała otwiera natychmiastowo oczy i siada – No zobacz, czyli oglądaliśmy ten sam film. – unosi ją do góry, po czym spogląda na nas – Wy też do kuchni, bo zacznę wam śpiewać Mam tę moc jako kołysankę. – kiedy sobie to wyobraziłam, spadłam ze śmiechu z kanapy na Amirę, która już zdążyła też zlecieć
    Chociaż ryba po grecku podana w miseczkach na lody jest smaczna, to nie mogę pozbyć się myśli o niewinności. To co powiedziała pani Zuza i Amira. Jej raczej chodziło bezpośrednio o błonę. Mała bawi się widelcem marudząc o makaronie. Po posiłku pan wyciera nam obu pyszczki z resztek sosu pomidorowego, bo przecież koty nie dostały sztućców a jakby zobaczył, że używamy palców raczej nie ukarał przy małej, ale w domu już tak. Pani doktor zabiera kochanie na badania, ja ląduje na podłodze, Maja bawi się w małego fryzjera czesząc mi włosy, a pan zmywa naczynia.
    – Wujku, też przyjedziesz do dziadka na kolację? – unoszę wzrok na Pana, oczekując jakiejś reakcji na słowa dziecka – Mama mówi, że ja jestem za mała by być na całej, ale pojedziemy się przywitać, potem zostanę z Judytą. Lubię ją, ma zawsze takie fajne kolorowe włosy i wozi mnie na plecach jak konik. Ma dużo różnych zabawek i nosi sukienki jak księżniczka. Mówi, że źli ludzie więżą ją w zamku, ale ja w to nie wierzę, bo nie ma tam smoka.
    – Nie Bąbelku. – odkłada miseczkę na ociekacz – Wujek, dziadek i wujek Ian mają duży problem z siedzeniem przy jednym stole, nawet największym. – wyciera ręce w ścierkę i odwraca się, widzę że jego twarz znów ma ten sam wyraz co wtedy, gdy mała pytała czy będzie się kłócił z jej mamą – Zwłaszcza, jak coś ostrego jest pod ręką. Wtedy już jest naprawdę groźnie. – siada na krześle obok – A mama po prostu chce tam jechać?
    – Ehe. – sadza mi Pana Pandę na głowie – Mówi, że musimy dla dziadka. Nie lubię go, bo zawsze krzyczy na mamę i ma tą taką maskę na buzi co jest podłączona z butlami, ale „to dziadek, więc musimy go szanować”. – tańczy nim po mnie
    Amira wraca buraczkowa. Stoi na drżących udach, więc myślę, że swoje też przeszła. Może powinnam ją uprzedzić? Nieeeee. Pani Zuzia znów traktuje nas tym swoim wcale nie niepruderyjnym uśmiechem wyglądającym „no chodź do łóżka”. Cholera.
    – Obie to zdrowe, zadbane kociaki. – staje przy małej i w geście podobnym do tego, co zrobił Pan zakłada jej ręce na uszy – Amirę możesz dopuszczać, by się zaciążyła, świetnie się do tego nadaje. Warto dać im nieco luzu z innymi zwierzakami, bo im zarosną te śliczne różowe morelki.
    – O to się nie martw. Alicja kupuje im dość zabawek, że jak sprzątam pod łóżkiem to wyciągam co rusz kolejny wibrator lub inny przedmiot. – wskazuje tutaj na mnie – A ta to nimfomanka pod tym względem. – dziewczynka unosi wzrok w pytającym geście na matkę – Oh, no daj już jej też trochę luzu. Tobie w jej wieku ojciec przemodelował sukę usuwając sutki i zaszywając cipę, by wyglądała jak Barbie.
    Pani Zuzia kręci głową i zdejmuje ręce małej.
    – Truskaweczko, pójdziesz pokazać kotkom wujka swój pokój? Mama sobie z nim pogada jeszcze, bo pewnie zaraz będą się zbierali do wyjazdu.
    – Nie jestem Truskawką, tylko Rekinem – marudzi mała – A nie mogą zostać? One by spały u mnie, a wujek w salonie i….
    – To zależy od wujka. – spogląda na niego, ale on nie odpowiada – No sio do pokoju, Rekinek bo zaraz użyje mamowej mocy przemiany i założę Ci najbardziej gryzące rajstopki.
    – Nieee! – łapie nas za łapki – Idziemy, gryzące rajstopki są gorsze nawet niż łaskotki! – ciągnie nas po schodach na górę
    – I pokaż kotkom łazienkę, co zrobią siku przed wyjazdem. – słyszę jeszcze Pana z dołu i po chwili mała dalej nas ciągnie, ale po komunikacie sądzę, że raczej nie zostaniemy
    Na piętrze są trzy pokoje, a właściwie troje drzwi.
    – Tu jest sypialnia mamy. – pokazuje pierwsze, najzwyklejsze – Nie będziemy tam wchodzić. – podchodzi do drugich przeszklonych – Tu jest łazienka, wujek powiedział, że możecie skorzystać jak chcecie. – po czym staje przed obklejonymi do połowy wysokości rysunkami drzwiami – A tu jest portal na Siódmą Planetę. Trzeba tam uważać, bo można spotkać różne groźne Pluszowe Zwierzęta. – otwiera drzwi do swojego pokoju i zagląda do środka, wystając tylko małą dupką – Mamy szczęście, śpią i nas nie zaatakują. – macha ręką byśmy weszli, ale zamiast tego idę do łazienki, gdy Amira idzie za nią
    Jest taki moment zawsze, gdy udajesz, że chcesz skorzystać z łazienki, by iść podsłuchiwać. Jak teraz. Kiedy Portal się zatrzaskuje, cichaczem schodzę po schodach i przyklejam do futryny od kuchennych drzwi.
    – … powinieneś jednak przyjechać. Ojcu zależy, by ostatni raz zobaczyć wszystkie swoje dzieci.
    – Pomyśl, co zrobi Ian na mój widok? Prócz oczywistego, morderstwa. Zresztą, jak zabrałbym Alicję, nie miałbym z kim zostawić kotków.
    – Może z Judytą? Posiedzą z Majką i z nią. Co najwyżej, ubiorą je w sukienki księżniczek. – zachichotała – To całkiem miła suczka, sama ją układałam specjalnie dla Majki. Jak podrośnie, to ją dostanie na własność jako swojego pierwszego zwierzaka. Może nie jest tak cudowna jak twoje zwierzaki, ale powinna wystarczyć.
    – Nie. Ja, ojciec i Ian mamy skomplikowaną relację po tym co zrobił…
    – Ojciec mi mówił zaraz po tym. – wzdycha, słychać jak odsuwa krzesło – Nie wiem, które obrażenia były dla niego gorsze. Zmiażdżone jądro, połamana w dziewięciu miejscach noga czy wyrwane oko. Podobno sześciu Cię trzymało przy ziemi, żebyś mu nie zmiażdżył łba jak orzecha, tak się wydzierałeś z wściekłości. Chociaż jasne, to ty byłeś największą ofiarą tego.
    – Miałem słuchać jak cierpią? – słychać uderzenie o stół – Zawiodłem je. Leżały u moich nóg i płakały. Obiecałem, że jak będą przestrzegały zasad to nigdy im się nie stanie krzywda. A ojciec? Pogratulował Ianowi, że „wreszcie ktoś zrobił porządek z tymi głupimi zwierzętami, które się panosza po domu jak ludzie”.
    – Wiesz, zawsze byłeś najstarszy, najsilniejszy. Ojciec widział w tobie następce, a Ian był o to zazdrosny. Mały, słaby, niedoceniany. Ty kochałeś książki, on ból. Po prostu popełnił wielki błąd i…
    – Błąd? Miał całą cholerną psiarnie na swoje „błędy”, a musiał mi zabrać jedyne co było moje. Widziałaś co zrobił tej swojej cycatej suce? Urżnął jej je dla zabawy. Jak jedna nie umiała zrobić szpagatu, to kazał ją wyrwać nogi dwoma samochodami. Wszyscy wiedzieli, że Ava i Lil są moje. Nawet służący bali się je karmić, bo nie byli pewni czy mają żreć to samo co reszta suk czy co. A Ian po prostu przylazł i to zjebał. – kolejne uderzenie z brzdękiem tym razem – Kurwa. -westchnięcie kobiety
    – Daj, opatrzę. – słychać szuranie krzesła
    – Wiesz co jeszcze powiedział ojciec jak już mnie z niego zabrali? „Nie martw się synku, twój brat może ma wiele błędów w swoim DNA jak gigantyzm, ale największym jest to, że pozostaje tylko zwierzęciem, więc dobrze się wśród nich czuje, jak przy tym azjatyckim wielorybie”. Wtedy po prostu mnie z nimi zostawili, gdy wyginały się i wyły z bólu.
    Chwila ciszy.
    – Pomyśl o tym w ten sposób. Ubierz te swoje nowe kotki najładniej jak się da, bo pewnie wszystkie inne suki będą miały tylko obroże ze smyczami, więc będą wyglądały jak złote monety w skrzyni srebra. Weź Alicję w sukni wieczorowej i przyjedź do willi. Przywitasz się ze wszystkimi i potem zabiorę je do Judyty, zostaną z nią i Majką. I tak wszyscy pójdą na polowanie. – znów szurniecie krzesła – Pewnie ustrzelisz sam najwięcej, zawsze byłeś w tym najlepszy i tym wkurzysz każdego. Potem będzie zwyczajowa kolacja i najwyżej po niej zwiniecie się z Alicją do domu. Majka się ucieszy, bo chyba polubiła twoje kotki, więc grzecznie pójdzie spać, a wy wrócicie do domu.
    – Jak ty możesz po prostu tam wracać po tym wszystkim? Jak powiedziałaś ojcu, że jesteś uległą lesbijką wybił Ci dwa zęby, bo jego córka nie będzie żyła jak zwierzę…
    – To nadal nasz ojciec. Cokolwiek byśmy nie pomyśleli i chcieli. Gotowe. Pomyśl o tym. I kup wreszcie telefon albo chociaż powiedz gdzie mieszkasz, bo izolujesz się od rodziny i przyjeżdżasz tutaj po trzech latach tylko dlatego, że…
    – Tęsknie do siostry i małego Bąbelka? Gdy o to poprosiłaś, myślałem, że zwariowałaś. Ale widzę, że jednak to Cię uszczęśliwia.
    – Bardzo. – ktoś otwiera lodówkę – Twoje kotki mogą pić z kubeczka? Gorąco jak cholera, a Majka pewnie też im nie odpuszcza w zabawie.
    – Piją głównie mleko z butelki, ale możesz im dać sok. Jak będziesz niosła do pokoju, to powiedz Sarze, jak zamierza dalej nas podsłuchiwać to osobiście zaszyje jej cipkę igłą i nitką.
    Rumienie się i wychodzę za rogu. Pan ma zabandażowaną dłoń, a pani Zuzia wyciąga szklaną butelkę z lodówki z pomarańczową zawartością. Podchodzę grzecznie i staje na łydkach unosząc łapki w geście prosząco-przepraszającym, piszcząc żałośnie.
    – Za bardzo pachniesz, bym nie wiedział kiedy się zbliżasz, kotuś. – głaszcze mnie po brodzie, a ja oblizuje jego palce – No już, już. Wypijecie po soczku od Zuzy i wracamy do domku. Pewnie się nasłuchałaś dość o swoim głupim panu, co?
    Kładę mu się na udzie, obejmując je rękami i patrząc na niego. Sięga po kubek z sokiem i przykłada mi do buzi. Nie, nie wypije tak, to dla ludzi. Wolno chlupoczę go językiem z wnętrza do ust.
    – No zobacz, co za cwaniara. Ja bym ją nakarmiła metodą usta-usta. – śmieje się pani Zuzia i wychyla się do schodów – Maja, Amira! Chodźcie na soczek i wujek musi jechać do domu. – po chwili namysłu jeszcze raz się wychyla – Truskaweczko, poproś Amirę by wyjęła taką grubą kopertę z pierwszej szuflady w korytarzu, to dla wujka.
    – Nie jestem Truskaweczką! – rozlega się jeszcze wyraźnie zagłuszone i po chwili rozlega się donośne uderzenie kroków i do kuchni wpada Rekin, a za nim Amira z uśmiechem, chyba jej najbardziej jednak podobało się południe z małą – Tylko Rekinem! Rar rar! O, Sarenka się znalazła. – wiesza mi się na plecach i przytula – Szkoda, że nie możecie zostać. Ale może jak będziecie u dziadka to dłużej się pobawimy. Może poznacie Judytę, ona ma zawsze dużo słodyczy i fajne pomysły co można robić. I nigdy nie każe pić soczku marchewkowego, bo zawsze ma dużą butelkę bąbelków wiśniowych. – ej, on nie jest zły
    Widzę jak pan uśmiecha się opierając o ramię i kręci głową.
    – Bo zaraz znajdę gryzące rajstopki za narzekanie na soczek! – mówi pani Zuza ze śmiechem, a mała z piskiem odskakuje – Pogryź je na do widzenia, wujka też. – mała przytula się do mnie policzkiem, potem Amira kuca by też mogła się do niej przytulić, na końcu włazi na kolana pana i wiesza mu się na szyi, gdy ten się z nią podnosi – Miło było Cię zobaczyć. Przyjedź, naprawdę. – idziemy do wyjścia – Założę się, że się wkurzą bardziej niż ty. A poza tym, czasem trzeba dorastać i zapominać o tym, że ktoś komuś zniszczył zabawki. – stają na chwilę na werandzie – Zajrzyj do koperty. Długo szukałam tego zdjęcia, ale to najładniejsze jakie zrobiłam. – odbiera od niego córkę, która macha mu łapką – A wy dwie dbajcie o Dawida. Jeśli coś jest większego od niego, to jego serce.
    Całą drogę nikt nie powiedział słowa. Pan zabrał Amirze kopertę i położył go koło siebie, byśmy nie mogły zajrzeć. W domu jesteśmy późnym wieczorem. Od razu zagania nas do sypialni i przebiera w piżamy, po czym każe iść spać. Sam, wyjątkowo, zamyka się w gabinecie. Niemniej, leżąc w jego wielkim łóżku i przytulając się do siebie, nie mamy ochoty zasypiać. Amira opowiada wciąż o małej, która w swoim pokoju zrobiła jej kukiełkami przedstawienie o Siódmej Planecie („Obok lasu lizaków jest rzeka czekolady, ale nie można się w niej kąpać, bo zmienisz się w Czekoladowego Potwora i będziesz zjadać innych, więc mieszkańcy moczą w niej tylko warzywa”), zaś ja o podsłuchanej rozmowie.
    – Ava i Lila. – mruczy, obejmując mnie, że nasze piersi dotykają się – Miał kogoś tak jak nas wcześniej. A potem ten jego brat coś zrobił i puf, przestaje trzymać kontakty z rodziną, potem przygarnia Ciebie i mnie. Ciekawe jak dawno. – wzruszam ramionami, nie otwierając oczu – A podobały Ci się seksy z nią? – otwieram oczy
    – A tobie? Też masz malinki…
    – Cóż…. Więc… Hmm… – tak się zachowuje ktoś, kto szuka dobrych słów – To było niespodziewane?
    – Niespodziewane było to, jak Cię wyruchał facet, który na co dzień przy użyciu kutasa dominuje nad stadem innych samców. No powiedz, było cholernie przyjemnie. – stukam ją nosem w twarz – A może to ja Ci wyliżę morelkę? W zamian chcę na pieska, tak, że będę cisnęła twarz w materac wyjąc z rozkoszy i…
    Pan wchodzi śmierdząc brandy. Nie, to nie jest normalne, że tak pachnie. Raczej skrajnie nienormalne. Pan nigdy nie pije, a przynajmniej nie przychodzi spać śmierdząc alkoholem. Siada ciężko na łóżku. Podbijam do jego pleców i trze o nie łapkami.
    – Miau! Miau! – naśladuje już niemal perfekcyjnie kotka – Prr? – ocieram się o niego, starając się zajrzeć mu przez ramię co ma w dłoni – Miau… – stukam Amirę stopą by dołączyła, ale zamiast tego czuje jej zęby w stopie
    – Jutro przyjedzie do was Alicja. – mówi wreszcie, nie odwracając się, nie unosząc głowy – Pan będzie musiał pozbierać trochę myśli. – przesuwam się brzuchem po jego ciele, by wleźć mu na kolana, ale jego ramię blokuje drogę – Piętnaście lat tego zdjęcia nie widziałem. – prycha śmiechem – Moje słodkie, niewinne skarby. Znalezione, ukochane i rozpieszczane. Zawsze myślałem, że kiedy już je nauczę tego, wypuszczę, a one do mnie wrócą. A potem je mi skrzywdził. Tak długo płakały, aż ucichły… – wreszcie udaje mi się wsadzić rękę pod jego ramię i spojrzeć na to co trzyma – Nie chciałem, by cierpiały, nie to im obiecałem…
    W półleżącej pozycji na środku zdjęcia jest Mulat. Wygląda dużo młodziej, pewnie miał dwadzieścia, może dwadzieścia kilka lat. Już wtedy wielki i potężny. O jego głowę, mocno się wychylając w górę, po jego prawej opiera się podobna mi nawet blondynka z kokardką we włosach, po prawej opalona dziewczyna o ładnych brązoworudych włosach. Obie mają takie piżamki jak Majka, ale są starsze od niej. Pewnie coś koło dziewiętnastu, dwudziestu lat. Patrzą w obiektyw z taką radością, bijącą przyjemnością z tego, że się przytulają do niego jak do wielkiego misia. Obie mają ładne obróżki na szyjach.
    – Mrr? – patrzę na nich, marszcząc nosek – Miau?
    – Miałyście iść spać. – znów ten groźny szept, a jego oddech mocniej śmierdzi alkoholem – Jak rano będę miał was budzić, to zraszaczem do kwiatów albo bambusowym kijkiem po udach. – wyrywam głowę z powrotem i grzecznie wracam w ramiona Amiry, wciąż patrząc na jego plecy – Moje słodkie skarby. Nie doczekały się tego, co im obiecałem… – odstawia zdjęcie na stolik nocny i rozbiera się i kładzie pod prześcieradło – I kot będzie miał swój dom, gdzie zawsze wraca, bo jego Pan tam jest i czeka na niego z miseczką mleka. – mruczy, zamykając oczy i po chwili już śpi.
    Kolejne kilka dni są ciężkie. Opiekuje się nami pani Alicja, bo pan gdzieś pojechał od razu rano. Nie uwłaszczając jej, nie jest złym opiekunem, ale jeśli miałabym decydować o rankingu, to Pan, Pani Zuzia i na końcu ona. Wraca jednak wreszcie i wygląda jak ósme nieszczęście. Jakby przez te pięć dni nie spał. Nieogolony, śmierdzący, w brudnych ubraniach. Pani kręci głową, zabiera go do łazienki. Goli go siedząc mu na kolanie, gdy patrzymy na to z wysokości podłogi.
    Jeśli miałabym być kimś innym, to chciałabym być jak ona dla niego. Mój jedyny „prawdziwy” związek to mieszkanie razem, okazyjne seksy, jedzenie pizzy i planowanie, gdzie pójdziemy do pracy. Myśleliśmy, że to dorosłość i dojrzałość. Kiedy oni są razem, są jak filmowa para. Zakochani w każdym względzie. Mówi do niego w tym języku, którego nie rozumiemy, ale nie odpowiada. Pozwala jej ogolić swoją twarz i szczecinę z głowy brzytwą. Ma pewną rękę w tym co robi, z doświadczeniem. Rozbiera i wpycha pod prysznic, sama zdejmując jedynie bieliznę i dołączając. Nawet patrzenie, jak tylko go myje. Ufają sobie, kochają się i o siebie zabiegają na nowo. Na końcu łapie za penisa i ciągnie do sypialni. Przez prawie połowa dnia łóżko bez przerwy skrzypi i słychać ją przechodzącą kolejne orgazmy.
    Wreszcie jednak wychodzi naga do kuchni, przygotowuje posiłek. Łasimy się głodne koło jej nóg, co zostaje wynagrodzone dwoma miseczkami z całkiem dobrym pesto. Kolejny talerz zabiera jednak do sypialni. Kiedy wchodzimy tam, siedzi po turecku obok leżącego niego i go karmi, jak zwykle to on nas. Kiwa na nas dłonią i klepie miejsce na pościeli. Śmiało wskakujemy i przytulamy się do jego ciała, szukając pieszczot, ale te nie nadchodzą
    – Wasz pan jest zły, bo ma mnie zabrać pojutrze na randkę na rodzinną imprezę. – mówi po angielsku wkładając mu kolejną porcję makaronu do ust – Pojutrze.

    – Nie „nie chce”, tylko nie może. – po angielsku mówi tak samo ładnie jak po polsku, jakby właściwie nie dostrzegał różnicy – Jak sobie to wyobrażasz? – wpycham uparcie głowę pod jego dłoń leżącą na brzuchu – To ty chcesz jechać i sobie popatrzeć. Zawsze Ci się podobały polowania, potem kolacje. – wkłada mu swój język do ust zmuszając do milczenia na chwilę – Nie pojedziemy, mówię. – udało się, jego dłoń jest na mojej głowie i patrzę na niego spod jej cienia
    – Pojedziemy. Dawno nie widziałam Zuzi. Trzeba było mnie zabrać ze sobą jak jechałeś do niej z kociakami – znów się całują, jak przekomarzająca para przed wizytą u teściów – No weź, to randka. Ostatnia była udana, ty coś zyskałeś, ja też. – uśmiecha się i kładzie mu palce na klacie i przesuwa – A poza tym pomyśl, jaka będzie mina ich wszystkich jak tam wejdziesz po prostu.
    – Nie… – pocałunek. – Ni… – kolejny – N…. – jeszcze jeden – Zaraz każe Amirze Cię ugryźć w tą wielką dupę.
    – Będę tak robić, aż się zgodzisz. – kładzie mu głowę na ramieniu, pozwalając się przytulić – Zobacz, masz dwa takie śliczne kotki i nikomu ich nie pokazujesz. Takie małe, śliczne i smutne mordki. Sara tylko raz była z tobą na wystawie, a Amira? Co ona widziała? Kabula? Noemi? Pewnie są już samotne i niedługo z nudy sobie cipki rozdrapią. – podnosi jego ramię i zaczyna mnie głaskać, wreszcie, jego ręką – A tak poznają inne zwierzaki, po miauczą sobie i poszczekają z nimi. Nie musisz ich od razu sadzać w kółeczku inwestorów by obciągały każdemu z kolejna, chociaż to by było zabawne. A tak to sobie posiedzą z innymi cipkami, ty pójdziesz zapolować w czym jesteś najlepszy. Potem po kolacji możemy się zwinąć.
    – No dobrze. – wzdycha – Dobrze… – tym razem sam przekłada ręce bardziej między moje łopatki i wciąga wyżej, bym leżała bezpośrednio na jego brzuchu z głową pod brodą – Jak Ian spróbuje się do mnie odezwać, to wychodzę. Do ojca nawet się nie zbliżam. – głaszcze moje gołe plecki opuszkami, przez co mocniej wcieram się w jego gołą klatę uszami, policzkami i nosem – Ale na polowanie nie idę. I dziewczyny zostaną z Judytą, sunią Zuzi. – zamyka oczy, nie przestając głaskać – I ubierz je w piżamy, bo zmarzłe są biedactwa.
    – Pf. Moje mieszkają w chlewie, a myje z węża strażackiego nawet w zimie. Żaden nie pomyśli by narzekać, chyba, że chce z wysokiego napięcia w jajka. – znów go całuje, ale w policzek – Ubiorę czerwoną sukienkę z głębokim dekoltem, pończochy i czarną bieliznę. Ciebie nie pytam, pewnie będziesz miał tą swoją śmierdzącą kurtkę. – zaczyna chichotać – A pamiętasz jak kochaliśmy się we wszystkich sypialniach w waszym domu po kolei? Pierwszy raz mnie spróbowałeś wziąć od tyłu, ty mój brutalu.
    – Mhmmmm… – draps, draps, mrr – Stwierdziłaś, że jak tak chce to mam sobie wziąć sukę z psiarni, a nie damę i dałaś mi w pysk. Ale po chwili się znów na siebie rzuciliśmy na siebie jak zwierzęta i chyba pierwszy raz nie udawałaś orgazmu. – też zaczyna się śmiać – Potem Ava i Lil wskoczyły do łóżka i zaczęły Cię czyścić ze spermy, tyle jej było. Dobrze, że Sara ani Amira nie wpadły na taki pomysł, bo jakbym wyrwał te jęzory to w blenderze zmielił i karmił do porzygania. – drżę – No ubierz je. Zobacz, ma gęsią skórkę moje bezwłose biedactwo.
    Widzę, jak Pani Alicja zasłania sobie usta dłonią by się nie roześmiać, po czym wstaje i ubiera nam obu piżamki. Potem sama też się ubiera, pochyla jeszcze nad nim, całuje w czoło, głaszcze nas na pożegnanie i wychodzi. Życie znów wraca do dawnego rytmu. 

    [cd: II/II]

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Opowiadanie skończyłem pisać po 4 dniach poprawiania (istnieją co najmniej 3 wersje tegoż, 2 wersje vol 1 i 3 wersje vol 2 [między innymi Amira początkowo miała być Azjatką]) o wpół drugiej na antybiotykach. 

    Jak zawsze lista inspiracji, pomagająca się wczuć:

    – wszelkie postaci z vol 2 bez zmian

    – Judyta – Lo z Playboy Plus

    – Zuzanna – Justine Joil 

    – Ava i Lil (co jest skrótem od Lilith, brawa dla spostrzegawczych) – “Teen girls Jayden Cole & Samantha Rone have lesbian sex alongside a teddy bear”, gdzie 1 zdjęcie z niej z zastąpieniem pluszaka na postać Dawida posłużyło w opisie Sary patrzącej na fotografię, a cała sesja bardzo mi się spodobało

    Vol 4 będzie krótsze i bardziej proste w budowie, dziękuje wszystkim, którzy dotarli aż tutaj i podoba się moja pisanina mająca zwalczyć kryzys twórczy.

  • Kocie wspomnienia, vol 3 [II/II]: Zwierzecia i ludzie

    Dzień zero. Ubrana w kremowe body i czarną spódniczkę w zestawieniu z nową obróżką przez niego, umalowana i uczesana przez nią. Kochanie ma bardziej dorosłą sukienkę w barwie ciemnego granatu z białymi wstawkami, która podkreśla jej figurę. Obie jesteśmy podpięte na smycze, które trzyma pan, chociaż mamy buciki. Jak opisać rodzinny dom pana? Wielki. Jak te zdjęcia posiadłości milionerów, w których jest siedemnaście łazienek i czterdzieści sypialni. Albo i więcej. Służący w garniturach odstawiają samochód. Pan otula panią Alicję, która miała rację co do jego kurtki i idziemy razem po schodach z marmuru do głównego wejścia. Nie muszę mówić o poruszeniu w ramach naszej wizyty. Główny hol jest większy niż cały nasz dom i wypełniony obrazami, rzeźbami i innymi rzeczami. Stajemy przed stołem za którym stoi starszy mężczyzna w okularach pochylony nad wielką księgą. Ma coś w sobie z angielskich lokajów.
    – Dawid Czarnodębski z Alice Cherry i jego zwierzaki, Sara oraz Amira. – mówi do niego poważnym tonem, po czym już lżej dodaje – Witaj, Samuel. – mężczyzna unosi długi nos i patrzy na pana z otwartymi ustami
    – Panicz Dawid! – wygląda, jakby miał się popłakać – Ileż to lat lat pana nie widziałem… – trzęsą mu się dłonie – Niesamowite… – jego wzrok przechodzi na Panią Alicję, która uśmiecha się czerwonymi od szminki ustami – i Pani Alice! Nie postarzała się pani nawet o jeden dzień! – po czym przenosi wzrok na nas – Ah, ślicznotki. Wszyscy zawsze patrzeli z zazdrością na pana zdolności układania i wyboru swoich zwierząt domowych. Mam kazać je odprowadzić do menażerii? Większość państwa tam kieruje swoje ulubienice, zostanie im podany posiłek i będą miały dobrą opiekę ze strony moich pracowników.
    – Myślę, że teraz pójdą z nami. – mocniej chwyta smycze – Potem Zuzia zabierze je razem z swoją córką – wydaje się nacisnąć mocno na to słowo – do swojej… Judyty?
    – Tak, tak. Zapiszę oczywiście. Powiadomię niezwłocznie panicza Iana i pańskiego ojca o waszym przybyciu – podrywa się z swojego fotela jak do biegu
    – Nie trzeba, Samuelu. – uśmiech przenika przez jego twarz -Porozmawiam z gośćmi, później się z nimi spotkam. Prawdopodobnie odjedziemy po obiedzie. Co u twojego syna?
    – Cudownie panie. – mężczyzna wydaje się poruszony pytaniem – Panicz Ian dał mu wysokie stanowisko w inwestycjach państwa rodziny. Pańskim śladem, miał dwie ulubienicę, ale jedną uwolnił i mianował swoją żoną. Zostałem dziadkiem dwójki chłopców, a ona wciąż jest mu uległa i potulna.
    Pan Dawid kiwa głową z uśmiechem. Nim jednak zdąży znów o coś zapytać z sali balowej, skąd dobiega Lot Trzmiela, wychodzi nasza pani doktor. Ubrana w czarną sukienkę podkreślającą tylko biel skóry, z upiętymi włosami jak zawsze wygląda olśniewająco. Na rękach niesie swoją córeczkę, która ma podobną do mamy sukienkę, ale ta jest ozdobiona truskawkami.
    – Wujek! Wujek! – krzyczy mała i wyciąga od razu w jego stronę rączki – Przyjechałeś!
    – No, przyjechał. – dodaje jej matka – Helo Alice! – wita się po angielsku z panią Alicją, która odpowiada jej szerokim uśmiechem – Tak się dawno nie widziałyśmy! – mówi nadal po angielsku podchodząc do nas i następuje niewielka wymiana, gdy Majka ląduje na ramionach pana, pani Zuzia przytula się do pani Alicji całując ją w policzek, po czym głaszcze nas po pleckach – I wziąłeś swoje kociaki. Niesamowite. Wysyłasz je do menażerii?
    – Myślałem, że jednak pójdą z Bąbelkiem do twojej Judytki. – pochyla się nad nami – Zapewne będą baardzo grzeczne. – odruchowo kiwamy główkami pospiesznie – Świetnie. Odbiorę was potem. – przekazuje jej smycze i jeszcze macha małą w powietrzu nad głową – Taaaka duża, że wuja przerosła! Wsadzę ją na żyrandol na cały wieczór – mała chichocze, machając nogami nad nim, ale on znów patrzy na siostrę – Ian i ojciec też tam są?
    – Mam powiedzieć prawdę czy prawdę? – pyta pani Zuzia – Wszyscy szykują się do polowania. Dwadzieścia cztery, tyle na nie przygotowali. – wyciąga mu córkę z rąk – Judyta ma kwaterę w twojej dawnej sypialni, tak, pozwoliłam sobie na to.
    Jeszcze raz dostajemy od niego buziaka w czółka, pani Alicja pożegnalnie drapie nas za uszkami i razem z małą, która upiera się by trzymać nas za dłonie, gdy jej mama odpina smycze idziemy holem.
    – Judyta mieszka w krainie bajek. – mówi maluch – Tam zwierzątka mogą mówić ludzkim głosem! Zawsze pachnie ciasteczkami i wymyśla te śmieszne opowiastki. Jak ta o ogórku, który zakochał się w brzoskwini. Tak na nią naciskał i ją kochał, wiercił w niej co raz większą dziurę, że aż ta wylała cały sok z siebie. – to trochę hm, niestosowne, gdy znasz kontekst? – I zawsze słuchamy piosenek z bajek, a potem mnie przytula i śpimy razem w łóżku w kształcie misia.
    Drzwi nie różnią się wiele od innych rozstawionych w równym odstępie. Pani Zuzia wyciąga klucz i przekręca w zamku. Otwierają się do zewnątrz. Druga para, tęczowa, otwiera się do środka.
    – Któż to zagląda do mego magicznego królestwa. – rozlega się cukierkowo – Jakiż to gość cudowny do niego wkracza.
    – Ja! Ja! – mała podskakuje wciąż trzymając nas za rączki – Z kotkami wujka Dawida!
    Pośrodku pokoju, który by objął salon i sypialnie naszego domu stoi dziewczyna w naszym wieku. Uwagę przyciągają farbowane fioletem włosy, ładna jasnoróżowa skóra i sukienka, której nie powstydziłby się Kopciuszek czy inna królewna. I obroża. Jest mojego wzrostu i postury. Kuca i wyciąga ręce do biegnącej dziewczynki, od razu ją łapiąc i przewracając się, jak Pan.
    – Przybyła ma cudowna Pani do naszego królestwa. – uśmiecha się, przytulając ją do siebie i przenosi wzrok na nas i kiwa delikatnie głową – A jak zwą się jej towarzyszki?
    – Jeśli Dawid uczył was tak jak Avę i Lil… – słyszę szept pani Zuzi – To pomyślcie, że teraz jesteście w bajce i możecie z Mają rozmawiać. Ale uprzedzam, uważajcie co mówicie. Nie tylko przyjemność potrafi iść z mych dłoni.
    – Zwą mnie Sarą, jestem pieszczochem mego pana. – dygam jej lekko, z drżącym głosem – Towarzyszy mi Amira, druga z władczyń mego serduszka. – prezentuje ją i słyszę, jak drzwi się zamykają – Ty to Judyta, pieszczoch Pani Rekin?
    – Tak mnie zwą, Saro. – uśmiecha się dziewczyna w odpowiedzi – Siądźcie z nami na dywanie, ja podam słodkie wiśniowe bąbelki i ciastka, jakie wielbi ma Pani.
    Mała wciera się twarzą w nią, ale po chwili grzecznie siada na puchatym niebieskim dywanie. Pokój został rzeczywiście, wystrojony tak, by jak najbardziej przypominać dziecięcy. Jest domek dla lalek, powiększone łóżko z ramą w kształcie misia, telewizor z ekranem otoczonym taśmą w słodkie zwierzątka. Koszyki pełne przyborów do rysowania, szycia, opakowań modeliny, gier planszowych. Gdyby nieświadoma osoba tu weszła, powiedziałaby, że to bardziej pokój Majki, a my zostałyśmy oddelegowane tutaj by ją zabawiać. Grzecznie siadamy obok i po chwili to Amira ma jej głowę między cyckami, więc rozkłada nogi i otula ją w pasie.
    – Wujek Dawid to brat mamy. – tłumaczy Judycie mała, która z butelki nalewa różową oranżadę – Mama mówi, że jedyny na świecie trzyma sobie kotki, bo inni ludzie wolą mieć zwierzątka jako suki, jak my trzymamy Tobiego jako psa. Ale myślę, że ty też możesz być kotkiem. Takim z fioletową sierścią. Ja będę Rekinem, władcą siódmej planety a ty moim kotkiem od przynoszenia ciastek, o.
    – To zaszczyt, ma pani. – uśmiecha się Judyta, ukazując zęby – Ale twa matka powiedziała, że jeszcze niestety, pobędę w tym królestwie długi czas, nim zabierze mnie na siódmą planetę. – podaje szklanki z fikuśnymi, spiralnymi słomkami – Saro, Amiro czy długo mieszkacie ze swym Panem?
    – Hmmm… – odzywa się wreszcie Amira – Mi puknie półtora roku, Sara jakoś dłużej. Jest dla nas dobry. Codziennie nas myje i ubiera. Śpimy z nim w łóżku, w sumie to Sara się tam pakuje na głaskanie, ja się do niej przytulam, a on nie chce nas wywalić. A ty?
    – Mieszkam w tym królestwie trzeci rok. – odpowiada, patrząc jak mała siorbie oranżadę i sama pociąga łyk przez słomkę – Pani Zuzanna zapewnia mi projekcję w zamian za troskę wobec mej małej pani. – łaskocze ją po stópce, a mała chichota – Czy on…
    – Nie. – odpowiadam pospiesznie – Tylko to co same chcemy między sobą. – też pije odrobinę, słodkie jak w dawnym życiu – A Amira niezbyt chętnie… – rzucam jej kąśliwe spojrzenie – Mamy resztę dnia na takie rozmowy. Pani Rekinku, jaką zabawę nam pani wybierze?
    Gramy w chińczyka. Mała nie zna angielskiego, więc mamy łatwą komunikację. Judyta okazuje się być młodsza o rok od mnie. Porównuje pobyt tutaj do więzienia. Ma niewielką łazienkę dobudowaną do pokoju. Suka-służąca z wyciętym językiem i amputowanymi piersiami przynosi trzy posiłki na dzień wyglądające jak resztki. Czasem rano uprzedza się ją o przyjeździe pani Zuzi, wtedy dostaje sukienkę, musi się wykąpać i udawać szczęśliwą, chociaż nie zaprzecza, że ją lubi. To jej jedyne towarzystwo, by nie zwariować. Rano po nią przychodzi, żegnają się i wraca normalny rytm chodzenia nago, oglądania telewizji i robienia innych nudnych rzeczy. Mówię, że pewnie niedługo trafi do domu pani Zuzi, bo chcą poczekać, aż Majka podrośnie by rozumieć skąd się biorą dzieci. Opowiada też, że przez pierwsze pół roku była z innymi sukami w miejscu pełnym klatek. Były wyciągane, myte wężami ogrodowymi, brutalnie gwałcone przez służbę, bite. Często po kilka znikało i już nie wracały. Uważa, że pokój jest lepszy. W zamian dzielimy się historiami o Panu, jego zasadach i radości z mieszkania z nim. Opowiadam też o tym, jak wygląda życie innych zwierzątek, ale omijamy szczegóły dotyczące „złapania” i bolesnej transformacji Amiry.
    – Tada! – pokazuje obrazek, gdzie są trzy duże okręgi z dorobionymi trójkątami i po kolei fioletowymi, blond i brązowymi włosami, oraz niższe pół kółko z rudymi sprężynkami – Teraz Judyta też może być kotkiem. – uśmiecha się szczerząc słodko te mleczaki – Poproszę wujka, to zabierze Cię ze sobą i jak będę duża, to Cię zabierzemy do domu.
    – Oh ma Pani, to by było bardzo miłe. – mówi Judyta, leżąc na brzuchu i machając nogami – Ale wątpię, bym mogła opuścić nasz zaczarowany pokój. Pani wuj Dawid ma wszak już dwa koty, na co mu taki trzeci? Musiałby mnie tresować…
    – Oh, nic trudnego… – uśmiecha się Amira – Bardziej „nie denerwować go”. Zasada to nie masz butów, to od chodzenia są kolana. Jak nie jesteś w bajce, to jedynie miauczysz. Zawsze warto się przytulać, bo może pogłaskać. No i pewnie będziesz pachniała śliwkami. – chichota
    – Widzisz? – mała macha rysunkiem w łapkach – Nawet Amirka mówi, że może. Będziesz nas z nimi odwiedzać i wtedy będziemy w czwórkę spały na Siódmej Planecie. I… – otwiera mocno buzię ziewając – Będziesz…. gryząc…. rajs….
    Judyta też ziewa. I Amira. Czemu nagle są takie zamglone? Co się dziejeee… Czemu wszystko jest czarne?
    – … jak wiemy, dzięki specjalnym technikom bardzo łatwo jest przekształcić dowolną cipę w posłuszną sukę. – rozlega się niezbyt miły, piskliwy głos przerywający sen – Najpopularniejsza i wymagana na wystawach to bezkolanowiec. – nie mogę się ruszyć, a w ustach mam coś gumowego – Niewielu właścicieli decyduje się na łatwe i szybkie rozwiązanie jakim jest całkowita amputacja stosowana choćby w przemyśle mleczarskim z całkowitą glossektomią. – widzę związaną Amirę z dławikiem w ustach, która płacze patrząc na mnie i otaczających nas ludzi w strojach wieczorowych, po drugiej stronie zaś Judytę w podobnym stanie, ale ona wygląda na nieprzytomną i ma zakrwawioną twarz – Taką też zaprezentowaliśmy na naszej fioletowej suczce. Wiele osób wciąż decyduje się na bardziej tradycyjne łamanie kości. – widzę plecy mężczyzny w garniturze, który ma blond grzywę zasłaniające gołą pupę Amiry – Łamiemy stopę, ustawiając ją w kącie stu dwudziestu stopni względem łydki i zabezpieczamy do zrośnięcia, a także staw kolanowy. Ten może wymagać większej siły uderzeń, gdyż ma skomplikowaną konstrukcję. Kiedy jednak zrobimy to poprawnie, należy zabezpieczyć go od razu z udem, by stopa unosiła się perfekcyjnie w powietrzu. Po zakończeniu zrastania nie będzie on wymagał dodatkowych stabilizatorów. Zaprezentujemy to na tej tu suce wraz z podstawową techniką sterylizacji mechanicznej. – widzę jego rękę, gdy kładzie ją na jej plecach – Dorian, młotek. – widzę, jak ona próbuje się wyrwać w panice, ale nie może, konstrukcja trzyma ją mocno, szukam w tłumie nie pasującego olbrzyma, ale go tam nie ma – Kiedy pierwszy raz pomogłem mojemu bratu uporządkować swój problem zbyt wielkiej łaskawości wobec swoich zwierząt, to nie podziękował. Teraz jednak chętnie pomagam mu po raz drugi, jak również i drogiej siostrzyczce. – uderzenie i oczy Amiry wychodzą z orbit, czuje że łzy mi lecą i tez próbuje się uwolnić – Niewiele osób docenia tak wspaniały dar jak seksualne zwierze-niewolnik. Ameryka została zbudowana przez czarnych niewolników. Ustawiamy stopę… Gdyby nie oni, czym by była ta potężna gospodarka? Niczym. Przemysł seks zwierząt może pozostawać w cieniu, ale zysk z niego jest gigantyczny. – kolejne uderzenie, mam wrażenie, że zaraz go przegryzie i zacznie się drzeć, a mnie nie chce puścić to wredne więzienie, gdzie jest mój Pan – Czy gdyby biali właściciele plantacji traktowali murzynów jak swoje rodziny to mieli by z nich pożytek? Nie. – trzeci zamach i Amira niemal próbuje wyskoczyć z swojego ciała – O, jak widzimy, pierwszy cios nie udał się i kolano jedynie nam pękło. Musimy je dokładnie zmiażdżyć. Zwierzęta uwielbiają być brane od tyłu. To u nich najbardziej naturalna metoda kopulowania. Nie potrzebują do tego tak długich nóg. – kolejne uderzenie – Teraz jest idealnie – widzę jak ją podnosi, chociaż od razu się rozjeżdża – Głupia suka, zemdlała. Dorian, przytrzymaj ją. Jak państwo widzą, nakładamy bandaż na wysokości ponad dziesięć centymetrów nad kolanem na udzie i piszczeli. Jeśli nie wystąpiło złamanie otwarte jak tu, nie trzeba się przejmować jego opatrywaniem. Dorian dokończy prezentację dla państwa na drugim kolanie, wcześniej podając naszym osłabionym króliczkom doświadczalnym adrenalinę, by nie spały. Potem pokażemy najnowsze osiągnięcie techniki na naszej drugiej z ślicznotek Dawida. – czuje jego klepnięcie na pupie i próbuje wyć, ale nie idzie – Aż żałuje, że gdy naprawiałem tą jego Avę i Lil to nie miałem jej do dyspozycji. Musiało mi wystarczyć rozerwanie ich żałosnych, różowych dziecięcych cipek z plombami. Kaprys mojego brata. Jeśli nie miały błony, nie interesowały go.
    Wygląda jak łotr z filmów. Z opaską na oku. Krzywymi zębami. Rzadkim zarostem i gęstą czupryną koloru siana. Uśmiecha się tak złowieszczo. Jego służący rzeczywiście podaje zastrzyki Judycie i Amirze, które od razu się cucą i próbują robić cokolwiek dla własnej wolności. Tej nie ma.
    – Zabawne, co nie? Mówi na was koty? Jesteście tylko głupimi sukami mającymi ssać kutasa na zawołanie i rozkładać nogi jak będę chciał. Wasza jedyna wartość to fakt, że macie otwory, które da się zapełnić. – uderza klapsem – Nie martw się, Ci wszyscy zebrani z chęcią nakarmią Cię świeżutką spermą jak już skończymy Cię dostosowywać by uwydatnić zalety.
    Gdzie jesteś? Proszę, proszę. Boje się. Judyta pluje krwią próbując mówić, gdy jeden z facetów od razu pakuje jej chudego kutasa do ust, a kobieta w wieczorowej spódnicy wpycha jej rękę do dupy. Kolejne uderzenia młotkiem i zduszone odgłosy bólu Amiry potwierdzają, że „Dorian” skończył pracę. Po chwili też zalewa się krwią, bo kolejne uderzenie następuje frontalnie, w szczękę. Wypluwa kilkanaście zębów. Gdzie jesteś…
    Coś uderza w głowę blondyna. Kiedy spada na ziemię, widzę, że jest to marmurowe popiersie. Ludzie rozsuwają się jak morze, a jeśli nie zdążą, to lądują na podłodze odepchnięci. Jest jak cyklon. Niszczycielki. Ktoś krzyczy „my leg!” „my arm!”, ale to nie ważne. Znów mi lecą łzy. Łapie leżącego na ziemi za głowę i uderza o ziemię. Mocno. Kilka ludzi w garniturach rzuca się w jego stronę, ale druga ręka odpycha ich jak dorosły dzieci. Kolejne uderzenie. Widzę za przejściem Panią Zuzię trzymającą się za usta w głębokim szoku. Widzę płaczącą i próbującą krzyczeć Amirę, dławiącą krwią i nie mogącą krzyczeć Judytę. I Pana. Jak uderza głową swojego brata o ziemię, zmieniając ją co raz bardziej w czerwoną plamę. Nie mówi. Albo ja nie słyszę już. Ostatnie uderzenie i jego dłoń jest pusta. Obok czerwonej plamy leżą bezgłowe zwłoki.
    Rozgląda się. Widzę, jak pani Zuzia biegnie w naszą stronę, ale już za późno. Widzę w drzwiach człowieka na wózku z maską tlenową na twarzy. Panpodnosi to ciało i rzuca nim przez pokój. Mijają ją, lądują prosto koło mężczyzny na wózku. Podchodzi do płaczącej Amiry. Obiema rękami rozrywa łańcuchy, jakby to była dekoracja. Ona wyje. Brudzi go krwią. Trzyma ją mocno.
    – Daaawid! – rozlega się jakby z daleka głos pani Zuzi – Nie rób tegoo znów! Pomogę jej! Błagam! Dawid! – ale po chwili drgawki ciała Amiry ustępują, a ręce opadają – Dawid! Proszę! Pozwól mi! Pomogę im! Proszę! – podchodzi do Judyty, unosi jej twarz i patrzy w oczy, ale ta już nie ma siły płakać i w jednej sekundzie też opada jak szmaciana lalka – On nie zrobił nic Sarze! Zobacz! Nic! Jest cała! – podchodzi do mnie – Proszę! – rozrywa więzienie – Dawid! Niech ktoś zawoła Alicję! Błagam! – podnosi mnie z taką łatwością – Dawid! – czy teraz umrę? – Spójrz na nią, jest z nią wszystko dobrze, Dawid! – czy Pan mnie zabije, jak zabił swoje skarby? – Daaawid! – czy ja zginę jak Judyta i Amira, jako jego hańba i znów znajdzie kolejną Martę by zmienić w Sarę? – Daawid…. – ma Pan takie zimne ręce…

    Cdn (w Vol 4)

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Opowiadanie skończyłem pisać po 4 dniach poprawiania (istnieją co najmniej 3 wersje tegoż, 2 wersje vol 1 i 3 wersje vol 2 [między innymi Amira początkowo miała być Azjatką]) o wpół drugiej na antybiotykach.  Gdy wskoczyło na stronę, okazało się, że 16 stron to dużo więc podzieliłem na 3/4 i 1/4.

    Jak zawsze lista inspiracji, pomagająca się wczuć:

    – wszelkie postaci z vol 2 bez zmian

    – Judyta – Lo z Playboy Plus

    – Zuzanna – Justine Joil 

    – Ava i Lil (co jest skrótem od Lilith, brawa dla spostrzegawczych) – “Teen girls Jayden Cole & Samantha Rone have lesbian sex alongside a teddy bear”, gdzie 1 zdjęcie z niej z zastąpieniem pluszaka na postać Dawida posłużyło w opisie Sary patrzącej na fotografię, a cała sesja bardzo mi się spodobało

    Vol 4 będzie krótsze i bardziej proste w budowie, dziękuje wszystkim, którzy dotarli aż tutaj i podoba się moja pisanina mająca zwalczyć kryzys twórczy.

  • Eksperyment

    Uzależnienie z czasem staje się odruchem, mimo że nie potrzebujemy tego, zrobimy to bo jakoś nam jest nieswojo. Od przybycia Natalii minął już miesiąc, owocny miesiąc. Szybko uległa i zmieniła się nie do poznania.

    Na początku aby była mi posłuszna stosowałem kary ale z czasem zamieniłem je na nagrody.

    Przekułem jej nos i zawiesiłem duży kolczyk (taki jak u krowy), na sutkach powiesiłem jej mniejsze kolczyki, które przez cały dzień były podpięte do urządzenia elektrostymulującego.

    Ścięła włosy na krótko i przefarbowało na biało, kolor pozwoliłem wybrać jej w nagrodę.

    Wszystkie polecenia wykonywała nie ze strachem a z fascynacja i ciekawością, zapomniała o dawnym życiu i wolności.

    Obudziłem się około 10, Natalia już stała obok łóżka i trzymała tace z moimi okularami i szklanką wody -Jak spałaś kochana? -zapytałem siadając na łóżku.

    Wyśmienicie doktorze.- miała na sobie tylko biustonosz z otworami na sutki, wczoraj pozwoliłem jej przez cały dzisiejszy dzień chodzić bez bielizny po tym jak zażyczyła sobie 100 dodatkowych uderzeń packą na pośladki. Byłem z niej zadowolony, jej tyłek był opuchnięty przez co wyglądał na jeszcze większy. Na szczęście pilnowałem diety i ani jej nogi ani brzuch nie rosły, była piękną siedemnastoletnią suką.

    Jeszcze przed śniadaniem własnym penisem wydymałem ją w dupę, zapewne odczuła moje ciało na jej obolałych pośladkach ale znalazłem jej wtedy inne zajęcie, no bo chyba pośladki to niewielkie zmartwienie kiedy ma się głowę zanurzoną w sedesie a napływająca woda nie daje chwili wytchnienia.

    Podczas śniadania jej włosy były nadal mokre, wyglądała uroczo. Wczesnym południem przykułem ją do fotela w piwnicy i wyjąłem z szafki pudło pełne igieł i drutów. Tym razem się przestraszyła, ale nic nie mówiła. Jedną z jej piersi naciągnąłem na linie i powoli wbijałem igły w jej pierś, po około 20 igłach zabrałem się za druga pierś. Z niektórych zaczęła wypływać krew.

    Zostawiłem ją z tymi igłami na około godzinę, założyłem jej maskę z kneblem i życzyłem dobrej zabawy. Po godzinie zabrałem się za wyciąganie igieł, czuła ulgę, lecz jej piersi dalej pozostały napięte na linie. Zabrałem się za biczowanie packą i pejczem na koniec użyłem jeszcze kabla.

    Kiedy ściągałem jej maskę zobaczyłem łzy w jej oczach, pomyślałem że dalej jest miękką pizdą.

    Błagam doktora o więcej, błagam więcej. – to były łzy szczęścia. Poszedłem do sąsiedniego pokoju i wróciłem ze słoikiem. Nałożyłem rękawice i nałożyłem zielonego żelu na jej piersi.

    Z początku zapewne czuła miły chłód ale z czasem mina jej skwaśniała zaczęła krzyczeć i wyć. Nie założyłem jej knebla, wrzeszczała i zaczynała się wiercić więc chwyciłem za jej kolczyk w nosie i pociągnąłem ku górze. Ucichła ale sapała i ciężko oddychała. Pościłem ją i usiadłem z boku na fotel otworzyłem książkę na zaznaczonej stronie i zacząłem czytać. Żel miał jakieś 30 min działania, kiedy już ustąpił odwiązałem jej piersi i kazałem się jej masturbować, posłusznie wykonała polecenie -Jeśli spuścisz się 4 rzazy w 3 minuty, posmaruję ci cała cipę tym żelem.

    Widok tej suki wsadzając sobie jedną dłoń do pochwy a drugą do odbytu w takim tempie bez lubrykanty świadczył że jest na dobrej drodze aby zostać EWĄ.

    Jej piersi rosły zbyt powoli, mimo pobudzania ich prądem, bólem i masażami wciąż były małe. Zdecydowałem się na powiększenie ich za pomocą chemii. Był to ryzykowny krok bo nigdy nie robiłem tego wcześniej, było pewne ryzyko że albo piersi będą na swoim miejscu okazałe i twarde albo sflaczeją i Natalia będzie miała suty koło bioder.

    Podjąłem ryzyko i wykonałem operacje wstrzykiwania chemii, zabieg był bezbolesny ale później gdy mieszanka zacznie rosnąć w piersiach ból jest ogromny. Natalia poradziła sobie ze wszystkim kazałem jej trzymać ręce z dala od piekących piersi. Po dwóch dniach oceniłem zabieg jako nieudany. Jej piersi były większe lecz opadnięte może nie tak jak przewidywałem ale Natalia przypatrywała im się z podnieceniem i fascynacją, była z nich dumna.

    Jej piersią pozwoliłem chwile odpocząć ale trening analny dopiero się rozkręcał, 30 cm dildo wchodziło już bez problemy, wymieniłem jej na takie 40 cm i 5 cm średnicy siłowała się chwile dopóki nie zasnęła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    a b

    Miłego dnia. Polecicie mi jakies ładne kobiece imię?

  • Jak dorwaly mnie nastolatki ? cz. 1

    To, co opisuję, wydarzyło się na prawdę.

    Poznałem taką Agnieszkę, która miała wtedy 37 lat i córkę w wieku 15 lat. Jak wiadomo, ta jej córka miała koleżanki w różnym wieku, starsze, młodsze. Aga mieszkała w kamienicy. Wiadomo jak to kamienica, brama, podwórko nieciekawa okolica. Nie spotykaliśmy się często u niej i kiedyś jak szedłem do Agnieszki to w bramie stały laski młode siksy tylko takie wyrośnięte miały tak z 16-18 lat może, coś gadały sobie, nagle mnie zobaczyły i nagle cisza. Aż się głupio poczułem, omiotłem je spojrzeniem (wiadomo, żeby ocenić czy ładne, jakie mają cycki itd.) Nagle jedna pyta ostrym zdecydowanym tonem: coś ci się nie podoba ? Ja speszony się nic nie odzywam, chciałem wejść przez drzwi do klatki schodowej i szybko zniknąć im z oczu.

    Słyszałem za sobą tylko jakieś szepty i poczułem, jak mnie ktoś popycha. Potknąłem się o próg i upadłem na kolana, podtrzymując się rękoma, żeby nie upaść na buzie. Klatka schodowa była taka, że wchodziło się przez drzwi i jak obrócisz się w lewo, masz schody na górę, a jak zrobisz 2 kroki w przód i wtedy, obrócisz się w lewo, to jest taka wnęka, gdzie są drzwi do komórki i zaraz za nimi schody na dół. Więc jak mnie popchnęły to bylem przy ścianie naprzeciwko, gdzie za sobą miałem je a po lewej te drzwi do komórki. I ta, co mnie zapytała, czy coś mi się nie podoba. Wyjęła nożyk taki do tapicerki żółty z tymi łamanymi ostrzami, schyliła się, bo ja wciąż byłem na podłodze i przytknęła mi do gardła, teraz wiem, że drugą stroną ostrza, ale wtedy nie miałem o tym pojęcia. Ja szklanki w oczach i kiwam przecząco głową na wcześniej zadane pytanie. Nagle mnie kopnęła w krocze, aż zasyczałem, bo mnie zemdliło i mówi, że pytała się o coś! Szepnąłem cicho, że nie. Chciała mnie kopnąć znowu, ale odruchowo już miałem ściśnięte nogi, więc docisnęła nożyk i powiedziała, że nie słyszy. Wiec powtórzyłem głośniej, że nie, że wszystko mi się podoba.

    Spojrzała na drzwi i kazała je otworzyć. Jedna z koleżanek miała klucze do kłódki i otworzyła ją, a Monika, bo tak miała na imię moja oprawczyni kiwnęła na mnie głową szturchnęła kolanem i powiedziała, żebym wszedł do środka. Zaprzeczyłem i coś jeszcze chciałem powiedzieć, ale zaschło mi w gardle. Przełknąłem ślinę i wybełkotałem, że przepraszam, że już nie będę się patrzył. Odsunęła nożyk i się zaśmiała. Odwracając głowę do koleżanek, które tam coś dyskutowały, ale za bardzo się bałem, żeby skupiać się na tym, co mówiły. Nagle dostałem siarczysty policzek i wydarła się na mnie, żebym raczył spierdalać jej z oczu, bo mi zmiażdży to, co mam między nogami, a moja twarzyczka będzie pocięta tak, że mnie rodzona matka nie pozna.

    – Za drzwi kurwa mówiłam.

    Krzyknęła, a ja przestraszyłem się i wszedłem do środka kilka schodków w dół. Stanęła przed wejściem i powiedziała, że to mnie nauczy szacunku. Krzyknąłem tylko.

    – przepraszam błagam nie zamy…ale Monika była bezlitosna i zamknęła drzwi, a za nimi w tym samym momencie było słychać śmiech oraz odgłos zatrzaskiwanej kłódki. Dokończyłem po cichu … kaj. Doskoczyłem do drzwi i chciałem je otworzyć w nadziei, że może żartowała, iż zamyka, ale niestety były zamknięte i w dodatku z tej strony nie było klamki. Pamiętałem gdzie był włącznik światła, ale nie działał, bo chyba żarówka się nie zaświeciła. Przez drzwi powiedziałem, że ma natychmiast otworzyć, bo jak nie…

    – Jak nie to, co!? – Krzyknęła ponownie – no co?! Mało ci jeszcze ?!!

    Przeszył mnie dreszcz i powiedziałem ciche, przepraszam. Kopnęła mocno w drzwi i mówi.

    – Przepraszam Pani !!! Od kiedy to jesteśmy na ty?!

    – Powtórzyłem zrezygnowany – przepraszam pani – i pozostało mi czekać, aż się zlitują albo ktoś będzie akurat schodził do piwnicy. Po chwili gwar ucichł, widocznie się znudziły i gdzieś poszły, a ja zostałem sam zamknięty w piwnicy przez głupią małolatę. I co jej zrobią ? Ze mnie by się śmiali, a jej nic nie zrobią. A jak powiem o tym komuś, to podejrzewam, że więcej bym się nie mógł pokazać Jej na oczy.

    P.s. Ładna z niej dziewczyna. Czarne włosy i ma takie władcze spojrzenie, a usta wydęte w takim grymasie pogardy jakby patrzyła na wszystkich góry. Poza tym na tej jednej akcji się nie skończyło.​​

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    wraith
  • Stopy Sary

    Witam to moje pierwsze opowiadanie. Historia jest prawdziwa, a miała miejsce 2 tygodnie temu. Wszystko zaczęło się od tego, że byłem bardzo napalony na stopy dziewczyn. W pewien dzień, gdy przeglądałem instagrama, zobaczyłem zdjęcie mojej koleżanki Sary, w których widać jej bose stopy. Wpadłem na pomysł, żeby założyć fejkowe konto na snapchacie i żeby ją zachęcić do spotkania ze stópkami. Wiadomo, na początku miała ze mnie beke, ale potem zdecydowała się wysłać mi zdjęcie stóp. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to są najpiękniejsze stopy, jakie w życiu widziałem. Zdałem sobie sprawę, że muszę zrobić wszystko, żeby mieć kontakt z tymi stópki. Wyznałem jej na snapie, że jestem z tego samego miasta, że znamy się bardzo dobrze i czy byłaby chętna na spotkanie. Sara była bardzo ciekawa, kim jestem, ale nie chciała się spotkać. Po tygodniu przekonania jej do spotkania zaproponowałem jej za zabawę ze stópkami 200 zł. Po dłuższym zastanowieniu zgodziła się i umówiliśmy się tego samego dnia u niej w domu o 18. Gdy zbliżałem się do jej domu, byłem coraz bardziej zestresowany, ponieważ Sara była popularną dziewczyną w mieście i bałem się, żeby nikomu nie powiedziała. Gdy doszedłem do drzwi, nawet nie zdążyłem zapukać i drzwi zostały otwarte, w drzwiach stała Sara, która była lekko zaskoczona, gdy mnie zobaczyła, ale po chwili zaczęła się śmiać, ale w końcu wpuściła mnie do środka. Była ubrana w białe superstary czarne skarpetki krótkie dżinsowe spodenki i białą koszulkę z CK. Przyszliśmy do jej pokoju i zaczęliśmy po prostu rozmawiać co tam u nas itd. Nagle zapytała, śmiejąc się czy serio chce mieć kontakt z jej stopami, od razu odpowiedziałem, że tak. W tym momencie Sara się uśmiechnęła i powiedziała, żebym ściągnął jej prawy but i przyłożył go sobie do nosa. Zapach był intensywny, bo zawsze, gdy widziałem gdzieś Sarę na mieście, zawsze miała ubrane te białe superstary. Byłem tak skupiony na wąchaniu, że nawet nie widziałem, kiedy zrobiła mi zdjęcie na snapie. Pokazała mi je i powiedziała, że mam teraz robić wszystko, co mi powie albo wyśle wszystkim i wrzuci je na Facebooka. Odpowiedziałem jej od razu, że zrobię wszystko i powiedziała, żebym się położył pod łóżkiem tak, żeby wystawała mi tylko głowa. Gdy to zrobiłem, ściągnęła drugiego buta i przyłożyła mi go do nosa i nacisnęła stopa. Słyszałem, jak mi robi zdjęcia i się śmiała ze mnie. Nagle wstała i wyszła z pokoju, a ja dalej leżałem w tej samej pozycji, nie wiedząc, co Sara kombinuje. Przyszła ze skarpetami z treningu i przyłożyła mi je do nosa, tym samym śmiejąc się i znowu robiąc mi zdjęcia. Byłem jednocześnie bardzo szczęśliwy a z drugiej strony podenerwowany tymi zdjęciami, że może komuś wysłać i zrujnować mi życie. W pewnym momencie przyłożyła mi stopy w czarnych skarpetkach z nike do nosa i kazała wąchać. Pachniały cudowanie i do tego ruszała paluszkami przy moim nosie, co mnie bardzo podnieciło. Musiała widzieć, że mi się podoba, bo cały czas to robiła. W końcu nie mogłem się powstrzymać i sam polizałem jej stópkę. Sara od razu odsunęła stopy od mojej twarzy i z całej siły uderzyła mnie w twarz, pytając, co robię. Nigdy nie widziałem jej aż tak zdenerwowanej i trochę bojąc się, odpowiedziałem, przepraszam. W tym momencie Sara zdjęła skarpetki i zaczęła nagrywać filmik na snapie i kazała mi otworzyć usta, po czym włożyła mi swoje spocone skarpetki do buzi. Powiedziała mi, że z karę wysyła to do jednej ze swoich przyjaciółek, nawet nie zdążyłem nic zrobić, a snap był już wysłany, a ona wybuchła śmiechem. Byłem bardzo zawstydzony. Sara wtedy powiedziała, że jeśli chce, żeby już nikomu nie wysyłała, to muszę robić, co ze chce, położyła mi wtedy swoje śliczne stopy. Po jakiś 20 minutach wyjęła mi skarpetki z ust i kazała wyjść spod łóżka i całować jej stopy. Robiłem to 10 minut, po czym kazała mi je lizać. Stopy były bardzo spocone, wydaję mi się, że nie brała prysznica po treningu siatkówki. Tak jak zwykle Sara robiła zdjęcia i nagrywała filmiki, jak to robię, śmiejąc się bardzo głośno. Lizałem jej stopy chyba godzinę. Na koniec Sara powiedziała mi, że nie chce tych 200 zł, bo jej się to bardzo podobało i nikomu o tym nie powie, jeśli na kolanach przed nią powiem jedną rzecz. Oczywiście się zgodziłem i napisała mi na kartce co mam powiedzieć. Włączyła nagrywanie i musiałem powiedzieć ”Ja wąchałem i lizałem stopy księżniczki Sary, ponieważ kocham jej stopy od zawsze”. Zapisała filmik, dała mi buziaka w policzek i powiedziała, że napiszę mi na Facebooku, kiedy następnym razem będę mógł przyjść. Byłem bardzo szczęśliwy, ale gdy doszedłem do domu, przypomniałem sobie, że wysłała filmik przyjaciółce jak mam jej skarpetki w ustach. CDN.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    haha

    Jeśli macie jakieś koleżanki co wysyłały wam zdjęcia stóp na snapie albo same mają fetysz stóp, to zapraszam do wymienienia się snapami w wiadomości prywatnej, pozdrawiam :)

  • Nasz kolega

    Mieszkałem z dziewczyną na imię jej Angelika ale byliśmy już ze sobą 4 lata więc pierwsze motyle mieliśmy dawno za sobą. Ona miała 20 lat, ja 19. Mieszkaliśmy u mnie sami, a to lata 90 wiadomo czasy blokowisk. Więc na podwórku byli i starsi i młodsi ale z młodszymi się nie zadawaliśmy. Ktoś tam miał brata, brat kolegę i tak dalej. Na podwórku był taki Piotrek starszy chyba z 10 lat ale już nie zadawał się z nami. Inne towarzystwo, inne życiowe cele i lubił sporo wypić. 

    Kiedyś był u nas nasz kolega Wojtek i Piotrek ja i Angelika. Piotrek popijał piwo ale tak dużo już wypił, że przysypiał. Wojtas też zmęczony i poszedł do domu, a ja mówię do Piotrka, że już 1 godzina i żeby wracał do siebie bo mieszkał na przeciwko mojego bloku i miał może ze 2 minuty do domu. Ogólnie między mną a Angeliką  się nie układało i zerwaliśmy ze sobą, właściwie ja z nią zerwałem bo jakoś tak mnie znudziło to wszystko. Ona była zaborcza i posunęła się do tego stopnia, że uwiodła Piotrka aż zostawała u niego na noc żeby patrzeć co się u mnie dzieje. Czy jakaś nowa dziewczyna czy cos. 

    Więc jak za jakieś 2 tygodnie jak szedłem do sklepu ona nagle się za mną znalazła i mnie zagaduje. Postanowiliśmy wrócić do siebie, Piotrek się wkurzył bo myślał, że jak była tam z nim to już jest jego i do mnie dzwonił, że mnie zabije ze spał z nią, że jej czułe miejsce to ucho ale tak może mówić każdy.

    Z racji tego, że lubił pić misa zadłużenia to komornik go wygnał i dostał jakieś nieciekawe miejsce w domu takim niedaleko cmentarza. Któregoś dnia Angelika zadzwoniła, że jest u niego i żebym wpadł do nich, co już wydało mi się podejrzane. Ale przyszedłem, a on się na mnie rzucił. Ważył ze 120 kilo taki byczek niższy ale ciężki i silny. Przygniótł mnie kolanem do ziemi za szyje i związał przygotowanym wcześniej łańcuchem. Zaciągnął do pokoju obok, to był taki duży pokój, w rogu była dość duża klatka ale ja nie chciałem iść, wiec wziął koniec łańcucha i wszedł do klatki tylko po to  by go wyciągnąć przez kratę i zaczął ciągnąć za niego . Zrobił się taki bloczek, a ja nie miałem siły się wyrwać i tak czy siak zaciągnął mnie aż do klatki po czym oplótł łańcuch i zatrzasnął go na kłódkę a potem zamknął klatkę. 

    Nagle weszła Angelika, była uśmiechnięta i przytulała się do niego. Stanęła przed klatką tak żebym ją widział i kucnęła rozchylając nogi. Przysunęła się bliżej i wsadzając palec w ociekającą sokami cipkę nawilżyła palce swoimi sokami po czym wysmarowała nimi moje wargi. On podszedł od tylu i odwrócił ją wysuwając grubego kutasa, którego dał jej do ssania. Potem podniósł ją odwrócił i zaczęli się całować. Widziałem jak wsuwa palce w jej cipkę. Potem sadza ja na klatce tak ze teraz jej pupa jest nade mną i zaczyna w nią wchodzić. Potem przeszli na łóżko i dokończyli wszystko. 

    Ja nie mogłem nic zrobić, podszedł do mnie i kazał lizać resztki spermy. Wiec odsunąłem się ale on pociągnął mnie za łańcuch na szyi z całej siły i nie miałem wyjścia ale musiałem wyczyścić jego kutasa ze spermy. Powiedział ze od teraz będę jego szmata i nigdy nie zamoczę fiuta w cipie Angeliki bo ona teraz jest jego. Podszedł do niej i spytał czy podoba jej się zemsta ? Na co odparła że bardziej niż mogła to sobie wyobrazić. Pożegnali się i ona poszła do domu a ja zostałem w klatce.

    Na drugi dzień Angelika przyszła wieczorem o umówionej godzinę. Mnie związał ręce i nogi i kazał wyczołgać się z klatki, a następnie położyć się na plecach na łóżku tak ze miałem podkulone nogi. Angelika usiadła mi na buzi i się oparła później o moje nogi. On rozsunął jej uda i zdjął majteczki i teraz jej cipkę miałem nad buzią oraz jego kutasa tez. Kazał mi lizać żeby go rozbudzić i przygotować do zerżnięcia mojej byłej dziewczyny. Pokornie lizałem aż był twardy i w końcu wszedł w nią aż jęknęła. Ona zawsze miała mokrą cipkę aż się ulewało i całe jej soki spływały na moja buzie ale nie mogłem się ruszyć ani jej polizać. Skończył w środku, kazał jej usiąść na mojej buzi i wycisnąć spermę do moich ust. Złapał ja za włosy i ściskał jej pierś tak mocno aż jęknęła. Mnie zaczynało brakować powietrza, a on to widział i dociskał ją jeszcze bardziej. Gdy skończyła odepchnął ja na bok i znowu kazał mi czyścić swojego kutasa.

    Tak zostałem jego dziwką. Po paru miesiącach Angelika przestała już przychodzić więc z braku laski, wykorzystywał mnie i mój odbyt do rżnięcia. Był ostry brutalny często pijany i mnie bił. W końcu poznał jakąś dziewczynę też patologia i razem się nade mną znęcali w zwykły jak i erotyczny sposób. Jej sprawiało to radość. Byłem na przykład jej popielniczką, meblem, sikała na mnie czy pieprzyła mnie strap-on’em.

    Ja nadal byłem uwieziony, a Angelika poznała kogoś wyszła za mąż i dorobiła dzieci, tyle co on mi mówił i pokazywał. Udało mi się uciec gdy kiedyś się spił i zgubił klucze do klatki. Kto wie co by było dziś. Ale to najgorsza zemsta jakiej doznałem. Także uważajcie na wasze dziewczyny bo mogą być nieobliczalne, zwłaszcza jak sobie zdadzą sprawę, że były dla was tylko nic nie znaczącymi zabawkami.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    wraith
  • Tylko badz cicho…

    Młody chłopak, lat niecałe osiemnaście w pierwszej podróży do znajomej poznanej przez Internet. Zaczęło się to wszystko całkiem przypadkowo, od zwykłej, tekstowej gry, w której stworzone i prowadzone przez nich postaci, postanowiły nawiązać troszkę lepsze relacje ze sobą. Prędko po tym, postanowili wymienić się różnymi komunikatorami, gdzie będą mogli swobodnie ze sobą porozmawiać już w rzeczywistości i trzeba przyznać, dogadywali się naprawdę dobrze, prędko łapiąc wspólny język. Po około miesiącu od tego wydarzenia, Ula, wszak tak właśnie miała owa niewiasta na imię, zaprosiła go na obiad do siebie i swojego męża, aż do Lublina, gdzie zapewniała mu wszelaki transport, imprezy i osobny pokój na wyłączność. Ot ona. jej mąż i dzieciaki mieli się lepiej poznać i spędzić miło czas. Trzeba tu napomknąć, że kobieta miała dwadzieścia osiem lat, więc była dużo starsza, co najwyraźniej ani jemu, ani jej w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało.

    W każdym razie. Był wczesny ranek. Adam trzymał kubek z kawą na wynos w dłoni i siorbał ostrożnie drobne łyki, żeby się nie poparzyć. Czekał na peronie numer 2 w Poznaniu, na pojawienie się pociągu prowadzącego bezpośrednio do Lublina. Było dość chłodno, około 10 stopni, ale nie przeszkadzało mu to w zupełności. Miał na sobie czarne buty, czarne spodnie i fioletowo-białą koszulę w drobną kartkę. Na to narzucił ciepłą, acz nie zimową kurtkę, którą miał zapiętą mniej więcej do mostka. Zielone oczy młodego mężczyzny omiatały leniwie innych oczekujących i ku uciesze wszystkich, pociąg przyjechał zaledwie po kilku minutach. Adam zgarnął swój bagaż, a kilka chwil potem, już mościł się na swoim siedzeniu w przedziale.

    ***

    Podróż minęła zaskakująco szybko i w okolicy 11 był już na miejscu, powoli wydostając się z pociągu. Już od dobrych kilkunastu minut pisał z kobietą na telefonie, uśmiechając się od czasu do czasu. do niewielkiego ekranu. Wiedział, że czeka już na niego w głównej hali na dworcu i doskonale również wiedział jak wygląda. Wymienili się kilkoma zdjęciami, żeby nie było problemu z rozpoznaniem się wzajemnie. Po dotarciu do celu, chłopak omiótł pomieszczenie wzrokiem i dopiero po chwili zlokalizował zbliżającą się do niego kobietę z uśmiechem na ustach. Wyobrażał ją sobie troszeczkę inaczej. Była drobna, sporo niższa od niego, może jakieś 160 centymetrów. a przy jego 185 to była widoczna różnica. W ogóle cała była malutka. Chude, zadbane nogi odziane aktualnie w obcisłe, czarne jeansy, na siebie narzuciła fioletową kurtkę, która troszkę kontrastowała z jej niebieskimi oczyma. Okrągła, być może nawet odrobinę dziecinna twarz jak na jej wiek, za to miała niezbyt duże usta, chociaż nie dało się ukryć, że wyglądały apetycznie. Do tego czarne, niezbyt długie, być może sięgające kawałek za kark włosy, które akurat były rozpuszczone. Jako wisienkę na torcie, można było uznać jej zęby, białe, również zadbane i równe.

    – Cześć! Dobrze cię w końcu widzieć! – wypiszczała właściwie, przytulając się od razu do niego. Oczywiście Adam nie zwlekał z odpowiedzią i objął ją momentalnie. Kobieta stanęła na palcach i delikatnie cmoknęła go w kącik ust.

    – Ciebie też. To co, lecimy?- zapytał i uniósł lekko prawą brew, na co kobieta pokiwała entuzjastycznie głową.

    – Mam samochód, więc o nic się nie musisz martwić. Z pół godzinki i będziemy na miejscu -zapewniła, kierując już kroki ku czerwonemu fiatowi panda, a on oczywiście poszedł za Nią.

    Dopiero teraz poczuł lekki dyskomfrort i był trochę niepewny. W końcu nie wiedział co to za kobieta, gdzie tak w ogóle miała zamiar go wywieźć, ale im dłużej rozmawiali, tym mniej obaw szeptało w jego głowie, a ostatnie zniknęły, gdy zaparkowała przed pokaźnym, nowoczesnym domem.

    – Michała jeszcze nie ma, ale nie szkodzi. Ogarniesz się, a ja przygotuję coś do jedzenia. Posiedzimy chwilę i możemy iść na miasto, co ty na to?- zapytała, zerkając na niego przez ramię, gdy ruszali po niewielkiej brukowanej dróżce do drzwi posiadłości.

    – Pewnie, obiecałaś wiele atrakcji, liczę, że dotrzymasz słowa. – Uśmiechnął się do Uli.

    – O to się nie martw…- odpowiedziała z jakimś błyskiem w oku i już po chwili zniknęli w budynku.

    ***

    Czas mijał okrutnie szybko w dobrym towarzystwie. Adam pierw wziął szybki prysznic, a potem spędził z Ulą dobre dwie godziny, sam na sam, gawędząc i przyglądając się jej uważniej, bo dopiero teraz jak zdjęła z siebie kurtkę, miał okazję podziwiać resztę jej kształtów. Tak jak reszta ciała była niewielka, tak kobiecy biust zdecydowanie się wyróżniał. Piersi miała po prostu duże, miseczka D, a być może nawet E, a do tego idealnie zaokrąglone i uniesione nieco do góry pośladki. Krzątała się po kuchni połączonej z salonem, gdzie też na kanapie siedział on i uważnie śledził każdy jej ruch. Udawała, że tego nie widzi, skupiona całkowicie na przygotowywaniu posiłku zarówno dla niego, jak i dla swojego męża, który miał niedługo już wrócić i tak się właśnie stało. Gdy wszystko zostało przygotowane, a Ula zaczęła wykładać posiłek na stole, Michał wrócił do domu. Wyglądał na spokojnego mężczyznę, już na pierwszy rzut oka. Był wyższy od Adama, chociaż niewiele. Był z pewnością lepiej zbudowany, miał brązowe włosy, niezbyt długie i również zielone oczy. Po wymianie kilku uprzejmości i krótkim zapoznaniu się, wszyscy zajęli się posiłkiem, który okazał się naprawdę dobry, a po spędzeniu kolejnych kilku godzin na pogaduszkach, postanowili się przebrać i wybyć na imprezę. Pierwszym celem jednak było inne mieszkanie, w którym niegdyś mieszkali rodzice Michała. 

    – To gdzie się wybieramy dzisiaj?- Adam był troszkę zniecierpliwiony i próbował wydusić jakiekolwiek informacje z kobiety, czy też z mężczyzny, ale obydwoje milczeli jak groby, uśmiechając się jedynie od czasu do czasu. Byli wtedy w samochodzie, przebrani już w eleganckie ciuszki. Ula ubrała się w kremową, acz niezbyt obcisłą sukieneczkę, sięgającą być może do połowy ud. Na to narzuciła sweterek o podobnym kolorze, ale nawet to nie zdołało ukryć ciemnych brodawek, które dość wyraźnie odbijały się pod koszulką, wszak nie założyła na wypad stanika. Prócz tego, miała ubrane jasne pończochy i usiadła wraz z Adamem na tylnym siedzeniu.

    – Zobaczysz, zobaczysz. Nic ci nie powiemy – wyszeptała i ni z tego, ni z owego ujęła jego dłoń, a potem skierowała na swoje kolano. Młodzik zdecydowanie poczuł się nieswojo, ale również zrobiło mu się cieplej. Spojrzał jej w oczy, gdzie dostrzegł od razu figlarne iskierki. a zaraz potem w wewnętrzne lusterko samochodowe, gdzie widział odbicie Michała. Najwyraźniej nie zwracał na nich jakiejkolwiek uwagi, podgłaśniając jedynie muzykę w radiu, bo akurat leciał jakiś utwór, który lubił. 

    – Co ty robisz? – zdawało się mówić spojrzenie siedemnastolatka, ale kobieta nic, a nic sobie z niego nie robiła, prowadząc jego dłoń coraz wyżej i wyżej, czasami kierując ją po wewnętrznej stronie uda, czasami po wierzchu, a gdy już myślał, że zaprowadzi go wprost do swojego łona, zmieniła troszkę kierunek i przemknęła jego palcami po brzuchu i na drugą nogę.

    Adam w końcu pokonał niepewność, pozwalając przejąć kontrolę bardziej nad sobą, swojemu podnieceniu i samemu zaczął błądził po wnętrzu jej uda. Sprawiało jej to przyjemność, widział to. Uchyliła lekko wargi, przymrużyła oczy, oddychała szybciej, czasami wysuwając koniuszek języka żeby oblizać górną wargę i posłać mu głodne spojrzenie. W końcu dotarli na miejsce i zabawa musiała zostać zakończona. 

    W mieszkaniu rodziców Michała uwinęli się dość szybko. Nie obeszło się jednak bez kilku “przypadkowych” otarć Uli pośladkami, o krocze Adama, gdy jej mąż akurat znikał gdzieś w innym pokoju. Chwilami nawet pozwalała sobie na masowanie jego męskości dłonią przez materiał spodni, ale nie robiła tego nazbyt długo, żeby za bardzo go nie pobudzić. Po kolejnych 30 minutach udało im się w końcu dotrzeć na imprezę jak się okazało techno. Do sali schodziło się schodkami w dół i skręcało w prawo. Wystrój wnętrza był dość specyficzny, wszak wszędzie na ścianach były różne pnącza, rośliny i neony, tworząc przedziwne połączenie. Muzyka nie była najgorsza.

    – Chodź, potańczymy!- powiedziała głośno Ula, ciągnął młodego chłopaka za rękę na parkiet. Michał gdzieś wystrzelił, najwyraźniej woląc swoje towarzystwo i tym samym zostawiając tę dwójkę, by spędzili razem troszkę czasu.

    – Wszystko w porządku?- zapytała, przylegając plecami do chłopaka i podnosząc ręce do góry, tak że po chwili oplotła palce na jego karku, a on miał doskonały widok nad Nią, na jej kołyszące się piersi. Sam ich widok sprawił, że zaczęło mu robić się ciasno w spodniach, aczkolwiek nadal czuł się nieco nieswojo.

    – No wiesz… Twój mąż, nie będzie zazdrosny? – zapytał niepewnie.

    – Nie martw się nim….- powiedziała pewnie i przyciągnęła go bliżej siebie, łącząc ich wargi po raz pierwszy w pocałunku. Teraz mógł w pełni poczuć jej smak, ich delikatność, miał wrażenie, że wręcz się w nich zatapia. Były cudowne. Jednak to nie był koniec niespodzianek. Nieoczekiwanie wtargnęła języczkiem, w poszukiwaniu jego i gdy już znalazła, zaczęła z nim szaleńczy, namiętny taniec.  Trzeba było jej oddać, że całowała niesamowicie, a język miała wyjątkowo sprawny i wiedziała jak go użyć. Przy okazji zmysłowo ocierała swe pośladki o nabrzmiałego fallusa, który już wyrywał się ze spodni, pragnąc wolności. Męskie dłonie odruchowo spoczęły pierw na biodrach, a potem ruszyły wyżej, na brzuch, by w końcu dostać się do piersi i bez ostrzeżenia zaczął je intensywnie masować. Z gardła czarnowłosej wydostał się jęk zaskoczenia i dopiero chyba to sprawiło, że troszkę zdołała nad sobą zapanować i umknęła przed jego dłońmi sapiąc ciężko. Zerknęła w stronę tłumu, próbując zlokalizować Michała i ku jej uldze, znalazła, całkowicie pochłoniętego w tańcu.

    – Nie tu… Chodź tam dalej…- Wskazała głową ławeczkę oddaloną nieco od nich i usytuowaną w takim miejscu, że nie dało się zobaczyć tam nic, jeśli ktoś akurat zerkał od strony parkietu.  Młodzik oczywiście nie oponował i już za chwilę został pchnięty na ławkę, obijając lekko plecy o ścianę, a kobieta usiadła na nim okrakiem, momentalnie biorąc jego dłoń i wsuwając pod krótką spódniczkę. Opuszki palców przemknęły po jej bieliźnie, która jak się okazało, była calutka mokra od jej soków. Pozwoliła mu się tam jeszcze przez chwilę bawić, drażnić ją, zgarniać palcami jej płyny, by po kilku minutach, zabrać dłoń i patrząc Adamowi prosto w oczy, zlizała wszystko co zdołała znaleźć na jego palcach, czasami perwersyjnie je zasysając. Mimo wszystko, chłopak był spięty i to bardzo, zdecydowanie nie przyzwyczajony do takich sytuacji, jak i tylu ludzi wokół podczas intymnych igraszek.

    – Rozluźnij się…- wyszeptała mu do ucha, po chwili składając na nim i w jego okolicy wilgotne pocałunki.

    – Nie mogę… – sapnął z trudem i spiął się jeszcze bardziej, gdy zobaczył jakąś parkę przechodzącą niedaleko ich.

    – Nie tu…- wymamrotał, uciekając gdzieś wzrokiem na bok. Kobieta nie nalegała i spokojnie zeszła z niego.

    – Chodź, potańczymy jeszcze trochę i będziemy wracać.- Uśmiechnęła się do niego i wrócili na parkiet, tym razem zachowując się raczej przyzwoicie.

     

    ***

    Adam leżał już w łóżku z przymkniętymi oczami, odświeżony po chłodnym prysznicu, pełen wszelakich myśli. Nie wiedział co właściwie powinien z tym wszystkim zrobić. Nie spodziewał się czegoś takiego, po przyjeździe tutaj. Obmacywał o wiele starszą od siebie kobietę, która dodatkowo ma męża i dzieci! Te jak się okazało, były akurat u dziadków tego dnia, więc mieli cały dzień dla siebie. To jednak nie było istotne, istotne było to, że to wszystko po prostu go wykończyła. Ta podróż, później ta impreza, sytuacje, które działy się w międzyczasie. Powoli odpływał, gdy nieopodal siebie usłyszał kobiecy głos.

    – Adaś, śpisz?- zapytała, a on otworzył oczy, próbując zlokalizować źródło głosu. Ula stała u podnóża jego łóżka, ubrana w kremową koszulkę, sięgającą jej zaledwie kawałek za pośladki. Nachylała się ciut nad łóżkiem, przez co jej piersi bujały się delikatnie przy najmniejszym nawet ruchu, nie uwięzione znów pod biustonoszem.

    – Nie – odparł, przyglądając się jej ciekawie.

    Ula powoli położyła jedną dłoń na kołdrze, później drugą i tak też zaczęła wspinać się u podnóża łóżka, by w końcu znaleźć się na nim cała i usiąść okrakiem na chłopaki, opierając swe piersi o jego tors. Łokcie położyła gdzieś na jego obojczykach i na splecionych dłoniach oparła podbródek.

    – Podobało ci się dzisiaj?- zapytała, spoglądając mu prosto w oczy.

    – Oczywiście, że tak…

    – Bardzo? – dopytywała, nachylając się w końcu nad nim i po chwili przesuwając wilgotnym językiem po jego szyi.

    – Bardzo…- wyszeptał, kładąc dłonie na jej biodrach.

    – Chcę, żebyś był jeszcze bardziej zadowolony…- przyznała, posyłając mu uśmiech.- Tylko bądź cicho…- Przyłożyła jeden palec do ust, dając tym samym do zrozumienia Adamowi, że po prostu ma nic nie mówić i zachowywać się jak najciszej.

    Kobieta ponownie zaczęła go całować po wrażliwej szyi. Czasami były to pocałunki lekkie, ledwie muśnięcia wargami, innym razem zdecydowanie mocniejsze, namiętne. Chwilami ją przygryzała, innym jeszcze razem lizała od samego ucha, aż po nagi obojczyk. Powolutku skierowała swą wolną dłoń z torsu chłopaka, palcami skierowanymi do dołu, w stronę bokserek, pod które bezceremonialne wtargnęła, przygryzając mocniej ramię Adama. Jego penis już był w pół wzwodzie, ale jeszcze wiele mu brakowało, żeby pokazać się w pełnej okazałości.

    – Sprawię, że będziesz w niebie…- wyszeptała i zaczęła ochoczo masować jego jądra swą drobną, wprawną dłonią.

    Reszta ciała również nie próżnowała. Usta zsuwały się coraz niżej, tworząc mokry szlak po pocałunkach od szyi, przez tors,  żebra, aż na podbrzusze. Gdy tam dotarła, zsunęła uprzednio pieszczącą chłopaka ręką, jego bokserki, odsłaniając dumnie wyprężoną, znaczoną siatką drobnych, pulsujących żyłek, męskość. Oblizała się łakomie, niczym drapieżnik i spojrzała swymi szafirowymi oczyma prosto w ślepia swej ofiary. Ucałowała z uczuciem głównę, sprawiając, że drgnął nieznacznie. Później był kolejny pocałunek i kilka jeszcze, dopiero po nich postanowiła przesunąć wzdłuż całej długości czubkiem języka, sprawiając iż Adam wydał z siebie ciche jęknięcie.

    – Cichutko, kochanie…- wymruczała, pochłaniając w końcu całą główkę do ust i skupiając ruchy języka na malutkiej dziurce w żołądziuniu, skąd zaczął wydobywać się przezroczysty płyn. Ula doskonale wiedziała co robi, jak przynieść mężczyźnie rozkosz i znienacka pochłonęła calutką jego długość, sprawiając, że czubek członka jej kochanka otarł się o migdałki. Mruknęła z zadowoleniem i zaczęła mu ochoczo ssać, poruszając rytmicznie głową w górę i w dół. Wysuwała go niemalże całego z ust, by zaraz pochłonąć go aż po trzon. Jej gorący języczek lawirował po delikatnej skórze, próbując sprawić mężczyźnie jak największą rozkosz. Poczuła w końcu jak męska dłoń wsuwa się między włosy i przyciska głowę Uli mocno do krocza, próbując ją zakrztusić, co mu się nie udało. Była bardzo wprawna i musiałby się o wiele lepiej postarać. Pozwoliła mu jednak kontrolować rytm i tempo z jakim mu obciągała, nie narzekając nawet na chwilkę, czy nawet przez ułamek sekundy nie spuszczając z niego wzroku. Piersi falowały wesoło, gdy energicznie pracowała głową, wydając z siebie stłumione jęki. Wolnymi teraz dłońmi przesuwała po całym jego ciele, masując siedemnastolaka erotycznie, a gdy postanowiła skupić się znów na jądrach, to sprawiło, że osiągnął swój limit.

    – O kurwa…- szepnął i przycisnął brutalnie jej głowę do swych lędźwi. Spojrzał jej w oczy, które niemalże błagały by dał jej spermę prosto do gardziołka, w którym się znajdował. Poruszył jeszcze kilkakrotnie biodrami i już po chwili zaczął strzelać w usta ochoczo połykającej nasienie brunetki. Nie trwało to nazbyt długo, ale on faktycznie poczuł się jak w niebie, a ona wyssała go do cna.

    – Niedługo wrócę, kochanie…- wyszeptała uwodzicielsko i oblizując wargi, kręcąc przy tym apetycznie tyłeczkiem, wyszła z pokoju.

    Niestety Adam nie wiedział, czy faktycznie wróciła, bo po tak wspaniałym lodzie i tak długim, oraz męczącym dniu, po prostu zasnął.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Perceval

    Wiem, że jest to troszkę przydługie na początku i że scenka krótka dość, ale jak wam się spodoba, to napiszę dalej, gdzie akcja zdecydowanie bardziej się rozkręci. Oceniajcie i komentujcie.

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dojrzewanie cz.4

    Następnego dnia poszedłem do Anety o umówionej godzinie. Siedziały z Martą w jej pokoju i wycinały z gazety jakieś modelki w kolorowych ciuchach.

     – “Wiedziałem że tak będzie” – pomyślałem, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Marta widząc mnie szybko spuściła wzrok i jakby się lekko zaczerwieniła. Przeglądała strony ze spuszczoną głową. Jej rude włosy zasłoniły jej twarz.

     – Włącz sobie jakąś płytę, zaraz kończymy – powiedziała Aneta. Podszedłem do półki i zacząłem oglądać okładki. W ręce wpadła mi jedna z dziwnymi znakami. Słyszałem już ten zespół u niej i spodobał mi się, nawet bardzo. Była inna niż poprzednio. Rozpoczęła się utworem “Black Dog”. Dźwięk elektrycznych gitar podobał mi się dawno, ale to zachwyciło mnie. Z wrażenia zapomniałbym o dziewczynach, gdyby nie ich szepty.

     – Powiem mu – szeptała Aneta.

     – Nie, nie dzisiaj – odpowiedziała Marta. Udawałem, że słucham muzyki skupiając się na ich rozmowie.

     – Spalę się ze wstydu i ucieknę, zobaczysz.

     – Lepszej okazji nie będzie, przecież się zdecydowałaś.

     – No wiem, ale boję się.

     – Ja też się bałam, niepotrzebnie. On jest bardzo delikatny.

    “Chyba mówi o mnie, ja delikatny?” – myślałem – “Do czego jestem im potrzebny?”

    Mój rozum podpowiadał mi już do czego, ale młody mózg nie dopuszczał tego do świadomości.

     – Mam pomysł – wyszeptała Aneta. Kątem oka widziałem jak Marta ciągnie ją za rękę, kręci głową i wymawia bezgłośne “nie”.

     – Chcesz obejrzeć film? – zwróciła się do mnie na głos.

     – Jaki?

     – Wiesz jaki.

     Zmieszałem się. Marta wiedziała o czym mówimy, bo zasłoniła twarz gazetą. Jednocześnie uderzyła Anetę w ramię.

     – We troje? – nadal nie docierało to do mnie.

     – Tak.

    Wstydziłem się Marty, nie znałem jej na tyle, żeby oglądać przy niej takie filmy, tak naprawdę to w ogóle jej nie znałem. Ale podniecenie dawało znać o sobie. Mój członek budził się do życia, czułem mrowienie i zaczynało mi się robić gorąco. Chciałem dowiedzieć się, co będzie dalej.

     – Dobra.

     Wstała i ciągnąc za sobą Martę poszła do salonu. Usiadłem na brzegu wersalki, która była rozłożona, a Marta od razu zajęła miejsce w drugim końcu. Aneta grzebała w kasetach video, wreszcie jedną włączyła i zaczęła przewijać na podglądzie. Stała przed telewizorem, więc nie widziałem czego szuka, ale ona już znalazła, wcisnęła “play” i usiadła między nami.  Na ekranie zobaczyłem gołego mężczyznę i dwie nagie kobiety. Od razu domyśliłem się czego ode mnie chcą. Spojrzałem na Anetę wielkimi oczami. Patrzyła na film, Marta też, ale wyczuła że się patrzę bo schowała się za koleżankę. Nie będę opisywał filmu. Każdy może teraz znaleźć taki w internecie. Wtedy, nawet nie wyobrażaliśmy sobie takich scen. Oczywiście film pochłonął mnie całkowicie. Oglądałem bez mrugnięcia okiem. Kiedy facet spuścił się na kobiety Aneta wyłączyła kasetę. Mimo czarnego ekranu nadal gapiłem się przed siebie.

     – Chcemy to zrobić z tobą – walnęła prosto z mostu.Zaczęło mi brakować powietrza. Raz – od tego co zobaczyłem, dwa – że mógłbym też takie coś robić. Nie wiedziałem co powiedzieć. Marta siedziała z opuszczoną głową, zasłaniając się włosami.

     – Tylko że najpierw musisz coś zrobić – ciągnęła Aneta. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.

     – Musisz rozdziewiczyć Martę.

     – O nie – usłyszałem swój głos – idę do domu.

     Marta pierwszy raz podniosła głowę ze zdziwienia. Patrzyła na mnie osłupiała. Pewnie to ona chciała uciec, ale ja to robiłem z innego powodu. Wyszedłem do przedpokoju kierując się do drzwi.

     – Poczekaj! – Aneta wyskoczyła za mną. – Dlaczego nie chcesz?

     – Dlaczego??? – A te twoje wyrzuty o innych dziurach, innych dziewczynach, o chamskich chłopakach to co!? Chcesz, żebym był taki sam??

     – Mówiłam o facetach co zostawiają dziewczyny w ciąży. O takich co mówią że kochają, proponują małżeństwo a potem znikają. Ja nie jestem w ciąży, nie kochamy się, za to chcemy dawać sobie przyjemność tak?

    Nic nie powiedziałem, więc kontynuowała.

     – Jeśli to takie przyjemne, to dlaczego mam się nie dzielić tym z najlepszą przyjaciółką?

     – A nie może sobie znaleźć chłopaka?

     – Wyobraź sobie że nie.

    “No tak, z tymi piegami rzeczywiście może mieć problem” – pomyślałem. Trochę zabolało mnie to – “nie kochamy się” – ale wiedziałem od początku na czym nasz związek polega.

     – Wracajmy, bo teraz ona ucieknie, a nawet nie wiesz ile czekała na ten dzień.

    Weszliśmy z powrotem do pokoju. Spojrzałem na Martę, która zasłaniała twarz rękami i płakała. Szlochała cichutko, a kiedy nas usłyszała odwróciła się tyłem. Aneta usiadła obok koleżanki obejmując ją. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyna płacze. Teraz też zrobiło mi się jej żal.Podszedłem do niej kucając na podłodze.

     – Co się stało? – zapytałem cicho.

     – Nic – odwróciła się ode mnie.

     – Nie płacz, proszę cię.

     – Jak mam nie płakać, kiedy nawet kolega mojej najlepszej przyjaciółki brzydzi się mnie dotknąć. Ciągle tylko słyszę przezwiska i śmiechy, myślałam że chociaż ty…

     – Nieprawda, wcale się ciebie nie brzydzę.

     – Tak, widziałam jak uciekłeś – szlochała dalej – bo jestem brzydka.

     – Nie jesteś brzydka, nie dawaj sobie tego wmówić. Wyszedłem z całkiem innego powodu, ale już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Przecież jestem tutaj tak?

    Położyłem rękę na jej kolanie.

     – I cię dotykam.

    Spojrzałem na Anetę która zamknęła oczy i pokiwała z aprobatą głową.Przestała płakać tylko lekko pociągała nosem.

     – Mówisz tak żeby mi było przyjemnie.

     – Mówię tak, bo to prawda. A żeby ci było przyjemnie, to znam kilka sposobów, które jak zechcesz to ci pokażę.   

     Przez parawan z włosów widziałem, że się leciutko uśmiechnęła.

     – W porządku już? – zapytała Aneta – a gdy Marta pokiwała głową – skierowała wzrok na mnie.

     – Rozbierz się.

     Wstydziłem się trochę, ale wiedziałem że Marta nie odważy się zrobić pierwszego kroku.

     “A co mi tam” – pomyślałem – “już dwie dziewczyny widziały mnie na golasa, trzecia nie zrobi różnicy”.

    Rozebrałem się stając goły nad dziewczynami. Nabrzmiały członek jak zwykle gotowy był do działania. Marta uniosła głowę i wpatrując się w niego rozchyliła usta. Wiedziałem że patrzy pierwszy raz z tak bliska. Nauczyłem się już odczytywać odruchy dziewczyn. Zaciskanie nóg, pocieranie – drapanie kolan lub ramion, zaczerwienione policzki, spuszczanie oczu w specyficzny sposób, mówiło dużo o ich pragnieniach. Teraz, co chwila przełykała ślinę tak, jakby bolało ją gardło. Widziałem że jest zainteresowana i podniecona. Aneta objęła członka dłonią, ściągając skórkę.

     – Fajny co? – zwróciła się do koleżanki – chcesz potrzymać?

    Marta cała czerwona ledwo łapała powietrze. Pochyliłem się i łapiąc jej rękę położyłem ją na penisie. Zacisnęła palce zerkając na koleżankę.

     – No? Tak jak cię uczyłam – powiedziała cicho Aneta. Marta zaczęła poruszać rączką całkiem sprawnie. Miała bardzo przyjemny delikatny dotyk. Schodziło ze mnie napięcie związane z pierwszym kontaktem, a zaczęło rosnąć podniecenie.

    “A więc ją uczyła, ciekawe czego i jak?” – pomyślałem. Po kilku minutach znów usłyszałem Anetę.

     – Teraz.

      – Nie jeszcze.

     – No włóż go do buzi.

     – Boję się.

     – Idź ty głupia, dawaj!

    Złapała za trzon przyciągając mnie do siebie. Zrobiłem krok w lewo i fiutek wylądował Anecie przy samych ustach. Objęła go wargami i ssąc wciągnęła go głęboko. Zaczęła poruszać głową w przód i w tył co zaczęło potęgować doznania. Tylko że ja patrzyłem w tej chwili na Martę. Podniecało mnie bardzo jak patrzyła co robię z jej koleżanką. Podniosłem znów jej rękę i położyłem sobie na pośladku. Nie wstydziła się już tak bardzo, zaciskała dłoń masując mnie. Dwie dziewczyny pieściły mnie naraz. Poczułem napięcie i zacząłem głęboko oddychać. Aneta wyjęła członka z ust spoglądając w górę i uśmiechnęła się. Wysunęła język i zaczęła jeździć nim po główce. Raz dotykała czubeczkiem, raz lizała jak loda, potem wsuwała go do buzi i tak na przemian. Wrażenia były fantastyczne.

      – Oooo – wymsknęło mi się niechcący.

     – Widzisz? – powiedziała Aneta – tak się zaspokaja chłopaka, chcesz? – przekrzywiła siusiaka w jej stronę. Marta pokręciła przecząco głową uśmiechając się.

     – Nie to nie, jeszcze sama będziesz go prosić – zachichotała.

    – A teraz coś ci pokażę, tego jeszcze nie widziałaś.

    Włożyła główkę w usta, drażniąc ją językiem i jednocześnie przesuwała ręką po nasadzie i to szybko. Wiedziała że długo tego nie wytrzymam.

     – Zaraz…- wydusiłem, a ona wyjęła go, lekko mnie przesuwając. Stałem teraz dokładnie naprzeciwko Marty.

     – Nie celuj w nią – zachichotała nie przestając ruszać rączką.  Ledwo zdążyłem się przekręcić, gdy pierwsza salwa przeleciała koło głowy rudowłosej i wylądowała pod oknem. I to jakieś półtora metra ode mnie. Na stojąco strzelałem jeszcze dalej. Zaskoczyłem ją bo odchyliła się myśląc że ją trafię. Druga pofrunęła tak samo. Kolejne nie były gorsze, tylko widać było jak kończą mi się naboje. Marta wstrzymując powietrze kręciła głową z niedowierzaniem.

     – Mówiłam?? Niezły jest, co? – śmiała się Aneta.Byłem rozbity, trzęsły mi się nogi, musiałem odpocząć. Położyłem się obok dziewczyn, oddychając głęboko. Marta patrzyła na członka który zaczął wiotczeć i zmalał.

     – To koniec? – zapytała z obawą.

     – Jaki koniec – Aneta była nieugięta – dzisiaj staniesz się kobietą i kropka.Podążając za jej wzrokiem dodała:

     – Nie bój się, urośnie, trzeba się nim tylko dobrze zająć.

     – Idź się umyć – zwróciła się do mnie – a my się przygotujemy.

     Wskoczyłem pod prysznic namydlając całe ciało, bo byłem spocony. Po osuszeniu wróciłem do pokoju. Dziewczyny siedziały w majtkach i biustonoszach. Marta znowu oblała się rumieńcem jak tylko wszedłem. Usiadłem między nimi i podparłem się z tyłu rękami. Bliskość prawie nagich ciał spowodował lekki wzwód. Członek zaczął się unosić.

      – No? Trzy czteeery – powiedziała Aneta i obie ściągnęły staniki.  Zobaczyłem jak dwie kule opadły delikatnie falując. Marta miała większe piersi od koleżanki. Cerę miała bardzo jasną. Zauważyłem że piegi rozlane ma także na ramionach, szyi i częściowo wchodzą na piękne wypukłości. Nie przeszkadzało mi to. Ona widząc że patrzę na piegi zakryła się ręką. Natychmiast odsłoniłem ją z powrotem, nachyliłem się i pocałowałem najpierw jedną, potem drugą pierś. Rozluźniła się, zaczęła oddychać spokojniej.

     – Zrób jej tak, jak mi robiłeś – Aneta nie musiała dwa razy tego powtarzać. Ukląkłem na podłodze między jej nogami, delikatnie ją popychając aby się położyła. Następnie złapałem za majtki i zacząłem je zsuwać. Pozwoliła mi unosząc pupę. Gdy tylko materiał zsunął się z łona zobaczyłem coś, czego się nie spodziewałem. Na wzgórku rósł gąszcz złotych, a właściwie pomarańczowych włosów. Kolor był bardzo intensywny. I ta ich długość. Od łona odstawały na dwa centymetry. Dotknąłem z ciekawością. Były sprężyste i tak miłe w dotyku, że nie mogłem przestać się nimi bawić. Marta uniosła głowę. Po twarzy zobaczyłem że obawia się mojej reakcji.

     – Kurczę, ale fajne – powiedziałem na głos. Opuściła głowę uśmiechnięta i odprężona.

    Wiedziałem jak rozpalić kobietę. Po pierwsze – nie śpieszyć się. Bawiłem się jej włoskami na wzgórku i wargach, całowałem uda blisko cipki, jeździłem rękami po piersiach i brzuchu, zostawiając najgorętsze miejsce w spokoju. Już była ostro rozpalona, a jeszcze nie dobrałem się do łechtaczki. Wilgoć pokazała się w okolicach szparki, a spomiędzy warg już wyłaniała się fałdka. Uniosłem jej kolana do góry. Pochyliłem głowę i złożyłem pocałunek na końcu muszelki. Drgnęła w ekstazie wzdychając. Pachniała inaczej niż Aneta. Wyczuwałem że wyperfumowała sobie wzgórek. Według mnie to błąd. Najbardziej podniecał mnie naturalny zapach czystego, kobiecego łona. Nie spodobało mi się to, ale zjechałem ustami niżej liżąc szparkę. Tutaj smakowała wspaniale.

         Wtedy zauważyłem pierwszy raz, że cipki różnią się od siebie. I nie chodzi tu o włosy łonowe, ich długość czy kolor. Różnią się kształtem i wielkością elementów. Monika miała grube wargi sromowe, Aneta olbrzymią łechtaczkę, Marta natomiast wyróżniała się wargami mniejszymi. Jej płatki były wyciągnięte i zwisały dosyć nisko. Kiedy je delikatnie rozciągnąłem na boki utworzyły kształt przypominający motyla. Obrzeża były ciemniejsze jakby sine. Łechtaczka nie wystawała tak mocno jak moim poprzednim partnerkom, tylko spod fałdki wystawał twardy guziczek. Smak śluzu też miała trochę inny, bardziej kwaskowaty. I nie było go dużo.

     – Wystarczy! – powiedziała Aneta, gdyż Marta drżała pod moim językiem już mocno, a zbliżający się orgazm miała wypisany na twarzy.Spojrzałem na sąsiadkę, która zdążyła w tym czasie zdjąć majtki. Rękę trzymała między nogami, poruszając nią do góry i w dół. Cipka świeciła jej się od roztartych soczków. Podniosłem się z podłogi, członek sterczał do góry gotowy do pracy. Aneta podniosła wcześniej przygotowaną prezerwatywę i założyła ją. Przytrzymała nasadę i wzięła go do buzi. Polizała chwilę penisa w gumce aż zrobił się mokry. Gdy mnie puściła podszedłem do Marty. Miała nadal rozłożone nogi, gdy się zbliżyłem uniosła kolana w górę otwierając się dla mnie całkowicie.

      – Nie! – usłyszałem głos Anety – Nie tak, uklęknij na podłodze przy łóżku. Zrobiłem co chciała.

     – A ty przysuń się do niego. Marta wykonała polecenie i jej biodra wylądowały na skraju wersalki. Klęczałem między jej nogami, a członek dotykał prawie jej krocza. Wystarczyło przybliżyć się by zaczął wchodzić. Ta pozycja podnieciła mnie bardzo. Pierwszy raz mogłem obserwować jak wchodzi i nie celować na ślepo. Teraz Marta uniosła ponownie kolana rozszerzając nogi i moim oczom ukazała się mokra cipka. Poprawiłem widok przykładając prawą rękę do warg i mocniej je rozsuwając, a lewą złapałem za członka i przystawiłem do pochwy. Zacząłem pchać. Członek zagłębiał się powoli. Jej szparka przypomniała mi pupcię Moniki, tak była ciasna. Marta oddychała szybko, patrząc na mnie, w połowie z podniecenia a w połowie ze strachu. Widziałem go w jej oczach. Kiedy weszła główka, byłem przygotowany na opór. Z doświadczenia już wiedziałem, że penis dojdzie do błony i będę musiał ją przebić. Lecz członek zagłębiał się dalej, a ja poczułem coś dziwnego. Tak jakby błona miała już dziurkę, a ja trafiając w nią rozszerzałem ją. Wciskałem powolutku, nie musiałem mocno pchać jak to zrobiłem z Anetą. Marta czuła to, bo oczy zrobiły jej się okrągłe i zaczęła cicho pojękiwać. Nie z bólu, z podniecenia. Spojrzałem z lekkim zdziwieniem na Anetę, gdyż członek zagłębił się już prawie cały. Patrzyła na nas leżąc na boku. Podpierała się na łokciu z uniesioną jedną nogą. Jej ręka wykonywała magiczny rytuał na cipce. Gdy nasze spojrzenia się spotkały kiwnęła głową pytająco, a ja pokiwałem na “tak”. Też się lekko zdziwiła, gdyż Marta nie okazywała żadnego bólu, tylko rozkosz. Zacząłem poruszać biodrami. Było bardzo ciasno ale nie czułem oporu.

     – Oo, Oo, Oo – wydobywało się z ust Marty z każdym moim pchnięciem. Miała zamknięte oczy, różową, spoconą twarz a jej piersi bujały się w rytm moich ruchów.Tymczasem Aneta przysunęła się do koleżanki i niespodziewanie pocałowała jej pierś. Objęła ustami sutek i zaczęła ssać. Patrzyłem podniecony bo nie wiedziałem, że kobiety mogą to robić ze sobą. Teraz jej ręka powędrowała na łechtaczkę Marty i zaczęła ją masować tak jak siebie. Zacząłem poruszać się szybciej, jęki rudej zagłuszały już mój głośny, urywany oddech. Wreszcie poczułem skurcze zaciskające pochwę na członku.

      Och!! Oooch! Ojej! – rzucała głową na prawo i lewo. Biodra unosiła do góry przyjmując moje kolejne pchnięcia z najwyższą rozkoszą. Po chwili drgawki ustały i Marta odsunęła się. Nabrzmiały drąg wysunął się z pochwy a ja zastanawiałem się co dalej. Nie widziałem ani kropli krwi. Spojrzałem na Anetę która nadal się masturbowała. Przysunąłem się do niej, złapałem za nogi i rozszerzyłem. Spojrzała na mnie półprzytomnym wzrokiem. Nie protestowała, natychmiast przysunęła cipkę do członka. Wszedłem w nią gładko. Była bardzo wilgotna, a gumka ociekała jeszcze sokami Marty.

     – Tak! Cudownie! – wyszeptała rozkładając ręce. Nogi położyła mi na ramionach. Teraz Marta przysunęła się do nas. Zaczęła masować jej piersi jednocześnie patrząc jak wbijam się rytmicznie w koleżankę. Długo to nie trwało, Aneta zaczęła wić się i jęczeć łapiąc jednocześnie Martę za rękę. Ta pochyliła się nad nią i pocałowała ją. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Całujące się kobiety i to bardzo gorąco. Ich języki stykały się, widziałem niteczki śliny między ich ustami. Patrzyłem na to jak zauroczony. Wysunąłem penisa z pochwy podziwiając ich wyczyny. Dziewczyny zajmowały się sobą jakby mnie nie było.

       Aneta przypomniała sobie o mnie, spojrzała na członka który ciągle stał i usiadła na łóżku. Gdy się podniosłem z kolan zdjęła prezerwatywę i włożyła go do buzi. Po chwili kiwnęła na koleżankę i gdy ta usiadła skierowała członka w jej stronę. Marta wahała się sekundę po czym zacisnęła usta na główce. Wiedziałem że robi to pierwszy raz, gdyż nie potrafiła go pieścić. W zasadzie nie robiła nic oprócz tego, że go trzymała w buzi. Aneta, która trzymała cały czas za nasadę sama zaczęła ssać. Znów oddała koleżance. Gdy ta trochę zaczęła ciągnąć, wyjęła i polizała kapelusz. Druga zrobiła to samo. Wreszcie zaczęły lizać jednocześnie po dwóch stronach zwrócone do siebie twarzą. Robiły to co widziałem na filmie. Już domyślałem się co razem ćwiczyły. Sąsiadka położyła lewą rękę na karku koleżanki, a prawą zaczęła mnie pieścić. Dotykały się językami przesuwając je po główce co widać było, że sprawia im przyjemność. Zaczęły się znów całować. Aneta nie przestawała ruszać ręką. Członek prawie dotykał ich policzków. Wyciągnąłem ręce i złapałem każdą za pierś. Widok całujących się dziewczyn podniecał mnie bardzo. W jednej chwili zapragnąłem trysnąć na ich twarze, policzki, języki, na wszystko. Sam wziąłem do ręki penisa i pieszcząc go szybko dotykałem główką ich policzków. Wreszcie dopadł mnie orgazm. Trzęsąc się strzelałem nasieniem tak, jak zaplanowałem. Marta czując ciepły płyn, otworzyła na chwilę oczy, ale gdy tylko zobaczyła mokrą od spermy twarz koleżanki szybko zamknęła je z powrotem. Nie przestawały się całować. Mało tego, Aneta specjalnie jeździła językiem po policzku Marty, żeby zgarnąć nim nasienie i wpychała je do ust koleżanki.

    Stałem nie odrywając od ich zabawy oczu, nadal delikatnie się pieszcząc. Wtedy sąsiadka oderwała się od koleżanki i spojrzała na nią z uśmiechem.

     – I jak?

     – Wspaniale – odpowiedziała złotowłosa opadając na łóżko. Nie wstydziła się już. Leżała z lekko rozszerzonymi nogami patrząc w sufit. Uśmiech nie schodził jej z ust. Aneta podniosła ręcznik i wytarła nim twarz. Następnie rzuciła go w stronę Marty.

     – Masz, wytrzyj się bo jesteś cała w spermie.

     – No to co? Nie mogę? – leżała dalej nieruchomo.

     – Możesz, jak chcesz możesz nawet iść tak do domu.

     Zaczęliśmy się śmiać. Marta podniosła ręcznik i zaczęła się wycierać. Położyłem się między nie podkładając ręce pod głowę. Czułem się wspaniale. Aneta kładąc się na boku przytuliła się do mnie. Marta poszła w jej ślady. Przełożyłem ręce nad ich głowami i obejmując je położyłem dłonie na piersiach delikatnie je ściskając.

     – Bolało cię? – zapytała Aneta.

     – Nic a nic. Miałaś rację, jest cudowny. Uniosła głowę i cmoknęła mnie w policzek. Przekręciłem głowę w jej kierunku, a ona pocałowała mnie w usta.

     – Ej! Nie przyzwyczajaj się! To mój chłopak! – powiedziała Aneta z lekkim uśmiechem.

     – Okej, okej! – zaśmiała się ruda. – A mogę jeszcze raz? – dodała po chwili.

     – No nie! – westchnęła Aneta – jak tak, to nie mogłam jej przekonać, ale jak poczuła kutasa, to nie chce z niego złazić. Na pewno nic cię nie boli?

     – Trochę szczypie, ale tylko troszeczkę.

     – No widzisz? Niech się zagoi, chyba nie chcesz latać z pitką po lekarzach?

     – Pewnie że nie. Matka by mnie utłukła, jakby się dowiedziała.

       Głaskały mnie po brzuchu i klacie. Martę bardzo absorbował członek bo zjeżdżała ręką coraz niżej. Wreszcie położyła ją na nim zaciskając palce. Powolutku ściągała i naciągała skórkę przyglądając się jak zaczyna rosnąć.

     – A mogę polizać? – nie chciała odpuścić.

     – Nie odczepi się – powiedziała do mnie Aneta – dobra, możesz. Tylko się postaraj. Mówiłam że będziesz prosić?

     – Hej! To mój penis! Może ktoś zapytałby mnie!? – wtrąciłem się w rozmowę.

     – Dzieci i ryby głosu nie mają – wypaliła, a ruda zachichotała.

    Widząc moją irytację sąsiadka przekręciła mi głowę i pocałowała w usta.

     – No, nie wpieniaj się. Wiesz, że jesteś moim najwspanialszym kolegą. A przyjaciele nie gniewają się na siebie. Wsunęła mi język w usta, a ja oddałem pocałunek. Złość szybko mi przeszła, szczególnie że Marta przekręciła się głową w dół i włożyła członka do buzi. Czułem jej języczek, którym delikatnie jeździła po główce. Nie była tak dobra jak koleżanka, ale wystarczyło żebym się podniecił. Spojrzałem na jej krocze które było teraz blisko mnie. Leżała na boku, a nogi miała zaciśnięte. Aneta widząc na co się patrzę rzuciła:

     – Nie krępuj się.

     Przekręciłem tors na bok i łapiąc za kolano uniosłem jej nogę. Pochylając się położyłem głowę na udzie. Leżeliśmy w pozycji 69 tylko jakby bocznej. Mój tyłek przylegał cały do łóżka, a Marta leżała bokiem. Rozszerzyłem palcami wargi sromowe, żeby dostać się do łechtaczki. Fascynował mnie ten maleńki guziczek wystający spod fałdki. Ledwo go było widać, ale jak musnąłem językiem Marta od razu zadrżała. Nacisnąłem lekko wzgórek i wysunął się troszeczkę mocniej. Zacząłem lizać całą przestrzeń między wargami dobrze ją nawilżając, gdyż śluz był tylko na skraju wejścia do pochwy. Włożyłem w nią język poruszając we wszystkie strony. Przypomniałem sobie jak Aneta pieściła łechtaczkę palcami i przyłożyłem swój do guziczka. Znowu zadrżała a z gardła wydobył jej się pisk. Usta miała zajęte, więc oddychała głośno przez nos. Potarłem delikatnie wypustek nadal liżąc jej środek.

     – Oooch! – wyjęła z buzi członka łapiąc powietrze. Teraz pieściłem guziczek wykonując okrężne ruchy coraz szybciej. Była ostro napalona. Pupcia chodziła jej w przód i w tył. Jak zaczęła mocniej się do mnie dociskać dopadły ją konwulsje.

     – Aaaa!! Aa! Aa! – jęczała nie mogąc się opanować. Zacisnęła rączkę na penisie tak mocno, że aż główka zsiniała. Oddychała głęboko z twarzą przy moim kroku. Była spocona, włosy miała mokre, twarz czerwoną. Kiedy minął orgazm objęła wargami główkę i zaczęła mocno ssać. Aneta przyglądała się poczynaniom koleżanki. Głaskała mnie po klacie, potem nachyliła się i pocałowała mój sutek. Następnie wzięła go w zęby i delikatnie przygryzła. Trochę bolało, ale bardziej podniecało. Mięśnie brzucha zaczęły mi drżeć, co pierwsza wyczuła sąsiadka.

     – Zaraz eksploduje – zakomunikowała.

    Marta wcale się tym nie przejęła, tylko ssała dalej. Wytrysk nadszedł sekundę później. Strzelałem jej w ustach bezustannie, rzucając biodrami. Czułem jak przystawiła język do prącia, żebym nie tryskał jej prosto do gardła. Uchyliła lekko wargi i porządna dawka nasienia spłynęła po członku na jądra. Gdy przestałem się rzucać nadal mnie pieściła. Aneta patrzyła z podziwem na koleżankę.

     – To było niezłe, połknęłaś to?

     – Tak, powiedziałaś żebym się starała.

     – Walnięta jesteś – śmiała się.

     – Wcale nie – wtrąciłem się – było extra.

    Marta z dumą patrzyła na Anetę.

     – No widzisz? Nie jestem taka zielona.

     – Widzę, widzę, jak posmakowałaś chłopaka to trudno cię teraz oderwać. Ale na dziś już starczy. Daj mu odpocząć, bo go wykończysz.

    Rzeczywiście byłem zmęczony po dzisiejszych wyczynach. Dwie napalone dziewczyny to było trochę za dużo dla mnie, szczególnie że to był pierwszy raz.

     – No dobra, a kiedy następna taka impreza? – ruda była niewyżyta.

     – Nie gorączkuj się tak. We właściwym czasie. Najpierw się zapytaj jego czy będzie chciał.

    Pierwszy raz dała mi podjąć decyzję. Wreszcie poczułem, że traktuje mnie jak równego sobie.

     – Będę mogła przyjść? – zapytała z obawą w głosie.

     – Tak…myślę, że dam radę was zaspokoić.

     – Dzięki – aż klasnęła z ucieszy – zobaczysz, nie pożałujesz. Oddam ci do dyspozycji wszystkie szparki.

    Aneta pokręciła głową ze śmiechem.

     – Przepraszam, że przyprowadziłam zboczoną koleżankę. Następnym razem będę bardziej uważać.

    Leżeliśmy koło siebie śmiejąc się i drocząc. Gdy odpocząłem, wziąłem prysznic. Jak wychodziłem Marta szeptała coś Anecie na ucho, spoglądały na mnie i chichotały. Popatrzyłem na siebie.

     – Założyłem coś na lewą stronę czy co?

     – Nie w porządku. Marta ma pomysły na następne ruchańsko.

     – Jakie?

     – Same głupie.

      – Ta, głupie – wtrąciła zaraz ruda – a sama się też podjarałaś.

    A spoglądając na mnie dodała: – Jak przyjdziesz to się dowiesz.

    Schodząc z góry zastanawiałem się co takiego wymyśliły. Westchnąłem, bo przeżycia z tego dnia były nieziemskie. Dwie cipki, dwie pary piersi, dwie pupcie – tak dobrze jest chyba tylko w raju – pomyślałem.

     Jeśli chcecie dowiedzieć się co wymyśliły dziewczyny, piszcie. Im więcej komentarzy, tym większa mobilizacja do spisywania wspomnień :).

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom