Blog

  • Wlascicielka vol 1, Zmiany

    A może by tak zostać przez cały dzień w łóżku. Słońce wpadające przez częściowo zasunięte drewniane żaluzje okna maluje swym cieniem na turkusowej ścianie zebrę. Może. No dobrze, przenieść się do salonu, uwić gniazdo z kołderki i tkwić w niej w piżamie z kubkiem kawy. Później schować się gdzieś w ogrodzie z papierosem, za garażami, by nikt nie zobaczył. Tak, tak. Pooglądać romanse, zjeść śniadanie dopiero w porze obiadu i lenić się przez cały dzień. Nikt mi nie zabroni, cały tydzień grzecznie byłam na uczelni.
    Ucisk następuje na brzuchu i nadgarstkach. Waży pięćdziesiąt pięć kilogramów i pachnie brzoskwinią. Otwieram nieco oczy i przyglądam się, jak Oszka pochyla i wysuwa swój języczek dotykając moich warg. Dam jej za to później klapsa. Od wycieczki nad morze zyskała idealnie złotą skórę, która świetnie współgra z jasnymi włosami i dziewczęcym wyglądem zwłaszcza przez te niebieskie oczka. Wydaje się zadowolona. Ubrana w swoją piżamkę od cioci Zuzi, brzoskwiniowy kostium z kocimi uszkami i długim ogonkiem wykonany z polaru.
    – Taly, Taly! – pociera kroczem o mój brzuch – Mama mówi, że Pan robi śniadanie. – wciąż mnie wciska w materac swoim ciałem.
    Jest młodsza o cztery lata, ale wydaje się się, jakby to było co najmniej dziesięć i więcej. No dobrze, ma wysoko rozwinięte zainteresowania seksem. Wychowałyśmy się razem, więc jest dla mnie nieco jak młodsza siostrzyczka, ale Sara nauczyła ją zwracać się do taty per Pan. Tata uważa zaś, że to ja jestem za nią odpowiedzialna, chociaż on, Maja i Ase rozpieszczają ją. Chociaż mama uważa, że Oszka to „Sara Dwa”. No dobrze, lubię ją. Zawsze grzecznie słucha co ma robić.
    – Powiedz swojej mamie, że jak ten stary pryk będzie wieczorem leżał narzekając, to wyprowadzam się do mamy. – z łatwością wyciągam rękę spod jej więzienia i wkładam jej w kapturek, głaszcząc po boku głowy – Ma się oszczędzać, a nie wyrywać z łóżka i gotować. – unoszę jej podbródek – Powiedz, że nie brał jej na ramiona do gotowania.
    – Y y. – kładzie się płasko na mnie, przykładając bok głowy do moich mikropiersi pod koszulką – Próbował ją złapać, ale prychnęła, uderzyła go łapką i siedzi na krześle. Kazała Cię obudzić. – nadal ją głaskam po pleckach, jest mięciutka jakby w tym workowatym kostiumie zamiast niej były pianki – Pewnie pierw weźmiesz prysznic i się ubierzesz?
    – Mhm, ale to za chwilę. – znów zamykam oczy czując jej ciężar – Chcesz, to możesz ze mną. – czuje jak odrywa głowę i znów otwieram oczy – Ale bez lizania mnie po cipce. – uśmiecha się nieco mniej – Ani lizania i dotykania. – wykręca buzię w podkówkę – No już łobuzie, wieczorem się pobawimy. – kładzie znów głowę płasko, a ja zamykam oczy – Czuje te paluchy w muszelce. – przekłada dłoń na moją pierś, ale bez zaciskania, płasko – Grzeczny Pierożek.
    Ożanna, jak brzmi jej pełne imię nie jest złą kochanką. Po prostu nadpobudliwą. Lubi być moim uległym maluchem, którego się fajnie dotyka, ale przejmując inicjatywę jest po prostu upierdliwa. Co prawda, biorę trochę winy za to na siebie przez opowieści mamy i Asy na temat Sary, ale bez przesady. Asenata jest pięć lat starsza i pierworodna, więc w sumie stanowi oczko w głowie rodziców. Razem z Mają założyły „gay farm”, czyli klub stylizowany na ranczo pełen psów mamy, których klienci uważają za masochistów szukających wrażeń. Nie przeszkadzało im to jednak w jebaniu się z nimi i tłuczeniu, a dodatkowo płaceniu za to. Kto nie marzy by wyjebać prosto w dupę drugiego faceta, któremu dopiero co wybił trzy zęby? Dwie najbardziej męskie rzeczy: przemoc i seks.
    Zdejmuje wielgachną koszulkę taty, której używam jako piżamy i wsuwam się pod prysznic, gdzie po chwili za mną pakuje się Oszka, trzymając łapki pod drobnym, białym od opalania w bikini biustem. Szczerzy równe białe jak porcelana ząbki prezentując swoje idealnie gładkie ciałko. Perfekcyjna dziewczynka, robiłaby furorę na wystawach. Ile tata w tobie grzebał, zanim wsadził do brzucha Sary? Gorąca woda leci z góry. O ile ja się myje masując swoje kudły szamponem, Oszka stoi świecąc ząbkami. No tak, nie powiedziałam, że ma się umyć sama, jedynie, że może ze mną. Myśl Talita, a nie marzysz o kolejnym popołudniu z Rufo. Biorę szampon podpisany „Oszka” i nakładam jej na główkę. Zamyka oczy i zachwyca się. Pomyśl, jakby poczuła się mama widząc Cię z spermą na twarzy, a tata na wieść, że drugi wytrysk był w twoim wnętrzu? Lubisz go, bo traktuje Cię jak zwykłą koleżankę z uczelni i pozwala uciec od tego wszystkiego. No i jest Włochem, cudownym mężczyzną o romantycznej duszy.
    Nawet wyobrażam sobie rodziców rozmawiających o moim życiu seksualnym. „Talita i mężczyźni? No weź przestań. Ona w życiu by do rąk penisa nie wzięła. No Ase i Maja zrobiły prezent jej na osiemnaście, nie mówiłam Ci. Ase przywiozła chłopca ze szkoły Taly, jakiś tam sportowiec. Ase podobno osobiście go dokładnie wykastrowała, jak ją uczyłam, ubrały mu perukę, rajstopy i knebel z czarnym dildo. Taly miała ponoć wybrać, czy woli ujeżdżać czy być poganiaczem z własną zabawką pod brzuchem… Obie dostały od mnie solidny opieprz za to, ale trochę się ucieszyłam, że nasza dziewczynka dorasta.” „Kochanie, wiem, że nasza córka ma dwadzieścia dwa lata i potrzeby. Ase jakoś przetrwała ten okres bez tego typu głupot. Oszka ją kocha, niech z nią się bawi.” Ta, wam jakoś nie przeszkadzało się kochać jak króliki od kiedy mama osiągnęła pełnoletność według słów cioci Zuzi, a urodziła nas jakoś przed czterdziestką dopiero. Więc przygarniał kocioł garncowi.
    – Masz białe ślady po bikini. – wskazuje jej cycki – Normalnie to brzydkie, ale u Ciebie wygląda uroczo.
    – Też masz takie. – wskazuje moje sterczące miniaturki, które nie urosły zbytnio od kiedy skończyłam jedenaście lat – Ale mama zawsze powtarza, że to oczy są ważniejsze. Twoje są brązowe, jak te Pana.
    I właściwie chyba tylko to mnie z nim łączy. Chociaż studiuje biologię, to wykres genetyczny mojej rodziny jest skomplikowany i niemal bezsensowny. Mama mówi, że jest w niej nieco azjatyckiej krwi, stąd też nieco skośne oczka. Tata ma przyrodnią siostrę o jasnej bladoróżowej skórze i rudych włosach, sam zaś jest… brązowy. Nie czarny, nie czekoladowy, karmelowy to najlepsze słowo. Ase ma jeszcze odcień latynoski nieco po nim, jakby była wiecznie ogrzała, może nie złoto Oszki, ale tak, jest lekko zbrązowiała. Obie jednak mamy ciemnobrązowe włosy, w gorszym świetle mogą wydawać się czarne, ale są bardziej brązowe… Tylko że jestem jasna, czasem nawet blada. No, ale zarówno ja i Ase mamy oczy po tacie. Ugh. Dobra, jeszcze grupa krwi 0. Tak jak on.
    Spłukuje pianę, gdy się do mnie przykleja. Jeszcze intensywniej pachnie jak brzoskwinia. Tata robiąc dla nas kosmetyki dopasowuje ich zapachy według własnego uznania. Ja mam marcepanowy, nie wiedzieć czemu. Ase pachnie różami, Sara jaśminem, mama wiśniami. Dosłownie po samym zapachu wiesz kto się zbliża.
    – Co mówiłam? – pacam ją lekko w bark, a ona wyciąga trzy paluszki spomiędzy moich ud i wkłada do buzi – Za karę dzisiaj śpisz sama.
    – Buu! – smutnieje, garbiąc się i chowając głowę w mój biust – Powiem mamie, a ona powie Panu, że palisz papierosy!

    – Nie! – wbijam jej palce w ramię – Skąd ty wiesz, że palę i co to znaczy, co? Zabraniam Ci mówić!
    – To nie powiem. – nie odrywa głowy spomiędzy moich piersi – Ase stała przy oknie i mi pokazała jak dymisz za garażem. „Zobacz Oszka, tak się zaciąga, że jakby tata to zobaczył, to by bez laski ją dogonił i by z dupy jej skóra schodziła po laniu. Pamiętaj, jak będzie nas denerwowała, to możemy ją tym straszyć”.
    – Ase! – zwalniam uścisk – Uduszę ją poduszką albo twoją cipką jak będzie znów w domu!
    – Mogę spać z tobą? – unosi nieśmiało swój łepek – Nie chce być sama w kojcu.
    – Pomyślę. Ale cały dzień wara od moich majtek. – unosi łapki w geście „rączki mam tutaj” – I wieczorem chce masaż stóp. – znów z zadowoleniem macha głową
    Razem wychodzimy z kabiny. Zastanawiam się, czy jest udaje głupkowatą, czy Sara specjalnie ją taką wychowała. Rodzice wysyłali mnie normalnie do szkoły, ale Oszka zawsze siedziała z tatą i Sarą. Mogli ją przecież czegoś nauczyć prócz mówienia i prób zgwałcenia mnie w każdej chwili. Dobra, ważniejszy problem. Ase. Ta cholerna wiedźma wie dużo, chociaż w domu pojawia się na weekendy. Nie prowadzi się z nikim, a przynajmniej nie oficjalnie. Może przekupie Maję, by coś powiedziała? Suszę włosy, pierw sobie, potem jej. Podaje jej krem, smaruje się swoim. Połowa koleżanek w liceum mi zazdrościła mi urody. Tata jednak się zna na rzeczy.
    – Owiń się ręczniczkiem i śmigaj się ubrać. Jak zejdę do kuchni, to masz tam być. I powiedz tacie, że ma mi zrobić kawę. – kiwa główką i otula się swoją pomarańczową frotą, idąc na paluszkach z łazienki, w podobnym stanie ruszam do siebie, używając białego ręcznika.
    Tata nie chodzi na piętro z powodu problemów z stawami, nawet po parterze chodzi z laską. Znajdują się tutaj prócz łazienki trzy sypialnie. Jedna dla mnie, jedna dla Ase i pośrodku ta dzielona przez Oszkę i Sarę. Ta druga wybiera jednak nadal spanie przy boku taty, chociaż w ich więzi nie ma nic seksualnego. Była jego sunią zanim się urodziłam, ale ją uwolnił. Mieszka teraz z nami, opiekując się nim nieco, a trochę wciąż jako jego zwierzaczek. Oszka zaś non stop pakuje mi się do łóżka, przytula, liże, wtula w ramiona i chętnie śpi przytulając swojego misia. Na swój pokój mówi kojec i jeśli Sara z nią tam nie śpi, to wyje jak ma tam być sama. Na dole są zaś trzy pokoje, sypialnia taty, gościnna i salon. Mama i Sara rządzą tam naprzemiennie, w zależności czy ta pierwsza jest czy nie.
    Z obklejonej naklejkami komody wybieram żółte szorty i granatową koszulkę z zombie królikiem. Zakładam je od razu na nagie ciało, potem się przebiorę. Włosy wiąże w koński ogon. Sprawdzam czy Rufo nie pisał. Nic. Schodzę na dół, do kuchni.
    Zapach pieczonych gofrów jest kojący i kojarzy się z dzieciństwem. Tata ciężko opiera się o blat. Stara się wyglądać na takiego, który czuje się dobrze, ale jego twarz jest napięta i pełna bólu. To nie cukrzyca go zabija, ale wrodzona choroba, która wpłynęła na jego wygląd.
    – Księżniczka posłała gońca, więc dziewczynka się zjawiła. – żartuje jak każdego innego dnia.
    – A to nie było tak, że Dawid zabił Goliata, a nie się w niego zmienił? – staje na palcach i całuje go w czoło gdy się pochyla – Do łóżka. Sara mogła zrobić gofry.
    – Chyba umiem jeszcze przygotować córeczce śniadanie? – uśmiecha się krzywo – Wydzierasz dżem brzoskwiniowy kocięciu czy wolisz porzeczkowy?
    – Porz… Zostaw, sama się schylę – obchodzę blat i sięgam do szafki – I sio do łóżka. Ciocia powiedziała, że masz chodzić co najwyżej pięćset kroków dziennie, a o staniu zapomnieć. Mierzyłeś już cukier?
    – Wysoki. – mówi smutno – Przez te wszystkie słodkie rzeczy. Kocica, kocię… Ale najgorszy jest ten słodki zajączek. – obejmuje mnie ramieniem i przyciska do boku – A Zuzia to nimfomanka, nie lekarz. Nie, Sara?
    Po trzydziestce Sara straciła nieco uroku, którym teraz emanuje jej córka i był widoczny na starych zdjęciach, ale ładnie się starzeje. Pomimo, że niedługo będzie miała pięć dych, wygląda na wczesną trzydziestkę z lekką, matczyną urodą. Bez zmarszczek, z blond włosami. W zapinanej na guziki ciemnej sukience w drobne kwiatki wygląda elegancko. Uśmiecha się dyskretnie, rumieniąc po czubki uszu. Choćby jej wbić nóż w środek dupy, słowa nie piśnie w obecności taty lub mamy. Do mnie, do Ase czy Mai mówi normalnie, ale przy nich zachowuje się jak kot. Oszka wybrała sobie kusą koszulkę na ramiączkach, która nie zasłania nawet pośladków. Siedzi trzymając łokcie na stole i kolana przy brodzie. Wcina z obu dłoni naraz, mając buzię usmarowaną dżemem.
    Sara mówi jej coś, a ona odpowiada z pełnymi ustami. Nie rozumiem co gadają, bo tata nazywa to „kocim językiem”. Ale po chwili on z śmiechem coś też mówi, a Sara kręci głową i też się lekko uśmiecha.
    – Oszka Ci powiedziała? – pytam lekko zmartwiona, gdy wciąż mnie obejmuje.
    – Że kakao jak zawsze do śniadanka? Oczywiście, Zajączku. – całuje mnie w głowę – Naucz ją w końcu to dobrze wymawiać, zawsze mówi „kawa”. – przesuwa biały kubek z królikiem w moją stronę – Ase i Sara kiedyś miały swoją krówkę, ale one niestety, żyją za krótko. Bomby hormonowe robią swoje na ciało. – krzywi się wyraźnie – Przez tą pompę czuje się podobnie. Czemu nikt na to nie wymyślił sposobu?
    – To dla twojego dobra. – wbijam mu palce w brzuch – Sara, pomóż, odprowadzimy go do łóżka. Myślałam, że bardziej go pilnujesz. – unoszę jego ramię.
    – Pilnowała. Jak powiedziałem, że idę robić śniadanie prychnęła na mnie, usiadła mi na brzuchu i skubana nie chciała wstać. Musiałem użyć tajnej broni na wszystko, co słodkie. – chwyta mocniej wiszącą na blacie laskę – Sam pójdę, zajączku. Zjedz śniadanko. Ase i wasza mama przyjedzie koło obiadku, więc przy odrobinie szczęścia po nim sobie z nią pofigluje.
    – Fuuuj! – krzywię się – Wciąż to robicie? – popycham go delikatnie, bardziej dla zabawy – Do łóżka, a ja spróbuje zapomnieć zanim mi gofry obrzydną.
    Śmiejąc się idzie małymi krokami, ciężko stąpając. W lustrze z korytarza widać jednak, jak jego twarz krzywi się z bólu. Wreszcie jednak drzwi jego sypialni zamykają się z trzaskiem.
    – Uparty. – Sara zabiera jeden z gofrów z talerza córki i łamie go na kawałki w kształcie serduszek – To tytan. – gryzie, patrząc przed siebie pusto – Nie potwór, tytan.
    – Mogłabyś bardziej go pilnować. – rzucam jej z pretensją nakładając dżem – On ponoć zawsze o Ciebie dbał. – spoglądam na kakao w białym kubeczku – Wciąż to robi dla nas…
    – Twoja siostra zawsze była bliżej matki. – wsuwa kolejne serduszko do ust – Bał się, że zrobi jej krzywdę, tymi swoimi rękami. Obie zawsze byłyście dla niego malutkie i kruche, a on się bał. Nawet pani Majki się przez to bał, chociaż nie widziałam tego na początku. Ale teraz boi się was stracić, bo to on jest tym kruchym, nie przyznając się ku temu. – pije mleko z kubka, wciąż tak samo pusto patrząc w przestrzeń – Ręce te dawały życie, ale i je odbierały.
    Przyglądam się jej. W przeciwieństwie do większości współczesnych osobników, Sara nie pochodzi z hodowli. Zanim trafiła do taty wiodła normalne życie, jak większość osobników z tamtego okresu. Ojciec zwrócił jej jednak wolność, ale wróciła do niego. Niby człowiek, ale kot. Cały nasz świat się na tym opiera. „Niby wygląda jak ty, ale to co innego”. Czy Rufo dużo różni od psów w hodowli mamy? Asa na przykładzie Thomasa pokazała, że niczym. Łatwo jest złapać, zniszczyć życie i mieć z tego zabawę. Udowodniła to dosadnie, gdy wyłam że on mnie odrzucił, dała mi go więc takim. Upokorzonym i bezużytecznym. Mamy większe prawa, przywileje. Czy umiemy z nich korzystać, tak jak łatwo je dajemy wzorem Asy i Mai?
    – A Taly powiedziała, że ładnie wyglądam jak się razem myłyśmy! – wyskakuje nagle Oszka z uśmiechem – Ale nie pozwoliła mi się polizać po morelce.
    – Jak byłam trochę starsza niż ty, to miałam przyjaciółkę, Amirę. Pan nas razem zawsze kąpał, potem szedł zrobić śniadanie, a my przytulałyśmy się i całowałyśmy. Długo, namiętnie i cudownie. Nigdy się tam nie lizałyśmy, tylko całowałyśmy. – puszcza mi oko dyskretnie – Ale jak ty nie umiesz tak całować, to jak pani Talita może Cię lubić?
    – Ale Taly lubiła, jak ją całowałam! – mówi z pretensją dziewczyna, patrząc na mamę
    – A wiesz, co ja lubię? Jak jesteś grzeczna i słuchasz. – wyciąga dłoń i głaszcze ją po policzku – Znów nie ubrałaś ani majteczek ani obróżki. Pomyśl, co czuł pan Dawid jak Cię widział taką gołą przy śniadaniu? Mama zawsze je zakłada jak wstanie.
    Mała smutnieje i chowa twarz między kolanami. Słychać, jak zaczyna chlipać. Dobra, czas być dobrą Taly dla tego malucha. Sara czasem przesadza z tym rygorem, odwrotnie do taty. Siadam obok niej i obejmuje ją ramieniem, głaszcząc. Nadal płacze.
    – No już, pierożek. Tata nie widzi za dobrze, to pewnie nie zauważył. – całuje ją w bok głowy – Dzisiaj nie mogę Cię zabrać ze sobą, ale jutro może przyjedzie jeszcze Majka, to sobie pojedziemy razem na wycieczkę. Kupimy lody, popluskasz w fontannie, pogonimy gołębie.
    – A mama pojedzie z nami? – nie wyciąga twarzy z między kolan, a Sara kręci głową na nie
    – Nie skarbie, Sara będzie musiała zostać z tatą. Będziemy więc tylko my cztery. Pokażę Ci swoją uczelnię, gdzie spędzam całe dnie jak siedzisz sama w domku i kupimy latający balonik. Podoba Ci się?
    Kiwa główką, unosząc ją i pociągając nosem. Reszta śniadania upływa w milczeniu, nawet gdy Sara pakuje naczynia do zmywarki. Wreszcie jednak przychodzi SMS „Piękne są oczy Twe jak promień słońca/Jak cichy wieczór, gwiazdy na niebie/Chciałabym w Twe oczy patrzeć bez końca/I mieć na zawsze przy sobie Ciebie!”. Romantyk… Biegnę się do góry przebrać nie mogąc doczekać spotkania.

    Zaglądam do jeszcze na dole do taty, który leży w łóżku i trzyma książkę, przerywając gdy przyglądam się im. Sara jak zawsze kuli się przy jego boku, trzymając głowę na piersi, z wielkim ramieniem położonym na całej długości ciała. Oszka grzecznie leży przy nodze na brzuszku, machając łydkami i kolorując obrazek ubrana w słuchawki z uszkami, jakby w własnym świecie. Ma nawet ubrane majtki, białe w kolorowe plamki.
    – Jadę do miasta, bo koleżanka z uczelni zaprosiła mnie na urodziny, ale szybko wrócę. – uśmiecham się do niego, widząc go takim spokojnym – Jak wrócę to zrobię zakupy. Mama ma niedługo urodziny i chce jej wymyślić coś ładnego.
    – Siebie? – uśmiecha się – Chodź, tata da buziaka, bo mu Zajączek zakazał wstawać a kot zasnął na ciele. – podchodzę z uśmiechem i pochylam się nad łóżkiem, odbierając swój całus w policzek.
    – Kupić Ci jakąś nową książkę? Tę chyba już znacie na pamięć.
    – Tak? Sara nie mówiła. – wyciąga dłoń i głaszcze mnie po policzku palcami – Ciesze się, że masz normalne życie i koleżanki. To dobrze. – przymyka oczy, sennie – Twoja siostra przejmie hodowlę mamy, ale ty możesz sama zaplanować życie. Znajdź kogoś, kogo pokochasz i kogoś, kto będzie tylko twój. Nie mieszaj tych rzeczy, tak robimy sobie nawzajem krzywdę. – gładzi głowę Sary – Nie ulegaj tylko hedonistycznym pobudkom, zajączku. Pierw są fajne, ale potem zaczynają doskwierać i nieść ból. – uśmiecha się słabo i otwiera znów oczy – Horror lub kryminał. Nie lubimy fantastyki, nie kicia? – drażni Sarę, która oblizuje mu palce, przewracając się na plecy i układa rączki jak prawdziwy kot – Za stara jesteś na pieszczoty. – odwraca twarz na mnie – Tak jak zajączek na tatusiowe buziaki.
    Kręcę głową i ja go całuje w łyse czoło. Przechodzę na przód łózka i czochram warkoczyk Oszki, która unosi łepek i szczerzy ząbki. Pokazuje swój obrazek przedstawiający bal myszek. Pokazuje jej swoje wargi palcem i kiwam głową. Uśmiecha się promiennie, wychyla na łokciach i całuje delikatnie w usta. Po chwili jednak wraca do kolorowania. Dopiero zamykając drzwi, czuje swoje kłamstwa.
    Mężczyźni to proste stworzenia. Wystarczy podejść nago klęcząc i zacisnąć dłoń dookoła sterczącego penisa, by poczuł rozkosz. Język i dłonie stanowią narzędzie, dające namiastkę kontroli nad ich pragnieniami. Prócz wzroku. Nie patrzy. Unosi wzrok, zamyka oczy. Nigdy nie spojrzy w moje, gdy to robię. Mogłabym go teraz ugryźć, zmiażdżyć, ale on nawet nie jest łaskaw popatrzeć na mnie. Przesuwam językiem po dolnej części w górę, ciągnąc nim wolno jak długiego lizaka, zatrzymując jego czubek na dziurce pośrodku. Krótki, moje stare dildo jest dłuższe. Wsuwam go do ust, wciąż trzymając język na miejscu. Układa dłoń na mojej głowie, ściska za włosy. W ustach bawię się końcówką przy użyciu języka, tworząc wewnątrz próżnie i znów wsuwając go głębiej, a potem na powrót tylko do okrągłej, miękkiej końcówki. Jednej dłoni używam masując nasady i jąder, drugą trzymam między swoimi udami. Jeśli ma być naprawdę przyjemnie, musisz mi patrzeć w oczy. Muszę je widzieć. Nie jestem twoją suką.
    Zduszony odgłos i smak słonej spermy zalewającej wnętrze ust oznaczają jego orgazm. Dochodzi szybciej niż jedzenie w mikrofali. I śmierdzi potem. Dopiero co zaczęliśmy. Przesuwam się do przodu, chcąc na niego wejść, gdy jego penis znów prostuje się posłusznie. Tym razem będzie chwile dłużej, to dobrze i może zmuszę go do patrzenia. Chce go ujeżdżać, chce by mi się poddał.
    – Tyłem, kochanie. – popycha moje piersi, odpycha mnie – Wtedy jest przyjemniej. – nie jest – Proszę, puttana. – mówił, że po włosku to śliczna dziewczyna
    Niechętnie się obracam, wsuwając go do środka. Jego dłoń sunie po moich żebrach, zaciska na piersi. Przyjemne, ale jak nie na tyle. Popycha mnie w przód, zmuszając z powrotem do pozycji na kolanach. Machinalnie uderza, posuwając. Cholera. Odwracam głowę, ale jego twarz jest tylko wykrzywiona w grymasie. Nie umiem tak. Chce widzieć. Nie chce być kawałkiem drewna, który jebiesz. Przy kolejnym szarpnięciu wyrywam się.
    – Coś nie tak? – pyta nagle, łapiąc się za penisa – Nie skończyłem przecież… Ta… Tal… Taljada? Taldena?
    – Talita. – podnoszę swoje majtki z podłogi i wciągam na zadek – Straciłam ochotę wiesz? Mama dzisiaj przyjeżdża po miesiącu i chce ją zobaczyć, obiecałam tacie nową książkę i…
    – Nie możesz tak po prostu przerywać. – wciąż trzyma flaczejącego penisa, gdy zakładam stanik – Chciałaś się pieprzyć a teraz co? Odwalasz królewnę? Skończ chociaż jeszcze raz ustami, jak Ci się nie chce. W tym jesteś dobra. – łapie mnie za włosy i przyciąga do siebie.
    Uderzam go w twarz. Pazury wbijają się głęboko w skórę. Patrzy na mnie z wrogością. Nadawałby się na właściciela. Tacy ludzie uwielbiają uległe, głupie suki gotowe robić co im się karze. Oh, Rufo, gdybyś wiedział tylko jak blisko fontanny życzeń jesteś zamiast do niej srać.
    – Wiesz, że zrobiłaś duży błąd, co? – boleśnie szarpie – Giga kurwa tyczny. Wiesz kim jestem? Mógłbym mieć każdą laskę, ale ty desko masz szczęście, że mój wielki fiut wybrał Ciebie. – teraz patrzysz, co? Trzeba było Cię wkurwić, byś patrzał mi w oczy – Żadna nie będzie mnie lała. Nigdy. – nie patrzysz dobrze, nie widzisz najważniejszego – Głupia, szukająca wrażeń cipa.
    Wiem, kim jesteś. Puszcza moje ramię już po pierwszym impulsie. Ale nadal go przyciskam. Boże, mama ma rację. Obserwowanie bólu jest cholernie przyjemne. Telepie nim, gdy paralizator smaży jego włochate jądra. Włoski sterczą cudownie. Jeszcze chwile, wywala jęzor i macha twarzą. Pies, nie człowiek. To sobie wybrał. Puszczam guzik. Leży, ale po ruszającej się klacie widać, że oddycha. Wygrzebuje telefon z torby i wybieram numer podpisany jako „Jędza”.
    Mówiłam, że jako siostry mamy kilka podobnych cech, ale jesteśmy mało podobne do rodziców? Z charakterem też tak jest. Ase siedzi na fotelu mamy próbując nie chichotać. Malinowa letnia sukienka leży na jej smukłym ciele niemal idealnie, kontrastując z tą ciepłą skórą, a włosy ma upięte w dziecięce warkoczyki. Jakby chciała, by tata ją taką widział. Jędza.
    – A jak powiesz mamie lub tacie to powiem Oszce, by usiadła Ci dupą na twarzy i udusiła Cię we śnie. – grożę jej siedząc na drugim z foteli – To nie jest śmieszne!
    – Jest! – wyciera kolejną łzę rozbawienia – Oj siostra, siostra. Serce by mu pękło, jakby wiedział co wyczyniasz zamiast się przykładnie się uczyć.
    – Powiedziała zakonnica. – opieram się na ramieniu w łokciu – Pewnie też miałaś coś więcej niż dildo pod poduszką. Nie wciśniesz mi kitu, że tak jak Maja i ciocia jesteś lesbijką. Jak ostatnio były to rozbierały Oszkę oczami, a ty tylko ją głaszczesz jak tata Sarę.
    – Ale ja nie dzwonię do nikogo z problemem warzącym osiemdziesiąt kilo. – kręci głową, dalej się śmiejąc – No i słucham mamy. „Znajdź mężczyznę, który będzie jak twój tata”.
    – Mulat o niestandardowym rozmiarze? Nie wiedziałam, że chcesz czarnego karła.
    – Czułego i znającego biznes. – przewraca oczami – Cliford jest biseksualny. Mamy w domu Luke, dbałam o niego ostatnie cztery lata w hodowli. Powiem Ci, że za nic w świecie nie zmieniłabym tego uczucia, gdy wkładam długi jak ramię strap prosto w jego dupkę, a on robi laskę Clifordowi siedzącemu przed nim. Całujemy się wtedy, dotyka mnie rozkoszujemy się sobą. Kiedy już jesteśmy rozgrzani, idziemy do łóżka. Kładzie mnie, rżnie w pozycji misjonarskiej z całej siły wkładając we mnie go, czuje nieznane w sobie i nieodkryte palcami miejsca. Wbijam mu paznokcie w plecy do krwi, wie, że to uwielbiam, więc robi to mocniej, brutalniej. Potem się obracamy, to ja jestem na górze, ujeżdżam go jak byka na rodeo, uderzając całą siłą bioder w jego ciało. – widzę jak się dotyka przez sukienkę, unosząc głowę – Dochodzimy jednocześnie, opadam na łóżko jak ścięta róża, a Luke sprząta resztki wylizując mnie jeszcze. Jeśli Cliffordowi za mało, a ja jestem zmęczona, bawią się ze sobą i się im przyglądam rozkoszując i delikatnie masturbując. Mhhhm, żałuje, że nie mogę być teraz z nimi, pewnie zabawiają się w kuchni. – wycieram ślinę z twarzy i rozluźniam uda, wiedząc, że też tak chce
    – Ha, wiedziałam! – dźgam ją w bok – A rodzice powtarzają „Ase nie ma chłopca i jakoś żyje”. Pewnie myślą że jesteś nawet dziewicą.
    – – Kochana, wiesz ile razy prawie ty i Oszka mnie przyłapałyście na masturbacji? Sara czasem mi pomagała dojść, ale nic wielkiego. Lubiłam ją głównie za to, że była miękka i się przytulała dużo jak przyjeżdżałam do taty. Zawsze mówił, że trzeba mieć kogoś, kogo się kocha i kogoś, kto…
    – … jest twój. Powiedział mi to rano. – krzywię się – Jestem głupia.
    – Tak, jesteś. – znów się śmieje – A wiesz co jest jeszcze śmieszniejsze? Że mam na Ciebie drugi hak teraz.
    – Hej, jakoś ty z Mają nie miałyście problemów by zrobić to biednemu Tomowi, a mama…
    – Nic nie wie. – szczerzy zęby – Myślałaś, że go przywiozłyśmy z balonikiem przywiązanym do fiuta „kastrat dla Taly”? Po wszystkim trafił do naszego klubu, robi za pisuar. Faceci są dziwni. Przyznaj się, podobało Ci się to.
    – No trochę… – wzdycham – Nie umiem bez kontaktu wzrokowego. Czuje się zawsze wtedy jak jedna z hodowlanych suk, które wyją cokolwiek im zrobisz. No i muszę być u góry, prowadzić. Dominować. To źle?
    – Zapytaj mamy. – odpowiada i spogląda na przesuwający się zegar podobny do ciśnieniomierza, prawie przeszedł w czerwone pole – Jak myślisz, czemu ma to wszystko, a mimo to kocha tylko tatę?
    – Bo to jest jej, a jego kocha. – odpowiadam – Nie mogłyśmy tego pominąć? Wiesz, zrobić szybciej i jechać na obiad do nich?
    – Mam marnować dobre nasionka, jak już mamy nowy materiał? – wciska guzik obok kilka razy i rozlega się zduszony ryk – Mama Ci w ogóle pokazywała jak to się robi?
    – Y y. Tata powiedział, że wystarczy, że ty umiesz. Zresztą nie całe. Zostawmy mu trąbkę.
    – Podoba mi się, jak kombinujesz, zboczuszku. – znów naciska guzik, przytrzymując i wskaźnik przesuwa się do końca skali – No, więc nie wyciągniemy. – podnosi się z fotela.
    Rufo gładko ogolony przez Chinki zatrudnione w hodowli wygląda bardziej jak łysy szympans. Przykuty do stołu w nienaturalnym szpagacie i wsadzonym do odbytu czymś podobnym do wielkiego bolca oraz dojarką na penisie wygląda żałośnie. Asa podchodzi i wyciąga satynowe rękawiczki. Przechodzi na język zrozumiały dla niego.
    – Podobała się stymulacja prostaty? Podobno to przyjemne. – zakłada je na dłonie – Zobacz, ponad pięćdziesiąt milimetrów. Możesz być z siebie zadowolony. Ale musimy Ci wyciąć orzeszki, bo testosteron będzie zakłócał twoją przemianę. – zdejmuje dojarkę z opuchłego, sinego penisa, którego pokrywają rozcięcia – Naprawdę taki krótki Ci się podobał? – chichra się znów – Połowa psów ma większe. Podaj narzędzia.
    Rufo próbuje krzyczeć, ale zaszyte elegancko usta nie pozwalają. Co prawda za miesiąc szwy zostaną rozcięte, ale póki co mają być. Patrzy na mnie z przerażeniem i złością. Ase chwyta jego z pewnością obolałego penisa i wykręca nim na boki, robiąc młynki.
    – Zabawny kawał mięsa. Taki brzydki i głupi, a taki ważny. – Możemy mu założyć glizdę w głowę i zaprogramować na lizanie twojej cipki oraz noszenie Cię na rękach zamiast robić to.
    – Wole swój pomysł. – bije ją biodrem o biodro – Skoro chciał pokazać kim jest i jak ważny jest jego penis to mu pomóżmy.
    – Oh kochanie. – odpowiada puknięciem – Nawet przy ekspresówce to i tak potrwa trzy miesiące, a dolicz jeszcze kolejne kilka na poprawki. Silikon tu i ówdzie, nauka, może glizda.
    – Hm, niee, zróbmy ekspresówkę i oglądajmy efekty. I utnij tylko kulki, będzie ślicznym obojnakiem.
    – Operację przeprowadzi moja uczennica – znów mówi do niego – ale proszę się nie niepokoić. Specjalnie nie podamy środka znieczulającego by wiedzieć, czy wszystko przebiega pomyślnie. To młoda i ambitna dziewczyna w przyszłości pewnie będzie jak ojciec opracowywać całkiem niezłe rzeczy. – puszcza mi oko – Póki co jednak, musi się nauczyć. Siostro Talito, proszę wykonać nacięcie pośrodku worka mosznowego skalpelem rozmiar pięć.
    Wciąż miażdży jego penisa. Skalpel rozmiaru pięć ma długie ostrze. Srebrny, błyszczący. Wchodzi w skórę z kolejnym zduszonym rykiem, nogi Pierra rzucają się w górę i w dół, gdy próbuje się drzeć. Krew tryska nieco z rozcięcia.
    – Proszę się nie ruszać, inaczej zabieg zajmie dłużej. Siostro, proszę ciąć głębiej, rozcięła pani ledwo naskórek. Czy nie kroiła siostra nigdy wyśmienitych steków ojca? – widzę, jak próbuje się nie śmiać – Z tego co wiem, jedliśmy je w każde święta. Miękkie i wypieczone.
    Drugie nacięcie. Tym razem mocno dociskam skalpel, niemal czując opór stołu i jądra pod nim. Czerwona dziura otwiera się, leje się więcej krwi. Poruszam nim w lewo i prawo, widzę jak tkwi w jego ciele. Chyba będę miała koszmary, ale to cudowny widok.
    – Świetnie, ciągniemy, ciągniemy aż na dół. – wykonuje polecenie – Brawo. Teraz rozszerz otwór szczypcami rozporowymi. – wsuwam nożyczkopodobne coś do środka i rozkładam na boki, ukazując szarą, podobną do migdałów zawartość – I wyrywamy zawartość szczypcami szczękowymi. – wyciągam rękę w stronę czegoś podobnego do szczypiec – Te co bardziej wyglądają jak dziadek do orzechów. – przenoszę dłoń w drugą stronę i wyjmuje – Chwyć jedno, zaciśnij dłoń na końcu rączki, wykręć w lewo i prawo, potem szarpnij z całej siły. – wyrywam pierwsze z jąder z oporem – Cudownie. Wrzuć do miseczki, potem powtórz całość. – z drugim jest łatwiej – Widzisz. Twoja pierwsza kastracja się udała. Dziewczyny go zaszyją. Może zechcesz opowiedzieć o tym co będzie z nim teraz czy zostawimy jako niespodziankę?
    – Tak, siostro Asenato. – opieram się ramionami dookoła jego brzucha, tak by widział i patrzał mi w oczy – Przez kilka najbliższych miesięcy zamieszka w zagrodzie dla kastratów. Regularnie pewnie będzie gwałcony przez większe samce, które nie przeszły tego zabiegu. Równocześnie będą mu podawane kobiece hormony typu E. Oznacza to bardzo inwazyjne, silne ataki, ale szybkie efekty. Po około trzech miesiącach pierwsza faza zmiany płci będzie ukończona. Urosną piersi, zmieni się barwa głosu i rysy twarzy, wtedy przeniesie się na hormony typu C i zaczniemy operację. Z powodu uszkodzenia narządu ust pokarmy będą podawane bezpośrednio do układu trawiennego. Po skończonych zabiegach, z nowym imieniem pies z obojnactwem trafi na licytacje. Pieniądze z niej przeznaczymy na fundację pomocy kobietą z rakiem szyjki macicy.
    – Brawo siostro Talito. – puszcza jego penisa wreszcie – Wasza matka może być z was dumna. Może i macie zamiast ryja odkurzacz, ale przynajmniej umiecie robić co trzeba.
    – Jędza. – pokazuje jej język
    – Deska z dziuplą. – przytula mnie do ramienia i wyprowadza z pokoju – Ah… Wracamy do domu co? Oszka będzie się do nas kleiła, mama będzie męczyła Sarę a tata udawał, że go nie boli.
    – Też widziałaś? – spoglądam w jej twarz – Ciocia mówiła, że to nawet nie przez cukrzycę, tylko jego ciało nie wytrzymuje powoli. Ma leżeć, a on uparcie dalej się zachowuje jakby nic mu nie było.
    – Cóż, jak zadzwoniłaś, leżał z mamą i się całowali jak nastolatki w filmach, nawet Sara uciekła z jego łóżka. – chichocze – Dobrze, że oni…
    – Mówił, że tak.

    – Bleee! – krzywi się jak ktoś kto zjadł cytrynę – Teraz będę sobie to wyobrażała!
    – Mi to powiedział przy śniadaniu! Wracamy do domu, otwieramy drzwi do sypialni by się do nich poprzytulać, a oni…
    Jednocześnie mówimy fuuu i wybuchamy śmiechem.
    – Powiem dziewczynom, żeby go zamknęły i wpisały pod jakimś kryptonimem. Nasze pierwsze wspólne porwanie. Mama opowiadała, że po Sarę też pojechała razem z tatą.
    – Jacy oni romantyczni. – zastanawiam się przez moment – Pieprzyć kino czy restauracje, jedźmy porywać ludzi. – śmiejąc się w odpowiedzi idzie do Chinek.
    Dom. Bezpieczne miejsce, do którego lubi się wracać. Samochód cioci Zuzy stoi na podjeździe. Może też wpadła na weekend? Fajnie by było zrobić taki rodziny zjazd dla taty. Rzadko się ostatnio widujemy wszyscy, mama ciągle ma obowiązki, siora i Maja też. Ciocia wpada głównie, jak tacie się nieco pogarsza, ale mówi, że nic mu nie jest. Asa wysiada z swojego terenowego nisana, a ja z coopera. Obie stoimy chwile ustalając wersję zdarzeń, jaką im sprzedamy. Drzwi się jednak otwierają i bosa w naszą stronę z dziwnie przerażoną twarzą leci Oszka. Jak ją znam, to odkryła, że jakiś potwór jest zły i teraz będzie się go bała albo zgubiła swojego pluszowego kucyka, którego Sara wzięła do prania albo wpadł za kanapę. Dopada do nas i łapie nas obie ramionami i przytula. Płacze.
    – Oszka, co się stało? Zaraz znajdziemy Tapa, może twoja mama go pierze. – głaszcze ją po plecach – Ostatnio jej nie pytałaś i też płakałaś, że zaginął.
    – Dokładnie, kochanie – pomaga mi Ase, chociaż blondynka dalej wyje w nasze ramiona – A jak to jakiś potwór, to nie martw się, dopadniemy go i zatłuczemy obcasami. – drapie ją po główce, ale mała nie przestaje płakać ani szukać pieszczot, po prostu płacze – Oszka? Czy coś się stało?
    – To moja wina! – łka – Pani mnie pogłaskała po buzi i powiedziała „Naprawdę druga z niej Sara, Dawid. Druga Sara. Słodka, niewinna Sara”. Leżała przy nim, przytulona, on się uśmiechał. Dali sobie buzi i poprosił bym przyniosła mu wody, a ją o poszukanie książki. Mama gotowała obiadek, więc jej powiedziałam, że pani Alicja mnie pochwaliła, a Pan będzie nam czytał potem pewnie. Powiedziała, że on jest bardzo dobry i mądry, więc powinnam go dużo słuchać. Ona nalała mi do szklanki wody dla niego i jak wracałam, to pani Ali jeszcze nie było. Uśmiechnął się do mnie, wypił i oddał szklankę. Powiedział, że muszę dbać o jego zajączki, mamę i Panią Alę, bo choć jego boli ostatni raz, teraz to je będzie bolało bardziej niż jego. Myślałam, że zasnął ale… – wyje
    – Co się stało? – unosi brew Ase, ale ja już biegnę do niego zobaczyć, czy wszystko w porządku.
    Ciocia Zuzia łapie mnie w korytarzu i wciska w siebie. Słyszę płacz z sypialni taty. Wyrywam się jej, ale mnie trzyma. Ase też wbiega do domu. Ją również łapie i przyciąga do siebie, jak małą dziewczynkę, ściskając nas.
    – Nie idźcie tam. – mówi cicho, ściskając nas – Nie idźcie. – mówi cicho, ale płacz się nasila – Nie… – wyrywamy się jej i biegniemy dalej.
    Sara leży na podłodze, kuląc się i płacząc, trzęsąc. Mama siedzi na łóżku, patrząc na niego i przesuwając dłonią po jego ciemnej twarzy. Maluje się na niej spokój. Tato, otwórz oczy. Wróciłyśmy. Otwórz oczy. Spójrz na nas. Mama odwraca się na nas, ma czerwone oczy. Też płakała, ale to ukrywa skrzętnie. Otwórz oczy, masz płytki sen, wszyscy to wiedzą. Spójrz na nas, proszę. Tato, proszę…

    cdn

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Dzień dobry, dziękuje za czytanie – zostaw komentarz czy Ci się podoba, lub jak jesteś nowy sprawdź prequelową serię “Wspomnienia kota”.

    Inspiracje:
    Narratorka/Talita – podobnie jak bohaterka nie wiem jak wyjaśnić czemu jest biała, ale Emily Grey (taki słodki cosiek, jak go zobaczyłem to od razu o nim zamarzyłem w opowiadaniu)
    Asenata – Lorena B lub Garcia, nie mam pewności nigdy czy to nie ta sama pani, chociaż sądząc po kolorze oczu to chyba nie, acz może?
    Oszka – Talia Blonde, taka słodziachna blond rosjanka, idealnie wpadła mi w oko jako następczyni Sary

    Postacie z “Wspomnień” po prostu się podstarzały, bo od zdarzeń z 4 [W ludzkiej skórze] części minęło dobre 22 lata, zostawiam to waszej wyobraźni
    Tym razem nie mogę jasno wskazać którą serią Fansadoxu się kierowałem, ale w kolejnych częściach postaram się skupić na rozbudowie lore z powodu charakterystyki tego co będzie robić główna bohaterka.

    Nie wiem ile będzie części w tymże cyklu, ale pewnie będę je pisał w miarę regularnie przy odklejaniu się od Orange is new Black na Netflixie.

  • Duzo ciala do kochania

    Otyłość to problem ludzi w XXI wieku, dawniej otyłość była uznawana za status bogactwa.

    Teraz otyłość to dobry pretekst do wyśmiewania i nękania osób o zbyt szerokim wyglądzie, skutkami tych czynów są depresje, samobójstwa, niska samoocena.

    1

    Kiedy miałem 17 w mojej klasie w szkole miałem grubą koleżankę, nazywała się Ewa. Była obiektem drwin ze strony innych osób wskutek tego nie miała żadnych przyjaciół, mimo że uczyła się dobrze nie miała żadnych celów w życiu, po prostu chciała przeżyć życie. Ja sam wtedy byłem osobą o bardzo kiepskiej posturze, ciekawiło mnie jej ciało, nie wiem czy dlatego że smukłe i wysportowane dziewczyny mi się znudziły czy dlatego że była moim przeciwieństwem. W ciągu 3 lat nauki ani razu się do niej nie odezwałem, po zakończeniu ostatniego roku nauki zbudowałem wille w środku prywatnego lasu, mieściła się w nim siedziba mojej organizacji, bardzo mocno niepublicznej organizacji. Miałem bogatych rodziców więc kto bogatemu zabroni. Umeblowanie i wystrojenie willi trwało pół roku, wyszło ładnie.

    W dniu kiedy uznałem że pora się wprowadzić, wyciągnąłem z bagażnika wielką tablice i przybiłem ją nad wejściem do willi, podświetliłem kilkoma Led`ami i uznałem że już pora.

    Znalezienie domu Ewy było banalnie proste. Ewa pracowała jako sekretarka w szpitalu. Myślałem że z jej ocenami pójdzie na studia ale pewnie brak pewności siebie zrobiły swoje, kończyła prace o 18 i chodziła do domu na piechotę. Dopiero teraz gdy ją obserwowałem, uświadomiłem sobie jak wygląda, blond włosy do ramion, około 170cm wzrostu i na moje oko 92-97kg wagi, od czasu szkoły przytyła, ładna.

    -Zaczekaj – obróciła się w moją stronę i wytrzeszczyła oczy. -Nazywam się Radosław, chodziliśmy razem do szkoły, pamiętasz mnie? – Stała jak słup wpatrując się ze mnie aż nagle lekko kiwnęła głową co chyba miało oznaczać potwierdzenie na moje pytanie. -Mam dla ciebie propozycje pracy w szkole byłaś bardzo inteligentna i pomyślałem o tobie, w szpitalu nie zarabiasz chyba za dużo, prawda?- Odzyskała trzeźwość, -Nie za wiele, ale mieszkam z rodzicami więc sobie radzę.- Była bardzo przestraszona i się jąkała. -Co to za praca dla takiej osoby jak ja?- Nie wierzyła chyba w tą propozycje. -Jeśli zechcesz zostaniesz moją sekretarką, płace więcej niż ci ze szpitala i będziesz miała większe wygody w pracy i dostaniesz samochód z szoferem więc jak?- Nie wierzy-ła w to co mówię, pewnie myślała że to głupi żart. -Podwiozę cię do domu, nie musisz mi dziś odpowiadać, dam ci mój numer. -Dałem jej mój numer ale i zgodziła się odwieść.

    -Czym się zajmujesz że potrzebujesz sekretarki? -Zrobiła się bardziej śmiała. -Musiałbym cię zabrać do mojego domu i pokazać. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko możemy jechać już teraz. -Chwilę się zastanawiała ale się zgodziła. Wysiedliśmy pod willą i ogrom budynku zrobił na niej wrażenie, weszła na pierwszy stopień schodów i jej wzrok utkwił w podświetlonej tablicy nad drzwiami. -Dlaczego taki napis? -Wciąż się wpatrywała a ja się do niej obróciłem i odpowiedziałem

    -Z tego co widzisz CHLEW już mam brakuje mi tylko ŚWIŃ. -Opuściła wzrok na mnie po czym dodała. -Nie wiem czym się zajmujesz ale chcę u ciebie pracować.

    2

    -Ewa dostała pokój zaraz obok mojego, wprowadziła się na stałe, nasze pokoje były połączone zamaskowanymi drzwiami, uprawialiśmy seks kiedy tylko mogliśmy. Ewa nabrała pewności siebie kupowała drogie ubrania i chodziła w nich cały dzień, jadła ile chciała i gdzie chciała (z podłogi, prosto z patelni albo z sedesu bardzo się jej spodobało) wiedziała że jest tu tylko dlatego że mam taki kaprys i jej głównym zadaniem jest sprawianie mi przyjemności.

    Po tygodniu postanowiłem sprowadzić do domu kolejną kobietę, Ewa mówiła mi że do szpitala przychodzi gruba kobieta na badania, rozmawiała z nią i dowiedziała się, że jej rodzice robią jej problemy z tego jak wygląda i ile je. Ewa oczywiście zorganizowała zaproszenie jej tu na kolacje, zgodziła się, osobiście jej towarzyszyła w podróży do mojej willi. Gdy ją ujrzałem wiedziałem że musi być moja. Przedstawiła się jako Krystyna miała 23 lata i była ubrana w obcisła czarną sukienkę miała czarne długie włosy. Inni gdyby ja zobaczyli byli by zniesmaczeni ale mi zaimponowała ciałem. Była niższa od Ewy ale w szpilkach dorównywała jej wzrostem. Usiedliśmy do kolacji i kelner podał pierwsze danie, była to lekka przystawka, dziewczyny zapewne się nie najadły.

    Drugie danie dostałem tylko ja, kiedy zacząłem jeść one tylko się przyglądały. -Ewa mówiła mi że masz problem w domu z rodzicami. -To zdanie wyprowadziło ją z równowagi. -Oferujemy Ci prace , będziesz pokój i wyżywienie ile tylko zechcesz, wolne weekendy i ubrania. Co ty na to? -Czym dokładnie mam się zajmować? -Gestem ręki kazałem kelnerowi wnieść do salonu dwie duże miski dla psów pełne jedzenia, postawił je na podłodze i zniknął w drzwiach. -Smacznego dziewczyny. -Ewa wstała od stołu i uklękła przed jedną z misek, nachyliła się, tak że jej piersi dotykały podłogi i zaczęła jeść. Krystyna przyglądała się temu z niedowierzaniem spojrzała na mnie po czym z powrotem na Ewę. Powoli odsunęła krzesło i podeszła do miski. Powoli klękała, gdy się już nachyliła nad miską jej obwisłe piersi w czarnej sukience rozlały się na podłodze. Obróciła głowę i popatrzyła na Ewę jak wylizuje resztki z miski, chwile po tym zaczęła jeść ze swojej miski. Ewa wycierała brudną twarz z jedzenia a ja stanąłem za klęczącą Krystyną i zdarłem z jej tyłka sukienkę, wzdrygnęła się ale nie przestała jeść. Kiedy kelner donosił jej miski z jedzeniem, spuściłem się w niej 4 razy, później Ewie do buzi jako deser. Krystyna w tym czasie lizała podłogę z resztek jedzenia.

    Wprowadziła się następnego dnia. Po południu kurier przywiózł paczkę którą postawiłem na stole w salonie, zawołałem dziewczyny i kazałem im ją rozpakować, w środku były lateksowe czarne maski. Kazałem im je założyć, miały wycięcia na nos, oczy i buzie. Szczelnie obciskały twarz i szyje. -Od teraz macie w nich chodzić cały czas kiedy będziecie w domu, chyba że pozwolę ściągnąć. Słuchacie się mnie i robicie co mówię. -Pod wieczór ogoliłem je w intymnych miejscach i kazałem wejść do sporej wanny, były nagie i klęczały, zawołałem kelnera i wjechał do łazienki z wózkiem pełnym jedzenia.

    Wziąłem dwa talerze spaghetti i spytałem się która jest głodna, wystawiły języki i zaczęły błagać o jedzenie. Przechyliłem spaghetti na nad głowami moich świń po czym obserwowałem jak wciągają makaron ze swoich ciał. Później zjadły pierogi, chłodny rosół, pizzę i na deser kremówki z poczwórną porcją śmietany. Kiedy po wylizaniu wszystkiego z wanny wciąż były głodne, oblałem je miodem i posypałem płatkami śniadaniowymi, kiedy całowały się sklejone miodem, powsadzałem każdej po dwa ogórki zarówno w cipę jak i dupę.

    Rano przy śniadaniu, zjadły przy stole ale z misek i bez sztućców. Przed obiadem wybraliśmy się na spacer po lesie, nagie prezentowały się pięknie, miały na sobie tylko buty i obrożę na szyje.

    Było dość ciepło więc obiad zjedliśmy w altanie, kelner przyniósł wielką misę z jajkami na twardo, ja oczywiście zjadłem normalny obiad. -Będziecie mogły zjeść tyle jaj ile naraz pomieścicie w pochwie i odbycie a następnie przebiegniecie wokół altany, jeśli jajko z jednej wypadnie druga będzie musiała je rozmielić i wciągnąć nosem. Smacznego.

    Ewa zmieściła 19 jajek ale 3 jej wypadły, Krystyna poradziła sobie z 21 jajkami i tylko 1 jej wypadło, kiedy wydalały jajka wiele było rozpaćkanych ale i tak zajadały się nimi. Kara za przedwczesne wydalenie jajek już czekała na talerzu. Ewa szybko wciągnęła jedno jajko ale Krystyna sobie nie radziła więc pomogłem jej palcami upchać zmielone jajko w nosie.

    Wieczorem wręczyłem każdej dwa dilda wzorowane na końskim penisie, były lekko zmieszane ale po rozkazie masturbacji i kilku sekundach doznań zmieniły zdanie i dobrowolnie wsadziły sobie również w odbyt. Zabawy miały na cały wieczór. Własnym penisem zatkałem Krystynie usta w do Ewy ust wsadziłem kiełbasę, oczywiście miała zakaz jedzenia jej.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    a b

    Bardzo bym prosił abyście napisali w komerntarzach jak wam się podobają moje opowiadania, zarówno Eksperyment jak i to. Możecie podać też temat przewodni do nowego opowiadnia, w miarę czasu dodam kontynułacje tego oraz Eksperymentu. Możesz napisać również na GG nr 42718142.

  • Koncert silnych doznan

    Jestem młodą wokalistką polskiego zespołu grającego death metal. Niedawno wydaliśmy swój pierwszy album i udało nam się załapać jako jeden z supportów dla pewnego zespołu ze Szwecji, podczas ich kilku koncertów w Polsce. Poza nami supportował ich jeszcze jeden polski zespół, a także jeden z Finlandii, który towarzyszył głównej gwieździe przez całą trasę koncertową. Szczęście się do mnie uśmiechnęło, bowiem był to już od dłuższego czasu jeden z moich ulubionych zespołów. Miałam zatem szansę na zapoznanie się z jego członkami. Więcej czasu spędzaliśmy z Finami, niż z tamtymi Polakami. Było to spowodowane pewnego rodzaju rywalizacją na rodzimym podwórku, więc z reguły unikaliśmy siebie nawzajem.

    Tego wieczoru graliśmy trzeci z czterech zaplanowanych koncertów w Polsce. Był to zatem nasz przedostatni występ jako support dla Szwedów. Kiedy nadszedł czas koncertu, na początku wystąpił tamten zespół z Polski, później my. Następnie publiczność dla gwiazdy wieczoru ostatecznie rozgrzali chłopcy z Finlandii. Oglądałam ich występ zza kulis. Później wszyscy udaliśmy się na backstage, zostawiając scenę dla Szwedów. Podążyliśmy do jednego z dressroomów, gdzie każdy wziął zimne piwko. Rozsiedliśmy się na kanapach dookoła niewielkiego stołu, by miło spędzić czas, podczas którego występować będzie szwedzki zespół. Byłam jedyną kobietą w tym towarzystwie. Zarówno cały zespół z Finlandii, jak i reszta mojego zespołu to sami faceci. Ale ja od zawsze lubiłam przebywać w męskim gronie. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Przez te kilka dni udało nam się całkiem nieźle zakumplować z Finami. Po jakimś kwadransie każdy trzymał w ręce już pustą butelkę po piwie. Wtedy też jeden z Finów zaproponował, aby wyjść z tego klubu i pójść napić się czegoś mocniejszego na mieście. W końcu Szwedzi będą koncertować przez jeszcze dobre półtora godziny, więc szybciej się stąd nie ruszymy. Wszyscy ochoczo przystanęli na tę propozycję. Wszyscy, oprócz mnie i fińskiego wokalisty. Stwierdziliśmy, że dla dobra naszych głosów sobie odpuścimy. W końcu trzeba było dbać o gardło, nazajutrz czekał nas kolejny występ. Reszta nie próbowała nas przekonywać. Szybko się zebrali, co niektórzy na pożegnanie rzucili dwuznaczny uśmieszek, i wyszli.

    W pokoju zostałam tylko ja i on. Siedział na kanapie naprzeciw mnie. Jednak wstał, by wziąć z lodówki jeszcze dwa piwa. Podał mi jedno i usiadł obok mnie. Poczułam rozkoszny zapach męskich perfum. Zaczęliśmy popijać piwo i rozmawiać. Niemalże przez cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. On był ode mnie o dwadzieścia lat starszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że był cholernie atrakcyjny. Podobał mi się od czasu, gdy jeszcze nawet nie marzyłam o tym, że kiedyś go spotkam. A teraz siedział tuż obok mnie. Zwyczajnie miałam chcicę. Będąc od kilku dni w trasie, nie miałam nawet czasu na to, by zaspokoić samą siebie. Na początku rozmawiałam z nim o pierdołach. Nieciekawe pogaduszki dwójki wokalistów. Później zeszliśmy na bardziej prywatne tematy. Dowiedziałam się, że jest wolny. Ja zresztą też nie miałam partnera. Wszystko układało się po mojej myśli. Dosyć szybko wypiliśmy piwo, puste butelki odłożyliśmy na stolik. Może zadziałała jakaś chemia, może zwyczajne pożądanie, a może po prostu wypite w całkiem krótkim czasie dwa piwa. Ale już po chwili się całowaliśmy. Z początku dosyć nieśmiało, zaraz potem z języczkiem. Nie przeszkadzał mi nieprzyjemny zapach piwa. Myślałam tylko o tym, że chcę się ruchać. Tu i teraz. Usiadłam okrakiem na jego udach, wsunęłam dłoń w jego długie włosy i pogrążyłam się w namiętnych pocałunkach. Zdjął ze mnie kurtkę, chwilę później zostałam bez bluzki. Cały czas czułam jego dotyk, jego dłonie wodziły po mojej skórze. Trzymał mnie w talii, gładził po plecach. Na krótko przestaliśmy się całować, bym mogła ściągnąć z niego koszulkę. Oparłam dłonie o jego tors i z powrotem przywarłam ustami do jego warg. Wtedy on dobrał się do mojego biustonosza. Bez zbędnych pytań zdjął go ze mnie i gdzieś odrzucił. Od razu chwycił za moją pierś i mocno ją ścisnął. Uszczypnął mojego już sterczącego z podniecenia sutka. Po chwili złapał mnie za ramiona i zwyczajnie z siebie zrzucił. Wtedy też skończyły się wszelakie czułości. Zamienił się w prawdziwą bestię z północy. Wstał z kanapy i zsunął nieco spodnie. Chwycił mnie za włosy tuż przy głowie i pociągnął, tak, że nie wiedząc kiedy już przed nim klęczałam. Przyciągnął moją twarz do swojego krocza. Przytuliłam się do niego policzkiem, czując jego penisa przez bokserki. On władczo patrzył na mnie z góry i powtarzał, że wie, że tego chcę. W końcu odsunął nieco moją głowę, by zsunąć bokserki. Od razu z powrotem mnie przyciągnął, szarpiąc przy tym za moje włosy. Na początku przywarłam ustami do jego jąder, które zaczęłam całować i oblizywać. Zaczęłam je także pieścić dłonią. Chwilę później on sam nakierował na moje usta swojego penisa. Przez jakiś czas pozwalał mi samej się nim zająć. Waliłam mu ręką, ssałam go i lizałam, bawiłam się jego kulkami. Spoglądałam przy tym zalotnie ku górze. Jego kutas był już na wpół gotowy, gdy chwycił moją głowę obiema rękami. Szybkim ruchem docisnął ją do swojego podbrzusza, sprawiając, że jego cały fiut zniknął w moich ustach. Nie byłam na to kompletnie gotowa, więc trochę spanikowałam i zaczęłam się odpychać dłońmi od jego ud. Nadaremno, on trzymał mocno moją głowę przez kilka długich sekund. Kiedy w końcu puścił, szybko się odsunęłam, chcąc złapać oddech. Nie dał mi na to dużo czasu. Znowu przyciągnął moją głowę i poczułam jego penisa w swoim gardle. Zaczął szybko poruszać moją głową, jakbym była jakąś lalką. Ciągle próbowałam się odpychać, ale on był silniejszy. Po kilkunastu sekundach puścił, a ja się rozkaszlałam. Wtedy też wyjął pasek ze spodni i chwycił mnie za nadgarstki. Wyraźnie był zirytowany moim odpychaniem się, bo paskiem unieruchomił mi ręce za plecami. Trochę się stawiałam, ale z drugiej strony taka niemoc mnie kręciła. Po chwili znowu ruchał moje gardło. Tym razem głowę trzymał mi w miejscu, a sam szybko poruszał biodrami. Jego kutas stał już na baczność, ale on nie przestawał posuwać moich ust. Robił tylko krótkie przerwy. Miałam już tego dosyć, dusiłam się i krztusiłam. On jednak nic sobie z tego nie robił. Bezlitośnie pieprzył mnie w gardło. Po kilku minutach, które dla mnie wydawały się wiecznością, w końcu doszedł. Nie przestał przy tym posuwać mojej buźki, spuścił mi się prosto do gardła. I tak czułam słony posmak spermy w ustach. Jeszcze przez chwilę ssałam jego fiuta, który wreszcie sflaczał. Dopiero wtedy zostawił moje usta w spokoju. Przez jakiś czas patrzył na mnie z góry, ciężko przy tym oddychając. W końcu mnie podniósł, a następnie pchnął na kanapę. Nie miałam jak zamortyzować upadku, bo ręce miałam cały czas unieruchomione za plecami. Gdy próbowałam się obrócić z brzucha na bok, on rozebrał się do naga. Wtedy do mnie podszedł i przewrócił mnie na plecy. Nie była to zbyt wygodna pozycja, bo leżałam na własnych rękach. Trochę się wierciłam, ale niewiele mogłam zdziałać. Fin zdjął ze mnie resztę ubrań, więc po chwili leżałam na kanapie goła i po części bezbronna. Spojrzał łakomie na moją gładko ogoloną cipkę. Rozłożył mi nogi, czego mu nie utrudniałam. Jego oczom ukazała się już dosyć mokra muszelka. Parę razy mnie po niej poklepał, po czym od razu wsunął we mnie dwa palce. Zajęczałam, a on bez zbędnego przedłużania zaczął robić mi konkretną palcówkę. Szybko poruszał ręką w przód i tył, robił to w szaleńczym tempie. Cały czas pojękiwałam. Nieco się pochylił, by drugą dłonią mocno chwycić mnie za pierś. Ścisnął ją bez śladu delikatności. Po chwili do dwóch palców dołączył jeszcze jeden. Teraz gwałtownie posuwał mnie trzema palcami. Na szczęście moje coraz głośniejsze jęki zagłuszał koncert szwedzkiego zespołu. Jednak Finowi chyba i tak przeszkadzały, bo podniósł z podłogi moje majtki i zwinięte w kulkę wsadził mi je do ust w charakterze knebla. Po tym znowu powrócił do szaleńczej palcówki. Wiłam się na kanapie ze skrępowanymi za plecami rękoma. Moje jęki, a momentami nawet krzyki, dosyć skutecznie tłumiły majtki. Z mojej cipki wypływały spore ilości soków. Fiński wokalista wiedział, co robi. Poza ostrą palcówką, odszukał i skutecznie pieścił mój punkt G. W wyniku tego po kilku minutach wszystkie mięśnie w moim ciele się napięły. Zalała mnie niewyobrażalna fala rozkoszy. On poczuł na swoich palcach, jak moja pochwa pulsuje. Zadrżałam, głośno i przeciągle jęknęłam, po czym już leżałam bez ruchu z zamkniętymi oczami, ciężko przy tym dysząc. Miałam wrażenie, że ten wspaniały orgazm wyssał ze mnie wszystkie siły. Zatem Fin zwolnił tempo, by w końcu wyjąć ze mnie palce. Jego cała dłoń była w moich soczkach. Po chwili poczułam, że wyjmuje z moich ust majtki. W następnej sekundzie już ssałam jego palce, starannie zlizując własny nektar. Z rzadka otwierałam przy tym oczy, bo ciągle czułam pewnego rodzaju niemoc. Po jakimś czasie zabrał dłoń, ale nie zakneblował mnie z powrotem majtkami. Zamiast tego przesunął mnie nieco na kanapie, tak, że moja głowa leżała na jej krawędzi. Zaraz potem zobaczyłam przed sobą jego penisa. Znowu zaczął ruchać moje usta. Nie miałam jak się przed tym bronić. Z początku, gdy jego kutas był jeszcze miękki, było dosyć łatwo. Jednak z czasem, kiedy zaczął twardnieć, sprawa się skomplikowała. Dokładnie czułam, jak jego fiut penetruje moje gardło. Dusiłam się i kaszlałam, z oczu pociekły mi łzy. On jednak dogłębnie mnie posuwał. Tak, że aż jego jądra rozpłaszczały się na mojej twarzy. Przez praktycznie cały czas miętosił moje cycki i szczypał sutki. Po jakimś czasie przestał. Wysunął z moich ust swoją twardą pałę. Nie zdążyłam dobrze złapać oddechu, bo z powrotem zakneblował mnie majtkami. Znowu przesunął mnie na kanapie i znalazł się pomiędzy moimi nogami. Wszedł we mnie z pełnym impetem. Westchnął, czując zaciśniętą na penisie mokrą i rozgrzaną cipkę. Nie bawił się w jakieś delikatne i wolne początki. Od razu zaczął ruchać mnie pełną parą. Widać było, że w łóżku też jest miłośnikiem „ciężkich brzmień”. Zarzuciłam mu nogi na ramiona, a on posuwał mnie w zabójczym tempie. Słyszałam jego przyspieszony oddech i odgłos zderzających się ze sobą ciał. Już zapomniałam o tym, jak niewygodnie leży mi się z rękami pod sobą. Nie obchodziło mnie to, czy ktoś słyszy moje jęki i krzyki, nawet przez majtki w ustach i hałas odbywającego się w pobliżu koncertu. Myślałam tylko o tym wariackim uczuciu pomiędzy moimi nogami. Byłam taka napalona, tak bardzo chciałam się ruchać. A teraz on dawał mi to spełnienie, zaspokajał moją dziką żądzę. Wchodził we mnie i wychodził, nawet nie potrafiłam określić kiedy. Pieprzył mnie bez opamiętania. W pewnym momencie sięgnął jedną ręką do mojego gardła i zacisnął na nim palce. Zaczął mnie podduszać, a ja ponownie nie miałam się jak bronić. A może zwyczajnie nie chciałam tego robić. Oddychałam coraz rzadziej, czułam, jak krew pulsuje mi w skroni. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Zabrał rękę dosłownie chwilę przed tym, jak już myślałam, że odpłynę. Nerwowo łapałam oddech, kręciło mi się w głowie. Ale nade wszystko przebijało się wspaniałe uczucie żywiołowego ruchania. Po kilku minutach gwałtownie ze mnie wyszedł. Jednak to nie był koniec. Chwycił mnie za ramiona i podniósł z pewnego rodzaju dzikością w oczach. Obrócił mnie tyłem do siebie. Klęczałam, przyciągnął mnie ku sobie. Niewygodnie wykręcił moje skrępowane ręce i znowu zaczął mnie posuwać. Tempo wcale nie było wolniejsze niż wcześniej. Jedną dłonią ścisnął moją pierś. Wykręcił mi sutka tak, że aż zawyłam z bólu. Słyszałam, jak dyszy tuż za mną. Mocno obijał się o moje pośladki, a ja nie przestawałam wydawać z siebie jęków, tłumionych przez własne majtki w ustach. W tej pozycji ruchał mnie przez następnych kilka długich minut. Wtedy wyszedł ze mnie i pchnął mnie do przodu. Nie mogłam podeprzeć się na rękach, więc upadłam na kanapę bokiem twarzy. Czułam się w jego posiadaniu jak zwykła zabaweczka. I to strasznie mnie kręciło. Pomimo niezbyt wygodnego położenia ładnie się wypięłam, by już po chwili znowu poczuć jego fiuta w sobie. Dał mi porządnego klapsa w tyłek i po raz kolejny dał upust niepohamowanej żądzy. Miałam wrażenie, że rucha mnie jeszcze intensywniej niż wcześniej. Nawet już zbytnio nie miałam siły na to, by jęczeć. Pomrukiwałam coś tylko, rozkoszując się jego kutasem dogłębnie penetrującym moją cipkę. Od tego pieprzenia w szaleńczym rytmie bolały mnie już pośladki, a jeszcze na dodatek teraz co chwilę sprzedawał mi mocnego klapsa. Moje cycki podskakiwały do przodu i do tyłu w tym samym, żywiołowym tempie ruchania. Minuty mijały, a ja zastanawiałam się, ile on jeszcze może wytrzymać. Po chwili wychwyciłam kątem oka jakiś ruch. Głowę trzymałam obróconą w bok, więc widziałam głównie stolik i kanapę po jego drugiej stronie. Jednak ten ruch to były otwierające się drzwi, które były niemalże na wprost mnie. Przesunęłam się na tyle, ile mogłam i zobaczyłam w nich jednego z gitarzystów fińskiego zespołu. Przez chwilę przestraszyłam się, że to już wszyscy wrócili z popijawy na mieście, ale na szczęście on był sam. A od wszelkich zmartwień odciągnął mnie widok formującego się w jego spodniach wybrzuszenia. Gitarzysta zaczął iść w moją stronę, a wokalista nawet na sekundę nie przestał mnie grzmocić. Przecież musiał zobaczyć swojego kolegę z zespołu, lecz najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. Parę sekund później ów kolega już stał przede mną. Nie spieszył się z rozpięciem paska i opuszczeniem spodni. Spoglądałam na niego nie wzrokiem błagającym o litość. Wręcz przeciwnie. Ciągle było mi mało. Wtedy nadal posuwający mnie wokalista wyszedł ze mnie i mnie podniósł. Przerzucił mnie przez oparcie kanapy jak swoją laleczkę do ruchania. Chwilę później wrócił do bezlitosnego pieprzenia mojej cipki, a gitarzysta podszedł od drugiej strony i wyjął z moich ust przesiąknięte śliną majtki. Zebrał moje włosy i trzymał w jednej ręce. Drugą natomiast ujął swojego sterczącego penisa i zaczął wodzić jego główką po moich wargach. Po chwili zaczął wolno posuwać moje usta. Jednak to tempo nie utrzymywało się długo. Kolejny wielbiciel ostrego seksu. Moje gardziołko zostało brutalnie przeruchane już trzeci raz w przeciągu tak krótkiego czasu. I pomyśleć, że to w trosce o właśnie tą część ciała nie poszłam się napić na miasto. Byłam pieprzona w dwie dziury jednocześnie. Przed sobą widziałam, jak wcale niemały kutas rytmicznie zagłębia się w moich ustach. Czułam, jak cały czas w tym samym, szaleńczym tempie rucha mnie fiński wokalista jednego z moich ulubionych zespołów. Słyszałam nie tylko koncertujących Szwedów, ale też westchnienia, mruczenie i jęki posuwających mnie Finów. Byłam już wyczerpana, ale jednocześnie nie chciałam, by przestawali. Po kilku minutach poczułam kilka wolniejszych, ale mocnych pchnięć w moją cipkę. Wokalista z przeciągłym jękiem skończył we mnie, po czym dał mi jeszcze jednego klapsa i padł zmęczony na kanapę. Gitarzysta przyspieszył tempo ruchania mojego gardła. Poczułam, jak z mojej cipki wypływa mieszanka soczków i spermy. Po dłuższej chwili kutas wysunął się z moich ust, a Fin zaczął walić sobie przed moimi oczami. Spory ładunek nasienia wylądował na mojej twarzy i włosach. Zlizałam to, co było w pobliżu ust. Starannie wyssałam resztki z penisa gitarzysty, po czym on podciągnął spodnie, chowając opadającego fiuta. Poczułam, że fiński wokalista w końcu zdejmuje pasek z moich skrępowanych za plecami rąk. Po tym położyłam się na kanapie bez sił na cokolwiek. Ciężko oddychałam i patrzyłam w sufit. Wiedziałam, że pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść. Rozmazany makijaż, zmierzwione włosy, sperma na twarzy. Ale przynajmniej czułam się spełniona. To był najlepszy seks w moim życiu. Po kilku minutach odpoczynku muzycy z Finlandii zatargali mnie do łazienki. W końcu pozostali mogli za niedługo wrócić, a mnie wypadałoby doprowadzić do porządku…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Easnadh

    Kto dotrwał do końca? Co o tym myślicie? 😉

  • Dużo ciala do kochania 2

    Załatwianie spraw w deszczową pogodę nie jest przyjemne, zwłaszcza kiedy trzeba przespacerować się z parkingu do urzędu. Płaszcz przeciwdeszczowy bardzo pomagała ale żimny wiatr w twarz robił swoje.

    Kilka metrów przed wejściem minęła mnie młoda dziewczyna, ciężko byłoby jej nie zauważyć że względu na wielki gabaryty cielesne, w ostatnie sekundzie kiedy wychodziła już z moje pola widzenia zerknąłem na twarz, pryszczata, zbyt okrągła twarz nie zbyt atrakcyjna. Lecz mimo tego reszta ciała wyglądała wręcz wciągająco, po paru krokach obróciłem się w jej kierunku i szedłem za nią wolnym krokiem. Miała brudne i stare ciuchy, wyglądała na smutną. Kilka krotnie się zastanowiłem czy jest mi ona potrzebna i do czego.

    Skręciła w dróżkę która prowadziła do starego magazynu, było to dziwne ponieważ magazyn był opuszczony a jedynym wyjściem była ta droga którą szliśmy. Przystanąłem na chwile, weszła do środka budynku wejściem dla pracowników, po pary sekundach również szedłem do środka. Siedziała plecami do mnie przy starym biurku na którym stała świeczka i puszki po konserwach.

    W kącie na prowizorycznym łóżku leżała sterta koców. Najprawdopodobniej tutaj mieszkała, marne warunki do życia. -Mieszkasz tutaj?- gwałtownie się obróciła i mało nie spadła z krzesła. -Kim jesteś i czego tu szukasz? Nie mam pieniędzy. -Chwyciła w dłoń mały nóż. -Nie zrobię ci krzywdy a pieniędzy mam tyle że mogę kupić ten magazyn. Głodna jesteś?

    -Nie interesuj się i wypierdalaj stąd! -Udawała groźną. -Dam Ci tyle jedzenia że nigdy nie pomyślisz o głodzie, dam Ci ubrania i dach nad głową. -I to wszystko co mówiłem było prawdą.

    -I czego chcesz w zamian? -Okazało się że coś tam inteligencji ma, bo przecież za darmo to nic nie ma. -Twojej przyjemności. Co masz do stracenia, chodź ze mną, gorzej niż tutaj chyba nie będzie.-

    Powoli odkładała nóż, ludzie przyparci do ściany chwycą się nawet brzytwy.

    -Jak masz na imię?

    -Monika.

    -Ile masz lat?- Wiozłem ją do mojej rezydencji, trochę się zrelaksowała kiedy poczuła ciepło w aucie. -18- Wyglądała na trochę więcej, zgubił mnie jej paskudny wyraz twarzy, teraz z bliska to sobie uświadomiłem. -Dlaczego nie masz domu?

    -Rodzice są alkoholikami, uciekłam.

    Podjeżdżaliśmy pod dom a Monika podziwiała go z fascynacją, kiedy stałą przed wejściem patrzyła pod nogi więc pewnie nie widziała nazwy domu. Kiedy zawołałem dziewczyny, Monika wytrzeszczyła oczy widząc ogromne pół nagie kobiety w lateksowych maskach na głowie

    -To jest Monika, moja nowa koleżanka, a te dwie kobiety zwane sukami to Ewa i Krystyna.

    Dziewczyny zaprosiły ją do salonu, bardzo się do niej tuliły mimo że śmierdziała i była brudna. W łazience miała problem z rozebraniem się ze względu na naszą obecność ale już się chyba domyśliła ze mimo wszystko my nie wyjdziemy, chwile trwało zanim pokazała nam swoje ciało, i moje przypuszczenia były trafne. Dla tych fałd tłuszczu na brzuchu i wielkich pośladków można sprzedać dusze. -Wymyć ją i nakarmić, włosy na ciele zostają, te na głowie ogolić do zera i ubrać maskę. Jeśli będą jakieś problemy to mnie zawołajcie.

    Po dwóch godzinach stała przede mną w czarnej masce niczym nie wyróżniającej się od tych Ewy i Krystyny. Była naga a dziewczyny miały mokre ubrania -Jak ci się podoba w moim domu?- zapytałem stając obok niej -Bardzo ładnie i dziękuję za jedzenie.

    -Nie musisz dziękować, Powiedz mi czy jesteś dziewicą? -Zareagowała lekkim zakołysaniem się.

    -Tak jestem.

    -Masturbowałaś się kiedyś?

    -Nie.

    Podszedłem do stołu i chwyciłem podłużną kiełbasę, powąchałem.

    -Bardzo dobra jadłem na śniadanie, dziewczyny potwierdzą smak, będziesz się przez godzinę masturbować tą kiełbasą, jeśli nie dasz rady trafisz na ulicę, jeśli wytrzymasz, dostaniesz ubranie.

    Posłusznie chwyciła za koniec kiełbasy i przyłożyła sobie do cipy. -Czas start!

    Po 20 min było widać zmęczenie, dziewicza krew już zastygła na rękach. My oglądaliśmy telewizor a ona tak sobie po prost się masturbowała.

    -Po co nam ona? -Zapytała Ewa.

    -Traktuj ją jak gorszą od was.

    Monika dała radę, pod koniec sapała jak pies. -Brawo dostaniesz nagrodę, Krystyno kochanie przynieś jej jakieś ciuchy. -Ewa nachyliła się nad nią i wyjęła jej z ręki kiełbasę i ugryzła kawałek.

    -Teraz smakuje jak gówno. -Krystyna wyciągnęła do niej rękę w której trzymała skarpetkę. -Oto twoje ubranie. -Monika popatrzyła na mnie a ja tylko wykrzywiłem twarz w geście bezradności. Wieczorek dymałem Monikę w każdą dziurę, najbardziej spodobał mi się jej odbyt, był taki ciasny.

    Nie odzywała się ani słowem, w oczach miła łzy ale nie płakała, kiedy kończyła lizać podłogę, zapytałem ją -Wolisz być tutaj czy wracać na ulicę? -Chwilę nic nie mówiła, aż w końcu odparła

    -Chcę zostać tutaj niezależnie co będę musiała robić.

    4

    Obudziłem się lizany w stopy przez Krystynę, klęczała przy łóżku i z rozkoszą lizała mi palce u stóp. -Była byś tak łaskawa i zajęłabyś się innym problemem niż moje stopy. -Odchyliłem kołdrę i jej oczom ukazał się mój poranny zwód, uśmiechnęła się. -Kochana zajmij się nim, byłbym wdzięczny gdybyś użyła do tego swojego tylnego otworu. -Bez słów sprzeciwu zabrała się za skakanie dupskiem po moim penisie, była już nauczona aby zbytnio mnie nie przegniatać cielskiem.

    Na zegarku widniała już 11 godz. -Jadłyście już śniadanie? -Zapytałem przecierając oczy.

    -Oczywiście, Monika próbowała zjeść razem z Ewą przy stole, szybką ja nauczyłam zasad które w tym domu rządzą. Przywiązałam ją do stołu i dałam 50 klapsów w dupę, Ewa nie była tak łagodna, wzięła swoje końskie dildo i wepchała jej w odbyt.

    Zaczęła się wydzierać więc zatkałam jej usta moją bielizną, wszystko aby Ciebie nie obudzić. -Zuch dziewczyna. – W domu zaprowadziłem pewną hierarchię, że tylko ja i Ewa jako pierwsza świnia w tym domu może jeść przy stole lecz i tak beż sztućców, oczywiście mnie zakaż korzystania ze sztućców nie obowiązywał. Krystyna dość długo zabawiła w moim łóżku, Pod koniec dołączyła się również Ewa, miała wesołą minę, kiedy się jej zapytałem z czego się tak cieszy odparła:

    -Przyszła do mnie Monika i poprosiła mnie abym jej pożyczyła moje dilda, oczywiście jej pożyczyłam, kiedy już wychodziła dodała -Chcę być taką grubą suką jak pani, proszę mi w tym pomóc. Chcecie wiedzieć co się działo później? -Krystyna dostałą orgazmu.

    Na obiad serwowałem zupę mleczną z ryżem podaną w sedesie, Ewa uwielbiała to naczynie, praktycznie wpychała głowę jak najgłębiej aż mogła wciągać mleko nosem, Krystyna niezbyt lubiła ten sposób jedzenia ale nie okazywała tego, dla Moniki to była nowość, z początku miała problem z przełykaniem ale się szybko nauczyła.

    Dla urozmaicenia dodałem wielkie dildo którym jedząca była dymana przez poprzedniczkę, Monika bardzo się zadowoliła z tego pomysłu lecz gdy Krystyna całym ciałem naparła na nią twarz Moniki praktycznie się nie wynurzała spod powierzchni mleka.

    Kiedy kazałem Krystynie dać Monice chwile wytchnieniach, natychmiast wyciągnęła głowę z sedesu i zaczerpnęła powietrza, otarła twarz i powiedziała -Wciąż jestem głodna. -Ewa pomóż Krystynie z tym dildem. – Ewa nogą wepchnęła głowę Moniki do sedesu a ja nalałem nowej porcji zupy, Krystyna nie oszczędzała siły w dymaniu najmłodszej świni.

    Z szafki wyciągnąłem dużą strzykawkę, napełniłem ją mlekiem i całość wstrzyknąłem w odbyt Ewy powtarzałem to do momentu aż uświadomiłem sobie że w wardze nie ma już mleka, cały jej brzuch napęczniał od mleka w bebechach, Krystyna patrzyła na nią z niedowierzaniem, aż z amoku wyrwała ją szamotająca rękami Monika której najwidoczniej brakowało powietrza.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    a b

    Bardzo bym prosił abyście napisali w komerntarzach jak wam się podobają moje opowiadania, zarówno Eksperyment jak i to. Możecie podać też temat przewodni do nowego opowiadnia, w miarę czasu dodam kontynułacje tego oraz Eksperymentu. Możesz napisać również na GG nr 42718142.

  • Prawdziwie Oswieceni Cz 8

    Pierwszy dzień szkoły

    – Ja pierdolę! O kurwa! Do jasnej cholery!

                   Takie właśnie okrzyki zdumienia pomieszanego ze złością rozbrzmiewały w stołówce podczas gdy Etan spokojnie spożywał kolejne porcje substytutu chleba. Bezpośrednio po ich małej orgii zasnęli niemal na cały dzień, pozbierali się dopiero pod wieczór. Strumienie ciepłej wody zmyły dowody zniesmaczenia jakimi się okryli jednak więź jaka ich połączyła była zbyt silna aby to sobie wypominali – wstyd także odszedł w niepamięć. (Dla dobra Czytelników nie będziemy opisywać tutaj tego co się stało pod prysznicem… i co trwało dość długo aby ponownie Bohaterowie zapadli niemal w śpiączkę). Po odświeżeniu i kolejnej drzemce napadł ich atak głodu tak wielkiego, że pochłaniali wszystko co tylko pozostało jeszcze w zapasach przepastnej szkolnej chłodni. W przerwach Aron i Zetar przeklinali jak zdarta płyta przetrawiając informacje jakie zdobył Etan. Byli po prostu wstrząśnięci.

    – Kurwa! No musimy spróbować! – Po raz kolejny przeklął Zetar.

    – Prawda. – Zgodził się Aron ledwo słyszalnym głosem stłumionym olbrzymią porcją substytutu chleba z SEVOX’EM z suszonymi pomidorami. – Zapasy się kończą. Jeśli się stąd nie wydostaniemy to umrzemy z głodu.

    – Heeej! Możliwe, że to przez te całą modyfikację tak dużo jemy! Nie widzę abym przybierał na wadze ale jemy zdecydowanie więcej niż podczas poprzednich lat!

                   Zetarrozpiął kombinezon przyglądając się sobie i pomasował twardy jak skała, umięśniony brzuch. Pękate mięśnie zagrały prężąc się gdy wyginał tułów na boki szukając wałków tłuszczu i ich nie znajdując. Etan zamknął oczy jednak przeklęta wyobraźnia zdołała wytworzyć kolejny chory obraz tańczącego Zetara w kusej spódnicy wyszywanej cekinami. Piękny brzuch co chwila napinał się i wyginał w tańcu na rurze przy akompaniamencie setek cekinów i dzwoneczków przyczepionych nawet do obcisłych, niezwykle kuszących, kusych slipów, w środków których prężył się niczym pyton jego wielki, pulsujący…

    – Etan?

                   Chłopak otrząsnął się nagle i niemal udławił się jedzeniem. Wokoło panowała cisza widać przyjaciele czekali dobrą chwilę na jego odpowiedź, wpatrywali się bowiem w niego ze zniecierpliwieniem, które szybko zniknęło zastąpione zaniepokojeniem. Kaszlał bowiem potężnie niemal wypluwając płuca.

    – Wszystko ok? – Zetar zaniepokoił się nie na żarty. Przypadł do niego troskliwie i walił dłonią w plecy podczas gdy  Etan wciąż kaszlał wypluwając kawałki nadgryzionego substytutu chleba…

    – Taak … wystarczy już. – Wycharczał Etan łapiąc powietrze i zgarniając obrzydliwe, obślinione kawałki jedzenia rękawem na posadzkę. Zetar łakomie spojrzał na pulsujący namiot w jego kombinezonie jednak nic nie powiedział. Poprawił jedynie własnego wojownika w jego wilgotnym gnieździe.

    – Dobrze… ekhem. – Zakaszlał dyskretnie Aron dając im do zrozumienia, że oczywiście wszystko to widział, włącznie z nowopowstałym wybrzuszeniem kombinezonu Zetara, który czym prędzej usiadł na swoim miejscu łapiąc się za penisa i masując go lekko z różową twarzą. – Przeczesaliśmy cały budynek jednak nigdzie nie było tej „bramy” – Aron nakreślił cudzysłów w powietrzu.

    – Wiem gdzie nie ma skanerów. – Wypalił Zetar lekko się prostując i z wielką niechęcią odejmując dłonie z ciepłego wzgórza gdzie wcześniej spoczywały.

    – Czego nie mówiłeś wcześniej?! – Zdenerwował się Etan sam siebie zaskakując. Nie chciał na niego tak naskoczyć. Zetar skulił się ponownie i unikał jego spojrzenia. Nawet Aron wydawał się zdziwiony tą ostrą reakcją. Ręce świerzbiły Etana aby pomasować uwierającego, i podrygującego w najlepsze członka, jednak nie zrobił tego olbrzymim wysiłkiem woli.

    – Przepraszam. – Wydusił z siebie po chwili. Przypomniał sobie, że pozostali czują się tak samo jak on. – Dlaczego nie powiedziałeś? – Teraz powiedział to łagodniej ulegając jednocześnie pragnieniu masowania. Natychmiast poczuł bardzo przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele i mające źródło w jego drugim mózgu posiadającym zdolność zmiany kształtu i wielkości.

    Poprawiał się dość długą chwilę podobnie jak zgarbiony Zetar. Obserwujący ich w milczeniu Aron również widać dał się złapać w sidła. Jego ręce podejrzanie szybko zniknęły bowiem pod stołem, a chłopak podejrzanie się wyprostował.

    – Ech i tak nie można tam wejść. To pokoje dyrekcji. – Powiedział Zetar zerkając na Etana z obawą. – Zamknęły się tak samo jak wyjścia do szkoły.

    – Mają takie same zabezpieczenia?

                   Zetar zdawał się zdziwiony tym pytaniem. Ponownie się wyprostował uznając chwilowy rozejm. Powoli napinały się i rozluźniały mięśnie jego prawej ręki… humor wyraźnie się poprawił.

    – Podejrzewam, że mniejsze niż te chroniące budynek z zewnątrz. Pewnie zastosowali cieńszą stal i być może mniej rygli.

    – Przetniemy to bateriami, choćby miało to trwać rok. – Etan wstał gwałtownie od stołu nagle tracąc apetyt i mając w nosie odstający namiot w swoim odzieniu.

    – Powiem, że na to nie wpadłem… – Zetar jak i Aron wydawali się zawstydzeni. Oczywiste, że szukali możliwości jak otworzyć drzwi, a nie jak siłą je sforsować.

                   Nie mówiąc nic więcej przysunęli krzesła ku sobie i po kilkunastu minutach klikania w panel kontrolny i przeglądaniu logów wspólnie ustalili, że w drzwiach prowadzących do pokoi dyrekcji są jedynie dwa zamki. Były to zaś zamki analogowe!

    Zetar pochylał się nad jednym z paneli kontrolnych łączących się z wrakiem szkolnego komputera Deusa. Etan zaś nie mógł się powstrzymać przed głębokim wdychaniem męskiej woni jaką roztaczał wokoło siebie lekko spocony i podniecony chłopak. Zapach ten dolatywał także w nieco odmiennej ale równie kuszącej wersji od strony Arona. Etan trzymał jedną dłoń w okolicach dotykowego panelu komputera aby w razie konieczności muc zatrzymać przesuwające się kolumny znaków drugą zaś dyskretnie ściskał uparcie pulsującego penisa. Zahaczając małym palcem o swoje okrągłe, męskie przymioty i wywołując falę ciepła w całym ciele zwrócił uwagę na swoje niezwykle ciężkie jądra, które powoli kołysały się przy najlżejszym poruszeniu w bieliźnie, wprost ubóstwiał jak delikatne narządy przemieszczały się w swojej niemniej delikatnej torebce ocierając się przy tym… – o nieeeee kurwa! Nie tym razem! – nawrzeszczał sam na siebie w myślach wymazując ten obraz z wyobraźni.

                   Tym razem był przygotowany, wzięli sobie do serca to co przekazała im Denea i każdy miał przy sobie zestaw blokerów popędu, którymi tak lubił straszyć Pierwszy. Teraz okazało się, że tak naprawdę było to niemal lekarstwo. Zbadali razem jak działają blokery i okazało się, że wszystkie hormony wracają do normy jaką przyjęli na podstawie historycznych zapisów. Prawdopodobnie były to i tak fałszywe dane ale możliwe, że odnosiły się do niezmodyfikowanych genetycznie mężczyzn – tak przynajmniej sądzili. Etan wydobył przezskórny dozownik i zaserwował sobie połowę standardowej dawki blokerów. Cichy syk zwrócił uwagę pozostałych.

    – No tak… – Mruknął zakłopotany Zetar, wstając zaprezentował równie podnieconego Małego-Dużego-Zetara. – Powinniśmy je brać częściej.

                   Aron pokiwał głową speszony ściskając nieudolnie równie podnieconego Małego-Dużego-Arona (właściwie to jedynie Dużego… lub nawet Tłustego Arona) wystawiającego swoją wiecznie mokrą, czerwoną głowę zarówno zza bokserek jak i zza rozpiętego aż do brzucha opiętego kombinezonu. W ciepłym powietrzu zapachniało kolejną wyuzdaną orgią, oddalili ją gdy rozległy się jeszcze dwa syknięcia uwalnianej dozy blokerów. Odetchnęli z ulgą powoli się uspokajając i mogąc wreszcie wrócić do pracy. Kierując się wskazówkami komputera odnaleźli wspomniane drzwi zabezpieczone sztabami stali i bez zbędnej zwłoki przystąpili do szturmu na twierdzę nauczycielską.

                   Dzielnie na zmianę przecinali grube na sześć cali rygle jakimi zaplombowano przejście – to tam znajdował się gabinet dyrektora, w którym mieli nadzieję odszukać bramę. Antymateria stykając się z pancerną stalą emitowała tak dużą ilość ciepła, że w wąskim korytarzu nastała tropikalna temperatura. Postanowili więc mimo niebezpieczeństwa zdjąć przepocone kombinezony. Nawet z pełnymi dawkami blokerów, które wstrzyknęli sobie chwilę później musieli mocno się ograniczać aby nie rzucić się na siebie nawzajem przecinając z mozołem zamki jedynie w samej bieliźnie. Pot lał się z nich strumieniami jakby pracowali w kamieniołomie, oni zaś jedynie przyciskali cienkie rozszczelnione baterie do potężnych zabezpieczeń tajemnic nauczycieli-avatarów. Zetar po kilku godzinach zaczął się podejrzanie wiercić i ocierać spoconym ciałem o Etana.

    Blokery niemal zupełnie puściły i wszyscy trzej w rozgrzanym powietrzu dostali rozsadzającej erekcji. Penisy grube i tłuste ożyły wystrzeliwując w górę i przykuwając całą ich uwagę. Członki dosłownie śliniły się pokryte napiętym do granic wytrzymałości elastycznym materiałem. Z wrażliwego otworu na szczytach pogrążonych w erekcyjnym tańcu i zawzięcie pulsujących penisów przetłaczała się na drugą stronę materiału lepka, gęsta maź tworząca rosnącą plamę na ich bieliźnie. Tracili powoli nad sobą kontrolę zapadła cisza gdy Zetar jako ostatni odsunął brzęczącą baterię od rygla. W ciszy jaka nastała narastała niewypowiedziana potrzeba ejakulacji. Zostało im już niewiele ponad 1/5 obu grubych sztab jednak nie zdołali dobrnąć do końca.

    – Kurwa pierdole! To gówno nie działa. – Wycharczał Zetar i przypadł do Etana odrzucając baterię na bok. Etan nawet nie próbował się jakoś obronić, nie chciał się do tego przyznać jednak w tej chwili bardzo chętnie go uściskał. Objęli się jak z dawna niewidziana rodzina. Mocno, namiętnie i z uczuciem to co jednak zrobili później w rodzinie było surowo zakazane.

    – Taak… – jęczał Etan poddając się śliskiemu językowi Zetara przemieszczającemu się po równie śliskiej od potu powierzchni swojego brzucha. Jego chłopak z werwą zupełnie niezrażony słonym smakiem jakim na pewno smakował Etan dobierał się drżącymi rękoma do niemal rozerwanych bokserek kompletnie przepoconych i nasiąkniętych litrami preejakulatu.

                   Gdy tylko opadł zwiewny materiał ściśnięty napletek Etana natychmiast zrolował się w dół odsłaniając w pełni intensywnie różową głowę. Z jedynego, szerokiego penisowego oka wypłynęła dodatkowa obfita porcja gęstego śluzu przypominająca łzy – zupełnie jakby członek cieszył się na nadchodzące doznania i zapłakał. Zetar z pomrukiem radości zassał pokaźną kroplę tych gęstych łez radości i połknął. Tak samo też zassał i połknął sekundę później niemal całego penisa. Etan zapadł się w objęcia rozkoszy, Zetar doskonale pieścił każdą możliwą do pieszczenia część wrażliwego, prężącego się instrumentu chłopaka. Zapomniany i pominięty w całym ich zapamiętałym erotycznym akcie Aron zjawił się nagle i niespodziewanie między nimi, niczego jednak nie psując, a wręcz przeciwnie. Był to idealny moment aby zrobić to co Aron zrobił zasysając tak jak wcześniej jego mosznę. Jedno później zaś oba ściśnięte w delikatnym, cienkim woreczku wielkie jądra Etana znalazły się w jego ustach wypełniając je po brzegi. Chłopak miętosił je językiem i ściskał biorąc całą mosznę najgłębiej jak umiał do ust i wypluwał ją co chwila przyprawiając Etana o zawrót głowy gdy ultra-delikatne jądra przelewały się na wszystkie strony zahaczając czasami o zęby. Wzdychał także z powodu ziszenia się jego niedawnej wizji o jądrowch pieszczotach…

    Nieustannie Zetar zaś znęcał się nad napuchniętą różową głowicą wprowadzając ją głęboko w swój przełyk liżąc i ssąc cały gruby owłosiony trzon, po chwili obaj chłopacy nabrali najdziwniejszej synchronizacji jaką miał szansę widzieć Etan.

                   Miał oczy załzawione z powodu zbyt długiego nie mrugania oraz z powodu nieziemskiej przyjemności jaką mu serwowali jednak wyglądało to tak jakby niemal się całowali mając jednocześnie wszystkie jego męskie przymioty głęboko w ustach lub nawet w gardle. Od spełnienia dzieliły go sekundy nie potrafił się opanować złapał charczącego Zetara za głowę i przybliżył do swojego podbrzusza chcąc wejść głębiej w jego gardło. Chłopak kaszlał i krztusił się jednak nie protestował mając nos całkowicie skryty w bujnych włosach łonowych Etana. Trwało to jednak tylko kilka sekund bowiem na wyższy poziom podniecenia i przekroczenie linii bez powrotu wprowadził go Aron pozwalając sobie na zbyt wiele.  

    – Już… zaraz…

                   Wyjęczał jedynie czując niecierpliwe palce Arona bez trudu zagłębiające się w jego dziurę nasmarowaną obficie lejącą się na boki śliną obu chłopaków. Aron chyba bardzo się starał bowiem w sekundę odnalazł właściwe, głęboko położone miejsce przyprawiające każdego mężczyznę o rozkoszne spięcie mięśni i to tam skupił całą moc swego niespodziewanego masażu.  Obezwładniający przypływ białej rozkoszy pod ogromnym ciśnieniem rozpoczął swoją drogę i znalazł ujście.

                   Zetar gwałtownie wyszarpnął się z jego uścisku i uciekł ustami prawie wymiotując z ssącym odgłosem wypluł całkowicie obślinionego penisa i nadstawił usta z uśmiechem. Aron zaś nie zaprzestał swej pracy ciągle ssąc wrzące jądra, nurzając w jego tylnym wejściu cztery palce i śmiało gwałcąc go głęboko. Etan złapał za pogrążony w ekstazie członek i masując jedynie parzącą w dotyku głowicę chwilę później zalał białymi strzałami całą twarz Zetara. Jego chuj nie oszczędził też Arona, którego nos, czoło oraz policzek został pokryty w całości grubą warstwą tężejącej spermy. Po kilku sekundach jęków i podrygiwań penisa widowisko się skończyło i zlany potem, zmęczony i niezwykle szczęśliwy Etan odetchnął z ulgą opierając się o ścianę na miękkich nogach. Wciąż czuł głęboko w jądrach spory zapas podniecenia jednak teraz zdolny był je jakoś kontrolować nawet bez pomocy blokerów. Wciąż jeszcze musiał być w formie w końcu obaj przyjaciele postanowili obsłużyć najpierw jego. Nie tracąc wzwodu lekko masturbując się odepchnął się od ściany.

    – Dobra, wasza kolej!

                   Etan złapał Arona za jego potężnego, grubego wojownika pulsującego niecierpliwie między jego nogami. Ciemno-wiśniowa głowica była tak obśliniona śluzem, że nie potrzebowali nawet odrobiny sztucznego żelu szczególnie, że Zetar jak zwykle był dobrze przygotowany i rozluźniony chłopak czym prędzej padł na podłogę rozumiejąc go bez słów i wypiął się prezentując się w całej okazałości. Etan nieustannie wspomagając Arona po bardzo przyjemnej w dotyku maczudze przyłożył to lepkie berło do zarośniętej ale idealnie czystego wejścia do groty Zetara. Żołędziowa głowica weszła niemal natychmiast z cichym „popnięciem” pokonując prawie zerowy opór rozluźnionej dziury wywołując głośny jęk chłopaka i westchnięcie pełne rozkoszy u Arona. Etan delikatnie pchnął do przodu Arona łapiąc za pokryte włosami napięte pośladki i miętosząc je między palcami. Zetar jednocześnie mocniej się wypiął chcąc przyjąć tego pękatego penisa w całości. Po chwili dobili do końca. Aron miarowo i rytmicznie przy muzyce klaszczących pośladów obijających się o podbrzusze i plaszczących jąder, a także innych subtelniejszych śliskich odgłosów posuwał chłopaka Etana na jego oczach. Wyraźnie wszystkim bardzo się to podobało, przyjemność jednego z nich jeszcze wzrosła gdy Etan postanowił działać.

                   Myślał o tym już wcześniej i miał bardzo dużą ochotę sprawdzić czy się uda. Nie gościł bowiem jeszcze we wnętrzu Arona. Jego ciasna dziurka była dziewicza, malutka i ściśnięta jedynie rzetelna i wprawna oralna pomoc mogła coś na to poradzić. Czując wzbierającą w ustach ślinę przystąpił do dzieła. Aron wrzasnął czując jego szorstki język na swoim tylnym wejściu. Ten jednak zagłębiał się w niego dalej i dalej. Etan rozchylił te zarośnięte grubymi, czarnymi włosami poślady aby mieć lepszy dostęp do tej maleńkiej dziurki ledwie widocznej pośród włosów i doszło nawet do tego, że dupcząc Zetara Aron nabijał się wypiętym tyłkiem wprost na usztywniony język kręcący się jak młynek.

                   Etan postanowił, że wystarczy tych doodbytniczych rozkoszy i poinstruował podnieconego do granic możliwości aktywnego chłopaka jaka pozycja będzie najlepsza. Aron usłuchał i podniósł się z  kolan biorąc wypiętego Zetara w pozycji na lekko ugiętych nogach jednocześnie umożliwiając lepszy podgląd na energiczną sytuację, a ta była bardzo smakowita. Niezwykle gruby, mocno owłosiony penis Arona nieustannie drążył rozwierutaną i sponiewieraną tak obszerną średnicą tego korzenia dziurę Zetara, widać było jednak, że wypiętemu chłopakowi jest jakby mało. Podsunęło to zaś Etanowi inny niemniej szatański pomysł. Ponownie korzystając z dobrodziejstwa śliniącego się niczym fontanna szczęśliwości penisa Arona przystawił skromnie wilgotną główkę swojego własnego penisa będącego wciąż w pełnym wzwodzie do krawędzi obszernego, obrośniętego puchem odbytu Zetara w miejscu gdzie co chwila klaskały obwisłe, owłosione i pękate jądra Arona i… lekko pchnął.

                   Nie spodziewał się aż takiego efektu i to już podczas pierwszego, najlżejszego pchnięcia. Zetar wrzasnął zastygając w bezruchu i krzyczał dalej. Jedynie Aron jakby nie zarejestrował momentu gdy pękata żołądź Etana pokonała luźny niczym galareta pierwszy pierścień mięśni odbytowych mocno je rozciągając. Zetar jednak nie poprosił aby go wyjął. Zrobił coś odwrotnego.

    – Wsadź go najgłębiej jak umiesz!

                   Do tego polecenia zastosował się także chyba nadal niczego nieświadomy Aron nabierając większej werwy w dupczeniu chętnego Zetara i odrobinę utrudniając zadanie Etanowi. Po kilku niepowodzeniach jednak zgrał swoje pchnięcia z coraz szybszymi sztychami Arona i zagłębiał się coraz dalej. Chłopak w pewnej chwili chyba pojął, że Etan jest tuż za jego plecami, poczuł też penisem obcy kształt ocierający się o niego i zaśmiał się głośno. Odtąd wspólnie nieśli radość Zetarowi.

    Zetar jęczał coraz bardziej niemal płacząc z rozkoszy i zawzięcie masturbując ręką swojego penisa, z którego ciekła już wodnista mleczna sperma wydobywająca się z niego po każdym mocnym i głębokim pchnięciu obu penisów wiercących się w jego dziurze. Nie był to jednak orgazm, Etan poczułby go będąc tak blisko doodbytniczego centrum szczęśliwości chłopaka. Wyczuwał końcem swej męskości ten owalny kształt pulsujący niczym najwyższej klasy, pulsacyjny wibrator z generatorem elektrowstrząsów umiejscowiony dość głęboko w jego wnętrzu. Do jego gładkiej i śliskiej powierzchni dopychał go obezwładniająco gruby i twardy trzon Arona. Etan co chwila zahaczał o niego najwrażliwszą spodnią częścią swojego szerokiego żołędzia wywołując niemal histeryczne piski Zetara i samemu czując przyjemne dreszcze biegnące do kręgosłupa.

                   Nie to jednak było w planach Etana. Wysunął się niepostrzeżenie z lepkich, śliskich odmętów i korzystając z uśmierzającej inne odczucia rosnącej rozkoszy malującej się na twarzy Arona przyłożył nasmarowaną obficie śluzem pałę do ściśniętej ale wcześniej wylizanej, dziewiczej dziury chłopaka. Ten drgnął lekko i co było niesamowite całkowicie się otworzył nie zdradzając wcześniejszego ściśnięcia i zaklinowania się maleńkiej dziurki. Teraz różowiutki otwór rozszerzył się niczym otwierające się, zaspane kakaowe oko i wessał niemal całego Etana, zatrzymując się kilka centymetrów od jego zarośniętej masywnej podstawy. Etan westchnął z rozkoszą czując niesamowity nacisk i błogie ciepło w jakim się znalazł. Tak samo zareagował Aron, który zamiast się spiąć i zaklinować popchnął biodrami do tyłu nadziewając się z wyraźnym oporem na Etanową maczugę do samego końca wychodząc jednocześnie niemal w całości z głośnym  mlaśnięciem z odbytu Zetara.

    – O kurwaaa… – Tylko tyle wydusił z siebie Aron nie umiejąc dłużej zachować rozluźnienia i zaciskając się miarowo na penisie Etana. Obejmował go bardzo dokładnie i ciasno jakby badając jego powierzchnię co do najmniejszej żyłki. Chłopak przez chwilę napawał się nowym odczuciem i wewnętrznym pulsowaniem, które zgrało się z rytmicznym biciem jego własnego serca i podrygiwaniami członka. Wyczuwając momenty rozluźnienia mięśni leciutkie pchnięcia wykonywał i Etan dążąc do pełnego zjednoczenia – wciąż brakowało tych kilku milimetrów. Aron robił co mógł aby mu w tym pomóc. Etan zastygł więc w bezruchu wypychając biodra do przodu tak samo postąpił wypięty Zetar jednocześnie mocniej się wypinając i tak właśnie cała praca spoczęła na środkowym elemencie ich młodzieńczego seksualnego pociągu. Czy raczej młodzieńczego-pendolino pędzącego 300 na godzinę.

                   Chłopak będący kluczowym, środkowym elementem seksualnego pociągu bardzo się starał aby dogodzić im wszystkim. Szybko pracował biodrami dając rozkosz zarówno Etanowi jak i Zetarowi. Nie trwało to jednak długo, nowe doznania dziewiczego odbytu dały mu się mocno we znaki. Sapał coraz głośniej i widać było, że bardzo niewiele brakuje mu do absolutnego spełnienia. Etan też będący na skraju kolejnego orgazmu z każdą chwilą docierał ułamki milimetrów dalej i głębiej w jego niezbadane odmęty badając szerokim żołędziem tajemniczy, śliski tunel. Kilkukrotnie zahaczył o miejsce, które Arona przyprawiało o niemal dziewczyński kwik, Etan zrozumiał, że natrafił na prostatę, odtąd unosząc się nieco w górę trafiał w ten punkt za każdym razem doprowadzając Arona do szału. Nie mogąc znieść już miarowego ściskania, śliskości i rozpalonego wnętrza chłopaka Etan wyszedł z niego z donośnym pierdnięciem i przeciągłym jękiem. Ujmując śliskiego członka grzmocił go obiema dłońmi i po chwili spuścił się fontanną spermy na plecy Zetara ledwo dobiegając doń na czas na rozchwianych nogach. Ten z kolei pracując ciężko dłonią obspermił z wrzaskiem spory kawałek i tak już poplamionej podłogi doprowadzając się do wytrysku. Największy jednak finał nastał podczas szczytowania Arona co niemal zahipnotyzowało Etana i Zetara tak piękny i imponujący był to widok.

    Sapiąc i jęcząc i niemal płacząc z rozkoszy chłopak z mlaśnięciem wyszarpnął kamiennego członka z rozwierconego za wszystkie czasy odbytu Zetara. Trwając ułamek sekundy w absolutnym bezruchu i z napiętymi do granic możliwości mięśniami bez najmniejszego dotknięcia opryskał mu plecy niczym gejzer wierzgającym na wszystkie strony penisem. Gęsta sperma ześlizgiwała się z muskularnych ramion i barków Zetara oraz brzucha, klaty i nawet twarzy Etana stojącego nieopodal. Kisiel lądował przy tym na podłodze w niezwykłej obfitości. Pokaźny narząd pokryty siecią grubych, pęczniejących z każdym orgazmicznym skurczem żył podrygiwał i podskakiwał jeszcze długą chwilę wypluwając z siebie grube strumienie białego nasienia. Jego pękata głowa nadal mimo szybkiego i mocnego rżnięcia pokryta w 2/3 mięsistym napletem z każdą chwilą pochylała się odrobinę niżej, cały penis jednak podskakiwał tak samo wysoko jak wcześniej nigdy nie słabnąc. Zetar odwracając jak najszybciej umiał zdążył złapać jeszcze kilka ostatnich salw w swoje chętne usta i oblizał do czysta ten kawałeczek odsłoniętej żołędzi Arona. Wymęczony chłopak jęczał chwilami głośniej gdy szorstki język próbował dostać się głębiej pod napletek. Zetar wyciągnął dłoń w stronę Etana, który skwapliwie podszedł bliżej. Jeszcze długą chwilę Zetar pracował nad ich lekko rozmiękłymi trzonami obiema dłońmi próbując wycisnąć więcej gęstego nektaru rolując i odciągając raz po raz wymęczoną skórę napletów i dojąc ich tym samym co do najmniejszej kropli. Chłopacy leniwie podparli się za ramiona dysząc ciężko i podpierając się głowami podczas gdy klęczący Zetar delikatnie i powoli obciągał ich męskości, przywracając im nieskazitelną czystość wolną od otaczającej ich gęstej galarety, w  której ugrzęzły niemal ich stopy.

    – O kurwa… – to były pierwsze słowa Zetara gdy tylko wypluł ich mięknące penisy z ust i się wyprostował. Walnął też dość mocno Etana w ramię, który prawie się wywrócił.

    – To za to nieproszone wtargnięcie! Mogłeś dać mi jakiś znak co planujesz zrobić!

                   Chłopak był jednak tak rozpalony i radosny, że nawet krzyki nie mogły ukryć tego jak bardzo mu się to podobało szczególnie, że nieustannie masował się po swojej zarośniętej dziurze łaskocząc ją delikatnie na pożegnanie i dając jej ostatnie wyrazy wdzięczności. Nie minęła sekunda, a Etan oberwał ponownie tym razem w drugie ramię.

    – Też masz za swoje! Moja dupa nie przywykła do takiego traktowania! Mnie też mogłeś ostrzec!

                   I tym razem jednak wyczuwało się zbyt wielką radość w tych słowach aby brać je na poważnie Aron widać wciąż mając ochotę na małe co nieco także masował swego nieco osłabłego Wojownika zahaczając o obwisłe, duże jądra (drugą ręką ukradkiem gwałcił się palcem wskazującym ale tego nikt nie zauważył). Po chwili i tak wszyscy się roześmiali, nawet obolały Etan.

    Szczęśliwi po wytrysku i częściowo zaspokojeni. Postanowili się umyć, z dziką radością łamania niemal ostatnich zakazanych rzeczy nie ubierając się przemknęli nago po szkole tupiąc umazanymi lepką i śliską spermą stopami bo betonowej posadzce nieomal się wywracając przy każdym kroku. Biegli popychając się i śmiejąc aż do najbliższej toalety i zajęli wspólnie jeden prysznic ledwie się mieszcząc we trójkę. Ze śmiechem oblewali się wodą i szorowali nawzajem łaskocząc się i popychając. Powrócili po długiej chwili do przerwanej pracy wciąż poruszając się tak jak ich natura stworzyła (lub tak jak ich wyhodowali tajemniczy Władcy) jednak już z widocznymi oznakami ponownie rozbudzonego podniecenia. Ociekając chłodną wodą pokryci gęsią skórką złapali porzucone baterie i za ich pomocą przecięli ledwo trzymające się rygle do tajemniczej części szkoły. Znów zapanował nieopisany skwar i czuli się jakby byli w saunie, na szczęście praca szybko dobiegła końca gdy tylko ciężkie kawały stali upadły na podłogę z głośnym brzękiem i drzwi się uchyliły. Zdyszani, podnieceni wstrzymali oddech otwierając grube na dłoń stalowe wrota. 

    – Czekajcie! Zabiorę skaner! – Zawowłał Zetar odzyskując częściowo zdrowy rozsądek. Wciąż ze znowu sztywnym penisem majtającym się na wszystkie strony chłopak zawrócił po ręczny komputer i w mig za jego pomocą przeskanował dalsze korytarze. – Nie znalazłem nic żywego, komputery są zaś uśpione i chyba odłączone od zasilania. Nie mamy broni weźmy te baterie mogą się przydać.

                   Pokiwali głowami i ruszyli przed siebie nie bacząc na kołyszące się i pozaginane każdy w inną stronę twarde członki wciąż domagające się uwagi. Korytarz był widać dość stary, nie zamontowano tutaj automatycznych lamp, nie znaleźli też przełącznika do uruchomienia starożytnych lamp kloszowych wiszących na łańcuchach. Zetar przyświecał najbliższe otoczenie ekranem ręcznego komputera i tak pokonali długi korytarz. Pomieszczenie na jego końcu wyglądało zwyczajnie, okno zabezpieczone kratą i wielgachne biurko zasłane ekranami przenośnymi. Urządzenia te leżały też w pobliżu jednej ze ścian po lewej stronie od wejścia. To wszystko.

    – Dlaczego leżą też tutaj? – zastanowił się Zetar po długiej chwili gdy do niczego nie doszli w swoich poszukiwaniach. Znudzone brakiem zainteresowania członki popadły zaś ponownie w swój letarg malejąc i nie klaszcząc już o ich brzuchy przy zbyt gwałtownym poruszeniu. Leniwie wisiały i majtały się tylko zapomniane.

     – Być może coś jest za ścianą?

                   Skanowanie nic nie wykazało z powodu dużej ilości ołowiu w ścianach. Cały blok nauczycielski był obłożony grubymi blokami ołowiu zalanymi dodatkowo zbrojonym betonem na wierzchu.

    – Być może brama generuje duże skoki napięcia i dlatego próbowano je wyciszyć osłonami z ołowiu. – Dywagował Aron macając ścianę w słabym świetle komputera.

    – Skoro tak nie mogli użyć zbyt mocnych zabezpieczeń, stąd sztaby zamiast elektronicznego zamka! Popatrzcie tu coś jest. – Etan nacisnął lekko błyszczący jakby wyślizgany kawałek ściany. Płyta betonu i metalu przesunęła się bezszelestnie ukazując schody prowadzące w dół.

                   Chłopacy spojrzeli po sobie i zawahali się.

    – Chyba złym pomysłem jest iść tam na golasa… – Zauważył Etan. Oczywiście Aron i Zetar mimo wszystko nie byli zbyt zadowoleni zgodzili się. Ominęli szerokim łukiem plamę rozlewającej się już spermy i znaleźli gdzieś pasujące kombinezony. Poczuli się lepiej gdy tylko każdy z nich miał własny komputer, mogli też (co zapewne zrobili) uruchomić elektroniczne pasy w bokserkach. Po kolejnej dawce blokerów byli gotowi.

                   Schodzili ciemnymi schodami przyświecając sobie ekranami dotykowymi i nagle dotarli do ogromnej podziemnej jaskini. Potężny portal rzucał się w oczy, zbudowany z kamienia pokryty tajemniczymi symbolami i setkami kabli.

    – Patrzcie nawet tutaj dali instrukcję! – Zetar wyśmiał dążących widać do perfekcji Władcy awatarów.

                   Czytali na głos aby lepiej zrozumieć te pokrętne ale mające swój ukryty sens wskazówki dla pragnących uruchomić portal. Było ich bardzo dużo i bardziej odnosiły się do hipotetycznej możliwości przejścia na drugą stronę – czego jak powiedziała Denea nigdy nie udało się osiągnąć.

    – Czyli, że musimy przebrać się w stroje których używają w tamtych czasach? Skąd do cholery mamy je wytrzasnąć?!

    – Hmm. Muszą mieć tutaj jakiś zbiór tych ubrań musieli być przygotowani jeśli kiedyś przejście by się w pełni otworzyło.

                   Po przeszukaniu przepastnej jaskini tuż za olbrzymim kamiennym łukiem znaleźli długie, metalowe wieszaki mieszczące najdziwniejsze ubrania jakie w życiu widzieli.

    – A to niby…? – Aron podniósł bardzo skąpe dwa kawałki materiału wiszące jeden nad drugim. Te u dołu przypominały mocno okrojone bokserki w jakiejś płaskiej być może dziewczęcej wersji, a drugie jakby połączone ze sobą sznurkami dwa trójkąty.

    – Nie mam pojęcia co to jest ale musimy się w to ubrać. Wybierzmy jakieś normalniejsze ubrania.

                   Długo trwało zanim wreszcie jako tako wybrali pasujące do siebie kolorami dziwaczne ubrania. Postanowili jednak założyć je na kombinezon – zapiski wyraźnie mówiły o tym, że kombinezony zabezpieczono przed skokami napięcia i są przystosowane do podróży przez portal. Wzięli też pokaźny zapas blokerów popędu płciowego i zapasy ze stołówki. Wyglądali niezwykle śmiesznie z „plecakami” jak to napisano na plakietce ale jednak… byli gotowi do otwarcia portalu.

    – Eee… że co kurwa?!

                   Z mieszaniną niechęci i obrzydzenia Etan – a jakże! – został wyznaczony do ostatniego zadania w tej przeklętej szkole. Pobiegł schodami pod górę i za pomocą porzuconych wcześniej kombinezonów przyniósł ostatni składnik niezbędny do otwarcia Portalu. Wcisnęli niezliczoną liczbę przycisków, przekręcili setki pokręteł i dźwigni uruchamiając ogromne generatory pozostał tylko ten końcowy etap otwarcia…

    – Nom, dajesz! – Zniecierpliwił się Zetar nie mogąc powstrzymać śmiechu i spoglądając na Etana unoszącego całkiem nasiąknięty rozwodnioną spermą kombinezon.

    Dokładnie zebrał z podłogi tyle ile mógł za jego pomocą i tyle musiało wystarczyć. Byli bowiem tak zmęczeni i uspokojeni blokerami, że nie zdołaliby doprowadzić się do odpowiednio sztywnego stanu aby otworzyć bramę naturalnymi metodami. Obrazek umięśnionego mężczyzny z ręką na kroczu wyraźnie sugerował co należało zrobić.

                   Na specjalną płytę czarnego kamienia ustawioną na odpowiedniej do tej czynności wysokości Etan wycisnął mocno obiema dłońmi nasiąknięty kombinezon, z którego wyciekło z pół litra naprawdę mocno pachnącej mętnej spermy. Ciecz pokryła w całości okrągły kamień skapując na podłogę i maszyneria ożyła. Powietrze oziębiło się i między kamiennym łukiem dotychczas pustym pękło powietrze. Oślepiająca biel rozlała się po jaskini i oślepiła ich.

    – Biegniemy! Mamy tylko kilka sekund!

                   Etan wyrzucił precz zastygający w dłoniach obspermiony kombinezon i ruszył na oślep przed siebie niemal nie umiejąc poruszać się w krępujących ruchy cudacznych ubraniach. Nie natrafili na żadną przeszkodę, po prostu wpadli na drewnianą lakierowaną podłogę. Setki ludzi wpatrywały się w nich jakby zobaczyli duchy. Po chwili niepewności rozległy się brawa. Etan jak i pozostała dwójka chłopaków gramoliła się próbując wstać. Znajdowali się w jakimś wielkim budynku przypominającym nieco jaskinię w jakiej byli wcześniej. O nie!

    – Jesteśmy w szkole! – Wydyszał ze strachem Zetar otwierając szeroko oczy i nie mogąc uwierzyć, że to prawda. Dopiero teraz zwrócili uwagę na to, że za ich plecami znajduje się także spora grupa ludzi, jedni byli młodzi przebrani w jeszcze dziwniejsze niż oni ubrania. Ci starsi mieli na sobie stonowane odzienie przypominające wizytowe kombinezony Savina. Jedna z odzianych na czarno postaci o siwych włosach wstała i podeszła do metalowego wysięgnika z kablem wijącym się po podłodze.

    – Dziękujemy grupie teatralnej za to powitalne przedstawienie! W tym roku efekty specjalne były na naprawdę wysokim poziomie! Tym samym rozpoczynamy nowy rok szkolny w liceum ogólnokształcącym imienia Savina Ornae!

                   Etan struchlał słysząc przeklęte nazwisko i zdając sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad czymś takim jak nazwisko ale wiedział, że istnieje. Setki młodych ludzi zarówno kobiet jak i mężczyzn ubranych elegancko i gustownie wstało z oddalonych wznoszących się piętrowo krzeseł i zaczęło klaskać z twarzami pełnymi rezygnacji.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    CzarodziejEmrys
  • Ostatnia taka impreza – cz. 5.

     Część 5.

    – Nie podejrzewałam siebie o takie potrzeby i fascynacje – Teresa ze wstydem przyznała się przed samą sobą do czerpania przyjemności z uległości. – Jak bardzo pozwolę się poniżać? – pytała siebie z obawą, ale i z podnieceniem.

    Kiedyś z Adamem była świadkiem tresury psów. On mówił coś o długości psiego penisa we wzwodzie i kobietach, które lubią takie zabawy ze zwierzętami. Uznała to za obrzydliwe i przerwała mu.

    – Ale ciebie chętnie tresowałbym, trzymając w obroży i na smyczy. Co suczko? – po chwili łagodnie chwycił ją za kark i potrząsnął. Nie doczekał się odpowiedzi. Nie nalegał, bojąc się, że urazi starszą od siebie partnerkę i przedwcześnie straci ją. A seks z uległą kobietą bardzo mu odpowiadał.

    Wówczas nie odważyła się na żadną odpowiedź i uznała, że temat tresury jest zamknięty. Kiedy jednak myślała o tym wieczorem i w kolejnych dniach, złapała się na tym, że brzmi to interesująco. Zaczęła przeglądać w Internecie strony o BDSM i tresowaniu uległej. Poznała sporo nowych pojęć, kod ubioru, pozycje, sformułowania pojawiające się w publicznych rozmowach. Była bardzo poruszona i zafascynowana. Kiedy spojrzała na zegarek, zdumiała się, widząc, ile czasu minęło. Nie sądziła, że tak pochłonie ją ta tematyka.

    Kiedy wreszcie skończyła przeglądanie stron, przypomniała sobie różne sytuacje, wypowiedzi i zachowania znajomych. Skojarzyła niektóre fakty i nagle zrozumiała, że jej znajomi, bliscy znajomi, są głęboko zaangażowani w takie praktyki! 

    – Widać nie na tyle bliscy, żeby mi o tym powiedzieć, a tym bardziej zaproponować udział w takich zabawach – stwierdziła z pewnym rozczarowaniem. Tłumaczyła ich dystans uzasadnioną obawą o reakcję znajomych i ewentualne skutki upowszechnienia takich informacji.

    – W końcu coming out w naszym kraju to rzadkość i częściej kojarzy się ze skandalem i skrajną odwagą niż z otwartością. A starsi ludzie i tak wrzucą wszystkich o różnych potrzebach seksualnych do jednego worka z napisem: „zboczeńcy” – westchnęła. Chyba z nutką żalu, że ominęło ją takie doświadczenie ze znajomymi.

    Pewnego wieczoru, już leżąc w łóżku, wyobrażała sobie tresurę, kiedy jest traktowana jak suka, służy partnerowi i wtedy zaczęła onanizować się. Widziała siebie nagą w czerwonej obroży, na smyczy i na czworakach w czerwonych szpilkach u boku swojego pana, którym w jej wizji był Adam. Była ładnie umalowana, piersi kołysały się w oczekiwaniu na pieszczoty. Z ufnością patrzyła mu w oczy. Oczekiwała na jego polecenie. Zaczął uczyć ją aportować. Doznała tak silnego orgazmu, że aż głośno krzyknęła. Szybko zakaszlała, żeby rodzice nie zorientowali się w tym, co wyrabia w pokoju. Musiała umyć się. Tak obfity tym razem był wytrysk. Nigdy nie powiedziała o tym Adamowi. Nikomu nie zwierzyła się.

    *

    – Można się spuścić w ciebie? – upewnił się Adam.

    – Tak – szepnęła Teresa, patrząc mu w oczy. Stał oparty o umywalkę. Przyciągnął ją do siebie, ugiął nogi, przytrzymał penisa dłonią i zaczął wpychać go do pochwy. Sterczał, był twardy, ona wilgotna, zaczął powoli wchodzić. Kiedy był już w połowie wyprostował się i ruchem bioder wepchnął go do końca.

    – Och! – jęknęła głośno. Nie panowała nad podnieceniem.

    On też poczuł przyjemne ciepło jej pochwy. Uśmiechnął się z zadowoleniem i pewnością siebie. Miał ją! Miał nauczycielkę z ich szkoły! Miał atrakcyjną, starszą od niego kobietę! Była jego!

    – Teraz cię wyjebię – szepnął jej do ucha i ugryzł lekko. Zagryzła wargi. Miała przymknięte oczy. Była tak podniecona, że chyba do niej niewiele dotarło. Nie miało to dla niego znaczenia. Dobrze bawił się. Zaczął poruszać biodrami i patrzył jak uginają się i prostują jej nogi. Odchyliła głowę, zaczęła stękać. Trzymał ją za pośladek, a drugą ręką podtrzymywał tułów. Jebał ją coraz mocniej. Trochę przyspieszył. Cały czas stękała, ale starała się tłumić swój głos. W pewnym momencie zatrzymał się, chwycił ją za ramiona i powoli odwrócili się. Teraz ona stała oparta rękoma i pupą o umywalkę. Lekko wysunęła biodra do przodu, mimowolnie uśmiechem reagując na rozkosz płynącą ze spółkowania. Ręką chwycił jej włosy. Szarpnął.

    – Dobrze tak? – spytał. Nieprzytomnie spojrzała mu w oczy i pokiwała głową. Była bardzo podniecona. Zapomniała, gdzie się znajdują.

    – Taaak – z trudem wydobyła głos. Każde uderzenie penisa przynosiło falę podniecenia. Nie potrafiła zapanować nad sobą. Głos kochanka słyszała przyciszony. Jakby mówił z oddali. Jej głowa pulsowała… Właśnie przeżyła mały orgazm…

    Trzymał ją za włosy i ostro jebał. Z wyższością spoglądał na jej twarz, na piersi i równocześnie mocno uderzał biodrami. Był panem sytuacji. I z tego czerpał największą satysfakcję.

    – Mocniej cię wyjebać? – prowokował kobietę.

    Odpowiedziało mu milczenie, przerywane cichymi westchnieniami wywoływanymi rytmem spółkowania. Ponownie szarpnął włosy. Nie potrafił być cierpliwy.

    – Mocniej jebać? – zapytał ostrzejszym tonem. 

    – Rób jaaak chceeesz… – mówienie przychodziło jej z dużym trudem. Ciałem Teresy wstrząsały kolejne uderzenia bioder i penisa. Cały czas przeżywała delikatną, jakby niekończącą się ekstazę. Tak bardzo potrzebowała seksu. I teraz spełniała się.

    – Wyruchać ci dupę? – spytał napastliwym tonem. Kiedo treść pytania dotarła do niej, otworzyła przymknięte oczy i spojrzała przestraszona.

    – Nie! Proooszę…  

    Szarpnął za włosy, mocno ścisnął pierś. Panował nad nią. Podniecała go taka władza. Mógł z nią zrobić wszystko.

    – Proś suko, bo zaraz wyjebię twoją dupę! Mam ochotę!

    – Proszę, nie! Nie teraz! Adaś, proszę!  

    Nie słuchał jej. Gwałtownie wysunął penisa i odwrócił ją tyłem do siebie. Sukienkę jednym zamaszystym ruchem przesunął do przodu.

    – Trzymaj się! – Kobieta oparła się dłońmi o krawędź umywalki, z niepokojem i wysiłkiem spojrzała w lustro. Podniecenie znowu rosło.  

    – Co chcesz… – nie zdołała skończyć pytania. Czuła jak penis wsuwa się do pochwy. Uspokojona opuściła głowę i z westchnieniem przymknęła oczy. Zatraciła się w seksie z tym młodym chłopakiem. Bardzo intensywnie przeżywała ich pierwsze zbliżenie. Był jej uczniem, ale teraz myślała tylko o pożądaniu… Czuła, że zbliża się kolejny orgazm! Kochanek rżnął ją wolniej, ale mocno, głęboko. Rozpychał ścianki pochwy. Z przyjemnością przyglądał się szczupłej sylwetce kobiety. Czasami puszczał jedno biodro i sięgał do jej łechtaczki. Wówczas z trudem tłumione sapania i pojękiwania stawały się jeszcze głośniejsze. Tak samo reagowała, gdy drapał albo głaskał brodawkę sutka. Uderzył mocniej penisem. W pewnym momencie Teresa opuściła głowę i wydała jakiś dziwny, gardłowy krzyk. Adam uśmiechnął się lekko. Właśnie załatwił orgazm nauczycielce.

    – Jeszcze będziesz wyć, kurwo – mruknął zadowolony. Teresa nic nie słyszała. W oczach zrobiło jej się ciemno, błyskały gwiazdki, jak po nadmiernym wysiłku, w głowie pulsowało, a przez ciało przetoczyła się fala nieopisanej rozkoszy. Nogi ugięły się pod kobietą, lewa stopa w szpilce skręciła do środka i oparła na boku. Prawie straciła w niej czucie. Teresa zadrżała. Broniąc się przed upadkiem, mocno zacisnęła dłonie na krawędzi umywalki.

    – Jesteś kurwą? – spytał głośno, ruchając nieco szybciej.

    – …

    – Jesteś kurwą? – ponownie spytał głośniej, akcentując pytanie mocnymi uderzeniami penisem. 

    – Taaak, jestem twoją kurwą – wyszeptała niewyraźnie. Próbowała uśmiechnąć się. Nie miała siły na rozmowę! Przed chwilą seks prawie pozbawił ją przytomności. Nie znosiła wulgaryzmów, ale nie mogła opanować drżenia ciała, widomego znaku jej ogromnego podniecenia. Tak bardzo była rozochocona niecodzienną sytuacją, miejscem i rolą, jaką jej narzucił młody, agresywny partner. Ona, taka rozsądna i racjonalnie postępująca, spółkowała z uczniem. I na dodatek w szkole! – Wariactwo… – przemknęło jej przez myśl. Starała się nie pamiętać, że stoi naga w szkolnej łazience.

    *

    – Cześć, jestem Sławek – głośno przedstawił się kolejny chłopak, z nadwagą, też bez koszuli. Uśmiechał się jakoś dziwnie. – Lubię jebać takie starsze jak ty.

    Kiedy wszedł w Bożenę, zrobił to brutalnie. Sprawiało mu to przyjemność. Nie ukrywał tego. Uśmiechał się z zadowoleniem.

    Jęknęła, kiedy gruby członek wbijał się w nią. Miała wrażenie, że ktoś wkłada dłoń, a nie penisa. Normalnie pewnie wyłaby z bólu, ale sperma, która już ciekła po udach, zapewniła płynne ruchy suchego penisa. Mimo jego obcesowego zachowania, coraz bardziej podniecała się. Już bywała z takimi typami. Bardzo potrzebowała seksu i sporo wypiła, więc potrafiła zignorować takie zachowanie. Widok młodego ciała był smakowitym dodatkiem do seksu, a słowa docierały do niej z coraz większym trudem. Natychmiastowa gotowość do odbycia stosunku też miała swoje znaczenie.

    Sławek oparł się na przedramionach i mocno chwycił ją za włosy. Cały czas rżnął ją bardzo mocno w jednostajnym rytmie, patrzył jej w oczy, a Bożena czuła rosnące podniecenie. Dość szybko doszedł. Po wytrysku jeszcze kopulował, nie zwalniając tempa, aż w końcu zatrzymał się, bez słowa wyciągnął penisa i uderzał nim o jej łechtaczkę. Jej ciało przeszył prąd. Mięśnie napięły się. Mimo woli ciało wygięła w łuk. Zadrżała. Pochłonęła ją fala podniecenia. Prawie duży orgazm… Po chwili napięcia rozluźniła się. Lekko uśmiechnęła się i wetchnęła. Oparła się na łokciach i głęboko oddychała. Powoli wracała do rzeczywistości. Pogodnie spojrzała na kochanka, który obserwował ją z jakąś mściwą satysfakcją. Robert odwrócił jej głowę w swoim kierunku.

    *

    Na miejsce Sławka już czekał kolejny uczeń technikum. Też wcześniej zdjął koszulę. Potem szybko ściągnął spodnie ze slipami, a teraz ostentacyjnie powoli zakładał na sterczącego penisa pierścień z masażerem łechtaczki, dumnie patrząc na nauczycielkę. Nie wiedziała, czy dumny jest ze sterczącego penisa, czy z posiadanego gadżetu. Obciągała Robertowi, ale kątem oka patrzyła na chłopaka. Z obawą i z ciekawością. Ktoś głaskał jej włosy i pieścił pierś. Nawet nie spojrzała.

    – Zaraz poczujesz jak twoja pizda zacznie szaleć – uśmiechnął się. – Mam spuścić się w ciebie czy lubisz w inne miejsce? Chcesz na twarz? A może łykasz? – Brwiami pokazała, że nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Nie był nią zainteresowany.

     – Robert, puść mnie – powiedział Sławek do kolegi i po chwili ukląkł na jego miejscu. Sięgnął do kieszeni i wyjął jakieś uchwyty, które włożył i przypiął kobiecie do ust. Zaskoczona, spojrzała jedynie z rosnącą obawą i zaskoczeniem, ale już nie zdążyła zaprotestować.

    – Już nie zamknie ryja – z uśmiechem uświadomił kolegów. I równie gwałtownym ruchem jak do pochwy, wepchnął penisa do ust, aż po nasadę. Już po chwili Bożena zaczęła dławić się i wręcz spazmatycznie rzucać ciałem, ale to nic nie dało. Trzymając jej głowę, z satysfakcją patrzył jak męczy się. Próbowała wyszarpnąć ręce, wierzgać nogami, ale przytrzymali ją. Sławek podniósł rękę i uderzył kobietę w twarz. Krzyknęła, ale uspokoiła się, a z jej oczu popłynęły łzy. Zaskoczeni koledzy nie zareagowali. Zamierzył się ponownie, ale powstrzymał go Robert.

    – Nie psuj zabawki. Inni też chcą skorzystać – powiedział cichym, stanowczym szeptem. Chłopak spojrzał na niego. Robert mrugnął pojednawczo. chłopak nieco odprężył się i skinął głową. Dopiero wtedy Robert puścił jego rękę. Sławek, klęcząc, oparł się na rękach za jej głową i polecił: 

    – Obciągaj.

    Kiedy podniecona i przestraszona kobieta gorliwie wykonywała polecenie, masażer łechtaczki zaczął działać. Strach przed brutalnością chłopaka i nieprzewidywalnym zachowaniem uczniów, walczył z rosnącym podnieceniem. Czasami cicho postękiwała. Sławek, przekonany o skuteczności swojego członka, zaczął energiczniej rżnąć Bożenę w usta. Aby ograniczyć ból, próbowała językiem zmniejszyć siłę uderzeń penisa. Chłopaka podniecały takie bodźce i w końcu mały wytrysk trafił w jej usta.

    – Połknij wszystko – polecił stanowczym tonem, trzymając jej brodę. Głośno przełknęła małą porcję spermy. Nachylił się, splunął w jej usta i jeszcze raz wsadził sterczącego penisa. Mieszał nim i w końcu powtórzył: – Połknij wszystko. – Gdy wykonała polecenie, poklepał ją po policzku, wstał i zaczął podciągać slipy. – Naprawdę dobra jesteś – rzucił w jej kierunku.

    Właściciel masażera już dochodził, więc wyjął penisa, przesunął się wyżej na kolanach i zdążył wytrysnąć w kierunku twarz nauczycielki. Sperma strugą osiadła na czole, nosie, pod nosem i na brodzie. Część ściekała po szyi.

    – No, masz krem do masażu. Chroni przed zmarszczkami – stwierdził z zadowoleniem, kiedy zobaczył jak spermą pokrył nauczycielkę. Grupa parsknęła cichym śmiechem. Chłopak przesunął się i zanim odszedł, trzymanym w dłoni penisem, rozmazał spermę na policzkach i ustach kobiety. Kiedy wstawał, nauczycielka zlizywała ją z warg. Następny chłopak pchał się do jej pochwy.

    Robert spojrzał w kierunku zaplecza.

    – Kurde – był niezadowolony. – Co to za wrzaski?

    – Aa, to… Dziewczyny pracują nad Damianem – ktoś, poinformowany przez Krzyśka, rzucił obojętnie w tłum oglądaczy.

    – Ale aż tak obrywa? – Robert był jednak zdumiony. Nie bywał na imprezach Damiana. Nie znał wielu szczegółów dotyczących kłopotów dziewcząt, między innymi Sylwii i Majki. Jednak w szkole wszyscy uczniowie zainteresowani seks zabawami w grupach wiedzieli, że Damian wykorzystuje dziewczyny. Bez skrupułów. Mimo złej sławy jeszcze znajdował ofiary.

    – Zapracował, to teraz zbiera owoce z drzewa złego – włączył się kolejny zorientowany, głośno wypowiadając zdanie tonem nobliwego kapłana.

    Reszta parsknęła cichym śmiechem. Wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Jakoś nikt nie czuł się powołany przeszkadzać dziewczynom, a tym bardziej, ratować Damiana. I nawet nikt mu specjalnie nie współczuł… Wrócili do oglądania wyczynów atrakcyjnej nauczycielki.

    *

    – Pytałem, czy jesteś kurwą? – Adam mocno uderzył Teresę w pośladek. Dźwięk rozszedł się echem po łazience.

    – Tak, jestem kurwą – odpowiedziała pokornie.

    W niezrozumiały dla niej samej sposób podniecała ją przemoc i brutalność młodego kochanka. Także ta werbalna. Ale również stawała się coraz bardziej uległa. Chyba bała się go. Dotychczas nie doświadczyła takiej formy seksualnej zabawy.

    Jej doświadczenia dotyczyły rówieśników i miały bardzo tradycyjny charakter. Kiedyś ówczesny partner chciał ją związać i zbić batem przy aktywnym udziale kolegi w seksie, więc szybko wymknęła się ze spotkania i nigdy więcej nie spotkała się z nim. Rozstała się przez telefon i, mimo usilnych prób, nigdy nie odnowiła kontaktu. Również kolegę zbyła pod byle pretekstem i szybko zablokowała ich numery komórek. Tamten partner skończył studia, został lekarzem i ponoć prowadził bardzo ożywione życie towarzyskie. Miał powodzenie wśród kobiet i chętnie korzystał z nadarzających się okazji. Wspominała go z obrzydzeniem. Z kolei jej doświadczenia dotyczyły dość tradycyjnego seksu. W szkole na lekcjach panowała nad liczną grupą uczniów, w tym chłopaków, którym szaleją hormony, więc świadomie ubierała się i zachowywała w sposób bardzo stonowany. A teraz była z młodym chłopakiem, jej uczniem, który traktował ją bardziej brutalnie niż…

    – I jeszcze to udowodnisz – wycedził z satysfakcją. Obietnicę okrasił kolejnym siarczystym klapsem. Na moment wyprostowała się, ale przyjęła go z należną pokorą i oddaniem. Pokręciła pupą. Chciała, żeby był z niej zadowolony.  

    *

    Zbyszek wszedł od tyłu w Kamę i ruchał, trzymając ją za szyję i pierś. Kama stękała z zamkniętymi oczyma. Było jej tak dobrze, że… Nie miała chłopaka, więc seks podczas takiej imprezy wynagradzał jej po wielokroć owe braki. Zrobiłaby wiele, byle dalej mogła spółkować. A teraz było jej naprawdę dobrze. Mogłaby z nim spółkować w innych sytuacjach i warunkach. Nie przeszkadzało jej, że Zbyszek ma partnerkę.

    – Wejdź w jej pupę – polecił Zbyszek.

    – Ale jak? – Kama była zaskoczona.

    – Mówiłem o Darii – uśmiechnął się chłopak. Kacper kiwnął głową, Daria z wdziękiem odwróciła się i wypięła pupę. Była podniecona. Kacper powoli wszedł, mocniej chwycił dziewczynę za biodra i zaczął rżnąć partnerkę kolegi. Zacisnął usta. Przyspieszył. Dziewczyna przymknęła oczy i prawie od razu zaczęła jęczeć. Inne wrażenia niż ze stałym partnerem. Fajnie! Po kilku intensywniejszych pchnięciach jęczała jeszcze głośniej. Już nie słyszała tego.

    – Moment! – Zbyszek podniósł głos. Cały czas powoli rżnął Kamę, która ledwo stała na nogach. Była podniecona, zaspokajana i nie chciała, żeby chłopak skupiał się na drugiej parze. Milczała, bo było jej dobrze.

    – Ustaw Darię przodem do nas – polecił Kacprowi. – Kama, nawilż swoją dłoń i włóż ją do cipki Darii. – Naprawdę? – wystękała podniecona Kama.

    – Dasz radę. No, już, próbuj! – ponaglił dziewczynę. Kama nawilżyła dłoń i wsunęła dwa, a po kilku ruchach, trzy i wreszcie cztery palce w pochwę Darii. Weszły w zasadzie bez oporu. Ruchała ją powoli. Dziewczyna stękała podniecona, stojąc w dużym rozkroku. Kacper ruchał ją od tyłu bardzo podniecony, bo jeszcze czuł dotyk palców Kamy. Teraz zwolniła i spróbowała włożyć całą dłoń.

    – Oooch! – wyrwało się Darii, która napięła mięśnie i uniosła się na palce.

    – Wkładaj! Śmiało! – zachęcał Zbyszek.

    Kama wysunęła dłoń, śliną nawilżyła wszystkie palce. Kciuk położyła na dłoni i ostrożnie zaczęła wsuwać ją w pochwę Darii. Dziewczyna szeroko rozstawiła nogi, postękiwała, ale nie cofała się. I wreszcie, po kilku niepewnych i delikatnych próbach, dłoń zanurzyła się w pochwie.

    – Łał! Cała dłoń! – Kama nie ukrywała swojego zafascynowania nową sytuacją i podniecenia. Rżnęła dziewczynę!

    – Oooch!! – głośno krzyknęła Daria. Nie panowała nad sobą. Odchyliła głowę, przymknęła oczy, plecami napierała na Kacpra. Głośno przeżywała rozkosz towarzyszącą wejściu dłoni do pochwy. Kacper podtrzymywał ją. Też był podniecony zachowaniem dziewczyny. Cały czas powoli poruszał się w jej odbycie.

    – No, i już zaliczyła orgazm – uspokajająco skwitował Zbyszek. Był zadowolony. Kama delikatnie poruszyła dłonią, a wtedy Daria zajęczała i znowu stanęła na palcach. Kama poczuła coś twardego, podłużnego pod palcami. Kutas Kacpra! Położyła na nim dłoń i zaczęła go uciskać.

    – Ooożeż ty! Ale jaaazda!! – Kacper był zachwycony i coraz bliżej wytrysku.

    Licealistka, podniecona niecodzienną sytuacją, uderzała palcami albo wierzchem dłoni w ścianki pochwy, naciskała penisa dłonią albo kciukiem. Zapomniała się w tych pieszczotach i podniecona nimi, jak i zaskoczona efektami, w napięciu obserwowała reakcje obojga.

    – Nie tak mocno, bo dojdę! – krzyknął Kacper. Chciał jak najdłużej jebać Darię i korzystać z takich pieszczot.

    Daria zatraciła się w tym stosunku. Z podniecenia rzucała głową na bok. Burza włosów zasłaniała jej twarz. Bezgłośnie otwierała i zamykała usta. Kolejna ekstaza zabrała jej resztki sił, więc nie mogła oznajmić krzykiem jak wielką euforię właśnie przeżywa. Zbyszek zaczął mocniej uderzać w Kamę, a ta podniecona stosunkiem, coraz mocniej rozpychała pochwę kochanki i naciskała penisa Kacpra. Kacper trzymał blondynkę za pierś. Mocno masował, uciskał brodawkę, nawet ją przekręcał, ale podniecona Daria chyba nie czuła brutalnej pieszczoty. A może tak lubiła? Zjechał dłonią do pochwy i ucisnął łechtaczkę. Masował ją i miętosił. Kiedy przesuwał dłoń jeszcze niżej, czuł wilgoć na dłoni Kamili.

    – Ale mokro ma Daria – wystękała podniecona szatynka. Zbyszek spojrzał. Krople obficie kapały na podłogę.  

    – Zlała się! – stwierdził wesołym tonem. – Znowu ma orgazm!  

    Daria opuściła głowę i coś mamrotała, ale nie było jej dane odpocząć. Kama miarowo uderzała dłonią w jej pochwie i masowała penisa Kacpra. Daria powoli dochodziła po orgazmie. Otworzyła oczy, rozejrzała się. Spojrzała półprzytomnie na koleżankę, uśmiechnęła się z wdzięcznością i nachyliła w jej kierunku. Wyciągnęła rękę, chwyciła Kamę za głowę i przyciągnęła do siebie. Zaskoczona dziewczyna zbliżyła się do Darii, nie przestając poruszać dłonią w pochwie. Dla utrzymania równowagi drugą dłoń oparła na piersi blondynki. Ta pochyliła się i zaczęła namiętnie całować kochankę. Bez wahania oddała pocałunek. Obie szybko podnieciły się tą pieszczotą. Kamila wzmogła ruchy dłoni, wtedy rozogniona Daria zakończyła pocałunek, opuściła głowę na ramię partnerki i zaczęła stękać.

    – Do dzieła, dziewczyny! – Kacper, widząc ich zaangażowanie, zachęcił kochanki do odważniejszych pieszczot i zaczął mocniej poruszać biodrami.

    Wzmogły się stęknięcia. Zbyszek również energiczniej poruszał biodrami. Kama przymknęła oczy i jęczała. Podniecona, nieświadomie próbowała zacisnąć dłoń w pięść. Daria poderwała i odrzuciła głowę do tyłu. Zawyła, a Kacper ścisnął jej brodawkę. Daria wtuliła usta w jego szyję i ugryzła go. Chłopak syknął z bólu. Na szyi czuł gorący oddech rozochoconej i zaspokajanej dziewczyny. Miała przymknięte oczy. Pieszczoty dłonią doprowadzały ją do kolejnej ekstazy.

    – Niezła jazda – wystękał uśmiechnięty Zbyszek.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Licealne przygody, cz. 4: spotkanie

    Cz. 4 – Spotkanie

    Pan doktor, mąż Haliny, nigdy nie chciał przenieść się do stolicy, chociaż proponowano mu znakomite warunki. Tutaj, w miasteczku niezbyt odległym od stolicy, był kimś, a jego stopień naukowy i specjalizacja z ginekologii pomagały w różnych sprawach i gwarantowały stabilne, wysokie zarobki. Nienaganne maniery, życzliwość i operatywność budziły szacunek, a szukających pomocy skłaniały do odwiedzania właśnie jego prywatnego gabinetu. Nie mógł narzekać na brak pacjentek. Wraz z wiekiem jego aktywność zawodowa świadomie malała, ale nie znajomości i układy. Dzięki temu zawsze doskonale zarabiał. Przyjmował żony, matki i przyjaciółki polityków, ale też ‘biznesmenów’ i ‘mecenasów’, również z innych województw. Potrafił załatwić to, co inni chętnie zlecali kolegom bądź zasłaniali się przepisami. W jego szpitalu zawsze były wolne łóżka dla znajomych. Lokalni politycy wszelkich opcji, przedstawiciele władz różnych szczebli, dyrektorzy lokalnych oddziałów dwóch banków zawsze znaleźli czas, żeby uczestniczyć w jego urodzinach. Po co miałby przeprowadzać się?

    Przynajmniej raz w roku wypoczywał z żoną za granicą, a zimą zaliczali intensywne dziesięć dni na nartach w Austrii lub we Włoszech. Kiedy pan doktor przekroczył „pięćdziesiątkę” już dwa razy w roku wylatywali na narty. Mąż chciał w ten sposób odciążyć kochającą żonę od domowych obowiązków. Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra zaczęli spędzać w zagranicznych luksusowych hotelach. Dzięki temu mieli blisko do przygotowanych górskich stoków i systematycznie korzystali z hotelowej strefy spa: pływalnia, masaże, jacuzzi, sauna. Doktor cenił sobie taki wypoczynek i szczerze cieszył się, widząc zadowolenie na twarzy znacznie młodszej żony.

    Swoją pozycję w tym mieście budował przez kilka dekad i od lat czerpał korzyści z uzyskanego statusu. Niedawno zaryzykował i otworzył zespół prywatnych gabinetów. Powoli zaczynał cieszyć się frekwencyjnym i finansowym sukcesem trafionej inwestycji. Ze wspólnikami rozważał otworzenie kolejnego. Tym bardziej, że opinia doradcy finansowego potwierdzała zasadność takiej decyzji. Koszty inwestycji miałyby zwrócić się nawet w ciągu kilku lat. Wszystko po to, żeby m.in. zaspokoić rosnące oczekiwania ukochanej żony. Dla niej zrobiłby wszystko.

    Nie był jednak człowiekiem bez skazy. Artur wiedział, że szef chce pozbyć się go ze szpitala, co przy ogólnym braku specjalistów wręcz zakrawało na marny żart, ale od dawna wiedział, że szef nie znosi konkurencji zdolnych, młodych lekarzy. W szpitalu lubił i tolerował solidnych i posłusznych, więc… jego dni w szpitalu były policzone.  

    *

    Żona pana doktora wróciła z zakupów. Nowa sukienka, bluzka, kilka dodatków. Była zmęczona, ale gosposia przyrządziła koktajl i obiecała, że obiad poda w ciągu kilkunastu minut. Zakupy dla Haliny stanowiły największą atrakcję. I poza spotkaniami, w których towarzyszyła mężowi, jedyne obowiązki. Oprócz prowadzenia domu. Nie pracowała, sprzątaniem, gotowaniem i innymi przyziemnymi sprawami zajmowała się gosposia, a pielęgnowanie sporego ogrodu mąż zlecał jakieś firmie.  

    Dla Haliny mąż nie był wzorem mężczyzny. Pomijając wiek i przeciętny wygląd, nie spełniał jej różnych oczekiwań, zarówno seksualnych, jak i dotyczących życia towarzyskiego, więc starała się na różne sposoby ubarwiać, według niej, dość ciężkie i monotonne życie. Nudziła się! Z uwagi na pozycję męża uznała, że nie ma zbyt wielu znajomych, z którymi mogłaby utrzymywać kontakty na jej poziomie. I nie szukała ich w mieście. Mąż, ze względu na pracę w szpitalu i prywatną praktykę, a teraz jeszcze zarządzanie kompleksem gabinetów, w ciągu tygodnia nie mógł poświęcić żonie zbyt wiele czasu. Część niedzieli też potrafił spędzić, ślęcząc nad rachunkami, fakturami i stosem dokumentów, które, tak przynajmniej twierdził, musiał przejrzeć. Prezentami starał się kochanej kobiecie wynagradzać nieobecność i łagodzić jej humory. Zimowe i letnie wypady za granicę i związane z nimi zakupy uważała więc za normalne składowe ich życia, podobnie jak luksusowy samochód, którym dysponowała i willę, w której mieszkała.  

    Po obiedzie przymierzyła zakupione ciuchy, umówiła się z koleżankami na lunch za kilka dni, zaplanowała wypad w poszukiwaniu urodzinowego prezentu dla koleżanki, potwierdziła termin u kosmetyczki i spakowała rzeczy na wieczorny wyjazd do klubu fitness.

    – Tyle obowiązków – westchnęła głośno. Pozostała kwestia abonamentu na pływalnię i terminu u fryzjerki. Czuła się zmęczona zakupami i zdecydowała, że załatwienie tych spraw odłoży do jutra.

    Starała się jakoś ubarwiać monotonne życie, które przyszło jej wieść. Mąż gwarantował określony standard życia, ale wiążąc się z nim, jednak liczyła na jeszcze więcej. Szczerze? Gdyby nie jego pieniądze, nie byłaby zainteresowana takim człowiekiem. Nie myślała o rozwodzie, przynajmniej na razie, bo nie chciała rezygnować z komfortu, który gwarantował starszy o kilkanaście lat mąż.

    *

    W domu panoszył się jeszcze jeden kłopot – córka męża. Dziewczyn jej nie znosiła. Halina doskonale o tym wiedziała i traktowała ją w podobny sposób – z uprzejmą obojętnością i na dystans. Duży dystans. Sama nie miała dziecka i nie widziała się w roli matki. Zresztą, nie chciała tracić ładnej figury i walczyć o nią po porodzie. Świadomość potencjalnych trudności związanych z przebiegiem ciąży, porodem i opieką nad dzieckiem: wahania nastroju, przybieranie na wadze, wizyty u lekarza, mdłości, ból, nieprzespane noce, regularne karmienie skutecznie zniechęciły ją do starania się o potomka. Mąż też nie nalegał, jej pozostawiając decyzję. W końcu miał już swoje lata.

    Nie lubiła córki męża, w skrytości ducha wręcz nienawidziła, a dziewczyna rewanżowała się chyba tak samo ‘gorącym’ uczuciem. W obecności męża kobieta starała się wywierać lepsze wrażenie. Pasierbica ignorowała ją, więc w oczach męża przekonywująco wypadała w roli zatroskanej macochy, budując swój wizerunek wyłącznie na rozmowach z mężem o jego córce. Jednak miała nadzieję, że wyjazd pasierbicy na studia wreszcie uprości wiele spraw. Definitywnie. ‘Zatroskana’ o jej przyszłość, już dawno zaproponowała mężowi sfinansowanie studiów w Anglii albo we Francji, co początkowo spotkało się z jego rezerwą, ale po jakimś czasie przyznał, że to świetny pomysł.

    – O tak, na pewno świetny pomysł. Szczególnie dla mnie – myślała Halina, mając nadzieję na dłuższe, a przy pewnej dozie szczęścia, stałe odseparowanie pasierbicy od ich domu. Wielokrotnie omawiali pomysł, aby przedstawić go dziewczynie opracowany w drobnych szczegółach. Kiedy pan doktor poznał koszt takich studiów, od razu uznał, że nie będą stanowiły problemu. Sprawa wyjazdu wydawała się przesądzona, zwłaszcza, że i córka uznała pomysł ojca za świetny. Pomysł ojca, bowiem Halina tak pokierowała rozmową i dobrała argumenty, że mąż zgodził się przedstawić córce pomysł zagranicznych studiów jako własny.

    *

    Seks z panem ordynatorem pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Potrzebowała zaspokojenia, którego nie był w stanie zapewnić mąż. Świetny lekarz z biznesowym zacięciem, miły w obejściu, zadbany, dusza towarzystwa rozczarowywał ją monotonnym i delikatnym seksem. Jednak z jakiegoś powodu nie chciała rozmawiać z nim na ten temat. Po satysfakcji z początków znajomości nic nie zostało i teraz na ogół udawała zaspokojenie, cierpliwie czekając aż mąż osiągnie orgazm. Za to potrafiła nawiązywać dyskretne znajomości, które gwarantowały godziwą rozrywkę za plecami nieświadomego męża. Deklarowała mu wierność. I na deklaracji w USC poprzestała.

    Z niechęcią myślała o seksie z nim i wręcz niecierpliwie czekała na kolejne spotkania z mężczyznami, które umawiała przez Internet. A miała w czym wybierać, bo była atrakcyjną kobietą. Wiedziała o tym i świadomie korzystała ze swoich atrybutów. Na ogół na seks umawiała się w Warszawie w najlepszych hotelach, co gwarantowało dyskrecję i pewność, że nie spotka znajomych ze swojego miasta. Stanęła przed lustrem w swojej sypialni i zdjęła sukienkę. Stała w szpilkach, pończochach, stringach i staniku. Biała bielizna podkreślała jej opaleniznę z Dominikany utrwalaną w solarium. Odchyliła stringi i patrząc w lustro zaczęła onanizować się. Już po chwili czuła wilgoć na swoich wypielęgnowanych palcach. Odpowiednio ustawiła fotel, usiadła w nim, szeroko rozstawiła nogi i dokończyła pieszczotę, patrząc w lustro. Jeszcze odpoczywała po orgazmie, gdy dźwięk komórki zmusił ją do nagłego powrotu do rzeczywistości. Nie sprawdzając, kto dzwoni, odebrała telefon.  

    *

    Poznała głos. Rozmowa nie trwała długo. Większość najistotniejszych kwestii omówili wcześniej. Teraz tylko podtrzymywali kontakt do pierwszego spotkania. Snuli niezobowiązujące wspólne plany. Ze szczerym uśmiechem zakończyła rozmowę. Chociaż była wybredna, mężczyzna wywarł na niej bardzo korzystne wrażenie. Nie wiedziała jak będzie tym razem, ale już miała wielką ochotę na tego, którego na razie znała tylko z telefonicznych rozmów. Wymienili się zdjęciami, ale żadne jeszcze nie zdecydowało się ujawnić twarzy. Jego aksamitnych głos i sposób prowadzenia rozmowy: lekki, błyskotliwy, z wieloma podtekstami i aluzjami, nieco sarkastyczny tylko wzmagały jej wyobraźnię i prowokowały do samotnych zabaw w domu.

    Zależało jej na solidnym, mocnym seksie z nutą brutalności. Czasami do spełnienia swoich potrzeb potrzebowała jednocześnie dwóch mężczyzn. Tylko sporadycznie godziła się na seks z mężczyzną, który nie odpowiadał jej wyglądem i zachowaniem, ale gwarantował solidny, nawet brutalny seks. Generalnie ceniła zadbanych, czystych, dobrze ubranych mężczyzn. I o dużej potencji, oczywiście. Wiedziała, że rozmiar penisa nie odgrywa większej roli, ale czasami szukała takiego samca, który miał naprawdę długiego penisa. Dotychczas kończyło się na przechwałkach i rozczarowaniu.

    Jutro miała spotkać się z nowym mężczyzną w centrum handlowym, a potem… Znowu poczuła wilgoć na palcach. W końcu przestała bawić się łechtaczką. Potarła i po raz ostatni pociągnęła wargi. W końcu podniosła się, umyła i ubrała sukienkę. Przesunęła fotel na pierwotne miejsce. Była podekscytowana. To już jutro! Kiedy zeszła na obiad, poinformowała gosposię, że jutro po południu wyjeżdża do koleżanki w Warszawie. Tam zje kolację i wróci bardzo późno.

    *

    Założył marynarkę. Zależało mu na dobrym wrażeniu, ale uznał, że krawat to przesada. Zapracowany facet w wolnym zawodzie nie biega po mieście w krawacie. Perfumy owszem, świeża koszula również. I czyste buty! Tygodniowy zarost? Nie, zgolił i zostawił tylko wąsy. A raczej ich namiastkę. Spojrzał w lustro. Może być. I tak nie będzie ich zbyt długo nosił. Po wszystkim kobieta nie powinna zbyt wiele pamiętać z samej rozmowy.

    Uśmiechnął się. Tyle zachodu, żeby jedną laskę… No, w końcu nie jest to jego pomysł, ale za taką kasę zgodził się od razu. W miesiąc nigdzie by tyle nie zarobił. Czyli sprawa musiała być bardzo ważna dla opłacającego jego pomoc; dla kolegi ze studiów.

    – On skończył studia – zadumał się na chwilę, stając przed lustrem – natomiast ja… – Nie chciał rozważać tego tematu. Rozejrzał się po jednopokojowym mieszkaniu i wrócił do kompletowania ubioru. Szkła ‘zerówki’, w imitacji rogowej oprawki, znacząco zmieniały jego wygląd, więc uznał, że przydadzą się. Założył, ponownie obejrzał się w lustrze i ocenił, że dodają mu trochę lat. I dobrze. Nie chciałby kiedyś przeżyć przypadkowego spotkania, chociaż wiedział, że kobieta nie jest z Warszawy. Wypalił ostatniego papierosa.

    – Niech sądzi, że ma do czynienia z wrogiem palenia – pomyślał. – To też zmienia mój wizerunek. No, chyba, że wzbudzę zainteresowanie, mimo nieciekawego początku, i kontakt będzie przynajmniej wielomiesięczny – uśmiechnął się. Był niepoprawnym kobieciarzem.

    Ponieważ był otwarty na naprawdę różne propozycje, dlatego nie grymasił, kiedy zadzwonił kolega w sprawie „polowania”, jak to sam określił. Nie narzekał na nadmiar gotówki, więc zgodził się, choć propozycja wysokości premii za udane „polowanie” mile go zaskoczyła.

    – Widać, koledze bardzo zależy na sukcesie – uśmiechnął się. Podświadomie liczył też na inne korzyści. Na potrzeby realizacji planu kolegi przybrał imię Mateusz. Jeszcze nie zdecydował, czy przedstawi się jako Kowalski czy Malinowski.

    *

    – Co za gnój, oszukał mnie! – wściekła Halina samotnie spacerowała po centrum handlowym, co jakiś czas wracając w umówione miejsce. Termin spotkania minął pół godziny temu, ale naiwnie liczyła, że spóźniony partner jednak pojawi się. Próby nawiązania kontaktu przez komórkę nie odniosły żadnego skutku. Mężczyzna nie odbierał jej telefonów.

    Do wściekłej, oszukanej kobiety lepiej nie zbliżać się, a najrozsądniej znajdować się nawet poza zasięgiem jej wzroku. Artur już skończył zakupy, akurat zobaczył żonę szefa i uśmiechnął się, skinął głową, zakończył rozmowę przez komórkę i ruszył w jej kierunku. Z jego zachowania, mowy ciała łatwo można było wywnioskować, że kobieta jest żoną jego przełożonego. I należało z nią utrzymywać co najmniej poprawne kontakty. Artur docenił jej ubiór i ładną fryzurę. Twarz pani doktorowej nieco rozjaśniła się. Halina zawsze chętnie wysłuchiwała komplementów pracowników męża.

    – Ot, miłe zakończenie zmarnowanego dnia – westchnęła w duchu. Dała się zaprosić na kawę.

    *

    Miał okazję zarobić sporą kasę. Chłopak, który jeszcze nie pracuje i ma marnie zarabiających rodziców, nie mógł spodziewać się lepszej okazji. Zgodził się od razu. Facet sporo o nim wiedział, więc w zasadzie nie miał wyjścia. Podobny numer zrobili przed rokiem koleżance z innej szkoły, więc propozycja była realna w realizacji. Na wspomnienie tamtej dziewczyny miał erekcję. Uśmiechnął się. Dzięki nagraniom długo wykorzystywali dziewczynę, która normalnie nie miała ochoty na spotkanie z żadnym z nich. Wyniosła, pewna siebie, wygadana, atrakcyjna i efektowna, bogata z domu, przy każdej próbie kontaktu odpychała ich spojrzeniem. Po zwabieniu jej do mieszkania i kompromitujących nagraniach, zerżnęli ją kolejno, a potem jeszcze wzywali na kolejne spotkania. Zawsze mieli ją za darmo! Obsługiwała chłopaków według ich pomysłów. Była potulna, na spotkaniach chodziła na kolanach i błagała o zwrot filmów i zdjęć.

    – Głupia cipa – Wojtek nie mógł nadziwić się naiwności dziewczyny, która była zależna od nich. Czasami jeszcze z niej korzystali. Skoro Marek nadal miał na nią ochotę. – No, ale Marek nie jest zbyt wybredny – Wojtek pokiwał głową. – Grubasek zawsze będzie miał kłopoty z dziewczynami.

    Wojtka zdziwił jedynie wiek osób, których dotyczyło zlecenie. A teraz ekscytował się przede wszystkim pieniędzmi, które były do zarobienia i realizacją pomysłu. Zadzwonił więc do kolegów i umówił się, aby przedstawić szczegóły pomysłu. Przez telefon podał jedynie kilka ogólników. Żaden nie odmówił. Wojtek jeszcze raz przeanalizował wszystkie warunki i wskazówki, które otrzymał od zleceniodawcy. Pomijając zarobek, sprawa była zbyt poważna, żeby można było zawalić chociaż jeden szczegół planu. Wiedział wszystko, należało omówić zadania każdego z nich. Marek znowu okazał się niezbędny.

    *

    Halina spotkała Artura w centrum handlowym. Przywitali się, zamienili zdawkowe grzeczności, lekarz komplementował jej urodę i ubiór, a w końcu zaprosił na kawę do kawiarni w centrum. Normalnie nie zrobiłby tego, normalnie kobieta odmówiłaby mu, ale ona – tak twierdziła – była niezadowolona ze zmiany urlopowych planów męża i pojechała na zakupy. Stąd jej gorszy humor, tłumaczyła. Artur tylko w duchu śmiał się, że na zakupy założyła ażurową bluzkę, elegancki kostium z dużym dekoltem, wysokie szpilki. Obserwował ją chwilę wcześnie, więc wiedział, że nie weszła do żadnego sklepu, rozglądała się, ale nie interesowały jej nawet sklepowe wystawy, a w ręku trzymała jedynie torebkę. W ogóle wyglądała i zachowywała się, poruszała, jakby czekała na kogoś. W kawiarni starał się nie patrzeć w odważny dekolt kostiumu, z którego wystawały praktycznie całe piersi osłonięte jedynie ażurem bluzki. Przez to jeszcze bardziej zwracała na siebie uwagę mężczyzn, którzy akurat spojrzeli w jej kierunku.

    – Świetny strój na zakupy – w myślach głośno rechotał, kiedy słuchał jej wyjaśnień.

    Kobieta paplała coś o trudnościach z wyborem miejsca urlopu. Rzucała nazwami kurortów, które dla wielu były cenowo nieosiągalne. No, ale dzięki jej hałaśliwej narracji przynajmniej część siedzących w kawiarni zorientowała się, że nie ma do czynienia z przeciętną kobietą. Artur był zażenowany jej zachowaniem, ale świetnie bawił się kosztem ludzi, którzy na wszelkie sposoby potrafili pokazać jedynie swoje finanse. I w zasadzie był to ich jedyny albo główny temat rozmów. Gówno obchodziły go jej urojone kłopoty z wyborem kurortu! Cierpliwie czekał na chwilę, kiedy przekaże jej „tę” informację.  

    Po kawie i rozmowie, którą nieco poprawił kobiecie humor, odprowadził ją do samochodu i przypomniał o telefonie. Nie mogła odmówić wywiadu i kilku zdjęć do miesięcznika dla pań. Znała ten tytuł. W sumie nie była zdziwiona i poczuła się mile dowartościowana. Jej mąż był bardzo znanym lekarzem, potrafił dbać o swoją popularność i kontakty, więc taki wywiad to jedynie kwestia czasu. Miał być pierwszym z dłuższej serii o żonach znanych postaci ze świata medycyny, biznesu, ekonomii i sztuki. Wybór redakcji padł na nią. Lekarz tylko uprzedził o decyzji redakcji, w której pracował jego kolega i spodziewanym telefonie. Obiecała zachować dyskrecję do chwili opublikowania wywiadu.

    *

    Joanna w pospiechu wracała do domu. Kupiła bieliznę na spotkanie i chciała jeszcze raz przymierzyć. Ładny kolor i fason, dość drogie, ale była pewna, że tata jej nie odmówi. Kupiła ze swojego, dość wysokiego kieszonkowego – inni tyle nie zarabiali nawet w ciągu miesiąca – ale liczyła, że ojciec zwróci jej pieniądze za dzisiejsze zakupy.

    – Od czego ma się kochanego tatusia? W końcu mógłby więcej inwestować w jedynaczkę – uśmiechnęła się do swoich myśli. Szczerze kochała ojca, niezależnie od stanu jego zamożności, a on odwzajemniał się jak potrafił, chociaż nie był nadmiernie wylewny w okazywaniu uczuć wobec prawie dorosłej córki. Posiadania dowodu nie uznawał za jednoznaczny wyraz dorosłości.

    Umówiona koleżanka, Beata, już niedługo miała być u niej. Fajna dziewczyna, może niezbyt atrakcyjna, kilka lat starsza od niej, ale o specyficznych potrzebach, które powodowały, że nie odczuwała różnicy wieku. Ba, dominowała nad nią, co Beata przyjmowała z wdzięcznością. Kierowanie koleżanką przychodziło Joasi z łatwością. Może dlatego łatwo dogadywały się i utrzymywały dość bliski kontakt. O potrzebach Beaty nie mówiły głośno, bo rozumiały się bez słów. Nie dzieliły się tą wiedzą z innymi. Kto miał wiedzieć, był już od dawna wtajemniczony.

    Joanna była w niedoczasie. Nie miała zwyczaju spóźniać się. Lubiła panować nad sytuacją i mieć komfort decydowania o tym, w jaki sposób przebiega zaplanowany dzień. A tymczasem spieszyła się. Czekał ją wyjazd za miasto, więc wyprosiła od ojca samochód. W rezultacie on pojechał do pracy taksówką. Już dawno zdecydowała, że namówi ojca na zakup auta. Czekała na sprzyjającą sytuację, aby podjąć decydującą rozmowę. Nagminne pożyczanie samochodu, tak jak dzisiaj, również miało stworzyć odpowiedni klimat dla takiej rozmowy i skłonić ojca do kupna fajnego auta. Najchętniej mercedesa A 140. Bardzo jej się podobał i już wiedziała, że nie jest drogi. Ostatecznie jest pełnoletnia i nie ma ochoty tracić czasu na długie spacery z zakupami albo jazdę autobusem. Nie zależało jej na wysłuchiwaniu prymitywnych zaczepek niedomytych matołów zachwyconych jej urodą.

    *

    Początkowo pani Halina była zdziwiona, że wywiad ma odbyć się w kawiarni, a dziennikarz chce go nagrywać tylko na komórkę, ale uspokoiła się, kiedy usłyszała, że otrzyma „szczotkę” tekstu do akceptacji. Jej wątpliwości przygasły, kiedy dziennikarz poprosił o wystawienie rachunku na adres redakcji. Na kartce podał NIP i adres. Jednak Artur szybko zdecydował, że on zapłaci rachunek i zamówił dla obojga alkohol. Nie chciała pić, miała słabą głowę, ale nie wypadało odmówić. Lekarz obiecał odwieźć ją i dziennikarza po wywiadzie. Zdjęcia mieli zrobić u niej w domu i w ogrodzie. Atmosfera przy kawiarnianym stoliku była bardzo miła. Świetnie im się rozmawiało. Dawno nie brała udziału w tak miłym spotkaniu. Pan Artur był taki sympatyczny, a dziennikarz dostosował się do ich wesołego nastroju. Nawet miała ochotę ponownie spotkać się z nimi. Nakłaniana, z pewnymi oporami, wypiła drugi kieliszek koniaku. Później jeszcze dała się namówić na trzeci. A może i czwarty? W zasadzie nie była już tego pewna. Pamięta, że zjedli lody, a potem poszli do samochodu i razem jechali. Dziennikarz coś do niej mówił, ale nie była w stanie zapanować nad ogarniającą ją sennością.

    *

    W mieszkaniu wszystko już było przygotowane. Marek wcześniej wypróbował sprzęt, teraz tylko sprawdzał podłączenia i obraz na ekranie laptopa. Wojtek właśnie wynosił drabinę. Zbyszek schował śrubokręty, zadarł głowę i patrzył na sprzęt zainstalowany przy wiszącej lampie.

    – A to skąd masz? – koniecznie chciał wiedzieć.

    – Ojciec mi kupił – Marek tylko rzucił okiem na sufit. Zbyszek w milczeniu pokiwał głową.

    Obiecano im, że też będą mogli uczestniczyć w części zabawy. Takie warunki bardzo im odpowiadały. Już wiedzieli, na co sobie mogą pozwolić. W końcu mieli pewne doświadczenie. O tym mężczyzna, który ich zatrudnił, też wiedział.

    *

    Kiedy Halina obudziła się, leżała na jakimś szerokim łożu, słyszała muzykę i widziała światła wirujące na suficie. Podniosła się i stwierdziła, że jest w samej bieliźnie. Dotarła do włącznika światła, przycisnęła go i obejrzała pokój. Nie był zbyt duży, jak na jej standardy, liczył ok. 30 m2. Za balkonowym oknem rozpościerał się widok na las. Drzwi były zamknięte i nigdzie nie było jej ubrania.

    Usiadła na łożu, wzruszyła ramionami, wyprostowała nogę i poprawiła pończochę. W tym momencie usłyszała odgłos klucza przekręcanego w drzwiach. Drzwi otworzyły się i zobaczyła dwóch mężczyzn w maskach. Przygasili światło. Pojawił się trzeci. Coś trzymał w ręku, ale nie dostrzegała szczegółów. W milczeniu podeszli do niej. Maski potęgowały wrażenie zagrożenia. Była przestraszona i zdezorientowana, ale domyślała się, kto chce zabawić się jej kosztem albo z nią. Szczerze mówiąc, nie miała nic przeciwko temu. Jednak, ku jej zdumieniu, w sylwetkach trzech mężczyzn nie rozpoznała ani Artura, ani Mateusza. I to ją bardzo zaniepokoiło. Nie była już przestraszona tylko przerażona, ale jeszcze panowała nad emocjami. Mimo tego założyła nogę na nogę, spojrzała hardo w oczy mężczyzny, który zbliżył się:

    – Czy wy zdajecie sobie sprawę, kim ja jestem? Kim jest mój mąż? – zapytała ostrym tonem.

    Mężczyzna zamiast odpowiedzi poniósł rękę. Zaintrygowana, spojrzała w jej kierunku i dostrzegła jeszcze obłok gazu rozpylanego w kierunku jej twarzy. Próbowała coś powiedzieć, zaprotestować, ale chwilę potem zrobiło się czarno przed oczyma, wszystko zaczęło wirować, poczuła senność. Powieki stały się bardzo ciężkie i zamknęła oczy. Miała uczucie jakby nie panowała nad swoimi mięśniami, a mgła, która wdarła się pod przymknięte powieki, ogarnęła również jej myśli. Czuła jak leci w ciemną przepaść. Chwilę później bezwładnie upadła na łoże, na którym siedziała.

    *

    Najpierw usłyszała muzykę; dość głośną, rytmiczną, która ją rozbudziła. Nadal znajdowała się w tym samym pokoju. Panował w nim mrok. Kilka świeczek budowało nastrój. Straciła poczucie czasu. Czuła, że coś jest nie tak jak powinno. Próbowała wstać i wtedy od razu zrozumiała. Leżała na plecach, a szeroko rozrzucone ręce i nogi miała solidnie skrępowane taśmą z miękkiego materiału. Poczuła coś jeszcze. Ktoś lizał jej łechtaczkę! spojrzała w dół i zobaczyła zarys nagiego ciała. Szarpnęła więzami i wtedy dostrzegła, że nie ma na sobie ani stanika, ani stringów! Już zapomniała o przymusowej drzemce. Szybko przytomniała. Była rozbudzona i intensywnie myślała. Resztki zamroczenia ulotniły się. Ich miejsce zajął strach, który szybko wzmagał się. Było go widać w oczach, kiedy nerwowo rozglądała się po pomieszczeniu. Pieszczoty nie działały na nią. Anonimowy mężczyzna był innego zdania. Łoże z jej lewej strony ugięło się i ktoś przysuwał się do niej.

    – Co się dzieje? Kim jesteś?! O co chodzi!?! – pytania wykrzykiwała coraz głośniej, zaniepokojona sytuacją, w której się znalazła. Głośna muzyka nie ułatwiała kontaktu. Naga postać przy jej ciele znieruchomiała i zaczęła językiem delikatnie pieścić jej sutek, pierś, pachę, szyję… Kobieta mimo to szarpała się. Krzyczała w proteście. Ten mężczyzna położył się z drugiej strony i długim pocałunkiem zamknął jej usta. Była tak zaskoczona, że przestała krzyczeć. Nawet nieśmiało oddała pocałunek. Nagi mężczyzna odsunął się, ułożył na boku i językiem delikatnie pieścił pierś. Jego sterczącego penisa poczuła na udzie. Wzdrygnęła się. Po chwili ponownie usłyszeli jej krzyk. Wrzask niknął jednak w głośnych dźwiękach rytmicznej, szybkiej muzyki instrumentalnej. Wytłumione ściany i wyposażenie pokoju skutecznie tonowały jej protest. Mężczyzna przesunął się wyżej, chwycił ją za głowę, unieruchomił, przywarł do ucha i wyszeptał:  

    – Halinko, krzyk nic nie da. Jesteśmy na odludziu. Nikt ciebie nie usłyszy. Lepiej zrobisz, bawiąc się z nami. Przecież to lubisz. – Ostatnie zdanie zabrzmiało lubieżnie. Językiem polizał koniuszek jej ucha. – Bywalcy warszawskich hoteli wiedzą o tym. My również. I dlatego chcemy skorzystać z twoich uroków. Ciesz się razem z nami.   

    Ta informacja wręcz zmroziła ją. Niczego tak nie bała się jak zdemaskowania przed mężem. To byłby koniec małżeństwa, koniec dostatniego, komfortowego życia na jego koszt i początek problemów z poszukiwaniem mieszkania i jakiejkolwiek pracy. O dotychczasowym statusie mogłaby zapomnieć raz na zawsze. Byłby dla niej nieosiągalny. A jednak ktoś ją musiał zauważyć i skojarzyć fakty! Bądź któryś z kochanków okazał się zbyt gadatliwy.

    – W takiej sprawie zawsze można liczyć na kogoś ‘życzliwego’. Albo przypadek – skonstatowała z irytacją, która przeradzała się we wściekłość. I teraz jacyś faceci chcą ją jeszcze wykorzystać!

    – Mężczyźni tutaj mają różne potrzeby, kobiety również – do jej ucha docierały wyjaśnienia wypowiadane namiętnym szeptem. – Słuchaj mężczyzn, spełniaj ich życzenia, baw się kobietami, a na pewno wyjdziesz stąd zadowolona. I zapewne zechcesz wrócić… A my chętnie znowu będziemy ciebie gościć.  

    Mężczyzna ponownie bawił się jej piersią, kiedy poczuła, że zbliża się ktoś z jej prawej strony. Ktoś ustami i czymś jeszcze dotykał jej brzucha, kierując się ku piersiom. To ‘coś’, to były wąsy! Drażniły, ale było to nawet ekscytujące. Było coś jeszcze znajomego… Tak! Zapach męskich perfum! Znała ten zapach, lubiła go, ale nie potrafiła ich nikomu przypisać. Była zaintrygowana. A pieszczoty taakie intensywne i miłe…

    – Bądź spokojna. Nam również zależy na dyskrecji. Mamy wspólnych znajomych – dodał uspokajająco. – A to niby porwanie tylko dodało smaczku twojej przygodzie. Korzystaj z tych chwil – usłyszała w drugim uchu.

    Po tych słowach odprężyła się nieco. Poczuła trochę pewniej. Chyba ktoś ze znajomych zabawił się jej kosztem, zdenerwował, a teraz w tak oryginalny sposób chce zachęcić do seksu? Ktoś ze znajomych, który (którzy?) orientuje się w jej życiu prywatnym. Bardzo prywatnym. I zamierza pozostać dyskretnym. Oby…

    – Skoro dotychczas ten „ktoś” nie przekazał niczego mężowi i nie próbuje mnie szantażować, więc może warto skorzystać z takiej okazji? – starała się racjonalnie wytłumaczyć zajście, którego była, chyba, główną postacią.

    Intensywnie analizowała sytuację. I tak była bezbronna, a mężczyźni wydawali się zachowywać normalnie. Traktowali ją łagodnie, nie grozili, nie szarpali jej, nie próbowali zastraszać, poniżyć ani ośmieszyć. Nadzy, podnieceni byli już gotowi do rozpoczęcia seks-zabawy. Nie zamierzali wypuścić jej bez seksu. Wzięła głęboki oddech i po cichu wypuściła powietrze. Nadal odprężała się. Trudno, ot tak, w jednej chwili pozbyć się wątpliwości i strachu. Ciągle była zaskoczona dzisiejszymi wydarzeniami i całą otoczką, która zakończyła się jej przymusowym striptizem i przywiązaniem do łoża. Sądząc z konstrukcji, jego przeznaczenie było jednoznaczne.

    – I to potężne lustro na suficie – spojrzała do góry. – Można mieć jeszcze jakieś wątpliwości?

    Chyba była gotowa na seks z nieznajomymi. Zresztą, ci z portali randkowych też tacy byli. Właściwie i tak nie miała wyboru. Starała się postrzegać takie spotkanie jak seks w klubie swingersów. Co więcej mogła zrobić?

    *

    – Nooo, trzech facetów. Tak jeszcze nie miałam – myślała podekscytowana. Z dwoma bywała już parokrotnie. Podniecała ją aura tajemniczości. Skoro ktoś mówił do niej po imieniu, nie był brutalny, zachęcał do seksu… Powoli utwierdzała się w przekonaniu, że nie może stać się nic złego. Czwarty mężczyzna przerwał jej rozmyślania. Pochylił się, nie dotykając łoża, i całował ją; czynił to dość zaborczo i nieporadnie, ale zaskoczenie było tak duże, że nie zwracała uwagi na szczegóły. Podnieciły ją i dodały pewności siebie słowa mężczyzny, który podkreślał jej urodę. Jak prawie każda kobieta chętnie słuchała komplementów.

    Teraz, odbierając ich delikatne pieszczoty, upewniała się, że jest pożądana. Już ich pieszczoty odbierała lepiej niż oferowane przez męża. Pod wpływem głaskania, lizania, dotyku, muskania, pocałunków, drapania odprężała się szybciej i niepostrzeżenie zaczynała podniecać się. Twardy penis, który dotknął jej uda potwierdzał ich słowa o jej atrakcyjności.

    Tajemniczy kochankowie byli młodsi od męża i swoją potencją gwarantowali prawdziwy seks, którego jej ciągle brakowało w związku. Przymknęła oczy i skupiła się na pieszczotach. Więzy już nie przeszkadzały. Co prawda, wydatnie ograniczały jej swobodę, ale zaczęła odbierać to z jakąś perwersyjną satysfakcją. Była pożądana, czekał ją wyuzdany seks z młodymi mężczyznami, którzy traktowali ją z szacunkiem. Nieustające pieszczoty napędzały jej myśli i pożądanie. Czekała na więcej. Była pewna, że po wszystkim dowie się czegoś o „podchodach”, które zakończyły się na tym łożu.

    – Jeżeli wszystko zakończy się w cywilizowany sposób, to będę miała nowych kandydatów do spotkań – myślała z nadzieją.

    Cicho mruczała podniecona drapaniem szczeciny wokół łechtaczki. Właśnie któryś z mężczyzn uniósł jej lewe udo, wczołgał się pod nie i zaczął językiem pieścić jej odbyt. Opuszkami palców muskał wgłębienie pod kolanem. Zagryzła wargi. Jeszcze nie chciała krzyczeć.

    – Niech się jeszcze postarają – uśmiechnęła się do swoich myśli.

    Napięła mięśnie, a chwilę później wygięła naprężone ciało. Drugi język lizał obfite wargi i łechtaczkę. Zęby trzeciego z mężczyzn kąsały brodawkę lewej piersi. Jego ciepły oddech głaskał sutek. Dłonie zacisnęła w pięści.

    – Jeszcze chwila i zacznę jęczeć jak suka w rui! – uradowana pomyślała o zaletach swoich kochanków. Było jej tak dobrze… Czekała aż pieszczotami doprowadzą ją do orgazmu.

    *

    Mężczyźni równocześnie odsunęli się od Haliny. Opadła na plecy i spojrzała w ich stronę, nic nie rozumiejąc. Patrzyli w głąb pokoju.

    Nagi, szczupły, nieźle zbudowany mężczyzna wprowadził do pokoju nagą brunetkę. Włosy sięgały jej do ramion. Dziewczyna była pulchna, ubrana jedynie w czarne pończochy. Spory, lekko obwisły biust zwracał uwagę innych. imponował rozmiarami. Na szyi brunetka nosiła szeroką obrożę. Koniec smyczy trzymał mężczyzna. Mężczyzna pociągnął za smycz i ustawił dziewczynę na środku pokoju. On chyba kierował całą imprezą.

    – Ta suka jest do naszej dyspozycji. Reaguje na imię Beata. Dość młoda, 22 lata, studiuje. Lubi dyscyplinę. dzisiaj wy możecie ją egzaminować w dowolny sposób – uśmiechnął się lekko. Spojrzał na dziewczynę, która z nieśmiałym wyrazem twarzy stała obok mężczyzny. Wydał je polecenie i posłusznie okręciła się. Potem wydał kolejne polecenie i brunetka stanęła w rozkroku, pochyliła się i palcami rozchyliła pochwę. Powtórzyła tę czynność parokrotnie, obracając się i prezentując swe wdzięki wszystkim widzom.

    – W zasadzie można zrobić z nią wszystko – powiedział mężczyzna i wydał jej polecenie. Suka uklękła przed nim, szeroko rozstawiając kolana. On odwrócił się i wypiął tyłek. Wówczas suka wychyliła się, sięgnęła do jąder i zaczęła lizać je. Schylił się głębiej, napierając tyłkiem na jej twarz, sięgnął po pierś i zaczął ją ściskać. Wtedy Beata położyła dłonie na jego pośladkach, lekko rozchyliła je i językiem zaczęła pieścić odbyt swojego pana. Zgromadzeni docenili jej starania i po chwili nagrodzili ją oklaskami.

    *

    Patrzyła na tę zabawę z dziewczyną i nic nie rozumiała. Darmowy pokaz dla skrępowanej pani doktorowej? Nawet spodobał się. Ale po co pokaz, skoro jest przywiązana? Zawoalowana sugestia? Tymczasem jeden z mężczyzn przechylił kieliszek wina nad jej ustami i zdołała wypić kilka łyczków ze strumienia, który opadał na jej twarz. Później kontynuowali pocałunek i pieszczoty. Mimo niezrozumiałej sytuacji zapomniała się w nich. Zresztą miała pragnienie.

    – Niespodzianka – usłyszała rozbawiony głos. Pocałunek dobiegł końca i ktoś zaczął manipulować przy jej głowie. Zanim zdążyła zapytać, coś wepchnięto w jej usta. Poczuła ucisk. Już wiedziała. Zakładali knebel.

    Muzyka stała się głośniejsza. Przy tak nikłym świetle nie widziała rysów twarzy. Jakaś postać zbliżyła się do niej, pochyliła i nagle uderzyła ją w twarz. Zabolało! Długie włosy rzucały cień na twarz, ale… Nie było czasu na domysły. Kolejne uderzenie w twarz było równie bolesne. Zaczęła głośno protestować, ale z knebla wydobył się jedynie niewyraźny bełkot. Wszyscy byli rozbawieni i podnieceni. Po chwili postać ponownie uderzyła. Mocno! Potem postać pochyliła się, brutalnie oparła dłoń na twarzy Haliny, traktując ją jak podpórkę i siadła na niej. To była kobieta. Z dumą wyprostowała się, prezentując swoje ciało i odchyliła głowę. Włosy opadły na plecy. Jej twarz znalazła się w zasięgu światła. Uśmiechała się.

    – Nie! Cholera! Nie!! To niemożliwe! Nie!! NIE!! – Halina była przerażona dokonanym odkryciem. Napięła wszystkie mięśnie, wręcz skamieniała, zapomniała o bólu i zatrwożonym wzrokiem patrzyła na postać dziewczyny.

    Joanna! To była Joanna! Pasierbica! Naga! I wcale nie wstydziła się swojej nagości! Zachowywała się bardzo swobodnie. Znieruchomiała i z mściwym wyrazem twarzy wpatrywała się w oczy macochy. Napawała się swoją dominacją.

    Halina szamotała się, próbując zrzucić znienawidzoną pasierbicę. Bezskutecznie. Znowu została uderzona w twarz. Siła uderzenia oszołomiła ją. Docierało do niej, że nie ma szansy. Kolejne uderzenie w twarz, na odlew. Poddała się. Znieruchomiała. Wiedziała, że przegrała.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Autostop do piwnicy

    Był listopad. Ściemniało się już. Jechałem drogą w kierunku mojego domu. Mieszkałem na uboczu. Około 15 kilometrów przed domem dostrzegłem na poboczu dziewczynę. Ubrana była w czarną kurtkę i moro spodnie. Wyciągała rękę w nadziei, że się zatrzymam. Zatrzymałem się. Uchyliłem szybę.

    -Dzień dobry, mogę się z panem zabrać? Stoję od 3 godzin i jestem przemarznięta. Proszę, niech mnie pan zabierze. – uśmiechnęła się słodko dziewczyna

    -Wsiadaj, czemu nie.

    Wsiadła do samochodu na przednie siedzenie. Podałem jej rękę na przywitanie.

    -Cześć, jestem Patryk.

    -Hej, Gabrysia. Miło mi.

    Rozsiadła się wygodnie ukazując przy tym swoje ładne nogi. Rozpięła kurtkę, dzięki czemu dostrzegłem jej spore piersi. Z późniejszej rozmowy wyniknęło, że ma 17 lat. Podobała mi się. Zmieniłem nieco plany. Gdy skręciłem w uliczkę do prowadzącą do mojego mieszkania moja towarzyszka się zdziwiła. Wytłumaczyłem, że to skrót do jej domu. Wjechałem na podjazd przy garażu. Wysiadłem, otworzyłem jej drzwi i zaprosiłem do środka. Zgodziła się, ale niechętnie.

    *

    Nie wiem czemu zgodziłam się na wejście do jego domu. Był miły dla mnie. Podejrzanie miły. Rozebrałam się, usiadłam na sofie. Przyniósł mi sok pomarańczowy. Rozmawialiśmy przez chwilę aż w końcu usnęłam. Obudziłam się w dziwnym pomieszczeniu. Poczułam, że nie mogę ruszać rękami oraz głową. Byłam zakuta w… dyby? Leżałam na jakiejś dziwnej ławeczce z materacem pełniącą rolę „przedłużenia” dyb, by można było leżeć. Byłam naga. Moje nogi również były skrępowane. Chyba jakąś liną. W pokoju świeciło światło. Po kilku minutach wszedł Patryk.

    -No, no moja śpiąca księżniczka się obudziła, hehe.

    -Co ty ze mną zrobiłeś psycholu?! – zapytałam ze wściekłością w głosie

    -Coś, co ci się spodoba.

    Nie widziałam dotąd go. Podszedł do mojej twarzy. Zobaczyłam ze jest kompletnie nagi. Jego penis zwisał bezładnie. Kazał mi otworzyć usta. Broniłam się przed tym. Nie chciałam by ruchał moje gardło w tej pozycji. Ale on nie ustępował. Spoliczkował mnie. Zabolało mnie mocno. Wsunął penisa do moich ust. Nie robiłam nic. Po prostu leżałam. Zaczął poruszać biodrami. Jego jądra często dotykały mojej twarzy. Po kilku pchnięciach penis zaczął rosnąć. Rósł do dużej wielkości. Z czasem miałam odruch wymiotny, który z całych sił powstrzymywałam. On natomiast przyspieszył ruchy. Chwytając moje piersi dobijał biodrami do mojej twarzy. Dyszał coraz mocniej. Z oczu pociekły mi łzy. Brakowało mi tchu. Myślałam, że się uduszę. W końcu wyszedł z moich ust. Głęboko odetchnęłam. Schylił się, pocałował mnie. Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek. Czułam, że cała ta sytuacja coraz bardziej mnie podnieca, i że robię coraz bardziej mokra. Znów wszedł w moje usta. Gwałtownie. Posuwał je z dziką wściekłością. Poczułam, że zaczyna pulsować. Salwy spermy strzeliły do moich ust i gardła. Pchnął mocno dobijając biodrami do mojej twarzy. Wyszedł z moich ust ponownie. Znów odetchnęłam. Przełknęłam spermę, a on mnie pocałował.

    *

    Przeszedłem pomiędzy jej związane nogi. Musnąłem palcami mokrą już cipkę. Wsadziłem dwa palce do środka i zacząłem nimi poruszać. Była cudownie ciepła i wilgotna. Poruszałem palcami coraz szybciej sprawiając jej coraz większą przyjemność. Jęczała coraz głośniej. Z jej wnętrza wyciekało coraz więcej soków. Wyciągnąłem z niej palce. Podszedłem do jej twarzy i dałem do wylizania. Wylizała je z chęcią.

    *

    Po wylizaniu swoich soczków znów poszedł pomiędzy moje nogi. Poczułam jak wchodzi we mnie bardzo gwałtownie. Poczułam ból. Poruszył biodrami w tył i znów w przód. Z początku powoli delektując się przyjemnym wnętrzem mojej pochwy, a potem coraz szybciej, dziko mnie posuwając. Rękoma pieścił piersi oraz sutki. Jęczałam. Sprawiał mi ogromną przyjemność. Wykonywał tak mocne ruchy, że czasami całe dyby się przesuwały nieco do przodu skrzypiąc nieco. Po kilku minutach wbił się we mnie po same jądra i spuścił w środku. Ciepła sperma wypełniała moje wnętrze. Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Wrócił trzymając w ręce jakieś opakowanie. Położył je na podłodze. Wepchnął jeden palec do mojego odbytu. Wiercił nim przez chwilę. Potem wepchnął drugiego, a potem trzeciego. Rozepchał mój odbyt dosyć mocno. Wziął na palce trochę specyfiku z opakowania i nasmarował nim mój odbyt. Wprowadził powoli penisa do odbytu. Bolało mnie mocno, jednak on wpychał go coraz głębiej i głębiej. Jęknęłam z bólu, a z oczu znów pociekły mi łzy. Gdy wbił się na ¾ długości wycofał biodra, po czym znów naparł na odbyt. Ból nadal był, ale już nie tak silny jak wcześniej. Palcami masował łechtaczkę niwelując ból z ruchania odbytu. Posuwał mnie tak przez kilkanaście minut. Z czasem zaczęłam nawet jęczeć. W pewnym momencie wbił się niemal na całą długość i spuścił wewnątrz. Wyszedł ze mnie, a ja poczułam spermę wypływającą z odbytu. Palcami doprowadził mnie do orgazmu, po czym wyszedł z pokoju.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran
  • Wlascicielka, vol 2: Pupilki

    Przez grubą, pancerną szybę wyglądają spokojnie, nawet łagodnie. Jak zakochana para, śpiąca na łyżeczkę na cienkiej warstwie siana jaką wysypana jest czarna podłoga. Podobny do ogolonego, różowego goryla macho ściska go do siebie jak pluszowego misia. Nienaturalne ułożenie ramion i nóg świadczy, że były łamane. W dekolcie starej, poplamionej koszuli nocnej pojawił się pierwszy zarys piersi, a głowę obrosła już ciemnym puszkiem. Na twarzy z zachodzącymi zmianami w rysach wciąż ma szwy na ustach. Patrzy prosto na mnie. Czuć w tym wzroku ból i strach. Tak Rufo, ja Ci to zrobiłam.
    Uśmiecham się zaciągając kolejny raz papierosem. To najlepszy widok ostatnich kilku miesięcy.Uspokajający, pocieszający i przyjemny. Nawet jeśli wnętrzności i głowa boli, po tym jak Ase rano wlała we mnie dzbanek kawy i zmusiła do zjedzenia jajecznicy zanim przyjechałyśmy do mamy. Czuć ją, zanim się pojawi w zasięgu wzroku.
    – Urocze, prawda? – staje obok, też patrząc na szybę – Romeo szybko go zaakceptował, a to najsilniejsza beta stada. Co prawda jak mu się na początku opierał, to połamał mu nogi i ręce, ale nawet parę razy zszywaliśmy mu odbyt po tym jak go sponiewierał, to teraz widać, że już umie dbać o swoją Julie. Niedługo otworzymy jej usteczka, więc pewnie będzie musiał się nauczyć połykać spermę. – stuka palcami o szybę, a olbrzym otwiera swoje oczy, mocniej przyciskając do siebie eunucha, niemal miażdżąc mu brzuch, a oczy Rufo-Juli wychodzą z orbit z bólu – Zabawni są. – odwraca się do mnie przodem – Lepiej to zgaś, zanim do niej pójdziesz. I tak śmierdzisz gorzej niż bimbrownia. – chwyta za rękaw kurtki – Gdzie ją wygrzebałaś? Mama za każdym razem jak przyjeżdżała do taty, to jej szukała by ją wreszcie spalić. Gdziekolwiek szedł, zawsze ją zakładał. No, jedynie jak Sara ją miała na wolności to chodził bez niej.
    Odwracam twarz do niej bokiem, patrząc przez ciemne okulary. Nienawidzę Cię, jędzo. „Mama chce z tobą porozmawiać”. A ja nie chce rozmawiać z mamą. Ani z tobą. Ani z nikim. W domu było mi dobrze. Leżałam sobie w łóżku przytulona do poduszki. Od kiedy ciocia uzgodniła z Sarą, że razem z Oszką zamieszkają u niej w domu panowała cisza. Idealna w swej postaci. Odwracam się i idę dalej, między innymi zagrodami z śpiącymi lub zajętymi sobą psami mamy. To trochę jak bardzo dziwne więzienie. Przed porą karmienia, wszystkie są zamknięte oddzielnie.
    Wchodzę do pokoju bez pukania. Mama z siwiejącymi włosami upiętymi jak zawsze w elegancki kok i lekko pomarszczoną twarzą siedzi czytając coś na tablecie. Nie unosi wzroku, gdy siadam naprzeciwko. Dopiero gdy wypuszczam chmurkę dymu w lewą stronę, przesuwa palcami w moją stronę popielniczkę, nawet nie patrząc. Anorektycznie wyglądający kastrat w skórzanym gorsecie i kozakach siedzi na niskim stołku w kącie. Pozbawiono go uszu, nosa i warg. Na ciele ma ślady poparzeń elektrycznych i zwykłego bicza. Ciało jest idealnie łyse. Mama bywa okrutna. Wreszcie odkłada swoje urządzenie, składa dłonie na stole i patrzy na mnie czarnymi oczami. Jej spojrzenie parzy. Gaszę resztkę papierosa w popielniczce.
    – Nie wiedziałam, że po siedmiu godzinach rodzenia wyszła ze mnie smoczyca. – mówi wreszcie – A może to nie moja córka? Przytyłaś, ale wyglądasz wreszcie jak kobieta a nie dziewczynka. Ale przefarbowałaś włosy i zmieniłaś makijaż, a w dodatku palisz. – milczy na chwile – I Dawid popijał brandy, nie norweską wódkę. Kiwi, zrób Smoczycy mocną kawę.
    Służący podrywa się i wychodzi z pokoju. Nie odpowiadam jej, masując skroń. Kolejny atak migreny wywołanej nowym stylem życia ciężko odbija się na ciele. Tak mamo, ścięłam włosy, źle się odżywiam, pije i palę. Jestem zakałą rodziny. Czego jeszcze chcesz? A teraz trzeba to powiedzieć na głos.
    – Byłam trzynastolatką z nadwagą, jak pierwszy raz trafiliśmy do dworu Blackoak. – zaczyna znów mówić – Ja, rozpieszczona córka handlarza ludzi z Kantonu trafiłam do egzotycznego świata. Przyjechałam wtedy z ojcem i starszym bratem, bo chińskim bogaczom zamarzyły się egzotyczne suki. I nie, nie Amerykanki, te już mieli. Chcieli czegoś nowego, lepszego. – milczy moment – Obok wielkiego biurka z dębu, za którym siedział stary Polak stał wysoki chłopak o ciemnej skórze. Obok niego, sięgając mu ledwo bioder stała dziewczynka z rudymi loczkami. Podniósł ją i posadził sobie na barkach. Miał już wtedy z dobry metr osiemdziesiąt. Imponujące. Chciałam go mieć. Kazałam tacie zapytać, ile za niego chcą. Ojciec przełożył moją prośbę na ich język, ale mężczyzna spojrzał na chłopaka i odpowiedział, że to jego syn. Krnąbrny, okrutny i silny. Nie jest na sprzedaż. Byłam zła. Oprowadzono nas po psiarni, pokazano kilka suk na sprzedaż, spisano umowę. My dostarczamy im azjatyckie suki, oni te z Europy. Pod koniec spotkania, gdy nasi ojcowie ściskali sobie dłonie, podeszłam do tego olbrzyma i kopnęłam go z całej siły w łydkę, by się przed mną pokłonił. Nawet się nie skrzywił. Popatrzał na mnie z góry, uniósł mnie za boczki bez słowa na wysokość swojej twarzy. Patrzał mi prosto w oczy, gdy płakałam bojąc się, co może zrobić. Mój brat ruszył w jego stronę, gotów zaatakować, powalić go. Ale mnie odstawił z powrotem na ziemię, ukucnął na kolanie, tak, ze byliśmy równego wzrostu. Powiedział coś. Mój brat uniósł brew i przetłumaczył. „Jeśli chcesz go mieć naprawdę, musisz go pocałować, a będzie twój na zawsze”. Pięć lat później, gdy był już tak duży jak go zapamiętałaś, poszłam z nim do łóżka. Był mój, ale w inny sposób. Na zawsze.
    Nigdy tego nie opowiadała. A przynajmniej mi. Jakby musiał umrzeć, by mogła to powiedzieć. Uśmiecham się słabo, wyobrażając sobie młodego tatę i mamę w tej sytuacji. Anorektyk wraca z dymiącym kubkiem pełnym czegoś podobnego do smoły.
    – Miał wtedy swoje dwa pierwsze koty. To nie były suki, on zawsze miał kocice. Suka ma być posłuszna swojemu właścicielowi, kot ma wolną wole, tłumaczył. Ava i Lil. Mógł być moim kochankiem, ale dla nich tyko opiekunem. To zabawne. Większość suk tamtego okresu po roku, dwóch po prostu stawało się bezwartościowe i zdychały w męczarniach, więc kupowali następne. One były zadbane, przypominały pod tym względem Sarę. Dawid im na dużo pozwalał, czasem nawet zdaje się na za dużo. Wiesz, czemu jego ojciec uważał go za krnąbrnego i okrutnego? Ja się dowiedziałam, po tym, jak jego przyrodni brat po prostu je zmodyfikował zgodnie z naturą human puppy. Weszliśmy wtedy do naszej sypialni, gdzie miały leżeć sobie w łóżeczku jak zawsze, może się łasić koło drzwi. A one leżały krwawiąc na podłodze, obok stał Ian. Myślałam, że Dawid się ucieszy, byłam przyzwyczajona do tego widoku od dziecka. Zwierzęta mają być pokorne, a to najszybsza lekcja. Podszedł do nich. Wyły z bólu, krztusiły się krwią, krzyczały coś niezrozumiałego. Usiadł na podłodze obok nich. Przytulił je do siebie. Słyszałam, jak płacze. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Szarpały się jeszcze. A on je przytulał co raz mocniej. W końcu przestały się ruszać. – znów na chwile milknie – Zmiażdżył im kręgi szyjne gołymi rękami. – dopiero po chwili dochodzi do mnie co powiedziała – Potem się rzucił na niego. Tłukł go. Z całej siły. Wybiegłam z pokoju i krzyczałam. Przybyło sześciu służących i ich ojciec. Musieli go wszyscy trzymać, bo nikt mu nie dawał rady. Nawet ja nie mogłam go uspokoić. Wyrwał Ianowi oko, zmiażdżył jądro i doprowadził do otwartego złamania w sześciu miejscach. Wszystko w zamian za to, że zrobił coś, co było normalne. Umiał stłuc tak własnego brata, ale nigdy nie potrafił podnieść ręki na kogoś, kto był do tego stworzony.
    Jasna cholera. To naprawdę był mój tata? Ten sam dobrotliwy olbrzym, który zawsze się uśmiechał i opowiadał nam bajki? Piekł ciastka i mówił, że mamy zjeść warzywka to urośniemy duże jak on? Kwaśny smak kawy jest lekko trzeźwiący.
    – Zniknął na rok. Po prostu, rozpłynął się w powietrzu. Kiedy wrócił, miał ubraną już tą kurtkę, a ja miałam już zaczątki tego. – pokazuje w powietrzu otoczenie – Nie przywitał się, po prostu mnie objął i pocałował. Poszliśmy się kochać, żadne z nas nie chciało mówić. Jakby tamtego dnia nie było. Jakby nie chciał pamiętać. Znów był moim Dawidem. Na końcu głowy miałam wspomnienie tego co zrobił, ale nie pytałam zbyt zajęta rozkoszą. Zatrudnił się w mleczarni, pomagał zresztą tamto zbudować od podstaw. Nie miał żadnych zwierząt, nawiązał kontakt z Zuzią i pomógł jej z Majką, usprawniając co raz bardziej swoje badania. Zostaliśmy sędziami na wystawach, żył spokojnie na uboczu. – znów milczy chwile – Wiesz, czemu jednak pojawiła się Sara? Z mojej winy. Miałam kontrakt na jednego chłopaka, coś u kogoś przeskrobał, komuś się zamarzyło zobaczyć jak cierpi. Pojechaliśmy razem. Dziewczyna znalazła się w złym miejscu w złym czasie. Mogła zgarnąć kule w łeb i o niej byśmy zapomnieli. Powiedział, że ją zabierze. Bałam się, że znów źle się to skończy. I tak w pewnym sensie było. – znów milczy – Pojechaliśmy z Sarą i Amirą, jego drugą kotką na wieczór w jego rodzinnym domu na zaproszenie Zuzi. Skończyło się to na tym, że sytuacja wyglądała niemal identycznie. Pierw dokończył dzieła, które kiedyś stworzył. Zmienił Iana w bezgłowego trupa. Rozpaćkał jego głowę o posadzkę z marmuru. Ludzie krzyczeli, uciekali, panikowali. Ja stałam tam i patrzałam na to w przerażeniu i podnieceniu jednocześnie, Zuzia krzyczała i próbowała go zatrzymać. A on nawet na chwile nie przestawał. Jakby był w jakimś transie. Potem złamał kark Amiry i Judyty, suczki, którą Zuzia chciała podarować Mai. Tylko Sara przetrwała ten wieczór. Wrócił bez niej do swojego domu, powiedział, że teraz jest znów wolna. I pił. Dużo pił. Jakby miał nadzieje, że to zagłuszy ból. Okazało się, że jestem w ciąży. Zabawne, prawda? On przechodzi załamanie, a mi rośnie w brzuchu twoja siostra. Zuzia wzięła go do siebie, bliżej mnie. Próbowała go przekonać, że dziecko musi mieć ojca. Po tym jak urodziłam, przywoziła go przynajmniej raz w miesiącu i sadzała tutaj. Ja mu goliłam twarz, poiłam kawą i brałam do twojej siostry. Nie chciałam, by widziała go w takim stanie. I tak przez kilka lat. Był z Ase, był trzeźwy. Nie było przy nim Ase, pił. Dopiero po tym jak Sara wróciła, zmienił się z powrotem w Dawida. Urodziłaś się ty, kupił wasz aktualny dom i skrywał swoje blizny pod uśmiechem dla swoich małych Zajączków, skaczących dookoła niego by je wziął na ramiona. Oto, cały twój tata. Nadal myślisz, że chcesz być jak on?
    Zdejmuje i składam okulary do kieszeni. Mama kiwa głową jakby w zrozumieniu. Długo milczymy, patrząc na siebie. Żadna z nas nie chce teraz przerywać tej ciszy.
    – Kazałam Ase by Cię przywiozła z innego powodu. – mówi wreszcie – A właściwie problemu. Jestem już stara, to prawda. Od kiedy pierwszy raz go pocałowałam minęło wiele lat. Niedługo pewnie przeniosę się gdzieś indziej i miała nadzieje, że dzieci będą mnie odwiedzały. Wciąż radzę sobie jednak dostatecznie z liczeniem, by pamiętać ile mam psów w stadzie. Jedna alfa, dwie bety, dziesięć kundlów i pięć przytulanek. Dziwne, że od paru miesięcy tych ostatnich mam sześć. – krew mi odpływa z twarzy – Julia. Tak nazywają przytulankę Romeo, tą ponadprogramową. Z tego co widziałam, nawet nie jest w pełni wykastrowana. Zapytałam swojej córki, której ufam czy coś wie na ten temat. „A, bo Taly nam dostarczyła nowego pieska, to dla niej”. To farma spermy, nie przechowalnia kastratów. A potem dostaje telefon od swojego dobrego znajomego. Myślałam, że żartuje, ale nie. Dzisiaj nikt już nie bawi się w łapanie ludzi, prościej jest użyć opracowanej przez twojego tatusia technologii i sobie go wyhodować. Mniej problemów, większa precyzja a glizda w wieku niemowlęcym umożliwia wykreowanie całej osobowości w późniejszym wieku. To już nie są zwykli ludzie, tylko podobne do nich stworzenia. Wszystko działa klarownie i bezpiecznie. – podnosi się od stołu – Idziemy.
    Też wstaje, gdy obchodzi stół. Kończę kawę z kubka, czując się już nieco lepiej, kac nawet lekko zelżał. Prowadzi mnie znów tym samym korytarzem, zagrody są już puste. Idziemy jednak gdzieś w bok. Wreszcie staje przed drzwiami i wyciąga kartę magnetyczną, otwierając je. W środku jest ciemno.
    – Nie obchodzi mnie skąd i dlaczego Julia się pojawiła. Ale kiedy ja wybierałam psy do łapania w waszym wieku, to sprawdzałam wszystko, a nie tylko miałam nadzieje, że się uda. Dawałam pieniądze w odpowiednie miejsca, pilnowałam wszystkiego i układałam długie plany. A wy? – krzywi się – Przywieziemy, wykastrujemy i mama nie zauważy? Myślałam, by po prostu zmielić i podać swoim psom jak każde inne mięsko, ale pomyślałam, że to okazja, byście czegoś się nauczyły. – jasne światło zalewa biały, kwadratowy pokój wypełniony kafelkami – Skoro chcesz być jak tata, to proszę.
    Klęczy na łydkach pod ścianą naprzeciwko drzwi. Cały jej strój składa się z szerokiego, białego kaftana bezpieczeństwa rodem z kreskówek, idealnie kontrastującego z perfekcyjnie opaloną na brąz skórą. Podwójny koński ogon z ciemnych włosów i drobna postura dają wrażenie dziecka. Knebel z gumowej kulki w ustach nie pozwala jej mówić. Na polikach widać rozmazany łzami tusz, drży, ale nie rzuca się na boki. Po prostu truchleje z strachu. Wygląda naraz żałośnie, słodko i ciekawie. Patrzy tym przerażająco smutnym wzrokiem to na mamę, to na mnie jakby chcąc o coś zapytać.
    – Kto to? – pytam wreszcie zachrypniętym głosem
    – Twój nowy zwierzak. – macha dłonią – Albo psia karma. Sama wybierz jedno z dwojga. Rozumie po angielsku, nie norwesku. – przechodzi na ten język płynnie – Podobała się izolatka? To jest twoja nowa Pani. Widziałaś co zrobiłam tamtemu pieskowi, prawda? – dziewczyna kiwa głową przerażona w odpowiedzi – A ja nie lubię tu głupich suk, więc to ona Cię weźmie. Albo będziesz robić co Ci karze, albo zrobię Ci klasyczną torturę tysiąca cięć. Będziesz bardzo długo przytomna i żywa, patrząc jak kawałki twojego ciała lądują w mikserze z warzywami, a potem pieką się i moje pieski to jedzą. I wiesz, że nie kłamię o tym. – łzy ciekną dziewczynie z oczu, a mama z powrotem wraca na drugi język – Nie obchodzi mnie czy zrobisz z niej psa wystawowego czy sługę liżącego stopy na zawołanie. Należy do Ciebie. Wytresuj ją, sprzątaj jak nasra i karm. Nie myśl nawet o glizdowaniu. Zrobisz z niej teraz warzywko. Ty i twoja siostra nabroiłyście, więc wy to posprzątacie.
    – Ale… – zaczynam patrząc na płaczącą, nieruchomą w strachu dziewczynę – Nie chce jej. Nie umiem się nimi opiekować. Nawet Oszka miała przecież jeszcze opiekę ze strony taty i Sarę, chociaż ją trudno uznać za puppy. Nigdy nie daliście mi zwierzaka z hodowli, a teraz dostaje to… Nawet Maja jako jedenastolatka miała przecież swoją Tule. A poza tym nawet nie jestem bi.
    – Mówiłam mu to samo. Ase od początku uczyliśmy odpowiedzialności. – patrzy na dziewczynę – „Nie, jest za mała, zresztą ma Osanne” I teraz wychodzą te wszystkie błędy. – zakłada ręce na piersi – A twoje preferencje mnie nie obchodzą. Też jakoś nigdy nie podniecał mnie seks z kobietą, ale nie przeszkadzało mi to w rozkoszowaniu się językiem Sary i zabawianiem jej palcami czy wibratorem. Twój ojciec nigdy nie tknął żadnego ze swoich zwierząt w tym sensie. Zapytaj Sary zresztą, jak nie wierzysz. Mógł jej każdego dnia przez trzy lata wpychać do zadka puchatą kitę, szorować tą małą różową muszelkę i głaskać po biuście, ale zawsze były to tylko pieszczoty. Seks uprawiał tylko ze mną. – znów wraca na angielski, zwracając się prosto do dziewczyny – Miejmy nadzieje, że będzie miała z Ciebie jakiś pożytek, bo powiedziała, że Cię zwróci jak będziesz nieposłuszna. Ja suk tutaj nie potrzebuje, zwłaszcza takich jak ty. – kiwa ręką, bym wyszła – Zaraz przyjdzie ktoś Ci zrobić zastrzyk, żebyś była grzeczna przy przewozie. – po czym sama też wychodzi, zamykając drzwi i znów zmieniając język – Daje Ci trzy miesiące. Albo będzie z niej coś pożytecznego i wrócisz do normalnego życia, albo wyślę Cię do Chin do swojej rodziny. – łapie jedną z Azjatek za ramię i coś jej mówi, a ona kiwa głową w odpowiedzi i wraca do mówienia do mnie – I skończ palić, Smoczyco.

    – Cześć ciociu, mogę pogadać z Sarą? – mówię do słuchawki obserwując żar na końcu papierosa, po przywitaniu w słuchawce
    – Dzień Dobry Pani Talito. – rozlega się dość pogodnie po drugiej stronie – Jak się pani czuje?
    – Oszczędź sobie już tą Panią, jesteś starsza niż ja i w dodatku wolna. To ty się upierasz przy obroży. – staram się brzmieć spokojnie – Nieco lepiej. Chciałam zapytać… No bo ty i tata tyle lat… Dlaczego? Przecież Cię uwolnił, mogłaś odejść i zrobić cokolwiek. A ty jednak jakbyś lubiła bycie kotem i to wszystko?
    – Lubię. – poprawia mnie i milczy chwile – Pani Alicja i Pan się kochali, to jasne. Mieli też was. Ciebie i Ase kochali, bo byliście ich córkami, a nie ma nic silniejszego niż miłość rodziców. Tymczasem ja byłam jego kotkiem. Dawał mi jakieś inne uczucie. Przyjemne, nie ukrywajmy, ale inne. Coś z pogranicza troski, bezpieczeństwa i spokoju. Jakbyś nagle nie musiała się przejmować czymkolwiek, bo zawsze jest ktoś, kto o to zadba. Kiedy przez pięć lat nie było go w moim życiu, uświadomiłam sobie, jak bardzo to uczucie uzależnia. Leżenie wieczorami przy nim i słuchanie jak czyta, wspólne posiłki, sen w miękkim łóżku przy nim, kąpiele i delikatne pieszczoty. Możesz sobie to zapewnić niby jako człowiek, ale jako jego kot po prostu to miałam. Owszem, jak podupadł na zdrowiu, to powoli to słabło, ale nadal znajdował sposoby by jakoś to okazywać. To nie była niewola czy złota klatka. To była śmierć z trafieniem do raju.
    – Aham… – strzepuje popiół do popielniczki – No ale… Jak Cię porwał, zabrał czy coś, to co? Trafiłaś do jego domu i nagle „ej, fajnie być kotem wielkiego ciemnoskórego faceta na dobre i złe?”
    – Nie. – chichocze – Co czuje człowiek, gdy jest zagrożenie? Strach, złość i tym podobne. Przecież okaleczyli chłopaka i mnie wywieźli gdzieś. Myślałam, że mnie zgwałci lub zabije. A on mnie rozebrał z brudnych ubrań, pogłaskał, nakarmił mlekiem i położył spać. Następnego dnia wykąpał, ubrał i znów dał jeść, zostawiał samej sobie. I robił to już zawsze. Budził, mył, ubierał, karmił, dawał czas wolny „rób co chcesz, Sara”. Ale na początku nie było tak kolorowo. Kiedy strach minął, zaczęłam być agresywna. Gryzłam, szarpałam, krzyczałam, obrażałam. Wiesz, ma mnie uwolnić, bo nie ma prawa mnie trzymać i inne takie. Całe tygodnie chodziłam w kneblu, bo krzyczałam. Wyjmował go bym zjadła, ale jeśli chociaż coś powiedziałam przy misce, wkładał go od razu z powrotem, nie ważne czy skończyłam jeść czy nawet nie ruszyłam. W końcu głód wygrywał. Jeśli drapałam, to zaklejał mi dłonie taśmą. Jeśli chodziłam na stopach, zakładał skórzane paski. Pokazywał mi skrajne przypadki bezkolanowców i pytał, czy też tak chce wyglądać. Dzisiaj wiem, że nigdy by mi tego nie zrobił, ale wtedy? Za każdym razem jak łapał mnie za łydkę, bałam się, że ją połamie, obejmował ją z łatwością i ściskał mocno. Z czasem jednak nauczyłam się, że jak nie mówię, to nie używa knebla. Jeśli chodzie na kolanach, to nie zaciska mi pasków na nogach. Jeśli nie drapie, to mam wolne palce. To było coś w rodzaju skorupy ochronne, pasywne obrony. Widziałam przecież Noemi, której wyrwano język i wysterylizowano, jak obrywa kopa za kopem nie mogąc ustać na uszkodzonych nogach, gdy ja nosiłam bawełniane majteczki i siedziałam na jego kolanach drapana po plecach i dostawał lekkie buziaki, bo byłam grzeczna. Zupełnie, jakbym naprawdę była przerośniętym kociakiem. Przy niej to ja miałam normalne życie pełne gorących kąpieli, ubrań i dobrego jedzonka. Skorupa zmieniła się w ubranie, a potem stała się skórą. Okazało się nagle, że jest cudowne. Obróżka nie była cisnącym gardło symbolem niewoli, ale gwarancją tego uczucia. Potrzebowałam jej.
    Wbijam niedopałek w kupkę podobnych, zastanawiając się nad tym co teraz powiedziała.
    – Czyli lubiłaś tatę, bo w przeciwieństwie do innych właścicieli, traktował Cię dobrze? Nie gwałcił, karmił, ubierał i mył? Cholera, nawet nie umiem gotować.
    – Prawie że. – znów chichota – Ty, Ase czy Oszka przecież znacie ten świat od urodzenia. Jasne, nie opowiesz o tym koleżankom na uczelni, że twój tata stworzył technologie klonowania ludzi czy mama zapewnia dna połowie żołnierzy do organizacji paramilitarnych, bo nikt nie uwierzy. Ale gdybyś o tym nie wiedziała i też tu trafiła, co byś czuła? Jak w koszmarze, prawda? – milczy znów przez moment – Choćby mleko. Coś tak prostackiego i głupiego, dostępnego w każdym sklepie. Ludzie kupują je, bo wiedzą, że są hodowle krów, gdzie te są również zabijane na mięso i skóry. Nikt nie zwraca uwagi na karton, nie przejmuje się losem tej krowy. Ty też tak robisz, ale mleko wyciągasz z lodówki w butelce. Też wiesz, że gdzieś tam jest mleczarnia zajęta pobieraniem mleka z krów i dostarczaniem go w butelkach na zamówienie. I normalny człowiek poczuje pewną różnicę w smaku, ale nie będzie pewny czemu. Jak mu wyjaśnisz, zwymiotuje, będzie wyglądał na zaskoczonego lub nie uwierzy, że to możliwe by coś takiego się działo. Tak jest z tym wszystkim. Dla human puppy to norma, dla mnie to brzmiało jak „niemożliwe, by nikt o tym nie wiedział”. – wzdycha lekko – Nawet Amira w końcu musiała to uznać, po tym co jej zrobiła twoja mama. Było brutalne, ale pozwoliło jej uświadomić sobie, że nie da się zrobić kroku wstecz, już tu jesteśmy. Możemy albo przyjąć jego dobroć i to uczucie, albo ulegać cierpieniu.
    – Cholernie skomplikowane czasy wtedy były. – krzywię się, kręcąc niedopałkiem w popielniczce – Pewnie dlatego ludzie wolą teraz puppy z glizdami.
    – Pewnie tak, ale one nie czują prawdziwie. Dam Ci na chwilę Oszkę, bo ciągle chodzi naburmuszona i za tobą strasznie tęskni. Powiedz jej coś miłego, dobrze? – następuje chwila ciszy – Taly? – głos Oszki nigdy nie był tak smutny – Mama kupiła mi nową sukienkę, wiesz? Miękką i lekką. Mówi, że jak będę jadła wszystkie, bleeeeee, warzywka z talerza i myła ząbki, to pojedziemy do Ciebie i będę mogła ją ubrać. Majka czasem nas odwiedza ze swoją dziewczyną. Jest gruba i ma dużo obrazków na ciele, tak jak mama swojego kotka na plecach. Pani Zuzia mówi na nią „kolorowanka Mai”, ale ja ją lubię, bo przytula mnie do swoich cycków i mówi na mnie „ładne oczka”. Mama i pani Zuzia śpią razem, a ja mam tutaj swój kojec, więc śpię tylko z Tapem. Wymyśliłam, że jak już przyjedziemy, to schowam się pod łóżko z nim i nie znajdą nas, więc pojadą same, a ja zostanę z tobą, będziemy znów spały razem i się przytulały.
    – Oj Pierożku, ja też za tobą tęsknie. – trudno mi ukryć dziwne wzruszenie – Ale w domku mam teraz problem, wiesz? Musisz nieco pobyć z mamą. Przyjadę do was niedługo sama, ale upiekę Ci twoje ulubione brzoskwiniowe babeczki jak znajdę przepis taty. Bądź grzeczna, dobrze? Warzywka nie są blee, są zdrowe. Jak Pierożek nie będzie jadł, to zachoruje i wtedy ciocia Zuzia będzie musiała się nim ciągle zajmować, bo ona jest pani doktor.
    – No dobrze. – rozlega się jeszcze smutniej – Ale przyjedziesz z babeczkami zobaczyć „kolorowankę”?
    – Mhm. Ucałuj mamusie, Tapa i ciocię od mnie. Pa pa!
    – Paaaa Taly. – rozłączam się
    Wciąż ubraną w kaftan i nieco zaspaną po zastrzyku usadziłam z odrobiną trudu na kanapie w salonie. Od razu przewaliła się na bok, nadal leżąc. Świetnie, mamo. Dziękuje. Na pewno mi to pomoże w radzeniu sobie z stratą. A to co powiedziała Sara pomogło jeszcze bardziej. „Dziwne uczucie” jasne. Przeczesuje jej włosy, zgarniając je z twarzy. Wyciągam knebel i przygotowuje butelkę z świeżym mlekiem. Odchylam jedną z powiek. Ma ładne, piwne oczy. Puszczona, od razu się zamyka. Ciekawe, kiedy to przestanie działać. I co powinnam z tobą zrobić. Trzy miesiące albo Chiny. Ha. Może jakieś imię Ci znajdę chociaż w tym czasie, bo…
    Porusza się w śpiku jęcząc. Otwiera oczy i patrzy na mnie. Od razu sztywnieje ze strachu. Pokazuje jej butelkę z mlekiem i podsuwam rękę pod głowę. Patrząc na mnie wzrokiem pełnym niepokoju przyjmuje smoczek do ust i miarowo rusza wargami. Chyba jest głodna.
    – Boisz się, co? – pytam starając uśmiechnąć w miarę łagodnie – Są dwa sposoby na uniknięcie kar. Nie robić tego co zakazane i nie nadużywać tego, co dozwolone. Rozumiesz? – patrzy na mnie wielkimi oczami – Ułatwię Ci to. Widziałaś psy mojej mamy. Myślisz „czemu ktoś trzyma facetów w ten sposób”, ale podkreślam, to psy. Mogą wyglądać jak ludzie, zachowywać się podobnie, ale nimi nie są i w żaden sposób nie będą. Dlaczego? Tym sobie nie zaprzątaj swojej ślicznej główki. Ty też jesteś teraz jak zwierzak domowy. Kotka, suczka, kawia domowa co tam zechcesz. Wymyślę Ci jakieś imię i na nie będziesz reagowała. To twoje pierwsze zadanie. Łatwe prawda? – obcieram kropelkę mleka cieknącą po wardze kciukiem – Po drugie milczenie. Nigdy, przenigdy nie chce usłyszeć jak mówisz do mnie. Jeśli zrobisz to raz, wrócimy do knebla. Jeśli knebel będzie musiał być używany zbyt często, są fajne zabiegi, które Ci ułatwią nauczenie się siedzenia cicho. Usunięcie języka, przecięcie strun głosowych… – znów jej oczy łzawią nieco – Ale jeśli ograniczysz swoją buzię do jedzenia, pieszczot przy zabawie i wydawania odgłosów jak jakieś miauczenie, piszczenie i mruczenie, będzie dobrze. Ostatnie, ale chyba najważniejsze to posłuszeństwo. Bezwzględnie musisz słuchać co Ci karze. Nie słuchasz, ja się gniewam, ty cierpisz. I nie chodzi o odrobinkę bólu, która czasem może się pojawić, ale wielkie cierpienie. Takie jakie mają tamci. Nie wiem co Ci pokazała mama, ale więc, że jak się dowiem, to odtworzę to z twoim ciałem w pełni. – odstawiam opróżnioną butelkę na stolik – Aisza. Tak masz od teraz na imię. To ironiczne, bo oznacza żyjąca. Jak przestaniesz być Aiszą, sama się skarzesz na śmierć. – wciąż ma oczy wielkie jak spodki, więc głaszcze ją po głowie, machając końskim ogonem – Spokojnie, słodziutka. Z czasem pewnie będzie łatwiej. Zdejmiemy ten śmieszny kubraczek, pójdziemy do łazienki i poszukamy Ci coś do ubrania. – unoszę palec jak rodzic, który poucza dziecko – Jeśli spróbujesz mnie uderzyć, oddam dwa razy mocniej, chociaż nie chce mi się patrzeć na siniaki. – sadzam ją z powrotem, odruchowo wsuwa łydki pod pośladki przy tym – Jak na razie jest dobrze, prawda? Możesz kiwnąć głową.
    Ostrożnie, wciąż z obawą kiwa głową. Pierwszy pasek jest najbezpieczniejszy. Znajduje się między nogami, osłaniając jej krocze. Wyciągnięty odsłania pokryty ostrą szczeciną wzgórek i kwiatek jej kobiecości. Różowy, lekko przerosły. Pozwalam jej zsunąć uda, by się przysłonić. Potem ten pod szyją. Cały czas patrzy na mnie swoimi dużymi oczami, gdy manewruje przy klamrach. Odchylam ją opierając sobie o kolano. Rozpinam wiązanie na plecach, uwalniając długie rękawy. Ręce luźno wiszą koło boków, gdy wraca do prostego. Uśmiecham się i głaszcze ją jeszcze raz w nagrodę. Dwie ostatnie klamry, które rozwierają szorstki materiał niczym opakowanie prezentu. Ma niemal takie same cycki jak ja, ale w pępku błyszczy kolczyk. Co za przeoczenie. Zsuwam go z jej ramion, zrzucając na podłogę. Opuszcza twarz, nadal milcząc.
    – Ładna jesteś, wiesz? – przesuwam palcami po linii lewego boku – I póki co posłuszna. To dobrze – unoszę jej podbródek, by popatrzeć w jej oczy – Aisza. Moja śliczna kotka. – znów się uśmiecham i puszczam jej twarz – Chodź, pójdziemy do łazienki. Mój tata pewnie by Cię wziął na ramiona, ale jeszcze nie mam na to tyle siły. Kto wie, może kiedyś?
    Pozwalam jej zejść z kanapy i prowadzę ją obok siebie, trzymając za ramię. Robi małe kroczki, patrząc pod nogi. Otwieram drzwi do dolnej łazienki i sadzam ją na kibelku. Od razu kuli się osłaniając ciało, jakby w wstydzie. Odkręcam wodę w wannie. Po chwili nieśmiało się rozgląda, więc podaje jej papier. Kiwa główką.
    – Jak skończysz, usiądź w wodzie. Obejrzę Cię dokładnie i wyszoruje. – odpowiada znów kiwnięciem głową a ja otwieram szafkę z masą butelek, biorąc jedną z niepodpisanych flamastrem – Mój tata też miał swoją kotkę. Nazywa się Sara, Tak po części chciałabym, żebyś była do niej podobna. Ładna, zawsze zadbana i wierna. Jak taki prawdziwy, rasowy kot. – dobieram drugi, płaski pojemnik, zaglądając na zawartość – Dobierzemy Ci potem jakoś lepiej wszystko, na teraz musi nam wystarczyć uniwersalne.
    Odwracam się by zobaczyć jak stoi przy drzwiach trzymając ręce na klamce. Patrzy na mnie z paniką w oczach i po chwili, szarpiąc drzwiami i zatrzaskując je za sobą ucieka. Zmyliła mnie. Cholera. Podnoszę się spokojnie z podłogi i otwieram szufladę, gdzie tata trzymał różne środki. Wybieram niewielką, wąską strzykawkę automatyczną z środkiem uspokajającym. Ile może ważyć? Pięćdziesiąt kilo? Jedna wystarczy. Wychodzę na korytarz i idę w stronę drzwi. Szarpie za nie, płacząc i panikując. Cholera, jestem za niska i za chuda. Staje za nią i wbijam igłę prosto w pośladek, nim zdąży się zacząć bronić. Płasko opada na podłogę, ciągnąc dłoniami po drzwiach nieprzytomna. A miało być tak pięknie.
    – Źle zaczęłyśmy. – mówię, gdy leży na brzuchu na stole, znów w kaftanie wiercąc się – Zapomniałam Ci powiedzieć, że nie masz wyboru. I zobacz, jakie są skutki? A wiesz co jest gorsze, ale w sumie tylko dla Ciebie? Że teraz będę musiała Cię ukarać. Smutne, prawda? Na pocieszenie Ci powiem, że przygotowałam sobie kilka płyt do odsłuchania by Cię zagłuszyć, chociaż knebel pewnie skutecznie zredukuje większość dźwięku. Będziesz więc sobie leżała i cierpiała, a ja zrelaksuje w wannie bo szkoda mi ciepłej wody. Będziesz miała długi czas na przemyślenie „czy powinnam słuchać Pani Tality i dlaczego odpowiedź brzmi tak”.
    Wyciągam z szafki butelkę z gęstą zawartością koloru głębokiej czerwieni. Tata zawsze jak robił coś ostrego, dodawał jego kilka kropelek do smaku, ale i tak nikt prócz mnie i jego nie był w stanie tego zjeść. Dwieście dwadzieścia dziewięć shu. Nie jest to może szczyt skali, ale raz przez przypadek podrapałam się po sutce po krojeniu habanero, na którym sos bazuje i… Przyjemne to nie było. Ale to ma być przecież kara? Uśmiecham się do niej wciąż, stawiając butelkę na stole.
    – Wiesz, że cayenne potrafi nie palić tylko w buzi? Zaraz się o tym przekonasz zresztą. – napełniam dwie pięciu mililitrowe strzykawki sosem, gdy patrzy – Dobrze, że masz tam dwa otworki jako kotka, a nie jeden jako piesek. Dzięki temu kara będzie dwa razy większa. – przesuwam pasek do góry, gdy wciąż się rzuca i próbuje krzyczeć – Oj spokojnie, Aiszko, spokojnie. Mogłaś mieć teraz masowane plecki kremem, potem byśmy Ci wybrali ubranko i zjadły kanapki. – wsuwam strzykawkę do środka mięsistych warg sromowych, tak by zniknęła do połowy – Widać, nadal jestem zbyt głupia. – rozchylam pośladki patrząc na różowiutki otwór dupki i wkładam tam drugą strzykawkę, również do połowy – Ale bardzo nie lubię, jak nie słucha się co mówię. – wciskam oba tłoczki naraz i w jednej chwili nieruchomieje, a po chwili rzuca się jak ryba wyjęta z wody i wydając takie odgłosy, że nawet knebel ledwo pomaga, gdy wyciągam już puste – Pamiętaj. Twoja pani nie lubi, jak ją się denerwuje, ale za to bardzo lubi karać.
    Wychodzę. W łazience rozbieram się i zanurzam w wodzie, włączając na odtwarzaczu starą płytę, jeden z pierwszych albumów Lany Del Rey. Zabawnie ją słyszeć, śpiewającą Born to Die, gdy rozumiesz tekst. Odpalam papierosa i układam sobie ręcznik na oczach. Pierwszy raz od śmierci taty czuje się tak jakoś lekko.
    Płyta kończy się Burning Desire. Ciekawe, jak się czuje moja biedna Aiszka. Może już zemdlała z bólu? To by było przykre. Wysuwam się z wanny ociekając wciąż wodą. Rozczesuje i susze włosy. Otulam się szlafrokiem. Spoglądam jeszcze w swoje odbicie. Mama ma rację. Nie ma tam już dawnej Tality. Jestem teraz kimś innym. Wreszcie idę do kuchni. Wciąż leży na stole, ale nieruchomo. Nawet kiedy ją mijam, otwierając lodówkę i wyciągając mleko. Przysuwam sobie krzesło i siadam, by widzieć jej twarz. Ma czerwone od płaczu oczy, cały stół jest mokry od śliny i łez. Patrzy na mnie z przerażeniem, które towarzyszyło jej w izolatce, gdy patrzała na mamę. Tak samo patrzał na mnie rano Rufo.
    – Źle? – pije odrobinę prosto z butelki – Mleko świetnie łagodzi ból. – pokazuje jej ją przed nosem – Wystarczyło grzecznie wejść do wanny jak mówiłam zamiast walczyć z zamkniętymi drzwiami. – wstaje i pierw wlewam między rozchylone pośladki do środka, potem przelewam po lekko rozszerzonej palcami cipce – Wybieraj cierpienie, a będzie Ci dane. Bądź grzeczna, a będziesz pieszczochem. Łatwe, prawda? – odstawiam butelkę, z powrotem siadając na swoim miejscu – Nie wiem jak ty, ale jestem głodna. Zjemy coś i pójdziesz spać. Mogę Ci dać coś na sen, jeśli trzeba. W kaftanie zostaniesz kilka dni za karę, by Cię nie kusiło więcej. Knebel, póki co też zostanie na miejscu, będę go tylko zdejmowała do posiłków. – głaszcze ją po buzi, drapiąc po podbródku i za uchem – Będzie nam dobrze, prawda?
    Nie reaguje, chyba, że cieknącymi po bokach twarzy łzami. Tata miał swój wieczorny rytuał robienia kanapek. Zawsze przygotowywał dwie z dżemem i masłem orzechowym, odcinał skórki i dzielił pierwszą na cztery mniejsze. Szedł wtedy do pokoju, wszystkie cztery rozsuwałyśmy swoje dupska na kanapie, siadał między nami. „Kawałek dla kotka, kawałek dla większego Zajączka, kawałeczek dla mniejszego Zajączka, kawalątek dla kociątka i cała dla dużego.” rozdawał, a któraś próbowała mu podkraść drugą kanapkę z talerza. Sama robię też dwie, ale dziele je na trójkąty. Stawiam talerz na kolanach i zdejmuje jej knebel. Wargi jej się drżą z cieknącą śliną. Wsuwam kawałek kanapki między nie, by mogła ugryźć. Sama biorę drugą do ust, odgryzając kawałek. Reszta wieczoru przebiega bez zakłóceń.
    Aisza siedzi na kanapie w swojej ulubionej pozycji. To znaczy, z pośladkami na łydkach. Chociaż w ustach wciąż tkwi knebel, to kaftan zastąpiła już miękka biała koszulka z krótkim rękawem z wizerunkiem jednorożca, oraz czarne spodenki, imienna obróżka i skórzane kajdanki łączone dość ciasnym oczkiem. Ciężko stwierdzić, czy jej wzrok jest bardziej zaciekawiony czy przestraszony, niemniej co jakiś czas jej wzrok wędruje w stronę siedzącej na fotelu Sary, to na przyklejoną do mnie Oszke, która rzeczywiście ma nową sukienkę i opiera swoje łapki na morelowym pluszowym kucyku z nadwagą.
    – Oszka wierciła mi dziurę w brzuchu, by Cię zobaczyć. – mówi Sara uśmiechając się przyjaźnie to do mnie, to do Aiszy – Zuzia pożyczyła nam samochód, bo miała zamiar dzisiaj nie ruszać się z łóżka.
    – W sumie i tak nie miałam żadnych planów. – odpowiadam jej z uśmiechem, głaszcząc po plecach blondynkę, która wyciera we mnie swój czerep – Głównie siedzę z Aiszą i próbuje rozgryźć pismo taty. Znalazłam kilkanaście notatników. Wzory, liczby i inne rzeczy. Nigdy nie rozumiem jego technofobii. Nawet komórki nie miał, tylko pager. O i samochód. – spoglądam na Aiszę, po czym po angielsku jej mówię – To jest Sara. Była kotem, jak ty teraz. A to jej córka, Oszka. – wskazuje głowę wysuwającą się przy moich żebrach – Widzisz, jakie są grzeczne i zadowolone? A kto mnie wczoraj ugryzł jak karmiłam mlekiem? – podnoszę dłoń z plastrem na palcu – Mam kombinerki, więc mogę Ci te zębiska wyrwać i Oszka będzie Ci przeżuwać i karmić wszystkim innym niż mleko. – drapie Oszkę po głowie, która chichocze
    – Dziwnie teraz wyglądasz, Taly. – kładzie się bokiem na moich kolanach – Ale i tak Cię lubię. – szczerzy ząbki, po czym unosi kucyka i podaje do Aiszy – Ona zostanie z nami? Będziemy spały w trójkę. Będziemy przytulały we dwie Tapa, by nie chrapał, a ty nas.
    – O nie, skarbie. – mówi szybko Sara do niej – Wracasz ze mną do Zuzi. – młoda otwiera buzię by zacząć strajk – Bo powiem Taly co powiedziałaś o Mauren. – Oszka chowa głowę w mój brzuch, czerwieniąc się po czubki uszu
    – Co powiedziałeś Pierożku? – łaskocze ją po dupce – Mam być zazdrosna?
    – Mlmfm.. – rozlega się, gdy wciera głowę w bluzkę – Mlfffm.
    – Teraz to się wstydzi. – chichocze Sara – Mam powiedzieć?
    – Nie. – wyciąga głowę i odwraca twarzą do swojej matki – Powiedziałam, że ma ładne obrazki i też bym takie chciała, bo mama ma kotka na plecach, więc ja bym chciała kucyka jako niespodziankę dla Taly.
    Ja i Sara zaczynamy się śmiać. Aisza, biedactwo, nie rozumiejąc przygląda się nam jakbyśmy omawiały plan jej tortur. Wyciągam rękę i głaszcze ją po tych końskich ogonach, w których zawsze wygląda ślicznie. Unosi ręce w proszącym geście i porusza nosem.
    – Siku? – wciąż rozbawiona pytam po angielsku, a ona kiwa głową – Oszka z tobą pójdzie. Zdejmiesz jej majtki i usiądzie, dobrze Pierożek? Potem możecie się pobawić u góry, tylko grzecznie. Aisza jeszcze nie jest przyzwyczajona do czułości. – mała kiwa główką i wstaje, zostawiając kucyka na kanapie, chwytając Aisze poniżej łokcia – Idź, idź podgryzacz.
    Kiedy znikają w wnętrzu korytarza, wyciągam i odpalam papierosa. Sara opiera twarz na dłoni, przyglądając mi się.
    – Aisza ciągle nie chce słuchać. – mówię wreszcie – A mi się nieco udziela w głowie mała mama, która mruczy o tym, że albo ją nauczę posłuszeństwa albo wyląduje w Chinach, jednocześnie nie chce jej zrobić krzywdy.
    – Zawsze miała dar przekonywania, że warto słuchać. – chichocze Sara – Ale jak już się jej słuchało, to stawała się mniej groźna, a nawet miła.
    – Chyba, że jesteś jej dzieckiem. – krzywię się gdy odrobina dymu wpada do oka – Wtedy wypomina Ci ile godzin Cię rodziła, za każdym razem jak robisz coś nie tak. Ciekawe, czy Ase też tak cierpi. – znów zaciągam się papierosem i wypuszczam dym – Sypiasz teraz z ciocią?
    – Oh.. Można tak ująć. – uśmiecha się – Mieliśmy układ, że mogę to robić, gdy mieszkaliśmy jeszcze razem z nią i Majką. Później się przeprowadziliśmy, ale teraz uczucie jakby na nowo odżyło. Tylko, że…
    – Brakuje go? – przesiadam się na podłokietnik i otulam ją ramieniem – Jak nam wszystkim, Sara. Wstaje rano, myślę, że na telewizorze już będą włączone kreskówki, Oszka siedzi na Tapie na podłodze, ty leżysz obok niego niczym prawdziwy kot, przytulona. Uniesie głowę, uśmiechnie się i powie „O, zajączek wstał”. Wyciągnie te swoje łapy i mnie złapie, by usadzić sobie na kolanach i drapać nieogoloną twarzą. – spoglądam na kanapę – Tymczasem siadam tam, budzę Aiszę, która zaczyna od nowa płakać, wiercić się i robię byle jakie śniadanie, włączam losowe kanały, sięgam po kolejny notatnik i jakoś dzień leci. – głaszcze ją po plecach, gdy opiera się o moje piersi jak własna córka, chyba instynktownie, tak jak wobec taty – Ciesze się, że przyjechałyście.
    – On chciał dla Ciebie normalnego życia. – mówi cicho – Miał nadzieje, że znajdziesz odpowiedniego chłopaka, skończysz studia i będziesz szczęśliwa jak sobie wymarzysz. Dlatego się cieszył, gdy powiedziałaś o przyjaciółkach…
    – Kłamałam. – zaciągam się papierosem, nie przerywając głaskania – Poszłam się pieprzyć z facetem, który teraz robi za kurwę największej bety w stadzie mamy. Bo nie umiał mi patrzeć w oczy w czasie seksu. Mogłam być przy nim i sprawdzić, że wyłączył pompę by się zabić. – wycieram łzę z policzka – Nigdy nie umiałam dobrze gadać z ludźmi. Myślałam, że to przez to, i chyba tak jest. Cliford też nie jest kimś z zewnątrz tego świata, jego ojciec załatwiał suki dla brytyjskiego rządu. A ja? Dostaje od mamy dziewczynę, gdy nawet nie interesują mnie tak jak Majkę czy Ciebie. Ona miała to normalne życie, a teraz jest w jak to ujęłaś, koszmarze. Nie umiem jak tata sprawić, że nagle się to okaże dobre i takie fajne by była moją niemą przyjaciółką, a na końcu przyjeżdżała do moich dzieci by je pocieszać. Cholera, przecież ludzie je porywali bo mieli ochotę na własnego seks niewolnika, a potem wymyśli, by sprowadzić je do rangi zwierząt, towaru by nie mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia.
    Otula mnie rękami, mocniej do mnie przyciskając swoją głowę. To dziwnie przyjemne, powiedzieć to i czuć jej uścisk. Inne od tej lekkości, po karaniu Aiszy. Odmienne od wszystkiego, co wydawało się mi już znane. Jakieś takie specjalne, miłe i pełne poczucie dziwnego szalonego spokoju. To o tym mówiła? To jej dawał tata? A może ona dawała to jemu? Odruchowo całuje ją w czubek głowy, nadal głaszcząc po plecach. Cholera, nawet Oszka z całymi tymi swoimi zabawami i szukaniem pieszczot nigdy nie była taka jak ta chwila. Jakby nagle dowiedzieć się o istnieniu dziury w sercu, bo ktoś zaczął Ci ją wypełniać. Czy o to chodzi? Siedzimy tak chwile, słuchając tylko kroków Oszki, gdy pewnie pokazuje Aiszy swój kojec. Przeniosę ją tam z spaniem, przynajmniej póki nie będzie chciała sama podchodzić do ręki.
    Błogość przerywa dźwięk samochodu na podjeździe. Wstaje z spalonym samoczynnie papierosem, który wrzucam do popielniczki i wyglądam na podwórze.
    – Kawaleria. – mruczę patrząc – Ase. Z mamą. U, wzięła Cliforda nawet. Zobacz, co za dżentelmen i lizus. Pomaga mamie ramieniem. – otwieram okno by dym wywietrzał – Nastawisz wody? W szafce są jeszcze ciastka. Zobaczę co majstrują te dwie u góry.
    – Mhm. – Sara podnosi się z fotela – Oszka raczej jest grzeczna ostatnio, więc o nią bym się nie martwiła. – też spogląda w stronę okna – Czasem wciąż mam ciarki z jej powodu. – chichota – Chociaż ostatnie kilkadziesiąt lat mi odpuściła nieco swoje zabawy, gdy mnie z nią zostawiał. – znika w kuchni.
    W korytarzyku jest dość cicho, podobnie pod uchylonymi drzwiami do sypialni Oszki. Kiedy jednak lekko je pcham, Oszka siedzi na łóżku z skuloną obok Aiszą, trzymającą ręce między nogami. Ma zamknięte oczy, jakby spała. Oszka głaszcze ją od ramienia do biodra, drugą rękę trzymając na swoim udzie. Unosi swoje niebieskie oczy i pokazuje palec na usta. Uśmiecham się do niej i cicho podkradam obok, siadając przy niej. Opiera się od razu o mnie i kładzie moją dłoń na głowie Aiszy, zachęcając do głaskania.
    – Co jej zrobiłaś? – szepcze jej do uszka – Normalnie zasypia tylko jak jej dam specjalne mleko.
    – Zrobiła siusiu, poprawiłam ją i przyprowadziłam tutaj. – odpowiada równie cicho – Usiadła na łóżku, a ja wymasowałam jej stópki, potem nogi i na końcu plecy tak jak ty lubisz. – całuje mnie delikatnie w policzek – Potem usiadłam i się tak położyła. Lubi jak się ją drapie nad dupką. – pokazuje na wysokości nerek i przesuwa tam palcami, a Aisza porusza twarzą przez sen mrucząc przez knebel – Musisz to robić delikatnie, wtedy się nie budzi. – czule drapie ją po karku, a ona znów mruczy – Widzisz?
    – W jedno popołudnie rozwiązałaś coś, co ja nie umiem od tygodni. – odpowiadam jej, całując w uszko – To ty powinnaś być jej opiekunką, nie ja.
    – Oj po prostu patrzałam co robi Pan mamie. – odpowiada z uśmiechem – Pani Zuzia robi jej to co ja tobie, ale powiedziałaś, że jeszcze nie można i….
    Prycham zbyt głośno, a Aisza otwiera oczy, patrzy na mnie i znów wydaje się przestraszona, opuszczając go na siebie. Drapie ją po podbródku.
    – Podoba Ci się Oszka? – pytam ją po angielsku – To straszna gwałciciela. Dziwne, że nie trzyma teraz łapki w twoich majtkach. – unosi wzrok z powrotem na mnie, patrząc żałośnie – Przyjechała ta pani, która mi Cię dała. Przywitasz się z nią ładnie, co? I jak grzecznie bez jęczenia, krzyczenia i płakania zjesz obiadek to pomyślimy o tym, czy możesz chodzić już bez knebla. – nie przerywam pieszczoty – Jutro dostarczą twój ogon. Będziesz musiała się z nim szybko oswoić, bo jeśli będziesz go wyciągać to Pani będzie zła. A co robi zła Pani Talita?
    – Mfffm… – rozlega się w odpowiedzi z jej ust, ale Oszka pochyla się i całuje ją w czółko, przeciągając dłonią po brzuchu, na co wydaje się nieco bardziej zadowolona
    – Posiedź z nią jeszcze chwilkę, ale potem przyprowadź, dobrze? Moja mama pewnie będzie chciała ją zobaczyć. – drapie tym razem Oszkę po boczku wkładając rękę za jej plecami – Kto wie, może tu jej urządzimy pokoik, skoro i tak mieszkasz ze mną Pierożku? – chichocze w odpowiedzi i nadal głaszcze Aiszę jakby ona była małą dziewczynką, a Aisza prawdziwym kociakiem.
    Schodzę z powrotem na dół, gdzie jest przeciwnie, dość głośno. Ase siedzi na kolanach średniego wzrostu hindusa z zadbanym, krótkim zarostem. Mama siedzi obok, trzymając kubek kawy i prowadząc dość jednostronną rozmowę do Sary, która kiwa tylko głową. Nabyte odruchy są okrutne, ale cóż.
    – Cześć mamo. – wieszam jej się na szyi od tyłu i całuje w policzek – Cześć siostra, hi Cliford. – ściskam dłoń ostatniego – Zostaniecie na obiad? Planowałam jechać po chińszczyznę, skoro mama chce mnie wysłać do jakiegoś wujka Tonga czy innego Kima.
    – Śmierdząca Smoczyca mnie tuli. – prostuje się – I mój brat nazywa się Lung. Ożenił się modo i ma trzech synów. – odwraca głowę do mnie – Nadal nie nauczyłaś się gotować?
    – Pracuje nad tym. – krzywo się uśmiecham prezentując szczęki – Od kiedy mama dała mi kota, więc muszę go dokarmiać by nie zdechł, a nie lubi żarcia z puszki. – spoglądam na Ase – A jak wasz Luke? Lubi jedzonko z puszki czy trzeba mu polewać specjalnym sosem?
    – Cliford robi świetne cury. – odpowiada pokazując język – Zresztą zwykle jadamy na mieście i bierzemy resztki dla niego.
    – Ja coś przygotuje, Smoczyco. – mruczy mama – Może coś się nauczysz przydatnego. – kręci głową odstawiając kubek – Żeby nawet kot umiał sobie radzić z garnkami, a taki smok nie. A właśnie, gdzie twój kotek?
    – Bawi się. Grzecznie. Ładnie. – znów prezentuje jej kły – Jeszcze brakuje mi sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i około sześćdziesiąt kilogramów by móc ją nosić na rękach.
    – Trochę więcej. – koryguje Sara, zasłaniając usta dłonią – Zuzia i ja raz go mierzyłyśmy, ale regularnie go ważyła. Miał dwa metry dwadzieścia cztery centymetry wzrostu i jak zaczynał insulinoterapie miał sto sześćdziesiąt dwa kilo. Potem zjechał do stu dwudziestu.
    – Gdyby nie usunął tego guza, pewnie rósłby dalej. – mówi mama jeszcze, wzdychając – Był szczęśliwy, że jesteście normalne. Jego dwa małe Zajączki, co podskakują tacie obok kolan. – znów sięga po kawę, patrząc smętnie w kubek – Pamiętam, jak raz zasnął na fotelu, wy malutkie w zgięciu ramion i Sara na wyciągniętych kolanach zwinięta w kłębek. Jak otworzył oczy i tak na was popatrzał to stwierdził, że mogłam mu usiąść na brzuchu do kompletu. – przekręca kubek w dłoni – Nie kłamał. Był mój na zawsze. – opróżnia większość kubka naraz – Chodź, zobaczymy czy masz coś w lodówce. Sara i Ase nam pomogą co? Zrobimy sobie mały rodzinny obiad.
    – Ja… – Ase odwraca twarz na Cliforda, ale ten kiwa głową i całuje ją w usta – No dobrze. Ale wiesz, że nie lubię gotować i…
    – Ho! – mruczy mama – Znalazła się kolejna nie lubiąca garów. – przekręca wzrok w stronę fotela – Sara, co ja rodziłam drąc się kilka godzin? Twoje jest ładne i urocze, a ja mam dwie paskudy marudne, co nawet nie lubią tego co rodzice. Może je Zuzia mi podmieniła?
    Sara chichocze cicho, podnosząc z fotela, gdy mama wstaje z kanapy. Instynktownie jednak słysząc silnik podchodzę do okna. Może to Majka z ciocią jednak postanowiły wpaść? Nie, za głośne jak na jej auto. Czarny motocykl wygląda na dość ciężki. Kto to? Większa jest szansa, że kosmici wylądują i poproszą o narzędzia do naprawy statku, niż trafi tu postronna osoba. A z powodu obranego przez tatę stylu życia, gdzie większość jego znajomych z branży spotyka się z nim na wystawach, a nie tutaj. Rozgląda się nie zdejmując kasku.
    – Kto tam? – pyta Ase stając obok – Jakiś twój znajomy? – postać zaczyna iść w stronę wejścia rosnąc – Wątpię, by ktoś obcy. – idzie wolno, dochodząc do drzwi wejściowych – Gdzie strzelba taty? Jak to włamywacz to sobie poradzimy. Cliford ma swój pistolet.
    – Nie wiem. – odpowiadam wreszcie – Idź do góry i powiedz Oszce, by posiedziała jeszcze z Aiszą w kojcu. Tak na wszelki wypadek. – dopowiadam
    Idę do drzwi, czekając na dzwonek, kątem oka widząc Cliforda z glockiem w lewej ręce, skrytego przy wejściu do sypialni i Ase wchodzącą po schodach. Poprawiam jeszcze raz bluzkę pod kurtką taty i ułożenie dżinsów na dupie. Czekam. Strzeli dopiero jak wyda się podejrzane. Otwieram, starając się wyglądać w miarę spokojnie.
    Pod pachą ma czarny kask motocyklowy, a skórzana kurtka opinająca szerokie barki i grube ramiona jest rozpięta odsłaniając oliwkową koszulę na umieśnionym ciele. Muszę podnieść głowę by zobaczyć jego twarz. Ma pewnie z metr dziewięćdziesiąt. Brązowa skóra jest pokryta czarnym, rzadkim zarostem, a głowa jeszcze krótszą, ale gęstą czarną szczeciną. Pewnie jest w wieku Majki albo coś. Regularne, ostre rysy i idealnie kwadratowa szczęka nadaje mu wyraz dostojnego mężczyzny. Duże, orzechowe oczy wydają się wypełnione spokojem.
    – Dzień dobry. – mówi po angielsku z wyraźnie amerykańskim akcentem – Przypuszczam, że dobrze trafiłem? – wolno, po każdym zdaniu stawia długą pauzę – Nazywam się Salomon Juniper. Szukam swojego ojca. Miał nazywać się Dawid Czarnodębski…

    Cdn. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Wyraź się w komentarzach, nie wstydź się.

    Inspiracje:
    Aisza – w pierwszej wersji opowiadania (ta zawiera wiele znacznych różnic względem tej) o wizerunek biły się Mila Azul i Jeff Miltoon (obie są Ukrainkami) i skłonny byłem uznać tą drugą, pierwszą zostawiając sobie w zapasie na inny materiał. Potem jednak natrafiłem na “Anal Beer Bitch” z Gia Paige. Opalona brązowo, z końskimi ogonami jak mała dziewczynka, siedząca niczym ta Aiszka w kaftanie bezpieczeństwa z takim niepewnym, przestraszonym wzrokiem. I wiedziałem “to musi być ona”. Fragmenty filmu zwłaszcza z tym początkiem znajdziecie w internecie. W każdym razie panie od naszego południowo-wschodniego sąsiada z pewnością się jeszcze pojawią.

    W serii ukazały się:

    Cykl Kota: (zakończony)

    Wspomnienia kota [czyli nieoficjalny Vol 1, kiedy nie wiedziałem, że będę pisał dalej]
    Kocie Wspomnienia Vol 2: Ja i inne zwierzaki
    Kocie Wspomnienia Vol 3: Zwierzęcia i Ludzie – opowiadanie z powodu długości jest jako część I/II i II/II
    Kocie Wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skórze

    Cykl Właścicielki:

    Właścicielka, vol 1 Zmiany

    Właścicielka, vol 2: Pupilki

     

    ^_^

    Jak łatwo zapomnieć, czemu to opowiadanie wchodzi w pornografię, gdy pisze się to tak przyjemnie i nagle zapominasz, że tutaj ludzie traktują innych jako swoje zwierzątka domowe do zaspokojania potrzeb (aż trudno mi to czasem wymyślać). 

    Wspomnienia kota [czyli nieoficjalny Vol 1, kiedy nie wiedziałem, że będę pisał dalej]
    Kocie Wspomnienia Vol 2: Ja i inne zwierzaki
    Kocie Wspomnienia Vol 3: Zwierzęcia i Ludzie – opowiadanie z powodu długości jest jako część I/II i II/II
    Kocie Wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skórze

  • Nowe umiejetnosci cz.2

     Ala przechodziła się korytarzem. Popołudniowe zajęcia jej grupy właśnie się skończyły. – Matematyka jest okropna. – Chwaliła się w duchu, że ostatnio przysiadła więcej nad jej nauką, bo mogłoby być trochę ciężko. Usłyszała z oddali trzask drzwi. Była na korytarzu sama. Wrzesień był jeszcze na tyle ciepły, że większość osób była na zewnątrz. Nagle zza rogu wyskoczył jakiś chłopak. Kiedy ją zobaczył, przestraszył się i upadł na ziemie. Ala stała jak wmurowana. Był to Ciechowski, uczeń innej klasy z jej i Olka roku. Nie interesowała się nim za bardzo ale zaskoczyło ją jego nagłe wypadnięcie. I mina z jaką na nią patrzył. – Jaaak… too…? – Oniemiały patrzył to na nią to w stronę z której przybiegł. – Co? – Ala zgłupiała totalnie. W tem chłopak się podniósł i uciekł w dół korytarza. Dziewczyna usłyszała jak mruczał do siebie – Niemożliwe…

     

    – Niemożliwe? – Nastolatka od razu poczuła że dziwne zachowanie kolegi pachniało uczniami dodatkowych zajęć magicznych. Nie wielu uczniów o tym wiedziało, i starano się nie ukazywać z swoimi zdolnościami w pobliżu nie wtajemniczonych Mugoli. Ala poszła wzdłuż korytarza, z którego wypadł Ciechowski. W końcu zobaczyła uchylone drzwi z męskiej toalety. Weszła do środka. Skrzywiła się z powodu zapachu. Zajrzała do wszystkich kabin, prócz jednej, która była zamknięta. Ktoś tam siedział i próbował wstrzymywać oddech. Głupio było pytać w męskiej, kto tam siedzi, więc weszła do tej obok. Opuściła klapę i staneła na niej. Przez chwilę czekała, aż w końcu wyjrzała do drugiej. Zobaczyła blondynkę, która patrzyła się na ścianę jej kabiny. Dziwnie znajomą. W pierwszym momencie zdziwiła się czemu jakaś laska zamknęła się w męskiej toalecie. Wtedy ta druga spojrzała na nią. – AAAAAAAAAAA…….. – obydwie naraz zaczęły krzyczeć. Ala spadła z deski na ziemię obijając sobie tyłek i uderzając w nogę. – Co kurwa? – Wstała natychmiast, wypadła z swojej kabiny i zaczeła szarpać drzwi drugiej kabiny. – Otwieraj zboku. Co ty robisz? – Ala czekaj… Wszystko wyjaśnię. – Nic kurwa nie wyjaśniaj. Wiem co chciałeś zrobić. Ty… Otwieraj. – Nie… chwila… – Ala przestała się szarpać z drzwiami. W szale wróciła do swojej kabiny, wdrapała się znowu na kibel i przeskoczyła do kabiny Olka. Ten skulił się w koncie. – Czemu w MNIIE? Coś ty narobił? Co widział Ciechowski???? – Chwyciła go za bluzę, Olek w jej oczach ujrzał demony. – Ja chciałem poćwiczyć… i no… że znam twoje ciało najlepiej z kobiecych to chciałem… – Ala zobaczyła jak jej własna twarz ukazuje rozpacz kolegi. Mogła nawet powiedzieć, że wygląda całkiem słodko. Ale teraz było coś ważniejszego do zrobienia. – Znasz moje najlepiej? Miałeś próbować tylko przy mnie. I chciałeś się zamienić w jakąś laskę z pornola. – Ale twoje mi się bardzo podoba…

     

    Ala zaczęła się uspokajać. Lubił komplementy. Oddychała głęboko. Gdy w końcu jej gniew zelżał, oparła się o ścianę. Nikt na razie chyba nie wszedł do środka. Miała przynajmniej taką nadzieję. A wrzaski dziewczyn w męskiej kabinie na pewno przyciągną czyjąś uwagę.

    – Dobra, o tym pogadamy później. Teraz pytanie, co widział Ciechowski?

    – Wszedł tu, miał słuchawki i nie słyszał że jestem tutaj a ja zapomniałem zamknąć drzwi na zasuwkę. Otworzył je i zobaczył mnie.

    – To nie tłumaczy czemu był tak przestraszony jak mnie zobaczył. Nie jest raczej z tych co na widok laski w kiblu spierniczają gdzie pieprz rośnie.

    – Widział mnie nago. – Ciśnienie znów zaczęło jej się podnosić. – I przez to uciekł?

    – Nie… – To przez co? – Bo widzisz… – Nie widzę… – Coś mi nie wyszło.

     

    Alicja zamknęła pokój dodatkowym kluczem. Mieli, jakieś półtora godziny zanim Agnieszka i Adrianna wrócą z basenu. Mieli szczęście, że przed chwilą wyszły, ale mogło się zdarzyć, że po coś wrócą. – Rozbieraj się, NA-TYCH-MIAST. – Chłopak, a właściwie ONA sama zaczęła z siebie ściągać za dużą koszulkę, spod której wyskoczyły JEJ małe baloniki. – Kurde, czy ja tak serio słodko wyglądam jak jestem podenerwowana? – pomyślała – Kurde, to chyba narcyzm. – Po rozpięciu i poluzowania paska, spodnie same zjechały, pociągając za sobą bokserki. Ala wybałuszyła oczy. W miejscu gdzie powinna być cipka, wisiał penis. Pasek włosków został, jednak pod spodem zamiast jej ślicznej dziurki, był mały penisek. Może nie mikro, ale mniejszy niż normalnie.

    – Widział to?

    – Tak.

     

    Wyobrażała sobie właśnie co się teraz może stać. Ciechowski poleciała na dół, spotkał swoich kumpli i opowiedział że widział ją z penisem. Wzdrygnęła się. – Chyba mam szczęście że mnie spotkał po drodze. Może nie będzie taki pewny tego co zobaczył i nic nikomu nie opowie. – Chyba nie, on nie wie o magii. Stwierdzi że mu się coś przywidziało. – Jeśli coś się mu jednak wymknie, naprawisz to, jasne. – Tak, tak. Wybacz.

     

    Padli oboje na kanapę wzdychając.

    – Kiedy to przejdzie?

    – Myślę że do godziny odzyskam postać.

    – Powinien ci zostać taki mały, za to co zrobiłeś. Ja wolę większe, więc nigdy go nie włożysz w mnie. – Wyniośle odwróciła głowę.

    – Nie, przepraszam. Wróci do zwykłych rozmiarów. – Znów spojrzała na niego srogo. Chłopak w jej ciele skulił się. Nie mogła się na niego gniewać gdy wyglądał tak uroczo.

    – Żartuje – uśmiechnęła się – to nie wielkość a technika jest ważna. Poza tym… – odwróciła się do niego – wygląda słodziutko. Czekaj chwilę. – Kazała mu usiąść podkulając nogi. – Zegnij rękę, ooo tak. – Wyjęła telefon i zrobiła mu zdjęcie. – Zachowam sobie. I tak mam kilka swoich nudesów więc jeden dodatkowy mi nie zaszkodzi. – Z penisem też? – Powiem że fotoszop. Poza tym, na pozostałych mam cipkę. W realu też mam. – Będziesz się do niej masturbować. – Może… Ale to chyba będzie straszne samolubstwo. – Roześmiali się.

     

    – Staje ci w takim stanie?

    – Chyba tak. Sprawdź. – Ala kucnęła przy przy jego nodze. Delikatnie ujęła mosznę i prącie. Były takie delikatne w dotyku. Natychmiast powstał. Nie był duży ale Ali bardzo się podobał. Złapała go ustami i ssała go od góry do dołu. Olek jęknął, jej głosikiem. Nie sądziła że będzie ją podniecał własny głos. Spojrzała na jego twarz. Na swoją twarz, okoloną blond włosami. Otwarte usta i zmrużone oczy bardzo ją podniecały. – Ja serio tak wyglądam jak się podniecam?

    – Nie, prawdopodobnie nie. Nie jestem jeszcze tak dobry by całą mimikę i zachowania skopiować. – Spojrzał między swoje nogi – Oto dowód. – rzekł z zażenowaniem. Ala jeszcze raz wyjęła telefon. – Chce zrobić zdjęcia i porównam kiedyś. Zrób ją jeszcze raz. – Chłopak przymrużył oczy i wykrzywił usta. – Nie, spróbuj jeszcze raz. – Po kilku próbach, Ala w końcu postanowiła, że zdejmie skarpetki i nóżkami zaczęła masować małego.

     

    Delikatnie ocierając go między palcami przymierzała się do robienia fotek. Teraz to pomogło i uchwyciła kilka świetnych momentów. – Boże, ależ się sobie podobam. – Samolubna. Ale ty mi się zawsze podobasz. – Ala bardzo ucieszyła się z komplementu – Dziękuję. Powiedz, sex z samą sobą to masturbacja? – Prawda. – Czyli teraz się masturbuję. – Oboje wybuchnęli śmiechem.

     

    Ala oparła się plecami o Olka. Czuła jak opiera się na swoich piersiach. Sciągnęła spodnie i została w samych majtkach i koszulce. Olek położył jedną rękę na koszulce w miejscu jej piersi, drugą masował jej majtki. Pozwoliła się masować i dotykać. Jednocześnie poruszała biodrami by pobudzić małego ptaszka kolegi. Kolegi w jej ciele. Czuła się bardzo dobrze w własnych objęciach. Na szyi poczuła pocałunek, miękki, a potem delikatny jęk jej głosu. Po chwili oboje piskali z podniecenia, tym samym głosem. Jej majtki były już bardzo wilgotne. Podciągnęła koszulkę by wydostać obie piersi. W tym samym czasie, na jej plecach zaczęło się robić lepko. Chwyciła za telefon leżący obok. Szybko przełączyła na przednią kamerkę i zrobiła zdjęcie. Akurat w momencie gdy oboje szczytowali. Po jej plecach przeleciała ciepła i gorąca ciecz. Majtki miała na wymianę.

     

    Leżeli tak dłuższą chwilę. Ciałem chłopaka zaczęły wstrząsać dreszcze. Poczuła jak wraca do swojej postaci. Jak jej piersi, o które opierała się, kurczą się jak baloniki z których ucieka powietrze, ciało pod nią rośnie a mały członek, choć już miękki, lekko grubieje i wydłuża się.

     

    Odwróciła się i zobaczyła już normalną twarz kolegi. Pocałowała go w ustach. – Było super. Ale nie przemieniaj już się w mnie bez mojej zgody. Obiecujesz.

    – Obiecuje.

    – I będziesz to robił przy mnie. Ktoś musi pilnować czy nie narobisz kłopotów.

    – Dobrze, dobrze…

     

    Po dłuższej chwili w końcu wstali i zaczęli się ubierać. Współlokatorki dziewczyny mogły w każdej chwili wejść. Rozmawiali jeszcze, chwilę. W końcu ktoś zaczął dobijać się do pokoju. To była Agnieszka. Mokra, w stroju kąpielowym. Mówiła że musi się przebrać tutaj więc Ala wykopała przyjaciela za drzwi.

     

    Na wieczór gdy kładły się spać, koleżanki chciały bardzo się dowiedzieć co porabiali? Alicja, odburknęła że to tajemnica na co Aga i Ada, rzuciły się na nią by w torturach łaskotek wydobyć z niej prawdę. Ala była jednak twarda. – Kiedyś wam opowiem. Ba, może nawet pokażę. 🙂

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hentai Power

    Hej, nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że sie podoba. Czekam na komentarze i  pomysły co może ich jeszcze spotkać. 😀