Blog

  • Spelnienie – cz. I.

    Spełnienie – cz. I.

    Od dwunastu lat jesteśmy małżeństwem i wychowujemy 8-letniego synka, Krzysia. Mąż, Robert, jest prawnikiem i pracuje w dużej kancelarii. Zarabia bardzo dobrze, więc raczej funkcjonujemy bez większych problemów materialnych. Mogłabym nie pracować, ale nigdy nie widziałam siebie w roli gospodyni domowej. Niestety, rodzice wyjątkowo zgodnie, bodajże przy każdej okazji, kładli nacisk na powiększenie rodziny i to był chyba nasz największy problem, bowiem oboje mieliśmy plany zawodowe i uzgodniliśmy, że te będziemy realizowali w pierwszej kolejności. Dziecko miało pojawić się, kiedy nasza pozycja zawodowa byłaby już w miarę stabilna. Sami chcieliśmy określić, kiedy sukcesy zawodowe usatysfakcjonują nas.

    Mimo oporów rodziców, ale przy wsparciu Roberta, jednak podjęłam pracę. Dzięki naprawdę dobrej sytuacji finansowej – mpo rodzice wynajęli mi pomieszczenie i wyposażyli gabinet dentystyczny, a na prezent weselny rodzice wspólnie wręczyli nam klucze do dużego, dwupoziomowego mieszkania – mogliśmy bez przeszkód realizować nasze marzenia o podróżach do „ciepłych krajów”. Zresztą, dzięki pieniądzom Roberta po kilku latach, na obrzeżach Warszawy, otworzyłam drugi gabinet dentystyczny. Tym jedynie zarządzałam, zatrudniając czterech dentystów. Interes dobrze się rozwijał, szczególnie, że ceny były nieco niższe niż w centrum. No i pracowaliśmy w soboty i niedziele. To był trafiony pomysł. Wówczas w zasadzie zawsze mieliśmy komplet pacjentów. Wsparcie finansowe i naciski rodziców doprowadziły do tego, że ostatecznie zdecydowaliśmy się na dziecko. Wtedy postawiłam jeden niepodważalny warunek: niania na pełny etat. Chciałam pracować. Robert zgodził się od razu. Ale dość o pracy.

    W ciągu kilku lat ustalił się pewien schemat dotyczący naszego wypoczynku, polegający na letnim i zimowym, przynajmniej tygodniowym, wypadzie właśnie do „ciepłych krajów”. Robert lubił jeździć na nartach, więc zimą jeździliśmy jeszcze na narty w Pireneje lub w Alpy. Ostatecznie Pireneje przegrały. Ja raczej uczyłam się jeździć na nartach, ale Robert wręcz szalał! Za to uwielbiam pływać i to ja decydowałam, dokąd lecimy wypocząć. Upodobałam sobie Dominikanę i Kajmany. Robert grzecznie zgodził się, wiedząc, że nie będę oponowała przy wyborze górskiego ośrodka.

    Dlaczego o tym piszę? Po narodzinach syna nasze relacje nie popsuły się, ale wyraźnie zmniejszyło się wzajemne zapotrzebowanie na seks. Być może zaangażowanie w pracę miało na to wpływ? Jednak nie poruszaliśmy tego tematu. Mam możliwości, więc systematycznie korzystam z różnych form aktywności fizycznej (głównie: aerobik, jogging, pływanie), aby dbać o sylwetkę. Nadal wyglądam dość atrakcyjnie, więc akurat wygląd nie był główną przyczyną naszych kłopotów. A jednak coś zmieniło się. Nasze relacje stały się bardziej chłodne, chociaż nie podejrzewałam Roberta o utrzymywanie kochanki. O sprawach zawodowych na ogół w domu nie rozmawialiśmy. Taki warunek, żeby w domowym zaciszu cieszyć się życiem, sobą, a nie przynosić pracy do domu. Na swój użytek tłumaczyłam zaistniałą sytuację rutyną, która pojawia się w związku po latach.

    Dwa wydarzenia, które opiszę, nieco zmieniły ową monotonię, rutynę i spowodowały, że zaczęłam analizować swoje życie, doświadczenia, potrzeby, a w rezultacie samodzielnie szukać innych sposobów seksualnego zaspokojenia niż tradycyjny seks z mężem.

    *

    Pierwsze z nich miało miejsce w Alpach. Robert pojechał szaleć na lodowcu, a ja zmęczona po długim i intensywnym pływaniu w hotelowym basenie, nie miałam ochoty nawet na spacer i zdecydowałam się na opalanie. Ponieważ pogoda była wyjątkowo przychylna, słoneczko prażyło, niebo bez chmurki, więc pod kurtkę założyłam tylko górę od dresu. Spodobał mi się ten pomysł. Kiedy siedziałam na leżaku w rozpiętej kurtce, bez czapki, czułam jak słońce piecze. W końcu dość odważnie rozpięłam dres i zauważyłam, że kilka pań opala się w górze od kostiumu, a nawet bez niego. Nieco dalej ode mnie ‘plażowała’ 40-letnia, krępa Niemka z dużym biustem, a jej strój zaczynał się od pasa w dół. Mąż też siedział w rozpiętej koszuli i czytał książkę. Kelnerka właśnie przyniosła im napoje w wysokich szklankach. Uspokojona, ale nieco speszona swoimi obawami, rozpięłam dres, trochę go rozsunęłam, założyłam okulary i oddałam się słonecznej kąpieli. Po jakimś czasie pojawiło się więcej osób skłonnych jak my, korzystać z pięknej pogody. Jedna liczna grupa obok mnie przyciszonymi głosami rozmawiała po angielsku, druga po niemiecku, jakoś śpiewnie, włączali francuskie słowa i zwroty. Pewnie byli Szwajcarami. Słońce piekło, więc zsunęłam dres na boki i nawet ściągnęłam z ramion. Było bardzo ciepło, wręcz gorąco, śnieg na stokach, a mięśnie potrzebowały wypoczynku po intensywnym pływaniu. Obudziłam się po krótkiej drzemce. Spojrzałam na zegarek i uznałam, że trzeba powoli zbierać się. Usiadłam na leżaku.

    Wtedy zadzwonił Robert i potwierdził przyjazd za jakieś 20 minut. Dłuższą chwilę rozmawialiśmy o wypadzie do miasteczka na zakupy. Potem przyznał, że zderzył się z jakimś narciarzem i na kolejne dni musi odstawić narty. Słuchałam go, zaniepokojona wypytywałam go o szczegóły zdarzenia. Uznałam, że czas na powrót do pokoju i przebranie się do obiadu. Nie zauważyłam, że mężczyźni w grupie osób porozumiewających się po angielsku, przerwali rozmowę i z zainteresowaniem patrzyli w moim kierunku.

    Dopiero po chwili pojęłam, o co chodzi. Kiedy usiadłam na leżaku i rozpoczęłam rozmowę z Robertem, mój dres praktycznie opadł i panowie mogli oglądać mnie półnagą! Tak się złożyło, że w tym momencie byłam jedyną kobietą opalającą się topless, więc siłą rzeczy, w gronie osób na co dzień chodzących w swetrach, kurtkach, czapkach i szalikach, tyle nagości stanowiło atrakcję. Raczej byli zadowoleni z tego, co widzieli. Skończyłam rozmowę. Schowałam komórkę. I… A niech mają! Powoli wstałam, rozejrzałam się i dopiero wówczas bez pośpiechu założyłam i zapięłam dres. Czułam wzrok mężczyzn na sobie! Sięgnęłam po kurtkę i ruszyłam do hotelu. Panowie stracili zainteresowanie moją osobą i wrócili do rozmowy.

    Nigdy publicznie nie epatowałam swoją nagością, więc byłam zażenowana tą sytuacją. Wstydziłam się, że tak nieświadomie prezentowałam swój biust, ale jednocześnie czułam jakąś, trudną wówczas do zdefiniowania, satysfakcję, kiedy wstałam półnaga i pozwalałam mężczyznom oglądać się. Może było to również podniecenie? Nie wiem. W końcu jeszcze mam ładny, zadbany biust, więc mogę pokazywać go bez wstydu.

    Akurat wtedy bardziej byłam pochłonięta czekaniem na ‘rannego’ Roberta. Niemieckojęzyczni turyści chyba też wymieniali opinie na mój temat, bo kątem oka zauważyłam, że oglądają się za mną. Mimo wszystko było mi miło. Chyba jednak byłam lekko pobudzona.

    *

    Po powrocie do pokoju zdjęłam kurtkę i dres. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że na wejściu do pochwy jest śluz. Majteczki też było wilgotne. Rozebrałam się i naga stanęłam przed lustrem w przedpokoju. Przyglądałam się sylwetce i uznałam, że wciąż wyglądam atrakcyjnie, a piersi jeszcze są pełne i ładnie sterczą. Wróciłam myślami do sytuacji na tarasie i, przypominając sobie wzrok turystów, poczułam ciepło rozlewające się po ciele.

    – Jednak patrzyli na moje nagie piersi, a nie na inne roznegliżowane kobiety – stwierdziłam zadowolona. Byłam podniecona. Delikatnie zaczęłam głaskać biust. Zobaczyłam jak brodawki powoli stają się coraz większe i twarde. I takie przyjemne w dotyku… Pogłaskałam i zrobiłam kółeczko wokół brodawek. Zadrżałam. Patrzyłam w lustro i pocierałam cipkę. Stałam w rozkroku. Wypięłam biodra. Paluszkami drugiej dłoni masowałam pierś. 

    – Który chce mnie wyruchać? – nie opuszczając wzroku, zapytałam na głos. Nie poznałam go. Z podniecenia brzmiał obco: ochrypły i niższy niż ten, do którego przyzwyczaiłam się. Głaskałam uda, łono, wargi. Wykonałam kilka gwałtownych ruchów biodrami, imitując stosunek.

    – Dobra będzie z ciebie kurwa – głośno oceniłam swój wygląd i brutalnie ścisnęłam pierś. Syknęłam z bólu. Poluźniłam ucisk.

    – Nie jęcz, tylko znajdź sporego kutasa dla takiej pizdy! – głośno wydałam polecenie. Zbyt głośno, ale nie słyszałam nikogo na korytarzu. W końcu chyba nie było tutaj innych Polaków. Patrząc w lustro, dotknęłam łechtaczki. Ależ to było przyjemne! Ciepło powoli rozlało się po moim ciele. Chciałam, ale jednak nie przymknęłam oczu.

    – Patrz, suko! – warknęłam niskim głosem. Posłusznie i z ciekawością patrzyłam w lustro, palcem ciągle mocno, wręcz brutalnie, dociskając łechtaczkę. Trochę bolało, ale wtedy nieśpiesznie zaczęłam przesuwać palec w dół, aż wolniutko wsunął się do pochwy. Poczułam wilgoć. Palec zanurzyłam jeszcze głębiej, obserwując swoje zachowanie w lustrze. Wyjęłam palec pokryty śluzem. Z podniecenia zaschło mi w ustach.

    – No i na co czekasz, głupia dupo? Wyliż go! – głos brzmiał ironicznie i niecierpliwie. Szybko i z przyjemnością wykonałam polecenie. Nigdy nie lizałam kobiety. Bez cienia wstydu patrzyłam w lustro. Na mojej twarzy błąkał się uśmiech. Podobała mi się taka zabawa.

    – Smakowało? – ten sam hardy ton. Gorliwie pokiwałam głową, jednocześnie znowu pocierając palcem łechtaczkę.  

    – Kiedyś połkniesz spermę z kilku chujów i wyliżesz parę cip! W końcu niewiele byłaś używana – głos nadal brzmiał hardo i ironicznie. Zaczęłam powoli onanizować się. Spojrzałam w oczy tej w lustrze: 

    – Coś jeszcze potrafisz poza lizaniem palca i wkładaniem do pizdy? Może gotować albo robić kanapki na jednej nodze? – w głosie pobrzmiewała wyłącznie ironia i rozbawienie.

    – Przecież uprawiam seks z mężem – odpowiedziałam cicho i spojrzałam pokornie w lustro. W głowie usłyszałam tylko wybuch śmiechu. Brzmiał ordynarnie, lekceważąco. Był zbyt głośny i trwał zbyt długo. Zdecydowałam się. Stanęłam bokiem do lustra. Szeroko rozstawiłam nogi i od tyłu wepchnęłam palec do pochwy. Spojrzałam w lustro.

    – No, ruchaj! Na co czekasz? Na kibiców? – ostatnie pytanie było prowokacyjne i podziałało na mnie jak ostroga. Zaczęłam szybko poruszać dłonią. Patrzyłam w lustro, włosy i cycki kołysały się w rytm ruchów palca w pochwie. Teraz wepchnęłam od przodu, ale dwa palce! Wrażenie było niesamowite! Uderzałam nimi i czułam rosnące podniecenie. W pochwie było coraz więcej śluzu. Pojękiwałam rytmicznie. Zdecydowałam się i nagle wepchnęłam cztery palce.

    – O!! – nie zapanowałam nad swoją reakcją. – Ooooch… – ponownie jęknęłam znacznie ciszej. Wykonałam kilka delikatniejszych ruchów niż ten pierwszy. Poczułam strużkę płynącą po dłoni.

    – Krew? Nie. Całe szczęście… – Spojrzałam uważnie. – Cholera! Zsikałam się na dłoń! – I wtedy usłyszałam jakiś szmer na korytarzu. Ktoś był i podsłuchiwał pod drzwiami naszego pokoju! A teraz nie potrafił dyskretnie oddalić się. Nasłuchiwałam odgłosów z korytarza i patrzyłam w lustro.

    – O, suko! Wzbudzasz zainteresowanie – głos był ironiczny, ale usłyszałam w nim nutkę uznania. – Czyli jednak potrzebujesz widzów. Może jebać ciebie też powinno kilka kutasów? – Speszyłam się takim wyznaniem, ale miło łechtało ego… I chyba trafnie określało moje tłumione potrzeby. Zresztą, zrobiło mi się tak jakoś… ciepło. Miałam ochotę zasnąć w tak błogim stanie. Byłam odprężona, spokojna.

    Jednak w końcu przyszło opamiętanie. Jeszcze raz obejrzałam w lustrze nagie ciało. Odwróciłam się i weszłam do pokoju. Mój wzrok padł na zegar i błogi nastrój dobiegł końca. Minęło 20 minut! Za chwilę będzie Robert! Kobieto, rusz się! Westchnęłam, pospiesznie pomaszerowałam do łazienki. Umyłam się i zaczęłam ubierać.

    Mężowi nie wspomniałam o wydarzeniu na tarasie, bo i po co? O zdarzeniu przed lustrem tym bardziej! Za to pamiętam, że tamtej nocy kochaliśmy się bardzo intensywnie. Mnie nie przeszkadzał jego stłuczony bark i poobijane żebra. Mimo bólu był rozbawiony i bardzo czuły po seksie. Chyba dostał solidne zastrzyki przeciwbólowe. Przyznał, że zaskoczyłam go moją ochotą na seks.

    Jednak tamtej nocy przesadziliśmy, więc dwa kolejne dni jęczał z bólu i łykał maksymalną dawkę środków przeciwbólowych. Aktywność ograniczył do krótkich spacerów i leżakowania na słońcu. Tylko czasami parskał śmiechem i kręcił głową, kiedy spojrzał na mnie. Z poważną miną groziłam mu palcem, ale zawsze kończyliśmy tę niemą ‘dyskusję’ radosnym buziakiem. Po dwóch dniach tylko siadałam na niego, ujeżdżałam i tryskał we mnie. Też dochodziłam. W bandażach wyglądało to trochę dziwnie, ale taka pozycja pozwalała mu oglądać mnie i wystarczała do wzwodu. Ponoć świetnie wówczas prezentowałam się.  

    Przez kilka kolejnych dni, kiedy przy posiłkach kładłam prawą dłoń na obrusie, łapałam się na tym, że patrząc na nią, byłam lekko podniecona. Cztery. Cztery palce… Aż cztery? Aż cztery palce!! Jak potrafiłam wepchnąć ich aż tyle?!   

    *

    Drugie wydarzenie miało miejsce już kilka tygodni później. Wtedy polecieliśmy na Dominikanę. Każdy dzień był słoneczny. Było gorąco. Pewnego dnia Robert pojechał na jakąś wycieczkę oferowaną przez hotel, a ja zdecydowałam się zostać w pokoju i poopalać. Nawet nie miałam ochoty siedzieć nad basenem. Nasz apartament był na pierwszym piętrze. Z dwóch stron basen okalała wysoka roślinność i płot, a przede mną rozpościerał się piękny widok na morze. Na barierce balkonu rozwiesiłam ręczniki i usiadłam w leżaku. Było tak spokojnie. Szeroki dziedziniec przed basem był prawie pusty. Pływający w basenie nie krzyczeli, gdzieś z dołu sączyły się instrumentalne utwory na gitarę. Wokół nikogo. Jednym słowem: kojący spokój. Drzwi balkonowe pozamykane, czyli mieszkańcy korzystali z dobrodziejstwa klimatyzacji albo wyszli. Zdjęłam więc kostium i opalałam się nago. Na sobie miałam tylko okulary przeciwsłoneczne i warstwę kremu do opalania. Błogie uczucie spokoju i ciszy w końcu uśpiło mnie.

    Obudziłam się może po jakichś dwóch kwadransach. W zasadzie nic się nie zmieniło. Rozleniwiona słońcem siedziałam w bezruchu. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam, że na sąsiednim balkonie w leżaku siedzi szpakowaty, może 50-letni, dobrze zbudowany mężczyzna i patrzy na mnie. Kiedy zorientował się, że patrzę w jego kierunku, poruszył ręką, w której trzymał komórkę. Od razu zniknęły resztki snu. Opuściłam wzrok i zrozumiałam, dlaczego tak wpatrywał się we mnie. Śpiąc, bezwiednie szeroko rozchyliłam nogi, a wówczas mógł w całej okazałości i bez przeszkód oglądać moją cipkę. Spojrzałam w dół i zauważyłam, że wejście do pochwy lśni wilgocią.

    – Piękny widok – stwierdziłam i od razu zwarłam nogi. Chyba nawet uśmiechnął się z rozbawieniem, obserwując moją reakcję. Może zrobił zdjęcia? Zadrżałam na myśl, że mógł patrzeć na mnie do woli i robić zdjęcia. Byłam podekscytowana, zawstydzona, a może podniecona tym, że ktoś obcy oglądał mnie nagą? Że widział moją nagą, pokrytą śluzem pochwę? Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na te pytania. Teraz moje myśli bardziej zaprzątało pytanie: Jak wejść do pokoju, nie prezentując swoich wdzięków?

    Wtedy na sąsiedni balkon wyszła, znacznie młodsza od mężczyzny, bosonoga dziewczyna. Liczyła około 25 lat, była krępej budowy, miała długie, kręcone blond włosy, tatuaż na lewym udzie, złoty łańcuszek wokół łydki. W oczy rzucały się wydatne, jędrne piersi, dość szerokie biodra, mocne uda, jednolita ciemna opalenizna i brak stanika. Błękitne stringi od kostiumu niewiele zasłaniały. Stała prawie tyłem do mnie. Chwilę rozmawiali półgłosem. Wcale nie krępowała się swojej nagości. Kilka osób siedzących nad basenem obserwowało ją. On leżał na leżaku i głaskał jej biodro. Kiedy odpowiedział skinieniem głowy na jej pytanie, nachyliła się, oparła o poręcz leżaka i pocałowała mężczyznę w policzek. Ten chwycił ją za pełną pierś i ścisnął, a ona położyła dłoń na jego sterczącym penisie okrytym zielonymi szortami.  

    Nie czekałam na więcej. Ściągnęłam jeden ręcznik z barierki, szybko owinęłam się i weszłam do pokoju. Przed lustrem w pokoju oglądałam efekty opalania się i wtedy usłyszałam tłumione pojękiwania mężczyzny siedzącego na balkonie. Byłam zaskoczona. Ostrożnie wyjrzałam i zobaczyłam, jak wakacyjna przyjaciółka sąsiada klęczy przy leżaku i robi mu loda. On miał zsunięte szorty i miętosił jej pierś. Na barierce, w charakterze zasłony, wisiał szeroki ręcznik kąpielowy.

    Dyskretnie wycofałam się do pokoju, siadłam na kanapie. Mimowolnie spojrzałam w dół i zobaczyłam, że moja cipka jest wilgotna. Czyżby widok pary w trakcie seksu tak na mnie podziałał?

    Wieczorem, upojona winem, ciszą i nastrojem, zaciągnęłam męża do łóżka. Był bardzo zadowolony i zmęczony, kiedy skończyliśmy kochać się. A ja czułam niedosyt. Chciałam i więcej, i inaczej. Ale wówczas jeszcze nie wiedziałam: jak, gdzie, z kim spełnić swoje oczekiwania, których nawet nie potrafiłam jednoznacznie określić. Instynkt jedynie podpowiadał mi, że seksualną satysfakcję mogę osiągać inaczej niż tylko poprzez kopulację z mężczyzną.

    *

    Późną wiosną w Warszawie, korzystając z ładnej pogody i wolnego czasu, wyszłam z synkiem na spacer do parku. Krzysiu jeździł na wrotkach, ja siedziałam na ławce, przeglądając jakieś czasopismo. Spacer miał jeszcze jeden cel, tym razem dla mnie ważniejszy niż spędzenie czasu z synkiem. Nie ubrałam majteczek i zamierzałam przekonać się, jak przypadkowy dorosły zareaguje na widok mojej nagiej cipki?

    Takie zachowanie to rezultat moich doświadczeń opisanych wyżej, przemyśleń i lektury kilku książek. Uważałam, że postępuję bardzo odważnie, ponieważ nie byłam przygotowana na reakcje innych osób, kiedy obnażę się. Byłam podekscytowana, ale przede wszystkim poddenerwowana. Trochę bałam się o moje bezpieczeństwo.  

    Dwaj starsi panowie, siedzący na ławce naprzeciwko mnie, prowadzili przyciszonymi głosami dość ożywioną dyskusję, czasami patrząc w moim kierunku. Z uwagą zaczęli przyglądać się moim nogom, kiedy jeszcze bardziej rozstawiłam je, schylając się do buta synka. Kiedy znowu usiadłam wyprostowana, pozostawiłam je w szerokim rozkroku, nawet jeszcze nieco rozsuwając! W efekcie napięty materiał spódnicy powoli przesuwał się w górę, centymetr po centymetrze, odsłaniając moje uda. Wtedy panowie dostrzegli brak majteczek. Jeszcze mogłam, ale nie chciałam tego przerwać. Widok pochwy stawał się dla obserwatorów coraz wyraźniejszy, a ja czułam jej wilgoć. Od momentu dokonania odkrycia dwaj sąsiedzi milczeli i nie odrywali wzroku od mojego krocza. I tak trwaliśmy dłuższy czas. Oni – wwiercający się pożądliwym wzrokiem pod moją spódnicę, ja – dumnie, z kamiennym wyrazem twarzy i oczyma schowanymi za okularami przeciwsłonecznymi, prezentując uroki mojej intymności, siedząc w prowokacyjnej pozie na ławce. W końcu minęła nas jakaś głośna para nastolatków. Czar prysnął. Ponownie docierały do mnie odgłosy otoczenia i spłynęła fala ciepła. Usłyszałam przyciszony śmiech mężczyzn i ich dwuznaczny komentarz. Cieszyłam się chwilą, przeżywałam ją, wiedząc, że docenili moją urodę. Jednak, kiedy spojrzałam w ich kierunku, oczekując czegoś więcej, spłoszeni moją natarczywością, wstali i odeszli, żywo dyskutując. Z pewnej odległości jeszcze popatrzyli w moim kierunku.

    *

    Pobudzona i usatysfakcjonowana ich reakcją, już zamierzałam wstać i odejść, ale na tej samej ławeczce usiadł może 40-letni mężczyzna, szczupły, wysoki, lekko szpakowaty, w przeciwsłonecznych okularach. Co chwila spoglądał na zegarek, sięgał po komórkę i nerwowo uderzał się zwiniętą gazetą po nodze. Był na tyle zaaferowany, że początkowo chyba nie dostrzegł mojej obecności. A jednak nie odeszłam. W końcu dodzwonił się i po krótkiej rozmowie schował komórkę. Odetchnął z widoczną ulgą. Odprężył się. Teraz siedział znacznie spokojniej. Rozejrzał się, wystawił twarz do słońca. Znudzony, oparł się wygodnie, sięgnął po gazetę, podniósł ją na wysokość oczu i zaczął czytać.

    – Pewnie nad gazetą spojrzał na mnie, a skoro siedzę w rozkroku, musiał tam zerknąć – domyśliłam się i poczułam, jak zasycha mi w gardle. Mężczyzna nie zmienił pozycji, nie poruszył się i cały czas wydawało się, że patrzy na nią. Nagle zadzwonił jego telefon. Znowu krótka rozmowa. Kiedy skończył od razu wstał z ławki. Jeszcze chowając telefon, podszedł do mnie. Zaciekawiona i podniecona podniosłam wzrok.  

    – Przepraszam, że ośmielam się narzucać, ale uroczy widok, jakiego pani była miła mi dostarczyć, sprowokował mnie do próby nawiązania kontaktu – zatrzymał się w pewnej odległości ode mnie.

    – Nie bardzo rozumiem – usłyszałam swój głos. Moje serce biło coraz mocniej. Miałam irracjonalne wrażenie, że i on słyszy jego uderzenia.

    – Odnoszę wrażenie… – machnął lekceważąco dłonią. – Ba, mam pewność, że doskonale pani rozumie, o czym mówię – uśmiechnął się lekko. Nie okazywał nawet śladu skrępowania. – Gdyby była pani zainteresowana, hmm, potęgowaniem swoich wrażeń, służę dyskretną i życzliwą pomocą – mówiąc to, położył na spódnicy wizytówkę. – Jest pani przecież atrakcyjną kobietą i jak każdy ma prawo spełniać swoje intymne oczekiwania. – Cofając wolno dłoń, spojrzał mi w oczy, musnął spódniczkę i gołe kolano. Na moment dotknął go wewnętrzną częścią dłoni i wykonał gest, jakby zaczął sięgać dłonią pod spódnicę. Zadrżałam, wyobrażając sobie, co za chwilę nastąpi. I w tym samym momencie, prostując się, cofnął dłoń.

    – Mam nadzieję, że usłyszymy się. Naprawdę warto – wskazał na wizytówkę i pokiwał głową. – Oboje będziemy bardzo żałować, jeżeli pani nie odezwie się. Będę czekał – skłonił głowę z przyjaznym uśmiechem i oddalił się szybkim krokiem.

    Siedziałam jak sparaliżowana i cały czas patrzyłam za nim. Nie odwrócił się i w końcu zniknął za drzewami w następnej alejce. Byłam przestraszona jego bezpośredniością i swobodą, z jaką mnie dotykał.

    – A ja nawet nie zareagowałam! – zirytowana myślałam o swoim zachowaniu. Ale musiałam przyznać, że potrafił wywrzeć wrażenie kilkoma drobnymi gestami.

    Głęboko zaczerpnęłam powietrza, jakbym wynurzyła się z wody po długim nurkowaniu. Czułam motylki w brzuchu i jakieś trudne do opisania uczucie radości, euforii, zaspokojenia? Jednak nagle wszystko minęło. Poruszyłam się i poczułam, że nie tylko cipka jest mokra. Po intensywnych wrażeniach śluz obficie wyciekał na spódniczkę!

    – Przecież nie pójdę z taką plamą na spódnicy! – byłam tak przejęta całym zdarzeniem, że dopiero po dłuższej chwili wpadłam na pomysł wytarcia plamy chusteczkami higienicznymi. Kiedy byłam jako tako gotowa, wezwałam syna i ruszyliśmy w drogę powrotną.

    *

    Powoli utwierdzałam się w przeświadczeniu, że brakuje mi właśnie takich, niecodziennych podniet. Łapałam się na tym, że refleksje na ten temat coraz częściej wypełniały coraz więcej mojego wolnego czasu. Zresztą, moje rozważania nie pozostały bez następstw. Uśmiechnęłam się do siebie. Przecież z czasem sama, w pełni świadomie, zaczęłam prowokować takie sytuacje! Wówczas przygotowywanie się, dobór stroju, dokonywany z takim pietyzmem w trosce o każdy szczegół, szukanie i planowanie miejsca, wybór dnia i pory na obnażanie, a nawet przewidywanie innych szczegółów, które uniemożliwią pokrzyżowanie mojego planu powodowały, że w końcu otwarcie stwierdziłam, ale wyłącznie na własny użytek, że przygotowywanie się do takich chwil, staje się namiastką gry wstępnej. Jakże dla mnie ekscytującej gry! Czasami, w ramach owej gry, musiałam onanizować się, aby dać upust nadmiernemu podnieceniu.

    – Gry samej z sobą. Czyli zawsze wygrywam – rozbawiona, uśmiechnęłam się trochę smutno do swoich myśli. Nie miałam nic przeciwko takiej grze, w którą, niestety, nie mogłam i bałam się wtajemniczyć męża. Kolejne zdarzenia potwierdziły trafność mojej decyzji.  

    Skąd wówczas mogłam wiedzieć, jak potoczą się moje losy? Losy kobiety zafascynowanej odkrywaniem i spełnianiem swoich seksualnych potrzeb?

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygoda w szpilkach.

    Nie pamiętam jak to się zaczęło, byłem wtedy z laską która nie dość że chodziła w szpilach, kusych spódniczkach to jeszcze do łóżka zakładała jeszcze wyższe szpile i pończochy z jeszcze większą koronką…
    Jesienią wyjechała gdzieś służbowo, goląc wcześniej cipkę, widziałem bo niechcący wpadłem do łazienki i zobaczyłem jak siedzi na brzegu wanny z maszynką w palcach… Nie zastanawiałem się nad tym do czasu gdy grzebałem w szafie za jakimś papierem, odkryłem że wyparowały sandałki na 10 centymetrowym gwoździu, strap on i spory anatomiczny czarny kutas, którego często wkładałem w jej zadek, jednocześnie wchodząc w cipkę aż po same jaja. Cóż, ewidentnie planowała zrobienie komuś gały, a kto wie może obskoczenia dwóch kutasów naraz., kucając w tych szpilach, które kilka razy zalałem spermą….

    Przeglądałem szafę, gdzieś ten papier musi być, odsuwam szufladę, a tam poskładane pończochy: przeważnie czarne, ale i kilka cielistych i nawet białe. Chwytam czarne kabaretki, wsuwam je sobie na dłoń aż po łokieć… i po chwili podciągam je prawie pod jaja! Stoję w samych pończochach przed szafą, klękam do półki na której trzyma szpilki. Szczęśliwie mamy ten sam rozmiar, więc wsunąłem stopy w klapki, na trochę niższym obcasie, ale bardzo seksowne, do sklepu w nich raczej nie chodziła 😉 
    „O pas!!!”, z wysokim stanem, koronkowy, sporo kosztował, już zapinam z tyłu haftki. Penis momentalnie twardnieje, zdziwiłem się, ale podobało mi się coraz bardziej, 

    Teraz stanik, też przesadnie zdobiony, a na wierzch przylegająca koronkowa koszulka, ale z długimi rękawami. Pierwsze kroki na obcasach to zupełna porażka, dobrze że bez świadków 😉 Jak ona w tym chodzi przez cały dzień, i jak jej się udaję schodzić do loda by po chwili wstać, wypiąć tyłeczek i ściskając kutasa wepchnąć go do waginy?

    Robiłem pierwszy spacer po pustym pokoju, ze sterczącym chujem, zataczając się przy tym na lewo i prawo, potykając o samego siebie, ale podniecało mnie to coraz bardziej!!! Stukałem obcasami, a przed oczami ona oparta o blat z wypiętym tyłkiem, o który co chwila obijały się jaja, jęcząca z rozkoszy, mokra aż po uda, z falującymi cyckami które czekały na przyjęcie kutasa, którego trzepałem prawą ręką, a lewą wsuwając jej w cipkę, albo równie często wpychając w w tyłek któreś dildo…. Coraz lepiej mi idzie, stukam po parkiecie jeszcze nie tak zwinnie, ale z każda chwilą coraz lepiej! Dwa kroki, szuflada, a w niej silikonowy, anatomiczny długi i gruby chuj na przyssawce, dotąd zarezerwowany dla jej cipki, która pewnie w tej chwili gości jakiegoś drągala, a usta d**giego, może większego, którego wpycha sobie prawie do gardła…. Fantom ląduje na komodzie, powoli siadam na nim, a on wsuwa się w mój tyłek, aż wielkie jaja lądują na moich, wtedy odbijam w górę aż wyskakuje z dziurki, ale nie na długo. Przesuwam się na tym kutasie z góry na dół, opierając o ławę, nogi mam albo szeroko, albo złączone, a ten widok jeszcze bardziej mnie podnieca,,,, Widzę dużego faceta który rżnie ją od tyłu, ściska cycki lub szarpie za włosy, a przed nią już nie jeden, ale dwa kutasy, jeden długi i zakrzywiony, a d**gi krótszy ale strasznie gruby, stoi mi już jak nigdy, coraz szybciej podskakuje na tym plastikowym chuju, a ona ma teraz w ustach obydwa fiuty, ten trzeci rżnie ją coraz szybciej i mocniej, ssie te kutasy, ściskając jaja raz jednemu a raz d**giemu, Kutas wchodzi w moją pupę, tak od jaj aż po żołądź! Faceci siedzą w rozkroku, stykając się jajami, a penisy znikają w jej ustach, obciąga dwa naraz, jęczą z rozkoszy, a trzeci nadal rżnie ją w tyłek, wpycham sobie wpycham sobie sztucznego chuja wyginając go niemiłosiernie, marzę o d**gim z innej szuflady, zmieniają pozycję, teraz wyruchają jej anusa i waginę jednocześnie! Podnoszę biodra do góry, fiut wyskakuje z dupki, chwytam za te jaja, odrywam przyssawkę, wstaję i odsuwam szufladę, wyciągam d**gie jebadło, tym razem czarne i żylaste. Smaruję je żelem, nogi w tych szpilkach jeszcze mi się trzęsą… Ląduje na podłodze, szpilki dotykają parkietu, puszczam sterczącego kutasa, chwytam za jaja dwa fantomy. Ona teraz leży na plecach, facet z grubym kutasem kuca nad nią, wkładając jej tego chuja do ust, wyjmuje i teraz ma na wargach wielkie zwisające jaja. a ja dotykam jajami do dwóch kutasów na przyssawkach, wije się po nich i już wiem że zaraz na nie się nadzieję,. Jej biodra podnoszą się do góry, moje też, opadają w dół wprost na fiuta którego przed chwilą tak pięknie obciągnęła, wchodzi cały w jej tyłeczek, a d**gi kutas rżnie jej cipkę,która jest mokra jak nigdy! Ściskam dwa kutasy, czuję jak dotykają anusa, nie wiem czy się zmieszczą, ale jestem strasznie podniecony! Dotykam główkami kakaowego oczka i wsuwam ściskając plastikowe wory, Rozpychają zwieracz, aż piszczę z bólu, ona miarowo jeździ na dwóch kutasach, liżąc trzeciego, wpycham sobie dilda w dupkę, centymetr po centymetrze, mój kutas twardnieje jak nigdy, a kutasy coraz bardziej rozdziewiczają moją pupę. Zaczynam podnosić biodra, rucham teraz się dwoma chujami, to nie potrwa długo, czuję że zaraz się spuszczę! 
    Koleś z wielkim chujem zawisł nad nią, jedną ręką mu wali trzymając pój kutasa w ustach, a palce wsuwa mu jeden po d**gim w kakaowe oczko, dwa fallusy weszły w mi w dupkę po same jaja, a koleś wyciąga kutasa z jej cipki, ona dalej wali tego d**giego, trzy palce wsuwając i wysuwając z anusa, pierwszy strzela gęstą spermą, d**gi ciągle rżnie ją w małą dziurkę. Prawie wpycham sobie plastikowe jaja, kręcąc tyłkiem czuję całe dwa fiuty, gruby kutas strzela jej w usta, tak że sperma cieknie po wargach, strzelam następny, spermy jest pełno, ląduje na pończochach, obcasach, mam ją nawet na policzkach…
    Trzeci facet wyciąga fiuta z niej fiuta, zaczyna walić, a ona na zmianę liże sterczące kutasy. Cały czas mam w anusie dwa kutasy, to bardo przyjemne, moja paa dalej stoi, więc dalej walę, a z ostatniego fiuta tryska biała sperma, prosto w dwa fiuty które ssie aż do ostatniej kropelki. 
    Wstaję, ruszam do łazienki, ciągle w szpilkach, zaczynam rozglądać się za prawdziwym kutasem. Ona leży między nimi, ich pały już opadły i też pewnie myśli o tym samym….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    janusz słoniewski

    Czysta fikcja, ale ….

  • Przypadek Michala cz.X

    ****

    Od dziś nie lubię stwierdzenia “ironia losu”. Dlaczego? Już wyjaśniam.  

    Od rana było sucho i całkiem przyjemnie jak na przedostatni dzień października. Cieszyło mnie to, bo mieliśmy z Wiką obserwować jak Zuza wychodzi na umówione spotkanie. Moja sprytna blogerka, od pół roku szczęśliwa posiadaczka prawa jazdy, pożyczyła na ten dzień autko od tatusia, zdradzając mi swój przebiegły plan. Ja miałam warować pod blokiem Zuzy i pójść za nią, gdy sie pojawi. Gdy okoliczności będą tego wymagały miałem zadzwonić do Wiki, która dalej załatwi sprawę z auta. Lubię filmy sensacyjne, więc zaleciało mi tu znanymi z nich klimatami. Uśmiałem sie, bo po kiego grzyba uczniowie liceum mieliby bawić się w szpiegów obserwując koleżankę ze szkoły. Jednak mina Wiktorii oraz ryzyko popsucia naszych stosunków zdusiły we mnie chęć do dalszego nabijania się z tego projektu.  

    Tylko, że kiedy moja towarzyszka siedziała sobie w samochodzie, ja przytulony do drzewa pomstowałem na strugi deszczu lejące się z wieczornego nieba. Nie miałem parasola, bo nie chciałem się rzucać w oczy. Gdy zadzwoniłem do Wiki, żeby się trochę pożalić, usłyszałem, że to ironia losu. Pieprzyć “ironię losu” i inne zbiegi okoliczności! Chcę żyć w słonecznej Kalifornii!

    Na szczęście ta ulewa nie trwała długo. Uspokoiła się, przeradzając w niewielki deszczyk. Kwadrans po siódmej zza drzwi na klatkę schodową wyszła Zuza Kownacka. Rozglądając się na boki ruszyła ulicą w stronę centrum miasta. Byłem chyba wystarczająco ostrożny, bo nie dostrzegła mnie przemykającego w pewnym oddaleniu. Spacer Zuzki nie trwał długo. Zatrzymała się na przystanku autobusowym. Wtedy dotarło do mnie o co chodziło z tym Sienkiewiczem. Miejsce to znajdowało się na ulicy nazwanej imieniem pisarza. Jeśli dalej podróż miał odbyć się autobusem potrzebowaliśmy środka transportu nieco szybszego niż odnóża. W duchu pochwaliłem Wikę za pomysł z samochodem. Zadzwoniłem do niej, by przyjechała jak najszybciej. Podjechała w tym samym momencie, gdy na przystanku zjawiła się Emilka.  

    – Witam panie Bond. – Przywitała mnie, całując w policzek.  

    – Strasznie śmieszne – Uszczypnąłem ją lekko w ramię.  

    Ledwie zdążyłem usadowić się wygodnie w fotelu pasażera, gdy przy  chodniku, gdzie stały dziewczyny zatrzymało się znane mi auto. Skoda Fabia siostry pani Anity, a za kierownicą ona sama, we własnej osobie. Zuza z Emilią wsiadły na tylne siedzenie. Samochód ruszył przed siebie. No i kurwa, zrobiło się ciekawie!

    – Ja pierdzielę – mruknęła Wiktoria. Silnik naszego samochodu ożył i podążyliśmy śladem Skody.  

    Dziesiątki pytań kołatało się w mojej głowie. Musiałem przyznać, że sprawa zaczęła wyglądać coraz bardziej tajemniczo. Po jaką cholerę Grześkowiak spotykała się z dziewczynami w tak konspiracyjny sposób? Ewidentnie robiły coś, czym nie chciały się chwalić. Emocje szarpały mi trzewia. Chciałem wiedzieć, co się za tym kryje.  

    – Tobie też wali tak serducho? – spytała Wiktoria.  

    Na moment odwróciła wzrok od trasy przed sobą. Oczy mojej sprytnej blogerki błyszczały blaskiem niemal zbliżonym do tego, który miała podczas seksu ze mną. Była tak jak ja, mocno podekscytowana tym co zobaczyliśmy.  

    – Jeszcze jak – odpowiedziałem z uśmiechem.  

    Umilkliśmy, bo samochód z nauczycielką i uczennicami zatrzymał się przed wysoką kamienicą. Po chwili trzy postacie zniknęły w bramie budynku.

    – Tutaj prywatnych lekcji udziela Grześkowiak – cicho powiedziała Wika.  

    – Wiem, ale po co ciągnie tu dziewczyny? – Ciekawość zżerała mnie od środka. – W piątek nie ma zajęć, tym bardziej o takiej godzinie.  

    – Jakiś powód musi mieć – z przekonaniem stwierdziła Wiktoria. – Nasza głowa w tym, żeby sie tego dowiedzieć.

    Było tyle pewności w jej głosie, że nie mogłem się nie uśmiechnąć. Poprawiłem niesforny kosmyk włosów, który przykleił sie do policzka blogerki. Cała sytuacja wywołała emocje. Miałem ochotę dać im upust. Wika czuła się pewnie podobnie. Wsunąłem rękę pod jej kurtkę, odnajdując drobne piersi.  

    – Przestań, bo nie wytrzymam napięcia i cię zgwałcę – mruknęła Wiktoria. – Musimy uważać panie Bond.  

    – Ok.. – W zasadzie się z nią zgadzałem. – Mogę być agentem zero – zero -siedem pod warunkiem, że ty będzie dziewczyną Bonda.

    – Już nią jestem – Przypieczętowała zgodę pocałunkiem. – Tak mi z tym dobrze, że nieustannie jestem wstrząśnięta i zmieszana.  

    – To brzmiało trochę inaczej – uśmiechnąłem się lekko.

    – Ciii, super agencie…

    Palec na jej ustach uciszył mnie skutecznie. W bramie mignęły nam trzy znajome sylwetki. Z powrotem zapakowały się do auta, które po chwili ruszyło przed siebie.  

    Jechaliśmy za nimi kolejne piętnaście minut. Minęliśmy obrzeża naszego miasta i znaleźliśmy się na terenie, który oddzielał je od Warszawy. Po przejechaniu trzech kilometrów Skoda prowadzona przez panią Anitę zjechała z dwupasmówki, po czym kilkanaście metrów dalej zatrzymała przed bramą zamkniętego, strzeżonego osiedla. Przytulny Zakątek. Jedna z najbardziej wypasionych lokacji w okolicy. Podstarzały stróż nie robił żadnych problemów z wjazdem. Skoda wjechała na teren, na który nie mieliśmy szans się dostać.  

    – Wiesz, kto tu jest developerem? – spytała Wika, zatrzymując się na poboczu.  

    – Banaś, ale co z tego? – odparłem ze spokojem.

    – W sumie nic. – Wika wzruszyła ramionami. – Wkurza mnie jego córeczka, więc może jestem przewrażliwiona.  

    – Bardzo prawdopodobne. – Przytaknąłem wesoło. – Co robimy, bo mam wrażenie, że to jest ich przystanek końcowy. Prędko stąd nie wyjadą.  

    – Co z ciebie za szpieg? – prychnęła Wiktoria. – Musimy być jak Tommy Lee Jones w “Ściganym”.  

    Chciałem być, kto by nie chciał. Jeszcze bardziej jednak pragnąłem być jak Don Juan i Casanova razem wzięci. Dobrać się do ciepłego ciała Wiki. Zerżnąć ją w aucie tatusia. Po akcji ze śledzeniem byłem mocno pobudzony.  
    Jednak moja towarzyszka postanowiła chyba wystawić moją cierpliwość na próbę. Dopiero po godzinie słownych utarczek i gapienia się przed siebie, ona również dała za wygraną.  

    Wjechała z powrotem na dwupasmówkę i z powrotem pojechała w stronę naszej mieściny. Ujechała tylko kilometr, by skręcić w małą dróżkę donikąd na skraju niedużej kępy sosen. Miejsce nie było tak strasznie odludne, bo po drugiej stronie tego skromnego lasku widać było żarzące sie światło stacji benzynowej.  

    Gdy silnik zamarł Wiktoria chwyciła moją rękę i wsunęła głęboko pod swoje dżinsy. Najpierw poczułem materiał majtek, a potem palcami natrafiłem na mokre krocze. W jednej chwili zrobiło mi się gorąco.

    – Zobacz co mi się dzieje przy tobie –  powiedziała Wika z udawanym żalem. – Ty i ta szpiegowska zajawka nieźle mnie nakręciliście.  

    Ściągnęła kurtkę i spodnie, a potem rozpięła koszulę. Pod nią dostrzegłem koronkę skąpego biustonosza. Ja również zdjąłem z siebie większość ubrania. Zostałem w bokserkach i rozchełstanej koszuli. Odchyliłem siedzenie prawie do oporu, przez co znalazłem się w pozycji półleżącej. Było trochę ciasno, ale Wice udało się znaleźć optymalną pozycję. Zręcznie doprowadziła mojego fiuta do pełnej twardości. Po chwili nabrzmiała żołądź zniknęła między bladymi wargami dziewczyny. Oralna zabawa trwała w najlepsze. W końcu ją przerwałem. Sięgnąłem po zapięcie biustonosza na plecach partnerki i po odrzuceniu go na bok, wtuliłem twarz w biust. Ssąc drobne sutki, jednocześnie pieściłem palcem cipkę Wiktorii. Kochanka wiła sie niczym kobra, gdy zwiększałem nacisk na guziczek łechtaczki. Wciśnięty między moje palce, był niczym atomy przycisk. Wystrzelił Wikę w szybkim tempie w kosmiczną rozkosz. Przygryzła wargę i usiadła na mi na kolanach, twarzą zwrócona do mnie.  

    – Ujeżdżę cię – jęknęła zachwycona.  

    Przez krótką chwilę szukała cipką sterczącego kutasa, a gdy poczuła go na wargach sromowych opadła, nadziewając się na twardą pałę głęboko. Pod moją czaszką rozbłysły magiczne fajerwerki. Miękkie wnętrze otuliło członka, mięśnie zacisnęły się na nim niczym wnyki na nodze zwierzęcia. Wiktoria wprawiła biodra w ruch. Tyłek dziewczyny kręcił się serwując mi kolejne porcje rozkosznej przyjemności.  

    Zanurzyłem sie w błogim letargu. Zagarnąłem gładkie wzniesienia piersi i na przemian ugniatając je i ssąc oddałem całą inicjatywę kochance. Wika niczym dziewczyna z Dzikiego Zachodu traktowała mnie jak narowistego ogiera, który w każdej chwili może wysadzić ją z siodła. Uczepiona mojej szyi nie pozwalała mi na wiele, sama wykonując większość roboty. Podniecona, kąsała zębami moje sutki, co było przejmująco przyjemnym i jednocześnie bolesnym doznaniem. Gdy rozkosz rozjątrzyła we mnie gorejącą ranę, jęcząc głucho oczekiwałem na rychły i mokry koniec. Nastąpił wkrótce, poprzedzony kilkoma gwałtownymi ruchami bioder Wiktorii. Gdy pierwsze spazmy targnęły mną od środka, zsunęła się z kutasa i przytrzymując go, nakierowała w górę. Po chwili zaczęła się inwazja perlistych strug na piersi i brzuch dziewczyny.  

    Zapadłem się bardziej w samochodowy fotel, czując, że ulotniła się cała moja energia. Nie mogłem pozostawić kochanki niespełnionej, wiem wykrzesałem resztki sił, by zająć się jej małą szparką. Kreśląc językiem kółka wokół brodawek piersi, równocześnie błądziłem palcem wokół meandrów łechtaczki. Trwało to trochę, ale kluczem do spełnienia okazał się niezawodny guziczek. Pocierając go palcami, sprawiłem, że Wika niemal zsuwała się z fotela. Pojękując, wygięła się w łuk i zastygła w przypływie ostatecznej rozkoszy. Gdy wreszcie poluźniłem ucisk na krągłym wyrostku, zwiotczała i dysząc ciężko spojrzała nieco nieprzytomnie w moją stronę.

    – Kurczę, ty jesteś niesamowity – wymruczała pochwałę.  

    – Niech ci będzie. – Zgodziłem się łaskawie, całując wolne od spermy miejsce na piersi kochanki.  

    Daliśmy sobie kilka minut na ochłonięcie. Wskoczyliśmy z powrotem w ciuchy, a potem wróciliśmy do domu. Ja prowadziłem, bo Wice zbyt trzęsły się ręce. Siedząc obok patrzyła na mnie z błyskiem uwielbienia w oczach. Czułem, że moja duma pęcznieje jak balon.  

    ****

    Ciekawość zżerała mnie niczym korniki starą chatę. Co takiego wydarzyło się za bramą osiedla Przytulny Zakątek? Najprostszą metodą by sie tego dowiedzieć, było zapytać u źródła.  
    Od rana skupiałem się na Zuzce, eksploatując swój dar do granic możliwości. Potrzebowałem spotkania z panną Kownacką i tym razem nie krył się za tym tylko seks. Właściwie był dodatkiem. Narzędziem, które miało mi ułatwić dowiedzenie się czegokolwiek o tajemniczych relacjach uczennic z panią Anitą.  

    Po obiedzie wykonałem telefon do Zuzy, z zadowoleniem stwierdzając, że dziewczyna była odpowiednio nakręcona i chętna na małe co nieco. Spotkaliśmy się w połowie drogi między naszymi domami. Pomimo namiętnego pocałunku na przywitanie i blasku w oczach, nie uszło mojej uwagi, że na twarzy panny czaił się jakiś niepokój.  Czyżby związany z wczorajszymi wydarzeniami?

    – Pospacerujemy? – Uśmiech Zuzy był zniewalający.  

    – Czemu nie – zgodziłem się chętnie. – W jakimś konkretnym celu?

    – Straszny wilku, może do chatki babuni – zaśmiała się moja towarzyszka.  

    – Niech będzie, tylko, gdzie twój czerwony kapturek? – Spodobał mi się żart Zuzy. Podobnie jak kuszący cel naszej przechadzki.  

    – Przestałam go nosić, gdy straciłam niewinność – odpowiedziała dziewczyna. Jednak tym razem ton jej głosu nie był wesoły. Określiłbym go raczej jako ponury.  

    – Jeśli za tym kryje się moja osoba, to wolę cię bez tego ciucha. – Próbowałem przywrócić radosny nastrój.  

    – Nie, nie chodzi o ciebie, ale… dajmy już temu spokój – Zuzka bladym uśmiechem, starała się przykryć swoją chwilową słabość.  

    Coraz bardziej byłem przekonany, że między niektórymi moimi koleżankami, a ponętną belferką od angielskiego dzieje się coś dziwnego. Najwyraźniej moja nowa kochanka miała ochotę uzewnętrznić się, ale coś ją blokowało. Chwilowo postanowiłem odpuścić, czekając na bardziej dogodny moment, ale zacząłem wierzyć, że dowiem się choćby części prawdy o nietypowych relacjach między panią Grześkowiak i wybranymi przez nią uczennicami.

    – Jak chcesz. Zresztą i tak myślami jestem już przy znajomym tapczanie babci Reginy. – Mrugnąłem do Zuzy, oblizując przy tym usta jakbym miał skosztować najbardziej soczysty owoc na świecie.  

    – Świntuch jesteś – Parsknęła śmiechem dziewczyna. Moja reakcja wyraźnie ją rozbawiła. – Ciesz się, bo to akcja typu “last minute”. Babcia wraca na początku przyszłego tygodnia.  

    Okazało się, że sprośne żarciki są dobre na kiepski nastrój. Resztę drogi spędziliśmy na niedwuznacznych żartach i żartobliwym dogadywaniu sobie nawzajem. Korzyści z tego faktu były dwie. Po pierwsze – Zuzce poprawił się humor, a po drugie – po przekroczeniu znajomej furtki, oboje byliśmy już mocno napaleni na baraszkowanie.  

    Pokój gościnny w babcinym domu wyglądał tak samo jak poprzednim razem. Ten sam tapczan i koc, te same święte obrazki na ścianach i zapach zupełnie identyczny. Ta sama była też dziewczyna u mego boku.

    Smak ust Zuzki też był nieodmiennie słodki. Sam pocałunek był jednak inny. Pomimo, że żarliwy to nie łapczywy i bardziej niewinny. Bez wspomagania językiem, same ciepłe i drżące wargi. Ze zdumieniem odkryłem, że oczy Zuzy są szkliste od stojących w nich łez. Byłem zdezorientowany. Czy to dowody smutku czy szczęścia?

    – Co się dzieje? – zapytałem cicho.  

    – To nic, jestem zbyt wrażliwa. – Wyznała Zuzka. Nie uwierzyłem w to tłumaczenie. Uznałem jednak, że nie pora na wątpliwości.  

    Panna Kownacka bowiem z wdziękiem zaczęła pozbywać się swojego odzienia. Powinienem zrobić to samo, ale zagapiłem się na swoją towarzyszkę. Celebrowanie odpinania guzików czy rozsuwania suwaka, a po chwili spektakl ze zdejmowaniem koszulki i spodni, podziałał na mnie stymulująco. W jednej chwili stwardniałem, nabierając ochoty na danie główne.  

    Zuza podeszła do mnie i w ten sam podniecający sposób zabrała się za guziki mojej koszuli.  

    – Mogę cię o coś prosić? – spytała.  

    – Jasne, o wszystko…

    – Nie mam ochoty na rżnięcie – oznajmiła, a widząc moją zdumioną minę, dodała. – Chcę żebyśmy się kochali.

    – Nie ma sprawy. – Przytaknąłem. Wyskoczyłem ze spodni, a zaraz potem zwarliśmy się w kolejnym pocałunku. Namiętnym, ale pozbawionym śladu lubieżności. Żywcem wyjętym z romansu dla dobrze wychowanym panien i kawalerów.  

    W bieliźnie położyliśmy się do łóżka. Drugi raz w przeciągu krótkiego czasu mebel doświadczał przygody, jakiej zapewne nie pamiętał od dawna. Choć biorąc pod uwagę niewątpliwy talent wnuczki, babcia mogła być namiętną staruszką. w duchu zaśmiałem się do tych głupot, które przelatywały mi po głowie. Powinienem bardziej skupić się na dziewczynie leżącej obok mnie.  

    Mieliśmy za sobą wspólne łóżkowe doświadczenie. Jednak niczym nieznani sobie wcześniej kochankowie poznawaliśmy tajemnice swoich ciał. Nasze dłonie na tyle, na ile pozwalało im podniecenie, badały się nawzajem. Poświęcaliśmy czas każdemu skrawkowi skóry, nie pomijając miejsc, których zwykle przez siłę żądzy nie dostrzegamy. Skóra Zuzy przyjemnie pachniała, chciało się ją smakować. Naturalny zapach dziewczyny w połączeniu z aromatem tropikalnych owoców pobudzał zmysły.

    Gdzieś w międzyczasie, zupełnie niezauważenie pozbyliśmy się bielizny. Nagość dała pole do popisu dla kolejnych pieszczot. Ustami otuliłem sterczące sutki Zuzki, przesuwając je między wargami. Końcem języka wodziłem po brodawkach i małych guziczkach. Zgodnie z sugestią kochanki nie spieszyłem się i wyłączyłem gwałtowność. Gdy poczułem się znużony, ster przejęła Zuza, odwdzięczając się podobnymi pieszczotami. W życiu chyba mój brzuch i tors nie był tak dopieszczony przez dłonie oraz usta kobiety.  Pożądanie rosło we mnie, burząc krew i nakręcając do bardziej wzmożonej aktywności. Skutecznie je tonowałem, by nie zaburzyć idei mniej szalonego miłosnego aktu, choć całym sobą pragnąłem zatracić się w szaleństwie.  

    Nie tylko ja miałem z tym problem. Czułem, że napierająca na mnie Zuzka drży na całym ciele. Oddech dziewczyny stawał się coraz płytszy i przyspieszony. Ją też żądza atakowała z mocą.  

    – Miało być wersja soft, ale chyba nie masz nic przeciwko małemu odstępstwu – mruknęła zadowolona Zuza, dłonią sięgając do mojego fiuta.  

    – Nigdy w życiu. – Przytaknąłem. Takie pomysły zawsze cieszą się moją aprobatą.

    Kochanka objęła trzon kutasa i z w właściwym sobie talentem zaczęła go pieścić. Miałem okazję zapoznać się z umiejętnościami Zuzy, więc tym razem całą swoją percepcję skupiłem na odczuwaniu przyjemności. Darowałem sobie zaskoczenie i zdumienie. Wiedziałem, że członek znajduje się w dobrych rękach. I nie tylko tam, bo po chwili, gdy palce dziewczyny doprowadzały mnie do erotycznego uniesienia, przyszła pora na usta.
    Zuzka prowadziła koniuszek języka między zwojami nabrzmiałych żyłek, celebrując każdy skrawek twardziela. Gdy dopieściła nim wszystkie zakamarki, wsunęła między wargi czerwonawą, nabrzmiałą żołądź. Umiejętnie połykała coraz większy fragment członka, bawiąc się nim niczym kot z myszą. Dla mnie była to wyśmienita okoliczność. Emocje buzowały we mnie, dając upust pożądaniu.  
    Pomimo wielkiego podniecenia Zuzka pamiętała o swojej prośbie. Jeśli po cichu liczyłem na głębokie przyjęcie mojego fiuta, to rozwiała te pomysły. Nie mogłem jednak narzekać. Przytrzymując fiuta przy nasadzie, ruchami głowy i dotykiem warg doprowadziła mnie niemal na szczyt. Na szczęście w porę zreflektowała się i nie zaliczyłem przedwczesnego wytrysku.  

    Teraz ja przejąłem inicjatywę. Zuza położyła się na boku, drżąc w oczekiwaniu na mój ruch. Przez chwilę syciłem wzrok widokiem nagiego ciała dziewczyny, by zaraz zająć pozycję za jej plecami. Wtuliłem się w nią, chłonąc zapach ciepłego ciała, seksu i potu. Mieszanka wybuchowo podziałała na moje,  i tak już rozpalone zmysły. Gładząc i całując miękką skórę kochanki, sięgnąłem po soczysty owoc ukryty między jej udami.
    Zuza była wilgotna i gorąca. Odnajdując palcami łechtaczkę, skupiłem się na niewielkim punkcie przy górnym zwieńczeniu. Mała żołądź pozwoliła mi szybko doprowadzić dziewczynę do stanu wrzenia. Jęcząc, drżała na całym ciele. Energicznym ruchem bioder odpowiadała na każdy kolejne poruszenie moich palców we wnętrzu cipki.  

    – Jeszcze chwila, a dojdę zanim we mnie wejdziesz – mruknęła półprzytomnie moja kochanka.

    Uniosłem lekko jej nogę i podsunąłem kutasa bliżej krocza Zuzki. Przez chwilę szukałem wejścia do norki, a gdy poczułem miękkość warg sromowych na czubku członka, pchnąłem bez wahania. Mokra szparka gościnnie przywitała twardego gościa. Jeszcze mocniej naparłem na ciało dziewczyny. Złączeni w jedność, poddaliśmy się chwili, dając upust swoim żądzom. Same ruchy bioder wystarczyły, byśmy w kilka chwil doczekali spełnienia. Najpierw Zuza zamarła w bezruchu, wyprężając się w łuk. Orgazm wydobył z jej gardła głuchy, przenikliwy jęk. Dwa sztychy potem, ja zastygłem, czując moc zbliżającego się finału. Próbowałem wycofać się ze swoim kutasem, ale Zuza mi nie pozwoliła. Przytrzymała mój tyłek, a fala nasienia wylała się ze mnie do rozpalonej cipki. Wykonałem jeszcze dwa leniwie ruchy i oderwałem ciało od kochanki.  

    Dysząc jak dwa parowozy, leżeliśmy obok siebie w milczeniu. Próbowaliśmy delikatnych pieszczot, ale dłonie mieliśmy spętane spełnieniem. Wychodziło to nieporadnie i ostatecznie daliśmy sobie z tym spokój. Dopiero po chwili, Zuza przysunęła się do bardziej, przytuliła i oparła głowę na moim torsie.  

    – Pierwszy raz kochałam się w ten sposób. – Zuza przerwała ciszę wyznaniem.

    – To znaczy, w jaki?

    – Taki… romantyczny, zwykły… jakbyśmy byli zakochani w sobie – szepnęła zawstydzona swoją szczerością dziewczyna.  

    – Nie gniewaj się, ale daje się poznać, że masz już spore doświadczenie – stwierdziłem, zgodnie ze swoimi obserwacjami. – Mam uwierzyć, że poprzednie razy nie były romantyczne?

    – Uwierz, nie były. – Głos Zuzki ociekał goryczą. – To co mnie spotykało wcześniej, to … powiedzmy, że nie miałam szczęścia do miłości.  

    – Taka panna jak ty, wybacz, ale to ponad moje wyobrażenie. – Uśmiechnąłem się lekko. – Poza tym, sorry. mam nadzieję, że nie psuję chwili, ale ja nie jestem w tobie zakochany.  

    – Wiem głuptasie, ale jesteś cudowny. – Zuza skutecznie pompowała moje ego. – Dajesz mi to czego teraz najbardziej chyba pragnę. Chcę wierzyć, że…

    – W co chcesz wierzyć? – Dociekałem.

    – W swoją normalność, w to…, że jestem wartościową osobą – Gorycz w głosie dziewczyny pęczniała i narastała. Doskonały moment na pierwszy atak.  

    – Oczywiście, że jesteś! Co to za humor? – Prychnąłem. – Ostatnio widziałem cię taką w towarzystwie pani Grześkowiak, pamiętasz?

    – Tak, pamiętam. – Twarz Zuzy stężała w jednej chwili. Cholera, czyżby ten nastrój był powiązany z osobą anglistki?

    – Ma coś do ciebie? – spytałem.

    – Nie, ostatnio tylko trochę u niej podpadłam – Usprawiedliwiła się Zuza pospiesznie. Jak dla mnie, za szybko. Chciała uciec od tematu. Nie mówiła prawdy. Ja natomiast chciałem ją poznać.

    – Chyba jednak już po wszystkim. – Drążyłem temat. – Znajomy widział cię wczoraj z nią i Emilką w samochodzie, gdy wjeżdżałyście na osiedle Przytulny Zakątek.  

    Reakcja dziewczyny mnie zaskoczyła. Poderwała się gwałtownie i usiadła na skraju łóżka. Oczy migotały jej niepokojącymi blaskami.  

    – Co to ma znaczyć?! Szpiegujesz mnie?! – Wycedziła przez zęby.  

    – No co ty, przestań. Mówię ci przecież, że znajomy was widział. – Usiadłem koło niej, gładząc po ramieniu. – Skąd takie nerwy?

    – To nic, to… coś o czym nie mogę mówić. – Zuza ciężko westchnęła. –  Dajmy temu spokój, dobrze?

    – No nie wiem. Widzę po tobie, że to coś poważnego – odparłem, z nie do końca szczerą troską. – Może mógłbym pomóc?

    _ Ty?! Żartujesz chyba?! – Znów wróciło Zuzce poirytowanie. Nerwowo zaczęła się ubierać. – Odpuść pytania, to zbyt skomplikowane i trudne.

    – Zuza, męczy cię to straszliwie i…

    – Kurwa, zrozum, że ugrzęzłam! – Dziewczyna wybuchła. Szlochając, wpatrywała się we mnie z bólem. – Umiesz cofnąć czas?

    – Nie, ale czuję, że mógłbym ci pomóc – Starałem sie, by mój głos brzmiał zdecydowanie.  – I nie odpuszczę ci, bo mam nadzieję, że następne nasze schadzki będą weselsze. – Musiałem znaleźć jakieś wytłumaczenie.

    – Uwierz, że chciałabym ci wszystko opowiedzieć, ale nie mogę… po prostu nie mogę. – Pocałowała mnie czule. – Brak mi odwagi i boję się konsekwencji.

    – Lepiej się bać, niż coś z tym zrobić? – Nie odpuszczałem.  

    Zuza spojrzała na mnie błyszczącymi od łez oczami. W zestawie z zaczerwienionymi policzkami i rozmazanym makijażem prezentowała się nieco żałośnie. Wtuliła się we mnie i zacisnęła pięści na mojej koszuli.

    – Boże, Michał nie masz pojęcia jak bardzo bym chciała cofnąć czas. – Łkając, wyrzucała z siebie pełne żalu słowa. – Jak bardzo chciałabym móc zrobić porządek w swoim posranym żuciu. Uwierz mi, że bardzo tego chcę, ale dziś cię proszę, nie pytaj więcej o te sprawy.  

    Determinacja na twarzy dziewczyny przekonała mnie, że nie warto zadawać kolejnych pytań, Przynajmniej, nie dzisiaj. Nie zamierzałem jednak odpuścić zupełnie. Jeśli miałem dowiedzieć się więcej o konszachtach dziewczyn i nauczycielki angielskiego, musiałem być gotowy do zadawania niewygodnych pytań.  

    Romantyczny nastrój prysł jak bańka mydlana. Odprowadzając Zuzę pod blok próbowałem żartować i rozmawiać o nieistotnych bzdetach, ale moja towarzyszka wyraźnie nie miała ochoty na pogaduszki. Szła zamyślona, zamknięta w sobie, tępo patrząc przed siebie. Była lata świetlne ode mnie. Pożegnała mnie najmniej namiętnym pocałunkiem świata. Zero namiętności i czułości. Niczym całus od gumowej lali.  

    Wracając do domu, myślałem o Zuzce. Obawiałem się, że moja dociekliwość może mieć nieprzyjemne konsekwencje.  

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Ania do ssania

                Obudziłam się dość późno – było już po dziesiątej. Była sobota – mogłam sobie odpocząć. Znów śniło mi się to, co było dla mnie najgorszym przeżyciem kiedykolwiek – wspomnienie mojego jedynego chłopaka, z którym byłam w liceum i który zniechęcił mnie do mężczyzn na zawsze. Było to osiemnaście lat temu – miałam siedemnaście lat, byłam typową nastolatką, która zakochana w chłopaku zrobiłaby dla niego wszystko. Skończyło się na tym, że potraktował mnie jak odkurzacz, służący do ssania jego penisa i worek na spermę, a kiedy mu się znudziłam zostawił samą. Nigdy później nie mogłam zaufać żadnemu facetowi i nigdy nie pozwoliłam komukolwiek się do mnie zbliżyć.

                Musiałam jednak przestać o tym myśleć i wstawać. Dziś miałam zawieźć mojego siostrzeńca – siedemnastoletniego Tomka na imprezę, ponieważ moja siostra pracowała wieczorem. Wzięłam prysznic, potem ogoliłam nogi i miejsca intymne. Dzień minął mi na opalaniu się w ogrodzie i leniuchowaniu. Koło siedemnastej zadzwonił do mnie Tomek:

    – Cześć ciociu, byłabyś po mnie za godzinkę? – zapytał.

    – Pewnie, zaraz będę się szykować – odpowiedziałam mu.

    – Super. Wiesz co, może byś została tam z nami. Mamy jechać na patelnię, a to jednak kawałek drogi, więc może ubierz się lepiej i pójdziesz z nami.

                Dziwnie się poczułam, kiedy siostrzeniec zaproponował mi wyjście na imprezę z jego kolegami, ale na wieczór i tak nie miałam planów, więc nie odmówiłam. Myślałam chwilkę jak się ubrać i po kilku przejrzeniach szafy zdecydowałam się na obcisłą spódniczkę i bluzkę z fajnym dekoltem. Założyłam do tego czerwone buty na niewielkim obcasie. Delikatnie się pomalowałam, żeby zakryć niezbyt widoczne jeszcze efekty starzenia. W sumie pomyślałam, że nie wyglądam tak źle – może nie jak nastolatka, ale nikt raczej nie dałby mi moich trzydziestu pięciu lat.

                Niedługo po tym wyjechałam samochodem po siostrzeńca. Po drodze myślałam o tym, jak ja sobie zmarnowałam życie, bo w tym wieku też mogłam tak imprezować, a ja załamałam się po tym, jak ten gnój kazał mi ssać codziennie, bo powiedział, że inaczej z mną zerwie. Robił to coraz bardziej agresywnie, a ja się dawałam, bo bardzo chciałam z nim być. Ale nieważne, nie użalam się więcej nad sobą.

                Dojechałam i weszłam do domu. Tomek mówił, że wieczorem nikogo w domu nie będzie, więc pomyślałam, że przyjdą do niego koledzy i będą wprawiać się w dobry nastrój jakimś alkoholem. Nie myliłam się, bo kiedy wchodziłam zobaczyłam stół uginający się od różnych butelek, Tomka i jego trzech kolegów.

    – Cześć chłopaki, jestem Ania – podałam każdemu z nich rękę. Oni też się przedstawili się.

    – To kiedy ruszamy? – zapytałam

    – Możemy zaraz Ania – odpowiedział najwyższy kolega Tomka – Robert.

                Zdziwiłam się, że powiedział do mnie na ty – ale w sumie sama stwierdziłam wcześniej, że nie wyglądam dość młodo. Może pomyślał, że jestem siostrą Tomka – co w sumie mi pochlebiało, więc nie miałam pretensji.

                Wyjechaliśmy i po jakichś 50 minutach byliśmy na miejscu. Po drodze z przodu siedział mój siostrzeniec, a z tyłu trochę podpici koledzy. Powiedziałam, że nie powiem mamie ich stanie przed imprezą, bo sama pamiętam jak byłam nastolatką.

                Na terenie imprezy chłopaki zrzucili się dla mnie na bilet i po zapłaceniu za wjazd zaparkowałam i poszliśmy. Podpici koledzy szli trochę za mną – chyba ta spódniczka tak uwydatniła mi tyłek, albo po prostu wypili tyle, że każda dziewczyna im się podobała – nawet dwa razy starsza jak ja.

                Na parkiecie było mnóstwo ludzi – stanęliśmy trochę przed, gdzie chłopaki spotkali kilka dziewczyn ze szkoły – co wywnioskowałam po ich rozmowie. Po chwili zamiast didżeja wszedł zespół i wszyscy uznali, że trzeba iść zacząć tańczyć.

    – Aniu, chodź – powiedział do mnie Robert wyciągając rękę. Poszliśmy tańczyć. Robert próbował mnie obracać, ale z braku miejsca ułożyłam jego ręce na moim boku i plecach. Nasze usta były dość blisko siebie, więc pogadaliśmy chwilę. On powiedział, że jest z Tomkiem w klasie i interesuje się sportem – gra w siatkówkę. Ja opowiadałam, że pracuję w dziale zajmującym się zarządzaniem zasobami ludzkimi w firmie, która wykonuje detale do urządzeń przemysłowych. Podczas rozmowy Robert przełożył rękę z  moich pleców na drugi bok, przez co prawie się przytulaliśmy się. Szczerze powiem, że pierwszy raz nie czułam się strasznie będąc blisko z chłopakiem – może dlatego, że był dużo młodszy ode mnie i nie bałam się, że mnie skrzywdzi.

                Następna piosenka była troszkę bardziej energiczna i zamiast się przytulać w tańcu, Robert obrócił mnie i tańczyłam tyłem do niego. Po chwili jednak przysunął się do mnie i poczułam na pośladku, że jego penis jest twardy. Piosenka nie trwała długo  i obróciliśmy się z powrotem do siebie.

    – Muszę siusiu – wiesz gdzie jest toaleta? – spytałam, choć zauważyłam wcześniej napis WC.

    – Zaprowadzę cię Aniu – powiedział z uśmiechem, poprawiając moje włosy, które opadły mi na pierś.

    Szliśmy, a Robert trzymał mnie za bok.

    – Wiesz co, cieszę się, że zawiozłaś nas dziś tutaj, miło cię poznać. Tomek nie mówił, że ma taką ładną.. właśnie kim jesteś dla niego?

    – Jestem ciocią, siostrą jego mamy.

    – Jak to? Myślałem, że jesteś jego kuzynką. Ile w ogóle masz lat, Ania? – zapytał zdziwiony.

    – Wiesz wolałabym nie mówić, mógłbyś się przerazić. Ale jak zapytałeś to powiem, ze trzydzieści pięć.

    Zabrał rękę z mojego boku.

    – Wybacz, nie mogę uwierzyć. Obstawialiśmy, że masz może 25. Naprawdę wyglądasz dużo młodziej. Przepraszam, że cię podrywałem.

    – Nie szkodzi. Ale rękę możesz położyć na mnie , mi to naprawdę nie przeszkadza.

    Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, potem weszłam do toalety. Kiedy wyszłam, Robert czekał na mnie.

    – Może poszlibyśmy na chwilkę do samochodu? Muszę się czegoś napić.

    Poszliśmy, a Robert dalej mnie obejmował. Kiedy otwierałam samochód, poczułam na pośladkach dotyk jego ręki. Trwał kilka sekund, ale nie zareagowałam. Dopiero po chwili odezwałam się.

    – Nie za dużo sobie pozwalasz, Robert?

    – Chciałem tylko sprawdzić, czy tyłek masz jak trzydziestopięciolatka, czy też czuć jakby był młodszy. I wiesz co? Nie rozróżniłbym go od tyłka jakiejś koleżanki z klasy, a dotykałem wielu.

                Usiedliśmy na tylnej kanapie, Robert się napił, a ja zakłopotana nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Pod spódniczką zrobiło mi się trochę mokro, a ze względu na wiek Roberta było mi trochę głupio.

    – Nie wiem co ci powiedzieć. Wypiłeś dużo, dostałeś odwagi, powinnam dawno postawić cię do pionu, ale jakoś nie mogę. Trochę na mnie działasz, przyznam się szczerze

    Położył mi rękę na kolanie. przysunął się bliżej do mnie.

    – Głupio mi to mówić, ale strasznie mi się podobasz. I widzę, że ja tobie też. Moglibyśmy pojechać gdzieś dalej, żeby być sami?

                Przesiedliśmy się na przód, odpaliłam samochód i wyjechaliśmy z terenu imprezy. Robert głaskał moje udo, podniósł mi lekko spódniczkę. Mówił mi komplementy. Po chwili położył głowę na moim udzie i całował moje kolano. Czułam się nieziemsko.

                Znalazłam jakieś miejsce za skrzyżowaniem, gdzie nie powinno być ruchu i zgasiłam silnik. Z powrotem przesiedliśmy się  do tyłu, Robert obrócił mnie  i kazał stać mi na lekko ugiętych nogach. Uniósł moją spódniczkę i zaczął całować moje pośladki. Było to bardzo przyjemne. Delikatnie muskał językiem moją skórę, wtulał się twarzą w pośladki.

                Po chwilki zdjęłam spódniczkę i mokre już zupełnie majteczki. Robert jeszcze raz pocałował mój tyłek, liżąc go intensywnie. Posadził mnie po tym na swoich kolanach. Spojrzał mi w oczy, jedną ręką mnie obejmował, a drugą położył na piersiach.

                Zupełnie nie wiedziałam wtedy, dlaczego tak zamknęłam się na chłopaków na tyle lat. Nawet taki dzieciak, jak Robert był miły i delikatny. Przez jednego człowieka, który nie dobrze traktować dziewczyny tyle lat byłam samotna.

                Robert zdjął mi koszulkę i rozpiął stanik, który opadł na podłogę. Całował mi sutki, a ja nie mogłam wytrzymać, żeby nie dotknąć swojej muszelki. Delikatnie głaskałam ją, a Robert z zaskoczenia oderwał usta od moich piersi i pocałował mnie. Całował długo i mocno, jak doświadczony mężczyzna, a nie nastolatek.

    – Zrobić ci laskę, Robert? – usłyszałam swój głos. Czułam się nieświadoma tego co mówię.

                Nie odpowiadał, musiał być mocno oszołomiony, a ja klęknęłam przed nim i rozpięłam jego pękający rozporek. Wyjęłam go z majtek i delikatnie zaczęłam głaskać, podziwiając go. Usłyszałam:

    – Possij go proszę. Tylko uważaj, bo jestem strasznie podniecony.

                Wzięłam do ust, śliniąc mocno. Wypełniał moje usta doskonale. Robert położył swoje dłonie na mojej głowie, delikatnie naciskając i nadając rytm.

    – Będę mógł skończyć w usta? Już z dwa tygodnie nikt mi nie ssał, to może być potężna dawna, Aniu.

    Chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam wyjąć penisa z ust, więc jedynie wymruczałam coś co miało być potwierdzeniem. Robert ujął już moją głowę mocno w dłonie i rżnął moje gardło.

    – Jesteś dobra w tym, Ania. Nikt mi jeszcze tak dobrze nie robił. Gdzie się nauczyłaś głębokiego gardła?

                Ciężko było mi wymruczeć coś, co mogłoby brzmieć tak, by zrozumiał, więc ssałam dalej. Mówił, że jest bardzo podniecony, ale jednak minęło już z piętnaście minut, odkąd przyjęłam do ust penisa Roberta. Może to przez alkohol płynący w żyłach nie mógł szybo skończyć. Powoli zaczynały boleć mnie język i policzki, bo ssałam intensywnie, nie myśląc o niczym. Ale Robert zapierał się mocno i nie mogłam wyjąć głowy spomiędzy jego nóg.

                Wreszcie spośród  uwag typu: ssij mocniej, dobrze suczko, ale z ciebie obciągara, spuszczę ci się w gardło, a ty ładnie wszystko połkniesz i ssij dalej dziwko, usłyszałam „zaraz dojdę, jeszcze trochę”. Z nową dawką energii zaczęłam kręcić językiem i poruszać mocno głową w górę i dół.

    – Połykaj szmato! – krzyknął Robert.

                Łykałam kolejne dawki spermy, którymi obdarzył mnie Robert. Strzelił chyba z dziesięć razy, już myślałam, że nie nadarzę przełykać, ale musiałam dać radę, bo Robert udami i rękami trzymał mocno moją głowę, nie pozwalając na jakikolwiek ruch.

    – Grzeczna suczka, ładnie wszystko połknęłaś – mówiąc to rozluźnił uda, wyjął penisa z moich ust i zaczął klepać mnie zmniejszającym się penisem po policzkach.

    – Pokaż buzię – powiedział Robert, a ja otworzyłam usta – no, nic nie zostało, dobrze. Będziesz musiała trochę sobie poprawić makijaż, bo zmarszczki ci wyszły. A teraz powiedz jak było.

    – Nigdy nie czułam się tak dobrze jak teraz. Możesz przyjść do mnie jutro? Muszę to powtórzyć.

    – Dobrze, masz mój telefon, zapisz swój numer. Pocałuj jeszcze trochę, zaraz musimy się zbierać i jechać po chłopaków.

                Zaczęłam całować jego krocze, penisa, jądra i pachwiny, jak sobie życzył. Po kilkunastu minutach jego penis znowu stanął, więc dałam mu buziaka.

    – Dobra Aniu, musimy jechać. – powiedział. Ubrałam się, Robert też i usiadłam za kierownicą. Chwilkę jeszcze poprawiałam makijaż, a Robert zajrzał wtedy do telefonu.

    – O zapisałaś siebie jako „Ania do ssania”, miło suczko.

                Pojechaliśmy, po drodze Robert chwalił moje zdolności, mówił jakie to muszę mieć doświadczenie. Nie odpowiedziałam, że doświadczenia prawie nie mam, a obciągałam tylko jednemu chłopakowi 17 lat temu. Wróciliśmy z imprezy, odwiozłam wszystkich chłopaków, Roberta zostawiając na koniec.        Kiedy byliśmy u niego pod domem wysiadła z samochodu, o podszedł do mnie, pocałował mnie w usta, trzymając rękę na mojej pupie

    – Do zobaczenia Aniu. Jesteś świetna w obciąganiu

    – Dziękuję, że mogłam ci to zrobić.

    – Do zobaczenia jutro. Mam nadzieję, że będziesz też taka dobra, jak dziś.

                Pocałował mnie jeszcze raz i obiecał, że przyjdzie do mnie rano. Na pożegnanie dał mi klapsa w obcisłą spódniczkę. Mam nadzieję, ze jutro będzie na mnie tak samo napalony jak był dziś. Obciągnę mu tak dobrze, jak żadna dziewczyna nigdy nie ciągnęła żadnemu chłopakowi.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zenek Kredens
  • Gorace lato

    Tego roku było ciepłe lato i czekałam na nie z utęsknieniem, bo miała przyjechać przyjaciółka, która mieszka na drugim końcu Polski z którą widziałam się rok temu. To był piątek i miała zostać cały weekend, gdy przyjechała, Ola. Miałam jej pokazać Trójmiasto i spędzić z nią czas na pogaduszkach. Pociąg miał przyjechać z Krakowa o godz. 08:50, więc dość wcześnie. Specjalnie wyszłam po nią żeby nie błądziła. Jak to PKP, pociąg miał 10 min. opóźnienie. Od razu się rozpoznałyśmy. Wysoka młoda kobieta, była ubrana w granatową sukienkę w drobne białe kwiatki, baleriny i włosy rozpuszczone ciemne. Pachniała ślicznymi perfumami. Pomogłam jej z bagażami i udaliśmy się z dworca głównego na przystanek autobusowy. Na autobus długo nie czekaliśmy, jakieś kilka minut. Wsiadłyśmy w niego i pojechaliśmy do mnie. A, ponieważ mieszkam jeszcze z rodzicami, rodzice też czekali na Olę żeby poznać. Jakoś doszliśmy na trzecie piętro w moim bloku. Weszłyśmy do mieszkania, postawiłyśmy bagaże w moim pokoju i przedstawiłam Olę moim rodzicom. Po długiej i męczącej podróży zaproponowałam by się wykąpała. Ola wzięła swoje rzeczy do przebrania, ręcznik do wytarcia i kosmetyki. Ola wyszła po 20 min. przebrana, i poszłyśmy do pokoju małego by zjeść, do picia był sok. Gdy zjedliśmy dużo rozmawiałyśmy i dzień nam zleciał. Przyszło do rozmowy o spaniu, kto gdzie, śpi. Zaproponowałam, że może razem na mojej dużej kanapie. Oli się to wyraźnie spodobało. Była wczesna jeszcze godzina, bo 21:00 I poszłam się myć szybko się wykąpałam i ubrałam w czarno-czerwoną koszulę nocną z kokardką i dużym dekoltem do tego stringi pod kolor. Mamie powiedziałam, że idziemy już spać, bo jest zmęczona. Weszłam do pokoju Ola czytała akurat książkę. – Nie śpisz jeszcze?

    – Nie,  czekałam, na Ciebie, Justyna

    – To miłe, dziękuję

    – To co, gasimy światło?

    – Tak

    Kiedy Ola wyłączyła lampkę i zrobiło się ciemno, weszłam pod kołdrę, gdy zasypiałam I słyszę:

    – Justyna, Justyna, śpisz?

    – Przysypiałam

    – Czy mogę prosić o otwarcie okna?

    – Wstałam i otworzyłam okno

    – Nie mogę spać

    – To pewnie, że nowe miejsce? Mówiłam

    – Możliwe i to lato. Nie lubię lata.

    – Wiem, wolisz zimę.

    I tak rozmawiając, poczułam jej rękę na lewym ramieniu,

    – Wiesz marzyłam być przy Tobie,

    A po mnie przeszły dreszcze.

    – Tak: odpowiedziałam?

    – Po czym poczułam jak przybliża głowę do mojej szyi i poczułam jej usta na mojej szyi i zaczęła ją całować na początku nieśmiało, delikatnie, potem co raz namiętniej.

    Mnie się to bardzo podobało,

    – Tak, to mnie się podoba.

    Poczułam jak jej ręka schodzi do piersi,

    – Tak bardzo Cię pragnę,

    – Ja Ciebie też – wydusiłam

    Jej ręka błądziła po piersiach, co raz szybciej oddychałam.

    Druga ręka zjeżdżała co raz niżej, czułam jak robię się gorąca i mokra.

    Ja przewróciłam ją na plecy zaczęłam teraz ja ją całować po szyi,

    – Podoba ci się?

    – bardzo

    Moje ręce teraz trzymały okrągłe cycuszki, słyszałam jak szybko oddycha ściągnęłam z niej koszulkę nocną, uwalniając okrągłości.

    Poczułam jej rękę na moim udzie kierującą się wyżej.

    Ja też byłam co raz niżej, słychać było nasze oddechy.

    Pośpiesznie ściągnęła ze mnie odzież nocną, byłam na samych stringach.

    Poczułam jak paluszkiem wskazującym robi kółka wokoło muszelki, drażniąc ją, paluszkiem przejechała pośrodku. Ja aż krzyknęłam, pragnęłam, żeby je ściągnęła jak najszybciej.

    – Proszę ściągnij je!

    – Jak, bardzo tego pragniesz?

    – Bardzo

    Poczułam jak jej zwinne dłonie powolutku zdejmują ostatnią rzecz na moim ciele, po chwili byłam cała naga.

    Poczułam jak jej paluszek delikatnie rozszerza płateczki muszelki i przejeżdżała nim z dołu do góry i  z góry na dół, moja muszelka, która była bardzo mokra i gorąca.  Krzyczałam z każdym jej ruchem. Nagle poczułam jej języczek i paluszek. Paluszek masował dziurkę, a języczek perełkę, było mi cudownie.  Czułam jak dochodzę. Wykrzyczałam cały orgazm.

    Leżałam przez chwilę be ruchu.

    Teraz ona leżała na plecach, a ja dotknęłam jej muszelki, też była mokra bardzo i wilgotna, stringi były całe mokre od wypływających soczków. Dłużej nie czekając ściągnęłam z niej stringi i przejechałam po muszelce dwoma paluszkami. Po czym dotknęłam jej słodkiej dziurki, delikatnie ręką posuwając ją. Ola co raz głośniej krzyczała Mówiąc : – O, tak, nie przerywaj. Kocham cię.

    Jej soczki zwinnie zlizywał mój języczek, soczki  z niej były cudowne. Teraz ssałam i lizałam jej perełkę z prawdziwą przyjemnością. Robiłam tak długo, aż poczułam, że soczków jest co raz więcej i że szybciej jej oddech przyśpiesza, poczułam jak głośno dochodzi,. Zlizałam z niej wszystko.

    – Masz ochotę na jeszcze?

    – Tak.

    Usiadłam na łóżku, w pozycji na nożyce poczułam jak nasze cipeczki się zetknęły. Ja paluszkami rozszerzałam płateczki żeby nasze perełki mogły się przez chwilę sklejać od wspólnych soków ocierając się o siebie. To było coś cudownego. Ja biodrami też narzucałam tępo, a ona siedząc okrakiem na mnie ocierała się. Zmienialiśmy różne pozycję. Aż doszłyśmy razem się do orgazmu. To był najlepszy seks. Seks z ukochaną przyjaciółką…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Justyna Wiśniewska
  • Ostatnia taka impreza – cz. 4.

    Część 4.

    Światła przygasły jeszcze bardziej i didżej zapowiedział kilka spokojnych, romantycznych kawałków. Żaden nauczyciel nie chodził po korytarzu, nie kontrolował – wszyscy tańczyli, głównie zaproszeni przez wychowanków.

    Obydwaj uczniowie trzymający ręce pani Bożeny, nagle stanowczym ruchem przesunęli je i położyli na swoich kroczach. Drgnęła zaskoczona ich zachowaniem. Przez materiał spodni od razu wyczuła twarde penisy. Byli bardzo podnieceni. Przestąpiła z nogi na nogę, próbowała poruszyć dłońmi, rozcapierzyła palce, żeby zmniejszyć kontakt z ich penisami, ale w rezultacie chłopacy jeszcze mocniej przycisnęli jej dłonie do swoich penisów. I zaczęli przesuwać nimi po kroczach. Góra-dół, góra-dół. Czuła ich twardość, ale czuła się też skrępowana i bezradna w tej sytuacji. Tak bała się o swoją reputację. Wstydziła się swojej nagości przed żądnymi seksu uczniami. Próbowała wyzwolić się z uścisków dwóch chłopaków. Inni, podnieceni sytuacją, stali w ciemnościach, a teraz przysunęli się jeszcze  bliżej i w milczeniu przyglądali się półnagiej nauczycielce i kolegom. Cierpliwie czekali.

    Robert chyba wyczuł jej obawy i rozterki. Najpierw jednak cofnął się do grona obserwujących i pozwolił im oglądać półnagą nauczycielkę, zmuszoną do dotykania penisów uczniów.

    – Zapraszam do nas, pani profesor – odezwał się w końcu. – Obiecuję, że nie będziemy palić – uśmiechnął się.

    Trochę oprzytomniała. Spojrzała mu w oczy:

    – Dokąd miałabym iść? Po co? – spytała niby spokojnie, ale jej głos drżał.

    – Pracownia. Piętro wyżej – podał adres. – Tam panuje znacznie korzystniejszy klimat – dodał uspokajająco.

    Kiedy na chwilę przygasły światła przed kolejnym utworem, nie czekając na jej decyzję, szybko poprowadzili ją po schodach, przezornie trzymając pod ręce. Jej nogi drżały. Była spięta, ze zdenerwowania zaschło jej w gardle. Bała się o siebie. Domyślała się, co może wydarzyć się już za chwilę. Jednak znacznie bardziej bała się konsekwencji dzisiejszego wieczoru. Chociaż nie była mężatką, aktualnie nie miała partnera, bała się konsekwencji prawnych, jeżeli w grupie znajdzie się jakiś „gaduła” i bała się reakcji otoczenia. Z drugiej strony obcowanie z młodymi chłopakami ze sterczącymi penisami i wzwodami na zawołanie też miało swój trudny do przecenienia urok. Targały nią sprzeczne emocje. Strach kontra pożądanie. Strach o przyszłość, realny lęk przed utratą stałej pracy i panika przed pozbawieniem prywatności, napiętnowaniem społecznym za seks z uczniami walczyły z pożądaniem perwersyjnego seksu.

    Za nimi podążała grupa kilkunastu chłopaków, którzy na razie tylko przyglądali się zabawie Roberta. Co zrozumiałe, większość stanowili uczniowie polonistki. Minęli podest półpiętra i zwolnili, bo przed oczami nauczycieli i innych uczestników zabawy już chroniły ich schody. Po dojściu do pracowni, ktoś zapukał w umówiony sposób. Po dość długim oczekiwaniu drzwi otworzyły się i wszyscy szybko, sprawnie weszli. Na moment zatrzymali się, zaskoczeni innym oświetleniem. Widok roznegliżowanej nauczycielki w otoczeniu licznej grupy chłopaków nie wywołał wrażenia na podchmielonych uczestnikach zabawy. Byli zajęci sobą. W zasadzie nawet nie zwrócili na nich uwagi. Brak reakcji najbardziej zaskoczył samą nauczycielkę. Zrozumiała, że ich obyczajowość jest daleko bardziej bogata i zróżnicowana niż sądziło grono nauczycieli.

    *

    – I co teraz, Kapcio? – cicho zapytała Kama, stojąc na środku łazienki. Była podekscytowana i nie potrafiła milczeć. Jej zdecydowanie i pewność siebie, zauważalne jeszcze podczas tańca, ulotniły się wraz z zamknięciem drzwi do łazienki. Chłopak włączył małą latarkę i postawił na umywalce. Rzucała słaby snop światła na sufit. Kacper powoli cofnął się i oparł o drzwi, blokując je. Przez dłuższą chwilę taksowali się w milczeniu, przyzwyczajając oczy do mroku.

    – Mówiłem już. Rozbieraj się – wycedził, przerywając milczenie. Głos brzmiał surowo, ale to ona go sprowokowała. Nie lubił tego zdrobnienia. Bo źle się kojarzyło.

    Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie, wzruszyła nieznacznie ramionami i zaczęła zdejmować ubranie. Wtedy chłopak zdjął marynarkę i powiesił na uchwycie od okna, rozluźnił węzeł krawata, podwinął rękawy koszuli. Wrócił i ponownie oparł się plecami o drzwi. Patrzył w milczeniu. Wreszcie Kamila stała przed nim nago. Dziewczyna była szeroka w biodrach, miała sterczące, ale niezbyt duże piersi i warstwę tłuszczyku na brzuszku, na którym odcisnęła się gumka od majtek. Spojrzała w dół.

    – Nie, szpilki i pończochy zostaw – uprzedził ją.

    – No, a teraz? – spytała, bo w hałasie muzyki nie wszystko zrozumiała, poza obietnicą skasowania zdjęć z seksu w pracowni. Dla niej to było najważniejsze.

    – Czekamy… – spokojnie westchnął kolega.

    – Na co?

    – Na kogo – skorygował.

    – Coo?! Przecież mówiłeś…

    – O, kurw… – stęknął Kacper boleśnie uderzony klamką w łokieć.

    – Przepraszam, ale stałeś tutaj – wyjaśnił uśmiechnięty chłopak, szybko wchodząc do łazienki i wprowadzając, trzymaną za rękę, dziewczynę. Potem zablokował drzwi. Wyjął z kieszeni dwie świeczki, zapalił i jedną postawił na umywalce, a drugą pod przeciwległą ścianą. W pomieszczeniu zrobiło się trochę jaśniej.

    – Już jestem – powiadomił z uśmiechem, stanął obok dziewczyny i objął ją ramieniem.

    – To jest Kamila – Kacper dokonywał prezentacji, wskazując na koleżankę, która czując się nieswojo, dłońmi zasłaniała piersi i łono. – A to są: Daria i Zbyszek. Są parą – powiedział, patrząc na Kamę – Ale my: nie. – Te słowa skierował do ich nowych znajomych.

    Para była z technikum. Pasowali do siebie. On wysoki, szczupły, raczej dobrze zbudowany, brunet w ciemnoszarym garniturze z błękitnym krawatem, ona blondynka z falującymi włosami opadającymi prawie do połowy pleców w asymetrycznej sukience, o ciemnożółtym kolorze, podkreślającym jej opaleniznę. Na nogach miała pończochy kabaretki w żółtym kolorze i szpileczki w tym samym kolorze w nieregularny, biały wzorek. W milczeniu taksowali nagą Kamilę. Obiekt ich zainteresowania był wyraźnie speszony tą sytuacją. Dziewczyna wiedziała, że nie ma wpływu na okoliczności i tylko uległością osiągnie cel. Kacper stał z ręką w kieszeni. Po dłuższej chwili podszedł do Kamili i stanął za nią, twarzą do pary. Chwycił ją za dłonie, opuścił je i przyłożył do krągłych, nieco puszystych pośladków.

    – Kamila pozna dzisiaj przyjemność obcowania z drugą dziewczyną – uśmiechnął się i dmuchnął w jej włosy. Daria uśmiechnęła się do pary. – I w ogóle jest otwarta na wszystko. Podobnie jak Daria. A my zajmiemy się wami – chłopak zakończył prezentację.

    – Ja chętnie już zacznę – Daria swobodnie podeszła do Kamy. Całą dłonią chwyciła ją za pierś, a po przelotnym buziaku, językiem zaczęła pieścić ucho. Kama nieco uchyliła się, ale po chrząknięciu kolegi posłusznie wyprostowała. Przymknęła oczy.

    – Spokojnie. Rozluźnij się – Kacper szeptem dodawał jej otuchy, jednocześnie głaszcząc po pupie.

    Zbyszek rozpiął rozporek, wyjął penisa. Był już podniecony i zakładał prezerwatywę.

    – Daria z nowymi inaczej nie chce – wyjaśnił, wzruszając ramionami.

    Podszedł do Kamy i zaczął masować łechtaczkę, patrząc w oczy dziewczyny. Lekko nadąsana Daria odsunęła się wtedy od nich, rozpięła zamek i zdjęła sukienkę. Nie miała ani stanika, ani majtek. Ale jak wyglądała! Chłopak wręcz pożerał ją wzrokiem! Dziewczyna nie wstydziła się swojej nagości.

    – Kacek – Zbyszek, uśmiechając się, przywołał go do rzeczywistości. Zawsze sprawiała mu przyjemność sytuacja, kiedy inni oglądali jego nagą dziewczynę. A raczej: kiedy zachwycali się widokiem jego nagiej dziewczyny. Jędrne, pełne, sterczące piersi na tle szczupłej sylwetki, duże sutki,  zaokrąglone biodra… Kiedy Kacper zreflektował się, pokiwał głową, wziął podaną prezerwatywę i wtedy usłyszał:  

    – Pozwól mi – na te słowa oddał ją uśmiechniętej Darii, która zaczęła go obsługiwać. Rozpięła rozporek, wierzchem dłoni potarła wybrzuszenie w slipkach. Zanurzyła dłoń i powoli wyjęła penisa. Płynnymi ruchami sprawnie założyła prezerwatywę. Kacper miał już pełny wzwód, ale pod wpływem delikatnych dłoni dziewczyny zaczął obawiać się o przedwczesny wytrysk. Zbyszek całował Kamilę i macał jej krocze, a ona, stojąc w dużym rozkroku, rewanżowała się delikatnymi pieszczotami penisa i jąder. Mruczał, syczał i aż uginał nogi z podniecenia, kiedy opuszkami palców ślizgała się po szwie biegnącym od moszny do odbytu.

    – Wyliż mi pupę – poprosiła Daria, stając przed Kacprem tyłem w szerokim rozkroku i zmysłowo wypinając pupę, ale mimo to chłopak nie miał ochoty:

    – Niech Kama ci wyliże. – Wypiętą pupę przesunął w kierunku koleżanki. Zbyszek odwrócił Kamę i obydwaj chłopacy, naciskając kark i głowę, nachylili dziewczynę w kierunku pupy Darii. Obydwaj mieli ochotę zerżnąć ją. Tak efektownie wypięła ją, podkreślając swoje kształty. Kama bez oporu zaczęła ją lizać. Daria uśmiechnęła się i przymknęła oczy. Zbyszek już nie czekał. Od razu wszedł od tyłu w Kamę. Tymczasem Kacper zachłannie macał piersi Darii i głaskał jej pupę. Dłoń przyłożył do jej ust, a ona pochłonęła jeden palec i zaczęła lizać go.  

    – Wyliż obie dziurki, będzie mi łatwiej – Kacper poinstruował koleżankę, a blondynka już ciężko oddychała pod wpływem pieszczot nowej kochanki.

    – Szybko podnieca się takimi pieszczotami – wyjaśnił Zbyszek, trzymając biodra ruchanej Kamy. – Nie mamy za dużo czasu, więc najwyższa pora przejść do clou naszego spotkania – zagaił chłopak, wymownie patrząc na Darię.

    – Dobra, ale najpierw jeszcze ją wyrucham – pospiesznie odezwał się Kacper.

    – Jestem gotowa – mimo zaawansowanych pieszczot i zaangażowania, Daria orientowała się, że o niej mowa. Deklarację okrasiła miłym uśmiechem, a potem odwróciła się, namiętnie pocałowała Kamę w usta i po komentarzu: – Świetnie to robisz, moja słodka – oparła przedramiona o parapet. Nadal kusząco patrząc na Kamę, rozstawiła nogi, wyprostowane w kolanach i wypięła pupę.

    Kacper masował penisa, patrzył na Darię, a teraz obserwował Kamę, która z przymkniętymi oczyma coraz głośniej pojękiwała ruchana przez Zbyszka. Wyraz twarzy, jęki, dłoń mocno zaciśnięta na obrzeżu umywalki i odruch odrzucania głowy na bok świadczyły o jej dużym podnieceniu.

    – No, chodź! – Daria szeptem ponagliła Kacpra, nie odrywając wzroku od coraz głośniejszej Kamy, której piersi tak uroczo kołysały się w rytm pchnięć penisa jej partnera. Kama drugą ręką oparła się o wypięte pośladki blondynki. Daria miała wielką ochotę już pieścić tę dziewczynę, wreszcie poczuć ją w sobie i znowu posmakować Zbyszka, ale Kacper też miał swoje prawa.

    *

    – Co tutaj się dzieje?! – Bożena-nauczycielka jęknęła zszokowana i przestraszona zachowaniem licznej grupy uczniów w pracowni i widokiem butelek alkoholu na stole. Jej reakcja minęła bez echa. W nikłym blasku palących się świeczek ujrzała rozkraczoną Olę siedzącą na parapecie. Odchyliła głowę do tyłu. 

    – Och, och, och… – z ust dziewczyny co chwilę wyrywało się głośne stęknięcie. Jej reakcja była w pełni uzasadniona. Między jej nogami stał Olek z rozpiętym rozporkiem i energicznie poruszał biodrami, opierając dłonie o parapet. Nogi Oli podskakiwały w rytm pchnięć członka. Już dłużej bawili się, a chłopak musiał mieć doświadczenie, bo stał lekko odchylony i spółkując, ze spokojem obserwował reakcje rżniętej koleżanki. Właśnie rozchylił jej bluzkę i rozpiął stanik. Słysząc wchodzących, Olek z zaciekawieniem odwrócił głowę i dojrzał kolegów.

    – Jeżeli któryś chce skorzystać… – nie dokończył. Z uśmiechem wykonał zapraszający gest ręką, nie przerywając ruchania dziewczyny. Nie słyszała jego słów.

    – Na pewno! Później! – padły odpowiedzi z licznej grupy prowadzącej nauczycielkę. Olek chyba dostrzegł kobietę, ale nie zareagował na jej obecność.

    – Chętnie wymienię się – rzucił z uśmiechem, przeciągając rozpięty stanik nad głową Oli. Nie protestowała. Macał piersi, drapał brodawki. Dziewczyna postękiwała coraz głośniej.

    Bożena więcej nie skomentował tego, co zauważyła w półmroku i usłyszała. Wszystkiego i tak nie mogła dostrzec. Obok, w głębi sali, ale za stołem siedział rozwalony na krześle Krzysiek i patrzył w dół. Gdybyś ktoś podszedł bliżej, zobaczyłby klęczącą  między jego nogami Majkę, która powoli robiła loda. Krzysiek dociskał jej głowę.

    – Ciągnij, kurwo, bo jak ciebie zerżnę, to będziesz żebrać o litość! – warknął podniecony. – Musisz zasłużyć. – Chyba niewiele do niej docierało. Po seksie wypiła kilka słabych drinków, ale silne wrażenia płynące z palcówki, wykonywanej drugą dłonią, zdecydowanie dominowały nad innymi bodźcami dopływającymi z otoczenia. Majka sporo już dzisiaj doświadczyła, a w tej chwili była zadowalana na dwóch końcach i tyle przyjemności odczuwanych naraz znowu oszałamiało ją. Teraz nie liczyło się nic innego. Sylwia stała obok i czerpała przyjemność z pieszczot łechtaczki, którą zajmował się Krzysiek.

    Inna para stała oparta o parapet obok Oli z Olkiem, ale bliżej kąta pomieszczenia i namiętnie całowała się. Dziewczyna dłonią grzebała w spodniach partnera, a z rozpiętej bluzki wychylała się naga pierś. Zajęci sobą nie zauważyli ich wejścia. Przy wejściu na zaplecze pracowni naga do pasa długowłosa szatynka opierała się plecami o chłopaka, który stał za nią i całował ją po karku. Dłoń chłopaka, zanurzona pod zadartą spódniczką, poruszała się w jej kroczu. Drugi stał z przodu, całował się z dziewczyną i macał jej pierś, a ona natarczywie przesuwała dłonią po rozporku jego spodni. Z boku stał trzeci chłopak i miętosił jej drugą pierś. Dziewczyna trzymał jego penisa w dłoni i intensywnie masowała. Z jej ust wydobywały się pomruki świadczące o rosnącym podnieceniu. 

    – Kurde, słyszałem, że Milenka lubi wielokąty! Ale tutaj, w szkole? – głośno zdziwił się ktoś na ten widok.

    – Daj spokój, to ostatnia taka dyskoteka. Nie ma się co oszczędzać. A wiesz, kiedy znowu trafisz na takie zaufane grono? – ciszej dodał jego kolega. Nieco dalej od nich, pod oknem, Artur leżał na kocyku w pozycji płodowej i pochrapywał.

    – No, ten chyba śni o mamusi – usłyszeli czyjś teatralny szept. Rozległ się cichy chichot tych, którzy docenili ironię komentarza.

    Andżelika siedziała na krześle przy umywalce. Stopy miała skrzyżowane, jedna szpilka leżała obok nich, a wyprostowane ręce opierała o krawędź umywalki. Właśnie zwymiotowała. Ciężko oddychała. Gośka umyła ją, spłukała treść i asekurowała koleżankę przed kolejną próbą. Na podłodze właśnie postawiła butelkę, z której pociągnęła spory łyk, żeby znieczulić się przy takiej robocie.

    – Już nigdy nie będę pić – cierpiącym głosem obiecywała Andżelika.

    – Jasne, kochana, jasne – kiwała głową Gośka. – Nigdy. Do następnego razu.

    – Chodź z nami – Robert objął zdumioną nauczycielkę w pasie i wraz z przybocznymi zaprowadził za ‘murek’ ze stołów i krzeseł. Świeczek było tutaj znacznie mniej, a na podłodze leżał materac przykryty kocami. Dwóch chłopaków bawiących się z dziewczyną na biurku nauczyciela, przeniosło się na jego drugi koniec, bliżej okien.

    – Ożeż ty…, klimat jak na cmentarzu – zauważył ktoś, rzuciwszy okiem na miejsce przyszłej rozrywki. Miał trochę racji. Świeczki, niektóre spore, pasowały na cmentarz. Były tańsze i wydajniejsze niż inne, więc organizatorzy zabawy wybrali właśnie takie.

    – Następnym razem pan designer sam zaaranżuje wnętrze – ironicznie skomentował opinię inny chłopak.

    – Trzeba było samemu wcześniej przyjść i pomóc. A skoro się nie chciało, to teraz morda w kubeł – doradził ktoś i temat scenografii został zamknięty. Przecież czekały na nich takie wrażenia!

    – Kurwa, taka lacha na nas czeka, a ten świeczki ogląda… – sapnął ktoś cicho na końcu grupy. 

    *

    – Posadźcie panią profesor – polecił Robert kolegom. Kiedy tylko usiadła na kocach, elegancko i zgrabnie składając nogi w bok, spojrzała w górę na uczniów. Już chciała coś powiedzieć, ale  

    – Rozłóżcie ją – padło kolejne polecenie Roberta. Tym razem ton był twardy. To sygnał dla pozostałych. Inni natychmiast nachylili się nad kobietą. Chwycili ją za ręce i nogi, rozciągnęli w bok.

    – Chłopcy, uspokójcie się. Dość tego, proszę – przestraszona, jeszcze próbowała słabo protestować i wyrwać ręce z solidnych chwytów. Bezskutecznie. Ich agresywność i wyczuwalne rosnące pożądanie zaczynały ją przerażać. Ich zdecydowana siła usztywniała ją. Była świadoma, że nie ma szansy w starciu z tak liczną żądną seksu grupą uczniów. Ze zdenerwowania i strachu słowa uwięzły jej w gardle.

    – Niezła z niej dupa – wyrwało się komuś. Nikt nie zareagował. Zaniepokojona nauczycielka przestraszonym wzrokiem rozglądała się, zszokowana natarczywością uczniów.

    – Rozbierzcie ją – polecił Robert, patrząc na kobietę. Nim zdążyła zaoponować, w blasku świeczek zauważyła jeszcze wyciągnięte w jej kierunku zachłanne ręce. Las rąk! W obronnym odruchu zdołała jedynie nieco cofnąć się. Wtedy ktoś za nią nachylił się i zaczął całować ją w usta, przytrzymując głowę. Skutecznie zasłonił całe pole widzenia. Tylko czuła jak czyjeś ręce rozpinają jej bluzkę, inne zamek i guzik spódniczki, jeszcze inne lekko ją unoszą i niecierpliwie ściągają spódniczkę. Próbowała wyrwać się i zaprotestować, ale całujący był silniejszy i wepchnął język w jej usta. Czyjeś silne ręce odwróciły ją na bok, a inne rozpięły stanik. I znowu ułożyli ją na plecach, a stanik został sprawnie zsunięty z ramion, z rąk.

    Teraz leżała naga z rozrzuconymi rękoma i nogami, na których jeszcze miała pończochy i szpilki. Każdą kończynę trzymały dłonie innego chłopaka. Mimo podejmowanych prób, nie mogła oswobodzić ani nogi, ani ręki. Pozostali stali nad nią i patrzyli na opalone, zadbane, szczupłe i nagie ciało nauczycielki. Całujący wycofał się. Różnica wieku i jej nagość przy ubranych chłopaka bardzo krępowały kobietę. Mimo blokady kończyn, jeszcze nie podała się. Próbowała wyrwać się. Naga, starsza od nich, zadbana, bezbronna kobieta nadal szarpała się. Przez to wyglądała jeszcze bardziej ponętnie. Przymknęła oczy, widząc jak ją taksują i komentują wygląd.

    – Fajna pizdeczka.

    – No, i goli się.

    – A jakie ma wary! Będzie za co ciągnąć.

    – Niezłe ciałko. Opalone.

    – Będzie co dymać, oj będzie…

    – Ciekawe, ile fiutów wejdzie w taką pizdę?

    – Patrz, pizda jej sterczy!

    – Gładki brzuszek.

    – I jakie kształtne cycuszki…

    – Pewnie lubi długo jebać się. – Chłopacy głośno przerzucali się spostrzeżeniami i komentarzami, od kiedy nauczycielka leżała bezbronna. Napięcie w grupie i ochota na jej ciało rosły.

    Próbowała poruszyć się, odruchowo zasłonić dłońmi albo nogą nagie łono, ale nie była w stanie uwolnić się z żelaznych uścisków.

    – Proszę, zostawcie mnie. Puśćcie mnie. Nikomu nic nie powiem. Proszę – błagała słabym głosem.

    Ze wstydu i strachu nie potrafiła nawet krzyknąć. Nikt jej nie słuchał. Oglądali ją nagą, bezbronną i bezradną. W milczeniu rozkoszowali się widokiem jej nagiego, opalonego ciała. Przymknęła oczy i czekała na to co nieuchronne. Usłyszała kliknięcie migawki aparatu. Odwróciła głowę w tym kierunku i otworzyła oczy. Oślepił ją kolejny błysk migawki.

    – To na wszelki wypadek, gdybyś zmieniła zdanie i zechciała opowiedzieć komuś o tej przygodzie – wyjaśnił Robert, chowając komórkę do kieszeni.

    Łzy napłynęły jej do oczu. Chciała coś powiedzieć, ale zaskoczona jego zachowaniem, nie potrafiła wydobyć nawet słowa. Zdenerwowana oddychała głęboko, jej piersi unosiły się gwałtownie. Przez chwilę bezgłośnie poruszała ustami. W efekcie jej zachowania tylko falujące piersi nauczycielki przykuły uwagę większości oglądających ją chłopaków.

    – Teraz możecie ją wymacać – rzucił Robert, rozpinając koszulę. Krąg momentalnie zacieśnił się. Każdy, kto mógł klękał na brzegu materaca i zachłannie zaczął obmacywać kobietę. Dotykali jej. Wszędzie i bez żadnych oporów. Należała do nich i chcieli czerpać jak najwięcej przyjemności z posiadania takiej zdobyczy. Byli głodni kobiety i teraz mieli ją w zasięgu ręki. Uległą, piękną, zadbaną i zupełnie bezbronną. Dla nich jej ciało nie miało już żadnych tajemnic. Żądza posiadania takiego ciała powodowała, że stawali się coraz bardziej agresywni. Kolejne niecierpliwe palce właśnie wnikały do pochwy i odbytu. Dotychczas muskane, głaskane brodawki teraz były drapane, ściskane i szarpane. Podniecała ich własna brutalność. Kolejne dłonie chwytały brodawki i ciągnęły je ku górze, aż wygięty tułów nie potrafił złagodzić bólu i z jej ust wydobywał się przenikliwy jęk, wywołując chichot podnieconej grupy. Kolejne dłonie, mniej lub bardziej sprawnie, powtarzały tę zabawę. Ktoś ukląkł za jej głową. Słyszała trzask rozpinanego zamka błyskawicznego, potem zsuwanych spodni. Nad twarzą zobaczyła kołyszącego się, sterczącego penisa. Dwie anonimowe dłonie ścisnęły jej głowę. Członek dotykał czoła, zsunął się i zanurzył we włosach. Chłopak oparł się o podłoże pod jej pachą. Nie była w stanie ruszyć głową. Poczuła kolejne niecierpliwe palce grzebiące w jej pochwie i odbycie.

    – Ilu? Ilu jeszcze? Jak długo to będzie trwać? – myślała zrozpaczona i zaczęła pojękiwać, czując lekkie drżenie ciała. Tak mimo woli reagowała na delikatny masaż łechtaczki następnego anonimowego admiratora jej ciała.

    *

    Julka wprowadziła Damiana na zaplecze i posadziła w fotelu.

    – Szeroko nóżki. – Rozsiadł się w fotelu. Penis sterczał i kołysał się na boki. patrzył z uśmiechem na dziewczynę, która uklękła między jego nogami i zaczęła robić loda. Pod oknem Sylwia z Majką tuliły się i pieściły.

    – Ech, mieć taką do dyspozycji – rozmarzył się. Czuł jak penis reaguje na jej język.

    Nie była natarczywa, ale:  

    – Spokojnie! Nie spiesz się tak – Damian miękkim głosem łagodził jej zapędy. Biodra nieco wysunął za siedzisko, odchylił głowę, przymknął oczy i smakował pieszczoty języka i ust, które aplikowała mu koleżanka. Sięgnął dłonią do jej głowy i zaczął głaskać włosy.

    – Połóż dłonie na oparciach fotela – zadysponowała. grzecznie spełnił życzenie.

    Jeszcze kątem oka zauważył jak Sylwia podeszła, zabrała coś z półki za jego plecami i wróciła do kochanki. Uśmiechnął się na jej widok. Nawet nie spojrzała w jego kierunku.

    – Takie też mógłbym gościć, co jakiś czas, na imprezach. W końcu poznały się u mnie. I przestały mnie odwiedzać – był pewny swej pozycji w klasie wypracowanej właśnie organizowaniem dyskretnych seks-party. Uśmiechnął się na wspomnienie ostatniej zabawy. Zaprosił, dzięki bratu, starszą babkę, starszą niż ich „Rakieta”, taka pod pięćdziesiątkę, i chłopcy jebali kobietę po kilku. Była taka zadowolona! Oni też! Aż penis drgnął w ustach Julki. Jego imprezy cieszyły się sporym powodzeniem. Rodzice zostawiali mu willę na kilka godzin i wracali o 22. Zapraszał z reguły kilkanaście-dwadzieścia osób. Seks stanowił podstawę tych zabaw.

    – Ot, jesteśmy początkującymi swingersami – jak skromnie mawiał o swoich imprezach Damian, wtajemniczając wybrane po szczegółowych analizach i zapraszane koleżanki. Starał się być dyskretny, taktowny. Nigdy nie zmusił żadnej dziewczyny. Jednak przezornie starał się coś mieć na każdą uczestniczkę imprezy, żeby w razie złego humoru, pozostawała dyskretna. Z kolei koledzy wiedzieli o tych seks-party i tylko czekali na zaproszenie! Imprezy odbywały się raz w miesiącu lub rzadziej. Był bardzo ostrożny w doborze uczestników. Klasa maturalna to jednocześnie był jego drugi rok organizowania takich zabaw. Otworzył oczy.

    – Już koniec? – był zdziwiony.

    – Teraz ja, synku – Julka, kiedy tylko mogła, dowodziła.

    – Kto nisko dupę nosi zawsze ma ambicję dominowania. Napoleonka! – prychnął śmiechem, ale tylko w swoich myślach. Nie chciał kolejnej scysji z Julką, a teraz przyglądał się jak siadała na penisie.

    – Oooch! – wyrwało się dziewczynie, kiedy penis zniknął w pochwie.

    – Ale jazda! – poczuł miłe uczucie ciepła, kiedy siadła na nim. Dłonie położyła na przegubach jego dłoni i powoli zaczęła ujeżdżać go. Odchylił głowę, zamknął oczy. Słyszał jakiś ruch obok, ale koncentrował się na seksie. Otworzył oczy, kiedy ktoś dotknął jego przedramienia.

    – Chcesz mocniej? – namiętnie spytała Julka. Nie przerywała ujeżdżania.

    – Co? – spytał i spojrzał na nią. Był zaskoczony i zdekoncentrowany, bo Sylwia z Majką okręcały jego przedramiona kawałkami linki. Julka dalej opierała dłonie na jego dłoniach. I skakała na penisie. – Co? Nie stoi ci? – Julka spytała zdziwiona.

    – Co? Nie! To znaczy ten… Tak! Nie!! Stoi! Chyba czujesz! Dziewczyny, co wy robicie?! – trudno było mu podzielić uwagę. I o to chodziło Julce.

    – Już!

    – Już! – dziewczyny zameldowały o wykonaniu zadania. Miał ręce przywiązane do poręczy fotele. Próby szarpnięcia nic nie dały.

    – Kurwa! Dziewczyny, co jest?! – był przestraszony. To nie wyglądało na żart!

    – Zamknij się, bo spadnę! – Julka zdawała się koncentrować wyłącznie na stosunku. 

    Dziewczyny sięgnęły po kolejne kawałki linki. Do Damiana dotarło nagle, że to ta sama linka, którą wcześniej wykorzystał do skrępowania Julki. Już nie miał złudzeń. Ale dziewczyny były szybkie i zdesperowane. Każda dwa razy owinęła swój fragment linki wokół kostki jego nogi i przywiązała do nogi fotela. Od razu było widać, że omówiły szczegółowo całą akcję. Obie dziewczyny były zasapane, zdenerwowane jego miotaniem się, szamotaniem i wyzwiskami, ale ostatecznie, poradziły sobie! Spocone wyprostowały się. Ciężko dyszały. Spojrzały na siebie z zadowoleniem. Skrępowany chłopak wściekle rzucał się na fotelu.

    – Głowa! – rzuciła Julka. Nie czekając na jej polecenie, Sylwia już trzymała w ręku czarną szmatę, którą Julka miała wcześniej na oczach. Majka położyła dłoń na czole chłopaka i dłonią z całej siły przycisnęła jego głowę do oparcia fotela. Szarpnięcia nie zdały się na wiele. Sylwia okręciła szmatę na szyi Damiana, a obydwa końca przełożyła pod oparciem fotela i zawiązała na podwójny węzeł.

    Julka szybko zeszła z penisa. Uwolniony od ciężaru jej ciała chłopak protestował coraz głośniej. Dziewczyna walnęła go z ‘liścia’.

    – Wrzeszcz, idioto, to wszyscy ci podziękują! – warknęła. – No, wrzeszcz! – prowokowała. – Bardzo proszę – nagle dodała łagodnie.

    Wściekły spojrzał na nią, gwałtownie nabrał powietrza, chciał krzyknąć i od razu zrezygnował, wypuszczając powietrze. I w tym momencie spadł kolejny cios na twarz.

    – O, sorki! Myślałam, że będziesz wrzeszczał. Nie mogłam się doczekać – przyznała nieco skruszona Julka.

    Nie zwracał na nią uwagi. Ciągle szarpał się, próbując uwolnić z więzów.

    – Zamknij mordę, bo byle gównem zaknebluję ci usta i do końca zabawy nie będziesz miał okazji powiedzieć słowa!

    – Kurwa! Puśćcie mnie!! – wrzasnął.

    Julka uderzyła na odlew. Chłopaka zatkało z wrażenia. Majka, z perwersyjną przyjemnością wymalowaną na twarzy, zatkała mu usta dłonią. Zgodnie z ostrzeżeniem, Sylwia przyniosła jakiś brudny ręcznik wiszący koło zlewu na zapleczu. Damianowi na jego widok zrobiło się niedobrze. Uspokoił się. Wszedł Michał, zaintrygowany wrzaskami. Zobaczył skrępowanego kolegę. Widok wywarł na nim wrażenie. Stał z otwartymi ustami.

    – Yyy, ten, yyy… Dziewczyny, bądźcie ciszej, słychać was na piętrze – poprosił spokojnie, wpatrując się w kolegę. Julka odwróciła się gwałtownie.

    – Po pierwsze, ryja drze tylko twój kolega. Po drugie, obiecuję, spełnię twoją prośbę i Damianek będzie już cicho. – Na chwilę umilkła. – Po trzecie, mogę mieć również prośbę do ciebie? – pytanie zadała łagodnym, życzliwym tonem. – No, kuźwa, cukiereczek ze mnie – pomyślała.

    – Co? Nooo, tak. Jasne.

    – Michasiu – zaczęła łagodnym, ciepłym głosem. – Spierdalaj !!

    Przestraszony Michał wycofał się. Rzeczywiście, do końca zabawy z zaplecza nie dochodziły już żadne wrzaski. Sylwia wepchnęła jakąś mniejszą szmatę w usta Damiana. Julka jeszcze przez chwilę patrzyła w miejsce, w którym stał Michał: 

    – Ciebie też dorwę…

    – Dziewczyny! Czas na zabawę z naszym ciachem! – Majka nie mogła się doczekać.

    – Ty chuju! Wiesz, co to jest dyskrecja?! – wściekła Sylwia szeptała, patrząc na Damiana i pchała butelkę w jego odbyt. – Zadałam pytanie, pizdo! – wcisnęła głębiej aż zawył. Majka wyjęła knebel.

    – Tak, wiem! – odpowiedział płaczliwym tonem. Cierpiał.

    – Tak?! To czemu rozpowiadasz o mnie i o Majce?! Tak wygląda dyskrecja na twoich imprezach?! Kto ci pozwolił, kurwo jebana?!! – W odpowiedzi na gwałtowny ruch Sylwii butelką, zawył tak głośno, że Majka szybko zakryła mu usta dłonią. Bezradnie bulgotał.

    – Faktycznie, kurwa jebana. Butelką – zaśmiała się Julka.

    – Brawo, Majka! Może jeszcze zatkasz mu nos? – Sylwia była dumna z refleksu kochanki. 

    – Z przyjemnością – uśmiechnęła się słodko do partnerki, a po kilkunastu sekundach chłopak zaczął, jak w konwulsjach, rzucać się na fotelu. Cofnęła dłonie i zanim wykonał drugi głęboki oddech, wetknęła szmatę w usta. Julka sięgnęła po swoją komórkę.

    – Czas uwiecznić niezapomniane chwile naszego chłoptasia – rzekła do koleżanek z uśmiechem. – Może masz ochotę na wspólne fotki i zabawy z jakimś chłopcem? – troskliwie zapytała Damiana. Chłopak kręcił przecząco głową. – Niee? Czyli jeden to za mało, parówo? Och, zawsze byłeś taki rozpasany! A preferujesz blondasków czy brunetów?

    *

    Z upływem czasu pieszczoty chłopaków stały się mniej natarczywe, delikatniejsze. Właśnie Bożena czuła język na jednym sutku. A teraz kolejny na drugim. Brodawki zaczynały sterczeć. Stawały się twarde. Dłonie na chwilę puściły głowę, a penis zaczął miotać się nad jej głową. Ktoś unosił jej głowę i podkładał pod nią koc zwinięty w wałek. W półmroku widziała, co z nią robią. Nie była w stanie policzyć, ilu uczniów nad nią stało. Nie chciała nawet wiedzieć. Z penisa spadło kilka kropel śluzu na jej czoło i policzek. Wzdrygnęła się, a penis wszedł w jej usta, zanim zdążyła zamknąć je. Chłopak zaczął posuwać ją w usta. Nad kroczem pochylił się chłopak z opuszczonymi spodniami i majtkami. Jego członek sterczał, obciągnął skórę, główka lśniła. Palcami dotknął łechtaczki, bez oporu włożył dwa palce do pochwy i powoli ruchał ją. Spojrzała na sufit. Czekała. Penis w ustach wchodził coraz energiczniej i głębiej. Gromadzące się w ustach śluz i ślina tworzyły charakterystyczny odgłos mlaskania. Przy ruchach penisa część tej mieszanki ściekała kącikiem ust. Drugi kochanek wyjął palce z pochwy i zaraz poczuła jak w nią wchodzi. Penis z ust wyskoczył.

    – Nie, proszę, nieeee! – jęknęła i szarpnęła ciałem. Jeszcze raz. Zaczęła rzucać głową na boki. Ucisk na kończyny zwiększył się, czyjeś ręce przycisnęły jej tułów. Poczuła wytrysk spadający na koc obok głowy. Kilka kropel osiadło na policzku.

    – Spokojnie, dam radę – sapnął podniecony Robert i wszedł do końca.

    Poczuła materiał koszuli muskający jej brzuch. Zadrżała. Chłopak wycofał penisa i znowu wepchnął do końca. Mimo woli westchnęła. W tym momencie chłopak, który wytrysnął obok głowy, wytarł mokry członek o jej policzek. – Jeszcze wrócę. Bądź miła dla innych – szepnął, pogłaskał ją po włosach i wstał.

    Robert zaczął miarowo ruchać ją. Rozluźniła się, uspokoiła. Patrzyła na jego koszulę, na twarz. Wyraz jego twarzy nie zdradzał emocji, ale kochanek szalał w pochwie. Uderzał miarowo, ale coraz mocniej, raz w jedną, raz w drugą ściankę, trafiał w macicę. Czasami zmieniał rytm: zwalniał i nagle przyspieszał. Uderzał mocniej i wykonywał kilka wolnych, łagodnych pchnięć, żeby za chwilę uderzyć z całą siłą. Nieświadomie napięła mięśnie, ciało lekko wygięła się w łuk, eksponując piersi ze sterczącymi brodawkami. Podniecenie obserwujących również rosło. Widziała obmacywane piersi, całowała się z kimś. Robert znowu uderzał jak młot. Dwa ostatnie uderzenia były potężne.

    – Jeeeesssst – usłyszała napięty głos chłopaka i poczuła jak wypełnia ją strumieniem spermy. Kochanek znieruchomiał i po chwili, ponaglany niecierpliwym szeptem innych, wyszedł z niej. Ciężko oddychała. Była bliska orgazmu. Na chwilę zapomniała, gdzie jest. Ciśnienie powoli spadało i mgła przed oczyma ustąpiła. Wtem zobaczyła nagi tors innego chłopaka. Po chwili poczuła jak wchodzi w nią. Prawie od razu zaczął ją miarowo jebać. Inni dalej ją obmacywali. Ich dotyki już nie drażniły. Nie bolały. Zaczęły sprawiać przyjemność.

    – Obciągnij, ale do końca – to Robert ukląkł przy jej głowie, odchylił ją nieco w bok i wsadził kobiecie mokry od spermy i śluzu członek w usta. Nawet nie zdążyła zaprotestować. Chyba już nie chciała. Posłusznie zaczęła go obciągać. Na policzku przylegającym do koca poczuła wilgoć. Domyśliła się, że to sperma chłopaka, który spuścił się koło jej głowy.

    Spółkujący z nią, podobnie jak poprzednik, opierał się na rękach przy jej tułowiu. Czasami patrzył na penisa jak penis znika w jej pochwie, a czasami, z uśmiechem, na jej twarz. Nie znała go. Obawiała się, że jest z technikum. Robert jakby czytał w jej myślach.

    – Spokojnie, skup się na zabawie. Nikt nie dowie się o naszym spotkaniu. Potrafimy milczeć. Prawda, koledzy? – Ciężkie spojrzenie skierowane na rówieśników otaczających nagą nauczycielkę, mimo półmoroku, wywołało szmer gorliwych potakiwań. Wszyscy niecierpliwie czekali na swoją kolej. Widziała wypukłości w kroczu ich spodni. Kilku oczekujących już zdjęło ubranie i obmacywali ją ze sterczącymi członkami. 

    Tylko ten, który ruchał ją, nic nie mówił. Nagle zatrzymał się. I za chwilę poczuła strumień spermy. Kiedy zadowolony sapał, z ociąganiem wyjmując sterczącego penisa z pochwy, poczuła jak część spermy spływa między pośladkami. Zadrżała z podniecenia. Słyszała jego kolegów. Ponaglali go.  

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wakacyjne stopki cz2.

    – Co ty robisz?! – zawołała Oliwia w tej niecodziennej sytuacji.
    – Ja tylko… – i w tym momencie zamilkłem.
    “Ja tylko wącham twoje buty, bo uwielbiam ten smród” – czy tak właśnie miałem odpowiedzieć? W tamtym momencie miałem zbyt wiele myśli, żeby jakkolwiek dokończyć.
    Nastąpiła niezręczna cisza. Oboje się sobie przyglądaliśmy. Wciąż się zastanawiałem czy najpierw mnie wyśmieje czy najpierw wyrzuci z domu ? Czy opowie o tym wszystkim czy tylko swoim “psiapsiółom”?
    – Więc lubisz stopy, co? – zaczęła
    – Tak – wypowiedzenie tych trzech liter było dla mnie ciężkie, z jednej strony jest to mój fetysz, z drugiej wiele osób go nie rozumie a wręcz wyśmiewa. Chociaż wiedziałem że ona też go ma, nie wiedziałem jak zareaguje.
    – Czy chciałbyś moje… – przerwała jakby czekając na coś
    -… stopy? – dokończyłem
    – Co z nimi zrobisz? – kontynuowała
    – Co tylko zechcesz – odparłem
    – Wszystko?
    – Wszystko!
    W tym momencie zdjęła klapki i zaprosiła abym poszedł z nią do jej pokoju.
    Pokój ten był malutki. W lewym jego rogu stało łóżko, przed którym był stolik, który Oliwia przesunęła. Jakby robiąc miejsce na coś. Usiadła na łóżku opierając plecy na ścianie obłożonej poduszkami. Ja nie do końca znając jej zamiary stanąłem przed łóżkiem w okolicach w których stał wcześniej stolik.
    – Czy na pewno zrobisz z nimi wszystko?
    – Co tylko zechcesz – powtórzyłem
    – Wiesz dzisiaj był bardzo męczący dzień. Wymasuj mi je.
    Posłusznie wypełniłem te zadanie. Wziąłem w dłonie jej brudną od potu stopę w białej podkolanówce. Tak jak podejrzewałem – była cała mokra. Zupełnie jakby moja przyjaciółka postanowiła przed powrotem do domu wziąć prysznic w ubraniach. Masowałem spokojnie, zacząłem od okolic pięty, aż coraz wyżej i wyżej. W okolicy palców, tuż nad śródstopiem spojrzałem na Oliwię. Miała serdeczny uśmiech na oczach i przymknięte oczy. Szybko podsunęła mi drugą nogę i powtórzyłem czynność. W ataku śmiałości zapytałem:
    – Czy mogę powąchać?
    – Ale one śmierdzą – odrzekła
    – No właśnie – odpowiedziałem posyłając jej szeroki uśmiech, który szybko mi odwzajemniła. Podstawiła mi swoją prawą stopę pod nos. Od razu utonąłem w niezwykle silnej woni potu połączonego z… Tak jak już mówiłem w poprzedniej części serem – serio, nie potrafię tego inaczej opisać to trzeba samemu poczuć. Wąchając stopy w podkolanówkach mojej przyjaciółki czułem się jak ryba w wodzie. Smród, który wielu by odstraszył mnie i jak szybko spostrzegłem Oliwię podniecał. Tylko fetyszysta może to zrozumieć. Dla fetyszysty zapach stopy, szczególnie damskiej, spoconej, zmęczonej po całym dniu jest mniej więcej jak zapach świeżo skoszonej trawy albo zapach świeżo po wiosennym deszczyku, każdy chcę takich kojących zapachów więcej… Ja też:
    – Oliwia… Emmm… Czy mogę zdjąć podkolanówkę?
    – Pewnie – odparła tonem jakby tylko czekała na te pytanie.
    Zdjąłem, powoli odsłaniając opaloną nogę, aż wreszcie zdjąłem ja całkowicie. Jej stopa była średniej wielkości z wręcz żółtym śródstopiem jej palce oraz piętą były prędzej pomarańczowe. Chociaż może nie do końca w tym momencie bo między palcami i trochę poniżej tego zostało trochę z podkolanówki. Jakieś pojedyncze paprochy przyczepiły się, kurczowo trzymając się jej stopy.
    Zdjąłem zaraz podkolanówkę z jej drugiej stopy, która się okazała jeszcze bardziej brudna (czytaj. Jeszcze bardziej podniecająca). Przybliżając nos do jej stóp uderzyła mnie woń tak silna, że nigdy wcześniej nic tak mocno mnie nie zatrzęsło, oczywiście w sferze stóp. Zapewne wiele osób powie “jakby się myła, to by tak nie śmierdziało”. Sprawa wygląda w ten sposób, że bierze ona prysznic dwa razy dziennie, więc zapach ten był nietrwały. Wąchając jej stopę starałem się ocierać ją o twarz, aby ten wilgotny pot został na mym nosie, bym czuł go więcej i dłużej. Wąchałem piętę śródstopie i między palcami, gdzie kochana Oliwka pobiła rekord pod względem zapachu (czytaj. Smrodu).
    – Poliż – rzuciła do mnie Oliwia
    Bez chwili zastanowienia odparłem – Dobrze!
    Wyciągnąłem język i zacząłem rozkosze. Najpierw delikatnie musnąłem piętę, później zacząłem piąć się w górę stopy ze swoim językiem, aby poczuć charakterystyczny smak. Będąc w okolicy śródstopia moje kubki smakowe wraz ze zmysłem węchu dały informacje do mózgu – “marzenia się spełniły”. Słony smak był tutaj aż nadto wyczuwalny. Szybko dojechałem językiem do palców. Zacząłem kręcić nim, między palcami Oliwki, połykając przy okazji paprochy z podkolanówek i jakby ziarenka piachu, to wszystko skąpane w smrodzie jej przepoconych stóp. Zacząłem ssać palce, najpierw tylko duży a następnie wszystkie, popychając przy okazji stopę głębiej, do tego stopnia, że w momencie kulminacji miałem prawię połowę jej stopy w ustach. Kiedy odstawiłem mokrą od potu prawą stopę i zabierałem się za lewą, dostałem kolejne polecenie:
    – Mógłbyś się położyć przed łóżkiem?
    – Oczywiście – odrzekłem po czym wykonałem polecenie.
    Kiedy położyłem się, Oliwia usiadła na łóżku tak, że jej stopy zwisały z łóżka. Położyła mi lewą stopę na twarzy i zaczęła nią kręcić, wiercić i ocierać, była przy tym tak szybka, że nawet nie wystawiałem języka, bo bałem się że mi coś z nim zrobi. Za chwilę wstała i kładąc swoją prawą stopę koło mojej głowy, nadepnęła mi lewą na twarz. Nie wyciągałem języka ponieważ smród tej stopy był znowu silny, kiedy zaczęła kręcić stopą w lewą i prawą jakby wycierając pot w moją twarz, poczułem smrodek tak wyraźny, że nigdy go nie zapomnę. Kiedy na chwilę podniosła stopę z mojej twarzy, ja wciąż ją czułem, wytarła cały pot w mój nos, dzięki czemu ciągle ją czułem.
    – Wyciągnij język. – powiedziała.
    Bez słowa wypełniłem jej “rozkaz”. Zaczęła wtedy wycierać swoją stopę w mój język. Teraz to ona królowała i robiła że mną co chciała. Raz lizałem między palcami innym razem brałem do buzi palce po to by za chwilę robić to samo z piętą. Robiliśmy to tak długo, aż z jej stopy zniknęły wszystkie brudy i cała pokryła się śliną. Kiedy skończyliśmy, Oliwcia postanowiła sprawdzić chyba moją wytrzymałość, gdyż weszła na mnie depcząc mnie, chodząc sobie po mnie i wycierając swoję stópki. Po niecałej minucie zeszła i usiadła na łóżko, ja wstałem i usiadłem obok niej.
    – To było wspaniałe – zacząłem
    – Naprawdę ci się podobało? – odparła niedowierzając.
    – Mam fetysz na stopy, dla mnie to było spełnienie marzeń – wyznałem
    – Ja też mam, ale nigdy nikomu nie mówiłam…
    – Skoro oboje mamy to może jeszcze będziemy powtarzać…to –
    – A będziesz chciał? – zapytała
    – Oliwcia… o każdej porze dnia i nocy, no i oczywiście jeżeli ty też będziesz chciała.
    – Będę chciała! – odpowiedziała jakby krzycząc ze szczęścia
    Nic nie odpowiedziałem. Po prostu w pół objęci włączyliśmy sobie film na jej laptopie. Oboje oczywiście dotrzymywaliśmy tego co powiedzieliśmy przy większości naszych spotkań.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    M.W

    Jezeli chcecie więcej, piszcie 😉

  • Rodzinnie II

    Obudził mnie pulsujący ból w głowie – zapewne wynik wypitego wieczorem wina, czułem się nieco zdezorientowany, alkohol zdaje się nadal krążył  w moim organizmie. Rozejrzałem się po sypialni i przypomniałem sobie wydarzenia sprzed kilku godzin. Obok mnie leżała mama zwrócona do mnie plecami, jej pośladki przylegały do mojego biodra, głowa spoczywała na torsie ojca, wszyscy byliśmy nadzy. Mój penis, niczym nie skrępowany prężył się w porannym wzwodzie. “Uciec jak najdalej z tej niezręcznej sytuacji – pomyślałem. O ile wczoraj wieczorem podniecenie i alkohol przełamały wstyd to teraz czułem zażenowanie tym wszystkim.

    Jak zareagują rodzice gdy mnie zobaczą?

    Postanowiłem jak najszybciej opuścić sypialnię rodziców i pewnie bym to zrobił, gdyby….  nie widok wypiętych w moją stronę pośladków mamy, jak zdjęcia wróciły wspomnienia wieczoru kiedy widziałem je wypięte i wchodzącego pomiędzy nie ojca.

    Nie wiem, czy podniecenie można mierzyć w jakiejkolwiek skali, ale moje w tym momencie osiągnęło zenitu do naprężonego członka doszło uczucie nieziemskiego napięcia w jądrach.

    Podobno z mężczyznami jest tak, że jednocześnie potrafią myśleć tylko jedną głową – jeśli krew spływa do tej mniejszej na dole nie można mówić o rozsądku. Niewątpliwie tak było i w tym przypadku. Odwróciłem się w stronę tego pięknego tyłeczka i delikatnie poruszając biodrami wodziłem penisem po linii między pośladkami. Napletek poruszał się delikatnie po żołędziu a mi było naprawdę dobrze. Mama mruknęła przez sen i jeszcze mocniej wypięła się w moją stronę. Nie sądzę żeby miała świadomość, kto był sprawcą tych pieszczot. Teraz wodziłem już nie po pośladkach, ale po wargach sromowych wilgotnych od płynów jej i ojca. Nie mogłem się powstrzymać. Złapałem go i wprowadziłem główkę pomiędzy gniazdo ciepła i wilgoci wodząc nim w górę i w dół pomiędzy wargami.

    Czy mi się tylko wydawało, czy wypięła się jeszcze bardziej zachęcając do dalszej penetracji?

    Nie miało to znaczenia – rozsądek przegrał z podnieceniem. Wsunąłem się w nią centymetr po centymetrze, bez najmniejszego oporu. Możliwie jak najdelikatniej, by ich nie obudzić poruszałem biodrami. Uniosłem się na łokciu, by mieć ogląd sytuacji. Mama jeszcze spała, tak sądzę, widać jednak było, że sprawiam jej przyjemność. Rękę, którą trzymała na ojcu wodziła po jego brzuchu, a kiedy natrafiła na penisa zaczęła go pieścić. Jej oddech stawał się coraz szybszy.

    Otworzyła oczy, zdaje się, że chyba dotarło do niej, że trochę za dużo tych fiutów jak na jedną sypialnię. Ja jednak nawet na mikrosekundę nie zaprzestałem swojej pracy. Nie było takiej opcji. Przełożyła rękę dotykając mojego biodra, co odczytałem jako zachętę do dalszej penetracji. Ona tym czasem wróciła do pieszczenia ojca. Kiedy jego ojciec nabrzmiał nieco wzięła go do ust. Dla mnie to było za wiele, jeszcze trzy ruchy i moim podbrzuszem targnął skurcz. Nawet nie pomyślałem o tym, że mógłbym szczytować na zewnątrz, fale uderzały jedna po drugiej a ja wlewałem spermę we własną matkę. Opadłem na poduszkę nadal przylegając do niej mocno, kiedy mój penis zwiotczał sam wysunął się z niej wraz ze strugą białego płyny. Mama uniosła się i pochylając nad moim uchem  wyszeptała

    – możesz być z siebie dumny, a teraz uciekaj do siebie tygrysie – rozkazała.

    Kiedy wychodziłem z łóżka mam dosiadła w rozkroku śpiącego ojca wprowadzając w siebie jego fiuta.

    Kiedy odwróciłem się w drzwiach sypialni widziałem pomiędzy jego szeroko rozłożonymi nogami białą strużkę mojej spermy ściekającą po jądrach.

    -No nic, chyba jednak powinienem zostawić ich samych – pomyślałem i ciągle nagi udałem się pod prysznic.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Kruchy
  • Rodzinnie III

    Od tego momentu moje relacje z rodzicami weszły na inny wymiar. Po pierwsze zaczęli traktować mnie jak dorosłą osobę. Po drugie sytuacja podobna do tej jak pamiętnego wieczoru nigdy się nie powtórzyła i nikt nawet nie wspomniał, ale coś wisiało w powietrzu. Na przykład to co wydarzyło się w jacuzzi….

     

    Zwyczajem w naszym domu było wspólne saunowanie, w piątki, lub soboty wieczorem ojciec odpalał saunę, która znajdowała się w naszym ogrodzie i spędzaliśmy tam wieczór, na wspólnych pogaduchach.

    Tak był i tym razem, to był chyba październik lub listopad, bo wieczór był już zimny. Siedzieliśmy całą rodziną w saunie rozmawiając o wszystkim i o niczym co jakiś czas ktoś zmęczony gorącem wychodził na chwilę by się schłodzić.

    Po saunie rytuałem było jacuzzi, które bardzo lubiłem, szczególnie w takie zimowe wieczory. Nim wyszliśmy całą rodziną z sauny mama poprosiła mnie bym przyniósł jej i ojcu po lamce białego wina, mrugając do mnie porozumiewawczo, co zrozumiałem jako przyzwolenie do poczęstowania się przy rozlewaniu. Układ był jasny, nie mogłem spożywać alkoholu przy młodszym rodzeństwie. Ochoczo wykonałem polecenie wypijając, przy rozlewaniu do kieliszków co najmniej dwa kieliszki wina duszkiem. Więc gdy doszedłem do jacuzzi już nieźle kręciło mi się w głowie zarówno z powodu wcześniejszego saunowania, ale myślę, że przede wszystkim z powodu wina. W związku z tym że nie ubierałem się po wyjściu z sauny całą operację wykonywałem nago ciesząc się chłodem okalającym spocone ciało.

    Wsunąłem się do ciepłej wody obok mamy. Paweł i Ania zajęli miejsca naprzeciw. Zamroczony winem odchyliłem głowę do tyłu i pozowliłem bombelką pieścić moje nagie ciało zapadając w błogi półsen. Po jakimś czasie poczułem rękę pieszczącą wewnętrzną stronę mojego uda i śmiało zmierzającą coraz wyżej, pieszcząc moje jądra i z powrotem zmieerzającą w kierunku uda. Nie musiałem otwierać oczu by wiedzieć, że to mama siedząca po mojej prawej stronie.

    – weż go do ręki pomyślałem – bo mój wojownik stał już gotowy do walki, ale ona  z premedytacją omijała tą część mojego ciała.

    Nie to nie – pomyślałem. Tak się bawić nie będziemy. Zaraz trzeba będzie wyjść i ani myślę występować z potężnym wzwodem. Obróciłem się do wszystkich tyłem, bąbelki masowały mój brzuch a ja postanowiłem się odwdzięczyć i zacząłem wodzić prawą ręką pod wodą po udzie mamy.

    Paweł i Ania siedzieli w wodzie kilka centymetrów dalej nie świadomi tego co się dzieje po naszej stronie ogromnej wanny.

    Zerknąłem na mamę – leżała z przymkniętymi oczami – widać było że jest jej dobrze, zacząłem więc pieścić coraz wyżej zmierzając do jej krocza, a kiedy tam dotarłem zastałem inną rękę… to był tata. Nasz wzrok spotkał się ponad głową mamy. Wycofałem się starając się by rodzeństwo nić nie zauważyło.

    – jak się bawicie dzieciaki? – zapytała mama – bo ja wybornie – dopowiedziała rozleniwionym tonem.

     

    Innym razem gdy szykowałem się w sobotę wieczorem do wyjścia z kolegami ktoś zapukał do drzwi łazienki.

    –Adam, otwórz to pilne….

    Super – trzy łazienki w domu ale pilne rzeczy trzeba załatwiać akurat w tej w której ja jestem.

    Owinąłem się ręcznikiem i odblokowałem zamek drzwi. Do środka wślizgnęła się mama a za nią ojciec.

    – Chłopaku, jesteś już facetem trzeba coś zrobić z tym mysim zarostem na twojej twarzy – zawyrokował ojciec.

    Wziął swoje przybory do golenia. Nałożył mi piankę do golenia i zaczął golić delikatnymi ruchami, tłumacząc jak używać maszynki. Mama siedziała na sedesie przyglądając się temu wszystkiemu, gdy pozwolił mi skończyć się golić nałożyłem na twarz sporą ilość jego wody po goleniu. W tym czasie zamienili się miejscami. Ojciec usiadł na toalecie a mama jednym ruchem zsunęła mi ręcznik z bioder

    – tam też trzeba dbać o wyglad – powiedziała zerkając w dół.

    Wzięła do ręki trymer ojca do przystrzygania brody i uklękła naprzeciwko mnie. Oparłem się  pupą o umywalkę a ona zaczęła przystrzyganie, kiedy wzięła do ręki mojego członka by przystrzyc trudno dostępne miejsca ten momentalnie zareagował wykazując gotowość do dalszych zajęć. Ona jedna tym nie przejętea dokończyła przystrzyganie zostawiając małą kempkę krótkich włosków i posmarowała miejsce operacj balsamem.

     

    Sam nie wiedziałem jak mam rozumieć zachowanie rodziców. Chętnie powtórzyłbym z nimi łóżkowe zabawy, ale przecież to nie jak powinienem wychodzić z inicjatywą, bo niby jak. Z drugiej strony jak miałem rozumieć to co zdarzyło się w jacuzzi, łazience i kilku temu podobnym sytuacjom?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Kruchy
  • Rodzinnie IV

    Kilka razy w roku nasi rodzice wyjeżdżali służbowo na kilka dni. Kolejny taki wyjazd wypadł pod koniec czerwca. To były ostatnie dni szkoły – ten czas gdy oceny już wystawione a wszycy myślą o wakacjach. Miało ich nie być prawie dwa tygodnie. Przekazali mi kartę Visa, i przykaz bym opiekował się bliźniakami. Ania i Paweł mieli już po 16 lat, każe z nich żyło w swoim świecie, opieki nie wymagali, wręcz jej sobie nie życzyli, więc nie było to jakieś wielkie wyzwanie. Zasada była jedna – żadnych imprez w domu. Nikt jednak nie powiedział, że na imprezy chodzić nie wolno. Więc gdy nadszedł piątkowy wieczór wziąłem prysznic, wbiłem się w najlepszą koszulę i udałem się do Kacpra.

    Impreza okazała się jednak niewypałem, kiedy przyszedłem wszyscy byli już mocno wstawieni a gospodarz był w bardzo złym chumorz, ponieważ ktoś rozbił ulubiony wazon jego mamy, podobno cholernie drogi. Wypiłem więc piwko i zabrałem się do domu. Po wyjściu z taksówki, pomyślałem, że zapalę jeszcze papieroska na tarasie, przeszedłem więc na tył domu. Przez duże, tarasowe okno widać było nasz salon oświetlony jedynie światłem telewizora. Moje młodsze rodzeństwo oglądało film…. Porno.  Nieźle się dzieciaki bawią. Obydwoje z przejęciem wpatrywali się w ekran wielkiego telewizora, wymieniając jakieś uwagi, których nie mogłem usłyszeć.

    Paweł jedynie w spodniach dresowych. Ania w spodenkach i luźnej bluzce – stroju w którym miała zwyczaj spać. W kroczu mojego brata widać było wyraźne wybrzuszenie. Uniósł biodra i zsunął dresy, nie miał majtek a jego naprężony członek uderzył w podbrzusze. Zaczął go powoli masować. Siostra udawała, że nie patrzy, widziałem jednak, że zerka kątem oka na to co robi brat, który w pewnym momencie przerwał i coś do niej powiedział. Uniosła się i stanęła naprzeciw niego, widać było, że trochę się wacha. Paweł zsunął jej spodenki, które opadły do kostek, na wysokości twarzy miał kępkę jej włosów łonowych, zaczął nieśmiało się nimi bawić. Pieścił jej brzuch i pośladki, nie bardzo jednak wiedział jak się za to zabrać, bo Ania przyklęknęła na podłodze i zaczęła przyglądać się jego stojącemu fiutowi. Powiedział coś do niej a mina wskazywała, że zachęca do większej śmiałości. Dziewczyna zaczęła zapoznawać się z jego anatomią, wodząc ręką po członku przyglądała się napletkowi zakrywającego i odrywającego nabrzmiałego żołędzia. Zsunęła rękę na jądra, jakby sprawdzając ich wielkość i twardość. Gdy ponownie wróciła do penisa złapała go już pewniej. Rytmicznie, ale niezbyt szybko zaczęła wodzić ręką od czubka po sam trzon. Na wynik tej pracy nie trzeba było długo czekać, Paweł wystrzelił. Siostra niespeszona nadal trzymała fiuta kierując kolejne porcje spermy na brzuch brata, skurcze jeszcze bardziej uwidaczniały jak jest umięśniony.

    Gdy ostatnia porcja znalazła swoje ujście Ania przejechała palcem po torsie brata mocząc go w białym płynie. Wsadziła go do ust, smakując jakby to był krem z tortu. Paweł chyba nawet tego nie zauważył, leżał z przymkniętymi oczyma. Gdy się wyprostował powiedział coś do siostry patrząc wymownie na jej cipkę, ona jednak pokręciła głową, pocałowała go w policzek podniosła z ziemi swoje majtki i poszła na górę zostawiając go nagiego. Jego głowa ponownie opadła w zagłówek tapczanu.

    Odczekałem chwilę i najciszej jak potrafiłem otworzyłem drzwi tarasowe.

    ¾     Nieźle się młody bawisz

    Na ekranie ciągle leciał film na którym jądra odbijały się o czyjeś piękne pośladki. Poderwał się zdenerwowany nie wiedząc czy najpierw wyłączyć telewizor czy ubrać spodnie. Stałem z rozbawionym wyrazem twarzy patrząc jak się miota.

    – Widzę, że już po wszystkim – zerknąłem wymownie na jego mokry brzuch, sperma zaczęła spływać w kierunku jego włosów łonowych – zapraszam więc na papierosa

    Sięgnął po spodnie.

    – Zostaw to – warknąłem sam nie wiedząc czemu.

    Na tarasie poczęstowałem go papierosem. Usiedliśmy w fotelach ogrodowych naprzeciw siebie.

    Sprawiało mi dziwną przyjemność oglądanie nago z dowodem winy na brzuchu, nie było widać, żeby krępował się nagością, często widzieliśmy się nago. Głupio mu było, że znalazł się w takiej sytuacji i bał się chyba o to czy widziałem Anię. Nie zamierzałem się przyznawać, jaką przyjemność sprawiło mi ich oglądanie. I miałem nadzieję, że jeansy dobrze ukrywają moje podniecenie.

    – Czy ty chłopaku jesteś poważny? Co by było, gdyby Anka cię nakryła? Nie możesz trzepać przed laptopem u siebie w pokoju, jak każdy normalny człowiek?

    – Tak jakoś wyszło, powiedział ze spuszczoną głową.

    Nic nie powiedziałem. Gdy skończył palić poszedł do domu w salonie podniósł z podłogi swoje spodnie i nagi udał się na górę. Kiedy zostałem sam rozpiąłem spodnie, musiałem rozładować napięcie, po tym wszystkim co zobaczyłem. Zacząłem również kombinować co zrobić by powtórzyć zabawy rodzeństwa, tym razem z moim udziałem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Kruchy