Blog

  • Rodzinnie V

    Bliźniaki wyjechały do dziadków pomóc w pracach wokół domu, wrócić miały dopiero następnego dnia po śniadaniu
    Usłyszałem łoskot zbyt otwieranych drzwi, to mam wróciła ze spotkania z koleżankami. Oglądałem telewizję w salonie, weszła stanowczo zbyt chwiejnym krokiem i usiadła obok mnie.
    – Uf, ale się dobrze bawiłam, mógłbyś mamusi nalać wody do wanny?
    – Jasne
    Poszedłem do góry i nalałem wody do wanny. Myśląc jednocześnie – jeśli to się nie uda dzisiaj to nigdy.
    – Gotowe, zapraszam
    Mam weszła do łazienki, nie usłyszałem trzasku zamykanych drzwi. Plus dla mnie. Dałem jej chwilkę, lubiła długo leżeć w wannie pełnej piany. Zszedłem na dół i przygotowałem dwa potężne drinki whiski z colą. Rozebrałem się u siebie w pokoju i wślizgnąłem do łazienki.
    – Mamo mogę się szybko wymyć?
    – Wskakuj – odparła leniwie
    Położyłem dwie szklanki na obrzeżu wanny, gdy usłyszała ich brzdęk uchyliła oczy
    – Wiem co kombinujesz rycerzu, ale bez zgody taty nic z tego.
    Jasne, pomyślałem, tak długo nie miałaś faceta, że pewnie potrzebujesz tego tak samo jak ja. Uśmiechnąłem się jednak tylko i podałem jej drinka, którego proporcje dobrałem odpowiednio na potrzeby sytuacji. Sączyliśmy drinki, nasze nogi stykały się pod pianą w dużej wannie i widziałem, że mamie jest coraz bardziej błogo, pod wpływem alkoholu i ciepłej wody odpływała coraz bardziej. Wyszedłem z wanny, wytarłem się ręcznikiem zgasiłem główne światło w łazience i zapaliłem to przy lustrze.
    – Pora wyjść, droga pani.
    – Masz rację, podaj mi szlafrok, proszę.
    Kiedy wyszła z wanny zacząłem ją wycierać. Stała z przymrużonymi oczyma. Gdy była w miarę sucha pomogłem założyć jej szlafrok i odprowadziłem do sypialni.
    Gdy dotarliśmy do łóżka nawet nie zamierzałem szukać jej koszulki nocnej położyłem mamę i przykryłem kołdrą, sam nagi położyłem się obok. Leżała na boku zacząłem gładzić jej gładką skórę na pośladkach, ramieniu.
    Przylgnąłem biodrami do jej wypiętej pupy.
    – Adam proszę powiedziała szeptem, lecz wypięła się jeszcze bardziej.
    Tak myślałem, potrzebujesz tego, tak samo jak ja. Tygodnie bez ojca musiały dawać się jej we znaki. Obróciłem ją na plecy, rozchyliła nagi a ja zacząłem pieścić językiem jej cipkę, jęknęła i chwyciła mnie za włosy przyciskając do łona i prężąc biodra. Bardzo szybko wszędzie zaczęło być pełno jej soków, spływały w dół po jej pośladkach a ona ciągle przyciskała mnie do swojej cipki. Wspiąłem się wyżej i zacząłem ocierać się członkiem o jej wilgotną i ciepłą szparkę. Wszedłem jednym długim pchnięciem. Posuwałem ją najmocniej jak umiałem, wynagradzając sobie te wszystkie dni postu. Mama leżała pode mną z rozłożonymi nogami, zamkniętymi oczami, pojękując cicho.
    Tak to nie będzie, pomyślałem, jutro udasz, że nie pamiętasz co się stało, albo zrzucisz wszystko na alkohol. Wyszedłem z niej, i przeniosłem się z naprężonym członkiem nad jej głowę. Otworzyła oczy, patrząc wyczekująco na mnie. Spojrzałem wymownie na swojego nabrzmiałego żołnierza mokrego od jej soków. Dwa razy nie trzeba był jej powtarzać zaczęła go ssać i musicie mi wierzyć znała się na tym, po chwili nawet moje jądra były mokre od jej śliny. Teraz to ona przejęła inicjatywę pchnęła mnie tak że opadłem na plecy weszła na mnie okrakiem i zaczęła ujeżdżać, powoli, niemal po sam koniec fiuta, po to by za chwilę opaść na niego z impetem. Nie odpowiadało mi takie wolne tępo, ale rekompensowałem je sobie zabawą jej piersiami, które falowały przed moimi oczami, całowałem je, ugniatałem, ssałem sutki, z takim zapałem, że bałem się czy sprawiam jej ból. Jednak na twarzy widać było jedynie rozkosz. Poczułem jej skurcze na członku, przestała się kontrolować, dobrze, że bliźniaków nie był w domu, bo jęki z pewnością by ich obudziły. To był dla mnie jasny sygnał, wystrzeliłem w jej wnętrze potężne salwy spermy. Mama opadła na mnie i wyszeptała mi do ucha
    – Dziękuję kochanie
    Wyszła do łazienki a ja usnąłem wyczerpany ale spełniony,
    Kiedy się obudziłem budzik na nocnej szafce wskazywał 9.30 rano. Pełny pęcherz domagał się wizyty w toalecie. Trudno oddać mocz w pełnym wzwodzie, ale jakoś się Udało. Wróciłem do sypialni rodziców i wsunąłem się pod kołdrę przytulając się do pleców mamy. Śmiało przylgnąłem do niej łapiąc ją za piersi. Ojca nie było, i do póki nie wróci jest moja. Napajałem się tą myślą czując w członku coraz większe pulsowanie. Przycisnąłem go mocniej do jej pośladków. Wsunąłem palce pomiędzy jej srom, była jeszcze mokra od naszych soków, które zmieszaliśmy wieczorem. Nawet się nie zastanawiając wsunąłem się w nią z całym impetem. Chyba się obudziła, bo starała się odsunąć biodra, ale moje poranne podniecenie było silniejsze. Przekręciłem się na nią i przygniotłem swoim ciałem. Leżała na brzuchu, przyjmując kolejne pchnięcia. Lewą rękę wsunąłem pod jej biodra, palcami stymulując miejsce w którym mój twardy aż do bólu członek w nią wchodził. Prawą wplotłem w jej włosy. Kilka takich pchnięć i uderzenia spermy zaczęły ją wypełniać.
    Kiedy opadłem na plecy pozostała w swojej pozycji na brzuchu, moje nasienie spływało między jej wargami na pościel, łóżka, które do tej pory dzieliła z mężem. Jej twarz ukryta była w poduszce, lecz ja mogłem zobaczyć twarz młodszego brata Pawła, który przez uchylone drzwi sypialni patrzył na nagiego członka swojego brata błyszczącego od soków naszej mamy i jej wypięte pośladki między którymi ściekały białe smugi mojej spermy.
    Kiedy nasz wzrok się spotka Paweł odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę swojego pokoju.
    Wsunąłem rękę między pośladki mamy dotykając jej sromu i wejścia do pochwy. Mocno.
    –  Do powrotu ojca jesteś moja. Powiedziałem stanowczo i poszedłem porozmawiać z Pawłem.
    Kiedy wszedłem do pokoju popatrzył na mnie z wściekłym wzrokiem
    – Oszalałeś, wszystko powiem tacie.
    – Powiedz mu również o tobie i Ance
    – My…. Zająkał się, nic nie robimy.
    – Paweł widziałem was razem.
    – Ale ja jej nie posuwam, ale pewnie byś chciał, prawda?
    – Spuścił wzrok.
    – Ja też, a najchętniej razem z tobą, może spróbujemy coś zaaranżować, co ty na to?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Kruchy
  • Licytacja niewolnikow

    Budzik godzina 7:30. Adam jeszcze zaspany idzie pod prysznic. Piętnaście minut później jest już obudzony i gotowy na kolejny zmarnowany dzień w szkole. Jak co dzień chwycił swój plecak telefon i podążył do kuchni żeby zjeść śniadanie. Idą co kuchni zauważył że jego ojciec siedzi przy kuchennym stole, trzeźwy. Ogolony, ładnie ubrany popija poranną herbatę, obok siedzi mama Adama zapłakana. Widok mamy nie był dla Adama nowością w domu, ale widok taty już tak.
    – Siadaj! – Powiedział Ojciec. Tylko ze względu na szkołę zrobił posłusznie to co ojciec kazał. Mama podała mu talerz z kanapkami i herbatę.
    – Zjedz i wychodzimy. Dzisiaj masz dzień wolny od szkoły. – Oznajmił ojciec.
    – Nidzie z tobą nie pójdę! Już wolę iść do szkoły. – Odpyskował Adam. Dla niego ojciec był zwykłym zerem.
    – Nie pytałem cię czy chcesz, powiedziałem, że wychodzimy. – ojciec uderzył chłopaka w głowę.
    – Naprawdę, uważasz że to dobry pomysł? – spytała zapłakanym głosem mama.
    – A masz lepszy pomysł. Musimy za coś żyć. – odpowiedział ojciec. – No zjadłeś napoiłeś się to wychodzimy no już.
    Ojciec Adama to bezrobotny pijak, którego życie od dawna nie miało najmniejszego sensu. Adam gardzi swoim ojcem jeszcze kiedyś było mu żal matki ale teraz to oboje są siebie warci. Po prostu z nimi mieszkał bo byli jego prawnymi opiekunami.
    – No to co tym razem wymyśliłeś? – Zapytał z ironią Adam.
    – Zobaczysz jak dojedziemy na miejsce.
    Pięć minut później byli już w miejskim autobusie. Ojciec nie chciał odpowiedzieć na żadne Adama pytania. Po prostu miał być cierpliwy. Po kolejnej chwili stali już przed ogromnym, bogato zdobionym domem. Właściciel z pewnością należał do ludzi bardzo zamożnych. Adam co prawda w niektórych częściach miasta widział jeszcze bardziej luksusowe posiadłości, ale mimo wszystko osoby z tej klasy społecznej co on i jego ojciec, raczej nieczęsto mają okazję zawitać do tak pięknych will.
    Po chwili oczekiwania otwarły się duże drewniane drzwi, a miły lokaj poinformował ich, że pan domu oczekuje na nich w swoim gabinecie na końcu korytarza. Ojciec wydawał mi się mocno zdenerwowany i co chwilę oglądał się za siebie, jakby obawiał się, że jest śledzony. Gdy weszliśmy do gabinetu Adam zauważył stróżki potu na czole jego czole.
    Pan domu okazał się być niskim, puszystym mężczyzną po pięćdziesiątce. Mimo niewielkiego wzrostu wydawał się być człowiekiem władzy, przed którym inni powinni klękać na kolana. On jednak kazał Adamowi usiąść w jednym z foteli naprzeciwko.
    – Pan może wyjść – zwrócił się do ojca. – Proszę się udać do sekretariatu. Drzwi obok. Pani Zofia się z panem rozliczy i to by było na tyle. Dziękuję.
    Ojciec posłusznie skinął głową i opuścił gabinet. Adam nie byłby zaniepokojony gdyby nie to, że po chwili usłyszał dźwięk zamka. Został sam na sam ze starszym od ciebie mężczyzną, który bacznie mu się przyglądał, po chwili rozsiadł się w swoim fotelu, eksponując swój okrągły brzuch, który jak się zdawało chciał rozedrzeć odrobinę za małą koszulę. W głowie Adama cały czas było słychać słowa „Pani Zofia się z panem rozliczy…” co to mogło oznaczać i co on sam miał z tym wspólnego? Z zamyślenia wybił go pan domu.
    – Cóż, Adamie. Wyglądasz jeszcze lepiej niż na zdjęciach – powiedział niskim, ale poważnym głosem. – Postaram się szybko wyjaśnić twoją sytuację. Otóż twój ojciec postanowił cię sprzedać. – Adam nie mógł uwierzyć w żadne słowo, które wypowiadam starszy mężczyzna. Na początku myślał, że to jest tylko głupi żart ale gdy spojrzał mu wprost w oczy, zaczął mieć wątpliwości, czy on przypadkiem nie mówi on tego poważnie.
    – Tak, zostałeś sprzedany. Ja cię kupiłem. Po co?- z pewnością się zastanawiasz. Otóż aby cię sprzedać komuś kto zapłaci mi jeszcze więcej, a gdy tak sobie na ciebie patrzę, zdaje się, że możesz być naprawdę niezłym interesem Adasiu. – Mężczyzna mówił dalej tak jakby to było coś zupełnie normalnego, a Adam nie miał odwagi by mu przerwać. – Trafiłeś do świata kompletnie innego niż dotychczas ci znany. Czytałeś kiedyś Harry’ego Pottera? Wyobraź sobie, że do tej pory żyłeś wśród mugoli, a teraz nagle odkrywasz istnienie czarodziejskiego świata, który istnieje tuż obok wszystkiego co do dziś znałeś. Ale nie myśl sobie, że paramy się tu magią! Nie, nic z tych rzeczy! Od dziś stajesz się niewolnikiem, wszystkie twoje prawa, które miałeś w swym normalnym świece zostają ci odebrane, do czasu gdy ktoś cię jakimś obdaruje. Na mnie nie licz, bo już jutro będziesz miał nowego właściciela, który sam zdecyduje co ci wolno.
    Adam słuchał go jak w transie. „Czy to nie sen? Koszmar?” myślał w duchu, ale uszczypnięcie się w rękę nie wywołało innego rezultatu, niż pełen politowania uśmiech pana domu.
    – Wezwę policję! Jak pan może wygadywać takie rzeczy. Niech pan tylko spróbuje coś mi zrobić! Chcę wyjść natychmiast. Jeśli nie pojawię się w szkole na pewno będą mnie szukać! – Chłopak wyją telefon i zaczął wykręcać 112
    – Próbuj dzwoń. Nie ma zasięgu jak mi przykro. A Policja? Ha ha ha! – roześmiał się mężczyzna. – Policja jest na naszych usługach. Politycy są na naszych usługach. Dziennikarze, lekarze, biznesmeni, ludzie show-biznesu, urzędnicy, czy nauczyciele są naszymi członkami. Mamy wszędzie swoich ludzi Adasiu. Nic nie jest w stanie zniszczyć naszego świata, bo jest on zbyt dobrze zabezpieczony. I to twoja pierwsza lekcja.
    Zasada numer 1:
    Nie próbuj nigdy grozić swemu właścicielowi, bo jedyne co na ciebie wtedy czeka to sroga kara.
    Gdy mężczyzna jeszcze omawiał sprawy organizacyjne do sali wszedł mężczyzna ubrany na czarno dość mocno napakowany metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Staną zaraz przy drzwiach z rękami za plecami. Stał bez słowa.
    – Dawid zabierze cię do twojej kwatery. Tylko proszę cię nie rzucaj się nie chcemy żebyś coś sobie zrobił. Jutro odbędzie się licytacja i będziesz moją prawdziwą perełką, więc wyśpij się dobrze!
    Dawid jednym ruchem podniósł Adama z fotela a następnie zgiął w pół i wyprowadził z Sali. Szyli tak najpierw długim korytarzem a potem schodami w dół dwa piętra z każdym stopnie robiło się ciemniej. Adam nic nie widział w tej pozycji tylko podłogę. Gdy weszli do jakiegoś pomieszczenia oślepiło go jasne światło. Mężczyzna wepchną go środka.
    – Teraz wyjmuj wszystko co masz w kieszeniach i rozbierz się ze wszystkiego łącznie z majtami i skarpetkami. – powiedział Dawid a następnie staną w tej samej pozycji co wcześniej.
    – Chyba sobie jaja robisz nic nie będę wyciągał ani nie będę się rozbierał, pojebało cię.
    – Co wam to daje to ja naprawdę nie wiem. Przecież prędzej czy później i tak robicie to co chcemy. Dzisiaj nie mam do ciebie siły, więc zrobimy to na moich zasadach, ok? – Dawid wyją z kieszeni kajdanki popchną Adama na stolik który znajdował się w pomieszczeniu a następnie przypiął go do wcześniej przygotowanego uchwytu. Tak, że Adam nie miał żadnej możliwości ruchu.
    – No to teraz sprawdzimy co tam nasza kruszyna ma w tych swoich kieszeniach i nie tylko. – Szybko zaczął opróżnić kieszenie Adamowi.
    – Stary, spierdalaj z tymi swoimi łapskami ode mnie.
    – Ostrzegam cię, zamknij się albo skończy się to o wiele gorzej dla ciebie. – W tym momencie Adam lekko myśląc kopną mężczyznę w przyrodzenie. Dawid nawet się nie ugiął tylko podszedł do szafki chwycił za chusteczkę i nasączył ją z chloroform. Zwinnym ruchem ręki przyłożył Adamowi do twarzy wilgotną chusteczkę. Chłopak starał się uciec od jego silnych ramion, jednak już po kilku sekundach ogarnęła go ciemność. Zasnął na kilka długich godzin.

    ***
    Gdy otwarł oczy i uświadomił sobie, że rozmowa z owym panem domu nie była tylko koszmarem. Oddychał z przerażeniem. Znajdował się w niewielkim pomieszczeniu ze słabym światłem i czymś co nie przypominało za grosz łóżek a było nimi. Każde z nich było zajęte przez innych chłopców i dziewczyny. Wszyscy spali oprócz jednego, znajdującego się naprzeciwko Adama.
    – Cześć! Jestem Marcin – przedstawił się. – Widziałem jak cię tu wnosili. Fajnie, że zapełniłeś już ostatnie łóżko, bo pewnie oznacza to, że w końcu będzie ta licytacja.
    – Yyyy, licytacja… yyyy, tak, chyba tak – wyjąkał Adam.
    – Ja tu siedzę już trzy dni, ale niektórzy prawie dwa tygodnie, czekając aż zbierze się nas dziesięciu. Wiem co nieco o tutejszym świecie. Rodzice mi opowiedzieli. Nie chcieli mnie sprzedać, ale trudna sytuacja w jakiej się znaleźli zmusiła ich do tego. A mojego starszego brata nie udało się sprzedać. Podobno był zbyt brzydki.
    – Co? A więc wiesz wszystko o sytuacji, w której się znaleźliśmy? – wyszeptałem, bojąc się, że ktoś może mnie usłyszeć.
    – Jasne. Większość nic nie wie, ale mnie rodzice poinformowali o całej sytuacji. Nie chciałem żeby mnie sprzedali handlarzowi niewolników, ale chyba nie mieli innego wyboru.
    – I za ile cię sprzedali? – zapytałem, obawiając się, czy nie jest to zbyt delikatny punkt.
    – Jakieś siedemdziesiąt tysięcy. Słyszałem, że za niektórych chłopaków płacą jeszcze więcej, ale muszą to być naprawdę lalusie. No i dziewczyny są więcej warte. Chyba nawet płacą za nie podwójnie.
    Adam Nie chciał wierzyć w to co słyszę. Nie miał jednak wątpliwości, że jego ojciec – pijak oddałby go za taką sumę z pocałowaniem ręki.
    – Dam ci jedną radę – kontynuował. – Bądź posłuszny i rób to co ci mówią, to twoje nowe życie będzie łatwiejsze.
    Zasada nr 2:
    Bądź posłuszny i rób to co ci mówią, to twoje nowe życie będzie łatwiejsze.
    Kontynuował dalej Marcin -Stąd nie ma odwrotu. Tym światem rządzi mafia. Największa, międzynarodowa mafia na świecie. Mają wtyki wszędzie, w prawie każdym kraju na świecie jest tak samo. Policja, czy jakiekolwiek inne służby bezpieczeństwa tolerują tą sytuację, a dziennikarze jeśli nie chcą milczeć są uciszani łapówką lub w skrajnych wypadkach strzałem w głowę. Gdy już raz przekroczy się próg tego świata, nie ma odwrotu. Będziemy z nim związani na zawsze. Twoje dane zniknęły z rządowych baz, osoba taka jak ty oficjalnie już nie istnieje.
    Adam słucham z przejęciem chłopaka ale w tym samym czasie przyglądał mu się dokładnie. Miał ładną zadbaną twarz, krótkie kruczoczarne włosy. Był szczupły, wysportowany i wyższy prawie o głowę od niego. Miał na sobie tylko białe slipki tak jak każdy inny chłopak na sali, włącznie z Adamem. W porównaniu z Adamem, który był zwykły, przeciętny szesnastolatek. Średniej długości proste blond włosy opadające na uszy, których fryzjer zaleciłby przycięcie. Odrobinę za blada cera, duże niebieskie oczy i mały nosek sprawiały że wyglądałem młodziej, niż by na to wskazywał jego wiek. Dziewczyny natomiast były ubrane w jednoczęściowe body, które na pierwszy rzut oka wyglądało jak strój kąpielowy.
    Nagle drzwi sali się otwarły a w nich stanął poznany wcześniej Dawid.
    – Pobudka! – krzyknął z taką siłą, że każdy śpiący nastolatek w mgnieniu oka się obudził. – Czas na licytację! Wszyscy szybko się umyć i stanąć w kolejce! Tutaj macie swoje nowe ubrania numerki na waszych ubraniach odpowiadają tym na wieszaku. Macie dziesięć minut. Pamiętajcie macie ładnie wyglądać bo dzisiaj poznacie swych nowych właścicieli!
    W pomieszczeniu zrobiło się zamieszanie. Wszyscy pobiegli jak najszybciej do łazienki, znaczy do czegoś takiego. Było to pomieszczenie z prysznicem i po drugiej stronie były cztery dziury w podłodze. To były toalety. Nikt się nie krępował wszyscy szybko się rozbierali i wchodzili pod prysznic. Tylko Adam stał bez ruchu.
    – Chłopie weź się w garść i zacznij się przebierać bo wszyscy będziemy musieli na ciebie czekać i tak już czekaliśmy długo – powiedział jeden z chłopaków, Adam nie znam jego imienia.
    W pokrowcach na wieszakach okazało się, że jest nowa para slipek dla chłopaków i body dla dziewcząt. 10 to był numerek Adama.

    ***
    Po krótkim przemarszu wąskimi korytarzami weszli do dużego pomieszczenia przypominającego salę kinową. Wszyscy nastolatkowie przeznaczone na licytację stanęliśmy na podwyższonym podeście. Mimo ostrego światła skierowanego na naszą dziesiątkę Adam był w stanie rozejrzeć się. Na przeciwko umiejscowili się ludzie, niczym publiczność, oczekująca na dobry film, który zaraz pojawi się na ekranie. Ale to oni byliśmy tutejszą atrakcją, a oni przyszli tu, by przebijać się w licytacji. Tych osób było około pięćdziesięciu, prawie wszyscy byli mężczyznami, ale kilka kobiet również.
    – Panie i panowie, witam wszystkich na mojej licytacji! – przemówił przez mikrofon pan domu. – Przede wszystkim witam nowych gości, którzy wcześniej nie mieli okazji tu być. Mam nadzieję, że przekonają się państwo iż dostarczam tu towar najwyższej klasy i jakości, i z chętnie wezmą państwo udział w jego zakupie! Dziś mam do zaoferowania cztery słodkie dziewczęta i sześciu ładnych chłopców. Licytujemy każdego po kolei, zachowując chronologię ich dotarcia pod moje skrzydła. Życzę powodzenia i udanych zakupów!
    – „A więc będę zlicytowany ostatni” – pomyślał Adam ponieważ ostatni został dostarczony panu domu. Mimo chwilowo odroczonego wyroku serce biło mu głośno i zaczął szybciej i nerwowo oddychać. Na początku pomyślał, że wolałby gdyby to kobieta go zakupiła, ale po przyjrzeniu się ich twarzom na widowni szybko stwierdził, że co niektóre wyglądają surowiej niż większość mężczyzn zgromadzonych na sali.
    – Jako pierwsza, Zosia! – krzyknął do mikrofonu pan domu, a ostre światło wzmogło się kierując całą swą noc na niską, odrobinę przy kości dziewczynę. – Czternastolatka, cena wywoławcza to sto dwadzieścia tysięcy! Zapraszam do licytacji! – dodał głośno intonując ostatnie słowa.
    Na sali co chwilę słychać było przekrzykujących się ludzi. Po kilku minutach Zosia została sprzedana jakiemuś młodo wyglądającemu mężczyźnie za ponad dwieście tysięcy złotych. Następnie przyszła kolej na dwóch chłopaków i w końcu na Marcina.
    – Kolejny jest Marcin! Wysportowany szesnastolatek o twarzy anioła. Cena wywoławcza to sto tysięcy złotych. Zaczynamy!
    Na sali po raz kolejny zaczęła się słowna walka. W końcu pewien puszysty, na oko czterdziestopięcioletni facet wykrzyknął cenę stu osiemdziesięciu tysięcy i tym samym zniechęcił innych do dalszej licytacji. Adam Spojrzał na Marcina i w jego oczach dostrzegł po części strach, po części rozczarowanie. Sam miał nadzieję, że trafi na właściciela o lepszej prezencji.
    Minęło kolejne pół godziny, aż w końcu nadszedł najbardziej nerwowy moment w życiu Adama.
    – Przechodzimy, proszę państwa to ostatniej licytacji. To ostatnia szansa i liczę, że wszyscy z państwa wezmą w niej udział! Oto Adam! – ostre światła skupiło się na Adamie.
    Chłopak poczuł się zawstydzony. Teraz cała sala go obserwowała, a on był przecież tylko w małych slipkach.
    – Adam to szesnastolatek. Szczuplutki i bardzo zadbany blondyn. Cena wywoławcza to sto tysięcy! Powodzenia!
    Z sali kolejny raz słychać było krzyki ludzi zainteresowanych kupnem, tym razem jego samego.
    – Sto dziesięć!
    – Sto dwadzieścia! – zdawało mu się, że zna ten głos.
    – Sto trzydzieści!
    – Sto czterdzieści! – znów ten sam głos.
    Próbował dojrzeć kto to, ale mocne światło kompletnie go oślepiało.
    – Sto pięćdziesiąt – krzyknęła jakaś kobieta
    – Sto sześćdziesiąt – znów ten głos! Poznał go! To ten sam facet, który kupił Marcina!
    Serce zaczęło bić mu jeszcze szybciej.
    – Sto siedemdziesiąt!
    – Sto osiemdziesiąt! – po raz kolejny ten sam facet!
    Dłuższa chwila.
    Nerwowy moment.
    Oczekiwanie…
    – Sto osiemdziesiąt po raz pierwszy! – krzyknął pan domu – Po raz drugi! I po raz trzeci!
    Na sali zapadła cisza, po czym światło, które było skierowane na Adama, znów się rozproszyło. Ujrzał go, swojego nowego właściciela. Patrzył na Adama z zadowoleniem.
    – Gratuluję panu, panie…?
    – Twardowski, Janusz Twardowski – dokończył jego właściciel.
    – Gratuluję, panie Twardowski. Zakończył pan zwycięsko dwie licytacje. To naprawdę wspaniali chłopcy! Wszystkim państwu dziękuję za dzisiejszy wieczór – zwrócił się teraz do wszystkich. – Zwycięscy licytacji proszeni są o pójście za moim lokajem. Tam odnajdą Państwo swe zakupy, gotowe do podróży do państwa domów. Wybudzą się za około dziesięć godzin! To by było na tyle. Dziękuję jeszcze raz i zapraszam na kolejne licytacje! Dobranoc!
    A więc znów nas uśpią – pomyślał. Jutro obudzi się w kolejnym obcym miejscu. Na szczęście nie sam. Na szczęście będzie też Marcin.
    Dziesięciu ciemno ubranych mężczyzn podeszło za każdego ze zlicytowanych nastolatków. Adam poczuł chusteczkę przykładaną do jego ust. Zrobił się senny. Chciał spać… Usnął, na dziesięć godzin.

    ***
    Otwarł oczy i szybko odtworzył wydarzenia poprzedniego dnia. Starając się zachować zimną krew i pogodzić ze swoją sytuacją zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, w którym najprawdopodobniej przespał ostatnie godziny. Jasnożółte ściany pokoju o wielkości pięć na pięć metry. Dwa łóżka z po dwóch stronach. Adam na jednym, na drugim Marcin. Naprzeciw łóżek, w rogu pokoju znajdowały się drzwi, obok nich sporej wielkości komoda nad którą znajdowało się lustro pokrywające całą ścianę. Zarówno Marcin, jak i Adam nadal mieli na sobie tylko te same slipki, co podczas licytacji.
    – Marcin! Pssst! – wyszeptał najciszej jak się dało.
    Jego współlokator otworzył powoli oczy i podniósł się ociężale.
    – Hej Adam! Fajnie, że trafiliśmy tu razem! – powiedział. – W dwójkę zawsze raźniej. Może nie będzie tak źle z tym panem Januszem.
    – Mam taką nadzieję – odrzekł, po chwili zastanowienia.
    W tym momencie otwarły się drzwi, a w progu stanął Janusz Twardowski. Dopiero teraz Adam miał okazję dokładniej przyjrzeć się swojemu właścicielowi. Był jednocześnie siwiejącym i łysiejącym facetem. Sporej wielkości wąs podkreślał jego wiek i sprawiał, że jego puszysta twarz wydawała się jeszcze większa. Ubrany był w dżinsy, i koszulę z krótkim rękawem, która opinała się na jego pokaźnym brzuchu. Nie wyglądał jak członek bogatej elity, ale patrząc na niego można było domyśleć się, że bieda mu nie doskwiera.
    – Dzień dobry, chłopcy. Witajcie w moim domu. – powiedział ciężkim, ochrypłym głosem.
    Mimo że stał kilka metrów od Adama, bez problemu wyczuwałem woń papierosów, co wyjaśniałoby dlaczego jego zęby były odrobinę pożółkłe.
    – Od dziś należycie do mnie i mam nadzieję, że okażecie się trafnymi zakupami. Na początek obejrzycie dom i zapoznacie się ze swoim codziennym harmonogramem. Za mną.
    Nie musiał podnosić głosu, ani intonować ostatnich słów, aby zyskać szacunek chłopaków. Sposób w jaki się wypowiadał powodował też, że Adam poczuł odrobinę strachu.
    Z pokoju wyszli na korytarz. Długi, z dużą ilością drzwi. Pan Janusz pokazał nam łazienkę, po czym poinformował, że w jednym z pokoi, mieszka jego wieloletnia niewolnica, którą być może będziemy mogli później poznać. Nie otwierał wszystkich drzwi. Domyślałem się, że w niektórych pomieszczeniach znajdują się jego rzeczy osobiste, których widokiem nie chce się dzielić. Za korytarzem wyszliśmy na salon. Duży, przestronny, z wieloma oknami. Za nimi rozciągał się widok na ogromny ogród otoczony co najmniej dwumetrowym kamiennym murem. Salon podzielony był na część jadalną i część wypoczynkową, w której znajdowała się duża kanapa, fotel, stolik, telewizor i kilka innych mebli
    – Czas na wasz harmonogram, chłopcy – powiedział, wyciągając swą rękę w kierunku Marcina i muskając go po policzku.
    Ten ani drgnął, zapewne ze strachu, że pan Janusz może się zdenerwować. Po chwili otrzymali po kartce A4, które mieli przeczytać i dobrze zapamiętać ich treść.

     

    Harmonogram dnia – Adam
    6:30 – Pobudka, poranna toaleta.
    7.00 – Prysznic. W dni parzyste prysznic razem z właścicielem.
    8.00 – śniadanie w jadalni przeznaczonej dla niewolników
    8.30 – w dni parzyste sprzątanie pomieszczeń niewolników, w nieparzyste – pomieszczeń właściciela
    10.00 – prysznic
    10.30 – w dni parzyste sprzątanie ogrodu, w nieparzyste sprzątanie garażu i piwnicy
    12.00 – prysznic
    12.30 – czas wolny
    13.00 – obiad w jadalni przeznaczonej dla niewolników
    14.00 – w dni parzyste czas z właścicielem, w nieparzyste – czas wolny
    16.00 – prysznic
    16.30 – czas wolny
    18.00 – przygotowanie kolacji
    18.30 – kolacja w pomieszczeniach dla niewolników
    19.00 – czas wolny, bądź do dyspozycji właściciela
    22.00 – cisza nocna

     

    – Dla waszej informacji, wszystko będzie obowiązywało od jutra. Dzisiaj zaczniemy od wspólnej toalety porannej i kilku przyjemnych zajęć. Od jutra będą obowiązywały wszystkie zasady. Dzisiaj musimy o was zadbać. – oznajmił pan Janusz.
    Chłopcy posłusznie podążyli za swoim właścicielem. Zeszli schodami w dół tam znów był długi korytarz i kolejne kilkanaście drzwi. Weszli do drugich na lewo. Było to pomieszczenie wyłożone płytami. Było podobne do łazienki we wcześniejszym miejscu. Na środku pomieszczenia były cztery ala barierki przymocowane do podłogi leżał na nich ręcznik. Wszystko było symetrycznie i w niedużej odległości od siebie. Gdy Adam się lepiej przyjrzał to zobaczył,że obok tych barierek z każdej strony jest haczyk przymocowany taki jak przy stoliku, kiedy Dawid go przypiął.
    – Macie tutaj bransoletki – Każdy dostał cztery bransoletki z kolejnymi haczykami jak przy kluczach. Mieli sobie je założyć na nogi i ręce.
    – Dobrze Marcin widzę, że ci szybciej poszło to pokażesz teraz swojemu koledze kolejny krok. Uklęknij przed tą barierką. – Gdy Marcin to zrobił Janusz przypiął mu nogi do podłogi. – teraz przechyl się do przodu tak aby twój podbródek był na kolejnej poręczy. A ręce zwieś o tutaj. – pokazał mu mężczyzna na dwa haczyki na ziemi i tak samo sprytnie przypiął mu ręce. – no bardzo ładnie. Teraz ty Adamie zrób to samo tylko zacznij od tej strony. – Adam nie pewnie, ale zrobił wszystko co mu mężczyzna kazał. Gdy mężczyzna skończył, stanął chwilę i popatrzył na swój zakup.
    – Chłopcy wasza codzienna poranna toaleta będzie wyglądać tak samo tle tylko że bez tych barierek. Dzisiaj jest to tylko przez to, że nie chcę żebyście uciekali. – Gdy Adam to usłyszał był jeszcze bardziej przestraszony niż był wcześniej. Całe jego ciało było spięte. – więc tak panowie tutaj dostaniecie po wiadrze, które zawsze podkładamy pod wasze piękne tyłki. Następnie oto tym urządzeniem czyścimy się od środka. Cały czas mężczyzna stał za plecami Adama, Adam nic nie widział. Mógł tylko bacznie słuchać swojego oprawcy. Janusz kontynuował. – tą końcówkę smarujecie lub ssacie w ustach – mężczyzna włożył ją do ust i possał przez chwilę. – I wkładacie w odbyt. – W tym momencie jednym ruchem włożył końcowkę do odbytu Adama.
    – Aaaała, kurwa. – Adam zawył z bólu. Ale jego członek drgnął z podniecenia. Mężczyzna dał mu solidnego klapsa. Jego blady pośladek miał na sobie odbitą Janusza rękę.
    – Za każde przeklnięcie będzie czekała was kara, dzisiaj że to dzień zapoznawczy odpuszczę ci ją.
    Zasada nr 3:
    Zakaz przeklinania.
    – Jeśli dzisaj zbierzecie 3 moje ostżerzenia jutro zaczniecie swój dzień od kary. – Mężczyzna gadał a Adam cały czas myślał o przedmiocie w swoim odbycie. Wydawał on mu się ogromny. – no to teraz na ciebie pora Marcin. – mężczyzna powtórzył czynność a Adamowi ukazała się malutka końcówka, która zgineła w odbycie Marcina. On ani drgnął. – bardzo ładnie Marcin, oby tak dalej. Teraz do pojemników wlewamy cztery litry wody, które tymi rurlkami połyną prosto do waszych jelit aby je oczyścić. – Adam na chwilę zapomniał o przedmiocie w dupie bo był bardziej przejęcty ilością wody która zaraz trafi do jego jelit.
    Tym razem Janusz zaczął od Marcina wlał wodę do pojemnika a nastę pnie zwolnił blokadę i woda popłyneła w dół. Adam widział jak Marcin drgną, ale nie pisną ani słowa.
    – Troszkę zwiększymy strumień. – mężczyzna przesyną bardziej blokadę a Marcin jękną – Oh, idealnie. – Janusz odszedł a marcin dyszał coraz głośniej.
    – Teraz twoja kolej Adamie. – Adam słyszał jak woda obija się o pojemnij i z przerażenia się spią cały. Znów poczuł końcówkę w odbycie. I pochwili strumień letniej cieczy wypływający z niej.
    Ała, ała – Adam zacisną pięści.
    – No nie bądź babą Adam, spójrz na swojego kolegę zobacz jak ładnie sobie radzi. – Adam słyszał jak Marcin jeczy, ale nie skarzy się i nagle w swoim odbycie czuję mocniejszy strumień.
    – Nie, nie proszę, nie tak szybko, proszę. – Janusz go zignorował.
    Podszedł do Marcina i pomasował go bo nawrzmiałym brzuchu.
    – Ała, przepraszam. – Powiedział Marcin.
    – Chłopcze trzeba rozmasować brzuch bo inaczej woda wszędzie się nie dostanie a już mamsz połowe za sobą.
    – Nie ja nie wytrzymam, zatrzymaj to już! Wyjmij to! – Krzyczał Adam, jednak Janusz podszedł do niego I przyłozył mu dwa razy w dupę tak, że teraz miał kiew solidnie odbite ręce. Potem podszedł do niego z przodu i chwycił go mocno za twarz.
    – Nigdy więcej nie podniesiesz na mnie głosu, nie powiesz do mnie na ty. Dla ciebie zawsze będę Pan. Zapamiętaj to.
    Zasada nr 4:
    Nie wolno krzyczeć na Pana.
    Zasada nr 5:
    Nie wolno zwracać się Pana na ty.
    W ciszy odczekali jeszcze pięć minut aż woda w pojemniku marcina się skończyła.
    – Dobrze marcin teraz poczekamy 10 minut aż twoje jelita jeszcze przetrawią wodę i pozwolę ci się oprónić.
    W tym czasie woda w pojemniku Adama też się skończyła.
    – Ty też czekasz Adam. – powiedział Janusz oschle.
    10 minut minęło, mężczyzna odpiął ręce Marcinowi, kazał mu się opszeć na piętach. Chłopak wyglądł jakby był w ciąży a następnie wyciągną końcowkę z odbytu. W tym samym momencie zawartość wyleciała z Marcina. W pomieszczeniu unosił się nie przyjemny zapach.
    – jak już wyleci z ciebie cała woda sam włożysz sobie końcówkę do odbytu i włączysz strumień. A teraz na ciebie Adamie – mężczyzna odpił ręce Adama ten usiadł automatycznie na pietach. Nie chciał zdenerwować mężczyzny bardziej. Czekał aż Janusz wyjmie końcówkę z odbytu. Ten natomiast przypiał Adama ręce do barierki przy kolanach i w takiej pozycji puścił jeszcze litr wody.
    – Nie proszę, nie wytrzymam. – Adamowi łzy popłyneły po policzach.
    – Adamie to nie jest twoja kara, to tylko dla twojego dobra. – odparł mężczyzna. Kucną naprzeciwko Adama i zaczął masować mu brzuch. Adam nie zważał na nic tylko płakał z bólu. Woda szybko spłyneła mężczyzna poczekał chwilę, która dla adama była wiecznością i wyciagnął końcowkę. Zawartość wyskoczyła z odbytu Adama prosto do wiaderka. Gdy adam się wyprorzniał Marcin już wkładał sobie końcowkę do odbytu.
    – Bardzo ładnie Marcinku, teraz wleje ci dwa litry wody a ty puść ja sobie tak szybko jak chcesz. Jeśli teraz będzie już nie dużo zabrudzeń to skończymy na dzisiaj. A jutro rano sam sobie zrobisz 4 litry.
    – Tak jest, panie. – odpowiedział Marcin.
    – Co tam i ciebie Adamie opróżniłeś już się? – Mężczyzna podszedł i uwolnił jego ręce. – Teraz zrobisz co marcin a włożysz sobie końcowkę do dupy a następnie puścisz najmocnieszy strumień.
    – Jak to, marcin ma jaki chce. – odpowiedział Adam i już tego żałował. – Przepraszam, panie.
    – O mój drogi, za późno na przeprosiny. Kara cię nie ominie . Włóż końcówkę do dupy albo sam ci ją tam włożę. – powiedział mężczyzna głosem podirytowanym. Adam natychmiast zrobił co kazał. Tym razem nie było to aż tak złe. Członek Adama znów drgną. – teraz przypnij prawą rękę do barierki. – Adam zrobił to bez wachania. Był przerażony ze pierwszego dnia czeka go kara. – Wleje ci 4 litry wody a ty puścisz ją najmocnjeszym strumieniem, bo razem z marcinem nie będziemy na ciebie czekać.
    Adam już miał coś powiedzeć, ale ugryzł się w język. Puścił wodę i poczuł dużo zimniejszą wodę w sobie ale tylko jęknął, nic nie powiedział. Po chili Janusz przypiął jego lewą rękę
    – Marcin wyjmij już swoją końcówkę i wypróżnij się. – Marcin posłusznie zrobił co mu kazano. Adam siedział na piętach widać było, że jest spięty. – teraz marcin odepnij swoje nogi wyrzyj odbyt ręcznikiem i podejdź tutaj do nas. Klęknij przed Adamem.
    Marcin szybko zrobił co pan kazał i po chwili już klęczał przed Adamem.
    – Teraz będziesz masować mu brzuch, pamiętaj mocno i dokładnie. – Marcin spojrzał się na Adama a ten błagalnym wzrokiem prosił go żeby tego nie robił. Jednak Marcin bał się Janusza. I mocno zaczą masować jego brzuch tak jak robił to jego Pan.
    – Ała, to boli, proszę przestań. To boli – mówił przez łzy Adam.
    – Masuj dalej nie przerywaj. – Upomniał Marcina Janusz.
    Gdy cała woda już znalazła się w Adamie, Janusz podszedł do niego i mocno nacisnął na brzuch. Adam nic nie powiedzał tylko łzy popłyneły mu po polczkach.
    – No dobrze to teraz możesz się wypróżnić. – I wyja mu końcówkę z odbytu. Adam natychmiast wypuścił strumień mętnej wody z siebie. Po kilku minutach już mógł odpocząć.
    – No dobrze to teraz Marcin odepnij kolegę. – Posz ło u to już sprawniej. – Adam wytrzyj twarz i odbut ręcznikiem i wstań. – Zmęczony płaczem adam zrobił to co kazał Pan i powstał.
    – Po śniadaniu po was przyjdę. I prowadziłeś mnie naprawdę w zły humor Adamie, że połowa twojej kary odbędzie się już dzisiaj. A teraz zapraszam na górę.
    Janusz szedł pierwszy a chłopcy za nim ubrani tylko w branzoletki nie mieli slipek już. Doprowadził ich do pomieszczenia zwanego jadalnią. Na ziemi były postawione dwie miski dla psa w których znajdował się jakiś miały płyn. Gdy cłopaki zbliżyli się do misek poczyli znajomy zapach kaszy manny. Zero łyżek tylko miski dla psa.
    – Nie macie co próowac ich podnosić są przymocowane do ziemi. Macie jeść jak psy. Jak będziecie się dorze sprawować do może kiedyś dostaniecie łyżkę… a z czasem zjecie ze mną. Teraz smacznego życzę. Wyszedł z jadalni.
    Marcin był strasznie głodny od razu rzucił się na miske jak pies. Adam stał i się patrzył.
    – Nie jesz? – Spytał Marcin. – Całkiem niezła wolę na mleku ale jak się jest głodnym to i na wodzie jest dobra. Radzę ci zjeść bo kolejne posiłki nie będą takie dobre.
    – chyba jednak podziękuję.
    – jak chcesz. Ale po tym co odpierdoliłeś na dole to już się boję co on wymyślił.
    – Serio, aż tak źle.
    – No wiesz. – Przełknął Marcin. – Złamałeś trzy zasady. To naprawdę dużo. Zwykle to są trzy kary, czy jakoś tak.
    Adam oparł się o ścianę i opadł na ziemię był przerażony.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kobieta Pazurem

    Oparte na: http://www.sexopowiadania.pl/977/wspolczesny-niewolnik-rozdzial-1/

  • Wiezniarka cz. 1

    Pisk gwizdka wybudził mnie z i tak marnego snu.

    -Wstawać pizdy!- Wykrzykiwała Pani Porucznik co chwilę gwiżdżąc.- Zaprawa! Dupska do góry i do szeregu szmaty!- Wstałam i zaczęłam zapinać jedyną część garderoby jaką dostają więźniarki. Koszulę. Popatrzyłam na łóżko obok mojego. Cele były małe ,ale w każdej znajdowały się dwa piętrowe łóżka. Na jednym wciąż spała harcereczka.

    -Paćka wstawaj. – Szarpnęłam ją za ramię.- Ogarnij dupsko bo El Sucz znów sobie poużywa. – Patrzyłam jak osiemnastolatka wstaje. Ciało miała poryte siniakami. Do trzeciej El Sucz dawała jej wycisk. Trochę mi jej szkoda. Miała pecha trafić na chujowego faceta i tak skończyła. Takie miejsce nie jest dla takich jak ona. Ale czy dla kogokolwiek jest…  Siedzę w tym piekle już trzeci rok. Mam 24 lata ,nazywam się Gabriela Kawka , dla klawiszy W0277 a dla współosadzonych Kawa lub Czarna. Mam dość tej pierdolonej ciupy. Jestem młotkiem…dla nieobeznanych, odbywam karę za morderstwo. Zarżnęłam ojczyma bo wykorzystywał moją czternastoletnią siostrę. Nie żałuję. Chętnie jeszcze raz zobaczyłabym jak z jego oczu ulatnia się życie. Cele znajdowały się na parterze i dwóch piętrach dużej hali ,której środek był pusty. Osoba będąca na pierwszym piętrze przy barierce widziała spacerujących wąskim korytarzem na drugim i parterze. Zeszłam na środek nieszczęsnego prostokąta i wraz z Paćką dołączyłam do dwuszeregu. Poza celami na parterze znajdował się pokój klawiszy oraz para drzwi prowadzących do różnych części pierdla. Na bloku znajdowało się 216 tramwajów, ale nas jest około setki.

    – W0227 i W0306 spóźnione.- Podeszła do nas Pani Porucznik Wioletta Chmielowska, ale ja ją wolę nazywać El Sucz lub po prostu Sucz. Wysoka szatynka o zimnych niebieskich oczach. Mierząca jakiś 1,80. Przy mnie była olbrzymem. Sama miałam niecały 1.60. Byłam zdecydowanie jedną z najniższych osadzonych. Mam brązowe oczy i czarne włosy. Sucz miała zawsze mocno związanego koka nad karkiem, założoną kaniłę i koszulę oraz jako jedna z nielicznych spodnie ,i oficerki. W tym pierdlu zdecydowaną większość w służbie więziennej stanowiły kobiety. Wszystkie miały cholernie dobrze dopasowany mundur. Z pewnością nie jeden facet dałby się tu zamknąć tylko by na nie popatrzeć. W ręku El Sucz zawsze był palcat.- 227 powiedz mi jak to jest ,że masz w dupie to czego się od Ciebie tu oczekuje. Posłuszeństwo nic nie kosztuje ściero.- Trzymała palcat przy moim podbródku lekko go unosząc po czym uderzyła mnie a po chwili Paćkę. Głupia kurwa. Odwróciła się do nas by wrócić do swojego stada.

    ***

    -Ruszać się Pizdy! Za grube jesteście to wam się przyda przebieżka. Szybciej! – Wydzierała się Sucz numer dwa ps. Wielka Berta. Najlepsza przyjaciółeczka Chmielowskiej.   Od ponad tygodnia padało ,więc na spacerniaku było jedno wielkie grzęzawisko.  Przede mną biegła Paćka. Robiłyśmy już czwarte kółko gdy nagle młoda upadła. Wielka Berta podłożyła jej nogę a ta się potknęła. Widziałam jak łapie Paćkę z blond włosy  a drugą rękę kieruje ku batowi. Zdążyła kilka razy uderzyć harcereczkę nim złapałam Sukę za nadgarstek.

    – Przestań mścić się na innych za swoje kompleksy. – Wiedziała do czego piję. Wyglądała jak beczka. Za to Paćka miała naprawdę ładne ciało pomimo tych wszystkich siniaków. Czemu chronię młodą? Nie wiem. Może dlatego ,że przypomina mi Zuzkę. Jest od niej tylko rok starsza i charakterem bardzo podobna. Berta poczerwieniała ze złości. Wiedziałam ,że poskarży się. Po dwugodzinnym bieganiu każda z nas była zmęczona oraz brudna z błota. Błoto oblepiało całe ciało. Biegałyśmy nago ,ponieważ jak wcześniej wspomniałam dostajemy tylko koszulę. A je raz na pół roku co oznacza, że trzeba o nie dbać nie mówiąc już o tym ,że jak trafią do prania znajdują się dopiero po dwóch tygodniach.

    – Pod prysznice!- Weszłam do jednej z sal ,które nazywane były prysznicami. W rzeczywistości nie było tu natrysków. Tylko ściany obłożone płytami , betonowa podłoga z kanaliami i w zasadzie nic więcej. Wraz ze mną było jeszcze dziewięć innych kobiet. Kojarzyłam tylko dwie, Erikę kobietę po czterdziestce oraz Kiki trzydziestolatkę. – Stanąć w szeregu szmaty. – Weszła do Sali moja kochana strażniczka. – W0227 wystąp i stań w rogu. Reszta przyjąć pozycję.- Patrzyłam jak EL Sucz po kolejny w upokarzający sposób prowadziła kąpiele. Dziewięć dziewczyn znajdowało się w pozycji na pieska. Część strażniczek włączyła szlauchy a zimna woda tryskała na osadzone.  Pozostałe szorstkimi szczotami myły zabrudzenia z błota.  Potem nadeszła moja kolej. Dziewiątka siedziała pod ścianą na kolanach. – Dla Ciebie mam coś specjalnego. – El Sucz uśmiechnęła się sardonicznie.
    CDN…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Arnar Wen
  • Biale tango – cz. 1.

    Cz. 1/2.

    – Dzień dobry, ja do Aśki!

    – Dzień dobry, proszę, wejdź.

    – Dziękuję.

    – Cześć, kochanie!

    – Hej…

    – Rany! Co ty słuchasz?!

    – Jean Michel Jarre. To jego pierwsza płyta: „Oxygen”. Słucham na zmianę z drugą, nagraną live: „The Concerts in China”. Mówię ci, są napraw…

    – Dziewczyno! – chłopak wyglądał jakby potrzebował tlenu. – Kto normalny tego słucha?! Chyba jacyś… Z równoległego wszechświata?! – głośno zaśmiał się zadowolony ze swojego żartu.

    – Ale suchar... – stwierdziła w duchu Asia, zirytowana złośliwościami i zrobiła obrażoną minę. Ściszyła muzykę, żeby nie przekrzykiwać się. W milczeniu słuchała prywatnego „krytyka”.

    – Posłuchaj czegoś przyzwoitego! Tego Zdenka czy innego Zdzisława, co zakochał się albo bzykał w Wadowicach. Nie! W Zakopanem.

    – Kto? – Spojrzała zdziwiona.

    – No wiesz, eee… Radomir. No, ten, co ma żonę z kajakiem!

    – Rad… To Sławomir! Ma jakiś kaj…? – była zaskoczona informacją. Takich szczegółów nie znała. Ale żeby Jacek o tym wiedział. Była zaskoczona. Nagle olśniło ją. – Ma… Jest z “Kajrą”! To jego żona!

    Chłopak lekceważąco machnął ręką. Próbował słuchać tej starodawnej muzyki elektronicznej. Jednak Asia jeszcze nie skończyła.

    – Ty! Co za „ma”?! Człowieku, kobieta to nie przedmiot! Kiedy zszedłeś z drzewa?! A może dalej się kołyszesz?

    – Niech ci będzie. Nie znam faceta – nie przejął się swoją ignorancją na polu muzyki pop. – Ale słuchać takich staroci?! Tylko nigdzie nie chwal się… Taki wstyd! – załamał ręce. – Dobrze, że tylko ja to słyszałem. Mnie jeszcze na świecie nie było, kiedy facet wydał te płyty!

    – Dobrze – Aśka podejrzanie łatwo zgodziła się. – Skoro przyjmujesz takie kryteria, to w takim razie nie będę oglądała z tobą tych starych, czarno-białych filmów. Moich rodziców nie było na świecie, kiedy one powstawały! Człowieku, bliżej im do arki Noego…

    – Ooo, nie, nie! Moja droga! – Jacek poczuł się dotknięty. Aż wyprostowało go z oburzenia. – To historia kina! Byle czego nie oglądamy!

    – No, miałabym wątpliwości. Po co oglądać „Dyliżans”, jeżeli są filmy od formule 1 albo „Top Gun”?

    – Nie rozumiem… Jaki to ma związek?

    – Trzeba chodzić do szkoły, a nie rzucać w nią kamieniami! Dyliżans wolno jedzie, a samolot czy bolid znacznie, znacznie szybciej! Chłopcze, ty gorzej asymilujesz wiedzę niż pampersy mocz!

    – Aśka, o co ci chodzi? Bo już zgubiłem wątek!

    – Cóż, skoro rzadko masz okazję do prowadzenia inteligentnej rozmowy… A taka to tylko z kobietami, misiaczku!

    – Aśka, do meritum… – złożył ręce w błagalnym geście.

    – Oki! Jakby te twoje stare filmy były dobre, to już dawno byłyby kolorowe! – lekceważąco machnęła ręką.

    – No wiesz! Wartość filmu oceniasz po kolorze?! Zobacz chociażby starsze filmy Hitchcocka. Tam czerń i biel wystarczają. Zresztą polskie filmy z lat…

    – A ty wartość muzyki oceniasz według roku wydania płyty?! W takim razie z Mozarta czy jakiegoś innego van Beethovena to w ogóle musiały być straszne cieniasy, bo nie nagrali żadnej płyty!

    – Nooo, coś w tym jest. Ten argument przemawia do mnie.

    – Ja pierd… Przepraszam, rozpędziłam się! Ale, ale… Jacuś, gdzie ja mam to coś do utylizacji nieużywanego mózgu?

    – Ej! Pijesz do mnie?!

    – Jacuś, gdyby w twoim mózgu była druga komórka, to mógłbyś robić chociaż za grzechotkę.

    *

    – Aśka, fajnie byłoby pójść na ten koncert? Chcesz?

    – No jasne! Fundujesz bilety?! – była szczerze zaskoczona.

    – Aśka, chyba żartujesz? Skąd mam mieć tyle kasy!

    – No, ja tym bardziej nie mam. Od mamy tyle nie dostanę. Wiesz, że mama nie da mi takich pieniędzy.

    – Wiem, ale matura maturą, a nam się coś od życia należy!

    – Jacuś, matura dopiero za rok! Najpierw zdaj do następnej klasy! – Popatrzyła uważnie na chłopaka. – Ty na pewno miałeś dodawanie w szkole? A może kartki w książce skleiły się jak było dodawanie na lekcji?

    – Aśka, to był skrót myślowy – zmarszczył nos jako wyraz udręki jej złośliwymi zarzutami. – Teraz zastanawiam się jak zdobyć kasę!

    – Myśl, myśl, tylko pamiętaj, że od samego myślenia kasy nie przybędzie. Potem trzeba będzie jeszcze zrealizować to, co wymyślisz. – Zatrzymała się, odwróciła i spojrzała na chłopaka.

    – A może masz jakiegoś sponsora?

    – Aśka, ja?! – zaczął śmiać się. I nagle przestał. Siadł na tapczanie. Poważny i zamyślony spojrzał na nią.

    – Asia – zaczął ostrożnie – a może ty masz albo miałabyś jakiegoś yyy… sponsora?

    – Ja? Wiesz, właściwie… Co ty masz na myśli?! – podniosła głos. – Jakiego sponsora?! – nachyliła się nad nim z poważnym wyrazem twarzy.

    – Ciii, jeszcze twoja mama nas usłyszy… – spojrzał z obawą na zamknięte drzwi.

    – Odpowiedz natychmiast! O co ci chodzi?!

    – Nie, nieważne. Tylko tak myślałem. Jesteś ładna i… – patrzył na nią z obawą. – Tak tylko pomyślałem, że parę setek za zabawę ze sponsorem załatwiłoby sprawę.

    – No chyba odjebało ci?!

    – Aśka, nie było tematu, przepraszam – skruszony schylił głowę. Nie patrzył w jej stronę.

    – No, myślę!

    – Koncert możemy zobaczyć w necie.

    *

    Obejrzała się w lustrze. Blondynka z włosami ścigniętymi w kitkę. Ładny białe zęby, sterczący biust, gdyby jeszcze podkreślić odpowiednim stanikiem… Szczupła, zadbane dłonie i paznokcie. Długie nogi i już dość opalona, chociaż lato jeszcze się nie zaczęło, ale jej skóra szybka ‘łapała’ słońce.

    – Przydałyby się jakieś fajne ciuchy. Dziewczyny ciągle mają coś nowego. Przecież od mamy kasy nie dostanę. Nawet porządnych szpilek nie mam! Na koncert też nie pójdę. A inni latem wyjadą za granicę, a ja poszukam sobie jakiejś pracy – wiedziała, że trzeba wspierać domowy budżet w każdy możliwy sposób.

    Młodsza siostra nie miała specjalnych wymagań. Jeszcze! Ale czasami przychodziła ze szkoły z płaczem, bo dzieci śmiały się z jej niemodnych, gorszych ubrań. Asia była bezradna. Mama wtedy płakała wieczorem, kiedy sądziła, że Asia już śpi. Starszy brat był za granicą. Zarabiał na nich i na studia, które uparł się ukończyć. Kiedyś. Regularnie wysyłał mamie pieniądze, ale nie były to kwoty, które gwarantowały rodzinie spokojny byt.

    *

    – Asia, pomyśl o tym. W końcu to tylko nasza sprawa, a będziemy mieć kasę na bilety i pewnie starczy na inne przyjemności.

    – To dlaczego sam nie spróbujesz?! – zapytała wzburzona.

    – Bo dziewczyny znacznie lepiej zarabiają, a na takich młodych jak ja nie ma wielkiego popytu. Starsze kobiety wolą jednak takich parę lat po 20. Nawet po 30. – wzruszył ramionami. – A z facetami to różnie bywa.

    – Gdzie to miałoby odbyć się? – spytała z czystej ciekawości. Nie miała ochoty, ale chciała wiedzieć. Zresztą, pieniądze bardzo by się jej przydały. Bardzo. Na wszystko. Na razie nie miała ich w ogóle.

    – U mnie w mieszkaniu. Rodzice wracają dopiero pod wieczór. – Przysiadł się do niej, widząc, że dziewczyna zaczyna wahać się. – Będę przy tobie cały czas. Przemyśl to. Na pewno nam się opłaci.

    – Za ile?

    – To jest do uzgodnienia, ale kilka setek na pewno zarobimy.

    – Byłoby na czynsz i za prąd – pomyślała odruchowo.

    *

    – Asia, to jest znajomy, który byłby zainteresowany seksem z tobą.

    – Cześć, Włodek – przedstawił się i wyciągnął rękę.

    – Cześć, znasz zasady? – zapytała, ściskając mu dłoń.

    – Tak, Jacek wszystko mi wyjaśnił. Zgadzam się. Może być w pokoju. Tu jest kasa. – Wyjął banknoty z portfela i położył na stole. – To co? Zaczynamy zabawę?

    – Chyba tak. Tak – Aśka uśmiechnęła się niepewnie.

    – No, to rozbieraj się. Chcę wreszcie zobaczyć to ciało zachwalane przez Jacka. 

    Mężczyzna usiadł w fotelu i rozłożył ręce na jego oparciu. W milczeniu oglądał rozbierającą się dziewczynę. Dostrzegał jej skrępowanie.

    – Nieee, szpilki zostaw – zaoponował, kiedy naga dziewczyna schyliła się, aby zdjąć je.

    – Jasne – była speszona. Nie miała doświadczenia.

    – Świetnie w nich wyglądasz. Chodź i usiądź mi na kolanach – polecił, klepnął dłońmi w kolana i szeroko rozstawił nogi.

    Podeszła i usiadła twarzą do niego z szeroko rozwartymi nogami. Popatrzył w jej twarz. Najpierw bawił się piersiami. Wiedziała, że ładnie sterczą nawet bez stanika. Mocno chwycił dziewczynę za kark i drugą dłonią zaczął delikatnie pocierać łechtaczkę. Miał ją wyeksponowaną na wyciągnięcie ręki. Lekko przygryzła wargę. Było miło. Dłonie oparła o jego ramiona. Przymknęła oczy. Wsunął palce do pochwy. Rżnął dziewczynę palcami i obserwował jej reakcje. Była coraz bardziej podniecona, postękiwała.

    – Trzymaj się za cycki. Pokaż je – polecił. Wyprostowała się. Uniosła piersi. Nachylił się i brodawkę piersi pobudzał językiem. Asia nie była przygotowana na taki bodziec i jęknęła z podniecenia. Po kolejnych mocnych ruchach dłonią w pochwie i drażnieniu łechtaczki krzyknęła, pochyliła się i oparła głowę na ramieniu Włodka.

    – Wszystko w porządku? – Jacek był zaniepokojony. Włodek dyskretnie uśmiechnął się. Był rozbawiony zachowaniem chłopaka.

    – Taak – zdołała odpowiedzieć. Sporo kosztowało ją skupienie się na krótkiej odpowiedzi.

    – Rozepnij spodnie – polecił dziewczynie.

    Asia niecierpliwie rozpinała zamek błyskawiczny, odpięła guzik nad zamkiem. Nie czekając na kolejne polecenie, zsunęła nieco slipy i z pewnym trudem wyjęła twardego penisa.

    – Widzisz jak podniecasz? – uśmiechnął się mężczyzna. – Teraz nawilż go śliną.

    Zebraną śliną pokryła penisa i nadal masowała go. Ciągle była bardzo pobudzona pieszczotami pochwy.

    – Zsuń moje ciuchy i usiądź na niego – Włodek spokojnie wymienił kolejne czynności. Podniecona dziewczyna nieco ospale zeszła z jego kolan, puściła penisa i ściągnęła jeszcze skarpety i buty z mężczyzny. Pochylając się, penisa miała przed twarzą. Spojrzała w oczy Włodka. Mężczyzna łagodnie uśmiechnął się, więc kończąc ściąganie skarpetek, jednocześnie ustami pochłonęła penisa. Włodek na chwilę przymknął oczy, głęboko westchnął i z zadowoleniem obserwował oralne pieszczoty. Asia jednak wstała i zaczęła siadać na penisa. Wyzywająco patrzyła na niego. Włodek też patrzył w jej oczy. Usiadła płynnym ruchem i teraz ona głęboko westchnęła. To był prawie orgazm! Po dłuższej chwili opanowała się, pobudzana leniwym ruchem bioder klienta i zaczęła ujeżdżać penisa. Dłuższą chwilę spółkowali w tej pozycji. W końcu mężczyzna zatrzymał ją i kazał usiąść plecami do siebie.

    – Pokaż chłopkowi jak świetnie wyglądasz. Może zechce wypożyczać ciebie? Chętnie skorzystam – zaproponował.

    Podniecona Asia spełniła polecenie i teraz skakała na penisie odwrócona twarzą do Jacka. Wcześniej przelotnym grymasem zareagowała na wypowiedź kochanka, ale nie powiedziała ani słowa. Była zbyt podniecona udanym seksem i nie chciała zaprzątać głowy przykrymi komentarzami. Jej chłopak z przyjemnością oglądał spółkującą dziewczynę.

    Kiedy para znieruchomiała, klient zarządził przenosiny na tapczan. Wstał, zrzucił koszulę. Nie wyszedł z Joasi, ale przytrzymał jej tułów i z penisem w pochwie dotarli do obszerniejszego miejsca zabawy. Ruchy penisa w trakcie krótkich przenosin pobudziły dziewczynę. Na tapczanie wziął ją w pozycji bocznej od tyłu. Mocno. Kiedy zaczęła jęczeć – wręcz agresywnie. Kiedy jęk przerodził się w przeciągły krzyk, chwycił ją za głowę, przekręcił do siebie i polecił otworzyć usta. Chwilę później napluł w usta, szybko wyszedł z niej i wepchnął penisa do ust.

    – Oblizuj! Mocno! – był bardzo podniecony. Leżała na boku, prawą nogę przeniósł nad jej głową i postawił na tapczanie. I intensywnie, głęboko rżnął ją w usta, dopychając głowę dłońmi. Jego plecy lśniły od potu. Jacek mógł widzieć jak penis prawie cały znika w ustach jego partnerki. Męczyła się przy tak agresywnym stosunku, ale Włodek nie przejmował się jej reakcją. Teraz wziął ją od tyłu. Spokojnie spółkowali. Napluł na pupę i zaczął wkładać palce do odbytu. Niecałe dziesięć minut później kończył ostre jebanie na przemian w pupę i w pochwę. Asia był tak podniecona, że już nie wiedziała z której z nich płyną oszałamiające bodźce. Było cudownie! Chciała więcej! Mógł robić wszystko! Było tak cudownie…

    – Siadaj! – mężczyzna wyszedł z niej, usiadł i przytrzymał penisa. – Ale dupą, dziwko!

    Usiadła. Było jej przykro po takim epitecie, chociaż wiedziała, że facet jest bardzo podniecony. Usiadła więc w milczeniu i odleciała…

    Szarpnął nią. Czuła, że odchyliła się i położyła na mężczyźnie.

    – Co, miałaś orgazm? Dobrze się zgrywamy, co? No, dalej, podskakuj! – potem w łożył jeszcze palce do pustej pochwy i posuwał ją w dwie dziurki. Nie miała siły jęczeć. Nie wyszedł z niej i oboje położyli się na boku. Dalej rżnął ją w pupę i palce pchał do pochwy. Trochę bolało, ale kiedy w pochwie znalazł się tylko kciuk, a na łechtaczce palce, słyszeli tylko jej ciężkie stękanie.

    – Widzisz jak można zerżnąć taką fajną dupę? – uśmiechnął się do Jacka.

    Kiedy opanowała się, zerżnął ją na stojąco od przodu i od tyłu. Najpierw w pochwę, potem w odbyt. Zrobił jej krótką przerwę, zmuszając do obciągania. Finał był na dywanie. Była na czworakach i Włodek rżnął na zmianę w pochwę i w odbyt. Walił penisem z całych sił. W pewnym momencie wyrwał go z odbytu i wsadził spoconej dziewczynie do ust. Trochę spóźnił się, więc wytrysk zalał też jej twarz. Posuwał ją w usta i czekał aż połknie spermę. Potem przenieśli się na tapczan.

    – Już nie wytrysnę, ale jeszcze trochę porucham. – Po tej zapowiedzi jeszcze przez kilka minut energicznie spółkował, zmieniając otwory i obmacując dziewczynę.

    *

    Nadal leżała na tapczanie, bardzo zmęczona intensywnym stosunkiem. Nie chciała o tym myśleć.

    Jacek odprowadził chłopaka i wrócił.

    – Był zadowolony. Powiedział, że jeszcze skorzysta z twoich usług. Fajnie, nie?

    – Taa – stęknęła. Jacek też cieszył się z takiej opinii.

    – Wiesz… – z pożądaniem patrzył na jej nagie ciało. Nie poruszyła się od momentu zakończenia stosunku. – Też mam ochotę na ciebie.

    Przez głowę ściągnął koszulę. Rozpiął pasek i zsunął spodnie ze slipami. Jego penis sterczał. Siadł na krześle, zdjął buty i ciuchy. Stanął nagi. Ukląkł za dziewczyną. Nawilżył penisa śliną i zaczął wchodzić do pochwy.

    – Jacku… – nie miała sił na nic więcej.

    – O, fajnie. Tak płynnie. Jesteś rozgrzana. – Zaczął powoli ruszać biodrami, a kiedy nie poczuł żadnego oporu, przyspieszył. Potem odchylił ją i rżnął od tyłu na boku. Podniósł jej nogę. Głośniej jęczała. Wyszedł i bez oporu wszedł do odbytu, zachwycając się miękkim otworem. Była taka ciepła. Podziwiał jej urodę i cieszył się z atrakcyjności posiadanego „towaru”. Będą mieć kasę! Nareszcie będą mogli pozwolić sobie na wszystko bez proszenia rodziców! Zdołał wykonać zaledwie kilka ruchów i już wytrysnął! Leżał za nią i sapał. Głaskał dziewczynę po ramieniu. Nie poruszyła się. Kiedy podniecenie minęło, poklepał ją po pupie, swobodnie wyszedł z niej i ruszył do łazienki.

    *

    Od kiedy ojciec ich opuścił, najbardziej traumatycznym przeżyciem była zamiana mieszkania na mniejsze. W dużym mieszkaniu czuli się świetnie. Ojciec nigdy nie przynosił pracy do domu, więc było sporo przestrzeni. Poza tym planowali wybudowanie domu pod miastem… Przejść z czterech pokoi do dwóch to był szok. Zamiast podróży pustym wagonem, pojechać w kuszetce na dwóch miejscach we czworo. Ciągle czuli się, jakby ktoś zamknął im drzwi do kolejnego pokoju.

    – Łagodniejsza wersja klaustrofobii – jak kiedyś podsumował to Romek.

    – Ale przynajmniej teraz nie zalegamy z czynszem – Asia ciężko westchnęła, przygnębiona wspomnieniami.

    Brat wyjechał do pracy za granicę, bo po dwóch latach studiów na zbyt wiele nie mógł liczyć, poszukując pracy bez kwalifikacji, a pieniądze były im wtedy bardzo, bardzo potrzebne. Już comiesięczne opłaty były dla nich sporym wyzwaniem, a jeszcze żywność i nieprzewidziane wydatki? Asia dzieliła pokój z Karolinką. Brat sypiał w jednym pokoju z mamą, która musiała wstać po piątej, żeby wszystko przygotować. Z kolei Romek o różnych porach wychodził na zajęcia, a potem pracował. Wracał z pracy późno albo bardzo późno. Mama wracała późno, bo po pracy biegła codziennie jeszcze do jednego, dwóch domów sprzątać, ale kiedy ona kładła się spać, przychodził Romek. W końcu Karolinka przeprowadziła się do pokoju mamy, a Romek do pokoju Asi. Dziewczyna pomyślała o mamie.

    – Bardzo postarzała się po odejściu ojca. Schudła. Zawsze była szczupła i jeszcze schudła! Z czego? I przestała uśmiechać się. Kiedy ostatni raz żartowała? Śmiała się? – Dziewczyna zasępiła się, a po chwili miała łzy w oczach. – Te problemy zdrowotne mamy. A kiedy spłacimy długi? Jak długo wytrzyma Romek? A Karolinka?   

    Mama nie miała adwokata, bo pieniądze potrzebne były „na życie”, więc sprawa rozwodowa zakończyła się za porozumieniem stron. Tak było najszybciej. Zatem mama nie miała żadnego wsparcia finansowego. Nawet nie chciała iść do sądu! Bardzo źle zniosła rozwód. Zaczęły się jakieś problemy z sercem, ale Aśce nic o tym nie mówiła. W ogóle nie skarżyła się. Mama wieczorami dość regularnie rozmawiała z Romkiem przed jego wyjazdem i kiedyś przypadkiem dziewczyna usłyszała jak narzeka na swoje zdrowie, które w pewnym momencie podsumowała mocnym zdaniem:

    – Wtedy ty będziesz odpowiedzialny za dziewczynki. – To zdanie utkwiło Asi bardzo głęboko w pamięci.

    Podział majątku nastąpił bardzo szybko. Mieszkanie miało zostać zamienione na dwa mniejsze. Ojciec wziął audi i zrzekł się dochodzenia praw do innych, wspólnych części majątku. Od jakiegoś czasu sporą część swojej pracy wykonywał „na czarno”, więc dostarczone dokumenty wykazywały małe dochody. Ojciec utrzymywał ich, więc mama, ze względu na zdrowie, nie pracowała i zajmowała się domem. W rezultacie alimenty były skromne, ale jemu powodziło się bardzo dobrze. Przypuszczalnie koledzy w pracy podpisywali się pod wykonywanymi przez niego zleceniami swoim nazwiskiem, a ojciec dawał im ustalony procent zarobionej kwoty. Aśka i Romek podejrzewali, że już znacznie wcześniej planował rozwód i stąd jego niskie, udokumentowane dochody.

    W dziewczynie narastała wściekłość na ojca, który po podziale mieszkania w spółdzielni dostał wielkością podobne do ich dwupokojowego, ale złożył wniosek i uzyskał zgodę na trzypokojowe za dopłatą. Od ręki wpłacił całą, wymaganą przez spółdzielnię, kwotę. Mieszkał z młodszą partnerką i jej 7-letnim synkiem.

    Brat nigdy nie poskarżył się. Zresztą, z natury był małomówny, w porównaniu z temperamentem Asi, wręcz flegmatyczna niemowa, ale po rozwodzie rodziców jakby nagle jeszcze spoważniał, wydoroślał. To chyba niewłaściwe słowa. Chyba lepiej: postarzał się. Przygasł? Stał się bardziej ponury? Nie potrafiła tego dokładniej określić. Może wszystkie trafnie opisywały go? Chłopak szukał pracy i znalazł. Pracował i jednocześnie studiował. Ale jego zarobki były zbyt małe na potrzeby ciągle zadłużającej się rodziny. Jednak nie dawał rady, więc w końcu przeniósł się na studia niestacjonarne. Mama, mimo starań, pracę znalazła dopiero po kilku miesiącach. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Kiedy radził sobie na studiach i w pracy, znalazł pracę za granicą. Wtedy wziął urlop dziekański i wyjechał. Po roku skreślono go z listy studentów. Pracował i przysyłał mamie tyle, ile mógł. Kwoty wraz z zarobkami mamy wystarczały na bieżące potrzeby i spłaty długów. W tym roku obiecał przyjechać w grudniu. Na Święta.

    Rodzina bardzo powoli, ale systematycznie spłacała zadłużenie. Mama nigdy nie poprosiła ojca o pomoc w jego spłacie. Półtora roku żyli tylko z pensji mamy i tego, co sprzedawała ze swojej biżuterii, zanim udało się przeprowadzić rozwód i uzyskać alimenty. Tak długo mama zaciągała długi. Również wobec spółdzielni, która jednak zagroziła, w ostateczności, eksmisją. O tym mama nigdy nie powiedziała córkom, ale była zmuszona wziąć kredyt czy pożyczkę. Mama nie chciała rozmawiać z Asią na ten temat. Nie była to duża kwota, ale rodzina jeszcze długo i boleśnie odczuwała konsekwencje takiej decyzji.

    Kiedyś wyłączyli im prąd i Asia w jednej chwili dosadnie zrozumiała jak trudna stała się ich sytuacja. Chociaż mama ją uspokajała, że gorzej już nie będzie, pamiętała o jej chorobie i zaczęła obawiać się eksmisji. Na dodatek mama musiała zrezygnować z dodatkowej pracy. Serce miało swoje ograniczenia.

    – A o czym mama nie mówi, żeby nie denerwować nas? – zastanawiała się. Zaczęła mieć problemy ze snem. Gorzej uczyła się. Miała trudności z koncentracją. Stała się nadpobudliwa. Niewiele rzeczy ją interesowało, a coraz więcej irytowało. Nie potrafiła dogadywać się z Jackiem. Narzekał, że oszczędza pieniądze, które zarabiają. Asia sporą część przekazywała mamie. Przedłużające się problemy rodzinne sprawiły, że chłopaka zaczęła postrzegać jak niedojrzałego emocjonalnie, płytkiego nastolatka. 

    Biedna Asia… Gdyby wtedy wiedziała, co jeszcze ich czeka.

    *

    – Aśka, to jest pan Ryszard.

    – Cześć!

    – Dzień dobry panu.

    – Słuchajcie, jesteśmy tu w określonym celu, więc może mówmy sobie po imieniu, co? Ja poczuję się młodszy i łatwiej będzie nam spędzić wspólnie czas – Ryszard był bezpośredni i miły.

    Para chętnie zgodziła się na jego propozycję. Mężczyzna miał pod 40. Z jego wyglądu wynikało, że dbał o siebie. Dobrze zbudowany, w miarę szczupły. Spotkanie odbywało się w środę. W piątek zapowiedział się Włodek.

    – To będzie już piąte spotkanie z nim – pomyślała. Był dobrym, solidnym klientem.

    Ryszard zażyczył sobie striptizu. Jacek miał jakieś wolniejsze nagrania, więc coś puścił. Już wcześniej przygotował takie kawałki na życzenie klientów, więc miał teraz nawet spory wybór. Mężczyzna rozsiadł się na tapczanie, założył nogę na nogę i szeroko rozłożył ramiona na oparciu tapczanu.

    – Nie, nie trzeba – z uśmiechem zaoponował mężczyzna, kiedy Aśka chciała zdjąć pończochy. Było chłodniej niż zwykle, więc ubrała samonośne, pod kolor spódniczki i szpilek. Zawsze na spotkania z klientami ubierała szpilki. Jacek mówił, że wygląda znacznie korzystniej. I dbała o mocniejszy makijaż. W zasadzie w ogóle go nie robiła, ale tutaj panowie oczekiwali czegoś więcej. Wyzywającej, chętnej, frywolnej, rozpasanej, budzącej pożądanie, a zarazem grzecznej, uprzejmej, spokojnej, cichej, uległej kobietki.

    – Woda i ogień w jednym – gorzko uśmiechnęła się do swoich myśli, piorąc pończochy w łazience po wizycie Ryszarda.

    W zasadzie klient był normalny. Nawet ucieszyła się, kiedy powiedział, że nie skorzysta z analu, ale na koniec, kiedy już prawie kończył, zażyczył sobie wyjścia do łazienki. Wtedy przestraszyła się. Scat? Wyjaśnił, że po wytrysku chce wysikać się na nią. Ulga… Ale nie chciała. Jacek obiecał, że pójdzie i pchnął Asię w objęcia faceta, który właśnie otwierał drzwi do łazienki. Zerżnął ją w przedpokoju, spuścił się w usta, kiedy klęczała przed nim i jeszcze rżnął w usta. W końcu podniósł dziewczynę i zaprowadził do łazienki. Tam wsadził do brodzika i od razu zaczął sikać na jej ciało. Nie chciała, ustawiła się bokiem, zasłaniała twarz, ale mężczyzna kazał Jackowi chwycić Aśkę za rękę, sam chwycił za drugą i tak położyli ją w brodziku. Jeszcze próbowała stawiać opór. Ryszard nie wytrzymał i solidnie trzasnął ją „z liścia”. Był solidnej budowy, dlatego zadzwoniło jej w głowie, kiedy oszołomiona otrząsnęła się po uderzeniu. Bardzo przestraszyła się, więc leżała bez ruchu. Oszczał jej twarz, włosy, piersi, cipkę i nalał do ust. Kiedy mył się przy umywalce, cały czas stał mu! Ona, na wszelki wypadek, weszła pod prysznic. Tuż przed pożegnaniem zadowolony mężczyzna zapisał się na powtórkę w następnym miesiącu. Nic nie mówił o uderzeniu, więc uznała, że tak załatwia oporne kobiety.

    – Dobrze, że nie wali z pięści – poczuła ulgę.

    Pożegnali się. Jacek wręcz nie mógł doczekać się chwili, żeby zerżnąć Aśkę. Skorzystał z obydwu dziurek. Był bardzo aktywny, a ona bardzo posłuszna, bo Ryszard jednak zmęczył ją. Jacek spuścił się w pupę, ale musiała mu jeszcze obciągnąć. Znowu poszła pod prysznic. Późniejsza rozmowa nie kleiła się. Nie miał czasu, żeby ją odprowadzić. I dobrze. Nie miała ochoty na spacer z nim. Szła do domu, do mamy i siostry. Myślała. Miała o czym. Brakowało jej Romka. Nie musiała się zgadzać z bratem, kiedy dyskutowali, ale chciała porozmawiać. Mamy nie chciała denerwować.

    *

    Większą część zarobionych pieniędzy Asia oddawała mamie. Wyjaśniła, że też załapała się na sprzątanie mieszkań, a adresy miała dać jej koleżanka, która już nie dawała rady ze zleceniami.

    – Nie znasz jej. Nie jest z naszej szkoły – uprzedziła ewentualne, bardziej dociekliwe pytania. Przyznała, że to ciężka praca. Jeszcze właściciele stoją przy niej i sprawdzają. Nie zgodziła się na pomoc mamy, podkreślając jej pogarszające się zdrowie.

    Innym razem przyznała, że zastępowała koleżankę, która dorabia w sklepie z odzieżą. Obiecała zastępować ją, kiedy tylko nadarzy się okazja. Oczywiście, „na czarno”. Nie pytana podała nazwę ulicy w odległej dzielnicy. Mama nie zapytała o szczegóły. Chyba zabrzmiała wiarygodnie. Potem jeszcze „sprzedała” mamie bajeczkę o sklepie spożywczym, w którym rozkłada towar w magazynie, na półkach, wyrzuca opakowania itp. Przygotowała się do rozmowy z mamą, odpytując koleżankę, która faktycznie tak dorabiała. Zresztą, też „na czarno”. Przepytała ją, a któregoś dnia odwiedziła w pracy. Musiała znać szczegóły, bo gdyby mama zechciała zweryfikować jej opowieści… Żeby uwiarygodnić swoją wersję o pracy zarobkowej, czasami wracała do domu kilka godzin później. Najtrudniej było jej pogodzić się z okłamywaniem mamy. Tłumaczyła sobie wszystko, powtarzając starą maksymę: „cel uświęca środki”. Jednak nie była do końca przeświadczona o słuszności tego, co robi.

    – W końcu Machiavelli też nie był krystaliczną postacią – skonstatowała smutno, bijąc się z własnymi, niewesołymi myślami.

    *

    Nagle to ich skromne, biedne, ale czyste, zadbane mieszkanie nabrało innego wymiaru. Cieszyła się, że w ogóle ma dokąd wracać. Tutaj jest bezpieczna i wśród bliskich. Zaczynała rozumieć głęboki sens tych słów. Paradoksalnie, mniejsze mieszkanie zbliżyło ich do siebie, wzmocniło ich więzi, początkowo bardzo nadszarpnięte odejściem ojca, rozwodem i poważnymi kłopotami finansowymi. Mama nigdy nie przyznała tego głośno, ale obawiała się, że znacznie mniejsze mieszkanie stanie się źródłem frustracji i kłótni, a w rezultacie początkiem poważnego kryzysu w ich niepełnej rodzinie.

    W tych czasach lepiej poznali wujka. Czasami brat mamy starał się im pomagać, głównie finansowo, jeżeli był w stanie, ale i jemu na co dzień nie było łatwo. Mama w wakacje przez dwa lata wywoziła dziewczynki na wieś do brata na cały miesiąc. Nigdy, o czym Asia dowiedziała się znacznie później, i tylko przez przypadek, nie wziął pieniędzy za ich utrzymanie. Raczej starał się bagatelizować kwestię kosztów. I potrafił namówić żonę do pomijania tego tematu w rozmowach. Asia czuła, że ich obecność z każdym tygodniem coraz bardziej irytuje ciotkę.

    Od kiedy ojciec odszedł od nich, nie interesował się dawną rodziną. Mama również konsekwentnie milczała na jego temat. Romek niezmiennie trzymał stronę mamy, chociaż z rodzeństwa on pierwszy i najbardziej dotkliwie odczuł finansowe, i nie tylko, konsekwencje rozwodu. Dorabianie podczas studiów, przerwanie studiów, wyjazd z kraju, podjęcie pracy za granicą. W ciągu kilku miesięcy tyle spadło na barki tego chłopaka!

    – Jeżeli miał marzenia, to już dawno skasował wszystkie – myślała Joanna. – Albo wrzucił na półkę z napisem: „Do zrealizowania w kolejnym wcieleniu” – gorzko uśmiechnęła się.  

    Po kilku latach brat, w szczerej rozmowie z siostrą, przyznał, że długo nie potrafił nawet myśleć o jakiejś partnerce, a tym bardziej o założeniu rodziny, mimo pewnej i dość dobrze płatnej, prostej pracy w pensjonacie w Anglii. Widział jak do nich, skromnie żyjących, odnoszą się inni, zamożniejsi rówieśnicy, dotychczas ich przyjaciele. Podobno przyjaciele. Czasami słyszał ich okrutne komentarze. Nigdy nie reagował, ale siostrze nie powtarzał komentarzy.  

    – Siostra, jakoś dajemy sobie radę. Skończysz szkołę, możesz studiować i pracować. Będzie nam trochę łatwiej. Całe szczęście, że jesteśmy zdrowi! – tłumaczył Aśce.

    Dziewczyna miała własne niewesołe przemyślenia, ale milczała i kiwała głową. Zastanawiała się, czy po maturze nie mogłaby dołączyć do brata?

    – Po co wciągać w naszą biedę kolejną dziewczynę? Która chciałaby w nią dobrowolnie wdepnąć? W tej chwili materialnie nie mam NIC do zaoferowania. Ile mogę, tyle wam wysyłam. Trochę odkładam, żeby mieć, gdyby, no wiesz… Siedzę za granicą. Mieszkam za darmo sam w pokoju na poddaszu. Ponoć inni w Anglii mogą zazdrościć mi takiego komfortu. Z toalety i prysznica korzystam w pomieszczeniu socjalnym. I z dnia na dzień tego nie zmienię. A takiej pensji długo nie osiągnę w kraju. Ale przede wszystkim mam obowiązki wobec was – podkreślił. – Aśka, która rozsądna kobieta zechce więc zmierzyć się z tak skromną perspektywą życia u mojego boku? A co zrobi dziewczyna, kiedy znajdzie znacznie zamożniejszego partnera niż ja? 

    Wtedy siostra milczała, słuchała i w duchu niechętnie przyznawała mu rację. Romek te pytania traktował jak retoryczne i uśmiechał się ironicznie. On już znał odpowiedzi.

    *

    DN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Chcę tego naprawde

    Śniło mi się ostatnio, że chodziłam naga po pokoju. Niby normalne, bo zawsze tak robię kiedy jestem sama, kiedy nie, też. Chodziłam sama i podeszłam do okna. Spojrzałam na śpiące miasto, uchyliłam okiennice i zaczęłam śpiewać. Na dole zobaczyłam faceta, który mi się przyglądał . Przestraszyłam się, zamknęłam okno i odeszłam, jak spojrzałam drugi raz już go nie było. Poszłam spać, jak zwykle marząc o dotyku męskich silnych dłoni na moich piersiach. Tak żeby ktoś leżał za mną i mnie obejmował, żebym czuła się bezpieczna i tylko jego. Usłyszałam jakiś szmer. Otworzyłam oczy, myślę sobie – coś spadło. Pogrążam się w marzeniach dalej. Zasypiam. Kiedy rano otworzyłam oczy on stał nade mną z fiutem w dłoni i kazał mi go ssać. Przestraszyłam się bardzo, mówiłam, że niczego nie chciałam, ale on nie wychodził. Powiedział tylko :,,ssij suko, sama się o to prosiłaś”. Mówiłam, że nie chcę, że ja tak chodzę zawsze. On nie odchodził. W sumie moja cipka już robiła się mokra, ale nie chciałam go w sobie tak naprawdę. Leżałam w kącie łóżka, nie miałam drogi ucieczki.

    -Puść mnie, proszę..

    – Nie będziemy się tak bawić. – Powiedział stanowczo,  po czym usiadł na mnie okrakiem i położył dłoń na mojej szyi. 

    -Będę milczy, jeśli będziesz się mnie słuchała mała kurewko. 

    Wtedy byłam już bardzo wilgotna. Podświadomie zapraszałam jego kutasa do środka, ale świadomie to nie miało rozumu. Odkrył że mnie kołdrę, spojrzał mi w oczy i jeszcze raz powiedział: ssij . Zacisnął mocniej rękę na mojej szyi a ja zaczęłam się bać bardziej, rozpłakałam się. 

    Jego oczy stały się w jednym momencie zupełne inne, zniknęła groza, brwi się uniosły. 

    – Nie płacz, tylko ssij ,proszę Cię,  ssij piękna. Nie chcę Cię zmuszać.. Wiem że tego chcesz. Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. 

    – Nie mogę. – To było najgorsze co mogłam wtedy powiedzieć.

    Do oczu wrócił znajomy już mi mrok. Dłoń zacisnęła się jeszcze mocniej. Wszystkie mięśnie skurczyły się, kiedy włożył mi dłoń między nogi i łapczywie szukał dziurki. Bolało. Znalazł. Wepchnął mi bez żadnej rozgrzewki trzy duże palce. Czuł, że jestem mokra, rozluźnił ucisk na szyję. Penetrował moją cipkę jakiś czas, drugą dłonią wykręcał sutek. 

    – Wiedziałem, że tego chcesz. Powiedz mi to mała szmato, a będę inny. Będzie Ci przyjemniej. Powiedz, że mnie chcesz. 

    – Chcę. – Powiedziałam to w końcu. 

    -Grzeczna dziewczynka. – Wyjął palce że środka mojej pizdy. Pogłaskał po głowie i kazał wziąć te trzy mokre już wcześniej palce do buzi. Oblizałam je dookoła. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anastazja Padlina

    Dokończę to.

  • Spelnienie – cz. II.

    Cz. 2/8

    Grzegorz z Zofią przyjechali do nas na skromną kolację. Mieliśmy w ten sposób uczcić jakąś umowę, którą udało się kancelarii podpisać z dużą firmą. Znaczący udział w tym sukcesie mieli nasi mężowie. Naturalnie, w kancelarii już odbyło się spotkanie, gdzie oficjalnie świętowano sukces, ale my mieliśmy zrobić to wyłącznie na własny rachunek. Zresztą, kolacja była tylko pretekstem do spotkania. Wszyscy zjedli to, co przygotowałam i przenieśliśmy się na kanapę i fotele. Były znacznie bardziej przytulnym miejscem do prowadzenia rozmów niż stół w jadalni. Grzegorz od razu potruchtał po alkohole, a Zosia po kieliszki.

    – Dobrzy znajomi, więc wiedzą, gdzie, co leży – uśmiechnęłam się. Na ławie obok alkoholi stały owoce i słodycze. Te pierwsze były dla nas, słodycze – dla mężczyzn. Nie było jakiegoś sztywnego podziału, ale wiedziałam, że nasi mężowie ominą owoce.

    – Masz orzeszki? – Grzegorz patrzył na mnie.

    – Nie, Robert ma dbać o linię, a ja też staram się nie dokładać gościom nadmiaru zbędnych kalorii – spojrzałam na niego z udawanym wyrzutem.

    – Co za obsługa. I „to” ma niby pięć gwiazdek… – w rewanżu Grzegorz westchnął z przesadnym oburzeniem i pokręcił głową z niezadowoleniem.

    – Sześć! Zapomniałeś o Eli – wsparła mnie Zosia. Grzesiek nie dawał za wygraną:   

    – Jak pójdziemy następnym razem w gości, będziesz musiała zabierać własne orzeszki – wyczekująco spojrzał na żonę.

    – Ty też masz dbać o linię, to znaczy: żadnego opychania się słodyczami – Zosia skarciła go wzrokiem i odsunęła paterę ze słodyczami. Pusta dłoń Grzegorza zawisła w powietrzu.

    – Czyli wszystko co miłe, już minęło. I po co się żeniłem? – Grzegorz spojrzał na Roberta z nadzieją na wsparcie i wzruszył ramionami.

    – Proszę bardzo, mogę się do nich nawet przeprowadzić – w odwecie Zosia wzruszyła ramionami. – Robert na pewno będzie zadowolony z mojej pomocy w domu, a ja czasami wyręczę Elę w sypialni, czy gdzie tam Robuś będzie miał ochotę.

    Grzegorza zatkało. Spojrzał na żonę, pokręcił głową i nie potrafił znaleźć odpowiedniej riposty. Na dłuższą chwilę zaległa cisza.

    – Bardzo chętnie – pierwszy odezwał się, ożywiony i wyraźnie uradowany, mój mąż.

    – Najpierw mnie zapytaj, hedonisto – ratowałam Grzegorza.

    *

    Znajomi przyjechali z propozycją wspólnego wyjazdu na urlop do Chorwacji. Tanio wynajęli jakiś segment czy zestaw pokoi w pensjonacie. Do dyspozycji były cztery pokoje z łazienkami, ale ze wspólną kuchnią, w sumie pół piętra, więc trzy chcieli odstąpić. Na jeden pokój znaleźli chętne małżeństwo, które Grzegorz poznał kilka lat wcześniej, kiedy prawnie wspierał ich przy fuzji czy zakupie spółki. A może chodziło o problemy z wyceną firmy i wykupienie wspólnika? Nieistotny niuans. Łączyły ich interesy. Nam pokazali zdjęcia, ceny i w końcu zgodziłam się, chociaż nie naciskali na natychmiastową decyzję. Robert, zgodnie z naszym układem, poparł mnie.

    W pewnym momencie, w obecności naszych znajomych, pochyliłam się nad stołem. Chyba podeszłam i coś stawiałam na środku. Byłam w szerokiej, luźnej bluzie z dużym dekoltem, bez stanika i, zanim zareagowałam, pierś wysunęła się znacznie bardziej niż powinna. No, w zasadzie na chwilę cała wypadła z bluzy. Poczułam się zakłopotana. Nikt nie komentował zdarzenia. Szczerze mówiąc, było mi wstyd tylko przed mężem. I przykro. Szczególnie, kiedy napotkałam jego karcący wzrok.

    Jednak, kiedy spojrzałam na zaskoczoną twarz kolegi męża, zrobiło mi się jakoś tak miło… Patrzył na mnie z niekłamanym pożądaniem. Nigdy jeszcze nie doznałam takiego uczucia. odczuwałam coś w rodzaju dumy, a może wręcz radosnego podekscytowania, że mój wygląd wzbudza takie pozytywne zainteresowanie. Grzegorz do końca wieczoru zerkał w moim kierunku, a raczej w kierunku mojego biustu, momentami wręcz natarczywie, jakby miał nadzieję na powtórzenie pokazu. Robert był wyraźnie niezadowolony. Po wyjściu znajomych coś jeszcze burknął na temat mojego zachowania i nie pomógł mi sprzątać. W sypialni udobruchałam męża namiętnym seksem. Usnął pogodzony ze mną, kiedy jeszcze głaskałam jądra i penisa.

    *

    Innym razem, czekałam na kolegę męża, który miał dostarczyć Robertowi jakieś papiery. Mąż uprzedził, że pojawi się znacznie później. Zdjęłam stanik i założyłam ażurową bluzeczkę. Kiedy otworzyłam drzwi, zaaferowany kolega rzucił krótkie:

    – Cześć, Elu – i nadal grzebał w teczce w poszukiwaniu właściwych dokumentów. Zaprosiłam go do środka, ale on pokręcił głową, podziękował, nawet nie podnosząc wzroku. Kiedy wreszcie znalazł papiery i z uśmiechem zadowolenia wyjmował je z teczki, jego wzrok padł również na biust okryty jedynie ażurem. Tylko przez chwilę był zaskoczony.

    – No, świetnie wyglądasz! Szkoda, że nie mam więcej czasu. Gonią mnie terminy, ale dziękuję za wspaniały widok. Miłego wieczoru – jeszcze przeciągle spojrzał na mój biust i już go nie było. Ale mnie było bardzo miło. Czułam się świetnie. Jakbym dostała skrzydeł. Potem onanizowałam się rozpamiętując tę i inne sytuacje, w których przypadkowo bądź świadomie obnażałam się przed kimś obcym. Wieczorem bardzo intensywnie kochałam się z mężem.

    Wtedy uznałam, że warto sprawdzić, dla samej siebie, czy rzeczywiście mój wygląd pobudza innych mężczyzn? Oczywiście, weryfikacja powinna odbyć się w bardziej anonimowym środowisku niż znajomi męża lub nasi. Tacy zawsze będą komplementować, bo „wypada”. Trochę obawiałam się odpowiedzi na pytanie: Czy naprawdę jeszcze jestem atrakcyjna? W końcu doszłam do wniosku, jeżeli dla innych jestem atrakcyjna, przynajmniej wizualnie, to czemu nie dać im możliwości obejrzenia mnie? Obie strony będą zadowolone.

    *

    I w końcu jesteśmy ze znajomymi na wspólnych wakacjach w Chorwacji. Krzysiu tym razem został u rodziców Roberta, co najbardziej, jak zwykle, ucieszyło dziadka. Nasz synek przyjął to znacznie gorzej, szczególnie, kiedy usłyszał, że dziadkowie mają ograniczać jego kontakt z grami komputerowymi. Dziadek obiecał wycieczki do lasu. Babcia pochwaliła się, że kupiła mu fajne książeczki i komiksy. Jeszcze żywiłam nadzieję, że dzieciak w końcu zdoła odkryć przyjemność płynącą z czytania książek. A jak nie, to zmuszę go…

    *

    W Chorwacji jest słonecznie, bardzo ciepło, czasami gorąco i zawsze beztrosko. Czas płynie powoli. Jakby każda godzina była dłuższa. Fajny pensjonat, z niego dosłownie kilka minut spacerkiem do morza i tylko dlatego tak „daleko”, bo musimy schodzić z małego wzniesienia. Spokojni, mili sąsiedzi, głównie obcokrajowcy. Na naszym piętrze to Niemcy. W różnym wieku, ale spokojni. Smaczne jedzenie w restauracjach, ciepłe wieczory. Cudownie! Na plaży opalam się bez stanika. Robert za pierwszym razem spojrzał zdziwiony i długo był niezadowolony, ale nic nie powiedział. Jakoś znoszę jego humorek. Inne kobiety też pojawiają się topless. Nasi mężowie próbują swoich sił na nartach wodnych. Szkoda benzyny. Ale za to jest się z kogo pośmiać. Ot, taka niezamierzona rozrywka.

    *

    Ledwie przyjechaliśmy, przebrałam się i pobiegłam na plażę. Robert musiał sam rozpakowywać swoją walizkę. Jeszcze złapałam trochę słońca, chyba nawet zdrzemnęłam się. Ale i popływałam! Cieszyłam się jak dziecko! Ciepła woda, mało ludzi, piękna pogoda i widoki. Super! wszystko co piękne ma jednak swoje granice. W końcu jednoosobowa delegacja, w osobie Grześka, przyszła po nas.

    – Nie odbieracie telefonów – poinformował naburmuszony.

    – Skoro wyciszyłyśmy komórki, to niby jak? – zapytała retorycznie jego żona.

    – Dziewczyny! Jesteśmy głodni. Mieliśmy iść coś zjeść – przypomniał marudnym tonem.

    – Przecież masz jeszcze piwo.

    – Zośka! Proszę…

    – No, dobra. Na górze twojej walizy zostały kanapki. Żółta reklamówka. – Zosia zacisnęła dłoń w pięść i zamaszyście machnęła nią. – Bądź mężczyzną! Wykończ je! Go! Go! – Krzyknęła i nadal leżała z zamkniętymi oczyma. Ledwo powstrzymałam się przed wybuchem śmiechu.

    Nawet nie ruszyłyśmy się. Nie wiedział, co ma zrobić, więc bezradny usiadł obok nas. Pooglądał sobie nasze nagie biusty, innych kobiet również, pogłaskał żonę po brzuchu, za co dostał po łapie, bo ścierał krem, ale wcale nie poganiał nas do powrotu do pensjonatu. Kiedy napatrzył się, skorzystał z okazji i też popływał.

    – Dzieciak. Dorosły dzieciak – skomentowała Zosia. Nawet nie otworzyła oczu.

    *

    Już trzeciego dnia przytrafiła się nam, głównie mnie, ale pośrednio i Zosi, przygoda, która wpłynęła na przebieg naszego urlopu.

    Leżałam na plecach i właśnie oparłam się na łokciach. Rozglądałam się bez konkretnego powodu. Dwóch młodych, muskularnych i opalonych mężczyzn minęło nas, głośno rozmawiając i gestykulując. Chyba w jednym ze skandynawskich języków. Po chwili wrócili i stanęli w trochę większej odległości. Było mi miło. Zza przeciwsłonecznych okularów widziałam jak natarczywie spoglądają w moim kierunku. Jeden bezceremonialnie podrapał się po kroczu. Zosia leżała na brzuchu. Długie ciemnoblond włosy spięła gumką. Poczułam miłe motylki w brzuszku. Pochwa wilgotniała. Poruszyłam ramionami i dumnie wypięłam piersi. Mężczyźni wymienili spojrzenia, potem kilka zdań i ruszyli w naszym kierunku. Przestraszona ich nachalnością, szybko pochyliłam się, pocałowałam Zosię w kark, położyłam dłoń na jej pośladku, wcześniej zanurzając ją w majteczkach i przytuliłam się.

    – O co chodzi? – pytanie było mieszanką zdziwienia i rozbawienia. Ale nie kazała zabrać mi dłoni z pupy. Była jędrna, bez tłuszczyku. I miła w dotyku.

    – Robimy za lesbijki, bo jakichś dwóch napaleńców tu lezie – odpowiedziałam szczerze. Zośka w lot zrozumiała. Bez pośpiechu położyła się bardziej na boku i pocałowała mnie w usta, a dłonią nawet zdołała sięgnąć do mojej piersi. Speszyłam się. Zaskoczyła mnie, ale to był taki miły gest. Bezgłośnie poruszała ustami jakby coś mówiła. Na taki widok mężczyźni przystanęli i patrzyli zaskoczeni.  

    – I jak? Udało się? – była rozbawiona i patrzyła tylko na mnie. Nie przerywała głaskania mojej piersi. Robiła to delikatnie i powoli. W końcu mężczyźni ruszyli do pobliskiego baru na plaży. Nawet nie spojrzeli w naszym kierunku. Nie spieszyłam się z odpowiedzią.

    – Tak, pognałaś poroże – potwierdziłam, z ociąganiem odsuwając się. Jej pieszczoty sprawiły mi nieoczekiwaną przyjemność.

    – Co zrobiłam?! – ze zdumienia aż usiadła.

    – Pognałaś jeleni – wyjaśniłam z uśmiechem. Zosia śmiała się głośno, głaszcząc mnie po nodze. Kiedy nieco uspokoiła się, dostałam kolejnego buziaka w usta. Zanim ponownie położyła się, pogłaskałam ją po plecach. Takie drobne gesty zaczęły wprawiać mnie w błogi nastrój. Na plaży byłam obca, anonimowa. Nagie kobiece biusty, mikroskopijne stroje i swobodne zachowanie wielu plażowiczów wręcz zachęcało do odważniejszych gestów. I ja chciałam więcej, ale Zosia już położyła się. Nadal chichotała. Znowu byłam podniecona. Krępowałam się dotknąć krocza, a tak bardzo teraz tego chciałam.

    *

    Pewnego dnia wieczorem wracaliśmy w sześcioro z długiego spaceru po kolacji, którą zjedliśmy w jednej z tutejszych licznych restauracji. Byli z nami Basia z Edwardem, oboje po 50., z nadwagą, mieszkający w jednym z czterech pokoi naszego segmentu. Mieliśmy do dyspozycji wspólną, dobrze wyposażoną kuchnię. Ona, tleniona blondynka, on szpakowaty, dość mocno owłosiony i łysy. Też z Warszawy. On sympatyczny, dobroduszny, łagodzący humory konkretnej, energicznej, ale sympatycznej żony. W czwartym pokoju też mieszkała para z Warszawy, ale jeszcze ich nie poznałam. Wcześnie wychodzili, późno wracali. Jacyś znajomi Basi i Edwarda. Był piękny, bezwietrzny i ciepły wieczór. Mrok rozświetlały latarnie. Byliśmy już niedaleko naszego domu. Ze ścieżki były zaledwie parę kroków do wody. I wtedy mnie napadło.

    – Mam ochotę na kąpiel! Kto pływa ze mną? – radośnie klasnęłam w dłonie.

    – Ja! – zgłosiła się Barbara. – Ale nie mam stroju – zaznaczyła.  

    – A kto będzie nas oglądał? – roześmiałam się. Na środku ścieżki szybko zdejmowałam bluzkę i spódnicę. Baśka poszła w moje ślady. Edward kręcił głową z uśmiechem i trzymał rzeczy rozbierającej się żony. Robert z rękoma w kieszeniach sceptycznie przyglądał się mojemu striptizowi.

    – To ja też chcę! – zgłosił się Grzegorz i zaczął rozbierać się, kiedy zobaczył mój nagi biust. Zdejmował ubranie i cały czas patrzył na mój biust.

    – Będę was pilnować – dodała Zosia i dwoma ruchami rozwiązała ramiączka sukienki i już stała w samych stringach i sandałkach.

    Rzeczy wepchnęłam Robertowi pod pachę i naga pobiegłam do morza. Gdy lustro wody było powyżej kolan, odbiłam się i zanurkowałam. Po kilku metrach wynurzyłam się i usłyszałam chlapnięcia za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Grzegorza z Basią, płynących w moim kierunku. Zosia spacerowała w wodzie. Odpłynęłam ze 30 metrów i czekałam aż inni do mnie dopłyną. Grzegorz dopłynął wspólnie z Basią, a przy nich wyhamowywała Zosia po dynamicznym kraulu.

    – Łoł, pływasz jak zawodowiec – szczerze zdziwiona skomentowałam jej styl.  

    – Dzięki. Trochę trenowałam, więc technika została. Mam nadzieję – uśmiechnęła się, prychając wodą.

    – Jesteśmy kilka dni i w zasadzie tylko chlapałaś się w wodzie. Myślałam, że nie umiesz pływać – przyznałam rozbawiona.

    – Gdybyś zaliczyła tyle kilometrów w basenie co ja, to nie wiem, czy na widok wody ‘grzałabyś’ do niej jak koń do wodopoju na pustyni – roześmiała się.

    Basia i ja wtórowałyśmy jej. Taka niespodzianka…

    – A ty, co? Przylazłeś nas podglądać? Za mało ci nagiej żony w domu? – gderliwym tonem Zosia zwróciła się do męża.

    – Żony mam po kokardę. Którą z was mogę pomacać pod wodą? – tym razem Grzesiek zdołał odciąć się.

    – Proszę! Ja bardzo chętnie pozwolę – żywo zareagowała uradowana Basia. Cieszyła się jak małe dziecko. W Grześka jakby piorun strzelił. Gwałtownie odwrócił się wodzie.

    – Uważaj, bo morze wystąpi z brzegów – ironicznie odezwała się Zośka. Udał, że nie słyszy.  

    – Mogę? – spytał zaskoczony, ale uśmiechnięty.

    – Przecież powiedziałam – pogodnie stwierdziła Basia. Grzesiek szybko zanurkował. Obmacywanie sąsiadki zaczął chyba od krocza, bo najpierw wybuchła krótkim śmiechem, a potem westchnęła i zaczęła mruczeć. Spojrzałam na Zośkę.

    – Elka, płyniemy do kraju, bo te pieszczoty trochę potrwają – stwierdziła znudzonym tonem i ruszyła przed siebie. Zaczęłam intensywniej pracować nogami i popłynęłam za koleżanką. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach zatrzymała się i zawróciła. Dopłynęła do mnie.

    – Zośka, wybacz, że pytam, ale nie masz pretensji do męża? – zapytałam, sapiąc.

    – O to macanie? Nie – odpowiedziała pogodnym głosem. – Wiesz, swingersami nie jesteśmy, ale czasami przesuwamy granice naszych swobód seksualnych.

    Jakiś czas płynęłyśmy w milczeniu. Przyznam, że zaskoczyła mnie taki wyznaniem. W końcu zatrzymałam się zmęczona.

    – A ty też tak zabawiasz się? – drążyłam temat. Korzystałam, z obawą, że okazja może nie powtórzyć się.

    Zosia pływała wokół mnie. W końcu zatrzymała się przede mną.

    – Kobiety też potrafią bawić się – powiedziała zmysłowym głosem i musnęła dłonią moje pośladki.

    – Och, ty – zareagowałam rozbawiona i niezgrabnie próbowałam pogłaskać jej pierś.

    Dłonią musnęła moją łechtaczkę.

    – Zośka – czułam się skrępowana jej zachowaniem.

    – Ale pieszczoty na plaży podobały się tobie? – bardziej stwierdziła niż zapytała.

    – Tak. Były miłe. Nawet bardzo – odważyłam się przyznać. – Potrafisz zaspokoić kobietę – poszłam na całość.

    Zatrzymała się przede mną. Patrząc mi w oczy, dłonią przykryła mi łechtaczkę. Zadrżałam. Zrobiła to tak delikatnie… Wewnętrzną stroną drugiej dłoni pocierała brodawkę piersi. Z trudem powstrzymałam się przed zamknięciem oczu, ale odchyliłam głowę i zamruczałam podniecona.

    – Rozstaw szeroko nogi i wytrzymaj tak długo aż wynurzę się. Dasz radę?

    – Tak – potwierdziłam i pokiwałam głową, chociaż w tych warunkach pewnie tego nie zauważyła. Ciemność zachęcała do większej śmiałości. Zniknęła pod wodą. Chwilę czekałam i nagle poczułam lekkie muśniecie łechtaczki, a potem potężny strumień wody i powietrza na łechtaczce. Co za uczucie! Mimo woli głośno krzyknęłam. I zaczęłam intensywnie pracować dłońmi, bo zanurzałam się. Przede mną pojawiła się Zosia. Uśmiechała się.

    – I co? Fajnie było?   

    – Super! To było cudowne! A jak…

    – Wyrzucam całe powietrze z płuc wąskim strumieniem – wyjaśniła, domyślając się mojego pytania. – I trzeba naprawdę sporo powietrza zatrzymać. Dla pływaka to żaden problem. Spróbuj kiedyś na basenie albo w wannie.

    – Spróbuję – potaknęłam podniecona i zarazem onieśmielona jej bezpośredniością. Co to było za przeżycie! Tylko dla tych kilku chwil warto było wybrać się na te wczasy.

    – Ostatni numerek – zaznaczyła Zośka głosem instruktora. – Nabierz dużo powietrza, ile potrafisz, bo zanurkujemy. Obejmij mnie nogami.  

    Podpłynęła, objęła mnie mocno ramieniem i zaczęła całować. Wepchnęła język w moje usta. Przymknęłam oczy i obie zaczęłyśmy zanurzać się. Cudowne uczucie! Całowałyśmy się namiętnie, Zośka mocno pracowała nogami i rękoma, ja rękoma i nadal opadałyśmy. Chyba. Otaczająca nas ciemność tworzyła tak niepowtarzalny klimat, że miałam złudzenie unoszenia się. To ona miała skrzydła! Zosia, pracując nogami, poruszała również tułowiem, więc kiedy ją obejmowałam nogami, swoim ciałem masowała moją łechtaczkę! Gdyby nie woda, zwariowałabym!! Chciałam krzyczeć z radości! Szybko zaczęło brakować mi powietrza. Zbyt szybko! Kochanka oderwała się od moich ust i pchnęła mnie w górę. Z wody wystrzeliłam jak korek. Tuż po mnie pojawiła się Zośka. Chciała o coś zapytać, ale:

    – Zośka, zrób jeszcze raz ten numer ze strumieniem powietrza na cipkę – wysapałam podniecona.

    Lekko przekrzywiła głowę i patrzyła na mnie z łagodnym uśmiechem. Tyle dostrzegłam w poświacie księżyca.

    – Proszę, zrób to natychmiast, bo zacznę wrzeszczeć! – warknęłam. Zachichotała, zachłannie głaszcząc moje sutki. 

    – Już, kochana – zgodziła się. Dała mi buziaka w nos i po chwili zniknęła pod wodą.

    Niecierpliwie czekałam, szeroko trzymając nogi. Najpierw poczułam jak po moim nogach przesuwają się paluszki, wywołując miłe łaskotki, które jeszcze bardziej mnie drażniły i podniecały. Jej włosy dotykały moich nóg i już miałam „gęsią skórkę”. Potem włosy zaczęły omiatać pochwę, łechtaczkę, podbrzusze, brzuch. Co za uczucie! Poczułam jej paluszki, rozwierające pochwę. I nagle silny strumień! Zawirowało mi przed oczyma. Krzyknęłam głośno. Ciśnienie zablokowało mi uszy. Słyszałam pulsowanie w głowie. Po chwili znowu głośno uderzałam rękoma wodę, zachłysnęłam się wodą, kaszlnęłam i prychałam.

    – Wszystko w porządku? – Zosia była zaniepokojona.

    – Ale miałam odjazd! Ja pierd… – powstrzymałam się w porę. – Dziękuję. Naprawdę jesteś kochana – wymamrotałam oszołomiona.

    – Cholera, chyba na moment rzeczywiście odjechałaś.

    – Poważnie?

    – No, przestałaś machać łapkami. Przestraszyłam się.

    – To dzięki twoim pieszczotom. Byłaś cudowna i było mi tak cudownie – dałam jej namiętnego buziaka i mocno chwyciłam za pośladek. – Zośka, chciałabym to powtórzyć.

    – O, nie! Co za dużo to niezdrowo! – żywo zaprotestowała. Może nawet zbyt żywo.

    – Zośka, mówię poważnie.

    – Hm, nieee wiem – odezwała się gderliwym tonem.

    – Nie w tej chwili. Przy innej okazji. – Miałam na myśli jeszcze nasz pobyt w Chorwacji.

    Milczała chwilę. Słyszałam tylko plusk wody. Czekałam.

    – A co Robert powie?

    – Z tobą się umawiam! – podniosłam głos.

    – Później pogadamy. Zgoda?

    – Zgoda. Ale w sprawie terminu?

    – Dobra, w sprawie terminu… – przytaknęła.

    – Kochana jesteś – pogłaskałam ją po pupie. Złapałam się na tym. Chciałam jej dotykać! To było takie… miłe. I ekscytujące. Byłam zszokowana. Zawstydzona. Napaliłam się na kobietę!

    Zośka jednak nie cofała się. Też przyjmowała moje pieszczoty. 

    – Ale nie chwal się – poprosiłam skrępowana.

    – Oczywiście! – cicho roześmiała się, potrząsając włosami. – Płyniemy! – zarządziła. Żabką ruszyłyśmy przed siebie.

    Kilka minut płynęłyśmy w milczeniu. Po przepłynięciu kilkudziesięciu metrów zatrzymałam się zmęczona.

    – Płyniemy jeszcze dalej? – zapytałam.

    – Wiesz, chyba będzie lepiej jak wrócimy – stwierdziła Zośka, wypatrując pieszczącej się parki. – Jeszcze Grzesiek zechce kopulować w wodzie, a tego Edek może już nie zaakceptować. A ja nie nadaje się na bodyguarda dla mężczyzny.

    – No – przyznałam jej rację. Powoli ruszyłyśmy z powrotem. Panowie na brzegu dawali nam znaki latarkami z komórek.

    – I jak było? – spytała Zosia bez cienia zazdrości, kiedy hałasując, zbliżyłyśmy się do pary.

    – Fajnie – sapnęła westchnęła wyraźnie podniecona Basia.

    – No – wymownie sapnął zadowolony Grzesiek.

    – Mąż już mnie woła, a tu się tyle marnuje – rzekła markotnie Baśka, patrząc w dół. Nie byłam pewna, ale miałam wrażenie, że ściska go za penisa. Ruszyłyśmy do brzegu. Mieszana parka jeszcze chwilę marudziła i płynęłyśmy same.

    – Teraz wsadza jej? – pytałam samą siebie.

    Wyszłyśmy z wody i czekałyśmy na zalotników. W końcu dopłynęli. Rzuciłam okiem na Grzegorza, kiedy wychodził z wody. Jego penis zdradzał wyraźne oznaki słabnącego wzwodu.

    – Czyli już zdążył w nią wsadzić? – zastanawiałam się.

    Uradowana Basia założyła sandałki. Zosia i ja zrobiłyśmy to samo. Basia z ożywieniem mówiła coś do męża i szła, trzymając go za rękę. Widziałam jej duże, kołyszące się piersi. Rozbawiony Edek niósł jej rzeczy. Para nagusków szła przed nami, trzymając się za rękę, w wolnej ściskając rzeczy. Zosia pogłaskała męża po obwisłym penisie. Zaczął mu sterczeć! W rewanżu Grzesiek delikatnie potarł cipkę żony. Na chwilę wyprostowała się i usztywniła. I znowu trzymali się za ręce. Patrzyłam zafascynowana ich swobodą i otwartością. Mówili coś o urokach kąpieli w nocy, ciepłej wodzie. Takie tam… Tylko Robert kroczył obok mnie w milczeniu, z rękoma w kieszeni. Powoli wspinaliśmy się po schodkach prowadzących do naszego pensjonatu. Żadne z pływających już nie ubrało się. Bardzo mi się to podobało. Czułam się taka ożywiona, swobodna, nieskrępowana. Ale moje myśli krążyły wokół jednego zdarzenia.

    *

    Robert nadal nie odzywał się do mnie i w łóżku czytał książkę. Weszłam w samej koszulce.

    – Jest za ciepło. Będę spała bez – stwierdziłam i zdjęłam ją. Robik dalej patrzył w książkę. Przeszłam nago przez pokój i sięgnęłam po swoją książkę. Założyłam klapki na szpilce, zrobiłam dwa kroki i rzuciłam książkę na łóżko. Podeszłam do okna, wyglądałam przez chwilę i w końcu częściowo opuściłam żaluzję. Odwróciłam się i spojrzałam na męża:  

    – Robuś, ładnie wyglądam w tych szpileczkach? – Stanęłam bokiem, jedną nogę lekko uniosłam, zginając w kolanie. Paluszkiem kręciłam w grzywce nad łechtaczką.

    – Chodź tu, kochanie – polecił mi szeptem.

    Po kilkunastu minutach spuścił się we mnie i jeszcze chwilę popracował. Aż doszłam. Później wpakował palec do pochwy i rozmazał spermę ze śluzem na moim tułowiu i twarzy. Parę razy powtarzał tę czynność. Kiedy był mniej podniecony, wytryskiwał na moją twarz, do ust albo na piersi. Kiedy nie panował nad wytryskiem, spuszczał się do pochwy i po wszystkim delikatnie grzebał palcem w pochwie i naszą mieszankę rozsmarowywał na moim ciele. Pamiętał, że spermą może smarować mi twarz. Dobrze naciągała skórę. A jej skład… Ale darujmy sobie szczegóły. Dziewczyny wiedzą, że to znakomita maseczka.

    – Możesz włożyć mi kilka, a nie jeden palec – byłam bardzo dumna ze swoich możliwości i w ten sposób chciałam poinformować o nich męża, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. Później wylizałam mu palec, patrząc w oczy i jeszcze powierciłam języczkiem w pupie. Tak się podniecił, że musiałam mu obciągnąć i wówczas jeszcze raz doszedł! Po prysznicu padliśmy na łóżka. Prawie zasypialiśmy, kiedy usłyszeliśmy jęki zza ściany. Były coraz głośniejsze. To Edek dogadzał żonie. Sądząc po jękach, długo dochodziła. Teraz stało się jasne, dlaczego tak chętnie odpoczywał, kiedy żona pluskała się w morzu.

    *

    Tak się złożyło, że podczas urlopu już nie doszło do tak odważnych i jednoznacznych pieszczot z Zosią. Sytuacja w wodzie była szczególna. Rozmowa i ciemności, może wypite wino do kolacji, skłoniły nas do swobodnego, w zasadzie intymnego, zachowania. Jednak na plaży nie miałam odwagi poruszać tego delikatnego, przynajmniej dla mnie, tematu, chociaż opalałyśmy się tylko we dwie. Dla Basi słońce było zbyt mocne, kamienie za twarde. Zosia też nigdy nie wracała do chwil spędzonych wówczas w wodzie, mimo tego, że na plaży zachowywałyśmy się dość swobodnie. Jeżeli któraś, przypadkiem bądź świadomie, położyła dłoń na pośladku czy piersi drugiej, to nie robiłyśmy z tego problemu. Nie odsuwałyśmy się od siebie, ani nie przepraszałyśmy się.

    Chociaż nie rozmawiałyśmy na ten temat, chyba po „mokrej” przygodzie obie uznałyśmy wzajemną cielesną bliskość za naszą naturalną potrzebę i nie stroniłyśmy od niej. Dla mnie było to takie miłe! Miłe? Zbyt łagodne określenie… Podniecające! Kiedy byłyśmy na plaży, wręcz cieszyłam się, gdy Zosia dotykała mnie. Czasami specjalnie kładłam dłoń na jej ciele. Najchętniej dotykałam wewnętrznej strony jej uda. Krawędzią dłoni mogłam dotknąć i masować jej cipkę, ale nie odważyłam się. Przeżywając reakcje mojego organizmu, w duchu dziękowałam, że natura nie wyposażyła nas w penisy!

    A wieczorami, przed snem, albo w ciągu dnia, kiedy byłam sama, wracałam do wspólnie spędzonych chwil. Analizowałam każdy jej gest, moją reakcję i zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić, aby nie przerwać, a wręcz zacieśnić taką znajomość. I jak bardzo?

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Powrot ojca

    Od paru dni Marek mógł odetchnąć z ulgą, gdyż Marta wreszcie pojechała. Sesje dyscyplinujące się jednak nie zakończyły i mama codziennie wymierzała mu parządne lanie na gołe pośladki. Zarazem mogła sobie popatrzeć na napis, który po wsze czasy miał widnieć na tyłku chłopaka. Była pod wrażeniem tego, jak daleko posunęła się jej koleżanka. Z drugiej strony martwiła się, jak wytłumaczy to mężowi, który jutro miał wrócić z długiej służbowej podróży. Właśnie zakończyła się wieczorna sesja spankingowa z Markiem. Nastolatek leżał nagi na jej kolanach. Ona zaś masowała jego solidnie obite pośladki.

    – Mamo, chcę się tego pozbyć!

    – O nie!!! Co to, to nie! Praca Marty nie może pójść na marne.

    – Praca?!

    – Lepiej ciesz się, że pozwalam ci na razie nosić długie spodnie.

    Marek zdawał sobie sprawę z tego, że ojciec nie uwierzy, gdy opowie mu o hecach, jakie miały tu miejsce, poza laniem na goło, które nigdy nie było w tym domu niczym nadzwyczajnym. Miał teraz jednak dowód widoczny gołym okiem. Następnego dnia z rana Robert – mąż Asi, wrócił po długim okresie nieobecności. Marek pierwszy go usłyszał i ubrany w same bokserki, wystrzelił z łóżka niczym oparzony, by zobaczyć się z ojcem. Po krótkiej konwersacji na temat przebiegu podróży, tego co działo się w szkole i innych nudnych kwestii, chłopiec wreszcie wydusił z siebie:

    – Tato, muszę ci coś pokazać…

    – Co takiego?

    – No więc…

    Marek odwrócił się plecami i odsłonił miejsce, gdzie tracą one swą szlachetną nazwę.

    – Co to u diabła jest???!!!

    – Tato, to sprawka Marty.

    – Co ty wygadujesz?! Mama o tym wie?

    – Niestety nie ma nic przeciwko.

    – Marek, nie wiem, co my…

    – Witaj kochanie! – nagle mama wparowała do holu, obdarzając męża długim namiętnym pocałunkiem godnym stęsknionej żony.

    – Nie wierz w ani jedno słowo tego gówniarza!

    – W ogóle nie uczy się ostatnio. W dodatku zaczął się zadawać z jakimś kompletnie szemranym towarzystwem. Za cel postawili sobie, by prowokować, prowokować i jeszcze raz prowokować.

    – Tato, to nieprawda!!!

    – Milcz szczeniaku!!! Nie przerywaj, gdy inni rozmawiają, a zwłaszcza, gdy są to dorośli i w dodatku twoi rodzice. Za to dodatkowo oberwiesz!

    – Błagam tato! Nie… – Marek rozbeczał się jak małe dziecko.

    – To żenujące. Ile ty masz lat chłopie? Nic dziwnego, że skoro się tak zachowujesz, to nadal stosujemy wobec ciebie kary cielesne.

    – Chodź kochanie do pokoju. Opowiesz mi o tym ze szczegółami. A ty smarkaczu szykuj się na manto!

    Zapłakany Marek został w holu. Nie mógł uwierzyć w ten przebieg sytuacji. Zastanawiał się, co jeszcze jego matka zmyśli. Po chwili wrócili.

    – Marek, podejdź tu!

    Robert przełożył syna przez kolano, ściągnął bokserki i z całej siły otwartą dłonią począł okładać jego “niesforną” pupę. Zauważył jednak, że na majtkach widoczne są mokre ślady. Pomacał je, mówiąc:

    – To pot ci tak spłynął z pośladków?

    – Nie, kochanie – Asia włączyła się do konwersacji – Mareczek chyba po prostu puścił bąka z kleksem – takiego śmierdziucha jak w dzieciństwie, które najwyraźniej nadal trwa w najlepsze. Nastolatek płonął ze wstydu. Ojciec pokręcił głową z dezaprobatą i kontynuował karę. Było naprawdę ostro. Marek wył rozpaczliwie i wierzgał. Ojcowski uścisk był jednak silny. Gdy dupa zaczęła zmieniać kolor na granatowy, ojciec skwitował to mówiąc:

    – Będę cię lać tak długo, aż opuchlizna na twoim bezczelnym dupsku przysłoni te sprośne napisy.

    Gdy Robert zakończył wymierzanie kary, rozchylił ledwo żywemu chłopcu pośladki, by sprawdzić, czy się nie puszcza z gejami. Na szczęście Marek wciąż był analnym prawiczkiem.

    – A co to? – ojciec zdziwiony przejechał mu dłonią pomiędzy pośladkami, przy okazji ścierając trochę stamtąd pot.

    – Od kiedy się tam golisz?

    – Od kilku miesięcy tato.

    – Po co?! Prawdziwy facet nigdzie się nie goli. Chyba że zarost z twarzy. Masz szczęście, że twoja dziurka jest wyraźnie nieużywana (mówiąc to ojciec zagłębiał w niej serdeczny palec), bo pogłoski o twoim gejowstwie docierają do mnie od pewnego czasu. Teraz, gdy zobaczyłem ten wstrętny tatuaż i że się tam golisz, moje podejrzenia tylko się wzmocniły. Pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek w jakikolwiek sposób odkryję, że dajesz facetom lub cokolwiek podobnego z nimi robisz, to… naprawdę nie chciałbym wówczas być w twojej skórze.

    Pomimo całego monologu, Marek wiedział, że ojciec sam ma zapędy gejowskie, co zresztą dało się wyraźnie zauważyć. Czuł w dole brzucha jego ogromną wypukłość na spodniach. Wkrótce ojciec pozwolił mu pójść do pokoju. Mimo że był w rozpaczy z powodu swej porażki, odczuwał ogromne podniecenie. Wiedział, że tata, kiedy wraca z podróży jest strasznie napalony i że pierwszego dnia po powrocie zawsze uprawia z mamą dziki seks. Nieraz ich zresztą podglądał. Tym razem jednak postanowił się przy okazji zaspokoić. Nie było to trudne, zwłaszcza że zawsze zostawiali drzwi uchylone na tyle, że wszystko mógł dokładnie zobaczyć, on natomiast był dla nich zupełnie niewidoczny. Czekał aż mama wróci spod prysznica. Gdy w końcu wyszła z wanny w seksownym niebieskim szlafroczku i weszła do małżeńskiej sypialni, Marek zerwał się z łóżka i pobiegł pod ich drzwi, by obserwować, co się zaraz wydarzy. Widział, że ojciec już czeka nagi. W dodatku z kolosalną erekcją i preejakulatem lśniącym na czubku swego obrzyna. Robert był dość mocno owłosiony. Albo dlatego, że konsekwentnie wyznawał swą filozofię maskulinizmu albo ulegał presji kolegów, którzy byli lub przynajmniej zgrywali wielkich macho.

    – Aśka! Moja suczko. Mam ochotę cię zerżnąć jak zwykłą kurwę.

    Cały aż się trzęsąc, zaczął rozplątywać jej sznureczek od szlafroka. Marek też przystąpił do dzieła, chwycił swój sztywny członek, stymulując go coraz energiczniej.

    – Dlaczego to ustrojstwo nie chce się rozwiązać?! – Robert coraz bardziej wściekły siłował się ze sznurkiem od szlafroka.

    – Poczekaj. Ja spróbuję. – Asia jednak też miała z tym pewien problem, a Robert miał dość czekania.

    – Piepszyć to! – powiedział i gwałtownie rozerwał jej szlafrok.

    – Robert! To trochę kosztowało!

    – Kupię ci nowy. Teraz sporo grosza zarobiłem.

    Robert najpierw odsłonił jej ciało od pasa w górę, odkrywając dość duże kształtne piersi o małych sutkach. Przyssał się do nich niczym jaskiniowiec. Gryzł, ssał. Asia jęknęła z bólu i rozkoszy. Jej nagi biust pokryty był ogromną ilością śliny męża. Ściekała ona także po jej brzuchu, jak również po jego brodzie i włochatym torsie. Zaraz Robert wysuwając język najbardziej, jak się tylko da, zjechał nim niżej. Jednocześnie jego dłonie znalazły się na piersiach Asi z całej siły je ściskając. Teraz z kolei jej cipka stała się obiektem jego uwielbienia. Wyczyniał na niej (całej ociekającej śluzem) najróżniejsze harce swoim jęzorem, od czasu do czasu zasysając jej wystające wargi, jakby chciał je pożreć. Jednocześnie spijał cały czas wszystko, co z niej wypłynęło, nie pozwalając ani odrobinie płynu skapnąć na podłogę. Co chwilę też szarpiąc ją za włosy, przysuwał jej twarz do swojej, liżąc ją z językiem i przekazując część jej własnych picznych soków. Resztę połykał, po czym znów lizał jej pizdę, następnie przyciągał do siebie i tak przez jakieś 5 minut non stop. Marek musiał trochę przystopować z szybkością jazdy na ręcznym, ażeby za szybko nie wystrzelić. Robert po chwili lizania (czy wręcz konsumowania) stóp Asi i wsadzania języka między palce, zerwał z niej szlafrok całkiem, ukazując przed Markiem jej piękną pupę w kształcie gruszki. Robert złapał ją za tyłek i przejechał po niej paznokciami, zostawiając czerwone smugi na obu pośladkach. Odwrócił ją pupą do siebie i wymierzył parę mocnych klapsów, pozostawiając odcisk swych dłoni, następnie przyssał się do niej. Całował, lizał i gryzł pośladki. Potem je rozszerzył, ukazując dość rozciągniętą (ale nie przesadnie) dziurkę, którą począł penetrować swym językiem. Marek by widzieć wszystko dokładniej, zmuszony był się wychylić. Teraz Robert pakował jej w odbyt kilka obślinionych palców naraz. Asia jęczała coraz głośniej.

    – Dobra, teraz cię wreszcie przelecę, poczynając od twojego zajebistego tyłka.

    Wielka pała Roberta znalazła się w jej ciemnym tunelu. W tym samym czasie Asia onanizowała swoją brzoskwinkę, a Robert wsadzał jej palce głęboko do buzi, przyprawiając ją o mdłości i znaczny wyciek śliny. Wreszcie nastąpiła zamiana dziurek. Robert piepszył ją w cipę od tyłu, jednocześnie pakując palce w kakao. Dźwięki, jakie Asia z siebie wydawała były wręcz nie do opisania. Marek był coraz bliżej końca. Nagle Robert obrócił Asię twarzą do siebie, wciąż posuwając jej piczę. Chwycił pod uda i przycisnął do ściany, aż rąbnęła się w głowę. Wsadzał jej język do buzi najgłębiej, jak się tylko dało. Asia próbowała wypchnąć go przy pomocy swojego. Na chwilę jej pozwolił, w wyniku czego przez paręnaście sekund ich języki się miętosiły. Zaraz jednak z powrotem jego jęzor stał się dominujący, nie pozwalając się wypchnąć jej językowi. Ślina z ich ust kapała w ilościach niebotycznych. W związku z tym Robert począł zlizywać całą ślinę (stanowiącą mieszankę śliny ich obojga), która ściekała Asi po brodzie, cyckach, brzuchu, aż po wzgórek łonowy. Gdy znów obrócił ją tyłem, jego penis ponownie znalazł się w jej pupie. Lecz tylko na chwilę, bo za moment agresywnie chwycił ją za włosy, odwrócił przodem i rzucił na klęczki niczym tanią dziwkę.

    – Ssij!

    Asia jakby zgłodniała suka, od razu w dzikim tempie zaczęła połykać jego fiuta. Robert przycisnął ją do siebie, by znalazł się w niej cały i zaczął pierdolić jej usta szybkimi pchnięciami kutasa. Ona zaś dławiła się i ponownie zalała śliną. Raz nawet prawie się porzygała. Robert wysunął jej fiuta z buzi. Asia w najwymyślniejszy sposób pobudzała go językiem. Lizała i ssała mu jego owłosione jaja, by zaraz z powrotem dotrzeć języczkiem na szczyt jego pały, którym zajmowała się ze szczególną pasją, wykonując na żołędzi rozmaite językowe piruety.

    – Co kochanie, to znaczy zdziro? Czujesz swoją kolację?

    – Chyba aż tak głęboko niestety nie dotarłeś.

    – Jak to? Czyżby mój obrzyn był za krótki? Zaraz się przekonamy droga kurewko. Tymczasem zrób mi dobrze jeszcze tam.

    Robert wypiął w jej kierunku swoje duże umięśnione, jak również pokaźnie owłosione dupsko. Asia przystąpiła do dzieła.

    – Już i tak masz trochę łoniaków w zębach. Teraz będziesz ich miała jeszcze więcej. W dodatku posklejanych, bo nie podtarłem się specjalnie dla ciebie na dzisiejszy romantyczny wieczór.

    – Co???!!! – Asia z niesmakiem się odsunęła.

    – Faktycznie coś wyczułam ty obleśna świnio!!!

    Markiem prawie wstrząsnęło. W ostatniej chwili udało mu się powstrzymać wytrysk.

    – Nie marudź szmato, tylko rób swoje.

    Robert swoją mocno umięśnioną ręką przycisnął twarz Asi do swej brudnej dupy. Ta próbowała się oderwać, ale bezskutecznie.

    – A to za niesubordynację! – Robert mówiąc to chrapliwie pierdnął w twarz żony, ciągle przyciskając ją do tyłka. Wreszcie puścił. Zapłakana Asia upadła na podłogę, krztusząc się. Potem ku zdumieniu Marka wybąkała:

    – Przepraszam.

    Chłopak już był pewien po kim ma swoje masochistyczne zapędy.

    – Już dobrze, a teraz spróbujemy dotrzeć do kolacyjki.

    Ponownie przystąpili do ostrego analu.

    – Tak, tak! Rżnij mnie, aż poczujesz mój ostatni posiłek.

    Robert sapał coraz głośniej, aż wreszcie zawył jak wilk. Ślina kapała mu z gęby na plecy Asi.

    – Kurwa… O kurwa. Ale odjazd.

    Wysunął się z pupy żonki. Sperma nie przestawała się z niej lać jakby miała tego w sobie całe litry. Robert robił jej jeszcze minetę połączoną z solidną palcówką, by ją także doprowadzić do ekstazy, której już była bliska.

    – Następny razem po kolacji lub innym posiłku, jak się załatwisz, to nie podcieraj się. Spenetruję ci dupcię. Nie będzie potrzebny dzięki temu żaden inny lubrykant.

    Asia wreszcie zajęczała z rozkoszy. Marek niemal równocześnie z nią doszedł, spuszczając się pod drzwiami sypialni. Za moment zebrał chustką spermę z podłogi i wrócił do pokoju, chowając chusteczkę do szuflady. Onanizując się lubił je wąchać. Oprócz tego miał tam też trochę brązowych chusteczek po podtarciu się. Było też kilka pobrudzonych zarówno kupką, jak i nasieniem, bo zdarzało mu się srać i następnie wycierać pupę w trakcie masturbacji, by następnie sobie trzepać, nakładając ów papier na penisa.

    ==

    Tuż przed samym snem rodzice jeszcze przyszli do pokoju Marka, by coś mu obwieścić. Siedli na łóżku. Mama delikatnie gładziła go po plecach.

    – Kochanie.

    – Tak mamo?

    – Doszliśmy z tatą do wniosku, że nasze wieczorne sesje z laniem nie zostają na razie odroczone. Tatuś będzie w nich aktywnie uczestniczył.

    – Ale dlaczego? Co ja takiego zrobiłem?

    – Uznaliśmy – odezwał się ojciec – że solidne lanie na gołą pupę, to jedyne, co jest w stanie cię zdyscypliować i przy okazji uchronić przed tym całym gejowstwem.

    – Przecież wiecie, że to nie jest dobre rozwiązanie. W wielu innych krajach zostało to wręcz zakazane.

    – Ale jesteśmy, tu gdzie jesteśmy – rzekła mama – a co do skuteczności, to pamiętasz chociażby, jak rozrabiałeś kiedyś w centrum handlowym?

    – No tak…

    – Byłeś strasznie kapryśny. Kup mi to, kup mi tamto. W końcu przełożyłam cię przez kolano, zdjęłam majtki i wlepiłam parę klapsów na goły tyłek, tak żeby wszyscy widzieli. I co? Przecież od razu się uspokoiłeś.

    – Albo wtedy u babci, jak rozrabiałeś i pyskowałeś dorosłym, to kiedy wreszcie się ogarnąłeś?

    – Jak spuściłaś mi lanie mamo.

    – No więc sam widzisz, że ma ono na ciebie wyłącznie pozytywny wpływ.

    – No to ładnie się wpakowałem – pomyślał chłopak.

    – Więc będzie tak, jak z tatą postanowiliśmy. Dzisiaj ci odpuścimy, ale od jutra nie ma przeproś.

    Mówiąc to mama klepnęła go w tyłek, izolowany tylko cienkim materiałem bokserek.

    – Zobaczymy też, czy dzisiaj dostałeś odpowiednie wciry – mama opuściła mu bokserki, odsłaniając pupę.

    – No, to ci się udało Robercie. Prawdziwe dzieło sztuki. – Asia macała jego pośladki, wpatrując się w pozostawione na nich czerwone ślady.

    – Pamiętasz Mareczku pewien żarcik z dzieciństwa? Jak bawiłam się z tobą, gdy byłeś mały.

    Mama wsunęła mu palce w przedziałek pośladkowy i połaskotała po dziurce i między pośladkami, następnie nie przestając ruszać palcami, uniosła rękę nad jego pupą.

    – Frrr. Wiaterek z pupki uleciał.

    – To bączuś czy pierduś kochanie? – włączył się ojciec.

    Mama pociągnęła parę razy nosem, udając, że naprawdę coś czuje.

    – Chyba bździnuś.

    Rodzice Marka się roześmiali, on zaś cały czerwony myślał, że lada moment zapadnie się pod ziemię.

    – No, to dobranoc Mareczku – mama przed snem jeszcze ostatni raz klepnęła go w jego nagą nieziemsko seksowną pupę i wraz z ojcem udali się na spoczynek. Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • Przygoda na wycieczce szkolnej cz1.

    Zanim jeszcze przejdziemy do historii, chciałbym podziękować za dobry odbiór dwóch poprzednich opowiadań. Od razu powiem – mam jeszcze sporo pomysłów na historie, niektóre (jak ta i poprzednia) z życia wzięte i na całkowicie zmyślone. Ok, juz nie przeszkadzam. Miłego czytania

    W wieku 17 lat ja wraz z moją klasą wyjechaliśmy na wycieczkę do Krakowa. Jako, że był to dla nas koniec Polski przygotowaliśmy się na kilku godzinną jazdę autokarem. Była to końcówka maja, było niesamowicie gorąco, nawet w cieniu było około 35 stopni. Nie umawiałem się z nikim, dlatego też po wejściu do autobusu nie miałem z kim siedzieć.

    – Chodź tutaj! – dobiegł mnie głos z samego tyłu autobusu

    Była to Klaudia, nasza klasowa piękność. Zaprosiła mnie abym dotrzymał jej towarzystwa na końcu autobusu. Mieliśmy cały koniec dla siebie. Co do samej Klaudii – była to osoba o nieskazitelnej urodzie, niezbyt wysoka,Żeby Nie Powiedzieć – niska. Tego Dnia ubrana była w czarny t – shirt, jeansy z dziurami i czarne adidasy.

    Początkowo nie robiliśmy nic po za słuchaniem muzyki. Po jakiejś godzinie zaczęliśmy konwersacje na tematy wakacyjne, którą przerwała interwencja nauczycieli – kilka osób zaczęło wymiotować z przodu autokaru. Nas nic nie ruszało, co prawda ja też miałem chorobę lokomocyjną, ale ostatnie kilka lat nie dawała się we znaki, mogłem czuć najgorsze smrody w czasie jazdy i robiły na mnie wrażenie jak kanapka z chlebem na studencie. Szybko zresztą udowodniłem to również Klaudii:

    -Zagrajmy w wyzwania – zaproponowała

    Zgodziłem się bez większych problemów.

    Początkowo wyzwania były proste i dlatego tymi też nie będę was zanudzał. Po około 20 minutach gry, Klaudia zdjęła buty ze stópek mówiąc, że czuje się jakby jej stopy się gotowały. Powiedzmy sobie szczerze – mam wielki fetysz na stopy a ona tym co zrobiła tylko go obudziła. Kontynuowaliśmy grę, chociaż tak naprawdę ja się wyłączyłem, nie wiedziałem kto robi wyzwanie, jakie robi wyzwanie, bo ciągle spoglądałem na jej białe, krótkie do kostek i mocno brudne od spodu skarpetki, to zdecydowanie pobudzało moje zmysły. Po pewnym czasie Klaudia zauważyła, że ciągle obcinam wzrokiem jej piękne smrodki (zresztą trudno byłoby nie zauważyć tego)

    – Tak ci się podobają? – zapytała Klaudia przystawiając swoje brudne podeszwy przed moją twarz.

    – Noo – wymruczyłem nieśmiało

    – A to ci się też podoba? – Zapytała z pewną dozą nieśmiałości po czym. Przyłożyła mi swoje skarpetki do twarzy i zaczęła nimi szorować po niej. Jej skarpetki były niezwykle mokre od potu, ich zapach był pomieszaniem zapachu perfum Klaudii z smrodem potu kilkukrotnie większym niż u Oliwii, bohaterki poprzednich opowiadań. Śmierdziały niesamowicie i nietypowo, ale też niezwykle podniecająco, kiedy robiła kolejny kurs skarpetką po nosie od pięty do źródła mokrego potu – palców, poczułem jak zaczyna mi sztywnieć, zgiąłem lekko nogi aby nie było tego widać. Po chwili skończyła pytając z serdecznym uśmiechem:

    – I jak podobało ci się?

    – Mam do ciebie prośbę – odpowiedziałem
    – Jaką? –

    – Mogę zdjąć skarpetki? – zaryzykowałem pytaniem po którym mogłem zostać wyśmiany albo mogły się spełnić moje fantazje.

    – Ale nie liż ich – odparła stanowczo

    – Dlaczego? – zapytałem z wyraźnym smutkiem

    – Bo są całe spocone … – zaczęła

    – Tym lepiej – wtrąciłem

    – …A później będą całe mokre – dokończyła

    – To ci je wytrę, no nie daj się prosić – odparłem

    – A poproś – postanowiła że mną kokietować

    – Proooszę – powiedziałem z uśmiechem na twarzy

    – Nie tak, na kolana, przed fotelem – rozkazała

    Posłusznie zszedłem z autokarowych foteli i uklęknąłem w miejscu którym trzyma się nogi.

    – No dobra, masz, tylko nie zmocz mi jej całej – powiedziała z uśmiechem spuszczając nogi z fotelu

    Ściągnąłem najpierw jedną jej skarpetkę. Jej stópka była mała, miała pomarańczowy spodzik, była brudna od skarpetki i gdzieniegdzie były białe paprochy. Jej palce były małe i grube, muszę przyznać że był to rozczulający widok. Nie miała żadnego lakieru, a między jej paluszkami po za białymi paprochami były również pojedyncze ziarnka piasku. Zanim jednak przystąpiłem do stópki, “dodałem sobie odwagi” jeszcze raz wąchając skarpetkę, który wciąż trzymałem w ręce. Po zaciągnięciu się, złapałem jej stópkę, chciałem ją najpierw powoli powąchać, jednak Klaudii nie spodobał się pomysł z wolną zabawą i niemalże wepchała mi ją na twarz. Wylądowałem z nosem między dużym a następnym palcem, jej stopa była wilgotna od potu. Jej stopa śmierdziała… Bardzo śmierdziała! Jej skarpetki chociaż mocne nie miały jednak startu do zapachu bosych stóp. Po chwili swoimi palcami u stóp zdjęła mi okulary, a następnie drugą skarpetkę. Jej druga stopa była nieco bardziej brudna od pierwszej. Nawet nie wiem kiedy a Klaudia zaczęła szorować swoimi spoconymi i śmierdzącymi stopami po mojej twarzy. Po nie całej minucie odciagnąłem jej stopę od swojej twarzy. Wytarła większość swojego potu w moją twarz, dzięki czemu cały czas czułem jej stopy. Jeszcze raz przyciągnąłem jej stopę do mojej twarzy, jednak tym razem wyciągnąłem język. Najpierw delikatnie musnąłem jej palce, ciągle wdychając zapach i jednocześnie patrząc na twarz na której najpierw malowało się zdegustowanie, które stopniowo przeradzało się w uśmiech ukojenia. Zacząłem lizać jej stopę, od pomarańczowych pięt do pomorańczowych palców. Zapach stóp przeszedł na dalszy plan po tym jak tylko poczułem słony smak jej potu. Czułem się jakbym lizał sól, co tylko mnie bardziej rozbudzało. Kiedy zacząłem wylizywać brud między paluszkami, zauważyłem że lekko przymknęła oczy, robiłem jej masaż, tylko że w najbardziej podniecający sposób jaki można. Kiedy wylizałem dokładnie miejsca między jej palcami w obu stopach poczułem ziarenka piasku w buzi, gryząc zęby czułem między nimi pojedyncze ziarenka. Jako finał naszych rozkoszy wziąłem jej palce do buzi i zacząłem ssać, najpierw Wszystkie naraz, a później każdy z osobna i tak przy jednej i drugiej stópce. Na koniec tak jak obiecywałem wytarłem jej stopy własnym rękawem i założyłem na nie skarpetki. Wróciłem na fotel.

    – I jak? – zapytałem niepewnie

    – Ej to było przyjemne – odpowiedziała

    – Tylko błagam nie mów o tym nikomu – przestrzegałem

    – Spoooko, o to się nie martw – odpowiedziała

    – I ten… Możemy to powtarzać częściej? – zapytałem

    – No nie wiem, jak ma nikt tego nie widzieć, to na tej wycieczce chyba odpada, jestem w pokoju z trzema osobami – powiedziała

    – To nie musi być na wycieczce, przecież mieszkamy praktycznie obok siebie – zauważyłem

    – Ok, możemy się kiedyś umówić – zakończyła z uśmiechem

    – spoko – również się uśmiechając

    Po kilku minutach położyłem się na fotelach, obierając głowę na szybie autokaru, po chwili poczułem znajomy zapach, Klaudia położyła się koło mnie, kładąc stópki w skarpetkach na moim nosie. Jako że mieliśmy sporo wolnego miejsca przed tyłem autobusu okupowanym przez nas, nikt nie zauważył tego i dlatego w takiej pozie przeleżalismy kilka godzin.

    To były niezwykle przyjemne godziny

    Kiedy opiekunowie wycieczki powiedzieli że mamy się szykować do wyjścia Klaudia ubrała lewy but, jednak przed ubraniem prawego, zdjęła z prawej stópki białą, śmierdząca i przepoconą i włożyła mi ją do kieszeni ze słowami:

    – Prezent za dzisiaj – na koniec mrugnęła okiem i nałożyła adidasa na bosą stopę.

    Wyjąłem skarpetkę z kieszeni i włożyłem do woreczka foliowego, który trzymałem w plecaku, który zawiązałem tak aby nie ulatniał się zapach.

    Wciąż byłem lekko zszokowany, że najpiękniejsza dziewczyna jaką widziałem spełniła moje dziwne fantazje. Mimo tego co mówiła, nie był to koniec takich przygód na tej wycieczce…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    M.W

    Komentarze mile widziane 😀

    Chcą kolejnej części? 😉

  • “Hotka Story”. Historia pewnej hotwife.

    Hanka Nowak  “Hotka story” (fragmenty książki) 

    Żona w objęciach pożądania! 

     

    ***

    – Zocha, widziałaś nowego? 

    – Ciasteczko mniamniuśne, aż żal wzrok odwracać. 

    – Serio? Gdzie ty go wypatrzyłaś? – Rozejrzała się dookoła.  

    – Pytasz mnie gdzie? Kobieto, zejdź na ziemię, bo życie ci umyka. Patrz w kierunku zaplecza i delektuj się tym słodziakiem. 

    Był piątek. Mąż wyjechał w delegację, a mnie groziła nuda, więc Zocha wkręciła mnie do pracy w Dworku. Zdarzało mi się korzystać z tej możliwości raz na jakiś czas. Restauracja to całkiem sympatyczna, a profesja kelnerki pod koniec tygodnia odskocznią od życia była idealną. I choć na co dzień pracę miałam wdzięczną, to nie ukrywam, że czasem fajnie było zrobić coś mniej zobowiązującego, uwolnić umysł i zregenerować myśli po całotygodniowym wysiłku. 

    Tego dnia do pracy przyszłam przed czasem, a w drzwiach jak zwykle przywitała mnie Zocha, oparta o futrynę i wpatrzona podejrzanie w niebo. Stwierdziła, że rozmyśla nad sensem istnienia, ale nie uwierzyłam, bo Zocha generalnie nie myśli za dużo. Ona żyje chwilą, a w tamtej chwili akurat rzucała palenie. Trzeci już raz, licząc od poniedziałku. TEN papieros był tym ostatnim. Tłumaczyła, że stres, że musi coś tam. Właściwie nie dotarło do mnie, co musi, bo nie słuchałam. Całą uwagę skoncentrowałam na nowym nabytku zespołu. Nieziemsko przystojnym, szczupłym szatynie o jasnej karnacji. Za jego błękitne oczy dałabym się pociąć, nie mówiąc o tym, co pozwoliłabym sobie zrobić za całą resztę. 

    – Zocha, serio? Pojęcia nie mam, co się z tobą dzieje, ale teraz skup się i patrz na to ciało. Czyż nie apetyczny to kąsek? – Odwróciłyśmy się w stronę Menago, który intensywnie objaśniał coś nowemu. Na potrzeby tej historii nazwijmy go Młodym (w końcu młodszy był od nas niemal o dekadę). 

    Naprawdę nie wiem, czy to efekt kilkudniowej nieobecności męża, czy może atrakcyjnego wyglądu chłopaka, ale nagle poczułam się jakoś tak .. nieznośnie wygłodniała.  

    – Dobrze, że jesteście! – Menago przywitał nas z entuzjazmem, po czym każdej przydzielił zadania na tę noc. – Zocha na bar, a ty, Hanka, tutaj. Dziś mamy wesele. Para młoda wymagająca, czepia się wszystkiego, więc pracujemy dwójkami. Hania, ty z Młodym, bo Renia dzwoniła, że nie przyjdzie. Dasz radę? 

    – Nie wiem, ty mi powiedz.

    – Młody przeszkolony, teoretycznie wie, co robić, a w praktyce musisz być wyrozumiała i pomóc zorganizować mu się trochę. Macie godzinę, nim przyjdą goście. Daj się poznać, oprowadź, pokaż wszystko. 

    Wszystko? – to brzmi ciekawie. Zmierzyłam Młodego wzrokiem. Pobudzona wyobraźnia podsuwała niegrzeczne scenariusze. W sumie mogłabym mu wiele pokazać. Zaczęłabym od tego, co mam pod fartuszkiem, a potem…  

    A potem może opowiem co dalej, póki co skupmy się, i wróćmy do opowiadania. 

    Menago to generalnie wredny typ. Nikt go nie lubi, ja też nie bardzo co już pierwszego dnia pracy głośno wyraziłam komentując jego niestandardowe, i nieco lubieżne praktyki motywowania pracownic. Z drugiej jednak strony – co się dziwić facetowi, wkoło młode i piękne, w większości samotne, i napalone dwudziestoparolatki. Trudno się oprzeć. Odkąd na horyzoncie pojawił się Młody moje myśli też bezwstydnie krążyły wokół wyobrażeń o jego umięśnionym i nagim ciele. 

    – Chodź, chodź, Młody, bo czas ucieka. Wydaje mi się, że wszystko już zrobione, ale zerknijmy jeszcze raz na stoły, zapalmy świece i upewnijmy się, że wizualnie jest w porządku. Ty zacznij, a ja zajrzę w harmonogram i sprawdzę dokładnie, o której pojawi się młoda para, OK? 

    Nie odpowiedział. Nie pytał o nic. 

    Kiwnął porozumiewawczo głową i udał się w kierunku, który wskazałam. 

    Mmm, uległy – pomyślałam. Ciekawe, czy w sypialni też byłby taki posłuszny.  

    Niegrzeczne „ja” zdecydowanie wzięło górę. Młody miał w tym swój udział. Stał po drugiej stronie sali i wpatrywał się we mnie przenikliwie swoimi wielkimi ślepiami. W jego spojrzeniu było coś hipnotyzującego. Zarumieniłam się niczym nastolatka, a przed oczami znów stanęły grzeszne obrazki.

     – Wszystko w porządku? Przyglądasz mi się. I wiesz, chyba onieśmiela mnie to trochę – rzekłam grzecznie, choć miałam ochotę nie.

    – Ja? Nie, no co ty! Sprawdzałem tylko, jak sobie radzisz z planem – odpowiedział dyplomatycznie i grzecznie, ale jego uśmiech sugerował zupełnie coś innego. Coś, co intrygowało i podpowiadało, że gdyby nie konwenanse, to nie byłoby nas tutaj. Bylibyśmy tam. W kantorku po drugiej stronie sali, nadzy i zaabsorbowani sobą, kołyszący się w rytm rozbrzmiewających właśnie słów utworu Crazy in Love Sofii Karlberg. 
    I look and stare so deep in your eyes, I touch on you more and more every time…

     ***

    Pierwszy dzień pracy z Młodym okazał się początkiem czegoś nowego. Przebudziło się we mnie głęboko drzemiące pragnienie zdobywania. Niewytłumaczony instynkt kazał się wdzięczyć, uwodzić. I choć nie byłam jeszcze do końca świadoma zmian, które we mnie nastąpiły, czułam, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Dziwiło mnie to wtedy. Dziwi wciąż dziś. Przecież nie pierwszy raz trafiło mi się ciasteczko. Pierwszy raz jednak miałam ochotę schrupać je. I to w całości. 

    A co na to mąż, zapytasz? Cóż, od męża właśnie zaczyna się cała historia.

    – Ależ z ciebie seksowna bestia – wyszeptał z zachwytem, patrząc na moje nagie i jeszcze wilgotne po kąpieli ciało. Stałam wystarczająco daleko, by nie mógł mnie dotknąć, ale odpowiednio blisko, by pozwolić mu choć przez moment napawać się tym widokiem.
    Lubię się z nim droczyć, a on lubi, gdy to robię. Dziś jednak nie chciałam przeciągać tej chwili w nieskończoność. Zresztą domyślał się, że w tym momencie jest wyłącznie narzędziem do zaspokojenia moich pragnień. Zdziwiłam się, że tak dobrze radzi sobie z zazdrością, ale nie pytałam o to. Pora zdecydowanie była nieodpowiednia na rozmowy.

    Gdy zbliżyłam się o kilka kroków, przyciągnął mnie do siebie. Zajrzał w oczy na krótką sekundę i powoli zaczął całować – najpierw piersi, potem brzuch. Jego usta muskały moje ciało, działając na zmysły intensywnie. Podniecona i drżąca z rozkoszy położyłam się na łóżku i nieśmiało rozchyliłam nogi. Mimo wszystko czułam się trochę zawstydzona tą sytuacją. Fantazje o Młodym uporczywie wracały i nietrudno było domyślić się, że ogromna fala podniecenia niewiele ma wspólnego z pieszczotami, które właśnie w cudowny sposób ofiarowywał mi mąż. 

    Gdy spojrzał na moją zaróżowioną i wilgotną cipkę, zarumieniłam się znów. Nic nie powiedział, tylko wessał się we mnie, by chwilę potem całować delikatnie. Westchnęłam, a on palcami ucisnął łechtaczkę, pod palce wsunął język i pieścił ją okrutnie dobrze. Zamruczałam znów. Z lekko przymrużonymi oczami wyczekiwałam zbliżającej się ekstazy. 

    – Kim jest gość, któremu chyba powinienem podziękować za ten seks? – zapytał ewidentnie zaciekawiony, gdy ochłonęłam już nieco.

    – Moim nowym kolegą z pracy. Przyszedł dziś pierwszy raz i biedak od razu trafił pod moje skrzydła. Reni nie było, więc Menago zrobił z nas parę.

    – Parę, mówisz? A to ciekawe. Co było dalej?

    – Dalej już nic. Grzecznie wykonywaliśmy swoje obowiązki – odpowiedziałam zadziornie. 

    – Wróciłaś z pracy napalona jak nigdy, trudno więc uwierzyć w to twoje „grzecznie”. Opowiadaj.

    – Naprawdę nie mam o czym. Fakt, on jest nieziemsko przystojny, ale to gówniarz. Poza tym Zocha zaklepała go dla siebie i nie wiem, czy kojarzysz, ale – wskazałam palcem na obrączkę – jestem mężatką, więc wiesz, ułożoną dziewczynką muszę być. 

    – Oceń go dla mnie – drążył temat, nie zważając na to, co powiedziałam wcześniej.

    – Widzę, że poczucie humoru ci dopisuje. Mam go ocenić, tak? OK. Myślę, że w skali od jeden do dziesięciu dałabym mu maksymalną ilość punktów. Jedenaście nawet. Tak. On zdecydowanie wybiega poza przyjęte normy. Piękny. Mądry. Błyskotliwy. Jak ty, oczywiście. – Rozmowa zaczynała mnie trochę bawić. – A tak swoją drogą, co tak podpytujesz? Zazdrosny? 

    – Zazdrosny to naprawdę mało powiedziane.

    – Och, mężu, ty mój głupiutki. Przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham. O nim co najwyżej mogę pofantazjować. Zastanawia mnie tylko twój stan. Co sprawia, że jesteś tak mocno pobudzony?

    – Nie wiem Haniu, chyba zwariowałem. Z jednej strony twoje zauroczenie innym doprowadza mnie do szału, najchętniej zamknąłbym cię w domu, zakazał chodzić do pracy, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę, że dziś mógł mieć ciebie tylko dla siebie… to mam ochotę zerżnąć cię raz jeszcze. Taka perspektywa mnie podnieca i przeraża jednocześnie. 

    – Zachęcasz czy zniechęcasz mnie do romansu teraz? – zażartowałam

    – Może? To, co chcę powiedzieć, jest trochę szalone, ale posłuchaj mnie do końca. Niedawno wpadł mi w oko tekst o singielce i lwicy, na pewno słyszałaś… – Spojrzał na mnie pytająco, ale nie miałam pojęcia, o czym mówi, więc kontynuował: – Czy wiesz, dlaczego silne kobiety często żyją w pojedynkę? Bo lwica nie da się zniewolić. Ona potrzebuje lwa, który razem z nią będzie polować. – Zachichotałam, choć nie rozumiem dlaczego. – Uświadomiłem sobie, że ty jesteś taką kocicą, więc może ja powinienem…  może mógłbym… chciałbym chyba stać się twoim lwem. – Znów zerknął w moim kierunku, a ja wciąż siedziałam z rozdziawioną miną, zupełnie zagubiona w jego słowotoku. 

    – Sprecyzuj, co konkretnie masz na myśli?

    – Ostatnie newsy o Młodym kurewsko wzmagają we mnie zazdrość. Jednak odkryłem coś jeszcze. Myśl, że mogłabyś go podrywać, podnieca mnie dziko. O niczym innym nie jestem w stanie myśleć.

    Open marriage? Serio? Może od razu pomyślimy o rozwodzie? 

    – Nie, nie to.  Ja byłbym grzeczny, tylko ty dostarczałabyś wrażeń nam obu.

    – Zdrada kontrolowana? Wydaje ci się, że ta wersja brzmi lepiej?

    – Słyszałaś o tym? – Grymas zdziwienia pojawił się na jego twarzy. – I co myślisz? 

    – Powiedzmy, że musnęłam temat, ale mam mieszane uczucia. Szalenie popierdzielony ten Twój pomysł.

    – Nie wydaje ci się, że to trochę jak my? – Pocałował mnie czule i nie wiem, czy chciał w ten sposób rozładować moje, czy swoje emocje. – Przecież nie musisz iść na całość, nawet nie chciałbym tego, ale malutki i niezobowiązujący flirt może stać się fajnym urozmaiceniem, zmysłową grą wstępną. Będziesz wracała z pracy podniecona, a ja będę czekał zwarty i gotowy, by wysłuchać o twoich podbojach i przede wszystkim by dopieścić twoje pragnienia. Jak wtedy, gdy w pracy pojawił się Młody.

    ***

    Zezwolenie na zdradę – marzenie wielu mężczyzn. Wbrew powszechnie panującym opiniom wiele kobiet też z chęcią skorzystałoby z takiej możliwości. Jeśli jednak wydaje ci się, że po tej rozmowie od razu wskoczyłam w szpilki i pobiegłam do Młodego, to jesteś w błędzie. Bo .. nie pobiegłam ale .. 

    ***

    Następnego dnia wpadłam niezapowiedziana do Zochy. Dochodziła do siebie po wieczornej eskapadzie. Przyciemniony pokój. Dźwięk melodii Perfect Darkness zespołu Fink wypełniał każdy kąt. Nie byłam pewna, czy to dobry moment na odwiedziny, ale silna potrzeba wygadania się wzięła górę, więc postanowiłam przywrócić ją do życia, po czym nieśmiało, i z pewną dozą niepewności, krok po kroku wprowadziłam ją w temat. Z każdym kolejnym zdaniem mój monolog o Młodym nabierał rumieńców, ja również.

    – No, no, Hanula. Nie spodziewałam się. Mówisz, że cipka swędzi i potrzebna ci moja aprobata, tak? 

    – Zocha!!! Przecież nie pytam o pozwolenie. Nie pytam nawet, co o tym myślisz. Chciałam się wygadać i chyba miałam nadzieję, że sprowadzisz mnie na ziemię i wyperswadujesz ten pomysł z głowy?

    • Nie te drzwi kochana. Znasz moją dewizę życiową, się do niej stosuj i pieprz to wszystko. Pamiętaj, że równowagę między ciałem a umysłem uzyskasz wyłącznie poprzez seks. Wewnętrzna moc płynie z orgazmów, tylko one zapewnią ci dobre samopoczucie i sprawią, że będziesz chciała więcej i więcej .. 

    Podniecenie. Entuzjazm. Poczucie wolności i seksualnego wyzwolenia. Wzburzenie, niepewność i gniew. Skrajne odczucia zawładnęły mną, wprowadziły mnie w stan, który naprawdę trudno ubrać w słowa. Krążąca w głowie myśl o maleńkim skoku w bok, niepokoiła mnie, chyba nawet czułam wstyd, zażenowanie i… wyrzuty sumienia. 

    Ogromne. Bo przyznam, że postać Młodego wydobywała ze mnie to, co tłumiłam przez lata, całą niespożytkowaną energię i wszystkie przyduszone instynkty, które zmieniały mnie w seksualną bestię. 

    Seria nieprzyzwoitych fantazji rozszalała się mojej głowie. 

    Jego ciało przy moim. Prawdziwe szaleństwo. 

    Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia, przyspieszyłam kroku. Zrzucając z siebie ubrania, niemalże biegłam wprost do szafy, z której wygrzebałam koronkową sukienkę w krwistoczerwonym kolorze. Szybko włożyłam ją na siebie. Usta pociągnęłam szminką i rzuciłam się na łóżko w seksownej pozie. 

    Zerknęłam w stronę drzwi. On już tam był. Nagi i bardzo gotowy. Oparty o futrynę, czekał na zapraszający do zabawy gest. Uśmiechnęłam się, po czym obróciłam na brzuch, wypinając w jego kierunku pupę. Podszedł i stanął tuż za mną. Sukienkę podwinął ku górze.

    – Niegrzeczna z ciebie dziewczynka – wyszeptał i jednym mocnym szarpnięciem zerwał ze mnie stringi, by chwilę potem wymierzyć siarczystego klapsa.

    Spodobało mi się to. Był taki zdecydowany. Stanowczy. Pożądanie zawładnęło nami. Nie chciałam pieszczot. Nie chciałam pocałunków. On też nie miał na nie ochoty. Złapał mnie za biodra i wszedł we mnie. Między udami poczułam przyjemne wibracje, a ciałem wstrząsnął dreszcz podniecenia, który narastał z każdym kolejnym pchnięciem. Przymrużyłam oczy, oddając się rozkoszy. Czułam, że już niedaleko. Przyspieszone bicie serca. Jęk. Krzyk. Fala ekstazy rozlała się, obezwładniając mnie całkowicie. Zachłannie łapałam oddech, zatracając się w orgazmie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hanka Nowak
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dojrzewanie cz.3

    Minęły dwa tygodnie od naszego pierwszego, prawdziwego stosunku. Wreszcie Aneta złapała mnie na klatce, mówiąc że mam przyjść do niej. Szybko się wykąpałem i poleciałem na górę. Zaprowadziła mnie prosto do salonu. Wersalka była rozłożona, a na niej równiutko położony brązowy koc. W rogu leżał złożony w kostkę ręcznik. Telewizor był włączony, a na ekranie zobaczyłem zatrzymany obraz kobiety i mężczyzny. Byli nadzy.

     – Chcę ci coś pokazać – powiedziała i siadając na łóżku włączyła film.

    Zobaczyłem jak facet kładzie się na plecach, a kobieta na nim, tylko że głową w dół. Klasyczna pozycja 69. Wtedy nie znałem nazwy, ale już to robiłem kiedyś z kuzynką. Doszliśmy do niej sami, bez pomocy filmu. Teraz patrząc jak się pieszczą ustami Aneta ściągnęła podkoszulek odsłaniając piersi. Po chwili zdjęła spodenki. Nie miała na sobie majtek. Spojrzała na mnie.

     – A ty na co czekasz? Na oklaski? – rozebrałem się w sekundę. – Patrz i ucz się – dodała.

    Kiedy na filmie bawili się już w najlepsze, pchnęła mnie delikatnie żebym się położył. Ułożyłem się na samym środku, a ona przerzucając nade mną nogę położyła się w identycznej pozycji. Uwielbiałem to. Można było dawać i odbierać przyjemność jednocześnie. Czułem jej ciężar na sobie, nasze ciała stykały się wzmagając podniecenie. Czułem jej zaciskające się mięśnie brzucha na swojej klacie. Cudowny widok otwartej cipki, czekającej na mój język potęgował doznania. No i ten zapach. Nęcący, zapraszający, zachęcający a jednocześnie tajemniczy, nieokreślony. Nauczyłem się wtedy że dotyk w pieszczotach to nie wszystko. Mimo że kluczowy, to nigdy nie osiągnąłbym takich orgazmów gdybym nie patrzył, nie wąchał lub nie smakował. Nawet zmysł słuchu był ważny, bo jak dziewczyna zaczynała pojękiwać rosło moje podniecenie. Jeśli dodamy wargi zaciskające się na moim członku i ssanie – przyjemność była nie do opisania. Przełożyłem ręce pod jej nogami i złapałem od góry za pośladki. Zacząłem lizać powoli wargi mniejsze i wejście do pochwy. Brodą dotykałem łechtaczki która zwisała swobodnie. Ze szparki zaczął wydobywać się płyn cienką strużką i skapywał mi na twarz. Roztarłem go językiem aż na zwieracze.

     – Mmmm – zamruczała Aneta trzymając penisa w ustach. Słysząc jej zadowolenie przystawiłem palec do odbytu i delikatnie nacisnąłem. Zagłębił się nieznacznie.

     – Ej! – krzyknęła schodząc ze mnie – nie pozwoliłam ci nic wkładać w dupcię. Spojrzała na mnie i zrobiła wielkie oczy.

     – Masz całą mokrą twarz – powiedziała zdziwiona. – Tak mi leci ze szparki?

     – No, jest pyszna.

     – Ty to…pijesz?

     – Muszę przełykać bo bym się utopił – zażartowałem. Więcej było mojej śliny, którą rozcierałem wszędzie.Zadrżała jakby zrobiło jej się zimno. Krew napłynęła jej do twarzy a oddech stał się urywany. Nie wiem czemu, ale podnieciło to ją tak, że jeszcze chwila a będzie szczytować. Położyła się z powrotem na mnie przyciskając mi cipkę do twarzy.

      – Och! – zajęczała i kręcąc tyłkiem dociskała go coraz mocniej. Czułem się tak, jakby chciała wargami sromowymi objąć mi twarz. Otworzyłem usta i wciągnąłem łechtaczkę do środka.

      – Taaak! Ssij ją! Mocniej! – wydawała komendy – Tak! Nie przestawaj!

    Zaczęła poruszać pupcią w przód i w tył. Łechtaczka wysuwała mi się z ust – a gdy cofała biodra – zasysałem ją z powrotem. Teraz wyprostowała się, prawie siadając mi na głowie, a jej pupa poruszała się bardzo szybko.

     – Oooo! Oooo! Już!! Teraz!! Tak!!! O Boże! Jak dobrze! – trzęsła się na mojej twarzy. Zassałem jej fałdkę tak mocno, że sięgnęła mi prawie gardła. Dociskałem ją językiem do podniebienia przesuwając nim szybko w prawo i w lewo. Opadła przyciskając się do mnie mocno, a ja wyczuwałem fale orgazmu przetaczające się przez jej ciało jak huragan. Policzek przycisnęła do członka i leżąc tak oddychała z trudem. Wypuściłem z ust tą wielką truskaweczkę, która nabrzmiała i mokra zwisała mi nad twarzą. Dotknąłem ją szybko językiem a ona pokiwała się na boki jak dzwoneczek. Spodobało mi się to. Bawiłem się nią w ten sposób, a na każde moje muśnięcie Aneta odpowiadała drganiem ciała.

    Wreszcie zsunęła się ze mnie i leżąc na boku patrzyła jak kobieta na filmie rozciera penisem nasienie po twarzy. Wyłączyła odtwarzacz i poprawiając się złapała za członka. Postawiła go w pion i zaczęła lizać. Od dołu aż po samą główkę, raz z jednej, raz z drugiej strony. Widok jej języka dotykającego prącia był tak samo podniecający jak lizanie. Jej rączka w tym czasie wykonywała krótkie ruchy przy nasadzie w górę i w dół. Na efekt nie musiała długo czekać, gdyż poczułem w podbrzuszu kulę energii, która chciała wydostać się na zewnątrz. Też to wyczuła bo przestała lizać, tylko ręką zaczęła ruszać bardzo szybko. Nasienie trysnęło jak zwykle w górę i spadając zamoczyło mi biodra, brzuch a nawet koc na którym leżałem. Kiedy skończyło bić źródełko Aneta puściła siusiaka i podniosła ręcznik wycierając nim ręce. Patrzyła na moje dokonania rozlane wokół i jakby zastanawiała się.

     – Chciałbyś…żebym miała w ustach to? – zapytała po chwili.

     – Yyy..chyba tak…a ty chcesz?

     – Nie. Widziałam na filmach jak kobiety to łykają i to z kilku fiutów naraz. Fuj!

     – Nasienie nie jest obrzydliwe.

     – Skąd wiesz, próbowałeś?

     – Tak.

     Oczy zrobiły jej się okrągłe ze zdziwienia.

     – A ty nie byłaś ciekawa jak smakują twoje soczki?

     Zmieszała się trochę.

     – Byłam, ale to moje soczki.

     – A to moje nasienie.

    Popatrzyła chwilę na mnie.

     – Pokaż!

     – Co?

     – Pokaż jak próbowałeś!

    Zgarnąłem palcem trochę spermy z brzucha, włożyłem go do ust i oblizałem. Zdziwiłem się, bo z tego co pamiętałem to wtedy było trochę słone, natomiast teraz poczułem jakby słodkie.

     – I? – patrzyła z ciekawością – jak smakuje?

     – Nie wiem, trudno do czegoś porównać, ale jest.. słodkie.

     – Słodkie??? – patrzyła z niedowierzaniem. Zastanawiała się jakiś czas, po czym wyciągnęła palec i umoczyła sam koniuszek w nasieniu. Podniosła do góry przygladając się kleistej substancji i wreszcie włożyła go do buzi.

     – Kurde, słodkie – powiedziała do siebie. Zgarnęła więcej spermy z mojego brzucha i oblizała palec.

    – Coś takiego, nigdy bym się nie spodziewała. Patrzyła na członka który do końca jeszcze nie opadł, podniosła go z brzucha i włożyła mokrego do ust. Ssała delikatnie, wylizując główkę z resztek nasienia. Drgałem pod każdym dotykiem jej języka. Uniosła głowę spoglądając na mnie.

     – Dobrze?

     – Cudownie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Jej dotyk, a także widok mokrych od spermy warg spowodował że penis zamiast całkiem się skurczyć zaczął rosnąć na nowo. Trzymała go w ręku, więc wyczuła że twardnieje.

     – No proszę, wystarczy polizać a już budzi się do życia – widać było jej zadowolenie. Podniosła ręcznik i wytarła mnie dokładnie. Opuściła nogi na podłogę chcąc wstać, ale ja nie chciałem jeszcze kończyć naszej zabawy. Pochyliłem się i złapałem Anetę za cipkę.

     – Nie przyciskaj mnie bo się zesikam – powiedziała ze śmiechem.

     – Zatkam ci dziurkę to się nie zesikasz – i przycisnąłem mocniej.

     – Aj! – krzyknęła i odpychając mi rękę wybiegła z pokoju. Spojrzałem na dłoń która była cała mokra.

     – No wiesz?! Zesikałaś mi się na rękę! – krzyknąłem.

     – Mówiłam nie przyciskaj, teraz masz karę! – odpowiedziała śmiejąc się z łazienki. Wstałem i poszedłem do niej. Siedziała z otwartymi drzwiami na sedesie chichocząc. Skierowałem się w drzwi obok i wszedłem do wanny. Miała takie fajne przesuwne drzwi żeby można było brać prysznic na stojąco. Aneta zajrzała patrząc jak się myję, po czym zniknęła, ale po chwili wróciła. Weszła do mnie zamykając nas w środku. W ręku trzymała prezerwatywę którą położyła na skraju wanny.  Stałem tyłem do niej więc chciałem się odwrócić, ale objęła mnie rękami przyciskając się do pleców. Gładziła moją klatę i brzuch zawadzając o pierwsze włoski łonowe wyrastające mi na bodbrzuszu. Ustami zjeżdżała coraz niżej aż uklękła całując mi pośladki. Włożyła rękę między nogi i łapiąc za jądra masowała je delikatnie. Teraz przekręciła mnie przodem do siebie, chwyciła członka i ściągając napletek włożyła go do buzi. Liżąc powoli, drugą ręką nadal pieściła jajka, lecz jej palce wędrowały głębiej. Rozstawiłem szerzej nogi i wtedy poczułem palec na moim odbycie. Pocierała go delikatnie, jednocześnie drażniąc główkę językiem. W pewnym momencie nacisnęła i włożyła mi go do środka.

      – Ooo! – jęknąłem ze zdumieniem. Pierwszy raz miałem coś w pupie. Nie wiedziałem że chłopakom też można wkładać. Podczas masturbacji nigdy nie dotykałem odbytu. Teraz zwieracze zaciskające się na palcu wzmagały podniecenie. Zadrżałem pod wpływem nowego doznania.  Aneta wyjęła palec i wstała odwracając się do mnie tyłem. Złapała za mokre włosy i skręcając je uniosła do góry odsłaniając szyję. Zbliżyłem się do niej i kładąc dłonie na piersiach przylgnąłem do jej pleców a sztywnego członka wcisnąłem między pośladki. Wjechał leciutko między uda które zacisnęła. Pieściłem jej cycuszki całymi dłońmi łapiąc sztywne sutki między palce delikatnie je szczypiąc. Całowałem ją po szyi i jednocześnie poruszałem biodrami ślizgając się penisem po jej cipce. Złapała mnie za rękę ciągnąc w dół. Rozstawiła nogi i w tej samej chwili wypięła tyłek. Ukucnąłem i zacząłem całować jej pośladki. Czując, że chce więcej rozciągnąłem je i włożyłem język w rowek. Ale ona oparła się rękami o ścianę i wypinała już tak mocno, że doskonale widziałem pochwę i zwisającą łechtaczkę. Lizałem teraz wszystko od dołu do góry. Woda spływająca po ciele mieszała się z moją śliną i jej śluzem. Wreszcie schyliła się i podniosła torebeczkę podając mi ją. Założyłem gumkę i spojrzałem na Anetę która nie zmieniała pozycji. Stała w rozkroku z wypiętą pupcią. Pamiętałem scenę z rodzicami też w łazience i wiedziałem że jest taka pozycja. Wziąłem do ręki członka i zacząłem jeździć końcówką po cipce w poszukiwaniu szparki. Przyciskając poczułem zagłębienie, ale kiedy ruszyłem biodrami Aneta szybko cofnęła pupcię.

     – Nie chcę tam jeszcze – szepnęła odwracając do mnie głowę.

     – Przepraszam – powiedziałem cicho. Domyśliłem się, że to był odbyt, ale wstyd mi było przyznać że nie trafiłem w tą szparkę co chciałem. Chyba wiedziała co zaszło, bo złapała penisa i przystawiła do wejścia. Pchnąłem i wszedł gładko po same jądra. Położyłem dłonie nad jej biodrami i zacząłem poruszać swoimi. Z początku wolno, gdyż siusiak był wygięty do góry i bałem się że wyskoczy. Miałem rację, po kilku ruchach wysunął się i plasnął głośno o udo. Ona pochyliła się bardziej, wypięła tyłeczek jeszcze mocniej i łapiąc za członka nadziała się ponownie. Doznania były niesamowite. Aneta przycisnęła policzek do płytek i oddychała szybko, pojękując cichutko. Widok tyłka, a także woda spływajaca po naszych ciałach sprawiała, że czułem się cudownie. Wbijałem się mocno, z każdym ruchem brzuch uderzał o pupcię tworząc falę na pośladkach. Dzięki tej pozycji naprężony członek ocierał się szczególnie mocno o przednią ściankę pochwy. Widziałem i słyszałem jaką to sprawia przyjemność Anecie. Jeździła paznokciami po płytkach, jakby chciała się wdrapać po ścianie. Oddech miała szybki i urywany. W pewnym momencie poczułem znajomy już ruch w pochwie. Skurcze powodujące zaciskanie się ścianek. Pchałem dalej, nie zważając na jęki Anety.

     – Taaak!! Wła..śnie tam! Oooch! Do..kła..dnie..tam! – już nie jęczała tylko szlochała. Wyciągnęła do tyłu rękę łapiąc mnie za biodro i dociskała się jeszcze mocniej. Po chwili przytrzymała mnie żebym się nie poruszał. Stała z policzkiem przyciśniętym do ściany, wypiętą pupą i drgała co jakiś czas. Albo mi się zdawało, albo naprawdę płakała. Nie mogłem dostrzec czy to woda, czy łzy. Otworzyła oczy i odwracając się przodem zsunęła się z członka. Patrząc mi w twarz objęła mnie za szyję i pocałowała w usta.

     Ale jak!!! Poczułem jej język na wargach, więc rozchyliłem je. Nasze języki dotknęły się, co było niesamowite. Jeszcze nigdy z nikim się tak nie całowałem. Przytuliłem ją mocniej wysuwając odrobinę język. Jeździłem po jej wargach i chciałem wsunąć go głębiej, ale jakby oprzytomniała. Odchyliła głowę przyglądając mi się chwilę, po czym uklękła i ściągnęła gumkę. Zaczęła ssać, mocno. Poruszała głową szybko wzdłuż członka połykając go w całości. Czułem jakbym dotykał główką jej gardła i nawet wsuwał się troszkę dalej, bo robiło się ciasnawo. Wtedy włożyła rękę między moje nogi. Wiedziałem co chce zrobić i rozstawiłem je lekko. Jej palce błądziły między pośladkami, aż wreszcie znalazły to co chciały i jeden zagłębił się w odbycie. Zadrżałem. Nogi zaczęły dygotać odmawiając mi posłuszeństwa. Złapałem Anetę za głowę przytrzymując ją, a sam zacząłem poruszać biodrami. Ruchałem ją w usta bardzo szybko. Trzymała penisa jedną ręką i co jakiś czas wyciągała go z buzi łapiąc powietrze. Drugą z paluszkiem w mojej pupie delikatnie obracała. Ognisko rozkoszy zaczęło koncentrować się na kroczu. Mięśnie brzucha napięły mi się maksymalnie.

     – Już – chciałem powiedzieć, ale straciłem głos i szept nie przebił się nawet przez szum wody.

     – Już! – powtórzyłem głośno, prawie krzycząc. Wyjęła go z ust nie odsuwając głowy. Pierwszy strzał poleciał na włosy i czoło Anety, drugi na usta, brodę i szyję. Wtedy Aneta otworzyła buzię i objęła główkę wargami. Poczułem delikatne ssanie i nogi się pode mną ugięły. Musiałem złapać się ściany, tak silna była rozkosz. Tryskałem jeszcze chwilę, patrząc jak woda spłukuje spermę z jej twarzy. Klęczała  z zamkniętymi oczami przełykając resztę nasienia. Byłem wyczerpany do cna. Wyciągnęła palec z pupci i spoglądając przez lejącą się wodę w górę uśmiechnęła się promiennie. Usiadłem przy niej, a ona pochyliła się i pocałowała mnie w usta. Poczułem smak nasienia.

     – Dziękuję – wyszeptała. – Nie wiem jak to zrobiłeś, ale miałam chyba orgazm życia – uśmiechnęła się.

     Nie czułem żebym zrobił dziś coś wyjątkowego, więc analizowałem sytuację. Chciałem zapamiętać wszystko co robiliśmy pod prysznicem. Gdyby w tamtych czasach był dostęp do wiedzy jak obecnie, na pewno znalazłbym informacje o punkcie G. Niestety, ciemnogród i tabu zabraniało publikacji tego typu rzeczy. Ciężko było znaleźć gołą cipkę w gazecie, o członku na wierzchu dziewczyny mogły zapomnieć.

      – “Pozycja misjonarska” i “po bożemu” – to wszystko co można było usłyszeć. Oczywiście ludzie radzili sobie jak tylko mogli i dorośli przekazywali sobie różne przemycone czasopisma i filmy. Jednak do nastolatków już to nie docierało. Poza małymi wyjątkami :). Ale o punkcie G nawet wszechwiedząca Aneta nie słyszała. Teraz uśmiechała się do mnie szczęśliwa.

     – A tobie dobrze było? – zapytała.

     – Doskonale – odpowiedziałem.

    Zachichotała, cmoknęła mnie w usta, rozsunęła parawan i wyskoczyła z wanny. Chwyciła ręcznik i zaczęła wykręcać w niego włosy. Spojrzała na mnie i podała mi drugi. Ustałem koło niej wycierając się. Gdy się osuszyła, przeczesała palcami piękne loki rozrzucając je na plecy i wyszła z łazienki. Po paru minutach znalazłem ją w jej pokoju. Leżała nago na brzuchu, machając nogami w rytm muzyki, która leciała z płyty. Podparta na łokciach przeglądała jakiś magazyn o modzie. Położyłem się koło niej też na brzuchu. Fajnie było leżeć razem na goło. Patrzyłem na nią z zachwytem. Na jej piersi delikatnie przyciśnięte do łóżka i piękną okrągłą, odstającą pupcię. Nie mogąc się powstrzymać przejechałem palcami po pupci zatrzymując je dopiero na plecach.

     – Łaskoczesz mnie – powiedziała kręcąc dupcią. Położyłem więc całą dłoń i zacząłem ją głaskać. Spojrzała na mnie z uśmiechem i dalej oglądała gazetę.

     – Słuchaj – przypomniałem sobie – czy ty pod prysznicem płakałaś?

     – Nie.

     – Widziałem łzy spływające ci po policzku.

     – Tak, ale to były łzy szczęścia.

     “Łzy szczęścia” – pomyślałem. “Nigdy nie widziałem, żeby ktoś płakał ze szczęścia. Dzieciaki płakały jak dostały lanie, i na pewno nie było to szczęśliwe przeżycie”.

     – Szczęścia? – zapytałem na głos.

     – Tak szczęścia – powiedziała niecierpliwie. – Jak kobieta jest w siódmym niebie to mogą jej polecieć łzy. Ale co ty możesz wiedzieć, dzieciaku – zakończyła ze śmiechem.

     – Dzieciaku?? – nie lubiłem jak nazywała mnie dzieckiem. Była tylko o dwa lata starsza.

     – Dzieciaku!! – powtórzyłem – czy dzieciak zrobiłby ci tak dobrze jak ja?? – “Wkładaj, wkładaj, nie przestawaj” – zacząłem naśladować jej głos.

     – O żesz ty! Ja ci dam mnie przedrzeźniać! – walnęła mnie gazetą w głowę ze śmiechem.

    Złapałem za jej rękę, a ona przekładając nogę usiadła mi na brzuchu. Szamotaliśmy się chwilę chichocząc, ale Aneta przesunęła tyłek aż na klatę i kolanami przycisnęła mi ręce.

     – I co teraz? – zapytała. Mogłem ją z łatwością zrzucić, ale miałem fajny widok. Cipka przy mojej szyi, wyżej zwisające piersi, a nad nimi jej twarz skierowana w dół.

     – Przeproś!

     – Nie.

     – Przeproś, albo będę cię dusić.

     – Nie.

    Przesunęła pupcię do przodu prawie siadając mi na głowie. Miałem nad ustami jej krocze. Nie mogłem leżeć bezczynnie, uniosłem głowę i pocałowałem ją prosto w łechtaczkę.

     – A, to tak chcesz mnie przepraszać! Dobrze, całuj i mów przepraszam.

    Całowałem i milczałem. Odkręciła głowę do tyłu spoglądając na członka, który nabrzmiał i odstawał od podbrzusza. Złapała go całą ręką od góry i pociągnęła.

     – Mów przepraszam, albo ci urwę fiutka!

     – Nie powiem – znów pocałowałem cipkę. Ona go lekko szarpała, a ja za każdym razem cmokałem jej krocze. Wreszcie zaczęła go masować i delikatnie poruszać biodrami. Ja też już lizałem wszystko co miałem dostępne.   Aneta pochyliła się nade mną zasłaniając mi wszystko swoją cipką. Po chwili wyprostowała się i zauważyłem w jej ręku prezerwatywę. Zsunęła się na moje kolana, postawiła penisa do pionu i założyła ją. Następnie uklękła nad nim i opuściła tyłek wkładając go w cipkę. Wszedłem w nią cały. Siedziała na mnie lekko przygniatając mi jądra.

     – Przeprosisz – wydyszała. Uniosła się i opadła z powrotem. Zaczęła skakać na moim członku w rytm muzyki, którą wcześniej włączyła.

      Dowiedziałem się później, że zespół nazywał się Led Zeppelin, a utwór “Whole Lotta Love”. Jest to moja ulubiona piosenka do dziś. Posłuchajcie jej to będziecie wiedzieć co czułem. Nigdy nie zapomnę melodii i tej czarnulki wyginającej się tak ponętnie nade mną. Wyglądała jakby jechała na koniu. Jak się unosiła widziałem trzon siusiaka mokrego od jej śluzu. Piersi skakały w rytm jej ruchów. Pozycja podniecała mnie ogromnie. Aneta patrzyła na mnie, czerwona, z uchylonymi ustami i oddychała głęboko. Leżałem biernie, nie pomagałem, dałem jej przejąć inicjatywę całkowicie.

        Wtedy ona jedną rękę wsunęła sobie między nogi i zaczęła pocierać łechtaczkę. Ujeżdżając mnie – masturbowała się! Pierwszy raz widziałem coś tak pięknego. Włosy falowały jej w rytm, piersi skakały, pupcia obijała się o moje jądra i uda, a ona dyszała głośno, poruszając dłonią przyciśniętą do cipki na boki.

     – Podoba ci się? – wyszeptała.

     – Bardzo – ledwo odpowiedziałem. Czułem zbliżający się orgazm i nie mogłem złapać tchu.

     – Mam przestać? – patrzyła mi w oczy.

     – Nie przestawaj, proszę, nie teraz! – jęczałem. Nie mogłem dłużej wytrzymać bezczynności, złapałem ją za biodra i przyśpieszałem tempo skakania.

     – Przeproś, albo przestanę – szepnęła.

     – Prze..Ooooch!..praszam – strzeliłem w niej z dużą siłą.

     – Przepraszam! – trysnąłem drugi raz. I trzeci. Wiłem się pod nią jak węgorz.

     – Przepraszam – szepnąłem ostatni raz, drgając jeszcze, gdyż czułem pochwę ocierającą się o prącie.  Aneta przestała skakać, ale jej rączka chodziła bardzo szybko. Siedziała z wbitym członkiem, poruszając lekko biodrami w przód i w tył. Nagle rzuciła się na mnie w konwulsjach.

     – Oooch! Och! Och! – jęczała. Czułem jak przyciska co chwila palce do łechtaczki, co wywoływało u niej drgawki. Objąłem ją rękami i długo trzymałem. Byliśmy tak spoceni, że krople spływały z nas na łóżko.  Uniosła głowę spoglądając na mnie z uśmiechem.

     – Wiedziałam że przeprosisz – powiedziała i zaczęliśmy się śmiać. Wysunęła delikatnie członka z pochwy i wstała. Ściągnęła gumkę przyglądając się zawartości.

     – Chyba na dziś wystarczy bo kończy ci się amunicja. Zresztą, nigdy nie miałam trzech orgazmów pod rząd.

     – A ile miałaś?

     – Maks dwa. Jak pierwszy raz oglądałam ten film. Ale musiałam się długo pieścić. A ty?

     – Ja? Trzy lub cztery.

     – Nieźle. A pamiętasz swój pierwszy wytrysk?

     – No pewnie. Podejrzałem rodziców jak uprawiali seks. A później mama idąc do łazienki przeszła koło mnie całkiem nago. Pierwszy raz widziałem kobietę bez ubrania. Nie dodałem, że w tym momencie trzymałem członka między udami Moniki.

     – Ja jak byłam mała siedziałam okrakiem na boku sofy i się bujałam. Pocierając cipką czułam przyjemność. W pewnym momencie poczułam napięcie i zrobiło mi się mokro między nogami.  Nie wiedziałam, że to orgazm, ale od tamtej pory pieściłam pisię co jakiś czas. Potem zaczęłam obserwować cię na boisku i już wtedy czułam motylki w brzuchu, ale bałam się odezwać do ciebie. Później pomyślałam, że możesz pomóc mi w matmie, resztę już znasz. Nawet wyobrażałam sobie nas razem, ale co ja wtedy mogłam wycisnąć z takiego dzieciaka.

     – Znowu zaczynasz? – zapytałem z udawaną złością.

     – O nie, już mnie wystarczająco wyru..wybzykałeś – poprawiła się szybko – dzięki.

    Zauważyłem, że przy mnie przestawała używać wulgaryzmów.

     – Ostatni raz to chyba ty bzyknęłaś mnie – śmiałem się.

     – Hm, masz rację. Ale już trochę boli mnie cipka, więc daj spokój – odpowiedziała chichocząc.

        Po tym maratonie przyjemności nie widzieliśmy się dłuższy czas. Miałem nawet pójść do niej na górę, ale to ona zawsze ustalała nasze spotkania, więc cierpliwie czekałem.

       Któregoś dnia wracając ze szkoły, zobaczyłem Anetę, która stała z koleżanką pod naszym blokiem. Gdy tylko mnie ujrzały, skierowały się w moją stronę.

     – Cześć, to moja koleżanka Marta.

     – Wiem, znamy się ze szkoły – odpowiedziałem. Wyciągnęła dłoń na powitanie, którą lekko uścisnąłem. Marta była niską i drobniutką dziewczyną. Chodziła do klasy z Anetą, była jej rówieśniczką, a znałem ją z jednego powodu – była piegowata i ruda. Nie była brzydka, pięknością też bym jej nie nazwał, ale te piegi powodowały, że w szkole wołali za nią “ryża małpa”. Miała duże piersi, które lekko zwisając, odstawały porządnie od tej filigranowej dziewczynki. Była najlepszą koleżanką Anety, wszędzie chodziły razem. Była cichutka i miła, miała delikatny głosik. Gdy spojrzałem jej w oczy, od razu spuściła wzrok. Chyba wstydziła się swojego wyglądu.

     – Jutro będę miała wolną chatę i będziemy same, przyjdziesz?

     – Ja nie wiem czy będę – powiedziała szybko Marta patrząc w ziemię.

     – Będziesz! – powiedziała Aneta. – To jak? – zwróciła się do mnie.

     – Dobra, o której?

     – O 16-tej.

     – W porządku.

     Popchnęła lekko Martę i zniknęły za blokiem. Byłem wkurzony. Chciałem być z Anetą sam na sam. Po co ciągnie ze sobą Martę. Będę musiał wysłuchiwać o ciuchach, fryzurach i kto wie o czym jeszcze rozmawiają dziewczyny.

      – “A więc z seksu nici” – pomyślałem przybity. Nawet nie miałem pojęcia wtedy, jak bardzo się myliłem. Tylko że w tak młodym wieku chłopakowi nie przychodzą takie pomysły do głowy. Jeśli chcecie się dowiedzieć co było następnego dnia u koleżanki piszcie w komentarzach :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom