Blog

  • Spelnienie – cz. III.

    Część 3/8

    Piękna pogoda skłoniła mnie do opalania się na balkonie. Było cicho, żadnych turystów na ścieżkach. Rozłożyłam leżak, nasmarowałam się olejkiem, założyłam okulary i położyłam się na leżaku. W końcu uznałam, że mogę opalać się bez kostiumu i zdjęłam górę, a potem dół.

    – Czeeść – usłyszałam kobiecy głos. Podniosłam okulary i spojrzałam. Basia pozdrawiała mnie z sąsiedniego balkonu.

    – Hej – odpowiedziałam i pomachałam dłonią.

    Basia właśnie zdjęła górę i na leżaku zaczęła się opalać topless. Nie zdjęła majteczek, bo pewnie wstydziła się swojego brzuszka. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w szum drzew. Lekki wiaterek łagodził promienie słoneczne. Trochę drzemałam. Potem słyszałam jakiś ruch na sąsiednim balkonie. Nawet tam nie spojrzałam. Dopiero głośna rozmowa i śmiech turystów idących na plażę ścieżką pod naszym domkiem skłonił mnie do otwarcia oczu. Na balkonie nie było Basi. Teraz siedział tam Edek i opalał się, siedząc prawie przodem do mnie. Zrozumiałam, skąd to hałaśliwe zachowanie turystów. Przechodząc ścieżką, zauważyli mnie na balkonie i chyba komentowali mój wygląd, bo głowami wskazywali balkon. Przeszył mnie dreszcz. Zrobiło mi się tak miło. Ucieszyłam się, że ktoś docenił moją urodę. Edward zauważył, że podniosłam głowę:  

    – Ładnie wyglądasz. Masz spory biust. No i jesteś fajnie wygolona – powiedział do mnie bez cienia podniecenia. Miło to brzmiało. Szczególnie, kiedy mężczyzna nie ślini się i nie wytrzeszcza oczu.

    – Dziękuję – motylki już latały w moim brzuchu. Nie mogłam sprawdzić, ale byłam pewna, że po takich wrażeniach i komplemencie z pochwy już wypływa soczek. Byłam taka podekscytowana! Mój gęsty irokez nad łechtaczką spodobał się komuś! A Robert zawsze nakłaniał mnie, żebym całkowicie zgoliła owłosienie.

    – Niestety, ja mam kłopoty z kręgosłupem i czasami nawet wstać z łóżka nie mogę, a co dopiero spróbować pływać czy chociaż spacerować. To też muszę ograniczać według zaleceń rehabilitanta. Stąd taki rezultat – tłumaczył i z niezadowoleniem poklepał się po wystającym brzuszku.

    Mówił coś jeszcze, potakiwałam, ale bardziej sprawiało mi przyjemność, kiedy turyści dostrzegali moją nagość i reagowali ożywieniem. Taką samą przyjemność sprawiała mi obecność Edka. Nawet specjalnie przesunęłam leżak, żeby stał bardziej przodem do poręczy balkonu. Kiedy ich nie było, wzrok Edka był wystarczająco silnym bodźcem. Siedziałam w napięciu, podekscytowana, spływał po mnie pot i byłam coraz bardziej pobudzona. Jeszcze Edek dorzucił komplement o podniecającym widoku. Wypłynęło ze mnie trochę śluzu, więc musiałam zacisnąć uda. To było takie piękne przedpołudnie… Potem brałam prysznic i znowu wepchnęłam cztery palce! Byłam nawet dość brutalna! Wspomnienia scen przed hotelowym lustrem nadal mnie podniecały.

    *

    Mąż nie podzielał mojej opinii dotyczącej opalania sauté.

    – Szukasz sobie kandydatów do ruchania?! – wrzeszczał szeptem. Był wściekły. Zobaczył mnie nagą na balkonie, kiedy wracał z nurkowania z Grzegorzem i ten, w dobrej wierze, skomplementował moją figurę.

    Kłóciliśmy się szeptem, żeby sąsiedzi nic nie usłyszeli. Moje tłumaczenia nie zdały się na wiele. Jakoś wyjątkowo szybko to po mnie spłynęło. W końcu wyszłam na balkon z książką, żeby zakończyć kłótnię. Coś jeszcze warknął, ale już dał mi spokój. Zwyczajnie nużyły mnie jego pretensje. Byłam przecież bezpieczna, ponadto siedziałam w dużych przeciwsłonecznych okularach, nazwiska na czole też nie miałam wypisanego, na balkonie nie wisiała biało-czerwona flaga z napisem: Warszawa, więc o co chodzi? Za to doznałam wówczas tak ekscytujących wrażeń, że przysłoniły one problem, z jakim borykał się mój małżonek. Ale tego mu nie powiem! Za żadne ciastka!

    Na razie tylko na własny użytek uznałam, że będzie musiał przyzwyczaić się. A w ogóle to już myślałam o tym, jak jutro zaprezentować się na leżaku na balkonie? Może wplotę chustkę we włosy? Co czeka mnie na plaży z Zośką? Taka kolosalna różnica w jej zachowaniu: u nas spokojna, gderliwa, złośliwa wobec męża, a tutaj: pełna temperamentu, swobodna seksualnie, momentami wyuzdana. I taka czuła i namiętna wobec mnie… Już, w tej chwili chciałam z nią rozmawiać. Może jeszcze coś mi pokaże? Ba, już mogłabym rezerwować miejsce na plaży! Krótko: super urlop! Gdyby tylko jeszcze ten mój markotny mąż… Też tak kiedyś miałyście?

    Znacznie później dotarło do mnie, że Robuś był o mnie zazdrosny. Rozczuliłam się.

    Kochany Robuś. Po tylu latach… Ale przecież wówczas nie miał żadnego powodu!

    Jeszcze nie.

    *

    Następnego dnia poznałam czwartą parę, która zamieszkiwała w naszym segmencie pensjonatu. Sympatyczna, atrakcyjna, chociaż już starsza para. Podeszli do nas na plaży i przywitali się.  

    Marta już dawno przekroczyła pięćdziesiątkę, raczej niewiele brakowało jej do sześćdziesiątki, ale na swój wiek wyglądała efektownie. Opalona, o ładnej skórze, domyślałam się, że systematycznie ćwiczy. Jednak było widać tłuszczyk na biodrach i brzuszku. No i zwisające, pełne piersi. Dość ciasny stanik od kostiumu utrzymywał je wysoko, więc wyglądały nieźle. Gęste, długie, czarne włosy nosiła spięte gumką w kitkę. Na plaży, w pensjonacie, na trasach wycieczkowych zawsze widziałam tę fryzurę. Tylko, gdy wychodzili na obiad, kolację układała włosy w kok. Mimo zaawansowanego wieku nosiła dość wąskie majteczki, prawie stringi. Od razu wiedziałam, że goli cipkę. Kostium w błękitnym kolorze podkreślał jej opaleniznę i pasował do włosów i koloru oczu. Złapałam się na tym, że oglądam ją jak potencjalną zdobycz. Speszyłam się.

    Tadeusz, jej mąż, przekroczył sześćdziesiątkę, ale był szczupłym, dobrze zbudowanym, wysokim, szpakowatym mężczyzną o bujnej czuprynie. Nosił wąsy i bardzo krótko przystrzyżoną, zadbaną brodę.

    – Żona mi każe – wyjaśnił kiedyś ze śmiechem. Marta potwierdziła. Znacznie później zrozumiałam, a raczej domyśliłam się, skąd taki wymóg. Był przystojnym i zadbanym mężczyzną. Widać było, że dba o siebie. Kiedyś zobaczyliśmy ich w jakiejś kawiarni czy restauracji. Chyba bardziej dbał o strój niż żona. Marta i Tadeusz jako jedyni nie starali się zacieśniać kontaktów z pozostałymi mieszkańcami naszego segmentu. Ale też nikt z nas nie zabiegał o bliższe kontakty z nimi.

    Codziennie rano wyruszali na długie, piesze wycieczki. To wyjaśniało, dlaczego nie widzieliśmy się wcześniej. Cóż, ich wycieczki nazwałabym raczej marszobiegami. Raz spróbowałam takiej ‘wycieczki’ z Tadeuszem i po jakiejś pół godzinie marszu definitywnie odmówiłam współpracy. Takie tempo to nie dla mnie! Wyglądało jakby przed kimś uciekał. A ja próbowałam gonić go! Najbardziej rozeźliło mnie, że facet był ode mnie znacznie starszy, a nijak nie potrafiłam dotrzymać mu kroku! Nawet wówczas, kiedy zwolnił! A przecież sporo pływałam, biegałam i nawet grałam w tenisa. Widocznie jednak niezbyt intensywnie. Mimo jego nalegań, zmusiłam go do kontynuowania wycieczki, zamiast towarzyszenia mi w powrocie do pensjonatu. A jednak zadzwonił do żony i prosił ją o odprowadzenie mnie. Odsiedziałam dobre kilkanaście minut i zaczęłam wracać. Ostatnie ze dwa kilometry przebyłam „pod ochroną” Marty. W rezultacie półtorej godziny po wyjściu byłam z powrotem. Tadeusz pojawił się ponad dwie godziny później. Tempo jak przy wyjściu z pensjonatu, uśmiechnięty. A jakże! Mokrą koszulkę trzymał w ręku, cały lśnił od potu, spodenki też były prawie całe mokre od potu.

    – Co on wyprawia?! Pieszo chce wrócić do kraju i już trenuje?! – myślałam wówczas zirytowana, mając w pamięci moje zmęczenie po niecałych 40 minutach marszu.

    Potem wziął prysznic i jeszcze znalazł czas, żeby poopalać się przed pensjonatem zanim wyruszyli na obiad. Z kolei po obiedzie najchętniej ruszali na zwiedzanie. Sporo też pływali, ale późnym popołudniem i wieczorem. Nawet po kolacji. Widziałam to: spokojne tempo, obok siebie, nawet rozmawiali, ale w zasadzie bez zatrzymania przez pół godziny. Później odpoczywali na brzegu, ona tuliła się do niego, całowała go, żartowali. Czy to wypada w tym wieku? A kiedy odpoczęli, znowu szli popływać! Byłam zmęczona samym oglądaniem ich wysiłku.

    Coś w ich zachowaniu zastanawiało mnie. Chyba byli zbyt swobodni albo zbyt bezpośredni. Nie potrafiłam tego inaczej określić. Oczywiście, Marta opalała się topless. Ubrała stanik, kiedy podeszli do nas. Wiek robił swoje, więc w ten sposób maskowała obwisły biust. Potem opalali się, leżąc w innym miejscu i Marta potrafiła położyć dłoń na szortach męża, na jego kroczu. To, że mu penis nie stanął, składałam na karb jego wieku. Jak leżeli, Tadeusz często trzymał żonę za rękę. Ona piersiami kładła się na jego ramieniu, gdy rozmawiali. Zabiegała o jego zainteresowanie.

    Mnie Robert nie trzymał za rękę. Nawet jak poszedł nurkować, to jedynie z Grzegorzem. I wcale nie zabiegał o moje towarzystwo.

    *

    Na plaży byłam razem z Zosią. akurat siedziałyśmy i popijałyśmy wodę. Nigdzie nie widziałam naszych pozostałych znajomych z segmentu. Niemców też nie było. Przynajmniej w zasięgu wzroku.

    Zosia odebrała telefon. Chwilę rozmawiała, zakończyła słowem „powtórzę” i nagle podniosła się.

    – Kochana, idę do męża.

    – Stało się coś?

    – Niby nie, ale jemu pilnie zachciało się jakiegoś wypadu na zakupy, bo „musi”, a ja mam pieniądze. – Szybko ubierała bluzeczkę i szerokie szorty z jeansu. Trudno było domyślić się jak atrakcyjnie wygląda bez nich.

    – Odprowadzę ciebie – chciałam przejść się z nią.

    – Nie, nie. Dziękuję – Zosia uśmiechnęła się i pokręciła głową. – Byłoby miło, ale twój mąż już tu idzie. Będzie za kwadrans. Prosił, żebyś zaczekała tutaj. Wie, gdzie zwykle leżymy. – Nachyliła się, dała mi buziaka w policzek i polizała ucho. Dreszcz przebiegł po moim ciele. Mimowolnie wzdrygnęłam się.

    – Aż tak nieprzyjemne? – zapytała z niepewnym uśmiechem.

    – Wręcz odwrotnie – zaprzeczyłam ruchem głowy. – Ale mało – szepnęłam.

    – Cierpliwości, kochana. Jeszcze się nacieszysz moją obecnością, pa – pożegnała się i żwawo ruszyła w kierunku ścieżki.

    Położyłam się, chwilę opalałam plecy. Nie zauważyłam, kiedy podeszła Marta.

    – Ładna opalenizna – powiedziała z uśmiechem i usiadła obok mnie. Blisko.

    – Już bez męża? – zażartowałam.

    – Nie – uśmiechnęła się. – Pilnuje naszych rzeczy, a ja na chwilę przyszłam do ciebie. Chciałam porozmawiać.

    – Jasne. O czym?

    – Z Edkiem i Basią znamy się od dawna. Naszych mężów łączą sprawy zawodowe – zagaiła. – Przy okazji powiedzieli mi, że opalasz się nago na balkonie. Fakt, z tak ładnym ciałem możesz sobie na to pozwolić. Twoje piersi pewnie chętnie podziwiają wszyscy mężczyźni. – Proszę, a już posądzałam ją o inne skłonności…

    – Dziękuję za komplement! Od kobiety liczy się podwójnie.

    – Można tak opalać się? Nikt nie podgląda? Nie zaczepia?

    – Można. Z naszej strony jest dużo słońca, prawie południowa strona, a jak chcę to ręcznikiem zasłaniam się od ciekawskich. Niewiele wtedy zobaczą.

    – Chętnie skorzystałabym z waszego balkonu. Jeżeli nie będziecie mieli nic przeciwko temu. Ale gdyby to był kłopot dla was, to mów otwarcie. Nie obrażę się.

    – Nie, skąd! Oczywiście, jeżeli nie wyjdę, kiedy mąż pójdzie nurkować.

    – Naturalnie. Sama nie chciałabym siedzieć na waszym balkonie. To byłoby dla mnie krępujące. Miła jesteś. Zapytaj męża, czy też zgodzi się – zaczęła głaskać mnie po udzie.

    Nie cofnęłam nogi. Nie zareagowałam w gwałtowny sposób, ale spojrzałam na nią. Marta nadal głaskała mnie i patrzyła wyczekująco na mnie. A ja milczałam. Uśmiechnęła się.

    – Zosia to twoja partnerka?

    – No co ty?! – zaśmiałam się, rozbawiona niedorzecznością pytania. Jakby ucieszyła się. Dłoń zsunęła się i zaczęła delikatnie głaskać mnie w zgięciu kolana.

    – Ale lubisz kobiety?

    – Wiele osób lubię – uśmiechnęłam się swobodnie. – Jestem mężatką.  

    – Jedno drugiemu nie przeszkadza – zauważyła. – Widziałam jak dotykacie się, leżąc na plaży. Nawet całujecie.

    – No, zdarza się! – Znowu śmiałam się. – To sprawdzony sposób na pozbycie się nachalnych mężczyzn! – Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. – Ach tak! – Już domyśliła się. Też była rozbawiona.

    – Pewnie masz rację. Ale mnie podobasz się jako kobieta. I chciałabym trochę pobyć z tobą sam na sam. – Wierzchem dłoni musnęła moją nagą pierś, kiedy podnosiła dłoń, żeby poprawić mi kosmyk włosów. Podobnie dotknęła piersi, ale nieco dłużej i mocniej, opuszczając dłoń. Byłam zszokowana jej deklaracją.

    – Jesteś lesbijką?

    – Niee, skąd! Ale lubię kobiety. Skoro już pytasz, jestem biseksualna. A ty, Elu? – przechyliła głowę na bok i z uśmiechem patrzyła w moje oczy.

    – Mam męża, z kobietami nie mam takich kontaktów, więc jestem hetero – odpowiedziałam.

    – Oj, coś mi się wydaje, że jest inaczej… – mruknęła Marta, uśmiechając się i wysypując drobne kamyczki z dłoni na moją stopę.

    – Oj, chyba mylisz się – byłam złośliwa, ale co tam. Poruszyłam nogą, strząsając drobinki.

    – Mam ochotę sprawdzić twoje słowa, Elżuniu. – Znowu delikatnie pogłaskała mnie po nodze, strącając drobne ziarenka.

    – Tak? A w jaki sposób? Martuniu?

    – Niech to będzie niespodzianka. Będzie przyjemniej. To co? Mogłabym jutro przyjść, powiedzmy o jedenastej? Na dwie godziny? Naturalnie, wyjdę wcześniej, jeżeli będziecie mieli swoje plany.

    – Jutro? Nie ma sprawy, będę czekała.

    – Fajnie. Miło z twojej strony. Dziękuję. – Podniosła się, pokiwała mi dłonią i poszła do męża.

    *

    Następnego dnia Robert znowu poszedł z Grzegorzem nurkować. Może próbowali jeździć na nartach, ale tym nie chwalili się. Uprzedziłam, że z Martą będziemy opalać się, a później idziemy na plażę. Zosia już tam poszła. Obiecałam, że później dołączę do niej. Basia z Edkiem pojechali na wycieczkę. Sąsiadów z drugiej strony już nie było. Pewnie siedzieli na plaży albo też pojechali na zwiedzanie. Tuż po jedenastej usłyszałam pukanie do drzwi.

    – Proszę! – zawołałam i stanęłam twarzą do przedpokoju. Weszła Marta. Zamknęła drzwi, przekręciła zamek i po chwili pojawiła się w pokoju.

    – Hej – uśmiechnęła się. Miała na sobie męski szlafrok. Ciemnoniebieski w białe prążki. W ręku trzymała ręcznik kąpielowy. Na nogach miała białe klapki kąpielowe. Podkreślały jej opaleniznę.

    – Cześć – odwzajemniłam uśmiech. Stałam w kostiumie kąpielowym. Na głowie miałam okulary przeciwsłoneczne.

    – To co, opalamy się? – zapytała.

    – Proszę, leżaki czekają.

    Wyszłyśmy na balkon. Siadłam na swoim. Patrzyłam na Martę. Rozłożyła ręcznik na leżaku, rozwiązała pasek i zrzuciła szlafrok. Była naga. Usiadła. Mimo, że była starsza ode mnie, szersza w biodrach, z tłuszczykiem i z obwisłymi piersiami, miała ładne ciało. Z przyjemnością można było patrzeć na jej opaleniznę. Jeżeli nie został zdobyta w solarium, to musiała ją pielęgnować w ciepłym klimacie. Zdjęłam górę kostiumu.

    – I co? Ciepło tutaj, prawda? – uśmiechnęłam się do Marty.

    – Nooo, nie sądziłam, że jest aż tak gorąco. Ale dwóch godzin nie wytrzymam – pokręciła głową. – Nad wodą jest większy wiaterek i w każdej chwili mogę popływać dla ochłody. – Sięgnęła do szlafrok, wygrzebała z kieszeni okulary przeciwsłoneczne i założyła. – Ale tam nie rozbiorę się do naga – dodała, patrząc na mnie.

    – A gdzie mąż? Chyba nie zostawiłaś go w pokoju? Też może opalać się z nami – oczyma wyobraźni widziałam jak ogląda mnie nagą. Przez chwilę motylki latały mi w brzuchu.

    – Nie, po co ma nam przeszkadzać? Tadeusz ruszył na długi spacer po górkach. Nie zawsze mu towarzyszę. Nie jestem tak wytrzymała jak on. – Popatrzyła na mnie. – No, zdejmij wreszcie majteczki. Może mam ci pomóc?

    – Już, już! Musisz mnie obejrzeć? – zażartowałam z uśmiechem.

    – Oczywiście. Po to też przyszłam – uśmiechnęła się.

    Zaskoczyła mnie swoją otwartością. Każdy mój żart spotykał się z odważniejszą i poważnie brzmiącą ripostą. Czyżby miała jeszcze inne zamiary?

    Przysunęła swój leżak do mojego.

    – Połóż nogę na moim oparciu – zaproponowała. Jak przypuszczałam, stopa nie zmieściła się, ale zanim wycofałam się, Marta położyła stopę na swoim udzie i zaczęła delikatnie głaskać. Długo w milczeniu leżałyśmy na leżakach. Słońce przypiekało, ale też rozleniwiało. Przymknęłam oczy i oddałam się rozmyślaniom. Dłoń Marty pozostała na moje stopie. Co jakiś czas delikatnie pieściła ją. Przyjemne uczucie. Czasami palce sąsiadki wędrowały wyżej, docierały do kolana i głaskały mnie w jego zgięciu. Milczałyśmy. Muszę przyznać, była zdecydowana i szybka.

    – Czekaj, jeszcze coś ci zaproponuję, skoro jesteś taka nieśmiała – nagle powiedziała Marta.

    – To znaczy? – czułam się, jakbym została wyrwana z drzemki.

    – Mały masaż – obiecała z uśmiechem.

    Potem bosą stopę położyła na moim brzuszku i zsunęła do krocza. Zaczęła pocierać moją łechtaczkę! Spojrzałam na nią, ale nie odezwałam się. Byłą skupiona na pieszczotach. Początkowo zamierzałam opierać się i wycofać, ale to było tak przyjemne uczucie. Nawet wysunęłam nieco biodra do przodu, żeby ułatwić pieszczoty. I wtedy zaskoczenie. Już nie stopą, ale palcami stopy zaczęła pieścić łechtaczkę! I poczułam, jak wciska palucha do pochwy! Bawiła się mną i obserwowała moje reakcje. W końcu zatkałam usta, żeby nie jęczeć na balkonie. w pewnym momencie cofnęła stopę, położyła na posadzce, pochyliła się i palcami potarła moją łechtaczkę! Krótko i delikatnie. Chyba sam fakt dotknięcia dłonią był najbardziej ekscytujący.

    – Chodź do pokoju – zaproponowała i wstała. Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem. Weszła do pokoju i ponagliła mnie gestem. Poszłam za nią. Ledwo weszłam, ściągnęła zasłonę i objęła mnie. Po chwili zaczęła mocno całować. Wepchnęła język w usta i szalała! Byłam jeszcze podniecona, chciałam więcej, ale aż takiego tempa nie spodziewałam się. Za chwilę prawa dłoń znalazła moją łechtaczkę i znowu ją pieściła. Położyła mnie na łóżku, położyła się obok i swój sutek włożyła mi do ust.

    – Pieść go – szepnęła i zaczęła pocierać łechtaczkę. Wkładała palce do pochwy, do odbytu, do pochwy i odbytu jednocześnie. Rżnęła mnie mocno i coraz mocniej. I patrzyła jak liżę jej pierś. Za chwilę szybko usiadła na mnie, a ja przed twarzą ujrzałam pochwę.

    – Wysika się na mnie! – przestraszyłam się i zamierzałam zareagować, jeżeli tak będzie. Komórka w jej szlafroku sygnalizowała nadejście wiadomości.

    – Popieść mnie – szepnęła. Mój języczek szalał na jej łechtaczce. Sunął z góry na dół, z dołu do góry, z prawej na lewą stronę i z powrotem. Podrapałam paznokciem napletek. Posmakowałam jej zgrubiałego wałeczka wargami. Syknęła. Kiedy myślałam, że ją zabolało, spojrzała na mnie i zrozumiałam, że miała lekki orgazm. Powoli zsunęła się ze mnie, dała mi buziaka i poszła do szlafroka. Przeczytała wiadomość. Szybko coś napisała. Ubierała szlafrok. Rzuciła mi mój kostium.

    – Już? – nie potrafiłam ukryć rozczarowania.

    – Chodź, dziewczyno! – uśmiechnęła się.

    – Dokąd?

    – Do mnie! – Pociągnęła mnie tak, że ledwo zdążyłam założyć klapki, w których tak podobałam się Robertowi. W ręku miałam kostium, wyjęłam klucze z drzwi. Zamykałam drzwi, stojąc nago na korytarzu. Marta wiązała pasek szlafroka. Odwróciłam się i wtedy wepchnęła mnie do ich przedpokoju. Zamknęła drzwi.  

    – Kostium nie będzie ci potrzebny – powiedziała i rzuciła go pod lustro. Zrobiłam dwa-trzy kroki, naga otworzyłam drzwi do pokoju i… zobaczyłam Tadeusza siedzącego w szortach w fotelu i czytającego książkę!

    – Cześć – opuścił książkę i z uśmiechem przywitał się, wstając.

    – Cześć – odpowiedziałam. – Ale… – zakłopotana i speszona odwracając się, spojrzałam na Martę. Chciałam wyrazić moje obiekcje, jednak sąsiadka znowu zaczęła mnie całować, a po chwili delikatnie pchnęła na ich łoże. Kiedy upadłam na plecy, zrzuciła szlafrok i od razu przylgnęła do mnie. Bawiła się moimi włosami, uszami, całowała po szyi i ramionach.

    – Nie przejmuj się – odpowiedziała pogodnie, widząc nieme pytanie i popłoch w moich oczach. – Tadeusz będzie tylko nas oglądał. Bardzo to lubi, a jego wzwód sama obsłużę. Obiecuję!

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wspomnienia kota

    Ktoś otwiera niewielką kratkę przez którą wpada światło. Jego ręka wsuwa się do środka i boleśnie wyciąga mnie za włosy ze środka. Chociaż w pudle były otwory, światło razi po oczach. Pozostawia na boku, ale lekko unosi głowę. Trzymając za kark wyjmuje prowizoryczny knebel z szmatki spomiędzy boleśnie zaciśniętej szczęki. Nim zdążę nabrać powietrza by krzyczeć, wpycha coś między wargi.

    Smakuje gumą. Smoczek. Ciepłe, słodkie mleko zalewa mi całą buzię. Strach i niepewność ustępują bardziej prymitywnemu głodowi. Jak długo nie jadłam? Jak długo tam byłam? Ciągnę z butelki tak mocno jak się da. Rozmazana jasna plama znów nabiera kształtu. Otwieram szeroko oczy, nieświadomie drżąc. Czuje, jak łzy ciekną mi po policzkach.
    To on. Znów. Chce się urwać od butelki, ale ciało nadal chce jeść, a on trzyma mnie dość mocno by nie pozwolić na ucieczkę. Jestem skrępowana i mam sztywne ciało. Kątem oka dostrzegam, gdzie byłam. Duże, plastikowe pudło jak do transportu większych psów. Wreszcie wyjmuje butelkę. Nabieram powietrza w płuca gotowa zacząć krzyczeć. Wsuwam mi kciuk i naciska język nim jednak zdążę wydać jakiś dźwięk. Ręką sięga za pudło i wyciąga czerwoną, podobną do golfowej piłeczkę z czarnymi paskami po bokach. Wyciąga palec, wkłada mi ją do ust, zaciska boleśnie za głową paski. To znaczy „siedź cicho”.
    Zdejmuje pudło i wsuwam nogą pod stół. Wyciąga nóż, prosty, kuchenny. Jestem teraz już pewna, że mnie zabije. Zamiast tego precyzyjnie tnie między linkami bluzę od piżamy pokrytą wymiocinami i żółte od sików majtki. Wyciąga paski materiału spod nich i wrzuca gdzieś obok. Leżę naga, skrępowana jak paczka i zakneblowana. Nie mam ucieczki prócz płaczu. Gładzi mnie po biodrze i odkłada nóż. Jest chłodno, więc pokrywam się gęsią skórką.
    – Wiesz co to litość, kotku? – pierwszy raz słyszę jego głos i uświadamiam sobie, że nie nosi śladu jakiegokolwiek akcentu – Kiedy znajdujesz bezdomne, smutne zwierzątko i przynosisz je do domu. – po każdym zdaniu robi krótką pauzę, jakby chciał bym to zapamiętała – Ale ten kot myśli, że odbiera się mu wolność. Tam mógł robić co chciał, polować na myszki i spać na śmieciach. – przesuwa dłoń w górę i przeciąga ją po ramieniu – Ale kot ma teraz dom. Będzie miał kosz, gdzie może spać, zabawki, miskę z jedzeniem i rękę, do której będzie mógł się przytulać. – przenosi ją jeszcze wyżej i jego wielka dłoń spada na gardło – Pewnie, będzie gryzł i drapał, nie wiedząc, jakie to dla niego dobre. Ale nie można go za to uderzyć. – cofa rękę i kładzie palec na policzku, zbierając nim łzę – Trzeba być cierpliwym. Pewnego dnia bowiem, gdy otworzy się drzwi by mógł odejść, czmychnie z powrotem do środka i schowa pod łóżkiem. Wie, że tu jest jego dom
    Co on do cholery pierdoli? Na tyle ile ciało pozwala bujam się i wyje przez knebel. Unosi mnie wkładając ręce pod bok i przytula do siebie. Chociaż się szarpie, on jakby tego nie widział. Przenosi mnie do innego pokoju. Sypialnia. W nogach łóżka leży legowisko dla zwierząt. Długi, wiklinowy kosz wyścielony czerwonym materiałem. Układa mnie w środku i przykrywa cienkim prześcieradłem. Miękki materiał jest chłodny i gładki.
    – Prześpi się. Rano Cię wykąpie i dostaniesz coś do jedzenia. – gładzi po głowie, jeszcze czochrając tłuste i sztywne włosy – Taki ładny kotek tak został zaniedbany. – cofa rękę i naciska na kulkę między ustami – Zdejmę ją jak zaśniesz. Nie chce byś miauczała całą noc. Pewnie w końcu się nauczysz i wtedy już nam nie będzie potrzebna. Będziemy musieli Ci też poszukać obróżkę. – dotyka miejsca nad piersiami palcem – Czasem nie wiemy o czym marzymy, póki nie zrobimy czegoś, co się tym okazuje.
    Wierzgam zdrętwiałym ciałem, ale to nic nie daje. Pewnie dosypał coś do mleka, bo nagle naprawdę ogarnia mnie senność. Jeszcze raz patrze na niego próbując krzyczeć „proszę”, płacząc, ale znów się rozmazuje, znikając w ciemności.
    Ciężko właściwie powiedzieć kim czy nawet czym On jest. Nazywam go Pan. Ma jasnobrązową skórę, taką jak kakao dla dzieci, i oliwkowobrązowe oczy. Wysoki, pewnie spokojnie przekracza dwa metry, gdyż jak mnie chwytał tak, że nasze głowy się spotykały, to mogłam majtać nogami w powietrzu. A lubił sadzać mnie na swoim przedramieniu. Szeroka klatka piersiowa i bicepsy grubości uda dorosłego mężczyzny nie tylko „wyglądały”. Był silny jak niedźwiedź lub byk. A jednocześnie, gdy używał tych wielkich dłoni (raz mi położył całą na twarz) dla mnie, był delikatny i czuły. Widziałam go kilka razy nago i powiem, że przy nim pierwszy i jedyny chłopak, a nawet kilka gwiazd filmów dla dorosłych, wyglądało jak chłopcy ze stulejką. Nigdy jednak nie użył go we mnie.
    Budzę się rano. Wypełzam spod jedwabnego prześcieradła i na czworaka wchodzę do dużego łóżka. Prześlizguje się pod kolejnym prześcieradłem i wystawiam głowę na jego ramieniu przytulając się do niego. Przez chwile przykładam ucho do jego piersi. Jego serce bije wolno, spokojnie. Potem siadam mu na brzuchu, zsuwając okrycie. Zaciśniętą dłonią uderzam go w nos i szybko kładę się płasko po nim. Powtarzam drugi raz, ale nadal się nie rusza. Wreszcie wbijam mu krótko obcięte paznokcie w klatę.
    – No już, Sarenka. – unosi dłoń i głaszcze mnie po plecach przez koszulkę do spania, mówiąc to zaspanym głosem – Wiem, że nie możesz się doczekać.
    Turlam się po nim i chowam w zgięciu ramienia, przytulając do niego. Nie jestem już Marta. Tamta była brzydka i głupia. Jestem Sara. Sa-ra. Pan mnie tak nazwał. Mam dziewiętnaście lat i jestem jego kotkiem. Małym, rozkosznym kociakiem, który z nim mieszka. Zawsze, jak mówi do mnie Sarenko, to czuje tą ekstazę. Dalej mnie drapie palcami po plecach a ja trę twarz w jego bok.
    Siada na łóżku i przeciąga się. Potem zakłada kapcie. Wstaje. Klękam na łóżku i wyciągam do niego ręce w proszącym geście.

    – O nie, kotek. Sama pójdziesz. – śmieje się i rusza dywanem do przesuwanych drzwi
    Zeskakuje z łóżka i na czworaka idę za nim do łazienki. Patrze jak korzysta z toalety siedząc na chłodnych kafelkach. W końcu jednak mnie podnosi i sadza na przygotowanym krzesełku, podobnym do barowego. Unoszę ręce, pozwalając mu zdjąć bluzkę z owieczką, i nóżki pozwalając zdjąć dziewczęce niemal szorty. Pod tym względem czasem traktuje mnie jak małą dziewczynkę. Nieco wstydliwie pochylam się robiąc siusiu i patrząc co on robi.
    Szczęśliwie, dzisiaj nie otwiera trzeciej szuflady. Gdy otworzył ją pierwszy raz i zrobił mi lewatywę, prawie mu wydrapałam dziurę w rękach i ugryzłam w udo. Ostatecznie jednak to on dopiął swego. Wiem, że ją robi, bym nie musiała za często chodzić do łazienki. Też tego nie lubię. Przekłada mnie do wysokiej wanny z granitu, która kosztowała pewnie tyle co stara kawalerka Krzysia, i odkręca wodę. Ciepła ciecz moczy moje ciało. Mam ochotę zauważyć, że nie mam jak się pobrudzić w domu, ale myślę, że gdyby tego nie robił, to byłoby mi źle.
    Zaczyna od włosów. Od piętnastego roku życia farbowałam je na czarno, myśląc, że to fajne. Kiedy to zobaczył, zrugał mnie i poświęcił dużo czasu na wypłukanie farby, by przywrócić ich jedwabistego blondu. Chyba sam robi ten szampon. Pachnie śmietaną i truskawkami. Patrzę na niego, gdy masuje mi głowę.
    – Podejdziemy do pań stylistek i Ci trochę podetną sierść. – w jego oczach da się zobaczyć zadowolenie i spokój – Jest już za długa.
    Kiwam głową ostrożnie, to wciąż jakiś odległy odruch, spadek po Marcie. Pierwszą lekcją było „Zwierzęta w cyrku chodzą na dwóch łapach, a w bajkach nawet gadają”. Krótko mi wyjaśnił, że jako jego kot nie powinnam (co oznaczało „nie możesz”) chodzić na dwóch nogach. Chyba, że mi ubierze buty, gdy idziemy na spacer. Wtedy mogę, ale to wyjątkowe okazje. Opowiedział też, jak się uczy „zwierzątka” tej sztuki. Są „szpilki”, czyli zakładane na stałe kozaki na obcasie, gdzie pod piętą było dziesięć kilkumilimetrowych kolców z stali. Kiedy się na nich staje (dźgnął mnie widelcem w piętę, aż pisnęłam), to od razu przewraca. Po jakimś czasie wyrabia się nawyk, by tego nie robić. Jeśli jednak nie, lub właścicielowi marzy się wystawianie, trzeba zrobić „bezkolanowca”. Czym jest takie stworzenie? Bierze się zwykłe zwierzątko, podobne do mnie, potem młotek (podkreślił, że tylko nieliczni właściciele decydują się przy tym na znieczulenie) i uderza w kolanko. Potem należy związać łydkę do uda z odpowiednim rozstawieniem i czekać. Zrasta się, ale już nigdy nie będzie w stanie rozprostować dobrze nogi. To mniej brutalne, niż ostateczna amputacja, która jest nieestetyczna. Po długim czasie wiedziałam, że wole po prostu go nie denerwować i chodzić na czworaka sama z siebie.
    Podobnie było z mową. Długo nosiłam knebel (wyjmował go tylko, bym mogła zjeść, ale gdy tylko próbowałam się odezwać lub krzyczeć pakował mi palec do ust, mimo że gryzłam i płakałam). „Wiesz, że nie potrzebujesz języka?” zapytał wreszcie, znudzonym głosem „Wystarczy źródło ognia i nóż. Ciach i jedyne co będziesz mogła to odgłosy, których oczekuje. Są tacy, którzy jednak stwierdzają, że bez języka to zwierzę do wyrzucenia. Wtedy robi się nacięcie, o tu (przejechał palcem po krtani) i przecina struny głosowe. Cisza jak makiem zasiał.”. Mogę więc miauczeć, gdy coś chce, mruczeć, gdy mi się podoba, piszczeć i płakać jak boli. Jeśli jednak cokolwiek powiedziałabym jak Marta, to byłabym dla niego stracona.
    Dokładnie spłukuje pianę, zasłaniając mi oczy. Potem przesuwa palcem po ramionach, pod nimi po pachę, po brzuchu, potem po wzgórku (przyjemny dreszcz) i na końcu po nogach. Gładkie, jakby w reklamach mówili prawdę. To nie zasługa depilatorów, maszynek czy innych kremów, ale tabletek. Nie wiem czym są, ale czuje się dzięki nim znów jak ośmiu, może dziewięciolatka, która o „dojrzewaniu” dowie się dopiero gdy znajdzie plamę krwi w majtkach, a potem będzie musiała się golić. Umiał usunąć mi coś nawet tak głupiego jak okres („Niektórzy pobierają cały zapas komórek jajowych swoich ulubienic, inni pozwalają na zapłodnienie przez odpowiedniego reproduktora. Są też tacy, którzy sterylizują, bo nie chcą młodych. Tobie wystarczy jednak to.”).
    W ruch idzie gąbka. Inny płyn, ten sam zapach. Mocno się pieni. Sama pokazuje mu miejsca, których jeszcze nie pucował. Gdy masuje mi cycki, a potem przez chwile piczkę, czuje się dobrze i przytulam wilgotną głowę do jego gołej klaty, mrużąc oczy. Spłukuje pianę wodą i owija ręcznikiem i mocno trze całe ciało. Jak małą dziewczynkę sadza z powrotem na krzesełku.
    Pierw rozczesuje włosy a potem wyciska je ręcznikiem. Jeśli na czymś się nie zna, to chyba na fryzjerstwie. Pewnie dlatego dzisiaj chce mnie do nich zabrać. Ostatecznie pozostawia rozpuszczone włosy, pozwalając im się lekko poskręcać. Potem ogląda paznokcie. Nie są za długie. Gdy odrywał tipsy, wyłam z bólu. Teraz są ładne, pomalowane perłowym lakierem i ucięte na owal. Moje pazurki. Następnie wyciąga kolejne opakowania. Pierw dokładnie wciera mi w policzki i szyje biały krem bez zapachu. Dokładnie, unoszę nawet głowę by widział. Potem drugi, jasnoróżowy, wciera w ciało. Znów, gdy jego dłoń obejmuje piersi, czuje to drętwienie. Strach i obrzydzenie lub przyjemność i pożądanie. Zależy, która z nas o tym myśli. Na końcu szoruje mi ząbki, jak dziecku, które jeszcze nie opanowało tej sztuki. Nagą pokazuje jak zawsze przed lustrem. Nie poznaje człowieka.
    Przywiózł brzydkie, zakompleksione coś o czarnych włosach z masą kolczyków i tandetnym tatuażem, nie umiejące nawet golić cipy i uważała, że solarium to jej dom. Siedzi teraz śliczna, niebieskooka blondynka o urodzie młodziutkiej dziewczyny. Jasna, gładka skóra, aż prosi się by ją dotykać. Jeden z tych jego kremów magicznie usunął wszystkie przebarwienia (łącznie z tym śmiesznym znaczkiem). Taka, która naprawdę może mieć dziewiętnaście lat. Schudłam co prawda dobre siedem kilo, ale nie zmieniłam się w anorektyczkę, a raczej wyglądałam dobrze.
    – Przygotowałem Ci wyjątkowy prezent. – szepcze mi do ucha pochylając się nad ramieniem i przekładając dłonie na brzuszku – Pokażę Ci przy ubieraniu.
    Podnosi mnie wkładając rękę pod kolana i niesie do sypialni. Sadza na tym samym stole, co kiedyś. Z szuflady wyciąga małe pudełeczko, jak do naszyjnika. Nowa obróżka? Otwiera.
    Na poduszeczce leży to. Niewielki, podobny do jajka przedmiot, długi jak palec, gruby na dwa. Gładki, niebieski. Widziałam taki kiedyś w jednym filmie dla dorosłych. Jestem ciekawa?
    – Włożymy je? – uśmiecha się, wyjmując z pudełka i rozkładając mi kolana dwoma palcami na boki – Pewnie nigdy takiego nie miałaś co?
    Nie. Jako nastolatka, owszem, czasem zdarzało się moim palcom zajść, gdzie Bozia by pokarała. W wieku osiemnastu lat Marta straciła dziewictwo z głupim chłopakiem, którego „kochała”. Bez emocji, bez przyjemności. Jeden jego dotyk opuszka na różowym wyrostku muszelki starcza, by czuć wiele więcej, niż przez cały tamten seks. Wsuwa palce do środka, a ja wciskam głowę w jego szyję i zaciskam ręce na ramionach. To chyba kolejny efekt tych jego „tabletek”. Czuje jak jego palce i jajeczko się poruszają, aż wreszcie wyciąga je ze środka (włóż je z powrotem, proszę) i unosi. Pochylam się i je oblizuje. Nawet w środku zrobiłam się już słodka.
    – Mam połączenie z nim przy pomocy tego. – pokazuje niewielki przedmiot, podobny do kulki – Im mocniej ją gniotę, tym mocniej wibruje. O tak.
    Niespodziewana fala przechodzi przez ciało, aż zaciskam do siebie uda i kolana. Palce wbijam z całej siły w jego ramię. Puszcza i ona ustępuje. Dyszę, przytulona w jego szyję.
    – No już, kotek. Chyba nie było źle? – głaska mnie po głowie, a ja mruczę w odpowiedzi
    Odwracam się na brzuszek na chwile, by mógł wsunąć między pośladki mój długi, puchaty ogonek w kolorze włosów. Kiedy włożył go pierwszy raz od razu wyrwałam. Powtarzał to cierpliwie, aż się poddałam. Teraz lubię go nosić. Jest jak część mnie.
    Ubieranie. Zawsze mnie ładnie stroi. Chabrowe, pełne majteczki z wstążeczką i dopasowany stanik. Krzyś marudził, że mam cycki jak podstawówka i czuje się jak pedofil. Pan powiedział, że mam śliczne piersi do swojego wyglądu, a rozmiar B60 jest dla mnie idealny. Potem lekka spódniczka, czarna, do kolan i biała koszula. Na końcu ciemnogranatowy sweterek „bo może być chłodno”. Przesadza mnie na łóżko. Pokracznie sięgam do szafki nocnej i zębami podnoszę skórzany pasek, odwracam się i kładę na łóżku przed sobą.
    – Żeby kotek o tym pamiętał, a ja nie. – śmieje się i kuca, zapinając mi obróżkę z platynową plakietką „Sara” – Chcesz, to możesz chwile sobie poleżeć, potem coś jeszcze na szybko zjemy i jedziemy.
    Wyciąga z szafy ubrania i idzie do łazienki. Idę za nim. Też chce popatrzeć, jak on zwykle patrzy na mnie. Ogarnia mnie dreszcz podniecenia, gdy widzę jego penisa, jak wchodzi do kabiny prysznicowej. Ale jest też inny impuls. Pojedziemy razem na wystawę „zwierząt”.
    Kiedy porwał Martę, myślała, że jest to najgorsze co może się stać. Ale kiedy przypominam sobie, co powiedział wtedy, o kocie, wiem, że nawet tam miałabym wiele razy gorsze życie. Pan ma przyjaciela, Markusa. Staruch po pięćdziesiątce, śmierdzący zawsze jak ser z wielkim brzuchem, zaczesujący się na pożyczkę. Rozmawiają w jakimś języku, którego nie znam zawsze, ale Pan pozwala mi siedzieć koło siebie lub na swoich kolanach. Markus czasem przywozi Noemi. Pod warstwą źle nałożonego makijażu, który ma zakryć złamany nos i opuchliznę, da się rozpoznać zaginioną aktorkę o której trąbiono w ogólnoświatowej telewizji. Jest ona wszystkim, przed czym „ustrzegł” mnie Pan.
    Ma wiecznie uniesione stopy i wyraźne blizny na kolanach, gdy kładzie się na plecach. Wyrwano jej wszystkie przednie zęby. Nosi różowe kozaki i rękawice po łokcie, które nie mają palców, z lateksu. Wiecznie wygląda jakby miała się poryczeć, ale gdy otwiera usta to widać było, że nie ma języka. Czerwona kreska na krtani. W sutkach i cipce ma po kilka kolczyków. Pomyśleć, że jeszcze rok temu odbierała Oskara i nabijałam się z myśli, że ktoś chce być jak ona.
    Raz Markus chyba coś zaproponował Panu, a ten popatrzał na mnie z uniesioną brwią.
    – Chcesz coś spróbować? – ale nim zdążyłam jakkolwiek zareagować, wsunął mi rękę pod spódniczkę i zdjął majtki, po czym uniósł ją, sadzając na swoich rozpartych kolanach
    Jego towarzysz wydarł się jakoś na tą biedną dzie… sukę, po czym ta powoli podeszła do nas i włożyła głowę między moje rozparte nogi. Myślałam, że sama zacznę krzyczeć, ale ograniczyłam się do schowania głowy w jego ramieniu i cichym piszczeniu. Muskała tymi swoimi ustami moją cipkę. Chwytała co rusz za wargi, potem ssała łechtaczkę, to po prostu wpychała ściśnięte w ciup wargi do środka. Nie wytrzymałam, złapałam jej głowę i przyciskałam do siebie, jęcząc i dysząc jak prawdziwe zwierze. Boje się, co by było jakby miała jeszcze do dyspozycji język.
    Jak skończyła, po prostu wróciła do kolan swojego pana i skuliła się koło krzesła. Pan mnie położył sobie na rękach jak odwróconą pannę młodą, na brzuchu, i głaskał po plecach i między łopatkami. Cholera, miałam ochotę tylko na więcej.
    – I po to właśnie są zwierzęta. – powiedział śmiejąc się głośnym barytonem Markus – By służyć! – po czym z całej siły uderzył ją w pośladek, aż pisnęła
    Gdyby Pan mnie tak traktował, pewnie bym umarła. Zwinęłam się do pozycji embrionalnej, wkładając rękę pod spódniczkę i zamknęłam oczy, zasypiając głaskana przez jego rękę.
    Po szybkim śniadaniu – jak zawsze dostałam je w misce pod stołem i dodatkowa butelka z mlekiem – wychodzimy z domu. Niesie mnie na rękach. Pierwszy raz, od kiedy mnie zabrał do domu, jedziemy gdzieś. Spacery w okolicznym lesie, gdy to w szarym body, grubej czarnej bluzie i ciężkich martensach pozwalał mi pochodzić między drzewami lub okazyjne wypady na plażę (nigdy nie było tam ludzi), gdzie ubierał mi czerwone bikini i pływaliśmy razem się nie zaliczały do tego. Teraz naprawdę mieliśmy wsiąść do jego land rovera i jechać. Sadza mnie z tyłu, zapina pasy.
    – Prześpij się, raczej trochę nam zajmie droga. Alicja też coś dla Ciebie będzie miała, przyjedzie do nas na noc. – gładzi mnie po buzi, a właściwie to ja trę twarzą po jego wyciągniętej dłoni i wracam do swojego mleka
    Jest spokojnym kierowcą, skupionym na jeździe niż na rozmowie. Z radia, używa płyt, leci muzyka klasyczna. Przez ciemne szyby niewiele widać. Pani Alicja. Jeśli nie ma w sobie chociaż kropli azjatyckiej krwi, to świetnie ją udaje. Pewnie nie ma trzydziestki, albo jest krótko po niej. Ma za to wyraziste, kobiece kształty. Duże piersi, wyraźne biodra i talia, sprężyste pośladki. Czarne włosy zawsze lśnią. Jest kochanką pana, taką prawdziwą. Patrzę często jak się kochają. On jest dla niej namiętny i czuły. Ona jednak nie ulega mu łatwo. Nie ma leżenia na kłodę, gdy jedno porusza drugim i sztucznego jęczenia. Nawet rozbiera ją inaczej, niż mnie. Dla nich stosunek jest przeżyciem, które ma przynieść obojgu przyjemność.
    Parę razy przyłapałam się, że dotykam się patrząc, jak to robią. Może to zazdrość? Kiedy pan musi gdzieś wyjechać, to ona przyjeżdża z walizką i zostajemy razem. Początkowo Marta myślała, że skoro jest kobietą, to mnie zrozumie i pozwoli się „zachowywać normalne”. Co za gówno! Ona jest jak żywy ogień. „Usta się otwiera w trzech celach. Jedzenia, jak masz katar i nie możesz oddychać przez nos, albo komuś dogadzasz nimi. Czy widzisz, bym trzymała coś do jedzenia czy też właśnie chcesz się przyssać mi do cycka?” – a policzek po plaśnięciu piekł, oczy nabiegały łzami. Mówiła po angielsku z wyraźnym wschodnim akcentem. Jej pobyt w domu polegał w większości chodzeniu w samej bieliźnie „dużego rozmiaru”. Zapytała, czy mam jakieś zabawki. Przyniosłam z koszyka miękką piłeczkę, którą czasem pan mi rzuca a ja przynosiłam. Skrzywiła się.
    Rozebrała mnie wtedy („nie musisz chodzić po domu w tym przebraniu” pozostawiając jedynie wiszącą między nogami kitę), przełożyła przez kolano jak się bierze na ręce niemowlę i wsadziła między nogi dwa palce. Jęknęłam cicho. Robiła to z pewnym wyczuciem, ale ponieważ się nie opierałam, pozwalała sobie na więcej. Rozkoszując się tym, czułam się nawet dobrze, dopóki nie spróbowała przepchnąć całej dłoni. Wtedy krzyknęłam, a ona mocniej mnie przycisnęła do siebie. Fale gorąca i pulsowanie krwi w kroczu jednak sprawiały przyjemność. Potem zdjęła stanik, wsunęła mi pierś do ust. Nie byłam pewna co robić, więc ssałam, lekko podgryzałam, a ona nadal mnie tak bawiła, też mrucząc z przyjemności. Białe fale bólu, gdy rozpychała mnie przechodziły na przemian z przyjemnością.
    Potem kazała przynieść swoją torebkę. Pobiegłam po nią jak się tylko szybko dało i wyjęła ze środka „to moja magiczna różdżka z jednorożca dla grzecznych zwierzątek”. Długie, pręgowane dildo. Wsunęła mi go pierw do ust, tak głęboko, że prawie się udusiłam, po czym znów włożyła tam na dole. Czułam każdą przerwę, gdy posuwała nim w głąb mnie. W pewnym momencie myślałam, że nie wytrzymam, ale zaczęła go cofać. Nagle zrozumiałam, czemu gdy oni to robią, ona tak reaguje. O to chodziło.
    Potem jeszcze zdjęła majtki (miała zawsze lekko porosłą włoskami mięsistą, grubą cipkę z wyrastającymi wargami) i kazała wylizać. Z braku doświadczeń z kobietami, robiłam to nieumiejętnie i dostałam klapsa. Piekący ból w pośladkach. Potem spałyśmy w jego łóżku przytulone do siebie. Na takich przyjemnościach upłynęły dwa dni, po których wrócił pan. Została jeszcze na noc (jak zawsze uprawiali głośno seks), ale gdy poszła do łazienki cicho pobiegłam za nią. Pozwoliła mi wylizać resztkę jego spermy z siebie. „Better”, powiedziała wtedy, głaszcząc mnie ręką po głowie i relaksując się. Stosunek z Naomi jednak nauczył mnie dość, by wiedzieć jak należy zadowalać drugą kobietę. I niechętnie przyznaje, ale jest to fajne. Teraz, gdy zostaje na noc i śpią na łyżeczkę, to też wchodzę i wtulam się w nią jako trzecia.
    Jeśli kiedykolwiek ktoś widział w telewizji lub uczestniczył na żywo w wystawie zwierząt, miałby idealny obraz na to jak wygląda to tutaj. Duży stadion wypełniały transportery dla nich, ale byli też właściciele z swoimi pupilami na smyczach. Nie były to jednak bernardyny, pudle czy labradory.
    Większość stanowili mężczyźni prowadzący suki. Wszystkie z wygiętymi do góry kolanami. Wiele znajomych z telewizji i gazet twarzy. Strój ograniczony do lateksowych bucików i rękawic jak u Naomi. Były też kobiety z swoimi sukami. Widziałam nawet parkę, koło sześćdziesiątki, przytuloną do siebie jak nastolatkowie prowadzących na dwóch smyczach bliźniacze blondynki. Między nogami jednej z nich wisiał sztuczny penis na paskach.
    Drugą kategorie wystawców stanowiły kobiety z psami. Większość to kastraci pozbawieni jąder, napchane testosteronem łyse małpy. Podobnie jak suki, też mieli wyłamane kolana. Najrzadziej dało się zobaczyć mężczyzn z psami. Ich osobniki zwykle były anorektycznie chude, całkowicie wykastrowane i przerażone.
    Stoiska. Dużo stoisk. Na niektórych typowo zwierzęce zabawki pokroju piłeczek, sztucznych gryzaków z gumy i innego cudów, obok zaś wyposażenie godne seks-shopu. Trzy duże, gdzie na sztucznych szczeblach stały psy „rozpłodowe”, które miały na penisach maszynę jak do dojenia krów. Dwóch mężczyzn stało obok, rozmawiając, gdy jakaś suka przyczepiona do dziwnego „rusztowania” właśnie zażywała „zapłodnienia” przez wielkiego samca. Wyraźnie można było na miejscu, lub kupić sobie dawkę mrożonego nasienia do użytku w domu. Wyrywała się i wyła, ale kaganiec w kształcie psiego pyska zmieniał wszystko na żałosne „hau hau”. Obok kolejne, gdzie za długą ladą stał mężczyzna z albumami, za nim klatki przez które przechodziły palce. Na drzwiczkach numerki. „Buy new puppy” głosił angielski szyld nad nim. Potem chwila przerwy, gdzie rozmawiali ze sobą różni ludzie w towarzystwie swoich „puppy”. I nasz cel.
    – Boisz się? – pan trzyma mnie wysoko na rękach, jak zwykle ojcowie noszą małe córeczki – Póki trzymasz się mnie, będzie dobrze.
    Blaszane stoły, za każdym elegancka kobieta w fartuchu fryzjerskim. Ludzie wprowadzają swoje pupilki, najczęściej suczki, na nie, po czym otwiera się pięć obręczy. Dwie stalowe literki „T”, jedna podkłada się pod szyją, druga pod brzuchem. Obręcze zatrzaskują się z elektrycznym bzz na kostkach, nadgarstkach i szyi. Kobiety przystępują do robienia suk na bóstwo, gdy te się trzęsą jak osika.
    Pan sadza mnie na stoliku, a kobieta przekręca kluczyk i obręcze się otwierają. Patrze na niego szeroko otwartymi oczami, a on coś mówi kobiecie, która wydaje się zdziwiona. Układa mi rękę na udzie i coś dodaje. Tamta kiwa głową i chwyta mi włosy. Uśmiecha się i coś mówi.
    – Twierdzi, że masz bardzo ładną sierść. – przesuwa ręką po udzie, w geście uspokojenia – Powiedziałem, że jesteś moim kotem, więc ręczę za Ciebie, że nie zwiejesz.
    Też się uśmiecham odruchowo. Czuje się jak pudelek, gdy pani stylistka rozczesuje mi i przycina włosy. Sierść. Mam sierść, jestem kotkiem. Potem je układa w wymyślną fryzurę i na końcu daje mi kostkę cukru. Biorę ją prosto z ręki.
    – Very pretty. – mówi mi jeszcze, a pan zabiera mnie z powrotem na ręce, gdy kolejna suka za nami zostaje wciągnięta za włosy, charcząc otwartymi ustami, przez szczupłego Azjatę.
    Idziemy do długiego stołu z niebieskim obrusem. Pani Alicja siedzi przy jednym z pustych miejsc. Obok niej klon Markusa, jakiś murzyn o srogiej twarzy obrosłej zarostem i chuda kobieta o aparycji pani z bogatego domu, wyraźnie starsza. Pan siada na miejscu i całuje ją w policzek, ale rozmarzona, nie odwraca wzroku. Sadza mnie na sztucznej trawie obok siebie, więc układam mu głowę na udzie. Przekłada rękę nad jego kolanem i też mnie czochra po nowej fryzurze.
    – Bądź grzeczna, tak? Pan będzie musiał oceniać twoje koleżanki.
    Wkłada mi rękę pod sweterek i gładzi po plecach. Przymykam oczy i słyszę jak pani Alicja coś mu mówi. Unosi brew, a ona kiwa głową. Na „wybieg” wchodzi pierwsza z suń. Mulatka w zielonym stroju o krótkim, kręconym afro. Ilość złota w jej ciele jest zadziwiająca. Prowadzący w garniturze mówi coś o niej.
    – Masz zajrzeć pod obrus. – mówi mi i ponosi jedną z tabliczek nie patrząc na mnie – Tylko się nie przestrasz.
    Unoszę poły tkaniny i zaglądam. No tak. Każdy, prócz pana, z jury ma między nogami w pozycji żółwia kogoś, kto go zaspokaja. Nie rozpoznaje nikogo, ale zwracam uwagę na najbliższą osobę. Sądząc po budowie ciała to mężczyzna. Pan mówił, że pani Alicja prowadzi hodowle psów, więc może to jeden z jej podopiecznych? Wychylam głowę i znów kładę ją na kolana, a pan spogląda na mnie z ukosa. Mówi coś jej, a ta odwraca na chwile wzrok. Kolejna suka, tym razem latynoska o farbowanych blond włosach. Pod włosami widać bliznę po uciętym uchu. Czerwone pręgi na pośladkach się nie wygoiły, podobnie jak te na plecach. Ledwo idzie.
    – Zajrzyj jeszcze raz. – mówi, unosząc tabliczkę, a kątem oka widzę na niej 3.
    Zaglądam. Pani Alicja klepie osobę, która robi jej dobrze, i odpycha dłonią. Serce mi na chwile staje ze strachu, gdy patrzy na mnie. Jak oparzona wskakuje na kolana pana i chowam się w połach jego kurtki, zasłaniając sobie nimi twarz. Kulę się i staram się wsłuchać w jego serce. Głaszcze mnie po dupce. Nie, to nie mógł być on.
    Jak Marta stała się Sarą? Pan przywiózł ją do domu. Skąd? Cóż. Mieszkała z chłopakiem, którego myślała, że kocha. I pewnego dnia sobie leżeli w łóżeczku po kąpieli i oglądając film, co miało być przyspieszoną grą wstępną przed kolejnym seksem do domu wkroczyło sześć osób. Czterech, wtedy nie wiedziała, że to się nazywa psy, podobnych do kulturystów facetów, wysoki Mulat (Pan) i kobieta (Pani Alicja). Ta ostatnia dwójka śmiała się jakby byli na randce, a nie właśnie włamali się do kogoś. Krzyś na jego widok spanikował, krzyczał i błagał. Pan uciszył go łatwo, uderzeniem pięści łamiąc dębowy stół, który Krzyś musiał nosić z dwoma kolegami. On jednym ciosem przełamał go na pół. Pokaz siły. Zwrócenie uwagi. „Zamknij się”.
    Tamci panowie go chwycili i bez problemu uciszyli. Marta? Nie wiedziała co robić. Jeden z nich złapał ją i chciał z niej też zedrzeć ciuchy. Ale ten człowiek, Pan, kiwnął dłonią. Posadzili ją obok niego, a ten przycisnął ją wielką łapą do podłogi, zasłaniając usta. W sztywnym uścisku trzymał jej głowę zmuszając do patrzenia.
    Patrzała więc jak spokojnie tamci zdzierają ubranie z obezwładnionego chłopaka. Dosłownie, rozrywali całe szwy jakby był to papier. Kobieta wyjęła nożyczki i coś co wyglądało jak palnik gazowy. Cyk. Penis Krzysia w fontannie krwi spadł na ziemię z zaduszonym rykiem nas oboje. Potem wypaliła ranę, jakby robiła to od zawsze. Kiwnęła ręką, a psy roześmiały się. Gwałcili nieprzytomnego z bólu. Ukłucie zastrzyku w pośladek przed wielką ciemnością i ten widok wypalający się w głowie.
    Pan chwycił mnie za buzię i pogłaskał po podbródku.
    – Co Sarenko? Nie podoba Ci się?
    Kręcę ostrożnie głową i mocniej się kulę, jakbym chciała stać jeszcze mniejsza by móc schować pod jego koszulą. To spokojne bicie serca. Nie chce być Marta. Jestem Sara. Jego Sarenka. Tamtego życia nie było.
    Poprawia mój siad na swoich kolanach i wyciąga z kieszeni lizak. Odwija i wkłada mi do buzi. Ssę go powoli, mrużąc oczy. Nie, tamtego nie ma. Po wystawie pojedziemy do domu, zjemy obiadek i będziemy wylegiwać się na kanapie. Może włączy jakiś film i będzie mnie głaskał gdy będę leżała mu na kolanach, albo czytał na głos książkę. Jestem jego pieszczochem.
    Ostro prostuje nogi z donośnym jękiem. Ma w dłoni tą kulkę kontroli. Patrzę na niego urażona.
    – Nie zasypiaj mi teraz. – śmieje się i chowa ją z powrotem do kieszeni – No już, spójrz jeszcze raz, może jednak Ci się spodoba.
    Unosi obrus między nogami jego a pani Alicji. Wciąż tam jest. Schudł z trzydzieści kilogramów i wygląda jak Golum. Po obu stronach głowy są wypalone ślady po uszach. Bez zębne usta drżą, gdy się ślini. Rozdwojono mu język. Ucięto sutki. U dłoni i stóp nie ma palców. Skórzane pasy trzymają uda z łydkami. Pomiędzy nogami wisi jedynie gumowy wężyk wśród zabliźnionej skóry.
    Patrzy na mnie i wygląda jakby miał się rozryczeć. Po czym dostaje klapsa w głowę i znów znika za kolanami pani Alicji.
    – Chłopcy go troszkę sponiewierali. – mówi pani Alicja, gdy oceniają ściętego na chłopca rudzielca o obwisłych cyckach, który podnosi się na kolanach i pokazuje długą bliznę przez pępek – Traktują go jak swoją szmatę, więc muszę trzymać go oddzielnie. – na ekranie wyświetla się wynik 18 punktów – Prawie mu dupa pękła, jak chcieli sprawdzić, czy dadzą radę wejść w trzech.
    Nawet jeśli nie mogę tego skomentować, to przeraża mnie to. Właściwie. Czemu mam się nim przejmować? To jego wina, że zadarł z Panem. Mnie potraktowano dobrze. Układam się wygodniej, kończąc lizaka. Podoba mi się to.
    Wygrywa ostatecznie mulatka ze złotem w ciele. Poszliśmy jeszcze na bankiet, gdzie trzy z pięciu osób z składu sędziowskiego (Pan usiadł po prostu do stołu ze mną na kolanie, a pani Alicja zniknęła gdzieś na jego czas) skorzystało z okazji by sprawdzić co jeszcze ona potrafi. Zaciskała łzawiące oczy, gdy klon Markusa brał ją na pieska. Podano jagnięcinę (nigdy czegoś takiego nie jadłam, ale jest pyszne, gdy pan pozwalał mi zjeść kawałeczki z swojego widelca z sosem) i lody (tymi właściwie nakarmił mnie w całości, bakaliowe z sosem orzechowym, czułam że pęknę, a pan głaskał mnie jeszcze po opuchłym brzuszku). Potem jeszcze kilka rozmów z nieznanymi mi ludźmi (kilku łapało mnie za piersi i biodro, przez co jeszcze bardziej przytulałam się do niego, jeden z nich nawet ścisnął mi cipkę pod spódniczką, za co kopnęłam go w ramię a Pan się zaśmiał) i powrót do domu. Pani Alicja rzeczywiście też przyjechała. Krzyś siedział zamknięty w pudle na kółkach.
    – Wiesz, że to był wyjątkowy dzień, nie? – odpiął mi staniczek i ściągnął spódniczkę razem z majtkami – Rok temu moja Sarenka trafiła do domu. – przesunął palcem po stopie, łaskocząc
    Rok. Nawet nie wiedziałam, że tylko albo aż tyle. W rok z głupiej, wioskowej Karyny zmieniłam się w szlachetnego rasowego kota swojego Pana. Ucałował mnie w czubek głowy, patrząc na moje gołe ciało.
    – Chciałem zrobić coś wyjątkowego, ale nie miałem pomysłu. – pogłaskał kostkami palców po wnętrzu uda – Pamiętasz, jak pierwszy raz mnie ugryzłaś, gdy chciałem Cię umyć?
    Tak. Rozłożył jej cipkę i gdy zobaczył, że nie ma błony to wyglądał na zwiedzonego. Nie dlatego, że chciał ją przebić sam. Po prostu jego niewinne zwierzątko nie było aż tak czyste, jak chciał. Wstyd mi za to, i czuje, że się czerwienie.
    – Ubiorę Ci piżamkę i leć do Alicji. Też ma coś dla Ciebie. Jesteś najlepszym kotkiem, jakiego mógłbym mieć, Sarenko.
    Brzmi to smutno, a po czerwonej buzi ciekną mi łezki, gdy zakłada mi koszulkę i spodenki. Tak mi wstyd za to, że walczyłam z nim. Powinnam go od razu posłuchać. Kot ma tutaj dom, kosz i miskę. A także rękę, do której może zawsze podejść.
    Sadza mnie na podłodze. Idę do pani Alicji w kuchni i siadam przed nią. Odwraca się ubrana już w szlafrok i uśmiecha.
    – Taki śliczny kotek jesteś, wiesz? – uśmiecha się – Kupiłam Ci coś, jakby jakiś inny Cię odwiedził. – wyjmuje z torebki zapakowany w papier prezent i kładzie go na podłodze.
    Już odruchowo rozrywam zębami opakowanie. Szeroko otwieram oczy na widok prezentu. Piękny. Siedemnaście centymetrów naturalnie odlanej twardej żywicy o przezroczysto niebieskiej barwie z ciemnymi paskami wychodzącymi na końcu. Wygląda jak coś z kosmosu.
    – Chcesz zobaczyć, czy pasuje? – wskazuje strap-on w pudełku – Mamy nawet chętnego, byś mogła się o tym przekonać.
    Odwracam głowę. Krzyś, pochylony i z łzami w oczach stoi w progu. Klęczy jak do muzułmańskiej modlitwy. Kiwam pospiesznie głową, miaucząc. Pani Alicja pomaga mi ubrać prezent. Jak dzikie zwierze rzucam się do ataku na niego. Niczym kocica na mysz. Lwica na bezbronną gazelę. Wkładam go w różowy, rozepchnięty otwór dupska Krzyśka i… Puls rozchodzi się po całym moim ciele. Jajko! Zapomniałam o nim.
    – Synchronicznie. – słyszę głos Pana, który przechodzi obok – Jakbyś była chłopcem, to byś to czuła. – i tak za każdym razem jak wkładam i wyjmuje, czuje te fale rozkoszy. Im szybciej, tym są mocniejsze, wolniej przyjemniejsze.
    Rucham swojego (byłego) chłopaka prosto w dupę, czując zbliżający się orgazm. Cholera, nawet kiedy on to robił, nie byłam jego tak blisko jak teraz. Odwracam głowę i patrzę, jak mój pan właśnie całuje panią Alicję w szyję, trzymając już rękę wewnątrz jej szlafroku, cały czas na mnie jednak patrząc. Puszcza mi oko. Dziękuje. Dochodzę z krzykiem trzymając go głęboko w nim. Nie wiedziałam, że tego chciałam. Ale to jest o czym marzyłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Inspiracja dla Sary: Chloe Toy; inspiracja dla założeń świata (z drobnymi zmianami): FanSadox “Slut in Train” vol 1. Fap, and fun.

  • Naga

    Obudziłam się naga w dużym ciemnym i wilgotnym pokoju, bez okien. Ręce i nogi miałam związane grubym sznurem, a usta zakneblowane. Usłyszałam kroki mężczyzny, którego niedługo potem mogłam zobaczyć. Złapał mnie za szyje i dusił przez chwilę. Niespodziewanie włożył dwa palce w moją cipę, która była już wilgotna. – Chodźcie! – zawołał. Po chwili koło mnie stało pięć osób, a dziesięć rąk obmacywało mnie. Usłyszałam jedynie głos rozpisanego rozporka, i chwilę potem wielki penis zaskoczył mnie w mojej dziurce. Zaczęłam piszczeć i pojękiwać. Mężczyzna rżnął mnie tak przez 10 minut. Czułam, że jestem cała czerwona, a moja cipka nie wytrzymywała. Dostałam kopniaka w łechtaczkę. Któryś z nich przyłożył mi chusteczkę, po której zasnęłam. Wisiałam, byłam podtrzymywana przez sznurki. Obwiązali je wokoło cycków, nogach, szyi. Byłam w pozycji, w której spokojnie można było penetrować obie dziurki. Poczułam długiego i grubego kutasa w mojej drugiej dziurce, zaczęłam piszczeć i suwać się na wszystkie strony. On przyspieszył tempo aż w końcu poczułam jego nasienie w sobie. Kolejny, zaczął ruchać mnie w usta, a potem się do nich zesikał. Kazał wszystko połknąć, jednak wyplułam trochę, za co później dostałam karę. Kolejny penis dobrał się do mojej dupy, drugi do cipki, a trzeci ruchał mnie w usta. Reszta mężczyzn masturbowała się i wylewało spermę na mój brzuch. Zaczęłam płakać, byłam totalnie poniżana i straciłam resztki honoru. Mocno mnie to podniecało i nie chciałam końca. Pieprzyli mnie w każdą dziurkę 20 minut, każdy wylał się do niej. Nie dostałam chwili odpoczynku, kolejny kutas grzmocił mnie bardzo szybko, szybko doszedł i szczytował w mojej cipie. Odsunęliśmy się ode mnie, ale to nie oznaczało końca. Dostawałam batem po cipie, strasznie piekła i była czerwona. Odwiązali mnie, ale włożyli do dupy korek analny, a do cipy wibrator i zamknęli w klatce.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowal
  • Przygoda na wycieczce szkolnej cz2. Lizak

    Komentarze mile widziane 😉

    Wycieczka trwała 4 dni i muszę przyznać, że Kraków to naprawdę niezwykłe miasto. Masa atrakcji, mnóstwo zabytków – generalnie mówiąc wycieczka pod tym względem jak najbardziej na plus. Co do innych względów… Po wydarzeniach z początku wycieczki, mało rozmawialiśmy z Klaudią o tym co się wydarzyło. Przeważnie czas spędzałem z kolegami, w hotelu często odwiedzałem Klaudię, jednak po za nią były tam jej 3 przyjaciółki z czego jedna to … Oliwia. Ona doskonale wiedziała o moim fetyszu a ja o jej, Gdyby nie dwie dodatkowe osoby w pokoju, to mógłbym im urządzić masaż na bogato.

     

    Na dzień przed wyjazdem, gdy szedłem do ich pokoju, usłyszałem krzyki. Po chwili z pokoju wyszła Klaudia.

     

    – Szmaty – Rzuciła w stronę pokoju, trzaskając drzwiami

    – Co się stało? – Zapytałem łagodnie

    – Zaczęły mi wypominać, że nie chciałam z nimi zrobić sobie zdjęcia w budce, bo rozmawiałam z rodzicami przez telefon. Nosz kurwa z takiego powodu zaczynają się na mnie drzeć jakbym im nie wiem co robiła…

    – Spokojnie, pierdol je, masz przecież prawdziwych przyjaciół

    – Na przykład ciebie – dodała, patrząc się w moje oczy

    – Na przykład mnie… – Potwierdziłem, obejmując Klaudię

    – Jutro zajmujemy tył autobusu – wyszeptała przytulając się do mnie

    – Dobrze… – odpowiedziałem nie dowierzając

     

    Czułem jak serce mi zaczyna mocniej bić. Już nie mogłem się doczekać jutrzejszego dnia. Czułem się jakbym właśnie umówił się z kimś na transakcję kilkumilionową, która miałaby zmienić moje życie i szczerze dla mnie jutrzejszy powrót miał podobną wartość

     

    – Przygotuję coś dla Ciebie- odpowiedziała odchodząc i mrugając na pożegnanie

    – O kuuurwa, jestem w niebie – pomyślałem

     

    Będąc w pokoju, szybko położyłem się w łóżku, marząc o tym żeby jak najszybciej był kolejny dzień

    Następnego dnia, zanim wsiedliśmy do autokaru, poszliśmy przespacerować się po Kazimierzu, a na koniec wizyty w Krakowie poszliśmy jeszcze na lody. Lody były tego dnia dla nas wybawieniem, ponieważ temperatura na słońcu wynosiła ponad 50 stopni Celsjusza. Około godziny 12 pożegnaliśmy się z Krakowem i wsiedliśmy do autokaru.

    Tak jak poprzedniego wieczoru umówiliśmy się z Klaudią, tak usiedliśmy na samym końcu… i tak jak kilka dni temu, tak i teraz mieliśmy sporo miejsca przed końcem wolnego. Nawet nauczyciele postanowili nas opuścić i od połowy autobusu nie było żadnego.

    Balem się cokolwiek mówić, więc najpierw mało rozmawialiśmy i jak każdy przykładny nastolatek siedzieliśmy przeglądając Facebook’a. Po godzinie nie wytrzymałem i zapytałem:

     

    – Ten… nom… co dla mnie przygotowałaś.

    – Zamknij oczy – Powiedziała

    – Ok… – Posłusznie wykonałem polecenie, spodziewając się zaraz jej stópki na swojej twarzy, albo czegoś w takim stylu.

    – Już – Usłyszałem od Klaudii

    Odsłoniłem oczy moim oczom ukazała się Klaudia trzymająca lizaka w prawej dłoni. Zdziwiły mnie dwa fakty:

     

    – Po pierwsze: lizak był już otwarty

     

    – Po drugie: Klaudia siedziała już ze zdjętymi butami

     

    Zanim cokolwiek z siebie wydusiłem, Klaudia rzekła:

    – Proszę –  z uśmiechem na twarzy

    Bez żadnego słowa, wziąłem lizaczka o kształcie serduszka z jej rąk. Odruchowo zanim wziąłem go do ust, pierw powąchałem go. Jup, Poznałem ten zapach, znałem go bardzo dobrze. Lizak śmierdział jej stopami, ten zapach poznałbym na drugim końcu świata. Kątem oka widziałem, że przez cały czas Klaudia uważnie mnie obserwuje, coraz szerzej uśmiechając się do mnie. Kiedy miałem spytać ją, co z nim zrobiła, wziąłem lizaka na język…

    Aż zmrużyłem oczy, słony smak lizaka był tak silny jakby moja Przyjaciółka na całą noc zanurzyła lizaka w solance. Nie wyjmowałem go z ust, Jeszcze nie wiedziałem co z nim zrobiła, ale wiedziałem, że jest to związane z tym co mnie podnieca. Po zjedzeniu całego lizaka, zapytałem wreszcie:

     

    – To co z nim zrobiłaś?

    – Wiesz, W środę był ten upał a my pojechaliśmy zwiedzać Auschwitz, cały dzień na nogach i jak wróciliśmy i poszłam się przebierać, czułam jak moje skarpetki śmierdzą. Pamiętałam, że to lubisz i postanowiłam, że następnego dnia też je ubiorę i specjalnie tego dnia nie brałam prysznica, miałam wczoraj przyjść do ciebie do pokoju jak będziesz sam i ci je dać, ale po tym jak dziewczyny mnie wkurzyły i spotkałam cię na korytarzu uznałam, że jeszcze dzisiaj będę w nich chodzić i znowu nie brałam prysznica, nie mniej mnie za brudasa to wszystko dla ciebie.

    – Dziękuję… – Odpowiedziałem

    – A z tym lizakiem to był spontan. Wczoraj jak się pakowałem to zobaczyłam go na swoim stoliku, uznałam że jak go na noc wsadzę sobie do skarpetki to będzie ci bardziej smakował

    – Klaudia… Dziękuję ci za to, nie wiem jak to będzie brzmiało, ale spełniasz jedne z moich marzeń

    – A jakie masz inne marzenia – zapytała uśmiechnięta, jej twarz wyglądała jakby przeżyła katharsis po tym jak powiedziałem, że jestem jej wdzięczny.

    Rozumiem, z moim fetyszem nigdy nic nie wiadomo. Możesz tym odstraszyć osoby, a możesz jeszcze bardziej je do siebie przyciągnąć. Póki co na cztery osoby, cztery przyciągnąłem. Tak, piszę cztery, bo o pewnych wydarzeniach JESZCZE nie opowiadałem. Wracając, rozumiem te napięcie u Klaudii, mogłem przecież albo być mega wdzięczny, albo powiedzieć, że teraz to już przesadziła. W kwestii stóp, nie ma dla mnie przesady.

    Na pytanie jakie mam marzenia, zacząłem:

     

    – No cóż, chciałbym mieć rodzinę, dostać sie na łódzką filmówkę, wydać płytę (jestem początkującym raperem), być zdrowy… ale mam też jedno marzenie, które możemy spełnić teraz

    – Jakie? – zapytała z wyraźnym zaciekawieniem

     

    Bez słowa odpowiedzi złapałem za jej czarną skarpetkę do kostki, ciągle patrząc się jej w oczy. Gdy podniosłem jej stópkę na wysokość mojego nosa, widziałem, że na jej twarzy wyrysowało się wręcz “tak”. Tak, potwierdzenie, zgoda na spełnienie mojej fantazji. Była najpiękniejszą osobą, którą mogłem dotychczas widzieć na żywo i co? I właśnie z tą osobą miałem zrobić to co mnie podnieca.

    Gdy jej skarpetka dotykała mojego nosa, moje zmysły doświadczyły orgazmu. Mój nosek idealnie wpakował się między jej dużym a “wskazującym” palcem na jej mokrej od potu czarnej skarpetce. Ten smród był inny niż pierwszego dnia wycieczki. Tym razem nie było czuć zapachu jej perfum, tym razem czułem jedynie smród potu, bardziej zbliżony do smrodków Oliwii. Tym razem sam zacząłem wiercić i smarować jej stópką po swojej twarzy. To że od ostatnich 78 godzin nie zdejmowała ich było aż nadto wyczuwalne. Chociaż nie lubiłem tego robić, bo często wyczuwałem smak materiału, zacząłem lizać skarpetkę. Tym razem nie było mowy o żadnym smaku materiału. Co prawda ledwo muskałem skarpetki swoim językiem, aby ślina nie przeszła na stópkę, to mimo wszystko czułem ten słony smak potu, czułem go bardzo. Kiedy podniosłem drugą stópkę, powiedziałem, że ma mnie teraz do swojej dyspozycji. Chciałem zobaczyć w jaki sposób zadowoli mnie tymi noszonymi 3 dni skarpetkami.

     

    – Ok, ale najpierw połóż się na podłodze – Rozkazała

    – Spoczko – Dodałem, po czym zszedłem z fotela i położyłem się pod nim.

     

    Z fotelu zsunęły się dwie nóżki w jeansach z dziurami, które zakończone były czarnymi skarpetkami. Szczerze to miałem Flashback ze spotkania z Oliwią, różnica była taka, że Stópki Oliwii chociaż śmierdzące, to jednak nie aż tak.

    Gdy te stópki wylądowały na mojej twarzy, Klaudia zaczęła zabawę. “Jeździła” po całej twarzy, śródstopiem kręciła mi po nosie i ciągle układała mój nos między swoje palce.

    Do około pięciu minutach, kiedy smród przestał być już tak silny, wstałem.

     

    – To co Klaudia… Zdejmujemy? – Zapytałem

    – Na pewno tego chcesz? Wiesz, w jakim one są stanie…

    – No właśnie dlatego chcę je zdjąć, A po a tym przecież te trzy dni nie mogą pójść się marnować – Wytłumaczyłem, uśmiechając się.

    – Ok – Powiedziała, z uśmiechem, po czym położyła się na plecach i podwinęła nogi.

    Usiadłem na przeciw niej. Złapałem za lewą stópkę i powoli zdjąłem z niej te czarne złoto. Moim oczom ukazała się… i mniej więcej w podobnym momencie moje myśli się urwały. W mój nos buchnął smród. Jej śródstopie było całe brudne od czarnych skarpetek, łatwo wywnioskować, że były nowe. Co cóż, miały bardzo ciężki chrzest bojowy. Chociaż Klaudia ze sportem za dużo wspólnego nie miała, jej stopa śmierdziała jakby moja przyjaciółka właśnie wróciła z mundialu w Rosji. Jej stopy śmierdziały potem, serem wszystkimi aromatami towarzyszącymi stópkom. W końcu jej stopy śmierdziały tak, że każdy fetyszystka by powiedział “To jest to, dla czego się urodziłem”. Można by uznać ten pomysł na samobójczy, ale zbliżyłem nos do jej bosej stópki. Wdychałem jej stópki, jakbym wdychał powietrze. Włożyłem nos pomiędzy jej dużego grubego palca a pomiędzy wskazującym. Brud ze skarpetki, połączony z ziarenkami piasku, umilał mi tylko ucztę dla nosa. Ok, pora na to na co czekałem odkąd zaczęły podniecać mnie stopy. Pora zlizać jej stópkę…

    Zacząłem od najmniej ubrudzonej piętki. Jej czerwona pięta była wilgotna i gładka dzięki czemu mój język z łatwością śmigał do pięcie. Na koniec przygód z piętą, zacząłem ją ssać, Klaudia przymknęła oczka z przyjemności. Kiedy miałem wziąć się za lizanie jej brudnej spoconej i śmierdzącej stopy, z połowy autobusu usłyszałem:

     

    – Eee ziomek – Wołał ktoś

    Wkurzony wychyliłem głowę zza fotela, który służył nam za parawan.

    – Wiesz, gdzie jesteśmy? – Zapytał kolega

    Właśnie miałem dokonać tego na co czekałem całe życie, a on śmiał mi przerwać.

    – Nie wiem! – Odkrzyknąłem i wróciłem za “parawan”

    – Co chcieli? – Zapytała Klaudia, ciągle leżąc na plecach i trzymając w powietrzu zwinięte nogi

    – Pytał, gdzie jesteśmy… tylko nam przeszkadza…

    – A ok, A gdzie jesteśmy? – zapytała z uśmiechem

    – Nie wiem, ale mam nadzieje, że jeszcze daleeeko od domu

     

    Klaudia się uśmiechnęła i podsunęła mi brudną stopę pod nos, jakby już sama chciała… tego.

    Wyciągnąłem język i przejechałem po jej śródstopiu, zbierając przy okazji brud ze skarpetki. Moje kubki smakowe oszalały pod wpływem jej słonego potu. Ciągle liżąc jej śródstopie, zlizywałem z jej podeszw paprochy po czarnej skarpetce.

    W tamtym momencie (zresztą nie tylko w tamtym) Ten brud, te paprochy… Gdybym mógł się zmienić w jedną nieożywioną rzecz na całym świecie, bez chwili zastanowienia zmieniłbym się w to. Miałbym cały czas kontakt z tym co mnie podnieca. Zacząłem lizać między palcami Klaudii, połykając kolejne brudy i ziarnka piasku. Szybko skończyłem lizanie z jednego prostego powodu, chciałem zachować resztę na później. Podniosłem drugą stópkę, tym razem skarpetkę zdjąłem zębami, na co Klaudia zareagowała cichym śmiechem i słowami: Kreatywnie ci powiem, kreatywnie.

    Jej druga stópka śmierdziała mniej a śródstopie było czystsze, ale to pewnie za sprawą tego lizaka. Natomiast między palcami brud po skarpetkach był… i to znacznie więcej niż na poprzedniej. Zlizałem jedynie ten brud z pomiędzy palców, a po tym powiedziałem:

     

    – Klauduś, zróbmy to co ze skarpetkami, tylko dłużej

    – Spoczko – Powiedziała, po czym położyłem się pod fotelem

     

    Klaudia zsunęła stópki i położyła mi na twarzy. Mokrymi od potu stopami jeździła mi po twarzy, po czasie zacząłem lizać stopy, pomiędzy palcami, po pięcie, później Klaudia znowu postanowiła wiercić mi po twarzy swoimi pomarańczowo-czerwonymi podeszwami stóp. Później znów zacząłem lizać. Zrobiliśmy kilka takich powtórzeń, po czym położyła mi swoje stopy: jedną na nosie, jedną na ustach. Całe te zabawy łącznie z tym leżeniem pod jej stopami zajęły łącznie kilka godzin. Kilka godzin przyjemności i swoją drogą kilka godzin ukrywania silnej erekcji. Nie było łatwo, ale chyba się udało.

    Kiedy wstałem, Uświadomiłem sobie, że przecież jeszcze jednej pieszczoty nie zaserwowałem mojej przyjaciółce. Wziąłem stopę Klaudii i włożyłem ją sobie do ust, ssać wszystkie palce naraz , a każdy osobno. Kiedy wszystko skończyliśmy była już godzina 19.45. Przez tyle godzin lizałem stopy mojej przyjaciółce. Nie żałowałem ani sekundy.

     

    – Wiesz co ci powiem, ten twój fetysz jest wspaniały, czuję się mega, taka wyluzowana, dziękuję – powiedziała po czym pocałowała mnie w usta.

     

    Po pocałunku powiedziałem tylko:

    – To ja ci dziękuję, błagam cię nie mów nikomu o tym i pamiętaj, że jakby co to ja mogę o każdej porze dnia i nocy

    – Spoko, nikomu o tym nie powiem i na pewno to powtórzymy.

    Uśmiechnąłem się tylko i objąłem ją w pół.

    Kilka minut później, Uznała, że jej czarne wciąż śmierdzące skarpetki, będą wspaniałą nagrodą za masaż ustami. Bardzo dobrze uznała!

    Kiedy chciała nałożyć buty, nagle skierowała nos ku jednemu z nich.

     

    – O kurwaa *kaszlnięcie*, Jakie mocne, masz – Podała mi drugiego buta.

     

    Rzeczywiście, smród był przenikliwy i tym razem oboje się o tym przekonaliśmy. Po około dwuminutowym wąchaniu odłożyliśmy buty, a na końcu ubrałem jej oba.

    Ta wycieczka była najbardziej udaną w moim życiu:

    Świetny początek, niezwykły Kraków i wspaniały powrót. Życzę każdemu fetyszyście aby dostał takiego lizaka jak ja i aby odwiedził później jego…hmm fabrykę 😉

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    M.W
  • Urodziny Elizy

    Jadąc pociągiem cieszyłem się jak nigdy. Wyjazd na tydzień do mojej dziewczyny z okazji jej urodzin, a przedłużony do Sylwestra planowałem już od miesiąca, a oto w końcu jechałem i zbliżałem się do mojej ukochanej.

    Podróż nie trwała długo, albo przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy tylko postawiłem stopy na ziemi przypadła domnie moja bogini. Niezbyt wysoka dziewczyna, o włosach w kolorze ciemnego blondu przytuliła mnie z całej siły, a ja przestałem zwracać uwagę na świat dookoła. Byliśmy tylko my dwoje wtuleni w siebie. Nie wiem ile to trwało. W końcu podniosła głowę i spojrzała mi w oczy swoimi dużymi, szarymi oczami, a ja odszukałem jej usta swoimi ustami. Wsunąłem delikatnie język między jej wargi znajdując język mojej Elizy, z którym rozpoczął taniec w naszych ustach. Gdy w końcu odkleiliśmy się od siebie widziałem w jej oczach bezgraniczną miłość.
     – Kocham Cię, słońce – Powiedziała cicho z najpiękniejszym z jej pięknych uśmiechów.
    Miała idealne usta, jakby stworzone do uśmiechów i całowania.
     – Ja Ciebie też, skarbie – Odpowiedziałem uśmiechem.
    Wziąłem swój plecak i poszliśmy złapać autobus, którym mieliśmy pojechać do niej. Była jeszcze końcówka świąt, więc autobus był prawie pusty, a my mogliśmy rozmawiać w spokoju.
    Gdy dojechaliśmy czekała mnie pierwsza niespodzianka w czasie tego wyjazdu: w domu Elizy nie było nikogo. Zerknąłem na nią pytająco, a ona z uśmiechem odpowiedziała niewinnym głosem:
     – Co się tak dziwisz?
     – Zostawili jutrzejszej siedemnastolatce dom na tygodniowy przyjazd jej o niecały rok starszego chłopaka?
     – A i owszem. Ufają mi, a Ciebie przecież też poznali i najwyraźniej zrobiłeś na nich na tyle dobre wrażenie, że uznali, że nie zrobimy sami nic głupiego.
     – Zależy od definicji czegoś głupiego – Odparłem wesoło. – Ale nie powiem, że się z tego nie cieszę.
     – Ja również się z tego cieszę – Powiedziała dając mi całusa w policzek. – Choć, rozpakujesz się i umyjesz po podróży.

    Mieszkała w niezbyt dużym, piętrowym domku jednorodzinnym, o pięciu pokojach. Kazała mi zostawił bagaż w salonie, dała ręcznik i poszedłem do łazienki. Była duża, dużo większą niż w bloku w którym się wychowałem, z dużą wanną. Napuściłem sobie do niej ciepłej wody, zrzuciłem z siebie ubranie i zanurzyłem w wannie. Tu może kilka słów o mnie. Jestem dość wysokim chłopakiem o budowie, która zdecydowanie miała szansę podobać się dziewczynom, o dosc mocnym owłosieniu i umięśnieniu, brązowych włosach i szarych oczach. Mimo, że należałem raczej do przystojnych chłopaków, przed związkiem z Elizą nie miałem żadnych bliższych kontaktów z płcią piękną. Gdy już coś o mnie wiecie i będziecie mogli lepiej wyobrazić sobie o czym będę opowiadał mogę wrócić do opowieści.
    Siedząc po szyję w ciepłej wodzie czułem opadające na mnie zmęczenie. Moje myśli krążyły wokół jednego: mojej pięknej Elizy. Poczułem, że pewna część mojego dobrze jak na swój wiek zbudowanego ciała nie poddaje się zmęczeniu podróżą, a wręcz przeciwnie – rwie się do działania. Zobaczyłem oczami wyobraźni swoją boginię nago i mój przyjaciel, przystrojony u dołu dwoma sporymi jądrami, momentalnie osiągnął swoje przyzwoite 16 cm. Nie był to może zaganiacz godny filmów porno, ale nie miałem się czego wstydzić. Chwyciłem go i zacząłem przesuwać po nim dłonią delikatnie poruszając przy tym biodrami. Wyobraziłem sobie ujeżdżającą mnie ukochaną i wolną ręką gładziłem jej wyobrażoną jędrną pupę i piękne nogi. Było mi zdecydowanie dobrze. Twardy penis pracował w mojej dłoni, co w połączeniu z fantazjami, które miałem w głowie, sprawiło, że bardzo szybko poczułem napływające do mojego kutasa nasienie, rosnące ciśnienie, aż w końcu… poczułem ciepłą spermę na ręce i wspaniałe uczucie rozluźnienia. Uśmiechając się do myśli spłukałem się, wytarłem, ubrałem spodnie do spania i wyszedłem do Elizy.
    Ona w czasie mojej kąpieli nie próżnowała i powitała mnie z powrotem przy stole z przygotowaną kolacją, po czym sama poszła się umyć. Wolałem poczekać na nią z jedzeniem, więc czekając na nią podszedłem do drzwi łazienki. Szum lecącej wody zagłuszał w zasadzie wszystko inne, ale miałem wrażenie, że słyszę jakby przyspieszony oddech… ale być może tylko mi się wydawało. Gdy woda ucichła grzecznie powróciłem do stołu, gdzie po chwili dołączyła do mnie moja Eliza, ubrana w cienką, białą sukienkę sięgającą jej do kolan. Pięknie widać było pod nią niezbyt duże, ale dzielnie sterczące, młode piersi uwolnione od stanika. Usiadła przy niedużym stoliku na przeciwko mnie w ten sposób, bym mógł swoją stopą gładzić jej idealnie gładkie nogi. Jedliśmy, cały czas rozmawiając i śmiejąc się wesoło. W końcu po skończonym posiłku uznaliśmy, że jest już na tyle późno, że pozmywamy jutro, a teraz pójdziemy już się położyć.
     – Mam spać tam gdzie ostatnio? – Spytałem trochę smutny, że będę musiał spuścić ją z oczu, choćby tylko na czas snu.
     – Jeśli tak wolisz… – Odparła udając urażony ton.
     – A to jest jakieś inne wyjście? – Powiedziałem zdziwionym głosem, choć już czułem już co się święci.
     – No wiesz…
     – No nie wiem. – Droczyłem się z nią dalej.
     – Nooo… skoro rodziców nie ma w domu to nic nie stoi na przeszkodzie byś spał ze mną w łóżku, prawda?
     – Prawda. – Potwierdziłem z uśmiechem od ucha do ucha, co widząc uśmiech zagościł również na jej ustach.
    Poszliśmy więc na piętro do jej pokoju, gdzie, ku mojemu zdziwieniu, stało łóżko dwuosobowe. Widząc moje zdziwienie Eliza wyjaśniła:
     – Jak mam dla siebie na tyle duży pokój to chciałam przynajmniej mieć gdzie odpoczywać, a rodzice zgodzili się na łoże małżeńskie dla jednej osoby. – Tu puściła do mnie oko.
    Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do łóżka. Położyła się nie puszczając mojej ręki, a ja położyłem się obok niej. Przytuliła się do mnie z całej siły.
     – Wiesz, że kocham Cię, skarbie? – Wyszeptałem jej do ucha. Zamiast odpowiedzi poczułem jej usta na swoich.
    Dopiero gdy w końcu oderwaliśmy swoje wargi od siebie, powiedziała:
     – Wiem.
    Zasypialiśmy wtuleni w siebie. Czując bliskość mojej kobiety mój przyjaciel stał na baczność. Czuła to i z lekkim uśmiechem, delikatnie dotykała go swoim udem. Prawą ręką głaskałem ją po włosach, lewą po plecach, lecz po chwili, nie zauważając jej sprzeciwu gdy schodziłem dłonią coraz niżej, zacząłem gładzić jej pupę. Była jędrna i cudownie gładka. Uśmiech nie znikał jej z warg, więc zaryzykowałem i zacząłem jechać w górę jej uda wsuwając rękę pod jej sukienkę. Moja kotka przejechała ręką po stojącym mi ciągle kutasie przez materiał spodni i szepnęła:
     – Poczekaj jeszcze, a wynagrodzimy sobie czekanie.
     – Dobrze, słońce.
    Wtuliliśmy się w siebie jeszcze mocniej i zasnęliśmy w swoich ramionach.

    Obudziliśmy się w swoich ramionach. Nic nie mówiliśmy, tylko czuliśmy, że jesteśmy przy sobie. Cudownie było czuć jej dłonie na swojej skórze i swoimi dłońmi gładzić jej plecy. W końcu jednak trzeba było wstać, ubrać się i zacząć dzień.
    Dzień spędziliśmy w mieście. Pokazała mi część miasta, której nie poznałem przy pierwszym krótkim pobycie i gadaliśmy. Rozmawialiśmy praktycznie cały czas, czy to na mieście, czy już po powrocie do domu. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Nawet tematy okołoseksualne, jak to, że stosuje tabletki antykoncepcyjne, pojawiały się w naszych rozmowach. W końcu, wieczorem gdy już byliśmy przygotowani do spania, usłyszałem pytanie:
     – Masturbujesz się? – Mimo, że mogliśmy ze sobą rozmawiać praktycznie i wszystkim, zaskoczyło mnie trochę to pytanie, ale odpowiedziałem.
     – Tak. A Ty? – Widać było, że wolała by nie odpowiadać, ale odparła:
     – Ja również. Janek…?
     – Tak, kotku?
     – Pokazałbyś mi jak to robisz? – Zarumieniła się przy tym pytaniu.
    Przyznaję, że się zdziwiłem. Nie spodziewałem się, że chciałaby już zacząć ze mną wchodzić w przedsionek erotycznego świata. Jednak z kim miałaby to zrobić jeśli nie z kochającym i kochanym mężczyzną? Zwłaszcza, że w naszym wieku hormony buzowały już do granic możliwości.
     – Dobrze, mogę pokazać, jeśli ty będziesz się również pieścić.
     – Zgoda. – Wypaliła od razu. Widocznie spodziewała się takiego warunku i nie przeszkadzał jej taki układ rzeczy.
    Przesunęła fotel, tak by stał na przeciwko łóżka i usiadła na tym ostatnim czekając, aż ja usiądę vis a vis jej. Gdy to zrobiłem powinęła swoją sukienkę nocną do brzucha, a moim oczom pierwszy raz w życiu ukazała się dziewczęca cipka. Była wydepilowana, różowa i wyraźnie wilgotna. Zrozumiałem sygnał i sam zdjąłem spodnie do kolan sadowiąc się wygodnie w miękkim fotelu. Mój kutas stał dumnie wyprężony na pełną długość, co nie mogło dziwić patrząc na widoki, które miałem w tamtej chwili.
    Eliza oparła się plecami o poduszki i zaczęła masować swoją szparkę. Czyniła to powoli, jeżdżąc dwoma palcami wzdłuż rozchylających się warg sromowych, spomiędzy których wypływały jej soki. Ja w tym czasie chwyciłem dłonią mojego twardego przyjaciela i zacząłem również powoli przesuwać ręką w górę i w dół, cały czas nie spuszczając mojej małej z oczu. I bardzo dobrze zrobiłem, bo było na co patrzeć. Eliza przyspieszyła już swoje ruchy i wsuwała palec do środka swojej piczki drażniąc przy tym łechtaczkę. Zaczęła głęboko oddychać, cały czas patrząc na to co robiłem ze swoim penisem. Oboje zwiększyliśmy znów tempo pieszczot, coraz bardziej podnieceni zarówno własną masturbacją, jak i oglądaniem zabawy swojej drugiej połówki. Moja kochana jęczała coraz głośniej, a po chwili pisnęła i drgając wyraźnie zacisnęła uda wokół dłoni z trzema palcami w pochwie. Na ten widok nie wytrzymałem i czując coraz silniejsze uczucie pompowania wystrzeliłem dużym ładunkiem spermy. Nigdy nie miałem tak silnego orgazmu.
     – Dziękuję ci za to. – Powiedziała Eliza obdarzając mnie pięknym usmiechem gdy skończyła szczytować i doszła do siebie.
     – Nie ma za co, słońce. – Odpowiedziałem jej, również się uśmiechając. – To było najprzyjemniejsze spełnienie czyjejś prośby w moim życiu.
     – Cieszę się, że tak było. Bo zdecydowanie warto było o to poprosić.
    Podszedłem do łóżka i pocałowałem ją, a później poszliśmy się umyć. Reszta wieczoru minęła na wspólnych rozmowach i oglądaniu jakiegoś filmu. Zasnęliśmy spokojnie spleceni ze sobą.

    Obudziłem ją pocałunkiem. Pięknym, długim, namiętnym pocałunkiem, takim żeby wyrazić nim całą miłość do niej. Zrozumiała. Czułem to gdy odpowiadała mi tym samym.
     – Wszystkiego najlepszego kochanie!
    Przytuliła mnie, a ja nie pozostałem jej dłużny. Dałem jej prezent: własnoręcznie zrobiony naszyjnik z bursztynem, ozdobiony srebrnymi drucikami. Nieskromnie sam uważałem, że wyszedł mi całkiem nieźle, ale najważniejszy był uśmiech na twarzy mojej dziewczyny. Założyłem jej go, a ona nie przestawała się uśmiechać. Zeszliśmy na śniadanie, zrobiłem jej naleśniki z nadzieniem z truskawek, które miała zamrożone w zamrażarce. Po śniadaniu poszliśmy na długi spacer po zimowym parku, żeby się ogrzać zaprosiłem ją do kina, a następnie na kolacje do restauracji. Wróciliśmy wieczorem. Zdjąłem z niej zimowe ubrania i przy jej śmiechu zaniosłem ją do jej pokoju i położyłem na łóżku, a sam po zdjęciu własnej kurtki usiadłem obok niej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, aż w końcu zauważyłem, że Eliza spoważniała, zarumieniła się, a po chwili uśmiechnęła znowu.
     – Skarbie…
     – Tak, mała?
     – Pamiętasz… pamiętasz, jak kilka dni temu powiedziałam, żebyś poczekał? Oczywiście chodziło mi wtedy nie o Twoje ręce pod sukienką, lecz o to o czym myślałeś…
     – Tak? A o czym myślałem? – Spytałem niewinnie.
     – Czułam na udzie o czym myślałeś. – Odparła z uśmiechem. – A więc… chciałam to zrobić dzisiaj: kiedy jesteśmy sami w moim domu, z jedynym mężczyzną, którego kocham. Jedynym, z którym chce się kochać.
    Widziałem rumieńce na jej twarzy. Wyobrażałem sobie nasz seks w przyszłości, widziałem, że ona też o tym myślała, co widać było choćby wczoraj, ale nie spodziewałem się, że przyszłość miała nadejść tak szybko.
     – Jesteś pewna, że chcesz to zrobić dziś? Ze mną?
     – Jestem – Uśmiechnęła się do mnie, wstając z łóżka i stając przede mną. – Jestem jak mało czego.
    Wstałem również i przytuliłem ją do siebie, a ona uścisnęła mnie mocno. Zacząłem rozpinać jej białą koszulę, którą założyła gdy dowiedziała się o tym, że zabieram ją do restauracji. Guzik po guziku. Spokojnie, bez pośpiechu. Zmysłowo. Gdy rozpiąłem ostatni sama zrzuciła ją z siebie. Ja w tym czasie ściągnąłem z niej spódniczkę i skarpetki. Stała przede mną już w samej bieliźnie, ale i ten stan musiałem zmienić jak najszybciej. Mimo że robiłem to pierwszy raz, stanik nie stawiał mi większego oporu. Jej piersi uwolnione od zbędnego materiały były idealne. Dostatecznie duże i rozkosznie sterczące. Posadziłem ją na biurku, by mieć te dwie wspaniałe półkule na wysokości twarzy i przyssałem się do lewej piersi. Czułem, że sprawia jej to przyjemność, czułem dreszcz jakim przejmowała ją ta pieszczota. Po chwili przeniosłem się na pierś prawą. W tym czasie dłonią masowałem pozostawioną bez moich warg, twardą jak kamyk brodawkę. Na zmianę ssałem brodawkę i drażniłem ją językiem, aż usłyszałem cichy pisk, gdy delikatnie jęknęła z przyjemności. Chwyciłem ją pasie i postawiłem z powrotem na podłodze. Delikatnie złapałem za jej cienkie majteczki na biodrach i zacząłem je powoli ściągać w dół, a oczom moim ukazał się ósmy cud świata. Gładki, różowiejący niewinnie i wilgotny był piękny jak nic innego. Widziałem jej cipkę co prawda poprzedniego dnia, jednak teraz widziałem ją w pełnej okazałości. Pocałowałem ją. Pachniała niepodobnie do niczego co czułem wcześniej i był to zapach zdecydowanie przyjemny. Ściągnąłem jej ostatni element bielizny i stanąłem przed nią chłonąc ją wzrokiem. W moich marzeniach była najpiękniejszą kobietą na świecie. Jak widziałem w tamtej chwili było to duże niedoszacowanie. Zaparło mi dech, gdy stała przede mną naga i uśmiechnięta. Była wyraźnie podniecona, widać to było po ilości płynu jakie wydzialała ze swojego krocza. Zacząłem ściągać z siebie koszulę, lecz ona gestem powstrzymała mnie i zaczęła sama ściągać ze mnie ubranie. Koszulę, spodnie, skarpetki, na końcu bokserki, z których wyskoczył mój 16 centymetrowy przyjaciel. Gdy moja kotka zobaczyła go tak blisko przed twarzą usłyszałem lekkie wzdychnięcie. Rzeczywiście, stojący na baczność, ciemny od napływającej krwi kutas prezentował się okazale. Dotknęła go ustami, a po moim ciele przeszedł dreszcz. Chciała go wziąć w usta, jednak z delikatnym uśmiechem podniosłem ją z klęczek i położyłem wśród poduszek na łożu. Delikatnie rozchyliłem jej nogi i włożyłem między nie głowę, by dotknąć ustami jej szparkę. Pocałowałem ją, później zacząłem delikatnie lizać po wierzchu, a gdy zobaczyłem jak jej kwiat, z którego obficie płynęły soki podniecenia coraz mocniej rozchyla płatki, delikatnie zagłębiłem w niego język. Była ciepła, wilgotna i słodka. Językiem zacząłem poczynać coraz śmielej i coraz energiczniej. Dołączyłem do tego usta, którymi muskałem jej wargi sromowe. Moja mała oddychała szybko wyginając plecy w łuk i przyciskając moją głowę do swojego krocza. Co jakiś czas drażniłem jej łechtaczkę, a każde jej dotknięcie powodowało cichy pisk wydobywający się z pomiędzy uśmiechniętych ust. Tak trwała ta chwila jej przyjemności dopóki nie zwinęła się w kłębek drżąc z lekka, ściskając moją głowę między nogami. Trwało to moment. Gdy skończyła szczytować leżała i oddychała głęboko z zamkniętymi oczami. Ale jej szczery uśmiech mówił wszystko.
    Położyłem się obok niej, a ona przycisnęła się do mojego nagiego torsu swoimi dziewczęcymi piersiami. Leżeliśmy tak jakąś chwilę delektując się uczuciem gołej skóry na swojej skórze. W końcu z powrotem położyła się obok mnie, podkładając sobie poduszkę pod pupę.
     – Choć do mnie, skarbie. – Zamruczała.
    Znalazłem się nad nią. Oboje byliśmy gotowi i oboje wiedzieliśmy, że niczego w życiu tak nie pragnęliśmy jak tego zbliżenia.
    Nakierowałem dłonią mój sterczący miecz i przyłożyłem jego główkę do wejście do jej pochwy. Pocałowałem ją. Szczerze, prawdziwie i z miłością. W czasie pocałunku wszedłem w nią jednym płynnym delikatnym ruchem. Była ciepła i niesamowicie przyjemna, gdy ścianki jej pochwy miękko otuliły penisa. Pisnęła, bardziej ze zdziwienia niż bólu i przywarła do mnie silnie. Zacząłem powoli wysuwać swojego przyjaciela i wchodzić nim z powrotem. Robiłem to powoli, z nabożnym pietyzmem wręcz. Gdy poczułem rozluźnienie Elizy, wciąż jednak przytulającej mnie do siebie jak własną duszę, delikatnie przyspieszyłem swoje ruchy. Przyspieszałem je powoli, ale regularnie. Moje lędźwie i biodra pracowały by sprawić jak najwięcej przyjemności mojej kochanej. Słyszałem jej jęki. Najpierw ciche, później przybierające na sile. Znów trochę przyspieszyłem. Wchodziłem w nią już cały, po same jądra, obijające się o jej zgrabny tyłeczek. Mała jęczała z coraz wyraźniejszą rozkoszą. Znów ją pocałowałem. Mała zaczęła piszczeć, a ja czułem już, że zbliżamy się oboje do orgazmu. Posuwałem ją już tak szybko jak byłem w stanie, a jej piski dodawały mi motywacji.
    Poczułem jak na moim kutasie zaciska się jej pochwa, tak mocno jakby miała zamiar na zawsze przygarnąć mojego przyjaciela. Czułem skurcze mięśni jej cipki, słyszałem jej jęk nieopisanej rozkoszy i w tym samym momencie sam poczułem jak mój penis zalewa wnętrze najwspanialszej dziewczyny na świecie strugami mojej spermy. Nigdy wcześniej nie czułem niczego podobnego. Uczucie było nieziemskie, gdy mój orgazm łączył się z jej orgazmem. Szczytowała długo, a ja widziałem właśnie najpiękniejszy widok na świecie: ukochaną osobę przeżywającą nieopisaną przyjemność.
    Gdy skończyła pocałowała mnie. I przytuliła się. Widziałem to: czuła się kochana, szczęśliwa i bezpieczna. A ja byłem dumny i równie szczęśliwy.
     – Nie ma nikogo kto kochałby Cię bardziej ode mnie, wiesz? – Usłyszałem jej głos.
     – Wiem, słońce. Z pełną wzajemnością.
    Tak leżąc ze sobą zasnęliśmy słodko.

    Gdy obudziłem się następnego dnia Elizy już nie było w łóżku, za to z dołu dobiegały mnie dźwięki zwykłej domowej krzątaniny i zapach kawy. Zanim zebrałem się, żeby wstać w drzwiach stała już moja Eliza z tacą na której parowało śniadanie. Ubrana była wyłącznie w białą koszulę, która ledwo zasłaniała krągły tyłeczek i wydepilowane łono. Błysnęła białymi zębami w uśmiechu.
     – Dzień dobry, słońce
     – Cześć, skarbie
    Pocałowała mnie na przywitanie i postawiła tacę na kolanach, a sama weszła do łóżka i usiadła obok mnie. Usmażone przez nią jajka sadzone w kształcie serc z grzankami były wspaniałe.
     – Mmmmm… było wyśmienite! – Mlasnąłem z uznaniem.
     – To się cieszę.
     – Chyba powinienem ci to jakoś wynagrodzić…
     – Mmmmm… a jak? – Spytała z niewinnym uśmieszkiem.
     – Hmmm… no nie wiem… co powiesz na to, że cię umyję?
     – Brzmi dobrze. – Rzuciła z kolejnym filuternym uśmiechem.
     – To chodźmy. – Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem do dużej łazienki.
    Zdjąłem z niej koszulę i mimo że przecież widziałem ją już wczoraj w stroju Ewy, to jednak jej nagość i tym razem poraziła mnie z tą samą siłą co wczoraj. Mój kutas stanął znów nabrzmiały do granic możliwości. Na ten widok oczy jej błysnęły. Oblizała wargi.
     – Widzę, że komuś nie dość jeszcze wczorajszych przyjemności.
     – Zdecydowanie nie mam dosyć. – Uśmiechnąłem się i popatrzyłem ja jej szparkę, już mokrą od jej soków. – Coś mi się wydaje że nie tylko ja.
    Nie odpowiedziała, tylko śmiejąc się do mnie weszła pod prysznic. Ja oczywiście poszedłem w jej ślady i odkręciłem wodę. Ciepłe strugi wody popłynęły na nasze gołe ciała. Wziąłem gąbkę, napuściłem na nią trochę żelu do mycia, stanąłem za plecami mojej kotki i zacząłem namydlać jej boskie ciało. Zataczałem koliste ruchy na jej skórze. Rozpocząłem od ramion, później myłem jej ręce, pachy, przeszedłem na plecy, cudowny, krągły tyłeczek, nogi… gdy to skończyłem podszedłem bliżej i umyłem jej łabędzią szyję, cudowne, sterczące piersi, płaski brzuch i delikatnie wzgórek łonowy. Gdy skończyłem, odłożyłem gąbkę i zacząłem ją opłukiwać, pomagając wodzie dłońmi. Znów najpierw zająłem się tyłem,by później przejść rękoma na wypukłości przodu. Masowałem jej cycki czy to uciskając, czy to drażniąc brodawki, czy znów masując aureole sutków. Eliza westchnęła i położyła głowę na moim torsie poddając się pieszczocie. Lewa ręka została na jej lewej półkuli, gdy prawą dłonią zacząłem zjeżdżać w dół po brzuchu, po wydepilowanym podbrzuszu, aż włożyłem ją między nogi mojej dziewczyny. Ona rozchyliła lekko uda bym miał łatwiejszy dostęp do jej skarbu, a ja zamierzałem dobrze to wykorzystać. Przejechałem palcem po jej szparce. Była mokra, zarówno od spływającej po nas wody jak i od własnych soków. Jeździłem tak palcem, delikatnie go zagłębiając i co chwilę muskając jej guziczek. Stałem tuż za nią, całując jej szyję i ramiona, a mój wyprężony przyjaciel lekko przesuwał się między pośladkami dziewczyny. W końcu zdecydowałem się włożyć do młodej piczki palec i zacząłem na zmianę wkładać go i wyjmować słysząc pomruki mojego skarbu. Po chwili dołożyłem drugi palec i trochę przyspieszyłem palcówkę. Z lekko rozchylonych ust zaczął dobiegać jęk. Cichy, ale rosnący, osiągający swoje apogeum, gdy zacisnęła nogi na mojej dłoni z palcami w jej pochwie. Pisnęła i zadrżała w moich ramionach. Staliśmy tak chwilę. Obróciła się i pocałowała mnie, tańcząc językiem w moich ustach.
     – Teraz moja kolej. – Szepnęła gdy oderwaliśmy w końcu swoje usta.
    Zaczęła mnie namydlać powolnymi, okrężnymi ruchami. Zaczęła od szyi i barków, później zaczęła gładzić moje plecy, lędźwie i tors, następnie brzuch, uda, reszta nóg i na koniec krocze, które jednak tylko musnęła, jak gdyby tylko drażniąc się ze mną. Nakierowała na mnie strumień wody i rękoma pomogła spłukać ze mnie pianę. Tym razem gdy uklękła by obmyć moje nogi nie poprzestała na tym. Chwyciła w dłonie mojego wyprężonego przyjaciela i pocałowała go, muskając jego czubek językiem. Następnie wzięła całą główkę penisa w usta. Przeszedł mnie dreszcz. Eliza zaczęła go ssać, nie przestając robić mi dobrze językiem. Robiła to wspaniale. Po dłuższej chwili dołączyła do dotychczasowych pieszczot ruchy głową. Brała go w usta prawie całego, po czym wyjmowała tak, że miała w buzi samą jego końcówkę. Robiła to coraz szybciej, patrząc mi cały czas w oczy. To było niesamowite. W końcu poczułem, że dłużej już nie wytrzymam, i że za chwilę będę szczytował. Wyczytała to z mojej twarzy i jeszcze przyspieszyła. Po chwili poczułem cudowne uczucie rozluźnienia i wytrysnąłem w ustach Elizy. Gdy skończyłem wypluwać z siebie kolejne fale nasienia połknęła je patrząc mi cały czas w oczy z uniesionymi kącikami swoich pięknych ust.
     – Jesteś niesamowita. – Wydyszałem, gdy byłem już zdolny do powiedzenia czegokolwiek.
     – Nie bardziej od ciebie. – Odparła. – I mam dla kogo taka być.
     – Ech… jak ja ci się kiedyś odwdzięczę?
     – Mam pewien pomysł. – Odpowiedziała z figlarnym uśmieszkiem, po czym stanęła pod lecącą z prysznica wodą opierając się o ścianę z lekko rozchylonymi nogami, wypinając w moją stronę swoją jędrną pupę.
    Zrozumiałem, i mimo że przed chwilą miałem potężny wytrysk, mój przyjaciel już z powrotem stał wyprężony i gotowy do działania. Podszedłem do niej powoli. Woda spływała po mnie, a ja dziwiłem się, że nie wrze na mojej rozgrzanej miłością skórze. Ze zniecierpliwienia moja kotka pokręciła kusząco tyłeczkiem. Chwyciłem ją za biodra, tak że mój kutas wszedł między jej uda i ocierał się o młodą szparkę. Mała chwyciła go ręką i włożyła powoli do swojej cipki. Znów poczułem to niesamowite ciasne i ciepłe wnętrze, które chciało jak najmocniej otulić mnie w sobie. Wsunąłem go do końca i usłyszałem już wzdychającą ukochaną. Zacząłem ją miarowo posuwać, jedną ręką trzymając ją za biodra, drugą zaś zajmując się sterczącymi sutkami. Ela ścisnęła nogi, przez co jej pochwa zacisnęła się jeszcze mocniej na moim mieczu. Teraz opierała się ramieniem na ścianie, jedną ręką pieszcząc się między udami, a drugą zajmując lewą piersią, która akurat została bez mojego dotyku. Oddychała coraz głębiej piszcząc cicho. Wykonywałam mocne pchnięcia dochodząc do końca jej pochwy i obijając się jądrami o jej uda. Poruszałem lędźwiami coraz szybciej, a piski przechodzące powoli w jęki jakie słyszałem wzmacniały moje podniecenie. Przytuliłem się do niej od tyłu, a Eliza wygięła głowę by sięgnąć mych ust. Pocałowałem ją głęboko, gdy poczułem drżenie ciała w moich ramionach. Oderwała usta od moich ust i krzyknęła szczytując. Piczka zacisnęła się silnie na moim penisie, który również nie wytrzymał napięcia i zaczął wyrzucać z siebie strugi spermy. Moja mała krzyczała jeszcze chwilę, aż skończywszy orgazm wtuliła się we mnie przywierając całym ciałem. Wziąłem ręcznik i zacząłem ją delikatnie wycierać w czasie gdy wciąż starała się być jak najbliżej mnie. Gdy była już sucha, a i ze mnie woda już obciekła, chwyciłem ją czule i uniosłem. Zaniosłem ją do naszej sypialni i ułożyłem na łóżku, a ona pociągnęła mnie tak, żebym położył się obok niej. Leżeliśmy tak obok siebie, nadzy i rozgrzani. Moje kochanie przytulało mnie silnie, jakbym miał jej gdzieś uciec. Ale porzucenie jej było ostatnią rzeczą jakiej bym mógł chcieć. Rozkoszowałem się poczuciem jej bliskości i ciepłem jej skóry. Badałem dłonią jej ciało. Zwiedzałem jej kark, barki, plecy… jej krągłą pupę, tak wspaniale jędrną… jej wysportowane uda… czułem na torsie jej ciężki do opisania w swym pięknie piersi… a na swoim udzie miałem jej łono, które było przyczyną tylu ostatnich przyjemności…
    Byłem szczęśliwy.
     – Słońce? – Usłyszałem w końcu jej głos.
     – Tak, bogini?
     – Czy masz coś przeciwko, żeby na Sylwestra przyjechali do nas Marta z Jankiem i Ania?
     – Chyba nie… – Odpowiedziałem. Bardzo lubiłem mojego brata i jego dziewczynę, a Ania była mi bliską przyjaciółką, ale trochę smutno mi było, że może to ograniczyć nasze szanse na następne stosunki z Elizą. “Ale przecież nie samym seksem człowiek żyje” poprawiłem się w myślach, więc przyjazd przyjaciół był fajną perspektywą. A jakaś okazja może i tak się znajdzie. – Nie, nie mam nic przeciwko.
     – To dobrze, przyjadą dziś lub jutro. Nie pożałujesz, obiecuję.
     – Wierzę i czekam ciekawy co takiego masz na myśli.
     – Zobaczysz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski

    Jest to moje pierwsze opowiadanie, więc będę wdzięczny za rady i konstruktywną krytykę 🙂 Opowiadanie będę poprawiał

    Jeśli się spodoba to mam już pomysł na dalszy bieg historii

    Życzę miłej lektury i czekam na odzew

  • Wiejskie wesele cz.2

    Po tej tragicznej wiadomości, że jej sąsiadka spodziewa się dziecka z Piotrem, chłopakiem z którym od opisywanej przygody w lesie chodziła a nawet wszyscy myśleli, że nieuniknionym jest żeby nie zostali ze sobą na zawsze, Paulina zaszyła się w domu i z nikim nie chciała rozmawiać. Jedynymi jej przyjaciółmi okazali się pies Azor, duży ośmioletni wilczur i rosły ogier, którego z racji potężnego kutasa nazywała “Maczugą”. Od wielu lat byli to jej najlepsi i najwierniejsi przyjaciele. Z Azorem lubiła biegać i nie tylko, po polnych drogach i łąkach.
    Pewnego razu a było to jakieś dwa lata po jej przygodzie w lesie wybrała się z wilczurem na zwykłą przebieżkę po polach. Postanowiła odpocząć i na to wybrała duży stóg siana stojący na łące. Położyła się na grubej warstwie wysuszonej trawy i patrzyła na przepływające obłoki. Była tylko w koszulce-bokserce i krótkich, jeansowych spodenkach, pod którymi miała białe trykotowe majteczki.
    Miała wtedy szesnaście lat i już dosyć duże doświadczenie w uprawianiu seksu i goszczeniu w swojej nastoletniej piździe większych i mniejszych kutasów. Zawsze jednak najważniejszy był ten pierwszy.
    W pewnym momencie poczuła jak coś szturcha jej wzgórek łonowy. Podniosła do góry głowę i zobaczyła tuż przy swoim kroczu duży psi łeb Azora. Usiadła po turecku i zaczęła drapać wilczura za uchem, jednocześnie ciągnąc jego łeb w kierunku swojego rozwartego krocza. Przypomniała sobie jak czytała kiedyś w jakimś piśmie porno o tym, że można odbyć stosunek z psem. Pomyślała: “A czemu nie?”. Przytrzymała Azora za obrożę a drugą ręką pozbyła się swoich spodenek i majtek. Teraz przyciągnęła łeb przyjaciela do swojego krocza. Czuła jak zimny nos psa trąca jej szparkę i nagle po jej dziurce przejechał szeroki, mokry i szorstki psi jęzor. W oka mgnieniu stała się bardzo mokra, tak ją to podnieciło. Widocznie jej pizda zaczęła wydzielać woń lubianą przez psa, bo zaczął lizać jej kuciapkę jak szalony. Znowu położyła się na plecach i oddawała rozkoszy pieszczot psiego języka. Nagle Azor jakby wyczuwając jej potrzebę przesunął się przednimi łapami do przodu. Podniosła do góry swoje biodra i jej ciało oparte na karku i stopach wygięło się w pałąk. Poczuła jak pomału w jej wnętrze wdziera się innego kształtu niż męski, niewielki psi dydek. Aż głośno jęknęła, taką jej to sprawiło przyjemność. Wilczur jakby rozumiejąc jej emocje, zaczął szybko wyciągać i wpychać swojego kutasa w jej pizdę. Robił to z tak zawrotną szybkością, że Paulina po kilku minutach tej ostrej jazdy była już po kilku orgazmach. Wreszcie poczuła jak zalał jej pochwę swoją psią spermą. Aż się dziwiła jak dużo było tego nasienia.
    Od tego momentu często ustawiała się jak suka i Azor gościł w jej piździe swoim niewielkim kutasem. Próbowała też z innymi psami ale ten jej przyjaciel zawsze najlepiej dogodził jej piździe.
    Mniej więcej w tym samym czasie poznała też wielkość i niewątpliwie śliczny kształt końskiego chuja.
    Któregoś dnia weszła do stajni i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła jak spod końskiego brzucha zwisa ogromna niemal siedemdziesięcio- centymetrowa pała. Podeszła bliżej i postanowiła dotknąć do tego olbrzymiego narządu. Okazała się bardzo miła i delikatna w dotyku. Objęła ją rączką, którą zaczęła delikatnie wodzić wzdłuż trzonu tego ogromnego chuja.
    – Nazwę cię Maczugą, bo masz rzeczywiście pięknego kutasa – szepnęła i znacznie przyspieszyła ruchy swojej dłoni. Odchyliła kutasa w swoim kierunku i polizała płaską końcówkę. 
    Koń obrócił swój łeb w jej kierunku i popatrzył swoimi dużymi oczami jakby z lubością w jej kierunku. Objęła usteczkami twardsze obramowania tej głowicy i zaczęła harcować języczkiem po dużym otworze w środku tego płaskiego czubka. Och jak bardzo ją to podniecało. Dreszcz rozkoszy przeszywał jej nastoletnie ciało i wnikał w jej bardzo mokrą szparkę. Zaczęła sobie wyobrażać jak prawie cały koński kutas wchodzi w jej pizdę i ostro ją rucha. Już nawet miała zamiar spróbować to zrobić, kiedy usłyszała kroki zbliżające się do stajni. Szybko schowała się za dużą belę słomy, leżąco w rogu pomieszczenia. W poświacie księżyca wpadającego przez uchylone drzwi zobaczyła postacie ojca i sąsiada wchodzących do stajni.
    – Och nieźle coś cię podrajcowało – zagadnął ojciec do konia.
    – Przyda się ten ogromny kutas do pokrycia mojej klaczki. Oj jutro będzie się działo – poklepali konia po zadzie i wyszli na podwórze. 
    Rzeczywiście następnego dnia Maczuga ostro pokrył klacz sąsiada i po niemal roku na świat przyszedł piękny źrebaczek.
    Później, chyba przez dwa lata nie zabawiała się kutasem Maczugi. Dopiero w maju podczas matury, niesiona znudzeniem nauką, Paulina poszła w kierunku stajni.
    O dziwo rumak przywitał ją jakby z radością w swoich dużych ślepiach.
    Podeszła blisko a koń obracając łeb w jej stronę pochylił go i zaczął chrapami stukać w jej brzuch i cycki. Spojrzała w kierunku końskiego podbrzusza i zobaczyła, że jego kutas znowu przyjął swoje ogromne rozmiary. Znowu chwyciła w dłoń tą ogromną pałę i zaczęła branzlować a potem kucnęła i zaczęła harcować po płaskim jego zakończeniu swoim języczkiem. 
    Jej mocno już doświadczona pizda zaczęła ją teraz tak swędzieć z podniecenia, że zdawało się jej to nie do wytrzymania. Rozpięła swój fartuszek i ściągnęła majtki. Obróciła się tyłem do Maczugi i mocno pochyliła do przodu. Namacała ręką ogromnego chuja i zaczęła go zbliżać do swojej norki. Musiała mocno wpychać, żeby jej szparka otuliła szczelnie trzon tego ogromnego kutasa. Wepchnęła chyba z dziesięć centymetrów i czuła jak ta pała ją wypełnia. Zaczęła ją wyciągać i wpychać głośno przy tym postękując i pojękując, taką jej to sprawiało frajdę. Wpychała tego końskiego chuja coraz głębiej, ciągle czując coraz większą rozkosz. Ledwo zaczęła szczytować, jak z wbitego w nią końskiego chuja rzygnęła salwa spermy, która wypełniła natychmiast każdy zakamarek jej pochwy. nasienia było tak dużo, że po chwili zaczęło spływać obfitymi stróżkami po jej zgrabnych nogach i wsiąkać w słomę rozesłaną na całej powierzchni stajennej podłogi.
    Sprawiło jej to tak ogromną przyjemność, że głośno piszczała i jęczała z zadowolenia. Wykonała jeszcze kilka ruchów tym ogromnym fallusem i wyciągnęła go z siebie. Szybko zaczął się kurczyć i niknąć w końskim podbrzuszu. Jej tak zaspokojona pizda bolała ją mocno od wielkości tego chuja. Jednak wracała do stajni przynajmniej raz w miesiącu i za każdym razem doprowadzała końskim chujem do stanu orgastycznej euforii.
    Tego poranka też swoje kroki skierowała do stajni. maczuga czekał jakby tylko na nią. Pod jego brzuchem dyndała ogromna pała. Szybko obróciła się tyłem, pochyliła i wepchnęła najgłębiej jak mogła tą ogromną pałę w swoją ochotną pizdę. Znowu przeżyła potężny orgazm. Jednak tym razem zdawało jej się jakby ktoś ją obserwował.
    Ze stajni poszła do stodoły. Przechodząc obok budy Azora, uwolniła go i obydwoje zniknęli w mroku wypełnionego do połowy sąsieka.
    – Chodź i ty przyjacielu pożegnać się z moją pizdą – szepnęła i wypięła w jego kierunku swoją ociekającą spermą końską pizdę. Wiedział co robić i po kilku minutach ostrego jebania znowu przeżywała orgazm. 
    Drzwi od stodoły leciutko się uchyliły i jakiś cień wśliznął się do środka. Paula nawet tego nie zauważyła tak była zajęta sobą i ostrym psim ruchaniem. Kiedy i wilczur wlał w nią swoją spermę, wytarła w poły fartucha swoje uda i czerwoną od zaspokajania pizdę, i poszła do domu.
    Szybko weszła do łazienki i wzięła chłodny prysznic. Potem poszła w samym fartuszku budzić swojego narzeczonego, który dla tradycji spał tej nocy oddzielnie. Tomek ledwo ją zobaczył odchylił kołdrę i zaprosił pod nią narzeczoną. Szybko jej rączki zawędrowały do jego niemal dwudziestocentymetrowego, bardzo grubego kutasa To miedzy innymi jego chuj sprawił, że tak szybko zdecydowała się na to zamążpójście. Szybko okraczyła go tyłem do niego i niemal cały czas cwałując dosiadła do samego wytrysku teraz tego trzeciego kutasa. Ponownie przeżyła ogromny orgazm i znów musiała iść do łazienki wypłukać swoją ochotną pizdę. Tym razem zdawało się jej jakby znów ktoś ich podglądał ale bardzo szybko o tym zapomniała.
    Zaczynali się zjeżdżać pierwsi goście weselni. Prosto z łazienki poszła przywitać się ze swoim chrzestnym, który kiedyś jako drugi odwiedził jej świeżo rozdziewiczoną pizdę ale to już inna historia i może ją kiedyś opowiem.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Wiejskie wesele cz.1

    Patrycja skończyła tydzień temu 23 lata. Wstała tej soboty wcześnie rano. Było chyba parę minut po siódmej. To jeden z ważniejszych dni w jej życiu. O 14.00 miała poślubić Tomka i wyprowadzić się do niego na Mazury.
    Ledwo poznali się na portalu randkowym a już ślub i weselisko. 
    Pati była jedną z ładniejszych i zgrabniejszych dziewczyn w całej okolicy. Chodziła siedem lat z chłopakiem, który okazał się straszliwym łajdakiem. Już planowali wspólne życie, kiedy okazało się, że wpadł z jej sąsiadka Marleną. Jej nie winiła za to, bo chłopak był niezwykle przystojny ale sama przeżywała to rozstanie niesamowicie. 
    Znali się jeszcze wcześniej a chodzili od momentu jak kiedyś w pobliskim lesie, rozdziewiczając ją niemal zgwałcił. 
    Miała wtedy czternaście lat i wybrała się na grzyby. Przywiązała rower do drzewa i weszła do zagajnika, w którym zawsze znajdowała dużo grzybów. Przeszła na drugą stronę i nagle zobaczyła jego. Po prostu siedział na pieńku i walił sobie konia. Chciała się schować w zaroślach ale on też ją zauważył. Poderwał się na równe nogi, podciągnął spodnie i ruszył w jej kierunku. Kątem oka zauważyła tylko jego dużego, sterczącego, sztywnego kutasa. zaczęła uciekać ale był znacznie szybszy. Dopadł ją po kilkuset metrach.
    – Poczekaj nic ci nie zrobię, przynajmniej nic czego byś nie chciała albo nie sprawiłoby ci to przyjemności – krzyczał ciągle się zbliżając.
    Nie miała już sił dalej uciekać.
    – Czego chcesz ode mnie, zboczeńcu. Przecież mam dopiero czternaście lat – krzyczała.
    – To doskonały wiek żebym cię wyruchał – dopadł do niej i przewrócił na ziemię.
    Był od niej o pięć lat starszy i znacznie silniejszy. Wyciągnął pasek ze spodni i skrępował jej ręce. Próbowała bronić się nogami ale to nic nie dawało. Zdarł z niej jesienną kurteczkę i rzucił rozpostartą na miękki mech.
    – Jak będziesz grzeczna to postaram się być delikatny – obiecała i zaczął ściągać brutalnie z niej majtki, które po chwili zawisły na pobliskim krzaku.
    – Ssij suko – powiedział ściągając swoje spodnie razem z majtkami i ciągnąc jej głowę w kierunku swojego krocza.
    Pati jeszcze nigdy tak z bliska nie widziała męskiego kutasa. owszem na filmikach w internecie ale to zawsze było bezpieczne. objęła swoimi nastoletnimi usteczkami dużą głowicę w oczach twardniejącego i rosnącego kutasa i zaczęła wędrować po niej swoim języczkiem. Myślała, że może to wystarczy temu dryblasowi. Bała się straszliwie ale już nie miała siły z nim walczyć. Objęła usteczkami trzon tego chuja dalej i wtedy zaczął ją jebać w usta i to tak głęboko, ze niemal się nie porzygała. Przewrócił ją tak, że jej goła pupa znalazła się na rozłożonej kurtce. Kolanem rozpychał jej ściśnięte nóżki i jednocześnie coś majstrował przy swoim dużym kutasie. Wszedł w nią bardzo ostro. Niemal wyła z bólu. Wcale nie miał zamiaru spełniać obietnicy o ostrożności. Ruchał ją tak zapamiętale jakby nie robił tego od dłuższego czasu. o dziwo początkowy straszliwy ból zaczął przeradzać sie w coś zupełnie innego i dziewczynka szeroko rozłożyła swoje nóżki a nawet dźwignęła je do góry. Potraktował to jako zachętę i teraz ruchał ją jak wariat. Nagle czuła jak pała w jej pochwie zaczęła pulsować i nagle jej wnętrze wypełniło się potężną salwą jego spermy. czuła jak strzeliła ona w jej tylną ściankę pochwy, co o dziwo sprawiło jej jeszcze większą przyjemność. Wbił się w nią kilkanaście razy i wyciągnął swoją okrwawioną pałę z jej wnętrza.
    Jej młodziutka pizdeczka bolała ją chyba przez tydzień. Ale jak ten minął znowu zaczęła chodzić w to samo miejsce. Spotkała go dopiero czwartego dnia. Teraz już nie uciekała i nie broniła się. Kiedy wbił się w nią ponownie, znowu mocno bolało ale trwało to krótko. Po kilku minutach ostrej jazdy przeżyła swój pierwszy orgazm. Potem spotykali się coraz częściej aż w końcu pragnęli jebania codziennie. Nieraz w drodze do szkoły skręcała za stodołę gospodarstwa, w którym mieszkał i ostro wyruchana szła dalej. Potem spotykali się wieczorem i znowu kochali się do upadłego.
    Tak trwało to prawie siedem lat. Wreszcie dowiedziała się, że nie tylko ona była obiektem jego zainteresowań seksualnych. Wtedy zerwała z nim i zaczęła szukać chłopaka na portalach randkowych ale to już w następnym opowiadaniu, jeśli oczywiście tego zechcecie.
    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Mowa-trawa

    Gosia i ja byliśmy małżeństwem od 11 lat. Mamy 8 letniego synka i kochamy się, choć ostatnio nasze życie seksualne wyraźnie ostygło. Żona nie miała ochoty na zbliżenia i miałem wrażenie, że jeśli do czegoś już między nami dochodziło to robi to bez przekonania i dla świętego spokoju. Jest szatynką o niezbyt długich włosach i z lekką nadwagą. Jest też dość poważna i bawi ją dość specyficzne poczucie humoru. Jest również bardzo ułożona i pochodzi z rodziny z mocnymi zasadami. Zawsze byłem pewien jej wierności i ta właśnie pewność i zaufanie hamowały mnie przed pokusami skakania w bok. Nie mam łatwości w nawiązywaniu kontaktów i też jestem uważany za upartego cynika, ale w głębi serca zawsze chciałem mieć żonę i rodzinę. Mam co prawda kilku dobrych kolegów i koleżanek z pracy…ale…Pewnego lata zaplanowaliśmy wyjazd nad morze. Wybraliśmy się całą rodziną. Zamieszkaliśmy w ładnym apartamencie z widokiem. Gosia lubi tańczyć, a ja nie za bardzo. Poza tym, jak wspomniałem, nie jestem zbyt towarzyski i nie mam ochoty poznawać nowych ludzi, kiedy jestem na urlopie. Szczęściem okazało się, że dwóch moich kolegów z pracy będzie przejeżdżać przez naszą wypoczynkową miejscowość i zaproponowali nam spotkanie przy piwku. Zgodziłem się, bo troszkę w naszym własnym towarzystwie i w dodatku z dzieckiem zwyczajnie brakowało nam towarzystwa dorosłych, chociaż przez kilka godzin. Pub był dosłownie kilka metrów od naszego lokum, a syn nie miał problemu z zasypianiem samemu, więc postanowiłem przyjąć zaproszenie kolegów – Adama i Tomka. Chłopaki zapowiedzieli, że możemy pójść potańczyć trochę. Nie spodobało mi się to, ponieważ nie umiem i nie lubię tańczyć, ale Gosia była tym zachwycona. Zdenerwowała się, gdy chciałem się wykręcić i upierałem się przy piwie. Gdy użyłem argumentu synka, już wyraźnie poirytowana stwierdziła, że chce tańczyć i że nie muszę iść. Poczułem się urażony i wyszedłem na werandę. Zobaczyłem wówczas, że mój kolega Adam już czeka. Nie widział mnie, bo był odwrócony plecami, ale ja zauważyłem, że wyciąga szklaną lufkę i zapala. Po chwili poczułem zapach trawki. Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek narkotyków i nie spodobało mi się to, ale Adam już mnie zauważył i odwrócił się do mnie z uśmiechem, witając się serdecznie. Nie chciałem się awanturować, bo to jego sprawa. Zaprosiłem go do domku, ale Gośce szepnąłem do ucha, że jak będzie palić razem z nimi, to będzie bardzo źle. Ona już była w bojowym nastroju i stwierdziła, że będzie robić co jej się podoba. Adam zaproponował jej buszka. Spojrzała na mnie i odpowiedziała coś wymijająco. Wkurzyłem się, bo Adam znał mój stosunek do tego typu używek i miałem wrażenie, że powiedział to złośliwie, choć na pozór niewinnie. Powiedziałem więc głośno, że nie życzę sobie, żeby paliła to gówno. Ona zaś mnie zaskoczyła – wskazała na mnie palcem i powiedziała: “A tego dupka dzisiaj nie lubimy!” i zaczęła się śmiać. Odpowiedziałem, że poniesie konsekwencje tego zachowania i że jak chce, to może iść, ale jak wróci, to z pewnością nie czeka jej miła atmosfera. Powiedziała, żebym dał jej spokój i śmiejąc się wyszła z Adamem pod rękę. Mały już spał, a ja powstrzymałem się od wyjścia za nimi. Miotałem się po pokoju i byłem wściekły. Chciałem ją postraszyć, że odejdę od niej, jeśli będzie upalona. Nigdy nie przekonywały mnie te wszystkie gadki, jaka to trawa jest zdrowa i wspaniała. Zacząłem pakować swoje rzeczy, żeby nadać wiarygodności swoim już przygotowywanym tekstom…a czas mijał. Po około 4 godzinach, gdy siedziałem z łóżku w sypialni i układałem sobie w głowie cały wykład, zgrzytnął w drzwiach klucz i usłyszałem jak Gośka od razu wchodzi do łazienki. Pobiegłem za nią i od razu ją zaatakowałem. Zacząłem prawić morały, a ona kompletnie obojętna zaczęła się rozbierać i weszła pod prysznic. Zdziwiło mnie to, bo w domu zawsze się zakrywała, zamykała drzwi lub owijała ręcznikiem, a teraz stała naga, jak gdyby nigdy nic. Zawsze tłumaczyła się swoją nadwagą, a teraz po prostu zrzuciła ciuchy, związała włosy i weszła pod prysznic. Każde moje zdanie trywializowała i spłycała robiąc ze mnie głupka. Wściekało mnie to, ale brnąłem dalej. Nagle w drzwiach stanął przebudzony synek i spytał czemu tak krzyczę. Odesłałem go do sypialni w ostrych słowach. Gośka przeważnie zwracała mi uwagę, żebym nie krzyczał na niego, ale tym razem się śmiała. Nagle spojrzała na mnie i zobaczyłem szerokie źrenice i dość mętny wzrok. Nie byłem pewien czy piła czy paliła, ale z głupia frant zapytałem czy paliła. Przybrała niewinny wyraz twarzy i figlarnie pokazała mi język, chichocząc przy tym. Wkurzony oznajmiłem jej, że skoro ja palę coś tak ohydnego jak papierosy, to trawa, która ponoć jest taka super również może w jakiś sposób uzależnić. Ona odpowiedziała, że palę papierosy, bo jako gówniarz chciałem zaszpanować i poczuć się bardziej męski. Odparłem, że na pewno Adam i Tomek są dzięki temu bardzo męscy. Ona odpowiedziała, że są wspaniali. To mocno zabolało. Spytałem “A tak w ogóle, to co Ty tak od razu pod prysznic?”, a ona zupełnie niedbale i od niechcenia “Muszę się umyć, bo chłopaki spuścili mi się na twarz i Adam trafił mnie w oko”. Poczułem jak kręci mi się w głowie i że zaraz zwymiotuję. Moja żona! Moja Gosia z dobrego domu! Miałem ochotę ją uderzyć, ale oznajmiłem jej, że wobec tego zabieram młodego i może czekać na pozew rozwodowy. Spojrzała na mnie zupełnie bez emocji i skruchy. Najbardziej bolało mnie to, że cały czas była niewinnie uśmiechnięta i chichotała…potem zaczęła gadać coś, że lubi zapach swojego płynu do kąpieli, bo kojarzy jej się z perfumami jej taty z lat 90. Szok! Jak gdyby nigdy nic! Wybiegłem z łazienki na chwiejących się nogach. W przedpokoju usłyszałem dźwięk sms’a z jej telefonu. Bez skrupułów chwyciłem telefon i odczytałem wiadomość od Adama: “Było super! Jakby co, to z Tomkiem zostajemy jeszcze dwa dni ;)”. Odruchowo po odczytaniu wcisnąłem przycisk do zamykania wszystkich aplikacji, bo zawsze mnie wkurzało, że ma mnóstwo ikonek w tle i zauważyłem, że uruchomiona jest galeria i jakiś rozmyty kształt na miniaturce. Kliknąłem i okazało się, że jest kilka fotek z imprezy, z której wróciła i jeden film. Zdjęcia były raczej zabawne i niewinne – zwykłe selfie z kolegami, ale film ważył prawie 2GB. W tym momencie Gośka wyszła z łazienki w samym ręczniku i legła na łóżku. Po chwili chrapała w najlepsze. Odczekałem kilka minut, żeby się upewnić, że się nie obudzi, po czym usiadłem w saloniku na fotelu i uruchomiłem filmik. Licznik na osi czasu wskazywał ponad półtorej godziny do końca pliku. Na początku było nagranie jak Gośka śpiewa na karaoke piosenkę z dedykacją dla mnie…”Nie płacz kotku”…czyli złośliwie. Następnie cięcie i kolejna scena. Gosia siedzi przy stoliku obok Tomka (czyli Adam filmował), który co jakiś czas przypala fifkę. Gadka szmatka, niby śmieszna, ale zaczepna. Gośka odcina się od komentarzy chłopaków, którzy zachęcają ją do zrobienia głupiej miny. Pije drinka. Następnie scena gdy Gosia siedzi Adamowi na kolanach, nabijają się z dziewczyny, która śpiewa jakiś popowy przebój…no i oczywiście przejmuje lufkę z rąk Adama. Nie wie, że Tomek filmuje. Po następnym cięciu siedzą na jakiejś ławce i Gośka “przechwytuje” dymek z ust Adama…oboje się śmieją. Po chwili mówi, że idzie tańczyć. Kolejne ujęcie to taniec Gosi z Adamem. Adam przy każdym obrocie spogląda w kamerę szczerząc się głupio i pokazuje kciuk w górę. Po chwili wsuwa rękę pod spódniczkę Gosi. Do końca filmu jeszcze godzina i 15 minut…po chwili jednak cięcie…i w tym momencie aparat jest ustawiony nieruchomo na jakimś stoliku (chyba) a kadr wypełnia wnętrze niedużego pokoju z dwoma łóżkami. Na jednym siedzi Gosia z Tomkiem i zaśmiewają się z czegoś. Po kilku sekundach zza kadru wychodzi Adam. Dźwięk jest zaszumiony i słychać muzykę z radia. O czymś jednak gadają i co chwila ten irytujący już śmiech. Nagle Adam wstaje i ściąga koszulkę i spodnie. Ciągle się śmieją. Tomek zaczyna gładzić Gośkę po ramieniu i plecach. Ona nie protestuje…przeciwnie – kładzie dłoń na jego udzie i masuje w okolicach krocza. Adam siada na łóżku naprzeciwko i przygląda się. Tomek zaczyna całować ramię Gosi, ale ona odsuwa się, tylko po to, żeby po chwili chwycić go za włosy i wbić się ustami w jego usta. Adam wstaje i podchodzi do telefonu. Teraz filmuje z ręki i widać wszystko z bliska. Widzę jak Gośka wysuwa język, a Tomek trąca go swoim językiem i masuje jej pierś przez materiał sukienki. Opada ramiączko, on zsuwa drugie i opuszcza sukienkę do pasa mojej żony. Ciągle trwają w pocałunku. Czuć wielkie gorąco jakie narasta między nimi. Gosia cicho mruczy i ciężko oddycha. Tomek uwalnia z miseczki stanika pierś Gosi i zaczyna lizać brodawkę, ona głaszcze go po głowie i ma rozchylone usta. Po chwili jego dłoń wsuwa się między nogi mojej żony, które delikatnie się rozchylają. Zaczyna nią poruszać, a Gosia sama ściąga biustonosz i kładzie się w poprzek łóżka, rozchylając mocniej nogi. Moje serce łomoce jak oszalałe, a krew rozsadza skronie. Nie czuję podniecenia tylko wściekłość, ale coś każe mi patrzeć dalej…Na ekraniku widać jak Tomek klęka między udami Gosi. Nie widać szczegółów bo Adam ciągle filmuje z tego samego miejsca, ale Gosia przyciąga głowę Tomka do swojego krocza i dyszy ciężko i coraz szybciej. Po chwili próbuje wciągnąć mojego kolegę na siebie. Spogląda w kamerkę ale wzrok ma kompletnie nieobecny…samo pożądanie. Tomek jednak wstaje i od razu ściąga spodnie wraz z bielizną. Jego penis jest w stanie częściowej erekcji. Nie jest zbyt wielki…raczej średnia europejska. Gośka bez wahania zaczyna go miętosić w dłoni. Drugą dłonią obejmuje nabrzmiałe jądra. Po kilkunastu sekundach łapczywie zasysa już gotową do natarcia pałę Tomka. Rusza głową jak maszyna, w szybkim tempie. Przekręca go językiem na wszystkie strony, oblizuje po całej długości. Tomek jest wniebowzięty i przyciąga jej głowę jeszcze mocniej do siebie. Teraz cały penis znika w jej ustach. Byłem zszokowany – tak zabawialiśmy się w początkowych latach. Teraz trudno ją namówić na loda, a tutaj – walczy jakby nic innego w życiu nie robiła. Nagle następuje cięcie. Kolejne ujęcie jest z bliska – widzę twarz Gosi kilka centymetrów przed obiektywem. Jest rozpalona, kołysze się w przód i w tył. Jest poważna i skupiona. Włosy falują wokół jej twarzy. Co chwila z jej ust wydobwa się “O Kurwa!”, “Ja pierdolę…”, “Mocniej!”, “Zajebiście!” …na ten widok czuję, że rośnie we mnie podniecenie. Zaczynam masować swojego fiuta przez spodenki, ale nie wytrzymuję i wyciągam go. Powoli i spokojnie zaczynam się masturbować. Kamera unosi się i widzę cały obraz od góry. Kutas Tomka miarowymi ruchami zanurza się między pośladkami mojej żony…w której dziurce nie widać, ale jestem pewien, że penetruje jej cipkę. Gośka nie chciała nigdy analu. Brzydziło ją to i bała się bólu. Kamera okrąża ich i okazuje się, że miałem rację…teraz widzę akcję z boku. Piersi Gosi kołyszą się w rytm pchnięć Tomka a ona jęczy i przeklina coraz częściej i głośniej. Nagle poruszenie obrazu. Kamera jest unieruchomiona naprzeciw łóżka, gdzie moja żona właśnie przyprawia mi rogi. Adam pojawia się w kadrze z lewej strony. Jest nagi, jego fiut sterczy do góry i tu muszę przyznać, że to kawał sprzętu – długi i gruby z niewielką żołędzią. Gosia unosi głowę i jęcząc głośno, łapczywie chwyta tą adamową kutangę do buzi. Adam nie rusza się. Gośka obciąga mu w rytm sztychów Tomka z tyłu. Po chwili jednak Tomek wychodzi z niej i znika z pola widzenia. Słychać jak pyta Adama o zapalniczkę a po chwili dźwięk pstrykania. Tomek pojawia się i siada w drugim końcu łóżka. Po raz kolejny odpala lufkę i głęboko się zaciąga, a następnie wkłada palce do wypiętej cipki Gosi, która ciągle ssie Adama fujarę. Gośka odwraca głowę. Prosi Tomka o buszka, siada na łóżku, prawą ręką wali Adamowi konia i zaciaga się. Najpierw wypuszcza dymek, a po drugim buchu wstrzymuje go dłużej, pochyla się do fiuta Tomka i wkłada go do buzi. Dym wydobywa się kącikami ust i nosem. Zaczyna chichotać i coś mówi Tomkowi na ucho. Adam korzysta z okazji, że jest odwrócona do niego tyłem i bez uprzedzenia, gwałtownym ruchem wbija swoją grubą pytę w cipkę mojej żony. Gośka jest zszokowana i krzyczy boleśnie, ale Tomek chwyta ją za kark i przyciąga do swojego kutasa. Adam natychmiast zaczyna rżąć Gosię na pieska. Żona po chwili się rozluźnia i zaczyna z nimi współpracować, jęcząc wniebogłosy i zaklinając Adama, żeby nie przestawał, bo “zaraz ma”. Po kilku sekundach zaczyna krzyczeć “O kurwa…o kurwa…mam…mam Adaś…pierdol…pierdooool kurrrrwa!!!”, po czym opada na brzuch. Adam wychodzi z niej i bezwładną przewraca na plecy. Wchodzi w nią w pozycji klasycznej. Tomek wstaje i bierze telefon do ręki. Filmuje z góry. Gośka gorączkowo szuka ręką jego chuja. On podsuwa jej go do ust, a ona ponownie z pasją w oczach zaczyna go ssać. Nasadę kutasa chwyta w dłoń i obraca nią, potęgując doznania Tomka. Nagle Adam ustawia się nieco inaczej a Gośka unosi się, wypuszczając fiuta Tomka z ust: “O nie, nie!”, “Nie bój się, rozluźnij mięśnie”, “Nie ma mowy. Ruchaj mnie w cipkę, w tyłek nie pozwalam”. Adam rezygnuje, ale ta krótka sytuacja powoduje, że na chwilę mięknie. Tomek oddaje mu aparat, a sam układa się za Gosią, unosząc jej nogę, widzę jednak, że puszcza oczko do Adama i daje mu znak, żeby kręcił zbliżenie. Przez chwilę posuwa ją w cipkę, ale po kilkunastu sekundach zaczyna masować palcem jej kakaowe oczko. Rżnie ją szybko i ostro, przez co słychać, jak Gosia znów dochodzi…i nagle wkłada czubek kutasa w dupkę mojej żony. Ona się spina, ale Tomek stanowczo napiera – jego fiut jest mniejszy niż Adama, więc ostatecznie Gośka ulega. Widzę jak pulsujący kutas zagłębia się coraz bardziej…Gośka jęczy ale Adam zatyka jej buzię swoim zaganiaczem. Syczy, gdy Gosia kurczowo zaciska na nim wargi. Po chwili jednak cała sytuacja robi się bardziej płynna i Gosia uśmiecha się do kamery posuwana w dupę przez Tomka, raz po raz zasysając pałę Adama. Ten widok doprowadza mnie do gigantycznego wytrysku…i nie tylko mnie, gdy otwieram po chwili oczy widzę twarz mojej żony w spermie…gorączkowo cofam o kilkanaście sekund. Jeszcze raz. Uśmiecha się, wsysa czubek fujary Adama, ssie kilka sekund, po czym nagle Adam wyciąga kutasa z jej ust i niemal w tej samej sekundzie kaskada białej spermy trafia na jej włosy i w oko, Gośka zaczyna się śmiać i w tym momencie kolejny strzał tryska na jej wargi, zęby i policzek, z którego szybko zaczyna ściekać na prześcieradło. Adam przez chwilę jeszcze trzepie konia wyrzucając ostatnie kropelki na twarz Gosi i widać jak ona bezwładnie opada na plecy. Tomek ciągle ją pierdoli, a ona podskakuje posuwana na wznak z obspermioną twarzą. Po chwili Tomek krzyczy “O kurwa…ja pierdoolę”, wyskakuje z tyłka Gosi i okrakiem próbuje dostać się do jej twarzy, jednak orgazm już jest w drodze i pierwszy strzał spermy trafia na cycki mojej żony, następny, równie mocny na brodę i nos, Tomek dociera kutasem do twarzy Małgosi i rozmazuje wyciekające nasienie na jej policzku, po czym Gosia wkłada jego pałę do buzi i wysysa resztki spermy. Tu film się kończy…ja zabieram kartę z telefonu i …jutro się zbieram…albo…może to jeszcze przemyślę?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Gdziebądź
  • MW-Ibiza Rozdzial 44 Chichotki

    Spoglądam na te kilka spiętych, patrzących na nas jednocześnie bykiem i z nadzieją postaci i serce mi się kraje. Kontrast pomiędzy naszymi wystrojonymi, zadowolonymi z życia a tymi wystraszonymi, rozczochranymi i brudnymi dziewczętami powala. Mobilizuję w sobie całą, nieco przykurzoną znajomość ukraińskiego.

    – Dobryj Den! Jestem Maciek a to moi przyjaciele. Jestem Polakiem, część tu obecnych też jest z Polski.

    – My polski rozumiemy, i powiedzieć też potrafimy! Na to po cichu liczyłem, teraz przydadzą się moje dziewczęta.

    – Chcemy wam pomóc, mamy możliwości, problem w tym, że możecie nie chcieć naszej pomocy.

    – Jak to? Dlaczego? Pomóżcie nam, prosimy!

    – Wszystko wam wytłumaczę, skoro rozumiecie po polsku, to dziewczęta też odpowiedzą na wszystkie pytania ale na początek przenieśmy się w wygodniejsze miejsce. Staś – zwracam się do niego po polsku – załatw z ochroniarzami, niech nas wprowadzą dyskretnie od tyłu i odetną salę od reszty dyskoteki.

    Staś biegnie, za chwilę wraca.

    – Załatwione!

    Jesteśmy już wszyscy w środku, w dobrym oświetleniu widać, jakie wymęczone są te dziewczęta. I pewnie głodne. Zwracam się do Tidżejów:

    – Zorganizujcie jakieś żarcie i napoje.

    I do moich dziewcząt:

    – Zaprowadźcie je do łazienki, na pewno chcą się odświeżyć.

    Tymczasem rozmawiam z ich, tak jakby, przywódczynią, Tatianą.

    – Taniu, będę z tobą szczery do bólu.

    – Chodzi o ten problem, że możecie pomóc, ale my możemy nie chcieć tej pomocy od was?

    – Tak!

    – Dawaj w pieriod!

    Cały plan mam już w głowie.

    – Możemy was za chwilę zabrać autobusem na przystań, stamtąd wodą na S’Espardell, to taka mała wyspa o pół godziny drogi stąd. Nasz przyjaciel Antonio – Antonio macha do Tani – ma tam hotel, w tej chwili jesteśmy jego jedynymi gośćmi.  Wynajęliśmy hotel na tydzień, cały teren jest zamknięty będziecie tam bezpieczne przez ten tydzień. W następną niedzielę rano wracamy do Polski, mamy wyczarterowany samolot, jeszcze zahaczamy po drodze o Kopenhagę ale to dla was nieistotne. Tu obecni bliźniacy, moi kuzyni z Nowego Yorku, wynajmą w międzyczasie duży samochód kempingowy i przewiozą was do mnie, do Warszawy. Problem dokumentów odpada, to wszystko Eurokołchoz, tylko z samolotem byłby kłopot. W Warszawie będziemy się zastanawiać, co dalej z paszportami, w tym czasie możecie zamieszkać u mnie albo zgłosić się do odpowiednich władz, one zapewnią wam lokum. Aha, to w tej chwili pewnie dla was najważniejsze, jeśli pamiętacie numery telefonów, możecie w każdej chwili zadzwonić do domu.

    I podaję Tani telefon. Robi to na niej piorunujące wrażenie. Wręcz wyrywa mi go z ręki, ucieka w najdalszy kąt sali i gorączkowo wybiera numer. Po chwili zaczyna równie gorączkowo rozmawiać z kimś z rodziny. Dobiegają mnie jedynie urywki słów, zresztą staram się nie podsłuchiwać. Po długiej chwili Tania wraca do mnie, jeszcze ocierając oczy. Oddaje mi telefon.

    – Jutro sprawimy wam własny. Będziecie mogły dzwonić, ile i kiedy chcecie.

    – Nie rozumiem.

    – Czego, przecież ludzie muszą sobie pomagać, a już my, Słowianie…

    – Nie tego. Nie rozumiem, dlaczego miałybyśmy nie przyjąć waszej pomocy. Wyście już nawet wszystko zaplanowali, za tydzień w Warszawie, nie do wiary. I nie chcecie za to żadnych pieniędzy?

    – Mamy dość swoich. A teraz ci wytłumaczę, krótko i dosadnie a dziewczęta potwierdzą.

    – Dawaj w pieriod! – powtarza Tania.

    – Bo my wszyscy, jak nas tu widzisz, uwielbiamy się pieprzyć. Zebrała nas się spora grupa, właśnie urządziliśmy sobie krótkie wakacje, na których nic, tylko…

    – Się pieprzycie! – Dopowiada Tania.

    – Każdy z każdym i na wszelkie sposoby. No i w zasadzie chodzimy nago, ubrania zrzucimy, jak tylko wsiądziemy do łodzi, Wyspa to w zasadzie ogromna naga plaża, a terem hotelu jest odcięty od reszty wyspy, więc…

    – Pieprzycie się bez ograniczeń! – Znów dopowiada Tania.

    – Dokładnie. Podobnie przedstawia się sprawa z moim domem w Warszawie, stoi w dużym ogrodzie z basenem za wysokim płotem, więc tam też przebywamy nago i… Dokończ.

    – Pieprzycie się bez przeszkód!

    – W tej chwili mieszka ze mną Ala i te dwie Japonki, reszta dziewcząt często mnie odwiedza i wtedy… już nawet nie musisz kończyć!

    A jutro planujemy niemałą orgietkę w hotelu, taką na kilkadziesiąt par.

    – Rozumiem. A w czym leży problem?

    Zatyka mnie

    – No… Po waszych przeżyciach, w końcu uciekłyście z burdelu, czy z transportu do burdelu, nie wydaje ci się, że wpadacie z deszczu pod rynnę?

    – Tym się przejmujesz? Popatrz na to z innej strony. My jesteśmy dziewczyny nowoczesne. To, że nie chcemy pracować w burdelu, bo która dziewczyna tak naprawdę by chciała, nie oznacza, że nie lubimy się pieprzyć! Byle na własnych warunkach. Zatkało cię? Cóż, szczerość za szczerość. Naprawdę nie musisz do nas podchodzić jak pies do jeża, myśmy wyszły z tego tanim kosztem, mówię ”wyszły”, bo wierzę już, że dzięki wam mamy to za sobą. A tanim kosztem, bo w zasadzie jeszcze nie zaczęli nas urabiać, owszem, trochę bili, ale żadnej z nas jeszcze nie zgwałcili. Tania unosi bluzkę i pokazuje siniaki na żebrach, ładne ma piersi, wysoko unosi tę bluzkę.

    – Ładne mam cycki? – Zauważa moje spojrzenie, uśmiecha się.

    – Zobaczysz i resztę, nie będziemy was krępować chodząc ubrane. Nie patrz tak, jestem pewna, że dziewczęta się rozbiorą zaraz po was, młode i zgrabne jesteśmy, nie mamy się czego wstydzić!

    Przysłuchująca się rozmowie Dorka wybuchła niepowstrzymanym śmiechem.

    – Dokładnie to samo powiedziały mi jego dziewczyny, gdy wpadłam po piłkę!

    Tania patrzy na nią wygłupionym wzrokiem. Dorka bierze ją pod ramię i prowadzi do łazienki.

    – Weźmiesz prysznic, a ja opowiem ci w tym czasie, jak to było.

    * * *

    Robimy szybką naradę, postanawiamy urwać się z dyskoteki i kontynuować zabawę we własnym, nieco poszerzonym gronie. Okazuje się, że Antonio i jego kumple znaleźli sobie po panience, przecież są miejscowi, wszystkie znali wcześniej, częste bywalczynie Ibizy, tak, że mamy komplet. A nawet nadreprezentację płci pięknej wliczając Ukrainki, lecz zakładam, ze one będą co najwyżej biernymi obserwatorkami. Błędnie, jak się wkrótce okaże.

    Wręczamy jeszcze ostatnie zaproszenia i kierujemy wybrańców i wybranki do autobusu.

    Tania, już czyściutka, przekazuje moje informacje towarzyszkom niedawnej niedoli. Świeżo wykąpane i uczesane prezentują się nad wyraz atrakcyjnie. Facet rekrutujący je do, jak się okazało, burdelu miał oko…

    Rozgrywa się zacięta acz bezkrwawa wojna o telefon. Zaradzają temu Tidżeje i Brodacze użyczając swoich komórek. Drugim efektem przekazania przez Tanię moich informacji koleżankom, jest wyraz ulgi i nieśmiałe uśmiechy, które zagościły na ich buziach. Oraz, sporadycznie, rumieńce tudzież cichy chichot. Trzeci efekt dotyczy głównie mnie, dziewczęta wlepiają we mnie wzrok pełen, czy ja wiem, na pewno nie potępienia, już raczej podziwu a nawet zazdrości. I znów chichoczą. Później traktują tym wzrokiem moje dziewczęta. Dziewczęta odpowiadają uśmiechem. Ukrainki poszeptują, chichoczą, co one z tymi chichotkami, i zgodnie kiwają głowami. Podchodzą wszystkie do mnie. Tania zabiera głos w ich imieniu:

    – Tak, jak mówiłam, dla dziewcząt to nie problem. Ani wasze zabawy, ani rozebranie się. Założę się, że niektóre już kombinują, jakby tu się wkręcić na waszą imprezę!

    – Sama kombinujesz, przyznaj się!

    – Jak się pieprzyć to dla przyjemności, nie dla pieniędzy, czy alfonsa!

    – Tylko do tego hotelu to chcemy z tobą płynąć, nie zostawiaj nas teraz!

    Jestem lekko zszokowany taka szybką zmianą nastroju tych dziewczyn. Przed chwilą zastraszone, teraz wciąż chichoczą. Lubię takie chichotki. Cóż, przywilej młodości. No właśnie, ile mają lat?

    – Mamy wszystkie między siedemnaście a dziewiętnaście, taki  był wymóg w ogłoszeniu o pracy za granicą. Że podobno, im młodsza, tym szybciej nauczy się języka.

    – Język, ważna rzecz.

    Wyobrażam obie ten akurat język na moich jajach. Tania z lekka się rumieni, czyżby mnie zdemaskowała? Chrząkam, zmieniam temat.

    – Dobrze, dziewczęta, ruszamy!

    Impreza trwa w najlepsze, jest dopiero pierwsza po północy. Nikt jednak nie żałuje, przed nami ciąg dalszy w bardziej kameralnym gronie.

    Na nabrzeżu dzielimy się na dwie grupy, ze mną płyną oczywiście Francuzki, dalej gołe ale zupełnie się tym nie przejmują. Zresztą o tej porze jest tu raczej pusto. Nicole znów się do mnie tuli, drugim ramieniem obejmuję Tanię, Ala zajęta swoim niedźwiedziem, Antonio w roli sternika wraz z dziewczyną w roli majtka bez majtek oraz Tidżeje ze swoimi Czeszkami i Hiszpankami. Są także Kaśka, Majka i Dorka ze swoimi pewniakami. Rzucamy cumy i zrzucamy ubrania. Mnie rozbiera Nicole. Ukrainki oczywiście się chchrają. Pozostałe Francuzki nagle rzucają się do pudła z rzeczami wciągają ciuszki i ustawiają się w kolejce, chyba tak lubią. Ściągam więc z nich po kolei te skromne ciuszki, majteczek już nie mają. Pewną nowością jest dla mnie zdejmowanie szortów. Właśnie mam je na wysokości oczu, to raczej majteczki, tyle, że dżinsowe, z przodu wycięte po same pachwiny, z zalotnie wystającymi kieszeniami  Z tyłu sięgają ledwie do połowy pośladków. Chyba zaczynam zmieniać zdanie na temat szortów. Rozpinam powoli zamek – łyso, łyso, zero zarostu, zaczyna się kreska sromu, jadę niżej, pulchne wargi zazdrośnie kryją różowe wnętrze. Zsuwam te szorty niżej – klasyczna muszelka. Teraz obracam dziewczynę tyłem do mnie, wypina tyłeczek, szorty zatrzymują się w połowie dupy. Zahaczam o nie palcem i ściągam przesuwając opuszkiem wzdłuż rozkosznego rowka dzielącego pośladki, naciskam lekko słoneczko a ono napiera na mój palec. Podoba jej się!

    Zabieram palec, jest kolejka, następna panna czeka niecierpliwie, żebym ją obnażył. Kładę ręce na udach dziewczyny i przesuwam powoli w górę zgarniając wszystko, czyli sukienkę, po drodze. Ukazują się kształtne biodra, cipka, znów gładko wygolona, podobnie potraktowane łono, płaski brzuszek. Moje dłonie dojeżdżają już pod pachy dziewczyny, podnosi teraz ręce nad głowę, przesuwam więc dłonie wyżej. Wyskakują pełne piersi. Dziewczyna jest wysoka, by podołać zadaniu muszę przysunąć się bliżej, gdy spod sukienki ukazuje się jej twarz, przylega już do mnie całym ciałem. Napiera brzuszkiem na mojego wzwiedzionego penisa, całujemy się.

    – Zoé, nie przedłużaj, my też czekamy!

    Kuszące mnie ciało nabiera imienia, ale zarazem odrywa się ode mnie. Teraz mam do zdjęcia spódniczkę i zapinaną na mnóstwo drobnych guziczków bluzeczkę po pępek. Zaczynam oczywiście od spódniczki, ciekaw czy natrafię wreszcie na jakieś majteczki.  Cóż… Ona też ich nie założyła. Gdy panienka, która przedstawia się jako Véronique zostaje w samej bluzeczce, popycham ją lekko do tyłu, opieram  tyłeczkiem o krawędź niskiej nadbudówki i rozchylam szeroko uda. wchodzę między nie, muszę przecież sięgnąć do bluzeczki. Nachylam się nad nią, mój kutas układa się wzdłuż jej kusząco rozchylonej szparki, sięgam wyżej, kutas ślizga się wzdłuż pizdy. Długo to trwa, guziczków jest wiele, zaczynam, nie spiesząc się, od dołu, stopniowo odsłaniam stożki jędrnych piersi. Wkładam dłonie między te stożki i powolnym ruchem rozsuwam poły bluzeczki, przesuwając ręce po tych cyckach, zahaczam przy tym o sterczące już sutki. Teraz podnoszę dziewczynę, by móc zsunąć jej bluzeczkę z ramion, mój kutas mało przy tym nie wskakuje do jej cipki. Czyżby była już taka wilgotna? Postanawiam sprawdzić, pomagam panience wstać z tego stołu, podparłszy ją ręką w kroczu. Rzeczywiście jest wilgotna. I jak tu taką zostawić? A tu już następna panienka czeka w kolejce, bym ja rozebrał. Całuję jeszcze rozgrzaną właścicielkę wilgotnej piczy, trzymając ją za tę picz.

    – Dokończymy nasze sprawy na lądzie – szepcę jej do ucha. I oblizuję palce. Ukrainki przyglądają się temu bez ustanku chichocząc i  z rumieńcami na buziach. Jeszcze się nie rozbierają, właściwie zaczęły, ale jakoś przestały. Sprawę wyjaśnia Tania.

    – Wiesz, one się przyglądały, jak rozbierasz te Francuzki i pytają, czy mógłbyś je też… Bardzo im się podobało, mnie zresztą również. Zaczniesz ode mnie?

    I chichra się radośnie.

    Co za diabeł wstąpił w te dziewczyny? Jeszcze niedawno strach i niepewność, a teraz te kurwiki w oczach.i.. Spytam je o to. Ale dopiero wtedy, jak je wszystkie wyrucham. Bo co do tego, że będą się z nami wszystkimi pieprzyć, nie mam już wątpliwości.

    Tak więc z nagą Nicole wręcz przyklejoną do moich pleców, z łapkami coraz bliżej mojego kutasa, rozbieram kolejne Ukrainki. Pała sterczy mi do nieba, gdy klękam przed kolejną parą majteczek.  Właścicielka majteczek chichocze, chichoczą te jeszcze w majtkach i chichoczą te już bez majtek, otwarcie komentując rozgrywającą się na ich oczach scenę.

    – Zajrzymy w te majteczki? – pytam nie odrywając wzroku od tych majteczek. Za całą odpowiedź dostaję wzmożony chichot. I to mi się podoba. Sięgam ku tym majtkom.

    Co w nich znajdę? Gołą cipkę, czy boberka? Majteczki nieźle wypchane, stawiam na futerko.  Wpatruję się w nie, przedłużam tę chwilę niepewności, gdy niespodziewanie przeszywa mnie dreszcz  rozkoszy – to dloń Nicole dociera wreszcie do mojego penisa i zsuwa napletek. A ja zsuwam te majteczki… Cholera, jednak gładko wygolona cipka. Ale jaka wielka! Wołam Kaśkę.

    – Stań obok, muszę porównać. Zostałaś pobita, sama popatrz!

    Nicole niespiesznie zsuwa i nasuwa mi ten napletek, co niezmiernie bawi Ukrainki.  Kaśka zagląda w to krocze, Nadia z kolei, zupełnie nieskrępowana i również rozchichotana, zagląda to w krocze Kaśki, to w moje.

    – Trudno powiedzieć, jej też jest okazała. Podobnie, jak twoja pała! – mówi Kaśka.

    – Też mogę ci walić konia na oczach wszystkich, nie myśl sobie – mówi Nadia.

    – A ja ci wtedy będę lizać cipkę – proponuje Kaśka.

    Uwielbiam takie sprośne gadki! I wiem już, na ile mogę sobie pozwolić. Okazuje się, że na wszystko.

     Wstaje i łapię obie dziewczęta za pierożki, macam i ugniatam.  Wesołość Tani udziela się Kaśce, obie cipki drżą w mych dłoniach. Podobnie dwie pary kształtnych cycuszków przed mymi oczyma. Skoro mogę sobie pozwolić na wszystko, pozwalam sobie klęknąć i wziąć te cipy po kolei do ust. Całe! Ledwo się mieszczą.

    Porównawszy, oblizuję się i  orzekam:

    – Nadiu, masz większą, mało sobie szczęki nie zwichnąłem, biorąc ją do buzi. Kasiu, masz dłuższe wargi sromowe, łaskotały mnie w migdałki, gdy je zassałem.

    Salomonowy wyrok. W sumie z siedmiu cipek, ta była największa i jeśli dobrze policzyłem były trzy ogolone i cztery boberki.

    Natomiast wszystkie Francuzki miały wygolone pizdeczki, z różnymi wariantami czuprynek, od przystrzyżonych na zapałkę po długie wypielęgnowane loczki.

    W słabym świetle panującym na łodzi, właściwie tramwaju wodnym, wszystkie dziewczęta prezentują się jednakowo wyśmienicie. Przyglądam się jeszcze Czeszkom i Hiszpankom, wszystkie mają bujne bobry. Cipy przyjaciółki Antonia nie widzę, przytulona do pleców sternika wydaje się sterować łodzią za pomocą jego dżojstika. Cóż, jeśli Antonio się teraz spuści, ominie go sporo zabawy. No i będzie musiał umyć koło sterowe, albo namówić winowajczynię, żeby je wylizała. Nie mój kutas, nie moja broszka.

    Zabawiają się delikatnie także Tidżeje. Czeszki i Hiszpanki wciąż krążą między nimi a Bliźniacy to gładzą gładkie bułeczki, to przeczesują palcami gęste bobry, Fajna taka odmiana, obiecuję sobie też spróbować.  Kaśka i Majka oraz DajDaj uczą swoich pewniaków ceremoniału powitania. Pewnie, żeby nie wyszli na chamów niemytych, jak przyjdzie im poznać resztę naszych dziewcząt.

    – Co oni robią? Pytają prawie równocześnie Nicole i Tania, obie znów u mojego boku.

    – Uwielbiam chwytać dziewczyny za cipki i stąd poszła nasza ceremonia powitalna, zawsze tak się witamy, ona ściska mu jajeczka, on jej cipę.

    – Skoro to uwielbiasz, to dlaczego sobie odmawiasz?

    Bez zbędnych słów zaciskam dłonie na piczach Nicole i Tani. Za te picze sprowadzam je na pomost, gdy już dopływamy.

    * * *

    Dogania nas Antonio, już zacumował. Zwraca się do mnie z prośbą o tłumaczenie.

    – Antonio mówi, że przygotuje dla was pokoje na piętrze, jeśli chcecie, to z widokiem na drugą stronę wyspy, wtedy nie będziecie zmuszone patrzeć na nasze figle – mówię z uśmiechem, bo mniej więcej wiem, jakiej spodziewać się odpowiedzi.

    – Antonio, posłuchaj wiernego tłumaczenia:

    – Antonio, czy naprawdę nie zauważyłeś, gdzie on trzyma rękę. Obudź się! Sprawy poszły już bardzo daleko. Śpimy tam, gdzie wy i nie zamierzamy opuścić waszej imprezy!

    Antonio wybałusza na mnie oczy.

    – Ona naprawdę to powiedziała?

    Spogląda jeszcze na Nicole, na moje ręce zacumowane między udami dziewcząt.

    – Jak ty tak szybko urabiasz te dziewczyny?

    Wzruszam ramionami.

    – Nie wiem, może one ci powiedzą.

    Nicole zabiera głos w tej kwestii.

    – On, pomijając jego szczerą słowiańską twarz hydraulika, jest po prostu uprzejmy z natury i wyznaje zasadę – nic na siłę. To – patrzy na swoje krocze – sama mu zaproponowałam. Jakoś tak jest, że robi z nami to, na co ma ochotę niby tylko wtedy, gdy my mamy na to ochotę, ale zarazem sprawia, że nabieramy tej ochoty. Prawda Taniu?

    Tania nie jest w stanie dużo po angielsku powiedzieć, ale wiele rozumie, znów wybucha perlistym śmiechem i przytakuje głową. Również Antonio ma polew z tego hydraulika.

    – Widziałem te plakaty w Paryżu, nawet podobny jesteś! Bo to przecież nie ty pozowałeś?!

    – Nie! 

    Tymczasem dochodzimy wszyscy do hotelowego patio.

    – Oprowadzę was, dziewczęta po naszym gospodarstwie. Właściwie to dużo wyjaśniać nie trzeba było, nasze dziewczęta dają gościom niezłą lekcję poglądową.

    Maleńka pierwsza przysiada na „relingu” nad brodzikiem i zaczyna spokojnie sikać. Niedźwiedź przytrzymuje ją ostrożnie, żeby, boże broń, nie spadła. Wkrótce już kilka dziewcząt obsiada barierkę i strugi moczu spadają do brodzika Inne odświeżają się pod otwartymi natryskami przy basenach. Do mycia „pleców” zaganiają swoich pewniaków. Ukrainki i Francuzki przyglądają się temu chichocząc. Chichotki są zaraźliwe. Popatrują przy tym na mnie, nie wiem czemu.

    – A gdzie śpicie?

    Prowadzę je do restauracji przerobionej na dormitorium

    – Aha, Ok. – Skwitowały tylko – To teraz chodź nas umyć. Już wiem, czemu tak na mnie popatrywały. Ale wpadłem, mam do umycia czternaście dziewczyn! Idziemy pod te natryski. Dziewczyny się dziwią:

    – Żadnych gąbek, w ogóle niczego do mycia, tylko żel.

    – Nasze dziewczęta wyznają zasadę, że najlepiej myją je męskie dłonie Przesuwam te dłonie po cipkach Tani i Nicole. Patrzą na siebie. Tania i Nicole patrzą, nie ich cipki, cipkom dalej zasłaniam oczy.

    – Właściwie to możesz nas myć dwie naraz, masz dwie ręce!

    Odchylam dłonie, tylko odchylam, jeszcze nie mogę odkleić się od tych cip, a któraś z dziewcząt leje obficie między te dłonie a te cipy żel do kąpieli. Nie, żeby wcześniej nie było poślizgu…

    * * *

    Ostatecznie mycie przebiega sprawnie, w sukurs idą mi Duńczycy, Jacek, Niko i na końcu Staś, który oderwał się wreszcie od swoich statystyk. Nie musimy się z Tanią i Nicole spieszyć, biorą mnie między siebie i myją całym ciałem. Sterczący członek ślizga się na zmianę po obu brzuszkach, dłonie dziewcząt majstrują przy moich jądrach i tyłku. Nie pozostaję dłużny, obie na zmianę spinają i rozluźniają pośladki sprawiając niekłamaną przyjemność mym dłoniom.

    – Już bardziej umyte nie będą!

    To Maleńka nakrywa mnie na obmacywaniu tych tyłeczków.

    – Trzeba przyznać, że niezłe z nich dupy i obie mają boskie dupy.

    To z kolei niewyparzony język Loli.

    Tania zanosi się śmiechem – wy zawsze tak? – I nieporadnie tłumaczy ten komplement nic nie rozumiejącej Nicole.

    – Pieprzenie bez świntuszenia, to połowa przyjemności – dodaje Lola.

    * * *

    Antonio włącza muzykę, zaprasza na parkiet przed restauracją. Wkrótce kłębi się tam niezły tłumek nagich ciał. Zgodnie z moją sugestią udajemy się tam z butelkami żelu pod prysznic, polewamy się obficie, tulimy, do kogo popadnie, to znaczy one do chłopaków, ja do dziewcząt. Zaraza rozprzestrzenia się błyskawicznie, wkrótce wszyscy jesteśmy śliscy i błyszczący w światłach latarni i dyskotekowych reflektorów. Antonio, widząc, co się dzieje, przytomnie rozściela na trawie obok wielką foliową płachtę, wylewa na nią parę butelek żelu, wkrótce wszyscy tarzamy się w parterze w orgii zapasów. Ukrainki świetnie się bawią, przeszły zaiste błyskawiczną metamorfozę. Nicole i Tania znów biorą mnie między siebie, fundują mi tajski masaż. Po chwili trafiam między śliskie uda dwóch Ukrainek, później dwóch Francuzek, niespodziewanie prześlizguje się po mnie Maleńka, nawet nie zdążyłem spytać, jak się bawi. Pipki dobrze się pieści palcami takie śliskie, do lizania się nie nadają. A polizałbym… Rzucam więc hasło do kąpieli na plaży. Spłukuję, z  wzajemnością, żel z Tani i Nicoli. Teraz ciągnę je na plażę, rzucam na rozłożone wcześniej materace, zanurzam język na zmianę w dwóch cipach. Nareszcie! Nagle po bokach pokazują się dwie kolejne cipki, jedna jest wielka, to Nadia, z drugiej strony Véronique z wilgotną piczą, której obiecałem dokończenia sprawy na lądzie. Obietnic trzeba dotrzymywać, zanurzam w niej język.

    Uczciwie wylizuję wszystkie cztery pizdy, wszystkie pełne lepkiej wilgoci, twarz mam błyszczącą, umazaną śluzem. Dziewczęta dzielą się moim masztem, jak już go trochę poliżą nadziewają się na niego po kolei, następny tyłeczek przyciągam do twarzy. Wypina się nade mną, l

    Na zmianę liżę i próbuję połknąć  rozwarty szeroko srom. Dwie pozostałe dziewczyny klękają po bokach. Nie widzę ich, widok zasłania mi wiszący nade mną ttyłe, więc biorą me dłonie w dłonie i przyciągają do swych cip. Wzrok odzyskuję, na krótko, gdy się przy mnie zmieniają. Właśnie ląduje mi na twarzy dorodna cipa Nadii i zaczyna się przesuwać w tę i z powrotem. Nadia oczywiście chichocze, jej cipka drży. Mam nadzieję, że również w reakcji na moje działania. Widocznie dorodne cipy tak mają, Kaśka robi tak samo. Wysuwam więc tylko język na całą długość, żeby Nadia wiedziała, gdzie zawracać cipą. Okazuje się, że Nadia lubi, jak jej lizać rowek, cipa zatrzymuje się dopiero, gdy zahaczam językiem o rozkoszną dziurkę w dupie,  nawet robi dłuższy postój za każdym razem. Wwiercam się w nią posłusznie jęzorem, by nie sprawić dziewczynie zawodu. A potem znów surfuję przez całą długość szpary. Następnie przystanek „łechtaczka”, czemu towarzyszy urywane oj…oj… przerwane urywanym chichotem. I tak, aż do skutku. No, prawie, bo tymczasem Tania zgania Nadię z mojej twarzy, sama przegoniona z mojego masztu przez Nicole. Znów zmiana. Teraz wykańczam robotę przy Nadii ręką, cała się mieści w jej piździe, zostawiam na wierzchu tylko kciuk, jej druga dziurka też wymaga dopieszczenia. Kciuk cały ląduje w dziurce, pieszczę jej odbyt.

    Nadia dochodzi, chce uciekać z dupą ale trzymam ją w kleszczach za te dwie dziury, dalej daję rozkosz. Moją uwagę przyciąga teraz Nicole, przestaje suwać cipą po moim drągu, nabija się głęboko i nieruchomieje, czuję jej pulsującą pochwę, teraz zaczyna się zaciskać rytmicznie ma mojej pale, coraz mocniej. Nicole ani drgnie, tylko patrzy mi w oczy a jej różowa pompka wykonuje całą pracę. Dosłownie zgniata mi penisa, by za moment stać się całkiem luźna i obszerna, i tak w coraz szybszym rytmie. Nicole to prawdziwa artystka! Z tą myślą dochodzę, spuszczam się obficie w głębinach jej pizdy, Nicole tylko się tajemniczo uśmiecha i ściska mnie nadal, póki całkowicie nie opróżni mojego zbiorniczka. Jestem tak podniecony, że moja pała dalej jest sztywna, wysuwam się z Nicole i  dogadzam teraz Véronique. Właśnie zeszła z mojej ręki, rzuca teraz biodrami, kutas pracuje pod rozkosznym kątem. Ludivine powoli dochodzi, ja chyba też. Znowu?

    Tymczasem Nicole podsuwa cipkę pod moje usta, domaga się spełnienia. Z cipki na twarz wylewa się moja sperma. Korzystają z tego Tania z Nadią. Teraz przysysam się do cipki Nicole, musze się okazać godnym jej talentu. Nadia i Tania najadłszy się mojej spermy przytulają się do moich boków, jedna obserwuje taniec na rurze Ludivine, druga zagląda Nicole w krocze, patrzy z odległości kilkunastu centymetrów, jak ją liżę. Teraz to już muszę się wznieść na wyżyny artyzmu. Wkładam Nicole palec w cipę, zgarniam, ile się da lepkiej wilgoci i zaczynam pieścić słoneczko, jeszcze parę razy dobieram tej rozkosznej wydzieliny, w końcu mój palec wchodzi gładko w dupkę, masuję jej teraz dziurkę od środka. Językiem dokonuję cudów w cipie. To liżę szeroko, to pieprzę głęboko, to pieszczę łechtaczkę delikatnie jak motylek swoim skrzydełkiem. Na efekty nie trzeba długo czekać, pipka Nicole zrywa się do lotu. Mam ją jednak na uwięzi, więc tylko bezradnie wiję się nade mną. Nicole piszczy jak myszka, poczym bezwładnie na mnie opada.

    – A niech cię, wykończyłeś mnie!

    – Po tym, czego dokonywała twoja norka, musiałem się jakoś zrewanżować!

    – I teraz będziemy mogli sobie tylko popatrzeć. Rozglądamy się, wokół orgia trwa w najlepsze.

    – Wygodnie wam, dziewczęta? Cztery wyruchane przeze mnie panienki układają się wygodnie, trochę mnie przygniatają, dwie mam po bokach, obejmują udami moje nogi, dwie właściwie leżą na mnie. Ale co tam, może mi niewygodnie, ale na pewno przyjemnie. A rozchichotane panienki tak się do mnie tulą….

    – Wy zawsze takie wesołe jesteście? – pytam Tanię. – Bo przyznaję, lubię takie wesołe dziewczęta. Chichoczące między sobą, chichoczące na widok mojego sterczącego kutasa i chichoczące, gdy je pierdolę.

    – Ostatnio raczej nie było nam do śmiechu…

    – No tak, przepraszam, to było głupie pytanie.

    – I teraz odreagowujemy, dopadła na taka głupawka – dopowiada Tania. – I nie przepraszaj, jest cudownie. I już nic nie mów.

    I odnajduje w ciemności me usta. I liże się ze mną i chichocze na zmianę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Wycieczka Szkolna czesc 1

    Hej nazywam się Julia. Jestem świeżo upieczoną nauczycielką angielskiego. Dostałam pracę w szkole pod koniec roku szkolnego. Nauczycielka miała jakiś wypadek i zatrudnili mnie miesiąc przed końcem roku. Jakieś dwa tygodnie przed zakończeniem roku prawie całe gimnazjum miało jechać na wycieczkę szkolną.
    Każdy nauczyciel dostał inną grupę do pilnowania. Ja dostałam 2C. Było tam mało osób, czterech chłopaków i parę dziewczyn. Z powodu, że było naprawdę gorąco, nałożyłam sukienkę z dużym dekoltem. Na co dzień nie miałam lekcji z tą grupą, więc w drodze do hotelu postanowiłam ich poznać. Siedzieli na końcu autobusu i
    grali w karty. Patrzyłam na chwilę, jak grają. Zobaczył to jeden z nich.
    -Chce pani zagrać?-Zapytał Marek
    -Mogę.
    Podeszłam i usiadłam. Zaczęliśmy grać. Po paru rozdaniach zobaczyłam ze chłopcy dziwnie się na mnie patrzą jak kładę karty. Autobus zatrzymał się, wiec pomyślałam, że pójdę do ubikacji. Kiedy chciałam umyć ręce, zrozumiałam, dlaczego chłopcy tak dziwnie się patrzyli. Kiedy się schylałam, było widać cały mój biust. Dobrze, że miałam stanik.
    Resztę drogi przespałam. Obudziłam się, kiedy byliśmy już na miejscu. Rozpakowałam się i że było już po 22, postanowiłam, że położę się spać. Sypiam nago, więc rozebrałam się
    i położyłam. Z pokoju obok dobiegały głośne śmiechy i hałasy. Nałożyłam koszulę nocną. Sięgała do połowy uda i miała duży dekolt. Nałożyłam na nią szlafrok i poszłam
    do chłopców. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Grali w karty.
    -Co wy robicie?
    -Gramy proszę pani
    -O tej godzinie?
    -Nie chce nam się spać to, co mamy robić? Może chce pani zagrać z nami?
    W sumie to i tak nie chciało mi się spać, a ktoś musiał ich popilnować.
    -Mogę z wami pograć, ale musicie być ciszej.
    Po paru rozdaniach poczułam, że mi gorąco więc zdjęłam szlafrok i usiadłam po turecku. W tym momencie chłopcy dziwnie się zachowywali. Ten, co siedział naprzeciw mnie,
    wychodził do łazienki, a na jego miejsce wskakiwał następny. Kiedy tamten wracał, następny szedł i tak w kółko. Dopiero kiedy szedł Rafał, zrozumiałam, o co chodzi.
    Kiedy zobaczyłam jego spodnie z ogromnym wybrzuszeniem. Siedząc po turecku, pokazywałam im całą swoją cipkę, a kiedy schylałam się, żeby położyć karty, pokazywałam cycuszki. Postanowiłam, że już pójdę.
    -Chłopcy ja już pójdę
    -Niech pani jeszcze zostanie jeszcze jedno rozdanie.
    -Dobrze, ale tylko jedno
    -Chce pani może soku?-Zapytał Marcin
    -Chętnie
    Napiłam się. Było dobre, ale na pewno miało alkohol. Wypiłam pół szklanki i znowu miałam pełną. Chłopcy dolewali mi, kiedy nie patrzyłam. Paweł już spał od godziny, kiedy postanowiłam, że już muszę iść. Było już po pierwszej. Kiedy wstałam, nogi mi się zachwiały i upadłam. Chłopcy pomogli mi wstać.
    -Może niech się pani położy u nasz.
    -I tak nie dam rady iść do siebie- powiedziałam -Ale wy macie tylko cztery śpiwory.
    -Niech się pani położy u Pawła. On już śpi, a ma bardzo twardy sen. Wypity alkohol wziął górę i się zgodziłam. Chłopcy zgasili światło i zasłonili okna. Było naprawdę ciemno. Wczołgałam się do śpiworku Pawła. Kiedy wchodziłam, poczułam, że koszula nocna mi się podwinęła. Chciałam ją poprawić. Przez przypadek przejechałam po pośladku Pawła. Poczułam, że jest całkiem nagi. Przestraszyłam się i chciałam iść do siebie, ale on się wtedy obrócił i ręką złapał mnie za pierś. Dalej spał i macał moją pierś. Kawałek pod tyłkiem poczułam jego penisa. Zaczął nacierać na moje uda.
    Żeby się nie obudził, rozchyliłam trochę uda, a jego penis, wślizgną się między nie. Był naprawdę wielki. Czubek wystawał za moje uda. Wtedy poczułam, że zaczyna ruszać biodrami. Ugniatał moją pierś i ruchał mnie w uda. Było to bardzo podniecające. Sprawiało mi t taką rokosz, że postanowiłam, że poczekam, aż skończy.
    Po pięciu minutach wystrzelił, zalewając śpiwór moją koszulę i uda. Trochę już mi przeszło więc wyszłam i pocichł, poszłam do siebie. Rozebrałam się, położyłam się spać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    szasa nowak