Blog

  • Maturzystka – 1.

    Część 1.

    Tata nie chciał już dłużej dojeżdżać do pracy w Warszawie i w końcu przeprowadziliśmy się. Po prawie rocznych staraniach rodzice kupili 4-pokojowe mieszkanie. Sporo musieli dopłacić, bo mieszkaliśmy kawałek od Warszawy i ceny były tam znacznie niższe, ale nie narzekali. Mieszkanie było nieco większe od dotychczasowego. Tata chciał tej przeprowadzki, bo wiązało się to z jego awansem i ze znaczną podwyżką. Rodzice liczyli się z dodatkowymi kosztami. Jednak przede wszystkim cieszyli się. Ja też.

    Mam na imię Grażyna, jestem jedynaczką. Szatynka, noszę proste włosy, prawie do ramion. Na ogół czeszę się z przedziałkiem i grzywką na prawą stronę. Jestem szczupła, ale nie chuda. Ładny, dość duży biust, miseczka C, ale noszę miękkie staniki, więc tego aż tak nie widać. Nie założę push-up. Potrafię inaczej przyciągać chłopaków. Chodzę do ostatniej klasy liceum, dobrze uczę się, więc nie obawiałam się przenosin do nowej szkoły w stolicy. Raczej byłam podekscytowana. Rodzice obiecali mi, że będę mogła chodzić na dodatkowy angielski. W moim miasteczku zostawiałam kilka koleżanek, ale jakoś specjalnie nie martwiłam się. Mamy tyle możliwości kontaktu. Ale przez pierwsze dwa tygodnie żadna nie zadzwoniła… Dopiero, kiedy ja zatelefonowałam do jednej z nich, Roksany, porozmawiałyśmy trochę. Chyba dawne koleżanki zazdrościły mi. Obiecałam Roksanie, że zaproszę do siebie, kiedy sama lepiej poznam miasto. Cieszyłam się z wyjazdu, bo zostawiałam też byłego chłopaka, o którym chciałam zapomnieć. Jak najszybciej.   

    Co prawda klucze do nowego mieszkania odebraliśmy już w październiku, ale rodzice chcieli „sezonować” mieszkanie chociaż przez kilka miesięcy. Dlatego lipiec i jeszcze dwa kolejne miesiące następnego roku upłynęły na remoncie. Przeprowadziliśmy się dopiero w połowie października. Rodzice nie brali kredytu, więc mogli pozwolić sobie na takie wyczekiwanie. Było naprawdę ładnie wykończone. Tata dobrze zarabiał, ale w stolicy mama jednak zdecydowała się podjąć pracę. Tata nie był zadowolony, mama z kolei bardzo, bo wreszcie wróciła do pracy i mieliśmy więcej pieniędzy, chociaż przy cenach w stolicy to nie było aż tak odczuwalne. Kiedy powiedziałam, że w następne lato też chcę pracować, tylko z rezygnacją machnął rękoma. Uznałam to za zgodę na moją pracę.

    Przypadkowo poznałam Olę, dziewczynę z piętra niżej w naszym bloku i czasami odwiedzałyśmy się. Miałam pierwszą koleżankę.

    *

    W drugiej połowie października pojawiłam się w nowym liceum. I nie znalazłam żadnej koleżanki…

    Wychowawczyni weszła ze mną na pierwszą lekcję, przedstawiła mnie, powiedziała, skąd jestem i prosiła, żeby klasa życzliwie mnie przyjęła. Któryś z chłopaków rzucił jakimś dwuznacznym tekstem, inni wybuchli śmiechem, speszyłam się, wychowawczyni usadziła chłopaka eleganckim, ale zgryźliwym komentarzem i kiedy uspokoili się, wyszła.

    *

    – Niezła laska – stwierdził Marek, brunet z ostatniej ławki, patrząc w przestrzeń.

    – Ruchałbym – westchnął jego kolega, Adam, szatyn o atletycznej sylwetce.

    – Czekaj, czekaj, będzie kolejka. Założysz się? – uśmiechnął się Marek.

    – Czyli? – Adam wolniej kojarzył.

    – Hm, dziewczyny też będą chciały się zabawić. Od razu widać, że jest z prowincji, więc najpierw trzeba ją oswoić. A to trochę potrwa. Ale ty chyba masz inne opcje, co? – Marek spojrzał na kolegę.

    – No, taaak, ale chciałbym tę – niechętnie przyznał Adam.

    – Spoko, jeszcze nam się znudzi. Możesz mi wierzyć – uspokoił go Marek.

    *

    Na przerwie podeszło do mnie kilka dziewczyn, przedstawiły się, pogadały chwilę i poszły sobie. Spotkałam Olę. Codziennie widywałyśmy się na przerwach i zamieniałyśmy kilka zdań. Domyślałam się, że zamieszkiwanie w małym miasteczku to może być powód ostracyzmu w Warszawie, ale tym się nie przejmowałam. Do liceum chodzę, żeby uczyć się, za rok matura i więcej tych ludzi pewnie nie spotkam. Przeżyję… 🙂

    Po upływie tygodnia nadal stałam sama na przerwach. Już przyzwyczaiłam się do tego. Ojciec zaprosił kilku pracowników z firmy do nas. Pojawili się z żonami. Ja miałam siedzieć w swoim pokoju. Nawet mi to odpowiadało. Słuchanie staruchów specjalnie mnie nie ekscytowało. Jednak jedna z par przyszła ze swoją córką, Patrycją. Nie pytałam ojca, kim są jej rodzice, ale dziewczyna przesiedziała ze mną bite cztery godziny! Miałam „koleżankę”!

    *

    Jednak w szkole nie wiodło mi się tak, jakbym sobie życzyła. Wyraźnie moje małomiasteczkowe pochodzenie spowodowało niechęć innych do mnie. Jakieś dziewczyny siedziały ze mną na lekcjach w ławce, ale na tym kończył się kontakt z nimi. Nie paliłam, alkohol i narkotyki mnie nie kręciły, na imprezy mnie nie zapraszali, a żebrać nie będę, więc samotnie trwałam na przerwach.

    W drugim tygodniu podeszła do mnie dziewczyna, która wyróżniała się na tle koleżanek w klasie – Ewa. Wysoka, szczupła, biuściasta brunetka. Już zauważyłam, że miała posłuch wśród innych i stałą grupę koleżanek. Rozmawiałyśmy dłuższą chwilę. Zaproponowała wyjście na papierosa. Odmówiłam i podziękowałam. Uśmiech zgasł na jej ustach.

    – Mnie się nie odmawia. Idziemy! – była uparta. Słyszałam złość w jej głosie.

    – Mnie się nie chce palić. W ogóle nie palę – wyjaśniłam spokojnym tonem. Patrzyłam na nią pogodnym wzrokiem. Nie miałam ochoty na jakiś idiotyczny spór, ale czułam, że rozmowa zmierza w złym kierunku. – Idę do sklepiku. Na razie – wolałam zniknąć, niż kłócić się z nią.

    – Jeszcze zobaczymy się – powiedziała złowrogim tonem. Zabrzmiało to jak groźba.

    Kiedy skręcałam za róg korytarza, kątem oka zauważyłam jeszcze jak poddenerwowana rozmawia ze swoimi koleżankami. Hm, z mowy ciała i drobnych gestów wynikało, że jest wściekła. Uśmiechnęłam się. W końcu ktoś dziewczynie dał nauczkę. Reszta dnia minęła bez zakłóceń. Po lekcjach wracałam stałą trasą do domu. W parku usiadłam na ławce. Było ładnie, ciepło, poczytałam sobie książkę. Przejrzałam wiadomości na komórce. Potem wiadomości z kraju i ze świata. Łoł, szok! Nie było nic o Ewie!

    *

    Kolejny dzień w szkole też minął bez niespodzianek. Po ostatniej lekcji spokojnie schodziłam do szatni.

    Kiedy mijałam naszą łazienkę, przechodziły obok mnie dwie dziewczyny z paczki Ewy: Paulina i Bogusia. Ciemna blondynka, Bogusia, miała tendencję do tycia, więc ciągle odchudzała się. Przy kości, ze sporym biustem. Uśmiechnęły się do mnie. Zrewanżowałam się. I wtedy nieoczekiwanie właśnie ona gwałtownie pchnęła mnie w drzwi łazienki! Zaskoczona, nie byłam w stanie szybko zareagować. Siłą rozpędu uderzyłam w przymknięte drzwi i wpadłam do łazienki. Paulina wpadła tuż za mną, zamknęła drzwi i stanęła przy nich. Już nie uśmiechała się. Ręce założyła na piersi. Blondynka, nosiła proste włosy do ramion, wysoka, wysportowana, trenowała piłkę ręczną. Miła dla wszystkich, miała dobre stopnie, cieszyła się sporym zainteresowaniem chłopaków. Lubiana przez nauczycieli i dziewczyny. Przeze mnie już nie.  

    Stałam na środku łazienki. Rozejrzałam się. Gruba Wanda, brunetka o krótko przystrzyżonych włosach, żuła gumę, dwie pozostałe dziewczyny, Alicja i Monika, stanęły przy mnie. Przy ścianie stała Ewa. Towarzyszyła jej Kamila. Drobna, energiczna, zawsze w okularach, niska szatynka, z włosami w „koński ogon”. Takie metr pięćdziesiąt w kapeluszu i na rowerze. Kiedy pedałuje na stojąco… Zaczepna, złośliwa. I żywa jak uciekający zajączek ze sraczką. Może dlatego, że była najniższa w klasie i drobnej budowy to agresją próbowała kompensować niedobór wzrostu. Jedyna, która w tej chwili „chodziła” w miejscu.  

    Od ściany leniwie oderwała się Ewa i podeszła do mnie. Wszystkiego, trzy kroki. Milczała i patrzyła mi w oczy. Jej twarz od mojej dzieliły centymetry. Czułam „woń” papierosów.

    – O co chodzi? – byłam zdenerwowana ich zachowaniem.

    – Mnie się nie odmawia – rzekła z lekkim uśmiechem.

    Nie miałam ochoty dłużej tutaj sterczeć.

    – Chcę wyjść!

    – A ktoś ciebie zatrzymuje? – uśmiechnęła się rozbawiona moim zdenerwowaniem, ale nie ruszyła się z miejsca.

    Minęłam ją i poszłam do drzwi. Trochę uspokoiłam się. Chwyciłam klamkę, nacisnęłam, poczułam lekki opór i pociągnęłam. Stawiały opór. Pociągnęłam mocniej i… Nic się nie zmieniło. Odwróciłam się:  

    – Chcę wyjść!

    – Przecież ja ciebie nie trzymam – Ewa nadal uśmiechała się. Inne dziewczyny milczały, ale też były rozbawione moją reakcją.

    – Ale nie mogę wyjść! Ktoś blokuje drzwi!

    Wanda podeszła do mnie energicznym krokiem. Bez słowa stanęła obok.

    – Nadal nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego – uśmiech nie schodził z ust Ewy. – Ale skoro tu tkwisz, to dokończymy naszą rozmowę.

    *

    Nieoczekiwanie Paulina pchnęła mnie. Zatrzymałam się po dwóch krokach i wściekła odwróciłam do niej. Zbliżyła się, ponownie pchnęła mnie, tym razem uderzając w pierś. Cofnęłam się dwa kroki i wtedy Ewa uderzyła mnie w plecy. Mocno. Odwróciłam się gwałtownie:

    – Czego?!

    – Nie lubię, kiedy ktoś stoi plecami do mnie. Nikomu nie wolno. Nigdy! Zapamiętasz? – uśmiech ulotnił się. Była bardzo poważna.

    Chciałam coś powiedzieć, ale Wanda chwyciła mnie za kark. Była gruba, ale też bardzo silna. Właśnie to udowadniała.

    – Uklęknij – nawet nie musiała krzyczeć. Ból był wystarczający.

    – Co?! Odczep się! – wystękałam, pokonując ból.

    Nacisnęła mocniej. Coś tam krzyknęłam, nie radząc sobie z bólem i w końcu, zmuszona mocniejszym uciskiem na kark, uklękłam.

    – Ewa, przyjebać jej? – kątem oka widziałam jak Kamila podniosła pięść. Prawie skakała nade mną. Ewa machnęła dłonią w jej kierunku jak macha się na uporczywą muchę.

    – Teraz rozumiesz? Dotarło? – Ewa nachyliła się nade mną. – Zapamiętaj: Masz MNIE słuchać. W tej klasie JA decyduję, co będziesz robić. – Patrzyła na mnie z ironicznym uśmiechem: – A może chcesz przenieść się do innej klasy? Może poskarżysz się rodzicom albo dyrektorowi? Spróbuj, ale dopiero wtedy poznasz nasze możliwości. Prawda, dziewczyny?  

    W odpowiedzi wszystkie energicznie i ze śmiechem potakiwały, potwierdzając chęć udowodnienia, na co je stać. Kamila pohukiwała. Wręcz wyczuwało się, jak bardzo czują się pewne swojej przewagi nade mną.

    – Wanda! – Ewa wyprostowała się i uśmiechnęła.

    Wywołana dziewczyna poluźniła ucisk. Ból zmniejszył się. Wstałam. Wściekła spojrzałam na Ewę. Alicja i Monika podeszły i stanęły przy Ewie.

    – Co ty sobie wyobrażasz?! – dłonie zacisnęłam w pięści.

    – Majtki – cicho powiedziała Ewa, ale rozkazującym tonem.

    – Co?!

    – Majtki! – powtórzyła. – Ściągaj majtki.

    – Ty… Ty! Ty chyba zgłupiałaś! – zabrakło mi słów.

    – Wanda! – Ewa wyglądała na znużoną tym dialogiem.

    Wanda puściła mój kark.

    – No! Nareszcie! – pomyślałam z ulgą. Za wcześnie.  

    Wanda chwyciła mnie za rękę i wykręciła. Nie zdążyłam zareagować. Ale ból! Chwilę później stałam pochylona do przodu. Próbowałam kopnąć ją, ale mocniej wykręciła mi rękę, krzyknęłam z bólu i pochyliłam się jeszcze niżej. Żadnej reakcji.

    – Grażynko, ściągaj majtki! To ostatnie polecenie – ostrzegła mnie Ewa. Była poważna, chociaż po jej ustach błąkał się uśmiech. Wiedziała, że ma przewagę i delektowała się swoją „siłą”.

    – Wal się! Chcę stąd wyjść!

    W odpowiedzi Ala chwyciła mnie za drugą rękę i też wykręciła. I zablokowała nogę. Zaskoczyła mnie. Monika zablokowała drugą nogę i sięgnęła pod spódniczkę. Patrzyła mi w oczy i uśmiechała się prowokacyjnie. Paulina zaczęła nagrywać „zabawę” komórką i robić zdjęcia.

    – Zabierz łapy! – wrzasnęłam.

    Wtedy Ewa dłonią zatkała mi usta. Równocześnie Wanda chwyciła mnie za kark. Monika uśmiechając się, mruczała jakiś utwór, poruszała biodrami jak w tańcu i powoli ściągała mi majtki. Czułam jej dłonie na moim ciele. Bawiła się sytuacją, świadomie przedłużała ją, widząc moje grymasy. Pozostałe chichotały. W końcu moje majteczki znalazły się na wysokości kolan. Zrobiłam, co mogłam, więc stanęłam w szerokim rozkroku. Przynajmniej tyle. Powoli słabłam, a dziewczyny mocno trzymały mnie za ręce. Na koniec Monika zrolowała przód spódniczki i wetknęła za pas. To samo Kamila zrobiła z jej tyłem i odskoczyła.

    Monika, widząc mój opór, wzruszyła ramionami i poszła do swojego plecaka. Coś wyjęła, odwróciła się i po chwili stanęła przede mną. Z triumfalnym uśmiechem szczęknęła nożyczkami, dosłownie przed moim nosem, i pochyliła się. Czułam zimno metalu, kiedy powoli głaskała nożyczkami moje krocze. Zawadziła o łechtaczkę. I jeszcze raz. Szukała wejścia do pochwy! Odpychała wargi sromowe. Cofnęłam biodra, ale to niczego nie zmieniło. Dziewczyny obserwowały moje reakcje i znowu chichotały.

    Ewa obserwowała mnie z pogodnym wyrazem twarzy. Moje wrzaski na pewno nie wydostały się poza drzwi łazienki. W końcu Monika przecięła majtki, wyprostowała się i rozbawiona pomachała nimi przed moim nosem. Wreszcie Ewa cofnęła dłoń. Zachłannie zaczerpnęłam powietrza i w tym momencie Monika szybko wsunęła mi uchwyt nożyczek w usta i przekręciła go. Musiałam szerzej otworzyć usta, a Monika już wpychała do nich majtki. Wanda mocniej ścisnęła mi kark, a Ala chwyciła za włosy. Z bólu aż uniosłam ramiona. Nie mogłam ruszyć głową, nie prowokując jeszcze bardziej bolesnej dla mnie reakcji dziewczyn. Lekkie uciśnięcie wykręconej ręki i wyłabym z bólu. Wiedziały o tym. Byłam bezradna. Czułam jak zbiera mi się na płacz.

    Monika skończyła upychanie knebla. Teatralnym gestem rozpostarła ręce, odsuwając się ode mnie z głośnym:

    Voilà, panienki!

    Dziewczyny po raz pierwszy zobaczyły mnie półnagą i głośno zaczęły żartować. Komentowały moją fryzurkę, obfite wargi sromowe, opaleniznę. Kamila gwizdała, któraś klaskała, wszystkie śmiały się. No, ubaw po pachy…

    *

    – Teraz dotarło, że masz być posłuszna? – Ewa znowu łagodnie uśmiechała się. Sięgnęła do mojego krocza i macała mnie. Palcem wodziła po łechtaczce. Potem palce wśliznęły się do pochwy. Cały czas z uśmiechem patrzyła mi w oczy. Dziewczyny parsknęły śmiechem.

    Nie zareagowałam. Nie chciałam dać jej satysfakcji. Jej uśmiech budził we mnie tylko wściekłość. Gdybym w tej chwili zdołała wyswobodzić ręce, to pobiłabym wszystkie. Nic by mnie nie zatrzymało!

    – Kami, sprawdź ją od tyłu! – Ewa wydała polecenie, nie odrywając wzroku od moich oczu. Ciągle uśmiechała się. Też twardo gapiłam się w jej oczy. I wtedy poczułam jak Kamila wtyka palec w moją pupę! Zaczęłam szarpać ciałem! Na próżno. Dziewczyny trzymały mnie, wykręcały mocniej ręce, a Kamila coraz głębiej wtykała palec do odbytu. Czułam, że jest pokryty żelem. Była przygotowana! Czyli wszystko zaplanowały! Kiedy wreszcie wetknęła cały palec, wycofała go.

    – Nareszcie! – odetchnęłam z ulgą i nieco rozluźniłam mięśnie. Uznałam, że to koniec. Odprężałam się. Opuściłam głowę.

    Kamila od razu wepchnęła dwa palce! Z uporem wsuwała coraz głębiej. Aż do ich nasady. Potem dość płynnie wycofała je, a potem… Och! Potem zaczęła nimi poruszać. Tam i z powrotem!  Tam i z powrotem. Tam i z powrotem… Przymknęłam oczy.  

    – No, laski! Grażynka odbywa pierwszy bezpieczny stosunek! Trzeba to będzie uczcić! – Ewa uśmiechała się. Dziewczyny wybuchły śmiechem. Któraś klaskała.

    – To może płukanka albo nurkowanie w muszli? – rzuciła zasapana Kamila. Wyraźnie była podniecona moim cierpieniem. Miała ochotę na znacznie więcej.

    Co za obrzydliwy pomysł! Wzdrygnęłam się. Spojrzałam na Ewę. Byłam przerażona! Moja reakcja rozbawiła wszystkie. Kolejny, znacznie głośniejszy, wybuch śmiechu. Ból wykręconych rąk nie pozwalał mi na szarpaninę. I tak nic by nie dała. Z bezsilności łzy płynęły mi po policzkach.

    – Jutro przyjdziesz do szkoły bez majteczek i w spódniczce. Wejdziesz do szatni, a Wanda sprawdzi, czy wykonałaś polecenie. I nie próbuj kombinować! Rozumiesz? – Ewa głęboko wsuwała palce do pochwy i bawiła się moim przerażeniem.

    Nie zwracałam uwagi na to, że posuwa mnie palcami. Bez sprzeciwu pokiwałam głową. Nie chciałam prowokować kolejnego ataku.

    Ewa wyjęła palce z pochwy, zbliżyła do swoich ust… i uświadomiła sobie, co robi. Dotknęła więc mojego policzka i o niego wytarła śluz. Wtedy Kamila swoje palce wytarła o mój pośladek, dała mi solidnego klapsa, poprawiła w drugi pośladek i poszła umyć ręce.

    – No i co zrobiłaś? – zareagowała Ewa, widząc Kamilę namydlającą dłonie. – Trzeba było dać Grażynce. Chętnie wylizałabyś, prawda? – spojrzała na mnie z ironią.

    – Och! – Kamila wyglądała na rozczarowaną. – To może jeszcze raz ją zerżnę? – już była gotowa do powtórki. Aż przebierała nogami.

    Milczałam. Jakakolwiek odpowiedź, reakcja i tak byłaby pretekstem do dalszego znęcania się nade mną.

    – Innym razem – burknęła Ewa i rozpięła guzik mojej bluzki. Potem drugi. I jeszcze jeden. Powoli powiększała dekolt i uśmiechała się, patrząc mi w twarz. Szarpałam się bez skutku.  

    – Spoko, mała – zamruczała. – Zobaczymy, co tutaj chowasz. Chyba nie masz tajemnic przed nami?

    Dziewczyny były rozbawione. Ewa, widząc, że szarpię się coraz intensywniej, w końcu zanurzyła dłoń w stanik i chwyciła pierś. Mocno trzymała, więc znieruchomiałam.

    – Oo, fajne! Laski, ona ma niezłe cycuszki! Warto by obejrzeć dokładnie, co?

    Wrzeszczałam, na ile potrafiłam i szamotałam się tak, że dziewczyny miały coraz większe kłopoty z utrzymaniem mnie. Ewa patrzyła w mój dekolt, trzymała pierś i wyraźnie bawiła się moim zdenerwowaniem.

    – Ewa, bo ta cipa zaraz… – wystękała Ala, mocując się z moją ręką.

    Ewa spojrzała na nią i spoważniała. Mocniej ścisnęła moją pierś, westchnęła i wycofała dłoń.

    – No, trudno. Odłóżmy tę zabawę na później – uśmiechała się prowokacyjnie i wierzchem dłoni pocierała brodawki przez bluzkę. – Nie martw się. Jeszcze znajdziemy okazję do zabawy – szepnęła mi do ucha, liznęła językiem i władczym gestem poklepała po policzku. Pewność siebie wręcz biła od niej. – Fajnie, że jesteś taka żywiołowa.

    Zlekceważyłam to. To był mój błąd, ale nie potrafiłam wszystkiego przewidzieć.

    Paulina wyłączyła komórkę. Ona i Ewa zabrały swoje rzeczy, podeszły do drzwi i zapukały dwa razy. Drzwi otworzyły się. Wyszły. Alicja z Moniką pchnęły mnie na ścianę, podniosły swoje torby i wyszły razem z Kamilą. Wanda, wychodząc, zmierzyła mnie wzrokiem i zamknęła drzwi.

    *

    Nie ruszyłam się z miejsca. Wyszarpnęłam majtki z ust. Były mokre od śliny. Stałam oparta o ścianę i płakałam. Zmęczyłam się mocowaniem z dziewczynami. Byłam spocona. Wzięłam kilka papierowych ręczników i wytarłam się. Kiedy wreszcie jako tako doszłam do siebie, obmyłam twarz, ręce, papierowymi ręcznikami wytarłam łzy, a szminką lekko pomalowałam usta, żeby choć trochę zatuszować zaczerwienienie policzków i ślady płaczu. Przesiedziałam na korytarzu jeszcze kilkanaście minut nad książką. Musiałam ochłonąć. Gdyby ktoś mnie zobaczył, byłby pewien, że przygotowuję się do zajęć albo na kogoś czekam. Miałam trochę czasu, żeby wszystko przemyśleć. Niepokoiłam się nagrywaniem tego zajścia na komórkę. Po co to zrobiły? I jak zamierzają wykorzystać ten film?

    Poszłam do szatni, zabrałam kurtkę i wyszłam ze szkoły. Aż wzdrygnęłam się. „Gruba” czekała przy schodach. Na mnie! Udałam, że jej nie widzę, ale dziewczyna dogoniła mnie.  

    – Mam ci przypomnieć: jutro masz przyjść do szatni bez majtek i w spódniczce! Przed lekcjami – wysapała i zawróciła.

    Po drodze wrzuciłam pocięte majteczki do pojemnika na śmieci. Czułam się strasznie, idąc do domu w spódniczce i bez majtek. Miałam wrażenie, że każdy mi się przygląda i próbuje zajrzeć pod spódniczkę, bo wie, że nie mam majtek.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Krzysiek i Kinga – Wstep

    Jestem Krzysiek, niedawno skończyłem 16 lat. Jestem szczupłym chłopakiem średniego wzrostu (kilka cm poniżej średniej krajowej) i mam ciemne, krótkie włosy.
    Moja dziewczyna Kinga jest ode mnie nieco wyższa. Jest w moim wieku (tak właściwie jest pół roku starsza, ale rocznik ten sam). Ma długie blond włosy i talię klepsydry.
    Poznaliśmy się w wieku 12 lat na jakimś obozie. Dużo ze sobą wtedy nie rozmawialiśmy, toteż nie utrzymywaliśmy kontaktu. Zmieniło się to na imprezie zorganizowanej przez wspólnego znajomego. Trafiliśmy tam na siebie i oboje wiedzieliśmy, że skądś się znamy, wiec zaczęliśmy o tym rozmawiać.
    Po mniej więcej dwóch godzinach ciągłej rozmowy, przerywanej kolejnymi kolejkami (piła głównie Kinga), blondynka postanowiła mnie gdzieś zabrać. Z początku nie wiedziałem, co planowała, kiedy ciągnęła mnie na piętro, ale gdy weszliśmy do sypialni, wszystko stało się jasne. Kinga szybko przekręciła klucz w drzwiach i rzuciła mnie na łóżko. Zdjęła białą koszulkę i stanik w tym samym kolorze, zostając w czarnej miniówce i balerinach. Następnie rozpięła mi rozporek, czemu się nie opierałem, nie wiem, czy z zaskoczenia, podniecenia czy od alkoholu.
    Kinga zsunęła mi spodnie razem z bokserkami do kostek i ujęła w swoją delikatną dłoń mojego twardego już penisa. Zaczęła poruszać ręką w górę i w dół, robiła to coraz szybciej i wtedy wystrzeliłem prosto na jej twarz i włosy. Ona oblizała się i zauważyła, że mój członek dalej jest twardy. W tym momencie wstała, ściągnęła czarne, koronkowe majtki zostając w spódnicy, po czym popchnęła mnie tak, bym się położył. Weszła na mnie i- przyciskając swoją cipkę do mojej twarzy- wzięła mojego kutasa do ust.
    W pierwszej chwili nic nie mogłem zrobić, ponieważ uczucie, jakie wywoływał jej język tańczący po czubku mojego penisa, było niesamowite, ale po chwili się jej odwdzięczyłem i zacząłem lizać jej szparkę. Gdy doszedłem po raz drugi, tym razem w jej ustach, ona połknęła wszystko. Chwilę później sama doszła, wyginając się do tyłu.
    Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie w drzwi.
    -Kinga! Jesteś tam?! Telefon zostawiłaś, twoja mama dzwoni!
    Kinga zerwała się, złapała koszulkę i założyła ją na szybko, zanim otworzyła drzwi. Kiedy je uchyliła i sięgnęła po telefon chłopak, który jej go przekazał, wybuchł śmiechem.
    -Zanim mama po ciebie przyjedzie, wytrzyj twarz.
    Kinga szybko zamknęła drzwi. Zarumieniła się i odebrała telefon. Jej mama przyjechała 20 minut później.
    Dzień po imprezie napisała do mnie na fejsie, że nie może przestać o mnie myśleć i że chce się spotkać. Jako że ja też cały czas o niej myślałem, zgodziłem się z jej pomysłem.
    Od tamtego dnia jesteśmy parą. Jednak jest to tylko preludium do wielu innych, znacznie ciekawszych i pełnych seksu historii.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    IGKLWZ
  • Dorotka – Starsza para cz. 2

    Na następny dzień obudziło mnie szarpanie przez Zygmunta, który kazał mi szybko wstawać
    i zobaczyć co się dzieje.  Posłusznie wstałem i podążyłem za gospodarzem. Zaprowadził mnie do garażu gdzie na rozłożonej foli leżała naga moja żona a obok rozbierała się Beata. Po zrzuceniu ciuszków podeszła do mojej żony i położyła się obok. Podszedł do nich Zygmunt i wyciągając fiuta złapał za stópki Doroty złączył je podeszwami i wsadził członka między nie i zaczął je ruchać. Po chwili zmienił partnerkę i zaczął w podobny sposób ruchać stopy swojej żony szybko kończąc zalewając jej paluszki. Dorota przyglądała się wszystkiemu pieszcząc jednocześnie swoją muszelkę. Beata przywołała mnie do siebie i wyciągnęła ospermioną stópkę w moim kierunku rozkazując bym ją wylizał. Odmówiłem. Jednak Dorota kategorycznie zażądała bym to zrobił. Cóż nie mając wyjścia ująłem w dłonie stópkę Beaty, uklęknąłem przed nią i wpakowałem sobie jej paluszki do ust smakując spermę obcego faceta pomieszaną z wonią stópek. W międzyczasie Zygmunt stanął nad głowami pań i walił sobie konia. Sytuacja ta mnie bardzo podnieciła i ze sterczącym członkiem skrupulatnie wylizywałem spermę ze stópki Beaty. Gdy były już czyste wstała i podeszła do głowy Doroty odsuwając na bok męża. Kucnęła nad jej twarzą i najzwyczajniej zaczęła sikać jej na twarz, do ust i  oczu. Moja małżonka nie spodziewała się tego i zaczęła się krztusić moczem Beaty, który wpadł jej do ust. Właścicielka jednak nie przestała i wysiusiała się do końca. Następnie kazała Dorocie wylizać swoją cipkę do czysta. Byłem wściekły widząc moją ukochaną leżącą nago w urynie Beaty. Jednak było w tym coś podniecającego bo mój członek ani na chwilę nie opadł. Starałem taki nagi ze sterczącym fiutem i smakiem spermy z ustach i oglądałem jak moja żonka dwoi się i troi by sprostać rozkazowi swojej partnerki. Bezwiednie chwyciłem ręką swojego członka i zacząłem walić konia co zresztą nie trwało długo bo podniecony szybko się zlałem zalewając brzuch mojej żony. Zygmunt na mnie nakrzyczał i kazał zlizać to co nabrudziłem. Uczyniłem to wylizując swoją spermę wraz ze słonymi siuśkami Beaty. W między czasie nad Dorotą staną Zygmunt i próbował zrobić na jej twarz to co wcześniej uczyniła jego żona. To nie spodobało się Dorocie bo kategorycznie kazała mu przestać. Stwierdził, że niema sprawy ale jak ja mu zrobię loda. Tego ja odmówiłem, a on stwierdził byśmy się zdecydowali co robimy. Dorota popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. Więc co miałem robić uklęknąłem przed Zygmuntem wziąłem jego członka do ręki i wpakowałem go sobie do ust. Dziwnie smakował, był lekko słonawy i ciepły. Zacząłem energicznie poruszać ręką jednocześnie ssąc członka Zygmunta. Musiało mu być dobrze bo po chwili naprężył się a ja poczułem wypływające nasienie wprost do mojej buzi. Po wytrysku gospodarz mnie odepchnął podszedł do Doroty podniósł ją wytarł resztki ze swojego fiuta w jej włosy. Kazał się ubierać i wynosić z ich domu. Cóż było robić szybciutko się ubraliśmy i wyszliśmy żegnani zimnym cześć ze strony Beaty. Wyszliśmy na dwór Dorota z mokrą od siuśków właścicielki głową a ja ze śladami spermy właściciela na twarzy. Troszeczkę się przed domem ogarnęliśmy i udaliśmy się na postój taksówek skąd pojechaliśmy do domu.

    Tak odbyła się drugi dzień spotkania ze starszą parą.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    feetek
  • Niewolnik mojej eks cz.1

    Rozstałem się z moją dziewczyną, Wiktorią jakieś dwa lata temu. Byliśmy młodzi, oboje po 18 lat, zbytniego doświadczenia w związkach nie mieliśmy. Nie udało nam się, jednak oboje wyszliśmy z tego związku z twarzą. Nikt nie obwiniał nikogo za nic. Związek zakończyliśmy po trzech latach rozchodząc się w zgodzie w swoje strony. Wyjechałem do innego miasta za pracą i od momentu rozstania nie gadaliśmy ze sobą ani razu. Tydzień temu jednak skontaktowała się ze mną po raz pierwszy od dwóch lat.

    Wiktoria napisała do mnie na FB. Miała do mnie sprawę i – jak to określiła – byłem ponoć jedyną odpowiednią osobą. Nie sądziłem, żeby chciała wrócić do związku, ponieważ chwilę po naszym rozstaniu, znalazła sobie innego. Zaciekawiła mnie jednak i następnego dnia pojechałem do miasta, w którym obecnie mieszkała. Spotkaliśmy się jednak na neutralnym terytorium – w jednej z kawiarni. Gdy wszedłem do środka, ona już na mnie czekała przy stoliku. Poznała mnie od razu, ponieważ nie zmieniłem się znacznie od tamtego czasu. Ona z kolei jakby wydoroślała. Usiadłem przy stoliku, z którego machała do mnie. Przed sobą miałem obraz pięknej kobiety, z włoskimi rysami twarzy, oczami koloru brąz i ciemnymi, falowanymi włosami sięgającymi do łopatek.

    Zamieniliśmy parę słówek, po czym zamówiliśmy po kawie i ciastku. W trakcie oczekiwania na zamówienie mieliśmy okazję opowiedzieć trochę, jak potoczyły się nasze losy po rozstaniu. Wiktoria znalazła innego faceta, z którym czuła się szczęśliwa. Skończyła studia i obecnie pracuje w jednej z dużych firm. Nic ciekawego. W końcu kawa została podana.

    Dalsza rozmowa potoczyła się w kierunku wspomnień o naszym byłym związku. Byłem zaskoczony, że rozmowa o tym, co minęło przyszła nam z taką łatwością. Najwidoczniej oboje całkowicie pogodziliśmy się z tym faktem i nie mieliśmy sobie nic za złe – było, minęło. Nie mieliśmy nawet oporów, żeby powspominać nasze przygody łóżkowe – a trzeba przyznać, że choć w związku nam nie wychodziło, to w łóżku byliśmy partnerami niemal idealnymi – bezpruderyjnie realizowaliśmy nasze fantazje seksualne, nawet te najbardziej perwersyjne. W końcu Wiktoria przyznała się, że w swoim nowym związku brakuje im spełnienia w łóżku i że to właśnie jest powodem naszego spotkania.

    -Ale co ja tutaj mogę zrobić, Wiki? – zapytałem nieco zbity z tropu.

    -Michał… Wiesz, że to, co było już minęło, ale jesteś jedyną osobą, która mogłaby nam pomóc. Ja i mój narzeczony Piotrek, chcielibyśmy zrealizować nasze fantazje . Problem tkwi w tym, że do tego potrzebujemy trzeciej osoby – opowiedziała Wiktoria.

    Serce zabiło mi mocniej. Pomoc w spełnieniu fantazji seksualnych mojej byłej? To brzmiało intrygująco. Chciałem znać więcej szczegółów.

    -Tylko ty jesteś odpowiedni, bo byliśmy ze sobą wcześniej, dobrze znasz mnie i wiesz, co sprawia mi przyjemność. No i poza tym nie chciałabym, żeby tą osobą był jakiś obcy facet.

    -A jaki jest w tym wszystkim haczyk? – zapytałem.

    -Jedynie taki, że nie przewiduję penetracji z twojej strony – zdecydowanie odparła Wiktoria, po czym wstała i wyszła na chwilę do łazienki. Jak się oddalała, patrzyłem na jej ciało i śliczny, zaokrąglony tyłek. Zostałem przez chwilę sam. Zacząłem się zastanawiać, czy powinienem się zgodzić. Miałem pewne wątpliwości. A może ona mnie tylko podpuszcza? Ale skoro tak, to w jakim celu? Chyba nie marnowałaby swojego czasu, gdyby nie mówiła poważnie. Wiktoria wróciła.

    -I jak, zastanowiłeś się? – zapytała.

    -Nadal nie znam szczegółów – odpowiedziałem – chciałbym wiedzieć, na co się piszę.

    -Twoja rola miałaby sprowadzać się do bycia samcem beta. Wiesz, o co chodzi. Chciałbyś „poasystować” podczas naszego seksu?

    -Ach, więc to tak – pomyślałem sobie. Niecodzienna propozycja. Zacząłem stresować się bardziej, co chyba zostało zauważone przez nią.

    -Jakby co, nie naciskam. W każdym razie… Przemyśl to i daj mi znać w ciągu paru dni. W razie czego, gdyby nam wszystkim się spodobało to moglibyśmy nawiązać dłuższą „współpracę” – to mówiąc wzięła swoją torebkę i zaczęła szykować się do wyjścia.

    -Ja już muszę spadać, bo mam jeszcze spotkanie służbowe z pracy za godzinę.

    ***

    Minęły dwa dni od tamtego spotkania. Długo myślałem o tym. Po zobaczeniu Wiktorii przypominały mi się wszystkie te rzeczy, jakie robiliśmy w łóżku. Nie mogłem zaprzeczyć, że nadal strasznie mnie ona podniecała. Wizja zobaczenia ponownie nagiego, pięknego ciała Wiktorii powodowała, że w moich majtkach robiło się twardo. Nie byłem do końca pewien, co konkretnie miałbym robić, ale… walić to! Nie zastanawiałem się dłużej. Odpaliłem fejsa, otworzyłem okno rozmowy i wystukałem szybko, póki jeszcze miałem odwagę:

    “ZGADZAM SIĘ”

    Czekałem parę godzin na odpowiedź. W międzyczasie w moim umyśle zaczęły narastać obawy. A co jeśli rozmyśliła się? W końcu jednak usłyszałem dźwięk komunikatora. Serce waliło mi jak szalone. Wiadomość brzmiała:

    -Super! Możemy się spotkać u mnie, kiedy będziesz miał wolny weekend. Kiedy ci pasuje?

    Umówiliśmy się na sobotę wieczór. Pojechałem samochodem w miejsce,  które mi wskazała. Mieszkanie znajdowało się w wysokim bloku, na ósmym piętrze. Wjechałem windą, stanąłem przed drzwiami. Trochę się zestresowałem – nie do końca wiedziałem, co mnie tam czeka. No nic to… raz się żyje. Wziąłem głęboki oddech i zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi Wiktoria i zaprosiła do środka. Wewnątrz, poznałem Piotrka – narzeczonego Wiktorii. Był lepiej zbudowany ode mnie i wyższy. Pasował do niej. Usiedliśmy na kanapie we troje, a gospodarze zaproponowali mi piwo.

    -Dziękuję, jestem samochodem – odmówiłem – ale chętnie napiłbym się kawy. Wiktoria poszła przygotować napoje, a ja w międzyczasie zamieniłem kilka słów z Piotrkiem. Sprawiał wrażenie ekstrawertyka i dobrze mi się z nim gadało. Wiktoria wróciła i rozmawialiśmy jeszcze przez chwile o różnych pierdołach. Dokończyłem picie kawy, a oni dopijali właśnie ostatnie łyki piwa.

    -No więc – zaczęła Wiktoria – Michał, znasz szczegóły naszej współpracy?

    -Tylko to, o czym rozmawialiśmy wcześniej – odpowiedziałem.

    -Dobrze więc, zrobisz mi masaż stóp – odpowiedziała Wiktoria.

    -Masaż stóp? – myślałem sobie – tego się nie spodziewałem.

    -Na co czekasz, dawaj, dawaj – ponagliła, a następnie zdjęła skarpety.

    -Zgodziłeś się na zostanie naszym służącym – wtrącił Piotrek.

    -O tym nie było mowy – próbowałem odmówić.

    -To jest jeden z warunków naszej umowy – tłumaczyła Wiktoria – oj Michasiu, chciałbyś mnie jeszcze kiedyś zobaczyć nago? To zrób mi posłusznie masaż stópek.

    Faktycznie, nie mogłem zaprzeczyć, że strasznie tego chciałem. Postanowiłem wykonać rozkaz. Zapytałem się, jak mam to robić.

    -Możesz uklęknąć na posadzce przed kanapą i masować mi stopy – poinstruowała Wiktoria.

    Zrobiłem, co kazała. Klęknąłem przed moją byłą i wziąłem jej stopę w dłoń. To była dziwna scena. Klęczałem przed nią, uległy, ona mając władzę nade mną kusiła mnie obietnicą zobaczenia jej „w akcji” z innym mężczyzną. Wiktoria była gorącą laską, więc zapewne było warto. Masowałem jej podeszwy, dotykałem jej palców i uciskałem dłońmi jej kobiece stopy. Jednocześnie czułem delikatny, naturalny zapach stóp Wiktorii.

    -Dobrze, a teraz zrób to samo Piotrkowi – powiedziała.

    -Że co proszę? – myślałem sobie w duchu – mam robić masaż stóp jej facetowi? Nie chciałem się jednak narażać i stracić okazji, więc zamiast odmówić, spróbowałem odwrócić uwagę.

    -Może jeszcze chwilę cię pomasuje, Wiki?

    -Nie, starczy już, Piotrek też chce mieć trochę przyjemności – mówiąc to uniosła nogę, przyłożyła stopę do mojego policzka i skierowała mnie delikatnie w stronę Piotrka, który siedział na kanapie obok. Nie miałem wyboru. Zmuszony byłem wymasować stopy i jemu, co zacząłem robić zacisnąwszy zęby. Podczas masowania, moja była zaczęła gładzić dłonią jego krocze. Po chwili rozpięła mu rozporek i wyjęła z jego spodni wielkiego i grubego penisa, który znajdował się już w stanie wzwodu. Wiktoria pochyliła się nad nim i wzięła jego żołędzia do ust, a następnie ssała go powoli. Po chwili przyspieszyła tempa i obciągała mu szybciej, poruszając głową w przód i w tył, obejmując wargami trzon jego penisa, jednocześnie mrucząc seksownie.Od czasu do czasu spoglądała prosto w moje oczy jakby chciała ze mnie zadrwić i powiedzieć: “patrz, co straciłeś”. 

    Widok mojej byłej obciągającej Piotrkowi spowodował wzwód również u mnie. Wiktoria zawsze była dobra w obciąganiu i kolejny raz udowadniała to, robiąc mu laskę jak profesjonalistka.

    Piotrek w końcu przerwał:

    -Dobra, rozbieramy się – powiedział i zwrócił się do mnie – ty również, do naga.

    Wiedziałem, że akcja zaczyna nabierać tempa. Jako posłuszny sługa tej pary musiałem wyskoczyć ze wszystkich ubrań. Początkowo trochę byłem skrępowany, jednak widząc ich ochoczo zdejmujących swoje odzienia i ja się odważyłem. Piotrek już siedział nagi, a Wiktoria właśnie zdejmowała swoje majtki. Rzuciła je na podłogę przede mną.

    -Masz, możesz sobie powąchać, zboczuchu – powiedziała do mnie. Wiedziała, że to lubię, tak samo jak nazywanie siebie „zboczuchem”.

    Cóż innego miałem zrobić? Wiedziałem, że zaraz może rozpocząć się ostra jazda, co jeszcze bardziej napawało mnie niesamowitym podnieceniem.

    -Podnieś je a potem weź krzesło i usiądź przed nami – zrobiłem co nakazała Wiktoria – wziąłem krzesło stojące nieopodal przy ławie i przysunąłem je obok kanapy, tak, żebym mógł usiąść i oglądać całe to przedstawienie.

    -A teraz weź swojego penisa do ręki i powal sobie podczas wąchania moich majtek – powiedziała.

    Wypełniałem jej rozkazy jak posłuszny pies. Podczas, gdy ona nadal ssała mu fiuta, ja przystawiłem jej bieliznę do nosa i zacząłem napawać się zapachem jej brudnych majtek. Były nadal ciepłe od jej ciała, a miejsce, które stykało się z jej intymnymi częściami ciała, pachniało cipką i lekko moczem.

    Wiktoria na chwilę oderwała się od penisa.

    -Lubisz wąchać brudne damskie majtki, co? – powiedziała – no dalej, nie krępuj się.

    Zachęcony, napawałem się dalej słodkim zapachem mojej byłej. Zapachem, który kiedyś miałem na wyłączność i za którym tak bardzo tęskniłem. Trzepałem sobie konia wdychając jej zapach. Widok ten był zapewne żałosny, ale nie mogłem się powstrzymać, by tego nie robić. Przytkałem sobie jej majtki do nosa tak, aby powietrze, które wdycham przechodziło wyłącznie przez te brudne miejsca i trafiały prosto do mojego nosa, porywając ze sobą cały zapach mojej byłej. Zapragnąłem więcej. Przesunąłem nieco miejsce wąchania i teraz napawałem się zapachem jej tyłka. Był średnio intensywny. Oprócz zapachu intymnego potu Wiktorii mogłem poczuć lekki aromat jej kupki.

    Nie przeszkadzał mi on a wręcz przeciwnie, strasznie mnie nakręcał. W końcu Wiktoria wstała i zabrała mi majtki.

    -Oddaj – powiedziała – bo się jeszcze spuścisz. Otwórz usta.

    Zrobiłem co kazała a ona zwinęła majtki w kulkę i wepchała mi je do ust.

    Haha – śmiała się Wiktoria – a teraz musisz wyprać moje brudne gacie w swojej własnej ślinie. Mają być czyściutkie. A i nie możesz teraz dotykać swojego penisa. Nie chcemy, żebyś doszedł zbyt wcześnie. Zabawa dopiero się rozkręca.

    Wiktoria świetnie sprawowała się w roli dominującej kobiety i wiedziała, że to lubię. Trzymałem jej majtki w ustach i czułem, jak zbierająca się ślina nawilża je coraz bardziej.

    To co dzisiaj robimy, Myszko? – zapytał Piotrek Wiktorię.

    Dziś jestem płodna, więc dawaj anala – odpowiedziała, po czym zwróciła się do mnie.

    -Ty masz nawilżyć mój odbyt tak, żeby penis Piotrka dobrze we mnie wchodził. Masz to zrobić własną śliną. Możesz na chwile wypluć moje majtki.

    Od miętoszenia w ustach bielizny Wiktorii, zebrało się w nich wystarczająco śliny, żeby nawilżyć nie jeden, a nawet parę tyłków. Wiki przysuwając swój tyłek na skraj kanapy wypięła go unosząc nogi ku górze i ukazała swój cudowny, smakowity odbyt. 

    Bez większego wachania ukucnąłem przed nimi zbroczyłem ślinę z języka prosto na jej odbyt.

    -Rozsmaruj ten lubrykant dobrze – instruowała.

    Począłem lizać językiem jej odbyt, w którego już wkrótce miał wejść kutas Piotrka. Smak był bardzo podniecający, słodkawy. Trochę jednak smakował jak… cóż… dupa.

    -W środku też – powiedziała.

    Wsunąłem język głębiej w jej odbyt pokrywając go śliną i wewnątrz.

    -Okej, starczy już. – powiedział Piotrek. Jednak zanim wrócisz do prania majtek Wiki w ustach, powinieneś również nawilżyć i mojego penisa. Więc otwórz usta.

    Tego się nie spodziewałem. Piotrek zamierzał włożyć mi kutasa w usta.

    -Nie moglibyśmy użyć zwykłego żelu? – próbowałem ratować się przed skończeniem z jego penisem w buzi. To jednak nic nie dało.

    -Nie możemy. Nie ma teraz na to czasu. No już, otwieraj usta.

    Wiktoria oczywiście stanęła po stronie swojego narzeczonego. Chwyciła mnie za głowę i rozchyliła moje usta siłą. Była dosyć silna. Ja w porównaniu z Piotrkiem, byłem tylko wątłym, bezbronnym chłopakiem. Nie miałem wyboru. Kiedy już trzymała mnie z ustami rozchylonymi siłą nachyliła się nad moją twarzą i splunęła prosto w moje usta.

    -To za karę. Jesteś tutaj i obiecałeś być nam posłuszny, pamiętasz?

    Zanim zdążyłem odpowiedzieć cokolwiek już miałem ogromnego kutasa Piotrka w swoich ustach. 

    To uczucie było dziwne. Chciałem zapaść się pod ziemię. To był pierwszy raz, kiedy posmakowałem męskiego penisa… i zostałem do niego zmuszony. Był ciepły, twardy, wypełniał moją jamę ustną całkowicie. Piotrek posunął nim parę razy moje gardło, lecz ja zaraz dostałem odruchu wymiotnego. Wyjął penisa.

    -Eee… cienias z niego – wymarudził Piotrek – skąd ty go wzięłaś?

    -Nie gadaj, tylko wkładaj, nim wyschnie – powiedziała Wiktoria, po czym dodała – a ty możesz wrócić do prania mojej bielizny.

    Włożyłem sobie jej majtki ponownie do ust, które już dawno przesiąkły smakiem jej starych, zaschniętych soków z cipki. Teraz, oprócz tego czułem również posmak męskiego fiuta.

    Wiktoria dosiadła jego penisa w pozycji na jeźdźca, odwrócona plecami do mnie. Ja, siedząc cały czas na krześle przed nimi, zakneblowany damską bielizną, niemogący nawet zrobić sobie dobrze (bo mi zabroniono), patrzyłem na całe to przedstawienie. Dojeżdżała go niesamowicie. Jej ciało skakało na nim podniecająco. Najpierw powoli jej penis wchodził w nawilżoną przeze mnie dupkę Wiktorii, lecz szybko przyspieszyli tempa. Piotrek postękiwał cicho z podniecenia, a Wiktoria dużo głośniej jęczała z przyjemności. Oglądałem, jak moja była dziewczyna jest ruchana w dupę przez obcego faceta. 

     

    Patrzyłem, jak jego penis znika w jej odbycie i pojawia się z powrotem. Mój drąg stał jak na baczność, bardzo chciałem sobie zwalić na ten widok. Wiktoria na chwilę zsiadł ze swojego konika, podeszła do mnie i wyjęła mi majtki z ust.

    -I jak, podoba ci się? Lubisz na to patrzeć? – zapytała .

    -Bardzo – odpowiedziałem – czy mogę sobie zrobić dobrze?

    -Hmm… jak myślisz, Piotrek? – zapytała.

    -Będzisz mógł sobie zwalić, ale tylko pod jednym warunkiem. – odpowiedział – Wiktoria poda ten warunek.

    -No dobrze, więc… – zaczęła się zastanawiać  – jeśli wyczyścisz mój odbyt po stosunku analnym, pozwolę ci walić sobie konia.

    -Trudna propozycja – myślałem sobie – ale czy nie do takich rzeczy Wiktoria szukała trzeciej osoby? Chciała mieć służącego, który będzie im służył, a jednocześnie którego mogłaby seksualnie poniżyć. Czy byłem do tego idealną osobą? W końcu kiedyś byliśmy razem. Teraz może w końcu mi pokazać: „Patrz, co straciłeś!”. Ach… walić to! Sam tego chciałem godząc się na ten układ.

    -Okej, zgadzam się – wymamrotałem.

    -Haha. Dobrze więc. Powal sobie tego małego konika – zadrwiła ze mnie.

    Wrócła na Piotrka, aby kontynuować ujeżdżanie, tym razem zwrócona twarzą do mnie.

    -No, powal sobie, zboczuchu – drażniła mnie Wiktoria podskakując na penisie Piotrka.

    Zrobiłem, co kazała i jechałem sobie na ręcznym patrząc, jak się grzmocą. Byłem mega podjarany.

    -O tak! – jęczała Wiktoria. Ruchaj mnie w tyłek! – była bardzo podniecona.

    Ruchali się coraz szybciej a ich jęki stawały się coraz szybsze i coraz głośniejsze.

    -O kurwa, zaraz dojdę – wystękał Piotrek i po chwili zaryczał jak zwierze. Jego penis zaczął pulsować pompując spermę w jej odbyt. Widok mojej byłej zalewanej spermą od środka spowodował, że mój kutas również wystrzelił oblepiając mój brzuch nasieniem.

    Hahaha, o tak!- śmiała się Wiktoria. – A teraz to, co obiecałeś, zboczuchu. Chodź tutaj – powiedziała do mnie. Wciąż połączona z penisem Piotrka kazała mi przyklęknąć niedaleko jej odbytu. Piotrek wysunął swojego penisa pozostawiając w miejscu jej odbytu rozepchaną dziurę z której chwilę potem zaczęła wyciekać sperma.

    -No już, dajesz, wyjedz spermę z mojej dupy, zanim wykapie na podłogę.

    Byłem posłuszny jak pies. Zlizałem spermę, która wyciekła z niej, a potem przystąpiłem do czyszczenia językiem jej odbytu. Wylizywałem resztki spermy z jej dupy. W ustach miałem słony smak ciepłego nasienia Piotrka i dupki Witorii.

    -Smakuje ci, co? – zapytała Wiktoria. – Masz wszystko połknąć a potem zadbać, aby mój odbyt był czysty.

    W rzeczywistości, smak był obrzydliwy, jednak byłem tak podniecony, że chciałem lizać jej brudny odbyt. Nie mogłem się  opanować. Lizałem jej dupę jak pies. Po paru minutach była czysta i wylizana do reszty. Wtedy Wiktoria rzekła:

    -Bardzo dobrze. Wygląda na to, że zdałeś test. I co, chciałbyś to robić częściej? Jeśli chcesz, możesz zostać naszym niewolnikiem. Dzisiaj było lekko i przyjemnie, ale nie zawsze tak by było, więc dobrze się zastanów. Masz tydzień na odpowiedź. Teraz możesz iść się umyć i jechać do domu. Napisz do mnie, gdy się zastanowisz.

    ***

    Jechałem do domu. Był już wieczór. W ustach nadal miałem smak ludzkiej spermy. Tak zaczął się kolejny epizod w moim życiu. Zostałem niewolnikiem mojej byłej…

    Ciąg dalszy nastąpi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    JKLPIJK
  • Maturzystka – 2.

    Część 2.

    Po uroczystej kolacji rodziców odbyliśmy krótką rozmowę w kuchni.

    – Fajna dziewczyna? – spytał ojciec, kiedy po pożegnaniu ostatniej pary pomagał mamie zmywać naczynia. Do mnie należało wycieranie.  

    – Taaa, fajna! – pokiwałam głową. Wolałam nie mówić nic więcej.

    – To świetnie, znowu wpadną do nas za dwa tygodnie.

    Nie podzielałam opinii ojca. Jaka ta dziewczyna była głuuupia! Pomijam to, że miała trudności w formułowaniu swoich myśli, jeżeli w ogóle myślała. Niczego nie czytała. No, niczego poza napisami na prezerwatywach. chociaż tego nie byłabym pewna. Jej świat ograniczał się do modeli komórek, samochodów, ciuchów i seksu. Nie chłopaków tylko seksu. Chyba była nadpobudliwa, bo już w po godzinie pochwaliła się, że uprawiała seks również z kobietami. Chociaż do mnie jeszcze się nie kleiła. Wcale tego nie żałowałam. Naprawdę! Cholera!! Przez dwie godziny praktycznie milczałam! „Hm, yhy, no!, ooo, naprawdę?, no popatrz!, co ty nie powiesz?, poważnie?, wiesz…” Tyle zdołałam wydukać, jeżeli zmieściłam się w jej potok słów, a moimi wtrętami nakręcałam ją do dalszego tokowania. Jeszcze zdołałam zabronić jej palenia, kiedy wyjęła paczkę i bez pytania zapaliła zapalniczkę.  

    – W tym domu nie pali się papierosów – wyjaśniłam z grzecznym uśmiechem.

    Spojrzała na mnie jak na ufoludka, ale zaraz rzuciłam głupi tekst, żeby ją uspokoić:

    – Masz fajną bluzkę. Ażurową. Widzę, że stanik też – taki tam sarkazm, żeby zmienić temat. A ona… Kurde, prawie wycałowała mnie!

    – Wiesz, jesteś zajebista! Mnie te ciuchy tak się podobają! A moim starym nie. W ogóle najchętniej do tej bluzki nie ubierałabym stanika. Nawet moje koleżanki nie zauważyły, że ubrałam taki super ciuch. A ty od razu zauważyłaś! Wiesz, co jest na topie. A ja lubię epatować moim ciałem. Czuję się wtedy wyzwolona – wpadła w nowy temat i schowała papierosy.

    – Skąd ona zna takie słowa? – pomyślałam. – Epatuj, epatuj, w końcu znajdziesz odpowiedniego ogiera! – Ale głośno powiedziałam tylko: – No, w każdym razie taka bluzka jest odważna. Prowokująca. Ale bez stanika chyba nie weszłabyś do szkoły? – zauważyłam.

    – No co ty! W życiu! Szkoła to muzeum i zaścianek obyczajowy! Nasza i każda inna. Zatęchłe średniowiecze…

    – Ale gdzieś na imprezę? Domówkę? – podsuwałam pomysły. Trochę bawiłam się jej głupotą, ale wyobrażałam sobie jej piersi przez ten ażur i mnie się podobały.

    – Wiesz, pójdę na jakąś imprezę, ale jak mnie chłopaki zobaczą w takiej bluzce bez stanika, to będą od razu chcieli ruchać, a ja lubię potańczyć. No, i trochę wypić! – pokiwała głową. – Coś wciągnąć… A potem mogą zacząć ruchać! – wybuchła śmiechem.

    Jeszcze tak trajkotała dłuższą chwilę, mając problem, gdzie obnażyć biust, nie narażając się na nachalne propozycje wyruchania, a potem przeszła do innych spraw. Czyli wróciła do seksu. Nie wiem, jak często spółkowała, ale miała obsesję na tym punkcie. No i znalazła słuchaczkę.

    Naprawdę była ładna, zadbana, ale jak tylko otworzyła usta, czar pryskał. Spoko! Zęby też miała wszystkie i jeszcze białe. Ale jej poglądy… Nieco później zorientowałam się, że nie ma sensu spierać się z nią w jakiejkolwiek sprawie. Ona ma rację i koniec! Gorzej, że używała argumentów, jeżeli w ogóle używała, które wypadało skwitować tylko uśmiechem rozbawienia. Według mnie, należała do tych osobników, o których mówi się: „Nie dyskutuj z głupim, bo sprowadzi ciebie do swojego poziomu i pokona doświadczeniem”. Kurde, dziewczyna niczego nie czytała, bo „męczyła się czytaniem”, ale w przyszłym roku ma zdawać maturę. Jakim cudem?! Odpowiedź była jedna – rodzice.

    Miałam nadzieję, że jej rodzice nie będą zbyt często u nas gościć, więc Patrycja zapomni o mnie i skupi się na innych koleżankach ze szkoły, z dzielnicy, z imprez. Ale i tak wyróżniła mnie:

    – Wiesz, jesteś fajna. Jak będę urządzała imprezę, to zaproszę ciebie. Zachowujemy się swobodnie, więc jest wesoło – uśmiechnęła się i mrugnęła dwuznacznie. „Zatańczyła” biodrami, siedząc w fotelu. – Pełny luz! Rodzice wyjeżdżają do znajomych i wracają na drugi dzień albo nawet w niedzielę, żebym zdążyła posprzątać. Będziesz zadowolona.

    – Dziękuję! To takie miłe z twojej strony – skłamałam.

    – Spoko. Na pewno znajdą się chętni na twoje ciałko – pokiwała głową jak znawczyni.

    *

    W piątek przyszłam w dżinsach. Przezornie nieco spóźniłam się, więc w szatni nikogo nie było. Przeprosiłam nauczycielkę za spóźnienie. Kiwnęła głową i bez słowa wskazała na salę. Usiadłam przy wolnym stoliku pod oknem.

    – Grażynka, jest wolne miejsce obok Moniki – odezwała się nauczycielka, kiedy zobaczyła, że siadam pod oknem przy wolnym stoliku.

    Wykonałam polecenie. Dziewczyna nawet nie zareagowała, kiedy siadałam obok niej. Jedynie znacząco spojrzała na moje spodnie. Lekcje mijały spokojnie, ale podczas przerw pilnowałam się. Stałam zawsze obok jakiejś grupy chłopaków albo blisko nauczycielki, która miała dyżur. Tylko raz, podczas jednej z lekcji, Ewa odwróciła się i z uśmiechem patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. To miał być znak? Kiedy zabrzmiał dzwonek po ostatniej naszej lekcji, odetchnęłam z ulgą. Nareszcie koniec!

    Przerwę spędziłam na boisku, znowu stojąc przy nauczycielkach. Ponieważ nasza wychowawczyni miała dyżur, w końcu spytała mnie, co tutaj robię? Skłamałam, że czekam na koleżankę. Nigdzie nie widziałam ani Ewy, ani jej dziewczyn z paczki. Po przerwie odczekałam jeszcze kilka minut i poszłam do szatni. Woźna gderała, ale otworzyła drzwi do naszego boksu i zabrałam kurtkę. W pogodnym nastroju wracałam do domu. Przeszłam ulicę i teraz szłam asfaltową ścieżką przez park. To był najprzyjemniejszy odcinek trasy do domu. Potem jeszcze tramwaj i pełen romantyzmu ‘spacer’ między blokami.

    Kiedy o tym myślałam, nagle zostałam silnie uderzona w plecy! Krzyknęłam, bardziej z zaskoczenia niż z bólu, i po dwóch chaotycznych krokach upadłam na kolana. Dłonie oparłam o plecak, który spadł mi z ramienia. Odwróciłam się. Za mną stała Wanda. W ręku trzymała swoją torbę. Dyszała, ale była zadowolona. Ewa uśmiechała się. Wokół mnie stały dziewczyny z jej paczki. Też wyglądały na zadowolone. Dzisiaj towarzyszyła im Bogusia. Ta, która wczoraj trzymała drzwi. Obok stała Ilona. Jej nie było w szkole, kiedy doszło do „spotkania” w łazience. Raczej wysoka. Ponoć chodziła na siłownię. Jęknęłam, bolały mnie kolana.

    *

    – Co ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że można lekceważyć moje polecenia?! – Ewa nachyliła się i mówiła do mnie cichym, ale pełnym wściekłości głosem.

    – Odwalcie się ode mnie! – usłyszałam swój głos. Brzmiał tak żałośnie.

    Ewa chwyciła mnie za włosy i zanim zorientowałam się, co chce zrobić, uderzyła mnie w twarz.

    – Och! – krzyknęłam z bólu. Tylko tyle zdołałam. 

    – Następne, jazda! – rozkazała, puściła moje włosy i odsunęła się.  

    Siedziałam na asfalcie i tylko zdążyłam potrząsnąć głową. Podeszła kolejna i uderzyła mnie torbą w głowę. Od kolejnej dostałam w twarz. Następna uderzyła mnie kurtką. Poczułam metalowe guziki na twarzy. Znowu czyjaś torba walnęła mnie w głowę. Prosiłam, krzyczałam, żeby przestały. Bez efektu. Ciosy spadały jeden po drugim. Potem czyjaś pięść uderzyła w moje ręce. Bardzo mocno. Siła uderzenia na chwilę odsunęła moje ramiona od głowy i natychmiast oberwałam czyjąś torbą. Podparłam się ręką, żeby nie paść na asfalt. Potem cios dłonią. Jęczałam, płakałam i nie mogłam wstać. Kiedy próbowałam podnieść się, któraś z nich pchnęła mnie, a druga kopnęła. Znowu usiadłam na asfalcie i głośno płakałam. Dalej biły mnie. Każdy cios wstrząsał moim ciałem. To było straszne! Konsekwentnie chroniłam głowę i twarz. Nagle przestały. W końcu opuściłam drżące ręce, otworzyłam oczy i ostrożnie rozejrzałam się. Monika filmowała całe zajście. Uśmiechała się. Bawiło ją moje zachowanie. Wszystkie czekały na znak Ewy. Szybciej oddychały, zmęczone ‘zabawą’. Poza nami nikogo nie było na tej dróżce. Pochlipywałam.

    *

    – Wstawaj!

    – Nie wstanę! Zostawcie mnie! – płakałam, przerażona brutalnością ich ataku, ale jeszcze protestowałam.

    Dwie dziewczyny chwyciły mnie pod ręce i podniosły. Kiedy chciałam opierać się, wyszarpnąć, czyjaś ręka chwyciła mnie za włosy i musiałam wstać. Ból nie pozwalała na większą swobodę. Znowu byłam posłuszna. Dziewczyny nie zwolniły chwytu i zaciągnęły mnie w krzaki. Daleko od dróżki, więc nikt nas nie widział, chociaż jeszcze mogłam krzyczeć. Byłam tak przestraszona, że nie potrafiłam. Stałam pod słońce, więc nie widziałam zbyt wiele. Opuściłam głowę. Podeszła któraś z nich i przykleiła taśmę do moich ust! Przeraziłam się! Do czego jeszcze są zdolne?! Szarpanina nie zdała się na wiele. Znowu dostałam w twarz.

    Mój opór szybko malał. Nigdy nie biłam się. Rodzice nie stosowali wobec mnie kar cielesnych, a dzisiaj cała siedmioosobowa banda traktowała mnie jakbym była dużą szmacianą lalką!

    Ewa wydała polecenie. Wtedy któraś z nich podeszła, rozpięła i kilkoma szarpnięciami, ściągnęła mi spodnie razem z butami. Mimo wierzgania nogami, poradziły sobie bez trudu. Znowu oberwałam dwa razy w twarz! Uległam. Więcej nie szarpałam się. Wtedy zdjęły mi majtki. Pochlipywałam i stałam boso.

    – Jest w pończochach – zameldowała Wanda, podając majtki Ewie.  

    – No, i bardzo dobrze. Przynajmniej nie trzeba się szarpać. A tak, szybko poszło – stwierdziła przywódczyni. – Mądra dziewczynka – z zadowoleniem uśmiechnęła się do mnie. – W poniedziałek jesteś w spódniczce i w majtkach u Wandy w szatni. Resztę już pamiętasz. Majteczki na razie zabieram.

    Wstyd mi było, że stoję przed nimi taka obnażona. W stopy było mi zimno.

    – A, jeszcze jedno – Ewa odwróciła się i nagle strzeliła z majtek w moje krocze.

    Zabolało! W reakcji na uderzenie mimowolnie wypięłam pośladki. Jedna z trzymających trzasnęła mnie dłonią w pupę, więc wysunęłam biodra, a wówczas Ewa po raz drugi uderzyła w krocze majtkami. Znowu cofnęłam biodra. I znowu oberwałam solidnego klapsa. Ewa zamachnęła się, a ja próbowałam cofnąć biodra.

    Ewa wybuchła śmiechem: 

    – No, tak mogłybyśmy jeszcze długo, cha, cha, cha. Widzisz, co czeka nieposłuszną? Ale to tylko niewinne igraszki. Przy okazji: dobrze, że jesteś wygolona.

    Odeszła i wzięła podaną torbę. Pozostałe dziewczyny chichotały, rozbawione moją bezradnością. Jedna podłożyła mi nogę, druga pchnęła. Dziewczyny puściły moje ręce, zrobiłam krok w tył, ugięłam nogi i upadłam. Podniosły swoje torby i poszły, z rozbawieniem komentując zajście. Nawet nie obejrzały się.

    Zerwałam taśmę z ust. Wstałam i otrzepałam się. Ubrałam spodnie. Wytarłam stopy. Sprawdziłam pończochy, nie podarły się. Tyle dobrego… Założyłam buty. Otarłam łzy, oparłam się o drzewo, wzięłam kilka głębokich oddechów, postałam kilka minut, myśląc o wszystkim i o niczym, aż uznałam, że uspokoiłam się. Podniosłam plecak i wróciłam na ścieżkę. Wracałam do domu. Już nie rozglądałam się.

    *

    Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Wszystko wyglądało normalnie.

    – Kurze pościerane. Wreszcie mogę ją zaprosić – odetchnęła.

    Już niedługo. W następnym tygodniu. A wtedy? Na pewno zgodzi się. Przecież lubimy się. Powoli rozpięła zamek w dżinsach i zsunęła spodnie wraz z majteczkami na tyle, by sięgnąć do łechtaczki. Kiedy to zrobiła, położyła się na tapczanie i oparła głowę o ścianę. Dłonią przez chwilę gładziła podbrzusze. Palcami delikatnie szarpała włoski z fryzurki nad łechtaczką. Drapała wargi sromowe. Palec nawilżyła śliną i zaczęła masować łechtaczkę. Wyobrażała sobie pieszczoty z koleżanką. Może najpierw wypiją trochę alkoholu, a potem zaczną całować się? Pragnęła jej. Może ją całować, a potem pieścić jej kark, uszy, ramiona, piersi… Będzie kąsać jej brodę i sutki. Brodawki postawi językiem i ząbkami. Będą twarde i nabrzmiałe. Wtedy poliże jej brzuszek i sięgnie do łechtaczki. Będzie jej delikatnie dotykać, głaskać aż stwardnieje. Jej soczki zaczną wyciekać z cipki i będzie coraz mocniej pocierać łechtaczkę.

    – Może pozwoli wylizać soczki? Może wtedy zacznie pieścić moją cipkę?

    Dziewczyna coraz szybciej opisywała przyszłe zdarzenia, aż wreszcie krzyknęła i nacisnęła łechtaczkę. Leżała z naprężonymi mięśniami dopóki fala rozkoszy nie zaczęła zanikać. Odprężyła się. Ciężko oddychała. Po dłuższej chwili sięgnęła po chusteczkę. Wycierała krocze, palce. Uśmiechnęła się. Czas umówić się z koleżanką.

    *

    W poniedziałek znowu przyszłam w spodniach. Zostawiłam w szatni kurtkę, zignorowałam Wandę, która wodziła za mną wzrokiem bez jednego słowa, zaskoczona moim zachowaniem. Wstała, ale wówczas pożegnałam ją czułym:

    – Pa, sarenko!

    Kiedy ruszyła w moim kierunku, zrobiłam energiczny krok w jej kierunku. Zdziwiona zatrzymała się, a ja musnęłam jej krocze. Szybko cofnęła biodra. Wykorzystałam zaskoczenie Wandy, minęłam ją i chwilę później po dwa stopnie pokonywałam schody. Weszłam do klasy z wszystkimi.

    *

    Na przerwach ignorowałam dziewczyny, znowu stałam niedaleko dyżurujących nauczycielek. Już nie zwracały na mnie uwagi.

    – Taaa. Jeszcze trochę i będę ich nieodłącznym tłem. Za parę miesięcy beze mnie nie będą w stanie uczestniczyć w dyżurach – pomyślałam z ponurą ironią.

    Odczekałam swoje po lekcjach i wracałam do domu. Żadnej z dziewczyn nie zauważyłam. W parku też żadnej nie widziałam. No, fajnie – uspokoiłam się i ruszyłam żwawszym tempem.

    Właśnie zza zakrętu, osłanianego potężnym dębem, wyszły dwie dziewczyny i zbliżały się do mnie. Zbliżały się dość szybko. Były zajęte rozmową. Zatrzymałam się na moment. Teraz poznałam je. Obie z mojej szkoły, ale z innej klasy maturalnej. Odetchnęłam z ulgą. Dziewczyny nie zwracały na mnie uwagi, pochłonięte dyskutowanym tematem. Żywy gestykulowały. Na wszelki wypadek rozejrzałam się. Nie dostrzegłam żadnej innej dziewczyny na horyzoncie. W ogóle nikogo nie było w zasięgu wzroku. Uspokojona ruszyłam w ich kierunku. Kiedy były jakieś trzy metrów ode mnie, jedna z nich, nie przerywając rozmowy, zdjęła z ramienia torbę. Dwa metry. Wzięła ją w ręce. Metr. Kiedy mijałam je, rzuciła torbą we mnie! Uderzyła mnie w klatkę piersiową. Była ciężka. Straciłabym równowagę, ale w ostatniej chwili zdołałam wyprostować się. Obie były już obok mnie. Brutalnym szarpnięciem chwyciły mnie za ręce. Uderzenie w tył głowy zmusiło mnie do puszczenia torby. Momentalnie wykręciły mi ręce.  

    – Co jest?! Zwariowałyście?! – Byłam oszołomiona i przestraszona.

    Milczały.

    – Pytam was! O co chodzi?! Puśćcie mnie! – zażądałam. Mój głos brzmiał żałośnie.

    – Stul pysk! – rzuciła blondynka. Nie była wściekła, tylko stanowcza.

    – Co?!

    – Zamknij mordę! – warknęła brunetka, a jej koleżanka z liścia strzeliła mnie w twarz. Krzyknęłam z bólu. Zaczęłam płakać.

    – No, nareszcie idą – mruknęła blondynka.

    Moje łzy kapały na asfalt. Podniosłam głowę i od razu zrozumiałam. Ścieżką szybko zbliżała się Ewa i trzy dziewczyny z jej bandy.

    – Weźcie ją w krzaki! W lewo! – usłyszałam z tyłu podniesiony głos Wandy. Po odgłosach domyśliłam się, że nie idzie sama.

    Dziewczyny szarpnęły mnie i ruszyły trawnikiem w głąb zadrzewionej przestrzeni. Podbiegła Kamila. Próbowałam wyrwać się, ale jej cios w brzuch osłabił mój opór. Ból zmusił mnie do jeszcze głębszego skłonu. Nie musiały wykręcać rąk. Cicho płakałam.

    – No, stawiaj się – warknęła zadowolona Kamila, podskakując przede mną. – Chętnie jeszcze ci przypierdolę.

    Milczałam, ale pochlipywałam. Ignorowałam ten karłowaty wypierdek mamuta.

    *

    Cdn.

     

    `

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygody Ani

    Po męczącym tygodniu w pracy Ania stwierdziła, że pójdzie do klubu się zabawić. Ubrała jasną lekko prześwitującą bluzkę bez stanika, krótką czarną miniówke, pończochy i czerwone stringi. Do klubu weszła o 21. DJ niestety nie okazał się najlepszy więc długi czas spędziła przy barze. Tam zauważył ją pewien facet na oko koło 30 lat. Wysoki umięśniony i dość przystojny, wytatuowany. Kiedy Ania chciała iść do toalety, bo czuła że jej pęcherz jest prawie pełny, on poszedł za nią. Gdy skręciła w korytarz prowadzący do ubikacji, ten złapał ją od tyłu i przystawił do ust i nosa chusteczkę nasączoną jakąś słodką substancją. Próbowała się bronić ale był od niej prawie 2 krotnie większy, cięższy i silniejszy. Po około minucie szarpaniny opadła z sił i straciła przytomność. Mężczyzna wyciągnął ją przez wyjście na tyłach klubu i wsadził do auta po czym wsiadł na miejsce kierowcy i odjechał. Obudziła się z lekkim bólem głowy w ciemnym pomieszczeniu bez okien, wyłożonym zewsząd pianką wygłuszającą ze studio muzycznego. Pomieszczenie rozświetlała jedna lampa na świetlówki. Jedna z dwunastu w całym pokoju. Kiedy próbowała zrobić krok do przodu odkryła że jej nogi są przywiązane do jakiejś metalowej ramy. Tak samo było z rękami. Ania wpadła w panikę. Nie wiedziała gdzie jest, co się stało, ani jak tu trafiła, a co gorsza nie wiedziała co się stanie dalej. W usta miała włożonego ballgaga który skutecznie uniemożliwiał wołanie o pomoc. Do pomieszczenia prowadziły tylko jedne grube metalowe drzwi zamykane na kilka rygli i bolców. Nie było mowy o ucieczce. Z przerażeniem odkryła że nie ma na sobie nic poza szpilkami na stopach, pończochami oraz parą czerwonych stringów. Zaczęła się szamotać i stękać. Ostatnie co pamiętała to to, że chciała iść do toalety w klubie. Przez panikę kompletnie nie zauważyła, że nadal ma pełen pęcherz, który napełnił się jeszcze bardziej od wydarzeń w klubie. Mimo tego że była prawie kompletnie naga nie było jej zimno. W pomieszczeniu było co najmniej 26 stopni. Nagle usłyszała szczęk otwieranego zamka. Drzwi otworzyły się a przez nie wszedł mężczyzna w którym rozpoznała karka z klubu, którego z marszu skreśliła na samym wejściu jako faceta, który nawet nie powinien poczuć jej zapachu, a co dopiero o seksie mowa. Zrozumiała, że została przez niego odurzona i porwana.

    – Oooo widzę, że moja mała kurewka się już obudziła. Pozwól, że przedstawię się. Jestem Kacper, na najbliższe parę dni twój właściciel. Nie martw się nie zrobię ci krzywdy. Przynajmniej trwałej fizycznej. Za kilka dni najprawdopodobniej cię wypuszczę. Przez te dni będziesz moją małą żywą seks lalką, która będzie gwałcona i wykorzystywana na wszelkie sposoby. Nawet nie masz co liczyć, że dosięgnie mnie sprawiedliwość, bo po pierwsze mam bardzo dobre układy, a po drugie wszystko co tu się dzieje jest nagrywane przez system kamer i jeśli tylko się dowiem, że na mnie doniosłaś, za pośrednictwem jednego guzika wszystkie nagrania zostaną upublicznione na twoim profilu na Facebooku.

    Ania stała osłupiała. Nie mogła się ruszyć, nie wiedziała co zrobić. Czy to jakiś żart? Zawsze fantazjowała o czymś podobnym, ale to były tylko fantazje. Teraz działo się to naprawdę. Podszedł do niej i wyciągnął ballgaga. Od razu zaczęła krzyczeć. Nagle poczuła silne uderzenie w twarz otwartą dłonią.

    – Nie ładnie. Bardzo nie ładnie. Nauczę cię dyscypliny. A o krzyczeniu możesz zapomnieć. Dom jest co najmniej kilometr od najbliższej osoby plus z tej sali nie wydostaje się żaden dźwięk. Kacper podszedł do drzwi i włączył wszystkie światła. Nagle zrobiło się bardzo jasno. Ania od blasku aż musiała przymknąć oczy. Gdy je otworzyła i przyzwyczaiła się do światła zobaczyła na ścianie naprzeciwko siebie, która do tej pory był spowita w mroku widok, który przyprawił ją o dreszcze. Cała ściana była pokryta haczykami i półeczkami. Na haczykach wisiały pejcze, bicze, liny, zapinki, metalowe klamerki, drewniane linijki, baciki, drewniane witki i deseczki. Na półkach stały wibratory, dilda, korki analne, strap-on’y wszystkie w różnych rozmiarach. W rogu stało małe pudełko, które rozpoznała jako urządzenie do elektrowstrząsów.

    – Chcesz tego wszystkiego na mnie użyć? Spytała.

    – Ja nie chce. Ja tego użyje. WSZYSTKIEGO. Zanim cię tu przypiąłem wyczyściłem ci dupkę tak więc nie musisz się obawiać o żadne niespodzianki. Ania drżała. Po części z przerażenia po części z tego, że już ledwo utrzymywała mocz.

    – Zacznijmy o zdjęcia najmniej potrzebnej części garderoby. Sięgnął po nóż i przeciął z boku paseczek stringów. Po czym podniósł je do nosa i powąchał. -Pięknie pachniesz. Będzie z ciebie dobra suka do dymania.

    – Ty jebany zwyrolu wypuść mnie natychmiast! Wstał i podszedł do ściany z zabawkami. Zdjął z niej pejcz, klamerki na sutki i wibrator. Kiedy zapiął klamerki na sutkach Ania zasyczała z bólu. Z kieszeni wyciągnął trzecią a ją obleciał strach. Kiedy poczuła małe metalowe ząbki zaciskające się na jej łechtaczce stęknęła i krzyknęła. Kiedy wsadzał jej w cipkę wibrator była już mokra. Zabezpieczył go głęboko w cipce taśmą klejącą i włączył. Przez jej ciało przeleciał puls rozkoszy. Stanął za nią i powiedział.

    – Masz 25 lat więc 25 razów na każdy pośladek. Usłyszała świst pejcza i poczuła ostry piekący ból na prawym półdupku. Krzyknęła, tym razem głośniej. Kolejny raz w to samo miejsce z lewej strony. Trzeci. Czwarty. Piąty. Krzyczała. Każde kolejne uderzenie wywoływało u niej odruchowy skurcz mięśni, który tylko pogorszał stan jej pęcherza. Kolejne razy spadały na jej czerwony od bólu tyłek. Płakała non stop krzycząc.

    – 25 na prawy… i… 25 na lewy. Ostatnie uderzenia sprawiły że o mało nie popuściła.

    – Muszę do toalety. Powiedziała szlochając.

    – Twoja toaleta jest tutaj. Sikasz tak jak stoisz. Nie mogła w to uwierzyć. Całą sobą walczyła, żeby powstrzymać napór pęcherza na zwieracze.

    – Nie mogę tak. Nie potrafię. Musisz mi dać skorzystać z toalety. Nie mogę sikać na czyichś oczach. Powiedziała cały czas czując piekący ból na tyłku.

    – No to zaraz cię przekonam że potrafisz. Podszedł do szafeczki, z której wyjął tubkę żelu. Nałożył go na jej tyłek, uda piersi i dolne partie brzucha, po czym skierował się po urządzenie do elektrostymulacji. Przykleił elektrody w miejsca wcześniej posmarowane żelem. Ania prosiła go, błagała ale jedyne co dostała to kolejny cios w policzek. Była już teraz cicho. Tylko szlochała. Ku jej przerażeniu kable podpinał nie tylko do elektrod, ale też do klamerek na sutkach i łechtaczce. Przez ten cały czas wibrator włączony na maksa doprowadzał ją do szaleństwa. Ciężko dyszała i czuła, że jeśli dostanie orgazmu to popuści. Kiedy była już w pełni podpięta do aparatury, Kacper podłączył wtyczkę do kontaktu. Na urządzeniu zapaliły się lampki a Ania przysięgła sobie, że nie może się posikać przed obcym facetem bez względu na okoliczności.

    -Zaczniemy od małych impulsów.

    Ustawił jakieś pokrętło i nacisnął przycisk. Ania automatycznie poczuła jak jej mięśnie się kurczą. Uczucie na sutkach było nawet całkiem przyjemne, ale nabrzmiała i bardzo już czuła łechtaczka, zdawała się jakby ktoś ją wykręcił. Zajęczała.

    – Całkiem nieźle się trzymasz. Więc podkręcimy moc i ustawimy żeby kopało cię co 2 sekundy.

    Gdy znowu włączył urządzenie, Ania szarpnęła się i krzyknęła. Wydawało jej się, że jej guziczek był w ogniu. Z każdym kolejnym pulsem czuła, że długo nie wytrzyma. Mimo to udało jej się opanować i nie puściła zwieraczy.

    – Naprawdę dobrze się trzymasz. Musisz być naprawdę zdesperowana. Pulsy co pół sekundy i moc wyższa.

    Anią targnął wstrząs. Czuła jak impulsy przechodzą pomiędzy jej sutkami i spływają do łechtaczki. Po 10 sekundach poczuła jak pare kropel wydostaje się na zewnątrz i spływa po wargach jej cipki. Jakimś cudem udało jej się zapanować na skurczami, ale musiała włożyć w to gigantyczny wysiłek. Sprawy nie ułatwiał ciągle pracujący wibrator. Po dwóch minutach Kacper wyłączył maszynę, przestawił moc na maksa i ustawił tryb pulsowania na ciągły. Wiedziała, że tego nie wytrzyma. Biorąc pod uwagę, że napięcie było 2 razy wyższe niż poprzednio. Nie wiedziała jednak co nastąpi pierwsze. Orgazm czy elektrostymulacja. Była wyczerpana poprzednią dwuminutową sesją. Kacper wstał i podszedł do półki. Wziął z niej metalowy korek analny nasmarował, po czym wsadził jej go w tyłek. Zajęczała. Czuła, że w każdej chwili może zalać podłogę. Ku jej przerażeniu korek też został podłączony do urządzenia. Usłyszała tylko dźwięk przełącznika. Jej ciałem targnął spazm. Poczuła jak wszystkie jej mięśnie, łącznie z mięśniami pochwy i odbytu, kurczą się i rozkurczają w ułamku sekundy, wiele razy na sekundę. Jej łechtaczka była jak rażona piorunem. Zawyła z bólu. Z jej cewki wydobywały się malutkie strużki moczu. Walczyła. Czuła jak jej obolałe mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Skurcze odbytu i cipki przyprawiały ją o zawrot głowy. Wtedy poczuła najgorsze. Nadszedł orgazm. Wibrator po 15 minutach pracy w końcu doprowadził ją do wrzenia. Dochodząc nie wytrzymała. Na raz pociemniało, a potem pojaśniało jej przed oczami. Gorąca, mocna struga jasnego moczu wytrysnęła z jej cipki. Po 30 sekundach było już po orgazmie. Czuła, że elektrowstrząsy ustały. Miała całe nogi mokre. Dyszała bardzo ciężko. Była skrajnie wyczerpana. To był najlepszy orgazm w jej życiu.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Stonoga

    Ciąg dalszy nastąpi… ciekawe tylko kiedy…

  • Mam na imie Matylda

    Mamie powiedziałem, że będę nocować u kolegi. Co lepsze, uwierzyła w to. Tak jak wierzy w to, że nadal biorę tabletki spłukiwane w toalecie, bo źle się po nich czuje i nie przynoszą efektów. Pani Wanda powiedziała jednak, że jeśli ona się zgodzi, to mogę zostać dzisiaj na noc. Pierwszy raz w życiu mam spać poza domem. Ale nie to jest ekscytujące. Dreszcz podniecenia wywołuje wiklinowy koszyk stojący na szafce do butów, do którego przypięto karteczkę „Czekam w ogrodzie, kochana. Pamiętaj o puzderku”.
    Ledwo dotykam go by podnieść, widzę Beatę. Z tego co wiem, jest prawie dziesięć lat starsza niż ja, ale niezamężna i bezdzietna, więc powinienem w jej mniemaniu ją szanować. Zatrudniona tutaj jako gospodyni, to lepsze słowo niż „służąca”. Nie wiem, czy bardziej jej zazdroszczę wyraźnie kobiecych kształtów i długich włosów, czy nie lubię jej surowego, wrednego spojrzenia, nawet gdy się uśmiecha. Przynajmniej już nie wymyśla kolejnych obelg. Widać, znudziło się jej. Fartuch ma zawieszony na sukienkę.
    – Jak dziwadło zamierza się kąpać, to niech idzie do góry. – mówi wreszcie, podkreślając to określenie, jakby zadowolona, że je wymyśliła – Dopiero skończyłam myć dolną łazienkę dla gości. Jak tam nabrudzisz, to umyje ją zawartością tego twojego koszyczka.
    Kiwam jej głową, pochylając głowę by nie patrzeć w tę twarz. Pośpiesznie idę po schodkach, wciąż czując na sobie jej wzrok. Dziwadło. No dobrze, to najmniej uwłaszczające ze wszystkich określeń, które już wypowiadała. Zamykam się w łazience.
    Wanna na lwich nóżkach napełniała się parującą wodą, gdy zdejmuje przyduże ubrania skierowane do chłopaków w moim wieku. To wymóg matki, mam wyglądać jak inni nastolatkowie. Nie czuje się z tym dobrze, ale co? Bluza z kapturem, koszulka z wzorem-graffiti, spodnie na najkrótszym skórzanym pasku z dorobionymi trzema dziurkami, skarpetki.
    W lustrze moje ciałko jest blade i kościste, pozbawione włosów. Endokrynolog nazywa to „zaburzeniami hormonalnymi, chłopcze”. Ja zaś „bezpłciowa powłoka”, „niedojrzewaniem” i „przypominam dziecko”. Koledzy się golą czy też zapuszczają brody, ja nawet nie mam włoska nad łukiem amora. O i śmieją się, że chyba depiluje nogi, ha ha. Marzy mi się, by mieć dłuższe włosy, ale znów matka uważa, że nie. „Wtedy już naprawdę ludzie będą myśleli, że jesteś dziewczynką”. Jasne, teraz patrzą i szukają właściwej formy, zwłaszcza gdy im odpowiadam tym durnym, wysokim głosem. Ostatecznie decydują się kierować ubiorem i zapachem, wybierając męską. Przelewam z dużej butelki płyn do kąpieli, by łazienkę zalał zapach drzewka sandałowca.
    Nabieram mocno powietrza i unoszę wzrok w górę. Nie chce na niego patrzeć. Dopiero teraz spuszczam bokserki i kieruje się do wanny, by w całości zniknąć w obfitych ilościach piany. Jest jak skaza na ciele. Łysy, brzydki i mały robal do sikania. Niewiele większy od palca. Obrzydliwość. Wypuszczam powietrze, wciąż trzymając oczy zamknięte.
    Za dwa lata będę pełnoletni, wyprowadzę się od matki, pożyczę od pani Wandy pieniądze i zrobię sobie konkretną terapię hormonalną, zamiast tej niedoróbki mającej ze mnie zrobić chłopca. Wreszcie zyskam płeć. I wtedy też, nareszcie się go pozbęde. Oglądałem na internecie trochę zdjęć jak wyglądają genitalia osób po zmianach płci. Nie jest źle, czasem nawet wygląda ładniej. Można ciągnąć jeszcze się z implantami piersi, ale wystarczy pozbycie się jego i może nieco tłuszczyku na klatce by mieć drobny biust. Powtarzam sztuczkę z wstrzymywaniem powietrza i znikam pod wodą. To próba chwilowego odcięcia się od świata i usunięcia przykrego zapachu perfum ojczyma, którymi mama pryska mnie za każdym razem jak tylko widzi, że gdzieś idę.
    Zawsze marzę, że to pani Wanda jest moją mamą. Zawsze mówi, że „ludzie widzą, co chcą zobaczyć.” Zawsze zwraca się do mnie Matylda i tak trochę, z braku ładniejszego słowa, sponsoruje mnie. Zawsze sobie obiecuje, że oddam wszystkie pieniądze jakie mi daje, Nawet jeśli Beata mnie nie lubi, ona nigdy nie spojrzy krzywo. Chyba, że ją sprowokuje. Wtedy potrafi krzyknąć, fuknąć. „Jak Ci się nie podoba, to nie musisz do mnie przychodzić”. Chce, przy niej jest lepiej niż w rzeczywistości. Uczy mnie jak to być sobą. Nie jest może to matka dla przybranej córki, ale bardziej poczciwa mentorka. Wynurzam się kaszląc, gdy woda cieknie mi po twarzy. Uspokajam oddech, zanim zaczynam się szorować. To ciało nie jest prawdziwe.
    Suchy i otulony ręcznikiem na dwa razy pod ramionami otwieram koszyk. Na górze leży bielizna. Białe, dziewczęce majtki z różyczkami, bawełniany podkoszulek w zastępstwie stanika i złożone rajstopy. Te pierwsze ciasno przylegają do ciała, tak, że szwy drażnią robaka. Założone, pozostawiają brzydkie wybrzuszenie z przodu. Dwa lata i będę miał tam co innego. Góra, to już łatwiej. Rajstopy, czarne, lśniące, śliskie. Kupiłem podobne, ale zamykam je w szafce na kluczyk, tylko by na podstawie filmików nauczyć się je ubierać.
    Spódniczka, prosta, jednolicie czarna z guzikiem by nie spadała. Do chudych, krzywych kolan. Jest cudownie lekka, przyjemna. Chciałbym ją nosić codziennie. Sweterek, biały z kołnierzykiem i wstawkami na rękawach w kolorze toffi, miękki i ciepły. Aż muszę na chwile usiąść, by to jeszcze chwile poczuć. Chwycić się za ramiona, by przekonać, że naprawdę są na mnie.
    Tym, co zakładam najostrożniej i z największym namaszczeniem jest peruka. Długie, czekoladowe włosy skręcające się na końcówkach w loki. Z grzywką na czoło. Poprawiam ją cztery razy, zanim stanę przed lustrem. Opaska z gwiazdkami dociska ją skutecznie do głowy by się nie przesuwała ani spadła. Kiedyś będę miał takie naprawdę. Zapuszczę włosy i będę eksperymentował z najróżniejszymi fryzurami i kolorami. I nauczę się wreszcie sam malować.
    Staje przed dużym lustrem, ścierając parę. Dziewczyna z lekko kwadratowym podbródkiem uśmiecha się do mnie z błyszczącymi, piwnymi oczami. Ma ładne, delikatną buzię, okrągły sterczący nosek i wąskie wargi z równymi ząbkami jak u dziecka. Cześć Matylda, czekałem na Ciebie cały tydzień. Patrzę i nie wierzę, że to wciąż ja. Nie jestem dziwadłem, jestem śliczna.
    Pospiesznie wciągam balerinki na rajstopy i wrzucam swoje dawne ubrania do koszyka, który chowam na półce. Biorę drugie puzderko, to z kosmetykami, kolorowe i obklejone muszelkami. Niczym na skrzydełkach gnam do ogrodu, starając się przestrzegać chodu jak uczono w tym programie dla dziewcząt, oglądanym po kryjomu na telefonie w domu.
    Pani Wanda wyraźnie korzysta z resztek słońca i ładnej jesiennej pogody. Jak zawsze przykryta kocem siedzi przy dużym drewnianym stole, na którym obok kieliszka z resztką czerwonego porto stoi otwarta bombonierka. Cichutko podchodzę do niej od pleców, patrząc na welon kasztanowych włosów.
    – Skradają się dzieci, które kradną, Matyldo. – mówi, nie odwracając głowy – Nie spieszyło Ci się zbytnio.
    – Poprawiałam sprawdzian, mama chciała, żebym zrobiła zakupy i autobus stał w korku. – obchodzę ją – A poza tym chciałam wyglądać tak ładnie jak pani. – szczerze się w uśmiechu – Dostałam pozwolenie, by móc zostać na noc…
    – A czy zjadłaś obiad? – przerywa mi, nadal unosząc twarz do góry – Jeśli myślisz, że głodzenie się czyni Cię ładniejszą, to odpowiedź brzmi nie. To, że zmienisz się w szkielet, nie sprawi, że będziesz Barbie.
    – Kupiłam sobie hamburgera po szkole. – kłamstwo, na śniadanie zjadłam jedynie jogurt z płatkami – Zresztą ostatnio przytyłam już dwa kilogramy…
    – Beata ma Cię zważyć? – pochyla głowę i otwiera oczy, patrząc prosto na mnie – Jak będzie tam mniej niż pięćdziesiąt kilogramów…. – czterdzieści cztery, cholera, wiem ile tam jest, więc kręcę głową – Poczęstuj się chociaż czekoladką. – zakłada okulary, które nosi na łańcuszku, a jej zielone oczy powiększają się jak u sowy – Nie kręć tą żabią buzią, jakbyś szukała ratunku.
    Drżącymi palcami sięgam do pudełka, szukając najmniejszej jak się da. Wszystkie są równe, okrągłe lub podłużne. Dobra, niech będzie chociaż jakaś prosta. Okrągła, płaska na wierzchu, bez polewy. Patrzy na mnie, cały czas. Nie ma więc szans, by ją wyrzucić. Wkładam do ust połowę i rozgryzam. Smak czekolady od razu uderza, potem zmienia się w truskawki. Spoglądam do środka między palcami. Różowa pianka. Obrzydliwie dobre. Wsuwam drugie pół, zaciskając oczy i połykając od razu resztę.
    – Grzeczna dziewczynka. – otwiera puzderko i miesza w nim dłonią, by wyjąć eyeliner – Podkreślimy tylko te oczka i wargi, bo są śliczne. Ładne dziewczęta nie potrzebują dużo, więc nie musisz z siebie robić klauna z szminką i masą pudru. – nie to, że chciałbym, widziałem jak ładnie wygląda zestawienie czarnej szminki i czerwonych cieni do oczu, posłusznie jednak przysuwam krzesło i siadam dość blisko, by sięgnęła dłonią do mojej buzi – – Mam nadzieje, że na przyjęciu nie zrobisz nic głupiego. – słyszę jej głos przez zamknięte oczy – Nie zabronię Ci się bawić, możesz nawet wziąć lampkę szampana, ale tylko jedną. Rozmawiaj, ale się nie narzucaj, zachowuj się porządnie. Jeśli jednak kombinujesz, by stać całe przyjęcie obok mnie, od razu zamknij się w sypialni i poczytaj. – czuje jej dłoń na policzku i łaskotanie na powiece, gdy robi kreski makijażu – To tylko znaczy, że wciąż jesteś przerażonym, nieopierzonym pisklaczkiem. Chociaż ilość twoich kłamstw tylko to podkreśla.
    Otwieram oczy i widzę, jak wyjmuje różową pomadkę, którą kreśli po moich wargach, druga dłonią trzymając mnie za podbródek.
    – Przepraszam – mówię cicho – Ja po prostu…
    – Boisz się. – puszcza moją buzię i wyjmuje lakier do paznokci, a ja wysuwam dłonie – Dlatego obgryzasz paznokcie, chociaż mówiłam, byś tego nie robiła. – przekręca buteleczką – Mój brat też podbierał mi sukienki i się malował. Rodzice dowiedzieli się i posłali go do szkoły z internatem. Nigdy więcej się nie zobaczyliśmy. – mocniej ściska mi palce – Ale ty nie jesteś tu na siłę, czy za karę, kochanie. To ty masz być szczęśliwa. A kłamstwa tego nie budują.
    Niechętnie sięgam jeszcze raz do pudełka i wyciągam drugą czekoladkę. Od razu wkładam ją w całości do ust. Nugat. Niemal podchodzi mi do gardła poprzednia i jogurt, ale zmuszam się by to połknąć. Uśmiecha się jednak, jakby była zadowolona.
    Dmucham po paznokciach by szybciej wyschły, uśmiechając się do niej. Efekty jej sprawnej ręki oglądam w niewielkim lusterku, marząc, że sama umiem już to robić. Ale przyłapana z chociaż tuszem na powiekach, skończyłabym na poważnej rozmowie z mamą. Tutaj jednak, mogę wszystko.
    – Zawołaj proszę Beatę, by zabrała mnie do domu. – mówi, opróżniając resztkę z kieliszka – Też chce się wyszykować nieco na przyjęcie. – układa dłoń na podparciu wózka – Mój przyjaciel Wilhelm, weźmie ze sobą pewnego chłopca. Jest niedużo starszy od Ciebie, ale chyba się dobrze zrozumiecie.
    A więc przyjęcie. Kilku znajomych okazało się ponad dwunastką ludzi, albo nawet więcej. Mężczyźni pod krawatami, kobiety w sukniach prosto z modnych katalogów, muzyka z płyt starszych niż ja. Lampka szampana w dłoni buja się, gdy drżą mi dłonie. Niektóre pary tańczą, inne rozmawiają ze sobą, śmiejąc się. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie wiem czy to dobrze. Nie, żebym jej celowo szukała, chcąc krzyczeć “mam pod spódniczką ptaszka, chcecie zobaczyć?”. To samobójstwo w oczach pani Wandy.
    – Pierwszy raz na przyjęciu pani Wandy? – pyta lekko ochrypły głos  – Wszyscy rozmawiają o teatrze, obrazach i innych tego typu sprawach.
    Kiedy odwracam głowę, widzę tylko czarny sweter opinający dziwnie szeroką klatkę piersiową z wystającym białym kołnierzykiem koszuli. Powyżej, piękna twarz pełna równych linii z szerokim, płaskim noskiem i wąskimi wargami przyozdobionym kolczykiem na dole. Jasne blond włosy są przycięte po bokach i zaczesane do tyłu zgodnie z panującą modą. Słodkie, jasne oczy patrzą prosto na mnie.
    – Jeśli lubisz książki, porozmawiaj z Bruno. To ten w okularach, który właśnie macha łapami.  – wskazuje palcem na grupkę dwóch kobiet i wąsacza – Ma doktorat z literatury. Potrafi godzinami zanudzać o amerykańskiej literaturze. – uśmiecha się do mnie z troską – Uniwersalna metoda, podejść do kogokolwiek i kiwać głową, że rozumiesz, o czym mówi. – pije odrobinę szampana – Jeśli zaś szukasz rozmówcy na poziomie pani Wandy, wybierz Willa. – wskazuje mężczyznę z czarnym wąsem – Z czystym sercem uprzedzam, że czasem potrafi zaskoczyć jeśli chodzi o tematy, zwłaszcza jeżeli chodzi o nauki ścisłe. Niemniej, to świetny gawędziarz.
    Znów odwracam do niego głowę. Nie, nie jest przystojny, ale właśnie ładny. Wie to i to wykorzystuje. Też trzyma lampkę szampana, z której pije odrobinę. Boże, boję się nagle odezwać. To nie jest moja nauczycielka, ani Beata, którą ona może poskromić. To obcy mężczyzna, który widzi we mnie dziewczynkę. Zagubioną wśród ludzi. Ściskam nogi pod spódniczką, czując ciepło na buzi. Teraz naprawdę się boje. Jakby brakło mi oddechu.
    – Hej, nie martw się. – kładzie mi dłoń na ramieniu, która wydaje się lekka i smukła – Też byłem tu kiedyś pierwszy raz i wszyscy mnie przerażali. Zdradzę Ci sekret. – pochyla się, pachnąc ładnym aromatem, kojarzącym się z wodą po goleniu  – Wypiłem więcej na odwagę i poprosiłem do tańca najładniejszą kobietę. – prostuje się – Dzisiaj chciałbym spróbować walca na trzeźwo, a ona się chyba mnie wstydzi. Głupio mi teraz tak odejść. Co powinienem zrobić?
    Opuszczam wzrok na baleriny. Opróżniam męczony kieliszek na raz. Wciąż tam jest. Z tym ładnym uśmiechem i uroczym spojrzeniem. Wyciąga dłoń, płasko, jak zwykle na filmach mężczyźni proszą kobiety do tańca. Przecież ja nigdy nie tańczyłam. Połykam ślinę. Muszę odmówić.
    – Ja… – świetnie, brzmie jeszcze gorzej, niż zawsze – Ja nie umiem tańczyć. – pewnie wywracam oczami jak żaba, jak to mówi pani Wanda – Przepraszam, pana…
    – Cóż, zwykle damy tak mówią. – zdejmuje mi dłoń z ramienia – Dlatego zwykle to mężczyzna prowadzi w tańcu. – nie odsuwa jednak tej zapraszającej – Będę jednak zaszczycony, mogąc spróbować. Jeśli będzie aż tak źle, osobiście zaprowadzę na jakieś krzesełko i przyniosę drugą lampkę szampana na pocieszenie, a potem ulotnie się jeżeli sobie tego zażyczysz
    Układam dłoń w dłoń, która wydaje się delikatna, o smukłych palcach. Pisklak uczy się latać. Wyciąga mi z drugiej kieliszek. Prowadzi na parkiet.
    Nie, nie interesują mnie chłopcy. Nigdy w życiu nie zdarzało mi się obejrzeć za innym mężczyzną czy chłopakiem.. Z każdym obrotem w jego ramionach, gdy mnie prowadzi, z taką delikatnością, taką gracją. Jakbyśmy unosili się w powietrzu, do rytmu walczyka z winyla. Mam zamknięte oczy, czując tylko jego dotyk, mieszaninę zapachu jego i własnego. Ten taniec, wolny i prosty. Nie przytula, nie targa jak szmatą. Prowadzi z elegancją par na filmach. Czuje, jak spódniczka kołysze się, gdy po raz kolejny zakręcamy kółko, a muzyka cichnie. Otwieram oczy. Wciąż mnie trzyma przy sobie.
    – Było mi bardzo miło, dziękuje. – co w nim jest takiego, dziwnego, magicznego i mistycznego – Ale jak znam tą bajkę, Kopciuszek teraz ucieknie? – wypuszcza moje palce ze swoich – Cóż, będę szukał szklanej balerinki na schodach. – chichocząc, odchodzi, znikając wśród pleców innych ludzi.
    Z zawrotami głowy idę w stronę pani Wandy, którą najłatwiej znaleźć. Chcę jej to opowiedzieć, pochwalić się. Ewentualnie przeprosić i czmychnąć, ze wstydem, gdy serce bije w środku ciała. Gdy staje przed jej wózkiem, jest ubrana w czarną długą suknie, a wąsacz właśnie kończy opowiadać, coś co doprowadza ją do łez.
    – I ten głupek ciągle podrywa kobiety, taki czuje się pewny. – sam się śmieje, po czym odwraca na mnie wzrok  – Dobry wieczór, panienko.
    – Matylda, poznaj pana Wilhelma. – mówi pani Wanda ocierając łzę śmiechu, chyba pierwszy raz jak ją znam taką ją widzę – Will, to właśnie moja mała Matylda. – mężczyzna wstaje i całuje mi dłoń, jak prawdziwy dżentelmen – Pan Willhelm właśnie opowiadał o Marcelu. Kręcił się tutaj gdzieś jeszcze przed momentem…
    – A ja się dziwię, że mnie uszy pieką. – znów ten sam ochrypły głos, za plecami, a chłopak z kolczykiem pojawia się obok – Przyniosłem panu gin i porto dla pani Wandy. – przechodzi obok mnie i podaje drinki starszym, a ja patrzę dalej oczarowana nim, on szczerzy się w uśmiechu – Więc jednak fizyka? Spodziewałem się raczej czegoś związanego z naukami humanistycznymi.
    – Marcelu, to jest Matylda. – przedstawia mnie nauczycielka, gdy brakuje mi słów – Moja, można tak powiedzieć, uczennica. – przygryzam wargę – Mam z nią tą samą relację co ty z Wilhelmem.
    Dopiero, gdy siada obok przyglądam mu się. “Ta sama relacja co ty z Wilhelmem”. Uczę się od niej czego? Jak powinnam poprawnie być dziewczynką. Więc…Znów się uśmiecha, jakby chciał potwierdzić moje myśli. Ma za delikatne rysy twarzy, za miękkie dłonie i za duże piersi na mężczyznę. I te oczy z równymi brwiami.
    – Jesteś taki jak ja. – mówię cicho jakby nie chcąc, by usłyszeli, patrząc na niego – Tylko na odwrót.
    – Tak, na odwrót. Ty jesteś dziewczynka, a ja chłopcem. – odpowiada, jakby jednak usłyszał – Jakby mogło być inaczej, Matyldo?
    Wycofuje się krok po kroku, patrząc wciąż na niego i czując bicie serca. Wilgoć zalewa moje plecy, gdy wpadam na przeszkodę.
    – Zobacz, co zrobiłaś, głupia! – rozlega się krzyk Beaty i brzdęk szkła – Prawie stłukłam kryształ! – Marcel podrywa się i znika za mną – Niech pan zostawi, to wina tej głupiej…
    – Beata! – syczy pani Wanda przez zęby – Matylda z pewnością nie chciała. – Zamiast ją obrażać, zabierz ją do góry i poszukaj coś suchego na przebranie i zamocz od razu, bo plama nigdy nie zejdzie. – uderza dłonią o wózek – Natychmiast!
    Czuje, jak ktoś łapie moje ramię i ciągnie. Patrzę jeszcze raz na nią, nie, na niego. Jest taki naturalny w tym, jak wygląda, jak się zachowuje. Chciałabym czuć się chociaż tak w połowie.
    Szarpnięcie przywołuje mnie z powrotem. Beata, w sukni bez fartucha ciągnie mnie do schodków, potem po nich, korytarzem i do pokoju. Marcel. Piękny Marcel o blond włosach. Poprosił mnie do tańca, nieświadomy czym jestem.
    – Zdejmij sweter. – trzaska drzwiami zapalając światło, wyciągam ręce z rękawów, ściągając go przez głowę – Głupie dziwadlo! znów przez Ciebie to ja obrywam! –  słyszę jak szurają szuflady – Ale mam dla Ciebie dobrą nowinę. To był ostatni raz. – nie rozumiem, więc układam sweter z plamą na łóżku, tak by nie pobrudzić pościeli – Bo dzisiaj to ja nauczę Cię czegoś wyjątkowego.
    Odwracam się wolno i widzę, że trzyma długi nóż. Pewnie sobie żartuje. Zaraz da mi coś z “moich” ubrań i wrócimy na przyjęcie. Tak, wszystko będzie dobrze.  Przesuwa płaską stroną po moim policzku, ostrze jest przeraźliwie zimne.
    – Przychodzisz tutaj jak do siebie i wykorzystujesz tą biedną kobietę na wózku do spełniania swoich chorych zachcianek. Dlaczego? – przenosi go na drugi policzek, znów sunie nim płasko, tak, że gdy zatrzymuje dłoń, czubek wbija mi się w dolną szczękę – Nie, ty nie masz na to odpowiedzi, prawda? Łakniesz uwagi, bo jesteś chorym dziwactwem. Myślisz, że gdy nosisz ten makijaż i ubrania, wszyscy Cię kochają. – silnym ruchem dłoni rozrywa zapięcie spódniczki, która opada na ziemię – Chcesz czuć się jak kobieta? Ja Ci pokażę. Zapamiętasz tą lekcję do końca swojego dziwacznego życia. Kto wie, jak długiego? – patrzę jak prowadzi nóż po podkoszulku, niżej, aż zatrzymuje go na wysokości podbrzusza i znów dźga czubkiem w rzecz, której nie powinno być – Specjalnie dla Ciebie.
    – Proszę… – udaje mi się powiedzieć wreszcie, połykając łzy – Cokolwiek chcesz, tylko proszę, nie rób mi krzywdy… Nic nie powiem pani Wandzie, obiecuje. Zostanę tutaj przez resztę wieczoru i…
    – Cicho, piszcząca świnio. – znów kuje nożem w niego – Jesteś jak te gumowe zabawki dla psów. Tylko potrafisz piszczeć, gdy się Ciebie ściska. – wyciąga drugą dłoń, na której wiszą kajdanki, takie prosto z filmów – Nawet nie wiesz, jak długo zastanawiałam się, co najbardziej Cię upokorzy. – powala mnie z łatwością na łóżko przy użyciu kolana, którym uderza w moje chude udo – Pan Walery zadbał o to, by każdy pokój był idealnie wyciszony, więc nie łudź się, że przybiegnie Ci ktoś na pomoc. – przysuwa się, wciąż trzymając nóż – Jesteśmy tutaj sami. A teraz bądź grzeczny i odwróć się na brzuch i wyciągnij ręce do góry.
    – Błagam, Beata! –  twardy kamień rozpaczy zaklinował mi się w gardle – Nie rób mi… – dźgnięcie, tym razem nie ostrzegawcze jak paznokciem, ale wyraźnie bolesne i mające podkreślić jej dominację
    – Jeszcze słowo, a potnę tę twoją śliczną buźkę, którą tak sobie cenisz! –   Jak brzmi to twoje durne imię? Pierdoła? Dziwadło? Nie… – uśmiecha się – Sratylda.  Wiesz, ile razy słyszałam, że mam przygotować jeszcze jedno nakrycie, bo jej kochana Sratyldka przyjdzie to pewnie będzie chciała zjeść, a potem wylewałam do śmieci, bo wybrzydzałeś? Ile razy wycierałam łazienkę, bo musiałeś się wykąpać i zachlapałeś wszystko? – wykrzywia się – Pracować i prać twoje ubrania? Opowiadała o tobie, jakbyś był jej córką. Sratylda to, Sratylda tam to. Zabierz mnie na zakupy, poszukamy jej nowej sukienki, bo niedługo ma urodziny. – zamachuje się i uderza z całej siły kajdankami w brzuch, niczym korbaczem, kule się po tym ciosie mocniej – Ja w urodziny musiałam prać twoje gacie, bo “Sratylda musi mieć zawsze czystą bieliznę!” Nawet mi nie złożyła życzeń! – połykam kolejną porcję łez, czując ból
    – Przepraszam, ale proszę… To nie… – tym razem dźga nożem w udo, robiąc w rajstopach dziurę
    – Powiedziałam, że masz siedzieć cicho! – chwyta mnie za gardło i przykłada nóż prosto do policzka, dociskając, wystarczy jedno szarpnięcie – A może jednak mam zacząć Cię upiększać po swojemu? Tego chcesz?
    Wciąż płacząc, przewracam się na brzuch zgodnie z pierwszym poleceniem. Miejsce, gdzie uderzyła boli, gdy sprężyny go dotykają. Siłą zmusza mnie do wyprostowania ramion spod siebie. Ma w tym wprawę, musi przecież przenosić panią Wandę do wanny i łóżka. Łańcuch grzechocze o metalową ramę łóżka, gdy skuwa mi dłonie w górze, wbijając kolano w plecy. Ból wrzeszczy w każdym zakamarku ciała, jako przypomnienie, że “to dzieje się naprawdę”.
    Wychylając głowę nad ramieniem widzę, jak podwija suknie i zdejmuje ją przez głowę. Prosta, niepasująca do siebie bielizna osłania jej intymność. Tłuszcz rozłożony po kobiecemu, w biodrach, piersiach i udach. Znów przesuwa nożem, czuje jego czubek na pośladku, jak wędruje po udzie, niczym żelazny pająk.
    – Wiesz, jakie jest najgorsze doznanie dla kobiety? – pada retorycznie – Nie, oczywiście że nie. Dla Ciebie to tylko ładne ubranka i słodki makijaż. Pewnie nawet pierdzisz tymi perfumami, które Ci kupiła. Ale teraz będziesz miał odpowiedź.
    To, co wyciąga z szuflady pierwszy raz widzę na żywo. Jasne, ciekawość i internet wyjaśniły mi czym jest ten przedmiot i jak go używają kobiety. Strap-on. Skąd jednak go ma? Po co jej? Czy…
    – Podoba Ci się? – przesuwa go pod moją twarz, blisko, tak, że widze niemal jego błyszczącą gładkość jego czerwonej powierzchni, naturalne kształty wyrzeźbione w plastiku lub żywicy i przerażający rozmiar około dwudziestu kilku centymetrów – Specjalnie zamówiłam większy, byś nie czuł się pokrzywdzony. Będziesz mógł sobie doskonale wyobrażać, jak przeżywasz cudowną przygodę z hojnie obdarzonym partnerem.
    – Nie chce… – wyszeptuje jeszcze w materac, czując jak kamień rośnie, jak jego ostre krawędzie rozrywają mi gardło – Proszę…
    – Mówiłam. – naciska moją głowę dłonią, tak, że twarz niknie w ciemności materaca – Że – mocniej – Masz być – jeszcze mocniej – cicho, piszczące gówno. – puszcza wreszcie – Chcesz. Bardzo chcesz. Chcesz być kobietą, ja Ci to dam. – znika z pola widzenia – Jest tylko jedna, lepsza rzecz, jaką mógłbyś zrobić jako ona, wiesz? Ssać takiego wielkiego kutasa tak długo, aż na twoim plugawym jęzorze znalazłoby się dość spermy, którą potem byś grzecznie połknął. Niestety, nie będzie aż tak zabawnie.
    Znów czuje ciężar na nogach, gdy je rozkłada na boki. Jak obciąża pod kolanami, zmuszając mnie do zostania w rozkroku. Jak wbija jedną rękę w okolicach nerek.
    – Ponieważ chciałam się dobrze przygotować, poczytałam trochę. – słyszę jej zadowolony głos i dźwięk rozrywanych rajstop – I mam dla Ciebie dobrą nowinę. Jest szansa, że Ci się spodoba, a nawet dojdziesz w czasie naszych igraszek. Wiesz, jak jeden z takich jak ty. To wtedy będzie zabawne. – naciąga bieliznę z całej siły, szwy wbijają się w pachwiny i jądra, ale ona nie przerywa szarpania – Oh, chyba musimy je rozciąć, jaka szkoda… – trzask materiału informuje o tym, że to zrobiła – Boże, jaki malutki. Jak u dziecka. Nic dziwnego, że tak lubisz damskie ubrania, skoro masz tak malutkiego. – ściska go z całej siły, a biały ból wychodzi z miednicy w górę ciała – Leczysz tak swoje kompleksy, co? – zaciskam dłonie w pięści, wgryzam się w kołdrę, wciskając twarz w ciemność materaca, nie chcąc jej słuchać, ale ból raz po raz przypomina, że tu jestem – Powinniśmy użyć żelu albo oliwki. Ale ma być prawdziwie, nie miło, prawda? – wbija palce w pośladki – Bo chcesz być prawdziwą kobietą, jak Pinokio chłopcem. A ja będę twoją Błękitną Wróżką z magiczną różdżką…
    Biała fala bólu eksploduje przed oczami, a pośrodku niej znajduje się supernowa. Wydaje z siebie ryk, który słyszą tylko sprężyny i pościel pode mną. Jakby prosto przed twarzą eksplodowała mi petarda, gdy gigantyczny ból wędruje wzdłuż ciała.
    – Ojej. Masz tak ciasną dupkę, że ledwo udało mi się włożyć czubek. No, no. Przecież nie o to chodzi, prawda? Jak będziesz się tak zaciskał, to będzie trudniej.  – plama rozrasta się niczym kręgi na wodzie – Ale nie martw się, gdy już zrobi się odpowiednio duża, będzie wchodziło gładko. A teraz… – kolejna eksplozja bieli wydaje się nie mieć końca, czuje jakby to nie plastik, a rozżarzony do białości pręt wędrował w moje trzewia – O widzisz, wszedł calusieńki. Jestem z Ciebie dumna. – sunie z powrotem, wychodząc – Ale twój łysy kanarek nadal taki smutny. Wolisz by było szybko i brutalnie czy wolno i mocno?
    Ale nie daje mi czasu na odpowiedź. Wchodzi i wychodzi w moje wnętrze, rozpychając co raz bardziej w falach bólu. A boli wszystko. Ramiona, na których się opiera, kolana, które przytrzymuje ciałem, ale najbardziej tam. Nawet, gdy nie chce o tym myśleć, to przypomina mi o tym każdym ruchem, gdy błagam w głębi ciała by ten był już ostatni i znów powtarza. Raz po raz, wsuwa się głęboko i ostro, a potem wolno ciągnie w tył. W nieskończonej pętli białej plamy przed zamkniętymi oczami.
    – Ah, starczy… – schodzi wreszcie z moich nóg – Podobało się? – nie mam siły podnieść głowy  – Oczywiście, że tak, wszystkim kobietom to musi się podobać. Dałabym Ci nawet papierosa w nagrodę, ale musiałabym potem wietrzyć pokój. – chichota z własnego dowcipu – O, zobacz. To krew! Straciłaś dziewictwo, Sratyldo! – jeszcze bardziej wybucha śmiechem – Tylko się nie zesraj jeszcze z radości. – skrzypienie sprężyn, chyba wstaje – Zostaniesz teraz tutaj sobie. Rano, nim wstanie Wanda, przyjdę Cię wypuścić. Może zrobimy sobie jeszcze jedną rundkę, skoro już wiesz jakie to cudowne? – głaszcze mnie po plecach, jakbym naprawdę miała być szczęśliwa –  Ale jak stąd wyjdziesz, znikniesz z jej życia na zawsze. – ściska boleśnie jądra – Takie małe, zabawne. Pewnie nawet by nie zaspokoiło kobiety, nic dziwnego, że się tak przebierasz. – coś upada na ziemię – Nie martw się, powiem, jak to ujmujesz, że źle się poczułaś. Będziesz miał tak dużo czasu na przemyślenie jak głupi i słaby jesteś, oraz jak dużo radości miałeś z tej nauki, by rano błagać o kolejną. – unosi jeszcze raz moją twarz – Aha, nie myśl, by iść do niej na skargę lub coś kombinować. Jak myślisz, uwierzy w to, , skoro kłamiesz jej o wszystkim? Komu uwierzy? Kobiecie, która się nią opiekuje czy zasmarkanemu dziwolągowi, który rzyga tym co zje.  – puszcza i wychodzi jakby nic
    Co gorsza, ma rację. W jednej chwili straciłem wszystko, co kochałem. Moja Matylda, została mi odebrana i roztrzaskana.

    Ciąg dalszy…. nastąpi?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Krótka historia o chłopcu chcącym zostać dziewczynką. Jak zawsze zachęcam do pozostawienia komentarzy.
    Zapraszam też do sprawdzenia cyklów Kota i Właścicielki (sequel) w uniwersum “Human Puppy”, które pisane są regularnie na stronie.

  • Sesja fotograficzna – 5.

    Część 5.

    Po kilku dniach przypadkowo spotkałam Heńka, bo telefonów znowu nie odbierał. Na jego widok z trudem panowałam nad sobą. Poinformowałam go, że byłam w laboratorium, a wyniki badania mojej krwi potwierdziły obecność jakichś organicznych związków chemicznych wchodzących w skład środków odurzających. Nie pamiętałam pełnej nazwy. Nie chciałam na ulicy robić sceny, ale miałam ochotę rzucić się na niego z pazurami!

    Trochę stropił się, ale lekko wzruszył ramionami i stwierdził, że w trakcie filmowania zachowywałam się normalnie. Podczas pozowania również. A potem złośliwie uśmiechnął się i zapytał wprost:

    – Chcesz w sądzie weryfikować wiarygodność swojego zachowania na tej kanapie podczas seksu grupowego, za który wzięłaś kasę i dobrowolnie podpisałaś umowę? Będą mieli ubaw! Szczególnie, że wcześniej brałaś udział w takim filmie. Wtedy nie miałaś obiekcji – spojrzał na mnie, dając do zrozumienia, że czeka mnie długa i wyboista droga.

    – Nikt z tobą nie będzie chciał pracować – uświadomiłam mu.

    – Myślisz, że taki proces pomoże tobie w pracy? – zignorował moje ostrzeżenie. – A co stanie się, jeżeli dowiedzą się media? A dowiedzą się – spojrzał na mnie wymownie. – Jak potraktują dzieciaki w szkole? – Zawiesił głos i dodał: – Zastanów się, czy to dobry pomysł. Wiesz, jak skończysz z taką opinią?

    Nic nie mówiłam. Z wściekłością patrzyłam na niego. Mój wrogi wyraz twarzy i milczenie chyba zaniepokoiły go znacznie bardziej niż informacja o wynikach badania krwi. Przecież znał mnie. I mój charakter.

    – A może mają ciebie odwiedzić moi koledzy od Sandry? – zakończył ostrzejszym tonem, wrogo spoglądając na mnie. Odwrócił się i poszedł. Nie pożegnał się.

    Wzmianka o kolegach Sandry bardzo mną wstrząsnęła. Straszył mnie! Groził mi! A ja zwyczajnie bałam się. Wręcz przeraził mnie tą groźbą. Przypomniałam sobie tych goryli. Dotarło o mnie, że ma możliwości, o które go nie posądzałam. Teraz zrozumiałam, jak bardzo byłam naiwna, sądząc, że facet robi zdjęcia i sam je sprzedaje różnym redakcjom, „wolny strzelec”, kur…

    Ze zdenerwowania nie mogłam zasnąć tej nocy.

    *

    Minęły jakieś trzy tygodnie. Bezskutecznie starałam się zapomnieć o całym zajściu. Byłam bezradna i ciągle brakowało mi pieniędzy, więc koncentrowałam się na szukaniu pracy. Teraz szłam na spotkanie, aby zleceniodawcy oddać wyniki analiz statystycznych. Ot, taka przypadkowa praca za kilkaset złotych. Wychodzę z mieszkania i na półpiętrze zaczepia mnie jakiś facet.

    – Jak wszedł do bloku? – Jeszcze przemknęło mi przez myśl, zanim odezwał się.

    Przedstawia się imieniem i rzuca zdanie, które mrozi mnie: 

    – Jestem od Henryka.

    Ma moje zdjęcia! Pokazuje mi. Jestem naga i bez peruki! Większość zdjęć jak podczas wizyty u ginekologa. Wyraz twarzy na zdjęciach świadczył o tym, że byłam naćpana. Facet proponuje mi seks za kasę albo udział w filmie.

    Henryk mówił, że robisz też seks grupowy. Że w ogóle dobra z ciebie dziwka, tylko droga – zmierzył mnie z góry do dołu. – I miał rację. Dobrze wyglądasz. Widać klasę. No i byłabyś świeża w naszym gronie. Ile chcesz za wieczór ze mną i kilkoma kolegami? Będą też inne dziewczyny, ale na pewno będziesz miała powodzenie. Trochę pohasasz sobie – zapewnił mnie i patrzył wyczekująco. Lekki uśmiech na ustach, który świadczy o jego władzy nade mną. Czekał na moją cenę. Nagle chwycił mnie za pierś. Mocno. – No, niezłe – stwierdził z uśmiechem.

    – Nie jestem zainteresowana i nie będę! Proszę to również powtórzyć Henrykowi – szarpnęłam ciałem i zdenerwowana zbiegłam po schodach. Uświadomiłam sobie, że ten gnój, fotograf, podał facetowi mój adres!

    Facet chyba był za bardzo zaskoczony moją reakcją, bo nie ścigał mnie i nie pojawił się ponownie. Widocznie znalazł inne „świeże” dziwki.

    Tak! Tak! Byłam świadoma tego, że zarabiam na życie jako dziwka! I wcale nie poprawiało to mojego nastroju. Wręcz przeciwnie.  

    *

    Kilka dni później pojawia się taka sama propozycja od innego faceta. Czekał przed moim blokiem. No, prawie taka sama. Przedstawił się jako Ryszard. Od poprzednika różnił się wszystkim. Poza płcią. Starszy ode mnie, wysoki, z lekkim brzuszkiem, szpakowaty, zadbany, pogodny, dobrze ubrany, z manierami, uprzejmy, pachnący dobrymi perfumami. Kiedy przedstawił się, od razu wiedziałam, o co chodzi, ale nie minęłam go. Zatrzymałam się tylko dlatego, że był uprzejmy i jakoś nie wypadało odejść bez słowa. Miał moje zdjęcia, ale mi ich nie pokazał.

    – Cholera, ten gnój, Heniek, rozdaje moje zdjęcia i adres chyba wszystkim facetom, których zna! – trzęsłam się ze zdenerwowania.

    Jednak, kiedy ten Ryszard zaczął przedstawiać warunki, zdecydowałam się wysłuchać go do końca. Zaproponował rozmowę w kawiarni. Uległam i dałam się zaprosić, bo obiecał, że zajmie mi najwyżej kwadrans, a potem podwiezie we wskazane miejsce. O, to było mi bardzo na rękę.

    Za weekend tylko z nim zaproponował mi moją pensję! Miałam wybrać hotel. W kraju lub za granicą. On pokrywał wszystkie koszty. Nadal był grzeczny. Zero nachalności i głupich uśmieszków. To zabrzmi śmiesznie, ale budził moje zaufanie! Zgodziłam się, chociaż nie bardzo wierzyłam w kwotę, którą podał. Wymogłam, że pojedziemy pociągiem. Z góry dziękuję za samolot! Na dworcu chciałam dostać całą kwotę. Zgodził się. Zaproponował, że przyjedzie po mnie i razem pojedziemy na dworzec. Nierozważnie zgodziłam się, ale za to mogłam całą zarobioną kwotę zostawić w mieszkaniu.

    Złośliwie wybrałam chyba jeden z najdroższych hoteli w Berlinie. Sheraton! Z basenem. Nic innego nie przyszło mi do głowy. A jemu nawet nie drgnęła powieka! Wręcz przeciwnie, wydawał się zadowolony z mojego wyboru. Jeszcze poprosił, żebym, obok tradycyjnych ciuchów, zabrała również strój kąpielowy.

    *

    No, więc zabrałam strój kąpielowy, kilka par szpilek, kilka par pończoch, świeże ciuchy i bieliznę na każdy dzień. I przed samym wyjazdem się zaczęło. Reisefieber? Żeby tylko! Cholera, jak ja się wtedy denerwowałam! Denerwowałam? Byłam bliska histerii! Jechaliśmy EC do Berlina, pierwszą klasą, a jakże, a ja przez większość podróży nie mogłam przestać myśleć, w co dałam się wrobić! Pierwsze spotkanie i wyjeżdżam z nieznanym mi facetem za granicę! OK, dobrze płacił, nawet bardzo dobrze, ale czy mój mózg miał wolne, kiedy godziłam się?! Zgubiła mnie moja pazerność na kasę! Mogłam pracować w jakiejś ‘sieciówce’, w ochronie albo jako sprzątaczka. Tam nie potrzebowałabym super kwalifikacji i miałabym chociaż jakąś najniższą krajową. Albo mniej. Na razie takie próby nie dały rezultatu, ale przecież w końcu coś znalazłabym! Mogłabym ‘na czarno’ opiekować się dziećmi. To też jakaś stała kwota każdego dnia.

    Pociąg jechał szybko, w wagonie pierwszej klasy zajęty był może co trzeci przedział. W naszym  przedziale siedzieliśmy tylko we dwoje. Ja cały czas byłam czujna jak zając pod miedzą. Drzemałam z otwartymi oczyma. Ta, drzemałam… Miejsca mieliśmy naprzeciwko siebie. Mimo to facet nie przesiadł się. Nie zasłonił okien od korytarza. Był spokojny, pogodny, uśmiechał się, próbował zabawiać mnie rozmową. Powiedział, że wyglądam efektownie. Nie macał mnie, nie obłapywał, nie rozchylał nóg, chociaż nieopatrznie ubrałam spódniczkę i szpilki. Gorzej: wyglądaliśmy jak stare małżeństwo, z tą różnicą, że on był miły. Miał dla nas gazety, czytał książkę, drzemał. Zamówił dla nas kawę i ciastka. Trochę mówił o sobie. Przy ciastku zapytał, co chciałabym zobaczyć, zwiedzić w Berlinie? Cały czas sprawiał wrażenie odprężonego i zadowolonego z naszej podróży. 

    I wtedy napadły mnie wątpliwości. I to jakie!

    A może to tylko oszustwo, a naprawdę chce mnie sprzedać do jakiegoś burdelu? Wjeżdżamy na dworzec, wysiadamy, a tam jacyś faceci czekają na mnie. Wepchną mnie do auta i sruu do burdelu! Z przerażenia oblała mnie fala gorąca.

    A może ten Ryszard wziął mnie, żeby sprzedać moje nerki? A co, jak obudzę się po kilku godzinach, w pokoju hotelowym, w wannie z lodem, we krwi, naszprycowana środkami przeciwbólowymi, z komórką pod ręką i z kartką z numerem do szpitala? Czytałam o takich numerach!

    Niewiele brakowało, a wysiadłabym na najbliższej stacji! Przez resztę podróży pociągiem oczy miałam dookoła głowy. Każdy wydawał mi się podejrzany. Nawet taksówkarz mi się nie podobał, kiedy jechaliśmy z dworca do hotelu. Jakiś taki uprzejmy był… Telefon schowałam głęboko, bo to była moja ostatnia deska ratunku, gdybym obudziła się gdzieś w lesie albo w jakiejś piwnicy. Przynajmniej tak sądziłam.

    Potem musiałam tłumaczyć się dzieciom i okłamywać je, bo nie byłam osiągalna przez cały dzień. Co za rodzicielski sukces… Ze zdenerwowania nie potrafiłam myśleć racjonalnie. Dzisiaj śmieję się z tego. To znaczy z własnej głupoty i naiwności.

    *

    On naprawdę dbał, żebym czuła się jak najlepiej. Było cudownie. Seks taki sobie, ale naprawdę starałam się, żeby był zadowolony. I chyba był. W każdym razie nie narzekał. Obsługiwałam go wieczorem oraz rano i jeszcze próbowałam po południu, jeżeli byliśmy w pokoju, ale nie nalegał. Tylko życzył sobie, żebym w pokoju chodziła nago. Mogłam zakładać szpilki i pończochy. W milczeniu patrzył na mnie. Niech sobie patrzy. Kiedy czytał, siedziałam obok niego, a on mnie czasami dotykał, głaskał. Jakoś mi to nie przeszkadzało. Już zobojętniałam na męski wzrok i pożądanie. 

    Sporo byliśmy w ruchu, bo kupił bilety na trzy dni i wszędzie jeździliśmy metrem i S-Bahn. Zaliczyłam Legoland, Aquadom, Madame Tussauds i zoo. Ponad godzinę przesiedzieliśmy przed akwariami. Tam jest dość ciemno. Kiedy było nieco mniej ludzi, zrobiłam mu masaż członka. Był zadowolony, ale chyba bardziej rozbawiony moimi zabiegami. Wyszliśmy z budynku, objął mnie i pomacał pierś. Nawet zanurzył dłoń w dekolt. Nie protestowałam. Na tym polegała moja praca. I tak akurat nikt nas nie mijał. Zresztą, po kontakcie z Heńkiem uodporniłam się na reakcje innych.

    Pływalnia, jacuzzi, spacery, różne restauracje. I wypad na zakupy! Kupił mi kilka ciuchów. Wręcz nalegał! Gdybym nie była z nim w tej określonej, specyficznej roli, to pewnie zakochałabym się! A tak? Chciałam wykorzystać go, bo miałam okazję. Nigdy nie pytałam go o życie prywatne. Nie interesowało mnie. On, w zasadzie, nie pytał o moje, ale sporo rozmawialiśmy, chociaż nie o pogodzie. Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania: film, podróże, akwarystyka (ja lubiłam oglądać, on ponoć miał kilka i mógł o tej pasji opowiadać godzinami). Idealnie dzieliła nas muzyka. Lubiliśmy coś innego, ale słuchaliśmy o preferencjach drugiej strony. Czasami czytaliśmy te same książki, chociażby kryminały: Mankella, Cobena i Forsytha. Wracając, praktycznie przegadaliśmy całą podróż. W przedziale byliśmy tylko we dwoje. Znowu siedział naprzeciwko mnie. W pewnym momencie przesiadł się. Kiedy chciałam zdrzemnąć się, wtuliłam się w niego. Objął mnie.

    *

    Życie jednak nie znosi próżni. Czasami los, po latach szarych i trudnych, kiedy wydaje nam się, że już nic dobrego nas nie czeka, tylko powtarzalność dnia bez nadziei na poprawę, nagle złośliwie (?) ofiarowuje nam, w ramach rekompensaty, ledwie chwilę radości albo ‘nawet’, w przypływie szczodrości, jedną jedyną szansę, której nie wolno przeoczyć, ani zmarnować, bo kolejnej już nie doczekamy. Jeżeli przeoczymy albo zlekceważymy szansę, wówczas pozostanie tylko gorycz niespełnienia i ciągłe rozpamiętywanie. Czasami los jest tak łaskawy. Czasami. Właśnie miałam tego doświadczyć.

    *

    Minęło sporo miesięcy. Spotykaliśmy się wielokrotnie. Niezbyt często, ale regularnie. Na ogół raz lub dwa w miesiącu. To ja pilnowałam kolejnych terminów, bo opłaty za spotkania pozwalały mi na skromne, ale spokojne życie. Pilnowałam terminów, bo postawił warunek, że będzie płacił więcej, ale mając mnie na wyłączność. Z ulgą zgodziłam się.

    Potem urwało się. Z mojej inicjatywy. Nie nalegał długo. Zniknął tak samo, jak pojawił się w moim życiu. Twierdził, że wyjeżdża do pracy. Ulżyło mi. Bałam się jakichś scen, agresji, gróźb. Ale trochę mi go brakowało. I jego pieniędzy.

    Jednak miałam szczęście! Ktoś przypomniał sobie o mnie i zaczęłam dostawać drobne prace zgodne z moim wykształceniem. Różnym osobom robiłam obliczenia, studentom do ich prac licencjackich i magisterskich, nawet pisałam całe rozdziały. Opłacało się. Przygotowywałam analizy, rozliczałam też faktury. Wszystko „na czarno”. Czasami wpadła jakaś większa praca, nawet z uczelni, na umowę zlecenie. Wystarczyła znajomość obsługi kilku programów.

    *

    Rodzice w końcu dowiedzieli się o mojej sytuacji, sprzedaży auta, wyprzedaży ciuchów, zapożyczaniu się i systematycznie wspierali mnie drobnymi kwotami. Mimo wszystko starałam się unikać ich wsparcia. Nie miałam pojęcia, skąd brali pieniądze dla mnie. Przecież nie ze swoich emerytur!

    Nie doceniłam mojego taty. Mama przyznała, że wrócił do pracy. Teraz wykładał w prywatnej uczelni: więcej godzin za niższą pensję, ale przyjął. W państwowej zarobiłby więcej. Wiadomo: ‘trzynastka’, gwarantowane wynagrodzenie według „widełek”, ale tam już go nie chcieli.  

    Dzieci również spokojnie przyjęły wiadomość o moim bezrobociu. Chyba wcześniej domyślały się, że nie jest tak fajnie, jak próbowałam to przedstawiać, a później zrozumiały, że czas prezentów i hucznych imprez urodzinowych oraz wyjazdów na wczasy minął. Żyliśmy z miesiąca na miesiąc. Ba! Z tygodnia na tydzień. Czasami nie wiedziałam, za co jutro kupię coś do jedzenia, ale jakoś żyliśmy. Teraz zadłużałam się tylko u rodziców i ciągle szukałam stałego zatrudnienia. Pomoc rodziców, chociaż dość skromna, była bezcenna! Miałam łzy w oczach. Wiedziałam, że nigdy nie zdołam im się odwdzięczyć.

    *

    Spotkałam się z Ewą u niej w domu. Akurat nikogo poza nami nie było. Wypiłyśmy kawę, zjadłyśmy kawałek jabłecznika. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ale byłam przekonana, że miała szczególny powód, żeby spotkać się ze mną. Kiedy zapadło dłuższe milczenie, czekałam na jakiś znak gospodyni. Nie patrzyła na mnie. Spoważniała, a pusty wzrok utkwiła w ścianie za moimi plecami. Nie odezwałam się. Cierpliwie czekałam. Nie zanosiło się na nic przyjemnego. Bałam się, że zechce od razu zwrotu całej kwoty, którą jej spłacałam. Zaskoczyła mnie:

    – Lidzia, mam problemy zdrowotne. Nawet spore problemy. Lat też mi nie ubywa, a problemy zdrowotne coraz częściej i na różne sposoby dają o sobie znać. Przyplątały się różne choroby. Teraz kilka jednocześnie. Ot, taka kumulacja. Jak w totka. Tylko suma nie cieszy – spojrzała na mnie i uśmiechnęła się smutno. Chwilę milczała. Westchnęła i popatrzyła gdzieś w bok. – Być może czeka mnie operacja, może dwie, naświetlania, chemia, rehabilitacja, sanatorium. Lekarze paru specjalności będą musieli to razem pouzgadniać – znowu zamilkła.

    Spokojnie, w milczeniu czekałam na dalszy ciąg. Domyślałam się, że to tylko wstęp.

    – Nie chcę puszczać firmy na sprzedaż. Tyle włożyłam w nią serca i pracy! Mąż ma swoją pracę i nie zna się na tym, a dzieci mają inne plany. Hm… I ten, no wiesz… Lidzia, poprowadziłabyś firmę? Aż się trochę wykuruję?  

    Zaskoczona propozycją, milczałam. Nawet wstrzymałam oddech. Zamurowało mnie!

    Ewka spojrzała na mnie z nadzieją. Z uwagą przyglądała się mojej mimice. Nie potrafiła niczego odczytać z mojej twarzy, więc po chwili kontynuowała:

    – To jednak trochę potrwa. Sporo zarobisz. Obiecuję, że będziesz zadowolona, ale u mnie w domu codziennie będziesz zdawać sprawozdania – potencjalna pracodawczyni jednym tchem przekazała mi tyle informacji. Zmęczona monologiem, odchyliła się w fotelu. I czekała z nadzieją w oczach.

    I zaraz miałam zdecydować się! Na razie milczałam. Teraz ja patrzyłam w okno. Przed oczami, jak w filmowych kadrach, błyskawicznie przelatywało moje beznadziejne życie bez pracy. Każdy miesiąc, dzień, każde upokorzenie, upodlenie, każda porażka, każde oszustwo. A potem jeszcze raz: upokorzenia, oszustwa, żebranina o pożyczki…

    Wreszcie Ewka nie wytrzymała. Na swój sposób zinterpretowała moje milczenie i jeszcze raz natarła: 

    – Co o tym myślisz? – spojrzała na mnie prawie błagalnie. – Jeżeli zgodzisz się, to kiedy wrócę do pracy, masz u mnie pewny etat aż do emerytury. Z zawyżoną pensją – znacząco dodała, widząc wyraz mojej twarzy.

    A ja zastanawiałam się. Myślałam o Heńku, jego nieuczciwości, kłamstwach i szantażu.

    Nie mogłam, nie potrafiłabym i nawet nie chciałam odmówić. Zwyczajnie nie było mnie na to stać! I miałabym taką świetną pracę! Prawie nie wierzyłam w to, co się właśnie dzieje!

    W końcu uszczypnęłam się, żeby zakończyć projekcję i wrócić do rzeczywistości. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Rekompensata, 1.

    Część 1.

    Właśnie skończyłam 41 lat.

    Zdecydowałam się na poszukiwanie nowych wrażeń, bo czuję się niespełniona. Nie satysfakcjonuje mnie seks, od lat taki sam. Inaczej wyobrażałam sobie również naszą sytuację finansową po tylu latach małżeństwa. Wczasy za granicą, wypady na narty zimą, obiady w restauracjach, większe mieszkanie albo własny domek. Nowsze auto i lepszej marki. Więcej ciuchów i więcej czasu dla siebie. Podsumowanie materialnej strony naszego związku wypadło blado. Zawsze uważałam się za osobę atrakcyjną i zadbaną. Uznałam, że sama mogę ubarwić swoje życie. Przynajmniej od strony emocjonalnej, jeżeli mąż nie jest w stanie zadbać o sferę materialną.

    Siedziałam przed lustrem. Przyglądałam się sobie i wreszcie zdecydowałam. Muszę coś zmienić w swoim życiu! Byłam jeszcze w średnim wieku i więcej oczekiwałam od życia. Wstałam, zdjęłam sukienkę, stanik i majtki. Stałam przed lustrem w samych klapkach na szpilce. Przyjrzałam się sobie. Podniosłam ręce, zalotnie przeciągnęłam się i splotłam dłonie nad głową.

    – No, teraz nawet piersi lepiej wyglądają. Mam brzuszek, ale cudów już nie będzie – pomyślałam chwilę, krytycznie przyglądając się sobie w lustrze. – Poopalam się, a jesienią i zimą – do solarium. I zacznę pływać! – zdecydowałam. Pływanie spala dużo kalorii. – Jutro pójdę kupić karnet, a wracając z pływalni, pójdę do kawiarni na kawę. O, będzie okazja do zawarcia nowych znajomości! Może założę konto na jakimś towarzyskim portalu? 

    Tak byłam zaskoczona przemyśleniami i pomysłem, że opuszczając dłonie, mimowolnie dotknęłam łechtaczki. Rzuciłam wzrokiem w dół i pogłaskałam wargi. Lekko rozchyliłam je. Zrobiło mi się jakoś tak… Spojrzałam w lustro i odważnie rozchyliłam pochwę. Ugięłam nogi i maksymalnie ją rozciągnęłam. Stałam przez chwilę w tak wulgarnej pozie i oglądałam się w lustrze. Podniecona, przełknęłam ślinę. Upajałam się rosnącym podnieceniem. Opuszką palca delikatnie pogłaskałam łechtaczkę. Reakcja była natychmiastowa. Ciało przeszył delikatny dreszcz. Znacznie mocniej potarłam łechtaczkę. Tym razem dreszcz wręcz szarpnął ciałem.

    – Och! – wyrwało się głośne, przeciągłe westchnienie. – Co za miłe uczucie! – szarpałam łechtaczkę, patrząc w lustro. – Muszę częściej… 

    Chrobot klucza w drzwiach wejściowych przerwał rodzącą się myśl. Szybko sięgnęłam po sukienkę. Mąż wrócił.

    *

    Obiad podałam mężowi w samej sukience. Stukałam szpilkami. Mąż nawet nie zwrócił uwagi, że nie mam stanika. Trochę głupio czułam się, kiedy piersi kołysały się przy każdym ruchu. O coś zapytał, odpowiedziałam. Uzgodniliśmy, kto tym razem odbierze jakiś polecony na poczcie. Mąż uprzedził, że musi odstawić samochód na przegląd. Czułam się niezręcznie, chociaż byłam tylko z nim. Nagle zdałam sobie sprawę, że wielokrotnie widział mnie nagą pod prysznicem, w sypialni, podczas ubierania się. I kiedy siedziałam na muszli i siusiałam! Czasami nawet widział mnie, opalającą się w drzwiach balkonowych bez stanika. Nie zareagował. Gdybym stała tutaj naga, pewnie też bym nie wywarła żadnego wrażenia.

    – I jeszcze chodzę bez majtek! – zawstydziłam się. Mimo wszystko mile ekscytowała mnie taka sytuacja. – A… A gdyby tak podać mu obiad nago? W samym fartuszku i szpilkach? – aż poderwałam się na myśl o takim rozwiązaniu. – Eee, też nie zwróciłby uwagi! Tylko warknie, że gołą dupą macham i zupę wyleję.

    *

    Czas mijał, a ja dojrzewałam do decyzji. W zasadzie już dawno podjęłam decyzję, ale ciągle nie potrafiłam się do tego przyznać przed sobą. Z żadną koleżanką nie rozmawiałam na ten temat, obawiając się, że w końcu o moim pomyśle dowie się mąż. Nawet nie chciałam myśleć o konsekwencjach.

    – Koleżanki też mogą mi pozazdrościć, a konkurencji nie potrzebuję – pomyślałam trzeźwo. – Zadbam o siebie, a nie o połowę osiedla.

    *

    Lipiec powoli dobiegał końca. Mąż jutro wracał z delegacji. Zdecydowałam się. Ubrałam się atrakcyjnie, trochę wyzywająco: bluzka z dużym dekoltem, krótka spódniczka, szpilki i wyszłam do miasta. Po raz pierwszy sama poszłam do kawiarni. Piłam kawę. Właśnie przeglądałam smsy, kiedy nade mną stanął mężczyzna. Szybko dałam mu do zrozumienia, że nie jestem prostytutką.

    – Proszę wybaczyć, wcale tak nie myślałem! – gorączkowo zaprotestował. – Kobieta tak elegancka, zadbana, efektowna jak pani nie powinna w ogóle tak myśleć o sobie, kiedy mężczyźni zwracają na nią uwagę. To chyba naturalne, że mężczyzna, niezależnie od wieku, zwraca uwagę na atrakcyjną kobietę. Pozwoli pani przysiąść się?

    Przyzwalająco skinęłam głową. Chociaż bez entuzjazmu. Miło było go słuchać, bo gładko prawił komplementy. Facet, który zaczepił mnie kwadrans wcześniej, już dawno zniknął, ale zostawił ogromny niesmak. Kiedy podszedł, zachęcająco uśmiechnęłam się do niego, a ten próbę nawiązania kontaktu zaczął wyjątkowo chamsko, bo od pytania: “Ile bierzesz za numer?” Gnój, nawet nie przywitał się.

    – Najpierw przedstawię się: Henryk – przysunął się z krzesłem. Powściągliwie komplementował moją urodę, zamówił lody. – Może będziemy mówić do siebie po imieniu? Byłoby nam łatwiej rozmawiać.

    Nie był nachalny, ale uprzejmy i miło rozmawiało się, więc podałam swoje imię – Zofia. Przeszliśmy na „ty”. W końcu przyznałam, że nie czekam na nikogo. Zaproponował kieliszek wina. Zgodziłam się. On sam nie pił – prowadził. Jedliśmy lody, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Czas mijał szybko. Byłam zachwycona i podekscytowana. Rozluźniłam się. Tak! Tego potrzebowałam! Właśnie tego! Oddychałam pełną piersią! Rozmawialiśmy na różne tematy, adorował mnie zadbany, elegancki mężczyzna. Nareszcie czułam się dowartościowana. Tego potrzebowałam. Henryk nie rzucał się na mnie, nie próbował obmacywać, nawet dotykać, nie sugerował seksu, nie bawił seksualnymi żartami. Rozmawialiśmy z taką swobodą, jakbyśmy znali się od dawna. Z radości chciało mi się śpiewać!

    W końcu Henryk zaproponował wspólny spacer. Uregulował rachunek, odsunął krzesło, kiedy wstawałam. Na placu mijaliśmy kilka stoisk z kwiatami. Przeprosił i podszedł do jednego z nich. Po chwili wrócił.  

    – Proszę! – uśmiechnął się, wręczając spory bukiet.

    – Och! Dziękuję! – odwzajemniłam uśmiech. Znowu mile mnie zaskoczył. – Od męża kwiaty dostaję tylko z jakiejś okazji. Najwyżej dwa razy w roku – przemknęło mi przez myśl.

    – Ruszajmy na spacer – przypomniał.

    Szli dłuższą chwilę w milczeniu. Zatrzymał się przy aucie. Chyba jakieś zgrabne audi. Nie znałam się na samochodach.

    – Proszę, wsiadaj – otworzył drzwi.

    – Spacer na siedząco? – spytałam zaskoczona.

    – Och, nie! – roześmiał się. – Zapraszam na spacer, ale w atrakcyjniejsze miejsce niż centrum naszego miasta.

    – Nie, dziękuję. Dopiero poznaliśmy się. Propouję spotkanie za dwa dni. W tej samej kwawiarni i o tej samej godzinie. Zgoda?

    Był wyraźnie rozczarowany, ale zgodził się. Co mu pozostało?

    *

    Na spotkanie przyszłam pół godziny wcześniej. Usiadłam na ławeczce, obserwując kawiarnię. Nie chodziło o to, że nie mogłam doczekać się spotkania. Chciałam sprawdzić, czy przyjedzie sam. Taki drobny sposób sprawdzenia jego wiarygodności.

    Pojawił się może dziesięć minut przed ustaloną godziną. W ręku miał gazetę. Nie rozglądał się. Szedł powoli. Kiedy wszedł do kawiarni, przez duże okno widziałam, który stolik zajął. Zamówił coś do picia i przeglądał gazetę.

    Spóźniłam się prawie kwadrans. Jeżeli zależy mu, to zaczeka i jeszcze bardziej ucieszy się na mój widok. Jeżeli zacznie majstrować przy telefonie, to – być może – informuje kogoś o moim spóźnieniu. Wtedy zrezygnowałabym z ze spaceru za miastem. Pił zamówioną kawę czy herbatę i nadal czytał gazetę. Czasami spoglądał na zegarek.

    Weszłam do kawiarni i szybko podeszłam do stolika. Głęboko odetchnęłam, kładąc dłoń na dekolcie.

    – Dzień dobry! Przepraszam, nie lubię spóźniać się, ale nieoczekiwana sytuacja zatrzymała mnie dłużej w domu. No, już jestem. Możesz zamówić mi wodę mineralną?

    Wstał i przywitał się. Był zadowolony, że pojawiłam się. Nie pytał o szczegóły spóźnienia. Coś bąknął o przywilejach pięknych kobiet. Przesunął małą paczkę po blacie stolika.

    – Proszę, to czekoladki dla ciebie – nie dał po sobie poznać, że jest zirytowany spóźnieniem.

    – Dziękuję, ale staram się nie jeść słodyczy. Muszę dbać o linię.

    Uśmiechnął się i machnął ręką.

    – Bez przesady, takiej figurze czekoladki nie zaszkodzą.

    Uśmiechnęłam się. Może miał rację.

    *

    Wyjechaliśmy za miasto. Jeszcze kilka minut szybkiej jazdy i znaleźliśmy się na drodze, którą otaczały pola uprawne albo lasy. Po kolejnych kilku minutach wjechaliśmy na leśną dróżkę. Zatrzymał samochód, pomógł mi wysiąść. Rozglądałam się trochę z obawą, ale ruszyłam obok niego. Spacer po lesie był przyjemny. Było w nim chłodniej niż na polach, które minęliśmy. Nie zobaczyliśmy żadnych spacerowiczów. Kiedy wyszliśmy z lasu, czekała mnie niespodzianka. Znaleźliśmy się prawie nad jeziorem. Zaproponował więc wspólną kąpiel, ale odmówiłam. Nie miała stroju i nie pływałam najlepiej. Zaproponował pływanie nago, ale nie zgodziłam się. Z uśmiechem rozłożył ręce.

    – Kontynuujmy spacer – zaproponował. Podwinął nogawki swoich spodni, zdjął buty i skarpetki i maszerował w wodzie.

    Chętnie zdjęłam szpilki. Woda była ciepła i odświeżała zmęczone stopy. Uważnie przyjrzałam się mężczyźnie. Był wyższy od niej, może nieco starszy. Nie był atletycznej budowy, ale też nie był chudy. I nie miał brzucha. miał spore bicepsy. Albo ćwiczył, albo wykonywał jakąś pracę fizyczną. Wyglądał na zadbanego. Długo już spacerowaliśmy i w końcu jakoś tak wyszło, że pomógł mi, trzymając za rękę, kiedy zrzucałam wodorosty ze stopy, że w końcu nie puścił dłoni. Od jakiegoś czasu szliśmy, trzymając się za ręce. Byłam w szampańskim nastroju. Mąż wracał jutro, więc cały dzisiejszy dzień miałam dla siebie. Nie spieszyłam się z powrotem do miasta i do domu. Ku mojemu zaskoczeniu odezwał się Henryk: 

    – To co? Będziemy powoli wracać?

    – O, tak. Chętnie. Robi się późno – nie odważyłam się zaprzeczyć, żeby nie sądził, że spodobał mi się taki spacer. Nie chciałam też, żeby mężczyzna nalegał na jakiś bliższy kontakt.

    Zawróciliśmy i szliśmy w podobnym, spacerowym tempie, bez pospiechu. Chyba byłam trochę rozczarowana, ale czego się spodziewałam? Henryk wyglądał na zadowolonego. Parokrotnie pytał o możliwość kolejnego spotkania, ale dawałam jakieś ogólnikowe odpowiedzi, unikając konkretów. Dłużej posiedzieliśmy nad jeziorem, aż wyschły nam stopy. Otrzepaliśmy je z piasku, założyliśmy obuwie i ruszyliśmy w drogę powrotną przez las. Było cicho, las dawał cień i miły chłód. Prawie nie czułam wiaterku, który chłodził. I tym razem nikogo nie spotkaliśmy. Henryk opowiadał jakiś żart i objął mnie ramieniem. Byłam chyba trochę nieobecna, ale starałam się słuchać. Sama nie wiedziałam, dlaczego, jednak czułam się rozczarowana. Bo nie odważyłam się wejść do jeziora nago i popływać? W końcu mężczyzna był jednak obcym. A gdyby uciekł z moją torebką i dokumentami? Dotarło do mnie, że zmienił temat.

    – Już niedługo dojdziemy do auta – stwierdziłam.

    – No, jeszcze kawałek – ocenił Henryk, rozglądając się. – A chcesz iść w innym kierunku? – był skłonny jeszcze kontynuować spacer.

    – Nie, myślałam, że rozpoznaję otoczenie.

    Szliśmy w milczeniu. Klimat jakby nieco pogorszył się, a przecież nie byliśmy zmęczeni. W aucie czekały na nas napoje, więc nie było na co narzekać. Właśnie zastanawiałam się, jak będzie wyglądać pożegnanie.  

    – Zosia – zawołał do mnie.

    Odwróciłam się w jego kierunku. Zamyślona nawet nie zauważyłam, że Henryk zatrzymał się i wszedł w boczną ścieżkę.

    – Tak?

    – No, chodź tutaj! – zawołał. Zawróciłam i powoli podeszłam do niego.

    Kiedy już zbliżałam się do niego, nagle odwrócił się, w dwóch krokach był przede mną. Zanim zorientowałam się, objął mnie i zaczął całować. Po chwili, kiedy otrząsnęłam się z zaskoczenia, próbowałam wycofać się. Jednak mocno trzymał mnie w pasie, więc biustem musiałam oprzeć się o niego. Drugą rękę włożył we włosy i chwycił za głowę. Nawet po tak drobnym geście przemocy zadrżałam. Z podniecenia.

    – Nie, nie! – protestowałam, kiedy jednak zdołałam uwolnić się od jego ust.

    Nie słuchał mnie. Całował po szyi, dekolcie, policzku. Gryzł po płatku ucha, wwiercał językiem do środka. Odchyliłam głowę, drżałam, sapałam, chciałam zaprotestować i… pragnęłam więcej!

    Puścił głowę i chwycił mnie za pierś. Całował w usta i macał pierś. Druga dłoń zsunęła się na pośladek. Nie potrafiłam się przeciwstawić. I nie chciałam. W końcu poradził sobie z guzikami i niecierpliwym ruchem sięgnął do stanika. Wyjął pierś, potem drugą. Trzymał mnie za pośladki i ustami pieścił piersi. Rozejrzałam się półprzytomnym wzrokiem. Nikogo. Całował, a potem zaczął lizać sutki. Kiedy stwardniały, zaczął delikatnie gryźć brodawki. Och! Co to było za uczucie! Prąd przeszywał moje ciało! Od jak dawna nie zaznałam takich pieszczot! Stałam z odkrytym biustem, z wypiętymi biodrami, ściskana za pośladki. Teraz dłonie były już pod spódniczką i próbowały ściągnąć majteczki. Czekałam… Tak! Czekałam na więcej!

    Przykląkł, głaszcząc i ściskając piersi. Przez spódniczkę brodą pocierał łono. Chyba nawet nieco rozsunęłam nogi. Mocno chwycił jedną pierś, uniemożliwiając mi wycofanie się. Broda coraz mocniej uciskała łono. Czułam, jak masuje łechtaczkę. Nie cofnęłam bioder. Nie mogłam. Druga dłoń przycisnęła pośladek i dociskała mnie do jego brody. W końcu masaż wyrwał z moich ust głośne westchnienie. Przez ciało przepłynęła drobna fala rozkoszy. Dłonie, którymi trzymałam jego głowę, zacisnęły się. Przeciągle jęknęłam. Powoli podniósł się i objął mnie, chwytając za obnażone pośladki. Stałam w jego objęciach, delektując się chwilą rozkoszy.

    *

    – Zdejmij spódniczkę, żeby jej nie pobrudzić – poradził, kończąc rozpinanie mojej bluzki. Po szybkim namyśle przyznałam mu rację. Przekręciłam ją, rozpięłam guzik, haftkę i zamek błyskawiczny. Zsunęłam ją i zdjęłam majtki. Rozglądałam się i w końcu rzuciłam na paprocie wskazane przez Henryka. Spódniczka wyglądała jakby zawisła w powietrzu. Zdjął moją bluzkę i położył na spódniczce. Rozpięłam stanik, a on szybkim ruchem pomógł go zdjąć i rzucił na spódniczkę. Poczułam się nieswojo, stojąc w samych szpilkach.  

    – Stoję naga przed mężczyzną, którego dopiero poznałam! – próbowałam uświadomić sobie powagę sytuacji i wycofać, ale byłam zbyt podniecona, żeby w tej chwili przejmować się tym. Podszedł do mnie, rozpinając rozporek.

    – Obciągnij – polecił. Teraz był poważny, nie uśmiechał się.

    Złożyłam to na karb podniecenia. Myślałam, że też rozbierze się, ale co tam… W tej chwili nie miało to znaczenia. Spojrzałam w dół i zobaczyłam sterczącego, sporego penisa. Uklękłam na jedno kolano, złapałam go w dłoń i… zaczęłam delikatnie lizać. Bałam się tej chwili! Obcy mężczyzna, ja z nim i taka intymna sytuacja! Z upływem czasu poczynałam sobie coraz swobodniej. W końcu ślina i śluz spływały mi po brodzie i kapały na ścieżkę. W tym czasie on jednak rozpiął spodnie, które wraz ze slipami zsunął do kolan.

    – No, chodź – niecierpliwił się.

    Podniósł mnie, trzymając za łokcie. Uśmiechnęłam się do niego. Odwrócił mnie i kazał oprzeć się rękoma o drzewo. Szybko zdjął spodnie, slipy i rzucił na ścieżkę. Kiedy oparłam się, odwróciłam głowę, żeby uprzedzić go, że nie lubię kiedy… I wtedy poczułam, jak wchodzi do pochwy. Byłam tak mokra, że pierwszym ruchem chyba wpłynął do końca! Z wrażenia zakręciło mi się w głowie. Trzymał mnie. Cofnął penisa i mocno uderzył biodrami! Uderzył głęboko w pochwie i biodrami o pośladki. Co za uczucie… Zalała mnie fala gorąca. Nogi ugięły się w kolanach. Głowa pulsowała. Piekła twarz. Teraz było mi wszystko jedno. Oby trwało to jak najdłużej!

    – Nie! Nie. Nie… – wysapałam z wysiłkiem. Protestowałam, ale pożądanie było silniejsze. Wszystko mnie podniecało. Sposób, w jaki mnie posiadł. To, jak mnie rozebrał. Nawet otoczenie, w którym spółkowaliśmy. To było coś zupełnie nowego! I kochanek! Henryk nieświadomie obudził drzemiące we mnie pożądanie. Chciałam zachęcić go do intensywniejszego seksu, więc wypięłam pupę i czekałam na kolejne uderzenia. Potrzebowałam jeszcze mocniejszego pobudzenia i sięgnęłam do łechtaczki. Jednak cofnęłam rękę. Powstrzymałam się resztkami świadomości i wstydu. Ale nie mogła tak w nieskończoność:

    – Rżnij mnie! Wy-ru-chaj! – w końcu wysapałam głosem pełnym pożądania, kiedy rytmicznie uderzał twardym penisem o ścianki pochwy.

    Nie wytrzymałam i zaczęłam jęczeć w rytm uderzeń penisa. Dawno tak nie reagowałam podczas seksu. Z podniecenia uginałam nogę w kolanie i unosiłam. Otwartą dłonią klepnął mnie w tyłek. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Dotarło do mnie, że jęczę po każdym solidnym klepnięciu. Po prostu podniecałam się jeszcze bardziej!

    *

    Uśmiechnął się. Na to czekał. Wchodził mocno i głęboko. Rżnął kochankę i słuchał jęków. Była już tak rozgrzana i podniecona kopulowaniem, że wycofywał członek aż po żołądź. Uderzał z całej siły. Potem zmniejszał tempo i kiedy przytomniała w tej rozkoszy, nagle uderzał energicznie, wbijając penisa aż po nasadę. Jej ciało lśniło od potu. Członek był już pokryty śluzem, a przy wyjściu z pochwy pojawiła się biała otoczka. Rżnął, sapał i słyszał głuche klepnięcia ciała o ciało. Widział, jak piersi drżą po każdym pchnięciu penisem. Wydobywał z kobiety coraz bardziej przeciągłe jęki.  

    Nie chciał jeszcze wytryskiwać. Ustawił ją nieco bokiem do siebie, podniósł jej nogę i trzymał pod kolanem. Uderzał mocno i patrzył na jej twarz.

    Potem kolano zahaczył na swoim biodrze i palcami uderzył w łechtaczkę. Cicho krzyknęła. Uderzył jeszcze raz. Znowu krzyknęła. Uderzył mocniej. Krzyknęła głośniej i zajęczała. Ponownie mocno uderzył. Zawyła i opuściła nogę. Jej ciało drżało z wysiłku i podniecenia. Widać, że akrobacje w seksie to na razie za dużo dla niej. Oparła się o drzewo ramieniem i przytrzymywała ręką, żeby nie stracić równowagi. Oczy przymknięte, ale co jakiś czas językiem oblizywała spierzchnięte wargi.

    Trzymał ją za pierś i biodro. Teraz ruchał mocnymi uderzeniami, sięgając aż do macicy, a wycofywał się powoli, jakby obiecując kolejny, silny cios twardym członkiem. Kiedy poczuła, że utrzymuje równowagę, mimowolnie sięgnęła dłonią do piersi. Brodawka sterczała. Zaczęła masować sutek. Po chwili przytrzymała pierś i paznokciem drapała brodawkę. Krzyknęła. Dochodziła po raz drugi.

    *

    – Cholera! Brakuje drugiego chuja, żeby zarżnąć taką niewyżytą dupę! – pomyślał podniecony. Kiedy zobaczył, co robi z piersią, nie wytrzymał. Uderzył penisem jeszcze kilka razy i szybko wyszedł. Sądził, że kobieta zrozumiała. Ona jednak nadal stała w rozkroku. Pochylona, z opuszczoną głową, ciężko oddychała. Zapomniała się w podnieceniu. Brutalnie chwycił ją za kark. Podniosła głowę, spojrzała ze zdziwieniem.

    – Klęknij! – polecił. Nacisnął kark i zmusił kobietę, żeby uklękła.

    – Mam szpilki… – próbowała oponować. Nie chciała ich porysować.

    Nacisnął jeszcze raz i zmusił kobietę do przysiadu. Kiedy zobaczył jak efektownie i prowokująco wygląda w przysiadzie, wytrysnął. Sperma spadła na jej włosy i policzek. Zofia odruchowo cofnęła głowę. Henryk zdążył jeszcze wcisnąć penisa do ust. Ostatnia struga wylądowała w ustach. Kobieta zakrztusiła się, ale nie cofnął penisa.

    – Wyliż go! Do końca!

    Łapczywie chwyciła go i zaczęła obciągać. Przyglądał się z zadowoleniem. Podobała mu się taka zdobycz. Miał jeszcze inne plany, jak się nią pobawić.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Maturzystka – 3.

    Część 3.

    Stałam pochylona na środku polanki. Cały czas czułam ból wykręconych rąk. Wanda chwyciła mnie za kark i pchnęła głowę jeszcze niżej, a dwie dziewczyny z paczki zamieniły się z tymi ‘nowymi’ i równie mocno wykręcały moje ręce.

    – Dajcie mi spokój! To boli! Przecież nie ucieknę! – prosiłam płaczliwym tonem. Cały czas patrzyłam na własne buty.

    – Ewka, jesteś nam winna przysługę! – przypomniała jedna z tych, które chwyciły mnie na ścieżce.

    – Dzięki, dziewczyny! Nie zapomnę! A może znajdę ciekawszą rozrywkę?

    – O, chętnie skorzystamy! – obie zaśmiały się. Im wyraźnie spodobała się taka propozycja. – Cześć, dziewczyny! – Wesoło pożegnały się ze wszystkimi, zabrały torby i zniknęły z polanki.

    Ewa rzuciła do swoich koleżanek jakieś polecenie. Nic nie zrozumiałam, ale po chwili taśmą zakleiły mi usta! Jedna trzymała mi głowę, więc moja szarpanina nie zdała się na wiele. Potem zdjęły mi buty, rozpięły i kilkoma szarpnięciami ściągnęły spodnie. Teraz Alicja powoli zsuwała mi majtki. Mruczała jakąś melodię, dziewczyny chichotały rozbawione jej zachowaniem. Protestowałam, ale w ogóle nie reagowały. Ala stała z boku, machając moimi majteczkami. Czułam się podle, obnażona i trzymana przez dwie dziewczyny.

    Ewa powoli podeszła do mnie.

    – Co my tu mamy? – Pytając, sięgnęła do krocza. – O, ładnie wygolona – delikatnie pogłaskała łechtaczkę, prowokacyjnie patrząc mi w oczy. Miała chłodne dłonie. Któraś z przyglądających się parsknęła śmiechem. Inna zawtórowała jej.

    Wzdrygnęłam się. Odchyliłam głowę w bok.

    – Co? Nie lubisz zabaw z dziewczynami? Nie szkodzi. Nauczysz się… Przyzwyczaisz… A potem polubisz. Spoko… – zamruczała, kiedy paznokciem drapała moje wargi. Dziewczyny cicho śmiały się, słysząc jej słowa. – Grażyna, mamy dla ciebie szeroki wachlarz propozycji, ale przede wszystkim musisz być uległa i posłuszna! – jej głos zabrzmiał, jakby chciała podpisać umowę i oferuje mi super bonus.

    – Wredna kurwa! – podsumowałam w myślach zachowanie ich szefowej.

    – Dla nas musisz być grzeczną suczką! – Dostrzegła moje niezadowolenie. Spoważniała i zareagowała. – Pamiętaj, na razie możesz chodzić na dwóch łapkach. To przywilej – dla podkreślenia wagi słów paznokciem mocno drapnęła łechtaczkę.

    Zabolało. Cofnęłam biodra.

    – Ej! Nie uciekaj. Nie masz dokąd – grupa bawiła się jej komentarzami i moimi reakcjami. – Wandzia, rozpakuj naszą zabawkę!

    Ewa cofnęła się, a „Gruba” rozpinała mi bluzkę. Tymczasem szefowa z uśmiechem przyglądała się czynnościom Wandy i z niecierpliwością poruszała palcami jak pianista przed pierwszym dotknięciem klawiatury. Dziewczyny chichotały. Dla nich to był fajny spektakl.

    – Dzięki, Wandzia – ich szefowa podeszła do mnie i podciągnęła mój stanik nad piersi. – No, laski, zobaczcie, ale cycki ma nasza zabawka! – Była zaskoczona ich wyglądem. – Myślałam, że masz mniejsze. O, i brodawki sterczą! – podrapała jedną, potem drugą. – Jakie twarde…

    Dziewczyny przyglądały się, słuchały szefowej i sprośnie albo złośliwie komentowały sytuację. Starałam się nie słuchać ich komentarzy. Po prostu chciałam to przetrwać! Chciałam, żeby jak najszybciej zakończyło się to ‘spotkanie’! Z kolei dziewczyny coraz lepiej bawiły się sytuacją i im zaczynał się udzielać klimat spotkania. Paulina, stojąc za Bogusią, pochyliła się, oparła brodę na jej ramieniu i delikatnie chwyciła za pierś. Ta odwróciła głowę i spojrzała na koleżankę. Coś mówiły do siebie, ale Paulina nie puściła jej piersi. Ala, mijając Kamilę, musnęła jej krocze. Ta cofnęła biodra i zachichotała. Teraz stały razem, patrzyły na mnie, obejmując się ramieniem. Karłowata namiastka mamuta drugą rękę wsadziła do kieszeni.

    – Czy one wszystkie to początkujące lesbijki? Chyba kilka jest bi? Albo tylko testują swoją seksualność – takie myśli przebiegały mi przez głowę, kiedy dostrzegłam ich zachowanie.

    Ewa zważyła moje piersi w dłoniach, patrząc mi w oczy.

    – No, mleczna z ciebie suka. Będzie zabawa – stwierdziła rozmarzonym głosem i spojrzała na koleżanki. Wtedy szybko zreflektowała się. – Sorki, laski! Zapomniałam się. Jest wasza! – po tych słowach odsunęła się ode mnie i zadowolona obserwowała dziewczyny.

    *

    Wszystkie powoli podchodziły do mnie. Przymknęłam oczy i wtedy założyły mi opaskę na oczy! Kładły dłonie na moim brzuchu, piersiach, pośladkach. Wierciłam się, ale to niczego nie zmieniło. Najwyżej śmiały się głośniej. Dłonie zjechały do łechtaczki, pochwy i w końcu któraś włożyła palce do pochwy! Włożyła… Wepchnęła! Jeszcze jedna pchała się do pochwy, ale na moje szczęście pozostała jedna. Bezsilnie wrzeszczałam, a to chyba bawiło je i dodatkowo podniecało. Z tyłu dłoń zsunęła się między pośladki i jeden palec wsuwał się do odbytu. Potem drugi. Wanda? Stałam na palcach i próbowałam krzyczeć. Bez skutku. Skakać też nie mogłam, bo przydeptywały mi stopy. Dziewczyny śmiały się coraz głośniej, a później dopingowały koleżanki, które pieprzyły mnie palcami.

    – Wal ją! Wal!

    – Leć po gaśnicę, bo spłonie zanim dojdzie! Chi, chi!

    – Jej pizdeczka dzisiaj się zagotuje!

    – Cha cha, cha!

    – Zobaczcie jak suka skacze!

    – Laski! Wyruchajcie ją tak, żeby zapamiętała!

    – Spoko, jeszcze będzie żebrać o więcej, chi, chi!

    – Po wszystkim suka zleje się z wrażenia!

    Potem powtórzyły zabawę, żeby koleżanki, które mnie trzymały, też mogły skorzystać z okazji. Jęczałam, stękałam, szarpałam się. Chyba w ten sposób jeszcze bardziej podniecałam te faszystki.

    *

    Kiedy skończyły, zdjęły mi opaskę. Wszystko wskazywało, że to koniec zabawy, ale Bogusia nagle wpadła na pomysł: 

    – Słuchajcie, a może sunia popieści którąś z nas?

    Żywa reakcja wskazywała, że pomysł spodobał się. Na jej hasło wylosowały jedną. Wygrała Monika. Wynik przyjęły ze śmiechem. Nie wiedziałam, o co chodzi. Uśmiechnięta Monika rozpięła spodnie i wraz ze stringami zsunęła poniżej kolan.

    – Ej, ładną masz fryzurkę!

    – O, są inne kandydatki do pieszczot!

    – Może konkurs na najładniej wygoloną?

    – Dość! Wandzia, ustaw naszą zabawkę! I pokieruj nią! – zarządziła rozbawiona Ewa.

    Wanda ochoczo kiwnęła głową, chwyciła mnie za kark i zmusiła do klęknięcia. Podeszła Monika z odkrytym kroczem. Jak gdyby nigdy nic! No, szok! Podciągnęła bluzkę i wypięła biodra. Wanda przytrzymała mnie za głowę i nosem dotknęła do łechtaczki Moniki. Nie chciałam na to pozwolić, usztywniłam kark, ale na niewiele się to zdało. Wanda naprawdę była silna. Wykręcanie rąk ułatwiło jej ustawienie mnie. Przegrywałam z takim bólem. „Gruba” zbliżyła mój nos do krocza Moniki. Poczułam urynę zmieszaną z wanilią. Dziewczyna poruszała moją głową i czułam jak mój nos głaszcze łechtaczkę. Była wilgotna! Monika była podniecona! Na razie ucisk był dość delikatny. Reszta przyglądała się i śmiała. 

    – Monia, masz nową kochankę!

    – Coś małomówna!

    – Ale za to jaka robotna! Nawet nie ma czasu, żeby pogadać!

    – Zlej się w usta!

    – Nie, lepiej do nosa!

    – Nie! No co ty! I będzie wiedziała, co Monia wciąga!

    Wszystkie śmiały się. Świetnie bawiły się. Monika też wyglądała na zadowoloną. Nie krępowała się swojej nagości w obecności koleżanek. Domyśliłam się, że takie zachowanie nie jest dla nich czymś nowym.

    – Wanda, jest okazja! Niech Grażyna wyrucha Monię! – rozbawiona Bogusia zachęciła Wandę.

    – Dobra – zaśmiała się dziewczyna i mocniej przycisnęła moją głowę do podbrzusza Moniki. Ta kiwnęła głową i mocniej wypięła biodra. Poczułam, że jest wilgotna. Nos jakoś wchodził do jej pochwy. Niezbyt głęboko, ale wystarczająco, żeby nagle zabrakło mi powietrza.

    – O, jaka chętna do rżnięcia!

    – Widać, że lubi, tylko wstydzi się!

    – Monia, ona zakochała się w tobie!

    Wanda brutalnie przycisnęła mój nos do krocza i gwałtownie poruszała głową. Histerycznie szarpałam się, żeby złapać choć trochę powietrza! Jej śluz wdarł się w moje nozdrza. Dusiłam się! Wanda odsunęła moją głowę od pochwy. Z nosa leciał mi śluz, z oczu łzy. Dziewczyny prawie płakały ze śmiechu. Monika uśmiechała się zadowolona i zapinała spodnie. Teraz Ilona wszystko filmowała i właśnie wyłączyła komórkę.

    Ewa przyklękła i chwyciła mnie za szyję:

    – Jutro, zabawka, w spódniczce i bez majtek jesteś w szatni. Zapamiętaj, to są tylko igraszki, ale moja cierpliwość kończy się!

    Po tych słowach brutalnie ścisnęła szyję, szarpnęła mną i rzuciła na plecy. Podniosła się, wzięła torbę i wraz z koleżankami opuściła polankę. Wszystkie były w świetnych humorach i głośno komentowały całe wydarzenie. Lubiły takie zabawy.

    Zerwałam taśmę z ust i głęboko oddychałam. Usiadłam. Dłonią wytarłam nos. Cicho płakałam.

    *

    Następnego dnia przyszłam do szkoły bez majtek. Nawet byłam zadowolona! Po prostu miałam psychiczny komfort, bo wiedziałam, że wypełniłam polecenie. Wanda sprawnie obmacała mnie w szatni. Kiedy próbowała wepchnąć palce do pochwy, gwałtownie cofnęłam biodra.

    – Ej, ty! – warknęłam ostrzegawczo.

    – Spoko! – uśmiechnęła się. – Dobra z ciebie sunia! Tylko teraz nie próbuj zakładać majtek! – Z zadowoleniem poklepała mnie po policzku i poszła do klasy. Chyba jeszcze hamowała się przy mnie.

    Zrozumiałam, że każda z tej bandy już czuje się moją panią.

    – Cały dzień mam chodzić bez majtek?! – teraz do mnie dotarło. Myślałam, że chodziło im wyłącznie o przyjście do szkoły! Przygotowana para leżała w torbie. Jednak bałam się na tyle, że nie zaryzykowałam ich założenia. I dobrze zrobiłam. Na lekcjach siedziałam spięta. Nawet jedna z nauczycielek spytała, czy coś mnie boli? Tak! Bolały mnie pośladki i uda! Obawiałam się, że wszyscy wiedzą o mojej gołej cipce i pupie, więc tylko czekają na okazję, żeby ją zobaczyć. Cały czas ściskałam uda, żeby nie stworzyć takiej możliwości.

    W trakcie jednej z przerw czytałam książkę. Nieoczekiwanie podeszły do mnie dziewczyny z szefową na czele. Otoczyły mnie dość szczelnie. Cóż, próba minięcia ich już nie miała sensu. Za późno. Z pewnej odległości wyglądałyśmy jak grupa koleżanek prowadzących rozmowę.

    – Hej, „Toy”! Słyszałam, że jesteś posłuszna, ale nic nie jest pewniejsze od braku zaufania. Rozstaw nóżki – poleciła Ewa. Chciałam coś powiedzieć, ale dziewczyny, jak na sygnał, zasłoniły mnie. Stałam przyparta do ściany. Ewa włożyła dłoń pod moją spódniczkę. Odwróciłam głowę, patrzyłam w bok. Nikt się nami nie interesował. Wierzchem dłoni dotknęła podbrzusza, kilka razy przesunęła ją w górę i w dół, a potem powoli zsunęła do łechtaczki.

    – Chyba wystarczy? – powiedziałam, nie odwracając głowy.

    – Cicho, „Zabaweczko”! To ja decyduję – szepnęła i zaczęła pocierać łechtaczkę. Lewym przedramieniem oparła się o ścianę.

    – Sprawdź jej kanalizację – dodała rozbawiona Paulina.

    – Skoro jest okazja… – Ewa kiwnęła głową i gwałtownie wepchnęła dwa palce do pochwy. 

    Jęknęłam. To nie było przyjemne. Chciałam chwycić jej rękę i odepchnąć.

    – Nie ruszaj! – syknęła rozkazującym tonem, ostrzegawczo mocniej uderzając palcami w pochwie.  

    Przekręciła palce i zaczęła kciukiem uciskać łechtaczkę. Robiła to delikatnie, z wyczuciem, rytmicznie wsuwając palce do pochwy i wysuwając. Obserwowała moją twarz. Dziewczyny chichotały. Paulina oparła się o ścianę i zupełnie mnie zasłoniła. Spojrzałam na nią. Z lekkim uśmiechem wpatrywała się we mnie. Wytrzymałam jej wzrok, jak długo mogłam. W końcu przymknęłam oczy.

    – Dobrze ci, co? – była rozbawiona.

    Nie odpowiedziałam. Prawie wiłam się. Nie chciałam i nie mogłam odpowiedzieć. Byłam bardzo pobudzona! Publiczny seks! Ale nie ruszyłam się. Nie byłam w stanie… Trzymałam twarz przy ścianie, zaciskałam usta i palce na książce. Bałam się, że ktoś domyśli się, o co chodzi.

    – No, starczy! – sapnęła Ewa i wycofała dłoń.

    Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Byłam oszołomiona.

    – Spoko, „Zabaweczko”! Jeszcze będą inne okazje. Tylko sprawdzałam wykonanie zadania – Ewie spodobała się moja reakcja. – No, przynajmniej wiem, co ciebie kręci. Dziecino! Sama się teraz nie zabawiaj! Jesteśmy w szkole. Do zobaczenia na następnej przerwie…

    Wszystkie poszły w drugi koniec korytarza. Opierałam się o ścianę i czekałam aż ochłonę. Chyba nie wyglądałam najlepiej, bo obok przeszła jakaś para i dziwnie na mnie spojrzała. Odczekałam jeszcze trochę. Wzięłam głęboki oddech, potem drugi i uznałam, że opanowałam się. Sprawdziłam spódniczkę, położyłam książkę na parapecie i patrzyłam w okno. To był dziwne i niepokojące. Nie potrafiłam przyznać się do tego, nie chciałam, ale jednak… Nie mogłam się doczekać kolejnej przerwy! Jeszcze po powrocie do domu zastanawiałam się, co bardziej mnie podnieciło: Pieszczoty na korytarzu w obecności dziewcząt czy ryzyko odkrycia pieszczot przez uczniów z innych klas?

    *

    Po krótkiej rozmowie prowadziły mnie do łazienki. Długa przerwa, miały czas. Zeszłyśmy szybko. Ponaglały mnie. Wanda wygoniła inne dziewczyny. Paulina blokowała drzwi na zewnątrz. Przy jej posturze i sprawności fizycznej wystarczyło stać. Łazienka była do dyspozycji „szefowej”, Ewy.

    Nie miałam ochoty na kolejne spotkanie, ale dziewczyny zagroziły, że zrobią to siłą, jeżeli spróbuję sprzeciwić się. No i miały filmy z naszych spotkań w parku. Akurat weszły w posiadanie jeszcze jednego argumentu. Dosłownie! Nie wiem, ani jak, ani kiedy, ale wyjęły mi z torby komórkę. Co miałam zrobić?

    *

    – Ale ja mam szansę na „szóstkę”! – krzyknęłam. Zresztą, chyba jedyna w klasie miałam tak dobre oceny z matmy.

    – No, ale dzisiaj zaliczysz odpowiedź tylko na „czwórkę”. A jak zdasz na „trójkę”, to będzie nagroda… – Ewa zaśmiała się.

    Koleżanki głośno jej wtórowały. Nagle spoważniała. Dziewczyny momentalnie uciszyły się, a Ewa nachyliła się z groźnym wyrazem twarzy:  

    –  Gówno mnie obchodzi, na co masz szansę! Możesz zdać na „piątkę”, a nawet na twoją ulubioną „szóstkę”! – zawiesiła głos. – Ale wtedy zorganizujemy tobie przebieżkę po parku. Nago!

    Dziewczyny głośno parsknęły śmiechem. Im najwyraźniej spodobała się taka wizja.

    – Grażynka, proszę, zdaj na „szóstkę”!

    – Chętnie obejrzymy nagą pizdę w parku!

    – Kurde, cipa będzie odrabiać wf w parku! Ale hobby!

    – A „wuefmen” wie? Pewnie też przyszedłby z komórką!

    – Goła pizda ‘lata’ po parku, a za nią tabun napalonych facetów! Miałaby niezapomniane doznania!

    – No! I to bez biegania! Cha, cha, cha!

    – Jeszcze trzeba zawiadomić chłopaków! Ilu kibiców będziesz miała, cha, cha! Nie mogę…

    – Grażynka, wolisz „sztafetę” czy „kanapkę”? Wybierz specjalizację! Chi, chi, chi!

    – Sunia, ty się tylko spocisz w tym parku. Lepiej od razu stań przy drodze! Taki ruch jest pod Warszawą, cha, cha!

    – Po co ci polski? Ucz się podstaw angielskiego: „100 za numer”, „najpierw zapłata”, „tylko w euro”, „nie jadę do hotelu”, „tam stoi mój opiekun”, „tylko w prezerwatywie”, „w dupę za dopłatą” !

    – Podszkol „francuski”, che, che! – rozbawiona Wandzia też miała wizję.

    Wychodząc, oddały mi komórkę.

    *

    Niezadowolona nauczycielka kazała mi usiąść.

    – Cóż, sądziłam, że zależy ci na najwyższej ocenie. Widocznie myliłam się. Ostatecznie dzisiaj zasługujesz tylko na „trójkę” z plusem – podsumowała moją pracę, odkładając czyjś zeszyt z wpisaną oceną. – Możesz usiąść.

    Zdziwiona spojrzałam na nauczycielkę, potem na tablicę i wszystko zrozumiałam. Tutaj pomyliłam się, to fakt, ale… Brakowało całego jednego zadania!

    – Ale przecież najpierw policzyłam to zadanie… – zaczęłam analizę w myślach. Poderwała się Paulina, która dzisiaj miała dyżur. Podeszła do tablicy, sięgnęła po gąbkę i zaczęła zmazywać moje zadania. W pewnym momencie odwróciła się i nieznacznie uśmiechnęła do mnie. Nagle zrozumiałam! Kiedy przyszła z mokrą gąbką, wycierając zapisaną tablicę, „przy okazji” zmazała jedno moje zadanie! Nauczycielka nie zauważyła, ja również, skoncentrowana na kolejnym zadaniu, a nikt w klasie, nawet jeżeli widział, nie ujął się za mną. Miałam łzy w oczach.

    *

    Na przerwie poszłam do łazienki. Musiałam ochłonąć. Umyłam twarz, dłonie. Myślałam o tym, co zrobiły dziewczyny.

    – No, sunia! Jestem dumna z ciebie! – weszła Ewa i z rozmachem klepnęła mnie w tyłek. Wanda szła za nią. Ewa myła ręce.

    Impet uderzenia wyhamowałam, wpadając na umywalkę. Już miałam ostrą odpowiedź na końcu języka, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. Nie zareagowałam żadną odpowiedzią. Pozwoliłam sobie tylko na grymas. Po co mi kolejny konflikt? Najchętniej wydrapałabym jej oczy!!

    – Cholera, wiesz, trochę mi szkoda twojej „szóstki” – patrzyła na mnie rozbawiona. – Z przyjemnością pooglądałabym nagą cipę truchtającą w parku! Cha, cha, cha! – wytarła dłonie w papierowe ręczniki, rzuciła je do kosza i wyszła, śmiejąc się.

    – Ale może jeszcze nic straconego? – mrugnęła do mnie uśmiechnięta Wanda i wyszła za nią.

    Weszły pozostałe dziewczyny z jej paczki. Przystanęły i patrzyły na mnie.

    – Mamy ochotę pooglądać twoją cipkę – oznajmiła Bogusia. Uśmiechała się prowokacyjnie.

    – Taki kaprys – dodała Paulina, z uśmiechem wzruszając ramionami. – A w ogóle to powinnaś być mi wdzięczna za pomoc – zaznaczyła tonem mentorki.  

    – Nigdy! Macie dość przyjemności na dzisiaj! – warknęłam i spojrzałam w lustro. Odpowiedź kierowałam do Bogusi. Zignorowałam Paulinę. Nawet na nią nie spojrzałam.

    Chyba dostrzegły coś w moim spojrzeniu, bo Monika i Ilona chciały ruszyć w moim kierunku, ale zatrzymały się dosłownie w pół kroku i ponownie oparły o ścianę.

    – Dobra, dziewczyny, jeszcze będzie niejedna okazja, żeby podziwiać naszą suczkę – uspokoiła nastrój Alicja i dziewczyn wyszły bez słowa.

    Zostałam sama w łazience.

    Wygrałam! Wygrałam?

    *

    Cdn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    @Doma:  Zajrzałem na kolejne strony i już mogę poinformować.

    Otóż w 4. części pojawi się kolega, a nawet dwóch, ale sądzę, że nie o taką ich aktywność Tobie chodziło… Takie są niektóre dziewczyny – potrafią mile zaskoczyć; lojalnie uprzedzałem. A chłopacy też mogli pomyśleć. Kierowanie się odczuciami główki, mieszczącej się w rozporku, nie zawsze jest rozsądne. Może w następnych odcinkach będzie nieco bardziej tradycyjnie.