Blog

  • Wuj wladca, cz. 2

    Ze snu obudził mnie mój pan, szturchając mnie w dupę butem.

    – Suko, wstań – usłyszałem i pocałowałem jego adidasy.

    – Witaj panie.

    – Jadę do miasta, bo mam kilka pilnych spraw. Jest teraz godzina 12, wrócę o 22. Gdy mnie nie będzie zrobisz pranie i posprzątasz cały dom.

    – Tak, władco – odpowiedziałem niepewnie. Nie chciało mi się sprzątać całego domu. Jestem ogólnie leniwy.

    – Lepiej bądź posłuszną kurwą i to zrób. Jeśli nie zdążysz, będzie kara. Jak przyjdę do domu, masz już mieć zrobioną lewatywę, być umyty i czekać na mnie klęcząc przy wejściu, z wygolonym całym ciałem oprócz głowy – mówił dominująco – oczywiście, masz całkowity zakaz masturbacji. Nie pozwalam ci ubierać żadnych ciuchów, a ta obroża ma być cały czas na tobie.

    Kutas mi stanął na samą myśl, co planuje ze mną robić, gdy wróci. Nagle zapragnąłem spełnić każdy jego rozkaz.

    – Jeśli zostanie ci trochę wolnego czasu, możesz włączyć komputer. Link do twoich nagrań z wczoraj jest na pulpicie. Możesz poczatować, albo co tam chcesz. Zrozumiałeś wszystko, piesku?

    – Dziękuję, panie. Rozumiem i będę dla ciebie posłuszną kurwą.

    – To wychodzę. Masz o niczym nie zapomnieć, bo dostaniesz wpierdol.

    Mój właściciel odpiął mi smycz od obroży, położył ją i wyszedł, zamykając dom na klucz. Pobiegłem od razu do łazienki się umyć. Następnie poszedłem sprzątać. Zacząłem od piwnicy. Wyczyściłem wszystko. Musiałem zetrzeć podłogę w każdym pokoju, odkurzyć w niektórych miejscach, pościelić łóżko pana i poukładać rzeczy. Potem zrobiłem pranie. Wkładając ubrania mojego wuja do pralki, nie mogłem się oprzeć i wziąłem ze sobą jego mokre majtki.

    W trakcie, gdy ubrania się prały włączyłem komputer. Link na pulpicie sprowadził mnie do jednogodzinnego filmiku ,,Wujek rozdziewicza swojego bratanka”. 10 tysięcy wyświetleń, ocena 87% i 150 komentarzy typu: ,,Mistrz głębokiego gardła”, ,,Ruchałbym”.

    Ktoś napisał: ,,W życiu bym nie zmieścił takiego olbrzyma w sobie za pierwszym razem, a ten młody wygląda jakby miał zemdleć z rozkoszy. Zazdroszczę takiego wujka”. Poczułem się dumny z siebie. Wuj się nie wylogował ze strony, więc mogłem przeglądać jego wiadomości. Umawiał się tylko z kobietami. Konto miał od dwóch lat. Zobaczyłem wiele z materiałów, które widziałem wczoraj na jego dysku. Włączyłem nasz filmik i przypomniałem sobie dominację wuja. Zrobiłem lewatywę.

    Zalogowałem się na swoje konto i zacząłem szukać kogoś online, chętnego na cyber-sex. Znalazł się seksowny dwudziestopięciolatek z dużym penisem. Zasugerował jebanie na żywo. Rozkazał mi zadzwonić na Skype z włączoną kamerką. Rzeczywiście, miał dużego, ale nie tak wielkiego jak wuj. Najpierw mi rozkazał wypiąć się do kamery i włożyć sobie palca w dupe. W tym czasie on sobie walił chuja (nie pokazywał swojej twarzy). Potem miałem włożyć dwa, a wtedy trzy. Kazał mi wylizać swoje stopy, co było trudne, ale udało mi się.

    – Co to za majtki ciągle wąchasz psie?

    – To mojego pana. Jestem u niego na dwa tygodnie. Jest moim wujem i jednocześnie seksownym byczkiem. Wczoraj się jebaliśmy. Tu masz link – wysłałem dla niego.

    – Też bym cię tak pierdolił. Jak cwela. Chętnie bym ci obsikał tę twoją dziewczęcą mordę. Jesteś szczupły, a masz wielką dupe, na pewno z ciasną szparą. Aż prosi się, żeby włożyć w nią chuja i użyć odbytu jak dobrej cipki.

    Spytał czy mam jakieś dildo. Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie. Kazał mi wziąć jakąś butelkę i ssać ją jak fiuta. Znalazłem szklaną butelkę po piwie wuja. Ssałem najseksowniej jak tylko potrafiłem. Zmieściła się tylko górna część. Dalsza była zbyt gruba. Lizałem po bokach, by go podniecić, w czasie gdy on walił. Chyba go to podjarało, bo teraz wydał rozkaz dupczenia się butelką. Wkładałem sobie ją, jęcząc wypięty w pozycji na pieska bokiem do kamery, tak, by widział jak butelka wchodzi i wychodzi. Jęczałem błogo i głośno.

    – Tak, pierdol się… jesteś nic nie wartym cwelem – powiedział, strzelając spermą na stół. Ujrzałem to i sobie szybko zwaliłem. Doszedłem po trzech ruchach dłoni. Koleś zgarnął swoją spermę i rozsmarował po kutasie, waląc go powoli.

    – Gdzie mieszkasz? – spytał.

    – W Szczecinie – odpowiedziałem.

    – To dobrze się składa. Jak wrócisz, to masz do mnie przyjść, obrobić mi lachę i dać dupy. Napisz jak będziesz w domu, to podam ci adres. Wycwelę cię dobrze.

    Ciąg dalszy nastąpi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lykaczspermy

    Zezwalam na kopiowanie, rozpowszechnianie i zmienianie wszystkich moich opowiadań i zachęcam do pisania własnych części 🙂

  • Wspólny weekend..dzien I

    Po wielu opcjach daty i miejscu spotkania w końcu dogadaliśmy się co do miejsca i czasu spotkania. Był to oczywiście wspólny domek nad niewielkim jeziorkiem. Odległościowo Sebastian i Natalia mieli najbliżej i nawet dobre połączenie PKP, a mi było akurat po drodze więc stwierdziłem, że pojadę po Domi i wspólnie dotrzemy na miejsce spotkania. Nadszedł ten magiczny dzień 14 lipca, bardzo wcześnie rano wyjazd, pogoda zapowiadał się całkiem niezła, do przejechania niecałe 500 km, do Dominiki miałem 200 więc przez większą część trasy mi towarzyszyła i trasa nie był tak męcząca dzięki niej. Na miejsce dotarliśmy, około godziny 12:30 a Sebastian z Natalią mieli być trochę później, więc zdążyliśmy się rozpakować w domku i poznać okolice. Około godziny 17 dołączyli do nas. 1 spotkanie w rzeczywistości a jakbyśmy się znali od wieków, luźna rozmowa. Jako że zawczasu z Domi zdążyliśmy lekko uzupełnić lodówkę, zaproponowałem piwko na całkowite rozluźnienie po podróży. Każde miało swój osobny pokój, po rozpakowaniu się przez Natale i Sebe korzystając z kończącego dnia, poszliśmy na wspólny spacer i w drodze powrotnej dokupić brakujące rzeczy. Wróciliśmy, do domku to zaczęło się robić powoli ciemno, atmosfera była bajeczna, wszyscy w dobrych humorach, usiedliśmy w głównym pokoju, puściliśmy muzykę, dziewczyny zrobiły drinki. Z drinku na drink temat rozmów zrobił się coraz śmielszy, dziewczyny bardziej odważne co mi i Sebastianowi się podobało. Poszedłem zapalić, po czym dołączyła do mnie Dominika i zapytała, czy może, ze mną zapalić „po studencku” nie zastanawiając się, powiedziałem, że tak, oczywiście był to tylko pretekst do pocałunku. Całowała cudownie. Z tego wszystkiego zapomniałem, że mam papierosa. Po dłuższej nieobecności Seba z Natalą zastali nas całujących się namiętnie pytając, jak do tego doszło, odpowiedziałem, że Domi przyszła na papierosa i zaczęliśmy się śmiać, po czym poszliśmy do środka zostawiając ich samych. W środku jeszcze chwilę się całowaliśmy, lecz widząc, że Seba z Natalią nie przychodzą poszedłem zobaczyć co robią i okazało się, że robią dokładnie to samo co my, zacząłem się śmiać i zawołałem kochasiów na drinka. Natalia usiadła Sebastianowi na kolanach, a ja z Domi naprzeciw nich, z racji wypitego alkoholu temat rozmowy był temat seksu, jak to w standardzie mieliśmy pisząc na grupie. Natala siedziała cały czas na kolanach Seby i czując jego podniecenie ruszała co jakiś czas bioderkami co ewidentnie było widać, że nakręca Sebe. Po chwili zaproponował jej by poszli się przejść po plaży, zgodziła się i zostałem z Domi sam w domku…

    Po krótkim jakże namiętnym spacerze znaleźli idealne miejsce, by się położyć co uczynili, lecz z racji napalenia Seby bez zastanowienia zaczął się z nią całować i jednocześnie obmacywać ją po całym Ciele. Pozbył się z niej sukienki i ukazała mu się w czerwonym koronkowym staniku i czerwonych koronkowych stringach, bez wahania zaczął ją całować po całym ciele, by po chwili pozbyć się z niej stanika. Ukazały mu się jej duże jędrne piersi, on zaczął pieścić je dłońmi na zmianę z całowaniem. Natalia była mega podniecona, ale było jej mało więc obróciła go na plecy zrywając z niego jednocześnie koszulkę. Zaczęła całować go po klacie i brzuchu wracają do ust, by w tym czasie pozbyć się z niego spodenek i majtek. Nie przerywając pocałunku wzięła jego sterczącego chuja w dłoń i zaczęła delikatnie walić to na zmianę pieszcząc jajka. Zaczęła schodzić głową coraz niżej całując go po torsie, nie puszczając chuja z ręki, gdy dotarła do jego twardego jak stała penisa, zaczęła go całować dookoła, liżąc od góry do dołu po jajka, wzięła do ust delikatnie pierw główkę i pieściła ją językiem co sprawiało, że Seba cicho pojękiwał z rozkoszy, zaczęła go brać coraz głębiej do ust i coraz szybciej, lecz długo nie wytrzymała, gdy poczuła, że jej cipka jest cała mokra zdjęła szybko stringi i usiadła mu na twarzy, robili to teraz w pozycji 69. Seba lizał jej cipkę posuwając jednocześnie ją w usta, lizał jej łechtaczkę i jednym palcem delikatnie posuwał ją w dziurkę. Gdy już oboje czuli, że muszą to zrobić, szybko zmienili pozycje Natalia położyła się na plecach a Seba wszedł w nią i zaczął posuwać, ona jęczała z rozkoszy i po chwili Seba poczuł, że jej cipka zaciska się na jego penisie, jej orgazm sprawił, że nie wytrzymał już dłużej i zalał jej cipkę spermą, doszli niemalże jednocześnie, oboje zdyszani, ale zadowoleni, zaczęli się całować i resztkami sił jeszcze ją posuwał, lecz po chwili opadł całkiem ze sił i położył się obok..po krótkim odpoczynku ubrali się i wracali do domku.

    A w równoległym czasie..
    Ja z Domi będąc sami w domku rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym jak to w tym stanie, wypiliśmy jeszcze parę drinków i stwierdziliśmy, że mamy dość i poszliśmy do swoich pokoi spać. Domi poszła do łazienki się lekko ogarnąć do snu, ja stwierdziłem, że nie chce mi się więc rozebrałem się i położyłem do łóżka. Gdy już prawie zasypiałem usłyszałem otwierane drzwi, ujrzałem Domi w nocnej koszuli, zapytałem, czy czegoś potrzebuje, lecz ta nic nie odpowiedziała, podeszła, położyła się na mnie i zaczęła namiętnie całować. Ja w lekkim szoku, lecz nie zamierzałem tego przerywać, ocierając się swoim kroczem o moje wyczuła, że mój przyjaciel stoi już na baczność więc bez zastanowienia zsunęła lekko moje bokserki i wsadziła go od razu sobie w cipkę, okazało się, że pod koszulką nie miała bielizny. Jej cipka była mega mokra, zacząłem ją posuwać w tej pozycji, jakiej na mnie siedziała, pozbyłem się z niej koszulki nocnej i zacząłem ssać jej sutki. Czułem, że z każdym ruchem w jej cipce jest coraz bardziej mokra. Przestałem ją posuwać, po czym zamieniliśmy się miejscami, i zacząłem jej robić minete co mi i jej sprawiało ogromną przyjemność. Lizałem jej łechtaczkę, ona się wiła z rozkoszy, przestawałem nagle i zacząłem całować ją dookoła pusi co ją drażniło, ale i mega podniecało, by po chwili włożyć jej palec w mokrą cipkę i drażnić językiem cipkę. Po kilku minutach takich pieszczot zapakowałem jej mojego kutasa w cipkę i posuwałem raz szybciej raz wolniej, raz delikatnie raz na ostro, co sprawiło, że niemal doszedłem, lecz nie chciałem tego kończyć tak szybko więc przerwałem, kazałem jej się obrócić i wypiąć w pozycji na pieska, i znów zacząłem atakować językiem jej cipkę, gdy mój przyjaciel chwilę odpoczął, wsadziłem jej go gwałtownie po same jajka, i posuwałem od tyłu, Domi jęczała z podniecenia, zaczęła lekko masować dłonią swoją pusie i poczułem, że dochodzi, mi jeszcze trochę brakowało, a nie chciałabym kończył w niej więc uklękła i zaczęła mi robić loda, długo się męczyć nie musiała, gdy zalałem jej całe usta spermą..podczas gdy zlizywała resztki spermy z mojego chuja usłyszeliśmy, że wraca Natalia z Sebastianem więc szybko wróciła do swojego pokoju jakby nic się nie wydarzyło..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Gutek

    Jest to stare opowiadanie, troszkę niedokładne. Dodaje bo jestem ciekawe waszych opini..

  • Natalia z Internetu..

    Poznaliśmy się całkiem przypadkiem na grupie rozmów jednej z gier internetowych. Potrzebowałem paru rad, na które Natalia (bo o niej mowa) mi niemalże od razu odpowiadała, a gdy czegoś nie potrafiłem zrozumieć to na spokojnie wytłumaczyła mi wszystko w rozmowie prywatnej. Od słowa do słowa zaczęliśmy pisać nie tylko o grze ale i prywatnie. Była parę lat młodsza ode mnie i mieszkała o dziwo niedaleko, bo około 70 km stąd. Cieszyło mnie, że różnica wieku jej nie odstraszyła. Ze zdjęć profilowych dało się zauważyć, że jest bardzo atrakcyjną dziewczyną o dużych piwnych oczach oraz słodkim uśmiechu. Po krótkim czasie wirtualnej znajomości wymieniliśmy się nr tel. gdyż często w pracy miałem problem z Internetem. Bardzo dużo pisaliśmy, parę razy zdarzyły się krótkie rozmowy tel., zaczęliśmy sobie wysyłać wzajemnie nasze zdjęcia, ja jestem raczej prosty chłopak ni brzydki, ni przystojny, za to Ona. okazała się bardzo dojrzała, dało się zauważyć, że matka natura ją nieźle obdarzyła krągłościami w odpowiednich miejscach. Pupa i piersi względem reszty ciała były niemalże idealne, na moje pytanie, czy coś ćwiczy, czy trenuje, że tak świetnie wygląda mówiła, że nie, tylko dużo spaceruje. Zaczęliśmy się wymieniać coraz to śmielszymi zdjęciami, nasze rozmowy stawały się coraz bardziej pikantne. Bardzo mnie zaczęła kręcić i nie wyobrażałem sobie dnia bez rozmowy z Natalią. Wiele razy proponowałem, że przyjadę, poznamy się bliżej i wgl. Lecz za każdym razem odmawiała lub zmieniała temat. Pewnego razu, gdy po raz enty poprosiłem o spotkanie nagle nie odpisała. Czas leciał, minęło kilka dni, dziesiątki moich wiadomości do niej bez odpowiedzi. Aż w końcu po tygodniu się odezwała i wszystko mi wytłumaczyła. I wiecie co? Okazało się, że jej mama dostała przeniesienie z pracy do firmy w moim mieście na stałe i musiała tutaj zamieszkać, gdyż dojazdy nie miały żadnego sensu… Po tej wiadomości mnie zatkało na pare h.dziewczyna, na której mi zaczęło zależeć miała się przenieść do mojego miasta… nie mogłem w to uwierzyć, w końcu będzie okazja się spotkać, pokazać jej miasto i okolice. Gdy szok minął zacząłem z nią normalnie pisać i myślałem, że już mnie nie jest w stanie zaskoczyć znów to zrobiła. w moim bloku jest jedno mieszkanie od kilku ładnych miesięcy wolne piętro wyżej ode mnie, ale do generalnego remontu.. Okazało się, że jej mama praktycznie już załatwiła sobie to mieszkanie i niedługa rusza remont. Serce zaczęło mi nagle bić jakby 2 razy szybciej… Nie minął miesiąc czasu, gdy wszelkie prace dobiegły końca, z jej mamą się zdążyłem już dość dobrze zapoznać jako miły i życzliwy sąsiad. Natalia przyjechała dopiero w dniu przeprowadzki (wtorek), lecz dane nam było się spotkać dopiero w piątek pod wieczór ze względu na moją pracę. Pierwsze wrażenie zrobiła na mnie WOW, jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Poszliśmy od razu na spacer, by się lepiej zapoznać, jak i pokazać jej okolice. Godziny mijały my nie potrafiliśmy przestać rozmawiać, niestety zrobiło się późno i Natalia musiała już wracać. Widywaliśmy się niemalże codziennie od tego dnia.
    Następnego weekendu jej mama musiała jechać do poprzedniego miasta, by załatwić kwestię sprzedaży mieszkania. Natalia została sama w domu więc zaproponowałaby się przejść tu i tam i by wieczór spędzić u niej oglądając jakiś film. Bez zastanowienia poparłem jej pomysł. Wracając kupiłem wino i jakieś przekąski, by umilić wieczór. Natalia stwierdziła, że musi się delikatnie odświeżyć więc i ja zszedłem do siebie na chwile i wróciłem do niej jak tylko dała znak. Ku mojemu zaskoczeniu przebrała się w ciuch domowy i pozbyła się makijażu, dało się zauważyć, że nie ma na sobie stanika co pobudziło moje zmysły. W spodenkach ledwo zasłaniających pupę i pogniecionym czarnym bezrękawniku wydawała mi się jeszcze bardziej cudowna niż wcześniej. Zaprosiła mnie do swojego pokoju, zrobiła nastrój zapalając kilka świeczek i zasłaniając rolety. Co do filmu zdałem się całkowicie na nią i wybrała jakiś najnowszy horror. Otworzyłem wino, usiedliśmy się wygodnie obok siebie i oglądaliśmy popijając półsłodkie wino co jakiś czas patrząc się na siebie lub wzdrygając na straszną scenę z filmu. W pewnym momencie Natalia tak się przestraszyła czegoś, że się bardzo mocno przytuliła do mnie, co było nie lada zaskoczeniem, ale i czymś mega miłym. Dałem jej buzi w głowę i powiedziałem by się nie bała, że to tylko film i nic jej nie grozi, a ona poprawiła swoją pozycje by móc wygodniej się tulić do mnie. Do końca nie wiedziałem co mam robić, ale zacząłem głaskać ją po głowie, bawić się włosami i nieśmiałe błądzić palcami po plecach, nie dawała znaków sprzeciwu więc nie przestawałem. Jakiś czas temu straciłem wątek co się dzieje w filmie, gdy nagle Natalia się zerwała na nogi, i ze strachu wyszła z pokoju. Widać była bardzo wrażliwą dziewczyną, zatrzymałem film i wyszedłem za nią, stała w kuchni przy zapalonym świetle i cała się trzęsła ze strachu więc podszedłem bliżej i ją zacząłem uspokajać, przytuliłem do siebie mocno. Nie kończyliśmy tego filmu, włączyłem jakąś muzykę, mówiłem o jakichś duperelach byle ją zabawić i móc patrzeć na jej piękny uśmiech. Ona w podziękowaniu, że się tak troszczę o nią, dała mi buzi w policzek i znów się mocno przytuliła..tym razem na długo..
    Przytulałem się z Natalią dość długo bez słowa, w tle jedynie cicho przygrywało radio. Gdy nagle stało się coś, o czym marzyłem od dawna.. Nasze twarze się spotkały i stało się..pocałowaliśmy się..raz drugi piąty..było cudownie, chyba najlepsze pocałunki w życiu, moje dłonie zaczęły błądzić po jej plecach, podczas przytulanie wyczułem ewidentnie, że stwardniały jej sutki, co zresztą dało się zauważyć gdyś koszulka była lekko obcisła. Moja wizja, moje marzenia z nią związane zaczęły się spełniać tu i teraz, nie mogłem tego spieprzyć…
    Nawet nie wiem, kiedy a znalazłem się w pozycji leżącej a ona leżała na mnie tak, że moje i jej krocze się niemal ocierały o siebie. W pocałunku wiła się w górę i w dół co sprawiło, że mój przyjaciel zaczął twardnieć i coraz bardziej napierać na kroczę Natalii. Musiała go poczuć, gdyż nagle zdjęła ze mnie koszulkę i zaczęła całować od szyi coraz niżej. Pozbyłem się spodni i ujrzała mojego napiętego chuja w bokserkach, zaczęła delikatnie masować go dłonią i ściskając. Gdy chciała już je zerwać ze mnie, zaprzestałem i przewróciłem ją na plecy całując namiętnie w usta dłonią pieszcząc jej jędrne piersi. Nie mogłem dłużej wytrzymać i zdjąłem z niej koszulkę, ujrzałem cudowne piersi o sterczących sutkach, które zaraz zacząłem ssać i lekko przygryzać. Gdy chciałem przestać Ona nie pozwoliła mi na to i przycisnęła mi głowę do swoich piersi. Podczas gdy moje usta pieściły jej sutki, moja ręka powędrowała już na jej wilgotne już krocze, zacząłem robić jej dobrze, wkładając palec w jej myszkę głośno zajęczała. Rozebrałem ją do naga, moim oczom okazała się cudowna ogolona myszka dziewczyny moich marzeń, nie zwlekając zacząłem całować ją dookoła co widać było, że drażniło Natalię, siłą chciała skierować moją twarz na jej myszkę, lecz nie chciałem tak od razu jej lizać i zacząłem całować ją po udach w górę i w dół wracając do okolic myszki. Wprawiało ją to w szał, ale było jej mega dobrze, gdyż soczki z jej myszki zaczęły ją całą zalewać, na ten widok nie mogłem już dłużej patrzeć i przyssałem się do niej i zacząłem je wylizywać drażniąc przy tym łechtaczkę. Natalia była bliska orgazmowi i przycisnęła moją twarz do swojej pusi zaczęła pojękiwać i się wić z rozkoszy, długo nie musiałem jej lizać, gdy jej nogi zacisnęły się na mojej twarzy. Osiągnęła szczyt. Byłem szczęśliwy, lecz mi było mało, pozbyłem się gaci i zbliżyłem się moim twardym chujem do jej rozgrzanej do czerwoności myszki, powoli zacząłem w nią wchodzić, była dość ciasna, lecz na tyle wilgotna, że po chwili wszedłem w nią cały. Działo się to o czym marzyłem, kochałem się z dziewczyną poznaną w internecie. Jej ciasna cipka sprawiała mi ogrom przyjemności, do tego namiętne pocałunki dodawały pikanterii. Podczas gdy ją rytmicznie posuwałem zaproponowała, że zrobi mi loda, co mnie nieźle zaskoczyło, gdyż pamiętam, że podczas jednej z rozmów wspomniała, że nie wyobraża sobie robić loda. Nie miałem nic przeciwko wiec usiadłem się okrakiem, ona uklękła przede mną i zaczęła niezgrabnie walić mi konia i brać go w usta. Nie miała w tym żadnego doświadczenia, a mimo to, te niezdarne pieszczoty sprawiły mi tyle rozkoszy, że po paru minutach tej zabawy czułem, że dochodzę. Osiągnąłem szczyt, zalałem jej twarz i piersi. Było to wspaniałe uczucie, oboje byliśmy spełnieni. Wstałem i podałem jej chusteczki by się wytarła z mojej spermy, po czym zaczęliśmy się do siebie śmiać i nadzy się do siebie przytuliliśmy. Iż było już bardzo późno i ciemno, wyszliśmy nadzy na balkon zapalić papierosa po udanym seksie. Kiedy chciałem się ubrać i iść do siebie ona zaproponowała bym poszedł z nią pod prysznic umyć jej plecy. Nie wierzyłem w to, co słyszę, lecz zgodziłem się i namiętnie pocałowałem, a ona chwyciła mnie mocno za opadniętego chuja co oznaczało, że to nie koniec zabawy na dziś. Mimo niewielkich rozmiarów łazienki upchnęli tam jakoś dwu, a nawet śmiem twierdzić że trzy osobowy prysznic. Weszliśmy do niego tkwiąc w pocałunku i pieszczotach. Puściłem wodę i przywarłem jej twarz do ściany każąc jej tym samym wypiąć pupę. Przywarłem do niej kroczem i zacząłem wykonywać posuwiste ruchy, czułem, że powoli mój przyjaciel zaczyna sie budzić. Ukląkłem, jej kazałem się bardziej wypiąć i zacząłem językiem penetrować jej myszkę. pojękiwała z rozkoszy ale wiedziałem że jej mało. Po chwili mój przyjaciel był w pełni gotów, więc wstałem i zapakowałem jej twardego chuja ostro w mokrą cipuszkę. Zajęczała z bólu, lecz nie zrobiło to na mnie większego wrażenia i powoli ją posuwałem od tyłu co jakiś czas wchodząc w nią coraz ostrzej by po chwili już tylko rznąć ją pod prysznicem bez opamiętania. Resztką sił poczułem skurcz jej myszki i że Natalia opada z sił..potężny orgazm, który sprawił, że i ja niemalże w tym samym momencie doszedłem zalewając jej cipkę resztą spermy. Natalia wzięła mojego chuja w usta, porządnie wylizała z resztek, połknęła i przystąpiliśmy do kąpieli właściwej już w pełni zaspokojeni i bez sił na dalsze igraszki. Po wszystkim chwile jeszcze się całowaliśmy i oboje stwierdziliśmy, że to nie był pierwszy i ostatni raz…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Gutek
  • Basia

    Historia przydarzyła mi się kilka lat temu. Byłem po rozwodzie. Sytuacja ta nie wpływała dobrze na mój nastrój, jednak powoli, powoli życie moje “uspokajało ” się. Miałem pracę, miałem gdzie mieszkać, o kobietach nie myślałem. Prowadziłem kawalerskie życie, spokojne, wolne itp. 

    Pewnego razu (była sobota) wybrałem się na zakupy. W perspektywie był wolny weekend, więc niezbędne zakupy typu piwo itp. trzeba było zrobić. Mimo tego , że podejście do sklepu zajęłoby mi jakieś 10 minut z lenistwa podjechałem pod sklep samochodem. Wracałem już z dwiema torbami pełnymi różnych wspaniałości, kiedy uwagę moją zwróciła pewna kobieta na parkingu. Może nie była olśniewająco piękna, była jednak bardzo atrakcyjna i miała to coś, co przyciąga, co sprawia, że myśli się jak by to było z nią. Nie można jej było zaliczyć do wysokich kobiet, miała może 165 cm wzrostu. Rude włosy, średnio długie, bardzo zgrabna jak na swój wiek, a miała może 45-50 lat. Ubrana była w obcisły dres, który uwydatniał Jej kształty. kucała przy rowerze i coś przy nim majstrowała. Widać było, że ma jakiś problem. Minąłem Ją. Po chwili przestałem o Niej myśleć i poszedłem do samochodu zapakować to, co kupiłem. “Nie dla psa kiełbasa” – pomyślałem. Już miałem zamknąć bagażnik, gdy usłyszałem:

    -Przepraszam Pana! Kiedy się obejrzałem, zobaczyłem właśnie tę rudowłosą, na którą zwróciłem uwagę. Uśmiechała się lekko.

    – Czy mogę Pana prosić o pomoc?

    – Oczywiście. – odrzekłem.

    – Chyba coś stało się z łańcuchem w moim rowerze. Może mógłby Pan zobaczyć? Ja się na tym nie znam.- Zobaczę co się stało. Podszedłem do Jej roweru. Po krótkich oględzinach okazało się, że łańcuch jest pęknięty i to tak, że trzeba go po prostu wymienić.

    -Mam dla Pani niezbyt miłą wiadomość. Na tym rowerze nie pojedzie Pani dalej. Trzeba wymienić łańcuch- oznajmiłem.

    – O kurcze! Naprawdę? Może coś Pan wymyśli? Do domu mam kilkanaście kilometrów!

    – Przykro mi, ale tego łańcucha nie da się naprawić. Pękł w takim miejscu, że tylko kupienie nowego załatwi sprawę.

    – Jest po 14-ej – odparła po krótkim namyśle.

    – Sklepy pozamykane. Co ja teraz zrobię?

    Zrobiło mi się Jej żal. Jedyny środek lokomocji jaki posiadała nie nadawał się do niczego i nie było szans na naprawę. Nie miałem większych planów na najbliższy czas, więc postanowiłem pomóc. 

    – Podwiozę Panią. Jeśli to kilkanaście kilometrów, to nie ma problemu.

    – Naprawdę? Pomoże mi Pan? To wspaniale! Nie wiedziałam jak dostanę się do domu. Dziękuję!

    – Nie ma sprawy – odpowiedziałem. Po jakimś czasie zamocowałem Jej rower na dachu samochodu. Miałem stelaż, ponieważ czasami wyjeżdżałem poza miasto, zatrzymywałem samochód gdzieś na poboczu i rowerem zwiedzałem okolice. Tym razem stelaż przydał się nie do mojego roweru. Ruszyliśmy. Po jakimś czasie odezwała się:

    – Jestem Panu naprawdę bardzo wdzięczna. Rzadko spotyka się ludzi, którzy chcą pomóc. A tak w ogóle to mam na imię Basia.

    – Bardzo mi miło. Marek jestem. Uśmiechnęła się. Podróż minęła na pogawędce. Okazało się, że mieszka niedaleko mojego miasta, w domu jednorodzinnym, który za chwilę miałem zobaczyć. Wyjechaliśmy za miasto. Zaczął się las. 

    – Za chwilę skręć w lewo. Droga wśród drzew wiła się jeszcze kilka kilometrów. Dotarliśmy do bramy. Basia otworzyła i moim oczom ukazała się całkiem pokaźna działka z domem.

    – Jesteśmy na miejscu- powiedziała Basia. Zdjąłem rower z dachu samochodu. Basia wzięła go ode mnie, po czym powiedziała:

    -Marku jestem Ci naprawdę bardzo wdzięczna. Czy mogę poczęstować Cię obiadem w ramach podziękowania?

    – Nie trzeba. Naprawdę. Jednak jeśli chcesz to chętnie zjem z Tobą. Obiad był pyszny. Basi nie zajęło długo przygotowanie go. Czas mijał bardzo miło. Na rozmowie, po prostu na  byciu z drugą osobą. Po obiedzie Basia zaproponowała wino.

    -Basiu muszę odmówić. Jestem samochodem.- No to przygotuję Ci coś bezalkoholowego. Byłem wdzięczny, ponieważ obiad był dość pikantny, a na dworze było bardzo gorąco. Po chwili Basia wróciła niosąc w jednej ręce lampkę czerwonego wina dla siebie i szklankę z jakimś pomarańczowym napojem dla mnie. Usiedliśmy na tarasie. Sącząc nasze napoje konwersowaliśmy na różne tematy, w tym osobiste. Między innymi dowiedziałem się, że jest pielęgniarką.

    – Tak jestem sam – odpowiedziałem na pytanie Basi. – Rozstałem się z żoną około roku temu. Nie układało nam się. Różne potrzeby, pragnienia…

    – U mnie było podobnie – odpowiedziała. – Mąż był często poza domem, a to po jakimś czasie doprowadziło do tego, że zaczęliśmy się od siebie oddalać.

    – Wiem o czym mówisz – odpowiedziałem. Gorące popołudnie, pyszny obiad, emocje dnia sprawiły, że zrobiłem się senny. Był najwyższy czas, aby jechać do domu.

    – Muszę jechać Basiu.

    – Możesz tu przenocować jak chcesz – powiedziała.

    – Nie. Wolę jechać. Nie będę sprawiał kłopotu. Nie wiem kiedy, ale chyba zasnąłem. Ostatnią rzęczą jaką pamiętałem, był piękny uśmiech Basi i zachęcanie mnie do zostania na noc. Obudziłem się. Nie wiem ile spałem, ale wiedziałem, że pomimo zamkniętych oczu obudziłem się. Ile czasu spałem? Czy to był dzień wczorajszy, czy już było na drugi dzień? Przypominałem sobie ostatnie wydarzenia. Poznanie Basi, podróż do Jej domu, obiad…Otworzyłem w końcu oczy. Leżałem. Widziałem sufit, więc leżałem na plecach pomyślałem. -No Marek czas się zbierać- przemknęło przez myśl. Chciałem wstać, ale… nie mogłem! Coś trzymało mnie w łóżku. Co to było? Rozejrzałem się o ile było to możliwe. Leżałem na czymś w rodzaju kozetki. Przy czym kozetka ta miała kształt litery X i miałem do niej przywiązane ręce i nogi. Zobaczyłem też że jestem całkiem nagi. O co chodzi?

    – Wyspałeś się? – usłyszałem głos Basi. – W napoju, który piłeś był środek nasenny.

    – Ale dlaczego? Jak? Po co? – zacząłem gorączkowo pytać, chociaż słyszałem tylko Basię, lecz Jej nie widziałem. Ale w końcu Ją zobaczyłem! Podeszła do mnie od strony głowy. Jakże odmieniona! U góry miała coś w rodzaju czarnego latexowego gorsetu, który podtrzymywał Jej dość duże, kształtne piersi. Były takie jakie najbardziej lubię – zadarte lekko do góry!. Na nogach miała długie latexowe, czarne buty, które okrywały częściowo czarne pończochy. Jej odsłonięta cipka z odrobiną rudych włosów…Całość prezentowała się baaardzo sexownie. Na tyle, że poczułem, jak mój kutas zaczyna  zwiększać swoje rozmiary. Basia zobaczyła to i skwitowała:

    – O widzę, że mój strój Ci się podoba. To dobrze. Pochyliła się nade mną. Widziałem teraz dobrze Jej wspaniały proporcjonalny biust. Różowe sutki, piersi. Poczułem Jej usta, ciepłe, wilgotne, zmysłowe. Kiedy się całowaliśmy, mój kutas zwiększał się coraz bardziej, aż w końcu zmienił położenie. To, że nie mogłem się ruszyć, widok Basi w sexownym stroju sprawił, że czułem się naprawdę podniecony. Byłem zdany jedynie na Nią. Sam nie mogłem zrobić nic. Basia wiedziała o tym. Doskonale to wykorzystywała, manipulując moim podnieceniem, jak sznurkami przy marionetce. Kontrolowała mnie. Oderwała się od moich ust, przełożyła jedną nogę nad moim brzuchem i siadła okrakiem na moim członku. Mój kutas poczuł ciepło, i włoski. Widziałem nad sobą Basię. Uśmiechała się tajemniczo. Zaczęła się ruszać ocierając swoją muszelkę o moją pałkę. Zaczęło robić się gorąco. Ruchy stawały się coraz szybsze. Pomyślałem, że zaraz wytrysnę. Basia chyba czytała w moich myślach, bo nagle uniosła biodra. Przeszła do przodu w stronę mojej twarzy. Delikatnie usiadła na niej. Poczułem słodki zapach i wilgotną cipkę. Chyba też się trochę podnieciła – pomyślałem. Chciałem ją objąć, pogłaskać, ale jedyne co mogłem to leżeć. Zacząłem Ją lizać. Język poczuł miękkości. Bawił się, szukał, penetrował. Usłyszałem jak Basia zaczyna głęboko oddychać, a później jęczęć. Coraz głośnie, coraz szybciej. Zaczęła ocierać się o moją twarz coraz mocniej zaczynając krzyczeć.

    -AAAAh…

    Coraz szybciej lizałem Jej cipkę, coraz szybciej ruszała się. Po jakimś czasie wygięła się do tyłu, zaczęła drżeć. Wiedziałem, że ma orgazm. Odleciała kompletnie. Widziałem nad sobą Jej sterczące piersi i twarz uniesioną do góry, nie widzącą, oddaną pełnej ekstazie.  Po jakimś czasie ochłonęła. Spojrzała mi w oczy powracając do rzeczywistości. Wstała i cofnęła się. Stała teraz nade mną, swoją cipką nad kutasem, który już pulsował i czekał. Spojrzała na niego. Wzięła w rękę i nakierowała do swojej dziurki. Wszedł bez problemów. Basia była tak podniecona, że soki wylewały się z Niej. Poczułem przyjemne gorąco i mokre wnętrze. Basia zaczęła ruszać się w dół i w górę pochłaniając co chwilę mojego nabrzmiałego kutasa. Coraz szybciej. Znowu zaczynała dyszeć, unosząc głowę do góry. Czułem, że zbliżam się do finału. Ona też była bliska. Jeszcze chwila i odlecieliśmy nie wiedząc gdzie jesteśmy. Orgazm trwał tak długo jak jeszcze nigdy przedtem. W takiej chwili człowiek nie myśli, chce, żeby ta chwila trwała wiecznie. Przez jakiś czas trwaliśmy tak złączeni.

    -Było wspaniale, cudownie – powiedziała pierwsza.

    -Oj tak – uśmiechając się potwierdziłem. Zacząłem się ubierać.

    – Wiesz może gdzie są moje boxerki?

    – Zostawię sobie na pamiątkę – odpowiedziała Basia tajemniczo się uśmiechając.

    – Zobaczymy się jeszcze? – spytałem.

    – Może…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Manner
  • Spelnienie – cz. V.

    Część5/8

    Ależ byłam podekscytowana tymi fotografami. Adrenalina wręcz gotowała się we mnie! Daleko było mi do zaspokojenia, ale czułam się taka pobudzona. Taka… szczęśliwa! Ciekawe, komu pokażą moje nagie fotki? Rozłożyłam się swobodnie na leżaku, balkon sąsiadów był zamknięty i w pewnym momencie, uspokojona ciszą, nieco machinalnie zaczęłam onanizować się. Najpierw dotknęłam wewnętrznej strony uda, potem zbliżyłam dłoń do warg, głaskałam je, pocierałam, drapałam krawędź. Kiedy poczułam wilgoć na wargach, dotknęłam łechtaczki. Już dreszcz wstrząsnął moim ciałem. Przezornie nie dotykałam napletka. Masowałam łechtaczkę i czułam jej twardość. Zjechałam paluszkami do pochwy i wtedy pokryły się śluzem. Ale ze mnie leciało…

    Myślałam o zdjęciach, o podglądających mnie turystach, o ‘nagiej’ kąpieli w morzu z Zosią, o wspólnym opalaniu się, o Edku rozmawiającym ze mną, kiedy naga siedziałam na balkonie, o Marcie i jej dominacji. W końcu pomyślałam o moim nadąsanym Robusiu, który jednak nie wytrzymał widoku nagiej żony w pokoju. Jeden wyjazd i tyle przeżyć, które pobudzały wyobraźnię! Miałam ochotę na wypróbowanie kolejnych pomysłów.

    Coraz intensywniej masowałam łechtaczkę, zapominając o turystach, którzy mogli mnie zobaczyć nie tylko nagą, ale w tak intymnej sytuacji. I tak byłam tutaj bezpieczna, więc nie martwiłam się przypadkowymi widzami. W pewnym momencie byłam już tak podniecona, że strąciłam klapek z lewej nogi, podniosłam ją i oparłam o słupek podtrzymujący balustradę balkonu i intensywnie kontynuowałam onanizowanie. Z głośnym jękiem osiągnęłam silny orgazm. Opuściłam lewą nogę. Ciężko oddychałam, robiąc cipce delikatny masaż. Uspokajałam się, nadal leżąc rozwalona na leżaku. Wreszcie otworzyłam oczy i rzuciłam wzrokiem na ścieżkę. Nikogo nie było. Ulżyło mi. Jeszcze leżałam w bezruchu, potem cicho westchnęłam i podciągnęłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam i zamarłam. W drzwiach sąsiedniego balkonu stał Edek z komórką. Łagodnie uśmiechał się do mnie.

    – Piękny pokaz – stwierdził z uśmiechem. 

    – Oszalałeś?! Natychmiast wyłącz! – zażądałam przerażona.

    – Teraz już mogę – zgodził się rozbawiony i opuścił komórkę.

    – Edek, ile nagrałeś?

    – Od samego początku. Chciałem wyjść na balkon, ale tak stękałaś, że wróciłem po komórkę – przyznał.

    – Edward, musisz mi oddać ten film albo natychmiast skasuj go! – zażądałam. – Nie wyraziłam zgody na filmowanie.

    – Żartujesz chyba? Mam gdzieś twoją zgodę! – prychnął. – Taka pamiątka! Inni też chętnie go obejrzą. Masz okulary, więc nie przesadzaj – dodał uspokajająco. Myślałam szybko.

    – Edek, za ile skasujesz film? – Był zaskoczony. Nie spodziewał się takiej propozycji.

    – Nie ma takiej ceny – wzruszył ramionami. – To będzie pamiątka z urlopu. Każdy pomyśli, że babka taki pokaz urządziła specjalnie dla mnie! – zaśmiał się. 

    Zdenerwowałam się. Przez moment wyobrażałam sobie jak ich znajomi oglądają mnie nagą i skrajnie przerażona, bliska histerii, kiedy uświadomiłam sobie, że w jakiś przypadkowy sposób kopia jednak dotrze do męża. Wiedziałam, jakie byłyby konsekwencje. Szybko podjęłam decyzję.

    – Zrobię co chcesz, ale musisz skasować film – mój głos zabrzmiał zdecydowanie i zrobił na nim wrażenie. W rzeczywistości ledwo panowałam nad sobą. Byłam bliska płaczu i żebrania na kolanach o skasowanie filmu. Edek poważnie popatrzył na mnie. Chwilę milczał. Wreszcie odezwał się:

    – Dobrze, skasuję film, ale za wyruchanie ciebie.

    – Co?!

    – Bez żadnych ograniczeń – dodał twardo.

    – Ty… Ty… Ty chyba oszalałeś?!

    – To była twoja oferta, więc to jest moja propozycja. Ale skoro teraz wycofujesz się… – zaczął wchodzić do pokoju.

    – Zaraz! Zaczekaj! – intensywnie myślałam. Byłam roztrzęsiona, ręce drżały mi, ale szybko podjęłam decyzję. – Zgadzam się! Gdzie?

    – Teraz. U mnie – wzruszył ramionami, jakby to było takie oczywiste. – Czekam, pospiesz się, jeżeli zależy ci na filmie. I pamiętaj: seks bez żadnych ograniczeń – wszedł do pokoju.

    *

    Pospiesznie ubrałam sukienkę na ramiączkach i sandałki na szpilce. Na wszelki wypadek zabrałam komórkę. Chwile później pukałam do jego drzwi. Otworzył dopiero po długiej chwili oczekiwania.

    – Specjalnie trzymał mnie pod drzwiami, gnojek – pomyślałam o ‘zmiękczaniu’ opornej.

    – Tak? – spojrzał na mnie pytająco.

    – Masz za dużo czasu? – Byłam zdenerwowana i niecierpliwa.

    – Słucham? O co ci chodzi?

    – Przyszłam, tak jak chciałeś – wyjaśniłam.

    – Ja chciałem? To jakieś nieporozumienie. – Po tych słowach zaczął zamykać drzwi. Przytrzymałam je dłonią.

    – Przyszłam, żebyś mnie wyruchał w zamian za skasowanie filmu – cicho deklamowałam z zamkniętymi oczyma i opuszczoną głową. Nie mogłam na niego spojrzeć. Czułam się poniżona i obawiałam się dalszego ciągu. Gdzieś zniknął ten uśmiechnięty, dobroduszny Edek. Przede mną stał twardziel, który znudzonym, ale i stanowczym tonem narzucał warunki umowy. Już nie uśmiechał się.

    – Wejdź, zapraszam – otworzył szeroko drzwi. Jego głos zabrzmiał łagodniej. Siadł w fotelu z komórką w ręku. – No, rozbieraj się – polecił spokojnie. Był odprężony.

    – Najpierw film – wyciągnęłam rękę.

    – Żartujesz chyba – uśmiechnął się rozbawiony. Nie był to miły uśmiech. Zaraz spoważniał – Umówiliśmy się: bez żadnych ograniczeń. Pamiętasz jeszcze czy wolisz wyjść? Ale drugiej okazji nie będzie – rzucił zdecydowanie.

    – Dobrze – pokiwałam głową, wiedząc że nie ma alternatywy. Bez słowa zdjęłam sukienkę i kostium.

    – Szpilki zostaw – polecił. – A teraz pokaż jak onanizujesz się.

    – A kiedy wróci twoja żona?

    – A co to ciebie obchodzi? Może też będzie miała ochotę wyruchać taką posłuszną kobietkę? No, do roboty! 

    Było mi wszystko jedno. Usiadłam w fotelu i zaczęłam onanizować się. Prawą nogę przerzuciłam przez podłokietnik fotela. Edek rozsiadł się wygodnie i patrzył. Rzucił okiem na komórkę. Potem z pogodnym uśmiechem skupił się na oglądaniu mnie. 

    *

    Ruchał mnie od tyłu i w końcu zaczęłam stękać. Nie mogłam dusić emocji. Nagle usłyszałam otwieranie drzwi. Edek dalej kopulował. Byłam przerażona. Obawiałam się reakcji Baśki i zbliżającej się awantury. 

    – Jestem! – usłyszałam głos Baśki z przedpokoju. Chwilę później z wyrazem zaskoczenia na twarzy stanęła w drzwiach pokoju. Usta zrobiły małe „o”. Kiedy minął efekt zaskoczenia, stwierdziła: 

    – Jednak nie żartowałeś. 

    – No! – potwierdził Edek z dumą w głosie. Klepnął mnie w pupę i dalej rżnął. Patrzyłam przed siebie. – Skoro napisałem, że masz pośpieszyć się, to chyba byłem wystarczająco poważny? – spytał retorycznie, trzymając mnie za włosy i pierś.

    – Jak ją złowiłeś? – Baśka odłożyła zakupy i rozpinała bluzkę.

    – Onanizowała się na balkonie. Wszystko nagrałem, a teraz płaci nam za zwrot filmu – wyjaśnił.

    – Oooo?! Pięknie! Jaka cena?

    – Seks bez żadnych ograniczeń.

    – Bardzo dobrze! Korzystajmy z dziewczyny! – stanęła naga w samych klapkach.

    Po niepokoju i stresie, przed spodziewaną awanturą małżonki o zdradę, trochę mi ulżyło. Miałam cichą nadzieję, że obecność Basi doprowadzi do szybkiego zakończenia spotkania.

    – Liż, lalka – chwyciła mnie za włosy, bosą stopę postawiła na łóżku i wystawiła swoją cipkę do lizania. Szarpnęła mnie za włosy, przyciągając do pochwy. Już nie była taka miła jak wczoraj.

    *

    Pchnięcia Edka były coraz mocniejsze. Strach przed nieznanym, przed powrotem męża, przed konsekwencjami udostępnienia filmu innym, przed szantażem malały w obliczu siły doznań, które oferował Edek swoim penisem i jego żona swoimi żądaniami. Nigdy nie sądziłam, że będę pieścić kobietę w takich okolicznościach. Teraz odbywało się to pod przymusem, dość brutalnie i jeszcze MUSIAŁAM ich zadowolić. Delikatnie dotknęłam językiem jej łechtaczki.

    – Dobrze jebiesz, Edziu – żona z uznaniem wyraziła się o staraniach męża.

    – Świeża i zadbana dupa, więc człowiek ma ochotę – zaśmiał się.

    Baśka wtórowała mu. Jeszcze rozbawiona nachyliła się i zaczęła grzebać mi w odbycie. Jęczałam, liżąc ją, ale nie protestowałam.

    – Gdzie jest moja torba?

    – Za chwilę ci przyniosę. – Z językiem utkwionym w jej pochwie i palcami wetkniętymi w mój odbyt czekałam na powrót Edka. Zobaczyłam jak wręcza żonie duży wibrator.

    – Trochę lalka poskacze – zaśmiała się Baśka.

    Nie rozumiałam, o co chodzi. W ogóle sytuacja przerosła mnie. Nigdy nie zdradziłam męża, a teraz, po zbyt śmiałym zachowaniu na balkonie i błyskawicznej, chyba pochopnej decyzji, spółkowałam z obcym facetem i na dodatek kobieta bawiła się moim ciałem, nie pytając mnie o zgodę, ignorując moje odczucia! Z jednej strony desperacko ratowałam swoją prywatność, z drugiej, właściwie już nic z niej nie zostało. Traktowali mnie jak własność bez praw, jak zabawkę. Zachowywali się bardzo swobodnie. Ktoś patrzący z boku mógłby odnieść wrażenie, że to kolejne spotkanie znajomych uprawiających seks grupowy. Jakbym jeszcze doznała za mało upokorzeń, Edek właśnie wchodził do odbytu. Nie było to przyjemne. Też niezbyt przejmował się moimi reakcjami, a poza tym miał grubego penisa. Byłam spięta i przestraszona rozwojem tego wymuszonego ‘spotkania’. W pewnym momencie zawyłam, ale uderzenie Baśki w twarz momentalnie stłumiło mój jęk. Edek nieco przyspieszył penetrację.

    – Nie rycz, bo popsujemy buźkę albo cycki – jeszcze raz mnie uderzyła. Przewrócili mnie na bok. – Zacznij ją mocniej jebać – rozkazała Baśka i podała mężowi wibrator.

    Wepchnął go do pochwy. Czułam się pełna. Czułam się jak szmata, którą bawią się obcy ludzie. I musiałam znosić to upokorzenie dla własnej korzyści. Penis i wibrator we mnie dostarczały mi w tej chwili zupełnie nowych doznań! I to jakich! Gdyby nie szantaż i w ogóle uczucie niepewności i poniżenia, pewnie wyłabym z rozkoszy. A tak tylko oni czerpali niekłamaną radość ze znęcania się nade mną. Baśka siadła mi pochwą na ustach, twarzą w kierunku moich nóg. Trudno było mi oddychać pod jej pełnym dupskiem. I chyba o to chodziło.

    – No, wyliż, lalka – poleciła.

    Była wilgotna. Coś mówiła do męża, mocniej docisnęła krocze do mojej twarzy i nagle poczułam kropelki spadające na mnie. Ona sikała! Na mnie! Do moich ust!!

    – Łykaj! Nie możemy zabrudzić pościeli! – chciałam odsunąć, odchylić głowę, ale nie byłam w stanie. Biła mnie po piersiach otwartą dłonią. Bolało! Nie miałam wyjścia. Zaczęłam łykać jej mocz! 

    – Weź go – usłyszałam słowa Edka skierowane do żony.

    Po chwili uderzenia stały się bardziej dotkliwe. Biła mnie po piersiach i brzuchu paskiem od spodni podanym przez męża. Taka forma kary w ogóle nie sprawiała mi przyjemności, więc starałam się być posłuszną. Byle wyrwać się stąd!

    – Proszę, przestańcie! Nie wytrzymam bólu! – błagałam płaczliwym głosem. Z oczu mimowolnie popłynęły mi pierwsze łzy. 

    – Ruchaj ją mocniej – Basia upomniała małżonka jakby mnie nie słyszała, ale po chwili jednak przerwała bicie. Jej głos też był inny. Brzmiał ostro, rozkazująco. Już sam ton zmuszał mnie do uległości. Zwyczajnie bałam się tej kobiety.

    Edek wyszedł ze mnie. Poczułam ulgę. Już chciałam wstać, ale Baśka przytrzymała mnie i kazała położyć się na boku. Sama położyła się na boku przede mną w pozycji 69 i po chwili miałam przed oczyma jej łechtaczkę.

    – Wypieść mi cipkę. Wsadź we mnie języczek – usłyszałam jej polecenie. Nie miałam wyboru. Gdyby to była Zosia…

    Za mną położył się Edek i wepchnął penisa do pochwy… Basi! Już po chwili ostro kopulowali. Byłam zaskoczona, ale oni w ogóle nie krępowali się moją obecnością. W końcu traktowali mnie jak uległą, zależną od siebie ludzką zabawkę. Moja opinia nie miała dla nich znaczenia. Nieco uniosłam się, a jej mąż odchylił się, żeby moja głowa mniej przeszkadzała przy spółkowaniu i wtedy też dokładnie widziałam ich stosunek. Penis znikał w pochwie i wynurzał się, a moja głowa czasami była przez Edka dociskana do podbrzusza jego żony. Edek bardziej odsunął się ode mnie. Swobodniej masowałam łechtaczkę Basi, czasami zdołałam polizać. Czułam jak Basia liże moją łechtaczkę i pcha wibrator do pochwy. Palce drugiej dłoni wciskała mi do odbytu. Słyszałam odgłosy stosunku. Penis lśnił, coraz obficiej pokryty Basi śluzem. Z obawy przed karą energicznie lizałam łechtaczkę. W pewnym momencie Edek wysunął penisa z żony. 

    – No, obciągaj – wysapał polecenie.

    Posłusznie wzięłam penisa do ust i pieściłam. Był gruby, ale dawałam radę. Teraz, po wyjęciu z pochwy smakował inaczej.

    – Włóż go.

    Spółkowali bardzo intensywnie. Edek trzymał mnie za pupę. Basia jęczała coraz głośniej i coraz mocniej wpychała mi wibrator do pochwy. Myślałam, że zwariuję. Jęczałam, ale nie zwracali na mnie uwagi. Otaczały mnie dwa nagie ciała mężczyzny i kobiety. Ja, naga, zupełnie bezbronna między dwojgiem obcych ludzi. Ekscytujące, dziwne, dziwaczne, podniecające? O, taaak…

    – Uwaga, suki! – rzucił chrapliwym głosem Edek i wyszedł z Basi. Nadspodziewanie sprawnie podniósł się, a jego żona położyła się twarzą przy mojej. Widziałam jak z grubego penisa strzela strumień spermy do jej ust. Fascynujący widok! Część spadła na czoło, nos, powiekę i policzek. Pojedyncze krople osiadły również na moim policzku. Kiedy wytrysk skończył się, Edek penisem zgarnął spermę z twarzy żony do ust.

    – Połóż się na plecach i otwórz usta – nakazał mi Edek. Dłońmi trzymał moją głowę, a kciuki włożył w kąciki ust. Wiedział, że nie ugryzę go, bo zdawałam sobie sprawę z nieuchronności bolesnej kary. Nawet nie musiał mnie ostrzegać. Basia nachyliła się nade mną, otworzyła usta i sperma pociekła do moich ust.

    – Połknij – szepnęła. Zanim coś powiedziałam, nachyliła się i zaczęła mnie namiętnie całować. Edek znowu był w mojej pochwie.

    *

    Stałam naga przy ich łóżku. Leżeli nadzy i zadowoleni, wzajemnie pieszcząc genitalia. Wyciągnęłam otwartą dłoń.

    – Film – powiedziałam krótko.

    Baśka wymownie spojrzała na męża. Ten odwrócił się i schylił do szafki przy ich łożu, a po chwili odwinął się i z rozmachem uderzył mnie paskiem w pośladki. Krzyknęłam z bólu! Odchyliłam się, łapiąc za piekący tyłek, spojrzałam odruchowo na pupę i usłyszałam jakiś ruch. To Baśka momentalnie usiadła i pociągnęła mnie za pierś. Żeby złagodzić ból, musiałam szybko pochylić się w ich kierunku, ale ból nie zelżał, więc przysunęłam się bliżej pary na łóżku, pochyliłam i oparłam dłońmi o materac. Ból był mniejszy, ale nadal czułam mocny chwyt.

    – My decydujemy, kiedy dostaniesz film. To jeszcze nie jest koniec zabawy z tobą – usłyszałam. – Zapamiętaj: dzisiaj, punktualnie o pierwszej w nocy, zapukasz do naszych drzwi. Masz być naga! Wtedy zakończymy zabawę z tobą. – Baśka wreszcie puściła moją pierś. Naprawdę bolało! Jeszcze chwilę trwałam przy niej, tak byłam zaskoczona tym, co usłyszałam.

    – Ty… – byłam wściekła i chciałam dosadnie powiedzieć, co myślę o takich regułach i ich zachowaniu.

    – Zastanów się suko, zanim coś powiesz – przerwała mi stanowczo. – Potem będziesz żałować. Obiecuję. A my jeszcze mamy film…

    – Ale przecież… – chciałam zaprotestować.

    – Zmykaj do siebie i przygotuj się na nocną wizytę! – przerwała mi. – Albo zmienimy warunki!

    Szybko wyszłam, rozmasowując bolącą pierś. Bałam się usłyszeć o nowych, zapewne bardziej skomplikowanych warunkach. Oszukali mnie. Jeszcze zamykając drzwi do ich pokoju, usłyszałam jak poirytowana Baśka mówi:

    – No, popatrz! Co za pizda! Nawet nie pożegnała się!

    – Jest powód, żeby ukarać ją – rozbawionym głosem odpowiedział mąż.

    – Byli tacy mili, a teraz… – nie mogłam ochłonąć po tej rozmowie. Potem słyszałam ich rozmowę, wybuchy śmiechu. Pewnie razem oglądali film. Czekałam na męża.

    *

    Mąż twardo spał. Podałam mu, rozpuszczony w herbacie, środek nasenny. Wiedziałam, że spokojnie prześpi całą noc. W domu czasami łykał, jeżeli miał nadmiar pracy i z nerwów nie mógł zasnąć. Albo był tak zmęczony po kilku dniach bardzo intensywnej i nerwowej pracy, że dopiero tabletka przynosiła oczekiwany sen. Czasami bywało odwrotnie. Kilka dni beztroskiego urlopu wywoływało jego nerwowość i bezsenność. Dlatego, na wszelki wypadek, zawsze zabierałam tabletki w każdą podróż. Brał jakieś zagraniczne, a kupował w trakcie naszych pobytow za granicą. Zdarzało sie nam, na przykład, wyskoczyć do Berlina na weekendowe zakupy. Tabletki nie miały smaku, ponoć był to silny ekstrakt z ziół.

    Punktualnie o pierwszej w nocy wymknęłam się z naszego pokoju i podeszłam do sąsiednich drzwi. Nasłuchiwałam chwilę. Cisza. Mimo tego zdjęłam podomkę i zapukałam do drzwi. Czekałam dłuższą chwilę. Nic. Zaczęłam niepokoić się. Przyłożyłam ucho do drzwi. Nadal cisza. Żaden dźwięk nie dochodził z wnętrza. Nieoczekiwanie drzwi otworzyły się. Stał w nich Edek z kieliszkiem wina. Popatrzył na mnie. Mimo trudnej relacji, uśmiechnęłam się pogodnie. Mężczyzna obejrzał mnie jak ogląda się sukienkę na wystawie.

    – No, a szpilki? – zapytał rzeczowo. 

    Pochyliłam się i bez słowa zaczęłam je zdejmować.

    – Ej, co ty?! Żartowałem – roześmiał się cicho. – Proszę, wejdź.  

    Weszłam, minęłam korytarzyk z drzwiami do łazienki, otworzyłam drugie drzwi i znalazłam się w pokoju. Cicho grała muzyka odtwarzana z laptopa. Basia leżała na łóżku w koszulce i obszernych szortach. Uważnie, ale nieco rozbawiona oglądała coś na swoim laptopie. Na mój widok zamknęła go i odłożyła na szafkę przy łóżku.

    – No, jest nasza bezpruderyjna lalka. Podejdź do mnie – polecenie wydała już zimnym tonem i bez uśmiechu. Pośpiesznie podeszłam. Basi bałam się bardziej niż jej męża. Samą swoją obecnością wprowadzała dyscyplinę i klimat zagrożenia. 

    Stałam przy łóżku, tyłem do otwartych, zasłoniętych jedynie firanką, drzwi balkonowych. W pokoju paliło się światło w nocnej lampce. Jeżeli ktoś szedł ścieżką, to musiał widzieć mnie. Poczułam znajome motylki w brzuchu i paznokcie drapiące wewnętrzną stronę moich ud, wargi sromowe, łechtaczkę… Basia oglądała mnie w milczeniu. Edek przyglądał się. Odstawił kieliszek. Był podniecony, a ja czułam się podekscytowana. Obcy ludzie mnie oglądają! Na pewno wyglądałam atrakcyjniej niż oni.

    – Odwróć się! – poleciła Basia. Zrobiłam to. Teraz patrzyłam na ścieżkę. Światło w pokoju utrudniało mi przebicie się przez ciemność nocy.

    – Ktoś może stać na ścieżce i oglądać mnie – byłam podekscytowana, kiedy uświadomiłam sobie moje położenie.

    – Stań w rozkroku i pochyl się – usłyszałam.

    Wykonałam polecenie i wypięłam pupę. Dłonie oparłam o kolana. Trochę odprężyłam się. Może będzie fajnie i bez brutalnego zachowania? Nie lubiłam przemocy jaką stosowała Basia. Oboje uważali, że atrakcyjnie wyglądam.

    – Niech mnie oglądają, ile chcą! Takie zainteresowanie sprawia mi wręcz szaloną przyjemność! Ale niech mi nie zadają bólu! – cierpliwie i z rosnącą obawą czekałam na ich kolejne reakcje.

    Słyszałam jak Basia podniosła się. Miałam opuszczoną głowę, więc kątem oka zobaczyłam, że oparła się na prawym łokciu i wolną ręką sięgnęła do mojej pupy. Bezceremonialnie zaczęła grzebać w mojej pochwie. Jej dotknięcia były delikatne, łagodne. Nawet było to przyjemne, ale szantaż nie pozwalał mi skupić się na pieszczotach. Basia zbliżyła się i polizała mnie po pupie. Zadrżałam.

    – Przyjemnie? – spytała pewnym siebie głosem.

    – O, taaak – sapnęłam namiętnym tonem. Niewiele wówczas potrzebowałam.

    – To zaczekaj – odparowała cicho i przysunęła się jeszcze bardziej. Poczułam jak języczkiem głaszcze wargi sromowe, potem rozpycha je i próbuje wepchnąć język do pochwy. Już kwiliłam. Zaczęłam głośno jęczeć, kiedy łechtaczkę musnęła językiem i wpakowała go do pochwy, a na łechtaczce znalazły się palce. Najpierw delikatnie, potem mocno głaskały ją, uciskały. Pojękiwałam w rytm jej pieszczot. Usłyszałam jakiś ruch za mną. Na łechtaczce grały tylko palce. Wypięta zdołałam nieco odwrócić głowę i widziałam jak Edek zsunął Basi szorty i właśnie w nią wchodził od tyłu. Nie zdjął spodenek, tylko rozpiął rozporek. Potem podciągnął żonie bluzkę i macał pierś.

    – Zawsze gotowy – pomyślałam speszona. Znowu na żywo widziałam spółkującą parę. Dziwne uczucie… Jakoś nie potrafiłam ich podglądać. Słyszałam sapanie, pojękiwanie, uderzenia ciała o ciało, słowa wypowiadane pod wpływem podniecenia. Edek rżnął ją z takim impetem! Część tej energii przenosiła się na pieszczoty. Baśka dalej macała moją wilgotną cipkę. Czasami robiła to mocno, wręcz wbijając palce do pochwy! Ze sporym wysiłkiem tłumiłam moje jęki. Ledwie broniłam się przed krzykiem, który wywoływały jej silne pieszczoty. Po jakimś czasie moja kochanka miała orgazm. Zaczęła szybko oddychać, krzyknęła, szarpnęła pościel, zakwiliła, przebierała nogami i… uspokoiła się. Edek dalej spółkował, ale robił to w spokojnym tempie. Cały czas spokojnie spółkowali, więc nawet nie byłam zaskoczona, kiedy Baśka zaczęła mocniej głaskać moją cipkę. Na pewno już miała mój śluz na dłoni. W pewnej chwili powiedziała:   

    – Edek, odsuń firankę. – Mąż bez słowa wyszedł z niej i spełnił życzenie. Teraz wyjście na balkon nie było niczym osłonięte. Stałam naga na widoku każdego przypadkowego spacerowicza! Światło lampki nocnej padało z tyłu, więc twarz mogła pozostać w mroku. Chyba.

    – Wyprostuj się! – Wyprostowałam się. Kciuk był w pochwie, palec wskazujący na łechtaczce. Szumiało mi w głowie, słowa docierały czasami. Moje podniecenie rosło. Byłam bezwolna.

    – No, spróbuj – usłyszałam, ale nie wiedziałam, o co chodzi. Po chwili wszystko było jasne. Palec wypadł z pochwy. Edek odwrócił mnie plecami do siebie i wcisnął, nawilżonego śluzem Basi, penisa do pochwy.

    – Oooch – jęknęłam głośno, gwałtownie unosząc głowę. Bodziec był tak silny, że od razu miałam orgazm. Co za przyjemność! Nie był silny, a fala ciepła i błogości spłynęła po chwili. Powoli wracałam do rzeczywistości.  Edek chyba nawet nie zauważył.

    – Wyjebać ją na balkonie? – spytał.

    – Jasne! – zaśmiała się Baśka.

    Edek pchnął mnie biodrami i drobiąc, wyszłam na balkon. I tam ruchał mnie od tyłu. Czułam jak kołyszą się moje nagie piersi. Na tle morza zauważyłam przesuwający się cień na ścieżce. Jakiś późny spacerowicz musiał widzieć mnie dokładnie. Chyba zatrzymał się. Po kilku kolejnych intensywnych uderzeniach biodrami, nie byłam w stanie koncentrować się na takich szczegółach. Chwyciłam się poręczy, żeby nie upaść. Edek tak mi dogadzał, że musiałam zatkać usta dłonią. Bałam się, że ktoś mnie usłyszy. Nie chciałam być przyłapana w takiej sytuacji, ale nie mogłam i nie potrafiłabym przerwać takiego kopulowania! Wziął mnie wbrew mojej woli. Jednak tutaj to oni decydowali o wszystkim. Bałam się zaprotestować. Ale gdzieś tam, głęboko we mnie tkwiła nadzieja, że może ktoś na ścieżce ogląda mnie teraz i docenia moje walory? Ta radosna myśl pozwalała na chwilę zapomnieć, dlaczego jestem w nocy u obcych ludzi i spółkuję z nieznanym, jak by nie było, mężczyzną.

    – Chodźcie już! – zawołała rozbawiona Basia, słuchając moich cichych jęków, które stawały się coraz głośniejsze i sapania Edka. Mój kochanek nie przerwał spółkowania, tylko odwrócił mnie i razem wróciliśmy do pokoju. Miał na tyle długiego penisa, że mimo takich ruchów nie wypadł ze mnie. Ale jego penis naprawdę był gruby. Czułam to! Żona przesunęła się, więc położył się ze mną na łóżku na boku i dalej kopulował od tyłu. Przymknęłam oczy. Leżałam w szpilkach, napięłam palce stóp i głośno charczałam. Dawał mi tyle satysfakcji! Wiłam się, bo Basia położyła się obok i zaczęła lizać mój sutek. Mimo woli zaczęłam głaskać ją po boku i po pupie. Było tak cudownie…! Teraz mogłam godzinami tkwić między nimi.

    – Dajmy jej odpocząć – stwierdziła Baśka. Penis wyraźnie zwolnił i w końcu zatrzymał się. Leżeliśmy w milczeniu. Oddech powoli wracał do normy. Rozluźniłam mięśnie. Co za wrażenia! Byłam zaskoczona swoimi reakcjami! Kolejny raz pieszczę się z kobietą! Jej mąż zaspokaja mnie też kolejny raz, a ja z taką łatwością dochodzę i przeżywam kolejne orgazmy jakbym pościła kilka lat! Byłam zachwycona! Tak. Tak! Chciałam to powtórzyć! Przed chwilą publicznie uprawiałam seks! Bo jak inaczej nazwać kopulowanie na podświetlonym balkonie? Co mnie jeszcze dzisiaj czeka?

    Nawet zapomniałam, że moje onanizowanie zostało sfilmowane i po co tutaj przyszłam.

    *

    – Co z mężem? – zapytał Edek, leżąc za mną i macając moją pierś. Cały czas lekko poruszał się we mnie.  

    – Będzie spał do rana. Dałam mu środek nasenny – powiedziałam zgodnie z prawdą. I to był błąd. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

    – To spędzisz tu długie, miłe godziny. A przynajmniej my – Basia uśmiechnęła się znacząco do męża. – Edek, zaczynaj – poleciła mężowi.

    Nastawiona na kolejne solidne kopulowanie, zostałam zaskoczona. Zanim zareagowałam, Edek kajdankami skuł mi ręce na plecach. Dopiero potem wyszedł ze mnie. Wówczas umknęło mi, że jeszcze nie spuścił się.

    – O co chodzi tym razem? – nagle bardzo wystraszyłam się. Nie byłam w stanie przewidzieć, co mnie jeszcze czeka. Patrzyłam to na jedno, to na drugie.

    – O, ła! – jęknęłam, bo poczułam ból uszczypnięcia w nogę.

    – Lalka, odzywasz się, kiedy będziesz o coś pytana. Jesteś tu dla naszej przyjemności – Basia była bardziej surowa niż jej mąż.

    – Jest jeszcze młoda i nieułożona. Ktoś powinien się nią zająć – powiedział mąż.

    Traktowali mnie jak swoją własność! Skucie rąk kajdankami tak mnie zaskoczyło, że nie zaprotestowałam po ty, co usłyszałam. Rozglądałam się, przestraszona tym, co właśnie zrobili.

    – Obezwładnili mnie! Uwięzili! – krzyczałam w duchu i nie byłam w stanie wydobyć głosu.

    Potem Edek założył mi opaskę z gąbką uciskającą oczy i naprawdę nic już nie widziałam. A później usłyszałam: 

    – Nie próbuj zdjąć opaski. Jeżeli będziesz aktywna, w nagrodę poluźnię łańcuch kajdanek. Będziesz próbowała coś ściągnąć, poluźnić, spotka ciebie dotkliwa kara, również cielesna. Nawet męża zaboli. Teraz zatykam ci uszy. Jeżeli będziesz krzyczała zbyt głośno, nieważne czy z rozkoszy, czy wzywała pomocy, zaknebluję usta.

    Dwa ostatnie słowa wręcz zmroziły mnie. Przeraziłam się. 

    Mieliście kiedyś skute ręce i zatkane uszy? Straszne przeżycie dla kogoś, kto w takiej chwili jest uzależniony od innej osoby, która na dodatek pastwi się nad tobą! Uczucie bezsilności, absolutnej bezradności i zapadania się w nicość! Nawet swój głos słyszycie zniekształcony i pobrzmiewający w głowie. Jesteś jakby w innym świecie, odseparowana, a ten realny panuje nad tobą. Twoje słowa, groźby, błagania, obietnice nie mają żadnego znaczenia. A z kneblem w ustach jesteście niczym. Byłam przerażona! I bardzo posłuszna! I uległa. Byłam gotowa zrobić wszystko, byle uwolnić się od nich. Żywa, bezradna, posłuszna zabawka w czyichś rękach. Można wpaść w histerię. Jeżeli jednak wiesz, że masz być używana do seksu…  Strach wzmaga się i znika. Pozostaje przerażenie. I gotowość służenia nocnym ‘właścicielom’.

    Gdyby nie paraliżujący strach przed nieznanym, a potem przerażenie, może byłabym ciekawa takiej przygody. Nawet z nimi. Ale teraz byłam bliska płaczu i już im nie ufałam. A ich to chyba bardzo podniecało. Przecież bezgranicznie panowali nade mną. Znowu zaczęli pieścić moją łechtaczkę. I piersi.

    Nieco uspokoiłam się. Wypchnęłam z głowy najgorsze myśli. Powoli odprężałam się.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Kiedy zycie jest piekne

    Jestem studentem drugiego roku na Uniwerku Łódzkim, mam całkiem przeciętne życie i nic nie zapowiada by się mogło jakoś zmienić na lepsze lub gorsze.  Właśnie wychodzę z uczelni i kieruję się do domku modląc się by się nie rozpadało, bo czarne chmury zbierały się już od dobrych kilku godzin Mijam kolejnych przechodniów nie zwracając na nich kompletnie uwagi, zasłuchany w muzyce i własnych myślach gdy ktoś wbija mi w bok rękę z reklamówką. Zdziwiony odwracam się i widzę moją licealną miłość stojącą z jakimś gościem. Paulina, bo tak się nazywała koleżanka jak łatwo się można domyślić wrzuciła mnie w swój friendzone bardzo szybko, później próbowałem z niego bezskutecznie wyjść, ale tak długo mi na to schodziło że w końcu nie wystarczyło mi czasu, liceum się skończyło, a nasze drogi rozeszły, no cóż życie. A teraz stoimy sobie na ulicy i zbytnio nie wiemy jak zacząć rozmowę . Kiedy ostatni raz się widzieliśmy był dzień oddania matur będący zarówno dniem w którym pierwszy i jak myślałem ostatni raz się pocałowaliśmy. Bo widzicie, oboje zawsze wracaliśmy tym samym autobusem, w którym zawsze, ale to zawsze był pełen tłok ludzi tak, że nigdy nie mieliśmy się zbytnio jak pożegnać, zawsze mówiliśmy sobie cześć i na tym koniec, zero całowania się w policzki itd. Oczywiście na początku na to w ogóle nie zwracaliśmy uwagi, ale po pewnym czasie zaczęliśmy się z tego śmiać, a w końcu zostało to naszą cichą tradycją. Dopiero w tym naszym ostatnim dniu szkoły już po rozdaniu matur pocałowaliśmy się w usta, bez żadnego erotyzmu – po prostu musnęliśmy swoje usta i odwróciliśmy się do siebie  plecami i każde podążyło swoją drogą. Nie jest to jakaś mega ważna chwila, ale pokazuje ona jak bardzo byłem w niej zakochany. Przez 2 lata pamiętałem smak jej ust, których posmakować mogłem tylko przez ułamek sekundy. Ale wróćmy teraz do naszego nowego spotkania. Jak się dowiedziałem wracała właśnie z zajęć, jej życie było w zasadzie takie samo jak moje – nauka, spanie, czasami jakaś impreza i na tym koniec, Jej kumpel był od nas młodszy, był na etapie wybierania kierunku na studia i jak szybko się domyśliłem – był pedałem.  Żartowaliśmy sobie właśnie z jego wybranego kierunku ( dziennikarstwo) kiedy zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Paulinka wiedząc na jakim zadupiu mieszkam zaproponowała byśmy przeczekali u niej, a że mieszkała kilka bloków dalej perspektywa ta wydawała się całkiem fajna. Pierwszy raz byłem w jej mieszkaniu. Jej pokój wyglądał tak jakby mieszkała tam ciągle 16 latka, z plakatem Ostr, biletami z koncertów porozwieszanymi po pokoju i wielką ilością pluszaków. Kiedy już przestaliśmy się wyśmiewać z jej dorosłości objawiającej się z wyglądu pokoju powrócił problem z ulicy – brak tematów. Sam już nie pamiętam kto zaproponował grę w butelkę, w każdym razie zgodziliśmy się na to bardzo szybko byleby tylko zrobić coś co ułatwia rozmowę. Pierwsze pytania jak to zawsze bywa były dość nudne ( czy to Ty zrobiłeś to i to), wyzwań żadne z nas nie podejmowało i nie wypowiadało. Jednak w końcu padło pierwsze ciekawe pytanie
    -Pamiętasz jak mieliśmy razem wf i ćwiczyłeś za mną? Zapytała się mnie Paulina.

    -Jasne – odpowiedziałem troszkę zaskoczony.
    – wtedy przez całą godzinkę patrzyłeś się w moją pupę, co nie? mówiąc to jej oczy szkliły się ze śmiechu.
    -Tak – odpowiedziałem robiąc się czerwony, ale idąc na dno postanowiłem pociągnąć ją razem ze mną – a wiesz dlaczego?
    -nie? odpowiedziała cicho, pewnie bojąc się, że powiem coś o moim uczuciu
    – Miałaś wtedy czarne legginsy, przez które prześwitywały Twoje majteczki- Paulina zaczęła się najpierw śmiąc jak głupia z tego bądź co bądź głupiego tekstu, mimo, iż prawdziwego  i powiedziała – nie     wiedziałam że tylko tyle Ci wtedy wystarczało

    -Wtedy tak – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
    Paulina zaczerwieniła się jeszcze bardziej spojrzała na swojego kolegę  i zapytała się jego nie czekając na rzut butelką
    -często uprawiasz seks z innymi chłopakami? Widocznie zapomniała ze jestem ciągle poza tajemnicą, albo dzięki temu przeklętemu 5 zmysłowi kobiet już się tego domyśliła i nie chciała bawić się w podchody.
    -Nie, znacz się tak, – odpowiedział nieśmiało chłopak
    – To jak w końcu? Dopytywaliśmy się teraz go we dwoje
    – Nie.

    -jak nie? nie miałeś kogoś ostatnio? mówiłeś o tym Tomku przecież…
    -Tak, ale – chłopak robił się coraz bardziej czerwony – ale nigdy z nim nie byłem, nigdy nie byłem z żadnym nigdy.
    Zaciekawiło mnie to więc zapytałem się o kobiety –
    – również, nigdy z żadną
    – A miałeś jakieś erotyczną sytuacje? Dotykałeś kiedyś chociaż piersi?
    – nie.
    – chciałby dotknąć mojej? Paulina powiedziała to cicho, bardzo cicho. Patrzyła Kamilowi prosto w oczy
    – nie wiem, mogę spróbować.
     Dziewczyna spojrzała się przelotnie na mnie jakby z przeprosinami po czym wstała i ukucnęła przy chłopaku po czym wzięła go rękę i włożyła ją sobie pod bluzkę. Widziałem zarys dłoni chłopaka wkradającego się pod miseczkę stanika i obejmującego pierś o której marzyłem przez tyle nieprzespanych nocy. Paulina najpierw patrzyła na twarz chłopaka a gdy ten zaczął cofać rękę spojrzała w swój dekolt, raz jeszcze objęła jego dłoń i docisnęła ją do swojej piersi. Wyprostowałem nogę ze względu na wpinającego się w materiał penisa. Mój ruch przypomniał im chyba o moim istnieniu, bo Paulina odsunęła się od chłopaka i wróciła na swoją pozycję, spojrzała na mnie i wyszeptała:

    -Przepraszam, rozumiesz
    -taak, Paulina?
    -tak?
    -Chciałbym też ich dotknąć

    -Niee, to byłoby złe.
    Nie spodziewałem się odmowy, trochę mnie zaskoczyła. Kamil chciał rozładować napięcie i zaczął kręcić znowu butelką. Gra jednak już nie była dla mnie taka ciekawa więc się położyłem na boczku i odpowiadałem jakoś bez serca na zadawane pytania. W końcu oparłem głowę o udo Pauliny, która też zaczęła się wyraźnie nudzić. Kamil spojrzał na nas i podsumował to jednym zdaniem- 
    – wyglądacie jak matka karmiąca dziecko. Uśmiechnęliśmy się, A Paulina dla zabawa chwyciła się za pierś i zbliżyła ją do moich ust. Zareagowałem instynktownie. Wysunąłem język i polizałem materiał jej t-shirta. Dziewczyna zaczęła się śmiać i trzepnęła mnie po głowie.
    -Psik, miałeś tego nie robić przecież
    Udałem płacz dziecka i polizałem ją w to samo miejscu i z miejsca powtórzyłem ruch języka. Spojrzałem jej w twarz, nie patrzyła na mnie tylko w bok. Wysunąłem język i znowu przesunąłem nim po materiale. Tym razem powoli, z prośbą o sygnał. Nie dostałem go. Wciąż patrzyła w zamyśleniu na ścianę. Podniosłem jej koszulkę i włożyłem pod nią głowę. Pocałowałem jej pępek. po czym zacząłem kierować się ku górze obsypując jej brzuch pocałunkami. Kiedy moja głowa znajdowała się pod jej stankiem wysunąłem język i tym razem przesunąłem nim po jego materiale. Wtedy dopiero zdjęła koszulę. Uwolniony z ciasnoty od razu złapałem za materiał biustonosza, odchyliłem go i polizałem jej pierś , tak jak wcześniej robiłem to z jej ubraniem. Jej sutek był słony z dodatkiem jakiegoś metalicznego posmaku. Same sutki były różowe i malutkie. Ledwo zacisnąłem na jednym z nich zęby, gdy mi się to udało zacząłem go ssać tak jakby to robiło dziecko. Kamil do nas nieśmiało podszedł. Bałem się zacznie się mnie przystawiać, jednak on ominął mnie i przyklęknął przy dziewczynie, wyciągnął dłonie i rozpiął jej rozporek po czym zaczął ściągać z niej jeansy. oderwałem usta od jej cudnej piersi i spojrzałem w dół, na jej majteczki opinające ciasno jej delikatne ciało oraz miejsce gdzie tyle razy widziałem siebie w marzeniach . Sięgnąłem ręką między jej nogi. Jej pochwa była gorąca i mokra, Prześliznąłem po jej wargach sromowych palcami tylko raz ale czułem jak całe pokrywają się w jej sokach. Kiedy chciałem zrobić to jeszcze raz spojrzała na mnie i powiedziała 
    -Teraz on.
    Kamil zrobił to co ja. Dopiero teraz do mnie jakoś dotarło ze chłopak pierwszy raz właśnie dotyka cipki. I że dotyka jej cipki. Ze ja dotknąłem jej cipki. Cały świat się zatrzymał, spojrzałem na swoje palce pokryte przezroczystym płynem, podniosłem dłoń do twarzy i zagłębiłem się w ich zapachu. Zapachu morza i wiosny, tajemniczym zapachu ludzkiego ciała powodującym tyle emocji i wydobywającym tyle ukrytych pragnień. Pożądanie przepełniło moje serce złapałem Paulinę za kark i przywarłem do jej ust. Mój język wdarł się do jej lekko rozchylonych ust.  Zacząłem lizać jej język, tak jakbym miał to robić ostatni raz. Chciała odzyskać trochę miejscu i spróbowała wypchnąć mój język jednak nie pozwoliłem jej na to tylko jeszcze szybciej zacząłem miętosić jej języczek. Uległa mi. To był mokry pocałunek, czułem smak jej śliny i chciałem go czuć, nigdy nie czułem się tak podniecony jak wtedy. Kiedy się od siebie oderwaliśmy jej włosy zawsze schludnie uczesane teraz były roztargany przez moje dłonie, źrenice jej oczu patrzyły na mnie z pożądaniem i czymś jeszcze. Czymś więcej, patrzyła na mnie z prośbą, której się nie wypowiada na głoś, była to prośba o zrobienie czegoś czego normalnie byśmy nie zrobili. Była to prośba o porzucenie zasad w imię dzikiej przyjemności. Nie mogłem odmówić, tak bardzo jej pragnąłem, tak bardzo chciałem się z nią kochać, marzyłem o jej piersiach, o ustach, szyi, cipce i całej niej. Chciałem w niej być za wszelką cenę, chciałem w niej dojść, i czuć jak jej nogi drętwieją obejmując mnie w pasie kiedy bym się w niej spuszczał, a później żeby patrzeć jak moje sperma wypływa spomiędzy jej nóg na białe prześcieradło. 
     Kiwnąłem dłonią. Zacząłem się rozbierać. Kamil zaczął robić to samo. Obaj stanęliśmy naprzeciwko dziewczyny w samych bokserkach. Spojrzała na nas. 
    -Zdejmijcie je
    Zrobiliśmy to. Dwa Penisy wyskoczyły spod materiału, oba wycelowane w dziewczynę. Ona wstała i i do nas podeszła. 
    Staliśmy w trójkącie, oddaleni od siebie o krok i pokazywaliśmy sobie siebie. Kamil spojrzał przelotnie na dziewczynę i wlepił wzrok w mojego penisa. Ja patrzyłem na Paulinę, na jej ciało na jej włosy opadające na jędrne piersi. Ona patrzyła raz na niego raz na mnie. Porównywała. Wyciągnąłem dłoń i złapałem za jej pośladek. Ona również wyciągnęła dłoń i złapała Kamila za prącie. Chłopak ciągle nie czuł się komfortowo i bał się wykonać jakiś ruch w moim kierunku. Nie chciałem mu tego ułatwiać, nigdy nie pociągał mnie homoseksualizm. Ani wcześniej ani po tym. Ścisnąłem jej pośladek, ona jakby to był sygnał skierowała się do swojego łóżka i położyła się na nim. Rozchyliła swoje nogi i spojrzała na nas zapraszająco. Podeszliśmy do jej łóżka. i stanęliśmy obok niego patrząc z góry na jej zamknięte oczy, na pierś podnoszącą się i opadającą , na palce wędrujące po łonie w poszukiwaniu rozkoszy. Czekała, chciała byśmy sami zdecydowali która ma ją wziąć pierwszy.  ten hetero czy  ten homo badający ciało kobiety. Obaj byliśmy tej samej postury, nasze przyrodzenia miały podobną długość i kształt, o tym który z nas ją bierze mogłaby się przekonać tylko gdyby otworzyła oczy, a tego nie chciała robić. Ze względu na to jak zamierzałem w niej skończyć pokazałem gestem Kamilowi że może zaczynać. Chłopak wdrapał się na łóżko, złapał u nasady swojego penisa i wprowadził go w dziewczynę. Brał ją powoli, tak jak robią to młodzi po balu maturalnym w amerykańskich filmach. Kiedy był blisko końca wyjął go z niej i odszedł na bok. Spojrzałem na Paulinę, wiedziałem że ten obraz zapamiętam do końca życia. Połóżyłem się na niej, ucałowałem ją w szyję i wszedłem w jej pochwę. Czułem jak jej ścianki obejmują mojego penisa, jak zaciska się na nim. Nigdy nie czułem wczęśniej takiej rozkoszy w moim penisie i wątpie by kiedykolwiek taką poczuł. Każdy centymetr jej wnętrza przepełniał mnie rozkoszą, każdy skurcz był hymen dla rozkoszy. Chciałem jej dać tyle i dała ona mi. Kochałem się nią tak jak jeszcze nigdy. Nie przerywałem nawet na moment. Po każdym pchnięciu ona wzdychała, każdy jej wydech dodawał mi sił. Wiedziała ze jestem blisko jednak nie robiła nic bym tak jak poprzednik wyszedł z niej. Chciała tego samego co ja. Kiedy dotarliśmy do punktu bez powrotu złapała mnie za pośladki i przycisnęła z całych sił do swojego ciała. Znieruchomieliśmy na moment, a później to się stało. Moja sperma wypłynęła z mojego penisa prosto do jej pochwy. Przy każdej kolejnej fali przyciskała mnie do siebie tak jakby się bała ze coś się uroni. Kiedy ostatnia kropla wypłynęła  z mojego penisa powoli wyjąłem go z niej pocałowałem jej ciągle zamknięte powieki i ległem obok. Szczęśliwy. 

    /no i póki co to by było na tyle 🙂 Jak pojawią się jakieś pozytywne komentarze to spróbuję napisać jeszcze kilka opowiadań lub rozbuduję to 🙂 

    Ahh i oczywiście wszystko zostało zmienione, no może to to że na serio była taka dziewczyna, na serio się tylko raz pocałowaliśmy na papa i w zasadzie tyle 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yewikk

    Bardzo proszę o komenarze 🙂 

  • Kocie wspomnienia, vol 3 [I/II]: Zwierzecia i ludzie

    Fale upałów nie zamierzały po prostu odejść. Kiedy wczoraj razem z Amirą, ubraną w śliczne białe bikini z czarnymi wzorkami, pluskałyśmy w chłodnych odmętach wody było lepiej. Pan obserwował nas z pomostu, machając co jakiś czas, gdy znów wynurzałyśmy się po nurkowaniu lub ochlapywałyśmy wodą. Ostatecznie jednak wynurzyłyśmy się i otulił nas ręcznikami, biorąc w swoje wielkie ramiona. Każda dostała po butelce z mlekiem i obserwowaliśmy wspólnie zachód słońca. Wierzę, że obroża nie jest karą, a przywilejem. Nie jesteśmy głupiutkimi dziewczynami, które będą uprawiały przygodny seks z wielkim czarnoskórym facetem. Jesteśmy jego ulubionymi pieszczochami, gdy on jest wszechpotężnym opiekunem. No, może poza władzą nad gorącem.
    Czuje jednak zapach czekolady w dekolcie Amiry. Ciężar jej podbródka na czubku głowy. Dłonie na nerkach, które wędrują niżej do pośladków i znów z powrotem ku górze. Nawiew klimatyzacji na obnażonych łapkach przednich i tylnych. Usypiające wibrację silnika, gdy jedziemy. Pan wybrał nam sukienki na ten dzień. Czarna, luźna, nieco retro w czerwone i jakby z kredy kwiaty dla mnie, obcisła i czerwona za kolano dla Amiry. Do tego sandałki z koralikami. Jesteśmy teraz jak koty w butach, ale możliwość pogawędki z właścicielem – nawet wypełnionej szlochem wdzięczności i szczęścia, skończyła by się pewnie baaardzo boleśnie. Amira znów próbuje mnie łaskotać moim własnym ogonkiem po udzie i przy gumce majtek, ale prócz tego, że wiercę się bardziej nosem w jej dekolcie nic nie uzyskuje.
    Z przodu leci Lato Vivaldiego. Z ignorantki, która ledwo zdała zawodówkę zrobiłam się wykształciuchem. To przez niego! To, że zawsze słucha muzyki klasycznej i opowiada nam o jej twórcach. Jak siada na kanapie z książką i czyta je niczym żywy audiobook z funkcją miziania, przez co „przeczytałam ich więcej” niż przez całe poprzednie życie. Jego normą są dwie książki tygodniowo, czasem nawet trzy. I uwielbia filmy dokumentalne. O pustyniach, oceanach, kosmosie i zwierzętach. Nigdy o ludziach, czy kulturze. Tylko natura. Jego wstydliwą przyjemnością są jednak animacje. Uwielbia wszelkiej maści bajki i kreskówki. Od Królika Bugsa do Disneya. To nawet urocze, gdy ogląda coś nowego od Pixara i chociaż w pewnym momencie my zaczynamy cicho szlochać, bo to naprawdę smutna scena, to on trzyma się twardo, biorąc nas znów na siebie.
    I wycieczki. Samochód nie jest tylko czymś, co ma skrócić drogę. Czujesz przyjemność podróżowania, ciekawość, gdzie jedziesz. Może do mleczarni, gdzie pracuje? Będziemy mogły złapać jakąś krówkę, przyssać się do jej piersi i wypić mleko prosto z niej? Do hodowli Pani Alicji? Będziemy oglądać jej głupie psy ruchające się przy każdej okazji, całując się na ich oczach? A może znów na wystawę, gdzie sędziuje? Oglądać te wszystkie biedne, głupie suki z wiecznie załzawionymi oczami, jedząc wspólnie lizaka z jego kolan? Ekscytacja. To właśnie czuje, gdy idziemy do samochodu i sadza nas na tylnym siedzeniu.
    Silnik gaśnie, a muzyka głuchnie. Pan wysiada ze spokojem. Czuje, jak dotyk znika, więc też unoszę łepek. Widzę, że kochanie też ma zaspane oczka. Całujemy się na powitanie, wyrazisty pocałunek z języczkiem, gdzie dotykam jej podniebienia. Potem na ile pasy pozwolą włażę na nią. Dostaje od niej zalotnego klapsa, na co prycham cicho i przyklejam twarzą do szyby by cokolwiek zobaczyć. Pan stoi przeciągając się, przez co jest jeszcze wyższy. Po chwili podchodzi i otwiera drzwi, przez co padam na jego brzuch twarzą. Unoszę łepek.
    – Koniec trasy, Kociaki. – uśmiecha się, drapiąc mnie po podstawie czaszki – Jak któraś chce siusiu, to może piszczeć. Rozprostujecie sobie nieco łapki, ja wypiję kawę i pogadam czy będzie miała czas. – wychyla się obok mnie, trzymając bym nie wypadła i odpina pasy – Pełna pruderia i macie być grzeczne. – wyciąga mnie i stawia na miękkich nogach, przez co muszę dobrze o niego oprzeć – Zwłaszcza ty Sarenko – Amira samodzielnie wysiada i przykleja się do jego boku, a ja mocniej wciskam w niego nos, chcąc mu zabrać chociaż odrobinę tego jego zapachu na siebie
    Niezależnie od oczekiwań, jeśli jakieś istniały, było inaczej. No dobrze, spodziewałam się starego zamczyska z burzą w tle. I gargulcami na murach. Ale na pewno nie fantazjowałam o piętrowym domku z niebieską elewacją i drewnianą werandą. Wysoki płot dookoła działki osłania jej teren. Gdzieś w rogu zorganizowano grządkę warzyw, posadzono kilka drzew owocowych kwitnących barwnie. Na jednym z nich powieszono huśtawkę. Gdzieś tam w bok psia buda, ale bliżej werandy dziecięcy namiocik z motywami Krainy Lodu, drewniany stoliczek i kilka krzesełek. Wyciągam łapki, bo chce, by mnie poniósł. Kręci głowa i obejmuje nas w tali, opierając ramiona między łopatkami. Prowadzi przed sobą po ścieżce z białej kostki. Niemal odruchowo przyklejam głowę do jego boku, gdy Amira nadal rozgląda się unosząc brwi w lekkim przerażeniu bądź szoku. W jego świecie im bardziej coś normalnie wygląda, tym bardziej wydaje się przerażające, fascynujące i niesamowite jednocześnie. Dam sobie cycek odgryźć, że to kolejna jakaś hodowla. Pewnie trzymają tutaj specjalnie tuczone suki, które są przerabiane na… Nie, no to już by była przesada!
    Zatrzymuje się i przekłada ręce nad nami. Pokazuje palcem gest „cicho”. Robi kilka kroków na przód. Znów się zatrzymuje, pochyla lekko jakby chcąc stać niższym. Czuje jak moje serce wariuje. Co teraz? Co się stanie?
    Niski czarny obiekt wyskakuje z namiotu i biegnie w naszą stronę z dzikim krzykiem bojowym na ustach. Jest już na wysokości kostki, gdy wybija się mocno na tych krótkich nóżkach i skacze wprost na naszego właściciela. Ten, prawdopodobnie udając przygotowany, upada na pośladki i łapie napastnika, który siada mu na brzuch.
    – Raar! Jestem strasznym Rekinem z Siódmej Planety! – krzyczy przebrana w czarny kostium dziewczynka, bijąc piąstkami po klacie i skacząc po brzuchu naszego leżącego pana – Bój się, to zjem Cię całego a nie będę odgryzać po kawałeczku!
    – Oh nie! – słychać, że próbuje się nie śmiać, chociaż jego brzuch drży nawet jak mała nie podskakuje – Przyjeżdżam odwiedzić mojego Bąbelka, a tutaj atakują kosmiczne rekiny… – mała szczerzy się ukazując przerwy w mleczakach – Co ja teraz zrobię? – skrycie unosi dłonie za jej plecami – Wiem, użyje broni przeciwko wszelkim zagrożeniom…. – palce zamykają się w szpony, już wiem co zrobi, zawsze jak gdzieś leżę za długo spokojnie lub zasnę to mi to robi… – Łaskotek! – mała z piskiem próbuje uciec wielkim pająkom-dłonią, które atakują jej boczki, pachy i brzuszek, nawet mnie skręca jak to widzę, ale wreszcie sapiąc z czerwoną buzią pada płasko na niego – Część Bąbelek.
    – Wuuujeek! – mała natychmiastowo odzyskuje energię by przytulić się do jego szyi i na niej zawisnąć – Nie jestem już Bąbelek, tylko Rekin! Rar rar! – znów podskakuje wbijając mu kolana w brzuch – Przyjechałeś do mamy?
    – Też, ale bardziej tęskniłem za tobą. – otula ją wielką ręką w inny sposób, niż nas – Zobacz, kto przyjechał ze mną.
    Dobrze, jeszcze raz. Olbrzymi i potężny człowiek, który dla własnej uciechy kąpie nas, przebiera i traktuje jak słodkie kotki właśnie został pokonany przez dziecko. Ten sam, który nie ma problemu z nienawidzeniem ludzi, zdaje się i robieniem im krzywdy. Że co?
    Mała ciekawie wygląda nad jego ramieniem, że widać tylko pół twarzy. Ile może mieć lat? Sześć? Siedem? Rude loczki przykleiły się do jasnoróżowej buzi wypadając spod kaptura obszytego białymi zębami by upodobnić go do prawdziwej paszczy rekina. Ten strój to taka jednolita piżamka, w która ktoś włożył dużo pracy doszywając płetwę na plecach. Jej oczy się otwierają szerzej w geście radości. Są ładne. Coś jak mieszanina błękitu i zieleni.
    – Ojeeej! – znów podskakuje – Wujek ma zwierzątka! – hop, hop – Jak się nazywają? Będę mogła się z nimi pobawić? – pytania wypluwa jak mały karabin, co jest urocze i zabawne, a my jakby synchronicznie wpadamy na pomysł by jej dygnąć, gdy pan też odwraca głowę w naszą stronę
    – Oczywiście, Bąbelku. – podnosi się z nią wiszącą na szyi jak naszyjnikiem, po czym podchodzi do nas i mała wyciąga rączkę w moją stronę, od razu pochylam się i pozwalam pogłaskać po policzku miękką, drobną dłonią – To jest Sara, zawsze się do wszystkiego przytula i uwielbia jak się ją mizia. – pokazuje mu język i szczerze ząbki do małej, która łaskocze mnie w nosek – a druga to Amira. Bywa humorzasta, ale też lubi jak się drapie po brzuchu i jest nierozłączna z Sarenką. – Amira uśmiecha się dyskretnie, gdy pan zdejmuje małą i pochyla się, zakładając jej dłonie na uszy przez kapturek i przybiera ten przerażający szept – Jak mała powie chociaż złe słowo o was, to obie w domu będziecie miały burę. Nie ważne, która przeskrobie, obie dostaniecie. – zdejmuje dłonie – Są twoje, skarbie. – jak łatwo mu przychodzi przechodzenie z przerażającego do radosnego to niepojęte
    Mała chwyta nas za dłonie jak dwie starsze siostry, które bierze się na plac zabaw i zaczyna ciągnąć w stronę swojego miejsca zabaw. Po wszystkich przeżyciach w ciągu ostatnich dwóch i pół roku to jest chyba najmniej prawdopodobne. Słyszałam i widziałam rzeczy, o których nikt nigdy by nie pomyślał. Ba, przez tylko fakt, że noszę obrożę, co przerażające, że taka mała wie co ona oznacza, stanowię jego własność. A teraz idź, pobaw się z dziewczynką i jeśli ona będzie się źle bawiła, to w domu czeka Cię kara. Bardziej bym uwierzyła, gdyby wziął mnie na barana i kazał obserwować czworokąt złożony z czterech facetów, gdzie ten w środku przechodzi podwójną penetrację i robi loda trzeciemu z oprawców.
    Mała staje jeszcze i odwraca się. Czuje jak jej paluszki zaciskają się dookoła moich.
    – Wujkuuu! – krzyczy jeszcze za Panem, który znów zatrzymuje się w pół kroku – A będziesz znów krzyczał na siebie z mamą? Ostatnio po tym długo płakała, chociaż się do niej przytulałam i…
    Widzę, jak on się zatrzymuje. Jak odwraca w naszą stronę. Przez twarz przebiega coś niesprecyzowanego. Nawet w największym gniewie jaki by wydawał się emitować, jaki by mógł powstać by wyzwolić taką potęgę, ona wyraża jedynie spokój lub radość, gdy znów przytulam się o więcej dotyku lub przynoszę swoją zabawkę by nią dyndał po prostu mi przed nosem jak prawdziwemu kotu. Ten wyraz to niepokój, strach, może niepewność lub nawet smutek.
    – Nie Bąbelku. – odpowiada wreszcie, ale nie zmienia wyrazu twarzy – Po prostu dorośli czasem pierw mówią, a potem myślą. A myślą dużo złych i brzydkich rzeczy, więc takie sobie mówią. Nie martw się tym i pobaw z kotkami.
    Mała kiwa głową z zaciśniętą wargą i znów nas prowadzi w stronę namiotu. Po chwili puszcza nas, odsuwa krzesełka od stołu i pierw mnie, a potem Amirę sadza ciągnąc za rękę na nich. Wpada do namiotu i wraca z kartonikiem po butach z którego niemal wysypują się różne rzeczy. Wyciąga plastikowy diadem, który stając na paluszkach wkłada mi na głowę. Potem jeszcze fioletową różdżkę zakończoną gwiazdką i obsypaną chyba cukrem z wstążeczkami przy rączce. Wkłada mi ją w dłoń. Kiedy wyciąga coś co wygląda jak różowy flamaster i maluje mi nim po twarzy, kątem oka widzę, że Amira zaczyna się śmiać. Nie na długo, bo po chwili ona ma na głowie papierową koronę ozdobioną rysunkowymi klejnotami, na szyi grube czerwone korale a na policzkach coś co można uznać za wiśnie bądź serduszka z listkami, lub od biedy jabłuszka. Mała wrzuca karton z powrotem do namiotu i siada na jednym z wolnych krzesełek. Na miejscu obok niej siedzi, albo bardziej rozpuszcza się po krześle miękka pluszowa panda, którą ktoś wykonał samodzielnie. Unosi plastikowy imbryk i do niewiele większych od naparstka kubeczków leje powietrze mające udawać herbatkę.
    – Zobacz Panie Pando, nasze zebranie odwiedziły Księżniczka Wróżek – wskazuje palcem na mnie – i Pani Wiśni – wskazuje na Amire – już nie będziemy musieli samotnie dyskutować o makaronie na obiad. Zresztą mamy większy problem. Przyjechał Wujek! – mała piszczy podskakując na swoim krzesełku
    Zabawne, że ja tak nigdy się nie bawiłam. Raczej miałam parę lalek, ale większość czasu zajmowały koleżanki. Ta mała nie wygląda na taką, którą otaczają inne dzieci, raczej samotniczkę. Ma swojego misia, kostium i zabawki. A lalki? Skoro plastikowe mają odwzorowywać rzeczywiste, czemu „zwierzątka”, które przypadkiem wyglądają jak ludzie nie mogą służyć temu samemu?
    – Powinniśmy sprawić, by został jak najdłużej. – odpija nieco powietrza z kubeczka – Czy ktoś ma jakieś pomysły?
    Otwieram usta, ale mała unosi rękę misia, który łapie w swoją niezbyt nadzianą łapkę swój kubeczek i innym głosem przemawia jakoby to miał być on.
    – Gdyby wujek został na obiedzie, mama mogłaby mu podać wino. – udaje gruby głos misia – Jeśli przygotuje makaron, to z pewnością przyniesie coś z piwniczki.
    Opuszcza jego rękę i podkłada sobie ramiona pod brodę, patrząc na misia jakby właśnie słuchała tego co dopiero sama powiedziała.
    – Racja, mam zawsze mówi, że jeśli ktoś pił to nie może jechać i zostaje na noc. Wtedy Księżniczka Wróżek i Pani Wiśni spałyby u mnie w pokoju, a wujek i mama spędziliby noc rozmawiając. Jednakże trzeba by było znaleźć sposób by wujek został na obiedzie.
    Obiega stół i wkłada mi ręce pod ramiona i jeszcze wyższym, słodszym głosikiem machając moimi rękami mówi.
    – Mogłabym użyć magi wróżek i sprawić, że wujek zapadłby na wielki głód, który…
    – Majka! – przerywa kobiecy głos zabawę i widzę, że przez balustradę wychyla się szczupła, rudowłosa kobieta – Chodź na soczek!
    – Maamo, zobacz! – macha moją różdżką w powietrzu – Wujek ma kotki i pozwolił mi się z nimi pobawić! Ładne, prawda?
    – Wiem, Truskaweczko, mówił mi. Chodź, bo cały dzień biegasz w tej piżamce to pewnie się zgrzałaś strasznie.
    – Nie jestem Truskawką tylko Rekinem! Rar rar! – mała tupta w ziemię zła
    – No dobrze, a czy mój Rekinek wrzuci coś na swoje ostre ząbki?
    Mała puszcza mnie i biegnie na werandy, zostawiając nas. Najciszej jak się da, niemal bezdźwięcznie wybuchamy śmiechem. To nam zrobił Pan niespodziankę.
    – Jak myślisz, kim dla niego jest? – pytam najciszej jak się da
    – Nie córką, to pewne. – odpowiada z uśmiechem – Fajny maluch z niej.
    – No to daj buziaczka, ty moja Wisienko. – wyciągam ku niej swoją twarz i znów miękki, lekki pocałunek z pogłaskaniem po udzie, który kończy się przedwcześnie – On chyba nigdy nie przestanie być zaskakujący, co?
    Kręci głową. Majka, bo chyba tak nazywa się nasza gospodyni wraca niosąc talerzyk z zielonego plastiku. Jak przystało na dziecko, obserwuje jego zawartość by ta nie zniknęła lub spadła. Tym razem przy jej boku na łokciach i kolanach idzie wyższy od niej łysy mężczyzna. Kompletnie ubrany w spodnie i koszulkę, ale szeroka kolczatka na szyi i pokerowa twarz w połączeniu z chodem informują „nie jestem zwykłym facetem”. Wreszcie mała stawia talerzyk na stoliku. Kilka „mlecznych kanapek”, czyli kakaowe biszkopty przełożone masą mleczną, pociętych w ładne kwadraty.
    – Wujek powiedział, że mogę dla was kilka wziąć, bo nie jadłyście od śniadania i mogę was nakarmić. – uśmiecha się pokazując różowy języczek – A nim się nie przejmujcie – wskazuje swojego towarzysza – To Tobi, nasz pies. Pomaga nam w domu. Mama mówiła cioci Anice, że po chemicznym czymś tam nawet jak pokażesz mu morelkę, to nic nie zrobi, ale jak ja raz mu pokazałam, gdy dostałam od mamy pół to zjadł mi z ręki. – wyciąga z jednej z kieszonek różowy smoczek od lalki-niemowlaka i wpycha mu do ust – Znów go zgubiłeś przy statku. Niedługo Ci go przywiąże do głowy, byś nie gubił. – kamienna twarz mężczyzny pozostaje niewzruszona nawet poruszając smoczkiem w ustach, przez co trudno ukryć chichot inaczej niż kładąc dłoń na ustach i gryząc w palec
    Niemniej, mała wraca do przerwanej zabawy.
    – Jak już mówiłam, urok! – moja różdżka wędruje do góry pchana jej ręką – Potężny urok wielkiego głodu, który sprawi, że pozostanie on na obiedzie. – moja druga ręka zostaje poprowadzona ku talerzykowi, skąd zabieram jedną z kanapek – Wówczas jeśli zostanie podane wino, on nim popije makaron i będzie musiał pozostać na noc. – ręka swobodnie wędruje ku pyszczkowi, więc gryzę kanapkę rozpływającą się w ustach
    – Miau. – mówię z pełnymi ustami – Mrrr…. – doobree
    Amira nie ma okazji się śmiać, bo teraz to ona zostaje kukiełką ramionami dziecka i mocnym, groźnym głosem
    – A aby nie wyczuł, że pije wino, ja użyje swoich mocy! – unosi ręce jakby naprawdę miała rzucić urok – Sprawię, że wino zmieni się w sodę wiśniowa, taką jaka płynie w naszych rzekach. Mama może mówić, że soczek z marchwi jest zdrowszy, ale to wiśniowe bąbelki są najlepsze! – łaps ciastko, którym jeszcze kręci młynek w powietrzu – Połączone moce wróżek i wiśni będą niepowstrzymane. Ha ha! – i siup do buzi
    Tobi wypluwa smoczek i niczym prawdziwy pies kładzie głowę bokiem i zgarnia dwa ostatnie kanapki z talerza, prostu je się i połyka naraz, co wywołuje krzyk małej, która zaczyna bić go tymi swoimi krótkimi łapkami.
    – Tobi! Maaamo! A Tobi zjadł kanapki dla Sary i Amiry! Zły! Zły! – bije go po głowie, ale ten nawet nie spogląda w jej stronę wpatrzony w przestrzeń – Nie kupię Ci nowej zabawki!
    Naburmuszona siada na swoim krzesełku. Przygląda nam się przez chwilę, po czym znów wpada do swojego namiotu i wraca niosąc kartki oraz kredki w słoiku.
    – Narysujemy wujkowi obrazek z herbatki. Jak będzie na niego patrzał, to będzie chciał przyjechać znów i będziemy mogły się bawić całe dnie. – stronę wypełniają pokraczne rysunki, które po chwili nabierają wyraźniejszych kształtów – Pan Panda, nadworny doradca – koloruje częściowo na czarno postać z kulek, dorabiając jej szeroki uśmiech – Ja – dorysowuje kółku z trójkącikami ząbków rude sprężynki i też stawia jej uśmiech – Sara – grubo rysuje blond włosy i trójkąciki uszek uśmiechniętemu owalowi – i oczywiście Amira – ma brązowe włoski i takie same uszka oraz uśmiech – o tobie Tobi nie zapomniałam. – większemu kwadratowi z boku kartki dorysuje złamane uszka i oczy – za to, że zjadłeś kanapki. A teraz między galaktyczna drzemka dla mnie i Pana Pandy, zanim wrócimy na naszą planetę – zabiera misia za łapkę i rusza do namiotu, ale po chwili wystawia jeszcze jego głowę i znów tym grubym głosikiem mówi – Dobranoc, Kotki. – i po chwili niczym Speedy Gonzales wybiega, staje na paluszkach, całuje nas w pomalowane policzki i wraca do swojego legowiska, przez którego szparę widać jak zwija się w kulkę z misiem
    Kończymy ciastka siedząc jeszcze chwilę. Tobi odszedł, wchodząc z powrotem do swojej budy. Biorę rysunek i Amire za dłoń. Idziemy, podobnie jak wcześniej dziewczynka na werandę. Pan siedzi na ławce przy kubku, pewnie kawy. Na fotelu obok siedzi kobieta. I nigdy się nie spodziewałam, że o jakiejś pomyślę „ale ona seksowna”. Nie jest nawet podobna do córki, ona wygląda jak jej dorosła wersja. Te same rude włosy i jasna skóra. Wysoka jak Amira, ale szczupła o drobnym biuście. W jasnoniebieskiej koszuli pod którą odciska się stanik oraz dżinsach, z dyskretnym makijaż sprawiają, że jest obłędna. Coś jak ta pani, która piecze najlepsze ciastka dla dzieci, ale starsze fantazjują o łóżkowych podbojach z nią. Nawet to jak się uśmiecha jest inne.
    – Co ona moim kotkom zrobiła. – śmieje się pan na nasz widok – Jakby was Alicja zobaczyła, to by chyba brzuch ją rozbolał ze śmiechu. – wyciąga ręce i obie pakujemy się na ławkę, zginając nogi, wchodząc pod jego wielkie bary i składając dłonie na brzuchu – To dla mnie? – bierze rysunek i rozkłada – Oh, jakie śliczne. Powieszę na lodówce, to Sara może w końcu przestanie podkradać mleko. – pacam go skronią w bark – Bąbelek ma fazę na Rekina?
    – Musiała w nocy obejrzeć jakiś czarno-biały horror i teraz ciągle powtarza, że jest kosmiczny rekinem z ósmej planety czy jakoś tak. – ma dojrzały, ciepły głos pasujący do tego wizerunku – Wywierciła mi dziurę w brzuchu bym jej uszyła ten kombinezon. A ty? – znów unosi kąciki ust w dyskretnym uśmiechu, od którego czujesz dreszcz – Nadal Alicja i nowe kocice?
    – Pierwsze to prawda. – głaszcze po tali, na co mocniej wbijam się w jego ciało – A jeśli chodzi o drugie… Sara mieszkała z jakimś kundlem, który sobie nagrabił. Nie mogłem zostawić takiej kruszynki po tym co zobaczyła. – jego palce wędrują do pośladka i czuje, jak drapią – Amire przywieźli świeżo do schroniska po złapaniu. Spodobała się Sarence, wymagała więcej bolesnej pracy, ale teraz już jest dobrze. – ona mruczy, więc pewnie też ją potraktował pieszczotą – A ty i Anika? Nie widziałem, by kręciła się po domu narzekając.
    – Rozstałyśmy się. Majka dorasta, ona postawiła ultimatum. Nie chce jej rzucać na głęboką wodę, jak ojciec nas, dawkuje jej pewne fakty. Odeszła i wyszła za mąż za jakiegoś kolesia. Mają niewielką stadninę i żyją sobie radośnie z własnym dzieckiem.
    Pan odpowiada podobnym gestem zrozumienia, co ona gdy opowiadał o nas. Podnosi kubek ze stołu, pije i opiera go o mój pośladek, jeszcze bardziej przygrzewając. Mam nową funkcję, jestem stoliczkiem.
    – Jedną mogę zbadać teraz, póki Truskaweczka śpi. – mówi kobieta – Drugą dopiero po, więc możecie zjeść z nami. Chce przygotować rybę. – a nie makaron? – Kotki chyba lubią ryby, co? – znów ten zniewalający uśmiech, wyciąga dłoń i czuje ją na plecach – Która pierwsza?
    Unoszę nosek a pan spogląda na mnie. No dobrze, ja pójdę. Całuje jeszcze raz Amirę przez jego pierś i wstaje z ławki.
    – Dostaje kryptodal, więc trochę jej hormony świrują. – mówi pan. Trochę? Od dwóch lat czuje się jakbym znów czekała na to aż będę mogła jak starsza siostra kupować podpaski – A ty bądź grzeczna.
    Bezimienna kobieta zaprasza mnie do chłodnego wnętrza domu. Dość prosto urządzony korytarzyk z chodami na piętro, na prawo kuchnia, na lewo salon. Prowadzi jednak do zamkniętych drzwi na wprost. Otwiera je i wpuszcza do środka. Coś jak prywatny gabinet lekarski, z dużym stołem, książkami i stalowym stołem z kliniki weterynaryjnej.
    – Sara tak? – pyta kobieta spokojnie – Nic się nie bój. Skoro złapał Cię dziką, to pewnie chodziłaś kiedyś do lekarzy czy ginekologa, a my nic innego nie będziemy robiły. – to pocieszające, klepie metalowy blat – Dawid pewnie mocno o was dba, skoro nawet nie macie butów dla zwierząt. Kiwam głową i siadam. Ona rozpina mi sukienkę na plecach i pomaga zdjąć. Podobnie zresztą z bucikami. Rano dostałam jedynie dół bielizny, więc nieco wstydliwie zasłaniam ramieniem piersi. To chyba odruch przed obcymi ludźmi. Odkłada moje ubrania na krzesło. Zbliża się i bez powodu całuje mnie prosto w usta. To inny pocałunek, niż ten od Amiry. Nie ma w nim wstydliwej pożądliwości nastolatków. Jest dojrzały, łagodny i namiętny. Czuje, że nie mam ochoty go przerywać opuszczając ręce i mu się poddając. Jeśli znanym mi osobom przypisać określenia, pewnie byłoby to tak: Pan – opiekuńczość, Amira – przyjemność, pani Alicja – władza, ta Pani – czułość.
    Odrywa się od moich ust. Cholera. Aż mi się w głowie kręci. Otwiera jedną z szuflad w biurku i wyciąga stetoskop. Zakłada na uszy i przykłada do cycków. Nawet nie mówi, że mam głęboko oddychać. No, ale dyszę przecież. Chłodna słuchawka przenosi się na plecy i dotyka w pięciu punktach.
    – Była palaczka, co? – nie uśmiechaj się tak po tym co zrobiłaś, to było wredne – Mam nadzieje, że już nie. Chociaż pewnie jakby Dawid którąś przyłapał z papierosem, to byście paliły cygara dupami.
    Odkłada słuchawki i wyciąga ciśnieniomierz. Nakłada go na nadgarstek i włącza. Zaciska się. Spokojnie Sara, to człowiek, nie Amira czy Naomi by móc po prostu bez polecenia zacząć mu cokolwiek robić. Pocałowała Cię, bo ma taki kaprys. Taki sam, jak wtedy gdy pan dotyka Cię w czasie kąpieli.
    – Hmf. – wydaje się zamyślona patrząc na wynik, może nawet zaskoczona – Nieco wysokie. Uznam to za komplement. – znów, tak po prostu jej kąciki ust unoszą się minimalnie – Nam brakuje takiej wskazówki między nogami pokazującej jak bardzo jesteśmy podniecone i chcemy uprawiać seks. – bierze drewnianą szpatułkę – Rób miaaaau.
    – Miaaaaa… – zagląda do gardła, ale jej dłoń niebezpiecznie dotyka wnętrza uda, robiąc dokładnie to samo co Pan, ale mniej dyskretnie i bardziej kokieteryjnie, jednak wreszcie wyciąga patyczek i cofa dłoń – u?
    – Czyste gardziołko i zdrowe ząbki. – wyrzuca szpatułkę i jak przystało na lekarza, uciska w wiadomych tylko sobie miejscach różne miejsca na ciele – Masz jakieś bóle lub coś Cię niepokoi w twoim stanie?
    Tak, jestem czterdziestu cztery kilowym kociakiem, który odkrył, że jest biseksualny i właśnie w podniecenie wprawia go rudowłosa kobieta i jak wróci do domu będzie leżał na brzuchu bo może większa kocica wreszcie wyrżnie go strap-onem od tyłu, wyobrażając sobie Panią. Pokręciłam głową. Chwyta mi cycki, jak przy pokazywanym wszędzie samobadaniu piersi. Doobrze, tam dotykaj. To tylko zwykłe badanie i…. Nie odrywaj znów swoich ust, chce by ten pocałunek trwał. Ani się waż. Czuje, co robisz palcami z moimi cyckami. To nie jest szukanie guzów, to cholerna gra wstępna. Nawet Amira tak nie umie. Odwrotność Pani Alicji, która głównie wymaga i niby nagradza, ale pełna tej czułości Pana z świadomością po co dotyka. Nie, nie przestawaj, nieeee..
    – Małe i mięciutkie. – odsuwa głowę – A słodkie? – pochyla głowę i przesuwa językiem po lewej sutce – Mmmm, tak… – przekłada twarz ku drugiej piersi i tym razem pociąga ustami za sutkę, jak zwykle ssę ją u pani Alicji – Zawsze miał idealne oko do swoich kotek. – a jeśli teraz złapie ją za głowę i zmuszę do tego, by robiła to dalej? Nawet nie wiem jak ma na imię – Dobrze, teraz musimy Ci zdjąć majteczki. Zwykle moje pacjentki ich nie mają, ale twoje wyglądają na nieco wilgotne…
    Argh! Jeśli pan i jego grube palce są irytujące przy dotyku, to jej pocałunki są jeszcze gorsze. W tym dobrym sensie. Trzeci! Jej palce są na brzuchu, tali, biodrach, wsuwają się pod gumkę majtek i powoli je usuwają. Nie protestuje, bo nie mogę mówić, ale dlatego, że znów mnie całuje. Kiedy się odrywa, uświadamiam sobie, że wiszę nad krawędzią a ona trzyma je w ręce i odkłada na bok stołu.
    – Połóż się i rozłóż nogi. Wiem, że stół jest cholernie zimny, ale gdybym mogła przyjmować moje pacjentki w łóżku, ich właściciele by chętnie mnie wzięli ze sobą. – wykonuje jej polecenie czując, że gorąco to już nie jest efekt lata – Płasko, żadnego podpierania – puszczam łokcie i niczym kłoda z odsłoniętą dziuplą leże
    Hm. To jeden z tych życiowych momentów, które mózg kasuje pod wpływem zbyt intensywnego bodźca. Ot, nagle robi się „mfszrzczz” i urywa film…. Nie ważne, jak wiele cudownych opisów tego będzie, zawsze to będzie takie. Mózg kończy hard reset akurat, by przyłapać ją na pocałunku w gładki wzgórek, zanim wciągnie do końca moje majteczki do góry. Naomi owszem, umie robić dobrze buzią, ale nie ma języka. Pani Alicja sama mówi, że nie jest zainteresowana kobietami, a to, że dogodzi palcami lub wibratorem to jedynie fakt, że nie ma Pana by się z nim pokochać. Amira woli lekki petting i pocałunki, a nie seks. Jestem wilgotna od potu i czuje bicie serca w każdym miejscu ciała.
    – Jesteś zdrowa. – sięga po ręcznik i obciera mnie z potu, a ja czuje jakbym miała gorączkę – No już, już. Kryptodal trochę zmienia odczuwanie, ale raczej nie było aż tak źle? Miałam ostatnio kilka miesięcy posuchy.
    Ubiera mnie w sukienkę i sandałki. Całe uda mi się trzęsą. Kim ty do diabła jesteś? Na pewno nie zwykłym lekarzem, no ale nie da się być normalnym doktorem, kiedy masz takich pacjentów. Ale czy wszystkie suczki tak traktujesz? Czy to oznacza dawkowanie faktów córeczce? Mam mętlik w głowie.
    – Lubicie bajki? Truskaweczka pewnie już się obudziła i będzie marudziła by jej coś włączyć, to możecie obejrzeć z nią, a ja z Dawidem zrobię obiad dla nas. – „nie było żadnego seksu tutaj, nie martw się Sara, ta kobieta wcale właśnie Cię nie zgwałciła zapewniając orgazm milenium, a te fioletowe malinki na wnętrzach ud i piersiach to przypadek przy badaniu” – Jedno mnie dziwi, skarbie. – otwiera drzwi i wychodzimy razem – To głupie, ale dla niego było jak najważniejsza rzecz świata. Jego zwierzątka. One zawsze były dziewicami.
    Pamiętam, jaki zawód mu zrobiłam tym faktem. Pan nadal siedzi na ławce z obudzonym już Rekinkiem na kolanach i leżącą obok z głową na jego udzie Amirą. Mała opowiada mu coś, a pan słucha z uśmiechem, głaszcząc moją towarzyszkę po plecach.
    – Mam nadzieje, że Zuzia nie męczyła Cię zbytnio? Uszka Ci się przesunęły i cała się świecisz od potu. – a więc pani Zuzia, nie panie, wcale – Zawsze lubiła męczyć moje zwierzaki, prawie jak Bąbelek. – po czym znów zwraca się do malca na swoich kolanach – Nie kochanie. Elsa i Anna były siostrami, więc nawet jeśli powiedziano, że to prawdziwa miłość nie mogły się pobrać. Wiem, że na Anikę też mówiłaś ciocia, ale ona nie była z mamą i wujkiem rodzeństwem.
    – Nie wyjaśnisz jej tego. – śmieje się kobieta – Pomożesz w kuchni? Włączymy tej trójcę bajkę i powiem Ci jak stan zdrowia twojej Sarenki.
    W ten też sposób siedzimy na kanapie. Majka śpi z głową na moich kolanach i nogami na udach Amiry. Pan Panda leży zmiażdżony jej ciałem. Na ekranie Elsa właśnie tkwi w więzieniu przykuta łańcuchami. Pusta szklanka od soku marchewkowego nadal jest na stole. Mała wierci się lekko przez sen i mruczy coś o makaronie z wiśniami.
    – Czym jest dziewictwo? – pytam cicho Amirę, nie odwracając wzroku, ale kątem oka widzę jak unosi brew – Pani Zuzia mówiła, że wszystkie kotki pana zawsze były dziewicami. Pamiętam, jak mi zajrzał do cipki był zawiedziony. Ty też nie miałaś plomb w środku.
    – Pytasz w sensie etycznym czy biologicznym? – odpowiada łaskocząc bosą stópkę, która zawędrowała do jej podbródka – Jeśli to drugie, to sobie odpowiedziałaś. Kawałek mięsa, który mówi o tym, w większości wypadków o uprawianiu seksu. Etycznie chodzi o niewinność. Spójrz na nią. – wskazuje leżące między nami dziecko – Myślisz, że mimo całej tej otoczki jej mama zabrała ją gdzieś, gdzie dwóch facetów zapina przebraną za Else sukę wiszącą w samych pończochach do góry nogami, bo nosi obrożę i można jej zrobić wszystko? Myślę, że dla niej to informacja „one są kimś innym, niż ja czy mama i wujek”. Trochę jak dzieci nazistów. Wiedziały, że Ci z gwiazdą na ramieniu to nie ludzie, tylko Żydzi, ale raczej nikt im nie mówił „wozimy ich do obozów i zagazowujemy”. Pewnie jak będzie miała naście lat, to jej to wszystko pokażą i przeżyje szok. Teraz jest niewinną dziewicą.
    Kończy akurat, gdy Pan wchodzi do pokoju i pochyla się nad kanapą. Całuje nas po skroniach, pierw kochanie, potem mnie.
    – Zjemy, Zuzia jeszcze obejrzy Amirę i będziemy jechać do domku. – albo wypijesz wino i zostaniemy na noc zgodnie z planem – Klony są idealne. Myśleliśmy, że ma narkolepsje, a była leniwa. – łaskocze malca po brzuchu, który uderzył go rączką w paluch, a ja zastanawiam się nad pierwszym zdaniem – Zuza w jej wieku też spała, gdzie się dało. Rano ledwo szło ją obudzić, przy śniadaniu twarz w owsiankę, potem drzemka w bibliotece albo na basenie, po obiedzie kolejna w oranżerii i na koniec jak miała zejść na kolację to szła z mojej sypialni w piżamie.
    – A mój kochany starszy brat cierpliwie mnie znajdował i przenosił do sypialni. – odzywa się głos za kanapą i pani Zuzia staje obok, głaszcząc mnie po głowie, na co drżę na wspomnienie jej zdolności – Jego Ava i Lil właziły mi pod kołdrę, owijały się, nie jak kocicę, tylko dwa węże dookoła ciała. Zimą były jak żywe grzejniki. Ale wystarczyło, że drgnął to rzucały się za nim. Trochę przerażające, jakby cała trójka była połączona telepatycznie.
    – Tylko nie mów, że przez to zostałaś lesbijką. – pan znów ciągnie palcem po jej ciele – Bąbelku, obiadek…. Budzimy się… – ma słodki głos, gdy mówi do tego maluszka, aż jestem zazdrosna – Mamy rybkę na obiadek, bardzo dobrąą… – mała odwraca się twarzą w mój brzuch – Nie, Sara nie jest rybką by ją zjeść. – śmieje się i znów gilgocze po stópkach – Szybko, szybko ekspres na Siódma Planetę za chwile odlatuje! – mała otwiera natychmiastowo oczy i siada – No zobacz, czyli oglądaliśmy ten sam film. – unosi ją do góry, po czym spogląda na nas – Wy też do kuchni, bo zacznę wam śpiewać Mam tę moc jako kołysankę. – kiedy sobie to wyobraziłam, spadłam ze śmiechu z kanapy na Amirę, która już zdążyła też zlecieć
    Chociaż ryba po grecku podana w miseczkach na lody jest smaczna, to nie mogę pozbyć się myśli o niewinności. To co powiedziała pani Zuza i Amira. Jej raczej chodziło bezpośrednio o błonę. Mała bawi się widelcem marudząc o makaronie. Po posiłku pan wyciera nam obu pyszczki z resztek sosu pomidorowego, bo przecież koty nie dostały sztućców a jakby zobaczył, że używamy palców raczej nie ukarał przy małej, ale w domu już tak. Pani doktor zabiera kochanie na badania, ja ląduje na podłodze, Maja bawi się w małego fryzjera czesząc mi włosy, a pan zmywa naczynia.
    – Wujku, też przyjedziesz do dziadka na kolację? – unoszę wzrok na Pana, oczekując jakiejś reakcji na słowa dziecka – Mama mówi, że ja jestem za mała by być na całej, ale pojedziemy się przywitać, potem zostanę z Judytą. Lubię ją, ma zawsze takie fajne kolorowe włosy i wozi mnie na plecach jak konik. Ma dużo różnych zabawek i nosi sukienki jak księżniczka. Mówi, że źli ludzie więżą ją w zamku, ale ja w to nie wierzę, bo nie ma tam smoka.
    – Nie Bąbelku. – odkłada miseczkę na ociekacz – Wujek, dziadek i wujek Ian mają duży problem z siedzeniem przy jednym stole, nawet największym. – wyciera ręce w ścierkę i odwraca się, widzę że jego twarz znów ma ten sam wyraz co wtedy, gdy mała pytała czy będzie się kłócił z jej mamą – Zwłaszcza, jak coś ostrego jest pod ręką. Wtedy już jest naprawdę groźnie. – siada na krześle obok – A mama po prostu chce tam jechać?
    – Ehe. – sadza mi Pana Pandę na głowie – Mówi, że musimy dla dziadka. Nie lubię go, bo zawsze krzyczy na mamę i ma tą taką maskę na buzi co jest podłączona z butlami, ale „to dziadek, więc musimy go szanować”. – tańczy nim po mnie
    Amira wraca buraczkowa. Stoi na drżących udach, więc myślę, że swoje też przeszła. Może powinnam ją uprzedzić? Nieeeee. Pani Zuzia znów traktuje nas tym swoim wcale nie niepruderyjnym uśmiechem wyglądającym „no chodź do łóżka”. Cholera.
    – Obie to zdrowe, zadbane kociaki. – staje przy małej i w geście podobnym do tego, co zrobił Pan zakłada jej ręce na uszy – Amirę możesz dopuszczać, by się zaciążyła, świetnie się do tego nadaje. Warto dać im nieco luzu z innymi zwierzakami, bo im zarosną te śliczne różowe morelki.
    – O to się nie martw. Alicja kupuje im dość zabawek, że jak sprzątam pod łóżkiem to wyciągam co rusz kolejny wibrator lub inny przedmiot. – wskazuje tutaj na mnie – A ta to nimfomanka pod tym względem. – dziewczynka unosi wzrok w pytającym geście na matkę – Oh, no daj już jej też trochę luzu. Tobie w jej wieku ojciec przemodelował sukę usuwając sutki i zaszywając cipę, by wyglądała jak Barbie.
    Pani Zuzia kręci głową i zdejmuje ręce małej.
    – Truskaweczko, pójdziesz pokazać kotkom wujka swój pokój? Mama sobie z nim pogada jeszcze, bo pewnie zaraz będą się zbierali do wyjazdu.
    – Nie jestem Truskawką, tylko Rekinem – marudzi mała – A nie mogą zostać? One by spały u mnie, a wujek w salonie i….
    – To zależy od wujka. – spogląda na niego, ale on nie odpowiada – No sio do pokoju, Rekinek bo zaraz użyje mamowej mocy przemiany i założę Ci najbardziej gryzące rajstopki.
    – Nieee! – łapie nas za łapki – Idziemy, gryzące rajstopki są gorsze nawet niż łaskotki! – ciągnie nas po schodach na górę
    – I pokaż kotkom łazienkę, co zrobią siku przed wyjazdem. – słyszę jeszcze Pana z dołu i po chwili mała dalej nas ciągnie, ale po komunikacie sądzę, że raczej nie zostaniemy
    Na piętrze są trzy pokoje, a właściwie troje drzwi.
    – Tu jest sypialnia mamy. – pokazuje pierwsze, najzwyklejsze – Nie będziemy tam wchodzić. – podchodzi do drugich przeszklonych – Tu jest łazienka, wujek powiedział, że możecie skorzystać jak chcecie. – po czym staje przed obklejonymi do połowy wysokości rysunkami drzwiami – A tu jest portal na Siódmą Planetę. Trzeba tam uważać, bo można spotkać różne groźne Pluszowe Zwierzęta. – otwiera drzwi do swojego pokoju i zagląda do środka, wystając tylko małą dupką – Mamy szczęście, śpią i nas nie zaatakują. – macha ręką byśmy weszli, ale zamiast tego idę do łazienki, gdy Amira idzie za nią
    Jest taki moment zawsze, gdy udajesz, że chcesz skorzystać z łazienki, by iść podsłuchiwać. Jak teraz. Kiedy Portal się zatrzaskuje, cichaczem schodzę po schodach i przyklejam do futryny od kuchennych drzwi.
    – … powinieneś jednak przyjechać. Ojcu zależy, by ostatni raz zobaczyć wszystkie swoje dzieci.
    – Pomyśl, co zrobi Ian na mój widok? Prócz oczywistego, morderstwa. Zresztą, jak zabrałbym Alicję, nie miałbym z kim zostawić kotków.
    – Może z Judytą? Posiedzą z Majką i z nią. Co najwyżej, ubiorą je w sukienki księżniczek. – zachichotała – To całkiem miła suczka, sama ją układałam specjalnie dla Majki. Jak podrośnie, to ją dostanie na własność jako swojego pierwszego zwierzaka. Może nie jest tak cudowna jak twoje zwierzaki, ale powinna wystarczyć.
    – Nie. Ja, ojciec i Ian mamy skomplikowaną relację po tym co zrobił…
    – Ojciec mi mówił zaraz po tym. – wzdycha, słychać jak odsuwa krzesło – Nie wiem, które obrażenia były dla niego gorsze. Zmiażdżone jądro, połamana w dziewięciu miejscach noga czy wyrwane oko. Podobno sześciu Cię trzymało przy ziemi, żebyś mu nie zmiażdżył łba jak orzecha, tak się wydzierałeś z wściekłości. Chociaż jasne, to ty byłeś największą ofiarą tego.
    – Miałem słuchać jak cierpią? – słychać uderzenie o stół – Zawiodłem je. Leżały u moich nóg i płakały. Obiecałem, że jak będą przestrzegały zasad to nigdy im się nie stanie krzywda. A ojciec? Pogratulował Ianowi, że „wreszcie ktoś zrobił porządek z tymi głupimi zwierzętami, które się panosza po domu jak ludzie”.
    – Wiesz, zawsze byłeś najstarszy, najsilniejszy. Ojciec widział w tobie następce, a Ian był o to zazdrosny. Mały, słaby, niedoceniany. Ty kochałeś książki, on ból. Po prostu popełnił wielki błąd i…
    – Błąd? Miał całą cholerną psiarnie na swoje „błędy”, a musiał mi zabrać jedyne co było moje. Widziałaś co zrobił tej swojej cycatej suce? Urżnął jej je dla zabawy. Jak jedna nie umiała zrobić szpagatu, to kazał ją wyrwać nogi dwoma samochodami. Wszyscy wiedzieli, że Ava i Lil są moje. Nawet służący bali się je karmić, bo nie byli pewni czy mają żreć to samo co reszta suk czy co. A Ian po prostu przylazł i to zjebał. – kolejne uderzenie z brzdękiem tym razem – Kurwa. -westchnięcie kobiety
    – Daj, opatrzę. – słychać szuranie krzesła
    – Wiesz co jeszcze powiedział ojciec jak już mnie z niego zabrali? „Nie martw się synku, twój brat może ma wiele błędów w swoim DNA jak gigantyzm, ale największym jest to, że pozostaje tylko zwierzęciem, więc dobrze się wśród nich czuje, jak przy tym azjatyckim wielorybie”. Wtedy po prostu mnie z nimi zostawili, gdy wyginały się i wyły z bólu.
    Chwila ciszy.
    – Pomyśl o tym w ten sposób. Ubierz te swoje nowe kotki najładniej jak się da, bo pewnie wszystkie inne suki będą miały tylko obroże ze smyczami, więc będą wyglądały jak złote monety w skrzyni srebra. Weź Alicję w sukni wieczorowej i przyjedź do willi. Przywitasz się ze wszystkimi i potem zabiorę je do Judyty, zostaną z nią i Majką. I tak wszyscy pójdą na polowanie. – znów szurniecie krzesła – Pewnie ustrzelisz sam najwięcej, zawsze byłeś w tym najlepszy i tym wkurzysz każdego. Potem będzie zwyczajowa kolacja i najwyżej po niej zwiniecie się z Alicją do domu. Majka się ucieszy, bo chyba polubiła twoje kotki, więc grzecznie pójdzie spać, a wy wrócicie do domu.
    – Jak ty możesz po prostu tam wracać po tym wszystkim? Jak powiedziałaś ojcu, że jesteś uległą lesbijką wybił Ci dwa zęby, bo jego córka nie będzie żyła jak zwierzę…
    – To nadal nasz ojciec. Cokolwiek byśmy nie pomyśleli i chcieli. Gotowe. Pomyśl o tym. I kup wreszcie telefon albo chociaż powiedz gdzie mieszkasz, bo izolujesz się od rodziny i przyjeżdżasz tutaj po trzech latach tylko dlatego, że…
    – Tęsknie do siostry i małego Bąbelka? Gdy o to poprosiłaś, myślałem, że zwariowałaś. Ale widzę, że jednak to Cię uszczęśliwia.
    – Bardzo. – ktoś otwiera lodówkę – Twoje kotki mogą pić z kubeczka? Gorąco jak cholera, a Majka pewnie też im nie odpuszcza w zabawie.
    – Piją głównie mleko z butelki, ale możesz im dać sok. Jak będziesz niosła do pokoju, to powiedz Sarze, jak zamierza dalej nas podsłuchiwać to osobiście zaszyje jej cipkę igłą i nitką.
    Rumienie się i wychodzę za rogu. Pan ma zabandażowaną dłoń, a pani Zuzia wyciąga szklaną butelkę z lodówki z pomarańczową zawartością. Podchodzę grzecznie i staje na łydkach unosząc łapki w geście prosząco-przepraszającym, piszcząc żałośnie.
    – Za bardzo pachniesz, bym nie wiedział kiedy się zbliżasz, kotuś. – głaszcze mnie po brodzie, a ja oblizuje jego palce – No już, już. Wypijecie po soczku od Zuzy i wracamy do domku. Pewnie się nasłuchałaś dość o swoim głupim panu, co?
    Kładę mu się na udzie, obejmując je rękami i patrząc na niego. Sięga po kubek z sokiem i przykłada mi do buzi. Nie, nie wypije tak, to dla ludzi. Wolno chlupoczę go językiem z wnętrza do ust.
    – No zobacz, co za cwaniara. Ja bym ją nakarmiła metodą usta-usta. – śmieje się pani Zuzia i wychyla się do schodów – Maja, Amira! Chodźcie na soczek i wujek musi jechać do domu. – po chwili namysłu jeszcze raz się wychyla – Truskaweczko, poproś Amirę by wyjęła taką grubą kopertę z pierwszej szuflady w korytarzu, to dla wujka.
    – Nie jestem Truskaweczką! – rozlega się jeszcze wyraźnie zagłuszone i po chwili rozlega się donośne uderzenie kroków i do kuchni wpada Rekin, a za nim Amira z uśmiechem, chyba jej najbardziej jednak podobało się południe z małą – Tylko Rekinem! Rar rar! O, Sarenka się znalazła. – wiesza mi się na plecach i przytula – Szkoda, że nie możecie zostać. Ale może jak będziecie u dziadka to dłużej się pobawimy. Może poznacie Judytę, ona ma zawsze dużo słodyczy i fajne pomysły co można robić. I nigdy nie każe pić soczku marchewkowego, bo zawsze ma dużą butelkę bąbelków wiśniowych. – ej, on nie jest zły
    Widzę jak pan uśmiecha się opierając o ramię i kręci głową.
    – Bo zaraz znajdę gryzące rajstopki za narzekanie na soczek! – mówi pani Zuza ze śmiechem, a mała z piskiem odskakuje – Pogryź je na do widzenia, wujka też. – mała przytula się do mnie policzkiem, potem Amira kuca by też mogła się do niej przytulić, na końcu włazi na kolana pana i wiesza mu się na szyi, gdy ten się z nią podnosi – Miło było Cię zobaczyć. Przyjedź, naprawdę. – idziemy do wyjścia – Założę się, że się wkurzą bardziej niż ty. A poza tym, czasem trzeba dorastać i zapominać o tym, że ktoś komuś zniszczył zabawki. – stają na chwilę na werandzie – Zajrzyj do koperty. Długo szukałam tego zdjęcia, ale to najładniejsze jakie zrobiłam. – odbiera od niego córkę, która macha mu łapką – A wy dwie dbajcie o Dawida. Jeśli coś jest większego od niego, to jego serce.
    Całą drogę nikt nie powiedział słowa. Pan zabrał Amirze kopertę i położył go koło siebie, byśmy nie mogły zajrzeć. W domu jesteśmy późnym wieczorem. Od razu zagania nas do sypialni i przebiera w piżamy, po czym każe iść spać. Sam, wyjątkowo, zamyka się w gabinecie. Niemniej, leżąc w jego wielkim łóżku i przytulając się do siebie, nie mamy ochoty zasypiać. Amira opowiada wciąż o małej, która w swoim pokoju zrobiła jej kukiełkami przedstawienie o Siódmej Planecie („Obok lasu lizaków jest rzeka czekolady, ale nie można się w niej kąpać, bo zmienisz się w Czekoladowego Potwora i będziesz zjadać innych, więc mieszkańcy moczą w niej tylko warzywa”), zaś ja o podsłuchanej rozmowie.
    – Ava i Lila. – mruczy, obejmując mnie, że nasze piersi dotykają się – Miał kogoś tak jak nas wcześniej. A potem ten jego brat coś zrobił i puf, przestaje trzymać kontakty z rodziną, potem przygarnia Ciebie i mnie. Ciekawe jak dawno. – wzruszam ramionami, nie otwierając oczu – A podobały Ci się seksy z nią? – otwieram oczy
    – A tobie? Też masz malinki…
    – Cóż…. Więc… Hmm… – tak się zachowuje ktoś, kto szuka dobrych słów – To było niespodziewane?
    – Niespodziewane było to, jak Cię wyruchał facet, który na co dzień przy użyciu kutasa dominuje nad stadem innych samców. No powiedz, było cholernie przyjemnie. – stukam ją nosem w twarz – A może to ja Ci wyliżę morelkę? W zamian chcę na pieska, tak, że będę cisnęła twarz w materac wyjąc z rozkoszy i…
    Pan wchodzi śmierdząc brandy. Nie, to nie jest normalne, że tak pachnie. Raczej skrajnie nienormalne. Pan nigdy nie pije, a przynajmniej nie przychodzi spać śmierdząc alkoholem. Siada ciężko na łóżku. Podbijam do jego pleców i trze o nie łapkami.
    – Miau! Miau! – naśladuje już niemal perfekcyjnie kotka – Prr? – ocieram się o niego, starając się zajrzeć mu przez ramię co ma w dłoni – Miau… – stukam Amirę stopą by dołączyła, ale zamiast tego czuje jej zęby w stopie
    – Jutro przyjedzie do was Alicja. – mówi wreszcie, nie odwracając się, nie unosząc głowy – Pan będzie musiał pozbierać trochę myśli. – przesuwam się brzuchem po jego ciele, by wleźć mu na kolana, ale jego ramię blokuje drogę – Piętnaście lat tego zdjęcia nie widziałem. – prycha śmiechem – Moje słodkie, niewinne skarby. Znalezione, ukochane i rozpieszczane. Zawsze myślałem, że kiedy już je nauczę tego, wypuszczę, a one do mnie wrócą. A potem je mi skrzywdził. Tak długo płakały, aż ucichły… – wreszcie udaje mi się wsadzić rękę pod jego ramię i spojrzeć na to co trzyma – Nie chciałem, by cierpiały, nie to im obiecałem…
    W półleżącej pozycji na środku zdjęcia jest Mulat. Wygląda dużo młodziej, pewnie miał dwadzieścia, może dwadzieścia kilka lat. Już wtedy wielki i potężny. O jego głowę, mocno się wychylając w górę, po jego prawej opiera się podobna mi nawet blondynka z kokardką we włosach, po prawej opalona dziewczyna o ładnych brązoworudych włosach. Obie mają takie piżamki jak Majka, ale są starsze od niej. Pewnie coś koło dziewiętnastu, dwudziestu lat. Patrzą w obiektyw z taką radością, bijącą przyjemnością z tego, że się przytulają do niego jak do wielkiego misia. Obie mają ładne obróżki na szyjach.
    – Mrr? – patrzę na nich, marszcząc nosek – Miau?
    – Miałyście iść spać. – znów ten groźny szept, a jego oddech mocniej śmierdzi alkoholem – Jak rano będę miał was budzić, to zraszaczem do kwiatów albo bambusowym kijkiem po udach. – wyrywam głowę z powrotem i grzecznie wracam w ramiona Amiry, wciąż patrząc na jego plecy – Moje słodkie skarby. Nie doczekały się tego, co im obiecałem… – odstawia zdjęcie na stolik nocny i rozbiera się i kładzie pod prześcieradło – I kot będzie miał swój dom, gdzie zawsze wraca, bo jego Pan tam jest i czeka na niego z miseczką mleka. – mruczy, zamykając oczy i po chwili już śpi.
    Kolejne kilka dni są ciężkie. Opiekuje się nami pani Alicja, bo pan gdzieś pojechał od razu rano. Nie uwłaszczając jej, nie jest złym opiekunem, ale jeśli miałabym decydować o rankingu, to Pan, Pani Zuzia i na końcu ona. Wraca jednak wreszcie i wygląda jak ósme nieszczęście. Jakby przez te pięć dni nie spał. Nieogolony, śmierdzący, w brudnych ubraniach. Pani kręci głową, zabiera go do łazienki. Goli go siedząc mu na kolanie, gdy patrzymy na to z wysokości podłogi.
    Jeśli miałabym być kimś innym, to chciałabym być jak ona dla niego. Mój jedyny „prawdziwy” związek to mieszkanie razem, okazyjne seksy, jedzenie pizzy i planowanie, gdzie pójdziemy do pracy. Myśleliśmy, że to dorosłość i dojrzałość. Kiedy oni są razem, są jak filmowa para. Zakochani w każdym względzie. Mówi do niego w tym języku, którego nie rozumiemy, ale nie odpowiada. Pozwala jej ogolić swoją twarz i szczecinę z głowy brzytwą. Ma pewną rękę w tym co robi, z doświadczeniem. Rozbiera i wpycha pod prysznic, sama zdejmując jedynie bieliznę i dołączając. Nawet patrzenie, jak tylko go myje. Ufają sobie, kochają się i o siebie zabiegają na nowo. Na końcu łapie za penisa i ciągnie do sypialni. Przez prawie połowa dnia łóżko bez przerwy skrzypi i słychać ją przechodzącą kolejne orgazmy.
    Wreszcie jednak wychodzi naga do kuchni, przygotowuje posiłek. Łasimy się głodne koło jej nóg, co zostaje wynagrodzone dwoma miseczkami z całkiem dobrym pesto. Kolejny talerz zabiera jednak do sypialni. Kiedy wchodzimy tam, siedzi po turecku obok leżącego niego i go karmi, jak zwykle to on nas. Kiwa na nas dłonią i klepie miejsce na pościeli. Śmiało wskakujemy i przytulamy się do jego ciała, szukając pieszczot, ale te nie nadchodzą
    – Wasz pan jest zły, bo ma mnie zabrać pojutrze na randkę na rodzinną imprezę. – mówi po angielsku wkładając mu kolejną porcję makaronu do ust – Pojutrze.

    – Nie „nie chce”, tylko nie może. – po angielsku mówi tak samo ładnie jak po polsku, jakby właściwie nie dostrzegał różnicy – Jak sobie to wyobrażasz? – wpycham uparcie głowę pod jego dłoń leżącą na brzuchu – To ty chcesz jechać i sobie popatrzeć. Zawsze Ci się podobały polowania, potem kolacje. – wkłada mu swój język do ust zmuszając do milczenia na chwilę – Nie pojedziemy, mówię. – udało się, jego dłoń jest na mojej głowie i patrzę na niego spod jej cienia
    – Pojedziemy. Dawno nie widziałam Zuzi. Trzeba było mnie zabrać ze sobą jak jechałeś do niej z kociakami – znów się całują, jak przekomarzająca para przed wizytą u teściów – No weź, to randka. Ostatnia była udana, ty coś zyskałeś, ja też. – uśmiecha się i kładzie mu palce na klacie i przesuwa – A poza tym pomyśl, jaka będzie mina ich wszystkich jak tam wejdziesz po prostu.
    – Nie… – pocałunek. – Ni… – kolejny – N…. – jeszcze jeden – Zaraz każe Amirze Cię ugryźć w tą wielką dupę.
    – Będę tak robić, aż się zgodzisz. – kładzie mu głowę na ramieniu, pozwalając się przytulić – Zobacz, masz dwa takie śliczne kotki i nikomu ich nie pokazujesz. Takie małe, śliczne i smutne mordki. Sara tylko raz była z tobą na wystawie, a Amira? Co ona widziała? Kabula? Noemi? Pewnie są już samotne i niedługo z nudy sobie cipki rozdrapią. – podnosi jego ramię i zaczyna mnie głaskać, wreszcie, jego ręką – A tak poznają inne zwierzaki, po miauczą sobie i poszczekają z nimi. Nie musisz ich od razu sadzać w kółeczku inwestorów by obciągały każdemu z kolejna, chociaż to by było zabawne. A tak to sobie posiedzą z innymi cipkami, ty pójdziesz zapolować w czym jesteś najlepszy. Potem po kolacji możemy się zwinąć.
    – No dobrze. – wzdycha – Dobrze… – tym razem sam przekłada ręce bardziej między moje łopatki i wciąga wyżej, bym leżała bezpośrednio na jego brzuchu z głową pod brodą – Jak Ian spróbuje się do mnie odezwać, to wychodzę. Do ojca nawet się nie zbliżam. – głaszcze moje gołe plecki opuszkami, przez co mocniej wcieram się w jego gołą klatę uszami, policzkami i nosem – Ale na polowanie nie idę. I dziewczyny zostaną z Judytą, sunią Zuzi. – zamyka oczy, nie przestając głaskać – I ubierz je w piżamy, bo zmarzłe są biedactwa.
    – Pf. Moje mieszkają w chlewie, a myje z węża strażackiego nawet w zimie. Żaden nie pomyśli by narzekać, chyba, że chce z wysokiego napięcia w jajka. – znów go całuje, ale w policzek – Ubiorę czerwoną sukienkę z głębokim dekoltem, pończochy i czarną bieliznę. Ciebie nie pytam, pewnie będziesz miał tą swoją śmierdzącą kurtkę. – zaczyna chichotać – A pamiętasz jak kochaliśmy się we wszystkich sypialniach w waszym domu po kolei? Pierwszy raz mnie spróbowałeś wziąć od tyłu, ty mój brutalu.
    – Mhmmmm… – draps, draps, mrr – Stwierdziłaś, że jak tak chce to mam sobie wziąć sukę z psiarni, a nie damę i dałaś mi w pysk. Ale po chwili się znów na siebie rzuciliśmy na siebie jak zwierzęta i chyba pierwszy raz nie udawałaś orgazmu. – też zaczyna się śmiać – Potem Ava i Lil wskoczyły do łóżka i zaczęły Cię czyścić ze spermy, tyle jej było. Dobrze, że Sara ani Amira nie wpadły na taki pomysł, bo jakbym wyrwał te jęzory to w blenderze zmielił i karmił do porzygania. – drżę – No ubierz je. Zobacz, ma gęsią skórkę moje bezwłose biedactwo.
    Widzę, jak Pani Alicja zasłania sobie usta dłonią by się nie roześmiać, po czym wstaje i ubiera nam obu piżamki. Potem sama też się ubiera, pochyla jeszcze nad nim, całuje w czoło, głaszcze nas na pożegnanie i wychodzi. Życie znów wraca do dawnego rytmu. 

    [cd: II/II]

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Opowiadanie skończyłem pisać po 4 dniach poprawiania (istnieją co najmniej 3 wersje tegoż, 2 wersje vol 1 i 3 wersje vol 2 [między innymi Amira początkowo miała być Azjatką]) o wpół drugiej na antybiotykach. 

    Jak zawsze lista inspiracji, pomagająca się wczuć:

    – wszelkie postaci z vol 2 bez zmian

    – Judyta – Lo z Playboy Plus

    – Zuzanna – Justine Joil 

    – Ava i Lil (co jest skrótem od Lilith, brawa dla spostrzegawczych) – “Teen girls Jayden Cole & Samantha Rone have lesbian sex alongside a teddy bear”, gdzie 1 zdjęcie z niej z zastąpieniem pluszaka na postać Dawida posłużyło w opisie Sary patrzącej na fotografię, a cała sesja bardzo mi się spodobało

    Vol 4 będzie krótsze i bardziej proste w budowie, dziękuje wszystkim, którzy dotarli aż tutaj i podoba się moja pisanina mająca zwalczyć kryzys twórczy.

  • Kocie wspomnienia, vol 3 [II/II]: Zwierzecia i ludzie

    Dzień zero. Ubrana w kremowe body i czarną spódniczkę w zestawieniu z nową obróżką przez niego, umalowana i uczesana przez nią. Kochanie ma bardziej dorosłą sukienkę w barwie ciemnego granatu z białymi wstawkami, która podkreśla jej figurę. Obie jesteśmy podpięte na smycze, które trzyma pan, chociaż mamy buciki. Jak opisać rodzinny dom pana? Wielki. Jak te zdjęcia posiadłości milionerów, w których jest siedemnaście łazienek i czterdzieści sypialni. Albo i więcej. Służący w garniturach odstawiają samochód. Pan otula panią Alicję, która miała rację co do jego kurtki i idziemy razem po schodach z marmuru do głównego wejścia. Nie muszę mówić o poruszeniu w ramach naszej wizyty. Główny hol jest większy niż cały nasz dom i wypełniony obrazami, rzeźbami i innymi rzeczami. Stajemy przed stołem za którym stoi starszy mężczyzna w okularach pochylony nad wielką księgą. Ma coś w sobie z angielskich lokajów.
    – Dawid Czarnodębski z Alice Cherry i jego zwierzaki, Sara oraz Amira. – mówi do niego poważnym tonem, po czym już lżej dodaje – Witaj, Samuel. – mężczyzna unosi długi nos i patrzy na pana z otwartymi ustami
    – Panicz Dawid! – wygląda, jakby miał się popłakać – Ileż to lat lat pana nie widziałem… – trzęsą mu się dłonie – Niesamowite… – jego wzrok przechodzi na Panią Alicję, która uśmiecha się czerwonymi od szminki ustami – i Pani Alice! Nie postarzała się pani nawet o jeden dzień! – po czym przenosi wzrok na nas – Ah, ślicznotki. Wszyscy zawsze patrzeli z zazdrością na pana zdolności układania i wyboru swoich zwierząt domowych. Mam kazać je odprowadzić do menażerii? Większość państwa tam kieruje swoje ulubienice, zostanie im podany posiłek i będą miały dobrą opiekę ze strony moich pracowników.
    – Myślę, że teraz pójdą z nami. – mocniej chwyta smycze – Potem Zuzia zabierze je razem z swoją córką – wydaje się nacisnąć mocno na to słowo – do swojej… Judyty?
    – Tak, tak. Zapiszę oczywiście. Powiadomię niezwłocznie panicza Iana i pańskiego ojca o waszym przybyciu – podrywa się z swojego fotela jak do biegu
    – Nie trzeba, Samuelu. – uśmiech przenika przez jego twarz -Porozmawiam z gośćmi, później się z nimi spotkam. Prawdopodobnie odjedziemy po obiedzie. Co u twojego syna?
    – Cudownie panie. – mężczyzna wydaje się poruszony pytaniem – Panicz Ian dał mu wysokie stanowisko w inwestycjach państwa rodziny. Pańskim śladem, miał dwie ulubienicę, ale jedną uwolnił i mianował swoją żoną. Zostałem dziadkiem dwójki chłopców, a ona wciąż jest mu uległa i potulna.
    Pan Dawid kiwa głową z uśmiechem. Nim jednak zdąży znów o coś zapytać z sali balowej, skąd dobiega Lot Trzmiela, wychodzi nasza pani doktor. Ubrana w czarną sukienkę podkreślającą tylko biel skóry, z upiętymi włosami jak zawsze wygląda olśniewająco. Na rękach niesie swoją córeczkę, która ma podobną do mamy sukienkę, ale ta jest ozdobiona truskawkami.
    – Wujek! Wujek! – krzyczy mała i wyciąga od razu w jego stronę rączki – Przyjechałeś!
    – No, przyjechał. – dodaje jej matka – Helo Alice! – wita się po angielsku z panią Alicją, która odpowiada jej szerokim uśmiechem – Tak się dawno nie widziałyśmy! – mówi nadal po angielsku podchodząc do nas i następuje niewielka wymiana, gdy Majka ląduje na ramionach pana, pani Zuzia przytula się do pani Alicji całując ją w policzek, po czym głaszcze nas po pleckach – I wziąłeś swoje kociaki. Niesamowite. Wysyłasz je do menażerii?
    – Myślałem, że jednak pójdą z Bąbelkiem do twojej Judytki. – pochyla się nad nami – Zapewne będą baardzo grzeczne. – odruchowo kiwamy główkami pospiesznie – Świetnie. Odbiorę was potem. – przekazuje jej smycze i jeszcze macha małą w powietrzu nad głową – Taaaka duża, że wuja przerosła! Wsadzę ją na żyrandol na cały wieczór – mała chichocze, machając nogami nad nim, ale on znów patrzy na siostrę – Ian i ojciec też tam są?
    – Mam powiedzieć prawdę czy prawdę? – pyta pani Zuzia – Wszyscy szykują się do polowania. Dwadzieścia cztery, tyle na nie przygotowali. – wyciąga mu córkę z rąk – Judyta ma kwaterę w twojej dawnej sypialni, tak, pozwoliłam sobie na to.
    Jeszcze raz dostajemy od niego buziaka w czółka, pani Alicja pożegnalnie drapie nas za uszkami i razem z małą, która upiera się by trzymać nas za dłonie, gdy jej mama odpina smycze idziemy holem.
    – Judyta mieszka w krainie bajek. – mówi maluch – Tam zwierzątka mogą mówić ludzkim głosem! Zawsze pachnie ciasteczkami i wymyśla te śmieszne opowiastki. Jak ta o ogórku, który zakochał się w brzoskwini. Tak na nią naciskał i ją kochał, wiercił w niej co raz większą dziurę, że aż ta wylała cały sok z siebie. – to trochę hm, niestosowne, gdy znasz kontekst? – I zawsze słuchamy piosenek z bajek, a potem mnie przytula i śpimy razem w łóżku w kształcie misia.
    Drzwi nie różnią się wiele od innych rozstawionych w równym odstępie. Pani Zuzia wyciąga klucz i przekręca w zamku. Otwierają się do zewnątrz. Druga para, tęczowa, otwiera się do środka.
    – Któż to zagląda do mego magicznego królestwa. – rozlega się cukierkowo – Jakiż to gość cudowny do niego wkracza.
    – Ja! Ja! – mała podskakuje wciąż trzymając nas za rączki – Z kotkami wujka Dawida!
    Pośrodku pokoju, który by objął salon i sypialnie naszego domu stoi dziewczyna w naszym wieku. Uwagę przyciągają farbowane fioletem włosy, ładna jasnoróżowa skóra i sukienka, której nie powstydziłby się Kopciuszek czy inna królewna. I obroża. Jest mojego wzrostu i postury. Kuca i wyciąga ręce do biegnącej dziewczynki, od razu ją łapiąc i przewracając się, jak Pan.
    – Przybyła ma cudowna Pani do naszego królestwa. – uśmiecha się, przytulając ją do siebie i przenosi wzrok na nas i kiwa delikatnie głową – A jak zwą się jej towarzyszki?
    – Jeśli Dawid uczył was tak jak Avę i Lil… – słyszę szept pani Zuzi – To pomyślcie, że teraz jesteście w bajce i możecie z Mają rozmawiać. Ale uprzedzam, uważajcie co mówicie. Nie tylko przyjemność potrafi iść z mych dłoni.
    – Zwą mnie Sarą, jestem pieszczochem mego pana. – dygam jej lekko, z drżącym głosem – Towarzyszy mi Amira, druga z władczyń mego serduszka. – prezentuje ją i słyszę, jak drzwi się zamykają – Ty to Judyta, pieszczoch Pani Rekin?
    – Tak mnie zwą, Saro. – uśmiecha się dziewczyna w odpowiedzi – Siądźcie z nami na dywanie, ja podam słodkie wiśniowe bąbelki i ciastka, jakie wielbi ma Pani.
    Mała wciera się twarzą w nią, ale po chwili grzecznie siada na puchatym niebieskim dywanie. Pokój został rzeczywiście, wystrojony tak, by jak najbardziej przypominać dziecięcy. Jest domek dla lalek, powiększone łóżko z ramą w kształcie misia, telewizor z ekranem otoczonym taśmą w słodkie zwierzątka. Koszyki pełne przyborów do rysowania, szycia, opakowań modeliny, gier planszowych. Gdyby nieświadoma osoba tu weszła, powiedziałaby, że to bardziej pokój Majki, a my zostałyśmy oddelegowane tutaj by ją zabawiać. Grzecznie siadamy obok i po chwili to Amira ma jej głowę między cyckami, więc rozkłada nogi i otula ją w pasie.
    – Wujek Dawid to brat mamy. – tłumaczy Judycie mała, która z butelki nalewa różową oranżadę – Mama mówi, że jedyny na świecie trzyma sobie kotki, bo inni ludzie wolą mieć zwierzątka jako suki, jak my trzymamy Tobiego jako psa. Ale myślę, że ty też możesz być kotkiem. Takim z fioletową sierścią. Ja będę Rekinem, władcą siódmej planety a ty moim kotkiem od przynoszenia ciastek, o.
    – To zaszczyt, ma pani. – uśmiecha się Judyta, ukazując zęby – Ale twa matka powiedziała, że jeszcze niestety, pobędę w tym królestwie długi czas, nim zabierze mnie na siódmą planetę. – podaje szklanki z fikuśnymi, spiralnymi słomkami – Saro, Amiro czy długo mieszkacie ze swym Panem?
    – Hmmm… – odzywa się wreszcie Amira – Mi puknie półtora roku, Sara jakoś dłużej. Jest dla nas dobry. Codziennie nas myje i ubiera. Śpimy z nim w łóżku, w sumie to Sara się tam pakuje na głaskanie, ja się do niej przytulam, a on nie chce nas wywalić. A ty?
    – Mieszkam w tym królestwie trzeci rok. – odpowiada, patrząc jak mała siorbie oranżadę i sama pociąga łyk przez słomkę – Pani Zuzanna zapewnia mi projekcję w zamian za troskę wobec mej małej pani. – łaskocze ją po stópce, a mała chichota – Czy on…
    – Nie. – odpowiadam pospiesznie – Tylko to co same chcemy między sobą. – też pije odrobinę, słodkie jak w dawnym życiu – A Amira niezbyt chętnie… – rzucam jej kąśliwe spojrzenie – Mamy resztę dnia na takie rozmowy. Pani Rekinku, jaką zabawę nam pani wybierze?
    Gramy w chińczyka. Mała nie zna angielskiego, więc mamy łatwą komunikację. Judyta okazuje się być młodsza o rok od mnie. Porównuje pobyt tutaj do więzienia. Ma niewielką łazienkę dobudowaną do pokoju. Suka-służąca z wyciętym językiem i amputowanymi piersiami przynosi trzy posiłki na dzień wyglądające jak resztki. Czasem rano uprzedza się ją o przyjeździe pani Zuzi, wtedy dostaje sukienkę, musi się wykąpać i udawać szczęśliwą, chociaż nie zaprzecza, że ją lubi. To jej jedyne towarzystwo, by nie zwariować. Rano po nią przychodzi, żegnają się i wraca normalny rytm chodzenia nago, oglądania telewizji i robienia innych nudnych rzeczy. Mówię, że pewnie niedługo trafi do domu pani Zuzi, bo chcą poczekać, aż Majka podrośnie by rozumieć skąd się biorą dzieci. Opowiada też, że przez pierwsze pół roku była z innymi sukami w miejscu pełnym klatek. Były wyciągane, myte wężami ogrodowymi, brutalnie gwałcone przez służbę, bite. Często po kilka znikało i już nie wracały. Uważa, że pokój jest lepszy. W zamian dzielimy się historiami o Panu, jego zasadach i radości z mieszkania z nim. Opowiadam też o tym, jak wygląda życie innych zwierzątek, ale omijamy szczegóły dotyczące „złapania” i bolesnej transformacji Amiry.
    – Tada! – pokazuje obrazek, gdzie są trzy duże okręgi z dorobionymi trójkątami i po kolei fioletowymi, blond i brązowymi włosami, oraz niższe pół kółko z rudymi sprężynkami – Teraz Judyta też może być kotkiem. – uśmiecha się szczerząc słodko te mleczaki – Poproszę wujka, to zabierze Cię ze sobą i jak będę duża, to Cię zabierzemy do domu.
    – Oh ma Pani, to by było bardzo miłe. – mówi Judyta, leżąc na brzuchu i machając nogami – Ale wątpię, bym mogła opuścić nasz zaczarowany pokój. Pani wuj Dawid ma wszak już dwa koty, na co mu taki trzeci? Musiałby mnie tresować…
    – Oh, nic trudnego… – uśmiecha się Amira – Bardziej „nie denerwować go”. Zasada to nie masz butów, to od chodzenia są kolana. Jak nie jesteś w bajce, to jedynie miauczysz. Zawsze warto się przytulać, bo może pogłaskać. No i pewnie będziesz pachniała śliwkami. – chichota
    – Widzisz? – mała macha rysunkiem w łapkach – Nawet Amirka mówi, że może. Będziesz nas z nimi odwiedzać i wtedy będziemy w czwórkę spały na Siódmej Planecie. I… – otwiera mocno buzię ziewając – Będziesz…. gryząc…. rajs….
    Judyta też ziewa. I Amira. Czemu nagle są takie zamglone? Co się dziejeee… Czemu wszystko jest czarne?
    – … jak wiemy, dzięki specjalnym technikom bardzo łatwo jest przekształcić dowolną cipę w posłuszną sukę. – rozlega się niezbyt miły, piskliwy głos przerywający sen – Najpopularniejsza i wymagana na wystawach to bezkolanowiec. – nie mogę się ruszyć, a w ustach mam coś gumowego – Niewielu właścicieli decyduje się na łatwe i szybkie rozwiązanie jakim jest całkowita amputacja stosowana choćby w przemyśle mleczarskim z całkowitą glossektomią. – widzę związaną Amirę z dławikiem w ustach, która płacze patrząc na mnie i otaczających nas ludzi w strojach wieczorowych, po drugiej stronie zaś Judytę w podobnym stanie, ale ona wygląda na nieprzytomną i ma zakrwawioną twarz – Taką też zaprezentowaliśmy na naszej fioletowej suczce. Wiele osób wciąż decyduje się na bardziej tradycyjne łamanie kości. – widzę plecy mężczyzny w garniturze, który ma blond grzywę zasłaniające gołą pupę Amiry – Łamiemy stopę, ustawiając ją w kącie stu dwudziestu stopni względem łydki i zabezpieczamy do zrośnięcia, a także staw kolanowy. Ten może wymagać większej siły uderzeń, gdyż ma skomplikowaną konstrukcję. Kiedy jednak zrobimy to poprawnie, należy zabezpieczyć go od razu z udem, by stopa unosiła się perfekcyjnie w powietrzu. Po zakończeniu zrastania nie będzie on wymagał dodatkowych stabilizatorów. Zaprezentujemy to na tej tu suce wraz z podstawową techniką sterylizacji mechanicznej. – widzę jego rękę, gdy kładzie ją na jej plecach – Dorian, młotek. – widzę, jak ona próbuje się wyrwać w panice, ale nie może, konstrukcja trzyma ją mocno, szukam w tłumie nie pasującego olbrzyma, ale go tam nie ma – Kiedy pierwszy raz pomogłem mojemu bratu uporządkować swój problem zbyt wielkiej łaskawości wobec swoich zwierząt, to nie podziękował. Teraz jednak chętnie pomagam mu po raz drugi, jak również i drogiej siostrzyczce. – uderzenie i oczy Amiry wychodzą z orbit, czuje że łzy mi lecą i tez próbuje się uwolnić – Niewiele osób docenia tak wspaniały dar jak seksualne zwierze-niewolnik. Ameryka została zbudowana przez czarnych niewolników. Ustawiamy stopę… Gdyby nie oni, czym by była ta potężna gospodarka? Niczym. Przemysł seks zwierząt może pozostawać w cieniu, ale zysk z niego jest gigantyczny. – kolejne uderzenie, mam wrażenie, że zaraz go przegryzie i zacznie się drzeć, a mnie nie chce puścić to wredne więzienie, gdzie jest mój Pan – Czy gdyby biali właściciele plantacji traktowali murzynów jak swoje rodziny to mieli by z nich pożytek? Nie. – trzeci zamach i Amira niemal próbuje wyskoczyć z swojego ciała – O, jak widzimy, pierwszy cios nie udał się i kolano jedynie nam pękło. Musimy je dokładnie zmiażdżyć. Zwierzęta uwielbiają być brane od tyłu. To u nich najbardziej naturalna metoda kopulowania. Nie potrzebują do tego tak długich nóg. – kolejne uderzenie – Teraz jest idealnie – widzę jak ją podnosi, chociaż od razu się rozjeżdża – Głupia suka, zemdlała. Dorian, przytrzymaj ją. Jak państwo widzą, nakładamy bandaż na wysokości ponad dziesięć centymetrów nad kolanem na udzie i piszczeli. Jeśli nie wystąpiło złamanie otwarte jak tu, nie trzeba się przejmować jego opatrywaniem. Dorian dokończy prezentację dla państwa na drugim kolanie, wcześniej podając naszym osłabionym króliczkom doświadczalnym adrenalinę, by nie spały. Potem pokażemy najnowsze osiągnięcie techniki na naszej drugiej z ślicznotek Dawida. – czuje jego klepnięcie na pupie i próbuje wyć, ale nie idzie – Aż żałuje, że gdy naprawiałem tą jego Avę i Lil to nie miałem jej do dyspozycji. Musiało mi wystarczyć rozerwanie ich żałosnych, różowych dziecięcych cipek z plombami. Kaprys mojego brata. Jeśli nie miały błony, nie interesowały go.
    Wygląda jak łotr z filmów. Z opaską na oku. Krzywymi zębami. Rzadkim zarostem i gęstą czupryną koloru siana. Uśmiecha się tak złowieszczo. Jego służący rzeczywiście podaje zastrzyki Judycie i Amirze, które od razu się cucą i próbują robić cokolwiek dla własnej wolności. Tej nie ma.
    – Zabawne, co nie? Mówi na was koty? Jesteście tylko głupimi sukami mającymi ssać kutasa na zawołanie i rozkładać nogi jak będę chciał. Wasza jedyna wartość to fakt, że macie otwory, które da się zapełnić. – uderza klapsem – Nie martw się, Ci wszyscy zebrani z chęcią nakarmią Cię świeżutką spermą jak już skończymy Cię dostosowywać by uwydatnić zalety.
    Gdzie jesteś? Proszę, proszę. Boje się. Judyta pluje krwią próbując mówić, gdy jeden z facetów od razu pakuje jej chudego kutasa do ust, a kobieta w wieczorowej spódnicy wpycha jej rękę do dupy. Kolejne uderzenia młotkiem i zduszone odgłosy bólu Amiry potwierdzają, że „Dorian” skończył pracę. Po chwili też zalewa się krwią, bo kolejne uderzenie następuje frontalnie, w szczękę. Wypluwa kilkanaście zębów. Gdzie jesteś…
    Coś uderza w głowę blondyna. Kiedy spada na ziemię, widzę, że jest to marmurowe popiersie. Ludzie rozsuwają się jak morze, a jeśli nie zdążą, to lądują na podłodze odepchnięci. Jest jak cyklon. Niszczycielki. Ktoś krzyczy „my leg!” „my arm!”, ale to nie ważne. Znów mi lecą łzy. Łapie leżącego na ziemi za głowę i uderza o ziemię. Mocno. Kilka ludzi w garniturach rzuca się w jego stronę, ale druga ręka odpycha ich jak dorosły dzieci. Kolejne uderzenie. Widzę za przejściem Panią Zuzię trzymającą się za usta w głębokim szoku. Widzę płaczącą i próbującą krzyczeć Amirę, dławiącą krwią i nie mogącą krzyczeć Judytę. I Pana. Jak uderza głową swojego brata o ziemię, zmieniając ją co raz bardziej w czerwoną plamę. Nie mówi. Albo ja nie słyszę już. Ostatnie uderzenie i jego dłoń jest pusta. Obok czerwonej plamy leżą bezgłowe zwłoki.
    Rozgląda się. Widzę, jak pani Zuzia biegnie w naszą stronę, ale już za późno. Widzę w drzwiach człowieka na wózku z maską tlenową na twarzy. Panpodnosi to ciało i rzuca nim przez pokój. Mijają ją, lądują prosto koło mężczyzny na wózku. Podchodzi do płaczącej Amiry. Obiema rękami rozrywa łańcuchy, jakby to była dekoracja. Ona wyje. Brudzi go krwią. Trzyma ją mocno.
    – Daaawid! – rozlega się jakby z daleka głos pani Zuzi – Nie rób tegoo znów! Pomogę jej! Błagam! Dawid! – ale po chwili drgawki ciała Amiry ustępują, a ręce opadają – Dawid! Proszę! Pozwól mi! Pomogę im! Proszę! – podchodzi do Judyty, unosi jej twarz i patrzy w oczy, ale ta już nie ma siły płakać i w jednej sekundzie też opada jak szmaciana lalka – On nie zrobił nic Sarze! Zobacz! Nic! Jest cała! – podchodzi do mnie – Proszę! – rozrywa więzienie – Dawid! Niech ktoś zawoła Alicję! Błagam! – podnosi mnie z taką łatwością – Dawid! – czy teraz umrę? – Spójrz na nią, jest z nią wszystko dobrze, Dawid! – czy Pan mnie zabije, jak zabił swoje skarby? – Daaawid! – czy ja zginę jak Judyta i Amira, jako jego hańba i znów znajdzie kolejną Martę by zmienić w Sarę? – Daawid…. – ma Pan takie zimne ręce…

    Cdn (w Vol 4)

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Opowiadanie skończyłem pisać po 4 dniach poprawiania (istnieją co najmniej 3 wersje tegoż, 2 wersje vol 1 i 3 wersje vol 2 [między innymi Amira początkowo miała być Azjatką]) o wpół drugiej na antybiotykach.  Gdy wskoczyło na stronę, okazało się, że 16 stron to dużo więc podzieliłem na 3/4 i 1/4.

    Jak zawsze lista inspiracji, pomagająca się wczuć:

    – wszelkie postaci z vol 2 bez zmian

    – Judyta – Lo z Playboy Plus

    – Zuzanna – Justine Joil 

    – Ava i Lil (co jest skrótem od Lilith, brawa dla spostrzegawczych) – “Teen girls Jayden Cole & Samantha Rone have lesbian sex alongside a teddy bear”, gdzie 1 zdjęcie z niej z zastąpieniem pluszaka na postać Dawida posłużyło w opisie Sary patrzącej na fotografię, a cała sesja bardzo mi się spodobało

    Vol 4 będzie krótsze i bardziej proste w budowie, dziękuje wszystkim, którzy dotarli aż tutaj i podoba się moja pisanina mająca zwalczyć kryzys twórczy.

  • Eksperyment

    Uzależnienie z czasem staje się odruchem, mimo że nie potrzebujemy tego, zrobimy to bo jakoś nam jest nieswojo. Od przybycia Natalii minął już miesiąc, owocny miesiąc. Szybko uległa i zmieniła się nie do poznania.

    Na początku aby była mi posłuszna stosowałem kary ale z czasem zamieniłem je na nagrody.

    Przekułem jej nos i zawiesiłem duży kolczyk (taki jak u krowy), na sutkach powiesiłem jej mniejsze kolczyki, które przez cały dzień były podpięte do urządzenia elektrostymulującego.

    Ścięła włosy na krótko i przefarbowało na biało, kolor pozwoliłem wybrać jej w nagrodę.

    Wszystkie polecenia wykonywała nie ze strachem a z fascynacja i ciekawością, zapomniała o dawnym życiu i wolności.

    Obudziłem się około 10, Natalia już stała obok łóżka i trzymała tace z moimi okularami i szklanką wody -Jak spałaś kochana? -zapytałem siadając na łóżku.

    Wyśmienicie doktorze.- miała na sobie tylko biustonosz z otworami na sutki, wczoraj pozwoliłem jej przez cały dzisiejszy dzień chodzić bez bielizny po tym jak zażyczyła sobie 100 dodatkowych uderzeń packą na pośladki. Byłem z niej zadowolony, jej tyłek był opuchnięty przez co wyglądał na jeszcze większy. Na szczęście pilnowałem diety i ani jej nogi ani brzuch nie rosły, była piękną siedemnastoletnią suką.

    Jeszcze przed śniadaniem własnym penisem wydymałem ją w dupę, zapewne odczuła moje ciało na jej obolałych pośladkach ale znalazłem jej wtedy inne zajęcie, no bo chyba pośladki to niewielkie zmartwienie kiedy ma się głowę zanurzoną w sedesie a napływająca woda nie daje chwili wytchnienia.

    Podczas śniadania jej włosy były nadal mokre, wyglądała uroczo. Wczesnym południem przykułem ją do fotela w piwnicy i wyjąłem z szafki pudło pełne igieł i drutów. Tym razem się przestraszyła, ale nic nie mówiła. Jedną z jej piersi naciągnąłem na linie i powoli wbijałem igły w jej pierś, po około 20 igłach zabrałem się za druga pierś. Z niektórych zaczęła wypływać krew.

    Zostawiłem ją z tymi igłami na około godzinę, założyłem jej maskę z kneblem i życzyłem dobrej zabawy. Po godzinie zabrałem się za wyciąganie igieł, czuła ulgę, lecz jej piersi dalej pozostały napięte na linie. Zabrałem się za biczowanie packą i pejczem na koniec użyłem jeszcze kabla.

    Kiedy ściągałem jej maskę zobaczyłem łzy w jej oczach, pomyślałem że dalej jest miękką pizdą.

    Błagam doktora o więcej, błagam więcej. – to były łzy szczęścia. Poszedłem do sąsiedniego pokoju i wróciłem ze słoikiem. Nałożyłem rękawice i nałożyłem zielonego żelu na jej piersi.

    Z początku zapewne czuła miły chłód ale z czasem mina jej skwaśniała zaczęła krzyczeć i wyć. Nie założyłem jej knebla, wrzeszczała i zaczynała się wiercić więc chwyciłem za jej kolczyk w nosie i pociągnąłem ku górze. Ucichła ale sapała i ciężko oddychała. Pościłem ją i usiadłem z boku na fotel otworzyłem książkę na zaznaczonej stronie i zacząłem czytać. Żel miał jakieś 30 min działania, kiedy już ustąpił odwiązałem jej piersi i kazałem się jej masturbować, posłusznie wykonała polecenie -Jeśli spuścisz się 4 rzazy w 3 minuty, posmaruję ci cała cipę tym żelem.

    Widok tej suki wsadzając sobie jedną dłoń do pochwy a drugą do odbytu w takim tempie bez lubrykanty świadczył że jest na dobrej drodze aby zostać EWĄ.

    Jej piersi rosły zbyt powoli, mimo pobudzania ich prądem, bólem i masażami wciąż były małe. Zdecydowałem się na powiększenie ich za pomocą chemii. Był to ryzykowny krok bo nigdy nie robiłem tego wcześniej, było pewne ryzyko że albo piersi będą na swoim miejscu okazałe i twarde albo sflaczeją i Natalia będzie miała suty koło bioder.

    Podjąłem ryzyko i wykonałem operacje wstrzykiwania chemii, zabieg był bezbolesny ale później gdy mieszanka zacznie rosnąć w piersiach ból jest ogromny. Natalia poradziła sobie ze wszystkim kazałem jej trzymać ręce z dala od piekących piersi. Po dwóch dniach oceniłem zabieg jako nieudany. Jej piersi były większe lecz opadnięte może nie tak jak przewidywałem ale Natalia przypatrywała im się z podnieceniem i fascynacją, była z nich dumna.

    Jej piersią pozwoliłem chwile odpocząć ale trening analny dopiero się rozkręcał, 30 cm dildo wchodziło już bez problemy, wymieniłem jej na takie 40 cm i 5 cm średnicy siłowała się chwile dopóki nie zasnęła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    a b

    Miłego dnia. Polecicie mi jakies ładne kobiece imię?

  • Jak dorwaly mnie nastolatki ? cz. 1

    To, co opisuję, wydarzyło się na prawdę.

    Poznałem taką Agnieszkę, która miała wtedy 37 lat i córkę w wieku 15 lat. Jak wiadomo, ta jej córka miała koleżanki w różnym wieku, starsze, młodsze. Aga mieszkała w kamienicy. Wiadomo jak to kamienica, brama, podwórko nieciekawa okolica. Nie spotykaliśmy się często u niej i kiedyś jak szedłem do Agnieszki to w bramie stały laski młode siksy tylko takie wyrośnięte miały tak z 16-18 lat może, coś gadały sobie, nagle mnie zobaczyły i nagle cisza. Aż się głupio poczułem, omiotłem je spojrzeniem (wiadomo, żeby ocenić czy ładne, jakie mają cycki itd.) Nagle jedna pyta ostrym zdecydowanym tonem: coś ci się nie podoba ? Ja speszony się nic nie odzywam, chciałem wejść przez drzwi do klatki schodowej i szybko zniknąć im z oczu.

    Słyszałem za sobą tylko jakieś szepty i poczułem, jak mnie ktoś popycha. Potknąłem się o próg i upadłem na kolana, podtrzymując się rękoma, żeby nie upaść na buzie. Klatka schodowa była taka, że wchodziło się przez drzwi i jak obrócisz się w lewo, masz schody na górę, a jak zrobisz 2 kroki w przód i wtedy, obrócisz się w lewo, to jest taka wnęka, gdzie są drzwi do komórki i zaraz za nimi schody na dół. Więc jak mnie popchnęły to bylem przy ścianie naprzeciwko, gdzie za sobą miałem je a po lewej te drzwi do komórki. I ta, co mnie zapytała, czy coś mi się nie podoba. Wyjęła nożyk taki do tapicerki żółty z tymi łamanymi ostrzami, schyliła się, bo ja wciąż byłem na podłodze i przytknęła mi do gardła, teraz wiem, że drugą stroną ostrza, ale wtedy nie miałem o tym pojęcia. Ja szklanki w oczach i kiwam przecząco głową na wcześniej zadane pytanie. Nagle mnie kopnęła w krocze, aż zasyczałem, bo mnie zemdliło i mówi, że pytała się o coś! Szepnąłem cicho, że nie. Chciała mnie kopnąć znowu, ale odruchowo już miałem ściśnięte nogi, więc docisnęła nożyk i powiedziała, że nie słyszy. Wiec powtórzyłem głośniej, że nie, że wszystko mi się podoba.

    Spojrzała na drzwi i kazała je otworzyć. Jedna z koleżanek miała klucze do kłódki i otworzyła ją, a Monika, bo tak miała na imię moja oprawczyni kiwnęła na mnie głową szturchnęła kolanem i powiedziała, żebym wszedł do środka. Zaprzeczyłem i coś jeszcze chciałem powiedzieć, ale zaschło mi w gardle. Przełknąłem ślinę i wybełkotałem, że przepraszam, że już nie będę się patrzył. Odsunęła nożyk i się zaśmiała. Odwracając głowę do koleżanek, które tam coś dyskutowały, ale za bardzo się bałem, żeby skupiać się na tym, co mówiły. Nagle dostałem siarczysty policzek i wydarła się na mnie, żebym raczył spierdalać jej z oczu, bo mi zmiażdży to, co mam między nogami, a moja twarzyczka będzie pocięta tak, że mnie rodzona matka nie pozna.

    – Za drzwi kurwa mówiłam.

    Krzyknęła, a ja przestraszyłem się i wszedłem do środka kilka schodków w dół. Stanęła przed wejściem i powiedziała, że to mnie nauczy szacunku. Krzyknąłem tylko.

    – przepraszam błagam nie zamy…ale Monika była bezlitosna i zamknęła drzwi, a za nimi w tym samym momencie było słychać śmiech oraz odgłos zatrzaskiwanej kłódki. Dokończyłem po cichu … kaj. Doskoczyłem do drzwi i chciałem je otworzyć w nadziei, że może żartowała, iż zamyka, ale niestety były zamknięte i w dodatku z tej strony nie było klamki. Pamiętałem gdzie był włącznik światła, ale nie działał, bo chyba żarówka się nie zaświeciła. Przez drzwi powiedziałem, że ma natychmiast otworzyć, bo jak nie…

    – Jak nie to, co!? – Krzyknęła ponownie – no co?! Mało ci jeszcze ?!!

    Przeszył mnie dreszcz i powiedziałem ciche, przepraszam. Kopnęła mocno w drzwi i mówi.

    – Przepraszam Pani !!! Od kiedy to jesteśmy na ty?!

    – Powtórzyłem zrezygnowany – przepraszam pani – i pozostało mi czekać, aż się zlitują albo ktoś będzie akurat schodził do piwnicy. Po chwili gwar ucichł, widocznie się znudziły i gdzieś poszły, a ja zostałem sam zamknięty w piwnicy przez głupią małolatę. I co jej zrobią ? Ze mnie by się śmiali, a jej nic nie zrobią. A jak powiem o tym komuś, to podejrzewam, że więcej bym się nie mógł pokazać Jej na oczy.

    P.s. Ładna z niej dziewczyna. Czarne włosy i ma takie władcze spojrzenie, a usta wydęte w takim grymasie pogardy jakby patrzyła na wszystkich góry. Poza tym na tej jednej akcji się nie skończyło.​​

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    wraith