Blog

  • Mam na imie Matylda, cz 2 (ost)

    Chłód i ciemność stanowiły moich towarzyszy w podróży powrotnej. Gęsta, biała mgła przenikała ubrania jak papier i osadzała się na skórze. Jak na złość, nie nadjeżdżał żaden samochód, mogący mnie dobić tego wieczoru. Brakło mi sił na płacz i krzyk. To wszystko zostawiłem w kołdrze, niemym świadku nocnej agonii.

    Ten czas od tego jak wyszła, a potem wróciła wydawał się niezmiernie długi. Ból nadgarstków w które wbijały się kajdanki, niewygodna pozycja i ten nieopisywalny, wyniszczający i wracający na każde wspomnienie tego co się stało. Niezliczone momenty kpin, wyzwisk i innych obelg były niczym z tą nocą. Spędzoną leżąc z twarzą w mokrej poduszce od własnych łez. Nie mogąc uciec, zapomnieć lub chociaż usnąć. Ta, której tak chętnie i z niecierpliwością wypatrywałem w lustrze, ta piękniejsza część mnie już nie istniała. Znów byłem sam, jak zanim w moim życiu pojawiła się dobrotliwa pani Wanda.

    Drugi akt upokorzenia nie był ani trochę lepszy niż pierwszy. Ból sięgał po serce, rzeczywistość zaciskała się dookoła niego długimi lodowatymi paluchami szkieletu. Każdy ruch jej cielska wydawał się metaforycznym młotem walącym w kwiatową rabatkę. Dopiero, gdy jej się to znudziło, odpięła mnie z kajdanek i przysunęła kosz z moimi prawdziwymi ubraniami. Bawiło ją patrzenie, jak nieudolnie zasłaniam się i kryje w wstydzie. Trzymając mocno za ramię, odprowadziła i dosłownie wyrzuciła za drzwi. I nie wracaj, brzmiały ostatnie słowa. Długo odbijały się echem w mojej głowie, gdy wymiotowałem stojąc już za bramą.

    Światła nadciągającego zza pleców samochodu oświetliły drogę daleko w przód. Wystarczyłoby więc niewiele, przesunąć się w lewo, upaść na jezdnie i to zakończyć. Nie będzie ważne, kto zapłacze. Silnik jednak przycicha, gdy auto zwalnia, łatwo mnie wymija i zatrzymuje się błyszcząc czerwienią. Drzwi pasażera otwierają się, gdy jestem blisko. Wewnątrz gra rockowa muzyka. Proszę, mam już dość, chce znaleźć się w domu, wziąć długi prysznic i schować pod łóżkiem z pluszakiem…

    – Podwieźć Cię do miasta? – pyta znajomy, zachrypły głos z środka – Jeszcze daleka droga, a jest cholernie zimno. – jasne oczy patrzą na mnie z naturalną wesołością – Jak tego nie zrobię, spędzę noc leżąc w łóżku, przewracając z boku na bok i martwiąc, że coś Cię rozjechało albo się rozchorujesz.

    Niewinna, owalna buzia nie pasuje do kreowanego wizerunku mężczyzny. Odrobina tuszu na rzęsach, tylko tyle, całkowicie zburzyłoby tą iluzję. A mimo to, ścięte włosy, luźniejsze męskie ubrania mające przesłonić zaokrąglony biust, sposób mowy i zachowania… Ona pragnie być mężczyzną. Mi makijaż, peruka i spódniczka z rajstopy pozwalały uwierzyć w fakt, że jestem dziewczyną. Ale to tylko wiara. Patrzy jeszcze przez chwile, odpina pasy, wysiada zza kierownicy i obchodzi samochód. Na drżące ramiona narzuca mi swoją skórzaną kurtkę z kożuszkiem w środku. Płaczącemu kolejny raz, pomaga wsiąść na miejsce pasażera bez większego oporu z mojej strony.

    Kiedy znów siada na swoim miejscu, nie próbuje magicznego „uspokój się”, nie ruszamy. Ścisza tylko łagodnie odtwarzacz, przesuwa ogrzewanie na mnie. Siedzimy w samochodzie, słuchając tej piosenki zmieszanej z rzężeniem silnika. Kiedy widzi, jak wycieram wnętrzem dłoni oczy, wyciąga zza siedzenia paczkę chusteczek i mi wręcza. Kiwam z wdzięcznością głową, używając jednej. Łzy, tusz, szminka. Pewnie wyglądam jak przerażający klaun. Kątem oka spoglądam na nią. Chociaż nie uśmiecha się już, nie wydaje się zła. Raczej zatroskana.

    – Will mówi, że prawdziwy dżentelmen umie zawiązać krawat i pomóc kobiecie, gdy jest smutna. – mówi, opierając dłonie na kierownicy – Z pierwszym w sumie dalej mam problemy, ale drugie… Znam miejsce z dobrą gorącą czekoladą… Oczywiście, jeśli tylko masz ochotę? – znów milknie – Wanda mówiła, że wciąż się wstydzisz, więc… Możemy Cię trochę doprowadzić do ładu, nim wrócisz tam.

    Odruchowo chowam twarz w kołnierz kurtki, który pachnie tą wodą kolońską. Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Jestem tu ja, prawdziwy ja, wyrzuć mnie za drzwi, kolejny samochód mnie rozjedzie. Nie ma tu nikogo, prócz obolałego piętnastolatka, myślącego, że lepiej mu jako dziewczyna. Ta, z którą tańczyłeś, jej nigdy nie było. W oczach zbierają mi się następne łzy.

    – Wilhelm i Wanda byli parą, wiesz? – mówi znów spokojnie – Opowieść jak z romansidła. Ona, primabalerina i on młody fizyk szykujący się do doktoratu. W końcu jednak wybrała faceta, który sam wylądował w trumnie, a ją pozostawił na wózku. Mimo to, Will przyjeżdża do niej, siada i rozmawiają. Zapytałem, czemu nie odpuścił. Teraz, głupi chłopcze, ta kobieta potrzebuje mnie najbardziej. – unosi twarz, patrząc przed siebie – Nie opuszcza się damy, gdy cierpi.

    Pani Wanda nigdy nie wspominała o wypadku, który uczynił ją niepełnosprawną czy o swoim mężu. Większość rozmów dotyczyła mnie. Gdy przymierzałem kolejne sukienki, spódniczki, uczyłem się spacerować w różnego rodzaju obuwiu. Starała się ze mnie zrobić dystyngowaną damę. Zachęcała do książek, ganiała do nauki. Przychodziłem tam, spędzałem całe dnie w przebraniu Matyldy i chłonąłem każdą chwilę. Dlatego marzyłem, że zostanę nią na stałe, ale czy bym potrafił? Głodzenie, kłamanie i miotanie po świecie. Czy zgodnie z obietnicą poprawiłem oceny? Nie. Czy zapisałem się na kółko, o którym ciągle jej mówiłem? Też nie. Czy użyłem karty bibliotecznej by przeczytać którąkolwiek z książek, jakie mi poleciła? A skąd.

    Skoro miałem makijaż, odpowiedni strój i perukę, byłem wolny. Uciekałem przed rzeczywistością, która dopadła mnie w moim raju. Zatrzymywałem się przed lustrem, bo w nim byłam najpiękniejsza. Ostatni raz obcieram zgniecioną w dłoni chusteczką oczy. Jak zareagujesz, gdy powiem prawdę? Lepiej zrobię co zawsze. Tak bezpieczniej.

    – Nie wiem czy powinienem… – mówię wreszcie, czując, że mój głos jest jeszcze gorszy niż zawsze – Powiedziałem mamie, że jadę tylko na noc do kolegi i…

    – No to mamy jeszcze trochę czasu, jeśli nie było obietnicy powrotu przed siódmą. – tym razem brzmi weselej – Zapnij pasy, jak zmienisz zdanie po drodze, odstawię Cię do centrum czy gdzie będziesz miała ochotę. – posłusznie wykonuje polecenie – Matylda… Coś cudownego jest w tym imieniu. – niczym kierowca rajdowy wrzuca bieg, a samochód rusza w ciemność rozświetlaną swoimi światłami

    Ryneczek jest opustoszały, gdy staje przed długą linią kawiarni i sklepików z pamiątkami. Lampy odbijają się w dużej szybie otoczonej czerwonym drewnem. „Chocolatrie”, mówią eleganckie złote litery na niej. Wysiada, ale nim zdążę wypiąć z pasów, otwiera mi drzwi. To głupie. Od początku wiedziała, że nie jestem dziewczyną i… Zamyka samochód, gdy otulam się pożyczoną kurtką narzuconą na bluzę.

    – Pozwolisz? – pokazuje dłoń, którą wkłada pod pazuchę swojej kurtki i wyciąga klucze na smyczy – Bez nich nie wejdziemy. – otula mnie łagodnie ramieniem na wysokości łopatek, jak prowadząc na parkiet, prowadząc do równie czerwonych drzwi z drewna z dużymi szybami, na których pisze, że „Czekoladziarnia czynna od dwunastej do dwudziestej pierwszej” – Karola pewnie właśnie przewraca się na drugi bok, więc mamy cały lokal dla siebie. – otwiera dwa zamki i zaprasza do środka – Uważaj na stopień.

    Lokal jak na zawołanie zalewa światło. Wiszące na żyłkach pod sufitem długie węże z białymi punkcikami zdają się tworzyć wzór. Podobnie jak te doklejone do ściany i lady. Ściany, białe, pokrywają malowidła, pozbawione kontuarów plamy kolorów tworzą kształty. Pani Wanda powiedziałaby pewnie, że ktoś chciał uzyskać styl akwareli. Da się dopatrzeć w niej te inspirowane śmiercią makijaże z Ameryki Południowej. Niewielkie stoliczki otaczają wygodne siedziska, pod wystawowym oknem jest szeroka lada z poduszkami. Że też nigdy tu nie byłem?

    Wskazuje jeden z stolików, gdzie ostrożnie siadam. To wciąż trudne i bolesne, ale zaciskam w sobie. Podaje mi kartę, eleganckie menu.

    – Polecam Amazoński Afrodyzjak. – pochyla się, opierając nieco podbródek o mój bark, pokazując listę „Czekolada pitna”, chociaż większość pozycji w większym i mniejszym stopniu odnosi się do tego łakocia – Rozgrzewa bardzo skutecznie, a poza tym przypisuje się temu właściwości magiczne. – odsuwa się i uśmiecha, będąc blisko mojej twarzy, tak blisko jak się da – Mogę sprawdzić też, czy zostało nam jakieś tiramisu w lodówce.

    – Ja… – cholera, Beata miała rację, umiem tylko piszczeć jak gumowa świnka, powinienem zacząć brać hormony, przeboleć pryszcze, ale nie wydurniać się z tym wszystkim – Myślę, że… – kłiiik, kłiiiik – Tak… Łazienka?

    – Czerwone drzwi – wskazuje miejsce przy ladzie – Raczej nie mamy tam mleczka do demakijażu, ale zobaczę, czy Karola nie zostawiła gdzieś kosmetyczki. – uśmiecha się znów przyjaźnie

    Chód ma prosty, wyzbyty kobiecego kołysania bioder. Niemal sztywny. Waham się jeszcze chwilę i idę. Pierw lustro, oczywiście. Jak ona może mi mówić, że jest dobrze? Wyglądam jak trup dziecka ubrudzonego błotem. Ciemne zacieki na policzkach. Oczy przekrwawione. Nos czerwony jak u pijaka. Przegryziona warga zdążyła już zacząć się regenerować. Brzydactwo. Zaciskam powieki i sięgam na szczyt głowy. Zaciskam palce na peruce i opasce, podnosząc ją do góry. Zdzieram z swojej głowy ten skalp szybko, by nie bolało. Odkręcam wodę, robię z dłoni miseczkę i nabieram ile się da. Chlaszczę w twarz, rozcierając. Powtarzam kilka razy. Jesteś chłopcem, nigdy nie miałeś być dziewczyną. Może nie wyglądasz, ale cholera jesteś. Pogódź się z tym. Znów się odzywa cała masa bólu wewnątrz ciała. Jak komuś to może się to podobać? Wpycham brązowe, podobne do zdechłego zwierzaka włosy do kieszeni kangurowej bluzy i wracam.

    Blondynka siedzi przy stole obok parujących kubków i ozdobne słoika wielowarstwowego deseru. Nie wygląda na zaskoczoną moją zmianą. Znów jedynie przyjacielsko się uśmiecha, gdy siadam naprzeciw niej, zaciskając zęby. Czemu nadal się zgrywasz z tym, że niby jestem ładną dziewczyną? Teraz widzisz prawdę. Społeczeństwo dało nam jakąś rolę, mamy ją realizować. Przygotowuje się psychicznie na własny głos, nim powiem to głośno.

    – Nawet w tak krótkich włoskach wyglądasz całkiem uroczo, wiesz? – przesuwa gliniany kubek w moją stronę, a ja czuje ciepło rumieńca na twarzy – Wiem, nie powinienem… Tak już jednak mam, że lubię ładne rzeczy. – spod łba dostrzegam jak opiera podbródek na dłoni – Jak mówię to dziewczynom, zwykle pytają „a ty jakaś lesba czy co” albo „ee, dziękuje”. – unoszę wzrok i dostrzegam lekki uśmieszek – Jest coś złego w docenianiu piękna?

    – Chyba nie… – wyrywa się mi z ust zbyt wysokim głosem – Przepraszam… – połykam kilka łez – Wszyscy uważają, że mam straszny głos. Nawet nauczyciele nie lubią ze mną rozmawiać i…

    – Wysoki, owszem, ale straszny? – wzrusza ramionami – Will zawsze powtarza, że mój jest przepity. Albo chłopcze, odstaw wreszcie te marlboro, bo się wykończysz. – śmieje się – U Ciebie słychać ładny, dziewczęcy głos. – czuje pod stołem jej dłoń, gdy głaszcze mnie po pięści, trąc to miejsce między kciukiem i palcem wskazującym – Naprawdę uroczy. Nie musisz się go wstydzić. Oni powinni, że z niego szydzą. Mam nadzieje, że posmakuje. Jest bardzo charakterystyczna. – wycofuje dłoń, długo jeszcze ciągnąc palcami

    Wszystko wygląda na dobre, ale… Przez resztę dnia pewnie będę wymiotować na brązowo i to nie tylko z bólu. Z drugiej strony, jeśli teraz odmówię sprawie jej przykrość. A jest pierwszą, prócz mojej pani mentorki, miłą dla mnie osobą. Otulam kubek obiema dłoniami, schowanymi wciąż w rękawy i dmucham ostrożnie. Pomału unoszę do ust. Gorąca, jasna pianka parzy leciutko w wargę. Pierwszy łyk. Myśl o pralinkach, były dobre. Za dobre.

    Najpierw smakuje jak zwykła gorzka czekolada, ale potem wkraczają kolejne smaki. Cynamon, gałka muszkatołowa, lekki karmel i kilka innych… Najwyraźniejszy i najdłużej pozostający na języku, pobudzając go na inne pozostaje wyraźnie ostry smak chilli. I skłamię, jeśli powiem, że nie jest to okrutnie dobre. Każdy kolejny łyk tylko potęguje tą smakową bombę.

    Ma rację. Ciepło zalewa moje wnętrze poczuciem jeszcze chwile temu obcej przyjemności. Znów prowadzi mnie w walcu, pośród obcych ludzi. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Jest czuły, bliski i nie przejmuje się brakiem moich zdolności. Z boku pewnie to wyglądało filmowo, ale czy to źle? W jeden wieczór dwakroć zrobiono ze mnie prawdziwą kobietę. Damę i kurwę. Otwieram oczy i odstawiam delikatnie kubek, na stolik. Dotykam warg opuszkami palców.

    – To jest przepyszne… – mówię wreszcie, patrząc na jej zadowoloną twarz – Widziałem kilka razy takie na mleko i wodę gotowe w sklepie, że czekolada do picia z chilli, raz nawet taką kupiłem i…

    – Oh, oni zazwyczaj dają tanie kakao i złe proporcje dodatków. – jasne oczy błyszczą na pochwałę – Czekolada to, nieskromnie, nasza specjalność. Ludzie pytają, czy serwujemy kawę albo herbatę, a potem są zdziwieni, że nie. Powinnaś przyjść w czwartkowy wieczór, rozstawiamy sprzęt do czekoladowego foundee i bawimy się w improwizacje. – lubię też ten jej uśmieszek – Ludzie się już co prawda ledwo mieszczą, ale i tak… Ostatnio odgrywano morską bitwę słoni-piratów na oceanie dżemu. Karola miała zostać złożona w ofierze pradawnej Marmoladzie, ale dzielny kapitan Półcios i jego Trąbiąca Załoga ruszyli jej na pomoc. – nie może się przestać śmiać

    Też zaczynam chichotać, nie wiedząc czemu. Zdejmuje łyżeczkę z wierzchu szklanego pojemnika z deserem i nabieram pierwszą porcje sowicie obsypanego kakao białego kremu. Już mam ją wsunąć do ust, ale obracam ramię i niczym samolocik prowadzę łyżkę w jej stronę. Uśmiecha się, pochyla lekko głowę i połyka jej zawartość. To słodkie. Nim zdążyłem wycofać dłoń, odebrał mi łyżeczkę i role się odwróciły. Słodka masa kremowa i cudowna czekolada rozpływając się wewnątrz ust. Nawet nie wiem, kiedy zjedliśmy w ten sposób cały deser.

    Zwykła, głupkowata radość. Ta sama co przed lustrem poprawiając perukę lub ręka pani Wandy tworzyła makijaż. Nie, tego już nie ma. Przestań o tym myśleć. Pewnie robię żabę, tak jak to zawsze mówi pani Wanda.

    – Ten słodki, nieśmiały uśmieszek będzie mi się teraz śnił po nocach. – mówi, gdy łyżeczka z brzdękiem trafia do słoiczka – Mogę sobie zrobić zdjęcie na tapetę w telefonie? Kiedy będzie mi źle, spojrzę sobie na tą słodką Matyldę i wróci mi dobry humor.

    – Ja… – nie jestem nią, nigdy nią nie byłem i pewnie nie będę, nawet jeśli znów przywdzieje damskie ubrania, perukę i makijaż, będę tylko obrzydlistwem, które przez kilka chwil się dobrze bawiło, ale przez oszustwa – Przepraszam, ale…. – opróżniam kubek z resztką tej rozkoszy w płynie naraz – Dziękuje za miły czas, ale powinienem już iść i… – boże, przestań tyle gadać, uszy jej popękają od tego piszczenia, pani Wanda pewnie też udawała, że jej nie przeszkadza, uświadamiam sobie, że nadal mam na sobie jej kurtkę, taką, którą powinienem samemu nosić – Przepraszam… – zdejmuje ją z barków i układam na siedzisku obok siebie

    – Trudno jest być sobą, gdy jest się innym. – mówi, znów mając swoją zatroskaną minę, jak wtedy w samochodzie – Na początku wakacji, gdy miałem dziewięć lat, przeprowadziliśmy się z rodzicami i bratem. W kuchni, nad zlewem wisiały nożyczki. Pierwszy raz samemu obciąłem sobie włosy, z długich do łopatek zrobiły się krótkie do karku. Jak matka mnie zobaczyła, stłukła dupę pasem, a ciocia fryzjerka powiedziała, że jedynie może obciąć na chłopczycę, by jakoś to wyglądało. I tak całe wakacje biegałem w ciuchach brata, mając dostęp do miejsc i rzeczy, które były zakazane. Nikt nie mówił nagle „nie możesz, bo dziewczynkom nie wypada” czy „zachowuj się normalnie”. To tylko kolejny dzieciak z osiedla, który kopie najmocniej piłkę, pije całą puszkę coli naraz i głośno beka, wpada w bójki, łazi po drzewach i przesiaduje w warsztacie starego Mietka ucząc się przeklinać i naprawiać samochody. Kim ma być, jak nie chłopcem? – wzrusza ramionami – Potem, gdy zaczął się rok szkolny, wszyscy moi wakacyjni koledzy patrzeli na mnie w żeńskim mundurku z podbitym dzień wcześniej przez grubego Benka okiem, co mama próbowała zapudrować. Patrzcie, Marcel to dziewczyna! – wzdycha -Wszystko znów było do dupy. Ubierz sukienkę, bo jedziemy do babci, a wiesz, co ona mówi na dziewczynki w spodniach. Nie, nie możesz iść grać w piłkę, bo padał deszcz i jest błoto, będziesz brudna i co? Dziewczynki tak nie robią, więc ty też nie rób. W końcu z tego wyrośniesz, zobaczysz. – wywraca oczami w drugą stronę – Dopiero Wilhelm zaczął mówić na mnie chłopcze. Wszyscy się śmieli, bo co pan, ślepy, ma przecież takie cycki, że widać od razu, że to dziewczyna. Nie, ja tu widzę chłopca, który mógłby zostać mężczyzną. – uśmiecha się – Tak się zaczęła nasza męska przyjaźń. A ty?

    Mój organizm nie produkuje testosteronu, więc mam zastępczą terapie hormonalną. Po tabletkach się źle czuje i niby efekty będą widoczne dopiero po roku, więc z nich rezygnuje. Mama nadal marzy jednak o posiadaniu pełnowartościowego syna, ale ja się do tego nie poczuwam. Ludzie często mnie mylą z dziewczynką, zwłaszcza obcy. Lubię te damskie ubrania. Tak jak swoją kolekcje pluszaków, które mama i ojczym uważają za głupie. Żałuje, że nie chciałem zamieszkać z tatą i jego nową żoną, mógłbym bawić się z swoją przyrodnią siostrzyczką. Chodziłem do pani Wandy, bo czułem się tam bezpieczny, miałem swój wytworny kostium Matyldy. Teraz go już nie ma.

    – Mama nie chce, bym zapuścił włosy chociaż do karku, bo wtedy ludzie pomyślą, że jestem dziewczyną. – wykrzywiam twarz w grymasie – Pani Wanda kupiłam mi tą czekoladową peruczkę, którą widziałaś i nieco ubrań, które trzymałem u niej, bo mi się podobały… – gapie się w blat – Myślałem, czy może nie zrobić sobie pełnego zabiegu gdy będę już pełnoletni, ale Beata ma rację. Jestem tylko głupim dziwadłem, które nie umiałoby być prawdziwą kobietą. Zawsze to podkreślała, mając rację. Nawet nie lubię o sobie myśleć, jako…

    – Nie. – znów kładzie mi dłoń na dłoni – Udawanie kogoś jest złe, to prawda. Gdybyś miała brodę i pełen makijaż, przesadnie gustowne kreacje, to byś udawała, byłaby to poza artystyczna. Ale ten skromny strój, delikatny makijaż prezentował młodą, uroczą dziewczynę. Widziałem ją na przyjęciu, nieco zagubioną, trzymającą nieśmiało lampkę szampana i unikającą konfrontacji. Dlatego określiłem sobie ją w głowie Kopciuszkiem, skromnym, ale przez to pięknym. Nie wiedziałem co zrobi, gdy poproszę go do tańca. Ale też skłamię, jeśli powiem, że było wybornie. Znów ją widziałem, płaczącą, bo musiała ulotnić się z przyjęcia i po nocy wraca do domu. Martwiłem się o nią, a tu spotykam ja na drodze i spędzam z nią kolejne kilka cudownych chwil. – głaszcze mnie delikatnie – Powiedz, czy miałbym jakiś interes w udawaniu tych uczuć?

    Unoszę głowę i wpatruje się w niego. Ona nie udaje mężczyzny. Ona nim jest. Szlachetnym, pełnym cnót rycerzem gotowym postawić na jednej szali swoją męskość przeciwko całemu złu. Nie dzięki wyglądowi, biologi, nie tym, że mówi o sobie w męskim rodzaju. Nie, ma znacznie więcej. Ma odwagę to uzewnętrznić. Ból tam, niczym złośliwy chochlik, wyrywa mnie od tych myśli. Chcę już do domu, pod prysznic i pod łóżko. Paskudne jęknięcie wypada z moich ust na to.

    – Przepraszam, wciąż… – odczuwam skutki gwałtu – Źle się czuje. – trzymam dłoń na brzuchu – Naprawdę dziękuje za czekoladę i podwiezienie… I… – jesteś najmilszą osobą od czasu pani Wandy, którą poznałem – Jesteś wspaniałym mężczyzną. – boże, powiedziałem to na głos? – A to wszystko, co dla mnie zrobiłeś… – podnoszę się, on również i podchodzi do mnie – Nie ma słów, które by to określiły.

    Otula mnie lekko rękami. Odpowiadam na ten uścisk. Żadne z nas teraz nic nie mówi. Po prostu, jak wtedy przy tańcu przy muzyce, tak teraz w ciszy przerywanej tylko oddechami i uderzeniami serca, stoimy razem. Ma miękkie piersi, wyczuwalne tak dobrze przez sweter. Ale to mężczyzna, najwspanialszy mężczyzna jakiego było dane mi poznać.

    – Nie wstydź się tego, kim jesteś. – mówi wreszcie – Nigdy. Pewnie znów się spotkamy u Wandy… – Nie, tam już nigdy nie wrócę – Albo zawsze możesz mnie znaleźć tutaj. Świat jest zbyt kolorowy, by widzieć tylko czerń i biel. Nie ważne co Ci powiedzą, jak będą z Ciebie kpili, ranili i upadlali. – to ostatnie już zrobiono, na zawsze – Prawdziwe piękno widzi się tylko przez ułamek sekundy, samemu. Nikt inny nie zobaczy go tak jak ty. – połykam kilka łez – Pamiętaj, by się uśmiechać, Matyldo. To najlepsze, co możesz sobie i innym zrobić. – dopiero wtedy mnie wypuszcza i znów się uśmiecha – Jak poczekasz pięć minut, to Cię mogę jeszcze podrzucić gdzie tam chcesz.

    – Nie… – uśmiecham się do niego – Nie mam już daleko. – kieruje się do drzwi, odwracam jeszcze raz patrząc na mojego pięknego księcia – Wiesz, mam na imię…

    – Matylda, wiem. – uśmiecha się – Jakże mogłoby być inaczej? – podnosi kubki i słoiczek – Do zobaczenia, ma piękna pani. – kłania się jak królewnie – Obyś wyleczyła swój ból.

    – Tak… – uśmiecham się, wciąż trzymając brzuch – Żegnaj, Marcel, mój waleczny książę. – wychodzę w chłodny poranek październikowej soboty

    Dni zmieniały się w tygodnie, a te miesiące. Ból odszedł na dobre po kilkunastu dniach, każda wizyta w łazience okupiona była wtedy łzami. Na zewnątrz spadła masa śniegu, który zakrył świat białą puchatą kołdrą. Wraz z nią nadeszła tęsknota, gniecenie w dłoni kluczyka od szafki. Teraz, prócz rajstop i tuszu była tam też już cała Matylda, niczym poćwiartowane zwłoki. Nie miałem odwagi wyrzucić tej peruki, spalić czy też zniszczyć. Tkwiła tam, przywołując na nowo ból straty i upokorzenia. Czas jednak, zgodnie z prawdą, leczył rany.

    Chciałem znów go spotkać, pokazać mu się od najlepszej strony. Dać nam, raz jeszcze, uroczą dziewczynę widzianą przeze mnie w lustrze, dla niego uchwyconą w chwili pierwszego spotkania Tą, której mówił te wszystkie miłe rzeczy. Jak niby miałbym jednak to zrobić?

    Kto mnie umaluje i uczesze? Nie umiem tego robić tak dobrze jak pani Wanda. No zobacz, nadal wyglądasz jak głupek bez płci, czyli jak zawsze. Tylko trochę tuszu na rzęsach, by podkreślić oczy, tyle wystarczy by zobaczyć w tobie kobietę… „Jak prawidłowo się malować”, szukaj… „Triki makijażu”, szukaj… Dobra, może z drugim okiem pójdzie lepiej… To można coś takiego z brwiami zrobić? Wow… Mama chyba ma w łazience kredkę… Coś z ustami… Mama ma same ciemne szminki… No dobra, ta czerwona. Ale nie dużo, tylko by usta miały odcień dorodnej truskawki… Jak bardzo źle, jak na pierwszy raz? Mleh… Dobra, zmyje to nim wróci mama albo Tomek i mnie przyłapią. Co ja sobie myślałem… Nawet nie miałbym co założyć na takie spotkanie. Chyba, że….

    Ubrać coś z szafy mamy? Na przykład ten ciemny sweter rozpinany z przodu i białąbluzke pod spód. Chyba mam jeszcze te stare czarne rurki na dnie szafy, mogłyby zastąpić spódniczkę lub spódnice, nawet ubiorę pod nie rajstopy by mi nogi nie zmarzły. Bielizna? Znajdzie się jakiś podkoszulek, oczywiście, ale… Nie oszukujmy, nie chce po prostu wciągnąć na swój kościsty zadek bokserek… Mama nosi M-kę, a ja S-kę… Ściągnąłbym gumkę mocniej, chociaż nadal będą luźne… O i do tego ten jej płaszczyk z kaszmiru, którego już nie nosi… Nie, to idiotyczne…

    Ostatni raz poprawiam guzik w koszuli. Znów spoglądam na perukę leżącą na pralce. Wyjąłem z niej opaskę i trochę przygładziłem grzebieniem. Sam sobie znów robię krzywdę. Na własne życzenie. Pewnie o mnie już zapomniał, i narobie sobie wstydu idąc tak przez miasto. Zwłaszcza, gdy ktoś mnie rozpozna. Obejmuje ją dłoniami, unoszę nad głowę. Nabieram głęboko powietrza i zamykam oczy. Opuszczam ramiona, zginając w łokciach niczym skrzydełka. Ostatnia szansa by się wycofać. Jak otworzysz oczy, zobaczysz trupa, którego dawno powinieneś pogrzebać.

    Otwieram powoli. Boże, jaka ja ładna. Tylko nie płacz głupia, bo cały makijaż rozmażesz i cała praca pójdzie na marne. Wyszczerzam do siebie zęby, śmiejąc się sama z siebie. Będzie zły, bo go nie odwiedzałam. Tak, zawiedziony. Bardzo. Spoglądam na butelkę Chanel no 5. Ale tylko troszeczkę, na szyje. Nie więcej. Wychodzę do korytarza i wsuwam botki mamy, potem wełniany płaszczyk i otulam szyje szalikiem. Jeszcze jedno spojrzenie na uśmiechniętą dziewczynę w lustrze. Nieźle, jak na kogoś kto spędził początek zimny w trumnie, chociaż może mróz konserwował. Wymarsz, póki mi się nie odwidziało. To najgłupsza rzecz, jaką robię. Zarazem jest najcudowniejsza.

    Czekoladziarnia jest niemal pusta, z środka wychodzi rozbawiona kobieta z białym pudłem przewiązanym sznurkiem. Wewnątrz zaś nie ma Marcela. Za ladą stoi wysoka szatynka z włosami do ramion. Ma wyrazisty makijaż. Kolorowa suknia jest ładna, kryje mankamenty braku biustu i talii. Jest pewnie w jego wieku. Uśmiecha się do mnie radośnie, gdy wchodzę do środka. Ugryzienie w głębi serca przypomina, że to prawdziwa kobieta, a nie przebieraniec.

    – Dobry wieczór! Czym mogę pomóc w tak chłodny wieczór? – wita się dźwięcznym barytonem, całkowicie zaprzeczającym jej wizerunkowi

    Dopiero po chwili sobie uświadamiam, że nie było to odtworzenia nagrania ukrytego pod ladą, ani nie jest ona lalką brzuchomówcy. To jej prawdziwy głos. Albo jego. Po dokładnym przyjrzeniu się z bliska, da się dostrzec jej delikatnie męskie rysy twarzy i jabłko Adama pod brodą. Mimo wszystko, stworzył iluzję pierwszego momentu, dokładnie tak jak Marcel, która upada dopiero po dogłębniejszej analizie.

    – Szukam… – boże, nie wiem jak on naprawdę ma na imię – Blondynki. Ma krótko ścięte włosy, kolczyk w wardze i chyba tu pracuje…

    – Marcela? – unosi brew w zdziwieniu – Ugh! – wykrzywia twarz w grymasie obrzydzenia – Przysięgam na Boga, jak jesteś kolejną dziewczyną, której ten potwór złamał serce, to osobiście go zabije szpilkami. Powinni go naznaczyć jako drapieżnika seksualnego, albo wykastrować. Wszędzie rozsiewa te swoje feromony i sprowadza kolejne dziewczyny jak jakiś Don Juan. A w dodatku podkręcił ogrzewanie po raz kolejny. – wachluje się leżącym obok kasy czasopismem dla kobiet – Jak zaraz przyjdzie i jak będzie zaprzeczał, to będziemy go dźgały tak długo, aż powie prawdę. Jak masz na imię, kochanie?

    Ciężko mi się nie zaśmiać. Nie, nie z powodu jej głosu, ale z tego jak go wykorzystuje. Szybko, cięto, momentami nawet jakby naprawdę miała być wobec niego taka okrutna. Ale zdaje się, że to wie, bo gdy kończy uśmiecha się do mnie radośnie.

    – Matylda, proszę pani. – wciąż chichoczę – Przepraszam, ale…

    – Nie przepraszaj kochanie, on jest naprawdę niebezpieczny. – mówi nadal się wachlując – Wczoraj specjalnie zamówił dużą pizze z podwójnym serem, oliwkami i szynką, chociaż wie, że się odchudzam. Złośliwiec zapytał, czy mam ochotę! – uderza gazetą o stół wyraźnie zła – Nawet specjalnie wziął dodatkowy sos! Powinni go trzymać z dala od kobiet. – wykrzywia się w grymasie złości – Dzisiaj rano nawet złośliwie pozbierał i posortował wszystkie skarpetki, chociaż od tygodnia go doprosić nie mogłam by je posprzątał.

    – Pani jest jego… – partnerką, dziewczyną, mężem, boże jak mam zapytać?

    – Nie mów mi pani, Karola jestem. – wychodzi zza lady kręcąc bioderkami – Mieszkamy razem jako współlokatorzy i prowadzimy to. – kręci ręką dookoła – W sumie ja prowadzę, a on bardziej pomaga. Namalował to paskudztwo na ścianie, zrobił oświetlenie… Za grosz talentu do pracy w kuchni.

    – Ah! – przypominam sobie to imię – Byłaś damą w opałach, którą ratowali słonie piraci! – przypominam sobie

    – Oh, dawne dzieje. – znów się uśmiecha – Na minionym wieczorze nasz Marcel grał jaskiniowca, który trafił do współczesnego supermarketu na zakupy. Pasował idealnie do tej roli z tym swoim prymitywnym zachowaniem. Ludzie oklaskiwali go na stojąco z łzami w oczach ze śmiechu. – aż żałuje, że tego nie widziałam – Oh, już jest. – wskazuje światła samochodu za oknem – Nie martw się, zaraz wszystko wyjaśnimy. Pozwolę Ci nawet użyć ostrych przedmiotów do bicia go, jak chcesz…

    Znów się śmieje. Drzwi się otwierają i do środka przyprószony śniegiem wchodzi on. Niesie pod pachą jakiś średniej wielkości karton. Spogląda pierw na swoją znajomą, potem na mnie. Pierw wygląda na zdziwionego, a potem jego twarz rozjaśnia się szerokim uśmiechem.

    – A jakaż to piękność nas nawiedziła. – mówi idąc w naszą stronę z owym kartonem

    – Przecież cały czas tu jestem. – odzywa się Karola – Wytłumacz mi, czemu nagle przestawiłeś się na dzieci. Ile ona ma lat? Jedenaście? Dwanaście? Nie ma tak słodkich osiemnastolatek. – dźga go paluchem, gdy stawia na ladzie pudełko – Co jej naopowiadałeś? Że jeździsz jaguarem, namalujesz ją nago jako swoją muzę czy po prostu kupiłeś jej kilogram cukierków? – nie przerywa dźgania go – Jesteś okropny! Tylko mnie irytujesz! Iiiii….

    – Oj, Karolciu… – odsuwa się od niej na bezpieczny dystans – Gdybym nim nie był, kto by płacił Ci za Netflixa, odtykał prysznic i zabijał pająki? – znów uśmiecha się do mnie – Musisz jej wybaczyć, mamy comiesięczną wizytę ciotki Irmy, a Karolka strasznie ją przeżywa. – mówi mi z uśmiechem – Jest rozdrażniona, ciągle marudzi na gorąco, nastrój jej się zmienia co chwile i pewnie już wyjadła mi lody z zamrażarki… Strach pomyśleć, co będzie dalej…

    – Nie! – warczy na niego – Nie oczerniaj mnie przed gościem! – wskazuje na mnie palcem – Zresztą zjadłam tylko truskawkowe! Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! To biedne dziewczę nie powinno być krzywdzone przez takiego potwora jak ty! To mały słodki cukiereczek, który…

    Ta ich kłótnia… Patrze na to, wewnątrz tarzając się ze śmiechu. Oni się po prostu doskonale się bawią ze sobą, jakby rola „kobiety” i „mężczyzny” nie miała tutaj znaczenia, liczyła się jedynie dobra zabawa.

    – Nie jestem prawdziwą dziewczynką. – mówię wreszcie, a wzrok Karoli pada na mnie, Marcel też się uśmiecha, gdy zaczynam się głupio śmiać, już nie mogąc się powstrzymać –

    Przytulam się z całej siły do Marcela, czując, że tak powinnam zrobić. Ciągle się śmieje jakby ktoś mnie łaskotał. Czuje jego dłonie na plecach. Nie da się wymazać tych wspomnień, ale czy nie można budować nowych? Oni potrafią codziennie. Nie wstydzą się tego, jacy są. Cały świat był ich domem pani Wandy, gdzie pewnie codziennie czuli ból, ale też radość.

    – Oh, a dasz się teraz zaprosić na kobiecy wieczorek relaksu? – mówi Karola wyraźnie uszczęśliwiona – Wreszcie nie będę musiała słuchać jego marudzenia, gdy pije kolejne piwo przed telewizorem. – unoszę wzrok do góry, a Marcel puszcza mi oko – Zrobimy sobie maseczkę z czekolady i obejrzymy najlepszy film świata z Johnem Deppem i Juliette Binoche. – tym razem dyskretnie kręci głową, bym się nie zgadzała – Widziałam to! Ja Ci nie marudzę, jak oglądasz żużel!

    I chociaż początkowo zakładałam, że to będzie krótka, szybka wizyta, tylko się przywitać i pokazać, ale… Cholera, skoro umiałam się podnieść po tym wszystkim, to może powinnam wreszcie umieć przestać kłamać? Wstydzić? Oni są przecież tacy jak ja…

    Ich mieszkanie tylko podkreśla, jak bardzo są odwrócone role. Karola w białym szlafroku i ręczniku w turban na głowie miesza w niewielkiej miseczce brązową maź pędzelkiem, której połowę już jej sama nałożyłam na twarz. Obok stoi oczywiście pudełko z lodami. Marcel, ubrany w białą koszulkę przez którą prześwitują wyraźniej jego piersi z przebitymi sutkami, czym wydaje się nie przejmować w naszej obecności, oraz krótkie spodenki o luźnych nogawkach siedzi w fotelu trzymając w ręku szklankę z piwem. No i jeszcze ja, z włosami upiętymi wysoko nad głowę gumką, chciałam je nawet zdjąć, ale Karola powiedziała, że nie muszę, w pożyczonej od niej koszulce z baraszkującymi kotkami, otulona ręcznikiem pod szyją, czekam, aż ze mnie też zrobi murzynka.

    – Byliśmy ostatnio z Willem u Wandy. – odzywa się wreszcie Marcel, gdy ręka Karoli zaczyna nakładać maseczkę od nosa, a mój wzrok przesuwa się na niego – Martwiła się o Ciebie, że przestałaś do niej przychodzić. Narzeka, że nie ma z kim teraz rozmawiać, chociaż ma Ewelinę.

    – Eweline? – pytam go, gdy Karola łaskocze pędzlem robiąc kółka dookoła oczu, a ja wsuwam palce z odrobiną maseczki do ust, słodkie – Kto to?

    – Zwolniła Beatę, więc potrzebowała kogoś nowego. – odpowiada, uśmiechając się – Podobno poszło o podkradanie pieniędzy, ale powiedziała też, że Matyldzie nie smakowało to co gotowała. No i od wypadku ciężko było zrozumieć co mówi. – popija piwo z szklanki – Will też mnie mocno zrugał, że złamałem jej nos, ale skoro tak bardzo chciała być facetem, to chyba zasłużyła.

    Otwieram usta i patrze na niego niedowierzając. Uśmiecha się w odpowiedzi, w taki łobuzerski sposób. On wie. Wyciąga rękę i głaszcze mnie po udzie, delikatnie opuszkami palców. Też uśmiecham się, chociaż w oczach stają mi łzy. Dziękuję…

    – Oj nie płacz, zobaczysz, jeszcze znajdzie ulubiony smak dla Rouxa. – mówi Karola, wskazując końcem pędzla na ekran – Marcel by się rozchorował, jakby miał mieć chociaż trochę jego uroku i romantyczności. – pokazuje mu język i znów oblizuje pędzelek – Potem możemy obejrzeć Dziennik Bridget Jones i….

    – Nieeeeee! – mówi Marcel – Tego już nie zniosę! – a ja się znów zaczynam śmiać, czując się tu, najlepiej w swoim całym życiu i tylko trzask pękającego wewnątrz strachu jest przyjemniejszy.

    W okolicach święta Trzech Króli samochód wjeżdża na wysypane kamieniami podwórze. Marcel wysiada pierwszy i jak zawsze otwiera mi drzwi. Karola nauczyła mnie jak zrobić dość łatwe, ale pyszne pralinki dla pani Wandy. Całe ich pudełeczko trzymałam w rękach. Kupiona w sklepie nowa spódniczka w szkocką kratkę, bluzeczka i sweterek według Karoli są „oszałamiające, kochana, wyglądasz jak laleczka! Tylko schowajmy Cię przed tym podłym gwałcicielem Marcelem, który chętnie by ją z Ciebie zdjął”, podobnie jak płaszczyk i botki. Pierwszy raz też, nie mając na sobie peruki, wciąż czuje się Matyldą. Mama ciągle coś psioczy coś fryzjerze, ale udało mi się zapuścić taką długość, że po odpowiednim potraktowaniu grzebieniem, wyglądam jak ładnie obcięta dziewczyna o kruczych włosach. Do tego oczywiście odpowiednie cienie do powiek, tusz, czarne szminka i lakier do paznokci…
    Żałuje, że pojechała do rodziny na święta, więc spędzamy ten czas tylko z Marcelem, i mnie teraz nie widzi. To ona pomaga mi dobierać kosmetyki do makijażu i uczy się odpowiednio malować. Od kiedy po Nowym Roku wprowadziłam się do taty, jest jakoś łatwiej spędzać czas będąc sobą. Oboje doradzili jednak, by z wielkim coming out na razie jeszcze poczekać, choćby do wiosny.

    Brodząc w śniegu idziemy do posiadłości. Drzwi otwiera szczupła blondynka w stylu hipiski, zapewne Ewelina. Wita nas z uśmiechem, wydaje się bardzo sympatyczna. Wymienia uścisk dłoni z Marcelem, potem przytula mnie lekko.

    – Matylda, prawda? Pani Wanda uwielbia o tobie opowiadać same dobre rzeczy. – wciąż się uśmiecha – Ale nie spodziewałem się tak ślicznej dziewczyny.

    – Dziękuje. – czuje rumieniec na buzi – Ale to w sumie najbardziej zasługa pani Wandy i Karoli. – uśmiecham się pod nosem – Pewnie jej przeszkadzamy?

    – A skąd. – macha dłonią – Od rana siedzi z panem Wilhelmem przy kominku. Piją grzane wino, słuchają muzyki i trzymają się za dłonie. – puszcza nam oko – Z pewnością się ucieszy na twój widok.

    Spoglądam na miejsce, gdzie powinien być mój koszyk. Na schody, po których szłam się przemieniać w siebie. Na wejście do sali balowej, gdzie jest kominek i gra muzyka, a skąd ufnie wyszłam niczym jagnię na rzeź. Skromne, świąteczne dekoracje, pewnie zarządzone przez Ewelinę, by poprawić humor pani Wandy. Marcel dotyka dłonią moich pleców, obejmując. Dawno tu nie byłam. Spoglądam na jego twarz. Łobuzerski uśmieszek. Ten, który lubię. Odpowiadam na niego. Idziemy razem, gdy przytulam się do jego boku.

    – Marcel! Jak dobrze Cię widzieć! – śmieje się pani Wanda – Will chyba próbuje tak rozśmieszyć, bym się udusiła. – ociera oczy, unosząc okulary palcami – Zabierz tego potwora od mnie, bo brzuch mi pęknie. – opadają powrotem na nos i patrzy na nas – A co to za ładną dziewczynę masz przy boku, co tak się klei do Ciebie?

    – Dzień dobry pani Wando…. – mówię uśmiechając się do niej szeroko – Wesołych świąt.

    Wpatruje się we mnie długo milcząc. Czuje trochę niepokoju w tym milczeniu, ale po chwili na jej usta wraca uśmiech. Wyciąga rękę, a ja wolno podchodzę, tak jak mnie nauczyła.

    – Zrobiłam sama dla pani czekoladki z okazji świąt, nauczyła mnie moja nowa przyjaciółka… – stawiam delikatnie puzderko na jej kolanach i klękam z złożonymi kolanami – Wiem, że dawno u pani nie byłam i… – kładzie mi palec na ustach

    – Od kiedy mój pisklak tak ślicznie fruwa? – uśmiecha się – Ledwo dostrzegłam, że wypadł z gniazdka, a on przylatuje do mnie jako taki piękny ptak?

    – Ktoś mi powiedział, że nie powinnam się tego bać. – spoglądam na Marcela – Był to wielki orzeł, którego będę zawsze już podziwiać. – odwracam znów do niej twarz – Ale nie mogę zapomnieć o tej, która mną się opiekowała jak jajkiem. – uśmiecham się – Czytałam wreszcie te wszystkie książki, łącznie z Małym Księciem…

    – Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem. – mówi, głaszcząc mnie po głowie dłonią, chociaż brzmi bardzo smutno

    – Nawet się z tym zgodzę. – mówi pan Wilhelm, kładąc jej dłoń na dłoni, tak jak robi to mi Marcel – Ale według fizyki kwantowej…

    – Oh, nie psuj momentu, mój ty intelektualisto. – mówi pani Wanda, a zaraz potem wymieniają ku mojemu i Marcela rozbawieniu delikatny pocałunek – Wypijecie herbatkę, albo może zostaniecie na obiedzie? Ewelina świetnie gotuje, lepiej niż ta flądra… – spogląda znów na mnie – Chociaż moja sikoreczka pewnie nadal nie je?

    – Je, je. – śmieje się Marcel – Zamawiam sobie pizze, jak siedzi u nas, to potem z Karolą we mnie biją piorunami oczami, póki nie zapytam czy nie chcą trochę. Nie, nie, dieta, tak sałatka, mhm. A za chwile połowy nie ma, tylko buzie od sosu i złość, jak mówię, że następnym razem wezmę dwie, aż poduszki latają. – odwracam się patrząc na niego zła – Albo chce wieczorem sobie obejrzeć mecz, to nie ma, one oglądają coś tam i dosłownie dwie dzikie bestie na mnie warczą. – nawet pan Wilhelm zaczyna się śmiać – Matylda z dziewczynki zaczyna stawać się nastolatką i szczerze, przeraża mnie to będąc jedynym mężczyzną w domu. – wstaje od niej i podchodzę do niego, dźgając palcem pod żebra – Aua, aua, druga Karola.

    Ciężko jednak mi to przyznać, ale ma rację. Cudownie jest spędzić ten dzień w ich towarzystwie, gdy dom wypełniają śmiechy i przyjacielskie rozmowy. Pani Wanda nie może się nachwalić na moje czekoladki, gdy siedzimy razem, pan Wilhelm i Marcel rozmawiają razem o nauce i samochodach. Zdaje się, że nikt by nie uwierzył, gdybym opowiedziała, jak spędziłam to południe. Tylko widok ich przyjaźni, która rozbudziła dawne uczucia jest lepszy.  

    Po powrocie do ich mieszkania nad lokalem znów staje przed lustrem. Uśmiecham się do siebie. Spoglądam na Marcela zdejmującego duże wojskowe buty i łapie go za rękę i ciągnę, by stanął obok. To głupie, ale naprawdę wyglądamy jak para, gdy jest wyższy od mnie o głowę.

    – No, ładna dziewczyna i jakiś facet. – mruczy – Pomachamy im?

    – Nie dałam Ci nic na gwiazdkę. – odwracam się do niego – A zrobiłeś tak dużo…

    – Nie e. – uśmiecha się – Po prostu chciałem zobaczyć, jak ta przerażona dziewczyna z szampanem się śmieje. – głaszcze mnie między łopatkami – A teraz widzę jak zawsze się uśmiecha, jak jest z siebie dumna. To prezent, który chciałem. – opuszcza ręce – Idź się przebierz, bo już prawie siedemnasta, a sama mówiłaś, że masz czas do dziewiętnastej. Karola wróci pewnie jutro, to znając was, zrobicie sobie obowiązkowy damski wieczorek. – zdejmuje sweter ukazując zapinaną na guziki koszule z prześwitującym najprostszym możliwym biustonoszem, który jak znam życie, denerwuje go, ale sam uważa, że mastektomia jak bardzo kusząca, to niesprawiedliwa wobec kobiet, u których jest koniecznością a nie kaprysem, po czym spogląda jeszcze raz na mnie błyszczącymi niebieskimi oczami – Miło, że Willowi w końcu się udało odzyskać serce Wandy. Długo o to się starał. – znika w swoim pokoju

    Patrzę za nim. To głupie, daj sobie spokój. Po prostu idź do łazienki, gdzie są spodnie i normalna bluzka, które ubierzesz przed powrotem do domu. Tak, nadal tam będę Matyldą, mając męskie ubrania i muszę mówić jak Marcel. Boże, jak mogłam w ogóle pomyśleć o czymś takim. Jak niby to by wyglądało. Prawda? Nie ma szans, by się udało.

    Też zdejmuje sweterek i układam obok jego, składając oba w kostkę. Wsuwam się do pokoju, gdzie on przegląda swoją kolekcję płyt. Serce bije mi jak oszalałe. Idiotyczne, że chociaż o tym pomyślałam. Tylko mnie lubi, jak przyjaciółkę, nic więcej. Nie chce bym się bała, tylko czuła dobrze.

    – Włącz tą ładną, która lubię. – mówię podchodząc do niego od tyłu i przytulając twarz do jego pleców, unosząc ręce na jego biodra – Tą, co zaczyna się jakby szukał stacji radiowej.

    – Wish you were here? – pyta, a ja kiwam głową trąc policzkiem o koszulę – Lubisz ją, bo leciała wtedy w samochodzie, co? – znów kiwam głową potwierdzająco – Ma ładny tekst.

    – Wiem. – nadal trzymam go w pasie – Wtedy gdy powiedziałeś, że złamałeś nos Beacie… – zamykam oczy – Powiedziałeś…

    – Prawdę. – nie odwraca się, a ja wciąż do niego tule, gdy zaczyna się delikatna gitarowa melodia ballady – Mogłaś powiedzieć już wtedy, gdy siedzieliśmy na dole, a nie dowiedziałem się u samego źródła. Dałem jej to, co chciała. – wciąż stoi prosto, sztywny, So, so you think you can tell – Nie każdy szuka przygód, my też potrzebujemy zwykłej miłości. – Havens from Hell… – Bliskości i czułości. – Blue skies from pain. – Czasem o nią naprawdę trudno, gdy jesteś inny.

    Wysuwa się z moich ramion i siada na łóżku. Serce nadal mi bije, a oddech mam przyspieszony. Jest tak dużo rzeczy, które teraz można powiedzieć. Można po prostu się odwrócić i wyjść. Ale jest coś innego, czego teraz pragnę. Podchodzę wolno do niego, i przykładam wargi do jego warg. Nie opiera się, przeciwnie pozwala mi na niego. Długi, delikatny i pełen czułości. Opieram się o jego ramiona, zaczynam wchodzić na kolana, posuwając go w głąb łóżka, nie przerywając go, rozkraczając się w spódniczce na jego nogach. Dopiero, gdy braknie mi tchu, odsuwam głowę.

    – Bałam się. – mówię cicho, gdy mnie obejmuje w tali, bym nie spadła z jego nóg przytulona kroczem do brzucha – Co zrobisz, co powiesz, czy uwierzysz… – nie odzywa się, pozwala mi mówić, zupełnie nie zwracając uwagi na mój głos – Myślę, że teraz Cię kocham… – czuje jego dotyk na głowie, delikatna dłoń głaszcząca kark – Chciałbyś być moim chłopakiem?

    – Nie ma w całym naszym sklepiku rzeczy słodszej od twoich warg. Nie ma oczu tak bardzo wyglądających jak gwiazdy na ciemnym niebie jak twoje. – znów ogrzewa mnie rumieniec -Kim więc byłbym, jak nie głupcem, gdybym odmówił? – uśmiecha się, nadal tak trzymając – O ile nie porzucisz mnie dla bogatszego z prawdziwą cukinią między udami, mogę być nim zawsze. – znów stykamy się wargami w pocałunku, opadając miękko w łóżko, gdy go popycham.

    To zabawne, że to zawsze on zdejmował mi bluzkę i podkoszulek pierwszy, w czasie jak się całowaliśmy, potem spódniczkę, bym siedziała na nim w samych majteczkach. Dopiero potem rozbierałam go powoli. No cóż, mężczyzna zawsze szybciej rozbiera kobietę, jak zdziera papier z prezentu. Kochanie z nim było przyjemnością, ale inną niż u normalnej pary. Nie pytał dlaczego to, po prostu nauczył się znajdować na moim ciele inne miejsca niż tylko to najważniejsze podyktowane przez płeć. Długie piórko w jego dłoniach, kostka lodu w ustach, czy same wargi potrafiły przez kolejne lata dać dość rozkoszy, by go uwielbiać. Byłam jego dziewczyną, znał moje ciało nawet lepiej niż ja. Nauczył mnie swojego ciała, bym mogła mu się odwdzięczać.

    I nawet pięć lat później od naszego poznania, pierwszego pocałunku, wciąż patrzał na mnie jak na najpiękniejszą rzecz świata. Z jednym miałam rację. Ta zabawna para Błękitnych Wróżek zrobiła ze mnie prawdziwą dziewczynkę.
    Włosy urosły długie, czarne. Nie zmieniło się dużo w rysach twarzy, ale przytycie tych dziesięciu kilogramów sprawiło, że miałam ładne ciałko. No i pod bluzeczką rysowała się wreszcie namiastka prawdziwego biustu.

    – Nie będziesz się śmiał? – pytam go łagodnym, wysokim głosem – Doktor powiedział, że ładnie się wygoiła i prawie nie ma blizn, ale nie próbowałam tam zaglądać. – mówię układając dłoń na białych majtkach – Chociaż jak już miałam największy…

    – Pamiętasz co Ci wszyscy mówili? Kocha się sercem, nie oczami – kiwam głową, opuszczając nos – No chodź, ropuszek, zobaczymy tą słodką brzoskwinkę, co ją chirurg zmajstrował. – wsuwam się do łóżka i na kolanach wsuwam do niego, ale zamiast zdjąć je, chwyta mnie za brzuch i przytula do siebie na łyżeczkę, jak zwykle śpimy – Zamknij oczy i skup się na tym, co czujesz. Nie ma podglądania! – całuje mnie w kark, łaskocząc po szyi.

    Niechętnie wykonuje polecenie. Jego dłoń wędruje po drobnych cyckach, nawet te jego są większe, ale on uważa, że są więcej, niż urocze. Dotyka ich przez materiał, posuwa dłoń niżej.

    – Drżysz. – mówi mi na ucho – Może jednak chcesz poczekać?

    – Nie. Chcę przeżyć to z tobą. – nie otwieram oczu, gryząc wargę – Proszę. – kręci palcem kreski po pępku – Marzyłam o tym, a teraz to mam. – wyciągam dłoń nad barkiem i dotykam jego twarzy – I mam też Ciebie, najcudowniejszego faceta świata. Lepszego na pierwszy raz nigdzie nie znajdę. – przekładam rękę na jego dłoń i ściskam jego długie palce

    Dłonie suną w dół, czuje jak wsuwa się pod gumkę na brzuszku. Znów się zatrzymują, lekko muskając opuszkami wzgórek łonowy. Wie, jak powinien być delikatny. Ostatnie miesiące spędzone z co rusz większymi rozpychaczami, które modelowały wnętrze były trudne i czasem, ale ostatecznie… Było tego warte. Pierwszy raz wpuszczam jego rękę w te rejony.
    Znów mnie całuje, jednocześnie wodząc palcami po moim łonie. Delikatnie rozprowadza chłodny żel, intesywnie pachnący truskawkami. Czuje jego druga dłoń na piersiach. Trze ją palcami, drażni, bawi. Chichocze cicho, gdy łaskocze mnie w pachwinę. Ale nie otwieram oczu.. Czuje, jak jego dłoń zsuwa mi majtki do kolan, ramiona obracają mnie na plecy.
    – Nie otwieraj ich. – mówi, gdy czuje jego pocałunek na udzie – Tylko czuj…
    Dotyk, irytujący i pociągający. Każdy pocałunek, który składa na moim ciele, każdy nabrany oddech czyni to wyjątkowe. Niemal jednocześnie wsuwa mi w wargi swój język, a jego palce wsuwają się przez wąską szczelinę między moimi nogami. Zaciskam uda, a on nimi porusza w moim wnętrzu. Wprawnie nimi porusza, jakby grając na gitarze. Dreszcz rozkoszy pulsuje przez ciało, im bardziej to robi. Zalewa mnie gorąco. Nie chce, by zabierał swoich ust, ani wyjmował tych palców. Nie mam słów, które by dały radę to opisać. Był to pewnie mój pierwszy orgazm, w ramionach ukochanej osoby. Prawdziwej mnie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Druga część nienajdłuższej podróży, którą przebyła Matylda odkrywając samego siebie.

    Zachęcam jak zawsze do komentowania i czytania innych serii (Wspomnienia Kota i jego sequela Właścicielka) pojawiających się również na stronie, jak i przyszłych projektów. 

    *gdyby ktoś marudził na zwyczajność, to przypomnę, że to Matylda jest posiadaczką penisa, a jej “chłopak” przeciwnie, nie posiada go he he he*

  • Maturzystka – 6.

     Część 6.

    Zeszli ze mnie po pół godzinie, a może po trzech kwadransach? Chyba, że to trwało godzinę? Straciłam rachubę czasu. Ruchali mnie dość intensywnie, a ja ze zmęczenia chyba ze dwa razy omdlałam. Nie, żebym narzekała. Nie byli brutalni, bo nie krzyczałam, ale zamęczyli mnie. Nie widziałam zegarka, więc nawet nie wiedziałam, jak długo byłam nieprzytomna. Chwilę, kilka minut? Na szczęście była woda, więc oni pili, poili mnie, kiedy chciałam i nawet polewali ciało. I cucili wodą, kiedy traciłam przytomność. Też fajny bodziec, który pobudzał na jakiś czas. Potem już tylko błagałam, żeby mnie zostawili. Pod koniec nie miałam siły, żeby stanąć na czworakach, więc ruchali, kiedy leżałam na boku. We dwóch, pojedynczo…

    Po ich wyjściu leżałam i długo odpoczywałam. Zerżnęli mnie jak kurwę, która jest droga, a zapłacili tyle, że chcą ją wyruchać ‘na zapas’, bo im szkoda takiej kwoty. Starłam spermę, która osiadła w kąciku ust. Gdyby nie strach, byłby to mój najbardziej udany seks. Nie miałam wielkiego doświadczenia, ale oni byli bardzo doświadczeni. I skorzystałam na tym!

    Ujeżdżali mnie we dwóch z dużą wprawą. Po raz pierwszy mężczyzna wszedł w mój odbyt i nie czułam nadmiernego bólu. Potem drugi. Czerpali przyjemność z rozpychania mojej pochwy i odbytu. Wręcz przedłużali te chwile, żeby napawać się nimi. Może dlatego i dla mnie nie kojarzyły się z bólem? Wymieniali się we mnie w takim tempie i z taką sprawnością, że chwilami nie wiedziałam, gdzie jest który z nich. Wiedziałam tylko, że różnili się wiekiem. Byli dobrze wyposażeni i bardzo napaleni. Pierwszy raz spółkowałam z dwoma facetami! I zaliczyłam kilka orgazmów! A przecież mojego chłopaka odstawiłam za taką propozycję. Tylko, że tutaj nikt nie pytał mnie o zdanie. Wzięli mnie, bo mieli na mnie ochotę. No, bardziej na seks niż na mnie. Wzięli więc tę, którą dostali. Zrobili ze mną wszystko, co chcieli. Zgwałcili mnie, a ja i tak miałam kilka orgazmów.

    Zastanawiałam się. Zgłosić to na policję? Ale byłam pod wpływem alkoholu w domu koleżanki z klasy. Kto mi uwierzy? One wszystkiemu zaprzeczą. Jedna przeciw tłumowi. Wypadnę bardzo wiarygodnie. A moi rodzice? Jak zareagują? Jak to przeżyją?

    W końcu nie powinnam narzekać. Było mi dobrze. Tylko bałam się ciemności. Anonimowość ma swoją cenę. No, i wzięli mnie z zaskoczenia. Tym razem ja dotkliwie doświadczyłam, jak Ewa lubi ‘bawić się’ uczuciami innych.

    *

    Wszystko mnie bolało. Tak mnie wyginali i rozciągali. I jeszcze rozpychali odbyt! Gdybym nie była tak podniecona, pewnie skończyliby znacznie wcześniej. Ale gdy pieszczoty, seks podniecają mnie, napinam się i chłopak musi bardziej starać się. Tych było dwóch, więc to mój organizm został mocniej wyeksploatowany. Takie ogiery! Gdyby chociaż te klasowe cipy uprzedziły mnie… Umyłam się, sięgnęłam po świeży ręcznik z napisem „Dla miłych gości”.

    – Już bardziej miła chyba nie mogę być – mruknęłam poirytowana. Wytarłam się dokładnie i rzuciłam go na podłogę. Prysznic wezmę w domu. Tutaj nie chciałam. Ubrałam się. Na końcu założyłam szpileczki i wyszłam z łazienki. Ruszyłam do obszernego salonu. Zakładałam, że i tak niedługo stąd wyjdę.

    Jakże się myliłam…

    – I jak sunia, masz dla mnie kasę?

    – A niby skąd? – patrzyłam na nią zdziwiona. Faceci naprawdę zmęczyli mnie. W tej chwili marzyłam tylko o jednym. Położyć się i spać. Długo!

    – Takie ogiery! Mogła mnie uprzedzić! Przynajmniej miałabym z tego znacznie większą przyjemność! – myślałam raczej zadowolona. Mimo tego z niepokojem patrzyłam na Ewą. – Co jeszcze wymyśli?

    „Szefowa”, patrząc na mnie, ze współczuciem pokiwała głową.

    – Zmęczona jesteś, co? Może mała drzemka?

    – Z wielką chęcią… – powiedziałam wbrew sobie. Wolałam jednak nie prowokować kolejnego sporu. – Jak się zbudzę, to impreza będzie dobiegać końca, a ja spokojnie wrócę do domu.

    Wanda zaprowadziła mnie do pokoju i na stoliku postawiła butelkę z jakimś płynem. Wychodząc, uśmiechnęła się z wyższością.

    – Spokojnie, bez dodatków Ewy. Nikt inny też nie szczał do tej butelki. Możesz pić bez obaw – była rozbawiona moją nieufnością.

    Otworzyłam i posmakowałam. Dobra, słodkawa. Smak zgadzał się z napisem na etykiecie. Piłam łapczywie. Odstawiłam butelkę, położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Zakręciło mi się w głowie. Nic więcej nie pamiętam.

    *

    Kiedy obudziłam się, słyszałam sporo głosów. Budziłam się powoli. Byłam jakaś taka miękka. Ciągle budziłam się. Po jakimś czasie zdecydowałam się ruszyć, ale nie mogłam. Nie mogłam?! Szarpnęłam się i dotarło do mnie. Jestem związana! To mną wstrząsnęło. Szybciej dochodziłam do siebie.

    Nawet paliło się światło, ale dziewczyny pochylone nade mną zasłaniały jego źródło. W końcu poczułam jakiś drobny ból, krzyknęłam i jeszcze niżej pochyliły się nade mną. Ściskały moje nogi. Związane ręce trzymałam za głową. Linka była przymocowana gdzieś za głową. Pewnie do nogi tapczanu.

    – Co jest, do cholery?!

    – O, sunia obudziła się – usłyszałam wesoły głos Ewy. – Ilonka, wyjaśnij jej.

    – Jesteś naszą własnością. Zaliczyło ciebie kilka osób, więc teraz tatuujemy ciebie, żeby zaznaczyć naszą własność. Nikomu ciebie nie oddamy, nie sprzedamy. A jak ktoś będzie chciał ciebie przejąć, to powiesz, że należysz do nas i pokażesz tatuaż. Jasne?

    – Co?! – próbowałam szarpnąć nogą, ale nic z tego nie wyszło. Siedziały na mnie.

    – Nie ruszaj się, bo krzywo wyjdzie. Pod kostką będziesz miała nasz tatuaż.

    Ktoś zapalił drugą lampkę. Przytrzymywało mnie sześć dziewczyn. Prawie cała grupa Ewy! 

    Moje protesty nie zdały się na nic. Na chwilę uśpiły mnie chloroformem. Potem bolała mnie głowa, ale dość szybko doszłam do siebie. Na ten wieczór miałam dość wrażeń. Instynkt podpowiadał mi, że zaproszenie nie jest całkiem bezinteresowne, ale żeby potraktować mnie aż tak… Cóż, Ewa zabawiła się moim kosztem i to wówczas, gdy dobrowolnie do niej przyszłam! No, nie całkiem dobrowolnie, bo za absencję grożono mi karami, ale jednak. Byłam wściekła na siebie za taką dziecinną naiwność. Dosłownie! Dzieciaki w przedszkolu byłyby bardziej czujne ode mnie! Żenada! Może z nimi powinnam konsultować moje pomysły? Dziewczyna z prowincji! I chyba nowy rekord naiwności. Tak się dać złapać! Gówniane zaproszenie na imprezę… Jakby tego było mało, byłam prawie bezradna, gdy planowałam jakąkolwiek formę rewanżu. Brak wsparcia, przytłaczająca przewaga przeciwnika, z ugruntowanym w szkole „pijarem”, moje doświadczenie niebezpiecznie oscylujące w granicach zera, ale za to imponująca naiwność!

    Całe szczęście, że z tych kontaktów czerpałam jakąś niewytłumaczalną, perwersyjną przyjemność, graniczącą z rozkoszą, bo inaczej skończyłoby się to głęboką depresją. W najlepszym wypadku.

    *

    Kiedy siedząc w majtkach, oglądałam tatuaż, czerwone serduszko w czarnym kwadraciku, Ewa jeszcze dobiła mnie ostatnią niespodzianką. Na zakończenie imprezy.

    – Gisia, zapłać naszemu koledze za tatuaż.

    – Ja? To chyba jakiś żart?! – byłam przekonana, że za chwilę wpadnę w szał. – Masz tupet!

    – Mnie nie interesuje, kto zapłaci, ale czekam na kasę – chłopak nie wyglądał na zadowolonego naszym sporem. Raczej niecierpliwił się.

    – Dziewczyny, to wasz pomysł. Na mnie nie liczcie – definitywnie zbierałam się do wyjścia.

    – Dziewczyny, weźcie sunię – znudzonym głosem poleciła Ewa.

    Zanim się zorientowałam cztery trzymały mnie i siłą posadziły na kanapie. Mimo stawianego oporu, znowu przegrałam, więc w końcu ściągnęły mi majtki. Półleżałam na kanapie z zablokowanymi rękoma i rozkraczonymi nogami. I z gołą cipką.

    – Proszę, twoja zapłata w naturze – Ewa wykonała do chłopaka zapraszający gest, jak gospodarz oferujący wolny stolik w restauracji.

    Oparł ręce na biodrach. Był zaskoczony. Popatrzył na nią, potem na mnie. Znowu na nią. Na twarzy coraz wyraźniej rysował się grymas niezadowolenia.

    – No, dobra – zdegustowany chłopak wzruszył ramionami – ale prośba na przyszłość: chcę gotówkę niż taką…

    – No, co ty! To żadna dziwka! Koleżanka od nas! – rozbawiona Ilona zareagowała pierwsza. Inne śmiały się cicho, rozbawione jego opinią na mój temat.

    *

    Wściekłam się. Nie dość, że gwałcą mnie, to jeszcze zasugerowały mu, że jestem dziwką?! I pewnie dawały do zrozumienia, że dam dupy za tatuaż?! Przecież widać, jak mi na nim zależało! Aż musiały mnie uśpić. Dziewczyny przytrzymały mnie. Nawet Ewa! Słyszałam trzask zamka rozpinanych spodnie. Nie chciałam. Krzyczałam, protestując, ale żadna nie zareagowała. Wiedziałam, że pokój jest wyciszony. Nie przejmowały się moimi wrzaskami. Nie puściły mnie. Chłopak już macał pochwę wilgotną dłonią. Moje drobne ruchy, tylko na tyle mogłam sobie pozwolić, nie przeszkadzały mu.

    – Nie ruszaj się! – krzyknął i dał mi siarczystego klapsa w tyłek.

    A jednak przeszkadzały. Zabolało mnie. Po chwili wszedł. Cały! I bez gumki! Tu wszyscy ruchają się bez zabezpieczeń?! Krzyknęłam i chciałam ruszyć biodrami, ale on też był silny. Domyśliłam się, że wilgotną dłoń zawdzięczał lubrykantowi. Ruchał mnie w stałym rytmie. Po pewnym czasie uderzał mocniej, a dziewczyny poluźniły chwyt. I wtedy szarpnęłam wszystkimi kończynami! Nie! Jednak dziewczyny w porę zareagowały. On też mnie przycisnął. Dziewczyny narzekały i mocno ściskały mnie, a chłopak ruchał. Chłopak, bo miał jakieś 28 lat.

    – Odwróćcie ją – polecił zasapany i wyszedł ze mnie.

    Mimo, że szarpałam się, dziewczyny sprawnie wykonały polecenie. Miały wprawę. Doświadczałam tego po raz kolejny. Szamotanina nic nie dawała, bo już leżałam na plecach. Chłopak klęczał ze sterczącym penisem i uśmiechał się. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, że przygotowały coś jeszcze. Na kostkę prawej nogi założyły mi i zapięły szeroki pasek skóry. Pociągnęły prawą rękę i prawie dotykałam stopy. Szeroki pasek skóry objął nadgarstek i też został zapięty. Puściły kończyny.

    – No, nareszcie! – westchnęłam z ulgą. I prawie natychmiast przyszło rozczarowanie.

    Obydwa paski były połączone krótkim, ale solidnym łańcuchem! Takie kajdanki. Za chwilę to samo było z lewą nogą i ręką! Dziewczyny rozbawione, ale z ulgą wycofały się z kanapy i przyglądały swojej robocie. Chłopak położył się na mnie i płynnie wszedł. W ogóle nie krępował się ich obecnością! Stęknęłam. Był spory, a właściciel agresywny. Już ruchał, opierając się na przedramionach. Nogi i ręce kołysały się w rytm jego bioder.

    *

    – Dajcie mi pobawić się suczką w samotności – polecił spokojnym tonem, patrząc w kierunku dziewczyn. Ewa z uśmiechem pokiwała głową. Powoli zaczęły wychodzić z pokoju.

    Rozpiął mi bluzkę, potem stanik i przełożył go nad głową. Zaczęłam głośno protestować, ale uderzył mnie w twarz. Szok! Zatkało mnie! Nabrałam powietrza, otworzyłam usta, żeby krzyknąć i wtedy uderzył mnie po raz drugi. Jeszcze mocniej. Już nie odważyłam się zaprotestować. Miałam łzy w oczach. Powstrzymywałam się przed płaczem. Przestraszyłam się. Coś zaniepokoiło mnie w jego głosie.

    – Wypuśćcie mnie!

    – Nie popsuj jej za bardzo. To jeszcze młoda sunia – Ewa poważnie spojrzała na niego. Mnie zignorowała.

    Obojętnie kiwnął głową. W ogóle nie przejął się jej uwagą.  

    Ruchał mnie bardzo brutalnie. Skute dłonie i nogi dodatkowo podniecały go. Ruchał w pupę, a potem wchodził w usta i dławił mnie penisem. Wbijał penisa do pochwy i kręcił moimi nogami jak wskazówkami zegara. Położył mnie na boku i na zmianę rżnął w pochwę i w odbyt. Jęczałam, krzyczałam, gdy ból był nie do zniesienia, ale jego to tylko nakręcało. Dłonią zatykał mi usta i nos, a wówczas z sadystyczną satysfakcją patrzył, jak duszę się. Wyraźnie smakował te chwile. Napawał się, wręcz sycił widokiem mojego cierpienia. Śmiał się coraz głośniej, obserwując moje bezradne próby uwolnienia się z jego uchwytu. Kiedy byłam wyczerpana i bliska utraty przytomności, nieoczekiwanie przestał mnie ruchać i spuścił się na twarz. Miał jeszcze trochę sił, więc ruchał mnie jeszcze w odbyt aż penis zaczął wiotczeć. Pomagał sobie palcami w pochwie. Gdyby nie przemoc, pewnie wyłabym z rozkoszy. Wytarł penisa w moją szyję, piersi, brzuch. Potem jeszcze użył moich majteczek i wepchnął je do pochwy. Wrócił z łazienki, zapinając spodnie.

    – Zawołam twoje koleżanki. Mała, nadajesz się do takich zabaw – był zadowolony. – Daj znać, gdybyś chciała na tym zarobić. Wiesz, gdzie mam firmę. Znajdę chętnych na ciebie. Uwierz mi na słowo, sporo facetów lubi takie młódki. I chętnie sporo zapłacą. Cześć, mała! – wyszedł, zostawiając mnie w tych kajdankach i oblepioną jego spermą.

    To był bardzo kosztowny tatuaż.

    W końcu pojawiła się Ilona, rozkuła mnie i zaczekała aż umyję się. Majteczek już nie założyłam. Dziewczyna jechała w tym samym kierunku, więc zabrała mnie ze sobą.

    – Spoko, mnie nie musisz płacić za przejazd – zażartowała sobie. Nie śmiałam się, ale ona nie przejmowała się moim milczeniem. Wysadziła prawie pod naszym blokiem. Kiedy dojechaliśmy, położyła rękę na moim kolanie, przytrzymała mnie i powiedziała:

    – Twój udział w takich imprezach może wyglądać zupełnie inaczej. Wiele zależy od twojej inicjatywy i możliwości. No, chyba że sprawia ci przyjemność, robienie za ogólnodostępne ruchadełko. Takie też są u nas mile widziane. Zresztą, widziałaś Jessicę. – Nachyliła się nade mną i niespodziewanie sięgnęła do krocza. Mocnym chwytem trzymała mnie za cipkę. – Pomyśl nad tym!

    Szarpnęłam się. Miałam dość macania na dzisiaj.

    – Spokój, suczko! Od udziału w naszych imprezach nie uciekniesz, a możesz wiele zyskać. Na razie testujemy twoją atrakcyjność i jak widzisz, dobrze bawimy się. Niezależnie od tego, co zdecydujesz, i tak czeka na ciebie jeszcze parę niespodzianek. No, a teraz zmykaj do domciu.

    – Cześć – burknęłam i wysiadłam. Byłam pewna, że Ewa kazała mnie tak nastraszyć i przetestować nastrój przed pójściem do domu. Ilona nawet nie odpowiedziała na moje pożegnanie.

    Sądziłam, że odjedzie, ale jeszcze otworzyła okno po mojej stronie:

    – Zapomniałabym przekazać polecenie. Nie przychodź w staniku do szkoły!

    *

    Przyszłam bez stanika do szkoły, a w szatni Wanda jako pierwsza sprawdziła, czy spełniłam polecenie. Jeżeli wpadałam do klasy w ostatniej chwili, to już na przerwie jedna wydelegowana podchodziła do mnie i sprawdzała, czy zastosowałam się do polecenia Ewy. Na korytarzu robiły to dość dyskretnie.

    Dzisiaj to była nasza ostatnia lekcja. Przebieramy się w szatni po wf-ie. Akurat na tej lekcji brak stanika mi nie przeszkadzał. Nachyliłam się nad torbą, stojąc tyłem do grupy. Mój błąd. Słyszałam jakieś głupie żarty o wystawionej pupie jako propozycji. Głośny śmiech. Udawałam, że nic nie słyszę. Już ignorowałam takie zaczepki. Zresztą, ten rodzaj zaczepek dotyczył wielu dziewcząt w szatni i wszystkie śmiały się z tych tekstów albo lekceważyły.

    Nagle zarzuciły mi coś na głowę! Chyba worek z nieprzezroczystej tkaniny. Podniosłam ręce, żeby zdjąć to ‘coś’. I wtedy dwie dziewczyny chwyciły mnie za ręce! Szarpałam się, ale wiedziałam, że przegrałam. Zrobił się spory tłok. Krzyczałam, żeby mnie puściły. Któraś trzymała mnie za głowę, a inna wepchnęła mi jakąś zwiniętą szmatę w usta. Skarpetki po wf-ie? Może. Nie potrafiłam jej wypluć. Potem naciągnęły koszulkę na głowę i podciągnęły stanik. Dziewczyny trzymały mnie za ręce i w końcu wykręciły je. Jęczałam z bólu, ale prawie w ogóle nie było tego słychać! Czyjeś ręce szarpnęły moje spodenki i majtki. Wykręcałam biodra, ale to także nic nie dało. Kiedy ściągnęły mi spodenki do kolan, próbowałam kopać na oślep, ale te dwie wykręciły mocniej ręce i znieruchomiałam z bólu. Opanowały mnie.

    Jakaś dziewczyna nadepnęła na spodenki i majtki, ściągając je do kostek. I przykryła dłonią moje krocze… Usłyszałam wybuch śmiechu i oklaski. Nie miałam pojęcia, która mnie obmacywała. Spróbowałam cofnąć biodra i wtedy dziewczyny przycisnęły mnie do ściany. Od razu gwałtownie odsunęłam się. Ściana była zbyt zimna. Wybuch śmiechu. I czyjaś dłoń łapie mnie za pierś, inna za drugą. Nie mogę nawet szarpnąć ciałem, bo dziewczyny zbyt mocno wykręciły ręce. Wraca dłoń, która macała mnie po kroczu. Nie wiem, czyja, ale czuję te same perfumy. Znowu depcze moje spodenki i majtki. W milczeniu ugniata łechtaczkę. Robi to dość brutalnie. Nie mogę bronić się! Wszystkie dobrze bawią się, oglądając macanie moich piersi i łechtaczki. Padają chamskie komentarze. Obserwatorki licytują się na wulgarne propozycje, co jeszcze ze mną zrobić:

    – Wsadź jej szpilkę do dupy!

    – Pociągnijcie za cycki aż padnie ryjem na posadzkę!

    – Dziewczyny! A może dać jej czyjąś dupę do wylizania? Po co marnować papier w toalecie? – ryk śmiechu i oklaski.

    Aż boję się, co będzie dalej. Potulnie stoję, trzymana za wykręcone ręce, czekając na dalszy ciąg.

    – Wyruchaj szpilką!

    – Laski! Laski, słuchajcie! Jednak któraś powinna wyruchać jej dupę! Inaczej trudno będzie jej  używać.

    – Ale nadal jest taka harda. Zanosi się, że będziemy miały switchkę w swoim gronie…

    Skąd u nich taka nienawiść wobec mnie?! Dziewczyna wpycha palec do pochwy. Wycofanie bioder nie pomaga. Pcha mnie palcem tak mocno, że wpadam plecami na ścianę. I przy dopingu widzów zaczyna mnie ruchać dwoma palcami! Teraz inna ręka chwyta moją pierś. Pieszczoty nie są już łagodne. Dłoń chwyta brodawkę i zaczyna ją ściskać, wykręcać. Raz wolniej, raz szybciej. Drżę i kręcę głową, sygnalizując ból, ale nikt nie zwraca uwagi. Moje reakcje bawią, więc dłoń coraz intensywniej wykręca brodawkę z sutkiem, żeby patrzeć, jak wiję się z bólu. Druga dłoń ociera się o moje udo i juuużżż druga dziewczyna wpycha palec do mojej pochwy… Ruchają mnie dwie dziewczyny! Rozbawienie widzów sięga szczytu, szczególnie kiedy uginam nogi, żeby sprowokować głębszą penetrację.

    *

    Znowu słyszę wulgarne żary. A ja uodparniam się na gadaninę, żarty i potrafię czerpać satysfakcję z tego anonimowego ruchania. Zwłaszcza, że dłoń brutalnie ściskająca brodawkę zaczyna łagodnie macać pierś. A może to inna osoba? Nieważne. Uciska, głaszcze, pociera, muska moją pierś. Robi to całą powierzchnią dłoni, jednym, albo kilkoma palcami. I robi to tak… trafnie. Drugą pierś maca inna dziewczyna. W szatni robi się znacznie ciszej. Niektóre dziewczyny chyba śmieją się ze mnie, ale dla mnie jest to obojętne. Paluszki w pochwie robią swoje i już jestem bardzo podniecona. Nie tonuję, nie hamuję swoich reakcji. Nie wstydzę się moich reakcji, jestem coraz głośniejsza i nie chcę, żeby przerwały. Świetnie mi dogadzają. Publiczność prawie milknie. Jęczę, stękam, wydaję urywane, chrapliwe dźwięki tłumione prze szmatę w ustach. Szatnia milknie. Chyba wszystkie patrzą. Czasami słyszę pojedynczy chichot. Któraś w pochwie zaczyna brutalnie ruchać mnie. Och, jest mi tak dobrze… Wydaję z siebie jakieś rzężenia. Pochylam się, ale dziewczyny, które wykręcaj mi ręce, podtrzymują mnie. Nie docierają do mnie żadne komentarze. Dochodzę! Rozkosz ogarnia całe ciało. Wyję głośno, ale i tak niewiele słychać. Mam odlot. Wpadam w stan takiej błogości… Ale jakiej! Szumi mi w głowie. Nikogo i niczego nie słyszę. Obie dziewczyny wysuwają mokre palce. Na moment chyba tracę przytomność.

    Kiedy dochodzę do siebie, ciężko oddycham. Zrywam worek z głowy, ściągam koszulkę. Siedzę na ławeczce. Nie pamiętam, kiedy usiadłam. Pomogły mi usiąść? Też nie pamiętam. Nogi mam rozrzucone, majtki i spodenki zrolowane na wysokości kostek. Obnażona cipka jest dobrze widoczna, bo przecież podciągnęły mi koszulkę i stanik. W zasadzie siedzę naga.

    Jest inaczej. Dopiero po chwili spokojnie analizuję sytuację.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Urodzinowa niespodzianka

    Nic szczególnego nie zapowiadało się w życiu Agnieszki. Ot, kolejny dzień, praca, dom, zajmowanie się sobą. Właśnie, sobą. Niestety, los nie był dla niej łaskawy. Najukochańszy mąż, jedyny facet którego szczerze kochała zmarł niespodziewanie. Był to dla niej ogromny cios. Dla niej i dla ich córki, Kingi. Nie miały nikogo poza sobą. Czas płynął, rany się goiły, ale dla Agnieszki nic się nie zmieniało. Wciąż kochała swojego męża. Wciąż była sama. I nie przez to, żeby była nieatrakcyjna czy po prostu zrażała do siebie ludzi. Problemem było co innego. Czuła się w jakiś sposób zobowiązana. Inna sprawa, że brakowało jej intymności, seksu. Odcinała się od tego, pracując, zajmując się swoimi pasjami. Kilkukrotnie nawet spotykała się z facetami, ale nijak nie udawało jej się z nimi na dłuższą metę.

     

    Zbliżały się jej 42 urodziny. I nawet na te swoje lata, nie raz zdarzało się, że gdy była gdzieś z córką, ludzie myśleli, że jest starszą siostrą. Ich relacja faktycznie tak mogła wyglądać. Zażyła i mocna. Prawie dzieliły się wszystkimi tajemnicami. Z tym dużym naciskiem na prawie. Agnieszka prowadziła dziennik. Zapisywała tam wszelkie swoje myśli, fantazje, marzenia. Zawierały one praktycznie każdy aspekt jej życia. Kinga nie miała do niego dostępu, przynajmniej do czasu. Kiedyś udało jej się podejrzeć gdzie mama chowa swój dziennik i klucz do niego. Zżerana ciekawością zaczęła go przeglądać. Dowiedziała się o wielu nudnych aspektach jej życia. Kilku ciekawych o jej ojcu. W każdym wpisie o nim widziała jak wiele dla niej znaczył. Ba, dalej był jej numerem jeden. Inna sprawa, że znalazła też kilka jej fantazji, dotyczących seksu. Czytała je z wypiekami na twarzy, mimo, że Agnieszka w kilku miejscach zaznaczała, że to tylko fantazje, jej córka wpadła na ciekawy pomysł. W końcu jej matka też jest kobietą i należy się jej coś od życia. Męża nie ma już 12 lat, ona małym dzieckiem też nie jest, w końcu prawie 22 lata, jednak nie spodziewała się takich wyznań. Z drugiej strony, nie powinna ich czytać.

     

    Życie towarzyskie Agnieszki ograniczało się do sporadycznych wyjść ze swoimi koleżankami. Bywały w klubach, barach czy nawet urządzały domówki z popijawką w tle. Choć to była jedyna rozrywka, nie potrzebowała ona niczego więcej. No prawie…

     

    Zbliżały się jej urodziny. Kinga zorganizowała niewielką posiadówkę w domu, zapraszając koleżanki mamy na imprezę. Co więcej, koleżanki należały raczej do tych frywolnych. Propozycja jaka padła ze strony Kingi nieco je zaskoczyła, ale podłapały ten temat.

     

    -Słuchajcie – zaczęła Kinga gdy spotkała się z nimi w kawiarni – Mama jest sama i widzicie też, że jej to doskwiera. Jednak ma jakieś dziwne poczucie lojalności i nijak sobie nie pozwala ulżyć. Stąd też mam pewien pomysł.

     

    -Wiesz, to chyba nie poczucie lojalności, tylko tęsknota. Jednak jestem ciekawa co tam masz na myśli. -Stwierdziła zaciekawiona Dominika, najbliższa i najbardziej oderwana od rzeczywistości koleżanka Agnieszki.

     

    -Może tak, może nie. Co innego, że nadal jest kobietą tak? Która ma swoje potrzeby. Nawet fantazje! – mówiła nieco kpiąc – I to właśnie mam zamiar zrobić. Spełnić jej fantazję.

     

    -Dobrałaś się do jej pamiętniczka co? O ty mała spryciulo! Od dawna mnie korciło co ona tam skrobie! Dalej! Mów co tam znalazłaś. – Zainteresowała się znów Dominika. Dwie pozostałe słuchały jak w transie.

     

    Pokrótce Kinga opowiedziała o tym co tam znalazła, o tym co pisała jej matka. I najważniejsze, o jej skrytych fantazjach.

     

    -Znalazłam takie wspominki. O tym, że ma ochotę i chęć sprawdzić jak to jest uprawiać seks z czarnoskórym facetem. Niby nic ciekawego, ale dla niej jak najbardziej. I tu mój pomysł się narodził. Tyle czasu sama, na pewno brakuje jej bliskości. Co tam bliskości nawet samego dobrego bzykania.

     

    Mówiła cicho, tak żeby nikt nie usłyszał. Mimo późnej pory, w kawiarni wciąż przebywało kilka osób.

     

    -I co niby chcesz zrobić? Wyślesz ją do afryki? – Drwiąc zapytała Monika, siedząca obok Dominiki.

    -Oj głupia! – Ta ją trąciła w ramię – Przecież są agencje! Takie gdzie wynajmujesz faceta. Coś jak męska prostytutka! Na pewno mają gdzieś hebanowych kochasiów. Powiedz Kinga, masz coś w tym celu opracowane?

     

    Kinga dumnie siedząc jedynie pokiwała głową.

     

    -Pewnie, że mam. Upatrzyłam już nawet jednego. I wydaje mi się, że mamie się spodoba. Wysoki, dobrze zbudowany, ponoć obdarzony hojnie i do tego ekskluzywny.

     

    -Ha! Chyba tobie też się spodobał co? A co na to Paweł?

     

    -Nie ukrywam, że wyglądał na przystojnego, ale ja mam faceta i mi wystarczy. Tu chodzi o moją mamę. Chcę żeby była spełniona. Żeby poczuła się kobietą. Same to dobrze widzicie, że ona by coś chciała, ale jakaś taka wycofana jest. A tu postawimy ją przed faktem dokonanym.

     

    -A jak się nie zgodzi? Odmówi to co? Bo mówisz nam o tym, żebyśmy się złożyły na to tak? – Dopytywała dotąd cicha Sylwia. -Tak w ogóle to ile on sobie liczy?

     

    -Cóż..to jest chyba największy problem. Takie “wypożyczenie go” na noc to koszt rzędu 1000zł. Nie jestem w stanie tyle wyłożyć sama, mimo, że kocham mamę nad życie i chcę dla niej jak najlepiej.

     

    -A tym się nie przejmuj mała. Coś się wykombinuje. Cztery jesteśmy, zrzutkę zrobimy i wyjdzie okej. Spróbuj nas umówić na jakąś wstępną rozmowę z nim.

     

    Ustaliły poszczególne rzeczy i udały się do domów. Kinga przez cały czas zadowolona z siebie chodziła po domu rozpromieniona.

     

    -A ty co taka ucieszona ciągle co? – Dopytywała Agnieszka – Coś się stało?

     

    -Nie, nic takiego. Po prostu mam dobry humor.

     

    I tak Agnieszka wiedziała, że coś się kroi. Jednak po głowie chodził jej raczej urodzinowy tort i niewielka impreza w gronie znajomych. Nie chciała dociekać. Mimo dziwnych spojrzeń swojej córki.

     

    -Oj na pewno mu się będzie podobała. Przecież to atrakcyjna babka. Z resztą nawet moi koledzy nie raz wlepiali w nią gały. Trochę to obleśne z ich strony, ale trudno się im dziwić. – Myślała sobie Kinga.

     

    Geny były łaskawe bo odziedziczyła urodę po swojej mamie. Ta była średniego wzrostu blondynką, o nieziemsko niebieskich oczach, wyjątkowo podkreślających jej uroczą twarz. Ciepłą i radosną prawie zawsze. Z idealną figurą, zarysowaną, wciętą talią, krągłym tyłkiem, zgrabnymi nogami. Jej piersi również były prawie, że idealne. Nie za duże, nie za małe. Nadal jędrne i kuszące. Dla Kingi była wzorem. Nie z powodu wyglądu, ale z tego jaka była. Zawsze otwarta na ludzi, przekazywała jej wiele ze swoich poglądów, zwykłym postępowaniem. Ojca pamiętała doskonale. Uśmiecha gościł na ich twarzach, kochali się jak mało kto. Dlatego też nie mogła patrzeć jak umartwia się i nie korzysta z życia mimo, że może i to jeszcze jak!

     

    Następnego dnia Kinga zadzwoniła do agencji i po kilku minutach udało jej się ustawić na rozmowę z facetem którego widziała w ogłoszeniu. Nazywał się Marcus Roberts, pochodził z USA, a w Polsce mieszkał od kilku lat. W sumie młody facet, 25 lat, wysoki, ciało wyrzeźbione, przystojny. Na spotkanie przyszły też koleżanki Agnieszki. Spotkali się na parkingu niedaleko agencji.

     

    -Drogie panie, sprawa jest dość prosta. Rozumiem, że mam być niespodzianką. Z tego co mówiła mi ta młoda dama, mam zająć się jej mamą. Nie przeszkadza mi to absolutnie, choć przyznaję, że to dość…hm..niecodzienne. Polacy raczej nie są tak wolni pod względem spraw łóżkowych.

     

    -A odnośnie ceny? – Zapytała wprost Monika – Bo to trochę dużo.

     

    -Haha, no tak. Jako, że cel szczytny, to dam wam zniżkę. 700zł i jestem wasz. Oczywiście, jeśli dojdzie do zbliżenia. Gwarantuje wam, że jeśli pani Agnieszka odmówi, dostajecie zwrot, przynajmniej częściowy. Biorę 100 jeśli nic się nie stanie. Za dojazd i czas. Rozumiecie chyba.

     

    Wszystkie pokiwały głowami. Widać było, że mają na niego ochotę, ale jak na mężatki przystało, nie wypadało tego okazywać.

     

    -Okej, to mamy ustalone. Kasę możecie zostawić teraz, albo po. Choć wolę teraz. Potem może nie być czasu.

     

    Dominika była jednak ciekawa co jest w ofercie Marcusa

     

    -Słuchaj piękny, a co w ogóle z tobą można?

     

    -O to już zależy od kobiety. Mogę być dominujący, uległy, ostry lub czuły. Niczego się nie boję ani nie wstydzę. W końcu mam zapewniać rozrywkę. Nie wiem czy to dla was ważne, ale jestem też bezpłodny. Więc spokojnie można się ze mną kochać bez zabezpieczeń. No, oczywiście dochodzą do tego ryzyka chorób, ale badam się regularnie, więc spokojnie. Mogę wam pokazać zaświadczenia. Wymóg pracy w agencji.

     

    -Wiesz co, moja mama raczej jest spokojną kobietą. Nie wiem jak się zachowuje w łóżku, ale w końcu się na tym znasz najlepiej prawda?

     

    -Dopasowuje się. Rozmowa też jest ważna. Postaram się zrobić co w mojej mocy, żeby była zadowolona. Wybacz pytanie, ale co na to twój ojciec?

     

    -Akurat mój tata nie żyje. A mama była z nim wyjątkowo związana. Stąd też ten nasz plan. Nie ma nikogo, żadnej intymności. Widać po niej, że brakuje jej tej bliskości. No jest jeszcze ten jej pamiętnik, dziennik. W którym to właśnie napisała, że chciałaby sprawdzić jak to jest z czarnoskórym.

     

    Marcus zaśmiał się i pokiwał głową.

     

    -Okej, widzimy się w przyszłą sobotę. Wpadnę chwilę wcześniej. Zadzwonię do którejś, żeby mnie wpuścić.

     

    Tydzień który musiał upłynąć do imprezy niespodzianki był nieznośny. Kinga nie mogła się doczekać aż zobaczy minę swojej mamy. Z resztą koleżanki też.

     

    W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień. Agnieszka ubrała się ładnie, zakładając sukienkę, białą, zakrywającą nieco jej uda. Przez kilka godzin świetnie bawiła się w gronie przyjaciółek i córki. W pewnym momencie Kinga dostała telefon. Wyszła i wróciła po kilku minutach.

     

    -Mamo, mamy dla ciebie niespodziankę. Może trochę cię zaskoczyć, ale to ma być zabawa, więc daj się ponieść fantazji! – powiedziała z uśmieszkiem.

     

    Agnieszka siedziała na kanapie uśmiechnięta, oczekując co się zaraz wydarzy. Spodziewała się tortu. Tu do pokoju wchodzi, wysoki, w dodatku nagi mężczyzna, czarnoskóry, z dużą czerwoną kokardą na penisie. Jeszcze bez wzwodu, ale widać, że jest duży. Pierwszą reakcją Agnieszki było głośne westchnięcie i zakrycie ust dłońmi.

     

    -Co to ma być?! Kinga! Dlaczego on jest goły! Rany boskie! Dziewczyno…Wy o tym wiedziałyście? – Agnieszka z niedowierzaniem patrzyła na to co się dzieje. Marcus milczał.

     

    -Spokojnie, to po prostu zwykła zabawa. Widziałam twój notatnik. Widziałam też twoje skryte fantazje.

     

    -O nie! Jak śmiałaś! To mój prywatny dziennik! Mam tam najskrytsze myśli! Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś! – Wykrzykiwała

     

    Jednak jej wzrok co i rusz uciekał na krocze Marcusa. Nie mogła się temu oprzeć. Wciąż po głowie chodziły jej mętne myśli, ale nagabywanie przez córkę i koleżanki sprawiało, że chciała spróbować.

     

    -Aga, daj spokój. To ma być dla ciebie rozrywka. Przecież od dawna nikogo nie miałaś. A tu masz jednocześnie fajnego faceta i w dodatku spełnisz swoją zachciankę. – Nagabywała Dominika.

     

    Po Agnieszce widać było, że coraz bardziej ulega tej myśli. Marcus to wyczuł i podchodził pomału. Stojąc przed nią powiedział tylko jedno słowo.

     

    -Pociągnij…

     

    Chodziło mu oczywiście o wstęgę. Ta spadła i jego kutas wisiał przed Agnieszką swobodnie.

     

    -Och..niech wam będzie! Ale nikomu ani słowa! Jasne?

     

    Wszyscy pokiwali zgodnie. Agnieszka wzięła w dłoń jego fiuta i uniosła nieco. Nachyliła się i wzięła do ust. Patrząc w górę. Marcus się jedynie uśmiechnął. Delikatnie zaczęła ssać. Kinga była pod wrażeniem. Mimo, że wiedziała co robi, widok swojej matki robiącej laskę nieco ją wzburzył.

     

    -Może pójdziecie na górę do sypialni co? Tam będzie wygodniej.

     

    Marcus zabrał jej kutasa z ust i chwycił w ramiona. Zaniósł ją na górę. Agnieszka chichotała cały czas. Uległa jego czarowi. Jak nastolatka. Kinga usiadła z koleżankami mamy i nieco się podśmiewała razem z nimi.

     

    Marcus zaniósł Agnieszkę do pokoju i położył na łóżku.

     

    -Agnieszko, będę mówił ci po imieniu. Możemy robić co tylko zechcesz. Widziałem już, że masz ochotę i chęci. Więc jeśli coś chodzi ci po głowie to mów śmiało. Spełnię twoje zachcianki z przyjemnością.

     

    -Trochę jestem zestresowana, ale rozumiem. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Jesteś bardzo przystojny..Marcus tak?

     

    -Zgadza się. Mogę pomóc ci się rozluźnić. Zdejmij sukienkę proszę.

     

    Zrobiła to bez słowa. Zdjęła też biustonosz i majtki. Posadził ją na łóżku i lekko pchnął dalej. Rozchylił jej nogi i zaczął lizać. Jedną położył sobie na plecach. Jego język najpierw delikatnie muskał jej wargi, potem coraz śmielej zagłębiał się w jej gorącą cipkę. Wiedziała, że zrobi się wilgotna. Ale nie spodziewała się, że tak szybko. Opadła na łóżko oddając się przyjemności. Oddychała miarowo, ale szybko. Co chwilę pojękując nieco z przyjemności. Z każdą sekundą Marcus stawał się bardziej natarczywy. Wbijał w nią język, wirował nim. W końcu dodał też palce. Dziko nimi ruszając, penetrował jej delikatną różową cipkę, wwiercając swój długi język, zapewniając jej nie lada przyjemność. Czuła i widziała jak jej sutki twardnieją. Od tej zabawy zaczynała dochodzić. Sama w to nie wierzyła, ale udało mu się doprowadzić ją do orgazmu samym językiem i palcami. Ścisnęła mu głowę nogami i zawyła dziko. Chwile potem opadając nogami na podłogę i dysząc.

     

    -Jesteś niesamowity! Coś takiego mnie jeszcze nie spotkało! – Powiedziała i uniosła się na łokciach.

     

    Marcus zawołał ją palcem i wskazał na swojego już sterczącego członka. Uklęknęła przed nim i wyciągając ręce w górę, dotykała jego umięśnionego brzucha, klatki piersiowej. On założył ręce za głowę i patrzył na nią. Jego kutas powoli znikał w ustach Agnieszki. Coraz śmielej ruszała głową. Dał jej swobodę. Dopasowywała się do jego rozmiaru. Lekko się dławiąc od czasu do czasu. Nic na siłę. Śliniąc się przy tym obficie, siorbiąc i mrucząc. Nie wiedzieli, że za drzwiami stoi gromadka ciekawskich psiapsiółek. Lekko uchyliły drzwi i przyglądały się jak się bawi.

     

    -I co ty na to Kinguś? Twoja mama zabawia się na twoich oczach. Zobacz jak chętnie obciąga. Nie przeszkadza ci to? – Droczyła się Dominika

     

    -A co? Zazdrościsz? Że nie masz takiej córki jak ona? -Odgryzła się od razu Kinga.

     

    Marcus dłonią lekko pchnął Agnieszkę niżej. Dając jej znak, żeby zajęła się jego jądrami. Ta posłusznie się opuściła i wzięła jedno do ust, ssąc i odciągając głowę do tyłu. Spodobało mu się to. Sam zaczął jęczeć. Jego kutas drgał i lekko już się “ślinił” nad jej twarzą. Złapała go dłonią i masowała bardzo szybko. Powoli całowała jego członka, unosząc się nieco, przechodząc pocałunkami po jego brzuchu, doszła do sutków. Lekko je przygryzła i polizała. Oderwała się na chwilę i trzymając jego członka cały czas w dłoni zapytała patrząc mu w oczy.

     

    -Pocałujesz mnie? Czy to poza twoimi usługami?

     

    Nie odpowiedział. Po prostu ją pocałował. Ich języki wiły się coraz bardziej. Ona dotykała jego ciała, on jej. Złapał ją za pośladki i dał klapsa. Jęknęła nieco. Masując swoją cipkę usiadła na krawędzi łóżka i wsunęła się po chwili dalej. Rozłożyła nogi i wyszeptała.

     

    -Wejdź we mnie. Potrzebuje tego bardziej niż myślałam. Błagam.

     

    Jej ostatnie słowo lekko rozśmieszyło Marcusa. Nie spodziewał się, że w ogóle się zgodzi gdy tylko ją zobaczył. Dojrzała i ustatkowana. Zarobię stówę pomyślał. A tu taka niespodzianka. Ta urocza kobieta błaga go o to, żeby ją przeleciał.

     

    Chwycił ją pod ramiona i podciągnął jeszcze dalej. Wszedł na łóżko i usadowił się nad nią. Wsunął się delikatnie w nią i patrzył jej w oczy. Aż błyszczały z podniecenia. Zarzucił sobie jej nogi na ramiona i docisnął mocno. Krzyknęła, nogi zaczęły drżeć. Dyszała głośno. Żeby ją stłumić nieco, pocałował ją znowu. Ruszając biodrami rytmicznie i delikatnie, wchodził w nią pomału. Dziewczyny cały czas obserwowały ich miłosne igraszki. Widziały jak przyspiesza, jak jego wielki fiut penetruje Agnieszkę, dając jej niezapomniane przeżycia. Po kilku minutach zszedł z niej i położył się obok uśmiechając się zalotnie. Agnieszka wygięła się lekko i złapała jego członka w dłoń, nachylając nad nim i znów obciągając. Trzymał blond włosy gdy robiła mu dobrze ustami. Wiedziała jak się nim zająć. Masowała cały czas jego nabrzmiałe jądra. Zerknął na jej pupę i znów dał klapsa.

     

    -Pora żebyś mnie dosiadła. Pokaż co potrafisz kochana. Wpraw te cycki w ruch.

     

    Zaśmiała się jedynie przyjaźnie i z uśmiechem go okraczyła, powoli opuszczając się na jego kutasa. Nakierowała go w swoją cipkę i pomału zaczęła podskakiwać. Coraz szybciej i mocniej. W końcu z każdym jej skokiem, było słychać głośne klapnięcie gdy opadała na jego krocze. Przerywane było to krótkimi urywanymi oddechami i jękami. Marcus leżał z rękoma za głową i obserwował jak się bawi. Widać było, że sprawia jej to przyjemność. Złapał ją w pewnym momencie za piersi i ścisnął mocno, pociągając do siebie. Lekko uniósł biodra i zaczął wbijać się w nią z niewiarygodną prędkością. Oparła ręce za jego głową i oddała się przyjemności.

     

    -O ranyyy..Tak..nie przestawaj! Ani na moment! – Wyjęczała.

     

    Zamknęła oczy i po chwili wstrzymania oddechy wydarła się tak głośno, że dziewczyny za drzwiami aż odskoczyły. Nie spodziewały się tego. Marcus przyssał się do jednej piersi i przygryzał jej sutka. To przelało czarę, a Agnieszka w spazmatycznych ruchach znów doznała orgazmu. Drugi raz. A on nawet razu. Nie myślała o tym, po prostu znów opadła na łóżko, lekko wymęczona, na brzuch. Uniósł się i przesunął do jej nóg. Chwycił ją za stopy i lekko zaczął całować podeszwy. Pomalutku, każdy centymetr. Ssał i lizał jej palce gdy ona dochodziła do siebie. Przesuwał się po jej nogach coraz wyżej, docierając do pośladków. Spokojnie polizał jeden, potem drugi. Lekko rozchylił je i zaczął lizać rowek.

     

    -Jejku..ja..Dobra. Niech będzie. W sumie to okej. Tak, może być! – mamrotała jakby chciała się sama przekonać.

     

    Marcus lekko się ociągał, chcąc ją jeszcze bardziej podręczyć. Ale w końcu zaczął lizać jej gorący rowek. Złapała za pościel i co jakiś czas powtarzała “O tak.. O tak”. Kończąc, dał jej klapsa i położył się na niej, szepcząc nad jej uchem.

     

    -A co powiesz, żebym tam też wszedł? I to nie tak ładnie jak w twoją gorącą pizdę. Co ty na to?

     

    Agnieszka zgięła nogi w kolanach, czuła jak jego główka napiera na jej tyłek. Z lekko drżącym głosem odpowiedziała.

     

    -Nawet nie pamiętam kiedy to robiłam. Ale…zdam się na ciebie. Zrób to!

     

    Skończyła zdanie, a Marcus wepchnął się mocno i brutalnie w jej odbyt, po same jądra. Wydarła się i ścisnęła mocniej pościel w dłoniach. Łza zakręciła się w jej oczach. Ból jednak szybko ustąpił dzikiej przyjemności. Kinga widząc to, zakryła usta i wstrzymała oddech. Wystraszyła się, że zrobi jej krzywdę. Ale coraz to bardziej przeciągłe i podobne do poprzednich jęki rozwiały te wątpliwości. Marcus bez litości wbijał się w ciasny tyłek Agnieszki, który z każdym ruchem bardziej przyzwyczajał się do jego rozmiaru. Jej nogi kołysały się w rytm jego ruchów. Złapał ją pod piersi i ściskał je przez chwilę. Potem wyrwał ją z łóżka i na stojąco, trzymając ją pod kolanami, unosił i opuszczał na swojego kutasa. Co więcej skierował ją wprost w stronę drzwi. Dziewczyny doskonale widziały ją, doświadczającą najlepszego seksu analnego jaki miała do tej pory. Cała czerwona na twarzy, dysząca i rozkoszująca się tymi zabawami.

     

    Kilka minut takiego podrzucania zmęczyło jednak i Marcusa. Położył Agnieszkę na łóżku, po czym usiadł obok.

     

    -Jak tam Agnieszko? Masz dosyć? Bo jeszcze nie skończyliśmy.

    -Skądże znowu. Mam nadal ochotę! – Prawie krzyknęła.

     

    Wstała i nachyliła się między jego nogami. Usiadła, on nakierował swojego fiuta na jej cipkę. Zaczęła go ujeżdżać. W pewnym momencie chwycił ją mocno i wyrzucił jej nogi do góry. Tak, że siedziała na jego podbrzuszu, z cipką ściśniętą nieco i wielkim fiutem w niej. Znów lekko uniósł biodra i zaczął posuwać ją z niesamowitą prędkością. Jej nogi kołysały się, ale trzymał je cały czas wysoko. Zgięta prawie w pół, w nieco niewygodnej pozycji, znów była bliska orgazmu. Jednak kilka chwil wystarczyło, by i Marcus doznał ekstazy. Wbił się raz o wiele mocniej, trzymając kutasa głęboko w Agnieszce. Ta zdziwiona jęknęła, czując jak spuszcza się w jej cipce.

     

    -O taaak…Taaak! – wyjęczał Marcus

     

    Zaczęła się wyrywać. Nie do końca jej o to chodziło.

     

    -Zgłupiałeś?! – Z wyrzutem krzyknęła opadając na podłogę. -W ogóle dałam się ponieść! I bez prezerwatywy!

     

    -Spokojnie, Agnieszko. Jestem bezpłodny! A jeśli chodzi o choroby, badamy się cały czas. Jestem czysty, twoje koleżanki o tym wiedzą.

     

    Nieco to uspokoiło Agnieszkę. Jednak nadal siedziała na podłodze.

     

    -Twoja córka opowiadała mi nieco o twoim mężu. Przykro mi z tego powodu. Ale nie powinnaś zamykać się na ludzi. Intymność to też ważna sprawa. Sama widzisz po dzisiejszym dniu.

     

    -Wiem. Ale mój mąż był najwspanialszym facetem jakiego poznałam. Nie tylko mówię tu o seksie, bo w łóżku był świetny, ale też jako osoba. Złoty człowiek. Po prostu nie trafił mi się nikt, kto choćby w połowie mi go przypominał.

     

    -A ja? Przypominam go? Czy po prostu zaryzykowałaś.

     

    -Zaryzykowałam. Jak na to inaczej spojrzeć, wiem, że chciał żebym kogoś sobie znalazła. Ale czułam, się z tym źle.

     

    -Pamiętaj, obiecywaliście sobie bycie razem do śmierci. Wywiązałaś się z tej przysięgi.

     

    -Masz rację. Czy…czy mogę cię o coś zapytać?

     

    -Śmiało.

     

    -Chciałabym spróbować…skoro już tu jesteś…wiesz co to rimming prawda? Z resztą zrobiłeś to ze mną.

     

    Marcus zaśmiał się i odwrócił do niej tyłem, lekko się pochylając. Agnieszka rozchyliła jego pośladki i z dozą chęci zaczęła lizać jego rowek. Po chwili puściła pośladki i rękoma zaczęła masować jeszcze nieco mokrego od spermy fiuta. Jęczała i lizała jak szalona, coraz mocniej śliniąc jego tyłek. Spluwała co jakiś czas i rozprowadzała dookoła językiem. Marcus pojękiwał oddając się teraz samemu przyjemności.

     

    Za drzwiami zapanowało lekkie zdziwienie.

     

    -Zobacz..Jaka wyuzdana pani. Kinga, dostaniesz dziś fajnego buziaka na dobranoc od mamy. Widzisz jak łapczywie liże mu dupę? Taka ułożona a chapie mu poślady aż miło. – Znów zadrwiła Dominika.

     

    -Proszę cię..-Zreflektowała się Kinga – Gdybyś tam była, to byś mu ssała ten tyłek non stop. Przestań gadać i zbierajmy się bo kończą chyba.

     

    Nie myliła się. Agnieszka przestała się bawić i pomału się ubierała. Okazało się, że Marcus miał ubrania obok jej łóżka.

     

    -Teraz chyba jesteś już wolna od swoich ograniczeń co?

     

    -Nie-e. Nie jestem. To było miłe, dziękuje ci za ten wieczór, ale mimo wszystko, wolę zostać sobie taką szarą kobietą, która trzyma się swoich zasad i priorytetów.

     

    Pocałował ją w policzek i dodał:

     

    -To miłe. Bardzo miłe. Musiał być z niego faktycznie nieziemski facet. W razie byś chciała się spotkać, dzwoń śmiało. Na pewno dam ci zniżkę.

     

    -Aż tak bogata nie jestem, żeby sobie na to pozwolić.

     

    -Nikt nie mówi, że musisz to robić codziennie. Poodkładaj kasę, poczekaj aż znów będziesz miała chęć. Wtedy się odezwij. No, chyba, że będziesz miała znowu takie cudowne urodziny i koleżanki ci coś zafundują.

     

    -Tak, koleżanki i córka.

     

    -Tak myślałem. Urodę odziedziczyła po mamie. Trzymaj się. I miłego wieczoru.

     

    Marcus wyszedł pierwszy. Pożegnał się z pozostałymi paniami i zamknął za sobą drzwi. Była godzina około 3 w nocy. Agnieszka zeszła ubrana w swoją sukienkę, nieco potarmoszona, z rozczochranymi włosami.

     

    -Dziewczyny, jestem wam naprawdę wdzięczna. To było coś wspaniałego.

     

    -Widzisz? A tak się wzbraniałaś. To kiedy powtórka? – Dopytywała Dominika.

    -Na pewno nie szybko. To było dość…głębokie doświadczenie.

    -Ale nic nie wykluczasz? – dorzuciła lekko zadziornie Sylwia

    -Nie…nie wykluczam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    intensive killer

    Taki…come back.

  • Grupowe zabawy cz. II

    Dostałem wiadomość w piątek, że mam się porządnie wygolić, nic nie jeść i stawić pod podany adres o 18:00. Wykonałem podane instrukcje, znalazłem na mapie lokalizacje i pojechałem na miejsce. Oczywiście przez korki dojechałem o 18:05. Miejsce było dosyć odludne, poza miastem. Gdy dojeżdżałem do bramy, ta otworzyła się i wjechałem alejką do dużego ogrodu, w którym znajdował się piękny dworek. Zadzwoniłem do drzwi i po chwili otworzyła mi Monika. – Spóźniłeś się – jej pierwsze słowa nie wróżyły mi dobrze. – Wejdź i idź do pierwszego pokoju po prawej i przygotuj się. Po wejściu do pokoju zobaczyłem wieszak na ubranie, a na stoliku obrożę. Szybko się rozebrałem i zapiąłem obrożę na szyi. W tym momencie Monika weszła do pokoju, spojrzała na mnie i dostrzegłem w jej oczach aprobatę. Zaprowadziła mnie do łazienki i wskazała jakiś przedmiot mówiąc, że instrukcja obsługi jest na kartce obok, po czym z uśmiechem wyszła. Okazało się, że miałem zrobić sobie lewatywę. Zacząłem się domyślać przynajmniej jednego punktu dzisiejszego wieczoru. Ledwo skończyłem, gdy znowu weszła Monika i zapięła mi smycz do obroży patrząc na mnie wyczekująco. Nie wiedziałem o co jej chodzi, więc złapała mnie za jądra i syknęła – Czy tak porusza się pies? Wtedy zrozumiałem i opadłem na kolana. Monika ubrana była w krótką, czarną spodniczkę i czarny podkoszulek. Na nogach miała wysokie szpilki złożone prawie z samych pasków. Pociągnęła smycz zmuszając mnie do pójścia za nią. Zeszliśmy schodami do piwnicy, co nie było łatwe na czworakach. Na dole było dosyć spore pomieszczenie utrzymane w kolorystyce czerni i czerwieni. Było tam spore łóżko, masywny stół z pasami na bokach, a na ścianach wisiały przeróżne baty, pejcze, szpicruty, sznury i sztuczne członki. Monika powiedziała – Najpierw załatwimy sprawę twojego spóźnienia. Zdjęła ze ściany pejcz z wieloma skórzanymi paskami i usiadła na łóżku. Zdjęła szpilki i wskazał na swoje stopy mówiąc – błagaj mnie o przebaczenie. Podszedłem szybko do niej i zacząłem lizać jej stopy, ssać lekko podsuwane mi palce, przechodziłem wierzchem, aż do kostek zerkając na Monikę. Miała półprzymknięte oczy i wyraźnie jej się to podobało. Po chwili takich pieszczot kazała mi położyć się na plecach, a nogi wyłożyć na łóżko po jej bokach. Złapała mnie w okolicach kostek, a swoje stopy zbliżyła mi do twarzy. Znowu musiałem je lizać, wkładała mi prawie wszystkie palce do ust poruszając stopami rytmicznie jakby mnie posuwała w usta. W pewnej chwili robiąc tak, drugą stopę przesunęła na mojego członka. Oczywiście byłem już nieźle podniecony. Pocierała go chwilę stopą po czym nacisnęła na moje jądra. Odruchowo chciałem złożyć nogi, ale ona siedział pomiędzy nimi i nie miałem za bardzo ruchu. Bawiła się tak dłuższą chwilę to naciskając, to trącając stopą od spodu, to łapiąc palcami za skórę i ciągnąc cały worek do siebie. Co chwilę zmieniała stopy tak, że jedną cały czas miałem przy ustach, a drugą byłem męczony. Czułem już ból jąder od nacisku, ale starałem się nie jęczeć za głośno. Co chwilę też pocierała mojego członka tak, że na jej stopie pozostawały moje soki, które za chwilę musiałem wylizywać. Po chwili ta zabawa jej się znudziła bo powiedziała – No dobra, uznajmy, że mnie przeprosiłeś, przejdźmy do właściwej zabawy. Wstała pociągając mnie za sobą za smycz. Zaprowadziła w stronę łóżka, gdzie kazała mi wskoczyć i stanąć na czworakach. Na udach i plecach założyła mi sznury, które po ściśnięciu przycisnęły mi nogi do brzucha zmuszając mnie do wypięcia się. Na kolana założyła mi pasy połączone rurką, tak, że nie mogłem złożyć nóg. Smycz pociągnęła dołem i przywiązała do tej rurki, a ja twarzą wylądowałem na materacu. Tak przygotowany poczułem chłodny żel lejący się po moim otworze. Po chwili poczułem, że wsuwa się tam jeden palec Moniki wtłaczając żel do środka. Działała tak przez chwilę wypełniając mnie nawilżaczem. Słyszałem, że podchodzi do ściany i coś zdejmuje. Podeszła z tyłu i poczułem nacisk na mój zwieracz. Nacisnęła mocniej i dildo wsunęło się do środka. Nie było specjalnie duże co mnie ucieszyło. Monika kilka razy wyciągnęła je i włożyła, a następnie zostawiła w środku. Rzuciła coś na łóżko i podeszła od przodu. Kątem oka zobaczyłem, że zsuwa spódniczkę pod którą nie miała majtek. Weszła na łóżko i wsunęła się pod moją głowę. Uniosłem się i zobaczyłem jej wygoloną cipkę, która była już lekko wilgotna i otwarta. Zabawa z moim odbytem musiała jej się podobać. Złapała mnie z włosy i zmusiła do lizania jej dziurki. Jęczała i wiła się gdy ssałem jej wargi, językiem wciskałem się jak najgłębiej i spijałem jej soki, które coraz obficiej wypływały z jej otworku. Dyszała coraz głośniej, aż w końcu wygięła się mocno dociskając moją głowę tak, że nie mogłem przez chwilę zaczerpnąć powietrza. Opadła całkiem na plecy i podciągnęła nogi do siebie wypinając się całkowicie. – A teraz zajmij się drugą dziurką, a ja muszę odpocząć. Zacząłem lizać jej pupcię, a ona kierowała moją głowę w kierunku jej drugiej dziurki. Po chwili poczułem, że mój otwór zaczyna się poszerzać. Monika trzymała w ręku pompkę do dilda, które tkwiło w moim tyłku i co chwilę naciskała ją zwiększając jego rozmiar. Nie wiedziałem jak duże może się stać, ale już teraz czułem lekki ból naciąganych zwieraczy. Monika po chwili przestała pompować i wstała z łóżka. Stanęła z tyłu i obejrzała swoje dzieło. – No widzę, że z ciebie rasowa dziwka, naciągniemy ci otworek tak, że zmieści się dwa duże kutasy – zaśmiała się. – Trzeba cię trochę rozluźnić, bo już chyba masz dość. Poczułem, że łapie mnie za jądra i nakłada coś na mój woreczek i nasadę członka. Poczułem ucisk i pulsowanie zaburzonego krążenia. Klepnęła mnie kilka razy w jądra niezbyt mocno, ale i tak odruchowo uciekłem do przodu. Wzięła swój pejcz z wieloma paskami i zaczęła mnie okładać po wypiętym tyłku w którym ciągle sterczało olbrzymie już dildo. Na początku nie uderzała mocno, ale gdy trafiła kolejny raz w to samo miejsce czułem silne pieczenie. Zrobiło mi się gorąco i oblał mnie pot. Monika zwiększała siłę, uderzając też co kilka razy w uda od wewnątrz. Trwało to kilka minut po czym zrobiła przerwę. Czułem pulsowanie całego tyłka i wiedziałem, że musi być okropnie czerwone. Monika podeszła do mnie i zapytała – Masz mi coś do powiedzenia. – odpowiedziałem dysząc – Dziękuję o pani za twoją łaskawość dla mnie, jestem twoim psem, możesz mnie używać o woli. – Wiem, że mogę – zaśmiała się – I zamierzam z tego skorzystać. Wróciła z tyłu i przez kolejne kilka minut okładała mnie po tyłku i udach zahaczając też kilka razy “przypadkiem” o moje ściśnięte jądra. Zacząłem w końcu jęczeć, a po chwili krzyczeć nie mogąc wytrzymać już bólu. Monika przerwała, wzięła pompkę i jeszcze kilka razy nacisnęła. Dildo bez problemu powiększyło się jeszcze bardziej. – Widzisz? – powiedziała Monika – masaż dupy dobrze ci zrobił, rozluźniłeś się odpowiednio. Czułem się tak jakby ktoś podpalił mój tyłek. Zwieracze piekły rozciągnięte, a skóra paliła niemiłosiernie od uderzeń. Monika rozwiązała mnie i pociągnęła za smycz. Niezgrabnie poszedłem za nią w kierunku kozła stojącego pod ścianą. Z trudem instruowany przez Monikę wszedłem na niego kładąc się na brzuchu. Zapięła mi zwisające na dół ręce i nogi do skórzanych pasów i wyszła. Leżałem tak klika minut, gdy usłyszałem kroki. Do piwnicy weszły dwie osoby. – Mamy gościa – powiedziała rozbawiona Monika – Moja koleżanka uwielbia męskie dziurki, wilgotne i dobrze rozciągnięte. A ty masz taką prawda? Podeszła do mnie i pociągnęła za dildo. Moje zwieracze jeszcze bardziej zostały naciągnięte i wtedy krzyknąłem. Poczułem pustkę w tyłku, ale czułem też, że jestem otwarty na całą szerokość. Usłyszałem drugi głos, który skądś znałem – Ale nasz piesek jest głośny. Chyba trzeba mu zatkać czymś pyszczek – roześmiała się jakaś kobieta. Przeszły obydwie od strony mojej głowy i zobaczyłem, że obok Moniki stoi młoda kelnerka z restauracji. Widząc moje zdziwienie zapytała – Myślałeś, że nie słyszałam twojego sapania pod stołem? Dyszałeś tam jak parowóz – roześmiała się. – No dobra, zabawimy się z tobą. Monika podeszła do ściany i ściągnęła wielkiego, czarnego członka z paskami do przypinana, który przytroczyła sobie do pasa. Poszła z tyłu i poczułem znowu nacisk na mój obolały już otwór. Kelnerka, która kazała do siebie mówić pani Beata stała nadal przede mną i obserwowała moją reakcję z uśmiechem. Po krótkiej chwili Monika przełamała opór mojego tyłka i zaczęła mnie rytmicznie posuwać. Wtedy Beata zaczęła się rozbierać. Najpierw ściągnęła bluzkę i stanik, a ja mogłem podziwiać jej piękne, pełne piersi. Poczułem, że się podniecam. Mój członek znajdował się z tyłu kozła i teraz naciskał na niego nie mogąc dalej się podnieść. Dodatkowo byłem coraz mocniej ruchany przez Monikę więc był dociskany do kozła, o który pocierał się sprawiając, że jeszcze bardziej się nakręcałem. Tymczasem Beata kończyła się rozbierać, zsunęła majtki i odwróciła się. Ujrzałem wtedy największego kutasa w swoim życiu. Obydwie panie wybuchły śmiechem. – Co piesku, nie tego się spodziewałeś – zapytała Monika. Beata podeszła do mnie pocierając swój stojący już na baczność członek. – Tak jak mówiłam trzeba ci zatkać ten pyszczek. Wsunęła mi go do ust i zaczęła posuwać dopasowując się do rytmu Moniki. Nie miałem nigdy takich doświadczeń, ale o dziwo podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Byłem posuwany z obu stron i zaczynałem czuć, że dochodzę. Wtedy panie przestały, a ja wydyszałem – Błagam o więcej, pani Beato proszę o wyruchanie mojej dupy, chcę poczuć w sobie pani kutasa. Panie roześmiały się i zamieniły miejscami. Poczułem zamiast twardego plastiku ciepło i wilgoć prawdziwego członka. Beata od razu nacisnęła mocno i weszła głęboko. Byłem już na to gotowy więc przyjąłem ją bez problemu. Zaczęła mocno mnie pieprzyć ściskając mnie przy okazji co jakiś czas za jądra. Czułem, że długo już nie wytrzymam. Usta miałem zajęte, gdyż Monika stanęła tyłem do mnie i pochyliła się przyciskając swoją cipkę do mojej twarzy każąc mi się lizać po obu dziurkach. Wydyszałem tylko, że zaraz dojdę za co dostałem w twarz od Moniki – Na pewno nie przed nami. Znowu zamieniły się miejscami i czułem, że członek Beaty jeszcze się powiększa tak, że czułem, dławienie. Zwolniła ruchy i poczułem potężny wytrysk prosto w moje usta. Zamknęła mi je dłonią zmuszając do przełknięcia wszystkiego. Byłem już półprzytomny z podniecenia. Monika wyszła ze mnie i odpięła mi ręce i nogi. Zaprowadziła mnie do łóżka przy którym kazała mi się położyć jak na samym początku. Teraz jednak usiadła mi na twarzy przodem w kierunku moich nóg. Przy pomocy Beaty ściągnęły moje nogi za moją głowę a plecy podparły wielkimi poduszkami z łóżka. Beata wzięła pejcz Moniki i zaczęła smagać mnie po mojej wypiętej dziurce i jądrach. Monika Dyszała już ciężko podskakując na mojej twarzy i każąc mi wysunąć jak najdalej język. Złapała za mojego członka i zaczęła mocno posuwać go ręką odbijając jednocześnie do góry moje jądra. Po chwili z głośnym krzykiem doszła zaciskając mi uda na głowie. Znowu straciłem oddech na chwilę, ale poczułem, że zalewa mnie fala gorąca. Monika też musiała wyczuć, że jestem już blisko, bo zeszła z mojej twarzy i przyspieszyła ruchy. Beata odłożyła pejcz i nacisnęła na mój tyłek zbliżając go do mojej głowy. Monika krzyknęła – otwieraj usta i język na wierzch. Na pewno lubisz tak kończyć na czyjąś twarz – zaśmiała się. Poczułem gigantyczną falę rozkoszy, a następnie falę mojego wytrysku lądującego w moich ustach i na twarzy. Beata usiadła na łóżku i stopami zgarnęła wszystko z twarzy wkładając mi je następnie do ust. Po tym opadliśmy wszyscy ciężko oddychając. Po dłuższej chwili rozeszliśmy się do łazienek spotykając ponownie w holu. Tam otrzymałem swoją zapłatę, a Monika z Beatą zapytały czy zechcę jeszcze kiedyś wpaść. Nie namyślając się długo odpowiedziałem – tak, moje panie, błagam o kolejne szkolenie 😉                         

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Chyba Nie
  • Sesja fotograficzna – 7.

    Część 7.

    Przeprowadziliśmy się do nowego, prawie stumetrowego mieszkania! Dzięki nawiązanym przez lata kontaktom w pracy, w momencie przeprowadzki wyglądało prawie jak „pod klucz”. Sporo kosztowało! I nadal kosztuje, ale wchodziłam jak do reklamy! Meble, biurko, tapczany, wersalka, fotele, dywany, lampy, kafelki, firanki, żaluzje. Wszystko na swoim miejscu! Ściany pomalowane w wybranych kolorach! I duża kuchnia! Urządzona zgodnie z życzeniem. Będzie gdzie brudzić! Dzieci miały jeszcze większe pokoje, a ja sypialnię i pokój do pracy, zamiast stołu w kuchni. Jakiś czas temu zauważyłam, że dzieci już nie lubią, kiedy zwracam się do nich per ‘dziecko’. Szybko dorastały. Fakt, niestety. I nie chciały być przytulane. Jak kiedyś. 

    *

    Ewa już nigdy nie wróciła do firmy. Problemy zdrowotne przeobraziły jej życiową pasję, pracę, w życiową konieczność i konsekwentnie zaczęła jej unikać. Uznała, że czas zacząć korzystać z życia, więc zmieniła moją umowę, w jeszcze większym stopniu uzależniając wysokość moich zarobków od wysokości dochodów firmy. Nie miałam wyjścia. Zgodziłam się. I, mimo początkowych obaw, nie straciłam! Nawet zyskałam. Ewa skupiła się na zwiedzaniu świata, kiedy zdrowie jej pozwalało. Kupiła mieszkanie w Portugalii, niedaleko Lizbony, z widokiem na Atlantyk w przepięknym otoczeniu zieleni. Często przysyłała mi zdjęcia stamtąd i z podróży po Półwyspie. Po latach odwiedziłam ją tam. Łagodny klimat, przyjaźni ludzie, spokój, Ocean, tyle zieleni! Miała rację. Też mogłabym tam zamieszkać. W Portugalii początkowo spędzała cztery miesiące w roku. Potem zostawała tam coraz dłużej. Aż zaczęła większą część roku spędzać na Półwyspie. Podejrzewałam, że do powrotów do kraju zmuszały ją wyłącznie wizyty u lekarzy i terminy badań.

    *

    Zaszalałam i trochę przesadziłam, wiem. Ale tak bywa, kiedy nadrabia się zaległości. Poznałam fajnego chłopaka. Dość przypadkowa znajomość. Spotykaliśmy się raz w tygodniu. Jarek bywał systematycznie na siłowni, więc w łóżku obracał mnie jak dmuchaną lalkę. Świetnie umięśniony, zadbany, kulturalny. I nie był zbyt drogi. Możliwe, że to była męska dziwka. Nigdy nie pytałam go o to jak zarabia. Wiedziałam, że pracuje w jakimś biurze i nie ukrywał przede mną dorabiania na różne sposoby. Ja byłam z niego zadowolona. On z zarobków również. Spotykaliśmy się prawie dwa lata. W drugim roku mniej regularnie. Cóż, to nie była miłość, ale wygodny, dla nas obojga, układ…

    *

    Drugiego poznałam również przypadkowo. Mieszkał na sąsiedniej ulicy. Czasami łaziłam z kijkami albo próbowałam biegać, żeby ograniczyć skutki siedzącego trybu pracy. Kiedyś wspólna kawa, potem spacer zamiast joggingu. Pokazał mi swoje mieszkanie. Zostałam wówczas dłużej…

    Spotykaliśmy się ponad rok. Praktycznie co tydzień uprawiałam seks z dwoma młodymi kochankami! Ustaliłam stałe dni spotkań, żeby najpełniej ich wykorzystać. Spotkania były w ciągu tygodnia. Jeżeli chciałam, zawsze jeden albo drugi był wolny w sobotę. Drugiemu nie musiałam nawet płacić. Był świetny w łóżku. Seks traktował jak sport, więc odpowiadało mi takie podejście. Dbał o zdrowie, o swój wygląd. Tym lepiej dla mnie. Szczupły, przystojny blondyn przed ‘trzydziestką’ z potężnym penisem. Nie podejrzewałam go o takie rozmiary, a on narzekał na partnerki, którym nie odpowiadały jego rozmiary. Jego penis był przede wszystkim bardzo gruby. A we wzwodzie! Jakoś wytrzymywałam. Ba! Zawsze zaliczyłam po kilka orgazmów! Trudno było mu wygnać mnie z łóżka. Pozwalałam, więc ruchał mnie jak chciał! Marzenie każdego faceta. Jednak z czasem pojawił się i narastał problem jego zachowania. W trakcie seksu stawał się agresywny. Momentami wręcz brutalny. Szarpał mnie jak Reksio szynkę. Lubił to. Potrafił ugryźć jak wilk. Pół biedy w pupę, ale w sutek albo miażdżyć łechtaczkę zębami?! Jakoś zagoiło się, ale w tym momencie zaczęłam bać się, że zrobi mi jeszcze większą krzywdę. Kiedy wytrysnął, a miał naprawdę obfity wytrysk, który trudno było mi połknąć, od razu stawał się znacznie spokojniejszy. Twierdził, że taki seks traktuje jak zabawę. Jednak coraz większe i boleśniejsze ślady na moim ciele pogłębiały moje wątpliwości. W końcu zerwałam. Nie odezwał się więcej, więc pewnie nie szukał mnie. Może czekał na okazję, żeby się mnie pozbyć? Na wszelki wypadek znalazłam inną trasę do spacerów. Nigdy nie dowiedzieli się o sobie. Przynajmniej nie ode mnie.

    Seks napędzał mnie do pracy. Poprawiał samopoczucie. Wiadomo, endorfiny! Regenerował siły i utwierdzał mnie w złudnym przekonaniu o mojej atrakcyjności. Musiałam więc dbać o paliwo i znajdowałam inne rozwiązania. O tym innym razem…

    *

    Wyglądała na sympatyczną i uroczą szatynkę, która dla każdego ma uśmiech. Dołeczki w policzkach dodawały jej urody i nadawały jej twarzy jeszcze bardziej pogodny wygląd. Taka twarz nie potrzebowała żadnego makijażu. Młoda dziewczyna o ładnej sylwetce, krągłej pupie i sporym biuście, który zwracał uwagę wielu mężczyzn. Musiała mieszkać z rodzicami i opiekować się mamą. Ojciec pracował, ile mógł, ale nie zarabiał zbyt dużo. Ona również. Brakowało jej jeszcze kilku lat do 30., skończyła jakieś technikum, klasę o profilu ekonomicznym, czy jakoś tak. Jednym uchem słuchałam jej zwierzeń, kiedy widziałyśmy się kolejny raz.

    Nasza znajomość zaczęła się od zderzenia na ulicy, kiedy mijałyśmy się. Przeprosiłam i od słowa do słowa weszłyśmy do kawiarni. W końcu wymieniłyśmy się telefonami i od czasu do czasu dzwoniłyśmy do siebie. Pewnego razu zaprosiłam ją do restauracji. Naprawdę cieszyła się z takiego spotkania! Przegadałyśmy kilka godzin. Widywałyśmy się rzadko, przez telefon rozmawiałyśmy często. W ostatnich miesiącach niemal codziennie. Dziewczyna miała z kim porozmawiać o swoich kłopotach, wyżalić się. Teraz było mnie stać, więc nieco później zafundowałam nam weekendowy wypad do spa. Była taka szczęśliwa! A ja cieszyłam się, że w tak prosty sposób mogłam sprawić jej miłą niespodziankę. Mimo różnicy wieku, było nam fajnie w swoim towarzystwie. I miło było czasami obejrzeć młodą, nagą dziewczynę. Świetnie wyglądała. Zazdrościłam jej młodego ciała, gładkiej skóry bez zmarszczek, sterczących piersi… Nie upłynęły dwa miesiące, a znowu wyjechałyśmy do spa. W saunie w milczeniu podziwiałam nagie ciało znajomej. W trakcie rozmowy dotknęłam jej nagiej piersi i przyznałam, że zazdroszczę jej tak atrakcyjnego wyglądu. Była speszona, ale uśmiechnęła się pogodnie, a potem wyznała, że jest hetero, ma chłopaka i nie chce go zdradzać. Chętnie przebywa w moim towarzystwie i nadal chciałaby widywać się ze mną. Po krótkim, serdecznym pocałunku obiecałam nie zrywać kontaktu. Ucieszyła się. Wiedziałam, że wyjazdy do spa nie były głównym atutem w utrzymaniu kontaktów ze mną. Nie zależało mi na uwiedzeniu jej. No, skąd!

    Kiedyś poprosiłam ją o przysługę. Mimo oporów i wątpliwości, zgodziła się. Przecież znałyśmy się już tak dobrze. Odetchnęłam z ulgą. Zrewanżowałam się obietnicą kolejnego wyjazdu do spa. Widziałam, jaką radość sprawiłam jej tą wiadomością. Dla niej taki wypad to prawie cała pensja, a dla mnie…? Znacznie mniej. Nie przejmowałam się takim okolicznościowym wydatkiem.

    *

    Co za wredne miejsce! Mój wiek powodował, że rzadko zaczepiali mnie faceci. Tyle dobrego! Ale właśnie w tym nocnym klubie w końcu znalazłam fajną i efektowną dziewczynę. To była pewna siebie i głośna blondynka z fryzurą „mokra Włoszka”. Patrycja. Pati. Po dłuższej rozmowie, kiedy upewniłam się, że można na nią liczyć, zaproponowałam kolejne spotkanie. Po tygodniu jeszcze jedno. Niech wierzy, że zależy mi na niej. Telefonowałyśmy do siebie. Co jakiś czas spotykałyśmy się na plotki. Fajny układ mimo sporej różnicy wieku.

    Teraz siedziałyśmy w jakimś klubie przy barze. Akurat przy barze było pusto. W ogóle ludzi nie było zbyt wielu. Środek tygodnia i już dość późno. Grała muzyka, barmanka na drugim końcu baru zabawiała rozmową jakichś dwóch klientów. Próbowali umówić się z nią. Słabe oświetlenie i wypite drinki zachęcały Pati do zwierzeń. W końcu zaproponowała mi seks. Otwarcie wyznała, że ma ochotę być ze mną. Mogę być jej Panią 24/7. Może zamieszkać u mnie i służyć na warunkach, jakie ja określę. Mogę ją traktować jako pomoc domową i wykorzystywać jak szmatę. Prawie żebrała. Była pociągająca. Mężczyźni patrzyli na nią z zainteresowaniem. Stawiałam jej drinki, więc „pod wpływem” stała się taka otwarta. Przyznała, że jest bi, uległa i szuka swojej pani. Jej ostatni pan zostawił ją. Razem z żoną bawili się nią, ale przeprowadzili się do innego miasta i układ stał się wspomnieniem. Podciągnęła spódniczkę, odchyliła stringi. Była w pończochach. Pokazała ładnie wygoloną cipkę i kolczyki w wargach sromowych.

    – Są dla mojej właścicielki. Może ich dowolnie używać. Lubię ból – uśmiechnęła się radośnie. Szczere wyznanie wprawiło ją w lepszy humor.

    Zauważyłam, że dziurki w wargach były spore. Pewnie była wykorzystywana na różne perwersyjne sposoby. Jakby czytała w moich myślach.

    – Kiedyś właściciele podciągali mnie, wkładając kółka w te dziurki – uśmiechnęła się, zdradzając sekret. – A innym razem biegłam za samochodem. Drugi koniec łańcuchów był przymocowany do zderzaka. W ten sposób wyprowadzali mnie też na spacery do lasu – wyjaśniła, głaszcząc mnie po dłoni. – Szczególnie pani lubiła traktować mnie tak ostro.

    Na ile było to możliwe, dyskretnie sięgnęłam do kółka i pociągnęłam. Uśmiech na jej twarzy stał się jeszcze szerszy. Zamruczała. Pociągnęłam kółko na bok i dziewczyna odsunęła nogę. Sprawdziłam palcem. Już była mokra. Rozejrzałam się. Raczej nam się nie przyglądano.

    Chciałam spróbować czegoś takiego, ale nie chciałam aż tak ryzykować. W moim wieku… Za dużo miałam do stracenia. Zapłaciłam za drinki i poszłyśmy do mojego samochodu.

    *

    Po kilkunastu minutach jazdy byłyśmy na obrzeżach miasta. Znalazłam jakąś pustą, boczną uliczkę i zaparkowałam. Odsunęłyśmy i odchyliłyśmy fotele. Poleciłam dziewczynie, żeby zdjęła majtki. Posłusznie i sprawnie pozbyła się ich. Zabrałam je.

    – Zabieram – wyjaśniłam. Przymknęła oczy i kiwnęła głową.

    Pchnęłam ją na rozłożony fotel i kiedy leżała, bawiłam się jej łechtaczką i kolczykami w wargach, które mnie tak fascynowały. Patrycja jęczała z głową odchyloną na bok. Potem chwyciłam ją za włosy i pociągnęłam do mojego krocza. Nie protestowała. Przecież lubiła ból. Wyciągnęłam jej piersi i trzymałam, kiedy pieściła mnie. Nie wiem, jak długo lizała. Może nawet kilkanaście minut? Ale potrafiła to robić. Doszłam! Wspaniałe uczucie! Chyba wyłam! Potem miałam jeszcze mały… A ta suka dalej pracowała języczkiem i paluszkami. Robiła to tak delikatnie… Miałam ochotę na jeszcze kilka ‘numerków’. Zaczęłam szukać gadżetów i wówczas dotarło do mnie, gdzie jesteśmy. Wytrzeźwiałam.

    – Ubieraj się! – poleciłam dziewczynie.

    Uporządkowała swoją garderobę i ustawiła fotel. Wyglądała na zaskoczoną, ale i zadowoloną. Chyba liczyła na więcej.

    Chwyciłam ją za włosy i zmusiłam, żeby wylizała fotel ze śliny i śluzu. Ustawiłam go. Pozapinałam się. Po wszystkim sięgnęłam do torebki i wepchnęłam dwa stuzłotowe banknoty w pochwę dziewczyny.

    – Wyjmiesz w domu – zaznaczyłam.

    Pokornie kiwnęła głową. Siedziała cicha i spełniona. Była szczęśliwa. Przytuliła się do mojego ramienia. Kiedy włączyłam silnik, wyprostowała się na fotelu. Zawiozłam Pati pod jej blok.

    Jeszcze dłuższą chwilę rozmawiałyśmy. Nie chciała, żebym odjeżdżała.

    – Weź mnie do siebie. Będę spała w twoich nogach – poprosiła aksamitnym głosem, patrząc mi w oczy.

    Siedziałam wyprostowana, patrząc przed siebie. Znieruchomiałam. Zaskoczyła mnie! W milczeniu gorączkowo rozważałam jej prośbę.

    – Albo mogę spać obok twojego łóżka – prawie błagała. – Albo pod drzwiami. Jak zechcesz. Jesteś moją Panią.

    I niewiele brakowało, a zgodziłabym się! Po głębokim oddechu chwyciłam ją za włosy, poszarpałam głową i spokojnie wyjaśniłam, że nie mieszkam sama, niestety. Starałam się, żeby mój głos nabrał smutnego brzmienia. Szybko wpadłam na pewien pomysł.

    – Ale mam dla ciebie inną propozycję, żebyś mogła udowodnić jak uległą suką jesteś wobec swojej pani. I przywiązaną! – patrzyłam na nią z powagą.  

    Pokiwała głową, czekając na dalszy ciąg.

    Wówczas, w ramach emocjonalnej rekompensaty, zaoferowałam jej określoną kwotę za kilkuminutową rozmowę ze wskazanym przez mnie facetem. Ot, taki towarzyski żart.

    – Tylko za rozmowę – zaznaczyłam. – Traktuj to jako kolejny krok w naszych relacjach i twojej tresurze. Nie chce, żebyś z nim kopulowała albo robiła mu loda! Jasne? Nie chcę mieć używanej suki – podkreśliłam.

    Chyba odpowiadał jej ten warunek. Zgodziła się od razu. Zależało jej na pieniądzach. Była mi wdzięczna. Rozstałyśmy się w dobrych humorach.  

    *

    Ewa założyła fundację i pomagała samotnym matkom. Nasi klienci nie potrafili jej odmówić i po rozmowach, regularnie wspierali fundację. Akurat przekonywać to ona potrafiła. Szczególnie, kiedy sama nie zarabiała na tej działalności. Tylko tym argumentem przekonała kilka osób. Chyba jeszcze ta działalność skłaniała ją do powrotów do kraju. Zimą uciekała do Portugalii. W ogóle postawiła na większy luz i swobodę. Inaczej ubierała się. Zniknęły ubiory kobiety biznesu. Teraz nawet potrafiła spóźnić się na spotkanie! Z klientem rozmawiała o fundacji ubrana w dżinsy!! Na mój, pełen zaskoczenia, wyraz twarzy odpowiedziała delikatnym uśmiechem popartym wzruszeniem ramion. Zachowania kiedyś nie do pomyślenia! Tylko lekarstwa przyjmowała bardzo regularnie. I twierdziła, że cieszy się każdym dniem.

    – Bo nie wiem, ile mi ich jeszcze zostało – wyjaśniała z łagodnym i nieco smutnym uśmiechem.

    Łagodny klimat nad Atlantykiem faktycznie dobrze na nią wpływał. Wyglądała lepiej. Wyniki badań też były lepsze. Przynajmniej tak mi mówiła. Utrzymywała, że koszt życia w Portugalii jest niższy niż u nas, ale głównie upajała się klimatem, widokami, lenistwem, czytaniem książek, wypadami w inne rejony Półwyspu. Później wypady objęły również Maroko i kraje basenu Morza Śródziemnego. Już nie liczyła pieniędzy jak przed laty. Były potrzebne, gwarantowały zaspokajanie jej potrzeb, ale nie najważniejsze. I udowadniała to, działając w swojej fundacji. Kiedy mogła, przebywała na Półwyspie wspólnie z rodziną. Zaczęła przebąkiwać o przeprowadzce. Coraz częściej.

    Zbyt często.

    *

    Hm, no cóż, jednak zgodziłam się na „prawdziwe” spotkanie… Nie zawsze potrafię obstawać przy swoim, a Pati nalegała na spotkanie, obiecując spełnianie wszystkich moich poleceń i oczekiwań. Trudno byłoby zrezygnować z takiej oferty. Wynajęłam dla nas pokój w hotelu na cały weekend. Nie chciałam, żeby dzieci podejrzewały cokolwiek. I nie chciałam zdradzić dziewczynie mojego adresu. Pewnie wcześniej czy później zdobędzie go, ale spotkanie i tworząca się zależność mogły ją powstrzymać przed grzebaniem w moim życiu. Przynajmniej tak uważałam. Wynajęłam wspólny pokój, bo chciałam mieć ją pod ręką i móc kontrolować. Moje plany spowodowały, że zabrałam dość spory bagaż. Wyjaśniłam to, kiedy ruszyłyśmy w drogę. Skwapliwie przytaknęła mi. W odruchu czułości i dla okazania swojego przywiązania, chciała się przytulić.

    – Siedź, suko – osadziłam ją warknięciem.

    Posłusznie wykonała polecenie. Zaczynałam szkolenie mojej pierwszej uległej.

    – Kiedy jesteśmy w samochodzie, też jesteś suką, jasne?

    Energicznie pokiwała głową. Z satysfakcją. Wyraźnie brakowało jej pani.

    Inne miasto, spora odległość, więc pojechałyśmy razem. Moim samochodem, więc ja prowadziłam. Fajny hotel, spory koszt, ale wygodny, komfortowy pokój. W hotelu był basen, sauna i restauracja. Na tym mi zależało. Od chwili, gdy wyruszyłyśmy, Pati czuła się trochę zagubiona i zdeprymowana. Zniknęła gdzieś hałaśliwa i pewna siebie dziewczyna o mocnym makijażu, przesiadująca w nocnym klubie. Teraz makijaż, na moje życzenie, był stonowany, a jej ubiór mniej wyzywający. Czyżby dorabiała w klubie, szukając klientów? Nawet zrobiło mi się jej żal, ale przecież sama proponowała mi seks. Od przekroczenia drzwi pokoju hotelowego była mi uległa i wdzięczna za spotkanie. I tak już zostało do końca wspólnego weekendu. Czuwała przy mnie jak prawdziwa suka. Ruszała się w obroży, naga i na czterech łapkach. Oczywiście, ja byłam ubrana. Kiedy wyskoczyłyśmy samochodem na przejażdżkę i spacer, też była prawie półnaga i w obroży. I zadowolona z mojego pomysłu. Taka naprawdę mi się podobała. Jej też odpowiadała moja dominacja. W jej oczach widziałam oddanie i radość ze służenia wymagającej Pani.

    Patrycja była w moich dłoniach jak plastelina. Im mocniej naciskałam, tym bardziej była uległa i zadowolona. Wierzcie mi, super uczucie! Spałyśmy w pojedynczych łóżkach, ale gdy tylko chciałam, przychodziła do mnie. Cholera, jakie to było miłe! Skinę palcem i suka biegnie do mnie! I łasi się. Wtedy delikatnie liże mi cipkę, a ja stękam i muskam jej piersi. chcę, to ustawia się odwrotnie. liżąc mnie, mam w zasięgu ręki jej cipkę i bawię się nią. wpycham w nią coraz więcej palców. Młoda dziewczyna, więc przyjemnie jest głaskać takie ciałko. Ależ ona potrafiła mi dogodzić! Ładnie ustawiała się, więc mogłam ją pooglądać.

    *

    Zobowiązałam ją do absolutnej dyskrecji. Jeżeli komukolwiek powie o nas, definitywnie i natychmiast rozstajemy się. Gorliwie i z radością zgodziła się. Później ją torturowałam. Byłam zmęczona po tym, co z nią wyprawiałam, ale ona wykończona. Jej ciało nosiło ślady moich dłoni i pejcza. Po wszystkim nakleiłam plaster na rany. Trochę przesadziłam, ale… musiałam. Mimo tego dziewczyna sprawiała wrażenie bardzo zadowolonej z mojej formuły nauczania dobrych obyczajów. Kiedy Pati macałam, szarpałam, brutalnie pieściłam, hałaśliwie doszła. Młode, jędrne ciało przyjemnie było pieścić. Te jej żywiołowe reakcje… Aż miałam ochotę na więcej! Chyba w tej zabawie odreagowywałam swoje porażki. Teraz nie miała siły prosić o więcej. W ogóle nie miała siły mówić. Stanęłam nad nią, kopnęłam butem. Stęknęła. Spojrzałam w lustro. Właściwie też ładnie wyglądałam. Założyłam czarne kabaretki i glany. No i trzymałam pejcz. Moje piersi też fajnie wyglądały. Pati podobałam się.

    – Nasze spotkanie to wyłącznie nasza sprawa i tajemnica. Jasne? – upewniłam się.  

    Z wysiłkiem pokiwała głową na znak zgody.

    – Jeżeli kiedykolwiek komukolwiek zdradzisz, co tutaj robiłam z tobą, to… – zawiesiłam głos. – To tylko na tym stracisz. Nasza znajomość ulegnie zakończeniu. Nie dostaniesz drugiej szansy. Zapomnę, że kiedykolwiek znałam ciebie, że cokolwiek nas łączyło i poszukam sobie innej do tresury – groźba brzmiała poważnie. Byłam pewna, że będzie milczeć.

    Pokiwała głową. Przecież zależało jej na kolejnych spotkaniach. I na pieniądzach.

    – Dzisiejszą zabawę możesz uznać ledwie za wstęp do tresury, która ciebie czeka.

    Taka zapowiedź brzmiała dla Pati jak obietnica prezentu. Pokiwała głową z pogodnym wyrazem twarzy. Już była gotowa na kolejną lekcję.

    *

    Późnym popołudniem poszłyśmy popływać. Trochę cierpiała, ale tym się nie przejmowałam. Kiedy byłyśmy same, zmusiłam ją do nurkowania i wylizania łechtaczki. Zrobiła to od razu. Powtarzała parokrotnie, wynurzając się, żeby zaczerpnąć powietrza. Nie była dobrą pływaczką. Po pływaniu przebierałyśmy się w szatni. Przyciągnęłam nagą sukę za pierś i znowu kazałam wylizać cipkę. Ani śladu znużenia czy zniechęcenia. Delikatnie odsunęła majteczki i posłusznie zaczęła pieścić.

    Po powrocie z kolacji założyłam dziewczynie obrożę i smycz. Teraz nauka była łatwiejsza, a ona szybko się uczyła. Pojętna była i lubiła tresurę. Kiedy oglądałam film, służyła za podnóżek. Nawet było mi wygodnie. Przed snem zerżnęłam ją wibratorem we wszystkie trzy dziurki. Nogi Pati skułam razem z rękoma: prawa z prawą, lewa z lewą, więc dostęp do dziurek miałam bardzo wygodny. Rozkoszowałam się jej strachem, którego nie potrafiła ukryć, leżąc nago, skuta, z rozchylonymi nogami i nieskrępowanym dostępem do wszystkich jej otworków… Tak mi się to podobało!

    I bawiłam się dużą, pojemną pochwą dziewczyny. Tę zaletę anatomii mojej posłusznej suki odkryłam dopiero w hotelu. Jęczała z rozkoszy, kiedy, po próbach z kolejnymi paluszkami, wsadziłam całą dłoń do pochwy! A potem jeszcze wepchnęłam wibrator do odbytu. Wyła, kiedy ruchałam ją dłonią, a wibrator prawie zniknął w jej odbycie. Wystawała tylko zakrętka! Ekstremalne doświadczenie! Próbowała uciec z mojej dłoni, ale nie pozwoliłam. Ruchanie dziewczyny dłonią było takie podniecające! Uderzałam coraz mocniej, przebierałam palcami, zaciskałam pięść, a ona coraz głośniej jęczała i bezradna szarpała się, skuta kajdankami. Palcami w pochwie dociskałam wibrator w odbycie. Głupiała z podniecenia i prawie zemdlała, kiedy doszła. Obiecałam sobie, że w końcu wyrucham jej odbyt dłonią. Trochę poćwiczymy, ale w końcu… Na samą myśl o moich planach stawałam się wilgotna i bardziej wymagająca.

    Siadłam na jej twarzy i kazałam lizać się. Starała się jak najlepiej wywiązać z zadania. Lizała mnie gorliwie i w szybkim tempie. Dla mnie zbyt szybkim. Byłam całkowicie wygolona, więc odczuwałam każde muśnięcie językiem, każdy dotyk zębów, warg. W końcu doszłam i śluz zaczął wyciekać ze mnie. Wszystko wylizała. Mruczała zadowolona, widząc efekty swoich pieszczot. Potem, w chwili odprężenia, wyciekły ze mnie pierwsze krople moczu. W usta, na twarz. Wszystko usiłowała zebrać językiem, mimo to cienka strużka po policzku pociekła na pościel. Nieważne. To jej tapczan. Musi spać w tym, co Pani jej ofiarowała. Odwróciła głowę i próbowała wylizać pościel. Byłam z niej zadowolona.  

    Dałam jej spokój. Czeka nas jeszcze tyle spotkań… Kiedy rozkułam ją, z jękiem opuściła kończyny i leżała, czekając aż ustanie ból i drżenie mięśni. W sumie, szkoda. Mogłam ją tak przetrzymać całą noc. Podziękowała, wykąpała się, położyła do łóżka i natychmiast zasnęła. Ale lizaniem i palcami zdążyła zrewanżować się za „niepowtarzalny” seks. Przed wyjazdem z hotelu zaplanowałam jeszcze jedną lekcję.

    Rano zażyczyłam sobie striptiz.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Mamo ja to kocham…cz.2

    Obudziłem się rano, bałem się wstawać z łóżka, wszystko mnie bolało. Ale nie mogłem leżeć wiecznie,szkoła czekała, a miałem sporo nieobecności. Wstałem i po cichu zeszedłem na dół licząc, że nie spotkam się z mamą. Ona już na mnie czekała.

    -Witaj męska dziwko, na na co czekasz przywitaj się z panią!

    -Witaj pani-rzekłem zażenowany.

    – podejdź tu i ucałuj moje stopy.

    Podeszłem i zrobiłem to, co kazała, a ona kopnęła mnie w brzuch.

    -jak podchodzisz śmieciu na kolanach masz przyjść.

    Wróciłem i na kolanach podeszłem, zacząłem namiętnie całować stopy mojej mamy. Włożyła mi je do ust tak, że się krztusiłem. Nie mogłem połykać śliny Myślałem że zwymiotuje. Po chwili przestała i kazała mi przygotować sobie śniadanie. Kiedy jadłem przy stole siedziałem na przeciwko niej. Wystawiła nogę i patrząc na mnie swymi oczyma przygniotła moje jądra do krzesła. Poczułem ogromny ból, krzyknąłem z tego wszystkiego. Gniotła jeszcze bardziej śmiejąc  się przy tym. Zacząłem płakać, wyśmiała mnie.

    -Co z ciebie za suka-rzekła.

    Zostawiłem śniadanie i pobiegłem do pokoju ubierać się. Przyszła do mnie i przyniosła mi swoje czerwone stringi. Masz chodzić w tym cały dzień. Ja w każdej chwili mogę sprawdzić, jeżeli je zdejmiesz będzie kara. Mama stała i się przyglądała,czy założę stringi. Podnieciło mnie to, mój kutas stanął na baczność. Zdjąłem piżamę i założyłem stringi, były małe, nie mieściły mojego sprzętu. Założyłem jeansy i wybiegłem do szkoly. Kiedy dotarłem pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do łazienki i przebrałem się w normalne bokserki. Zadzwonił dzwonek, poszedłem na lekcji chemii. Po  15 minutach rozległo się pukanie do drzwi, to była moja mama

    – Przepraszam że przeszkadzam, ale czy mogę na chwilę poprosić Karola-rzekła łagodnie .

    -Tak oczywiście, nie ma problemu -powiedziała pani wychowawczyni.

    Wiedziałem, że będzie to dla mnie masakra, kiedy tylko wyszedłem zamknęła za mną drzwi i kazała klękać na czworaka, poszliśmy do łazienki, wepchnęła mnie do kabiny i weszła zamykajac drzwi.

    -Zdejmij spodnie męska suko.

    -nie proszę jestem w szkole- błagałem o litość.

    Uderzyła mnie z całej siły w twarz.

    -chyba nie muszę drugi raz powtarzać-zapytała.

    Widząc że przegrywam rozpiąłem guzik od jeansów I opuściłem je w dół, zamiast stringów były bokserki. Mama była rozzłoszczona.

    -koniec litości dziwko Rozbieraj się.

    Zrobiłem co mówiła, nie miałem innego wyjscia . Siadła na kibel i oddała mocz. Kazała mi wypić wodę z sedesu. Byłem przerażony, nie chciałem. Wzięła mnie za głowę i wepchnęła ją do środka ,,liż psie,, rzekła. Następnie odwróciła się i wystawiła tyłek, podniosła sukienkę do góry i odchyliła materiał bielizny. Dzisiaj miała na sobie koronkowe figi, zielone koronkowe figi. Widziałem jej kakaowe oczko. Dupcia również była owłosiona niczym cipka.

    – liż i to dokładnie frajerze.

    Co miałem robić zabrałem się za lizanie dupy mojej mamy. To było okropne. Straciłem godność. Kazała ubrać mi się i wracać nalekcje. Bałem się wracać do domu. Wiedziałem, że tam nie będę miał życia. Ale co miałem zrobić, po 6 godzinach wróciłem. Mama czekała na mnie była całkiem naga. 

    -Wróciłeś w stringach- zapytała.

    -tak pani – rzekłem .

    -rozbieraj się do naga.

    Staliśmy oboje całkiem Nadzy Rozebrani do rosołu.

    – Połóż się na stole rzekła.

    Zrobiłem co mówiła nie miałem siły protestować. Wzięła zestaw do lewatywy i wcisnęłam mi w dupę. Zaczęła w pompować we mnie wode. Po kilku minutach czułem się pełny ,wlała we mnie chyba 3 litry. W końcu przestała.

    – Idź się wysraj kundlu i weź kąpiel- rzekła

    Zrobiłem jak mówiła, miałem na to 15 minut, więc nie marnowaniem czasu. Kiedy wróciłem, czekała na mnie ze sztucznym chujem. Wiedziałem co się święci.

    – na kolana męska dziwko- rzekla.

    Zrobiłem to, a ona podeszła ode mnie i wepchnęła mi dildo prosto do gardła. Krztusiłem się, było bardzo długie i grube. Ślina ciekła po moim ciele wprost na podłogę. Nie mogłem już tego wytrzymać. Kiedy już go dobrze nasilinilem mama podeszła z drugiej strony i z całej siły weszła mi w dupę.

    -aaaaa – krzyknąłem, ból był przeogromny.

    Nie mogłem wytrzymać, to było okropne. Mama ruchała mnie w dupę. Szok, powoli moje zwieracze zaczęły się przyzwyczajać i ból zmniejszył się. Mama wyciągnęła dildo z mojej dupy i włożyła do gardła, znów zacząłem się krztusić, smakowało moją dupą.

    Mama przyniosła kawałek nitki i obwiązala wkoło moje jądra. Wzięła drewnianą łyżkę i zaczęła je bić, nie miała litości, uderzyła chyba z 50 razy. Nie wiem jak wytrzymałem na własnych nogach, nie czułem własnych jajek i kutasa. Kazała mi położyć się na stole, usiadła mi na twarz. Musiałem robić jej minete. W ustach miałem tylko jej łoniaki. To było okropne, miałem dość. Ona bawiła się moim kutasem, wykręcała go i porusza w górę w dół. Mimo to, mój kutas stał na baczność i ociekał soczkami, byłem bliski eksplozji. Kiedy już miałem strzelać, mama przerwała, zeszła ze mnie i powiedziała:

    – jeszcze raz zdejmij string, które ci daję, a będzie jeszcze gorzej, teraz s********j mi stąd!

    – szybko uciekłem do pokoju……

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Remigiusz Kalinka

    Na wasze życzenia i pozytywne komentarze dodaje drugą część jak ta się podoba?

  • Przygoda pod namiotem – cz. 3

    Kontynuacja mojej historii, która wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu, wspólnie z kolegą – jest całkowicie autentyczna, co do miejsc, akcji i odczuć.

    Wieczór trwał dalej, my byliśmy trochę wypompowani po dwóch spustach… chyba nigdy w tak krótki czasie nie tryskałem. W mojej głowie łomotały myśli – co my robimy i jednocześnie jakie to jest super.. naprawdę nigdy z żadną laską nie miałem takiego luzu, gadaliśmy co nam ślina na język przyniesie, i bez żadnej krępacji siedzieliśmy z kutasami na wierzchu.

    Generalnie tamtego wieczoru zdążyliśmy obgadać wiele sposobów walenia konia, jak on to robi w domu, jak nie ma rodziców, albo potajemnie w wannie, że u mnie jest podobnie. Siedzieliśmy już tylko w samych koszulkach, całkowicie bez bokserek, co jakiś czas bez zobowiązań dotykając swoje kutasy, które stawały i opadały na zmianę. Bez słów od chwilowego masowania pały do pełnego wzwodu i spustu – jakby było to całkiem naturalne. Nie pamiętam ile razy się spuściliśmy jeszcze, ale wiem, że nie można było tego później nazwać spustem – nic nie leciało z kutasa. Przy 4 razie odważyliśmy się wyjść z namiotu bo zachciało nam się sikać. Ubraliśmy tylko same spodenki, bez majtek. Stanęliśmy w cieniu budynku gospodarczego ogrodu, żeby przypadkiem nikt nie widział nas nawet w ciemności – bardzo ciężko sika się ze stojącym kutasem. Ja skończyłem swoje, on tak samo: „Wylałeś się już?” – zapytał – „Tak” – odpowiedziałem i chciałem schować go do spodenek ale on złapał mi go „Dawaj spróbujemy kto pierwszy” – wiedziałem o co chodzi, choć już naprawdę trochę mój kutas wydawał się zmęczony. Ja chwyciłem jego, staliśmy dalej obok siebie pod murem i mocno trzepaliśmy sobie wzajemnie, odchylając tylko głowy do tyłu. Czułem tylko mocne posunięcia na moim kutasie, więc nie byłem jemu też dłużny – to było naprawdę ostre walenie, do samego końca ściągałem jego napletek odsłaniając porządnie grzyba, on robił to samo. Czułem, że jeszcze daleki jestem od orgazmu. Nie pamiętałem kiedy tak bez zobowiązań mogłem sobie walić, bawić się bez kontroli – zwykle po minucie-dwóch takiego ostrego walenia, nawet samemu miałem ostry orgazm – a tutaj nic.. tylko błoga przyjemność, i to jeszcze mój własny kolega mocno mi trzepał. Jęczeliśmy po cichu, wzdychając i mówiąc jak dobrze… było to naprawdę podniecające obserwując jego prężącego się grzyba jak jest mu dobrze. Było to jeszcze dodatkowo podniecające, bo nie gnieździliśmy się w namiocie, tylko w pełni na stojąco, będąc obok siebie ze skrzyżowanymi rękoma masowaliśmy sobie pały. Po dłuższym czasie poczułem delikatne prężenia jego kutasa, on zaczął się odginać jeszcze mocniej i poczułem jak dochodzi – całkowicie bez spermy, jedynie trochę bezbarwnego soczku wyciekło z końcówki. Ja byłem jeszcze daleko, nawet przez myśli mi nie przeszło, żebym mógł trysnąć. Zwolnił trochę, żeby się pozbierać: „A Ty?” – zapytał – „Ja chyba nie strzelę już dziś niczym” – odpowiedziałem – „Czekaj sprawdzimy” – uklęknął i wziął go do ust, całego, od razu. Uderzyła mnie myśl, że może ktoś nas zobaczyć, i jednocześnie jeszcze bardziej doszło do mnie co my robimy – kumpel dosłownie klęczy przede mną i obrabia mi gałę – I TO JAK!! Automatycznie złapałem go za głowę i dopychałem nieco, musiałem poczuć coś mocniej i bardziej żeby dojść… Po paru minutach jego wytrwałości poczułem to doskonale znane uczucie, ale jakby bardziej ociężale, on dalej nie przestawał. Poczułem skurcze i nadchodzący wytrysk… Nie wyciągnął go z ust, trzymał go do końca – doszedłem – ahhhh jakie to było uczucie… krótkie i mniej intensywne niż poprzednie. Opadłem z sił. On wstał i nie miał nic w ustach – „nic nie poleciało, tak jak i mi” – powiedział z uśmiechem – „Zaryzykowałem, ale warto było” – tak to był mój pierwszy raz, kiedy doszedłem w jego ustach.. Pozwolił sobie na to bo prawie był pewny, że nie będzie musiał pić mojej spermy, i udało mu się to. Byłem wycieńczony.

    Wróciliśmy do namiotu, położyliśmy się spać, już całkiem bez słowa – nie było na to sił. Tak jak staliśmy, zsunęliśmy tylko spodenki i legliśmy na karimatach.

    Ranek przyszedł szybko, ja przebudziłem się przed nim, spał na plecach, nie był niczym przykryty bo noc była ciepła, a jego penis stał jak maszt. O dziwo mój tak samo, byłem tym zdziwiony, myślałem, że po takim wycisku będzie miał dosyć. Zacząłem dotykać swojego kutasa, ściągnąłem z niego skórkę, był mokry i czerwony – widać, że mocno wyeksploatowany. Bawiłem się nim tak chwilę, zastanawiając się, co wydarzyło się tej nocy. Zastanawiałem się również co będzie potem, co będzie dalej. Czułem się trochę dziwnie, ale jednocześnie cały czas na samą myśl przychodziło podniecenie. Nigdy nawet na czacie erotycznym czy kamerkach internetowych, nie miałem takiej przygody. Świt zaglądał przez moskitierę namiotu, było tam bardzo gorąco. Trochę się poruszałem, Wojtek też się przebudził ociężale się przeciągając – „A co to tu” – odezwał się ochryple patrząc na swojego i mojego kutasa – „Widzę, że jeszcze im mało chyba” – powiedział naciągając od niechcenia swojego kutasa – „Ooooo ale jestem niewyspany, a kutas mi chyba zaraz odpadnie” – powiedział – „Haha no tak mamy kaca masturbacyjnego” – opowiedziałem z uśmiechem – „A jak Twój?” – zapytał. „No cóż, tak jak widzisz” odpowiedziałem „Stoi i ma się dobrze”, przeciągaliśmy się tak chwilę ze sterczącymi pałami… mógłbym tak leżeć i patrzeć się na te kutasy bez końca. On podsunął się nieco w górę i wciągnął bokserki – strasznie się opinały, więc przesunął je nieco, a jego kutas wyskoczył przez nogawkę – „Czyli nie opadnie pewnie” – powiedziałem z uśmiechem – „No chyba nie, rano w weekend zwykle ide go zbić do kibla jak tak się dzieje” – odpowiedział ze śmiechem. „Teraz nie musisz nigdzie iść, możesz zrobić to tutaj” – „Nie wiem czy mam siłę” – odpowiedział z rechotem – „No tak to fakt, ale mój też aż się prosi” – powiedziałem – „Racja, Twój sterczy tak, że faktycznie miałbym ochotę zwalić, mój już mi się znudził” – „To co, ten ostatni raz?” – zapytałem od razu. Nie trzeba było długo czekać, teraz było już widno, wyjrzałem tylko na ogród czy nikogo nie ma i nikt się nie zbliża, klękneliśmy naprzeciwko siebie i zaczęliśmy je macać, ja jemu i on mi – teraz było widać wszystko dokładnie, jak bardzo się pręży, każdą żyłkę pulsującą. Tym razem robiliśmy to powoli, tak leniwie o poranku. On zaczął już szybciej oddychać, więc kazałem mu przyspieszyć swoją ręką, tak żeby dojść jednocześnie. „To coooo gotowyyy” – wzdychając wypchnął z siebie słowa – „TAK” odpowiedziałem i za chwilę trysnąłem tym co udało się wyprodukować w nocy. Po paru sekundach on tez poleciał – obspermiliśmy swoje kutasy wzajemnie, ale masowaliśmy je dalej, to był idealny nawilżacz… odpłynąłem, nic innego nie istniało… jeszcze dobre 2-3 minuty leniwie ubijaliśmy pianę, tak, że sperma na naszych kutasach zrobiła się cała biała…
    Opadliśmy na karimaty ponownie.
    „Ehhh chyba trzeba się zbierać, bo nigdy stąd nie wyjdziemy” – powiedział Wojtek – „Chyba tak, trzeba jeszcze z dnia skorzystać” – odpowiedziałem wsuwając bokserki na mokrego kutasa. Było mi wszystko jedno, czy jest czysty czy mokry, i tak musiałem iść pod prysznic po takiej nocy.

    Zwinęliśmy karimaty i śpiwory, na szczęście wyschło wszystko, nadawały się również do prania. Namiot zapakowaliśmy do futerału i wzięliśmy wszystko na plecy. Faktycznie Wojtek wyglądał jak po nocy pełnej alkoholu.
    Okazało się, że u mnie w domu nikogo nie było, rodzice gdzieś wyjechali – to pewnie dlatego też nikt nie wpadł do nas w odwiedziny rano. Pojechali zapewne na zakupy. Wojtek poszedł do kuchni, czuł się jak u siebie w domu, ja poszedłem wrzucić śpiwór do pralki razem z innymi ciuchami i poszedłem cały nagi do łazienki. Wojtek mnie widział z kuchni i krzyknął „Noooo teraz jaki odważny, cały nago, a wczoraj to każdy się cykał”. Podobało mi się to, ze mogę sobie chodzić nago przy kimś, podobnie jak to miało miejsce z moją dziewczyną. Wszedłem pod prysznic i po chwili drzwi się uchyliły, wszedł do mnie Wojtek – był też już nagi. Wpadł do brodzika z uśmiechem – 
    „Dawaj jeszcze wspólny prysznic i spadamy”. Umyliśmy swoje kutasy – tak-tak, znowu stanęły, ale jednogłośnie stwierdziliśmy, że już starczy nam tego na dziś. Po kąpieli jeszcze podziwiałem jego kutasa jak już opadał, był bardzo nabrzmiały i czerwony. Wojtek ubrał się w koszulkę z zeszłej nocy i same spodenki, a jego kutas wisiał swobodnie w nogawce. Pożegnaliśmy się i on poszedł do domu.

    Ja cały dzień o tym myślałem – od tej nocy i dnia nasze życie zmieniło się całkowicie… Nie było żadnego tabu, jak tylko zostawaliśmy sami to pojawiał się temat walenia konia, lub ruchania jakiś lasek… Spoko układ 🙂

    Tak to się zaczęło… i trwało… niebawem kolejne przygody 🙂

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar
  • Mamo ja to kocham…cz.4

    Kolejny dzień w szkole to była masakra. Spojrzenia wszystkich chłopców na mnie. Wiedziałem, że o wszystkim wiedzą. Chciałem się zapaść pod ziemię. Ale musiałem dalej żyć. Na lekcji geografii pani zadała grupowy projekt. Jak też się spodziewałem nikt nie chciał ze mną być. Ostatnią osobą jaka została bez pary był Jacek. Chłopak niczym ja nieumięśniony i jak na swój wiek chudy, chociaż Ja przy nim byłem tylko troszkę cieńszy. Miał czarne włosy i niebieskie oczy.

    – Hej Karol-powiedział – zrobimy nasz projekt u ciebie, U mnie może przeszkadzać nam moja siostra.

    Zgodziłem się, w końcu Moja mama miała być w pracy. Myślałem, że szybko nam pójdzie I rozejdziemy się każdy w swoją stronę.

    Jacek przyszedł o 19: 00. Ubrany był w jeansy i dresowa bluzę. Zaczęliśmy robić projekt. Było bardzo przyjemnie dopóki nie usłyszałem otwierających się drzwi. To była moja mama .Myślałem że zwariuję. Przyszła do nas na górę i pierwsze co zrobiła to powiedziała::

    -tak się witasz z panią męska dziwko?

    Było mi strasznie wstyd przed Jackiem, a on nie wiedział jak się zachować.

    -Widzę, że przeprowadziłeś kolegę, on też jest takim frajerem jak ty-rzekla- na kolana i całuj moje stopy.

    Padłem szybko na kolana i zabrałem się za całowanie stóp mojej mamy.

    -a ty czekasz na specjalne zaproszenie-rzekła do Jacka.

    Jacek zmieszany schylił się do nóg mojej mamy i wziął się za lizanie drugiej stópki. Mama kazała nam na chwilę przestać. Wyszła i wróciła z dwoma mocnymi pasami.

    -wracać do całowania dziwki-krzyknęła.

    Klęknęliśmy przed jej nogami i powróciliśmy do całowania stóp, a moja mama biła nas pasami po plecach celując w nasze dupki.

    Po kilku minutach kazała nam się rozebrać. Wstydziłem się przed Jackiem. Nigdy nie widziałem nagiego mężczyzny. Szybko pozbyliśmy się spodni i bluzek, ale przy bokserkach robiliśmy to powoli. Czekałem, aż Jacek zrobi to pierwszy, on najwyraźniej liczył, że  ja się zajmę inicjatywą.

    -na co czekasz suko-rzekła mama.

    Poczułem przy tym ból na dupie po uderzeniu pasa. Szybkim ruchem zdjąłem bokserki. Mój kutas stał na maxa, ociekał soczkami, takiego wielkiego jeszcze nie miałem. Nie mogłem się doczekać, kiedy Jacek zrobi to samo. Byłem ciekawy jego kutasa. W końcu zdjął swoje niebieskie bokserki. Zobaczyłem wielkiego kutasa, może z 18 cm lekko owłosionego. Byłem mega podniecony. Mama kazała nam stanąć tyłem do siebie ,tak żeby dotykać się głową i dupkami. Kazała nam unieść ręce do góry i związała w nadgarstkach. Wzięła pas i zaczęła okładać po całym ciele. Dostałem wszędzie, na brzuch, kutasa, jądra, nogi. Sądząc po odgłosach Jacka On dostał tak samo. W końcu rozwiązała nas. Ustawiła na środku pokoju, przyniosła sznurek i i jednym końcem związałam moje jajka, a drugim jądra Jacka.

    -kto pierwszy dotrze do ściany i przeciągnie drugiego wygra, kto przegra będzie miał karę-rzekła.

    Poczułem silny nacisk na jądra, Jacek ruszył w stronę ściany. Sznurek zaciskał się coraz mocniej. Nie miałem siły odpowiedzieć. Jacek wygrał. Mama rozwiązała sznurek, nasze jądra odetchnęły z ulgą.

    -Nagrodą jest możliwość włożenia mi swojego kutasa w cipkę. Karą zaś jest wylizanie mojej cipy i przygotowanie jej do seksu, bo nie myłam jej 4 dni.

    Byłem załamany, gdy to usłyszałem, zazdrościłam Jackowi. Mama podeszła do mnie złapała za włosy i podciągnęła moją głowę do swojej cipy. Smród był niesamowity. Zacząłem lizać. Myślałem że zwymiotuje. Lizałem dokładnie ,cały wzgórek, łoniaki i wejście do pizdy. Jej łechtaczka cała drygała, widać było że mojej mamie to się podoba. Wkładałem język jak najgłębiej mogłem. Jacek się temu wszystkiemu przyglądał. Zaczął sobie walić.

    -dość teraz czas na porządne ruchanie-rzekła moja mama.

    Położyła się na kanapie, a Jacek zbliżył swój sprzęt do jej wejścia. Mój kolega z klasy miał za chwilę ruchać moją matkę. Zacząłem sobie walić. Jacek wszedł w nią mocnym ruchem aż krzyknęła. Zaczął ją ładować z całych sił. Jego kutas  wchodził same jaja. Mama jęczała wniebogłosy. Czułem że dochodzę, Spuściłem się na płytki podłogi, tyle spermy jeszcze nigdy nie wypuściłem. Mama, gdy to zobaczyła, kazała Jackowi przestać i i spuścić się na podłogę na moją spermę. Zrobił jak mu powiedziała.

    -No dobrze pieski teraz trzeba to posprzątać, brać się za brać się za zlizywanie, ma nie być ani kropli.-rzekła.

    Razem z Jackiem klęknęliśmy I zaczęliśmy zlizywać nasze soczki. Były słone, nie wiedziałem czy liżę swoją czy Jacka spermę. Kiedy podłoga była czysta, mama kazała nam położyć się w pozycji 69. Jacek położył się na łóżku, a ja wszedłem na niego i zanurkował moim kutasem w  jego ustach. Wziąłem w rękę jego 18 cm i i zacząłem poruszać w górę w dół. Końcówkę kutasa wkładałem do ust. Było nam przyjemnie. Mama przyglądała się temu i wkładała paluszki do cipki. Jacek ponownie się spuścił, tym razem w moich ustach ,ja nie zostałem mu dłużny i też zalałem jego buzię białym nektarem.

    -wystarczy Pieski. Pożegnajcie się z waszą panią-rzekła.

    Podeszliśmy do niej na kolanach i całowaliśmy obie stopy. Ubraliśmy się i wróciliśmy do pokoju.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Remigiusz Kalinka
  • Garsoniera – Alina, cz. 4.

     Część 4.

    Nasz spacer trwał prawie godzinę. Mój pociąg odjeżdżał o siódmej rano, czyli musiałem wstać o szóstej. Spacer na dworzec zajmie mi, góra, dwadzieścia minut. Blisko. Było już po drugiej, więc pospiesznie pakowałem się, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi: 

    – Wpuść mnie, ogierze – usłyszałem rozbawiony głos Aliny. Rozejrzałem się bezradnie po pokoju. Leciał film w telewizorze, świeciło się światło, byłem w koszuli i krawacie.

    – A, co tam – rozejrzałem się po bałaganie w pokoju. Było mi wszystko jedno i miałem dość wrażeń jak na tę noc. Otworzyłem drzwi. Weszła w eleganckim białym szlafroku i w klapkach na szpilkach. W ręku trzymała butelkę piwa i puszkę coli.

    – Podaj szklanki, ogierze. Cola dla ogiera, który zgwałcił koleżankę w nocy.  

    Po ostatnich słowach przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Gwałtownie rosło mi ciśnienie. Już wiedziałem, że popełniłem błąd. Z trudem przełknąłem ślinę. Zrozumiałem, że oszukała mnie. Znowu byłem przerażony. Oczyma wyobraźni już widziałem konsekwencje.  

    – Alina, przede wszystkim przestań mnie tak nazywać. Pakuję się przed podróżą. Chcę jeszcze zdrzemnąć się przed wyjazdem. I nie chcę więcej rozmawiać o tamtym wieczorze! – podniosłem głos, a drżące dłonie zacisnąłem na oparciu krzesła.

    – Ja też nie, ogierze – rzekła sztucznym, przesadnie namiętnym tonem. Wyglądała na rozbawioną i pewną siebie. Nieproszona usiadła, założyła nogę na nogę i nalewała piwo do szklanki.

    *

    – W takim razie o co chodzi? – nic nie rozumiałem.

    – Stefciu, przyszłam przeprosić ciebie za ten żart. – W tej chwili szlafroczek odkrył ogoloną cipkę. Jakoś Alinie to nie przeszkadzało. Mnie również. Koncentrowałem się na jej wypowiedzi.

    – Jak to „żart”?! To wszystko było tylko żartem?! – nie wierzyłem własnym uszom.

    – Nie krzycz – podniosła palec do ust. – A co? Żałujesz? – z rozbawieniem kołysała klapkiem na stopie. Szpilka połyskiwała w świetle lampy. Przeciągnęła się, wyciągając ramiona w bok. Szlafrok rozchylił się, więc mogłem oglądać jej piersi. Wyglądały na dość duże, pełne, ze sporymi, ciemnymi sutkami.

    Spojrzałem mimo woli. Zdawałem sobie sprawę, że zrobiła to z premedytacją.

    – Bardzo mnie zdenerwowałaś. To eufemizm! – zaznaczyłem, podnosząc palec. Nic więcej nie potrafiłem powiedzieć spokojnym tonem. Nie zamierzałem przyznawać się do tego, co przeżywałem przez ostatnie dni. Teraz nie miałem ochoty oglądać jej wdzięków. Cieszyłem się w duchu, że sprawa przybrała taki obrót. I miałem ochotę jebnąć pakowaną torbą w ten uśmiechnięty pysk!

    – Już następnego wieczora przyszłam, żeby wszystko wyjaśnić, ale nie chciałeś mi otworzyć. Później też mnie unikałeś. Miałam za tobą krzyczeć? W pracy? – wzruszyła ramionami. – Za każdym razem kiedy tu przychodziłam wieczorem, chciałam wyjaśnić to nieporozumienie. Ale szczerze przyznaję, twój niepokój bawił mnie. Fajne uczucie – poprawiła się na krześle, uśmiechnięta upiła łyk piwa i nadal z premedytacją prezentowała obnażoną cipkę.

    – Nieporozumienie?! Niepokój?!! Odjebało tobie?!! Przez ciebie prawie nie żyłem ze strachu! Zanim sprawa trafiłaby do sądu, straciłbym pracę! Gdzie z taką opinią znalazłbym kolejną?! Słowo „debil” to komplement dla ciebie!! I ubliżam upośledzonym! – wrzeszczałem w duchu. Patrzyłem na nią wściekłym wzrokiem. Dla własnego dobra już dawno powinna opuścić pokój. Ledwo panowałem nad sobą.

    – Moja wina – uderzyła się w pierś, dostrzegając wyraz mojej twarzy. Była zaniepokojona.

    – Słuchaj, wszystko ci widać. Nie możesz jakoś okryć się? – wreszcie spytałem przesadnie spokojnym tonem.

    – O, Stefcio nie lubi ładnych kobiet? – na chwilę zrobiła poważną minę, ale nawet nie drgnęła. Już uśmiechała się prowokacyjnie.

    – Lubię. Ładne lubię – westchnąłem ciężko.

    Nie złapała aluzji. Dobrze bawiła się. Założyła jedną nogę na drugą, rozchylając je przy tym przesadnie. I jeszcze ten prowokacyjny uśmiech.

    – No, Sharon Stone to ty nie jesteś – pomyślałem z ironią o jej pokazie.

    – I to nawet bardzo lubię ładne kobiety, ale twój żart na długo wytrącił mnie z równowagi – kontynuowałem. – Szczerze mówiąc, marny żart. To zwykła intryga. Nie wypada tak igrać z ludzkimi nerwami – rzekłem zniecierpliwiony i spojrzałem na zegarek.  

    – Stefan, przepraszam. Wiem, że to zaszło za daleko. Nie tak wyobrażałam sobie konsekwencje. Przyznaję, że dobrze bawiłam się i nawet chciałam dłużej to ciągnąć, ale widziałam jak bardzo przeżywasz i dlatego już wieczorem miałam to zakończyć, ale nie pozwalałeś sobie nic wyjaśnić.

    – Jasne, wszystko rozumiem, a teraz idź już. Muszę przespać się.

    – Sam? – filuterny uśmiech.

    – Nie, z torbą i budzikiem – burknąłem. – Nie zawodzą mnie.

    – Stefan, w ramach przeprosin oferuję moje ciałko. Chyba warto skorzystać? – wstała i kiedy okręcała się, szlafrok spłynął do jej stóp. Stała przodem naga, świeża, uśmiechnięta z wypiętymi biodrami. Uniosła ręce i rozstawiła szerzej nogi. – Jestem do wzięcia – szepnęła z prowokacyjnym uśmiechem.

    – No, tylko brakuje, żeby szef chciał teraz zwiedzić mój pokój – wściekłem się na tę głupią cipę.

    Przyznam, że zszokowała mnie swoją propozycją, ale byłem zdenerwowany, zmęczony i jednak mocno pobudzony jej wyznaniem prawdy. W ogóle nie zareagowałem na tę nachalną ofertę. Teraz wcale mnie nie pociągała. Była mi obojętna. Była obrzydliwa.

    – Alina, chętnie skorzystam, ale nie dzisiaj i nie tutaj. Odpowiada ci spotkanie u mnie? – spytałem rzeczowo, podnosząc jej szlafrok. Musiałem przemyśleć pewne sprawy i pozbyć się tej…  

    – O tak, ogierze. A teraz nie żartujesz sobie ze mnie? – spytała z niepewnym uśmiechem, zakładając szlafrok.

    – Nie żartuję. Zerżnę cię tak, że jeszcze podziękujesz i poprosisz o powtórkę. Ale jeszcze raz powiedz do mnie „ogier”, a dostaniesz w pysk – wypaliłem.

    – Dobrze, trzymam za słowo. Odezwę się w firmie – zatrzymała się w przedpokoju. – Ogier, ogier! – otworzyła szybko drzwi. – Należy mi się dwa razy – z zawadiackim uśmiechem mrugnęła do mnie i zamknęła drzwi za sobą.

    *

    Ela klęczała w kabinie w hotelowej łazience i zamykała oczy przed strumieniem moczu Tadeusza. Usta miała lekko otwarte. Drżała z podniecenia, kiedy zalewał jej twarz i piersi. Kiedy skończył, pocierała przez chwilę łechtaczkę i nagle głośno westchnęła. Zamarła z uśmiechem na półotwartych ustach i dłonią na łechtaczce. Drżąc, przeczekała ekstazę. Właśnie przeżyła coś nowego i dla niej niezwykle ekscytującego. Mężczyzna przypadkowo pomógł jej ujawnić nowe źródło rozkoszy. Była zaskoczona siłą orgazmu spowodowanego pissingiem i podrażnieniem łechtaczki. Alkohol wyzwolił ją z obaw i niepewności. Chciała więcej i więcej. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się promiennie.

    Zosia przyglądała się w milczeniu, a potem pochyliła i wylizała penisa Tadeusza. Jurek skorzystał z okazji i wszedł w nią od tyłu. Od razu w odbyt! Ela brała szybki prysznic. Nie chciała tracić nic z tej niezwykłej nocy.

    Teraz Zosia czuła wielkość penisa Jurka. Z podniecenia drżały jej nogi. Nie potrafiła zapanować nad tą reakcją. I było jej to obojętne. Jurek wyprostował ją i drobnymi kroczkami wyprowadził z łazienki. Tadeusz ruszył za nim. Zatrzymali się w pokoju. Ruchana stała w rozkroku, prawie wyprostowana i stękała. Spod wpółprzymkniętych powiek obserwowała swoich kochanków. Właśnie Tadeusz podszedł z przodu, przystawił do jej ust butelkę z alkoholem i przechylił. Łapczywie pociągnęła trzy łyki. Wtedy odstawił butelkę, chwycił ją pod udem i uniósł prawą nogę odchylając na zewnątrz. Pomógł sobie drugą ręką i energicznym ruchem próbował wcisnąć żołądź penisa do pochwy. Wszedł aż do połowy. Błogość, jaka ogarnęła Zofię po wbiciu penisa, sprawiła, że przymknęła oczy, a z ust wyrwało się głośne westchnienie. Fala rozkoszy przetoczyła się przez jej ciało. Kobieta uśmiechnęła się, a jej druga noga ugięła. Obydwaj mężczyźni w porę podtrzymali ją. Zofia przeżywała orgazm. Może niezbyt silny, ale przy takim zmęczeniu wyraźnie odczuwalny. Kiedy doszła do siebie, mężczyźni rytmicznie ruchali ją. Zarzuciła ręce na szyję Tadeusza, głowę oparła o jego ramię. Nie potrafiłaby opisać satysfakcji, jakiej doznawała w tym „trójkącie”. Mężczyzna patrzył na energicznie kołyszące się piersi. Z trudem sięgnął wolną ręką i złapał pierś. Podniósł nieco i wziął w usta. Po chwili w zębach trzymał sutek. Kobieta otworzyła oczy, spojrzała i uśmiechnęła się. Tadeusz nie gryzł sutka, ale językiem lizał brodawkę. Zofia doceniała tę pieszczotę. Jeszcze nigdy tak nie spółkowała. Ich penisy wbijały się w nią, ich ciała uderzały o nią. Bez końca mogła tkwić między nimi…

    Jurek przywołał Elę gestem dłoni. Sięgnął po butelkę, pociągnął łyk, a kiedy stanęła z boku, pociągnął głębszy łyk i przystawił butelkę do jej ust. Z ochotą połykała alkohol. Była spragniona. Strużka płynu spływała po brodzie i kapała na piersi i brzuch. Jurek odstawił butelkę, a Ela chwyciła koleżankę za pierś, całując Jurka. Mężczyzna przytrzymał jej głowę, oddał pocałunek, jednocześnie przelewając w jej usta zgromadzony alkohol. Drgnęła zaskoczona, ale przyjęła płyn i połknęła. Podniecona pomysłem, namiętnie całowała go. Języczkiem penetrowała jego usta. On w tym samym rytmie ruchał podnieconą Zosię. Przerwał pocałunek i szepnął:

    – Klęknij za mną i liż mnie! – polecił Elżbiecie. Uklękła za nim i delikatnie chwyciła mosznę. W końcu puściła, rozciągnęła nieco pośladki i lizała odbyt. Jurek aż krzyknął, zaskoczony taką pieszczotą. Bodziec był na tyle silny, że poczuł bliskie szczytowanie.

    *

    Elżbieta i Zofia resztę nocy przespały nago na jednym tapczanie. W zasadzie od razu przytuliły się i nawet jeszcze pieściły. Nie czuły się skrępowane okazywaniem swoich preferencji. Przecież tyle wydarzyło się tej nocy… Kiedy ich przygodni partnerzy doszli, odpoczęli, ubrali się i pożegnali. Zostawili numery telefonów.

    Sąsiedni tapczan zajmował druga para. Naga Małgosia spała wtulona w Sebastiana. Zdjęła pończochy, ale zasnęła trzymając jego penisa. Chłopak jednak zdołał usnąć. Wobec niego Małgosia już wcale nie kryła się ze swoimi potrzebami. Nie chciała wracać do pokoju, w którym nocowała koleżanka, nieświadoma jej seksualnych przeżyć. Wczesnym rankiem pożegnała chłopaka pocałunkiem i pytaniem:

    – Spotkamy się po obiedzie? 

    Jako tako ubrana, chwyciła torebkę i poszła do swojego pokoju. Rozebrała się i od razu weszła pod prysznic. Po porannej toalecie w innym kostiumie pojawiła się na śniadaniu. Przed godziną 10. była w firmie z ostatnimi dokumentami. Czekało ją jeszcze kilka godzin pracy. Późnym popołudniem albo wieczorem zamierzała wrócić do stolicy.

    *

    Koleżanka Małgosi od godziny jechała pociągiem. Po powrocie do hotelowego pokoju Małgosia odczytała smsa od niej i zadzwoniła do Sebastiana. Już miała odkładać telefon, kiedy odebrał.

    – Tak?

    – Gdzie jesteś?

    – W pokoju.

    – Sam?

    – Tak. Pakuję się.

    – To zapraszam do mnie. 515.

    – A ty sama jesteś?

    – Inaczej bym nie zapraszała – uśmiechnęła się lekko. – Moja koleżanka jest dość pruderyjna.  

    – O której masz pociąg?

    – Jeszcze nie wiem, ale jest kilka.

    – Daj mi kwadrans.

    – Czekam – rozłączyła się.

    *

    Kiedy zapukał po ośmiu minutach, tylko uchyliła drzwi. Upewniła się, że jest sam i dopiero wówczas otworzyła na całą szerokość. Stała ubrana jedynie w szpilki i szare, samonośne pończochy. I zapraszający uśmiech. Pończochy połyskiwały, podkreślając kształt nóg.

    W zasadzie od razu stanął mu na taki widok. Wszedł i przekręcił klucz w zamku. Chwilę później siedział na łóżku, a kobieta klęczała między jego nogami i pieściła penisa. Zdążył jedynie rozpiąć rozporek. Była szybsza od niego. Kiedy uznała, że wystarczy pieszczot, szybko wstała i zaraz usiadła na sterczącego penisa. Wszedł bez oporu. Sebastian był mile zaskoczony. Była przygotowana! Nieco odchylona, skakała na nim intensywnie, z lekkim uśmiechem, trzymając jego ramionach. Z przyjemnością patrzył na jej nagie, zadbane ciało, bezskutecznie próbując ustami złapać pierś. Zanim się zorientował, doszła! Głośno krzyknęła, znieruchomiała na chwilę, opadła i położyła głowę na ramieniu Seby. Głęboko oddychała i mocno ściskała jego ramiona. Kiedy uścisk zelżał, zaczął poruszać penisem w pochwie. Początkowo nie reagowała. Kiedy wreszcie otrząsnęła się z przeżytej rozkoszy i ucieszona wyprostowała do dalszej jazdy, przechylił ją i spółkując na boku, zdjął spodnie, slipy i buty. Uderzał w nią penisem, jednocześnie liżąc sutek. W końcu ukląkł, podniósł jej nogę i wcisnął żołądź członka do odbytu.

    – Och, nie! Proszę… – spojrzała na niego przestraszona.

    – Spoko, nie zrobię ci krzywdy – wysapał, z uporem wpychając penisa. I, ku swojemu zaskoczeniu, wszedł bez większego trudu. – Przygotowała się! Obie dziurki wysmarowała lubrykantem – pomyślał z zadowoleniem. Cieszyła go taka zapobiegliwość kochanki. Pozbył się skarpetek i zaczął ją ruchać. Nogę kobiety położył sobie na ramieniu. Stękała przy każdym uderzeniu penisem i wepchnęła twarz w poduszkę. Zadowolony uderzał coraz mocniej.

    W pewnym momencie wyszedł i od razu wepchnął członek do pochwy. Przyjęła go z westchnieniem. Patrzył jak twardy penis znika w pochwie i wysuwa się, a jednocześnie delikatnie masował różowe wargi o ciemnoszarych obrzeżach. Kobieta stękała głośno, odbierając tak różne bodźce. Wyraz satysfakcji nie schodził z jej twarzy. Przyciskała policzek do pościeli, trzymała pierś i próbowała polizać sutek. W końcu Sebastian przesunął palce i pieścił napletek łechtaczki, a potem samą łechtaczkę. Najpierw delikatnie, powoli, potem coraz mocniej i energiczniej. Kobieta była bliska kolejnego szczytowania! Przyspieszył, a za chwilę już nie uderzał. Walił z całych sił! Ładna babka, bez wymagań i dochodziła, jak tylko wsadził. Nagle zawyła i wcisnęła twarz w pościel. Wyjął penisa, przesunął się na kolanach i wytrysnął na skroń i włosy. Przyłożył członek do jej ust i padł obok kochanki.

    *

    – W Warszawie liczę na więcej z twojej strony – zapowiedziała z uśmiechem, bawiąc się wiotczejącym członkiem.

    – A konkretnie?

    – Wszystko zależy od ciebie…

    – Wszystko?

    – Tak, wszystko…

    Był przekonany, że zrozumiał aluzję. Pokiwał głową.

    W końcu razem poszli pod prysznic. Nie mogła opanować się i jeszcze mu obciągnęła. W rewanżu palcami wyruchał jej odbyt. Kwiliła z radości. Chciała znowu obciągnąć, ale dostała dwa klapsy i uspokoiła się. Przed wyjściem zaproponował wspólny weekend. Z radości zrobiła mu „malinkę” na podbrzuszu. Kiedy Seba ubierał się, zmywała spermę z włosów i zastanawiała się, kiedy mąż wyjeżdża do pracy. I tak nie miał ochoty na seks z nią.

    *

    ‘Przypadkowo’ spotkali się w holu hotelu. Chwilę później przy recepcji pojawiły się dwie panie z firmy: Elżbieta i Zofia. Sebastian zaproponował wspólną taksówkę. Na dworcu Sebastian stanął w kolejce i kupił bilety dla całej czwórki. Kiedy informował koleżanki o numerze wagonu i miejscach, na dworzec dotarli dwaj koledzy Seby. Dostali bilety w innym wagonie. Chłopak zrezygnował z przesiadki. Ponad dwie godziny podróży pendolino minęły w miłej atmosferze. Wagon był bezprzedziałowy, więc nikt nie czynił aluzji do wspólnej nocy, chociaż parę razy wspominali stresującą pracę i konieczność odreagowania. Tylko pani Małgosia czasami uśmiechała się, a nawet puściła oczko do ich kolegi. Pozostałe panie również wydawały się zadowolone z obecności młodszego kolegi. Rozmowa nie kleiła się, zatem Sebastian jako pierwszy zaproponował lekturę, wyjmując gazety. Wszystkie chętnie zgodziły się i sięgnęły po książki.

    *

    Przekręciłem klucz w zamku i z ulgą rzuciłem się na łóżko. Leżąc nieruchomo, patrzyłem w sufit i w milczeniu cieszyłem się wiadomością o ‘udanym żarcie’ koleżanki z pracy. Nerwowo drzemałem do szóstej. Po szóstej wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i cicho opuściłem pokój. Do dworca dotarłem prawie kwadrans przed odjazdem pociągu. W pociągu spokojnie drzemałem. Przecież wszystko było tylko żartem…

    W domu zjadłem obfite śniadanie z resztek, które znalazłem w lodówce, potem prysznic, świeże ciuchy i sruuu… Zdążyłem do pracy na opieprz od jednego z szefów: „mogłeś być wcześniej”! Co, kuźwa, miałem pendolino pchać?! Chciałem warknąć, ale tylko stałem i kiwałem głową. Poinformował mnie, że zostałem ‘wypożyczony’ do innego działu i już mam masę zaległej pracy. Z powagą kiwałem głową i nawet nie próbowałem czegokolwiek tłumaczyć. Chwilę później beształ jedną z pracowniczek. Co za facet… Za mało seksu z żoną czy kochance spóźnia się okres? A może jedno i drugie?

    *

    O Alinie mówiło się, że jest wyuzdaną nimfomanką.

    – Nimfomanka to rozumiem. Nadmiernie pobudzona, lubi seks, w dużych ilościach. A wyuzdana? – kiedyś spytałem doświadczonego kolegę. Właśnie obserwowaliśmy ją, jak odchodzi, kręcąc zalotnie pupą i pozwalając podziwiać długie nogi ledwie osłonięte krótką spódniczką, a podkreślone eleganckimi, „biurowymi” szpilkami.

    – To znaczy, że wybiera tylko tych, z którymi jej się opłaci uprawiać seks – wyjaśnił półgłosem, nie odrywając wzroku od jej pupy.

    Nie wiem, nigdy tego nie sprawdziłem, bo nie była w zasięgu moich możliwości. I to w żadnej z wcześniej wymienionych kategorii. I szczerze mówiąc, nie odpowiadała mi ‘mentalnie’. Powtarzam tylko plotki zasłyszane w firmie, ale zdarzyło mi się parę razy widywać ją w mieście z naszymi szefami. Prywatnie. Na wszelki wypadek odwracałem się. Bywała też zapraszana na sporadyczne, okolicznościowe kolacje, które kierownictwo firmy organizowało tylko w wąskim gronie. Nazywano je: dla wybranych. Fakt, brzydkich dziewczyn tam nie zapraszano. Alina w ogóle olewała średni personel, czyli takich jak ja, stojących zaledwie szczebel wyżej niż ona w hierarchii firmy. Sobie równych i niższy szczebel traktowała jak fatamorganę. Ot, „pragmatyczka”. To chyba jakoś tłumaczy mój ostrożny stosunek do niej, prawda? Ale postanowiłem nieco zmienić nasze relacje.

    *

    Elżbieta i Zofia wracały do Warszawy wieczorem, ale stawiły się na śniadaniu. Wróciły do swojego pokoju. Zabrały niezbędne dokumenty i przed godziną 10. były w firmie. Drobne, finalne rozliczenia i już około południa, po pożegnaniu, wracały do hotelu. Nie rozmawiały o minionej nocy. Spakowały się i jeszcze zdrzemnęły przed wyjazdem.

    W firmie nie wracały do upojnej nocy w hotelowym pokoju, chociaż niedomówienia ciążyły im. W wolnych chwilach poruszały inne tematy. Także pani Małgosia nigdy nie próbowała nawiązać do tej nocy. Sebastian, nie przechwalał się wśród kolegów swoim sukcesem. Jedynie Stefan coś wiedział o przebiegu tego wieczoru, ale nigdy nie zapytał o szczegóły.

    Nieco zmieniły się relacje między Sebastianem i trzema paniami, ale w firmie jedynie dobrze poinformowany i bardzo bystry albo podejrzliwy obserwator mógł dostrzec jakąś różnicę w ich zachowaniu. Wszyscy pozostali dyskretni. Z czasem Seba może stał się nieco bardziej wylewny i serdeczny wobec trzech starszych koleżanek niż powinno to wynikać z zależności służbowej. Może, ale skoro sporo osób zabiegało o względy przełożonych, więc takie zachowanie nikogo specjalnie nie dziwiło.

    Elżbieta i Zofia, po wielu miesiącach, siedząc we dwie w kawiarni, wróciły wspomnieniami do wydarzeń z hotelu. Nie potrafiły zapomnieć tamtych wrażeń i nie chciały. Po jakimś czasie we dwie próbowały znaleźć kogoś do intymnych spotkań o podobnym charakterze. I znalazły.

    *

    Po przyjeździe do firmy spotkałem Alinę już pierwszego dnia, niestety. Byłem zmęczony i bardzo zajęty, więc umówiliśmy się na sobotę wieczorem. To znaczy, ona wtedy miały wolny czas, więc dopasowałem się. Zostały mi trzy dni dla siebie, to znaczy na spokojną pracę oraz na aktywny wypoczynek: siłownia, jogging, pływanie. Z tym, że siłownię ograniczyłem do dźwigania kolejnych chipsów przed telewizorem, jogging – do przeczytania obszernej relacji z jakiegoś maratonu w tygodniku, a pływanie… Hm, któż nie lubi taplać się w wannie w pianie?

    Miałem też czas na przetrawienie reprymendy bezpośredniego szefa. On chyba zapomniał, że tacy jak ja też czasami muszą odpoczywać i spać. Na zakończenie narzekania dorzucił informację o nowych obowiązkach w naszym dziale. Po zmianach kadrowych. Wychodziłem pod wrażeniem tej ostatniej wiadomości. Będzie się działo od przyszłego miesiąca! Ale na razie nie myślałem o tym.

    *

    W piątek odwiedziłem kolegę w sklepie. Pokazałem mu listę życzeń. Spojrzał na mnie z uśmiechem, potem na listę i uśmiech zniknął.

    – A ty co? W Warszawie szykuje się jakaś grubsza afera ze Stefciem w roli głównej? A może zacząłeś współpracę z FBI? 

    – Jeszcze nie. Na razie jestem poważnym kandydatem. Jeżeli dostanę wizę, to pojadę na staż. Tyle razy oglądałem filmy Walta D., że jestem pierwszy na liście – gorliwie pokiwałem głową.

    Roześmiał się i nadal przyglądał kartce.

    – Hm, ale z tym lustrem to będzie kłopot. Nie da rady… – spojrzał na mnie z marsową miną i pokręcił głową.

    – Jurek, wiem, że masz takie. W obudowie. Tylko pożyczę. Oddam najpóźniej w poniedziałek rano.

    – Nie! Nie! Rano śpię. Przyjedź w niedzielę wieczorem do mnie do domu. Dasz znać telefonicznie, to wyjdę i odbiorę. Mam mieć rozrywkowe towarzystwo, więc… będę czuwał.

    – Ile to będzie kosztować? – przerwałem mu, bo jak Jurek zacznie gadać o swoich seksualnych planach, to przez kilka godzin mogę stać w sklepie.

    – Stary, to będzie naprawdę drogo. Będzie ciebie stać? – zapytał, szybko podliczając. Podał kwotę.

    – No, nie – kwota rzeczywiście robiła wrażenie. Starałem się wyglądać na bardzo zmartwionego. – Wiesz, nie sądziłem, że to aż tyle kosztuje. Ty, Jurek, a ile zapłaciłbym za wypożyczenie tego wszystkiego?

    No, tym razem podana kwota jak najbardziej była w moim zasięgu. Zgodziłem się. On też. Gratis dorzucił mi długie kable.

    – Od razu całość podłączysz do komputera – wyjaśnił.

    W domu, zaraz po przyjściu, zacząłem montować całość. Obawiałem się, że będę musiał korzystać z jego pomocy, ale zdołałem sobie poradzić bez wsparcia kolegi. Sprawdziłem w laptopie. Działało! Naprawdę byłem z siebie dumny. Jak po samodzielnym złożeniu całego zestawu „Lego. Technic” dla 12-latków! Potem szybka kolacja, prasowanie koszuli, brudna bielizna do kosza, prysznic i spać. Zapowiadał się ekscytujący dzień!  

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Pierwszy raz Madzi

    Pierwszy raz Magdy.

    Madzia skończyła niedawno piętnaście lat i na imprezie u niej były cztery koleżanki. Teraz wybiera się na piętnastkę do jednej z nich. Z tym że Agnieszka zapowiedziała, że na jej urodzinach będą też starsi chłopacy a starzy mają wrócić dopiero po północy. Wyrzuciła wszystko z szafy i nadal nie wiedziała co ubrać. Wreszcie wpadła jej w rękę króciutka czarna spódniczka. Szybko dobrała do niej jasną, obcisłą bluzeczkę i czarne cieniutkie rajstopy. Teraz jaką bieliznę? W końcu zdecydowała się na czerwone, koronkowe figi i takiż sam cieniutki staniczek. Ubrała się w to co zaplanowała i przed lustrem zrobiła mały piruecik. Przez cienkie rajstopy widać było wyraźnie jej czerwone majtki, gdy spódniczka w czasie tego wirowania podniosła się do góry. Uznała, że to może być ciekawe posunięcie, szczególnie, że mają być starsi chłopacy.

    Przyszła kilka minut po 18.00 i wszyscy już byli. Szybko zauważyła, że z jej koleżanek z klasy były solenizantka Agnieszka, dwie blondynki Majka i Paula oraz brunetka z krótko obciętymi na pazia włosami Monika. Z męskiej strony był chłopak Agnieszki Rafał, z którym już kręciła dwa lata i obecnie student pierwszego roku Polibudy. Jej brat Tomek – licealista z II klasy i trzej inni chłopacy, których widziała pierwszy raz w życiu a jak się okazało koledzy z uczelni Rafała.

    Zauważyła, że było wolne miejsce koło Tomka i tam też usiadła.

    Na początku było trochę drętwo ale gdy chłopacy wypili po parę kieliszków wódki a one szampana skończyły się tematy uczelniane i szkolne a rozmowy stały się coraz bardziej swobodne. Nagle Agnieszka zaproponowała tańce. Rafał, który był odpowiedzialny za muzykę, przygotował na początek szybkie kawałki i teraz pląsali tworząc dziesięcioosobowe kółeczko. Madzia wypiła chyba z trzy lampki szampana i czuła się bardzo wyluzowana. W tańcu szybko obracała się dookoła własnej osi i wcale nie zwracała uwagi na to, że jej spódniczka unosiła się i odsłaniała majteczki. Ona na to nie zwracała uwagi ale coraz częściej zerkał na jej nogi i pupę tańczący obok Tomek.

    Madzia była bardzo ładną dziewczynką. Długie do pupy, rude, puszyste włosy okalały ładną twarzyczkę z zadartym noskiem, całym pokrytym drobnymi piegami, zielonymi oczami i mięsistymi, jakby stworzonymi do całowania ustami. Była też najwyższa ze wszystkich dziewczyn. Może nie miała takich dużych cycków jak Agnieszka, Majka i Paula i takiej krągłej pupy jak Monia ale za to miała najzgrabniejsze z nich, bardzo długie nogi, które ubrane w czarne rajstopki kusiły każdego faceta. Inne dziewczyny zazdrościły jej tych nóg, bo nawet przystojny matematyk oglądał się za nią na korytarzu. Miała w sobie coś takiego, że aż dziw brał, że jako jedyna z ich paczki pozostawała nadal cnotliwą. Przynajmniej tak twierdziła. Agnieszka już dawno zrobiła to z Rafałem i chociaż pierwsze razy mocno ją bolało, to teraz robią to niemal codziennie, że aż dziw, że nie zaszła do tej pory w ciążę. Monika też już rok temu oddała się ratownikowi na koloniach. Też pierwszy raz bardzo cierpiała i nie było mowy o jakimś orgazmie ale potem do końca kolonii znikali w jego małym domku na długie godziny. Obydwie blondynki Majka i Paula też miały już za sobą swoje pierwsze razy. Pierwsza na jakimś weselu z bratem pana młodego a druga z wujkiem, który robił jej na pół rozebrane fotki. Na przerwach i po lekcjach wszystkie cztery chwaliły się swoimi podbojami i która przyjmowała w siebie większego kutasa. Madzia miała bardzo surową, wychowującą ją według starych zasad mamę i może dlatego jeszcze tak na dobrą sprawę na żywo nie widziała męskiego chuja.

    Po godzinie Rafał całkowicie zmienił tempo kawałków do tańczenia i z głośników poleciały teraz same pościelówy. Madzia kątem oka zauważyła, że wszystkie jej koleżanki tańczą bardzo mocno przytulone do swoich partnerów. Nie dziwiła się, że robiła to Aga z Rafałem ale pozostałe też zarzuciły ręce daleko za szyje partnerów i kolebiąc się z nogi na nogę nie pozostawiały ani odrobinę przestrzeni między ich ciałami. Jej oczywiście przypadło tańczyć z Tomkiem. Naśladując koleżanki też bardzo mocno przywarła swoimi małymi cycuszkami do jego brzucha. A i niżej nie wsunęło by się między nich palca. Ich bliskość w tańcu i wypity szampan powodowały, że Madzia ulegała coraz większym podnietom. Pomimo tego, że ona nie należała do niskich, bo już teraz miała prawie 170cm wzrostu, to jednak tańczący z nią chłopak był znacznie wyższy. Wiedziała od Agnieszki, że jej brat chodzi na siłownię i dosyć systematycznie na basen. To zapewne dlatego jego klatka była tak ładnie umięśniona, że teraz gdy przyciskała do niej prawy policzek czuła twardość jego mięśni. Nagle poczuła, że jego usta zaczęły muskać jej włosy a dłonie rozpoczęły wędrówkę po jej plecach. Uniosła do góry głowę i wtedy musnął jej śliczne usta swoimi. Jeszcze bardziej uniosła głowę do góry i zwarli się w namiętnym pocałunku a ich języki jak szalone wędrowały z buzi do buzi. Zacisnęła powieki i tak oddawała się tańcowi i tym gorącym pocałunkom. Małe cycuszki ocierały się o jego dolną część torsu i czuła jak zaczynają ją swędzieć różowiutkie brodawki a twarde jak kamyczki sutki chcą z nich wyskoczyć na zewnątrz. Jego dłonie wędrowały coraz niżej aż wreszcie uniósł do góry jej spódniczkę i zaczął uciskać i głaskać jej twarde pośladki. Jednocześnie czuła jak coś twardnieje w jego kroczu i po jej łonie wędruje coraz bardziej ku górze. Straszliwie ją to podniecało i do swędzenia cycków dołączyły teraz te „motyle w brzuszku”. Czuła jak jej tam coś faluje i zaczął ją ogarniać wewnętrzny dreszcz. Jego dłonie nadal pieściły jej dziewczęcą pupę a na łonie przez materiał czuła coś wielkiego i sztywnego. Dziewczyna nie wiedziała co się z nią dzieje. Znała przecież Tomka już wcześniej ale nigdy nie pragnęła z nim takiej bliskości. Owszem podobał jej się ale żeby miało dojść między nimi do czegoś tak poważnego. Nie. Tego sobie nie wyobrażała w najskrytszych marzeniach. Owszem. Czytała opowiadania erotyczne i oglądała filmiki porno ale raczej myślała wtedy o nauczycielu matematyki czy o ratowniku, który rozdziewiczył Monikę ale nigdy o Tomku. A teraz czuła się przy nim tak wspaniale i tak mocno podniecało ją to co wędrowało na jej brzuchu i jego dłonie pieszczące jej plecy i jędrną pupę, że chciało jej się krzyczeć z ogromnego uniesienia. Nagle poczuła, że jego dłonie ciągną do góry jej bluzeczkę. Dziwiła się ale nie broniła mu tego a nawet uniosła ręce do góry i po chwili ta część garderoby znalazła się na podłodze. Drżącymi palcami zaczęła rozpinać guziki przy jego koszuli, która po chwili podzieliła los jej bluzeczki. Rozpiął jedyny guzik przytrzymujący jej spódniczkę i ta pomału zsunęła się na jej kostki. Wystarczyło tylko wyjść z niej i już była tylko w rajstopach i bieliźnie. Nagle poczuła jak wsuwa dłonie pod gumkę rajstopek i majtek i teraz pieści jej pośladki bez żadnej osłony, jednocześnie ściągając te ostatnie jej odzienie coraz bardziej do dołu. Swędzenie cycków i falowanie w brzuszku jakby przybrało na sile. Cały czas kołysali się przytuleni i zwarci w pocałunku a Madzia czuła, że bardzo pragnie tego co dla niej nieznane, boi się ale chce już to zrobić właśnie z tym chłopakiem. Wyciągnął prawą dłoń spod jej gumek rajstop i majtek, i zaczął nerwowo rozpinać spodnie, które pod własnym ciężarem zsunęły mu się na kostki. Oderwali na chwilę od siebie usta i rozejrzeli się po salonie. Byli całkowicie sami. Tomek uwolnił się od spodni i pomału zaczął kierować ich parę w kierunku sofy z dużymi poduchami. Po drodze rozpiął jej staniczek i uwolnił od jego krępowania małe cycuszki. Dreszcze z brzuszka Madzi zaczęły ogarniać jej całe ciało. Poczuła, że są tuż przy legowisku. Tomek pomału zaczął kucać i jednocześnie wędrował ustami i językiem po jej szyi, potem piersi, sterczących du góry piramidkach cycuszków a jednocześnie ściągał jej rajstopki i koronkowe figi. Motyle w brzuchu Madzi jakby oszalały. Uniosła jedną nogę a potem drugą ułatwiając mu zdjęcie całkowite rajstopek i majtek. Delikatnie położył ją na sofie i zaczął całować brzuszek ciągle zbliżając się do kępki rudych, jeszcze dosyć rzadkich i niezbyt długich włosków pokrywających jej wzgórek łonowy. Madzia wyprężyła się w ogromnym podnieceniu ale mocno rozchyliła i lekko uniosła do góry swoje długie nogi.

     

    Było wczesne popołudnie. Agnieszka wyjęła z lodówki wszystkie wiktuały potrzebne do zrobienia kanapek. Rodzice rano wyjechali do babci na wieś i obiecali, że do rana nie wrócą. Na tą swoją piętnastkę zaprosiła też brata. Miała dla niego zadanie. Miał po prostu zająć się jej przyjaciółką Madzią. Rafał, jej chłopak, miał przyprowadzić trzech swoich kolegów – studentów z Polibudy. Ci zaś mieli zająć się pozostałymi trzema jej koleżankami.

    – Tomek. Wyskoczysz po jakiś alkohol? Dam ci kasę – spojrzała błagalnie na brata.

    – Dobra. To co mam kupić? – wiedział, że z ich dwójki tylko on ma dowód i że siostrze małolacie mogą nie sprzedać alkoholu.

    – Rafał mówił, że oni piją wódkę a dla nas weź trzy szampany.

    – Nie będzie to za dużo na takie małolaty? – zażartował.

    – Nie denerwuj mnie, bo i tak jestem zestresowana – Aga spojrzała na niego wymownie – No i chyba pamiętasz, która moja przyjaciółka należy do ciebie.

    – No z tego co pamiętam to ten ładny rudzielec z piegami na całej twarzy i strasznie długimi nogami.

    – To ci powiem, że nie tylko na buzi ale o tym to chyba się sam przekonasz. Z tego co nam mówiła to ona jest jeszcze cnotką.

    – A nie jest jeszcze za młoda na ruchanie – Tomek spojrzał przekornie na siostrę.

    – Jak za młoda? Ja już to robię prawie dwa lata a i pozostałe dziewczyny też wiedzą co będzie jak się zaczną wolne tańce. Przygotowałam na to twoją sypialnię, moją, rodziców i ten pokój gościnny. A wy możecie zostać w salonie.

    – Taki gówniarz a o wszystkim pomyślała – przekomarzał się z nią dalej.

    – Tylko nie gówniarz. Mógłbyś być milszy w moje urodziny.

    – A nie mógłby jej przerżnąć twój chłopak? – Tomek nie ustępował.

    – Nie. Ponieważ wiem, że lubisz pieprzyć cnotliwe małolatki, to zrobisz to ty.

    – Oj zaraz lubię.

    – Wiem bo widziałam jak pierdoliłeś tą czarnulkę Kingę z końca ulicy a ona przecież młodsza ode mnie. Widziałam jak szliście razem w krzaki a potem ona tak szła jak po ostrym jebaniu.

    – No dobra. W sumie to mi się nawet ta ruda Madzia nawet podoba. Zrobię to ale potem chcę ciebie.

    – Oj a to nie będzie kazirodztwo?

    – Zaraz tam kazirodztwo. Od dawna mam na ciebie ochotę i wiem, że ty na mnie też.

    – Masz rację braciszku. To koło północy zagramy w butelkę albo jeszcze lepiej w „słoneczko” i wtedy pokażesz jaki jesteś dobry.

    – To muszę się mocno wyeksploatować przy Madzi żeby długo wytrzymać.

    – Staraj się brat a ze mną możesz przecież w inny dzień. Nie będę ci przecież broniła. Tylko czy ty masz czym?

    – No kolos to on nie jest ale chociaż ma tylko 18 cm długości za to jest gruby i mocno wygięty w pałąk.

    – To bardzo lubię takie bo tak mocno podrażniają punkt G i wtedy mam mocne orgazmy. Czuję, że Madzia przeżyje dzisiejszy wieczór bardzo bogato. Tylko jej nie pokalecz bo nie zabawi się w „słoneczko”.

    Gdy impreza się zaczęła Tomek lekko się wkurzał, że Magda się spóźnia. „A jeśli wcale nie przyjdzie i wtedy zostanie sam”. Natomiast ucieszył się gdy weszła. Wyglądała w tej spódniczce i czarnych rajstopkach bardzo seksownie a obcisła bluzeczka pokazywała, że chociaż małe ale ma cycki. Usiadła obok niego i dosyć ochoczo zabrała się za kieliszek wypełniony szampanem. Gdy tylko skończyła szybko napełnił jej drugi a potem trzeci. Jej długie, rude włosy pachniały dobrym szamponem a i ona wyraźnie używała jakieś wspaniałe perfumy. Tomek wypił już wcześniej kilka kieliszków wódki i jak inni miał doskonały nastrój. Wreszcie zaczęły się tańce. Miał umówione z siostrą, że gdy tylko będą wolne zostaną sami w salonie. Bardzo podobały mu się nogi Madzi, szczególnie wtedy gdy robiła piruety i spódniczka unosząc się wysoko odsłaniała jej pupę i pachwinki i te prześwitujące przez rajstopki czerwone majteczki. Tomka, w miarę wypitego alkoholu i chyba urody dziewczynki, coraz bardziej pociągała Madzia. Coraz częściej łapał się na myśli jak to za chwile wbije się w nią swoim kutasem i wtedy jego chuj drgał i dawał znać, że jest na to gotowy. Zaczęły się wolne tańce i zauważył, że skomponowane przez jego siorkę parki po kolei znikają z salonu. Madzia tańczyła z nim i chyba niczego nie podejrzewała, bo przytulała się tak blisko, że między nimi nie było ani odrobinę odległości. W takt lecącej muzyki zaczął wędrować po jej plecach dłońmi, kreśląc coś w rodzaju kół ale coraz bardziej zbliżając się do paska jej spódniczki. Nie reagowała tylko jakby jeszcze bardziej do niego przywarła. Pomału uniósł jej spódniczkę i położył dłonie na niezwykle jędrnych pośladkach. Była od niego o głowę niższa i delikatnie muskał ustami jej włosy. Nagle odchyliła głowę i zamiast włosów poczuł jej śliczne usta. Cudownie mu je oddawała i zaczęli się namiętnie całować a ich języki jak szalone wędrowały z buzi do buzi. Czuł, że jego kutas też staje w gotowości i dźwiga swój łeb do góry, przeciskając się między ich ciałami. Zaczął podnosić do góry jej bluzeczkę. Nie oponowała a nawet uniosła rączki do góry żeby mu to ułatwić. Czuł, że zaczęła cała drżeć i paluszkami rozpina jego koszulę, która po chwili znalazła się na podłodze obok jej bluzeczki. Teraz rozpiął guzik jej spódniczki i tańcząc dalej zostawili ją na dywaniku. Wsunął dłonie pod gumki rajstop i majtek i poznał gładkość skóry jej pupy a to go podnieciło jeszcze bardziej. Pomalutku zaczął odsłaniać jej pośladki, jednocześnie kierując się w stronę przestronnej, skórzanej kanapy z ogromnymi poduchami. Wyciągnął dłoń i rozpiął spodnie, które opadły na jego kostki. Wprawnie pozbył się ich i dalej tańcząc dotarli do sofy. Wtedy Tomek rozpiął jej staniczek i zręcznie rzucił go na pobliski fotel. Zaczął całować jej szyję, piersi i ciągle kucając dotarł do malutkich ale sterczących jak piramidki cycuszków. Jednocześnie wsunął palce pod gumki rajstopek i koronkowych majteczek dziewczynki, i pomalutku zaczął ciągnąc je do dołu. Ponieważ już wcześniej odkrył jej dupkę to teraz coraz łatwiej zsuwały się one do dołu. Całował teraz jej brzuszek i wpychał język w pępek. Lekko uniosła jedną nogę, potem drugą i tak pozbawił ją ostatniego odzienia. Położył ją delikatnie wzdłuż sofy i sam się zdziwił, że rozwarła szeroko długie i szczupłe nogi, lekko uginając je w kolanach. Dopadł ustami do jej płaskiego brzuszka a jednocześnie po omacku szukał swoich spodni, z których wyjął rozpakowaną prezerwatywę. Lizał jej dziewczęce włoski łonowe. Bardzo lubił taki jeszcze bardzo skromny zarost dziewczęcy. Jednocześnie ściągnął majtki i nałożył na twardego kutasa przygotowanego kondoma. Nie chciał zanim w nią wepchnie swojego chuja żeby zobaczyła jaki jest wielki a szczególnie gruby, później tak ale nie przedtem. Miał dosyć duże doświadczenie jeśli chodzi o ruchanie cnotliwych małolat i tylko raz pokazał kutasa dziewczynie i tak się wystraszyła, że do niczego nie doszło. Dlatego teraz zanim pierwszy raz nie wejdzie, to nie pokazuje swojego może nie długiego ale dosyć grubego chuja. Skorzystał, że rozłożyła tak ładnie nóżki i delikatnie rozchylił fałdki zewnętrznych warg sromowych. Jego oczom ukazała się różowiutka, wąska i dosyć krótka dziurka. Znał już takie ciasne szparki i doskonale wiedział jakie będą problemy żeby wepchnąć do jej wnętrza jego grubasa. Zaczął delikatnie szturchać teraz językiem jej dziurkę a szczególnie wyłaniającą się ze swojej osłonki malutką żołądź łechtaczki. Oddech dziewczynki znacznie przyspieszył ale nie broniła mu tego a gładząc po krótko przystrzyżonych włosach jakby jeszcze zachęcała do dalszego działania. Już wiedział, że teraz może być tylko jego. Usztywnił swój język i zaczął całą jego długością penetrować pizdę Madzi.

     

    Czuła jak bardzo delikatnie rozchylił wejście do jej szparki i trąca czubkiem języka to coś co zawsze ją najbardziej dziwnie swędziało jak gładziła palcami. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Doznania jakie teraz miała były o wiele większe niż przy oglądaniu filmików czy czytaniu opowiadań erotycznych. Co chwila oprócz falowania w jej brzuszku pojawiały się niezwykle przyjemne dreszczyki. Bała się ale chciała tego. Chciała żeby to właśnie Tomek był jej pierwszym, tym który spowoduje, że jak inne jej koleżanki będzie mogła to robić często i z innymi panami. Chciała koniecznie już być dorosła. Chciała być już kobietą. Jego dłonie nadal uciskały jej dopiero co uwypuklające się cycuszki a głowa kręciła się w rozwartym kroczu. Dreszcze i falowanie w jej wnętrzu przybierało na sile. Miała już takie odczucia gdy bawiła się swoją cipeczką. Tamte jednak, chociaż całkiem podobne, to jednak były znacznie słabsze. Wreszcie poczuła jak coraz głębiej wsuwa w jej pizdeczkę swój język. Przestała panować nad tym co się z nią teraz działo. Wplotła palce w jego włosy i mocno przyciągała jego głowę do swojego krocza. Pragnęła go teraz całą sobą a drżenie czuła nawet w paznokciach wbijanych w skórę Tomka głowy i w koniuszkach swoich rudych włosów, rozrzuconych w bezładzie na siedzisku sofy. Jej oddech stał się szybki i co chwila z jej ust wyrywały się ciche jęki. Madzia pierwszy raz w życiu tak mocno szczytowała. Obfite jej soczki zmieszane z jego śliną spływały po rowku na miękki materiał legowiska. To jeszcze bardziej ją podniecało. Nawet nie wie jak to się stało, że zaczęła ciągnąć jego głowę ku górze. Poddał się temu i nagle poczuła jego mokry język na swoim płaskim brzuszku, wędrujący uparcie coraz wyżej. Na chwilę zatrzymał się wwiercając w jej śliczny pępuszek i następny postój zrobił na twardych jak kamyczki sutkach. Jednocześnie czuła jak po jej cipce przesuwa się jego cudownie umięśniona pierś i góra brzucha a kolana na których się opierał znalazły się między jej ugiętymi i szeroko rozrzuconymi. Rozchyliła usta oczekując na pocałunek a on lizał jej szyję, zamknięte oczy i wreszcie wsunął swój język do jej buzi. Czuła teraz jego ślinę i resztę swoich soczków, których smak przecież doskonale znała. Jednocześnie na jej brzuszku oparło się coś co wydało się Madzi bardzo duże i twarde. Oparł się na łokciach i kolanach unosząc swoje ciało kilka centymetrów nad nią. Czuła teraz jak to co opierało się o jej łono delikatnie szturcha złączone jeszcze fałdki zewnętrznych warg sromowych. Bezwiednie oderwała stopy od legowiska i szerzej rozrzuciła kolanka. Jej piety delikatnie musnęły jego naprężone pośladki. Oderwał jedną rękę od sofy i czuła jak wsuwa dloń między ich brzuchy a potem chwyta w nią to coś sztywnego i pociera czubkiem o jej pizdeczkę rozchylając broniące do niej wejścia wargi sromowe. Bardzo się teraz bała ale niedawne orgastyczne podniecenie i chęć dokonania tego wreszcie była znacznie większa. Zaczęła gładzić jego plecy ciągle zbliżając się dłońmi do naprężonych, muskularnych pośladków Tomka. Czubek jego chuja coraz szybciej wędrował wzdłuż wąskiej szparki Madzi i co chwila napierał na nią z coraz większa siłą.

     

    Penetrował jej pizdeczkę sztywnym językiem czując jak kipią z niej coraz bardziej soczki. Wreszcie wyprężyła się i po szybszym oddechu oraz pulsowaniu cipki poznał, że szczytuje. Trwało to kilka sekund i zaraz potem Tomek poczuł jak lekko ciągnie jego głowę ku górze. Polizał jej meszek włosków, które częściowo były jeszcze białe i wepchnął język w pępek. Wędrując mokrym językiem po brzuszku dotarł do jej cycuszków. Opierał się na łokciach i kolanach, ocierając się o jej rozwarte krocze z mokrą kępką włosków i brzuch dotarł do gotowych do namiętnego pocałunku ust dziewczynki. Czuł jak jego sztywny kutas oparł się o jej płaski brzuszek a jajka ocierały o mokrą pizdę. Uniosła nóżki do góry i delikatnie trącała go w pupę stopami. Wisiał nad nią oparty na kolanach i jednym łokciu. Drugą dłoń wsunął między ich brzuchy i chwycił twardego chuja. Odartą ze skórki żołądzią rozchylał jej zewnętrzne wargi sromowe i samym czubkiem zaczął jeździć po wąskiej szparce. Ruchy te spowodowały, że jej dziurka lekko się rozwarła. Wtedy coraz mocniej zaczął atakować sztywnym chujem, mokre i śliskie wejście do tej cudownej, dziewczęcej krainy rozkoszy. Nagle żołądź w kształcie grzyba wśliznęła się do środka i zaraz napotkała następną przeszkodę. Paznokcie dziewczynki wbiły się w jego pośladki a z ust wyrwał się głośny okrzyk bólu, który natychmiast starał się stłumić gorącym pocałunkiem. Wiedział, że teraz czeka go najtrudniejsze zadanie, które zapewne sprawi jej ogromny ból. Chciał tego i wykorzystując dotychczasowe doświadczenia naparł mocno chujem na jej śliską wewnątrz pizdę. Gruby i sztywny kutas, rozrywając po drodze falbanki jej dziewiczej błonki, wdarł się do jej grotki kilka centymetrów. Znowu próbowała głośno krzyczeć i jakby cofać swoją pizdę. Pozostał chwilę bez ruchu żeby się przyzwyczaiła, lekko cofnął pupę i ponownie zaatakował sztywnym kutasem zdobywając następne centymetry jej wnętrza. Ponownie chwila na przyzwyczajenie i lekka ucieczka pupy dziewczynki. Ponowny atak i tak po którymś poczuł, że cały jego kutas jest w jej wnętrzu. Po skroniach Madzi płynęły łzy a na twarzy malował wyraz bólu jakiego doznawała.

     

    Nagle poczuła jakby coś ją rozrywało. To gruba głowica jego chuja wśliznęła się w jej dziewczęcą pizdeczkę. Chciał krzyczeć ale zakneblował jej usta swoimi i tylko słychać było jak jęczy z bólu. Czuła jak pchnął mocno i wtedy do tego bólu doszedł jeszcze większy piekący. Czuła też jak jego kutas zagłębia się w niej rozchylając ciasną, jeszcze słabo rozciągliwą pochwę. Próbowała cofnąć pupę, żeby chociaż na chwile pozbyć się tej sztywnej pały zadającej jej tyle bólu. Ale te starania nic nie dawały, bo Tomek sam lekko cofnął chuja i znowu zaatakował z potężną siłą. Czuła jak wbił się głębiej i pozostał bez ruchu. Pierwotny ból ustępował i tak do następnych pchnięć, po których czuła go coraz dalej w sobie. Sztywna , nie wyrobiona pochwa Madzi ustępowała jego atakom ale wszystko to było bardzo bolesne. Wreszcie wszedł cały. Wiedziała, że tak jest bo jego muskularne uda oparły się lekko o jej pośladki. Pozostał tak przez chwilę i pomału cofnął chuja niemal całkowicie. Niespodziewanie pchnął bardzo mocno biodra do przodu a gruby kutas natychmiast znalazł się w niej cały. Zaczął powtarzać tą czynność coraz szybciej i gwałtowniej. Ogromy ból ustępował a Madzia zaczęła przeżywać coś dla niej zupełnie nieznanego. Zaczęła pragnąć tego co robił teraz Tomek całą sobą i poddawała się temu pierwszemu jebaniu z coraz większą rozkoszą. Jego pupa wznosiła się wysoko i opadała coraz szybciej i gwałtowniej. Oddechy obydwoje stały się szybkie i urywane. Stopy dziewczynki uderzały miarowo o jego pośladki. Poczuła jak jej coraz bardziej elastyczna pochwa zaczyna pulsować. Aż wreszcie gdzieś w niej zrodził się ten cudowny dreszcz, który w zawrotnym tempie zaczął ogarniać jej drobne ciałko. Zapominała o bólu i całym otaczającym ją świecie. Coraz bardziej ogarniało ją orgastyczne uniesienie.

    Ruchał ją teraz już bardzo ostro. Czuł jaka jest ciasna i to jeszcze bardziej go podniecało. Czuł też, że nie sprawia jej już bólu a jedynie nieziemską rozkosz. Oparł się na wyprostowanych ramionach i teraz jego gruby kutas jeszcze gwałtowniej i głębiej wnikał w jej gorące wnętrze. Czuł, że ten pierwszy raz nie potrwa zbyt długo. Wreszcie wyprężył się i z głośnym okrzykiem wypełnił spermą prezerwatywę. Zaczął opadać i pomalutku wyciągnął go z niej całkowicie. Leżała w bezruchu, ciężko dysząc. Miała szeroko rozrzucone nogi i liczne ślady krwi na pachwinkach i całej okolicy pizdy. Ściągnął okrwawionego kondona i zaproponował pójście do łazienki. Wstała leniwie i szeroko stawiając nóżki poszła za nim pod prysznic. Stała do niego tyłem a on gąbką mył jej krocze. Wtedy delikatnie ale dosyć odważnie dotknęła do jego miękkiego i zwisającego do dołu kutasa.

    – Ale on był taki sztywny i gruby. Co się stało? – spytała niewinnie.

    – Jak się postarasz to znów taki będzie – odpowiedział i obrócił ja przodem do siebie.

    Drobne rączki Madzi objęły jego coraz większego chuja i zaczęły go delikatnie miętosić i ściągać skórkę z żołądzi. Kutas twardniał i unosił się do góry. Spojrzała mu w oczy i zaczęła mu coraz mocniej branzlować.

    – I to taki duży cały był we mnie – spytała lekko wystraszona.

    – Był i tak mnie podniecasz, że zaraz będzie ponownie ale zanim to nastąpi to daj mu buzi, poliż i possij.

    Posłusznie klęknęła i najpierw cmoknęła w dużą dziurkę na czubku chuja. Wyciągnęła języczek i zaczęła nim trącać to miejsce a następnie zaczęła lizać całego chuja aż do jajek i z powrotem. Robiła to wszystko pierwszy raz ale podniecało ją to. Woda leciała z prysznica i rozbryzgiwała się o Tomka plecy. Usta Madzi wróciły znowu do znacznie grubszej od trzonu głowicy i nagle cała ona zniknęła w jej buzi. Oparł dłonie o jej mokre, rude włosy i ciągnął głowę mocno w kierunku swojego podbrzusza. Kutas wbijał się w jej buzię coraz głębiej i aż się krztusiła jego obecnością w gardle. Wtedy cofał go lekko i znowu wbijał głęboko. Wreszcie cały zniknął w jej buzi.

    – Teraz możesz wygrać z moją siostrą w zabawie w tęczę.

    Nie wiedziała o co mu chodzi a dopiero miała się dowiedzieć po północy ale bardzo podniecało ją to wpychanie całego chuja do jej buzi i gardła. Wreszcie uznał, że wystarczy tego loda. Wziął ją na ręce i zaniósł do salonu. Tym razem klęczała na miękkim dywaniku z rozkraczonymi nogami opierając się brzuszkiem o siedzisko sofy. Klęknął za nią i ubierając chuja w prezerwatywę wdarł się dosyć gwałtownie w jej pizdę.

     

    Znowu ja zabolało bardzo mocno ale tym razem jeszcze bardziej pragnęła żeby ja wyruchał. Czuła jak jego brzuch wali mocno w jej jędrne pośladki a sztywny kutas wędruje we wnętrzu. Ból ustępował teraz znacznie szybciej a stan orgastycznego błogostanu przyszedł znacznie szybciej. Jęczała cicho i piszczała, domagając się coraz ostrzejszego jebania.

     

    Wykonywał jej prośbę z ogromnym animuszem. Czuł jak jej pizda pulsuje i jest niesamowicie gorąca. Obfite soczki dziewczęcego podniecenia powodowały, że była niezwykle śliska. Jebał ja teraz jakby robili to od lat Trwało to teraz znacznie dłużej i rozpoznawał ja co kilka sekund dostawała orgazmu aż wreszcie przeszedł on w ciągła euforię.

     

    Doszli do maksimum ekstazy jednocześnie.

     

    C.D.N jak będziecie chcieli.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor