Blog

  • Przed obiektywem – Cezary/Cecylia – szef

    „Chodźmy do łazienki. Teraz.”

    Słowa wyszły z moich ust, zanim mózg zdążył je ocenzurować. Śmiały, elektryzujący rozkaz, który zawisł między nami w powietrzu. Marek, mój oszałamiająco przystojny nowy szef, nawet nie mrugnął. Jego ciemne oczy rozbłysły surowym, drapieżnym żarem, który posłał mi wstrząs prosto w serce.

    Bez wahania.

    Zręczne, bezgłośne skinienie głową. Jego duża dłoń zamknęła się na moim nadgarstku, nie szorstko, ale z niezaprzeczalną zaborczością, która zaparła mi dech w piersiach. Poprowadził mnie przez lśniącą, pustą siłownię, mijając ciche maszyny do ćwiczeń i lustrzane ściany, gdzie przelotnie dostrzegłam nas – wysokiego, potężnego mężczyznę w obcisłej koszulce sportowej i kobietę w absurdalnie krótkiej spódniczce, prowadzonych ku swojej zgubie. Serce waliło mi w piersiach, a szaleńczy rytm bębnów odbijał się echem od stukotu moich nowych obcasów na wypolerowanej betonowej podłodze.

    Otworzył ramieniem drzwi do łazienki dla jednej osoby, wciągając mnie do środka i zamykając je z głośnym trzaskiem. Świat, moje nowe, zagmatwane życie, skurczył się do sterylnego, wyłożonego kafelkami pudełka. Ostry, czysty zapach chloru i środka dezynfekującego wypełnił moje płuca.

    To szaleństwo. Myśl była odległym szeptem, który natychmiast wyparował w chwili, gdy się odwrócił, a jego usta wpiły się w moje.

    To nie był delikatny, badawczy pocałunek. To było roszczenie. Jego język zanurzył się w moich ustach, smakując bogatą kawą i czystym, nieskazitelnym męskością. Z mojego gardła wyrwał się niski, desperacki dźwięk, gdy uniosłam ręce, nie po to, by go odepchnąć, ale by chwycić się twardych, wyrzeźbionych płaszczyzn jego ramion. Materiał jego koszuli napinał się pod opuszkami moich palców. Więc tak czuje się prawdziwy mężczyzna.

    Przerwał pocałunek, jego gorący oddech musnął mój policzek, a usta powędrowały w dół mojej szczęki do wrażliwego zagłębienia mojego gardła. Sapnęłam, odchylając głowę do tyłu, gdy ssał i szczypał delikatną skórę. Zostawi ślad. Ta myśl powinna mnie przestraszyć. A jednak podnieciła.

    Jego druga ręka, ta, która nie trzymała mnie mocno przy sobie, przesunęła się od talii w górę klatki piersiowej. Dotknął mojej piersi przez cienką bawełnę bluzki, kciukiem znalazł mój sutek i okrążył go z precyzją, która sprawiła, że ??ugięły się pode mną kolana. Dziś rano przez dziesięć minut mocowałam się z zapięciem tego koronkowego stanika, frustrujący rytuał mojego nowego życia. Teraz rozpiął go jednym, zręcznym ruchem palców.

    Biały top jednym szybkim ruchem spadł mi na głowę i opadł na czystą podłogę. Jego oczy pociemniały, gdy spojrzał na mnie, na czarną koronkę ledwo mieszczącą moje piersi. „Piękna” – warknął, a słowo było szorstkim, zmysłową pieszczotą. Pochylił głowę, usta zamknęły się nad koronką, a jej wilgotne ciepło przeniknęło do mojej skóry. Wsunął palec pod miseczkę i szarpnął ją w dół, uwalniając mnie dla swoich ust.

    Doznanie było oślepiające. Absolutny raj. Drapanie jego zarostu o miękką, wypukłą pierś, gorące, wilgotne ssanie jego ust, muśnięcie językiem mojego bolącego sutka – to była symfonia rozkoszy, której nigdy nie wiedziałam, że pragnęłam. Wplotłam palce w jego gęste, ciemne włosy, trzymając go przy sobie, bezsłownie błagając o więcej.

    Kiedy obficie skupił uwagę na mojej lewej piersi, jego dłoń zsunęła się w dół mojego ciała. Wślizgnęła się pod ciasny brzeg mojej czarnej spódnicy, a jego palce wytyczyły palącą ścieżkę w górę wewnętrznej strony uda. Znalazł krawędź moich majtek i bezceremonialnie wsunął w nie palce i pociągnął je w dół moich nóg. Wyszłam z nich, odrzucając je na bok, a wszystkie zakończenia nerwowe krzyczały z niecierpliwości.

    Jego palce wróciły, nie na moje udo, ale do samego środka mnie. Tępy, szukający nacisk na moje śliskie, wrażliwe fałdy. Krzyknęłam, dźwięk stłumiony przez jego ramię, gdy dreszcz czystej, nieskażonej przyjemności wstrząsnął moim ciałem. Tak wrażliwy. Badał mnie z arogancką pewnością siebie, okrążając mój łechtaczkę z mocnym, świadomym naciskiem, który sprawił, że za powiekami widziałam gwiazdy. Dyszałam, ocierając się o jego dłoń, całkowicie zatracona w doznaniach, które wyciskał z mojego nowego ciała.

    Nagle się odsunął. Utrata kontaktu była fizycznym bólem. Wpatrywał się we mnie, jego klatka piersiowa falowała, a potem chwycił rąbek własnej koszuli i ściągnął ją przez głowę. Jego tors był arcydziełem wyrzeźbionych mięśni, opalony i pokryty lekkim pyłem ciemnych włosów. Mój wzrok opadł niżej, na widoczną, masywną wypukłość napierającą na rozporek jego spodni dresowych. Przebłysk mojej dawnej ja uznał to za groteskowe, onieśmielające. Nowa ja, Cecylia, uznała to za nieodparte.

    Uklęknęłam przed nim. Moje drżące dłonie powędrowały do ??paska jego spodni i bokserek pod spodem. Ściągnęłam je jednym ruchem.

    O mój Boże.

    Nigdy nie widziałam czegoś tak… potężnego. Grube, żyłkowane i twarde jak skała, stało na baczność, solidne dwadzieścia dwa centymetry czystej męskiej potencji. Pachniało czystą skórą i piżmem. Niepewnie owinęłam palce wokół jego ciała. Skóra była jak jedwab na stali. Zaczęłam poruszać dłonią, powoli, eksperymentalnie jęknął, wydobywając z piersi głęboki, gardłowy dźwięk. „Nie mamy na to czasu, mała.”

    Nie mamy na to czasu.

    Zanim zdążyłam przetworzyć słowa, jego dłonie wpiły się w moje włosy, zaciskając pięści, nie po to, by zadać ból, ale by przejąć całkowitą kontrolę. Poprowadził moją głowę do przodu, a szeroka, śliska główka jego penisa przycisnęła się do moich ust. Otworzyłam się na niego.

    Smak był piżmowy, słony, jedyny w swoim rodzaju. A potem wszedł, wypełniając moje usta, rozciągając moje szczęki. Instynktownie zakrztusiłam się, gdy wszedł głębiej, a gruba część trafiła w tył mojego gardła. Nie, nie da się wejść głębiej. Ale on to zrobił. Mocno trzymał moją głowę, a moja twarz przylegała do szorstkiej czupryny u jego nasady. Łzy napłynęły mi do oczu od nacisku, od tej przytłaczającej inwazji. Byłam przyciśnięta do drzwi łazienki, jedyną możliwością było rozluźnienie gardła i przechylenie głowy, próbując znaleźć kąt, pod którym mógłby się oprzeć. Bycie wykorzystywaną w ten sposób dla jego przyjemności było oszałamiającą, uległą rozkoszą.

    Jego biodra zaczęły płytko, rytmicznie pulsować. Dźwięk jego nierównego oddechu i mojego zdławionego bulgotania wypełnił mały pokój. Czułam napięcie narastające w jego potężnych udach. Jego uścisk na moich włosach zacieśnił się niemożliwie, a on z pierwotnym jękiem wsunął się najgłębiej, jak mógł i tam pozostał. Gorące, pulsujące wytryski zalały mi gardło. Nie wycofał się od razu, zmuszając mnie do przełknięcia ostatniej kropli jego gorzkiej, gęstej esencji.

    Kiedy w końcu mnie puścił, osunęłam się na pięty, łapiąc powietrze, z opuchniętymi i wilgotnymi ustami. Już wciągał się z powrotem w spodnie, niemal nonszalancko. Fala desperackiego głodu, dziksza niż cokolwiek, czego kiedykolwiek doświadczyłam, rozdarła mnie. To nie mogło się skończyć.

    Rzuciłam się do przodu, moja ręka błyskawicznie wyciągnęła się, żeby złapać go przez spodnie dresowe, czując, że znów twardnieje. Spojrzałam w górę, spotykając jego zaskoczone spojrzenie.

    „Chcę więcej” – wyszeptałam ochrypłym głosem. „Chcę, żebyś mnie zerżnął.”

    Chcę więcej. Chcę, żebyś mnie przeleciał.

    Jego kontrola prysła. Na jego twarzy pojawił się surowy, zwierzęcy uśmiech. Jednym gwałtownym, pięknym ruchem obrócił mnie, pochylając nad zimną porcelaną umywalki. Mój policzek przycisnął się do lustra, a moje szeroko otwarte oczy wpatrywały się we mnie. Podciągnął mi krótką spódniczkę do talii i usłyszałam trzask rozrywanej foliowej torebki. Chwilę później tępy, ogromny nacisk powrócił, ale tym razem z innego wejścia.

    Nie wszedł we mnie. Wszedł we mnie. Jedno, potężne pchnięcie, które pochłonęło go po brzegi. Ostry, rozpierający ogień przerodził się w pochłaniające, pełne uczucie. Dziwne, ale cudowne. Dziwne, ale cudowne. I był wierny mojemu żądaniu. Nie kochał się; pieprzył mnie. Rżnął mnie. Każde pchnięcie, niczym tłok, było świadectwem jego siły, wbijał się we mnie z siłą, która wstrząsała całą szafką zlewu, grzechotała rurami. Każdy ruch jego bioder spotykał się z odepchnięciem, a moja przyjemność narastała do krzykliwego crescendo.

    Kiedy jego rytm zaczął słabnąć, a siła w końcu osłabła, przejęłam kontrolę. Odepchnęłam się od niego, odwracając. „Siadaj” – rozkazałam gardłowym głosem, którego nie rozpoznałam.

    Opadł z powrotem na zamkniętą deskę sedesową, patrząc na mnie z żarem w oczach, zaskoczony. Nie dałam mu czasu na myślenie. Usiadłam na nim okrakiem, prowadząc go z powrotem do siebie, a potem zaczęłam się poruszać. Teraz rozumiem. Zrozumiałam, dlaczego kobiety kochają tę pozycję. Kontrolę, kąt, możliwość wzięcia dokładnie tego, czego potrzebowałam. Jechałam na nim w szalonym, energicznym tempie, wbijając paznokcie w jego ramiona, a piersi podskakiwały przy każdym mocnym uderzeniu. Splot we mnie zaciskał się coraz mocniej, niczym sprężyna, która zaraz pęknie.

    Byłam blisko, tak blisko roztrzaskania. On też musiał to poczuć. Uniósł dłonie, chwytając mnie szorstko za piersi, a kciuki mocno ściskały moje sutki. Podwójne doznanie – głębokie, wypełniające pchnięcia i ostre uszczypnięcie – było ostatecznym impulsem. Mój wzrok zamglił się, gdy wstrząsnął mną sejsmiczny orgazm, a moje wewnętrzne mięśnie zaciskały się wokół niego gwałtownymi falami. Z rykiem szarpnął się pode mną, jego orgazm roztrzaskał się na nim, a uścisk na moich piersiach stał się niemal bolesny, gdy opróżnił się do prezerwatywy z ostatnim, drżącym jękiem. Nasze ciężkie oddechy były jedynym dźwiękiem w wypełnionym parą pomieszczeniu. Opadłam na jego klatkę piersiową, czując szaleńcze bicie jego serca o moje.

    Delikatnie uniósł mój podbródek, muskając kciukiem moją spuchniętą dolną wargę. Jego głos brzmiał cicho, z zadowoleniem. „Myślę, że twój pierwszy dzień treningu idzie bardzo dobrze”.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Nie-zwykła Rodzina cz 152. – Ciocia z Anglii

    Wróciłam późno do domu wujostwa. Razem z Ivo wybraliśmy się na wypad na miasto. Przedstawił mnie swoim przyjaciołom. Było bardzo fajnie i długo się bawiłam. Trochę też wypiliśmy alkoholu. Gdy tylko weszliśmy do domu, zobaczyłem ciocię Marlene. Chyba nie była w dobrym humorze.

    – O której to wracacie?

    – Wybacz mamo, po prostu przedstawiałem Sam, mim przyjaciołom.

    – Chyba nieźle zaszaleliście, co?

    – Ciociu, nie złość się, proszę. To ja namówiłam Ivo. Nie bądź zła.

    Ciocia westchnęła ciężko.

    – No dobrze. Sam ogarnij się i idź do pokoju. Muszę chwilkę porozmawiać z Ivo.

    – No dobrze, ale nie bądź na niego zła.

    – Postaram się. Idź do pokoju. – powiedziała łagodnie.

    Rzuciłam Ivo współczujące spojrzenie, po czym udałam się na górę do pokoju. Przebrałam się w moją koszulkę do spania i majteczki. Minęło trochę czasu, a ja czatowałam przy drzwiach, patrząc czy Ivo idzie. Chciałem go jakoś pocieszyć, za to, że przeze mnie oberwał. Jednak czekałem i czekałam, a jego dalej nie było. W końcu postanowiłam wyjść, aby sama porozmawiać z ciocią. Gdy wychodziłam, usłyszałam ciche jęki. Dochodziły z spokoju Erici. Zajrzałam przez dziurkę od klucza. Widziałam, jak Erica była całkowicie naga. Klęczała na łóżku, wypinając tyłek do góry. Masturbowała się wibratorem. Jęczała z przyjemności. Mogłam podziwiać jej sylwetkę. Miała bardzo ładne ciało, miejscami krągłe, jędrny tyłek, piękną i wydepilowaną cipkę oraz kształtne, odrobinę większe od moich piersi. Na jej ciele było pełno tatuaży. Miała wzory na rękach. Rysunek motyla na brzuchu oraz różne wzory na lewej nodze. Widziałem, że także ma piercing na pępku. Jednak bardziej zwracałem uwagę na to jak wibrator wchodził do jej cipki. Już był mokry od jej soczków. Erica jęczała z przyjemności.
    Na ten widok włożyłam sobie rękę do cipki i zaczęłam się dotykać. Dalej podniecały mnie też kobiety. Erica coraz energicznie porusza wibratorem w cipce. Ja także szybciej ruszam paluszkami. Widziałam, jak Erica dostaje orgazmu, tak, aż całkowicie opada z sił z wibratorem w cipce. Próbowała łapać oddech. Postanowiłam w końcu odejść od drzwi. W majteczkach miałam już mokro. Jednak nie przestałam też myśleć o Ivo. Zeszłam na dół i udałam się do sypialni cioci.
    Myślałem, że razem z Ivo, uda nam się ją udobruchać. Dobrze, że nie było wujka oraz taty, bo inaczej by było słabo. Podchodząc bliżej słyszałam dźwięki dochodzące ze środka. Myślałam, że mi się wydaje. Ostrożnie otworzyłam drzwi od sypialni. To, co zobaczyłem zamurowało mnie.
    Widziałam, jak Ivo klęczał na łóżku. Ciocia leżała pod nim, a jej syn trzymał jej nogi w górze, wchodząc swoim dużym kutasem do środka jej cipki. Nie mogłam w to uwierzyć, oni się ruchali. Serio to chyba rodzinna tradycja. Po tym, co wyprawiam z kuzynem i wujkiem nie powinnam się w sumie dziwić. Widać, że oni także regularnie się ruchają między sobą. Jednak wtedy ciocia mnie zobaczyła stojącą u progu drzwi. Uśmiechnęła się na to i powstrzymała syna.

    – Och Sam. Dobrze, że jesteś.

    – Ciociu, co tu się…

    – Och nie mów, że nie wiesz, o co chodzi. – wtedy ciocia wstała z łóżka.

    Ja wtedy mogłam zobaczyć jej nagie ciało. Miała duże piersi i jędrny tyłek oraz lekko owłosioną cipkę. Przybliżyła się do mnie i włożyła rękę pod moje majteczki.

    – Widzę, że już jesteś mokra. Spodobał ci się ten widok, co?

    – Tak, ciociu…

    – Doskonale wiem o sekrecie w twojej rodzinie. A ty teraz wiesz o naszym. Teoretycznie to cała nasza rodzina w tym jest.

    Próbowałam słuchać co mówi, ale poprzez paluszki wchodzące do mojej cipki trudno mi było nie czuć przyjemności.

    – Jesteś taka mokra. Dołącz do nas kochanie. – powiedziała, liżąc mnie potem po szyi.

    Nie mogłam już wytrzymać. Oddałam się przyjemności. Widząc moje przyzwolenie, ciocia szybko zdjęła ze mnie koszulkę oraz majteczki. Teraz i ja byłam całkiem naga.

    – Jesteś piękna, Sam. – powiedziała.

    – Ty także ciociu.

    Wtedy zaprowadziła mnie do łóżka, gdzie już czekał Ivo, z penisem, który dalej stał na baczność.

    – Jak mówiłem nasza rodzina ma wiele do zaoferowania.

    – Teraz to widzę. – powiedziałem i zaczęłam całować się z Ivo.

    Całował mnie namiętnie z języczkiem rękami, dotykając moich piersi.

    – Chodź tutaj, synku. Połóż się, a my się tym zajmiemy. – powiedziała ciocia.

    Ivo położył się na łóżku. Ciocia szybko znalazła się przy jego kutasie i zaczęła go lizać. Zeszła na dół, liżąc jego jądra. Byłam tuż obok niej i razem zaczęłyśmy mu lizać kutasa. Widać był zadowolony z tego.
    Ivo położył się na plecach na łóżku, a ja z ciocią lizaliśmy na zmianę jego fiuta, zmieniając się w lizaniu penisa, czy jąder. W końcu, jednak ciocia przestała i usiadła na nim okrakiem. Pomogłam jej włożyć kutasa do cipki. Zaczęła szybko poruszać się w górę i w dół.

    – Oooohhhh… oggg… tak…

    – Jesteś wspaniała, mamo.

    Ivo zaczął lekko poruszać biodrami, pomagając lepiej wprowadzać kutasa w cipkę cioci Marlene. Nie chcąc tak czekać usiadłam cipką na twarzy kuzyna. Od razu zaczął mnie penetrować językiem. Czułam jego język w całym moich okolicach intymnych.
    Po jakimś czasie zamieniliśmy się miejscami. Teraz to ja usiadłam na jego kutasie. Nakierowałam go do pochwy i od razu go poczułam. Jak wypełniał mnie cały. Ciocia okrakiem usiadła nad jego ustami, a on łapczywie ją lizał dodatkowo uciskając jej pośladki.

    – Och… tak…

    Ja zaczęłam skakać na jego kutasie, a on dobijał nim do samego końca. Co za przyjemność. Trudno było się opanować. Jęczałam z rozkoszy.

    – Ooooogggghhh… ooooggghhh…

    Po czasie zeszłam z jego kutasa. Polizałam mu jeszcze główkę, która smakowała moimi soczkami.
    Wtedy ja położyłam się na łóżku, rozkładając nogi. Cioci położyła się na mnie, wypinając tyłeczek do góry.

    Poruszała się, przez co nasze piersi się nawzajem masowały. Namiętnie się pocałowaliśmy.

    – Mmm… Sam, jesteś taka słodka.

    – Ty również ciociu.

    Ivo wtedy przeszedł za nami i poczułam jak jego fiut wchodzi mi do cipki. Poruszał nim kilka razy, po czym wyjął i włożył do cipki cioci.

    – Och tak kochanie… o tak… – jęczała głośno.

    Tak samo poruszał nim kilka razy w jej pochwie, po czym znowu włożył do mojej cipki. Kuzyn wkładał na przemian swojej matce oraz mnie. Wkładał kutasa z jednej cipki do drugiej.

    – Mmmmm…

    – Ooooggghhh…

    Doszłyśmy jednocześnie. Przywarliśmy swoimi ustami do siebie. Ivo wyjął fiuta z mojej cipki i wytrysnął na nas. Sperma znajdowała się na moim brzuchu i na tyłku cioci. Gdy odetchnęliśmy ciocia zeszła ze mnie i położyła się obok mnie. Ciocia patrzyła na mnie z uśmiechem, też, próbując złapać oddech. Ivo usiadł na łóżku. Był cały spocony od tego ruchania.

    – O rany… dawno czegoś takiego nie miałam. – powiedziała ciocia.

    – No ja też. Naprawdę jesteśmy niezwykłą rodziną.

    – To prawda, Sam. Już nie musisz się ukrywać z tym. Wiem też o tobie i Charlesie.

    – Wybacz ciociu. Sama nie wiedziałam…

    – W porządku kochana.

    – Skoro już wszyscy wiemy, to może wspólnie coś pomyślimy. – powiedział chytrze Ivo.

    – Ciekawy pomysł synku. Myślę, że Viktor i Rachel nie mieliby nic przeciwko. Charles tak samo.

    Uśmiechnęłam się na to. Właśnie moja ciocia proponowała mi orgię razem z moimi rodzicami. To zwariowane. Ale w sumie cała nasza rodzina jest zwariowana.

    – Ale to na inny dzień. Idźcie do siebie dzieciaki. Ale jeszcze powrócimy do tego. – powiedziała ciocia, puszczając mi oczko.

    Razem z Ivo udaliśmy się już do swoich pokoi. Światło u Erici zgasło, więc też pewnie skończyła swoje zabawy.
    Byłam ciekawa tego dnia, kiedy odbędziemy nasz wspólny stosunek. Jednak też w głowie miałam myśl, czy przypadkiem Erica o tym nie wie.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Aedric

    Powietrze w opuszczonym obserwatorium wibrowało mocą, która nie miała nic wspólnego z elektrycznością. To była cicha, brzęcząca wibracja, która rezonowała w zębach i kościach. Pięciu mężczyzn stało w luźnym kręgu, skąpanych w pulsującym, mlecznoniebieskim świetle bijącym z szat Aedrica.

    „Czy to naprawdę konieczne?” Bartosz „Byte” Wróblewski poprawił okulary, nerwowo wystukując rytm palcami na obudowie laptopa. „To wygląda na znaczące odstępstwo od zaplanowanego rytuału. Odczyty energii są… chaotyczne”.

    „Cicho, mały człowieczku” – mruknął Malik „Zero” Washington, wpatrując się bystrym wzrokiem w istotę światła przed nimi. Jego złoty łańcuch lśnił. „Wyrocznia kazała stanąć w kręgu. Więc stoimy”.

    Aedric z Równin Niebios uniósł ręce, a jego srebrny warkocz zdawał się unosić wokół jego pogodnej twarzy. Jego głos, gdy się odezwał, nie był dźwiękiem, lecz uczuciem, rezonansem, który odbił się echem bezpośrednio w ich umysłach. Naczynie musi być przygotowane. Forma musi być zgodna z intencją. Aby ukierunkować pierwotną energię życiową, musicie najpierw stać się kanałami czystej kreacji. Musicie osiągnąć równowagę.

    Luca Morán instynktownie uniósł aparat, a potem go opuścił, artysta w nim został pokonany przez pierwotny strach. „Stać się? Co to znaczy?”

    Lśniące dłonie Aedrica poruszyły się, a światło z jego szat nasiliło się, wirując, by otulić każdego z nich migoczącym kokonem. To znaczy, że zostaniecie odmienieni. Nie lękajcie się. Przyjemność nowej formy to pierwszy sakrament.

    Fala ciepła, oszałamiająca i głęboka, zalała Kamila „Kosę” Kosowskiego. Sapnął, gdy doznanie, niepodobne do żadnego sportowego dreszczyku emocji, ogarnęło jego mięśnie. To nie był ból. To było głębokie, rozplątujące i na nowo łączące jego włókna. Jego zahartowana futbolem sylwetka zdawała się mięknąć, szerokie ramiona lekko się wyginały, a potężne linie torsu tworzyły nową, smukłą sylwetkę. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, gdy w piersi rozkwitł mu wstrząsający, wrażliwy żar, a mięśnie piersiowe mrowiły i nabrzmiewały w dwa jędrne, ciężkie wzgórki. Jego dłonie powędrowały ku nim, a zrogowaciałe palce drapały sutki, które teraz były niemożliwie wyprostowane i niezwykle wrażliwe. „Cholera” – wyszeptał, a w jego głosie słychać było stłumiony szok, którego nie rozpoznał.

    Malik obok niego stęknął cicho, z zaskoczeniem. Raper patrzył zahipnotyzowany, jak twarde, zahartowane na ulicy mięśnie jego ramion wygładzają się, a dłonie stają się smuklejsze. Znajomy ciężar jego ciała przesunął się, środek ciężkości opadł, a biodra rozłożyły się w wdzięcznej, niezaprzeczalnej linii. Przeszył go ostry, elektryczny wstrząs, skupiając się między nogami, gdzie jego męskość ustępowała, zapadając się w zapierającą dech w piersiach, przerażającą, podniecającą transformację. Poczuł tam nowy, pusty ból, wilgotne ciepło obiecujące pełnię doznań, których nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Zacisnął szczękę, ale dreszcz czystej, niechcianej przyjemności wstrząsnął jego nową postacią. „No cóż, cholera”.

    Luca milczał, zatracony w tym doznaniu. Jego umysł fotografa próbował to udokumentować – jak rozszerzały się jego wąskie biodra, jak ciemne włosy na piersi cofały się, odsłaniając miękką, bladą skórę, która kłuła nową wrażliwością. Czuł, jak jego własna esencja, jego męskość, wciągana z powrotem do ciała w odwrotnym rozkwicie nacisku i gorąca, zastąpiona delikatną, pulsującą wrażliwością, już śliską od oczekiwania. Opuścił dłoń, jego palce – teraz delikatniejsze – musnęły nowy, nabrzmiały pączek łechtaczki. Przeszył go gwałtowny, oślepiający wstrząs. Wydał z siebie wysoki, słodki dźwięk, zupełnie nowy.

    Bartosz gorączkowo mamrotał do siebie, w strumieniu analitycznej paniki. „Gwałtowna metamorfoza komórkowa. Redystrybucja tkanki tłuszczowej. Pierwotne i wtórne cechy płciowe się redefiniują – och”. Jego naukowy monolog urwał się, gdy zalała go fala doznań. Ciągły szum niepokoju w jego umyśle został zagłuszony przez narastający szum czystej, fizycznej potrzeby. Czuł, jak spodnie robią mu się ciasne, nie z powodu dawnej płci, ale z powodu gładkiego dowodu szokującego, mimowolnego przyjęcia jego ciała. Jego nowym centrum było pulsujące centrum pragnienia, a jego analityczny umysł uległ zwarciu, zastąpione przez pojedynczy, krzyczący nakaz: bądźcie nasyceni.

    Aedric obserwował ich, jego błyszczące oczy wyrażały głębokie współczucie. Ciała, które znałeś, są już tylko wspomnieniem. To teraz twoje formy. Naczynia życia. Naczynia przyjemności. Poczuj ich prawdę.

    Gestem wskazał, a jedwabne, bezużyteczne resztki ich ubrań rozpłynęły się w drobinkach światła.

    Cztery kobiety stały w miejscu mężczyzn. Ciężko dysząc, z lekko spoconą skórą, patrzyły na siebie szeroko otwartymi, oszołomionymi oczami. Dłoń Kosy wciąż obejmowała jej pełną pierś, a kciuk nieświadomie okrążał napięty sutek. Zero przesunęła nowymi, smukłymi dłońmi po dramatycznej krzywiźnie biodra, w geście własności i podziwu. Luca drżała, a jej wzrok utkwiony był w lśniącej śliskości wewnętrznej strony uda. Byte po prostu wpatrywała się w swoje ciało, a jej umysł w końcu zamarł, niczym w raju, poza biciem serca i pulsowaniem między nogami.

    Początkowy szok zaczął topnieć, zastąpiony narastającym, niezaprzeczalnym żarem. To Kosa, atletka zawsze dostrojona do swojego ciała, ruszyła pierwsza. Jej żywiołowy duch, teraz zamknięty w tej niezwykle wrażliwej, nowej formie, domagał się działania. Wyciągnęła rękę, nie przypominającą już pięści, lecz wdzięku, i dotknęła ramienia Zero.

    Kontakt był elektryzujący. Przenikliwe spojrzenie Zero złagodniało, a potem błysnęło nowym rodzajem intensywności. Złapała dłoń Kosy, splatając ich palce, i przyciągnęła ją bliżej. „Też to czujesz, co?” Głos Zero był niższy, ochrypłym kontraltem wibrującym obietnicą. „To… to pragnienie”.

    Kosa tylko skinęła głową, wstrzymując oddech, gdy druga dłoń Zero uniosła się, naśladując jej własną, obejmując jej pierś, a kciuk musnął sutek. Ostry, rozkoszny skurcz sprawił, że kolana ugięły się pod nią. „Jezu” – jęknęła.

    To było pozwolenie, którego wszyscy potrzebowali. Luca ruszyła w stronę Byte’a, którego analityczne wahanie w końcu się przełamało. „Te… bodźce sensoryczne są przytłaczające” – wyszeptała Byte, ale nie odsunęła się, gdy kręcone włosy Luki musnęły jej policzek.

    „Niech tak będzie” – mruknęła Luca, jej artystyczna dusza ogarnęła chaos. Pochyliła się i schwyciła usta Byte’a w miękkim, badawczym pocałunku. To było delikatne, stanowiące ostry kontrast z burzą w ich wnętrzu, a Byte wtopił się w nią z cichym jękiem.

    Aedric obserwował z pogodnym uśmiechem na ustach. Tak. Eksploruj. Zrozum narzędzie, którym się stałeś.

    Zero, zachęcona reakcją Kosy, pochyliła głowę. Jej usta, tak wprawne w posługiwaniu się słowami, znalazły nowy cel. Zamknęła usta na sutku Kosy, a krzyk piłkarza rozbrzmiał echem w obserwatorium. To był dźwięk czystego, nieskażonego poddania się. Dłonie Kosy powędrowały do ??nowych, długich włosów Zero, wplątując się w ciemne loki, trzymając ją mocno, podczas gdy język rapera smagał i ssał, wysyłając fale pulsującego pragnienia prosto do roztopionego jądra jej istoty.

    Ból między nogami Kosy był żywy, pulsował tak samo, jak pociąg ust Zero. Oparła biodra o nic, szukając tarcia, ulgi, czegoś więcej. Jej własne dłonie, zdesperowane, zsunęły się po potężnych plecach Zero, po wypukłości jej pośladków, ściągając ich ciała do siebie. Uczucie wilgotnego ciepła Zero na jej udzie sprawiło, że zobaczyła gwiazdy.„Proszę” – błagała Kosa, słowo wyrwane z jej ust, język pragnienia, który nie wymagał tłumaczenia. „Właśnie. Nie przestawaj”.

    Zero puściła jej pierś z cichym pyknięciem, a jej oczy pociemniały od drapieżnego głodu, który był dla niej zupełnie nowy. „Chcesz?” – wyszeptała, wsuwając dłoń między nie, palce wodząc po przemoczonym szwie nowej płci Kosy. Kosa drgnęła, a szloch uwiązł jej w gardle na ten dotyk. Dotyk Zero był zdecydowany, świadomy, jakby jej zręczne palce zawsze znały to terytorium. „Chcesz moich palców w sobie? Wypełnić tę śliczną, pustą cipkę?”

    Wulgarne, zaborcze słowa zniszczyły resztki kontroli Kosy. Mogła tylko skinąć głową, jej ciało uginało się pod dotykiem Zero. Pulsowała, ociekała, każdy koniec nerwowy krzyczał o to.

    Zero nie kazał jej czekać. Wsunęła dwa palce do środka jednym płynnym, pewnym pchnięciem.

    Doznanie było absolutne. Światło Aedrica wokół nich przygasło, świat zawęził się do punktu, w którym ich ciała się połączyły. Głowa Kosy opadła do tyłu, z jej gardła wyrwał się gardłowy, urywany krzyk, gdy została przeniknięta, wypełniona, dopełniona w sposób, o jakim nigdy nie wiedziała, że ??jest możliwy. To była idealna, rozciągnięta pełnia, która uderzyła w głębokie, ukryte miejsce w jej wnętrzu, iskrzące i rozbłyskujące oślepiającą przyjemnością.

    Zero też to poczuła, niewiarygodnie ciasne, wilgotne gorąco zaciskające się na jej palcach, a jęk dudnił w jej piersi. Zaczęła się poruszać, powolnym, rozważnym rytmem, jej kciuk trafiał na spuchnięty, zdesperowany pączek na szczycie i okrążał go z naciskiem, który był czystą torturą i ekstazą.

    Kosa była bezmyślna, reagowała na każde pchnięcie, jej biodra tłoczyły się, a krzyki przeradzały się w ciągły, przenikliwy jęk. Narastanie było szybkie i przerażające, splot przyjemności zaciskał się w jej brzuchu, karmiony każdym uderzeniem, każdym okrążeniem kciuka Zero.

    „Zamierzam… zamierzam…” próbowała ostrzec, ale słowa były bez znaczenia.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andy Whore
  • Przyjazn po latach [1]

    Spędziła wieczór przed lustrem w pokoju hotelowym, wciąż zmieniając sukienki, przeglądając się zniecierpliwiona i zdenerwowana. Każdy wybór wydawał się niewłaściwy — za skromna, za odważna, za oczywista. Bielizna pod sukienką była kolejnym dylematem, subtelnym akcentem, który miała poczuć tylko ona, a który miał jej dodać pewności siebie.

    Serce biło jej szybciej, myśli krążyły wokół niego, a dłonie mimowolnie drżały. „Nie przesadź, niech będzie naturalnie… ale niech przyciąga wzrok”, powtarzała sobie w myślach, próbując opanować mieszankę stresu i ekscytacji.

    Kiedy wreszcie weszła do restauracji i ujrzała go siedzącego przy stoliku, wszystko inne zniknęło. W jednej chwili jej ciało zareagowało na jego obecność — drobny dreszcz przebiegł po plecach, serce zabiło mocniej, a ona poczuła, że wciąga powietrze głębiej, próbując ukryć drżenie.

    Uśmiechnął się do niej, a ona odruchowo odwzajemniła uśmiech, choć w środku czuła mieszankę ekscytacji i niepewności. Każdy jego gest, lekkie przesunięcie ręki po stole, spojrzenie, które zawisło nieco za długo, sprawiało, że włosy na karku stawały jej dęba, a umysł gubił się w niedopowiedzeniach między nimi.

    Rozmowa zaczęła się nieśmiało, powoli, od neutralnych tematów, ale wkrótce jej słowa i uśmiechy nabrały wagi. Każde ich spojrzenie, każda pauza w dialogu, każdy przypadkowy kontakt dłoni przy kieliszku wina niosły ze sobą ładunek, który można było wyczuć, ale nie nazwać

    Zauważyła jego wzrok na swoim biuście, spojrzała w dół by ocenić, na co konkretnie patrzy. Jej niezdarność spowodował mokrą plamkę od wody na sukience. Widziała dokładnie zarys sutka, który z podniecenia chciał przebić się przez mokrą tkaninę. Zaczerwieniła się i chusteczką przetarła mokre miejsce. Efekt był odwrotny do zamierzonego, teraz podrażniony sytuek przebijał jeszcze bardziej – żałowała, że ta sukienka tak dobrze prezentuje jej ciało, inaczej ubrała, by jakoś biustonosz.

    Jej ciało reagowało na te drobne gesty, na elektryczną bliskość, którą czuli, nawet, gdy siedzieli po przeciwnych stronach stołu. Wiedziała, że on to czuje. Wiedziała, że oni oboje to czują. I choć żadne z nich jeszcze nie wypowiedziało tego wprost, atmosfera między nimi była gęsta od pożądania, emocji i napięcia, które same w sobie były niemal namacalne.

    Zsunęła szpilkę ze stopy i powolnym ruchem przesunęła nią po jego nodze w górę a potem kierować ją wzdłuż uda. Widział jego miną, zaskoczenie. Przerwał w połowie zdania i zamknął oczy czerpiąc z chwili garściami. Czuła podniecenie obserwując jego reakcję, czuła zbierającą się wilgoć.

    – Chodźmy na drinka – powiedziała w końcu, a jej głos był spokojny, lecz w nim kryło się wszystko, co w środku wrzało.

    Gdy wyszli razem z restauracji, każdy ich ruch, każde muśnięcie ramionami w wąskim korytarzu było jak cichy taniec. Ona czuła ekscytację, elektryzujące napięcie, które nie potrzebowało słów, by być zrozumiałym.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dnss
  • Hedonistyczna parka cz. 1

    To był pozornie spokojny, deszczowy dzień. Deszcz rytmicznie stukał w aluminiowy parapet za oknem, ja natomiast siedziałem na fotelu, skierowany w stronę drzwi mojego mieszkania, co chwilę zerkając na telefon. Wiedziałem, że za chwilę wróci.
    Nie myliłem się. Usłyszałem szelest otwieranej damskiej torebki, metaliczny zgrzyt klucza wsuwanego do zamka, a po chwili ukazała się moja ukochana, Martyna.
    Była trochę rozczochrana, jakby w pośpiechu układała włosy, do tego rozmazany makijaż.

    — Jak było? — zapytałem spokojnie.

    — Chcesz krótką wersję, czy ze szczegółami? — odpowiedziała pytaniem, rozpinając buty na obcasie.

    Była zjawiskowa. Byliśmy prawie dziesięć lat po ślubie, jednak jej ciało wciąż na mnie działało. Do tego sposób, w jaki mówiła, przygryzanie wargi, ekspresja oczami. Była unikatową kobietą, którą jakimś cudem udało mi się poślubić, która pokochała mnie bez pamięci.

    — No chyba oczywiste, ze szczegółami — rzuciłem się w jej kierunku, by pomóc jej się rozebrać z kurtki. Pod spodem miała krótką, ledwo zakrywającą pośladki, czarną sukienkę. Przebijające się przez cienki materiał sutki świadczyły o braku stanika, co było dziwne, gdyż jestem pewien, że ubierała go zeszłego wieczoru. Z bliska zauważyłem kilka białych, wyschniętych plam na szyi i sukience. Domyślałem się, czym to jest, jednak chciałem usłyszeć wszystko od niej. Przesunąłem ręką od policzka, po szyi, musnąłem piersi, wyeksponowane głębokim dekoltem. Przyciągnąłem ją do siebie za biodra, spuściła głowę, jednak delikatnie skierowałem ją ku mojej twarzy. Pocałowałem ją, wpychając język.

    — Kochany — przerwała, lekko mnie odpychając — chyba lepiej żebym najpierw się wykąpała. Chodź ze mną, opowiem wszystko.

    Złapała mnie za rękę, ruszyliśmy w kierunku łazienki. Odkręciła wodę, wanna powoli napełniała się. W tym czasie zrzuciła resztę garderoby. Nie było tego wiele. Miała na sobie tylko sukienkę.

    — A gdzie masz bieliznę?

    — Nie ma. Zabrał, jako trofeum — uśmiechnęła się, wchodząc do dużej wanny.

    Nie czekając, zrzuciłem ubrania i dołączyłem do żony. Jej piersi unosiły się na wodzie, pokryte pianą. Widziałem kilka drobnych siniaków na jej ciele, ślady paznokci. Miałem ochotę rzucić się na nią, ale powstrzymałem się. Oparła się o mnie, wtuliła głowę w moją pierś.

    Chwilę leżeliśmy, w ciepłej wodzie, wtuleni. Ciekawość mnie zżerała.

    — Jaki był? — zacząłem.

    — Wyjątkowo miły. Nie spodziewałam się tego. Taki dżentelmen. Najpierw pojechaliśmy na kolację, stawiał, więc miło. Pojechaliśmy do niego, rozlał po lampce wina, rozmowa zaczęła się lepiej kleić wtedy. Na początku było trochę sztywno. Okazało się, że też jest nauczycielem, wdowiec. Nie szukał nowej żony… — Martyna rozgadała się.

    — Kochanie, kochanie, ale jaki był wiesz, fizycznie… — przerwałem.

    Martyna roześmiała się.

     — Faceci… Nie tylko ciało się liczy kochany! No, ale dobra. Był wysoki, nie tak jak ty, ale całkiem wysoki, trochę ponad metr osiemdziesiąt. Nie był jakoś potężnie zbudowany, raczej szczupły, lekko siwy, ale widać, że zadbany. Na pewno ćwiczył, albo chociaż dobrze dietę trzymał.

    — A jak obdarzony? — zapytałem bez wahania.

    — Chojnie — Martyna trochę zawstydziła się odpowiadając.

    — Chojnie? Bardziej niż ja? — nie wiedziałem, czy chcę znać odpowiedź.

    — Mhm.

    Poczułem, że krew napływa mi do krocza. Żona też to poczuła, bo zaczęła kręcić pupą, stymulując mnie jeszcze bardziej. W pewnej chwili odwróciła się do mnie, cipką dociskała penisa do mojego brzucha.

    — Chcesz wiedzieć więcej? Chcesz wiedzieć, co mu robiłam, a co on robił mi? — wyszeptała, przyciskając swoje wielkie piersi do mojej klatki.

    Złapałem ją mocno za pupę, przyciągnąłem jeszcze mocniej do siebie.

    — Chcę.

    — To tak jak mówiłam, wypiliśmy po lampce wina. Miałam ochotę być sprośna, oj, byłam strasznie napalona. Zaprowadziłam go na fotel, popchnęłam go na niego. Bez słowa klęknęłam przed nim, rozpięłam rozporek i wygrzebałam miękkiego jeszcze członka. Pachniał mężczyzną. Odrobina potu i moczu. Kocham to. Pocałowałam go u nasady, potem wyżej i wyżej, aż doszłam do główki. Tu popracowałam więcej językiem, o tak — włożyła mi język do ucha, kręciła nim. — Czułam, że rośnie. Nie minęło dziesięć sekund i był twardy jak skała. Ruszałam głową, starałam się wziąć go jak najgłębiej potrafię. W pewnym momencie poczułam jego ręce na głowie. Nadawał rytm. Po kilku minutach wystrzelił. Częściowo do buzi, później tryskał na twarz, szyję, ubrudził mi nawet sukienkę.

    Byłem rozpalony do czerwoności. Usta, które przed chwilą całowałem, poprzedniego wieczoru były wypełnione obcym penisem. Jakiś mężczyzna spuszczał się w usta mojej ukochanej. Cieszył mnie nasz układ. Całkowita szczerość, całkowita otwartość. Nie było żadnych tematów tabu między nami.

    — Martwiłam się, że to będzie koniec zabawy — dodała po chwili. — Na szczęście myliłam się. Po kilkunastu sekundach przyciągnął mnie do siebie, całował w szyję, piersi, zsunął sukienkę. Unikał ust. Chyba brzydził się własnej spermy. Zdziwił się jak zobaczył kolczyk w sutku. Chyba pierwszy raz coś takiego widział. Nie wiedział, czy może go całować, czy nie. Pomogłam mu, przysunęłam piersi do jego twarzy, lizał, ssał, całował, raz jedną, raz drugą. Było przyjemnie. Poczułam, że robi się twardy. Wstałam, zsunęłam majtki, nie ściągając sukienki. Jezu, ale miałam mokro. Główka jego członka weszła bez oporu. Był duży. Chwilę trwało aż wszedł cały, ale jak już wszedł, skakałam na nim jak szalona. Darłam się w ekstazie. Czułam jakby wbijał mi się w macicę. Łechtaczką uderzałam go w podbrzusze z każdym ruchem. Doszłam bardzo szybko.

    Martyna złapała mnie za członka, nakierowała na cipkę. Usiadła na mnie kontynuując opowieść, poruszała biodrami.

    — Opadłam na niego. Leżałam i dyszałam. On cały czas podnosił i opuszczał moje biodra. Po pierwszym orgazmie miał jeszcze spory zapas sił. Podniósł się z fotela, nie wychodząc ze mnie przeniósł mnie na łóżko. Położył mnie na plecach i wbijał się we mnie jakby od zerżnięcia mnie zależały losy ludzkości. Cycki mi skakały jak na trampolinie, posuwał mnie jakbym była najtańszą dziwką. Podobało mi się. Nigdy nie byłam tak zerżnięta — szeptała, przyśpieszając ruchy bioder.

    Sam byłem blisko finału. Złapałem ją za włosy, odsunąłem jej twarz od mojej. Następnie wpiłem się w jej szyję, zostawiając wyraźną malinkę. Przeszedłem za nią, wbiłem się w nią od tyłu, na pieska. Wystarczyło kilka głębokich pchnięć bym doszedł.

    — Oho, kogoś tu bardzo podnieca jego puszczalska żonka — Martyna rzuciła przez ramię żartobliwie.

    — Żebyś wiedziała. A tobie jak się podobała przygoda? Jesteś szczęśliwa?

    — Jestem przeszczęśliwa. Dziękuję, że mi pozwoliłeś — wtuliła się we mnie.  — Teraz kolej na twoją fantazję. Wybrałeś kogoś?

    — Jeszcze nie — powiedziałem. — Wiesz, mi będzie trochę trudniej, kobieta wystarczy, że rozłoży nogi, ja będę musiał się trochę nagimnastykować.

    Bez ostrzeżenia oberwałem pięścią w ramię.

    — Nie bądź świnia, też muszę się trochę napracować — udawała oburzoną.

    Leżeliśmy chwilę w wannie, woda zaczęła robić się zimna. Martyna wstała, owinęła się ręcznikiem.

    — Poleżmy jeszcze — poprosiłem.

    — Nie mogę, zaraz przyjdzie Eliza na korepetycje. Muszę coś przygotować na lekcję.

    — Rozumiem.

    Wstałem, wytarłem się, poszedłem się ubrać. Martyna krzątała się po domu, przygotowując podręcznik od angielskiego oraz jakiś zestaw ćwiczeń. Ja w tym czasie starałem się nie przeszkadzać. Wróciliśmy do normalnego trybu, jak gdyby nigdy nic.

    Po kilkudziesięciu minutach, rozbrzmiało pukanie do drzwi.

    — Kamilu, otwórz proszę — zawołała z sypialni.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana

    Będzie więcej części, kończę drugą, w tym tygodniu zostanie dodana.

  • Nagi sen w szpitalu

    Byłem chory. Pomimo cierpienia miewałem fantazje seksualne na jawie i w snach. Tym razem sen okazał się dziwną mieszanką emocji, cierpienia, realizmu i fantastyki.

    Sen rozpoczyna się od pełnego lęku oczekiwania na pielęgniarkę w szpitalu. Ta powiedziała mi, że mam się przygotować do operacji usuwania kamieni nerkowych. Laparoskopia ma być bezbolesna, szybka i wszystko będę widział. Niestety muszę być nago. Zaprowadziła mnie do sali i kazała się rozebrać. Odmówiłem. Nalegała. Ponownie odmówiłem, wyjaśniając, że nie będę pokazywał swojego penisa innej ładnej dziewczynie ze względu na moją kobietę, której obiecałem nie dzielić się z nikim moją intymnością. Po moim stwierdzeniu przysłała stażystę. Też nie było mi łatwo. Młodzik był całkiem spoko, ale musiałem mu pokazać. Niechętnie więc zdjąłem z siebie wszystko poza majtkami. Odwrócił się, ściągnąłem majty, a on nie patrząc w dół, dyskretnie podał mi szpitalny szlafrok, który pospiesznie włożyłem. Czułem się zwycięzcą, że tym razem obeszło się bez pokazania. Zawiózł mnie na salę operacyjną.

    Tutaj czekało na mnie 6 osób i nie było kolorowo. Musiałem się położyć, a lekarze odsłonili podbrzusze, wprowadzając przez cewkę specjalny przyrząd. Czy to był wstyd, lęk, podniecenie? Trudno powiedzieć. Przez cały zabieg wyjmowali mi kamienie przez penisa. Poprosiłem o nagranie z kamerki, która była na sali. Sen się na chwilę urywa.

    Po zakończeniu wszystkich czynności wszedł ten sam stażysta i odwiózł do innej sali. Tam ściągnął ze mnie szpitalny szlafrok, pozostawiając leżącego nago na wznak. Po zabiegu byłem mocno skołowany, przeżyłem mnóstwo strachu, zawstydzenia i zmieszania, więc przez chwilę nawet nie zareagowałem. Podszedł do mnie, zdejmując swój kitel, odsłonił gołą klatę. Pomyślałem — no spoko, facet to nie dziewczyna, więc nie sprzeniewierzę się swoim obietnicom. Leżałem goły. Zacząłem się czerwienić i pocić. Byliśmy zupełnie sami. Ściągnął spodnie i bokserki. Rozszerzył mi nogi i swoją cienką, długą „igłę” zatopił w moim odbycie. Mój penis nie był w formie. Obolały, podrażniony, nie mógł stawać po lekach, które mi wstrzyknięto. Mimo to poczułem dziwną, ale intensywną ekstazę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Pan Profesor

    Wzdychałam mocno, kiedy dostałam już kolejne uderzenie w mój tyłeczek……Jestem Klaudia, 18 lat około 170 cm wzrostu, brunetka o zielonych oczach i zgrabnych kształtach, z miseczką C. Jak każdego dnia przyszłam spóźniona na lekcje Chemii, nienawidzę chemii, więc nigdy nie byłam punktualna. Wchodząc do klasy było widać niezadowolenie mojego profesora, który trzasnął książką o stolik z pytaniem czy kiedyś przyjdę na czas, bo przeszkadzam innym w ten sposób, jak zawsze grzecznie obiecałem poprawę i szybkim krokiem w podskokach poszłam do mojej ławki. Kolejna nudna lekcja, na której nie potrafiłam się skupić, chociażby właśnie z nudy, jaka tam panowała. Myślałam już o tym, co jutro założę do szkoły albo, co będę robiła, gdy już stąd wyjdę. Jednak nastał moment, w którym 50 letni profesor ogłosił, że oddaję ostatnio pisane przez nas egzaminy i tu pojawił się stres, wiedziałem, że to może być moja kolejna lufa z Chemii, mimo że długo siedziałam żeby to napisać, chociaż na 3, gdyż moja mama wariuje, gdy dostaję słabe oceny, zabiera telefon, zabrania wyjścia ze znajomymi czy każe mi się uczyć przy niej, szczerze mówiąc to nie lubiłam tego. Profesor podszedł do mnie, jako ostatniej, stanowczym krokiem, położył na mojej ławce kartkę, mówiąc, że znów muszę się poprawiać, od razu wzięłam kartkę do swych rąk, a tam jedynka, byłam załamana, w mojej wyobraźni była już moja matka, która wydziera się w niebo głosy, gdy to zobaczymy. Na koniec lekcji, gdy wszyscy już wyszli, podeszłam do Pana Piotra, z zapytaniem czy mogę jakoś już to dzisiaj poprawiać, dodając, że bardzo mi na tym zależy. Usłyszałam tylko głęboki oddech, spojrzał na mnie, odłożył swoje małe okularki na stolik – Przyjdź jak skończysz zajęcia do sali. Po czym wstał i po prostu wyszedł. Na każdej innej lekcji przerabiałam temat z książki, tak, aby cokolwiek napisać więcej niż dotychczas. Wybiła godzina 14, skończyła się moja ostatnia lekcja, przyszłam pod sale, grzecznie zapukałam do drzwi, usłyszałam zezwolenie na wejście, wchodząc Profesor kazał usiąść mi w pierwszej ławce, byłam dość zdziwiona, że nikogo więcej nie było, bo wiedziałam, że nie tylko mi poszła kiepsko, jednak po chwili stwierdziłam, że może po prostu nikt więcej nie chciał przyjść, byłam troszkę zagubiona, gdyż czułam dużą presję na karku, to moje być albo nie być. Profesor szybko zadawał mi pytania, bo na żadne nie byłam w stanie odpowiedzieć, po piątym już pytaniu -Czy ty umiesz cokolwiek. Uniosłam lekko głowę, kiwając głową – Starałam się, ale nic mi nie wchodzi do głowy- Postaraj się bardziej Profesor dodał kolejne pytanie, według niego dość banalne, ale dla mnie to dalej była czarna magia. Profesor wstał z dużą frustracją, dodając przyjdź jutro jak będziesz coś umiała, wstałam od razu za nim, krzycząc, że zrobię wszystko byle to zdać!-Wszystko?- Obrócił się delikatnie, patrząc się prosto w moje oczy. Kiwnęłam głową na tak, chociaż wtedy nie wiedziałam, że mój profesor ma takie myśli w głowie.- Okej, mam propozycję, dasz mi się uderzyć linijką w twoją nagą pupę-Był to dla mnie szok, zaniemówiłam, spojrzałam na mojego profesora, prawie łysego faceta, ze starą białą koszulą i ciemnymi spodniami.-Co?- Zapytałam ze zdziwieniem- Ustalimy limit uderzeń, ile, za jaką ocenę, twoja mama z pewnością byłaby zadowolona z pierwszej twojej lepszej oceny Na początku od razu chciałam odmówić, jednak pomyślałam, że faktycznie miałabym spokój na cały weekend od matki -Zgoda, niech będzie, że to zrobimy Wiedziałam, że ból może być niesamowity, jednak myślałam już tylko o tym żeby mieć spokój w domu- dobrze, więc opuść spodnie oraz majteczki, no i oczywiście wypnij się stosownie. Zrobiłam, co kazał, oparłam swoje dłonie o ławkę, następnie ściągnąłem powoli w dół swoje ciemne legginsy, a po chwili swoje różowe majteczki, zostając w samym białym topie, wypięłam się mocno z myślą, że zrobi to szybko i po sprawie, mimo że pojawiła mi się spora wątpliwość, to musiałam mieć spokój, chciałam wyjść na imprezę weekend – Uhuhu, ależ fajna dupcia z ciebie – z uśmiechem usłyszałam, byłam powoli przerażona fetyszem mojego profesora. Wyjął długą, 30 cm linijkę z pod biurka, przyłożył delikatnie do mojej pupy- daje 5 uderzeń za ocenę mierna, a 10 na ocenę nieco wyższą od miernej, zgadzasz się? – Tak, proszę zacząć profesorze. Poleciał pierwszy strzał w moją stronę, delikatnie mnie piekło, przy drugim już nieco mocniejszym poczułam to dość mocno, ale zacisnęłam zęby, czekając na kolejne, trzeci i czwarty, były dość znośnie, ale przy 5 aż podskoczyłam z bólu, już miałam oczy pełne łez, a moja pupa była już strasznie obolała-Wystarczy ci 2, czy walczysz o więcej? Bolało mnie już jak diabli, ale zgodziłam się z myślą, że moja mama nie zadwoli się dwójką. Wzdychałam mocno, kiedy dostałam już kolejne uderzenie w mój tyłeczek, a potem 7 i 8, już prawie nie wytrzymałam, ale trzymałam mocno kciuki, dosłownie już płacząc z bólu, u profesora słyszałam tylko śmiech i podekscytowanie, myślałam już o nim tylko, że to zwykły zbok i szaleniec, ostanie dwa uderzenia były już na tyle mocne, że po ostatnim wyskoczyłam w górę jak poparzona, powiedziałam, że dość, a on pokiwał tylko głową chowając swoją linijkę do szuflady. Zaczęłam się powoli ubierać, z dużą ostrożnością, aby nie podrażniać jeszcze bardziej mojego tyłka, tymczasem on krzyknął – Czekaj! Jak mi obciągniesz masz 4, co ty na to? Obróciłam się w jego kierunku, a on już ocierał swoje krocze dłonią, pomyślałam sobie, że to mnie w sumie boleć nie będzie, a 4 z chemii nie miałam już chyba od 6 klasy podstawowej -Dobra, ale to ostania już rzecz Ucieszył się, ściągnął spodnie w mgnieniu oka, a tam wyskoczył około 15 cm kutas, oparł o ławkę i czekał z rozkoszą kiwając mi palcem, stwierdziłam, że zrobię mu szybkiego loda i po krzyku, sądziłam, że dojdzie w kilka minut, a następnie będę wolna z dobrą oceną, energicznym krokiem, już nawet nie ubierając się do końca, zbliżyłam się, ładnie padłam na kolana, chwyciłam mocniej ręką jego małego, drugą miział paznokciami jego jądra, niestety był delikatnie zarośnięty, jednak można dostrzec, że musiał być ogolony na przestrzeni kilku dni, a ustami objęłam jego końcówkę, delikatnie i z namiętnością, mój języczkiem zgrabnie przesuwał się po jego główce, czułam już jak jego ciśnienie wzrasta, a oddech coraz głębszy, aż dokładnie połknąłem go po same kule, raz za razem, chwilę później, aby jeszcze przyspieszyć dołączyłam rączkę, który masturbowała go, a moje usta ssały jego sprzęt. Nagle profesor odsunął się i krzyknął ” Dobra, daje ci dwie 5, jak dasz mi się zanurzyć w twojej muszelce. Z jednej strony ja też się trochę podkręciłam, a byłam domyślna, że skończy w kilka minut jak nie sekund. Podeszłam do niego, złapałam za penisa, obtarłam sprawnym ruchem mojego wargi o jego skórkę – Dobrze, Piotrze, ale usprawiedliwiasz mi od dzisiaj spóźnienia, inaczej wychodzę stąd już -Złapałam jeszcze jego kutasa w dłoń, którego delikatnie otarłam jeszcze raz o swoje krocze – To jak będzie? Zrobił się delikatnie czerwony na polikach, a w jego oczach widziałam takie porządnie w moim kierunku, więc kiwnęłam głową, po raz kolejny wypięłam swoją pupcie opierając swoje dłonie o ławkę robiąc to odważnie i seksownie, aby jeszcze bardziej podkręcić Profesora, podszedł, oparł swój piwny brzuch o mnie, wycelował już w moją mokrą cipkę, poczułam jak jegomość wskoczyła, głęboko wzdychałam, a Piotr sprawnymi ruchami wchodził i wychodził z mojej dziurki, a ja lekko wzdychałam, pojękiwałam, wbrew wszystkiemu sprawiał mi dość dużą przyjemność, wiedział, w jaki sposób operować swoim penisem, jednak po kilkunastu głębokich uderzeniach w moją dziurkę, poczułam jak jego penis jeszcze mocniej stwardniał, pulsował, a on aż jęczał. Nagle wyskoczył szybko z mojej cipki i wystrzelił mocną dawką ciepłej spermy na moje plecy. Przyniósł mi papier, którym mnie wytarł, a potem siebie, kazał mi się ubrać i dodał, że jeśli chcę kolejne dobre oceny to już wiem jak je zdobyć. Ubrałam się i wyszłam, troszkę zaskoczona całą sytuacją, ale bardzo zniesmaczona, że Pan profesor zadowolił tylko siebie, gdyż tylko on doszedł. Dotarłam do domu, a moja mama była już poinformowana o mojej dobrej ocenie i była szczęśliwa. Od tamtej pory, przychodziłam do Pana Piotra przed każdym egzaminem…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ryszard Kowalski

    Mam nadzieję że przypadnie do gustu, dajcie znać jak poszło tym razem..

  • Nago na polu

    Któż z nas nie lubi się opalać? Kto z nas nie lubi być nago? Jeżeli ktoś może połączyć obie te rzeczy w środku gorącego lata, jest szczęściarzem. Nie ma bowiem nic lepszego niż odpoczywanie nago na słońcu w miejscu, gdzie przeważnie nie ma żywego ducha, a wokół tylko pola i lasy. Ja mam taką możliwość wśród pól na wsi. Nic tylko rozebrać się i zapomnieć o wszystkim, a dziś mamy przepiękną ku temu pogodę. Jest materac, więc ściągam z siebie wszystko i rozkładam się wygodne na wznak. Co miałem między nogami, to pokazałem. I zasnąłem. Zwykle pola o tej porze są puste prócz zwierząt, najwyżej gdzieś w oddali z drogi widać jakiś samochód, ale w tej trawie raczej nikt nie zobaczy całości mego oblicza. Wiatr przyjemnie opływa całą skórę. Zieleń, śpiew ptaków, błękitne niebo. Stojący penis przysłania mi słońce. Odpływam.

    Gdy obudziłem się kilka godzin później, zobaczyłem przejeżdżający po sąsiednim polu traktor. Minęło kilka sekund, zanim doszło do mnie, że jestem goły, a jakiś stary dziadek to widzi. Zawstydzony i przerażony zakryłem penisa ręką, a za chwilę, gdy traktor obrócił się tyłem, zabrałem rzeczy i uciekłem. Przez kilka dni nie mogłem pozbyć się wspomnień tego niemiłego przeżycia. Chodziło za mną, sprawiając, że czułem się niekomfortowo i jakoś tak… no nie wiem, jak to określić.

    Jadąc do miasta, spotkałem swojego dawnego kolegę ze szkoły. Dawno go nie widziałem, choć mieszka w okolicy. Przeżywałem traumę i musiałem ją z siebie wyrzucić, opowiadając mu o całej tej sytuacji. Dziwnym trafem odpowiedział, że wie o tym, bo to był on. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie. Mówił, że to teraz jego pole i rzeczywiście jeździł tam wtedy, ale nie chciał ciągnąć tematu. Z kontekstu wynikało jednak, że trochę to trwało. Bardzo mi ulżyło, że to właśnie ktoś znajomy, a nie jakiś stary napalony zboczeniec, który jarałby się moim nagim ciałem. Oczywiście było mi wstyd, bo się przed nim zeszmaciłem, lecz nie chciałem tego pokazać. Powiedziałem mu za to: Nawet nie wiesz, jaką ulgę poczułem. Ta trauma chodziła za mną przez wiele dni. Znamy się od lat i wiem, że jesteś spoko facetem. Cieszę się, że to ty, a nie jakiś zboczony staruch, który potem obśmiewałby mnie na całą okolicę, lub śliniłby się do mnie. Gdy się obudziłem i zobaczyłem, że ktoś mnie widzi, zżarł mnie wstyd i uciekłem. Następnym razem, daj znać, że to ty, wtedy nie będę musiał się tak spinać i marnować pięknego dnia. Kolegi nie będę się przecież wstydził, a ty z szacunku do mnie nie będziesz się przecież gapił, tylko robił swoje.

    Następnym razem tak właśnie się stało. Obudził mnie klaksonem. Byłem spokojny, że to on, więc zakryłem penisa dłonią i opalałem się dalej. Odkryłem, gdy już odjeżdżał. Oczywiście, kwestia pokazania mu się wtedy na golasa nadal była aktywna w mojej głowie. Czułem się z tym dziwnie, trochę głupio, a trochę mnie to kręciło, ale trzeba z tym żyć. Nie przestaję się jednak opalać nago.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Hedonistyczna parka cz. 2

    Za drzwiami stała Eliza, nastoletnia sąsiadka mieszkająca z matką. Dziewczyna nie miała lekko. Rozbita rodzina, bez ojca, matka alkoholiczka, raczej klepali biedę. Moja żona udzielała jej korepetycji za darmo, nie chciała, by skończyła jak jej matka. Było mi jej szkoda. Śliczna dziewczyna, młoda, a tak jej życie dokopuje.  Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się od ucha do ucha. Zauważyłem zmianę. Miała aparat na zębach – drogi gadżet.
    Dziewczyna miała na sobie szarą, luźną bluzkę, odsłaniającą jedną ramię. Co chwilę, poprawiała zsuwający się z ramion materiał. Do bluzki dobrała ciemne szorty, które dostrzegłem dopiero jak wchodziła do środka. Na stopach zwykłe, domowe kapcie i białe skarpetki. Mieszkała dwa piętra pod nami, nie musiała się specjalnie stroić.

    — Cześć Elizka, siadaj, napijesz się czegoś? —  Martyna powitała dziewczynę z entuzjazmem.

    — Może piwo? — Nastolatka odpowiedziała, nie wiedziałem czy na poważnie.

    — Tak, pewnie, jeszcze papieroska? — żona ciągnęła żart.

    — Byłoby idealnie! — zaśmiała się Eliza. — Może być woda, dzięki!

    Dziewczyny usiadły i pracowały z podręcznikiem, odgrywały scenki po angielsku, pisały krótkie paragrafy. Martyna często chwaliła Elizę, co bardzo ją motywowało. Widać, że brakowało jej ciepłego słowa.
    Zerkałem, jak pracują. Były całkowicie inne, jednak obie równie śliczne. Blond włosy Elizy kontrastowały z ciemną fryzurą mojej żony. Jej drobne, wciąż dojrzewające ciało emanowało niewinnością, ale i czymś innym. Czymś, co biło również od Martyny – jakby świadomość własnej atrakcyjności.
    Nastolatka zauważyła, że ją lustruję, jednak nic nie powiedziała, uśmiechnęła się jedynie i lekko przygryzła wargę, starając się nie zwrócić uwagi Martyny, która siedziała naprzeciw niej, plecami do mnie. Odwróciłem wzrok, ale jeszcze kilka razy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Gdy Martyna wstała po kolejne ćwiczenia, Eliza gestem wskazała pod stół.
    Martyna wróciła, usiadła i wręczyła Elizie kilka kartek.

     

    — Uzupełnij brakujące czasowniki — poleciła, a następnie zaczęła szukać czegoś w podręczniku. Ja w tym czasie położyłem się na kanapie, tak, że na wysokości wzroku miałem to, co pod stołem. Aby nie wzbudzać podejrzeń, trzymałem w ręku telefon, przeglądając Facebook i Instagram. Zerknąłem w bok. Dziewczyna miała szeroko rozstawione kolana. Lewą ręką, przesuwała materiał szortów, eksponując czarną bieliznę. Eliza była skupiona na zadaniu od Martyny, jednak widziałem, że co chwilę sprawdzała, czy widzę jej przedstawienie.

    — Mała nimfa – pomyślałem. Gdyby nie fakt, że niedawno kochałem się z żoną, moje spodnie byłyby rozrywane przez rosnącego kutasa. Na szczęście opanowałem się.

    — Gotowe! — małolata przesunęła kartkę w stronę Martyny, jednocześnie złączając nogi. Koniec przedstawienia.

    — Dobrze, tu jest też dobrze. Tu zobacz — przysunęła kartkę w stronę Elizy — tu powinno być „s” na końcu. No dobra, czasowniki w miarę ogarniasz, powtórzymy jeszcze jutro, a teraz chwila przerwy i robimy stronę bierną.

    — Super! Dzięki! — Eliza tryskała entuzjazmem.

    Martyna wstała do kuchni po jakieś przekąski, Eliza w tym czasie podniosła się, oparła łokciami o stół i zwróciła do mnie:

    — A ty też znasz angielski, Kamilu?

    Na dźwięk swojego imienia spojrzałem na dziewczynę, instynktownie oczy skierowały się na małe piersi, odsłonięte przez zwisający materiał bluzki, ukryte jedynie pod białym, gładkim stanikiem.

    — Tak, coś tam umiem, a co?

    — Nic, tak tylko pytam. Może kiedyś jak Martyna nie będzie mogła, ty mi dasz korepetycje? Odwdzięczę się — mrugnęła do mnie, ale szybko wróciła na miejsce jak usłyszała, że jej nauczycielka wraca.

    Mała gówniara do mnie startowała. Albo po prostu mnie testowała. Podobało mi się. Nawet bardzo.

    Dziewczyny uczyły się jeszcze przez godzinę, chwilę porozmawiały o szkole, ubraniach i naszedł czas pożegnania. Martyna życzliwie pożegnała dziewczynę, odprowadzając ją do drzwi. Eliza mijając mnie, musnęła mnie w ramie dłonią.

    — Pa, Kamilu, do jutra! — nastolatka rzuciła przez ramię.

    — Pa — odpowiedziałem bez emocji.

    Słyszałem dźwięk zamykanych drzwi, kilka pięter pod nami. Dotarła do domu. Usiadłem obok Martyny.

    — Martyna, coś wydało ci się dziwne? — zagaiłem.

    — Co masz na myśli?

    — Zachowanie Elizy, chyba mnie kokietowała — powiedziałem poważnie.

    Martyna wybuchła śmiechem.

    — Kokietowała? Co masz na myśli? — dopytała powstrzymując kolejne salwy śmiechu.

    — Jak siedziałyście tutaj i wyszłaś na chwilę, to pokazała, że mam patrzeć pod stół. No to patrzyłem później. I ona nogi rozkłada, i pokazuje mi gacie — zacząłem punktować — a jak wychodziła to mnie dotykała w rękę.

    — Poważnie? Ciekawe — Martyna wyglądała na zamyśloną, jakby analizowała to, co powiedziałem. — I co ty na to wszystko, Kamil? Podobało ci się?

    — Podobało. Świetnie wiedzieć, że się komuś podobam, poza tobą oczywiście — cmoknąłem ją w czoło.

    — A w drugą stronę? — dopytywała — Podoba ci się ona?

    Chwilę myślałem nad odpowiedzią. Przyznać się żonie, że podoba mi się małolata? Nie mieliśmy jednak żadnych tajemnic. Obiecaliśmy sobie całkowitą szczerość, zawsze.

    — Tak, jest bardzo atrakcyjna.

    — Mhm — uśmiechnęła się, ale nie komentowała.

    — Co? — zapytałem próbując wybadać, co o tym sądzi.

    — Nic. Jeżeli jest, jak mówisz, to cieszę się, że oboje się sobie podobacie. Masz zielone światło na nią — powiedziała całując mnie w usta.

    — No co ty, przecież to dzieciak. Ile ona ma w ogóle lat?

    — Piętnaście albo szesnaście, nie jestem pewna. Jutro dopytam, jak przyjdzie na korepetycje — odpowiedziała.

    Martyna wtuliła się we mnie i nic już nie mówiła. Była najlepszym, co mnie spotkało, uwielbiałem każdy aspekt tej osoby. Jej ciało, jej duszę. Jej hedonistyczne podejście do życia. Fakt, że mogłem zdradzić jej najskrytsze tajemnice i fantazje, a ona nigdy nie krytykowała. Pytała jedynie, co możemy zrobić, żeby to zrealizować. Z tego też powodu, nigdy nie sprzeciwiłem się realizacji jej fantazji. Nawet, jeżeli wiąże się to z dzieleniem się moją ukochaną żoną z innymi. Warto. Ostatecznie zawsze wraca do mnie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana
  • Hedonistyczna parka cz. 3

    Następnego dnia razem z Martyną udaliśmy się na siłownię, ćwiczyliśmy koło godziny, później szybkie zakupy, wspólne gotowanie obiadu i odpoczynek. W międzyczasie, żona przebrała się w krótkie szorty i bluzkę bez ramiączek. Wiedziała, że uwielbiam ten strój. Nie trudziła się nawet by założyć stanik.

    — A czym to zasłużyłem sobie na takie widoki? — powiedziałem lekko ściskając jej piersi przez cienki materiał.

    — Jesteś grzecznym mężem, dobrym, nie bijesz, nie pijesz — żartowała. — Poza tym, ciepło dzisiaj.

    Miałem ochotę zedrzeć z niej top, rozerwać szorty i wejść po same jaja, tak jak stała, ale nie mogłem. Za chwilę miała przyjść Eliza na korepetycje. Byłem ciekaw, jak będzie wyglądało dzisiejsze spotkanie. Byłem ciekaw, co ubierze Eliza. Martyna ubrała się chyba nie do końca stosownie do okoliczności. Zastanawiałem się, czy miało to związek z wczorajszymi wydarzeniami i rozmową. Mogłem zapytać wprost, na pewno by odpowiedziała, ale postanowiłem czekać na rozwój wydarzeń.

    — Faktycznie, wręcz gorąco — zbliżyłem się, schyliłem do pocałunku, jednak przeszkodziło mi pukanie do drzwi.

    — To pewnie Eliza, otworzysz? — zapytała, lekko mnie odpychając i kierując się do kuchni — Zrobię na szybko coś zimnego do picia.

    Otworzyłem drzwi, faktycznie była to Eliza, wyglądała zjawiskowo. Włosy związane w kitkę, biała koszula na krótki rękaw z kilkoma odpiętymi od góry guzikami, które pod odpowiednim kątem odsłaniały jędrny biust. Koszula wpuszczona była w krótką, czarną spódnicę sięgającą do połowy ud. Na stopach tylko kapcie, bez skarpetek. Wyglądała jak niegrzeczna uczennica z filmów dla dorosłych. Poza wyzywającym strojem, w oczy rzucił mi się wyraz na jej twarzy. Nie była taka uśmiechnięta jak wczoraj.

    — Cześć Elizo, wchodź — zaprosiłem ją do środka.

    — A Martyna gdzie? — zapytała nastolatka.

    — Szykuje lemoniadę, zaraz będzie — zawahałem się chwilę, ale dopytałem: — Wszystko w porządku? Wyglądasz na zamyśloną.

    — Matka znowu zachlała. Nie chce wracać do domu — powiedziała patrząc mi w oczy. — Mogę po lekcjach trochę u was posiedzieć? Czy macie plany?

    — Nie mamy planów, możesz zostać, ile chcesz — odpowiedziałem bez namysłu.

    Eliza usiadła przy stole, w tym samym miejscu, co ostatnio. Ja usiadłem na miejscu, na którym wczoraj siedziała żona. Czekaliśmy na Martynę i lemoniadę.

    — Cześć Elizka! — powitała Elizę Martyna, uśmiechnięta jak zwykle. Z jakiegoś powodu Martyna bardzo lubiła tę dziewczynę.

    — Hej Martyna, Kamil mówił, że mogę zostać po lekcjach trochę u was, nie masz nic przeciwko? — spojrzała błagalnym wzrokiem.

    Martyna spojrzała na mnie, widziałem, że kącikiem ust uśmiechnęła się.

    — No pewnie, zostań nawet na noc! Ale mamy jedno łóżko, musiałabyś spać na kanapie. Po lekcji obejrzymy jakiś film — moja ukochana wyczuła, że coś jest na rzeczy i od razu zalała dziewczynę falą uprzejmości i miłości.

    Zauważyłem, że Eliza nieznacznie się rozpromieniła, uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wyglądała znacznie ładniej z uśmiechem. Martyna rozłożyła szklanki i podała dzbanek pokryty kropelkami lodowatej wody. Nie musiała się śpieszyć z korepetycjami, skoro dziewczyna zostanie u nas dłużej.

     

    — Elizka, wczoraj rozmawialiśmy z Kamilem i zastanawialiśmy się — zaczęła Martyna — ile ty właściwie masz lat? Nigdy chyba o tym nie rozmawiałyśmy, co?

    — Piętnaście. Dzisiaj kończę — rzuciła bez emocji.

    Zrobiło mi się strasznie przykro dziewczyny. Zauważyłem, że Martynie łezka zakręciła się w oku. Córka miała urodziny, a jej matka leżała pijana dwa piętra niżej.
    Chcąc przerwać niezręczną ciszę rzuciłem: — Kurczę, szkoda, że nie wiedziałem, nie mamy prezentu ani tortu. Martyna, może olejecie dziś korepetycje i porobimy coś fajnego? Eliza, co byś chciała?

    — No jasne! Korepetycje nie zając — Martyna pochyliła się do Elizy i pocałowała ją w czoło. — Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, łobuziaro!

    Obie spojrzały się na mnie, jakby teraz była moja kolej na składanie życzeń, wstałem do Elizy, w tym samym momencie żona ruszyła do kuchni po ciastka.

    — Wszystkiego najlepszego, młoda — schyliłem się by dać jej cmoka w policzek, jednak dziewczyna w ostatnim momencie obróciła twarz, nastawiając usta. Cmoknąłem ją, uśmiechnęła się od ucha do ucha, pokazując zęby ozdobione aparatem korekcyjnym. Pół żartem, pół serio pogroziłem jej palcem, że nieładnie się zachowała, ale ostatecznie wszystko zostało uznane za niewinny żart. Martyna wróciła z ciastkami.

    — To co chcesz robić? — Powtórzyła pytanie Martyna.

    — Właśnie to. Po prostu z wami posiedzieć, pogadać. Może zagramy w jakieś planszówki? Macie coś? Chociaż słaba jestem w gry.

    Spojrzałem na regał z książkami i grami. Niestety mieliśmy tylko gry na dwóch, szachy, karty i twistera.

    — Możemy pograć w karty albo Twistera — ostatnie wspomniałem nieco ciszej, strój Elizy średnio nadawał się do tej gry, liczyłem, że wybierze karty.

    — Nigdy nie grałam w Twistera, zagramy? — prosiła z oczami jak szczeniaczek.

    Martyna skinęła w moją stronę. Chwyciłem pudło z grą, wyciągnąłem matę, rozłożyłem na podłodze.

    — Dobra, to ja będę kręcić, a wy gracie — zadecydowała Martyna. Pstryknęła palcem we wskazówkę, po czym ogłosiła: — Noga na czerwone!

    Pierwsze zadanie było banalnie proste. Po chwili dochodziły kolejne polecenia, zarówno Eliza jak i ja, byliśmy już na czworaka próbując znaleźć coraz to bardziej odległe i trudnodostępne pola. Eliza podparta była dwoma rękoma, pupą do podłogi, jedną nogę miała tuż obok mnie, tak, że czułem ciepło jej uda na swoim ramieniu. Kolejne polecenie skierowało jej drugą nogę, na pole tuż obok mojej twarzy. Poczułem zapach jej skóry. Spojrzałem na Martynę – bawiło ją moje zakłopotanie. Po kilku ruchach, byliśmy nieźle splątani. W pewnym momencie, Eliza nie wytrzymała i upadła na mnie, wbijając zgrabną pupę w mój brzuch.

    — No nie! Przegrałam — oznajmiła nastolatka, nie kryjąc rozczarowania.

    — Bywa i tak! — pocieszałem.

    — Dobra Eliza, teraz my! — zarządziła Martyna, wskakując na planszę.
    Gra dziewczyn była znacznie krótsza, szybko splątały się, nie mogąc wykonać kolejnych ruchów. Były blisko siebie, widziałem, że ich spocone ciała kleiły się w miejscach nieosłoniętych materiałem. Odniosłem wrażenie, że żona wybierała takie pola, by być jak najbliżej dziewczyny, dociskała piersiami Elizę, mimo iż miała znacznie łatwiejsze pola do wyboru. Moja sprośna Martyna.
    Eliza była widocznie szczęśliwa. Cieszyła się spotkaniem, zabawą. W pewnym momencie doszło do mnie, że strasznie się na nią gapię, obserwowałem każdy jej ruch, każde przesunięcie kończyny na inne pole. Moja żona była obok, równie piękna i pociągająca, jednak żonę miałem codziennie. Eliza wprowadzała powiew niewinnej świeżości. Jej drobne nogi z gracją podtrzymywały ciężar jej drobnego ciała. W niektórych pozycjach spódniczka unosiła się odsłaniając gładką skórę. Kilka razy zauważyłem jej majtki. Miała ciemną bieliznę, koronkową, krój odsłaniał połowę pośladków. Był to piękny widok. Wydaje mi się, że zorientowała się, że znowu ją obserwuję, ponieważ coraz częściej wypinała się w moją stronę, prowokując mnie.

    — Nie mam już siły — przerwała zabawę Martyna. — Zjedzmy coś, co? Odpoczniemy, pogadamy i możemy wrócić do gry.

    — Dobrze — rzuciła Eliza.

    Odłożyłem zestaw gry na bok, rozłożyłem talerzyki, Martyna w tym czasie wyciągnęła jakieś ciastka.

    — Co wypijecie? — zapytała Martyna.

    — Kawę proszę — powiedziałem.

    — Ja to samo — Eliza spojrzała na mnie z uśmiechem i zamówiła.

    Martyna przyniosła napoje, usiadła i zaczęła:

    — Elizka, uczymy się już tyle czasu, a właściwie nie znamy się za dobrze. Powiedz, no, jakiś tam chłopak w twoim życiu jest?

    Spojrzałem na młodą z zaciekawieniem, jaka będzie odpowiedź.

    — Nie mam chłopaka. Miewam chłopaków, ale nie teraz. Teraz jestem wolna — odpowiedziała zalotnie, patrząc mi w oczy. – A wy? Długo jesteście razem?

    — Będzie już kilka lat. Chyba z dziesięć, zgadza się, Martyna? — upewniłem się.

    — Dokładnie. Dziesięć pięknych lat stuknie w grudniu.

    — Nie wyobrażam sobie tak długo być z kimś. To więcej niż połowa tego co żyję. Masakra! — skomentowała małolata.

    — Nie jest tak źle. Jak dobrze trafisz to czas leci szybko — uspokoiłem. — Do tego szczerość, otwartość i jest super. Chyba, zobaczymy za dwadzieścia lat.

    Nastolatka wzięła łyk kawy, skwasiła się, widać było, że nie smakowała jej.

    — Nie musisz pić jak ci nie smakuje. Albo może chcesz mleka? — zaproponowałem.

    — Jest w porządku, po prostu rzadko piję kawę.

    Wzięła kolejnego łyka, tym razem bez grymasu, jakby chciała udowodnić, że dojrzała do picia kawy. Przez chwilę zrobiło się niezręcznie cicho, nikt nic nie mówił. Nie podobała mi się ta cisza, więc zaproponowałem:

    — Może zagramy w coś słownego, mniej wymagającego?

    — Co masz na myśli? — zapytała zaintrygowana Martyna.

    — Coś w stylu prawda czy wyzwanie albo poślub, prześpij, zabij? — zaproponowałem.

    — Prawda i wyzwanie znam, a o co chodzi w tej drugiej grze? — dopytywała Eliza.

    — Może zaprezentujemy z Martyną — oznajmiłem. — Kochanie, Brad Pitt, Elon Musk, Tom Holland.

    — Poślubiłabym Elona Muska, przespała się z Tomem Hollandem, zabiła Brada Pitta — odpowiedziała bez namysłu.

    — O, myślałem, że przespałabyś się z Bradem — wtrąciłem.

    — Brad już swoje lata ma, stawiam na młodzieńczą werwę Toma — roześmiała się Martyna. — Dobrze, Elizka, twoja kolej. Johnny Depp, John Travolta, Sylvester Stallone.

    — Fuj, same staruchy! — oburzyła się. — Pomyślmy. Ślub z Deppem, seks z Travoltą, a uśmierciłabym Stallone’a. Tak. Definitywnie.

    — Nie lubisz starszych panów? — zapytałem.

    — Lubię, ale nie aż takich, oni mają z osiemdziesiąt lat! Dobrze, twoja kolej, Kamil. — spojrzała na mnie złowrogo. — Maryla Rodowicz, Martyna i ja.

    Trochę zaskoczyło mnie to zestawienie. Obie dziewczyny wierciły we mnie spojrzeniami. Martyna uśmiechała się, Eliza raczej chciała mnie zawstydzić, ale nie wiedziała, że takie tematy nie są ani dla mnie, ani dla Martyny tematami tabu.

    — Proste. — oznajmiłem. — Uśmiercam Marylę Rodowicz – żyje już wystarczająco długo, ślub – oczywiście, że z moją ukochaną. Także droga Elizo, przespałbym się z tobą.

    Policzki lekko jej się zarumieniły. Nie spodziewała się takiej bezpośredniości. Martyna lekko przygryzała wargę, znak, że podobała jej się ta zabawa. Zrobiliśmy jeszcze kilka rundek, jednak żadna nie wywołała takich emocji jak pierwsza.

    — Myślę, że możemy powiedzieć, że znamy już swoje typy — oznajmiła Martyna. — Może pogramy w coś innego? Twister, a może prawda czy wyzwanie?

    — Prawda czy wyzwanie — wyrwała się Eliza.

    — Może być — oznajmiłem towarzyszkom.

    — Martyna, — Eliza zwróciła się do mojej żony — prawda czy wyzwanie?

    — Prawda — odpowiedziała krótko.

    — Co najbardziej podoba ci się w mężu?

    — Ojej, trudne pytanie. Najbardziej lubię to, jaki dla mnie jest, jego otwartość, gotowość do eksperymentów, ale też to, że jest moją podporą, zawsze i wszędzie. Mogę mu zaufać — zaczęła wymieniać, patrząc to na mnie, to na Elizę.

    — Ale słabo, rzygam tęczą — wyśmiała romantyczną odpowiedź Eliza, jednak w żartobliwym tonie, nikt się nie gniewał. — Kamil, prawda czy wyzwanie?

    — Prawda.

    — Co najbardziej podoba ci się w żonie? Ale nie takie nudy jak Martyna mówiła. Wizualnie! — zapytała po krótkiej pauzie, jakby nie było to pytanie, które faktycznie chciała zadać.

    Martyna lekko przechyliła głowę w bok i obserwowała mnie z ciekawością.

    — Chyba piersi. Nie, pośladki. Jednak nie, piersi. Nie. Dupa. Kurde, nie wiem! — motałem się, nie mogąc się zdecydować. — A mogę po równo? Ale nie, jednak piersi wygrywają!

    Żona roześmiała się, Eliza lekko uśmiechnęła. Graliśmy dalej, nadeszła kolej Martyny na zadawanie pytań.

    — Drogi mężu, — zaczęła oficjalnie — Prawda czy wyzwanie?

    — Wyzwanie!

    — Oho, nie spodziewałam się — jej twarz przybrała złowrogi wyraz. — Zatańcz dla nas!

    — Tak jest! Juhuuu! — kibicowała Eliza.

    Martyna włączyła muzykę, a ja jak pajac zacząłem tańczyć przy dziewczynach, czułem się jak idiota, ale robiłem show, kręciłem pupą przy dziewczynach, ocierałem się o nie biodrami. Obie były zalane łzami ze śmiechu, dopingując mnie. Piosenka na szczęście była krótka.

    — Zemszczę się kochanie — zagroziłem żonie wymachując palcem.

    — Nie boję się — wytknęła język w moją stronę. — Dobrze, Elizka, twoja kolej. Prawda czy wyzwanie?

    Nastolatka przez chwilę zastanawiała się. — Niech będzie wyzwanie — oznajmiła po chwili.

    — Dobrze, zrób gwiazdę!

    — Co? Ja tu przez pięć minut pajacuję, a ona takie łatwe dostaje? — zbulwersowałem się na żarty.

    — Tak! Moja kolej, moja decyzja! — odgryzła się — Będzie twoja to będziesz sam dawał zadania.

    Eliza nie wdawała się w dyskusję, wstała od stołu, poprawiła wpuszczoną w spódniczkę koszulę, jednocześnie pogłębiając dekolt z rozpiętych guzików koszuli. Uniosła ręce i jak prawdziwa gimnastyczna przełożyła nogi na drugą stronę, będąc oparta jedynie rękoma o podłogę. Podczas obrotu, spódniczka uniosła się, całkowicie odsłaniając majtki dziewczyny. Martyna spojrzała na mnie lubieżnie, pełna aprobaty dla młodzieńczego wdzięku naszego gościa.

    — Voil?— podsumowała swój wyczyn Eliza. — Kto teraz?

    — Teraz ja zadaję. Eliza odpocznij, kolej mojej żony — powiedziałem z udawaną oschłością. — Prawda czy wyzwanie?

    Martyna patrzyła mi prosto w oczy, wiedziała, że liczę, że wybierze wyzwanie. Chciałem jej dokuczyć za ten taniec. Niestety, wybrała prawdę.

    — A tam. Słabo. No, ale dobra. Z iloma facetami spałaś? — znałem odpowiedź, ale miałem nadzieję, że choć trochę się zawstydzi mówiąc o tym przy nieletniej dziewczynie. Nic bardziej mylnego.

    — Dajcie chwilę, muszę policzyć — powiedziała ostentacyjnie uśmiechając się do Elizy. — Dwunastu. A nie, czekaj, trzynastu. Tak, na pewno trzynastu.

    Twarz Elizy zdradzała zdziwienie. Nie spodziewała się takiego wyniku po młodej kobiecie.

    — Niezła zdzira, co nie? — zażartowałem. Martyna zaśmiała się, wiedziała, jaka jest, nie czuła się urażona. Eliza jakby przetrawiała informację. Wyrwałem ją z zadumy.

    — Dobrze, młoda panno. Prawda czy wyzwanie? — zapytałem, wpatrując się w gościa.

    — Prawda.

    — To samo pytanie co Martyna.

    Żona uśmiechnęła się, podobał jej się kierunek zabawy. Eliza trochę się zarumieniła.

    — Z dwoma — odpowiedziała krótko.

    Była młoda, z dwoma spała, trochę mi się to nie spinało, więc postanowiłem dopytać, Martyna chyba miała podobne przemyślenia, bo rzuciła nim zdążyłem otworzyć usta:

    — O, opowiadaj! Z kim, kiedy, jak?! — pytała podekscytowana.

    — Nie — wytknęła język do Martyny. — to już kolejne pytanie. Teraz ja zadaję! Martyno. Prawda czy wyzwanie?

    — No dobrze. Niech będzie zadanie.

    — Zrób taniec erotyczny Kamilowi — zarządziła uśmiechając się do mnie, jakby chciała mi się podlizać.

    — Osz ty mała pijawko — żartowała Martyna.

    Jednak dla Martyny zadanie to zadanie. Wstała, podeszła do mnie, pupę przyciskając do mojego krocza uruchomiła muzykę. Wolny kawałek. Na początku kręciła biodrami, później obróciła się, usiadła mi na kolanach, ręce założyła na szyję, wiła się, biodrami poruszała w przód i tył. Przycisnęła piersiami do mojej twarzy. Kątem oka widziałem ekscytację Elizy, która siedziała obok i z wypiekami na twarzy obserwowała sytuację. Martyna złapała mnie za dłonie, nakierowała je na swoje piersi. Obmacywałem żonę w obecności nastolatki. Martyna jeszcze raz przyłożyła biust do mojej twarzy, tym razem zwinnym ruchem podniosła swój top, odsłaniając nagie ciało, jednak od zasłoniła sutki rękoma. Po chwili wstała, sprawnie poprawiła top, a ja siedziałem próbując ukryć pulsującą erekcję.

    — Zadowolona? — szepnęła Elizie do ucha, w bardzo erotyczny sposób.

    — Ujdzie — odpowiedziała lekko drżącym głosem, który zdradzał prawdziwe emocje.

    — Kto teraz? Czyja kolej? — wtrąciłem.

    — Eliza zadaje tobie — powiedziała, zerkając w telefon. — Cholera, miałam mamę zawieźć na badania po korepetycjach. Całkowicie zapomniałam. Mogę was na chwilę zostawić? Godzina, może dwie. Nie dłużej.

    Martyna zerwała się od stołu w kierunku sypialni, zarzuciła bluzę, mijając nas dała Elizie cmoka w głowę, następnie schyliła się do mnie i wyszeptała do ucha:

    — Pamiętaj, masz zielone światło.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nuclear Banana