Blog

  • Przygoda nad jeziorem

    Po zakończeniu przygody pod namiotem, jak to później sami z Wojtkiem nazywaliśmy, wróciliśmy do całkowitej codzienności. Nie zmieniło się prawie nic – oprócz tego, że pomiędzy nami nie było już tabu. Było to w pewien sposób podniecające, nie musiałem wcale się ograniczać.

    Każdy dzień to jak zwykle studia, granie na kompie, granie w piłkę, spotkania i piwko ze znajomymi. Fakt, historia namiotu się już nie powtórzyła, nikt nie wpadł już na taki pomysł, a nam samym namiot nie był już potrzebny. Widywaliśmy się prawie codziennie, jak dotychczas. On przychodził do mnie, czy ja do niego, gadaliśmy, oglądaliśmy TV czy po prostu graliśmy na konsoli. Z innymi kolegami miałem podobną sytuację, nie był on w tym wyjątkowy. Tutaj była tylko ta subtelna różnica, wielokrotnie bez żadnych ogródek padało pytanie ni stąd, ni zowąd: “To co może zwalimy?” czy “Kiedy waliłeś?”. Nie trzeba było prawie wcale czekać na odpowiedzi, nie było nigdy odmowy. Przełączaliśmy obraz na pornola, siadaliśmy koło siebie na kanapie czy na fotelach i waliliśmy konia. To było cudowne. Czy u mnie w pokoju, czy w salonie, czy u niego w garażu, w kuchni – były to miejsca normalne i codzienne. Kiedy było trochę więcej czasu i nie istniało ryzyko, że ktoś zaraz wróci do domu, to waliliśmy sobie nawzajem. Konkursy kto szybciej się zleje, albo kto dłużej wytrzyma dawały naprawdę wiele frajdy. Zwykle ciężko było wytrzymać długo. Robiliśmy sobie zawody, np. 7 dni wstrzemięźliwości i potem ostre walenie, nawet i podwójne, żeby zrzucić z siebie pełen zapas spermy. To były ogromne wytryski, niejednokrotnie trzeba było iść się umyć w całości po takim strzelaniu. Uwielbiałem jego rękę na moim kutasie, jeździł z niewiarygodną precyzją po moim grzybie, a towarzyszące temu uczucie trzymania jego kutasa w moich rękach to potęgowało. Do dziś jest to dla mnie nieziemskie wrażenie. Walę konia, ale nie swojego, czuje że mocno ujeżdżam napleta, ale jednak nie czuje na swoim kutasie swojej ręki – zamiast tego jest inna, która robi zupełnie co innego niż ja sam. I to uczucie niezapowiedzianego orgazmu. U siebie czuć, kiedy się zbliża ta chwila, ale u niego tylko na parę sekund przed czuć skurcze penisa i chwilę po tym ciepła sperma zelewała wszystko wkoło. Ja z kolei też go nigdy nie hamowałem, żeby zwolnił czy przestał. Siedziałem a on doprowadzał swoją ręką mnie do końca, ja nic nie musiałem robić, było to tak błogie, strasznie to uwielbiałem. Jego penis prężył się za każdym razem, mój podobnie. W samotności nigdy chyba tak mocno mi nie brzmiał, grzyb był ogromny i purpurowy, śliski od soków, bo na samą myśl o wyciągnięciu kutasów robiło się trochę mokro. Ten moment zawsze był niewiarygodny, chyba nigdy się do niego nie przyzwyczaiłem i mi się nie znudził – ten moment wyciągania kutasów – wyskakujące drągale w majtek, zwykle już sterczące, gotowe do zabawy, z odsłoniętym grzybem, świecącym się od ślinki.

    Na palcach jednej ręki mogę policzyć, że razem się kąpaliśmy, szczególnie po tych akcjach wstrzemięźliwości, kiedy jeden wytrysk to za mało. Wtedy wchodziliśmy jakoś oboje pod prysznic, cali nadzy, nasze kutasy stykały się ze sobą i ocierały o siebie, całe od spermy i soków. Wojtek albo ja wtedy braliśmy je obok siebie w jedną rękę i jechaliśmy dalej. Wtedy pod ciepłym strumieniem wody padającym prosto na nasze gały można było masować je bardzo długo z wielką przyjemnością. Wojtek oparł się o kabinę a ja przejąłem inicjatywę. Dodałem trochę żelu, żeby mieć pełen poślizg, bez obciągania napleta, jeździłem ręką bezpośrednio po naszych grzybach, które patrzyły się w górę na nas. Ciężko było je objąć jedną ręką i czasem wylatywały więc wziąłem je oburącz i porządnie ścisnąłem. I Wojtek i ja dopychaliśmy jeszcze je mocniej, chyba faktycznie ten pierwszy wytrysk był za szybki i to było stanowczo za mało. Drugą ręką ugniatałem co chwilę nasze jajka, oboje mieliśmy wygolone i gładkie jaja, czego dosyć mocno pilnowaliśmy, lubię mieć wygolonego. Czasem nawet wspólnie sobie je goliliśmy maszynką elektryczną – przy sterczącym kutasie jest o wiele łatwiej, bo do tego jaja też sztywnieją. Strzyżenie przez drugą osobę było bardzo wygodne. Pewnego razu on przejął swoją pałę i poruszał delikatnie nim na grzybie, dosłownie minimalne ruchy, żeby utrzymać go w pełni u góry a ja bym mógł zająć się porządnym goleniem. W pewnym momencie ten cwaniaczek poruszył się, jęknął a jego czubka wyleciała gęsta sperma prosto na moją maszynkę: “Sorry, musiałem” – powiedział wtedy Wojtek z wielkim uśmiechem. Nawet nie ostrzegał, a nie sądziłem, że takie małe ruchy go aż tak doprowadzą do szczytu – z resztą mieliśmy zwalić ze świeżo ogolonymi kutasami. “Nie martw się, załatwię Ci też taką miłą rzecz” – powiedział z uśmiechem – “Mam nadzieję” – odpowiedziałem z uśmiechem. I faktycznie, położyłem się na kanapie i on zaczął mi delikatnie masować, dosłownie poruszając napletem po grzybie, delikatnie o pół centymetra, ledwo co było widać główkę, ohhh to było bardzo przyjemne. Nie śpieszył się nigdzie, a ja czułem wspaniałą wolno płynącą rozkosz. Masował właśnie wtedy moje świeżo wygolone jaja, jak ja teraz pod prysznicem. Doszedłem powoli, chciałem żeby przyspieszył pod koniec, ale utrzymał to tempo. Wytrysk był powolny, ale strasznie satysfakcjonujący. Swoją drogą rzadko kiedy zdarzało się, żebyśmy nie walili jednocześnie razem. Wracając do prysznica, to i tutaj wytrysk przyszedł po dłuższej chwili, wystrzelił najpierw on jak wulkan do góry, później ja dojechałem znacznie szybciej i poleciała pełna dawka na jego kutasa. Myślałem, że po dwóch razach opadną nam i będzie można się porządnie umyć, ale nic bardziej mylnego. Dwóch facetów ze sterczącymi pałami, którzy próbują się umyć w małym prysznicu to ciężka sprawa – jest bardzo mało miejsca.

    Przez cały ten czas jakoś temat oralu zaginął, ja jakoś nie chciałem wychodzić z jego propozycją ponowną. Chyba tutaj w tym wypadku przyjąłem strategię pasywną. Wojtek też ani razu o tym nie wspominał. Fakt, mnie nie ciągnęło do tego aż tak bardzo, ale sam lodzikiem bym nie pogardził – szczególnie, że od przygody pod namiotem tylko raz mi się udało nagrać laskę na małe co-nie-co, więc lodzik był bardzo deficytową sprawą.

    W międzyczasie tego wszystkiego, pod koniec wakacji, jakoś na przełomie sierpnia i września kumpel zaproponował wyjazd do domku letniskowego jego rodziców. Z racji tego, że lato było bardzo dobre i długie, nie zastanawialiśmy się za dużo. W sumie wybraliśmy się na 2 samochody, ja z Wojtkiem i ekipą, która nie dotarła pod namiot, i w drugim samochodzie dwóch kolegów i ich dziewczyny. Na miejscu oczywiście było wszystko pięknie, grill wieczorny i mocna impreza. Następnego dnia wybraliśmy się nad jezioro, z całym prowiantem suchym i mokrym. Tego dnia dojechali do nas jeszcze kolejni znajomi. W sumie były 4 pary i nas trzech wolnych strzelców. Wiadomo jak to nad jeziorem słońce było wysoko, temperatura pod 25 st, idealne miejsce i czas na wypoczynek i podleczenie kaca. Na zmianę graliśmy w siatkę plażową, leżeliśmy i opalaliśmy się, i pływaliśmy jedynym pontonem na zmianę. Pierwszy raz zacząłem zwracać uwagę na kąpielówki kolegów zastanawiając się po przygodzie z Wojtkiem co z kolei oni noszą w majtkach. Jedna z par bardzo do siebie pasowała i on i ona byli dosyć przy kości. Fakt, że u niego w bokserkach kąpielowych odznaczał się duży penis.. pytanie tylko jaki byłby jak stanie. Za to jego dziewczyna mimo wszystko przykuwała moją uwagę bardziej – spora, z lekkim brzuszkiem, potężnymi udami i dupą.. a cycki.. mmmmm ideał – nieco wiszące, pełne okrągłe, strój miała dosyć skąpy, a jak grała w siatkówkę to aż bałem się żeby mi nie stanął – było to bardzo nieporządane nad jeziorem, kiedy siedzę w samych majtach. Kiedy jedna tura znajomych przypłynęła pontonem do brzegu, przyszła kolej na nas – ja, Wojtek, Krzysiek i jego dziewczyna Malwina. Niestety jej się odwidziało i koniecznie chciała, żeby Krzysiek nie płynął bo ona chce posiedzieć z nim i się poprzytulać. Ewentualnie chciała nas wykolegować i sama z nim popłynąć pontonem. My się nie daliśmy i szukaliśmy jeszcze dwóch osób do pełnego składu, niestety nikomu się nie chciało wiosłować. Wsiedliśmy wobec tego oboje sami na ponton i powoli dryfowaliśmy. Piwko na pakę i jazda. Odpłynęliśmy tylko kawałek i Wojtek powiedział: “Ty, ale ta Gośka ma wielkie dojce, co? Myślałem, że nie wytrzymam jak skakała za tą piłką. Raz nawet widziałem jak jej sutek wyskoczył na moment, ale zaraz się poprawiła” – “Oj widziałem i bałem się, że zaraz mi stanie na jej widok” – odpowiedziałem – “Za ładna to ona nie jest, ale zazdroszczę Grześkowi, że może sobie macać takie wielkie doje, a chyba też nieźle musi sobie radzić na hiszpana, widziałeś jego gacie?” – zapytał – “Haha też zwróciłem na to uwagę, ale pytanie czy ma takiego, czy jemu samemu też trochę się nie przebudził jak patrzył na nią, podobnie jak nam” – odpowiedziałem. Odpłynęliśmy kawałek i mogliśmy w spokoju ją obserwować z daleka, nikt nie widział z brzegu co obserwujemy przynajmniej, i mogliśmy to nieco komentować: “Niech jej wypadną, niech wyskoczą” – dopingował Wojtek – “Dawno nie widziałem takich dużych, jak się ubiera normalnie tego tak nie widać, strasznie je chowa” – odpowiedziałem – “No widzisz, a my dalej sami jak frajerzy. Byśmy sobie chociaż mogli skołować taką Gośkę chociaż na ruchanie. Jakiś trókąt czy coś, jak już mamy taką sytuację między sobą” – powiedziałem śmiało – “No tak, a może właśnie Gośkę weźmiemy, oni dopiero są ze sobą miesiąc – może by poszła w cug” – powiedział ze śmiechem Wojtek. Przy tej rozmowie widziałem, że jego kutas nieco się przebudził, ja tak samo czułem przepływającą przez mojego sporą ilość krwi, na pewno był pobudzony. “Tutaj przynajmniej możemy podziwiać jej cyce, dobrze, że Malwina z nami nie płynęła bo ona to akurat w ogóle mi się nie podoba, a do tego mnie wkurwia trochę” – dodał uśmiechając się. “No ale wiesz, może jak byśmy popłynęli z samym Krzyśkiem, to przy takiej rozmowie byśmy go przeciągnęli na naszą stronę mocy” – skomentowałem – “Oj nie, ja bym nie ryzykował już takiej akcji chyba – to za duże ryzyko” – powiedział Wojtek i dodał – “A tak w ogóle to chyba znowu rozmowa się podoba naszym kutasom? Ja swojego czuję, a Twojego za to prawie widzę, pokaż go staje już?”. Ja zsunąłem trochę kąpielówki, wziąłem małego do ręki i oglądając go mówię “No widzisz o taki, ni w tą ni w tą” – nie było to u nasz żadną nowością, wyciągaliśmy przy sobie kutasy nawet żeby je obejrzeć czy coś pokazać, nie koniecznie zawsze do walenia konia. “Mój tak samo chyba się budzi” – powiedział Wojtek też wysuwając swojego bokiem przez nogawkę. “Weź spokojnie, bo nas zobaczą z brzegu” – powiedziałem – “No to weź odpłyń jeszcze kawałek to podryfujemy trochę”. Odpłynęliśmy kawałek dalej, praktycznie na środek jeziora, a prąd nas znosił na prawo od naszego macierzystego brzegu. Leżeliśmy tak plackiem z zamkniętymi oczami i kąpaliśmy się w słońcu na środku pontonu, rozmawiając przy okazji o tych laskach które z nami przyjechały. Jednak na samą myśl o Gośce przychodziło ciepło między nogami. Otworzyłem oczy żeby zobaczyć jak nas zniósł prąd i zobaczyłem, że Wojtek leży z nagim kutasem, leżącym na jego udzie, a kąpielówki miał u kolan: “Co Ty robisz?” – zapytałem trochę ze strachem i trochę rozbawiony – “Nie widać nas?” – dodałem. “No spokojnie, przecież burty pontonu nas zasłaniają i tak. Opalam się. A pomyślałem, że fajnie pindola tak wygrzać w słońcu, spróbuj fajna opcja” – powiedział. Rozejrzałem się dookoła, faktycznie nasi znajomi byli małymi punkcikami, a innej plaży nie było widać, ewentualnie jakiś wędkarz mógł się ukrywać w trzcinie – he, trudno to niech sobie popatrzy. Zsunąłem kąpielówki, ale zdjąłęm je całkiem i ległem plackiem. Faktycznie super uczucie, fale nas unosiły a słońce mocno opalało nasze ciała. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem sobie go macać, leżąc tak na plecach. Od razu się poruszył i zaczął wstawać: “A Ty teraz co robisz?” – zapytał nagle Wojtek – “do mnie z pretensją, że zsunąłem trochę gatki, a Ty zdjąłeś całkiem i jeszcze sobie walisz” – dodał. “Nie walę, tylko masuję sobie go” – powiedziałem z uśmiechem w niebo – “No może to nie taki zły pomysł” – Wojtek uniósł się, teraz on speszony, zobaczyć czy nie ma nikogo wkoło. Dosłownie chwilę tak dryfowaliśmy, kiedy doszło do moich uszu pytanie: “Słuchaj, bo tak się zastanawiałem już jakiś czas, a nie było tego tematu – mogę Ci go possać?”. Pytanie na mnie runęło i przeszedł dreszcz emocji, puściłem kutasa, wstałem podparłem się na łokciach, a mój maszt już stał samodzielnie w pionie: “A co to za pytanie, przecież już to w sumie robiliśmy” – odpowiedziałem. “No tak, ale potem nie było tego tematu, więc nie wiedziałem jakie masz do tego podejście” – powiedział – “No nie wiem, dlaczego mam Ci bronić” – skwitowałem z uśmiechem i przekąsem – “Zobacz, jest gotowy, hehe… tyle, że ja nie wiem, czy mam ochotę dziś ssać Tobie” – dodałem. Wpłynęliśmy prawie w trzciny przy brzegu, nie wiem czy celowo, czy całkiem przypadkiem. Wojtek dowiosłował bez słów i wpłynęliśmy w nie mocniej, tak że wystawał tylko kawałek dziobu. Ja cały czas wsparty na łokciach leżałem i obserwowałem co on robi. Odłożył wiosło i bez słów pochylił się nad moim kutasem i wziął go momentalnie całego do ust – AAAAHHHHH ALEEEEE WEESZŁOOOO – uderzyła mnie fala rozkoszy! Niesamowita! Idealna! Opadłem z powrotem na plecy, trzciny szumiały, zamknąłem oczy i w blasku słońca rozpływałem się jak Wojtek ssał mojego kutasa. Brał go odważnie i całego, znacznie lepiej niż wtedy pod namiotem. Może zastanawiał się nad tym dłużej, już wcześniej, może teraz mniej się krępował, może był teraz bardziej napalony. Nie wiem, ale czułem jego usta i język na moim kutasie, jak pieści mojego grzyba i liże go mocno. Ssał i zaciągał go do środka, pomagając przy tym ręką. Ja nadal miałem zamknięte oczy i słyszałem już tylko mlaskanie. On klęczał w pontonie i ładował go prawie całego do ust, wyciągał i wkładał, z góry na dół. Czułem każdy jego ruch, jak mój napletek jest rozciągany do granic możliwości. Otworzyłem oczy na moment, żeby spojrzeć na niego. Obok mnie leżały nasze kąpielówki, a jego kutas wystawał spomiędzy ud, sterczał jak antena. Oślepiony słońcem zauważyłem, że drugą ręką Wojtek masuje swojego kutasa. Ale był nabrzmiały – dawno go takiego nie widziałem. Wyciągnąłem rękę, żeby go złapać, ale ją odtrącił: “Nie ruszaj bo się spuszczę zaraz” – wybełkotał – “A co ja mam powiedzieć?” – wydyszałem. Chwilę przed tym jak doszedł mnie pierwszy impuls zbliżającego się wytrysku Wojtek przerwał i wyprostował się. Co on robi pomyślałem. Widziałem tylko jego kutasa nade mną jak jechał go ostro i jęczał cicho. Nagle STRZAŁ! Spuścił się na mojego kutasa i brzuch, poleciało na ponton, za ponton – wszędzie. To działo się tak szybko, pociągnął jednocześnie moją rękę na swojego kutasa, który był cały mokry od spermy, żebym go masował dalej ostro, aż go wykręcało – takie ostre walenie po spuście daje mocnego kopa. A jednocześnie on się nachylił i wziął do ust mojego kutasa, który był w jego spermie. Parę ruchów i poczułem to – to jest to, zbliża się, już blisko, jestem… tak&… tak.. mhmmmmm.. OHHHHHH! Opadłem na plecy i wystrzeliłem – wspaniałe!!! cały śliski OHHHHHH. Otworzyłem oczy i zobaczyłem coś niewiarygodnego – Wojtek przyjął to wszystko do swoich ust. WZIĄŁ MI Z POŁYKIEM! Zdziwiłem się mocno. Odchylił się na bok za burtę pontonu i wypluł wszystko, biała sperma kapała mu z brody. Wziął trochę wody i przepłukał usta. Ja cały oblepiony spermą leżałem jak zamurowany. “Sorry, musiałem… jakoś tak się nakręciłem mocno” – powiedział – “Myślałem o tym wcześniej, ale się łamałem, a wsiadając do tego pontonu nawet do głowy mi nie przyszło, że może się to tak skończyć” – dodał. “No coś Ty, jest zajebiście”- powiedziałem z uśmiechem, mimo mojego wielkiego zdumienia – “Jestem pod wrażeniem, że odważyłeś się na to. Krzysiek nas zabije za obspermiony ponton haha” – dodałem z uśmiechem. Mój kutas wciąż sterczał na wpół, sperma już zasychała na moim ciele, ale z czubka dalej wylewał się wulkan płynu. Spojrzałem na kutasa Wojtka, on był cały czas w zwodzie: “Trzeba tu ogarnąć, zanim wrócimy” – powiedział. Miałem mętlik w głowie, co się właśnie wydarzyło. Na wyjeździe ze znajomymi, gdzie i faktycznie mi nie przyszło do głowy, żeby robić takie akcje, właśnie Wojtek mi obciągnął – i to pierwszy raz od czasu namiotu. Pomyślałem, że muszę mu się w takim razie zrekompensować, ale to już nie dziś, nie wiem ile czasu nas nie było. Ubraliśmy kąpielówki i nabierając trochę wody zza burty obmyliśmy ponton ze spermy. Ja wskoczyłem do wody, trzymając się burty i tez wymoczyłem wszystko co miałem na sobie. Taki rozgrzany i nagrzany w takiej zimnej wodzie – to był szok. Wojtek też wskoczył i trzymając się pontonu popłynęliśmy kawałek. Wskoczyliśmy na niego po chwili i popłynęliśmy powoli do brzegu, na którym byli nasi znajomi. “Gosia leży, zobacz jak jej te cycki się rozpływają” – powiedział Wojtek kiedy podpływaliśmy już bliżej – “Można by do niej podejść i zlać się na nią jeszcze raz jak tak leży” – dodał. W mojej głowie od razu pojawiło się wyobrażenie tej sytuacji – faktycznie mogłoby być bardzo dobrze.

    Wysiedliśmy z pontonu na brzegu, jak gdyby nigdy nic wpadliśmy na boisko do siatki i zaczął się mały meczyk faceci kontra laski.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar
  • Maturzystka – 7.

    Część 7.

    Cisza. Żadnych oklasków, komentarzy, wybuchów śmiechu, złośliwości. Otwarte drzwi i w pośpiechu kilka dziewczyn opuszcza szatnię. Mimo, że jestem praktycznie naga, pozostałe dziewczyny siedzą z opuszczonymi głowami, unikając mojego wzroku i kończą ubieranie. Inne stoją odwrócone plecami do mnie, pakując swoje rzeczy. Żadna nie próbuje spoglądać w moim kierunku. Teraz w oddali słyszę głos naszej nauczycielki wf: 

    – …i niech ostatnia przyniesie mi zaraz klucz! Pospieszcie się! Czekam!

    Moje ręce nie są skrępowane. Poprawiam stanik. Jeszcze dyszę z wysiłku, ale i po tak emocjonujących przeżyciach. Włosy w nieładzie. Ręce mi drżą. Nadal obserwuję dziewczyny. Wanda i Monika pośpiesznie zdejmują sportowe stroje. Czyli to one wykręcały mi ręce! Podciągam majtki. Nie jestem złośliwa ani przesadnie mściwa, ale jednak mam swoje plany. Biorę głęboki oddech:  

    – Dziewczyny, tak na przyszłość: Jeżeli zamierzacie mnie pieścić, to nie wykręcajcie mocno rąk! Chyba, że którąś z was podnieca zadawanie bólu? Jest tu taka? – cisza. Czekałam dłuższą chwilę. – Nie widzę odważnej. A szkoda. Z tchórzami to żadna zabawa. Hm, pewnie i tak prawie wszystkie fiuta widziałyście jedynie na filmikach w Internecie – mruczę rozbawiona. – Chcę czerpać pełną przyjemność z waszych pieszczot. I w ogóle dzięki za orgazm. Chętnie skorzystam z pomocy tych, które dzisiaj mi dogadzały. Naturalnie nie tutaj, zapraszam do mnie do domu. Potrafię się zrewanżować.

    Cisza. Milcząc albo rozmawiając w parach, wszystkie kończą ubieranie i wychodzą. Chyba nawet w popłochu. Wychodząc, niektóre ukradkiem spoglądały na mnie. I tyle.

    – Co to, koniec konwersacji? Pewnie pierwszy raz widziałyście seks i orgazm na żywo? Tak było, dziewice? – powoli pakuję rzeczy i nadal hardo przyglądam się obecnym. – Czekam na zgłoszenia zainteresowanych. Zapewnię wam lepsze warunki i więcej atrakcji. Zawsze na przerwie możemy pogadać. Raz jeszcze dzięki za miłe przeżycia.

    No, teraz jestem pewna, że na przerwach nie będzie tłoku wokół mnie. Przynajmniej przez jakiś czas.

    Ocieram łzę, rezultat wykręcania rąk, i kończę pakowanie moich rzeczy. Ubrana idę z ręcznikiem do umywalki, nawilżam go i delikatnie przemywając twarz, maskuję jej zaczerwienienia. I oczu. W końcu zbieram się, zamykam szatnię i idę z kluczem do wyjścia. Zaaferowana czymś wuefistka na szczęście koncentruje się na rozmowie z inną nauczycielką i z roztargnieniem odbiera ode mnie klucz. Żegnam się szybko i wychodzę ze szkoły. Jutro sobota. Oddycham z ulgą.

    A mimo to… A jednak… Chyba tak. Chyba już chciałabym być na kolejnym wf-ie.

    *

    Poniedziałek. Dzień jak dzień. Na przerwach przeglądam Internet, czytam kupiony tygodnik. Potem tygodnik dostaną rodzice, jak zwykle. Jest spokojnie. Wiedziałam, że tak będzie. Na przerwie przed ostatnią lekcją podchodzi do mnie Monika. Udaję, że czytam.  

    – Cześć, Grażyna.

    – Cześć… – nawet nie podnoszę wzroku. Nie lubię tej cipy. Jak każdej, należącej do bandy Ewy. Cisza. Podnoszę głowę i przez chwilę mierzymy się wzrokiem. Jakoś dziwnie na mnie patrzy. W końcu nie wytrzymuję:

    – Znowu jakieś polecenie od Ewy?

    – Hm, nie, ale… Słuchaj… To jest ten, no… – prostuje się i wypowiada To jest ta książka, którą chciałaś przeczytać. Zwróć mi za kilka dni. Dodałam ekstra zakładkę. Musisz ją koniecznie obejrzeć.

    Patrzę na nią i nic nie rozumiem.

    – Czy tę dziewczynę popier… Ej, harcerz nie klnie! – upominam siebie i w porę powstrzymuję się. – Co to za intryga? – gorączkowo zastanawiam się i nadal uważnie patrzę na nią. W końcu odzywam się. – Słucham? 

    – Obejrzyj dokładnie zakładkę – podkreśla walor zawartości z naciskiem na słowo „obejrzeć” i nerwowym ruchem wciska mi książkę. Odchodzi. Nie ogląda się.

    – O co jej chodzi? – zastanawiam się. – Znowu jakiś głupi żart?

    Zakładka to przycięta połowa jakiejś widokówki. Przyglądam się i nie potrafię skojarzyć, jakie miasto przedstawia. No nic, może sobie przypomnę. Odruchowo ją odwracam i czytam tekst znajdujący się na rewersie. Do mnie. No, no!! Ale mnie ruszyło! Prawie upadłam z wrażenia! Staram się zachować tak spokojnie, jakbym przeczytała wiadomość o tym, że jutro będzie środa, bo dzisiaj mamy wtorek. Treść na odwrocie widokówki jest jednak zdecydowanie bardziej ekscytująca. Monika podaje numer telefonu. Chce się spotkać ze mną i pogadać o propozycji, którą złożyłam w szatni po lekcji wf!

    Z opuszczoną głową przez dłuższą chwilę kartkuję książkę, żeby opanować emocje. Kiedy już jestem gotowa, podnoszę głowę i ze znudzoną miną ostentacyjnie wkładam książkę do torby. Rozglądam się po korytarzu i odnajduję Monię. Dziewczyna w pewnym momencie spojrzała na mnie, a ja lekko skinęłam głową. Widzę ulgę, a może nawet zadowolenie na jej twarzy. I nagle odwraca wzrok. Bo? Właśnie nadchodzi Ewa.

    – Cóż, chyba przeczytam książkę najpóźniej do czwartku. Muszę – uśmiecham się dyskretnie. Wewnętrznie promienieję. – Mój osobisty urok działa. Ciekawie zapowiada się sobotni wieczór. Rodzice wychodzą na jakąś kolację. Chata wolna…

    *

    – Hej, Grażynko!

    – Cześć, … Nikola – musiałam chwilę zastanowić się, bo jeszcze nie znam zbyt dobrze imion wszystkich dziewczyn z „B”. Z nimi mamy wspólny wf. Ładna blondynka, gęste włosy strzyżone „na irokeza”. Boków nie wygoliła mocno, ale góra, teraz już długa, ładnie uczesana. Efektownie wygląda. Była jedną z tych, którym liceum trochę przeszkadzało w życiu, bo i tak rodzice ją ustawią. Kolejna po Jessice, która powinna wybrać prywatną szkołę. Kiedy Nikola jadła, zawsze widziałam ją z drożdżówką albo jakimś batonem, ale gruba nie była. Tego jej zazdrościłam. Miała ładny, średni biust i w ogóle była szczupła, zgrabna. Oceny poniżej średniej, ale nie wyglądała na zmartwioną marnymi wynikami. Grzeczna, spokojna, miała sporo koleżanek i przyjaciółkę.

    *

    – Słuchaj… Twoja propozycja to na poważnie czy to był tylko żart?

    – Niby jaka propozycja? – trochę zaskoczyła mnie.

    – No, wiesz… – dziewczyna jest trochę skrępowana. Dyskretnie rozgląda się. – To, co powiedziałaś w szatni. Po wf-ie – wyjaśnia nieco ściszonym głosem, ale nie pochyla się.

    – Ach, to… – wydymam lekceważąco usta, patrząc przed siebie, ale kątem oka widzę, jak rzednie jej mina. Nie potrafi ukryć rozczarowania. – Już zapomniałam. Tak, nadal aktualna – patrzę w jej oczy i widzę w nich uśmiech.

    – Och, to super! – reaguje uśmiechem. Widać ulgę na twarzy. – Słuchaj, chętnie spotkam się z tobą. Gdzie wolisz u mnie, u ciebie?

    – Tylko u mnie – odpowiedziałam bez namysłu. I nagle wpadłam na pewien pomysł. – W piątek podam ci godzinę, a spotkanie w tę sobotę. Rodziców nie będzie. Pasuje?

    – Jasne, pasuje! – szeroki uśmiech. Szybko poważnieje. – Ale mam prośbę. Nikomu ani słowa. Szczególnie Marcie. To moja przyjaciółka i wiesz… No, taka szatynka w okularach – od razu wyjaśniła, widząc, że nie mam pojęcia, o kim mówi. – Mogłaby źle zrozumieć mój pomysł spotkania z tobą – dotyka mojego ramienia i delikatnie głaszcze. Naprawdę miła pieszczota.

    – Jasne. Pełna dyskrecja – potakująco kiwam głową. – Akurat! – uśmiecham się w duchu.

    – Dzięki!

    To chyba intuicja. Patrzę z uśmiechem na Nikolę i pytam wprost, ale nieco ostrzejszym tonem:

    – Niki, lubisz być grzeczna i wychowywana, co?

    – No, chyba tak… – jej swoboda i pewność siebie prawie ulatniają się. Uśmiech świadczy o tym, że stąpam po niepewnym gruncie. To walę jeszcze mocniej.

    – A nosisz obrożę?

    – Yyy, Grażynko, pogadamy podczas spotkania, dobrze? – rozgląda się spłoszonym wzrokiem. Niepotrzebnie, nikt nie może nas usłyszeć. Inni stoją za daleko i jest głośno. Jak to na przerwie. Wycofuje się. Chce odejść.

    – Podejdź bliżej – rozkazuję. Nie jestem groźna, nie warczę, ale jestem stanowcza. Dziewczyna uśmiecha się niepewnie. Po chwili wahania lekko wzrusza ramionami i zbliża się do mnie.

    – Przyjdziesz bez stanika i bez majtek. Nie ubieraj spodni. Masz wyglądać efektownie – jak na imprezę. I być posłuszna! W przeciwnym razie szybko pożegnamy się. Zabierz ze sobą niezbędne przybory do zabawy. Wiesz, o co chodzi? – milknę na chwilę i patrzę na nią uważnie. – Pasuje ci?

    – O, tak, moja pa… – nagle zmienia wypowiedź i ton głosu, gdy ktoś mija nas. – Yyy, ten… Tak, tak może być! – Oczy jej się świecą.

    Wyciągam telefon. 

    – Podaj swój numer.

    Bez wahania podaje.

    – Jeszcze dzisiaj zadzwonię i wtedy dowiesz się, o której masz być u mnie w sobotę. Odbieraj telefon! Masz być punktualnie. Windą wjedziesz na ostatnie piętro. Zadzwonisz do drzwi i całkowicie rozepniesz bluzkę. I cierpliwie będziesz czekała aż otworzę drzwi. Zapamiętasz tyle informacji?

    Nieznacznie, a jednak gorliwie kiwa głową.

    – Jeżeli masz pytania, prośby, to dzwoń. Od godziny 16. Nigdy wcześniej! W szkole nigdy nie będziemy kontaktować się, czyli nawet nie podchodzisz do mnie. Jasne?

    Bez słowa skinęła głową i dla wzmocnienia swojej milczącej odpowiedzi, przymknęła oczy. Uśmiech zadowolenia błąkał się po jej ustach.

    – Uciekaj na lekcję.

    Patrzę za nią, kiedy powoli odchodzi.

    – Kurde, mam mokro. Też się podnieciłam! – prawie niedostrzegalnie poruszam nogami. W końcu idę do łazienki, zamykam się w kabinie, ściągam spodnie, majtki i wycieram chusteczką.

    *

    Siedzę jeszcze chwilę, gdy słyszę, że wchodzi jakaś dziewczyna. Nie, dwie. Mimowolnie podnoszę nogi. Jedna z nich wpada do kabiny przy ścianie. Siedzę w środkowej. Druga wchodzi za nią! Szepczą chwilę i… O, kurde! Chyba pieszczą się! Znowu coś szepczą, śmieją się. Ale… Zaraz, zaraz. Ja znam ten głos! To ta mała gnida, Kamila! Już nie szepczą. Sapią i stękają. Włączam komórkę. Ostrożnie i powoli opuszczam telefon. Może coś nagram?

    Kiedy kończą orgazmem tej drugiej, odczekuję chwilę. W łazience nadal nie ma nikogo poza nami. Delikatnie głaszczę spłuczkę i energicznym ruchem spuszczam wodę! Słyszę nerwowe szepty i pośpieszne ruchy porządkujących ubrania. Delektuję się tą chwilą. Podciągam majtki, spodnie i wychodzę z kabiny. Myję ręce. Powoli i dokładnie. Zakręcam wodę. Cisza. Jakbym była sama. Patrzę w lustro na swoją zadowoloną twarz. I mówię głośno, patrząc w stronę kabin.

    – A co tam, umyję łapki jeszcze raz! 

    Nadal cisza. Nie wychodzą z kabiny. Nie chce mi się dłużej czekać, bo właśnie kończy się przerwa.

    – No, suczki! Niech tylko Ewa dowie się, jak spędzacie czas we dwie. No, właśnie! Kamila! Nie powinnaś wylizywać Ewy?

    *

    Spotkanie z Olą musiałam przesunąć, ale umówiłyśmy się na dzisiaj. Zadzwoniłam do drzwi. Uśmiechnięta prawie natychmiast otworzyła.  

    – Cześć! Wejdź! – odsunęła się.

    – Cześć – weszłam z uśmiechem.

    Założyłam czarne sandałki na szpilce, jasne dżinsy i biały T-shirt. Ola, ciemna blondynka, była w błyszczących sandałkach, szerokiej spódniczce i bluzeczce. Ciuchy miała w kolorze pastelowej zieleni.

    – Miałaś być nago! – stwierdziła zdegustowana.

    Spojrzałam na nią zaskoczona. Chciałam odpowiedzieć i właśnie otwierałam usta.

    – Żartowałam! – zaśmiała się i dała mi buziaka.

    – Chodź! – pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju.  

    Plotkujemy. Siedzę na tapczanie z kieliszkiem wina, Ola w fotelu, opierając bose stopy na tapczanie. Czasami rozbawiona głaszcze mnie stopą. W końcu odstawia swój kieliszek i popija wino z butelki. Chyba za dużo wypiła. Ma zaczerwienione policzki. Z laptopa puściła jakąś fajną muzykę instrumentalną. Na ekranie ilustracją dla nich są zmieniające się jasne figury geometryczne na czarnym tle. Wpatruję się w ekran.

    *

    – Wiesz, intryguje mnie, jakie jest twoje podejście do kobiet? – pyta Ola i bierze kolejny łyk wina.

    Wzruszam ramionami.

    – Traktuję wszystkie tak samo.

    – No, tak… A jeśli chodzi o zainteresowanie nimi? Nie chciałaś kiedyś być tylko z kobietą? Wiesz, tak blisko jak z przyjaciółką.

    – W zasadzie… Chyba nigdy nie miałam przyjaciółki – z rozczarowaniem myślę o zakończonych znajomościach w moim miasteczku. – Tylko bliskie koleżanki.

    – A zamieszkać z nią? Żyć z nią? Ze względu na płeć więź z kobietą wydaje się bardziej naturalna. Szybciej rozumiemy siebie i swoje potrzeby. Nie odczuwamy takiej potrzeby dominacji jak mężczyźni, więc obie dbamy o nasz byt i zaspokojenie swoich potrzeb. Jesteśmy wierniejsze niż mężczyźni. Bardziej zapobiegliwe, opiekuńcze, czułe, uczuciowe…

    Patrzę w ścianę. W pokoju panuje półmrok. Już wiem, o co jej chodzi. Wzruszam ramionami.

    – Nie miałam zbyt wielu okazji do takich prób i eksperymentów. W zasadzie w ogóle nie miałam takich okazji. Pochodzę ze stosunkowo małej społeczności, gdzie nie ukryje się żadna tajemnica, bo wszyscy chcą wiedzieć wszystko, również o tobie. I z radością przekażą to innym.

    – A chciałabyś spróbować? – głaszcze mnie po ręce. Już dawno odstawiła butelkę i przytula się do mnie.

    Coś mnie naszło. Może to po winie? Albo potrzeba odreagowania szkolnych przeżyć? Powoli biorę głębszy oddech i odpowiadam w miarę lekkim tonem:

    – Z tobą? Jasne. Chętnie.

    Kiedy Ola przeanalizowała moja odpowiedź, zareagowała jak małe dziecko. Momentalnie uklękła i z uśmiechem chwyciła mnie za głowę, patrząc w oczy.

    – Taką miałam ochotę, żeby właśnie z tobą… – nie kończy zdania, tylko wpija się ustami w moje usta. Chwilę później wpycha swój języczek.

    Sięgam do jej piersi. Miłe zaskoczenie. Jest taka duża, jak na nią, i pełna. Prawie nie czuję ubrania. Założyła bluzeczkę i stanik z delikatnego materiału, więc wrażenie jest niesamowite. Jakbym miała w ręku nagą pierś. Ale istotniejsze, że chciałam z nią spróbować. Od razu wiedziałam, że będzie uległa. Choćby dlatego, że ma ochotę na seks z dziewczyną i żeby nie stracić okazji, podporządkuje się. Ale wyczuwałam w niej tę „miękkość” typową dla uległych. Moje doświadczenie było niewielkie, ale tak rozumiałam uległość, a Ola pasowała do moich wyobrażeń. I miałam rację!

    *

    Mruczała, kiedy masowałam jej sutek. W końcu dotknęła ustami moich ust. A potem stała się bardzo zaborcza. Wepchnęła język w moje usta i nie pozwoliła przerwać pocałunku. Dłonią sięgnęła do krocza. Pociągnęła w górą T-shirt i nie radząc sobie z zamkiem dżinsów, od razu wsunęła rozłożoną dłoń w spodnie i majtki. Zachłannie zaczęła pocierać łechtaczkę. Dreszcz podniecenia szarpnął moim ciałem. Nie byłam przygotowana na tak agresywne pieszczoty. Ale już byłam wilgotna! Miałam wrażenie, że czas oczekiwania na nasze spotkanie spowodował tak zdecydowaną reakcję Oli. Intensywne pieszczoty palcami też mają swój urok. Rozpinam spodnie. Nawet przypadkowe muśnięcia moich wilgotnych warg były ekscytujące, a co dopiero dotknięcia łechtaczki. Po jakimś czasie odsuwam się od jej ust. Mam przymknięte oczy i pojękuję. Słyszę sapanie mojej podnieconej kochanki.

    *

    Dzwonek do drzwi. Obie momentalnie nieruchomiejemy. Patrzymy na siebie. W oczach mamy to samo pytanie: „Przeczekać?”. Patrzymy na siebie w milczeniu. Pochylamy się ku sobie. Za chwilę brzęczy telefon. Moja dziewczyna wyciąga dłoń z moich spodni i odbiera. Poprawiam swoje ubranie.

    – Ola, gdzie jesteś? – słyszę podniesiony głos jej ojca.

    – No, gdzie? W domu, przecież – mruczy Ola, patrząc na mnie i bawiąc się kosmykiem moich włosów.

    – To otwórz drzwi! Natychmiast! – wrzeszczy jej ojciec.

    – Już, już! Idę! Biegnę! Lecę! Tylko zróbcie mi miejsce do lądowania! – Ola energicznie wstaje i rusza z telefonem do drzwi. Widać, że nie za bardzo przejęła się krzykiem ojca.

    Jestem szybka. Zanim otworzyła drzwi, zdążyłam zapalić górne światło w pokoju i włączyć radio stojące na biurku. Potem uchyliłam okno. Kiedy jej rodzice weszli do mieszkania, chowałam butelkę pod biurko. Kieliszki wcisnęłam na półkę biblioteczki, obok książek. Wróciłam na tapczan, złapałam jakąś gazetę i kiedy kładłam nogi na fotelu, do pokoju weszła mama Oli. Szybko zdjęłam nogi i wstałam.

    – Dobry wieczór pani.

    – Dobry wieczór. No, w końcu odwiedziłaś Olcię – uśmiechnęła się i rozejrzała po pokoju. – O, i muzyki można normalnie posłuchać. Zazwyczaj ściany drżą… Nic nie zaproponowałaś koleżance do picia? Żadnej przekąski? Oszczędzasz czy leniuchujesz?

    – W zasadzie dopiero siadłyśmy – pospieszyłam ze wsparciem.

    – Dobrze. Dalej siedźcie. Jakoś poradzę sobie z tatą – to zdanie znużonym głosem skierowała tylko do córki.  

    – Mamo, a co się stało? Mieliście być – Ola spojrzała na zegarek – za trzy godziny albo jeszcze później.

    – Ach. Takie tam… – mama Oli zrezygnowana machnęła ręką – Nie możemy uzgodnić, kto nie zapamiętał daty premiery i zapomniał zabrać klucze. I pieniądze! Czasami trzeba ich używać. Film będzie w kinach dopiero jutro, a ja sądziłam, że tata funduje mi kino i restaurację. A on uważał, że ja zapłacę! A właśnie, do kina jechaliśmy na rezerwie. Córcia – poważnie spojrzała na Olę i westchnęła – jak tu stoję, to obiecuję: nigdy więcej nie wyjdę za mąż za twojego tatę. No, nie przeszkadzam. Idę dalej kłócić się.

    Rozbawiona Ola spojrzała na mnie, wzruszyła ramionami i rozłożyła ręce. Potem spoważniała i uważnie rozejrzała się. Milcząco wskazałam palcem pod biurko i na półkę z książkami. Dziewczyna powiodła wzrokiem za moim palcem i po chwili ze szczerym podziwem pokiwała głową.

    – Łoł! Dobra jesteś. Szacun – potrafiła docenić moją zapobiegliwość i szybkość reakcji.

    Nie chciałam uczestniczyć w rodzinnej kłótni. Posiedziałyśmy jeszcze z kwadrans, między innymi ustalając nowy termin naszego spotkania. Przynajmniej jednego byłam pewna. Za drugim razem będzie ostro. Już wiedziałyśmy, po co spotykamy się i obie czekałyśmy na ten dzień.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Madzia. Imprezy ciag dalszy.

    Madzia imprezy ciąg dalszy

    Była już prawie północ. Madzia tym razem sama poszła do łazienki. Umyła dokładnie swoje obolałe krocze a potem usiadła na zimnych płytkach i mocno rozkraczyła swoje długie i szczupłe nogi. Spojrzała między nie. Cipka była niemal tak czerwona jak porastające ją skromne włoski. Delikatnie paluszkami rozchyliła fałdki zewnętrznych warg sromowych i bardzo się zdziwiła jak znacznie wydłużyła się szparka wiodąca do jej wnętrza. Kiedyś często patrzyła tam sobie i wiedziała, że jej długość nie była większa niż 3 cm a teraz chyba była dwa razy dłuższa. Rozchyliła szparkę i znowu zdziwienie – zniknęły gdzieś falbanki delikatnego ciałka zasłaniające przedtem wejście do jej wnętrza. “A więc nie mam już błonki i teraz to jestem naprawdę kobietą” – pomyślała – “Jaki fajny jest ten Tomek. To dzięki niemu… Jak będzie chciał to będę z nim chodzić”

    Wyszła z łazienki i z miejsca podeszła do Tomka. Leżał jeszcze na sofie a jego kutas całkowicie wyeksploatowany był miękki i znacznie mniejszy niż ten, który w niej tak ostro harcował.

    – Musimy się ubrać, bo zaraz mogą wrócić starzy a i reszta tu wróci.

    Madzia usiadła obok i zaczęła wciągać majtki a potem założyła stanik. Chłopak też założył slipy i wciągnął spodnie. Po chwili byli ubrani.

    – Tomku? – pytająco spojrzała na niego Madzia.

    – No co chcesz malutka?

    – Czy ty… Czy ty chcesz ze mną chodzić?

    Spojrzał na nią z zaciekawieniem.

    – Bardzo mi się podobasz i chcę… ale…

    – Co ale?

    – Ale ja jestem zdania, że nawet jak ze sobą będziemy chodzić, to seks nie będzie zdradą i o każdym przypadku sobie opowiemy.

    – To tak jakoś dziwnie.

    – Nie chcę odbierać ci przyjemności ruchania się z innymi a i ja bardzo lubię seks, szczególnie z małolatkami. Nawet dzisiaj gdyby inny chłopak chciał się z tobą jebać to nie mam nic przeciwko temu.

    – A ty chcesz to robić z którąś moją koleżanką?

    – Nigdy nic nie wiadomo i nie wiem co dalej planuje moja siorka – wiedział doskonale o planowanych zabawach między innymi w “słoneczko” i dlatego nie chciał Madzi wiązać jakimiś seksualnymi zobowiązaniami.

     

    – Och już jesteście ubrani – Agnieszka rozpromieniona schodziła po schodach a za nią też już ubrany szedł Rafał – Mam bardzo fajną wiadomość. Przed chwilą dostałam s-kę, że starzy wrócą dopiero wieczorem. A więc mamy wolną chatę jeszcze całą niedzielę.

    Tomek spojrzał na siostrę bardzo zadowolony z tej wiadomości. Minęło kilka minut a w salonie pojawiły się pozostałe pary. Chłopacy znowu szybko wychylili po kilka kieliszków a dziewczyny po dużych kielichach wina. Madzi znowu przyjemnie zaszumiało w głowie.

    – To może teraz zabawimy się w „wymiękasz…” – zaproponowała Agnieszka – tylko to trochę urozmaicimy i dołożymy kręcenie butelką. Jeśli szyjka wskaże chłopaka to podchodzi on do wybranej dziewczyny i wskazuje ciuszek, który ta musi zdjąć, jeśli na dziewczynę to postępuje tak samo ale z chłopakiem. Kto nie zdejmie wskazanego ciuszka to przegrywa czyli wymięka.

    Aga jako solenizantka pierwsza zakręciła butelką i wypadło na Patryka-jednego ze studentów. Ten podszedł do Moniki, z którą zniknął gdy zaczęły się wolne tańce i wskazał na jej bluzkę. Monia z gracją pozbyła się tego ciuszka. Potem wypadło na Agnieszkę i Rafał stracił koszulę. Tak po chwili wszyscy byli tylko w majtkach. Tym razem wypadło na Tomka i Madzia była pewna, że podejdzie do niej ale on wybrał swoją siostrę i po chwili Aga siedziała w kręgu całkiem goła. Ona swoje majteczki straciła jako przedostatnia z dziewczyn a podszedł do niej jeden ze studentów, który już wcześniej był goły. Madzia nie mogła oderwać wzroku od jego wyprężonego chuja. Był tak samo gruby jak chuj Tomka i może trochę krótszy ale za to wzdłuż wyraźnie widoczne były grube żyły. Jeszcze tylko dwie osoby i wszyscy byli całkowicie goli i nikt nie wymiękł a więc nie było przegranych. Siedzieli teraz w kręgu z rozłożonymi nogami. Madzia przenosiła wzrok z krocza na krocze i obok siebie wreszcie dłużej patrzyła na kutasa jednego ze studentów. Był to chuj bardzo dorodny. Miał długość chyba z 25 cm i średnicę tak na oko 5 cm. Madzia pomyślała, że wielkością przypominał duże opakowanie lakieru do włosów jaki używała mama. „O kurwa. Jak to dobrze, że ten pierwszy raz miałam z Tomkiem, bo ten to by mnie chyba rozerwał” – pomyślała nastolatka i zaraz spojrzała na pizdę Majki, która z nim była na górze. Kuciapka była mocno zaczerwieniona ale Madzię zainteresowały liczne fałdki warg sromowych, które wypływały aż za zewnętrzne. Ona jeszcze takich nie miała a u reszty koleżanek już je też widziała.

    – To teraz zabawimy się w „tęczę” – zaproponowała Agnieszka przynosząc z łazienki pięć w różnych kolorach szminek.

    Madzi przypadła fioletowa. Były jeszcze zielona, niebieska, czerwona i żółta.

    – Jak ktoś nie wie na czym to polega to niech mówi – Aga spojrzała głównie na Madzię.

    – No ja nie wiem – Dziewczyna zgłosiła się nieśmiało.

    – No więc malujemy sobie usta swoimi kolorami a potem po kolei kucamy przy chłopakach i bierzemy ich kutasy jak najgłębiej do buzi. Wygrywa ta, która najwięcej razy sięgnęła ustami najdalej.

    Chłopacy stanęli w szeregu. Na końcu był ten z największym zdecydowanie chujem. Madzia była jako pierwsza ale w efekcie tylko u Tomka sięgnęła najdalej. Wygrała zdecydowanie Agnieszka, która nawet tego olbrzyma oznaczyła prawie przy samym końcu.

    – To teraz zmyjcie szminki i czas na „Słoneczko” – Agnieszka znowu spojrzała na Madzię i puściła do niej oczko – Rafał puść jakąś muzykę, najlepiej z różnym tempem a my kładziemy się z głowami przy sobie i szeroko otwartymi pizdami. Wiecie, że wygrywa ten chłopak, który spuści się ostatni. Tu są gumki, bo nie wszystkie bierzemy pigułki. Pamiętajcie, że co dwie minuty zmieniamy partnerki.

    Madzia ucieszyła się, że jako pierwszy położył się na nią jeden ze studentów, który miał chyba najmniejszego chuja. Wszedł w nią całym swoim orężem i zaczął jebać w tempie lecącej muzyki.

    Potem był drugi, trzeci, Tomek i zbliżał się ten z olbrzymem. Madzia bała się ale niepotrzebnie bo student wytrysnął wewnątrz leżącej obok niej Pauliny i odpadł z zabawy. Pozostali zaliczyli ją jeszcze po dwa razy ale najdłużej ruchał leżące dziewczyny Tomek i to on wygrał zabawę a spuścił się w swoją siostrę.

    – Madziu czy ty miałaś już w dupce? – Agnieszka wzięła ją na bok.

    – Nie. Jeszcze nigdy – odpowiedziała szczerze.

    – Bo teraz czas na „pociąg” i Tomek stań za Madzią. Teraz wszyscy chodzili jeden za drugim i na hasło „Pociąg” dziewczynki wypinały dupki a chłopacy jebali je analnie. Madzię strasznie bolała ta pierwsza wizyta chuja w jej dupce ale uznała, że w cipce było gorzej i przy trzecim kutasie już czuła ogromne podniecenie a szczyt uzyskała gdy jej dupkę odwiedziła niemal cała ta ogromna pała.

    Tym razem wygrał Rafał, który jako ostatni spuścił się w dupce Madzi.

    – No kochana, ponieważ byłaś ostatnia to siadasz teraz na kutasie – i tu Aga wskazała jednego ze studentów – A Rafał będzie w twojej dupce. Ja dosiądę swojego brata a w dupkę ty mi się wbijesz. Pozostałe dziewczyny zajmą się największym chujem a potem one wybiorą sobie partnerów do zabawy w „ciasteczko”.

    To mówiąc dosiadła Tomka i po kilku wznoszeniach do góry i opadaniu, pochyliła się do przodu i jeden z chłopaków wepchnął jej chuja w dupę. Madzia starała się powtarzać to samo co koleżanka i po chwili dwa grube chuje były w jej wnętrzu. Na początku bardzo ją to bolało ale po kilkunastu ruchach kutasów w jej środku zaczęła odczuwać nieziemską przyjemność. Szczytowała raz za razem i jak Agnieszka wołała żeby jebali ją do końca. Całe szczęście Rafał miał prezerwatywę, bo po kilkunastu minutach tej jazdy chłopacy wytrysnęli w niej niemal jednocześnie a ona przeżyła wtedy chyba największą orgastyczną ekstazę.

     

    Dziewczyny znowu gdzieś zniknęły ze swoimi pierwszymi partnerami a Madzia została w salonie z Tomkiem. Leżała na sofie przytulona do niego. Byli mocno zmęczeni kilkugodzinnym seksem ale Madzia czuła, że jest szczęśliwa.

    – Wiesz już teraz czemu nie chciałem cię wiązać zobowiązaniami pod względem seksu. Jak na pierwszy raz byłaś naprawdę wspaniała i godna miana mojej dziewczyny – Tomek głaskał ją po pośladku mówiąc te słowa a Magda nie wiedziała czy się gniewać czy nie.

    – Dziękuję Ci, że mnie w to wprowadziłeś. Teraz swobodnie mogę brać udział w takich domówkach – uznała, że taka odpowiedź będzie najbardziej odpowiednia.

    – Tak i wygrasz nie jedno „ciasteczko”.

     

    Nawet nie zauważyli kiedy zasnęli. Kiedy się obudzili nikogo jeszcze nie było w salonie. Madzia szybko postawiła chuja Tomka i dosiadła go na jeźdźca a potem wypróbowali jeszcze kilka pozycji, z których najbardziej Madzi przypadła „na pieska”.

     

    c.d.n. Jak będziecie chcieli.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Obozowa przygoda – dzien drugi

    Obudziłem się dość wcześnie, około 7 rano, Kuba jeszcze spał, a na śniadaniu mieliśmy się zjawić dopiero o ósmej. Miałem więc czas na przemyślenie wydarzeń z poprzedniego dnia a było tego sporo. Czy pójdę dziś z Olgą do łóżka? Tydzień temu nawet bym o tym nie marzył, a teraz nabrałem pewności siebie. Co jeśli będziemy gotowi na seks a pokój będzie zajęty przez Kubę i Wiktorię? Czy przez całe trzy tygodnie będę miał takie przygody? Te krótkie przemyślenia przerwało obudzenie się Kuby.

    -Ej, która jest? – spytał przekręcając się z boku na bok

    -Wpół do ósmej, trzeba się zaraz ruszyć

    -Właśnie – zaczął mówić – wczoraj wyruchałem Wiktorię – powiedział, po czym uśmiechnął się zawadiacko

    -Och wiem, wszystko widziałem – powiedziałem zupełnie spokojnie

    -Serio? – spytał wyraźnie zdziwiony – cóż, może ty też sobie kogoś załatwisz

    -Zabawnie, że o to pytasz – zacząłem mówić z pewną dumą – bo kiedy ty kończyłeś bawić się z Wiktorią to pod prysznicem Olga mi obciągała

    -No kto by przypuszczał – powiedział i aż wstał z wrażenia – czyli obie siostry będą u nas często gościć

    -Właśnie, wiesz może dlaczego musiały się wczoraj zbierać? Nie ukrywam, że trochę mi to przeszkodziło w planach

    -Przyjechała mistrzyni – powiedział zupełnie spokojnie – Dobra, dajesz, zbieramy się bo będzie opieprz jak się spóźnimy

     Po tej krótkiej rozmowie wyszliśmy i ruszyliśmy na stołówkę. W oddali zobaczyłem Olę, mistrzynię Polski z naszego klubu, tą o której wspominał Kuba, średniego wzrostu długowłosą blondynkę z genialną dupą, małymi cyckami i fajnej sylwetce. Była dosyć imprezową dziewczyną, więc kilku chłopaków miało okazję się z nią zabawić i krążyła opinia że Wiktoria jest prawdziwą boginią nie tylko na wodzie ale też w łóżku. Przez chwilę przemknęła mi przez myśl próba rozkochania jej w sobie, ale po chwili wróciłem na ziemię, przecież na razie rozwija się sytuacja z Olgą. Z tymi myślami przyszedłem na śniadanie na którym nie wydarzyło się nic ciekawego. Nie widziałem nigdzie Olgi, może zbyt ostro zabalowała z Olą poprzedniej nocy.

     Wracając do domku przypomniało mi się, że nie jestem tu żeby tylko podrywać dziewczyny na lewo i prawo. W gruncie rzeczy był to obóz przygotowawczy, po trzech tygodniach część z nas miała wystartować w mistrzostwach polski. Ja byłem wśród tych szczęściarzy, którzy mieli szanse na medal, więc zdecydowanie musiałem się skupić na treningu. W połowie drogi podszedł do mnie pan Radek, mój trener i powiedział, że za pół godziny wychodzimy na wodę z Kubą.

     Byliśmy gotowi do wypłynięcia i czekaliśmy już w łodzi na trenera, gdy nagle zobaczyliśmy Wiktorię i Olgę idące na pomost, widocznie też przygotowywały się do wyjścia na trening. One na nasz widok zachichotały i poszły po swoją łódkę. Nie ukrywam, że już wtedy miałem namiot w spodniach bo na zewnątrz było naprawdę ciepło i Olga wybrała bardzo krótkie obcisłe spodenki i sportowy biustonosz. Ona doskonale to wiedziała, więc gdy tylko wchodziła na pomost, co chwila jej coś wypadało i schylała się tak, żebym mógł zobaczyć jej atuty w całej doskonałości. Siedziałem tak zapatrzony w nią do momentu gdy trener przywołał mnie do porządku i po ostatnim promiennym uśmiechu Olgi odpłynęliśmy trenować.

     Poszło nam bardzo fajnie i całkiem zmachani przybiliśmy do pomostu. Dziewczyn nigdzie nie było widać, a poza tym naprawdę byliśmy zmęczeni i po odniesieniu wioseł i łódki poszliśmy pod prysznic .Kuba szybko się umył, i poszedł poszukać Wiktorii w wiadomych celach. Tymczasem ja zauważyłem że skończyła się ciepła woda, więc z przyzwyczajenia poszedłem do domku obok, w którym co roku mieszkali nasi koledzy i mogliśmy się tam umyć kiedy u nas coś nie działało. Wszedłem do domku, rozebrałem się i zostawiłem moje ubrania w pierwszym pokoju z brzegu, wiedziałem że dziś w domku będzie pusto, bo cała załoga domku pojechała na zawody do Niemiec. Tak więc nadal naprawdę zmęczony wszedłem pod prysznic i oparłem się o ścianę, była godzina 11, miałem mnóstwo czasu dla siebie.

     Po długim prysznicu wyszedłem z kabiny i w samym ręczniku udałem się do pokoju w którym zostawiłem swoje rzeczy. Otworzyłem drzwi i zamarłem, myślałem że muszę mieć zwidy. Na moich ubraniach leżała Olga, cała naga. Gdy ja tak stałem zastanawiając się co zrobić, na moje szczęście Olga przeszła do akcji. Wstała, zrzuciła ze mnie ręcznik i zaczęła mnie całować. Złapałem ją za pośladki i pchnąłem na łóżko, ona tylko zachichotała, położyła się na brzuchu i wzięła mojego kutasa do ust. Poruszała się swymi ustami w górę i w dół, od główki po moje jaja, patrzyła mi w oczy, a ja tylko stałem delektując się uczuciem. Po chwili odsunąłem ją od siebie, lekko odepchnąłem, i rozsunąłem jej nogi które ujawniły lekko zarośnięta, różową cipkę. Była już mokra z powodu zabawy. Z pewną niepewnością zbliżyłem się twarzą do jej warg sromowych, i po chwili zacząłem je lizać, nie miały żadnego smaku, ale byłem tak podniecony, że smak nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Po chwili wsunąłem mój język głębiej do ciasnej dziurki Olgi. Poczułem jak zaciska mięśnie z rozkoszy. Jednak ja chciałem spróbować prawdziwej zabawy. Odsunąłem się więc twarzą od Olgi, aby po chwili z impetem wejść w jej cipkę. Wsunąłem do niej swojego kutasa, poczułem jak jej cipka go uciska i zacząłem ją posuwać. Nie wiedziałem czy skupić się na jej  podskakujących cyckach, czy na twarzy w grymasie bólu i rozkoszy. Zacząłem ją szybciej posuwać. Słyszałem dźwięk moich jajek odbijających się od pośladków Olgi. Czułem jednak że długo jeszcze nie wytrzymam, a jako że nie miałem gumki to skupiłem się na tym by doprowadzić Olgę do orgazmu i potem szybko strzelić jej na twarz. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Gdy tylko usłyszałem głośniejszy krzyk i poczułem drganie całego jej ciała, to szybko wyjąłem kutasa z jej cipki i od razu spuściłem się jej na twarz.

     Padliśmy razem na łóżko, przytuliła mnie, leżeliśmy tam, nadzy, zmęczęni, ale zdecydowanie zadowoleni. Przez dobre 10 minut całowałem ją i ściskałem jej pośladki. Po tym powiedziała, że idzie się umyć, zrozumiałe, gdyby wyszła na zewnątrz z taką twarzą to nietrudno by było odgadnąć co robiliśmy. Tak więc gdy Olga była pod prysznicem ja podniosłem się z łóżka i stałem pośrodku pokoju zastanawiając się nad dalszym dniem. I wtedy zobaczyłem, że drzwi do pokoju są uchylone, a w nich… Ola, z ręką w majtkach. Gdy mnie zobaczyła, zachichotała i szybko wybiegła z domku. Zdecydowałem nie mówić o tym Oldze, jeszcze by zaczęła żałować tego co zrobiliśmy. Gdy wyszła z pod prysznica, pocałowała mnie i poszliśmy do swoich domków, żeby nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania.

     Od razu po obiedzie się rozpadało, więc resztę dnia spędziłem w domku z Kubą, głównie graliśmy na Playstation, po czym nadszedł wieczór, prysznic i do łózka, Kuba akurat tego dnia odpuścił sobie igraszki z Wiktorią, ale obaj mieliśmy ogromne nadzieje na nadchodzące dni.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Tak blisko a tak daleko cz 1: Spotkanie

    “Poszukuję Pana przez duże P: doświadczonego, dojrzałego…” – znudzony, zamknął okno przeglądarki. Dobrze wiedział, że nie było sensu dalej czytać tego profilu. Znał ten typ kobiety (o ile  

    w ogóle po drugiej stronie sieci była kobieta) – standardowa “księżniczka” na portalu o tematyce BDSM. Pojawiał się na takich portalach okresowo od 5 lat. Czasem znalazł kogoś dla siebie i kasował konto, czasem po prostu miał dość. 

    “Dziś był całkiem dobry dzień, parę profili wydało mi się interesujących i wysłałem parę wiadomości” próbował okłamywać się w myślach. Wiedział dokładnie, że nic z tego nie będzie; analityczny umysł oraz doświadczenie w kontaktach z ludźmi i analizie danych to z jednej strony jeden z jego atutów, z drugiej strony jego największe przekleństwo. Rozpoznawał te same wzorce osobowości i zachowania. Jedna dziewczyna, z którą pisał, choć twierdziła inaczej, już znalazła sobie dominującego. Wiedział o tym doskonale, ale przymykał na to oko. Druga, to typ rozgoryczonej “piękności”: w kółko narzekała, jak trudno jest znaleźć prawdziwego mężczyznę. Gdyby nie znał jej wymagań co do faceta, to nawet byłoby mu jej szkoda, ale powiedzmy sobie szczerze: ilu jest wysokich, wysportowanych, umięśnionych, inteligentnych i zabawnych mężczyzn z dobrą pracą, którzy poświęcą wszystko dla kobiety bez zainteresowań, pracy i celu w życiu? Utrzymywał z nią kontakt tylko dlatego, że czasem była zabawna. Trzecia natomiast, lubiła się zabawić każdego dnia  
    z innym, co napawało go pewną odrazą, ale pozwalało spojrzeć na sesję z punktu widzenia kobiety. 

    -Straciłem już dziś wystarczająco dużo czasu – powiedział sam do siebie wstając i podchodząc do okna, by spojrzeć na szare blokowisko, z którego pochodził. Była późna jesień, więc słońce powoli chowało się za horyzontem, a cienie bloków przykrywały ławki i plac zabaw dla dzieci. Już dawno by się stąd wyprowadził do domku na przedmieściach, ale dobra komunikacja i krótki dojazd do miejsca pracy skutecznie go od tej myśli odwodziły. Rozejrzał się po pokoju, na chwilę zatrzymując się na ścianach, które odnawiał; meblach, które sam składał; ogromnej kanapie, którą uwielbiał i w końcu na telefonie, który nieubłaganie migał niebieskim światłem, jasno sygnalizując, że dostał wiadomość. “Ciekawe, kogo to diabli niosą” pomyślał, upijając łyk zimnej już herbaty i podnosząc telefon z stolika, przy którym jeszcze przed chwilą siedział. 
    “Hej przystojniaku, dziś jest zniżka na bilard w klubie. Idziemy?” – wiadomość od Marty. 
    “Ślicznotko, z tobą zawsze :). Widzimy się o 20 na miejscu” – odpisał szybko i poszedł się odświeżyć.  

    Nie musiał czekać na odpowiedź: znali się z Martą od dzieciństwa i doskonale wiedział, że ona już zaczęła się szykować na wyjście. Po kwadransie stał już przed lustrem, zastanawiając się, w co ma się ubrać. Wiedział, że Marta uwielbia elegancko wyglądać, więc by nie odstawać od niej wybrał jasnobłękitną, wyjściową, wysokogatunkową koszulę, (którą, wszyscy brali za tanią szmatę od chińczyka, ponieważ nie widniało na niej żadne znane logo), ciemnobrązowe spodnie, srebrny zegarek i eleganckie półbuty. Do wyjścia zastało mu 10 minut, więc pozwolił sobie na szybką krytykę samego siebie. Miał 25 lat, ale twarz nosiła znamiona długiej i ciężkiej pracy oraz wieloletniego treningu. Choć teraz już więcej spał, dalej można było zauważyć lekko podkrążone i zmęczone piwne oczy. Lubił swój zarost i dwie łyse plamki wokół brody. To, co dla większości ludzi było efektem niedojrzałości lub zaburzeń hormonalnych, w rzeczywistości było świadectwem wielu walk, w których walczył i się nie poddał. Prawie 20 lat spędzonych na macie odcisnęło swoje piętno: poza wytartymi od judogi plamami na brodzie, jego ciało znaczyły liczne blizny po obtarciach, upadkach lub duszeniach. Zdecydowanie nie było to ciało modela, tylko wojownika. Smukłe ręce z silnie zarysowanymi mięśniami przedramienia i bicepsem, rozbudowana obręcz barkowa i duże plecy nie były tym, co można zobaczyć w kolorowych magazynach. To były mięśnie zbudowane do pracy, a nie wyglądu. Normalnie ukryte pod ubraniem, zdradzały swoją siłę, szybkość i wytrzymałość. Brzuch  
    i klatka, na których zaczynały już z powrotem rysować się mięśnie, nie były przesadnie rozbudowane. Skóra nosiła ślady błędów i choroby z przeszłości w postaci rozstępów. Jego życie było bardzo intensywne, przez co stan umysłu nie współgrał z wiekiem. Wiele razy już słyszał, jak ludzie w pracy dawali mu 30 lub 35 lat ze względu na doświadczenie i chwalili go, że się świetnie trzyma. Po pewnym czasie przestał ich wyprowadzać z błędu – to nie miało najmniejszego sensu. 

    Droga minęła mu szybko, a tramwaj przyjechał od razu, przez co na miejscu był przed Martą. Zamówił typowego dla siebie drinka, czyli rum z colą, i spokojnie przyglądał się ludziom, którzy tak jak i on przybyli do tego miejsca by spędzić wieczór w miłej i ciepłej atmosferze. 

    Marty nie dało się przeoczyć, więc spostrzegł ją od razu, jak tylko weszła do budynku. Wysoka, piękna blondynka z włosami upiętymi w kok, o długich, można by było rzec: niekończących się, smukłych nogach. Marzenie każdego mężczyzny. Widział ją już wiele razy, bardziej od sylwetki zaciekawił ją jej ubiór. Wysokie, (pewnie około 12 cm)szpilki sprawiały, że była niewiele niższa od niego. Delikatne pończochy i o wiele za krótka, opięta, błękitna sukienka pobudzały krążenie. Srebrna biżuteria dodawała całemu strojowi agresywności. Wiedział już, że ten wieczór na pewno nie skończy się na bilardzie. Gra szła im sprawnie, a rozmowa (okraszona masą komplementów i sprośnych żartów) zdawała się nie mieć końca. Oboje lubili tę zabawę: udawany flirt, dochodzący czasem do granic absurdu i przyjmujący wręcz karykaturalną formę, rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków. Z każdą partią pozwalali sobie na coraz więcej. Ciała stawały się gorące, a niewinny dotyk przeistaczał się w pożądliwe obmacywanie. Kiedy minęła druga godzina gry, dali sobie spokój  
    z udawaniem i wspólnie poszli na tramwaj by czym prędzej dotrzeć do jego mieszkania. 

    Gdy tylko zamek dwukrotnie przekręcił się w drzwiach, oznajmiając zamknięcie za nimi drzwi wejściowych, on silnie złapał ją za długie blond włosy i przycisnął do ściany w przedpokoju. Niewiele zmieniło to, że była wysoka i silna; nic nie dały lata treningu sztuk walki: przy nim czuła się jak mała lalka, zdolna tylko przeciągłego jęku z bólu i podniecenia. Gdyby na sobie miała majtki, na pewno byłyby już całe mokre; teraz jednak wilgoć, jaką produkowała pod wpływem emocji jej mała muszelka, spływała po udach, mocząc jej ulubione, samonośne pończochy. Czuła się jak dziwka, ale  
    w tym momencie i przy nim nie miało to żadnego znaczenia. Jedyne, czego teraz pragnęła to poczuć jego przyrodzenie w sobie. Wiedziała jednak, że to jej nie wystarczy: chciała, żeby ją wziął siłą, pokazał jej, gdzie jest jej miejsce i kto jest jej Panem. W życiu nie pozwoliłaby na to żadnemu facetowi, ale on… On był inny, tylko przed nim czuła respekt. Tylko w jego ustach każda obelga przyspieszała jej bicie serca, tylko jego rękami zadany ból powodował podniecenie. 

    Z rozważań wyrwał ją nagły dotyk między udami, musiała się skupić; on coś mówił do niej –  
    z początku nie rozumiała, co, ale z czasem słowa zaczęły układać się w zdania. 
    -Taka elegancka i poważna, a pod sukienką zwykła kurwa bez majtek. Pytałem cię, suko, o coś. – Nie słuchała go, nie mogła sobie przypomnieć, o co pytał. 
    -O co pytałeś? – zapytała po chwili. 

    Czy był zdenerwowany? W żadnym razie; znał ją i wiedział, że uwielbia walkę i ból. Silnym ruchem oderwał ją od ściany i ustawił na wprost korytarza przed sobą. Puścił włosy i czekał, aż podniesie wzrok. Chciał, żeby widziała, co zrobi. W tym samym momencie, w którym spojrzała mu  
    w oczy, zdzielił ją silnie w policzek. Zapewne, gdyby nie szpilki, z trudem, ale ustałaby na nogach. Teraz jednak zachwiała się od uderzenia i po kilku krokach upadła na podłogę, mimowolnie z oczu pociekły jej łzy. Przyjrzał się jej z zaciekawieniem, spokojnie rozpiął zegarek i odłożył go na półkę. Następnie, pochodząc kilka kroków, ponownie złapał ją za włosy i wykręcił tak, że musiała spojrzeć na niego. 
    -Po pierwsze, suko, nie jesteśmy na “ty”. Dla ciebie jestem Panem – powoli i stanowczo odezwał się do niej. – Rozumiesz? – Zapytał, a gdy nie usłyszał odpowiedzi jeszcze raz zdzielił ją, tym razem  
    w drugi policzek. 
    -Rozumiem, Panie – usłyszał, kiedy jej śliczne policzki napłynęły rumieńcami, a na oczach zaczął się rozpływać makijaż od łez. 
    -Po drugie, pytałem cię: co ty sobie myślisz, chodząc z goła cipą na zewnątrz? – Zadał pytanie jeszcze raz. 
    -Ja… Panie…. Chciałam ci zrobić przyjemność – odpowiedziała łamiącym się, niepewnym głosem. 
    -Ja ci pokażę, jak powinnaś sprawiać przyjemność swojemu Panu- mówiąc to, trzymał ją za głowę 
    i zaczął iść w stronę salonu i jego ulubionej kanapy. Marta mimowolnie musiała iść za nim na kolanach. Czuła się poniżona, sprowadzona do roli zabawki lub zwierzęcia. Najdziwniejsze było to, że jeszcze nigdy nie czuła się tak podniecona i tak dobrze się nie bawiła. Żadnemu innemu facetowi by na to nie pozwoliła. Pan poprowadził ją na środek salonu i tam zostawił. Mogła tam jedynie siedzieć  
    i obserwować, jak pieczołowicie zaciąga zasłony, a następnie nalewa sobie typowego dla siebie drinka. 

    -Chciałaś mi sprawić przyjemność i będziesz miała na to szansę. Liczę na najlepszy pokaz  
    w swoim życiu, a wiele już widziałem– mówiąc to, usiadł na kanapie i wyjął z siedziska dziwnie wyglądające urządzenie: kawałek plastikowego drążka, zakończonego rogami. Nie miała jednak czasu przyglądać się temu; poczuła już raz, co ją czeka za opieszałość w wykonywaniu poleceń. Powoli wstała i spojrzała na swojego Pana. On w tym momencie na swoim telefonie wybierał w aplikacji utwór. Po chwili z stojącej niedaleko mini wieży zaczęła powoli lecieć muzyka, a światła w pokoju delikatnie przygasły i zmieniły kolor na czerwony. 

    “Jak zawsze wszystko dopięte na ostatni guzik, tylko ja wiecznie nieprzygotowana” pomyślała Marta, zaczynając się wić w rytm muzyki, eksponując swoje (średniej wielkości) jędrne piersi i tyłek. Powoli i spokojnie przesuwała ręce po swoim ciele, starając się wyglądać jak najbardziej podniecająco i wyuzdanie. W rytm muzyki jej ręce zjeżdżały coraz niżej, aż do końca sukienki; wiedziała, co teraz powinna zrobić – on chce ją zobaczyć w całości, napawać się widokiem swojej zdobyczy. Z nieopisaną gracją zaczęła zdejmować sukienkę przez głowę, by za chwilę rzucić ją w kąt, jak nic niewartą szmatę. Kręcąc zalotnie biodrami podeszła do niego i nachyliła się, by mógł z bliska przyjrzeć się piersiom. Była jak towar na ekspozycji – musiała się dobrze zaprezentować, bo od tego zależały dalsze losy wieczoru. Czy da jej tę niesamowitą przyjemność, której tak pragnęła, czy ból, na który zasłużyła? Podkreślała walory swoich piersi ujmując je w dłonie i bawiąc się sutkami. Uśmiech na jego twarzy wskazywał na zadowolenie. Odwróciła się tyłem do niego, opuszczając ręce do podłogi i maksymalnie eksponując swój tyłeczek.  

    Poczuła go, poczuła go w końcu na swoim ciele! Dreszcz rozkoszy, który przeszył ją  
    w momencie, kiedy jego dłoń wylądowała na jej pośladku, był niczym ekstaza. Na jedną chwilę poczuła się, jakby świat zniknął, a pozostała tylko przyjemność. Nagły, przeszywający ból delikatnego łona przywrócił jej wszystkie zmysły. To on, przy pomocy swojego narzędzia, przywoływał ją do porządku. Niespodziewany przepływ prądu prawie zwalił ją z nóg. 
    -Podobno chciałaś mi dać przyjemność, a nie sobie, suko – powiedział rozgniewanym tonem. 
    -Tak, Panie – zdołała tylko odpowiedzieć. 
    Z trudem zmusiła swoje nogi do posłuszeństwa i zaczęła się wić na nim najlepiej, jak potrafiła. Walczyła z samą sobą; dotyk jego ciała przy każdym ruchu, choćby przez materiał koszuli, był obezwładniający. Czuła wypukłość w jego spodniach, dotyk jego kutasa. “Pora kończyć część dla dzieci i brać się za prawdziwą zabawę” pomyślała, odwracając się przodem i klękając między jego nogami. 

    -Czy mogę, Panie? – zapytała z najbardziej sprośnym wyrazem twarzy, jaki mogła. Pokiwał tylko głową na znak pozwolenia i czekał na jej następne ruchy. Powoli, krok po kroku, guzik po guziku rozpięła jego koszulę, a następnie, tylko przy użyciu zębów, spodnie i rozporek. Delikatnie wyjęła kutasa z bokserek i z nieukrywaną radością zaczęła lizać jego przyrodzenie. Powoli wodziła językiem od nasady aż po sam czubek penisa, by po chwili wziąć go do buzi jak rasowa kurwa.” Co on ze mną zrobił? Wiję się jak prostytutka na wystawie, a potem obciągam kutasa jak byle dziwka na rogu, a do tego jestem przez to niesamowicie podniecona” karciła samą siebie za to, kim się stała dzisiejszego wieczoru. 
    -Dość – powiedział, odsuwając jej głowę od kutasa. Wstał i szybkim ruchem rozebrał się  
    z reszty ubrań.-Pora się zabawić – rzucił tylko zdawkowo, i chwytając ją za włosy, zaczął miarowo posuwać, nie, pierdolić jej usta. Z trudem łapała małe hausty powietrza, które i tak nie pozwalały jej właściwie oddychać. Powoli dusiła się nim, nie panowała na sobą; ślina ciekła jej po brodzie, spływając na nagie piersi. Z każdym kolejnym pchnięciem ciemniało jej przed oczami coraz bardziej.  
    I nagle, (wybawienie!), dał jej odpocząć: wyciągnął kutasa, by mogła złapać trochę powietrza. Dwukrotnie ją spoliczkował i mówiąc, że “jej usta są stworzone do kutasa”, wsadził ponownie  
    i gwałcił jej gardło. Straciła rachubę czasu: nie odróżniała już kolejnych pchnięć od policzków,  
    a oddech łapała mechanicznie.  

    Odkąd się znali, wiązał ją na wiele wyrafinowanych sposobów, bił rozmaitymi przedmiotami, polewał woskiem i chłodził lodem, ale nigdy nie przeżyła czegoś takiego. Jedyne, co czuła, to niesamowite wręcz podniecenie. Nie była pewna, czy przez seks oralny można doznać orgazmu, ale jeśli można było, to ona właśnie go doświadczała. Nie wiedziała też, ile to trwało, ale kiedy na chwilę odzyskała poczucie rzeczywistości, leżała na stole, z nogami przykutymi do jego końców i wystawioną na penetrację muszelką;on stał między jej nogami i przymierzał się do wejścia.  

    Nie cackał się z nią: pchnął raz, wchodząc w jej małą, wąską brzoskwinkę do samego końca. Przez chwilę napawał się swoją zdobyczą – ciepłem jej łona, rozmazanym makijażem, śliną na brodzie. Była jego szmatą, zabawką na jego kutasa. Nie trwało to jednak długo; nie wziął jej po to, by niczym prawiczek, siedzieć z kutasem w jej cipie. O nie, miał ochotę zerżnąć ją z całych sił, wymęczyć tak, by tę noc zapamiętała do końca życia. Jego ruchy od początku były gwałtowne: wysuwał kutasa, by po chwili z całym impetem, z powrotem w nią wejść; raz za razem skrupulatnie zmieniał tempo, kąt penetracji oraz szybkość. Nie był laikiem; wiedział, jak to robić. Jego ruchy w szybkim czasie dały Marcie drugi z wielu orgazmów tego wieczoru: jej oczy odpłynęły, z gardła wydarł się krzyk rozkoszy, a pochwa zaczęła się kurczyć na jego penisie. Był nieubłagany, nie przerywał penetracji. Kiedy tylko powróciła do niego, złapał ją za szyję, spojrzał w oczy, a w drugą rękę złapał swoje urządzenie i zaczął razić jej ciało. Nie wiedziała, co się dzieje. Pchnięcie, rozkosz, porażenie, ból, oddech niewystarczający. Znowu świat znikał, znowu nie wiedziała, co się dzieje. Rozkosz i ból mieszały się  
    w wyuzdanym tańcu. Nie miała pojęcia, czy był to orgazm, a jeśli tak, to jakim cudem tyle trwał. Powoli wracała do rzeczywistości: czuła ręce, nogi i swoją muszelkę, a w środku niej ciepło.  

    “Skończył we mnie”, pomyślała, ogarnęło ją zadowolenie. Zabezpieczała się, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Dziś była jego, mógł z nią zrobić, co chciał. Kiedy spojrzała na zegarek, nie mogła uwierzyć, że trwało to ponad 2 godziny. Odpiął jej nogi i pomógł wstać; była cała spocona,  
    a nogi ledwo utrzymywały jej ciężar. Chwiejnym krokiem podeszła do kanapy, a on podał jej szklankę wody. 
    -Złap oddech, jeszcze nie skończyliśmy – uśmiechnął się, a ona tylko przytaknęła głową.  
    On sam oparł się o ścianę i obserwował ją, popijając swojego drinka. “Jest niesamowita i piękna, ale to są jej granice. Nigdy nie będzie niewolnicą, której tak pożądam: nie sprawi jej przyjemności ani noszenie obroży, ani służba. To nie ten typ kobiety…”, rozmyślał nad swoją przyjaciółką i swoim losem. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad
  • Pozegnanie lata – 1.

    Część 1/2.

    Zdarzyło się to przed wieloma laty.

    O komórkach nikt wtedy nawet nie myślał, „wybrańcy” posiadali telefony stacjonarne i wydarzeniem było, jeżeli ktoś kupił drogi czarno-biały telewizor. Kolorowe to była dopiero odległa przyszłość, którą w ogóle trudno było sobie wyobrazić.

    To była druga połowa sierpnia, upalnie. Wówczas najchętniej biegałem na basen albo w większej grupie pakowaliśmy się do autobusu i nad jezioro za miastem! To była wyprawa. Wszyscy po 16, 17 lub 18 lat. Tworzyliśmy raczej luźną grupę znajomych, znaliśmy się ze szkoły, bądź z bloku, z rzadko organizowanych prywatek, ale w tym przypadku chętnie spędzaliśmy ze sobą wolny czas. Przecież podczas roku szkolnego było go znacznie mniej. Tak się złożyło, że było w niej 6 dziewczyn i tyle samo chłopaków, a w tym gronie sześcioro tworzyło 3 pary. 

    Na zakończenie wakacji, a jakże, kara, czyli urlop rodziców! Wyjazd do ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem z rodzicami. Dzisiaj taka sytuacja nie byłaby już możliwa, ale wówczas… Większość jechała, bo otrzymała skierowania z naszego zakładu pracy, chociaż z różnych powodów. Ten zakład to był główny pracodawca w naszym regionie i mieście, więc większość pracujących mieszkańców naszego miasta była tam zatrudniona. Inni wykupili sobie taki turnus. Rodzice Anki i Andrzeja pracowali w innym zakładzie, a też dostali skierowanie do tego samego ośrodka. Taki był wybór! Ośrodek nie był przesadnie duży. Dwupiętrowy murowany budynek mieszkalny, takie „pudełko” bez balkonów, plus obszerna stołówka i to w zasadzie była cała infrastruktura. Jednorazowo budynek mieścił chyba około 120 osób w dwuosobowych pokojach. Na tamte czasy raczej luksusowe warunki. Część pokoi była tańsza, bo toaleta i prysznice były wspólne na piętrze.

    *

    Pogoda dopisała, więc sporo opalaliśmy się, pływaliśmy. Ale wszystko co piękne, też ma swój koniec. Ostatnia sobota w ośrodku, więc zabawa w stołówce. Wyjazd w poniedziałek po śniadaniu. Wiadomo, w niedzielę trzeba odespać imprezę. To zasada niezmienna od wieków i niezależna od ustroju. Wszyscy dorośli planowali udział w tej uroczystej pożegnalnej kolacji. Nasze mamy, i nie tylko nasze, szykowały się jakby to miał być zabawa sylwestrowa. Mieli wrócić sporo po północy albo raczej wczesnym rankiem. Ostatnia impreza podczas urlopu i okazja, żeby dobrze zabawić się. Ot, takie huczne pożegnanie z latem.

    My solidarnie zostaliśmy. Zgodnie ustaliliśmy, że nie będziemy siedzieć w sali razem ze staruchami.

    – Może jeszcze poloneza każą nam tańczyć? – zadrwiła Ania. Wszyscy odmówiliśmy, a rodzice, nieoczekiwanie, zgodzili się bez większych oporów.

    Mieliśmy swoje plany. Chcieliśmy zrobić ognisko po drugiej stronie jeziora. Dostaliśmy zgodę, bo obiecaliśmy, że wrócimy najpóźniej o pierwszej w nocy. Komórek wtedy nie było, więc zakładaliśmy, że będziemy wracać nawet z zapalonymi latarkami, żeby na wodzie było nas już widać. Wypożyczając łódki, dostaliśmy lampy naftowe. Prowiant, saperki i drobiazgi zapakowaliśmy do kajaków, na rower wodny i popłynęliśmy. Oczywiście, można było dotrzeć tam pieszo, ale droga była znacznie dłuższa. Nie dość, że przez las i to dosyć daleko od brzegu, to jeszcze po piaszczystym i pagórkowatym terenie.

    – Co to? Bieszczady? Konkurs na sprawność harcerską? – pierwsza zbuntowała się Blanka. – Będę chciała wędrować z bagażem po górach, to pojadę w Bieszczady z siostrzeńcami. I z plecakiem.

    Chyba wszyscy byli jej wdzięczni za szczerość. Nikt nie miał ochoty na taką wędrówkę. No i z tym prowiantem, materacami, kocami? Popłynęliśmy i w dwadzieścia parę minut byliśmy na miejscu. Wędrówka zajęłaby nam około godziny. Jak dwa dni temu przeprawiliśmy się na drugą stronę jeziora, znaleźliśmy miejsce niedaleko brzegu, osłonięte z dwóch stron lasem, a od jeziora szerokim, ale niezbyt wysokim pagórkiem. Poszliśmy zapytać o możliwość rozpalenia ogniska, gospodarz zgodził się. Obiecaliśmy, że posprzątamy po sobie. Celowo wybraliśmy takie miejsce. Gdyby komuś z rodziców zachciało się nas odwiedzić w nocy, w co jednak wątpiliśmy, ogniska nie zobaczyłby od razu, więc nie wiedziałby, gdzie szukać nas. Rodzicom profilaktycznie nie podaliśmy zbyt dokładnej lokalizacji.

    I zaczęliśmy przygotowania do imprezy. Chłopacy zabrali się do budowania ogniska. Stąd te saperki. Przynosili chrust, większe gałęzie łamali na miejscu, jeden nożem przycinał i ostrzył patyki, żeby mieć na co nabijać kiełbasę. Dziewczyny wyjęły jakieś kubki, pieczywo, ziemniaki, sól, musztardę, papierowe talerzyki, podzieliły kiełbasę. Andrzej zaczął, chyba dla żartów, obmacywać Mariolę. Ta urocza blondynka chichotała i nie protestowała! Miła niespodzianka. A wyglądała na taką nieprzystępną… Ale Boguś, jej brat, miał inne zdanie: 

    – Na razie zostaw dziewczynę. Niech najpierw chociaż przygotuje szaszłyki – nie wyglądał na zazdrosnego o dobieranie się do uroków siostry.

    Później zrozumieliśmy, że zwyczajnie żartowała sobie. Dziewczyny wbijały, co się dało, na zdobyte kawałki drutu… Andrzej przyniósł naręcze gałęzi i przy byle okazji obmacywał każdą, którą tylko mógł. A jeszcze nie pił! Gitara Grzesia stała z boku pod drzewem. Jej właściciel przytargał chrust i wlókł jakąś potężną gałąź. Potem wyjął małą siekierę z plecaka i zaczął rąbać gałąź. Anka z Kamą zaniosły do wody alkohol w siatce. To też był ważny powód, żeby wybrać lokalizację utrudniającą nieprzewidzianą, ale możliwą kontrolę rodziców. Był jeszcze jeden istotny powód, ale o tym rozmawialiśmy tylko my, chłopacy.  

    *

    Wokół ogniska dziewczyny rozłożyły koce i materace. Te trzy lampy naftowe okazały się wyjątkowo przydatne. Radek i Andrzej tak je ustawili za nami, że dawały trochę światła, ale nie rozświetlały całego terenu. Nie chcieliśmy rozpalać ogniska wielkiego jak na zrzut dla partyzantów.

    Kiełbasę zjedliśmy, szaszłyki też. Porcje nie były duże. Wiadomo, kupno mięsa to było wyzwanie, a komu chciało się stać w długich kolejkach? Cierpliwie czekaliśmy więc na ziemniaki. Popijaliśmy alkohol i oranżadę. Wszyscy rozsiedli się, albo raczej rozłożyli wokół ogniska na materacach, kocach. Zrobiliśmy przerwę po opowiadaniu żartów. Grzesiek brzdąkał na gitarze, Irka tuliła się do niego. Widać, że alkohol zrobił swoje. Cały czas chyba była nim zainteresowana, ale przez dwa tygodnie trudno było nam zorientować się. Teraz już wiedzieliśmy. Grzesiek tolerował jej czułości.

    Nagle Blanka poderwała się i klasnęła w dłonie: 

    – To co? Idziemy popływać? – i klęcząc, rozejrzała się w poszukiwaniu entuzjastów swojego pomysłu.

    – Świetny pomysł! – Kamila już mogła skakać do wody.

    – A kto ma strój? – Radek, mój młodszy brat, był konkretny i flegmatyczny. Jak zwykle.

    – A ty, co? Listę chcesz robić? – zapytałem.

    – Wojtek, nie zrzędź – Kamila była zachwycona pomysłem. Od wypitego alkoholu świeciły się jej oczy. – Radziu, po co nam kostiumy? Jest ciemno! Nikt nic nie zauważy.

    – Ja będę widział – Radek swoje. Jak zwykle.

    – Ciebie to chyba nam w szpitalu podmienili – pokręciłem głową. Czasami zastanawiałem się, czy ta jego pedantyczność nie była sposobem, żeby innym dopiec? – Mały sadysta… – pomyślałem o nim, ale głośno nic nie powiedziałem. Radek, jak zwykle, milczeniem zbywał moje komentarze.

    – Chłopaki! Rozbierać się! – Blanka pierwsza zdjęła szorty. Potem majtki i T-shirt. W świetle ogniska dobrze był widoczny jasny trójkąt nieopalonego ciała w kroczu i biała część sporego biustu. W jej przypadku nieopalone fragmenty jedynie podkreślały urodę dużych, pełnych piersi. W tej chwili chyba wszyscy gapili się na nią. Inne dziewczyny już szły w jej ślady. Alkohol dobrze wpływał na odwagę.

    Dziewczyny wśród chichotów i żartów szybko rozebrały się, a potem z piskiem, potykając się na nierównościach, pobiegły do wody. Goły Andrzej pokłusował za nimi.  

    – Chodźcie! – wołały, ochlapując się. – Woda jest taka ciepła!

    – Chłopaki! Dawać! – krzyczał Andrzej.

    Jako drugi potruchtał Grzesiek, ale przytomnie zabrał jedną lampę i ustawił ją ze dwa metry od linii wody. Andrzej kleił się do którejś z dziewczyn. Całowali się i razem zniknęli pod wodą. Zabrałem drugą lampę. Postawiłem jeszcze bliżej wody, kilka metrów w bok od pierwszej. Właśnie ruszałem do wody, ale zatrzymałem się i zawołałem do brata: 

    – Te, analityk! Weź lampę i postaw nad brzegiem.

    – Konkretnie, gdzie? – padło pytanie.

    – W du… – westchnąłem ciężko. – Kurde! Sam zobacz, gdzie! Ustaw tak, żebyśmy wracając z wody nie wpadli w żaden dołek. Widziałeś, jak dziewczyny potykały się, biegnąc? Tak? No, to oświetl teren.

    *

    Wygłupialiśmy się w wodzie, nurkowaliśmy. Woda sięgała nam do klatki piersiowej. Andrzej z Mariolą odpłynęli znacznie dalej od nas. Potem my we trzech, splatając dłonie, tworzyliśmy „żywą” trampolinę i pozostali skakali z niej do wody. Wyrzut był bardzo dynamiczny. Skakaliśmy zawsze na głębszą wodę. Dziewczyny piszczały przy tym i śmiały się. My zmienialiśmy się w składzie „trampoliny” i skupialiśmy na oglądaniu wdzięków koleżanek.

    – Ej, Blanka, ale ty masz biust… – westchnąłem z uznaniem, kiedy wynurzyła się. Dobrze obejrzałem go, kiedy wspinała się na nasze ręce. Żałowałem, że nie mogłem jej dotknąć. Jedyna dziewczyna, która wykonywała skok plecami do wody. I świetnie to robiła.

    – Coś ci się nie podoba? – warknęła.

    – No, skąd! Przecież chwalę! Poważnie! – gorąco zapewniłem. Wiedziałem, wszyscy wiedzieliśmy, że jest wrażliwa na tle swojej tuszy. Była grubokoścista, ale nie gruba. Solidne, na razie jeszcze smukłe uda, duże, okrągłe, jędrne cyce… Tylko brać! Musiałem pochwalić! Alkohol zachęcił mnie do szczerości. – Mogę popieścić, jeżeli pozwolisz! – już miałem ochotę pomacać, ale teraz najbardziej zależało mi, żeby nie popsuć klimatu spotkania. Liczyliśmy na znacznie więcej niż wspólna kąpiel.

    – Trzymam za słowo – odpowiedziała spokojniej, udobruchana moimi zapewnieniami.

    Chyba była najsympatyczniejszą dziewczyną w tej grupie. Chociaż były zgrabniejsze i szczuplejsze dziewczyny, w wodzie nie potrafiłem oderwać wzroku od jej kształtów. Dobrze, że ustawiłem lampę nad wodą.

    – Blanka, zapraszamy na powtórkę. Masz gratis skok od nas. To znaczy: poza kolejką. Też muszę przyjrzeć się – Grzesiek naprawdę był ciekaw.

    Blanka skoczyła.

    – No i? – prychnęła wodą.

    – No! Świetne cyce! Poważnie! Blanka, każdego faceta złapiesz na takie atrybuty.

    – Widzisz, nie kłamałem! – musiałem bronić swoich dobrych intencji. 

    – I jeszcze fajnie sterczą! – nadal komplementował Grzesiek.

    – A wam sterczą?

    – Sama sprawdź! – rzucił Zenek. Chyba nie sądził, że dziewczyna poważnie potraktuje pomysł. Chwilę później cienko pisnął.

    – A ty co? – spojrzałem na niego zdziwiony.

    – Blanka szarpie mojego fiuta! – parsknął śmiechem. – Aż się zdziwiłem!

    – Nikogo nie łapię! – usłyszeliśmy Blankę parę metrów dalej. – Jeszcze nie…

    – Co, przestraszyłeś się! – za plecami Zenka odezwała się Anka, prychając wodą.

    – To ty?!

    – Ktoś musiał sprawdzić. Ale nic wam nie sterczy – mruknęła rozczarowana.

    Profilaktycznie zmniejszyłem rozkrok.

    – To teraz Wojtek… – Anka rozpędzała się.

    – Ale w tym celu nie musisz zanurzać się – stęknąłem, bo właśnie „odpaliliśmy” Różę. Kiedy zanurkowała, Kamila zaczęła wspinać się na nasze ręce.

    – A Kamcia ma drobne piersi – Zenek, trzeci w naszej „trampolinie” zabrzmiał, jakby analizował widok pod szkłem mikroskopu. Bezskutecznie próbował złapać ustami sutek, kiedy wspinała się na nasze dłonie. – Za to cipkę masz sporą. O, naprawdę! – wyraźnie zrobiła na nim wrażenie.

    – Ja też chcę! – Mariola szybko podpływała do nas.

    – Skakać? Każdy może… – Zenuś był zdezorientowany.

    – No, co ty! – prychnęła wodą. – Sprawdzić wasze pa-ra-metry! – zachichotała.

    *

    Anka stanęła przy mnie, pogłaskała mnie po plecach, przytuliła się i drugą ręką sięgnęła do krocza. Znalazła członek i zaczęła go masować. Przy tym uważnie patrzyła mi w oczy i uśmiechała się. Miałem splecione ręce, więc i tak nie mogłem nic zrobić. Gdybym chciał. Odwzajemniłem uśmiech. Od momentu jak przytuliła się i dotknęła penisa, czułem jak szybko twardnieje, chociaż po widokach Blanki już lekko sterczał.

    – A wy, gdzie byliście? – Grzesiek spojrzał na Mariolkę.

    – Aaa, o to chodzi? Andrzejkowi zachciało się macanka, więc popłynęliśmy trochę dalej – wyjaśniła Mariola, stojąc w półprzysiadzie na naszych dłoniach. Wyjaśnienia składała opierając dłonie na naszych ramionach. – Też masz ładną cipkę. Takie duże wargi… – zachwycił się Zenek.  

    – Też? Zenuś, więc ty też masz cipkę? – rzuciła rozbawiona Mariola i skoczyła. Nie słyszała naszego wybuchu śmiechu.

    – Niee, no co ty! Porównywałem z cipką Kamy – wyjaśniał zażenowany Zenek.

    Nikt go nie słuchał. Andrzej wszedł na nasze dłonie, potem na moje ramiona i wyprostował się. Wybił się i jeszcze zrobił salto. Podpłynął Bogdan z Irenką.

    – Wojtek, coś ty taki dziwny? – Boguś spojrzał na mnie podejrzliwie.

    – Ja? Nieee – wzruszyłem ramionami. – Anka nadal mierzy długość mojego członka.

    – Na razie jest niewielki – Anka uzupełniła moją wypowiedź. – Ale staram się.

    – No, faktycznie. Niewielki. Nie ma na co patrzeć – z drugiej strony pojawiła się Róża, kiedy puściła moją mosznę. Była delikatna.

    – Noo, dziękuję wam. Jeszcze trochę i będę sprzedawał bilety na to macanie genitaliów.

    – A ja bym chętnie popatrzyła! – Blanka jako pierwsza głośno dała wyraz swoim zainteresowaniom.

    – Oooo! – zabrzmiało w tle chóralne zainteresowanie pomysłem biuściastej brunetki.

    – Ja też!

    – I ja!

    – My też!

    Spojrzałem na Ankę.

    – Pokażesz, co potrafisz?

    – Ja pokażę – rzekła z filuternym uśmiechem – Tylko, czy ty będziesz miał co pokazać?

    Popatrzyłem na nią ciężkim wzrokiem. Pogłaskałem nosem po piersi. Cofnęła się.

    – No, teraz nie bój się. Chodźmy! – powiedziałem.

    Radek właśnie przygotowywał się do wybicia. Nasz trójka rozplotła dłonie, a Radek, dynamicznie prostując się do wybicia, nagle stracił oparcie dla stóp. W nieskładnym półprzysiadzie, jak ropucha na sedesie, wylądował w wodzie. Parę osób głośno zaśmiewało się z tej sytuacji. Jednak znacznie bardziej niż jego skok, wszystkich interesował pokaz umiejętności Anki. Szybko wychodziliśmy na brzeg. Zabraliśmy lampy.

    Z wody z parskaniem wynurzył się Radek:

    – No, leć, leć! Szybko! Żebyś zdążył, zanim zacznie ci zwisać! – brat musiał jakoś odreagować nieudany skok. Zignorowałem go.

    *

    Pół leżałem na piasku. Ogień z ogniska i z trzech naftowych lamp wystarczająco nas oświetlał. Widzowie z kubkami albo butelkami w rękach usiedli przed nami. Grzesiek brzdąkał na gitarze jakiś modny motyw z Jamesa Bonda, ale któraś z dziewczyn pociągnęła go ostrzegawczo za długie włosy i od razu zagrał coś bardziej romantycznego.

    Anka uklękła prostopadle do mnie, twarzą do grupy. Wzięła penisa do ręki i zaczęła go masować. Nikt się nie odzywał. Wszyscy patrzyli na ten teatrzyk. Spoglądałem na mokre ciało Anki. Osiadły na nim krople wody, które spływały albo spadały z ciała przy energicznych ruchach jej ręki. Spojrzałem na piersi. Okrągłe, jędrne i dużymi sutkami. Ich widok podniecił mnie. Jakaś w tym była zasługa oświetlenia. Mój członek rósł. Miałem już pełny wzwód.

    – Ech, gdyby tak jeszcze dorwać cyce Blanki… – nierozważnie rozmarzyłem się.

    Moje myśli przerwały głosy zachwytu widzów.

    – Oooo, Anka!

    – Noo, braa-woo!

    – Bis!! Kto jeszcze?

    Anka uśmiechnęła się, słysząc oklaski. Nawet pomachała dłonią, a potem nieoczekiwanie, jakby wsparta oklaskami, nachyliła się i wzięła penisa w usta! No, tego się nie spodziewałem! Czułem jak członek twardniał. Jeszcze jej włosy dotknęły uda. Ciepły oddech, delikatny dotyk ust, szorujący język… Nie! W tej chwili tego było za wiele! Dzisiejszego wieczoru i w nocy liczyłem na więcej wrażeń. Gwałtownie cofnąłem biodra. Zaskoczona Anka spojrzała na mnie.

    – Dzięki Anka, ale na razie wystarczy! Za chwilę miałbym wytrysk – wyjaśniłem z rozbawieniem. Objąłem ją i przyciągnąłem do siebie. Przekręciłem się na prawy bok. Przytuliła się, kładąc się za mną. Brodę oparła na moim ramieniu. Lewą ręką sięgnęła do przodu, odnalazła penisa i zaczęła głaskać go.

    – Dzisiaj mam nadzieję na dłuższą zabawę. A wy? – zwróciłem się do widzów.

    Odpowiedziały mi gwizdy i oklaski.

    *

    – Ale słuchajcie! Żeby potem nie było wątpliwości – spojrzałem na wszystkich. – Nie ma podziału na pary i pozostałych! Żadnych scen zazdrości i pretensji. Jasne? Czy są jakieś wątpliwości?

    Widziałem jak Róża spojrzała na Radka, a Irenka na swojego Grześka. Kamila pokiwała radośnie głową. Już czekała na początek zabawy. Nawet nie spojrzała na Zenka. W końcu były to pary zawiązane na wczasach. I pewnie jedynie na czas turnusu. Skąd więc zazdrość?

    – No, jak zabawa to zabawa! – Kamila klasnęła w dłonie i rozejrzała się. – Który potrafi zaspokoić kobietę?

    Ożeż ty! Radek! Radek podniósł dwa palce! Szok! W życiu nie podejrzewałbym młodszego brata o takie umiejętności! A raczej o tak wysoką samoocenę. Kurde, domorosły ekspert! Naoglądał się „świerszczyków”, podsłuchiwał starszego brata i teraz… Dalej siedziałem zaskoczony jego zgłoszeniem.

    – Ja! – krzyknął Bogdan i wstał.

    Andrzej podnosił się, ale zaraz przysiadł, widząc entuzjazm kolegów.

    – No, to czekam! – dzisiaj Kama nie należała do cierpliwych.

    *

    Kiedy zaczęły się tworzyć pary i wielokąty, Anka przetoczyła się przeze mnie i położyła się „na łyżeczkę”. Wypięła pupę. Spojrzałem na zdziwiony.  

    – Musisz się tak pchać? – dziwił się mój wzrok.

    – Właź, durniu – szepnęła.

    O nic nie pytałem. Dłonią poszukałem cipki. Dotknąłem wejścia do pochwy. Było mokre. Mnie podnieciła, ale i jej niewiele brakowało. Trochę uniosłem jej nogę, zgiąłem w kolanie i wepchnąłem penisa. Wszedł płynnie. Po tylu pieszczotach…

    – Aaach…! – wyjęczała i opuściła głowę na wyciągnięte ramię. Przymknęła oczy.

    Parę razu lekko uderzyłem biodrami. Położyła się na boku, a dłonią przykryła wejście do pochwy. Kiedy wchodziłem albo wysuwałem penisa dotykała go, jakby chciała spotęgować moje wrażenia albo przedłużyć przyjemność obcowania z męskością we wzwodzie. Chyba upajała się dotykiem, bo zaczęła głośniej jęczeć, gdy przyspieszyłem. Wtedy mocniej dotykała penisa. Bałem się, że wytrysnę  i już do końca zabawy będę biernym obserwatorem.

    *

    Dn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 3.

    Część 3.

    Od kilku dni, mimo wprowadzonego zakazu wyjść i ciężkich treningów, których monotonia potęgowała znużenie i rozdrażnienie, cała drużyna chodziła jak w zegarku. Wyczuwało się mobilizację, a może bardziej strach, który wymusił takie zachowanie na dziewczynach. Nie sądziły, że władze sekcji właśnie teraz zajmie się umowami i ich weryfikacją, ale władze klubu naciskały, chcąc jak najwięcej oszczędzić na kontraktach, bo główni sponsorzy nagle przestali wywiązywać się z umów i sugerowali wycofanie się ze swoich zobowiązań. Zmowa?

    Władze klubu nie miały sobie nic do zarzucenia. Trener i kierownik drużyny wzywali więc dziewczyny na rozmowy. Pierwszy raz zdarzyła się im taka sytuacja przed sezonem. Po zakończeniu rozgrywek to byłoby oczywiste, wręcz oczekiwane i powszechnie praktykowane. Ale przed?! Kiedy wszystko powinno być dawno uzgodnione, a trener i zawodniczki koncentrują się na przygotowaniach do rozgrywek?

    – Jacy sponsorzy, takie realia – stwierdził sentencjonalnie kierownik drużyny i zaczął kompletować dokumenty do spotkań. Na temat finansów trener nic więcej nie usłyszał. Teraz przygotowywał krótkie notatki do każdej rozmowy. Jakub, drugi trener, flegmatyk, wycofany, zawsze pogodny, dostarczył wyniki analiz gry poszczególnych zawodniczek i wyszedł. Przystojny, dobrze zbudowany, młody chłopak, skończył politechnikę i nieco później, po poważnej kontuzji, zakończył dobrze rozwijającą się karierę szczypiornisty. Chociaż dziewczyny patrzyły na niego z sympatią, był odporny na ich wdzięki. Według Aldony, eksperta w sprawach seksu:

    – Spoko, sunie. Tylko do czasu. Każdy chętnie poużywa sobie, jeżeli będzie miał odpowiednią okazję. I chętną dziewczynę.

    Jakub stanowczo podziękował pierwszemu trenerowi za możliwość udziału w rozmowach z zawodniczkami. Chyba po raz pierwszy, od kiedy znali się i współpracowali, „drugi” był tak zdecydowany. Zawsze wspierał trenera, a jeżeli kwestionował jego decyzje, to wyłącznie w cztery oczy. Włodzimierz tylko pokiwał głową: 

    – Chłopak wie, co się kroi. Też bym uciekał na jego miejscu – pomyślał z zazdrością.

    W rezultacie narady szkoleniowców z kierownikiem drużyny i wytycznych władz klubu uznano, że zaangażowanie w treningi podczas obozu, rezultaty dwóch sparingów i wyniki do grudnia miały zdecydować o losach kilku kolejnych zawodniczek. I czekali na informacje prezesa klubu o efektach rozmów ze sponsorami i władzami miasta. Trener i kierownik kilka dziewczyn wstępnie ‘złamali’ już podczas nieoficjalnej, prywatnej rozmowy. Inne jeszcze wahały się. Czekały na oficjalną rozmowę. Cel był jasny: skrócić ławkę rezerwowych, pozbyć się drogich, ale nieefektywnych zawodniczek, aby zmniejszyć koszty funkcjonowania pierwszej drużyny. Jedno trener zrozumiał od razu, kiedy usłyszał wytyczne do zmniejszenia liczby zawodniczek. O awansie do ekstraligi można było już zapomnieć.

    – Ba! W wyjątkowo niekorzystnej sytuacji trzeba będzie bronić się przed degradacją do drugiej ligi. I z kim? Głównie z juniorkami! A przy takim wycinaniu zawodniczek to jest realny scenariusz – stwierdził, posępnie patrząc na drinka. Nie miał ochoty pić. Uświadomił sobie, że do rozgrywek może przystąpić drużyna, której większość zawodniczek nie uczestniczy w tym zgrupowaniu. – I jeszcze nie wiedzą o swoim ‘awansie’! – złośliwie uśmiechnął się. – Polityka domorosłych działaczy! Pierdzistołki! – prychnął zirytowany. Zdegustowany własnymi wnioskami duszkiem wypił drinka.

    *

    Barbara, 44-letnia lekarka oddelegowana z klubu na obóz, poprawiała cieliste kabaretki, które podkreślały jej opaleniznę. Miała sporo czasu na opalanie, bo swoje obowiązki wykonywała głównie po popołudniowym treningu. Była elegancką, zadbaną blondynką, nieco „przy kości”, o sporych potrzebach seksualnych, których mąż nie potrafił zaspokoić. Stanęła przed lustrem, założyła błękitną bluzkę i zapięła guziki. Pospiesznie założyła niebieskie bolerko. Spódniczka była w tym samym kolorze. Na nogach miała ciemnoniebieskie sandałki na szpilce. Poprawiła okulary. Już powinna wyjść! Nie wypadało spóźnić się na randkę, jeżeli miała zamiar załatwić coś dla siebie. Pod koniec sierpnia chciała tu przyjechać z mężem i córką. Jeżeli wszystko się powiedzie, dostaną pokój za pół ceny. Wiedziała, że tradycyjną drogą w ogóle nie uzyskałaby pokoju i nie z taką zniżką. Kierownik, zgodnie z planem, w sierpniu remontował jeden pokój. Remont miał zakończyć się w ciągu tygodnia, ale na papierze dopiero pod koniec miesiąca. Kwota za nieoficjalne wypożyczanie pokoju miała trafić do jego kieszeni. Z kierownikiem ośrodka umówiła się jednak w miasteczku. Nie wszystko wypadało omawiać w jego gabinecie. Uważnie przyjrzała się swojej sylwetce i odpięła guzik bluzki. Teraz biust prezentował się znacznie bardziej efektownie. Była tutaj już trzeci raz. Klub też upodobał sobie ten ośrodek. 

    – Niech facet wie, co oferuję – pomyślała. Liczyła na znacznie więcej niż spotkanie w kawiarni. Miała nadzieję, że kierownik ośrodka również. W końcu był tylko facetem.

    *

    Władze klubu w zasadzie wskazały zawodniczki, które już nie były przydatne drużynie albo zbyt drogie. I tu pierwszy szok. Z analiz pomeczowych i sugestii władz sekcji wynikało bowiem, że Edyta ma zostać skreślona! Akurat przed rozpoczęciem rozgrywek! Sugestie władz sekcji należało traktować jak polecenie. Bez możliwości negocjacji.

    Właśnie siedziała w pokoju trenera. Lekko znudzona czekała na informacje i nie oczekiwała niczego ciekawego. Kontrakt miała do grudnia z opcją do końca rozgrywek, czyli do czerwca. To po co ta rozmowa? Może jakaś „wychowawcza”? W duchu liczyła na swojego prywatnego sponsora i przenosiny do stolicy. Dość miała zamieszkiwania w tym mieście, chociaż kupiła apartament przy prestiżowej, jak na to miasto, ulicy.

    Trener wyglądał bardzo elegancko, w porównaniu z codziennym strojem. Ubrał jasne dżinsy, niebieską koszulę i brązowe, sznurowane but. Ogolił się. Klapki, koszulka polo, dres i sportowy luz chwilowo zniknęły.

    – Łoł! – Edyta uśmiechnęła się do swoich myśli. – Facet mógłby bardziej dbać o swój wygląd. Jeszcze trochę i będzie podobny do kloszarda – z ironią oceniła wysiłki trenera, ale jedynie na swój użytek. Jej kryteria elegancji były znacznie wyższe niż trenera drużyny szczypiornistek pierwszej ligi. Mężczyźni, z którymi obcowała, na ogół chodzili w garniturach od Bossa.

    Kierownik drużyny w garniturze, po raz pierwszy w granatowym, pod krawatem. Już kolor garnituru sugerował poważny temat spotkania. Kierownik siedział sztywno, patrzył na coś za oknem, unikał jej wzroku. Trener również. Przyjęli ją z uśmiechami na ustach, ale teraz miny mieli poważne. Trener milczał, jeszcze chwilę zastanawiał się: Jak rozpocząć rozmowę? Panowie raczyli się wodą mineralną, obok stały nietknięte ciasteczka i jakiś sok, ale dziewczyna odmówiła poczęstunku. Miała pilne damsko-męskie sprawy do omówienia przez telefon, ustalenie ostatecznego terminu bardzo atrakcyjnie zapowiadającego się tygodniowego wypadu na Baleary z prywatnym sponsorem, aby jak najmniej kolidował z treningami, więc to spotkanie było jej nie na rękę. Ale nie mogła odmówić. W końcu to zgrupowanie, a nie wczasy. Wyprostowała się na krześle, założyła nogę na nogę. Odruchowo wypięła biust. Wiedziała, jak swoim ciałem prowokować mężczyzn i jak łagodzić ich opór, szczególnie, gdy nie założyła stanika. Wiedziała też, że sutki widać przez bluzkę, jeżeli ktoś zechce przyjrzeć się. Jednak kierownik, znany w klubie amator kobiecych ciał, ledwo rzucił okiem w odważny dekolt, już wbił wzrok w papiery na stoliku. Trener, zawsze miły dla niej, tym razem nawet nie spojrzał, uparcie wpatrzony w kartkę papieru. Błyskawicznie dokonała podsumowania: marsowe miny, dość oficjalne ubiory obu mężczyzn, ciężkawy klimat spotkania plus ignorowanie jej wyglądu. Niespokojnie poruszyła się. Oj, coś tu nie grało…

    – Edyta, dostałem analizy statystyk meczów oraz decyzję władz sekcji i władz klubu – trener zaczął wprost. Ton jego głosu był oficjalny. – Twoja skuteczność, w przekroju całego sezonu była poniżej oczekiwań, o czym dobrze wiesz, a jednocześnie sporo kosztujesz klub. O czym wszyscy wiedzą. Według władz klubu, w zaistniałej sytuacji, kosztujesz zbyt dużo. I zdecydowanie za dużo przy mniejszym niż zakładano, udziale w wynikach drużyny oraz niesolidności niektórych sponsorów, którzy nie wywiązują się z umów, niestety. Wybacz uwagę, ale twój wiek też nie jest argumentem ‘za’. Władze klubu uznały więc, że stałaś się nadmiernym, wyłącznie finansowo, obciążeniem drużyny. Spójrz na szesnasty, trzeci od końca, punkt twojego kontraktu, podpunkt a: „Klub może w dowolnej chwili odstąpić od umowy, informując stronę co najmniej z 31-dniowym…”.

    – To jest kontrakt tak zwanego: wysokiego ryzyka, ale też finansowo bardzo korzystny dla pani – pospiesznie wtrącił kierownik.

    – Niestety, zmieniły się warunki – kontynuował trener, poważnie patrząc na zawodniczkę. – Sugerowałbym aktywny, zaangażowany udział w treningach do końca obozu i w obu sparingach, a potem negocjowanie umowy z władzami klubu – na moment zawiesił głos, uważnie obserwując, jak wiadomości odebrała dziewczyna. Nie miał ochoty na pokaz histerii bądź awanturę z wulgaryzmami.

    Edyta, z kamiennym wyrazem twarzy, patrzyła na trenera. Poczerwieniała. Wypad na Baleary momentalnie stracił na znaczeniu. Taki plan w tej chwili zakrawał na abstrakcję szaleńca.

    – Jeżeli zechcesz teraz wyjechać, zrozumiem twoją decyzję, ale muszę uprzedzić, że oznacza to zerwanie umowy i definitywne zakończenie współpracy z klubem, bez możliwości negocjacji. Stąd obecność podczas rozmowy pana kierownika drużyny jako przedstawiciela kierownictwa sekcji i władz klubu. Jednak nie poniesiesz kosztów udziału w zgrupowaniu – spojrzał na kierownika, który skinieniem głowy potwierdził poprawność wypowiedzianej opinii. – Decyzja należy do ciebie. 

    Edyta siedziała zaskoczona, niewidzącym wzrokiem patrzyła przed siebie. Była wściekła. Teraz straciłaby tak dobre źródło utrzymania? Tuż przed rozpoczęciem rozgrywek?! Kto teraz będzie zainteresowany przyjęciem jej do drużyny? Gdzie akurat teraz znajdzie jakiekolwiek zajęcie?! Czuła jak grunt usuwa się spod jej stóp.  

    – Idź do siebie, przemyśl to. Jeżeli zechcesz, możemy wrócić do rozmowy po kolacji. Jeżeli chcesz wyjechać, to chociaż przyjdź pożegnać się – trener zakończył rozmowę. Dziewczyna spojrzała na mężczyzn, potem w okno. Energicznie wstała, podnieśli się mężczyźni i kiedy odwróciła się do wyjścia, kierownik drużyny odprowadził ją do drzwi.

    Po wyjściu dziewczyny, Włodek głośno wypuścił powietrze. Był bardzo zdenerwowany. Pełen wątpliwości, pokręcił głową. Rozmowa przebiegła zbyt spokojnie. W nerkach czuł, że to jeszcze nie koniec problemów z Edytą.

    *

    Zachciało im się posiedzieć w spokoju, z dala od koleżanek i klimatu wywołanego weryfikacją umów, więc pomaszerowały na tyły budynku ośrodka. Cisza, wypielęgnowany trawnik, świerki i bluszcz na połowie ściany oraz pusta ławeczka. Śmietnik był usytuowany na drugim końcu budynku, więc jego specyficzny ‘aromat’ nigdy tutaj nie docierał. Było ciepło, ale tutaj cień i lekki wiaterek. Chciały posiedzieć w spokoju. Do pokoju ciągle ktoś zaglądał. A tutaj… Tutaj było prawie jak w seks-teatrzyku w Hamburgu!

    – Wiesz, tylko popcornu i coli nam brakuje – wyszeptała jedna z nich.

    „Siostry” nie widziały zbyt wiele przez szybę, ale i tak wrażenia były niezapomniane, bo okno było uchylone, więc w zasadzie wszystko słyszały. Głównym problemem była szyba. Matowa.

    – Kurde, dziewczyna stoi chyba w samych szpilkach. Ona jest naga! – odszepnęła druga.

    Szatynka albo brunetka. Dość długie włosy. Chyba szczupła, chyba miała ładną figurę i spory biust. Chyba. Matowa szyba wszystko psuła! Ale za to jęczała głośno i namiętnie. Trudno było stwierdzić, czy włosy miała proste czy spięte w „koński ogon”. Zgodnie doszły do wniosku, że technika nie zawsze służy człowiekowi. Szyba uniemożliwiała rozpoznanie dziewczyny. A może to jakaś starsza kobieta? Dzidzia-piernik? Poza ich drużyną w ośrodku wypoczynkowym było jeszcze sporo kobiet, ale im nie przyglądały się zbyt uważnie. Po odgłosach, jakie dobywały się z pomieszczenia, szybko wywnioskowały, że kobieta jest bardzo zadowolona. Bardziej zaskoczyło je coś innego. Facet, który tak solidnie rżnął kobietę, naprawdę miał kondycję. Spółkowali już prawie kwadrans i nie było to tempo spacerowe. Raczej przedłużony finisz. Od samego początku!

    – Ale z niego ogier! – szepnęła zafascynowana widokiem i dobiegającymi odgłosami „Ala nr 1”.

    – Jeżeli dalej tak będzie szalał, to skończy na SOR-ze – diagnozowała „Ala nr 2”.

    – Albo facet ma takie braki w seksie, że nadrabia, ja wiem…, paromiesięczne zaległości, albo ona ma takie potrzeby, że bierze wszystko, co nie ucieknie na drzewo!  

    – Domyślasz się, kto to jest?

    – No jasne! Kierownik ośrodka!

    – Och, śmieszne! Pytam o laskę!

    – No, skąd? Chociaż figurę ma chyba zgrabną. Może od nas?

    – Ty! Ale byłby numer! Przyjeżdża na obóz i daje dupy kierownikowi ośrodka!

    – Co w tym dziwnego?

    – Ala! Młoda, atrakcyjna i u nas, w dużym mieście, nie może znaleźć penisa? Dopiero tutaj?

    – Widać lubi egzotykę. I tubylców. Ty! A może dorabia?

    – Dorabia?

    – No, na boku…

    – No co ty! Przecież on ją od tyłu!

    – Słodka jesteś, ale dość ironii.

    Facet finiszował. Oboje głośno jęczeli.

    – Lej, lej w pizdę! – chrapliwie krzyczała brunetka.

    – Nie! Nie! – warknął mężczyzna. 

    Głos kobiety wydawał się dziewczynom znajomy… „1” czule objęła koleżankę. „2” położyła głowę na jej ramieniu. W milczeniu patrzyły na ‘scenę’. Brunetka szybko przyklękła przodem do mężczyzny i wzięła penisa w usta. Chyba. Słyszały jęki dochodzącego faceta. Mimo protestów po wytrysku położył kobietę jeszcze na biurku i ponownie wszedł. Kobieta uniosła nogę w szpilce i założyła na ramię kierownika. Znowu głośno postękiwała. Podniecone „Bliźniaczki” słuchały jest westchnień.

    – Teraz to już tylko rekreacja – stwierdziła „1”.  Nie słyszały ich późniejszej rozmowy. Zniknęły, zanim je zauważono. Też były podniecone.  

    *

    Trener przeglądał papiery. Dwie obiecujące juniorki miały zostać odesłane do drugiej drużyny, ale o tym trenerowi wolno było poinformować dziewczyny dopiero przed rozpoczęciem rozgrywek. Nie podobała mu się taka bezsensowna decyzja władz klubu, ale na to też nie miał wpływu. Dla dziewczyn oznaczało to automatyczną utratę klubowych stypendiów. Mogły grać w drugiej drużynie, ale wtedy, tak przypuszczał, najprawdopodobniej zakończą krótką karierę sportową. Władze klubu i sekcji były innego zdania.

    Kolejnego dnia trener próbował wykłócać się z prezesem klubu przynajmniej o te dwie dziewczyny i częściowe złagodzenie kadrowych i finansowych represji, ale odpowiedź prezesa była jednoznaczna: – Szanowny panie, ja kieruję klubem i nadzoruję rozmowy ze sponsorami. Odpowiadam przed zarządem również za finanse. Proszę nie zapominać, że klub ma kilka sekcji, a wasza… Cóż, nie jest najważniejsza. Jesteście w pierwszej lidze i to bez szansy na awans w tym i w kolejnym roku. Powiem krótko, bo czeka mnie kolejna trudna rozmowa ze sponsorami: więcej pieniędzy nie będzie. Gdybym natomiast chciał spełnić pańskie oczekiwania, to za dwa, trzy tygodnie trzeba byłoby wycofać drużynę z rozgrywek. A jej ponowny udział, zaczynając od najniższej klasy, oznacza jedno: rozwiązanie pierwszej drużyny i, zapewne, definitywny koniec sekcji. W obecnej sytuacji finansowej, po zaplanowanych cięciach, powinniśmy utrzymać się w pierwszej lidze. Na awans nie stać nas. Proszę zatem skupić się wyłącznie na wykonywaniu swoich obowiązków. Moje uszanowanie.  

    Trener długo myślał o tym, co usłyszał. W końcu dotarło do niego, że nadmierne zaangażowanie w obronę status quo może zakończyć się jego dymisją.

    – Taaa, trzeba było wcześniej myśleć o pieniądzach, kiedy podpisywało się zawyżone kontrakty, a nie zwalać winy tylko na sponsorów. I teraz obarczać trenera obowiązkiem wyrzucania dziewczyn. Co za gnój! – zakończył swoje przemyślenia.

    Czas na Majkę.

    *

    Barbara z kierownikiem ośrodka wyszli z kawiarni w dobrym nastroju. Przeszli na „ty”, wypili po kieliszku wina, uzgodnili termin i szczegóły pobytu jej rodziny, wpłaciła mu zaliczkę i choć zostało jeszcze sporo czasu do ich rutynowych obowiązków, to uznali, że spacer będzie atrakcyjniejszy niż przesiadywanie w kawiarni. Jazda samochodem zajęła zaledwie kilka minut i znaleźli się pod lasem, prawie naprzeciwko ich ośrodka – po drugiej stronie jeziora. Las przywitał ich ciszą. Kiedy weszli nieco głębiej, nie dobiegały do nich nawet odgłosy przejeżdżających samochodów.

    Kierownik nie tracił czasu. Szybko upewnił się, że nikt inny nie znajduje się w pobliżu i energicznym ruchem przytulił kobietę. Nie protestowała. Pocałował ją. Oddała pocałunek. Prawą dłonią chwycił pośladek kobiety, lewą obejmował ją. W odpowiedzi przylgnęła do niego. Torebka upadła na igliwie. Ręka z pośladka przesunęła się na pierś. Lekarka nie zaprotestowała. Sięgnął więc do dekoltu, zanurzył dłoń w staniku i chwycił za drugą pierś. Dotknięcie gołego kobiecego ciała bardzo podnieciło mężczyznę. Dłoń szybko zsunęła się do krocza. Zaczął całować kobietę po szyi, uchu, karku. Kobieta dyszała z podniecenia. Chwycił spódnicę i podciągnął. Zsunął dłoń i poczuł, że dotyka jej ciała nad pończochą. Chwilę później pocierał łechtaczkę przez materiał majteczek i obserwował jej twarz. Kobieta przymknęła oczy i coraz głośniej dyszała. Był zadowolony.

    – Rozepnij spódnicę – wydyszał i zanurzył dłoń w majtkach. Rozepchnął wargi i pod palcami poczuł twardą łechtaczkę. Pocierał ją wnętrzem dłoni, jednocześnie wpychając serdeczny palec do pochwy. Nie napotkał sprzeciwu. Lekarka jęczała.

    – Juu-uż… rozpięłam – z trudem poinformowała.

    Cofnął dłoń i we dwoje szybko zsunęli spódnicę. Wyszła z niej i zdjęła bolerko. Rzuciła na spódnicę. Spojrzała na mężczyznę.

    – Odwróć się i oprzyj o drzewo – polecił podniecony. Kiedy odwracała się, rozpiął rozporek i wyjął penisa. Sterczał. Splunął na dłoń i pokrył go śliną. Resztki śliny wtarł w wejście do pochwy. Bez uprzedzenia przyłożył penisa i od razu wcisnął do pochwy. Członek wsunął się do połowy. Mężczyzna nie poczuł oporu. Pochwa była już mokra.

    Kobieta krzyknęła i odwrócił głowę.

    – Bolało? – zapytał, zaskoczony jej reakcją.

    – Niee – uśmiechnęła się z trudem. Była bardzo podniecona. – To było takie miłe. Powtórz!

    – Masz! – stęknął i wepchnął penisa do końca. Lekarka ponownie krzyknęła. Tym razem trochę ciszej i stanęła w większym rozkroku. Kierownik zaczął miarowo ruszać biodrami. Kobieta pojękiwała w rytm uderzeń bioder. Sięgnął ręką i wyszarpnął piersi ze stanika. Czasami przyglądał się jak kołysały się w trakcie spółkowania. Kiedy przyspieszył, również ona zaczęła głośniej jęczeć. Nie czekał na nią. Wykonał cztery ostatnie, silne uderzenia biodrami, potęgując je szarpnięciami bioder kobiety.

    – Jest! – wysapał z wysiłkiem, tryskając w pochwę.

    – Tak! Tak! Taaak… – krzyknęła kobieta tuż po tym jak doszła.

    Kiedy nieco spadło mu ciśnienie i ochłonął, wysunął penisa z pochwy. Na pończochę pociekła strużka spermy. Penis jeszcze sterczał. Miał ochotę na więcej.

    – Masz! Wyliż go! – polecił lekarce, chwytając ją za kark. Włosy odgarnął na drugą stronę.

    – Nie! Proszę… – próbowała sprzeciwiać się.

    – Weź go! – ciągle był podniecony i chciał jeszcze poczuć przyjemność oralnych pieszczot.

    Kobieta uległa presji mężczyzny. Lubiła takich, którzy byli stanowczy i męscy. Męskości nie mierzyła tylko długością penisa. Ten był męski według obydwu kryteriów. Chwyciła wilgotnego penisa, przyklękła i objęła go szeroko otwartymi ustami. Pochłonęła prawie całego. Głośno westchnął. Wycofała członek i pieściła językiem. Usłyszała sapnięcia mężczyzny. Teraz był w pełni usatysfakcjonowany. Ona też nie narzekała. Chyba znalazła odpowiedniego mężczyznę

    Odprężeni i zmęczeni powoli wracali do samochodu. Szedł, trzymając ją za kark. Była posłuszna. Lubiła silnych mężczyzn. Umówili się na wieczorny spacer za dwa dni. W samochodzie ponownie chusteczką wytarła twarz i usta. Jej dłoń jeszcze nieco drżała. Potrzebowała więcej czasu, żeby opanować się. Dzisiaj nie mieli za dużo czasu, więc liczyła, że kolejne spotkanie będzie trwało dłużej. Bez zbędnego pośpiechu. Szybko pomalowała usta, teraz darowała sobie konturówkę. Kierownik ruszył. Wysadził kochankę kilkaset metrów przed ośrodkiem. Zadowolony z siebie jechał do ośrodka. Zaliczył już dwie dupy z tej drużyny. Aż czuł serce, tak był zmęczony ich rżnięciem.

    – Tylko brać, wybierać… – mruczał pod nosem. Jechał uśmiechnięty i odprężony.

    *

    Nieoczekiwanie władze miast jako pierwsze dały korzystną odpowiedź. Zapowiedziały przelewanie określonej kwoty co miesiąc, ale tylko do końca bieżącego roku. Zgodnie z decyzją władz klubu kierownik drużyny i trener mieli za te pieniądze ratować, co się da.

    – Tylko tyle? To nie są pieniądze – trener nie krył rozczarowania.

    – Włodek, zastanów się, które dziewczyny możemy za to ‘kupić’!

    – Remek! To jest kasa na jakieś stypendia, ale nie na kontrakty!

    – No właśnie! Powiemy tym, które my zechcemy obdarować, że chyba możemy im jakoś pomóc, ale oczekujemy rewanżu. I poczekamy na reakcję.

    Trener kiwał głową. Już rozumiał plan kierownika.

    – Dobra, zastanówmy się, które będą zainteresowane taką ofertą finansową, czy będą przydatne dla drużyny i czy nam się przydadzą?

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Maz i wladca

    Obudziłam się dosyć wcześnie. Usiadłam na swoim łóżku z baldachimem i powoli planowałam swój dzień, rozglądając się po komnacie. Podeszłam do okna prowadzącego na balkon. Widok, codziennie ten sam, ale zawsze zapierał dech w piersi. Wysokie drzewa, strumyk, polana i kawałek muru obronnego. Przyglądałam się chwilę temu widokowi po czym ruszyłam w stronę toaletki. Usiadłam na miękkim krześle i patrząc w lustro sięgałam po grzebień. Powoli przeczesywałam długie włosy, gdy nagle do pokoju wbiegła młodsza siostra Michelle.

    -Evelyn wiesz co się stało?!- spojrzałam na nią z uśmiechem. Miała zaledwie 9 lat. Wyglądała jak moja wierna kopia. Duże zielone oczy, falowane blond włosy, blada cera i malinowe usta. Nikt, kto na nas spojrzał nie wątpił, że jesteśmy siostrami, chociaż dzieliło nas 10 lat.

    -Słucham słoneczko.

    -Przyjechali jacyś goście do taty, podobno posłańcy króla z Canavar, ale nie wiem po co. Mama powiedziała, że to są “dorosłe sprawy”.

    -Ciekawe, ale pewnie to nic ważnego- powiedziałam tak tylko, żeby skończyć temat. Nie mieszałam się w politykę, nie była ona zbyt ciekawa. Jednak ostatnio zbyt często pojawiają się w naszym królestwie tacy goście.- Poczekaj chwilę, przebiorę się i pójdziemy zjeść śniadanie.

    Nie zjadłam za dużo, korciło mnie, aby spytać matkę po co przyjechali goście, jednak to by było wbrew sobie. Jestem ciekawska, ale staram się powstrzymywać, kiedy tylko mogę. Teoretycznie, skoro to są “dorosłe sprawy” to mogłabym chociaż wiedzieć czego dotyczą, szczegóły zapewne nie są ważne, przynajmniej dla mnie. Wróciłam na chwilę do swojej komnaty, wzięłam koszyk, w którym znajdowało się kilka książek i owoców i ruszyłam w stronę czytelni. Znajdowała się ona praktycznie na drugim końcu zamku, ale nigdy mi to nie przeszkadzało, uwielbiałam ruch. Mój ojciec zawsze powtarzał, że kobieta powinna sobie umieć poradzić w niebezpieczeństwie (mimo, że za jej bezpieczeństwo odpowiadał jej mężczyzna, ale tak na wszelki wypadek), dlatego też od małego wysyłał mnie na różne zajęcia fizyczne, aby ćwiczyć samoobronę i atak. Pomimo tego, że byłam córką króla, nigdy nie dostawałam taryfy ulgowej. Często wracałam posiniaczona lub z zakrwawionym ubraniem. Jednak nigdy nie miałam tego za złe, wiedziałam, że to dla mojego dobra.

    Mijając jeden z pokoików usłyszałam poddenerwowane głosy dobiegające zza drzwi. Przystanęłam i rozglądnęłam się, żeby nikt nie przyłapał mnie na podsłuchiwaniu. Usłyszałam głos ojca, jednak nie mogłam rozszyfrować o czym mówi, ponieważ bardzo się spieszył. Coraz bardziej zamyślona ruszyłam dalej. W korytarzach widziałam sporo twarzy, głównie był to personel zamku, ale także goście. Wyróżniali się swoim całkowicie odmiennym ubiorem. Gdy przechodziłam, patrzyli na mnie z zaciekawieniem. W czytelni odłożyłam koszyk na stolik, wzięłam z niego przeczytane już przeze mnie książki i zaczęłam wędrówkę wśród półek. Szybko je odłożyłam i zaczęłam szukać czegoś nowego. Pomieszczenie było ogromne, znajdowało się tu sporo lektur, jak i wydzielone miejsce, w którym spokojnie można było oddać się przyjemności czytania. Po krótkim spacerze znalazłam ciekawy tytuł, więc stojąc przy regale przystąpiłam do czytania pierwszych stron. Byłam w połowie 2 strony, gdy uświadomiłam sobie, że ktoś na mnie patrzy. Delikatnie odwróciłam głowę w prawo i spostrzegłam mężczyznę, opierającego się o regał i przyglądającemu mi się z zainteresowaniem.

    -Mogę w czymś pomóc? A może mam się przesunąć?

    -Spokojnie, tylko się przyglądam.

    -Bez urazy, ale na zamku jest sporo osób, którym można się przyglądać.

    -Owszem, ale oni na to nie zasługują- odpowiedział śmiejąc się. Odwróciłam się w jego stronę. Wyglądał na około 25 lat, miał delikatny zarost i dłuższe, brązowe włosy. Gdy się śmiał, odsłonił śnieżnobiałe zęby. Ale największą uwagę przykuły jego duże, jasnoniebieskie oczy. Zrobił krok w moją stronę, był wysoki i dobrze zbudowany.- Pewnie słyszysz komplementy co chwilę, ale muszę przyznać, że jesteś niesamowicie piękna.

    -Hmm dziękuję. Coś jeszcze chce pan dodać, bo jestem troszkę zajęta?

    -Zajęta i nieuprzejma- uśmiechnął się.- Przyjechałem do twojego ojca w interesach, więc mogłabyś choć trochę poudawać przed gośćmi, że jesteś tak miła jak o tobie mówią.

    -Wiem, że pan do niego przyjechał, nie wiem w jakim celu i wątpię żeby moje zachowanie miało jakiekolwiek znaczenie w waszych rozmowach czy negocjacjach. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem do końca uprzejma, ale proszę spojrzeć na siebie. Nie raczył się pan nawet przedstawić. I niech pan sobie nie myśli, że ta pewność siebie robi jakieś większe wrażenie na mnie. Może w swoim kraju ma pan cały klub wielbicielek, ale tutaj lepiej na to nie liczyć, bo można się spotkać ze sporym zawodem- kłamałam, robił na mnie wrażenie, szczególnie gdy tak dokładnie się przyglądał. Jednak nigdy nie pozwalałam, żeby takie emocje były widoczne na mojej twarzy. Podszedł jeszcze bliżej, tak że praktycznie dzieliła nas tylko trzymana przeze mnie książka. Długo na mnie patrzył aż w końcu się odezwał.

    -Moje imię nie ma tu znaczenia. Przyjmijmy, że jestem “Jakiś posłaniec”. A twoje zachowanie jednak ma znaczenie ślicznotko- uśmiechnął się szeroko i przysunął się jeszcze bliżej, tak że opierałam się o regał. Ręce ułożył wzdłuż moich ramion i nachylił się do mojego ucha.- Więc radzę ci się zachowywać grzeczniej, bo jeszcze nie raz się spotkamy, tylko że wtedy ja będę rozdawał karty.- Pomyślałam, że facet ma niezły tupet, przyjeżdża jako posłaniec i zachowuje się na cudzym dworze jak u siebie.- Do zobaczenia mała- odsunął się i ruszył w kierunku wyjścia.

    Wróciłam do swojej komnaty i zamknęłam za sobą drzwi. Nie minęła długa chwila, gdy do pokoju wparowała przyjaciółka Lucy. Usiadłyśmy na balkonie i siedząc w słońcu oddałyśmy się cudownej czynności plotkowania.

    -Widziałaś tych posłańców? Niezłe sztuki z nich- powiedziała śmiejąc się.

    -Można tak powiedzieć, ale chyba zbyt aroganccy.

    -No co ty, zawsze kręcili cię tacy pewni siebie faceci.

    -Tak, to fakt. Jednak ten, którego poznałam, wydawał się podejrzanie zbyt pewny.

    -Oj blondi nie przesadzaj- uwielbiałam z nią rozmawiać. Jedna z niewielu osób na dworze, z którą można było porozmawiać dosłownie o wszystkim. Była w moim wieku a jej ojciec pełnił jedną z ważniejszych funkcji na naszym dworze, co zdecydowanie ułatwiało nam kontakt. Nie minęła może godzina a w pokoju zjawiła się matka.

    -Lucy, muszę cię poprosić, abyś na chwilę wyszła- przyjaciółka niechętnie oddaliła się zamykając za sobą drzwi.

    -Coś się stało?- spytałam.

    -Nie kochanie. To znaczy tak, ale nie w złym sensie. Ale to też zależy od perspektywy- widziałam, że nie wie jak się wysłowić, co jest nowością. Zawsze była błyskotliwa i każdy uwielbiał jej słuchać. Miała dar do przemawiania.- Jak pewnie wiesz przyjechali posłańcy z Canavar. Z racji tego, że masz już 19 lat powinnaś wyjść za mąż. Od jakiegoś czasu były składane różne propozycje, ale nie za bardzo korzystne. Jednak ta dzisiejsza przekonała twojego ojca.- Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co, siedziałam i milczałam a matka widząc, że się nie odezwę, kontynuowała.- Wiem, że to dla ciebie trudna nowina, tym bardziej, że nie masz wyboru, ale taka jest wola króla.- Więc skończyło się beztroskie życie, z przyjaciółmi i rodziną. Będę musiała się z tym pogodzić i opuścić ukochaną krainę, Avandię.

    -Dobrze. Innej odpowiedzi i tak byście nie uznali. Powiedz mi tylko co się z tym wiąże- zdziwiłam samą siebie tą odpowiedzią. Zawsze, gdy mi coś nie pasowało, sprzeciwiałam się lub chociaż próbowałam coś wynegocjować.

    -Ślub i wesele odbędzie się za 5 dni w twoim, już nowym zamku. Możesz zabrać trochę swoich rzeczy, wszystkie nie będą ci potrzebne. Jednak w ich królestwie są nieco inne zasady niż w naszym i do czasu ślubu nie będziesz mogła widzieć sie ze swoim przyszłym mężem. Suknię ślubną będziesz miała uszytą na miejscu.

    -Fantastycznie- odpowiedziałam w pełni sarkastycznie. Matka zauważyła to, jednak jej odpowiedzią było jedynie zaciśnięcie ust.- A dowiem się chociaż coś na jego temat?

    -Ma na imię Casper, ma ma 38 lat i tyle wiemy na jego temat, posłańcy nie byli zbyt słowni.

    -Jeszcze lepiej. Mówiąc, że ta oferta ślubu jest korzystna to co miałaś na myśli?

    -Kochanie wiem, że ci ciężko, ale będzie dobrze, zobaczysz. Ojcu zależy żebyś znalazła się w dobrym miejscu. Co prawda nie utrzymywaliśmy z tym krajem jakiś wybitnych stosunków dyplomatycznych, ale może ten ślub to zmieni. Rozumiem, że uważasz te działania za egoistyczne, ale wiesz dobrze, że cię kochamy.

    -Łatwo ci mówić, nie jesteś na moim miejscu. Masz męża, którego kochasz, nie musisz nikogo opuszczać i nie jesteś zmuszona do ślubu z mężczyzną, którego nie znasz, i który dodatkowo jest dwa razy starszy. Nie mówiąc już o tym, jak daleko jest ten kraj.

    Nie wdawałam się w dalsze dyskusje, bo wiedziałam, że i tak nie mam szans. Przez dwa dni panował na zamku kontrolowany chaos. Każdy przejmował się ślubem, ja tylko chodziłam z kąta w kąt. Pod wieczór siedziałam już w jednej z karoc. Jechałam razem z matką, siostra jechała z ojcem w innej karecie. Pozostałe zostały wypełnione przez ochronę, służbę oraz bagaże. Matka siedziała naprzeciwko mnie i starała się mnie rozweselić. W pewnym momencie spoważniała.

    -Musimy porozmawiać o czymś ważnym- wyjęła z worka leżącego obok niej niedużą książkę.- Za dwa dni będziesz już w pełni kobietą a to się wiąże z pewnymi obowiązkami. Wiesz chyba co mam na myśli- spojrzała na mnie bez cienia uśmiechu.

    -Oczywiście- tylko nie sądziłam, że dojdzie między nami do takiej rozmowy. Temat stosunków między kobietą a mężczyzną był mi dobrze znany. Często pojawiał się ten temat w książkach, które czytałam. Rozmawiałam o tym także z Lucy. Obydwie nie byłyśmy w tej kwestii doświadczone, wiadomo trzeba było czekać do ślubu, jednak rozmowa dużo dawała. Jednak przed matką wolałam udawać, że jestem w tej kwestii całkowicie nieobeznana.

    -Weź tą książkę, lubisz czytać, więc nie powinno ci sprawić problemu szybkie jej przeczytanie. W razie pytań nie krępuj się.

    Normalnie była by to dziwna sytuacja, ale w świetle ostatnich wydarzeń wzięłam się za czytanie bez zbędnych komentarzy. Przeglądałam strony z wielkim zaciekawieniem, było w niej (w moim mniemaniu) wszytko co powinno się wiedzieć. Była to po prostu encyklopedia. Znajdowały się tam obrazki, przedstawiające różne pozycje oraz instrukcje, jak zadowolić mężczyznę. Kiedy skończyłam czytać oddałam ją matce.

    -Nie kochanie, zatrzymaj ją sobie. Drugą już mam przygotowaną do Michelle.

    Wolałam nawet sobie tego nie wyobrażać. Siedzi sobie z ojcem w karecie i zapewne sobie grają karty i nie zdaje sobie sprawy, że za parę lat też będzie zmuszona do ślubu z jakimś obcym facetem, z którym będzie musiała uprawiać seks. Zrobiło mi się jej żal. Nawet nie będę mogła jej wesprzeć.

     Do zamku dotarliśmy dzień przed ślubem. Budynek był przeogromny. Dużo większy od naszego zamku. Na murach znajdowało się pełno wieżyczek oświetlonych pochodniami i latarniami. Wszędzie było widać strażników uzbrojonych po zęby. Każdemu z nas została przydzielona komnata. Nie zdążyłam nawet usiąść, bo już zostałam zabrana przez krawcową, która miała uszyć dla mnie sukienkę.

    -Czy ma pani jakieś szczególne życzenia, co do sukienki?- zapytała z uśmiechem.

    -Wszytko mi jedno jak ona będzie wyglądać.

    -Rozumiem pani obojętność, ale to nie stoi na przeszkodzie aby olśnić wszystkich wyglądem. Chociaż patrząc na panią, to nawet w brzydkiej kreacji była by pani najpiękniejsza. Ale koniec gadania, trzeba panią zmierzyć- uśmiechnęła się i poleciła mi zdjąć ubrania. Zostałam w samej bieliźnie i zaczęłam wysłuchiwać o tym jak to “jestem bardzo chuda, ale biust i pupa już nie takie chude”. Przyznać trzeba, że ta miła kobietka poprawiła mi humor. Wracając do komnaty byłam odprowadzana przez służącą, która zrobiła mi herbatę. Nie wiele myśląc wypiłam i momentalnie zasnęłam.

    Nazajutrz zostałam wcześnie obudzona przez kilka kobiet, które miały się “mną zająć”. Układały mi włosy, wcierały w ciało różne olejki i dobierały biżuterię. Gdy krawcowa przyniosła suknię byłam w szoku. Nie spodziewałam się, że w tak krótkim czasie uszyje tak piękną kreację. Gdy byłam już całkowicie gotowa spojrzałam w lustro. Za chwilę będę już mężatką, pogodziłam się z tym, jednak po przeczytaniu książki od matki nie wyobrażałam sobie, że będę musiała przez tak cudowną czynność przechodzić z jakimś starym facetem i w dodatku takim, którego znam zaledwie chwilę. Zgodnie z tradycją do ołtarza miał mnie zaprowadzić ojciec. Welon zasłaniał mi twarz, ale doskonale widziałam jego zmieszaną minę.

    -Długo odwlekałem wydanie cię za mąż, nie miej mi tego za złe, wiesz że cię kocham i chcę dla ciebie jak najlepiej.

    Nic nie odpowiedziałam. Nie byłam na niego zła, bo wiedziałam, że taki dzień nadejdzie. Jednak stało się to zbyt szybko. Gdy zostałam odprowadzona pod ołtarz patrzyłam na kapłana. Najzwyczajniej w świecie bałam się spojrzeć na przyszłego małżonka, chociaż staliśmy bardzo blisko siebie. Cała ceremonia trwała dosyć długo, ale niestety nadszedł moment pierwszego małżeńskiego pocałunku. Całowałam się kiedyś z chłopakiem, który mi się podobał, jednak to było zupełnie co innego. Nie trzeba było tego nawet tłumaczyć. Odwracając się zamknęłam powoli oczy. Poczułam jak welon podnosi się z twarzy i ląduje na plecach.

    -Spójrz na mnie- usłyszałam nie prośbę, tylko rozkaz. Jednocześnie zostałam chwycona w tali i przybliżona. Otworzyłam oczy i nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Duże jasnoniebieskie oczy przeszywały mnie na wylot. Byłam zbyt zaskoczona żeby cokolwiek zrobić, więc mój mąż nachylił się i złożył dosyć mocny pocałunek. W kaplicy rozległy się brawa i wiwaty a ja zostałam chwycona za rękę i prowadzona w kierunku sali balowej.

    -Ładne kłamstwo posłańcu- rzuciłam krótko.

    -Ja cię okłamałem, ty byłaś niemiła.

    -Przecież według waszej tradycji kobieta nie może widzieć przyszłego męża przed ślubem.

    -Nie widziałaś przyszłego męża, tylko posłańca- powiedział z delikatnym zadziornym uśmiechem. Był widocznie zadowolony z tego, że nie byłam niczego świadoma.

    Nie odpowiedziałam na to, tylko przewróciłam oczami, co nie uszło jego uwadze. Dotarliśmy do sali, która była ogromna. Znajdowało się tam sporo stołów, zastawionych po brzegi jedzeniem i trunkami, było miejsce dla muzyków i spora część sali wyznaczona do tańczenia. Na ścianach znajdowały się kosze z kwiatami i zawieszone małe latarnie. Pierwszy małżeński taniec minął dosyć szybko. Podczas tańca nie odzywałam się, bo byłam zwyczajnie zła, że dałam się tak podejść. Obydwoje dostaliśmy identyczne kieliszki z czerwonym napojem, który mieliśmy wypić jak najszybciej a następnie pocałować się. Nie był to alkohol, miał słodki smak podobny do maliny wymieszanej z truskawką. Gdy obydwoje mieliśmy już opróżnione kieliszki Casper chwycił mnie mocno i zaczął całować długo i stanowczo. Tłum zaczął krzyczeć i każdy ruszył do stołu. Alkohol lał się bez przerwy, więc po jakieś godzinie każdy był już wstawiony. Ja jednak nie piłam zbyt dużo, wolałam zachować w miarę trzeźwy umysł.

    -Rozluźnij się ślicznotko, to twoje wesele.

    -Cały czas będziesz mnie tak nazywać? Czy po prostu nie wiesz jak mam na imię?

    -Masz bardzo ładne imię, Evelyn. Nie bądź taka spięta, twoi nowi poddani na ciebie patrzą. Chodź zatańczymy.

    Szybko wstał i chwycił moją dłoń. Musiałam przyznać, że tańczył dobrze, pewnie i z charyzmą. Prawą rękę trzymał na mojej tali i mocno dociskał mnie do siebie, tak, że po chwili poczułam ucisk jego penisa na moim brzuchu. Zsunął swoją dłoń na mój pośladek na krótką chwilę a następnie odsunął się i pociągnął za sobą do wyjścia z sali.

    -Gdzie idziesz, zostawiasz swoich gości?

    -Dadzą sobie radę.

    Nie spieszyłam się, bo dobrze wiedziałam co za chwilę nastąpi. Nie był on obleśnym typem faceta (tak jak jeszcze jakiś czas temu myślałam, że mój mąż będzie wyglądał), pociągał mnie, jednak to nie uspokajało mnie. Weszliśmy do jakiegoś pokoju na piętrze. Upewnił się, że nikogo nie ma i zamknął drzwi na klucz a następnie podszedł do mnie, chwycił twarz w dłonie i zaczął namiętnie całować jednocześnie przesuwając w stronę łóżka. Po chwili czułam się już rozluźniona i mocno podniecona, więc zaczęłam rozpinać jego spodnie. On jednak chwycił mnie za nadgarstki i uśmiechnął się. Odwrócił mnie i zaczął zdejmować suknię. Miał szorstkie dłonie, co powodowało ciarki, jednak byłam też przez to bardziej pobudzona. Czułam się trochę skrępowana. Nie wstydziłam się nagości, lubiłam swoje ciało, ale to zupełnie inna sytuacja niż chodzenie sobie bez ubrań po swojej komnacie. Gdy już skończył mnie rozbierać, kazał mi położyć się na łóżku na plecach. Dokładnie obejrzał moje ciało od góry do dołu jednocześnie pozbywając się swojej zbroi i ubrań. Zdejmując koszulę zauważyłam umięśnioną klatę pokrytą licznymi bliznami. Leżałam coraz bardziej podniecona i niespokojna, jednak on nie spieszył się, cały czas na mnie patrząc. Gdy był już całkowicie nagi skupiłam wzrok na jego penisie, nie był w pełnym wzwodzie a i tak już wydawał mi się za duży. Rozsunął moje nogi i zaczął powoli na mnie wchodzić jednocześnie sunąć dłonią po moim ciele aż znalazła się na szyi. Szybko pocałował mnie w usta i zaczął schodzić niżej. Rękę przeniósł między moje nogi i zaczął masować łechtaczkę. Ustami znajdował się już na moich piersiach, które całował i ugniatał drugą dłonią. W tym samym czasie 2 palce zaczął powoli wsuwać we mnie. Nagle, mimo coraz większej przyjemności poczułam delikatny ból. Wysunął je i przestał mnie całować a jego twarz znalazła się na wysokości mojej.

    -Hmm dziewica. Postaram się wyjątkowo łagodnie cię dzisiaj potraktować, ale i tak troszkę zaboli.

    Zaczęłam się wiercić, więc chwycił moje ręce i trzymając za nadgarstki jedną ręką docisnął je do łóżka. Nogi miałam rozsunięte, więc nic nie mogłam zrobić.

    -Szarpanie się ci nie pomoże moja droga. Zachowaj się jak na żonę przystało i bądź grzeczna.

    Nie wiedziałam co powiedzieć, oddech mi przyspieszył a on chwycił penisa i zaczął go nakierowywać na moją ciasną dziurkę. Cały czas patrzył mi prosto w oczy. Powoli wchodził we mnie a gdy poczuł opór  zatrzymał się. Wolną ręką zasłonił mi usta i pchnął biodrami. Zabolało, chciałam krzyknąć, ale skutecznie mi to uniemożliwiał. Wchodził dalej nie zwalniając uścisku. Czułam, że jestem na niego za ciasna. Wycofał się i ponownie wszedł we mnie, tym razem szybciej i głębiej. Chciałam się wyrwać a on czując to, dociskał mnie mocniej do łóżka. Jego ruchy stały się coraz bardziej rytmiczne. Po pewnym czasie ból ustąpił i zaczęłam od nowa odczuwać przyjemność. Rozszerzyłam bardziej nogi przez co zdjął po chwili rekę z ust i chwycił mocno za tyłek. Zaczęłam cicho pojękiwać a on delikatnie przygryzał mi skórę na szyi. Przeniósł dłoń z tyłka na łechtaczkę i szybko poruszał palcami wokół niej. Mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej, czułam, że zaraz dojdę a on widząc to wchodził we mnie jeszcze szybciej. Przycisnął swoje usta do moich, gdy akurat osiągnęłam orgazm. Pchał jeszcze chwilę a później wyszedł ze mnie i skończył na moim brzuchu. Uwolnił moje ręce, ale nie przestawał całować. Jedną ręką chwycił mnie za pierś a drugą dał mocnego klapsa w tyłek. Po tym zszedł ze mnie i ruszył w stronę komody. Wytarł swojego penisa z krwi a następnie wytarł mój brzuch. Pomógł mi ubrać sukienkę i sam szybko założył swoje rzeczy. Wróciliśmy niespiesznie na salę, gdzie zabawa cały czas trwała. Usiedliśmy przy stole, żeby trochę nadrobić straconą energię. W międzyczasie spostrzegłam matkę, która spoglądała na mnie i się uśmiechała.

    -To było faktycznie łagodne traktowanie, czy zapomniałeś się w trakcie?- zapytałam.

    -Pytasz poważnie?- nie musiałam nawet odpowiadać, moja mina wyrażała wszytko.- Ehh mała, musisz się jeszcze dużo nauczyć. Potraktowałem cię tak łagodnie, jak tylko mogłem, więc lepiej staraj się mi nie podpaść, bo bacznie cię obserwuję.

    -O czym ty mówisz?

    -Porozmawiamy o tym jutro, dzisiaj się baw.

    Dużo się nie dowiedziałam, ale wolałam nie wdawać się w dalszą dyskusję. Impreza cały czas trwała a ja poczułam się zmęczona. Casper widząc to, zaproponował mi, żebym poszła już spać. Nie zdążyłam nawet kiwnąć głową a on chwycił mnie za dłoń i pomógł wstać. Droga do jego sypialni, a właściwie już naszej, była dosyć długa. Poczułam ogromną ulgę, gdy zobaczyłam łóżko. Zdjęłam buty i podjęłam próbę zdjęcia sukienki.

    -Mógłbyś mi pomóc?- zapytałam sennie.

    -Jednak umiesz być miła- rzucił i ruszył w moim kierunku uśmiechając się.- Szkoda, że tylko wtedy, gdy coś chcesz.

    Rozpiął guziki i sukienka opadła na podłogę. Chwycił mnie delikatnie za ramiona i lekko pocałował mnie w kark. Prawą rękę położył na moim kroczu i zaczął delikatnie przesuwać palcami. Mimo zmęczenia nabrałam ochoty jednak on wycofał rękę i delikatnie klepnął w pośladek.

    -Idź spać. Ja niedługo przyjdę. Służąca zrobiła herbatę, wypij ją.

    Położyłam się i wypiłam herbatę o smaku mięty. Ułożyłam się na wznak i zasnęłam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nie Ważne
  • Madzia i nauczyciel matematyki

    Madzia i nauczyciel matematyki.

    Minął chyba miesiąc od domówki u Agnieszki, która była pod koniec wakacji. Madzia spotykała się z Tomkiem niemal codziennie. Coraz głębiej poznawała różne pozycje a trzeba przyznać, że jej chłopak był biegły w tym fachu. Wymyślali też coraz bardziej akrobatyczne pozycje jednak nadal najbardziej pasowała jej pozycja od tyłu, ponieważ czuła wtedy go najgłębiej. Po tych dniach kiedy się nie widzieli opowiadał jej o swoich licznych podbojach seksualnych. Były to najczęściej młodsze od niej dziewczynki często dosyć znacznie, dla których były to zawsze pierwsze razy. Chociaż uzgodnili, że seks to nie zdrada, to jednak Madzia czuła się zawsze po takich opowiadaniach nieswojo. Tak było dopóki sama nie oddała się innemu facetowi.

    To było przeżycie. W końcu to przecież trzecia klasa gimnazjum. Za rok idzie do tego samego liceum co jest Tomek. Pierwsze lekcje i niespodzianka. Nie ma pani od matmy a jest ten młody pan, który jej się tak przyglądał na przerwach w zeszłym roku. Wtedy nie zwracała na to uwagi ale teraz bardzo. Mógł mieć jakieś 27 lat i nie miał obrączki a więc chyba nie żonaty. Nie był mocno wysoki, no trochę wyższy od Madzi ale za to był bardzo krępy. Długie ciemne włosy upięte miał z tyłu w kucyk. Do tego miał gęstą brodę, która doskonale tuszowała jego braki w urodzie. Dla dziewczyny zresztą nie to było ważne. Jej wzrok w czasie pierwszych lekcji zawsze głównie wędrował w kierunku jego krocza.

    Przyszła pierwsza kartkówka z powtórki materiału o równaniach i Madzia przypląbiła. Spytała czy może poprawiać i pan Marek, bo tak miał na imię, zgodził się wyznaczając termin na wtorek po ostatniej lekcji. Wiedziała, że jest to matematyka. We wtorek znowu ryła całą szafę szukając stosownego ubioru. Wybrała jeansowe, krótkie spodenki i zawiązywaną pod stanikiem, kwiaciastą koszulę, zapinaną tylko na dwa guziczki. Na nogi założyła czerwone kolanówki i białe trampki. Pod spód znów tą samą czerwoną bieliznę. Spojrzała w lustro i uznała, że wygląda bardzo seksownie i może tak iść do szkoły.

    – Och Madziu. Kogo chcesz dzisiaj uwieść? – spytała Majka.

    – A to nie wiesz, że poprawia matmę u tego młodego belfra – Agnieszka nie dała jej dojść do słowa.

    – No to facet już ma przejebane – Majka uśmiechnęła się szyderczo a Madzia zrobiła nadąsaną minkę.

    Rozległ się głos dzwonka i dziewczyny pobiegły do klasy. Matematykę miały na 6 lekcji i to po niej Madzia miała poprawiać równania. Znowu całą lekcję nie mogła się skupić i co chwila zerkała na rozporek nauczyciela. Był w koszulce na krótki rękaw i obcisłych jeansach. Czasami Madzi wydawało się albo tak było naprawdę, że zerkał w jej kierunku. Wtedy spuszczała wzrok ale w jej brzuszku znowu pojawiły się te motylki, które miała podczas pierwszego i każdego następnego spotkania z Tomkiem. Lekcja dobiegała do końca a motyle w brzuszku Madzi narastały. Wreszcie dzwonek i wszyscy rozbiegli się dążąc do domów. Została tylko ona i ten nauczyciel. Madzia nie wiedziała co teraz będzie. Przecież nadal nie rozumie rozwiązywania równań.

    – No więc chcesz poprawiać ostatni sprawdzian – z zadumy wyrwał ją miękki głos nauczyciela.

    – Tak. Proszę pana – odpowiedziała cicho.

    – No to proszę do tablicy i rozwiąż to równanie – Marek napisał równanie na tablicy.

    – Kiedy ja… Kiedy ja… Nie za bardzo rozumiem ten dział matematyki – wydukała wreszcie.

    – To jak chcesz poprawić sprawdzian? – spojrzał na nią zdziwiony – No dobrze jeszcze raz na tym przykładzie ci to wytłumaczę ale potem już musisz dać sobie radę sama – rozwiązał równanie, tłumacząc każdą czynność.

    Madzia patrzyła na to co robił i w pewnym momencie wydało jej się, że wreszcie rozumie. Marek napisał nowe równanie podobne do tego co było i o dziwo patrząc na to jak on to robił dała radę je rozwiązać. Napisał nowe ale pojawiły się nawiasy i Madzia stanęła przed tablicą jak wryta.

    – No słuchaj. Ja nie mam czasu na udzielanie ci korepetycji. To jeszcze ci pokażę ale potem jak nie będziesz umiała to poniesiesz karę. Rozwiązał równanie i napisał podobne. Jednak Madzia bardziej myślała o karze jaką poniesie i nie uważała jak robił zadanie nauczyciel.

    – No to zgodnie z obietnicą należy ci się kara – Marek wziął długą linijkę i kazał oprzeć jej się udami i brzuchem o biurko a więc wystawić pupę.

    Kiedy to zrobiła poczuła dwa dosyć mocne razy liniałem na pupę. Jęknęła głośno ale uznała, że kara jej się należała.

    – Jak dalej nie będziesz uważać to następne razy dostaniesz na gołą pupę – nauczyciel przybrał groźną minę i znowu, tłumacząc, rozwiązał równanie. Zadał trzecie. Rozwiązywała jak umiała ale wynik wyszedł dziwny – jakiś duży ułamek.

    – Zrobiłaś trzy błędy. Ściągaj te swoje spodenki i kładź się na ławkę – rozkazał – Te koronkowe majteczki też.

    Wykonała jego polecenia i tym razem opadająca na jej pupę linijka wydała nieco inny odgłos a jej i tak zaczerwienione pośladki teraz przyjęły barwę całkowicie czerwoną. Znowu zapisał równanie.

    – Nie podciągaj majtek i rozwiązuj – w oczach Madzi pojawiły się łzy. Rozwiązywała równanie ale zupełnie jej nie szło. Jednak zauważyła, że nauczyciel wcale nie patrzy na tablicę a raczej na jej dopiero nabierający krągłości tyłek.

    – Teraz zrobiłaś więcej błędów. Kładź się na ławkę – ton jego głosu nie był już taki oschły ale nadal rozkazujący. Zauważyła, że odłożył linijkę i teraz na pupie poczuła jego dłoń. Już tak nie bolało a nawet stawało się jakby przyjemne. Razy były coraz słabsze a na koniec to już tylko głaskał jej pupę, co powodowało, że znowu pojawiły się motylki w brzuchu.

    – Teraz takie równanie z ułamkami. Jak go nie rozwiążesz to dostaniesz lanie czymś czego się nie spodziewasz.

    Nie zrobiła nic i znowu położyła się na ławce. Zanim poczuła pierwszy raz minęło kilka sekund. Uderzenie prawie nie bolało. Raczej domyśliła się niż rozpoznała, że nauczyciel uderza w jej pośladki sztywnym kutasem. W momencie gdy zdała sobie z tego sprawę motyle w jej brzuszku oszalały. Pomału obróciła głowę i zobaczyła, że nauczyciel jest całkiem goły.

    – A jak ktoś wejdzie – szepnęła spieczonymi wargami.

    – Zamknąłem drzwi – wyszeptał i znowu jego kutas klasnął o jej pośladek i to tak, że przesunął się i otarł o jej zaciśnięty odbycik.

    Tego było Madzi za dużo. Wyprostowała się i szybko zdjęła bluzkę i stanik. Kucnęła przed nauczycielem i zaczęła branzlować obydwiema rączkami jego chuja. Był to kutas długości około 25 cm, znacznie grubszy od pały Tomka i do tego bardzo żylasty. Objęła ogromną żołądź ustami i szalała językiem po samym czubku. Marek stał w lekkim rozkroku, jego palce wplecione były w jej włosy i cicho dyszał, taką mu sprawiała ta smarkula przyjemność. A ona próbowała zmieścić w buzi całego kutasa lecz jego długość i grubość nie pozwalała jej na to. Przeleciała jej przez głowę ulotna myśl – „Może Aga by dała radę” i wtedy poczuła jak delikatnie ciągnie ją za włosy do góry. Lekko popchnął ją na biurko a gdy jej pupa i plecy poczuły zimny blat, nogi automatycznie rozkraczyły się i objęły go w pasie. Postanowił najpierw rozgrzać jej pizdę i kucnął liżąc jej uda, pachwinki i wreszcie poczuła jego język na perełce, która wyskoczyła z osłonki skórki a w piździe jeden, potem dwa a w końcu trzy palce, którymi zaczął ją jebać bardzo ostro.

    – Nie mam gumki – wydyszał odrywając usta od jej pizdy i dodał – Jesteś taka pyszna.

    – Biorę tabletki i gumka niepotrzebna – wydyszała podniecona i zaczęła przyciągać go stopami opartymi o mięsiste pośladki.

    Objął kutasa dłonią i przyłożył odartym ze skórki łbem do jej szparki, napierając na nią coraz mocniej. Sztywny chuj matematyka był tak wielki, że jej szparka nie chciała go zmieścić i dopiero gdy bardzo szeroko rozrzuciła nogi a on nacisnął tak, że aż sapną. Gruba pała wdarła się w nią do połowy. Trochę ją zabolało ale nie tak jak za pierwszym razem i nie dała po sobie poznać. Zaczął cofać pupę i atakować z coraz większą siłą i tak po którymś razie poczuła jego biodra na swoich pachwinkach. Wtedy zaczął ją jebać jak szalony a Madzia coraz bardziej wchodziła w ten bardzo przez nią lubiany stan niesamowitej ekstazy orgazmu.

    – Aaaaach… Taaaak…. Jeeeszczeeee… – piszczała, czując go bardzo głęboko w sobie.

    – Och już dawno miałem ochotę cię wyruchać – sapał coraz głośniej ale nie przestawał w jebaniu.

    Trwało to chyba z 15 minut a jej szczupłym ciałkiem dreszcz orgazmu targał kilkakrotnie. Wreszcie nauczyciel wyprężył się i wbił w nią chuja najgłębiej jak mógł. Czuła ogromną salwę spermy, która z ogromną mocą uderzyła w naciągnięte do granic możliwości dno pochwy jej pizdy. Wtedy przeżyła chyba jeden z najgwałtowniejszych orgazmów, graniczący niemal z utratą przytomności. Ledwo mięknący chuj zaczął z niej wychodzić a zerwała się z biurka i dopadła do niego ustami, ssąc resztę spermy i delektując się jej słodkim, jakby lekko bananowym smakiem. Uwielbiała ssać spermę. Tomek ją tego nauczył.

    Spotykała się z Markiem bardzo często i od tego czasu z matematyki miała same piątki i szóstki.

     

    C.D.N. jak będziecie chcieli.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Martynka(1)

    Hejo wszystkim! Na imię mam Martyna mam 19 lat. Tak jestem trans <3. Chciałabym opisać swoją drogę do szczęścia. Miało by to postać odcinków, wydawanych co powie czas. Zainteresowani? Napiszcie, czy macie ochotę poczytać o młodej trans i co ile mają być tzw. odcinki. Od najmłodszych dni byłam wychowana przez mamę, gdyż ojciec zostawił ją w 3 miesiącu ciąży.

    Wszystko zaczęło się wiosną 2011 roku. Byłam niegrzecznym chłopcem o imieniu Dominik i o nie wysokim wzroście, lecz coś było nie tak. Od zawsze ludzie mylili mnie z dziewczynką. Pytania o moją płeć zaczynały być codziennością. Pewnego dnia moja mama, która jest najwspanialszą osoba na ziemi (osoba, której zawdzięczam wszystko) wpadła na pewien pomysł. Pewnego popołudnia zawołała mnie do salonu:

    -Skarbie! Mógłbyś na chwilę przyjść?

    -Już idę mamo!

    Kiedy weszłam do salonu, mama siedziała w fotelu popijając herbatę. Spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała.

    -Usiądź musimy porozmawiać 🙂 czy nie zaczyna cię denerwować to ciągłe wypytywanie? -Tak mamo… to zaczyna być dziwne… 🙁

    -Mam pomysł! Zamknij oczy! 🙂 Przy zamkniętych oczach słyszałem jedynie kroki mamy, które cichną w drugim pokoju. Po jakiś 5 minutach wróciła.

    -Otwórz oczy skarbie. 🙂 Gdy to zrobiłem moim oczom ukazała się piękna rozkloszowana sukienka. Często widziałam takie u koleżanek w szkole, ale po co jej była sukienka o kilka rozmiarów mniejsza?

    -Co o niej myślisz?-spytała mama

    -Sukienka jak sukienka, nie za mała dla ciebie? -Skarbie ona jest dla ciebie! 🙂

    -Dla mnie? – spytałem

    -Tak! 🙂 zobaczymy czy ludzie teraz będą się zastanawiać, czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką 🙂

    CDN. MARTYNKA 🙂

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martynka Julia