Blog

  • Sesja fotograficzna – 8.

    Część 8.

    Kamil był znacznie młodszy ode mnie, miał około 25 lat, przystojny. Skorzystałam z okazji. Tym bardziej, że nie miałam ich zbyt wielu. Nie chciałam wchodzić w intymne układy z klientami biura. To mi się wydawało zbyt ryzykownym pomysłem. Mężczyźni rzadko bywają dyskretni.

    Kamil był wysokim, zadbanym, dobrze zbudowanym brunetem. Na pewno ćwiczył w siłowni. Pogodny, taktowny. Pachniał perfumami z orientalną nutą, które mnie się podobały. Miał wszystkie zęby, ładne, zadbane. Wiedział, do czego służy szczoteczka do zębów i mydło. Sporo mężczyzn, niezależnie od wieku, nie zdołało przyswoić takiej wiedzy albo wykorzystać jej w praktyce.

    Po trudnym dniu w pracy, siedziałam w klubie przy drinku. Chciałam odreagować. Przysiadł się, pytając o pozwolenie. Musiałam napić się, ale miałam też ochotę porozmawiać z kimś. Wyżalić się. Byłam przy drugim drinku. Zaczął od komplementów i żartów. Trzeciego drinka piłam długo, a wtedy, zamiast wyżalać się, odpytywałam go. Postawiłam mu drinka. Przeszliśmy na „ty”.

    Naciskany przeze mnie otwarcie przyznał, że ma ochotę na seks z kobietą starszą od siebie. Trochę bawiłam się nim. Prowokowałam, pozostawiałam niedomówienia, łudziłam nadzieją. No, musiałam odreagować tego „janusza” na innych mężczyznach. A przynajmniej na jednym. Tylko żałowałam, że mi się trafił taki młody, przystojny i chyba szczery.

    *

    Fakt, inna babka po tekście o polowaniu, celem „zaliczenia” starszej od niego, uciekłaby od razu.  I słusznie! Widocznie byłam inna. Tyle już przeszłam… Widocznie lubiłam drażnić lwa, wpychając kij między pręty kraty. Zresztą, sprawa nadal była otwarta. Kiedy skończyłam drinka, zaproponowałam spacer do restauracji. Ot, taki mały test. Zgodził się bez mrugnięcia okiem. Nawet ucieszył się i ożywił. Niby życzliwie zapytałam, dlaczego jego telefon milczy. Wyjaśnił mi, że skoro spotkał się ze mną, to nie chce tracić czasu na rozmowy, które mogą poczekać i wyciszył go! wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Zjedliśmy kolację. Potem przeprosił i powiedział, że idzie do pobliskiego bankomatu, bo nie ma takiej kwoty przy sobie. Zamówiłam kawę.

    Siedziałam z uśmiechem na twarzy i widziałam w oknie jak pospiesznie oddala się. Spojrzał na restaurację. Starałam się ukryć rozbawienie. Minął długi kwadrans, wypiłam część napoju i… nic. Tego spodziewałam się. Minęło kolejne pięć minut.

    – Cóż, chyba najwyższa pora zapłacić i znikać. Przejdę się kawałek. Alkohol nieco wywietrzeje, zażyję trochę ruchu, a potem zamówię taksówkę – pomyślałam. Wezwałam kelnera i poprosiłam o rachunek. Mimo to byłam jednak zadowolona, bo potrafiłam przynajmniej przewidzieć przebieg wydarzeń. I nagle pojawił się Kamil! Podszedł spokojnym krokiem, ale wyraźnie był zmęczony. Zdyszany. Wrócił z pieniędzmi. Z ulgą usiadł.

    – Zmieniłeś zdanie i wróciłeś? – zapytałam. Nadal byłam rozbawiona. Darowałam sobie ostrzejszy komentarz.

    Spojrzał, jakby nie zrozumiał mojej sugestii. Nadal szybko oddychał.

    – Przepraszam, ale bankomat nie wypłacał pieniędzy, więc najpierw dowiedziałem się, gdzie jest najbliższy i wtedy tam pobiegłem – wyjaśnił. – Niby tylko 400 metrów, ale z kolei tam była spora kolejka. Jakiś pijak bronił dostępu do bankomatu – z irytacją pokręcił głową. – Zanim go odepchnęli, to trochę potrwało. Wracałem truchtem, żebyś nie niepokoiła się – rozsiadł się wygodnie na krześle i wziął głęboki oddech. Spojrzał na mnie przepraszająco. – Siłowania, kajaki, nawet tenis, czasami rower, pływalnia. Chętnie! Nawet szachy błyskawiczne! Ale nigdy nie lubiłem biegać – rozłożył ręce i uśmiechnął się rozbrajająco. – A w ogóle to ze sportów najbardziej lubię mecze w tv.

    Dopiero wtedy powiedziałam, że zapłacę, ponieważ to ja zapraszałam. Po chwili wahania zgodził się, proponując, że zapłaci chociaż za siebie. Odmówiłam, machając ręką.

    – A tyle się nabiegałem – sapnął żałośnie. Mimo wszystko nie był zadowolony z mojej hojności. 

    Rozbawił mnie. Poszliśmy na spacer. Nie powstrzymał się i dyskretnie zaczął ściskać moje krągłości. To było nawet przyjemne. Bo wypiłam trzy drinki? Nieee, zwyczajnie podniecał mnie. Rozluźniona po alkoholu, smacznej kolacji w miłym towarzystwie i zapominając o ekscesach w pracy, pozwalałam sobie na więcej niż zwykle. Ekscytowała mnie taka sytuacja z, mimo wszystko, nieznajomym. Ale wzbudzał zaufanie. Zaczekał ze mną na taksówkę. Nie dałam mu numeru telefonu, wzięłam jego i umówiliśmy się. Patrzył na mnie wzrokiem, który wyrażał brak wiary w moją chęć podtrzymania znajomości.  

    *

    A jednak! Z Kamilem spotkałam się jeszcze dwukrotnie w kawiarni i wówczas uznałam, że spróbuję. Nie wyglądał na znużonego zabiegami o moje względy, ale ja zdawałam sobie sprawę, że są jakieś granice. Pojechaliśmy do hotelu. Trochę stresu, niepewności i nerwowości, ale jak rozgrzaliśmy się… Seks był świetny! Chłopak był dobrze wyposażony i miał kondycję. Nawet wiedział, co to jest gra wstępna! To znaczy, że nie ograniczał się jedynie do lizania cipki. I nie chciał, żebym mu płaciła za seks.

    – Mój prywatny ogier… – rozmarzyłam się.

    Po powrocie do domu byłam pełna energii. Wpadłam z zakupami. Jeszcze pranie, prysznic, kolacja, zmywanie, sprawdziłam pokoje dzieciaków, dokumenty na stół, laptop. I do roboty!

    Aż moje starzejące się dzieci podejrzliwie przyglądały się mamie. Olać dzieciaki! Mama ma prawo do chwil radości! Nie były nastolatkami, więc niech myślą, co chcą. I zazdroszczą! Tak działają endorfiny…

    Dochodziła północ. Leżałam, ale jeszcze podkręciłam nastrój wibratorem. Twarz zakryłam poduszką i mogłam jęczeć do woli. Zasnęłam, kiedy delektowałam się rozkoszą po orgazmie.

    *

    A w ogóle to poznaliśmy się przez przypadek. Siedziałam w pubie. Nie mogłam skorzystać z samochodu, który oddałam do przeglądu. Chciałam wracać taksówką do domu, więc mogłam napić się. Ba, musiałam! W pracy wszystko biegło normalnym tokiem, ale czasami trafia się stały klient, który jest określany jako „trudny”: dobrze zarabia się na nim, jednak jest nierzetelny, spóźnia się, po zakończeniu rozliczenia dosyła kolejne dokumenty, chociaż deklaruje, że to komplet. Natomiast wszystkimi konsekwencjami, czyli głównie ryzykiem złożenia rozliczenia do Urzędu Skarbowego po terminie, obciąża nas. Teraz takich osobników już nie miałam. Ten nie był stałym klientem.  Skorzystał z naszej oferty, bo ktoś polecił mu nasze biuro. Pierwsze miesiące było jeszcze w miarę normalne, chociaż papiery przywoził coraz później, albo nawet po ostatecznym terminie, i wtedy zaczynała się „jazda”! Tym razem przyjechał osobiście, właśnie dzień po ostatecznym terminie dla niego, który wspólnie (!) ustaliliśmy i zrobił karczemną awanturę, kiedy usłyszał od pracowniczki, że możemy nie zdążyć z rozliczeniem jego dokumentów, bo jest ustalona kolejność ich opracowywania. Już czekają inni, którzy wywiązują się z terminów.

    Kiedy zbliża się termin jakichkolwiek rozliczeń z US, nie mam żadnej rezerwowej ani dyżurującej osoby. Wtedy „wszystkie ręce na pokład” i każdy siedzi tak długo, aż zdoła rozliczyć swoich podopiecznych. Zdarzają się błędy, problemy z przesłaniem danych, pojawia się kłopot z interpretacją jakiegoś zarządzenia, bo jest sprzeczne z innym, na które powołuje się klient itd. Ktoś potrafi dosłać brakującą fakturę w dzień rozliczenia… Długo by wymieniać. Wtedy nawet ja nie zwracam uwagi, jeżeli kobiety przeklinają. Urzędowanie zaczynamy od ósmej rano, ale zdarza się, że część pracowników siedzi już od godziny siódmej. Muszą zdążyć. Pracownicy wiedzą o tym i zdarza się, że wychodzą, bez grama pretensji, nawet po godzinie 23. Rekordziści zmykają po północy, skoro termin mija po 23.59. Następnego dnia, wyjątkowo, pracują krócej: przychodzą później, biuro opuszczają wcześniej.

    Maria, moja pracowniczka, starsza ode mnie, solidna i rzetelna, przypisana do tego „janusza”, po jego wrzaskach i epitetach nie wytrzymała i z płaczem wybiegła z pokoju. Pracownik, który wszedł, słysząc krzyki, powiedział mi, kiedy wspominaliśmy to zdarzenie, że byłam szara na twarzy, próbując uspokoić faceta. Odebrałam wszystkie papiery i powiedziałam, że może jutro je odebrać wraz z pokwitowaniem, a przed północą wyślę rozliczenie do US i innych urzędów. Przy tym „januszu” było sporo pracy, ale też sporo zarabialiśmy. Ale bez niego też nie zbankrutujemy. Asia, moja asystentka, odwołała kilka naprawdę ważnych spotkań, przepraszała i proponowała nowe terminy, a ja siedziałam nad jego dokumentami. Nawet nie przywoził ich uporządkowanych. No, cholera, pudło z papierami! Prawie godzina w plecy tylko na ich uporządkowanie. Wiedziałam, że to trochę potrwa. Może nawet dwie i  pół godziny, a miałam jeszcze swoich klientów! Zbliżała się godzina 15.

    Minęła godzina 20. Część osób nadal siedziała z nosami w fakturach. To właśnie był stan najwyższego skupienia: szelest kartkowanych dokumentów i stukot palców w klawiatury komputerów.

    – Gdyby nie ten drań, już przed 18. wychodziłabym z pracy. I to po zaplanowanych rozmowach, rozliczonych klientach i wysłanych dokumentach do US – myślałam, bardzo energicznie zamykając szuflady.

    Zostało mi tyle spraw do nadrobienia. Pochowałam papiery, wyłączyłam komputer, spakowałam inne dokumenty kilku klientów czekające na rozliczenie, potem laptop, pożegnałam pracujących. Opuszczając biuro, po ciężkim dniu i burzliwej ‘rozmowie’, zdecydowałam, że muszę jakoś odreagować. Wyszło, że pozostaje mi tylko alkohol. Musiałam napić się. Poszłam do pobliskiego klubu. Resztę już znacie.

    *

    Klęczałam z wypiętym tyłkiem, szeroko rozstawionymi nogami, a bokiem twarzy i piersiami szorowałam po pościeli. Miałam przymknięte oczy. Namiętnie stękałam. Nie mogłam ciszej. Nie byłam w stanie tego kontrolować. Chyba ślina ciekła mi z ust. Rękoma trzymałam się oparcia tapczanu, ale traciłam siły. Oczy miałam zamknięte. Ale za to jakie wrażenia! Byłam oszołomiona. Nie słyszałam za wiele, bo podniecenie było tak duże, że ciśnienie zatkało mi uszy. Chłopak rżnął mnie jakby nie uprawiał seksu od miesięcy! To zaleta seksu z młodym zwierzakiem!

    Kamil zwolnił i przewrócił mnie na bok. Upadłam z ulgą! Westchnęłam głęboko. Wtedy położył się za mną i od razu gwałtownie wszedł. Och! Bezgłośnie poruszałam otwartymi ustami, czując jak trafił! Przeniosłam dłoń z pościeli do tyłu, znalazłam jego udo i trzymałam. Podniecał mnie swoją siłą i witalnością. I chciałam, żeby we mnie tkwił. Głęboko. Cofnął biodra i ponownie uderzył! Krzyknęłam! Z kolei teraz kilka razy powoli wychodził i głęboko wchodził, ale byłam spięta i czujna. Powoli wychodził i wchodził. Zachłannie macał moje piersi. Czekałam. Znowu uderzył! Krzyknęłam! Powtarzał tę zabawę parę razy. Spojrzałam w dół i zobaczyłam grubego, lśniącego śluzem penisa wnikającego do pochwy. Delikatnie pogłaskałam go. Dawał mi tyle rozkoszy… Teraz walnął! Krzyknęłam i prawie straciłam przytomność. Drżałam. Fala rozkoszy popłynęła i opanowała moje ciało, a ja spazmatycznie zacisnęłam dłonie na pościeli. Błogie uczucie jeszcze długo nie pozwalało mi rozluźnić napiętych mięśni. W stanie upojenia nieświadomie poruszałam głową. Chłopak stanowczym gestem przytrzymał mnie, żebym nie zsunęła się z penisa. Byłam mu wdzięczna. Nie chciałam tracić nawet cząstki takiej przyjemności!

    *

    Przy Kamilu nigdy nie odważyłam się zdjąć pończoch. Uważałam, że wyszczuplają mnie. Na spotkanie z nim zawsze zabierałam jakąś rezerwową parę. Kobietom nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Kupowałam też w sex-shopach rajstopy z wycięciem w kroku. Lepiej maskowały pojawiający się brzuszek, ale według Kamila podkreślały moją urodę. Kłamca.

    On z kolei chciał mnie w szpilkach i spódniczce. Zawsze brał mnie, kiedy jeszcze miałam na sobie spódniczkę. Szpilki zdejmował mi, kiedy siadałam na niego. Raz zębami wypieścił mi łechtaczkę. Ożeż ty… Wówczas miałam taki odlot, że bałam się o serce. Było super, ale nigdy więcej nie pozwoliłam sobie na taką pieszczotę.

    – Z młodymi możesz uprawiać taką jazdę bez trzymanki – poinstruowałam go łagodnie, acz kategorycznie. Nie chciałam go zrazić, więc i tak pochwaliłam. Bądźmy realistami. Gdzie znalazłabym takiego drugiego? Wypisywać anonse i testować chętnych? Chory pomysł.

    Kamil, zanim dochodził, kąsał mnie, robił „malinki”, podgryzał sutki. A jego zęby i język w dołku pod moim kolanem… Po naszych spotkaniach wydekoltowane bluzki musiałam zamieniać na golfy, a delikatne pończochy na spodnie albo ciemne, nieprzezroczyste rajstopy. Tylko na kilka dni. Gdyby ktoś znał moje seksualne zwyczaje, to po ciuchach mógłby domyślać się, kiedy uprawiałam seks. Ten z Kamilem, oczywiście. W rezultacie takich praktyk miałam zdecydowanie lepsze rozeznanie w żelach i maściach na siniaki, krwiaki i obrzęki.

    *

    Ech, cóż… Jednak musiałam odreagować nerwowe dni. Upijać się nie będę, więc co mi pozostało? Znałam skuteczny i miły sposób, dlatego w pracy w piątek nagle podjęłam decyzję, a potem: jeden telefon, jedno pytanie, miejsce spotkania i godzina uzgodnione. Chwilę później rezerwowałam pokój w hotelu. No, spory kawałek za stolicą.

    Z torbą podróżną wypadłam z domu po kwadransie. Wzięłam to, co niezbędne i potrzebne. W McD kupiłam dla nas dwa zestawy, żeby do wieczora nie paść z głodu i ruszyłam. Jechałam z dozwoloną prędkością. Nie chciałam tracić czasu na płacenie mandatu i inne bzdety.

    Po wejściu do pokoju postawiłam torbę przy tapczanie. Bez ostrzeżenia chwyciłam Patrycję za włosy i cisnęłam na podłogę. Klęczała przy mnie i jęczała zadowolona. Zaskoczyłam ją brutalnością, ale cieszyła się z mojej wymuszonej przewagi. Lubiła to. I ból. Poleciłam podnieść spódniczkę. Była posłuszna, nie założyła majtek. Usiadłam na tapczanie i rozstawiłam nogi. Pati klęcząc, grzecznie czekała.

    – Zdejmij buty.

    Posłusznie wykonała polecenie. Została boso w cielistych pończochach. Kusząco wyglądała. Na nasze spotkania nie zakładała rajstop. Ustaliłyśmy już pewne szczegóły.

    Z torby wyjęłam czerwoną reklamówkę oraz obrożę, smycz i pejcz składający się z kilkudziesięciu długich pasków. Oczy jej się roześmiały na widok akcesoriów. Założyłam dziewczynie obrożę, przypięłam smycz, na nadgarstek założyłam pasek od pejcza i wydałam polecenie. Pochyliła się, powoli odsunęła moją spódniczkę na brzuch i delikatnie zaczęła mnie lizać. Też nie założyłam majtek. Z błogim uczuciem położyłam się na tapczan i kontemplowałam pieszczoty. W sumie było mi obojętne, czy robi to kobieta czy mężczyzna. Ważne, żebym była zadowolona. Pieszczota tonowała mój nastrój.

    Przeniosłam się na tapczanie pod ścianę, podłożyłam poduszki pod głowę, oparłam na ręce i pociągnęłam za smycz. Patrycja posłusznie podeszła do wezgłowia tapczanu.

    – Ściągaj spódniczkę – poleciłam. Profilaktycznie włączyłam kanał muzyczny w tv.

    Szybko zdjęła ją, odłożyła na krzesło, wyprostowała się i czekała. W oczach miała prośbę o więcej.

    – Bluzka i stanik – rzuciłam niecierpliwie. Powtórzyła czynności i znowu czekała na polecenie. Lekki uśmiech świadczył o tym, że cieszyła się służeniem mi. Suce brakowało tresury i pejcza!

    – Wyjmij rzeczy z czerwonej reklamówki. Są dla ciebie.

    Z radości prawie rzuciła się na worek. Wyjęła szare szpilki bez palców w delikatne czerwone esy-floresy i korek analny.

    – Załóż szpilki. Zawsze zabieraj je na nasze spotkania. Twoje buty są dobre do chodzenia po ulicy. Tu masz zakładać te. Zrozumiałaś?

    Kiwnęła głową i założyła szpilki. Połyskujący lakier podkreślał ich jakość.

    – Dziękuję Pani – uśmiechnęła się. Spojrzała na mnie i podniosła korek.

    – Klęknij przy mnie na czterech łapkach, pupą do mnie.

    Kiedy ustawiła się, wzięłam korek i powoli wepchnęłam do jej pupy. Postękiwała z radości. Kazałam jej nieco odsunąć się ode mnie. Podniosłam nogę i szpilką dobiłam korek w jej pupie. Chyba nie spodziewała się tak silnych pchnięć, ale zaparła się dłońmi i rozkosznie jęczała, kiedy uderzałam szpilką w korek. Wszedł cały. Wtedy wsunęłam szpilkę w cipkę. Drgnęła i stęknęła zaskoczona tym, co poczuła w cipce, ale utrzymała wypięty tyłek. Po kilku ruchach wyjęłam z niej szpilkę.

    – Jeszcze przyjdzie czas na perwersje – westchnęłam w duchu.

    Teraz wsunęłam twardą rękojeść pejcza w cipkę i ruchałam sukę. Jęczała i z podniecenia kładła głowę na pościeli. Nie pozwoliłam! Musiała trzymać uniesioną głowę. Muzyka z tv zagłuszała coraz głośniejsze jęki. W końcu zmęczyłam się. Suka na razie też miała dość.

    – No, mała. Obsłuż mnie – poleciłam. Poprawiłam się na poduszkach, rozsunęłam szeroko nogi i ugięłam w kolanach. Szarpnęłam smycz. Dziewczyna wsunęła się między moje nogi. Poczułam języczek na łechtaczce. Ścisnęłam mocniej smycz i przymknęłam oczy. Było miło. Podniosłam pejcz i machnęłam na oślep. Trafiłam sukę w plecy. Krzyknęła.

    – Staraj się, bo będziesz spać na brzuchu – ostrzegłam.

    – Tak, pani – szepnęła. Języczek zaczął szybciej muskać moją łechtaczkę.

    Trochę podniosłam się i raz jeszcze machnęłam pejczem. Znowu krzyknęła. Tym razem trafiłam w pupę. Musiało zaboleć.

    – Nie przerywaj, bo… – nie dokończyłam zdania.

    Bardzo się starała, a ja odprężona, podniecona, stękałam, stękałam, aż dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła sobie pomagać ręką. Naprawdę była świetna! W końcu nie wytrzymałam i głośno krzyknęłam. Co za rozkosz… Rzadko miewam takie orgazmy, ale tym razem miałam i wytrysnęłam na nią obficie. Przydało się włączone tv. Między moimi nogami widniała duża plama, jej twarz błyszczała od mojego śluzu.

    – Dobra suczka – westchnęłam głęboko, głaszcząc ją po włosach. – Wyliż! – pokazałam palcem plamę na pościeli.

    Gorliwie zaczęła wylizywać plamę. Była zadowolona z mojego orgazmu i z pochwały. Zrobiłam kilka zdjęć. Potem zabrałam ją na basen i na kolację. Podczas kolacji siedziała w eleganckiej, delikatnej obroży. Przed snem zażyczyłam sobie pieszczot i tresowałam suczkę. Nago aportowała różne rzeczy. Pejczem ćwiczyłam jej odporność na ból. Ciągnęłam za kółka wpięte w wargi. Z bólu wyła w pościel, ale nie dotknęła moich rąk. Nie oponowała. W nagrodę wyruchałam suczkę tak, jak lubię – dłonią. Pod koniec wpakowałam całą dłoń i słuchałam jej jęków. Robiła, co chciałam. Ujeżdżała moją dłoń. Drugą dłonią ciągnęłam ją za włosy, wyginając jej ciało. Potem ciągnęłam cycki. Leżała na boku i jęczała z rozkosz, bo tak jej ciągle dogadzałam dłonią i jęczała z bólu, bo tak ciągnęłam i wykręcałam jej brodawki. Nie odważyła się zaprotestować. Tylko jęczała. Sfilmowałam zabawę suczką.  

    Po kolejnym prysznicu zasypiałam zadowolona i odprężona. Spełniona i obolała suka spała na swoim tapczanie. Rano, o podanej godzinie, miała mnie obudzić lizaniem cipki.

    *

    W sobotę wyjechałyśmy z hotelu po jedenastej. Wcześnie raz jeszcze poszłyśmy popływać, potem na śniadanie. Przed opuszczeniem pokoju jednak zerżnęłam suczą cipkę i pupę. Potem musiała wziąć prysznic. Ja też. To były intensywne trzy kwadranse.

    W drodze powrotnej zatrzymałyśmy się i poszłyśmy na długi spacer po lesie. Samej suczce i w parze ze mną zrobiłam kilka nieprzyzwoitych zdjęć. Jeszcze raz zatrzymałam auto i zjadłyśmy smaczny obiad w jakimś zajeździe.

    Odwiozłam suczkę pod jej blok. Już nie błagała, żebym zabrała ją ze sobą. Wiedziała, że odezwę się. Dostała ode mnie prezenty i trochę pieniędzy. Spędziłyśmy razem prawie dobę, więc była zadowolona. Również bardzo mile wspominałam to spotkanie. Dzieci w domu już albo jeszcze nie było. Przebrałam się, trochę posprzątałam, umyłam się i zdrzemnęłam. Potem siadłam do faktur. Na późny wieczór obiecałam sobie obejrzenie fotek i filmów z wypadu do hotelu.

    *

    Papiery „janusza” odebrał ktoś z jego firmy, lecz dopiero w następnym tygodniu. Dołączyłam do nich, na papierze biura, ale nie w kopercie, a jakże, niech inni sobie poczytają, informację, że „rezygnujemy z prowadzenia jego spraw z dniem dzisiejszym” itd. Ot, taki smaczek. Wyjaśniłam, że w moje firmie nie tolerujemy aroganckiego zachowania i wyzwisk. Całe szczęście, że jeszcze nie podpisałam z nim umowy!

    Już zapomniałam o całym zajściu, ale facet widocznie dopiero dzisiaj przeczytał pismo i po jego lekturze natychmiast zadzwonił do mnie z pretensjami. Wrzaski, wulgaryzmy, groźby! Co za przygłup! Teraz to najwyżej mógł żebrać! Nie mam obowiązku przyjmowania czyjegokolwiek zlecenia. Widocznie uważał, że skoro daje nam zarobić, to będziemy tolerować chama.

    Puściłam na głośnik ten werbalny rynsztok i wewnętrznymi drzwiami przeszłam do najbliższego pokoju pracowników. Część pracowników mogła posłuchać występu „janusza”. Maria również. Po szoku, spowodowanym wysłuchiwanymi wyzwiskami i krzykami, wreszcie zaczęliśmy się uśmiechać i z upływem czasu wręcz śmiać. Facet zapowietrzał się, popełniał błędy językowe, a nas to bawiło. Ot, zniżyliśmy się do jego poziomu. Wyjątkowo nas to nie raziło. Fakt, trochę go prowokowałam. Tyle mojego. I Marysi też. Może balansował na granicy zawału? Mea culpa… Po kilku minutach wreszcie mogłam coś powiedzieć. Przekazałam mu, że cała rozmowa została nagrana, a jej treść słyszą pracownicy, bo puściłam ją przez głośnik. Retorycznie zapytałam, czy zdaje sobie sprawę, jaką karę nakłada nasze prawo na osoby używające publicznie wulgaryzmów kierowanych wobec konkretnych osób? Zatkało go! Skorzystałam i  poinformowałam, że ochrona ma zakaz wpuszczania go do naszego biura. Zaczął mi grozić… Rozłączyłam się. Wydzwaniał jeszcze wielokrotnie. Nie odebrałam ani razu.

    Chyba nie wiedział, że tutaj w dzień nie ma ochrony. A co tam!

    Muszę tylko dowiedzieć się, co za cholera poleciła mu moje biuro?

    To chyba był jedyny klient, którego spuściłam, a pracownicy na tę informację zareagowali wybuchem radości, oklaskami i gwizdami. Przy okazji dowiedziałam się, że Maria umie gwizdać na palcach. Takie są baby! Puściłam wszystkich ponad godzinę wcześniej do domu. Cóż… Mieliśmy powód, żeby znowu świętować. Tym razem pożegnanie tępego „janusza”. To pleonazm, ale co tam. Tylko szczegółowo opisuje głupotę i prymitywizm tego faceta.

    Zadzwoniłam do Kamila. Miał czas, więc zarezerwowałam pokój w hotelu. Kazałam mu pospieszyć się. Już byłam podniecona i zniecierpliwiona. Kamil był świetny w łóżku, stąd moje potrzeby i łagodzenie stresu seksem. Gdyby chłopak narzekał, to zapłaciłabym za jego usługi.

    – Chyba nie jestem seksoholiczką? – zawahałam się. – Nie, to jest zwykłe pożądanie – uspokoiłam się. Tym bardziej, że nie zawsze udawało mi się spotkać z nim każdego tygodnia. – A gdyby tym razem on nie mógł? – przemknęło mi przez myśl. – Może należałoby poszukać jakiegoś rezerwowego? – zastanawiałam się. – Może Krystian z Olkiem?

    W końcu machnęłam ręką. Nie będę „na zapas” planowała kolejki młodocianych do mojej cipki, bo któryś chlapnie jęzorem i dopiero zaczną się problemy. Na razie zostałam przy Kamilu, a gdyby coś się stało… To wówczas poszukam jakiegoś zmiennika. No i mam jeszcze wibrator. Na jego dyskrecji mogę polegać, a na baterie zawsze będzie mnie stać. 

    *

    Dn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Nowe otoczenie cz.3

    Nie powiedziałem Emilce o zajściu z Anką. Postanowiłem więcej nie spotykać się z tą drugą i zapomnieć o sprawie. Ale byłem w dużym błędzie, gdyż kobiety tak łatwo nie odpuszczają. Po próbie, gdy stałem z Emilką podbiegła do nas.

     – To kiedy mam przyjść na lekcję? – zapytała na wstępie.

     – Jaką lekcję? – zainteresowała się Emi.

     – Będzie mnie uczyć grać – powiedziała jak zwykle drwiąco.

     – Nie wiem czy znajdę czas – odpowiedziałem wymijająco.

     – Przecież obiecałeś…

     – No, nie daj się prosić – wtrąciła Emilka – możesz od razu uczyć ją nut i nie będzie musiała przychodzić do mnie.

     Dobrze kombinowała żeby mieć wolną chatę, ale jednocześnie wpychała mi ją w ramiona. Dlaczego nie przyszło jej do głowy, że chce tego samego co ona? A może wie, tylko jej nie zależy? Nigdy nie mówiliśmy, że się kochamy, że jesteśmy parą. Może myślała, że każdy robi co chce i z kim chce?

     – W porządku, przyjdź jutro, tylko nie za późno, najlepiej od razu po szkole.

     Rodzice przychodzili później z pracy, więc miałem mieszkanie tylko dla siebie.

     – Ekstra, przyjdę na pewno, cześć. Odeszła kręcąc ponętnie biodrami.

     – Ale fajnie, koleżanki już są mi wdzięczne, a ksiądz to już ze trzy razy mnie ściskał i dziękował, że cię namówiłam do gry w zespole – powiedziała uradowana Emilka.

      – Wiesz co? – zapytałem wkurzony. “Powiem jej dlaczego Anka jest taka dla niej miła i co chce ze mną robić” – pomyślałem.

     – Co?

     – Aaa..nic – odpowiedziałem po chwili milczenia.

    Była po prostu głupiutka, nie znała życia, nie miała doświadczenia w towarzystwie. Żal mi jej było, gdyż każdy mógł nią manipulować jak chciał. I jeszcze ten ksiądz. Co on się tak uczepił tej dziewczyny? Był dla niej przemiły, wychwalał ją pod niebiosa, chociaż aż tak anielskiego głosu to nie miała.  Popytałem dyskretnie tu i tam i moje podejrzenia potwierdzały się, ale otwarcie nikt mi niczego nie powiedział.

       Następnego dnia po przyjściu ze szkoły od razu wskoczyłem do wanny. Nie zdążyłem się nawet osuszyć, kiedy usłyszałem dzwonek. Owinąłem się ręcznikiem i otworzyłem drzwi. W progu stała Ania. Uśmiechnęła się na mój widok i weszła do środka. Miała spódniczkę w falbanki, która kończyła się nad kolanami. Przy każdym kroku podskakiwała ukazując wspaniałe uda. Kiedy zdejmowała buty w przedpokoju, nie ukucnęła, tylko schyliła się nisko wypinając się w moją stronę. Ujrzałem jej cudowny tyłeczek osłonięty białymi majteczkami.

     – Jesteś sam?

     – Tak.

     Nie weszła do mojego pokoju, tylko do dużego.

     – Gustownie urządzone – powiedziała rozglądając się. Może nie byłem bogaty, ale już nie narzekałem na biedę. Mieliśmy wszystko, co było potrzebne do życia na dobrym poziomie. Zresztą były to czasy, kiedy pieniądze mieli prawie wszyscy, natomiast sprzęty i urządzenia były nieosiągalne. Większość najfajniejszych rzeczy była sprowadzana – a tak naprawdę szmuglowana – z innych krajów.

      – To co? Chcesz poćwiczyć grę?

     – Bardzo śmieszne – wyczuła w moim głosie ironię. Podeszła do mnie, objęła rękami i zaczęliśmy się całować. Pomimo, że denerwowała mnie swoim sposobem bycia, nie mogłem opanować podniecenia. Dlaczego jest to tak trudne w wieku dojrzewania? Oczywiście można wszystko zgonić na buzujące hormony, ale ja podniecałem się bardzo szybko. Wystarczył intymny dotyk, lub kobiece ciało, niekoniecznie gołe. Może byłem za bardzo nadpobudliwy? Niee, w tym okresie każdy nastolatek jest nadpobudliwy. Może to przez moją bujną wyobraźnię? Było to bardzo prawdopodobne, bo kiedy czytałem książki, przeżywałem je mocno, widząc oczami wyobraźni bohaterów tak, jakbym oglądał film.

     Jak przytuliła się do mnie, członek od razu zareagował i zaczął naciskać na jej brzuch. Wyczuła go, bo zaczęła się o niego ocierać. Po chwili odwinęła ręcznik z moich bioder, który spadł na podłogę. Całowała mnie po klacie, brzuchu, schodząc coraz niżej. Wreszcie uklękła przede mną i włożyła penisa do ust. Ssała mocno, o czym świadczyły jej zapadnięte policzki. Wyczułem też, że gdy wsuwała go sobie głęboko do gardła, jednocześnie przygryzała trzon. Kiedy wysunęła go z buzi, widziałem czerwone ślady zębów. Po kilku chwilach ugryzła mocniej.

     – Ffff, to boli! – wysyczałem dosyć głośno. Wstała z tym swoim uśmieszkiem i popchnęła mnie na sofę. Kiedy usiadłem, zbliżyła się do mnie powoli rozpinając spódniczkę. Zsunęła ją, to samo robiąc z majtkami. Usiadła mi na kolanach i znów zaczęła całować. Obejmując ją, chciałem zdjąć z niej koszulkę, ale nie pozwalała mi. Po krótkim szamotaniu udało mi się i zacząłem odpinać biustonosz. Znów mi nie pozwalała. Myślałem, że to część gry, więc byłem coraz bardziej natarczywy. Gdy wreszcie go zerwałem, zobaczyłem, co było powodem jej zachowania.

      Miała bardzo małe piersi. Zdziwiłem się, bo pamiętałem, że zawsze odstawały jej dość mocno. Dopiero, gdy spojrzałem na biustonosz, domyśliłem się prawdy. W stanik wszyte były grube poduszeczki od środka, które świetnie imitowały duże, jędrne piersi. Zmieszała się trochę, czekając na moją reakcję. Niepotrzebnie. Nie klasyfikowałem wtedy dziewczyn według rozwoju ich ciał. Lubiłem małe piersi, które mieściły mi się w dłoni, jak i duże, przelewające się na boki. I tak najważniejsza była cipka. To ona rozpalała we mnie ogromny żar.

      Siedząc mi na kolanach, miała piersi na wysokości mojej twarzy, więc chciałem je całować, ale odepchnęła mnie i zaczęła lizać mi sutki. Po chwili ugryzła mnie i to tak, że aż podskoczyłem.

     – Au! Nie gryź!

     – Nie podoba ci się? – spytała chyba trochę zła.

     – Nie.

     Spojrzałem na sutek, którego ugryzła prawie do krwi. Zaskoczyła mnie, aczkolwiek..było w tym coś podniecającego. Nie, żebym to lubił, ale pomyślałem, że mogę jej pozwolić na pewne “udziwnienia”. Nie miałem pojęcia wtedy o sadomasochiźmie i nie wiedziałem, że w ogóle takie coś istnieje. Myślałem, że Anka się wygłupia i tyle.

     – Dobra, już nie będę – powiedziała i przysunęła krocze do moich bioder.

     – Zaczekaj – uniosłem ją do góry, posadziłem obok na sofie i poszedłem do swojego pokoju.

     – Ej, no nie gniewaj się – usłyszałem – przecież powiedziałam, że już nie będę.

     – Nie gniewam się – powiedziałem gdy wróciłem, trzymając w ręku prezerwatywę.

     – Nie bój się, nie zarażę cię – wydęła wargi pogardliwie.

     – A nie boisz się, że zajdziesz w ciążę?

     – Prowadzę kalendarzyk i teraz mam niepłodne.

     Słyszałem już o tej formie zabezpieczenia, ale czy była skuteczna? I dlaczego jej przyszło na myśl, że miałaby mnie zarazić? Do tej pory nie myślałem o chorobach wenerycznych, chociaż słyszałem o nich już wcześniej.

     – To będzie dodatkowe zabezpieczenie.

     – Jak chcesz – rzuciła, by po chwili usiąść na mnie okrakiem. Postawiła członka do pionu i przytrzymując go ręką opuściła pupcię. Wbiła się po same jądra, by po chwili unieść się na całą długość penisa i opaść znowu. Wykonywała powolne ruchy, jakby mierząc na ile może unieść biodra. Fajnie było uprawiać seks na siedząco. Jej piersi przesuwały się w górę i w dół tuż przed moimi oczami, ocierając się co chwila o moją twarz. Podążając za nimi, łapałem sutki w usta i delikatnie ssałem. Ania podskakiwała coraz szybciej, mocniej dociskając się do moich bioder. Trzymałem jej pierś w ustach i lizałem sutek.

     – Ugryź – wyjęczała.

     Przygryzłem delikatnie.

     – Mocniej!

     Znów zacisnąłem zęby.

     – Mocniej!! – krzyknęła.

    Zagryzłem jeszcze.

     – Au! Nie puszczaj! Aua! – jęczała. Nadziewała się teraz z taką siłą, że jej pośladki plaskały głośno o moje uda. Jej dzika rządza udzieliła się i mnie. Zacząłem wbijać się w nią coraz szybciej, dociskając jej biodra do dołu. Odsuwała się jeszcze ciągnąc swoją pierś, co na pewno potęgowało ból. W tym momencie jej wnętrze zaczęło falować i się zaciskać. Wygięła plecy w łuk, a głowę odchyliła do tyłu.

     – Au! Au! Au! – wydobywało się z jej ust z każdym szarpnięciem ciała. Pierwszy raz widziałem, żeby dziewczyna tak przeżywała orgazm. Okrzyki mówiły o bólu, ale takim który daje satysfakcję. Kiedy zaczęła zwalniać ruchy, puściłem jej sutek, ale nie miałem dość. Uniosłem się trzymając ją w ramionach i nie wysuwając członka z pochwy położyłem ją na sofie. Teraz ja wbijałem się w nią mocno, czując, że za chwilę eksploduję. Kiedy zacząłem tryskać, oplotła mnie nogami, drżąc razem ze mną. Potężne strzały targały mną co chwila. Kiedy minął orgazm, przytrzymując gumkę, wysunąłem się z niej i usiadłem obok. Oddychaliśmy głęboko patrząc na swoje ciała. Członek już zrobił się miękki i pod wpływem ciężaru nasienia w gumce, przechylił się na bok. Ania dotykała swojego pogryzionego sutka, który spuchł i podszedł krwią. Zrobiłem jej “malinkę”, jak to nazywały nastolatki.

     – To było nieziemskie – powiedziała – wiedziałam, że się nadajesz.

     – Do czego?

     – Do dawania dziewczynie przyjemności.

     – Każdy chłopak się nadaje.

     – I tu się bardzo mylisz.

     Chyba wiedziała co mówi, bo miała już doświadczenie w kontaktach damsko-męskich.

     – Nie każdy chłopak potrafi zadowolić dziewczynę, szczególnie taką jak ja.

     Analizując w myślach to co mówiła, przyznałem jej rację, ale chciałem wiedzieć więcej.

     – Lubisz ból?

     – Tak, ale tylko miejsc intymnych.

     – Podnieca cię?

     – Bardzo. Mogłabym to robić raz po raz. Westchnęła, drżąc na wspomnienie przebytego przed chwilą orgazmu. Położyła dłoń na moim brzuchu zjeżdżając nią na członka.

     – Nie dziś, zaraz mogą przyjść rodzice – powiedziałem wstając i skierowałem się do łazienki. Po ogarnięciu siebie i pokoju po naszym spotkaniu nie było śladu. Ania uśmiechała się patrząc na mnie. I już nie drwiąco. Była szczęśliwa.

     – To co? Jutro o tej samej porze?

     – Zapomnij, jutro będzie mama w domu.

     – Ale pojutrze idziesz do Emilki?

     – Tak.

     – Kurde, a ja na weekend jadę z rodzicami na wieś.

     – To w następnym tygodniu się umówimy.

     – Nie ma mowy. To musi być jutro.

     – Mówiłem ci..

     – To wymyśl coś! – fuknęła na mnie ze złością. Miała dziwne nastroje. Z radości przechodziła w huragan gniewu.

     – Nic nie wymyślę, po prostu pocałujesz klamkę.

     – Jeśli mnie nie wpuścisz, powiem twojej mamie..że mnie zmusiłeś..i Emilce.

     Patrzyłem na nią zszokowany. Miała nie po kolei w głowie, to pewne. Po co się zgodziłem z nią na seks? Byłem wkurzony na siebie, że dałem się tak podejść.

     – To do jutra mój “nauczycielu” – zachichotała i wyszła.

      Stałem jeszcze jakiś czas, myśląc o całej sprawie.

     “Co ona sobie myśli? Że może mnie szantażować? Mama domyśliła się wcześniej, przecież sama dała mi gumki. Może nie jestem pełnoletni, ale nie jestem dzieckiem, żebym krył się z seksem przed rodzicami. Mama zrozumie. A co jak powie Emilce? Będzie jej przykro. Muszę sam jej powiedzieć” – postanowiłem.

     Następnego dnia przyszła tak jak zapowiedziała. Wpuściłem ją do pokoju i zamknąłem drzwi. Od razu złapała za rozporek.

     – Zostaw! – powiedziałem stanowczo odpychając jej ręce.

     – Co? Strach cię obleciał, że mama usłyszy? – zapytała drwiąco.

     – Wcale nie. Po prostu nie będziemy się dziś dotykać.

     – He,he, aleś wymyślił. A może chcesz, żebym porozmawiała z twoją mamą? – zaczęła straszyć.

     – Śmiało. Mama wie, że uprawiam seks. Myślisz, że skąd mam kondomy?

     Patrzyła na mnie przez chwilę i domyśliła się, że to prawda. Zacisnęła ze złością usta.

     – Tak? To ciekawe, czy Emilce będzie przyjemnie jak się dowie. Odwróciła się do drzwi.

     – Zaczekaj!

     “Cholera!” – pomyślałem – “poleci teraz do Emilki i naopowiada jej głupot i może jeszcze jej matce. Wyjdę na jakiegoś gwałciciela. To byłby koniec znajomości z Emilką, jak nic.”

     Anka stała patrząc na mnie, zadowolona z siebie. Nie wiem czemu, ale nadal mnie podniecała. Gniew mieszał się we mnie z ekscytacją. Wpadłem na pewien pomysł. W bloku było pomieszczenie, które przy odrobinie szczęścia mogło dać nam odosobnienie. To tak zwana suszarnia, gdzie przychodzili ludzie suszyć swoje pranie. Było zamykane na klucz, ale każdy z mojego pionu miał do niego dostęp. Bez słowa zaprowadziłem tam Ankę. Kiedy zamknąłem drzwi, kazałem jej klęknąć, a sam wyjąłem członka ze spodni.

     – Ssij! – rozkazałem. Natychmiast wzięła go w usta i zaczęła ciągnąć.

     – Ssij mocniej – powiedziałem, po czym złapałem ją za włosy i zacząłem przyciskać do krocza, aż dotykała nosem mój brzuch. Zakrztusiła się, więc puściłem jej głowę.

     – Wstawaj! – podniosła się posłusznie. Widziałem jej podniecenie. Trzęsła się i pociła, jakby miała gorączkę. Popchnąłem ją na stolik. Nie wiedziała co chcę zrobić, a ja odwróciłem ją i rzuciłem na blat. Przylgnęła do niego wypinając pupcię. Podciągnąłem spódniczkę jej na plecy i jednym ruchem ściągnąłem majtki. Nie zsunęły się do końca, utknęły na wysokości kolan. Puściłem ją żeby założyć prezerwatywę, a ona w tym czasie odwróciła głowę.

     – Leżeć! – warknąłem, a ona natychmiast opuściła ją z powrotem. Nie wiem czemu, ale podniecało mnie to. Było to jak zabawa w pana i niewolnika. Kiedyś bawiłem się tak z Anetą i Martą, ale nie tak ostro.

       Wszedłem w nią od tyłu jednym pchnięciem. Była tak mokra, że usłyszałem chlupot jej soczków. Jęczała z podniecenia, ale to nie było jeszcze to. Zacząłem ściskać jej pośladki jednocześnie wbijając się w nią z dużą siłą.

     – Czy mogę..coś..powiedzieć? – wyszeptała.

     – Mów!

     – Byłam..bardzo niegrzeczna. Musisz..mnie ukarać.

     Wiedziałem czego oczekuje. Zamachnąłem się i uderzyłem otwartą ręką w pośladek.

     – Aaaach! – jęknęła. Uderzyłem tak samo w drugi. Biłem na przemian, aż zrobiły się czerwone. Jęczała i prosiła o więcej. Nie musiałem długo czekać na efekt. Orgazm zatrząsł nią tak, że musiała złapać się stolika, bo inaczej by z niego spadła. Jej usta ledwo łapały powietrze, a jej pochwa raz za razem, zaciskała się na moim członku. Kiedy trochę się uspokoiła, zdjąłem szybko gumkę, podszedłem z drugiej strony i włożyłem jej do buzi. Zacząłem poruszać się rytmicznie, trzymając silnie jej głowę. Wreszcie eksplodowałem. Specjalnie nie wyciągnąłem członka z jej ust. Po drugim czy trzecim strzale, uchyliła wargi i nasienie zaczęło spływać jej na brodę. Kiedy skończyłem, schowałem penisa i spojrzałem na Ankę.

     – Masz trzymać gębę na kłódkę, rozumiesz?

     Podniosła się wycierając twarz i podciągając majtki. Drżały jej nogi, nie mogła na nich ustać.

     – Nic nikomu nie powiem, przysięgam.

     – Ja wyznaczam terminy spotkań! Jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie szantażować, więcej się nie spotkamy.

     – Już nigdy, przysięgam – zarzekała się.

     Kiedy doszliśmy do drzwi od mojego mieszkania, przystanąłem i spojrzałem na nią.

     – Dziwna jesteś, ale fajna – powiedziałem szczerze.

     – Dzięki..za wszystko – uśmiechała się promiennie – cześć.

      Następnego dnia nie pojawiła się u Emilki i mieliśmy chatę dla siebie. Dziewczyna z rozkoszą przyjmowała moje pieszczoty, ale ja nie byłem tak podniecony jak zawsze. Dręczyło mnie jakieś poczucie winy. Chciałem jej powiedzieć o mnie i Ani, ale nie wiedziałem jak zacząć. Zauważyła to, bo nie mogłem się skupić i członek nie był taki twardy jak zawsze.

     – Robię coś nie tak? – zapytała, wyjmując go z buzi.

     – Nie, całujesz cudownie. Po prostu nie mam dziś ochoty.

     Zdziwiła się, gdyż pierwszy raz znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Patrzyła na penisa, który kurczył się coraz bardziej w jej dłoni.

     – Wiesz co? Poćwiczmy tą piosenkę co tak lubisz – powiedziała wstając – a jak ci wróci ochota, to mów.

    Zajęliśmy się muzyką, a ja znowu nic jej nie powiedziałem.

        W następnym tygodniu umówiłem się z Anką na dzień zarezerwowany dla Emi. Tej drugiej powiedziałem, że jadę zaraz po próbie do rodziny. Odprowadziłem ją i kiedy dochodziłem do mojego bloku zauważyłem, że Ania czeka już na mnie pod klatką. Po przekroczeniu progu mieszkania rzuciła się na mnie, łapiąc rękami za szyję i podskakując oplotła mnie nogami w pasie.  Przycisnęła krocze do mojego i pomyślałem wtedy, że gdyby nie ubrania, to już by się nadziała na członka.

      – Musimy spotykać się częściej, nie mogę tyle czekać – wyszeptała. Była tak napalona, że już w przedpokoju zaczęła ściągać ze mnie spodnie. Zdjęła mi majtki, uklękła i zaczęła ssać. Ciągnęła tak mocno, jakby chciała mnie wciągnąć całego przez penisa. Po kilku minutach nogi zaczęły mi drżeć. Wyczuła to, wstała i przeszliśmy do pokoju. Zdążyłem tylko założyć gumkę, a ona już była goła. Rzuciła mnie na materac i siadając na mnie, od razu się nadziała, po same jądra.

     – Aaach! – wyjęczała. Nie chciała gry wstępnej, pieszczot, całowania, tak jak większość dziewczyn. Z nią miało być szybko, mocno, aż do bólu. Zaczęła mnie ujeżdżać, jednocześnie wykręcając sobie sutki. Po jakimś czasie zauważyłem, że to dla niej za mało. Zeszła ze mnie i uklękła obok na czworakach wystawiając pupcię. Gdy zbliżyłem biodra, złapała członka i przystawiła go do odbytu.

     – Chcesz, żebym włożył..

     – Tak! – przerwała mi – tam chcę.

     Miałem już jakieś tam doświadczenie – nie za duże – w stosunkach analnych i wiedziałem, że potrzebny jest lubrykant.

     – Musimy czymś nawilżyć – powiedziałem, zastanawiając się, czy mam coś takiego w łazience.

     – Nie! – odpowiedziała natychmiast. – Wkładaj!

    Przycisnęła główkę do odbytu, ale nie jest łatwo włożyć tak jak w cipkę. Członek ślizgał się, raz do góry, raz w dół i nie miał zamiaru wskoczyć do środka.

     – No proszę cię, włóż – wyszeptała. Znałem sposób, żeby sobie z tym poradzić. Kciukiem przycisnąłem żołądź od góry, a resztą palców przytrzymałem dół. Tak zablokowany nie miał drogi ucieczki. Gdy zaczął wchodzić, odsuwałem kciuk milimetr po milimetrze, tuż przy odbycie. Z dużym podnieceniem patrzyłem jak główka chowa się w dziurce. Ania to wyczuła i szybko pchnęła biodrami do tyłu. Penis wszedł w nią prawie cały.

     – Aaaauu! – krzyknęła. To musiało boleć. Było takie tarcie, że gdyby nie kondom, zdarła by mi całą skórkę. Odchyliła biodra, by znów przycisnąć je do mnie. Z jej ust wydobył się kolejny okrzyk bólu.

    Powiem uczciwie – nie podniecało mnie to. Oczywiście sam ruch powodował olbrzymi wzwód, ale zadawanie komuś bólu już nie. Zamiast tego wstępowała we mnie jakaś agresja. Byłem zły na nią, że się tym podnieca.

     – Chcesz więcej? – zapytałem groźnie.

     – Tak, błagam – szepnęła. Złapałem ją za biodra i mocno przyciągnąłem do siebie. Zacząłem ją ruchać szybko i brutalnie. Jęczała z bólu i podniecenia. Po dłuższej chwili jej odbyt zaczął się zaciskać z taką mocą, że na siłę musiałem wyciągać członka. Bałem się, że wraz z nim wyciągnę jej jelita. Opuściła głowę na materac i wijąc się wyła w kołdrę. Kiedy zwiotczała rzuciłem ją na bok, zdjąłem gumkę i podsunąłem członka do twarzy. Wzięła go w dłoń i uniosła głowę, chcąc wziąć do buzi, ale złapałem ją za włosy i docisnąłem do materaca.

     – Pieść ręką! – rozkazałem. Jej szybkie ruchy doprowadziły mnie od razu do orgazmu. Zalałem nasieniem jej całą twarz. Jak przestałem tryskać usiadłem naprzeciwko niej, opierając się o ścianę. Byłem zły na siebie. Uwielbiała to, ale ja nie.

         Wtedy pierwszy raz pomyślałem, jak ważne jest, żeby ludzie dopasowali się do siebie seksualnie. Można się zakochać od pierwszego wejrzenia, można chodzić ze sobą, przytulać się, całować, ale jak dojdzie do zbliżenia, co wtedy??? Szanuję dziewczyny, które chcą zachować dziewictwo do ślubu, ale wyobraźmy sobie, co dzieje się później. Mąż lubi w łóżku sadyzm, a ona uwielbia delikatność. Spotykają się dwa odmienne światy. Albo ona chce, żeby ją pieścić językiem, a on rzyga na samą myśl i ucieka z sypialni. Ona chce się kochać codziennie, on raz na tydzień. Albo mąż chce poćwiczyć kamasutrę, a ona tylko pozycję misjonarską. Co wtedy dzieje się w małżeństwie? Gorące uczucie stygnie, przychodzi rozczarowanie, gorycz, brak zrozumienia. Później są sprzeczki, kłótnie, aż w końcu dochodzi do zdrady. Życiowy partner szuka spełnienia z kimś innym. Ktoś, kto zrozumie jego potrzeby. Dlatego tyle ludzi ma kochanków. Sam słyszałem jak pewna kobieta tłumaczyła koleżance, że mąż jest do kochania, a kochanek do ruchania. Ona męża kocha, jest ojcem jej dzieci, ale nie potrafi doprowadzić jej do orgazmu. Więc znalazła innego, który ją w pełni zadowala. Albo faceci, którzy chcą poślubić dziewicę – mogą być później bardzo rozczarowani. Nasłuchają się opowieści, co kobiety potrafią w łóżku, naoglądają się filmów i myślą, że cnotliwa żona będzie to wszystko robić po ślubie. Niestety, to tak nie działa. Żeby być w czymś dobrym, trzeba to znać i trenować. Przykładem jest Emilka, która o seksie nie wiedziała nic, ale po wielu ćwiczeniach pieszczoty oralne miała już dobrze opanowane. Ale tylko oralne. Było przed nią jeszcze ogrom nauki. 

      Wtedy nie wiedziałem o tym wszystkim co tu opisuję, ale pierwsze takie myśli już mi zaczęły kiełkować. Dzisiaj przypominając sobie tamte wydarzenia, dochodzę do wniosku, że Ania byłaby wyśmienitą kochanką “Greya” z wieloma twarzami, ale nie moją.

      Podałem jej ręcznik. Jęknęła unosząc się i lekko rozchyliła nogi. Zobaczyłem w okolicach jej odbytu kilka czerwonych plamek.

     – Kurde! Krew ci leci! – powiedziałem przerażony.

     – Nie przejmuj się, nie takie miałam rany – powiedziała z lekkim uśmiechem, ale widać było, że nadal ją boli.

     – Tak mi zerżnąłeś dupę, że nie usiądę na niej przez tydzień.

     – To straszne – powiedziałem bardziej do siebie.

      – To cudowne.

     – Nie Ania, nie dla mnie. To musi się skończyć. Nie będę w tym uczestniczył.

     – Coś ty taki delikatny! Zobaczył krew i mdleje! – zaczęła szydzić.

     – Nie delikatny, po prostu mnie to nie kręci. Znajdź sobie chłopaka, który to lubi.

     – Więc to koniec? – zaczęła się w pośpiechu ubierać, spoglądając na mnie z wściekłością.

     – Tak. Nie będę się z tobą spotykał poza kościołem.

     – I myślisz, że można mnie się, ot tak pozbyć? – pytała gdy otwierałem drzwi wejściowe.

     – Niczego się nie pozbywam, po prostu nie chcę tego robić.

     Wychodząc na korytarz odwróciła się.

     – Popamiętasz mnie, gwarantuję ci to.

     – Dobra, cześć.

     Zamknąłem jej drzwi przed nosem i głośno westchnąłem. Pierwszy raz rozmawiałem z dziewczyną w ten sposób. Byłem niemiły, wręcz chamski. Dużo później dowiedziałem się, że jest pewien typ kobiet, z którymi inaczej nie można.

      Po tym spotkaniu dała mi spokój. Kiedy wszystko wróciło do normy – gdzieś po dwóch, czy trzech tygodniach – idąc na próbę, zauważyłem księdza stojącego przed wejściem do kościoła. Gdy mnie zobaczył, od razu ruszył w moją stronę.

     – Musimy porozmawiać – przeszedł od razu do rzeczy.

     – Coś się stało? – zapytałem, bo był zdenerwowany.

     – Ania wyspowiadała się ze wszystkiego co z nią robiłeś. A raczej, co kazałeś jej robić.

     Nie wierzyłem własnym uszom.

     – Słucham???

     – Nie udawaj! Wiem wszystko! O Emilce też! Mówi, że jest dziewicą, ale już jej nie ufam. Jestem zmuszony poinformować twoich rodziców i dyrektora szkoły.

     – Chwila! – byłem nadal w szoku – po pierwsze nikogo, do niczego nie zmuszałem. Jeśli chodzi o Anię, to nie wiem co księdzu naopowiadała, ale to ja zakazałem jej przychodzić do mnie.

     – Nie kłam! Ania wyznała mi wszystko na świętej spowiedzi!

     – A nie pomyślał ksiądz, że Anna nie jest taka święta? A w ogóle, to czy księdza nie obowiązuje tajemnica spowiedzi?

      – Yyyy..traktuję to jak wyznanie, a nie spowiedź.

     “Aha” – pomyślałem – “ale jak coś jest niewygodne dla księdza, czy kościoła to już spowiedź. Co za obłuda.”

     Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł. Domyślałem się tego od dawna. Teraz była okazja, żeby to potwierdzić.

     – A może zapytamy o to Emilkę, pańską córkę?

     – Co???…Kogo? – wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. – Skąd?..skąd o tym wiesz? – zapytał cicho, spuszczając głowę.

     – Widziałem, jak się ksiądz do niej odnosi. Inaczej niż do innych dziewcząt. Jakieś plotki chodzą też po osiedlu. Chyba ksiądz nie myślał, że uwierzę w niepokalane poczęcie, co usilnie próbuje wmówić mama Emilki? Dowiedziałem się od kiedy pracuje na plebanii, a także to, że nie prowadzała się z chłopcami. Wystarczyło dwa dodać do dwóch.

     – To było tak dawno..błędy młodości – powiedział zamyślony. – Ale opiekuję się nią! – dodał szybko – nie zostawiłem matki samej z dzieckiem. Od początku dawałem pieniądze i wspierałem ją duchowo.

     “No tak, przecież wierni parafianie zapłacą nawet za błędy duchownych” – myślałem milcząc.

        Mówił o Emilce i jej matce z uczuciem. Widać, że kochał obydwie prawdziwą, czystą miłością. Opowiadając mi o nich, wyglądało jakby spadł mu kamień z serca. Miał potrzebę rozmowy i widać było ulgę, że w końcu podzielił się z kimś tajemnicą. Słuchając go doszedłem do wniosku, że byłby dobrym ojcem i mężem. Niestety religia tego zabrania. Dziwne są koleje losu. Opowiadał jak Emilka była malutka, jak jej mama przynosiła ją na plebanię, tulił ją wtedy do snu i śpiewał kołysanki. Jak było mu przykro, kiedy nie widział jej kilka dni. To on wpadł na pomysł, żeby zapisała się do chóru. Mógł więcej z nią przebywać, nie budząc podejrzeń. Opowiadał mi to z dużą pasją i miłością w oczach. Szkoda mi się go zrobiło. Jego, Emilki i jej mamy. Byliby wzorową, kochającą się rodziną, gdyby nie sutanna. Mógł zrezygnować, nie wiem dlaczego żył w kłamstwie.

     – Obiecaj mi, że nikt się nie dowie, szczególnie Emilka – poprosił – to by zburzyło jej świat, może nawet by nie chciała mnie znać. Jak się to rozniesie, to kuria może mnie przenieść do innej parafii. A ja chciałbym nadal być blisko córki.

     – Cóż..chyba obydwoje mamy tajemnice, które chcemy zachować dla siebie.

     – Wiem do czego zmierzasz..w porządku, nic nikomu nie powiem, ale nie możesz grać w zespole. I nie możesz spotykać się z dziewczętami z chóru. Mamę Emilki już przestrzegłem i chociaż nie wie co zaszło, nie pozwoli ci się z nią widywać.

     – To raczej Emilka powinna zdecydować – wtrąciłem.

     – Zdecydowała po rozmowie z Anią.

     “Wiedziałem, że tak będzie. Dlaczego nie powiedziałem sam Emilce?” – byłem zły na siebie.

     – W porządku, szczęść Boże – odwróciłem się i poszedłem do domu.

     Przez jakiś czas chodziłem markotny z powodu tego, jak rozstałem się z Emilką. Chciałem z nią porozmawiać, wytłumaczyć, ale nie mogłem jej spotkać. Nie wiem jak to zrobiła jej matka, ale Emi nawet nie chodziła koło mojego bloku do szkoły. Wpadłem na pomysł, żeby pójść pod jej szkołę. Czekając aż skończy lekcje, zobaczyłem jej mamę. Gdy Emilka wyszła, matka złapała ją za ramię i szarpiąc kazała się śpieszyć. Jak przechodziły koło mnie, powiedziałem “dzień dobry”. Matka spojrzała na mnie wzrokiem mrożącym krew w żyłach, a Emilka spuściła tylko głowę, nie odzywając się.

      Moja mama domyślała się oczywiście, że coś jest nie tak. Próbowała to ze mnie wydobyć, ale milczałem. Na pytanie, dlaczego nie chodzę na próby, odpowiedziałem, że nie będę grał muzyki, która mi się nie podoba. Kiepska wymówka, mama wiedziała jaką radość sprawiała mi gra na gitarze elektrycznej. Oczywiście był to tylko pretekst, żeby przejść na inny temat.

     – Nie spotykasz się już z Emilką?

     – Nie.

     – I już nie uczysz grać Ani?

     – Nie.

     – Dlaczego?

     – Postanowiliśmy..zakończyć naszą znajomość.

     – Uuu, to niedobrze. Coś się stało?

     – Nic szczególnego. Po prostu przestaliśmy się rozumieć.

     – A może przestaniesz mówić ogólnikami i zwierzysz mi się ze swoich problemów?

     – Nie mam żadnych problemów. Pokłociliśmy się i tyle. Jest się z czego zwierzać – powiedziałem ze złością.

     – Nie denerwuj się. Chcę tylko dla ciebie dobrze, ale widzę, że do niczego w ten sposób nie dojdziemy. Powiem ci tylko, że jeśli chciałeś spotykać się z dwiema dziewczynami na raz, to na dłuższą metę to nie wypali.

     Miała rację, nie pierwszy raz zresztą.

        Tradycyjnie opiszę Wam jak potoczyły się nasze losy.

     Niestety – Drogi Czytelniku – nie wszystkie moje wspomnienia mają szczęśliwe zakończenie. Dlatego opiszę Wam bardziej szczegółowo, co wydarzyło się później.

     Po jakimś tam czasie, Ankę spotkałem na ulicy. Przechodząc koło mnie, zaśmiała się szyderczo. Więcej jej nie widziałem. Słyszałem tylko, że nie zmieniła się, próbowała podporządkować sobie ludzi podstępem i szantażem. Straciła przyjaciół, znajommi zaczęli się od niej odwracać. Podobno wyprowadziła się do innego miasta.

      Z Emilką natomiast widywałem się więcej razy. Wyszła za mąż, za faceta o wiele starszego od niej. Oczywiście matka ją wyswatała z jakimś przewodniczącym rady chrześcijańskiej, albo coś podobnego, nie wiem dokładnie co to była za organizacja. Może nie patrzę obiektywnie, ale nigdy go nie lubiłem. Był pijakiem, który troszczył się tylko o siebie. Nawet po niedzielnej mszy maszerował od razu do knajpy. Emilka która mieszkała nadal u matki, miała teraz na głowie dwóch tyranów. Sama zajmowała się domem i dziećmi. Oczywiście uprawiali seks po bożemu i w niedługim czasie dorobili się czwórki dzieci. Praktycznie rok po roku rodziło się dziecko. Spotkałem ją wtedy. Włosy w nieładzie, ubrania  znoszone, widać, że nie miała dla siebie czasu. Później dowiedziałem się od jej koleżanki, że w domu przeżywała horror. Mąż bił ją z byle powodu. W matce nie miała oparcia, mówiła, że jej się należy, że jest złą żoną, że mąż ma prawo ją bić. Jak to usłyszałem, chciałem tam iść i go zabić. Pamiętam jak się trzęsłem ze złości, nie mogłem się opanować. Emilka już jako nastolatka miała bardzo ciężko. I teraz miała nadal cierpieć? Znajomi powiedzieli, że w ten sposób nic nie załatwię. Mój kolega policjant powiedział, że osoba nękana musi to zgłosić sama, inaczej nie mają prawa interweniować. Jak go stłukę i zgłoszą pobicie, będę miał wiele nieprzyjemności. Denerwowała mnie moja bezsilność. Emilka była zbyt dumna, żeby narzekać.

      Pewnego razu spotkałem ich oboje. Szli pod rękę jak kochające się małżeństwo. Gdy podeszli bliżej, zauważyłem, że Emilka ma siniaka pod okiem i obtarty policzek. Próbowała to ukryć opuszczając nisko głowę. Stanąłem na środku chodnika zagradzając im drogę.

     – Cześć Emilka! Co ci się stało?

     – Kim pan jest? – wtrącił się od razu mąż.

     – Kolegą Emilki ze szkoły – odpowiedziałem nie patrząc na niego. Nie chciałem z nim rozmawiać, bo wiedziałem, że nie wytrzymam i coś mu zrobię.

     – Nic mi nie jest, przewróciłam się – powiedziała Emi patrząc nadal w ziemię.

     – On ci to zrobił?

     – A co to pana obchodzi? – znów się wtrącił.

     – Zamknij mordę, bo nie z tobą rozmawiam – wycedziłem ze złością przez zęby.

     – Co takiego??

     – Jeszcze słowo, a przypierdolę ci tak, że ci łeb odpadnie – powiedziałem wyraźnie, patrząc mu w oczy.

    Widział, że tylko czekam na jego ruch. Stał jak wmurowany.

     – Nie odzywaj się tak do mojego męża! – krzyknęła Emilka. – Jesteśmy małżeństwem i się kochamy! – sama nie wierzyła w to co mówi.

     – Przepraszam! – odsunęła mnie na bok i poszli dalej.

     Stałem nadal patrząc w ich kierunku. Pomyślałem wtedy o jeszcze jednej osobie, która może pomóc. Poszedłem do księdza i opowiedziałem mu wszystko co wiedziałem i co słyszałem. Odpowiedział, że wie problemie, ale jej mąż uczęszcza do kościoła, spowiada się, obiecuje poprawę i przyjmuje komunię świętą.

     – Ksiądz w to wierzy?? Ile można obiecywać? Przecież on jest pokorny tylko w kościele, po wyjściu idzie z kolegami chlać. A potem idzie do domu i znęca się nad Emilką.

     – No cóż, może błądzi, ale wierzę, że odnajdzie drogę.

     – Pozwolisz, żeby robił to twojej rodzonej córce? – złapałem się ostatniej deski ratunku.

    – Jeśli tak, nigdy nie byłeś jej ojcem!

     Odszedłem, nie czekając co powie.

      Jakiś czas później wydarzyło się nieuniknione. Wracając od kolegi wieczorem, zobaczyłem męża Emilki. Był lekko zawiany. Szedł dziarsko środkiem chodnika, kiwając się na boki. Rozejrzałem się wokół. Nikogo, ani żywej duszy. Robiło się ciemno. Przechodząc obok niego, specjalnie zawadziłem go ramieniem tak mocno, że o mało się nie przewrócił.

     – Ej, ty! – warknął groźnie – mam cię nauczyć chodzić?

    Więcej mi nie było potrzeba.

     Doskoczyłem do niego i uderzyłem prawym sierpowym z taką siłą, że nakrył się kopytami. Nie czekałem aż się podniesie. Ukląkłem przy nim i zacząłem tłuc pięścią tą wredną mordę. Wystarczyło kilka sekund, żeby zalał się krwią.

     – O Jezu! Złamałeś mi nos! – zaczął jęczeć. – O Boże, jak boli!

     Podniosłem go za fraki. Krew leciała mu z nosa i rozciętych warg.

     – Nie bij, błagam, boli!

     – To tylko na początek! Jeśli usłyszę kiedykolwiek, że podnosisz ręce na żonę, że ją bijesz albo znęcasz się nad nią, to ci połamię te pierdolone łapy!

     – Nie będę! Już nigdy!

     – I dopiero zobaczysz, co to prawdziwy ból!

     – Już nigdy! Przysięgam! Tylko nie bij!

     – W dupie mam twoje przysięgi, damski bokserze jebany.

    Odwróciłem go jak szmatę i dałem kopa na popęd.

     – Wypierdalaj!

     Uciekał, aż się za nim kurzyło. Poczułem się dużo lepiej, ale czy to rozwiązało problem? Chociaż nie słyszałem, żeby później bił Emilkę, ale za to pił więcej. Już było krucho u nich z pieniędzmi, a jeszcze urodziło się piąte dziecko. Dziewczyna sama się zajmowała tą gromadką. I jeszcze dorabiała w domu jako krawcowa.

    Myślałem nawet jak jej pomóc finansowo, ale wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

     Emilka i dzieci zniknęły.

     Nawet matka nie wiedziała, gdzie jest, bo pytała po całym mieście. Córka powiedziała jej tylko, że się wyprowadza i żeby jej nie szukała. Po jakimś czasie przyszedł do jej męża jakiś gościu z pozwem rozwodowym. Byłem w szoku, że zdecydowała się na taki krok. Przecież to nie w jej stylu. Wyobraźcie sobie, że po tej akcji odwiedziła mnie jej matka.

     – Proszę, powiedz mi, gdzie jest moja Emilcia?

     “Teraz Emilcia?! Tyle lat poniżania, upokarzania, upodlania, a teraz Emilcia? Za późno stara prukwo!” – pomyślałem.

     – Nie wiem.

     – Powiedz, błagam cię, ty jesteś jej najlepszym przyjacielem, zawsze mówiła o tobie tak dobrze, na pewno wiesz gdzie jest.

     – Niestety, nie rozmawiałem z nią od dawna.

     – Jesteś tak samo podły jak ona – jej błagalny ton przeszedł w syk. – Będziecie się palić w piekle, zobaczysz – jad sączył się z każdego słowa.

     – Widzę, że pani niczego się nie nauczyła. Nawet jakbym wiedział gdzie jest, to bym pani nie powiedział.

     Ale mnie też nurtowała myśl, co dzieje się z Emilką, jak daje sobie radę z piątką dzieci, może potrzebuje pomocy? Zacząłem dyskretnie podpytywać. Wiedziałem, że miała przyjaciółkę w swoim bloku. Zaczepiłem ją i dotąd pytałem, aż mi zdradziła, że Emi mieszka w domu jednorodzinnym w małej miejscowości u swojej rodziny. Ale gdzie, to przysięgała, że nie wie.

      Teraz to dopiero dała mi zagadkę. Przecież jakby mieszkała u rodziny, to jej matka pierwsza by o tym wiedziała.   I nagle mnie olśniło. Już wiedziałem gdzie skierować swoje kroki. Na mój widok od razu się uśmiechnął. Wiedział po co przyszedłem.

     – Powie mi ksiądz, gdzie jest Emilka?

     – Ja nic nie wiem – pokręcił głową śmiejąc się.

     – Komu jak komu, ale mnie to ksiądz chyba może powiedzieć.

     Widziałem, że chce. Tak jak wtedy musiał z kimś pogadać.

     – Mogę, ale wiesz że to tajemnica?

     – Dochowałem jednej, druga nie zrobi różnicy.

     – Dobra, słuchaj, powiedziałem Emilce, że jestem jej ojcem.

     – O kurde! I co ona na to?

     – Była zdziwiona, ale po chwili powiedziała, że coś czuła. Taką więź. I ucieszyła się. Przez pierwsze dni rozmawialiśmy godzinami. O wszystkim i o niczym. No i powiedziała mi prawdę o swoim życiu. Nie myślałem, że jest aż tak źle. Zdecydowaliśmy, że pojedzie w tajemnicy do moich rodziców. Żyją sami na wsi, tam gdzie się wychowałem. Powiedziałem im, kim jest Emilka. Po naszej ostatniej rozmowie, doszedłem do wniosku, że nie będę okłamywał rodziców ani córki. Byli w szoku. Wiesz, syn jedynak, księdzem, więc nie spodziewali się wnuków. A tu przyjeżdża wnuczka i pięcioro prawnucząt. Później powiedzieli, że dałem im nowe życie. Takiego gwaru, dziecięcych śmiechów nie było tam nigdy. Czują się o trzydzieści lat młodsi. Opiekują się maluchami, a Emilka znalazła swoją pasję. Ma teraz więcej czasu dla siebie i prowadzi ogród. Sama robi rabaty, sadzi kwiaty i krzewy, pieli, przesadza i co najważniejsze, jest szczęśliwa. Kiedy byłem ostatnim razem, promieniała szczęściem. Dawno jej takiej nie widziałem.

     – Właśnie to chciałem wiedzieć – wtrąciłem. Poczułem ulgę, nie wiem dlaczego, może poczuwałem się do winy, albo po prostu troszczyłem się o przyjaciółkę. Ulga była tak duża, że aż do oczu napłynęły mi łzy. Dziewczyna tyle wycierpiała, że należała jej sie odrobina szczęścia.

     – Staram się o przeniesienie do mojej starej parafii. Myślę, że się uda. Z miasta nikt nie chce iść na wioskę. Wiesz, mało wiernych, mało pieniędzy, gorsze warunki, ale przynajmniej będę blisko z córką i wnukami. Więc pewnie już się nie spotkamy.

     – Dziękuję za informacje. I życzę powodzenia.

     – To ja dziękuję. Że mi otworzyłeś oczy na pewne sprawy.

     Podaliśmy sobie dłonie, po czym odwróciłem się i ruszyłem do domu. Z tego co wiem, Emilka nie wyszła powtórnie za mąż. Mieszka z dziećmi do dzisiaj w tym samym miejscu.

       A ja po wyrzuceniu z zespołu zacząłem regularnie chodzić na basen. Już po paru tygodniach zorientowałem się, że w pewne dni przychodzą te same osoby. Szczególnie obserwowałem dwie kobiety, właściwie dziewczynę i kobietę. Zawsze w te same dni, zawsze razem. Kobieta na pewno po trzydziestce wyposażona w idealne ciało. Biodra szerokie, zaokrąglone, pupa odstająca i jakie piersi.. Jeśli ważyła 50 kilo, to 10 nosiła przed sobą. Natomiast dziewczyna – co tu opisywać – teraz na to jest chyba określenie “płaska szesnastka”, albo coś w tym stylu. Ale buzię miała piękną.

       Gdy je tak oceniałem, starsza powiedziała coś do młodszej i kiwnęła w moim kierunku. Teraz obie się na mnie patrzyły. Starsza uśmiechnęła się i znów coś powiedziała. Później dowiedziałem się, że młodsza miała na imię Sylwia, a starsza Marzena. Ale to wspomnienie opiszę Wam w następnym odcinku :P.

      Ps. Jak pewnie zauważyliście, moje ostatnie opowiadania wydłużyły się nieco. Piszcie czy tak ma zostać, czy mają być krótsze, a częściej wstawiać. To wspomnienie spisywałem z dwoma przerwami na trasę. Połowę mogłem wstawić dużo wcześniej. Nie wiem jak jest lepiej.
     Ps2. Czytelniczka “Emilka” zapytała w komentarzu o imiona. Wszystkie imiona są prawdziwe. Na początku chciałem zmienić, ale mi się myliły. Jak myślałem np. o Monice, to pisałem Monika, zapominałem o tym wymyślonym. I dałem sobie spokój :P.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Trojkacik z Aga i Karolem

    Łatwo było powiedzieć, że ja i Karol chcemy się spotkać z nim i jego ukochaną Agą a trudniej to zrobić. Po szkoleniu cały czas byliśmy w kontakcie sms. Karol z Agą mieli założone konto na jednym z portali i od jakiegoś czasu szukali faceta do zabawy, ale jak ktoś odpowiadał im obu to  zawsze coś pokrzyżowało spotkanie. Oczywiście z Karolem umówiliśmy się, że się nie znamy. Odpowiedziałem na ich anons, Karol poinstruował co mam pisać, aby Aga chwyciła przynętę. Wizerunkowo odpowiadałem Adze i rozmiar fiuta był odpowiedni. Na początku nie była zainteresowana bo mieszkam 200 km od W-wy, ale po kilku dniach pisania, moich zapewnieniach, że co najmniej raz w tygodniu bywam służbowo w stolicy oraz kilku fotkach (szczególnie fiuta)  stwierdziła, że możemy się spotkać. Na początek miała być kawa a jak wszystko pójdzie dobrze to wieczorem spotkanie w hotelu. Za oświetlenie miały służyć cztery świece. Wybrałem na wszelki wypadek hotel z podwójmy łóżkiem. Spotkaliśmy się w moim hotelu w barze. Aga w realu okazała się piękną  kobietą niż na fotkach. Na spotkanie przyszła w gorsecie, żakiecie, krótkiej spódniczce,  pończochach no i fioletowych szpilkach. Po kilku minutach rozmowy, którą w zasadzie prowadziła Aga umówiliśmy się na wieczór. Co ciekawe Aga twierdziła, iż spotkali się już z kilkoma facetami, ale szukają teraz kogoś na stałe. Od Karola wiedziałem, że był to ich pierwszy raz byłem ciekawy, dlaczego Aga ściemniała.  Zapytała, czy jestem bi i czy to co ona powie to zrobię. Oczywiście zgodziłem się na jej warunki. Karol był bardzo szczęśliwy chociaż Aga nie zdradziła mu co chce robić z dwoma facetami. Cały czas byłem w kontakcie sms z Karolem. Aga nie pozwoliła Karolowi wejść do sypialni jak się ubierała był bardzo zdziwiony i zaskoczony.  Zapaliłem cztery świece. Punktualnie o 19-tej usłyszałem pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłem do pokoju weszła Aga oczywiście we fioletowych szpilkach z filetową torebką i bardzo długim płaszczu oraz Karol z butelką irlandzkiej whisky. Aga usidła na fotelu i wtedy rozchylił się jej pałasz ukazując pończochy i chyba nic nie miała pod spodem … Poprosiła o rozlanie whisky do szklanek wznieśliśmy toast za spotkanie. Zapytała,  czy mogę się rozebrać chciała zobaczyć jak wyglądam, czy fotki nie zostały wyretuszowane. Na samą myśl stanął mi fiut. Śmiesznie wyglądałem na golasa ze sterczącym fiutem. Aga kazała mi stanąć do siebie tyłem i pod żadnym pozorem się nie odwracać a następnie uklęknąć a  Karolowi stanąć przede mną. Zgasiła główne światło i pozostały tylko świece i zapanował półmrok. Za sobą usłyszałem ciche brzęczenie wibratora. Byłem ciekawy dla kogo jest on przygotowany. Aga stwierdziła, że będę robił Karolowi laskę według jej tempa. Powoli miałem rozpiąć rozporek spuścić spodnie i bokserki, z których wyskoczył sterczący fiut Karola. Powoli miałem obciągnąć napletek i zacząć go ssać a drugą ręką pieścić jajka. Usłyszałem jak Aga podeszła i stanęła za mną. Ukucnęła i sterczącymi sutkami przejechała mi po plecach. Kazała przestać zajmować się Karolem, który już bliski był wytrysku i ręce skierować za plecy. Ona wzięła jedną moją rękę i naprowadziła na swoją łechtaczkę w tym czasie w cipce był już włożony wibrator, na którym usiadła Aga i rytmicznie się unosiła.  A drugą ręką pieściłem pierś i sutka. Kazała Karolowi się położyć i zająć się moim fiutem. A ona przywarła swoim ciałem do moich pleców, czułem jej gorący oddech na karku i sterczące sutki na plecach. Zaczęła coraz szybciej oddychać i coraz głośniej jęczeć.  Karol wstał i wsadził mi swojego fiuta do ust. Złapał moją głowę i zaczął nią  rytmicznie poruszać  Po chwili Aga krzyknęła bardzo głośno i prawie w tym samym momencie Karol wystrzelił. Jak skończył pompować moją głową,  Aga kazała mi się położyć na plecach, sprawnie założyła gumkę i usiadła powoli na fiuta. Była w samych szpilkach i pończochach. Po nadzianiu się na fiuta zaczęła mnie ujeżdżać. Karol w tym czasie całował i pieścił jej piersi. Aga kazała jemu wziąć wibrator i włożyć do jej drugiej dziurki. Sama pieściła sobie jedną ręką łechtaczkę a drugą piersi. Gdy poczułem jak zabawka wibruje w jej pupie i zobaczyłem jak sama siebie pieści od razu podniecenie wzrosło i zacząłem szybciej wyrzucać biodra do góry. Aga jeszcze bardziej przyspieszyła i zaczęła krzyczeć. Niesamowicie przeżywała orgazm. Po chwili upadła na moją klatkę.  Kazała Karolowi uklęknąć na pieska i wypiąć tyłek naprowadziła mojego fiuta na jego dziurkę wzięła trochę śluzu z cipki posmarowała jego dziurkę i mocno pchnęła mnie od tyłu, Karol aż jęknął z bólu, ale po chwili sam zaczął nadziewać się na fiuta. Aga stała przed nim i bawiła się cipką bardzo ją podniecało, że jej Karol jest posuwany przez faceta w tyłek. Tym bardziej, że bardzo głośno jęczał i bawił się swoim fiutem, który o dziwo stanął na baczność. Aga wyciągnęła wibrator włożyła sobie do cipki a następnie zaczęła go ssać. Tego było już zarówno dla mnie jak i Karola za wiele. Karol szybko zaczął szczytować i trysnął na buty Agi. W tym momencie ja też doszedłem. Orgazm był niesamowity i bardzo długi. Padłem wyczerpany na Karola. Po wszystkim zaczęliśmy rozmowę o fantazjach seksualnych, dopiliśmy whisky  i obaj z Karolem zajęliśmy się Agą ……. Jak ktoś zainteresowany co było dalej to proszę o info w komentarzach ,,,,

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Kowalski
  • Jezioro

    Witajcie, 

    Tak się złożyło, że uzbierało mi się kilka przygód adekwatnych do tej strony. Nie muszę więc dodawać, że sytuacje tu opisane wydarzyły się naprawdę. A oto jedna z nich.

    Miałem wtedy jakieś 18 lat. Niewielka miejscowość na Warmii, a skoro tam, to lasów i jezior ci u nas dostatek. Był sierpień, koniec wakacji, z niezliczoną ilością imprez. Pewnego wieczoru po wizycie u znajomych postanowiłem przejść się nad pobliskie jezioro. Było juz trochę chłodno, lekko pochmurno i wiał nieprzyjemny wiatr. Zaopatrzony w butelkę złocistego trunku (sztuk raz) oraz paczkę papierosów wyruszyłem na krótki spacer. Jezioro było tuż za niewielkim wzniesieniem, wychodząc zza którego zobaczyłem dość niespodziewaną sytuację. W wodzie, zanurzeni do pasa, stali Oni. Para około 30-to kilku latków. Jego widok nie przykuł mojej uwagi ale już jego partnerka owszem. Jej pięknego, dużego, obfitego i co najważniejsze nagiego biustu ni jak nie szło nie zauważyć. Zatrzymałem się szybko, tak, że tylko moja głowa wystawała zza wzniesienia. Dopiero teraz zacząłem dostrzegać inne szczegóły. Pan stał bardzo mocno wyprostowany, a Pani bawiła się czymś w wodzie przed nim. Po chwili, zmieniając miejsce, podeszli o krok bliżej brzegu i dało się zauważyć, że są całkiem nadzy. Naprężony penis lśnił, że było go widać z daleka tak samo jak pięknie wydepilowaną cipkę jego towarzyszki. Trwało to jakieś kilkanaście minut, wzajemnych pieszczot, gdy widocznie średnia do rozbierania się w wodzie aura dała o sobie znać. Już zaczynali wychodzić z wody gdy mój (nieco w tej chwili podły) charakter dał o sobie znać. Wyszedłem zza górki jak gdyby nigdy nic i skierowałem się w stronę wody. Natychmiast schowali się w niej po szyję. Ja, pełna kultura, przywitałem się i usiadłem na brzegu otwierając regionalne piwo i odpalając papierosa. Wiedziałem, że nie wytrzymają tak długo. Zaczęli rozmowę ze mną lecz na ich nieszczęście na plażę przyszły jeszcze dwie pary, zaczerpnąć świeżego powietrza. Żal mi się zrobiło “moich” nagusów więc wstałem i wziąłem ich stroje. Rozebrałem się i pod pretekstem orzeźwienia dołączyłem do nich. Podałem im ich rzeczy mówiąc po cichu, że domyślam się ich powodu nie wychodzenia z wody. Uśmiechnęli się, podziękowali i ubrali szybko. Wyszliśmy na brzeg gdy tymczasem nowo przybyli ulotnili się, a moja nowa znajoma… włożyła rękę w moje spodenki. Zdziwiło mnie to bardzo, ale nie aż tak, jak rękę włożył tam również jej (bi) partner! Dotknąłem jej piersi, on szybkim ruchem rozwiązał jej stanik, który opadł na ziemię. Zaczęliśmy masować jej piersi gdy ona tymczasem oswobodziła nasze sterczące już penisy ze spodenek. Klęknęła przed nami i zaczęła na zmianę obciągać! Albo byłem w jej ustach albo trzepała mi ręką. Po chwili (chwilo trwaj) przestała, zsunęła majteczki i położyła się na kocu. On zaśmiał się i wsunął pod nią. Włożył czubek penisa w jej drugą dziurkę: zapraszam – powiedział. No dwa razy to nie musiał powtarzać! Uklęknąłem i dotknąłem naprężonym do granic instrumentem jej muszelki. No to na trzy – uśmiechnął się – raz, dwa… Nie usłyszałem cyfry trzy. Wbiliśmy się w nią, dosłownie po same jaja. Była kurewsko wilgotna i gorąca, po prostu nas zassała i wydała taki okrzyk, że cud iż ludzie, którzy byli tu nie tak dawno nie przybiegli zobaczyć kto kogo zabił! Zaczęła się gonitwa dwóch kutasów, który pierwszy, który mocniej, który głębiej! A ona ponaglała nas jeszcze. Jej piersi falowały, taa to było tsunami. Doszła! Nie musiała nawet krzyczeć – a zrobiła to! Jej wytrysk soków napoił by chyba wielbłąda;) Poczułem, że i u mnie zbliża się fala… W Tobie? – spytałem (mówiłem już, że kultura:)) Nie! Wysunęła się z naszych kutasów, które lśniły i pulsowały. Uklękła na trawie i masując swoją cipkę otworzyła szeroko usta. I znów, jak to u samców, zaczął się wyścig tym razem na trzepanie! Nie wiem jak jego, ale mój wytrysk mało mnie nie zabił. W oczach pociemniało i zalałem jej usta i przełyk potężną ilością spermy, po czym to samo uczynił mój kompan – jebaka. 

    Po wszystkim pozostała nam jeszcze wspólna kąpiel – wcale nie było już zimno -z kolejną dozą mniejszych igraszek i czułe pożegnanie. 

    A Wam mówię – mam nadzieję – do zobaczenia. I nie przestawajcie się dotykać nawet gdy skończycie czytać;)

    Ps. Skomentujcie proszę…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Naked
  • Szatanskie Pozadanie

    Leżała w wannie. Była sama w mieszkaniu, choć nie tak to planowała. Miała być wspólna romantyczna kąpiel, bąbelki i ujeżdżanie potwora podnieconego właściciela. Jednak zawiodła się po raz kolejny.
    Jak mógł znowu pójść na piwo z kumplami, zamiast być tu ze mną. W tej chwili. Gdy mokra i naga leżę w wodzie i myślę o nim – Pomyślała podniecona blond włosa. Minęło parę chwil, woda robiła się chłodna. Dziewczynę męczyło zniecierpliwienie i podniecenie zarazem. Ostatecznie nie wytrzymała.

    Dotknęła waginy. Wydawała się bardzo wrażliwa. Zaczęła powoli bawić się łechtaczką. Następnie zeszła troszkę niżej. Zaczęła pocierać wargi sromowe. Czuła się dziwnie, narastało nienasycenie, musiała to robić. Tarła coraz szybciej i szybciej nie mogąc zaspokoić tego dziwnego uczucia. Zamknęła oczy, wykrzywiła twarz. Poczuła, jak jej brzuch się przekręca w bólu. Jej wagina już się wręcz paliła. Ten ból nienasycenia… To cierpienie… Nieskończona przyjemność.

    Nagle coś się stało. Woda zmieniła barwę na czerwoną. Monika wstała i zauważyła, że z jej narządu rozrodczego tryska pod ogromnym ciśnieniem czerwona substancja. Zrobiło jej się słabo z ubytku krwi. Jej skóra zmieniła kolor na całkiem blady. Czuła jak z niej uchodzi powoli życie…

    Mimo to utrzymywała z jakiegoś powodu równowagę. Przez opuszczone powieki zauważyła, że czerwona substancja nabiera kształtu. Cała krew z wody i ciała niebieskookiej skumulowała się w jednym miejscu, formując się powoli w przypominający człowieka kształt. Zaraz potem kształt zaczęła pokrywać czarna masa, której cząsteczki jak gdyby były wszędzie dookoła zawsze, lecz dopiero teraz zebrały się w jednym miejscu.

    Tak oto w normalnym domu, w normalnej łazience, przed wyjątkowo zboczoną dziewczyną objawił się sam Szatan.
    – Imponujesz mi – Rzekł nagle pan piekieł i zaświatów – podoba mi się twoja nieczystość. Rzadko się widzi takie zaangażowanie i poświęcenie. I jeszcze jakie zapędy masochistyczne… No, no, ktoś tu zasłużył na nagrodę.

    Monika nie miała siły nic zrobić. Stała bezwładnie, utrzymywana przy życiu w jakiś dziwny, magiczny sposób. Czuła, że jej serce już od jakiegoś czasu nie pracuje.
    Lord piekieł zbliżył się do blond-włosej. Potarł lekko wargi sromowe, które zaświeciły się czerwonym blaskiem. Zdjął okrywający go czarny płaszcz stworzony z tajemniczej, dziwnej masy i uwolnił nienaturalnie idealne ciało. Silnie umięśnione ramiona i nogi, najprawdziwszy sześciopak i stojący jak drut równie czerwony, co on, długi i gruby penis.

    Uśmiechnął się zachęcająco. Uśmiech ten idealnie pasował do koziej bródki delikatnie zwisającej z podbródka. Gdy był już tuż obok niej, wziął ją w ramiona i włożył penisa do pochwy. Z jego skóry zaczęły wychodzić niewielkie czerwone jak krew macki, oplatające ciało dziewczyny. Przycisnął ją mocno do siebie. Ta mimowolnie przyssała się do Szatana, obejmując go ramionami.

    Diabeł wykonywał stanowcze, silne posunięcia. Ból był niewyobrażalny. Na policzkach Moniki pojawiły się łzy. Nie czuła przyjemności. Czuła pożądanie, które musiało być zaspokojone. Po pewnym czasie Szatan wytrysnął swe soki pod nienaturalnie silnym ciśnieniem. Substancja wręcz przebiła się do żył i rozlała po całym ciele.

    Monika upadła z powrotem do wanny. Czerwonej postaci nie było już wraz z nią w łazience. Nawet nie zauważyła, gdy ten ból się skończył. Czuła wciąż zimno, chłód przebijający jej organizm od wewnątrz. Spojrzała w dół, na swoje miejsce intymne. Zobaczyła, że naczynia krwionośne tam zmieniły barwę z czerwieni na czerń. Widać było rozchodzące się czarne, zainfekowane jakąś ciemną mocą żyły.

    Złapała się za serce, które nagle, znikąd zaczęło piekielnie boleć. Czerń żył pokrywała coraz szybciej całe ciało. Rozprzestrzeniło się po wszystkich kończynach i tułowiu. W końcu dotknęło twarzy. Powieki Moniki otwarły się szeroko, a gałki oczne obróciły się całkowicie. Źrenic już widać nie było. Skóra już całkowicie zbledniała, była wręcz szara, jak dusza dziewczyny, którą ta skóra okrywała.

    Jej ciało zaczęło nagle wydalać porami masę czarnej substancji, znajdującej się w żyłach. Substancja pokryła natychmiast kończyny i plecy oraz utworzyła nakrycie głowy na kształt kaptura. Nagi został jednak brzuch, piersi i narząd intymny.
    Źrenice wróciły na swoje miejsce. Były całe czarne, przepełnione ciemnością i mrokiem. Monika uśmiechnęła się złowieszczo.

    *…*

    Michał wracał do domu, zadowolony z udanego spotkania ze znajomymi i szczęśliwy, że znowu będzie mógł zobaczyć swoją piękną i cudowną kobietę. Zbliżył się do drzwi, starając się wygrzebać coś z kieszeni. Wyjął pęk kluczy i zaczął szukać odpowiednich. Po krótkiej chwili poszukiwań włożył klucz do dziurki i przekręcił.

    Wszedł powoli do przedpokoju, zastanawiając się, czy Monika nie zechciałaby porobić czegoś niegrzecznego tego wieczoru. Zajrzał powoli do kuchni, do salonu, zbliżał się już do łazienki, mając klamkę w zasięgu ręki, gdy usłyszał hałas dobiegający z sypialni.
    Jeszcze nie śpi – pomyślał Michał, ciesząc się w głębi duszy. Pewny siebie podszedł do sypialni i otworzył szeroko drzwi, lecz zanim się obejrzał, był przyparty o ścianę. Uderzył o nią z wielkim hukiem, widząc przed sobą swoją dziewczynę. Wyglądała przerażająco. Zupełnie jak martwa.

    Stali nieruchomo, naprzeciwko sobie. Trwało to chwilę. Monika miała na sobie seksowny strój, ale z tajemniczego, nic nieprzypominającego materiału. Spojrzał jej się w oczy i poczuł, jak jego mózg ulega dziwnym modyfikacjom. Głowa go bolała tak mocno, że bał się, czy aby na pewno wytrzyma to napięcie. Spojrzał raz jeszcze na Monikę. Wydawała się kompletnie zagubiona i smutna. Niesamowicie podniecona i podniecająca.

    Rozejrzał się i zobaczył, co go przypiera do ściany. Okazało się, że z Pleców Moniki wychodzą dziwne, grube, czarne macki z dokładnie tego samego materiału, co jej strój. To one z nienaturalną siłą przyszpiliły go.
    Inne macki w tym czasie złapały go za tułów, podniosły, po czym rzuciły na łóżko. Trafił miękko na środku łoża. Zaczął szybko łapać oddech, czując przerażenie i jednocześnie dziwny rodzaj podniecenia. Nim zdążył zrobić cokolwiek, znajome już macki złapały go za nadgarstki i przyszpiliły do łóżka.

    Otworzył oczy i zobaczył twarz Moniki zbliżającą się powoli do jego twarzy. Miała zamknięte oczy. Pomimo swojej martwej postury była piękna jak zwykle. Złożyła głęboki pocałunek i oddaliła się równie powoli. Jej powieki rozszerzyły się, ukazując czarne źrenice. Jej wzrok i wyraz twarzy były martwe.
    Michał poczuł nagle ucisk na szyi. Macki owinęły się tam mocno, podduszając mężczyznę. Wyraz twarzy Moniki nie zmienił się. Utrzymując się na sile swoich mrocznych kończyn, odwróciła się w stronę krocza mężczyzny. Rozsunęła rozporek i zdjęła spodnie, po czym odsunęła slipy, dając wolność gotowemu już do akcji penisowi.

    Usiadła jednoznacznie na twarzy Michała, sama zaczynając się bawić penisem. Ssała zawarcie jak nigdy. Robiła to niesamowicie szybko i mocno. Momentami wręcz wgryzała się w przyrodzenie, powodując, że łzy z oczu chłopaka, spływały mimowolnie. Ten zaś wylizywał się w waginę demoniej kobiety. W momentach, gdy zwalniał, jego obroża z macek zaciskała się coraz mocniej. Nie mógł pomóc sobie palcami, bo te miał związane, wraz z resztą dłoni. Monika najwyraźniej poczuła jednak większe pożądanie, bo nagle macki puściły nadgarstki, zwalniając ręce.

    Zaczął więc rozmasowywać intensywnie łechtaczkę i czubkiem języka dotykać warg sromowych. W końcu zdecydował na kolejny krok i włożył dwa palce do wnętrza pochwy, skutecznie znajdując wrażliwy punkt i intensywnie wykorzystując moment. Monika jęknęła, a macki na szyi zacisnęły się tak mocno, że prawie go zabiły. Michał stracił na chwilę przytomność.

    Zauważył, że nie leży już na łóżku, a lewituje nad ziemią. Wyglądało na to, że ilość i wielkość macek nagle się zwiększyła. Podnosiły one obojga partnerów nad ziemią. Mężczyzna wisiał w pełni nagi, trzymany za ręce i nogi, rozciągnięty nieruchomo w powietrzu. Zauważył dziewczynę zbliżającą się do niego.
    Gdy była w zasięgu ręki, nadziała się natychmiast na drąga, przywiązując się do mężczyzny następną ilością mrocznych macek. Zrobiła pierwszy powolny ruch, po czym z wielką prędkością zaczęła przyciągać się mackami i oddalać. Z ogromną siłą nadziewała się regularnie na jego penisa.

    Po krótkim czasie zdecydowała się puścić ręce chłopaka. Był on wtedy zmuszony do wtulenia się w Monikę, ze względu na utrzymanie równowagi. Nie zrobił tego jednak z przymusu, a z potrzeby i własnej woli. Zakapturzona dziewczyna także objęła go mocno.
    Zaraz potem przyspieszyła ponownie. Napięcie się zwiększyło. Wtopiła swoje palce w plecy ciemnowłosego, brudząc dłonie we krwi. Michał stękał z bólu. Monika poczuła, jak dochodzi i wgryzła się w szyję, przebijając tętnicę.

    Krew pod mocnym ciśnieniem zabrudziła jej twarz. W tym samym momencie, poczuła, jak ciepła sperma wypełnia jej waginę. Wyjęła z siebie jego penisa, resztki cieczy porozlewały się po otoczeniu. Wchłonęła w siebie z powrotem macki będące darem od Diabła i upadła bezwładnie wraz z ukochanym na łóżko.
    Spojrzała mu w oczy, patrzące bezwładnie w sufit i wtuliła się w jego martwe ciało…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Auri Ell
  • Wlascicielka, vol 5: Wsrod zwierzat

    Człowiek to zwierze stadne, a stado potrzebuje oparcia w hierarchii. Jest to bardzo wyraźne w ich zachowaniu. Co prawda odpowiada za nie w większości elektronika, to pozostają w nich prymitywne, mało już ludzkie i odrażające odruchy. Najniżej w niej, znajdują się kastraci, pieszczotliwie zwani przytulankami. To tutejszy odpowiednik samicy. Pięć pozbawionych stóp poniżej kostki i jakichkolwiek cech płciowych osobników, wyróżniających się na tle całości. Wychudzeni, niemal zagłodzeni, noszą krótkie włosy. Żyją w przerażeniu, zawsze skupieni przy sobie w gromadzie, obawiając się innych osobników.

    Omega to podstawa hodowlana. Roczny pobyt w hodowli zmienia zwykłego osobnika w maszynę do zabijania przebraną za zwykłego człowieka. Najmocniejsza forma WarDog pod czaszką, elektroniczna obroża humancow pompująca nie prolaktynę, ale testosteron z sterydami do krwiobiegu, oraz żelazny rygor. Każdy kundel to kulturysta, nagi i gładki. Gdyby nie świadomość tego czym są, mogliby się podobać ze swoimi sześciopakami, grubymi łapami, szerokimi klatami i wiecznie sterczącymi fiutkami.

    Dwa samce okrążają trójkę przytulanek skulonych pod ścianą niczym rekiny. W jednej chwili łapią jedną z nich za nogi i wyrywają spomiędzy ramion pozostałych. Kiedy się wierzga, krzycząc bezgłośnie, dostaje kopniaka w już posiniaczony brzuch. Pokornieje, nie mając większego wyjścia. Ustawia się na czworaka, w pozycji określanej wystawową. Ten, który kopał, wchodzi w niego od tyłu w kościsty zad, kopulują jak inne zwierzęta, chociaż my nazywamy to „na pieska”. Drugi podsuwa przytulance fiuta przed pysk, bierze go do środka niczym Aisza smoczek swojej butelki. Kołyszą nim gwałtownie w przód i w tył, między sobą w tym gwałcie. Oni są zadowoleni, ten w środku przyzwyczajony do swojej roli hodowlanej kurwy.

    Dwójka innych kundli podejmuje wyzwanie małpiego gaju. Zespawana z rur, przez które leci wrzątek, i drutu kolczastego instalacja pnie się kilkanaście metrów w górę niczym drzewo. Na szczycie wisi frykas dla pierwszego. Kiedy będą w stanie już go dostać, ich ciała będą szorstkie, odporne na zranienia i uszkodzenia. Kolejne dwa bawią się psią łamigłówką. Przesuwanie ciężkich betonowych bloczków, gdzie najlżejszy to trzydzieści kilo w odpowiedni sposób też daje dostęp do nagrody. To ćwiczenie ma rozwijać siłę. Czwórka ostatnich wybrała ćwiczenie walki, obok gwałcenia przytulanek, ulubionej rozrywki psów. Uczą się różnych sposobów na powalenie i uszkodzenie rywala w mniej niż minutę, ale na sobie testują to w bezpieczny sposób.

    Bezpieczeństwa i porządku pilnują bliźnięta beta, Luca i Romeo. Obaj masywni jak archaiczni zapaśnicy sumo z Japonii, ważąc po sto siedemdziesiąt kilogramów, równie gładcy jak swoi niżsi statusem koledzy, ale znacznie więksi. Oczywiste jest, że jeden cios łapy wystarczy, by przytulanka wylądowała w blenderze jako fragment kolejnego posiłku, a omega w ambulatorium, więc żaden z osobników niższego szczebla nie chce nawet próbować ich prowokować do ruchu.

    Luca leży na boku z przymkniętymi oczami. Jedna z przytulanek bawi się na jego ciele w coś na wzór masażu, co go wyraźnie relaksuje nie mniej, niż druga siedząca między udami gotowymi zmiażdżyć ją jak prasa, zaspokajając go oralnie. Pozbawione zębów usta ledwo mieszczą grubego penisa, więc musi sobie pomagać rękami. Dla Romeo istnieje tylko jedna zabawka, której chętnie bym pomachała. Julia. Pracownice mamy pozbawiły go łydek, ucięły resztkę penisa robiąc pełnego kastrata. Ciężko w nim dostrzec już mężczyznę, który był moim kochankiem. Ręce nadal wyglądają na krzywe, po wielokrotnym łamaniu. Siedząc na kolanach wiele większego mężczyzny i mając jego sterczącego, wiele większego od własnego penisa między udami i masując go dłoniami, wygląda żałośnie, zwłaszcza ze swoją smutną miną.  
    Aisza niemal przylepia nos do szyby, gapiąc się na nich wszystkich. Z chwilą, gdy omega zaczyna pieprzyć w dupę kastrata, odskakuje na czworaka i odwraca twarz do mnie z otwartymi usteczkami i tym swoim dużym spojrzeniem. „Nie rozumiem, boje się”. Od kilku dni ciągle mnie tym denerwuje. Aż prosi się, by iść z nią teraz do kuchni, niech poderżną gardło i od razu wrzucą do przetwarzania. Ta myśl długo kusi i zachęca. Poczekam jednak na jakiś atak szału, by zatłuc ją czymś, to będzie zabawniejsze i bardziej satysfakcjonujące. Tak jak pozwala jej smycz, wycofuje się za mnie i włazi pod kurtkę luźno wiszącą na plecach jak pod koc.

    Rano nie chciało mi się nawet jej ubierać, przez co ma tył do przodu fioletową spódniczkę, rajstopy i szarą bluzeczkę z rękawem. Po co ja się z tym męczyłam? Bo zmarznie, jak będziemy jechać samochodem Ase? Bo goła będzie brzydko wyglądała? Przecież mogłam ją zamknąć w klatce z miską psich chrupek, byłaby tak samo zadowolona jak teraz. Pociągam z piersiówki, a uroczy smak wiśni rozpływa się w ustach, długo i przeciągle dopełniany alkoholową nutką. Może to powoli mój odpowiednik butelki z mlekiem?

    – Sądzisz, że są w stanie myśleć? – odzywa się Asenata, siedząca na podłodze obok – Robić planowanie zdarzeń, wiedzieć… Ja i U-Siedem rozwiążemy zagadkę by dostać słodycze. U-Sześć też ma ochotę na seks, więc weźmiemy sobie jedną z przytulanek w obroty…

    – WarDog i LoveToy to marketingowa nazwa tego samego. – znów pociągam – Różnią się tylko zaprogramowanymi poleceniami. Działają na zasadzie wsadzenia do ciała zdalnego sterowania, aktywowanego głosowo. Zabij, powal, przejmij, wyliż, ujeżdżaj kutasa, obciągaj… Zaprogramować można w nim wszystko, całe sekwencje odtwarzane ruch po ruchu. Mama podobno nadpisuje domyślny program o SI, więc da się to uznać za dodatkowy autopilot. Po za tym mają prymitywne odruchu, jak jedzenie, sranie, seks i sen. Testosteron winduje u nich agresje i libido…

    – Wystarczyło tak lub nie. – prostuje złożone nogi – Zawsze jak musiał rozmawiać przez telefon, to też był suchy i rzeczowy, z takim innym głosem. Siedziałam z Sarą i Esterą, czekając aż skończy. Potem kładł Cię zawsze na przedramieniu, rozkładałaś rączki i byłaś Talitolocik. Piszczałaś z radości, a my w trzy uciekałyśmy. Ja i krówka chowałyśmy się za zasłonką, więc pierw łapał Sarę, potem nadal krążył i nas szukał. Kotkowy Pomocnik jednak wywąchiwał mleczko i tak znajdował nas. Miałam z sześć, siedem lat… Potem Estera zdechła, a Sara urodziła Oszkę.

    Głupie. Ta cała Estera powinna siedzieć w oborze z innymi krowami, a nie w domu a Sara… Sara… Sara nie powinna móc w ogóle chodzić prosto i mówić, jej cipka powinna być jak czarna dziurą, w której dałoby się klaskać. Bo w dupie powinien się mieścić słoik po ogórkach. I nie powinna móc rodzić, bo byłaby wysterylizowana. Byłyby cholernymi zwierzętami, jak każdy z tych mężczyzn za tą szybą.

    Srebrna rura zaczyna podawać żarcie dla psów do koryta. Paćka to w większości pasza dla zwierząt, gotowane warzywa i mięso. Jędza czasem mówi, że mama daje im ludzkie mięso z powodu chińskich przesądów, ale dla mnie to pozostałość po wojnie psychologicznej jej i psów. Żresz własnego pieczonego fiuta i jądra, albo zdychasz z głodu. Ich posiłki odbywają się na wspólnym wybiegu o jedenastej i siódmej wieczór, by spowolnić odpowiednio metabolizm. Jedynie kastraci mają wspólną zagrodę. Śpią tam przytuleni do siebie, drżąc na najmniejszy hałas. Każdy kundel ma za to własny boks, pomieszczenie półtora na półtora metra metra z betonowym podłożem. Samce beta mają oddzielne od siebie lokum, by się nie zabić, dysponują sześcioma metrami kwadratowymi prywatności. Romeo trzyma u siebie dzięki temu Julie. Te wszystkie reguły mama ustaliła czterdzieści lat temu i jak sama mówi, nikt się nigdy nie skarżył. Zabawne więc, że miała dzieci z człowiekiem, który…

    – Powinien mieć maszynę do pisania. – rozlega się zirytowany głos cioci Zuzi za plecami – Skoro nienawidził komputerów i wszelkiej maści nowości mogłam mu chociaż kupić mechaniczną maszynę do pisania.

    – Udało się coś cioci znaleźć? – dopytuje się Asenata– Można go przecież replikować albo klonować…

    – Coś. – powtarza, jakby się zastanawiając – Jakby nie był dość wyjątkowy, to musiał ciągle nas przeskakiwać o kilkanaście poziomów, by to udowadniać i tworzyć coś więcej. Czemu nikt mi o nim nie powiedział wcześniej? Jego dzieło jest…

    Z cienia wejścia wysuwają się tylko jedynie pięści i zarys głowy. To wystarcza, by Luca otworzył oczy. Gestem odgania swoje zabawki, które czmychają do tamtej pozostawionej dwójki. Siada ciężko. Romeo nerwowo chowa Julie za swoje plecy, jakby nagle się wstydził kościstej lalki bez kończyn. Grupa wspinających się szympansiątek zeskakuje na ziemię i siadają na łydach, z rozprostowanymi ramionami, pochylając głowy do przodu jak w pokłonie, to samo robią zapaśnicy i siłacze. Nawet trójkącik nagle się przerywa, a przytulanka w szaleńczym tempie raczkuje ku swoim, gdy pomiędzy jej pośladkami wciąż ścieka sperma. Całe stado ucicha, pokornieje, gdy wkracza alfa.

    Nie jest duży. Niektóre omegi są większe, ale to nie trudne, bo ma ledwo metr sześćdziesiąt. Nie jest też silny, beta posłałaby go pewnie do grobu w bezpośredniej konfrontacji samą masą. A jednak poruszający się gorylim chodem, który umożliwiają mu krótsze nogi i łukowate plecy stanowi ich władcę. Rudy puszek obrastający go nadaje skórze czerwonego odcienia cegłówki. Twarz to niemal wyciosana plemienna maska. Gruba skóra ukrywa mięśnie uwidocznione u omeg. Tak, to rodzaj homo, ale nie gatunek sapiens. To jakaś jego wariacja, romans współczesnego i bardzo dawnego przodka. Idzie spokojnie, wolno, jakby wiedząc, że może sobie na to pozwolić. Chociaż jego wiek biologiczny to zaledwie pięć lat, rozwój fizyczny ma na poziomie dwudziestolatka. Cargo, istota z krowiego łona, afla w stadzie Cherry, ulubieniec właścicielki i ostatnie, a zarazem pewnie największe dzieło Dawida Czarnodębskiego.

    To zabawne, jak wiele mamy wspólnego, Cargo. Tata Cię zrobił, a mama wychowała, prawda? Od początku szkolono Cię do jednej funkcji. Pana stada. Nikt Ci nie powiedział, że jesteś z gatunku ludzi, a on zdominował tą planetę i posiada rzeczy, których natury byś nie pojął. Kobieta to dla Ciebie treser, stado jakaś namiastka rodziny, a ten budynek cały istniejący świat. Urzeczywistnienie idei jaskini Platona. Dobrze dla Ciebie, prawda? Siada, rozkładając kolana przy biodrach, rękami zasłaniając krocze, wsuwa głowę do koryta, wygryza porcje papki i unosi łeb jedząc w zwierzęcy sposób. Niczego w tobie z człowieka. Wiercąca się Aisza obrywa z łokcia na oślep.

    – Metoda replikacji bez znajomości schematu jest jak rozkładanie obcego urządzenia bez wiedzy co do czego służy i składania go od nowa. – kontynuuje wywód – Można metodą prób i błędów, ale nie wiadomo czy zadziała. A w jego przypadku to prawie niemożliwe. Klon zaś… – masz takiego w domu, mówimy na niego kuzynka Majka, chociaż właściwie to ty młodsza o dwadzieścia cztery  lata – Owszem, uzyskasz kopie tego samego obiektu, ale absolutnie dokładną… Z punktu widzenia lekarza i jeśli patrzeć na niego przez pryzmat człowieka, Cargo jest zdrowy. Kilka lat temu był boom na azjatycką puppy ChikaK16. Wszyscy ją kupowali, chociażby dla samego posiadania. Wynikły z tego dwa problemy. Pierwszy, nagle wszystkie zaczęły zdychać. Kopiowano chorobę, która u klonów rozwinęła się szybciej niż u dawczyni. Drugi, zaczęły się pytania o taką ilość sobowtórów na świecie. Prawie cały biznes szlak trafił. Stąd reguła, by dokładać coś własnego do łańcucha i sprawdzać dokładnie obiekt przed powieleniem. Mai to nie grozi, bo ma normalny tryb życia, więc może tylko zachorować na to samo co ja. Drugi jest między innymi powodem, czemu chociaż wasza mama używa klonów, to nie pochodzą z tej samej matrycy, wszystkie muszą być mieszaniną różnych wartości. – podchodzi bliżej nas – Formuła umożliwi im zrobienie swojej wersji Cargo. Sara zrobi placek z brzoskwiniami, da mi i waszej mamie przepis. Ja zrobię go z truskawkami, wasza mama wiśniowy… – wzdycha – I znalazłam przepis na placek. Zapisano stronę obok opisu schematu mutacji heterochromii, narysowanego DNA i szczegółach jej wywoływania. Wiecie jak to wyglądało? Szklanka mleka niepełne zapełnienie brązowego pigmentu w obrębie niebieskiej tęczówki pięć jajek plama taka może zostać ukierunkowana na lewe bądź prawe oko dwie szklanki mąki… Jego słynne równanie podziału zygoty na bliźnięta, czworaczki a nawet ośmioraczki jednojajowe, za które ludzie z fabryk daliby się jeszcze nie dawno zabić? Napisał na nim czerwonym długopisem, cztery razy podkreślając i stawiając dwa wykrzykniki, że fioletowy kucyk z rogiem to Twilight Sparkle, a jego smoczek to Spike.

    – Jak ciocia to odczytała? – pytam z ironią, znów sącząc flaszkę, po czym odkrywam sukę spod kurtki i wsuwam pod dupę, by nie wlazła pod nią z powrotem, patrząc nadal na pożywiającą się bestie – Czyżby cudowna magia kociego języka? Tatuś uwielbiał zwierzęce metafory. Jego dzieci zajączki, miał kochanego kotka, a on sam był…

    – Trzymasz swoją butelkę lewą ręką. – spoglądam na to i rzeczywiście, jest w lewej – Twoja siostra i matka są praworęczne, ale ty jak on jesteś mańkutem. Przywykł do pisania od prawej do lewej w każdym języku, więc potrzebne było lusterko. – wzdycha znów – Tak, wychowałam się z nim na dworze w Polsce, znam język.

    – Ale nie tak jak on w psiarni, co? – mówię znów, a Aisza próbuje się przytulać, więc daje jej klapsa, na co urażona chowa się za Asenatą,a ta odruchowo drapie ją po karku, uspokajająco – Pewnie rodzinną rozrywką było patrzeć, jak walczy z psami gończymi o miskę. Cargo je w ten sam sposób?

    – Talita… – zaczyna ciocia – Rozumiem wasze rozgoryczenie, ale musicie zrozumieć… – waha się – Doszedł do tego wszystkiego sam. Sam nauczył się chodzić i mówić naśladując dźwięki. Późno zaczął czytać i pisać, bo ja mu w tym pomagałam też dopiero się ucząc. Ale gdy już to zrobił, nauczył się dziewięciu języków, gdzie ja mam problem z czterema. Kiedy Ian i ja chodziliśmy do najlepszych szkół studiując co chcemy, bo ojciec chciał mieć wykształcone dzieci, on stał w jego cieniu, byle nie gryzł już jego ręki. Nikt mu nie powiedział, że coś się nie da, więc próbował. Nie możesz sklonować człowieka, ale jestem matką. Nie można stworzyć czegoś takiego, ale patrzysz na Cargo. Cena jaką zapłacił…

    – Była wysoka, okrutna, zła i przerażająca. Tak, mówiła, ciocia. – rzucam pustą flachą w szybę, odbija się od niej i ląduje na ziemi a Cargo na hałas unosi łeb przerywając posiłek – Hej, dziewczynki! Wiecie, że wasz tata okaleczył waszego wujka, bo ten zrobił jego zwierzakom coś, co jest normalne w naszym świecie? Nie? No zobacz, a jednak, pewnie wyglądało zabawnie! A wiecie też, że kilkanaście lat później go jeszcze za to zabił, bo znów to zrobił z kolejnymi jego ulubienicami, tak jak lubiło się robić? O tak! Rozkwasił jego łeb po prostu o ziemię! Za coś, za co ludzie płacili grube pieniądze i co ich cieszyło, bo ich głupie suki nie mogły stać prosto! Ale poczekajcie, najlepsze jeszcze nie słyszeliście!

    – Talita… – mówi ciocia – Talita, uspokój się…

    – Wiecie, że wasz tata… – wykrzykuje, nie odwracając się

    – Jako siedmioletnie dziecko o wzroście dorosłego i sile bety połamał kręgosłup ojca i zmusił się, by skręcić kark swojej matki? Że była czarną suką kneless z zgniłego zachodu w mniemaniu waszego dziadka? – rozlega się głos mamy – Tak, Talita. Boli Cię to, że ojciec wywalczył sobie miano człowieka rodząc się w niewoli? Że o tym nie mówił? Że nazwisko ojca jest jak klątwa, która przyrosła do ciała, pyrrusowym zwycięstwem nad własnym przeznaczeniem? Nosił je, bo nie chciał zapomnieć tej ceny. Wiedziałam że przez to, że nie może przez to dobrze spać. – podchodzi i dotyka szyby, a Cargo jakby uspokojony wraca do posiłku – Zadowolona? – nie odpowiadam jej, ściskając nogi do brzucha

    – Mamo… – zaczyna Jędza po dłuższej chwili, która upływa w ciszy szklanej klatki – Chodzi o to, że ciągle coś przed nami ukrywaliście… Majce przecież z ciocią powiedział, że no, jest eksperymentem i…

    – A wy nim nie byłyście. – nie odwraca wzroku od szyby – Ciebie udało się pewnie zmajstrować zanim pojechaliśmy na to felerne przyjęcie, bo był w tygodniowym ciągu, aż żal było mi na niego patrzeć. Zuzia głupio zrobiła, że dała mu zdjęcie z Avą i Lil. Ale to był mój pomysł, by tam być. – milczy chwile – Wiesz, nawet chwile rozmawiał z waszym dziadkiem, ten kaleki staruch był bliski przyznania się przed synem do błędu, docenienia go… Póki nie roztrzaskał łba swojego przyrodniego brata, po tym co zrobił jego księżniczką. Czułam to samo co twoja siostra, ale wiedziałam też co czuje on. Test pokazał mi później dwie kreski, będziemy rodzicami. Twoją siostrę we mnie zrobił, jak wróciła jego ulubienica do domu. Głupek, z radości wziął za biodra nad głowę, że miał moje krocze przed nosem i znów zakręcił w powietrzu jakbym miała trzynaście lat. Porwał mi nawet sukienkę. – szyba piszczy pod jej dłonią, gdy ją ciągnie w dół – Mam omawiać szczegóły tego jak znów się kochaliśmy na stole, który pękł pod nami i się śmialiśmy dziko pierwszy raz od lat? Że w tamtym momencie, tak jak po tamtym roku, jak się okazuje, w Ameryce, wrócił mój mężczyzna? Ten kochany, potężniejszy niż cokolwiek innego?

    Ciocia podchodzi do niej i kładzie rękę na ramieniu mamy w pocieszającym geście. Nie należy jej się to! Ona nie ma za grosz emocji! Ją cieszy tylko fakt, że ktoś cierpi! Pewnie teraz przeżywa orgazm, bo ktoś cierpi! Nawet temu nie zaprzeczy, ma pewnie tak mokre gacie, że można je wyrzynać! Nasza mama to cholerna sadystka, ale ona już dawno wysrała z siebie empatię! Każdy to wie! Aisza znów wbija mi swoje łapki w udo i dotyka twarzą szyi. A Ciebie nie chcę, nigdy nie chciałam! Byłaś głupim ultimatum, które dała mi mama jako przykład tego, co może! Wycieram kilka łez z policzków, które pociekły nie wiedzieć kiedy.

    Skończył jeść, to nadal tam siedzi. Dumny, prymitywny pies strażniczy. Ale nie patrzy na mamę, ani na ciocie. Jego dziwne, błyszczące i nienaturalnie żółte oczy, podobnie jak u krowy lub konia, wypełniające w pełni powierzchnie kolorem wpatrują się w nas, swoje metaforyczne siostry. Zupełnie, jakby czytał moje myśli. Odwraca się całym ciałem i odchodzi tym samym krokiem. Układa się z dala od loży, na boku, z rękoma pod pyskiem zamykając oczy. Samotny. Kolej bliźniaków, by się najeść. Resztę zjedzą omegi, kastraci wyliżą już pustą miskę.

    – Wszystko dla dobra rodziny. – mówi ciocia, spoglądając w naszą stronę – By małe zajączki mogły więcej niż on. Skaczące wysoko, gdy nadejdzie zła pogoda…

    – Bo za cieniem wielkiego drzewa, w którym mieszkasz, jest zielona polana. – mówi Ase, patrząc przed siebie – Nie bój się, malutki, spotkasz po drodze przyjaciół. Kotka puchatego, krówkę strachliwą, zębatego rekinka… Twoje łapki są krótkie, ale skryjesz się tak w każdej norce bezpieczny. – chowa twarz w kolanach – Drzewo zawsze bowiem będzie Cię widział, tam daleko, żyjąc wśród przyjaciół. Razem śmiać i bawić się zawsze, nawet już większe… – słychać, że płacze – Opowiadał nam to na dobranoc, gdy siadałyśmy mu na kolanach…

    Osuwam się na plecy, patrząc w betonowy sufit. Jesteśmy tylko zwierzętami. Inteligentnymi, ale zwierzętami. Nie dodawałeś, że beznadziejnymi w swojej pierwotnej postaci i pozbawionymi swoich wynalazków. Dopisywanie sobie łatek właścicieli, jako ich posiadaczy, i pupilów by ulegali to jedynie wymówka. Prawda? Kiedy okazuje się, że tak naprawdę mamy miliardy na koncie, dysponując tym wszystkim… Kierowałeś nas do szkół, pozwoliłeś się bawić z Sarą, ale nie męczyć jej. Nie, że należy ubrać zwierzaka, bo mu będzie zimno. Zrób z nim co chcesz i jak, ale pamiętaj, on też ma swoje uczucia. Nie chciałeś, by niewinni cierpieli, by nie było więcej Sar, Amir, Avy, Lil czy… Heban. Co czułeś, gdy już świadom, że to właśnie ona Cię urodziła jako jednego z nich, nie człowieka, łamałeś jej kark?

    Duże piwne oczy Aiszy patrzą we mnie, gdy pochyla swoją mordkę nad mną, a jej ciało ciąży na mnie… Boje się, nie rozumiem… Ja też… Gdzie teraz jesteś… Gdy twoje córki płaczą, ukochana żegna swoje najlepsze dziecko, a siostra wciąż w Ciebie wierzy… Ta klatka jest ciasna po obu stronach, prawda? Musowanie w głowie zachęca, by zamknąć oczy.

    Otwieram je wolno, się słysząc fortepianowe koncerty Czajkowskiego. A więc umarłam z przepicia i wypluło mnie w dzieciństwie? Fajnie, mogę tu zostać? Majka powiedziała wczoraj coś śmiesznego, strasznie śmiesznego. Spadłam z krzesła przez to, obijając sobie zadek. Ale dobrze, skoro już tu jestem, to nie ma problemów. Już tylko radość. Mocniej otulam się obcym kocem rozglądając po otoczeniu nieba wyglądającym podejrzanie podobnie do salonu cioci.

    – Mam nadzieje, że też taką lubisz, chociaż nie chciał byś ją piła. – mówi anioł o głosie Sary – Oszka zabrała Aiszę na zewnątrz, bo zaczęła zbierać liście i szuka najładniejszych do zasuszenia. – przed nosem pojawia się parujący kubek pachnący podobnie do kawy – Asenata prosiła, bym się wami zajęła, bo nie chciałaś z nią zostać, krzycząc na nią dość mocno.

    – Nami? – zaciskam brwi w skupieniu, przypominającą sobie Majkę tylko w czerwonym staniku obściskują, związaną i z zaklejonym taśmą pyszczkiem Aiszę, która patrzy na mnie z obawą, jak Ruda właśnie całuje jej szyje, wiodąc dłoniami po obnażonym ciele – A tak… – ta sama Majka wyjęła właśnie dłoń z majtek kotki i oblizała po kolei palce, wyrokując, że jedziemy do domu jej mamy – Tak… – więc zadzwoniłyśmy do siostry, by nas przetransportowała o tutaj – Przepraszam…

    – Zasnęła, ledwo wepchnęła twoją kotkę w poważnym negliżu w ramiona Oszki, mówiąc, że jak się wyśpi, to jej wyjaśnij jak się bawi w jednorożca z Mauren, na co mój Pierożek był szczęśliwy… – uśmiecha się smętnie – A potem padła jakby jej wyjęli baterie. Ty usiadłaś na kanapie, popłakałaś się, zdjęłaś spodnie i kurtkę, po czym się położyłaś. Przykryłam Cię tylko kocem, a Oszka dała Ci Tapa na pocieszenie. – wskazuje kucyka siedzącego przy mojej głowie

    – Dzięki… – opieram się o poduszkę pod plecami do półsiedzącej pozycji i przyjmuje nieufnie kubek, ale kawa to nie kac-smoła mamy, ale przyjemna aromatyczna w smaku, nawet nie mocna kawa z mlekiem i cukrem – Ja… – nie wiem co mam Ci powiedzieć, ani jak się tobą zajmować, więc zwaliłam Cię na głowę cioci i boje się z tobą rozmawiać – Trzymasz się jakoś?

    Zamiast normalnej odpowiedzi, włazi pod koc. Nagle mi wstyd, że uczesana w kucyk, z delikatnym makijażem i w eleganckiej białej sukience tak stara kocica wygląda lepiej niż ja z tłustymi włosami, w starych gaciach i rozciągniętej koszulce bez biustonosza. Pewnie nadal śmierdzę jak gorzelnia. Nasze ciała stykają się miejscami, gdzie skóra jest goła. Obejmuje mnie, układając na boku wzdłuż mnie, tak by tylko część ciężaru ułożyć na udzie, miednicy, brzuchu i głowę na piersi. Oto odpowiedź. Tak leżała na tacie, gdy widziałam go ostatni raz żywego. Więcej nie trzeba. Pustka, dziura w środku serca, znów zaczyna krzyczeć z głodu. Zamykam oczy, odchylając głowę. Cholera, jak ona to robi? Aisza mnie już tym denerwuje, Oszka wreszcie przystopowała z traktowaniem tego jak gry wstępnej, ale Sara… Zawsze wie jak jednym, zwykłym i prostym gestem ukoić.

    – Twoje serce. – szepcze, tuląc głowę do cycka – Bije szybko i głośno. Boi się i cierpi. Serce pana było spokojne, przerażająco ciche, gdy już wiesz o nim to wszystko. Jestem starą kocicą, która nawet nie ma zmarszczek, chociaż jej futerko siwieje. Tęsknie do długich kolan, na których zasypiałam, rąk znajdujących te wyjątkowe miejsca na ciele i troskliwie ich dotykających, buziaków w uszka i miseczki pełnej smakołyków. – milczy – Głupio być kotem, co stracił pana, ale ja go przeżyłam już raz w życiu na długie pięć lat. Gorzej stracić ojca i patrzeć na to jak wszyscy kruszą jego legendę, prawda?

    Milczę, pozwalając jej tak leżeć. Chce by tak było w nieskończoność. Czerpać wyjątkowość z tego. Ciepło jej skóry, oddech, równo rozłożony ciężar, miękkość wełnianej sukienki, słodki jaśmin jakim cała pachnie. To wszystko też jest tworem. Dwudziestoma latami uczuć zamkniętymi w pięćdziesięciu kilogramowej kobietce, która żyje, oddycha i mnie pociesza. Kotku, który należał do niego. Czesał mu codziennie włosy, przytulał i w pewien sposób kochał. W zamian miał pewnie takie chwile. Jak to, co Lana opowiada w „Ride”. Ale która z nas nią jest bardziej?

    – Nie płacz. – mówi cicho, unosząc głowę i zlizując kilka łez z mojego policzka – Znałam go w dwóch okresach jego życia. Jako mojego troskliwego Pana, który nas rozpieszczał i waszego tatę. W pierwszym był takim kawalerem. Trochę samotnym, dziwacznym przy pierwszym kontakcie, ale zarazem… – zastanawia się chwile – Gdy Majka mówiła Judycie, że poprosi wujka, by ją też zabrał, byłam gotowa z Amirą zamiauczeć, zapiszczeć i zaprzytulać się do niego, byle się zgodził. Śmiałyśmy się, że będzie pachniała jak śliwki, ale wyobrażałam sobie, że będzie nas kąpał razem, kładł spać, karmił i rozpieszczał jak to miał w zwyczaju… Gdybym powiedziała o tym komukolwiek jak bardzo to kocham, uznałby mnie za wariatkę. Jednak tak wyglądało wtedy nasze życie, lepsze niż na własny rachunek jako ludzie. – opuszcza głowę – Ale widziałam w jaką furię wtedy wpadł wtedy… Dla nich nadal był delikatny, niemal czuły. Przytulał je, a one już nie płakały. Nie cierpiały. – unosi z powrotem twarz i widzę, że niebieskie oczy są szkliste – A potem, kiedy mnie porzucał, zostawiał… Wydawał się taki wycieńczony. Przez te wszystkie lata myślałam, że to przez Amirę i Judytę, że znów musiał zabić, jak te swoje Ave i Lil… Ale to sięgało głębiej niego… Koszmar, którego nikt nie mógłby pojąć…

    Wsuwam twarz w jej włosy i przyciskam mocno. Jasne włosy zbierają moje krople łez. Nazwał Cię księżniczką, tak jak podarowaną Ci kochankę. Tak bardzo byłyście dla niego ważne. Chociaż jestem tylko głupią dziewczynką, pozwól, że Cię poprzytulam, piękna pani. To ja powinnam należeć do Ciebie.

    – Wróciłam do niego jako człowiek, ale ta rola dla mnie była teraz ciężarem. Nie chciałam jej. Teraz był ojcem, nie miał tyle czasu dla mnie jak dawniej. Nasza relacja była wyjątkowa, bo nikt by nie pomyślał, że powstanie, nie mogłam więc być zazdrosna o jego prawdziwe dzieci. Chociaż chodziłam prosto, to wciąż milczałam. Gotowałam czasem, ale wciąż wolałam gdy on to robił dla nas. Opiekowaliśmy się razem Esterą, której życie też nie miało dla nikogo wartości prócz nas. Urodziłam to malutkie kociątko, gdy straciłam swoją przyjaciółkę karmiącą mnie wieczorami. – teraz to ja chce jej pozwolić się wygadać, jak ona daje mi – Tak jak Pani Ala wtedy zajmowała ważne miejsce w jego sercu jako ukochana kobieta, tak wy byłyście jego wielkimi skarbami, rozpychającymi się po nim. Pozostawałam kochanym pieszczochem, tym tulonym po całym dniu, całowanym w nosek i przy którym usypiał. Jego ostoją, która dawała mu wytchnąć i towarzyszem w zabawach z harcującymi zajączkami, szczęśliwa mogąc nadal go mieć dla siebie. – tak bardzo nie chcę Cię puszczać – Ale on wybrał dla siebie też litość. Nie chciał, by go widziano cierpiącym, jego bólu, gdy już nie dawał rady go skrywać. Jemu, znamię człowieka, ciążyło jeszcze mocniej niż mi przyzwyczajonej do jego opieki i czułości, której to nagle zabrakło…  – milknie na chwile – Wtedy, gdy przyszed wasz brat, nagle znów się poczułam młoda. Wrócił po mnie wreszcie, znów bez tej swojej kurtki, nieogolony przez panią Alicje. Ten spokój, jakim pulsowała ta twarz i wzrok, chód, uśmiech. Chciałam go przytulić, okrzyczeć, że znów mnie porzucił, że nie może mi tak robić… Ale potem przypomniałam sobie, że przecież same rzucałyśmy jego prochy na wiatr z fiordu, tak jak tego chciał, że Oszka już jest dorosła, a ja za stara na te zabawy… Mojego Pana już nie ma…

    Czuje to ja, Majka i nawet Sara. Mój, cholera przestań zaprzeczać, przyrodni brat wygląda jak tata, gdyby był normalny. Nietknięty gigantyzmem. Gdyby mógł chodzić po mnie do szkoły, robić zakupy w sklepie i nie przyciągać niczyjej uwagi. Ta niewielka zmiana, nieznaczna różnica, sprawiła mu tyle bólu przez całe życie, o którym nam nie mówił. Dla dobra córek. Dla dobra córek mama i ciocia pojechały do Ameryki z prezentem w postaci prawdopodobnie jedynego na świecie takiego okazu, by pozwolono na zabicie Salomona Grimery czy też Juniper, niech się nazywa jak chce. Jest w nim za dużo taty, by mógł istnieć.
    – Jak to tak przytulać się na kanapie bez mnie? – Majka przełazi nad oparciem i siada ciężko mi na miednicę, zamykając ją między kolanami, ubrana jedynie w body w truskawki – Ah, jakie słodki króliczek i kotek mi się trafiły do molestowania… Mmmm… Rekinek głodny! – w przeciwieństwie do niej, rozkłada się na mnie, gdy nasze krocza się stykają – Z kuzynką to już nie grzech, co Sara?

    – Zła ruda nimfomanka, nie wolno! – wierzgam brzuchem, ale mocno trzyma, udało jej się nawet złapać nadgarstki i jest silniejsza niż Oszka – Maja!

    Nawet Sara zaczyna chichotać, jeszcze chwile temu smutna. Unosi się, a gdy ich głowy są na równej linii, wymieniają dość czuły pocałunek. Więcej, pierw dotykają się czołami, nosami, potem dopiero ustami. Nawet jestem trochę zazdrosna? Ostatnio tak całowałam Rufo, myśląc, że go kocham. Że pokaże mu mój świat, zaakceptuje, spodoba mu się. Dałabym mu jakąś sukę na prezent urodzinowy, wysterylizowaną, by go rozgrzewała przed seksem. A potem pokazał prawdziwą twarz, mężczyzny wymagającego uległej dziwki, a nie łóżkowego partnera, gdzie wspólnie zależy na przyjemności. Kończą go, a Sarę oblewa rumieniec.

    – To ja pójdę ugotować makaron… – mówi bardziej do siebie – Zawołam też dziewczynki, bo pewnie już zmarzły. – wysuwa się z kanapy, ale Maja nadal na mnie siedzi – Zjecie z nami?

    – Ta, ostatnio próbuje schudnąć, chociaż ja i Aisza głównie jemy gotowce. – odpowiadam jej – Cycki mi rosną i bolą, a rano mnie mdli.

    – Albo piguły hormonalne wujcia, albo ciąża… W sumie ciekawe jak to jest z ciężarną… – mówi ruda, machając moimi rękami nad ciałem, gdy Sara odchodzi do kuchni wciąż chichocząc – Nasza Talita to pewnie dziewica, ma plombę gwarancyjną nienaruszoną. Nawet mały dzielny blond kotek, jego słodziutkie usteczka i paluszki nie zdołały odbezpieczyć tego miejsca. Poświęcę się więc, jak ten upadły Lucyfer, by miejsce to odpieczętować dla potomnych, a potem dopasujemy coś do niego by już się nie czuła takiej frustracji… – kładzie moje dłonie na swoich piersiach – Masuj, co będę bardziej rozgrzana.

    – Maja! – sama nie wiem, czy mówi poważnie czy robi sobie jaja – To, że miałam kilka przygód z Oszką i mam Aiszę, nie znaczy…

    – Ćśś… Nikomu nie powiem, że to twój pierwszy raz i jeszcze nie wiesz jak fajnie jest naprawdę z kobietą. – tylko Jędza wie, że ja i Rufo, czyli Julia wtedy się kochaliśmy, Maja zaś szczerza zęby jakby zamiast trzydziestu trzech miała trzynaście lat – No weź, tylko siostrą nie wypada nawet z miłości, nawet wujek tak mówił, bo oglądaliśmy Krainę Lodu… Acz kiedyś mama znała faceta, który trzymał bliźniaczki w domu. Taśmą klejącą skleił je razem za nogi w szpagacie cipka do cipki i między to wkładał. Nazywała go Pan Hot-Dog, gdy kolejny raz je przywoził na badania i musiała mu tłumaczyć, żeby czasem je rozdzielał, bo robią im się rany od tego. Faceci i te ich trąbki to najdziwniejsza rzecz świata. Dlatego tylko muszelki są ważne.

    – Blee.. – krzywię się, wyobrażając je sobie – Boli mnie głowa!

    – Dobra wymówka. – mruczy, puszczając – Nadal nie wiem, co było śmiesznego w tym, jak Ci powiedziałam jak się nazywają koty Salomona. – złazi wreszcie ze mnie i sięga po kawę, odpija, po czym się krzywi – Nie mów, że ty taką pijesz? Nie dość, że jego ulubioną muzykę ktoś włączył, to jego kawę zostawił. – wyciąga dłoń i zamyka oczy – Oooo duchuuu wujkaaa, który tu był, czemuuu nie powiedziałeś, że masz rok starszego od mnie synaaa, który też ma trzy kotki…

    – Brownie, Carmel i Cola… – przypominam sobie, otwierając usta

    – Tak, dokładnie. – znów siorbie moją kawę – Szkoda, że mama i ciocia chcą go zabić za wszelką cenę. – uśmiecha się patrząc przed siebie rozmarzona – Nie było w nim z takiego kowboja przekonanego o swojej wyższości, raczej uroczego pluszowego misia, którego wszyscy lubią. Próbowałam się z nim skontaktować, ale numer nie działa. Mówimy o facecie, który ma przedpotopowy telefon z klapką, więc najgroźniejsze co może zrobić to przysłać fax w złości…

    – Uważają, że tata też by tego chciał. – odpowiadam jej – W sensie nie chciał, tylko by musiał. Jego DNA…

    – Mamie to mów, ja nie chodziłam na medycynę. – wsuwa się pod koc i przytula – Nieliczne, co nas odróżnia od siebie. – uśmiecha się pod nosem – Prawda?

    – Może… – wciąż widzę je, ubrane suki z wystawy, tak wyjątkowe – Widziałam je…

    – Kogo? – zaczyna, ale do pokoju wpadają Oszka, ciągnąc za sobą Aiszę, która wyraźnie nie chce iść

    – Taly! – krzyczy radośnie i wskakuje na kanapę, przytulając się do mnie i całując po twarzy i szyi, ubrana w ciepłą sukienkę – Jak Ase Cię przywiozła, mama nie pozwoliła mi się przywitać i musiałam opiekować się nią. – wskazuje czerwoną od mrozu Aiszę, która stoi patrząc na stopy w prążkowanych skarpetkach, drżąc – A ona mówiła o tobie i Majce brzydkie i złe rzeczy, więc jej dałam jej lanie! Nie wolno was obrażać! – spoglądamy razem na mojego kicia, gdy Pierożek siada między mną i Majką – Wy jesteście dobre i nie robicie takich brzydkich rzeczy jak mówiła. Nie dam jej więcej Tapa do przytulania ani buzi! – pokazuje jej język zła, po czym przytula się do mojego ramienia, po czym odsuwa się – Fuuuuj… – odwraca się do ramienia Majki – Fuuuuuj! Obie śmierdzicie! – siada prosto, nie mając już alternatyw do przytulania, skoro właśnie pokłóciła się z Aiszą

    – Prawdę powie Ci pijany, dziecko i Oszka. – mówi Majka, zasłaniając usta z śmiechem – Tak kochanie, muszę iść pod prysznic.  Ale jak zapytasz mamusi, to Ci powie, że wujek kąpał ją w tej dużej wannie razem z Amirą, więc mogę spróbować zabrać ze sobą do niej Tali. Kiedyś już ją kąpałam razem z wujkiem, jak jeszcze biegała w pampersie, a Ciebie na świecie nie było…

    – Wezmę po prostu prysznic. – odpowiadam patrząc na nią, z przekąsem – Niegrzeczna idzie ze mną. – kiwam palcami na Aiszę, która nadal stoi w miejscu, ignorując polecenie – I nie, nie możecie popatrzeć.

    – Buuu! – rozlega się z mojej lewej z dwóch buź – Samolub, samolub, samolub. – to już tylko rudzielec

    – Mam poważnie porozmawiać z waszymi matkami? – unoszę brew w złości – Jedną mam pod ręką, do drugiej mogę zrobić videorozmowę, chyba jest tam teraz środek nocy. – Pierożek zapowietrza się, a Majka chichocze – Poszukajcie mi tylko jakieś gacie na pożyczkę i luźną bluzkę. – wychodzę spod koca, dopijając tą dobrą kawę – Naprawdę taką lubił? A jak zawsze mówiłam, że ma mi zrobić kawę, to dostawałam kakao…

    Biorę za rękę Aiszę i prowadzę do łazienki, widząc w kuchni jeszcze przez moment Sarę w fartuszku, odcedzającą makaron. Uśmiecham się do niej, a ona odpowiada mi podobnym, słabym uśmiechem. Spokojnie zamykam drzwi. Aisza wciąż drży, patrząc w ziemi.

    – Nie chciałam Cię. – mówię do niej wprost po angielsku, a ona unosi twarz – Wiesz czemu tu jesteś? Bo mama chciała mnie wysłać do cholernych Chin, jeśli nie nauczę się żyć. Bo ucięłam facetowi, który mnie źle potraktował, penisa mając przy tym masę frajdy. Tak samo z patrzenia tego jak wyjesz, gdy wysmarowałam Cię tym sosem za próbę ucieczki. Nie rozumiesz połowy rzeczy dookoła siebie, a nawet rozmów. – rozpinam jej guziki bluzeczki, którą ubrała jej pewnie Sara – Nie zapytam co powiedziałaś małej, bo nie odpowiesz nie mogąc mówić. Wiec powiem, że ona wychowała się nie na zasadzie dobro i zło, ale szczęścia. Pewnie wierzy, że gdzieś tam jest ta dolinka kucyków, gdzie spędzają całe dnie na zabawie. I tak już osiemnaście lat, tylko pozazdrościć. – unosi łapki pozwalając ją zdjąć – Wiem, że ja i Maja wczoraj wypiłyśmy za dużo. Nie powinnam pozwalać jej, by Cię dotykała w ten sposób. A dodatkowo zakleiłam Ci mordkę i związałam, prawda? – kiwa głową, gdy rozpinam jej spodnie i spuszczam na ziemię z majteczkami – To nie było najlepsze, ale… – patrze na nagą kotkę, zasłaniającą nieśmiało się łokciami i ściskającą uda – Widziałaś te na wystawie. Jak ssały wystające przez rozporki kutasy swoich właścicieli. Widziałaś też hodowle mojej mamy, jacy oni są. Czy więc jest ze mną Ci tak źle, Aisza? Nie traktuj wczorajszej przygody jako kary czy obowiązku. Jeśli Ci się spodobało, możesz widzieć w tym nagrode. Po prostu… Byłaś pod ręką, chciałyśmy się odstresować… – wzdycham, też się rozbierając i stając też przed nią nago i patrząc prosto w jej oczy – Mój tata nie żyje. Moja mama nie umie nam w tym pomóc i chce zabić mojego brata, który się pojawił teraz w naszym życiu. I jesteś ty, stworzenie, które nawet nic nie rozumie. Ale jedyną rzeczą, którą mogę Ci zapewnić zamiast tego wszystkiego jest fakt, że umrzesz. Nawet twoje imię o tym świadczy. Wszystko się zakończy. Ja będę dalej tutaj tkwiła, już bez Ciebie. Jednak jak zawsze to on miał rację. Rozkosz na początku jest fajna, potem zaczyna przeszkadzać i boleć. – wycieram łzę z policzka – Boli mnie, że go nie ma… – patrzy na mnie z tą swoją głupią miną, rozwartymi wargami – Umyjemy się i zjemy razem z Sarą, ona potrafi gotować. – wskazuje prysznic, gdzie posłusznie wchodzi bosa wraz ze mną – Chciałabym czasem, byś była bardziej jak ona… Ale chyba nikt na świecie takiej by nie mógł mieć. Bo uczucie, które ich łączyło zdaje się nie mieć nawet nazwy. Ona była jego kotkiem…

    Struga ciepłej wody oblewa ciała z góry, szumiąc po rurach. Zamykam oczy i unoszę twarz w nią. Dopiero po chwili przy biodrach czuje dotyk, który się przesuwa w tył ciała. Opuszczam głowę i czuje dotyk miękkich, mokrych włosów. Aisza obejmuje mnie i przytula się do mojego ciała. Pierwszy raz w tym uścisku nie ma nieśmiałości czy strachu, dziwnej próby zadowolenia mnie, bym się nie denerwowała o coś, czego nie rozumie. Jest tylko ona sama, kotka. Tak jak jeszcze chwile temu robiła to Sara. Całuje jej czoło, gdy długo tak tkwimy w strugach wspólnego prysznica, obejmując się i czując tylko uderzenia kropli o skórę. Nie trzeba więcej.

    Pożyczona koszulka nie jest ciasna, ale wyraźnie widać mi przez nią cycki, co nie uległo uwadze Majki, która zaoferowała dłonie Oszki jako cyckonosz. Aisza ochoczo zjada miseczkę spaghetti, wciągając nitki oblepione sosem z ziołami, podobnie do Caro i rozgryzając sobie mięsne kuleczki, gdy zauważyła, że wszyscy zjedli przynajmniej po jednej. Domyślam się czemu, więc nie mam jej tego za złe. Wciąż trzymając w dole jej pleców dłoń i głaszcząc opuszkami, obserwuje ją przy tym. Jasne, to jej pierwszy od bardzo dawna posiłek nie będący czymś, co zrobiono na odpierdziel, ale włożono serce i umiejętności. Kiedy kończy, wycieram jej mordkę z sosu chusteczką, gdy podaje ją grzecznie do mnie. Układa głowę na obojczyku.

    – Czyżby jednak pod prysznicem do czegoś doszło, o czym nie wiemy? – dopytuje Majka unosząc widelec w moją stronę – Pochwal się, czy była lepsza niż Oszka!

    – Przyjemnie, ciepło, wilgotno. – pokazuje jej język – Jak pod prysznicem. – blondyneczka unosi głowę z otwartą buzią – Nie, Pierożku, Ciebie nikt nie przebije w moim serduszku.

    – Mama się zgodziła, by Mauren mi zrobiła całe różowe włoski na dłużej i obiecała, że jutro upieczemy babeczki brzoskwiniowe! – uśmiecha się radośnie – Może zgodzisz się, by zrobiłaby Ci ciemnogranatowe z fioletowymi i różowymi paskami! Wyglądałabyś jak Twilight Sparkle! Nawet Pan Dawid zawsze mówił, że macie podobny charakter.

    – Pomyśle, Pierożku. – głaszcze ją po blond czuprynie z różowymi pasemkami – A wtedy z Aiszy zrobimy Spike? – przypominam sobie uwagę cioci z notatek taty

    – Taaak! – Oszka niemal podskakuje, trzęsąc miseczką z resztką obiadu – Znajdziemy jeszcze Pinkie Pie i Applejack, bo Mauren będzie Rarity a Majka Rainbow Dash! Wtedy stworzymy wielkie zaklęcie szczęścia i ani mamusia, ty, Majka ani nawet Ase nie będziecie już płakać i znów będziemy razem szczęśliwi w domu Pana Dawida!

    – Kochanie… – zaczyna Sara kładąc rękę na jej ramieniu – Może pokażesz Aiszy swoje kucyki od Mauren? Wiem, że się pokłóciłyście na dworze, ale co zawsze mówią kucyki?

    – Przyjaźń to magia, a przyjaciele są od tego, by wybaczać. I Fluttershy zawsze się opiekuje przyjaciółmi.. – mruczy blondynka i obchodzi stół, chwyta dłoń Aiszy i czystą, niepasującą do niej całkowicie, angielszczyzną mówi – Pozwolę Ci uczesać grzywę księżniczki Celesti, nauczę śpiewać “Znaleźć Zwierzaka” i dam ciastko ze słoika jak Taly się zgodzi… – Aisza spogląda na mnie pytająco, jakby chcąc się dowiedzieć czy może

    – Idź, idź. Ciastko i grzywa księżniczki to poważna sprawa, a piosenka to już w ogóle. – mówię jej, kiwając głową kotka i Mała wychodzą z kuchni – Od kiedy ona włada angielskim?

    – Jakoś musiała oglądać te swoje bajki, prawda? – mówi Maja z głowa na stole – Zrobią mi tęcze na głowie… Ja im dam… Rudy im się znudził… Na łyso dam się ogolić, a nie zrobić z siebie nadpobudliwą lesbijkę z tęczową grzywą… Ja taka nie jestem… Prawda, Księżniczko Wróżek?

    – Zapytaj pana Pandy, nadwornego doradcy. – odpowiada jej, uśmiechając się słabo, po czym mówi coś niezrozumiale i cicho, składając naczynia, na co Majka od razu podrywa głowę i jej mówi wyraźnie zła o czym świadczy grymas na jej twarzy, a Sara kręci głową i wyciera łzy, cholerny koci język

    – Jeśli chcesz… – zaczynam – Jeśli chcesz… – ja chce, cholera, ja tego potrzebuje – Zadzwonię do Ase. Podjadę z nią do domu, spakuje jakąś torbę w trochę ubrań dla siebie i Aiszy, parę gier i zrobimy sobie wieczór filmów u was… Pierożkowi się spodoba, a ja zostanę kilka dni aż mama i ciocia wrócą z Kalifornii…

    – Nie musisz, Talita. – odpowiada, wciąż ścierając łzy z policzków – Wiem, że są problemy z tym mężczyzną, cierpisz i masz problemy z tą twoją Aiszą… To mądra sunia, po prostu wymaga dobrej ręki. Jak my wszyscy.

    – Dobrej, kobiecej ręki. – mruczy Majka – Faceci są dziwni. Albo jęczą wkładając, albo jęczą jak im wkładają. Wiem co mówię, widziałam w obie strony i nadal wole mięciutkie cycusie Mauren od tego. – obie z Sarą zaczynamy się śmiać – Ich obchodzi tylko zabawa.

    – Tak naprawdę, miłość może być różna. – mówi Sara, ocierając łzy, teraz rozbawienia – Miłość fizyczna kochanków, rodziców do dzieci i ta, która sprawia, dwojgu ludzi radość z bycia razem. Zapytaj pani Alicji, ona zna chyba wszystkie. – wkłada naczynia do zlewu – Jak chcesz, Aisza może zostać, aż wrócisz. Sądzę, że się dobrze bawią… – jak na zawołanie rozlega się słodki głos kucyka z bajki, śpiewającego Tak cieszę się że, tu jesteś, posłuchaj więc mnie/ Pośród wszystkich zwierzątek/ Znajdziesz co chcesz/ Przypasuje ci coś, dobrze wiem…

    Siostra milczy, od kiedy mnie odebrała od Sary. Zupełnie, jakbym znów miała siedemnaście lat, zgarnęła mnie spod szkoły i jechały w odwiedziny do taty zamiast mamy. Nie chce pytać o to, co powiedziałam wczoraj, gdy nas wiozła, chociaż mam urywki wspomnień, że była to powtórka z momentu, jak ciocia powiedziała nam o babci. A nie było tam zbyt dużo dobrych słów. Nie jest zła, ale jej twarz wyraża maminą powagę. Też nie wiedziałaś, że on urodził się w ten sposób, więc… Powinnam przeprosić. Ty wyszłaś na własny rachunek, z Mają, jesteś więc lepsza niż ja… Masz narzeczonego, którego mama lubi, własne mieszkanie. Byłby z Ciebie dumny. Co ja mam? Kurtkę. Zatrzymuje się płynnie pod domem.

    – Powiedziałam Sarze, że zrobimy dla Oszki wieczór jak kiedyś. – mówię cicho, niemal bucząc pod nosem – Wiesz, pogramy w coś i obejrzymy kilka filmów… Sarze też dobrze to zrobi, bo widać, że jest jej ciężko…

    – Chętnie. – nie odwraca wzroku, wyraźnie zamyślona – Zostawiłaś światło w salonie?

    – Nie pamiętam, a co? – widzę, że rzeczywiście się pali – W tym tempie ten dom będzie trzeba spalić do jałowej ziemi… Dlatego nie wierzył w komórki, komputery i sieć globalną. Jego dom, czarna plama na mapie świata.

    – Pójdę z tobą. – wyciąga HK VP9 i sprawdza magazynek – Wiesz, kiedy byłam mała, mama powiedziała mi, że nie mogę nikomu mówić o tatusiu, bo jest superbohaterem, a wtedy źli ludzie by go dopadli i zniszczyli. Mając trzynaście lat dowiedziałam się, że to my jesteśmy tymi złymi, którzy handlują innymi ludźmi. – uśmiecha się i profesjonalnie odbezpiecza pistolet – Jak potraktować kogoś, kto włamuje się do domu przestępców? Pistoletem i łopatą.

    Wzruszam ramionami, po czym wysiadamy i cicho, w świetle księżyca idziemy do wejścia. Pokazuje palcem na usta, a drzwi otwierają się bez najmniejszego skrzypnięcia. Światło pełza korytarzem na równo ustawione buty, dwie pary tenisówek, szpilki i jedne duże, skórzane, wojskowe.

    – Myślisz, że możemy tu zostać? – pyta pierwszy głos, należący do młodej kobiety, używając ładnej formy angielskiego – Mogliśmy wrócić do domu i…

    – To dom mojego ojca. – odpowiada jej Salomon, na co Ase unosi zdziwiona brew patrząc na mnie – A, że nikogo nie było to inna sprawa. Zresztą, Carmel, miałyście lecieć z Wiktorią.

    – Wiesz co robi Cola jak Cię nie ma za długo. – odpowiada mu – Zresztą, kto by się nami zajmował? Ona? Nie lubi nas.

    – Napisałbym do Sonalii. – odpowiada jej – Nigdy nie odmawia.

    – Nie! – mówi rozpaczliwie drugi głos, młodszy od pierwszego – Ostatnio zabrała mi konsolkę! I nie możemy spać u niej razem! Źle gotuje! Jak Carmel chciała nam zamówić pizze to powiedziała, że jesteś dla nas za dobry i… Jakbyś był naszą mamą.

    – Brownie, kochanie… – zaczyna – Wiem, że jej nie lubicie ale to moja przyjaciółka. Tydzień, góra półtora i bym wrócił. – po czym z zadowoleniem dodaje – A jakbyście mówiły na mnie mama, to bym był szczęśliwy. – po czym syczy przeciągle z bólu

    – Bardzo Cię boli? – pyta z troską Brownie – Może my weźmiemy Cole i…

    – Obrywałem mocniej. – odpowiada jej spokojnie – Zaskoczyli mnie po prostu swoimi zdolnościami, jak na psy bojowe. Postawiono na usprawnienia, którymi niewiele osób zaprząta sobie głowę. Azjaci stawiają w nich na ilość. Horda po pięćdziesiąt wściekłych klonów to norma. Są jak pszczoły, padają na cios, ale za dużo boli. Amerykanie mają pitbulle. Ciężki osobnik, obleczony kevlarem jako wsparcie bojowe, jego celem jest anihilacja celu lub śmierć. Zniesie dużo, więc może długo walczyć. Zaś te osobniki… – milczy chwile – Prowadziły skoordynowane działania, planowali taktycznie. Dwóch zajmuje, dwóch blokuje, jeden bije. Co chwile zmieniali ustawienie. Kilka stylów walki, wyposażenie bojowe i duża niewrażliwość. – rozpoznaje w tym opisie szkołę mamy – I kamuflaż. Gdybym ich zobaczył poza akcją, dałbym wiarę, że to jakiś gang. Simon mógłby to importować.

    – A gdyby Ci się nie udało? – pyta znów Brownie, brzmiąc na bliską płaczu – Co by z nami było? Przecież Sonalii by nas nie uratowała tutaj i… – cmoknięcie

    – Już? – pyta spokojnie – Żyje, wróciłem po was i będzie dobrze. To tylko kilka następnych blizn, jakich wiele. Gdyby to wam się stała krzywda, byłoby gorzej. Cola, chcesz am am?

    Wysuwam się zza przejścia. Sal siedzi tyłem do nas w kuchni. Nie ma na sobie koszulki. Jasnobrązowa, jak kawa z mlekiem skóra pleców pokryta jest większymi i mniejszymi bliznami. Teraz widać, jak bardzo jest umięśniony. Niemal potężny. Poniżej lini żeber otoczony jest szerokim bandażem. Cola siedzi przodem na jego kolanach. Jej słodka buzia znajduje się na barku, przez co wygląda jak koala. Gdyby był tak duży jak tata, pewnie nie dałoby się jej zobaczyć w ogóle. Poruszając wargami, pewnie coś przeżuwając, patrzy na mnie. Dyskretnie macha paluszkami, jak na wystawie. Najwyraźniej nie ma zamiaru powiedzieć o tym, że tutaj stoimy. Jego rozmówczyń nie widać.

    – Jacy oni są? – pyta Carmel – Ta twoja… – waha się – rodzina? Podobni do Grimery czy?

    – Mówiłem wam już. – odpowiada jej, poruszając ramionami – Ojciec też miał przyrodnią siostrę, Susan. Biała, ruda. To z jej córką, May pisałem i spotkałem się na kolacji. Miła, ale lesbijka, kropka w kropkę swoja mama. Fajnie się z nią gadało. – Cola znów odchyla plecki z głową do tyłu i otwiera buzię, wciąż patrząc na mnie, a mężczyzna bez patrzenia podaje jej lewą ręką kanapkę, którą sunia gryzie i wraca do swojej pozycji – Moje dwie przyrodnie siostry to Asenata i Talita. Co się cieszycie? Ładne imiona. Są młodsze i chyba mnie nie lubią. Pochodzą z jego związku z panią Alice, to Azjatka. Widać, kolejna rzecz, jaką mam po nim to upodobanie do skośnookich lasek. – zasłaniam sobie usta, by się nie zaśmiać razem z dwiema suczkami – Czy są więc podobni do nich… – waha się, a Cola odsuwa się kolejny raz, tym razem złażąc z jego kolan – Gdzie to mój Tygrysek znów ucieka? Dogonić go trzeba, nim się skryje…

    Zza jego ramion wysuwają się głowy znajomych już Carmel i Brownie. Obie jednak zatrzymują się, patrząc prosto na nas sparaliżowane prawdopodobnie strachem. Salomon podnosi się ociężale. Asenata jest gotowa do strzału, mierząc prosto w niego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Jeśli należysz do grupy ok 200 szcześliwców, którzy zobaczyli poprzednią wersję – masz Osiągnięcie. Wycofałem ją, by odchudzić o półtora strony samą końcówkę, bo pożarło mi ostatni akapit.

    Nie przybyło nam nowych postaci, ale wróciły stare, jak choćby ulubienica wielu czytelników, Sara. Zabawne, że pisząc vol 4 jej wspomnień, miałem w głowie wiersz Szymborskiej “Kot w pustym mieszkaniu”, ale on pasowałby tutaj bardziej, gdy rozmawia z Talitą. W nagrodę też, jedno z moich ulubionych zdjęć Chloe Toy, która wszak “użyczyła” Sarze swojej urody, więc gdy patrzy się na to, można sobie wyobrazić, że zrobił je kiedyś Dawid, kąpiąc swoją kotkę https://tiny.pl/txdwm

    Mam nadzieje, że wasz rok 2019 jest udany (chociaż już prawie jego miesiąc trwa) i cieszycie się małymi rzeczami. Vol 6, jeszcze niezatytułowany, jest już w fazie pierwszych przepisywań, a więc do zobaczenia niedługo, moje misiaczki.
    PS: Lana puściła nowy singiel (Hope is a dangerous…) z nadchodzącej płyty i jest boski…

  • Przygody tancerki

    Cześć, jestem Karolina, mam 15 lat i niedawno poszłam do trzeciej klasy gimnazjum w Warszawie. Nie mam w życiu większych problemów, całkiem dobrze się uczę, mam niezłe kontakty z rodzicami, mam kolegów, koleżanki, od 7 lat tańczę w profesjonalnej grupie. Ogólnie jest dobrze, dzięki tym tańcom jakoś wyglądam, natura czymś też mnie obdarzyła i miałam kilku chłopaków, jednak nigdy nie czułam do nich żadnej silnej relacji. W pewnym momencie zorientowałam się, że jestem lesbijką. Problem w tym, że nie mam pojęcia jak podrywać dziewczyny, coś tam próbowałam ale prawie zawsze kończyło się to moim upokorzeniem. Także z takim nastawieniem szłam na lekcje drugiego września.

     W szatni, zmieniając buty zauważyłam jeszcze mojego byłego, Michała, on już był w liceum, z Olą, jego dziewczyną. Kurcze, ładna była, pomyślałam i rozmarzyłam się lekko widząc oczami wyobraźni jak liżę jej cipkę i masuję jej okrągłe piersi. Ale nie, pomyślałam, bądź realistką, marzenia mają małe dziewczynki. Wtedy od tyłu ktoś mnie szturchnął, obróciłam się i zobaczyłam Kasię, moją dobrą przyjaciółkę od początku tej szkoły. Od razu uprzedzę pytania, nigdy nie uważałam jej za atrakcyjną, po prostu dobrze się dogadywałyśmy. Tak czy inaczej oparłyśmy się o szafki i zaczęłyśmy rozmawiać o pokazie mody z poprzedniego dnia. W pewnym momencie Kasia dyskretnie pokazała mi, że podchodzi do nas Ola, ta sama blondynka, która całowała się przed chwilą z Michałem. Powoli się obróciłam, nie miałam pojęcia dlaczego miałaby do mnie podchodzić, ale była uśmiechnięta, zawsze to dobry znak, miałam też okazję bliżej się jej przyjrzeć. Była naprawdę seksowna, od stóp, przez szczupłe nogi i jędrną pupę, smukłą talię, podkreśloną spodniami z wysokim stanem, duże piersi, do delikatnej twarzy i długich blond włosów. Z tych rozważań wyrwał mnie jej głos,

    -hej, ty jesteś Karolina, prawda? – zapytała bardzo pozytywnie

    -tak – odpowiedziałam – a ty Ola, tak?

    -dokładnie, i mam dla ciebie rolę – powiedziała bardziej zdecydowanie

    -yyy, co? – powiedziałam zdezorientowana

    -Ustalmy sobie jedną rzecz, w tej szkole rządze ja, im szybciej to zrozumiesz, tym szybciej się zaprzyjaźnimy, i wybrałam sobie ciebie na służącą, jutro zaczynasz, powodzenia – po czym dość serdecznie się zaśmiała, odwróciła się na pięcie i odeszła

    -co? – powiedziałam już sama do siebie – co to znaczy służąca?

     Ale zachowałam zimną krew, może po prostu ma dziwaczne poczucie humoru i sobie żartowała. Tak czy inaczej poszłam na lekcje, a tam nic nowego, znajoma klasa, nauczyciele, dzień jak co dzień, o tyle dobrze, że nie było żadnej pracy domowej czy lektur. Trochę pogadałam z przyjaciółkami i o 15:30 wreszcie wyszłam ze szkoły. Żeby nie było, nie wracałam do domu, tylko jechałam na trening taneczny, jak co dzień od 7 lat. To w sumie moja pasja, coś tu osiągam i mam tu koleżanki…., a nawet coś więcej niż koleżanki.

     Nie wspomniałam jak odkryłam, że jestem lesbijką. Na obozie parę lat temu byłam w pokoju z Alicją, zgrabną blondynką i pewnego razu postanowiłyśmy, że się pocałujemy żeby zobaczyć jak to jest. I było…magicznie, gdy poczułam jej miękkie usta ciarki przeszły mi po całym ciele. Czułam, że jej też się to podoba, i nie wiem co stało by się dalej, gdyby nasza trenerka nie zapukała nagle do drzwi. Od tamtego czasu cały czas czuję między nami jakąś więź, ale nie rozwinęło się to nigdy w nic poza bliską przyjaźnią. Tak czy inaczej, bardzo się ucieszyłam gdy zobaczyłam ją w szatni. Ale nie tylko się ucieszyłam, byłam też lekko zaskoczona, przez te wakacje Alicja naprawdę dojrzała, może nie miała wielkich piersi, ani tyłka ale miała niesamowicie kobiecą sylwetkę i ogólnie czuć było od niej dojrzałość. Dodam, że nasz klub był wyłącznie dla dziewczyn, więc przywitałam się z resztą i poszłyśmy na scenę.

     Trening trwał jakąś godzinę, oczywiście spociłam się niemiłosiernie i na dodatek, to na mnie wypadło sprzątanie rekwizytów. Byłam już lekko zmęczona więc zamiast 5 minut zajęło mi to 15 i gdy wróciłam do szatni to była już pusta, ale nie byłam jakoś szczególnie zdziwiona, tak więc zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i poszłam pod prysznic. Niewiele o nim wiedziałam, wstawili go dwa dni wcześniej, więc beztrosko weszłam do środka. Zauważyłam nagle, że to prysznic wspólny, a pod ostatnim z natrysków stała…Alicja. Nic nie mogło mnie na to przygotować, ona była nieziemsko piękna, i stała kilka metrów ode mnie. Stałam tak z pół minuty po czym podeszłam do niej. Bez żadnego planu, byłam zbyt zdezorientowana.

    -Alicja, jak tam wrażenia pod prysznicem – zapytałam, nieśmiało podchodząc do niej z boku

    -Karolina! – wykrzyknęła i szybko się obróciła – do…brze – zwolniła patrząc się na mnie od stóp do głów

    -Wow, powiem ci, że… jesteś piękna – powiedziała bardzo cicho i powoli

    -Pamiętasz może ten obóz parę lat temu? – spytałam nerwowo

    -Tak – powiedziała i zbliżyła się do mnie tak że nasze czoła się stykały – chciałabyś to powtórzyć? – szepnęła

     W odpowiedzi ją pocałowałam, ona to odwzajemniła i nagle poczułam jej dłoń na mojej cipce. Zaczęła ją masować, prawie się zgięłam z rozkoszy, gdy zaczęła wsuwać do niej palca. Po chwili już dwoma palcami penetrowała mi cipkę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i doszłam, moje soki zalały jej całą rękę. Ale nie mogłam na tym skończyć, przecież to moja przyjaciółka. Przestałam ją więc całować i klęknęłam, niezbyt więdząc co zrobić wsunęłam mój język w jej dziurkę, być może zbyt gwałtownie bo pisknęła i przysnęła mi głowę do swojego krocza. Ja zaczęłam po prostu robić w niej kółeczka językiem. Nigdy nie myślałam, że tak to będzie smakować, ale było to bardzo przyjemne. Po chwili poczułem jak zaciska mi ręce na głowie i nagle moją buzię wypełniły jej soki, było ich mnóstwo, ale były słodkawe, więc dość instynktownie je połknęłam, po czym wstałam i pocałowałam ją w usta. Wtedy powiedziała, że było cudownie, ale już czas się zbierać, miała rację, przez tą zabawę straciłyśmy poczucie czasu.

     Wyszłyśmy spod prysznica, przebrałyśmy się, podeszłam ją pocałować, a ona pobiegła do samochodu rodziców, czekali na nią już 20 minut. Gdy tylko wyszła, ja też pojechałam do domu. Tam w przedpokoju spotkałam swoją durną młodszą siostrę, Martynę, była tylko rok młodsza, ale cały czas śmiała się ze mnie, że nigdy nie znajdę dziewczyny. Z ogromną przyjemnością powiedziałam jej więc o tym co się stało, ona tylko słuchała z wielkimi oczami i była jakoś mniej gadatliwa. Po tym wszystkim wskoczyłam do łóżka, starczy tych emocji na dziś, ale to był wspaniały dzień.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Podgladacz, szantazysta.

    Cześć. Jestem Bartek i mam 15 lat. Jestem zwykłym nastolatkiem, średni wzrost, krótkie, blond włosy, budowa ciała raczej szczupła. Nie jestem duszą towarzystwa, chociaż mrukiem też nie można mnie nazwać. Co więcej jako członek szkolnej drużyny piłkarskiej jestem raczej rozpoznawalny w szkole. No i z pewnością jestem uzależniony od dwóch rzeczy, sportu i pornografii. No dobra, tylko od tego drugiego:D Teraz opowiem historię, która wydarzyła się wiosną.

    W kwietniu sąsiedzi z domu obok wyjechali z miasta, a swój stary dom sprzedali. Młode małżeństwo, które się tam wprowadziło sprawiało wrażenie dziwne znajomego, szczególnie Ola. Kobieta, o której marzy każdy facet. Miała dwadzieścia kilka lat, była wysoką, szczupłą blondynką, której włosy sięgały do pośladków. Lubiła nosić bardzo krótkie spódniczki i bluzki z dekoltem. Bardzo rzadko zdarzało się jej zakładać stanik co jedynie dodawało jej seksapilu.

    W ostatni poniedziałek maja nie chciało mi się iść do szkoły, a jako że starzy wcześnie zaczynają pracę to nikt nie wymusił na mnie pójścia do szkoły. Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do swojego pokoju, do komputera.

    Musicie wiedzieć, że z okna mojego pokoju widać patio sąsiadów. Widok który mi się ukazał spowodował natychmiastowy odpływ krwi z mózgu w wiadome rejony.

    Ola naga jak ją Pan Bóg stworzył klęczała przed swoim mężem i pozwala mu z olbrzymią siłą i szybkością penetrować swoje gardło. Jego duży penis raz za razem wchodził i całkowicie znikał w jej ustach. Po kilku minutach podniósł swoją małżonkę i położył ją na stole ogrodowym tyłem obróconą do niego. Tym razem to on klęknął i zaczął pieścić ją palcami oraz językiem.

    Moja ręka automatycznie pojawiła się na członku. Po chwili zorientowałem, się że to co właśnie widzę może się już nie powtórzyć, postanowiłem wiec złapać za telefon i nagrać tak dużo jak tylko będę w stanie.

    Gdy wróciłem do okna Jacek właśnie delikatnie przesunął stół na którym leżała naga Ola.

    Uznałem, że trochę to dziwne, może słońce zbyt bardzo go przypiekało, ale szybko to zignorowałem gdyż miałem inne priorytety.

    Jacek obrócił swoją partnerkę i wpakował twardego penisa w odbyt żony. Ola głośno krzyknęła, więc zakrył jej usta dłonią, spod której dochodziły już tylko przytłumione jęki. Nie minęło dziesięć minut gdy Jacek wyciągnął penis z pupy swej partnerki, a ta padając na kolana znów wzięła członka do ust. Jacek złapał za kamerę której jeszcze chwile temu wcale zauważyłem. Kilka sekund później usta cudnej blondynki wypełnił ejakulat, który wypluła na piersi i brzuch.

    Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mężczyzna jest w stanie jednorazowo wystrzelić go aż tak dużo.

    O wydarzeniach z poniedziałkowego ranka myślałem przez cały tydzień aż w końcu odważyłem się zrealizować najbardziej brawurowy plan mojego życia, odwiedzić sąsiadkę pod nieobecność jej męża i wykorzystać film który nagrałem, zaszantażować i skłonić do rozprawiczenia mnie.

    W sobotę mój ojciec jechał z Jackiem na ryby, a matka zawsze w weekendy odwiedzała swoich rodziców. Uznałem, że nie będę miał lepszej okazji do działania.

    Zaczął się czerwiec i było naprawdę gorąco, około godziny siedemnastej gdy tylko matka pojechała do dziadków postanowiłem odwiedzić Olę.

    Zadzwoniłem dzwonkiem na bramie. Po chwili zza drzwi wyłoniła się ona. Miała na sobie białą mini i koszulkę na ramiączkach spod której sutki przebijały się wręcz wołając o wypuszczenie.

    -Cześć. – powiedziałem niepewnie.
    -Cześć, co cie do mnie sprowadza? – zapytała zaskoczona moją wizytą.
    -Musimy porozmawiać. Czy mogę wejść? – zapytałem już nieco bardziej pewny siebie.
    -Jasne, zapraszam. – odparła wskazując mi drogę do domu.
    -Ładny dom.
    -Dziękuje. -uśmiechnęła się. – Coś do picia? Strasznie dzisiaj gorąco.
    -Tak, dziękuje.

    Odwróciła się do mnie tyłem i sięgnęła do dolnej szafki po szklanki. Pochyliła się eksponując swe piękne nogi i kształtną pupę, przez moment gdy była pochylona wydawało mi się, że nie ma majtek. Z rozmyślania o jej cipce wyrwał mnie głos.

    -Proszę. – podała mi wodę. -Co Cię do mnie sprowadza?
    -Chce Ci coś pokazać. – wyciągnąłem telefon i odpaliłem filmik na którym widać jak uprawia seks z Jackiem. – Jeśli nie chcesz, żeby ten film wylądował w internecie to rozbieraj się. – wyrecytowałem jednym tchem.

    Ola chyba nie wierzyła własnym uszom, przez krótką chwile stała jak wryta i nie odezwała się nawet słowem. Nie wiem jak ona, ale ja byłem przerażony, wiedziałem że z tego miejsca już nie ma odwrotu. Serce waliło mi jak młot. Sam nie mogłem uwierzyć, że odważyłem się coś takiego zrobić. Po chwili konsternacji odważyłem się na następny krok i wsadziłem swoją dłoń pod jej spódniczkę. Rzeczywiście nie miała na sobie majtek. W tym momencie akcja nabrała tempa. Ola gwałtownie odskoczyła i zaczęła krzyczeć.

    -Nie dotykaj mnie!
    -Jeśli nie chcesz zostać gwiazdą porno to się rozbieraj. – wydałem polecenie władczym tonem.

    Przez krótką chwile zdawało mi się, że przez twarz Oli przebiegł drobny uśmiech, lecz po chwili znów miała rozzłoszczoną minę.

    -Co ty sobie myślisz? Jak… – przerwałem w pół zdania.
    -Myślę, że mam coś czego nie chcesz ujawniać.
    -Dobra, ale masz nikomu nic nie mówić i mnie nie dotykać. Możesz tylko patrzeć. Poczekaj tu. Idę do łazienki i za minutę wracam. – naiwna myślała, że wystarczy pokazać mi cycki.
    -Ok. Tylko szybko. – próbowałem grać stanowczego i pewnego siebie, mimo że przez moją głowę sprzeczne ze sobą myśli goniły jak stado dzikich koni.

    Ola poszła na górę, zmysłowo kręcąc tyłkiem. Po kilku chwilach usłyszałem głos.

    -Chodź na górę!

    Wszedłem po stromych schodach bezpośrednio do salonu. Ola stała na stoliku do kawy stojącym przy kanapie. Wyglądała obłędnie. Miała na sobie czarne szpilki, pończochy i uniform francuskiej pokojówki jak z filmu porno.

    -Nie stój jak kołek! – nakazała Ola. – Siadaj i oglądaj. Urządzę Ci pokaz jakiego jeszcze nie widziałeś i już pewnie nie zobaczysz, a po wszystkim wypierdalaj.

    Bez słów usiadłem na kanapie i zacząłem obserwować z jaką gracją i erotyzmem porusza się ta kobieta. Najpierw pozbyła się bardzo krótkiej mini, pokazując mi swoje śliczne stringi z czarnej koronki, potem zdjęła prześwitującą bluzeczkę pod, którą miała już tylko stanik dopasowany do majtek.

    Myślałem, że penis zaraz przebije me spodnie.

    Tańczyła w samej bieliźnie jeszcze przez chwile po czym z gracją zeszła ze stolika i usiadła na mnie. Powolne, seksowne ruchy miednicą, które wykonywała doprowadzały mnie do wrzenia, a ona nie przestawała. Szybkim, płynnym ruchem zdjęła stanik i łapiąc mnie za głowę docisnęła piersi do mej twarzy. Pierwszy raz w życiu widziałem biust kobiety na żywo, pierwszy raz dotykałem czegoś tak wspaniałego. Byłem wniebowzięty. Moja showgirl cudownie łechtała moje zmysły, aż do momentu gdy muzyka stanęła. W momencie przerwała, zeszła ze mnie, zmysłowym ruchem ręki przykryła swoje piersi, po czym odwróciła się o 180 stopni.

    -Co się stało? Kontynuuj!
    -Chciałeś tylko bym się rozebrała i zrobiłam to, więcej dałam Ci najlepszy striptiz jaki w życiu widziałeś i jakiego już pewnie nie zobaczysz, a ty masz czelność żądać czegoś jeszcze? – zapytała z wyrzutem.
    -Tak! Mam film, którym mogę Cię skompromitować i jeśli mnie do tego zmusisz, zrobię to. – mój plan sypał się jak domek z kart, musiałem więc reagować w sposób radykalny.

    Moja ofiara uznała chyba, że jednak rozsądniej będzie mnie nie drażnić i dostosować się do moich poleceń.

    -Ok, młody – zrobiła tu krótką przerwę, by po chwili dodać – czego chcesz, mam ci zwalić?
    -Po pierwsze jak już wcześniej prosiłem, masz się rozebrać.
    -Przecież jestem naga! O co Ci do cholery chodzi?
    -Nie jesteś. Twoje szpilki i pończochy bardzo mi się podobają, ale mogłabyś pozbyć się majtek.

    Ola grzecznie wykonała polecenie. Podeszła bliżej po czym stanęła tyłem do mnie. Wypięła w moją stronę pośladki i szybkim, władczym ruchem odsłoniła przede mną swą nagość. Jej cipka, piękna, starannie wydepilowana hipnotyzowała mnie przez moment do póki Ola nie wymierzyła sama sobie klapsa w prawy pośladek.

    -Podoba Ci się zboczku? – zapytała z szelmowskim uśmiechem.
    -Bardzo. – bezmyślnie odparłem z idiotycznym wyrazem twarzy i jęzorem na wierzchu. – Nie ruszaj się.

    W tym momencie wstałem i lewą ręką złapałem ją w pasie i przywarłem do niej, a prawą zacząłem pieścić jej cipkę. Choć w pierwszym momencie próbowała odskoczyć zaskoczona moim zachowaniem, to po chwili opanowała się i rozluźniona wtuliła w moje ciało.

    -Pierwszy raz molestujesz kobietę? – zapytała rozbawiona po chwili moich „pieszczot”.
    -Tak. – wyznałem zażenowany swoim brakiem doświadczenia.
    -Widzę, a właściwie czuję. – odpowiedziała niemal parskając śmiechem.

    Wyciągnąłem rękę z pomiędzy jej nóg i wyprostowany stanąłem obok.

    -Obciągnij mi! – nakazałem zanim powiedziała coś jeszcze.
    -Poczekaj, poczekaj ogierze, narobiłeś mi ochoty na placówkę, a teraz każesz mi o niej zapomnieć?
    -Chodź tu bliżej. – usiadła na sofie z szeroko rozłożonymi nogami. -No chodź, nie gryzę. Uklęknij tu i zrób mi porządną palcówkę. – wskazała miejsce u swych stóp.

    Cholera, miałem zrobić z nią cokolwiek na co będę miał ochotę, a to ona zaczyna wydawać polecenia i wiecie co? Podoba mi się to. Zbliżyłem się niepewnie, ukląkłem położyłem rękę na piersi tej bogini i zacząłem powoli zsuwać dłoń w dół. Przesuwałem po żebrach, brzuchu, aż w końcu zjechałem w bok na biodra, potem wewnętrzną cześć uda i stopę.

    Napawałem się pięknem jej nagiego ciała oraz cytrusowym zapachem.

    Moja dłoń ruszyła w górę z kostki ponownie zahaczyła udo, a potem wspaniałą pachnącą różową dziurkę. Złapała moją dłoń, wsadziła sobie do swych ust po czym oblizała dwa palce.

    -Teraz wsadź je do środka.
    -Aa… yhmm.

    Bełkocząc zupełnie bez sensu pochyliłem się i zacząłem penetrować palcami jej kobiecość. Najpierw delikatnie wodziłem dłonią wokół warg, potem coraz odważniej zapuszczałem się również miedzy nie by po chwili wsadzić palec do środka. Nie penetrowałem zbyt głęboko. Wsadzałem do środka może pół palca po czym powolnie wycofywałem, próbowałem utrzymywać odpowiedni rytm, aby sprawiać jej jak największą przyjemność i chyba mi się to udawało. Na jej twarzy obserwowałem uśmiech, oczy miała zamknięte, a usta rozchylone, jej oddech przyspieszał, sutki stały no i po kilku minutach była już bardzo wilgotna. Zupełnie się tego nie spodziewałem oburącz złapała mnie za głowę i docisnęła do cipki.

    -Teraz liż.

    Nie odpowiedziałem, tylko ochoczo wziąłem się do roboty. Rozchyliłem wargi prawą dłonią by mieć lepszy dostęp do łechtaczki, starałem się pieścić ją językiem tak delikatnie jak to tylko możliwe, jednocześnie penetrując jej cipkę palcem wskazującym drugiej ręki.

    -Dobrze Ci idzie, teraz mocniej. – całkowicie przejęła kontrolę nad tym co się tutaj działo.

    Tym razem palcówka nie była już tak spokojna i delikatna. Dołożyłem drugi palec i chociaż było ciasno zwiększyłem tępo oraz głębokość pchnięć jednoczenie nie zaniedbując łechtaczki. Po chwili jej ciałem wstrząsnął orgazm. Nogi które chwile wcześniej założyła mi na ramiona zacisnęły się skrzyżowane na moich plecach, a cała wagina pulsowała ociekając moją śliną oraz jej śluzem. Gdy już się uspokoiła pocałowałem jej łechtaczkę, przesunąłem usta wyżej, ucałowałem pępek, potem oba sutki, a następnie usta. Pocałunek odwzajemniała jedynie przez ułamek sekundy, było to tylko muśnięcie językiem po moim języku. Odepchnęła mnie, niezbyt mocno, ale jednak.

    -Dobrze Ci poszło. Naprawdę dobrze, jeszcze trochę poćwiczysz i będą z ciebie ludzie. Chcesz coś w zamian? – zapytała z diabelskim uśmiechem. – nie czekała jednak na odpowiedz. Ściągnęła ze mnie spodnie i bokserki. Jej oczom ukazał się mój nie tak olbrzymi jak Jacka lecz mimo wszystko raczej spory penis. Stał twardy i połyskujący.
    -No, no. – uśmiechnęła się. – Całkiem imponujący.

    Ola złapała oburącz moje pośladki i przesunęła mnie w swoim kierunku. Ustami złapała za penisa, wzięła go jednak nie głębiej niż na trzy centymetry. Dokładnie wylizała żołądź bez wypuszczania mojej męskości z ust choćby na chwile. Nie mogłem porównać tego cudownego uczucia z niczym co dotychczas przeżyłem.

    -Całkiem smaczny jesteś. Wiesz, że nigdy jeszcze nie miałam prawiczka? – na jej twarzy malowała się satysfakcja i podniecenie.

    Cały czas trzymając mnie za pośladki wbiła głębiej paznokcie jednocześnie znowu pakując mojego sterczącego prostopadle do jej twarzy penisa w swe śliczne usta delikatnie zasysając samą główkę. Nie minęła nawet minuta od momentu w którym jej usta i mój penis połączyły się po raz pierwszy, a dał o sobie znać mój brak doświadczenia. Orgazmu tak potężnego jeszcze nigdy nie miałem. Skurcz za skurczem wypychał spermę prosto w usta mej prześlicznej kochanki.

    Ola zaskoczona faktem tak szybkiego finiszu próbowała pozbyć się penisa z ust, lecz sekundy przed orgazmem złapałem ją za głowę by uniemożliwić jej jakąkolwiek ucieczkę przed tym co zaplanowałem przed przyjściem tutaj, finał w ustach..

    -Masz wszystko połknąć, ale najpierw, pokaż mi ile spermy w ciebie wpakowałem. I nie próbuj wypluwać! – poczułem, że znowu to ja rządzę.

    Najpierw puściłem głowę mej niewolnicy, potem powolnym ruchem wydobyłem z jej ust penisa.

    Ola po chwili otworzyła usta, jednocześnie odchylając lekko głowę do tyłu. Jej buzia wypełniona była na tyle, że pod białą, gęstą spermą nie było widać języka. Zamknęła oczy i wykonała polecenie. Byłem jednocześnie zażenowany marnym czasem, który wystarczy bym się spuścił, a jednocześnie chciałem rzucić się na nią i pocałować te piękne, czerwone usta, które dały mi tyle przyjemności.

    -Aghhh! Jak mogłeś mi to zrobić?! – odepchnęła mnie na kanapę i zaczęła krzyczeć, gdy tylko jej usta były już puste. – Nawet mnie nie ostrzegłeś. Nigdy więcej tego nie rób!
    -Sorry, nie mogłem już dłużej wytrzymać. Jesteś za dobra w te klocki. – odparłem niemal się śmiejąc.
    -Samo „sorry” nie wystarczy, nakarmiłeś mnie chyba litrem spermy, więc teraz będziesz musiał odpokutować. A co do twojego filmiku to nie myśl, że robi to na mnie jakiekolwiek wrażenie. Z Jackiem nakręciłam już masę filmów i wszystkie są w Internecie. Tak wtedy gdy nas przyłapałeś też nagrywaliśmy pornosa, bo ja już jestem gwiazdą porno i to bez twojej pomocy. A teraz spójrz tam w róg. Gdy poszłam na górę jako pierwsza nie tylko się przebrałam, ale też ustawiłam kamerkę. Gratuluje teraz to ty jesteś gwiazdorem porno. Gościem który spuścił się w 30 sekund. Możesz być, pewny, że coś takiego zrobi w Internecie karierę.

    Byłem załamany. Teraz wszyscy w szkole dowiedzą się jak marny ze mnie kochanek i że jestem zwykłym zboczkiem, który podgląda sąsiadów. W jednej chwili trafiłem z nieba do piekła nie było mowy o zabawie w dominację nad sąsiadką, teraz toczyła się walka o moją przyszłość.

    -Nie publikuj tego w Internecie, zrobię co tylko sobie życzysz. – próbowałem ratować się przed kompromitacją, która mogłaby mnie skreślić.

    Ola pokazując mi schody powiedziała.

    -Jaki malutki, biedniutki chłopczyk, a jeszcze przed chwilą władca, który chciał mną rządzić. Żegnam pana. Dostałeś co chciałeś wiec teraz spadaj. Odezwę się gdy już postanowię co zrobić z filmem i z tobą.

    Uśmiechnęła się jednak w sposób tak jednoznacznie nieprzyzwoity, że nawet takiemu głąbowi jeśli chodzi o relacje damsko-męskie jak ja nie trzeba było tłumaczyć, że to jeszcze nie koniec.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Qetrab

    Dzięki za uwagę. Dajcie znać co trzeba poprawić i czy chcecie wiedzieć co bylo dalej:D

  • Macocha cz.1

    Cała sytuacja, w której się obecnie znajduję zaczęła się w dniu wyjazdu mojego ojca na delegację za granicę. Wróciłam do domu ze szkoły pożegnałam się z nim i zostałam w domu z macochą i jej dwoma córkami (nie nawidziłam ich). Czując się samotna wybrałam się do koleżanki. Plotkowałyśmy, ogólnie było super wtedy jeszcze nie wiedziałam, co czeka na mnie w domu i jak zmieni się moje życie…
    Po powrocie do domu byłam w szoku. Wszystkie rzeczy z mojego pokoju wylądowały w koszu, a w nim zadomowiła się jedna z moich przyrodnich sióstr.
    Co do chuja?- spytałam zdenerwowana.
    Wtem do pokoju wparowała moja macocha i głupkowato się śmiejąc oznajmiła, że od dziś mieszkam na korytarzu. Zaprotestowałam i chciałam dzwonić do ojca, lecz Mariola(tak miała na imię moja macocha) zagroziła, że wyjawi ojcu mój sekret(byłam lesbijką). Nie chciałam tego więc odłożyłam telefon, gdy to zobaczyła rozkazała mi się rozebrać. Zamurowało mnie, lecz z tyłu głowy miałam myśl, że jeśli tego nie zrobię moja tajemnica wyjdzie na jaw. Powoli zdjęłam wszystkie ubrania(nie było tego dużo, ponieważ miałam na sobie tylko sukienke, zazwyczaj nie noszę majtek ani stanika).
    Patrz jaka suka chodzi bez majtek- macocha powiedziała do Ani(jednej z sióstr).
    Byłam bardzo zawstydzona stojąc nago zupełnie nago przed nimi.
    No, a teraz pójdziemy do twojego nowego ,,pokoju”-powiedziała Mariola i ruszyła w stronę korytarza.
    Ruszyłam za nią, lecz to był błąd, odwróciła się i z całej siły kopnęła mnie w krocze. Skuliłam się z bólu, a macocha poinformowała mnie, że od dziś w domu mam nazywać ją swoją panią, być zawsze nago i poruszać się jedynie na czworaka jak suka.
    Wszystko jasne?- spytała ściskając mnie za sutka.
    Tak…Pani- odjęknęłam z bólu.
    Podążyłam więc za nią na ziemi i spostrzegłam, że na korytarzu stoi kojec, którego wcześniej nie zauważyłam.
    Oto twój nowy pokój- powiedziała macocha.
    Posłusznie weszłam do środka i położyłam się… zasnęłam.
    Gdy się przebudziłam macocha i dwie siostry gdzieś wychodziły(nie wiem czy wspomniałam d**ga z sióstr miała na imię Nicole). Widząc, że nie mam nic do picia zapytałam:
    -…Pani czy mogłabym prosić o trochę wody do picia?
    Na co macocha spoglądając na swoje córki odpowiedziała ze śmiechem:
    -Nie wspominałam, że od dziś twoim jedynym napojem będą nasze siki? Więc napijesz się tylko wtedy kiedy nam się zachce. Masz szczęście, bo akurat ciśnie mnie pęcherz.
    Poszła do kuchni po psią miskę nasikała do niej na moich oczach i włożyła do kojca… Wyszły… Na początku nie chciałam ich pić, lecz stawałam się coraz bardziej spragniona i w końcu musiałam się przemóc. Były okropne, lecz zaspokoiły pragnienie po ich wypiciu skuliłam się w rogu kojca i rozmyślałam nad tym jak jeszcze mogą mnie upokorzyć i co ze mną zrobić.
    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maria Wolska
  • Pozegnanie lata – 2.

    Część 2/2 

    Radek podszedł do Kamili, siadł obok, objął ją, coś szepnął na ucho i pocałował. Dziewczyna z uśmiechem skinęła głową i położyła się na wznak, a Radek nachylił nad nią. Dłonią głaskał pierś. Bogdan bez słowa stanął nad nimi. Radek spojrzał na kolegę i wykonał szeroki gest:  

    – Zapraszamy.

    – Czym chata bogata – dodała Kama, uśmiechając się prowokująco. Zachęcająco odchyliła nogę i palcem przesunęła po nodze w kierunku krocza.

    Gest podziałał na chłopaka znacznie mocniej niż werbalne zaproszenie. Bogdan szybko usiadł z drugiej strony dziewczyny i głową przykrył jej krocze. Chwilę później Kamila rozsunęła nogi. Westchnęła pod wpływem pieszczot Bogusia i objęła go nogami. Cała trójka nie odezwała się więcej. – Kurde, oni zerżną ją we dwóch! – właśnie dotarło do mnie.

    Radek delikatnie drapał brodawkę. Szybko stwardniała. Na chwilę przerwali pocałunek. Pod wpływem pieszczot podniecona Kamila wygięła się. Leżała na głowie i pośladkach. Głośno oddychała. Jej opalone ciało tworzyło łuk, połyskujący w blasku płomieni ogniska. Jedną dłonią przyciskała głowę Bogusia. Ten intensywnie pracował ustami, językiem, jeszcze pomagając sobie palcem. Kama wybełkotała coś chrapliwym tonem i krzyknęła. Wygięła się jeszcze mocniej, ciągnąc Bogdana za włosy. Chłopak z trudem powstrzymywał się przed krzykiem. W końcu Kamila upadła na plecy i puściła czuprynę kolegi. Boguś i Radek głaskali ją po brzuchu i piersiach. Co jakiś czas jej ciałem wstrząsał potężny skurcz. Nadal przeżywała orgazm. Chłopaki patrzyli na nią z zadowoleniem. Żyła orgazmem. Uśmiechnęli się do siebie. Była ich. Jeszcze kilka razy mogliby doprowadzić ją do takiego stanu. Radek usiadł na wysokości głowy ich kochanki. Jego penis sterczał. Brat niecierpliwił się, czekając aż dziewczyna nieco oprzytomnieje.

    *

    Zenek obserwował Kamilę i w końcu sięgnął po Różę, która siedziała obok niego. Położył się na plecach i wciągnął blondynkę na siebie. Bez oporów, ale z nieśmiałym uśmiechem przytuliła się do niego. Nie okazywała tego, jednak cieszyła się, że zwrócił na nią uwagę. Ten wieczór, ta noc są inne niż wszystkie pozostałe na wczasach. I nie tylko tutaj. Chciała „mocno” przeżyć te chwile. Według swoich wyobrażeń i po raz pierwszy w tak szalony sposób! Była świadoma, że być może już nigdy nie odważy się na równie rozbuchany seks.

    Całowali się czule. Dłońmi obejmowała jego głowę. Im dłużej trwał pocałunek, tym bardziej stawała się namiętna. Jej włosy przykryły twarz chłopaka. Powoli poruszała biodrami, jednocześnie czując jak na jej pieszczotę reaguje penis. Podniecona wepchnęła język w usta Zenka. Zanurzyła palce w jego włosach. Podszedł do nich Andrzej, siadł przy ich biodrach i sięgnął do pupy Róży.

    – Zaufaj mi – uspokajająco szepnął dziewczynie do ucha.

    Mruknęła aprobująco, więc głaskał ją, aż w końcu powoli wsunął palec do pochwy. Blondynka nie zareagowała, więc zaczął posuwać ją palcem. Róża zaczęła pojękiwać i jeszcze bardziej namiętnie całować się z Zenkiem. Obydwaj prawie równocześnie sięgnęli do jej piersi. Macali jak swoje! Dziewczyna była tak głodna pieszczot i seksu, że oddawała się bez żadnych protestów. Spojrzeli po sobie i bez słowa sięgnęli do jej pochwy.

    – Rozi, przygotuj się na super wrażenia – zapowiedział Andrzej. Blondynka nie zdążyła zapytać. Chłopacy usadowili się wygodniej i niemal równocześnie wepchnęli palce do pochwy.

    – Och! Wy… – więcej nie potrafiła powiedzieć. Drugą ręką ponownie sięgnęli do jej piersi. Odchyliła głowę i ciężko oddychała. Chłopacy rytmicznie posuwali ją palcami. Zenek chwycił brodawkę zębami. Ich blondynka cieszyła się niesamowitymi doznaniami.

    *

    Grzesiek siadł pod najbliższym drzewem, odchylił się, rozrzucił nogi i brzdąkał na gitarze. Irenka położyła się na brzuchu między jego nogami i łapczywie sięgnęła po twardego penisa. Po chwili wzięła go w usta. Głęboko. Grzesiek uśmiechnął się. Trzymając penisa w ustach, spojrzała na chłopaka. Oczekiwała aprobaty.

    – Świetna jesteś. Nie przerywaj, liż – uśmiechnął się.

    Wyraz jej twarzy złagodniał i mocniej zaczęła pieścić penisa. Grzesiek z trudem kontynuował grę.

    Anka, widząc zaangażowanie chłopaków, rozejrzała się, wzruszyła ramionami, podeszła i siadła obok Irenki. Przyglądała się w milczeniu, a po chwili położyła obok dziewczyny. Pocałowała ją w ramię, oparła rękę na łokciu i sięgnęła do penisa Grześka. Irenka, nie wyjmując go z ust, rzuciła jej poważne spojrzenie.

    – Tylko głaszczę – łagodnym tonem broniła się Anka.

    Po delikatnych pieszczotach pupy, wsadziła palec w cipkę Irenki. Dziewczyna drgnęła i… rozsunęła nogi, nie przestając obciągać Grześkowi.  

    Irenka, coraz intensywniej pieszczona przez koleżankę, w końcu dopuściła Ankę do penisa Grześka i sama wepchnęła palec w jej pochwę. A może w pupę? Chłopak odłożył gitarę i macał piersi obydwu dziewczyn. Anka rytmicznie opuszczała i podnosiła głowę. Uśmiech na jego twarzy dowodził, że obie są dobre w seksie oralnym.

    Miałem cichą nadzieję na weryfikację ich umiejętności.

    *

    – Blanka, zapraszam! – machnąłem dłonią do niebieskookiej.

    – Co? – podeszła i stanęła nade mną. Piersi fajnie kołysały się.

    – No, zapraszam! – dłonią wskazałem sterczący członek. Położyłem się na plecach.

    – Ooo, ty…! Fajnie! – uśmiechnęła się. Uklękła, wzięła penisa w dłoń i z uśmiechem, cały czas patrząc mi w oczy, powoli wkładała go do pochwy. Przygryzła wargę i powoli zaczęła ujeżdżać mnie. Z radości podniosła ramiona i założyła za głowę. Nadal patrzyła na mnie. Tak cieszyła się seksem w tym otoczeniu! Tego chciała! Na to czekała!

    – Masz świetny biust – westchnąłem z uznaniem. Pogłaskałem jedną, potem drugą pierś. Były takie jędrne, pełne. Przed paroma miesiącami przypadkowo zdarzyła mi się czterdziestoparoletnia ciotka, więc doceniałem świeżość i jędrność rówieśniczki. Delikatna, sprężysta skóra, żadnych zmarszczek, rozstępów. Dziewczyna wyprostowała się i przymknęła oczy. Dłonie wsunąłem pod głowę i podziwiałem kołyszące się piersi. Czasami gwałtownie unosiłem biodra, wywołując głośniejszy jęk Blanki.

    Mariola podeszła do nas. Położyła się obok mnie. Całowaliśmy się, a ja musiałem uważać, żeby za szybko nie dojść. Potem oderwała się od moich ust. Uklękła i patrzyła na Blankę, aż w końcu dotknęła jej piersi. Blanka otworzyła oczy, spojrzała na nią podniecona seksem ze mną i dopiero po chwili, kiedy zdołała wrócić do rzeczywistości, uśmiechnęła się z aprobatą. Dalej jeździła na mnie. Teraz intensywniej, bo zachowanie Mariola jeszcze bardziej ją rozochociło. Z kolei Mariola wychyliła się i już odważniej zaczęła pieścić sutek brunetki. Blanka uśmiechnęła się bezgłośnie i oblizała wargi.  

    – Och! – krzyknęła Blanka.

    Jej głośno wyrażona satysfakcja była moją zasługą, bo na widok pieszczot Marioli z wrażenia gwałtownie uniosłem biodra. Tak fajnie prężyła się Blanka i jej piersi. Niezapomniany widok.

    – Wojtek! Nie rób tak, bo za szybko dojdę! – zaprotestowała zasapanym głosem.

    Mariola sięgnęła do jej cipki.

    *

    Podniecona Róża w końcu oderwała się od ust Zenka, podniosła na ramionach i zsunęła do jego bioder. Nie zwracała uwagi na Andrzeja, ale on szybko wysunął palec z pupy dziewczyny. Róża sięgnęła po sterczącego penisa, usiadła na nim i zaczęła intensywnie skakać. Było widać, że jest bardzo podniecona. Zaskoczony Zenek oparł się na przedramionach i patrzył. Andrzej nie miał ochoty występować jedynie w roli widza. Stanął obok blondynki.

    – Róża, posmakuj! – wypiął biodra.

    Dziewczyna spojrzała na niego, chwyciła twardego penisa i posłusznie włożyła w usta. Teraz skakała, a w rytm ruchów bioder, skakały jej włosy i piersi. Płomyki ogniska i lamp tańczyły na jej ciele. Chłopacy patrzyli jak urzeczeni. Róża stękała z podniecenia. Po raz pierwszy miała dwa penisy w sobie. Obydwa twarde i duże, więc ledwie hamowała swoje podniecenie, ale nie trwało to długo. W końcu nie wytrzymała. Wypuściła penisa z ust, głośno krzyknęła:

    – Oooch! – osiadła na penisie, padła na klatkę Zenka i chwilę później zsunęła się na bok. Leżała na piasku z głową opartą na swoim ramieniu i ciężko oddychała. Chłopacy patrzyli na koleżankę i czekali aż dojdzie do siebie. W końcu Andrzej jednak nie wytrzymał. Położył się za Różą i majstrował przy jej pupie aż wyrwał z jej ust kolejne głośne westchnienie. Czyli wszedł! I zaczął rytmicznie poruszać biodrami. Dziewczyna nadal leżała na boku, miała przymknięte oczy i z uśmiechem przyjmowała kolejne uderzenia penisem. Pojękiwała. Na tyle głośno, że nawet inni oglądali się. Zenek przyglądał się, masował członek, przyglądał. Wreszcie na czworakach dotarł do ust Rozi. Położył się na boku, przodem do dziewczyny i na swoim udzie położył jej głowę. Ruchana przez Andrzeja patrzyła na Zenka. Chłopak przysunął się jeszcze bardziej. Zrozumiała. Otworzyła usta, a Zenek wsunął penisa, ale po dłuższej chwili delikatnych pieszczot nie wytrzymał i zaczął rżnąć ją w usta. Robił to energicznie. Wciskał penisa aż do nasady, a ona nie protestowała. Chłopak przytrzymywał jej głowę. Chciał czuć to ruchanie.

    – Ooo, tak! Tak… – zadowolony westchnął głośno. Widocznie Róża zintensyfikowała pieszczoty.

    *

    Irenka dłużej nie wytrzymała. Odepchnęła Ankę i dosiadła Grześka. Ależ skakała! Anka przyglądała się, zaskoczona energią Irenki. Grzesiek już nie uśmiechał się. Odstawił gitarę i trzymał ją za biodra. Głośno stękał. Zgrali się. Jej jęki stały się głośniejsze. Po pewnym czasie jeszcze przyspieszyli. Głośny krzyk kazał mi znowu spojrzeć w ich stronę. To Irka właśnie doszła. Znieruchomiała na moment, a potem miękko opadła na chłopaka. Anka leżała obok nich i masowała jego jądra. Grzesiek powiedział coś do Irenki i dziewczyna powoli zsunęła się z penisa. Leżała obok z przymkniętymi oczyma, ciężko oddychając. Otwarte usta nadawały jej taki erotyczny wygląd. Jedną dłoń przycisnęła do piersi, drugą delikatnie głaskała krocze. Nadal przeżywała rozkosz szczytowania i nie była świadoma tego, co dzieje się obok.

    Anka pospiesznie siadała na penisa, ale Grzesiek powstrzymał ją: 

    – Nie! Siądź tyłem. Niech inni też skorzystają z twoich walorów.

    Posłusznie odwróciła się plecami do niego i już po chwili ujeżdżała go. Jej drobne piersi podrygiwały w rytmie ruchów jej bioder. Grzesiek bezskutecznie próbował chwycić je. W końcu zrezygnował i zaczął pocierać łechtaczkę, a drugą ręką trzymał za biodro. Ania była spokojniejsza od Irki, ale równie podniecona. Kiedy Irenka wreszcie ochłonęła, pogłaskała Grześka po klatce, podniosła się i uklękła nad jego twarzą!

    – O, co za widoki! – zadowolony chłopak nieco podniósł głowę i zaczął lizać cipkę. Irenka mocniej przycisnęła jego głowę i głośno pojękiwała. W końcu chwyciła go za włosy, odciągnęła jego głowę i sama zajęła się łechtaczką. Szarpała ją! Znowu doszła! Opuściła głowę. Pośladki opadły na pięty. Zgarbiła się. Położyła głowę na jego piersi. Znieruchomiała.

    Anka, sapiąc, ujeżdżała Grześka. Nie wiedziała, co się dzieje za nią. W końcu Irenka wyprostowała się, uniosła głowę, otworzyła oczy i rozejrzała. Wstając, patrzyła na Ankę i stanęła w rozkroku przed nią. Pocierała łechtaczkę, otwarcie patrząc na koleżankę. Coś powiedziała, a Anka uśmiechnęła się jakoś tak… niepewnie i kiwnęła głową. Irka podeszła jeszcze bliżej i teraz Anka zaczęła lizać jej cipkę! – No, dziewczyny! Taka jazda! – podziwiałem je. – Grzesiek nie ruszył palcem, a i tak zgarnia najlepsze dziewczyny.

    Irenka trzymała głowę koleżanki. Anka nawet zwolniła tempo ujeżdżania Grzesia, żeby zadowolić jego dziewczynę! Zafascynowany patrzyłem na ich zabawę. Jednak nie trwało to długo. Widocznie Irce zależało tylko na pobudzeniu. Pochyliła się, koleżance dała długiego, czułego buziaka, a potem położyła się na brzuchu między nogami Grześka i zaczęła masować jego mosznę, a językiem próbowała lizać cipkę Ani! Cóż… Chyba robiła to skutecznie, bo Anka, mimo, że nie przyspieszyła tempa ujeżdżania, zaczęła głośno wzdychać. Już nie trzymała rąk na nogach albo klatce Grześka. Teraz głaskała włosy Irenki. Nie! Przyciskała jej głowę do swojej cipki!  

    Ruchałem brunetkę od tyłu, słuchałem jej jęków i głaskałem pierś Marioli, tulącej się do Blanki. Mariola tak namiętnie się do niej dobierała. Trudno było zdecydować, gdzie patrzeć.

    *

    Bogdan oderwał się od krocza Kamili, ukląkł z drugiej strony jej głowy i czekał. Kamila wyjęła z ust penisa Radka, spojrzała na Bogdana, uśmiechnęła się.

    – Dzięki! Dobry jesteś – sięgnęła do jego penisa i zaczęła go pieścić językiem. Pieściła chłopaków na zmianę. W pewnym momencie obydwaj wpakowali członki w jej usta. Próbowała cofnąć się, ale zgodnie zablokowali jej głowę. Radek pierwszy wycofał się i położył się między jej nogami. Wszedł w zasadzie bez oporu. Powoli ruchał ją, a dziewczyna ugięła nogi w kolanach. Radek chwycił ją za pierś. Bogdan macał drugą, kiedy Kama lizała jego penisa. Wreszcie Radek wycofał się.

    – Teraz ja! Teraz ja! – Bogdan pospiesznie zajmował jego miejsce.

    – A ten co? Boi się, że to sen i nie zdąży podymać? – patrzyłem na chłopaka z ironicznym uśmiechem. Przecież nie stosowaliśmy żadnych ograniczeń. A do północy było jeszcze daleko.

    Kama położyła się na boku, więc Bogdan ukląkł i ułożył jej nogę na ramieniu. Ruchał ją powoli, ale czasami uderzał głębiej i szybciej. Zmianą rytmu wywoływał krzyk rozkoszy kochanki. Wówczas jej twarz wykrzywiała się w grymasie, który w innych okolicznościach byłby przejawem poważnego cierpienia. Teraz nie było takich obaw.

    – Och, Boguś! Ty… – jedynie na tyle było ją stać w tej chwili.

    Radek usiadł, przyciągnął głowę Kamy i nakłonił ją do lizania penisa. Nie protestowała. Jedynie czasami podniecenie powodowało, że leżała z otwartymi ustami, rzęziła, przeżywając spółkowanie z Bogdanem. Radek głaskała ją po piersi, po włosach i czekał na kontynuację pieszczot. Kiedy przerwę uznawał za zbyt długą, masował łechtaczkę, wręcz momentalnie pobudzając dziewczynę do działania. Po takiej pieszczocie, mocno podniecona, jeszcze przez chwilę wierzgała nogami, ale Bogdan trzymał ją mocno.

    – Kama jest jak plastelina w ich dłoniach. I nadziana na ich chuje – uśmiechnąłem się.  

    *

    – Blanka, możemy zrobić zmianę? – podniecona dziewczyna spojrzała na mnie, niezbyt rozumiejąc, o co mi chodzi. Kiedy wskazałem na Mariolę, nie wyglądała na zadowoloną. – Mariola jeszcze odwdzięczy się – obiecałem w jej imieniu. Samą propozycją wywołałem uśmiech na jej twarzy. Już zbyt długo czekała.

    Naburmuszona i podniecona Blanka zeszła ze mnie. Przytrzymałem ją za rękę:

    – Zaczekaj – poprosiłem łagodnym głosem. Zatrzymała się.  

    Położyłem się na boku i przed sobą, „na łyżeczkę”, przytuliłem Mariolę. Ledwie przylgnęła, już wpychałem penisa. Przyjęła mnie z głębokim westchnieniem. Była mokra i dość szeroka. I ciepła wewnątrz. A ponadto bardzo podniecona i zniecierpliwiona oczekiwaniem. Sama podniosła nogę, żeby wpuścić mnie jak najgłębiej.

    – Chodź tu – wskazałem Blance miejsce. Uklękła poniżej mojego tyłka, nachyliła się nad nami, sięgając ustami i dłonią do jej szparki. Brzuszek Blanki masował moje udo. Już od takiego masażu można dostać wzwodu i wytrysku! Kiedy pieściła koleżankę, czasami czułem jej dłoń i język na członku. Co za wrażenia! Obiecałem sobie, że po powrocie do domu za wszelką cenę utrzymam z nimi kontakt. Były świetne, a ja chciałem przynajmniej jeszcze raz przeżyć taki seks! Teraz Blanka ułożyła się za mą „na łyżeczkę”. Z trudem sięgałem do jej pupy, ale jakoś masowałem jej cipkę. Chyba domyśliła się, jak wygięty leżę i nieco odsunęła się ode mnie, więc już bez problemu wepchnąłem palce do cipki. Nadal była ciepła i pełna śluzu. Kiedy moje palce były już solidnie nawilżone, wyjąłem je i ostrożnie zacząłem wpychać do odbytu. Blanka drgnęła, ale nie protestowała. – Fajnie! – westchnąłem w myślach. – A jeszcze sporo czasu przed nami…

    *

    Mój brat zostawił Kamilę i podszedł od tyłu do Blanki. Cofnąłem dłoń, a on klęknął i bez oporu wpakował penisa do pochwy.

    – Och! – krzyknęła dziewczyna i zaciekawiona spojrzała na przybysza. – Ach, to ty – zorientowała się, kto w nią wszedł, uśmiechnęła się i wróciła do pieszczot Marioli. Była zadowolona, że nie musi czekać na mnie.

    Radek walił Blankę! Ale jak! Robił to tak intensywnie, że dziewczyna zaparła się ręką o ziemię. Przerywała pieszczoty, jęczała, rzucała głową na boki. Zaskoczyła ją rozkosz płynąca z seksu z Radkiem.

    – Co za ogier z braciszka! – patrzyłem na niego z uznaniem.

    – Ale ty jesteś… – wystękała podniecona Blanka. Więcej nie zrozumiałem. Coś pokrzykiwała, popędzała go i wypinała pupę.

    W końcu zasapany Radek jednym szybkim ruchem wyszedł z niej. Podniecona Blanka wczołgała się  na nasze uda. Ciężko sapała. Jej pełna pierś zsunęła się na krocze Marioli. Radek klęczał, podparł się pod boki i ciężko oddychał, a jego sterczący penis drgał. W końcu Blanka oprzytomniała, odwróciła się i spojrzała na Radka. Uśmiechnęła się.

    – No, potrafisz dogodzić dziewczynie – zadowolona wysapała powoli. Przysunęła się do niego. O nas zapomniała! Dotknęła moszny. Druga dłoń przestała głaskać łechtaczkę, pogłaskała płaski brzuch Radka i zsunęła się na biodro, zostawiając wilgotny, błyszczący ślad na jego skórze. Ustami objęła penisa i patrzyła w jego oczy. Dłoń głaskała mosznę i sięgała dalej.

    – Zostaw mój odbyt w spokoju – Radek oponował spokojnie. Panował nad emocjami.

    – Potem chciałam twoją dupkę popieścić języczkiem – odezwała się miękkim głosem Blanka, trzymając penisa w dłoni. Prawie prosiła.  

    – No, chyba, że tak – uspokoił się braciszek.

    – A wejdziesz jeszcze raz? – znowu ten miękki ton. – Proszę… – uśmiechnęła się nieśmiało i przygryzła wargę.

    Nie wierzyłem własnym uszom! Dziewczyna prosiła go! Starsza od niego o dwa lata, bardziej doświadczona i prosiła! Jeszcze trochę i zacznie błagać!

    – Ale ja wybiorę dziurkę – zdecydował spokojnym głosem. Brzmiała w nim jakaś stanowczość, która zniechęcała do sprzeciwu.

    – Fajnie! Super! – cieszyła się, jakby ktoś zagwarantował jej dodatkowy tydzień wakacji. Uradowana pochłonęła jego penisa.

    A ten spokojnie odbierał kolejne pieszczoty.

    *

    Dokończenie nastąpi

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick