Blog

  • Sesja fotograficzna – 1.

    Część 1.

    – Panie dyrektorze, mogę już wyjść? – zapytałam grzecznie, chociaż w środku wszystko się we mnie gotowało.

    – Ależ, oczywiście, pani Lidko. Jednak mam nadzieję, że zmieni pani zdanie. Na pewno opłaci się, zapewniam. Bardzo cenię pani kwalifikacje i urodę – uśmiechnął się znacząco, kiedy wychodziłam. Nie podniósł kupra. – Zważywszy, że niedługo ocena kadr – dodał, kiedy byłam już przy drzwiach.

    – Gnój! Myśli, że szantażem zmusi mnie do zmiany decyzji! Mam w dupie jego ocenę! Zemści się i nie da mi premii!

    Nie było tajemnicą, że nasz szef nie przepuści żadnej babie. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt głośno nie protestował. Mobbing? Założyć sprawę w sądzie? Ile to będzie trwało? Każda wiedziała, że powrót do takiej pracy prędzej czy później kończy się zwolnieniem. Powód zawsze się znajdzie. Choćby najwygodniejszy – redukcja etatów albo restrukturyzacja. Złożenie skargi do zarządu firmy? Wolne żarty! Która odważy się naskarżyć na szefa, jeżeli sprawy załatwiał w cztery oczy? Sporo kobiet zaliczył, inne mu uciekły, jeszcze inne udało mu się zwolnić, bo nie chciały dać dupy, ale niektóre skorzystały: awans, premia, nowa umowa. Ponoć niektóre kierowniczki działów dostały awans za seks z nim. Jedne mogły sobie pozwolić na rezygnację z pracy, bo mąż dobrze zarabiał albo zdołały znaleźć inną pracę. Pozostałe żyły z zasiłków, szukały pracy albo w ogóle zniknęły nam z horyzontu. Miał władzę, pieniądze, więc i kobiety zdobywał w miarę swoich potrzeb.

    Teraz ‘przykleił się’ do mnie. Ale ja nie miałam ochoty na niego. Nie podobał mi się, a ja nie zmieniam upodobań tak szybko. Mógł mi zabrać premię. Przeżyję bez niej. Niech dupek wali kozy na pastwisku.

    *

    Już trzeci miesiąc byłam bez pracy. Jednak szef dopiął swego: restrukturyzacja. Tyle mojego, że mu powiedziałam parę zdań, i to przy sekretarce, a na koniec pokazałam środkowy palec. Tego sekretarka nie widziała. Był czerwony jak burak, bo resztki rozsądku nakazywały mu milczeć. Swoją drogą, sekretarkę też już dawno temu zaliczył. Tak mówiono u nas. Słyszałam, że moją sprawą żyła cała firma. Małe pocieszenie. Na gwałt potrzebowałam pieniędzy! Nawet zgodziłabym się na gwałt za pieniądze. W tak trudnej sytuacji się znalazłam!

    – W końcu, mimo mojego wieku, wyglądam jeszcze dość atrakcyjnie, dbam o siebie i niejeden facet miałby na mnie ochotę – uczepiłam się tego rozwiązania kłopotów. Kiedy przetrawiłam ten pomysł, zebrało mi się na wymioty.

    Z bezsilności powoli wpadałam w rozpacz i łapałam się na czymś, co chyba określa się napadami histerii, bo nie byłam w stanie znaleźć żadnego zadowalającego rozwiązania. Od kilku miesięcy były mąż i ojciec moich dzieci nie przysyłał alimentów, więc przypuszczałam, że miał spore długi albo dorabiał za którąś granicą, albo zwyczajnie bawił się moimi nerwami. Moja ostatnia pensja nie wystarczy nam zbyt długo na życie i wszystkie opłaty, a dzieciaki też czasami coś muszą jeść.

    Egzekucja majątkowa już nie wchodziła w rachubę, bo w swoim jednopokojowym mieszkanku przezornie miał tylko kilka mebli, których nie było sensu spieniężać. Nie miał konta w żadnym banku, a mieszkał u swojej partnerki w dwupoziomowym ‘gniazdku’ liczącym ponoć 100m2. Podejrzewałam, że wszystkie oszczędności ulokował na koncie w banku, ale na swoich rodziców, albo tylko na mamusię, i został ustanowiony pełnomocnikiem.

    Bardzo zamożna mamusia (współudział w kancelarii prawnej, ponadto wspólniczka w firmie brata) świata nie widziała za swoim ukochanym jedynakiem, wszystkie jego bajeczki łykała jak pelikan ryby i od początku uważała mnie i dzieci za największy błąd w jego życiu. Wesele opuściła jako pierwsza. Mąż-pantoflarz tuż za nią. To, że syn nie lubił pracować, był alkoholikiem (czasami z dobrym skutkiem przez wiele miesięcy potrafił kontrolować nałóg, o czym dowiedziałam się dopiero sporo po ślubie) i zarabiał na szemranych interesach, to akurat mamusi nie przeszkadzało.

    Taki przykład: przed rokiem baran rozwalił swój samochód. Potem okazało się, że uszkodził inny i uciekł z miejsca wypadku! To również nie stanowiło problemu dla kochanej mamusi, która pokryła koszt naprawy drugiego auta, a pieniędzmi skłoniła jego właścicieli do wycofania skargi. I kilka dni później kupiła synkowi kolejne autko. To jeszcze nic! Uszkodzenie drugiego auta było rezultatem jakiejś kłótni. Mój były mąż zrewanżował się oponentom, waląc swoim samochodem w ich wóz! Ojciec dzieciom, dwukrotnie żonaty, 45-letni facet z poziomem emocji dziecka! Mam nadzieję, że tym porównaniem nie obrażam dzieci? Chociaż…

    Po rozwodzie nasze dzieci nigdy nie dostały nawet życzeń od rodziców męża. Tak jakby nagle przestały istnieć w ich świadomości. Zresztą może rzeczywiście na to czekali? O prezentach, chociażby z okazji urodzin, w ogóle nie warto wspominać. Tyle o możliwościach szukania wsparcia u rodziny męża.

    Moich rodziców nie poproszę o pomoc, bo sami nie należą do osób zamożnych, więc z czego mieliby mi pomóc? A nawet gdyby próbowali, to jak długo? Podczas ostatniej wizyty nawet nie przyznałam się, że straciłam pracę. Po co ich denerwować? Całe szczęście, że daleko mieszkają, więc przez telefon mogę jeszcze długo kłamać. Dzieciom na razie nic nie powiedziałam, ale w końcu zorientują się albo zapytają: Dlaczego o ósmej rano nadal jestem w domu? Pierwsze dziecko urodziłam, mając 30 lat, drugie – prawie trzy lata później. Mąż opuścił mnie, kiedy po drugim dziecku wróciłam do pracy. Uznał, że poświęcam mu za mało czasu i zbytnio angażuję się w opiekę nad dziećmi! Kur.., debil nie wymyśliłby takiego tekstu! A on?! Tak!! Najpierw naprawdę myślałam, że żartował.

    Wniosłam o rozwód, żeby normalnie funkcjonować i nawet dość szybko dostałam go. Majątku nie było wielkiego, więc nie było, co dzielić. A ja przed ślubem skorzystałam z dobrej rady męża i zgodziłam się na rozdzielność majątkową. Mieszkanie zostało przy mnie i dzieciach, a jego część zdołałam już spłacić. Fundusz alimentacyjny też mnie nie obejmował, bo miałam dobrą pracę i bardzo dobrze zarabiałam, ale niedawno ją straciłam.

    Redukcja etatów. Zostałam bez pracy. Byłam bezrobotną. I na razie bez perspektyw na równie dobrze płatne zajęcie. Ba, na razie nie miałam perspektyw na żadną pracę! Gwiazdka w tym roku, czytaj: prezenty, wypadła skromnie, ale tłumaczyłam dzieciom, że byłam zbyt zapracowana. Ostro oszczędzałam, więc mimo wszystko zdobyłam się na kupno prezentów dla nich. Nie potrafiły ukryć rozczarowania. Liczyły na inne. Wiedziałam o tym, ale w mojej sytuacji miałam wyrzuty sumienia, że w ogóle kupiłam prezenty! Całe szczęście, że byliśmy u rodziców, więc koszt posiłków spadł na nich. Kiedy zapytałam mamę, czy mam dołożyć się do jedzenia, tylko machnęła ręką. Wycałowałam ją. Spojrzała na mnie jakoś dziwnie, ale nic nie powiedziała. Przeczuwała coś? Niewiele brakowało, a w przypływie szczerości poprosiłabym ją o pieniądze na benzynę.

    Po kolejnych trzech miesiącach bezskutecznej szarpaniny podjęłam trudną decyzję. Sprzedałam samochód. Nie był nowy, sprzedałam jeszcze starszy i bardziej wyeksploatowany, chociaż naprawdę dbałam o niego. Złapałam trochę oddechu. Ale nie na długo. Spłaciłam drobne i większe pożyczki i zapłaciłam zaległy czynsz. Dzieciom powiedziała coś o poważnej stłuczce i znalezieniu kupca na samochód po remoncie. Udawałam, że wszystko jest OK, bo nie chciałam niepokoić dzieci i, w ostateczności, mogłam liczyć na poważną pożyczkę od znajomych. Jeżeli będę przyparta do muru. Nawet nie myślałam o tym, jak wówczas ją oddam! Pieniądze topniały z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Potem sprzedałam sporo moich ciuchów za niską cenę. Starczyło na opłaty, na żywność na kilka miesięcy. Kiedy pomyślałam, ile kosztowały, a ile na nich teraz zarobiłam, ryczałam cały wieczór.

    W odruchu rozpaczy chciałam zatrudnić się w call center. Praca bardzo stresująca, marnie płatna, ale regularnie zarabiałabym jakieś pieniądze. I wtedy usłyszałam, że jestem za stara! To przez telefon też mam za dużo lat?! A podobno mamy bezrobocie, bo ludzie uchylają się od podjęcia pracy…

    *

    Aż tak szczegółowo opisuję moją sytuację, bo wówczas może zrozumiecie, dlaczego posunęłam się do robienia rzeczy, który kiedyś wydawały mi się zupełnie nierealne.

    Latem wysłałam dzieci na miesiąc do rodziców. Miały spore pretensje o taki ‘prezent’. Nawet się tym nie przejęłam. Po kolejnych kilku miesiącach szukania pracy i wielu odmowach, kiedy wiek stanowił najczęściej podawany argument przez niedoszłego pracodawcę, a na koncie w zasadzie nie było już oszczędności i pozostało mi tylko pożyczać pieniądze u znajomych, w odruchu histerii zatelefonowałam do kolegi, który był fotografem. Robił różne rzeczy, różne opinie o nim słyszałam, ale znaliśmy się i musiałam wykorzystać każdą okazję, każdą szansę. Nawet cień szansy. Przyznałam więc, że straciłam pracę i prosiłam, żeby dał znać, gdyby ktoś szukał 46-letniej pracowniczki. Wiedział, jakie studia skończyłam i inne szczegóły istotne dla pracodawcy. Potakiwał, słuchając mnie, pomilczał chwilę i zaproponował mi spotkanie w sprawie pracy.

    – Wiesz, na razie byłaby to tylko jednorazowa współpraca, może być jeszcze kilka propozycji, ale za to już nie ręczę. Interesuje ciebie coś takiego? – spytał głosem pozbawionym emocji. Wyczuwałam jego pewność siebie, typową dla kogoś, kto oferuje pracę innym i robi to tak często, że już zobojętniał na decyzję pytanego, ale czuje się panem sytuacji, bo i tak w końcu ktoś rzuci się na propozycję. Prawie uniosłam się nad krzesłem z radości.

    – A kiedy by to było i za ile? – zapytałam, z trudem panując nad emocjami, ale jak się cieszyłam! Zarobię jakieś pieniądze! Nareszcie! Świat jest piękny! Kiedy usłyszałam odpowiedź, ustaliliśmy godzinę spotkania w kawiarni, pożegnaliśmy się i ze szczęścia miałam łzy w oczach. Pierwsze pieniądze!! Podana kwota to była połowa mojej ostatniej pensji! Czynsz i inne stałe opłaty za dwa miesiące z głowy! I wystarczy nam co najmniej na miesiąc na jedzenie. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że zapomniałam zapytać o charakter pracy. Byłam pewna, że mam użyczyć jakiejś części ciała do reklamowania czegoś. Jak się miało okazać, w pewnym stopniu miałam rację.

    – Kobieto, aleś ty głupia… – sama nie mogłam nadziwić się swojemu roztargnieniu, ale wszystko złożyłam na karb stresu związanego z szukaniem pracy. Ręce drżały mi ze zdenerwowania, kiedy zapisywałam dane w notesie. Jedyny termin zaznaczony na czerwono, czyli: nie do odwołania.

    Gorączkowo myślałam już nad tym, jak ubrać się na spotkanie? W dżinsach nie pójdę, bo to niepoważne podejście, kiedy rozmawia się o pracy, chociaż spotykam się z kolegą. Kostiumu jak do pracy też nie założę, bo nie pracuję. Wyglądałabym zbyt oficjalnie.  

    *

    Wrzesień był w pełni, jeszcze miałam ładną opaleniznę i było ciepło, więc zdecydowałam się na białą bluzkę i kremową spódniczkę nad kolana. Do tego sandałki na szpilce. Na szyję założyłam apaszkę w fantazyjny, kremowo-biały wzór. Usta musnęłam błyszczykiem. Celowo spóźniłam się kilka minut, żeby nie myślał, że strasznie zależy mi na tej pracy. Nie myślał. Machnął zapraszająco ręką i kontynuował rozmowę przez komórkę.

    – Gnój, nawet nie wstał – zanotowałam w pamięci; czytaj: w czerwonym zeszycie.

    Teraz ja czekałam dobre kilka minut. Zdążyłam zamówić mrożoną kawę i nawet zaczęłam ją pić, kiedy wreszcie kolega, „Właściciel mojego przyszłego zarobku”, skończył rozmawiać. Głęboko westchnął, chowając telefon. Podrapał się po szpakowatej brodzie i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Ani śladu uśmiechu… Tężałam wewnętrznie.

    – Wybacz, kochana, może w zbyt optymistycznych barwach opisałem wczoraj możliwość tej pracy –pobieżnie rozglądał się po sali, jakby nie miał ochoty na rozmowę ze mną, ale nadal zwracał się tym protekcjonalnym tonem. – Uprzedzałem, że będzie to być może jednorazowy angaż, prawda? – „Właściciel mojego przyszłego zarobku” spojrzał na mnie uważnie. Nawet nie raczył przeprosić za długą rozmowę przez telefon, kiedy siedziałam przy stoliku. Kiwnęłam głową, patrząc mu w oczy.

    – Zgadza się. Kontynuuj – mój głos zabrzmiał chyba nieco wrogo, bo spojrzał na mnie uważnie i chwilę później wyprostował się w krześle.

    – Lidzia, wiesz czym się zajmuję, więc w tej chwili mogę zaproponować pozowanie dla mnie – teraz spojrzał pewnym wzrokiem. – Jesteś zainteresowana?

    – A w następnej chwili?

    – Co? O co chodzi? – szerzej otworzył oczy. Nie zrozumiał.  

    – Powiedziałeś: „w tej chwili”. Pytam, co możesz zaproponować w następnej chwili? – spokojnie wyjaśniłam, upijając łyk kawy.

    – A, o to chodzi – uśmiechnął się. Był  wyluzowany. – W następnej chwili też mogę zaproponować pozowanie. Do aktów. Mocnych, bez niedomówień, bez listka figowego – nadal rozluźniony, uśmiechał się. – Dobrze płacę – zaznaczył. Argument finansowy poparł podniesieniem palca wskazującego. Zblazowanym wzrokiem światowca patrzył na mnie, oczekując odpowiedzi.

    – Ty skurwielu! – wrzasnęłam i przywaliłam mendzie filiżanką w twarz. Głęboko westchnęłam. Koniec projekcji! To, na co miałam ochotę, musiało poczekać. Teraz lekko uśmiechnęłam się i niewinnie zapytałam: – Czyli mam pokazać rozchyloną pochwę albo pośladki?   

    – Na przykład – kiwnął głową. Cieszył się, że od razu zrozumiałam.

    Jeszcze próbowałam być nieco przekorna:

    – Heniu, w moim wieku pozować do aktów?

    – No, fakt, najmłodsza nie jesteś, ale robię to na co jest zapotrzebowanie rynku – wyjaśnił, rozkładając ręce.

    Zrobiło mi się gorąco. Facet potrafił sprawić przykrość. Odnotowałam ten przytyk. W mojej projekcji menda oberwała drugi raz. Teraz glanem w jaja. I poprawiłam, żeby upewnić się, że boli. Hmmm, działało lepiej niż liczenie baranów, takich jak mój kolega przy stoliku. Poczułam się znacznie lepiej. Napięcie powoli spadało…

    – A ten „rynek” to ty, czy jeszcze ktoś? – zapytałam, ale tylko w myślach, a głośno stwierdziłam: – Dobrze, warunki finansowe znam. Coś jeszcze?

    – Bądź wygolona. Masz pewnie różne kostiumy kąpielowe, szpilki, bluzki, peniuary, apaszki, szminki, pończochy, kapelusze? – spytał spokojnym tonem. Znowu czuł się panem sytuacji.

    – Oczywiście – przytaknęłam.

    – To zabierz ze sobą. Będzie trochę przebierania, ale to normalne. Też mam jakieś dodatki – machnął ręką. – Potem pojedziemy do lasu.

    – No, dziękuję. Ale to chyba nie jest pogoda na grzyby? – miałam wrażenie, że kolega zbytnio rozpędził się. Jednak nie złapał sarkazmu.

    – Sesja w plenerze – popatrzył na mnie jak trener mistrzyni świata na beztalencie. – Jeżeli pojawią się jakieś nowe okoliczności, to powiadomię ciebie – dodał.

    – Jakie? – konsekwentnie dociekałam.

    W odpowiedzi wzruszył ramionami:

    – Jeżeli pojawią się, to powiadomię. O, jeszcze jedno. Jesteś szatynką, więc założę ci perukę. Jako blondynka sprzedasz się lepiej. Masz szkła kontaktowe?

    – Mam, a co? Chciałbyś pograć w „pchełki”? – liczyłam, że poczuje ironię.

    – Nie – parsknął śmiechem – ale zdejmij okulary i załóż kontakty. Nie będzie problemów z odbiciem światła i taka zmiana twarzy utrudni rozpoznanie ciebie – wydął wargi i pokiwał głową. Teraz dopiero dotarło do mnie, że akty będą pokazywać moją twarz!! Dopiero teraz zrobiło mi się naprawdę gorąco! Dłońmi ścisnęłam kolana, żeby ukryć ich drżenie. Z trudem mogłam skupić się na rozmowie.

    – Ostatnie pytanie: Kiedy wypłata?

    – Aaa, to umówimy się jakoś – wyraźnie szarżował. Heniu nie potrafił fantazjować. – Formalności, twoja zgoda na upublicznienie wizerunku, umowa itepe, itede, załatwimy przed sesją.

    – Nie. Przed sesją pokażesz mi kwotę, a wręczysz mi zaraz po jej zakończeniu – stwierdziłam twardo i na zakończenie uśmiechnęłam się słodko.

    – Nie wierzysz mi? – Spoważniał. Był szczerze zdziwiony.

    – Bingo!

    – No, nie sądziłem, że tak mnie oceniasz…

    – Gdzie będą publikowane zdjęcia? – zignorowałam jego narzekania.

    – Nie wiem, rozmawiam z różnymi wydawcami. Jestem wolnym strzelcem – spojrzał obok mnie, wzruszając ramionami.

    – Jasne, obyś nie okazał się jedynym ‘wydawcą’ – pomyślałam i popatrzyłam na niego zdegustowana. Spojrzał na mnie.

    – Lidka, muszę lecieć. Praca i modelki nie mogą czekać. Jesteśmy już umówieni, więc nie spóźnij się. Zapłać za mnie, później rozliczymy się. Cześć! – szybko wymaszerował z kawiarni.

    Przymrużyłam oczy i patrzyłam za oddalającym się kolegą.

    Menda oberwała baseballem między cztery litery. Bezradnie ruszał nóżkami i szarpał związanymi rączkami. W mojej wizji przeraźliwie wył z bólu. Zapłaciłam za kanapki, kawę, koniak i lody „Właściciela”. W mojej projekcji poprawiłam mu baseballem. Pobyt w kawiarni okazał się bardzo drogi. Szczególnie w mojej sytuacji finansowej. Mimo wszystko w dobrym nastroju wracałam do domu.  

    *

    Byłam taka podekscytowana! Zarobię pieniądze! Musiałam uczcić taką wiadomość. Z radości poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi, zdjęłam majteczki i położyłam się na dywaniku. Przymknęłam oczy i bawiłam się łechtaczką. Będę nago pozować do zdjęć! Jestem na tyle atrakcyjna, że mężczyźni jeszcze chcą oglądać moje ciało. Ale przede wszystkim zarobię spore pieniądze! Coraz mocniej pocierałam łechtaczkę, a palce powoli wnikały do pochwy. Drugą dłonią głaskam wargi sromowe, a teraz przesunęłam ją do góry i chwyciłam za pierś. Nie! Stanik przeszkadzał w odczuwaniu takich doznań. Sięgnęłam i wyjęłam pierś, potem drugą. Przez chwilę przyglądałam się im. No, naprawdę, jeszcze były niezłe. Delikatnie wodziłam opuszkiem palca po sutku, dotykałam, drapałam paznokciem brodawkę. Szybko twardniała. Mocniej i szybciej pocierałam łechtaczkę.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wszechstronny masazysta

    Krystyna była wysoką, postawną blondyną trochę po czterdziestce. Bajeczna figura i potężny biust zapewniały jej zainteresowanie chłopców, a potem (niedługo potem) mężczyzn, z którego korzystała namiętnie, obdarzając ich hojnie swymi bujnymi wdziękami. Po 13 latach wolności, w  wieku 26 lat wyszła za mąż i od tej pory stała się wierną żoną. Małżeństwo było w miarę zgodne, mąż swe obowiązki wypełniał regularnie, jeśli tylko był w domu, a podróżował dość często. W tych pustych dniach, a raczej nocach, Krystyna korzystała z bogatego arsenału przeróżnych przyrządów, rozładowując seksualne napięcie, dodatkowo zwiększone przez oglądane w Internecie pornograficzne filmiki.

    Po ukończeniu czterdziestki nieco przytyła ale na szczęście, jak w znanym powiedzeniu: poszło w cycki. W biodrach, udach i talii pojawiły się dodatkowe centymetry, w sumie jednak koleżanki zgodnie twierdziły, że jej atrakcyjność jeszcze wzrosła. Niestety zainteresowanie męża jakby słabło i stanowiło to bolesny rozdźwięk z jej potrzebami, dodatkowo wzmacnianymi przez opowieści koleżanek o zaliczanych młodych, dobrze wyposażonych, ogierach ubarwiających ich szarą codzienność.

    Kiedyś, podczas „babskich pogaduszek” przy drinku, zwierzyła się Basi, najbliższej przyjaciółce, a to poradziła, by także poderwała sobie młodego kochanka. Krystyna jednak wykazała się oporami, prezentując milion powodów, dla których to niemożliwe, a z których główny brzmiał, „że nie będzie stara, nieatrakcyjna baba, latać za młodymi ogierami”. Nie dawała sobie wytłumaczyć, że jest u szczytu atrakcyjności seksualnej, szczególnie właśnie dla młodszych mężczyzn.

    Po kilkunastu dniach przyjaciółka zadzwoniła: – „Mam dla ciebie sposób na rozwiązanie wszystkich problemów!” – obwieściła. Krystyna przyjęła to sceptycznie ale zgodziła się wysłuchać i zanotować.

    Przyjaciółka zaczęła ją namawiać na skorzystanie z masażu leczniczego dla kobiet. – „Jest taki zakład na ulicy Kopernika” – tłumaczyła – „Musisz zadzwonić na ten numer, umówić się z recepcjonistką, on przyjmuje tylko cztery pacjentki dziennie. Tylko pamiętaj, zamawiaj pełny zabieg”. Krystyna zgodziła się zapisać numer i solennie obiecała, że zadzwoni.

    Po dwóch dniach zrobiła to. Sympatyczna recepcjonistka wyznaczyła jej termin wizyty za kilka dni, po czym zapytała o przedział wiekowy wiekowy i wreszcie o rodzaj zabiegu. – „Pełny” – odparła z wahaniem Krystyna. – „Tak myślałam, Nie będzie pani żałować. Do zobaczenia.” – zakończyła rozmowę recepcjonistka.

    W wyznaczonym dniu Krystyna, znów od tygodnia pozbawiona członka, poszła do gabinetu na wyznaczoną godzinę. Cały tydzień przewracając się wieczorami w pościeli, zastanawiała się, jak też masażysta „rozwiąże jej wszystkie problemy”. Szła z oporami, w ostatniej chwili była bliska wycofania się, lecz perspektywa stanięcia przed Basią była jeszcze gorsza.

    Przywitała ją ta sama recepcjonistka, Sprawdziła w ewidencji po czym podała ręcznik kąpielowy: – „Proszę się rozebrać w szatni, wziąć prysznic, potem wejść do gabinetu i położyć się na brzuchu. Tu ma pani do przykrycia.” –  podała jej białe prześcieradło.

    Mocno stremowana Krystyna weszła do szatni, zdjęła sukienkę, rajstopy, bieliznę…  drżąc z emocji weszła pod prysznic. Kiedy wytarła się do sucha, zawahała się nieco, lecz w końcu zdecydowała się. Owinęła się otrzymanym prześcieradłem i zapukała do kolejnych drzwi. Otworzyła mówiąc niepewnym głosem:.- „Dzień dobry” – „Dzień dobry” – odparł niezwykle niski, głęboki bas – „Proszę wejść i położyć się na brzuchu z rękoma nad głową”.

    Weszła, w pomieszczeniu stała na środku leżanka do masażu, właściciel basa musiał być ukryty za parawanem w końcu pokoju. Krystyna położyła się, skrupulatnie okrywając się po ramiona prześcieradłem i wyciągnęła ręce do przodu.

    Po kilkunastu dłużących się sekundach zza parawanu wyszedł ogromnego wzrostu, potężnie zbudowany Murzyn w białym kitlu. – „Gotowa? Bardzo dobrze!” – powiedział, podszedł do małego stolika obok, zdjął kitel. Na widok grających pod błyszczącą skórą mięśni Krystyna aż westchnęła, po czym skoncentrowała wzrok na ciasno opiętym elastycznymi białymi spodenkami tyłku. – „Rany! Co to za facet” – pomyślała, a Murzyn polał dłonie czymś pachnącym i odwrócił się ku niej. Przód był jeszcze bardziej szokujący. Węzły mięśni grały, gdy wcierał to coś w dłonie. Podszedł bliżej, teraz Krystyna miała tuż przed sobą jakieś kłębowisko grubego węża wypychające przód spodenek, poczuła jak cała drży, lecz w tym momencie wielkie dłonie zaczęły masować jej kark i ramiona. Pod tym dotykiem zdało się jej, że cała mięknie, zapach tego czegoś, co masażysta miał na dłoniach działał… no właśnie… sama nie wiedziała jak. Dłonie powędrowały wzdłuż kręgosłupa niżej, aż do krzyży, potem wróciły na łopatki, znów ku krzyżom i wtedy na talię, obejmując ją pewnym chwytem. Przesuwały się wzdłuż boków ku górze, aż… !!! Czubki placów zahaczyły o jej piersi, rozsunięte naciskiem ciała aż na boki. Krystyna zadrżała, lecz masażysta przeniósł dłonie na jej nogi. Masował teraz mięsnie łydek, jednej, drugiej, powoli podwijając prześcieradło w miarę przenoszenia się ku górze. Teraz masował już jej pełne uda, Krystyna niemal przestała oddychać w oczekiwaniu na to, co się stanie, a jego dłonie wędrowały wyżej. W pewnej chwili pewnym ruchem lekko rozsunął jej nogi, teraz jego palce przesuwały się ku miejscu, gdzie spotykają się uda… Krystyna chciała krzyczeć: „NIE” ale nie była w stanie wydać z siebie dźwięku. Tymczasem masażysta odrzucił z niej prześcieradło, i zaczął oburącz ugniatać pośladki. Nagle przerwał, przesunął dłonią wzdłuż dzielącej je dolinki, Krystyna miała wrażenie, iż jest tak mokra z podniecenia, że zaraz z niej zacznie wyciekać. Masażysta znów masował tył jej ud, gdy nagle przerwał, przez sekundę Krystyna zamarła w oczekiwaniu co się stanie, gdy nagle usłyszała głośne klaśniecie i poczuła piekący ból w pośladku. Zanim zdążyła zareagować dostała drugiego klapsa, tym razem w drugi pośladek, jeśli to możliwe jeszcze mocniejszego.

    – „Auuu… to boli!” – krzyknęła odwracając się na plecy. On bez słowa pomógł jej w obrocie i zanim zdążyła pomyśleć, że ma nagie piersi, zaczął je oburącz ugniatać, tarmosić, masować. Krystyna nie mogła się powstrzymać, jęknęła i wtedy spojrzała na jego elastyczne spodenki. Wielki gruby wąż, który je wypełniał wyglądał, jakby za chwilę miał je rozerwać.

    Nie była w stanie się powstrzymać: dotknęła – „Boże jaki on twardy!” – zaczęła badać palcami jego długość i grubość, a on pulsował pod jej dotykiem.

    Tymczasem on zostawił lewą dłoń zajętą drażnieniem sutków, o jak bardzo nabrzmiałych i sterczących!, prawą przesunął po jej brzuchu, przez pępek, niżej, niżej, aż… aż dotknął jej mokrych, rozchylonych szeroko z chcicy warg. Zaczął łechtać nabrzmiały guziczek łechtaczki, Krystyna jęczała już rytmicznie, a on wsunął zagięty palec do środka. Krzyknęła i szarpnęła spodenki. Czarny kolos wyskoczył jak sprężyna. Sterczał teraz lekko zadarty. Nacisnęła go w dół, gdy puściła wyprostował się nagłym ruchem, a ona spróbowała go objąć dłonią. Był za gruby!

    Masażysta wsunął jej jeszcze jeden paluch i jeszcze jeden, poczuła się rozszerzana, krzyknęła i odruchowo podciągnęła uda ku górze. Na to zaproszenie on wszedł między nie, przez chwilę oko kolosa patrzyło prosto na nią, lecz zaraz oparł się na rękach tuż nad nią i zaczął napierać. Poczuła jak jej wargi rozszerzają się i rozszerzają, bala się, że za chwilę kolos je rozerwie, lecz on zagłębiał się nieubłaganie. Jęczała głośno czując jak twardy jak stal potwór zagłębia się i rozpycha ją tak strasznie mocno. Poczuła już napór na samym dnie, tak głęboko, jak dotąd się zdarzało tylko z najlepiej obdarzonymi partnerami i to w rzadko stosowanej pozycji na pagony. Krzyknęła z bólu, on jednak dalej napierał, krzyknęła głośniej, on się lekko cofnął i zaczął się przesuwać w jej ciasnym wnętrzu. Ciasnym? Przecież zawsze uważała się za „pojemną”. Twardy tłok wędrował cała jej głębokością, od warg, aż po dno, o które uderzał bezlitośnie. Krzyczała za każdym razem, aż on przywarł grubymi wargami do jej ust, przygniatając ją całym ciężarem. Jego pośladki drgały, w rytm nieskończonej ilości pchnięć. Sama nie wiedziała w jakim momencie objęła go ciasno udami, zakładając stopy na pośladki, jakby chciała, żeby wszedł głębiej, jej tyłek drgał i wyszedł mu naprzeciwko.

    Trwało, to i trwało, nagle on uniósł się na rękach, nie przerywając pchnięć. Spojrzała między nich i…

    Widok nadludzkiego czarnego penisa wsuwającego się w nią rytmicznie spowodował, że przyszedł. Orgazm był szalony. Wrzeszczała głośno, a fale skurczów szarpały jej całym wirującym w kosmosie ciałem. Leciała teraz w dół, tymczasem kolejne skurcze wyzwalały w niej kolejne krzyki. Wreszcie mokra od potu i łez opuściła bezwładnie nogi, lecz tłok pracowała nadal w szaleńczym rytmie, mocno… jeszcze mocnej, szybko… jeszcze szybciej. Nagle poczuła gorącą falę mokrego wlewającą się w nią, Murzyn wyprężył się w drgawkach i opadł na nią całym ciężarem. W tym momencie jej orgazm gigant wrócił. Wrzeszczała przygnieciona górą mokrych od potu mięśni, tych samych, które ostatnią godzinę zadały jej tyle bólu i rozkoszy. Wreszcie wstrząsy ustały, ciężko łapała oddech, poczuła, że chce spać. SPAĆ!

    Tymczasem on uniósł się z niej uwalniając od ciężaru i odezwał się po raz pierwszy od rozpoczęcia zabiegu. – „Czas na prysznic, proszę wstać” – nie miała siły nawet zaprotestować, coś mruknęła pod nosem, jednak silne ramię uniosło ją „pomagając” wstać. Ciasno objęta w talii powędrowała machinalnie pod prysznic. Strumień gorącej wody pomógł jej dojść do siebie, a tymczasem jego wielkie dłonie wędrowały znów po jej ciele wcierając żel. Ciało Krystyny zadrżało od wspomnienia tego, co działo się przed chwilą. Spojrzała w dół, ogromna gruba kiełbasa lekko zwiała w dół, lecz nie całkiem, wielu mężczyzn byłoby dumnych z osiągnięcia takiego położenia. Spróbowała wziąć w rękę. Nadal nie obejmowała. Przesunęła w dół i w górę dłonią, poczuła nawrót podniecenia…

    -„Teraz nie…. Zaraz godzinę mam następną klientkę” – usłyszała jak przez mgłę, polał ją wodą od ramion – „Proszę się ubrać, może pani zarezerwować wizytę w recepcji, jeśli pani sobie życzy” – wrócił do gabinetu.

    Krystyna sięgnęła dłonią między uda. Dopiero w tej chwili poczuła, jak bardzo wymęczone są jej wargi. Potarła łechtaczkę. Wspomnienie posuwającego ja tłoka wróciło z całą siłą, stała pod strumieniem gorącej wody, łechtała, aż nadszedł orgazm. Tym razem zwyczajny ale przynoszący ulgę.

    Kilkanaście minut potem weszła ubrana do recepcji. – „Chciałabym się umówić na wizytę” – powiedziała do biuściastej recepcjonistki.

    – „Tak służę pani” – zaczęła kartkować notes – „Proponuję dokładnie za cztery tygodnie o tej samej porze”.

    – Ależ ja potrzebuję jutro!” – zaprotestowała Krystyna.

    – „Wierzę, że pani potrzebuje ale to pierwszy wolny termin”.

    – „Tak długo mam czekać??”

    – „Mistrz przyjmuje cztery pacjentki dziennie” – usłyszała.

    – „Nie da się jakoś dodatkowo… po południu…??” – próbowała się targować.

    – „Nie. Po pracy Mistrz musi odpocząć” – odparła recepcjonistka i dodała wypinając do przodu duży biust: – „Wieczorami ma jeszcze obowiązki domowe…” – przeciągnęła dłonią po włosach nad uchem – „Zapewniam, że codziennie spełnia je skrupulatnie, musi się trochę przedtem zregenerować”.

    Krystyna zrozumiała nagle, że to recepcjonistka jest tą szczęściarą, dla której Mistrz musi regenerować siły po obsłużeniu pacjentek. Ogarnęła ją fala szalonej zazdrości, lecz zdołała jakoś wyjąkać do uśmiechniętej z lekką ironią cycatki: -„ To dobrze, biorę tamten termin”.

    Ciekawe byłoby posłuchać rozmowy Krystyny z Basią… autor jednak przy niej nie był.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski
  • Mam byc Penelopa?

    Wróciłam do domu późno. Otworzyłam balkon, przetrzepałam pościel niezłożoną po porannym gorącym żegnaniu się z Mężem Numer Dwa. To jego wielka zaleta w stosunku do Jedynki, że choć często wyjeżdża w delegacje, to zawsze dba, by okres postu był dla mnie jak najkrótszy. Pierwszy okazał się chorobliwie zazdrosnym, choć nieźle wyposażonym dupkiem, który nie mógł pojąć, że kobieta ma swoje potrzeby. Nawiasem Drugi dysponuje też całkiem godziwym przyrodzeniem, a co najważniejsze, jest obowiązkowy i chętny w jego używaniu. Codziennym!

    Zrzuciłam bluzkę, spódnicę i w rajstopach i stringach poszłam do łazienki. Na chwilę stanęłam przed lustrem. Mimo trzydziestki jeszcze całkiem niezła sztuka ze mnie! Piersi jędrne, bronią się przed grawitacją, a ich rozmiar gwarantuje, że nie ma męskiego oka, które nie zatrzymałoby się na moim dekolcie. Szczególnie, gdy „zapomnę” włożyć stanik. Ujęłam je oburącz unosząc lekko i ściskając. „Świetne do hiszpana” – powiedział Roman przy pierwszym spotkaniu… Na wspomnienie jego grubego ptaka przesuwającego się między nimi, poczułam nadchodzące podniecenie. Znowu?!

    Szybko wskoczyłam pod prysznic. Stałam pod strumieniem gorącej wody, powoli wcierając żel, od dotyku dłoni brodawki mi nabrzmiały, mydliłam brzuch, biodra i pośladki, potem uda i dłoń jakoś zawędrowała mi do pagórka, do łechtaczki. Poczułam, że i ona nabrzmiewa podnieceniem. Z pewnym wysiłkiem powstrzymałam się od mocniejszego dotknięcia i spłukałam żel solidnym strumieniem.

    Wytarłam się, wysuszyłam włosy, przeczesałam i w szlafroczku poszłam nalać sobie lampkę brandy. Wszystko to robiłam nieco machinalnie, nie mogąc się uwolnić od wspomnienia popołudnia. Po „hiszpanie”, potraktowanym jako gra wstępna, Roman obsłużył mnie kilka razy z rzędu, jak przystało na młodego, jurnego byczka. A wszystko zaczęło się od tego, że wychodząc z biura ulokowanego na pierwszym piętrze hotelu „Gromady” wstąpiłam na jednego do hotelowego baru. Ledwo umieściłam się na stołku i zamówiłam „Stocka”, zjawił się on. „Ale ciacho” – pomyślałam. Może niezbyt wysoki ale pięknie zbudowany, ciemnooko blondyn. Zasiadł na sąsiednim stołku i zaczął od razu z grubej rury:

    – „Sprawiasz mi kłopot!”

    -„Jaki” – zdziwiłam się.

    – „Nie wiem, co masz seksowniejsze: uda czy piersi.” – położył mi dłoń na udzie. Dłoń miał duża i silną, o długich zadbanych palcach. O ile na pierwszy rzut oka poczułam tylko drobne motylki pod brzuchem, to po tym dotknięciu byłam gotowa rozłożyć dla niego nogi najszerzej, jak tylko potrafię. Ostry erotyczny flirt trwał tylko tyle czasu, co potrzeba do wypicia jednego kieliszka i kilkanaście minut potem, już w jego pokoju, gdy zdjął mi bluzkę i zaczął poznawać namacalnie mój biust, usłyszałam zdanie o „hiszpanie”. – „Pokaż, co ty masz do tego hiszpana” – odparłam i zaraz się przekonałam. Był wyposażony potężnie. Może nie imponował długością – lecz nie w długości siła przecież – za to grubość miał imponującą. Tylko kilka razy dotychczas spotkałam podobne. Sterczał lekko ku górze, twardy jak ze stali, uklękłam przed nim, polizałam czubek, odsłaniając okrągłą, grubą główkę, po czym ułożyłam go między moimi cudnymi, wymagającymi miseczki E, balonami.

    Popijałam brandy, wspominając i analizując każdy ruch Guliwera, który wysuwał się głodny kobiety z pomiędzy moich ściśniętych oburącz piersi, chował między nimi i znów pokazywał. To wspomnienie doprowadziło mnie do ostatecznej gotowości. Nalałam drugi kieliszek i poszłam do sypialni. Podeszłam do szuflady z wyposażeniem. Chwila namysłu. W końcu podjęłam decyzję, by wziąć do łóżka wszystko, w końcu nie wiadomo, jak się sprawy rozwiną.

    Zrzuciłam szlafroczek i opadłam na wyziębioną pościel. Zbadałam wskazującym palcem nabrzmiałą łechtaczkę, rozchylenie i wilgoć pomiędzy. Ona była gotowa! – „Co my tu mamy największego?” – po popołudniowym rozpychaniu się Romanowej Armatki czułam potrzebę gruntownego wypełnienia. – „Nie będziemy się spieszyć” – pomyślałam – „wieczór jeszcze długi”. Odłożyłam na bok dilda i czarny jak Afrykańczyk, gruby i długi, wibrator z bocznym palcem łechtającym. Mój ulubiony, odpowiednio potężny i obsługujący równocześnie cipkę i łechtunię. Zdecydowałam się na jajeczko. – „Nie będę z nim chodzić, biorę mojego „spaślaczka”. – „Fi pięć i pół centymetra” wymaga odrobiny ostrożności we wkładaniu, nawet w tak wilgotną i porozciąganą, jak moja dziś, pochwę, więc dobrą chwilę trwało, zanim je tam umieściłam. Spróbowałam zacisnąć kilkakroć mięśnie, położyłam się na wznak i na próbę zsunęłam i rozchyliłam parokrotnie uda. Nacisnęłam pilota. Poczułam przyjemną wibrację wewnątrz.

    Kilka godzin temu leżałam podobnie, tyle że w innym łóżku, a między udami miałam pracowitego ogiera. Gdy złapałam go po „hiszpanie” za Guliwera i pociągnęłam za sobą na łóżko, zaczął we mnie wchodzić natychmiast. Pchał z nieuchronną cierpliwością, zagłębiał się konsekwentnie, aż wypełnił mnie dokładnie i do końca. I wtedy zaczął pracować, z początku powoli, wykorzystując całą Jego długość. Na wspomnienie jego ruchów dotknęłam sterczącej łechtaczki i zaczęłam ją pocierać palcami. Nie przerywałam kołysania udami, by lepiej czuć wciąż wibracje mojego kochanego jajeczka. Ruch dłoni zgrał się ze wspomnieniem narastającego tempa jego pchnięć. W pewnej chwili drgałam cała, tak samo, jak w chwili, kiedy on po dobrym kwadransie pracy zbliżał się do szczytu. Doszłam, dłoń zatrzymała się na rozgrzanej do czerwoności łechtuni, nogi wyprostowały i wtedy przypomniał mi się gorący strumień jego wytrysku i trzęsienie ziemi mojego orgazmu. Poczułam falę powtórnego orgazmu, co jest? sama? wielokrotny?! Tego jeszcze nie było!

    Leżałam zdyszana po przeżytym wstrząsie. Po tamtym popołudniowym, Roman nie wysunął się ze mnie, tylko leżał na mnie zdyszany, a gdy trochę uspokoiliśmy oddechy, zaczął mnie całować. Długie minuty, może kwadranse, nasze języki walczyły, wpychając się wzajemnie w usta. Roman, to oparty na prawym łokciu, lewą ręką tarmosił moją prawą pierś, to odwrotnie: na lewym łokciu, prawą ręką drażnił mój lewy sutek. Wspomnienie kazało mi znów włączyć jajeczko, palcami pieścić piersi, łapać i szczypać brodawki. Roman brał je w usta i ssał i gryzł delikatnie na przemian – i ja wzięłam i kolejno uniosłam je do ust. Gdy tak ssał je kolejny raz, poczułam nagle, że rośnie i twardnieje we mnie. – „Chcesz mnie rozerwać?” – zapytałam, a on powiedział, że chce tylko mnie zerżnąć porządnie.

    Zerżnął mnie! I to jak! Nie wiem, ile to trwało, robił to bez końca. Kazał mi zakładać nogi na plecy, to znów prostować je i ściskać uda, a sam obejmował je swoimi silnymi udami, potem zadarł mi je na swe ramiona i doprowadził aż do bólu dogłębnymi pchnięciami i znów wrócił do „klasyka”. Robił to bez chwili przerwy, zmieniając rytm i siłę, a ja… Wspomnienia czarnej nocy, która zapadła w słoneczne popołudnie zaczęły doprowadzać mnie do szału. Wyszarpnęłam jajko z cipki i sięgnęłam po Afrykańczyka. Miał taki sam rozmiar, jak jego Guliwer. Wsunęłam go do oporu, nacisnęłam przełącznik. Drżałam jak wtedy po południu, gdy Roman doprowadzał mnie do kolejnych orgazmów. Drugiego, trzeciego… ile ich było? W pewnej chwili obróciliśmy się i zaczęłam go ujeżdżać jak ogiera. Złapałam Go w palce, to nie do wiary, jaki on jest twardy. Ten chwyt spowodował, że Romanowa Armatka znów wystrzeliła we mnie zapas spermy, tak jakby nie robił tego od trzech dni. Gdy przypomniałam sobie, jaki potężny orgazm od tego dostałam, przyparłam palec Afrykańczyka ściśle do łechtaczki. Doszłam znowu!

    Po tym szaleństwie Roman zsunął się ze mnie. Trzymałam w dłoni grubą, nieco miękką kiełbasę, która przed paroma minutami robiła takie cuda. Roman wodził palcami po moim brzuchu, piersiach, udach, wargach. Skąd chłopak w jego wieku tak umie pieścić, tak zna potrzeby mojego ciała?! Wspomnienie orgazmu-giganta trwało we mnie ciągle… Usnęłam słodko zaspokojona.

    Gdy się ponownie ocknęłam przypomniało mi się, że Roman w pewnej wyślizgnął się z mojego uchwytu i wszedł między moje nogi, Obudziło mnie całowanie wewnętrznej strony uda, na to wspomnienie zaczęłam je głaskać dłonią, żałując, że nie czynią tego męskie wargi i język. Moja dłoń wędrowała coraz wyżej, tak, jak wtedy jego usta, poczułam, jak wtedy, wracające podniecenie. Jeszcze raz?! A Roman lizał już i ssał moje wargi, dotknął językiem łechtaczki. Co za wrażenie, już była ukrwiona i gotowa, a on nie przerywał pracy nad nią.

    Zaczęłam znowu łechtać, wyobrażać sobie, że mój wskazujący palec jest jego językiem. On wtedy wsunął palec miedzy moje spracowane wargi, czułam jak badał przód mojej cipki, szuka… ZNALAZŁ! Aż podskoczyłam wtedy w nagłym orgaźmie, a on włożył drugi palec i zaczął mnie nimi posuwać. Zrobiłam teraz to samo… Roman długo nie pozostał przy dwóch, oderwał wargi od mojej łechtaczki i poczułam trzeci – „On mnie chce rozerwać?” – ale on się tym nie przejmował, włożył czwarty. Nie rozerwał, zachwycił.

    Ja używałam tylko trzech palców, umiem je trochę głębiej wsuwać, niż operując czterema. A on zaczął przyśpieszać, pchać dłoń coraz mocniej i, gdy czułam już nadchodzący nowy orgazm, nagle przerwał. Chciałam krzyknąć: „Nie przestawaj!” ale on posunął się w górę mojego ciała i poczułam, że znów wdziera się we mnie swoim Guliwerem. Tego już nie wytrzymałam: wrzasnęłam w orgaźmie, aż Roman zapytał: – „Co się stało? Boli?” – na szczęście przy tym nie przerwał pchania  – „Nie!!! Pracuj, pracuj!!!”

    Pracował… nie mam pojęcia, jak długo to trwało. Czy tak długo, jak teraz moje trzy paluszki rozchylały mokrą, trochę obolałą cipkę, czy dużo, duuużo dłużej? Muszę! Sięgnęłam znów po Afrykańczyka. Wepchnęłam go głęboko, tak by palec znów dotknął łechtaczki, włączyłam. Szlag! Ostatnia bateria padła. Zaczęłam oburącz pracować Afrykańczykiem, jak dildem. Roman nie bawił się tym razem w zmiany pozycji, po prostu rżnął mnie w równym szybkim tempie, aż nagle poczułam, że dochodzi, cały sztywnieje, drga… tryska. Znowu?! Ile on ma tej spermy?

    Pół godziny potem, gdy odrobinę oprzytomniałam, powiedziałam, że muszę już iść do domu. Nie protestował. Siadłam na moment przed lustrem, uczesać włosy i poprawić makijaż. Wiedziałam, że będzie mnie obserwował, niech zapamięta na długo. Takiego ciała łatwo drugi raz nie spotka. W końcu wstałam, naciągnęłam przez głowę bluzkę i nagle poczułam jego silne dłonie na biodrach.

    – „Nie wytrzymam widoku twojego jebliwego tyłka” –powiedział, popchnął mnie za kark zmuszając do pochylenia się i poczułam, jak wdziera się moją cipkę od tyłu. Kiedy mu zdążył stanąć?? Zrobił to brutalnie, zgniatając moje pośladki uderzeniami podbrzusza, penetrując całą swoją długością, Zapierałam się z całych sił oburącz o blat pod lustrem, a on trzymając mnie oburącz pchał, pchał i pchał.

    Znów wzięłam Afrykańczyka, położyłam się na boku i sięgając za plecy wcisnęłam go głęboko. Szkoda, że nie ma baterii! Pozostawiłam go wetkniętego i zaczęłam, który to raz tego wieczora, pracować palcami nad łechtaczką. Doszłam znowu, podobnie, jak oboje wtedy przed tym lustrem.

    Gdy wychodziłam zmordowana z hotelowego pokoju, włożywszy stringi, rajstopy, spódniczkę i szpilki, Roman pocałował mnie w usta i powiedział: – „Fajnie umiesz ruszać pupcią, miło było cię poznać”.

    Jasne, że miło. Jestem cała obolała, a jutro wraca mąż numer dwa. Musze dojść do siebie, bo będzie wyposzczony. Wyposzczony?! Po noclegu w hotelu???… Ale na pewno będzie chciał wypełnić obowiązek. Usnęłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski
  • Braki w magazynach wojskowych

    (zainspirowany gorącą żołnierką napisałem)

    Paweł jechał autem do pracy, gdy kątem oka zauważył podskakujący biust. Dopiero chwilę potem dostrzegł, że rozpiera on do granic możliwości wojskową bluzę, a gdy już minął jego właścicielkę, w lusterku zobaczył rozkołysane biodra i tyłeczek opięty bojowymi spodniami.

    -„Ale laska!” – pomyślał dostrzegając, że wsiada do autobusu linii 119, który właśnie zatrzymał się na przystanku.

    Cały dzień potem chodził podniecony, nie mogąc uwolnić się od wizji roztańczonych piersi i bioder. W domu, jego żona zadziwiona była entuzjazmem, który wykazywał wypełniając małżeński obowiązek. Nie wiedziała, że to wizja porannego spotkania, i nadzieja na kolejne jutro, stawiała go w gotowości dwa razy wieczorem i jeszcze raz o poranku.

    Następnego dnia ustawił samochód w pobliżu przystanku, pojechał za autobusem i już wiedział: pracuje w komendanturze. Zajechał tam ponownie o 15.30. Wycieraczki ledwo dawały radę jesiennej ulewie. Tłumek pracowników wyszedł stadem, kierując się do przystanku autobusowego, ona wyszła na końcu, gdy stodziewiętnastka właśnie ruszała zapełniona. Dostrzegł okazję, podjechał wolno, opuścił szybę: -„Podrzucić?”- zapytał. Zawahała się na moment, po czym zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi i wsiadła.

    – „Dziękuję” – powiedziała.

    Prowadząc samochód spoglądał spod oka na jej lekko zadarty nosek, długie rzęsy i, przede wszystkim, na imponujące napięcie munduru na biuście i tęgie, opięte wojskowymi spodniami uda. Podniecenie ledwo pozwalało mu widzieć jezdnię, jakim cudem równocześnie prowadził z nią rozmowę sam nie wiedział.

    Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce, poprosiła by wjechał na podwórko starej kamienicy.

    – „Należy ci się podziękowanie, zapraszam na herbatę” – powiedziała.

    Wchodził za nią po schodach na drugie piętro, podziwiając opięte spodniami pośladki kołyszące się tuż przed jego oczami. Nie wiedział jak ale czuł determinację. Musi ją mieć! Natychmiast!

    Okazało się to prostsze, niż mógł sobie wyobrazić. Weszli do mieszkania, przekręciła zamek w drzwiach, zrzuciła wojskowe buty i zaprosiła go do pokoju pełniącego role salonu i sypialni.

    -„Masz na mnie ochotę.” – powiedziała – „Cały czas to widzę. Wczoraj też się gapiłeś przystojniaczku. Dlatego mnie podwiozłeś” – chciał coś wyjąkać w odpowiedzi ale nie dała mu dojść do słowa: – „Ja też nie jestem z kamienia…”

    Zdjęła beret, sięgnęła oburącz głowy, coś pomanipulowała i nagle burza blond włosów spłynęła na jej szerokie ramiona. Stanęła przed nim…

    Zerwał z siebie marynarkę, cisnął ją gdzieś na ziemię i odsuwając jej włosy na bok pocałował w usta. Jej wargi odpowiedziały, języki się spotkały. Przesunął dłonie po jej ramionach od razu na przód bluzy. Ledwo sięgnął palcami do guzików, te odskoczyły, odsłaniając wielkie półkule spoczywające w czarnym koronkowym staniku. Podźwignął je oburącz. – „Myślałem, że wy w wojsku macie służbową bieliznę” – zdziwił się. – „Mamy – odpowiedziała – ale nie przewidziano takiego rozmiaru”. – „To chyba miseczka G” – zaryzykował.

    – „Podziwiam fachowca…” – odparła.

    -„Znam się nie tylko na tym” – skomentował i powrócił ustami do jej warg.

    Wprawnie sięgnął do tyłu, odpiął zapięcie i gdy stanik opadł na ziemię uchwycił palcami sterczące brodawki. – „Pięknie stoją” – skomentował drażniąc je palcami. – „Zobaczymy jak u ciebie ze staniem” – odrzekła sięgając do paska jego spodni. Chwilę potem wyłuskała to, o co jej chodziło. – „Ooo! Niezłą masz armatkę!” – zbadała obwód i twardość dłonią – „Nie mogę go całego objąć!” –„Ale między twoje cudowne piersi pasuje…” – popchnął ją na łóżko, ukląkł nad nią okrakiem i ułożył penisa między nimi. Ścisnęła je dłońmi, a on począł pracować biodrami, pozwalając jej obserwować grubą główkę, to wysuwającą się ku jej brodzie, to znikającą w słodkim objęciu piersi.

    Pracował stopniowo przyśpieszając tempo, ona wciąż ściskała piersi oburącz, a on nie przerywając ruchu w przód i w tył, drażnił palcami jej brodawki. Oblizała czerwone wargi i ten ruch języczka wyzwolił w nim eksplozję. Zdążył się lekko cofnąć, gdy raz, drugi, trzeci wytrysnął na jej balony. Złapała go za mięknącą kiełbasę i oblizała główkę. – „Masuj je!” – rozkazała, a on posłusznie począł wcierać spermę w jej piersi. Gdy skończył, polizał jej sterczące sutki, potem pępek… Rozpiął jej pas, rozpiął spodnie i gdy wspomagająco uniosła biodra, zsunął je z niej wraz majteczkami. Sięgnął językiem TAM. Była wydepilowana. Przeciągnął językiem pomiędzy rozchylonymi wargami, polizał nabrzmiałą żądzą łechtaczkę, złapał ją w wargi i począł ssać. Jęknęła głośno, i próbowała cofnąć się całym ciałem, lecz trafiła na opór ściany. Nie przerywał drażnienia łechtaczki, ona jęczała i stękała, w końcu wsunął palec wskazujący między rozchylone wargi.

    Próbowała jeszcze raz uciec z ciałem, lecz nie miała dokąd, a on spenetrował ściankę pochwy, po czym wsunął drugi palec. Nie przerywając ssania i lizania łechtaczki, wsuwał je i wysuwał, dodał trzeci i czwarty palec, przyśpieszył, aż nagle krzyknęła głośno i wyprężyła się w łuk.

    Poczuł, że pod wpływem widoku jej orgazmu znów mu rośnie i twardnieje.

    Wepchnął się w wilgotną śliskość. Przyjęła go tak łatwo, jakby nie był gruby, a odwrotnie jakby mu czegoś brakowało i natychmiast założyła nogi na plecy. Zaczął pchać, wykorzystując całą długość, mocnymi, zdecydowanymi ruchami, nagradzanymi przy każdym pchnięciu głośnym jęknięciem. Zwiększył tempo, jeszcze i jeszcze… po kilku minutach jej jęki przerodziły się w nieustanny krzyk. Pchał teraz z całej siły, aż nagle wytrysnął w nią drugą porcję. Wyzwoliło to i u niej orgazm, znów wygięła całe ciało w łuk, unosząc biodra, mimo jego ciężaru.

    Opadł na nią, nie wysuwając się, długie minuty uspokajali oddechy.

    – „Rewelacyjna jesteś” – powiedział, gdy już doszedł do siebie. – „Tobie też nic nie brakuje” – odparła – „Umiesz dogodzić kobiecie… i masz czym! Rzeczywiście fachowiec!”

    Oparł się na łokciu, by móc spojrzeć na słodkie balony, rozsunięte nieco na boki. Począł tarmosić jej prawą pierś lewą dłonią – „Bałem się, że mnie nie wystarczy dla ciebie” – powiedział. – „No co ty! Dałeś mi głęboko popalić… Ej! Czy ty się śmiejesz, że jestem taka pojemna? Ja ci dam!” – i klepnęła go za karę w pośladek. Znów opadł na nią, a ona klepnęła go w drugi. I znów. Wyzwoliło to ponowny napływ krwi do jego męskości.

    – „Rany! On jeszcze rośnie!” – zdziwiła się. – „Rośnie i rżnie” – potwierdził.

    Tym razem pracowali długie trzy kwadranse, zsuwając i rozsuwając nogi, wciąż zmieniając tempa i siłę spotkań, ona kilkakrotnie krzyczała w orgaźmie, lecz nie przerywali, nienasyceni, aż całkiem opadli z sił.

    – „Od miesiąca nikt mnie tak nie zerżnął” – powiedziała i zapadli w drzemkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski
  • Biurowiec, cz. 1.

    Część 1.

    Był piątek. Właśnie minęło południe. W biurowcu wszyscy pracowali, panował spory ruch, mieściło się tutaj sporo firm, ale każdy myślami był już przy dzisiejszym wieczorze i nadchodzącym weekendzie. Dla wielu zapowiadał się ekscytująco.

    Pani Krystyna, 44-letnia sekretarka głównego dyrektora, siedziała przy laptopie. Redagowała pismo. Obok leżały dokumenty i korespondencja. Czekały na dyrektora.

    *

    Życie prywatne pani Krystyny nie było tak uporządkowane jak jej praca zawodowa. Jej mąż był człowiekiem, który już dawno przestał spełniać jej oczekiwania. Pobrali się po studiach, chociaż parą byli już trzy lata wcześniej. Niewiele później urodziła ich syna. I żyli we troje wspierani przez rodziców. Nie zdecydowali się na drugie dziecko. Po odchowaniu malca, ona poszła do pracy, a mąż inżynier nadal jeździł z jednej budowy na drugą. Szybko kupili mieszkanie. Naturalnie, pomogli im rodzice i państwowa firma, w której pracował mąż. Po latach, pani Krystyna, kiedyś kobieta pełna życia i uśmiechnięta, teraz skupiała się na pracy i spełnianiu obowiązków babci. Od jakiegoś czasu rzadziej uśmiechała się, była bardziej stonowana w swoich reakcjach, zamknięta w sobie, wręcz nieprzystępna. Ale nadal była miła dla wszystkich interesantów. 

    Związek z mężem wypalił się przynajmniej kilka lat wcześniej. Podejrzewała go o romanse, ale nigdy nie zapytała wprost. Była zbyt dumna. Mężowi taki układ odpowiadał. Kobieta wspierała syna, któremu nie bardzo układało się w małżeństwie. Kłóciła się z nim ostro, jeżeli nie zgadzała się z jego decyzjami. A syn był żonaty dopiero drugi rok… Zafascynowany dziewczyną, nie widział, nie chciał dostrzec jej wad, a teraz opiekował się ich dzieckiem i zwyczajnie nie radził sobie. Maluch miał już dwa lata i był głównym powodem zawarcia związku przez syna Krystyny. Babcia przelała uczucia na wnuka i była znowu szczęśliwa, a dziadek… Cieszył się z zaangażowania babci. Rodzice synowej stronili od kontaktów z rodziną zięcia.

    Z mężem żyła „obok”. Mąż często korzystał z Internetu. Wiedziała, że ogląda filmy pornograficzne. Potem na ogół miał na nią ochotę. Mieli oddzielne pokoje, ale jeżeli chciał seksu, to brał żonę tam, gdzie ją zastał: przy blacie w kuchni, na tapczanie przed telewizorem albo wołał ją do swojego łóżka. Nie odmawiała mu. Nie oponowała. Potrafił być namiętny, a tego ciągle pragnęła. Był mężczyzną dominującym i z wiekiem coraz bardziej skupionym na swoich potrzebach, a ona jako żona starała się je spełniać. W domu zajmował się pracą przyniesioną z biura albo siedział przez telewizorem z piwem lub herbatą, jeżeli wątroba nadmiernie mu dokuczała. Czasami siedział w swoim pokoju i czytał. Ich rozmowy rzadko wykraczały poza domowe sprawy do załatwienia.

    Pani Krystyna jeszcze zachowała szczupłą sylwetkę, a zarysowujący się brzuszek umiejętnie maskowała odpowiednio dobranym ubiorem. Szatynka, lekko kręcone włosy, sięgające ramion, zawsze ułożone albo, w ostateczności, spięte w kitkę, usta „stworzone do całowania”, jak mawiał bezskutecznie adorujący ją kierownik jednego z działów, proporcjonalny biust, we właściwie dobranych stanikach, ładne, szczupłe nogi, świetnie prezentujące się w szpilkach, które zawsze nosiła w pracy. Delikatny makijaż, ubiór stonowany, właściwy dla biura, nienachalna biżuteria. Dekolt w bluzkach lub sukienkach na tyle duży, że mężczyźni siłą rzeczy starali się zobaczyć więcej niż odkrywała jego właścicielka. Miała w sobie to „coś”, przez starsze pokolenie określane mianem seksapilu.

    *

    Szef trafnie wybrał sekretarkę. Urodą, ubiorem i zachowaniem pasowała do sekretariatu, podkreślając jego prestiż, a urodą intrygując interesantów płci męskiej, czasami nawet żeńskiej. Swoją operatywnością rzeczywiście pracowała na opinię szefa. Była dla niego nieocenionym wsparciem. Mężczyźni chętnie ją oglądali, oczekując na przyjęcie przez szefa. Dlatego równie chętnie przychodzili za wcześnie i siedzieli, zabawiając ją rozmową lub w milczeniu, podziwiając jej nienachalną urodę. Była efektowna w ten dyskretny sposób, który mężczyźni zauważali od razu, a doceniali po dokładniejszym przyjrzeniu się kobiecie. I już nie zapominali jej. Umiała rozmawiać z każdym. Uśmiechem i łagodnym obejściem potrafiła zjednać sobie każdego rozmówcę oczekującego na rozmowę z jej przełożonym. Niektórzy pracownicy, głównie kawalerowie, wpadali na chwilę, żeby ją pooglądać i poflirtować. Szczególnie, kiedy dyrektora nie było w biurze. Tolerowała ich.

    W firmie krążyła anegdota, że pewnego razu dyrektor spóźniał się, a na spotkanie czekał rozmówca stojący znacznie wyżej w hierarchii niż on. Specjalnie przyjechał do ich biura. Sekretarka zaprosiła go do gabinetu szefa i zaproponowała coś do picia. Poprosił o kawę, został w sekretariacie i, w oczekiwaniu na dyrektora, zabawiał sekretarkę rozmową. Kiedy dyrektor w końcu pojawił się i przeprosinami przywitał przełożonego, tamten tylko machnął ręką i kazał mu iść do gabinetu, przygotować się do rozmowy. Sam z przyjemnością, bez pośpiechu, kontynuował rozmowę z sekretarką. Zaczęli rozmowę od książek, teraz dyskutowali o obejrzanym filmie. Dopiero po jakimś czasie, podziękował za kawę i  zadowolony wszedł do gabinetu. Dyrektor zrewanżował się nagrodą przy najbliższej okazji. 

    – Uratowała pani moją posadę – powiedział w chwili szczerości i prosił o dyskrecję.

    Jeżeli ktoś dokładnie przyjrzał się pani Krystynie, to pod make-upem zauważył nieco zmęczoną twarz kobiety, dręczoną jakimś problemem. Nikomu nie spowiadała się ze swoich spraw prywatnych, ale jedna osoba w biurze sporo wiedziała o jej problemach. I nigdy z nikim nie podzieliła się posiadanymi informacjami.

    *

    – Pani Krystyno, już wychodzę, wszystko co ważne, zostawiłem na biurku. Proszę jeszcze dzisiaj wysłać według tradycyjnego obiegu. Pani też może wcześniej wyjść, powiedzmy: o 13. Niech pani Jagoda zamknie sekretariat punktualnie o 14. – Szef położył oprawioną teczkę na brzegu jej biurka. – Poradzi sobie? – zniżył głos i uśmiechnął się nieznacznie do sekretarki. Ta z rezygnacją wzruszyła ramionami. Zdolności organizacyjne i w ogóle kompetencje Jagody były tematem-rzeką dla całego biura.

    – Proszę spojrzeć jeszcze na to pismo – pani Krystyna podsunęła szefowi kartkę. – Był pan zajęty, wtedy przyszło.  

    Dyrektor odstawił neseser i nachylił się nad tekstem.

    – Przepraszam, szefie, a ja nie mogłabym dzisiaj wcześniej wyjść? – Mimo wysokich szpilek blondynka błyskawicznie wypadła zza przepierzenia i stanęła przy dyrektorze. Była chyba jedyną osobą w całej firmie, która w oficjalnych rozmowach zwracała się do niego per „szefie”. Błagalny ton sugerował, że już zaplanowała „zajęcia własne” przed godziną 14. Nachyliła się do niego. Odważny dekolt pokazywał sporo, a prowokujący uśmiech obiecywał dużo więcej. Machała przy tym jedną dłonią, susząc czarny lakier do paznokci. – Bo właśnie miałam zamiar…

    – Nie, pani Jagódko. Pani koleżance też należy się prezent od szefa za solidną pracę.

    – No, ale przecież ja też siedzę tutaj cały czas – wyraźnie zdegustowana Jagoda wydęła wargi.

    – Właśnie! – kiwnięciem głowy potwierdził szef i westchnął. – Musi pani trwać na posterunku. Bez pani nie poradzilibyśmy sobie. – Powiedział to tak poważnym tonem, jakby sam w to wierzył. Był zirytowany na kobietę, więc unikał patrzenia w jej kierunku.

    Zirytowana porażką Jagoda nie dostrzegła ironii, a teraz walczyła z narastającą wściekłością:

    – Trzeba wszystko przesunąć o godzinę, bo ten stary wieprz… – nie dokończyła myśli, tak była wściekła. Wróciła do siebie, siadła w fotelu i z grymasem irytacji na twarzy rzuciła kosmetyczkę do szuflady. Krystyna nieznacznie pochyliła głowę. Z trudem walczyła z uśmiechem.

    – Proszę, wszystko podpisałem. Pani wniosek również. Do widzenia w czwartek. Udanego urlopu. – Uśmiechnął się do Krystyny i ruszył do drzwi.

    – Dziękuję. Do widzenia, panie dyrektorze. Udanego weekendu – automatycznie odpowiedziała kobieta. Włączyła kserokopiarkę. Otworzyła teczkę i zaczęła wyjmować podpisane pisma do skopiowania. Potem sięgnęła po pieczątkę. 

    – Do widzenia, pani Jagódko – nieco głośniej rzucił dyrektor, otwierając drzwi. Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Słusznie. I tak by się nie doczekał.

    Urlop, który Krystyna wzięła w przyszłym tygodniu, trzy dni, przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Jej szefa wówczas też nie będzie. Zajmowała się całą jego dokumentacją, więc wiedziała i o tym. Była główną sekretarką i była prawie przekonana, że koleżanka poradzi sobie podczas jej nieobecności. – Nieodbieranie telefonów już opanowała do perfekcji. Zdolna dziewczyna. Jeszcze będzie z niej pociecha – pomyślała ironicznie o młodszej koleżance.

    Jagoda miała 28 lat i ciągle inwestowała w siebie. Na tym polegało jej życie. W siebie, czyli w ciuchy, buty, kosmetyki, wizyty u fryzjera, w spa i… I chyba wystarczy. Na tupecie też nie oszczędzała. W intelekt na pewno nie inwestowała. Pewna siebie, efektowna, wygadana i wyrachowana blondynka, według złośliwców, pozbawiona uczuć wyższych, oceniająca wszystko i wszystkich przez pryzmat pieniądza, zajmowała przestrzeń za przepierzeniem z metalu i szkła. Była asystentką sekretarki, ale wybrał ją dyrektor. Urodą, ubiorem i zachowaniem zwracała uwagę wszystkich. Cieszyła się niesłabnącym powodzeniem u męskiej części pracowników biurowca, budząc zrozumiałą zazdrość u zdecydowanie liczniejszej części kobiecego personelu. U większości kobiet swoim zachowaniem budziła irytację. Dotyczyło to również kobiet z innych firm usytuowanych w tym biurowcu.

    – Po co zatrudnił taką niemotę o wyglądzie Barbie? – zastanawiała się pani Krystyna. Pracowniczki, które musiały kontaktować się z „biurową modelką” miały podobne opinie na jej temat, ale po „Barbie” wszelkie słowa krytyki i okazywana irytacja spływały jak woda po kaczce. I nadal tkwiła na swoim stanowisku. Mimo błędów, uwag i nieśmiałych skarg pracowników każdego szczebla ich biura. Swoją pracowitością i umiejętnością reagowania w sytuacjach kryzysowych Krystyna już parokrotnie ratowała dziewczynie posadę. Nie robiła tego dla niej. Zależało jej wyłącznie na prawidłowym funkcjonowaniu biura i opinii szefa. No, i to ona odpowiadała za funkcjonowanie sekretariatu.

    *

    Jurek stanął w przejściu i rozglądał się po sali. Objął chyba najbardziej sfeminizowany dział firmy. Mężczyźni to rodzynki w tym gronie. Tyle kobiet… Nie było dnia, żeby nie przeglądał akt pracowniczek. Segregował je według własnych potrzeb.

    – Jest z czego wybierać – westchnął z zadowoleniem, ponownie patrząc na pracowniczki.

    Pochylone nad ekranami komputerów, koncentrowały się na swojej pracy. Zbliżała się ocena pracowników. Niektóre i tak trzeba będzie zwolnić. Przyjąć nowe. To sprawa kadr. On tylko opiniował. A u niego opinie miały swoją cenę. Niektóre pracowniczki miały się o tym niedługo dowiedzieć. Uśmiechnął się nieznacznie. Miał 38 lat i został szefem działu. Nareszcie. Od kilku miesięcy upajał się tą myślą i zaczynał korzystać ze swojego stanowiska oraz możliwości. Jak tylko potrafił.

    *

    – …bry, jest szef? – szybciej niż wichura wpadł do sekretariatu pan Maciej, szef kadr, 35-letni kawaler. Jak głosił biurowy żart, czasami nawet jego cień za nim nie nadążał.

    – Bry, wyszedł kilka minut temu – w podobny sposób zareagowała pani Krystyna. Uśmiechała się. Nie dało się go nie lubić. Teraz widziała już tylko jego nogę, bo reszta ciała wisiała za przepierzeniem.

    – Kłaniam się, pani Jagodo! – krzyknął. – Zostawiam dokumenty – Maciej już stał przed panią Krystyną. Położył dużą kopertę na biurku. Przysiadł na jej biurku, zamrugał do niej oczami i westchnął: 

    – Jak pięknie pani wygląda! Aż mi wstyd, że przyszedłem bez kwiatów, bo…  

    Wiedziała, o co chodzi, a poza tym spieszyła się, więc weszła mu w słowo:

    – Szef będzie dopiero w czwartek.

    Mężczyzna już stał przed biurkiem.

    – Uuuu. No, trudno, więc proszę wpisać mnie na spotkanie w czwartek.

    – Odnotować, że koperta jest zaklejona – bardziej stwierdziła, niż zapytała.  

    – Tak, proszę – poważnie skinął głową. – Niech pani nie otwiera. Nie warto – prychnął, lekceważąco machając ręką.

    Zaskoczona podniosła głowę i utkwiła pytający wzrok w pracowniku. Nawet nie miała zamiaru otwierać. Skąd…

    – Same pornosy – Maciej lekceważąco wzruszył ramionami. – Wymieniamy się z szefem. Przecież prawdziwych mężczyzn inne papiery nie interesują. No, chyba, że banknoty. Albo znaczki. Ale kto dzisiaj wysyła listy? Cóż, nie będę was dłużej zanudzał swoimi zwierzeniami. Do widzenia, panienki! – I już go nie było.  

    Rozpromieniona Jagoda właśnie wyszła zza przepierzenia z pilniczkiem w dłoni, żeby zamienić z nim chociaż kilka słów, ale zobaczyła tylko samoczynnie zamykające się drzwi.

    *

    Za każdym razem, kiedy Maciej przysiadał na biurku pani Krystyny i wzdychał do niej, patetycznym tonem chwaląc jej urodę, urok osobisty, figurę i wybujały biuuust, co akurat nie było prawdą, od razu wiedziała, o co chodzi i przechodziła do rzeczy:  

    – Skoro to takie pilne, może być pan u szefa, powiedzmy, za pół godziny? – Wiedziała, że zależało mu na kontakcie z szefem poza kolejką oczekujących.  

    Tylko raz na jej pytanie zareagował bardzo oryginalnie. Ukląkł. Jak aktor z niemego filmu, przesadnym ruchem odrzucił głowę do tyłu i chwycił panią Krystynę za dłoń. Wtedy dostał klapsa po łapach, więc puścił jej dłoń i klęcząc z dłońmi złożonymi jak do modlitwy, zawołał szeptem suflera:  

    – Och! Krystyno, zawsze sprowadza pani wszystko do pracy! A ja potrzebuję uczucia! Miłości!

    Niefortunnie po tym tekście z gabinetu nieoczekiwanie wyszedł dyrektor. Krystyna cały czas uśmiechała się. Maciej nie stracił rezonu. Spojrzał na zaskoczonego sytuacją dyrektora i wyjaśnił, że oto ta niewiasta odrzuca jego oświadczyny, zasłaniając się mężem!

    – Wyobraża pan sobie, dyrektorze?! Mnie odmawia! Mnie! – Prychnął z udanym oburzeniem, po czym wstał, otrzepał spodnie, poprawił krawat i stwierdził rzeczowym tonem: – Widzę, że pan dyrektor jest sam. Czy można? – i po jego skinieniu głową, szybko pomaszerował do gabinetu.

    Dyrektor jeszcze spojrzał na Krystynę. Ta nadal uśmiechnięta, machnęła lekceważąco dłonią i pokręciła głową, dając do zrozumienia, że to kolejny biurowy żart ich kolegi. Rozbawiony dyrektor bez słowa zamknął drzwi. Jagody akurat nie było, oboje też nigdy z nikim nie rozmawiali o tym zdarzeniu.

    Sekretarka darzyła Macieja dużą dozą sympatii. Pracowity, rzetelny, taktowny, z dużym i niekonwencjonalnym poczuciem humoru. Zamiast kwiatów, na ostatni Dzień Kobiet dostała od niego ogromnego czerwono-białego lizaka.

    – Największego w całym biurze – zaznaczył takim tonem, jakby dawał podwyżkę. Najbliższym współpracowniczkom kupił wtedy bukiet kwiatów, zaparzył herbatę i poczęstował pączkami z komentarzem:  – Lubię, kiedy kobiety tyją na mój koszt.

    Tyle wystarczało, żeby polubić kolegę z pracy. No, i potrafił prawić komplementy.

    – Nawet ten mój… Ech, nieważne – westchnęła w duchu. Wolała teraz nie poruszać pewnych drażliwych tematów. – Po co psuć sobie humor? – zapytała samą siebie. – I tak trzeba będzie kiedyś podjąć decyzję. Wiedziała, że to nieuniknione.

    *

    Pani Krystyna zakończyła rozmowę, schowała telefon, weszła do budynku i nie niepokojona przez nikogo, wjechała na piąte piętro. Była już 14.10. Przeszła korytarzem kilka metrów i usiadła w fotelu. Pozostałe dwa stały puste. Torebkę postawiła na jednym z nich. Kolor siedzisk i oparć foteli współgrał z kolorem wykładziny. Na tym piętrze dominowały szary i różowy. W tle stała sporych rozmiarów juka. Miły klimat. Czekała. Spojrzała na zegarek. Zostało jeszcze kilka minut. Rzuciła okiem na kolorowe gazety leżące na stoliku. Nie zainteresowały ją. Założyła nogę na nogę. Naciskając palcami stopy, bawiła się kołysaniem klapka na szpileczce.

    Minął ją trzydziestodwuletni, wysoki, zadbany brunet, ubrany na sportowo. Utkwił wzrok w jej stopie i szpileczce zawieszonej na palcach. Widok zaintrygował go. Zamiast zjechać windą, powoli zszedł po schodach, nie odrywając wzroku od zadbanej stopy i szpilki kobiety. Dopiero teraz dostrzegł jej smukłą nogę, kształty, strój, makijaż. Na palcu nosiła obrączkę.

    – Tym lepiej – pomyślał i uśmiechnął się obleśnie.

    *

    Janusz otwarcie chełpił się w gronie kolegów dużą liczbą zaliczonych mężatek. I to w różnym wieku. Na wszelki wypadek prowadził szczegółowy spis. W miarę potrzeb korzystał z niego. Ruchał w całym kraju. Uczynił z tego swoiste hobby. Nie preferował żadnego regionu, ani wieku czy koloru włosów. Głównym kryterium wyboru zaliczanych kobiet była ich atrakcyjność.

    – Nie potrafią mi się oprzeć – z przekonaniem twierdził w gronie kolegów.

    Był bogaty dzięki ojcu, którego firma świetnie prosperowała. Syn, zatrudniony w tej firmie, z bliżej nieokreślonym zakresem obowiązków, korzystał z sukcesów ojca pełnymi garściami. Teraz siedział w warszawskim hotelu, bo miał zawieźć jakieś dokumenty jednemu z podwykonawców, a potem chciał odpocząć kilka dni w stolicy. Matka, zapatrzona w ukochanego synka, nie potrafiła niczego odmówić jedynakowi. A on wykorzystywał to. Matka ze zrozumieniem, ojciec z dobrze ukrywaną irytacją, przyjęli powtarzanie ostatniej klasy liceum. Trzykrotnie rozpoczynał studia, ale żadnych nie ukończył. Albo wykładowcy stawiali zbyt wysokie wymagania, albo tracił zainteresowanie wybranym kierunkiem studiów. Zapracowany ojciec przestał się spierać z żoną o wychowanie syna pod koniec jego nauki w szkole podstawowej. To był jedyny zakres ‘działalności’, gdzie przegrywał od początku. Był bezsilny. Jedynie zdołał nakłonić syna do wykonywania drobnych obowiązków w firmie. Płacił mu zdecydowanie za dużo.

    *

    Janusz docenił jej urodę. Na chwilę zatrzymał się na schodach i patrzył na szatynkę. Koncentrował się na zadbanej stopie kołyszącej szpilkę. Klapki były wykonane z delikatnych, czarnych pasków połyskujących lakierem. Patrzył na palce stopy z pomalowanymi czerwonym lakierem paznokciami. Świetnie kontrastowały z czernią pasków klapka. Uroku dodawała im jednolita opalenizna ciała kobiety.

    – Niezła dupa. Sam seks – podsumował i westchnął cicho. Na swój sposób docenił nienachalną klasę kobiety. Ona nie zwracała na niego uwagi. Zamyślona, utkwiła wzrok w gazetach rozłożonych na stoliku.

    Teraz miał ochotę wyruchać jakąś. Podniecony pokręcił głową i sięgnął po telefon. Poszuka coś na wieczór. Dalej schodził i wybierał numery telefonów. Kiedy czwarta z kolei dziewczyna z listy nie odebrała, zniechęcony zaklął i schował komórkę do kieszeni. Zdecydował się zaproponować randkę kobiecie spotkanej w korytarzu. Przecież stać go. Zaprosi dupę na kolację i do wyra. Zapłaci jej, ile będzie chciała! Oczyma wyobraźni już widział ruchaną babkę, leżącą pod nim, szarpiącą się i wyjącą z rozkoszy. Jeszcze będzie mu dziękować.

    Nie chciało mu się czekać na windę, więc schodami w miarę szybko pokonał niemal trzy piętra. Zasapany spojrzał w kierunku foteli. Kobieta zniknęła. Nie potrafił ukryć swojego rozczarowania i narastającej wściekłości. Otwartą dłonią uderzył w ścianę. Zmiął przekleństwo w ustach. Cholera! Twarda ściana… No, prawie miał tę dupę! Był pewien, że nie odmówiłaby mu spotkania i seksu. Czuł, że chciała go! Tym bardziej, że mógł zapłacić każdą cenę! Był przystojny i zamożny. Kiedy wyjmował kasę, żadna mu nie odmawiała. Podszedł bliżej stolika. W powietrzu jeszcze unosił się zapach jej perfum. Z końca korytarza dobiegło stuknięcie zamykanych drzwi i trzask klucza przekręcanego w zamku. Nie zwrócił na to uwagi. Z zaskoczeniem stwierdził, że jest bardzo podniecony. Podjął decyzję. Koniecznie musi jakąś wyruchać. Najlepiej taką czterdziestkę albo jeszcze starszą. Zna kilka w Warszawie. Nawet teraz, nie będzie przecież czekał do wieczora. Wrócił na schody i znowu zaczął wybierać numery. Przerwał i przystanął. Spojrzał na ścianę. Zastanawiał się, ile by kosztowało zdobycie numeru pokoju tej babki?  

    *

    Trzasnęły drzwi windy i wysiadł z niej elegancki, szczupły mężczyzna po ‘czterdziestce’. Był ubrany w garnitur, w ręku niósł neseser. Szedł w głąb korytarza. Gruba wykładzina tłumiła jego kroki. Mijając Krystynę, spojrzał na nią przelotnie. W ręku trzymał jeszcze klucz do pokoju. Na metalowym breloku do klucza bez trudu dostrzegła duży numer: 512.

    Kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi, powoli wstała i ruszyła w tym samym kierunku. Podeszła do końca korytarza, spojrzała w prawo i na drzwiach zobaczyła numer 512. Weszła bez pukania. Zamknęła drzwi, przekręciła klucz. Odwróciła się. Dyrektor stał przed nią już bez marynarki. Uśmiechał się. Pogodnie spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech. Bez słowa odwiesiła torebkę na wieszak i zarzuciła mu ramiona na szyję. Przytulił ją do siebie. Zaczęli się całować.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Spelnienie – cz. VIII.

    Część 8 / 8

    Tymczasem Marta przycisnęła szatynkę twarzą do framugi i ostro ruchała wibratorem. Spora pierś szatynki wystawała poza framugę. Tę chętnie wzięłabym dla samych piersi. Były obfite, okrągłe, z dużymi, ciemnymi sutkami. Głowę oparła policzkiem o framugę, zamknęła oczy i postękiwała. Marta coś powiedziała i niezadowolona, mocno uderzyła dziewczynę w pierś, potem w twarz. Słyszałam te uderzenia! W końcu podniecona szatynka zatkała usta. Stała na palcach w sandałkach na szpilce. Moja sąsiadka trzymała wibrator w jej pochwie, ale schyliła się, zdjęła dziewczynie jeden sandałek i jego szpilkę wepchnęła do odbytu! Całą! Ruchała dziewczynę w dwa otwory! A tamta wcale nie protestowała! Ba! Prawie nie panowała nad sobą, z trudem wypinając pupę. I jeszcze próbowała nią kręcić! Co to był za widok…

    Marta gwałtownie cofnęła ręce. Dziewczyna osunęła się na kolana. Kiedy opanowała się, odwróciła w kierunku Marty i przytuliła do jej brzuszka. Szarpnięta za włosy, spojrzała półprzytomnie, posłała kobiecie uśmiech z buziakiem i ponaglona szarpnięciem zaczęła lizać jej cipkę. Wepchnęła w nią cztery palce i dalej lizała. Teraz sąsiadka oparła się o futrynę. Z wysiłkiem tłumiła krzyki podniecenia i wiła się pod wpływem pieszczot młodej kochanki. Włosy opadły jej na twarz. Rzucała głową w prawo i w lewo. Marta miała orgazm. Hm, zdolna była ta młoda. I lubiła ból.

    Tadeusz wyszedł z pupy blondynki, a ta odwróciła się, z wdziękiem przysiadła i obciągała mu penisa. Ucieszona wciąż patrzyła mu w oczy. Pogłaskał ją. Po dłuższej chwili wycofał penisa z ust, brutalnie chwycił dziewczynę za włosy i pociągnął do drugiej pary. Szarpana za włosy, z grymasem na twarzy nieporadnie poruszała się za nim na kolanach, jedną ręką próbując chwycić dłoń Tadeusza. Ale nie protestowała! Tadeusz nie zwracał na nią uwagi. Domyśliłam się, że obie miały skłonność do masochizmu. Szatynka podniosła się i zaczęła namiętnie lizać pierś Marty, a ta już całowała się z blondynką, którą za włosy podniósł Tadeusz. Potem stanął za szatynką i wszedł w nią od tyłu. Z żoną sięgnęli do krocza blondi i chyba palcami rżnęli ją w obie dziurki! Dziewczyna nie wytrzymała. Oderwała się od ust Marty i szeroko uśmiechała z zamkniętymi oczyma.

    Na koniec dziewczyny przysiadły i wzięły wytrysk na twarz. Marta patrzyła na nie, potem przysiadła, całowała się z nimi i zlizywała spermę z ich twarzy. Podawała im do ust. Mąż energicznie szarpał penisa i jeszcze wycisnął trochę spermy. Chorwatki wzajemnie zlizywały ją z policzków. Nie spieszyły się. Celebrowały te chwile. Szatynka zagarnęła palcem spermę i podała koleżance. Ta z uśmiechem wysunęła język i dotknęła palca. Potem pochłonęła go ustami.

    *

    Dziewczyny chichotały i tuliły się do Marty. Ona najpierw całowała je czule, a po chwili wepchnęła obydwu dziewczynom palce do pochwy i z uśmiechem na ustach cofając się, w ten sposób wciągnęła obie do pokoju. Chichot wzmógł się. Z kolei Tadeusz ruszył w kierunku naszych drzwi. Gwałtownie schyliłam się. Byłam przekonana, że zauważył ruch przy naszym wizjerze. Ależ to byłby wstyd, gdyby odkryli, że ich podglądałam!

    Dopiero znacznie później uświadomiłam sobie, że w przedpokoju i łazience miałam zgaszone światło, więc nie mogli dostrzec mnie z oświetlonego korytarza. Kiedy ponownie odważyłam się spojrzeć, nikogo nie było na korytarzu. Ich drzwi właśnie zamykały się. Jeszcze mignęła mi dłoń Tadeusza trzymająca kamerę z małym statywem. Chwilę później korytarz pogrążył się w mroku.

    *

    Złapałam się na tym, że podglądałam ich, onanizując się! Drugą dłonią masowałam pierś. Sapałam z podniecenia. Po wszystkim weszłam do łazienki i musiałam! Właśnie: musiałam, dokończyć pieszczoty, żeby uspokoić się. Robiłam to bardzo intensywnie. Cały czas przesuwały się przed moimi oczyma obrazy z korytarza. Co za wrażenia! Długo nie mogłam ochłonąć. Ale orgazm był silny! Po takim pokazie…

    – Muszę namówić Robusia na naprawdę duży wibrator albo strap-on. Muszę mieć takie zabawki! – zdecydowałam. – Jak on nie będzie chciał, to może da się namówić na jakąś dziewczynę, która wyręczy go w takich pieszczotach? – Takie szalone myśli kołatały się w mojej głowie, kiedy po orgazmie jeszcze długo głaskałam swoje wargi, celowo omijając zmęczoną łechtaczkę. Oczywiście, od razu pomyślałam o Zosi i miałam nadzieję, że spodoba się Robusiowi. Oby! Nieświadomie zaczęłam planować ‘trójkąt’ w naszym domu. – Ale jak zachęcić Robcia? Zachęcić? Ba! Jak przełamać jego opór? – Od razu wiedziałam, że to będzie najtrudniejsze.

    Perspektywa rozmowy z mężem o takiej zabawie trochę przygnębiła mnie. Teraz inna sprawa zajęła moje myśli. Marta i Tadeusz.

    – Jak oni znaleźli i zdobyli takie fajne, atrakcyjne dziewczyny? – zastanawiałam się. Nigdy o to nie odważyłam się zapytać. Wtedy musiałabym przyznać, że widziałam ich seks. Jednak poczułam dotkliwe ukłucie zazdrości i zawodu. Bo zazdrościłam im takich znajomości. Przecież było widać jaką radość sprawia im wszystkim spółkowanie. Bawili się w różnych układach, wiek nie miał znaczenia. Wręcz odwrotnie, to że oni byli starsi, chyba dodatkowo podniecało dziewczyny. A co działo się w pokoju? Po tym jak Marta potraktowała blondi na korytarzu, wcześniej musiało być naprawdę ostro.

    – Najpierw Marta skorzystała ze mnie, potem proponowała seks z mężem, a teraz zabawiają się z tutejszymi dziewczynami? I w kraju nadal chce spotykać się ze mną? Może chce uprawiać seks we troje, jak teraz we czworo z tymi dziewczynami? – mruczałam do siebie niezadowolona z ich zachowania.

    Dotarło do mnie, że to właśnie są swingersi. Byłam taka rozczarowana! Sądziłam, że między Martą i mną jest coś więcej niż tylko zaspokojenie seksualnej żądzy w trakcie urlopu. Ależ byłam naiwna! Myślałam, że z Martą będzie tak samo jak ze mną i Zosią. Jakiś mały flirt? Może stały? Czułam się nie w porządku wobec Zosi. A teraz bardzo mi jej brakowało.

    *

    Już zasypiałam, kiedy usłyszałam ruch na korytarzu. Nie zamknęłam drzwi do pokoju. Zgasiłam światło i słyszałam jak Tadeusz rozmawia z dziewczynami po angielsku. Odprowadzał Chorwatki.  Potem głosy przycichły, przeniosły się pod pensjonat i powoli oddalały. Jeszcze słyszałam stukot szpilek dziewczyn i ich chichot. Nieco później ze ścieżki dobiegły namiętne i urywane jęki, ale nie miałam siły podnieść się, żeby sprawdzić, czy oni zabawiają się we troje pod osłoną ciemności.

    – Ile może działać ta viagra? – pomyślałam rozbawiona. Zasnęłam.

    *

    Trzy dni przed wyjazdem późnym wieczorem wyszłam jeszcze popływać. Robert nie miał czasu towarzyszyć mi, bo siedział przy laptopie i nadrabiał jakieś zaległości sprzed urlopu. Miałam ochotę popływać, a tutaj to kwestia krótkiego spaceru nad brzeg morza. Ubrałam dwuczęściowy kostium, klapki i zabrałam ręcznik. Obiecałam wrócić za jakąś godzinę. Zamierzałam krócej pływać, ale powiedziałam to tylko po to, żeby mój Robert nie biegałam potem zaniepokojony wzdłuż brzegu, wykrzykując moje imię. Ponieważ poszłam sama, nad brzegiem skierowałam się w lewo. Po kilkuminutowym spacerze brzeg skręcał łagodnie w głąb morza, a ścieżka, omijając wypiętrzenia skalne, w kierunku lądu. Krótko mówiąc, nikt nie powinien mnie niepokoić. Woda była ciepła, żadnego wiaterku. Pływałam beztrosko jakieś 40 metrów od brzegu. W końcu wróciłam, zdjęłam kostium i zostawiłam obok ręcznika i klapek. Znowu pływałam, nurkowałam, myślałam o Zosi, leżałam nago w płytkiej wodzie. Byłam podniecona! Naga, sama w wodzie. W świetle księżyca oglądałam moje ciało. W półmroku wyglądało naprawdę świetnie. Po raz ostatni wypłynęłam dość daleko i spokojnie wracałam. Pływanie nago było jak afrodyzjak! A na mnie działało tak odprężająco… Jeszcze poleżałam nago na płyciźnie i w końcu wyszłam z wody. Trochę spacerowałam nago, czekając aż obeschnę. W końcu podeszłam do ręcznika i wytarłam ostatnie krople. Spojrzałam na zegarek. Minęło nieco ponad pół godziny. Wzięłam rzeczy w rękę, założyłam klapki i nago ruszyłam w kierunku ścieżki. Kiedy do niej dochodziłam, zauważyłam, że jakaś para stoi na niej i cicho rozmawia. Przeszłam nago obok nich, ale patrzyłam przed siebie. Kiedy mijałam ich w odległości jakichś dwóch metrów, zamilkli.

    – Niech mają! Zobaczą atrakcyjną, nagą kobietę – pomyślałam, z dumą wypinając biust. – W końcu to chyba miła niespodzianka, zobaczyć nagą kobietę na plaży. Nawet wieczorem, prawda?

    – Elżbieta?

    Zadrżałam i zatrzymałam się. Znałam ten głos! Coś mruknęłam niewyraźnie i chciałam iść dalej, ale kobieta była szybsza. Podbiegła kilka kroków i stanęła przede mną. Musiałam zatrzymać się.

    – Nie uciekaj. Proszę, jaka miła niespodzianka! Nasza naga lalka czeka na nas. – Barbara była rozbawiona tą sytuacją.

    – Chyba nie zmarnujemy takiej okazji? – Jej mąż stanął za mną.

    Czułam się osaczona. Nie wiedziałam, jak wybrnąć z tej nieoczekiwanej sytuacji. Dla mnie to już nie była niespodzianka. Byłam przestraszona.

    – Odłóż rzeczy – miękkim głosem poleciła mi Basia.

    – Yyy, nie. Słuchajcie, wracam do pensjonatu. Jestem zmęczona. Nie mam ochoty na rozmowę o tej porze. Mąż czeka. W końcu sam tu przyjdzie. – Rozpaczliwie próbowałam wymknąć się moim szantażystom. – Proszę zostawcie mnie – mój głos przybrał błagalny ton. Nagle uświadomiłam sobie, że było coś żałosnego w mojej postawie wobec nich. A oni to wykorzystywali. Bez skrupułów.

    – Też nie mamy za dużo czasu. Na rozmowę w ogóle nie mamy ochoty. Ale na ciebie… Masz ochotę, Edziu? – Basia świetnie bawiła się moim zdenerwowaniem. I ignorowała moją prośbę.

    – Na Elkę zawsze mam ochotę. I mogę! – zaśmiał się Edward.

    Nie czekając na koniec ich dialogu, energicznym ruchem spróbowałam wyminąć Basię.

    – Dokąd, lalka? Jesteś NASZA – cicho, ale stanowczo stwierdziła Basia i chwyciła mnie za ręce. Podszedł Edward i objął mnie w pasie ręką. Drugą chwycił za włosy. Wiedzieli, że nie odważę się krzyczeć. W ogóle za dużo o mnie wiedzieli. A dokładniej, o moich seksualnych ekscesach podczas tego urlopu. Próbowałam wyrwać się z uścisku Edka, ale on tylko parsknął cichym śmiechem i mocniej pociągnął mnie za włosy. Zmusił mnie do sporego rozkroku i swoje nogi wstawił między moje. Zablokował je na tyle skutecznie, że nie mogłabym kopnąć go w krocze. Byłam bezradna. Nieoczekiwanie Basia energicznym ruchem wyrwała mi rzeczy z ręki i odrzuciła na bok. Nie zdążyłam zareagować.

    – No, nasza lalka gotowa do użycia – przez chwilę taksowała mnie wzrokiem z lekceważącym uśmiechem.

    Edek nadal trzymał mnie za włosy, a drugą dłonią głaskał po brzuchu. Basia szybko rozpięła swoją bluzkę, zdjęła i wcisnęła do kieszeni obszernych szortów. Do drugiej włożyła górę od kostiumu kąpielowego i potrząsnęła głową. Jej wydatne piersi zakołysały się. Popatrzyła na mnie bez słowa. Było w niej coś groźnego. Zwyczajnie bałam się! Podeszła, wyciągnęła rękę i chwyciła mnie za wargę sromową. Pociągnęła. Zabolało! Syknęłam i z oporem, drobnymi kroczkami przysunęłam się do niej, żeby złagodzić ból. Wówczas drugą dłonią chwyciła mnie za sutek. Nie chciałam jej dotykać. Cofnęłam ramiona i dłonie oparłam na udach. I wtedy Edek zaczął napierać na mnie swoim ciałem. Na pośladkach poczułam twardego penisa. Westchnęłam, zniechęcona ich natarczywością.

    – Szybki jest – pomyślałam, zaskoczona jego błyskawiczną erekcją.

    Basia zaśmiała się, jeszcze raz szarpnęła moją wargę, puściła ją i wierzchem dłoni potarła moją łechtaczkę. Już nie miałam możliwości uniknięcia jej pieszczot. Włożyła dwa palce do pochwy i zaczęła mnie rżnąć.

    – O, czuję wilgoć! Czyli lalce podoba się zabawa z nami! – Basia wesołym tonem podsumowała zalążek trójkąta. Nie przerywała rżnięcia palcami. Wcisnęła trzeci. Mimowolnie głośno jęknęłam. Edek wetknął penisa między moje pośladki.

    – Proszę, przestańcie – próbowałam jeszcze ich powstrzymać. – Bo będę krzyczeć – zagroziłam.

    – No, to krzycz, suczko! – Edek zaśmiał się, rozbawiony moją groźbą.

    – No, lalka. Czekamy. Śmiało! – dodała Basia. Uśmiechała się prowokacyjnie. Stała przede mną w lekkim rozkroku. Dotarło do mnie, że zaraz przejmie inicjatywę. Domyśliłam się, że gdybym krzyczała, wrzuciliby moje rzeczy do wody, a wówczas moje krzyki odniosłyby odwrotny skutek od zamierzonego. Zwłaszcza, gdyby pojawili się inni spacerowicze.

    – Dajcie spokój. Idę – zdecydowałam i szarpnęłam się.

    Kolejne zdarzenia potoczyły się szybko. Edek szarpnął mnie do tyłu. Basia zaśmiała się, rozbawiona moją reakcją: 

    – Edek! Do wody lalkę i na kolana!

    Edek szarpnął mnie za ramiona i po kilku krokach stałam w wodzie. Było płytko, woda nie sięgała nawet do kolan, ale poczułam strach. Dwoje agresywnych ludzi, których napędza władza nade mną. Pusto, cisza, woda i ich przewaga. Oboje silniejsi ode mnie. Kiedy spojrzałam w kierunku Basi, zmusił mnie do klęknięcia. Próbowałam oponować, szarpnąć się, ale on trzymał mnie za biodra, a Basia nachyliła się i złapała mnie za kark. Gdybyś ktoś nas zobaczył, nie miałby wątpliwości, że to jest napaść. Chciałam krzyknąć, ale ucisk na kark był tak silny, że opadłam na przedramiona i zanurzyłam głowę pod wodę. Poczułam jak Edek szarpie moje pośladki i wchodzi we mnie! Chyba chciał mnie rozerwać! Był bardzo brutalny, a ja bezsilna. Nie potrafiłam wyrwać się z chwytu Basi, która naciskała kark dwoma rękoma. Edek energicznie rżnął mnie. Wypuściłam strumień powietrza. Słabłam. Rżnął ze zdwojoną energią. Basia prawie przyciskała moją głowę do dna. Szarpnęłam ciałem raz, drugi. Brakowało mi powietrza. Ugięły się moje ręce. Osłabły mi nogi i padłam na dno pod ciężarem uderzeń Edka. Wtedy Edek przestał spółkować, a Basia pociągnęła mnie za włosy i wyciągnęła głowę nad lustro wody. Łapczywie chwytałam powietrze.

    – Co, suko? Przyjemnie było? – Edek sapał, klęcząc.

    – Lubisz takie jebanie, co? – Basia była ciekawa. – Już Ziemia zadrżała? – chichotała mi w twarz. – No, wstawaj! – Szarpnęła mnie za włosy i wywlekła na brzeg i zmusiła do leżenia. Nadal ciężko oddychałam. Baśka machnęła ręką na męża. – Dokończ kurwę, a ja się wytrę.

    Mąż podszedł, położył się za mną i jednym gwałtownym ruchem wszedł we mnie. Krzyknęłam, zaskoczona jego gwałtownością. Penis cały czas mu sterczał. Był bardzo podniecony. Basia wytarła nogi, założyła klapki i na siedząco obserwowała jak spółkujemy. Po chwili wstała, szybko ściągnęła szorty, znowu usiadła, rozsunęła nogi i zaczęła się onanizować. Edek podniósł moją nogę i jeszcze mocniej wbijał we mnie penisa. Było słychać uderzenia jego bioder o moje pośladki. Drugą ręką trzymał mnie za włosy.

    – Zlej się naszej kurwie na twarz – poleciła spokojnym, nieprzyjemnym tonem. 

    Domyśliłam się, że im bardziej jest wulgarna, tym bardziej staje się podniecona. Ale dlaczego nazywa mnie kurwą?! Bałam się tylko, co jeszcze zechce zrobić, kiedy jej mąż skończy kopulować?

    Edek w końcu wyszedł ze mnie, szarpnął za włosy, przekręcił mi głowę i zobaczyłam jak po kilku ruchach ręką, tryska na mnie strumień spermy. Zdążyłam przymknąć oczy. Poczułam ciepłą strugę. Edek stęknął głośno i puścił moją głowę. Nie chciałam nawet otworzyć oczu. Leżałam i czekałam aż sobie pójdą. Gdyby nie podtapianie, mogłabym uznać seks nawet za przyjemny. Krótki, intensywny, w ciepłej wodzie, przy plaży. Kobieta w roli obserwatorki, która pewnie zazdrości mi wyglądu. Prawie ekscytujące. Ale taki gwałt? Przerwałam moje ponure rozważania, bo poczułam wilgoć na twarzy. Otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam! Basia sikała na mnie! Byłam zmęczona, więc nie zwróciłam uwagi, że podchodzi do mnie. Próbowałam jakoś odwrócić się, ale struga moczu spadała na moją głowę. Edek cicho śmiał się, a chwilę później chwycił mnie za nogi. Nie mogłam uciekać, szarpałam się, ale Basia i tak spokojnie dokończyła zabawę.

    – Umyj się suko, bo śmierdzisz! – roześmiała się głośno, wycierając krocze moimi włosami. – W takim stanie nikt nie będzie ciebie używał. Oooch, nie sądziłam, że jeszcze tak się dzisiaj zabawimy! – Śmiała się rozbawiona własnym komentarzem. Edek jej wtórował. – No, kiedyś skosztujesz tego nektaru! – obiecała.

    Leżałam bez ruchu. Milczałam. W końcu starłam mocz z twarzy.

    – No, suczko, nie czekamy na ciebie. Umyj się porządnie i wracaj do męża – Edek dał znać, że już mnie nie potrzebują. Chwilę później usłyszałam ich oddalające się głosy. Cicho rozmawiali o naszym spotkaniu. Byli rozbawieni.

    W końcu ponownie weszłam do wody, obmyłam i jeszcze kilka minut pływałam. Kiedy wyszłam z wody, wytarłam się, owinęłam ręcznikiem, założyłam klapki i powoli wróciłam do pensjonatu. Miałam dość tego urlopu.

    *

    W wieczór poprzedzający wyjazd obie dziewczyny pojawiły się ponownie. Siedziałam na balkonie z mężem. Zrobiliśmy sobie przerwę w pakowaniu. Zapowiedziałam, że nie mam ochoty na szybkie sprzątanie po jutrzejszym śniadaniu i Robert zgodził się wyjść do jakiejś kafejki na pierwszy lekki posiłek.

    Siedzieliśmy teraz we dwoje i podziwialiśmy krajobraz. Było ciepło, wiał lekki wiaterek. Słońce już zniknęło w falach. Wtedy zobaczyłam dwie atrakcyjne, opalone dziewczyny idące schodkami do naszego pensjonatu. Puściły dłonie, kiedy zorientowały się, że można je zobaczyć z balkonów budynku albo ze ścieżki. Znowu były ubrane w krótkie spódniczki i wydekoltowane bluzki. Obie w sandałkach na szpilkach i ładnie umalowane. Głośno przywitały się z kimś na dole i weszły. Podeszłam do drzwi, nadstawiłam uszu i po chwili usłyszałam jak witają się i wśród śmiechów znikają w pokoju Marty i Tadeusza.

    Wróciłam do pokoju. Robert stał na balkonie, oparty ramionami o balustradę. Patrzył w morze i nucił jakąś melodię. Stopą wybijał rytm. Marnie mu szło. Pewnie żałował, że nasz urlop dobiegał końca. Spojrzał na mnie, mrugnął i zaproponował spacer. Zgodziłam się. Po drodze zadzwoniliśmy do kraju i chwilę rozmawialiśmy z naszym synkiem. Nie miał czasu na rozmowę! Nigdy nie miał czasu i ochoty na rozmowy przez telefon. Reakcja syna bardzo rozbawiła Roberta. A ja tęskniłam za nim. Zawsze dziwiłam się jak dobrze dogaduje się z rodzicami męża.

    – Chyba jedyny dzieciak, który nie potrzebuje telefonu – roześmiany Robert kręcił głową, odkładając komórkę. 

    *

    Było już po północy. Robert głęboko spał, bo wziął tabletkę. Spacer zakończyliśmy kolacją w pobliskiej restauracji. Po powrocie odczytał maila z kancelarii i zamiast pomóc przy pakowaniu, siedział z laptopem, a ja kończyłam pakowanie. W końcu ubrałam kostium, ręcznik zarzuciłam na ramię, założyłam klapki i poszłam popływać. Robert był niezadowolony, coś mruknął, ale nie oderwał się od laptopa i grzebał w jakichś papierach. Kiedy wróciłam, leżał w łóżku. Poszłam do łazienki. Umyłam się  i założyłam szlafrok. Chciałam jeszcze poczytać. Robert już spał. Właśnie kładłam się do łóżka i usłyszałam ruch na korytarzu. Na palcach podeszłam do drzwi. Prawie krzyknęłam. To, co zobaczyłam, zaskoczyło mnie!

    Tadeusz i Grzesiek intensywnie ruchali młode, nagie Chorwatki od tyłu, a Marta klęczała obok Grzesia i głaskała mu jądra! Podniecone dziewczyny trzymały się framugi. Zaczęły całować się. W pewnym momencie mężczyźni zamienili się miejscami. Nie przestawały całować się. Och! Ale Grzesiek miał dużego penisa! No, Zosia musiała cieszyć się seksem. Tyle satysfakcji… I sporo pracy przy nim. Przestępowałam z nogi na nogę. Zanim Grzesiek wszedł w drugą dziewczynę, Marta szybko chwycił jego członek i intensywnie obciągała mu. Nie była w stanie całego wziąć do ust, ale było widać, że ma na niego znowu ochotę. Znowu, bo nie wierzę, że w pokoju z nią nie spółkował. Widać było, że jeszcze było jej mało. On stał w rozkroku. Spojrzał na nią z uśmiechem i czekał aż skończy, a dłonią macał kochankę w kroczu. Chorwatki nie przestawały się uśmiechać. Później ruchali je „na pieska”. Wtedy Marta siadła przed nimi, szeroko rozłożyła nogi i zmuszała dziewczyny do lizania swojej cipki. Potem odchyliła się i oparła na rękach. I z zachęcającym uśmiechem spojrzała na Grześka! Szok! Ona była bezwstydna! Panowie zamienili się miejscami. Chorwatki albo całowały się, albo gryzły dłonie, żeby zdusić krzyki podniecenia. W końcu Tadeusz podniósł blondynkę, przyciągnął do siebie i wszedł w nią od przodu. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję, ugięła prawą nogę w kolanie i podniosła ją, a Grzesiek chwycił jej pośladek, odciągnął i powoli wepchnął sterczący członek do odbytu. Posuwali ją w wolnym rytmie, a dziewczyna już po chwili szalała. Szatynka zatkała jej usta. Marta przyklękła i znowu głaskała jądra Grzesia.

    Kiedy skończyli z blondynką, ich gość wziął Martę od tyłu. Ta baba głupiała przy nim! Rzucała głową na boki, prawie waliła pięścią w ścianę, podnosiła nogę. Musiał jej solidnie dogadzać. Chorwatki tuliły się do Tadeusza, pieściły go i przyglądały jego szalejącej żonie. Kiedy Grzesiek w końcu wyszedł z niej, Marta stała oparta o framugę i ciężko dyszała. Bezwiednie opuściła głowę. Ugięły się pod nią nogi. Lekko drżały. Na nic nie miała sił! Tadeusz objął dziewczyny i weszli do pokoju, a mąż Zosi podszedł po kamerę. Odruchowo cofnęłam się, ale zaraz przylgnęłam do wizjera. Grzesiek, zamiast wejść do pokoju, stanął za Martą. Nadal ciężko oddychała. Odciągnął pośladek i wszedł w nią. Jęknęła głośno. Słyszałam ten jęk! Wolną ręką chwycił ją za pierś i drobiąc, powoli zniknęli w pokoju. Potem zamknęli drzwi. Światło zgasło.  

    *

    Musiałam wrócić do łazienki i dokończyć onanizowanie się. Czułam wilgoć między nogami. Wilgoć? Byłam taka mokra! Kiedy dochodziłam, sięgnęłam po ręcznik i przycisnęłam do ust. Wrzeszczałam na całe gardło! Ciągle miałam przed oczyma obrazy z korytarza. I ten duży penis Grześka… Kiedy napięcie opadło i uspokoiłam się, byłam tak spocona, że ponownie weszłam pod prysznic. Ciągle myślałam o tym, co widziałam na korytarzu. Mimowolnie sięgnęłam do łechtaczki. Jednak jakoś opanowałam się i w końcu wycofałam dłoń. Ileż można onanizować się?! Miałam nadzieję, że i ja kiedyś wezmę udział w takiej szalonej zabawie. Ale dobrowolnie!

    Spotkań z Basią i Edkiem nie liczyłam.

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sesja fotograficzna – 2.

    Część 2.

    Przyjechałam punktualnie. Pomieszczenie było gotowe do sesji. Lampy i parasole, softbox, statywy, kanapa były ustawione. Kable schowane pod tkaniną pokrywającą podłogę. Tła leżały na rolkach umocowane przy drugiej ścianie. Aparaty leżały gotowe na specjalnej półce. Bufet składał się z kawy i wody mineralnej. Krzesła, fotel i zrolowane sukna stały z boku, czekając na swoją kolej. Nic tylko włączać światło. Księgowa wypełniła druki i pożegnała się, kosmetyczka zrobiła mi agresywny makijaż, upudrowała, zrobiła ‘tatuaż’ nad piersią, drugi nad kostką u nogi. Spakowała się i pożegnała. Spojrzałam w lusterko. Nigdy tak nie wyglądałam! To nie byłam ja. Trochę się uspokoiłam.

    – Wygląda jakby sesja miała naprawdę odbyć się. A ja zarobię pieniądze – uważnie lustrowałam wszystko i nieco uspokoiłam się. Sesja zaczynała się od bieli, potem biel i czerń.

    – Hej, jesteś opalona, więc biel będzie pierwszym tłem. Jeszcze trochę podrasujemy opaleniznę – przywitał mnie Heniek. – Opalałaś się bez stanika? – spytał i chciał sięgnąć do dekoltu, ale w porę powstrzymał rękę. Wyraz mojej twarzy miał w tym swój wydatny udział. – No, rozbieraj się – ponaglił mnie. – Jest ładna pogoda, więc jeszcze pojedziemy w plener.

    – To może najpierw plener? – zaproponowałam.

    – Eee, nie. Nieco później – zaprzeczył, szybko opuszczając głową, kiedy usłyszał moją propozycją. Czekałam na dalszy ciąg, ale zajął się aparatami. Zaczęłam rozbierać się. Byłam w sandałkach na szpilce, więc kiedy stanęłam nago, wskazał na ścianę. Podeszłam tam. – Jak ustawić się?

    – No, faktycznie, byłaś w staniku. Ale te różnice w opaleniźnie ciała są bardzo seksowne – gapił się i pytanie nie dotarło do niego.

    Robiliśmy przerwę co 10-15 minut na zmianę stroju, mebli, tła i dodatków. Minęło 2,5 godziny i naprawdę byłam zmęczona. Kilkukrotna zmiana pończoch, szpilek, kapeluszy, poprawianie makijażu, dopinanie peruki, zmiana rekwizytu: fotel, krzesło, kanapa, sofa, drabina. Jeszcze popędzał mnie. Siedzieliśmy, popijaliśmy wodę. Heniek spojrzał na zegarek i stwierdził: 

    – Dobra, zbieramy się w plener! Światło będzie jeszcze ze dwie godziny. – Potem sięgnął po telefon. 

    *

    Wysiedliśmy z samochodu. Heniek wziął składaną drabinkę i składany stolik, torbę z aparatami i statywy, a ja butelkę z wodą i reklamówkę ze szpilkami, pończochami i koc. Poszliśmy w kierunku jakiejś polanki. Widać było, że Heniek odrobił lekcję. Kiedy dotarliśmy na miejsce, rzeczy położyłam na boku. On swoje odłożył pod drzewem i na turystycznym stoliku. Wskazał pierwsze miejsce do pozowania. Rozpięłam guziki pikowanej podomki i już byłam w samych sandałkach na szpilce. Stanęłam w lekkim rozkroku, podparłam się pod boki, spojrzałam hardo w obiektyw. Heniek wykonał trzy zdjęcia z różnych pozycji, potem jeszcze wszedł na drabinkę. Kolejna pozycja. Czasami kładł się na ściółkę. Co chwila instruował mnie i pstrykał fotki. Potem podszedł do mnie, robiąc zdjęcia i powiedział:

    – Słuchaj, czekamy na dziewczynę. Zrobię wam sesję w parze.  

    Zamarłam w pół ruchu. Zatkało mnie z wrażenia. Kiedy odzyskałam głos, wyprostowałam się i natarłam na niego:

    – Jaka para?! Przecież umawialiśmy się wyłącznie na moje zdjęcia!

    – Chyba żartujesz! – Heniek był rozbawiony. – Tyle kasy za zdjęcia podstarzałej babki?! Nigdy bym na nich nie zarobił! – zaczął się nerwowo śmiać.

    – Nie pytałeś mnie o to! Nie wyraziłam zgody na takie zdjęcia! – wrzeszczałam, stojąc nago na polance. Dopiero później, kiedy nieco ochłonęłam, dotarła do mnie ‘podstarzała babka’.

    – W umowie nie ma aż takich szczegółów – rozbawiony wzruszył ramionami. – Nie marudź! Zmieniły się uwarunkowania i zrobię wam fotki. Nie podoba się, to zwróć pieniądze, opłać koszt przygotowania sesji w razie odstąpienia od realizacji umowy. Przeczytaj ostatni akapit! I zapomnij o kolejnych zleceniach – odwrócił się do mnie tyłem i podszedł do aparatów rozłożonych na kocu. Wymienił kartę i spojrzał na mnie wyczekująco.

    Mocny cios! Sugestia zwrotu pieniędzy była bardzo mocnym argumentem. Przecież wiedział, że nie było mnie na to stać! Tym bardziej na pokrycie kosztów zerwania umowy. Nawet nie zauważyłam tego akapitu w umowie. I liczyłam na kolejne zlecenia. Byłam wściekła. Nie odezwałam się, odwróciłam od niego i spacerowałam po polance, czekając na modelkę.

    Po chwili usłyszałam warkot silnika. Nie było widać, ale domyśliłam się, że przyjechała dziewczyna do pozowania. I znowu zaskoczenie! Po kilku minutach pojawili się trzej rośli faceci, prowadząc dziewczynę w zbyt dużym T-shircie i klapkach. Wygolone łby, ciemne garnitury, szersi niż wyżsi, ryje takie, że w nocy na ich widok uciekałabym z krzykiem. Poczułam się nieswojo.

    – Czyli będziemy mieli spore towarzystwo – stwierdziłam z rezygnacją. – I oby się na tym skończyło.

    Z Heńkiem uścisnęli ręce, zamienili parę zdań, spojrzeli na mnie obojętnym wzrokiem. Nawet nie przywitali się, gnoje. Jeden przytrzymał dziewczynę i podniósł jej ręce, a drugi ściągnął koszulkę. Brunetka mogła mieć najwyżej 20 lat, okrągła twarz, ładne, delikatne, szczupłe ciało i średniej wielkości, sterczące  piersi. Mnie się podobały. Była wygolona. Jeden z mężczyzn cierpliwie zakładał dziewczynie szpilki. Wcale mu nie pomagała. Obojętnym, pustym wzrokiem patrzyła przed siebie. Inny coś do niej powiedział i pchnął ją w moim kierunku. Podeszła. I odwróciła się twarzą do fotografa.

    – Cześć – przywitałam się. Żadnej reakcji z jej strony. Może skinęła głową? Nie zauważyłam. Chciałam przedstawić się, ale w końcu, jeżeli młoda nie może odpowiedzieć, to nie zamierzam nalegać. Zwłaszcza, kiedy jest ode mnie znacznie młodsza. Też zobojętniałam.

    – Lidka! – zawołał Heniek. – Sandra stoi bokiem-przodem do mnie, a ty zalecasz się do niej. Różne pozycje, zawsze dotykacie się ciałami. Nie chowaj twarzy! Eksponuj usta! Wypnij pupę! Teraz tylko na stojąco. Wolno wykonuj ruchy. Kiedy krzyknę: stop, nie ruszasz się. Zaczynamy! – przez kilka minut pstrykał zdjęcia, ustawiał mnie, pokrzykując. Czasami coś wołał do Sandry. Dziewczyna czasami reagowała, czasami nie.

    Faceci stali z boku i tylko patrzyli. Nawet nie uśmiechali się. Jeden rozmawiał cały czas przez telefon. Potem poszedł do auta. Już nie wrócił.

    Później to samo, ale miałam być w przysiadzie lub klęczeć. Teraz, zamiast lizania cycków, miałam lizać cipkę Sandry. Na zdjęciach mogłam. Na niektórych ujęciach jeszcze wkładam palce do jej cipki. A potem do ust. To już było obrzydliwe. Kiedy ustawiał kamerę, żeby nakręcić takie ujęcie, nie wytrzymałam, coś mruknęłam pod nosem i ruszyłam do Heńka. Chciałam zaprotestować, ale jeden z tych facetów, stojący bliżej nas, ale z boku, warknął cicho:

    – No, rób kurwo, co ci mówi pan fotograf! – I już do końca sesji nie odważyłam się protestować. Byłam bardzo przestraszona. I posłuszna. Ręce mi się trzęsły.

    *

    Później musiałam udawać kopulowanie z Sandrą. Ona, na przykład opierała się o drzewo, a ja miałam uderzać moją cipką o jej pupę, później to samo przodem do siebie. Kiedy facet podał mi dwustronne długie i miękkie dildo, musiałyśmy odtworzyć tę scenę, zaczynając od nawilżania dildo ustami, pieszczot łechtaczki, wkładania dildo do pochwy i ruchów frykcyjnych. Sprzęt nie mógł wypaść nam z pochwy. Głównie to ja byłam aktywna, ona tylko stała albo opierała się o drzewo. Czasami takie pieszczoty nawet mnie podniecały, ale to były jedynie chwile. Nigdy nie byłam z kobietą. Nawet nie myślałam o takim seksie. Może dlatego podniecałam się? Teraz byłam zajęta pozowaniem, więc rozważania zostawiłam na inną okazję.

    Heniek chodził z kamerą w ręku, drugą ustawił na statywie. Potem Sandra leżała na ściółce, a ja skakałam cipką na jej ustach. W końcu siadłam na jej twarzy, przodem do jej nóg, pochyliłam się i ruchałam dziewczynę w jedną dziurkę, potem w drugą, a na zakończenie w obie dziurki jednocześnie. Scenę zabawy powtarzałyśmy bez udziału drzewa, na środku polanki, ale wcześniej musiałam zmienić szpilki i założyć pończochy.

    Na zakończenie sesji Heniek zrobił Sandrze serię zdjęć, mocnych aktów, kilka ze mną w odległym tle i pożegnał się z chłopakami, którzy zabrali dziewczynę, ubierając jej duży T-shirt. Odchodząc, pomachała do mnie. Jeszcze widziałam, jak na ścieżce dziewczyna nie radziła sobie w szpilkach. Trochę plątały się jej nogi, więc jeden z facetów wziął ją na ręce. Tak lekko jakby zarzucał marynarkę na ramię.

    – Lidzia, chcesz więcej zarobić? – nieoczekiwanie spytał Heniek.

    – To jeszcze nie koniec? – wyprostowałam się zaskoczona, bo właśnie sięgałam po podomkę. – Jasne, że chcę.

    – OK. To ubierz inne pończochy – Heniek zaczął rozbierać się. – I popraw makijaż. Może być jeszcze bardziej agresywny.

    – Chwila, a za co dodatkowe pieniądze? – patrzyłam, co on wyprawia.

    – Seks z mężczyzną – spokojnie wyjaśnił, rozpinając koszulę.

    – Z tobą?! – nie wierzyłam własnym uszom.

    Heniek rozejrzał się z udawanym zainteresowaniem:

    – A widzisz tu innego faceta? – zawiesił głos.

    – To ile zarobię za ten seks? – Byłam natarczywa i konsekwentna.

    Wymienił kwotę. To była gwarancja miesiąca normalnego życia! A nawet dłużej. Od razu podjęłam decyzję, ale zgodę głośno wyraziłam po udawanym, głębokim namyśle. Machinalnie skinął głową, jakby nie spodziewał się innej odpowiedzi. Rozstawił statywy, zamontował kamery, ustawił mnie i kadrował. Potem założył perukę, przykleił baczki i wąsy. Charakteryzacja naprawdę była świetna. Nieoczekiwanie uśmiechnęłam się. Charakteryzacja była skuteczna, ale wyglądał na tyle zabawnie, że nie potrafiłam ukryć rozbawienia. Heniek rozebrał się do naga. Stał w sportowych butach.

    – Zaczynamy. Rób, co mówię – powiedział, podszedł do mnie. – Jedną ręką obejmij mnie, a drugą masuj penisa. Jak będzie stał, to uklękniesz i zaczniesz robić loda. Na początku będziemy się całować i będę ciebie obmacywał, a ty masz zachowywać się jakbyś cały czas była podniecona. Macanka ma sprawiać ci przyjemność. – Pilotami włączył kamery. Błysnęły kontrolki. Położył piloty przy drzewie. – I nie wychodź ze szpilek! Pamiętaj: czego bym nie zrobił, nie wycofuj się! Jeżeli będę naciskał dłonią na biodro, to ustawiaj się tak, jak kieruję. Nie garb się! Ramiona do tyłu, eksponuj biust, żadnych grymasów. Nie chciałbym powtarzać jakiejś sceny. To jest plener. Słuchaj: wszystko robimy do tamtej kamery. Ona jest najważniejsza. – Zaczął onanizować się. Spojrzał na mnie. – Jakieś pytania?  

    Pokręciłam głową. Na razie nie miałam. Natomiast byłam stremowana, widząc go, jak masuje penisa. Z trudem powstrzymałam się, żeby nie odwróć głowy. Jednak przezornie dodałam coś, co dla mnie było ważne. Nawet bardzo ważne:  

    – Wierzę, że ze mną rozliczysz się do końca – zaznaczyłam.

    Uspokajająco pokiwał głową. Uwaga w ogóle nie zrobiła na nim wrażenia.

    – Oczywiście. Po wszystkim dogramy sceny przed seksem – dodał patrząc na otoczenie.

    Stanęliśmy obok koca, teraz rozłożonego prawie na środku polanki. Zaczął natarczywie całować mnie. Chwycił jedną ręką za pierś, drugą sięgnął do krocza. Mimo oporów, nie cofnęłam się. Jego penis sterczał i uciskał moje ciało. Byłam bezwolna. Palcami zaczął głaskać pochwę. Po pieszczotach dość szybko wszedł we mnie od tyłu. Trochę podnieciłam się zabawą z tą dziewczyn, więc nie protestowałam. Heniek był bardzo podniecony, więc ruchał mnie z taką siłą, że już po minucie sapałam. Zresztą on też. Raczej nie imponował kondycją, ale był podniecony, więc korzystał z okazji. Dla mnie to żaden partner, ale ulegałam mu i podniecałam się coraz bardziej. Kiedy nie myślałam z kim spółkuję, było nawet fajnie.

    Potem szybko zaczął zmieniać pozycje: od przodu, na czworakach. Wtedy najpierw klęczał, później stał za mną. Dopiero walił mnie… Jak młot! Ale nie wytrysnął. położył się i musiałam na nim skakać przodem i tyłem. I głośno stękałam. Wziął mnie jeszcze od tyłu na leżąco. Kiedy zapomniałam się w seksie i stękałam, leżąc na boku, wykorzystał okazję i wszedł do odbytu. Krzyczałam i szarpałam się, jednak był silniejszy. I, mimo moich protestów, nie odpuścił. Nie wyszedł ze mnie! Wpychał penisa i wpychał, nawilżał śliną aż wreszcie wszedł do końca. Wiłam się, ale trzymał mnie.

    – No, leż grzecznie. Teraz dopiero ciebie wyrucham! Jeszcze podziękujesz! – stwierdził z wyraźnym zadowoleniem i poklepał po udzie.

    Tkwił w moim odbycie chyba kilkanaście minut. Bił biodrami w szybkim tempie, potem zwalniał, znowu przyspieszał. Kiedy ze zmęczenia opadała mi głowa, gryzł mnie w ramię albo szczypał w pośladek. W końcu ukląkł, nie wychodząc z odbytu. Chciałam zmienić pozycję, ale nie pozwolił mi. Przycisnął moje plecy rękoma i bezsilna spadłam na piersi. Ruchał mnie jeszcze, trzymając za kark na wypadek, gdybym chciała, żeby wreszcie wyszedł z odbytu. Kiedy dochodził, gwałtownie wycofał się, położył mnie na plecach i przykląkł za moją głową. Nie ruszałam się. Ciężko oddychałam. Spuścił się na twarz. Kilka kropli wpadło w usta. Czułam spermę spływającą po skroni i policzku. Nadal leżałam z zamkniętymi oczyma.

    – Usta szeroko otwarte! Oczy też! – polecił podniecony. Posłusznie wykonałam polecenie. Wepchnął twardego penisa. Zaczęłam lizać go. Cieszyłam się, że wreszcie wyszedł ze mnie. Cieszyłam się, że seks zbliża się do końca.

    – Posmakuj swoją dupę! Ale z ciebie suka! Jeszcze będziesz gwiazdą takich filmów! Inni będą mi zazdrościć! – stękał.

    Leżałam, ciężko oddychając. Sperma powoli spływała po policzku. Bolał mnie odbyt. W końcu wyjął penisa z moich ust. Nareszcie! Parę razy uderzył mnie w twarz twardym penisem i zaczął zgarniać nim spermę z policzka do ust.

    – No, połykaj! Nic nie może się zmarnować. Bądź zachłanna. Udawaj zadowoloną!

    Znowu posłusznie wykonałam polecenia. Nie miałam siły sprzeciwiać się. Nie tak wyobrażałam sobie ‘pozowanie do zdjęć’.

    – Wstawaj i ubieraj się – Heniek klepnął mnie dłonią w pośladek i poszedł po swoje rzeczy. – Dogramy kilka zwykłych scen i wracamy.

    *

    Kiedy wróciłam do domu i spojrzałam w lustro… Siadłam na kanapie, nie zapaliłam światła i siedziałam. Co jeszcze mogę zrobić, jak bardzo poniżyć się, żeby zdobyć pieniądze? Heniek potraktował mnie jak przedmiot, a ja odważyłam się protestować, dość nieśmiało, tylko podczas seksu. Bałam się, że jak po wszystkim zrobię mu awanturę to nie dostanę zapłaty za udział w filmie albo nie zaoferuje mi kolejnej sesji. A nadal potrzebowałam pieniędzy! Czułam się podle. Wykorzystana i bezradna. Podeszłam do barku. Wypiłam trochę. Nie zawracałam sobie głowy szukaniem kieliszka. Byłam bardzo zmęczona i apatyczna. Znowu  usiadłam na kanapie. Kolejny łyk. Chyba dopiero teraz schodziło ze mnie napięcie związane z pozowaniem i przeżyciami, których tam doświadczyłam. Byłam zamożna, dobrze nam się powodziło, ciężko pracowałam i nagle… Bach! Bez pracy, bez alimentów, bez oszczędności, bez wsparcia bliskich, oszukana przez ‘pracodawcę’… Żeby zarobić, godziłam się na poniżające traktowanie i musiałam zachowywać się jak dziwka! Facet ruchał mnie… Bądźmy szczerzy. Zgwałcił mnie! Odstawiłam butelkę, upadłam plecami na kanapę, zasłoniłam twarz ramionami. Cicho płakałam.

    Łyknęłam kolejny solidny haust alkoholu. Rozebrałam się do naga. Jeszcze czułam na sobie dłonie Heńka, uderzenia penisa w pochwie i zapach jego spermy. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Aż musiałam znowu napić się. Poszłam pod prysznic. Myłam się przesadnie długo. Kiedy w szlafroku wróciłam do pokoju, wcale nie czułam się lepiej. Pościeliłam sobie i padłam na kanapę. Leżałam i znowu przeżywałam to spotkanie. Znowu? Ciągle. W końcu powoli zdjęłam szlafrok i naga wsunęłam się pod kołdrę. Kręciło mi się w głowie. Musiałam wyspać się. Wiedziałam, że dzieci wrócą dopiero za kilka godzin. Zdążę dojść do siebie. Muszę.

    *

    Heniek nie wywiązał się z żadnej obietnicy. Za zdjęcia dostałam mniej niż obiecał. Za film z nim otrzymałam ledwie połowę obiecanej kwoty! Sukinsyn!

    – Sorki, ale miałem inne, naprawdę pilne, wydatki. Poza tym zainteresowanie starszymi kobietami jest mniejsze i mniej płacą niż pierwotnie deklarowali. No, i koledzy nie byli z ciebie zadowoleni. Miałaś być bardziej otwarta! – tłumaczył się pokrętnie, kiedy zadzwoniłam z pretensjami.  

    – Jacy koledzy? – Teraz nic nie rozumiałam.

    – Ci, którzy przyjechali z ta młodą modelką, brunetką. Przecież razem pozowałyście – wyjaśnił.  

    – To ona wiedziała, że pozuje? – zapytałam z ironią. – A co ci twoi koledzy mieli do mojego pozowania? – zainteresowałam się.

    Milczał.

    – Czekam aż usłyszę coś konkretnego na temat mojego zaległego wynagrodzenia! – przejęłam prowadzenie rozmowy, z obawy, że facet uśnie mi z komórką w ręku.

    – Policzymy się. Może w przyszłym tygodniu. Też czekam na przelewy – obiecał po dłuższej chwili. Bez entuzjazmu i bez przekonania.

    – Czekam! Czekam na resztę pieniędzy, bo w przeciwnym razie… – zawiesiłam głos, zaczekałam chwilę i rozłączyłam się.

    Może nie należało grozić? Przecież dobrze znał mnie. Wiedział, że potrafię osiągnąć zamierzony cel. Szczególnie, jeżeli racja jest po mojej stronie. Ale co miałam zrobić, skoro nie miałam za co kupić podstawowych produktów spożywczych? Samochód był już tylko odległym wspomnieniem. Zrezygnowałam z zakupu perfum i bluzki, która pasowała do moich kostiumów. Wizyty u kosmetyczki i u fryzjera odwołałam. Mogę rzadziej do nich chodzić. Manicure będę robiła sama. Mam tyle wolnego czasu! Zrezygnowałam z wypadów do kawiarni i restauracji. I tak nie miałabym czym zapłacić. Lubiłam wyjść do kina. Mój czas pochłaniała głównie praca, zabierając nawet czas wolny, ale mimo to czasami chodziłam do kina. Teraz bez oporów zrezygnowałam i z tego drobnego wydatku. Muszą mi wystarczyć telewizja i Internet. Na ferie wysłałam dzieci do rodziców. Koszt wyżywienia znowu spadł na nich. Nie protestowali, uradowani ich obecnością. Dzieci nie podzielały ich entuzjazmu, ale tym się nie przejmowałam. Już wiedziały, że mam kłopoty finansowe i sprzedaż auta wyraźnie to uwidoczniła, więc chociaż tym razem nie kłóciły się ze mną. Dobra, zobaczymy jak zareagują, kiedy w tym roku w ogóle nie będzie prezentów pod choinką. Skończy się „Love story”, a zacznie „Imperium kontratakuje”. Z pobytu u rodziców wymigałam się nieoczekiwanym nawałem pracy. I nadal intensywnie jej szukałam. I nadal bez rezultatów.

    Później, wytrwale szukając normalnej pracy, popełniłam kolejny błąd, ale zdesperowana rzucałam się na każde możliwe rozwiązanie. I gorzko tego pożałowałam.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Majtki biznes

     Wszystko zaczęło się od tego, że któregoś dnia, trening koszykówki został nagle odwołany.

    Dowiedzieliśmy się o tym dopiero pod zamkniętymi drzwiami sali gimnastycznej. Rodzice zabierali dzieciaki z powrotem do domu.

    Niektórzy, tak jak ja i mój kumpel z klasy, Artur, na treningi przyjeżdżali sami. Rowerami. Zamiast do domu, pojechaliśmy więc do Artura.

    Jego rodziców nie było do czwartej, więc mieliśmy półtorej godziny luzu. Tego dnia Artur, przez wszystkich zwany “Wszą” – co wcale nie przeszkadzało jemu samemu – pokazał mi nowy świat.

    Tego dnia, stałem się dorosły i rozpętałem piekło, z którego myślałem, że nie wydostanę się żywy.

    Ale po kolei.

    Rodzice Wszy pozwalali mu siedzieć całymi dniami przy kompie.

    Ja też miałem komputer, ale Magda, to znaczy moja mama, nafaszerowała go wszystkimi możliwymi filtrami, blokującymi treści dla dorosłych. Magda jako informatyk wiedziała jak się do tego zabrać.

    Wsza nie miał takich problemów.

    Tego dnia, w zagraconym pokoju na poddaszu, Wsza otworzył mi drzwi piekieł.

    Nie wiem jak musiałem wyglądać, siedzący przed jego monitorem, ale jak już wychodziłem, żeby wrócić do domu, mama Wszy, z którą mijałem się w drzwiach, zapytała czy nic mi nie jest. Byłem na pewno spocony, czerwony i w ciężkim szoku. Nie odpowiedziałem chyba nawet, tylko pędem śmignąłem do chaty. Rzuciłem rower, pobiegłem do łazienki i mimo, że nikogo w domu nie było, zamknąłem się na zasuwkę.

     

    Nie musiałem nawet zamykać oczu, ale gdy to robiłem, gołe tyłki, cycki, cipy, nogi, i cały bigos nagich ciał, kłębił mi się wyraźnie pod powiekami. Dopadłem fiuta jak opętany. Nie skupiałem się na jakiejkolwiek fantazji, po prostu ledwie go dotknąłem, już było po wszystkim, a ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu i podnieceniu, pierwszy raz w życiu się spuściłem. Zaczęła się zabawa na poważnie. Musiałem natychmiast znaleźć coś, przy czym mógłbym powtórzyć ten wyczyn. Szybko w myślach, przeleciałem zbiór wszystkich sprośnych rzeczy, jakie mogłem znaleźć w domu. Nie było tego wiele. Kilka gazet Magdy z nie do końca ubranymi modelkami, które niby przypadkiem przechowywałem u siebie, czarno-biały komiks z jedną odważną sceną, no i mój najważniejszy skarb, zdobyczna blondyna z playboya, której wprawdzie poprzedni właściciel, długopisem, dorysował włosy na cipie, ale której cycki były moim świętym graalem.

    Na wspomnienie super cycków, poczułem, że staje mi od nowa. Pobiegłem z rozpiętym rozporkiem do pokoju po “Lyndę” – Miss kwietnia.

    Sam fakt latania po domu z fiutem na wierzchu był podniecający.

    Z dorosłym fiutem do tego! Trochę mi zajęło wydobycie pomiętej kartki z rury poręczy łóżka. Magda sprzątała w moim pokoju jak inspektor policji, jej uwadze nie uchodziły nawet “obce” żołnierzyki, a konsekwencje za zakazane towary, jak scyzoryki, żyletki, zhandlowane zabawki, były zawsze poważne. O ewentualnej wpadce z Lyndą – Miss kwietnia, nie chciałem nawet myśleć.

    Wydobyłem pomiętą już niestety kartkę i migiem wróciłem do łazienki. Lynda patrzyła na mnie swoimi niewinnymi, zielonymi oczyma, ściskając się za sutki. Przedstawiłem jej mojego fiuta i przeszliśmy do rękoczynów. Kartka ustawiona na brzegu wanny obsunęła się nagle i znikła za koszem na bieliznę. Musiałem wydostać ją czym prędzej i podjąć temat.

    Wtedy w mojej głowie urodziła się ta perwersyjna myśl, przez którą o mało nie spuściłem się na miejscu.

    Otworzyłem kosz i zajrzałem do środka.

    Wydobyłem z niego jakiś podkoszulek, skarpetkę, coś jeszcze, i nagle zadrżałem.

    Majtki Agaty, mojej starszej siostry.

    Wyjąłem je jak saper powinien wyciągać materiał wybuchowy. Różowe kwiatki i koronkowa gumka, wpadły w moje ręce. Te majtki dotykały prawdziwej, owłosionej cipy. Nie raz widziałem, jak Agata paradowała w nich po domu. Często jej czarne włosy prześwitywały przez te, czy inne majtki.

    Kiedyś mieliśmy wspólny pokój. Po wyjeździe ojca, Magda pozwoliła Agacie przenieść się do jego biura. Agata, jak na mój gust miała za duże dupsko, ale przynajmniej w zamian, miała też duże cycki. Nie raz zaglądałem jej w koszulkę, ale jej majtki w moich rękach były dla mnie szokującą nowością. Rozchyliłem je podniecony jak jeszcze nigdy w życiu. Były czyste. Prawie mnie to rozzłościło, po co wyrzucać do prania zupełnie czyste majtki?! Przewróciłem je na drugą stronę i przyglądałem im się, sam nie wiedząc dokładnie, co spodziewałem się na nich znaleźć. Może włos łonowy? To rozwaliłoby mnie na miejscu. Wreszcie doznałem olśnienia. Przytknąłem je sobie do twarzy. Ogarnęło mnie doznanie tak silne, że pociemniało mi w oczach. Zapach prawdziwej pizdy… Waliłem gruchę jak nienormalny. Doszedłem błyskawicznie, zapominając prawie o tym, że przecież zaraz się spuszczę. Dotarło to do mnie dopiero pod koniec, ledwie zdążyłem zakryć fiuta majtkami Agaty. To podnieciło mnie jeszcze bardziej.

    Waliłem konia w różowe kwiatki i koronkową gumkę. Od czasu do czasu wciągając ich zapach. Waliłem tam, gdzie dotykała cipa. Waliłem i waliłem, aż doszedłem po raz kolejny. Opamiętałem się i uspokoiłem. Postanowiłem oficjalnie, że to będzie początek mojego nowego, wspaniałego procederu. To było odkrycie, które przerastało wszystko inne.

    Zdjęcie Lyndy – Miss kwietnia, spłonęło za garażem, na smutnym stosiku, razem z modelikiem samolotu “fantom”, tak przy okazji. Teraz miałem zupełnie inne, poważniejsze zabawki.

    Na środowy trening przyjechałem piętnaście minut przed czasem.

    Czekałem na Wszę. Dogadaliśmy się już w szkole. Zjawił się punktualnie. Na placu, przed salą nie było jeszcze nikogo. Zawinęliśmy się czym prędzej do niego.

    Nie tracąc czasu, znów zagłębiliśmy się w internetowy raj. Wchłaniałem oczyma cudowne widoki gołych ciał, wielkich kutasów, cip, spermy strzelającej w usta rozdziawionych kobiet. Rzeczy niesamowite działy się na świecie związanym z seksem i wszystko to stawało przede mną otworem.

    Kusiło mnie, żeby pójść do łazienki u Wszy i zwalić sobie na miejscu, ale była obawa, że się domyśli i będzie się nabijał.

    Wytrzymałem. Do domu pędziłem co sił.

    Już przed furtką coś mi się nie spodobało. Drzwi od garażu były otwarte, ktoś był w domu.

    Wszedłem zły, ale i tak zdecydowany zamknąć się w łazience i zrobić co należy. Co mi się należy!

    Agata kłóciła się z Magdą, były więc w domu obie. Z jakiej racji? Nie miałem pojęcia. Toczyła się jakaś gruba awantura, bo wrzeszczały, a odpowiadać Magdzie krzykiem oznaczało poważne wykroczenie i wojnę totalną. Na mój widok Agata zamknęła się nagle w pół słowa. Miała wystraszony wyraz twarzy, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Magda wyszła z kuchni i popatrzyła zdziwiona.

    – A ty co tak szybko?

    Wtedy dopiero dotarło do mnie, że to ja przyjechałem wcześniej niż zwykle z treningu.

    – Rozbolał mnie brzuch i wróciłem do domu – skłamałem prędko i sam ucieszyłem się z tego kłamstwa podwójnie, bo dawało mi ono pretekst, żeby zamknąć się w łazience na dłużej. Geniusz!

    – Zaparzę ci herbaty. – Klimat wojny jakby zniknął i nigdy nie istniał. Magda była spokojna. Agata nie odzywała się nawet słowem, chociaż widziałem, że była mocno wzburzona i rzekłbym nawet – zszokowana. Wolałem się nie mieszać i nie dociekać. Może jest w ciąży, albo zaczęła palić papierosy i wpadła? Nie moja sprawa. Uwolniłem się z rąk Magdy, badających moje czoło i poczłapałem z “bolącym” brzuchem do łazienki na piętrze.

    – Czoło masz rozpalone. Może to wirus?

    – Jechałem na rowerze.

    – To jak cię brzuch boli, to tak nie pędź.

    – Musiałem się spieszyć – odpowiadałem już ze schodów, krzycząc.

    – A to nie ma łazienek na sali?!

    – Są, ale brudne!

    – To lepiej narobić w spodnie?!

    – Lepiej!

    – Wróć tu potem, zmierzę ci temperaturę!

     

    Zamknąłem się w łazience, dumny z własnej przebiegłości. Sam na sam z koszem na bieliznę, jak z moim osobistym źródłem sprośności.

     

    Otworzyłem pokrywę, już tarmosząc fiuta w ręku i o mało nie padłem.

    Majtki Agaty, w różowe kwiatki, z koronkową gumką, leżały na samym wierzchu.

    Odechciało mi się wszystkiego tak nagle, że w ręku, w sekundę miałem zupełnie wiotkiego kutasa. Jak to się mogło stać?

    Zabrałem je przecież ze sobą. Mój plan był taki, żeby użyć ich jeszcze w spokoju, a potem wypłukać, wysuszyć i podrzucić do kosza, jakby nigdy nic.

    Włosy zjeżyły mi się na karku.

    O zgrozo! Wracając wtedy z łazienki, szedłem do siebie do pokoju, ale po drodze, usiadłem, bo już zaczynał się Dragon Ball. Wsunąłem je w szparę w kanapie. Potem przyszła Magda, był obiad, lekcje, i zupełnie o nich zapomniałem! Teraz leżały na stercie brudnej bielizny, patrząc na mnie oskarżycielsko różowymi kwiatkami. Sprawdziłem, były całe pozlepiane i zaschnięte. Magda albo Agata znalazły je na pewno, ale co mogły pomyśleć? Dlaczego jeszcze mi się nie oberwało, dlaczego nikt mnie o nic nie oskarża i nie pyta? Byłem przerażony i zdziwiony.

    Bałem się wyjść. Pomyślałem, że jeśli przesiedzę tu dostatecznie długo, obie zaraz będą musiały wyjść z domu. Magda na uczelnie, a Agata na basen.

    Siedziałem na kiblu, wytężając mózg do granic możliwości, gdy nagle, zza drzwi usłyszałem głos mamy.

    – Żyjesz tam?

    – Żyję – wyjęczałem cierpiącym głosem, lepiej profilaktycznie udać chorego.

    – Ja muszę jechać, herbatę masz już zimną, więc Agata zagrzeje ci w mikrofali, albo zrobi nową.

    – A ona nie idzie na basen?

    – Nie. Nigdzie nie idzie. Przez jakiś czas – dodała znanym mi, policyjnym tonem. – No to pa!

    – Pa!

     

    Nie zapytałem czemu Agata miała szlaban, ale byłem pewien, że miała. Jeśli nie mogła iść na pływanie, sprawa była poważna.

    Posiedziałem jeszcze trochę w kiblu i wyszedłem. Nie miałem ochoty napatoczyć się na siostrę, więc czmychnąłem do swojego pokoju i położyłem się pod kocem. Chory.

    Leżałem tak chyba z godzinę. Przestałem się nawet głowić, bo rozmyślania nie doprowadzały mnie do żadnych mądrych wniosków. Może po prostu kobiety stwierdziły, że mężczyznom należy się taka forma zabawy i że ich bielizna jest naturalną ofiarą dorastającego faceta. Może same czuły się teraz winne i milczały?

    Jakoś nie do końca przekonywała mnie ta teoria, ale naprawdę nie potrafiłem wymyślić nic logicznego. Nagle z otępienia wyrwały mnie trzy krótkie dzwonki domofonu. To był sygnał od Agaty. Wołała mnie na dół.

    Nie miałem zamiaru schodzić, ale nie chciałem też, żeby ona przyszła do mnie na górę. Wyszedłem więc na schody i krzyknąłem, że źle się czuję i że będę spał.

    – Mama kazała ci wypić herbatę!

    – Wiem, ale nie chce mi się pić!

    – Potem będzie na mnie!

    – Nie! Powiem jej, że mnie wołałaś, ale wolałem się położyć!

    Nie odpowiedziała nic więcej. Zadzwoniła jej komórka i zaczęła z kimś rozmawiać, a zaczęła podniesionym głosem.

    Zszedłem po cichu w samych skarpetach piętro niżej, nadstawiając uszu. Rozmawiała chyba ze Sławkiem, swoim chłopakiem.

    – Zostawiłeś je wciśnięte w kanapę ty idioto! – krzyczała, ale starała się stłumić głos. Na te słowa, zamieniłem się w słuch.

    – Tak, znalazła… Właśnie dostałam mega zjebkę i szlaban. Teraz mamy prze-bim-ba-ne. Zapomnij o czerwcu… Nie… Chyba sobie żartujesz… Co?!… Jak to masz je w domu?!… Może chciałeś, ale zostawiłeś je tutaj… Wyobraź sobie, że się nie spytałam, ty kretynie!… Co?!… Jaja sobie robisz?!… Jesteś pewny?!… Ale po co ci one?!… Co za zboczeniec!… Ale jak w takim razie… To bez sensu…

     

    Rozmowa trwała, ale nie czekałem na jej koniec. Odwróciłem się i czym prędzej pobiegłem do łazienki na piętrze. Nie wiedziałem, co dokładnie powinienem był zrobić. Co robić, CO ROBIĆ?!

    Pochwyciłem różowe kwiatuszki z koronkową gumką i pomknąłem do pokoju. Co potem? – Jeszcze nie wiedziałem. Ukryć, zniszczyć, zlikwidować. Przede wszystkim, wyprzeć się wszystkiego i tak aż do śmierci! Musiałem działać i musiałem działać szybko. Usłyszałem drzwi w łazience. Agata! Już ich szuka! Wcisnąłem je pod własną poduszkę i szybciutko, sam położyłem się na łóżko. Ledwie zdążyłem naciągnąć na siebie koc, a już otworzyły się drzwi pokoju.

    – Leszczyk, śpisz?!

    Nie spałem, ale pozostałem nieruchomy jak robak, który udaje nieżywego.

    – Śpisz? – Zbliżając się, powtórzyła pytanie.

    – Brzuch mnie boli – odpowiedziałem cierpiącym głosem, może trochę za cierpiącym, cholera.

    – Byłeś przed chwilą w łazience?

    – Nie, nie byłem.

    – Byłeś – Jej głos zmroził mnie jak śnieg wrzucony za koszulę.

    – Po co? – zapytałem się całkiem głupio, wciąż nieruchomy pod kocykiem.

    – Nie wiem po co, może ty mi powiesz? – Szarpnęła kocem i zerwała go ze mnie jednym gestem.

    – Co ty wyprawiasz, zostaw mnie w spokoju. – Patrzyłem na jej zmarszczone czoło, pięści na biodrach, oczy pełne nienawiści i starałem się przybrać jak najbardziej niewinną, zdziwioną i pokrzywdzoną minę. Miałem świadomość, że gram tutaj o własne życie. Bardzo przydałaby mi się technika znikania lub chociaż bariera energetyczna. Agata, większa ode mnie o ponad głowę i cięższa o chyba ze dwadzieścia kilo, mogła zmiażdżyć mnie jednym machnięciem. Nie prała mnie raczej, ale jak przychodziło co do czego, łatwo udowadniała, kto jest silniejszy.

    – Po co byłeś w łazience?

    – Nie byłem.

    – Byłeś, słyszałam, jak trzasnąłeś drzwiami i zwiałeś na górę. Byłam już na schodach.

    – Nie byłem, zostaw mnie – wyjęczałem, ale widziałem, że jej nie przekonuję. – Powiem mamie – spróbowałem.

    – Ty smrodzie! Co powiesz mamie? Że kradniesz moje majtki z kosza?

    Zatkało mnie. Nie byłem przygotowany na tego typu konfrontacje.

    – I co z nimi robisz, ty mały zboku?! Powiesz też mamie co robisz z moimi majtkami?

    – O co ci chodzi? – wyskomlałem całkiem wiarygodnie.

    – Już ja wiem o co mi chodzi! – Była wściekła nie na żarty, czułem, że lada chwila może uczynić mi krzywdę. – I ty też wiesz o co mi chodzi, ty mały fiutku. Ty…!

    Skuliłem się, bo się zamachnęła.

    – Gdzie je masz?!

    – Co gdzie mam?! Ja nic nie mam!

    Skoczyła na mnie i klęknęła kolanami na udzie, do tego przycisnęła tak, że wtopiłem się prawie w materac. Kilka podskoków i już miałem dosyć fizycznych konfrontacji.

    – Gdzie je masz, zboczeńcu?! Oddaj moje majtki, gówniarzu!

    – Jakie majtki! Po co mi twoje zasrane majtki?!

    – Ty jesteś zasrany, ty chudy… Osmarkańcu! – Do zgniatania doszły znacznie bardziej bolesne kuksańce w ramię, a za chwilę znów w udo.

    – Będę miał siniaki!

    – W dupie mam twoje siniaki, będziesz miał zaraz rozkwaszony pysk! – Już nie chodziło jej o odzyskanie majtek, lała mnie chyba z samej złości i nienawiści. Skuliłem się jak tylko mogłem najszczelniej i zakryłem twarz dłońmi. Niestety, złapała mnie za włosy, co było znakiem jej maksymalnej frustracji i furii. Dusiła do poduszki, ciągle na mnie podskakując. Musiałem się jakoś ratować, albo zginąć! Nagle zeskoczyła i gdy już myślałem, że się zmęczyła, albo po prostu zrozumiała, że mnie zabije. Poczułem jak łapie mnie za spodnie, koszulkę i ściąga z łóżka na podłogę. Trzasnąłem ciężko na dywanik.

    – GDZIE MASZ MOJE MAJTKI! – wrzasnęła. W obliczu tego typu przemocy, postanowiłem nie odpowiadać.

    • Oddaj moje majtki ty wszarzu! Zboczony! – Bosą stopą stanęła mi na łydkę i ugniatała z uporem sadysty. Zaraz też dostałem cios piętą w udo i kopniaka. Przyjąłem taktykę jeża, zwijając się w kulkę, ale bez posiadania kolców, sprawdzała się ona połowicznie.

    Tylko czekać, aż dostanę kopa w głowę albo w żebra. Właściwie prawie się z tego cieszyłem, bo dowody na pobicie miałem już raczej na sto procent, a jeśli do tego wyląduję w szpitalu, może Magda zlituje się nade mną i daruje całą sprawę z majtkami. Agata za to, trafi do więzienia i też nie będę musiał się z nią widywać. Trzeba to tylko przeżyć.

    Nagle, bicie ustało. Usłyszałem za to głośny, przeciągły wdech oznaczający niepojętą trwogę i oburzenie, i zanim odważyłem się wyściubić oko – spodziewałem się bowiem fortelu w celu uderzenia mnie w twarz – domyśliłem się, że odnalazła się zguba.

    – Ty śmierdzący gnoju! Zobacz co z nimi zrobiłeś! – Nie miałem zamiaru spoglądać. Udawałem nieprzytomnego, szczelnie przy tym zakrywając wszystkie newralgiczne miejsca.

    – Zobacz co zrobiłeś z tymi majtkami! Ty zasrańcu! Jak sobie kupisz to będziesz sobie mógł robić co chcesz! Ty gnido śmierdząca!

    Nadmiar złości i adrenaliny chyba pomieszał jej w głowie.

    – ZOBACZ CO ZROBIŁEŚ Z MOIMI MAJTKAMI! Ty gówniarzu zasrany! – Znów stanęła mi na udzie. Bolało. Wytrzymałem i prawie się nie poruszyłem. Nie zareagowałem też na zaczepne kopniaki. Udawanie nieprzytomnego, nie wychodziło mi najlepiej, a ignorowanie bólu zdawało się wkurzać ją jeszcze bardziej.

    Miałem nadzieję, że zaraz wreszcie zmęczy się, znudzi lub po prostu zadowoli i zostawi mnie w spokoju. Myliłem się.

    Znalazła inną zabawę. Bosą stopę wsunęła mi w krocze i zgniotła jajka. Drgnąłem. Nie było mocnych. Wdarła się i miażdżyła wiercąc palcami. Zmuszony do obrony, złapałem ją za kostkę i wrzasnąłem. Starałem się chociaż trochę odciążyć nacisk ciężkiej nogi.

    – Ty wymoczku zawszony! Zobacz co zrobiłeś z moimi majtkami! Gdzie je sobie wsadzałeś? Na fiuta? Ty zwyrodniały zboczeńcu!

    Broniąc się obiema rękami, odsłoniłem oczy i ukradkiem spojrzałem jej w twarz. Była wściekła jak strzyga. Rozczochrane włosy otaczały jej oblicze, już nie czerwone tylko bordowe. Spotkała mój wzrok i zaatakowała.

    – Ty mały, pojebany wysrańcu. Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Walisz konia w majtki własnej siostry?! Ty zboczeńcu! Czy ty jesteś normalny?!

    Nie odpowiadałem, skuliłem się, korzystając z chwili, że jej stopa, wciąż spoczywająca na moich jajkach, przestała mnie ugniatać. Zakryłem znów twarz dłońmi niby przed ciosem, głównie jednak ze wstydu.

    – Wiesz, że to jest nienormalne, TY ZBOCZEŃCU?!

    Potakiwałem, ukryty w dłoniach. Czułem, że jest szansa, że już się wyżyła i podporządkowaniem się mogłem może zakończyć sprawę.

     

    – Żryj je – powiedziała po dłuższej pauzie. Miałem nadzieję, że źle usłyszałem.

    – Żryj te majtki. – Nacisk na jądra stał się w tej sprawie głównym argumentem.

    – Musisz je teraz wyczyścić. – Poczułem jak rzuca mi nimi w głowę.

    – Jedz je! – Nacisnęła mocniej. Na ślepo wziąłem je w dłonie i przytknąłem do ust.

    – Ty mały zboku, ty… Smakują ci moje majtki? Ty zboczeńcu!

    Nawet nie zorientowałem się kiedy, stopa z jajek przesunęła się na kutasa i dokuczliwie, jeździła po nim w górę i w dół.

    – Włóż je do buzi, ty mały zboczeńcu. – Usłuchałem. Smak był paskudny. Starałem się naślinić jak najbardziej suchy materiał.

    – Włóż je całe! – Usłuchałem i tego. Wypchałem sobie nimi policzek, przytrzymując usta palcami. Starałem się opanować odruch wymiotny. Mój fiut pod stopą Agaty urósł i zacząłem obawiać się konsekwencji. Na szczęście zdawała się zupełnie ignorować ten fakt.

    – Ty zboku zjebany! Wyjmij je!

    Wyjąłem. Były pomiędlone i mokre.

    – Oduczę cię walić konia w majtki własnej siostry ty mały zboczeńcu. Teraz je zakładaj. – Już na mnie nie krzyczała. Wydawała polecenia przez zaciśnięte szczęki.

    Cieszyłem się, że lanie się skończyło, ale obrót spraw wcale nie zapowiadał się ciekawie. Stopą złapała za sznurek moich dresów i pociągnęła w dół.

    – Zakładaj je teraz, gówniarzu.

    Popatrzyłem na nią przelotnie, ale nie udało mi się dostrzec w jej spojrzeniu ludzkiej istoty. Podparta w boki, sapała nade mną jak wilczyca nad zającem. Ściągnąłem dresy.

    Jej stopa wylądowała na moich slipkach. Udało jej się uszczypnąć materiał i skórę na fiucie.

    – Ściągaj.

    Z największym wstydem, ale posłuchałem. W jej oczach dostrzegłem blask satysfakcji, gdy gapiła się na mojego gołego kutasa.

    – Zakładaj – Kopnęła mi swoje nieszczęsne majtki.

    Założyłem na leżąco. Były na mnie znacznie za luźne, a jajka wysuwały mi się z nich na boki.

    – Naciągnij porządnie, muszą się wyprasować.

    Podciągnąłem pod sam pępek. Koronkowa gumka była na mnie za szeroka. Agata, stopą starała się wsunąć mi jajka do środka. Pod materiałem odnalazła kutasa i znów zaczęła go męczyć.

    – Podobają ci się moje majtki?

    Zaprzeczyłem.

    – Nie pasują ci wcale. – Jej stopa wciąż jeżdżąca po moim fiucie, znów powodowała, że twardniał.

    Bawiła się tak przez dłuższą chwilę, stojąc nade mną jak kat. Z tej perspektywy mogłem wygodnie zajrzeć do nogawki jej krótkich spodni dresowych. Miała na sobie niebieskie majtki.

    Dyszała, ciągle nieobliczalna, ale już trochę spacyfikowana. Chyba uspokoiło ją to kontrolowanie sytuacji.

    – Co się gapisz?

    – Widać ci stąd cipę – skłamałem.

    Wściekle ścisnęła mi fiuta palcami stopy. Już doszła do wprawy i operowała nimi całkiem skutecznie.

     

    – Cipkę, jak już – syknęła przez zęby.

    – Cipę. – Znów karne wykręcenie kutasa.

    – Gapisz się na cipkę swojej siostry, ty mały zboczeńcu?

    – Sama mi ją pokazujesz. – Jej stopa pod majtkami ślizgała się po moim mokrym fiucie, obciągając z niego skórę.

    Milczała przez chwilę, nie przestając go tarmosić. Nagle odchyliła na bok spodenki i majtki, odsłaniając zarośniętą czarnymi włosami cipę.

    – Na to się gapisz, ty zboku? Na moją cipkę? – Nie odpowiadałem, w lekkim szoku.

    – To gap się. Tyle twojego.

    Chyba poczuła reakcję mojego fiuta bo uśmiechnęła się władczo i nacisnęła jeszcze mocniej.

    – Musisz ją przeprosić. Za to, że nazwałeś ją cipą.

    – Mam przeprosić twoją cipę?

    – Masz przeprosić moją cipkę. – Jej stopa na moim kutasie, tej sytuacji była jak bat. Zastanawiałem się, czy aby nie zrobi mi poważnej krzywdy, wykręcając go tak i depcząc.

    – Przepraszam.

    – To nie wystarczy.

    – Przepraszam twoją cipkę.

    – Musisz… ją pocałować. I błagać o przebaczenie – wysapała z szalonym uśmiechem.

    Wspiąłem się wzdłuż jej gołych ud i zbliżyłem twarz do uchylonej nogawki. Chyba sięgnąłem włosów na cipie, ale nie byłem pewien czy nie pocałowałem po prostu jej majtek.

    – Błagam o przebaczenie.

    – Ściągaj te majtki! – syknęła.

    Zawahałem się, ale złapałem za gumkę jej dresów i powoli pociągnąłem w dół.

    – Nie moje ty durniu! – Odepchnęła mnie, aż walnąłem o łóżko. Zdjąłem wreszcie z siebie jej majtki.

    – Pokaż jak walisz konia, w majtki swojej siostry.

    Trochę było mi głupio, ale wolałem to niż pieszczoty stopą.

    Zacząłem walić, nakładając sobie nieszczęsne, różowe kwiatuszki na czubek fiuta.

    – Co się tak spieszysz? – Kopnęła celnie w stopę – Nie dziwota, że potem rosną takie niedojdy – parsknęła. – Masz walić powoli.

    Zwolniłem tempa, choć nie widziałem w tym żadnego sensu.

    – Ty mały zboku – drwiła, stojąc nade mną. Nie umiesz nawet bawić się własnym fiutem jak trzeba.

    Nie wiedziałem co miała na myśli.

    – Masz walić powoli – wycedziła dysząc. – Zwolniłem.

    – Siadaj na łóżku.

    Wstałem i usiadłem. Podeszła i znów wsunęła mi stopę między nogi. Tarmosiła go tak, ale nie było to za wygodne. Patrzyła na mojego fiuta z tym nieobecnym wyrazem twarzy. Nagle popchnęła mnie, aż odbiłem się od materaca.

    – Urósł ci ten kutasek – parsknęła z uśmiechem.

    Czy chciała przez to powiedzieć, że mam dużego?

    – Leż tam! – rzuciła ostro. Pochyliła się nade mną.

    Wzięła go do ręki i ścisnęła, aż zakwiliłem.

    – Ty mały zboku. Podoba ci się to.

    Nie uznałem tego za pytanie, więc wolałem nie ryzykować odpowiedzi.

    Przestała go torturować i powoli zaczęła jeździć dłonią. Powoli, bardzo powoli. W górę i w dół. Ściskając, jakby chciała go jeszcze bardziej wyciągnąć. Jeśli to był jakiś sekret, to byłem szczęśliwy, że zechciała mi go zdradzić. Bałem się spojrzeć, ale ukradkiem rzucałem okiem. Obciągała mi skórę z fiuta i nasuwała ją z powrotem. Robiąc to wszystko jakby w zwolnionym tempie. Mój kutas prężył się w jej dłoniach, rzeczywiście jakby większy niż zwykle. Wreszcie przyspieszyła trochę ruchy. Gapiłem się w jej podskakujące w dekolcie koszulki cycki. Teraz waliła już całkiem ostro. Przyjemność zbliżała się szybciutko. Poczułem jak kutas zaczyna się już prężyć. Jeszcze chwila i będzie dobrze.

    Wtedy przerwała. Roześmiała mi się w twarz i wstała.

    – Ty mały zboczeńcu. Myślałeś, że ja ci zwalę konia? Sam sobie wal. Ja ci tylko pokazałam jak masz to robić. Chciałbyś!

    Złapałem za fiuta, ale koncentracja prysła i nawet szybkie tarmoszenie nie spowodowało upragnionego efektu.

    – Może potrzebujesz do tego czyichś majtek! – parsknęła. – Albo cycków z playboya?!

    Zatkało mnie.

    – Zapomniałeś, że to było kiedyś moje łóżko i że to ja ci pokazałam skryjówę w tej rurze. – To jak, chciałbyś zobaczyć cycki swojej siostry? Czy wolisz może świeże majtki do zabawy?

    Podciągnęła koszulkę i wyskoczyły spod niej dwie białe gruchy. Wcale nie gorsze od tych Lyndy – Miss kwietnia.

    – Popatrz sobie – Weszła na łóżko i stanęła nade mną.

    Powoli, znów zacząłem zabawę kutasem. Nie wiedziałem, czy ze mnie drwi czy co, ale cycki były prawdziwe. Napluła mi z góry na brzuch. Roztarłem jej ślinę i wysmarowałem nią łebek kutasa.

    – Ty mały zboczeńcu – szepnęła złośliwie, rozbawiona. Zsunęła spodenki i rzuciła mi je na twarz. Powąchałem i odłożyłem na bok, żeby móc patrzeć na jej prześwitującą przez niebieskie, koronkowe majtki cipę. Wsadziła mi paluch w usta.

    – Całuj. – Spełniłem ten rozkaz.

    – Liż stopę!

    Była brudna i kwaśna.

    Skoczyła na mnie tak energicznie, że aż stęknąłem z bólu. Agata miała czym siadać. Pochyliła się, prawie dotykając cyckami mojej twarzy. Wyciągnąłem rękę, ale dostałem porządnego klapsa w dłoń. Pogroziła palcem. – Nie dotykaj! – Siedziała mi na piersiach i czułem na skórze jej gorącą pizdę.

    – Czuję, jak pachnie ci Cipa – sprowokowałem.

    – Cipka – poprawiła mnie powoli.

    – Cipka.

    – Musisz przeprosić.

    – Przepraszam.

    Pokiwała znów palcem.

     

    Usiadła mi na twarzy.

    Teraz czułem jej słodki, prawie mdły zapach doskonale. Szorstki materiał majtek drapał mi wargi.

    Uszczypnąłem ją ustami, językiem zmoczyłem koronkę. Chciałem odsunąć majtki na bok, ale nie pozwoliła mi się dotknąć rękami. Po chwili zrobiła to sama.

    Usiadła mi na ustach. Wiercąc się. Miałem mokrą brodę, nos, a nawet policzki. Wyciągałem jak najdalej język, żeby dotykać ją i lizać. Sapałem w mokrą cipę i parskałem ustami.

    – Przepraszaj Leszczyk! – rozkazywała mi szeptem, nie przestając się wiercić. – Przepraszaj cipkę.

    – Przepraszam. – Docisnęła mi głowę i gdyby nie puściła, zapewne bym się udusił.

    Drżała bardziej chyba niż ja. Trzęsły jej się uda. Ja, z jedną ręką wciąż jeszcze na fiucie, zapomniałem o masturbacji. Drugą, dotknąłem jej pośladków. Zabrała ją stamtąd i zeszła z mojej twarzy na brzuch. Odnalazła za sobą fiuta. Zabrała i obciągnęła. Wreszcie uniosła jedno udo i wsadziła go prosto do cipy.

    Przez chwilę tkwiliśmy tak nieruchomi, oboje. Pachnące cycki Agaty wisiały nad moją twarzą. Poruszyła się w końcu. Najpierw powoli, pocierając tylko szorstkimi włosami o moją skórę. Suwała się na moim naprężonym, otulonym ciepłem i wilgocią kutasie. Złapałem ją za uda, może trochę przestraszony. Ruszyła bardziej zdecydowanie. Cipa otaczała mnie w fantastyczny sposób. Ocierała i jakby oblepiała.

    Agata wzięła moje dłonie i zacisnęła je sobie na cyckach.

    Nie spodziewałem się, że będą takie miękkie i chłodne. Zacisnąłem pięści na sutkach. Jęknęła. Nie byłem pewien czy to dlatego.

    Poruszała się na wszystkie strony i w sumie nie było wcale podskakiwania, które widziałem na pornosach.

    Jeździła całym tyłkiem, kręcąc jakby koła. Znów zacisnęła mi dłonie na swoich sutkach i syknęła. Unikała mojego wzroku, zamykając oczy, albo wyginając szyję jak opętana. Miałem nadzieję, że z przyjemności.

    Wreszcie zaczęło się podskakiwanie. Oparła się na mojej piersi i teraz patrząc mi prosto w oczy, zaczęła właśnie podrygiwać. Coraz szybciej i szybciej. Za chwilę unosiła już tyłek jak w galopie.

    – Leszczyk – wyjęczała, łapiąc mnie za głowę. – Leszczyk!

    Nie wiedziałem czy coś powinienem powiedzieć, czy zrobić. Patrzyłem na latające cycki, na owłosioną cipę, suwającą się szybciutko na moim białym, twardym kutasie.

    To był rytm, do którego byłem przyzwyczajony. Zaraz poczułem, jak fiut pręży mi się i pulsuje i naszła mnie myśl, że zaraz spuszczę się w jej gorącej…

    – Nie bój żaby, biorę pigułkę – usłyszałem jej głos. I chwilę potem doszedłem tak mocno i wspaniale, że aż popłakałem się prawdziwymi łzami.

    – O boże Leszczyk! – Agata, to podskakując to jeżdżąc, ściskała mi głowę rękami i jęczała, stękała, burczała lub cicho wyła. – Jakie rypanie Leszczyk! Jakie rypanie!

    Kutas ciągle jeszcze mi stał, więc wykorzystywała go nadal.

    – Od dziś możesz brać sobie wszystkie moje majtki, kiedy chcesz…

    – Zrozumiałem. Dziękuję.

    – A ja będę cię za to karać.

    koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    starski
  • Przygoda pod namiotem – cz. 1

    Historia wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu, wspólnie z kolegą i jest całkowicie autentyczna – sam do dziś nie wierzę jak to się stało – ale jednak się stało i w sumie nie żałuję… Oczywiście jest to historia wstępna, jeśli się spodoba, to opiszę parę innych 🙂

    Znaliśmy się praktycznie od szkoły podstawowej, zawsze po kumpelsku, wspólne wypady rowerowe, piwko ze znajomymi, imprezy domowe i klubowe – wszystko w jak najlepszym porządku, bez żadnych odstępstw od normy. Czasem wpadał do mnie, czasem ja do niego, granie na konsoli, oglądanie filmów przy piwku, i tak leciało powoli życie. Generalnie dużo wiedzieliśmy o sobie i można by powiedzieć, że byliśmy najlepszymi kumplami. Mieszkał 2 domy obok na tej samej ulicy, nasi rodzice się znali dobrze, w przeszłości jak byliśmy mali do często się odwiedzali a my wspólnie się bawiliśmy samochodami… Mój pierwszy komputer – całe dnie u mnie przesiadywał, pierwsze rowery – jazdy gangu po mieście i dalsze wycieczki. Wspólne zdobywanie baz na drzewie – super przygody. Mieliśmy chwile oczywiście poluźnienia kumpelstwa, czy to z powodów dziewczyn, czy naszych własnych zwad. Ale jakoś te wszystkie lata to trwało :).

    Do sedna – były to wakacje chyba 2013 roku, ja miałem 22 lata, on rok młodszy, nazywa się Wojtek, ja byłem na studiach dziennych on robił zaocznie i pracował. Każdy z nas miał też oddzielne grono znajomych z uczelni, ale nasza paczka osiedlowa jakoś się trzymała i dalej gdzieś na trzepaku udawało się spotkać na piwo. Dni były ciepłe, więc i dużo się robiło. Jednego weekendu pojechaliśmy z paczką nad morze (mieszkaliśmy w miejscowości nadmorskiej) i tam w sumie spędziliśmy prawie cały dzień. Oboje nie mieliśmy akurat dziewczyn, on już od zeszłych wakacji, a mój związek się rozpadł po burzy na początku czerwca – jak wiadomo nie z mojej winy 🙂 W trakcie drogi powrotnej jeden z kolegów wymyślił żebyśmy zrobili sobie biwak pod namiotem, i w sumie 4 osoby się zgłosiły. Moi rodzice kupili duży namiot chyba 8 osobowy, wysoki, to spokojnie moglibyśmy się pomieścić. Wybraliśmy podwórko za domem Wojtka. Miał być grill i piwko. Ja z Wojtkiem zaczęliśmy ogarniać wszystko co byłoby potrzebne, zakupy w osiedlowej Żabce i jazda do niego na tyły domu. Miał duży ogród z licznymi krzewami i drzewami, trochę robactwa wtedy latało, więc trzeba było siedzieć bardziej w środku. Niestety nim doszło do wieczora to jeden z kolegów się wykruszył bo dziewczyna go zgarnęła do kina bo „przecież tak dawno nigdzie nie byli”, a d**gi myślał, że to były luźne plany i w ogóle to olał. Także nasze plany miały upaść, ale namiot już postawiony, a że duży to trochę roboty było. Żarcie kupione, piwa tylko brakowało. Kupiliśmy po 2 piwka na spokojnie i około 20 wpadliśmy do namiotu. Faktycznie było tyle robactwa, że raczej stamtąd nie wychodziliśmy. Przypomniały się nam szczenięce lata, jak się spało w namiotach, albo się rozbijało w ciągu dnia, żeby tylko posiedzieć. Rozłożyliśmy wszystkie karimaty, śpiwory i na boso siedzieliśmy i gadaliśmy. Oczywiście początkowo mała obgadanka kumpli, że mięczaki nie chcieli spać pod namiotem.

    Zjedliśmy nieco chipsów i gadaliśmy też o laskach naszych byłych, że pewnie teraz byśmy nie siedzieli na luzie w namiocie w koszulkach i szortach. Jego Weronika nie ukrywam bardzo mi się podobała, miała 20 lat, wygadana i zawsze szła w swoją stronę, a do tego zabawna. Co najważniejsze miała dość spore cycki, co mnie bardzo kręci i do dzisiaj. Moja była nie miała tak wybujałych, co mnie niestety smuciło – dlatego też biorąc pod uwagę inne czynniki nie było mi za nią tęskno, po prostu straciła w moich oczach. Co najlepsze przyznałem się w końcu przed Wojtkiem do tego, że mi się jej cycki podobały on się śmiał że faktycznie było sporo zabawy. Martwił się, że teraz mniejszych już nigdy nie będzie chciał. Przyznał się, że miała staniki od 75E do 80E – także możecie sobie to wyobrazić, szczególnie tą szparkę między cyckami w ciasnej białej bluzce, jak ją zapamiętałem. Kręcone ciemne włosy do ramion i opalona skóra 🙂 Do tego całkiem niezły tyłeczek. Moja Anka oczywiście też mi się podobała, ale wiadomo i tak oczy wędrowały w różne strony. Z resztą one dobrze się ze sobą też zaprzyjaźniły – nie wiadomo czy nie siedziały kiedyś też same w namiocie. Wojtek nieco się otworzył, bo sam byłem nieco ciekawy, przeglądaliśmy ich facebooki jak teraz wyglądają i naprawdę było na czym zawiesić oko. Mało kiedy mieliśmy takiego luzu, bez innych i bez rowerów czy konsol i TV, więc wzięło się na opowieści. Wojtek zaczął opowiadać, co lubili robić, jaka była, ja tak samo stwierdziłem, że skoro już rozmawiamy po męsku to opowiadałem o Ani, że robiliśmy sobie nagie dni czasem jak nie było nikogo w domu. Lubiłem ją zawsze podszczypać za cycki albo dupę jak chodziła nago, ona czasem podchodziła i łapała mnie za kutasa, co było jeszcze lepsze gdy stał. Opowiadaliśmy sobie nasze przygody, może nie tak otwarcie, ale jednak trochę intymności się wkradło. Parę westchnień i wspomnień… teraz oboje byliśmy wyposzczeni od lasek, więc tym bardziej rozmowy nabierały rumieńców. Powiedziałem mu, że w sumie miałbym chętkę na jego Weronikę, on mówił, że myślał też o tym żeby zrobić z Anią… zawsze podobał się jej tyłek – miała figurę gruszki, z szerokimi biodrami z tyłkiem jak bułeczka, brzuszek płaski i piersi całkiem całkiem jak na taką figurę. A sam muszę przyznać, że ten tyłeczek idealnie falował w trakcie klapsów i był bardzo jędrny – ona sama wiedziała, że to jej atut i często ćwiczyła pośladki. Miała trochę jaśniejszą karnację niż Weronika, więc każda miała coś w sobie.
    Wojtek zapytał czy myślałem kiedyś o tym, jakby się wymienić nimi, skoro tak mi się podobała Weronika, a jemu też Ania. Nie myślałem o tym, ale w tej chwili wpadło mi do głowy, że mogłoby to być super. Zawsze mi się marzył dziki hiszpan między cyckami z porządnym spustem na twarz. Tak gadka i przeglądanie facebooka szły w najlepsze, on gdzieś tam podrapał się po jajcach, ja też czasem, nie ukrywam, że mnie to podniecało. W głowie cały czas miałem „byleby mi nie stanął” – ale na spokojnie nie musiałem tego aż tak pilnować. Siedzieliśmy koło siebie z wyciągniętymi nogami w tych szortach i tak temat zszedł na znane laski, które chcielibyśmy wziąć w obroty – Hayley Atwell, Ewa Farna… On oczywiście pokazał Ewę Sonnet, ja na to „ej, ona przecież ma też nagie foty”. Wpisałem w przeglądarkę Ewa Sonnet i kliknąłem jakiś nagi filmik nią – tak się złożyło, że z jakiejś typowej strony porno. Wojtek do mnie „ooo haha no na takie strony się zapuszczasz?” – „No a co w końcu jestem sam, a Ty nie?” – zapytałem ze śmiechem. „No ja czasem wchodzę coś obejrzeć” – powiedział lekko zmieszany – „a jak często, hehe?” – „no nie wiem, a Ty co? Potem wygadasz, że na pornole wchodzę!” – powiedział lekko z uśmiechem. Mówię mu „Dobra to pokażę Ci moją ulubioną taką też aktorkę, skoro już na takie tematy rozmawiamy” – na prawdę nie sądziłem, że będę z kimś kiedyś rozmawiał o pornolach, szczególnie z kumplem. Pokazałem mu moją ulubioną cycatkę Gianne Michaels, on na to „oooo znam ją” – „a skąd ją znasz jak tak niby nie oglądasz pornoli?” – „No tak nie oglądam ale ona mi się podoba”. Odpaliłem takiego dobrego pornola w którym robiła ostro loda facetowi. Nie ukrywam, że zawsze też patrzyłem na penisy w pornolach i przykuwało to moją uwagę. Zauważyłem oczywiście, że szorty mu się napięły, ale moje same też nie były luźne. On po chwili odpalił jeszcze innego pornola „Zobacz tego jeszcze, tutaj też jest dobra akcja” – faktycznie dobra cycatka jechała na hiszpana kolesiowi, idealnie, naprawdę się podnieciłem, ale nie chciałem dawać tego po sobie znać. Nagle Wojtek zapytał „Nie jest ciasno ci w tych szortach?” – spoglądał na moje krocze. Mnie zamurowało – takie bezpośrednie pytanie, co miało sugerować? On nie czekał chyba na odpowiedź „I tak zaraz spać idziemy to ja już się przygotuję” – zsunął szorty i na moment zobaczyłem jak mocno odznacza się jego kutas na obcisłych bokserkach, ale zaraz nakrył się śpiworem – „no i trochę się nakryje bo tu za dużo widać” – powiedział z uśmieszkiem. Ja nie wiem skąd i dlaczego też ściągnąłem szorty – „No może i w sumie racja” – ale ja już śpiworem się nie nakryłem – „Ten śpiwór faktycznie ci jest potrzebny jak mało co, i tak widziałem cię już w bokserkach, ja to mam gdzieś, jest przecież ciepło”. Faktycznie mój penis też się odznaczał na slipach. Powiedział „No tak ale to nie jest normalne siedzenie na gaciach, bo jednak coś tam widać spod nich…. A Tobie przez te gacie jajko widać… golisz go widze?” – ja zerknąłem i faktycznie mój kutas tak napinał gacie, że z lewej wystawał bardzo mały kawałek jajca. Speszyłem się trochę, ale Wojtek podsunął trochę koszulkę, pokazuje i mówi, że on też goli. Oglądaliśmy tak dalej po kolei filmy, jemu trochę zsuwał się ten śpiwór, ale twardo go podciągał… widziałem jak obserwuje moje slipy. Czułem się nieco niezręcznie, ale jednocześnie byłem mocno nagrzany i było mi to obojętne. Pomyślałem nawet przez moment, że mógłbym tu siedzieć i nago. Mówię do Wojtka „Możesz sobie chyba darować tą przykrywkę ze śpiworem, i tak oboje mamy to samo, a teraz to już dosłownie” – miałem na myśli nasze erekcje. On podsunął się na rękach i faktycznie już dał opaść temu śpiworowi. Zauważyłem u siebie, że coraz częściej spoglądam na jego boksy, on coraz bardziej nerwowo ręką przekładał go z boku na bok w nogawkach. Ja też co jakiś czas podrapywałem się w tych okolicach. Czułem narastające podniecenie, że tak siedzimy obok siebie prawie nago, jeszcze nigdy nie byłem w takiej bezpośredniej sytuacji. Oczywiście widywałem już kutasy i to nagie na siłowni, albo na basenie, ale nie w trakcie wzwodu. Tak mimowolnie wyszło, że oboje masowaliśmy sobie przez gacie coraz częściej, komentowaliśmy jak się rżną i klikaliśmy co chwile jakieś inne filmy. On w końcu wypalił „Ty tak siedzisz i się głaszczesz, w domu to tak tylko sobie oglądasz te filmy, czy coś jeszcze?” – „Ale co masz na myśli?” – „Nie wiem siedzisz tak czasem w gaciach?” – „No w gaciach też…” – po chwili wyważenia słów i namysłu – „…ale bez gaci też siedzę”. Zapadło milczenie, nie wiem dlaczego. Po chwili padło „No ja też bez gaci… i przy tych filmach” – powiedział z uśmiechem ale i niepewnością. „Mam rozumieć, że sobie walisz w domu?” – zapytałem w końcu nieśmiało… to był raczej temat tabu i najbardziej tajemna rzecz mojego życia, jak sądziłem jego też. Nie wiem dlaczego ale w naszych kręgach jakoś myśl o samym waleniu konia była bardzo źle widziana… Tak zaczął się temat walenia konia…

    CDN

    Napiszcie czy Wam się wstęp podobał…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar
  • Przygoda pod namiotem – cz. 2

    Historia wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu, wspólnie z kolegą – jest całkowicie autentyczna, co do miejsc, akcji i odczuć – sam do dziś nie wierzę jak to się stało – ale jednak się stało i w sumie nie żałuję. Nie wiem czy zdążę opisać wszystko do końca co się działo tamtego wieczoru i nocy.

    Zakończyłem ostatnio na tym, że siedzieliśmy obok siebie w namiocie z odpalonym pornolem w telefonie i w samych bokserkach, a nasze kutasy odznaczały się mocno na opiętych boksach… I padło pytanie o walenie konia…

    „Oj tam od razu walisz” – odpowiedział Wojtek – „Nie wiem skąd to pytanie takie ostre” – dodał z uśmiechem – „A Ty?” – zapytał. Oczywiście klasycznie zamiast odpowiedzieć na trudne pytanie, odpowiedział pytaniem na pytanie. Co ja miałem mu odpowiedzieć – oznaczałoby to że przyznałbym się do mojej największej tajemnicy. Nikt, po prostu nikt nie wiedział o tym, co robię w domu jak nikt nie patrzy. Strzegłem tej tajemnicy bardzo, a teraz tak po prostu miałbym mu ją wyznać. „Czemu od razu mówisz o waleniu konia?” – odparłem – „To już pomasować sobie nie można tylko?” – dodałem z uśmiechem drapiąc się po jajach. Wojtek odwrócił wzrok z powrotem na telefon, patrząc jak jakiś kutas jedzie ostro Giannę, aż skaczą jej cycki pod samą brodę. W końcu powiedział „No w sumie ja mogę Ci się przyznać w tajemnicy, ale wara komukolwiek mówić, bo zabiję – ja nie mam co ukrywać i czasem walę sobie w domu” – mówiąc to patrzył w telefon i masował sobie przez boksy delikatnie. Mnie zamurowało, dalej mi nie mogło przejść przez usta to… ale jednak „Dobra to ja też… jak nikogo nie ma w domu to chodzę nago i się nim bawię… jak kiedyś z Anią” – „Dobrze wiedzieć” – dodał Wojtek z uśmiechem – „A często to robisz?”. Jak tak się zastanowiłem to wychodziło na to, że średnio codziennie. Były takie okresy, że jak miałem wolniejszy dzień to zdarzyło mi się trzepać 2 razy z pełną podnietą. Nieco mnie rozluźniło to, że przyznałem się przed nim do tego – „No w sumie wychodzi na to, że codziennie, hehe” – „He, nieźle bo myślałem, że to ja jestem jakiś niewyżyty” – odpowiedział Wojtek. Powiem szczerze, że ta rozmowa mnie bardzo podniecała, oprócz tego lecące w tle jęki Gianny i ostre rżnięcie. Dowiedziałem się, że Wojtek walił konia od podobnego czasu co ja, czyli mniej więcej od 13 roku życia. Ja sam nie pamiętam jak to się zaczęło, i kiedy dokładnie. Wiem tylko tyle, że pierwszy raz spuściłem się na gazetę znalezioną na strychu. Okazało się, że on nawet będąc w Weroniką czasem walił sobie konia, tak po prostu na sucho bez pornola czy innych fotek – miał chcicę i porannego drągala to szedł do łazienki pod prysznic i leciał ostro. Oczywiście ja nie byłem gorszy, przyznałem się do tego, że zrobiłem to nawet kiedyś w naszej wspólnej szkole, bo chodziłem ze sterczącym pytongiem w nogawce i stresowałem się, że ktoś to zauważy. Podzieliliśmy się swoimi wrażeniami z robienia własnoręcznych sztucznych cipek z gąbek albo z ręcznika i rękawiczki. Miał dosłownie podobne przygody co ja – nie byłem z tym sam. Nie pozostawało wątpliwości, dlaczego jest moim dobrym kumplem, skoro nawet oddzielnie robiliśmy podobne rzeczy. Nasze kutasy cały czas naprężały bokserki, co jakiś czas on czy ja wskazywaliśmy na nie, bo nie dało się mówić o waleniu konia, bez wskazywania na głównego bohatera.

    Nie wiem jak długo rozmawialiśmy na ten temat, ale już coraz częściej ręka sięgała i masowała odstające kutasy. W trakcie tego on dla żartu pyknął mnie w jajko, któro wystawało – „A Ty co tak, albo je schowaj albo wyciągnij bo się zgniecie tak”. „A kiedy ostatni raz waliłeś” – zapytałem go. Od razu odpowiedział, że wczoraj. U mnie było podobnie – „Teraz mam chcicę, że też bym chyba sobie zwalił, szczególnie przy tym pornolu” – powiedziałem. „To wstawaj, wychodź i wal na trawę, żebyś nie nabrudził w namiocie” – odparł z rechotem Wojtek – „Staniemy na trawie i zwalimy, bo ja też mam chyba chcicę”. „A może zostaniemy w środku, bo ktoś nas przyuważy?” – odpowiedziałem – „Może byśmy je sobie pokazali?” – nie wiem znów skąd to pytanie pojawiło się w moich ustach. Taka ciekawość i podnieta chyba wzięły górę w tym wszystkim. Byłem w sumie ciekawy jak wygląda jego prężący się w gaciach kutas, jak sterczy, jakie ma jaja, czy też je goli tak jak ja. On milczał przez chwilę i wahał się – „Nooo, nie wiem…”. Patrzył na moje boksy i na swoje: „A myślisz, że kto ma większego?” – zapytał. Ja odparłem, że w sumie nie wiem – faktycznie nie myślałem o tym, nie miałem na celu wygrywać, który ma większego. „Ok, możemy tak zrobić, ale Ty pierwszy” – odpowiedział. Mnie zamurowało – wykiwa mnie pewnie cwaniaczek, ja wyciągnę, on go zobaczy i się rozmyśli – w końcu swoje osiągnie.

    Chwilę tak się licytowaliśmy, zaproponowałem, żeby jednocześnie to zrobić, ale wiadomo jak to wygląda. W końcu się zgodziłem – stwierdziłem, że nawet gdybym wyszedł na głupka, który rozbiera się przed kolegą to i tak musimy to raczej zostawić w tajemnicy… chyba. Zgodziłem się, ale zastrzegłem, że to zostaje między nami, a on od razu po mnie ściąga majty – zgodził się. Pełen napięcia wstałem z tej pozycji półleżącej i przyklęknąłem na kolana, on zrobił to samo, tak że klęczeliśmy przed sobą na odległości wyciągniętej ręki. Podciągnąłem koszulkę, i jednym pewnym ruchem zsunąłęm boksy w dół – mój penis, już twardy i gorący wyskoczył z nich jak sprężyna, od razu poczułem ulgę, jaja zrobiły się wolne i wisiały pod nim spokojnie. Sterczał prosto i mocno, grzyb był na współ odsłonięty i lśnił się od mokrej mazi. Automatycznie wziąłem go do ręki i zsunąłem skórkę – oh uwierzcie mi, jak ja to lubię… odsłonił się cały. Trwało to ułamki sekundy, Wojtek klęczał i patrzył się na niego. „Teraz Ty, dawaj” – wyrzuciłem do niego, bo chyba się ociągał. Spojrzał się na mnie „No dobra, to chyba ok” – powiedział z mały przekonaniem „Raz kozie śmierć”. On z kolei ściągnął całą koszulkę, uniósł kolano i zsunął boksy podobnie jak ja – jego pała też wyskoczyła jak moja. Był super, jego grzyb był już na wierzchu mokry, co było widać już po plamce na boksach. Widać, że jaja też golił, ale już trochę dawniej niż ja. Mój kutas sterczy prosto do przodu, jego unosił się wyżej w stronę brzucha pod kątem 45st. On też poruszał ręką po nim, odgiął głowę i westchnął „Ohhhh, faktycznie lepiej, jednak tego mi trzeba było… a tak się łamałem” – powiedział. Faktycznie we mnie już wszystkie wątpliwości odpuściły – stało się. Teraz patrzyłem na jego kutasa i na swojego, były blisko siebie sterczały w swoim kierunku i kapała z nich biała ślinka na nasze śpiwory – nie zwracaliśmy na to uwagi. Jego był wyraźnie mniejszy i nieco cieńszy, ale nie robiło mi to różnicy. Faktycznie trochę w myślach przez ułamek sekundy przeszło mi, szkoda że nie jest większy, bo jestem ciekaw jak taki się prezentuje, ale z d**giej strony mój samczy instynkt potwierdził moją dumę. Mój kutas ma 17cm, więc klasycznie, ale za to lubię jego grubość – kiedyś mierzyłem suwmiarką i ma całe 4,8cm średnicy, więc jego na oko mógł mieć może z 16cm. „I co teraz?” – odparł z uśmiechem. „Nie wiem, była mowa chyba o waleniu” – odpowiedziałem. „No to dawaj, zróbmy to tutaj, nie ma co czekać” – powiedział. Usiedliśmy do naszej pierwotnej pozycji, półleżąc koło siebie, włączyliśmy nowego pornola przed sobą i masowaliśmy pały – ale to było super. Oboje jęczeliśmy i wzdychaliśmy, jego miednica unosiła się co chwilę, odsłaniał porządnie grzyba, mocno ściskając swoją czerwoną pałę, ja obserwując to tylko sam się nakręcałem – mimowolnie swoją lewą ręką przechwyciłem jego kutasa, on się obruszył i prawie się poderwał, ale trwało to tylko chwilę sekundę, nie zdążył zareagować i z jego końca trysnęła cała sperma z jaj, z takim ciśnieniem że poleciało aż na moją nogę. „Coo… ahhhh… noooo ni…. Mmmmm” – nie wiem co chciał powiedzieć, ale nie mógł z rozkoszy. Wszystko jakby się zatrzymało, on opadł leniwie a ja 5 sekund po nim poleciałem tak samo z wielką fontanną wkoło siebie. „Ohhhh… mmmmmhmmmmm” – leżeliśmy tak przez chwilę jakby życie z nas uszło w tej spermie… „Coś Ty zrobił?” – zapytał się mnie na wydechu – „Chciałeś dotknąć mojego kutasa?”. Baaa, ja dalej go dotykałem w tej spermie go masowałem, on był chyba pod takim wrażeniem, że nie był w stanie tego ogarnąć. Co lepsze, wcale mu jeszcze nie opadł – był na wpół sztywny, dalej można było go masować. „No tak jakoś mnie naszło, nie wiem.. a coś źle zrobiłem?” – zapytałem. „Nie, nie wiem, chyba nie” – dodał ciężko oddychając. Pomyślałem, że to było ekstra… zwaliłem sobie i jemu jednocześnie praktycznie… jakie to było dziwne uczucie trzymać rękę na nie swoim kutasie, takim twardym i ciepłym… zupełnie inaczej. Dotychczas to uczucie miałem tylko na sobie, ale w tym układzie było bosko. Trzymać i walić kutasa, nie czując kiedy się dochodzi, tylko jechać ostro do samego końca, z finałem jak niespodzianka – jedyne co czujesz to na koniec ułamki sekund jak przechodzi dreszcz i czujesz pod palcami jak sperma strzela jak z armaty. Niebywałe uczucie… Zupełnie bez kontroli. Tak dyszeliśmy chwilę, wstałem na wpół zgięty, zacząłem się wycierać i ubierać. Musiałem zdjąć koszulkę, bo była cała od spermy. Kątem oka zobaczyłem, że on też podniósł pośladki i wsunął boksy, które miał u kolan. „Daj mi też ręcznik, bo całego mnie pobrudziłeś swoją krzywą akcją” – powiedział. Odwróciłem się zaniepokojony, ale nie miał wcale złej miny, jak mogłem sądzić z treści wypowiedzi – wręcz w sumie się uśmiechał. „No to dziś jest ważny dzień – jesteś pierwszą osobą która mi zwaliła konia, i to tego się nie spodziewałem” – powiedział Wojtek. „Oj tam, sam sobie waliłeś nie raz, to chyba ja jestem d**gą” – palnąłem głupi żart dla rozładowania chyba własnego napięcia. Nie wiedziałem, czy jest zły, czy nie… Ja bym nie był. Chyba, że tak lubi sobie walić, że zabrałem mu tą przyjemność.

    Ostatecznie nic na to nie wskazywało… zahaczyłem od razu o ten temat – „A to Weronika nie waliła Ci nigdy konia?” – zapytałem z ciekawością – „Nie, no coś Ty, a Ania Tobie?” – odpowiedział – „No parę razy się zdarzyło, szczególnie jak miała okres, robiliśmy sobie dobrze, albo w trakcie naszych nagich dni, parę razy się zdarzyło, że nie wytrzymałem naszych zabaw i poleciało coś na podłogę. Ja nie byłem jej dłużny, chociaż to już wymagało więcej pracy” – odpowiedziałem z uśmiechem. Faktycznie zdarzało się nam tak bawić, ale jednak to nie było to, robiliśmy to na tyle rzadko, że nie potrafiła tak dobrze mi zwalić jak ja sam sobie waliłem. Chyba do końca nie wiedziała o co w tym chodzi 🙂 Zwykle robiła to powoli, żeby dać mi więcej przyjemności, i czasem musiałem ją poganiać, szczególnie pod koniec, kiedy byłem już blisko wytrysku. „No to masz i mamy to za sobą, teraz już możesz to odhaczyć w swoim pamiętniczku” – powiedziałem zadowolony. Miałem to cały czas w głowie, że właśnie przed chwilą zwaliłem koledze Wojtkowi konia… do tego było to tym bardziej podniecające, że był to pierwszy jego raz. Usiedliśmy znów obok siebie, w tle dalej leciał ten sam pornol, miał się już ku końcowi, więc przewinęliśmy do spustu głównego bohatera. Wtedy też zaczęliśmy oprócz komentowania samej cycatej Gianny trochę śmielej komentować kutasa faceta – on to miał dopiero pytę, prostą, wielką i grubą, a spermy poleciała cała masa, tak, że ona całe cycki miała w białej ciepłej spermie i rozsmarowywała ją sobie po nabrzmiałych sutkach. „To co, chyba możemy iść spać teraz” – zapytałem – „Nie wiem, nie wiem, tak się zastanawiam” – odparł Wojtek – „Teraz ja jestem Tobie coś dłużny” – wypalił. „Chodzi Ci o walenie” – zapytałem głupio bez zastanowienia – „A o co innego, skoro mamy taki tematyczny wieczór” – odparł. „To może rano coś się uda nam wskórać” – odpowiedziałem z myślą, że w sumie nie mam już ochoty, upuściłem nieco spermy i chcicy, więc mogłem się położyć spać – „Nie no coś Ty, rano to już będzie po temacie pewnie i pójdziemy do domu… ściągnij jeszcze raz boksy, zobaczę jak leży”. Bez zastanowienia zsunąłem znowu boksy, bez krępacji, nawet się nie zawahałem. Na moich wielkich jajach leżał mały kutas, jeszcze nie opadł całkiem, ale był luźny. „Mogę?” – zapytał. Wiedziałem o co mu chodzi, to i się zgodziłem w sumie, czemu nie, byłem ciekaw jak to jest mieć jego rękę na swoim penisie – „Tak” – odpowiedziałem krótko. Wziął w rękę mojego małego i zaczął nim poruszać, masując jednocześnie jajka – nie trzeba było wiele czekać, zaczął się powoli unosić, powoli swoimi ruchami Wojtek zaczął odsłaniać mojego grzyba – było mi naprawdę dobrze i przyjemnie, mimo że przed chwilą się spuściłem. „I jak? Widzę, że jednak Ci się podoba” – powiedział Wojtek dokładając coraz więcej palców na mojego penisa, bo był już prawie postawiony. Pewnie gdyby robił to za pierwszym razem, tak jak ja jemu, od razu bym był polany, ale teraz mógł się nim bawić. Ja byłem dalej na leżąco. „Czekaj do odpalę jakiegoś pornola innego” – przerwał na moment, leżałem tak ze sterczącą pałą jak maszt, a on chwilę pogrzebał w telefonie i znalazł jakiś film, jak sądzę z Angelą White – była ona tam sprzątaczką… kolejna dobra cycatka mmmm… „Weź się połóż ja go rozruszam” – powiedział Wojtek z błyskiem w oku, widziałem, że jest żywo zainteresowany moim kutasem. Położyłem się na płasko a on klęczał obok mnie i walił mi konia, już w pełni twardego i znów śliskiego – nie wiem czy od pozostałości spermy, czy od nowej ślinki. Jego ruchy były łagodne, pełne, z góry na dół, po same jaja ściągał mi napleta. Leżąc tak widziałem od boku jak w jego boksach kutas stoi znowu i przeciska się do nogawki – „A Ty swojego nie wyjmiesz znowu?” – zapytałem – „Nie, po co, Ty już mi go zwaliłeś, to teraz ja Cię pomęczę” – „No tak, ale to była tylko chwila, a Ty teraz tutaj dajesz sobie upust, a ja leżę jak kołek” – odparłem – „No nie mów, że jak kołek, bo w końcu walę Ci konia, weź to skumaj lepiej, bo sam w to chyba nie wierzę” – dodał patrząc się na mnie – „Fajny jest taki twardy, chyba większy od mojego” – stwierdził czego ja się już wcześniej domyślałem – „Ile ma cm?” – zapytał. „Nie wiem, koło 17cm chyba” – odparłem. Chwilę taka wymiana zdań trwała, on rytmicznie zjeżdżał moją pałę. „Dobra, weź wyciągnij tego swojego, bo przecież zaraz się zgniecie, już go przecież widziałem przed chwilą” – wsadziłem mu rękę w tą nogawkę i zacząłem pieścić czubeczek, znowu był mokry, Wojtek nie protestował, dalej walił mojego. W końcu przerwał na moment, wstał trochę i zsunął te swoje mokre bokserki – „Ale nie dasz spokoju – tylko mnie nie zlej znowu” – powiedział uśmiechając się. „Ale to nie ode mnie zależy” – powiedziałem również z uśmiechem, oddychając już szybciej. Czułem, że już powoli, powoli będzie mi się zbierało, że jaja są gotowe do nowego wyrzutu spermy… „Jesteś blisko” – zapytałem go – „Bo ja już niedługo będę gotowy”. Nie odpowiedział po widziałem jaki jest skupiony – „No…. ta-ak… chy-yba… zaraz może” – wystękał oddychając głęboko. Ja przyspieszyłem ruchy, już pełną prędkością, może mimowolnie czując jak sam jestem blisko. „Wojtek zaraz… będę.. tryskał… czekaj…” – ale nie miałem ani siły, ani chyba chęci żeby zrobić coś więcej, widziałem zacięcie na jego twarzy, jak jechał ostro moją sterczącą pałę – to było właśnie to, Ania nigdy tak ostro tego nie robiła, on doskonale wiedział jak walić konia – te lata doświadczenia robią swoje. Czułem jak gorąco rozpływa się po moim ciele, już nie czułem, czy walę jemu też szybko czy wolno, unosiłem mimowolnie miednicę, wierzgałem nogami trąc o śpiwór, czułem jak zbliża się fala, a on dalej i dalej nie przestawał klęcząc przy mnie, moje jaja były tak napięte, a mnie przepełniało mocne podniecenie, przez chwilę przemykała mi myśl, że to kumpel mi wali konia… ale zamiast mnie to odtrącać bardziej mnie to jarało… „AHHHHH” – krzyknąłem i sperma poleciała w górę, po moim kutasie, po jego ręku – lało się jak z dogasającego wulkanu… prąd przeszedł całe moje ciało… ale zaraz… on nie przestawał – dalej walił go, ubijał pianę, sperma zrobiła się całkowicie biała. Jego kutas wciąż twardy, ja jego waliłem dalej jak tak dalej klęczał. Zaczął zwalniać i chyba zaczął czuć siebie, swoją pałę. Jego oddech był znów szybki i płytki, oparł się dłońmi o moje nogi w kucaka i ja leżąc prawie pod nim waliłem mu dalej pałę – wytrzymały był skurczybyk. Trochę mnie to niecierpliwiło, odsunąłem go i wstałem znowu na kolana przed nim, dotykałem jego kutasem mojego powoli opadającego, całego w spermie… co to się działo. Użyłem swojej spermy, żeby go nawilżyć, słyszałem jego oddech coraz szybszy… ależ on był twardy. Jechałem ostro całego grzyba, dzięki poślizgowi już nawet bez napleta, jeździłem bezpośrednio po główce, takiej twardej i nabrzmiałej. On zaczął powoli się osuwać na bok – „No kładź się” – wydyszałem, i położył się na boku dalej odgięty do tyłu… Już jęczał – do mojej głowy dochodziły różne myśli, ale nie dopuszczałem ich – „ale jest wytrzymały”, „co ja robię”, „ale mnie to podnieca”, „super kutas”, „czemu się nie spuszcza?”. Nagle chwycił moją rękę, aż się wystraszyłem, mocno ją objął i dopychał nią do końca, że uderzałem o jego jaja… I tak samo jak nagle ją chwycił w tych samych sekundach wystrzelił – podobnie jak u mnie, już za d**gim razem nie było tego tyle, ale jednak zdołał ospermić rękę i całe swoje jaja. Ja nie chciałem mu być dłużny, jechałem dalej, ale zabrał mi rękę – „Ooooo bosko… ale jazda…” – wydyszał.

    Uniósł głowę i spojrzał na całe pobojowisko. On cały w spermie, z bokserkami w kolanach, bez koszulki i wymęczonym wzrokiem. Ja bez bokserek, leżały na wymiętych śpiworach, które miotały się po namiocie w bezładzie. Pornol już się skończył przed chwilą, wcale go nie słyszeliśmy już. Opadłem na karimatę obok niego – „Ale jaja.. co my robimy” – zapytał z niedowierzaniem – „Nie wiem właśnie, ale chyba Ci dobrze” – odparłem z uśmiechem – „No pewnie, mam nadzieje, że rano nie będziemy tego żałować” – dodał – „No musimy sobie postanowić, że nie ma żali, a żeby to przypieczętować obowiązkowe walenie rano, przy drągalu porannym” – stwierdziłem.

    Nie, nie… Wcale nie poszliśmy spać. Gadaliśmy jeszcze długo po ogarnięciu spermy i śpiworów, i to wcale nie był koniec walenia tamtej nocy… Ale to w następnej części, bo już nieco przydługo.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar