Blog

  • Wyspa szczescia – 10.

    Część 10.

    Na imprezie nie pojawiły się „Bliźniaczki”. Ani jedna, ani druga zwyczajnie nie chciała dzielić się partnerką i była o nią zazdrosna… Kiedy reszta intensywnie bawiła się w pokoju Aldony i Agaty, Alicje zamknęły się w swoim i ten czas spędziły tylko we dwie. Od razu rozłożyły prześcieradło na jednym tapczanie, położyły się na nim i kochały. Nie przykryły się kołdrą ani kocem. Chciały widzieć siebie w trakcie seksu. Do tego również nie potrzebowały towarzystwa innych dziewczyn. Wystarczająco zaspokajały się nawzajem i były pewne, że dzisiaj Gabrysia nie wpadnie z jakimś chłopakiem. Wiedziały, że wybierała się na imprezę do Aldony. Po udanym, długim seksie, spocone, zmęczone i spełnione poszły pod prysznic, a potem położyły się na drugim pościelonym tapczanie. Tuliły się, głaskały, rozmawiały szeptem. Były szczęśliwe. Ich ręce nie mogły uspokoić się. Wyczerpane zasnęły przytulone do siebie.

    Rano ich sen zakończył intensywny dźwięk budzika w telefonie. Po wysłuchaniu radiowych wiadomości, przy zbyt głośno ustawionym radiu, wstały nagie i razem poszły pod prysznic. Odświeżone zaczęły przygotowania do wyjścia na śniadanie.

    *

    – Natka, chodź tu! – zawołała Aldi. Dziewczyna stała tuż za kocami, przy ścianie łazienki. Natalia posłusznie dotarła do niej. – Nooo, czas pobawić się młodą sunią – mruknęła Aldona.

    Natalia wydawała się speszona zaproszeniem. Mimo ciemności wyobrażała sobie starszą koleżankę. Wiedziała, że jest silniejsza, znacznie starsza, trochę wyższa, bardziej doświadczona, potrafi być agresywna. Te cechy Aldi przytłaczały Natalię. Stanęła przed nią i czekała.

    – No i co? – mruknęła kapryśnie Aldona. – Na kolana!

    Dziewczyna bez słowa wykonała polecenie.

    – Nadal czekasz? – Aldona była lekko zirytowana. Delikatnie chwyciła koleżankę za włosy i twarzą przycisnęła do krocza. – Popieść mnie – wycharczała. Była podniecona samą dominacją nad Natką. Teraz czekała na więcej.

    Natalia wysunęła języczek i zaczęła przesuwać nim po wargach. Była zaskoczona. Poczuła, że są wilgotne. Z ciekawości przesunęła języczek w dół i poczuła więcej wilgoci. Wejście do pochwy było mokre! Aldona była bardzo podniecona. Łagodnie przesuwała językiem po łechtaczce. Raczej muskała niż dotykała. Oddychała otwartymi ustami, ogrzewając ciepłym powietrzem krocze kochanki. Podniecona Aldi głośno wciągnęła powietrze. Wtedy Natalia oparła się dłońmi o uda kobiety i schowała języczek. Pocierała łechtaczkę wargami.

    Tak mocna pieszczota spowodowała, że Aldona głaskała ją po włosach tylko jedną dłonią, a drugą miętosiła własną pierś. Odchyliła głowę i oparła ją o ścianę. Na pewno nie myślała w tej chwili o Halinie i pięciu minutach. Natalia otworzyła usta i chwyciła łechtaczkę zębami.

    – Oj, suczko! Ostra jesteś! – cicho syknęła Aldona. Była zadowolona. Natalia wpiła się palcami w uda kochanki i delikatnie uciskała zębami łechtaczkę. Syk przeszedł w niski pomruk. Natalia nadal przesuwała zęby po łechtaczce, kąsając ją. Robiła to, coraz dłużej przyciskając zęby i coraz mocniej. Siłę nacisku zwiększała co kilka ucisków. Kiedy wydawało się, że Aldona opanowała podniecenie, do pochwy wślizgnęły się dwa palce. Głośny syk dał znać, że pieszczota jest skuteczna. Nogi dziewczyny były naprężone. Jedną ręką trzymała się ściany i drugą maltretowała pierś. Dwa palce wysunęły się z łechtaczki i wróciły trzy. Zaczęły przesuwać się jak tłok, wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły. Pomruk zamienił się w ciche buczenie. Natalia prawie gryzła łechtaczkę. Do pochwy weszły cztery palce. Były brutalne. Wchodziły dynamicznie, prawie jak uderzenie i wolno wycofywały się. Kolejne uderzenie i znowu powolne wycofywanie. Nigdy nie wiedziała jak bardzo zostaną cofnięte palce, żeby ponownie uderzyć. Każde uderzenie przybliżało do orgazmu. Rytm nie miał znaczenia.

    – Tylko nie przerywaj! Nie przerywaj! – myślała rozgorączkowana Aldona. Teraz zgodziłaby się na wszystko, byle kochanka dokończyła brutalnej pieszczoty.

    Nagle cztery palce zaczęły rytmicznie uderzać w pochwie, a Natalia, nieznacznie odchylając głowę ciągnęła zębami łechtaczkę. Aldona zawyła, wcisnęła pięść w usta, żeby stłumić wycie i mimowolnie ugięła nogi w kolanach, rozchylając uda. Natka puściła łechtaczkę i lekko ucisnęła ściankę pochwy palcami. Kobieta rzucała głową na boki i w końcu znieruchomiała. Po kilku sekundach wyjęła dłoń z ust i ciężko oddychała. Czułym gestem zmierzwiła Natalii włosy. Jeszcze trochę trwało aż w końcu odezwała się. Półprzytomnie spojrzała przed siebie i z wysiłkiem głośno wyszeptała:  

    – Laski, koniec zabawy z Halinką na wyłączność! – ramieniem i głową opierała się o ścianę. Ciężko oddychała, ale była zadowolona. Drugą ręką trzymała Natkę za włosy. – Kuźwa, mała ma fach w ustach! – gorączkowo zastanawiała się, jak ją na dłużej związać ze sobą. Już po zgrupowaniu.

    *

    Jak na komendę trzy dziewczyny odsunęły się od niej. Usłyszała tylko chichoty i szepty. Nie była aż tak nieatrakcyjna, jak błędnie interpretowała reakcję koleżanek, ale inne dziewczyny też chciały zabawić się z tymi trzema, więc na sygnał Aldony momentalnie zaanektowały je. Próbowała złapać jedną, ale tamta była szybsza. Ściągnęła więc apaszkę, jednak ciemności nie pozwalały rozpoznać dziewcząt. Niestety, latarka pod stolikiem nie ułatwiała zadania. Halina markotna siedziała na stoliku. Podeszła do niej jedna z dziewcząt.

    – Hej, poliżesz mnie? – szepnęła namiętnie. Po zapachu perfum czy dezodorantu nie potrafiła jej rozpoznać. Dotknęła ciała. Pogłaskała nieduże, jędrne piersi. Brodawki sterczały. Dziewczyna zamruczała w reakcji na ten gest i zanurzyła dłoń we włosy Haliny. Kobieta masowała łechtaczkę i pierś dziewczyny.

    – Poliżesz mnie? – zapytała ponownie. Tym razem szept był bardziej natarczywy.

    – Tak, ale później. Najpierw wsadź mi dłoń do pochwy, ale powoli.

    – Naprawdę?! – zdziwiony szept prawie przeszedł w pisk.

    – Tak, zrób to! – teraz Halina stawała się niecierpliwa.

    *

    – Laski! Wypad! – Aldi z wrodzoną grzecznością wyprosiła z łazienki dziewczyny, które zamierzały tam spędzić upojne chwile. Niechętnie wyszły do pokoju. Organizatorka imprezy zostawiła otwarte drzwi do łazienki i na moment otworzyła drzwi wejściowe. Jakaś postać szybko przemknęła do łazienki. Światło słabo docierało do pokoju. Nie minęła minuta. Światło w łazience zgasło i Aldona pojawiła się w pokoju. Podeszła do stolika, zatrzymała odtwarzanie muzyki i wróciła na poprzednie miejsce.

    – Uwaga! Dziewczyny! Obiecałam niespodziankę, nie? – wszystkie odwróciły się w jej kierunku. – Niespodzianka stoi za mną. To chłopak, który jest dzisiaj do waszej dyspozycji. Jest już nagi, założył gumkę i maskę, więc nie szarpcie go za twarz. Od kilku lat jest pełnoletni, na imię ma, powiedzmy, Adam. Nie pytajcie go, skąd jest, on też nie będzie pytał. Nie musicie podawać mu prawdziwych imion. W ogóle nie musicie z nim rozmawiać. Jakby co, więcej gumek jest w łazience. – Aldona wzięła głęboki wdech.

    Dziewczyny stały zaskoczone. Taka niespodzianka! W milczeniu słuchały koleżanki. Pomysł Aldony zdumiał je. Żadna jeszcze nie ochłonęła z wrażenia po informacji organizatorki imprezy o niespodziance. Czegoś takiego nie spodziewały się! No i jego wejście. One nagie, on nagi. Wszystkie próbowały dojrzeć i rozpoznać chłopaka.

    – Jasne, Adam. Już w to wierzę – szepnęła jedna z dziewczyn. Koleżanka głaskała ją po udzie. Nie wszystkie zamierzały rzucić się na chłopaka. Inna, rozbawiona komentarzem, potaknęła cichym mruknięciem. Chociaż nie rozmawiały o tym, każda przypuszczała, że jest jednym ze zgrupowania piłkarzy. Myliły się.

    – Gdzie tu jest woda? O, już wiem – spragniona Aldona rozglądała się, przytrzymując biust. Przy energicznych ruchach, kiedy była nago, sprawiał problemy. – O czym mówiłam? Acha, więc dzisiaj Adaś ma zaspokoić każdą, która będzie miała ochotę na seks z facetem. Spełnia nasze życzenia! Nie krępujcie się! Jeżeli się nie sprawdzi, wyprosimy go. Tylko pamiętajcie, nie mam zmiennika! Chłopak nie zna was. Nawet nie wie, ile jest tu dziewczyn z naszego zgrupowania, a ile z miasta i wczasowiczek. Wie, że wszystko ma pozostać w tym pokoju. Dziewczyny! On wszystkim na pewno nie da rady, więc do dzieła! Miłej zabawy!

    – Chodź tu, penisku! – cicho pisnęła jedna z obecnych.

    Aldi odwróciła się do chłopaka i solidnie klepnęła go w pośladek. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Mimo ciemności strzał był celny.

    – No, ruszaj ogierze na podbój potrzebujących! Już któraś wzywa ciebie – rozejrzała się w ciemnościach. – Przypominam! Nie zapalamy światła!

    Chłopak pod wpływem klapsa zrobił krok do przodu, zatrzymał się i cofnął:

    – Cześć, dziewczyny. Miło mi, że jestem z wami. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy zadowoleni. Która ma ochotę spróbować jako pierwsza?

    *

    Dziewczyny tuliły się w parach, ale wyczuwało się zaskoczenie, które przeradzało się w konsternację. Chłopak wśród nich! Bez żadnej zapowiedzi! Łał! Szok! Jego obecność zamiast ucieszyć, paradoksalnie onieśmielała większość z nich. Różnych rzeczy spodziewały się po Aldonie, ale nie były przygotowane aż na TAKĄ niespodziankę! Niektóre poczuły się nieswojo, stojąc nago. Dopiero po chwili uświadomiły sobie, że nie widzą go, a i on nie zdoła rozpoznać ich twarzy. Jednak żadna nie ruszyła w jego kierunku. Niektóre tuliły się do kochanek, udając, że nie są zainteresowane taką niespodzianką.

    O facetach rozmawiały wielokrotnie. No, prawie przy każdej okazji. Wszystkie już współżyły. Niektóre w prywatnych rozmowach dzieliły się intymnymi przeżyciami, opowiadając o facetach, z którymi były, ale chyba tylko Aldona uczestniczyła w seksie grupowym! Co innego taki seks z koleżankami, które nago oglądały po każdym treningu w szatni i pod prysznicem. Dobrze znały się, widywały się w zasadzie codziennie i pomysł wspólnego seksu uznały za ekscytujący, ubarwiający ciężki i monotonny obóz treningowy. Ale facet! Nieznajomy?! Dlatego stały i patrzyły w jego kierunku. Czekały na najodważniejszą spośród nich.

    – Coś takiego, same lesbijki! – mruknął z ironią „Adam” i rozglądał się, czy któraś nie zbliża się do niego. Penis nadal mu sterczał. – Tyle dziewczyn! I tylko ja! Marzenia się spełniają – pomyślał z radością. Nie musiał długo czekać na realizację kolejnego.

    W jego kierunku ruszyła jedna z dziewczyn. Po krótkiej rozmowie zostawiła swoją koleżankę, szybko podeszła, zatrzymała się przed chłopakiem, a po chwili wahania delikatnie chwyciła penisa.

    – Cześć. Noo, spory jesteś! – wyszeptała zadowolona Halina. W jej głosie bez trudu wyczuwało się podniecenie.

    – O, masz spore piersi. Super! – zrewanżował się i macał zachłannie. – I fajne ciałko. Lubię takie – puścił jedną pierś i pomacał pupę, a teraz wierzchem dłoni pocierał krocze, drażniąc łechtaczkę. Był równie bezpośredni. W końcu impreza miała jednoznaczny charakter. Anonimowa dziewczyna mile zaskoczyła go obfitym biustem. Takie lubił najbardziej, a jego partnerka była szczupła i miała drobne piersi. I znacznie mniejsze potrzeby seksualne niż on.

    Od razu zgodził się na propozycję Aldony. Widywali się codziennie. Kiedyś pogadali, potem spotkali się i po wszystkim uznali, że mają podobne… upodobania. W rezultacie owej znajomości dzisiaj z przyjemnością występował w roli „aktywnego” i jedynego gościa na tej imprezie. Właśnie cieszył swoje dłonie dotykiem tych sporych piersi. Jednak z tą dziewczyną coś było nie tak… Coś mu nie pasowało. Na razie nie potrafił tego wytłumaczyć. Jej namiętny szept nie ułatwiał rozwiania wątpliwości.

    – To fajnie, dzięki. Jestem… Alexis” – ucieszona komplementem jeszcze wypięła biust i śmiało stanęła w rozkroku. – Masz mnie wylizać. I dobrze nawilżyć. – Drugą ręką zmysłowo głaskała go po klatce piersiowej. Beskutecznie próbowała w ciemnościach dojrzeć szczegóły jego ciała. Pod dłonią wyczuwała twarde mięśnie. Chłopak musiał ćwiczyć. Ruchy dłoni, nacisk na ciało, masowanie penisa i próba przyciśnięcia bioder do jego ciała zdradzały ogromne pożądanie kobiety. Był szczupły, dobrze zbudowany. Tacy mężczyźni podniecali ją. Mąż nie dbał o sprawność fizyczną, w ogóle nie ćwiczył, dlatego sprężyste, umięśnione ciało nieznajomego działało na nią jak afrodyzjak. Nie byłaby w stanie oprzeć się takiej okazji.

    Chłopak bez słowa ukląkł na jedno kolano i językiem zaczął pieścić kobietę. „Alexis” wczepiła się dłońmi w jego włosy i już po chwili cicho stękała. Koleżanki stały i przyglądały się parze. Powoli zaskoczenie i konsternacja mijały. Większość była ciekawa i… też chciała spróbować! Na razie z ciekawością przyglądały się i próbowały kontynuować zabawę z koleżankami. Jednak seks tego anonimowego chłopaka z „Alexis” był tak podniecający! Niejedna już chciała być na jej miejscu. Właśnie naga dziewczyna ruszyła w kierunku oglądanej pary. Zaskoczone patrzyły na nią z ciekawością. Czekały. Impreza rozpędzała się.

    *

    Cdn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Dominacja w Bilgwater (League of Legends)

    Dla osób nie obeznanego z postacią Evelyn z League of legenda polecam przeczytać jej biografię przed przeczytaniem opowiadania zapraszam do czytania. Kolejna zimna noc nastała w Bilgwater, nic się nie zmieniło na tej wyspie przez wiele lat. Pijani ludzie imprezowali w najlepsze ciesząc się ilością znakomitych trunków i towarzystwem pięknych kobiet. Jednak w tym zapijaczonym mieście można było zobaczyć zakochaną nastoletnią parę spacerującą przez ciasne uliczki unikając wszelkiego niebezpieczeństwa. Jednak w cieniach tego tajemniczego miasta ukrywała się mroczna istota karmiąca się ludzkim cierpieniem. A jej imię brzmiało Evelyn. Nikt nie wiedział o jej istnieniu, to dzięki temu że jej ofiary nigdy nie uchodziły z życiem. Jej apetyt na ludzkie cierpienie wzrastał z każdą chwilą, kiedy tylko oglądała tą zakochaną parę. Chciała złapać ich obu lecz to byłoby trudne by uwieść dziewczynę swoją ludzką kobiecą formą. Lecz nie żywiła się przez prawie tydzień z powodu nie dawnej parady. Wszyscy się spili alkoholami i wszyscy kochali się z wszystkimi. Mimo że to byłaby idealna okazała by łapać ofiary nie dałoby by jej wystarczającej satysfakcji z powodu alkoholu który tłumił większość bólu. Chłopak który szedł z dziewczyną był wysoki, zbudowany jak typowy nastolatek, miał brązowe włosy i ciemno brązowe oczy. Z kolei dziewczyna miała długie rudawe włosy, smukłą twarz, nie posiadała dużych piersi czy dużych bioder lecz jej urok był zniewalający – pójdziemy do mojego domu?- dziewczyna złapała chłopaka z nadzieją że zgodzi się na propozycję – Możemy pójść – obaj skręcili w jedną z licznych uliczek idąc w stronę domu dziewczyny. Evelyn dalej śledziła swoje ofiary czekając na idealny moment by zaatakować. Zakochana parka w końcu doszła do miejsca docelowego i zmarznięci spojrzeli na siebie i się pocałowali. Obaj weszli do środka i zamknęli drzwi, w środku nie zamknęli okna dzięki czemu było widać idealnie co robią w pokoju. Nagle chłopak i dziewczyna zaczęli się namiętnie całować i zdejmować z siebie ubrania. Evelyn podniecona tym rozwojem wydarzeń podeszła bliżej by mieć lepszy widok na sytuację. Kiedy tylko ich zobaczyła poczuła coś nowego, nie czuła głodu by zadać komuś bul, lecz poczuła coś pomiędzy. Poczuła jak pomiędzy jej nogami jej pochwa zaczęła robić się wilgotna. Para leżała naga w łóżku kochając się jakby nie było jutra. Chłopak leżał na plecach trzymając piegowate biodra dziewczyny unosząc je w górę i w dół. Na jej nagich piersiach także widniały piegi dodając jej jeszcze więcej uroku. Evelyn nie mogła wytrzymać z podniecenia, z zachwytem przyglądała się jak wielki penis chłopca penetrował cipkę dziewczyny. Evelyn wzięła swoje palce włożyła je pomiędzy swoje czarne materiałowe slipki i zaczęła masować swoją cipkę. Chłopak rozdziewiczał cipkę dziewczynę jeszcze przez dwie minuty nim obaj doszli do orgazmu. Pościel na łóżku była mokra od potu i soków dziewczyny. Obaj położyli się obok siebie szczęśliwi że w końcu się kochali. Cipka dziewczyny była wypełniona spermą chłopaka i wyciekała na boki. Chłopak zmęczony po seksie poszedł do kuchni gdzie mógł napić się wody. Evelyn wciąż napalona na tortury i seks, znalazła w tym okazje by złapać chłopaka. Zmieniła się w swoją materialną formę dziewczyny, miała duże piersi z cienkim czarnym skórzanym stanikiem, miała też duże jędrne pośladki z czarnymi cienkimi slipkami przez co było widać jej cały tyłek. Jej palce miały długie paznokcie którymi mogłaby przeciąć mięso. Evelyn szybko skradła się za plecami chłopaka i delikatnie przeszła palcami po jego plecach. Chłopak przez chwilę zaskoczony zaniemówił widząc piękną formę kobiety – chcesz mnie chłopcze? – Wymawiając te słowa przejeżdżała palcami po swoich miękkich cyckach – Tak, jeżeli można – Chłopak oczarowany jej urodą nie potrafił kontrolować tego co wypowiadał – Jeżeli tak to wyliż moje buty – Chłopak jak najciszej by nie zrobić hałasu kucną i zaczął lizać czarne lateksowe obcasy – Evelyn podnieciła się tym jeszcze bardziej, chciała go posiąść w tej chwili, jednak wiedziała że została jaszcze dziewczyna. -Chłopcze? -Tak pani? Nie przestawał całować i lizać jej butów odpowiadając na pytania. -Chcesz mnie? Penis chłopca urósł natychmiastowo, był on długi i twardy zdolny zadowolić każdą kobietę. -Musisz coś dla mnie zrobić. -Dla mojej pani wszystko. Jej buty były nie mogły być już bardziej mokre od jego śliny. -Przyprowadź tu swoją dziewczynę i nic o mnie nie mów. Jak zachipnotyzowany wstał i poszedł do pokoju obok. Wrócił z nagą dziewczyną i stali obaj nadzy na środku pokoju. -Co chciałeś mi pokazać? Z cienia wyszła Evelyn stawiając uwodzicielskie kroki, ruszając biodrami na boki podeszła do dziewczyn czekając na jej reakcję. Dziewczyna tak jak chłopak zaniemówiła i zaczęła do niej powoli podchodzić. Dziewczyna wyciągnęła nieśmiało rękę i lekko zawstydzona zapytała – Mogę dotknąć? – Dziewczyna wskazała na jej piersi ukryte za taśmą. Evelyn była szczęśliwa że udało się jej ją uwieść – Oh dziewczynka lubi dziewczyn? – Rudawa dziewczyna zabrała rękę i zakryła nią swoje nagie ciało – nie ma czym się wstydzić – położyła rękę na jej policzku i przejeżdżała kciukiem wokół jej ust – Jednak jeżeli chcesz ich dotknąć, musisz być posłuszna – dziewczyna natychmiastowo klęknęła trzymając głowę na wysokość jej cipki i czekała na klęczkach jak posłuszny niewolnik- Dla mojej pani zrobię wszystko – Cipka Evelyn zrobiła się ponownie wilgotna i soki zaczęły spływać po jej gładkich udach. Evelyn patrząc z satysfakcją na klęczącą dziewczynę i stojącego w rogu chłopca zaczęła robić się kreatywna. Zobaczyła na ścianie cienką rybacką linę co dawało jej wiele możliwości. Dziewczyna jednak cały czas przyglądała się udom Evelyn i ściekającymi po nich soki. Evelyn wiedziała czego pragnęła, lecz musiała jeszcze chwilę poczekać, spojrzała na chłopca czekającego w rogu i z zazdrością patrzył na swoją dziewczynę która stała tak blisko swojej nowej pani. Widząc to Evelyn pokazała palcem na niego i kazała mu do nie przyjść. -Choć tu do mnie nie chłopcze. Chłopiec zrobił krok, lecz Evelyn odrazy go zatrzymała. -Na czworakach. Odrazu klęknął i położył ręce na ziemi i zaczął podchodzić do niej wolnym krokiem pod jej stopy. Gdy tylko zatrzymał się czekając na dalsze rozkazy położyła obcas na jego plecach. -Od dziś jesteś moim psem, od dziś obaj macie nazywać mnie swoją panią. Obaj dopowiedzieli chórem. -Tak, pani. Evelyn zdjęła obślinioną przez chłopca buta i wytarła go o jego tors. Kiedy skończyła go wycierać, sprawdziła gdzie jej soki dopłynęły. Jej soki dopłynęły aż do jej stóp gdzie zaczęły wypełniać buty, dziewczyna z uprawnieniem patrzyła na to ciesząc się jej bliskością. -Suko. -Tak pani? Usiadła na krześle, zdjęła buta i przyłożyła jej do twarzy. -Zliż moje stopy i pokaż jak bardzo jesteś mi wierna. Dziewczyna odrazu wyciągnęła język i zaczęła lizać jej stopę. Dziewczyna zlizywała słone soki i pot z jej gładkiej pięty. Przełykając każdą kropelkę soków swojej pani dziewczynie ponownie było wilgotno pod nogami. Evelyn zawarzyła ten szczegół i zaczęła tworzyć plan jak zadowolić się swoimi dwoma psami. -Psie. -Tak pani? -Przynieś mi tą linę. Chłopiec przeczołgał się po pokoju, złapał dwudziesto metrową linę zębami i wrócił do swojej pani. Odkładając linę pod same stopy dominy, Evelyn widząc jak nisko schylił się jej niewolnik położyła jej nogę na jego głowie dociskając ją do ziemi. -Pamiętaj psie, jeżeli się tylko zawahasz lub jeżeli mnie nie zadowolisz to popamiętasz gdzie jest twoje miejsce, rozumiesz? -Tak pani. Odłożyła nogę pod jego twarz. -Suko przestań lizać moją stopę. Dziewczyna nie przestawała lizać mokrej stopy Evelyn. -Suko kazałam przestać. Nie słuchała, dalej lizała stopy, dziewczyna odczuwała z tego dużą przyjemność i nie mogła przestać. -Dosyć. Evelyn złapała dziewczynę za włosy i pociągnęła ją do siebie. -Kazałam ci przestać suko, jeżeli nie rozumiesz może coś innego ci przemówi do rozsądku. Rzuciła ją o ziemię, złapała linę i obróciła dziewczynę na brzuch. Dziewczyna bez opierania się położyła ręce za siebie i czekała jak jej pani ją skrępuje. Podniecona tym dziewczyna pragnęła orgazmu. Evelyn spętała jej ręce za jej plecami łączą je z włosami od tyłu, przełożyła sznur również przez jej cipkę zakładając na nią szubienicę. Przez to jeżeli dziewczyna chciała ulżyć bul z ciągniętych włosów musiała zacieśnić szubienicę na szyi, a jeżeli chciała rozluźnić sznur na szyi musiała pociągnąć za włosy. Była to tortura która nie miała końca, Evelyn jednak związała ją tak by mogła w każdej chwili skrócić sznur przy jej cipce. -Pani to mnie zbyt poddusza. Evelyn uśmiechnęła się szyderczo, podziwiając swoje dzieło pociągnęła za sznur z pomiędzy jej piersiami zacieśniając sznur na jej szyi jeszcze bardziej. -To jest kara suko, nie masz tutaj głosu. Dziewczyna starała się złapać oddech kiedy jej pani ją trzymała. -Teraz czas na ciebie chłopcze. Chłopiec nadal na czworakach, podniósł głowę i z zawstydzeniem spojrzał na swoją spętaną dziewczynę. -To nie jest już twoja dziewczyna. Przykucnęła przed jego twarzą i pocałowała go w usta wsuwając swój język do jego buzi. Kiedy się odsunęła chłopak ponownie się podnieciła stawiając jego penisa na baczność. -Nie wyobrażaj sobie niczego psie, jesteś tylko moją psią zabawką, jesteś niczym, jesteś moją własnością. -Tak pani. Wzięła liną i jego też zaczęła związywać. Lecz wpierw kazała mu znaleść coś długiego i okrągłego. Chłopiec wrócił z drewnianą miotłą w zębach i podał pani do ręki. -Oh piesku to będzie dla ciebie coś bolesnego. Chłopiec niczego nie świadomy nadal przyglądał się dekolcie swojej pani. Mimo że starał się odwracać wzrok to Evelyn cały czas go przyłapywała. By przeszkodzić jego braku szacunku do swojej pani, zdjęła stanik ukazując swoje różowe sutki i przykryła nim jego oczy. -Pani dlaczego to zrobiła? Evelyn spojrzała na jego poirytowaną twarz i karmiła się jego cierpieniem. Cicho skradła się za jego tyłkiem i swoimi ostrymi pazurami przecięła gładko zakończoną część miotły i klęknęła przy jego odbycie. Był on czysty i nie miał żadnych włosów. Przejechała palcem wokół niego, chłopiec zaskoczony wzdrygnął ze strachu. -Bardzo ładne psie, pewnie je liżesz. Chłopiec tym się podniecił sprawiając że powoli sięgał ręką do penisa. Jednak Evelyn odrazy złapała go za tą rękę i wzięła ją za jego plecy. -Nie pozwoliłam ci się ruszać kundlu. Złapała również jego drugą rękę i związała za jego plecami. Złączyła również jego nogi by nie mógł chodzić. Połączyła jego ręce z nogami przez co był nie zdatny do ruszania się. Widząc jak zaczyna się przejaśniać na zewnątrz zaczęła przyśpieszać działania. Złapała sznur dziewczyny i przeciągnęła ją do kuchni. Dziewczyna starając się nie udusić szybko przybierała nogami, jednak czuła wszystkie nie równości przez swoje bose stopy co było kolejną torturą. W kuchni posadzka była z kamienia dziewczyna omal nie utraciła przytomności gdy przez ból w stopach musiała zwolnić. -Na ile starczy jedzenia i wody? Dziewczyna spojrzała badawczym wzrokiem po szafkach i szufladach. -Starczy nam na siedem dni pani. -Idealnie. Wzięła leżące na stole klamry i zaczepiła je o sutki dziewczyny. Dziewczyna omal nie krzyknęła z bólu ale Evelyn pocałowała ją tak samo jak chłopaka zagłuszając krzyk. Kiedy odchyliła głowę zawiązała tył sznura dziewczynki przywiązała go di słupa stojącego na środku kuchni. -Jak zapewne wiesz,twój chłopak jest związany na środku salonu. Nic nie widzi i nie słyszy naszej rozmowy. Linę jest idealnie wymierzone byś mogła zanieść mu jedzenie dwadzieścia centry metrów od niego. Był dać mu wody lub jedzeni musisz się poddusić, zobaczmy jak bardzo się kochacie. Wyciągnęła z szafy wszystkie kubki i talerze i wyrzuciła je do drzwi które zamknęła używając kluczyka obok. -Jedzenie musisz mu dostarczyć bez prośrednio do ust. Więc musisz włożyć jedzenie do ust i mu je przynieść. I kiedy zaczęła wychodzić o czymś sobie przypomniała. -Wychyl się jeszcze na chwilę. Dziewczyny się pochyliła a Evelyn włożyła drewnianego dildosa do jej cipeczki. Dziewczyna krzyknęła z zamkniętymi ustami starając się znieść ból. Evelyn wzięła linę i ułożyła ją tak by dildos nie wpadł. Schyliła się do jej ucha i szepnęła ostatnie wypowiedziane słowa, -Powodzenia. Klepnęła ją w tyłek i wyszła w stroę drzwi poruszając biodrami na lewo i prawo dziewczyna z rozpaczy że nie dostała tego czego chciał pobiegła do niej jednak lina pociągnęła ją pociągając jej włosy. Upadła i oglądała jak Evelyn znika w cieniu. CDN Jeżeli wam się podobało to napiszcie czy chcecie dalsz opowiadanie o Evelyn czy o tygodniu związanej pary.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin Kierszka
  • Maturzystka – 11.

    Część 11.

    Radzio jest już gotowy do spółkowania. Podnosi się, a ja kładę się na boku.

    – Teraz wejdź we mnie – mówię i jednocześnie zachęcająco unoszę nogę.

    Jest zaskoczony moją swobodą, ale zaraz uśmiech pojawia się na jego twarzy. Przysuwa się do mnie na kolanach, moją nogę opiera na ramieniu. Leżę taka rozwarta i bezbronna… Atrakcyjna dla oka i tania oferta dla jurnego samca. On to wie. Przez chwilę przygląda się mojemu ciału, jędrnym piersiom, szeroko rozłożonym nogom, różowym wargom. Jestem ładnie wygolona. Został tylko mały ‘irokez’. Widzi śluz przy wejściu do pochwy. Trudno. Już wie, że jestem podniecona. Pewnie potraktuje to jako komplement, dupek. Głaszcze moją młodą skórę pozbawioną zmarszczek. Penis pręży się, a twarz jego właściciela wyraża zadowolenie. W tej chwili matka nie istnieje dla niego. Jeszcze muska udo, maca jędrny pośladek, a potem schyla się, opiera na ręce i powolnym, ale płynnym ruchem wchodzi we mnie. Zadowolony patrzy mi w oczy. Moja noga na jego ramieniu przesuwa się, kiedy ten fiut wbija swojego kutasa.

    *

    – Ciesz się! Ciesz! Jeszcze zapłacisz za wszystko! – krzyczę w myślach. Dotykam łechtaczki. Teraz jest mi przyjemnie. Facet tak energicznie porusza biodrami, że muszę silniej uciskać łechtaczkę, bo on prawie przesuwa mnie na tapczanie, a dłoń strąca z mojego podbrzusza.

    Jestem mokra, on też. Trochę bolało, ale nic nie dałam po sobie poznać. Ależ mnie wypełnia! Jego członek jest spory, gruby, a jednak wszedł we mnie bez większych problemów. Rytm i rozmiar działają na mnie. Przymykam oczy. Rżnie mnie coraz szybciej. Zaciskam oczy i kurczowo chwytam narzutę. Zagryzam wargi. Nie mogę, nie potrafię dłużej milczeć. W końcu wyrywa ze mnie stęknięcia. Kiedy słyszy mnie, uśmiecha się.

    – Wiedziałem, że nie wytrzymasz – szepcze pogodnym głosem.

    „Chujek” matki wreszcie ma lekką zadyszkę. Stęka. Pewnie nie jestem zbyt wymagająca, ale on przyjął takie tempo, że musi zwolnić. Nie zwalnia. Nasze wilgotne ciała wydają charakterystyczny odgłos przy zderzeniach.

    – Nie powstrzymuj się. Ciesz się doznaniami. Nie marnuj okazji – szepcze pochylony nad moją twarzą. Wilgotnym językiem nagle muska ucho. Przeszywa mnie dreszcz. To było jak porażenie prądem, ale lekkie i przyjemne. Nawet bardzo przyjemne. Czekałam na następne. Szerzej rozłożyłam nogi. Nie powtórzył pieszczoty.

    Był silny. Każde uderzenie biodrami wstrząsało mną. Mimo takich wrażeń zapewnionych mi przez matkę, byłam bardzo podniecona. Jeszcze te szpilki… Tyle emocji i nowych doznań. Przeżyłam mały orgazm. Było super! Ciężko oddychałam. Głowę położyłam na ramieniu. Powoli wyrównałam oddech, odprężałam się. „Chujek” wyraźnie zwalniał, aż zatrzymał się.

    *

    – No, chujkowy Radzio ma już dość – pomyślałam z zadowoleniem. – Niech rżnie inne. Nie będę robić za jego kurwę. – Z odrazą myślałam o swoim planie upokorzenia kochanka matki, w którym moje ciało odgrywa tak istotną rolę.

    Fuck! To ci niespodzianka! Facet nie zmęczył się! Nadal klęczy i porusza biodrami w prawo, w lewo. Wykonuje jakieś koliste ruchy. Delikatnie porusza moimi biodrami. Penis dotyka ścianek pochwy. Te bodźce są inne niż w trakcie spółkowania. Wtedy to było rąbanie drewna, a teraz… Mimowolnie zaciskam powieki i znowu chwytam narzutę. Moja noga na ramieniu kochanka matki silnie dociska jego plecy. Nie zdaję sobie sprawy z siły tego nacisku.

    – Spokojnie, bo upadnę – ostrzega mnie rozbawionym, cichym głosem. Lewą dłoń opiera o tapczan, a prawą…

    – O, kurwa! – przestraszona słyszę w głowie mój krzyk, ale nawet nie drgnę. Nie chcę ruszyć się. Nawet trochę przesunąć. Zdobyta, nadal pokornie milczę. Palce jego prawej dłoni jeszcze przed chwilą głaskały moją ładną pupę, a teraz? Teraz wwiercają się do odbytu! Penis poruszający się w pochwie oszałamia mnie. Nie potrafię zaprotestować. Chcę, ale nie mogę. Palcem w odbycie gnój uciska penisa w pochwie! Doznania są tak silne… Facet doskonale wie o tym i w pełni korzysta z okazji. Jednak w końcu otwieram usta i słyszę swój przeciągły jęk. Nie wrzeszczę, nie protestuję. To jęk zaspokajanej i bezradnej, młodej dziewczyny. Znowu miałam lekki orgazm. Tylko pieszczoty, zero solidnego ruchania i kolejny odjazd… – Jeszcze! Jeszcze! Tak chcę!! – słyszę w mojej głowie. Nadal jęczę.

    Uśmiechnięty facet kładzie się za mną. Nie wyszedł, kiedy zmieniał pozycję. Nawet, gdy kładł się za mną, to ruchy członka sprawiały mi przyjemność. Wie, jak dogadzać kobiecie! Jestem zmęczona, odprężona i dość szybko wracam do rzeczywistości. Okoliczności mobilizują mnie. Znowu myślę racjonalnie. Powolne spółkowanie nie jest już tak podniecające jak wcześniej, więc panuję nad emocjami. Przynajmniej na razie. Muszę to wykorzystać.

    *

    Matka przez cały ten czas niespokojnie kręciła się na krześle. Czasami nerwowo spoglądała w naszą stronę. Udawała, że patrzy w okno, że bawi się ze zwierzątkiem. Nie czuła się komfortowo.

    – Nie dziwię się! – patrzę na nią. Nie wie o tym. Może dobrze, że nie jest tego świadoma.

    – Wezwij ją tutaj – łagodnie, ale stanowczo poleciłam gnojowi.

    – Kochanie, pozwól do nas! – bez zastanowienia spełnił polecenie.

    – No, kurwa! „Kochanie”! „Kochanie”?! Masz tupet, ty chuju! – wracam do wulgaryzmów, wściekam się w duchu, ale nawet nie drgnę. Nie chcę dać poznać po sobie, jak mnie zdenerwował. Niech rucha i cieszy się z pozornego spokoju. Na wszystko przyjdzie pora.

    Matka reaguje jakimś gestem, jakby chciała odepchnąć natręta i odwraca się tyłem do nas na krześle. Garbi się. Chłodno? Widzę jej nagie plecy i pośladki. Te ostatnie są nieco jaśniejsze niż reszta opalonego ciała. Zgrabnie ułożyła nogi, podkreślając ich smukłość. Musi podobać się mężczyznom. Jeżeli widzieli ją w saunie albo na basenie, to pewnie miała sporo propozycji. Zaczyna do mnie docierać, dlaczego tak chętnie wychodziła wieczorami na fitness albo na basen. No, i do sauny! Tata po całym dniu nie miał siły nawet na rozmowę ze mną. O kłótni nie wspomnę. A matka? Wszystko jasne…

    – Chodź do nas i usiądź na tapczanie – mówię poważnym głosem. To nie jest rozkaz, ale tonacja głosu zmusza matkę do reakcji. – Ogrzejesz się – zachęcam.

    Matka niechętnie podnosi się i podchodzi do nas. Z tą fryzurą naprawdę jej do twarzy. Nago też wygląda atrakcyjnie. Inni mężczyźni pozazdrościliby mojemu tacie, gdyby zobaczyli ją nagą…

    – Rucha ją tylko ten „Chujek”, czy inni też ją zaliczają? – nagle wpada mi do głowy takie pytanie. – Co jeszcze matka wyprawiała wieczorami pod nieobecność taty? Obiecałam sobie, że kiedyś dowiem się.

    Nerwowo gapi się na fiuta wbijanego w moją pochwę. Chyba nie takiego widoku spodziewała się w pokoju nastoletniej, jedynej córki. Leżę na prawym boku i z lekkim uśmiechem nieco odchylam lewą nogę. Niech sobie popatrzy. Jeszcze będzie miała sporo okazji, żeby napatrzeć się… Facet spokojnie porusza się we mnie. Jakby przygotowywał się do żwawszej akcji. Jemu nie przeszkadza matka dopingująca spółkującą z nim córkę. Wręcz przeciwnie. Chyba też ma ochotę pobawić się emocjami kochanki, chociaż jego intencje są zupełnie inne niż moje. Matka stoi nad nami i nie wie, jak zachować się. Rozgląda się za miejscem na tapczanie. Wypinam biodra i penis wypada z pochwy.

    *

    – Przyklęknij i obciągnij mu – polecam matce. Patrzy na mnie zaskoczona. Cofa się. Chyba jest przekonana, że przesłyszała się. Milczy, ale zaprzecza nieznacznym ruchem głowy. Czyli jednak zrozumiała. Przestraszyła się publicznego seksu? Ostro uderzam: – Rób, co mówię. Chcesz mieć spokój w domu czy nie?

    Szantaż odnosi skutek. Matka przyklęka, jeszcze przez chwilę mierzy mnie surowym spojrzeniem, jakby chciała upewnić się, że to nie jest żart ani test. Patrzę na nią martwym wzrokiem. Jej wzrok łagodnieje, spuszcza głowę, bez słowa bierze penisa w dłoń i wkłada w usta. Znowu spogląda na mnie. Czeka na jakiś gest aprobaty? Ignoruję ją.

    – Sam ocenisz, czy dobrze obciąga – instruuję kochanka. Kiwa głową i z zadowoleniem patrzy na matkę. Bez problemu przeszedł na ‘ty’. Matka występuje w drugoplanowej roli i nam obojgu to nie przeszkadza. Skompromitowana przed córką, poniżona przez córkę, obawia się zaprotestować. Jej los jest w moich rękach. Zależy od mojego kaprysu! A ona nie może nic zrobić.

    – Oj, Radzio chyba masz większe doświadczenie niż matka chciałaby wiedzieć! – konstatuję, ale nie wypowiadam ani słowa. „Dupek” z satysfakcją przygląda się pieszczotom matki i porusza biodrami. Posuwa matkę w usta! Bawi się jej włosami, a ona nie odrzuca jego dłoni. Woli być posłuszna niż szukać kolejnej okazji do sporu. W końcu nudzę się i decyduję:

    – Wsadź mi go!

    Matka wysuwa penisa z ust, oddycha dość ciężko i unikając mojego wzroku, wpycha penisa do pochwy. Facet rozpędza się i intensywnie rucha mnie. Dyszę. Prawie wbijam paznokcie w prześcieradło. Szukam oparcia dla mojego ciała, ale jestem też podniecona. Bardzo podniecona. Matka nieruchomieje w przyklęku i patrzy przed siebie. „Chujek” powierzchnią dłoni dotyka głowy matki i przyciska do mojego krocza. Czuję jej ciepły, szybki oddech.

    – Spróbuj teraz go polizać – kochanek szepcze z wysiłkiem.

    Matka unika wzrokiem naszych ciał. Jednak przesuwa głowę i próbuje lizać penisa. Angażuje się! Pieszczoty oralne podnieciły ich. Przerywam matce i każę ponownie obciągać fiuta. Zerknęła na mnie i bez słowa protestu spełniła polecenie. Potem znowu wkłada go we mnie.

    – Obciągnij, ale bierz głęboko! – poleca facet. Matka wyciąga kutasa i intensywnie pracuje nad nim, a mężczyzna stęka zadowolony z obsługi. Na polecenie ponownie wkłada go we mnie. Matka unika mojego wzroku, ale stara się jak najlepiej spełnić oralne oczekiwania kochanka. Chyba poczuła się bardziej swobodnie. Jeszcze dwa razy powtarzam manewr z oralnymi pieszczotami ku zadowoleniu Radzia i w końcu wysyłam matkę po alkohol.

    *

    – Kiedy wróci, spijesz ją – rzucam hasło w przestrzeń, ale dociera do adresata.

    – Ale… Ale po co? Dziewczyno, przecież… – Radzio jest zaskoczony. Jednak nie przerywa ruchania. Wychodzi mu to lepiej niż oddychanie.

    – Niech odreaguje ten dzień. Tak będzie lepiej dla niej! Wierz mi, znam ją.

    – Dobrze. Skoro tak chcesz – zgadza się chętnie i bez dalszych oporów. Kątem oka widzę uśmiech na jego twarzy. Chyba spodobał mu się pomysł zabawy z pijaną kobietą.

    – Właśnie tak chcę. Ruchałeś kiedyś pijaną kobietę? – nie potrafię powstrzymać się od wulgarnych określeń w odniesieniu do rodzicielki.

    – Eee, nie. Nie musiałem, ale koledzy korzystali z takich pomysłów. Kiedyś raz widziałem coś takiego. Nawet zabawny i podniecający widok. Kobiety różnie reagują na alkohol, więc może być fajnie.

    Zanim wróci matka z alkoholem, rucha mnie intensywnie. To trwa dłuższą chwilę, a ja nie potrafię odmówić. Przymykam oczy i znowu stękam. Kiedy zwalnia, otwieram oczy. Matka stoi z butelką i dwoma kieliszkami w ręku.

    – No, łyknij jako pierwsza. Daruj sobie kieliszki – wystękuję. – Radek, pijesz?

    – Nie, jestem samochodem – uśmiecha się.

    – Ja z tobą też nie będę pić. Nigdy – decyduję w myślach. Wyczekująco patrzę na matkę.

    Matka, z grymasem niezadowolenia, bierze łyk. Patrzy na nas jakoś dziwnie.

    – Zazdrosna? – zastanawiam się jedynie przez moment. – No, jeszcze jeden, ale porządny! – instruuję ją. – Za zdrowie męża! – złośliwie dodaję w duchu.

    Matka niechętnie łyka i próbuje odstawić butelkę. Kątem oka widzę twarz Radka, który przygląda się nagiej matce. Dla niego to atrakcyjna zamężna zwierzyna do wykorzystania. Porucha, ile będzie mógł i znajdzie młodszy model. Na przykład w moim wieku.

    – Radek – półgębkiem rzucam w jego kierunku, dyskretnie trącając wolnym łokciem.

    – Kochanie, jeszcze za mnie. I za nasze miłe spotkanie – zachęca kochankę.

    – Kurwa, kiedyś dojebię ci za to „kochanie”! Jak cię pizdnę za „miłe spotkanie”, to o ruchaniu nawet nie pomyślisz przez parę miesięcy! – myślę mściwie. – Jeszcze sobie powspominasz…

    Nie wychodzi ze mnie, ale kiedy matka przysiada na brzegu tapczanu, chwyta ją za głowę i wmusza alkohol. Trochę pije, ale mimo to czerwona strużka spływa po jej policzku. Trzyma butelkę w ręku i patrzy na nas.

    *

    – Pociągnij trzy solidne łyki, a wpuszczę ciebie na moje miejsce – patrzę w jej oczy. Zaplanowałam taki mały test.

    Matka po prostu patrzy na mnie i po chwili podnosi butelkę do ust.

    – Jola! Jola! – uśmiechnięty Radek cicho dopinguje ją i wymownie potrząsa zaciśniętym kciukiem. Cała sytuacja zwyczajnie bawi go.

    Po trzech łykach matka odejmuje butelkę od ust i jakoś dziwnie spogląda na mnie. Z ironią? I wówczas bierze jeszcze (!) czwarty, duży łyk! Odstawia butelkę i głęboko wzdycha. Teraz wyzywająco spogląda na mnie. Nie odzywa się. Czeka.

    – Proszę, obiecałam – głośno podkreślam i schodzę z penisa. – Matka aż tak jest spragniona seksu? Jeszcze?! Z obcym facetem?! I nie kryje się z tym! Dużo się dzisiaj o niej dowiaduję… – patrzę na nią w milczeniu. Teraz zaskoczyła mnie.

    Matka szybko kładzie się na moim miejscu na boku i chichocze cicho, kiedy „Chujek” przysuwa się, obejmuje ją i coś szepcze do ucha. Potem, od tyłu płynnie wpycha w nią penisa. Ona namiętnie wzdycha, łapie go za biodro i powoli zaczynają spółkować. Matka przymyka oczy, oblizuje i zaciska usta w wąską kreskę. Typowe dla niej, kiedy jest zdenerwowana. Albo podniecona. Po chwili rozchyla usta i stęka. Rysy twarzy łagodnieją, uśmiecha się. I stęka głośniej. Nie istnieję dla niej. Facet rucha ją w stałym tempie. Przykładam butelkę do ust matki.  

    – No, pij! – głęboko wkładam szyjkę butelki w jej usta i energicznie przechylam. Wmuszam dwa łyki. Krztusi się. Odpycha mnie. Wysuwam butelkę. Strużka alkoholu spływa matce po brodzie. „Chujek” rozsmarowuje ciecz po jej szyi i piersiach.

    Siedzę obok nich i patrzę jak kopulują. „Chujek” próbuje sięgnąć do moich piersi. Odtrącam jego dłoń. Mój gest przyjął ze zdziwieniem i rozbawieniem. Kiedy powtarza próbę, a ja reaguję tak samo, jego rozbawienie rośnie. Patrzy na mnie i przyśpiesza w matce, jakby chciał przede mną podkreślić swoje walory. Ona stęka jeszcze głośniej i silnie zaciska dłonie w pięści. Już zapomniała o mojej obecności albo przestała się krępować moją obecnością.

    – To dobrze – myślę mściwie. – Niech się przyzwyczaja. Przyda się.

    Rytmicznie kopulują. Matka napina mięśnie, wygina ciało. Nogi spazmatycznie przesuwa po tapczanie, jakby chciała uciec i wypina biodra do „Chujka”, a ten ręką, kolanem blokuje jej nogi. Zwalnia tempo. Teraz uderzenia stają się rzadsze, ale mocniejsze, głębsze. Ciągnie kochankę za włosy i w ten sposób napina jej całe ciało. Ona jęczy i pokrzykuje przy każdym uderzeniu penisem. Oddycha zachłannie. Skóra lśni potem, piersi drżą, leży naprężona, przechyla głowę.

    – Ładny widok – stwierdzam beznamiętnie. Nie stać mnie na więcej.

    Po kilku minutach zmęczona matka z przymkniętymi oczyma i twarzą wtuloną w narzutę jęczy z rozkoszy. Nie, teraz już nie jęczy. Rzęzi! Przeżyła mocny orgazm. Przygryza wargi, otwiera szeroko usta. Wierci się na penisie. Facet jest spocony, zdyszany i zadowolony. Jednak nadal nie wytrysnął.

    – Jasne, chce sobie jak najdłużej poużywać – przyglądam się matce. – No, nieee… Naprawdę nie ma innej, młodszej kandydatki do ruchania? – zastanawiam się, obserwując parę. Podnoszę głowę matki, lekko potrząsam. – Ej, napij się!

    Słysząc mój głos, otwiera oczy, patrzy na mnie półprzytomnie i próbuje sięgnąć po butelkę. Przystawiam butelkę do ust i powoli wlewam alkohol. Nie protestuje. Pije. Kilka minut później, solidnie ruchana i znowu obmacywana, już tylko bełkocze. Alkohol i wysiłek zrobiły swoje.  

    Bez słowa wstaję, idę do biurka, zabieram iPhone’a i podchodzę do tapczanu.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 11.

    Część 11.

    Aldona puściła muzykę, napiła się wody i ruszyła w kierunku pierwszej wolnej dziewczyny. Kiedy ją objęła i przytuliła, wiedziała, że ściska Pamelę. Taka burza kręconych włosów należała tylko do jednej w ich drużynie. Aldona skoncentrowała się na walorach ponętnej nastolatki. Na „Adama” więcej nie spojrzała. Już sprawdziła chłopaka. Kiedy opanowała usta kochanki, bezceremonialnie chwyciła ją za pośladki i przycisnęła do siebie. Czuły miękkość piersi i ciało partnerki dotykające łona. Zniecierpliwiona Aldi wstawiła nogę między nogi Pameli i pocierała nią łechtaczkę. W końcu Pamela nie wytrzymała, wczepiła się dłońmi w ramiona koleżanki, odchyliła głowę i zaczęła cicho stękać. Przymknęła oczy. Słysząc to, Aldi z satysfakcją uśmiechnęła się i zaczęła mocniej uciskać kolanem krocze koleżanki. Jednocześnie sama ocierała się o jej nogę. Namiętność opanowała ją i wtedy zachłannym gestem zgarnęła jej burzę włosów, przyciągnęła dziewczynę do siebie i zaczęła całować. Pamela puściła ramię koleżanki i chwyciła ją za pośladek. Wzajemnie pobudzały się i podniecały. Zapomniały o otoczeniu.

    – Aldona jest wszechstronna. Każdego potrafi zaspokoić – „Adam” uśmiechnął się, z podziwem bardziej nasłuchując niż obserwując koleżankę, kiedy usłyszał jęki jej partnerki. Pamiętał, jak go obsłużyła, kiedy świętowali swoje porozumienie.

    Aldi, zawsze spragniona seksu, wreszcie doszła. Mały orgazm wprawił ją w lepszy nastrój i ochotę na jeszcze intensywniejszy seks. Jej organizm reagował jak w znanym porzekadle, więc jej apetyt na seks rósł w miarę ’jedzenia’. Z kolei potrzeby jej koleżanki były nieco inne. Musiała być dłużej pobudzana i łagodnie. Tymczasem podniecona Aldi energicznym ruchem wepchnęła palce do pochwy Pameli. Ta, zaskoczona nachalnością koleżanki, odruchowo cofnęła biodra i otworzyła oczy, ale Aldi przycisnęła ją do siebie. Miarowo poruszała palcami w pochwie i na łechtaczce. Kiedy opór nastolatki zmalał, oparła głowę na ramieniu Aldony i postękiwała w rytm pchnięć jej palców. Odgłosy stały się bardziej namiętne i głośne, gdy do pochwy wszedł trzeci i czwarty palec. Jeszcze słabo próbowała opierać się:

    – Dość! Aldi! Już nie! Przestań! Nie dam rady! Proszę! To boli! – jej opór powoli malał. – Proszę! Prooszę… – Nie była w stanie ukryć podniecenia. Słowa wypowiadała coraz bardziej namiętnym i słabnącym głosem.

    – Spokojnie, maleńka! Nie narzekaj – zasapana i podniecona Aldona nie zamierzała ulegać protestom. Chyba właśnie protesty i opór dziewczyny podniecały ją. – Dasz radę, nastka… – Kciuk coraz mocniej uciskał łechtaczkę, wywołując głośne jęki kochanki i szybko przełamując jej opór.

    Organizatorka imprezy umiejętnie rozpychała pochwę i energicznie rżnęła nastolatkę, która teraz prawie całym ciężarem ciała wisiała na jej ramieniu, pochłonięta zbliżającym się orgazmem. Ruchanie palcami było coraz bardziej brutalne, szybsze i głębsze. W końcu dziewczyna krzyknęła, nogi ugięły się pod nią i bezwładnie zawisła na ramieniu Aldony. Wtulona w nią, zadrżała, wbiła paznokcie w jej ciało i głośno oddychała. Szlochała. Aldona poczuła wilgoć na dłoni. Orgazm z obfitym wytryskiem.

    – No, mała, to jest orgazm! – zachichotała jej do ucha. – Lubię takie oryginalne dziewczyny. Jeszcze zabawimy się. Obiecuję!  

    *

    Kiedy dziewczyna doszła do siebie, Aldona wyjęła z niej dłoń, zmusiła do klęknięcia i wylizania. Inne dziewczyny czasami spoglądały w ich kierunku. Nie były zaskoczone agresją Aldony, raczej były ciekawe reakcji Pameli, której dotychczas nie widziały podczas takiej zabawy. Nastolatka zrobiła to nawet chętnie i z uległą wdzięcznością. Lizała dłoń i znowu trzymała Aldonę za pupę. Ona z ulgą oparła się plecami o chłodną ścianę. Odpoczywała z wyrazem zadowolenia na twarzy. Ciężko westchnęła, a kiedy złapała oddech, rozsunęła nogi, lekko uginając w kolanach. Trzymając Pamelę za kark, wydała jej polecenie:  

    – Wyliż mi cipkę! Tylko dokładnie! – głaskała i szarpała włosy kochanki, ściskała kark i szyję. Nikogo nie zdziwiło, że dominowała nad delikatną, cichą Pamelą. Nastolatka nie protestowała. Nawet wówczas, gdy prawie traciła przytomność, ściskana za szyję.

    Taki widok nawet w ciemnościach, kiedy rozpoznawalne były jedynie zarysy ciał, dla wielu dziewczyn już był wystarczająco podniecający. Też chciały skorzystać z Pameli, ale żadna nie zamierzała wyrywać zabawki z rąk organizatorki imprezy. Widok był tym bardziej ekscytujący, że Pamela z natury była cichą, wycofaną osobą. Na boisku też niewiele mówiła, za to wyróżniała się przebojowością, energią. I oryginalną urodą! A teraz mogła mieć ją każda…

    *

    W końcu Aldona, głośno stękając przez zaciśnięte zęby, zaliczyła upragniony orgazm. Była zadowolona. Po raz ostatni zadrżała, kiedy przeszył ją jeszcze jeden słaby dreszcz, pamiątka po silnej rozkoszy. Westchnęła, wyprostowała się, przytuliła Pamelę:

    – Byłaś świetna! – pochwaliła ją. Nachyliła się do kochanki i konfidencjonalnie szepnęła do ucha: – Ej, przyjdziesz do mnie jutro po kolacji? Jeszcze zorganizuję jakąś parkę. Będzie fajna imprezka. Obiecuję… – musnęła ucho wargami.

    – Zastanowię się. Zobaczę – obiecała. Jednak ton głosu nie wyrażał ochoty na kolejne spotkanie. Przecież ta jeszcze nie skończyła się! Trochę obawiała się udziału w grupowej zabawie. Była nieprzewidywalna.

    Aldona chwyciła włosy dziewczyny, zamaszyście i dokładnie wytarła nimi pochwę, zmuszając kochankę do trzymania głowy blisko podłogi. To było takie poniżające… Ale Pamela robiła to wyłącznie dla kochanki, więc nie przejmowała się ani takim traktowaniem, ani widownią. Cieszyła się. Aldona solidnym szarpnięciem szybko podniosła nastolatkę. Włosy, wilgotne od śluzu Aldony, lepiły się do skóry poniżonej dziewczyny. W odruchu szczerego oddania i czułości przylgnęła do starszej kochanki, a ona bezceremonialnie wsadziła palec do jej pupy i mocno szarpnęła ciałem. Pamela jęknęła i ścisnęła pośladki. Aldona dalej wwiercała się do odbytu.

    – Idź się bawić, suczko. Jutro pogadamy o nas – patrzyła na dziewczynę, szarpiąc palcem jej pupę. Dziewczyna nie mogła odejść, gdyby chciała. Nie chciała.

    – Dobrze – szepnęła i delikatnie pocałowała Aldonę w ramię, potem w szyję. Stała na palcach, mimowolnie uciekając od agresywnej i nieoczekiwanej pieszczoty. Podświadomie obawiała się, że może spowodować ból. Gdy wreszcie chciała pocałować Aldonę w usta, ta płynnie wyjęła palec z jej pupy i wcisnęła go w usta kochanki:

    – Masz Pamcia, wyliż i posmakuj swojej pupci! – drugą ręką trzymała ją za kark, uniemożliwiając wycofanie się.  

    Dziewczyna posłusznie lizała palec, czule obejmując Aldonę. Chciała się do niej jeszcze przytulić… Jeszcze nigdy nie była tak traktowana. Po raz pierwszy doświadczała takiej przemocy i publicznego poniżania. Bo koleżanki przecież widziały ją! A mimo to była podniecona i skłonna dalej kochać się z Aldoną. Na jej warunkach. Dzisiaj już była jej posłuszna. Przed samą sobą przyznała, że rozkosz płynącą z seksu ceni sobie znacznie bardziej niż poniżenie w obecności koleżanek.

    – Jak chcą, niech patrzą – właściwie obojętne były jej wrażenia koleżanek z drużyny. – Też będą chciały spróbować.

    Kiedy „Kierowniczka” uznała, że już wystarczy takiej pieszczoty, wysunęła palec z ust nastolatki, odwróciła ją tyłem do siebie, objęła ramieniem, delikatnie klepnęła w pupę i nachyliła się do ucha:  

    – Przyjdź jutro po kolacji. Chętnie pobawię się tobą. Widzę, że tak lubisz – szepnęła, głaszcząc pośladek. Wyprostowała się i widząc, że podniecona Pamela nie rusza się, czule dodała głośniej: – No, spieprzaj do wygłodniałych lasek! Masz jeszcze „Adasia” do zaliczenia!

    *

    Pamela jeszcze nie była pewna, czy polubi takie zabawy, ale seks z Aldoną sprawił jej taką przyjemność! Nie spodziewała się tego. Przyszła tutaj bardziej z ciekawości i obowiązku niż dla zaspokojenia seksualnych potrzeb. Tak, z obowiązku, bo nie chciała, żeby potem jakaś dziewczyna wytykała jej, że wyłamała się. Wiedziała, że część dziewczyn lubi zaszaleć podczas zgrupowań. Tym razem postawiły na seks. Zresztą, nie po raz pierwszy.

    Ponieważ sam wygląd sprawiał, że oglądali się za nią rówieśnicy i znacznie starsi mężczyźni, więc początkowo udział w takiej imprezie uznała jedynie za ciekawe doświadczenie. Parę kobiet też proponowało jej seks. Na ogół były jednak znacznie starsze od niej, a przeczucie mówiło, że może to być dla niej bolesne doświadczenie. Trochę słyszała i czytała o takich związkach z nastolatką. Kiedyś koleżanka w liceum zwierzyła się z takiego doświadczenia ze znajomą swojej matki. Zaskoczyła ją brutalność znajomej. Koleżance podobało się wszystko, czego doświadczyła, ale Pameli odeszła ochota na takie zabawy. Odmówiła udziału w kolejnym spotkaniu koleżanki, chociaż usilnie ją prosiła. Owszem, była żądna nowych przeżyć, jednak również ostrożna i… na wszelki wypadek dotychczas odmawiała. Każdemu i każdej.

    *

    Pamela podeszła do stolika, nalała sobie trochę alkoholu i wychyliła jednym haustem. Trochę ją paliło, ale poczuła się lepiej. Przeżycia były takie… ekscytujące. Nagość, emocje, palce w pochwie, język na łechtaczce, kolano koleżanki uciskające krocze, rozkosz, poniżenie, pieszczoty odbytu, przemoc, włosy umazane w śluzie Aldony. Obrazy szybko przeskakiwały przed oczyma. I to wszystko jednego wieczoru! Zadowolona z doświadczeń, poczuła się zmęczona. Teraz tylko chciała wziąć prysznic. Miała apetyt na więcej seksu!

    – Łoł, ale jazda! – Pamela była pod wrażeniem seksu z Aldi. Rozglądała się po pokoju, obserwując seks koleżanek. Raz jeszcze nalała sobie alkoholu i piła małymi łyczkami. Jakieś dziewczyny podeszły do niej.

    – Pamcia, mamy ochotę spróbować z tobą – szepnęła jedna z nich. Nie zaczekała na jej odpowiedź. Wyciągnęła rękę i złapała ją za pierś. Druga chwyciła ją za pośladek. Przyciągnęły nastolatkę do siebie.

    *

    – Starczy! – „Alexis” przerwała pieszczoty. Głęboko westchnęła. Jej ciało przeszył dreszcz. Z trudem opanowała się. – Zerżnij mnie od tyłu – szybko odwróciła się i uklękła. Dłonie oparła o podłogę, odwróciła głowę i dodała: – Ale nie klękaj!

    Chłopak w ciemnościach odruchowo skinął głową. Przysunął się, ugiął nogi i od razu wszedł. Jednym ruchem wcisnął prawie cały członek. Wydarł z dziewczyny zduszony krzyk. Wiedział, że tak krzyczy zaspokajana kobieta. Wygiął biodra i zanurzył penisa do końca. Już zorientował się, czym ”Alexis” różni się od pozostałych imprezowiczek. Upewnił się, kiedy ponownie ją usłyszał. Ta dziewczyna była starsza niż inne dziewczyny. Przypuszczał, że była z miasteczka. Aldona uprzedziła go o mieszanym towarzystwie.

    – Ooo, taak… – wysapała podniecona „Alexis”.

    Chłopak na ugiętych nogach zaczął w spokojnym rytmie ruchać kobietę. Ta pojękiwała przy każdym uderzeniu penisa. Wchodził cały, aż po nasadę. Podniecony, mocno trzymał ją za biodra. Kilka dziewczyn odwróciło się i przyglądało, na ile to możliwe w ciemnościach, spółkującej parze. W ich gronie to była nowość. Pierwszy raz widziały ruchaną mężatkę. Jedyną w ich gronie. Kiedy „Adam” uznał, że już płynnie wchodzi, przyspieszył ruchy. Kobieta zaczęła stękać. Wyobrażał sobie kołyszące się obfite piersi, które przed chwilą macał. Z werwą uderzał biodrami o pośladki kochanki. Każdemu uderzeniu towarzyszył charakterystyczny odgłos. „Alexis” stękała coraz głośniej. Nikt inny nie zachowywał się równie głośno.

    *

    – Ja też tak chcę – podeszła Sandra i bez oporów przytuliła się do ramienia i biodra „Adama”. Tutaj nikt nie widział jej piegów, więc czuła się swobodnie. Chłopak coś sapnął, co odebrała jako aprobatę. Po chwili uklękła obok „Alexis” i wypięła pupę.

    – Zaraz – wystękał chłopak.

    – Nie! Teraz ja! – żywo zaprotestowała „Alexis”. Była bardzo podniecona. Jej głos brzmiał namiętnie.

    – Przygotuj dupkę, to wejdę w drugie oczko – zapowiedział z uśmiechem.  

    „Adam” wykonał jeszcze kilka energicznych pchnięć i wyszedł z kobiety. Ta jęknęła głośno i upadła na bok. Przeżywała orgazm. Niesamowicie podniecał ją seks z nieznajomym. Z jednej strony mogła wyobrażać go sobie takim, jakim chciała, żeby był. Z drugiej strony czuła się pewnie, wiedząc, że ciemności gwarantują im anonimowość.

    Chłopak nawet nie spojrzał na Halinę. Tym samym już nie dostrzegł, jak kobieta liże palec i wpycha do odbytu. Energicznie wszedł w Sandrę. Dziewczyna nie była przygotowana na taki atak i głośno krzyknęła. Więcej w tym krzyku było strachu niż bólu. Jej krzyk ochłodził zapędy chłopaka. Na moment znieruchomiał. Jego ruchy stały się ostrożne, powolne.

    – Ty! Mocniej! – ponagliła go Sandra. Przyspieszył. Opuściła głowę, a rozpuszczone włosy opadły i zasłoniły twarz.

    Po chwili koleżanki słyszały klapnięcia, jakie wydaje ciało uderzające o ciało. Stał za nią i ruchał dziewczynę w szybkim tempie. Trzymał ją za biodra. Wyczuł, że jest znacznie młodsza od poprzedniczki. Sandra miała 19 lat, była drobnej budowy, szczupła i kobieco szersza w biodrach. Pochylił się i oparł na jednym pośladku. Ledwo wytrzymywała jego ciężar. Wolną ręką chwycił drobną, ale jędrną pierś. Wyczuł twardą brodawkę. Ścisnął dwoma palcami, wywołując głośny jęk. Powtórzył ucisk. Znowu jęknęła. Jeszcze raz ucisnął. I jeszcze raz. Teraz miętosił całą pierś, słysząc stęknięcia zadowolonej dziewczyny. Wyprostował się i dalej ruchał w szybkim tempie. Klepnął „Alexis” w pośladek:

    – Jesteś gotowa?

    – Tak – odpowiedziała, nie przerywając rozpychania odbytu.

    – Świetnie – zadowolony skinął głową. Nikt tego nie dostrzegł. Jeszcze przez chwilę ruchał Sandrę. Wyszedł z niej, przesunął się i wcisnął penisa do odbytu wypiętej „Alexis”. Napotkał opór. Wchodził powoli, ale cały czas zagłębiał się. Kobieta nie protestowała. Kiedy większość penisa zanurzyła się w odbycie, zaczął ruchać „Alexis”. Klepnął Sandrę w pupę. Już nie stękała, ale nie zmieniła pozycji. Podniecona wierciła się. Z nadzieją czekała na powtórkę.

    *

    – Chodź tu – polecił chłopak Sandrze.

    Była zmęczona i oszołomiona spółkowaniem, dlatego nie protestowała i posłusznie przysunęła się na klęczkach. Piersiami przylgnęła do jego uda, dłonią trzymała pośladek.

    – Poliż mi jądra! – polecił zasapany.  

    Uklękła za nim i siadła na piętach. Pogłaskała go po nogach, dłonie oparła na pośladkach, schyliła głowę, przechyliła i chwyciła mosznę ustami. Delikatnie podtrzymywała ją palcami. Chłopak zwolnił ruchy, a Sandra trzymała mosznę w ustach, delikatnie liżąc ją. Ułożyła się na boku.

    Teraz chłopak wchodził w odbyt „Alexis” wolno, ale głęboko. Do końca. Kobieta stękała, przeżywając rosnące podniecenie i jedną ręką miętosiła pierś. W odruchu pożądania przycisnęła ją do ust. Lizała sutek i twardą brodawkę. Była taka szczęśliwa!

    – Chcę drugiego w pochwie! – krzyczała w myślach. Jeszcze nie odważyła się głośno przyznać do swojego pragnienia. Podniecona trzymała w zębach i prawie przygryzała sutek. Nie czuła bólu. Tylko rozkosz. Czystą rozkosz! Sięgnęła po drugą pierś i mocno ściskała.

    Za pośladkami Adama podążała głowa Sandry. Z jej ust zaczęła wyciekać ślina. Dziewczyna była bardzo podniecona i zadowolona ze stosunku. Teraz cieszyła się, że chłopak nie protestuje przy jej pieszczotach. Miała 19 lat, doświadczenia z kilkoma partnerami i każdy narzekał na jej zbyt ostre pieszczoty. Ten był pierwszym, który nie uskarżał się.

    *

    – Kiedy będzie jakaś zmiana? – szepnęła nieznajoma tonem wyrzutu. Ponieważ szeptała, więc jej nie rozpoznały.

    – Kolejna do naszego chłopaka – pomyślała podniecona Sandra. Była nieco zirytowana takim obrotem sprawy. – Ledwo zaczęłam spółkować, a tu już… – nie dokończyła myśli.

    Nieznajomy wysunął się z odbytu „Alexis” i wszedł w jej usta. od razu ruchał w szybkim rytmie. dotknął jej policzka, poczuł penisa i zaczął go uciskać. – Aldi uprzedzała, że może być kolejka – przypomniała sobie Sandra i jej pieszczoty stały się jeszcze bardziej agresywne.

    Chłopak syknął, ale nie zaprotestował. Palce wsunął we włosy dziewczyny i złapał głowę. Zaczął energicznie poruszać biodrami. Jednocześnie dłonią pocierał łechtaczkę „Alexis”. Kobieta nie zmieniła pozycji. Nadal sapała.

    – Dupa świetnie obrabia kutasa – stwierdził podniecony. Uderzał jeszcze mocniej.

    Dziewczyna zaczęła pojękiwać i szamotać się. Trzymał ją mocno za głowę i nie zwracał uwagi na coraz głośniejsze protesty. Ignorował uderzenia dłonią w biodra i krzyki, ale zareagował, kiedy uszczypnęła go.

    – Oła! Co jest? – znieruchomiał i zdziwiony spojrzał w dół.

    Zdołała wypluć sterczącego penisa z ust, który teraz opierał się o jej policzek. Znowu trzymała chłopaka za biodra.

    – Och! Nie rozumiesz?! To boli! Udusiłbyś mnie tym chujem! – wykrzyczała zduszonym szeptem. Pamiętała, gdzie są.

    – Sorki! Myślałem, że się podoba – był skruszony atakiem dziewczyny. Dziewczyna sapała, chłopak przez chwilę stał nieruchomo. Nie wiedział, co zrobić. I nagle wpadł na pomysł: – Ty, podnieś się! Spróbujemy od tyłu, a potem koleżanka ciebie zmieni!

    Dziewczyna podniosła się, mrucząc aprobująco. Nie miała wyjścia. Widziała, że inne przyglądają się i też chcą skorzystać z takiej okazji. Chwycił ją pod ramię i pomógł odwrócić się. Oparł dziewczynę o ścianę. Poddała się.

    – Ale nie właź w pupę! – zastrzegła się przestraszona. Patrzyła na niego surowo, ale w ciemnościach jej wzrok nie robił żadnego wrażenia.

    – Spokojnie! Normalnie ciebie wyrucham – zapewnił podniecony.

    Próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale był szybszy. Wymacał jej pupę, odchylił pośladek i wszedł w nią. Stęknęła i zadarła głowę. Spokojnie ruchał ją długimi uderzeniami. Kiedy dobijał do dna pochwy, dociskał ją penisem i poruszał biodrami w bok. Dziewczyna jęczała z zadowolenia. Już zapomniała o brutalnym rżnięciu w usta.

    *

    Celina niepewnie rozglądała się po pokoju. W końcu przyzwyczaiła oczy do ciemności i zdołała odnaleźć Jolkę. Jej ochrypły głos bez trudu torował jej drogę. „Demi” była znana ze swego charakteru. Nie była wulgarna ani agresywna jak Aldi, a jednak nastolatki i starsze dziewczyny liczyły się z jej zdaniem. Czarnowłosa, szczupła, proporcjonalnie zbudowana, efektowna kobieta stanowiła obiekt pożądania wielu mężczyzn, ale była dość wybredna. Tak przynajmniej powszechnie sądzono. Wyglądała bardziej dojrzale niż na swoje 21 lat, stąd starsi mężczyźni chętnie nawiązywali z nią kontakt. Kiedy dowiadywali się, ile ma lat, cześć z nich przezornie rezygnowała. Strojem i makijażem umiejętnie podkreślała swoje walory. „Adam” spojrzał w jej kierunku i zachwycił się widokiem długich, prostych, czarnych włosów opadających na nagie plecy. Światło padające z ulicznej lampy podkreślało jej smukłą sylwetkę.  

    – Ależ to dupa! Muszę ją mieć! – obiecał sobie chłopak zafascynowany widokiem. Pod koniec imprezy, syty licznych wrażeń, zapomniał o swój obietnicy.

    „Demi” nieświadoma wrażenia, jakie wywarła na chłopaku, upewniła się, że dotarła do właściwej dziewczyny. Objęła Jolę ramieniem, naciskając jej piersi. Nachyliła się, głośno pocałowała w płatek małżowiny i wilgotnym językiem musnęła wrażliwą część ucha. Dziewczyna skuliła się pod wpływem pieszczoty. Podnieciła ją. Już wiedziała, kto zabiega o jej względy. Była dumna, że nieco starsza i atrakcyjna koleżanka wybrała właśnie ją. I była ciekawa seksu z kobietą. Chciała spróbować, a wypity alkohol dodał jej odwagi.

    – Och, Demi – szepnęła namiętnie. Była zadowolona z jej pieszczoty. Sama nie byłaby aż tak śmiała. Próbowała odwrócić się, żeby zareagować na pieszczotę koleżanki, ale ta bezceremonialnie wsadziła palec w jej pochwę. Drugą dłonią delikatnie chwyciła za pierś i zaczęła ją miętosić. Wreszcie chwyciła brodawkę i pocierała ją. Zaskoczona Jolka na początku nawet nie odezwała się. Kiedy pieszczoty jednak zawładnęły nią, przymknęła oczy, chwyciła starszą koleżankę za kark, odchyliła głowę do tyłu, opierając na jej ramieniu i już po kilkunastu ruchach palca w pochwie ciężko oddychała. Zapomniała o skrępowaniu. Na plecach czuła piersi „Demi”. Oddała się kochance, a ta do pochwy wepchnęła dwa palce. Rozkraczona Jola wolną dłonią masowała pierś. Czekała na swoją kolej.

    – Brakuje nam tylko solidnego dildo o dwóch końcach – trzeźwo oceniła sytuację „Demi”. – Zadowolona? – szepnęła kochance do ucha.

    – Taak… Rób tak dalej!

    *

    Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 48 Oskalpowana dziewczyna

    Zwróciłem na nią uwagę, gdy przecięła mi drogę zbiegając do wody. Zmęczony kotylionową imprezą dałem sobie dzień wolny od ruchania, i żeby nie ulec pokusie, wybrałem na ląd, jak nazywaliśmy na S’Espardell Ibizę. Pokręciłem się wpierw po Dalt Vila, starym, zabytkowym mieście wpisanym na listę UNESCO, jakoś wcześniej nie było czasu na zwiedzanie. To prażąc się wśród wygrzanych słońcem murów, to schładzając w miejscach, gdzie słońce jeszcze nie dotarło, odkrywałem uroki wąskich, brukowanych uliczek, nasyconych zielenią i kwieciem urokliwych podwórek… wszystko do przesady słitaśne, specjalnie dla turystów. Nasyciwszy wzrok kupą starych kamieni (niczego nie odmawiając zabytkom Ibizy) zacząłem go jednak coraz częściej kierować ku równie wdzięcznie zbudowanym obiektom, tyle że o niebo młodszym. W zwiewnych, przewiewnych sukienkach odsłaniających opalone, szczupłe uda, a czasem i trochę więcej, często bez staników, zawsze w jakimś towarzystwie. Oczywiście to były tylko rodzynki we wciąż rosnącym ludzkim cieście. Ale za to jakie! Stopniowo jednak tłok zelżał, zbliżało się południe, turyści pochowali się w licznych knajpkach, kafejkach, pod parasolami. Albo po prostu uciekli na plażę. O właśnie, plaża. Dotarłem tam spocony i nieszczęśliwy, zapomniałem już,  jaka to męka chodzić w ubraniu w tym klimacie, wystarczyło te parę dni. Rzuciłem się do wody, przyzwoicie, w kąpielówkach, to była zwykła tekstylna plaża. Odświeżony, ruszyłem brzegiem morza.

    Jak powiedziałem, zwróciła moją uwagę. Z falującym za nią w wietrze od morza czarnym welonem długich, gęstych włosów prześwietlonych słońcem; miałem ją pod słońce. Zjawiskowa. No dobrze, nie popadajmy w romantyczną przesadę – była zdecydowanie najlepszą dupą w zasięgu wzroku, jeśli nie na całej plaży. Przynajmniej, gdy tak biegła. Zatrzymałem się, odprowadzałem wzrokiem.

    Nie odeszła daleko w morze, pluskała się tuż przy brzegu, a to w jaki sposób się pluskała mogłoby służyć do gorącej sesji fotograficznej. Zaległem nieopodal na piasku spuszczając ją z oka tylko na tyle, by zauważyć, że jeszcze kilku facetów nie spuszcza z niej oka. I to pewnie spuszczając się w piasek z wrażenia, gdy tak wciskali weń przyrodzenia. Bo też i dziewczyna,  na oko szesnastka, miała wrodzony dar do prowokowania mężczyzn, kipiała wręcz seksem, a ciało miała, jak bogini. Długie, jeszcze dłuższe bo mokre, włosy kleiły się w strąkach do jej ciała, do nagich pleców, ramion, do piersi przyobleczonych w zupełnie w jej przypadku zbędny stanik. Moim zdaniem te piersi wyglądałyby o wiele lepiej nagie, z sutkami prześwitującymi spomiędzy oblepiających je mokrych włosów. Mógłbym wtedy rozgarnąć włosy językiem, liżąc je całe, potem skupić się na sutkach, sprawić by… Dość! To będzie potem (taką mam nadzieję), teraz jest teraz.

    Po paru minutach tego darmowego pokazu wręcz oczekiwałem, że na koniec podejdzie do nas i rozda wizytówki , czy zaproszenia na jeszcze gorętszy pokaz, już nie darmowy, na którym pokaże dużo więcej.  Skończyło się inaczej; podszedł do niej jakiś facet, powiedział coś gniewnym tonem, odwrócił i wyszedł na brzeg. A ona za nim. Ani chybi tatuś, zazdrosny o córeczkę i wkurwiony. Dziewczyna ruszyła za nim, raczej niezbyt przejęta ochrzanem. Na pożegnanie poprawiła jeszcze majteczki, które zsunęły się częściowo z pośladków wrzynając w rowek. Zrobiła to w ten sposób, że najpierw  schowały się w nim całe i pewnie nie ja jeden wolałbym, żeby w nim zostały. Ale nie, pokazawszy nam pupę w całej krasie, pannica naciągnęła je na cały tyłek. Tylko bojaźń boża przed ojcowskim gniewem mogła tłumaczyć tak nietypowe wobec jej wcześniejszego zachowania postępowanie.

    Ruszyłem za nią jako jedyny, pewnie pozostali widzowie mieli nie dość odwagi, albo chwilowo zbyt wiele w gaciach, by oderwać biodra od piasku. Też bym miał, gdyby nie ostatnia noc… Ruszyłem ostrożnie, świadom konsekwencji, jeśli strażnik jej cnoty mnie przyuważy. Ale nie przyuważył. Za to ona tak.

    Stoi teraz ze spuszczoną głową, przechodzę obok i słyszę, jak stary ją opieprza. Po polsku. Jak to często na Ibizie. Gdy, oddaliwszy się na bezpieczną odległość, odwracam głowę, napotykam jej wzrok. Z jakimiś ciuszkami w ręce zmierza do… przebieralni?

    Tak, zerka na mnie jeszcze, mija, odwracam się, znów podziwiam jej zgrabną dupę, a po chwili już tylko łydki. Typowa plażowa przebieralnia skrywa resztę. Teraz szybko, zanim się rozbierze! Zatrzymuję się w wejściu, nie chcę jej przestraszyć. Ale i nie zamierzam tracić czasu.

    – Współczuję opalenizny.

    – Eee… coś z nią nie tak? – Dziewczyna spogląda na swój pięknie przybrązowiony brzuszek.

    – Widziałem twój tyłeczek, gdy hmm… poprawiałaś majtki wychodząc z wody. Jest wprawdzie olśniewający, ale i olśniewająco biały. Twoich piersi wprawdzie jeszcze nie widziałem, ale…

    – Jeszcze?! – Przerywa mi gwałtownie, a jej piersi unoszą się gwałtownie, gdy nabiera powietrza. Jest wyraźnie poruszona.

    – …ale założę się, że wyglądają podobnie. Dwa śnieżnobiałe pagórki, każdy zwieńczony różowiutkim sutkiem, taką wisienką na torcie. Twój chłopak lubi takie kontrasty?

    – A ty nie? Poza tym nie mam chłopaka. I… śmiało sobie poczynasz!

    – Jak i ty. Byłaś, jak ta viagra, tam w wodzie.

    – Jak viagra?

    – Gdy wchodząc do baru woła: stawiam wszystkim!

    – Strasburger by się wstydził!

    – To aż taki suchar? Wybacz. Jesteś tu tylko z ojcem?

    – I z mamą. Ale musiała wracać, nie miała tyle urlopu. A ty?

    – W licznym towarzystwie. Zatrzymałem się w hotelu na S’Espardell.

    – Podobno to raj naturystów, naprawdę można się tam dostać tylko nago?

    – Bez przesady, można się rozebrać na miejscu. Ale fakt, to raj nudystów, dlatego tam jesteśmy, my i nasze dziewczyny.

    – Czyli masz dziewczynę?

    – Mam, tę jedyną, ma na imię Ala.  Ale mogę mieć każdą z nich. A każdy z mych przyjaciół może mieć Alę. Lubimy wspólne igraszki i swawole.

    Przez chwilę dziewczyna nie wie, co powiedzieć. W zamian ślicznie się rumieni.

    – To co tu robisz? Mając do dyspozycji tyle pięknych, chętnych i już nagich dziewczyn?

    – Odpoczywam po wyjątkowo wyczerpującej imprezie. Poza tym te wszystkie piękne dziewczęta nie wzięły się znikąd.

    – A, to dlatego mnie zaczepiłeś, masz mnie za kandydatkę do swojego haremu!

    – Ależ skąd! Jestem jak najdalszy od myśli, by zaciągnąć cię na S’Espardell, omotawszy wprzód pięknymi słówkami i przelecieć wspólnie z kumplami jeszcze dzisiejszego wieczoru.

    I wyszczerzam zęby w uśmiechu, który gruntownie zaprzecza mojej, i tak wątpliwej, deklaracji.

    – Dzięki za szczerość. Nie jesteś pierwszym, który próbuje, ale najwyraźniej korzystasz z innych poradników.

    – Poradników?

    – Tych dla początkujących podrywaczy.

    – Przyłapałaś mnie!

    – Ha! I co tam jeszcze wyczytałeś? Masz w zanadrzu więcej takich tekstów?

    – Mam, ale nie pasują do sytuacji.

    – Sam nic nie wymyślisz? Tak obiecująco zacząłeś…

    – Wolę przejść do następnego rozdziału.

    – Pod tytułem?

    – Kontakt fizyczny pierwszego stopnia. Porady praktyczne.

    Nie protestuje, gdy obejmuję ją w pasie i przyciągam do siebie. Przeciwnie – uniesioną nogą oplata moje uda. Śmieje się.

    – Teraz powinieneś mnie pocałować. Scena, jak z romansu, nie uważasz?

    – Z gorącego romansu – tyle zdążę powiedzieć, nim nasze usta się zetkną. Zetkną i z miejsca wpiją się w siebie. Moje dłoń na jej gładkim udzie. Nim skończy się pocałunek, zdąży zawędrować pod te obszerne majtki, skrywa tam taki jędrny tyłeczek…

    – Uch! – Łapie oddech – To miał być pierwszy stopień!

    – Chyba pomyliłem rozdziały…

    – Cóż, cofać się do poprzedniego nie ma większego sensu, skoro już tak śmiało sobie poczynasz.

    – Gdybym sobie śmiało nie poczynał, stałbym teraz w domu pod natryskiem z namydlonym członkiem w dłoni i marzył o takiej dziewczynie, jak ty.

    – Hihihi… Ja sobie mogę tylko pomarzyć o chłopaku…

    – Pewnie marzysz o nim z palcem na łechtaczce?

    – Z palcem na łechtaczce wymyślam, co z nim robię.

    – Chętnie bym posłuchał. I popatrzył. Tylko czasu brak, pamiętasz, po co tu przyszłaś?

    Zamiast odpowiedzieć, szybko zdejmuje majtki i stanik. Ma u mnie punkt za kolejność. Lecz nie sięga po sukienkę, sięga po co innego.

    – Masz, co chciałeś – mówi, ściskając mnie przez kąpielówki. – Te twoje kontrasty.

    – I apetyczne wisienki. Zdradzają cię. Wyraźnie urosły.

    – Nie ty jeden się podnieciłeś. Mogę?

    – Możesz.

    Wiem, o co pyta, a ona wie, czego chce. Kąpielówki już nie przeszkadzają.

    – Pierwszy raz widzę na żywo – mówi. A potem – pierwszy raz mam w ręce.

    – Ściśnij mocniej!

    – Jaki twardy! Z zewnątrz aksamit, a w środku… One wszystkie tak?

    – Podoba mi się twój rumieniec, gdy o to pytasz. Ściśnij mocniej, to odpowiem.

    – Auć!

    – Przepraszam, przepraszam…

    – Żartowałem, ścisnęłaś w sam raz. A odpowiadając na twoje pytanie – w twojej dłoni wszystkie byłyby takie. Przesuń po nim dłonią, w górę i w dół… dobrze… jeszcze raz. I jeszcze. Nie przerywaj.

    Dziewczyna wali mi konia, pierwszy raz w życiu wali, pierwszy raz ma kutasa w ręce, nie skłamałem, każdy w takiej sytuacji byłby twardy.

    – Dlaczego akurat w mojej dłoni jest taki sztywny? Jak kość, przecież tam nie ma żadnej kości, wiem z biologii.

    – Bo jesteś dziewicą, bo pierwszy raz masturbujesz faceta, ba, pierwszy raz w ogóle widzisz wzwiedzionego członka na żywo. Bo masz… szesnaście lat? Wystarczy?

    – Ech… – Dziewczyna wyraźnie smutnieje – To wszystko przez mojego kochanego tatusia, gdyby nie jego… nadopiekuńczość, już dawno bym… ech!

    Milknie. Wyraźnie się zawstydza, przyznając do swych marzeń. Nawet jej dłoń zastyga w bezruchu na moim członku.

    – Rozumiem, że to taki pies ogrodnika.

    – Czuję, że nie do końca. Czasem tak na mnie patrzy… Wiesz, nie wiem, co mnie naszło, żeby opowiadać obcemu takie rzeczy.

    – Może właśnie dlatego, że jestem obcy? Taki telefon zaufania. Wyobraź sobie, że trzymasz w ręku mikrofon. Mnie tu nie ma, mówisz do mikrofonu.

    Dziewczyna ściska mikrofon mocniej, nachyla się nad nim.

    – No dobrze, mam mówić dalej?

    – Najpierw poliż mikrofon.

    – Hahaha… Kolejna rzecz, którą zrobię pierwszy raz w życiu.

    I liże. Podoba mi się, że robi to bez wahania. I nie jest to bynajmniej zdawkowe liźnięcie. Prawie dochodzę.

    – Ojej, cały zaśliniony!

    – To dobrze, będzie mi przyjemniej.

    – Czuję się trochę, jak uczennica – mówi, dodając więcej śliny. Rozprowadza ją dłonią po całym trzonie. – Tak dobrze?

    – Pojętna dziewczynka! To co jest nie tak z tym psem?

    – Psem? Aha, no tak, widzę, jak na mnie patrzy… Pożądliwie. Widzę, jak zerka na moje nogi, czasem słyszę jakieś dziwne odgłosy za drzwiami łazienki…

    – Ale nic wprost?

    – Niczego takiego nie próbuje. Ani nie mówi, żadnych aluzji. Spróbowałby przy mamie!

    – A teraz wyjechała…

    – Do tego zmierzam. Zrobił się ciut nachalny. Takie niby przypadkowe muśnięcia, dotknięcia, przytula mnie, mówi, że w zastępstwie mamusi. I chce oddać jeden pokój. Mam osobny, a teraz, gdy mama wyjechała, twierdzi, że szkoda kasy na dwa. A w jego jest jedno duże łóżko…

    – Świntuszek! Nieźle to sobie zaplanował.

    – Lubię swój pokój, pierwszy raz w życiu mam pokój, w którym mogę się zamknąć i…

    – Spokojnie oddać masturbacji – wchodzę jej w słowo.

    – No co? – Dodaję, gdy dziwnie na mnie patrzy. – To telefon zaufania, możesz się wygadać.

    – No dobrze. Więc ledwo się w nim zamykam, rozbieram do naga, taki tu klimat, ciepło jest. I cały czas robię sobie dobrze.

    – Cały czas?

    – Co chwila.

    – To mi się podoba. Odwiedzę cię, podnieca mnie, jak dziewczyna się przy mnie masturbuje.

    – Hahaha… Wybij to sobie z głowy!

    – Ale dlaczego? Popatrzę, popieścimy się trochę, nauczysz się paru fajnych rzeczy i sobie pójdę. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Czy to nie kuszące?

    – Dlatego, że od kiedy mama wyjechała, ojciec zagląda do mnie pod byle pretekstem. Sama propozycja jest faktycznie kusząca, trzeba było złożyć ją wcześniej.

    – Hmm… Może to rzeczywiście kiepski pomysł. Przyjemniej byłoby pofiglować na plaży. Na S’Espardell. Tam tatusia nie będzie.

    – Czy ty słuchałeś, co do ciebie mówię? On mnie na krok nie puści.

    – Teraz puścił…

    – A ja z żalem, ale muszę cię puścić.

    – I puszcza. Mój kutas kołysze się przez moment, by zastygnąć w pozycji do ataku. Niestety nie ma co atakować, dziewczyna sięga po sukienkę.

    – Niezły dostanę opierdol – mówi, spoglądając na zegarek.

    – Jeszcze moment! Skoro twój ojciec nie do końca jest psem ogrodnika, to…

    – To? – pyta, nagle zainteresowana.  Moimi słowami, i tym, co wyprawiam z członkiem.

    – To ja się nim zajmę. Podrzucę mu apetyczną kość.

    – Tę, którą się właśnie zabawiasz? Jesteś gejem? To znaczy bi – poprawia się. – Ojciec nie jest. Chyba – poprawia się.

    – Ależ nie osobiście. Pokażę go „moim” dziewczętom, któraś się skusi. A gdy tatuś będzie dymał młodą panienkę w typie córeczki, ja zajmę się rzeczoną córeczką.

    – O ja cię! To rzeczywiście może się udać. Trzymam cię za słowo.

    – Wolałbym, żebyś potrzymała za coś innego.

    – Ja już naprawdę muszę iść.

    – Ja już dochodzę, to potrwa moment.

    Prowadzę jej dłoń niżej, tryskam, gdy ściska mi jajka. Wysoko tryskam.

    – O ja cię! Zachlapałeś mi cycki. I brzuszek.

    Zamierza się wytrzeć zdjętymi majtkami, lecz ja chwytam te, które ma założyć. Składam je tak, by część przylegająca zwykle do cipki była na wierzchu. I tak przygotowanymi starannie wycieram spermę, zostawiam tylko to, co zdążyło spłynąć i wsiąknąć w futerko.

    Nie odzywa się ani słowem, nawet wtedy, gdy przyklękam, a ona przestępuje z nogi na nogę wchodząc w majtki. Podciągam je na miejsce.

    – Gotowe.

    – Jestem w szoku!

    – Jesteś w majtkach.

    – Mokrych!

    – Chciałaś łykać spermę na pierwszej randce? Musieliśmy sobie poradzić w inny sposób.

    Znów się nie odzywa, pewnie musi to przemyśleć. Stanik, sukienka… już wychodzi.

    – Znajdę cię jutro na plaży?

    – Tak, ojciec lubi się smażyć, codziennie tu przychodzimy. A teraz już naprawdę muszę iść.

    – Jeszcze moment. Jak ci na imię?

    Waha się chwilę.

    – Obiecaj, że nie będziesz się śmiał.

    – Obiecuję.

    – Aldona.

    Ucieka tak szybko, że mój śmiech nie jest w stanie jej dogonić.

    * **

    W drodze powrotnej na S’Espardell mam czas przemyśleć to i owo, teraz dzielę się nie tylko wrażeniami z plaży, ale i wstępnymi pomysłami.

    – Ty to masz szczęście do takich przygód!

    – Powiedzcie lepiej, co dalej? Jakieś sugestie?

    – Przede wszystkim chciałybyśmy obejrzeć. Nie ją. Jego. W końcu…

    No tak, dziewczęta znów będą dla mnie nadstawiać cipy. Tym razem nie dla mnie osobiście, ale dla moich zachcianek. Wypadałoby wiedzieć komu.

    – Mam zdjęcie…

    – Dawaj!

    Telefon przechodzi z rąk do rąk, generalnie facet zostaje oceniony pozytywnie. Następuje burza mózgów i hormonów. Niespodziewanie dyskusję ucina Robert.

    – Może po prostu ja z moimi dziewczynkami? Po co kombinować, skoro najprostsze rozwiązanie jest pod ręką. Oczywiście, jeśli Majka i Natka się na to piszą.

    – Daj jeszcze ten telefon.

    Oglądają, powiększają, wybrzydzają… uśmiechają.

    – Tak tylko cię podpuszczamy, wiesz, że jesteśmy gotowe na wszystko. Ale…

    – Wiem, wiem, jestem do waszej dyspozycji, Ala ma teraz i tak co innego w głowie.

    – Chyba w cipie…

    – W ustach, to jakby w głowie…

    – Zaraz jej poszukamy, jeśliście takie ciekawe. Ale wpierw podsumujmy. Pierwsza sprawa, jeszcze na dziś, to wynająć pokój w hotelu przy plaży. Popłyniemy razem i zostanę z wami na noc, zadowolone?

    – Jasne!

    – Kolejna rzecz: nie dowiedziałem się, gdzie mieszkają, więc jutro rano musimy…

    * * *

    – Słyszałam!

    Stała na piasku z tubką jakiegoś olejku do opalania i udawała, że się smaruje. Zauważyła mnie od razu, właśnie dlatego, że tylko udawała. Nie dawała erotycznego spektaklu, jak wczoraj w wodzie, po prostu się rozglądała, machinalnie wcierając olejek w to niebanalne ciało. Czyli czekała… A teraz to „słyszałam!” na powitanie I jeszcze walnięcie piąstką w tors.

    – Za co?!

    – Śmiałeś się. Z mojego nieszczęsnego imienia! Należało ci się!

    – To bardzo ciekawe imię. Oryginalne i zapadające w pamięć.

    – Weź przestań! Wiesz, jak mi mówią w szkole?

    – No… Aldona?

    – Aldi! Dajesz wiarę? Jak ta niemiecka Biedra!

    – Nauczyciele też?

    – Jedna baba mówi: Aldonko! Nic, tylko się wieszać.

    – Ech…Daj lepiej ten olejek. I się odwróć.

    Gdy kończę z plecami, Aldonka zgarnia te wielkie majtki między pośladki.

    – Tyłek też proszę.

    Chyba jej przeszło. Dokładnie i powoli wcieram olejek w te cudne półkule, ignorując zerkających z aprobatą, zazdrością, bądź oburzeniem, zależnie od płci i wieku zerkającego.

    – To też ci się należało. Za to, że jednak przyszedłeś. Jaki mamy plan?

    * * *

    Z bezpiecznej odległości obserwujemy ojca Aldony. Nie, żeby z daleka, za to znad głowy.

    – Ojciec obraca się regularnie, jak kotlet na patelni, tyle, że rzadziej, raz na pół godziny. A właśnie się obrócił. Nie zobaczy nas. A zwłaszcza tego, że trzymasz mnie za tyłek.

    – Przeszkadza ci to?

    – Po naszym wczorajszym… spotkaniu? No co ty!

    Pan Grzegorz, bo tak ma na imię, spoczywa na wznak, co jest istotne dla naszego planu. Po drugie, możemy bezpiecznie się zbliżyć, po pierwsze, to ważniejsze…

    – Uwaga, zaczyna się!

    * * *

    Głośne krzyki i śmiech sprawiają, że pan Grzegorz unosi głowę. Widzi tuż przed sobą dziewczynę biegnącą z dwoma rożkami lodów w dłoniach. A nieco dalej drugą, goniącą tę pierwszą.

    – Oddawaj mojego loda, zanim się całkiem roztopi!

    Odpowiedzią jest śmiech. Wszystko dzieje się tak szybko, że facet nie jest w stanie zapobiec nadciągającej katastrofie. Uciekająca z lodami dziewczyna ogląda się na tę drugą. W fatalnym momencie – potyka się o wyciągnięte nogi ojca Aldony i pada na niego całym ciałem. Pierwej wypuściwszy z dłoni lody, by się ratować.  Oba lądują na panu Grzegorzu, ona zaraz potem. Lody dają poślizg, a poślizg rozmazuje rozmiękłe już lody po równo na obu ciałach. Pan Grzegorz przytomnie odchyla głowę, mógłby stracić zęby, dziewczyna tak po nim sunie…

    Łapie ją rękoma, przypadkiem akurat za tyłek, udaje mu się ją zatrzymać, ale rąk z pośladków nie zabiera, pewnie przez nagły stres…

    – Dobrze idzie, jak na razie – stwierdzam. – Majka padła bezbłędnie. I zobacz, gdzie twój staruszek trzyma łapy.

    – Ma w tym wprawę.

    – Ała… ała… ała… – Dziewczyna próbuje się pozbierać, ale zgiąwszy nogę, syczy z bólu, traci równowagę i znów ląduje… Nie, tym razem zwyczajnie wkleja się w pana Grzegorza. Za to znów całym ciałem. I tak leży, a pan Grzegorz czuje, że mu staje… Fuck! Zawsze był dumny ze swych wzwodów, ale teraz nie pora na to. A jak na złość dziewczyna znów próbuje się pozbierać, jej biodra przesuwają się po jego, wzgórek łonowy uciska penisa. Fuck! On leży, ona leży na nim, jemu stoi, a nad nimi stoi ta druga dziewczyna, notabene z niezłymi zderzakami, jak zdążył zauważyć.

    – Nic ci nie jest, Majka?

    – Poza tym, że kolano mnie napier… przepraszam pana, boli, a lody poszły się je… To jest przepadły? I cała jestem usyf… Znaczy upaprana? Nie, nic mi nie jest! A panu? Ja pana strasznie przepraszam, nie zauważyłam, już bym z pana zlazła, tylko to pier… cholerne kolano…

    Pan Grzegorz wcale nie chce, żeby z niego zlazła, na wzwód nic nie poradzi, a dziewczyna wciąż się na nim porusza. A stojący kutas, ona przecież musi go czuć, jakby nie robił na niej wrażenia.

    – Grzegorz jestem. Cała przyjemność po mojej stronie – mówi trochę od rzeczy, choć przyjemnie mu faktycznie jest. – To jest, chciałem rzec, nie gniewam się, ani nic, moja wina, za długie nogi… Byle to nie był jakaś poważniejsza kontuzja.

    Leżałby tak jeszcze długo, gdyby nie ta druga dziewczyna. Schyla się, by podnieść koleżankę a jej wielkie piersi prawie wypadają ze stanika. Gdyby pan Grzegorz potrafił, zatrzymałby w tym momencie czas. Ale nie może. Nie może też dłużej tak leżeć, penis prawie że wyjrzał mu z gatek, zaraz będzie wstyd.

    – Ja pomogę!

    Wyślizguje się ostrożnie spod Majki, nie odrywając krocza od jej biodra, a potem szybko zgina wpół. Już klęczy na kocyku, zgarbiony, bezpieczny, bada kolanko małej.

    – Coś tam liznąłem z pierwszej pomocy – tłumaczy.

    – Ją by chętnie liznął – komentuje Aldona.

    – Jeszcze dzisiaj liźnie je obie, zobaczysz.

    – Pierwsze, co sobie o tobie wczoraj pomyślałam, to mitoman. Ale powoli zmieniam zdanie.

    – Jak powoli?

    – Uwierzę, jak zobaczę te tłumy ślicznych, nagich dziewcząt na twojej wyspie.

    – A te tutaj?

    – Śliczne i półnagie. Ale tylko dwie.

    – Ech…

    – Nic tu nie widzę, ale prześwietlenie i tak trzeba zrobić – stwierdza tymczasem ojciec Aldony.

    – A najpierw się umyć – dodaje ta z cyckami. – Majka to moja siostra, ja jestem Natka. Natalia, ale wszyscy mówią mi Natka. Pomoże mi pan ją podnieść? Jak się wesprze na mnie, to da radę dojść do hotelu. W poskokach. O tam mieszkamy, przy samej plaży, to naprawdę blisko.

    Pomógłby, gdyby nie ten przeklęty wzwód. Jak na złość trwa i trwa. A gdyby tak…

    – Mam inny pomysł. Lepiej nie nadwyrężać tego kolana ponad potrzebę, przynajmniej do czasu wizyty u lekarza. Zaniosę ją.

    Nie czekając na zgodę, wsuwa ręce pod Majkę.

    – Obejmij mnie za szyję.

    Wstaje z przyklęku. Nie ma lekko, trzeba to zrobić powoli, delikatnie, ale najważniejsze, że tyłek dziewczyny zasłania wzwód. Dziewczyna, niechcący oczywiście, tak przynajmniej sądzi w swej naiwności, ociera się o jego kutasa tym tyłeczkiem, gdy tak idą, ale tym będzie się martwił później.

    – Ależ pan silny!

    – Lekka ta twoja siostra…

    Natka też jest szczupła, ale same cycki muszą sporo ważyć… W sumie dobrze, że trafiło na tę lżejszą.

    – Które piętro?

    – Trzecie. Ale jest winda.

    Silny, nie silny, ale gdy opasany ręcznikiem facet otworzywszy drzwi, wytrzeszcza gały na ich widok, pan Grzegorz jest nie tylko utytłany w roztopionych lodach i piasku, ale i spocony. I tak też się czuje. Brudny.

    – Majka się przewróciła na pana i coś sobie zrobiła w kolano, tato. Biegła z lodami…

    Wypadałoby położyć dziewczynę na łóżku, ale tylko by je uświniła. Poza tym ten wzwód!

    – Może zaniosę ją od razu pod prysznic?

    – Dobra myśl. Zjadę do recepcji, rozpytam o lekarza, o szpital. Natka, pomóż siostrze się umyć.

    Gdyby ktoś godzinę temu powiedział panu Grzegorzowi, że wyląduje z dwoma półnagimi dziewczętami pod prysznicem, zwyczajnie by go wyśmiał. A oto właśnie wylądował. Mało tego – ta młodsza gwałtownie protestuje, gdy chce ją postawić w brodziku.

    – Jeszcze się pośliznę i wypier… i dopiero będzie! Natka, umyj nas oboje, tak, jak jest.

    A jest niesamowicie. W życiu by tego nie wymyślił, takiego mycia. Owszem, fantazjował o takiej akcji z córką, ale córkę ma tylko jedną.

    Natka najpierw spłukuje z nich cały ten syf, potem dokładnie namydla, a pan Grzegorz bogu dziękuje, że ojca dziewcząt nie ma w pobliżu, gdy Natalia wsuwa dłoń między tyłek siostry a jego kąpielówki. I natrafia wiadomo na co.

    – Ojej! A cóż my tu mamy?

    Majka, chce wiedzieć, co.

    – Pan Grzegorz ma, jak by tu rzec, erekcję.

    – Ja bardzo was przepraszam, ale… taki klimat.

    – Proszę nie przepraszać, to nam pochlebia. Tatusia będzie pan przepraszał, pewnie zaraz wróci.

    Tylko nie to!

    * * *

    Zdążyli. Prawie. Grzegorz położył Majkę na łóżku i właśnie się prostuje, gdy wraca jej ojciec.

    Zauważył? Nie zauważył? – Grzegorz odwraca się błyskawicznie i wyszarpuje z dłoni Natki ręcznik, którym się wycierała. Okazuje zrozumienie, nawet puszcza do niego oko idąc do łazienki po inny.

    – No, teraz wyglądacie oboje, jak ludzie. Bez urazy, panie Grzegorzu. Zdaje się, że się  nie przedstawiłem. Robert. – Ściskają sobie dłonie –  Dziękuję za pomoc. I za wyrozumiałość.

    Gadka-szmatka o wszystkim i o niczym pomaga, sytuacja w slipach wraca do normy, Grzegorz może już oddać ręcznik. Jeszcze pożegnać się z dziewczętami i…

    Ściska właśnie dłoń Natki, gdy stojący za nim Robert szepce mu do ucha:

    – Niech pan się tak nie przejmuje tym wzwodem. Tak naprawdę Natka i Majka nie są moimi córkami. Nie jestem ich ojcem, lecz sponsorem, no wie pan…

    Grzegorz oczywiście wie. Wie i marzy o czymś takim. Jeśli oczywiście nie wyjdzie mu z córką. Zerka na dziewczyny, te uśmiechają się do niego zalotnie. Po czym skromnie spuszczają wzrok. Albo i nieskromnie – stoi przodem do nich a w slipach znów ma ciaśniej. Nigdy stąd nie wyjdzie! Z drugiej strony nagle przestało mu się spieszyć.

    – Majka, podziękuj panu za ratunek.

    – Dziękuję panu za ratunek! – mówi Majka i uśmiecha się promiennie.

    – Podziękuj lepiej! Spójrz, jak pan Grzegorz się męczy, przecież nie wypuścimy go w takim stanie…

    – Ależ tatusiu!

    Ale posłusznie sięga ręką do slipek oniemiałego Grzegorza, pchniętego w kierunku łóżka przez rzeczonego tatusia. Parę szybkich ruchów nadgarstka młodej dziewczyny czyni cuda.

    „Cuda” trafiają do umiejętnie nadstawionej dłoni drugiej z dziewcząt. Tej z wielkimi cyckami. Nawet nie zauważył, kiedy je obnażyła, teraz wciera w nie jego nasienie.

    – Takie świeże czyni cuda – oświadcza z uśmiechem, w którym nie ma śladu zażenowania.

    – Pod warunkiem, że stosuje się zewnętrznie, co ci się rzadko zdarza, córuś.

    – Córuś?! No tak! Grzegorz jest tak skołowany, że już nie wie, co jest prawdą. Albo woli myśleć o… Natce i Majce, tak im na imię, jako o prawdziwych córkach Roberta. To go dodatkowo kręci.

    – I na nic moje podziękowania –  Majka trąca wciąż sterczącego członka. – To twoja sprawka – zwraca się do siostry – zrób z tym coś, panu się spieszy.

    Natka niezwłocznie bierze sprawy w swoje ręce. Obie. A ma je jeszcze śliskie od spermy. W tych okolicznościach przyrody pan Grzegorz, zapatrzony w rozkołysane cycki Natki, dochodzi całkiem szybko, jak na szybką powtórkę.

    – Och tatusiu! Mogę?

    Robusiowi zsunął się ręcznik, a może go zrzucił, w każdym razie teraz on ma się czym pochwalić. A Natka na co rzucić.

    – Później, kochanie. Panu się spieszy.

    Grzegorzowi rzeczywiście się spieszy. Gdyby nie to, i oczywiście dwa wytryski… Chowa mięknącego członka w slipach.

    – Zanim pan wyjdzie, chciałbym coś zaproponować…

    – Tak?

    Nagle wzbudzona nadzieja wstrzymuje przebiegający w gatkach proces zmiękczający.

    – Nie spotkałby się pan z nami ponownie? Na przykład dziś wieczorem?

    – Och, z rozkoszą… Ale córka…

    Ukochana i upragniona córeczka, której Grzegorz nie spuszcza z oka, staje się niespodziewanie przeszkodą.

    – Wygląda na dużą dziewczynkę, sądzi pan, że sobie nie poradzi do jutra?

    Na szczęście Grzegorz ma, jak to mówią, oczy pizdą zarośnięte, nie zastanawia się, skąd Robert wie, jak wygląda Aldona.

    Do jutra!- Grzegorz zrobiłby wszystko za jedną noc z tymi dziewczętami!

    – Nie puścimy pana wcześniej, jak jutro w południe.

    – I naprawdę jesteśmy siostrami.

    – Coś wymyślę. Na pewno.

    * * *

    Aldona leży na kocyku. Otwiera oczy, gdy pada na nią cień ojca.

    – Gdzie się podziewałeś tak długo, tato? Martwiłam się.

    – Przepraszam, ale to wszystko stało się tak niespodziewanie…

    – Jakie „wszystko”?

    – Wyobraź sobie, leżę, jak ty teraz i nagle wpadają na mnie znajomi, zupełnie przypadkiem.

    Widziałam, jak wpadają. Zupełnie przypadkiem! Dziewczyna ledwie się powstrzymuje, by nie parsknąć śmiechem.

    – No właściwie, to jeden z moich kontrahentów. Z żoną. Właśnie dziś obchodzą rocznicę małżeństwa. Wymyślili, że spędzą ją na Ibizie. Ale są tu już jakiś czas i nie mają nikogo znajomego i bardzo się ucieszyli ze spotkania. I zaprosili mnie na wieczór. A ja nie mogłem odmówić, zwłaszcza, że to naprawdę dobry klient, zależy mi na dobrych stosunkach. A oni są bardzo imprezowi i pewnie ten wieczór się przeciągnie i…

    Dobrych stosunków ci dziś nie braknie, tatusiu – myśli Aldona, a Grzegorz zagłębia się we wciąż nowe, zmyślone na poczekaniu szczegóły, jak prawie każdy początkujący kłamczuszek. Gdy dochodzi do sedna, Aldona jest już znudzona.

    – Wszystko rozumiem, tatusiu –przerywa ojcowski słowotok –  Chcesz się urwać do jutra rano i martwisz się o mnie.

    – No tak. I raczej do południa. Na pewno do południa. Dasz sobie radę?

    – Nie jestem już dzieckiem, za które wciąż mnie masz, tato. Pewnie, że sobie poradzę. I też mam prośbę. Puściłbyś mnie już teraz? Wiesz, że mam ochotę na długi spacer plażą… Nie dałeś się namówić, a dziś mam okazję.

    – I nie chciałabym wybierać się zbyt późno. Żeby nie zastał mnie zmierzch – dodaje, widząc wahanie ojca.

    Ten myśli już nie o córce, a o córkach. Albo i nie córkach, Robert mówił… Ale TO SĄ czyjeś córki! Najpewniej będę dziś ruchał czyjeś córki

    – To jak, tato?

    – Tak, tak, kochanie – odwiesza się i odpowiada machinalnie. – Idź choćby teraz.

    W nadziei na zgodę taty Aldona założyła najskromniejszą z sukienek, taką za kolana, nie chce drażnić ojca, a przecież będzie jej potrzebna tylko na chwilę… Czuje dreszczyk emocji, gdy tak stoi przed ojcem, oczekując na jego aprobatę, sandałki i sukienka, to wszystko, co ma na sobie. A jak zauważy, że nie mam majtek?

    Nie zauważa, wyraźnie jest myślami gdzie indziej. Pewnie w innych majteczkach!

    Aldona wychodzi, a Grzegorza nachodzi nagła refleksja: po co ja tyle gadałem, jak później spyta o cokolwiek, to mnie przyłapie, już połowy nie pamiętam.

    Refleksja równie nagle odchodzi, Grzegorz pogrąża się w fantazjach na temat czekających go atrakcji. Czyli czyichś córek.

    * * *

    – Jestem! – Mówi niepotrzebnie, przecież widzę, że jest. – Nawet łatwo poszło.

    – Mówiłem, że tak będzie.

    – No, mówiłeś. Ale… To co? Płyniemy?

    – Nie tracisz czasu.

    – Nie wiesz, jaki jest dla mnie cenny. Wyrwać się spod jego skrzydeł… Naprawdę dziękuję.

    Niespodziewanie dostaję soczystego całusa.

    – To taki mały zadatek. Płyniemy?

    – A spacer plażą?

    – Pospacerujemy na tej twojej wyspie.

    – A ja chciałbym najpierw tutaj, tak z godzinkę.

    – Godzinkę może wytrzymam.

    – Tego właśnie jestem ciekaw.

    – Ciekawe, dlaczego.

    – Dlatego – mówię, dając jej to, co ukrywałem w dłoni

    – Co to?

    – Głównie sznureczki…

    * * *

    – Nie wiem, czy się odważę…

    Aldi, już przebrana, ogląda się w lustrze. Trzy niewielkie trójkąciki znalazły się w strategicznych miejscach, a ja pomogłem powiązać je w całość. Choć wolałbym je przytrzymywać. Tyle, że kokardki są z tyłu…

    – Jeszcze sobie pomacasz, teraz pomóż – stwierdziła dziewczyna, stwierdziwszy, że kolejny raz zawiązała je krzywo. Teraz zerka na mnie krzywo.

    – Przecież nie każę ci paradować po tekstylnej plaży nago.

    – W tym wyglądam gorzej, niż nago!

    – Masz na myśli te białe plamy? Z tyłu jak sarenka.

    – Bardzo śmieszne! Mam na myśli skrajną nieprzyzwoitość tego stroju. I jeszcze to!

    Futerko na cipce dziewczyna ma podgolone po bokach, ale ten mikroskopijny trójkącik nie jest w stanie go zasłonić. Wystaje górą, wyłazi bokami. Bujne, pewnie jeszcze nie skracane.

    – Czym się właściwie przejmujesz? Pamiętasz jeszcze, jak prowokowałaś facetów podczas wczorajszej kąpieli?

    – No i sprowokowałam, na swoją zgubę. Ale dobrze, chodźmy już!

    – Czekaj, nie widzisz, że mi stanął. Daj mi chwilę, niech ochłonę.

    – Przejmujesz się?

    * * *

    Mam wrażenie, że wszyscy gapią się na moje slipy, ale to tylko wrażenie. Nie wszyscy i nie na mnie, tylko na moją towarzyszkę. Kobiety z zazdrością i/lub potępieniem, faceci się ślinią, my udajemy, że nie dostrzegamy tych spojrzeń.

    – Gdzie to kupiłeś? Może i ja coś wybiorę?

    Na wypadek, gdybym się nie domyślił,  czym mówi, zahacza palcem o ten dolny trójkącik, pokazując przez moment więcej kłaczków. Najwyraźniej oswoiła się już z tym sznureczkami.

    – Nie kupiłem, zdjąłem przedwczoraj z pewnej dziewczyny. A wczoraj przeprałem.

    – Opowiedz o tym zdejmowaniu.

    – … i, gdy rozwiązałem tę kokardkę – Aldi wie, o którą mi chodzi, bo trzymam na niej dłoń – majtki wcale nie spadły…

    – Wisiały na tym sznureczku, który mam między pośladkami. Logiczne.

    – Gdy go wyciągnąłem, wisiały dalej…

    Aldi zastanawia się przez chwilę.

    – Och!

    – Dokładnie! To znaczy miała ją dokładnie ogoloną i majtki się przykleiły.

    – Gdybym nie miała futerka, już by się przyklejały…

    – Popływamy?

    – Ja ci wyznaję, jak bardzo się podnieciłam, a ty o pływaniu?!

    – Widzisz tę motorówkę? Zawiezie nas na S’Espardell.

    * * *

    Już w biegu, Aldi odwraca głowę.

    – Zakład, że będę pierwsza!

    – A o co?

    – O trzy życzenia, kto przegra, będzie złotą rybką.

    Pozwalam, jej wygrać. Choć może tylko mi się wydaje, szybka jest. Ledwo zdążę przywitać się z Antoniem, gdy wyciąga do mnie rękę.

    – Trzymaj!

    – Co to? – pytam, choć przecież wiem, skoro jest już naga…

    – Głównie sznureczki. Pewnie będzie je chciała z powrotem.

    – Znajdę ci inne.

    – Ale po co inne? Coś nie tak z moimi cyckami? Albo myszką?

    Aldi wypina biodra, eksponuje krocze, pokazuje, że z myszką wszystko w najlepszym porządku. Antonio interpretuje ten pokaz po swojemu.

    – Wybacz, że się od razu nie przywitałem, jestem Antonio, miło mi.

    Pewnie, że mu miło, tej cipki jeszcze w dłoni nie trzymał.

    – Ojej!

    – Czy wspominałem, że właśnie w ten sposób witamy się z dziewczętami? Ściskając im cipki?

    – Jakoś ci to umknęło.

    – Nie sądzisz chyba, że nie wspomniałem celowo?

    – Owszem, sądzę. Lubisz zaskakiwać.  A teraz daj dokończyć.

    – Jestem… nowa i nie zorientowana, przepraszam, to nieładnie zmuszać kogoś, żeby czekał z wyciągniętą ręką.

    – Nie narzekam.

    Pewnie, że nie narzeka, przecież nie trzyma tej wyciągniętej dłoni w powietrzu!

    – A jak dziewczyny witają was?

    – Podobnie. My też mamy taki boski punkt podparcia…

    Aldi pluje w dłoń, bierze zamach, Antonio się nie cofa, odważnie bierze to na klatę. I staje na palcach, gdy Aldi go tak podpiera.

    I długo nie wypuszcza, zafascynowana rozgrywającym się spektaklem. Otóż zwisający wcześniej niczym wielki robal, penis Antonia, wsparty teraz na wewnętrznej stronie jej przedramienia, powoli nabrzmiewa i posuwa ruchem nomen omen robaczkowym w stronę łokcia dziewczyny. Gdy ta zabiera w końcu rękę, nabrzmiały kutas dalej w nią celuje.

    – Już mi się tutaj podoba – mówi Aldi. Choć jeszcze nie dopłynęliśmy.

    – Podoba mi się ta nowa dziewczyna – mówi Antonio. Jak właściwie ma na imię?

     Przyglądamy się Aldonie stojącej na dziobie motorówki. Z rozwianymi włosami, cyckami na kursie, czyli dupą do nas, może, a nawet musi się podobać.

    – Al… Ale nie powiedziała? – Coś mnie powstrzymuje przed podaniem jej imienia, przekonałem się, jak bardzo go nie lubi. – W sumie, to nie wiem.

    – NIE WIESZ?!

    – Tak wyszło. Pójdę, spytam.

    – Zrób sobie Titanica.

    – Co?

    – Spójrz na nią. Jak na Titanicu. Bądź, jak Leonardo. Ja nie mogę, steruję.

    * * *

    – Jak na Titanicu, nie uważasz?

    – Leonardo nie trzymał jej za cipkę i cycki.

    – Bo byli ubrani.

    – Chcę być bardziej naga…

    – Przecież jesteś kompletnie naga, nawet sandałki zrzuciłaś biegnąc do wody.

    – To moje pierwsze życzenie. Wygrałam. Nie trzeba się było schylać po te sandałki. Ale dziękuję.

    – Bardziej naga? Nie wiem, jak…

    – To proste, znajdź mi dobre nożyczki i golarkę. I piankę.

    – Ach! No oczywiście. Ale w takim razie pobawię się nimi, póki są. A co do golenia, poszukamy Moniki, albo Toli, to nasze fryzjerki. Zrobią to profesjonalnie.

    Aldona tylko wzdycha – bawię się jej futerkiem i tym, co (jeszcze) skrywa, coraz śmielej. Uznaję to westchnienie za zgodę.

    – Czyli załatwione. Druga sprawa: oprócz mnie nikt nie zna twojego imienia. Wczoraj nikomu nie powiedziałem, Antoniowi też nie, choć pytał.

    Aldona tylko wzdycha. Jakby głośniej. To już nie wiem, dobrze zrobiłem, czy nie? A może wzdycha głośniej, bo właśnie znalazłem łechtaczkę?

    – Dobrze zrobiłeś – mówi, gdy już może mówić.

    – Umiem robić dobrze dziewczętom.

    – Dobrze zrobiłeś, że nie powiedziałeś. Muszę sobie wymyślić jakieś imię.

    – Byle szybko.

    * * *

    Na pomoście czeka Ala.

    – To moja dziewczyna.

    – Chciałeś powiedzieć, jedna z twoich dziewcząt. Podobno masz ich dużo.

    – Tak, ale to właśnie ta jedyna, o której ci mówiłem.

    – Czyli jesteś Ala…

    Dowartościowana Maleńka uśmiecha się ciepło i wita czule.

    – A ty jesteś…

    – Jeszcze nie mam imienia.

    – Widziałaś gdzieś Tolę, lub Monikę? – pytam natychmiast, by Ala nie zdążyła się zdziwić.

    – Jakbyś się rozejrzał, zobaczyłbyś obie.

    Rozglądam się… Rzeczywiście.

    * * *

    – Ładne futerko. Na pewno chcesz się go pozbyć?

    – Do ostatniego włoska.

    – Czyli skalpujemy – Tola uśmiecha się złośliwie.

    – Zaraz, zaraz! Jakie „skalpujemy”?

    – Nie mówił ci? Myślałam…

    – To nie ja ją namówiłem, sama tego chce. Skalp będzie wartością dodaną.

    – Bo widzisz, Maciek, to kolekcjoner piczych skalpów. A my dla niego skalpujemy. Musisz  kiedyś zobaczyć te zdjęcia…

    – Jakie znów zdjęcia?

    – U niego w salonie. Po dwa ujęcia, przed i po oskalpowaniu. A pod każdym wisi skalp… taka kitka przewiązana kolorowym sznureczkiem.

    – Hahahah… Dużo ma tych… skalpów?

    – Dużo! Ale my tu gadu, gadu, a zdaje się masz niewiele czasu. Siadaj i rozkładaj.

     A zdjęcie?

    – Patrz, zapomniałabym!

    Tola sięga po telefon.

    – Uśmiech proszę!

    – Myślałam, że sama piczka.

    – Potem by nie pamiętał, czyja to. A właśnie, jak ci właściwie na imię?

    – Pocahontas – odpowiadam za Aldonę. Brązowa opalenizna, z małymi wyjątkami, ale to się wyrówna, czarne jak węgiel oczęta, takież włosy, które właśnie splata w warkoczyki, i ten skalp, który niebawem straci a ja dostanę. Tak mi się jakoś skojarzyło.

    * * *

    – Podoba mi się. To nowe imię – mówi.

    – To teraz musisz sobie na nie zasłużyć. Czy wiesz, co oznacza?

    – Nie. I już się boję!

    – Mała psotnica.

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Byc kobieta – poczatek

    Jak długo już to trwa? – zapytała Iwona. Zmieszany Filip nie wiedział co powiedzieć. Nie był w stanie wydobyć z siebie nic więcej poza śmiesznym –  yyy, mamo.. – nie unosząc nawet głowy. Jego wzrok utkwił na czarownych szpilkach Iwony, które miał na sobie. Mimo, że znalazł się w naprawdę nie ciekawej sytuacji to nie mógł zwalczyć podniecenia spowodowanego ciuchami matki, w które był ubrany.- Pytam jak długo – atakowała Iwona. –  na pewno nie jest to twój pierwszy raz. W końcu masz makijaż i nawet zaopatrzyłeś się w perukę. Więc, od kiedy podkradasz moją bieliznę, moje sukienki i moje buty?! Iwona dobrze znała odpowiedz na to pytanie. Mieszkali z Filipem we dwoje. Mąż zostawił Iwonę jakieś dwa lata po narodzinach Filipa, oczywiście dla młodszej. Teraz Filip miał 15 lat i jak widać brakuję mu ojcowskiej ręki. Nie przeszkadzało to Iwonie. Kochała swojego syna i bolało ją, że Filip nie ufa jej na tyle by podzielić się z nią swoimi marzeniami o byciu dziewczyną. -jjjakieś pół roku- wydukał wreszcie – Zaczęło się tak po prostu od masturbacji z udziałem twojej bielizny, która zostawiałaś w koszu na pranie. Była tego świadoma od samego początku, w końcu prała swoja bieliznę ręcznie, a Filip nawet nie trudził się by wyczyścić ja po wytrysku, zakładając że matka rzuci wszytko do pralki.- Jednak chciałem czegoś więcej, dlatego zacząłem przymierzać twoje ciuchy, które znalazłem w łazience.  Tego dnia były tam tylko czarna koronkowe majki biustonosz do kompletu i czarowna obcisła sukienka. Kiedy zobaczyłem się w lustrze spodobałem się sam sobie, ale nie mogłem siedzieć w tam cały wieczór. Zdjąłem sukienkę, na bieliznę ubrałem swoje ciuchy i po cichu, modląc się żeby na ciebie nie trafić przemyciłem sukienkę do swojego pokoju. Później po kolacji, wróciłem do pokoju, szybko przebrałem się i zacząłem oglądać w Internecie filmy o przebierańcach, którzy tak jak ja lubią poczuć się jak dziewczynka. Iwona była oszołomiona jak lekko przyszły mu te zwierzenia, ale słuchała próbując ukryć podniecenia, które ja ogarnęło. Ciężko było jej to przyznać przed samą sobą, ale Filip wyglądał naprawdę seksownie. Miał na sobie małą czarna (jej ulubioną), na nogach rajstopy, albo pończochy, na stopach czarowne szpilki na średnim obcasie. Na głowie blond peruka, na twarzy lekki makijaż, do którego nie za bardzo pasowało wyzywająco czarowna szminka. Na uszach chyba klipsy, bo nie zauważyła by wcześniej miał przekute uszy – to się zmieni pomyślała. – Rozbieraj się- rzuciła ostro – Co? – Nie co, tylko rozbieraj się, w końcu te rzeczy nie są twoje! No już.. Filip na początku nie widział co zrobić, ale widząc minę matki wolał nie pogarszać swojej sytuacji. Chwycił za włosy..- To zostaw na koniec – usłyszał – zacznij od sukienki. Rozsunął zamek, który był pod pachą i no góry zaczął ściągać sukienkę. Kiedy ta znalazła się na wysokości jego twarzy, tak że nic nie widział. Poczuł, że traci równowagę, to Iwona pchnęła go na łóżko. – Nie ruszaj się – rozkazała- Od dawna wiem, o twoich zabawach w samotności, ale sama nie wiedziałam jak doprowadzić do takiej sytuacji. Okazało się, że wystarczy cierpliwie czekać, albo tak jak dzisiaj wrócić wcześniej z pracy. Zaparkować parę dobrych metrów od domu i po cichu wejść, do domu. Bardzo podoba mi się to co masz na sobie. Czarny gorsecik, do tego stringi, które nie mieszczą twojego twardego małego kolegi i pończoszki na paskach. („Mniam” – pomyślała) i przegryzła wargę. Usiadła mu na nogach. Nachylając się zdjęła sukienkę, która była zaplątana na Filipa rękach. Kiedy Filip zobaczył jej uśmiechnięta twarz jakieś piętnaście centymetrów od swojej był trochę przerażony, ale czekał nadal w bezruchu.- Muszę przyznać, że wyglądasz naprawdę słodko jako dziewczynka, jak masz na imię? – zapytał, nadal się uśmiechając.- yyy ja, co? Maja, podoba się? No pewnie, że tak. Masz to na twarzy wypisane, od razu widać. Jeśli chcesz możesz zostać w tym co masz na sobie, choć to mało wygodne by chodzić w tym przez cały dzień. Tak czy inaczej cała moja garderobo jest do twojej dyspozycji. Nie wiem czy to ja jestem za duża czy ty za mała, ale moje ciuchy świetnie na tobie leżą, nawet oboje mamy taki sam rozmiar obuwia. Kończąc to zdanie Iwona nachyliła się jeszcze bliżej i pocałowała Maje. Najpierw czule, a potem czając, że ta się nie opiera, namiętnie z języczkiem i z sunęła się z niej, stając przed łóżkiem.  – Mamo…- Tak córeczko? Maja nie odezwała się, tylko uśmiechnęła znacząco. – Dobrze więc, tak jak powiedziałem. Ubierz coś na siebie, a ja czekam w kuchni. Mamy wiele spraw do omówienia. Kiedy Iwona wyszła z pokoju. Filip nie wiedział co o tym myśleć i ten pocałunek. Szybko zaczął  się masturbować. Nie potrzebował dużo czasu, a wytrysk był nie wiarygodnie mocny. Wystrzelił na siebie plamiąc cały gorset. Rozebrał się do naga i zaczął przeglądać bieliznę matki po raz kolejny. Wybrał żółte satynowe stringi do tego z kompletu biustonosz, mimo że nie był mu potrzebny, po prostu lubił mieć go na sobie. Na to biała bluzka na ramiączkach, czarna plisowana mini i bawełniane za kolanówki. Tak ubrana Maja z uśmiechem na twarzy wyszła z sypialni matki. Zostawiając Filipa, gdzieś daleko za sobą udała się do kuchni. Była naprawdę szczęśliwa, była w końcu sobą. Cdn… 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Matias

    Witam, jest to moje pierwsze opowiadanie. Proszę o konstruktywna krytykę. 

  • Zniszczona / Hermiona Granger cz. 1

    Hermiona z przerażeniem odkryła, że znajduje się w ciemnym pomieszczeniu. Delikatne światło sączyło się przez niewielką dziurę w starych, drewnianych drzwiach. Gdy jej wzrok przyzwyczaił się troche do ciemności mogła upewnić się, że jest tutaj sama.

    – Na Merlina, co się stało? – spytała sama siebie usiłując przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia.

    Chyba tańczyła z Ronem na weselu Fleur i Billa. Zerknęła na siebie. Brudna i gdzieniegdzie poszarpana sukienka tylko ją w tym fakcie upewniła. Przypomniała sobie atak Śmierciożerców. Z jej ust wydobył się cichy warkot gdy uświadomiła sobie w jaki sposób została złapana. A niech tylko dorwie tego durnia!

    – No proszę, proszę. – W pomieszczeniu rozległ się głos. – Nie sądziłem, że za twoje złapanie będę musiał dziękować Weasleyowi.

    – Voldemort – syknęła dziewczyna jednak odpowiedział jej tylko śmiech.

    Nie widziała go nigdzie, więc zapewne maskował się przed nią. Sama nie wiedziała po co tak się z nią bawi. Mógłby ją zabić od razu i byłby spokój.

    – Ciekawe myśli – zaśmiał się ponownie. – Może kiedyś się dowiesz.

    Nie wiedziała ile czasu spędziła w lochach. Bo nie miała wątpliwości, że to na pewno były lochy. W końcu gdzie mogli trzymać ją, brudną szlamę. Wyprostowała nogi i rozciągnęła się na tyle, na ile pozwalały jej łańcuchy. Skrzat odwiedził ją już pięć razy przynosząc skromny posiłek. Hermiona próbowała dowiedzieć się czegoś od niego lecz ten za każdym razem milczał. Wiedziała, że mogła trafić gorzej. Niejeden raz słyszała krzyki innych osadzonych lecz nie mogła ich w żaden sposób rozpoznać.

    Za którymś razem usłyszała jak jakaś dziewczyna krzyczy płaczliwie a ktoś inny, zapewne Śmierciożerca stęka zadowolony. Przez chwilę próbowała przyswoić sobie co takiego może się tam dziać a gdy zrozumiała, prawie zwymiotowała. Sama była dziewicą chodź była już raz blisko zmienienia tego. Wypiła trochę za dużo na jednej z imprez w Gryffindorze i znalazła się razem z Ronem w jednej z pustych sal. Chłopak masował ją przez spodnie z każdą chwilą coraz bardziej rozpalając. Pozwoliła mu nawet by rozpiął jej spodnie i wsunął rękę w majtki. Nigdy nie czuła aż takiego napięcia w swoim ciele. Prawdopodobnie oddałaby mu się tam, lecz jej przyjaciel oprócz zsunięcia jej spodni nie zamierzał dalej jej rozbierać. Jednak gdy wyszeptał, że w końcu ją zaliczy ostatkiem sił odepchnęła go od siebie. Nawet jego dumnie naprężony członek nie robił na niej wrażenia. Poczuła się oszukana. Tak, miała ochotę na seks, ale sądziła, że pierwszy raz powinien być choć trochę dostojniejszy. I chyba dobrze zrobiła bo dwie godziny później przechodząc korytarzem do swojego pokoju zobaczyła Rona opartego o ścianę i jęczącego cicho gdy Lavender mu obciągała.

    – Ciekawe rzeczy ci chodzą po głowie.

    Drgnęła słysząc znów ten straszny głos. Miała dość tego, że zawsze pojawiał się tak niespodziewanie. Bardziej niż strach czuła wściekłość, że nawet nie może przypomnieć sobie zaklęć, które pomagają przy ukrywaniu się.

    – Och już się zorientowałaś? Sądziłem, że zajmie ci to trochę więcej czasu.

    Gryfonka prychnęła pod nosem słysząc jego słowa. Ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że słyszała też w jego głosie nutkę uznania. Nagle poczuła jak jakieś zaklęcie podniosło ją i przycisnęło do ściany. Jęknęła czując jak kajdany wrzynają jej się w ręce. Spróbowała się wyrwać choć wiedziała, że nie ma szans.

    – Etatowa Wiem – To – Wszystko – zaśmiał się Voldemort a jej przypomniało się jak Snape wyjątkowo często używał tego przezwiska. – Podstawiona mi pod nos przez własnego przyjaciela.

    Poczuła jego oddech na policzku i odchyliła głowę jak najdalej od niego.

    – Chcesz wiedzieć kto to jest? Kim jest dziewczyna, która tak uroczo błaga o śmierć?

    Hermiona nie odpowiedziała. Zdawała sobie sprawę, że nawet gdyby poprosiła go o to, to powiedział by jej tylko i wyłącznie gdyby tego chciał. Tak samo było i teraz. Jak najdzie go ochota to jej powie. Wzdrygnęła się gdy poczuła jak coś śliskiego przejeżdża po jej policzku.

    – Co jest? – spytała nieco zdezorientowana. W wyciągnięciu konstruktywnych wniosków nie pomagał jej fakt, że nawet nie widziała swojego przeciwnika.

    – Jesteś słodka…. – Gdy tylko usłyszała jego zdziwiony ton i słowa poczuła że jest jej niedobrze. Merlinie! To był… To był jego język!

    Tym razem poczuła niewyobrażalny strach. W panice zaczęła kręcić głową mając nadzieję, że to w jakiś sposób go powstrzyma. Jednak na nic się jej to nie zdało bo Czarnoksiężnik przytrzymał jej głowę i wbił się w jej usta. Wytrzeszczyła szeroko oczy czując jak między jej wargi wsuwa się jego język. Nie spodziewała się, że naprawdę to zrobi dlatego dość łatwo dostał się do środka. Hermiona patrzyła się na ścianę naprzeciwko czując jak Voldemort badał wnętrze jej policzka, podniebienie, język a nawet początek gardła. Jego język był za długi jak na ludzkie kryteria. Gdy w końcu się od niej oderwał wzięła głęboki oddech starając się nie rozpłakać.

    – To mogło by być całkiem przyjemne – zastanawiał się dotykając jej piersi. W pewnej chwili ścisnął je mocniej i nagle jego dotyk zniknął.

    – Cholera… Voldemort? – spytała głupio ale nigdzie go nie słyszała. Nienawidziła tej niewiedzy. Tego, że nie widzi czy gdzieś tu jest czy go nie ma. Pieprzony skurwiel.

    Wrócił po kilku godzinach. Chyba. Bo nie wiedziała jaka jest godzina, ani czy jest dzień czy noc. Była pozbawiona wiedzy, którą tak bardzo kochała.

    – Mam dla ciebie dość ciekawą wiadomość.

    Nie odpowiedziała. Czekała na to co zrobi.

    – Powinna ci się spodobać. W końcu uwielbiasz starożytną magię.

    Zadrżała lekko nie wiedząc czego się spodziewać.

    – Co masz na myśli?

    – Och, nareszcie się odezwałaś. Ale… – poczuła jego oddech na policzku. – Gdy je na ciebie rzucę a potem zacznę dotykać twój umysł stanie się tylko mój.

    – Nie można zawładnąć czyimś umysłem – zmarszczyła czoło. – Jest imperius, ale przecież z tym można walczyć.

    – Nie mówię o czymś tak prostym. Hermiono Granger ten czar sprawi, że twoje zdanie przestanie się dla ciebie liczyć. Stracisz całą wolną wolę. Będziesz myśleć jedynie o tym jak mnie zadowolić. A twoi przyjaciele… – zaśmiał się cicho. – Będziesz miała tylko mnie. Nikt inny nie będzie się dla ciebie liczyć.

    Słuchała go starając przypomnieć sobie czy czytała o czymś takim. Nie wiedziała, więc skupiła się na jego słowach.

    – Twoje niesamowite zdolności będą zanikać dopóki w pełni nie będziesz moja. Potem, jak będziesz zadowalająca może ci je zwrócę. Zresztą pomożesz mi pokonać Pottera.

    – Nie! Nigdy!

    Voldemort zaczął się śmiać szaleńczo. Gdy w końcu się uspokoił pozwolił zapaść ciszy na kilka minut. Dziewczyna szarpała się niespokojnie ale nie słysząc go nigdzie zaczęła się rozluźniać. Wtedy rzucił zaklęcie. Zaczęła wrzeszczeć z bólu. Voldemort uśmiechnął się wiedząc, że czar sięga aż do rdzenia magicznego dziewczyny. Wcześniej wyciszył jej celę chcąc by te wrzaski były przeznaczone tylko dla niego. Czuł się wyjątkowo dobrze.

    Gdy opadła bez sił stojąc tylko dzięki łańcuchom, podszedł do niej i położył palce na jej brodzie podnosząc ją by móc spojrzeć w jej oczy. Wciąż były brązowe niczym czekolada.

    – Nie było tak źle, co?

    Z takiego bliska czuł jej magię. Aż prosiła się by jej użyć. Cieszył się, że ktoś tak potężny będzie jego sługą. Nawet jeśli ta dziewczyna była szlamą dla reszty jego popleczników. Odsunął się od niej przejeżdżając wzrokiem po jej ciele. Wciąż miała na sobie sukienkę w której dowlekli ją tu Śmierciożercy. Voldemort potarł brodę próbując sobie przypomnieć obraz sprzed paru miesięcy, kiedy to penetrował umysł Lucjusza Malfoya. Żona jednego z jego najbardziej zaufanych ludzi miała na sobie ciekawy strój. Po chwili Gryfonka drgnęła i zaczęła się słabo szarpać gdy poczuła jak jej ubranie znika zastąpione delikatną i bardzo krótką koszulką nocną. Mimo iż czuła na sobie jej cudowną miękkość tak zimno panujące w celi skutecznie ją orzeźwiło. Czarny Pan obserwował jak pod wpływem zimna jej sutki stają się sztywne i mocno odciskają na materiale koszulki. Tak, to był dobry plan. Kiedy jego ręka znalazła się między jej udami, Granger krzyknęła i próbowała je zacisnąć jednak wystarczył jeden ruch ręką i kolejne łańcuchy zatrzymały jej nogi w rozkroku.

    Voldemort przez chwilę pocierał jej kobiecość. W końcu machnął ręką a dziewczyna podjechała wyżej na ścianie tak że jej nagie krocze było na wysokości jego twarzy.

    Wysunął język i delikatnie zaczął jeździć po jej łechtaczce. Słyszał jak jej oddech powoli przyśpiesza, więc przesunął językiem trochę niżej zbierając wyciekające z niej soki. Wsunął go w jej rozgrzaną cipkę a dzięki temu że był nadzwyczajnie długi mógł dotknąć jej dziewiczej błony. W jego głowie rozległa się myśl, że gdy to on będzie jej pierwszym zaklęcie zacznie działać jeszcze szybciej. Wyjął więc język z jej pochwy i powrócił do lizania łechtaczki, mocno drażniąc guziczek. Wsadził w nią dwa palce i uważając by nie pchnąć za daleko zaczął ją posuwać.

    Hermionę piekły policzki a to co czuła przekraczało wszelkie granice. Nawet ten epizod z Ronem nie rozpalił jej aż tak bardzo. Długi język, który wbił się w jej pochwę sprawił, że zaczęła cicho pojękiwać a gdy zastąpiły go palce przestała się hamować. Nie miała pojęcia dlaczego tak mocno odczuwała poczynania tego… tego potwora. Przez chwilę w jej umyśle pojawiła się myśl, że nie może być zły skoro potrafi takie rzeczy.

    Jej nogi zaczynały drżeć a ona nie mogła ich nawet minimalnie złączyć. Oddychała coraz szybciej i głośniej nie powstrzymując się od jęków. Voldemort coraz mocniej przyciskał do niej swój język, ale jej to nie przeszkadzało. Ból jaki jej sprawiał był przyjemny i nie wytrzymała długo.

    – Merlinie – jęknęła czując jak napięcie z podbrzusza zaczęło promieniować na całe ciało. Wygięła się wciągając powietrze gdy ciepły język z powrotem zagłębił się w jej pochwie. Hermiona jęczała spełniona żałując, że nie ma na czym się zacisnąć.

    Gdy opadła na podłogę wciąż z rozłożonymi szeroko nogami syknęła czując zimno z jakim się zetknęła.

    – Czekaj tu grzecznie – usłyszała gdzieś nad sobą. – Następnym razem to ty się mną zajmiesz.

    Tym razem wiedziała, że zniknął. Wciąż drżąc na całym ciele pomyślała, że to nie będzie takie złe. Dopiero gdy doszła do siebie zrozumiała, że podobało jej się jak Voldemort ją wykorzystał.

    Szkoda, że nie zdawała sobie sprawy, jak jej tęczówki bardzo pociemniały.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    #Ackerman#

    To moje pierwsze opowiadanie, więc w miarę możliwości proszę o opinie 😀

    Mam nadzieję, że się spodoba.

  • Wyspa szczescia – 12.

    Część 12.

    – No, jestem z powrotem – westchnęła podniecona Halina. – Na czym skończyłyśmy? – wysapała pytanie, jednocześnie przytulając i obmacując koleżankę. Jej podniecenie rosło, kiedy czuła pod palcami  jędrne ciało o takiej aksamitnej w dotyku skórze. Przeszył ją miły dreszcz. Tamta milczała nadąsana szybkim rozstaniem, ale słuchała koleżanki.

    – To co? Kładę się, a ty poruchasz mnie palcami i dłonią, tak? A ja wyliżę ciebie, zgoda? No, chodź… – szepnęła miękko i pociągnęła koleżankę za dłoń. Halina, kładąc się na stoliku, przyciągnęła dziewczynę.

    Dziewczyna usłuchała. Zaskoczona żądaniem, chyba wzruszyła ramionami i zaczęła wkładać palce do pochwy. Zaczęła od dwóch. Halina była bezradna. Podniecał ją seks z kobietami, ale jej ciało przez lata przyzwyczaiło się do penetracji pochwy członkiem. Mąż wiedział o elastyczności i pojemności pochwy żony, ale nie odpowiadały mu takie zabawy, a ona potrzebowała spełnienia, więc wymogła na dziewczynie spółkowanie dłonią. Nie miała wibratora. Anonimowa kochanka powoli zwiększała liczbę palców i rytm ruchania Haliny. Dla niej to była egzotyczna nowość.

    – Jestem jedyną, która nie jest anonimowa! – pomyślała, rozkoszując się uczuciem, jakie dawała jej kochanka. Kiedy była podniecona, stawała się odważna i potrafiła wykrzykiwać do męża swoje żądania. Nie zważał na to. Nie chciał ich spełniać. W końcu dłoń wślizgnęła się do pochwy. Kobieta krzyknęła i złapała dziewczynę za pierś. Mocno trzymała.

    – Pieprz mnie mocno! Mocno! – szepnęła głośno. Przyciągnęła kochankę do siebie i szybko przeniosła dłoń na kark. Nie chciała, żeby zbyt wcześnie przerwała penetrację. Sięgnęła drugą dłonią i powoli zaczęła masować krocze dziewczyny. Było wilgotne. Halina miała wrażenie, że z niej cały czas cieknie. Podniecona kochanka rytmicznie przesuwała dłonią w jej pochwie. Zacisnęła usta i z satysfakcją wręcz uderzała dłonią, widząc reakcje Haliny. Kobieta napięła wszystkie mięśnie i wręcz szalała z rozkoszy. Leżała na stoliku, głową rzucała na boki i wysiłkiem woli powstrzymywała się przed głośnymi jękami. Jednak teraz pochyliła dziewczynę, ciągnąc za pierś. W ostatniej chwili wbiła usta w pierś i z całych sił zawyła!

    Kiedy doszła do siebie, leżała rozkraczona na stoliku. Przy jej rozrzuconych nogach stały jakieś dziewczyny i czyjaś dłoń macała jej pochwę. To było tak przyjemne wrażenie, więc nie zwarła nóg, ale nie potrafiła rozpoznać wielbicielki swojej cipki. Słyszała wolniejszą muzykę, kochanka zniknęła, a na stolik gramoliła się inna dziewczyna. Też miała drobne piersi, ale krótkie włosy.

    *

    – Hej, gdzie jesteś? Coś ci obiecałam! – Halina intensywnie poszukiwała niedoszłej kochanki.

    – Halinka, wyliż mnie, a ja właduję się do twojej pochwy – szepnął namiętny i niecierpliwy głos.

    Kobieta nie pytała, kto to. Rozkosz była najważniejsza.

    – Dobrze, chodź – zgodziła się.

    Dziewczyna siadła na jej twarzy i położyła się na kobiecie, a podniecony oddech owiewał krocze Haliny. Chwilę później bezceremonialnie pchała palce do pochwy. Ku własnemu zaskoczeniu Halina poczuła podniecenie. Ale jakie! Wysunęła język, przycisnęła biodra dziewczyny. Nosem dotknęła jej ciała. Trochę przesunęła się i trafiła językiem na łechtaczkę. Wsadziła palec do pochwy. Dziewczyna była wilgotna. Poczuła delikatny zapach jej pochwy zmieszany z zapachem mydła. Podniecenie wzrosło. W tej chwili dziewczyna gwałtownym ruchem wpakowała dłoń do pochwy. Halina głośno westchnęła, przeżywając dreszcz rozkoszy płynący po jej ciele. Odczekała chwilę i zaczęła lizać łechtaczkę. Krople śluzu spadły na język. Dziewczyna miała wytrysk?

    – Co jest? – zapytała, szarpiąc ją za udo.

    – Sorki! Czasami, jak jestem silnie podniecona, to sikam – zawstydzona wyznała szeptem. I po chwili, z wyczuwalnym w głosie wahaniem, zaproponowała: – Jeżeli chcesz, to wysikam się na ciebie w łazience. Chcesz? Mnie to kręci…

    – Chcę – usłyszała swój niski głos. Właśnie dotarło do niej, jak bardzo jest podniecona.

    Dziewczyna ostrożnie wysunęła dłoń z pochwy i zeszła ze stolika. Wtedy podniosła się Halina. Powoli, mijając inne parki, weszły do łazienki. Zamykając drzwi, zapaliły światło. Przez chwilę musiały mrużyć oczy. W końcu spojrzały na siebie. To była Natalia!

    Zapaliły dwie świeczki, zgasiły światło.

    *

    „Adam” przyglądał się dziewczynom i w końcu zmęczony upadł na tapczan.  Podeszły dwie kolejne i stanęły nad nim. Trzymały się za ręce.

    – A ty co? Przyszedłeś kibicować? – zaczepnie spytała ta wyższa.

    – Nie, no skąd! – odpowiedział zaskoczony jej tonem.

    – No, to siadaj!

    Chłopak usiadł na tapczanie, nogi spuścił na podłogę. Penis ciągle mu sterczał. Dziewczyna chwyciła go i opierając się na jego ramieniu, powoli siadała na członek.

    – Kurde, ale jazda! – rozbawiony chłopak był zaskoczony ich otwartością i wymaganiami. Jeszcze bardziej podniecił się, kiedy poczuł ciepło pochwy Bianki. 27-letnia szatynka, druga bramkarka o wydatnym biuście umościła się na penisie, klękając na tapczanie. Pełne piersi kołysały się i ocierały o jego klatkę. Jej fryzura – krótki bob z prostą grzywką dodawała jej uroku. Dziewczyna po zgrupowaniu miała tylko czasami występować w drużynie. Znalazła stałą pracę, więc sport zszedł na dalszy plan. Teraz korzystała z ostatniej okazji do szalonej zabawy w drużynie. Niespodzianka Aldony mile zaskoczyła ją.

    – Łoł! Super! – chłopak właśnie chwycił piersi Bianki i przytrzymywał, kiedy ujeżdżała go. Cieszył się obfitością jej biustu.

    Z boku spółkującej parze przyglądała się Lena, prawie 17-letnia skrzydłowa. Szczupła, ciemna blondynka, o prostych włosach do ramion. W odróżnieniu od koleżanki miała małe piersi. Teraz jej brodawki sterczały. Sterczały od początku imprezy. Była podniecona samą sytuacją. Po raz pierwszy! Po raz pierwszy uczestniczyła w seksie grupowym! I dlatego cały czas była mokra. Czasami dotykała wejścia do pochwy, chociaż nie musiała pobudzać się, ale czuła jak rozlewa się wilgoć. Rozcierała śluz po udach i łechtaczce. Ależ była podekscytowana! Obiecała sobie, że nie opuści żadnego zgrupowania. Do pierwszej drużyny została dokooptowana tuż przed obozem. Wesoła, trochę onieśmielona starszymi zawodniczkami, słuchała Bianki i z nią podeszła do „Adama”. Chłopak pierwszy przypomniał sobie o niej.

    – Chodź tu – powiedział, puścił pierś Bianki i zagarnął dziewczynę lewą ręką. Usiadła obok niego. Kiedy Bianka skakała, on przytulił i całował się z Leną. Minęło trochę czasu zanim Lena poczuła się mniej skrępowana i objęła go. Koleżanka przyspieszyła rytm ujeżdżania penisa i po chwili padła na chłopaka. Zaskoczony ledwo wytrzymał jej ciężar.

    – Zmiana – cicho wystękała po dłuższej chwili milczenia. Zaliczyła pierwszy orgazm.

    Lena patrzyła na nich zaskoczona. W ciemnościach nie dostrzegali jej wahania.

    – Teraz ja?

    – No, siadaj! – ponaglił ją chłopak.

    *

    Na drugim tapczanie dwie dziewczyny kochały się w pozycji 69. Jedna leżała na drugiej. Obie namiętnie lizały łechtaczki kochanki i wsuwały palce do pochwy. Obie były mokre, więc intensywnie ruchały się wzajemnie. Sapały, pojękiwały. Parze przyglądała się 18-letnia Gabrysia. Jedyna ekshibicjonistka w drużynie. Kiedy opalały się, tylko ona bez oporów zdejmowała stanik, nie zwracając uwagi na otoczenie. W szatni chętnie spacerowała nago, zwlekając z ubieraniem się. W mieście podjęła kilka odważniejszych prób m.in. w parku, ale nie dzieliła się swoimi przeżyciami z dziewczynami z drużyny. Niedawno wykonała striptiz dla kilku znajomych, ale impreza zakończyła się inaczej niż oczekiwała. Musiała o tym z którąś porozmawiać.

    Dla niej taka impreza była wspanialzm wydarzeniem. Teraz stała samotnie, więc po chwili uklękła przy tapczanie, wystawiając pupę w kierunku drugiego z nich i wepchnęła swój palec do pochwy dziewczyny, leżącej na plecach. Tamta jęknęła. Partnerka o nic nie zapytała. Dalej języczkiem pieściła łechtaczkę i z przyjemnością słuchała jęków kochanki, która właśnie poczuła palce dwóch dłoni penetrujących pochwę. Roksana stała przy oknie i patrzyła na dziewczyny bawiące się na tapczanie. Potem bez słowa sięgnęła po butelkę po winie. Włożyła szyjkę w usta i dokładnie lizała. Na koniec pokryła ją śliną. Uklękła za Gabrysią, oparła dłoń o jej pupę i bez słowa wcisnęła butelkę do jej pochwy.

    – Co jest? – Gabrysia drgnęła, zaskoczona niespodziewaną penetracją.

    – Chwila bezpiecznego seksu – szepnęła rozbawiona Roksana.

    – Ale ja…

    – Ale ty nie ruszaj się, tylko zabawiaj swoją koleżankę. Później mi podziękujesz. Masz taką ładną pupcię. Szkoda, żeby się marnowała – szepnęła i mocniej wcisnęła butelkę. Piersiami leżała na ruchanej koleżance. Kiedy jej znudziła się taka pozycja, cofnęła się i drugą dłonią odnalazła łechtaczkę Gabrysi.

    – Och! Proszę!

    – O co prosisz?

    – Proszę! Nie wytrzymam!

    – Może mam wsadzić palec do dupci?

    – Co? (…) Taaak!

    – A ty zabawiaj koleżankę…

    Teraz Gabrysia masowała łechtaczkę i równocześnie całowała się z drugą dziewczyną. Nadal nie wiedziała, które to z ich drużyny.

    – A może to i lepiej? – pomyślała. – Wszystkie mamy świetne wspomnienia i nie rozpamiętujemy tego podczas treningu.

    Rozbawiona sukcesem pieszczot, Roksana nawilżyła palec i powoli wsunęła do odbytu Gabi. Dziewczyna napięła mięśnie, po chwili rozluźniła, czując łagodny napór. Roksana pochylała się i biustem muskała plecy Gabrysi. W końcu wepchnęła cały palec do odbytu i powoli zaczęła nim rytmicznie poruszać. Wycofywała trochę i wpychała do końca. Wycofywała jeszcze bardziej i znowu wpychała palec aż po nasadę. Gabi znowu namiętnie całowała koleżankę. Bawiły się języczkami, a ślina kapała na krocze leżącej dziewczyny.

    *

    Lena była pełna wątpliwości. Spółkowała ze swoim chłopakiem, a teraz miała z jakimś obcym?

    – A jeżeli on dowie się? Ale która mu doniesie? A skąd będą wiedziały, co robiłam? – rozejrzała się. – Jest zbyt ciemno. A one nawet nie wiedzą, że mam chłopaka! – ucieszyła się. – No, i wszystkie dziewczyny korzystają z niego – uprzytomniła sobie. Westchnęła po cichu i chwyciła twardego penisa. Był gruby i dość długi. Wzorując się na Biance, siadła na chłopaka i powoli zaczęła na nim skakać. “Adam” czule pogłaskał ją po plecach. Przyśpieszyła.

    Bianka kroczem dotykała uda chłopaka, a dłonią pieściła jego mosznę. Lena czuła na pośladkach dłoń koleżanki. Żądna wrażeń Bianka przesunęła się jeszcze bardziej ku krawędzi tapczanu i drugą dłonią w ekwilibrystycznej pozycji złapała ją za pierś. Delikatnie miętosiła ją, potem całą powierzchnią pocierała brodawkę. Chłopak odchylił się i oparł na łokciach. Lena rytmicznie skakała na nim i stękała. Nawet nie musiał ruszać biodrami. Czuł, że to młoda dziewczyna. Miała znacznie więcej energii niż jej poprzedniczka. Wąska pochwa dodawała wrażeń ich stosunkowi. Dziewczyna przyspieszyła, trzymając chłopaka za ramię i kark. Nagle odchyliła się, odrzuciła głowę, uwolniła chwyt, znieruchomiała i zaczęła głośno jęczeć. „Adam” w porę złapał ją za ramiona.

    – No, druga zaliczyła orgazm – uśmiechnął się do siebie. – Cztery sarenki zaorane… Na razie!

    *

    Kobieta weszła pod prysznic i uklękła. Była ciekawa nowego doświadczenia, a jednocześnie zaskoczyła ją perwersyjność Natalii.

    – Akurat jej nigdy bym nie podejrzewała o takie zachowania! Mogłabym być jej matką! – pomyślała, nie potrafiąc w pełni ukryć zaskoczenia. Uklękła pod prysznicem. Spojrzała z uśmiechem na nastolatkę.

    Natalia weszła do kabiny i przycisnęła swoje krocze do twarzy kobiety. Odwzajemniła uśmiech. 

    – Popieść mnie języczkiem. Ale delikatnie!

    Halina spełniła prośbę. Jednak nie wytrzymała i dłonią pocierała swoją łechtaczkę. Natalia sięgnęła do jej piersi. Trzymała ją w dłoni i ściskała. Podniecała ją ich wielkość. Halina energicznie pieściła nastolatkę, rozkoszując się jej westchnieniami, jękami i stękaniem. W pewnym momencie na jej języku zachlupotało. Sądziła, że to obficie wycieka śluz.

    – Widzisz? Znowu sikam! – zaśmiała się Natalia i mocno chwyciła kochankę za włosy. – No, spróbuj pić!

    – Nie, proszę!

    – Pij!

    Halina nie protestowała. Uległa nastolatce i próbowała siorbać mocz. Widziała, że Natalia odchyla głowę i upaja się dźwiękiem połykanego moczu, którego nadmiar spływał po piersiach Haliny. Drżała, odczuwając niezrozumiałą rozkosz. W pewnym momencie strumień stał się znacznie intensywniejszy i kobieta krztusząc się, połknęła mocz i siadła na piętach. Natalia skorzystała z okazji i siknęła na twarz Haliny. Za chwilę kolejny strumień pokrył twarz kobiety. Poczuła ciepło spływające po jej piersiach i brzuchu. Znowu zadrżała z podniecenia.

    *

    – Gdzie jeszcze mam zlać się? – spytała podniecona dziewczyna zmienionym, niskim głosem. Bardzo przeżywała pissing.

    – Na twarz i piersi – głucho odparła. Przymknęła oczy. Trudno było jej się przyznać przed samą sobą, że podnieciła się taką zabawą. Wstydziła się prosić, więc w duchu była wdzięczna Natalii za pytanie. Drżała, czując ciepły mocz spływający po jej ciele. Wzdychała, dotykając się.

    Kiedy skończyły, Natalia zaczekała aż Halina weźmie prysznic. Potem sama umyła się. Obie wytarły się papierem toaletowym i jeszcze wilgotne przytuliły do siebie. Namiętnie całowały się i w pewnym momencie Natalia uklękła. Jej dłonie powoli zsuwały się z ramion Haliny po piersiach, brzuchu i zatrzymały na udach. Lizała i kąsała łechtaczkę starszej kochanki i nagle, w geście potężnego podniecenia, wcisnęła cztery palce do pochwy! Halina pod wpływem tak silnego bodźca głośno krzyknęła i oparła się o ścianę.

    Natalia z łatwością weszła do pochwy starszej koleżanki. Sama była zaskoczona. Fakt, Halina była nawilżona, więc wsunęła palce bez oporu. Kiedy kobieta nieco opanowała się, nastolatka wysunęła palce i ponownie zaatakowała, wciskając kilkoma powolnymi ruchami całą dłoń do pochwy! Ruchana blondyna zawyła z rozkoszy! Stała w szerokim rozkroku z opuszczoną głową, dłoń opierała o ścianę i ciężko oddychała. Druga dłoń bezwiednie masowała pierś. Natka nie pozwoliła jej dotknąć łechtaczki. Teraz, wykręcając dłoń w pochwie, przeszła między nogami Haliny i podniosła się za nią. Ruchy dłoni w pochwie oszałamiały kobietę. Teraz pochylona z wysiłkiem utrzymywała się na nogach. Natalia powoli rżnęła ją od tyłu i wsłuchiwała się w jęki podnieconej kobiety.

    – No, cipko, idziemy do pokoju – wyszeptała do jej ucha. Wyprostowała się i z dumą uśmiechnęła: – Też mogę mieć suczkę!

    Do świadomości podnieconej Haliny niewiele docierało. W stanie bliskim ekstazy posłusznie wykonywała polecenia dziewczyny. Każdy krok z dłonią w pochwie podniecał ją, wywoływał takie doznania, że była bliska utraty przytomności. Po raz pierwszy doświadczała takiej pieszczoty i od razu na taką skalę!

    Kiedy wchodziły do pokoju, pospiesznie wyminęła je jakaś para w drodze do łazienki. Dziewczyny na palcach wpadły do łazienki i zamknęły drzwi. Nie zapaliły światła. Świeczki wystarczały.

    Tylko Natalia zauważyła mijającą ich parę. Halina rejestrowała jedynie bodźce płynące z pochwy. Penetracja dłonią prowadziła do takiej ekstazy, że wyłączyła jej naturalne zdolności postrzegania otoczenia. Tkwiąc na dłoni Natalki, była bezwolna. Jak przedmiot reagujący tylko na bodźce wzmagające podniecenie. Jak sterowana zabawka. I oszołomiona zniewalającym seksem!

    Nastolatka, bardzo podniecona taką formą zabawy ze starszą koleżanką, obiecała sobie, że nie straci świetnej kochanki po udanym seksie.

    *

    – Dziewczyny! Rucham Halinę dłonią! – głośnym szeptem triumfalnie ogłosiła Natalia po wejściu do pokoju. Nie wszystkie zareagowały na jej informację. Część zajęta sobą nie zwróciła na to uwagi. Inne w milczeniu próbowały przyjrzeć się parze, która wyszła z łazienki.

    Natalia szła pochylona za Haliną, która poruszała się jak pijana, żywo reagując jedynie na ruchy dłoni w pochwie. Po kilku krokach zatrzymały się. Dziewczyna rozejrzała się. Tapczany były zajęte. Na legowisku z koców kłębiły się trzy ciała. Chłopak ruchał jakąś dziewczynę. Inna aktywnie wspierała go. Stolik stał pod oknem. Zajęty. Krzesło również. Drugie było wolne.

    – Dziewczyny, dajcie krzesło! – Kiedy prośba Natalii została spełniona, usiadła na nim i znowu ruchała Halinę od tyłu, stojącą na ugiętych nogach. Drżała. Któraś pomogła ją podtrzymać. – Jeżeli chcecie ją poruchać, najpierw wyliżcie jej cipkę – poinformowała widownię.

    – Ja chcę – powiedziała głośno jedna z dziewcząt. Ponieważ nie szeptała, poznały jej głos. To była Pamela. Podeszła i nie czekając na żadne sugestie, uklękła przed półprzytomną kobietą, dłonie oparła o jej uda i zaczęła ją pieścić ustami, potem języczkiem. Robiła to powoli, delikatnie, potem przyspieszyła i stała się bardziej natarczywa. Natalia zlitowała się i tylko czasami poruszała dłonią w pochwie. Oszołomiona i półprzytomna z podniecenia Halina reagowała jękami na pieszczoty obydwu nastolatek.

    Jakaś dziewczyna podeszła z boku i nagle uderzyła w kołyszącą się, pełną pierś. Kobieta jęknęła namiętnie, podniecona niespodziewanym, silnym bodźcem.

    – Kurde, wszystko można z nią zrobić – stwierdziła dziewczyna, słysząc reakcję. – Ej, dajcie drugie krzesło! – zażądała.

    Dziewczyny wstały i podały krzesło. Ustawiła je możliwie blisko Natalii i Haliny. Stanęła na nim i energicznym gestem przyciągnęła głowę kobiety. Kilka dziewczyn z zaciekawieniem przyglądało się zachowaniu koleżanki.

    – Halina, liż moją cipę! – zażądała głośno. Kobieta, nie otwierając oczu, zaczęła lizać podstawioną łechtaczkę. – Co za numer! Mam własną dziwkę! – wykrzyknęła podniecona i zadowolona dziewczyna. Roześmiała się cicho.

    Halina w ogóle nie reagowała na komentarze. Pobudzanie pochwy i łechtaczki było ciągle tak silne, że bez zastanowienia wykonywała wszystkie polecenia. Przebywała w takim stanie podniecenia, że rozkosz jakiej dawno nie zaznała, gasiła wszystkie wątpliwości. Z radością lizała cipkę anonimowej koleżanki. Było jej obojętne, która czerpie przyjemność z tych pieszczot.

    – Mogę wypieścić każdą! – chciała krzyczeć i gorliwie lizała koleżankę.

    W tym stanie nawet nie czuła, jak mocno koleżanka szarpie ją za włosy. W pewnym momencie gwałtownie odchyliła głowę. Na rozpalonej twarzy poczuła wilgoć.

    – O kurde! Spuściłam się! – podniecona dziewczyna śmiała się z sukcesu pieszczot. Halina znowu intensywnie lizała wilgotną łechtaczkę. Właśnie wpychała język do pochwy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wlascicielka, vol 8: Rzeczywiste rozkosze…

    Puszek wije się wśród pościeli, a ubrane mu przez mnie rano kolorowe majtki wiszą na lewej kostce bujając się z każdym ruchem na boki niczym chorągiewka. Dyszy, pojękuje, rumianą twarz co rusz przechodzi kolejny grymas przyjemności. Obnażony biust sterczy, gdy prawa dłoń Oszki ściska go, gładzi czy też tylko delikatnie masuje. Usta blondynki są zajęte szyją i twarzą mojego kotka, palce lewej zaś poza małym i kciukiem nie są widoczne tkwiąc w różowym wnętrzu Aiszy… Ich wargi znów się stykają, a szatynka unosi się na poduszkach, gdy nadgarstek porusza się kolejny raz. Na plus, nie trzymam żadnego dildo albo czegoś w tym rodzaju. O, i mają ubrane obróżki, przez co wyglądają uroczo w tym swoim akcie. Może jednak…

    Nie, Oszka jedynie przesuwa swoją głowę niżej i bierze w usta pierś, nadal nie przestając zadowalać swoją dłonią. Pomyśleć, że jeszcze chwile temu tak ładnie i niewinnie się całowały, ubrane w sweterki, uczesane, przytulone do siebie i uśmiechnięte jak dwa małe aniołki? Ile razy to tłumaczyłam, że mają się przy mnie ograniczać, ale przy kąpieli przymykałam nawet oko na to, że pod pretekstem „mycia” masowały sobie wzajemnie cycki i stópki? A mimo to, uwielbiają łamać zasady, które wzajemnie sobie ustaliłyśmy. Stracił figlarność dziecięcej zabawy w łapki, nieśmiałych buziaków a stały się świadomą relacją opartą na wzajemnej rozkoszy z zauważalnym podziałem na role. Pierożek była inicjatorką, a Puszek uczestniczką tychże uciech. Może teraz zauważą, że tutaj stoję? A nie, nie. Oszka pociąga wargami sterczący sutek, przesuwa się znów niżej, całuje brzuszek i zasłania swoimi złotymi kudełkami jej krocze, nawet nie odrywając na moment żadnej z dłoni. Nawet Migdał, najwyraźniej nie miał ochoty na to patrzeć, bo biedak leży pyszczkiem w poduszkę przy porzuconym przez swoją panią brzoskwiniowym kucyku. Naciskam spust aż cztery razy, a zraszacz do kwiatów wystrzeliwuje wilgotną mgiełkę w ich stronę, opadającą na nagie ciała jako krople.

    – Taly! – rozlega się zły, niemal rozpaczliwy pisk Oszki, gdy odrywa się i przewraca na bok, a Aisza momentalnie kuli się, udami zasłaniając obnażone krocze a ramionami biust w wstydzie – Myślałyśmy, że już pojechałaś i…

    – Nie było mnie cztery minuty! Cztery! – odpowiadam, odstawiając swoje narzędzie wychowawcze do kociąt, patrząc na ich czerwone buzie – Mam być zazdrosna? – sięgam po czarny sweter z krzesła i przesadzam króliczka do galeryjki zdjęć – Chociaż nie wiem o którą bardziej.

    – Maja mówi, że jak ktoś jest zazdrosny ma sobie wsadzić rękę w majtki albo się przyłączyć. – odpowiada mi, pokazując język, po czym przytula się do Aiszy, układając piersi na jej ramieniu i całując pocieszająco – To ty nas zostawiasz same, smutne i nienasycone po tym pokazie…

    Rzeczywiście, mogłam ponosić trochę winy za to co teraz robiły, przebierając przy nich w komplet złożony z wzorzystego, koronkowego, przejrzystego półgorsetu, dopasowanych do tego fig i pasa do pończoch, a potem jeszcze wciągnąć czarny nylon na nogi, bo Osia aż się zapowietrzyła, a Aisza obserwowała jedynie zaciekawiona. Pod białą sukienką za kolano, z długimi rękawami, właściwie nie było tego widać. Grudniowe śniegi zachęcały do ubrania się cieplej w grube rajstopy i pełne majtki, ale serce podpowiadało, że lepiej by było ładnie i zmysłowo.

    – Jak będziesz tak we wszystkim słuchać Majki to wyrosną Ci włosy na języku. – kręcę głową, po czym spoglądam na Aiszę wpatrującą się we mnie z pewną dozą szacunku – Daj pańci buzi na szczęście, co też sobie pofigluje. – mówię do niej, pochylając się bliżej, a ona leciutko muska mój policzek – W lodówce jest bita śmietana, jak macie ochotę. – widzę te rozpromienione buzie – Ale nie w łóżku, bo się wszystko potem lepi. I po kolacji, ,musiały się z powrotem ubrać zanim was zawoła moja mama. – głaszczę obie po główkach – Jak ładnie poprosicie, Ase jak wróci już z pracy, to włączy wam co będziecie chciały. I nie zapomnijcie umyć ząbków przed spaniem. – stukam je palcem po noskach – Bądźcie trochę grzeczniejsze, co? – wychodzę, ale przez szparę drzwi widzę, jak wracają do przerwanych pocałunków i pieszczot

    Mama jak zawsze, pije herbatę siedząc na kanapie przed telewizorem z włączonym jakimś chińskim serialem lub filmem. Sądząc po strojach, coś historycznego. Może i ten widok byłby lepszy, gdyby tata ją obejmował, bo wreszcie odważyli się zamieszkać razem w jego domu, gdy teraz już oddała hodowle w ręce Ase. Nadal jest kojący w inny sposób, bo jeszcze dziesięć lat temu właśnie tak ją widziałam. Tata mógł sprawiać wrażenie groźnego i przerażającego olbrzyma, ale miał złote serce. Ona zaś była normalną kobietą z nadwagą, spokojną kurką domową, robiącą z nami lekcje, gotującą i wożącą nas do szkoły czy ukochanego taty. Z taką samą filiżanką zielonej herbaty załatwiała sprzedaż mężczyzn, których trenowała na maszyny bojowe, obserwowała ich codzienne rytuały ćwiczeń i gwałtów, prowadząc do upokorzenia, a czasem nawet śmierci. Wystarczy wspomnieć jak wyglądało testowanie czy psy nadają się już na sprzedaż.

    Zadanie proste. W godzinę tysiąc pompek, potem dziesięć kilometrów biegu i wspinaczka po skałce. Do pierwszego testu ubierano im specjalny strój, który układał ciężar stu dwudziestu kilogramów na ciele. By zostało uznane za raz, musieli podskoczyć, wyprostować się, klasnąć i wrócić do pozycji. Drugie zadanie było na bieżni w chłodni przy pięciu stopniach Celsjusza nago, co trzy minuty polewano ich jeszcze wodą pod ciśnieniem. Z wszystkiego wspinaczka była najłatwiejsza, bo skałki po prostu były zaostrzone, a co jakiś czas buchająca gorąca parą z otworów. Pokonanie pół kilometra w pionie było uznane za zakończenie sprawdzianu. Najlepsze osobniki wyrabiały się z zapasem.

    Skończywszy sześćdziesiąt kilka lat, które wolały leniuchować. Niektóre jej rówieśniczki, wzorem mężów kupujących młode kochanki w obrożach, brały od Dani mężczyzn do towarzystwa, potrafiących nadal doceniać obwisłe biusty, suche pochwy i zmarszczki. Ponieważ Kiwi skończył w korycie jako pożegnalny posiłek jej stadka, podejrzewaliśmy, że kupi nowego i zrobi z niego coś podobnego. Niespodziewanie jednak, ktoś inny sypia przy jej boku, skulony pod ramieniem, przyciskając ucho do piersi. W zakupionych specjalnie dla niego ubraniach, chociaż ograniczających się do tylko męskiej bielizny i koszulek, nadal ładnie strzyżony, Cargo kojarzył się z odwróconą płciowo relacją Sary i taty. Nie posiada on żadnej formy chipa w czaszce, cały jego trening opierał się o warunkowanie freudowskiego ID. Jednym z cech była nienawiść do mężczyzn. Nawet na Cliforda spoglądał nieufnie, chociaż mama dała mu na to wyraźne „nie”. Za to gdy Luke chciał wylizać jej stopy, bo to zakłada jego oprogramowanie, końskim kopniakiem posłał go na ścianę pięć metrów dalej i był gotów rozszarpać swoimi dziwnymi, ostrymi zębami gardło, póki nie kazała mu przestać.

    – Ciekawe, czy jej mama też taka była. – mówię zakładając sweter, a on spogląda na mnie, otwierając jedno z sowich oczu – Niewyżyte nimfetki.

    – Przy Dawidzie były grzeczne, to głównie ja zapewniałam im zabawki. – odpowiada mama, przekładając dłoń na głowę swojego ulubieńca i oko znów się zamyka – Chciał, by czuły się szczęśliwe. Zawsze. – po czym spogląda na mnie – Był też zawiedziony, że twoja siostra się wstydzi powiedzieć o swoim narzeczonym. Że mieszkają razem i się spotykają.

    – Wiedzieliście? – unoszę brew zdziwiona – Więc pewnie wiesz, z kim idę na randkę.

    – Z Natanem. Mała Sara mówiła. – odpowiada mama znów popijając herbatę – Mam nadzieje, że nie masz zamiaru przed nim klęczeć jak suka w obroży lub kochać jak klacz rozpłodowa. – zamyśla się na chwilę – Moja matka zawsze mówiła, że mężczyzna jest tak silny, jak pozwoli mu na to kobieta. Jeśli pozwolisz mu na to raz, będzie żądał zawsze. – odstawia filiżankę i wraca do gładzenia głowy swojego pieszczocha – Kiedy miała dwanaście lat, po śmierci mojej babci własny ojciec sprzedał ją do burdelu za garść banknotów. Znalazła go dziesięć lat później, żył w nędzy. Zaprosiła go do swojego domu na kolację, ale chociaż siedział z nią przy stole, to nie jadł. Kazała go pozbawić rąk i nóg, a potem przez kolejne dziesięć trzymała go na dnie studni, by poczuł to samo co ona. Z swoim mężem, moim ojcem, chciała mieć tylko córkę, ale pierw urodziła mojego brata. Z wściekłości za to wykastrowała go. Stał się jej mówiącym narzędziem, a w jego miejsce wzięła sobie czternastu kochanków. Dowiedziawszy się, że jeden z nich zapłodnił jej służkę i chciał, by ta usunęła po cichu dziecko, przybiła go za penisa do pniaka i dała nóż. Sam sobie go odciął po trzech dniach bólu. Nakazała go opatrzyć i wszyscy myśleli, że to koniec. Ale ona oddała go pozostałym mężczyzną, by traktowali go jak kobietę przez tydzień. Jeśli któryś by się wyłamał, skończyłby jak on. Po tym zamknęła w skrzyni by tylko głowa wychodziła i nakazała karmić ponad możliwości, a gdy rzygał, to i to mu dawać. Rok później skrzynia pękła od jego cielska, taki był gruby. Ku zaskoczeniu wszystkich, kazała go wtedy głodzić, by był na skraju życia. W cztery miesiące wyglądał jakby nosił płaszcze z własnej skóry. Wszyto mu w brzuch truchło małpy, ogłosiła go ciężarną. Miał własną służbę, pokój i inne przyjemności, ale wciąż tylko błagał, by wreszcie się zlitowała i go już zabiła. Umarł w wielkich męczarniach, gdy zżarły go robaki z gnijącego wewnątrz mięsa. – uśmiecha się pod nosem – Kochałam moją mamę, nawet jak była przeciwna waszemu ojcu. Miała już dla mnie wybranego męża, którego pewnie też bym wykastrowała po urodzeniu pierworodnej.

    – Wystarczyło baw się dobrze, Talita. – odpowiadam jej uśmiechając się krzywo – Natan jest inny. Miły, silny i…

    – Ma tak ładną buźkę, że nic, tylko by na niej siedzieć przez całe życie, nawet sikając pod siebie, a on by nic nie strajkował. – rozlega się głos Ase i po chwili czuje wilgotne wargi Luka na kroczu, gdy dopada mnie na czworaka, widząc sukienkę – Ciocia i Sara chcą przyjechać na kolację, więc żałuj, że jedziesz. – na warknięcie Cargo, gdy dupa kastrata za bardzo zbliża się do kolan jego pani wyrywa głowę i kuląc odsuwa bezpiecznie, a Ase wreszcie wchodzi do pokoju – Ależ się wystroiła.

    – Wiem. – odpowiadam, uśmiechając się do niej – Nie mówcie Oszce, to dostanie od Sary po uszach za to co odwalają z Aiszą w sypialni. – chichoczę

    – Aż tak? Nie widziałaś, co Maja wyczyniała ze swoją poprzednią dziewczyną na recepcji u nas w klubie. – wzdryga się – Czemu nie możesz mi też zrobić takiego? – wskazuje na leżącego posłusznie psa – Bliźniaki zatłukły już trzecią omegę, która próbowała zająć miejsce alfy. Zrobili sobie z jego ciała piłeczkę do ping ponga, rzucając nim do siebie nawzajem jakby nic nie ważył. Nawet przytulanki z feromonami ich nie pociągają, by chociaż ich zachęcić do dotknięcia fiutem.

    – Moją pierwszą alfą był mężczyzna, który zamordował dwadzieścia kobiet i dzieci. – mówi jej mama, znów patrząc na serial – Gdy zaczynaliśmy, skupiał się na opowiadaniu co mi zrobi jak się wydostanie i nazywał mnie grubą skośnooką suką, zastanawiał się, czy potrafię sobie chociaż ogolić cipę. Miesiąc później nie miał sześciu palców przy stopach, połowy uzębienia, w jego fiucie było więcej zszywek niż w kanapie, schudł trzynaście kilogramów, a jak w dupę wkręciło się żarówkę, to dało się czytać tyle voltów szło przez ciało. Jak wpuściłam go na arenę, gdzie rządziło już dwóch chłopców, których puściłam kilka dni wcześniej po podobnym treningu, sam ich uspokoił. Każdy z tych głupków bał się Duna i Mungo, ale oni bali się Jugo. Jugo zaś na mój widok truchlał i był gotów wylizać mi buty z błota. Miałam ich prawie sześć lat, potrafili podporządkować sobie wszystkich. Czekając, aż bliźniaki same wybiorą nową, czekasz aż rzucą się na siebie. Jak blisko siebie siadają? – Ase otwiera usta, patrząc na mamę, jakby właśnie coś zrozumiała – Lider nie pojawia się sam, jego się tworzy i wpuszcza. Masz stado owiec, którymi ma rządzić lew. – po czym kieruje wzrok na mnie – Zapytaj się swojego chłopca, czy mieli okazje już sprawdzić moje pieski w akcji

    Kiwam głową z uśmiechem. Natan był tylko siedem lat starszy i działał w jednej z kilku organizacji działających tuż pod granicami prawa. To co robili było legalne, to jak robili nie. To właśnie on kupił dla nich ostatni miot z psiarni mamy. Siostra wciąż nabijała się z jego pociągłej, gładkiej twarzy i sennych, szarych oczu, zestawionych z niemal siwymi włosami dodającymi mu lat. To ten typ dawnych wojskowych, którzy nawet w cywilu dbali o swój wizerunek i dyscyplinę. Szczupły, może nie jak Luke czy inne psy Dani, ale była to miła odmiana od faszerowanych mieszanką testosteronu i sterydów omega czy misiowatych taty albo Salomona. Interesujący. Dostatecznie, by sprawić, że przyjęłam zaproszenie na kolację. I jak pomyślę głębiej, to pierwszy facet, który to zaproponował. Z Rufo poszłam do łóżka z ciekawości, a skończyło się na tym, że biedak dowiedział się jak to jest być męską dziwką. Ase miała racje. Facet, który zna biznes jest takim, którego potrzebujemy. Oni widzą coś więcej niż zaspokojenie seksualne, które mogą sobie kupić na stałe.

    – Ucałujcie od mnie Sarę i ciocię. – zgarniam do torebki kluczyki od auta – Jak nie wrócę do rana…

    – To zasiedziałaś się na jego twarzy. – odpowiada siostra pokazując język i siadając przy mamie, a Luke od razu wsuwa się pod jej nogi robiąc za podnóżek, bezpiecznie usuwając się z wzroku Cargo, który znów lekko warczy – Ciekawe, co się dzieje w jego głowie. Jest taki…

    – Wyjątkowy. – odpowiada mama, a na ekranie pojawiają się napisy końcowe w krzaczkach – Ale ważniejsze, że słucha tylko właściciela. Gdyby nie to, stałby się jak niepowstrzymana siła. – podnosi się, a Cargo prostuje w kocim grzbiecie obok i odwraca głowę na mnie, patrząc jeszcze przez chwilę – Nawet waszego ojca nie dałoby się tak zatrzymać. – ta nienaturalna maska, bez jakiejkolwiek mimiki jest w pewien sposób szalenie piękna i abstrakcyjna – Powiedz małej Sarze, że jak chce się coś nauczyć, to może mi pomóc. – wychodzę, czując trochę spokoju, że nasze życie w pewien sposób wraca do normy.

    Wspólnie zwiedziliśmy galerię obrazów. Chętnie opowiadaliśmy sobie co dostrzegamy w malowidłach, a potem tą rozmowę kontynuowaliśmy w restauracji przy świecach. Pozwolił sobie na kilka komplementów na temat mojego wyglądu, sam ubrany w dość elegancki węglowy garnitur. Różnił się od typowych dla mnie facetów w dresach, którzy w sumie nie interesowali się czymś specjalnym. Zadowolona z wieczoru, przyjęłam też zaproszenie do jego apartamentu w jednym z wysokich, samowystarczalnych wieżowców z widokiem na miasto. Mimo spodziewanego przepychu, było bardzo skromnie. Proste meble, niewielka kuchnia z wyspą, mało elektroniki i wydzielona sypialnia.

    – Szampan? – zaproponował, stając w kuchni, gdy siadam na kanapie – Butelkę mam w lodówce, jeśli masz ochotę.

    – Odrobinę. – uśmiecham się w odpowiedzi, rozglądając się nadal – Nie mogę się oswoić z tym twoim akcentem.

    – Jednym byłem z białych dzieciaków w RPA, ale potem przeniosłem się do USA. – odpowiada wyciągając butelkę i otwierając ją sprawnie – Się zaciągnąłem do armii, gdy zaczynała się druga faza Incydentu Azjatyckiego.

    – Czytałam o tym. – spoglądam na niego, jak ustawia kieliszki i spodek z truskawkami na tacy – Mający trwać dwa lata konflikt, przeciągnął się do ośmiu?

    – Zbytnio bali się atomu, by go użyć. – odpowiada, przynosząc ją i siadając obok mnie – Łazarz miał być ostatnim zrywem. Jeden pluton, kilku typów w dowództwie wierzących, że będą bohaterami o których będą pisać pieśni i my, mięso wojenne. Po porażce, podano nam jakąś toksynę byśmy byli martwi, rozstrzelano ślepakami i w workach wywieziono do kraju. Przemodelowane państwo nie chciało poranionych wojną weteranów, inaczej niż Europa. Teraz sam jestem kapitanem, chociaż tutaj też wierzą w zabawkową naturę ludzkich pupilów. Pitbule są do walk jeden na jeden, kobiety to żywe seks lalki. Tylko psy pani Alicji są więcej, niż świetne. Gdybyśmy mieli takie tam, druga faza zakończyłaby się w miesiąc i to z druzgocącą przewagą.

    – Przekaże. – uśmiecham się i patrzę nadal na niego, przyjmując podany kieliszek – Za co pijemy?

    – Za fakt istnienia czegoś, o czym dyskretnie marzymy i wolno osiągamy? – uśmiecha się przekręcając głowę – Za to, jak bardzo możemy się ku temu zbliżać, gdy będziemy bardzo chcieli? – patrzy mi nadal w oczy – Albo kobietę, przepiękną i przepotężną, która pozwoliła mi spędzić ze sobą ten wieczór. Za Ciebie. – stuka mój kieliszek i popija, nim zdążę zastrajkować, więc bez wyboru również odpijam łyczek szampana

    – Zwykle mężczyźni tutaj to znudzeni bogacze, którzy zmęczyli się żoną lub nie są one chętne na ich fetysze, więc godzą się na ustępstwa. – mówię wolno – A ty jesteś…

    – Oh, też mam swoje słabości, których nie jest w stanie spełnić żadna laleczka na elektronice.. – uśmiecha się – Na przykład teraz. Chciałbym Cię móc pocałować, ale boje się, że się obudzę z tego pięknego snu przed telewizorem, nadal będąc sam. Zaryzykuje, pozwolisz? – wsuwa palce pod moją brodę i przysuwa swoje wargi, lekko dotykając i muskając ich – Hm, jednak jesteś prawdziwa. Pachniesz cudownie, wyglądasz pięknie… Jak wiele jeszcze dostanę?

    – Nie wiem… – odpowiadam mu, trzymając w dłoni kieliszek – A co jeszcze lubisz?

    – Powiedzmy, że pozwolisz mi pokazać. Jeśli jednak mi każesz, przestanę. – znów przysuwa się i jeszcze raz wyłącznie muska mnie wargami, jak coś delikatnego, ulotnego – Musiałem się jeszcze upewnić, ale teraz na pewno wierzę, że tutaj jesteś. Pozwól mi więc sprawić, że w ten wieczór będziesz moją panią królewną, a potem zdecydujesz, czy będę mógł jeszcze raz.

    Odstawia swój kieliszek, zsuwając się z kanapy i stawia w pobliżu mojej dłoni truskawki. Siada tuż przed moimi nogami. Obserwuje go z zaciekawieniem, biorąc jedną z nich i wgryzając się w soczysty, czerwony owoc. Z tą samą co przy pocałunku delikatnością zdejmuje mi buty i ustawia je obok siebie. Najpierw unosi mi lewą stopę. Całuje każdy palec po kolei, trzymając ją w dłoniach. Potem chwyta prawą i odtwarza to, opierając je sobie o koszule. Sunie swoimi wargami po wierzchu łydki, składając naprzemiennie pocałunki na pończochach zawstydzając wgrane fetysze Luka. Jest to równie zabawne, co przyjemne, ale gdy jego usta i ciepły oddech suną po wnętrzu ud to drugie uczucie zaczyna przeważać. Wsuwa swoją głowę pod sukienkę i znów, dmucha ciepłym oddechem w moje majtki, nie pozwalając sobie na więcej. Inaczej, niż wilgotny jęzor kastrata, który już by próbował wylizać przez koronki. Wyciąga głowę i spogląda prosto w moje oczy, opierając brodę o podołek, wciąż trzymając swoje dłonie na moich udach. Uroczy…

    – Jeżeli pani mi pozwoli, zabiorę ją do sypialni. – przekręca głowę lekko w bok – Oczywiście, tam będę musiał jej zdjąć sukienkę, ale też gwarantuje, że sam się rozbiorę. Mam nadzieje, że nie rozczaruje jej przy naszym pierwszym razie.

    Zachowuje się, jakby wiedział czego chce. Jeśli ma to wyglądać dalej w ten sposób…. Na raz opróżniam kieliszek i kiwam głową. Unosi się z klęczek, pociągając swoimi dłoniami po moim ciele i unosi dłonie, składając na nich pocałunek, po czym pociąga mnie z kanapy. Prowadzi, trzymając za koniuszki palców, po drodze zabierając tylko butelkę z szampanem.

    W sypialni obraca mną w miejscu, niczym w tańcu i prowadzi tyłem do łóżka. Pochyla się i rozbiera z sukienki przez głowę, po czym ją odwiesza na krzesło. Robi dwa kroki w tył i rozkłada dłonie, jak w galerii, gdy któryś z obrazów wzbudził w nim wyjątkowy zachwyt.

    – Myślałem, że piękniejsza niż naga nie będzie, a proszę. – czuje dziwne ciepło na twarzy, gdy to mówi – To cudowne, jak można się zaskoczyć. – znów dwa kroki w przód, usadza mnie na łóżku – Moja kolej, prawda?

    Znów, jest równie uroczy co zabawny. Rozpinając po guziku koszulę, potem odwieszając ją obok mojej sukienki, rozpinając pasek przy spodniach i spuszczając je. Jest w tym jakaś swoista forma pokazowego striptizu, a nie zwykłego „rozbieram się, bo zaraz będziemy uprawiać seks”. Po chwili namysłu, zdejmuje też podkoszulek, ukazując delikatnie zarysowane mięśnie jak u osób regularnie uprawiających sport. Śliczny, jak koleś, który mnie wyśmiał. Siada obok mnie, przechyla mocno głowę i odgarniając prawą dłonią włosy z twarzy, jednocześnie dotykając karku, ucha i policzka przysuwa swoje usta do moich. Cała nieśmiałość, delikatność przerodziły się w pożądanie, pragnienie. Też je czuje, gdy rusza swoją głową, gdy nasze języki się spotykają. Dobrze, chcę, pragnę i potrzebuję go więcej.

    Odsuwa się tylko po to, by obniżyć głowę. Nie od razu pozbawia mnie góry bielizny, pierw składa po trzy pocałunki na obu piersiach przez koronkę. Po jej zewnętrznej stronie, wewnętrznej i w sam sutek, który teraz przebija się przez tkaną różyczkę. Dopiero wtedy rozpina go na plecach, ale zamiast pociągnąć w przód, by zjechał, po ramionach, prowadzi je w górę i przekłada tuż przed moimi oczami. Na powrót wraca do nich z swoimi ustami, ciągnąc brodawki wargami, i obejmując dłoniami. Swoje układam w jego miękkich włosach, trąc je i wbijając odrobinkę palce w skórę. Znów się unosi i kolejny raz nasze wargi się stykają w namiętnym, dzikim pocałunku przeciąganym do utraty tchu. Czuje, jak obejmuje mnie pod biodrami i przesuwa w głąb łóżka. Nie opieram mu się.

    Wsuwając między moje nogi, klęcząc na podłodze, chociaż jego twarz jest na wysokości mojego brzucha. Przesuwa po nim dłoniami wzdłuż linii tali, bioder, by zagarnąć same stringi, pozostawiając pas do pończoch nienaruszony. Zdejmuje je bardzo wolno, zsuwając po udach, dłonią trąc po obnażonej skórze a potem po nich. Rozsuwa moje kolana, przekręca palcami kółeczko po wejściu do pochwy i dopiero wtedy układa przy niej usta. Wszystko dookoła zatraca część ostrości,  jest tylko jego twarz, wpatrzone we mnie szare oczy i różowy język, którego końcówka wraz z niewidocznym palcami są narzędziami rozkoszy w moim ciele. Krew bucha wewnątrz. Tylko, kiedy przykłada całe wargi do nich, potęguje te uczucia. Już on dobrze wie, jak to na mnie działa, gdy gmera we mnie w ten sposób.

    Sam wyczuwa, że jestem dość rozgrzana. Jeszcze raz, ten różowy język przeciąga się długim, mocnym ruchem od samego dołu, w górę i przesuwa po wygolonym wzgórku. Nieskończenie długa jest chwila, gdy zdejmuje bokserki i nałożyć na swojego obrzezanego penisa prezerwatywę. Łatwo przekręca mnie na bok, unosi mi nogę mocno w górę i wsuwa się do środka, trzymając za udo i mając łydkę tuż przy brodzie. Najpierw stosuje wolne, głębokie ruchy. Unoszę się na rękach ile mogę i patrzę na niego, a on patrzy na mnie. Tak, obojgu nam się podoba. Przyspiesza, wchodząc płycej, a nasze ciała odbijają się od siebie. Cofam co myślałam o dniu, w którym straciłam dziewictwo. To jest przyjemniejsze. I tak na przemiennie, znów zwalnia i mocno wbija się do środka, by potem przyspieszyć.

    Odkłada moją nogę i chce przekręcić na brzuch, ale łapie go za ramię i ciągnę, by teraz to on ułożył się na plecach, bym mogła przejąć inicjatywę. Klękam na nim okrakiem, wprowadzając wciąż sterczącego i twardego członka do siebie. Teraz to ja odbijam się od niego, nadając tempa. Trzyma mnie za pośladki, a ja opieram się o jego ramiona, to rusz odchylając się wyżej, to znów przyciskając bliżej niego. Podobnie jak on, pierw wybieram pierw wolne rytmy, by stopniowo przyspieszać. Cały czas patrzy, cały czas widzę jego oczy… Wbijam paznokcie w barki, a on unosi twarz i całuje namiętnie. Wreszcie nie wytrzymuje, czuje jak mięśnie naprężają się pode mną przy ostatnich trzech ruchach, a potem wszystko łagodnieje. Wysuwa się całkowicie, a ja opadam na niego, przytulając nagim ciałem.

    – Czy mogę uznać, że zaspokoiłem moją panią królewnę? – pyta, głaszcząc mnie po plecach i odgarniając włosy

    – Powiedzmy, że królewna jest skora mianować Cię swoim drugim kochankiem. – odpowiadam, przytulając się wciąż do jego ciała, czując jeszcze falowanie w ciele

    – Tylko drugim? – mówi dość smętnie – A ja jakie są wymagania by zasłużyć na miano pierwszego?

    – Sądzę, że wolisz nie wiedzieć. – mówię, całując go w kącik ust – I masz na to za delikatny tyłeczek.

    – Ah, w ten sposób. – odpowiada, już bardziej mrucząc sennie – Cóż, moja dla mnie królewna ma za ładną twarz, by przykładać do niej coś tak obrzydliwego jak penis i czerpać z tego jakąś radość. Jej różyczka kwitnie za to pięknie, aż pragnie się ją dotykać.

    – Nie mów tak, bo zabiorę Cię do domu i zamknę w klatce jak słowika. – mówię rozbawiona – Co wtedy byś zrobił?

    – Siedział w klatce i czekał, aż królewna mnie znów do siebie dopuści. – wysuwa się spod mnie i siada na łóżku – O ile obieca, że się mną nie znudzi lub zmieni. – odwraca się i uśmiecha – Jak dzisiaj pozwoli mi przy sobie spędzić noc, rano będę gotów jej oddać wszystko. – wychodzi do łazienki, gdy z śmiechem wsuwam się pod kołdrę, a kiedy wraca, zasypiamy nago.

    Z snu wybudza mnie łaskotanie w kroczu. Unoszę kołdrę i znów widzę błyszczące w ciemności oczy, kiedy usta zajmują się moim ciałem. Z błogością odsuwam ją z powrotem na poduszkę i sięgam po telefon. Wiadomość od Jędza. „Mam szykować stół? Może on się nada na alfę, jak go odpowiednio sobie ułożymy”. Odpisuje „No way”, wkładając dłoń pod okrycie i gładząc jego miękkie włosy. Nie wiem, czy jestem bardziej zabawką w jego ramionach, czy on moim sługą. Zamykam oczy, relaksując się.

    – Montują takie budziki w domach? – odzywam się wreszcie, kiedy kończy i udaje mi się odzyskać głos – Wtedy to kociątka będą zazdrosne. – wysuwa się przy moim boku

    – Kociątka? – pyta, gładząc moją twarz palcami

    – Aisza i Ossanna. – mówię, przekręcając do niego twarz – Moje dwie małe lesbijki. W sumie Aisza jest moja, a Oss to coś bardziej pomiędzy pełnoprawnym pupilem a przybraną siostrzyczką. Aisza też jest czymś między lalką młodej kobiety, a przyjaciółką. Mają teraz romans, więc spanie z nimi w jednym łóżku to oglądanie scen kobieta bardzo kocha kobietę. Puszek, bo tak mówię na Aiszę zazwyczaj, jak pracuje, to przychodzi z swoim pojemnikiem prażonych migdałów, wtula się i słucha jak jej to tłumaczę, by sama to zrozumieć. A ty?

    – Cóż, dziesięć wściekłych psów bojowych od matki mojej królewny. – nadal głaszczę – Robię to samo co w armii. Misje znajdź i zlikwiduj, a one świetnie się do tego nadają, bo nie da się ich wykryć jak noża czy pistoletu, korzystając z gołych pięści. Dwa wystarcza, by rozwalić przeciętnie wyszkolonego ochroniarza, pięć na żołnierza i podlegają na komendy. Dziesięć będzie w stanie pewnie unieszkodliwić wszystko. – uśmiecha się – Jajecznicę?

    – Pierw prysznic. – mruczę – Muszę w końcu zdjąć te pończochy, bo mi chyba krew w mrówki się zmieniła więc gorąca i zimna woda poprawia krążenie..

    – Królewna pozwoli Słowikowi. – uśmiecha się i całuje w policzek

    Unosi się, odsłaniając nasze nagie ciała spod kołdry. Siada przy nogach, pochylając się i zębami rozpinając przypinki i też nimi ściągając, uniesione do góry, aż do kostki, po czym chwyta za palce i ciągnie w tył zdejmując. Znów też składa na nich pocałunki.

    – Nie prowokuj mnie tak, bo ja naprawdę Cię zabiorę do domu. – pacam go w nos stopą – Jak ja im wyjaśnię, że teraz będziesz jeszcze ty z nami spał?

    – Wszyscy się zmieszczą w mojej klatce? – uśmiecha się pod nosem i odkłada moją stopę – Cóż, może Amerykanie już kombinują z psami o dwóch penisach? To byłby hit dla kobiet.

    – Tak, jakby były ustawione pionowo… – wybucham śmiechem – Gdzieś ty był przez te sześć lat mojego życia, gdy takiego potrzebowałam?

    – Wolę nie odpowiadać, ale mogę obiecać spróbować je odpracować. – kłania się – Chociaż ten model działa wolniej. – wskazuje swojego penisa, który sterczy – To ja zrobię śniadanie.

    Wstaje, wychodząc, akurat jak wibruje telefon. „Jędza: Sprawdź, czy nie jest już siny, tak długo na nim siedzisz.” „Ja: Pf. Nakarm kociaki, ja wrócę dopiero na obiad”. „Jędza: Chcesz bym miała traumę wchodząc do sypialni rodziców i widząc seks?”. Nie mogąc się przestać śmiać, biorę z ziemi swoją bieliznę i idę do łazienki.

    Rodzice… Jak wreszcie dorosłam do tego, by wiedzieć, że dzieci nie przynosi bocian, a odgłosy z sypialni, gdy mama lub tata zostawali u siebie na noc nabrały sensu, zrozumiałam czemu Ase ma takie okrągłe oczy jak mama w radosnym nastroju całuje nas rano. Potem oczywiście doszła informacja, jak dużo i jak długie są te odgłosy by to tatuś wzbudzał podziw. Teraz, myjąc się męskim szamponem dwa w jednym w kryształowej kabinie, sama się czuje jakbym miała odfrunąć. Powinna wpaść teraz Oszka z zraszaczem i mnie nim uspokoić.

    – Ratujmy matkę planetę, myjmy się razem. – mówi, przytulając się do moich pleców, a czubek penisa wbija się w pośladki – Będę musiał kupić szampon migdałowy, jeśli pani królewna tutaj będzie. – ręka unosi się i trze mi piersi – Rozumiem, że jak nie będzie się dobrze bawiła, to twoja królowa matka mnie ukara?

    – Sama bym to zrobiła. – pozwalam mu rozprowadzać pianę po swoim ciele przyciskając do niego tyłem – Póki co, nawet trochę mi się podoba.

    – Trochę? Jej słowiczek za mało się stara? – miętosi mi brzuszek i zsuwa dłoń z palcami złożonymi w haczyk, lekko na co przygryzam wargę – Gdzie on znajdzie drugą taką, o oczach jak bursztyn. – wycofuje dłoń i odkręca wodę, spłukując z nas pianę, więc się odwracam przodem do niego i oglądam go, uśmiechającego się pod nosem – Tworząc ideał, kazałbym mu dać ten kolor. Im szczęśliwsze, tym jaśniejsze, im więcej w nich gniewu tym bardziej ciemnieją. – układa usta znów do tego delikatnego pocałunku – Nie jestem dobry w ubieraniu tak bardzo jak rozbieraniu, więc zaczekam w kuchni z kawą. – nawet wycofując się, musi pociągnąć tymi swoimi palcami po całej mojej skórze, powodując przyjemny dreszczyk

    Telefon znów wibruje. „Nowy film od Maja”. Wyciągam bezprzewodową słuchawkę i wsuwam do ucha, po czym rozkładając ekran i siadając na łóżku. Nagranie przedstawia, jak na dywanie w swojej pasiastej bluzie, bawiąc się tygryskiem w otoczeniu innych pluszaków siedzi Cola, mrucząc do siebie coś, co chyba tylko ona sama rozumie.

    – Tygrysku, powiedz, co chcesz na am am to wyślemy mamie by wiedziała. – mówi głos Carmel zza kadru

    – Am am! – odpowiada mała, kołysząc tygryskiem w powietrzu, a kamera drży i rozlega się śmiech

    – No uczyłyśmy Cię Col, jakie am am chcesz żeby zamówić, co mama będzie wiedziała. – zachęca Carmel, a mała zastanawia się marszcząc nosek

    – Pićce! Pićce! Pićce! – krzyczy, podskakując na dupce – Pićce! Pićce! – po czym kamera się odwraca i ukazuje uśmiechniętą Brownie w szkolnym mundurku i kontrastującą obróżką

    – Słyszałeś? Przecież nie złamiemy jej serduszka, prawda? – szczerzy się dumna ze swojego szatańskiego pomysłu – Dla nas będzie duża fruti di mare, a dla Coli ta łagodna z szyneczką dla dzieci co ją lubi. A, i poprawiłam esej z angielskiego, dostaniemy z powrotem hasło do Netflixa? Prooooszęęę…. – po chwili kamera przesuwa się na Carmel, która siedzi na fotelu i czyta książkę w głębokim fotelu – Car potwierdzi, prawda?

    – Poprawiła. – odpowiada przewracając kartkę, po czym po chwili dodaje unosząc wzrok – Runa pytała, czy to prawda i kiedy właściwie znów lecisz do Europy, zadzwoń do niej. – kamera znów się odwraca do Brownie

    – I nie pracuj dzisiaj tak długo, daj innym szansę coś wymyślić. – pokazuje język, po czym odwraca znów kamerę do Coli – Col, co powiesz mamie jeszcze na koniec? Ko…

    – Kokamy Cje mama! – mówi szczerząc swoje równe, białe jak perełki ząbki, a kamera skręca na Carmel

    – Uważaj na starej autostradzie, zadzwoń do Runy i pamiętaj o jutrzejszej wywiadówce Brownie. – mówi Carmel – Też Cię kocham.

    – Miałaś mu nie przypominać! – rozlega się wściekły pisk Brownie, po czym odwraca kamerę na siebie – Pamiętaj, to Cola kazała nam zamówić pizze na obiad, więc nie możesz być na nas zły. Do zobaczenia w domu. – po czym wyłącza kamerę

    „Maja: Musiał mi wysłać go przypadkiem, ale jak to są te jego kotki to chyba zmienię orientacje by mu obciągnąć, byle mi pozwolił też tam zamieszkać”. „Ja: Myślę, że trzeba być po prostu bardzo nieszczęśliwą, by móc tam zamieszkać”. „Maja: Czyli coś idealnie dla Ciebie, tylko nakleimy znaczki na czole i napiszemy Dom Salomona dla Nieszczęśliwych Zwierząt i wsadzi do skrzynki. W kreskówkach, które oglądał wujek to działało.”

    Ubrany już w koszule i spodnie, Natan nalewa kawy do kubków. Uśmiecha się do mnie, przysuwając talerz z w miarę ładnie wyglądającą jajecznicą i dwiema jeszcze ciepłymi bułkami. Znośne, chociaż omlet pewnie byłby lepszy. W milczeniu zjada swoją porcje, popijając kawą, a potem czeka, aż sama skończę.

    – Pycha. – mówię, odkładając widelec i nóż – Masz jeszcze jakąś rodzinę w Ameryce?

    – Przybraną siostrę, ale nie kontaktujemy się. W sumie nigdy nie mieliśmy dobrych relacji. – odpowiada, zbierając talerze – A ty masz jakieś rodzeństwo prócz tej Ossanne i Asenat?

    – W pewnym sensie przyrodniego brata. – uśmiecham się znów na myśl o filmiku, że wszystko u nich dobrze, a problemem jest zawalona praca domowa, kara na seriale, wywiadówka i fakt, że zamówią sobie pizze na obiad – Tata miał przelotny romans, ale on też raczej do nas nie pisze ani nie dzwoni. W sumie, może go znasz, też brał udział w operacji Łazarz? Salomon Juniper, zdaje się, że nazywali go Bloodhound.

    – Może był w innej drużynie. – wzrusza ramionami – Będę mógł liczyć na drugie spotkanie, czy traktujemy to wszystko jako jednorazowy wybryk?

    – Hmmm.. – udaje, że się zastanawiam, obserwując go – Jeśli się zgodzę, to jak często będę to wszystko miała?

    – Cóż, dosłownie zaraz muszę wyjechać na kilka dni, może nawet cały tydzień bo jest duże zlecenie na południu i mnie potrzebują. – uśmiecha się, wyciągając dłonie przez stół, łapiąc znów za moje palce – Ale obiecałem mojej pani królewnie, że nadrobimy sześć lat. Chciałbym móc potem poznać jej kocięta, czy mnie zaakceptują jako jej kochanka, by móc spędzać z nią więcej czasu. Za ten uśmiech i piękne oczy gotów byłbym dla niej żyć w klatce, śpiewając. – nieufnie odwracam się do drzwi, czy nie wpadnie przez nie mściwie blondynka z spryskiwaczem do kwiatów – To twój wybór, moja pani. Ty zdecydujesz, jak wiele mogę Ci dać.

    – Zadzwoń, jak wrócisz. – opieram brodę na ręku – Może twoja pani znajdzie czas, by przyjechać, pozwoli Ci znów się polizać i być zadowalana ze zdolności Słowika. – pocałunek na pożegnanie, jest taki jakim zaczęliśmy, jedynie delikatnie się muskając wargami w nieśmiałości.

    Gdyby nie fakt, że mama jest ubrana inaczej, pomyśleć można, że spędziła tu cały czas od pożegnania wczoraj. Kiedy siadam po drugiej stronie skulonego w dziwnej pozie Cargo, widzę jak Luke walczy z widokiem moich bosych stóp i obawą na zbliżenie się do kanapy chociaż twarz groźnej alfy jest schowana w ciele mamy, gdy prawdopodobnie śpi.

    – Nie zapytasz, jak było? – mówię, spoglądając na prawdopodobnie kolejny odcinek serialu, z którego nawet napisów nie da się nic zrozumieć

    – Jeśli miałaś siły przyjechać z powrotem i potrafisz składać zdania to raczej słabo. – odpowiada, nie odwraca nawet wzroku – Mam nadzieje, że poszłaś z nim do łóżka jak kobieta, a nie suka…

    – Jak królewna. – odpowiadam uśmiechając się – Nie każdej kobieta ma do dyspozycji mężczyznę, który byłby tak dobry jak tatuś.

    – Zastanów się najpierw, jak wiele o nim Ci mówi serce, a ile tylko zachcianka. – mama znów popija herbaty – Widząc go pierwszy raz, widziałam tylko wysokiego, ciemnoskórego chłopaka o nienaturalnych, dużych rozmiarach, którego chciałam mieć jak mama swoich kochanków. Rozbierając mnie cztery lata później, nie oglądał moich piersi czy krocza, patrzył mi w oczy. Zapytałam, czy to dlatego, że mu się nie podobam naga. Odpowiedział, że większość ludzi kupując suki, ogląda je wszędzie, maca, tłucze. On woli uczucie, jakie w nim powoduje, będąc z nim. Drugie co pamiętam, to jak zasypiałam z ogniem w kroczu, lekko pogryzionymi piersiami i drżącym ciałem w jego ramionach, czując się mała. W oczach swojej Sary mógł widzieć siebie jako dobrego człowieka, ale w moich? – odstawia kubek, a Cargo rozprostowuje swój łeb i przekłada go na jej brzuch – Masz rację, nie każdy mężczyzna jest tak dobry jak tatuś. To co Ci powiedzą, może być inne od tego co czują patrząc na nas. Dawid przegapił moment, gdy dzieci uczą się kłamać. Czasem wolał jedynie milczeć.

    Zaspana Aisza w swojej jasnoniebieskiej piżamie w wzorek z Myszki Minie idzie korytarzem. Spogląda na mnie, trąc oczy, po czym uśmiecha się lekko pod nosem i przychodzi, siadając na kanapie obok i wtulając we mnie

    – Oszka Cię też torturowała jęzorkiem i paluchami, co biedactwo? – pytam jej w zrozumiałym języku, obejmując ją ramieniem – Ale ten buziaczek był magiczny, bo pani figlowała calutką noc. – łaskocze ją po plecach – Jak oboje będą grzeczni i będziesz miała ochotę, to Pańcia się nim podzieli z Puszkiem. Podejrzewam, że bez problemu poradzi sobie z nami dwiema prawie jak Pierożek. – unosi buzię i przygląda mi się z tym lekkim uśmieszkiem – Tak kotuś, jest aż tak dobry. – całuje ją w nosek – Gotować to on zbytnio nie umie, ale jego język, palce i penis działają jak nowiutka, mocniejsza bateria. Rezerwuje sobie miejsce na jego twarzy, możemy się potem zamienić. – znów uśmiech – Jadłyście śniadanko? – kiwa głową – To leć do sypialni, zaraz Cię przyjdę ubrać, przebrać się i znów zagłębimy się w badaniu technologii pozaziemskiej rasy zwanej notatki taty. Może też uda nam się wymyślić coś jak Spider-Ham albo spełnić marzenie Oszki o kolorowej dziewczynce, by nie molestowała Ciebie tak dużo, bo już nie nadążam z nalewaniem wody do spryskiwacza. – jeszcze raz unosi się i całuje mnie w policzek, po czym znika w korytarzu – A jak kolacja z ciocią i Sarą?

    – Dobrze. – odpowiada treściwie mama – Piłyśmy wino, wspominałyśmy trochę dawne czasy. Mała Sara siedziała i słuchała z otwartymi ustami, jak opowiadałyśmy co robiła jej mama jak była młodsza, a ta co chwile robiła się co raz bardziej czerwona jak włosy Zuzi kiedyś. Trzy stare kobiety, które w życiu miały tylko jednego mężczyznę. Maja przysłała Ase jakiś film, pokazała nam i powiedziała, że te dziewczynki to właśnie… – milczy chwile – Pupile tego kogoś. Sara powiedziała, że nawet ona tak dobrze nie miała przy swoim Panu. Zuzia stwierdziła, że pewnie to fakt, że Dawid raczej starał się robić odwrotnie niż to, co oglądał, a ten miał szansę poznać całkowicie normalne życie tak jak wy czy częściowo ja, więc nie miał aż tak wypaczonego obrazu świata i może sobie na to pozwolić.

    – Wciąż… jesteś na niego zła? – pytam, odwracając do niej twarz, ale ta jak zawsze, zdaje się pusta i pozbawiona jakiejkolwiek emocji – Przecież to nie jego wina, że nim jest.

    – Kiedyś jeden z psów zaatakował moją pracownicę, nim zdążyli zareagować, złamał jej rękę i odgryzł kawałek policzka. Wtedy byłam zła. Chciałam kazać mu łamać palce, po jednym co godzinę, usmażyć przyczepionego wciąż do ciała fiuta i kazać zjeść po odcięciu, może za niego podwiesić dwa metry nad ziemią z kolcami pod stopami, by nie mógł stać na nich. Ale dowiedziałam się o tym po tym, jak już zamknęły go z powrotem na wspólnym wybiegu. Jugo kazał Dunie i Mungo wyłamać mu ramiona i wyrwać szczękę z zawiasów. Bali się, że kara będzie zbiorowa za jego czyn, więc sami wymierzyli mu sprawiedliwość. – spogląda do kubka i kończy ostatni łyk herbaty – Jeśli narzeczony twojej siostry ma rację, już jest ścigany przez śmierć. Kiedyś jego anioł stróż nie zareaguje, trafi na silniejszego przeciwnika i będę tam mogąc mu pomóc… Odwrócę wtedy wzrok, bo istniał tylko jeden prawdziwy Dawid, a jego musiałam pożegnać. – odstawia naczynie ze stukiem – I pamiętaj, prawdę znamy tylko my trzy, Zuza i Maja. One dwie uznały, że prawda wykończy Sarę, a Markus, chociaż rozżalony przez stan syna, nie może wiedzieć, że to jego dawny przyjaciel.

    Kiwam głową i idę do sypialni. W łóżku, na pozwijanych w dzikie rulony prześcieradłach ubrane w piżamki, klęczą Oszka i Aisza. Ta pierwsza unosi się na łydkach, rosnąc nad Aisza, obejmując jej twarz i odchylając się w prawo do pocałunku. Ta druga, siedząc w swojej ulubionej pozie z piętami w pośladkach, trzyma dłonie na linii jej bioder i unosi twarz, gdy ich usta się spotykają. Spoglądam w stronę spryskiwacza, ale telefon wibruje mi w dłoni. „Natan: Słowiczek już tęskni do Królewny, bo jej zapach jeszcze nie opuścił jego sypialni…”. Jeszcze raz spoglądam na całuśne kocięta. Na telefon. Na spryskiwacz. Cicho podchodzę do łóżka i rzucam się na nie na plecy, co przerywa pocałunek

    – Oferta specjalna dla kociątek. – mówię po angielsku, patrząc na nie – Możecie mi zdjąć sukienkę i poszukać normalną bieliznę, a tą zanieść w zębach do kosza na pranie. – unoszę palec w ostrzeżeniu – Jeśli te języki ograniczyły się do warg, to mogą mnie pocałować. – zamykam oczy, czując jak przesuwają się po materacu – Poszukamy potem przepisu na ciasto na pizze. Mam na nią jakąś strasznie dziwną ochotę.

    – Ja upiekę! – mówi też korzystając z angielskiego zadowolony głos Osi po mojej lewej, gdy zamiast mnie rozbierać kładzie się obok mnie i układa ciężar głowy na biuście – Pani Alicja powiedziała, że mamusia kiedyś nie były kotkami i też miała chłopaka. To znaczy, że ty też nim zostaniesz przez niego i będziesz miała obróżkę Taly?

    – Nie, głuptasie. – prycham rozbawiona, po czym czuje jak z drugiej strony w ten sposób podsuwa się Aisza – To tak nie działa. Jestem z nim bardziej jak moja mama i tata, albo Ase i Cliford czy też Maja i Mauren.

    – To my teraz będziemy zazdrosne, prawda Puszku? – czuje ruch głowy po prawej, a ja znów prycham – Skoro będzie mógł lizać i całować muszelkę Taly, ssać jej cycki i… Oh…

    – Zaraz zamknę ofertę na rozbieranie, jak będziesz się tam dotykać… – mruczę w odpowiedzi – Pewnie nigdy, przenigdy na świecie nie będzie nikogo ważniejszego od was. – całuje na oślep obie główki – No, może jeszcze moja mama, siostra, ciocia Zuzia, Maja… Oczywiście, twoja mamusia… – i Salomon, ale on w taki inny, nieco szalony sposób – Potrzeba by było mieć serce jak tata, by wszystkich was tam wcisnąć, a jeszcze miała miejsce do bawienia się dalej z Aiszą.

    – No doobrze. – czuje ich łapki na udach, jak podciągają sukienkę, po czym ciepły buziak w pępek – Musisz się podnieść – unoszę się na łokciach, pozwalając się rozbierać dalej i leżąc rozmarzona – Mówiłam Ci, że Mauren ma większe cycki, jak poduszeczki… Może kiedyś też będziesz mogła na nich się przespać, to zobaczysz jakie są fajne. – szepcze

    – Słyszałam to. – odpowiadam dając jej pstryczka – Dopisze do listy zamówień różowowłosą krówkę z bardzo biustem do karmienia Osi i Aiszy. Będzie miała łaciaty wzorek z bielactwa na skórze i i duże oczy…

    – Niebieskie! – mówi blondynka – I różki na głowie! I będzie robiła malinowe mleko!

    – Z lewego będzie szło malinowe, a z prawego czekoladowe by była różnorodność. – otwieram oczy i spoglądam na nie, jak znów kładą głowy na moim brzuchu, jak prawdziwe kotki – Nie zdziwiłabym się, jakby tata już opisywał jak to zrobić w którymś dzienniku. – wyciągam dłoń i biorę Migdała, sadzając między ich głowami – Uśmiech, będzie nowe zdjęcie do kolekcji.

    Dwie przytulone do siebie buzie z stykającymi się języczkami tuż pod moim biustem, patrzące w obiektyw po skosie z siedzącym nad nimi wełnianym króliczkiem. Wybieram opcje wysyłania do Majki „Wyślij mu to, dopisując „Talita ma takie, nikt nie wie co poszło nie tak”. Odpowiedź jest szybka „Maja: M, zazdrość. Idę sprawdzić do lodówki, czy Mauren zjadła mi ogórki, bo założyła kłódkę na pudełko z zabawkami”. Śmiejąc się, przytulam je jeszcze mocniej.

    – Ubrałaś się już, kochanie? – mówi głos Sary, a jak unoszę głowę to widzę ją zaglądającą przez drzwi – Dzień dobry, Talita. Ja tylko po Pierożka.

    – Wejdź chociaż na chwile, to przecież też twoje łóżko. – uśmiecham się, klepiąc miejsce obok – Zostałaś z ciocią na noc?

    – Właściwie to z panią Alicją. – uśmiecha się lekko – Nie tak blisko jak dawno, dawno temu, a ten jej stwór jak wiele rzeczy, które Pan robił jest dość przerażający, gdy to wiesz i widzisz… Ale dobrze było poczuć coś, co dawniej. – podchodzi i głaszcze głowę swojej córeczki – Z tym kolorem skóry, to ruletka. Wasz brat wygląda prawie tak jak on, gdy miałam te dziewiętnaście lat. Twoja siostra jest czasem bardziej opalona niż ciemna, tobie zaś kolor całkiem umknął. Nie chciałam wiedzieć jak będzie wyglądała, zdając się na niego, i myśląc, że może też urodzi się z lekko ciemniejszym odcieniem skóry, czarnymi lub rudymi włosami i tymi ciemnymi oczami. A tu proszę, jak prawdziwemu pierożkowi, na zewnątrz zostawił co moje, a w środku ukrył farsz z wszystkich, których pokochałam w życiu.

    – Poprosimy panią Zuzię by nauczyła mnie robić perogy? – pyta swoją mamę Osia, podrywając się do góry i opierając o mój brzuch – Pan Dawid robił je dla nas na święta!

    – Najpierw idź do łazienki się ubrać, co do niej wrócimy. – stuka ją palcem w nosek – Wtedy sama ją zapytasz.

    – Muszę jeszcze upiec Taly i Puszkowi pizze. – protestuje blondynka – Obiecałam.

    – Odwiozę ją Ci wieczorem. – spoglądam na twarz starej kocicy, która uśmiecha się lekko – Przecież jestem za nią odpowiedzialna, prawda? Obiecałam tacie i tobie, że się nią zaopiekuje.

    Sara przytula się do mnie, w miejscu gdzie chwile wcześniej leżała jej córeczka. I niech mi wsadzą w dupę długie na pół metra kulki analne po sam uchwyt, a w drugą dziurę stalowe dildo pod prądem, ale gdy to robi, na wagę nastroju przechyloną ku „szczęśliwa”, z wciąż ciepłą rozkoszą z wczorajszego stosunku i miłego poranka, ktoś dokłada drugi, większy i nienazwany odważnik, który dociska ją momentalnie w dół. Chyba tylko ona i brat to potrafią.

    Bo widzisz tato, ludzie nie muszą być tacy źli. Ból może i czyni nas silniejszymi, ale czasem odrobina słabości i rozkoszy, czyni nas lepszymi. Motywuje by iść dalej, unikać go jak to możliwe i ich szukać. Jak ta daleka polana, o której nam opowiadałeś. Spadający z nieba śnieg zasypuje to, jak ciężkie były dla nas wszystkich ostatnie trzy pory roku.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Wiecie co to za dźwięk klikania? Pewnie wy, piszący komentarz albo ja piszacy przedostatni volumin cyklu – chociaż to drugie powstaje baaardzo woooolno.
    Natan był inspirowany nieco Vilem Vallo, chociaż kolor jego włosów i oczu został zmieniony na potrzeby opowiadania.

    Jeśli szukacie czegoś, co mi się podoba to Alicja Gramola tworzy dopiero startującą serię “Dwór Elfów”, którą obiecałem polecić – zostawcie jej miłe komentarze, kobieta może wam zapewnić ciekawą podróż, jak się rozkręci twórczo.
    O i jeszcze Kapitan Marvel, Brie fajnie pokazuje silną kobiecą postać – może nie jak w Atomic Blonde Charlize, ale nadal fajne – warto rzucić w to portfelem. No i na koniec miesiąca nowa płyta Lany Del Rey. 

    Ciekawe, ilu z was wyłapie jak wielu “rodziców” miała Oszka z tych dwóch zdań.
    Pozdrawiam was jak zawsze serdecznie, Konrad.

  • Kuzynka part 1.

    Wszystko miało miejsce parę lat temu gdy pracowałem w Londynie dla jednej z firm z sektora finansowego. Wynajmowałem mieszkanie „one bed” w city. Odezwała się do mnie kuzynka, która ostatni raz widziałem jako dzieciaka. Chciała przyjechać do Londynu i poszukać pracy, pytała czy mogłaby na 2-3 tygodnie przenocować u mnie do czasu aż znajdzie prace i własne lokum.

    W dniu przylotu miałem ją odebrać z lotniska Luton, wiedziałem jedynie ze ma 175 cm wzrostu i krótkie rude włosy. Gdy zobaczyłem Martę wychodzącą z hali  odpraw o mało nie padłem. Pojawił się śliczny dwudziestoletni rudzielec o krótkich włosach, długich nogach i smukłym ciele. W obcisłej białej bluzce, podkreślającej jej talie i nieduże śliczne piersi.

    Był niedzielny wieczór gdy dotarliśmy do mieszkania, zjedliśmy szybki posiłek i rozłożyłem w salonie materac i świeżą pościel dla gościa. Marta postanowiła wziąć pierwsza kąpiel, nie wiedziała ze drzwi miały dziurkę po zamku do klucza, dzięki czemu mogłem ją calutka zobaczyć pod prysznicem. Była idealna, szczuplutkie ciało, długie nogi śliczna mała pupa i mały rudy paseczek nad wydepilowaną cipeczką. Piersi stały wyprężone kończąc się sterczącymi małymi różowymi sutkami. Poczułem jak do życia budzi się mój członek. Postanowiłem że nie dam się przyłapać jak nastolatek na podglądaniu i wyszedłem do kuchni zrobić nam herbaty.

    Marta wyszła spod prysznica ubrana w dwuczęściowa piżamkę, była dość zwiewna, więc widać było że nie założyła pod spodem żadnej bielizny. Sutki nadal jej stały po wyjściu z prysznica, chyba zauważyła że patrzę się na jej piersi i pożegnała się więc szybko biorąc herbatę i poszła do swojego łóżka. Ja skoczyłem wziąć szybki prysznic i udałem się do swojej sypialni.

    Następne dwa dni wychodziłem z rana do pracy i wracałem przed osiemnastą. Marta ruszyła w miasto w tym czasie, szukając pracy w pubach i barach. Na wieczór spotykaliśmy się w domu siedzieliśmy i dużo rozmawialiśmy zwykle do późnego wieczora. Nic nie zapowiadało tego co miało wydarzyć się już w środę.

    Jak zawsze wróciłem z pracy przed osiemnastą, tym razem Marty nie było, przygotowałem nam lekki obiad i usiadłem do komputera by trochę poczytać. Marta wróciła godzinę później, totalnie przemarznięta i mokra od lekkiego deszczu. Szybko przebrała się w łazience w suche ubranie, zjadła szybko obiad i jak codzienna usiedliśmy na jedynej kanapie twarzami do siebie.

    Marta wsunęła mi pod pośladki swoje stopy, które nadal były chłodne, a ja wziąłem jej dłonie w swoje i rozmawiając zacząłem rozcierać by przywrócić normalne krążenie. Co dziwne obydwojgu jakoś strasznie się nam to podobało. Wieczorem po wzięciu prysznica, będąc już w piżamie, rzuciłem  mimochodem, że jeżeli jest jej zimno, to dzisiaj może spać razem ze mną w jednym łóżku.

    Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Marta, powiedziała że nie ma problemu i poszła pod prysznic. Gdy wróciła ubrana w piżamę wsunęła się pod kołdrę obok mnie. Złapałem ją za rękę i stwierdziłem że już nie jest taka zimna,

    – Marta już chyba trochę się rozgrzałaś,
    – Trochę już tak, zobacz,

    Wzięła moja rękę i położyła na swoim lekko odsłoniętym brzuchu, poczułem ciepłą skórę na napiętym płaskim brzuchu a Marta zadrżała. Postanowiłem przesunąć się wyżej i delikatnie złapałem ja za pierś. Usłyszałem jak Marcie przyspiesza oddech. Nakryłem ręką jej pierś i poczułem twardniejący sutek w dłoni. Odwróciłem się do niej twarzą i pocałowałem ją namiętnie w usta. Pachniała malinowym żelem do kąpieli i miętową pastą do zębów. Całowała cudownie nasze języki splatały się cudownie w jej buzi. Nie wiem co jest w całowaniu, ale to zawsze stawia mnie na baczność. Przesunąłem rękę w dół, ale nie włożyłem między jej nogi.

    Przerwałem całowanie, i zapytałem,

    – Marta jesteś pewna?
    – Tak
    – Słuchaj, jak zjadę niżej nie będzie już odwrotu, rozumiesz?
    – Tak chce… wiem… – wydyszała,

    Moja ręka wsunęła się miedzy jej nogi, okazało się że całkowicie się wydepilowała. Cipka była nabrzmiała i już zupełnie mokra na zewnątrz. Soki spływały już na pupę. Zacząłem znowu ją całować a w tym samym czasie włożyłem palec do środka by powoli wysuwając go z niej zlokalizować sterczącą łechtaczkę. Dłoń miałem całą w jej sokach. Zacząłem masować palcem łechtaczkę. Marta zaczęła cichutko pojękiwać. Poczułem jej ciepłą dłoń na moim członku, byłem twardy jak kamień, jej ręka ledwo mnie obejmowała.

    Przerwałem jej i zdjąłem z niej pidżamę, położyłem na brzuchu, Marta wypięła swój zgrabny tyłeczek w moja stronę. Jej piczka się otworzyła i zobaczyłem mokrą cipkę całkowicie otwartą na mnie. Zlizałem z niej soki od dołu aż po zaciśnięty otworek pupy. Złapałem dłońmi za pupę i włożyłem kciuki w cipkę rozchylając ją jeszcze bardziej. Jęknęła gdy włożyłem w nią mój język, penetrując jej szparkę od strony dupki. Przyssałem się do jej łechtaczki wciskając cztery palce w jej cipkę. Uniosła biodra dysząc z rozkoszy.
    – Wejdź we mnie, proszeeee, wejdź… – zaskowyczała

    Moja pałka była tak twarda, że gdy złapałem ją by wcisnąć ją w Martę, poczułem wszystkie żyłki na pulsującym członku. Złapałem za pupę i nabiłem ją na moją pałę. Marta zawyła z rozkoszy i z całej siły docisnęła dupkę w moją stronę. Poczułem że wypełniam ją kompletnie, jak się wbijam w jej podbrzusze. Moja pałka była tak szeroka ze ledwo mieściłem się w jej ociekającej sokami cipce. Położyła się twarzą w poduszce wypinając na czworakach pupę bym mógł ją rżnąc jak najmocniej. Złapałem ją ręką za kark, i mocno ściskając nabijałem na siebie pieprząc ją gwałtownie. Po paru chwilach Marta zaczęła się wić pode mną jęcząc i wrzeszcząc. Pośliniłem kciuka i wcisnąłem w mocno napięty odbyt. Zadrżała ponownie, i zaczęła mocniej nabijać się na mnie. Czułem że dochodzę cały pulsowałem, gdy nagle wystrzeliłem całym nasieniem w jej cipce zalewając ją swoimi sokami, padłem na nią przygniatając ja całkowicie swoim ciężarem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin