Blog

  • Garsoniera – Alina, cz. 3.

    Część 3.

    Pani Małgosia spodobała się obydwu mężczyznom poznanym przy drinkach w hotelu, więc w pewnym momencie dość nieoczekiwanie zeszli ze swoich kochanek i podeszli do kopulującej pary. Chwycili zaskoczoną kobietę pod ręce i, mimo jej protestów, sprawnie ściągnęli z Sebastiana.

    – Panowie? Co się dzieje?! Panowie! Zostawcie mnie! – zdezorientowana bezskutecznie opierała się. Nie potrafiła wyrwać się z ich uścisków. Byli stanowczy. I znacznie silniejsi.

    Seba też był zaskoczony, ale nie zamierzał jej pomagać. Patrzył na nich, lekko rozbawiony szarpaniną starszej o dziesięć lat, nieco przestraszonej i onieśmielonej ich zdecydowaniem, koleżanki. Panowie ruszyli z nią w kierunku tapczanu Zosi. Szła drobnymi, nerwowymi kroczkami, niepewna tego, co ją czeka. Szpilki zgubiła już podczas seksu z Sebą.

    Początkowe obawy pani Małgosi szybko przerodziły się w samozadowolenie, kiedy zrozumiała, że przedkładają jej towarzystwo nad seks ze starszymi, ale efektownymi koleżankami. Mimo nieśmiało powtarzanych protestów, na jej twarzy pojawił się uśmiech.

    Tymczasem Sebastian wstał, podszedł do tapczanu, na którym leżała Ela. Głaszcząc ją po ramieniu, odwrócił się i szepnął w kierunku chwilowo osamotnionej blondynki:

    – Pani Zofio! Zapraszamy! – do zaproszenia dołączył szczery, szeroki uśmiech. Pani Zofia potrzebowała takiej miłej zachęty. Znowu poczuła się kobietą budzącą zainteresowanie mężczyzny. I to znacznie od niej młodszego i atrakcyjnego. W pracy były jego przełożonymi, więc taka formuła zwracania się w dość intymnej sytuacji nie raziła. Nawet przydawała trochę swojskości ich relacjom.  

    Kobieta, widząc energię mężczyzn, w porę przeniosła się na tapczan koleżanki. Obie, mimo wypitego alkoholu, były nieco speszone tempem wydarzeń.

    Sebastian uśmiechnął się, ugiął w kolanie nogę Eli, która leżała na boku i klęcząc, wszedł w nią. Kobieta spojrzała na niego, uśmiechnęła się niepewnie, ale przyjęła go bez oporów. Jej podwładny… Właśnie dosiadał jej. Nawet nie wypadało protestować. A poza tym chciała seksu! Chłopak macał pierś. Bodźce płynące z pochwy i piersi łagodziły obawy kobiety. A teraz podniecały. Bardzo. Sebek drugą ręką chwycił Zofię za głowę. Zrobił to delikatnym, ale stanowczym ruchem. Zmusił kobietę, żeby położyła się przodem do koleżanki. Nie protestowała.

    – No, pocałujcie się. Ale z języczkiem! – uśmiechnął się, ruchając Elę. – Wymacajcie swoje piersi! Śmiało! To jest polecenie. Służbowe!

    Kiedy pełne obaw kobiety nieśmiało zajęły się sobą, wepchnął dwa palce do pochwy pani Zosi i zaczął rytmicznie ruchać. Był zadowolony. Miał obie i wiedział, że dalej pójdzie już łatwiej. W końcu wepchnął dwa palce do odbytu, a kciuk do pochwy. Zosia, oszołomiona pieszczotami z kobietą, w zasadzie nie protestowała. Podniecony, z zadowoleniem patrzył jak macają się. Zapomniały o „porwaniu” Małgosi. Powoli, nieco niepewne reakcji kochanki, ale żądne rozkoszy i zafascynowane przełamywaniem kolejnej bariery w seksie, sięgnęły do łechtaczek. Obecność Sebastiana im nie przeszkadzała. Chłopak zwolnił, wysunął i przystawił penisa do odbytu Eli. Powoli wsuwał go, jednocześnie razem z Zosią pocierając łechtaczkę Eli. Zróżnicowane, silne, nieregularne bodźce. Kobieta, zachwycona doznaniami, głośno stękała. Coraz głośniej. Zofia kąsała jej szyję. Wszedł do połowy. I właśnie doszła. Stęknięcia przeszły w długi, rosnący jęk. Brutalnie wepchnął penisa.

    *

    Głośny krzyk satysfakcji i bólu Eli utonął w jękach Małgosi. Była zaskoczona sposobem, w jaki dwaj mężczyźni dobrali się do niej. Jeden już posadził ją na swoim penisie i nawet powoli zaczęła go ujeżdżać. Wchodząc do tego pokoju, wiedziała, że to będzie szalony wieczór. Liczyła na to! Była mile zaskoczona, ale i trochę przestraszona ich natarczywością. Seks z mężem i poprzednimi partnerami miał inny, znacznie łagodniejszy albo raczej dość monotonny przebieg. Poza tym pierwszy raz uczestniczyła w seksie z dwoma mężczyznami. I w zasadzie nie znała ich. Ten, na którym siedziała, chwycił ją za kark i przyciągnął do siebie, drugi próbował wejść do jej odbytu.

    – Nie! Proszę! Jeszcze nie! Nie! – protestowała pełna obaw.

    Nie słuchali. Facet nawilżał wejście, głuchy na jej prośby. Drugi trzymał ją w stalowym uścisku. Bezskutecznie próbowała się z niego oswobodzić. Wiedziała, że to ona ich tak podnieciła. Swoją figurą, wyglądem, ubiorem, sposobem poruszania się. Teraz więc korzystali z jej uroków. Nie chcieli stracić takiej okazji. W końcu poczuła jak penisa wsuwa się do odbytu. I to szybko! Za szybko. Mężczyzna jeszcze rozpychał ją palcem! Pochwę wypełniał naprawdę gruby penis, a na dodatek teraz ten… Krzyknęła! Ból? Podniecenie? Odczucia mieszały się. Gubiła się, była przestraszona, ale nadal czekała na więcej.

    – No, jestem! – sapnął zadowolony Tadek, patrząc na Sebastiana i kobiety. Musiał głośno podzielić się swoim sukcesem. Uspokajająco poklepał Małgosię po pośladku. Klęczał i poruszał powoli biodrami. Jurek trzymał brunetkę za pierś, ruchał w pochwę i przyglądał się jej twarzy. Stęknęła, kiedy wepchnął palec do pochwy. Posuwał nim ich dzisiejszą kochankę w rytm ruchów penisa. Też był zadowolony. Lubił potęgować doznania. A dzisiaj trafiła im się taka okazja! Wyjął palec i przysunął do ust kobiety.

    – Wyliż! Dokładnie!  

    Z uśmiechem zadowolenia przyglądał się, jak kobieta wypełnia polecenie. Jeszcze dwa razy powtórzył tę czynność. Brunetka, coraz bardziej podniecona, gorliwie wykonywała zadanie. Nagle Tadek wyszedł z odbytu. Kobieta stęknęła, a on ukląkł na tapczanie przy jej twarzy. Chwycił ją za głowę i przyciągnął do podbrzusza.

    – Ciągnij! – polecił chrapliwym głosem. Przytrzymywana kobieta spełniła polecenie. – Posmakuj swojej dupy – stęknął, kiedy usta Małgorzaty obejmowały jego członek.

    – Zapraszamy! – Jurek gestem dał znak Sebastianowi.

    *

    Chłopak spojrzał, w lot zrozumiał propozycję, więc poklepał Elę po pupie i płynnie wyszedł z niej. Nie chciał stracić takiej okazji.

    – Drogie panie, bawcie się chwilę beze mnie. Jesteście urocze. 

    Nie zareagowały, pochłonięte pieszczotami piersi i penetracją pochwy kochanki. Ich twarze prawie zetknęły się. Przez moment wahały się i… zaczęły długi pocałunek.  

    Sebastian ukląkł za Małgosią i płynnym ruchem wszedł do odbytu. Z ust wypełnionych członkiem Tadeusza wydobył się jęk. Na pościel wyciekała ślina zmieszana ze śluzem.

    – Widzisz? Lubi takie układy – zaśmiał się Jurek.

    Tadek szarpał ją za włosy. Sebastian wstał z kolan i na stojąco ruchał panią Małgosię. Kobieta również sporo wypiła i zaaferowana wymuszonymi oralnymi pieszczotami dopiero po chwili zrozumiała, że spółkuje z trzema mężczyznami. Tylko ona!

    – Wszyscy mężczyźni chcą mnie! – pomyślała z satysfakcją.

    Sebastian w pupie był lepszy od Tadeusza. Pod wpływem rosnącego podniecenia, maksymalnie ściągnęła napletek i zaczęła kąsać członek Tadeusza. Nagle mężczyzna przeciągle syknął z wrażenia.

    – Dobra jesteś! – z zadowoleniem szarpnął jej włosy i sięgnął do piersi. Zachłannie macał pełną półkulę.

    Kobieta coraz głośniej jęczała, agresywniej pieściła penisa. Sebastian mocno wbijał się w odbyt, a Jurek uderzał członkiem w ścianki pochwy. Już dłużej nie mogła wytrzymać. Głośno krzyknęła i padła na Jurka. Rozkosz rozlała się po ciele kobiety. Głośno oddychała, ściskając penisa wyszarpniętego z ust. Drżała. Lekkie skurcze wzruszały jej ciałem. Sebastian jeszcze kilka razy uderzył członkiem i zszedł z kobiety. Małgosia poruszała się w rytm bioder Jurka. Pocierała piersiami o jego klatkę i cicho jęczała. Mężczyzna trzymał i dociskał jej pośladki. 

    *

    Sebastian wrócił do swoich kochanek. Przez chwilę patrzył na ich pieszczoty. Chwycił i odsunął głowę pani Zosi i stanowczym ruchem wcisnął sterczący członek w jej usta.

    – Posmakuj koleżankę! – szepnął podniecony.

    Po dłuższej chwili, kiedy Zosi poruszała głową, pieszcząc jego penisa, oderwał Elę od sutka koleżanki i wepchnął penisa w jej usta.

    – Ty też popróbuj dupy koleżanki! – wszedł aż po nasadę członka. Dławiona kobieta szarpnęła ciałem, ale nie wypchnęła penisa. Lizała go. Palce Zosi głaskały jego mosznę. Uśmiechała się prowokująco. Czekała na więcej.

    – Zaraz ciebie wyrucham – obiecał. – Ustaw się!

    – Wreszcie! – uśmiechnęła się do swoich myśli.

    Mimo wypitego alkoholu, kobieta szybko podniosła się, odwróciła i wystawiła w jego kierunek tyłek. Piersi kołysały się, kiedy oparła się na przedramionach, a chłopak macał jej dziurki. Wyszedł z ust koleżanki i płynnym ruchem wszedł do pochwy szczuplejszej blondynki. Krzyknęła, kiedy wdarł się w nią.

    – Spokój, suko! – był bardzo podniecony. Kobiety nie zraził epitet. Sebastian od razu wepchnął dwa palce w odbyt. Zignorował jęki. Nachylił się i przesunął głowę pani Zosi w kierunku krocza koleżanki. – Liż jej cipę! – teraz był już niesamowicie podniecony.

    Miał sporo kobiet i to w różnych konfiguracjach. Ale ten układ był specyficzny. Dzisiaj spółkował z kobietami znacznie starszymi od niego, które w firmie nadzorowały go. Był od nich zależny. W tej chwili sytuacja uległa zmianie. Teraz on nimi kierował! Dominował nad nimi fizycznie i właśnie zdobywał przewagę psychiczną. Napawał się tą chwilą. Wierzył, że przewaga psychicznie uzyskana w tak intymnej chwili będzie trwała. Nieświadomie odreagowywał lata zależności. I mógł z tymi kobietami zrobić wszystko! 

    Kiedy Ela poczuła na łechtaczce język koleżanki sięgnęła do jej łechtaczki. Delikatnie głaskała ją i członek młodszego kolegi, ale czekała na seks z tymi dwoma facetami, których zaprosiły. To miało być clou dzisiejszego wieczoru!

    Na sąsiednim tapczanie ich młodsza koleżanka z opuszczoną głową i rozrzuconymi nogami siedziała odbytem na grubym penisie Jurka. Mężczyzna trzymał jej tułów i intensywnie unosił biodra. Kobieta pojękiwała w rytm ruchów bioder kochanka. Nie miała już sił. Fizyczne zmęczenie mieszało się z rozkoszą kolejnych orgazmów i wypitym alkoholem. Półmrok panujący w pokoju, muzyka i błyskające obrazy z telewizora, czasami rozświetlające pokój, tworzyły specyficzną atmosferę. Dla niej było to jak sen na jawie. Coś nierealnego. Chciała, żeby ten sen trwał jak najdłużej. I nadal chciała spółkować.

    – Ależ on ma chuja! – Elżbieta podnieciła się widokiem jego grubości. Przymknęła oczy, odrzuciła głowę, napinając wszystkie mięśnie i kurczowo przytrzymując pościel. Delikatna fala rozkoszy przemknęła przez jej ciało. – Doszłam! – zamarła. – Co za cudowne chwile! – bezgłośnie cieszyła się doznaniami. Westchnęła głośno, otworzyła oczy, uniosła głowę, uśmiechnęła się do Sebastiana i znowu spojrzała na drugi tapczan.  

    Właśnie do pochwy Małgosi wchodził Tadeusz. Zmęczona brunetka, podrzucana grubym penisem, głośno jęczała. Włosy miała w nieładzie, piersi kołysały się na boki w rytm uderzeń członków. Mężczyźni dogadzali jej. Sapali z wysiłku, a ona tkwiła między nimi. Byli w niej i pragnęła, żeby te chwile trwały jak najdłużej. Po jakimś czasie Tadeusz wyszedł z pochwy, wstał, kciukami otworzył usta Małgosi, nachylił się i splunął! Kobieta była unieruchomiona. Mężczyzna wyprostował się i wcisnął penisa w jej usta. Trzymał ją za głowę i ostro ruchał. Kobieta jedną ręką trzymała się jego uda. członek wysuwał się i szybko znikał w ustach, rozpychając policzek. Śluz zmieszany ze śliną strużką wypływał z ust, ściekał na pierś i pościel.

    *

    Tadek wyciągnął penisa z ust Małgosi, pociągnął za włosy w dół i przycisnął głowę do pościeli.

    – Wyliż to, suko!

    Posłusznie zlizywała śluz i ślinę z pościeli. Ruchanie w odbyt było tak podniecające, że była gotowa zrobić wszystko, czego zażądają. Mężczyzna wciskał twarz ich kochanki w pościel. Jej głowę przejął Jurek i teraz leżąc na boku, ruchał kobietę w odbyt od tyłu. Tadek, obejmując ich ciała nogą, ukląkł na drugim kolanie. Znowu wszedł do pochwy. Macał pierś, podniósł nogę kobiety i energicznie ruchał ją. Małgosia lizała pościel, włosy zasłaniały jej twarz. Charczała z wysiłku i upojenia seksem. Mężczyźni też byli z niej zadowoleni. Przyspieszyli i wyrwali z niej głośny krzyk rozkoszy. Doszła! Mimo tego jeszcze ruchali ją w tej pozycji. Wreszcie zeszli z kobiety.

    Brunetka leżała na boku, ciężko oddychała i jeszcze zaciskała dłonie na pościeli. Orgazm był tak silny, że nie potrafiła określić jego źródła. Może obydwaj go wywołali? Nie miała siły poruszyć się, a  Tadeusz już pobudzał ją, macając łechtaczkę i pierś. Jurek poklepał ją po tyłku i spojrzał w kierunku drugiego tapczanu:

    – Daj nam jedną!   

    Brunetka, pijana podnieceniem i zmęczeniem, powoli podnosiła się. Niepewnym krokiem zmierzała do drugiego tapczanu. Ela, popędzana przez Sebastiana, podeszła do mężczyzn. Obydwaj usiedli na tapczanie, a ona przyklękła i zajęła się ich penisami. Seba już ruchał klęczącą Zosię od tyłu, więc Małgosi wskazał miejsce u góry tapczanu, przed głową Zosi. Z ulgą położyła się w poprzek.

    – Popieść ją! – wystękał do Zosi.

    Kobieta rozsunęła nogi młodszej koleżanki. Małgosia ugięła nogi w kolanach i podciągnęła na tapczan. Zosia pocierała palcem łechtaczkę i próbowała wepchnąć języczek do pochwy.

    Z kolei Sebastian, znużony ruchaniem kobiety w pochwę, wysunął palce z odbytu, wyszedł z pochwy i przycisnął główkę członka do odbytu. Zniknęła bez trudu. Wypiął biodra i członek powoli wsuwał się w drugą dziurkę. Zosia przerwała pieszczoty i piszczała. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Kiedy penis prawie cały zniknął w odbycie, Seba powoli wycofał go i znowu gwałtownie pchnął. Kilka razy powtarzał ten ruch. Zosia wróciła do pieszczot. Seba energicznie zaczął ruchać kobietę. Ledwo panowała nad sobą.  

    *

    Ela siedziała na Jurku i patrzyła, jak Tadeusz wpycha penisa w jej odbyt. Nie protestowała. Po chwili ruchali ją w jednym rytmie. Kobieta bezgłośnie uśmiechała się, przeżywając niesamowitą rozkosz.

    – Tak! Tak mi róbcie! – wykrzyknęła w myślach.

    W końcu nie wytrzymała i zaczęła jęczeć. Mężczyźni klepali kołyszące się piersi, szarpali je. Brutalnie wbijali penisy. Przymknęła oczy, rzucała głową na boki, szamotała się, aż wreszcie zawyła i upadła na Jurka. Leżała i ciężko oddychała. Przeżywała potężny orgazm. Mężczyźni znieruchomieli, obserwując jej reakcję. Tadek ścisnął pierś. Nie zareagowała. Orgazm był silniejszy. Dalej ruchali.

    Tadeusz podrażniony jej podnieceniem, chwycił kobietę za włosy i pociągnął do siebie. Kobieta lekko uniosła się, potem oparła na dłoniach, efektownie wyginając ciało, a Jurek skorzystał z okazji i chwycił wypięte piersi. Macał namiętnie, obserwując mimikę kochanki, aż w końcu złapał brodawki i zaczął je ściskać. Ela w końcu poczuła ból, który dodatkowo podniecał w trakcie kopulowania. Nie otwierając oczu, uśmiechnęła się.

    *

    Seba miał już dość. Przyspieszył w Zosi i kiedy ta krzyknęła, sygnalizując mały orgazm, musiał wyjść. Szybko dotarł nad twarz Małgosi i po kilku ruchach dłonią wytrysnął na twarz i w usta brunetki. Kobieta przytrzymała penisa zębami i drażniła go językiem, prowokacyjnie patrząc kochankowi w oczy. W końcu puściła go i połknęła spermę.

    – Zapraszam – Seba chwycił panią Zosię za włosy i przyciągnął do twarz Małgosi. Kobieta wystawiła język i zaczęła zlizywać z niej spermę. Chłopak wcisnął penisa do ust Małgosi. Zmęczona pani Zosia położyła się na młodszej koleżance i dalej zlizywała spermę. Brunetka ściągnęła palcem spermę z twarzy i włożyła palec do ust blondynki. Ta bez oporów pochłonęła go. Chłopak wcisnął penisa w usta pani Zosi. Ta zsunęła się z koleżanki i leżąc na boku, energicznie lizała penisa. Małgosia odetchnęła i przekręciła głowę w bok. Sięgnęła do krocza i głaskała jego jądra. Pochylony Sebastian, oparty na jednej dłoni, głaskał i pocierał piersi. Miał w czym wybierać. Obie chętnie poddawały się jego pieszczotom.

    *

    Kiedy zakładała stanik i bluzkę, przyniosłem jej spódniczkę. Potem czekała w milczeniu i z zaskoczeniem przyglądała się, jak chusteczkami czyściłem jej wilgotne i przybrudzone piaskiem szpilki. Ubrała je i gdy chciała odejść, chwyciłem jej brodę i podniosłem twarz.

    – Czego? – burknęła. 

    – O co chodziło z tym seksem? – zapytałem.

    – O nic. Miałam ochotę – próbowała odwrócić głowę. Nie patrzyła mi w oczy. Mocniej chwyciłem ją za brodę.

    – Wiesz, że potrafię mocno uderzyć. Mów prawdę, bo…

    – Puść, boli! Puść! Powiem!

    – Słucham – zapalałem papierosa, uważnie patrząc na nią.

    – Kiedyś po pijaku, na wyjeździe z centrali, asystent naszego szefa wraz z kolegami po tej imprezie odprowadzili mnie do pokoju. Nie miałam szansy, było ich pięciu. Rozebrali mnie i chcieli zgwałcić, ale wróciła Olga i zmyli się. Następnego dnia pokazali mi kilka fotek i zawarliśmy układ: mam uwieść ciebie; termin to koniec przyszłego miesiąca. Jeżeli tego nie zdołam zrobić, to on i jego koledzy wyruchają mnie. I stracę pracę! Wolałam jedno ruchanie niż grupowe. Obiecał, że nikomu nie pokaże zdjęć. Stefan, a gdzie znajdę taką pracę? Jaką opinię dostanę? Czasami wystarczy jeden telefon, żeby w całej stolicy nikt nie chciał rozmawiać z tobą o pracy! Tyle przecież wiesz.

    – Asystent chciał mnie skompromitować i pozbyć się z firmy! No, gnida! Raczej skur… A gdzie z taką opinią znalazłbym pracę? – myślałem gorączkowo. Głośno powiedziałem:

    – Czyli asystent „założył się” z tobą. Co to za jego koledzy? – spytałem chyba spokojnie, jednocześnie robiąc wszystko, żeby opanować drżenie rąk. Za mój głos też nie ręczyłem.

    – Nie wiem. Nie od nas – bezradnie wzruszyła ramionami.

    – A jak miałaś udowodnić swój ‘sukces’?

    – Też mam komórkę – ponownie wzruszyła ramionami i opuściła głowę. – Wystarczyło pstryknąć fotkę jak ci obciągam, i drugą, na przykład po stosunku albo w trakcie. Byle złapać nasze twarze – nabrała powietrza. – W ostateczności miałam ciebie zwabić gdzieś, a jego powiadomić. Wówczas sam zrobiłby fotki – schowała twarz w dłoniach.

    – Dobrze – przerwałem jej i podprowadziłem do ławeczki. Usiedliśmy. – Ustalmy: nie chciałem ciebie zerżnąć, nie zrobiłem tobie żadnych zdjęć, a po długim spacerze weszliśmy jeszcze na wino do jakiejś kafejki przy Rynku.

    – Ale, oni mnie z asystentem… – patrzyła mi w oczy, niewiele rozumiejąc i walczyła ze sobą, żeby nie wybuchnąć płaczem.

    – Patrycja, obiecuję ci, że bez twojej zgody nie zaliczą ciebie – zacząłem łagodnym tonem. – Masz… Mamy prawie dwa miesiące. A ja już mam pomysł. No, zarys – uśmiechnąłem się szczerze.

    Nieco uspokoiłem się. I nagle przypomniałem sobie kilku zdolnych i pracowitych, którzy w podobnych, dziwnych i dwuznacznych okolicznościach, na własną prośbę odchodzili z firmy. Wniosek nasuwał się sam: asystent szefa czyścił sobie przedpole… Co za menda w ludzkiej skórze!

    – Oby – westchnęła przygnębiona. Jej pewność siebie dawno ulotniła się i dziewczyna nie wyglądała już tak efektownie jak zwykle.

    – Wstawaj, idziemy do hotelu. – Kiedy podniosła się, spojrzałem na nią. – Przepraszam, że tak wyszło. Wiedziałem, że coś jest nie tak i chciałem zabezpieczyć się przed jeszcze gorszymi konsekwencjami. A trudno było oprzeć się twoim wdziękom i natarczywości – wyjaśniłem. – Obiecuję, że w pracy będę wobec ciebie taki sam jak przed dzisiejszym wieczorem. Nic się nie wydarzyło. O naszym spotkaniu nikomu nie powiem. Kiedy skończy się ta sprawa, skasuję zdjęcia – obiecałem.

    – Skoro obiecujesz – nie patrzyła w moim kierunku.

    – OK, sama skasujesz. Co jest na tych zdjęciach asystenta? – spytałem cicho.

    – Na pierwszym leżę rozkraczona naga, a na moim ciele jest osiem męskich dłoni. Na kolejnym jestem naga i dwóch facetów wciska penisy w moje usta. Na innym dwóch rozciąga moją pochwę. Na następnym wciskają palce w odbyt. Na wszystkich jestem naga! – wyrzuciła z siebie jakby czekała na to pytanie. – Zawsze bardzo wyraźnie widać moją twarz – dodała z rezygnacją. – Przez tydzień wysyłali mi po jednym zdjęciu dziennie! – Prawie szlochała, nie patrząc w moją stronę.

    – Asystent miał aparat i on robił zdjęcia?

    – Tak – cicho szlochała. 

    Teraz ja milczałem, kiwając głową. Wszystko zaczynało układać się w przejrzystą intrygę.

    – Stefan, co mam mu powiedzieć, jeżeli zażąda zdjęć? – spytała normalnym tonem.

    – Że masz jeszcze prawie dwa miesiące – wzruszyłem ramionami. – Kto jak kto, ale Pati umie ustawiać facetów – przypomniałem o jej opinii w firmie. 

    Niepewnie wzruszyła ramionami, ale chyba poczuła się lepiej.

    – Chcesz wrócić sama czy ze mną?

    – Wolałabym sama, ale o tej porze boję się…

    Doskonale rozumiałem ją. Pokiwałem głową.

    – Będę szedł za tobą. Do hotelu wejdziemy razem.

    Kiedy zbliżaliśmy się do hotelu, Patrycja wzięła mnie pod rękę. Właśnie przechodziliśmy na właściwą stronę ulicy i dziewczyna lekko ścisnęła moje ramię. Spojrzałem w sygnalizowanym kierunku. Ktoś stał przed wejściem i palił papierosa. Na nasz widok asystent rzucił papierosa i wszedł do budynku. Patrycja uwolniła moją rękę. Odsunąłem się.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sesja fotograficzna – 6.

    Część 6.

    Aua! Bolało! To nie była projekcja!

    Ewa dobrze mnie znała. Wiedziała, jakie mam wykształcenie i doświadczenie. Zgodziłam się! Zgodziłam! Miałam pracę!! Miałam stałą pracę!! Niewiele brakowało, a z szalonej radości rzuciłabym się kobiecie na szyję! Jednak na zewnątrz starałam się zachować powściągliwie. Tylko radosny uśmiech miał oznaczać, że cieszę się z propozycji Ewy i podjętej decyzji. Jedynie wymogłam szczegółowe ustalenie zakresu moich obowiązków i wgląd w finanse firmy. Ewa zaprosiła mnie pojutrze do firmy na podpisanie umowy.

    W domu popłakałam się ze szczęścia. Wręcz namacalnie czułam, jak spada ze mnie ciężar obaw związanych z niepewnością jutra. Będziemy normalnie jeść! Robić zakupy! Stałe opłaty będę robiła w terminie! Dzieciom i sobie kupię niezbędne rzeczy! Spłacę wszystkie drobne pożyczki! Rozliczę się z rodzicami. Byłam tak podekscytowana, że usnęłam dopiero nad ranem.

    Po dwóch dniach od naszej rozmowy zostałam przedstawiona w firmie. Podpisałam umowę. Byłam tak przejęta, że musiałam usiąść, aby złożyć kilka podpisów. Drżały mi dłonie. Parę dni zajęło mi poznawanie poszczególnych pracowników, zakresu ich obowiązków, poznanie największych klientów biura, zasad funkcjonowania firmy, organizacji pracy. Ewa pomogła mi tyle, na ile pozwalał jej czas i dość marne samopoczucie.

    Szybko ustawiłam dwóch facetów, który sądzili, że wejdą ze mną w jakieś dwuznaczne układy. Wręcz czułam jak zdyscyplinowałam wszystkich. Częste nieobecności i problemy zdrowotne właścicielki nie służyły firmie. W międzyczasie straciła kilku firm-klientów, więc było zbyt dużo pracowników. Kiedy Ewa poczuła się lepiej, pojechałyśmy do kilku urzędów, gdzie przedstawiła mnie i, w mojej obecności, zostawiła pełnomocnictwa. Zasiadłam za biurkiem właścicielki. Nie zostawiła w nim żadnego swojego papierka… Wyglądało tak, jakby definitywnie pożegnała się z firmą.

    Po kilku dniach ustaliłam wewnętrzne zasady funkcjonowania pracowników, które głównie miały wydłużyć czas pracy biura i naszą dostępność dla klientów. Trzeba było intensywnie szukać nowych klientów. Ewa, chociaż była właścicielką, „za moich czasów” już nigdy nie pojawiła się w biurze. Na koniec pożyczyła mi swój samochód! Powiedziała, że może korzystać z taksówek, ale najczęściej wszędzie woził ją mąż lub jedno z dzieci. Z marnym samopoczuciem nie chciała ryzykować, siadając za kierownicą.

    *

    A potem zaczęłam pracować po osiem, dziesięć, a zdarzało się, że i dwanaście godzin dziennie. Tylko w sobotę zawsze pracowałam w domu. No, prawie zawsze. Może częściej w domu niż w firmie. Tylko czasami musiałam pojechać po jakieś dokumenty do rozliczeń i kończyło się na kilku godzinach pracy za firmowym biurkiem. W sobotę fajnie pracowało się w biurze, bo nikt nie przeszkadzał. Nie dzwonił telefon. Nie było żadnych spotkań. Tak wszystko zorganizowałam, że niedziele miałam wyłącznie dla siebie i dla dzieci, chociaż już nie potrzebowały mnie aż tak bardzo. Pilnowałam się, żeby każdej nocy przespać sześć godzin.

    Dlatego czasami pracowałam również w niedzielę.

    Moją ambicją stało się codzienne wspólne śniadanie z dziećmi. I wspólny obiad w sobotę i w niedzielę. No, na ogół tylko w niedzielę. Czasami udawało mi się zabrać jedno lub drugie na zakupy. To przychodziło mi najłatwiej.

    Płaciłam dziewczynie, która robiła mi podstawowe zakupy, a dwa razy w tygodniu wpadała późnym popołudniem prasować uprane rzeczy i sprzątać. Było mnie na to stać! Wtedy mogłam przez kilka godzin spokojnie posiedzieć przy fakturach i innych dokumentach albo bezczelnie poleniuchować w wannie z gazetą.

    Pod koniec pierwszego roku pracy sprawozdania zdawałam już tylko dwa razy w tygodniu. Sprawozdania robiły się coraz dłuższe, bo Ewa stawiała kawę i jabłecznik z bitą śmietaną. Czasami zmuszała mnie, żebym została na kolacji. Nie potrafiłam odmówić szefowej. Moim dzieciom to w ogóle nie przeszkadzało. Według nich za długo przesiadywałam u pani Ewy, a za mało pracowałam! Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę opinię, ręce mi opadły… Rozglądałam się za czymś ciężkim, żeby im przystępnie przedstawić moje argumenty, ale zrezygnowałam. A potem nawet nie miałam czasu, żeby wyprowadzać ich z błędu.

    Po upływie kolejnych kilku miesięcy Ewa zaproponowała mi kupno jej samochodu. Skorzystałam z takiej okazji. Umówiłyśmy się na zapłatę w ratach. Wiedziałam, że zaniżyła cenę. Znowu miałam własne auto!

    *

    Heniek nigdy nie zapłacił mi pełnej kwoty obiecanej w lesie, ani tej wpisanej do pierwszej i drugiej umowy. Nigdy też nie wyjaśnił, dlaczego i jak moje zdjęcia trafiły do tych dwóch mężczyzn. Nigdy nie dowiedziałam się, dlaczego akurat mnie, „podstarzałą modelkę”, potraktował jakimś narkotykiem w kawiarni i zawiózł do pracowni, nagrywając filmy wbrew mojej woli. Po pewnym czasie przestał odbierać moje telefony, a potem zablokował mój numer. Dotarło do mnie, że przeprowadził się do innej dzielnicy albo nawet pod miasto. Sprzedał atelier, w którym bywałam. Ponoć dobrze mu się powodziło.  

    *

    W ciągu moich pierwszych pięciu lat pracy nie straciliśmy żadnego klienta! Sama zdobyłam ledwie kilku. Ale trafiłam też na polską prywatną firmę, która zleciła nam swoje rozliczenia podatkowe i jednorazowo dorzuciła rozliczanie ponad czterdziestu swoich pracowników, a po pewnym czasie, siłą rozpędu, z naszych usług korzystały, już na stałe, inne mniejsze firmy kooperujące z nią. Pracownicy też pozyskali paru klientów. Firma rozrastała się o nowych klientów. Nikt nie myślał o zwolnieniach. W trzecim roku zatrudniłam nową osobę.

    Z pracownikami finansowy sukces „pięciolatki” fetowaliśmy lampką szampana, dwupiętrowym tortem, lodami i obietnicą utrzymania zatrudnienia przy obecnej liczbie klientów. Uroczystość miała kaloryczny charakter. Jak szaleć to szaleć! Cola lała się litrami! Kilka dziewczyn coś wypiło przed imprezą i zaczęły ostrą zabawę. Nawet moi pracownicy-kawalerowie byli zaskoczeni. Asia jako pierwsza zdecydowała się na striptease. Dziewczyny ledwo zdołały ściągnąć ją ze stołu, zanim zdjęła stanik. Hm, może jednak kiedyś? Byłam trochę rozczarowana. Kilka osób chyba podzielało moją odczucia.

    Późnym wieczorem w domu samotnie otworzyłam szampana, wypiłam dwa kieliszki, rozryczałam się ze szczęścia i kiedy opanowałam się, z butelką poszłam do wanny. Zapaliłam kilka świeczek. Dolewałam gorącej wody, włączyłam muzykę, pochłonęłam sushi kupione w ‘sieciówce’ i chlapałam się w pianie aż opróżniłam butelkę. W międzyczasie zrobiłam sobie dobrze. Potrzebowałam tego. Bardzo! Moje jęki chyba słyszeli w całym pionie… A co tam! Ubrana w szlafrok jakoś dotarłam do sypialni, wcześniej chowając szkło głęboko w mojej szafie. Na kanapie doszłam po raz drugi. Zaszalałam! Zaczęłam paluszkami, skończyłam wibratorem. Próby wepchnięcia w pupę były nieudane, ale jakie podniecające! To był taki radosny dzień!! Około północy straciłam świadomość w sypialni.

    *

    Agnieszka obudziła mnie w sobotę, w samo południe, szarpiąc za ramię. Kiedy zobaczyłam szarlotkę na tacy i poczułam zapach kawy, nawet nie krzyczałam zbyt długo na moje dziecko. Córunia wysłuchała mnie z kamienną twarzą, a w rewanżu poinformowała słodkim głosikiem i ze złośliwym uśmieszkiem, że z wycieczki wrócili nieco wcześniej, a mój telefon dzwoni, w zasadzie, non-stop. Przynajmniej od chwili, kiedy weszła do mieszkania. Pani Ewa zaniepokojona pytała o mnie, dzwoniąc nawet na jej komórkę, kiedy jeszcze siedziała w aucie! Sprawdziłam połączenia. W sobotę dobijało się do mnie ośmiu, nie, dziewięciu klientów. I nie byli to lekarze przynoszący po dwie albo trzy faktury miesięcznie. Tak zakończyłam świętowanie chyba największego sukcesu w roli p.o. szefowej średniej wielkości dobrze prosperującego biura rachunkowego.

    Sprawozdania zdawałam raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Czasami raz w miesiącu. Pół roku po uroczystości z okazji mojej „pięciolatki”, musiałam przyjąć kolejną osobę. Wynajęłam dodatkowe pomieszczenie i zatrudniłam robotników do uprzątnięcia jednej piwniczki w budynku, w którym mieściło się biuro Ewy. Po formalnościach związanych z wynajmem i odpowiednim zabezpieczeniu pomieszczenia, przenieśliśmy tam najstarszą część dokumentów. Zaczynało brakować miejsca. Również dla pracowników.

    *

    Moje życie seksualne zubożało, od kiedy zaczęłam kierować biurem Ewy. Od czasu do czasu pozwalałam sobie na ekscesy, które wystarczały mi na dłużej, bo samodzielne zaspokajanie się było jak picie kawy z plastikowego kubka. Na dodatek kupionej w automacie. A ja lubiłam pić kawę z filiżanki, parzoną według określonych reguł i bez pośpiechu. I lubiłam sama wybierać rodzaj kawy i sposób parzenia.

    Kolega zgodził się i przyjechał już po pierwszym telefonie. Kontaktowaliśmy się od przypadku do przypadku, żony nie miał, więc chętnie skorzystał z mojej propozycji. Pojechaliśmy w piątek do hotelu. Czasem szliśmy na posiłki, czasem zamawialiśmy do pokoju. Wyszliśmy w niedzielę. Biedny Mareczek… W niedzielę wyglądał jak z krzyża zdjęty, ale mnie było mało. Dlatego nie żałowałam go. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Jednak już nie wykazywał nadmiernego entuzjazmu.

    Za drugim razem było jeszcze lepiej, ale na koniec, kiedy żegnaliśmy się, Marek powiedział, że następnym razem przyjedzie z kolegą, bo inaczej nie da rady takiej dupie.

    – Chyba, że chcesz dwóch kolegów?

    – Zastanowię się – obiecałam z miłym uśmiechem.

    Ooo…! Źle go oceniłam. To ja mam zakładać klubik swingersów, bo trzech facetów ma ochotę wyruchać za darmo babkę z ponadprzeciętnymi potrzebami?! Niedoczekanie. Zakończyłam nasze kontakty. On chciał decydować! Też coś…

    Wolałam korzystać z doraźnych możliwości. Odnawiałam niektóre znajomości, żeby czasami sobie dogadzać seksualnie. Ale faceci w moim wieku albo byli zajęci, albo zaniedbani kondycyjnie. W sumie na jedno wychodziło. Trzeba było poszukać w innej grupie wiekowej. Geriatria mnie nie pasjonowała, więc…

    *

    Potem znaleźliśmy ogłoszenia firm holenderskich i niemieckich, funkcjonujących u nas i poszukujących w Polsce pomocy w rozliczeniach podatkowych. Nie były to duże firmy. Nawet nie były średnie. Najpierw ich rozliczenia miały dotyczyć pojedynczych transakcji, jednej inwestycji, potem drugiej. Potem rozliczaliśmy bieżącą działalność w obrębie kwartału, potem drugiego, aż nakłoniłam niektóre z nich do podpisania umowy na dwanaście miesięcy. Nadal byli zadowoleni. Dobrze płacili. I w terminie! W międzyczasie Ewa przekazała mi kierowanie firmą. Już nie byłam p.o. kierowniczką! Dostałam nieznaczną podwyżkę. Potem zatrudniłam dwie pracowniczki. Musiałam. Brakowało miejsca na kolejne biurka, więc wynajęłam dodatkowe, spore pomieszczenie w tym samym budynku. Zrobiło się trochę luźniej, czyli normalnie. Pracy nie ubywało. Wręcz odwrotnie.

    Siłą rozpędu pojawiły się inne firmy. Mundpropaganda! Tak wyjaśnił nam nasz sukces jeden z niemieckich przedsiębiorców. Oni i Holendrzy był bardzo zadowoleni z możliwości przeprowadzania rozliczeń w Polsce. Umowę podpisali na rok. Potem przedłużyli na kolejny. Następna opiewała już na pięć lat! Sam nadzór był już wystarczająco praco- i czasochłonny, a mnie również przybywało lat i wyraźnie ubywało energii. Ewka kazała mi przyjąć asystentkę. Zamiast sprawozdań spotykałyśmy się, aby wypić kawę i zjeść jabłecznik. W końcu zażądałam piernika albo sernika. Uległa. Też potrafiłam się postawić.

    Ewka zawsze miała jakieś zdjęcia albo slajdy do pokazania. Kiedyś, po powrocie z miesięcznej wycieczki do Australii, prawie przez godzinę pokazywała mi z projektora tylko zdjęcia ptaków, głównie papug. Co za widoki! Ferie kolorów! Siedziałam, oglądałam i słuchałam jak urzeczona. To samo miesiąc później, ale wówczas pokazywała mi krajobrazy. Takie widoki działały na mnie kojąco. Już wówczas ogólnikowo opisywałam to, co najważniejsze w firmie: porażki i sukcesy. Te drugie ZAWSZE przeważały. Ewa słuchała jednym uchem, ale sprawiała wrażenie zainteresowanej. Chyba.

    *

    Czasami widywałam Heńka, idąc ulicą, czasami jadąc samochodem. Kiedy przypadkowo spotykaliśmy się na ulicy, zawsze szybko zmieniał kierunek albo przechodził na drugą stronę. Był czujny. Nie zamierzałam gonić go na ulicy. Mimo upływu lat, nadal był w moim czerwonym zeszycie. Podkreślony na czerwono. Nigdy nie wybaczam oszustom i kłamcom. A to oznaczało, w nieokreślonej przyszłości, przykre konsekwencje dla tak wrednej ludzkiej mendy.

    *

    Zostałam zaproszona do znajomych na kolację. Marzena obchodziła swoje urodziny, więc mąż starał się, aby wieczór wypadł okazale. Stół może nie uginał się pod imponującą liczbą potraw, ale nikt nie przyjechał, żeby nażreć się, tylko spotkać, porozmawiać. Głównie były pary. Ja należałam do dość wąskiego grona singielek. Moje samotne koleżanki też nie przyprowadziły swoich kochanków.

    Fakt, alkoholu było i dużo, i duży wybór. Pewnie, gdybym zażyczyła sobie, to dostałabym coś do wciągnięcia. W tym towarzystwie nie jest to nagminny zwyczaj, jednak na pewno większość miała i takie doświadczenia. Wątpię, żeby tylko jednorazowe. Słodyczy też było sporo. Głodna nie byłam, przyjechałam taksówką, więc pozwoliłam sobie na alkohol. Trochę mieszałam. Marzena zadbała, żeby drinki były ładnie podane i przy okazji proponowała nowe smaki. Skorzystałam. Parokrotnie. Wynajęty barman szybko pracował. Zaprosiła ze czterdzieści osób. A może więcej? W końcu uznałam, że muszę wracać, bo już zalałam się, ale jeszcze próbuję myśleć racjonalnie. Podeszłam do solenizantki.

    – Marzenko, uciekam. Fajna impreza, ale za dużo wypiłam. Nie chcę robić kłopotu, paa…

    – O, nie, nie! – Marzenka patrzyła na mnie badawczo. – W tym stanie nie puszczę ciebie nawet do furtki. Przytrzymała mnie, jednocześnie rozglądając się. – Olek, pozwól! – zawołała syna.

    Osiemnastolatek podszedł szybko. Impreza mamy, ale stał z jakimiś młodszymi kobietami.

    – Synku, który pokój jest wolny?

    – Noo, mój chyba. A co?

    – Pani Lidka za dużo wypiła, źle się poczuła i musi zdrzemnąć się, zanim od nas wyjdzie. Zaprowadzisz ją do siebie?

    – Dobrze, ale…

    – Wyjmij świeżą pościel z szafy. Posprzątałeś u siebie? Czy nasz gość będzie musiał przedzierać się przez bałagan, żeby dotrzeć do tapczanu?

    – Mama, daj spokój… – chłopak z dezaprobatą pokręcił głową. Chwycił mnie pod ramię. – Proszę, pani pozwoli – silny blondynek poprowadził mnie na piętro.

    Stałam oparta o drzwi pokoju, kiedy wyciągał prześcieradło.

    – Daj spokój, dziękuję. Prześcieradło wystarczy. – Podeszłam i usiadłam na tapczanie. Olek patrzył na mnie. Położyłam torebkę na podłodze, rozpięłam nieco bluzkę, zdjęłam szpilki. Kiedy kładłam się i przykrywałam kocem, Olek rakiem opuszczał własny pokój.

    – Pani Lidko, łazienka jest w tym korytarzy, po lewej stronie. Jeżeli pani chce, to mogę podejść za godzinę albo dwie i zbudzić.

    – Za dwie. Dziękuję! Teraz będziesz mógł powiedzieć, że miałeś w łóżku ryczącą czterdziestkę! – zażartowałam niezbyt fortunnie, ale odjęłam sobie parę lat.

    Olek coś mruczał od drzwi, a ja położyłam głowę na poduszce. Zakręciło mi się w głowie. Oczy same zamknęły się. Coś mówił, ale ja usłyszałam swoje chrapnięcie i zasnęłam.

    *

    To było tak miłe uczucie, że nie próbowałam z nim walczyć. Budziłam się powoli, czułam, że alkohol nadal działa, ale jednak nie było tak źle jak przed drzemką. Przypomniałam sobie, że jestem na imprezie. W pokoju było ciemno. Światło z ulicy rozjaśniało pokój jedynie na tyle, żeby zorientować się, gdzie jest okno. Hałas imprezy świetnie tłumiły zamknięte drzwi. Było miło. Byłam podniecona. No tak, w ciuchach na tapczanie. I nagle dotarło do mnie:

    – Cholera! Ktoś mnie obmacuje! – zaniepokojona lekko szarpnęłam ciałem.

    – Spokojnie, przecież lubisz to – usłyszałam szept. Byłam odprężona i taka chętna… Do czego? Miałam ochotę na seks! Dotarło do mnie, że leżę na wznak, a ktoś głaszcze łechtaczkę! Byłam bez majtek! Ale pieszczota była taka przyjemna… Nie chciałam z niej rezygnować. – Olek? – upewniłam się.

    – Nie, Krystian. Dobry wieczór, pani Lidko.

    – Kto? A, brat Olka. – w końcu skojarzyłam. Krystian był o sześć lat starszy od Olka. Ulżyło mi. Ukląkł obok tapczanu i drugą dłonią masował mój biust. Wsunął dłoń pod stanik i łagodnie poruszał całą dłonią.

    – Teraz lubisz starsze panie? – odezwałam się.

    – Jeżeli jest taka okazja… – chyba uśmiechnął się.

    – Cholera, jeszcze twoi rodzice nas zobaczą! – spojrzałam na niego. – Zmykaj stąd!

    – Bez obaw. Są w ogrodzie. To jeszcze trochę potrwa – nachylił się i pocałował mnie.

    Objęłam go ręką i oddałam pocałunek. Całując mnie, podniósł się i jedną ręką rozpinał spodnie. Potem ściągnął je wraz z majtkami i butami. Chociaż wyprostował się, nic nie zobaczyłam. Bez trudu podciągnął moją spódniczkę prawie do pasa. No tak, już była rozpięta! Kiedy kładł się między moimi nogami, od razu wepchnął się do pochwy. Był podniecony, więc przynajmniej żołądź była mokra, a ja mokra i w środku, i na wargach! Wszedł spokojnym, pewnym ruchem. 

    Westchnęłam głęboko, a on poruszał się we mnie powoli w różnych kierunkach. Było super! Dotykał, uderzał, muskał ścianki… Moje podniecenie szybko rosło. Mruczałam i postękiwałam. Rozpiął mi bluzkę i rozłożył na boki. Rozpiął stanik i przecisnął nad głową. Wbił mocno członek aż jęknęłam, ale to nie był ból! Zanim jęknęłam, zamknął mi usta pocałunkiem i zaczął mnie rytmicznie ruchać. Dłonią dotykał piersi, ustami całował, pochłania i nawilżał sutki, językiem lizał brodawki, zębami delikatnie gryzł. Każdy bodziec był miły, podniecał i powodował, że stawałam się coraz bardziej aktywna podczas stosunku. W końcu objęłam go nogami, a on ruchał mnie w szybkim tempie. Stękałam głośno. Zapomniałam, gdzie jestem. Chłopak podniósł moją prawą nogą, przekręcił mnie nieco na bok i nie wychodząc, przesunął się, kładąc za mną. Chciałam zapytać go…  

    Uderzył biodrami z całej siły i krzyknęłam! Mocno chwycił mnie za pierś i zębami wczepił się w kark. Pomógł mi zdjąć bluzkę i stanik. Wisiały na drugiej ręce. Znowu ruchał z siłą, jakiej nie mogłabym zbyt długo wytrzymać. Jęczałam. Coraz głośniej. Ścisnął brodawkę, klepnął pierś i zasłonił mi usta. Już dłużej nie potrafiłam. Fala orgazmu zalała mnie. Puścił mój kark i wepchnął twarz w poduszkę. Przeciągle zawyłam z rozkoszy. Fala… Fala powoli zanikała, a ja jeszcze wolniej przytomniałam. Trwałam w tej ulotnej ekstazie. Nadal ruchał mnie, ale pewnie tylko po to, żeby przyspieszyć, kiedy będę gotowa. A mnie w ten sposób świetnie ‘budził’ z letargu po orgazmie. Nie poczułam wytrysku.  

    *

    – To jeszcze nie koniec – zapowiedział wesołym tonem, jakby czytał w moich myślach. Wyszedł ze mnie, wstał i stanął przy mojej głowie. – Pokaż, jak obciągasz.

    Po omacku trafiłam na penisa.

    – Poczuj nowe doznania – odwrócił głowę. – Właź, stary. Na co czekasz?

    Nie rozumiałam. Wiedziałam, że słów nie skierował do mnie, ale nie widziałam nikogo. Kiedy pytał, głowę miał odwróconą w lewo, tam, gdzie były moje nogi. Właśnie ktoś ich dotknął. Szarpnęłam się, przestraszona i krzyknęłam. Dobiegł mnie lekki szmer, a tapczan ugiął się pod czyimś ciężarem.

    – Spokojnie, nie denerwuj się. To mój braciszek chce skorzystać z twoich uroków – podniósł nieco moją głowę i wysunął biodra. – No, obciągaj – dodał łagodniej.

    Szok!

    Penis wszedł prawie cały. Dławiłam się. Jednak nie to było najważniejsze.

    Szok! Szok! Miałam poważny problem! Udawać, że mam ochotę i jestem na tyle pijana, że mogą ze mną zrobić, co chcą czy protestować, wyrzucić ich z pokoju i… i co? Zrobić awanturę? Dać Krystianowi w pysk?

    Kiedy chciałam zdecydowanie zareagować, Olek podniósł moją nogę i poczułam jego penisa w pochwie! Leżałam na boku, obciągałam starszemu bratu, kiedy młodszy rżnął mnie!

    Ten miał siłę! Ruchał mnie w jednym, szybkim rytmie, cały czas klęcząc. Próbował raz jedną, raz drugą ręką chwycić pierś. Kiedy złapał, mocno miętosił. Domyślałam się, że nie jest prawiczkiem, ale podnieca go seks ze znacznie starszą kobietą. Podczas wizyt u nich nie zwracaliśmy na siebie uwagi, żadnych, nawet zdawkowych rozmów. Wiadomo, koleżanka mamy. Pani Lidka. Różnimy się wiekiem, jesteśmy na innym etapie życia, mamy inne problemy, obowiązki, a tu nagle: Olek rżnie nagą koleżankę mamy! Na dodatek razem z bratem. Ot, taka nieoczekiwana zdobycz. Olek nie był zbyt finezyjny, ale tak mi dogadzał, że momentami nie byłam w stanie obciągać. trzymałam penisa w otwartych ustach, a z nich wyciekała ślina ze śluzem. Dobrze, że było ciemno, bo na pewno nie wyglądałam zbyt efektownie. W pewnym momencie nie potrafiłam utrzymać penisa w ręku. Wypadł mi, a ja jęcząc opadłam na tapczan. Krystian podniósł głowę i ponownie wepchnął penisa w usta.

    – Liż, przecież potrafisz – nadal był bardzo podniecony.

    – Dochodzę! Gdzie mam się spuścić? – głośno wystękał Olek.

    – Gdzie chcesz! Z nią to nie problem – stwierdził starszy brat. Trzymał mnie za włosy i energicznie poruszał biodrami.

    Olek naprawdę mi dogadzał. Bałam się, że jak dojdę, to zębami zmiażdżę Krystianowi chuja. W końcu należało się chłopakowi. A… ależ miałam drugi orgazm! Zawyłam i odwróciłam głowę. Zacisnęłam szczęki, a Krystian w porę przycisnął poduszkę do mojej twarzy. Olek zlał się we mnie. Słyszałam jego głośne westchnienie. Potem padł na mnie. Twardy penis dalej tkwił we mnie. Krystian odsunął poduszkę z mojej twarzy.

    – Stary, to nie sanatorium! Wyłaź! Lidzia, klęknij przy tapczanie.

    Dyszący Olek usiadł na tapczanie. Krystian włączył nocną lampkę, ściągnął mnie i kiedy klękając, oparłam przedramiona o tapczan, rozsunął mi kolana. Po chwili wszedł do pochwy i głośno stęknął.

    – No, teraz ja skończę! Lidka, obciągnij chłopakowi. Niech ma jeszcze przyjemność z tej zabawy.

    Krystian stał za mną i znowu ruchał mnie w wolnym tempie. Sięgnęłam po penisa Olka, nadal sterczał. Ścisnęłam, powoli przesuwałam dłonią i zaczęłam lizać. Czułam jak znowu twardnieje. Czerpałam z tego jakąś perwersyjną przyjemność. Takie dwa młode chłopaki… Krystian już walił swoim członkiem, byłam coraz bardziej podniecona, więc wiedziałam, że niedługo jedno z nas skończy orgazmem. Olek postękiwał i głaskał mnie po włosach.

    Krystian szalał z tyłu i w końcu stęknął głośno, a ja poczułam wytrysk. Chwilę później też doszłam. Rozkosz prawie pozbawiła mnie przytomności. Nie wiem, chyba jęczałam. Kiedy doszłam do siebie, masowałam i obciągałam Olkowi. W końcu ścisnęłam członek i jeszcze zdołałam wyzwolić małą ejakulację. Trzymałam go w ustach. Przyjęłam i połknęłam wytrysk. Chłopak stęknął i padł na plecy. Podgryzałam mu penisa. Bronił się przed dalszymi pieszczotami. Padłam na tapczan. Naprawdę nie miałam sił. Krystian leżał na mnie i macał pierś.

    *

    – Kurde, świetna jesteś! – westchnął głośno za moją głową. Pocałował mnie w kark, polizał i znowu zaczął poruszać penisem. Pierś ściskał coraz mocniej.

    – Krystian, uspokój się. Już nie mogę – naprawdę miałam dość. To był rezultat jedynie nadmiaru wypitego alkoholu. Nawet nie miałam skrupułów, że psuję dzieci koleżanki, skoro to oni rozebrali mnie i nakłonili do seksu. No, ja na nich się nie rzuciłam!

    – Lidka, chętnie spotkam się. Kiedy tylko zechcesz. Świetna jesteś! – gadał, gadał i znowu zaczynał mnie ruchać.

    – Krystian, na dzisiaj starczy. Pogadamy jak dojdę do siebie – chciałam, żeby dał mi wreszcie spokój. Dalej gadał i stawał się coraz bardziej natarczywy, a mnie kręciło się w głowie. W końcu nie wytrzymałam:  

    – Krystian, źle się czuję po alkoholu. Jak mnie jeszcze będziesz naciskał, to za chwilę puszczę pawia. Chcesz tego?

    Chłopak od razu wyszedł ze mnie.

    Zebrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi.

    – Mogłabyś pokazać się nam nago – Krystian nadal nie miał dość.

    – Dość się naoglądaliście – obciągałam i wygładzałam spódniczkę.

    – Świetne cycki i niezłe ciałko – stęknął Olek. – Też bym jeszcze spróbował – usiadł z uśmiechem. Chciał podnieść się.

    – Będą inne okazje – powiedziałam wymijająco. Chusteczką wycierałam spermę wyciekającą z pochwy.

    Patrzyli na mnie pożądliwie. Ze stanikiem i bluzką w ręku ruszyłam do łazienki. Niech sobie jeszcze popatrzą. Szybko umyłam się, ubrałam i poprawiłam usta.

    – Dobrze, że nie spuścili się na twarz i we włosy. Jak wtedy bym wyglądała? – nerwowo poprawiałam włosy. Chciałam wyjść, zanim solenizantka i goście wrócą z ogrodu.

    *

    Wróciłam do pokoju. Obydwaj czekali na mnie przy drzwiach.

    – Lidka, słuchaj… Mamy ochotę na powtórkę. Pozwól z nami – Krystian stanowczo chwycił mnie pod rękę.

    – Chłopcy, teraz idę do taksówki. Już zamówiłam. Jeżeli będzie okazja i będę miała na was ochotę, to jeszcze spotkamy się. Obiecuję – wyjaśniałam i chwyciłam Krystiana za palec. Wygięłam go.

    Chłopak syknął z bólu i zgiął się. Bez trudu oswobodziłam się z jego stanowczego uchwytu. Zaskoczony Olek cofnął się. Patrzył na mnie, ale nie odezwał się.

    – Nigdy nie zachęcaj kobiety siłą, bo za dużo stracisz. Oprócz okazji do seksu – ostrzegłam Krystiana. Patrzyłam na niego poważnie. Zrozumiał, że nie żartowałam. – Oluś, dziecko drogie, no przynieś mi numery telefonów. Chyba nie będę prosić waszej mamy o kontakt? – uśmiechnęłam się zalotnie.

    Olka jakby wymiotło. Szybko wrócił z kartką z dwoma numerami telefonów. Schowałam ją do torebki.

    – Krystuś, na pewno zechcesz odprowadzić mnie do taksówki? – zapytałam słodkim głosikiem.

    – Tak – warknął niezadowolony z siłowej porażki ze starszą kobietą. I to w obecności młodszego brata.

    Kiedy dochodziliśmy do taksówki, spojrzałam na niego:

    – Krystek, chcesz spotkać się sam czy z bratem?  

    Chłopak spojrzał zaskoczony. Odzyskał pewność siebie.

    – Z tobą to chętnie we dwóch. Niech Oluś korzysta z takiej okazji. Tobie też będzie lepiej. I tak jesteś w stanie bez trudu obsłużyć kilku – uśmiechnął się obleśnie. Pożegnał się ze mną z uśmiechem na ustach. Zamknął drzwi taksówki i pokiwał mi na pożegnanie.

    – Dzieciaki, mężczyźni… Wszyscy tacy sami – byłam rozbawiona. – Wystarczy coś obiecać i już merdają ogonkiem – uśmiechnęłam się do swoich myśli. Ale podniecała mnie ich witalność.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wycieczka szkolna

    Z klasą byliśmy na wycieczce kilkudniowej. Jak to bywa na takich wyprawach nocleg był w pokojach tym razem 2-osobowych. Mi trafiło się lokum z Olą. Była to szczupła dziewczyna, bardzo wysportowana i nosząca okulary. Gdy już w nocy zeszliśmy się do pokoju po kąpieli zapytała mnie czy może spać nago. Zszokowało mnie to, ale się zgodziłem, jeżeli w nocy ja będę mógł się pobawić sam ze sobą. Ucieszyła się i w ramach wdzięczności rozebrała się z piżamy przede mną.
    – mam jeszcze jedno małe pytanko.
    – pokazałbyś siebie bez spodni? Odwdzięczę się
    – a jak niby?
    – zrobię Ci loda. Proszę nigdy nie widziałam chłopaka nago
    – dobrze jeżeli mnie jeszcze pocałujesz to pokaże Ci się cały nago.
    Podeszła i powolnym krokiem schyliła się do mnie siedzącego na brzegu łóżka i pocałowała namiętnie.  Po tym wstałem i pozwoliłem jej ściągnąć bokserki z których już uformował się namiot. Bez wahania ściągnęła je ze mnie i zaczęła ręką oglądać penisa, by po chwili possać go. Próbowała wsadzić go sobie w gardło głęboko, ale nie do końca jej to wychodziło, mimo iż chciała, więc postanowiłem jej pomóc. Chwyciłem jej głowę od tyłu i mocno przycisnąłem w kierunku mojego krocza. Zmieściła go całego z zadowoleniem, a po niedługim czasie od tego wystrzeliłem w jej ustach. Położyliśmy się już, a ja jeszcze chciałem sobie zwalić skoro mi pozwoliła.
    W tym samym czasie nauczycielka postanowiła przejść się po pokojach i posprawdzać czy aby na pewno się nic nie dzieje. Była ona wysoką brunetką o pięknych lokach sięgających za ramiona. Walory też miała niemałe. Widziałem to dokładnie, bo często nosiła bluzki ukazujące dokładnie kształt jej piersi, oraz spódnice pokazujące kształt wielkich pośladków. Znała naszą klasę i sądziła, że wszyscy już o tej godzinie będą spać, więc nie ubierała się jakoś zakrywająco tylko wyszła w tym w czym miała zamiar spać, czyli dosyć małe obcisłe majteczki i stanik. Gdy już odchylała drzwi od mojego pokoju widziała jak waliłem konia. Pomyślała że warto byłoby wykorzystać taką sytuację i stojąc jeszcze na korytarzu ściągnęła nawet i to co miała na sobie, i weszła nago do pokoju.
    – a co ty robisz chłopcze – powiedziała powoli wchodząc.  Nie widziałem jej dokładnie przez półmrok w pokoju więc prędko zasłoniłem genitalia.
    – ja? Nic proszę pani
    – przecież widziałam – mówiła cały czas stojąc w mroku
    – kto tutaj śpi z tobą?
    – Ola proszę pani
    – no dobrze. Nie ładnie tak masturbować się na wycieczce szkolnej
    – przepraszam proszę pani już się to nie powtórzy, ani nic podobnego – miałem tylko nadzieję że nie spojrzy w stronę koleżanki która spała nago.
    – nie myśl że przejdzie ci to płazem. Kara musi być – powiedziała po czym weszła w strugę światła przez co widziałem dokładnie jej kształty.
    -musisz pokazać co tam skrywasz rękoma łobuzie – pokornie odsłoniłem stojącego członka – a gdyby tak cię widziała to myślisz ze co by się stało? Nie ładnie tak robić – i w tej chwili zaczęła klepać stojącą męskość – jeżeli potrzebowałeś orgazmu było mi powiedzieć
    – czy ja dobrze słyszę?
    – tak. Przyszedłbyś do mnie i byś zatopił co trzeba we mnie i by ci ulżyło. Gdy miałeś chcicę było mi powiedzieć to byśmy jakoś zaradzili. Podejrzewam że teraz masz dlatego ci pomogę
    – co chce pani zrobić?
    – patrz – powiedziała po czym schyliła się i lizała członka. Było mi bardzo przyjemnie, ale jednocześnie byłem zszokowany tym co się działo. Po niedługim ssaniu przełożyła przeze mnie nogę pozwalając wylizać siebie w pozycji 69.
    – proszę pani a czy na pewno możemy tak
    – nie gadaj tyle tylko liż mnie, a po wszystkim nic nie mów nikomu. W tym samym czasie Ola nie spała tylko przysłuchiwała się i przyglądała całej akcji masując swoją norkę. Wreszcie nie wytrzymała i podeszła do nas – też chcę z wami
    – ojjj to musisz coś zrobić Olu.
     – a co takiego- zapytała
     – skoro dochodzisz po czasie musisz teraz pozwolić się wylizać
    – a przez kogo
    – ja chętnie bym zasmakowała twoich soczków, zatem położyła się na moim miejscu rozchylając nogi i momentalnie burza loków nauczycielki była pomiędzy nimi.
    – chodź tu do mnie Radziu- powiedziała.  A gdy się pochyliłem nad nią dodała tylko
    – od dawna chciałam to zrobić – co takiego
    – chciałam się kochać z tobą – i przylgnęła swoimi wargami do moich z czułością
    – myślę, że ta kara jest niewystarczająca dla was za takie zachowanie- powiedziała nauczycielka.
    – co mamy zrobić proszę pani? – zapytała Ola – Radku kładź się na podłodze. Olu będziesz robiła przysiady.
    – zwykłe przysiady nago?
    – nie. Musisz nabijać się na jego kutasa. Dla niego karą będzie to jak ja siadam mu na twarzy, a on mi liże.
    Tak też zaczęła się nasza zabawa. Gdy tak Ola podskakiwała na mnie, a ja lizałem cipkę Eli to nie zwlekając wychowawczyni masowała jej cipkę i ugniatała piersi.
    Potem na chwile się zamieniły ale ja już dochodziłem
    – zaraz wystrzelę
    – Radku wystrzel mi do środka!
    – zarządziła nauczycielka. Tak tez zrobiłem jednak wdziałem jak Oli zachciało sie wylizać trochę tą wyciekającą spermę. Zaczęła lizać cipkę nauczycielki aż ta doszła.
    – dobrze kara odbyta. Teraz pamiętajcie, że w razie potrzeby możecie sie do mnie zgłosić oraz musimy sobie porozmawiać w szkole o tym we 3. Niekoniecznie w ubraniach – dodała po czym pocałowała nas oboje namiętnie
    – teraz ja idę do swojego pokoju do rana
    – ale się działo Radziu – odrzekła Ola
    – no nie powiem było super
    – teraz pasowałoby się umyć z tego bo razie o nie będzie przyjemnie takim upoconym – powiedziała koleżanka
    – chcesz się sama myć? Nie lepiej zaoszczędzić wodę i iść razem?
    – chodź tu do mnie to zakosztujesz  przy okazji mojej cipki znowu
    – i zaciągnęła mnie za rękę pod prysznic. Łazienka była 1 na cale piętro, ale myśleliśmy, że wszyscy już śpią i możemy sobie spokojnie skorzystać. Wielkie było nasze zdziwienie gdy otworzyliśmy drzwi. W środku były nasze 2 koleżanki.

    Zachęcam do komentowania i dawania rad jak przekazać dalsze części opowieści 😉

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz
  • Maturzystka – 5.

    Część 5.


    Rozmawiałam z Roksaną.

    Tak! Moja koleżanka z prowincji odezwała się do mnie! Zresztą, jako jedyna. Trochę byłam zaskoczona, ale czas i odległość wszystko weryfikują. Koniec końców umówiłyśmy się. Już nie pamiętam kto, ona czy ja, zaproponował przyjazd od Warszawy? W każdym razie naprawdę ucieszyłam się. Pogadam z koleżanką, powspominamy, nasłucham się plotek. Brakowało mi tamtej szkoły. Zdecydowanie bardziej odpowiadał mi klimat naszego miasteczka. Zresztą, nigdy nie przyznałam się rodzicom do tęsknoty za tamtą szkołą, koleżankami i starym mieszkaniem.

    Za jakiś czas rodzice mieli jechać w odwiedziny do rodziny mamy, a to był kawałek do przejechania. Stanowczo odmówiłam. Zwyczajnie nie miałam ochoty i generalnie nie lubiłam jeździć. Ani samochodem, a tym bardziej brudnym i smrodliwym PKP. Zaproponowałam, żeby właśnie wtedy przyjechała. Ucieszyła się. I to chyba bardzo! Ożywiła się, kiedy zastanawiałyśmy się nad terminem. To już był konkret, a nie zdawkowe zaproszenie. Obiecałam podać termin spotkania od razu, jak tylko rodzice zdecydują się, kiedy pojadą. Mogła nocować u nas. Twierdziła, że jej mama zgodziła się.

    – Co za sunia! – pomyślałam. – Czyli już wcześniej nastawiła się na odwiedziny. Fajnie!

    Obie byłyśmy podekscytowane.

    – Pokażesz mi trochę nocnego życia stolicy, co? – zaśmiała się Roksana.

    – Jasne! – odpowiedziałam równie swobodnym tonem. – Jasne, ja i nocne życie Wawy – tego już nie słyszała. Trochę zasępiona, pokręciłam głową.

    Dzwoniłam do innych koleżanek z poprzedniej szkoły, ale jakoś nie witały mnie z przesadnym entuzjazmem. Zawsze niby ucieszone, miło nam się rozmawiało, ale żadna nie oddzwaniała. To ja prowadziłam każdą taką rozmowę. Skoro zadzwoniłam, to gadałam. I tak powoli urywał się nasz kontakt.

    * 

    – Grażyna!

    – Co, „Sarenko”? – grubaśnica chyba lubiła, kiedy ją tak nazywałam. A nie byłam złośliwa. Ot, urocze pseudo otyłej koleżanki, którą nawet lubiłam. Za jej „Szefową” nie przepadałam. Tolerowałam, bo musiałam.

    – Ewa zaprasza na imprezę u siebie w domu – podchodząc, zakomunikowała Wanda. Podała mi adres i godzinę. – W tę sobotę. Miałam ci powiedzieć, żebyś nie bała się. Żadna dziewczyna nie rozbierze ciebie – uśmiechnęła się lekceważąco. – Pamiętaj! To jest wyróżnienie za akcję z tymi dwoma łosiami – odwróciła się i ruszyła. – A! Jeszcze jedno! – wróciła po dwóch krokach. – Ewa obiecuje, że zobaczysz kilka ciekawych rzeczy.

    – Jakich?

    – Skąd mam wiedzieć? U Ewy zawsze jest fajnie – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się, rozbawiona moją dociekliwością. Chyba wyczuła, że moja ciekawość jest spowodowana jedynie strachem przed konsekwencjami obecności na takiej imprezie. – Tyle miałam przekazać. Jeżeli nie przyjdziesz, to dopiero pożałujesz!

    – Jasne, przyjdę – odrzekłam bez entuzjazmu. Byłam zmęczona tymi gierkami.

    Nachyliła się do mnie i wyznała konfidencjonalnie:

    – Wiesz, zawsze jest jakiś striptiz albo erotyczny pokazik. Warto obejrzeć – uniosła brwi i pokiwała głową. Odwróciła się i szybko odeszła.

    Nawet nie zapytałam, czy mam jakoś specjalnie ubrać się. Do szkoły kazały mi przychodzić bez majtek, więc na imprezę może też?

    *

    Wysiadłam z autobusu i skierowałam się w ulicę, na końcu której powinna być ulica, przy której mieścił się dom rodziców Ewy. Założyłam błękitną koszulkę w delikatne żółte prążki z krótkim rękawem. Do niej ubrałam jasne dżinsy i czarne sandałki na szpilce na bose stopy. W końcu to impreza. Sandałki to było parę błyszczących pasków, a pasek z zapięciem znajdował się nad kostką. Patrzyłam w dół i uznałam, że moje opalone stopy wyglądają bardzo efektownie w sandałkach na szpilce. Paznokcie pomalowałam pastelowym żółtym lakierem. Świeży zakup z wypadu z mamą do sklepów. Na szczęście spodnie były dość krótkie, żeby prezentować całe sandałki. Mama również kupiła sobie czarne, ażurowe botki bez palców. Mnie też się podobały. Świetnie w nich wyglądała. Potem kupowała bieliznę. Granatowe majteczki i stanik w rzadkie białe prążki. Też bym taką chciała, ale akurat nie było mojego rozmiaru. Niby po czterdziestce, ale jak zobaczyłam ją w tym kostiumie w kabinie… Mrugnęła do mnie i jeszcze założyła ażurowe botki. Ale laska z mamy! Zaśmiała się głośno i ucałowała mnie, kiedy jej to powiedziałam. Była bardzo zadowolona. W ogóle jakoś tak korzystniej wyglądała. Kwitnąco?

    O, spora willa! Kiedy podchodziłam do bramki, znowu nabrałam obaw. Po co tam idę? A jeżeli mnie okłamały i zwabiły w taki sposób? Wrócić? Okna na parterze, przysłonięte drzewami, były otwarte i brzmiała głośna muzyka. Nikogo nie zobaczyłam, ale słyszałam wesołe głosy. Same dziewczyny. Czyżby znowu babska impreza? Nacisnęłam przycisk przy bramce. Usłyszałam z głośnika „Wejść!”, zabrzęczał sygnał, więc pchnęłam furtkę i weszłam. Drzwi domu otworzyły się, kiedy wchodziłam po schodach. Stała w nich Ewa z kieliszkiem w dłoni. Miałam wrażenie, że jest pijana. Na szczęście pomyliłam się.

    – O, nasza prawie wytresowana suczka! Nareszcie! No, właź! – była wyraźnie rozbawiona moją obecnością. Coś szykowała?

    *

    Weszłyśmy do salonu. Sporo osób. Części nie znam. Nie z naszego liceum. I chłopacy. Monika, z paczki Ewy stoi w kącie salonu i migdali się z jakimiś dwoma chłopakami. Nie znam ich. Ciekawe, czy Monika ich zna? Nieco dalej w fotelu siedzi jakiś barczysty chłopak, szatyn. Też nie od nas ze szkoły, ale w naszym wieku. Na jego kolanach siedzi rozkraczona… No, nie mogę! Chyba pęknę ze śmiechu. To mała Kamila! Już w rozpiętej bluzce. Parka całuje się, a dłonie chłopaka błądzą przy zapięciu stanika.

    – Hm, czyli jednak koedukacyjna impreza – stwierdziłam, ale tylko w myślach, tonem katechety. – A prawie byłam przekonana, że tylko same lesby są w paczce Ewy. Im dłużej tutaj siedzę, tym bardziej przekonuję się, że nie ma tutaj przypadkowych osób. Ewa wszystkich zna. Jej koleżanki też do każdego zwracają się po imieniu.

    Ona jakby czytała w moich myślach. Spojrzała na mnie:

    – Spoko, z czasem poznasz wszystkich, których trzeba. Jest tu więcej dziewczyn, a chłopacy czasami otrzymują jednorazowe zaproszenia. Nie warto ich zapamiętywać – machnęła lekceważąco ręką. – Wiekowo też jesteśmy zróżnicowani. Nie przyjmuję każdego, kto słyszał o spotkaniach u mnie i chce tu bywać. Za to są różne formy inicjacji. Patrz!

    *

    Na środek salonu wychodzi jakaś dziewczyna. W naszym wieku, ale widzę ją po raz pierwszy. Dość wysoka, tak z 170 cm w szpilkach, blondynka, długie włosy sięgają do pleców. Niebieskie sandałki na szpilce. Ciemnobrązowe kabaretki, granatowa spódniczka i granatowa bluzeczka ze stójką w delikatne i rzadkie białe prążki. Ładny makijaż, uśmiechnięta. Nie ma nadwagi, raczej jest grubokoścista, ale za to ma naprawdę spory biust! Fajnie tańczy do muzyki, którą teraz włączyła Ewa. Większość jej się przygląda. Chłopacy wręcz wlepiają oczy w te cycki. Powoli pozbywa się kolejnych części garderoby. Uśmiech nie schodzi z jej ust. Też z zainteresowaniem oglądam jej występ. Naprawdę fajnie tańczy i rozbiera się. Może dorabia sobie w ten sposób na imprezach? Na pewno nie ma więcej niż 20 lat. Zdjęła stanik i majtki, bluzka jest prawie rozpięta i widać jak duże są piersi. Coś można dojrzeć. Co jakiś czas podchodzi ktoś i wrzuca karteczkę do koszyka, który stoi obok Ewy.

    – Oferują różne rzeczy za możliwość skorzystania z jej ciała – Ewa wyjaśnia lekceważącym tonem. – Jagoda należy do mnie, więc dzisiaj robi striptiz. A ja wybiorę najciekawszą ofertę. Albo oferty. Albo niczego nie wybiorę.

    Na koniec Jagoda prowokacyjnie bawi się sutkami, łechtaczką. Każdy oglądający śledzi ruchy paluszka krążącego po jej ciele. No, odważna jest! Milczą wszyscy obserwujący występ. Jego koniec chyba rozczarowuje publiczność. Już? Sporo osób rozgląda się. Im udzieliło się podniecenie wywołane pokazem. Szukają okazji do jego rozładowania.

    Kiedy dziewczyna zbiera swoje rzeczy i z nimi w ręku podchodzi do Ewy, dopiero widzę, jak mocno jest opalona. Biały stanik i majtki stanowią odpowiedni kontrast. Masywne, ale ładnie umięśnione uda, sporo obiecują. A cycki ma naprawdę spore! Teraz dostrzegam delikatną obrożę na szyi Jagody! Przypuszczałam, że coś widzę, w końcu jest tu dość ciemno, ale sądziłam, że to tatuaż.

    Ewa woła jakiegoś chłopaka i dziewczynę. Szybko podchodzą. Nie są parą i chyba nie są zadowoleni z decyzji gospodyni wieczoru, bo patrzą na siebie z pewnym dystansem.

    – Jagódka jest wasza. Bez ograniczeń. Czasu też wam nie ograniczam. Idźcie do tamtego pokoju – wskazuje brodą. – Miłej zabawy!

    Dziewczyna też jest w krótkiej spódniczce i T-shircie, ale już boso. Patrzy na chłopaka jak na kłopot, bierze Jagodę za rękę i daje jej buziaka. Chłopak również całuje Jagodę i chwyta ją za pierś. „Łapczywie” miętosi ją. Widać, że jest bardzo podniecony. Rozbawiona dziewczyna uśmiecha się, ale nie cofa. Chyba jest przyzwyczajona do różnych przejawów uznania dla swojej urody. Chwilę później znikają za drzwiami pokoju.

    *

    Ilona podchodzi do mnie ze szklaneczką wypełnioną jakimś napojem.

    – „Szefowa” dzisiaj bez głównej przybocznej, Wandy? – uśmiecham się do swoich myśli. – Nie piję alkoholu – zastrzegam. Obawiałam się, że mogły coś wsypać do napoju.

    Ewa rozejrzała się, rozbawiona moją decyzją, uśmiechnęła do mnie i westchnęła głośno.

    – Trudno! – dłonią wskazała na butelkę na szafie: – Sok z naszych malin. Napijesz się?

    Kiwnęłam przyzwalająco głową.

    – Ilonko, nalej naszej suczce!

    Ilona sięgnęła po wysoką szklankę. Szczypcami wrzuciła dwie kostki lodu, wlała gazowanej wody mineralnej i dolała soku malinowego. Podała mi szklankę z tryumfalnym uśmiechem…  

    – Dziewczyny! Za sukces naszej suczki! – Ewa podniosła kieliszek. – Przypomniała paru gnidom, że należy okazywać nam szacunek. Zdrowie! – To była aluzja do mojej akcji na szkolnym korytarzu.

    – Zdrowie! – zakrzyknęły zadowolone i rozbawione dziewczyny. Ewa przechyliła kieliszek i powoli wypiła zawartość. Inne poszły jej śladem. Zrobiłam to samo.

    – Jak na sok malinowy, to trochę dziwny smak – wykazałam się szczerością.

    – Sok był malinowy, ale z dodatkiem mojego moczu – spokojnie wyjaśniła Ewa. Patrzyła na mnie rozbawiona, widząc moje zaskoczenie.

    Ledwo zdążyłam do łazienki. Cały czas gonił mnie głośny śmiech. Nie! Ścigał mnie rechot rozbawionych dziewczyn. Kiedy wymiotowałam, słyszałam ich ponowny rechot. Gdy odpoczęłam, wypłukałam usta i wtedy usłyszałam, że na półce stoi płyn do płukania ust. Chętnie skorzystałam. Umyłam ręce, wytarłam w biały, gruby ręcznik z wyszytym zieloną nitką napisem: „Dla miłych gości”. 

    – Taaa, czyli nie dla mnie… – mruknęłam sarkastycznie.

    Wróciłam do pokoju. Spojrzałam na Ewę. Podeszła do mnie Ilona. Prawie przytknęła swoją twarz do mojej. Odsunęłam się. Nie rozumiałam, o co jej chodzi. Odwróciła się i kiwnęła głową w kierunku „Szefowej”.

    – Zapłać za płyn! – zażądała Ewa.

    Rozbawiła mnie. Uśmiechnęłam się nieznacznie i wzruszyłam ramionami:

    – Nie mam przy sobie pieniędzy – uznałam, że jednak skończę udział w takiej imprezie.

    – To jak chcesz zapłacić?

    Znowu wzruszyłam ramionami. Próbowałam protestować:

    – Za łyk płynu? Chyba jakiś żart?

    *

    Ewa ciężko podnosi się, podchodzi do mnie i niespodziewanie łapie za kark. Delikatnie trzymając, oprowadza po domu. Jedną wykręconą rękę trzyma Ilona. Bez pukania otwiera jakieś drzwi i moim oczom ukazuje się zaskakujący widok.

    Jessica! Tutaj! Jessica, ubrana tylko w sandałki na szpilce, stoi w rozkroku i liże łechtaczkę nagiej, grubej Wandy, siedzącej na stoliku. Wysoka, naga blondynka opięta pasami strap-ona trzyma Jessicę za uda i ruszając biodrami, wbija w nią czarnego, twardego i lśniącego penisa. To Paulina! Pierwszy raz widzę ją nagą. Dobrze umięśniona, szczupła, niezbyt duże piersi. Solidnie rżnie Jessicę. Dziewczyna jęczy i ma trudności z pieszczotami Wandy. Paulina chwyta więc szkolną księżniczkę za kark i przyciska jej twarz do krocza Wandy. Nieznajomy, szczupły, nagi blondynek leży na tapczanie, masuje sterczącego penisa i przygląda się trzem dziewczynom. Jest od nich starszy o kilka lat. Puszcza penisa i głaszcze Paulinę po krągłej pupie. Próbuje wcisnąć palec do pupy albo do pochwy. Dziewczyna nawet nie spojrzała w naszym kierunku. Zdaje się również nie zauważać tego blondynka. Chyba jest przyzwyczajona do takich obserwacji.

    Ewa powoli zamyka drzwi, ale jeszcze widzę, jak chłopak podnosi się z tapczanu, staję za Pauliną i wpycha w nią penisa. Piłkarka opiera się o stolik i lekko opuszcza głowę. Włosy zasłaniają twarz. Chłopak chwyta ją za piersi i energicznie porusza biodrami. Dziewczyna prostuje się, cofa ramiona, mocniej wbija się w Jessica, a ta prawie krzyczy pod wpływem silnych uderzeń strap-ona.

    – Jessica często jest tutaj angażowana do naszych zabaw – tłumaczy Ewa. – To uległa, wyuzdana suka. Na dodatek bi. W każdym razie przynajmniej dla nas jest bi.

    Spojrzałam nieco zdziwiona. Interesujący sposób określania czyichś preferencji seksualnych.

    – No, chcemy żeby taka była, więc spełnia nasze oczekiwania – Ewa uśmiecha się. – A kiedy wypije nieco więcej, lubi być poniewierana. Możesz z niej skorzystać, jeżeli będziesz miała ochotę.

    Miałam ochotę. Zwłaszcza na sponiewieranie takiej wyniosłej suki.

    *

    Ewa otwiera kolejne drzwi. Półmrok.  

    No! Znowu jakiś nieznany mi chłopak. Nagi szatyn leży na wznak na tapczanie z rękoma pod głową. Przyglądam się dokładniej. Facet z kilkudniowym zarostem. Nosi też wąsy. On… O kurde! On ma przynajmniej czterdzieści lat! A na nim siedzi Bogusia! Ta, siedzi… Ujeżdża go i jęczy! Ta ciemna blondynka, która ciągle odchudza się. Jest naga, a jej spory biust podskakuje w rytm bioder dziewczyny. Muszę śmiesznie wyglądać ze zdziwieniem na twarzy, bo Ewa spogląda na mnie i parska śmiechem. Za nimi na boku leży nasza Ala z okrągłą, pogodną twarzą. Jak zwykle uśmiechnięta. Głaszcze koleżankę po brzuchu i sięga do jej piersi. Zaraz jednak przerywa pieszczoty i nachyla się nad mężczyzną. Zaczynają całować się. Bogusia zwalnia i po chwili schodzi z faceta. Jego penis sterczy.

    Ala, nie przerywając pocałunku, wślizguje się na szatyna i pomagając sobie ręką, siada na jego sterczącym kutasie. Facet gestem przywołuje Bogusię. Przerywa pocałunek. Alicja prostuje się, przymyka oczy i ujeżdża kochanka. Bogusia klęczy na kolanach i przedramionach. Pupę wypina do faceta, a ten wkłada palce do jej cipki. Wtedy ona podpiera się na łokciu i sięga dłonią do krocza Ali. Jej paluszek porusza się w rytm jazdy koleżanki. Ala zaczyna głośno stękać.

    Wycofujemy się z pokoju.

    – Dziewczyny ruchają się z czterdziestoletnim facetem! Albo nawet starszym! – nie potrafię tak od razu przestać o tym myśleć. – No, takich wrażeń nie spodziewałam się! Tylu młodych i chętnych dookoła, a one… No, szok!  

    – Spróbujemy dać ci możliwość zrewanżowania się, skoro nie masz kasy – Ewa wydaje się zastanawiać nad jakimś rozwiązaniem i nie dostrzega mojego zaskoczenia.

    Nagle oberwałam solidnego klapsa w tyłek. Nie zdążyłam odwrócić się, kiedy dostałam mocniejsze uderzenie w tył głowy. Oszołomiona zrobiłam krok w przód i znowu któraś uderzyła mnie w tył głowy. Pochyliłam się po obydwu ciosach. Czyjaś dłoń chwyciła mnie za włosy i popchnęła w dół, z drugiej strony któraś pchnęła mnie. Runęłam do przodu. Odruchowo wyciągnęłam ręce, ale czyjaś dłoń szarpnęła moje włosy. Wytraciłam impet i krzyknęłam z bólu! Czułam się, jakby ktoś mnie skalpował! Nadal miałam nienaturalnie uniesioną głowę. To Ilona tak mocno trzymała mnie za włosy.

    *

    Złapały mnie za ręce i wepchnęły do pokoju. Ciemno. Zewnętrze żaluzje opuszczone. Odwróciłam się i dopadłam do drzwi. Chwyciłam klamkę i nacisnęłam. Drzwi były zamknięte na klucz! Po omacku odnalazłam i nacisnęłam włącznik. Światło nie zapaliło się. Żarówka wykręcona? Stukałam pięściami w drzwi, ale na zewnątrz chyba nikogo nie było. Kiedy zniechęcona przestałam, nie usłyszałam żadnego dźwięku. Prawdopodobnie poszły sobie. Chodnik i tak tłumił wszystkie kroki.

    – Super! O tym marzyłam! Będę tutaj siedziała do końca imprezy albo znudzi im się i wtedy mnie wypuszczą – pomyślałam zirytowana. – Oby tylko nie zapomniały o mnie! – Zrobiłam dwa kroki w kierunku środka pokoju. – Gdzieś trzeba usiąść – przystanęłam, żeby przyzwyczaić wzrok do  ciemności. 

    Cisza. Ale usłyszałam jakiś szmer za swoimi plecami. Odwróciłam się i krzyknęłam z przerażenia. Czyjeś usta zaczęły mnie całować, a ręce objęły! Trochę odprężyłam się. To nie atak tylko czułość. Jakiś chłopak.

    – Kolejny głupi kawał Ewy! Wykręcę się z tego – byłam przekonana.

    I wtedy poczułam jak od tyłu druga para rąk zaczyna mnie obmacywać. Szarpnęłam się, ale było już za późno. Ręce sięgnęły do moich spodni i rozpięły zamek, guzik i jednym szarpnięciem ściągnęły dżinsy do kolan.

    – Proszę! Przestańcie! – błagałam płaczliwym tonem, wyrywając usta z pocałunku.

    Moja rozpaczliwa szamotanina na nic się nie zdała. Drugie szarpnięcie i majteczki zjechały do kolan. Mężczyzna, który mnie całował zbyt mocno przyciskał mnie do siebie, żebym mogła przeciwstawić się. Ten z tyłu ściągnął mi spodnie i majtki do kostek.

    Skąd wiedziałam, że to mężczyźni, a nie chłopacy z liceum? Nie wiem. Może byli zbyt silni albo zbyt brutalni? Może dlatego, że bardzo sprawnie obchodzili się ze mną? Nie padały żadne głupie komentarze. W ogóle nie odzywali się, chociaż czasami szeptem wydawali mi jakieś polecenie albo porozumiewali się. Jasne, szept uniemożliwia rozpoznanie głosów. To jednak napawało mnie strachem. Czyżby groziło mi coś poza wymuszonym seksem?

    *

    Pierwszy odezwał się ten z tyłu.

    – Uspokój się. Nam chodzi tylko o seks. Będziesz zadowolona. Odpręż się – szepnął i sięgnął do łechtaczki. Zaczął ją głaskać, pocierać. Koniuszkiem języka lizał moje ucho.

    Ten z przodu złapał mnie za pierś, a wilgotny palec zaczął wciskać do odbytu! Tak się bałam! Zrobił to jednak na tyle delikatnie, że nawet zaczęłam odczuwać przyjemność z takiej penetracji. Tylko co jakiś czas musiałam nawilżać śliną palec, którym mnie rżnął. Czasami wkładał go do pochwy i stamtąd czerpał płyn potrzebny do nawilżania odbytu. Jeden mężczyzna z palcem na łechtaczce, a drugi z palcem w pochwie. A potem w odbycie. To było takie podniecające. I nie spieszyli się.

    Mężczyzna z przodu w końcu przyciągnął mnie mocno i sam przywarł do mojego ciała. Wtedy zaczął całować mnie. Co miałam zrobić? Przecież im nie ucieknę. Oddałam pocałunek. Całowaliśmy się dość długo. Chwilami brakowało mi tchu. Kręciło mi się w głowie, ale bardziej od pieszczot mojej cipki i pupy niż długich, namiętnych pocałunków. Jednak na pewno nie przeszkadzały w osiąganiu tak miłego stanu. Już w trakcie pieszczot osiągnęłam mały orgazm. Postękałam trochę głośniej i zorientowali się, że doszłam. Zresztą, w pochwie chlupało. Faceci zmieniali się miejscami i nadal namiętnie pieścili.

    – Gospodyni imprezy chyba byłaby rozczarowana, gdyby wiedziała, jak przebiega ta forma rewanżu – pomyślałam podniecona.

    A oni dopiero pieścili mnie.  

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Mam na imie Matylda, cz 2 (ost)

    Chłód i ciemność stanowiły moich towarzyszy w podróży powrotnej. Gęsta, biała mgła przenikała ubrania jak papier i osadzała się na skórze. Jak na złość, nie nadjeżdżał żaden samochód, mogący mnie dobić tego wieczoru. Brakło mi sił na płacz i krzyk. To wszystko zostawiłem w kołdrze, niemym świadku nocnej agonii.

    Ten czas od tego jak wyszła, a potem wróciła wydawał się niezmiernie długi. Ból nadgarstków w które wbijały się kajdanki, niewygodna pozycja i ten nieopisywalny, wyniszczający i wracający na każde wspomnienie tego co się stało. Niezliczone momenty kpin, wyzwisk i innych obelg były niczym z tą nocą. Spędzoną leżąc z twarzą w mokrej poduszce od własnych łez. Nie mogąc uciec, zapomnieć lub chociaż usnąć. Ta, której tak chętnie i z niecierpliwością wypatrywałem w lustrze, ta piękniejsza część mnie już nie istniała. Znów byłem sam, jak zanim w moim życiu pojawiła się dobrotliwa pani Wanda.

    Drugi akt upokorzenia nie był ani trochę lepszy niż pierwszy. Ból sięgał po serce, rzeczywistość zaciskała się dookoła niego długimi lodowatymi paluchami szkieletu. Każdy ruch jej cielska wydawał się metaforycznym młotem walącym w kwiatową rabatkę. Dopiero, gdy jej się to znudziło, odpięła mnie z kajdanek i przysunęła kosz z moimi prawdziwymi ubraniami. Bawiło ją patrzenie, jak nieudolnie zasłaniam się i kryje w wstydzie. Trzymając mocno za ramię, odprowadziła i dosłownie wyrzuciła za drzwi. I nie wracaj, brzmiały ostatnie słowa. Długo odbijały się echem w mojej głowie, gdy wymiotowałem stojąc już za bramą.

    Światła nadciągającego zza pleców samochodu oświetliły drogę daleko w przód. Wystarczyłoby więc niewiele, przesunąć się w lewo, upaść na jezdnie i to zakończyć. Nie będzie ważne, kto zapłacze. Silnik jednak przycicha, gdy auto zwalnia, łatwo mnie wymija i zatrzymuje się błyszcząc czerwienią. Drzwi pasażera otwierają się, gdy jestem blisko. Wewnątrz gra rockowa muzyka. Proszę, mam już dość, chce znaleźć się w domu, wziąć długi prysznic i schować pod łóżkiem z pluszakiem…

    – Podwieźć Cię do miasta? – pyta znajomy, zachrypły głos z środka – Jeszcze daleka droga, a jest cholernie zimno. – jasne oczy patrzą na mnie z naturalną wesołością – Jak tego nie zrobię, spędzę noc leżąc w łóżku, przewracając z boku na bok i martwiąc, że coś Cię rozjechało albo się rozchorujesz.

    Niewinna, owalna buzia nie pasuje do kreowanego wizerunku mężczyzny. Odrobina tuszu na rzęsach, tylko tyle, całkowicie zburzyłoby tą iluzję. A mimo to, ścięte włosy, luźniejsze męskie ubrania mające przesłonić zaokrąglony biust, sposób mowy i zachowania… Ona pragnie być mężczyzną. Mi makijaż, peruka i spódniczka z rajstopy pozwalały uwierzyć w fakt, że jestem dziewczyną. Ale to tylko wiara. Patrzy jeszcze przez chwile, odpina pasy, wysiada zza kierownicy i obchodzi samochód. Na drżące ramiona narzuca mi swoją skórzaną kurtkę z kożuszkiem w środku. Płaczącemu kolejny raz, pomaga wsiąść na miejsce pasażera bez większego oporu z mojej strony.

    Kiedy znów siada na swoim miejscu, nie próbuje magicznego „uspokój się”, nie ruszamy. Ścisza tylko łagodnie odtwarzacz, przesuwa ogrzewanie na mnie. Siedzimy w samochodzie, słuchając tej piosenki zmieszanej z rzężeniem silnika. Kiedy widzi, jak wycieram wnętrzem dłoni oczy, wyciąga zza siedzenia paczkę chusteczek i mi wręcza. Kiwam z wdzięcznością głową, używając jednej. Łzy, tusz, szminka. Pewnie wyglądam jak przerażający klaun. Kątem oka spoglądam na nią. Chociaż nie uśmiecha się już, nie wydaje się zła. Raczej zatroskana.

    – Will mówi, że prawdziwy dżentelmen umie zawiązać krawat i pomóc kobiecie, gdy jest smutna. – mówi, opierając dłonie na kierownicy – Z pierwszym w sumie dalej mam problemy, ale drugie… Znam miejsce z dobrą gorącą czekoladą… Oczywiście, jeśli tylko masz ochotę? – znów milknie – Wanda mówiła, że wciąż się wstydzisz, więc… Możemy Cię trochę doprowadzić do ładu, nim wrócisz tam.

    Odruchowo chowam twarz w kołnierz kurtki, który pachnie tą wodą kolońską. Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Jestem tu ja, prawdziwy ja, wyrzuć mnie za drzwi, kolejny samochód mnie rozjedzie. Nie ma tu nikogo, prócz obolałego piętnastolatka, myślącego, że lepiej mu jako dziewczyna. Ta, z którą tańczyłeś, jej nigdy nie było. W oczach zbierają mi się następne łzy.

    – Wilhelm i Wanda byli parą, wiesz? – mówi znów spokojnie – Opowieść jak z romansidła. Ona, primabalerina i on młody fizyk szykujący się do doktoratu. W końcu jednak wybrała faceta, który sam wylądował w trumnie, a ją pozostawił na wózku. Mimo to, Will przyjeżdża do niej, siada i rozmawiają. Zapytałem, czemu nie odpuścił. Teraz, głupi chłopcze, ta kobieta potrzebuje mnie najbardziej. – unosi twarz, patrząc przed siebie – Nie opuszcza się damy, gdy cierpi.

    Pani Wanda nigdy nie wspominała o wypadku, który uczynił ją niepełnosprawną czy o swoim mężu. Większość rozmów dotyczyła mnie. Gdy przymierzałem kolejne sukienki, spódniczki, uczyłem się spacerować w różnego rodzaju obuwiu. Starała się ze mnie zrobić dystyngowaną damę. Zachęcała do książek, ganiała do nauki. Przychodziłem tam, spędzałem całe dnie w przebraniu Matyldy i chłonąłem każdą chwilę. Dlatego marzyłem, że zostanę nią na stałe, ale czy bym potrafił? Głodzenie, kłamanie i miotanie po świecie. Czy zgodnie z obietnicą poprawiłem oceny? Nie. Czy zapisałem się na kółko, o którym ciągle jej mówiłem? Też nie. Czy użyłem karty bibliotecznej by przeczytać którąkolwiek z książek, jakie mi poleciła? A skąd.

    Skoro miałem makijaż, odpowiedni strój i perukę, byłem wolny. Uciekałem przed rzeczywistością, która dopadła mnie w moim raju. Zatrzymywałem się przed lustrem, bo w nim byłam najpiękniejsza. Ostatni raz obcieram zgniecioną w dłoni chusteczką oczy. Jak zareagujesz, gdy powiem prawdę? Lepiej zrobię co zawsze. Tak bezpieczniej.

    – Nie wiem czy powinienem… – mówię wreszcie, czując, że mój głos jest jeszcze gorszy niż zawsze – Powiedziałem mamie, że jadę tylko na noc do kolegi i…

    – No to mamy jeszcze trochę czasu, jeśli nie było obietnicy powrotu przed siódmą. – tym razem brzmi weselej – Zapnij pasy, jak zmienisz zdanie po drodze, odstawię Cię do centrum czy gdzie będziesz miała ochotę. – posłusznie wykonuje polecenie – Matylda… Coś cudownego jest w tym imieniu. – niczym kierowca rajdowy wrzuca bieg, a samochód rusza w ciemność rozświetlaną swoimi światłami

    Ryneczek jest opustoszały, gdy staje przed długą linią kawiarni i sklepików z pamiątkami. Lampy odbijają się w dużej szybie otoczonej czerwonym drewnem. „Chocolatrie”, mówią eleganckie złote litery na niej. Wysiada, ale nim zdążę wypiąć z pasów, otwiera mi drzwi. To głupie. Od początku wiedziała, że nie jestem dziewczyną i… Zamyka samochód, gdy otulam się pożyczoną kurtką narzuconą na bluzę.

    – Pozwolisz? – pokazuje dłoń, którą wkłada pod pazuchę swojej kurtki i wyciąga klucze na smyczy – Bez nich nie wejdziemy. – otula mnie łagodnie ramieniem na wysokości łopatek, jak prowadząc na parkiet, prowadząc do równie czerwonych drzwi z drewna z dużymi szybami, na których pisze, że „Czekoladziarnia czynna od dwunastej do dwudziestej pierwszej” – Karola pewnie właśnie przewraca się na drugi bok, więc mamy cały lokal dla siebie. – otwiera dwa zamki i zaprasza do środka – Uważaj na stopień.

    Lokal jak na zawołanie zalewa światło. Wiszące na żyłkach pod sufitem długie węże z białymi punkcikami zdają się tworzyć wzór. Podobnie jak te doklejone do ściany i lady. Ściany, białe, pokrywają malowidła, pozbawione kontuarów plamy kolorów tworzą kształty. Pani Wanda powiedziałaby pewnie, że ktoś chciał uzyskać styl akwareli. Da się dopatrzeć w niej te inspirowane śmiercią makijaże z Ameryki Południowej. Niewielkie stoliczki otaczają wygodne siedziska, pod wystawowym oknem jest szeroka lada z poduszkami. Że też nigdy tu nie byłem?

    Wskazuje jeden z stolików, gdzie ostrożnie siadam. To wciąż trudne i bolesne, ale zaciskam w sobie. Podaje mi kartę, eleganckie menu.

    – Polecam Amazoński Afrodyzjak. – pochyla się, opierając nieco podbródek o mój bark, pokazując listę „Czekolada pitna”, chociaż większość pozycji w większym i mniejszym stopniu odnosi się do tego łakocia – Rozgrzewa bardzo skutecznie, a poza tym przypisuje się temu właściwości magiczne. – odsuwa się i uśmiecha, będąc blisko mojej twarzy, tak blisko jak się da – Mogę sprawdzić też, czy zostało nam jakieś tiramisu w lodówce.

    – Ja… – cholera, Beata miała rację, umiem tylko piszczeć jak gumowa świnka, powinienem zacząć brać hormony, przeboleć pryszcze, ale nie wydurniać się z tym wszystkim – Myślę, że… – kłiiik, kłiiiik – Tak… Łazienka?

    – Czerwone drzwi – wskazuje miejsce przy ladzie – Raczej nie mamy tam mleczka do demakijażu, ale zobaczę, czy Karola nie zostawiła gdzieś kosmetyczki. – uśmiecha się znów przyjaźnie

    Chód ma prosty, wyzbyty kobiecego kołysania bioder. Niemal sztywny. Waham się jeszcze chwilę i idę. Pierw lustro, oczywiście. Jak ona może mi mówić, że jest dobrze? Wyglądam jak trup dziecka ubrudzonego błotem. Ciemne zacieki na policzkach. Oczy przekrwawione. Nos czerwony jak u pijaka. Przegryziona warga zdążyła już zacząć się regenerować. Brzydactwo. Zaciskam powieki i sięgam na szczyt głowy. Zaciskam palce na peruce i opasce, podnosząc ją do góry. Zdzieram z swojej głowy ten skalp szybko, by nie bolało. Odkręcam wodę, robię z dłoni miseczkę i nabieram ile się da. Chlaszczę w twarz, rozcierając. Powtarzam kilka razy. Jesteś chłopcem, nigdy nie miałeś być dziewczyną. Może nie wyglądasz, ale cholera jesteś. Pogódź się z tym. Znów się odzywa cała masa bólu wewnątrz ciała. Jak komuś to może się to podobać? Wpycham brązowe, podobne do zdechłego zwierzaka włosy do kieszeni kangurowej bluzy i wracam.

    Blondynka siedzi przy stole obok parujących kubków i ozdobne słoika wielowarstwowego deseru. Nie wygląda na zaskoczoną moją zmianą. Znów jedynie przyjacielsko się uśmiecha, gdy siadam naprzeciw niej, zaciskając zęby. Czemu nadal się zgrywasz z tym, że niby jestem ładną dziewczyną? Teraz widzisz prawdę. Społeczeństwo dało nam jakąś rolę, mamy ją realizować. Przygotowuje się psychicznie na własny głos, nim powiem to głośno.

    – Nawet w tak krótkich włoskach wyglądasz całkiem uroczo, wiesz? – przesuwa gliniany kubek w moją stronę, a ja czuje ciepło rumieńca na twarzy – Wiem, nie powinienem… Tak już jednak mam, że lubię ładne rzeczy. – spod łba dostrzegam jak opiera podbródek na dłoni – Jak mówię to dziewczynom, zwykle pytają „a ty jakaś lesba czy co” albo „ee, dziękuje”. – unoszę wzrok i dostrzegam lekki uśmieszek – Jest coś złego w docenianiu piękna?

    – Chyba nie… – wyrywa się mi z ust zbyt wysokim głosem – Przepraszam… – połykam kilka łez – Wszyscy uważają, że mam straszny głos. Nawet nauczyciele nie lubią ze mną rozmawiać i…

    – Wysoki, owszem, ale straszny? – wzrusza ramionami – Will zawsze powtarza, że mój jest przepity. Albo chłopcze, odstaw wreszcie te marlboro, bo się wykończysz. – śmieje się – U Ciebie słychać ładny, dziewczęcy głos. – czuje pod stołem jej dłoń, gdy głaszcze mnie po pięści, trąc to miejsce między kciukiem i palcem wskazującym – Naprawdę uroczy. Nie musisz się go wstydzić. Oni powinni, że z niego szydzą. Mam nadzieje, że posmakuje. Jest bardzo charakterystyczna. – wycofuje dłoń, długo jeszcze ciągnąc palcami

    Wszystko wygląda na dobre, ale… Przez resztę dnia pewnie będę wymiotować na brązowo i to nie tylko z bólu. Z drugiej strony, jeśli teraz odmówię sprawie jej przykrość. A jest pierwszą, prócz mojej pani mentorki, miłą dla mnie osobą. Otulam kubek obiema dłoniami, schowanymi wciąż w rękawy i dmucham ostrożnie. Pomału unoszę do ust. Gorąca, jasna pianka parzy leciutko w wargę. Pierwszy łyk. Myśl o pralinkach, były dobre. Za dobre.

    Najpierw smakuje jak zwykła gorzka czekolada, ale potem wkraczają kolejne smaki. Cynamon, gałka muszkatołowa, lekki karmel i kilka innych… Najwyraźniejszy i najdłużej pozostający na języku, pobudzając go na inne pozostaje wyraźnie ostry smak chilli. I skłamię, jeśli powiem, że nie jest to okrutnie dobre. Każdy kolejny łyk tylko potęguje tą smakową bombę.

    Ma rację. Ciepło zalewa moje wnętrze poczuciem jeszcze chwile temu obcej przyjemności. Znów prowadzi mnie w walcu, pośród obcych ludzi. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Jest czuły, bliski i nie przejmuje się brakiem moich zdolności. Z boku pewnie to wyglądało filmowo, ale czy to źle? W jeden wieczór dwakroć zrobiono ze mnie prawdziwą kobietę. Damę i kurwę. Otwieram oczy i odstawiam delikatnie kubek, na stolik. Dotykam warg opuszkami palców.

    – To jest przepyszne… – mówię wreszcie, patrząc na jej zadowoloną twarz – Widziałem kilka razy takie na mleko i wodę gotowe w sklepie, że czekolada do picia z chilli, raz nawet taką kupiłem i…

    – Oh, oni zazwyczaj dają tanie kakao i złe proporcje dodatków. – jasne oczy błyszczą na pochwałę – Czekolada to, nieskromnie, nasza specjalność. Ludzie pytają, czy serwujemy kawę albo herbatę, a potem są zdziwieni, że nie. Powinnaś przyjść w czwartkowy wieczór, rozstawiamy sprzęt do czekoladowego foundee i bawimy się w improwizacje. – lubię też ten jej uśmieszek – Ludzie się już co prawda ledwo mieszczą, ale i tak… Ostatnio odgrywano morską bitwę słoni-piratów na oceanie dżemu. Karola miała zostać złożona w ofierze pradawnej Marmoladzie, ale dzielny kapitan Półcios i jego Trąbiąca Załoga ruszyli jej na pomoc. – nie może się przestać śmiać

    Też zaczynam chichotać, nie wiedząc czemu. Zdejmuje łyżeczkę z wierzchu szklanego pojemnika z deserem i nabieram pierwszą porcje sowicie obsypanego kakao białego kremu. Już mam ją wsunąć do ust, ale obracam ramię i niczym samolocik prowadzę łyżkę w jej stronę. Uśmiecha się, pochyla lekko głowę i połyka jej zawartość. To słodkie. Nim zdążyłem wycofać dłoń, odebrał mi łyżeczkę i role się odwróciły. Słodka masa kremowa i cudowna czekolada rozpływając się wewnątrz ust. Nawet nie wiem, kiedy zjedliśmy w ten sposób cały deser.

    Zwykła, głupkowata radość. Ta sama co przed lustrem poprawiając perukę lub ręka pani Wandy tworzyła makijaż. Nie, tego już nie ma. Przestań o tym myśleć. Pewnie robię żabę, tak jak to zawsze mówi pani Wanda.

    – Ten słodki, nieśmiały uśmieszek będzie mi się teraz śnił po nocach. – mówi, gdy łyżeczka z brzdękiem trafia do słoiczka – Mogę sobie zrobić zdjęcie na tapetę w telefonie? Kiedy będzie mi źle, spojrzę sobie na tą słodką Matyldę i wróci mi dobry humor.

    – Ja… – nie jestem nią, nigdy nią nie byłem i pewnie nie będę, nawet jeśli znów przywdzieje damskie ubrania, perukę i makijaż, będę tylko obrzydlistwem, które przez kilka chwil się dobrze bawiło, ale przez oszustwa – Przepraszam, ale…. – opróżniam kubek z resztką tej rozkoszy w płynie naraz – Dziękuje za miły czas, ale powinienem już iść i… – boże, przestań tyle gadać, uszy jej popękają od tego piszczenia, pani Wanda pewnie też udawała, że jej nie przeszkadza, uświadamiam sobie, że nadal mam na sobie jej kurtkę, taką, którą powinienem samemu nosić – Przepraszam… – zdejmuje ją z barków i układam na siedzisku obok siebie

    – Trudno jest być sobą, gdy jest się innym. – mówi, znów mając swoją zatroskaną minę, jak wtedy w samochodzie – Na początku wakacji, gdy miałem dziewięć lat, przeprowadziliśmy się z rodzicami i bratem. W kuchni, nad zlewem wisiały nożyczki. Pierwszy raz samemu obciąłem sobie włosy, z długich do łopatek zrobiły się krótkie do karku. Jak matka mnie zobaczyła, stłukła dupę pasem, a ciocia fryzjerka powiedziała, że jedynie może obciąć na chłopczycę, by jakoś to wyglądało. I tak całe wakacje biegałem w ciuchach brata, mając dostęp do miejsc i rzeczy, które były zakazane. Nikt nie mówił nagle „nie możesz, bo dziewczynkom nie wypada” czy „zachowuj się normalnie”. To tylko kolejny dzieciak z osiedla, który kopie najmocniej piłkę, pije całą puszkę coli naraz i głośno beka, wpada w bójki, łazi po drzewach i przesiaduje w warsztacie starego Mietka ucząc się przeklinać i naprawiać samochody. Kim ma być, jak nie chłopcem? – wzrusza ramionami – Potem, gdy zaczął się rok szkolny, wszyscy moi wakacyjni koledzy patrzeli na mnie w żeńskim mundurku z podbitym dzień wcześniej przez grubego Benka okiem, co mama próbowała zapudrować. Patrzcie, Marcel to dziewczyna! – wzdycha -Wszystko znów było do dupy. Ubierz sukienkę, bo jedziemy do babci, a wiesz, co ona mówi na dziewczynki w spodniach. Nie, nie możesz iść grać w piłkę, bo padał deszcz i jest błoto, będziesz brudna i co? Dziewczynki tak nie robią, więc ty też nie rób. W końcu z tego wyrośniesz, zobaczysz. – wywraca oczami w drugą stronę – Dopiero Wilhelm zaczął mówić na mnie chłopcze. Wszyscy się śmieli, bo co pan, ślepy, ma przecież takie cycki, że widać od razu, że to dziewczyna. Nie, ja tu widzę chłopca, który mógłby zostać mężczyzną. – uśmiecha się – Tak się zaczęła nasza męska przyjaźń. A ty?

    Mój organizm nie produkuje testosteronu, więc mam zastępczą terapie hormonalną. Po tabletkach się źle czuje i niby efekty będą widoczne dopiero po roku, więc z nich rezygnuje. Mama nadal marzy jednak o posiadaniu pełnowartościowego syna, ale ja się do tego nie poczuwam. Ludzie często mnie mylą z dziewczynką, zwłaszcza obcy. Lubię te damskie ubrania. Tak jak swoją kolekcje pluszaków, które mama i ojczym uważają za głupie. Żałuje, że nie chciałem zamieszkać z tatą i jego nową żoną, mógłbym bawić się z swoją przyrodnią siostrzyczką. Chodziłem do pani Wandy, bo czułem się tam bezpieczny, miałem swój wytworny kostium Matyldy. Teraz go już nie ma.

    – Mama nie chce, bym zapuścił włosy chociaż do karku, bo wtedy ludzie pomyślą, że jestem dziewczyną. – wykrzywiam twarz w grymasie – Pani Wanda kupiłam mi tą czekoladową peruczkę, którą widziałaś i nieco ubrań, które trzymałem u niej, bo mi się podobały… – gapie się w blat – Myślałem, czy może nie zrobić sobie pełnego zabiegu gdy będę już pełnoletni, ale Beata ma rację. Jestem tylko głupim dziwadłem, które nie umiałoby być prawdziwą kobietą. Zawsze to podkreślała, mając rację. Nawet nie lubię o sobie myśleć, jako…

    – Nie. – znów kładzie mi dłoń na dłoni – Udawanie kogoś jest złe, to prawda. Gdybyś miała brodę i pełen makijaż, przesadnie gustowne kreacje, to byś udawała, byłaby to poza artystyczna. Ale ten skromny strój, delikatny makijaż prezentował młodą, uroczą dziewczynę. Widziałem ją na przyjęciu, nieco zagubioną, trzymającą nieśmiało lampkę szampana i unikającą konfrontacji. Dlatego określiłem sobie ją w głowie Kopciuszkiem, skromnym, ale przez to pięknym. Nie wiedziałem co zrobi, gdy poproszę go do tańca. Ale też skłamię, jeśli powiem, że było wybornie. Znów ją widziałem, płaczącą, bo musiała ulotnić się z przyjęcia i po nocy wraca do domu. Martwiłem się o nią, a tu spotykam ja na drodze i spędzam z nią kolejne kilka cudownych chwil. – głaszcze mnie delikatnie – Powiedz, czy miałbym jakiś interes w udawaniu tych uczuć?

    Unoszę głowę i wpatruje się w niego. Ona nie udaje mężczyzny. Ona nim jest. Szlachetnym, pełnym cnót rycerzem gotowym postawić na jednej szali swoją męskość przeciwko całemu złu. Nie dzięki wyglądowi, biologi, nie tym, że mówi o sobie w męskim rodzaju. Nie, ma znacznie więcej. Ma odwagę to uzewnętrznić. Ból tam, niczym złośliwy chochlik, wyrywa mnie od tych myśli. Chcę już do domu, pod prysznic i pod łóżko. Paskudne jęknięcie wypada z moich ust na to.

    – Przepraszam, wciąż… – odczuwam skutki gwałtu – Źle się czuje. – trzymam dłoń na brzuchu – Naprawdę dziękuje za czekoladę i podwiezienie… I… – jesteś najmilszą osobą od czasu pani Wandy, którą poznałem – Jesteś wspaniałym mężczyzną. – boże, powiedziałem to na głos? – A to wszystko, co dla mnie zrobiłeś… – podnoszę się, on również i podchodzi do mnie – Nie ma słów, które by to określiły.

    Otula mnie lekko rękami. Odpowiadam na ten uścisk. Żadne z nas teraz nic nie mówi. Po prostu, jak wtedy przy tańcu przy muzyce, tak teraz w ciszy przerywanej tylko oddechami i uderzeniami serca, stoimy razem. Ma miękkie piersi, wyczuwalne tak dobrze przez sweter. Ale to mężczyzna, najwspanialszy mężczyzna jakiego było dane mi poznać.

    – Nie wstydź się tego, kim jesteś. – mówi wreszcie – Nigdy. Pewnie znów się spotkamy u Wandy… – Nie, tam już nigdy nie wrócę – Albo zawsze możesz mnie znaleźć tutaj. Świat jest zbyt kolorowy, by widzieć tylko czerń i biel. Nie ważne co Ci powiedzą, jak będą z Ciebie kpili, ranili i upadlali. – to ostatnie już zrobiono, na zawsze – Prawdziwe piękno widzi się tylko przez ułamek sekundy, samemu. Nikt inny nie zobaczy go tak jak ty. – połykam kilka łez – Pamiętaj, by się uśmiechać, Matyldo. To najlepsze, co możesz sobie i innym zrobić. – dopiero wtedy mnie wypuszcza i znów się uśmiecha – Jak poczekasz pięć minut, to Cię mogę jeszcze podrzucić gdzie tam chcesz.

    – Nie… – uśmiecham się do niego – Nie mam już daleko. – kieruje się do drzwi, odwracam jeszcze raz patrząc na mojego pięknego księcia – Wiesz, mam na imię…

    – Matylda, wiem. – uśmiecha się – Jakże mogłoby być inaczej? – podnosi kubki i słoiczek – Do zobaczenia, ma piękna pani. – kłania się jak królewnie – Obyś wyleczyła swój ból.

    – Tak… – uśmiecham się, wciąż trzymając brzuch – Żegnaj, Marcel, mój waleczny książę. – wychodzę w chłodny poranek październikowej soboty

    Dni zmieniały się w tygodnie, a te miesiące. Ból odszedł na dobre po kilkunastu dniach, każda wizyta w łazience okupiona była wtedy łzami. Na zewnątrz spadła masa śniegu, który zakrył świat białą puchatą kołdrą. Wraz z nią nadeszła tęsknota, gniecenie w dłoni kluczyka od szafki. Teraz, prócz rajstop i tuszu była tam też już cała Matylda, niczym poćwiartowane zwłoki. Nie miałem odwagi wyrzucić tej peruki, spalić czy też zniszczyć. Tkwiła tam, przywołując na nowo ból straty i upokorzenia. Czas jednak, zgodnie z prawdą, leczył rany.

    Chciałem znów go spotkać, pokazać mu się od najlepszej strony. Dać nam, raz jeszcze, uroczą dziewczynę widzianą przeze mnie w lustrze, dla niego uchwyconą w chwili pierwszego spotkania Tą, której mówił te wszystkie miłe rzeczy. Jak niby miałbym jednak to zrobić?

    Kto mnie umaluje i uczesze? Nie umiem tego robić tak dobrze jak pani Wanda. No zobacz, nadal wyglądasz jak głupek bez płci, czyli jak zawsze. Tylko trochę tuszu na rzęsach, by podkreślić oczy, tyle wystarczy by zobaczyć w tobie kobietę… „Jak prawidłowo się malować”, szukaj… „Triki makijażu”, szukaj… Dobra, może z drugim okiem pójdzie lepiej… To można coś takiego z brwiami zrobić? Wow… Mama chyba ma w łazience kredkę… Coś z ustami… Mama ma same ciemne szminki… No dobra, ta czerwona. Ale nie dużo, tylko by usta miały odcień dorodnej truskawki… Jak bardzo źle, jak na pierwszy raz? Mleh… Dobra, zmyje to nim wróci mama albo Tomek i mnie przyłapią. Co ja sobie myślałem… Nawet nie miałbym co założyć na takie spotkanie. Chyba, że….

    Ubrać coś z szafy mamy? Na przykład ten ciemny sweter rozpinany z przodu i białąbluzke pod spód. Chyba mam jeszcze te stare czarne rurki na dnie szafy, mogłyby zastąpić spódniczkę lub spódnice, nawet ubiorę pod nie rajstopy by mi nogi nie zmarzły. Bielizna? Znajdzie się jakiś podkoszulek, oczywiście, ale… Nie oszukujmy, nie chce po prostu wciągnąć na swój kościsty zadek bokserek… Mama nosi M-kę, a ja S-kę… Ściągnąłbym gumkę mocniej, chociaż nadal będą luźne… O i do tego ten jej płaszczyk z kaszmiru, którego już nie nosi… Nie, to idiotyczne…

    Ostatni raz poprawiam guzik w koszuli. Znów spoglądam na perukę leżącą na pralce. Wyjąłem z niej opaskę i trochę przygładziłem grzebieniem. Sam sobie znów robię krzywdę. Na własne życzenie. Pewnie o mnie już zapomniał, i narobie sobie wstydu idąc tak przez miasto. Zwłaszcza, gdy ktoś mnie rozpozna. Obejmuje ją dłoniami, unoszę nad głowę. Nabieram głęboko powietrza i zamykam oczy. Opuszczam ramiona, zginając w łokciach niczym skrzydełka. Ostatnia szansa by się wycofać. Jak otworzysz oczy, zobaczysz trupa, którego dawno powinieneś pogrzebać.

    Otwieram powoli. Boże, jaka ja ładna. Tylko nie płacz głupia, bo cały makijaż rozmażesz i cała praca pójdzie na marne. Wyszczerzam do siebie zęby, śmiejąc się sama z siebie. Będzie zły, bo go nie odwiedzałam. Tak, zawiedziony. Bardzo. Spoglądam na butelkę Chanel no 5. Ale tylko troszeczkę, na szyje. Nie więcej. Wychodzę do korytarza i wsuwam botki mamy, potem wełniany płaszczyk i otulam szyje szalikiem. Jeszcze jedno spojrzenie na uśmiechniętą dziewczynę w lustrze. Nieźle, jak na kogoś kto spędził początek zimny w trumnie, chociaż może mróz konserwował. Wymarsz, póki mi się nie odwidziało. To najgłupsza rzecz, jaką robię. Zarazem jest najcudowniejsza.

    Czekoladziarnia jest niemal pusta, z środka wychodzi rozbawiona kobieta z białym pudłem przewiązanym sznurkiem. Wewnątrz zaś nie ma Marcela. Za ladą stoi wysoka szatynka z włosami do ramion. Ma wyrazisty makijaż. Kolorowa suknia jest ładna, kryje mankamenty braku biustu i talii. Jest pewnie w jego wieku. Uśmiecha się do mnie radośnie, gdy wchodzę do środka. Ugryzienie w głębi serca przypomina, że to prawdziwa kobieta, a nie przebieraniec.

    – Dobry wieczór! Czym mogę pomóc w tak chłodny wieczór? – wita się dźwięcznym barytonem, całkowicie zaprzeczającym jej wizerunkowi

    Dopiero po chwili sobie uświadamiam, że nie było to odtworzenia nagrania ukrytego pod ladą, ani nie jest ona lalką brzuchomówcy. To jej prawdziwy głos. Albo jego. Po dokładnym przyjrzeniu się z bliska, da się dostrzec jej delikatnie męskie rysy twarzy i jabłko Adama pod brodą. Mimo wszystko, stworzył iluzję pierwszego momentu, dokładnie tak jak Marcel, która upada dopiero po dogłębniejszej analizie.

    – Szukam… – boże, nie wiem jak on naprawdę ma na imię – Blondynki. Ma krótko ścięte włosy, kolczyk w wardze i chyba tu pracuje…

    – Marcela? – unosi brew w zdziwieniu – Ugh! – wykrzywia twarz w grymasie obrzydzenia – Przysięgam na Boga, jak jesteś kolejną dziewczyną, której ten potwór złamał serce, to osobiście go zabije szpilkami. Powinni go naznaczyć jako drapieżnika seksualnego, albo wykastrować. Wszędzie rozsiewa te swoje feromony i sprowadza kolejne dziewczyny jak jakiś Don Juan. A w dodatku podkręcił ogrzewanie po raz kolejny. – wachluje się leżącym obok kasy czasopismem dla kobiet – Jak zaraz przyjdzie i jak będzie zaprzeczał, to będziemy go dźgały tak długo, aż powie prawdę. Jak masz na imię, kochanie?

    Ciężko mi się nie zaśmiać. Nie, nie z powodu jej głosu, ale z tego jak go wykorzystuje. Szybko, cięto, momentami nawet jakby naprawdę miała być wobec niego taka okrutna. Ale zdaje się, że to wie, bo gdy kończy uśmiecha się do mnie radośnie.

    – Matylda, proszę pani. – wciąż chichoczę – Przepraszam, ale…

    – Nie przepraszaj kochanie, on jest naprawdę niebezpieczny. – mówi nadal się wachlując – Wczoraj specjalnie zamówił dużą pizze z podwójnym serem, oliwkami i szynką, chociaż wie, że się odchudzam. Złośliwiec zapytał, czy mam ochotę! – uderza gazetą o stół wyraźnie zła – Nawet specjalnie wziął dodatkowy sos! Powinni go trzymać z dala od kobiet. – wykrzywia się w grymasie złości – Dzisiaj rano nawet złośliwie pozbierał i posortował wszystkie skarpetki, chociaż od tygodnia go doprosić nie mogłam by je posprzątał.

    – Pani jest jego… – partnerką, dziewczyną, mężem, boże jak mam zapytać?

    – Nie mów mi pani, Karola jestem. – wychodzi zza lady kręcąc bioderkami – Mieszkamy razem jako współlokatorzy i prowadzimy to. – kręci ręką dookoła – W sumie ja prowadzę, a on bardziej pomaga. Namalował to paskudztwo na ścianie, zrobił oświetlenie… Za grosz talentu do pracy w kuchni.

    – Ah! – przypominam sobie to imię – Byłaś damą w opałach, którą ratowali słonie piraci! – przypominam sobie

    – Oh, dawne dzieje. – znów się uśmiecha – Na minionym wieczorze nasz Marcel grał jaskiniowca, który trafił do współczesnego supermarketu na zakupy. Pasował idealnie do tej roli z tym swoim prymitywnym zachowaniem. Ludzie oklaskiwali go na stojąco z łzami w oczach ze śmiechu. – aż żałuje, że tego nie widziałam – Oh, już jest. – wskazuje światła samochodu za oknem – Nie martw się, zaraz wszystko wyjaśnimy. Pozwolę Ci nawet użyć ostrych przedmiotów do bicia go, jak chcesz…

    Znów się śmieje. Drzwi się otwierają i do środka przyprószony śniegiem wchodzi on. Niesie pod pachą jakiś średniej wielkości karton. Spogląda pierw na swoją znajomą, potem na mnie. Pierw wygląda na zdziwionego, a potem jego twarz rozjaśnia się szerokim uśmiechem.

    – A jakaż to piękność nas nawiedziła. – mówi idąc w naszą stronę z owym kartonem

    – Przecież cały czas tu jestem. – odzywa się Karola – Wytłumacz mi, czemu nagle przestawiłeś się na dzieci. Ile ona ma lat? Jedenaście? Dwanaście? Nie ma tak słodkich osiemnastolatek. – dźga go paluchem, gdy stawia na ladzie pudełko – Co jej naopowiadałeś? Że jeździsz jaguarem, namalujesz ją nago jako swoją muzę czy po prostu kupiłeś jej kilogram cukierków? – nie przerywa dźgania go – Jesteś okropny! Tylko mnie irytujesz! Iiiii….

    – Oj, Karolciu… – odsuwa się od niej na bezpieczny dystans – Gdybym nim nie był, kto by płacił Ci za Netflixa, odtykał prysznic i zabijał pająki? – znów uśmiecha się do mnie – Musisz jej wybaczyć, mamy comiesięczną wizytę ciotki Irmy, a Karolka strasznie ją przeżywa. – mówi mi z uśmiechem – Jest rozdrażniona, ciągle marudzi na gorąco, nastrój jej się zmienia co chwile i pewnie już wyjadła mi lody z zamrażarki… Strach pomyśleć, co będzie dalej…

    – Nie! – warczy na niego – Nie oczerniaj mnie przed gościem! – wskazuje na mnie palcem – Zresztą zjadłam tylko truskawkowe! Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! To biedne dziewczę nie powinno być krzywdzone przez takiego potwora jak ty! To mały słodki cukiereczek, który…

    Ta ich kłótnia… Patrze na to, wewnątrz tarzając się ze śmiechu. Oni się po prostu doskonale się bawią ze sobą, jakby rola „kobiety” i „mężczyzny” nie miała tutaj znaczenia, liczyła się jedynie dobra zabawa.

    – Nie jestem prawdziwą dziewczynką. – mówię wreszcie, a wzrok Karoli pada na mnie, Marcel też się uśmiecha, gdy zaczynam się głupio śmiać, już nie mogąc się powstrzymać –

    Przytulam się z całej siły do Marcela, czując, że tak powinnam zrobić. Ciągle się śmieje jakby ktoś mnie łaskotał. Czuje jego dłonie na plecach. Nie da się wymazać tych wspomnień, ale czy nie można budować nowych? Oni potrafią codziennie. Nie wstydzą się tego, jacy są. Cały świat był ich domem pani Wandy, gdzie pewnie codziennie czuli ból, ale też radość.

    – Oh, a dasz się teraz zaprosić na kobiecy wieczorek relaksu? – mówi Karola wyraźnie uszczęśliwiona – Wreszcie nie będę musiała słuchać jego marudzenia, gdy pije kolejne piwo przed telewizorem. – unoszę wzrok do góry, a Marcel puszcza mi oko – Zrobimy sobie maseczkę z czekolady i obejrzymy najlepszy film świata z Johnem Deppem i Juliette Binoche. – tym razem dyskretnie kręci głową, bym się nie zgadzała – Widziałam to! Ja Ci nie marudzę, jak oglądasz żużel!

    I chociaż początkowo zakładałam, że to będzie krótka, szybka wizyta, tylko się przywitać i pokazać, ale… Cholera, skoro umiałam się podnieść po tym wszystkim, to może powinnam wreszcie umieć przestać kłamać? Wstydzić? Oni są przecież tacy jak ja…

    Ich mieszkanie tylko podkreśla, jak bardzo są odwrócone role. Karola w białym szlafroku i ręczniku w turban na głowie miesza w niewielkiej miseczce brązową maź pędzelkiem, której połowę już jej sama nałożyłam na twarz. Obok stoi oczywiście pudełko z lodami. Marcel, ubrany w białą koszulkę przez którą prześwitują wyraźniej jego piersi z przebitymi sutkami, czym wydaje się nie przejmować w naszej obecności, oraz krótkie spodenki o luźnych nogawkach siedzi w fotelu trzymając w ręku szklankę z piwem. No i jeszcze ja, z włosami upiętymi wysoko nad głowę gumką, chciałam je nawet zdjąć, ale Karola powiedziała, że nie muszę, w pożyczonej od niej koszulce z baraszkującymi kotkami, otulona ręcznikiem pod szyją, czekam, aż ze mnie też zrobi murzynka.

    – Byliśmy ostatnio z Willem u Wandy. – odzywa się wreszcie Marcel, gdy ręka Karoli zaczyna nakładać maseczkę od nosa, a mój wzrok przesuwa się na niego – Martwiła się o Ciebie, że przestałaś do niej przychodzić. Narzeka, że nie ma z kim teraz rozmawiać, chociaż ma Ewelinę.

    – Eweline? – pytam go, gdy Karola łaskocze pędzlem robiąc kółka dookoła oczu, a ja wsuwam palce z odrobiną maseczki do ust, słodkie – Kto to?

    – Zwolniła Beatę, więc potrzebowała kogoś nowego. – odpowiada, uśmiechając się – Podobno poszło o podkradanie pieniędzy, ale powiedziała też, że Matyldzie nie smakowało to co gotowała. No i od wypadku ciężko było zrozumieć co mówi. – popija piwo z szklanki – Will też mnie mocno zrugał, że złamałem jej nos, ale skoro tak bardzo chciała być facetem, to chyba zasłużyła.

    Otwieram usta i patrze na niego niedowierzając. Uśmiecha się w odpowiedzi, w taki łobuzerski sposób. On wie. Wyciąga rękę i głaszcze mnie po udzie, delikatnie opuszkami palców. Też uśmiecham się, chociaż w oczach stają mi łzy. Dziękuję…

    – Oj nie płacz, zobaczysz, jeszcze znajdzie ulubiony smak dla Rouxa. – mówi Karola, wskazując końcem pędzla na ekran – Marcel by się rozchorował, jakby miał mieć chociaż trochę jego uroku i romantyczności. – pokazuje mu język i znów oblizuje pędzelek – Potem możemy obejrzeć Dziennik Bridget Jones i….

    – Nieeeeee! – mówi Marcel – Tego już nie zniosę! – a ja się znów zaczynam śmiać, czując się tu, najlepiej w swoim całym życiu i tylko trzask pękającego wewnątrz strachu jest przyjemniejszy.

    W okolicach święta Trzech Króli samochód wjeżdża na wysypane kamieniami podwórze. Marcel wysiada pierwszy i jak zawsze otwiera mi drzwi. Karola nauczyła mnie jak zrobić dość łatwe, ale pyszne pralinki dla pani Wandy. Całe ich pudełeczko trzymałam w rękach. Kupiona w sklepie nowa spódniczka w szkocką kratkę, bluzeczka i sweterek według Karoli są „oszałamiające, kochana, wyglądasz jak laleczka! Tylko schowajmy Cię przed tym podłym gwałcicielem Marcelem, który chętnie by ją z Ciebie zdjął”, podobnie jak płaszczyk i botki. Pierwszy raz też, nie mając na sobie peruki, wciąż czuje się Matyldą. Mama ciągle coś psioczy coś fryzjerze, ale udało mi się zapuścić taką długość, że po odpowiednim potraktowaniu grzebieniem, wyglądam jak ładnie obcięta dziewczyna o kruczych włosach. Do tego oczywiście odpowiednie cienie do powiek, tusz, czarne szminka i lakier do paznokci…
    Żałuje, że pojechała do rodziny na święta, więc spędzamy ten czas tylko z Marcelem, i mnie teraz nie widzi. To ona pomaga mi dobierać kosmetyki do makijażu i uczy się odpowiednio malować. Od kiedy po Nowym Roku wprowadziłam się do taty, jest jakoś łatwiej spędzać czas będąc sobą. Oboje doradzili jednak, by z wielkim coming out na razie jeszcze poczekać, choćby do wiosny.

    Brodząc w śniegu idziemy do posiadłości. Drzwi otwiera szczupła blondynka w stylu hipiski, zapewne Ewelina. Wita nas z uśmiechem, wydaje się bardzo sympatyczna. Wymienia uścisk dłoni z Marcelem, potem przytula mnie lekko.

    – Matylda, prawda? Pani Wanda uwielbia o tobie opowiadać same dobre rzeczy. – wciąż się uśmiecha – Ale nie spodziewałem się tak ślicznej dziewczyny.

    – Dziękuje. – czuje rumieniec na buzi – Ale to w sumie najbardziej zasługa pani Wandy i Karoli. – uśmiecham się pod nosem – Pewnie jej przeszkadzamy?

    – A skąd. – macha dłonią – Od rana siedzi z panem Wilhelmem przy kominku. Piją grzane wino, słuchają muzyki i trzymają się za dłonie. – puszcza nam oko – Z pewnością się ucieszy na twój widok.

    Spoglądam na miejsce, gdzie powinien być mój koszyk. Na schody, po których szłam się przemieniać w siebie. Na wejście do sali balowej, gdzie jest kominek i gra muzyka, a skąd ufnie wyszłam niczym jagnię na rzeź. Skromne, świąteczne dekoracje, pewnie zarządzone przez Ewelinę, by poprawić humor pani Wandy. Marcel dotyka dłonią moich pleców, obejmując. Dawno tu nie byłam. Spoglądam na jego twarz. Łobuzerski uśmieszek. Ten, który lubię. Odpowiadam na niego. Idziemy razem, gdy przytulam się do jego boku.

    – Marcel! Jak dobrze Cię widzieć! – śmieje się pani Wanda – Will chyba próbuje tak rozśmieszyć, bym się udusiła. – ociera oczy, unosząc okulary palcami – Zabierz tego potwora od mnie, bo brzuch mi pęknie. – opadają powrotem na nos i patrzy na nas – A co to za ładną dziewczynę masz przy boku, co tak się klei do Ciebie?

    – Dzień dobry pani Wando…. – mówię uśmiechając się do niej szeroko – Wesołych świąt.

    Wpatruje się we mnie długo milcząc. Czuje trochę niepokoju w tym milczeniu, ale po chwili na jej usta wraca uśmiech. Wyciąga rękę, a ja wolno podchodzę, tak jak mnie nauczyła.

    – Zrobiłam sama dla pani czekoladki z okazji świąt, nauczyła mnie moja nowa przyjaciółka… – stawiam delikatnie puzderko na jej kolanach i klękam z złożonymi kolanami – Wiem, że dawno u pani nie byłam i… – kładzie mi palec na ustach

    – Od kiedy mój pisklak tak ślicznie fruwa? – uśmiecha się – Ledwo dostrzegłam, że wypadł z gniazdka, a on przylatuje do mnie jako taki piękny ptak?

    – Ktoś mi powiedział, że nie powinnam się tego bać. – spoglądam na Marcela – Był to wielki orzeł, którego będę zawsze już podziwiać. – odwracam znów do niej twarz – Ale nie mogę zapomnieć o tej, która mną się opiekowała jak jajkiem. – uśmiecham się – Czytałam wreszcie te wszystkie książki, łącznie z Małym Księciem…

    – Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem. – mówi, głaszcząc mnie po głowie dłonią, chociaż brzmi bardzo smutno

    – Nawet się z tym zgodzę. – mówi pan Wilhelm, kładąc jej dłoń na dłoni, tak jak robi to mi Marcel – Ale według fizyki kwantowej…

    – Oh, nie psuj momentu, mój ty intelektualisto. – mówi pani Wanda, a zaraz potem wymieniają ku mojemu i Marcela rozbawieniu delikatny pocałunek – Wypijecie herbatkę, albo może zostaniecie na obiedzie? Ewelina świetnie gotuje, lepiej niż ta flądra… – spogląda znów na mnie – Chociaż moja sikoreczka pewnie nadal nie je?

    – Je, je. – śmieje się Marcel – Zamawiam sobie pizze, jak siedzi u nas, to potem z Karolą we mnie biją piorunami oczami, póki nie zapytam czy nie chcą trochę. Nie, nie, dieta, tak sałatka, mhm. A za chwile połowy nie ma, tylko buzie od sosu i złość, jak mówię, że następnym razem wezmę dwie, aż poduszki latają. – odwracam się patrząc na niego zła – Albo chce wieczorem sobie obejrzeć mecz, to nie ma, one oglądają coś tam i dosłownie dwie dzikie bestie na mnie warczą. – nawet pan Wilhelm zaczyna się śmiać – Matylda z dziewczynki zaczyna stawać się nastolatką i szczerze, przeraża mnie to będąc jedynym mężczyzną w domu. – wstaje od niej i podchodzę do niego, dźgając palcem pod żebra – Aua, aua, druga Karola.

    Ciężko jednak mi to przyznać, ale ma rację. Cudownie jest spędzić ten dzień w ich towarzystwie, gdy dom wypełniają śmiechy i przyjacielskie rozmowy. Pani Wanda nie może się nachwalić na moje czekoladki, gdy siedzimy razem, pan Wilhelm i Marcel rozmawiają razem o nauce i samochodach. Zdaje się, że nikt by nie uwierzył, gdybym opowiedziała, jak spędziłam to południe. Tylko widok ich przyjaźni, która rozbudziła dawne uczucia jest lepszy.  

    Po powrocie do ich mieszkania nad lokalem znów staje przed lustrem. Uśmiecham się do siebie. Spoglądam na Marcela zdejmującego duże wojskowe buty i łapie go za rękę i ciągnę, by stanął obok. To głupie, ale naprawdę wyglądamy jak para, gdy jest wyższy od mnie o głowę.

    – No, ładna dziewczyna i jakiś facet. – mruczy – Pomachamy im?

    – Nie dałam Ci nic na gwiazdkę. – odwracam się do niego – A zrobiłeś tak dużo…

    – Nie e. – uśmiecha się – Po prostu chciałem zobaczyć, jak ta przerażona dziewczyna z szampanem się śmieje. – głaszcze mnie między łopatkami – A teraz widzę jak zawsze się uśmiecha, jak jest z siebie dumna. To prezent, który chciałem. – opuszcza ręce – Idź się przebierz, bo już prawie siedemnasta, a sama mówiłaś, że masz czas do dziewiętnastej. Karola wróci pewnie jutro, to znając was, zrobicie sobie obowiązkowy damski wieczorek. – zdejmuje sweter ukazując zapinaną na guziki koszule z prześwitującym najprostszym możliwym biustonoszem, który jak znam życie, denerwuje go, ale sam uważa, że mastektomia jak bardzo kusząca, to niesprawiedliwa wobec kobiet, u których jest koniecznością a nie kaprysem, po czym spogląda jeszcze raz na mnie błyszczącymi niebieskimi oczami – Miło, że Willowi w końcu się udało odzyskać serce Wandy. Długo o to się starał. – znika w swoim pokoju

    Patrzę za nim. To głupie, daj sobie spokój. Po prostu idź do łazienki, gdzie są spodnie i normalna bluzka, które ubierzesz przed powrotem do domu. Tak, nadal tam będę Matyldą, mając męskie ubrania i muszę mówić jak Marcel. Boże, jak mogłam w ogóle pomyśleć o czymś takim. Jak niby to by wyglądało. Prawda? Nie ma szans, by się udało.

    Też zdejmuje sweterek i układam obok jego, składając oba w kostkę. Wsuwam się do pokoju, gdzie on przegląda swoją kolekcję płyt. Serce bije mi jak oszalałe. Idiotyczne, że chociaż o tym pomyślałam. Tylko mnie lubi, jak przyjaciółkę, nic więcej. Nie chce bym się bała, tylko czuła dobrze.

    – Włącz tą ładną, która lubię. – mówię podchodząc do niego od tyłu i przytulając twarz do jego pleców, unosząc ręce na jego biodra – Tą, co zaczyna się jakby szukał stacji radiowej.

    – Wish you were here? – pyta, a ja kiwam głową trąc policzkiem o koszulę – Lubisz ją, bo leciała wtedy w samochodzie, co? – znów kiwam głową potwierdzająco – Ma ładny tekst.

    – Wiem. – nadal trzymam go w pasie – Wtedy gdy powiedziałeś, że złamałeś nos Beacie… – zamykam oczy – Powiedziałeś…

    – Prawdę. – nie odwraca się, a ja wciąż do niego tule, gdy zaczyna się delikatna gitarowa melodia ballady – Mogłaś powiedzieć już wtedy, gdy siedzieliśmy na dole, a nie dowiedziałem się u samego źródła. Dałem jej to, co chciała. – wciąż stoi prosto, sztywny, So, so you think you can tell – Nie każdy szuka przygód, my też potrzebujemy zwykłej miłości. – Havens from Hell… – Bliskości i czułości. – Blue skies from pain. – Czasem o nią naprawdę trudno, gdy jesteś inny.

    Wysuwa się z moich ramion i siada na łóżku. Serce nadal mi bije, a oddech mam przyspieszony. Jest tak dużo rzeczy, które teraz można powiedzieć. Można po prostu się odwrócić i wyjść. Ale jest coś innego, czego teraz pragnę. Podchodzę wolno do niego, i przykładam wargi do jego warg. Nie opiera się, przeciwnie pozwala mi na niego. Długi, delikatny i pełen czułości. Opieram się o jego ramiona, zaczynam wchodzić na kolana, posuwając go w głąb łóżka, nie przerywając go, rozkraczając się w spódniczce na jego nogach. Dopiero, gdy braknie mi tchu, odsuwam głowę.

    – Bałam się. – mówię cicho, gdy mnie obejmuje w tali, bym nie spadła z jego nóg przytulona kroczem do brzucha – Co zrobisz, co powiesz, czy uwierzysz… – nie odzywa się, pozwala mi mówić, zupełnie nie zwracając uwagi na mój głos – Myślę, że teraz Cię kocham… – czuje jego dotyk na głowie, delikatna dłoń głaszcząca kark – Chciałbyś być moim chłopakiem?

    – Nie ma w całym naszym sklepiku rzeczy słodszej od twoich warg. Nie ma oczu tak bardzo wyglądających jak gwiazdy na ciemnym niebie jak twoje. – znów ogrzewa mnie rumieniec -Kim więc byłbym, jak nie głupcem, gdybym odmówił? – uśmiecha się, nadal tak trzymając – O ile nie porzucisz mnie dla bogatszego z prawdziwą cukinią między udami, mogę być nim zawsze. – znów stykamy się wargami w pocałunku, opadając miękko w łóżko, gdy go popycham.

    To zabawne, że to zawsze on zdejmował mi bluzkę i podkoszulek pierwszy, w czasie jak się całowaliśmy, potem spódniczkę, bym siedziała na nim w samych majteczkach. Dopiero potem rozbierałam go powoli. No cóż, mężczyzna zawsze szybciej rozbiera kobietę, jak zdziera papier z prezentu. Kochanie z nim było przyjemnością, ale inną niż u normalnej pary. Nie pytał dlaczego to, po prostu nauczył się znajdować na moim ciele inne miejsca niż tylko to najważniejsze podyktowane przez płeć. Długie piórko w jego dłoniach, kostka lodu w ustach, czy same wargi potrafiły przez kolejne lata dać dość rozkoszy, by go uwielbiać. Byłam jego dziewczyną, znał moje ciało nawet lepiej niż ja. Nauczył mnie swojego ciała, bym mogła mu się odwdzięczać.

    I nawet pięć lat później od naszego poznania, pierwszego pocałunku, wciąż patrzał na mnie jak na najpiękniejszą rzecz świata. Z jednym miałam rację. Ta zabawna para Błękitnych Wróżek zrobiła ze mnie prawdziwą dziewczynkę.
    Włosy urosły długie, czarne. Nie zmieniło się dużo w rysach twarzy, ale przytycie tych dziesięciu kilogramów sprawiło, że miałam ładne ciałko. No i pod bluzeczką rysowała się wreszcie namiastka prawdziwego biustu.

    – Nie będziesz się śmiał? – pytam go łagodnym, wysokim głosem – Doktor powiedział, że ładnie się wygoiła i prawie nie ma blizn, ale nie próbowałam tam zaglądać. – mówię układając dłoń na białych majtkach – Chociaż jak już miałam największy…

    – Pamiętasz co Ci wszyscy mówili? Kocha się sercem, nie oczami – kiwam głową, opuszczając nos – No chodź, ropuszek, zobaczymy tą słodką brzoskwinkę, co ją chirurg zmajstrował. – wsuwam się do łóżka i na kolanach wsuwam do niego, ale zamiast zdjąć je, chwyta mnie za brzuch i przytula do siebie na łyżeczkę, jak zwykle śpimy – Zamknij oczy i skup się na tym, co czujesz. Nie ma podglądania! – całuje mnie w kark, łaskocząc po szyi.

    Niechętnie wykonuje polecenie. Jego dłoń wędruje po drobnych cyckach, nawet te jego są większe, ale on uważa, że są więcej, niż urocze. Dotyka ich przez materiał, posuwa dłoń niżej.

    – Drżysz. – mówi mi na ucho – Może jednak chcesz poczekać?

    – Nie. Chcę przeżyć to z tobą. – nie otwieram oczu, gryząc wargę – Proszę. – kręci palcem kreski po pępku – Marzyłam o tym, a teraz to mam. – wyciągam dłoń nad barkiem i dotykam jego twarzy – I mam też Ciebie, najcudowniejszego faceta świata. Lepszego na pierwszy raz nigdzie nie znajdę. – przekładam rękę na jego dłoń i ściskam jego długie palce

    Dłonie suną w dół, czuje jak wsuwa się pod gumkę na brzuszku. Znów się zatrzymują, lekko muskając opuszkami wzgórek łonowy. Wie, jak powinien być delikatny. Ostatnie miesiące spędzone z co rusz większymi rozpychaczami, które modelowały wnętrze były trudne i czasem, ale ostatecznie… Było tego warte. Pierwszy raz wpuszczam jego rękę w te rejony.
    Znów mnie całuje, jednocześnie wodząc palcami po moim łonie. Delikatnie rozprowadza chłodny żel, intesywnie pachnący truskawkami. Czuje jego druga dłoń na piersiach. Trze ją palcami, drażni, bawi. Chichocze cicho, gdy łaskocze mnie w pachwinę. Ale nie otwieram oczu.. Czuje, jak jego dłoń zsuwa mi majtki do kolan, ramiona obracają mnie na plecy.
    – Nie otwieraj ich. – mówi, gdy czuje jego pocałunek na udzie – Tylko czuj…
    Dotyk, irytujący i pociągający. Każdy pocałunek, który składa na moim ciele, każdy nabrany oddech czyni to wyjątkowe. Niemal jednocześnie wsuwa mi w wargi swój język, a jego palce wsuwają się przez wąską szczelinę między moimi nogami. Zaciskam uda, a on nimi porusza w moim wnętrzu. Wprawnie nimi porusza, jakby grając na gitarze. Dreszcz rozkoszy pulsuje przez ciało, im bardziej to robi. Zalewa mnie gorąco. Nie chce, by zabierał swoich ust, ani wyjmował tych palców. Nie mam słów, które by dały radę to opisać. Był to pewnie mój pierwszy orgazm, w ramionach ukochanej osoby. Prawdziwej mnie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Druga część nienajdłuższej podróży, którą przebyła Matylda odkrywając samego siebie.

    Zachęcam jak zawsze do komentowania i czytania innych serii (Wspomnienia Kota i jego sequela Właścicielka) pojawiających się również na stronie, jak i przyszłych projektów. 

    *gdyby ktoś marudził na zwyczajność, to przypomnę, że to Matylda jest posiadaczką penisa, a jej “chłopak” przeciwnie, nie posiada go he he he*

  • Maturzystka – 6.

     Część 6.

    Zeszli ze mnie po pół godzinie, a może po trzech kwadransach? Chyba, że to trwało godzinę? Straciłam rachubę czasu. Ruchali mnie dość intensywnie, a ja ze zmęczenia chyba ze dwa razy omdlałam. Nie, żebym narzekała. Nie byli brutalni, bo nie krzyczałam, ale zamęczyli mnie. Nie widziałam zegarka, więc nawet nie wiedziałam, jak długo byłam nieprzytomna. Chwilę, kilka minut? Na szczęście była woda, więc oni pili, poili mnie, kiedy chciałam i nawet polewali ciało. I cucili wodą, kiedy traciłam przytomność. Też fajny bodziec, który pobudzał na jakiś czas. Potem już tylko błagałam, żeby mnie zostawili. Pod koniec nie miałam siły, żeby stanąć na czworakach, więc ruchali, kiedy leżałam na boku. We dwóch, pojedynczo…

    Po ich wyjściu leżałam i długo odpoczywałam. Zerżnęli mnie jak kurwę, która jest droga, a zapłacili tyle, że chcą ją wyruchać ‘na zapas’, bo im szkoda takiej kwoty. Starłam spermę, która osiadła w kąciku ust. Gdyby nie strach, byłby to mój najbardziej udany seks. Nie miałam wielkiego doświadczenia, ale oni byli bardzo doświadczeni. I skorzystałam na tym!

    Ujeżdżali mnie we dwóch z dużą wprawą. Po raz pierwszy mężczyzna wszedł w mój odbyt i nie czułam nadmiernego bólu. Potem drugi. Czerpali przyjemność z rozpychania mojej pochwy i odbytu. Wręcz przedłużali te chwile, żeby napawać się nimi. Może dlatego i dla mnie nie kojarzyły się z bólem? Wymieniali się we mnie w takim tempie i z taką sprawnością, że chwilami nie wiedziałam, gdzie jest który z nich. Wiedziałam tylko, że różnili się wiekiem. Byli dobrze wyposażeni i bardzo napaleni. Pierwszy raz spółkowałam z dwoma facetami! I zaliczyłam kilka orgazmów! A przecież mojego chłopaka odstawiłam za taką propozycję. Tylko, że tutaj nikt nie pytał mnie o zdanie. Wzięli mnie, bo mieli na mnie ochotę. No, bardziej na seks niż na mnie. Wzięli więc tę, którą dostali. Zrobili ze mną wszystko, co chcieli. Zgwałcili mnie, a ja i tak miałam kilka orgazmów.

    Zastanawiałam się. Zgłosić to na policję? Ale byłam pod wpływem alkoholu w domu koleżanki z klasy. Kto mi uwierzy? One wszystkiemu zaprzeczą. Jedna przeciw tłumowi. Wypadnę bardzo wiarygodnie. A moi rodzice? Jak zareagują? Jak to przeżyją?

    W końcu nie powinnam narzekać. Było mi dobrze. Tylko bałam się ciemności. Anonimowość ma swoją cenę. No, i wzięli mnie z zaskoczenia. Tym razem ja dotkliwie doświadczyłam, jak Ewa lubi ‘bawić się’ uczuciami innych.

    *

    Wszystko mnie bolało. Tak mnie wyginali i rozciągali. I jeszcze rozpychali odbyt! Gdybym nie była tak podniecona, pewnie skończyliby znacznie wcześniej. Ale gdy pieszczoty, seks podniecają mnie, napinam się i chłopak musi bardziej starać się. Tych było dwóch, więc to mój organizm został mocniej wyeksploatowany. Takie ogiery! Gdyby chociaż te klasowe cipy uprzedziły mnie… Umyłam się, sięgnęłam po świeży ręcznik z napisem „Dla miłych gości”.

    – Już bardziej miła chyba nie mogę być – mruknęłam poirytowana. Wytarłam się dokładnie i rzuciłam go na podłogę. Prysznic wezmę w domu. Tutaj nie chciałam. Ubrałam się. Na końcu założyłam szpileczki i wyszłam z łazienki. Ruszyłam do obszernego salonu. Zakładałam, że i tak niedługo stąd wyjdę.

    Jakże się myliłam…

    – I jak sunia, masz dla mnie kasę?

    – A niby skąd? – patrzyłam na nią zdziwiona. Faceci naprawdę zmęczyli mnie. W tej chwili marzyłam tylko o jednym. Położyć się i spać. Długo!

    – Takie ogiery! Mogła mnie uprzedzić! Przynajmniej miałabym z tego znacznie większą przyjemność! – myślałam raczej zadowolona. Mimo tego z niepokojem patrzyłam na Ewą. – Co jeszcze wymyśli?

    „Szefowa”, patrząc na mnie, ze współczuciem pokiwała głową.

    – Zmęczona jesteś, co? Może mała drzemka?

    – Z wielką chęcią… – powiedziałam wbrew sobie. Wolałam jednak nie prowokować kolejnego sporu. – Jak się zbudzę, to impreza będzie dobiegać końca, a ja spokojnie wrócę do domu.

    Wanda zaprowadziła mnie do pokoju i na stoliku postawiła butelkę z jakimś płynem. Wychodząc, uśmiechnęła się z wyższością.

    – Spokojnie, bez dodatków Ewy. Nikt inny też nie szczał do tej butelki. Możesz pić bez obaw – była rozbawiona moją nieufnością.

    Otworzyłam i posmakowałam. Dobra, słodkawa. Smak zgadzał się z napisem na etykiecie. Piłam łapczywie. Odstawiłam butelkę, położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Zakręciło mi się w głowie. Nic więcej nie pamiętam.

    *

    Kiedy obudziłam się, słyszałam sporo głosów. Budziłam się powoli. Byłam jakaś taka miękka. Ciągle budziłam się. Po jakimś czasie zdecydowałam się ruszyć, ale nie mogłam. Nie mogłam?! Szarpnęłam się i dotarło do mnie. Jestem związana! To mną wstrząsnęło. Szybciej dochodziłam do siebie.

    Nawet paliło się światło, ale dziewczyny pochylone nade mną zasłaniały jego źródło. W końcu poczułam jakiś drobny ból, krzyknęłam i jeszcze niżej pochyliły się nade mną. Ściskały moje nogi. Związane ręce trzymałam za głową. Linka była przymocowana gdzieś za głową. Pewnie do nogi tapczanu.

    – Co jest, do cholery?!

    – O, sunia obudziła się – usłyszałam wesoły głos Ewy. – Ilonka, wyjaśnij jej.

    – Jesteś naszą własnością. Zaliczyło ciebie kilka osób, więc teraz tatuujemy ciebie, żeby zaznaczyć naszą własność. Nikomu ciebie nie oddamy, nie sprzedamy. A jak ktoś będzie chciał ciebie przejąć, to powiesz, że należysz do nas i pokażesz tatuaż. Jasne?

    – Co?! – próbowałam szarpnąć nogą, ale nic z tego nie wyszło. Siedziały na mnie.

    – Nie ruszaj się, bo krzywo wyjdzie. Pod kostką będziesz miała nasz tatuaż.

    Ktoś zapalił drugą lampkę. Przytrzymywało mnie sześć dziewczyn. Prawie cała grupa Ewy! 

    Moje protesty nie zdały się na nic. Na chwilę uśpiły mnie chloroformem. Potem bolała mnie głowa, ale dość szybko doszłam do siebie. Na ten wieczór miałam dość wrażeń. Instynkt podpowiadał mi, że zaproszenie nie jest całkiem bezinteresowne, ale żeby potraktować mnie aż tak… Cóż, Ewa zabawiła się moim kosztem i to wówczas, gdy dobrowolnie do niej przyszłam! No, nie całkiem dobrowolnie, bo za absencję grożono mi karami, ale jednak. Byłam wściekła na siebie za taką dziecinną naiwność. Dosłownie! Dzieciaki w przedszkolu byłyby bardziej czujne ode mnie! Żenada! Może z nimi powinnam konsultować moje pomysły? Dziewczyna z prowincji! I chyba nowy rekord naiwności. Tak się dać złapać! Gówniane zaproszenie na imprezę… Jakby tego było mało, byłam prawie bezradna, gdy planowałam jakąkolwiek formę rewanżu. Brak wsparcia, przytłaczająca przewaga przeciwnika, z ugruntowanym w szkole „pijarem”, moje doświadczenie niebezpiecznie oscylujące w granicach zera, ale za to imponująca naiwność!

    Całe szczęście, że z tych kontaktów czerpałam jakąś niewytłumaczalną, perwersyjną przyjemność, graniczącą z rozkoszą, bo inaczej skończyłoby się to głęboką depresją. W najlepszym wypadku.

    *

    Kiedy siedząc w majtkach, oglądałam tatuaż, czerwone serduszko w czarnym kwadraciku, Ewa jeszcze dobiła mnie ostatnią niespodzianką. Na zakończenie imprezy.

    – Gisia, zapłać naszemu koledze za tatuaż.

    – Ja? To chyba jakiś żart?! – byłam przekonana, że za chwilę wpadnę w szał. – Masz tupet!

    – Mnie nie interesuje, kto zapłaci, ale czekam na kasę – chłopak nie wyglądał na zadowolonego naszym sporem. Raczej niecierpliwił się.

    – Dziewczyny, to wasz pomysł. Na mnie nie liczcie – definitywnie zbierałam się do wyjścia.

    – Dziewczyny, weźcie sunię – znudzonym głosem poleciła Ewa.

    Zanim się zorientowałam cztery trzymały mnie i siłą posadziły na kanapie. Mimo stawianego oporu, znowu przegrałam, więc w końcu ściągnęły mi majtki. Półleżałam na kanapie z zablokowanymi rękoma i rozkraczonymi nogami. I z gołą cipką.

    – Proszę, twoja zapłata w naturze – Ewa wykonała do chłopaka zapraszający gest, jak gospodarz oferujący wolny stolik w restauracji.

    Oparł ręce na biodrach. Był zaskoczony. Popatrzył na nią, potem na mnie. Znowu na nią. Na twarzy coraz wyraźniej rysował się grymas niezadowolenia.

    – No, dobra – zdegustowany chłopak wzruszył ramionami – ale prośba na przyszłość: chcę gotówkę niż taką…

    – No, co ty! To żadna dziwka! Koleżanka od nas! – rozbawiona Ilona zareagowała pierwsza. Inne śmiały się cicho, rozbawione jego opinią na mój temat.

    *

    Wściekłam się. Nie dość, że gwałcą mnie, to jeszcze zasugerowały mu, że jestem dziwką?! I pewnie dawały do zrozumienia, że dam dupy za tatuaż?! Przecież widać, jak mi na nim zależało! Aż musiały mnie uśpić. Dziewczyny przytrzymały mnie. Nawet Ewa! Słyszałam trzask zamka rozpinanych spodnie. Nie chciałam. Krzyczałam, protestując, ale żadna nie zareagowała. Wiedziałam, że pokój jest wyciszony. Nie przejmowały się moimi wrzaskami. Nie puściły mnie. Chłopak już macał pochwę wilgotną dłonią. Moje drobne ruchy, tylko na tyle mogłam sobie pozwolić, nie przeszkadzały mu.

    – Nie ruszaj się! – krzyknął i dał mi siarczystego klapsa w tyłek.

    A jednak przeszkadzały. Zabolało mnie. Po chwili wszedł. Cały! I bez gumki! Tu wszyscy ruchają się bez zabezpieczeń?! Krzyknęłam i chciałam ruszyć biodrami, ale on też był silny. Domyśliłam się, że wilgotną dłoń zawdzięczał lubrykantowi. Ruchał mnie w stałym rytmie. Po pewnym czasie uderzał mocniej, a dziewczyny poluźniły chwyt. I wtedy szarpnęłam wszystkimi kończynami! Nie! Jednak dziewczyny w porę zareagowały. On też mnie przycisnął. Dziewczyny narzekały i mocno ściskały mnie, a chłopak ruchał. Chłopak, bo miał jakieś 28 lat.

    – Odwróćcie ją – polecił zasapany i wyszedł ze mnie.

    Mimo, że szarpałam się, dziewczyny sprawnie wykonały polecenie. Miały wprawę. Doświadczałam tego po raz kolejny. Szamotanina nic nie dawała, bo już leżałam na plecach. Chłopak klęczał ze sterczącym penisem i uśmiechał się. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, że przygotowały coś jeszcze. Na kostkę prawej nogi założyły mi i zapięły szeroki pasek skóry. Pociągnęły prawą rękę i prawie dotykałam stopy. Szeroki pasek skóry objął nadgarstek i też został zapięty. Puściły kończyny.

    – No, nareszcie! – westchnęłam z ulgą. I prawie natychmiast przyszło rozczarowanie.

    Obydwa paski były połączone krótkim, ale solidnym łańcuchem! Takie kajdanki. Za chwilę to samo było z lewą nogą i ręką! Dziewczyny rozbawione, ale z ulgą wycofały się z kanapy i przyglądały swojej robocie. Chłopak położył się na mnie i płynnie wszedł. W ogóle nie krępował się ich obecnością! Stęknęłam. Był spory, a właściciel agresywny. Już ruchał, opierając się na przedramionach. Nogi i ręce kołysały się w rytm jego bioder.

    *

    – Dajcie mi pobawić się suczką w samotności – polecił spokojnym tonem, patrząc w kierunku dziewczyn. Ewa z uśmiechem pokiwała głową. Powoli zaczęły wychodzić z pokoju.

    Rozpiął mi bluzkę, potem stanik i przełożył go nad głową. Zaczęłam głośno protestować, ale uderzył mnie w twarz. Szok! Zatkało mnie! Nabrałam powietrza, otworzyłam usta, żeby krzyknąć i wtedy uderzył mnie po raz drugi. Jeszcze mocniej. Już nie odważyłam się zaprotestować. Miałam łzy w oczach. Powstrzymywałam się przed płaczem. Przestraszyłam się. Coś zaniepokoiło mnie w jego głosie.

    – Wypuśćcie mnie!

    – Nie popsuj jej za bardzo. To jeszcze młoda sunia – Ewa poważnie spojrzała na niego. Mnie zignorowała.

    Obojętnie kiwnął głową. W ogóle nie przejął się jej uwagą.  

    Ruchał mnie bardzo brutalnie. Skute dłonie i nogi dodatkowo podniecały go. Ruchał w pupę, a potem wchodził w usta i dławił mnie penisem. Wbijał penisa do pochwy i kręcił moimi nogami jak wskazówkami zegara. Położył mnie na boku i na zmianę rżnął w pochwę i w odbyt. Jęczałam, krzyczałam, gdy ból był nie do zniesienia, ale jego to tylko nakręcało. Dłonią zatykał mi usta i nos, a wówczas z sadystyczną satysfakcją patrzył, jak duszę się. Wyraźnie smakował te chwile. Napawał się, wręcz sycił widokiem mojego cierpienia. Śmiał się coraz głośniej, obserwując moje bezradne próby uwolnienia się z jego uchwytu. Kiedy byłam wyczerpana i bliska utraty przytomności, nieoczekiwanie przestał mnie ruchać i spuścił się na twarz. Miał jeszcze trochę sił, więc ruchał mnie jeszcze w odbyt aż penis zaczął wiotczeć. Pomagał sobie palcami w pochwie. Gdyby nie przemoc, pewnie wyłabym z rozkoszy. Wytarł penisa w moją szyję, piersi, brzuch. Potem jeszcze użył moich majteczek i wepchnął je do pochwy. Wrócił z łazienki, zapinając spodnie.

    – Zawołam twoje koleżanki. Mała, nadajesz się do takich zabaw – był zadowolony. – Daj znać, gdybyś chciała na tym zarobić. Wiesz, gdzie mam firmę. Znajdę chętnych na ciebie. Uwierz mi na słowo, sporo facetów lubi takie młódki. I chętnie sporo zapłacą. Cześć, mała! – wyszedł, zostawiając mnie w tych kajdankach i oblepioną jego spermą.

    To był bardzo kosztowny tatuaż.

    W końcu pojawiła się Ilona, rozkuła mnie i zaczekała aż umyję się. Majteczek już nie założyłam. Dziewczyna jechała w tym samym kierunku, więc zabrała mnie ze sobą.

    – Spoko, mnie nie musisz płacić za przejazd – zażartowała sobie. Nie śmiałam się, ale ona nie przejmowała się moim milczeniem. Wysadziła prawie pod naszym blokiem. Kiedy dojechaliśmy, położyła rękę na moim kolanie, przytrzymała mnie i powiedziała:

    – Twój udział w takich imprezach może wyglądać zupełnie inaczej. Wiele zależy od twojej inicjatywy i możliwości. No, chyba że sprawia ci przyjemność, robienie za ogólnodostępne ruchadełko. Takie też są u nas mile widziane. Zresztą, widziałaś Jessicę. – Nachyliła się nade mną i niespodziewanie sięgnęła do krocza. Mocnym chwytem trzymała mnie za cipkę. – Pomyśl nad tym!

    Szarpnęłam się. Miałam dość macania na dzisiaj.

    – Spokój, suczko! Od udziału w naszych imprezach nie uciekniesz, a możesz wiele zyskać. Na razie testujemy twoją atrakcyjność i jak widzisz, dobrze bawimy się. Niezależnie od tego, co zdecydujesz, i tak czeka na ciebie jeszcze parę niespodzianek. No, a teraz zmykaj do domciu.

    – Cześć – burknęłam i wysiadłam. Byłam pewna, że Ewa kazała mnie tak nastraszyć i przetestować nastrój przed pójściem do domu. Ilona nawet nie odpowiedziała na moje pożegnanie.

    Sądziłam, że odjedzie, ale jeszcze otworzyła okno po mojej stronie:

    – Zapomniałabym przekazać polecenie. Nie przychodź w staniku do szkoły!

    *

    Przyszłam bez stanika do szkoły, a w szatni Wanda jako pierwsza sprawdziła, czy spełniłam polecenie. Jeżeli wpadałam do klasy w ostatniej chwili, to już na przerwie jedna wydelegowana podchodziła do mnie i sprawdzała, czy zastosowałam się do polecenia Ewy. Na korytarzu robiły to dość dyskretnie.

    Dzisiaj to była nasza ostatnia lekcja. Przebieramy się w szatni po wf-ie. Akurat na tej lekcji brak stanika mi nie przeszkadzał. Nachyliłam się nad torbą, stojąc tyłem do grupy. Mój błąd. Słyszałam jakieś głupie żarty o wystawionej pupie jako propozycji. Głośny śmiech. Udawałam, że nic nie słyszę. Już ignorowałam takie zaczepki. Zresztą, ten rodzaj zaczepek dotyczył wielu dziewcząt w szatni i wszystkie śmiały się z tych tekstów albo lekceważyły.

    Nagle zarzuciły mi coś na głowę! Chyba worek z nieprzezroczystej tkaniny. Podniosłam ręce, żeby zdjąć to ‘coś’. I wtedy dwie dziewczyny chwyciły mnie za ręce! Szarpałam się, ale wiedziałam, że przegrałam. Zrobił się spory tłok. Krzyczałam, żeby mnie puściły. Któraś trzymała mnie za głowę, a inna wepchnęła mi jakąś zwiniętą szmatę w usta. Skarpetki po wf-ie? Może. Nie potrafiłam jej wypluć. Potem naciągnęły koszulkę na głowę i podciągnęły stanik. Dziewczyny trzymały mnie za ręce i w końcu wykręciły je. Jęczałam z bólu, ale prawie w ogóle nie było tego słychać! Czyjeś ręce szarpnęły moje spodenki i majtki. Wykręcałam biodra, ale to także nic nie dało. Kiedy ściągnęły mi spodenki do kolan, próbowałam kopać na oślep, ale te dwie wykręciły mocniej ręce i znieruchomiałam z bólu. Opanowały mnie.

    Jakaś dziewczyna nadepnęła na spodenki i majtki, ściągając je do kostek. I przykryła dłonią moje krocze… Usłyszałam wybuch śmiechu i oklaski. Nie miałam pojęcia, która mnie obmacywała. Spróbowałam cofnąć biodra i wtedy dziewczyny przycisnęły mnie do ściany. Od razu gwałtownie odsunęłam się. Ściana była zbyt zimna. Wybuch śmiechu. I czyjaś dłoń łapie mnie za pierś, inna za drugą. Nie mogę nawet szarpnąć ciałem, bo dziewczyny zbyt mocno wykręciły ręce. Wraca dłoń, która macała mnie po kroczu. Nie wiem, czyja, ale czuję te same perfumy. Znowu depcze moje spodenki i majtki. W milczeniu ugniata łechtaczkę. Robi to dość brutalnie. Nie mogę bronić się! Wszystkie dobrze bawią się, oglądając macanie moich piersi i łechtaczki. Padają chamskie komentarze. Obserwatorki licytują się na wulgarne propozycje, co jeszcze ze mną zrobić:

    – Wsadź jej szpilkę do dupy!

    – Pociągnijcie za cycki aż padnie ryjem na posadzkę!

    – Dziewczyny! A może dać jej czyjąś dupę do wylizania? Po co marnować papier w toalecie? – ryk śmiechu i oklaski.

    Aż boję się, co będzie dalej. Potulnie stoję, trzymana za wykręcone ręce, czekając na dalszy ciąg.

    – Wyruchaj szpilką!

    – Laski! Laski, słuchajcie! Jednak któraś powinna wyruchać jej dupę! Inaczej trudno będzie jej  używać.

    – Ale nadal jest taka harda. Zanosi się, że będziemy miały switchkę w swoim gronie…

    Skąd u nich taka nienawiść wobec mnie?! Dziewczyna wpycha palec do pochwy. Wycofanie bioder nie pomaga. Pcha mnie palcem tak mocno, że wpadam plecami na ścianę. I przy dopingu widzów zaczyna mnie ruchać dwoma palcami! Teraz inna ręka chwyta moją pierś. Pieszczoty nie są już łagodne. Dłoń chwyta brodawkę i zaczyna ją ściskać, wykręcać. Raz wolniej, raz szybciej. Drżę i kręcę głową, sygnalizując ból, ale nikt nie zwraca uwagi. Moje reakcje bawią, więc dłoń coraz intensywniej wykręca brodawkę z sutkiem, żeby patrzeć, jak wiję się z bólu. Druga dłoń ociera się o moje udo i juuużżż druga dziewczyna wpycha palec do mojej pochwy… Ruchają mnie dwie dziewczyny! Rozbawienie widzów sięga szczytu, szczególnie kiedy uginam nogi, żeby sprowokować głębszą penetrację.

    *

    Znowu słyszę wulgarne żary. A ja uodparniam się na gadaninę, żarty i potrafię czerpać satysfakcję z tego anonimowego ruchania. Zwłaszcza, że dłoń brutalnie ściskająca brodawkę zaczyna łagodnie macać pierś. A może to inna osoba? Nieważne. Uciska, głaszcze, pociera, muska moją pierś. Robi to całą powierzchnią dłoni, jednym, albo kilkoma palcami. I robi to tak… trafnie. Drugą pierś maca inna dziewczyna. W szatni robi się znacznie ciszej. Niektóre dziewczyny chyba śmieją się ze mnie, ale dla mnie jest to obojętne. Paluszki w pochwie robią swoje i już jestem bardzo podniecona. Nie tonuję, nie hamuję swoich reakcji. Nie wstydzę się moich reakcji, jestem coraz głośniejsza i nie chcę, żeby przerwały. Świetnie mi dogadzają. Publiczność prawie milknie. Jęczę, stękam, wydaję urywane, chrapliwe dźwięki tłumione prze szmatę w ustach. Szatnia milknie. Chyba wszystkie patrzą. Czasami słyszę pojedynczy chichot. Któraś w pochwie zaczyna brutalnie ruchać mnie. Och, jest mi tak dobrze… Wydaję z siebie jakieś rzężenia. Pochylam się, ale dziewczyny, które wykręcaj mi ręce, podtrzymują mnie. Nie docierają do mnie żadne komentarze. Dochodzę! Rozkosz ogarnia całe ciało. Wyję głośno, ale i tak niewiele słychać. Mam odlot. Wpadam w stan takiej błogości… Ale jakiej! Szumi mi w głowie. Nikogo i niczego nie słyszę. Obie dziewczyny wysuwają mokre palce. Na moment chyba tracę przytomność.

    Kiedy dochodzę do siebie, ciężko oddycham. Zrywam worek z głowy, ściągam koszulkę. Siedzę na ławeczce. Nie pamiętam, kiedy usiadłam. Pomogły mi usiąść? Też nie pamiętam. Nogi mam rozrzucone, majtki i spodenki zrolowane na wysokości kostek. Obnażona cipka jest dobrze widoczna, bo przecież podciągnęły mi koszulkę i stanik. W zasadzie siedzę naga.

    Jest inaczej. Dopiero po chwili spokojnie analizuję sytuację.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Urodzinowa niespodzianka

    Nic szczególnego nie zapowiadało się w życiu Agnieszki. Ot, kolejny dzień, praca, dom, zajmowanie się sobą. Właśnie, sobą. Niestety, los nie był dla niej łaskawy. Najukochańszy mąż, jedyny facet którego szczerze kochała zmarł niespodziewanie. Był to dla niej ogromny cios. Dla niej i dla ich córki, Kingi. Nie miały nikogo poza sobą. Czas płynął, rany się goiły, ale dla Agnieszki nic się nie zmieniało. Wciąż kochała swojego męża. Wciąż była sama. I nie przez to, żeby była nieatrakcyjna czy po prostu zrażała do siebie ludzi. Problemem było co innego. Czuła się w jakiś sposób zobowiązana. Inna sprawa, że brakowało jej intymności, seksu. Odcinała się od tego, pracując, zajmując się swoimi pasjami. Kilkukrotnie nawet spotykała się z facetami, ale nijak nie udawało jej się z nimi na dłuższą metę.

     

    Zbliżały się jej 42 urodziny. I nawet na te swoje lata, nie raz zdarzało się, że gdy była gdzieś z córką, ludzie myśleli, że jest starszą siostrą. Ich relacja faktycznie tak mogła wyglądać. Zażyła i mocna. Prawie dzieliły się wszystkimi tajemnicami. Z tym dużym naciskiem na prawie. Agnieszka prowadziła dziennik. Zapisywała tam wszelkie swoje myśli, fantazje, marzenia. Zawierały one praktycznie każdy aspekt jej życia. Kinga nie miała do niego dostępu, przynajmniej do czasu. Kiedyś udało jej się podejrzeć gdzie mama chowa swój dziennik i klucz do niego. Zżerana ciekawością zaczęła go przeglądać. Dowiedziała się o wielu nudnych aspektach jej życia. Kilku ciekawych o jej ojcu. W każdym wpisie o nim widziała jak wiele dla niej znaczył. Ba, dalej był jej numerem jeden. Inna sprawa, że znalazła też kilka jej fantazji, dotyczących seksu. Czytała je z wypiekami na twarzy, mimo, że Agnieszka w kilku miejscach zaznaczała, że to tylko fantazje, jej córka wpadła na ciekawy pomysł. W końcu jej matka też jest kobietą i należy się jej coś od życia. Męża nie ma już 12 lat, ona małym dzieckiem też nie jest, w końcu prawie 22 lata, jednak nie spodziewała się takich wyznań. Z drugiej strony, nie powinna ich czytać.

     

    Życie towarzyskie Agnieszki ograniczało się do sporadycznych wyjść ze swoimi koleżankami. Bywały w klubach, barach czy nawet urządzały domówki z popijawką w tle. Choć to była jedyna rozrywka, nie potrzebowała ona niczego więcej. No prawie…

     

    Zbliżały się jej urodziny. Kinga zorganizowała niewielką posiadówkę w domu, zapraszając koleżanki mamy na imprezę. Co więcej, koleżanki należały raczej do tych frywolnych. Propozycja jaka padła ze strony Kingi nieco je zaskoczyła, ale podłapały ten temat.

     

    -Słuchajcie – zaczęła Kinga gdy spotkała się z nimi w kawiarni – Mama jest sama i widzicie też, że jej to doskwiera. Jednak ma jakieś dziwne poczucie lojalności i nijak sobie nie pozwala ulżyć. Stąd też mam pewien pomysł.

     

    -Wiesz, to chyba nie poczucie lojalności, tylko tęsknota. Jednak jestem ciekawa co tam masz na myśli. -Stwierdziła zaciekawiona Dominika, najbliższa i najbardziej oderwana od rzeczywistości koleżanka Agnieszki.

     

    -Może tak, może nie. Co innego, że nadal jest kobietą tak? Która ma swoje potrzeby. Nawet fantazje! – mówiła nieco kpiąc – I to właśnie mam zamiar zrobić. Spełnić jej fantazję.

     

    -Dobrałaś się do jej pamiętniczka co? O ty mała spryciulo! Od dawna mnie korciło co ona tam skrobie! Dalej! Mów co tam znalazłaś. – Zainteresowała się znów Dominika. Dwie pozostałe słuchały jak w transie.

     

    Pokrótce Kinga opowiedziała o tym co tam znalazła, o tym co pisała jej matka. I najważniejsze, o jej skrytych fantazjach.

     

    -Znalazłam takie wspominki. O tym, że ma ochotę i chęć sprawdzić jak to jest uprawiać seks z czarnoskórym facetem. Niby nic ciekawego, ale dla niej jak najbardziej. I tu mój pomysł się narodził. Tyle czasu sama, na pewno brakuje jej bliskości. Co tam bliskości nawet samego dobrego bzykania.

     

    Mówiła cicho, tak żeby nikt nie usłyszał. Mimo późnej pory, w kawiarni wciąż przebywało kilka osób.

     

    -I co niby chcesz zrobić? Wyślesz ją do afryki? – Drwiąc zapytała Monika, siedząca obok Dominiki.

    -Oj głupia! – Ta ją trąciła w ramię – Przecież są agencje! Takie gdzie wynajmujesz faceta. Coś jak męska prostytutka! Na pewno mają gdzieś hebanowych kochasiów. Powiedz Kinga, masz coś w tym celu opracowane?

     

    Kinga dumnie siedząc jedynie pokiwała głową.

     

    -Pewnie, że mam. Upatrzyłam już nawet jednego. I wydaje mi się, że mamie się spodoba. Wysoki, dobrze zbudowany, ponoć obdarzony hojnie i do tego ekskluzywny.

     

    -Ha! Chyba tobie też się spodobał co? A co na to Paweł?

     

    -Nie ukrywam, że wyglądał na przystojnego, ale ja mam faceta i mi wystarczy. Tu chodzi o moją mamę. Chcę żeby była spełniona. Żeby poczuła się kobietą. Same to dobrze widzicie, że ona by coś chciała, ale jakaś taka wycofana jest. A tu postawimy ją przed faktem dokonanym.

     

    -A jak się nie zgodzi? Odmówi to co? Bo mówisz nam o tym, żebyśmy się złożyły na to tak? – Dopytywała dotąd cicha Sylwia. -Tak w ogóle to ile on sobie liczy?

     

    -Cóż..to jest chyba największy problem. Takie “wypożyczenie go” na noc to koszt rzędu 1000zł. Nie jestem w stanie tyle wyłożyć sama, mimo, że kocham mamę nad życie i chcę dla niej jak najlepiej.

     

    -A tym się nie przejmuj mała. Coś się wykombinuje. Cztery jesteśmy, zrzutkę zrobimy i wyjdzie okej. Spróbuj nas umówić na jakąś wstępną rozmowę z nim.

     

    Ustaliły poszczególne rzeczy i udały się do domów. Kinga przez cały czas zadowolona z siebie chodziła po domu rozpromieniona.

     

    -A ty co taka ucieszona ciągle co? – Dopytywała Agnieszka – Coś się stało?

     

    -Nie, nic takiego. Po prostu mam dobry humor.

     

    I tak Agnieszka wiedziała, że coś się kroi. Jednak po głowie chodził jej raczej urodzinowy tort i niewielka impreza w gronie znajomych. Nie chciała dociekać. Mimo dziwnych spojrzeń swojej córki.

     

    -Oj na pewno mu się będzie podobała. Przecież to atrakcyjna babka. Z resztą nawet moi koledzy nie raz wlepiali w nią gały. Trochę to obleśne z ich strony, ale trudno się im dziwić. – Myślała sobie Kinga.

     

    Geny były łaskawe bo odziedziczyła urodę po swojej mamie. Ta była średniego wzrostu blondynką, o nieziemsko niebieskich oczach, wyjątkowo podkreślających jej uroczą twarz. Ciepłą i radosną prawie zawsze. Z idealną figurą, zarysowaną, wciętą talią, krągłym tyłkiem, zgrabnymi nogami. Jej piersi również były prawie, że idealne. Nie za duże, nie za małe. Nadal jędrne i kuszące. Dla Kingi była wzorem. Nie z powodu wyglądu, ale z tego jaka była. Zawsze otwarta na ludzi, przekazywała jej wiele ze swoich poglądów, zwykłym postępowaniem. Ojca pamiętała doskonale. Uśmiecha gościł na ich twarzach, kochali się jak mało kto. Dlatego też nie mogła patrzeć jak umartwia się i nie korzysta z życia mimo, że może i to jeszcze jak!

     

    Następnego dnia Kinga zadzwoniła do agencji i po kilku minutach udało jej się ustawić na rozmowę z facetem którego widziała w ogłoszeniu. Nazywał się Marcus Roberts, pochodził z USA, a w Polsce mieszkał od kilku lat. W sumie młody facet, 25 lat, wysoki, ciało wyrzeźbione, przystojny. Na spotkanie przyszły też koleżanki Agnieszki. Spotkali się na parkingu niedaleko agencji.

     

    -Drogie panie, sprawa jest dość prosta. Rozumiem, że mam być niespodzianką. Z tego co mówiła mi ta młoda dama, mam zająć się jej mamą. Nie przeszkadza mi to absolutnie, choć przyznaję, że to dość…hm..niecodzienne. Polacy raczej nie są tak wolni pod względem spraw łóżkowych.

     

    -A odnośnie ceny? – Zapytała wprost Monika – Bo to trochę dużo.

     

    -Haha, no tak. Jako, że cel szczytny, to dam wam zniżkę. 700zł i jestem wasz. Oczywiście, jeśli dojdzie do zbliżenia. Gwarantuje wam, że jeśli pani Agnieszka odmówi, dostajecie zwrot, przynajmniej częściowy. Biorę 100 jeśli nic się nie stanie. Za dojazd i czas. Rozumiecie chyba.

     

    Wszystkie pokiwały głowami. Widać było, że mają na niego ochotę, ale jak na mężatki przystało, nie wypadało tego okazywać.

     

    -Okej, to mamy ustalone. Kasę możecie zostawić teraz, albo po. Choć wolę teraz. Potem może nie być czasu.

     

    Dominika była jednak ciekawa co jest w ofercie Marcusa

     

    -Słuchaj piękny, a co w ogóle z tobą można?

     

    -O to już zależy od kobiety. Mogę być dominujący, uległy, ostry lub czuły. Niczego się nie boję ani nie wstydzę. W końcu mam zapewniać rozrywkę. Nie wiem czy to dla was ważne, ale jestem też bezpłodny. Więc spokojnie można się ze mną kochać bez zabezpieczeń. No, oczywiście dochodzą do tego ryzyka chorób, ale badam się regularnie, więc spokojnie. Mogę wam pokazać zaświadczenia. Wymóg pracy w agencji.

     

    -Wiesz co, moja mama raczej jest spokojną kobietą. Nie wiem jak się zachowuje w łóżku, ale w końcu się na tym znasz najlepiej prawda?

     

    -Dopasowuje się. Rozmowa też jest ważna. Postaram się zrobić co w mojej mocy, żeby była zadowolona. Wybacz pytanie, ale co na to twój ojciec?

     

    -Akurat mój tata nie żyje. A mama była z nim wyjątkowo związana. Stąd też ten nasz plan. Nie ma nikogo, żadnej intymności. Widać po niej, że brakuje jej tej bliskości. No jest jeszcze ten jej pamiętnik, dziennik. W którym to właśnie napisała, że chciałaby sprawdzić jak to jest z czarnoskórym.

     

    Marcus zaśmiał się i pokiwał głową.

     

    -Okej, widzimy się w przyszłą sobotę. Wpadnę chwilę wcześniej. Zadzwonię do którejś, żeby mnie wpuścić.

     

    Tydzień który musiał upłynąć do imprezy niespodzianki był nieznośny. Kinga nie mogła się doczekać aż zobaczy minę swojej mamy. Z resztą koleżanki też.

     

    W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień. Agnieszka ubrała się ładnie, zakładając sukienkę, białą, zakrywającą nieco jej uda. Przez kilka godzin świetnie bawiła się w gronie przyjaciółek i córki. W pewnym momencie Kinga dostała telefon. Wyszła i wróciła po kilku minutach.

     

    -Mamo, mamy dla ciebie niespodziankę. Może trochę cię zaskoczyć, ale to ma być zabawa, więc daj się ponieść fantazji! – powiedziała z uśmieszkiem.

     

    Agnieszka siedziała na kanapie uśmiechnięta, oczekując co się zaraz wydarzy. Spodziewała się tortu. Tu do pokoju wchodzi, wysoki, w dodatku nagi mężczyzna, czarnoskóry, z dużą czerwoną kokardą na penisie. Jeszcze bez wzwodu, ale widać, że jest duży. Pierwszą reakcją Agnieszki było głośne westchnięcie i zakrycie ust dłońmi.

     

    -Co to ma być?! Kinga! Dlaczego on jest goły! Rany boskie! Dziewczyno…Wy o tym wiedziałyście? – Agnieszka z niedowierzaniem patrzyła na to co się dzieje. Marcus milczał.

     

    -Spokojnie, to po prostu zwykła zabawa. Widziałam twój notatnik. Widziałam też twoje skryte fantazje.

     

    -O nie! Jak śmiałaś! To mój prywatny dziennik! Mam tam najskrytsze myśli! Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś! – Wykrzykiwała

     

    Jednak jej wzrok co i rusz uciekał na krocze Marcusa. Nie mogła się temu oprzeć. Wciąż po głowie chodziły jej mętne myśli, ale nagabywanie przez córkę i koleżanki sprawiało, że chciała spróbować.

     

    -Aga, daj spokój. To ma być dla ciebie rozrywka. Przecież od dawna nikogo nie miałaś. A tu masz jednocześnie fajnego faceta i w dodatku spełnisz swoją zachciankę. – Nagabywała Dominika.

     

    Po Agnieszce widać było, że coraz bardziej ulega tej myśli. Marcus to wyczuł i podchodził pomału. Stojąc przed nią powiedział tylko jedno słowo.

     

    -Pociągnij…

     

    Chodziło mu oczywiście o wstęgę. Ta spadła i jego kutas wisiał przed Agnieszką swobodnie.

     

    -Och..niech wam będzie! Ale nikomu ani słowa! Jasne?

     

    Wszyscy pokiwali zgodnie. Agnieszka wzięła w dłoń jego fiuta i uniosła nieco. Nachyliła się i wzięła do ust. Patrząc w górę. Marcus się jedynie uśmiechnął. Delikatnie zaczęła ssać. Kinga była pod wrażeniem. Mimo, że wiedziała co robi, widok swojej matki robiącej laskę nieco ją wzburzył.

     

    -Może pójdziecie na górę do sypialni co? Tam będzie wygodniej.

     

    Marcus zabrał jej kutasa z ust i chwycił w ramiona. Zaniósł ją na górę. Agnieszka chichotała cały czas. Uległa jego czarowi. Jak nastolatka. Kinga usiadła z koleżankami mamy i nieco się podśmiewała razem z nimi.

     

    Marcus zaniósł Agnieszkę do pokoju i położył na łóżku.

     

    -Agnieszko, będę mówił ci po imieniu. Możemy robić co tylko zechcesz. Widziałem już, że masz ochotę i chęci. Więc jeśli coś chodzi ci po głowie to mów śmiało. Spełnię twoje zachcianki z przyjemnością.

     

    -Trochę jestem zestresowana, ale rozumiem. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Jesteś bardzo przystojny..Marcus tak?

     

    -Zgadza się. Mogę pomóc ci się rozluźnić. Zdejmij sukienkę proszę.

     

    Zrobiła to bez słowa. Zdjęła też biustonosz i majtki. Posadził ją na łóżku i lekko pchnął dalej. Rozchylił jej nogi i zaczął lizać. Jedną położył sobie na plecach. Jego język najpierw delikatnie muskał jej wargi, potem coraz śmielej zagłębiał się w jej gorącą cipkę. Wiedziała, że zrobi się wilgotna. Ale nie spodziewała się, że tak szybko. Opadła na łóżko oddając się przyjemności. Oddychała miarowo, ale szybko. Co chwilę pojękując nieco z przyjemności. Z każdą sekundą Marcus stawał się bardziej natarczywy. Wbijał w nią język, wirował nim. W końcu dodał też palce. Dziko nimi ruszając, penetrował jej delikatną różową cipkę, wwiercając swój długi język, zapewniając jej nie lada przyjemność. Czuła i widziała jak jej sutki twardnieją. Od tej zabawy zaczynała dochodzić. Sama w to nie wierzyła, ale udało mu się doprowadzić ją do orgazmu samym językiem i palcami. Ścisnęła mu głowę nogami i zawyła dziko. Chwile potem opadając nogami na podłogę i dysząc.

     

    -Jesteś niesamowity! Coś takiego mnie jeszcze nie spotkało! – Powiedziała i uniosła się na łokciach.

     

    Marcus zawołał ją palcem i wskazał na swojego już sterczącego członka. Uklęknęła przed nim i wyciągając ręce w górę, dotykała jego umięśnionego brzucha, klatki piersiowej. On założył ręce za głowę i patrzył na nią. Jego kutas powoli znikał w ustach Agnieszki. Coraz śmielej ruszała głową. Dał jej swobodę. Dopasowywała się do jego rozmiaru. Lekko się dławiąc od czasu do czasu. Nic na siłę. Śliniąc się przy tym obficie, siorbiąc i mrucząc. Nie wiedzieli, że za drzwiami stoi gromadka ciekawskich psiapsiółek. Lekko uchyliły drzwi i przyglądały się jak się bawi.

     

    -I co ty na to Kinguś? Twoja mama zabawia się na twoich oczach. Zobacz jak chętnie obciąga. Nie przeszkadza ci to? – Droczyła się Dominika

     

    -A co? Zazdrościsz? Że nie masz takiej córki jak ona? -Odgryzła się od razu Kinga.

     

    Marcus dłonią lekko pchnął Agnieszkę niżej. Dając jej znak, żeby zajęła się jego jądrami. Ta posłusznie się opuściła i wzięła jedno do ust, ssąc i odciągając głowę do tyłu. Spodobało mu się to. Sam zaczął jęczeć. Jego kutas drgał i lekko już się “ślinił” nad jej twarzą. Złapała go dłonią i masowała bardzo szybko. Powoli całowała jego członka, unosząc się nieco, przechodząc pocałunkami po jego brzuchu, doszła do sutków. Lekko je przygryzła i polizała. Oderwała się na chwilę i trzymając jego członka cały czas w dłoni zapytała patrząc mu w oczy.

     

    -Pocałujesz mnie? Czy to poza twoimi usługami?

     

    Nie odpowiedział. Po prostu ją pocałował. Ich języki wiły się coraz bardziej. Ona dotykała jego ciała, on jej. Złapał ją za pośladki i dał klapsa. Jęknęła nieco. Masując swoją cipkę usiadła na krawędzi łóżka i wsunęła się po chwili dalej. Rozłożyła nogi i wyszeptała.

     

    -Wejdź we mnie. Potrzebuje tego bardziej niż myślałam. Błagam.

     

    Jej ostatnie słowo lekko rozśmieszyło Marcusa. Nie spodziewał się, że w ogóle się zgodzi gdy tylko ją zobaczył. Dojrzała i ustatkowana. Zarobię stówę pomyślał. A tu taka niespodzianka. Ta urocza kobieta błaga go o to, żeby ją przeleciał.

     

    Chwycił ją pod ramiona i podciągnął jeszcze dalej. Wszedł na łóżko i usadowił się nad nią. Wsunął się delikatnie w nią i patrzył jej w oczy. Aż błyszczały z podniecenia. Zarzucił sobie jej nogi na ramiona i docisnął mocno. Krzyknęła, nogi zaczęły drżeć. Dyszała głośno. Żeby ją stłumić nieco, pocałował ją znowu. Ruszając biodrami rytmicznie i delikatnie, wchodził w nią pomału. Dziewczyny cały czas obserwowały ich miłosne igraszki. Widziały jak przyspiesza, jak jego wielki fiut penetruje Agnieszkę, dając jej niezapomniane przeżycia. Po kilku minutach zszedł z niej i położył się obok uśmiechając się zalotnie. Agnieszka wygięła się lekko i złapała jego członka w dłoń, nachylając nad nim i znów obciągając. Trzymał blond włosy gdy robiła mu dobrze ustami. Wiedziała jak się nim zająć. Masowała cały czas jego nabrzmiałe jądra. Zerknął na jej pupę i znów dał klapsa.

     

    -Pora żebyś mnie dosiadła. Pokaż co potrafisz kochana. Wpraw te cycki w ruch.

     

    Zaśmiała się jedynie przyjaźnie i z uśmiechem go okraczyła, powoli opuszczając się na jego kutasa. Nakierowała go w swoją cipkę i pomału zaczęła podskakiwać. Coraz szybciej i mocniej. W końcu z każdym jej skokiem, było słychać głośne klapnięcie gdy opadała na jego krocze. Przerywane było to krótkimi urywanymi oddechami i jękami. Marcus leżał z rękoma za głową i obserwował jak się bawi. Widać było, że sprawia jej to przyjemność. Złapał ją w pewnym momencie za piersi i ścisnął mocno, pociągając do siebie. Lekko uniósł biodra i zaczął wbijać się w nią z niewiarygodną prędkością. Oparła ręce za jego głową i oddała się przyjemności.

     

    -O ranyyy..Tak..nie przestawaj! Ani na moment! – Wyjęczała.

     

    Zamknęła oczy i po chwili wstrzymania oddechy wydarła się tak głośno, że dziewczyny za drzwiami aż odskoczyły. Nie spodziewały się tego. Marcus przyssał się do jednej piersi i przygryzał jej sutka. To przelało czarę, a Agnieszka w spazmatycznych ruchach znów doznała orgazmu. Drugi raz. A on nawet razu. Nie myślała o tym, po prostu znów opadła na łóżko, lekko wymęczona, na brzuch. Uniósł się i przesunął do jej nóg. Chwycił ją za stopy i lekko zaczął całować podeszwy. Pomalutku, każdy centymetr. Ssał i lizał jej palce gdy ona dochodziła do siebie. Przesuwał się po jej nogach coraz wyżej, docierając do pośladków. Spokojnie polizał jeden, potem drugi. Lekko rozchylił je i zaczął lizać rowek.

     

    -Jejku..ja..Dobra. Niech będzie. W sumie to okej. Tak, może być! – mamrotała jakby chciała się sama przekonać.

     

    Marcus lekko się ociągał, chcąc ją jeszcze bardziej podręczyć. Ale w końcu zaczął lizać jej gorący rowek. Złapała za pościel i co jakiś czas powtarzała “O tak.. O tak”. Kończąc, dał jej klapsa i położył się na niej, szepcząc nad jej uchem.

     

    -A co powiesz, żebym tam też wszedł? I to nie tak ładnie jak w twoją gorącą pizdę. Co ty na to?

     

    Agnieszka zgięła nogi w kolanach, czuła jak jego główka napiera na jej tyłek. Z lekko drżącym głosem odpowiedziała.

     

    -Nawet nie pamiętam kiedy to robiłam. Ale…zdam się na ciebie. Zrób to!

     

    Skończyła zdanie, a Marcus wepchnął się mocno i brutalnie w jej odbyt, po same jądra. Wydarła się i ścisnęła mocniej pościel w dłoniach. Łza zakręciła się w jej oczach. Ból jednak szybko ustąpił dzikiej przyjemności. Kinga widząc to, zakryła usta i wstrzymała oddech. Wystraszyła się, że zrobi jej krzywdę. Ale coraz to bardziej przeciągłe i podobne do poprzednich jęki rozwiały te wątpliwości. Marcus bez litości wbijał się w ciasny tyłek Agnieszki, który z każdym ruchem bardziej przyzwyczajał się do jego rozmiaru. Jej nogi kołysały się w rytm jego ruchów. Złapał ją pod piersi i ściskał je przez chwilę. Potem wyrwał ją z łóżka i na stojąco, trzymając ją pod kolanami, unosił i opuszczał na swojego kutasa. Co więcej skierował ją wprost w stronę drzwi. Dziewczyny doskonale widziały ją, doświadczającą najlepszego seksu analnego jaki miała do tej pory. Cała czerwona na twarzy, dysząca i rozkoszująca się tymi zabawami.

     

    Kilka minut takiego podrzucania zmęczyło jednak i Marcusa. Położył Agnieszkę na łóżku, po czym usiadł obok.

     

    -Jak tam Agnieszko? Masz dosyć? Bo jeszcze nie skończyliśmy.

    -Skądże znowu. Mam nadal ochotę! – Prawie krzyknęła.

     

    Wstała i nachyliła się między jego nogami. Usiadła, on nakierował swojego fiuta na jej cipkę. Zaczęła go ujeżdżać. W pewnym momencie chwycił ją mocno i wyrzucił jej nogi do góry. Tak, że siedziała na jego podbrzuszu, z cipką ściśniętą nieco i wielkim fiutem w niej. Znów lekko uniósł biodra i zaczął posuwać ją z niesamowitą prędkością. Jej nogi kołysały się, ale trzymał je cały czas wysoko. Zgięta prawie w pół, w nieco niewygodnej pozycji, znów była bliska orgazmu. Jednak kilka chwil wystarczyło, by i Marcus doznał ekstazy. Wbił się raz o wiele mocniej, trzymając kutasa głęboko w Agnieszce. Ta zdziwiona jęknęła, czując jak spuszcza się w jej cipce.

     

    -O taaak…Taaak! – wyjęczał Marcus

     

    Zaczęła się wyrywać. Nie do końca jej o to chodziło.

     

    -Zgłupiałeś?! – Z wyrzutem krzyknęła opadając na podłogę. -W ogóle dałam się ponieść! I bez prezerwatywy!

     

    -Spokojnie, Agnieszko. Jestem bezpłodny! A jeśli chodzi o choroby, badamy się cały czas. Jestem czysty, twoje koleżanki o tym wiedzą.

     

    Nieco to uspokoiło Agnieszkę. Jednak nadal siedziała na podłodze.

     

    -Twoja córka opowiadała mi nieco o twoim mężu. Przykro mi z tego powodu. Ale nie powinnaś zamykać się na ludzi. Intymność to też ważna sprawa. Sama widzisz po dzisiejszym dniu.

     

    -Wiem. Ale mój mąż był najwspanialszym facetem jakiego poznałam. Nie tylko mówię tu o seksie, bo w łóżku był świetny, ale też jako osoba. Złoty człowiek. Po prostu nie trafił mi się nikt, kto choćby w połowie mi go przypominał.

     

    -A ja? Przypominam go? Czy po prostu zaryzykowałaś.

     

    -Zaryzykowałam. Jak na to inaczej spojrzeć, wiem, że chciał żebym kogoś sobie znalazła. Ale czułam, się z tym źle.

     

    -Pamiętaj, obiecywaliście sobie bycie razem do śmierci. Wywiązałaś się z tej przysięgi.

     

    -Masz rację. Czy…czy mogę cię o coś zapytać?

     

    -Śmiało.

     

    -Chciałabym spróbować…skoro już tu jesteś…wiesz co to rimming prawda? Z resztą zrobiłeś to ze mną.

     

    Marcus zaśmiał się i odwrócił do niej tyłem, lekko się pochylając. Agnieszka rozchyliła jego pośladki i z dozą chęci zaczęła lizać jego rowek. Po chwili puściła pośladki i rękoma zaczęła masować jeszcze nieco mokrego od spermy fiuta. Jęczała i lizała jak szalona, coraz mocniej śliniąc jego tyłek. Spluwała co jakiś czas i rozprowadzała dookoła językiem. Marcus pojękiwał oddając się teraz samemu przyjemności.

     

    Za drzwiami zapanowało lekkie zdziwienie.

     

    -Zobacz..Jaka wyuzdana pani. Kinga, dostaniesz dziś fajnego buziaka na dobranoc od mamy. Widzisz jak łapczywie liże mu dupę? Taka ułożona a chapie mu poślady aż miło. – Znów zadrwiła Dominika.

     

    -Proszę cię..-Zreflektowała się Kinga – Gdybyś tam była, to byś mu ssała ten tyłek non stop. Przestań gadać i zbierajmy się bo kończą chyba.

     

    Nie myliła się. Agnieszka przestała się bawić i pomału się ubierała. Okazało się, że Marcus miał ubrania obok jej łóżka.

     

    -Teraz chyba jesteś już wolna od swoich ograniczeń co?

     

    -Nie-e. Nie jestem. To było miłe, dziękuje ci za ten wieczór, ale mimo wszystko, wolę zostać sobie taką szarą kobietą, która trzyma się swoich zasad i priorytetów.

     

    Pocałował ją w policzek i dodał:

     

    -To miłe. Bardzo miłe. Musiał być z niego faktycznie nieziemski facet. W razie byś chciała się spotkać, dzwoń śmiało. Na pewno dam ci zniżkę.

     

    -Aż tak bogata nie jestem, żeby sobie na to pozwolić.

     

    -Nikt nie mówi, że musisz to robić codziennie. Poodkładaj kasę, poczekaj aż znów będziesz miała chęć. Wtedy się odezwij. No, chyba, że będziesz miała znowu takie cudowne urodziny i koleżanki ci coś zafundują.

     

    -Tak, koleżanki i córka.

     

    -Tak myślałem. Urodę odziedziczyła po mamie. Trzymaj się. I miłego wieczoru.

     

    Marcus wyszedł pierwszy. Pożegnał się z pozostałymi paniami i zamknął za sobą drzwi. Była godzina około 3 w nocy. Agnieszka zeszła ubrana w swoją sukienkę, nieco potarmoszona, z rozczochranymi włosami.

     

    -Dziewczyny, jestem wam naprawdę wdzięczna. To było coś wspaniałego.

     

    -Widzisz? A tak się wzbraniałaś. To kiedy powtórka? – Dopytywała Dominika.

    -Na pewno nie szybko. To było dość…głębokie doświadczenie.

    -Ale nic nie wykluczasz? – dorzuciła lekko zadziornie Sylwia

    -Nie…nie wykluczam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    intensive killer

    Taki…come back.

  • Grupowe zabawy cz. II

    Dostałem wiadomość w piątek, że mam się porządnie wygolić, nic nie jeść i stawić pod podany adres o 18:00. Wykonałem podane instrukcje, znalazłem na mapie lokalizacje i pojechałem na miejsce. Oczywiście przez korki dojechałem o 18:05. Miejsce było dosyć odludne, poza miastem. Gdy dojeżdżałem do bramy, ta otworzyła się i wjechałem alejką do dużego ogrodu, w którym znajdował się piękny dworek. Zadzwoniłem do drzwi i po chwili otworzyła mi Monika. – Spóźniłeś się – jej pierwsze słowa nie wróżyły mi dobrze. – Wejdź i idź do pierwszego pokoju po prawej i przygotuj się. Po wejściu do pokoju zobaczyłem wieszak na ubranie, a na stoliku obrożę. Szybko się rozebrałem i zapiąłem obrożę na szyi. W tym momencie Monika weszła do pokoju, spojrzała na mnie i dostrzegłem w jej oczach aprobatę. Zaprowadziła mnie do łazienki i wskazała jakiś przedmiot mówiąc, że instrukcja obsługi jest na kartce obok, po czym z uśmiechem wyszła. Okazało się, że miałem zrobić sobie lewatywę. Zacząłem się domyślać przynajmniej jednego punktu dzisiejszego wieczoru. Ledwo skończyłem, gdy znowu weszła Monika i zapięła mi smycz do obroży patrząc na mnie wyczekująco. Nie wiedziałem o co jej chodzi, więc złapała mnie za jądra i syknęła – Czy tak porusza się pies? Wtedy zrozumiałem i opadłem na kolana. Monika ubrana była w krótką, czarną spodniczkę i czarny podkoszulek. Na nogach miała wysokie szpilki złożone prawie z samych pasków. Pociągnęła smycz zmuszając mnie do pójścia za nią. Zeszliśmy schodami do piwnicy, co nie było łatwe na czworakach. Na dole było dosyć spore pomieszczenie utrzymane w kolorystyce czerni i czerwieni. Było tam spore łóżko, masywny stół z pasami na bokach, a na ścianach wisiały przeróżne baty, pejcze, szpicruty, sznury i sztuczne członki. Monika powiedziała – Najpierw załatwimy sprawę twojego spóźnienia. Zdjęła ze ściany pejcz z wieloma skórzanymi paskami i usiadła na łóżku. Zdjęła szpilki i wskazał na swoje stopy mówiąc – błagaj mnie o przebaczenie. Podszedłem szybko do niej i zacząłem lizać jej stopy, ssać lekko podsuwane mi palce, przechodziłem wierzchem, aż do kostek zerkając na Monikę. Miała półprzymknięte oczy i wyraźnie jej się to podobało. Po chwili takich pieszczot kazała mi położyć się na plecach, a nogi wyłożyć na łóżko po jej bokach. Złapała mnie w okolicach kostek, a swoje stopy zbliżyła mi do twarzy. Znowu musiałem je lizać, wkładała mi prawie wszystkie palce do ust poruszając stopami rytmicznie jakby mnie posuwała w usta. W pewnej chwili robiąc tak, drugą stopę przesunęła na mojego członka. Oczywiście byłem już nieźle podniecony. Pocierała go chwilę stopą po czym nacisnęła na moje jądra. Odruchowo chciałem złożyć nogi, ale ona siedział pomiędzy nimi i nie miałem za bardzo ruchu. Bawiła się tak dłuższą chwilę to naciskając, to trącając stopą od spodu, to łapiąc palcami za skórę i ciągnąc cały worek do siebie. Co chwilę zmieniała stopy tak, że jedną cały czas miałem przy ustach, a drugą byłem męczony. Czułem już ból jąder od nacisku, ale starałem się nie jęczeć za głośno. Co chwilę też pocierała mojego członka tak, że na jej stopie pozostawały moje soki, które za chwilę musiałem wylizywać. Po chwili ta zabawa jej się znudziła bo powiedziała – No dobra, uznajmy, że mnie przeprosiłeś, przejdźmy do właściwej zabawy. Wstała pociągając mnie za sobą za smycz. Zaprowadziła w stronę łóżka, gdzie kazała mi wskoczyć i stanąć na czworakach. Na udach i plecach założyła mi sznury, które po ściśnięciu przycisnęły mi nogi do brzucha zmuszając mnie do wypięcia się. Na kolana założyła mi pasy połączone rurką, tak, że nie mogłem złożyć nóg. Smycz pociągnęła dołem i przywiązała do tej rurki, a ja twarzą wylądowałem na materacu. Tak przygotowany poczułem chłodny żel lejący się po moim otworze. Po chwili poczułem, że wsuwa się tam jeden palec Moniki wtłaczając żel do środka. Działała tak przez chwilę wypełniając mnie nawilżaczem. Słyszałem, że podchodzi do ściany i coś zdejmuje. Podeszła z tyłu i poczułem nacisk na mój zwieracz. Nacisnęła mocniej i dildo wsunęło się do środka. Nie było specjalnie duże co mnie ucieszyło. Monika kilka razy wyciągnęła je i włożyła, a następnie zostawiła w środku. Rzuciła coś na łóżko i podeszła od przodu. Kątem oka zobaczyłem, że zsuwa spódniczkę pod którą nie miała majtek. Weszła na łóżko i wsunęła się pod moją głowę. Uniosłem się i zobaczyłem jej wygoloną cipkę, która była już lekko wilgotna i otwarta. Zabawa z moim odbytem musiała jej się podobać. Złapała mnie z włosy i zmusiła do lizania jej dziurki. Jęczała i wiła się gdy ssałem jej wargi, językiem wciskałem się jak najgłębiej i spijałem jej soki, które coraz obficiej wypływały z jej otworku. Dyszała coraz głośniej, aż w końcu wygięła się mocno dociskając moją głowę tak, że nie mogłem przez chwilę zaczerpnąć powietrza. Opadła całkiem na plecy i podciągnęła nogi do siebie wypinając się całkowicie. – A teraz zajmij się drugą dziurką, a ja muszę odpocząć. Zacząłem lizać jej pupcię, a ona kierowała moją głowę w kierunku jej drugiej dziurki. Po chwili poczułem, że mój otwór zaczyna się poszerzać. Monika trzymała w ręku pompkę do dilda, które tkwiło w moim tyłku i co chwilę naciskała ją zwiększając jego rozmiar. Nie wiedziałem jak duże może się stać, ale już teraz czułem lekki ból naciąganych zwieraczy. Monika po chwili przestała pompować i wstała z łóżka. Stanęła z tyłu i obejrzała swoje dzieło. – No widzę, że z ciebie rasowa dziwka, naciągniemy ci otworek tak, że zmieści się dwa duże kutasy – zaśmiała się. – Trzeba cię trochę rozluźnić, bo już chyba masz dość. Poczułem, że łapie mnie za jądra i nakłada coś na mój woreczek i nasadę członka. Poczułem ucisk i pulsowanie zaburzonego krążenia. Klepnęła mnie kilka razy w jądra niezbyt mocno, ale i tak odruchowo uciekłem do przodu. Wzięła swój pejcz z wieloma paskami i zaczęła mnie okładać po wypiętym tyłku w którym ciągle sterczało olbrzymie już dildo. Na początku nie uderzała mocno, ale gdy trafiła kolejny raz w to samo miejsce czułem silne pieczenie. Zrobiło mi się gorąco i oblał mnie pot. Monika zwiększała siłę, uderzając też co kilka razy w uda od wewnątrz. Trwało to kilka minut po czym zrobiła przerwę. Czułem pulsowanie całego tyłka i wiedziałem, że musi być okropnie czerwone. Monika podeszła do mnie i zapytała – Masz mi coś do powiedzenia. – odpowiedziałem dysząc – Dziękuję o pani za twoją łaskawość dla mnie, jestem twoim psem, możesz mnie używać o woli. – Wiem, że mogę – zaśmiała się – I zamierzam z tego skorzystać. Wróciła z tyłu i przez kolejne kilka minut okładała mnie po tyłku i udach zahaczając też kilka razy “przypadkiem” o moje ściśnięte jądra. Zacząłem w końcu jęczeć, a po chwili krzyczeć nie mogąc wytrzymać już bólu. Monika przerwała, wzięła pompkę i jeszcze kilka razy nacisnęła. Dildo bez problemu powiększyło się jeszcze bardziej. – Widzisz? – powiedziała Monika – masaż dupy dobrze ci zrobił, rozluźniłeś się odpowiednio. Czułem się tak jakby ktoś podpalił mój tyłek. Zwieracze piekły rozciągnięte, a skóra paliła niemiłosiernie od uderzeń. Monika rozwiązała mnie i pociągnęła za smycz. Niezgrabnie poszedłem za nią w kierunku kozła stojącego pod ścianą. Z trudem instruowany przez Monikę wszedłem na niego kładąc się na brzuchu. Zapięła mi zwisające na dół ręce i nogi do skórzanych pasów i wyszła. Leżałem tak klika minut, gdy usłyszałem kroki. Do piwnicy weszły dwie osoby. – Mamy gościa – powiedziała rozbawiona Monika – Moja koleżanka uwielbia męskie dziurki, wilgotne i dobrze rozciągnięte. A ty masz taką prawda? Podeszła do mnie i pociągnęła za dildo. Moje zwieracze jeszcze bardziej zostały naciągnięte i wtedy krzyknąłem. Poczułem pustkę w tyłku, ale czułem też, że jestem otwarty na całą szerokość. Usłyszałem drugi głos, który skądś znałem – Ale nasz piesek jest głośny. Chyba trzeba mu zatkać czymś pyszczek – roześmiała się jakaś kobieta. Przeszły obydwie od strony mojej głowy i zobaczyłem, że obok Moniki stoi młoda kelnerka z restauracji. Widząc moje zdziwienie zapytała – Myślałeś, że nie słyszałam twojego sapania pod stołem? Dyszałeś tam jak parowóz – roześmiała się. – No dobra, zabawimy się z tobą. Monika podeszła do ściany i ściągnęła wielkiego, czarnego członka z paskami do przypinana, który przytroczyła sobie do pasa. Poszła z tyłu i poczułem znowu nacisk na mój obolały już otwór. Kelnerka, która kazała do siebie mówić pani Beata stała nadal przede mną i obserwowała moją reakcję z uśmiechem. Po krótkiej chwili Monika przełamała opór mojego tyłka i zaczęła mnie rytmicznie posuwać. Wtedy Beata zaczęła się rozbierać. Najpierw ściągnęła bluzkę i stanik, a ja mogłem podziwiać jej piękne, pełne piersi. Poczułem, że się podniecam. Mój członek znajdował się z tyłu kozła i teraz naciskał na niego nie mogąc dalej się podnieść. Dodatkowo byłem coraz mocniej ruchany przez Monikę więc był dociskany do kozła, o który pocierał się sprawiając, że jeszcze bardziej się nakręcałem. Tymczasem Beata kończyła się rozbierać, zsunęła majtki i odwróciła się. Ujrzałem wtedy największego kutasa w swoim życiu. Obydwie panie wybuchły śmiechem. – Co piesku, nie tego się spodziewałeś – zapytała Monika. Beata podeszła do mnie pocierając swój stojący już na baczność członek. – Tak jak mówiłam trzeba ci zatkać ten pyszczek. Wsunęła mi go do ust i zaczęła posuwać dopasowując się do rytmu Moniki. Nie miałem nigdy takich doświadczeń, ale o dziwo podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Byłem posuwany z obu stron i zaczynałem czuć, że dochodzę. Wtedy panie przestały, a ja wydyszałem – Błagam o więcej, pani Beato proszę o wyruchanie mojej dupy, chcę poczuć w sobie pani kutasa. Panie roześmiały się i zamieniły miejscami. Poczułem zamiast twardego plastiku ciepło i wilgoć prawdziwego członka. Beata od razu nacisnęła mocno i weszła głęboko. Byłem już na to gotowy więc przyjąłem ją bez problemu. Zaczęła mocno mnie pieprzyć ściskając mnie przy okazji co jakiś czas za jądra. Czułem, że długo już nie wytrzymam. Usta miałem zajęte, gdyż Monika stanęła tyłem do mnie i pochyliła się przyciskając swoją cipkę do mojej twarzy każąc mi się lizać po obu dziurkach. Wydyszałem tylko, że zaraz dojdę za co dostałem w twarz od Moniki – Na pewno nie przed nami. Znowu zamieniły się miejscami i czułem, że członek Beaty jeszcze się powiększa tak, że czułem, dławienie. Zwolniła ruchy i poczułem potężny wytrysk prosto w moje usta. Zamknęła mi je dłonią zmuszając do przełknięcia wszystkiego. Byłem już półprzytomny z podniecenia. Monika wyszła ze mnie i odpięła mi ręce i nogi. Zaprowadziła mnie do łóżka przy którym kazała mi się położyć jak na samym początku. Teraz jednak usiadła mi na twarzy przodem w kierunku moich nóg. Przy pomocy Beaty ściągnęły moje nogi za moją głowę a plecy podparły wielkimi poduszkami z łóżka. Beata wzięła pejcz Moniki i zaczęła smagać mnie po mojej wypiętej dziurce i jądrach. Monika Dyszała już ciężko podskakując na mojej twarzy i każąc mi wysunąć jak najdalej język. Złapała za mojego członka i zaczęła mocno posuwać go ręką odbijając jednocześnie do góry moje jądra. Po chwili z głośnym krzykiem doszła zaciskając mi uda na głowie. Znowu straciłem oddech na chwilę, ale poczułem, że zalewa mnie fala gorąca. Monika też musiała wyczuć, że jestem już blisko, bo zeszła z mojej twarzy i przyspieszyła ruchy. Beata odłożyła pejcz i nacisnęła na mój tyłek zbliżając go do mojej głowy. Monika krzyknęła – otwieraj usta i język na wierzch. Na pewno lubisz tak kończyć na czyjąś twarz – zaśmiała się. Poczułem gigantyczną falę rozkoszy, a następnie falę mojego wytrysku lądującego w moich ustach i na twarzy. Beata usiadła na łóżku i stopami zgarnęła wszystko z twarzy wkładając mi je następnie do ust. Po tym opadliśmy wszyscy ciężko oddychając. Po dłuższej chwili rozeszliśmy się do łazienek spotykając ponownie w holu. Tam otrzymałem swoją zapłatę, a Monika z Beatą zapytały czy zechcę jeszcze kiedyś wpaść. Nie namyślając się długo odpowiedziałem – tak, moje panie, błagam o kolejne szkolenie 😉                         

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Chyba Nie
  • Sesja fotograficzna – 7.

    Część 7.

    Przeprowadziliśmy się do nowego, prawie stumetrowego mieszkania! Dzięki nawiązanym przez lata kontaktom w pracy, w momencie przeprowadzki wyglądało prawie jak „pod klucz”. Sporo kosztowało! I nadal kosztuje, ale wchodziłam jak do reklamy! Meble, biurko, tapczany, wersalka, fotele, dywany, lampy, kafelki, firanki, żaluzje. Wszystko na swoim miejscu! Ściany pomalowane w wybranych kolorach! I duża kuchnia! Urządzona zgodnie z życzeniem. Będzie gdzie brudzić! Dzieci miały jeszcze większe pokoje, a ja sypialnię i pokój do pracy, zamiast stołu w kuchni. Jakiś czas temu zauważyłam, że dzieci już nie lubią, kiedy zwracam się do nich per ‘dziecko’. Szybko dorastały. Fakt, niestety. I nie chciały być przytulane. Jak kiedyś. 

    *

    Ewa już nigdy nie wróciła do firmy. Problemy zdrowotne przeobraziły jej życiową pasję, pracę, w życiową konieczność i konsekwentnie zaczęła jej unikać. Uznała, że czas zacząć korzystać z życia, więc zmieniła moją umowę, w jeszcze większym stopniu uzależniając wysokość moich zarobków od wysokości dochodów firmy. Nie miałam wyjścia. Zgodziłam się. I, mimo początkowych obaw, nie straciłam! Nawet zyskałam. Ewa skupiła się na zwiedzaniu świata, kiedy zdrowie jej pozwalało. Kupiła mieszkanie w Portugalii, niedaleko Lizbony, z widokiem na Atlantyk w przepięknym otoczeniu zieleni. Często przysyłała mi zdjęcia stamtąd i z podróży po Półwyspie. Po latach odwiedziłam ją tam. Łagodny klimat, przyjaźni ludzie, spokój, Ocean, tyle zieleni! Miała rację. Też mogłabym tam zamieszkać. W Portugalii początkowo spędzała cztery miesiące w roku. Potem zostawała tam coraz dłużej. Aż zaczęła większą część roku spędzać na Półwyspie. Podejrzewałam, że do powrotów do kraju zmuszały ją wyłącznie wizyty u lekarzy i terminy badań.

    *

    Zaszalałam i trochę przesadziłam, wiem. Ale tak bywa, kiedy nadrabia się zaległości. Poznałam fajnego chłopaka. Dość przypadkowa znajomość. Spotykaliśmy się raz w tygodniu. Jarek bywał systematycznie na siłowni, więc w łóżku obracał mnie jak dmuchaną lalkę. Świetnie umięśniony, zadbany, kulturalny. I nie był zbyt drogi. Możliwe, że to była męska dziwka. Nigdy nie pytałam go o to jak zarabia. Wiedziałam, że pracuje w jakimś biurze i nie ukrywał przede mną dorabiania na różne sposoby. Ja byłam z niego zadowolona. On z zarobków również. Spotykaliśmy się prawie dwa lata. W drugim roku mniej regularnie. Cóż, to nie była miłość, ale wygodny, dla nas obojga, układ…

    *

    Drugiego poznałam również przypadkowo. Mieszkał na sąsiedniej ulicy. Czasami łaziłam z kijkami albo próbowałam biegać, żeby ograniczyć skutki siedzącego trybu pracy. Kiedyś wspólna kawa, potem spacer zamiast joggingu. Pokazał mi swoje mieszkanie. Zostałam wówczas dłużej…

    Spotykaliśmy się ponad rok. Praktycznie co tydzień uprawiałam seks z dwoma młodymi kochankami! Ustaliłam stałe dni spotkań, żeby najpełniej ich wykorzystać. Spotkania były w ciągu tygodnia. Jeżeli chciałam, zawsze jeden albo drugi był wolny w sobotę. Drugiemu nie musiałam nawet płacić. Był świetny w łóżku. Seks traktował jak sport, więc odpowiadało mi takie podejście. Dbał o zdrowie, o swój wygląd. Tym lepiej dla mnie. Szczupły, przystojny blondyn przed ‘trzydziestką’ z potężnym penisem. Nie podejrzewałam go o takie rozmiary, a on narzekał na partnerki, którym nie odpowiadały jego rozmiary. Jego penis był przede wszystkim bardzo gruby. A we wzwodzie! Jakoś wytrzymywałam. Ba! Zawsze zaliczyłam po kilka orgazmów! Trudno było mu wygnać mnie z łóżka. Pozwalałam, więc ruchał mnie jak chciał! Marzenie każdego faceta. Jednak z czasem pojawił się i narastał problem jego zachowania. W trakcie seksu stawał się agresywny. Momentami wręcz brutalny. Szarpał mnie jak Reksio szynkę. Lubił to. Potrafił ugryźć jak wilk. Pół biedy w pupę, ale w sutek albo miażdżyć łechtaczkę zębami?! Jakoś zagoiło się, ale w tym momencie zaczęłam bać się, że zrobi mi jeszcze większą krzywdę. Kiedy wytrysnął, a miał naprawdę obfity wytrysk, który trudno było mi połknąć, od razu stawał się znacznie spokojniejszy. Twierdził, że taki seks traktuje jak zabawę. Jednak coraz większe i boleśniejsze ślady na moim ciele pogłębiały moje wątpliwości. W końcu zerwałam. Nie odezwał się więcej, więc pewnie nie szukał mnie. Może czekał na okazję, żeby się mnie pozbyć? Na wszelki wypadek znalazłam inną trasę do spacerów. Nigdy nie dowiedzieli się o sobie. Przynajmniej nie ode mnie.

    Seks napędzał mnie do pracy. Poprawiał samopoczucie. Wiadomo, endorfiny! Regenerował siły i utwierdzał mnie w złudnym przekonaniu o mojej atrakcyjności. Musiałam więc dbać o paliwo i znajdowałam inne rozwiązania. O tym innym razem…

    *

    Wyglądała na sympatyczną i uroczą szatynkę, która dla każdego ma uśmiech. Dołeczki w policzkach dodawały jej urody i nadawały jej twarzy jeszcze bardziej pogodny wygląd. Taka twarz nie potrzebowała żadnego makijażu. Młoda dziewczyna o ładnej sylwetce, krągłej pupie i sporym biuście, który zwracał uwagę wielu mężczyzn. Musiała mieszkać z rodzicami i opiekować się mamą. Ojciec pracował, ile mógł, ale nie zarabiał zbyt dużo. Ona również. Brakowało jej jeszcze kilku lat do 30., skończyła jakieś technikum, klasę o profilu ekonomicznym, czy jakoś tak. Jednym uchem słuchałam jej zwierzeń, kiedy widziałyśmy się kolejny raz.

    Nasza znajomość zaczęła się od zderzenia na ulicy, kiedy mijałyśmy się. Przeprosiłam i od słowa do słowa weszłyśmy do kawiarni. W końcu wymieniłyśmy się telefonami i od czasu do czasu dzwoniłyśmy do siebie. Pewnego razu zaprosiłam ją do restauracji. Naprawdę cieszyła się z takiego spotkania! Przegadałyśmy kilka godzin. Widywałyśmy się rzadko, przez telefon rozmawiałyśmy często. W ostatnich miesiącach niemal codziennie. Dziewczyna miała z kim porozmawiać o swoich kłopotach, wyżalić się. Teraz było mnie stać, więc nieco później zafundowałam nam weekendowy wypad do spa. Była taka szczęśliwa! A ja cieszyłam się, że w tak prosty sposób mogłam sprawić jej miłą niespodziankę. Mimo różnicy wieku, było nam fajnie w swoim towarzystwie. I miło było czasami obejrzeć młodą, nagą dziewczynę. Świetnie wyglądała. Zazdrościłam jej młodego ciała, gładkiej skóry bez zmarszczek, sterczących piersi… Nie upłynęły dwa miesiące, a znowu wyjechałyśmy do spa. W saunie w milczeniu podziwiałam nagie ciało znajomej. W trakcie rozmowy dotknęłam jej nagiej piersi i przyznałam, że zazdroszczę jej tak atrakcyjnego wyglądu. Była speszona, ale uśmiechnęła się pogodnie, a potem wyznała, że jest hetero, ma chłopaka i nie chce go zdradzać. Chętnie przebywa w moim towarzystwie i nadal chciałaby widywać się ze mną. Po krótkim, serdecznym pocałunku obiecałam nie zrywać kontaktu. Ucieszyła się. Wiedziałam, że wyjazdy do spa nie były głównym atutem w utrzymaniu kontaktów ze mną. Nie zależało mi na uwiedzeniu jej. No, skąd!

    Kiedyś poprosiłam ją o przysługę. Mimo oporów i wątpliwości, zgodziła się. Przecież znałyśmy się już tak dobrze. Odetchnęłam z ulgą. Zrewanżowałam się obietnicą kolejnego wyjazdu do spa. Widziałam, jaką radość sprawiłam jej tą wiadomością. Dla niej taki wypad to prawie cała pensja, a dla mnie…? Znacznie mniej. Nie przejmowałam się takim okolicznościowym wydatkiem.

    *

    Co za wredne miejsce! Mój wiek powodował, że rzadko zaczepiali mnie faceci. Tyle dobrego! Ale właśnie w tym nocnym klubie w końcu znalazłam fajną i efektowną dziewczynę. To była pewna siebie i głośna blondynka z fryzurą „mokra Włoszka”. Patrycja. Pati. Po dłuższej rozmowie, kiedy upewniłam się, że można na nią liczyć, zaproponowałam kolejne spotkanie. Po tygodniu jeszcze jedno. Niech wierzy, że zależy mi na niej. Telefonowałyśmy do siebie. Co jakiś czas spotykałyśmy się na plotki. Fajny układ mimo sporej różnicy wieku.

    Teraz siedziałyśmy w jakimś klubie przy barze. Akurat przy barze było pusto. W ogóle ludzi nie było zbyt wielu. Środek tygodnia i już dość późno. Grała muzyka, barmanka na drugim końcu baru zabawiała rozmową jakichś dwóch klientów. Próbowali umówić się z nią. Słabe oświetlenie i wypite drinki zachęcały Pati do zwierzeń. W końcu zaproponowała mi seks. Otwarcie wyznała, że ma ochotę być ze mną. Mogę być jej Panią 24/7. Może zamieszkać u mnie i służyć na warunkach, jakie ja określę. Mogę ją traktować jako pomoc domową i wykorzystywać jak szmatę. Prawie żebrała. Była pociągająca. Mężczyźni patrzyli na nią z zainteresowaniem. Stawiałam jej drinki, więc „pod wpływem” stała się taka otwarta. Przyznała, że jest bi, uległa i szuka swojej pani. Jej ostatni pan zostawił ją. Razem z żoną bawili się nią, ale przeprowadzili się do innego miasta i układ stał się wspomnieniem. Podciągnęła spódniczkę, odchyliła stringi. Była w pończochach. Pokazała ładnie wygoloną cipkę i kolczyki w wargach sromowych.

    – Są dla mojej właścicielki. Może ich dowolnie używać. Lubię ból – uśmiechnęła się radośnie. Szczere wyznanie wprawiło ją w lepszy humor.

    Zauważyłam, że dziurki w wargach były spore. Pewnie była wykorzystywana na różne perwersyjne sposoby. Jakby czytała w moich myślach.

    – Kiedyś właściciele podciągali mnie, wkładając kółka w te dziurki – uśmiechnęła się, zdradzając sekret. – A innym razem biegłam za samochodem. Drugi koniec łańcuchów był przymocowany do zderzaka. W ten sposób wyprowadzali mnie też na spacery do lasu – wyjaśniła, głaszcząc mnie po dłoni. – Szczególnie pani lubiła traktować mnie tak ostro.

    Na ile było to możliwe, dyskretnie sięgnęłam do kółka i pociągnęłam. Uśmiech na jej twarzy stał się jeszcze szerszy. Zamruczała. Pociągnęłam kółko na bok i dziewczyna odsunęła nogę. Sprawdziłam palcem. Już była mokra. Rozejrzałam się. Raczej nam się nie przyglądano.

    Chciałam spróbować czegoś takiego, ale nie chciałam aż tak ryzykować. W moim wieku… Za dużo miałam do stracenia. Zapłaciłam za drinki i poszłyśmy do mojego samochodu.

    *

    Po kilkunastu minutach jazdy byłyśmy na obrzeżach miasta. Znalazłam jakąś pustą, boczną uliczkę i zaparkowałam. Odsunęłyśmy i odchyliłyśmy fotele. Poleciłam dziewczynie, żeby zdjęła majtki. Posłusznie i sprawnie pozbyła się ich. Zabrałam je.

    – Zabieram – wyjaśniłam. Przymknęła oczy i kiwnęła głową.

    Pchnęłam ją na rozłożony fotel i kiedy leżała, bawiłam się jej łechtaczką i kolczykami w wargach, które mnie tak fascynowały. Patrycja jęczała z głową odchyloną na bok. Potem chwyciłam ją za włosy i pociągnęłam do mojego krocza. Nie protestowała. Przecież lubiła ból. Wyciągnęłam jej piersi i trzymałam, kiedy pieściła mnie. Nie wiem, jak długo lizała. Może nawet kilkanaście minut? Ale potrafiła to robić. Doszłam! Wspaniałe uczucie! Chyba wyłam! Potem miałam jeszcze mały… A ta suka dalej pracowała języczkiem i paluszkami. Robiła to tak delikatnie… Miałam ochotę na jeszcze kilka ‘numerków’. Zaczęłam szukać gadżetów i wówczas dotarło do mnie, gdzie jesteśmy. Wytrzeźwiałam.

    – Ubieraj się! – poleciłam dziewczynie.

    Uporządkowała swoją garderobę i ustawiła fotel. Wyglądała na zaskoczoną, ale i zadowoloną. Chyba liczyła na więcej.

    Chwyciłam ją za włosy i zmusiłam, żeby wylizała fotel ze śliny i śluzu. Ustawiłam go. Pozapinałam się. Po wszystkim sięgnęłam do torebki i wepchnęłam dwa stuzłotowe banknoty w pochwę dziewczyny.

    – Wyjmiesz w domu – zaznaczyłam.

    Pokornie kiwnęła głową. Siedziała cicha i spełniona. Była szczęśliwa. Przytuliła się do mojego ramienia. Kiedy włączyłam silnik, wyprostowała się na fotelu. Zawiozłam Pati pod jej blok.

    Jeszcze dłuższą chwilę rozmawiałyśmy. Nie chciała, żebym odjeżdżała.

    – Weź mnie do siebie. Będę spała w twoich nogach – poprosiła aksamitnym głosem, patrząc mi w oczy.

    Siedziałam wyprostowana, patrząc przed siebie. Znieruchomiałam. Zaskoczyła mnie! W milczeniu gorączkowo rozważałam jej prośbę.

    – Albo mogę spać obok twojego łóżka – prawie błagała. – Albo pod drzwiami. Jak zechcesz. Jesteś moją Panią.

    I niewiele brakowało, a zgodziłabym się! Po głębokim oddechu chwyciłam ją za włosy, poszarpałam głową i spokojnie wyjaśniłam, że nie mieszkam sama, niestety. Starałam się, żeby mój głos nabrał smutnego brzmienia. Szybko wpadłam na pewien pomysł.

    – Ale mam dla ciebie inną propozycję, żebyś mogła udowodnić jak uległą suką jesteś wobec swojej pani. I przywiązaną! – patrzyłam na nią z powagą.  

    Pokiwała głową, czekając na dalszy ciąg.

    Wówczas, w ramach emocjonalnej rekompensaty, zaoferowałam jej określoną kwotę za kilkuminutową rozmowę ze wskazanym przez mnie facetem. Ot, taki towarzyski żart.

    – Tylko za rozmowę – zaznaczyłam. – Traktuj to jako kolejny krok w naszych relacjach i twojej tresurze. Nie chce, żebyś z nim kopulowała albo robiła mu loda! Jasne? Nie chcę mieć używanej suki – podkreśliłam.

    Chyba odpowiadał jej ten warunek. Zgodziła się od razu. Zależało jej na pieniądzach. Była mi wdzięczna. Rozstałyśmy się w dobrych humorach.  

    *

    Ewa założyła fundację i pomagała samotnym matkom. Nasi klienci nie potrafili jej odmówić i po rozmowach, regularnie wspierali fundację. Akurat przekonywać to ona potrafiła. Szczególnie, kiedy sama nie zarabiała na tej działalności. Tylko tym argumentem przekonała kilka osób. Chyba jeszcze ta działalność skłaniała ją do powrotów do kraju. Zimą uciekała do Portugalii. W ogóle postawiła na większy luz i swobodę. Inaczej ubierała się. Zniknęły ubiory kobiety biznesu. Teraz nawet potrafiła spóźnić się na spotkanie! Z klientem rozmawiała o fundacji ubrana w dżinsy!! Na mój, pełen zaskoczenia, wyraz twarzy odpowiedziała delikatnym uśmiechem popartym wzruszeniem ramion. Zachowania kiedyś nie do pomyślenia! Tylko lekarstwa przyjmowała bardzo regularnie. I twierdziła, że cieszy się każdym dniem.

    – Bo nie wiem, ile mi ich jeszcze zostało – wyjaśniała z łagodnym i nieco smutnym uśmiechem.

    Łagodny klimat nad Atlantykiem faktycznie dobrze na nią wpływał. Wyglądała lepiej. Wyniki badań też były lepsze. Przynajmniej tak mi mówiła. Utrzymywała, że koszt życia w Portugalii jest niższy niż u nas, ale głównie upajała się klimatem, widokami, lenistwem, czytaniem książek, wypadami w inne rejony Półwyspu. Później wypady objęły również Maroko i kraje basenu Morza Śródziemnego. Już nie liczyła pieniędzy jak przed laty. Były potrzebne, gwarantowały zaspokajanie jej potrzeb, ale nie najważniejsze. I udowadniała to, działając w swojej fundacji. Kiedy mogła, przebywała na Półwyspie wspólnie z rodziną. Zaczęła przebąkiwać o przeprowadzce. Coraz częściej.

    Zbyt często.

    *

    Hm, no cóż, jednak zgodziłam się na „prawdziwe” spotkanie… Nie zawsze potrafię obstawać przy swoim, a Pati nalegała na spotkanie, obiecując spełnianie wszystkich moich poleceń i oczekiwań. Trudno byłoby zrezygnować z takiej oferty. Wynajęłam dla nas pokój w hotelu na cały weekend. Nie chciałam, żeby dzieci podejrzewały cokolwiek. I nie chciałam zdradzić dziewczynie mojego adresu. Pewnie wcześniej czy później zdobędzie go, ale spotkanie i tworząca się zależność mogły ją powstrzymać przed grzebaniem w moim życiu. Przynajmniej tak uważałam. Wynajęłam wspólny pokój, bo chciałam mieć ją pod ręką i móc kontrolować. Moje plany spowodowały, że zabrałam dość spory bagaż. Wyjaśniłam to, kiedy ruszyłyśmy w drogę. Skwapliwie przytaknęła mi. W odruchu czułości i dla okazania swojego przywiązania, chciała się przytulić.

    – Siedź, suko – osadziłam ją warknięciem.

    Posłusznie wykonała polecenie. Zaczynałam szkolenie mojej pierwszej uległej.

    – Kiedy jesteśmy w samochodzie, też jesteś suką, jasne?

    Energicznie pokiwała głową. Z satysfakcją. Wyraźnie brakowało jej pani.

    Inne miasto, spora odległość, więc pojechałyśmy razem. Moim samochodem, więc ja prowadziłam. Fajny hotel, spory koszt, ale wygodny, komfortowy pokój. W hotelu był basen, sauna i restauracja. Na tym mi zależało. Od chwili, gdy wyruszyłyśmy, Pati czuła się trochę zagubiona i zdeprymowana. Zniknęła gdzieś hałaśliwa i pewna siebie dziewczyna o mocnym makijażu, przesiadująca w nocnym klubie. Teraz makijaż, na moje życzenie, był stonowany, a jej ubiór mniej wyzywający. Czyżby dorabiała w klubie, szukając klientów? Nawet zrobiło mi się jej żal, ale przecież sama proponowała mi seks. Od przekroczenia drzwi pokoju hotelowego była mi uległa i wdzięczna za spotkanie. I tak już zostało do końca wspólnego weekendu. Czuwała przy mnie jak prawdziwa suka. Ruszała się w obroży, naga i na czterech łapkach. Oczywiście, ja byłam ubrana. Kiedy wyskoczyłyśmy samochodem na przejażdżkę i spacer, też była prawie półnaga i w obroży. I zadowolona z mojego pomysłu. Taka naprawdę mi się podobała. Jej też odpowiadała moja dominacja. W jej oczach widziałam oddanie i radość ze służenia wymagającej Pani.

    Patrycja była w moich dłoniach jak plastelina. Im mocniej naciskałam, tym bardziej była uległa i zadowolona. Wierzcie mi, super uczucie! Spałyśmy w pojedynczych łóżkach, ale gdy tylko chciałam, przychodziła do mnie. Cholera, jakie to było miłe! Skinę palcem i suka biegnie do mnie! I łasi się. Wtedy delikatnie liże mi cipkę, a ja stękam i muskam jej piersi. chcę, to ustawia się odwrotnie. liżąc mnie, mam w zasięgu ręki jej cipkę i bawię się nią. wpycham w nią coraz więcej palców. Młoda dziewczyna, więc przyjemnie jest głaskać takie ciałko. Ależ ona potrafiła mi dogodzić! Ładnie ustawiała się, więc mogłam ją pooglądać.

    *

    Zobowiązałam ją do absolutnej dyskrecji. Jeżeli komukolwiek powie o nas, definitywnie i natychmiast rozstajemy się. Gorliwie i z radością zgodziła się. Później ją torturowałam. Byłam zmęczona po tym, co z nią wyprawiałam, ale ona wykończona. Jej ciało nosiło ślady moich dłoni i pejcza. Po wszystkim nakleiłam plaster na rany. Trochę przesadziłam, ale… musiałam. Mimo tego dziewczyna sprawiała wrażenie bardzo zadowolonej z mojej formuły nauczania dobrych obyczajów. Kiedy Pati macałam, szarpałam, brutalnie pieściłam, hałaśliwie doszła. Młode, jędrne ciało przyjemnie było pieścić. Te jej żywiołowe reakcje… Aż miałam ochotę na więcej! Chyba w tej zabawie odreagowywałam swoje porażki. Teraz nie miała siły prosić o więcej. W ogóle nie miała siły mówić. Stanęłam nad nią, kopnęłam butem. Stęknęła. Spojrzałam w lustro. Właściwie też ładnie wyglądałam. Założyłam czarne kabaretki i glany. No i trzymałam pejcz. Moje piersi też fajnie wyglądały. Pati podobałam się.

    – Nasze spotkanie to wyłącznie nasza sprawa i tajemnica. Jasne? – upewniłam się.  

    Z wysiłkiem pokiwała głową na znak zgody.

    – Jeżeli kiedykolwiek komukolwiek zdradzisz, co tutaj robiłam z tobą, to… – zawiesiłam głos. – To tylko na tym stracisz. Nasza znajomość ulegnie zakończeniu. Nie dostaniesz drugiej szansy. Zapomnę, że kiedykolwiek znałam ciebie, że cokolwiek nas łączyło i poszukam sobie innej do tresury – groźba brzmiała poważnie. Byłam pewna, że będzie milczeć.

    Pokiwała głową. Przecież zależało jej na kolejnych spotkaniach. I na pieniądzach.

    – Dzisiejszą zabawę możesz uznać ledwie za wstęp do tresury, która ciebie czeka.

    Taka zapowiedź brzmiała dla Pati jak obietnica prezentu. Pokiwała głową z pogodnym wyrazem twarzy. Już była gotowa na kolejną lekcję.

    *

    Późnym popołudniem poszłyśmy popływać. Trochę cierpiała, ale tym się nie przejmowałam. Kiedy byłyśmy same, zmusiłam ją do nurkowania i wylizania łechtaczki. Zrobiła to od razu. Powtarzała parokrotnie, wynurzając się, żeby zaczerpnąć powietrza. Nie była dobrą pływaczką. Po pływaniu przebierałyśmy się w szatni. Przyciągnęłam nagą sukę za pierś i znowu kazałam wylizać cipkę. Ani śladu znużenia czy zniechęcenia. Delikatnie odsunęła majteczki i posłusznie zaczęła pieścić.

    Po powrocie z kolacji założyłam dziewczynie obrożę i smycz. Teraz nauka była łatwiejsza, a ona szybko się uczyła. Pojętna była i lubiła tresurę. Kiedy oglądałam film, służyła za podnóżek. Nawet było mi wygodnie. Przed snem zerżnęłam ją wibratorem we wszystkie trzy dziurki. Nogi Pati skułam razem z rękoma: prawa z prawą, lewa z lewą, więc dostęp do dziurek miałam bardzo wygodny. Rozkoszowałam się jej strachem, którego nie potrafiła ukryć, leżąc nago, skuta, z rozchylonymi nogami i nieskrępowanym dostępem do wszystkich jej otworków… Tak mi się to podobało!

    I bawiłam się dużą, pojemną pochwą dziewczyny. Tę zaletę anatomii mojej posłusznej suki odkryłam dopiero w hotelu. Jęczała z rozkoszy, kiedy, po próbach z kolejnymi paluszkami, wsadziłam całą dłoń do pochwy! A potem jeszcze wepchnęłam wibrator do odbytu. Wyła, kiedy ruchałam ją dłonią, a wibrator prawie zniknął w jej odbycie. Wystawała tylko zakrętka! Ekstremalne doświadczenie! Próbowała uciec z mojej dłoni, ale nie pozwoliłam. Ruchanie dziewczyny dłonią było takie podniecające! Uderzałam coraz mocniej, przebierałam palcami, zaciskałam pięść, a ona coraz głośniej jęczała i bezradna szarpała się, skuta kajdankami. Palcami w pochwie dociskałam wibrator w odbycie. Głupiała z podniecenia i prawie zemdlała, kiedy doszła. Obiecałam sobie, że w końcu wyrucham jej odbyt dłonią. Trochę poćwiczymy, ale w końcu… Na samą myśl o moich planach stawałam się wilgotna i bardziej wymagająca.

    Siadłam na jej twarzy i kazałam lizać się. Starała się jak najlepiej wywiązać z zadania. Lizała mnie gorliwie i w szybkim tempie. Dla mnie zbyt szybkim. Byłam całkowicie wygolona, więc odczuwałam każde muśnięcie językiem, każdy dotyk zębów, warg. W końcu doszłam i śluz zaczął wyciekać ze mnie. Wszystko wylizała. Mruczała zadowolona, widząc efekty swoich pieszczot. Potem, w chwili odprężenia, wyciekły ze mnie pierwsze krople moczu. W usta, na twarz. Wszystko usiłowała zebrać językiem, mimo to cienka strużka po policzku pociekła na pościel. Nieważne. To jej tapczan. Musi spać w tym, co Pani jej ofiarowała. Odwróciła głowę i próbowała wylizać pościel. Byłam z niej zadowolona.  

    Dałam jej spokój. Czeka nas jeszcze tyle spotkań… Kiedy rozkułam ją, z jękiem opuściła kończyny i leżała, czekając aż ustanie ból i drżenie mięśni. W sumie, szkoda. Mogłam ją tak przetrzymać całą noc. Podziękowała, wykąpała się, położyła do łóżka i natychmiast zasnęła. Ale lizaniem i palcami zdążyła zrewanżować się za „niepowtarzalny” seks. Przed wyjazdem z hotelu zaplanowałam jeszcze jedną lekcję.

    Rano zażyczyłam sobie striptiz.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Mamo ja to kocham…cz.2

    Obudziłem się rano, bałem się wstawać z łóżka, wszystko mnie bolało. Ale nie mogłem leżeć wiecznie,szkoła czekała, a miałem sporo nieobecności. Wstałem i po cichu zeszedłem na dół licząc, że nie spotkam się z mamą. Ona już na mnie czekała.

    -Witaj męska dziwko, na na co czekasz przywitaj się z panią!

    -Witaj pani-rzekłem zażenowany.

    – podejdź tu i ucałuj moje stopy.

    Podeszłem i zrobiłem to, co kazała, a ona kopnęła mnie w brzuch.

    -jak podchodzisz śmieciu na kolanach masz przyjść.

    Wróciłem i na kolanach podeszłem, zacząłem namiętnie całować stopy mojej mamy. Włożyła mi je do ust tak, że się krztusiłem. Nie mogłem połykać śliny Myślałem że zwymiotuje. Po chwili przestała i kazała mi przygotować sobie śniadanie. Kiedy jadłem przy stole siedziałem na przeciwko niej. Wystawiła nogę i patrząc na mnie swymi oczyma przygniotła moje jądra do krzesła. Poczułem ogromny ból, krzyknąłem z tego wszystkiego. Gniotła jeszcze bardziej śmiejąc  się przy tym. Zacząłem płakać, wyśmiała mnie.

    -Co z ciebie za suka-rzekła.

    Zostawiłem śniadanie i pobiegłem do pokoju ubierać się. Przyszła do mnie i przyniosła mi swoje czerwone stringi. Masz chodzić w tym cały dzień. Ja w każdej chwili mogę sprawdzić, jeżeli je zdejmiesz będzie kara. Mama stała i się przyglądała,czy założę stringi. Podnieciło mnie to, mój kutas stanął na baczność. Zdjąłem piżamę i założyłem stringi, były małe, nie mieściły mojego sprzętu. Założyłem jeansy i wybiegłem do szkoly. Kiedy dotarłem pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do łazienki i przebrałem się w normalne bokserki. Zadzwonił dzwonek, poszedłem na lekcji chemii. Po  15 minutach rozległo się pukanie do drzwi, to była moja mama

    – Przepraszam że przeszkadzam, ale czy mogę na chwilę poprosić Karola-rzekła łagodnie .

    -Tak oczywiście, nie ma problemu -powiedziała pani wychowawczyni.

    Wiedziałem, że będzie to dla mnie masakra, kiedy tylko wyszedłem zamknęła za mną drzwi i kazała klękać na czworaka, poszliśmy do łazienki, wepchnęła mnie do kabiny i weszła zamykajac drzwi.

    -Zdejmij spodnie męska suko.

    -nie proszę jestem w szkole- błagałem o litość.

    Uderzyła mnie z całej siły w twarz.

    -chyba nie muszę drugi raz powtarzać-zapytała.

    Widząc że przegrywam rozpiąłem guzik od jeansów I opuściłem je w dół, zamiast stringów były bokserki. Mama była rozzłoszczona.

    -koniec litości dziwko Rozbieraj się.

    Zrobiłem co mówiła, nie miałem innego wyjscia . Siadła na kibel i oddała mocz. Kazała mi wypić wodę z sedesu. Byłem przerażony, nie chciałem. Wzięła mnie za głowę i wepchnęła ją do środka ,,liż psie,, rzekła. Następnie odwróciła się i wystawiła tyłek, podniosła sukienkę do góry i odchyliła materiał bielizny. Dzisiaj miała na sobie koronkowe figi, zielone koronkowe figi. Widziałem jej kakaowe oczko. Dupcia również była owłosiona niczym cipka.

    – liż i to dokładnie frajerze.

    Co miałem robić zabrałem się za lizanie dupy mojej mamy. To było okropne. Straciłem godność. Kazała ubrać mi się i wracać nalekcje. Bałem się wracać do domu. Wiedziałem, że tam nie będę miał życia. Ale co miałem zrobić, po 6 godzinach wróciłem. Mama czekała na mnie była całkiem naga. 

    -Wróciłeś w stringach- zapytała.

    -tak pani – rzekłem .

    -rozbieraj się do naga.

    Staliśmy oboje całkiem Nadzy Rozebrani do rosołu.

    – Połóż się na stole rzekła.

    Zrobiłem co mówiła nie miałem siły protestować. Wzięła zestaw do lewatywy i wcisnęłam mi w dupę. Zaczęła w pompować we mnie wode. Po kilku minutach czułem się pełny ,wlała we mnie chyba 3 litry. W końcu przestała.

    – Idź się wysraj kundlu i weź kąpiel- rzekła

    Zrobiłem jak mówiła, miałem na to 15 minut, więc nie marnowaniem czasu. Kiedy wróciłem, czekała na mnie ze sztucznym chujem. Wiedziałem co się święci.

    – na kolana męska dziwko- rzekla.

    Zrobiłem to, a ona podeszła ode mnie i wepchnęła mi dildo prosto do gardła. Krztusiłem się, było bardzo długie i grube. Ślina ciekła po moim ciele wprost na podłogę. Nie mogłem już tego wytrzymać. Kiedy już go dobrze nasilinilem mama podeszła z drugiej strony i z całej siły weszła mi w dupę.

    -aaaaa – krzyknąłem, ból był przeogromny.

    Nie mogłem wytrzymać, to było okropne. Mama ruchała mnie w dupę. Szok, powoli moje zwieracze zaczęły się przyzwyczajać i ból zmniejszył się. Mama wyciągnęła dildo z mojej dupy i włożyła do gardła, znów zacząłem się krztusić, smakowało moją dupą.

    Mama przyniosła kawałek nitki i obwiązala wkoło moje jądra. Wzięła drewnianą łyżkę i zaczęła je bić, nie miała litości, uderzyła chyba z 50 razy. Nie wiem jak wytrzymałem na własnych nogach, nie czułem własnych jajek i kutasa. Kazała mi położyć się na stole, usiadła mi na twarz. Musiałem robić jej minete. W ustach miałem tylko jej łoniaki. To było okropne, miałem dość. Ona bawiła się moim kutasem, wykręcała go i porusza w górę w dół. Mimo to, mój kutas stał na baczność i ociekał soczkami, byłem bliski eksplozji. Kiedy już miałem strzelać, mama przerwała, zeszła ze mnie i powiedziała:

    – jeszcze raz zdejmij string, które ci daję, a będzie jeszcze gorzej, teraz s********j mi stąd!

    – szybko uciekłem do pokoju……

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Remigiusz Kalinka

    Na wasze życzenia i pozytywne komentarze dodaje drugą część jak ta się podoba?