Blog

  • Wyspa szczescia – 5.

    Część 5.

    – Nie potrafiłaś się lepiej ubrać? – trener sceptycznie spojrzał na Agatę.

    – Przepraszam Pana, nie sądziłam, że muszę… – dziewczyna była autentycznie speszona.

    – Dobra, później odpracujesz swoje niedbalstwo – rzucił zmęczonym głosem.

    Stali w pokoju. Był od niej wyższy, ale wiedział, że jest silna i każdy chłopak miałby poważne problemy, gdyby próbował ją zaczepić. Tym bardziej, że początkowo zamierzała uprawiać judo, ale po dwóch latach wybrała szczypiorniaka. Zresztą, kilku podpitych i natarczywych kibiców już miało pecha dotkliwie doświadczyć jej umiejętności. Te zdarzenia nigdy nie stały się głośne, bo który tak zwany mężczyzna pochwali się, że po krótkim locie zaliczył glebę przez dziewczynę, którą zaczepiał po pijaku? A z liścia też potrafiła przyłożyć… Podchmieleni kibice wywoływali u niej przesadną agresję. Jedynie trenera tolerowała podchmielonego i pijanego. Ale on był jej Panem.  

    – Dziękuję – szepnęła. Trener wyjął z torby obrożę i smycz.

    – Masz wolną godzinę?

    – Tak, Panie – podnieciła się na widok znajomych akcesoriów. Oczy jej się zaświeciły. Ożywiła się. – Taka niespodzianka! Fajny z niego Pan – uśmiech przemknął przez twarz dziewczyny, nieoczekiwanie mile ją zaskoczył. Wiedziała, że musi być posłuszna, więc już czekała na resztę. Podszedł do niej, chwycił za włosy. 

    – Na kolana! 

    Uklękła błyskawicznie.

    – Zdejmij koszulkę i stanik – puścił ją i poszedł zamknąć drzwi od pokoju. Kiedy wrócił, klęczała półnaga. Kopnął ją. Ręką chwyciła się wersalki, żeby nie upaść.

    – Wszystko mam tłumaczyć? Rozbieraj się do naga – podniecony przyglądał się jej piersiom. Dziewczyna trenowała, była szczupła, a biust jędrny, sterczący, więc było na co popatrzeć.

    To była ich gra. Niedomówienia, które nakazywały karanie uległej. Gdyby rozebrała się do naga, i tak dostałaby lanie, bo zrobiła coś, czego nie nakazał. A bicie pejczem sprawiało jej przyjemność. Pan wiedział, jak to robić.

    – Tak jest! Przepraszam Pana! – pospiesznie zdejmowała resztę ubrania. Odłożyła w jedno miejsce i uklękła, czekając na kolejne rozkazy. Siadł na wersalce, szeroko rozsunął nogi.

    – Chodź tu! – Szybko podeszła, ale nie odważyła się wstać z kolan. Widział jej świetne cycki i już miał ochotę zerżnąć sukę, jednak w ich kontaktach obowiązywały pewne reguły. Stopniowanie wymagań, strachu, natężenia bólu. Założył dziewczynie obrożę na szyję. Mocno. Utrudniała oddychanie. Dopiął smycz i końcówką solidnie uderzył w pośladki. Dwa razy. I jeszcze raz. – To za dzisiejszy strój!

    – Tak, Panie! – rozepchnął jej nogi, żeby sprawdzić, ale wiedział, że już jest mokra. Znali się zbyt dobrze. Zobaczyła maskę na wersalce. – Czy mogę Pana o coś zapytać?

    – Pytaj.

    – Czy maska oznacza, że… – nie dokończyła. Otwory na oczy zostały zasłonięte w masce grubą tkaniną. Nie mogła niczego zobaczyć.

    – Tak, suko. Dzisiaj zerżnie sukę dwóch mężczyzn – wszedł jej w słowo. Był podniecony i zniecierpliwiony.

    Chwilę milczała. Wyraźnie zadrżała. Właśnie miała mały orgazm.

    – Dziękuję. Jest Pan taki dobry. Zrobię wszystko, żeby był Pan zadowolony – podniecona wyszeptała formułkę, oparła głowę na jego udzie i zaczęła głaskać wybrzuszenie w szortach.

    Jej Pan miał inne plany. Wstał i kazał suce położyć się na wersalce na plecach. Lewy nadgarstek i lewą nogę w kostce skuł kajdankami. To samo zrobił z prawymi kończynami. Na oczy założył dziewczynie szeroką nieprzezroczystą opaskę, a szeroko otwarte usta unieruchomił kneblem. Naprawdę był duży. Przez kółko wchodził do ust nawet gruby penis. Już dawno to sprawdzili. Dziewczyna po takim seansie, jak po każdym innym, parę dni czuła szczęki, ale nigdy nie narzekała. Przecież czekała na takie wrażenia! Była szczęśliwa, kiedy pojawiał się z nowymi gadżetami albo zaskakiwał scenariuszem spotkania.

    *

    „Siostry” leżały w swoim pokoju na jednym tapczanie, dochodziła 22. Właśnie tuliły się do siebie, gdy usłyszały pukanie. Szybko wyprostowały się, usiadły. Jedna chwyciła kobiecy magazyn i otworzyła na jakiejś stronie. Wzajemnie zlustrowały swój wygląd i równocześnie kiwnęły głowami z aprobatą. 

    – Proszę!

    – Cześć, dziewczyny! Mogą zająć wam chwilę? – W drzwiach stała Gabrysia.

    – Jasne, wejdź – odetchnęły z ulgą. Kiedyś przypadkowo zobaczyły Gabi w dość intymnej sytuacji, więc między nimi było ciche porozumienie, o którym nikt w klubie nie wiedział, a dziewczyna znalazła  w nich wsparcie dla realizacji swoich planów. Nawet Dorota, „gumowe ucho” trenera, nigdy nie dowiedziała się o ich układzie. Dorotę większość dziewcząt odsuwała od spraw prywatnych. Jej relacje z trenerem już dawno nie były tajemnicą, ale „Demi” poinstruowała koleżanki jak traktować donosicielkę.

    Gabrysia w zasadzie nie wyróżniała się na tle koleżanek. Niedawno skończyła 18 lat, miała 167 cm wzrostu, brązowe oczy, śniadą cerę zachęcającą do opalania, delikatny makijaż, dodający jej kilka lat, kręcone kasztanowe włosy zakrywające ramiona. Na mecze i treningi zawsze spinała włosy w koński ogon. Była szczupła, o średnim, sterczącym biuście i specyficznych potrzebach, które nie stanowiły tajemnicy „Sióstr”. Z kolei zażyłość dwóch Alicji była niedostrzegalna dla Gabrysi, bo w drużynie wiele dziewczyn łaziło w parach albo większymi stadami, więc nie widziała w tym niczego nadzwyczajnego. Natomiast była im wdzięczna, że rozumiały jej potrzeby.

    Stała ubrana w zieloną spódniczkę i biały T-shirt z dużym wycięciem, ledwie zasłaniającym biust oraz zielone sandałki na szpilce. W ręku trzymała małą torebkę. Przez koszulkę wyraźnie przebijały się sterczące brodawki. Gabrysia była bardzo podniecona.  

    – Dziewczyny, jestem z chłopakiem z tamtego zgrupowania. Do swojego pokoju nie pójdę. Wiecie, jest moja „współspaczka”, a on też musi być do 23. w swoim pokoju. Nikogo innego nie poproszę, bo… wiecie, dlaczego. Czy możemy u was…?

    Zaskoczone dziewczyny w milczeniu patrzyły na nią. Nie zdołały od razu zareagować. Gabi widziała niepewność w ich oczach.

    – Spoko – machnęła ręką. – Już go trochę uprzedziłam, więc on zgodził się.

    – Czyli co mu powiedziałaś? – „Dwójka” zaniepokoiła się.

    – No, że lubicie popatrzeć – zniecierpliwiona drobiła w miejscu. Nie było czasu na powtarzanie znanych wiadomości.

    – Tylko tyle? – wolały upewnić się, że nic nie wie o ich intymnej zażyłości.

    – A niby co jeszcze? – teraz Gabrysia była zdziwiona.

    „Bliźniaczki” odetchnęły z wyraźną ulgą. Spojrzały na siebie. Dla nich taki seks na żywo był wspaniałym początkiem ich seksu.

    – Dobra, właźcie – szybko zgodziły się. Czas gonił. Taka miła niespodzianka na zakończenie dnia!

    – Cześć, jestem Darek – przedstawił się krótko ostrzyżony, dobrze zbudowany blondyn, kiedy szatynka wciągnęła go do pokoju. Wyglądał na starszego od nich. Później dowiedziały się, że ma 24 lata. Usiadł na wolnym tapczanie obok dziewczyny. – Gabi uprzedziła, że zgodzicie się, jeżeli będziecie mogły obejrzeć nasz seks. Ja nie mam nic przeciwko, może być fajnie, tylko potem bądźcie dyskretne – zaznaczył.

    – Jasne, nie jesteśmy gadułami – uśmiechnęła się „Jedynka”.

    – Oczywiście, możecie dołączyć, jeżeli będziecie miały ochotę – zaproponował chłopak. – Nam byłoby miło.

    „Siostry” nieco zaskoczone spojrzały na siebie.

    – Dzięki. Jeżeli nabierzemy ochoty, to na pewno skorzystamy – z uśmiechem pokiwała głową „Dwójka”.

    – No, to chociaż rozbierzcie się, żebym i ja miał co pooglądać – miauknął żałośnie. Chyba faktycznie liczył na zaliczenie kilku dziurek tego wieczoru.

    Gabi uśmiechnęła się dyskretnie i puściła oczko do dziewczyn. Udały, że nic nie zauważyły. Jedna włączyła muzykę i zapaliła nocną lampkę. Druga zgasiła górne światło i zamknęła drzwi na zamek. Kiedy odwróciła się, dziewczyna namiętnie całowała chłopaka, siedząc z nim na wolnym tapczanie. Nie czuła się skrępowana. Zaskoczony Darek odwzajemnił pocałunek i chwycił Gabi za pierś. Była ekshibicjonistką, więc udział koleżanek w udanym seksie był wręcz nieodzowny. Wiedziała, że „Bliźniaczki” jej nie odmówią. Po cichu liczyła na ich aktywny udział…

    *

    Agata zawsze cieszyła się na spotkanie ze swoim Panem. Zresztą, nawet kiedy obywali się bez niespodzianek, podniecona czekała na zbliżający się seans. Lubiła ból, który zadawał trener. Inni, z którymi spotykała się, nie potrafili jej zaspokoić, sądząc, że jeżeli uderzą, to będzie wyć ze szczęścia. Trener wiedział, jak zadawać ból, który sprawiał jej przyjemność. Już od kilku lat byli zgraną parą. Kiedyś w chwili przypływu szczerości wyznała mu, że nawet, jeżeli wyjdzie za mąż, chciałaby utrzymywać z nim kontakt, jeżeli mężowi nie będą odpowiadać praktyki BDSM. Dobry mąż wcale nie musi być dobrym kochankiem, odpowiednim panem dla suki. Liczyła się z tym i dlatego uprzedziła trenera.

    Przyznał, że odpowiada mu taki układ. Trener tak naprawdę nie wybiegał aż tak daleko w przyszłość, ale miło było słyszeć, że dziewczyna będzie dawać mu dupy w zasadzie bez ograniczeń. Nie wierzył żeby znalazła męża o odpowiedniego predyspozycjach. Sadystę, owszem, ale mąż szybko stałby się oprawcą, a takiego na pewno nie chciała.

    – Miła perspektywa – uśmiechnął się, kiedy w samotności przemyślał ofertę bramkarki.

    Kiedy byli u siebie, regularnie odwiedzała trenera w jego mieszkaniu. Już na początku znajomości ustalili stały dzień i godzinę seansów, więc nie było potrzeby wracania do tej kwestii. To ułatwiało zachowanie ich relacji w tajemnicy. Raz, czasami dwa razy w tygodniu. W drodze wyjątku, na prośbę zawodniczki godził się na drugie spotkanie, ale o tym decydowali w trakcie pierwszego spotkania. Seans zajmował im około dwóch godzin, więc wolał rzadziej spotykać się, żeby z inną dziewczyną uprawiać normalny seks, bez perwersji. Swój układ utrzymywali w ścisłej tajemnicy. To była głównie jego zasługa, bowiem Aga zawsze zachowywała się przy nim nad wyraz karnie, co czasami dziwiło inne dziewczyny, ale podejrzewały, że ich koleżanka zwyczajnie bała się trenera. No, było w tym trochę racji. Dziewczyna nie była zazdrosna o inne dziewczyny. Już dawno jej Pan jednoznacznie zadeklarował, że:

    – Tylko ty jesteś moją suką. Inne jedynie rucham.

    Wierzyła mu bez zastrzeżeń.

    – Nie każda byłaby w stanie znieść taki ból, upokorzenia i tresurę jak ja – cieszyła się. Była wręcz dumna ze swoich możliwości i zdolności zaspokajania Pana, a on doceniał jej oddanie. Cóż, właśnie tak wygląda związek idealny.

    Na zgrupowaniach też spotykali się, ale seanse były znacznie krótsze. Aga zawsze akceptowała pomysły narzucone przez Pana. Rozumiała ograniczenia, chociaż dla niego zrobiłaby wszystko i wszędzie. Obojętna była jej reakcja innych. Kiedyś nawet zaproponowała, że zamieszka u Pana, ale nie zgodził się. Wytłumaczył, że miałby kłopoty w klubie i mógłby nawet stracić pracę.

    *

    Mężczyzna parę razy trafił biczem w brzuch. Lekko stęknęła. Poprawił w pupę. Uderzył w klatkę na wysokości ramion, czym chyba ją przestraszył. I w końcu uderzył w podeszwy stóp. Zawyła. Poprawił w pośladki. Znowu jęczała. Raz jeszcze uderzył w podeszwy. Znowu zawyła i zaczęła trząść się. Był pewien, że z bólu i ze strachu. Niepewność potęgowała jej strach. Czekanie również. Była już zmęczona. Nogi skute z rękoma rozjeżdżały się na boki.

    – Wygląda jak zaproszenie. Nic tylko ruchać – uśmiechnął się na taki widok. Kolejne smagnięcie batem dosięgło wgłębień pod kolanami, następne trafiło w podudzia. Wyjął wibrator, nawilżył i zaczął wpychać do odbytu. Musiało ją boleć, ale nie chciała krzyczeć, bo wiedziała, że wówczas stanie się jeszcze bardziej brutalny. Był bezkarny. Wyjął wibrator z odbytu. Czysty.

    – Czyli jednak przygotowała się – pokręcił głową z uśmiechem. – Domyślna suka.

    *

    Przez otwór w kneblu trener wcisnął włączony wibrator do ust Agaty. Nogi i ręce dziewczyny drżały. Była zmęczona. Zdjął szorty, slipy. Położył się na dziewczynie i wszedł w nią. Kiedy była bardzo podniecona spółkowaniem, przerwał stosunek. Wyjął wibrator z ust Agi. Postawił ją. Stała w rozkroku z wypiętą pupą, opierając głowę o wersalkę. Dłonie opierała o stopy. Na więcej nie mogła sobie pozwolić. Ruchał ją bardzo mocno, co jakiś czas zmieniając otwory. Traktował ją jak zlew do spermy i doceniała jego starania. Właśnie ruchał ją w dupę, kiedy sięgnął po telefon. Po uzyskaniu połączenia powiedział tylko:

    – Zapukaj. Jest gotowa.

    Jeszcze chwilę ruchał bezwolną dziewczynę, kiedy ktoś zapukał. Wyszedł z odbytu. Już po chwili wyczuła, że ogląda ją dwóch mężczyzn.

    – Ładuj w pizdę – zasugerował koledze, kiedy ten rozebrał się. Mężczyzna bez słowa wszedł mocno. Aż jęknęła. Z rozkoszy? Z bólu? Suka miała służyć swojemu panu, więc nie martwili się o jej reakcje. Mężczyzna nie pytał o zgodę i w pewnej chwili wszedł do odbytu. Aga trochę wierciła się, ale nie protestowała. Szybko zaczął rżnąć ją w równym, szybkim tempie. Z jej głośnego stękania wynikało, że dochodzi. Potem położyli ją na boku na wersalce twarzą do ściany.

    – Wejdź w pizdę – polecił Włodek koledze. I kiedy ten rżnął dziewczynę, klęcząc na wersalce, trener położył się za dziewczyną na brzegu wersalki i wsadził penisa do odbytu. Chwilę trwało aż obydwaj ustawili się, kolega przełożył nogę nad Włodkiem, potem dostosowali ruchy i zaczęli rżnąć dziewczynę w zgodnym rytmie. Jęczała. Głośno jęczała. Trener chwycił dziewczynę za włosy i za biodro. Tak trzymając się, walił ją coraz mocniej. Jego kolega szarpał pierś. 

    – Gdzie się spuścić? – intensywnie kopulujący mężczyzna szeptem wydukał pytanie.

    – Gdzie chcesz! 

    Po chwili usłyszał jak kolega po kilku potężnych uderzeniach, stęka i nagle zatrzymuje się.

    – Dobra dupa! Naprawdę! Pamiętaj, zawsze chętnie skorzystam. Dzięki! – szepnął ze szczerym zadowoleniem, poklepał ją po pupie i brutalnie ścisnął pierś. Szarpiąc biodrami, zareagowała na ból, a Włodek prawie stracił równowagę. Uderzył dziewczynę w twarz. Przyspieszył w odbycie i w końcu szybko z niej wyszedł. Jednym ruchem odwrócił jej twarz do siebie i wytrysnął na twarz. Steknął głośno. Rozpiął knebel i wsadził penisa do ust.

    – Wyliż – sapnął i jeszcze wytrysnął. Agata starała się objąć ustami jak największy fragment penisa.

    Kolega szybko ubrał się i cicho wyszedł.

    *

    – Ej, dziewczyny! – Aldona uspokoiła koleżanki. – A to znacie? Co ma zrobić mężczyzna, żeby kobieta wrzeszczała jeszcze pół godziny po orgazmie?

    – Niee… – zaciekawiona Roksana odważyła się przyznać jako pierwsza.

    – „Siostry”, Nacia wyciągajcie notatki!

    – Daj im spokój – “Demi” nieoczekiwanie wzięła w obronę najmłodsze uczestniczki spotkania.

    – No, co ma zrobić mężczyzna? – Weronika patrzyła na Aldonę.

    – Musi wytrzeć mokrego penisa w firankę! Ha, ha, ha! – Aldi wybuchła głośnym śmiechem.

    Inne dziewczyny również głośno śmiały się. Padł kolejny żart. Potem następny. Dochodziła godzina 21.30. Zachowywały się dość swobodnie, bo oprócz piwa Aldona oferowała jakieś drinki. Wiedziały, że o 23. trener może sprawdzać, czy wszystkie są w pokojach i nakaże zgasić światło. Do rana zdążą dojść do siebie. Jutro niedziela, więc trener zaplanował tylko jeden i, na szczęście, ‘rekreacyjny’ trening. Wytrzymają. Tak miał wyglądać ich wolny dzień. Musiały odreagować.

    – To co, laski? Spróbujemy zrobić coś zajebistego? – Aldona była lekko podchmielona, podobnie jak wszystkie uczestniczki zabawy.

    Cel imprezy był jasny. Nie musiała o tym pisać w zaproszeniu. Zaszaleć we własnym gronie, nawet jeżeli tylko dziewczyny tworzą to grono. Pozostałe na ogół wiedziały o tym. Niektóre tylko domyślały się. Dzisiaj mogą przeżyć coś niezwykłego.

    – No, suczki, która zrobi striptiz? Mam przygotowaną muzykę! – Aldonie świeciły się oczy na myśl o zabawie. Liczyła zresztą na więcej niż rozbieranka jednej z nich. Dawno nie uprawiała seksu, więc dzisiaj miała nadzieję na ożywczy incydent w gronie koleżanek. I nie tylko. Niespodzianka czekała! – Tak to jest, kiedy brak stałego partnera – ponuro pomyślała, ale nigdy nie żałowała swojej decyzji. Wolała kontakty z różnymi znajomymi, bo każdy oferował inny seks i nie narzekał.

    – Może któraś z najmłodszych? – Halina wolała oddalić ryzyko publicznego negliżu.

    – Stały partner po jakimś czasie przestaje starać się – pomyślała Aldi, a do tego nie chciała dopuścić. I tak przebierała w propozycjach kolegów. Każdy miał ochotę przynajmniej raz z nią spróbować, więc miała w czym wybierać. Zdarzało się korzystać z kilku jednocześnie, jeżeli były trudności z wyborem najatrakcyjniejszej oferty.

    Zapadło kłopotliwe milczenie. Gdybyś ktoś akurat wszedł, wyglądały jak skupione na słuchaniu muzyki.

    – No, co jest? Dziewczyny! Która pierwsza rozbiera się? – Aldona była rozczarowana reakcją koleżanek. Zainwestowała w alkohol i przemyciła go do pokoju, a teraz reagowały jak na stypie. – OK! Losujemy! – zarządziła.

    – Dawać kartki! – zarządziła Natka.

    – Krzyżyk oznacza widza, a kółeczko – angaż do bezpłatnego występu – ustaliła Roksana, wypełniając i składając kartki.

    – Mam nadzieje, że wszystkie myłyście się? – spytała Jolka. Dziewczyny, jak na rozkaz, spojrzały na nią. Wymownie.

    – Jolka, jak ty coś czasem jebniesz… – Celina pokręciła głową, zdegustowana tekstem koleżanki. Jej lekko ochrypły głos potęgował wrażenie zniesmaczenia komentarzem Joli.

    – No co? Nie chciałabym, że poleciały na mnie wczorajsze majtki – uśmiechnięta Jola, wydęła wargi i wzruszyła ramionami.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygody tancerki 2

    Obudziłam się trochę obolała po treningu. Inaczej, obudził mnie budzik, nigdy nie wstałabym o 6:20 z własnej woli. Ale tak czy inaczej się podniosłam, nie lubiłam się nigdy na nic spóźniać. Zapakowałam torbę, umalowałam się, zjadłam coś, ubrałam się i wyszłam z domu. Na zewnątrz nie było jakoś cudnie, mocno wiało, ale ja mimo wiatru i obolałych mięśni byłam szczęśliwa. Pamiętałam zabawy z Alicją i chyba miałam wreszcie dziewczynę. Myślałam o niej całą drogę do szkoły.

      W szkole szybko pobiegłam do szatni, miałam jakieś 15 minut do lekcji ale chciałam jeszcze trochę pogadać z Kasią i opowiedzieć jej o Alicji. Zatrzymałam się przy mojej szafce, sięgnęłam po klucz, otworzyłam zamek i… zamarłam. Szafka była całkiem pusta, nie było w niej ani butów na zmianę, ani notatnika, nie było niczego. Sfrustrowana rozejrzałam się po korytarzu i innych szafkach. Nic nie mogłam poradzić, jestem dosyć emocjonalna, prawie chciałam się tam rozpłakać. Ale nagle usłyszałam jakiś znajomy głos, odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam Olę, miała na sobie obcisłe jeansy i równie obcisły biały tank top, który nie pozostawiał wiele dla wyobraźni. Spojrzałam na nią, plotkującą ze swoimi koleżankami i wszystko nabrało sensu, na pewno to zrobiła, nie była głupia, wiedziała że musi mieć nade mną przewagę jeśli chciała, żebym była jej niewolnikiem czy czymkolwiek innym. Musiała jakoś załatwić klucze i opróżnić moją szafkę. Ale czułam się pewnie, zbyt pewnie, zrzuciłam z siebie kurtkę, i podeszłam do tej grupki zdecydowanym krokiem. W tamtym momencie zadzwonił dzwonek i cały korytarz opustoszał i naprawdę robiłam się podirytowana. Zbliżyłam się do nich, wszystkie obróciły się wtedy w moją stronę i mogłam je dokładniej obejrzeć.

     Najbardziej po lewej stronie stała Marta, miała długie czarne włosy i dużą grzywkę, co w połączeniu z wieloma piegami na twarzy i długim nosem sprawiało, że wyglądała jak baśniowa wiedźma. Poza twarzą miała jednak fajną sylwetkę, była szczupła, i miała przyzwoite piersi i pupę, nie była porównywalna do Oli, ale jak najbardziej mogła się podobać. Dużo tańczyła, znałam ją z kilku turniejów, ale nigdy jakoś się z nią bardziej nie zaprzyjaźniłam.

     Obok Marty stała Zuzia, długowłosa blondynka, lekko niższa, nosiła okulary, i również miała sporo piegów. Miała też świetną figurę, była szczupła i miała naprawdę duże piersi i piękny tyłek, akurat co do sylwetki śmiało można było ją porównywać do Oli. Jednak ich charaktery były zupełnie inne, Ola wydawała się być bezwzględną liderką, a Zuzię znałam już sprzed roku, gdy kończyła nasze gimnazjum, była bardzo uległa, zawsze podlizywała się każdemu komu mogła, teraz, w tym samym zespole szkół, najwyraźniej padło na Olę. Ach, miała też bardzo bogatych rodziców, więc każdy wiedział, że jest naczelną modnisią szkoły.

     Po jej prawej stronie stała ostatnia z tej czwórki, Wiktoria. Również blondynka, ale najniższa ze wszystkich dziewczyn, miała za to świetną wielką pupę, co prawda jej piersi były dość małe ale za każdym razem podniecał mnie jej widok, gdy tylko ją widziałam, a działo się to bardzo często bo była moją sąsiadką. Dzięki temu ją znałam, i naprawdę wydawała się bardzo fajna, miła i skromna, ale nigdy nie mogłam spędzić z nią więcej czasu, była mistrzynią Polski w wioślarstwie i codziennie chodziła na treningi do klubu, jak się dowiedziałam, tego samego co Michał. Nie ukrywam, że byłam zdziwiona jej obecnością w tym gronie.

    Przez chwilę stałam tak lekko speszona ich urodą ale zebrałam się w sobie i powiedziałam,

    -Ola, oddaj mi moje buty.

    -Co? – zapytała Ola, udając zdziwioną – dziewczyny, widziałyście gdzieś jej buty?

    -Koniec z tymi gierkami Ola, wiem że je wzięłaś, żebym uczestniczyła w twojej zboczonej fantazji – powiedziałam naprawdę zdenerwowana.

    -Naprawdę myślisz, że interesują mnie te twoje ciapy? Moje buty są warte więcej niż twoja rodzina – powiedziała, i cała grupa wybuchła śmiechem – i czekaj, czy ty mnie właśnie oskarżyłaś?

    Zrozumiałam wtedy, że to nie była moja najmądrzejsza decyzja.

    -Nie, nie, ale proszę oddaj mi moje buty, jestem już spóźniona na lekcje – powiedziałam, praktycznie błagając.

    -Wiecie co dziewczyny, ona mnie obraziła, myślę że potrzebuje kary, żeby poznała swoje miejsce – powiedziała, po czym rozejrzała się po koleżankach, które gromko się zgodziły.

    -Na kolana – rozkazała z widoczną przyjemnością.

    -Ola proszę – zaczęłam mówić, gdy nagle zostałam spoliczkowana przez Martę.

    -Której części “na kolana” nie zrozumiałaś? – spytała Ola, która złapała mnie mocno za szyję i przyciągnęła do siebie.

    -Przepraszam, przepraszam – mówiłam drżącym głosem i klęknęłam tuż przed nią.

    -No patrzcie dziewczyny, jaka jestem przekonująca – powiedziała, i zaczęła się śmiać razem z koleżankami – wiecie co, nie myłam się dziś rano a Karolina wygląda na bardzo chętną do pomocy, prawda? – powiedziała i pochyliła się nade mną.

    -T-tak – powiedziałam przerażona, cały czas czując piekący policzek.

    -Doskonale – powiedziała i zdjęła buta i skarpetkę z prawej stopy – wyliż mi stopę – rozkazała i podstawiła mi ją przed twarz.

    -Ale – zaczęłam mówić i dostałam kolejny policzek, jeszcze silniejszy niż ostatni.

    Nie chciałam więcej bólu, więc z dużym oporem zaczęłam lizać stopę Oli, jej skóra była tylko lekko słona, ale problemem nie był żaden smak tylko okropne upokorzenie. Lizałam jej jednak tą stopę i już kończyłam, gdy nagle Zuzia zaproponowała.

    -Dziewczyny, a może ona chce sobie coś possać – po czym wybuchła śmiechem.

    -Wiesz co, masz rację – zgodziła się Ola – słyszałaś? – zwróciła się do mnie.

    W odpowiedzi pokiwałam tylko głową i wzięłam jej dużego palca u nogi do ust, niezbyt wiedziałam co robić, ale z jakiegoś powodu zaczęłam czuć przyjemność. Byłam tak blisko takiej seksownej dziewczyny. Jednak mimo tego chciałam, żeby to wszystko skończyło się jak najszybciej. Ssałam tak jej palca przez jakieś dwie minuty i kiedy myślałam, że jest już zadowolona to wypuściłam go z ust.

    -No, no, powiem ci, że nieźle się spisałaś – pochwaliła mnie Ola – Wiktoria, wszystko się nagrało? – spytała, Wiktoria tylko pokiwała głową z uśmiechem.

    -Dziewczyny, powiem wam, że nasza przyjaźń z Karoliną chyba będzie się fajnie układać – powiedziała Ola, po czym wysłała mi całusa i odeszła z całą grupą.

     Ja dalej klęczałam na podłodze, upokorzona, słaba. Z tych emocji aż się popłakałam. Poszłam dopiero na drugą lekcję, Kasia mnie zobaczyła, ale poprosiłam ją, żeby nie pytała o to co się stało. Była dobrą przyjaciółką, i do końca dnia trochę się uspokoiłam. Po szkole oczywiście pojechałam na trening, nie mogłam się doczekać spotkania z Alicją. Była moim światełkiem nadziei w tym strasznym dniu. Niestety akurat tego dnia się spóźniłam i nie miałam nawet szansy się z nią przywitać. Po godzinie trening się skończył i na uboczu szatni całowałam się z Alicją przez dobre 5 minut, po czym opowiedziałam jej o tym co działo się dziś w szkole. Była bardzo poruszona, widziałam jej przerażenie, gdy mówiłam o fragmentach w których byłam bita po twarzy. Po wszystkim przytuliła mnie i zaprowadziła pod prysznic. Tam rozebrałyśmy się i Alicja przycisnęła mnie do ściany. Po kilku pocałunkach zaczęła pieścić moje piersi, po czym przeszła do mojej cipki. Zaczęła ją lizać, a potem wsadziła do niej swoje palce, wtedy czułam się naprawdę doskonale, zapomniałam o przykrościach całego dnia i oddałam się mojej dziewczynie. Długo nie wytrzymałam, miałam ogromny orgazm, a Alicja z przyjemnością zlizała wszystkie moje soki. Myłyśmy się tak jeszcze przez chwilę, po czym obie wyszłyśmy spod prysznica. Ubrałam się i myślałam, że będe musiała spędzić resztę tego dnia w domu, ale gdy już miałam żegnać się z Alicją, ona zaproponowała, żebyśmy razem jeszcze posiedziały w szatni. I tak zrobiłyśmy, cztery godziny leżałyśmy w naszych objęciach i oglądałyśmy jakieś głupie filmiki. Naprawdę spędziłam cudowny wieczór. Potem wróciłam do domu, i po szybkim prysznicu poszłam spać. Nie wiedziałam co nastąpi następnego dnia. Ale gdzieś głęboko czułam, że ta sytuacja obróci się na moją korzyść.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Utracona skromnosc – Julia – cz.2

    Pokój

    Spoglądasz w lustro walcząc z źle układającymi się włosami. Palce ci drżą, chwytasz więc mocniej obły grzebień. Każda próba ułożenia kosmyków opadających na czoło kończy się frustracją. Po chwili siadasz zdenerwowana na toalecie, zaciskasz palce nerwowo na skroniach, bębniąc opuszkami palców. Próbując tym samym znaleźć spokój. Nie potrafisz znaleźć dla siebie miejsca i wiercisz się zdenerwowana szukając sposobu, by ułożyć myśli. To co się zdarzyło poprzedniego dnia, było dziwne. Nie jesteś nawet w stanie pojąc, jak to się stało. Szukasz wymówki, dlaczego rozpięłaś bluzkę i pozwoliłaś mu bawić się sobą, że to wszystko było, by móc osiągnąć to co tak bardzo pragniesz. Tylko co z tego, że przy tym podobało ci się, bardziej niż jesteś w stanie przyznać. Przypominasz sobie powrót i prysznic. Przez moment myślałaś szukałaś w sobie niechęci do samej siebie, obrzydzenia tym co się stało. Obrzydzenie nie naszło, w zasadzie patrzyła na ciebie z lustra ta sama blond włosa dziewczyna w okularach o zbyt dużej oprawce. Ta sama lekko nerwowa, cicha, z kosmykami opadających na oczy włosów. To co się stało, było inne. Twój pierwszy chłopak nie był taki. Był miękki, niezdarny. Nie brał ciebie takiej, jak tamten w gabinecie. Nie jak wilk, raczej, jak pies. Śliniący się na twój widok, a nie pragnący krwi.

    Myślisz o tym, jak pieściłaś się pod prysznicem. Gdzie zamiast obrzydzenia, skończyłaś ze słuchawką prysznicową zalewającą cię ciepłą wodą, pieszcząc łechtaczkę. Jak poddenerwowana depilowałaś się, by nadać swojej myszce bardziej seksowny kształt. Nie potrafiłaś się zmusić do pełnej depilacji.

    Teraz stoisz i zaciskasz palce na grzebieniu. Dalej w samej bluzce i różowych majtkach w słoniki. Sięgasz w dół i zsuwasz majtki na kostki. Rozsuwasz nogi i opuszczasz drugą dłoń z grzebieniem i wsuwasz szeroką, okrągłą rękojeść do środka. Jest ciepła od twoich dłoni. Wsuwasz ją powoli potem szybciej. Z trudem powstrzymując ciężki oddech, by nie słyszała cię współlokatorka w sąsiednim pokoju. Zaczynasz masować łechtaczkę palcami, wsuwając grzebień tak bardzo, jak jesteś w stanie. W końcu czujesz napływający orgazm. Kończysz i ścierasz soki spływający po udzie. Wchodzisz pod prysznic po raz drugi. Nim woda zacznie płynąc sięgasz w dół, już spokojniejszym dłońmi i patrzyć na śluz na twoich palcach. Otwierasz usta i wysuwasz koniuszek języka, by ich spróbować. Czas się zbierać.

    Domek

    Spotykasz swojego profesora w jego gabinecie. Po krótkiej pogawędce o pogodzie, planach ruszacie z gabinetu ku autu mężczyzny. On w sportowej marynarce i koszuli, ty w białej rozpinanej bluzce i letniej spódniczce nieco powyżej kolan. Twoje ciemne buty lekko stukają na posadzce opustoszałego budynku. Wsiadacie do samochodu i rusza. Nie mówi ci, gdzie jedziecie.

    Wiesz, że mężczyzna ma żonę. Czasem widywałaś ją, gdy pojawiała się na uczelni. Pani architekt, twarz jednej z większych lokalnych biur. Mimo to, profesor nie odmawia przygodzie. O nie, gdy pytasz go o cel jazdy. Odpowiada, że ma domek nad jeziorem. Kawałek za miastem i tam będzie im dobrze, cicho i spokojnie.

    – Mam nadzieję, że nie masz planów do jutrzejszego ranka

    – Jestem cała do pana dyspozycji – odpowiadasz z uśmiechem – panie profesorze – odpowiadasz, sama dziwiąc się swojej pewności.

    – Marku, proszę. Znamy się blisko i chyba możemy zrezygnować z konwenansów, skoro i tak już łamiemy ich tak wiele.

    – Dobrze… Marku – smakujesz jego imię na ustach.

    – Bardzo ładnie wyglądasz.

    – Dziękuje – uśmiechasz się.

    *

    Dojeżdżacie po chwili, ulice są opustoszałe, a domek faktycznie niezbyt daleko. Skryty w wygodnym zakątku tuż nad jeziorkiem. Z obu stron otoczony lasem i dodatkowo wysokim żywopłotem z iglaków. Od strony jeziorka zaś ciągnie się wygodny trawnik i stoi zaczepiona na długiej linie łódka.

    – Bardzo ładnie tutaj

    – Dziękuję, to tak nasza mała kryjówka z żoną – patrzysz zawstydzona, czy mu nie przeszkadza żona i to wszystko – nie dziw się tak moja droga. Mamy z żoną dość luźne podejście do związku. Korzystamy z tego co przynosi życie. Wybacz jeśli oczekujesz czegoś więcej niż wzajemnej przyjemności, ale no cóż.

    – Rozumiem – odpowiadasz, luźne podejście, myślisz. To ciekawe. Ludzie są różni i rzeczywiście wiesz o tym dobrze, że chociaż wczorajsza zabawa była przyjemna to ciężko jej byłoby myśleć o czymkolwiek więcej i na dłuższą metę

    – Mam nadzieję, że nie zawiodłem cię. Jesteś taka młoda.

    – Nie, nie zawiodłeś. Nie oczekuje nic więcej.

    – To dobrze, chodź do środka.

    *

    Domek jest duży, z obszernym salonem i kominkiem przed którym leży gruby mięciutki dywan. Szeroka sofa w jednym kącie. Na niskim piętrze jest wciśnięty do kąta gabinet z widokiem na wodę i biurkiem. Spacerujesz oglądając wnętrza, gdy Marek rozpala kominek, by zapewnić im właściwy klimat. W drugim pokoju, niemal na samej ziemi leży łóżko. Nieznacznie podniesione, czujesz ciepło bijące od drewna. Wracasz na dół, by zobaczyć Marka nalewającego wam wina do lampek.

    Wypijacie je wpatrzeni w siebie. Przegrywasz pojedynek na spojrzenia i pierwsza uciekasz wzrokiem. Wtedy odstawia lampkę i rozgarnia twoje włosy.

    – Rozbierz się – słyszysz. Odstawiasz wino i powoli rozpinasz bluzkę i opuszczasz ją na podłogę. Stoisz w ciemnoróżowym staniku. Po chwili nerwowo rozpinasz sukienkę – zostaw ją na razie.

    Sięga ci za plecy i rozpina stanik. Potem chwyta cię mocno za biodra i przyciska do siebie. Czujesz jego mocny pocałunek, to ja twoje duże teraz uwolnione piersi rozpłaszczają się na nim.

    Sięga niżej i unosi cię. Niesie wprost na dużą sofę. Czujesz bijące ciepło ognia na twoich udach. Jego ciepło jest jeszcze bliższe. Rzuca cię na miękką sofę. Kąsa sutek i ssie go zachłannie. Gdy próbujesz poprawić się przyciska cię mocniej nie pozwalając ci się ruszyć.

    – Taka jesteś lepsza – szepcze – takiej cię teraz pragnę – mówi to i zaciska palce na szyi i całuje mocno – Julia na wpół leży na wpół siedzi z uniesionymi do góry i rozsuniętymi udami. Próbuje się utrzymać na krawędzi, aż wreszcie odpuszczasz i całkowicie polegasz na jego pewnym chwycie.

    Wtedy zdziera z ciebie majtki i obraca na sofie. Leżysz wypięta do niego, a on wciska twoją twarz w miękki materiał, zadziera ci sukienkę i uderza mocno. To w jeden pośladek to w drugi.

    Kolejny klaps, a materiał zatrzymuje jęk podniecenia i bólu. Przestaje na chwilę pozwalając ci się podnieść. Na tyle tylko byście oboje wylądowali po chwili w miękkim dywanie. Ty wypięta, jak kotka. Z pupą lekko uniesioną i nogami rozsuniętymi na boki. Zerkasz przez bok, jak twój partner rozbiera się, a jego nabiegły krwią penis staje. Rzuca się na ciebie. Czujesz jego dłonie zaciskające się na brzuchu i barkach, jego owłosioną pierś drapiącą drażniącą twoje plecy, ciężki oddech na szyi. Wreszcie jego członek, który wypełnia cię. Bierze cię na tym miękkim dywanie. Mocno przy twoich jękach i głośnym posapywaniu. Nagle przerywa, gdy rozlega się dzwonek telefonu. Wstaje dając ci odpocząć przez chwilę. Po chwili wraca, jego erekcja opadła lekko.

    – Obowiązki wezwały, pomożesz? – unosi w dłoni penis. Julia siada i wyciąga dłoń. Najpierw go masturbuje, by po chwili wziąć pokrytego jeszcze jej sokami penisa do buzi. Erekcja wraca szybko i po chwili leżycie już na sobie. Tym razem na plecach z rozpostartymi szeroko udami podtrzymywana lekko przez niego. Gdy dochodzisz czujesz napinające się mieśnie. Dyszysz ciężko, by po chwili opaść, tylko po to, by palce twojego kochanka nie dały ci spokoju, kończąc to co zaczął. Pieści cię szybko, rozcierając łechtaczkę, drugą ręką masując penisa. W końcu wytryska zalewając twój brzuch i piersi. Zaraz po tym dochodzisz i ty. Drugi raz, mocniej niż poprzednio, już nie jesteś w stanie powstrzymać głośnego jęku. Wtedy on kładzie się obok i wpatruje w twoje. Oczy bawi się twoimi sokami, rozcierając je twoim delikatnym brzuszku. Łącząc je z kroplami spermy rozciera je na tobie.

    *

    Potem bierzecie prysznic i znowu całujecie się. Jest ci dobrze, nigdy nie kochałaś się tak, jak teraz. Idziecie na piętro. Prowadzi cię, jak owieczkę do pokoju. Ciepły z materacem pośrodku. Pod cienką narzutą jest cienka śliska powłoka. Kładzie cię na materacu i rozciąga ręce na boki. Przewiązuje je do rogów

    – Jeśli tylko będziesz chciała zrezygnować, wystarczy słowo. Ok? – pyta wpatrując się w ciebie z pełną powagą

    Kiwasz głową. Nie wiesz co cię czeka. Po chwili przywiązuje drugą rękę i wychodzi na chwilę. Gdy wraca ma w ręku aparat fotograficzny. Robi ci zdjęcie, jak leżysz naga i rozpostarta.

    – To moje małe trofeum – uśmiecha się – są tylko dla mnie – mówi i siada między twoimi udami.

    Wtedy sięga na drewnianej szafki ukrytej w ścianie. Są tam różne drobiazgi, których nie rozpoznajesz. W tym duży różowy przedmiot. Chyba wibrator, nie masz pewności.

    Po chwili jednak dociera do ciebie co to, gdy wibracje rozpływają ci się pod udach, gdy tylko dotyka twojej kobiecości i wnętrza twoich ud. Potem wyłącza zabawkę i kładzie ją na twoim delikatnym brzuszku.

    Potem wyciąga kolejny przedmiot. Nie duży, tępo zakończony i metaliczny oraz butelkę olejku. Rozlewa go najpierw na metalowym przedmiocie, potem na tobie.

    – Co to?

    – Nie wiesz?

    – Nie – odpowiadasz

    Wtedy sięga między twoje uda i zaczyna wsmarowywać olejek w twoją pupę. Odruchowo zaciskasz uda

    – Nie bój się

    – Nie robiłam tego jeszcze od tyłu

    – Odpręż się, nie zrobię ci krzywdy. Zaufaj mi proszę

    Po chwili znowu się odprężasz, a jego dłonie wędrują w dół twojego brzucha i pomiędzy uda. Wsuwa palec w twoją pupę, bawi się nią przez chwilę rozciągając twój odbyt, a potem wsuwa tam metalowy przedmiot i wciska go w ciebie.

    Czujesz delikatny ból, ale ilość olejku sprawia, że jest on do zniesienia. Pomaga ci ułożyć uda i bierzesz w siebie metalowy przedmiot. Wtedy delikatnie klepie cię po pupie, a ty czujesz wypełnienie wewnątrz. Czujesz jego klapsy mocniej. Wtedy uderza kolejny raz, a ty odskakujesz w górę. Pęta na dłoniach nie pozwalają ci na to. Marek śmieje się i powtarza klaps.

    Potem kolejny. Podtrzymuje zabawkę w twoim odbycie i klepie cię po raz kolejny. Patrzy tylko, jak się szarpiesz.

    Wtedy puszcza i zbliża usta do twojej myszki. Nie wiesz co robi, ale po chwili czujesz przyjemne ciepło, jak pieści cię językiem. Trwa to chwilę, bo potem czujesz wibracje na swojej myszce.

    Wtedy sięga po kolejną zabawkę. Krótka rączka i pęk sznurków zakończonych węzełkami.

    Każde uderzenie lądujące na twojej kobiecości i piersiach jest bolesne, ale w inny i nieznany ci dotąd sposób.

    Wzmacnia uderzenia, a ty już nawet nie odskakujesz, ale wczuwasz się w doznania bijące od twojego ciała. Wibrator wstrząsa tobą, a kolejne uderzenie pejcza tylko wzmaga doznanie. Twoje ciało przeszywa orgazm, najsilniejszy, jaki kiedykolwiek doznałaś. Wtedy cię puszcza.

    Wychodzi z pokoju, pozostawiając cię nagą, na ciepłym łóżku. Samą ze swoimi doznaniami

    *

    Gdy wracasz na dół tego domku masz na sobie ciepły biały szlafrok. Wciąż masz na sobie czerwone pręgi od pejcza chodź minęło godzina albo więcej.

    Siadasz obok Marka na sofie. On czeka na ciebie z kubkiem pełnym ciepłego grzańca.

    Pijecie razem, a ty nie wiesz co powiedzieć.

    Było dobrze, bardzo dobrze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    N.N

    N.N. chociaż Nieznany Poeta brzmi znacznie lepiej, chociaż dość infantylnie.

    To druga część opowieści o Julii odkrywającej swoją kobiecość. Z dedykacją do czytelniczek. 
    Możliwe, że część/kontynuacja tej historii pojawi się w wariancie interaktywnym. 

    Miłej lektury

  • Pozegnanie lata – 3.

    Dokończenie, cz. 3.   

    Zenek, wypieszczony przez Różę, oderwał się od jej ust i podszedł do Irki. Lekko rozsunął jej nogi. Dziewczyna zajęta pieszczotami Anki i Grześka, ledwo spojrzała na chłopaka i przyzwalająco kiwnęła głową. Prawie położył się na niej. Wszedł płynnym i energicznym ruchem. Aż ją przesunął! Gwałtownie spółkował, co świadczyło, że pieszczoty oralne bardzo go podnieciły. Irka jęczała, liżąc parkę. Zenek w końcu nie wytrzymał.

    – Klęknij! – polecił Irce. Dziewczyna pośpiesznie wykonała polecenie. Pieszczoty pieszczotami, nawet kiedy dotyczą własnego chłopaka, ale stosunek był jej znacznie bardziej potrzebny.

    – Kurde, a była taka zazdrosna i zaborcza – z rozbawieniem myślałem o niej i Grześku.

    Klęcząc, dalej lizała kopulującą parkę, a wydatnie pomagał jej Zenek, którego uderzenia penisem przesuwały głowę Irki po podbrzuszu Anki. Chłopakowi było mało! Widział szczupłe ciało dziewczyny z jej kształtną pupą, więc walił z całych sił, trzymając ją za biodra. Po jakimś czasie, kiedy Irka już tylko jęczała z opuszczoną głową, sprawnie wstał, nie wypadając z niej. Z całych sił dalej rżnął dziewczynę. On szalał, a ona wyglądała, jakby kończył na niej grupowy gwałt. Mokre od potu, posklejane włosy, jęki, niezdarne próby ucieczki spod jego członka. Chyba prosiła, żeby przestał. Grzesiek nie interweniował, a Zenek właśnie dochodził. Jeszcze zdążył wyjść z Irki i stanąć obok trójki. Irka padła na trawę i leżała bez ruchu. 

    Zenek przyłożył penisa do twarzy Anki i wytrysnął z przeciągłym sykiem. Zaskoczona Anka, czując dotyk penisa, spojrzała w jego stronę i wtedy przyjęła wytrysk na twarz. Potem Zenek ukląkł na jedno kolano i jeszcze zdołał wytrysnąć dwoma drobnymi strużkami spermy na twarz Irki. Chciał podnieść się, ale dziewczyna była szybsza i ustami złapała jego penisa.

    Jej nagła żywotność zaskoczyła go, więc z chęcią przyjął nieoczekiwaną pieszczotę. Nie zamknął oczu. Z przyjemnością obserwował jej usta, znikający penis, figlarny języczek. W oczach Irki widział zadowolenie po gwałtownym seksie. W trakcie obciągania patrzyli na siebie. W końcu wyjął penisa z jej ust i zbliżył się do twarzy Anki. Irka również wstała!

    Zenek przesuwał penisem po twarzy Anki, próbując zgarnąć spermę z policzków do jej ust. Irka przytrzymała penisa i językiem zlizała spermę z policzka. Przełknęła z uśmiechem. Zenek patrzył zaskoczony. Ja również!

    – Dziewczyny! Muszę was mieć!! – chciałem krzyknąć, ale nie odważyłem się. Tylko patrzyłem.

    *

    Irenka językiem zgarnęła kolejną porcję spermy z twarzy Anki i pocałunkiem otworzyła jej usta. Podała jej spermę. Anka była nieco zdziwiona, a Zenek, korzystając z okazji, pewnym ruchem przesunął członkiem po wargach dziewczyny. Była zaskoczona, ale odebrała to jako przejaw uznania dla jej atrakcyjności. Wyraz twarzy złagodniał, uśmiechała się samymi oczyma i oblizała resztę spermy pozostawioną na wargach. Zenek wepchnął członek w jej usta. W rezultacie jego stanowczości stęknęła, jęknęła, ale przyjęła go i po chwili również przełknęła spermę. Wyraz twarzy sugerował, że robi to, bo tego od niej oczekują inni. Chyba po raz pierwszy znalazła się w takiej sytuacji. Chciała dobrze wypaść, chciała, żeby chłopak był zadowolony, ale i jej taka forma pieszczot sprawiała satysfakcję. Nadal podniecony, delikatnie ruchał ją w usta, a ona dłonią sięgnęła do łechtaczki. Chwycił ją solidnie za głowę, wbijając palce w ciemne blond włosy, zablokował i powolnym ruchem głęboko wepchnął członek do ust kochanki. W zasadzie tylko niewyraźny jęk sygnalizował, że dławi się. Znieruchomiał na chwilę, popatrzył w jej oczy i równie wolno wycofywał się. Lubił taką formę przemocy i pieszczot. Kiedy tylko żołądź została w ustach dziewczyny, ponaglił ją. 

    – No, liż go. Ale solidnie – zaznaczył. Nie pozwolił wypchnąć go z ust.

    Znowu powoli wsunął go aż po nasadę i patrzył jak walczy z jego długością. Dławiła się. Nie reagował. Powoli wysuwał go.

    – Liż! – polecił.

    Gorliwie zaczęła wykonywać polecenie. Szeroko uśmiechnął się. Był zadowolony.

    Grzesiek przyglądał się. Już nie ruchał Anki. Wcześniej podniósł się i przyniósł butelkę wina. Poił dziewczyny.

    *

    Widziałem, że niektórzy zaczynają finiszować. Plan udał się. Każda zaliczyła przynajmniej dwóch chłopaków. My też byliśmy zadowoleni. Trzeba było imprezę zakończyć jakimś mocniejszym akcentem.

    – Która dziewczyna wejdzie do „kanapki”? – zapytałem głośno.

    Konsternacja, zaskoczenie, zdziwienie? Dziewczyny nie zareagowały na propozycję. Chyba niektóre były nawet nieco zaniepokojone. Odwrotnie niż my.

    – Trudno, będziemy losować! – szybko zdecydowałem, żeby nie przedłużać oczekiwania. Jeszcze któryś zechciałby wycofać się albo dziewczyna narobiłaby hałasu. Koledzy z entuzjazmem odnieśli się do mojej propozycji.

    Wypadło na Kamilę i Mariolę.

    Chłopacy owacyjnie przyjęli wyniki losowania.

    – Tylko szampana i confetti brakuje, kurde… – patrzyłem zdegustowany na resztę. Zamiast zająć się dziewczynami, to gadali, gadali o wynikach losowania i nic z tego nie wynikało.

    Wylosowane zareagowały w znacznie bardziej stonowany sposób. Mariola była wyraźnie stremowana. Może nawet nieco przestraszona. Pozostałe dziewczyny wydawały się zadowolone z rezultatów losowania. Cóż, nie co dzień rżną się z dwoma chłopakami jednocześnie. I pewnie zwyczajnie bały się penetracji pupy, bo jeszcze tego nie robiły. Ale my nie chcieliśmy stracić takiej okazji! Tylko Blanka wyglądała na zawiedzioną.

    – A kto zajmie się nami? – z filuternym uśmiechem zapytała Anka, prężąc piersi.

    – O! Czyli nie była aż tak speszona jak sądziłem, kiedy łykała spermę – byłem mile zaskoczony.

    – No? – dołożyła się Blanka. Chyba już dąsała się. Ruchem głowy odrzuciła włosy do tyłu i oparła dłonie z tyłu głowy. Przysunęła się do ogniska i stanęła w eleganckim wykroku. Płomienie ogniska wyłuskiwały jej ciało z mroku. Kto spojrzał w jej kierunku, miał trudności z oderwaniem wzroku. Ale momentalnie miał ochotę na nią. Chłopacy po konkretnych pytaniach dziewczyn wreszcie umilkli.

    – Oj, ktoś nachalnie reklamuje swoje wdzięki, bo brakuje mu seksu – stwierdziłem. Chyba nie tylko ja miałem spore plany dotyczące dzisiejszego wieczoru.

    – Ja siostry ruchał nie będę – usłyszałem zdecydowaną deklarację Andrzeja.

    – Też nie upadłam na głowę, żeby gzić się z tobą. Wystarczy spojrzeć – z niezadowoleniem w głosie prychnęła jego siostra, Ania. Ot, tradycyjne, zgodne rodzeństwo. Na szczęście nie wszyscy usłyszeli.

    – Ja też nie – przyłączył się Bogdan. – Yyy, to znaczy, swojej nie będę ruchał! Twoją mogę! Chcesz? – pytanie skierował to Anki. Dziewczyna z uśmiechem pokiwała głową. Aż włosy spadły jej na twarz.

    *

    Do Kamili podszedł Andrzej, po chwili Grzesiek. Irka wydawała się niepocieszona. Zenek objął Mariolę, siostrę bliźniaczkę Bogdana. Radek odgarnął jej włosy i zaczął całować blondynkę!

    – Ożeż ty! Braciszek ma doświadczenie – ze zdziwieniem patrzyłem na jego zabiegi.

    Chwycił dziewczynę za pupę, a ona objęła go ramieniem. Bogdan uśmiechał się i macał pierś. Czekał na swoją kolej, ale nie rozglądał się za siostrą. Zresztą, ona też nie przejawiała zainteresowania jego powodzeniem.

    Andrzej już leżał na Kamili i spółkował z nią. Dziewczyna szeroko rozłożyła nogi, a po chwili jęczała z podniecenia. Wtedy objęła go jedną nogą. Grzesiek położył się obok, głaskał sutek, ciągnął brodawkę i przyglądał się kopulującej parce. Kiedy trójka jako tako zgrała się, chciała do niego podejść Irka, ale chłopak właśnie podniósł się i ukląkł obok głowy Kamy.

    – Ciągnij – polecił dziewczynie. Ta, już nieco oszołomiona spółkowaniem, sapała. Spojrzała na niego półprzytomnym wzrokiem, ale w lot zrozumiała jego oczekiwania, kiedy przysunął się, a nad jej głową zakołysał się penis. Sterczał, więc sięgnęła, chwyciła w dłoń, pociągnęła w dół i objęła ustami. Grzesiek pochylił się, oparł dłonią o podłoże i jej delikatnych pieszczotach wepchnął penisa aż po nasadę. Trochę protestowała, ale drugą ręką nie pozwolił dziewczynie odchylić głowy. Starała się obciągać najlepiej jak potrafiła. Andrzej ruchaniem motywował ją do większej aktywności.

    Po zmianie Grzesiek położył się na boku i odwrócił Kamę plecami do siebie. Wszedł bez problemu i wręcz agresywnie ruchał ją od tyłu. Andrzej w końcu położył się przed Kamą i powoli ruchał ją w usta. Po agresywnej penetracji dziewczyna już nie protestowała. Jednak w końcu i Grzesiek zechciał zmienić pozycję i spróbował wepchnąć penisa do odbytu.

    – Nie! Zostaw! – Kama gwałtownie zaprotestowała.

    – Ech, marnuje się tyle dobra – westchnął w odpowiedzi. Nie miał zamiaru tracić czasu na spory. W milczeniu podniósł się, ukląkł, położył dziewczynę na wznak, rozepchnął nogi dziewczyny i wszedł w nią. Lewą rękę wsunął między nogi i rozwierając je, ułatwił sobie dostęp do krocza. Ruchając, położył się na dziewczynie. Jedną dłoń położył jej pod głowę, drugą macał podrygującą, sprężystą pierś.

    – Andrzej, chcesz ją jeszcze ruchać? – spytał z pewnym wysiłkiem.

    – Ale pytanie – prychnął Andrzej. – Jasne!

    *

    Zlitowałem się nad Irką. Podszedłem do niej od tyłu. Stała i z zazdrością, a może ze smutkiem, patrzyła na Grześka. Objąłem ją od tyłu, chwytając za piersi. Gwałtownie drgnęła, zaskoczona dotykiem. Przycisnąłem ją do siebie.

    – Niech mnie dokładnie poczuje – myślałem, kiedy przyciskałem sterczącego penisa do jej pupy. Unieruchomiona moimi rękoma, gwałtownie zdołała odwrócić głowę. Jej wzrok złagodniał, gdy rozpoznała mnie. Powoli pocierałem członkiem o jej pupę, pchałem się między pośladki. W końcu wsunąłem go. Docisnąłem się do jej pleców.

    – Co robisz? – była zaniepokojona.

    – Nic, tylko pcham się w ciebie. Chcę rozwalić twoją dupkę – szepnąłem jej do ucha i liznąłem. Zapiszczała, zaskoczona wilgotna pieszczotą, ale nie skarciła mnie. Bawiłem się, drażniąc dziewczynę. Potem będzie się bardziej starać, jeżeli wynegocjuje łatwiejsze warunki spółkowania.

    – Nie chcę! Wojtek, proszę…

    – E tam, przekomarzasz się tylko – jeszcze nie dawałem za wygraną. – Umawialiśmy się, że nie będzie ograniczeń – szarżowałem. Rzuciłem wzrokiem w bok.

    *

    Andrzej leżał na plecach, a Kama powoli skakała na nim. Robiła to naprawdę powoli. Widać było, że takie tempo najbardziej ją podnieca. Chłopak patrzył na nią i bawił się piersiami. Właśnie wsunął palce lewej dłoni w usta blondynki. Namiętnie oblizywała, patrząc mu w oczy. Grzesiek stanął z tyłu i masował rowek między pośladkami Kamy. Dziewczyna nie protestowała. Nawet nie obejrzała się!

    – Klasa dziewczyna! – szczerze podziwiałem jej urodę i umiejętności. Pewnie inni też ją doceniali.

    W końcu Grzesiek uznał, że wystarczy jego starań, ukląkł za Kamą, przytrzymał ją i powoli wsuwał członek do jej odbytu. Kama zaniepokojona spojrzała w jego kierunku, ale nie szarpała się, nie krzyczała. Wsparta na rękach, opuściła głowę i postękiwała. Andrzej macał piersi. Teraz był bardziej stanowczy. Pociągnął za sutki i dziewczyna z grymasem bólu na twarzy prawie opadła na jego pierś. Grzesiek wykonał energiczny ruch, Kama krzyknęła cicho i chłopak oznajmił z triumfem w głosie: 

    – Jest! Wszedłem do końca! – wiercił się jeszcze przez chwilę, a kiedy był gotów, dodał: – Andrzej, ruszamy!

    I zaczęli rytmicznie poruszać się w dziewczynie. Ich kochanka pojękiwała, nieco zaniepokojona taką sytuacją, ale nie oponowała. Bała się, ale chciała takiego seksu. Ciekawość zwyciężyła strach przed bólem.

    *

    Irka leżała na lewym boku i szarpała trawę. Pojedyncze źdźbła ocierały się o jej twarz. Chyba ich nie czuła. Uśmiechnąłem się. Leżałem za nią na boku i ruchałem od tyłu. Byłem na tyle dobry, że zapomniała o swoich protestach. Podłożyłem lewą rękę pod jej głowę. Prawą bawiłem się kręconymi, wilgotnymi od wody i potu włosami. Dziewczyna była zmęczona spółkowaniem, ale teraz nie pragnęła niczego innego. Zostawiłem włosy i macałem pierś. I rozglądałem się.

    Rozczarowana i wolna Blanka też rozglądała się. Dyskretnie poruszała dłonią w kroczu. Ścisnąłem pierś, Irenka westchnęła podniecona mocną pieszczotą. Pocierałem palcem cipkę, wywołując namiętne jęki. Powoli przesunąłem nim po ciele dziewczyny aż do twarzy i ostatecznie wcisnąłem w jej usta. Nie protestowała. Gorliwie lizała i mocniej przyciskała się do mojego ciała. Jednoznacznie prosiła o mocniejszą penetrację, więc zwolniłem i teraz wchodziłem głęboko. Do końca. W środku była mokra. Silniej uderzałem biodrami. Irka za każdym uderzeniem drżała, jednocześnie tłumiąc krzyk. Aż w końcu głośno zakwiliła i zamarła. Przeżywała rozkosz, która nią zawładnęła. Przez długą chwilę nic dla niej nie istniało. Poruszałem się nieznacznie. Chciałem rozpocząć spółkowanie, gdy dziewczyna będzie znowu gotowa. Kiedy nieco odpoczęła po orgazmie, poszukała moszny i zaczęła delikatnie masować ją. Chwilę później odwróciła głowę i namiętnie pocałowała mnie. Jednak szybko oderwała usta.  

    – Ej, ty! – szepnęła z naganą. Wyczuła mój ruch i nie pozwoliła mi wyjść z pochwy.

    *

    Zenek i Radek jeszcze ostrzej zaczęli zabawę z Mariolą niż koledzy z Kamą. Zaczęli od pieszczot na stojąco, aż w końcu ściągnęli ją do parteru. Kiedy klęczała, nie wytrzymali i po chwili dławiła się dwoma penisami. Trochę protestowała, ale przytrzymali ją i złamali opór. Wreszcie pchnięta, siadła na materacu i zdyszana dalej obciągała Zenkowi, a Radek w tym czasie rozsunął jej nogi, położył się na bliźniaczce i wszedł w nią. Mój młodszy brat! Dziewczyna nie zaprotestowała. Ba! Przyjęła go z radosnym westchnieniem! Płomienie ogniska oświetlały jej opalone ciało i dodawały blasku blond włosom. Oświetlenie potęgowało wrażenie przewagi, jaką mieli nad uległą partnerką. Jej to nie przeszkadzało. Wręcz odwrotnie, cieszyła się z zainteresowania dwóch chłopaków i dzisiaj nie zamierzała im niczego odmawiać. Sobie również.  

    – Zawsze im się oddam, jeżeli będą we dwóch – obiecała sobie, kiedy rosło podniecenie.

    Obawiała się, że nieprędko powtórzy się takie spotkanie, a ją podniecał już sam układ, w którym była uległa, w mniejszości, a obydwaj partnerzy koncentrowali się tylko na niej. Nie powiedziała tego głośno, obawiając się reakcji koleżanek i złośliwych komentarzy. Nie byli brutalni, a to jeszcze bardziej wiązało ją z chłopakami. Zatracała się w rosnącym podnieceniu, ale gdy mogła, zastanawiała się, jak nie stracić z nimi kontaktu? Ponownie poczuła rozkosz rozlewającą się po ciele, kiedy Radek, teraz stojąc za klęczącą Mariolą, kolejny raz energicznie wbił twardego penisa aż po nasadę. Stęknęła i w rewanżu pochłonęła całego penisa jego kolegi. Usatysfakcjonowany Radek złapał pośladek i ściskał go zachłannie.

    – Jak rutyniarz! – patrzyłem zdumiony na braciszka. – Gdzie on terminował? Dlaczego nic o tym nie wiem?! – Mój brat znowu zaskakiwał mnie swoim obyciem w seksie. 

    *

    – Piękna niebieskooka, zapraszam! – Boguś wyrównywał koc i machnął ręką do dziewczyny. Zaskoczona i wolna Blanka spojrzała na niego nieco rozeźlona. Kiedy jednak dotarł do niej sens zaprosin, uśmiechnęła się pogodnie. I z ulgą.

    – Nareszcie ktoś o mnie pomyślał! – szybko ulatniał się jej zły humor.

    Szczerze mówiąc, wyboru nie było. Szybko podeszła do niego i położyła się obok. Chwilę później już całowali się. Boguś głaskał jej pupę i chyba próbował wepchnąć palec do pupy, a wtedy ona sięgnęła do jego krocza. Kiedy pieszczoty przestały im wystarczać, Boguś uniósł jej nogę, przysunął się i wszedł. Blanka uśmiechnęła się, kiedy poczuła go w sobie i sama mocniej odchyliła nogę. Była podniecona i frywolna. Zupełnie nie przeszkadzała jej obecność innych. Cieszyła się kolejnym spółkowaniem. Chłopak zaczął uderzać biodrami, a teraz dziewczyna podtrzymywała nogę, wpuszczając go możliwie głęboko. Każde uderzenie wywoływało głośny jęk zadowolenia. Boguś rzetelnie spełniał potrzeby koleżanki.

    *

    – „Kwiatuszku”! – machnąłem dłonią w jej kierunku.

    Róża siedziała w pobliżu ogniska i markotnie patrzyła na kopulujących. Uśmiechnęła się do nas, kiwnęła dłonią. Po chwili wahania podniosła się i podeszła.

    – Nie lubi mnie czy nie ma ochoty na trójkąt? – przemknęło mi przez myśl, kiedy dostrzegłem jej wahanie. Nie było czasu na dalsze rozważania. Róża właśnie podeszła i z wdziękiem położyła się przodem do mnie na trawie. Zaczęliśmy się całować. Była wdzięczna za zainteresowanie i żywiołowością starała się zrewanżować za zaproszenie.

    Później doszedłem do wniosku, że pomysł z „kanapkami” jednak nie był najszczęśliwszy. W rezultacie mojego pomysłu większość dziewczyn czuła się opuszczona. Co innego zrobić jeden pokaz dla pozostałych. Ruchana Irka była już tak podniecona, że nawet nie zauważyła, dołączającej do nas, Róży. Głaskałem jej pierś. Przesunęła się bliżej mnie i zaczęła muskać swoją łechtaczkę. Po chwili zakończyła pocałunek, uśmiechnęła się niepewnie i dotknęła piersi Irki. W końcu pochyliła głowę i liznęła jej sutek. Irka, pojękując, otworzyła zielone oczy. Patrzyła tak namiętnie…

    – Zmiana – szepnąłem Irce do ucha i wyszedłem z niej. Biodrami i dłonią docisnąłem dziewczyny do siebie. Zetknęły się piersiami, brzuchami. Róża w lot zrozumiała moje intencje, ale Irka patrzyła na mnie nieco zdezorientowana. Wyglądała tak, jakby pytała: 

    – Daję ci dupy bez ograniczeń, a ty wybierasz inną dziurkę?

    Aż chciałem wytłumaczyć się przed Irenką, ale… czekały inne atrakcje! Róża swoją nogą uniosła nogę Irki, a ja przesunąłem się w dół i od przodu wszedłem w blondynkę, przy okazji dociskając Irkę do Róży. Ta przyjęła mnie z uroczym westchnieniem. Nadal potrzebowała seksu. Irka też miała ochotę, ale teraz musiała zadowolić się macaniem piersi koleżanki. Widziałem, że to też było zajęcie sprawiające jej przyjemność. Może właśnie częściowo zaspokajała ciekawość z zakresu: Jak byłoby z kobietą?

    Po czułościach skupionych na piersi koleżanki, zsunęła dłoń i próbowała pieścić łechtaczkę albo masować penisa. Miała małe pole manewru, ale ja nie narzekałem. Róża odchyliła głowę, postękiwała nieregularnie i z trudem podtrzymywała nogę. Piersi reagowały na każde uderzenie biodrami, a końcówka potarganego warkocza leżała na trawie.

    – Mam dwie nagie dziewczyny! I chcą jeszcze więcej seksu! – Z radości chciało mi się krzyczeć. – Super! Taka noc mogłaby trwać i trwać…

    Irka położyła dłoń na pupie kochanki i silnie pociągnęła w naszym kierunku. Wtedy mocniej uderzyłem biodrami.

    – Co jest? – rozochocona Róża krzyknęła stłumionym głosem. Jej głos brzmiał lubieżnie. Trochę rozciągała słowa. Nie panowała nad podnieceniem.

    Irka zadowolona ze swojego udziału w seksie, co jakiś czas powtarzała tę czynność. Dostrzegałem jej satysfakcję, a wręcz podniecenie, kiedy dotykała ciała koleżanki i nie napotykała protestu. Rozkoszowała się tym dotykiem. Chyba spełniała swoje skryte marzenie. Miło było to obserwować.

    *

    – To w nagrodę – rzuciłem do ucha Irki. Spojrzała na mnie przymrużonymi oczyma. Jeszcze nie rozumiała. Wyszedłem z „Kwiatuszka” i od razu wszedłem w nią. Irka tylko westchnęła i wypięła pupę do mnie. Róża przywarła do koleżanki i zaczęła całować ją. Ponieważ reakcja była niewielka, odchyliła się i uwolnioną ręką sięgnęła do jej piersi. Druga zniknęła między nogami i dotknęła krocza Irki. Muśnięcie, dotyk, drapanie, szorowanie. Róża dozowała swoje pieszczoty, ale w końcu rytmicznie przesuwała palce po grubym i mokrym wałeczku wystającym z warg sromowych. Dużo bodźców, rosnące natężenie… Irka odchyliła głowę, znieruchomiała i krótko zawyła. Róża przesunęła się nieco niżej i wystawiła pupę w moim kierunku.

    – Właź! – poleciła niecierpliwym tonem.

    Płynnym ruchem wysunąłem się z Irki i ponownie wszedłem w Różę. Irka nie drgnęła. Dłoń zaciśnięta  w pięść, zamknięte oczy, grymas na twarzy, otwarte usta, płytki oddech. Nadal przeżywała swoje szczytowanie.

    *

    Grzesiek przetoczył się na plecy, jednocześnie ciągnąc dziewczynę za sobą.

    – Kama! Dawaj!

    Kiedy zorientowała się w zamiarach chłopaka, położyła się na nim i szeroko rozstawiła nogi. Dłońmi oparła się o podłoże. Podpierał ją rękoma. Podniecona Kama spojrzała na kochanka, i siedząc na penisie powoli, zmysłowo poruszała biodrami. Właśnie przygryzła wargę, czując głębiej wbijającego się penisa i płynącą rozkosz. Rozochocona pochyliła się i musnęła jego pierś brodawkami. Prowokowała, bo miała ochotę na długi seks i liczyła, że Grzesiek zacznie aktywniej spółkować.

    – Ej! Wchodź! – rzucił Grzesiek do kolegi.

    – Już! Ale gdzie? – Andrzej rozglądał się nieco bezradnie. Nerwowo masował penisa.

    – Tam, gdzie ja! Ładuj się!

    – Chłopaki, proszę was! – Kama już zrozumiała, o co chodzi. – Nie chcę! – krzyknęła Grześkowi w twarz. Nie mogła ruszyć się. Chłopak mocno trzymał jej pośladki.

    – Zamknij się! Będzie fajnie! – Grzesiek po raz pierwszy stracił cierpliwość. Przesunął dłonie na jej plecy. Przycisnął do siebie.

    Andrzej nachylił się i powoli ukląkł między nogami Kamy. Chwycił dziewczynę za pośladek. Zbliżało się nieuchronne.

    – Nie! Proszę! Nie! Chłopaki! – dziewczyna krzyczała, próbując szarpać ciałem. Na próżno. Na jej twarzy malował się strach. Nigdy tak nie spółkowała. Dzisiaj też było fajnie, ale nagle chłopacy zaczęli robić coś, czego bała się i nie chciała. Nie zgadzała się! Rzucała głową na boki, jednak niewiele widziała. Czuła dłoń Andrzeja na pośladku. Był stanowczy. Domyślała się, że nie zrezygnują. Ona też nie zamierzała rezygnować! Reszta spółkujących czasami przyglądała się ich szamotaninie. Traktowali protesty dziewczyny jako nieodzowny element grupowego seksu. Dziewczyny patrzyły z niepokojem albo z zainteresowaniem, a chłopacy z rozbawieniem. Podniecała ich taka sytuacja. Ich koleżanka miała doświadczyć czegoś nowego. Koledzy poskramiali kotkę, która pokazywała pazurki! Kotka nie zamierzała się poddać.

    – Zostawcie mnie! Puśćcie! – wygięła grzbiet. – Nie chcę! – protestowała z wysiłkiem, próbując pokonać nacisk dłoni Andrzeja.

    Z kolei Andrzej milczał i starał się wepchnąć penisa do pochwy. Grzesiek trzymał leżącą Kamę za dłonie i starał się poruszać biodrami. Dziewczyna bezradnie szamotała się między nimi i nagle… Nagle poczuła jak penis powoli wnika do pochwy. Drugi penis! I bolało! Zebrała resztki sił i jeszcze raz spróbowała uciec biodrami na bok, zsunąć się z członków. Na próżno. Andrzej przywarł do jej pośladków i systematycznie wnikał coraz głębiej. Kama krzyczała, protestując, ale oni ignorowali jej protesty.

    *

    Z jakąś satysfakcją oglądałem porażkę Kamy. Z podnieceniem obserwowałem, jak chłopacy dosiadają protestującą Kamę. Penis sterczał w Róży, więc nieco przyspieszyłem, wywołując jej głośniejsze stęknięcia. Na mój gest Irenka klęcząc, pochyliła się do mnie nad „Kwiatuszkiem” i zaczęliśmy całować się. Wolną ręką macałem jej piersi. Irenka trzymała mnie za pośladek. Potem dłoń zsunęła się po pośladku w kierunku moszny. Dopominała się o swoją kolej. Energiczniej  ruchałem stękającą Różę.

    Zenek i Radek zmieniali się w pochwie i ustach Marioli. Blondynka miała kształtne piersi i wydatne usta, więc korzystali tak długo, jak tylko byli w stanie. Spróbowali wejść do odbytu, ale się nie udało. Mariola protestowała, a oni też nie byli zbyt cierpliwi. Kiedy klęczała na czworakach, jeden wytrysnął w usta, a drugi na plecy. Akurat Zenek był z tyłu, więc szybko przeniósł się przed twarz dziewczyny. Bez oporu wzięła w usta dwa członki.

    Mało kto miał ochotę poświęcać uwagę protestom Kamy.

    *

    Boguś miał najwięcej szczęścia. Zadowolona z zaprosin Blanka ustawiała się w każdej pozycji, którą wybierał Bogdan. I było widać, że spółkowanie z nim wyraźnie zaspokaja jej potrzeby. Ale do czasu! Chłopak gestem zaprosił samotną i markotną Ankę. Podeszła szybko. Kiedy zaczęli pieszczoty we troje, chyba tylko Bogdan był zadowolony. Dziewczyny wydawały się rywalizować o jego zainteresowanie. W końcu ustawił je na czworakach i na przemian rżnął od tyłu, wpychając w drugą dwa albo trzy palce. Potem zmęczony padł na plecy i pociągnął za sobą Blankę. Po krótkich pieszczotach wziął ją od tyłu, a Anka pociągnięta za włosy, położyła się pod dziewczyną i starała się lizać cipkę Blanki. Do czasu.

    – No, dziewczyny, zmiana! – zadysponował Boguś i dosłownie chwilę później rozpłomieniona Anka ponętnie wypinała pupę do chłopaka. Blanka zajęła jej miejsce i językiem pieścił ich oboje. Jednak musiała dać znać o sobie.

    – Może mną też się zajmiecie? – pytanie zadała takim tonem, jakby siedziała samotna od godziny. Tylko uśmiech łagodził ton zranionej sarenki. Przekręciła się, przysunęła biodrami do twarzy Anki, a ta oparła się na przedramionach i palcami zaczęła muskać jej cipkę. Bogdan sięgnął do piersi. Wtedy usatysfakcjonowana Blanka wróciła do lizania cipki Anki. Boguś trzymał ją za pośladek i ruchał energicznie. Jęki dziewczyny stawały się coraz głośniejsze. W tej pozycji była taka wyuzdana! Wygięte ciało, wypięta pupa, kołyszące się piersi, płomienie załamujące się na jej błyszczącej od potu skórze… Wreszcie krótko zawyła, zsunęła się z członka i upadła na bok. Ciężko oddychała, ale pogodny wyraz twarzy świadczył o spełnieniu. Blanka złapała i delikatnie masowała sterczącego penisa.

    Kiedy leżeli nasyceni pieszczotami, a Anka przycichła po orgazmie, wówczas Blanka usiadła na Bogdana i ujeżdżała go. Poruszali się w równym, szybkim rytmie. W pewnym momencie obejrzała się, dostrzegła mojego brata:

    – Radek! No, chodź! – ponaglająco machnęła ręką.

    *

    Mój brat podszedł powoli. Zatrzymał się przy dziewczynie, a ta ujeżdżając Bogdana, jedynie przestała masować jego mosznę. Jej piersi podskakiwały. W świetle ogniska wyglądały na jeszcze większe. Trudno było od nich oderwać wzrok. Szybko zlustrowała Radka. Jego penis nadal sterczał.

    – No, jeszcze powinieneś dać radę. Wchodź do pupy! – poleciła zniecierpliwiona.

    Brat nie zadawał pytań. Zbliżył się, ugiął nogi w kolanach i powoli wciskał penisa w odbyt Blanki. Nie krzyknęła. Radek miał wilgotnego penisa, a ona rozgrzana seksem z Bogdanem, jakoś wytrzymała początki penetracji. Radek powoli poruszał się w pupie piersiastej brunetki. Wyglądał na zadowolonego. Jasne, każdy by tak wyglądał! Zaspokajana dziewczyna z uśmiechem trzymała uniesioną głowę. Otwarte usta i wydobywające się z nich jęki sygnalizowały, że dostała to, na co czekała. Mimo wytrysku, Radek jeszcze potrafił zająć się wymagającą Blanką, ale po tym stosunku nie miał już siły na zmianę pozycji. Tym niemniej kochanka była im wdzięczna i obciągała obydwu. Wtedy Boguś wytrysnął dziewczynie w usta. Zaskoczona zakrztusiła się, a biała strużka spłynęła po brodzie. Oczy jej się śmiały. Odstawiła Radka i zajęła się penisem Bogusia.

    – Nie będziesz musiał myć się – zachwalała swoje usługi. Oblizała brodę. Resztę spermy roztarła na piersiach. Palec powędrował po mosznie aż do odbytu. Chłopak westchnął. Lekko wsunęła palec w otwór i poczuła jak penis sztywnieje w ustach.

    – Blanka – szepnął w proteście zmęczony Boguś. Po wytrysku mógł wytrzymać pieszczoty, ale na wzwód i seks było zdecydowanie za wcześnie.

    Chwilę leżeli, ciężko oddychali, przekomarzali się, aż dziewczyna podniosła się, poderwała obydwu, ciągnąc za włosy i razem pobiegli do wody. Głośno pluskali się. Na życzenie dziewczyny szarpali jej cipkę i piersi. Och, Blanka naprawdę miała potrzeby i pomysły! I otwarcie domagała się ich spełnienia!

    *

    Szybko wyszedłem z Róży i równie szybko wszedłem w Irkę, która tylko czekała na zmianę. Róża ciężko oddychała. Nie otwierała oczu. Dłoń wcisnęła między nogi. Doszła! Rżnąłem pojękującą Irenkę. Nie trwało to zbyt długo. W końcu wyszedłem i uklęknąłem przed twarzą Róży. Irenka zdążyła położyć się obok. Wytrysnąłem. Zaskoczona Róża wzdrygnęła się, a sperma pociekła po jej skroni i nosie. Kilka kropel spadło na twarz Irenki. Spojrzała na mnie z lubieżnym uśmiechem i oblizała się. Palcem ściągnęła białą stróżkę z nosa koleżanki i wepchnęła w jej usta. Dziewczyna nadal ciężko dyszała, ale przyjęła ‘poczęstunek’. Irka powtórzyła czynność i z uśmiechem patrząc na mnie, sięgnęła do penisa i zaczęła go delikatnie masować. Odwróciła głowę, pochyliła się, przesunęła językiem po twarzy koleżanki i pocałunkiem zamknęła jej usta. Ku mojemu zaskoczeniu, mocno przytuliły się, nie przerywając pocałunku. Już mnie nie potrzebowały.

    *

    Kama i Mariola poradziły sobie z wytryskami na twarz i w usta. Łykały, wycierały, rozcierały spermę. Kama mimo protestów teraz wyglądała na spełnioną i nadal obściskiwała się z jednym albo z obydwoma kochankami. Mariola wciąż kleiła się do chłopaków, którzy chyba zapomnieli o swoich wakacyjnych partnerkach. One również nie dopominały się o ich obecność. Pozostałe dziewczyny też obsłużyły swoich kochanków i nie odstępowały ich.

    Kolejne pary ze śmiechem i piskiem dziewcząt wbiegały do wody. Zabrałem ostatnią lampę i ustawiłem nad brzegiem. Nikomu nie chciało się skakać. Pływaliśmy, ochlapywaliśmy się, żartowaliśmy. Po szaleństwach w wodzie położyliśmy się na płyciźnie i macaliśmy nasze partnerki. One tuliły się do nas. Chłodna woda, ciepły wiaterek, cisza. Aż nie chciało się wychodzić z wody. Ani wracać. Nic się nie chciało. Było cudownie.

    *

    Wykąpaliśmy się, osuszyliśmy przy ognisku. Siedzieliśmy nago. Nikt nie miał ochoty ubierać się. Rozmowa jakoś nie kleiła się. Wszyscy byli już zmęczeni. Z pewnością każdy wspominał chwile z kolejnymi kochankami. Grzesiek leniwie brzdąkał na gitarze. Dziewczyny tuliły się do chłopaków. Albo do siebie. W końcu Radek poderwał wszystkich. Ubraliśmy się, zapakowaliśmy swoje rzeczy do kajaków i na rowery, zasypaliśmy ognisko i popłynęliśmy do ośrodka. Wróciliśmy trochę po pierwszej w nocy i od razu pożegnaliśmy się. Oczy nam się kleiły ze zmęczenia.

    Na śniadanie to my wstaliśmy w lepszych humorach niż dorośli. Po prostu wypiliśmy znacznie mniej od nich. Kolejny słoneczny dzień toczył się w sennym tempie. Spotkaliśmy się, leżeliśmy nad wodą i wspominaliśmy nasze spotkanie. Ale bez szczegółów. Z rozmów wynikało, że położyliśmy się znacznie wcześniej niż rodzice, którzy z wieczorku pożegnalnego wrócili około 3. w nocy. Byliśmy gotowi powtórzyć seks-imprezę. Większym entuzjazmem wykazywaliśmy się my niż dziewczyny. Nawet zdołaliśmy ustalić termin.  

    *

    Wrażenia z tego wieczoru długo pozostawały żywe. Świadomie pominąłem taką ‘drobnostkę’ jak używanie prezerwatyw. Perturbacje związane z ich zakładaniem nie mają teraz większego znaczenia. Wtedy wzbudzały rozbawienie. Istotne, że korzystaliśmy z nich i posprzątaliśmy po sobie. W tamtych czasach samo kupno prezerwatyw stanowiło dla nas spore wyzwanie! Oczywiście w aptece, bo pierwsze próby kupna w kioskach było zniechęcające. Takie czasy…

    O ironio, Blanka miała ze sobą ich spory zapas, ale wyjawiła to, zresztą przypadkowo, dopiero następnego dnia. Dowiedziałem się również, że Blanka i jeszcze dwie dziewczyny stosowały inne środki antykoncepcyjne. Jakieś globulki, krem… Na ówczesne czasy to była zaskakująca informacja dla większości nastolatków! I skrzętnie skrywana przed rodzicami. Koszt zakupu tych środków też był relatywnie znacznie wyższy niż obecnie, wybór niewielki. A dostępność w aptekach? Czasami.  

    *

    Tak w ogóle, z perspektywy czasu wydaje mi się, że podejście Blanki do seksu generalnie było znacznie bardziej swobodne niż nas wszystkich razem wziętych. Dzięki temu w tamtych czasach bardzo szybko zdołała „urządzić się”. Po latach wszyscy ci, którzy ją znali, zazdrościli Blance wysokiego, nieosiągalnego dla nich, standardu życia. No, PRAWIE wszyscy. Blanka zaraz po maturze podjęła studia. Wzięła sprawy w swoje ręce i materialnie wygrała. Z nami, z klasą, z całą szkołą, jeżeli spojrzymy tylko na tych, którzy samodzielnie coś osiągnęli.

    Kiedy przypomnę sobie jej zachowanie wobec pewnej grupy obcokrajowców i panujące wówczas obyczaje, to, uogólniając, obecnie z uśmiechem czytam o nienawiści do osób o innym kolorze skóry. Tak bardzo zmieniły się czasy… Wówczas śniadzi gastarbeiterzy przyjeżdżający z Berlina do Poznania czy Warszawy na weekend, stanowili obiekt westchnień wielu kobiet myślących o wyjeździe na Zachód.

    Ale to wspomnienia i reminiscencje na odrębne opowiadanie. Zatytułowane imieniem Blanki.

    *

    Po powrocie do domu część z nas zabiegała o powtórzenie takiego spotkania. Przecież termin już ustaliliśmy i nikt nie protestował. Głównie chłopacy, ale dziewczyny nie protestowały i nie odmawiały. Jednak w nich nie było takiego entuzjazmu jak w naszym gronie. Nawet udało się zorganizować spotkanie parokrotnie, chociaż w mniej licznym gronie, a zawsze podstawowym problemem było znalezienie wolnego mieszkania.

    Niektóre znajomości okazały się nadzwyczaj trwałe. Między innymi moja z Blanką i Mariolą. Co wtedy się działo, łał… Ale tak bywa, kiedy spotykają się osoby skłonne otwarcie korzystać z seksu zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, a zarazem słowne i dyskretne.

    Byliśmy już nieco starsi, trochę bardziej samodzielni i z pewnym doświadczeniem, więc sam seks nie był aż tak emocjonujący. Szukaliśmy nowych podniet i… znajdowaliśmy takie! Jednak nigdy nie zdecydowaliśmy się na poszerzenie naszej „dwunastki” z wakacji. Nawet po latach, kiedy spotykaliśmy się sporadycznie. Mimo entuzjazmu nigdy nie zdołaliśmy zebrać się całym składem. Nigdy przed nikim nie pochwaliliśmy się naszymi przeżyciami, chociaż stały się zaczynem różnych pomysłów i seksualnych przygód części z nas.

    Ale to również wspomnienia na odrębne opowiadanie.

     

     K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Halloween

    Zbliżało się halloween, a co za tym idzie, dwudzieste urodziny Marcina. Nie planował on jednak świętować tego dnia w jakiś szczególny sposób. Jako świeżo upieczony student socjologii, daleko od swojej rodzinnej mieściny, nie mógł się odnaleźć w nowym miejscu. Żył w sowim małym pokoiku unikając współlokatorów, całe dnie spędzając na uczelni, lub przed komputerem. Nie miał znajomych, ani dziewczyny. Właściwie nigdy nie był w związku, ale nie przeszkadzało mu to. Świat pornografii potrafił skutecznie zabić uczucie potrzeby drugiej połówki. Mimo to sama masturbacja do oglądanych filmów już mu nie wystarczała. Marcin w swojej skromnej kolekcji posiadał pięć drogich masturbatorów, na które wydawał każdy odłożony grosz. Wśród klasycznych „fleshlightów” wyróżniały się dwa finezyjne marki Meiki. Były one stosunkowo małymi figurkami kobiet, odlanymi z gumowego materiału. Dwudziestolatek szczególnie uwielbiał Milenę, jak pieszczotliwie nazywał jedną z nich. Mielna leżała brzuchem na skale, do której przykuta była wszystkimi kończynami w pozycji na czworaka. Wypięte pośladki zachęcały do penetracji tego, co między nimi. Podobnie usta, odlane w szerokim rozwarciu, prosiły o to, po co zostały stworzone. Całość dopełniały przymknięte oczy, sprawiające wrażenie, iż Mielna tkwi w permanentnym stanie ekstazy. To właśnie przez te oczy Marcin rzadko kiedy odmawiał sobie korzystania ze swojej ulubionej zabawki. Niemal codziennie chodził z nią pod prysznic. Tego wieczoru jednak nie ona była przedmiotem pożądania młodego studenta. Trafił on na film, który momentalnie spowodował erekcję w jego bokserkach. Nawet po zaspokojeniu się, nie mógł przestać myśleć, to tym, co zobaczył. Nie zasnął, póki sam nie obiecał sobie, że jutro też tego spróbuje.

    Wstał wcześnie rano podekscytowany tym, czego dziś doświadczy. Niestety plan zajęć wskazywał na to, że do późnego wieczora będzie siedzieć na wykładach. Teraz miał jednak trochę czasu, aby się przygotować. Zabrał więc parę maszynek do golenia i ruszył pod prysznic. Zużył wszystkie goląc nie tylko przyrodzenie, ale całą resztę ciała. To był jego fetysz. Uwielbiał gdy jego skóra była gładka, jak przed dojrzewaniem. Po zakończonej higienie stał przed lustrem przyglądając się sobie z narcystycznym podziwem. Drąg między nogami aż prosił się o pieszczoty. Nie mógł się opanować. Jęknął cicho ściągając napletek i głaszcząc się po gładkim brzuchu. Był już tak blisko. Finał przerwał głos współlokatorki.

    – Marcin, siedzisz tam już godzinę! Nie jesteś tu sam!

    Ubrał się w pośpiechu bez słowa, a wychodząc z łazienki spiorunował główną najemczyni mieszkania oskarżycielskim spojrzeniem. Z bólem stwierdził, że nie zaspokojony wzwód będzie musiał poczekać do wieczora. Niełatwo było jednak dotrwać do końca wykładów. Ciągle miał przed oczami to, co będzie robił po zajęciach. Kamieniejąc co chwilę pod ławką, z trudem dotarł do końca zajęć.

     

    Pani Bożena kończyła zmianę w żabce, z upragnieniem wyglądając dwudziestej trzeciej na zegarku. Prowadzenie sklepu stanowiło większą część życia czterdziestosiedmioletniej rozwódki. Starała się aktywnie spędzać czas wolny. Chodziła na aerobik, próbując zbić nadwagę, ale późne wieczory przesiadywała przed ekranem laptopa, obżerając się czymś niezdrowym. Wpatrzona w ogłoszenia na portalach randkowych, ciągle czekała, aż na jej skrzynkę pocztową spłynie upragniona wiadomość od jakiegoś amanta. Bożena nie miała wygórowanych wymagań, choć serce biło jej szybciej, kiedy odwiedzała profile o połowę młodszych od siebie chłopców. Koniec końców, żadna wiadomość nie przychodziła, a ona zamykała komputer z myślą, że to niemożliwe, że każdy z nich mógłby być jej synem. Zegar wskazywał za piętnaście, a ruch w sklepie tylko rósł. Młodzież, jak i dzieci w dziwnych strojach. Jedni po alkohol, drudzy po słodycze. W końcu to halloween. Kiedy ostatnia para wyszła ze sklepu, z ostatnią dynią z półki, do jedenastej brakowały ledwie dwie minuty. Pani Bożena westchnęła z ulgą, podchodząc do drzwi, aby je zamknąć. Wtem do sklepu wszedł spóźniony klient. Nie zauważywszy sklepikarki, wpadł na nią, kiedy ta wyciągała już klucz. Odruchowo złapała młodzieńca w ramiona, chroniąc go przed upadkiem. Dopiero wtedy ich spojrzenia spotkały się. Bożena nawet nie zdała sobie sprawy, że stali w objęciu dłuższą chwilę. Twarz chłopaka wydawał jej się, jak wycięta z obrazka. Niemal utonęła w jego niebieskich oczach, a kędziorek blond grzywki, która spadała mu na skroń, tylko dodawał uroku.

    – Prze-przepraszam…

    – Ojej, ależ to ja pana przepraszam.

    – Zamyka już pani?

    W jego głosie było coś takiego, co sprawiło, że sklep mógł jeszcze zostać otwarty. Specjalnie dla niego. Pani Bożena wróciła za ladę wpatrując się w jej klienta, żywcem wyjętego z profili, do których wzdychała wieczorami. Z każdą sekundą chłopak wydawał się jej coraz piękniejszy. Niemal zakręciło jej się w głowie. Rodziły się w niej odważne pomysły. Obserwowała jego wypięty tyłek, kiedy ten schylał się nad regałem z warzywami. Podejdzie i zapyta, obiecała sobie. Zapyta, czy nie odprowadziłby jej do domu. Po drodze opowie jakąś historyjkę o zepsutym laptopie. Jest młody, na pewno się zna na komputerach. Wstąpi na późną kolację…

    – Nie ma dyni?

    – Słucham? – Głos blondyna wyrwał Bożenkę z zamyślenia.

    – Nie ma dyni? Skończyły się?

    Rozczarowanie w jego głosie sprawiło, że nawet gdyby nie miała dyni w sklepie, byłaby gotowa iść do innego i mu ją przynieść. Na szczęście na zapleczu czekała nieprzyjęta dostawa.

    – Choć za mną, mam jeszcze parę sztuk. Nie będę ich teraz przynosić na sklep, bo właściwie już nieczynne.

    Na jego twarzy wymalowała się radość, co bardzo ją ucieszyło. Wprowadziła go do niewielkiego pokoiku zastawionego paletami towarów. Wśród nich znajdowała się skrzynia z ogromnymi, pomarańczowymi kulami, którymi od razu zainteresował się chłopak. Bożena stanęła w progu i oparta o framugę obserwowała, jak jej klient przebierał w warzywach, aż w końcu wyciągnął jedno z nich i postawił na rant pojemnika. Serce zabiło jej mocniej kiedy zobaczyła, jak przybliża się kroczem do dyni. Niby nie chcący, jednak chwilę później przejechał po tym miejscu kciukiem, jakby kreślił miejsce, w którym wytnie dziurę. Poczuła między nogami coś, czego już dawno nie czuła. Zdecydowała, teraz albo nigdy.

     

    Marcin czuł na karku wzrok starej sklepikarki, jednak mimo to nie mógł się opanować. Wykonał jedno próbne pchnięcie, aby dać sobie przedsmak tego, co będzie robił dzisiejszej nocy. Dotknął palcem dyni, w miejscy, w którym wytnie dziurę. Materiał spodni mocno spęczniał. Raptownie przeszedł go zimny dreszcz. Poczuł dłoń mocno łapiącą jego pośladek i ciepły oddech na szyi.

    – Zaraz przyniosę nóż. – Szepnęła mu sprzedawczyni do ucha.

    Ze strachu skurczyły mu się jaja. Przejrzała go i… chciała zabić? Grzeszne intencje względem warzywa wyleciały Marcinowi z głowy. Na oko pięćdziesięcioletnia babcia wyszła z zaplecza. Poświata lamp ze sklepu zgasła. Gdyby nie słaba jarzeniówka, zapanowałby mrok. Ciężko przełknął ślinę słysząc dźwięk zamykanych drzwi na klucz. Słyszał zbliżające się kroki. Drżącą ręką wyciągnął telefon. Nie zdążył jednak wybrać sto dwanaście.

    – Jestem kochaneczku.

    Wyciągnęła w jego stronę drobny nożyk do obierana jabłek. Wziął go od niej, nie rozumiejąc co się dzieje. Chował komórkę do kieszeni, a to czego oczekiwała od niego starsza pani, zaczęło powoli do niego dochodzić.

    – No wycinaj. – Zachęciła go uśmiechem.

    – Kiedy jaaa… – Przełknął ślinę, gdy załapała go stanowczo. Tym razem za krocze.

    – Nie daj się prosić. Przecież widzę co planujesz zrobić z tą dynią. – Szeptała mu do ucha, budząc jego penisa do życia ciepłą dłonią. – Nie zaprzeczysz, a teraz wycinaj otworek, a ja sobie popatrzę, dobrze?

    – Yhym.. – odparł uległym głosem.

    Całkowicie zdominowała go tym dotykiem. Pierwszy raz w życiu czuł dotyk drugiej osoby. Ta osoba w dodatku chciała popatrzeć jak będzie gwałcił dynię. Teraz był gotów zrobić dla niej wszystko. Sklepikarka oparła się o blat niewielkiego biurka i obserwowała z pożądaniem w oczach, jak wykrawa otwór w twardej, pomarańczowej skorupie, jak wybiera nieco miąższu i pestek. Tuż przed ściągnięciem spodni Marcin zawahał się. Na moment dotarło do niego w jakiej scenie weźmie zaraz udział. Stara baba będzie patrzeć, jak penetruje halloweenowe warzywo. Nie tak wyobrażał sobie spędzić to święto. Bolesny wzwód w spodniach nie pozwolił mu jednak długo rozważać słuszności swoich czynów. Obnażył się przed nią z lekkim wstydem, ściągając spodnie i majtki aż do kostek. Nakierował czerwoną główkę w nieco za wąski otwór. Rozprowadził po nim preejakulat i ze ślizgiem wbił się w głąb. Namiar miąższu mocno zacisnął się na prąciu. Część z mlaśnięciem wyciekła z dyni wprost na jego gładkie jaja. Usłyszał tylko jęknięcie pełne rozkoszy. Zerknął na chwilę w kierunku biurka. Sprzedawczyni rozłożyła mocno nogi, gładząc się po swojej norce przez ubranie. Jej oczy cały czas skupiały się na członku Marcina, który tkwił teraz po same kule w miękkim wnętrzu. To co widział i czuł podniecało go tak mocno, że dostał wypieków na twarzy. Uznał, że musi rozebrać się do naga. Obnażył się sprawnie nie wyciągając fiuta ze środka, także po chwili został w samych butach. Rozpoczął ostry galop, czując jak wypycha miękką papkę zmieszaną z twardymi pestkami w stronę otworu. W pomieszczeniu unosił się aromat dyni wymieszany z wonią soków sklepikarki. Poszła ona w ślady Marcina, prezentując mu swoją owłosioną cipkę w pełnej okazałości. Miętosiła łechtaczkę palcami prawej dłoni. Lewą sięgnęła do stojącej obok skrzynio-palety i wymacała w niej dorodnego ogórka. Zielone warzywo tonęło w niej do połowy, błyszcząc śluzem, który ciekł z niej obficie. Przez ten widok penis Marcina stwardniał aż do bólu, przez co czuł każde włókno, każdą pestkę ocierającą się o jego przyrodzenie. Przeszły go pierwsze spazmy. Czuł że zbliża się orgazm, jakiego jeszcze nie doświadczył. Pchał z całych sił stojąc w kałuży żółtej papki, która ciekła mu z moszny i ud. Zacisnął dłonie mocno na skorupie. Orgazm jeszcze nie nadszedł, ale już czuł salwy spermy wstrzykiwane w dynię. Przedwczesny wytrysk przyniósł za sobą długi, mocny orgazm, wypełniający zaplecze głośnym jękiem, przerywanym przy kolejnych, coraz wolniejszych pchnięciach. Świat zawirował wokół Marcina. Ledwo trzymał się na drżących nogach. W końcu, po paru minutach sapania, wyciągnął miękkiego fiuta z ciepłego otworu. Stał tak dysząc i spojrzawszy na brandzlującą się kobietę, zrozumiał czego się dopuścił. W tym momencie doszła i ona. Wiercący ją ogórek wypadł raptownie jej z ręki, a tuż za nim wystrzelił strumień oblewający nagie ciało chłopaka. To co się stało dotarło do niego po chwili. Ociekając moczem starej baby, zerknął na to co zostawił na podłodze. Spojrzał na dynię, z której wyciekało jego gęste nasienie, na miąższ i spermę, które oblepiały jego prącie i wór. Woń moczu gryzła w nozdrza. Zemdliło go. Nie wiedział nawet jak ma się zachować. Ona podniosła się biurka i legła przed nim na kolanach. Bez słowa pochłonęła jego krocze w całości, czyszcząc je językiem. Najpierw czuł obrzydzenie, ale tlące się na nowo pożądanie i fakt, że kobieta robi mu loda, sprawiły, że nie miał zamiaru przerwać. W końcu wyjęła jego przyrodzenie z ust, w połowicznym wzwodzie. Zsunęła napletek do końca. Marcin ze zgrozą zaobserwował, że pod skórą jego penis zmienił kolor na pomarańczowy. Włókna dyni mocno trzymały się jego przyjaciela.

    – Nie schodzi? – Zapytał zmartwiony.

    – Spokojnie, nie bój się. – Odparła z uśmiechem i ponownie połknęła jego męskość.

    Nie wiedział ile to trwało. Nie miał pojęcia kiedy położył dłonie na jej głowie, kiedy zaczął szarpać ją za włosy i wbijać się głęboko w jej gardło. Nie wiedział, kiedy zaczęła się krztusić. Wyrwała się jednak z jego wnyków, tuż przed finałem. Chciał dokończyć ręcznie na jej twarz.

    – Nie wolno. – Dostał po rękach. – Bądź grzeczny, to dostaniesz nagrodę. – Obiecała.

    – Dobrze. – Odparł sfrustrowany.

    Ponownie rozłożyła się na biurku, zapraszając go do swojego wnętrza. Marcinowi aż zadzwoniło w uszach, kiedy końcówką drągala muskał jej sromy. Przed wejściem wzbraniała go jedna myśl.

    – A jak dojdę w środku?

    – Jestem po menopauzie, kochaneczku, a teraz daj mi to, czego już dawno nie czułam. Tylko się nie śpiesz. Chce cię czuć tak długo, jak się da.

    Marcin kiwnął głową. Nie był jednak w stanie dotrzymać tej obietnicy. Moment, w którym znalazł się w środku, sprawił że totalnie postradał zmysły. To nie przypominało żadnej z jego zabawek. Nawet Milena wypadała marnie. Dynia przy tym była jak papier ścierny. Pchał w nią dziko słysząc jej jęki i pukanie biurka o ścianę. Zerwała z siebie koszulę, niemal rozdarła stanik. Para piersi rozlała się po jej brzuchu. Złapał za nie bez namysłu, patrząc głęboko w oczy swojej partnerki. Ta podpierając się rękami o ścianę, jęczała z wyrazem dzikiej ekstazy. Jej usta starały się coś powiedzieć, ale brakowało jej tchu. W końcu odczytał przekaz: „skończ we mnie, proszę”. W jednej chwili dobił się do końca, zamarzając w tej pozycji, a jego jądra oddały wszystko w głąb sklepikarki. Poczuł jak jej wnętrze zaczyna pulsować. Przymknęła oczy niczym Milena, a on pchnął jeszcze parę razy, wypróżniając się z nasienia. Opadł na nią. Ich mokre od potu ciała połączyły się w jednym rytmie oddechu. Dotarł ustami do jej ust. Tkwili w namiętnym pocałunku. W końcu podniósł się i wyciągnął z niej fiuta. Z włochatego ciasteczka wypłynął stróżką biały krem. Ponownie wyczyściła go oralnie. Stali pośrodku zaplecza nadzy, w uścisku. Zmolestowany ogórek leżał między nogami. Wśród pocałunków zdecydowali się wreszcie na rozmowę.

    – To… jak masz na imię? – Zapytała go pierwsza.

    – Marcin. A ty?

    – Bożena. Może chciałbyś do mnie pojechać Marcin, hm?

    – Teraz? Na noc? – Totalnie zaskoczyła go ta propozycja.

    – Pewnie. Tylko muszę tu trochę ogarnąć. To jak? – Odparła z uśmiechem Bożenka.

    Nie musiał odpowiadać na głos. W jego oczach widziała, że tego pragnie. W końcu zamknęli za sobą sklep, szepcząc o tym jak głośno się zachowywali i czy ktoś ich nie usłyszał. Spędzili jeszcze piętnaście namiętnych minut w aucie. Oboje byli sobą nienasyceni. W końcu niebieski peugeot zabłysnął lampami i ruszył w stronę domu pani Bożeny, do którego Marcin wprowadził się tydzień później. Nigdy nie przypuszczał, że dostanie taki prezent urodzinowy. Od tej pory uwielbiał halloween.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lord Fapkins
  • About last night…Part 1

    Budzę się. Na pewno nie spałem w swoim łóżku. Czuję twardą powierzchnię pod głową. Powoli otwieram oczy, jestem w swoim bloku. Leżę na klatce schodowej, tuż przy windach. Jest dość ciemno, dwa tygodnie temu zaczął się tu remont i od tego czasu nie ma światła. Przez szklane drzwi leniwie wdziera się delikatny blask wschodzącego słońca. Leżę na czarnej folii, która wyściela podłogę. Czuję, że mój penis jest nabrzmiały- praktycznie jak co rano. Rozglądam się wokół, obok mojej głowy leży telefon i klucze- jestem uratowany! Sprawdzam godzinę: 5:30. Przyświecam latarką. Jestem zupełnie nagi. Mój penis sterczy niczym wieża w Pizzie- delikatnie skrzywiony. Nagle słyszę szczęk zamykanych drzwi. Ktoś wychodzi z 4, może 5 piętra. Wstaję szybko, przecież nie może mnie tak zobaczyć! Przywołuję windę, czekam. Słyszę kroki, wybrał schody. Mijają kolejne sekundy, sąsiad lub sąsiadka są już jakieś dwa piętra ode mnie. Winda zatrzymuje się, mechaniczny głos oznajmia „parter- wyjście z budynku”, drzwi otwierają się, wskakuję do środka i rozpaczliwie naciskam guzik. Piętro 6. Kroki są co raz bliżej, dzieli nas tylko pół piętra, jeden zakręt. Drzwi windy zamykają się w ostatnim momencie, przez sekundę wydawało mi się, że widziałem twarz, przystojnego młodzieńca… Czy on mnie widział?

    „Piętro szóste”. Otwierają się drzwi, mam nadzieję, że wszystkie starsze panie z mojego piętra jeszcze śpią. Staram się jak najciszej przejść po szeleszczącej folii pokrywającej podłogę. Emocje sprawiły, że wzwód ustał. Czuję, jak z każdym krokiem mój kutas delikatnie obija się o wewnętrzną część ud. Dotarłem pod drzwi, otwieram je ostrożnie i wchodzę do mieszkania. Na szczęście mojego współlokatora nie ma w domu. Odkąd skończył studia rzadko tu bywa… Ale to i lepiej, lubię mieszkać sam, jest wtedy mniej krępująco, bardziej intymnie. Wchodzę do sypialni, padam z nóg. Kładę się na łóżku i prawie natychmiast zasypiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wojtek
  • Wlascicielka, vol 6: Czarny pies

    Kiedy siostra wreszcie zdjęła mi opaskę z oczu, spodziewałam się, że to kolejny z wielu jej dowcipów. Gdy mama wreszcie pozwoliła mi przychodzić do psiarni, gdzie ona już pomagała z częścią zadań, zawsze zabierała mnie do izolatek, mówiąc, że coś dla mnie ma. Tym czymś zawsze był przerażony oddzieleniem od innych przytulanek, nie mogąc nawet wstać, kuląc się w kącie pokoju, lub poruszając chaotycznie na czworaka, kastrat. Zobacz, idealny chłopak dla Ciebie. Wtedy narodziło się określenie „Jędza”.

    Tym razem jednak biały pokój został tymczasowo umeblowany w skórzane fotele. Obok nich stał stolik z chłodzącym się szampanem, kieliszkami i truskawkami w białej czekoladzie. Drugi, stalowy na kółkach, kawałek obok, obłożony czymś pomiędzy seks zabawkami, a narzędziami tortur. Na środku postawiono statyw, który uniemożliwiał ofierze najmniejszy ruch, ale pozwalał na dowolne ustawienie jego ciała bez problemu, a jeśli włączyć wspomaganie hydrauliczne, nawet łamanie kości.

    Osobnik przypięty do niego, nie był wychudzoną, anorektyczną seks lalką dla psów bez stóp. Wprost przeciwnie, zdrowy, umięśniony, ale nie jak omega, tylko normalny człowiek. Czarny worek osłaniał jego głowę, a ciało wskazywało, że stara się stawiać opór, wyszarpać z więzienia.

    – Na nasz dzisiejszy wieczór zestawiły się dwie rzeczy. – zaczyna siostra, podchodząc do niego – Pierwsza to fakt, że skończyłaś osiemnaście lat. Oczywiście, przyjęcie, zabawa i te kwestie. Jednak wraz z Mają postanowiłyśmy, że jednak warto to uczcić należycie. Drugi to fakt, że płakałaś tak bardzo, że moja ulubiona bluzka miała na sobie masę śliny i smarków, nawet stanik mi przesiąkł. A to ja jedynie mam prawo doprowadzać Cię do płaczu. – klepie w umięśniony pośladek, na co z worka dobiega zduszony odgłos – Powiedzmy, że to więc mój prezent dla Ciebie. – ściągnęła worek

    Thomas. Cholerny kapitan drużyny pływackiej, który łamał wszystkim dziewczynom w szkole serca. Ten sam, który rozpuścił plotkę, że jebał mnie analnie, a jak wyjął swojego fiuta to z radością go jeszcze wylizałam. Tak naprawdę, gdy wysłałam mu fragment ulubionej piosenki, powiedział, że jestem „zbyt dziwaczna”, mam za małe cycki i fiutem nawet by mnie nie tknął. Ten sam, przez którego rozryczałam się przed całą szkołą. Patrzał na mnie spod damskiego makijażu, a knebel połączony z dildo tkwił w jego ustach. Znów wydał całą orkiestrę dźwięków, a Ase dała mu kolejnego klapsa.

    – Niestety, chociaż nie ma czego żałować z tego co widziałam, troszkę go przerobiłam, by Cię nie kusiło, a rodzice jakby mieli się dowiedzieć, nie ukatrupią mnie. – przekręca go na plecy i ustawia w lekkim rozkroku ukazując jedynie biały plaster na kroczu – Wiesz jaki był marudny, gdy byłam taka delikatna? Wsadziłam mu dziewięciu calowy gwóźdź do środka, by ładnie sterczał, a potem zrobiłam znieczulenie młotkiem rozsmarowując orzeszki na masełko przed ucięciem. Mama by po prostu przypiekła palnikiem, by nie jadł surowego jakby już dostał po cięciu, no ale ponoć to wegetarianin. – chichota z własnego dowcipu – Ale, byś nie czuła się stratna, ma teraz większego. – wraca do mnie i obejmuję – Podoba się? Jedyna wada, to fakt, że będę tu z tobą, ale jak mawia mama, puść wodzę fantazji i go nie zabij.

    Nieśmiałe początki pod postacią baciku, który uderzał w skórę za każdym razem, gdy z płaczem przypominałam mu co zrobił i zabawa prądem o niskim napięciu, sprawiały, że stękał przez knebel. Dwa kieliszki szampana i kilka truskawek później, miał pierwsze rozcięcia skóry i poparzenia elektryczne, a doklejone rzęsy odpadły od płaczu, a odgłosy nabrały na sile. Po dwóch następnych, plecy, pośladki i nogi pokrywały całe linie czerwonych pręg. Pierwsze odznaki satysfakcji zaczęłam czuć, gdy mocniej próbował wyrwać się z pasów, po tym jak wymusiłam na jego ciele szpagat, rozchylając nogi tak jak tylko się dało. Asenata nie siliła się na komentarze, ba nawet ochoczo pomogła mi zapiąć pod spódniczką dwunastu calowy czerwony strap-on, którym wyjaśniłam mu seks analny w praktyce, robiąc z niego swoją przytulankę. Z równie wielką ochotą i pierwszym w życiu prawdziwym orgazmem, a nie jego namiastką z drobnych warg i palców Oszki, którą w ostatnim półroczu wciągnęłam do łóżka i nauczyłam, że jak dobrze będzie tam lizała, to dostanie coś słodkiego w nagrodę, straciłam dziewictwo. Klęcząc na jego głowie, trzymając twarz między kolanami by widział mój słodziutki otworek i wsuwając się na pokryty żelem kawałek gumy, który sterczał z jego ust. Doznania rozpływania się w Edenie, gdy moja miednica wędrowała w górę i w dół od jego nosa potęgowały jedynie jego rozpacz i strach z załzawionymi oczami.

    Strach ofiary był tym, co uwielbiałyśmy. Bycie drapieżnikiem czującym krew. Kastraci czuli jedynie jego namiastkę, instynktownie bojąc się bólu, który mógł zostać zadany. Fajny, ale szybko znikał, gdy okazywały pokorę. Thomas prawdopodobnie, gdy zrozumiał, że nikt nie ma zamiaru być dla niego litościwy, a ból będzie ciągły, emanował nim. Syciło to, jak domowy obiad,  nawet bardziej. Cztery lata później to samo dał mi Rufo, gdy wycinałyśmy mu jąderka. Lęk, rozpacz i świadomość, że nie będzie nic więcej to najnaturalniejsza rzecz świata. Powinna też powstać, gdy ktoś mierzy w Ciebie z pistoletu, gotowy do strzału.

    To spojrzenie jest puste. Nie tak, jak u mamy, gdy okazuje złość, skrywa się w swojej sadystycznej masce. Bliżej mu w tym do Cargo, chociaż nie są żółte. Żaden człowiek nie patrzy w ten sposób na broń. Nie, on nawet nie patrzy na pistolet. Wpatruje się w twarz siostry, świszcząc oddechem, który mówi o przebitym płucu i złamanych żebrach. Od przodu widać, że oberwał znacznie mocniej. Opuchnięta twarz jest przeorana ranami. Klatke piersiową, pokrytą dużymi czarnymi plamami, gdzie pewnie padały ciosy, ozdobiona pojedyńcza blaszka żołnierskiego nieśmiertelnika. Pięści są zdarte ze skóry. Bez wątpienia, oberwał dość mocno. Jednocześnie jednak przeż… Nie, on ma zdechnąć. Nikt nie byłby w stanie przeżyć spotkania z dwiema omegami, a co dopiero pięcioma. Masz zdechnąć za to, co twoja rodzina zrobiła tacie. Za jego mamę. Za to, że jesteś… Tym. Zdające się być czarne oczy patrzą nadal w Ase. Nieznęcone niepokojem spojrzenie drapieżnika.

    Mięciutka dłoń unosi się i naciska mi na nos. Chociaż jest tylko pół głowy niższa, muszę obniżyć wzrok by ją dostrzec. Cola w pomarańczowej, pasiastej bluzie i leginsach w kolorowe zwierzątka wygląda jak dziecko, a nie może nawet siedemnastoletnia dziewczynka. Różowy dzióbek wydaje się zadowolony, że znów się spotykamy. Niebieskie oczka błyszczą. Wyciera główkę o mój bark, dzwoniąc swoją plakietką o zamek.

    Carmel stanęła obok swojego właściciela. Gładka, biała sukienka i rozpuszczone loki czynią z niej wyraźnie młodą kobietą, a nie nastolatkę. Może być nawet starsza niż ja, ale młodsza od Ase. Wiek fizyczny i biologiczny jednak nie muszą się pokrywać. Roczny klon może mieć czterdzieści lat, a pięcioletni dopiero kończyć dwadzieścia. O ile właśnie tym są. Jej wzrok kieruje się ku suni, unosząc przy biodrze nadgarstek, jakby z nadzieją, że jakąś tajemniczą mocą zmusi ją do powrotu do siebie. Ostatnia kryje się lekko za plecami właściciela, jako jedyna zachowując się racjonalnie i ukazując strach.

    – Strzelać uczył Cię ojciec czy ten brytol? – odzywa się wreszcie w tej ciszy mężczyzna – Cliford zdaje się? Tłumaczyli Ci zasady broni?

    Strzelba taty wisiała w domu na ścianie jako ozdoba. Waliła środkiem usypiającym, a mama wyjaśniła, że to pamiątka dawnych czasów. Świeżo złapane suki nago puszczano na zamknięte tereny posiadłości, dając im poczucie, że może będą wolne, jeśli uciekną, chociaż tak naprawdę nie istniała na to żadna szansa. Właściciele zaś, z psami myśliwskimi, ruszali w pogoń. Kto ustrzelił najwięcej, dostawał prawo wyboru za darmo sobie wypatrzonej zwierzyny. Reszta szła na normalną sprzedaż. Tata po zdobyciu swojej Avy i Lil skończył polować. Może było w nich coś wyjątkowego jak w Sarze?
    Dopiero w opowieściach stawał w obronie siebie i tych, których kochał. Mógł być olbrzymem, który nosił Sarę na jednej ręce jak niemowlę, ku naszemu rozbawieniu podrywać do góry krzyczącą za to na niego mamę, a do sprzątania podnosić sobie kanapę.

    Cola ciągnie mnie za dłoń i pokazuje paluszkami w stronę Salomona, po czym znów patrzy na mnie. Jak dziecko chcące powiedzieć, tam, to moja mama. Ale jego spojrzenie nawet nas nie zaszczyca, za to Carmel wygląda na złą.

    – Narzeczony. – odpowiada mu siostra, nawet przez moment nie przestając celować – Bądź łaskaw powiedzieć, co tu robisz, nim pomaluje twoim mózgiem sufit.

    – Mózgiem sufit. – powtarza za nią – Czyli wiesz, żeby strzelać w głowę. Prawidłowo. – kiwa głową, jakby to objaśniał – Podwieczorek, kawę i porządki. Wiecie, że lodówkę się myje, a śmieci wyrzuca? Zrobiłem też trochę zakupów, bo było pustawo.

    Rzeczywiście, zniknął rozrastający się burdelik, którego narodziny rozpoczęła tamta sobota, a rozrost jego pojawienie. Każdego ranka obiecałam sobie z nim zawalczyć, a potem spędzałam czas siedząc z Aiszą na dwóch końcach kanapy, by oglądać bajki lub próbując czytać stare papierowe książki, gdzie norweskie i angielskie pozycje taty to ułamek kolekcji. Z cyklu rzeczy, których nie mam a chciałabym to jego intelekt. Cola znów ciągnie, pokazując na niego, a potem spogląda na Carmel która posyła jej wściekłą minę. Sunia chowa się za moim ramieniem. Nie wiem, mam ją odepchnąć czy coś?

    – Nie bądź śmieszny. – odpowiada mu ściskając mocniej kolbę – Miałeś wyjechać już tydzień temu, z powrotem do swojej Ameryki, Grimery. To twoje prawdziwe nazwisko, prawda?

    – Nazwisko matki. Moje to Juniper. – uśmiecha się, na ile pozwala mu ta gęba i jest niezrozumiałe w tej sytuacji – A wasze? Angielskie formy Wiśnia, Czarnodębski? Chińskie – z łatwością wymawia nazwisko mamy, co potrafi tylko ona i tata – a może polskie, po tacie? – tym razem wprawnie korzysta z kociego języka jak Majka, Sara czy Oszka – Tutaj każdy lubi mieć drugą tożsamość. W jednej być przykładnym mężem, ojcem i biznesmenem, w drugiej robić rzeczy nieetyczne dla każdego normalnego człowieka. Prawda, że tak zabawniej? Własna grupka wysterylizowanych suk, fabryki obsadzone psami pracującymi za jedzenie czy hobbystyczne ranczo krówek. Albo się porzuca wymyślne nazwisko, bo twój ojciec był mieszaną przerośniętą przybłędą z kraju komuchów. O tak, wujek uwielbiał o nim opowiadać, gdy Brooke pod stołem dławiła się jego nafaszerowanym viagrą suchym fi… – nie dokańcza – Nie, nie nazywam się Grimery.

    – Nie mów tak o nim. – odzywam się wreszcie – Nie masz prawa! Nie poznałeś go!

    – O tak! – odpowiada, tym razem wyszczerzając zęby, ale nawet nie patrząc w moją stronę – Mama Cię kochała, a ja Cię nie znam. Za każdym razem jak ten blond łeb uderzał o blat, twarz przechodziła grymasem zadowolenia, ona ściskała mnie i mówiła, żebym nie słuchał. Twój tata był kimś wielkim, ty musisz być większy. Najważniejsze jednak, byś nie był takim człowiekiem. – znów świszczy oddechem – Może razem policzymy od dziesięciu? Na zero strzelisz. Pamiętaj, tutaj. – unosi dłoń i wskazuje czoło – Spudłujesz, a ja zapomnę, że jesteś moją siostrą.

    – Co? – głos Ase brzmi na szczerze zdziwiony, a dłoń minimalnie osuwa się w dół, po czym znów prostuje – Nie prowokuj mnie!

    – Jesteś gorsza, niż ten facet wczoraj, który dowodził stadem. – nadal się szczerzy w zadowoleniu – Druga zasada broni. Jeśli kogoś chcesz zabić, strzelasz od razu, jak widzisz cel. Nie ma czasu na pogaduszki. Koleś też o tym zapomniał, a potem był bardzo rozmowny, byle nie skończyć jak swoje kukły, gdy zrozumiał swój błąd. – znów broń osuwa się nieznacznie – Pewnie pan Bond zabierał Cię na strzelnicę, byś umiała się bronić. Spróbowałabyś strzelić jednak w ciało, jest większe i łatwiejsze do trafienia, trudniej się uchylić. Postrzał jest dość bolesny, może uszkodzić organy wewnętrzne. Padłbym i wył z bólu. Już jestem ranny, więc jestem łatwiejszym celem. – rozluźnia ramiona i opiera się o blat za plecami, jakby naprawdę miał jakąś chorą przewagę – Pewnie nigdy nie zabijałaś, może nawet nie strzelałaś do żywego człowieka. Więc nie zmuszaj mnie, bym Cię krzywdził przy dzieciach, to daje zły przykład. – po czym ze spokojem przekręca wzrok na mnie – Wszystkiego najlepszego Talita. Spodobał Ci się prezent?

    Żadnego strachu. Rozpaczy. Wprost przeciwnie. Sposób jaki mówi jest okrutny, ale nie ma w tym złości. Poza ostatnimi zdaniami. Zupełnie przestaje się nami przejmować. Odwraca się lekko  unosi stojącą za nim Brownie, chwytając ją ramieniem tuż pod pośladkami i przytula do siebie jak małą dziewczynkę. Bliska płaczu nastolatka nie protestuje, przeciwnie, przytula się do niego. Mimo zaledwie czterdziestu centymetrowej różnicy wzrostu, wiesza mu się na szyi i przytula twarz do niego. Tata robił tak z Sarą, ale tam było siedemdziesiąt centymetrów różnicy. Wyciąga drugą rękę do Carmel, ale ta odsuwa się w bok.

    – Zobacz, obraziła się. – mówi do trzymanej suni, która przytula się policzek do policzka i pociąga nosem – A Cola bawi się w chowanego? Hm, pasiastym tygryskom łatwiej się skryć. – myślę, że może tylko udaje, że jej nie widzi za moimi plecami, podrzucając lekko na ramieniu trzymaną – No już, już. – całuje ją w nosek, gdy ta popłakuje – Nic mi nie będzie. Jutro polecimy do domku, poszukamy w zamrażalniku albo kupimy lody, upieczemy ciasto i zrobimy sobie wspólny czas. – znów spogląda w stronę Carmel, gdy Brownie pochyla się i szepcze mu do ucha, przez co prycha – Tak, zapytam Runy czy ma jeszcze jakieś wersje pokemonów, ty maniaku. – z rozbawieniem odstawia ją.

    Ta od razu podchodzi do najstarszej i kładąc dłonie na jej biodrach, otula ją za plecami. Cola, jeszcze raz pchając moje ramię, poddaje się i z opuszczonym łebkiem podchodzi do pozostałych i w pokornym geście przytula się do białej sukienki. Brat jeszcze raz spogląda na nas, jakby nagle przypomniał sobie, że tu nadal jesteśmy do niego mierząc, po czym prycha i odchodząc od stołu. Teraz widać, że nie kłamał na temat podwieczorku, bo są słoiki z masłem orzechowym i dżemem, nóż, kanapka z ściętymi skórkami i… Dwulufowy obrzyn, którego kolba jeszcze chwile temu znajdowała się doskonale w zasięgu jego dłoni. Dreszcz niepokoju przechodzi przez moje ciało. Gdyby mógł… Nie, gdyby tylko chciał, mógłby odstrzelić jej ramię. O tym, że ta informacja doszła też do Ase świadczy dźwięk upuszczonego na panele pistoletu.

    – Też chcecie kawę? – pyta spokojnie – W sumie to bardziej wasz dom. – wraca z dzbankiem z ekspresu i trzema kubkami, ustawia je na stole, po czym znów patrzy na nas – Co? Urosło mi coś na głowie prócz guza? – maca czoło – May mówiła o was dość ogólnie, a pierwsze spotkanie nie wypadło za dobrze. – sięga po kanapkę, przesuwając dłonią niebezpiecznie blisko broni – Jak pozwolicie mi gdzieś ulokować dzieci, to możemy spokojnie porozmawiać.

    – Dlaczego… – zaczynam, czując jak gardło wyschło mi na wiór – Dlaczego taki jesteś?

    – Jaki? – unosi brew w zdziwieniu – Chodzi o nie? – wskazuje swoją gromadkę – To moje dzieci. Mogą wyglądać jak zwierzęta, których ludzie używają do zaspokojenia swoich pragnień, ale dla mnie to trzy urocze kociątka, które wychowuje bezpański czarny kundel. Jak mamy dalej rozmawiać, to wolałbym, by ich ciekawskie uszka nie słuchały.

    Nadzieja to najniebezpieczniejsza rzecz. Tutaj, gdzie każdy jest tym złym. Myślami nagle wracam do Aiszy w strugach prysznica. To kolejne podobieństwo łączące go z tatą. Wie, jak potężny może być, ale kryje się z tym. Kiwam ostrożnie głową.

    – Brownie, kochanie, powiedz swojej obrażonej na mnie siostrze, że pani Talita pokaże wam pokój i łazienkę. – uśmiecha się do nich z troską – Jakbyście były śpiące, bo podejrzewam, że trochę nam tu zejdzie, umyjecie ząbki i ubierzecie Coli piżamkę. Pewnie jak przyjdę, będziecie już spały. Słuchajcie jej tak jak mnie czy Sonalii. – po czym siada przodem do nas – Jutro o tej porze będziemy z okna oglądać Atlantyk z zachodzącym słońcem.

    Brownie puszcza swoją „siostrę” i bierze Cole za rączkę. Razem podchodzą do niego. „Starsza” z suń szepcze coś na uszko drugiej, a ta całuje go w skroń, potem robi to druga. Odpowiada im tym samym. Brunetka spogląda jeszcze w stronę trzeciej, ale ta posyła tylko mu urażone spojrzenie i bierze walizeczkę na kółkach oraz znajomą torbę z kotkiem, po czym stają razem przy mnie. W dolnym pokoju gościnnym od razu zapalam im lampkę nocną przy łóżku i kładę pilot od telewizora w pobliżu. A jak się pozabijają w kuchni teraz, gdy nas nie ma?

    – Większość kanałów jest po norwesku, ale na siedemset siedemnastym są kreskówki po angielsku z ubiegłego wieku. – mówię im, chociaż nie wiem ile ma to sensu, gdy Brownie rozściela łóżko, Carmel ustawia walizkę na ziemi, a Cola stojąc sama, znów przykleja się do mojego boku – Ja… – mam wiele pytań o was, o niego i każde wydaje się równie zjebane – Łazienka jest za drzwiami naprzeciwko, możecie się tam umyć i skorzystać z toalety. – cholera, głupie, nie wiem co umiecie i co możecie, czemu takie jesteście, więc spoglądam na różowy dzióbek – Tak, ładna jesteś. – głaszcze ją po pleckach, po czym sama decyduje się uruchomić im telewizor

    Cola dopada do otwartej walizki z elegancko poskładanymi ubraniami, po czym wyciąga z wnętrza wykonaną z włóczki maskotkę. Różowo-czarna postać może być tygryskiem wielkości jej dłoni. Zadowolona jednak, włazi w objęcia Brownie, która traktuje ją w sposób zbliżony do Oszki wobec Aiszy. Carmel siada obok, spogląda jeszcze raz na mnie, po czym opuszcza wzrok. Wychodzę, bardzo wolno zamykając drzwi.

    – Coli się chyba podoba, że one mają oczy jak on. – mówi cicho Brownie – Zawsze mówił, że to specyficzna barwa.

    – To jego siostry. – odpowiada jej Carmel suchym tonem właściciela – Mieliśmy być już w domu.

    – Car… – zaczyna druga – Widziałaś jak to przeżył, gdy stąd wrócił pierwszy raz. Jesteś zła o to, że chce z nimi normalnie porozmawiać?

    – Gdyby pistolet był wymierzony w Ciebie albo małą…. – brzmi dość smutno

    – Albo w Ciebie… – dodaje druga

    – Pewnie jej mózg by od razu ozdobił sufit. A on wolał ryzykować. Może to i jakaś jego rodzina, ale to my nią jesteśmy, nie one. – kontynuuje – Chyba lepiej, że się nie spotkał z nim. Przejdzie mu, zapomnij, znów będzie uczył coś małą, robił Ci kanapki do szkoły i o nas dbał. W końcu to nasz Pan. – milknie na chwile – Nikogo innego nie mamy.

    W kuchni Ase siedzi po jego prawej, przy kubku kawy. On znów siedzi tyłem, ale teraz broń stoi obok nóg. Pistolet zniknął z podłogi. Milczą. Siadam po drugiej stronie i też nalewam sobie kawy. Po chwili namysłu dodaje cukier i mleko.

    – O, lubimy taką samą. – uśmiecha się i pokazuje swój kubek – Brownie ciągle próbuje mnie przekonać do tych wszystkich smakowych, sezonowych kaw, które lubią z Carmel, ale wolę taką.

    – Dlaczego zostałeś w Europie? – pyta siostra, przyglądając mu się – I…

    – Bo dom to pustynia, klify i metropolie, które nie śpią. – odpowiada, zaczynając kolejną kanapkę przy użyciu lewej ręki – Wieczne lato, urlopowicze i praca. Moja bliska przyjaciółka, Runa, powiedziała, że skoro mi się tutaj podoba powinienem przedłużyć urlop. Pojedziesz dalej na północ motorem i widzisz śnieg. Fajna sprawa, my mamy suche zimy. – układa złożone kawałki chleba z masłem orzechowym i dżemem razem, po czym obcina skórki – Jak masz pytania o mój pysk, to gratuluj swojej mamię. Od Azji nie miałem okazji tyle zabawy, ale jej psy grały czysto. Jeden bardzo uprzejmy zostawił mi nóż w brzuchu, więc mogłem się nawet bronić. A facet, który je obsługiwał znał angielski i był dość rozmowny, chociaż dużo płakał. Co z wami nie tak ludzie? Twój Bond mi groził glockiem, nieudolnie schowany przy tym, jak Talita prawie mi oczy wydrapała, gdy się przedstawiłem. Czaje, że tatuś nie mówił, że uprawiał seks z samą Max Grimery i z tego się biorą dzieci, ale… No chyba, że ten stary skurwiel bez fiuta znów podwyższył nagrodę.- gryzie kanapkę w zamyśleniu – Daje już miliard czy nadal skąpi?

    – Nagrodę? – pytam zdziwiona

    – Ostatnio było dwieście milionów za martwego, dziewięćset za żywego. Tyle by nikt nie dostał za pakiet trio Lawrence, Robbie i Stone na starych licytacji. – znów odgryza – Może więc tęskni za swoim fiutem i zaczął robić na cały świat ofertę.

    – Jaką nagrodę? – poprawiam pytanie – Co zrobiłeś?

    – Wyobraź sobie, że wracasz do domu po dwóch latach w Azji. Jest ledwie kilka tygodni po Operacji Łazarz, w której zresztą brałaś udział. – unosi swój naszyjnik na kciuku – Jeśli ktoś zapytałby co uczy w życiu pokory, to obudzić się po kilkunastu seriach z automatów w worku na zwłoki. Może jeszcze seks analny z niespodzianki, ale wolałem być piechociarzem. No, nieważne. Wracasz do domu, klucz pasuje. Masz ochotę przytulić jedyną kobietę na świecie, swoją mamę. Niespodzianka, nie ma jej. Dzwonisz na różne kontakty, wszyscy mówią to samo. U Max wykryli guza w głowie, Connor ją zabrał do siebie. Ruszyło go sumienie. Nie, on nie ma sumienia. Wiesz co on ma? Brooke z kolczykiem w piździe do otwierania piwa. Trzyma ją trzy lata, od siedemnastki do dwudziestki, potem zabija i bierze następną. Jedziesz motorkiem do tej wypasionej chaty, rozwalasz drzwi, słudzy Cię łapią bo nie masz tu wstępu, ale po kilku sierpowych „sypialnia na lewo”. W środku masa maszyn, rurek, cały ten medyczny bajzel dla normalnych. Pod kocami szkielet wyglądający jak mama. Śpi. Przez prawie trzy tygodnie jesteście razem, bo wujek bawi się na swoim ranczu w Teksasie. Ma tam prawie sto białych lasek, których cycki produkują piętnaście litrów mleka. Wraca akurat tego ranka, gdy ona odchodzi w śnie. Idziesz mu powiedzieć, siedzi na tym swoim tronie przy stole. Stuk, stuk, stuk. Blond łeb wali o blat, gdy ssie ten suchy badyl chyba uwiązany do kijka, by sterczał. Zaczyna swoją litanie o tym jakim gównem jesteś i miał nadzieje, że wiadomości były prawdziwe. Stuk, stuk, stuk. Nie wytrzymałem. – otrzepuje palce z okruszków

    – Co zrobiłeś? – pyta Ase, bo ja przez otwarte usta nie mogę się odezwać

    – Nakarmiłem Brooke mięskiem. Głupek zostawiał im zęby, bo bez nich byłyby brzydkie. – po namyśle bierze się za kolejną – Wydawał odgłosy tenora, gdy jej pomagałem go odciąć siekaczami. Zabrałem ciało mamy i odszedłem stamtąd. Greenowie i Kyobashi mnie chronią, bo robię dla nich rzeczy niemożliwe. – wgryza się w gotową – Więc miliard? Sam się wtedy zgłoszę, przy okazji sprawdzę jak sobie radzi z graniem analnie na flecie, albo wyjmę mu kręgosłup przez gardło. – cofam co myślałam o ukrywaniu potęgi

    – Nie. – odzywa się Ase po zbyt długiej ciszy, patrząc na mnie i chyba też nie do końca rozumiejąc to co on mówi – Idzie o gen, który tata przekazał tobie… Ten, który powodował u niego chorobę…

    – Gigantyzm? – mówił o tym, jakby opowiadał, że jadł wczoraj sushi – Mama go częściowo zaleczyła, bardziej zaciągnęła ręczny, nim zrobiłem się… większy. To głównie skokowy wzrost. Dwa metry miałem już jako dziesięciolatek z masą stu kilo, a jeszcze nawet nie zacząłem się golić. No, ale to dotyka wszystkich tkanek. Lekarz w wojsku dopiero jak mu dość zapłaciłem, sfałszował dla mnie wyniki. Mam cztery razy większe mięśnie i powiększoną część organów. Próbowałem go wyodrębnić z swojego DNA, ale to jak gazy szlachetne. Nie chce reagować w innych matrycach. – zastanawia się przez moment – Mogę przeszczepić karłowatość, stworzyć mozaikę dwóch różnych gatunków… Ale ta cecha jest niedostępna. – popija kawą, zupełnie kryjąc się, że nie widzi w nas wrogów, ani nawet zagrożenia – Tata dużo urósł?

    – Dwa dwadzieścia dziewięć… – marszczę nos robiąc obliczenia – Siedem i trzydzieści pięć setnych stopy i dwieście sześćdziesiąt funtów.

    – Nieźle. Sześć i sześćdziesiąt dwie setne i tyle samo masy co on. – wskazuje na siebie dumny – Wszyscy chcieli, bym grał w kosza. – po czym znów uśmiecha się do mnie – May mówiła, że też studiujesz inżynierię genetyczną.

    – Tak, ale tata nie chciał bym bawiła się samymi mutacjami. – mówię smętnie słysząc o jego talencie – Uważał, że ważniejsze jest pomóc uodporniać się na zwykłe choroby kolejnym pokoleniom.

    – Kiedyś jeden chińczyk stworzył bliźnięta odporne na HIV i zniknął. Nawet nasi nie wiedzą czemu i gdzie. Ludzie nie są gotowi, by pokazać im ścieżkę ewolucyjną. Sama idea szczytna. – przesuwa wzrok na Ase – A ty, młoda pani Bondowa?

    – Prowadzę klub dla panów z May. – uśmiecha się nieco Ase – Półlegalna działalność, bo nasze „panienki” to psy na LoveToy od jednej z przyjaciółek. Jest promil zysku, ale starcza na życie na pewnym poziomie…

    Maja porównywała go, gdy o nim mówiła, do uroczego misia. Obdarty z przymusu nie mówienia o swojej codzienności, jest… właśnie taki. Czas upływa na żartach i rozmowach, które przebrzmiewają spotkaniem z dawno niewidzianą osobą. Niczym ona, bawi się życiem i z niego cieszy. Tata też w pewnym sensie taki był, ale on skrywał masę smutku i nie mówił o przykrych rzeczach. Brat zaś w dupie ma „dobro swoich młodszych siostrzyczek”, więc jest bardziej bezpośredni. Właśnie. Sposób w jaki mówi „sister”, kojarzy się tylko z tatowym „zajączki”.

    – A Simon na to – udaje przerażoną minę – „Sal, to nie jest realne, nauka na to nie pozwala, a poza tym chyba Cię pojebało”. Za tydzień pokazuje mu go pod mikroskopem i w analizatorze, a on „jak ty to robisz?!”. Bo widzisz Simon, ty chodziłeś na uniwersytet, a ja czytałem komiksy i książki, a tam opisali tą hybrydę. Kazali mi zutylizować mojego Spider-Hama.

    Obie kolejny raz wybuchamy szczerym rozbawieniem. Wyraźnie z tego zadowolony zbiera i wkłada naczynia do zlewu zabierając się za zmywanie.

    – Dlaczego ciągle mówisz o sobie bezpański pies, skoro dobrze wiesz co oznacza to w tym środowisku? – decyduje się na to pytanie

    – Bękarci syn Max Grimery nie zasługuje na inny tytuł. – odkłada talerz na ociekacz – Zgaduje, że chyba nie wiecie kim ona była. – opłukuje kubek – Nijako moi, Simona i Wiktorii przodkowie wprowadzili w obieg pojęcie ludzkiego pupila. Opracowali wszystkie techniki przygotowawcze, mające ich sprowadzić do tej roli. Ale zaczynali jako mała spółka produkująca lekarstwa. Króliki doświadczalne musiały mieć oczywiście wypłacane duże pensje, więc wciągnęli się siatkę handlu żywym towarem. Zyski skoczyły, bo od razu wiadomo było, które leki na pewno przejdą testy. Brali więcej i więcej. A potem ktoś stwierdził, że ciekawe będzie łamanie im kolan, by ruszały się jak zwierzęta. Zdobyło to popularność, bo takie niewolnice sprawiały mniej problemów. Obudowali to monopolem i filozofią, tworząc evil fundation, jakże by inaczej. Oczywiście, zapisuje się pierwszy człon od tyłu. Eksperymenty rozwijały branżę. Prolaktyna podawana regularnie powodowała laktacje, więc obroża robiąca zastrzyk i lobotomia to świetne zestawienie. Wyhodowanie pożywki roślinnej to krok milowy. – kolejny brzdęk talerza – Connor był pierwotnym od mojego dziadka, ale Max mądrzejsza. Zauważyła, że licytacje ekskluzywnych suk znanych z telewizji czy kina  są gigantyczną stawką. To nie pierwsza lepsza siusiumajtka ze szkoły średniej wciągnięta do wana, która trafiała do ośrodka. Tamte były warte miliony. Gorzej, jak doktor albo właściciel coś przejebie i zamiast przemiany masz oszpeconą szmatę. Wkracza więc ona. Zaczęła badania nad replikacjami genetycznymi. No ale, eksperyment z owieczką Doly na ludziach ma jeden problem. Jaki?

    – Będziemy mieli zarodek, który po osiągnięciu dorosłości będzie wyglądał jak obiekt docelowy. – odpowiadam mu marszcząc nos

    – Dorośnie, dokładnie. Ile taki proces potrwa? Pedozjeby, nie lubię ich, będą brali od razu. Laicy będą czternaście szesnaście lat edukować i sprawią, że taka będzie taka jak wielotygodniowe lub miesięczne programy tresury. Koneserzy będą czekać na dokładnie taki wiek, jaki zaplanował. Przełom nadszedł, nim się urodziłem. Po prostu bombardujmy je hormonami. Zakłóci to normalny rozwój, ale co z tego? Kilka lat w sztucznym łonie i mamy to. – kończy zmywać i zakręca wodę – Oczywiście, potrzeba było kolejnych kilku lat, by wszystko dopracować. Ale teraz? – odwraca się i znów ciężko siada – Wsadzasz elektrykę w mózg, która zmienia ciało w egzoszkielet dla siebie. Pamięć mięśniowa i oprogramowanie robi swoje. Mamy o sobie zajebiście wielkie mniemanie, ale jesteśmy tylko mądrzejszymi zwierzętami, którymi steruje co mają w łbie. – czy ja też opowiadam to z taką łatwością co on?

    – A twoje… dzieci? – pyta siostra, patrzą na niego –  Mówią, chodzą normalnie, ubrane i zdają się być inteligentne…

    – Cola ma roczek. – odpowiada jej wyciągając ramiona za plecy z przeciągłym trzaskiem – Cholera, musieli mnie staranować jak jechałem zamiast grzecznie zajechać drogę? – to bardziej mruczy do siebie – Dostałem ją od Simona. Cała partia, z której pochodzi miała jakieś wady, więc poszły do utylizacji zanim założono chip, bo szkoda kasy. Wyprowadziłem ją z stanu katatonii do tego, co widać. Ma poziom malutkiego dziecka, ale rozwija się. Umie już pokazać, że chce do toalety zamiast nosić pieluszki, trzymać kubeczek, reaguje na kolory, swoje imię i wie co znaczą niektóre słowa. Czasem odtwarza jakieś pojedyncze samogłoski lub dźwięki, gdy jest naprawdę szczęśliwa. Trochę pomiędzy prawdziwym szczeniaczkiem a dzieckiem. – przekłada łokcie na przód – Dwie pozostałe to stara szkoła pupili, ale inaczej. Carmel jest ze mną najdłużej, sześć lat. Przygarnąłem ją po śmierci mamy, gdy zaoferowała mi loda w zamian za zakup działki superopoidu. Miała wtedy dziewiętnaście lat. – czyli rzeczywiście, jest starsza niż ja – Wywaliłem jej dilera z siedemnastego piętra, ją zabrałem do domu, wykąpałem, nakarmiłem i wyprowadziłem przymusowy odwyk. Sama uważa, że obroża oznacza nowe, lepsze życie i gwarancje, że jest czysta, a nie żyje jak śmieć. Brownie jest z nami cztery, to też dziecko ulicy. Trzynastoletnia prostytutka, której nie oszczędzał nawet ojczym. Pomogłem mu samemu nauczyć się robić loda łamiąc kręgosłup. Też ją postawiłem na nogi, sfałszowałem tożsamość i posłałem do normalnej szkoły. Tak jak jej starsza siostra uważa, że obróżka to bezpieczeństwo. Nosi ją wszędzie. Moje małe dziewczynki. – uśmiecha się pod nosem – A wy macie coś w domach? – widzę, że Ase posępnie wpatruje się w blat

    – Aiszę. – odpowiadam, krótko ucinając temat, że cholera, też jest dzika, nie umiem jej ułożyć jak on swoje dziewczynki, a w dodatku to ja bardziej ją krzywdzę, niż pomagam, torturując – Kotka.

    – Luca, psa do miłości… – odpowiada mu mechanicznie siostra, wciąż gapiąc się na blat – Kiedy byłam mała, jeździłyśmy z mamą do taty, cioci i May. Rodzice nie chcieli nigdy zamieszkać razem. Miał w domu krówkę, Esterę. Też, jak twoja Cola, z powodu wad miała zostać po prostu spalona. Nie miała nawet przeprowadzonych wszystkich obowiązkowych przy nich zabiegów. On i May, która miała wtedy z osiem czy dziewięć lat poświęcili jednak czas, by… Nadać jej osobowość. Robili niemal to co ty. To nie tylko niedorozwinięte zwierzątko, które robiło mleczko do naszego kakao, ale nieco rozumiejąca i posiadająca osobowość dziewczynka. Potem jeszcze wróciła Sara, jego ulubienica. Uwierz lub nie, była z nim przez kolejne dwadzieścia dwa lata… – milknie na chwile – Też była… Dzika. Tata ją przygarnął, bo mama musiałaby ją zabić, przez to co widziała. On zawsze miał dwa koty, niektórzy uważali, że jedyny w świecie. Nie suki, one muszą słuchać i robić te wszystkie seks sztuczki. Uwolnił ją przed moimi narodzinami, ale ona wróciła do niego pięć lat później. Do domu. Była przy nim do końca, a teraz… Rozpacza po jego stracie. – nadal gapi się w blat – Sara… Sara to ta blondynka, która zemdlała jak Cię zobaczyła… – widzę, że teraz role się odwróciły bo to szczęka Sala leży gdzieś na ziemi – Oni.. Mieli trochę taką relację jak ty i twoje dziewczynki. Zrobił jej nawet dziecko, ale nie tak jak się myśli. Nie rodziła pod przymusem, jak inne żeńskie pupilki. Urodziła swoją córeczkę, będącą mieszanką tych, które Sara kochała. Malutką Osanne. Wychowała ją tak, że chociaż to normalna dziewczyna, potrafiłaby żyć szczęśliwie przy boku kogoś takiego jak on. By miała zawsze to, co on jej dał… – milczy, a na blat spada kilka łez – Kiedy… Kiedy przyjechałyśmy tutaj tamtej soboty z mamą, jak zawsze leżeli razem w łóżku. Nie jak kochankowie, ale szlachetny pan i jego kocica śpiąca u jego boku. Tata powiedział, że Talita zabroniła mu wychodzić, a jego kotek jest z nią w zmowie. – uświadamiam sobie, że pierwszy raz słyszę jak ona zapamiętała tamten dzień, że głupio nie przerosiłam jej za to, że nie była przy nim na końcu – Mama położyła się obok nich, zachowywali się jakby byli młodzi. Całowali, śmieli i przytulali. Nim… Nim stąd wyjechałam, przywołał mnie i przytulił mocno do siebie i ucałował. Pewnie na zawsze dla niego byłyśmy malutkie, ale wtedy byłam znów nawet mniejsza. Powiedział, że cieszy się, że jego rodzina była taka. Mama go szturchnęła, że przecież nigdy nie chciał dzieci, wolał swoje koty i to je w ten sposób traktował. – milknie na moment, przełykając mocno ślinę niczym kamień – Bałem się, że będą takie jak ja. – pozwala temu wybrzmieć – Jego ostatnie słowa. A my… My wszyscy jesteśmy jak on. Tylko… Ty nawet go nie poznałeś, a robisz wszystkie te dobre rzeczy tak jak on. – przemawia przez narastający płacz

    Salomon przesuwa się bliżej niej i łatwo, jakby nic nie ważyła unosi i sadza sobie na kolano. Przytula do swojej nagiej piersi, głaszcząc ręką po buzi i ścierając łzy, milcząc. To dobre milczenie. Pełne zrozumienia. Spogląda na mnie, znów się przesuwając i powtarza ten ruch ze mną. Z pewną nieśmiałością i niepewnością, która zawsze towarzyszy Aiszy poddaje się jemu. Nie jest taki duży. Pachnie jakimiś popularnym dezodorantem i kawą. Ma suchą, ciepłą, dziwnie twardą i szorstką skórę. Jeszcze do niedawna, obcy i przerażający, a nawet odrażający teraz jest.. bezpieczny. Łapie Ase za dłonie, gdy nadal w niego płacze. Wierzyłam, że jako starsza siostra chcesz być jak mama, oczekiwałam tego od Ciebie. Ale teraz obie możemy być jego małymi siostrzyczkami na tych kolanach. Bo to… To nasz starszy brat, głupi i silny.
    Pozwala siedzieć na sobie i głaszcząc nas, tymi wielkimi dłońmi. Wypłakać się. Nagle myśl, że Ase by go zastrzeliła jak jej kazał, albo gorzej, psy by go pokonały przeraża. Znów wracam ku Sarze. To jej pozycja. Jej uczucia. Bezpieczeństwo, ciepło i… Nie, nie przyjemność. Przyjemny był obiad, widok przerażenia, kąpiel, torturowanie, brandy i mieć robioną minetę… To uczucie jest do niego podobne, ale jednocześnie inne. Jak nocne niebo przestaje być błękitne. Sara o nim mówi, oddaje je tym swoim przytulaniem. Aisza dała je przypadkiem pod prysznicem. Salomon zdaje się być nim przepełniony, gdy ma przy sobie tych, którzy go potrzebują. Jak my. Serce w ciemnej piersi uderza wolnym, leniwym rytmem. Dotykam tego miejsca opuszkami palców, jakby bojąc się, że to sprawi eksplozje bańki mydlanej. Nie, nadal tu jest. Ase ostatni raz ściera łzy uspokajając się.

    – Wiecie, posiedziałbym tak jeszcze, ale mam mroczki przed oczami. Nie wiem, czy to dlatego, że straciłem trochę krwi czy że nie śpię od dwudziestu siedmiu godzin. – powraca dowcipny braciszek – Sen by się więc przydał.

    – Jasne.. – mówi już z łagodnym uśmiechem siostra wstając z tego kolana – Ja i Tali..

    – Będziemy za ścianą. – też chce wstać, ale on się podnosi ze mną i dopiero tak stawia na ziemi wyciągając gumkę z koczka i czochrając – Hej!

    – Co? Starsi bracia muszą dokuczać małym siostrom. – pokazuje różowy język – Prowadź.

    Też chichocząc cicho, ciągnąc go za dłoń prowadzę do sypialni i cichutko otwieram drzwi. Chociaż lampka nadal się pali, telewizor jest wyłączony, a dziewczyny śpią w swoich objęciach, gdzie Brownie i Carmel przytulają się głowami, a Cola na brzuchu leży rozwalona między nimi. Sal uśmiecha się do mnie, po czym podchodzi do łóżka, odpina pasek i zdejmuje spodnie ukazując bokserki wyglądające jakby miał w środku dwie puszki coli i grube nogi pokryte długimi, szerokimi pionowymi bliznami wyglądającymi na bardzo stare. Wsuwa się ostrożnie pod kołdrę, przytulając do pleców Carmel, drapiąc Cole i wreszcie obejmując całą trójkę w zamkniętym uścisku na Brownie. Zamykam wolno drzwi, czując towarzystwo różanego zapachu. Ase bez słowa jednak znika za drzwiami sypialni tat… mojej i Aiszy.

    Kiedy wchodzę do środka, siedzi na łóżku patrząc tępo na zdjęcie, które dostawiłam do kolekcji taty. To z nami wszystkimi, które znalazłyśmy ostatnio. Dosiadam się obok i przytulam podbródek do jej barku.

    – Majka ma rację. Pasowałby do nas. – odzywam się wreszcie – On i jego dzieci. – Ase nadal się w nie wpatruje
    – Święty Biały Jeleń. – mówi wreszcie, odkładając zdjęcie i zdejmując stanik pod bluzką, po czym spuszczając spodnie, a ja postępuje podobnie ze swoimi – Zabicie go, to grzech.

    – Ulubiona bajka mamy. – kładziemy się razem pod miękkie prześcieradło

    – Poroże miał z platyny, sierść perłową, a krew z płynnego srebra. Marzenie każdego myśliwego. Kto jednak śmie go tknąć, rozgniewa bogów, a Ci ześlą na niego śmierć z nieba. – układa się na poduszce naprzeciwko mnie – Pewna kobieta rozsypała więc sól, a jeleń liżąc ją poszedł do jej zagrody. Schwytała go na zawsze, ale nie mogła go mieć prawdziwie, jak pragnęła. – odgarnia mi włosy z policzka, gdy chce zapytać jakiej soli potrzeba, by uwięzić przy sobie takiego Salomona?

    Poranek po tak dziwnym wieczorze nie mógł być normalny. Prócz obudzenia się w jej ramionach zamiast przy skulonej gdzieś Aiszy, wydostaniu się stamtąd i szybkiego wymiotowania do kibla, to w salonie i kuchni panowało poruszenie obce w pustym domu. Cola w różowej dziecięcej piżamce siedzi z kolorową książeczką dla dzieci między kolanami Carmel, ubranej w pomarańczową koszulę nocną. Brownie, w białej piżamie w brązowe wzorki zajęta swoją konsolką przesiaduje na kanapie. Sal rządzi kuchnią, machając patelnią.

    – Mam nadzieje, że nie jesteście wybredne jak ta trójka. Zrobiłem omety z szynką. – mówi wielkolud – One uznają dwa rodzaje jedzenia. Słodkie i pizza z owcami morza. Potem się zwijamy, bo do domu daleko.

    – Nie możecie zostać? – pytam patrząc na omlet jak z rąk taty z pokrojonymi obok pomidorkami – Poznałbyś wszystkich, May by się ucieszyła i byśmy mieli więcej czasu dla nas…

    – Brownie niedługo wraca do szkoły, a Runa zabije mnie za samą mordę. – rozlewa kawę do kubków, po czym przelewa z garnuszka owsiankę z bakaliami, dodając miód i kilka owoców z lodówki na wierzchu – Wasza mama powinna nawiązać kontakty z Kyobashim. – ustawia dania na stole, dosiadając się do stołu ze mną i Ase – Dziewczynki, śniadanko. Cola, am, am. – Brownie nie odrywa się od konsoli, nawet siadając obok niego, Carmel wciąż nawet nie patrzy w jego stronę, siadając obok niej, a Cola wielkości Aiszy pakuje mi się na kolana – Tu jest mama, Cola. – mówi rozbawiony, a mała pochyla się otwierając buzię – Już ją biorę

    – Nie musisz. – uśmiecham się, przytulając do jej plecków i przysuwając jedną z owsianek i dmuchając podaje jej, a ta ładnie zjada z łyżeczki – Jak wracasz?

    – Simon przysyła samolot. Cola dostanie cukierka na dobranoc, obudzi się w łóżku, bo lot to dla niej za duże obciążenie. – wzrusza ramionami – To tylko dziesięć godzin na zachód, potem trochę jazdy autem.

    – Cioa. – mówi Tygrysek, pokazując paluszkiem siebie – Cioa am am.

    – Tak, Cola am am. – uśmiecha się i głaszcze ją po główce – po czym przekłada ją w drugą stronę i próbuje zamknąć ekran konsolki – Śniadanie.

    – No juuuż, ma jeszcze Banette i jednego poka… – odpowiada mu urażona suczka, po czym unosi oczy od konsolki i zerka na nas od razu zniżając wzrok i ją zamykając, przysuwa się lekko w stronę już jedzącej łyżką Carmel, wpatrzonej w swoją porcje

    – Dlaczego wstydzą się teraz mówić? – zadaje to pytanie za mnie Ase

    – Wiki im opowiedziała przypadek babki z FBI. – odpowiada jej brat – Chciała rozgryźć nasz biznes od środka, ale zamiast jako właściciel wlazła od drugiej strony. Pozwoliła się porwać i zabrać, ale naiwnie myślała, że to jakiś seks roleplay dla bogatych, ale zaniepokoiła ją obecność nieletnich i chciała go przerwać. Cóż, gdy strażnik usłyszał, że w grupie jest gadająca suka, miał wiele radochy, ona nie. Podobnie jak wtedy, gdy kupił ją jej dawny szef. Boją się, że jakiś inny właściciel je usłyszy to też im… – robi gest wyciągania języka – Albo są nieśmiałe. – obie robią na niego obrażoną minę, gdy się śmieje

    Tak jak Aisza. Zagroziłam, że jak się odezwie to jej zabiorę głos na zawsze. Sara bała się rozmawiać z tatą, bo chciała być jego kotem, a one nie mówią. Relacja brata z jego dziewczynkami jest jeszcze inna. Śniadanie kończymy wszyscy w milczeniu.

    – Kociątka się ubrać, ja idę pod prysznic i zrobić nowy opatrunek. – dotyka boku – Jak wrócę, to biorę Cole pod pachę, wasze tobołki i robimy pa pa Europo.

    – Pomóc Ci z czymś? – pyta Ase

    – Możesz mi ogolić głowę, albo umyć zęby Coli i pomóc ją ubierać. – uśmiecha się – Wolisz lalkę czy zestaw małego fryzjera?

    – Fryzjera. – pokazuje mu język – Talita im pomoże, ma wprawę i chyba się lubią. – Cola ociera się o mnie łebkiem

    – No, ta jej Aisza musi być najszczęśliwszą kotką świata, skoro jej pani jest taka dobra. – odpowiada jej, wstając od stołu

    Ubieranie mojej pupilki to odziewanie ruchomego manekina. Cola niemal niecierpliwie się kręci, gdy rozbieram ją z piżamy. Carmel obok podciąga swoją koszulę nocną ukazując białe majtki i ładny biust, Brownie też się przebiera. Wszystkie mają idealnie gładkie ciała, zgrabne i gotowe, by zostać czyimiś seks zabawkami. Mogłyby być przez niego gwałcone, podduszane i być zaszczute jak przytulanki z hodowli mamy. Nikt by go nie oceniał za to, jest mężczyzną, a oni mają potrzeby.  Ale są ładne i zadbane w pewien sposób. Ubrania są posortowane w trzy rzędy, więc wybieram z trzeciego, który wygląda na te dziecięce ciuszki. Ładna, kolorowa bluzeczka, białe majteczki w kotki i po namyśle te same leginsy, co miała wczoraj. Dziewczyny same też zdążyły się ogarnąć. Cola ochoczo pokazuje swoją maskotkę, machając nią w powietrzu, gdy upinam jej włosy w koczek.
    W łazience Sal siedzi na podłodze tyłem, goląc się zwykłą maszynką na żyletki, a Ase zbiera mu biały krem z głowy brzytwą. Ręka nawet jej nie drga przy tym. Cola wydaje zadowolony pisk, gdy widzi umywalkę.  

    – Tak, szuru szuru będzie. – mówi jej właściciel, przerywając na chwile golenie szyi – Jak na górze?

    – Jak będziesz się tak wiercił, to Cię oskrobie jak ziemniaka. – odpowiada zgryźliwie Ase – Jak dziewczyny robią psom zabiegi to je wprowadzają w stan śpiączki.

    – Ah, funkcja podtrzymania życia. – odpowiada z rozbawieniem – Dobre rozwiązanie, acz na dłuższą metę niebezpieczne. Jak za długo będziesz tak trzymać, zdechnie.

    Cola chętnie otwiera buzię do pucowania ząbków swoją szczoteczką. Dołączają już ubrane dziewczyny z swoimi kosmetyczkami. Spoglądają na swojego pana, po czym spokojnie zabierają się za swoje zabiegi.

    – Tam jest jeszcze krem w tubce, posmaruj jej buzie, jak możesz, bo znów ją obsypie trądzik, a potem się drapie do krwi. – mówi do mnie, wskazując maszynką – Ja już skończyłem siostyczka.

    – Ostatni ruch i… Gotowe. – gładzi jego głowę – Jak jajeczko.

    – No nie wiem, Bond się tam goli i smaruje kremem na zmarszczki? – prycha rozbawiony, na co dostaje kusańca od niej – A ty masz kogoś Talita?

    Rozcieram kółeczkami krem na buzi małej, zastanawiając się przez moment. Czy mam kogoś, braciszku? Ostatni facet, którego polubiłam, teraz sam ssie wielkiego kutasa. Jest Sara, która oddaje mi ciepło. Oszka, która jest we mnie zakochana w pewnym sensie. Maja grożąca, że mnie zgwałci.  Aisza, z którą buduje relacje.

    – Nie znalazłam go jeszcze. – odpowiadam kończąc, a mała odchodzi i staje obok dziewczyn, robiąc głupie minki do lustra – A ty braciszku?

    – Ma kto mi łóżko grzać, mam komu jeść dać, a z Runą jestem blisko fizycznie, ale nie emocjonalnie. – wzrusza ramionami – Czego więcej można chcieć? O, jeszcze dwie smarkule teraz się dowiedziałem, że są w Europie, więc mogę się chwalić w pracy, że mam tutaj rodzinę. – milczy moment – Tylko sercu żal, że nie ma tego, co chciałem. – ponosi się – No już sio sio, bo zobaczycie gołego faceta i będziecie miały koszary o słoniowych trąbach.

    Dziewczynki wychodzą, Ase uśmiecha się do mnie, po czym chwyta za ramię i wyciąga z łazienki, zostawiając go samego. Kiedy jednak już ubrany wychodzi, wygląda już niemal zupełnie jak.. Wydaje się, że nawet Ase nie mogła się powstrzymać przed tym.

    – No już smarkule, to czysta koszula. Nie chce jej przebierać.- mówi, obejmując nas obie swoimi ramionami i  całuje w czubek głowy – Kontaktujcie się Simonem Kyobashim, on zawsze wie, gdzie mnie znaleźć, ale jak znów zaoferują przyjazd, to was odwiedzimy jak dalej tu będziecie.

    – Zostań. – Ase cicho, przez łzy – Zostań z nami…

    – Twoja moc Jedi na mnie nie działa. – odpowiada jej chichocząc – Przecież mnie nie lubicie.

    – Nienawidzimy, bo wyjeżdżasz. – odpowiadam mu, chociaż tak naprawdę tą nienawiść napędzało niezrozumienie – Jest jeszcze tyle rzeczy, których nie powiedziałeś i nie zrobiłeś jako starszy brat.

    – Trudno, przynajmniej wiecie, że go macie. – głaszcze po plecach – Następnym razem wam przywiozę domek dla lalek i słodycze, jak mnie puścicie. – wciąż się śmieje – Powiem wam to samo co tej trójce. Przecież ja nie umrę. Nie potrafię tego zrobić.

    Puszczam go i patrze jeszcze raz. Pozbawiony brody i włosów jest dokładnie jak on. Nie potrafisz, ale to samo myślałyśmy o nim. Jednak na końcu sam się zabił, tak po prostu. Jeszcze raz przykładam głowę i przyciskam, wciągając ten zapach. Powinnam Ci oddać kurtkę, ona powinna być twoja.

    – No, ostatnie tulamy. – mówi i podnosi nas obie tak samo jak Brownie, przechodzi kawałek i stawia przy swoich dzieciach – Pożegnamy się ładnie.

    – Miło było panie poznać. – mówi cicho Carmel, a w tym głosie brzmi zazdrość i sarkazm

    – Dziękujemy, że nie zrobiły panie krzywdy naszemu panu. – mówi równie cicho Brownie

    Cola przytula się do mojego ramienia, podnosi głowę i patrzy na Ase, po czym robi z nią to samo, a potem ląduje pod ramieniem Salomona niczym pakunek.

    – Jak mawiał terminator. – przybiera kamienną minę – Jeszcze tu wrócę. – wypowiada to z twardym, ciężkim akcentem gorszym od tego amerykańskiego

    – Przepraszam, braciszku, że chciałam… – a on macha ręką – Żałuje, że tak późno dałyśmy Ci szansę. – kiwa na to głową – Będziemy tęskniły…

    – Bardzo. – mówię mu, wycierając z twarzy łzy – Nie jesteś psem. Jesteś najlepszą formą człowieka. Jak nasz tata. – uśmiecha się na to i jeszcze raz daje nam po buziaku

    Ale kiedy wychodzą, znikając w ukrytym za garażami samochodem z wypożyczalni, a potem w drodze biegnącej do lasu. Ase, wciąż płacząc, siada ciężko na kanapie w salonie. Siadam i przytulam się z nią z całej siły. Wiem, co trzeba teraz zrobić.

    – Musimy zadzwonić do mamy. – mówi Ase, wyciągając mi to z głowy i wygrzebując modułowy smartfon z kieszeni – Musimy jej powiedzieć, by… – na wyświetlaczu pojawia się akurat zdjęcie cioci, a sam telefon zaczyna brzdąkać, więc odbiera, włączając głośnik – Miałyśmy właśnie do was…

    – Próbuje się ciągle do do Ciebie i twojej siostry dodzwonić, a telefon nie odpowiada jakby nie działał. Jest z tobą Majka albo Talita? Weź je obie z Clifordem i jeździe razem do Sary, tam będziecie bezpieczni. Dzwoniła Daniele Kellar. Ten mężczyzna jest wciąż w Europie, więc może jechać do domu waszego ojca. – mówi, nie czekając na to co ma do powiedzenia siostra – Sam zlikwidował pięć omeg z stada waszej matki, a Peter w stanie krytycznym jest w szpitalu… Ten człowiek jest skrajnie niebezpieczny…

    – Nie ciociu, nie jest… – mówię do telefonu – On właś…

    – Talita? Dziewczynki, wiem, że to nie rozmowa na telefon, ale posłuchajcie. To może być trudne i niezrozumiałe… Max Grimery, zajmowała się tymi samymi badaniami co wasz ojciec. – wiemy, mówił nam o tym już – Dlatego wyniki były takie dziwne, za każdym razem. Istnieje więcej, niż duże prawdopodobieństwo, że ten chłopak to tak naprawdę…

    Ase upuszcza telefon, patrząc na mnie z przerażeniem, a ja czuje jakby cała krew odpłynęła z ciała w fali gorąca i nagłego chłodu, a potem wszystko robi się czarne, gdy rzeczywistość odlatuje.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Tak, wy doskonale wiecie co Zuzia powiedziała siostrom. A jak nie, to zalecam lekturę od początku i zastanowienie o czym dużo rozmawiają bohaterowie, a prawdziwa tożsamość Salomona zostanie ujawniona. <3

    Vol 6 miał opóźnienie, bo Pan Korektor miał lenia, więc jak chcecie vol 7 szybciej (który pewnie w momencie, jak czytacie, z wersji 7.4 zrobił się wersją 7.11 lub większą, a ja już wypiłem wino czekające na stole), to motywujcie go w komentarzach do działania. Podtytułem, póki co roboczym, będzie “Uwięziona”. Wstępnie zakładam, że będą jeszcze cztery. W “10” napiszę wam czemu ta seria przyjęła taką formę, odmiennie od swojego poprzednika, “Kota”.
    Jak zawsze dziękuje za wszelkie wasze pochlebstwa, wyświetlenia (o ile czytacie do końca) i inne. Uwielbiam sprawdzać, czy są nowe komentarze i zawsze cieszy nawet kilka słów od czytelników.

    PS: Możliwe, że gdzieś jeszcze w między czasie może się zacząć przewijać seria o Neli (jeszcze nie wiem jak ją nazwę dokładnie), która mam nadzieje, się spodoba. Nie będzie powiązana z “human puppy”, ale bardziej “realna” – na razie jednak nic nie obiecuje.

  • Wyspa szczescia – 6.

    Część 6.

    – Aldi, polej, zanim wybierzemy laskę do striptizu – podekscytowana Bianka, druga bramkarka, klasnęła w dłonie, równocześnie kołysząc się w rytm muzyki.

    Dziewczyna była solidnych rozmiarów i charakteru, jak większość bramkarek, jednak poza salą mężczyźni patrzyli głównie na jej wydatny biust. Szatynka nosiła dość krótko strzyżone włosy, taki krótki bob, na meczach i treningach trzymane spinkami albo pod opaską, a najchętniej pacyfikowane obydwoma sposobami jednocześnie. Zielone oczy, mimo pogodnego wyrazu twarzy, nadawały jej spojrzeniu jeszcze większej łagodności.

    – Dziewczyny, do dzieła! Chcę zobaczyć nagą cipkę! – Pamela wymownie spojrzała na tył głowy Roksany.

    – Już, już. Chwila cierpliwości! – Roksi kończyła składanie kartek, ale oczy miała na plecach.

    – A może Pamka się rozbierze? – zachrypiała uśmiechnięta Celina. Prowokacyjnie patrzyła na młodszą koleżankę i lubieżnie polizała wargi. Sygnał był nad wyraz czytelny.

    Pamela odpowiedziała uśmiechem, rozbawiona propozycją, ale nie skomentowała zaczepki. Było jej miło, więc pomachała tylko dłonią, odmawiając tym gestem skorzystania z propozycji. Wycofana, cicha, małomówna 19-letnia brunetka o długich, kręconych włosach, typowe afro, była świadoma swojej atrakcyjności. Dziewczyna cieszyła się sporym powodzeniem wśród rówieśników i mężczyzn. Miała piwne oczy, proporcjonalny biust, sympatyczny uśmiech wspierany przez błysk białych zębów. Perłową albo pastelową, różową szminką umiejętnie podkreślała naturalną urodę wydatnych ust. Takimi szczegółami intrygowała jej adoratorów. Kocie ruchy, gibkość i dynamika cechowały ją na boisku. Pierwsza z wymienionych cech zwracała uwagę mężczyzn. Ale i kobiet, które tęskniły za atrakcyjnym, dziewczęcym ciałem. Wiedziała o tym. Jednak na razie nie miała ochoty na takie doświadczenia. Do dzisiaj. W zasadzie to kijem musiała odganiać się od mężczyzn i kolegów.

    Na tle koleżanek wyróżniała ją ciemna karnacja skóry, którą odziedziczyła po ojcu. Studiował w Polsce, ale na wieść o tym, że zostanie ojcem, przerwał studia i wrócił w rodzinne strony. Z kolei mama ukończyła studia, ale nigdy nie mówiła córce o ojcu, więc nawet nie wiedziała, z jakiego kraju pochodzi. Nigdy też nie przyznała, jak bardzo rozczarował ją, kiedy uciekł na wieść, że zostanie ojcem. Mężczyzna nigdy nie wsparł matki swojego dziecka żadną kwotą, nigdy nie nawiązał z nią kontaktu. Nie odpowiedział na żaden z listów, w których informowała o porodzie i postępach ich córki. W trzecim, ostatnim liście wysłała zdjęcie kilkumiesięcznej Pameli. Również bez reakcji. Z tego, co córka zdołała wyciągnąć od mamy, pochodził z bardzo zamożnej rodziny.

    – Mnie tam bez różnicy. Chętnie poklepię każdy zgrabny tyłeczek. I nie tylko! – zbyt głośno zaśmiała się Halina. Miała 35 l., biuściasta, przy kości, krótko przystrzyżona szatynka z kwiecistym tatuażem na udzie. Jedyna w tym gronie, która przyznawała się do posiadania męża. Miała stałą pracę w szkole, a trenowała, w zasadzie, dla przyjemności. Ot, takie przedłużenie młodości i planów sportowych. Wyjazd na zawody, treningi, zgrupowania. Jej podobało się takie życie. Nie mogła uczestniczyć we wszystkich treningach, ale dostawała niewielkie wsparcie z klubu i dlatego chętnie pojechała na obóz. Przy jej zarobkach to i tak było odczuwalne odciążenie domowego budżetu. Dziecka jeszcze nie miała. Trener chętnie korzystał z jej umiejętności, chociaż całego meczu kondycyjnie już nie wytrzymywała, ale klubu dużo nie kosztowała, więc jeszcze była w drużynie i na obozie.

    – A może jakiś duecik? – Ula podrygiwała na tapczanie w rytm muzyki, trzymając puszkę piwa w dłoni. Niedawno skończyła 18 lat, o drobnym biuście, szczupła, silna, waleczna. Włosy strzygła krótko. Przed wyjazdem na obóz tylko wyrównała i przefarbowała na białe. Wyglądała naprawdę efektownie. Szczególnie, kiedy opaliła się. Nawet koleżanki z drużyny uznały zmianę koloru za dobry pomysł. Któraś określiła jej wygląd seksownym. I miała rację. Fryzura intrygowała wszystkich, którzy lubili kobiety, więc zawsze ktoś oglądał się za nią. Inni twierdzili, że to efekt tatuaży na łydce i na piersi, częściowo widoczny, kiedy zakładała bluzki z dużym dekoltem. Mimo to jej charakter utrzymywał kolegów w szkole na dystans. Nawet „Bliźniaczki” patrzyły na Ulę z uwagą.

    Na obozie ta ksywka zaczęła być popularniejsza niż „Siostry”. Dlaczego? Nikt się nie zastanawiał. Ale faktycznie, były trochę podobne i poza strojami sportowymi zdarzało im się nosić takie same ciuchy.

    – Liczę, że zobaczę jakąś cipkę. Nie gasić światła! A będzie można pomacać? – rozbawiona Jolka zwróciła się z pytaniem do Aldony. Też kołysała się w rytm muzyki.  

    – No, panienki! Padła konkretna propozycja! Która skłonna skorzystać z oferty? – Aldona czuła, że impreza nareszcie nabiera kolorów. – Może jakaś nagroda dla chętnej?

    Reszta milczała, słuchając muzyki i czekając na losowanie. Sam pomysł wydawał się dość atrakcyjny, ale większość chyba wolałaby taki występ w mieszanym gronie. Mimo wypitego alkoholu jakoś krępowały się w swoim damskim towarzystwie. Bo pierwszy raz?

    – No, laski! Sięgać po losy! – Aldona nadal pełniła obowiązki gospodyni spotkania i niecierpliwie czekała na ekscytujący punkt wieczoru.

    – Uwaga, uwaga! Naszą striptizerką będzie dzisiaj urocza, seksowna, atrakcyjna, jedyna w swoim rodzaju… – podekscytowana Roksana zapowiadała koleżankę, widząc krzyżyk na jej kartce.

    – Roksi, przejdź do konkretów, bo zaraz zacznie świtać! – Celina straciła cierpliwość.

    – …niezwykle piękna i kusząca: Jooo-oool-ka!!

    Burza cichych braw i stłumionych gwizdów wypełniła pokój. Nie chciały prowokować trenera do przedwczesnej inspekcji. Dzisiaj w ogóle nie chciały inspekcji! Jedynie Jolka sceptycznie podeszła do tych owacji. Z dezaprobatą pokręciła głową i uśmiechnęła się cierpko.

    – Jol-ka! Jol-ka! Jol-ka! – owacje i ciche skandowanie imienia wywołały dziewczynę.

    – Na początek zrób salto! – krzyknęła Bianka. Żart bramkarki wywołał salwę śmiechu.

    – Trudno, zgodziłam się, to zaczynam! – Jolka odstawiła puszkę, weszła na stół, dziewczyny z puszkami piwa lub kubkami w rękach rozsiadły się na tapczanach, krzesłach i podłodze. Aldona puściła muzykę nieco głośniej.

    *

    Naga Jola jeszcze chwilę kręciła się na stole w rytm muzyki. Dziewczyny biły jej brawo. Naga dziewczyna wśród tylu ubranych robiła wrażenie. Ta odmienność stroju chyba wszystkie podniecała. Halina podeszła i głaskała dziewczynę po nodze. Wpatrywała się w jej cipkę, którą Jolka przed chwilą tak śmiało prezentowała, wysuwając biodra do przodu. Celina poklepała dziewczynę po pupie. Pozostałe dziewczyny wstały i tańczyły w parach, zachęcone przez Aldonę. Wtedy ponownie zabrała głos:

    – Laski! Uwaga! Dłuższa chwila intymnej przyjemności w ciemnościach. Proszę tylko nie wyjebać się o stół! I nie rozlać alkoholu! – po instrukcji, w swoim dosadnym stylu, zgasiła światło. W pokoju zrobiło się ciemno. Trochę światła dawała lampa oświetlająca teren przed ośrodkiem. Dzięki temu widać było zarys okna. Nikt na to nie zwracał uwagi.

    – Jedyna okazja, żeby rozebrać się! I koleżankę! – dodała Aldi, po czym objęła Roksanę i zaczęły pląsać. W pokoju nagle zrobiło się cicho. Urwały się wszystkie rozmowy. Muzyka tworzyła nastrój. I nadzieja na niezapomniane chwile w ciemnościach. Tu i ówdzie rozległ się chichot. Roksana z ciekawości i pożądania złapała Aldonę za pierś. Gospodyni mocniej przytuliła koleżankę. Pary tańczyły w milczeniu. Aldi trafiła z pomysłem…

    „Siostry” namiętnie tuliły się do siebie. Jedna położyła kochance dłoń na piersi, druga sięgnęła w dół, do krocza.  

    W pokoju panował tłok. Każda dziewczyna skupiała się na swojej aktualnej partnerce. Celina stała przy stole i poklepała Jolę po pupie. Sama zdjęła bluzkę. Była bez stanika. Nie ruszyła się stamtąd. Halina już nie głaskała 18-latki po pupie. Delikatnie całą dłonią przykryła jej krocze, a teraz dotykała jej łechtaczki. Zaczęła ją pocierać. Od kiedy zgasło światło, nie odezwała się. Zaschło jej w gardle.

    Jolka świetnie czuła się na krześle, obserwowana przez pozostałe. Chyba zaczynała rozumieć ekshibicjonistyczne potrzeby Gabrysi. Nie zdążyła zejść, kiedy obie kobiety zajęły się nią, zanim zgasło światło. Cieszyła się z tak otwarcie okazywanego jej zainteresowania. Mimo wszystko striptiz wprawił ją w jeszcze lepszy humor. Teraz stała w lekkim rozkroku, nie wiedząc, jak zachować się.

    – Z chłopakami nie miałabym takiego dylematu – pomyślała, zastanawiając się, czy dziewczyny ustalą jakąś kolejność, czy będą spierać się.

    Celina poklepała Jolę po pupie, a teraz jej palce coraz głębiej zanurzały się między pośladki. Drugą dłoń oparła na biodrze nastolatki, a wargami muskała jej bok. Dłoń Haliny stawała się coraz bardziej natarczywa. Niecierpliwymi ruchami zaczęła drażnić łechtaczkę. Jola była podniecona już samym tańcem przed koleżankami, więc teraz dotyk kobiecej dłoni tylko wzmógł jej podniecenie. Przestępowała z nogi na nogę. Zagryzła wargi, żeby nie jęczeć i chwyciła się za pierś. Miętosiła ją. To było takie… W tej chwili nie potrafiła myśleć racjonalnie. Pożądanie brało górę. Czekała na pieszczoty. Przymknęła oczy. Głowę odwróciła w bok i oparła na ramieniu. Czuła wilgoć w kroczu i na udach.

    – Spuściłam się – przemknęło jej przez myśl. Nie wstydziła się swojej reakcji.

    Halinie to nie przeszkadzało. W międzyczasie niecierpliwymi ruchami sama ściągnęła T-shirt i stanik. Utkwiła wzrok w kroczu nastolatki i z trudem powstrzymała się przed próbą polizania go. Nie chciała, żeby teraz ktoś zapalił światło. Przywarła do ciała Jolki. Ta zadrżała podniecona nowym, silnym bodźcem, przestała miętosić pierś i sięgnęła do biustu Haliny. Celina nawilżyła palec i powoli wpychała go do pupy dziewczyny. Gdy zabrakło śliny, wyjęła palec i wepchnęła do pochwy. Natknęła się na palce Haliny. Czuła na sobie wzrok koleżanki.

    – Ja tylko przejazdem – mruknęła do niej łagodnym tonem, wyjaśniając swoją obecność. Poruszała palcem i wycofała się. Ponownie wepchnęła palec w odbyt i powoli rozpychała wąskie wejście. Jola pojękiwała. Celina jeszcze kilka razy wracała do pochwy. Penetracja odbytu sprawiała jej taką radość. Jęki dziewczyny zmusiły ją do onanizowania się. Nie było czasu ani warunków na szukanie innej, życzliwej dłoni.

    Natalka stojąc w rozkroku, pojękiwała cicho. Trzymała Agatę za włosy, a ta półsiedząc-półleżąc na podłodze lizała jej łechtaczkę. Szarpanie za włosy, wywołane rosnącym podnieceniem, prowokowało Agatę do bardziej energicznych pieszczot. Natka nieświadomie sprawiała jej taką przyjemność… Obie znalazły to, co chciały. Wzajemnie uzupełniały się, nieoczekiwanie spełniając skryte oczekiwania.

    Na imprezę Aldona nie zaprosiła Leny. Niedawno skończyła 17 lat, a do pierwszej drużyny została dokooptowana tuż przed obozem. W zasadzie nie znały się. Wesoła, pracowita, trochę onieśmielona starszymi zawodniczkami. Na boisku szybka i w ogóle bardzo sprawna fizycznie. Tyle o niej wiedziały. Aldi wolała ją jeszcze obserwować. Może to ona donosiła trenerowi?

    *

    Gabrysia rozpięła bluzkę, gdy tylko zgasło światło. Zamierzała wcześniej, ale nie chciała robić konkurencji Jolce.

    – Jeszcze będą okazje – pomyślała roztropnie.

    W końcu nie wyrywała się do striptizu. A teraz żałowała… Rozejrzała się i chciała podejść do „Bliźniaczek”, ale już tuliły się na tapczanie, nawzajem rozpinając bluzki. Bez trudu dostrzegła, że nie założyły staników. Aldona obmacywała Roksankę. Bianka przed zgaszeniem światła objęła Pamelę. Z proszącym wzrokiem stała przed nimi Sandra. Gabrysia poczuła się rozczarowana. Było jej przykro.

    – A ja? – sądziła, że wzbudza zainteresowanie dziewczyn. – Przecież mam ładny biust, figurę i kasztanowe włosy, których zazdrości mi kilka koleżanek. Chłopakom się podobam – zdecydowała, że wyjdzie z imprezy. Odwróciła się i w tym momencie podeszła do niej Karolina, po drodze zdejmując bluzkę. Też nie miała stanika.

    – To dzisiaj jak epidemia – na swój użytek stwierdziła Gabi.

    22-letnia krępa szatynka bez słowa przycisnęła Gabrysię do ściany i rozpięła jej stanik. Gdy dziewczyna spodziewała się pieszczot biustu, Karolina włożyła dłoń pod spódniczkę i bezceremonialnie zaczęła wpychać wilgotny palec do pochwy.

    – Zaczekaj – nieśmiało stęknęła nastolatka, próbując cofnąć biodra. Natknęła się na nieprzejednany opór ściany.

    – Cicho! – starsza koleżanka przywarła ustami do jej ust, potem wycofała palec z pochwy. Gabi z ulgą spojrzała w jej oczy i odprężyła się, a Karolina wepchnęła dwa palce! Bezradna 18-latka w końcu rozsunęła nogi. Jej kochanka zaczęła wewnętrzną stroną dłoni masować łechtaczkę i mocniej wbijać palce do pochwy. Gabi objęła ją wpół, ale po chwili jedną ręką chwyciła pierś. I zaczęła cicho stękać pod wpływem intensywnych pieszczot. Nie chciała głośno okazywać swojego podniecenia. Wstydziła się. Gdy namiętne jęki stały się zbyt głośne, Karolina złapała ich autorkę za kark, wysunęła palce z pochwy i szepnęła do ucha:  

    – Zmykaj na dół i wyliż mnie! – po czym delikatnie pchnęła dziewczynę w dół. Sama kilkoma energicznymi ruchami drugiej ręki ściągnęła majtki z ud i stanęła w rozkroku. Oszołomiona podnieceniem nastolatka posłusznie ugięła nogi w kolanach i podniosła spódniczkę kochanki. Oparła się plecami o ścianę. Chłód ściany orzeźwił ją. Dłońmi chwyciła rozgrzane pośladki i przyciągnęła Karolinę do siebie. Po chwili wahania musnęła językiem wargi sromowe. Już miała spróbować ich ząbkami, ale przez jej ciało nieoczekiwanie przetoczyła się silna fala rozkoszy. Oparła się o ścianę i otworzyła usta. Bezwiednie opuściła ręce.

    *

    – Laski! Uwaga! Wkładać majtki, a cycki w staniki! Zapalam światło! Uuuu-wa-ga! – Aldona włączyła tylko lampkę stojącą na szafce obok tapczanu. Teraz stała z gołym biustem, wolną ręką obejmując Roksanę. Ta z kolei miała na sobie jedynie stringi i sandałki na szpilce. I tuliła się do kochanki. Wszystkie wydawały się chyba nieco speszone. Skrępowane? To jak zachowywały się po ciemku sprawiło, że wolały przedłużać tamtą chwilę. Decyzja Aldony zburzyła nastrój intymności. Po twarzach i z mowy ciała wynikało, że nadal przeżywały chwile wypełnione seksem. Większość nawet nie próbowała ubrać się. Pomysł z zapaleniem światła i zakończeniem zabawy był zdecydowanie przedwczesny.

    – Eee, po ciemku było sympatyczniej – odezwała się jedna z nich ponurym głosem.

    – Za chwilę i tak trzeba będzie zmywać się do pokoi! – pod wpływem komentarza Aldona czuła się w obowiązku wytłumaczyć. – Też dłużej bym się pobawiła.

    Jola zgrabnie zeskoczyła z krzesła. Jej nagość już nie wyróżniała się na tle koleżanek. Odebrała swoje rzeczy i siadła na tapczanie. Dostała puszkę i wychyliła kilka łyków. Była podniecona swoim występem i pieszczotami dziewczyn. Obok siadła Halina i objęła ją ramieniem. Nastolatka nie zaprotestowała. Celina patrzyła na nie z uwagą. Po chwili siadła z drugiej strony, na stoliku obok tapczanu i włożyła dłoń między jej uda. Jola spojrzała na nią i uśmiechnęła się zachęcająco.

    – Aldi, zgaś światło jeszcze na dziesięć minut! Co, dziewczyny? Chcecie? – Halina, najstarsza wśród nich, poddała się euforii, która ogarnęła ją na początku zabawy. Znowu pomruk aprobaty.

    – Może na kwadrans? – rzuciła Ula.

    – Jasne, kwadrans nikomu nie zaszkodzi – skwapliwie przytaknęła Roksanka.

    – Kto mierzy czas? – Pamela była ciekawa.

    – A ja mam w dupie mierzenie! Co to? Test na kosmonautę? Jak będzie dłużej, to chyba żadna nie będzie narzekać! Co nie? – Aldona dosadnie wyraziła się o obowiązującym regulaminie. – Kto będzie przy szafce, niech spojrzy na mój telefon! – zdecydowała i zgasiła światło.

    Dziewczyny tylko na to czekały.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • School girl

    Zniecierpliwiona poprawia wstążki zawiązane na końcu misternie zaplecionych warkoczy, kiedy w końcu rozlega się dzwonek domofonu. Robi głęboki wdech, wstrzymuje się chwilę, by nie pomyślał, że czekanie na niego było jej jedynym zajęciem, aż w końcu podnosi słuchawkę. Jego niski głos tylko wzmacnia uczucie, które pojawiło się już w momencie, w którym potwierdził ich spotkanie – mieszanka podniecenia i zdenerwowania, odczuwalna w całym ciele, ale szczególnie w okolicach podbrzusza, z jednej strony ją paraliżuje, a z drugiej motywuje do kontynuowania obranej ścieżki.

    Ostatni raz spogląda na siebie w lustrze – wysokie szpilki, białe podkolanówki, spódniczka sięgająca ledwie połowy uda i luźno związany krawat dopasowany do koszuli opinającej się na pełnym biuście – ma nadzieję, że sprawi mu miłą niespodziankę tym strojem. Kiedyś wspomniał jej, że podniecają go dziewczyny przebrane za uczennice, że – jak sam przyznał, dość banalnie – lubi oglądać jak we dwie zabawiają się ze sobą. Tym razem będzie musiał zadowolić się tylko nią, ale kto wie, może to będzie kolejna niespodzianka, którą kiedyś mu sprawi.

    Kieruje kroki w kierunku drzwi i uchyla je w momencie, w którym dzieli go od niej zaledwie kilka kroków. Widząc uśmiech na jego twarzy, opuszcza okulary nieco niżej, by spojrzeć znad nich zalotnie, jednocześnie wyciąga pociągle z ust kolorowy lizak, dopełniający jej przebrania.

    Zanim jeszcze pozwoli mu zdjąć kurtkę przyciska się całym ciałem do niego, pozwalając spróbować mu jej słodkich warg. Pod ręką czuje jak jego członek nabrzmiewa.

    – Ktoś się chyba za mną stęsknił – zauważa na głos i zostawia go na chwilę by nalać wino do kieliszków.

    Kiedy mężczyzna wchodzi do pokoju, ona pochyla się wyciągając z szafki kilka rzeczy. Przesadnie wypina pośladki, by zobaczył pod spódniczką wpijające się między nie stringi. Zachodzi ją od tyłu, łapie mocno i przyciska obnażoną pupę do pulsującego przez spodnie penisa. Daje jej siarczystego klapsa, który zostawia czerwony ślad na bladej skórze i siada na kanapie, władczo rozpinając rozporek.

    Dziewczyna podaje mu wino, a potem staje kilka kroków od niego by mógł jeszcze chwilę popatrzeć na nią w tym stroju. Odpina kilka guzików koszuli i powoli na czworakach podąża w jego kierunku. Nie spuszcza wzroku z jego krocza, i już po chwili ściąga z niego spodnie i bokserki. W tym momencie on łapie ją za podbródek i przyciąga lekko do siebie. Ich wargi znów się spotykają, najpierw wzajemnie niepewnie muskają, by pocałunek po pocałunku nabrać namiętności. Przerywają patrząc się na siebie zachłannie, bo oboje wiedzą jak intensywny będzie to wieczór.

    Dziewczyna wytrzymując jego wzrok, kieruje teraz usta w stronę jego nabrzmiałego członka. Zwilżoną końcówką języka delikatnie dotyka okazałej główki. Zatacza dookoła niej powolne kółka. Kiedy wsuwa ją całą do ust, on odchyla się do tyłu, mamrocząc jej ulubione “o fuck”, które upewnia ją o dobrze wykonywanym zadaniu. Raz po raz wsuwa fiuta głębiej w usta, jedną ręką dodatkowo stymulując go u nasady, a drugą pieszcząc jądra.

    Ściąga swój krawat i nadstawia biust tak by mógł wejść członkiem między piersi. Po kilkunastu pchnięciach on wyciąga go i łapie ją za włosy przyciskając usta do jąder. Nie musi jej nic mówić – od razu posłusznie zaczyna je lizać, zachłannie ssać i brać do ust, gdy jej dłoń zaciska się i rozluźnia jednocześnie posuwają w górę i w dół na penisie.

    Tym razem nie musi jej pytać gdzie chce żeby skończył. Sama czując, że on jest już blisko przyspiesza ruch ręką. Patrząc mu w oczy, obija jego członkiem o wystawiony język, a kiedy on się spuszcza, sperma spływa jej po ustach i skapuje na obnażony biust. Uśmiechając się oblizuje zalotnie wargi, bo wie, że w jego przypadku to oznacza dopiero początek…

    Siada na nim okrakiem i rozbiera go do końca by móc poczuć jego rozgrzaną skórę. Po kilku ciężkich oddechach mężczyzna przerzuca ją obok siebie, rozkładając jej nogi. Wsuwa dłonie pod jej pośladki, a twarz wtula w łono zaciągając się jej zapachem. Już kiedy lekko trąca nosem łechtaczkę przeszywa ją pierwsza fala podniecenia. Kładzie się na dziewczynie opierając się na jednym ramieniu i najpierw odgarnia jej kilka niesfornych kosmyków z twarzy, a później zaczyna ją powoli całować. Wolna dłoń wędruje wzdłuż ciała, pieści piersi, zsuwa się po brzuchu, gładzi uda. Przesuwa palcami po materiale majtek. Słysząc ciche jęknięcie pod swoim językiem przyciska je mocniej. Zachowuje równowagę między intensywnością pocałunków i naciskiem palców. Im mocniej pociera łechtaczkę tym mocniej wpija się w jej usta. Dziewczyna oddycha coraz szybciej, więc liże jej szyję i ssie sutki. Ściąga jej matki i zanurza język z gorącej i wilgotnej cipce. Drażni nim łechtaczkę, pociągle liże wargi i wsuwa go raz po raz w dziurkę. Jej głęboki oddech zaczyna przechodzić w jęki, wije się na kanapie dociskając jego twarz do swojego krocza. Jest już blisko, więc mężczyzna do ust dołącza palce. Wsuwa najpierw jeden, a zaraz potem dwa w jej ciasną cipkę. Najpierw zgina je i prostuje, stymulując punkt g, a potem wchodzi coraz głębiej. Kciukiem pociera łechtaczkę, a palec drugiej ręki wsuwa w odbyt. Czuje na dłoniach jak jej ciało napiera na niego coraz szybciej i mocniej. Wtedy dziewczyna przeciągle jęczy i wystarczy tylko kilka wspólnych pchnięć by jej ciało zaczęło się wyginać pod spazmami rozkoszy. Opada zmęczona, próbuje wyrównać oddech i patrzy na niego z uśmiechem pół przymkniętymi błyszczącymi oczami. On podaje jej wino, sam pociągając duży łyk ze swojego kieliszka. Widok jej rozgrzanego ciała, rumieńców, warkoczy i pończoch za bardzo go jednak podnieca by teraz pozwolił jej na dłuższy odpoczynek.

    Znajduje na podłodze zrzucony przez nią krawat. Obok leży pudełko z rzeczami, po które wcześniej sięgała do szafki. Wyciąga z niego lubrykant i kulki analne. Pochyla się nad dziewczyną i szepcze jej do ucha, żeby uklękła opierając się na zagłówku kanapy.

    Zamknij oczy – rozkazuje i zawiązuje jej krawat na oczach, tak by nic nie widziała i od tego czasu musiała zaufać jemu i swoim pozostałym zmysłom. Staje za nią, przyciskając swoje ciało do jej. Łapie mocno za piersi i ściska sutki. Pochyla ją, drapie jednocześnie wzdłuż pleców i kończy klapsem złożonym na pośladkach. Dziewczyna lekko jęknęła. Nie wie czego może spodziewać się w nadchodzących minutach. On jednak całuje jej pośladki – łagodząc zadany przed chwilą ból. Sięga językiem łechtaczki i podąża nim aż do drugiej dziurki, do której bez uprzedzenia wpycha język. Jej ciało przeszły spazmy, przypominające o dopiero co przeżytym orgazmie. Mężczyzna sięga po zabawki. Wylewa oliwkę na jej plecy, pozwala strugom spływać między pośladkami. Natłuszcza kulki i miarowo wsuwa jej w odbyt, drugą ręką pieszcząc łechtaczkę. Jej coraz szybszy oddech i pojękiwanie tylko zachęcają go do kontynuacji. Wkładając ostatnią kulkę, łapie dziewczynę za biodra i mocno nadziewa na ponownie nabrzmiałego fiuta. Wchodzi w nią głęboko, sprawiając obojgu intensywne doznania. Rżnie ją raz po raz, wchodzi tak mocno, że między jękami słychać jego jądra obijające się o jej pośladki. Dziewczyna miarowo porusza ciałem, są w wspólnym rytmie. Dostaje od niego nieoczekiwanego klapsa, po którym krzyczy tylko głośniej z podniecenia. Pociera łechtaczkę dodając sobie dodatkowego bodźca rozkoszy. Mężczyzna łapie za kulki i nie przerywając posuwania jej, wyciąga je zdecydowanym ruchem. Jej cipka zaciska się na jego penisie. Dochodzi dzięki niemu kolejny raz, prostuje się i opiera na jego ciele szukając jego ust. Dostaje tylko krótki pocałunek, po którym on pcha ją na zagłówek, nawilża członka i zaczyna posuwać ją w dupę. Teraz dziewczyna już tylko krzyczy, a on kończy w niej z długim jękiem zaspokojenia. Opada na nią, zsuwa z oczu opaskę i układają się na kanapie.

    – Połóż się na mnie – prosi. Lubi czuć ciężar i bliskość jego ciała na swoim. Leżą tak kilka minut, długo wyrównując oddechy. Zanim całkowicie odpłyną, mężczyzna szepcze jej do ucha, że musi się zbierać. Ubiera się, całuje na pożegnanie i rzuca “dzięki za wino” po czym zostawia ją śpiącą bez sił.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Gabi B.
  • Gosposia proboszcza czesc I

    GOSPOSIA PROBOSZCZA Część I Małe miasteczko gdzieś na Mazurach. I jak to w małej mieścinie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Mieszkam z mężem i dziećmi w niedużym domu na głównej ulicy. Mąż pracuje w zagranicznej firmie i na tutejsze warunki całkiem dobrze zarabia. Nie żyjemy ponad stan ale jakoś dajemy radę. Ja zajmowałam się domem i dziećmi. Nie powiem przydało by się trochę więcej grosza ale nie mogłam znaleźć pracy. Nagle praca się znalazła, to praca znalazła mnie. W sklepie dowiedziałam się, że gospodyni naszego proboszcza odchodzi na emeryturę i szukają następczyni. Ja 36 letnia zdrowa i nie chwaląc się zgrabna postanowiłam spróbować swoich szans. Wieczorem porozmawiałam z mężem i tego samego wieczora pobiegłam do pani Zofii, porozmawiać i po prosić o rekomendacje. Pani Zofia obejrzała mnie dość dokładnie. – jesteś młoda ładna ludzie będą gadać. Powiedziała. A ja na to: – Jestem mężatką mam dwoje dzieci umiem zajmować się domem nic innego nie robię od kilkunastu lat. – Moja droga to bardzo obciążające co dziennie praca zaczynasz o 5 rano a kończysz o 18. Kiedy znajdziesz czas dla rodziny. – W niedziele odpowiedziałam, niedziele ma pani wolne przecież. – No dobrze drogie dziecko zarekomenduje ciebie u proboszcza i dam ci znać co jak i kiedy pójdziemy do niego. Wracając do domu zastanawiałam się dlaczego nie spytałam ile mogę zarobić. Mąż będzie ciekaw. Ach powiem mu, że tysiąc dwieście do tysiąc czterystu na miesiąc. W sumie więcej się nie spodziewałam. Po dwóch dniach pani Zofia odwiedziła mnie w domu i mówi . – kochana ubieraj się idziemy do proboszcza. – O jej! Jestem zupełnie nie gotowa , pani Zofiio droga pół godzinki i idziemy zrobię pani herbatkę a ja się przygotuje. Wiedziałam, że trzeba się ubrać przyzwoicie, na szczęście miałam jedną grzeczną sukienkę ubrałam pod nią pończochy do pasa i buty na koturnie dopełniły reszty. – pani Zofia obejrzała mnie sobie i powiedziała ok. Jeszcze słowo o pończochach, ja nie uważałam rajstop nie cierpiałam ich. Zawsze pończochy zima czy lato, samonośne i do pasa. Szłyśmy po woli rozmawiając o moich nowych obowiązkach względem proboszcza, o ile dostanę tą prace. Na plebanie nie było daleko kilka domów dalej. Weszłyśmy do środka, idąc długim korytarzem do kancelarii musiałam się zatrzymać. – oj pani Zosiu chwileczkę, dopięła mi się spinka od pończochy. Muszę poprawić. Zgrabnie podciągnęłam sukienkę i przypinam, już miałam suknie opuścić gdy z kancelarii wyszedł proboszcz. Spojrzał w momencie gdy opuszczałam suknie. Widział, byłam pewna że widział moją nogę. Całą widział bo poczerwieniał na twarzy. Pani Zofia zrugała mnie przy okazji. Proboszcz zaprosił nas do kancelarii siedziałam jak cnotka niewydymka, kolanka razem raczki na kolanach i, i nie będę tu opisywała wszystkiego. Zostałam przyjęta na okres próbny dwa tygodnie w tym czasie pani Zofia miała mi pokazać co jak się tu robi. Dwa tygodnie szybko minęły. Nic nie wiedziałam mam te prace czy nie mam. Wracałam z zakupów przechodząc obok plebanii usłyszałam. -Pani Asiu proszę do mnie na momencik. To był proboszcz. Zawróciłam i weszłam do środka, nie zbyt dobrze ubrana na taką wizytę. Miałam na sobie zwiewną sukienkę, dość krótką, z dekoltem. – niech pani siada. Usiadłam z przyzwyczajenia założyłam nogę na nogę, eksponując przy tym moje uda. – Pani Asiu postanowiłem zatrudnić panią , proszę powiedzieć ile by pani chciała zarabiać. Nie lubiłam tego pytania ale odpowiedziałam bez namysłu. – 1500 zł proszę księdza myśle ze to nie zbyt wygórowana kwota. Proboszcz przyjrzał mi się bardziej i powiedział . – zgoda pani Asiu, 1500 miesięcznie. I mając na uwadze że ma pani dzieci to ma pani dwa wolne weekendy w miesiącu. – Och dziękuje księże proboszczu. Zadowolona i szczęśliwa wracałam do domu, opowiedziałam o wszystkim mężowi . A on na to. – cały dzień będę myślał o tobie , ty atrakcyjna kobieta cały dzień będziesz obracała się w śród trzech mężczyzn. – No nie przesadzaj skarbie , ogrodnik grubo po pięćdziesiątce, kościelny to taki chudzielec nie w moim typie a proboszcz no jedynie on jeszcze w miarę postawny i przystojny ale to ksiądz. – Ksiądz nie ksiądz ale chłop, ale spróbuj zawsze to jakiś grosz odłożyć będzie można. Powiedział mąż. I zaczęłam mój pierwszy samodzielny dzień pracy. Ubrana zawsze stosownie w spódnicach do kolan lub nie co dłuższych na to fartuszek biały ze stanem z tylu wiązany na kokardę. Burty na takim domowym nie wysokim obcasku. Miałam niezły ubaw z kościelnego i ogrodnika , zawsze kiedy wychodziłam na warzywnik wziąć coś do obiadu zawsze mnie obserwowali. Czułam jak rozbierają mnie wzrokiem. Czasem ja sama dawałam im powód do patrzenia na mnie, kucając czy też pochylając się nad grządkami eksponowałam swoje wdzięki. Jednego razu znowu zawiodła spinka od pończochy, byłam w warzywniku i rozejrzałam się czy nikt nie jest w pobliżu. Szybko podniosłam spódnice i zapiełam spinkę. Kiedy wracałam na plebanie z rękami pełnymi warzyw na swojej drodze spotkałam ogrodnika. – pani, pani Asiu to jak sarenka chodzi. Powiedział. Dodał jeszcze – Noga pierwsza klasa . A wiec widział pomyślałam, i nic nie mówiąc minęłam go i tu dostałam siarczystego klapsa w tyłek. – no wie pan! Niech pan sobie za dużo nie pozwala. I oburzona tym faktem poszłam do kuchni. I tak mijały mi dni na gapiących się na mnie facetach z otoczenia plebani. Pewnej soboty, bo w soboty zaszłe sprzątam gruntownie łazienki wpadłam na kościelnego który brał prysznic. Stał i mył głowę nie widział mnie, za to ja widziałam i otworzyłam usta ze zdziwienia, jego sprzęt . Boże skąd u takiego chudzielca taka pała. Dyndał mu do pół uda prawie, to jak to wyglada jak stanie?! Szybko uciekłam z wypiekami na twarzy, zdumiona i to bardzo. Pierwszy raz w życiu widziałam coś tak dużego z bliska, w zasięgu ręki można powiedzieć. To mój fetysz duże kutasy, mój mąż wie o tym dlatego kupił mi dildo słusznych rozmiarów żebym od czasu do czasu się zabawiła jak go nie ma w domu. Sam miał średnią europejską ale był dobry w łóżku mógł długo i po kilka razy na dobę. Mimo to nie był zazdrosny o mój fetysz i fantazje jakie mu snułam podczas stosunku to go rajcowało bardzo, bardziej niż moja figlarna bielizna. Po powrocie do domu nie było jeszcze męża ani dzieci a ja napalona na sex. Wyjęłam swoje dildo i się zaspokajałam wyobrażając sobie o dziwo kościelnego . Oj ostro dałam popalić swojej pusi tego dnia. Następnego dnia postanowiłam obu panom dać trochę przyjemnosci z patrzenia sama nie wiem co we mnie wstąpiło ale czułam podniecenie kokietując innych. Spódniczka lekko nad kolano i wąska powodowała, że ilekroć wchodziłam na stołek żeby coś sięgnąć z górnej półki musiałam ja podciągnąć conajmniej do pół uda, po to, żeby postawić nogę na taboret. Był piątek, tego dnia ksiądz proboszcz zwołał jak zwykle naradę w kuchni. Przy stole zasiedli ogrodnik, kościelny i rzecz jasna proboszcz. – pani Asiu czy mogła by pani zrobić nam kawę i sobie również, omówimy sprawy plebanii. – Oczywiście. Powiedziałam. Nastawiłam wodę, i żeby wziąć cukier musiałam wejść na taboret. Zrobiłam to bezwiednie jak bym była sama. Podstawiam taboret podciągnęłam spódniczkę i hop, kiedy się wspięłam spódnica opadła a kiedy schodziłam znowu ją podciągnęłam . Zauważyłam, że przy stole na ten moment zapadła cisza. Wiedziałam, że patrzyli. Podałam kawę usiadłam z nimi, siedząc bokiem do stołu moje nogi skierowane były w stronę ogrodnika, założyłam nogę na nogę a spódnica mimowoli się podciągnęła eksponując moje kolana. Siedzimy rozmawiamy i nagle czuje dłoń ogrodnika na moim kolanie, nie chciałam gwałtownie reagować żeby ksiądz się nie zorientował . Zwlekałam trochę a on poczynał sobie coraz śmielej , głaskał kolano i nad kolanem, muszę to przerwać pomyślałam bo gotów pomyśleć, że mi się podoba. Wstałam że niby coś trzeba zrobić. Panowie skończyli rozmawiać, i wyszli został ogrodnik i gapił się na mnie. Nie wytrzymałam obróciłam się gwałtownie i. – co się gapisz . Powiedziałam – Patrzę bo mi się podobasz kotko. – Nie jestem i nie będę twoją kotką i wynocha mi stąd. Powiedziałam i zajęłam się przygotowywaniem obiadu. Powiem szczerze, że ten jego dotyk był nawet przyjemny, silna męska dłoń, szorstka i duża. Pewnego poniedziałkowego ranka miał przyjechać jakiś ważniak z kurii na śniadanie i oczywiście coś omówić z proboszczem. Przygotowałam wystawne śniadanie ważniak miał być o 9tej. Proboszcz poprosił mnie jeszcze żebym odkurzyła w jego kancelarii i korytarz do niej prowadzący. Złapałam odkurzacz i, i nie działa , cholera jasna powiedziałam głośno, aż proboszcz usłyszał . Powiedziałam co się stało a on polecił ni iść z tym do kościelnego on go szybko zreperuje. Załapałam go i lecę . – panie Kaziku , panie Kaziku. Wolałam – Co się stało pani Asiu ? – Odkurzacz nie działa proszę coś zrobić zaraz będzie gość z kurii a ja muszę jeszcze odkurzyć dwa pomieszczenia . Kościelny Kazik wziął się za naprawianie a ja oglądałam jego pomieszczenie tzn warsztat. Oparłam się dłońmi o stół i wspieram się podpinając jedną nogę . – ale, pan ma tu szpargałów . Powiedziałam nie zdjąć sobie sprawy ze kokietuje biednego Kazika. – Dzięki tym szpargałów pani Asiu jeszcze coś tu działa. – Zależy pani żebym to szybko zrobił ? Zapytał . – Tak o ile to możliwe to tak. Powiedziałam, siedząc na stole i bujałam nogami. – A nagroda będzie pani Asiu? Zbaraniałam, ścięło mnie z nóg to pytanie, ze skoczyłam ze stołu i zapytałam . – co pan ma na myśli ? Niech pan proboszcza poprosi o nagrodę. – Niech się pani nie denerwuje żartowałem tylko. – A co by pan chciał za nagrodę zapytałam zalotnie przegryzając palec . Pomyślałam po kokietuje go trochę, za chwile będzie mi jadł z ręki. – Niewiem panie kościelny co pan ma na myśli. – Nic takiego pani Asiu. – Skoro nic takiego To niech pan mówi jasno i konkretnie. – A nie obrazi się pani? – Niech pan – Niech pan mówi , zgodzę się albo nie. – Chciałbym, żeby pani….. – chciałbym zobaczyć pani nóżki całe. Zaczerwienił się stałam chwile w milczeniu patrząc na niego, z jednej strony wzbudzał litość z drugiej sama nie wiedziałam jak to opisać. – zgoda odpalam , ale tylko popatrzeć. – Tylko pani Asiu tylko. Oparłam się o stół siadłam tak jednym pośladkiem i zaczęłam podciągać spódniczkę, powoli , niemal do miejsca gdzie były spinki trzymające pończochy. Kościelny Kazik zaczerwienił się, drżały mu ręce . – i jak ? Zapytałam. – Cudowne pani Asiu cudowne. Wstał i ruszył w moim kierunku trochę się przestraszyłam ale, on tylko do szuflady po jakiś element. Boże pomyślałam , jaki on nieśmiały, ogrodnik już by mnie brał na tym stole, na różne sposoby. Przez chwile tak siedząc patrzyłam jak Kazik momentami nie spuszcza ze mnie oczu. Pomyślałam pokaże mu inaczej. Zeskoczyła ze stołu, obróciłam się tyłem i podciągnęłam spódniczkę tak wysoko, żeby zobaczył uda nad pończochą. Obserwowałam go katem oka, przełykał nerwowo ślinę. -zaschło mi w gardle na ten widok pani Asiu. Powiedział po czym ruszył w moją stronę. Widziałam że na stole stoi butelka z wodą. Ale się zdziwiłam, on nie chciał wody chciał mnie. Podszedł z tyłu załapał w biodrach i przyciągnął do siebie. – Kazik !! Puść miałeś tylko patrzeć !! – Dosyć się napatrzyłem na ciebie, jeszcze zanim zaczęłaś tu pracować, obserwowałem cię zawsze i zawsze uważałem że jesteś najlepsza dupa w mieście. Po tych słowach wygiął mi ręce do tylu skrzyżował na plecach i pochyłym mnie do przodu, nie mogłam się ruszyć , szarpała się chciałam go kopnąć ale na nic moje próby. – Kazik kurwa mać puść bo będę krzyczeć. – nie będziesz, już dawno byś krzyczała. I tu poczułam jak jego palce dotykają mojej pusi. Wiłam się jak wąż chcąc się wyzwolić i w tem. – ychyyych kaaaziiik nieeeees!!! Poczułam dwa palce Kazika w mojej pusi, poruszał rytmicznie a ja stłam się mokra. Dyszałam i prosiłam błagalnie. – Kazik puszczaj, och, ooooonieeee! Kazik proszę ja nie chce. – Chcesz wiem że chcesz, wreszcie biorę to co chce a nie to co muszę. I w tym momencie westchnęłam – aaaaachaaaałaaaaa, nie nieee!! Poczułam w sobie kazikowego chuja. Rąbał mnie jak drwal nie zawrzał na moje prośby . – Kazik Kaziu nie tak mocnooo! Boli kurwa Kazik nie tak mocno aj aj aj dyszałam rytmicznie. Drugą ręką odchylił mi głowę do tylu za włosy złapał i sapał i jebał jak kotkę. Już nie miałam siły prosić opadłam z sił pierwszy raz w życiu miałam w sobie taki okaz, poza moim Dildo oczywiście. Sama nie wiedziałam czy Piszcze i dysze z bólu czy z rozkoszy zobojętniała czekałam aż skończy. Nagle kazik przyśpieszył przycisnął mnie mocniej i bardzo szybko dochodził do końca myślałam że oszaleje w tym momencie myślałam że nie wyrobię myślałem że mnie rozerwie że dochodzi mi do gardła i wyciągnął go bardzo szybko poczułam na swoim udzie jak spływa sperma, doszedł wreszcie. I jak gdyby nigdy nic odwrócił się odszedł na parę kroków i powiedział – odkurzacz gotowy. Wyszedł ze swojego warsztatu zostałam sama. Leżałam oparta o stół z rozstawionymi nogami. Przez chwile próbowałam się pozbierać, pozbierać myśli. Jak to się stało jak do tego doszło. Zebrałam się doprowadziłam do ładu i poszłam skończyć odkurzanie. W domu przed zaśnięciem dużo myślałam o tym co zaszło już kiedy emocje opadły, doszłam do wniosku, że sama jestem sobie winna, po co pokazywałam, po co kusiłam, mogłam wyjść i kazać przynieść ten cholerny odkurzacz. Analizowałam to zajście krok po kroku, i, i kurwa doszłam do wniosku, że mi się podobało jak mnie brał siłą, to było nowe doświadczenie. Przecież gdybym nie chciała to bym się jakoś obroniła mogłam krzyczeć, nie zasłaniał mi ust, a ja nie krzyknęłam ani razu. Następnego dnia robiąc obiad dla księdza i tych dwóch, zobaczyłam w kuchni Kazika. – Czego. Powiedziałam drżącym głosem. – Przyjdź do warsztatu, będę czekał. Powiedział jak gdyby nigdy nic. – Nie ma mowy. Odparłam. – Będę czekał, powiedział to i wyszedł . Chyba zwariował , co on sobie myśli. Robiąc swoje, co chwila spoglądałam w stronę warsztatu kazika. Jednocześnie myślałam żeby się komuś zwierzyć z tego co zaszło chciałam się wygadać, jedyną osobą która której mogłabym to wszystko powiedzieć była moja siostra Aga, postanowiłam do niej zatelefonować. Przyszła tak jak się umówiłyśmy, wczesnym popołudniem. Zawitała na plebanii usiadłyśmy w kuchni przy małym stoliczku przy kawie miałyśmy chwile żeby porozmawiać. Nie widziałyśmy się dość długo więc zanim przyszłam do Sedna sprawy wymieniałyśmy się bieżącymi informacjami. Co u kogo słychać i taka tam bez znaczenia paplanina. W pewnym monecie Aga spojrzała w okno i powiedziała. – O kościelny Kazik . – Ty go znasz. Zapytałam. – Nie, z widzenia ale dużo o nim słyszałam. – Co słyszałaś – To ty nic nie wiesz? Kazik to buchaj, żadna jeszcze nie żałowała która mu dała. – A ty skąd to wiesz. A Aga na to. – A ty coś wiesz Asiu ? No powiedz. Milczałam, zaczerwieniona, w końcu chciałam coś powiedzieć ale Aga mi przerwała. – dałaś mu? – Nie. Odpowiedziałam szybko i równie szybko dodałam. – Sam wziął . – Zgwałcił cię ?! – Nie nie tak bym to ujęła. I opowiedziałam jej całą historie jak dobrego w warsztacie doszło. Nie umiała bym Agi okłamać, wyczuła by, jest starsza ode mnie 6 lat. Ma 42 lata i jak to mężczyźni mawiają zdrowa dupa z niej. Aga zapytała czy żałuje. – Aga najgorsze jest to, że zdradziłam męża, a jeszcze gorsze, że mi się to podobało. Aga milczała przez chwile, zbierała myśli i zaczęła swój monolog nie przerywałam , słuchałam. – widzisz moja droga, jedynym mężczyzną w twoim życiu jest twój mąż. Tak było wczoraj. Pozwól droga siostrzyczko, że teraz wyjawię ci pewien sekret, nikomu do tej pory o tym nie mówiłam powiem ci na początek że ja też nie jestem święta. Wzięła telefon do ręki otworzyła jakąś stronę a tam jej fotka i podpis: zaniedbywana mężatka. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam co powiedzieć, Aga snuła dalej swój sekret. – spotykam się tylko i wyłącznie z żonatymi mężczyznami takimi z klasą co za fundują hotel, kolacje itp. Nie, nie robię tego za pieniądze, jedyna korzyć jaką mam to przyjemność. Twój szwagier a mój mąż często ma problemy z męskością. Jeśli go najdzie ochota nie odmawiam mu ale, to za mało raz w miesiącu. Dlatego robię to co robi tysiące innych kobiet. W mojej sytuacji. A jak z tymi sprawami u mojego szwagra. Zapytała. Zastanowiłam się chwile i . – no wiesz jest dobrze, może nie tak dobrze jak bym chciała. Też czasem zawodzi, wiesz stres, praca. – Dlatego nie odmawiaj Kazikowi , daj mu jeszcze raz drugi i trzeci. A ogrodnik? – Co ogrodnik . Zapytałam. – Oj Aśka, dwa buchaje sobie chuje ostrza na ciebie a ty grasz cnotkę niewydymkę. Dziewczyno możesz mieć tu raj codziennie. Siedziałyśmy chwilę w milczeniu. W końcu powiedziałam. – Skoro jesteś taka bezpruderyjna, to proszę idź do Kazika do warsztatu, powiedz mu że przyszłaś zamiast mnie. – Oj Asiu, poczekaj a się zdziwisz. Powiedziała . Pożegnałyśmy się i wyszła. A ja zajęłam się sprzątaniem kuchni. I cały czas spoglądałam w stronę warsztatu. Myślałam też o tym co mi powiedziała. Nigdy bym jej o to nie podejrzewała, że zdolna jest do czegoś takiego. W sumie ma racje tysiące kobiet tak robi, nie które potępiają inne rozumieją a jeszcze inne tak robią. Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos księdza. – pani Asiu, – Tak księże proboszczu. – Firany w mojej kancelarii się zakurzyły, raz na trzy miesiące są prane i teraz wychodzi że trzeba to zrobić . – Tak oczywiście proszę księdza. Powiedziałam. – Proszę powiedzieć kościelnemu żeby pani pomógł , niech przyniesie drabinę . O kurczę, pomyślałam, co to będzie ? Ruszyłam zgrabnym krokiem w stronę warsztatu. Kazik siedział i coś piłował. – cześć . Powiedziałam. – Weź drabinę idziemy ściągać firany w kancelarii księdza. Kazik spojrzał na mnie i z uśmiechem powiedział. – myślałem, że przyszłaś do mnie. – Przestań Kazik, przyszłam po ciebie, no bierz drabinę czekam w kancelarii. Wróciłam i zaczęłam zdejmować kwiaty z parapetów. Za chwilę przyszedł Kazik z drabiną. Rozstawił a ja weszłam ostrożnie i zaczęłam odpinać firany. Stałam nie pewnie, drabina stara i krzywa. Kazik stał i się przyglądał a mi zaczęły trząść się nogi. Niewiem czy z podniecenia czy z powodu drabiny. Kiedy ściągałam już ostatnią , na swoich kostkach poczułam dłonie Kazika. Po mału prezesował ręce w górę, całował i lizał moje łydki. – Kazik stop, przestań, nie teraz i nie tutaj!! Protestowałam. – Chodź do warsztatu powiedział i nie przestawał pieścić. – Nie nie dziś. Powiedziałam, i chciałam zejść z drabiny. Nie puszczał jego ręce coraz śmielej sobie poczynały, spódnice już miałam podwiniętą całkiem. – no puść proszę. Złapał mnie w biodrach i posadził na biurku księdza. Rozchylił nogi klęknął i zaczął lizać moją pusie. Boże pomyślałam co się tu dzieje, dlaczego ja na to wszystko pozwalam. – Kaziu nieeee, proszę nieeee tuuuu, achhh , aj Kaziu już dość. Błagałam. Wstał i powiedział. – czekam w warsztacie. – Nie mogę dziś zrozum wreszcie, muszę uprać firany. – To przyjdź jutro. Powiedział. – Jutro mam wolne, co Powiem w domu. Mówiłam poprawiając swoje ubranie. – Będę czekał jutro. Rzucił na odchodne. Zeszłam do piwnicy, wstawić firany do prania. Byłam mokra, rozochocona, i sama nie wiedziałam co zrobić. Wyjrzałam przez piwniczne okienko, drzwi do warsztatu były otwarte. Idę pomyślałam i zdjęłam majtki rzuciłam w kąt i ruszyłam w stronę warsztatu. Weszłam do środka, stanęłam mówiąc. – jestem, ale nie wiem czy dobrze robię, jestem dziś bo jutro bym nie mogła. Kazik wstał wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego mieszkalnego kąta w warsztacie. Zaczęliśmy się całować rozpiął mi bluzkę zdjął wszystko zostałam tylko w pończochach. Pchnął mnie na łóżko, rozłożył nogi i zaczął lizać moją pisie. A ja jak rozpalona suka, wiłam się i dyszałam. – Tak, tak, taaaak, och, jejciu , nieee wyyytrzyymmmam tego , Kazik bierz mnie teraz mocno. Jak tylko to powiedziałam . Kazik nie zwlekał, zadarł mi nogi do góry przypasował swoją pale i wszedł z całym impetem a ja ryknęłam, jęknęłam i straciłam, chyba świadomość, czułam tylko rozkosz. – aj aj aj tak tak Kaziku ruchaj mnie jak dziwkeeeeee, ał ał ałaaaaa. Takie teksty tylko go nakręcały. Wyłam i jęczałam w spazmach rozkoszy, według rytmu Kazikowych pchnięć. W końcu wydobyłam z siebie słowa. – Kazik, daj mi go w usta. Bez dyskusji położył się na wznak i ja wreszcie mogłam nacieszyć wzrok kutasem Kazika. Wielki twardy z żyłami , coś pięknego. Ledwo zamieściłam go w ustach ale dzielnie pracowałam a Kazik lizał mi pisię. Ssałam sapałam ledwo łapiąc oddech. W końcu Kazik się się wygiął w łuk i poczułam w ustach gorący strumień spermy. Nie łykałam, wyplułam. Cały kutas był lepki od spermy, ja w ustach miałam tylko posmak. Opadliśmy na chwile z sił mną jeszcze targał dreszcz emocji. – Dziękuje Asiu. Wyszeptał . – Za co mi dziękujesz? – Bo wiesz , pierwszy raz w życiu, jesteś pierwszą kobietą która zrobiła to ustami. – Coooo?! Niemożliwe . Ale nie masz za co dziękować, będziesz grzeczny to zrobię to jeszcze raz. Po tych słowach nastąpiła we mnie przemiana. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak wielka. – No, Kazik ja już muszę iść firany pewnie się wyprały muszę je rozwiesić. – Chyba nie chcesz teraz wyjść? – Muszę. Powiedziałam i szukałam swoich ubrań. Muszę lecieć bo zostawiłam w pralni majtki jeszcze by je ktoś znalazł i by było. Ubrałam się wyszłam kierując się odrazu do pralni. Rozwiesiła firany i czas był do domu. Idąc powoli ulicą zastanawiałam się nad sobą. Co ja wyprawiam, zdradziłam męża już dwa razy. I jakiś tego nie żałuje. Wprost przeciwnie jestem gotowa na więcej. W domu męża i dzieci jeszcze nie było, postanowiłam wziąć prysznic. I wtedy o zgrozo, majtki !!! Zostały w pralni. Boże żeby tylko nikt ich tam nie znalazł. Po chwili zjawił się mąż i dzieci. Wieczór minął szybko, dzieci już spały a ja ubrana w sexy koszulkę staram się zachęcić męża. – Asiu, wiesz. Zaczął mówić. – Bardzo bym chciał kochanie ale nie chce ciebie rozczarować. O nie pomyślałam tego już za wiele. – czy ty wiesz kiedy ostatni raz to robiliśmy ?! Miesiąc temu nawet ponad miesiąc. Nie jestem zakonnicą!! Mógł byś się trochę postarać. Stał i milczał nie wiedział co powiedzieć . A ja dalej. – może już cię nie pociągam?! – Ależ skąd skarbie podobasz mi się i pragnę cię ale nie mogę nie, wiem gdzie leży problem. – Właśnie o to chodzi że leży a nie stoi. Wzięłam poduszkę koc i poszłam spać do salonu. Przed zaśnięciem myślałam o rozmowie z Agą, myślałam o tym co zrobiłam. I o tym co chce zrobić. Może próbować tak jak Aga ? Może to jest wyjście. Rano obudził mnie zapach kawy i piękny bukiet kwiatów. – przepraszam Asiu. Postaram się coś zmienić. – To ja przepraszam , nie powinnam

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jarekx69

    Przepraszam za stylistykę ortografie i w ogóle, nie jestem zawodowcem.