Blog

  • Siodmy kolor teczy

    1 stycznia

    Pierwszy pocałunek powinien być wyjątkowy, niepowtarzalny, cudowny. Tak sobie go dotychczas wyobrażałem. W każdym razie na pewno nie planowałem TEGO. Nawet nie jestem w stanie określić, czy byłem wtedy zbyt pijany, żeby odmówić, czy znowu bałem się posądzenia o sztywniactwo. Może jedno i drugie. Dosyć, że zgodziłem się na grę w tę pieprzoną butelkę.

    Z licznego grona imprezowiczów go gry włączyło się niewielu. Kilka dziewczyn z mojego roku, dwóch naszych kolegów, którzy byli jeszcze wystarczająco trzeźwi i jakiś ziomek, którego pierwszy raz widziałem na oczy. Statystycznie rzecz biorąc szanse na wylosowanie dziewczyny były znacznie wyższe niż chłopaka. Tylko że ja nigdy nie miałem szczęścia w grach losowych. Owszem, udało mi się pocałować każdą ze swoich koleżanek, a są one niebrzydkie. Udało mi się też uniknąć krępującej sytuacji pocałowania Janka i Romka (oni takiego szczęścia nie mieli). Gorzej, że ta złośliwa butelka częściej niż moje koleżanki wskazywała nieznajomego. Nigdy nie lubiłem rachunku prawdopodobieństwa, a tej nocy znienawidziłem go doszczętnie.

    Karol, bo tak chyba miał na imię, zdawał się w ogóle tym faktem nie przejmować. Ba, świetnie się bawił i chyba nawet nie było to spowodowane alkoholem. I przykładał się do całowania. Dziewczyny robiły to bardzo po koleżeńsku. Nie wzbudzam w nich chyba odrazy, ale też nie sądzę, by któraś z nich rozmyślała o mnie skrycie podczas wykładów. Za to Karol… Wspomniałem o modyfikacjach? W trakcie gry dziewczyny zdecydowały, że każde powtórzenie będzie o sekundę dłuższe. Z języczkiem. Ostatni mój pocałunek z Karolem trwał całe wieki. Ktoś chyba to nawet nagrał, sam nie wiem. Oszołomiony wyszedłem na balkon przewietrzyć głowę. Ktoś poczęstował mnie papierosem. Wypaliłem całego, chociaż zwykle nie palę. Kiedy wróciłem, chłopaka już nie było. Podobno zamierzał przed północą zaliczyć jeszcze dwie imprezy sylwestrowe. Krzyż na drogę. Ja zostałem sam z całym swoim wewnętrznym bajzlem. Na szczęście Romek szybko się mną zaopiekował i pomógł wypłukać smak jego pocałunku. Skutki tej pomocy odczuwam do teraz.

    Porażka. Nawet przed sobą samym nie był w stanie się przyznać, że mu się podobało. Zniesmaczony własną hipokryzją Sebastian odstawił notatnik. Do tej pory był tak pochłonięty nauką, że nawet nie rozglądał się za dziewczyną, o związku już nie wspominając, a teraz, nagle, okazuje się, że dziewczyny go nie interesują. Nie w ten sposób. Wprawdzie jego organizm reagował na nie, ale była to reakcja czysto biologiczna, jeśli pominąć ekscytację, naturalną dla nowych doświadczeń. Z Karolem było inaczej. Pocałunek z nim był obezwładniający, a towarzyszące temu uczucia nieporównywalnie bardziej intensywne. Jego wspomnienie wciąż było żywe, wrażenia wracały, budząc w chłopaku mieszaninę lęku, gniewu i obrzydzenia.

    Spojrzał na zegarek. Było już po piątej. Normalnie poszedłby teraz do kościoła, ale na szczęście wywiązał się z obowiązku wczoraj. Zwykle nie podchodził do sprawy tak formalnie, ale w tej chwili nie był w nastroju na zaspokajanie potrzeb religijnych. W ogóle nie był w nastroju. Dół emocjonalny połączony z kacem posylwestrowym to wprawdzie żadna wymówka, ale w obecnej sytuacji wydawała mu się wystarczająca. Tylko co zrobić z wolnym czasem? Nie położy się przecież spać, skoro wstał całkiem niedawno. Galerie pozamykane, na kino nie miał ochoty, a na spacer za zimno.

    Po chwili zastanowienia postanowił odrobić zaległości w serialach. „Ricky i Morty” jest wystarczająco odmóżdżający. Odpalił kompa, wyciągnął z szafy paczkę paluszków i ostatnie dwie butelki piwa. Zanim otworzył pierwszą usłyszał dzwonek do drzwi. Wcisnął przycisk domofonu, otworzył drzwi i stanął w progu oczekując niezapowiedzianego gościa. Mieszkał na pierwszym piętrze, więc po krótkiej chwili z klatki schodowej wyłonił się Romek.

    – A ty co, spać nie możesz?

    – Jolka zaczęła sprzątać mieszkanie. Wyczułem, że jeśli szybko się nie zmyję, zagoni mnie do roboty. Do akademika mi się nie spieszy, a że przechodziłem w pobliżu, pomyślałem, że wpadnę. Krystek jest?

    – Wraca jutro.

    – Czyli w razie czego masz wolne łóżko?

    Sebastian nie skomentował pytania. Romek miał tendencję do przesiadywania u znajomych do późnych godzin nocnych. Zwykle wiązało się to ze spożywaniem dużej ilości alkoholu. Zanim wyszedł był w takim stanie, że gospodarze z litości pozwalali mu zostać do rana.

    – O! Widzę, że przyszykowałeś już popitę.

    – Jaką znowu popitę?

    Romek wskazał na stojące na stole piwo.

    – Wbrew twojej teorii piwo to też alkohol. Zamierzałem je wypić sam, oglądając serial.

    – Picie w samotności to początek alkoholizmu.

    – I kto to mówi?

    – O przepraszam, ja zawsze piję w towarzystwie.

    – A że mieszkasz w akademiku, nie ma dnia, żebyś nie miał towarzystwa.

    – Oj tam, to tylko drobny szczegół. Chciałem tylko powiedzieć, że w trosce o ciebie chętnie ci potowarzyszę.

    – Nie licz na zbyt wiele, to wszystko, co mam.

    – Na szczęście w drodze natrafiłem na jeden otwarty sklep – powiedział wyciągając skitraną za pazuchą połówkę.

    – Wiesz, po wczorajszej imprezie nie czuję się najlepiej.

    – Tym bardziej powinieneś się napić. Znasz zasadę: „czym się strułeś, tym się lecz”.

    Sebastian spojrzał zrezygnowany na stojącą butelkę, po czym poszedł do kuchni po kieliszki i ogórki kiszone. Zapowiadał się długi wieczór.

    – Mówię ci, stary, tamten sylwester to twój wielki krok w życiu towarzyskim.

    – Jakoś inaczej to widzę. Jeśli ten filmik wycieknie…

    – Poza tobą nikt się tym nie przejmie.

    – Wyjdę na homosia!

    – A nie jesteś? Au! Żartuję przecież. Wszyscy wiedzą, że to była tylko zabawa. Wbrew pozorom filmik może ci tylko pomóc.

    – Niby jak?

    – Zyskasz na popularności i pozbędziesz się wreszcie opinii kościółkowego sztywniaka.

    – Nie jestem sztywniakiem.

    – Ale byłeś. Na szczęście poznałeś właściwych ludzi.

    – Przez was stoczę się na dno moralne.

    – Dziękuję, uznaję to za komplement. A skoro już o dnie mowa, wódka się skończyła. Masz jakieś zapasy?

    – Późno już, idźmy lepiej spać.

    – Ale ja wcale nie jestem zmęczooony – powiedział Romek, ziewając potężnie.

    – Właśnie widzę. Pokój Krystka jest otwarty. Rozgość się, zaraz przyniosę ci jakiś koc.

    Romek posłusznie wyszedł z kuchni, lekko się tylko zataczając. Sebastian sprzątnął ze stołu pustą już butelkę i kieliszki, po czym udał się do siebie poszukać jakiegoś koca dla kolegi. Kiedy wszedł do pokoju współlokatora, Romek leżał już na łóżku w pozycji płodowej i głośno chrapał. Nawet się nie rozebrał. Sebastian westchnął i zabrał się za rozsznurowywanie butów. Chciał jeszcze zdjąć skarpety, ale zrezygnował, kiedy poczuł ich zapach. Przykrył kolegę szczelnie kocem i cicho wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zanim sam zaczął się przygotowywać do snu wysłał jeszcze SMS-a do współlokatora o niespodziewanym gościu. Krystek miał wrócić dopiero późnym popołudniem, ale gdyby przypadkiem zjawił się wcześniej, mogło zrobić się niezręcznie. Pretensji na pewno mieć nie będzie, znali się przecież doskonale. Cała trójka nie tylko studiowała na tym samym kierunku, ale byli nawet w tej samej grupie ćwiczeniowej. W ogóle cała ich grupa była na tyle ze sobą zżyta, że nawet na wakacje wyjechali razem. Gdyby Sebastian nie był ostrożny w używaniu wielkich słów, nazwałby ich przyjaciółmi. Bez oporów natomiast nazywał ich zgraną paczką, do której sam się zaliczał.

    2 stycznia

    Znowu mam kaca jak stąd do Warszawy. Trudno mi zebrać myśli. Z drugiej strony, o to przecież mi chodziło – żeby nie myśleć. Dosyć mam starych problemów, żeby roztrząsać nowe. Tak, wiem, że to ucieczka. Święta jakoś przeżyłem, ale stara znajoma nie odpuszcza. Czai się z tyłu głowy i tylko czeka, na odpowiedni moment, żeby wrócić z całą mocą. Coraz częściej spoglądam na stare blizny na rękach. Ataki są coraz częstsze i coraz silniejsze. Niby wiem, że kaleczenie się to żadne rozwiązanie, ale co z tego? Ból egzystencjalny bywa tak silny, że tylko ból fizyczny jest w stanie zagłuszyć go choćby na chwilę.

    Chciałbym mieć taki dystans do rzeczywistości, jak Romek. Wydaje się być taki beztroski. Jestem niemal pewien, że to tylko pozory, że on też ucieka. Nie można przecież imprezować całe życie. A może się mylę? Może korzysta z okazji, by żyć pełnią życia? Może jego beztroska jest pozorna, a tak naprawdę gotów jest w każdej chwili wziąć pełną odpowiedzialność? Trudno mi się zdecydować, czy powinno mi go być żal, czy raczej powinienem mu zazdrościć.

    Było już po szesnastej, najwyższy czas, by zwlec się z łóżka. Sebastian schował notatnik pod poduszkę i doczłapał się do kuchni. Wstawił wodę na kawę i wyciągnął chleb z zamrażalki. Żeby przyspieszyć rozmrażanie, owinął bochenek wilgotną ściereczką i wsadził do piekarnika. Ustawił odpowiednią temperaturę i już zaczął się cieszyć na myśl o chrupiących kanapkach, jakie sobie zrobi, kiedy chleb będzie gotowy. Spojrzał na zegarek i przygotował dwie filiżanki, do których wsypał kawę. Do jednej z nich dodał dwie łyżeczki cukru.

    Woda zagotowała się akurat w chwili, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach. Sebastian uśmiechnął się, zadowolony ze swojej przemyślności i zalał obie filiżanki wrzątkiem.

    – Czuję kawę! – usłyszał wołanie Krystka.

    – Czuję pierniki babuni! – zawołał do współlokatora.

    Gdy Krystian wszedł do kuchni, zobaczył dwie filiżanki z parującą kawą i pusty talerzyk na środku stołu, który wyraźnie wołał, żeby go przyozdobić jakimiś domowymi wypiekami.

    – Jak zawsze przewidujący – powiedział, witając się z Sebastianem.

    – Jak zawsze przewidywalny – odpowiedział.

    – Romek jeszcze jest?

    – Wyszedł jakąś godzinę temu.

    – Ciekawy jestem, kiedy dotrze do akademika.

    – Raczej nie w tym tygodniu. Po drodze mieszka tylu znajomych… O pokój nie musisz się martwić. Romek był wyjątkowo grzeczny. Tylko okno musiałem otworzyć, bo waliło, jak w gorzelni. U mnie zresztą też.

    – Innymi słowy impreza sylwestrowa się przedłużyła. Dużo wypiłeś?

    – Czemu pytasz?

    – Wyglądasz fatalnie.

    – Tak samo się czuję. Ale, ale, mów lepiej jak tobie minął sylwester. Udało się?

    – Co?

    – Nie udawaj głupiego. O Natalię pytam.

    – O Natalię? A tak, u niej też wszystko w porządku.

    – Tylko w porządku?

    – No, może nawet trochę lepiej niż w porządku.

    – Jak bardzo lepiej?

    – Powiedzmy, że będziesz się musiał rozejrzeć za nowym garniturem.

    – Zgodziła się!

    – Zgodziła – potwierdził Krystian. – Datę ślubu ustaliliśmy na wrzesień.

    – Szybko.

    – Nie ma sensu czekać. To jak będzie?

    – Z czym?

    – Z garniturem.

    – Bez przesady, od matury nic nie przytyłem.

    – Niby nie, ale świadek powinien dobrze się prezentować.

    – Świadek? Żartujesz chyba.

    – Mówię jak najbardziej poważnie.

    – Nie masz braci?

    – Mam, ale jeden jest za młody, a starszego prawie nie znam. Wiem, że świadek to funkcja czysto formalna, ale chciałbym, żeby w tej najważniejszej chwili był przy mnie ktoś naprawdę bliski.

    – I nie masz nikogo innego?

    – Mam ciebie.

    – Bo uwierzę.

    – Skąd w tobie tyle niedowiarstwa?

    – Z doświadczenia.

    – Więc wyrzuć je za siebie i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. To jak będzie?

    – To będzie dla mnie zaszczyt.

    – No ja myślę!

    3 stycznia

    Zapach smażonej na boczku jajecznicy zwabił Sebastiana do kuchni. Stał w drzwiach obserwując swojego współlokatora, który stał przy gazówce w samych tylko bokserkach. Prawą ręką mył zęby, lewą natomiast mieszał zawartość patelni.

    – Uważaj, żeby jajek nie przypalić.

    – A co – odpowiedział wypluwając pastę do zlewu. – Masz ochotę?

    Sebastian poczuł nagle, jak się rumieni. Powodem nie była dwuznaczność żartu, tylko fakt, że w tym samym momencie zorientował się, że gapi się na tyłek kolegi. Krystian w ogóle tego nie zauważył, za bardzo był zajęty robieniem dwóch rzeczy naraz. Sebastian wyszedł szybko do łazienki i przemył twarz zimną wodą. Potem wrócił do kuchni żeby zrobić sobie kawę. Starał się przy tym usilnie, żeby nie patrzeć na kolegę. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż się spodziewał. Co chwila przyłapywał się na tym, że kątem oka zerka na niemal nagiego współlokatora. Zamknięcie oczu niewiele pomagało, szczególnie, że obcisła bielizna przy niewielkim wysiłku wyobraźni łatwo zmieniała się w brak jakiejkolwiek bielizny.

    Wreszcie Krystian zgasił ogień i wyszedł z kuchni. Wrócił już ubrany i zasiadł do śniadania.

    – Na pewno nie chcesz?

    – Nie, dzięki. Mój żołądek obudzi się dopiero po dziewiątej. Przyjdziecie z Natalią na obiad?

    – Dzisiaj jesteśmy umówieni z jakąś jej ciotką, która podobno nie wypuści nas z mieszkania, dopóki nie zjemy wszystkiego, co przygotowała. Ale jutro możemy upichcić coś razem.

    – Spoko, skoczę w takim razie do chińczyka.

    – Ola się z tobą kontaktowała?

    – Nie, a co?

    – Wracaliśmy razem pociągiem. Wspominała, że ma do ciebie jakąś sprawę. Skontaktuj się z nią, może przy okazji zjecie razem.

    Sebastian został sam. Zastanawiał się, czy nie zacząć sprzątać pokoju, ale po namyśle stwierdził, że da się jeszcze po nim poruszać, bez potykania się. Zamiast tego zabrał się za książkę, którą napoczął przed sylwestrem. Lektura była na tyle wciągająca, że na chwilę zapomniał o problemach. W przerwie na śniadanie zadzwonił do Oli. Faktycznie miała jakąś sprawę, chętnie też przystała na wspólny obiad. Umówili się o trzynastej na przystanku tramwajowym.

    W południe z żalem odstawił przeczytaną książkę na półkę. Nie było sensu zabierać się za następną, zaczął się więc przygotowywać do wyjścia. Na przystanek dotarł oczywiście dużo przed czasem, krążył więc w pobliżu niczym roznosiciel ulotek. Wreszcie zatrzymał się przy moście i oparł o betonową barierkę, odwrócony tyłem do ulicy. Wpatrywał się w ciągnące się na dole tory kolejowe. Nie był to widok tak hipnotyzujący, jak płynąca rzeka, ale i tak trudno mu było oderwać wzrok od pociągu, który właśnie tamtędy przejeżdżał. Powiew wiatru, który czuł na twarzy, sprawiał przyjemne złudzenie lotu, albo spadania…

    – Nie skacz – usłyszał za sobą znajomy głos. – Życie jest pię…

    Sebastian odwrócił się, przybierając najbardziej szyderczy wyraz twarzy, na jaki go było stać.

    – Eh, w sumie, to masz rację – powiedziała Ola, podchodząc do barierki, jakby sama zamierzała skoczyć.

    – Wolisz chińczyka na prawo od nas, czy na lewo.

    – Takiego, który spełnia kryteria studenckie.

    – Tańszy jest ten lewy.

    – Więc tam pójdziemy.

    Knajpa znajdowała się niedaleko, więc przeszli się piechotą. Sebastian bywał tu wystarczająco często, żeby złożyć zamówienie bez przeglądania karty. Ola potrzebowała trochę więcej czasu. Kiedy wreszcie się zdecydowała, Sebastian od razu zapytał ją o powód spotkania.

    – Umiesz tańczyć?

    – Czy to pytanie jest podchwytliwe?

    – Ależ skąd… – odpowiedziała robiąc niewinną minę.

    – Jak cię znam, to cokolwiek odpowiem i tak twoja propozycja będzie nie do odrzucenia.

    – Więc zapytam inaczej. Co robisz w środowe wieczory?

    – Zwykle siedzę w duszpasterstwie akademickim, ale akurat w środy nie robię tam nic konkretnego.

    – To się świetnie składam, bo mam karnet na kurs tańca towarzyskiego.

    – A co z Tomkiem? Nie ma wtedy czasu?

    – Tomek musiał pilnie wyprowadzić się z mojego mieszkania i mojego życia.

    – Mogłabyś…

    – Oszczędzę ci szczegółów żałosnego końca naszego żałosnego związku. Wystarczy ci wiedzieć, że jest to koniec definitywny. Na szczęście Tomek okazał się na tyle przyzwoity, że zostawił mi karnet, który dostaliśmy od jego siostry. Szkoda byłoby go zmarnować. Zresztą, tak się na ten kurs napaliłam, że nawet wspomnienie tego nieudacznika nie jest w stanie tego zmienić.

    – Powiedzmy, że byłbym zainteresowany.

    – Super! Myślę, że na weselu zrobimy furorę.

    – Jakim znowu weselu?

    – Moja siostra w maju wychodzi za mąż, a w zaistniałej sytuacji jesteś najlepszym kandydatem na osobę towarzyszącą.

    – No nie wiem, muszę to przemyśleć.

    – Chyba nie odmówisz starej kumpeli…

    – Dobra, powiedzmy, że się zgodzę. Ale mam warunek.

    – Jaki?

    – We wrześniu żeni się Krystian. Nie mam jeszcze zaproszenia, ale poprosił mnie żebym był jego świadkiem. Moglibyśmy pójść razem.

    – O ile do tego czasu nie znajdziesz w końcu dziewczyny.

    – Uwierz mi, do końca studiów raczej mi to nie grozi.

    W tym momencie kelnerka przyniosła zamówienie. W samą porę, bo zdążyli już solidnie zgłodnieć. Po solidnym posiłku do pełni szczęścia brakowało im tylko kawy, którą wypili w mieszkaniu Sebastiana. Chłopak próbował jeszcze wyciągnąć z koleżanki powód rozstania z Tomkiem, ale dziewczyna konsekwentnie milczała. Nie, żeby go to jakoś szczególnie interesowało, ale lubił się z nią droczyć. Ola o tym doskonale wiedziała, w przeciwnym razie dawno rozkwasiłaby mu nos. Należała raczej do dziewczyn, które nie pozwalają się bezkarnie znieważać, o czym Tomek zapewne boleśnie się przekonał.

    Poranny incydent mnie dobił. Nie chodzi nawet o to, że Krystian mi się podoba. Zawsze uważałem go za przystojniaka. Każdy człowiek posiada jakieś wyczucie estetyki i wydaje mi się, że mężczyzna jest w stanie ocenić drugiego mężczyznę w kategoriach piękna. Oczywiście, żaden normalny facet raczej nie powie tego na głos. Dziwne to trochę, ale niegroźne. Kobiety nie mają z tym chyba większego problemu. Wracając do Krystiana, to oceniłbym go nawet bardzo wysoko. Twarz ma przyjemną, a sylwetkę wprost idealną. Skóra gładka, pozbawiona blizn, czy znamion. Płaski brzuch, wyraźnie, ale bez przesady, zarysowane mięśnie klatki piersiowej i ramion. Sylwetka jak u greckiego herosa. Obiektywnie rzecz ujmując, mieści się w kanonach piękna. Reszta to kwestia gustu.

    I jeśli chodzi o mój gust, to nie potrafiłem dzisiaj oderwać od niego wzroku. Serce waliło mi jak szalone, o innych reakcjach organizmu nie wspomnę. Brakowało tylko, żebym się zaczął ślinić. Co z tego, że miał na sobie bokserki, skoro były one białe i obcisłe? Równie dobrze mógłby nic na sobie nie mieć. Bałem się do niego zbliżyć. Miałem ochotę go ochrzanić albo zdzielić mokrą ścierką przez plecy. Może wtedy by się nauczył odróżniać kuchnię od łazienki. Bo nie był to pierwszy raz. Wcześniej jakoś mi to nie przeszkadzało, ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że było mi to obojętne. Wprawdzie dzisiaj po raz pierwszy uświadomiłem sobie, jak bardzo mnie pociąga, ale jeśli się zastanowić, to zawsze w takich sytuacjach zerkałem na niego ukradkiem. Wtedy tłumaczyłem sobie to ciekawością, ale gdyby to była tylko ciekawość, to przecież bym się z tym tak nie krył, ani przed nim, ani przed samym sobą.

    Nawet teraz trudno mi się do tego przyznać. Dla własnego komfortu powinienem z nim o tym porozmawiać, ale wiem, że tego nie zrobię. Bo jak mu wytłumaczę, że nagle zaczęło mi przeszkadzać, że chodzi po mieszkaniu w samej bieliźnie? Przecież obaj jesteśmy facetami, nie musimy się przecież przed sobą wstydzić. I tak dobrze, że nie jest sportowcem. Ci nie mają wobec siebie żadnych zahamowań. Pewnie słusznie – gdybym był normalny, byłoby mi to najzupełniej obojętne. Ale nie jestem normalny i gdybym zobaczył go całkowicie nago, to chyba bym oszalał. A on nawet by wiedział, o co mi chodzi. Pozostaje mi więc dotrwać jakoś do końca roku akademickiego. Skoro we wrześniu bierze ślub, to jest to ostatni rok, w którym mieszkamy razem. Będę musiał wynająć coś sam albo znaleźć na jego miejsce jakąś spokojną dziewczynę.

    4 stycznia

    Zgodnie z umową w piątek zabrali się za gotowanie. Sebastian z Krystianem kupili większość składników w pobliskim markecie należącym do sieci przyjaznej studentom. Natalia przyniosła dwie butelki wina. Jedna w całości miała zostać dodana do sosu pomidorowego z owocami morza. Makaron z tak wykwintnymi dodatkami nie kojarzy się może z kuchnią studencką, ale dla paczki przyjaciół wspólne gotowanie stanowiło kolejny element integracyjny. Tradycyjnie w większym gronie spotykali się w czwartki, po laboratoriach, które kończyły się w porze przedobiadowej. Było ich akurat tylu, że składając się po dziesięć złotych byli w stanie ugotować naprawdę przyzwoity obiad, i to w takiej ilości, że często zostawało im jeszcze na kolację.

    Po obiedzie i obowiązkowej kawie urządzili sobie seans filmowy. Oglądając po raz kolejny „Władcę Pierścieni”, Sebastian spoglądał od czasu do czasu na narzeczonych. Siedzieli wtuleni w siebie i sprawiali wrażenie szczęśliwych i spokojnych, jakby byli pewni, że nic ani nikt nie jest w stanie zburzyć ich szczęścia. Zazdrościł im trochę tego, że mają siebie nawzajem, ale jeszcze bardziej cieszył się z tego, że może się z nimi przyjaźnić. Znał ich na tyle dobrze, że potrafił wyczuć, kiedy może z nimi swobodnie przebywać, a kiedy woleliby zostać sami. Nigdy nie czuł się przy nich niekomfortowo, ani oni przy nim. Znał takie pary, które były tak wpatrzone w siebie, że nawet witając się z nimi, człowiek czuł się jak intruz. Natalia i Krystian do takich nie należeli. Ich miłość była otwarta na przyjaciół, których oboje mieli wielu, a Sebastian miał szczęście się do nich zaliczać.

    Wieczorem Krystian odprowadził Natalię do jej mieszkania. Kiedy wrócił, zaczął się pakować do wyjazdu. Na weekend zaplanowane miał pierwsze wspólne spotkanie rodziców w sprawie ślubu i wesela. Niby nic wielkiego, ale widać było po nim, że bardzo się tym stresuje. Sebastian z kolei obawiał się perspektywy pustego mieszkania. W samotności często nachodziły go ponure myśli. Nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Większość znajomych ze studiów planowało powrót dopiero w niedzielę, albo nawet w poniedziałek, przed popołudniowymi ćwiczeniami. Nawet ci, którzy zjechali na sylwestra, po Nowym Roku rozjechali się do domów. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby pójść w ich ślady, ale jakoś nie miał nastroju do kolejnego spotkania z rodzicami. Pozostawało mieć nadzieję, że książki okażą się wystarczającym zabezpieczeniem przed okołoświąteczną depresją.

    Gdy na nich patrzę, tęsknie za czyjąś bliskością. Coraz bardziej też uświadamiam sobie, że nigdy chyba nie będzie mi dane doświadczyć, jak to jest kogoś mieć. Marzyłem o kobiecie, którą będę mógł adorować, obdarzać czułością, o którą będę mógł się troszczyć. Marzyłem o dzieciach, które razem wychowamy. I właśnie zdałem sobie sprawę, że w tych marzeniach nie było niczego erotycznego. Wielką krzywdę wyrządziłbym dziewczynie, z którą bym się ożenił. Bo czy małżeństwo z kobietą, której nie pożądam fizycznie nie byłoby oszustwem? Nawet jeśli bym ją szczerze kochał, to przecież bez pożądania nie byłaby to miłość małżeńska, tylko przyjaźń. Pewnie, że małżeństwo nie opiera się tylko na pożądaniu, ale jest ono niezbędnym jego składnikiem, który odróżnia ten rodzaj miłości od miłości między rodzeństwem czy przyjaciółmi.

    Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby żyć z facetem. Nawet jeśli faktycznie pożądam mężczyzn, jeśli nie jest to jedynie stan przejściowy, chwilowy zamęt w mojej głowie, to przecież taki związek, przelotny romans nawet, byłby zaprzeczeniem wszystkich wartości, które dotychczas wyznawałem. Zatem i w tym wypadku żyłbym w kłamstwie, pogłębiając tylko własną nędzę. Z kolei zrezygnować z własnych przekonań dla przyjemności, które uszczęśliwiłyby mnie na jakiś czas to byłaby dla mnie śmierć duchowa.

    Krystian jest dla mnie kimś więcej, niż tylko przyjacielem. Chociaż znamy się zaledwie półtorej roku, to jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem. Tym bardziej chore wydaje mi się pożądanie, które wobec niego odczuwam. Sądzę też, iż jest możliwe, by te uczucia braterskie ostatecznie zwyciężyły i zapanowały nad niestosownymi w tej relacji odruchami ciała. Kto wie, może nawet uciszą je całkowicie? Teraz jednak muszę być ostrożny, bo inaczej źle się to dla mnie skończy. Już teraz czuję do siebie obrzydzenie i nawet nie chcę wiedzieć, do jakiego stanu się doprowadzę, jeśli pozwolę sobie na jakiś niestosowny gest… Boże ratuj!

    5 stycznia

    Nie potrafił się skupić na książce. Niepotrzebnie wstawał tak szybko. Chciał mieć więcej czasu na czytanie, a teraz marzył o tym, żeby dzień się już skończył. Włączył ciężką muzykę i zabrał się za sprzątanie pokoju. Umył nawet okno, chociaż zwykle robił to tylko dwa razy w roku, przed świętami. Potem przeszedł do kuchni, w której było mniej roboty. Jak na mieszkanie studenckie, była naprawdę zadbana. To samo zresztą dotyczyło łazienki.

    Burczenie w brzuchu oznajmiło mu, że nadeszła pora obiadowa. Odgrzał resztki makaronu z poprzedniego dnia i zaparzył kawę, zmieniając przy tym muzykę na spokojniejszą. Picie kawy stanowiło dla niego niemal rytuał, który rządził się swoimi zasadami. Musiało być coś słodkiego, a jeśli odbywało się w samotności, musiała grać jakaś nastrojowa muzyka, sprzyjająca rozmyślaniu. Tego dnia jego myśli odbiegały w kierunku, który wcale mu się nie podobał. Był wręcz niebezpieczny.

    W telefonie zaczął przeglądać listę kontaktów, ale nie wpadła mu w oko żadna osoba, z którą miałby ochotę teraz porozmawiać albo się spotkać. Gdyby ktoś do niego zadzwonił i zaproponował spotkanie, chętnie by przyjął zaproszenie. Niestety, jak zwykle w takich sytuacjach, telefon milczał jak zaklęty. Skrzywił się do własnych myśli i wyłączył aparat. Po chwili namysłu wyciągnął z niego baterię. Skoro nikt od niego nic nie chce, to i tak bez znaczenia.

    Wyszedł z mieszkania i udał się w stronę centrum. Pogoda nie zachęcała do spacerów, ale jemu to nie przeszkadzało. Może czterdzieści minut w śnieżycy odwróci jego uwagę od nieprzyjemnego poczucia pustki. W galerii handlowej jak zwykle tłumy. Modni ludzie spacerowali modnie oglądając modne wystawy i kupując modne ciuchy. Wśród młodych mężczyzn największą popularnością cieszyły się obcisłe spodnie odsłaniające gołe kostki. Zupełnie niepasujące do panującej na zewnątrz pogody, ale za to przykuwające wzrok, co Sebastian zauważył z niesmakiem.

    Przyszedł tu bez żadnego konkretnego celu, ale na pewno nie zamierzał gapić się perfidnie na ludzi, wyłapując co przystojniejszych chłopaków. Z braku lepszego pomysłu, zaczął oglądać garnitury, orientując się w cenach. Większość była nie na jego kieszeń, ale przecież i tak nie zamierzał kupować garnituru w galerii, a już na pewno nie teraz. Może do wakacji zgłosi się ktoś na korepetycje i stać go będzie na coś przyzwoitego. Ola potrafi wyszukiwać świetne promocje i na pewno chętnie mu pomoże.

    W którymś z kolei sklepie zawędrował do działu z męską bielizną. Wyszedł stamtąd jak najszybciej, ale tego, co zobaczył, nie dało się już wymazać z pamięci. Dopiero teraz zorientował się, że na wystawach i w reklamach pełno jest podtekstów seksualnych, które rozbudzały jego wyobraźnię. W normalnych warunkach byłby w stanie nad tym zapanować, ale ostatnio wszystkie siły skupiał na tym, by zachować w sobie resztki chęci do życia, a było ich coraz mniej.

    W drodze powrotnej kupił dwie butelki portera i paczkę słonych paluszków. Picie w samotności to nie był najlepszy pomysł, ale innego nie miał. Liczył, że alkohol pomoże mu szybciej zasnąć. Niestety, wydłużył tylko stan półświadomości, którą można byłoby nazwać błogą, gdyby nie to, że tego wieczoru upijał się na smutno.

    6 stycznia

    Zamiast pójść wieczorem na mszę akademicką, wybrałem opcję dla leniwych, czyli sumę w najbliższym kościele. Nie miałem ochoty spotykać się ze znajomymi z duszpasterstwa. Nie byłbym w stanie ukryć przed nimi podłego nastroju, nie byłbym nawet w stanie udzielić wymijającej odpowiedzi, która nie byłaby chamska. Chciałem się tylko spokojnie pomodlić. Skończyło się tak, że po mszy byłem jeszcze bardziej wkurzony, niż przed nią. Wszystko mnie drażniło: organista fałszował, śpiewając nawet najprostsze kolędy, ministrant nie potrafił przeczytać czytania, a kaznodzieja przez pół godziny pieprzył głupoty. O ile jeszcze połączenie Heroda z aborcją było zrozumiałe, o tyle już skojarzenie gwiazdy z ruchem LGBT, lewactwem i groźbami piekła ognistego dla wszystkich, którzy myślą inaczej, było kompletnie pozbawione sensu. Niewiele brakowało, a wyszedłbym w trakcie. Powstrzymało mnie tylko lenistwo – nie chciałoby mi się przychodzić drugi raz na mszę, a mimo wszystko zależało mi na wypełnieniu obowiązku niedzielnego.

    Na koniec kazania prawdziwa wisienka na torcie – „tak naucza Kościół, więc tak ma być”. Nie byłem może na bieżąco ze wszystkimi oficjalnymi dokumentami, ale przynajmniej połowa z tego, co gościu mówił na kazaniu, była raczej prywatną opinią kaznodziei, który dawno niczego sensownego nie przeczytał. Nie wspomnę już nawet o tym, że poza motywem Heroda i gwiazdy słowem nawet nie zająknął o Biblii i uroczystości Trzech Króli. Porażka po prostu.

    Najgorsze jednak spotkało mnie na koniec. Sumienie nie wyrzucało mi niczego, co stanowiłoby przeszkodę w pójściu do komunii, więc razem ze wszystkimi ustawiłem się grzecznie w procesji. Komunię rozdawano w kilku miejscach. Tam, gdzie ja zmierzałem, wysłali jakiegoś kleryka chyba. Młody był i ręce mu się jeszcze trzęsły. Pech chciał, że kiedy przyszła moja kolej, kleryczek upuścił hostię na podłogę. Podniósł ją i wahał się, co zrobić. Żeby ułatwić mu decyzję, wystawiłem dłonie do przyjęcia komunii „na rękę”, tak jak mnie uczyli na katechezie. Chyba nie zrozumiał moich intencji, bo zamiast tego wrócił prezbiterium, żeby postąpić zgodnie z instrukcją, którą sobie w końcu przypomniał. A ja stałem jak ten kołek. Ludzie za mną przeszli do innych kolejek. Po dłuższej chwili wróciłem do ławki. To idiotyczne, ale poczułem się, jakby ktoś nie chciał, żebym przystąpił do komunii.

    Wyszedłem w trakcie ogłoszeń, ale nie wróciłem od razu do mieszkania. Krążyłem po parku, usiłując opanować natłok myśli. Wspomnienia z ostatnich dni przechodziły w fantazje erotyczne. Coraz wyraźniej nachodził mnie pomysł, by pójść wieczorem do jakiegoś klubu, gdzie spotkać można tylko facetów. Może poznałbym kogoś, nawiązał relację… I co dalej? Żeby to zrobić, musiałbym rzucić wszystko, w co dotąd wierzyłem, olać system wartości, wpajanych mi od dziecka. Musiałbym zabić wyrzuty sumienia, zanim one zabiłyby mnie. I nie dałoby się tego zrobić wybiórczo. Trzeba byłoby działać systemowo, jak Herod. I znając swoje szczęście, skończyłbym równie marnie, jak on.

    Sebastian czytał to, co przed chwilą zapisał. Pieprzony intelektualizm. Słowa na papierze nijak się miały do tego, co działo się w jego wnętrzu. Myśli potrafił wyrazić w miarę precyzyjnie, ale uczuć nie potrafił nawet ubrać w słowa. Efekt był taki, że osoba postronna mogłaby odnieść wrażenie, że autor zapisków jest niemal całkowicie pozbawiony emocji. Tymczasem chłopak czuł się, jakby tkwił w samym środku nawałnicy. Targały nim sprzeczne pragnienia, rozrywając go na strzępy. Pragnął bliskości i jej się obawiał, bał się samotności a jednocześnie unikał bliższych relacji. Brzydził się sobą i miał pretensje do rodziców, że pozwolili mu się urodzić. Robił Bogu wyrzuty, że go stworzył tylko po to, by go porzucić, że uczynił go takim, że zamiast go kochać, może się nim tylko brzydzić. Ból stawał się nie do zniesienia.

    Włączył telefon. Chciał zadzwonić do Krystiana, zapytać o której wróci. Odebrał SMS-a z informacją, że Krystian będzie dopiero jutro. Miał ochotę wyrzucić komórkę przez okno. Powstrzymała go kolejna wiadomość, tym razem od Romka. Zapraszał na imprezę do akademika. Sebastian potwierdził swoją obecność, wcisnął telefon do kieszeni, ubrał kurtkę i wyszedł. Wyglądało na to, że udało mu się przetrwać kolejny dzień.

    7 stycznia

    Powrót na uczelnię powitał jak wybawienie. Pierwszy wykład zaczynał się dopiero o dziesiątej, więc udało mu się odespać imprezę i doprowadzić do stanu używalności. Mimo, że poniedziałkowe wykłady mieli wspólnie z dwoma innymi kierunkami, frekwencja była raczej słaba. Było to zresztą do przewidzenia. Wykłady nie były przecież obowiązkowe, wiele osób chciało do maksimum wykorzystać przerwę świąteczną.

    Sebastian starał się zachowywać w miarę naturalnie. Nie unikał ludzi, rozmawiał ze znajomymi, czasem rzucił jakimś żartem. Nawet na wykładach notował zawzięcie w laptopie, co tylko się dało. Wszystko to jednak działo się jakby poza nim. Bywały chwile, że czuł się jak bierny obserwator. Ponure myśli atakowały najgłębszą część jego umysłu, otaczały jakby ścianą ciemności, powodując uczucie rozdwojenia. Na zewnątrz zachowywał się normalnie, w środku natomiast toczył samotną walkę, która była z góry skazana na niepowodzenie. Może gdyby wpuścił kogoś do środka, miałby jakieś szanse, ale nie potrafił się na to zdobyć.

    W drodze na wydział chemii zatrzymał się w spaghetterii, żeby coś zjeść. Mógłby wrócić do mieszkania, ale nie bardzo miał na to ochotę. Godzinę pozostałą do laborek przeczekał na wydziale. Kupił kawę w automacie i zaszył się w jakimś korytarzu na piętrze. Laboratoria mieściły się w piwnicach, zszedł do nich dopiero na pięć minut przed rozpoczęciem ćwiczeń. Jego grupa już tam czekała. Rozmawiali oczywiście o zaręczynach Krystiana i Natalii. Przebąkiwali coś o wspólnym uczczeniu tej okazji. Sebastian pokiwał tylko głową na znak zgody. Bez zbędnej wylewności przywitał się ze swoim współlokatorem i przebrał się w kitel.

    Ćwiczenia z chemii organicznej wykonywało się indywidualnie, co było mu bardzo na rękę. Skupił się na procedurze izolacji teiny i z zadowoleniem stwierdził, że wszystko poszło wyjątkowo gładko. Ilość uzyskana z trzydziestu torebek herbaty nie była porażająca, ale wyniki końcowe były zbliżone do tych umieszczonych w tabeli, był więc zadowolony. Na koniec odbył obowiązkową rozmowę z prowadzącym i wrócił do pustego mieszkania. Krystek prosto z zajęć pojechał do Natalii. Mieli w planach kino, więc prędko się go nie spodziewał.

    Zastanawiał się, czy nie pójść do duszpasterstwa, ostatecznie jednak zrezygnował. Nadal nie miał nastroju. Odpalił komputer i bez określonego celu zaczął przeglądać internet. W pewnym momencie trafił na stronę poświęconą starożytnej Grecji. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę zdjęciom jakiejś ceramiki, przedstawiającej nagich wojowników w sytuacji jednoznacznie seksualnej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Donald Callahan

    https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/

  • Rodzinne Tabu – Czesc I

    Artur był już w wieku zbliżającym go do wstąpienia w dorosły świat. Osiemnaste urodziny były w związku z tym wielkim wydarzeniem. Impreza, na której była jego dziewczyna, znajomi, przyjaciele, oraz rodzice. Wszyscy bawili się wyśmienicie, gdy jednak zabawa dobiła do wczesno-porannych godzin, jedynymi osobami pozostającymi w stanie pełnej świadomości byli on i jego matka, Aleksandra. Polewając sobie i swojej mamie kolejny kieliszek wina chłopak cieszył się z niezwykle miłej konwersacji, gdy jednak tematy zaczęły się powoli kończyć on i jego matka postanowili obejrzeć razem film w domowym kinie, tak jak mieli to w zwyczaju, kiedy chłopak był jeszcze dzieckiem. Oglądając romantyczną komedię wtulili się w siebie na ciasnej kanapie. Mniej więcej w połowie seansu, czy to przez wypity alkohol, czy przez nastrój romantycznej sceny pocałunku młodego bohatera i jego starszej wybranki, zaczęły budzić się w nich uśpione do tej pory demony namiętności. Artur zaczął delikatnie jeździć dłońmi po ciele swojej matki, a ona siedząca między jego nogami zaczęła ocierać swoją pupę o jego nabrzmiałe krocze. Jęczała cicho, w myślach poddając się już penetracji ogromnym członkiem. W końcu zdecydowali się działać, i po kilkunastu sekundach w domowym kinie rozlegał się rytmiczny dźwięk obijających się o siebie ciał. Bartosz, pełnymi oraz odważnymi ruchami obijał się o pośladki swojej rodzicielki, chowając we wnętrzu jej pochwy swoje przyrodzenie. Niestrudzony trwającym już blisko pół godziny stosunkiem syn przyśpieszył, i rozpoczął tym samym końcowy akt intymnego zbliżenia. Aleksandra krzyczała z rozkoszy odwracając głowę w stronę swojego syna, gdyż nie mogła uwierzyć, że to on sprawia jej taką przyjemność. Nagle, oboje dostali przeszywającego wręcz orgazmu, a Artur wyrzucił w jej drogi rodne imponujące, a wręcz niezmierzone jak na możliwości mężczyzny ilości nasienia. Wyjął powoli penisa z pochwy swojej matki a ona wyczyściła go  z resztek soków i nasienia swoim językiem. Zmęczeni niezwykle aktywnym stosunkiem, wtulili się w siebie nadzy już na kanapie, aby nieco zregenerować siły. Po drzemce wstali, aby zatrzeć ślady zaistniałego tabu. Obiecali sobie tylko jeszcze, że już wkrótce znów spędzą czas w podobny sposób.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski

    Zakazane fantazje. Dla wszystkich miłośników stuprocentowej fikcji. Dopiero zaczynam swoją przygodę ze słowem pisanym i liczę na uwagi co do formy, ale także treści. Uprzejmie proszę o konstruktywną krytykę.

  • Wyspa szczescia – 9.

    Część 9.

    Trener widział, że dziewczyny zbierają na coś pieniądze, ale nie zapytał o szczegóły.

    – Zechcą, to same powiedzą – wolał nie ingerować w ich sprawy, dopóki panowała jako taka dyscyplina. Jako taka, bo wiedział o spacerach i późnych powrotach z hotelu, w którym kwaterowali piłkarze. Przecież kiedyś też był zawodnikiem i… Ale na razie wszystkie wręcz „orały” na treningach zaniepokojone polityką kadrową, nie zanosiło się na konflikty, więc przymykał oko na ich niesubordynację.

    Mimo świetnego układu z trenerem, po pierwszym ostrzeżeniu Dorota też się pilnowała. Agata zawsze była zdyscyplinowana i z tej strony nie groziły trenerowi żadne kłopoty.

    – Niech robią co chcą, są pełnoletnie. Byleby nadal solidnie trenowały – pomyślał trener, zniechęcony ich tajemniczością. Trochę niepokoił się, bo Dorota też nie wiedziała, o co chodzi. Kiedy przy jakiejś okazji zapytał Weronikę, ta machnęła lekceważąco ręką: 

    – Na pewno jakieś seksualne ekscesy – po czym uśmiechnęła się i poszła. Trener patrzył za nią z szerokim uśmiechem. Oboje nie mieli pojęcia, jak blisko była trafnej diagnozy! Miał już dość kłopotów w efekcie ciągłego ograniczania składu. Nie potrzebował konfliktów ani tajemnic w drużynie. Lubił wszystko o niej wiedzieć, ale teraz myślał o swoich przyjemnościach. Nie samą pracą człowiek żyje.

    *

    Agata miała być u trenera również o 20.30. Aldonie powiedziała, że zadzwoni po rozmowie i uprzedzi o swoim powrocie albo pójdzie na spacer. Koleżanka o nic nie pytała, a Agata nic nie mówiła. Koleżanka sądziła, że bramkarka negocjuje warunki pozostania w klubie, więc nie dopytywała się o szczegóły. Nie były to przyjemne rozmowy, o czym przelotnie informowała zawodniczki Weronika, po rozmowie z Edytą. Majka też dorzuciła swoje. I „Siostry”. Informacja o umowach na rok spowodowała, że każda zaczęła zastanawiać się, zanim coś powie w szatni. Kryteria, według których skreślano z drużyny, nie były jednolite. To wystarczyło, żeby przestać zadawać pytania. Ponieważ Dorota stanowiła ucho trenera, więc uważały, co mówią w jej obecności. Jednak miały wrażenie, że jeszcze któraś „zwierza się” trenerowi. Nie prowadziły śledztwa, nie wymieniały się spostrzeżeniami, więc druga donosicielka pozostawała bezpieczna. Jeżeli któraś nie mówiła o swoich sprawach, nie skarżyła się, żadna nie pytała. Ot, tak na wszelki wypadek.

    *

    – Zapowiada się spora frekwencja – ucieszyła się Aldona, odnotowując kolejne składki na alkohol. Rozmawiała jeszcze z kilkoma zawodniczkami. Lubiła ostre, seksualne imprezki. Nie stroniła od perwersji. Już myślała o tym, jak zorganizować imprezę z udziałem kilku chłopaków z drugiego ośrodka. – Takie ostre jebanko na zakończenie obozu… – rozmarzyła się.

    W ten sposób tłumiła swoje frustracje i niepokój związany z brakiem stabilności finansowej klubu. Liczyła, że długo jeszcze tutaj będzie trenować, ale wszystko wskazywało, że „długo” może oznaczać jedynie nadchodzący sezon. No, może i przyszły. Może.

    Do pokoju Aldony wpadła Jolka z dwoma kocami. Po chwili wyszła z pustymi rękoma. Parę minut później sytuacja powtórzyła się. Tym razem za doręczyciela robiła Pamela. Wcześniej telefonicznie konsultowały się z Aldoną. Pozwalała przychodzić, bo Agata gdzieś zniknęła, a nie chciała jej wtajemniczać w przebieg spotkania, skoro nie miała w nim uczestniczyć.

    *

    – Laski! Czym chata bogata! – Aldona szerokim gestem wskazała na stolik. Stały na nim piwa w puszkach, czysta, jakiś koniak, wino, mineralna, trzy soki, sporo plastikowych kubków. Jakimś cudem w miseczce leżały nierozmrożone kostki lodu. Dziewczyny były mile zaskoczone jej operatywnością, ale żadna nie miała głowy, żeby pytać o takie szczegóły. Aldi nawiązała owocny kontakt z kuchnią w ośrodku. Bardziej owocny niż się spodziewała.

    Wszystkie uczestniczki pojawiły się punktualnie. Dziewczyny poczęstowały się i rozsiadły w pokoju. Muzyka tworzyła klimat. Zgaszono górne światło i zamknięto drzwi. Dwa okna, zasłonięte tylko firankami, zostawiły uchylone. Pokoje drużyna miała na pierwszym piętrze, ale dół okien, na wszelki wypadek, okleiły gazetami. Pierwsze pół godziny minęło na rozmowach, plotkach i dociekaniach o przebieg głównej części wieczoru. Aldi zbywała pytania milczeniem albo mruknięciami. Nie po to przygotowywała się, żeby zdradzić niespodziankę i inne pomysły, które przygotowała. Alkohol piły umiarkowanie. Szkoda byłoby nie mieć wspomnień po takiej imprezie. Zresztą, już po dwóch kieliszkach były rozochocone.

    *

    – I co? Zaczynamy od striptizu? – dociekała „Demi”, która nie chciała dłużej czekać.

    – Nie, nie! Chciałam inaczej, ale to też dobry pomysł – wyznała Aldi. – A w ogóle jest chętna do występu?

    Po pytanie zapadło wymowne milczenie. Widziały się pod prysznicami, przebierając w szatni, a mimo wszystko krępowały się takiej prezentacji. Gospodyni wieczoru nabrała powietrza, żeby zaproponować rozwiązanie, kiedy usłyszała:

    – To ja mogę! Ja bardzo chętnie – podniesionym głosem wyznała Halina. – Jeżeli nie ma chętnych – dodała nieco speszona, widząc brak reakcji pozostałych.

    – Świetnie! Chodź do mnie – Aldi nie zwracała uwagi na milczącą większość.

    Halina podniosła się, odstawiła swój kubek na parapet i wyszła na środek pokoju. Stała między dwoma tapczanami, a pod oknem między nimi mieścił się jeszcze stolik i dwa krzesła. W roku szafka z telewizorem. W kierunku drzwi za tapczanami stały niskie szafki. Potem przy jednej ścianie stała szafa, a przy drugiej rozłożono koce. Drugą niską szafkę postawiono obok pierwszej i tak przy szafie stworzono mini-barek na imprezę. Każda dziewczyna przyniosła swój, więc legowisko składające się z 10 koców stało się całkiem wygodnym miejscem do zabaw.

    Komórka Aldi z włączoną latarką leżała pod stolikami z napojami, przezornie podłączona do kontaktu, oświetlając niskie stoliki od dołu. Światło latarki stanowiło zabezpieczenie dla idących do łazienki. Oświetlenie miało gwarantować, że żadna nie wpadnie na stolik. Hałas upadających butelek byłby dźwiękiem najmniej pożądanym o tej porze w ogóle, a dobiegający z pokoju zawodniczek w szczególności.

    *

    Halina przygotowała się do imprezy. Nie założyła stanika, ubrała bluzkę, ale już rozpięła kilka guzików. Zrezygnowała z ulubionych szortów na rzecz spódniczki. Ubrała sandałki. Mając w pamięci pierwsze spotkanie, przezornie zrezygnowała z kolczyków i łańcuszka. Mogło się tyle wydarzyć… Stała na środku i czuła rosnącą tremę. Wszystkie patrzyły na nią jak wygłodniałe wilki na kawał świeżego mięsa. Przynajmniej miała takie wrażenie. Czekała i poczuła, że jest mokra. Trema tremą, ale podniecała ją ta sytuacja i niewiadoma przed jaką stanęła.

    Mąż nie spełniał jej oczekiwań, seks z nim był monotonny, a tu nagle odkryła, że zabawa z dziewczynami może dostarczać tyle seksualnej satysfakcji. I szczytowała! Szczytowała z dziewczynami! Coś co traktowała jako niedozwolone i zboczone stało się pożądane. Złapała się na tym, że po treningach myślała głównie o kolejnym spotkaniu z dziewczynami. Gorzej! Mąż musiał dzwonić do niej. Ona zapominała o telefonach. Miała nadzieję, że w końcu opanuje swoje podniecenie seksem z dziewczynami i wszystko wróci do normy. A może nie? Niepewność co do seksualnych preferencji podniecała ją i wzmagała pożądanie. Gdzieś tam głęboko, w skrytości ducha miała nadzieję, że któraś z dziewczyn nieoczekiwanie wpadnie do pokoju i oświadczy, że teraz ma ochotę na seks. Z nią. Nie odmówiłaby! Wiedziała, że to przesada. Inne były atrakcyjniejsze i znacznie młodsze.

    – A może ja zaproponuję którejś seks? – kiedy wyartykułowała tę myśl, aż zrobiło jej się gorąco. Szybko ruszyła do łazienki. Zablokowała drzwi, siadła na podłodze, głowę oparła o kabinę, rozrzuciła nogi, a dłoń wepchnęła pod szorty i majteczki.

    Wreszcie doszła do siebie po orgazmie, ale nadal leżała na podłodze. Weroniki wciąż nie wróciła. Wstała i umyła krocze, dłoń. Z filuternym uśmiechem spojrzała w lustro. Liczyła, że po powrocie nakłoni męża do paru pomysłów. Seks tak ją nakręcał, że na treningach wręcz fruwała. Mimo gorszej kondycji nie było tego widać. Euforia po pierwszym spotkaniu dodawała jej skrzydeł. Czasami wieczorem musiała onanizować się. Po raz drugi. Codziennie robiła to po obiedzie i wtedy w spokoju czekała na drugi trening. Nosiło ją. Czyżby spotkaniem w damskim gronie odkryła mroczną część swojej osobowości?

    – Dlaczego mroczną? – zaczepnym tonem zapytała tę w lustrze. Już była gotowa spierać się nawet z własnymi myślami i bronić odkrytych potrzeb seksualnych.

    *

    – No, gotowa jesteś? – zapytała Aldi.

    – Ja? – Halina onieśmielona przestąpiła z nogi na nogę. – Tak.

    – Nie ciebie pytałam – Aldi machnęła ręką, w której trzymała drewniany wieszak.

    – Tak – odpowiedziała „Demi”.  

    – No, to dawaj.

    „Demi” wstała z ciemną apaszką w ręku i podeszła do Haliny.

    – Ale o co chodzi? – Halina cofnęła się. – Możesz mi wyjaśnić?

    – Sama zgłosiłaś się, a teraz wywiad chcesz przeprowadzać?

    – Nnoo, nie, ale to chyba miało inaczej wyglądać…

    – Niespodzianka. Dobra, „Demi”, wiąż.

    Dziewczyna stanęła obok Haliny i zawiązała apaszkę wokół jej głowy. Halina opuściła ręce, ale mięśnie miała napięte. Nic nie widziała przez apaszkę. Bała się.

    – Ty i ty. I ty – usłyszała głos Aldi. – Żadnych rozmów – gospodyni wieczoru świetnie odnajdywała się w roli kierowniczki.

    Halina usłyszała, że muzyka została pogłośniona i bardziej wyczuła niż usłyszała, że wokół niej stanęły trzy dziewczyny. Nie wiedziała, które. Wykładzina tłumiła dźwięki. Domyśliła się, że reszta nadal siedzi na swoich miejscach i ją obserwuje.

    – Laski, macie pół minuty na rozebranie Haliny. Jak nie zdążycie, będą kary – głos Aldi zdyscyplinował nawet samą Halinę, chociaż zadanie jej nie dotyczyło. Dziewczyny żywo zaprotestowały. Chaotycznymi protestami wzajemnie napędzały się.

    – Aldi! Daj spokój!

    – Ty chcesz nas karać?

    – Aldi, jaja sobie z nasz robisz?

    – No, to już gruba przesada!

    – Trzeba było nas uprzedzić…

    – Właśnie załatwiłaś sobie frekwencję na kolejną imprezę.

    – To chyba jakiś żart?

    – Za pół minuty przekonacie się – burknęła Aldona. – Wasz wybór.

    Kiedy aktualna atrakcja wieczoru usłyszała słowo „kary”, domyśliła się, po co gospodyni był potrzebny wieszak. Na hasło „Start!” nie była przygotowana, ale trzy dziewczyny owszem. Momentalnie poczuła na sobie dłonie szybko rozpinające jej spódniczkę i bluzkę. Kolejna para dłoni rozpinała jej sandałki. Rytmiczna muzyka tworzyła sugestywny klimat zadania. Kibicujące dziewczyny cicho dopingowały trzy koleżanki. Spódniczka szarpnięciem została ściągnięta w dół. Te same dłonie równie energicznie szarpnęły majteczki. Anonimowa dłoń podniosła jej stopę i ściągnęła sandałek, spódniczkę i majtki. Inna podtrzymywała ją. Za chwilę dłonie powtórzyły czynność przy drugiej nodze. W tym czasie dwie dłonie ściągały bluzkę z drugiej ręki. Zdążyły!

    *

    – Brawo! Wykonałyście zadanie. Za chwilę wasza nagroda – oznajmiła Aldi-sędzia. Chwyciła Halinę za dłoń i komentowała: – Dziewczyny, oto Halina w całej krasie. Będzie do waszego użytku, ale teraz jest ostatnia okazja obejrzenia jej walorów. Póki jest włączone światło. O, ładnie wygolona cipka – uderzyła ją wieszakiem w krocze. Kobieta instynktownie cofnęła biodra. – Szerzej nogi. Widzicie? No, pokaż dokładnie cipkę.

    Halina bez słowa chwyciła palcami wargi, rozchyliła je. Przesunęła palcem po łechtaczce. 

    – Świetnie. Później same sprawdzicie dziurkę. Ma spore, dorodne cycki – mówiąc to pacnęła wieszakiem w jedną i drugą pierś. Halina już tylko drgnęła. Potem gospodyni podniosła pierś na wieszaku i odsunęła go, pozwalając opaść piersi. – Są ciężkie. Pobawicie się nimi do woli. Odwróć się, stań w rozkroku i pochyl się.

    Halina wykonała polecenie. Czuła, że w pochwie jest coraz więcej śluzu. Wszystkie patrzyły na nią nagą, a ją to podnieciło! Nigdy nie była w takiej sytuacji. Pokazywała się nago mężowi, wcześniej partnerom, ale nigdy nie była tym tak podniecona. Teraz w niej chlupało z emocji!

    – Rozchyl pośladki i pochwal się swoim wyglądem.

    Halina znowu posłusznie wykonała polecenie. I nagle prawie krzyknęła. W ostatniej chwili zapanowała nad emocjami. Aldi, bez ostrzeżenia, wsuwała wieszak do pochwy! – Widzicie? Łatwo się wchodzi. Ooo, jaki mokry – stwierdziła, kiedy wysunęła wieszak.

    Cichy szmer komentarzy świadczył o stopniu podniecenia innych dziewczyn

    – Nasza atrakcja gotowa do zabawy! To jeszcze sprawdzimy drugą dziurkę – mokra końcówka wieszaka bez trudu wsunęła się na kilka centymetrów. Potem delikatnie została wycofana. – No, początek za nami. Halina jest gotowa na penetrację. Wyprostuj się.

    Halina stała wyprostowana i lekko przestraszona

    – Co jeszcze? – myślała gorączkowo. Cieszyła się, że miała zasłonięte oczy, bo czuła się pewniej, ale świadomość, że inne oglądają ją nagą i w taki sposób, strasznie peszyła.

    – Dziewczyny, teraz dajcie stolik na środek – poleciła Aldi.

    Stolik znalazł się przed Haliną, która cały czas stała tyłem.

    – Jak ją ułożyć?

    – Niech siądzie przodem na stoliku.

    – Wykonaj – padło polecenie.

    Kobieta z pomocą Aldi usiadła na stoliku.

    – Rozchyl nogi. Po co je ściskasz? Dobra, teraz macie Halinkę na pięć minut tylko dla siebie. Nie ściągaj apaszki z oczu – instruowała Aldi. Podniosła głowę: – Laski, rozbieramy się i ciuchy odkładamy na parapet, na gazety. W szafie też jest sporo miejsca na półkach, wieszakach i naszych torbach. Nie odkładajcie ciuchów w inne miejsca. Która musi, dopiero po rozebraniu się, może iść do łazienki. Wszystko jasne? 

    Na pytanie odpowiedziało potakujące mruczenie. Odgłosy wokół Haliny sygnalizowały, że niektóre dziewczyny już rozbierały się albo przemieszczały do wypatrzonej koleżanki.

    – Super! Gasimy światło – było słychać trzask wyłącznika. Na pewno nie został wciśnięty palcem. – Pięć minut widać tam, na budziku. Laski, pamiętajcie: one trzy i ich nagroda przez pięć minut są nietykalne! A my bawimy się między sobą. Teraz można pić z butelek. Puste, podkreślam, puste kubki do worka. Miłych wrażeń! Podczas seksu, oczywiście, a nie z butelkami. Chyba, że któraś będzie miała ochotę – własny komentarz Aldi skwitowała głośnym śmiechem. Włączyła muzykę.

    Kilka głosów odpowiedziało chichotem, było ciemno, dziewczyny pospiesznie rozbierały się. Wszystkie po raz pierwszy widziały Aldonę w roli organizatorki czegokolwiek. I były pozytywnie zaskoczone.

    *

    Trzy nagrodzone dopadły do stolika z Haliną. Ponieważ rozmawiały szeptem, kobieta nie potrafiła rozpoznać ich. Zresztą, nie zależało jej na tym. Poczuła dwie ciepłe dłonie na udach i włosy, a chwilę później żwawy języczek na wargach sromowych, który od razu zdążał do łechtaczki. Westchnęła głośno. Miała pierwszy mały orgazm! Błyskawiczna rozbieranka przed grupą aż tak ją podnieciła!

    Właśnie czyjaś dłoń pociągnęła ją za włosy i zmusiła do położenia się na stoliku. Głowa wystawała za stolik. Dziewczyna nachyliła się nad nią i wepchnęła język w usta. Cały czas podtrzymywała jej głowę. Namiętnie całowały się. Podniecenie zdominowało Halinę, bo nawet nie wiedziała, z którą z koleżanek całuje się. Zakryte oczy, zgaszone światło, anonimowość kilkuminutowych wybranych kochanek, pośpiech, gorączkowość i czułość ich działań, zaskoczenie muśnięciem dłoni, dotykiem języka, gorącym oddechem przyprawiały ją o zawrót głowy. Ekscytacja niecodzienną sytuacją przeradzała się w pożądanie, które ustępowało podnieceniu i szalonemu seksowi z koleżankami. Bez zahamowań! Bez ograniczeń! Tego potrzebowała! To właśnie się działo! Halina była tak pobudzona, że aż czuła pulsowanie w skroniach.

    Pozostałe dziewczyny szybko rozebrały się i odłożyły rzeczy. Żadna z nich nie była „bogato” ubrana, więc teraz, już nagie, popijały alkohol i rozmawiały. Z niewielkimi wyjątkami.

    – Pewnie próbują oglądać moje pieszczoty z dziewczynami! – Halina, na myśl o takim nieplanowanym pokazie i zainteresowaniu, poczuła silny dreszcz podniecenia przepływający przez ciało.

    Po wstępnych pieszczotach wokół niej bez słowa poruszały się trzy koleżanki. Chciały mieć do niej wygodny dostęp.

    – Och! – zaskoczona pieszczotą, westchnęła cicho. Poczuła się tak błogo po muśnięciach językiem łechtaczki… Chwilę później dwa palce innej nieznajomej wtargnęły do pochwy. Nie umawiały się, jak ma przebiegać owe pięć minut. Dlatego tak delikatne bodźce wywołały silne reakcje kobiety.

    Kolejna pochyliła się i zaczęła wargami pieścić sutek. Z podniecenia Halina aż wygięła się. Skorzystała jedna z dziewczyn i chwyciła drugą pierś. Opuszkami palców na zmianę głaskała i pocierała sutek. Paznokciem drapała twardniejącą brodawkę. Kobieta zagryzała wargi, żeby nie krzyknąć z wrażenia, kiedy odbierała tak zróżnicowane i delikatne bodźce. Właśnie uświadomiła sobie jak bardzo była spragniona takich zmysłowych czułości. Kiedy koleżanka pieszczotami osiągnęła cel, zaczęła głaskać brzuch Haliny i połączyła się z nią w namiętnym pocałunku. Klimat perwersji towarzyszący spotkaniu i spędzeniu tych kilku minut dodatkowo zwiększał jej ekscytację.

    Kolejny palec, nawilżony śluzem z pochwy, próbował wepchnąć się do odbytu. Ciało kobiety znowu naprężyło się. W środku była mokra. Palce w pochwie brodziły w śluzie. Ich właścicielka uśmiechnęła się zadowolona i przyśpieszyła rytm, w którym rżnęła koleżankę. Jęki Haliny wzmogły się. Trzy anonimowe dziewczyny zawładnęły ciałem starszej koleżanki. Ta nieco później, pod wpływem intensywnych, zaskakujących pieszczot, głośno szczytowała.

    Część dziewczyn z rozbawieniem, inne zafascynowane wysłuchały jęków starszej koleżanki. Żadna nigdy nie przyznałaby się, że zazdrości jej frywolnych przeżyć w ich rozpustnym gronie. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Gosposia Proboszcza Czesc II

    GOSPOSIA PROBOSZCZA Cześć II Tak się ni jak przeprosiliśmy. Kiedyś właściwie nie tak dawno, wyglądało to zupełnie inaczej, takie przeprosiny. W poniedziałek rano, normalnie biegłam na plebanie. Pierwsze kroki skierowałam do pralni. Rozglądam się szukam i niema. Niema moich majtek. – jasna cholera, ale głupio zrobiłam. Pomyślałam że zapytam Kazika może on wziął. Gdy weszłam spał jeszcze. – Kazik , Kazik obudź się ! Szarpałam go. Wreszcie się odezwał. – O już jesteś. – Jestem, jestem . Kazik moje majtki zostawiłam w prali moje majtki a teraz ich tam nie ma !!! Co robić. – Ja ich nie mam. Powiedział. – Boże co ja mam zrobić. Byłam zrozpaczona. – Nic nie rób. Powiedział Kazik. – Jak to, to co teraz będzie?! – Wiesz, powiem ci coś. Zaczął Kazik. – Wczoraj po południu ksiądz przywiózł młodego kleryka na praktyki, pokazywał mu cały dom i obejście, może on znalazł. – O Jezusie , i co teraz. – A no nic, może ksiądz jest fetyszystą damskiej bielizny, jeśli tak jest to masz go w garści. Powiedział, a właściwie stwierdził. Byłam nie co zdziwiona tym co powiedział ale coś zaczęło mi świtać. I z tego zamyślenia wyrwał mnie głos Kazika. – skoro już jesteś to chodź tu do mnie mała. – Nie, nie teraz, muszę lecieć. Powiedziałam i już chciałam się obrócić kiedy.. – Weź go chociaż w usta. Odchylił kołdrę i zobaczyłam sterczącą palę. Podeszłam przysiadłam na łóżku, Kazik leżał na wznak. Wzięłam w dłoń ruszałam z wolna w górę i w dół. – ssij go Asiu, proszę. Mruczał , i sapał. Jego kutas był tak twardy, że zaczęłam mięknąć między nogami. Ale zassałam tak mocno i energicznie go wyjęłam z ust, że Kazik aż syknął. – no teraz lecę, mam robotę a ty będziesz miał cały czas ochotę na mnie, staraj się to może ci się uda. – o jej nie odchodź, Asiu proszę ! Błagał ale byłam nie ugiętą. W kuchni zajęłam się przygotowaniem śniadania. – dzień dobry pani Asiu. To był ksiądz. Dzień dobry. Odpowiedziałam. – pani Asieńko droga. Mówił dalej. – Dziś śniadanie dla dwóch, mam kleryka na praktykach. – Wiem, wiem. Kazik mi powiedział. – To on już nie śpi. Zdziwił się ksiądz. – Nie, nie śpi, bo chciał mi o tym powiedzieć. Kiedy panowie zajęli się śniadaniem, ja zajęłam się sprzątaniem. Zaczęłam od kancelarii proboszcza. Ścierałam kurze i zauważyłam niedomkniętą dolną szufladę biurka. Coś mnie tknęło żeby ją otworzyć, zajrzeć do niej nie wiem, ale zajrzałam. To co zobaczyłam najpierw mnie ucieszyło a potem z szokowało. Tak, były tam moje majteczki. Nie wiedziałam co robić, zabrać czy zostawić. Dotarły do mnie słowa Kazika „ Masz go w garści” i już wiedziałam jak to rozegrać. Wróciłam do kuchni panowie jeszcze jedli. Młody kleryk bardzo mi się przyglądał, może to wina mojej spódniczki, bo tego dnia miałam nieco krótszą niż zwykle. Kiedy wstał od stołu ksiądz, i ruszył w stronę kancelarii ja ruszyłam za nim. – proszę księdza czy może mi ksiądz poświecić minutkę. Zapytałam. – Oczywiście zapraszam. Weszliśmy do środka, ksiądz od razu za siadł za biurkiem. – niech pani siada. Powiedział wskazując mi krzesło. – Nie, nie trzeba nie zajmę dużo czasu. Chce księdza o coś zapytać. Mówiąc te słowa ruszyłam do biurka szarpnęłam szufladę i wyjęłam moje majtusie. – co to ma znaczyć ?!! Trzymałam je w dłoni i patrzyłam na jego minę . – no? skąd się tu wzięły ?! Był czerwony na twarzy, szukał słów. Wreszcie. – tak znalazłem je w pralni. Nie umiem pani wytłumaczyć dlaczego je zabrałem. Postanowiłam, że usiądę. Siadając podciągnęłam nie co spódniczkę, założyłam nogę na nogę eksponując swoje uda. On patrzył, przełknął suchość w gardle. Widziałam, że chce coś powiedzieć. Nie mówiłam nic czekałam aż zbierze myśli. – pani Asiu, to maja tajemnica. Zaczął. – Nikt nie jest doskonały , ja też. Zawsze podniecały mnie kobiety, a skoro nie mogłem ich mieć, chciałem mieć ich namiastkę. Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło. Mówił o tym ze skruchą. Zastanawiałam się co powiedzieć. Siedząc głaskałam się po nodze. – Dobrze, nikomu o tym nie powiem. To pozostanie naszą tajemnicą. I może będę mogła księdzu jakoś pomóc. W tym momencie uniósł wzrok, był zdumiony. To było widać . – Pani Asiu ja nie …. ja nie mogę jestem księdzem. – Spokojne proszę księdza, miałam na myśli bieliznę, moją bieliznę. Zmieszany patrzył na mnie a właściwie na moje nogi. – Dzisiejsze majteczki. Powiedziałam. – Mogę księdzu zostawić. Patrzył przez chwile z niedowierzaniem , ale pokiwał głową i dodał. – będzie mi bardzo miło. – Niech pani zaczeka jeszcze, powiedział szybko i wyszedł do pomieszczenia za kancelarią. Kiedy wrócił trzymał w ręku kopertę którą mi wręczył. – co to jest? Zapytałam. – To dla pani, premia. – Nie musi ksiądz tego robić, ja nikomu nie powiem. – Proszę przyjąć. Położył mi kopertę na kolanach przy tym zewnętrzną częścią dłoni musnął pończochę. Nie wierzyłam, tam było 10 tys. Skąd u niego takie pieniądze ? Ale ma to ma i mnie się opłaciło. Kiedy poszłam do ogrodu po świeże kwiaty Spotkałam Kazika. – i co? Zapytał . – Z czym? Zapytałam. – Znalazł je te majtki. – Ach nie, już wszytko dobrze, sama znalazłam. Niepotrzebnie się tak denerwowałam. Skłamałam jak z nut. – No tak, powiedział Kazik i dodał na koniec. – Przyjdziesz? Zacisnęłam usta w zastanowieniu. – ty musisz co dziennie ? Zapytałam. – Ciebie nawet trzy razy dziennie. Odpowiedział i pomasował się po kroczu. – Nie wiem Kaziu, może wpadnę na szybki numerek. – Będę czekał kocico. Wróciłam do kuchni, a tam ksiądz robił sobie herbatę. I bacznie mi się przyglądał. – podobają się ? Zagadnęłam. – Co takiego? Zapytał nie patrząc w moją stronę. – Moje nogi? Czy się podobają? Spojrzał w moja stronę, a minę miał taką, że aż się wystraszyłam. – Tak, bardzo, a widok, ten z korytarza jak pani poprawiała pończochę, to było coś cudownego. Nigdy czegoś tak podniecającego nie widziałem po za telewizją. – A ma ksiądz jakieś pragnienie z tym związane? Zapytałam przesuwając rękę od kolana w górę. – Pani Asiu ! Powiedział uniesionym tonem. – Ja tylko pytam. Powiedziałam, z uśmiechem. – Niech ksiądz da coś do roboty kościelnemu, a przekona się ksiądz co mam na myśli. Znowu nerwowo przełknął ślinę, i wyszedł. Po krótkiej chwili usłyszałam. – pani Asiu , niech pani zawoła kościelnego. O nie, pomyślałam, Kazik pomyśli, że przyszłam do niego. Przed wejściem do warsztatu, zebrałam się w sobie. Stanęłam w drzwiach oparta o futrynę, podgięłam nogę w kolanie i taką mnie zobaczył Kazik. – Kaziu musisz iść do księdza natychmiast. – Myślałem , że przyszłaś do mnie. Powiedział. – Później, obiecuje. Boże co ja plotę, pomyślałam. – No chodź, chodź bo czeka. – Ale mam ochotę cię zerżnąć. Powiedział Kazik. – Później, później, no chodź już. Ruszyłam pierwsza Kazik za mną i zdążył klapnąć mnie w pupę. – aułć, co robisz, mówiłam, że przyjdę, to przyjdę. Powiedziałam, i nawet już miałam ochotę. Podkręciła mnie ta sytuacja z księdzem. Kazik wszedł do gabinetu księdza, zostałam nie daleko żeby posłuchać. – Drogi panie Kaziku, pojedzie pan do miasta i kupi niwy odkurzacz. – Ale teraz, już? – Tak pani Asia nie może się dłużej męczyć z tym starym. No panie Kaziku już , pojedzie z panem nasz kleryk to będzie panu raźniej. Kazik wszedł do kuchni popatrzył na mnie i powiedział, co mu ksiądz kazał zrobić. Był smutny, wiedziałam, dlaczego. Chciał mnie, miał nadzieje ze zaraz do niego przyjdę. Spojrzałam na niego podeszłam bliżej i złapałam go za krok. – nie bądź smutny, wrócisz i przyjdę, też mam ochotę, powiedziałam szeptem. Pojechali. A ja skierowałam się do kancelarii. Ksiądz siedział za biurkiem, usiadłam na kozetce, siadając podciągnęłam spódniczkę dość wysoko, eksponując uda. On patrzył, czerwony na twarzy patrzył i pragnął, mnie dotknąć. – – cudowny widok. Powiedział nerwowo drżącym głosem. – Dotknij, pogłaszcz, po całuj jeśli chcesz? Powiedziałam przekładając nogi. – No podejdź tu, wiem, że chcesz , że pragniesz tego, chodź podnieć mnie dostaniesz mokre majteczki, może sam je zdejmiesz. Siedział zdezorientowany, wreszcie wstał, Podszedł, uklęknął przede mną, i powoli wyciągał drżące dłonie. – nie wiem, nie wolno mi. Bronił się tymi słowami. Zdjęłam nogę z nogi złączyłam kolana i czekałam na jego decyzje. – no już dotknij pieść, słyszysz ? Powiedziałam tonem rozkazującym. Wreszcie jego ręce spoczęły na moich kostkach, ja westchnęłam głęboko. Czułam, jak powoli przesuwa je wyżej, po łydkach, czułam jak drży. – pocałuj je poczuj gładkość pończoszki, posmakuj poczuj zapach. Mówiłam to łagodnie ale stanowczo. Wtem jego ręce już dotykały moich kolan to znowu łydek , nagle położył głowę na moje uda, rozchyliłam lekko kolana, i znów złączyłam, wzdychałam głęboko, mruczałam momentami, żeby dać mu znać, że to przyjemność dla mnie, ale nie traciłam kontroli. Jego twarz usta język cały czas dotykały moje uda. Wtedy jedną nogę założyłam na poręcz kozetki a drugą na jego brak. – no teraz liż ją, widzisz jest tylko twoja, tylko dla ciebie, takakaa mookraa, liż ją, smakuj, ssij. Mówiłam to w podnieceniu ale kontrolowałam sytuacje. Wiedziałam, że traci panowanie na sobą. – Patrz. Mówiąc to, odsunęłam majteczki żeby zobaczył mokrą i gorącą pisie. Przyciągnęłam go za głowę, ręką i nogą na jego barku. Poczułam jego gorący nierównomierny oddech na pisi. Poczułam jak jego język delikatnie ją muska. Pomogłam mu, rozszerzyłam, palcami i powiedziałam. – teraz liż no już!! Przywarł do niej, jego język wreszcie zaczął pracować, lizał ssał jak by to był „ Pierwszy” I ostatni raz w jego życiu, jak by chciał na zapas mieć smak i zapach mojej pusi. – oooooo!!!! Taaaaakch. Jęczałam, wzdychałam i przyciskała jego głowę. Nagle wstrząsnęło nim, jak by skurcz, ciężko i szybko oddychał, trwał chwile w bezruchu. Wiedziałam, ci się stało. Doszedł. – niech pani stad wyjdzie i to szybko. Powiedział mi. Bez słowa zeskoczyłam z kozetki. Mokra rozochocona. Weszłam do kuchni z myślą, gdzie jest Kazik. Pewnie nie prędko wróci. Po koło pół godzinie ksiądz zaprosił mnie do gabinetu. Weszłam pewnym krokiem z uśmiechem na twarzy, usiadłam zadzierając nogę na nogę. – Pani Asiu, zaczął czerwony na twarzy. Po tym co tu zaszło, powinienem wyjechać na urlop i pani tez, tak radzę. – Urlop?! Zdziwiona zapytałam. – A kto będzie odprawiał msze kto? – Kto zajmie plebanią, ksiądz aż tak się mnie boi? – Nie powiem nikomu, już to mówiłam. – Nie oto chodzi pani Asiu . Zaczął z wolna. – Sprowadziła mnie pani z drogi cnoty na złą drogę. – Ha ha ha !!! Ze śmiech aż się pochyliłam. – Ja na złą drogę ?! – Wąchanie damskiej bielizny przez tyle lat było czymś dobrym według księdza? – Słuchaj klecho! Mogłeś mnie mieć na co dzień, mogłeś mieć kobietę , ale ty wolisz wąchać gacie. Skoro tak to proszę. Wstałam podciągnęłam spódnice i zdjęć majtki, rzuciłam je na biurko i wyszłam. Byłam wściekła, tak bardzo, że chciałem tę prace rzucić natychmiast. Zebrałam się i ruszyłam do domu. Po drodze spotkałam Kazika. -Dokąd to . Zapytał. – do domu, na dziś wystarczy. – A, ale obiecałaś, że … – że przyjdę, przykro mi nic dziś z tego nie będzie. Już miałam iść ale… – wiesz co przyjdź do mnie do domu za kwadrans, przyjdź ! Słyszysz? – O, oczywiście pani Asiu. Miałam tak wielką ochotę, że nie mogłam sobie z tym poradzić a na męża raczej liczyć nie mogłam. Kwadrans minął szybko i punktualnie w drzwiach stał Kazik kościelny. – chodź. Powiedziałam i prowadziłam go do kuchni. Szłam przed nim kręcąc i podciągając spódniczkę. Oparłam się o stół i powiedziałam. – Weź mnie teraz mocno. Bez litości nawet jak będę mówiła, że za mocno, nie słuchaj tylko rżnij jak sukę. Długo nie musiałam czekać, poczułam jak Kazik przyłożył złapał mnie za biodra i wjechał z impetem zaraz po tym nie zawrzał na nic pchał i cofał i znowu jak tłok. A ja wyłam w niebo głosy, byłam tak mokra, że ciekło mi po nogach. – tak tak tak pierdol mnie jak dziwkę taaaakch kuuuurwa nie przestawaj. Kazik wyraźnie przyspieszył, dyszał sapał i powiedział. – naaaa kooonieeec weź go do pyska suko jebana. – Tak chce daj daj będę ssała!!! Po tych słowach Kazik przyspieszył i po chwili wyszedł , złapał mnie za włosy sprowadził na kolana i wepchnął mi w usta, energicznie ruszałam głową a Kazik mi ją dociskał. Nagle wyprężył się i – yyyyyyyych kuuuurwa oooooo tak . Kazik zalał mi usta. Połknęłam wszystko, klęczałam podparta na rękach i dyszałam wzmagały mną dreszcze orgazmu i łapałam oddech mając w ustach smak kazikowej spermy. Nie miałam siły się podnieść wreszcie wydobyłam głos z siebie. – idź już Kazik za nie długo będzie mój mąż, idź już. – Przyjdziesz jutro? Zapytał . – Jeju Kaziu jesteś nudny z tym pytaniem, nie wiem przyjdę to przyjdę a nie to nie. – Chyba żartujesz suko. Powiedział Kazik . – Od jutra będę cię Brał kiedy będę chciał , nie będę prosił. Zdumiały mnie te słowa. -Jak to kiedy będziesz chciał ? Zapytałam. – a tak kiedy będę chciał , tak Jak teraz chce cię znowu. – Chyba zgłupiałeś! Przestań, zaraz będzie mój mąż Kazik proszę !! Nie słuchał klęcząc wypięta jak suka dałam mu bez oporu. Kazik rżnął mnie bardzo szybko, wiłam się Jak piskorz ale trzymał mocno za biodra i jebał jak drwal. Łzy napłynęły mi do oczu, nie wiem czy z rozkoszy czy z innego powodu. Chciałem żeby już skończył. Nie musiałem długo czekać. – zleje ci się prosto w pizdę dziwko. Powiedział Kazik. Chciałem zaprotestować ale nie miałam siły. Chyba nawet tego chciałam. ( ciąża mi już nie groziła). Kazik przyciskał mocniej sapał dyszał i – oooooo tak, syknął Kazik. A ja poczułam gorący strumień wewnątrz. – aaaaaach o ooo tak. Dyszałam W spazmach i dreszczu rozkoszy. – Kazik teraz już naprawdę musisz iść, zaraz wraca mąż . – No już spadaj wyjdź przez ogród. – Już idę idę. Na dowodzenia jeszcze dał mi klapsa w pupę i poszedł. Nie zapomniał jednak zapytać. – Przyjdziesz jutro. – Tak odrzekłam. Poszedł, a ja pod prysznic musiałam się ogarnąć . W trakcie jak brałam prysznic wrócił mąż z dziećmi. Wieczór upłynął dość miło, dzieci poszły spać, a ja chciałam jeszcze raz spróbować. Ubrana tylko w kłusy szlafrok kręciłam się po domu. Chciałam go jakoś zachęcić. Wreszcie podszedł do mnie złapał za ramiona pocałował w szyje i zaczął mówić. – Asiu wiesz, zaczął. – Ta tak wiem chciałbyś ale nie możesz. Powiedziałam jednym tchem. – Nie o to chodzi moja droga. – Tak wiec mów. – Widzisz w sobotę nasza firma organizuje imprezę integracyjną, połączone to będzie z wykładem i filmem o firmie a potem zabawa do białego rana. Pomyślałem, mogli byśmy pójść. – Hmm, no w sumie dawno nigdzie nie byliśmy. Miałam nadzieje, że to może poprawić nasze relacje. Postanowiłam, że zadzwonię do siostry, ona pomoże mi jak i w co się ubrać. Zadzwoniłam do Agi i na plebanię. Księdzu powiedziałam, że potrzebuje kilka dni, że przyjdę w poniedziałek. Była środa. Popołudniu przyjechała Aga. Jak zwykle wyglądała kwitnąco i sexy. Dobrze wiecie jak to jest jak spotkają się dwie siostry. Opowiedziałam jej o wszystkim. O Kaziku, o księdzu też i o katastrofalnych stosunkach z mężem. – Wiesz Asiu. Zagadnęła Aga. – Nie spodziewałam się tego po tobie, ty przykładna żona i matka przyprawiałaś rogi mężusiowi. Ale rozumiem cię, tak jak ty postaraj się zrozumieć mnie. Życie jest za krótkie na odmawianie sobie przyjemności. Czasami mam wyrzuty sumienia, jak rżnę się w hotelu z jakimś facetem. Ale co mam sobie zaszyć skoro on może raz na miesiąc albo rzadziej. Milczałam chwile. – wiesz ja tez mam wyrzuty sumienia, ale nie o męża tu chodzi, a o dzieci. – Wiesz sama nie wiem jak do tego doszło, pierwszy raz z Kazikiem , myślałam że to się więcej nie powtórzy. A ja jak suka do niego chodziłam. Było mi dobrze orgazm za orgazmem i chęć więcej. I wiesz co myślałem żeby robić jak ty, spotykać się tylko na sex, mam pragnienia i fantazje. – Jakie masz te fantazje moja droga siostro? Zapytała Aga. Przełknełam nerwowo ślinę. – Wiesz, chciała bym z murzynem, z czarnym , z takim wielkim dobrze zbudowanym. Może oddałam bym się dwum na raz, takie mam myśli. – No, no siostrzyczko rozmarzyłaś się, dwóch naraz. Nic prostrzego moja droga. – jak to? Zapytałam. – Masz marzenia to zacznij je realizować. Skwitowała Aga. – no dobrze przyjechałam tu żeby ci pomoc wyglądać na tej imprezie, zrobimy to tak, że każdy facet będzie miał na ciebie ochotę. A damska część cię znienawidzi. Mam plan. Jedziemy na zakupy. Wzięłam pieniądze i pojechałyśmy do większego miasta.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jarekx69
  • Maturzystka – 10.

    Część 10.

    A ja jestem wściekła! Ledwie opieram się chęci, żeby nie podbiec i nie walnąć gnoja w uśmiechnięty pysk. Mam ochotę chwycić matkę za włosy i zrzucić ją z faceta i z naszej kanapy! Ostatecznie to ona pierwsza wykonuje jakiś ruch i słyszę:  

    – Córeczko, zaczekaj! Wyjaśnię ci wszystko! Zaczekaj!

    Ostatnie słowa słyszę za plecami, bo chwytam iPhone’a i idę, biegnę do swojego pokoju! Ręce mi drżą, więc nie jestem w stanie przekręcić klucza w drzwiach. W końcu wypada z zamka, a ja zrezygnowana odwracam się, podchodzę i padam na tapczan. Leżę na boku, tyłem do drzwi i otwieram książkę. Nie płaczę. Wzbiera we mnie wściekłość na matkę. I na tego kutasa, który ją rżnął.

    Po chwili matka wbiega do pokoju. Klęczy przy tapczanie, coś mówi do mnie, tłumaczy drżącym głosem, próbuje mnie głaskać, ale gwałtownym ruchem ramienia strącam jej dłoń. Jest zrozpaczona. Prawie płacze i prosi o rozmowę, obiecuje wspólne, duże zakupy. Ostentacyjnie, możliwie głośno przewracam kartkę w książce. Matce co chwila załamuje się głos. Obiecuje mi większe kieszonkowe i zgodę na późniejsze powroty z imprez. I błaga, żebym nic nie mówiła ojcu, bo to nam wszystkim zniszczy życie!

    – Wiesz, że twój tata choruje na serce? – przypomina mi i nerwowo szarpie za rękę.

    Gwałtownie odwracam się. Wściekła patrzę na nią:

    – Kuźwa, co za zbieg okoliczności! Twój mąż również! – odpowiadam gniewnym tonem, wyszarpując rękę. Z wściekłości aż trzęsę się. Za chwilę, jeżeli nie zdołam się opanować, kolejna przewracana kartka w książce wyleci z niej. I to w strzępach!

    Zaskoczona matka milknie. Za chwilę znowu pochlipuje i mówi, mówi. Nie przestaje mówić! Jej słowotok jest żałosny, a ja czuję, jak rosnę w siłę. Moja wściekłość i żal nadal rosną.

    *

    Matka nadal próbuje mnie przekonać. Moje milczenie tylko ją denerwuje. Głos jej drży, a łzy spływają po policzkach. Do pokoju wchodzi ten fiut. Kochanek matki! Kiedy odwracam się do nich i leżę na drugim boku, mężczyzna uśmiecha się do mnie. Jest nagi. Jego członek nadal sterczy. Ma facet nerwy. Penis lekko drży przy każdym jego ruchu. Nie odwracam wzroku. Wytrzymuję. Jest dumny ze swojej potencji i nie ukrywa tego. Stanął za matką i położył dłonie na jej ramionach. Ze zdenerwowania nawet tego nie zauważyła. Matka klęczy przy tapczanie, a penis drga nad jej głową. Nie ma o tym pojęcia. Mam wrażenie, że specjalnie tak stanął, żeby penis był jak najbliżej mojej twarzy.

    – A może ja ciebie przekonam? – mówi łagodnym tonem.

    – Kuźwa, ksiądz w delegacji! – ironizuję na własny użytek. Wyraz mojej twarzy nie ulega zmianie.

    Pochyla się i kładzie dłoń na moim ramieniu. Chwytam książkę i jej brzegiem strącam rękę faceta. Gest jest czytelny. Tak strąca się zdechłego szczura z ławki. Głośno śmieje się, szczerze rozbawiony moim teatralnym gestem. Pewność siebie wręcz bije od niego. On naprawdę nie jest zdenerwowany!

    – Poczekaj, gnoju! Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – myślę mściwie. Ponownie otwieram książkę i zagłębiam się w lekturze. Wściekłość jest silniejsza. I żądza zemsty. Tak, to ona mnie napędza i powstrzymuje przed płaczem. Matka tak mnie rozczarowała!

    Kątem oka widzę sterczącego penisa. Kołysze się. Mężczyzna życzliwie uśmiecha się do mnie. Siada przy mnie na brzegu tapczanu. Teraz sterczący penis jest skierowany do mamy. W odróżnieniu od mamy nadal nie wydaje się zdenerwowany zaistniałą sytuacją. Ba! Nie jest nawet zaniepokojony! Żadnych nerwowych ruchów, grymasów. Wręcz bije od niego spokój. Jest w dobrym humorze. Ta sytuacja chyba nawet bawi go! Pachnie jakimiś męskimi perfumami. Mnie się podobają. Wygląda fajnie. Opalony, ogolony, dobrze zbudowany, szczupły. Białe zęby, czyste, zadbane paznokcie, łagodny uśmiech.

    – No, jak będzie? Przekonam ciebie? – pyta łagodnym tonem. Znowu łagodnie głaszcze mnie po ramieniu i po plecach. Prawie wygląda to jak pieszczota. Jest delikatny. Nie reaguję.

    – No co ty?! Radku!

    – Aaa, czyli gnój ma na imię Radziu… – notuję w pamięci

    Matka jest zgorszona albo zaskoczona jego propozycją. A może to tylko zwykła, kobieca zazdrość?! Na jej twarzy maluje się przerażenie. Jest bliska histerii. Właśnie skompromitowała się przed córką. Obraz uczciwej, wzorowej mamy, czułej, dbającej o rodzinę, który tworzyła przez lata, runął z hukiem! Był tylko fasadą! Fałszywą fasadą tworzoną na potrzeby dziecka. Wzorzec moralności poszedł się paść…

    – Czego jeszcze dowiem się o rodzicach?! – ze zdenerwowania prawie trzęsę się. Jestem wściekła na matkę. Chce mi się jednocześnie płakać. Tak mnie rozczarowała! Moja mama? Nie! Ona była jak starsza siostra! Ufałam jej! Bezgranicznie! Miałyśmy takie dobre relacje! Zwierzałam się! A teraz? A teraz już tak nie będzie. Nigdy! To tylko matka. Która oszukała mnie. Nie będę płakać. Mam nadzieję, że nie widać łez w moich oczach. Teraz napędza mnie wyłącznie wściekłość! I żądza zemsty! Jeszcze pożałują! I chyba już wiem, jak ich upokorzyć…

    Gdyby ojciec rozwiódł się, matka znalazłaby się w okropnej sytuacji. I na dodatek winna rozwodu! Nie byłaby w stanie utrzymać nawet tego mieszkania! Ja na pewno nie chciałabym z nią zostać. Teraz pewnie zrobiłaby wszystko, byle bym zapomniała o tym, co widziałam… Zaraz! Wszystko? O…

    Przerywam moje rozważania. Patrzę na nich. Mimo tych kłopotów, matka nadal głaszcze tego nagiego faceta po ręce! Tak spragniona jego czułości? A może seksu?! Jeszcze jej mało?! Facet siedzi obok mnie na tapczanie i ciągle ma wzwód. Matka, też naga, chyba zapomniała o tym, myśli wyłącznie o wygaszeniu ryzyka. 

    *

    Mama coś do mnie mówi, znowu składa jakieś obietnice, kurczowo trzyma mnie za rękę, błagając o dyskrecję. Wcale jej nie słucham. Ostentacyjnie ignoruję. Próbuję uwolnić dłoń z jej uścisku. Rozważam mój pomysł. Biorę głęboki oddech. Przyglądam się temu Radkowi. Mężczyzna jest nieźle wyposażony. I atletycznej budowy! Prezentuje się znacznie lepiej niż moi koledzy z klasy. Tych widziałam na wf-ie, więc wiem.

    Mama pyta mnie o coś. Potrząsa moją ręką. Domaga się odpowiedzi. Pewnie boi się, że przeżywam to, co widziałam, a ja już rozważam mój plan. W końcu wyciągam rękę z jej dłoni.

    – Ile ten Radek płaci ci za seks? – pytam z ciekawością w głosie.

    Walnęłam parkę! Facet wyraźnie poczuł się urażony. Uśmiech znikł na chwilę z zadowolonej, pewnej siebie gęby. Wyraźnie trafiłam w miękkie. Matkę zatkało. Zamilkła. Patrzy na mnie zaskoczona. Nawet nie wie, jak zareagować. Szybko zdaje sobie sprawę, że każda odpowiedź będzie błędna i wyjaśnienia pogrążą ją.

    – Ależ… Grażynko. Jak możesz? – I w tym momencie dociera do niej, że nie powinna nic więcej mówić.

    Już się zdecydowałam. Ostatecznie! Zwyciężyła ciekawość i przekora. I chęć zemsty. Perfidnej zemsty… Będzie żałować! Będzie bardzo, bardzo długo żałować! Podnoszę głowę i patrzę na matkę. Znowu coś mówi, ale i tak nie słucham. Przerywam jej potok słów:

    – Chętnie spróbuję seksu z twoim facetem – mówię odważnie do kochanka matki i prowokacyjnie patrzę w jego oczy.

    *

    – Słucham?! – matka reaguje nerwowo. Gwałtownie prostuje się, zaskoczona moją decyzją. Przerażona patrzy na mnie, niepewnie patrzy na kochanka, ale ja spoglądam wyłącznie na tego faceta.

    – Grażynko! Kochanie! Co ty mówisz?! – znowu chwyta mnie za rękę i potrząsa. Za dużo wrażeń dla niej jak na jedno popołudnie. Kompromituje się przed córką, a chwilę później córka gnoi ją przed kochankiem. A to przecież dopiero początek…

    Matka wpada w nerwowy słowotok. Prawie krzyczy na mnie. Ma łzy w oczach. Grozi mi. Prosi mnie. Tłumaczy. Błaga. Przez chwilę patrzę na nią bez słowa. Radek przygląda się nam znowu z tym swoim reklamowym uśmiechem. Facet wygląda jakby chciał połknąć wieszak i tak mu zostało. Po prostu sielanka!

    – No, akurat ty chyba nie powinnaś mieć nic przeciwko temu, prawda? A może jesteś zazdrosna o tego żigolaka? – pierwszy raz tak jednoznacznie zwracam się do matki per „ty”, kiedy rozmawiamy o poważnych sprawach. Mój głos brzmi stanowczo. Bez uśmiechu patrzę na nią. Żigolak nie wytrzymuje i podnosi się. Staje obok matki.

    Ton mojego głosu w końcu otrzeźwia matkę. Reflektuje się i zamierza znowu coś powiedzieć, ale teraz ja tutaj panuję.

    – Boisz się, że jestem atrakcyjniejsza od ciebie? – wbijam jej jeszcze jedną bolesną szpilę.

    Matka milczy i patrzy na nas bezradnie. Nie wie, co powiedzieć. Znowu ma łzy w oczach. Niech beczy! Solidnie sobie zapracowała.

    Facet w końcu zirytował się tym „żigolakiem”. E, nie było to takie trudne. Szybko dał się sprowokować. Cienias z niego. Z dużym fiutem i atletyczną sylwetką, ale dupek. W obecnej sytuacji jest za chudy w uszach, żeby wygrać ze mną. I za głupi, żeby od razu to zrozumieć. Oj, będzie miał kłopoty. Dupek z dużym fiutem, atletyczną sylwetką i małym móżdżkiem. Po prostu dupek.

    – Jeszcze będziesz chodził, jak ci zagram… – obiecuję sobie i z wściekłości zaciskam zęby, ale nie zmieniam wyrazu twarzy. – A od dzisiaj na drugie daję ci: „Dupek” – mój humor ulega nieznacznej poprawie. Oddycham spokojniej.

    „Dupek” w końcu dopchał się do głosu:  

    – Dziecko, źle nas oceniasz. Ani ja twojej mamie, ani mama mnie nie płaci za… spotkania. Zrozum, dorośli po latach życia w związku czasami zmieniają swoje zapatrywania na partnerstwo. Wypala się uczucie, ludzie są zmęczeni sobą, zmieniają się, mają inne cele w życiu. To naturalne. Wiele związków nie wytrzymuje próby czasu. Kiedyś może sama tego doświadczysz. Bądź dorosła. Postaraj się zrozumieć i uszanuj potrzeby mamy i moje.  

    – Kuźwa! „Uszanuj”! No, chyba w kosmos wyjebało mu mózg! Jeżeli kutas go kiedyś miał! – Jestem poirytowana, ale staram się panować nad sobą. Niewiele brakuje, żebym zaczęła się zachowywać równie histerycznie jak matka. – Jeszcze mi z dzieckiem wyjeżdża! – Od razu rośnie mi ciśnienie.

    Widząc, że nadal milczę, facet błędnie sądzi, że przekonał mnie, więc zadowolony z siebie chce jeszcze coś dodać, ale jestem szybsza:  

    – Ty, Du…, Radzio! A kto ci pozwolił mówić do mnie po imieniu i na dodatek w moim domu? Wszystkie nastolatki tak haczysz? – akcentuję słowo „moim”. Jadę po bandzie, ale cieszy mnie ich reakcja. Świetnie bawię się ich kosztem. Korzystam z okazji i jeszcze dorzucam: – Radek, ruchasz takie stare babki, bo młode uciekają przed tobą?

    Oboje są zaskoczeni moim zdecydowaniem i agresją. Gdyby byli w porządku, dopiero nasłuchałabym się! Ale nie są! Matka wyraźnie czuje się urażona uznaniem ją za starą i gorszego sortu. I nadal nie wie, jak zareagować.  Jej kochanek traci cierpliwość, twarz mu poszarzała. Wzbiera w nim wściekłość i w końcu robi mały krok do przodu. Lekko pochyla się. Chyba chce ostrzej przemówić do mnie. Z przesadną nerwowością odchylam się do tyłu, jakby w obawie przed jego atakiem:   

    – Co jest?! Nie dość, że żigolak, to jeszcze chcesz mnie uderzyć?! – podnoszę głos. Brzmi nieco histerycznie, ale zdezorientowany facet odruchowo wykonuje krok w tył. Błąd. Matka gwałtownie odwraca głowę i patrzy na niego nieprzyjemnie zaskoczona. Brunet zaprzecza ruchem głowy i ramion. Niepewny wyraz twarzy nie dodaje mu wiarygodności. Jego fiut sterczy i kołysze się. Jej piersi też kołyszą się. Ależ chętnie pizdnęłabym czymś ciężkim w te cycki! I w nią! I w jego krocze! Teraz oboje są tacy aseksualni…

    – Zadzwonię na policję i wtedy zobaczymy, jak będziesz się tłumaczył, Radzio! – Przesadzam. Co tam! Za to w moim głosie brzmi mściwa satysfakcja. – Jeszcze dodam, że masz pieprzyk obok fiutka. Hm, może mojego tatę zainteresuje, skąd znam takie szczegóły anatomii żigolaka mojej matki? Jak tata mi nie uwierzy, to matka potwierdzi moje słowa, prawda? – zastanawiam się głośno. Mówię ostrym tonem, ale z ironią. Na ich miejscu bym się bała.  

    Twarz Radka tężeje i wyraża wściekłość. Jest bezradny. Zaciska zęby i ledwo powstrzymuje się, żeby nie powiedzieć albo nie zrobić czegoś, coś zamknie mu drogę do cipy mojej matki. Widzę, jak pracują jego szczęki. Marny z niego zawodnik. Patrzy w milczeniu i czeka na jakąś zdecydowaną reakcję matki. Jakąkolwiek. Fiut nadal mu sterczy. Bierze viagrę?

    A ona boi się o swoją przyszłość. Widzę to. Boi się, czy będę milczała. Chyba powoli dociera do niej, że mam ją w ręku. Zaskoczyłam ją zachowaniem wobec tego Radzia. Nie ma wyjścia, jeżeli chce zagwarantować sobie moje milczenie. Musi mi ulec. To jest szantaż przez duże „S”! Dopiero pozna jak wyrafinowana jest moja zemsta. Dzisiaj to będzie tylko rozgrzewka! Przedbiegi! Gdyby wiedziała, co ją czeka…

    E tam! Gdyby wiedziała, też by nic nie mogła zmienić.

    *

    – A… Rób, co chcesz – matka ciężko wzdycha i zrezygnowana macha ręką. Udaje, że poddaje się i rezygnuje z dalszej dyskusji, ale w duchu na pewno cieszy się z gwarancji mojego milczenia. Naiwna…

    Jej chłodny, rzeczowy ton zaskakuje mnie. Milczę i czekam na dalszy ciąg. Niech próbują. Nie będę im niczego ułatwiać.

    – A może mają ruchać się przy mnie? – wpadam na pomysł. Taki pokaz seksu na żywo dla spragnionej wrażeń licealistki. Po chwili przeważa zdrowy rozsądek. – Nie! Nie, to już byłoby przegięcie. I to jakie! Niee, no skąd! W ogóle, co za pomysł wpadł mi do głowy! Nie, nie! Okropność!

    Wrócę do niego przy kolejnym spotkaniu.  

    Zadowolony z siebie Radek przejmuje inicjatywę. Przestaje mnie głaskać, ale za to sprawnie rozpina bluzkę. Podnoszę ręce, a on zdejmuje ją. Sięga i rozpina stanik na plecach. Patrzę na matkę z prowokacyjnym uśmiechem. W odpowiedzi zagryza wargi. W jej oczach widzę bezradność. Przegrała. Przegrała!

    Tylko jeszcze nie wie, jak kosztowna będzie ta porażka…

    *

    Facet zsuwa stanik z moich piersi i spokojnym ruchem odrzuca w bok. Pożądliwie patrzy na mnie. Widać, że ma ochotę na nastkę. Powoli sięga i zaskakująco czułym gestem dotyka, głaszcze moje piersi. Lekki uśmiech pojawia się na jego twarzy. Jest wyraźnie zadowolony. Dłoń z piersi leniwie zsuwa się na brzuch i udo.

    – Podnieś się – mówi tonem, który nie ma brzmieć jak polecenie.

    Kiedy stoję, szybko rozpina mi spódniczkę i ściąga je razem z majtkami. Siadam, wtedy zdejmuje mi szpilki i ściąga spodnie z majtkami. Odkłada je na bok i kiedy chcę położyć się na tapczanie, powstrzymuje mnie.

    – Nie! – uśmiecha się – Lubię, kiedy kobieta ma szpilki na nogach w trakcie seksu.

    – Proszę, proszę – myślę z ironią – już awansowałam na kobietę! 

    Facet szybko zakłada mi szpilki i delikatnymi, ale stanowczymi ruchami rozsuwa nogi. Przyklęka na jednej nodze i dotyka palcami mojej cipki. Nooo, robi się miło… Podniecony moją cipką i jej wilgocią, klęka i w końcu zanurza głowę między nogi. Teraz intensywnie pracuje językiem. Nadal jest miło. Postękuję cicho. Podnoszę głowę i patrzę na matkę.

    Matka patrzy na mnie. W końcu reflektuje się. Co weźmie górę? Matka czy kochanka? Komu ma pomóc? Sobie czy mnie? Jej problem polega na tym, że każdy wybór oznacza dla niej porażkę. Podnosi się, zakrywa dłonią piersi i kieruje do drzwi.

    – Zostań! Też widziałam wasz seks – zatrzymuję matkę stanowczym głosem. Nie proszę. Wydaję polecenie. Ale sytuacja też nie jest zwyczajna. Testuję jej odporność.

    Patrzy na mnie i zastanawia się chwilę. Waha. W końcu rezygnuje. Z grymasem niezadowolenia chwyta krzesło sprzed biurka, odsuwa zamaszystym ruchem i zatrzymuje na wysokości drzwi. Siada bokiem do nas, zakłada nogę na nogę, splata ręce pod biustem. Niewidzącym wzrokiem patrzy przed siebie.

    A ja patrzę na nią z ironią i pojękuję. Naga matka w pończochach i modnych botkach siedzi i czeka aż córka zacznie spółkować z jej kochankiem. Ze świeżą fryzurą wyglądała tak efektownie na kochanku. To już wspomnienie.

    – To zdrada kochanki, deprawacja nastolatki czy jedynie biznesowy układ z córką? – pytam i w duchu śmieję się z własnych wątpliwości. Gorzki to śmiech.

    Nie chcę rozpłakać się przy matce.

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Niewolnica wikingow cz. 1

    Mam na imię Thyria i jestem niewolnicą na dworze jarla Ottara. Zostałam pojmana całkiem niedawno, a kupiła mnie jego żona. Nie trafiło mi się zatem tak źle. Ciągle sypiam na słomie razem ze zwierzętami, ale przynajmniej nie muszę pracować tak ciężko, jak wymaga się tego od niektórych niewolników. Zajmuję się głównie sprzątaniem, gotowaniem i usługiwaniem przy stole. Jak się szybko okazało, to ostatnie bywa kłopotliwe. Żadnym męskim oczom nie umknął widok nowej służki – młodej, jasnowłosej dziewczyny. Coraz częściej zdarzało się, że któryś z trzech synów jarla posyłał w moją stronę sprośne uwagi, tudzież po prostu chwytał mnie za tyłek. Musiałam to cierpliwie znosić, bo jako niewolnica nie mogłam nic z tym zrobić. Sam jarl tylko przyglądał się temu z uśmieszkiem, a jego żona udawała, że nic nie widzi i nie słyszy. Jedynie ich córka czasami patrzyła na mnie ze współczuciem. Wiecznie chodziłam ze spuszczoną głową, unikając ich wzroku. Nie mogło mi się to jednak wiecznie udawać.

    Było popołudnie, szłam z wiaderkiem do studni, by nabrać wody. Jak zwykle stawiałam szybkie kroki i patrzyłam w dół. Nagle jednak ktoś zaszedł mi drogę. Gdy spojrzałam do góry, ujrzałam najstarszego z synów jarla – Bolvarka. Wysoki i dobrze zbudowany. Miał wygolone boki głowy, a jego długie, brązowe włosy zaplecione były w warkocza. Nosił krótką brodę, więc zdecydowanie nie był już chłopcem. Patrzył na mnie przenikliwie, dostrzegałam chłód jego błękitnych tęczówek. Szybko spuściłam wzrok i spróbowałam go wyminąć. On jednak z powrotem stanął mi na przeszkodzie.

    – Jak masz na imię? – zapytał jakby od niechcenia. Nie odpowiedziałam. Ujął mnie za podbródek i pociągnął ku górze, aby przyjrzeć się mojej twarzy. – Rozmawiasz z synem jarla – dodał z naciskiem.

    – Thyria… – powiedziałam cicho. On tylko skinął głową. Puścił mój podbródek, za to wyjął mi wiadro z dłoni i odrzucił gdzieś na bok. Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie było sensu stawiać oporu. Wiedziałam, że wykorzystywanie niewolnic było tutaj na porządku dziennym. Zaprowadził mnie do niewielkiego domku, położonego nieco na odludziu. Zamknął za sobą drzwi i spojrzał na mnie. Podszedł i chamsko złapał mnie za pierś, przejechał dłonią po talii, dotknął tyłka. W pierwszej chwili chciałam się cofnąć, ale już pogodziłam się ze swoim losem.

    – To jeden z twoich obowiązków – powiedział, stojąc nade mną. – Nie jesteś wolną kobietą, więc mogę cię mieć kiedy tylko chcę, rozumiesz? – zapytał. Ja tylko skinęłam głową, nadal patrząc w dół. On tymczasem zaczął ściągać ze mnie obdartą suknię. Rzucił ją na podłogę i dotknął mojej nagiej, jasnej skóry. Nie patrzyłam na niego, wstydziłam się, a w oczach miałam łzy. On nie zwracał na to uwagi. Chwycił mnie za pierś i zaczął ją miętosić. Ścisnął różowego sutka, który stwardniał pod wpływem pieszczot. Przejechał palcami po wystającym obojczyku, dotknął ramienia. Wsunął dłoń pod włosy, zjechał nią od karku aż do tyłka. Ścisnął jędrny pośladek i sprzedał mi klapsa. Na skórze został czerwony ślad dłoni. Mój oddech przyspieszył. Nie wiem, czy ze strachu, czy przez to, co mi robił. Miałam gęsią skórę, a przez moje ciało przebiegały dreszcze. Może to z zimna, a może pod wpływem dotyku. Jego dłoń przesunęła się po moim biodrze i znalazła się z przodu. Wpełzła pomiędzy moje nogi, chociaż chciałam pozostawić uda ściśnięte. Jego palec wcisnął się między wargi sromowe. Odnalazł łechtaczkę, dotknął jej, przycisnął. Mimowolnie zadrżałam. On wycofał dłoń, zaczął się rozbierać. Zdjął futrzane okrycie i koszulę. Zobaczyłam umięśnione ramiona i brzuch. Gdzieniegdzie miał tatuaże. Chwilę później nie miał też na sobie spodni. Spojrzałam na jego penisa, który już zaczynał rosnąć. Jednak zawstydzona odwróciłam wzrok. Nie udało mi się powstrzymać łez, które spłynęły mi po twarzy. On znowu wsunął mi rękę między nogi i wsadził we mnie dwa palce. A raczej chciał wsadzić, po syknęłam i odskoczyłam. Trochę mnie to zabolało. On popatrzył na mnie wyraźnie zdziwiony.

    – Nigdy wcześniej tego nie robiłaś? – zapytał, a ja tylko potwierdziłam skinieniem głowy. – Nikt przede mną cię nie miał? – zadał drugie pytanie, jakby jedno nie starczyło. W jego głosie było słychać niedowierzanie. Po chwili jednak cicho westchnął i znowu do mnie podszedł. Otarł mi łzy i pogłaskał po policzku. Podniósł i położył na niewielkim łóżku, które znajdowało się w izbie. Zaczął mnie delikatnie całować, a ja nie bardzo wiedziałam, jak reagować. Później całował mnie po szyi i schodził coraz niżej. Obcałował nastoletnie piersi i lekko ssał sutki. Obdarzył kilkoma pocałunkami brzuch, rozchylił mi nogi. Przeszedł do wewnętrznej strony ud. Oddychałam już szybko, byłam podniecona. Zrobiłam się mokra, ale mimo tego on dotknął mojej łechtaczki i zaczął ją delikatnie masować. Spojrzał na mnie, na grymas przyjemności na mojej twarzy, patrzył, jak łapię przez usta pojedyncze oddechy. Wiedział, że warto zagwarantować miły pierwszy raz. Wtedy w przyszłości nie będę sprawiać problemów, a wręcz sama będę im wskakiwać do łóżek. Ujął w dłoń swojego penisa i zaczął go pieścić. W tym samym czasie nadal bawił się moją łechtaczką. W końcu uznał, że jestem już naprawdę mokra, a jego kutas gotowy do boju. Złapał mnie za biodra i przyciągnął bliżej siebie. Dopiero wtedy otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak dużym sprzętem dysponuje Bolvark. Trochę się przestraszyłam. Jak coś tak dużego będzie mogło zmieścić się w moim wnętrzu. On pochylił się nade mną i zaczął cicho mówić, bym była spokojna. Żebym się rozluźniła. Postarałam się to zrobić, podczas gdy czułam główkę jego penisa ocierającą się o moją cipkę. W końcu on pchnął, a ja boleśnie jęknęłam. Zamknął mi usta pocałunkiem i zaczął lekko poruszać biodrami. Wolno i stopniowo wychodził ze mnie, by następnie z powrotem się zagłębić. Moje gorące i mokre wnętrze otaczało jego członka. Ja trochę się krzywiłam, ciągle mnie bolało. Jednak on wytrwale mnie penetrował. Z każdym ruchem docierał coraz dalej, zaczynał przyspieszać. Pojękiwałam, chociaż starałam się nie robić tego za głośno. Na policzkach miałam rumieńce, a on mnie ruchał i od czasu do czasu całował. Zmieniał tempo, raz już poruszał biodrami całkiem szybko, by za chwilę zwolnić. Ból zaczynał ustępować miejsca rozkoszy. Miałam zamknięte oczy, jęczałam i mruczałam. Nadal nie czułam się do końca swobodnie, ale pierwszy strach minął. Jego oddech też przyspieszył, wzdychał mi tuż nad uchem. Po kilku czy nawet kilkunastu minutach znacznie przyspieszył. Zaczął gwałtownie się we mnie wbijać, sapiąc przy tym. Z każdym ruchem jego bioder wydawałam z siebie jęk. Złapał mnie za piersi i mocno ścisnął. Kilka kolejnych pchnięć wykonał wręcz z furią. Zacisnęłam mocno powieki. Wtedy on wyszedł ze mnie, a z jego penisa wystrzeliła salwa białej cieczy. Spuścił się na mój brzuch, dokańczając całe dzieło. Ciężko przy tym dyszał, tak jak i ja. Jego penis zaczął opadać. Myślałam, że po prostu wstanie, ubierze się i bez słowa wyjdzie. On jednak położył się na łóżku obok mnie. Objął mnie silnym ramieniem i przytulił do nagiego torsu. Leżałam, próbując uspokoić oddech. I opanować nowe odczucia pomiędzy nogami. A więc tak będzie wyglądać ten rodzaj usługi, który jako niewolnica byłam zmuszona wykonywać. W sumie… myślałam, że będzie gorzej. Czeka mnie tutaj iście ciekawa przyszłość.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Easnadh

    Co o tym myślicie?

    Warto pisać kolejne części? 😉

  • Lubiezna dyrektorka

    Rzecz działa się jeszcze zanim Cyprian poznał Kasię. Wówczas dyrektorką szkoły była pani Marzena. Zbereźnik Robert jeszcze nie przejął sterów, co nie oznacza, że jego poprzedniczka była cnotliwą ułożoną kobietą. Jednak ta lubieżna strona pani Marzeny do zajścia owego zdarzenia była Cyprianowi nieznana. Za to znał ją, podobnie jak i reszta szkoły, z bezwzględności i surowego traktowania uczniów. Miała opinię sadystki, która potrafiła wymierzyć uczniowi karę nawet za jakąś błahostkę. Można też było u niej zauważyć pewną specyfikę w stosowaniu kar. Mianowicie częściej karała chłopców, a zwłaszcza przystojnych. Jej ulubioną karą było oczywiście lanie na gołe pośladki. Cyprian był w czołówce przystojniaków, lecz udawało mu się tak oczarowywać belfrów, by nie dostać kary… aż do swoich 16 urodzin. Wtedy jego dziewczyną była filigranowa brunetka Klaudia. Zamierzali się właśnie spotkać u niego po szkole. Miała odbyć się mała impreza. Potem planował uprawiać ze swoją sympatią miłość na dziko. W tym celu ogolił pachy, jaja i tyłek. Klaudia zaszła do niego po lekcjach:

    – Hej!

    – Witaj skarbie – przywitał ją czułym pocałunkiem, a przytulając mocno złapał za tyłek.

    – Wyglądasz niesłychanie seksownie w tych leginsach.

    – Proszę… już zaczynasz?

    – Sorry, ale jestem cholernie napalony. Skoczmy do kibla, jak zadzwoni dzwonek.

    – Naprawdę… no nie wiem.

    Po chwili wahania przystała na to i gdy zadzwonił dzwonek, natychmiast zabarykadowali się w kabinie. Biedny Cyprian nie miał świadomości, że jest śledzony. Pani Marzenka od dawna czekała na pretekst, by go ukarać. Gdy za parą napalonych nastolatków zamknęły się drzwi, zaczaiła się pod nimi ze śrubokrętem. Postanowiła przeprowadzić operację w ten sposób, by wyszło na to, że to oni nie zamknęli za sobą drzwi. Cyprian namiętnie całował Klaudię po szyi. Gładził jej piersi. Jednak tylko chwilę, by zaraz zejść niżej i włożyć rękę pod sukienkę. Opuścił jej gwałtownym ruchem majtki. Ona w tym czasie w błyskawicznym tempie rozpięła rozporek, z którego wyskoczył twardy ociekający śluzem penis. Nie pofatygował się nawet, by założyć kondom i od razu w nią wszedł. Posuwał ją szybkimi ruchami lekko przygryzając szyję. W międzyczasie pani Marzenka poczęła majstrować delikatnie przy zamku. Gdy słyszała sapanie nastolatków, jej samej zaczęło się robić mokro. Powoli uchylała drzwi od kabiny, kryjąc się jednocześnie przed wzrokiem pary.

    – Cyprian… drzwi.

    – Oj… tam.

    Wówczas Marzenka cofnęła się do korytarza i udała, że przyszła zwabiona dziwnymi odgłosami, otwierając z impetem drzwi do WC.

    – Co tu się dzieje?!

    Cyprian był już na skraju orgazmu, lecz wyskoczył z cipki swojej dziewczyny i schował fiuta w spodnie, tak jednak, że wciąż namiot był na nich widoczny.

    – O, Boże!!! Przepraszam panią! Co za żenująca sytuacja!

    – Nie tylko żenująca, ale przede wszystkim sprzeczna z regulaminem. Wiesz co to oznacza?

    – Tak, psze pani.

    – Więc nie musisz już zapinać paska od spodni. Proszę za mną.

    – A ty, zmykaj stąd. I żebym cię tu więcej nie widziała!

    Przestraszonej Klaudii aż łzy pociekły po policzkach. Szybko wciągnęła majtki i odwracając wzrok od Cypriana i pani Marzenki, wybiegła z łazienki. Dyrektorka zaś zaprowadziła chłopaka prosto do gabinetu, po czym natychmiast zaryglowała drzwi.

    – Proszę się schylić i oprzeć łokciami o biurko. Następnie opuścić spodnie i bieliznę. Jak dobrze pójdzie, to dostaniesz dwadzieścia razy i cię puszczę, bo dotąd nie odstawiałeś numerów.

    Cyprian wykonał polecenie. Naturalnie czuł się upokorzony, ale i prędko zaczął się podniecać. Podobna sytuacja często stanowiła scenariusz jego fantazji onanistycznych. Nierzadko właśnie pani Marzenka była ich bohaterką. Nadawała się do tego idealnie. Miała surową twarz, jednocześnie będąc atrakcyjną blondynką w wieku trzydziestu paru lat. Miała kuszące kształty, ale nic kurewskiego w wyglądzie. Zanim kara się rozpoczęła, dyrektorka opuściła Cyprianowi jeszcze bardziej spodnie z bokserkami, aż do kolan i podwinęła koszulkę. Nie było to przepisowe, lecz Cyprian wolał nie pogarszać swej sytuacji, zwracając na to uwagę. Zresztą w pewnym sensie spodobało mu się to.

    – Auuu!!! – na wypięte gołe dupsko chłopaka spadł pierwszy pas. Z każdym kolejnym czuł coraz większe pieczenie, ale to było jakieś inne pieczenie… niezwykle rozkoszne, na które pomimo narastającego bólu nabierał coraz większej ochoty. W połowie kary złapał się na tym, że jego penis unosi się coraz bardziej. Gdy dobiegła końca, pani Marzenka kazała mu się nie odwracać i zaczęła czegoś szukać. Zaraz Cyprian usłyszał dźwięk pstrykającego zdjęcie aparatu.

    – Co pani robi?!

    Pani Marzenka pokazała mu zrobione zdjęcie jego czerwonego gołego tyłka. Jednocześnie kątem oka dostrzegła stojącego penisa nastolatka.

    – Nieźle cię urządziłam, co?

    – Yhm.

    – Odpowiedz! Myślisz, że już wystarczy?

    – Co chce pani zrobić z tym zdjęciem?

    – Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.

    – A jakiej? Proszę to usunąć.

    – Ah, tak? Więc dostaniesz następne dwadzieścia i to w wersji hardcore. A już chciałam ci je rozmasować.

    – Rozmasować?! – pomyślał zszokowany chłopak – co ona pierdoli za głupoty?!

    Jednocześnie jeszcze bardziej się podniecił i pożałował, że tak jej odburknął. Taka laska miałaby mu masować tyłek… Jego myśli przerwało uczucie wkłuwania się czegoś w dupę. Najpierw w jeden pośladek, potem w drugi.

    – Wstrzyknęłam ci substancję, która zwiększa wrażliwość skóry na dotyk.

    – Biedne pośladeczki – dyrektorka poklepała go po pupie, co trochę zabolało chłopaka.

    – Skoro tak boli zwykłe poklepanie, to jak będzie, gdy przyłoży mi pasem?! – pomyślał nastolatek. Pani Marzenka, żeby jeszcze bardziej go zawstydzić zdjęła mu buty ze skarpetami, następnie zsunęła całkowicie spodnie i bokserki, kładąc na krześle obok. Zdjęła mu też koszulkę. Gdy był już całkiem nagi, kazała mu wejść na biurko, rozszerzyć nogi i maksymalnie się wypiąć. To było całkowite złamanie przepisów. Chłopak był jednak tak oszołomiony i podniecony, iż wykonał bez sprzeciwu wszystkie rozkazy.

    – Aaaaaaaaah!!!

    Potworny ból sparaliżował jego ciało. Z każdym następnym uderzeniem myślał, że lada moment zemdleje. Penis jednak wciąż był twardy niczym skała i uwalniał coraz więcej śluzu. Po dziesiątym uderzeniu, stawały się one coraz lżejsze. Do tego stopnia, że gdyby nie substancja ze strzykawki, to zapewne prawie w ogóle by nie poczuł ostatniego. Nastała chwila przerwy. Cyprian był gotów przeprosić, by tylko doświadczyć, jak najszybciej tego o czym mówiła dyrektorka. Zanim jednak zdołał z siebie cokolwiek wydusić, znów wrzasnął z bólu. Pani Marzenka wymierzyła mu solidnego klapsa.

    – Co to? Przedszkole?! – pomyślał zażenowany, ale i niebywale podniecony. Kolejne klapsy, podobnie jak wcześniej uderzenia pasem były coraz łagodniejsze. Po piątym dłoń dyrektorki zatrzymała się na jego tyłku. Poczuł, że jeździ mu palcem między pośladkami, co dziwiło go, ale i ekscytowało.

    – Gładki jesteś. Mój facet ma tutaj istną dżunglę.

    Dyrektorka zatopiła mu palec w tyłku. To dla nastolatka było zbyt wiele. Po fali rozkosznych dreszczy wytrysnął na biurko. Zamroczyło go w takim stopniu, że nawet, aż tak bardzo się nie zdziwił, gdy dyrektorka zebrała mu z penisa i moszny lepką spermę i na jego oczach oblizała rękę z lubieżnym wyrazem twarzy. Resztę nasienia leżącego na biurku zebrała chusteczką, którą ku zdziwieniu chłopaka włożyła do szuflady, uprzednio zaciągając się jej zapachem. Udało mu się dostrzec w szufladzie więcej zużytych chusteczek. Widocznie perwersyjna dyrektorka nie pierwszy raz odwalała podobne akcje. Po chwili sięgnęła do szafki w gabinecie, z której wyciągnęła płyn. Cyprian już nie miał oporów i wszystkiemu się przyglądał, choć wciąż nie zdobył się na odwagę, by ruszyć się z miejsca i tkwił nago w upokarzającej pozie. Zawartość chłodnego, jak się okazało, płynu zaraz wylądowała na jego pośladkach. Pani Marzenka z podnieconym wyrazem twarzy rozsmarowywała go po całej ich powierzchni. Masaż tyłka był niezwykle przyjemny, zwłaszcza, że pupa mocno swędziała go od uderzeń pasa. Penis po chwili wyładowania ponownie począł się unosić. Palec serdeczny dyrektorki z ochotą onanizował jego tyłek. Cyprian uważnie się jej przyglądał i przeżył pewien szok, gdy w pewnym momencie pani Marzenka wyjęła palec z odbytu i z wyraźną rozkoszą oblizała. Od tej chwili jej twarz coraz bardziej zbliżała się do jego dupy. W końcu poczuł przyjemny kobiecy języczek na lewym pośladku, potem na prawym, znów na lewym… poczuł wreszcie jak rozwiera jego pośladki i zatapia język w jego dziurce. Zaraz zmieniła pieszczoną sferę erogenną i zassała jego wiszące między nogami jaja. Tak samo dokładnie ogolone, co pupa. Potem przejeżdżała językiem od moszny, przez krocze do wewnętrznej strony tyłka.

    – Jesteś takim ładnym chłopcem…

    – Miałam ochotę cię zerżnąć przystojniaku, odkąd pierwszy raz zobaczyłam cię w naszej szkole. Mogłabym to z tobą zrobić nawet, jak jeszcze nie miałeś 15 lat.

    – Pani też mi się zawsze podobała…

    – Oj, już bez ceregieli. Jestem Marzena.

    – Chcesz mnie przelecieć, Cyprian? Wiem, że tak. Pozwolę ci, ale najpierw ja chcę przelecieć ciebie. Masz zbyt seksowny tyłek, żeby tego nie zrobić. Mogłabym ci go lizać nawet, gdyby nie był całkiem czysty.

    – Też lubię twoją pupcię – Cyprian po usłyszeniu takich deklaracji nabrał już śmiałości.

    – Również chętnie bym cię w nią zerżnął.

    – Ok, ale najpierw moja kolej.

    Seksowna dyrektorka pozbyła się prędko ubrań, ukazując chłopakowi swoje piękne ciało. Średniej wielkości krągły tyłeczek, smukłe dokładnie ogolone nogi, umiarkowanie duże piersi o małych brodawkach, cipkę wydepilowaną na modłę amerykańską.

    – Ale najpierw pozwolisz się pocałować?

    Cyprian delikatnie musnął jej dolną wargę. Ona jednak nie odwzajemniła od razu pocałunku, oświadczając:

    – Poczekaj moment. Zbierz w ustach najwięcej śliny, jak tylko zdołasz. Ja zrobię to samo.

    Cypriana już nie dziwiły seksualne zwyczaje Marzenki. Odczekał chwilę, po czym powoli zaczął zbliżać się w kierunku jej ust. Rozpoczęła się seria bardzo mokrych pocałunków. Przekładali sobie ślinę z ust do ust, miętosili językami, przygryzali je sobie. Nagle Cyprian odskoczył, gdyż Marzenka mocno ugryzła go w język. Korzystając z okazji, wyjęła z szuflady strap-on z dildem umiarkowanej wielkości.

    – Myślisz, że wejdzie?

    – Na pewno. Wsadzałem tam sobie już większe zabawki – zaśmiał się.

    – Ty spedalony zboczku – odpowiedziała również chichocząc i przywdziewając swój sprzęt.

    – Szykuj swój słodki otworek.

    Cyprian oparł się o biurko i wypiął tyłek, na którym zaraz znalazła się spora ilość żelu. Marzenka wsunęła tam palec, prędko dostawiając drugi. Zaraz już jebała go w dupę trzema palcami. Wtedy zaczęła powoli wprowadzać dildosa. Dość szybko się rozkręciła.

    – Nabrałem wątpliwości, czy miałem tam coś większego…

    – Spokojnie, to jeszcze nie największy z mojej kolekcji. Jak już pewnie się zorientowałeś, nie jesteś pierwszym chłopcem, z którym się zabawiałam w tym gabinecie.

    Cyprian odwrócił głowę w jej stronę, rozchylając wargi w oczekiwaniu na pocałunek. Był mocno piepszony w tyłek przez swoją dyrektorkę, w międzyczasie liżąc się z nią na bardzo mokro. Lewą ręką trzymał jej szyję, a prawą jechał na ręcznym.

    – Dobra, teraz go obciągnij.

    Cyprian padł na kolana, a Marzenka chwyciła go za włosy. Szarpiąc je mocno, posuwała go w usta dildem, które uprzednio penetrowało jego otwór między pośladkami.

    – Smakuje ci wnętrze twojej dupy?

    – A tobie? – chłopak odgryzł się, mając w pamięci, jak ona wylizała palec z jego tyłka.

    – No, tak. Już wcześniej go zasmakowałeś. Ja ci przekazałam ten posmak – uśmiechnęła się.

    – Dobra. Zademonstruj mi, jak robisz minetę tej swojej Klaudii. Ale jej dobrze, że może bzykać takiego przystojniaczka.

    Marzenka zrzuciła strap-on i przyciągnęła Cypriana do swojej rozpalonej muszelki. Chłopakowi aż zakręciło się w głowie od jej intensywnego zapachu. Normalnie, by sklasyfikował go jako smród. Lecz teraz, tu w tej konkretnej chwili, nie wyobrażał sobie, że woń owej cipki mogłaby być lepsza. Nigdy też dotąd nie widział, by wydzielała ona tyle soków. Czuł nieodpartą potrzebę, by wylizać ją do ostatniej kropli. Jednocześnie wykonywał takie ruchy językiem, by sprawić swej nowej kochance, jak największą przyjemność. Jednak techniki stosowane swoim dotychczasowym dziewczynom okazały się tutaj zbyt łagodne. Po reakcji ciała zauważył, że Marzenka woli ostrzej. Aby jego język zamienił się w swego rodzaju wiertło, a usta w porządny zasysacz. Wkrótce dały się słyszeć głośne pojękiwania. Miała orgazm i przyciskała jego głowę do cipki tak mocno, że przez krótki czas chłopak nie mógł złapać tchu. Gdy w końcu go puściła, oboje ciężko dyszeli. Marzenka nie okazała się jednak całkiem samolubna. Wiedziała, że Cyprian jeszcze nie skończył. Tak więc po chwili odsapki, z pełnym znawstwem tematu zabrała się za pieszczoty jego przyrodzenia. Wspierana przez doświadczenie i palec w odbycie chłopca, prędko doprowadziła go do drugiego już dzisiaj spełnienia. Nie pozwoliła, by sperma się zmarnowała. Nabrała jej w usta. Wsadziła do buzi Cypriana palec, który przed chwilą penetrował jego kakaowy tunel, a następnie wypluła mu do ust połowę nasienia. Przez chwilę wymieniali się takimi mokrymi pocałunkami na biało, podczas gdy część spermy ściekła im po brodzie. Resztę połknęli.

    – To jeszcze nie koniec. Za pół godziny zerżniesz mnie w pizdę, a potem w dupę. Tymczasem chętnie bym się czegoś napiła. Suszy mnie jak cholera, a ciebie?

    Cyprian skinął głową. Dyrektorka wskazała mu siedzenie. Przez dwadzieścia parę minut nadzy siedzieli naprzeciwko wpatrując się w siebie z niewysłowioną żądzą. Popijali herbatę w ładnych filiżankach. Marzenka wypytywała się nastolatka o jego dotychczasowe seksualne podboje. Chciała usłyszeć wszystko ze szczegółami. Gdy Cyprian opowiadał jedną ze swych historii – taką, która wyjątkowo rozpalała zmysły, jego kutas uległ lekkiej erekcji. Nie uszło to uwadze Marzenki, która zaraz chwyciła go między stopy i brandzlowała go, słuchając opowieści oraz popijając herbatę. Po skończeniu historii wstali, a Marzenka wzięła się za opłukiwanie filiżanek (w gabinecie miała zlew/umywalkę). Chłopak podszedł do niej od tyłu. Jedną ręką chwycił za pośladek, drugą włożył między nogi. Całował ją delikatnie w szyję, ale szybko przeszedł do bardziej zdecydowanych gestów. Strasznie pragnął się w nią wbić, mimo że w krótkim odstępie czasu miał już dwa orgazmy.

    – Wsadź mi go. Zbyt długo już czekałam, aż się we mnie wbijesz.

    – Ooo, tak. Nie obawiaj się. Możesz przyspieszyć tempo.

    Dla Cypriana był to najlepszy seks w życiu, choć jak na swój wiek miał niezwykle sporo doświadczeń w tej materii. Dotychczas jednak żadna kobieta, aż tak na niego nie działała. Pragnął, by jego penis już nigdy nie opuścił tej wspaniałej szparki. A w zasadzie to myślał tak, dopóki nie przypomniał sobie o istnieniu drugiej. Począł napierać na nią palcem, nie wybijając się z rytmu pchnięć.

    – Tak, zacznij od palca. Obliż i mi także daj do oblizania.

    Tak też zrobił. Zmienili pozycję. Teraz byli zwróceni twarzami do siebie. Miał okazję kontemplować, ssać i podgryzać jej cudowne sutki. Poczuł, że zbliża się do finiszu.

    – Za… zaraz chyba dojdę.

    – Nie ma mowy. Miałeś skończyć w drugim tunelu namiętności. Wyjdź ze mnie.

    – Słyszysz?!

    Musiała aż go odepchnąć. Sam nie był wstanie go wyjąć. Było mu zbyt przyjemnie. Podeszła do stołu i podała mu żel.

    – Ale najpierw…

    – …wyliżę cię tam – dokończył za nią i prawie od razu zanurkował językiem pomiędzy jej wspaniale jędrnymi pośladkami. Uprzednio obdarzając je tylko pocałunkami. Wiercił językiem, wąchał ją tam bez opamiętania, a rękoma miętosił jej cudowne pośladki. Wreszcie obficie wysmarował ją żelem i… przełożył przez kolano.

    – A co to?

    – Mały rewanż.

    Przylał tyle razy w jej wspaniałą pupę, by się zaczerwieniła. Musiał przyznać, że twarda była z niej sztuka. Wydała z siebie dźwięk dopiero przy ósmym solidnym klapsie.

    – Dobra, wiem, że już nie możesz się doczekać…

    Ustawił ją wypiętą przy biurku i niemal od razu solidnie wszedł w jej tyłek. Ale trwało to tylko chwilę i drżąc z ekstazy, wystrzelił tym, co jądra zdążyły wyprodukować od niedawnego orgazmu. Jako że Marzenka pieściła sobie dodatkowo drugą strefę rozkoszy, doszła z nim prawie równocześnie. Tkwili tak bez ruchu kilka minut. Gdy Cyprian wreszcie się od niej oderwał, jeszcze raz zatopił się w jej tyłku spijając z niego całą swoją spermę. Ponownie podzielili się nią w serii pocałunków. Ubrali się, a Marzenka odblokowała drzwi.

    – Mogę ci zadać jedno pytanie?

    – O co chodzi? 

    – Co czujesz, gdy jesteś ostro dymany w tyłek?

    Dyrektorka jeszcze raz pokazała mu zrobione dzisiaj zdjęcie jego pośladków. Polizała je.

    – Trochę jakbym miał zaraz popuścić, a ty?

    – Ja mam podobnie. Zastanawiam się, czy masz pewien fetysz…

    – Jesteś posiadaczką nieźle porytego mózgu. Podoba mi się to, pani dyrektor.

    – Zatem przyjdź do mnie do domu – mówiąc to wsunęła mu kartkę z numerem do kieszeni spodni – a może coś razem zdziałamy w tym względzie. Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maurycy Pawliński
  • Sielanka

    Hej, nazywam się Kinga, i chciałabym opowiedzieć wam o moich wakacjach. Gdy chodziłam do szkoły, każdego lata, zwykle w lipcu, jeździłam do mojego wujka pod Toruniem na wieś. To był mój ulubiony czas roku, mieszkałam wtedy w ogromnym domu, który prawie zawsze był pusty, bo wujek cały czas jeździł po Europie w związku z pracą. Moim rodzicom to odpowiadało, mogli się mnie pozbyć na miesiąc, a ja mogłam robić wszystko co chciałam. Obok domu było niewielkie jeziorko, przy którym spędzałam zwykle całe dnie, opalając się, pływając, albo czytając.

     Chcę opowiedzieć wam o wakacjach, gdy miałam 17 lat. Byłam już na miejscu od czterech dni. Spałam do 11, sama ustałam reguły, ogólnie było świetnie. Była 18, i właśnie kończyłam się opalać nad jeziorkiem. Miałam ze sobą tylko ręcznik, byłam na odludziu i korzystałam z możliwości równomiernego opalenia się. Słońce powoli zaczęło zachodzić, więc wskoczyłam do wody, żeby ochłodzić się po całym dniu. Chwilę popływałam, wyszłam znowu na trawnik i obwiązałam się ręcznikiem. Zauważyłam wtedy, że ręcznik był zdecydowanie za mały i ledwo okrywał mi piersi, a co dopiero pupę. Ale wiedziałam, że nikt mnie zobaczy, wujek miał wrócić jak zwykle o 22, więc po prostu zarzuciłam go na ramię i całkiem naga skierowałam się do domu. Gdy tylko wyszłam z lasku oddzielającego dom od jeziorka, zobaczyłam samochód wujka. Zdecydowanie się zdziwiłam, ale akurat wujek wielokrotnie widział mnie w takim w stanie więc nie byłby to zbyt duży problem. Całkiem spokojna weszłam do domu i prawie zemdlałam, na schodach stała jakaś dziewczyna w moim wieku, długowłosa brunetka, z niebieskimi oczami. Po prostu patrzyła się na mnie wyraźnie zadowolona, gdy ja jak sparaliżowana stałam patrząc się na nią. Po chwili zakryłam się rękami, a ona tylko się uśmiechnęła i gdzieś odeszła. Szybko złapałam szlafrok wiszący tuż obok i zdenerwowana, podbiegłam do pokoju wujka.

    -Wujek, co to za dziewczyna?! – krzyknęłam

    -Ania, usiądź, czekałem na ciebie – powiedział całkiem spokojnie

    -Nie, co to za dziewczyna? – spytałam zdenerwowana

    -To jest Alina, usiądź, wszystko ci wyjaśnię – powiedział

    -No dobra – usiadłam lekko uspokojona

     Zrobił tak jak powiedział, okazało się, że bliskimi przyjaciółmi wujka są jacyś dyplomaci z Ukrainy, którzy musieli wyjechać na cały lipiec do Stanów. Potrzebowali zostawić gdzieś swoją córkę, i chcieli żeby odpoczęła na łonie natury, a mój wujek zaoferował, że on może ją przyjąć. Po tych wyjaśnieniach poczułam się dużo lepiej, zrobiło mi się też szkoda Aliny, więc postanowiłam się z nią zapoznać. Weszłam na piętro i najpierw szybko pobiegłam do pokoju i nałożyłam coś na siebie. Potem wyszłam na korytarz i zaczęłam się zastanawiać w którym pokoju urządziła się nowa lokatorka. Domyśliłam się, że w największym, więc lekko zestresowana zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich prawdziwa piękność, Alina była szczupła, na długich nogach miała na sobie króciutkie szorty, była boso, oprócz tego miała na sobie obcisły top, który doskonale podkreślał jej duże piersi. Na materiale zauważyłam też kształt sutków, więc oprócz tych części garderoby nie miała na sobie nic innego. Spojrzałam na jej twarz, była naprawdę ładna i bardzo pogodna.

    -Kinga, prawda? – spytała z lekkim wschodnim akcentem

    -Tak, a ty Alina?- spytałam, a ona skinęła głową

    -Chodź do środka – powiedziała radośnie, i zaciągnęła mnie za rękę do pokoju

     Gdy tylko przeszłam próg pokoju zauważyłam, że Alina lubi przepych, większość pokoju zajmowało wielkie łóżko, obok którego znajdowała się bogato zdobiona szafa. Żeby nie przedłużać powiem tylko, że widać było, że w życiu niewiele jej brakowało.

    -Alina – zaczęłam bardzo skrępowana – przepraszam, że pierwszy raz widziałaś mnie… no wiesz – skierowałam wzrok na ziemię

    -Hej, przecież to była czysta przyjemność – powiedziała radośnie i nagle położyła mi ręce na biodrach – jesteś bardzo ładna – powiedziała ciszej

    -Ty też – powiedziałam ośmielona i również położyłam jej ręce na biodrach

    Wtedy stało się coś niesamowitego, Alina pochyliła się i pocałowała mnie prosto w usta. Byłam zszokowana, dziewczyna którą ledwo znałam właśnie mnie pocałowała. Co ciekawe ona to zrobiła zupełnie spokojnie, jakby to był uścisk dłoni, czy poranna kawa, coś zupełnie normalnego. Ja cała drgałam z podniecenia, a ona po prostu mnie puściła i położyła się na łóżku.

    -Coś czuję, że się zaprzyjaźnimy – powiedziała i szeroko się uśmiechnęła – chodź i powiedz czym się interesujesz

     Ja, na początku nadal zestresowana usiadłam obok Aliny na łóżku, i zaczęłam opowiadać o sobie, w miarę czasu coraz bardziej się relaksowałam i o 23 już razem tarzałyśmy się w łóżku ze śmiechu. Okazało się, że bardzo dużo nas łączy, obie interesujemy się modą, kochamy pływać i same próbujemy projektować ubrania. Jednak jak już wcześniej wspomniałam, była 23 i obie byłyśmy bardzo zmęczone. Obiecałam Alinie, że pokażę jej jeziorko, a ona uprzedziła mnie, że ma dla mnie niespodziankę. Położyłam się spać bardzo zadowolona, i w głębi duszy miałam nadzieję, że pocałunek to tylko początek mojej relacji z Aliną.

    Ciąg dalszy nastąpi

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Studentka z blizna: Epizod I – Egzamin

    Po wyjściu z domu nie mógł „odpalić” swojej wysłużonej Toyoty, na domiar złego teraz stał w cholernym korku. Wyglądało na to, że spóźni się na uczelnię, a przecież o dziesiątej miał egzaminować grupę studentów medycyny. Świetnie. Jeśli tak dalej pójdzie, rektor w końcu wyciągnie wobec niego konsekwencje.

    Mikołajowi Rabackiemu, doktorowi medycyny estetycznej, powodziło się ostatnio tylko gorzej. Jego stosunki z żoną były coraz bardziej chłodne, kredyt wydawał się coraz trudniejszy do spłacenia, w dodatku wchodzące w dorosłość dzieciaki z każdym dniem dostarczały świeżej dawki kłopotów. A teraz, gdy miał przed sobą jeden z najważniejszych egzaminów w sesji, stał w pierdolonym korku. Rabacki spojrzał na zegarek: była dziewiąta dwadzieścia sześć. Miał trzydzieści cztery minuty, by dotrzeć na miejsce. Zdąży, jeśli tylko kolumna stojących przed nim rupieci wreszcie się ruszy.           

    ***

    Pojawił się na uczelni trzy minuty po czasie. Przypuszczał, że przed jego gabinetem czeka już rozjuszona grupa studentów, którzy najchętniej by go za to przewinienie ukamieniowali. I za kilka innych, swoją drogą. Rabacki nigdy nie był lubiany wśród swoich podopiecznych, słynął z bycia wykładowcą surowym i wymagającym. Bano się go, ale jednocześnie ze względu na swój niepodważalny warsztat był darzony ogromnym szacunkiem. Pewnie dlatego nikt z grupy nie odważył się rzucić krzywego spojrzenia, gdy spóźniony doktor przemierzał korytarz uczelnianego holu.

    – Przepraszam wszystkich za zwłokę, mamy dziś na mieście okropne korki – rzekł wykładowca, nawet nie spoglądając na wielkość kolejki, która ustawiła się przed drzwiami jego gabinetu.

    Chyba nie chciał na nią patrzeć. Otworzył drzwi i przemierzył próg dobrze znanego sobie miejsca pracy.

    Egzaminy ustne lubił najbardziej. Głównie dlatego, że kończyły się wraz z opuszczeniem sali przez ostatniego studenta. Nie trzeba było spędzać kolejnych godzin na sprawdzaniu arkuszy z odpowiedziami, co było jedną z najbardziej monotonnych rzeczy, jakie znał. Poza tym konfrontacja oko w oko ze studentem, który w danym momencie był mu podległy, sprawiała wielką satysfakcję. Lubił obserwować, jak jego podopieczni głowią się nad odpowiedziami na kolejne pytania, lubił widzieć w ich oczach strach i niepewność. Tu, w tym gabinecie, to on był panem sytuacji. To on decydował, kto będzie świętował zaliczenie egzaminu, a kto, przynajmniej tymczasowo, będzie musiał porzucić marzenia o karierze w branży medycznej. Dziś jednak nawet poczucie władzy nie sprawiało mu radości. Studenci mieli tego dnia pecha – Rabacki był w wyjątkowo ponurym nastroju, a to oznaczało, że pozytywne przejście przez egzamin graniczyło niemal z cudem.

    Większość osób opuszczała gabinet egzaminatora z opuszczoną głową, przeklinając dzień, w którym zdecydowali się związać swoje życie z medycyną. Tym mniejsze szanse na sukces wydawała się mieć Julia Breicht. Ta niewątpliwie piękna, przyciągająca spojrzenia dziewczyna, niezmiernie rzadko pojawiała się na wykładach, ponadto nie zaliczyła kolokwium z ćwiczeń. Koleżanki i koledzy z roku jej szanse na powodzenie w dyskusji z Rabackim zgodnie oceniali na zero procent. Kiedy jednak przemierzyła wrota piekieł, wyglądała na pewną siebie i kompetentną osobę.

    Właśnie te dwie rzeczy najpierw rzuciły się Rabackiemu w oczy – jest pewna siebie i chyba się przygotowała. W końcu ktoś, kto nie będzie opowiadał bzdur, pomyślał sobie. Inna sprawa, że doktor kompletnie nie potrafił rozpoznać ciemnowłosej dziewczyny, która właśnie pojawiła się w gabinecie. Zwykle miał dobrą pamięć do twarzy, po kilku zajęciach kojarzył niemal wszystkich swoich studentów. Dlaczego w tym wypadku miał w głowie pustkę? Przecież to niemożliwe, by jego uwadze umknęła tak urodziwa, osobliwa dziewczyna. Wierzył, że za chwilę znajdzie na to pytanie odpowiedź.

    – Dzień dobry, panie profesorze. Wygląda na to, że teraz moja kolej – oznajmiła owa piękność, uśmiechając się promiennie.

    Rabacki od razu pomyślał, że to jedna z tych lasek, które jednym gestem są w stanie okręcić sobie mężczyznę wokół palca.

    – Dzień dobry, szanownej pani. Proszę podać mi indeks – odparł, mierząc studentkę wzrokiem.

    Była dość wysoka. I gustownie ubrana. Jej kobaltowy płaszcz był rozpięty, dzięki czemu z łatwością można było dostrzec opinającą ciało kremową suknię, która kończyła się tuż za kolanami. Na nogach nieznana studentka miała szare, wysokie kozaki. Rabacki doszedł do wniosku, że można by było za nie wykarmić małą afrykańską wioskę.

    – Z tego co widzę, nie chodziła pani na moje zajęcia, pani Breicht. Poza tym nie zaliczyła pani ćwiczeń. Nie powinienem w ogóle z panią rozmawiać – oznajmił protekcjonalnie, tuż po zapoznaniu się z indeksem delikwentki.  

    Teraz już wszystko było jasne: nie kojarzył tej piękności, bo była u niego rzadszym gościem niż ksiądz chodzący po kolędzie. No prawie. Jej nazwisko odhaczono na liście obecności tylko dwukrotnie, podczas gdy regulamin obowiązkowych wykładów nakazywał uczestnictwo w co najmniej trzynastu z piętnastu zajęć w semestrze. Tego typu studenci byli z góry skazani na klęskę, o czym wszyscy zebrani w gabinecie zdawali się wiedzieć.

    – To prawda, proszę mi jednak pozwolić wytłumaczyć – odrzekła skruszona. A jeśli udawała, była świetną aktorką. – Miałam spore problemy zdrowotne, niemal cały semestr spędziłam w szpitalu. Proszę, oto zaświadczenie od lekarza – zaczęła grzebać w jednej z kieszeni płaszcza, aż w końcu wyciągnęła z niej małą kartkę, którą przysunęła w stronę Rabackiego.

    Doktor zapoznawał się z treścią oświadczenia, tymczasem Julia się rozgościła, najwyraźniej uznając, że nie wszystko jeszcze stracone. Odwiesiła płaszcz przy wejściu, na wieszaku, a następnie zajęła miejsce przy biurku dokładnie naprzeciw swojego wykładowcy. Założyła nogę na nogę, i z uwagą zaczęła przyglądać się, jak jej adwersarz studiuje bazgroły wypisane przez kolegę po fachu.

    – W porządku, pani Julio. To jednak niczego nie zmienia. Nie zaliczyła pani kolokwium z ćwiczeń, a to oznacza, że nie może pani przystąpić do egzaminu. Przykro mi – oznajmił Rabacki, odsuwając od siebie świstek papieru. – Poza tym uzyskała pani naprawdę kiepski wynik. Będę zdziwiony, jeśli poradzi sobie pani na sesji poprawkowej. Może warto pomyśleć o zmianie kierunku? Nie wszyscy nadają się na medycynę – kontynuował, zniżając głos.

    Nie mógł darować sobie tej złośliwości: studenci, którzy przez cały semestr leniuchowali, a na egzamin przychodzili jak gdyby nigdy nic, najbardziej go wkurwiali. Był gotów odesłać tę cholerną czarnulę w diabły.

    Julia przyglądała mu się badawczo, patrzała wprost w jego oczy. Rabacki był zaskoczony; studenci, którzy zostali w podobny sposób zrównani z ziemią, zazwyczaj marzyli tylko o tym, by schować głowę w piasek niczym pierdolony struś, a potem czym prędzej uciec z płaczem do domu. Ta dziewczyna była inna, miała swój charakter. Doktorowi to nawet imponowało.

    – Panie profesorze… – zaczęła Julia, podnosząc się. – Całe swoje życie spędziłam w szpitalach, od zawsze marzyłam, by zostać lekarzem – zaoponowała, przechadzając się po gabinecie. Gracja, z jaką się poruszała, była godna podziwu. – Nie wyobrażam sobie związania się z czymś innym niż medycyna – dodała, lustrując wzrokiem certyfikaty wiszące na ścianie. Mikołaj Rabacki był mistrzem w swoim fachu, a zatem było ich całkiem sporo.

    Doktor przyglądał się jej ze spokojem. Po chwili również wstał, obszedł własne biurko, a potem stanął za Julią, wraz z nią zachwycając się własnymi zdobyczami.

    – Podobają się pani? – Rabacki niemal szeptał. Był swojej studentki na tyle blisko, że głośniejszy ton byłby nienaturalny.

    – Tak, jest pan niewątpliwie świetnym specjalistą. Może zechciałby pan zerknąć na moje blizny? Jedna z nich przebiega od linii żeber, aż do miejsca wkłucia centralnego – rzekła, po czym obróciła się w stronę doktora. Spojrzała mu głęboko w oczy, a następnie zaczęła osuwać z ramion suknię.                                                                                                                                     

    Mężczyzna był zaskoczony. Po raz pierwszy znalazł się w takiej sytuacji, i choć niezmiernie rzadko doświadczał tego uczucia, był skrępowany. Cholera, przecież nawet nie zamknął drzwi! Doszedł do wniosku, że ta gówniara jest szalona, ale było już za późno – suknia właśnie majestatycznie opuszczała ciało Julii, opadając swobodnie u jej stóp. Rabacki znieruchomiał, po czym przełknął ślinę. Chciał coś powiedzieć, zaprotestować, ale nie był w stanie. Tym bardziej, że jego studentka, stojąca właśnie przed nim w samej bieliźnie i szarych kozakach, wyglądała olśniewająco. Jej nienaganna talia z pewnością była efektem wielu godzin spędzonych na siłowni, zaś biegnący wzdłuż brzucha przypuszczalnie aż po wzgórek tatuaż kapitalnie dopełniał całości. Julia Breicht była zdumiewająco piękna. Jej urody nie szpeciła nawet ta wielka blizna, którą zbity z pantałyku doktor dostrzegł dopiero po kilku sekundach bezdechu.

    – Wystarczy, że ją pan widzi, czy musi też dotknąć? – zapytała Julia, zmysłowo prowadząc dłoń wzdłuż blizny. Jej czerwone paznokcie kontrastowały z bladą skórą.

    W tym momencie Rabacki zorientował się, że studentka ma na brzuchu również tatuaż – przedstawiał jakieś nuty, być może nawet klucz wiolinowy. Ciekawe, dlaczego zdecydowała się na taką ozdobę? Chciała zakryć nią pooperacyjne ślady? Nieważne. Doktor położył dłoń na sporej szramie dziewczyny, po czym przejechał po niej opuszkami palców. Czuł, że zrobiło mu się gorąco.

    – Rzeczywiście, to spora blizna – oznajmił, przypatrując się swojej rozmówczyni. Wytrzymała jego wzrok, tak jakby cała ta sytuacja ani trochę jej nie krępowała.

    Wykładowca zdawał sobie sprawę, że jeśli wszystko się wyda, za seks ze studentką wyleci z uczelni. I to na zbity pysk. Prawdopodobnie legnie w gruzach cała jego kariera, nie wspominając już o małżeństwie. Żona po ewentualnym rozwodzie z pewnością położy łapsko na dużej części jego majątku. Pożądanie wzięło jednak górę – jego dłoń sięgnęła w końcu wyżej, ściskając przez materiał czarnego biustonosza niewielkie, ale cholernie jędrne piersi Julii Breicht. Niewielkie, jędrne, a teraz także twarde.

    – Ma pani jeszcze jakieś blizny, panno Briecht? – zapytał doktor, wyczuwając, że krew coraz szybciej odpływa mu z mózgu w kierunku krocza. Jego podniecenie rosło w zatrważającym tempie.

    – Może sam pan to sprawdzi, profesorze Rabacki? – odparła Julia, posyłając w kierunku wykładowcy ten swój zniewalający uśmiech, do którego wzdycha pewnie połowa jej kolegów z roku.

    Mężczyzna zapomniał o żonie, dzieciach, i niezamkniętych drzwiach swojego gabinetu. Pochylił głowę, a potem zaczął obejmować delikatnymi, leniwymi pocałunkami szyję swojej studentki. Wdychał jej zapach, zapoznawał wargi z każdym milimetrem okolic biustu. Tymczasem panna Breicht, szybko i niecierpliwie zaczęła rozpinać guziki jego białej koszuli. Gdy skończyła, odsłoniła przed sobą jego tors, a następnie zaczęła włóczyć po nim swoimi palcami.

    – Mam nadzieję, że odpowiada pani taka forma zaliczenia przedmiotu – wyszeptał Rabacki, znajdując wargami usta czarnowłosej dziewczyny. Całował je bez opamiętania, splatał swój język z językiem dwudziestoletniej studentki, wymieniał z nią ślinę. Stracił nad sobą panowanie, wiedział już, że pragnie swojej uczennicy tak, jak jeszcze żadnej kobiety.

    – Jeśli panu odpowiada, to mnie również – Julia oderwała swoje usta od ust Rabackiego, a potem kokieteryjnie przygryzła wargę. Złapała swojego wykładowcę za krocze, po czym zaczęła mierzwić je w dłoni, badając, jakie jest twarde. Doktor tymczasem zaczął poszukiwać dłońmi zapięcia jej stanika – chciał wreszcie zobaczyć te czerwone, sterczące brodawki, pragnął je ssać.

    Julia szybko zorientowała się, że jej kochanek – podobnie jak większość mężczyzn – musiałby zasięgnąć korepetycji z odpinania stanika. Wzięła więc sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Rozpięła biustonosz, a potem zrzuciła go na ziemię – zajął miejsce tuż obok sukienki. Rabacki nie czekał długo – objął jej sutki, po czym zaczął czule pieścić je przy pomocy ust. Oddech jego studentki stał się płytki i szybki, z jej rozchylonych ust zaczęły wydobywać się pojedyncze pojękiwania. Doktora to tylko nakręcało. Teraz masował jej piersi ustami jeszcze namiętniej, starając się przy tym jak najskrzętniej pokryć je swoją śliną.

    – Podoba się pani, Julio? – zapytał wykładowca, tylko na chwilę wypuszczając z ust czerwone sutki. Poczuł, że uczennica mierzwi w dłoniach jego włosy, jednocześnie dociskając go do swojego ciała. Miał wrażenie, że jest tak rozpalona, że za chwilę spłonie. A on razem z nią.

    – Jest cudownie, ale chcę pana więcej. Chcę, żeby pan we mnie wszedł – oznajmiła, po czym przejechała dłonią po swoich czarnych, koronkowych majtkach. A potem je z siebie zsunęła, szczerząc zęby w wyzywającym uśmiechu. – Może to pan dla mnie zrobić? – dopytała, przedrzeźniając się.

    Rabacki zaczął rozpinać rozporek. Cała ta sytuacja, wynikające z niej niebezpieczeństwo, kurewsko go podniecało. Jasne, zdarzało mu się bzykać w miejscach publicznych, ale jeszcze nigdy nie robił tego na uczelni, w swoim gabinecie, a poza tym z własną studentką! Cholernie dużo ryzykował, ale nie miał teraz głowy, by o tym myśleć. Marzył tylko, by wejść w tę seksowną, młodą sukę, a potem zacząć ją posuwać. Tak, jak jeszcze nigdy dotąd.

    – Pragniesz zostać przeze mnie zerżnięta, Julio? – wysyczał Rabacki, przestając silić się na oficjalne zwroty. Rządziły nim dzikie żądze, pierwotne instynkty, dzięki którym człowiek od wieków przedłuża gatunek. Przygniótł studentkę swoim potężnym ciałem, dociskając ją do  ściany. Ocierał się o nią. Wiedział, że jest teraz jego własnością. Jego sztywny członek krążył wokół wilgotnej kobiecości, smakował jej wilgoci. Był gotowy.

    – Proszę to zrobić – odparła Julia, rozsuwając nogi.

    A potem głęboko westchnęła – doktor Rabacki wszedł w nią niezwłocznie. Wypełniał swoim nabrzmiałym penisem jej ciasne wnętrze, robił to szybko i zdecydowanie. Studentka mimowolnie uchyliła usta, i zaczęła artykułować swoje podniecenie za pomocą wymownych, tym razem regularnych jęków. Wykładowca zaś nie przestawał. Oparł swoje czoło o jej czoło, a potem zintensyfikował pchnięcia. Każde było mocniejsze od poprzedniego, każde przeszywało dziewczynę niemal na wskroś, powodując przyjemny ból, prowadząc ją w stronę ekstazy. Nauczyciel oparł ręce o ścianę, a potem pocałował swoją uczennicę. Drżała, mocno wbijając czerwone paznokcie w jego plecy.

    – Jeszcze, mocniej. Proszę nie przestawać… – wydusiła z siebie Julia, mętnym wzrokiem patrząc wprost w oczy kochanka. Jej paznokcie krążyły teraz po jego ramionach, kreśląc dziwne zygzaki. Chciała być pierdolona, chciała być jego własnością, była podniecona jak nigdy. Czyż nie każda dziewczyna fantazjuje o seksie z przystojnym wykładowcą? Ona się na to odważyła, co wprawiało ją niemal w dumę.

    Rabacki był coraz bliżej finału. Upajał się dźwiękami, które wydobywały się z szalenie wilgotnego łona Julii Breicht. Jego penis zaczynał pulsować, a ciało sztywnieć. Mimo to nie zaprzestawał mocnych, niemal brutalnych pchnięć. W przód i w tył, w przód i w tył. I ponownie. Kolejne ruchy wykonywał niemal mechanicznie, ich ciała stanowiły cudowną jedność. Opamiętał się dopiero, gdy zrozumiał, że nie może dojść w swojej uczennicy. Lubił podejmować ryzyko, ale nie mógł być głupi.

    – Wystarczy. Chcę ci się spuścić na twarz – oznajmił, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Wysunął członka z pochwy studentki, a potem zaczął mierzwić go przed nią w dłoni. Julia nie wydawała się zachwycona, chyba miała ochotę na więcej. Ale posłusznie klęknęła przed wykładowcą, wysuwając język.

    – Tylko proszę obficie, panie profesorze – oznajmiła, puszczając do swojego kochanka oko. Rabacki masował członka szybko, zdawał sobie sprawę, że ten „egzamin” trwa już zdecydowanie za długo. Zapewne za chwilę ktoś tu wejdzie, sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na szczęście kilka ruchów wystarczyło. Spełnił życzenie Julii – jego spust był obfity, trafił wprost na jej język. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.

    – No dobra, ubieraj się. Zaraz ktoś tu może wejść – obwieścił Rabacki, pospiesznie zapinając rozporek. – Lepiej, żebyś była gotowa do wyjścia, zanim wpiszę ci się do indeksu – dodał, zbierając z ziemi białą koszulę.

    Studentka wyciągnęła z płaszcza chusteczkę, a potem usunęła z twarzy resztki nasienia. Na szczęście dużą jego część połknęła, więc nie miała z tym wiele zachodu. Zebrała swoje rzeczy, a potem pospiesznie zaczęła się ubierać. Doktor zapiął koszulę i rozsiadł się w fotelu, próbując uregulować oddech.

    – Dziękuję – rzuciła Julia na odchodne, stojąc przy drzwiach.

    – Poproś kolejnego studenta – odparł Rabacki, obserwując, jak dziewczyna opuszcza jego gabinet.

    Czuł, że to będzie jednak dobry dzień, życie bywa przewrotne. Zerknął na znajdujący się na biurku zegar: jedenasta czterdzieści sześć. Do powrotu do domu pozostawało mu jakieś sześć godzin. Doszedł do wniosku, że właśnie tyle ma by wymyślić, co powie żonie, gdy ta zapyta go o czerwone ślady na ramionach.

    ***

    Niedługo później Julia Breicht była już w autobusie, który miał ją odwieźć do domu. Nie spodziewała się, że zaliczenie będzie aż tak przyjemne. Jeszcze raz sprawdziła, czy o niczym nie zapomniała. Chyba nie. Otworzyła indeks, a potem… oniemiała.

    To też trzeba umiećwyczytała w adnotacji. Otrzymała z „Biologii medycznej” u doktora Rabackiego ocenę niedostateczną.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Cal Hockley
  • Biurowiec, cz. 2.

    Część 2.

    – Panie kierowniku, żona dzwoni! – usłyszał za plecami. Jerzy od razu zapomniał o współpracowniczkach. Spojrzał w kierunku głosu. Sekretarka wyszła za nim z jego komórką.

    Zmiął przekleństwo. Na szczęście nikt nie usłyszał. Spoważniał.

    – Znowu coś się szykuje. Czas wracać do obowiązków – westchnął i wyciągnął rękę po telefon. Kiedy mu przekazywała, dotknęła jego dłoni. Trwało to nieco zbyt długo jak na przypadkowy dotyk. Musiała. W takiej sytuacji nie potrafiła powstrzymać się.

    – Dziękuję – powiedział, kiedy podała mu aparat. – Alinko, nie rób tego więcej – rzucił do niej półgłosem. Nie chciał, żeby ktoś go usłyszał, chociaż do wszystkich współpracowniczek zwracał się po imieniu. Alina objęła stanowisko sekretarki po awansie Jerzego. Dawno wiedział, że ją wybierze. Była szczęśliwa i oddana.

    Wiedziała o zakazie zabierania jego rzeczy, a jednak zawsze biegała z telefonem za swoim szefem. Zresztą, wykorzystywała każdą okazję, aby być bliżej niego. Na ogół przypomnienie wystarczało tylko na kilka dni. Jak zwykle. Taka z niej suka.

    *

    Teresa kierowała działem już od kilku lat. Korpulentna blondynka przed pięćdziesiątką, o krótkich włosach, stonowana, pogodna, cicha, dobrze zorganizowana, świetnie zarządzała działem. Nie podnosiła głosu. Na komplikacje i kłopoty reagowała konkretnymi propozycjami. Kiedy problem udało się rozwiązać, dziękowała wszystkim za wsparcie i wracała do swojego gabinetu. Nigdy nie akcentowała sukcesów, których była autorką, tylko podkreślała rolę wspaniałego zespołu. Stanowisko i efekty powodowały, że nikt nie odważył się utrudniać jej pracy. Ubierała się zgodnie z zaleceniami firmy i nie wyróżniała się na tle innych kobiet, a tym bardziej mężczyzn rywalizujących na kolory koszul i krawatów. Miała troje prawie samodzielnych dzieci i przeciągający się rozwód ze złośliwym mężem.

    Dzisiaj był piątek, więc też wybiegała myślami do czekających ją przyjemności. Przyjemności? Zagryzła wargę. Miała wątpliwości, czy to jeszcze przyjemność. Charakter tej znajomości przybierał niepokojący obrót. Krytycznie oceniała sytuację przez pryzmat ostatnich dziesięciu miesięcy. To była jej tajemnica. Nikt nie podejrzewał jej o takie pomysły i temperament. A teraz przyjemność powoli przekształcała się w perwersję. I problem. Duży problem.  

    – To już chyba tylko perwersja. Trzeba będzie podjąć decyzję – stwierdziła i w zamyśleniu pokiwała głową. Szybko wróciła do rzeczywistości. Rozejrzała się. Na szczęście nikt nie zwracał na nią uwagi. Swoje sprawy prywatne rozstrzygała sama. Nie dzieliła się nimi z żadnym z pracowników. Była wzorem dyskrecji. Skręciła w prawo i weszła do swojego gabinetu. Zadzwoniła, wybierając przycisk z numerem 5. Pierwszy wolny po numerze do służb i trojga dzieci. Mąż był pod ‘dziewiątką’. Upewniła się tylko, że nic nie uległo zmianie. Bez uśmiechu odłożyła telefon.

    – Kiedyś, po takiej rozmowie, reagowałam znacznie lepszym humorem. A teraz? – zareagowała kwaśnym uśmiechem. Zniesmaczona pokręciła głową. Właśnie podjęła decyzję.

    *

    Jerzy poprosił Marię na rozmowę. Usiadła przed jego biurkiem. W milczeniu przez chwilę przyglądał się kobiecie. Znał jej dokumenty, ale wiedział nieco więcej niż zostało w nich ujęte. Miała 45 lat, brunetka, z lekko nadwagą, zawsze dobrze ubrana, spory biust, gadatliwa, energiczna. Nadawała się do tej pracy, ale bez przesady. Inne również.

    – Pani Mario – zaczął oficjalnie. 

    Kobieta lekko wyprężyła się. Wiedziała, że taka formułka nie oznacza nic miłego. Grzeczny uśmiech stężał jej na wargach.

    – Zbliża się termin ocen i muszę panią poinformować, że pani ocena będzie neutralna.

    – Ale dlaczego?

    – Cóż, tyle wynika z efektów pani pracy – rozłożył ręce.

    Rozmowa trwała jeszcze dłuższą chwilę, ale Maria niczego więcej nie osiągnęła. Wiedziała, że taka ocena zbliża ją do zwolnienia. Bez problemów funkcjonowali ci, którym przyznano ocenę pozytywną. Osoby z negatywną oceną od razu mogły pakować się. Mogły? Musiały. Wyszła zdenerwowana. Nie wiedziała, co dalej robić. Chwilę narzekała, rozmawiając z koleżankami, potem wyszła na papierosa. Kiedy zapalała papierosa, drżały jej ręce. Miała łzy w oczach.

    – Mam mu dawać dupy za pracę?! – nerwowo zaciągała się papierosem. Łza spłynęła po policzku. Słyszała, że w ten sposób urządziły się niektóre dziewczyny, a w działach kierowanych przez kobiety szybciej awansowali, albo częściej dostawali podwyżki, wybrani mężczyźni. – Muszę się z tym przespać. Jutro. Jutro o tym pomyślę – otarła ślad po łzie, zgasiła papierosa i niewidzącym wzrokiem zapatrzyła się na panoramę miasta.

    Jurek odprężył się i rozparł w fotelu. Władza! To jest to, o czym zawsze marzył. Teraz miał ją i korzystał z niej. Bez ograniczeń. Kto wie, jak długo będzie się nią cieszył? Chciał korzystać jak najdłużej.

    – Niech czas robi swoje – uśmiechnął się obleśnie i podrapał w kroczu. Był podniecony toczonymi rozmowami, bowiem oczyma wyobraźni widział już… Jednak musiał uzbroić się w cierpliwość i czekać na spodziewany rozwój sytuacji.  

    *

    Asia była w dobrym humorze. Szefowa sprawiła jej niespodziankę w postaci wcześniejszego wyjścia z pracy. Pani Lidka* wyraźnie spieszyła się.

    – Trzymaj się! – kiwnęła dłonią do sekretarki. – Do zobaczenia w poniedziałek! – w przypływach dobrego humoru zwracała się do niej per ‘ty’. 

    – Szefowa chyba ma romans albo przynajmniej jedzie na niezły seks – była kobietą, więc z łatwością dostrzegała zmiany w ubiorze i zachowaniu szefowej. A ponadto potrafiła wyciągać właściwe wnioski z obserwacji. Z uznaniem spoglądała na jej sylwetkę i ubiór. – Samotna kobieta z dwojgiem dzieci, ale potrafiła tyle osiągnąć! I nadal jest atrakcyjna.

    Aśka ceniła jej sposób ubierania się, który określała mianem dyskretnej elegancji. Wiedziała też, że ze względu na tempo pracy i prywatne plany, szefowa miała kilka bluzek, dwa kostiumy oraz przynajmniej dwie pary szpilek w szafie stojącej w gabinecie. Plus kilka par nierozpakowanych pończoch i rajstop na półce. Na wszelki wypadek tylko w ‘bezpiecznych’ kolorach. Nie wszystkie należały do kategorii przyzwoitych. Te nieprzyzwoite kupowało się jedynie w sex-shopach.

    *

    Asia bez pośpiechu wkraczała do biurowca. Uprzedziła swojego klienta o wcześniejszym przyjeździe. Zgodził się. Chyba nawet był zadowolony, że spotkają się prawie godzinę wcześniej. Weszła do windy i wcisnęła guzik. Kiedy drzwi zamknęły się, stanęła w szerokim rozkroku i podciągnęła spódniczkę. Z rozcięcia czarnych majteczek wychynęły różowe wargi sromowe. Do spotkania jeszcze pozostało parę minut, a ona już czuła wilgoć w kroczu. Uśmiechnęła się. Tak lubiła minuty poprzedzające spotkanie… Rosnące napięcie, spocone dłonie, wyobrażenie kolejnych scen spotkania, strach w jego oczach i bezradność malująca się na twarzy. I władza nad nim! I ciągłe rozsmakowywanie się w rozważaniach: Co mu zrobi, kiedy będzie przed nią klęczał nagi, z kneblem w ustach i w kajdankach? Zrobiło się jeszcze bardziej mokro.

    Rozmarzona poprawiała czarną kabaretkę. Na nogach miała czarne, lśniące lakierem botki na szpilce. Wyprostowała się, prawie stanęła na baczność, spódniczka opadła. W ręku trzymała sporą reklamówkę wypełnioną gadżetami na czekający ją seans. Gorset miała pod czerwonym kostiumem. Na ramieniu czarną torebkę. Na wszelki wypadek zabrała gaz. Niby wiedziała, co się będzie dziać, ale… z gazem czuła się bezpieczniej. Już nie mogła się doczekać spotkania. Winda zatrzymała się. Wysiadła, poszła w prawo i zapukała do trzecich z kolei drzwi. Nie czekała na zaproszenie. Weszła. Mężczyzna spojrzał wymownie na zegarek.

    – No, nareszcie! Sądziłem, że rozmyśliłaś się, bo…

    Nie skończył. Kiedy zaczął mówić, ruszyła do niego i teraz bez ostrzeżenia uderzyła w twarz ‘z liścia’. Aż odrzuciło mu głowę. Patrzył zaskoczony.

    – A… Ale… Dlaczego? Co ja zrobiłem?

    – Morda, świnio! – syknęła, wskazując go palcem wyciągniętej ręki. Z wrażenia cofnął się. Była zirytowana. Spotykali się tyle razy, a ten ciągle miał problemy z dyscypliną. Inni klienci byli bardziej pojętni. – Do pokoju! Marsz!

    – Juuż, tak. Tylko zamknę drzwi! – nieco przestraszony jej zdecydowanym zachowaniem, ominął kobietę możliwie dużym łukiem, zamknął drzwi wejściowe do sekretariatu i z niepokojem patrząc na nią, pośpiesznie przeszedł do swojego gabinetu.

    Asia ruszyła za nim władczym krokiem. W ręku trzymała bicz wyjęty z reklamówki.

    *

    Jagoda owinęła sobie wokół palca każdego mężczyznę w zasięgu jej wzroku. No, prawie każdego. Dyrektor był odporny na jej wdzięki. Raczej wprost wytykał dziewczynie popełnione błędy i niedociągnięcia. Traktował ją trochę jak kwiatek do kożucha.

    – Ale jeszcze nigdy nie przypaliła wody! – wobec gości też potrafił doceniać jej zalety.

    Generalnie dziewczyna starała się, aby jej nogi jak najrzadziej były razem. Chciała mieć jak najwięcej, jak najszybciej i najwyższej jakości. W osiąganiu korzyści była nienasycona i nie przebierała w środkach. Seks traktowała głównie jako narzędzie do osiągania celu. Na ogół narzędzie okazywało się skutecznym.

    Jagoda nie przepracowywała się, a do domu nigdy nie wracała na własnych nogach. Zawsze „z przyjemnością” przynajmniej jeden z pracowników oferował jej podwiezienie. Ba, niektórzy kierownicy działów, mężczyźni nawet z piątym krzyżykiem na karku, ojcowie dzieciom, czuli się wręcz wyróżnieni, kiedy przeszli z nią na „ty”! Na co dzień zabiegane, zapracowane samce z planem minutowym na cały dzień, pytani o możliwość podwiezienia, dla niej nagle znajdowali czas. I nie chodziło o kwestię minut. Ci najbardziej zafascynowani urodą Jagody w jej obecności mogli czekać nawet kilka godzin. I grzecznie czekali, kiedy dziewczyna bez pośpiechu robiła zakupy w jakimś centrum handlowym. Ewentualnie, z niesłabnącym entuzjazmem towarzyszyli jej w zakupach.  

    *

    Z niewiadomych przyczyn Maciej, ten 35-letni kawaler i kierownik działu kadr, był obiektem westchnień Jagody. Może dlatego, że w ogóle nie interesował się nią? Od czasu do czasu prawił jej komplementy, ale w ten sposób postępował w zasadzie wobec każdej kobiety w biurze, z którą rozmawiał. Szczerze mówiąc, potrafił również zauważyć i skomplementować korzystne zmiany u kolegów. Jego komplementy nie były nachalne, ani podszyte seksem, obce były mu wulgaryzmy, więc panie ceniły sobie rozmowy z nim. W każdej sytuacji lubił i potrafił żartować. Energiczny, szczupły, zadbany brunet, nawet wysportowany, nosił okulary. Zawsze w garniturze, zgodnie z dress code biura. Uroku dodawały mu pojedyncze siwe włosy pojawiające się na skroniach. Jako szef kadr miał sporą nieformalną władzę, ale, ku zaskoczeniu wszystkich, nie korzystał z niej. Nie był konfliktowy. Nie podnosił głosu, kiedy komuś z podwładnych musiał zwrócić uwagę i wytknąć błędy. Nie używał wulgaryzmów. Nawet kiedy szukał argumentów w dyskusji. Nie bratał się z władzami firmy, co szokowało wszystkich dbających o karierę, a mimo to parokrotnie okazał się bardzo skuteczny przy ściąganiu do firmy kilku cennych pracowników. Doceniono jego zdolności, awansując na kierownicze stanowisko. Nie rozpowiadał o swoim życiu prywatnym i kłopotach. Nie roznosił plotek. Zapewne dlatego zyskał tak odpowiedzialne stanowisku w tak młodym wieku.

    Od pierwszego dnia pracy w firmie zachwycał swoją obecnością zdecydowaną większość pań w całym biurowcu. Jedyny, który w deszczowy dzień potrafił każdemu poprawić humor, a przy tym był nad wyraz ostrożny i zdystansowany. A do Jagody tylko uśmiechał się. Najchętniej z bezpiecznego dystansu, czyli z drugiej strony stołu. Przynajmniej.

    Kiedyś na okolicznościowej imprezie firmy przy ich stoliku siedziało osiem osób, w tym siedmiu mężczyzn i tylko jedna kobieta – Jagoda. Wielu im zazdrościło. Wówczas wzniósł toast:

    – Drodzy państwo! Piję za najpiękniejszą kobietę przy naszym stoliku.

    Chociaż alkohol już działał, tylko Jagoda promieniała, bo jako jedyna nie dostrzegła ironii zawartej w toaście. Reszta jeszcze długo w rozmowach z rozbawieniem wspominała złośliwość Maćka.

    Ten facet nigdy nie był uwikłany w romans z koleżanką z pracy, chociaż na biurowych dorocznych imprezach kilka pań wprost zaproponowało mu seks. A nie wszystkie były z ich biura! Zdarzały się bezpośrednie ataki pod wpływem alkoholu. Tylko dzięki uporowi i taktowi Macieja kończyło się na pocałunkach, delikatnych pieszczotach i macaniu biustu.

    Maciej ciągle był na dorobku. Ktoś dowiedział się czegoś o nim, więc rozpowszechnił w całym biurze. To znaczy, wystarczyło podać jednej osobie, i tak właśnie było w tym przypadku, żeby najpóźniej kolejnego dnia wiedzieli wszyscy. Otóż ktoś podał, że Maciej mieszka razem z bratem, bo oszczędza, a część zarobionych pieniędzy wysyła potrzebującym rodzicom. Resztę dopowiedział sobie każdy. Według własnego uznania. Bohater plotki znał ją i był z niej zadowolony. Przynajmniej miał spokój.

    *

    Bywalcy płci męskiej tych szalonych eventów żartowali sobie, że biurowe imprezy mają same zalety: tłum kobiet, dużo alkoholu, imprezy trwają tylko do północy, kobiety wręcz ostentacyjnie namiętne, naród jest tak napity, że potem nikt nic nie pamięta. Zresztą, po alkoholu wszystkim puszczały hamulce na kilka godzin. Jeden powód był oczywisty: ochrona nie wpuszczała nikogo obcego na imprezy, czyli mężatki i żonaci czuli się bezpieczni i spuszczeni ze smyczy. Co bardziej przezorni zamykali komórki w szufladach swoich biurek. A na każdym piętrze jest kilka małych pomieszczeń, bez kamer, więc wygodnych na szybki ‘numerek’. Ponadto wszyscy orientowali się jak na te kilka godzin zablokować kamery. Ochrona wyjątkowo nie interweniowała.

    Czasami seks odbywał się w głównej sali, gdzie boksy najczęściej miały przezroczyste ściany, ale wtedy pracownicy sami blokowali i zasłaniali wyjścia z piętra. Zaczynało się od sprośnej piosenki, jakichś żartów, konsumpcji alkoholu, jednego, dwóch striptizów, również jako efekt zakładu, kilku zabaw z ostrym, erotycznym podtekstem, które zawsze skutecznie ośmielały jeszcze niezdecydowanych. Wybuchy śmiechu, żarty, ostre komentarze, a potem już szło jak górska lawina… Nikt nie byłby w stanie zahamować tego napitego żywiołu. Wówczas wygaszali większość świateł.

    Jeżeli impreza odbyła się 22. grudnia, a następnego dnia pojawiali się w pracy, to głównym tematem były przygotowania do Świąt. Seksualne ekscesy wspominano podczas przerw na papierosa lub lunchu. Mineralna i inne napoje cieszyły się tego dnia znacznie większym powodzeniem niż zwykle. Praca szła jak po grudzie. Rozmowy były prowadzone spokojnie, bez wybuchów śmiechu, z przesadnie kontrolowanym entuzjazmem. Przezornie nikt nie wdawał się w spory i dyskusje. Cierpienie malujące się na wielu twarzach wskazywało, płeć w tym przypadku nie miała znaczenia, że poprzedni wieczór przebiegał nad wyraz burzliwie, a noc była zbyt krótka, żeby wypocząć. Wszyscy odliczali minuty do końca dnia w pracy. Nikt z imprezowiczów nie marzył tego dnia o gwiazdkowych prezentach. Ich oczekiwania były bardziej przyziemne: łóżko, cisza, woda mineralna plus coś z domowej apteczki na kaca i kilka dodatkowych godzin snu.

    Najbliższa impreza planowana była właśnie w grudniu. Liczyli, że centrum rozliczeniowe, które zajmowało trzy piętra albo inne firmy, w tym duży developer, zajmujące kolejne piętra, też zorganizują przynajmniej jedną wspólną imprezę.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    * – szczegółowa charakterystyka drugiej bohaterki w opowiadaniu: „Sesja fotograficzna”.