Blog

  • Nastepny poranek

    Obudziła się o poranku. Spojrzała na zegarek a w jej głowie od razu pojawiły się myśli o poprzedniej nocy. Kąciki jej warg zadrgały i wtuliła głowę w poduszkę. Dźwięk zamykanych drzwi sprawił, że przestała marzyć. Marzenie okazało się prawdą. To był on. Kuba wszedł pod kołdrę.

    -robi się trochę gorąco, nie sądzisz?

    Po tych słowach zaczął rozwiązywać sznurek przy spodniach od jej piżamy. Mimo, że nie stało się jeszcze nic szczególnego, ona chciała już wszystkiego. Kuba był taki pewny siebie, to nie było do niego podobne, za to było dość podniecające. Jego bokserki również opinały się już do granic. 

    -jest coś co chciałabym ci powiedzieć, zanim zaczniemy- przyśpieszony oddech oraz liczne pocałunki nie pozwalały jej dokończyć. – chciałam by twój język był dzisiaj tam na dole.

    Bała się to wyznać, ponieważ nie wiedziała co on o tym pomyśli. Jego odpowiedzią były usta. Całował ją po szyi, jego oddech sprawiał, że wszędzie miała gęsią skórkę. Gryzł jej sutki tak, że chciało jej się krzyczeć. Zabronił jej wydawać jakiekolwiek dźwięki, zabronił ruszać biodrami. Jej ręce przytrzymał nad jej głową.

    -teraz jesteś moja- szepnął.

    Swoimi palcami zataczał kółka w okolicach jej łechtaczki celowo nie trafiając tam gdzie chciała jego dotyku. A to sprawiało, że była coraz bardziej mokra. W końcu zaczął ją tam całować. Wszedł w nią językiem najgłębiej jak potrafił, a palcami wciąż zataczał kółka, tyle że w bardziej odpowiednich miejscach. Ssał i Gryzł jej cipkę. Jej biodra zaczęły podnosić się i napierać na jego głowę. Kuba wbijał w Jane paznokcie i drapał jej plecy, wgryzał się w jej szyję. Jego ręce błądziły po jej ciele. Nie mógł złapać rytmu, chciał być wszędzie.

    – Dłużej nie wytrzymam.

    Z wzroku Jane wyczytał zgodę. Wszedł w nią i zaczął się poruszać. Teraz była jej kolej. Całował go i dotykała jego włosów. Cały pokój wypełniły pomruki i stęki. Ich ruchy były coraz szybsze i szybsze. Nie potrafili zwolnić. Nie potrafili przestać. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Malka Jarczińska
  • Biurowiec, cz. 3.

    Część 3.

    Do imprezy pozostało już niewiele czasu, ale na kancelarie prawne nikt nie liczył. Zresztą, jak co roku. Zajmowały całe dwa piętra, jednak prawnicy nie integrowali się z pracownikami biurowymi. Nie ten szczebel zamożności i prestiżu. Dla prawników to byłaby kompromitacja! W najlepszym razie mezalians. Czasami udawało się wyrwać przynajmniej kilka ich sekretarek, które już wiedziały, że imprezy biurowe przeistaczały się w regularne orgie alkoholowo-seksualne albo seksualno-alkoholowe. Zależało to wyłącznie od preferencji uczestników. Zaproszone sekretarki pojawiały się głównie w drugim celu.

    Po imprezie, w wąskim gronie, opowiadano sobie ze szczegółami niektóre zdarzenia. Nigdy głośno. Każdy bowiem liczył, że kobiety pojawią się na kolejnej. Na ogół tak było, ale tylko dzięki dyskrecji uczestników. Tak rosła popularność imprez. Jednak część uczestniczek nie pojawiała się na tych eventach, które dość szybko stawały się orgiami. Niektóre panie po prostu były rozczarowane możliwościami kolegów z biur i więcej nie pojawiały się, mimo ciągłych zaproszeń. Twierdziły, że mają swoje, bardziej wydajne seksualnie grono. Oczywiście, ten argument padał wyłącznie w gronie pań rozważających kolejne zaproszenie.

    *

    Jęczała i jęczała. Bokiem opierała twarz o ścianę i zapierała się rękoma. Kiedy wszedł w nią, przymknęła oczy. Nie miała ani siły, ani ochoty, żeby otworzyć je. Zresztą, w pomieszczeniu było ciemno. Świeciła się lampka na stoliku tuż przy drzwiach, a oni stali za przepierzeniem, w głębi pomieszczenia gospodarczego pozbawionego okien. Każde uderzenie penisem dociskało ją do ściany i mimowolnie wywoływało jęk rozkoszy. Nagimi piersiami szorowała po ścianie. Sutki już bolały ją od takiego ‘masażu’, ale mężczyźnie najwyraźniej podobała się ta forma brutalnej pieszczoty. Podniecała go! Starała się nie dotknąć pończochami do ściany, bo nie potrafiłaby wytłumaczyć koleżankom, gdzie i jak zniszczyła dwie pończochy i to akurat na kolanach.

    – Och, proszę. Już nie… – blondynka próbowała nieśmiało protestować. Seks był wspaniały! Ledwie trzymała się na nogach. Tak ją podniecił. Z nim zawsze tak było. 

    Kochanek był podniecony i agresywny, że wręcz bała się o swój wygląd. Podczas niecierpliwych pieszczot majtki jednym szarpnięciem zjechały do kostek. Ledwie zdążyła z nich wyjść jedną nogą, kiedy mężczyzna odwrócił ją twarzą do ściany. Spódniczkę podniósł i zatknął za ozdobny pasek. Śliną nawilżył wejście do pochwy. Chwilę później dobijał do dna pochwy. Na początku trochę zabolało, ale potem… Pod powiekami miała tylko szaloną feerię barw. Ciało przeszył przepyszny, tak, tak to nazwała, przepyszny, obezwładniający dreszcz i dopiero po chwili usłyszała swój głos. Jęczała. Próbowała coś mówić, ale nawet ona nie potrafiła zrozumieć własnych słów. Dotarło do niej, że właśnie przeżyła pierwszy orgazm.

    Podniecony mężczyzna nerwowymi ruchami rozpiął jej bluzkę i stanik. Chwycił jedną pierś i zachłannie macał, drugą trzymał kobietę za kark. Sznur korali kołysał się na jej szyi w rytmie wolnych, ale bardzo silnych uderzeń penisem. Blondynka była w szpilkach, ale pod naporem członka cały czas stała na palcach. Na gołym brzuchu czuła chłód ściany. Nie zwracała na to uwagi. Podniecenie było znacznie silniejsze. Już dawno nie była nastolatką, ale z tym mężczyzną szalała, jakby to były jej pierwsze randki i doświadczenia seksualne! Sama krytykowała się za swoją głupotę, a potem wręcz biegła na kolejną schadzkę. Gdyby nie mąż, już dawno leżałaby u niego na kanapie. W pracy albo w domu. To nie miało dla niej znaczenia. Głupiała dla niego. Głupiała przez ten szalony seks. Niezwykły. Zniewalający. Nie umiała nad tym zapanować. I nie chciała.

    – Proszę, kochany. To boli – ostrożnie oponowała. Nauczona doświadczeniem obawiała się, że jej protest może nakłonić go do jeszcze większej perwersji.

    – Cicho, dziwko. A też liż! – polecił szeptem. Nawet szept był agresywny.

    Pod naporem dłoni mężczyzny pochyliła głowę i poczuła, jak on ciągnie pierś w górę i przyciska do jej ust. Ostrożnie dotknęła językiem obolały sutek. Uderzył w nią penisem. Jeszcze drugi raz. I trzeci. Chciała zacisnąć usta, ale boleśnie przegryzła brodawkę. Z wysiłkiem otworzyła usta i lizała sutek. Mężczyzna ruchał ją szybciej. Szybciej lizała pierś i stękała. Podniecenie gwałtownie rosło. Ślina z ust ściekała na pierś. Nieudolnie zdusiła krzyk. Znowu doszła! Mężczyzna głębiej wcisnął pierś. Prawie się nią dławiła. Własną piersią! Osłabiona rozkoszą orgazmu wręcz zawisła na jego penisie.

    *

    Już przyzwyczaiła się do obraźliwych określeń i jego agresji. To był nieodłączny element ich seksu. Wiedziała, że stać go na znacznie bardziej perwersyjne pomysły. Bała się ich, ale też zawsze podświadomie ich oczekiwała. Zawsze protestowała, ale zawsze podniecały ją. Przeczuwała, że i dzisiaj tak będzie. Po wszystkim przeżywała je wielokrotnie i długo rozpamiętywała.

    Wyszedł z niej i dalej wciskał pierś w usta. Wilgotny penis ocierał się o jej obnażone udo. Posłusznie i gorliwie pieściła pierś, ściskana za kark. Chyba uśmiechał się.

    – Dobra, posłuszna dziwka – szepnął z zadowoleniem. Wiedział, że lubi pochwały. Niezależnie od tego jak wyrażane. Traktował ją dość brutalnie. Lubił to i widział, że ją podnieca takie przedmiotowe i poniżające traktowanie.

    Przestraszyła się i drgnęła nerwowo. Usłyszała, a raczej wyczuła jakiś ruch za sobą. Nadal silnie trzymał ją za kark i uniemożliwił jej jakikolwiek ruch.

    – Nie! Proszę, nie!! – z ust wypełnionych piersią wydobył się tylko bełkotliwy krzyk. Nikt nie zrozumiałby jej słów.

    Właśnie jakiś anonimowy mężczyzna płynnie wszedł w nią. Naprawdę był podniecony. Jego penis był twardy. Ruchał ją szybko, trzymając za uda. Znowu była przyciskana do ściany. W oczach pojawiły się łzy. Kiedy przestała protestować, mężczyzna chwycił ją za drugą pierś. Szarpał ją, macał. Miała dość duże, pełne piersi, więc zwracała uwagę wielu mężczyzn. Ci dwaj korzystali z nich bez ograniczeń. Podniecenie zaczęło dominować nad oporem. Posłusznie słuchała kochanka, gdy ten lubieżnie do niej szeptał. Trochę złagodził uchwyt na karku. Jej opór znikał. Pogodziła się z niespodzianką zgotowaną przez kochanka. Otworzyła szerzej usta, poruszyła językiem. Znowu delikatnie pieściła pierś. Drugi mężczyzna zadowalał ją. Miękły jej nogi w kolanach, rosło podniecenie. Aż uniosła jedną nogę. Tak ją trafiał! Nie potrafiła zapanować nad swoimi reakcjami. Znowu głośno dyszała z pożądania.

    – Widzisz? Dziwka lubi być solidnie jebana – kochanek z zadowoleniem zwrócił się do kolegi. Puścił pierś. Ślina ściekała na wykładzinę. Sięgnął do jej łechtaczki, a ona głośno stękała w rytm uderzeń biodrami drugiego kochanka. Już nie miało znaczenia, kim był. Chyba zbliżał się kolejny orgazm.

    *

    Kratka szybu wentylacyjnego świetnie przenosiła odgłosy z pomieszczenia gosodarczego. Każdy wiedział, że tam spotykano się na seks, ale kto z kim, to już byo trudniej odgadnąć. W zasadzie nikt się nie chwalił. A teraz… Basia zachowywała się cicho, więc trójka skoncentrowana na seksie nawet nie miała pojęcia o jej obecności w mini-kuchni. Same odgłosy brzmiały tak frapująco, że i ona była podniecona.

    Kobieta przestała oblizywać łyżeczkę i starała się nie oddychać. Kisiel mógł jeszcze stygnąć. Skupiła się na wyłapywaniu wszystkich dźwięków dobiegających zza ściany. Jęki były tak słabo słyszalne, że nie chciała zaburzać napływających odgłosów jakimkolwiek ruchem. Wrażenia były na tyle ekscytujące, że zapomniała o głodzie. Zastanawiała się, gdzie stanąć po wyjściu z ich mini-kuchni i zobaczyć, kim byli aktywni użytkownicy pomieszczenia gospodarczego.

    – Seks grupowy? Kto z kim? Taka wiedza zawsze może być przydatna – brunetka potrząsnęła gęstą fryzurą i szelmowsko uśmiechnęła się do swoich myśli. Przecież wszyscy wiedzieli, że część awansów, premii i podwyżek zdobywa się przez łóżko. Dotyczyło to obydwu płci. – Hm, może i ja będę miała okazję skorzystać z takiej wiedzy?

    *

    Grzegorz i Robert* właśnie wyszli ze swojej kancelarii. Kierowali się do windy, ale wiedzieli o przygotowaniach do imprezy.

    – Co, wstąpimy na zabawę? – zaproponował Robert. – W domu powiemy, że klienci nas zatrzymali – kusił kolegę. Znali się od dawna, w pracy spędzali większość czasu nad wspólnymi projektami i zadaniami. Sporo o sobie wiedzieli. Więcej niż ich żony.

    – Eee, nie – Grzegorz zawahał się, zanim odpowiedział. – Zosia i tak wyczuje, że coś jest nie tak. Ona chyba ma jakieś dodatkowe receptory w mózgu! A jak dowie się, to potem… – nie dokończył zdania. Miał ochotę na taką zabawę, ale żona była zbyt czujna. Teraz wolał nie ryzykować. Chociaż już zdarzały im się spotkania w większym gronie albo zabawy z innymi partnerami po wzajemnej akceptacji.

    – Szkoda – rzucił krótko Robert. Jego żona i tak nie zorientowałaby się, że uczestniczył w jakiejś zabawie. – Ela nie jest aż tak domyślna – uśmiechnął się do swoich myśli. – Nie masz ochoty na jakąś rozrywkę? – głośno zapytał kolegę i mrugnął do niego.

    – Wiesz, czemu nie – Grzesiek uśmiechnął się. – A masz jakieś… kandydatki?

    – To nie problem. Tylko daj znać – właśnie wpadł na pomysł. – Chyba, że zaplanujemy taką rozrywkę, gdy nasze panie znowu wyjadą do spa.

    *

    Zdecydowana większość z sekretarek zatrudnionych u prawników przynajmniej raz skorzystała z takiego zaproszenia. Odmawiały głównie mężatki i kilka dewotek. Wiek uczestniczek nie stanowił żadnego kryterium. Panie po sześćdziesiątce też chętnie uczestniczyły w takich spotkaniach i chętnie korzystały z propozycji znacznie młodszych kolegów. Praktycznie nie odmawiały żadnemu facetowi. Zawsze były zadbane, miały spory ‘apetyt’ i umiejętności. Ci, którzy z nich korzystali, byli mile zaskoczeni i zadowoleni. Generalnie mężczyzn było mniej, więc każdy wychodził z imprezy zaspokojony. Maciej był jednym z niewielu, którzy wymykali się zanim zapasy alkoholu niebezpiecznie wyczerpywały się, a wszyscy uprawiali seks.

    Dyrekcja orientowała się w specyfice tych imprez. “Góra” pojawiała się na nich, solidnie piła i, jeżeli była w stanie, ochoczo korzystała z wdzięków pań, zaciągając wybrane do swoich gabinetów, niekoniecznie po jednej. A po imprezie solidarnie milczała. Nie było tematu. I tak trwano do następnej.

    Jeżeli w ciągu roku odbyły się aż trzy imprezy, to pracownicy zgryźliwie mówili o „kalendarzu wypełnionym po brzegi”. Dwie były zawsze pewne – przed końcem roku, co zrozumiałe, i druga w rocznicę firmy, czyli w maju. Imprezy były „składkowe”, każdy wpłacał podaną, zwykle drobną kwotę, a resztę dorzucała firma. Tuż przed imprezą część pracowniczek angażowała się w dekorowanie piętra, więc sam wystrój i klimat skłaniał do przedwczesnej zabawy i wychylenia kilku drinków. Już wówczas zdarzały się pierwsze ekscesy. Bywało, że dziewczyna schodząca z drabiny nadziewała się na sterczącego penisa i nawet nie krzyczała, bo jej usta już całował kolejny mężczyzna, a kilka innych par rąk cieszyło się dotykaniem jej ciała. Potem tylko zmieniali się przy dziewczynie i zaciągali ją w bardziej ustronne miejsce. Panie znały te świąteczne “obyczaje”, doceniały namacalne wyrazy uznania dla swojej atrakcyjności i potrafiły odwdzięczyć się. Dla nich impreza właśnie rozpoczęła się.

    Tego dnia kobieta przychodząca do pracy w spodniach dawała swoim ubiorem czytelny sygnał: nie bierze udziału w imprezie. Ten wizualny znak ułatwiał selekcję i na ogół uniemożliwiał popełnianie pomyłek. Na ogół, bo mimo to zdarzały się pojedyncze przypadki odpornych na wiedzę.

    Sam moment rozpoczęcia imprezy był dość płynny. Najchętniej wybierano dzień, kiedy pracowano do godziny 18., czyli poniedziałek lub środę. To dawało gwarancję, że dzień pracy będzie krótszy. Dlatego już dwie godziny wcześniej zaczynano rozlewać alkohol i konsumować kanapki. O dwudziestej świeciły się jedynie pojedyncze światła i tylko jakieś wyjątkowo niezdecydowane „zboże” było kompletnie ubrane. Nazwa przyjęła się po radzie jednego z bardziej doświadczonych pracowników, którą dzielił się z młodszym kolegą. Potem rozeszła się po biurowcu. W dużym skrócie brzmiała tak: 

    – Chłopie, dopóki możesz, powinieneś wszystko kosić. Jak zboże. A jeżeli jeszcze zasiejesz, to potem będziesz zbierał plony…  

    Również te wyjątkowo niezdecydowane ostatecznie ulegały. Ochrona, poinformowana przez jednego z prezesów o rozpoczęciu konsumpcji alkoholu, zamykała piętra i tylko wypuszczała pracowników. Kilku ochroniarzy, szczególnie młodych, chętnie brało tego dnia nocną zmianę. Zawsze mile i długo wspominali udział w tej imprezie, jeżeli zostali zaproszeni bądź wyprowadzali pijane uczestniczki. Albo nie miały pojęcia, co się dzieje, albo miały ochotę na jeszcze jedną seksualną przygodę, więc ochroniarze, jeżeli nadarzyła się taka okazja, skwapliwie korzystali z ich walorów…

    W dzień imprezy ostatnich klientów przezornie umawiano najpóźniej na godzinę 14. Najbardziej trzeźwi i świadomi skutków swojej aktywności, próbowali przed wyjściem z imprezy uprzątnąć oznaki swojej aktywności. Sprzątaczki i tak wiedziały, że następnego dnia czeka je akcja w stylu „Sprzątanie świata” i, zgodnie z umową, zjawiały się godzinę wcześniej niż zwykle.

    *

    Jurek stał na korytarzu i rozmawiał z kolegą o jakiejś pracowniczce z jego działu. W zasadzie umawiali się na jedną z nich. Klimat imprezy udzielał się coraz bardziej. Korytarzem przechodziła właśnie jakaś młoda dziewczyna. Chyba jeszcze nawet nastolatka.

    – A na taką nie miałbyś ochoty? – szef działu zapytał Kamila, kolegę i podwładnego, wskazując ją głową. – Ładna, zgrabna, świeża i pewnie niedoświadczona…

    – Myślisz, że dziewica? – kolega wyraźnie zainteresował się.

    – Żartujesz? – Jurek był rozbawiony. – W tym wieku? Niedoświadczona, czyli jeszcze niewiele widziała i przeżyła. Ma okazję wzbogacić swój wiedzę i doświadczenie – mruknął zamyślony.

    – Hej, panienko! – zawołał za nastolatką.

    Dziewczyna obejrzała się. Zobaczyła dwóch dobrze ubranych i zadbanych mężczyzn. Z pogodnym wyrazem twarzy podeszli do niej. Rozmowa trwała krótko, Grażynie** śpieszyło się. Już wiedziała, że pomyliła piętra. Chociaż pewny siebie facet zachowywał się prowokująco, nie dotknął jej, nie był wulgarny ani nachalny, więc wysłuchała jego propozycji. Co tam, w domu tyle się zmieniło, że sama miała ochotę zaszaleć. Wzięła podaną wizytówkę i obiecała zadzwonić.

    – Dałeś jej wizytówkę?! – Kamil był zaskoczony jego odwagą.

    – Spokojnie. To numer prywatnego telefonu, a wizytówki tylko na specjalne okazje. Nie ma na nich mojego nazwiska i adresu – uśmiechnął się porozumiewawczo. Potrafił zadbać o swoje bezpieczeństwo. Przynajmniej tak uważał.

    *

    Krystyna leżała naga na lewym boku i bezgłośnie otwierała usta. Miała zmierzwione włosy. Otwierała i zamykała oczy. Na lewej ręce oparła głowę, a dłoń zacisnęła na pościeli. Prawą trzymała partnera za udo. Leżał za nią i energicznie wbijał w nią grubego penisa. Samo wejście grubym penisem już oszałamiało kobietę. Wcześniej długo pieścili się. Spółkowali od kilkunastu minut. Teraz przyspieszył! Dłużej nie wytrzymała i krzyknęła. Kochanek stęknął i wytrysnął. Znieruchomiał. Głośno zaczerpnął powietrza i oparł głowę o jej kark. Po dłuższej chwili wreszcie puściła pościel. Leżała nieruchomo i rozkoszowała się powoli opadającym napięciem. Fala, która z niej spływała po orgazmie, też niosła rozkosz.

    – Świetna byłaś – wargami musnął jej kark. W odpowiedzi aż drgnęła. Wiedział, jak ją pobudzić.

    Mężczyzna lekko poruszał biodrami. Przyjemne uczucie. Dla obojga. Prawą ręką chwycił pierś i macał ją. Zawsze podniecały go jej pełne piersi z dużymi, ciemnymi sutkami. Kiedy zobaczył je po raz pierwszy od razu miał wzwód. Również nago jego sekretarka była dla niego wymarzoną kobietą.

    Chwycił ją za pierś i mocno masował. Był nienasycony! Ciągle miał na nią apetyt. Właśnie pochłaniał ustami sutek i brodawkę. Czasami bała się, że nie sprosta jego oczekiwaniom albo zwyczajnie zemdleje podczas seksu. Kiedyś zwierzyła się kochankowi ze swoich obaw.

    – To fajnie – odpowiedział poważnie. – Wtedy zrobię z tobą wszystko, czego nie robię, kiedy jesteś świadoma. – Wówczas pomyślała, że to tylko żart z jego strony, ale zapamiętała te słowa.

    Czułym gestem pogłaskała go po udzie. W odpowiedzi silniej uderzył penisem. Trafił tuż obok macicy. Z podniecenia przymknęła oczy i zagryzła wargi.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    * – bohaterowie opowiadania: „Spełnienie”.

    ** – bohaterka opowiadania: „Maturzystka”.

  • Wlascicielka, vol 7: Uwiazanie

    Dziesięć tysięcy metrów nad Atlantykiem wrócił koszmar i uczucie dławienia. Uniosłem palce, sprawdziłem szyje. Stalowa kolczatka, nałożona mi przez ojca, powróciła na swoje miejsce, choć nikt poza mną tak naprawdę nie był w stanie jej dostrzec. Z każdym oddechem jej ostre kolce zanurzały się w skórze. Nawet ta blondynka w uniformie, która podała mi ciężką szklankę z podwójną brandy, nie zobaczyła niczego. Z uśmiechem, po francusku, zapytała czy może mi jeszcze w czymś służyć? Podziękowałem, miałem więcej niż trzeba. Łatwo mi było ją wyobrażać sobie z piętami w pośladkach, gdy łzy moczą te okrągłe policzki, a czerwone wargi tarmoszą czubek fiuta jej właściciela, gdy zaciśnięte w rękawice bez palców dłonie nie są w stanie się ruszyć. Wystarczyłaby do tego obroża, może nawet taka z paska spodni. Przez ostatni rok widziałem takich dość, by cieszyć się, że nikt nie widział w niej takiej szansy.
    Decyzje, że to koniec podjąłem wczoraj, wróciwszy do domu po pracy. Spędziłem tam trzysta sześćdziesiąt sześć dni, o trzysta za dużo. Kilka krótkich rozmów przez telefon, jedna długa za ocean. W wynajmowanym mieszkaniu posiadałem właściwie niewiele. Kurtkę, kilka notesów z zapiskami, trzy koszule i dwie pary spodni. Trochę fałszywych dokumentów, koperta pieniędzy. Na ulicach wzbudzałem mniejsza sensację, więc łatwiej było być niewidzialnym. Goląc się w lustrze, pomyślałem na moment o mojej słodkiej Wisience.
    Pewnie powróciła do swojej matki, do ojczyzny. Zrozumiałbym to, odszedłem bez pożegnania. Chciałem jednak jeszcze raz poczuć jej bliskość. Idąc z nią do łóżka po raz pierwszy, to ona oddała mi całą siebie. Nie uległa, jak kobiety z psiarni, ale krew jej niewinności pobrudziła pościele. Przy niej to ja zawsze leżałem na plecach, ona wchodziła na mnie przodem. Sama ściskając go delikatnie dłonią wprowadzała do swojego wnętrza, a potem sunąc w dół, aż nasze biodra się spotykały. Układałem tylko dłonie na jej tali, czasem unosząc się dość, by pochwycić w usta dużą pierś, falującą przed oczami. Dociągała wtedy moją twarz do siebie, ale nigdy, nawet gdy już razem osiągnęliśmy szczyt, nie przerywała kontaktu wzrokowego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem, rozkoszując się sobą i kochając nawzajem. Nienasycona, pragnęła i chciała nawet sześć razy w ciągu nocy, a ja oddawałem jej się w tym. Kiedy już całkiem wyczerpani podaliśmy w swoje ramiona, przytulałem się znów w jej biust, usypiając bez koszmarów i kolczatki.
    Max zapukała jednak do moich drzwi ten ostatni raz. Walcząc ze sobą, otworzyłem jej. Ta sama radosna w pracy, przynosząca kawę dla wszystkich, kręcąc głową na moje odręczne notatki i podsuwając mi laptopa, wpatrywała się jak zawsze w swoje buty. Wstydziła się tu przychodzić. Obawiała się, że ojciec i brat się dowie o naszym romansie, gdy w pracy normalnie rozmawialiśmy nawet nie dając sygnałów o tym sobie. Uzależniłem ją od siebie, na czym mi zależało. Pochylając się i całując jak zawsze, prowadziłem do sypialni. Nigdy nie było w tym głębokich uczuć z mojej strony. Żadne z nas się nie odzywało, gdy rozbierałem ją wolno, składając na jej co raz bardziej obnażonym, ciepłym i ciemnym jak kakao ciele te same całusy. Nagą układałem w swoim łóżku na plecach. Piersi miała drobne, z czarnym sutkiem, delikatne. Układałem dłonie w jej nagim łonie, by pierwsze pieszczoty palcami wprawiły ją we wstępne zadowolenie. Zamykała oczy i pozwalała mi wkroczyć do swojego ciepłego, wilgotnego wnętrza, wbijając palce i drapiąc plecy, a zęby zatapiając w barku bym nie słyszał jej dyszenia i jęków. Tak bardzo wstydziła się tej rozkoszy, że ją otrzymuje, że jej ojciec się dowie o naszej relacji. Zaciskała się co raz mocniej, niemal sztywniejąc by rozluźnić dopiero przy wspólnym orgazmie. Raz jej starczał, zasypiała spokojna i zadowolona. Bezpłodność stanowiła jej wstydliwą obrożę, o której nikomu, prócz mnie nie opowiedziała.

    Majka, gdy przyjechała też już wiedziała. Podając nam herbatę z valium, skwitowała wszystko krótkim „To nadal brat. Mój, nie wasz.” Matkując nijako przez ostatnie dni, znów przeniosła nas do dzieciństwa. Tata z mamą często wyjeżdżali, nie było wtedy mówione, że w ramach interesów, więc opiekowała się wtedy nami wspólnie z Sarą. Teraz ta druga, wraz z Oszką uszczęśliwioną na swoją nową koleżankę, opiekowała się porzuconą Aiszą na telefoniczną prośbę rudej. Brakowało radości z kładzenia się w piątkę w wielkim łóżku, gdy mała ściskając Tapa układała się przy mnie i Ase, a Maja i Sara obok zwinięte w swoich objęciach, co jeszcze nie miało aż tak erotycznego wydźwięku. Siostra próbowała mnie wciąż przytulać we śnie, ale jak czasem Aisza mnie, odpychałam ją. Jadłyśmy w milczeniu obiady, śniadania i kolacje. Będąc w tym samym domu, rodziną jednej krwi, żyłyśmy obok siebie.
    Woda w wannie, jeszcze chwile temu parująca, teraz była lodowata. Szklanka, w której przelewał się ciężki czerwony płyn, pusta. Trzeci odpalony papieros poparzył palec wskazujący. Wychodzę wreszcie stamtąd, otulając się w szlafrok. Rano będzie już z powrotem mama, a Cliford niby zdobył „wszystkie potrzebne informacje w Anglii”. Nawet nie mam ochoty zaglądać do lustra, wiedząc, jaką paskudę tam zastanę.
    Korytarzem odbija się od podłogi i ścian piłka do tenisa. W ślad za nią na czworaka leci Luke, jak zawsze ubrany w damskie ciuchy. Choć daleko mu do przytulanek czy Kiwi, to drobna budowa, ciemne długie włosy i brak owłosienia nadają mu wygląd znacznie bardziej kobiecy niż męski. Dumnie unosi w zębach swoją piłkę, patrzy na mnie ciemnymi oczami i zawraca do salonu trąc kolanami, gdy sukienka ukazuje damskie figi. Podobnie jak wszystkie panienki w burdeliku siostry i Majki, pochodzi z hodowli Dani Keller.
    Trzeba zrozumieć, że mama miała surowe zasady, bo zaczynając nie miała do dyspozycji klonów i elektroniki. Jej psami byli mężczyźni z więzień lub tacy, których kilka godzin temu żona pojechała do schroniska zostać suką. Budując hierarchie, dając do dyspozycji przytulanki i najzwyczajniej, wykorzystując badania Pawłowa tworzyła coś, co nie odbiegało poziomem posłuszeństwa od elektronicznie sterowanych omeg. Pożegnalny prezent, chemiczna kastracja, czynił gwałcicieli, pedofilów i morderców kobiet, w pełni pokornymi. Najbardziej oporni lądowali na stoliku, gdzie byli kastrowani na żywca i pozbawiani stóp. Sami stawali się ofiarami, dla dających upust swojej złości kolejnemu „miotowi”. Najwięksi szczęśliwcy mogli poznać aż trzy takie, nim mieli okazję oglądać dalsze dzielenie swojego ciała na kawałki przed przerobieniem na karmę.
    Daniele „Dani” Keller pozowała na artystkę i od siedmiu lat prowadzi swoją hodowlę. Przez mamę były określane „sukami z kutasami”, „niedorobionymi shemalami”, „śmiesznymi zabaweczkami”. Jej „szczeniaczki” to głównie młodziutkie, ładne pieski po wazektomi i z LoveToy w główkach. Wegańska dieta, brak stadnej hierarchii i para opiekunów obu płci czyniła z nich „psy do miłości”. Gdzie osobniki mamy uczyły się walki, odporności na ból i sztuki rzezi, jej opanowywały grę wstępną, spowalnianie swojego orgazmu przy prowadzeniu penetracji i dbałości o siebie. Nie miały bezmyślnie ssać lub lizać jak suczki na tym samym modelu, miały idealnie odwzorowywać i zapewniać maksymalną rozkosz. Nawet przytulanki, które istniały tylko by być pojemnikami na spermę, nie wyrażały takiej radości z faktu, że wkłada się im w dupę. Cokolwiek nie powiedzieć, jej psy nie były przestraszone, wyzbyte z emocji czy puste. Miały na to za wysoką produkcję endorfiny.
    Dani podarowała mamie jednego ze swoich pupilów na “znak pokoju”. Ta, odpicowała go po swojemu i dzisiaj był znany jako Kiwi, siedzący w jej biurze jako służący do robienia kawy i wbijania obcasów w dłonie, gdy coś ją zdenerwuje.
    W salonie Maja siedzi na kanapie, ma na nosie okulary, a na kolanach ma otwarty laptop, w lewej ręce lusterko i unosi brwi, oglądając w nim coś. Ase, w samych gaciach i tatowej koszulce, potargana i z podobną do mojej, już pustej, szklanki przy nodze kolejny raz unosi rękę i ciska piłką w korytarz, a Luke mknie za nią. Mogłaby mu rzucać wibrator, byłoby zabawniej. Siadam ciężko obok rudej, spoglądając na ekran telewizora, gdzie prezentowane są barwne mgławice w kosmosie. Sięgam po pilota, gotowa przełączyć… „Jak wiele pięknych tajemnic jeszcze istnieje, które już wy będziecie odkrywać”. Piłka kolejny raz uderza o ściany, a Luke za nią leci, aportując by jego pani poczuła się z niego zadowolona. „Jak ta, co będzie, jak Bąbelek wreszcie spoważnieje” i nawet malutka Osia podłapała nasz śmiech.
    – Myślisz… – zaczynam, nie odwracając na nią wzroku – Myślisz, że on wie, jak ty? O tym co zrobiła mu matka? Że jest tylko młodszą wersją taty? – kątem oka widzę, jak przymyka komputer i odkłada go wraz z lusterkiem na stół
    – Hej, Ase. – odzywa się wreszcie – Weź poszukaj gdzieś kulki analne, ja zdejmę gacie i wsadzisz mi je dość głęboko w dupę, by sprawdzić, czy dojdą do tego naukowego stwierdzenia, że jestem tylko – naciska na to słowo – młodszą o dwadzieścia cztery lata siostrą bliźniaczką urodzoną przez starszą. Potem chirurg będzie musiał mi je wyciągać operacyjnie, bo utkną za głęboko. – nie brzmi na urażoną, ale też nie jest zwyczajowo rozbawiona, gdy zwykle opowiada takie rzeczy – Wiecie czemu Bąbelek? W portfelu miał laminowane zdjęcie z USG. Musiałam mu dać palec, bo jego był za duży, by wskazał ledwo widoczną plamkę na nim i powiedział „to byłaś ty, malutki Bąbelek, który urósł wypełniony miłością mojej i swojej mamy”. Nie, nie nazwał mnie eksperymentem, dowodem na to, że potrafi sklonować człowieka, czy zabawką Zuzi, jak mówił o mnie dziadek i wujek Ian. – przykłada dłoń do głowy – Jest cholernie wiele spieprzeń, które źle się zaczęły i wyglądały beznadziejnie, a potem zobaczyło się w nich więcej i zrozumiało dobrze. Sara mogła umrzeć przy spotkaniu cioci i wujka, albo wylądować w schronisku, by zostać kolejnym nic nie wartym odkurzaczem do spermy i dwoma dziurami do wkładania, bo jej spieprzyli życie zakładając obrożę. Jako sześciolatka obudziłam się, gdy mama płacząc wyjęła mnie z klatki dla zwierząt i powiedziała, że mojej kochanej Judycie wyrosły skrzydełka i odleciała do nieba. Po latach dowiedziałam się, że wujek wtedy jej złamał kark, bo jej drugi brat uciął jej nogi i wyrwał język. Mnie chcieli sprzedać gdzieś na dawne tereny ZSRR, grupie pedofilów. W jednej chwili chciałam, by wuj Ian za to też umarł, a tu niespodzianka, wujcio już mu też rozwalił za to łeb. Zamieszkał z nami i cieszyłam się, że teraz już zawsze z nami będzie, on i jego kotki. Ale kotków nie było. Potrafił za to zacząć dzień od wypicia naraz litrowej butelki brandy, nim ja zjadłam płatki oglądając poranne kreskówki, a mama zaparzyła kawę. Jak ciocia urodziła Ase, to jej się bał. Krzyczał na mamę, że ją też uszkodzi. Była za mała, za krucha dla jego wielkich dłoni i na pewno zrobi jej krzywdę. Jakby nie ich upór, to pewnie wychowywałabyś się bez ojca, a Tali na świecie by nie było. W tych lepszych momentach przywiózł Esterę z mleczarni, siadał z nami na dywanie. Brałam Cię wtedy na ręce, a ty wyciągałaś do niego rączki ssąc smoczek, a on bał się palcem dotknąć, bo mówił, że ma za dużo krwi na rękach. W gorszych nikt nie umiał z nim rozmawiać, bo zachowywał się gorzej niż wy. Kiedy jednak urodziła się Talita zaczął próbować być najlepszym ojcem świata. Nie mogąc nawet zabrać was gdziekolwiek gdzie były tłumy, czy nawet iść na głupią wywiadówkę, tak bał się ludzi. Pamiętam, jak się cieszył, gdy mógł nam pomagać w lekcjach, lubił opowieści o naszym codziennym nudnym życiu, a przecież on robił coś czemu zaprzecza cała nauka… – pauzuje na chwile – Tak, Salomon jest jego klonem, jak ja jestem klonem mojej matki. Siedząc z nim w restauracji, znów czułam się jak ta sześciolatka bojąca się jedynie gryzących rajstopek i zmuszana do picia soczku marchwiowego. Wiecie co? Przez dwadzieścia siedem lat jedynie pływałam po powierzchni tego uczucia tęskniąc za nim, a on po prostu je uwolnił, wpychając w nie moją głowę. Nawet kochając się z Mauren, jak w każdy sobotni wieczór, ten jeden raz był wielokrotnie potężniejszy niż każdy poprzedni, taka byłam szczęśliwa i nadal jestem. Nawet ona to czuje. – odsuwa dłoń na laptop – Szukał swojego ojca. Człowieka, którego jego matka kochała najmocniej. Tak bardzo, że była gotowa go odtworzyć. Jednak tak jak mama nie zakłada mi różowej obroży i stroju uczennicy-dziwki, bym obciągała pięciu facetom naraz w kółeczku, nie wiedząc którego kutasa brać teraz do ust, gdy sperma leci mi po brodzie, tak on też ma swoją świadomość i życie. Nie skazało go, jak wujka, na ukrywanie się przed każdym przejawem ludzkiego świata, był wolnym duchem. Spotykając go tylko jeden raz, gdy nawet nie mógł w pełni pokazać kim jest i potem dowiadując się prawdy, można pomyśleć o nim jedno. I byłaby pewnie taka sama myśl, co o wujku, gdyby to on był tam był. To pewnie wielki, czarny głupek, który marzy by zdjąć Ci gacie, może nawet rozerwać, wsadzić swojego przerośniętego kutasa w mały ciasny, różowy otworek rozpychając go na wszystkie strony i przydusić, gdy będziesz stawiać opór, nie zważając na krzyk, płacz i ból. Gdy wreszcie skończy, każe sobie jeszcze wylizać z resztek spermy, aż będziesz miała się zrzygać, bo wsadzi go bardzo głęboko w gardło, bo mu się to podoba. To właśnie robili właściciele, widząc na szyi obrożę. Jeśli jej nie ma, chętnie ją nałożą, jak im się spodobasz. Nasze mamy, wujek, ja czy Sal to jeszcze pamiętamy, wy już żyjecie w wolnym świecie, by móc mieć to. – wskazuje Luca – Oni nie płaczą, gdy się ich krzywdzi i się nie boją. Żądają, by ich tak traktowano, bo do tego ich stworzono. Nie nas. – milczy chwile, dysząc po tym długim monologu  – Ja idę spać.
    Zabiera swoje rzeczy i wychodzi. Dopiero wtedy, zarówno ja i Ase zaczynamy płakać. Oto poważna Maja.
    Blondynka przyniosła mi rybę, z uśmiechem informując o połowie przebytej drogi. Jej sposób podania kojarzył się z rzadkimi przymusowymi posiłkami z rodziną ojca. Tylko ruda iskierka cieszyła się, że jej braciszek je z nią, chociaż nie miałem wtedy jeszcze nawet imienia. Przynosząc dolewkę alkoholu, zapytała, czy jestem jakimś francuskim pisarzem albo koszykarzem. Mało kogo stać na prywatny lot, a językiem Moilera posługuje się nadzwyczaj dobrze i jedynie siedzę pisząc w milczeniu od tyłu. Z uśmiechem odpowiedziałem, że pochodzę z Polski, a jeśli chodzi o profesję to jestem marszandem. To drugie to raczej przekonania.

    Azjaci pod przewodnictwem Kyobashiego, odmiennie od białych Greenów zajmujących się mężczyznami i czarnych Grimery zajmujących się kobietami, byli badaczami. Absurdalne, czy nawet nieludzkie, połączenie mojej choroby i intelektu stanowiło jednak dla nich zagadkę. Testy, które wykonali wskazały IQ na poziomie 237. Max przedstawiając swoje teorie wątpiła w ich skuteczność i słuszność, ale powiedziałem jej coś, co ukształtowała we mnie Zuzia przy nauce pisania i czytania. „Nie da się, znaczy że za mało próbowano. Niemożliwe, że za mało osób próbowało”. To miało podważyć wątpliwość Samuela w słuszność faktu, że nauczę się czytać i pisać, ledwo składając dźwięki w słowa. Idea stworzenia człowieka od nowa, ambitna, mogła być kluczowa w zmianach na świecie i potrzebna.

    Psiarnie przy dworze ojca nie należały do największych. Zwykle trzymano do dwunastu dziewcząt, które ludzie Samuela reedukowali, zabijając w nich coś, co we mnie stworzono. Człowieczeństwo. Mohl takie „posłuszne” przerabiał na zachodnią modłę, o połamanych nogach, a potem jechały na wschód lub południe by być prywatnymi zwierzętami seksualnymi. Im więcej jednak pieniędzy i zainteresowania w tym było, tym więcej „schronisk” powstawało. Connor, brat Max, uwielbiał mnie wyrywać z laboratorium. Był idealną ciemnoskórą wersją Iana, odwrotnie do niego, nienawidzącą białych. Gorzka piguła, że też jestem mulatem, została przez niego przegryziona. Zabierał mnie do hali, gdzie było przeszło pięćset klatek ustawionych w podwójne kolumny. Żywy majątek rodu, pięćset suk kneless gotowych na sprzedaż. Tabliczki oznaczały numer katalogowy, miski do psiego żarcia z puszki i wody wisiały na kratach. Rozrywką pracowników było sikanie do środka i misek na wodę. Za każdym razem jednak prowadził mnie do czterysta czterdzieści trzy. Otwierał, gwizdał i wyłaniała się młoda dziewczyna o włosach koloru brudnego blondu. Sama zdejmowała mu zębami spodnie i wyciągała obrzezanego fiuta, którego bez większego strachu posłusznie ssała, gdy gniótł jej sterczące cycki i nabijał się, że to jego najlepsza wystawowa suka. Zawsze kończył szybko na jej twarzy i biuście, po czym kopniakiem między zniekształcone nogi posyłał ją z powrotem do ciasnej klatki. Proponował, bym też sobie coś wziął. Wciąż świeże i bolesne wspomnienie o Avie i Lil, przyjemne ciało Max i wpojone podejście kazało mi zawsze odmówić.

    Moim wychowawcą był Samuel. Ojciec postawił przed nim trudne zadanie dosłownego udomowienia mnie, bym zrozumiał kim jestem, co zrobiłem i czym nigdy nie będę. Powiem, że wykonał to zadanie znacznie lepiej niż jego ludzie kaleczący kobiety. Nie nosiłem żadnej blizny, ale niewidzialna obroża z drutu kolczastego na szyi i widok zabawnego, dwunożnego zwierzęcia w lustrze prześladuje mnie już ponad dwadzieścia lat. Surowy, nigdy nie pokazujący jakiejkolwiek formy zadowolenia, cytujący Nietzschego. Nawet Ci, którzy świetnie się bawili dostając pieniądze za gwałcenie i bicie, go szanowali. Nieświadomie nauczył mnie doceniać też muzykę i sztukę, które stanowiły jedyną wartość po odejściu żony i syna. Szanować każdą porcję jedzenia, długo się nią rozkoszując, jakby był ostatnim i przygotowywać sobie samodzielnie taki posiłek.

    Na polecenie ojca torturował mnie psychicznie. Nie uczestniczył w samych zabawach w psiarni, ale zabierał mnie i kazał patrzeć, aż będę o tym śnić i pamiętać, że moja matka, kobieta, która powołała mnie do życia była jedną z nich. Tylko litość ojca sprawia, że nie jestem tam z nimi, nie zważając na nic. Moje życie należy do niego, jak każdego zwierzęcia będącego w jego posiadaniu. Oglądaliśmy, jak wkuwają je w dyby, tak, by ich nogi były rozprostowane a biodra uniesione, głowy zaś nisko przy ziemi. Gwałcone i bite, miały w ustach resztki swojej bielizny lub kneble z szmat. Płakały, gdy krew lała się z ran a mocz na włosy. Czasem w tej pozycji pozostawały kilka dni, a my musieliśmy na to patrzeć. Pewnego dnia jednak, gdy był ładny dzień i przyszedł mnie z powrotem stamtąd zabrać, spojrzał w niebo i powiedział jedno. Zwierzę jest po to by służyć swojemu Panu, ale to Pan decyduje jak użyje zwierzęcia.

    To właśnie myśląc, wziąłem sobie z psiarni drobną blondynkę. Chwile wcześniej dławiła się błotem i wodą z kałuży, gdy w pół nagą i wgniecioną w ziemię gwałcił z wpół spuszczonymi spodniami służący. Na zawsze zapamiętam jak śmieszne były jego cudowne odzewy typu „jak wielki jest jego kutas w jej dupie” i „pewnie twój nowy pan też będzie lubił Cię jebać w ten otworek”. Kopniakiem posłałem go na kraty, ją podniosłem, drżącą mi w ramionach jak z zimna. Nie płakała, nie krzyczała. Była nieludzko spokojna, co z perspektywy czasu myślę, oznaczało wiarę, że na śmierci tylko zyska. Sam mówił, że im piękniejsze jest dzieło, tym ostrożniejsza musi być jego renowacja. Delikatnie rozebrałem z resztek ubrań, ciało nosiło ślady kańczuga. Włożyłem do wanny i samą wodą tylko umyłem. Ubrałem jej jedną ze swoich koszul od Sama i ułożyłem do łóżka. Miałem nadzieje, że w ten sposób ją trochę ocalę, bo podobała mi się. Wtedy, gdy niebieskie oczy pełne strachu spojrzały na mnie, ironicznie, czułem się pierwszy raz prawdziwym człowiekiem. Skoro bała się mnie tak jak ich, mogłem nim być. Gorzej, że w tamtej chwili cała nauka Sama nagle nabrała ciężaru, z którym nigdy sobie nie poradziłem i prześladuje mnie już zawsze. To było spojrzenie mamy, jak ułożyła sobie moje dłonie na szyi, tworząc z nich obrożę.

    Miałam sen o ciemnym świecie. Rozlegał się w nim ryk niski i przeciągły, rozchodząc się echem, zupełnie jakby odbijał się od czarnych ścian. Dopiero potem głośno zbliża się, krocząc jak po kamieniach przy użyciu swoich długich nóg. Rozłożyste, podobne do gałęzi starego drzewa poroże z platyny rozświetla blaskiem ciemność. Perłowe futro okrywa jego ciało wydaje się puchate i miękkie. Długi pysk unosi się do kolejnego pomruku. Nawołuje kogoś, stojąc samotnie, ale nikt mu nie odpowiada.  Odwraca ku mnie swoje smutne oczy. Nie w żałosny Aiszowy sposób, nie ofiary błagającej o litość i tylko zachęcającej do dalszej zabawy jej bólem. Patrzy tak, jakby chciał zapytać, gdzie odeszły pozostałe Święte Jelenie. Znów odwraca się i odchodzi, nawołując kolejny raz, a czarne pręty klatki nie pozwalają mi ku niemu sięgnąć, a knebel w ustach przywołać, by został ze mną. Nie posiadał stada. Sam je sobie stworzyć z innych zwierząt, jakie go otaczały.
    Mama jest wyraźnie zmęczona, idąc podtrzymywana przez Cliforda. Ugina się pod ciężarem piersi, włosy ma niemal czarno-białe. Ciężko siada na kanapie. Interesującym jest jednak drugi z jej towarzyszy. Ubrany w workowatą bluzą, w ciasnych spodniach bez kieszeni i ciemnych okularach przyległych mocno do twarzy. Widok ubranego, ostrzyżonego i nie znajdującego się bezpiecznie za szybą Cargo jest dziwny, jak jego sztywna, wyprostowana postawa. W momencie, jak mama unosi dłoń, w mgnieniu oka opada na kolana, by klęczeć przy jej nogach jak ekstremalna, nieco przerażająca męska wersja Sary. Gdy Cliford siada w fotelu, Ase siada bokiem na jego kolanach, przytulając do niego. Zazdroszczę jej, że go ma.
    – Kiedy wasz tata go przyprowadził, powiedział, że będzie moim psem Foo. Podarunkiem godnym cesarzowej. – zsuwa palcami z jego nosa okulary, ukazując przymrużone na pieszczotę żółte, zwierzęce oczy – Zgodziłam się, by go zbadali, ale miały to zrobić kobiety. Przysłali dwóch facetów w kitlach, więc ledwo go dotknęli, musiałam go uspokajać, bo prawie wyrwał rękę jednemu, a drugiemu rozgryzł gardło w obronie. Zawsze mówił, że to jedyny taki na świecie. Zdaje się, że sam to też czuł, spoglądając w lustro. Wiecie, że jest odpowiedzią jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie łańcuch, jakie narzucił mu wasz dziadek? Choć się z niego zerwał, ciągnął go ze sobą, wciąż się na czymś przez niego blokując. Ale ten łańcuch zdawał dobry, sprawiał, że Dawid był bardziej… ludzki. Jak widać, tamten go nie posiada, więc może być bardzo nieprzewidywalny. Gdyby zrobił wam krzywdę, jak synowi Markusa…
    Peter Keller w przeciwieństwie do ojca, prowadzącego legalne biznesy i traktującego human puppy jako dodatkowy zysk i hobby, oraz siostry tworzącej swoją hodowle, wybrał rolę „samotnego szeryfa”. Posiadając połowę stada mamy jako swoje narzędzie pracy, zajmował się polowaniami na ludzi. Dani przesłała nagranie z kamery z akcji „przechwycenia” Salomona. Rzeczywiście, wjechali w jego motocykl samochodem, taranując go z drogi. Pięć psów w trybie „obezwładnij” rzuciło się na niego, ledwo zdążył wyjść spod maszyny i zdjąć kask, wydając się spokojny. Ekspresowo, zgodnie z oczekiwaniem szkolenia, padł na ziemię, pod uderzeniami pięści i kopniakami. Kiedy jeden z psów dźgnął go nożem, rana nie miała być śmiertelna a jedynie unieszkodliwiająca, sytuacja odwróciła się. Mając tytanowe ostrze podobne do maczety w boku, w niespełna półtora minuty zlikwidował trzy z pięciu omeg. Osłaniając się czwartą jak żywą tarczą, gdy Kellar otworzył do niego ogień z automatycznego pistoletu i rozszarpując kulami ciało psa trzymanego za kark, odcinał głowę piątej. Idąc jednak w stronę ich właściciela próbującego w panice przeładować swoją, wyrzucił nóż. Był w tym pewien akt litości dla omeg, które umierały w jednej chwili.
    Stan krytyczny, w którym się znalazł Peter był określany jako „cud, że przeżył”, chociaż sam powiedział, że przecież nie chciał go zabijać, więc to raczej silna kalkulacja. Amputowano mu obie nogi,bo ich kości zostały roztrzaskane jakby spadł na nie głaz lub przejechał walec. Usunięto mu jedną nerkę i jedno płuco, które też zostały zmiażdżone od ciosów. Lekarz stwierdził, że takich obrażeń nie byłaby w stanie zadać nawet ciężarówka, a on zrobił to gołymi rękami w samoobronie, by wydusić informacje z człowieka, który go zaatakował. Potem przyjechał posprzątać mój dom, przywiózł swoje dzieci i jadł z nimi podwieczorek. Co jednak, gdyby nie chciał uważać Ase za siostrę? Gdyby nie było przy nim jego dzieci? Czy też byśmy tak skończyły?
    – Ojciec załatwił mi trochę danych brytyjskiego wywiadu. – mówi Cliford –  Szczęśliwie, nie używał żadnego innego nazwiska w czasie służby w piechocie morskiej. Nawet jako jedynego rodzica wpisał dokładnie Max Grimery, taki był pewny siebie. Zaciągnął się jako osiemnastolatek, ale dzięki służbie w Azji szybko awansował do stopnia sierżanta. Zebrał kilka odznaczeń jak Brązowa i Srebrna Gwiazda, ale jego główną specjalizacją były operacje znajdź i zlikwiduj, bądź odzyskaj cel. Stąd jego wojskowy pseudonim Bloodhound. Uczestniczył też w tajnej operacji Łazarz i jak większość osób, które ją przeżyły, został skazany przez sąd wojskowy na rozstrzelanie. Jedna z wielu ofiar rozejmu wobec Unii Wschodniej. Wszelkie oficjalne akty wskazują, że od sześciu lat pozostaje martwy, bądź uśpiony. Mniej oficjalne dane są jednak znacznie ciekawsze. Zaszedł wiele razy za skórę różnym organizacjom paramilitarnym korzystającym z psów bojowych, likwidując całe tabuny osobników bez użycia broni. Nie ważne, jaką miał wielką obstawę z wyszkolonych osobników jego cel, on zawsze wygrywał. Kilka miesięcy po tym jak zyskał status martwego, wystawiono za nim list gończy, który pozostaje w mocy. Martwy jest wart czterysta pięćdziesiąt milionów, żywy… Miliard. – przypominam sobie, jak jedząc kanapkę zastanawiał się, ile już za niego dają i prycham, na co mama spogląda na mnie – Ma  rangę szkarłatu. Skontaktowałem się z znajomym, który w tym robi w NUSA i się dopytałem. Chociaż doskonale wiedzą gdzie jest, ba nie ukrywa się nawet specjalnie, to ludzie boją się zlecenia na niego, bo nie ważne jak bardzo się uzbroisz, to rzucanie się z plastikową łyżeczką na szarżującego nosorożca. Po pierwsze, ktoś go chroni, renegat, anioł stóż. Próba podłożenia mu bomby gazowej skończyła się tym, że zamachowiec sam został wysadzony. Snajper, który miał zamiar go postrzelić, gdy był na spacerze skończył z poderżniętym gardłem przy karabinie, jakby ktoś go śledził do gniazda. Odważniejszy chciał go zastrzelić w windzie, gdy byli sami, mając nadzieje, że uniknie tak tej tajemniczej postaci, która nie mogła wtedy interweniować. Oddał trzy strzały w klatkę piersiową mając nadzieje, że to go powali. Ten kolos złamał mu rękę i skręcił kark nic sobie nie robiąc z ran postrzałowych, które mu zadano. Miałyście szczęście, że tutaj nie wrócił, wiedząc, że pani Alicja na niego wydała wyrok śmierci. Mógł chcieć zemsty, a najlepszą jest zabicie kogoś bliskiego dla danej osoby.
    Spoglądam głęboko w żółte ślepia Cargo, podobne do sowich. Nie czuje strachu, nie czuje złości, działa tylko na instynktach, które mu wpojono. Bogowie ześlą śmierć na tych, którzy śmią tknąć ich Białego Jelenia. Był nim tata, jest nim i on. Zwierze, którego każdy pragnie, ale nikt nie posiądzie w prawdziwe władanie. Pies, który nie miał łańcucha, nie ugnie swojej szyi by mu go założono. Spoglądam na Ase, a ona na mnie. Wiesz, że musisz to zrobić Zajączku. Bądź dzielny.
    Zaczynam opowiadać, co się stało po tym, jak siostra odebrała mnie od Sary, przywożąc z powrotem do domu. Wychwalając odwagę Ase w próbie zabójstwa, ale daje do zrozumienia, że to nie było w jego intencji. Im jednak bardziej o tym myślę, tym bardziej zarówno ja, jak i ona płaczemy, dochodząc do momentu, jak wziął nas na kolana, a potem, gdy już bez swojego zarostu i włosów, ubrany w wyprasowaną i zapiętą koszulę, wyglądał dokładnie jak tata, gdy byłam ledwo duża jak jego łydki, a Pierożek nie umiał chodzić. Mama cały czas milczy, patrzy na nas tylko z już swoją typową maską sadyzmu, a gdy mówię o tym, że zemdlałam na tą wiadomość, że on i tata to właściwie jedna osoba wstaje. Wychodzi z pokoju kierując się do sypialni. Wierny pies unosi się rosnąc wyprostowany i kieruje się za swoją panią. Gdyby też poznał swojego klona, nie musiałby tylko polegać na niej w swej samotności.

    Rejii zawsze śmiał się, że ja i Max jesteśmy zbyt dużymi idealistami. Kiedy miesiąc później, na nagranym pod mikroskopem w przyspieszonym tempie filmie dało się dostrzec, jak w ciągu godzin zygota dzieli się trzykrotnie na dwoje, czworo i ośmioro przestał się śmiać i patrzał na mnie w osłupieniu. Sam nie chciał mnie „normalnie” uczyć, więc Zuzia specjalnie dla mnie robiła kopie swoich notatek ze szkoły i dawała stare podręczniki do czytania. Kiedy zaczęła studiować medycynę, nadal to robiła. Reszty nauczyłem się tutaj, na miejscu.

    Dziesięć miesięcy temu sprowadziłem teorie Max do praktyki, odtwarzając z nią eksperyment Wilmuta i Campbella. Wybraliśmy hinduskę o czarnych włosach i oliwkowej skórze jako „wzór”. Sonalii przyszła na świat dwa miesiące temu jako zdrowa dziewczynka, której zgodność genetyczna pokrywa się stu procentowo z jej „matką”. Max zgodziła się oddać ją na wychowanie swoim znajomym, którzy mieli dla nas prześledzić jej dojrzewanie w normalnych warunkach. Nie chciałem, by pierwsze takie dziecko żyło w laboratorium jak szczur. Skoro jednak mogliśmy odtworzyć dowolnego człowieka, a potem go uwarunkować choćby lobotomią, by był jak ja zanim Samuel mnie zaczął wychowywać, potrzeba było czegoś jeszcze. Max porównała to do farm sałaty, gdzie ma ona specjalną pożywkę i światło UV, które sprawia, że rośnie szybciej niż normalnie. Tak zaczęła się idea „łona”. Tak jak niemowlę z dwóch komórek dorasta do swojej formy, tak potrzeba było czegoś, co sprawi, że to samo niemowlę będzie w stanie dorastać do swojej dojrzałej formy w szybszym tempie. Nie udało nam się tego skończyć.

    Rano, łamiąc dotychczasowe przyzwyczajenia, kochaliśmy się drugi raz. Ostatni raz. Tyle, że po wszystkim, gdy widziała jak ubieram kurtkę od niej… Leżała w pół okryta białym prześcieradłem, na brzuchu i płakała. Słuchała mnie, a łzy rzeźbiły w ciemnych polikach błyszczące linie. Zuza sama się dowiedziała, gdy kolejny raz jej matka powiedziała, że „to zwierze powinno jeść pod stołem, a nie przy ludziach”. Alicja wysłuchała mnie, przyciskając moją głowę do swoich piersi i nigdy o to więcej nie pytając, ale czułem się przy niej jakby lepiej. A teraz mówię to jej, dodając co nieco. O tym jak obrzydliwi byli jej brat i ojciec, ze swoim paskudnym ranczo, ale tez jak wiele radości dawały noce po seksie, gdy spała i mogłem patrzeć na jej nagie ciało. Wykorzystywanie jej, która brzydziła się podobnymi mi stworzeniami by dostać się do brzucha bestii która stworzyła mamę, i nadzieje, jakie dawała mi Sonalii i „łono”. Byłem psem, dzieckiem czarnej, niemej kneless Heban z psiarni ojca. Chciałem wiedzieć, kim była, nim nią się stała, w zamian za to co mi oddała.

    Bo jak silna musiała być kobieta zdolna utrzymać ciążę bita, gwałcona i głodzona. Nie zabić i nie zjeść własnego dziecka, które powinno ją brzydzić, ale je chronić, by nikt go nie znalazł wśród szczekających psów i krzyczących z bólu i rozpaczy kobiet. Tak robią zwierzęta, nie ludzie. Jej śmierć to moja wina, bo zobaczyłem, jak ojciec ją bije. Po latach powiedziano mi, że jego połamany kręgosłup to moja sprawka. Ja jednak przed oczami mam to, jak znów chce się w nią wtulić, ogrzać, zamknąć oczy. Ale kładzie sobie moje dłonie na szyi i zmusza, bym zacisnął. By mogła odejść. Jej życzeniem było, bym został człowiekiem. Leżąc przy takim samym ciemnym ciele, spokojnym i ciepłym, wracam ku tamtym chwilom. Nie chce, ani nie mogę dłużej w tym tkwić.

    Mama zamknęła się ze swoim ulubieńcem w sypialni. Po południu, Ase dotykając drzwi, pożegnała się jednostronnie, mówiąc kilka słów przeprosin o tym co przeżyłyśmy. Zabrali z Clifordem Luka, wracając do siebie. Wieczorem jednak przyjechała ciocia, której towarzyszyły Oszka i Aisza. O ile ją mama od razu wpuściła, tak nasza trójka usiadła w kuchni, tak jak on wtedy przyłapany na robieniu kanapek.
    Jeśli Aisza jest chociaż trochę podobna do Brownie czy Carmel, będąc równocześnie wielokrotnie nieszczęśliwszą i skupioną na blacie, w swojej obróżce i najzwyklejszych, dopasowanych ubraniach to Pierożkowi bliżej Coli. Powinna się malować, nienawidzić swojej zwierzęcej biżuterii i kłócić z matką, że wybrała dla nich taki los. Nawet nie ma przebitych uszu, pyta o zgodę na wszystko, nawet na przefarbowanie włosów i pewnie nigdy nie widziała nagiego mężczyzny.  Zapomina ubrać rano majtek, ale zna przynajmniej trzy języki, umie świetnie rysować i… Jak Cola, że coś przytula, że dostaje am am, będzie szuru szuru, ma swojego tygryska i starsze siostry. Tylko tamta jest jak niemowle, które wybudziło się dorosłe ze śpiączki, a Oszka zawsze była dzieckiem, które jedynie rosło. Tylko to sprawia, że nigdy nie umiałam jej naprawdę krzywdzić, szukając zaspokojenia, ale wiedziałam o jej obroży by móc kazać jej lizać swoją cipkę za kupionego w sklepie najtańszego lizaka. Teraz traktuje to jako formę zabawy, podobnie jak pocałunki. Ubrana kolejny raz w mniejszą wersję tatusiowej kurtki i swoją pomarańczową obróżkę z plakietką  „Ossane” szczerzy się zadowolona z swojej dziecięcej torebki z ulubionym, żółto-różowym kucykiem.
    – Mamusia zrobiła nam babeczki brzoskwiniowe, a my zbudowałyśmy sobie z koców i poduszek fort w kojcu. – opowiada Oszka szczęśliwa – Wczoraj razem się kąpałyśmy w wannie, więc ją dokładnie wypucowałam gąbką i razem ją ubrałyśmy. Często siedziały same w kuchni i rozmawiały, bo mama nie pozwala mi wtedy wchodzić do środka, gdyż to tajemne rozmowy. – jak zawsze ładnie pachnie – Ostatnio płakała, ale to chyba dlatego, że tęskniła. Maja mówiła, że jesteś chora na smutek. – w jej ustach brzmi to dość dziwnie  – Zapytałam, czemu nie zrobiła tej słonej zupki, którą gotował pan Dawid jak my byłyśmy chore, a potem otulał mocno kocem i czytał albo opowiadał bajki, aż zasnęło się i budziło zdrowym. Powiedziała, że to była jego specjalna magiczna zupa, więc jak zrobi ją ktoś inny to nie zadziała. Wymyśliłam, że ja też nauczę się od mamy gotować i wtedy na pewno staniesz na nogi, gdy ją zrobimy razem z Aiszą. Na razie zrobiłyśmy razem kwadratowe kanapki, tak jak on. – wyciąga z torebki pudełko śniadaniowe i kładzie na stole – Z dżemem porzeczkowym, wiem, że go lubisz bardziej niż brzoskwiniowy. Aisza smarowała masłem orzechowym, ja dżemem, a mamusia obcięła skórki nożem.- przesuwa pudełko w moją stronę
    – Dziękuje, kochanie. – uśmiecham się do niej i otwieram, widząc dwie nakreślone na wierzchu fioletowe buzie uśmiechniętych kotków rodem z bajek – Ciesze się, że ty i Aisza się dogadujecie.
    – Jest trochę dziwaczna, gdy rozmawiamy, ale już pamięta imiona kucyków. – uśmiecha się na nowo – Codziennie ją całowałam na dobranoc i po obudzeniu, czasem przytulałyśmy przy spaniu, ale nic więcej, tak jak kazałaś. – unosi łapki w geście niewinności – No, może przy myciu… Troszku… Ma tam mięciutko i różowo… – Aisza oblewa się rumieńcem – Opowiadałam jej o naszym domu, że właśnie pan Dawid nas wszystkie w nim kochał najbardziej na świecie, ale teraz ty będziesz jak on i nawet nosisz jego kurtkę, chociaż nie jesteś taka duża. Bo on… – smutnieje, pochylając głowę. Myślę, że może wciąż czuje to ten fakt, że widziała jak odchodzi i się o to obwinia – Mamusia powiedziała, że teraz mieszka w naszych serduszkach i dlatego już zawsze jest z nami, chociaż go nie widzimy. Dlatego wierzę, że będę umiała jak on zrobić zupę jako magiczne zaklęcie dla wszystkich. Mamusi, pani Alicji i pani Zuzi, Majki, Ase, Ciebie i nawet Aiszy. A potem znajdę pana Discorda, co będzie trudne, bo nigdy go nie widziałam i też dam mu miseczkę na zgodę. Pewnie ma długie straszne zęby, pazury i jest bardzo duży. Pan Dawid by go pokonał, albo wymyślił z panią Zuzią jak Tapa, który zjada nasze koszmary. Ale pokażemy mu, że nikt nie chce być samotny.  – wyciera z buzi perłowe łezki nadgarstkami, a Aisza przytula twarz do jej pleców – Ale jak wypije ją z nami, to nie będzie dla nas zły.
    Przenoszę się bliżej nich, a dokładnie między nie. To co mówi, nie odnosi się do Salomona. On ma swoje dzieci, Rune, Sonalii, Simona… i chciałby też nas. Pokazał to. To ja odpycham w pewien sposób ich wszystkich. Obraziłam Majkę, okłamywałam mamę i tatę, nie umiem porozmawiać szczerze z siostrą jak otworzyła się przed nim, wmawiam sobie, że troszczę się o Sarę, Aiszę i Oszkę porzucając je. Nie umiem ugotować głupiego makaronu czy zadbać o porządek w domu. To tata zawsze robił pranie, składał je i układał w szufladzie, gdy jeszcze mógł wchodzić do góry. W domu zawsze był pyszny posiłek, gdy w akademiku żywiłyśmy się jak teraz. Sara miała rację. To uczucie uzależniało, ale ja nie umiałam go odtworzyć. Oni robili to jak oddychanie. Nawet mama umiała je w pewien sposób dać Cargo. Osia obraca się, opierając o mnie twarz i cicho łkając, Aisza nieśmiało unosi oczy i spogląda na mnie, jakby się zastanawiając nad czymś, po czym też lekko wtula swoją twarz w w bluzkę. Jedyne, co przysłania jednak tą chwile, to dziwne poczucie pustki, gdy brakuje w tym tego uczucia od Sary czy Salomona, albo też zwykłej rozkoszy, którą dawały te dokonywane przez mnie i siostrę zabawy. To mokre drewno uparcie nie chciało wzniecić ognia, by oddać chociaż trochę ciepła. Przyciskam policzki do czubków ich głów, mocniej dociskając do siebie. Chce, ale chyba nie umiem być waszą prawdziwą Panią.
    Unoszę oczy, by spojrzeć na stojącego w salonie Cargo. Znów sztywny, o pustej i pozbawionej zwykłej, ludzkiej mimiki twarzy. Żółte oczy znów patrzą w głąb mnie, jakby czytał mi myśli. Nawet on był lepszym opiekunem dla swojego stada, nawet nie tykając innych osobników, ale rządzący nimi samą swą osobą. Zahaczający o satyryzm Luke był przy nim zabawnym, chcącymi wrażeń z rozkoszy zwierzątkiemi. Tata dobrze go określił, oddając go mamie. Chiński lew, będący leniwym mruczkiem przy jej dłoniach. Najlepszym atrybut jej potęgi. Znów odwraca nie tyle samą głowę, ale całe ciało z nią sztywno i podchodzi do mamy, przytulając się do jej boku, niższy od niej o głowę.
    Ostatni i pierwszy raz widziałam ją taką, gdy siedziała na łóżku obok taty, pożegnalnie głaszcząc jego twarz. Ciocia pomaga jej się utrzymać prosto. Ma czerwone oczy i lekko rozmazany makijaż. Unosi dłoń i gładzi łeb alfy, spogląda na naszą trójkę, gdy wciąż je tule, po czym kiwa na mnie głową i idzie, już sama. Puszczam je wolno i chce za nią iść, ale ciocia mnie zatrzymuje i kręci głową.
    – Powiedziała mi o tym, co się tutaj stało. – mówi cicho, trzymając mnie za ramię – Musi sama to przemyśleć, bo to dla niej dużo. Ona i wasz tata spędzili razem prawie pięćdziesiąt lat, gdy kupiła go za jeden pocałunek. Nie powie wam tego, ale bardzo was kochali i bali się, że może się stać coś złego, więc myśl, że pod jej nieobecność tutaj był… – wzdycha – Gdy prosiłam, byś przeprowadziła się do ojca i pilnowała go, bo Sara sama nie dawała rady z jego uporem, posłuchałaś, pamiętasz? – kiwam głową w odpowiedzi – Daj więc matce czas. Zwłaszcza po tym. – wręcza mi dysk holograficzny – Maja powiedziała, że wysłała twojej siostrze kopie, ja przeczytałam sama i teraz jeszcze raz z nią. Odwaliła kawał dobrej roboty. Przeczytaj, gdy będziesz gotowa. – obejmuje mnie i przytula do siebie – Miłość boli tym mocniej, im więcej w niej prawdziwości. – puszcza – Mam zabrać małą, czy…?
    – Niech zostanie na noc… – odpowiadam, ściskając w dłoni dysk – Co tam jest?
    – Większość rzeczy, które wiedzieliśmy. – odpowiada i po chwili zawahania – Ale to jakby na chwile wejść do jego głowy, zobaczyć świat jego oczami i posłuchać wewnętrznego głosu, który ukrywał za tym spokojnym uśmiechem. Zrozumieć naprawdę jego uczucia. Nawet ja poczułam się z tym momentami źle, chociaż starałam się zawsze robić dla niego jak najwięcej.  Wiesz, choćby jedna głupota… Tak jak Dawid piekł zawsze komuś tort na urodziny, pamiętał o nich… Nikt nigdy nie wiedział, kiedy są jego. Pewnie by powiedział, że z taką rodziną to każdy dzień jest nimi, ale… – kręci głową – Przyjadę do południa. – po czym całuje mnie w czoło – Dobranoc, Talita. – po czym po polsku mówi coś do Oszki a ta aż wydaje pisk radości, jeszcze chwile temu płacząc i rzucając się na mnie i przytulając w pasie, gdy tamta wychodzi.
    Przez okno widzę, jak mama spogląda jeszcze raz w naszą stronę, gdy Cargo układa się na jego tyle. Hybrydowy wehikuł odjeżdża w noc, na nowo zostawiając nas same.

    Ostatnia szklanka, za nieco pół godziny będziemy lądować. Zapytała, czy lecę bardziej w interesach, czy wracam z nich, chociaż to dziwne, że nie wybrałem wtedy lotu do Gdańska lub Warszawy. Nie miałem właściwie dokąd wrócić. Wydostając się z więzienia zwanego dworem, zobaczyłem, że cały ich świat to w różny sposób ograniczona struktura z krat. Mój wygląd i zachowanie przyciąga uwagę, a tożsamość, czyli przyjęta nazwa białego posągu odwzorowująca doskonale człowieka i nazwisko tego, który mnie stworzył swoimi ledźwiami nie miała żadnego oparcia w faktycznym świecie. Fałszywe dokumenty, które miałem, pomagały po nim się poruszać wspólnie z pożyczanymi pieniędzmi, ale nadal nie potrafiłem dostosować się do tego psychicznie. Nawet będąc tam, jeżdżąc z kierowcą od wynajmowanego domu do pracy i z powrotem, byłem zaledwie więźniem w inny sposób. Ludzie to gatunek, którego cechy jedynie przyjąłem, jak pupile mając kształt kobiet, były dla nich czymś gorszym. Zabawkami do seksu, narzędziem rozkoszy. Ale ja nawet do tego się nie nadawalem.
    Chociaż gdy odchodziłem, i nawet sam Samuel mnie nie zatrzymywał, ojciec przypomniał mi o najważniejszym. Nie będę nigdy w pełni człowiekiem, jako wyszły z jej łona. Słuchanie przez lata z ust jego i jego żony co robiono mojej matce, do czego ją zmuszano, by tylko zaciskać się na tym poczuciu człowieczeństwa, jakie hodował we mnie nauczyciel. Nie byłem jedynym, ale ja mogłem to zmienić. Sporo czytałem tutaj o ruchach tych, którzy są właściwie “moim przodkami”, jak od niewolnictwa doszli do czegoś więcej. Dlatego dzisiaj kolor mojej skóry nie wzbudza sensacji w ich świecie. O niewolnictwie współczesnym głośno jednak nikt nie ma zamiaru mówić, to zbyt lukratywny biznes.
    Wszystko co potrzeba, to znaleźć sposób by to zmienić, jak udało mi się obrócić los blond suni w kotki sypiającej przy mnie, podobnie jak później szatynki. Zrobiłem pierwsze kroki ku temu z Max, ale potrzeba jeszcze wielu. Może badania zainteresują Markusa, co pozwoli mi spłacić u niego długi, zachęcić go do wejścia głębiej. Przeproszę pewnie Zuzię, że zniknąłem bez pożegnania, to jedyna osoba, którą kochałem w swojej rodzinie. Znajdę Alicję i poproszę o jeszcze jedną szansę, wszak, oddałem jej swoje całe życie za jeden pocałunek. Będę potrzebował też domu, własnego schronienia, w którym będę mógł żyć dalej. Kto wie, może znajdę kiedyś nowe stworzenie. Będzie moją “Olimpią” pędzla Maneta, wiszącą w pokoju Sama. Piękny i obraźliwy zarazem, gdy poznaje się jego prawdziwą historię. Takim może być przywilej posiadania pupila, gdy otoczy się go odpowiednią troską. Gdy samolot kołuje, ja na nowo szykuje się, by zniknąć z ich świata. Jestem już człowiekiem, mamo, tak jak chciałaś. Patrzysz na mnie takim zawsze, kiedy zasypiam.

    Pierożek i Aisza zasnęły na kanapie pod kocem, oparte głowami o mój bok w dość miłosnej pozie. Na telewizorze wciąż leciał Stalowy Gigant. Ostatnia cząstka błyszczała, dając nadzieje Hogarthowi, że jego wielki przyjaciel wciąż tam jest. Jeszcze raz spoglądam na ostatnie zdania. Mama mówiła, że tata nie mógł dobrze spać, a płytkość jego snu była legendarna, ale to… Ciocia powiedziała, że tata zabił swoją mamę i posłał ich ojca na wózek. Zdaje się, że Max Grimery wiedziała, co robi, tak jak tata mówiący Majce o tym, jak bardzo ją kochał. Teraz to rozumiem. Salomon jako jego “kopia”, która dysponowała takim intelektem i pełnią sił, miała możliwość wykorzystania pełni potencjału. A jednocześnie wychowała go tak, by był jak najbardziej jak tata bez bólu. Przez to był w stanie opiekował się swoimi dziećmi i bronił się dla nich. Był tym, który zdołał zasmakować wolności od strachu i bólu.
    Dyskretnie wstaje, by ich nie obudzić, idę do wiszącej w korytarzu kurtki, której nie miałam odwagi włożyć przez długi czas. W kieszeni wymacuje sześcienne pudełko z kokardką. Wciąż ta sama karteczka. „Dla smutnej dziewczynki”. Wolno wracam na kanapę i powoli je otwieram. W środku, po wielokrotnym machaniu w mojej kieszeni leży na brzuszku podobna do tygryska Coli maskotka z włóczki, ale długie uszka wiszą niczym szelki przy jej ciele, a biały kolor kojarzy się ze śniegiem. Naszyta mordka wydaje się zdziwiona. Poniżej jest tylko jedna, mała karteczka. Zapisano na niej „Maja powiedziała, że lubisz króliczki.” Uśmiecham się, patrząc na niego i mocniej przytulam do nich, ściskając go przy sercu.
    Tym razem, będąc w ciemności snu, widzę tylko dwoje dużych oczu. Przerośnięty czarny jak smoła pies idzie, stawiając łapy cicho w ciemności, ale im bliżej jest mojego więzienia. Zatrzymuje się przed klatką i otwiera pysk, ukazując kły. Zaczyna z niego lecieć krew, srebrna jak rtęć. Czaszka zaczyna pękać z trzaskiem, gdy wysuwa się z niej poroże. Grube psie łapy przemieniają się w chude nogi. Krew ochlapuje futro, wybielając je. Chociaż jest młodszy niż tamten, zdaje się równie piękny. Układa swoje rogi między pręty i zaczyna je wyłamywać, naciskając na nie z całej siły, by się do mnie dostać. Wyciągam dłoń i głaszcze łysy z wierzchu pysk, a ciepły oddech spływa na moją dłoń. Patrzy na mnie swoimi brązowymi oczami. Święty Jeleń wrócił, chociaż tamten, który go nawoływał, odszedł już daleko.
    Tylko tyle, że Ciebie też nigdy nie da się mieć na własność, prawda?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Nie wiem czemu formatowanie znów wyrąbało tak dziwnie, ale chyba nic już nie poradzę :C

    Inspiracje, czyli odrysowane:
    Max Grimery – Chanell Heart – osobiście nie przepadam za czarnoskórymi kobietami (jak już to jedynie karmelowymi w stylu młodszej Alizee), ale jednak warto było znaleźć jakąś by porządnie opisać jej postać, prawda? 
    Luke – tak, ten śmieszny kastrat w stylu dziewczyny też był kimś inspirowany! A konkretnie Kristine Kahill 

    No hej, dzisiaj trochę krócej (10 stron zamiast 13 stron, które musiałem potem ciachać, bo wchodzi tylko 12 stronę i dowiadywałem się o tym fakcie jak już wisiało) – ale za to trochę wyjaśnienia dlaczego Sara była dla Dawida taką ważną rzeczą, więcej faktów na temat jego relacji z Max Grimery, która urodziła jego klona, Salomona [jakby nadal ktoś miał wątpliwości co do plot twistu vol 6].
    Do końca przygód Właścicielki zostały nam już tylko trzy części (vol 8, 9 i 10). Vol 8 na ten moment (czyli jak pisze te słowa) ma już 4 strony, ale kiedy się pojawi nie wiem.

    Mam nadzieje, że nadal jesteście tutaj ze mną i macie siły czytać tą opowieść dziwnej treści. Dłubie sobie w samej koncepcji Neli oraz w mniejszym projekcie “nastoletnich fantazji”, wyjątkowo w męskiej perspektywie, które lepiej dopasują się do tego co misie lubią najbardziej, a nie fabularyzowane erotyczne-dramaty bardzo dziwnej rodziny ludzi posiadających ludzi. Pozdrawiam w ten tłusty czwartek, Konrad.

  • Wycieczka szkolna cz.2

    Tymi dwiema koleżankami były Ania i Sabina. Podniecało nas to, gdy na nie patrzyliśmy, a szczególnie to co robiły. Ania – szczupła długowłosa brunetka średniego wzrostu o jędrnej pupie i niemałych piersiach i Sabina – też długowłosa, ale blondynka z na prawdę dużym tyłkiem i niemałymi balonami. Sabina siedziała rozkraczona na sedesie nago, a przed nią klęczała Ania w samych stringach i lizała jej muszelkę. Wielkie było ich zdziwienie, kiedy w drzwiach stanęliśmy nago z Olą, ja ze sterczącym chujem a ona mokra miedzy nogami. Nie mniej zaskoczył nas ich widok
    – Co wy tutaj robicie? – zapytała Ola
    – A po co wy tutaj przyszliście? – zapytała Ania ocierając twarz z soczków Sabinki
    – My przyszliśmy wziąć prysznic
    – Razem?
    – Tak bo co nie wolno?
    – No … wolno – powiedziała Sabina
    – A wy co tutaj wyprawiacie?
    – Eee no my ….. – jąkała się Ania
    – Po prostu chciałyśmy się przeruchać jak lesbijki – wreszcie odparła Sabina
    – No a nie chciałybyście we 4? – zapytałem
    – A wy chcecie?
    – My tak.
    – Ja chętnie bym was zasmakowała
    – A ja mógłbym przemierzyć chętnie wasze dziurki – spojrzały się na siebie. Sabina wstała ukazując całą figurę i ruszyły w naszym kierunku. Sabi do mnie, Ania do Oli. Momentalnie zaczęły nas całować.
    – widzę że masz gotową maszynę
    – Nie mylisz się – mówiliśmy przez namiętne pocałunki, gdy siedziała mi na rękach ocierając delikatnie cipką o czubek kutasa
    – chciałbyś się zanurzyć we mnie prawda?
    – jak najbardziej tak samo, jak chciałbym spróbować twoich sutków kochana
    – więc opuść mnie na niego czekam aż mnie rozepcha – Zatem całując się by nie jęczała zacząłem zsuwać ją na sterczącą do góry pałę. Gdy nabiła się cala zacząłem ją delikatnie podrzucać zadając nowych rozkoszy. W tym samym czasie dziewczyny całując się przechodziły w oral. Olcia usiadła na brzegu wanny stojącej w kącie rozszerzając nogi i uwidaczniając mokrą gładziutką i różowiutką szparkę, by Ania mogła zanurzyć w niej swój język. W tym akurat momencie moja blondyneczka zaproponowała przejście na pieska. Zgodziłem się, a ona ustawiona w kierunku Ani wypięła do mnie tyłeczek zachęcając do wejścia. Sabina w tym czasie też zdarła z Ani te stringi i zanurzyła język w cipeczce. Sam w tym momencie ostro ruchałem jej własną. Wreszcie odpłynęła ona i Ola. Poczułem to po tym jak osunęła się bezwładnie, zrobiła się czerwona i czułem na penisie mocne skurcze. Anka wstała i nawet nie wycierając twarzy z soczków powiedziała:
    – teraz chyba pora na nas by finiszować. Mówiła to z rękami zaplecionymi za moimi plecami stojąc blisko i mówiąc uwodzicielsko.
    – może we mnie tez byś zagościł?
    – pierw chyba trzeba się pozbyć tego co masz na twarzy – i całując się powoli zlizywałem z niej soczki Oli. Wreszcie stanęła pod ścianą wypinając swoją pupę, zagłębiłem się w jej dziurce rozkoszy masując od tyłu jej łechtaczkę. Nie trzeba było długo czekać na efekty tych działań bo sama prawie od razu doszła
    – teraz pora na Ciebie – usłyszałem głos Sabiny – chce zasmakować twojej spermy
    – tak samo jak ja – wtrąciła się dysząc Ania – to połóżcie się na sobie to wystrzelę miedzy wami – tak też zrobiły. Ania leżąc na Sabinie stykała się cipkami. Penisem wcisnąłem się między nie i po chwili wkładania i częściowego wyciągania pomiędzy ich stykającymi się łonami była sperma. Bez wahania zaczęły ją sobie wzajemnie wylizywać w 69 w tym czasie dałem kutasa Oli by wyssała resztki z niego. We 4 się wykąpaliśmy i zaproponowaliśmy z Olą by resztę nocy przespały u nas . Zgodziły się, ale postawiliśmy 1 warunek. Śpimy wszyscy nago. Na to też przystały. Czułem jak Ola też chciała zasmakować tej spermy, albo poczuć ją w sobie, wiec gdy już leżeliśmy to ustawiłem się przodem do niej by móc spokojnie w łóżku wejść do niej. Za mną Ania przytulając się cycusiami do pleców, a cipeczką do pośladków. Sabina tak samo robiła Oli. Gdy już wbiłem się w Ole, to gdy lekko ruszaliśmy biodrami podniecony dotykiem jej samej i koleżanki z tyłu doszedłem w niej masywnie. Podziękowała za to wielkim pocałunkiem i odwróciła się w stronę Sabci. Ta wyciągnęła z szafki podwójnego dildosa którego wsadziła sobie w dziurkę tak samo robiąc Sabinie i brudząc sobie rękę spermą która dała koleżance do wylizania.
    – Aniu skoro nawet one mają w cipkach coś to też byś chciała?
    – oczywiście że tak – bez wahania wbiłem się też w nią i spuściłem. Usnęliśmy tak wtuleni w siebie. Obie pary czekając na następny dzień.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz
  • Wyspa szczescia – 10.

    Część 10.

    Na imprezie nie pojawiły się „Bliźniaczki”. Ani jedna, ani druga zwyczajnie nie chciała dzielić się partnerką i była o nią zazdrosna… Kiedy reszta intensywnie bawiła się w pokoju Aldony i Agaty, Alicje zamknęły się w swoim i ten czas spędziły tylko we dwie. Od razu rozłożyły prześcieradło na jednym tapczanie, położyły się na nim i kochały. Nie przykryły się kołdrą ani kocem. Chciały widzieć siebie w trakcie seksu. Do tego również nie potrzebowały towarzystwa innych dziewczyn. Wystarczająco zaspokajały się nawzajem i były pewne, że dzisiaj Gabrysia nie wpadnie z jakimś chłopakiem. Wiedziały, że wybierała się na imprezę do Aldony. Po udanym, długim seksie, spocone, zmęczone i spełnione poszły pod prysznic, a potem położyły się na drugim pościelonym tapczanie. Tuliły się, głaskały, rozmawiały szeptem. Były szczęśliwe. Ich ręce nie mogły uspokoić się. Wyczerpane zasnęły przytulone do siebie.

    Rano ich sen zakończył intensywny dźwięk budzika w telefonie. Po wysłuchaniu radiowych wiadomości, przy zbyt głośno ustawionym radiu, wstały nagie i razem poszły pod prysznic. Odświeżone zaczęły przygotowania do wyjścia na śniadanie.

    *

    – Natka, chodź tu! – zawołała Aldi. Dziewczyna stała tuż za kocami, przy ścianie łazienki. Natalia posłusznie dotarła do niej. – Nooo, czas pobawić się młodą sunią – mruknęła Aldona.

    Natalia wydawała się speszona zaproszeniem. Mimo ciemności wyobrażała sobie starszą koleżankę. Wiedziała, że jest silniejsza, znacznie starsza, trochę wyższa, bardziej doświadczona, potrafi być agresywna. Te cechy Aldi przytłaczały Natalię. Stanęła przed nią i czekała.

    – No i co? – mruknęła kapryśnie Aldona. – Na kolana!

    Dziewczyna bez słowa wykonała polecenie.

    – Nadal czekasz? – Aldona była lekko zirytowana. Delikatnie chwyciła koleżankę za włosy i twarzą przycisnęła do krocza. – Popieść mnie – wycharczała. Była podniecona samą dominacją nad Natką. Teraz czekała na więcej.

    Natalia wysunęła języczek i zaczęła przesuwać nim po wargach. Była zaskoczona. Poczuła, że są wilgotne. Z ciekawości przesunęła języczek w dół i poczuła więcej wilgoci. Wejście do pochwy było mokre! Aldona była bardzo podniecona. Łagodnie przesuwała językiem po łechtaczce. Raczej muskała niż dotykała. Oddychała otwartymi ustami, ogrzewając ciepłym powietrzem krocze kochanki. Podniecona Aldi głośno wciągnęła powietrze. Wtedy Natalia oparła się dłońmi o uda kobiety i schowała języczek. Pocierała łechtaczkę wargami.

    Tak mocna pieszczota spowodowała, że Aldona głaskała ją po włosach tylko jedną dłonią, a drugą miętosiła własną pierś. Odchyliła głowę i oparła ją o ścianę. Na pewno nie myślała w tej chwili o Halinie i pięciu minutach. Natalia otworzyła usta i chwyciła łechtaczkę zębami.

    – Oj, suczko! Ostra jesteś! – cicho syknęła Aldona. Była zadowolona. Natalia wpiła się palcami w uda kochanki i delikatnie uciskała zębami łechtaczkę. Syk przeszedł w niski pomruk. Natalia nadal przesuwała zęby po łechtaczce, kąsając ją. Robiła to, coraz dłużej przyciskając zęby i coraz mocniej. Siłę nacisku zwiększała co kilka ucisków. Kiedy wydawało się, że Aldona opanowała podniecenie, do pochwy wślizgnęły się dwa palce. Głośny syk dał znać, że pieszczota jest skuteczna. Nogi dziewczyny były naprężone. Jedną ręką trzymała się ściany i drugą maltretowała pierś. Dwa palce wysunęły się z łechtaczki i wróciły trzy. Zaczęły przesuwać się jak tłok, wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły. Pomruk zamienił się w ciche buczenie. Natalia prawie gryzła łechtaczkę. Do pochwy weszły cztery palce. Były brutalne. Wchodziły dynamicznie, prawie jak uderzenie i wolno wycofywały się. Kolejne uderzenie i znowu powolne wycofywanie. Nigdy nie wiedziała jak bardzo zostaną cofnięte palce, żeby ponownie uderzyć. Każde uderzenie przybliżało do orgazmu. Rytm nie miał znaczenia.

    – Tylko nie przerywaj! Nie przerywaj! – myślała rozgorączkowana Aldona. Teraz zgodziłaby się na wszystko, byle kochanka dokończyła brutalnej pieszczoty.

    Nagle cztery palce zaczęły rytmicznie uderzać w pochwie, a Natalia, nieznacznie odchylając głowę ciągnęła zębami łechtaczkę. Aldona zawyła, wcisnęła pięść w usta, żeby stłumić wycie i mimowolnie ugięła nogi w kolanach, rozchylając uda. Natka puściła łechtaczkę i lekko ucisnęła ściankę pochwy palcami. Kobieta rzucała głową na boki i w końcu znieruchomiała. Po kilku sekundach wyjęła dłoń z ust i ciężko oddychała. Czułym gestem zmierzwiła Natalii włosy. Jeszcze trochę trwało aż w końcu odezwała się. Półprzytomnie spojrzała przed siebie i z wysiłkiem głośno wyszeptała:  

    – Laski, koniec zabawy z Halinką na wyłączność! – ramieniem i głową opierała się o ścianę. Ciężko oddychała, ale była zadowolona. Drugą ręką trzymała Natkę za włosy. – Kuźwa, mała ma fach w ustach! – gorączkowo zastanawiała się, jak ją na dłużej związać ze sobą. Już po zgrupowaniu.

    *

    Jak na komendę trzy dziewczyny odsunęły się od niej. Usłyszała tylko chichoty i szepty. Nie była aż tak nieatrakcyjna, jak błędnie interpretowała reakcję koleżanek, ale inne dziewczyny też chciały zabawić się z tymi trzema, więc na sygnał Aldony momentalnie zaanektowały je. Próbowała złapać jedną, ale tamta była szybsza. Ściągnęła więc apaszkę, jednak ciemności nie pozwalały rozpoznać dziewcząt. Niestety, latarka pod stolikiem nie ułatwiała zadania. Halina markotna siedziała na stoliku. Podeszła do niej jedna z dziewcząt.

    – Hej, poliżesz mnie? – szepnęła namiętnie. Po zapachu perfum czy dezodorantu nie potrafiła jej rozpoznać. Dotknęła ciała. Pogłaskała nieduże, jędrne piersi. Brodawki sterczały. Dziewczyna zamruczała w reakcji na ten gest i zanurzyła dłoń we włosy Haliny. Kobieta masowała łechtaczkę i pierś dziewczyny.

    – Poliżesz mnie? – zapytała ponownie. Tym razem szept był bardziej natarczywy.

    – Tak, ale później. Najpierw wsadź mi dłoń do pochwy, ale powoli.

    – Naprawdę?! – zdziwiony szept prawie przeszedł w pisk.

    – Tak, zrób to! – teraz Halina stawała się niecierpliwa.

    *

    – Laski! Wypad! – Aldi z wrodzoną grzecznością wyprosiła z łazienki dziewczyny, które zamierzały tam spędzić upojne chwile. Niechętnie wyszły do pokoju. Organizatorka imprezy zostawiła otwarte drzwi do łazienki i na moment otworzyła drzwi wejściowe. Jakaś postać szybko przemknęła do łazienki. Światło słabo docierało do pokoju. Nie minęła minuta. Światło w łazience zgasło i Aldona pojawiła się w pokoju. Podeszła do stolika, zatrzymała odtwarzanie muzyki i wróciła na poprzednie miejsce.

    – Uwaga! Dziewczyny! Obiecałam niespodziankę, nie? – wszystkie odwróciły się w jej kierunku. – Niespodzianka stoi za mną. To chłopak, który jest dzisiaj do waszej dyspozycji. Jest już nagi, założył gumkę i maskę, więc nie szarpcie go za twarz. Od kilku lat jest pełnoletni, na imię ma, powiedzmy, Adam. Nie pytajcie go, skąd jest, on też nie będzie pytał. Nie musicie podawać mu prawdziwych imion. W ogóle nie musicie z nim rozmawiać. Jakby co, więcej gumek jest w łazience. – Aldona wzięła głęboki wdech.

    Dziewczyny stały zaskoczone. Taka niespodzianka! W milczeniu słuchały koleżanki. Pomysł Aldony zdumiał je. Żadna jeszcze nie ochłonęła z wrażenia po informacji organizatorki imprezy o niespodziance. Czegoś takiego nie spodziewały się! No i jego wejście. One nagie, on nagi. Wszystkie próbowały dojrzeć i rozpoznać chłopaka.

    – Jasne, Adam. Już w to wierzę – szepnęła jedna z dziewczyn. Koleżanka głaskała ją po udzie. Nie wszystkie zamierzały rzucić się na chłopaka. Inna, rozbawiona komentarzem, potaknęła cichym mruknięciem. Chociaż nie rozmawiały o tym, każda przypuszczała, że jest jednym ze zgrupowania piłkarzy. Myliły się.

    – Gdzie tu jest woda? O, już wiem – spragniona Aldona rozglądała się, przytrzymując biust. Przy energicznych ruchach, kiedy była nago, sprawiał problemy. – O czym mówiłam? Acha, więc dzisiaj Adaś ma zaspokoić każdą, która będzie miała ochotę na seks z facetem. Spełnia nasze życzenia! Nie krępujcie się! Jeżeli się nie sprawdzi, wyprosimy go. Tylko pamiętajcie, nie mam zmiennika! Chłopak nie zna was. Nawet nie wie, ile jest tu dziewczyn z naszego zgrupowania, a ile z miasta i wczasowiczek. Wie, że wszystko ma pozostać w tym pokoju. Dziewczyny! On wszystkim na pewno nie da rady, więc do dzieła! Miłej zabawy!

    – Chodź tu, penisku! – cicho pisnęła jedna z obecnych.

    Aldi odwróciła się do chłopaka i solidnie klepnęła go w pośladek. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Mimo ciemności strzał był celny.

    – No, ruszaj ogierze na podbój potrzebujących! Już któraś wzywa ciebie – rozejrzała się w ciemnościach. – Przypominam! Nie zapalamy światła!

    Chłopak pod wpływem klapsa zrobił krok do przodu, zatrzymał się i cofnął:

    – Cześć, dziewczyny. Miło mi, że jestem z wami. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy zadowoleni. Która ma ochotę spróbować jako pierwsza?

    *

    Dziewczyny tuliły się w parach, ale wyczuwało się zaskoczenie, które przeradzało się w konsternację. Chłopak wśród nich! Bez żadnej zapowiedzi! Łał! Szok! Jego obecność zamiast ucieszyć, paradoksalnie onieśmielała większość z nich. Różnych rzeczy spodziewały się po Aldonie, ale nie były przygotowane aż na TAKĄ niespodziankę! Niektóre poczuły się nieswojo, stojąc nago. Dopiero po chwili uświadomiły sobie, że nie widzą go, a i on nie zdoła rozpoznać ich twarzy. Jednak żadna nie ruszyła w jego kierunku. Niektóre tuliły się do kochanek, udając, że nie są zainteresowane taką niespodzianką.

    O facetach rozmawiały wielokrotnie. No, prawie przy każdej okazji. Wszystkie już współżyły. Niektóre w prywatnych rozmowach dzieliły się intymnymi przeżyciami, opowiadając o facetach, z którymi były, ale chyba tylko Aldona uczestniczyła w seksie grupowym! Co innego taki seks z koleżankami, które nago oglądały po każdym treningu w szatni i pod prysznicem. Dobrze znały się, widywały się w zasadzie codziennie i pomysł wspólnego seksu uznały za ekscytujący, ubarwiający ciężki i monotonny obóz treningowy. Ale facet! Nieznajomy?! Dlatego stały i patrzyły w jego kierunku. Czekały na najodważniejszą spośród nich.

    – Coś takiego, same lesbijki! – mruknął z ironią „Adam” i rozglądał się, czy któraś nie zbliża się do niego. Penis nadal mu sterczał. – Tyle dziewczyn! I tylko ja! Marzenia się spełniają – pomyślał z radością. Nie musiał długo czekać na realizację kolejnego.

    W jego kierunku ruszyła jedna z dziewczyn. Po krótkiej rozmowie zostawiła swoją koleżankę, szybko podeszła, zatrzymała się przed chłopakiem, a po chwili wahania delikatnie chwyciła penisa.

    – Cześć. Noo, spory jesteś! – wyszeptała zadowolona Halina. W jej głosie bez trudu wyczuwało się podniecenie.

    – O, masz spore piersi. Super! – zrewanżował się i macał zachłannie. – I fajne ciałko. Lubię takie – puścił jedną pierś i pomacał pupę, a teraz wierzchem dłoni pocierał krocze, drażniąc łechtaczkę. Był równie bezpośredni. W końcu impreza miała jednoznaczny charakter. Anonimowa dziewczyna mile zaskoczyła go obfitym biustem. Takie lubił najbardziej, a jego partnerka była szczupła i miała drobne piersi. I znacznie mniejsze potrzeby seksualne niż on.

    Od razu zgodził się na propozycję Aldony. Widywali się codziennie. Kiedyś pogadali, potem spotkali się i po wszystkim uznali, że mają podobne… upodobania. W rezultacie owej znajomości dzisiaj z przyjemnością występował w roli „aktywnego” i jedynego gościa na tej imprezie. Właśnie cieszył swoje dłonie dotykiem tych sporych piersi. Jednak z tą dziewczyną coś było nie tak… Coś mu nie pasowało. Na razie nie potrafił tego wytłumaczyć. Jej namiętny szept nie ułatwiał rozwiania wątpliwości.

    – To fajnie, dzięki. Jestem… Alexis” – ucieszona komplementem jeszcze wypięła biust i śmiało stanęła w rozkroku. – Masz mnie wylizać. I dobrze nawilżyć. – Drugą ręką zmysłowo głaskała go po klatce piersiowej. Beskutecznie próbowała w ciemnościach dojrzeć szczegóły jego ciała. Pod dłonią wyczuwała twarde mięśnie. Chłopak musiał ćwiczyć. Ruchy dłoni, nacisk na ciało, masowanie penisa i próba przyciśnięcia bioder do jego ciała zdradzały ogromne pożądanie kobiety. Był szczupły, dobrze zbudowany. Tacy mężczyźni podniecali ją. Mąż nie dbał o sprawność fizyczną, w ogóle nie ćwiczył, dlatego sprężyste, umięśnione ciało nieznajomego działało na nią jak afrodyzjak. Nie byłaby w stanie oprzeć się takiej okazji.

    Chłopak bez słowa ukląkł na jedno kolano i językiem zaczął pieścić kobietę. „Alexis” wczepiła się dłońmi w jego włosy i już po chwili cicho stękała. Koleżanki stały i przyglądały się parze. Powoli zaskoczenie i konsternacja mijały. Większość była ciekawa i… też chciała spróbować! Na razie z ciekawością przyglądały się i próbowały kontynuować zabawę z koleżankami. Jednak seks tego anonimowego chłopaka z „Alexis” był tak podniecający! Niejedna już chciała być na jej miejscu. Właśnie naga dziewczyna ruszyła w kierunku oglądanej pary. Zaskoczone patrzyły na nią z ciekawością. Czekały. Impreza rozpędzała się.

    *

    Cdn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Dominacja w Bilgwater (League of Legends)

    Dla osób nie obeznanego z postacią Evelyn z League of legenda polecam przeczytać jej biografię przed przeczytaniem opowiadania zapraszam do czytania. Kolejna zimna noc nastała w Bilgwater, nic się nie zmieniło na tej wyspie przez wiele lat. Pijani ludzie imprezowali w najlepsze ciesząc się ilością znakomitych trunków i towarzystwem pięknych kobiet. Jednak w tym zapijaczonym mieście można było zobaczyć zakochaną nastoletnią parę spacerującą przez ciasne uliczki unikając wszelkiego niebezpieczeństwa. Jednak w cieniach tego tajemniczego miasta ukrywała się mroczna istota karmiąca się ludzkim cierpieniem. A jej imię brzmiało Evelyn. Nikt nie wiedział o jej istnieniu, to dzięki temu że jej ofiary nigdy nie uchodziły z życiem. Jej apetyt na ludzkie cierpienie wzrastał z każdą chwilą, kiedy tylko oglądała tą zakochaną parę. Chciała złapać ich obu lecz to byłoby trudne by uwieść dziewczynę swoją ludzką kobiecą formą. Lecz nie żywiła się przez prawie tydzień z powodu nie dawnej parady. Wszyscy się spili alkoholami i wszyscy kochali się z wszystkimi. Mimo że to byłaby idealna okazała by łapać ofiary nie dałoby by jej wystarczającej satysfakcji z powodu alkoholu który tłumił większość bólu. Chłopak który szedł z dziewczyną był wysoki, zbudowany jak typowy nastolatek, miał brązowe włosy i ciemno brązowe oczy. Z kolei dziewczyna miała długie rudawe włosy, smukłą twarz, nie posiadała dużych piersi czy dużych bioder lecz jej urok był zniewalający – pójdziemy do mojego domu?- dziewczyna złapała chłopaka z nadzieją że zgodzi się na propozycję – Możemy pójść – obaj skręcili w jedną z licznych uliczek idąc w stronę domu dziewczyny. Evelyn dalej śledziła swoje ofiary czekając na idealny moment by zaatakować. Zakochana parka w końcu doszła do miejsca docelowego i zmarznięci spojrzeli na siebie i się pocałowali. Obaj weszli do środka i zamknęli drzwi, w środku nie zamknęli okna dzięki czemu było widać idealnie co robią w pokoju. Nagle chłopak i dziewczyna zaczęli się namiętnie całować i zdejmować z siebie ubrania. Evelyn podniecona tym rozwojem wydarzeń podeszła bliżej by mieć lepszy widok na sytuację. Kiedy tylko ich zobaczyła poczuła coś nowego, nie czuła głodu by zadać komuś bul, lecz poczuła coś pomiędzy. Poczuła jak pomiędzy jej nogami jej pochwa zaczęła robić się wilgotna. Para leżała naga w łóżku kochając się jakby nie było jutra. Chłopak leżał na plecach trzymając piegowate biodra dziewczyny unosząc je w górę i w dół. Na jej nagich piersiach także widniały piegi dodając jej jeszcze więcej uroku. Evelyn nie mogła wytrzymać z podniecenia, z zachwytem przyglądała się jak wielki penis chłopca penetrował cipkę dziewczyny. Evelyn wzięła swoje palce włożyła je pomiędzy swoje czarne materiałowe slipki i zaczęła masować swoją cipkę. Chłopak rozdziewiczał cipkę dziewczynę jeszcze przez dwie minuty nim obaj doszli do orgazmu. Pościel na łóżku była mokra od potu i soków dziewczyny. Obaj położyli się obok siebie szczęśliwi że w końcu się kochali. Cipka dziewczyny była wypełniona spermą chłopaka i wyciekała na boki. Chłopak zmęczony po seksie poszedł do kuchni gdzie mógł napić się wody. Evelyn wciąż napalona na tortury i seks, znalazła w tym okazje by złapać chłopaka. Zmieniła się w swoją materialną formę dziewczyny, miała duże piersi z cienkim czarnym skórzanym stanikiem, miała też duże jędrne pośladki z czarnymi cienkimi slipkami przez co było widać jej cały tyłek. Jej palce miały długie paznokcie którymi mogłaby przeciąć mięso. Evelyn szybko skradła się za plecami chłopaka i delikatnie przeszła palcami po jego plecach. Chłopak przez chwilę zaskoczony zaniemówił widząc piękną formę kobiety – chcesz mnie chłopcze? – Wymawiając te słowa przejeżdżała palcami po swoich miękkich cyckach – Tak, jeżeli można – Chłopak oczarowany jej urodą nie potrafił kontrolować tego co wypowiadał – Jeżeli tak to wyliż moje buty – Chłopak jak najciszej by nie zrobić hałasu kucną i zaczął lizać czarne lateksowe obcasy – Evelyn podnieciła się tym jeszcze bardziej, chciała go posiąść w tej chwili, jednak wiedziała że została jaszcze dziewczyna. -Chłopcze? -Tak pani? Nie przestawał całować i lizać jej butów odpowiadając na pytania. -Chcesz mnie? Penis chłopca urósł natychmiastowo, był on długi i twardy zdolny zadowolić każdą kobietę. -Musisz coś dla mnie zrobić. -Dla mojej pani wszystko. Jej buty były nie mogły być już bardziej mokre od jego śliny. -Przyprowadź tu swoją dziewczynę i nic o mnie nie mów. Jak zachipnotyzowany wstał i poszedł do pokoju obok. Wrócił z nagą dziewczyną i stali obaj nadzy na środku pokoju. -Co chciałeś mi pokazać? Z cienia wyszła Evelyn stawiając uwodzicielskie kroki, ruszając biodrami na boki podeszła do dziewczyn czekając na jej reakcję. Dziewczyna tak jak chłopak zaniemówiła i zaczęła do niej powoli podchodzić. Dziewczyna wyciągnęła nieśmiało rękę i lekko zawstydzona zapytała – Mogę dotknąć? – Dziewczyna wskazała na jej piersi ukryte za taśmą. Evelyn była szczęśliwa że udało się jej ją uwieść – Oh dziewczynka lubi dziewczyn? – Rudawa dziewczyna zabrała rękę i zakryła nią swoje nagie ciało – nie ma czym się wstydzić – położyła rękę na jej policzku i przejeżdżała kciukiem wokół jej ust – Jednak jeżeli chcesz ich dotknąć, musisz być posłuszna – dziewczyna natychmiastowo klęknęła trzymając głowę na wysokość jej cipki i czekała na klęczkach jak posłuszny niewolnik- Dla mojej pani zrobię wszystko – Cipka Evelyn zrobiła się ponownie wilgotna i soki zaczęły spływać po jej gładkich udach. Evelyn patrząc z satysfakcją na klęczącą dziewczynę i stojącego w rogu chłopca zaczęła robić się kreatywna. Zobaczyła na ścianie cienką rybacką linę co dawało jej wiele możliwości. Dziewczyna jednak cały czas przyglądała się udom Evelyn i ściekającymi po nich soki. Evelyn wiedziała czego pragnęła, lecz musiała jeszcze chwilę poczekać, spojrzała na chłopca czekającego w rogu i z zazdrością patrzył na swoją dziewczynę która stała tak blisko swojej nowej pani. Widząc to Evelyn pokazała palcem na niego i kazała mu do nie przyjść. -Choć tu do mnie nie chłopcze. Chłopiec zrobił krok, lecz Evelyn odrazy go zatrzymała. -Na czworakach. Odrazu klęknął i położył ręce na ziemi i zaczął podchodzić do niej wolnym krokiem pod jej stopy. Gdy tylko zatrzymał się czekając na dalsze rozkazy położyła obcas na jego plecach. -Od dziś jesteś moim psem, od dziś obaj macie nazywać mnie swoją panią. Obaj dopowiedzieli chórem. -Tak, pani. Evelyn zdjęła obślinioną przez chłopca buta i wytarła go o jego tors. Kiedy skończyła go wycierać, sprawdziła gdzie jej soki dopłynęły. Jej soki dopłynęły aż do jej stóp gdzie zaczęły wypełniać buty, dziewczyna z uprawnieniem patrzyła na to ciesząc się jej bliskością. -Suko. -Tak pani? Usiadła na krześle, zdjęła buta i przyłożyła jej do twarzy. -Zliż moje stopy i pokaż jak bardzo jesteś mi wierna. Dziewczyna odrazu wyciągnęła język i zaczęła lizać jej stopę. Dziewczyna zlizywała słone soki i pot z jej gładkiej pięty. Przełykając każdą kropelkę soków swojej pani dziewczynie ponownie było wilgotno pod nogami. Evelyn zawarzyła ten szczegół i zaczęła tworzyć plan jak zadowolić się swoimi dwoma psami. -Psie. -Tak pani? -Przynieś mi tą linę. Chłopiec przeczołgał się po pokoju, złapał dwudziesto metrową linę zębami i wrócił do swojej pani. Odkładając linę pod same stopy dominy, Evelyn widząc jak nisko schylił się jej niewolnik położyła jej nogę na jego głowie dociskając ją do ziemi. -Pamiętaj psie, jeżeli się tylko zawahasz lub jeżeli mnie nie zadowolisz to popamiętasz gdzie jest twoje miejsce, rozumiesz? -Tak pani. Odłożyła nogę pod jego twarz. -Suko przestań lizać moją stopę. Dziewczyna nie przestawała lizać mokrej stopy Evelyn. -Suko kazałam przestać. Nie słuchała, dalej lizała stopy, dziewczyna odczuwała z tego dużą przyjemność i nie mogła przestać. -Dosyć. Evelyn złapała dziewczynę za włosy i pociągnęła ją do siebie. -Kazałam ci przestać suko, jeżeli nie rozumiesz może coś innego ci przemówi do rozsądku. Rzuciła ją o ziemię, złapała linę i obróciła dziewczynę na brzuch. Dziewczyna bez opierania się położyła ręce za siebie i czekała jak jej pani ją skrępuje. Podniecona tym dziewczyna pragnęła orgazmu. Evelyn spętała jej ręce za jej plecami łączą je z włosami od tyłu, przełożyła sznur również przez jej cipkę zakładając na nią szubienicę. Przez to jeżeli dziewczyna chciała ulżyć bul z ciągniętych włosów musiała zacieśnić szubienicę na szyi, a jeżeli chciała rozluźnić sznur na szyi musiała pociągnąć za włosy. Była to tortura która nie miała końca, Evelyn jednak związała ją tak by mogła w każdej chwili skrócić sznur przy jej cipce. -Pani to mnie zbyt poddusza. Evelyn uśmiechnęła się szyderczo, podziwiając swoje dzieło pociągnęła za sznur z pomiędzy jej piersiami zacieśniając sznur na jej szyi jeszcze bardziej. -To jest kara suko, nie masz tutaj głosu. Dziewczyna starała się złapać oddech kiedy jej pani ją trzymała. -Teraz czas na ciebie chłopcze. Chłopiec nadal na czworakach, podniósł głowę i z zawstydzeniem spojrzał na swoją spętaną dziewczynę. -To nie jest już twoja dziewczyna. Przykucnęła przed jego twarzą i pocałowała go w usta wsuwając swój język do jego buzi. Kiedy się odsunęła chłopak ponownie się podnieciła stawiając jego penisa na baczność. -Nie wyobrażaj sobie niczego psie, jesteś tylko moją psią zabawką, jesteś niczym, jesteś moją własnością. -Tak pani. Wzięła liną i jego też zaczęła związywać. Lecz wpierw kazała mu znaleść coś długiego i okrągłego. Chłopiec wrócił z drewnianą miotłą w zębach i podał pani do ręki. -Oh piesku to będzie dla ciebie coś bolesnego. Chłopiec niczego nie świadomy nadal przyglądał się dekolcie swojej pani. Mimo że starał się odwracać wzrok to Evelyn cały czas go przyłapywała. By przeszkodzić jego braku szacunku do swojej pani, zdjęła stanik ukazując swoje różowe sutki i przykryła nim jego oczy. -Pani dlaczego to zrobiła? Evelyn spojrzała na jego poirytowaną twarz i karmiła się jego cierpieniem. Cicho skradła się za jego tyłkiem i swoimi ostrymi pazurami przecięła gładko zakończoną część miotły i klęknęła przy jego odbycie. Był on czysty i nie miał żadnych włosów. Przejechała palcem wokół niego, chłopiec zaskoczony wzdrygnął ze strachu. -Bardzo ładne psie, pewnie je liżesz. Chłopiec tym się podniecił sprawiając że powoli sięgał ręką do penisa. Jednak Evelyn odrazy złapała go za tą rękę i wzięła ją za jego plecy. -Nie pozwoliłam ci się ruszać kundlu. Złapała również jego drugą rękę i związała za jego plecami. Złączyła również jego nogi by nie mógł chodzić. Połączyła jego ręce z nogami przez co był nie zdatny do ruszania się. Widząc jak zaczyna się przejaśniać na zewnątrz zaczęła przyśpieszać działania. Złapała sznur dziewczyny i przeciągnęła ją do kuchni. Dziewczyna starając się nie udusić szybko przybierała nogami, jednak czuła wszystkie nie równości przez swoje bose stopy co było kolejną torturą. W kuchni posadzka była z kamienia dziewczyna omal nie utraciła przytomności gdy przez ból w stopach musiała zwolnić. -Na ile starczy jedzenia i wody? Dziewczyna spojrzała badawczym wzrokiem po szafkach i szufladach. -Starczy nam na siedem dni pani. -Idealnie. Wzięła leżące na stole klamry i zaczepiła je o sutki dziewczyny. Dziewczyna omal nie krzyknęła z bólu ale Evelyn pocałowała ją tak samo jak chłopaka zagłuszając krzyk. Kiedy odchyliła głowę zawiązała tył sznura dziewczynki przywiązała go di słupa stojącego na środku kuchni. -Jak zapewne wiesz,twój chłopak jest związany na środku salonu. Nic nie widzi i nie słyszy naszej rozmowy. Linę jest idealnie wymierzone byś mogła zanieść mu jedzenie dwadzieścia centry metrów od niego. Był dać mu wody lub jedzeni musisz się poddusić, zobaczmy jak bardzo się kochacie. Wyciągnęła z szafy wszystkie kubki i talerze i wyrzuciła je do drzwi które zamknęła używając kluczyka obok. -Jedzenie musisz mu dostarczyć bez prośrednio do ust. Więc musisz włożyć jedzenie do ust i mu je przynieść. I kiedy zaczęła wychodzić o czymś sobie przypomniała. -Wychyl się jeszcze na chwilę. Dziewczyny się pochyliła a Evelyn włożyła drewnianego dildosa do jej cipeczki. Dziewczyna krzyknęła z zamkniętymi ustami starając się znieść ból. Evelyn wzięła linę i ułożyła ją tak by dildos nie wpadł. Schyliła się do jej ucha i szepnęła ostatnie wypowiedziane słowa, -Powodzenia. Klepnęła ją w tyłek i wyszła w stroę drzwi poruszając biodrami na lewo i prawo dziewczyna z rozpaczy że nie dostała tego czego chciał pobiegła do niej jednak lina pociągnęła ją pociągając jej włosy. Upadła i oglądała jak Evelyn znika w cieniu. CDN Jeżeli wam się podobało to napiszcie czy chcecie dalsz opowiadanie o Evelyn czy o tygodniu związanej pary.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin Kierszka
  • Maturzystka – 11.

    Część 11.

    Radzio jest już gotowy do spółkowania. Podnosi się, a ja kładę się na boku.

    – Teraz wejdź we mnie – mówię i jednocześnie zachęcająco unoszę nogę.

    Jest zaskoczony moją swobodą, ale zaraz uśmiech pojawia się na jego twarzy. Przysuwa się do mnie na kolanach, moją nogę opiera na ramieniu. Leżę taka rozwarta i bezbronna… Atrakcyjna dla oka i tania oferta dla jurnego samca. On to wie. Przez chwilę przygląda się mojemu ciału, jędrnym piersiom, szeroko rozłożonym nogom, różowym wargom. Jestem ładnie wygolona. Został tylko mały ‘irokez’. Widzi śluz przy wejściu do pochwy. Trudno. Już wie, że jestem podniecona. Pewnie potraktuje to jako komplement, dupek. Głaszcze moją młodą skórę pozbawioną zmarszczek. Penis pręży się, a twarz jego właściciela wyraża zadowolenie. W tej chwili matka nie istnieje dla niego. Jeszcze muska udo, maca jędrny pośladek, a potem schyla się, opiera na ręce i powolnym, ale płynnym ruchem wchodzi we mnie. Zadowolony patrzy mi w oczy. Moja noga na jego ramieniu przesuwa się, kiedy ten fiut wbija swojego kutasa.

    *

    – Ciesz się! Ciesz! Jeszcze zapłacisz za wszystko! – krzyczę w myślach. Dotykam łechtaczki. Teraz jest mi przyjemnie. Facet tak energicznie porusza biodrami, że muszę silniej uciskać łechtaczkę, bo on prawie przesuwa mnie na tapczanie, a dłoń strąca z mojego podbrzusza.

    Jestem mokra, on też. Trochę bolało, ale nic nie dałam po sobie poznać. Ależ mnie wypełnia! Jego członek jest spory, gruby, a jednak wszedł we mnie bez większych problemów. Rytm i rozmiar działają na mnie. Przymykam oczy. Rżnie mnie coraz szybciej. Zaciskam oczy i kurczowo chwytam narzutę. Zagryzam wargi. Nie mogę, nie potrafię dłużej milczeć. W końcu wyrywa ze mnie stęknięcia. Kiedy słyszy mnie, uśmiecha się.

    – Wiedziałem, że nie wytrzymasz – szepcze pogodnym głosem.

    „Chujek” matki wreszcie ma lekką zadyszkę. Stęka. Pewnie nie jestem zbyt wymagająca, ale on przyjął takie tempo, że musi zwolnić. Nie zwalnia. Nasze wilgotne ciała wydają charakterystyczny odgłos przy zderzeniach.

    – Nie powstrzymuj się. Ciesz się doznaniami. Nie marnuj okazji – szepcze pochylony nad moją twarzą. Wilgotnym językiem nagle muska ucho. Przeszywa mnie dreszcz. To było jak porażenie prądem, ale lekkie i przyjemne. Nawet bardzo przyjemne. Czekałam na następne. Szerzej rozłożyłam nogi. Nie powtórzył pieszczoty.

    Był silny. Każde uderzenie biodrami wstrząsało mną. Mimo takich wrażeń zapewnionych mi przez matkę, byłam bardzo podniecona. Jeszcze te szpilki… Tyle emocji i nowych doznań. Przeżyłam mały orgazm. Było super! Ciężko oddychałam. Głowę położyłam na ramieniu. Powoli wyrównałam oddech, odprężałam się. „Chujek” wyraźnie zwalniał, aż zatrzymał się.

    *

    – No, chujkowy Radzio ma już dość – pomyślałam z zadowoleniem. – Niech rżnie inne. Nie będę robić za jego kurwę. – Z odrazą myślałam o swoim planie upokorzenia kochanka matki, w którym moje ciało odgrywa tak istotną rolę.

    Fuck! To ci niespodzianka! Facet nie zmęczył się! Nadal klęczy i porusza biodrami w prawo, w lewo. Wykonuje jakieś koliste ruchy. Delikatnie porusza moimi biodrami. Penis dotyka ścianek pochwy. Te bodźce są inne niż w trakcie spółkowania. Wtedy to było rąbanie drewna, a teraz… Mimowolnie zaciskam powieki i znowu chwytam narzutę. Moja noga na ramieniu kochanka matki silnie dociska jego plecy. Nie zdaję sobie sprawy z siły tego nacisku.

    – Spokojnie, bo upadnę – ostrzega mnie rozbawionym, cichym głosem. Lewą dłoń opiera o tapczan, a prawą…

    – O, kurwa! – przestraszona słyszę w głowie mój krzyk, ale nawet nie drgnę. Nie chcę ruszyć się. Nawet trochę przesunąć. Zdobyta, nadal pokornie milczę. Palce jego prawej dłoni jeszcze przed chwilą głaskały moją ładną pupę, a teraz? Teraz wwiercają się do odbytu! Penis poruszający się w pochwie oszałamia mnie. Nie potrafię zaprotestować. Chcę, ale nie mogę. Palcem w odbycie gnój uciska penisa w pochwie! Doznania są tak silne… Facet doskonale wie o tym i w pełni korzysta z okazji. Jednak w końcu otwieram usta i słyszę swój przeciągły jęk. Nie wrzeszczę, nie protestuję. To jęk zaspokajanej i bezradnej, młodej dziewczyny. Znowu miałam lekki orgazm. Tylko pieszczoty, zero solidnego ruchania i kolejny odjazd… – Jeszcze! Jeszcze! Tak chcę!! – słyszę w mojej głowie. Nadal jęczę.

    Uśmiechnięty facet kładzie się za mną. Nie wyszedł, kiedy zmieniał pozycję. Nawet, gdy kładł się za mną, to ruchy członka sprawiały mi przyjemność. Wie, jak dogadzać kobiecie! Jestem zmęczona, odprężona i dość szybko wracam do rzeczywistości. Okoliczności mobilizują mnie. Znowu myślę racjonalnie. Powolne spółkowanie nie jest już tak podniecające jak wcześniej, więc panuję nad emocjami. Przynajmniej na razie. Muszę to wykorzystać.

    *

    Matka przez cały ten czas niespokojnie kręciła się na krześle. Czasami nerwowo spoglądała w naszą stronę. Udawała, że patrzy w okno, że bawi się ze zwierzątkiem. Nie czuła się komfortowo.

    – Nie dziwię się! – patrzę na nią. Nie wie o tym. Może dobrze, że nie jest tego świadoma.

    – Wezwij ją tutaj – łagodnie, ale stanowczo poleciłam gnojowi.

    – Kochanie, pozwól do nas! – bez zastanowienia spełnił polecenie.

    – No, kurwa! „Kochanie”! „Kochanie”?! Masz tupet, ty chuju! – wracam do wulgaryzmów, wściekam się w duchu, ale nawet nie drgnę. Nie chcę dać poznać po sobie, jak mnie zdenerwował. Niech rucha i cieszy się z pozornego spokoju. Na wszystko przyjdzie pora.

    Matka reaguje jakimś gestem, jakby chciała odepchnąć natręta i odwraca się tyłem do nas na krześle. Garbi się. Chłodno? Widzę jej nagie plecy i pośladki. Te ostatnie są nieco jaśniejsze niż reszta opalonego ciała. Zgrabnie ułożyła nogi, podkreślając ich smukłość. Musi podobać się mężczyznom. Jeżeli widzieli ją w saunie albo na basenie, to pewnie miała sporo propozycji. Zaczyna do mnie docierać, dlaczego tak chętnie wychodziła wieczorami na fitness albo na basen. No, i do sauny! Tata po całym dniu nie miał siły nawet na rozmowę ze mną. O kłótni nie wspomnę. A matka? Wszystko jasne…

    – Chodź do nas i usiądź na tapczanie – mówię poważnym głosem. To nie jest rozkaz, ale tonacja głosu zmusza matkę do reakcji. – Ogrzejesz się – zachęcam.

    Matka niechętnie podnosi się i podchodzi do nas. Z tą fryzurą naprawdę jej do twarzy. Nago też wygląda atrakcyjnie. Inni mężczyźni pozazdrościliby mojemu tacie, gdyby zobaczyli ją nagą…

    – Rucha ją tylko ten „Chujek”, czy inni też ją zaliczają? – nagle wpada mi do głowy takie pytanie. – Co jeszcze matka wyprawiała wieczorami pod nieobecność taty? Obiecałam sobie, że kiedyś dowiem się.

    Nerwowo gapi się na fiuta wbijanego w moją pochwę. Chyba nie takiego widoku spodziewała się w pokoju nastoletniej, jedynej córki. Leżę na prawym boku i z lekkim uśmiechem nieco odchylam lewą nogę. Niech sobie popatrzy. Jeszcze będzie miała sporo okazji, żeby napatrzeć się… Facet spokojnie porusza się we mnie. Jakby przygotowywał się do żwawszej akcji. Jemu nie przeszkadza matka dopingująca spółkującą z nim córkę. Wręcz przeciwnie. Chyba też ma ochotę pobawić się emocjami kochanki, chociaż jego intencje są zupełnie inne niż moje. Matka stoi nad nami i nie wie, jak zachować się. Rozgląda się za miejscem na tapczanie. Wypinam biodra i penis wypada z pochwy.

    *

    – Przyklęknij i obciągnij mu – polecam matce. Patrzy na mnie zaskoczona. Cofa się. Chyba jest przekonana, że przesłyszała się. Milczy, ale zaprzecza nieznacznym ruchem głowy. Czyli jednak zrozumiała. Przestraszyła się publicznego seksu? Ostro uderzam: – Rób, co mówię. Chcesz mieć spokój w domu czy nie?

    Szantaż odnosi skutek. Matka przyklęka, jeszcze przez chwilę mierzy mnie surowym spojrzeniem, jakby chciała upewnić się, że to nie jest żart ani test. Patrzę na nią martwym wzrokiem. Jej wzrok łagodnieje, spuszcza głowę, bez słowa bierze penisa w dłoń i wkłada w usta. Znowu spogląda na mnie. Czeka na jakiś gest aprobaty? Ignoruję ją.

    – Sam ocenisz, czy dobrze obciąga – instruuję kochanka. Kiwa głową i z zadowoleniem patrzy na matkę. Bez problemu przeszedł na ‘ty’. Matka występuje w drugoplanowej roli i nam obojgu to nie przeszkadza. Skompromitowana przed córką, poniżona przez córkę, obawia się zaprotestować. Jej los jest w moich rękach. Zależy od mojego kaprysu! A ona nie może nic zrobić.

    – Oj, Radzio chyba masz większe doświadczenie niż matka chciałaby wiedzieć! – konstatuję, ale nie wypowiadam ani słowa. „Dupek” z satysfakcją przygląda się pieszczotom matki i porusza biodrami. Posuwa matkę w usta! Bawi się jej włosami, a ona nie odrzuca jego dłoni. Woli być posłuszna niż szukać kolejnej okazji do sporu. W końcu nudzę się i decyduję:

    – Wsadź mi go!

    Matka wysuwa penisa z ust, oddycha dość ciężko i unikając mojego wzroku, wpycha penisa do pochwy. Facet rozpędza się i intensywnie rucha mnie. Dyszę. Prawie wbijam paznokcie w prześcieradło. Szukam oparcia dla mojego ciała, ale jestem też podniecona. Bardzo podniecona. Matka nieruchomieje w przyklęku i patrzy przed siebie. „Chujek” powierzchnią dłoni dotyka głowy matki i przyciska do mojego krocza. Czuję jej ciepły, szybki oddech.

    – Spróbuj teraz go polizać – kochanek szepcze z wysiłkiem.

    Matka unika wzrokiem naszych ciał. Jednak przesuwa głowę i próbuje lizać penisa. Angażuje się! Pieszczoty oralne podnieciły ich. Przerywam matce i każę ponownie obciągać fiuta. Zerknęła na mnie i bez słowa protestu spełniła polecenie. Potem znowu wkłada go we mnie.

    – Obciągnij, ale bierz głęboko! – poleca facet. Matka wyciąga kutasa i intensywnie pracuje nad nim, a mężczyzna stęka zadowolony z obsługi. Na polecenie ponownie wkłada go we mnie. Matka unika mojego wzroku, ale stara się jak najlepiej spełnić oralne oczekiwania kochanka. Chyba poczuła się bardziej swobodnie. Jeszcze dwa razy powtarzam manewr z oralnymi pieszczotami ku zadowoleniu Radzia i w końcu wysyłam matkę po alkohol.

    *

    – Kiedy wróci, spijesz ją – rzucam hasło w przestrzeń, ale dociera do adresata.

    – Ale… Ale po co? Dziewczyno, przecież… – Radzio jest zaskoczony. Jednak nie przerywa ruchania. Wychodzi mu to lepiej niż oddychanie.

    – Niech odreaguje ten dzień. Tak będzie lepiej dla niej! Wierz mi, znam ją.

    – Dobrze. Skoro tak chcesz – zgadza się chętnie i bez dalszych oporów. Kątem oka widzę uśmiech na jego twarzy. Chyba spodobał mu się pomysł zabawy z pijaną kobietą.

    – Właśnie tak chcę. Ruchałeś kiedyś pijaną kobietę? – nie potrafię powstrzymać się od wulgarnych określeń w odniesieniu do rodzicielki.

    – Eee, nie. Nie musiałem, ale koledzy korzystali z takich pomysłów. Kiedyś raz widziałem coś takiego. Nawet zabawny i podniecający widok. Kobiety różnie reagują na alkohol, więc może być fajnie.

    Zanim wróci matka z alkoholem, rucha mnie intensywnie. To trwa dłuższą chwilę, a ja nie potrafię odmówić. Przymykam oczy i znowu stękam. Kiedy zwalnia, otwieram oczy. Matka stoi z butelką i dwoma kieliszkami w ręku.

    – No, łyknij jako pierwsza. Daruj sobie kieliszki – wystękuję. – Radek, pijesz?

    – Nie, jestem samochodem – uśmiecha się.

    – Ja z tobą też nie będę pić. Nigdy – decyduję w myślach. Wyczekująco patrzę na matkę.

    Matka, z grymasem niezadowolenia, bierze łyk. Patrzy na nas jakoś dziwnie.

    – Zazdrosna? – zastanawiam się jedynie przez moment. – No, jeszcze jeden, ale porządny! – instruuję ją. – Za zdrowie męża! – złośliwie dodaję w duchu.

    Matka niechętnie łyka i próbuje odstawić butelkę. Kątem oka widzę twarz Radka, który przygląda się nagiej matce. Dla niego to atrakcyjna zamężna zwierzyna do wykorzystania. Porucha, ile będzie mógł i znajdzie młodszy model. Na przykład w moim wieku.

    – Radek – półgębkiem rzucam w jego kierunku, dyskretnie trącając wolnym łokciem.

    – Kochanie, jeszcze za mnie. I za nasze miłe spotkanie – zachęca kochankę.

    – Kurwa, kiedyś dojebię ci za to „kochanie”! Jak cię pizdnę za „miłe spotkanie”, to o ruchaniu nawet nie pomyślisz przez parę miesięcy! – myślę mściwie. – Jeszcze sobie powspominasz…

    Nie wychodzi ze mnie, ale kiedy matka przysiada na brzegu tapczanu, chwyta ją za głowę i wmusza alkohol. Trochę pije, ale mimo to czerwona strużka spływa po jej policzku. Trzyma butelkę w ręku i patrzy na nas.

    *

    – Pociągnij trzy solidne łyki, a wpuszczę ciebie na moje miejsce – patrzę w jej oczy. Zaplanowałam taki mały test.

    Matka po prostu patrzy na mnie i po chwili podnosi butelkę do ust.

    – Jola! Jola! – uśmiechnięty Radek cicho dopinguje ją i wymownie potrząsa zaciśniętym kciukiem. Cała sytuacja zwyczajnie bawi go.

    Po trzech łykach matka odejmuje butelkę od ust i jakoś dziwnie spogląda na mnie. Z ironią? I wówczas bierze jeszcze (!) czwarty, duży łyk! Odstawia butelkę i głęboko wzdycha. Teraz wyzywająco spogląda na mnie. Nie odzywa się. Czeka.

    – Proszę, obiecałam – głośno podkreślam i schodzę z penisa. – Matka aż tak jest spragniona seksu? Jeszcze?! Z obcym facetem?! I nie kryje się z tym! Dużo się dzisiaj o niej dowiaduję… – patrzę na nią w milczeniu. Teraz zaskoczyła mnie.

    Matka szybko kładzie się na moim miejscu na boku i chichocze cicho, kiedy „Chujek” przysuwa się, obejmuje ją i coś szepcze do ucha. Potem, od tyłu płynnie wpycha w nią penisa. Ona namiętnie wzdycha, łapie go za biodro i powoli zaczynają spółkować. Matka przymyka oczy, oblizuje i zaciska usta w wąską kreskę. Typowe dla niej, kiedy jest zdenerwowana. Albo podniecona. Po chwili rozchyla usta i stęka. Rysy twarzy łagodnieją, uśmiecha się. I stęka głośniej. Nie istnieję dla niej. Facet rucha ją w stałym tempie. Przykładam butelkę do ust matki.  

    – No, pij! – głęboko wkładam szyjkę butelki w jej usta i energicznie przechylam. Wmuszam dwa łyki. Krztusi się. Odpycha mnie. Wysuwam butelkę. Strużka alkoholu spływa matce po brodzie. „Chujek” rozsmarowuje ciecz po jej szyi i piersiach.

    Siedzę obok nich i patrzę jak kopulują. „Chujek” próbuje sięgnąć do moich piersi. Odtrącam jego dłoń. Mój gest przyjął ze zdziwieniem i rozbawieniem. Kiedy powtarza próbę, a ja reaguję tak samo, jego rozbawienie rośnie. Patrzy na mnie i przyśpiesza w matce, jakby chciał przede mną podkreślić swoje walory. Ona stęka jeszcze głośniej i silnie zaciska dłonie w pięści. Już zapomniała o mojej obecności albo przestała się krępować moją obecnością.

    – To dobrze – myślę mściwie. – Niech się przyzwyczaja. Przyda się.

    Rytmicznie kopulują. Matka napina mięśnie, wygina ciało. Nogi spazmatycznie przesuwa po tapczanie, jakby chciała uciec i wypina biodra do „Chujka”, a ten ręką, kolanem blokuje jej nogi. Zwalnia tempo. Teraz uderzenia stają się rzadsze, ale mocniejsze, głębsze. Ciągnie kochankę za włosy i w ten sposób napina jej całe ciało. Ona jęczy i pokrzykuje przy każdym uderzeniu penisem. Oddycha zachłannie. Skóra lśni potem, piersi drżą, leży naprężona, przechyla głowę.

    – Ładny widok – stwierdzam beznamiętnie. Nie stać mnie na więcej.

    Po kilku minutach zmęczona matka z przymkniętymi oczyma i twarzą wtuloną w narzutę jęczy z rozkoszy. Nie, teraz już nie jęczy. Rzęzi! Przeżyła mocny orgazm. Przygryza wargi, otwiera szeroko usta. Wierci się na penisie. Facet jest spocony, zdyszany i zadowolony. Jednak nadal nie wytrysnął.

    – Jasne, chce sobie jak najdłużej poużywać – przyglądam się matce. – No, nieee… Naprawdę nie ma innej, młodszej kandydatki do ruchania? – zastanawiam się, obserwując parę. Podnoszę głowę matki, lekko potrząsam. – Ej, napij się!

    Słysząc mój głos, otwiera oczy, patrzy na mnie półprzytomnie i próbuje sięgnąć po butelkę. Przystawiam butelkę do ust i powoli wlewam alkohol. Nie protestuje. Pije. Kilka minut później, solidnie ruchana i znowu obmacywana, już tylko bełkocze. Alkohol i wysiłek zrobiły swoje.  

    Bez słowa wstaję, idę do biurka, zabieram iPhone’a i podchodzę do tapczanu.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 11.

    Część 11.

    Aldona puściła muzykę, napiła się wody i ruszyła w kierunku pierwszej wolnej dziewczyny. Kiedy ją objęła i przytuliła, wiedziała, że ściska Pamelę. Taka burza kręconych włosów należała tylko do jednej w ich drużynie. Aldona skoncentrowała się na walorach ponętnej nastolatki. Na „Adama” więcej nie spojrzała. Już sprawdziła chłopaka. Kiedy opanowała usta kochanki, bezceremonialnie chwyciła ją za pośladki i przycisnęła do siebie. Czuły miękkość piersi i ciało partnerki dotykające łona. Zniecierpliwiona Aldi wstawiła nogę między nogi Pameli i pocierała nią łechtaczkę. W końcu Pamela nie wytrzymała, wczepiła się dłońmi w ramiona koleżanki, odchyliła głowę i zaczęła cicho stękać. Przymknęła oczy. Słysząc to, Aldi z satysfakcją uśmiechnęła się i zaczęła mocniej uciskać kolanem krocze koleżanki. Jednocześnie sama ocierała się o jej nogę. Namiętność opanowała ją i wtedy zachłannym gestem zgarnęła jej burzę włosów, przyciągnęła dziewczynę do siebie i zaczęła całować. Pamela puściła ramię koleżanki i chwyciła ją za pośladek. Wzajemnie pobudzały się i podniecały. Zapomniały o otoczeniu.

    – Aldona jest wszechstronna. Każdego potrafi zaspokoić – „Adam” uśmiechnął się, z podziwem bardziej nasłuchując niż obserwując koleżankę, kiedy usłyszał jęki jej partnerki. Pamiętał, jak go obsłużyła, kiedy świętowali swoje porozumienie.

    Aldi, zawsze spragniona seksu, wreszcie doszła. Mały orgazm wprawił ją w lepszy nastrój i ochotę na jeszcze intensywniejszy seks. Jej organizm reagował jak w znanym porzekadle, więc jej apetyt na seks rósł w miarę ’jedzenia’. Z kolei potrzeby jej koleżanki były nieco inne. Musiała być dłużej pobudzana i łagodnie. Tymczasem podniecona Aldi energicznym ruchem wepchnęła palce do pochwy Pameli. Ta, zaskoczona nachalnością koleżanki, odruchowo cofnęła biodra i otworzyła oczy, ale Aldi przycisnęła ją do siebie. Miarowo poruszała palcami w pochwie i na łechtaczce. Kiedy opór nastolatki zmalał, oparła głowę na ramieniu Aldony i postękiwała w rytm pchnięć jej palców. Odgłosy stały się bardziej namiętne i głośne, gdy do pochwy wszedł trzeci i czwarty palec. Jeszcze słabo próbowała opierać się:

    – Dość! Aldi! Już nie! Przestań! Nie dam rady! Proszę! To boli! – jej opór powoli malał. – Proszę! Prooszę… – Nie była w stanie ukryć podniecenia. Słowa wypowiadała coraz bardziej namiętnym i słabnącym głosem.

    – Spokojnie, maleńka! Nie narzekaj – zasapana i podniecona Aldona nie zamierzała ulegać protestom. Chyba właśnie protesty i opór dziewczyny podniecały ją. – Dasz radę, nastka… – Kciuk coraz mocniej uciskał łechtaczkę, wywołując głośne jęki kochanki i szybko przełamując jej opór.

    Organizatorka imprezy umiejętnie rozpychała pochwę i energicznie rżnęła nastolatkę, która teraz prawie całym ciężarem ciała wisiała na jej ramieniu, pochłonięta zbliżającym się orgazmem. Ruchanie palcami było coraz bardziej brutalne, szybsze i głębsze. W końcu dziewczyna krzyknęła, nogi ugięły się pod nią i bezwładnie zawisła na ramieniu Aldony. Wtulona w nią, zadrżała, wbiła paznokcie w jej ciało i głośno oddychała. Szlochała. Aldona poczuła wilgoć na dłoni. Orgazm z obfitym wytryskiem.

    – No, mała, to jest orgazm! – zachichotała jej do ucha. – Lubię takie oryginalne dziewczyny. Jeszcze zabawimy się. Obiecuję!  

    *

    Kiedy dziewczyna doszła do siebie, Aldona wyjęła z niej dłoń, zmusiła do klęknięcia i wylizania. Inne dziewczyny czasami spoglądały w ich kierunku. Nie były zaskoczone agresją Aldony, raczej były ciekawe reakcji Pameli, której dotychczas nie widziały podczas takiej zabawy. Nastolatka zrobiła to nawet chętnie i z uległą wdzięcznością. Lizała dłoń i znowu trzymała Aldonę za pupę. Ona z ulgą oparła się plecami o chłodną ścianę. Odpoczywała z wyrazem zadowolenia na twarzy. Ciężko westchnęła, a kiedy złapała oddech, rozsunęła nogi, lekko uginając w kolanach. Trzymając Pamelę za kark, wydała jej polecenie:  

    – Wyliż mi cipkę! Tylko dokładnie! – głaskała i szarpała włosy kochanki, ściskała kark i szyję. Nikogo nie zdziwiło, że dominowała nad delikatną, cichą Pamelą. Nastolatka nie protestowała. Nawet wówczas, gdy prawie traciła przytomność, ściskana za szyję.

    Taki widok nawet w ciemnościach, kiedy rozpoznawalne były jedynie zarysy ciał, dla wielu dziewczyn już był wystarczająco podniecający. Też chciały skorzystać z Pameli, ale żadna nie zamierzała wyrywać zabawki z rąk organizatorki imprezy. Widok był tym bardziej ekscytujący, że Pamela z natury była cichą, wycofaną osobą. Na boisku też niewiele mówiła, za to wyróżniała się przebojowością, energią. I oryginalną urodą! A teraz mogła mieć ją każda…

    *

    W końcu Aldona, głośno stękając przez zaciśnięte zęby, zaliczyła upragniony orgazm. Była zadowolona. Po raz ostatni zadrżała, kiedy przeszył ją jeszcze jeden słaby dreszcz, pamiątka po silnej rozkoszy. Westchnęła, wyprostowała się, przytuliła Pamelę:

    – Byłaś świetna! – pochwaliła ją. Nachyliła się do kochanki i konfidencjonalnie szepnęła do ucha: – Ej, przyjdziesz do mnie jutro po kolacji? Jeszcze zorganizuję jakąś parkę. Będzie fajna imprezka. Obiecuję… – musnęła ucho wargami.

    – Zastanowię się. Zobaczę – obiecała. Jednak ton głosu nie wyrażał ochoty na kolejne spotkanie. Przecież ta jeszcze nie skończyła się! Trochę obawiała się udziału w grupowej zabawie. Była nieprzewidywalna.

    Aldona chwyciła włosy dziewczyny, zamaszyście i dokładnie wytarła nimi pochwę, zmuszając kochankę do trzymania głowy blisko podłogi. To było takie poniżające… Ale Pamela robiła to wyłącznie dla kochanki, więc nie przejmowała się ani takim traktowaniem, ani widownią. Cieszyła się. Aldona solidnym szarpnięciem szybko podniosła nastolatkę. Włosy, wilgotne od śluzu Aldony, lepiły się do skóry poniżonej dziewczyny. W odruchu szczerego oddania i czułości przylgnęła do starszej kochanki, a ona bezceremonialnie wsadziła palec do jej pupy i mocno szarpnęła ciałem. Pamela jęknęła i ścisnęła pośladki. Aldona dalej wwiercała się do odbytu.

    – Idź się bawić, suczko. Jutro pogadamy o nas – patrzyła na dziewczynę, szarpiąc palcem jej pupę. Dziewczyna nie mogła odejść, gdyby chciała. Nie chciała.

    – Dobrze – szepnęła i delikatnie pocałowała Aldonę w ramię, potem w szyję. Stała na palcach, mimowolnie uciekając od agresywnej i nieoczekiwanej pieszczoty. Podświadomie obawiała się, że może spowodować ból. Gdy wreszcie chciała pocałować Aldonę w usta, ta płynnie wyjęła palec z jej pupy i wcisnęła go w usta kochanki:

    – Masz Pamcia, wyliż i posmakuj swojej pupci! – drugą ręką trzymała ją za kark, uniemożliwiając wycofanie się.  

    Dziewczyna posłusznie lizała palec, czule obejmując Aldonę. Chciała się do niej jeszcze przytulić… Jeszcze nigdy nie była tak traktowana. Po raz pierwszy doświadczała takiej przemocy i publicznego poniżania. Bo koleżanki przecież widziały ją! A mimo to była podniecona i skłonna dalej kochać się z Aldoną. Na jej warunkach. Dzisiaj już była jej posłuszna. Przed samą sobą przyznała, że rozkosz płynącą z seksu ceni sobie znacznie bardziej niż poniżenie w obecności koleżanek.

    – Jak chcą, niech patrzą – właściwie obojętne były jej wrażenia koleżanek z drużyny. – Też będą chciały spróbować.

    Kiedy „Kierowniczka” uznała, że już wystarczy takiej pieszczoty, wysunęła palec z ust nastolatki, odwróciła ją tyłem do siebie, objęła ramieniem, delikatnie klepnęła w pupę i nachyliła się do ucha:  

    – Przyjdź jutro po kolacji. Chętnie pobawię się tobą. Widzę, że tak lubisz – szepnęła, głaszcząc pośladek. Wyprostowała się i widząc, że podniecona Pamela nie rusza się, czule dodała głośniej: – No, spieprzaj do wygłodniałych lasek! Masz jeszcze „Adasia” do zaliczenia!

    *

    Pamela jeszcze nie była pewna, czy polubi takie zabawy, ale seks z Aldoną sprawił jej taką przyjemność! Nie spodziewała się tego. Przyszła tutaj bardziej z ciekawości i obowiązku niż dla zaspokojenia seksualnych potrzeb. Tak, z obowiązku, bo nie chciała, żeby potem jakaś dziewczyna wytykała jej, że wyłamała się. Wiedziała, że część dziewczyn lubi zaszaleć podczas zgrupowań. Tym razem postawiły na seks. Zresztą, nie po raz pierwszy.

    Ponieważ sam wygląd sprawiał, że oglądali się za nią rówieśnicy i znacznie starsi mężczyźni, więc początkowo udział w takiej imprezie uznała jedynie za ciekawe doświadczenie. Parę kobiet też proponowało jej seks. Na ogół były jednak znacznie starsze od niej, a przeczucie mówiło, że może to być dla niej bolesne doświadczenie. Trochę słyszała i czytała o takich związkach z nastolatką. Kiedyś koleżanka w liceum zwierzyła się z takiego doświadczenia ze znajomą swojej matki. Zaskoczyła ją brutalność znajomej. Koleżance podobało się wszystko, czego doświadczyła, ale Pameli odeszła ochota na takie zabawy. Odmówiła udziału w kolejnym spotkaniu koleżanki, chociaż usilnie ją prosiła. Owszem, była żądna nowych przeżyć, jednak również ostrożna i… na wszelki wypadek dotychczas odmawiała. Każdemu i każdej.

    *

    Pamela podeszła do stolika, nalała sobie trochę alkoholu i wychyliła jednym haustem. Trochę ją paliło, ale poczuła się lepiej. Przeżycia były takie… ekscytujące. Nagość, emocje, palce w pochwie, język na łechtaczce, kolano koleżanki uciskające krocze, rozkosz, poniżenie, pieszczoty odbytu, przemoc, włosy umazane w śluzie Aldony. Obrazy szybko przeskakiwały przed oczyma. I to wszystko jednego wieczoru! Zadowolona z doświadczeń, poczuła się zmęczona. Teraz tylko chciała wziąć prysznic. Miała apetyt na więcej seksu!

    – Łoł, ale jazda! – Pamela była pod wrażeniem seksu z Aldi. Rozglądała się po pokoju, obserwując seks koleżanek. Raz jeszcze nalała sobie alkoholu i piła małymi łyczkami. Jakieś dziewczyny podeszły do niej.

    – Pamcia, mamy ochotę spróbować z tobą – szepnęła jedna z nich. Nie zaczekała na jej odpowiedź. Wyciągnęła rękę i złapała ją za pierś. Druga chwyciła ją za pośladek. Przyciągnęły nastolatkę do siebie.

    *

    – Starczy! – „Alexis” przerwała pieszczoty. Głęboko westchnęła. Jej ciało przeszył dreszcz. Z trudem opanowała się. – Zerżnij mnie od tyłu – szybko odwróciła się i uklękła. Dłonie oparła o podłogę, odwróciła głowę i dodała: – Ale nie klękaj!

    Chłopak w ciemnościach odruchowo skinął głową. Przysunął się, ugiął nogi i od razu wszedł. Jednym ruchem wcisnął prawie cały członek. Wydarł z dziewczyny zduszony krzyk. Wiedział, że tak krzyczy zaspokajana kobieta. Wygiął biodra i zanurzył penisa do końca. Już zorientował się, czym ”Alexis” różni się od pozostałych imprezowiczek. Upewnił się, kiedy ponownie ją usłyszał. Ta dziewczyna była starsza niż inne dziewczyny. Przypuszczał, że była z miasteczka. Aldona uprzedziła go o mieszanym towarzystwie.

    – Ooo, taak… – wysapała podniecona „Alexis”.

    Chłopak na ugiętych nogach zaczął w spokojnym rytmie ruchać kobietę. Ta pojękiwała przy każdym uderzeniu penisa. Wchodził cały, aż po nasadę. Podniecony, mocno trzymał ją za biodra. Kilka dziewczyn odwróciło się i przyglądało, na ile to możliwe w ciemnościach, spółkującej parze. W ich gronie to była nowość. Pierwszy raz widziały ruchaną mężatkę. Jedyną w ich gronie. Kiedy „Adam” uznał, że już płynnie wchodzi, przyspieszył ruchy. Kobieta zaczęła stękać. Wyobrażał sobie kołyszące się obfite piersi, które przed chwilą macał. Z werwą uderzał biodrami o pośladki kochanki. Każdemu uderzeniu towarzyszył charakterystyczny odgłos. „Alexis” stękała coraz głośniej. Nikt inny nie zachowywał się równie głośno.

    *

    – Ja też tak chcę – podeszła Sandra i bez oporów przytuliła się do ramienia i biodra „Adama”. Tutaj nikt nie widział jej piegów, więc czuła się swobodnie. Chłopak coś sapnął, co odebrała jako aprobatę. Po chwili uklękła obok „Alexis” i wypięła pupę.

    – Zaraz – wystękał chłopak.

    – Nie! Teraz ja! – żywo zaprotestowała „Alexis”. Była bardzo podniecona. Jej głos brzmiał namiętnie.

    – Przygotuj dupkę, to wejdę w drugie oczko – zapowiedział z uśmiechem.  

    „Adam” wykonał jeszcze kilka energicznych pchnięć i wyszedł z kobiety. Ta jęknęła głośno i upadła na bok. Przeżywała orgazm. Niesamowicie podniecał ją seks z nieznajomym. Z jednej strony mogła wyobrażać go sobie takim, jakim chciała, żeby był. Z drugiej strony czuła się pewnie, wiedząc, że ciemności gwarantują im anonimowość.

    Chłopak nawet nie spojrzał na Halinę. Tym samym już nie dostrzegł, jak kobieta liże palec i wpycha do odbytu. Energicznie wszedł w Sandrę. Dziewczyna nie była przygotowana na taki atak i głośno krzyknęła. Więcej w tym krzyku było strachu niż bólu. Jej krzyk ochłodził zapędy chłopaka. Na moment znieruchomiał. Jego ruchy stały się ostrożne, powolne.

    – Ty! Mocniej! – ponagliła go Sandra. Przyspieszył. Opuściła głowę, a rozpuszczone włosy opadły i zasłoniły twarz.

    Po chwili koleżanki słyszały klapnięcia, jakie wydaje ciało uderzające o ciało. Stał za nią i ruchał dziewczynę w szybkim tempie. Trzymał ją za biodra. Wyczuł, że jest znacznie młodsza od poprzedniczki. Sandra miała 19 lat, była drobnej budowy, szczupła i kobieco szersza w biodrach. Pochylił się i oparł na jednym pośladku. Ledwo wytrzymywała jego ciężar. Wolną ręką chwycił drobną, ale jędrną pierś. Wyczuł twardą brodawkę. Ścisnął dwoma palcami, wywołując głośny jęk. Powtórzył ucisk. Znowu jęknęła. Jeszcze raz ucisnął. I jeszcze raz. Teraz miętosił całą pierś, słysząc stęknięcia zadowolonej dziewczyny. Wyprostował się i dalej ruchał w szybkim tempie. Klepnął „Alexis” w pośladek:

    – Jesteś gotowa?

    – Tak – odpowiedziała, nie przerywając rozpychania odbytu.

    – Świetnie – zadowolony skinął głową. Nikt tego nie dostrzegł. Jeszcze przez chwilę ruchał Sandrę. Wyszedł z niej, przesunął się i wcisnął penisa do odbytu wypiętej „Alexis”. Napotkał opór. Wchodził powoli, ale cały czas zagłębiał się. Kobieta nie protestowała. Kiedy większość penisa zanurzyła się w odbycie, zaczął ruchać „Alexis”. Klepnął Sandrę w pupę. Już nie stękała, ale nie zmieniła pozycji. Podniecona wierciła się. Z nadzieją czekała na powtórkę.

    *

    – Chodź tu – polecił chłopak Sandrze.

    Była zmęczona i oszołomiona spółkowaniem, dlatego nie protestowała i posłusznie przysunęła się na klęczkach. Piersiami przylgnęła do jego uda, dłonią trzymała pośladek.

    – Poliż mi jądra! – polecił zasapany.  

    Uklękła za nim i siadła na piętach. Pogłaskała go po nogach, dłonie oparła na pośladkach, schyliła głowę, przechyliła i chwyciła mosznę ustami. Delikatnie podtrzymywała ją palcami. Chłopak zwolnił ruchy, a Sandra trzymała mosznę w ustach, delikatnie liżąc ją. Ułożyła się na boku.

    Teraz chłopak wchodził w odbyt „Alexis” wolno, ale głęboko. Do końca. Kobieta stękała, przeżywając rosnące podniecenie i jedną ręką miętosiła pierś. W odruchu pożądania przycisnęła ją do ust. Lizała sutek i twardą brodawkę. Była taka szczęśliwa!

    – Chcę drugiego w pochwie! – krzyczała w myślach. Jeszcze nie odważyła się głośno przyznać do swojego pragnienia. Podniecona trzymała w zębach i prawie przygryzała sutek. Nie czuła bólu. Tylko rozkosz. Czystą rozkosz! Sięgnęła po drugą pierś i mocno ściskała.

    Za pośladkami Adama podążała głowa Sandry. Z jej ust zaczęła wyciekać ślina. Dziewczyna była bardzo podniecona i zadowolona ze stosunku. Teraz cieszyła się, że chłopak nie protestuje przy jej pieszczotach. Miała 19 lat, doświadczenia z kilkoma partnerami i każdy narzekał na jej zbyt ostre pieszczoty. Ten był pierwszym, który nie uskarżał się.

    *

    – Kiedy będzie jakaś zmiana? – szepnęła nieznajoma tonem wyrzutu. Ponieważ szeptała, więc jej nie rozpoznały.

    – Kolejna do naszego chłopaka – pomyślała podniecona Sandra. Była nieco zirytowana takim obrotem sprawy. – Ledwo zaczęłam spółkować, a tu już… – nie dokończyła myśli.

    Nieznajomy wysunął się z odbytu „Alexis” i wszedł w jej usta. od razu ruchał w szybkim rytmie. dotknął jej policzka, poczuł penisa i zaczął go uciskać. – Aldi uprzedzała, że może być kolejka – przypomniała sobie Sandra i jej pieszczoty stały się jeszcze bardziej agresywne.

    Chłopak syknął, ale nie zaprotestował. Palce wsunął we włosy dziewczyny i złapał głowę. Zaczął energicznie poruszać biodrami. Jednocześnie dłonią pocierał łechtaczkę „Alexis”. Kobieta nie zmieniła pozycji. Nadal sapała.

    – Dupa świetnie obrabia kutasa – stwierdził podniecony. Uderzał jeszcze mocniej.

    Dziewczyna zaczęła pojękiwać i szamotać się. Trzymał ją mocno za głowę i nie zwracał uwagi na coraz głośniejsze protesty. Ignorował uderzenia dłonią w biodra i krzyki, ale zareagował, kiedy uszczypnęła go.

    – Oła! Co jest? – znieruchomiał i zdziwiony spojrzał w dół.

    Zdołała wypluć sterczącego penisa z ust, który teraz opierał się o jej policzek. Znowu trzymała chłopaka za biodra.

    – Och! Nie rozumiesz?! To boli! Udusiłbyś mnie tym chujem! – wykrzyczała zduszonym szeptem. Pamiętała, gdzie są.

    – Sorki! Myślałem, że się podoba – był skruszony atakiem dziewczyny. Dziewczyna sapała, chłopak przez chwilę stał nieruchomo. Nie wiedział, co zrobić. I nagle wpadł na pomysł: – Ty, podnieś się! Spróbujemy od tyłu, a potem koleżanka ciebie zmieni!

    Dziewczyna podniosła się, mrucząc aprobująco. Nie miała wyjścia. Widziała, że inne przyglądają się i też chcą skorzystać z takiej okazji. Chwycił ją pod ramię i pomógł odwrócić się. Oparł dziewczynę o ścianę. Poddała się.

    – Ale nie właź w pupę! – zastrzegła się przestraszona. Patrzyła na niego surowo, ale w ciemnościach jej wzrok nie robił żadnego wrażenia.

    – Spokojnie! Normalnie ciebie wyrucham – zapewnił podniecony.

    Próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale był szybszy. Wymacał jej pupę, odchylił pośladek i wszedł w nią. Stęknęła i zadarła głowę. Spokojnie ruchał ją długimi uderzeniami. Kiedy dobijał do dna pochwy, dociskał ją penisem i poruszał biodrami w bok. Dziewczyna jęczała z zadowolenia. Już zapomniała o brutalnym rżnięciu w usta.

    *

    Celina niepewnie rozglądała się po pokoju. W końcu przyzwyczaiła oczy do ciemności i zdołała odnaleźć Jolkę. Jej ochrypły głos bez trudu torował jej drogę. „Demi” była znana ze swego charakteru. Nie była wulgarna ani agresywna jak Aldi, a jednak nastolatki i starsze dziewczyny liczyły się z jej zdaniem. Czarnowłosa, szczupła, proporcjonalnie zbudowana, efektowna kobieta stanowiła obiekt pożądania wielu mężczyzn, ale była dość wybredna. Tak przynajmniej powszechnie sądzono. Wyglądała bardziej dojrzale niż na swoje 21 lat, stąd starsi mężczyźni chętnie nawiązywali z nią kontakt. Kiedy dowiadywali się, ile ma lat, cześć z nich przezornie rezygnowała. Strojem i makijażem umiejętnie podkreślała swoje walory. „Adam” spojrzał w jej kierunku i zachwycił się widokiem długich, prostych, czarnych włosów opadających na nagie plecy. Światło padające z ulicznej lampy podkreślało jej smukłą sylwetkę.  

    – Ależ to dupa! Muszę ją mieć! – obiecał sobie chłopak zafascynowany widokiem. Pod koniec imprezy, syty licznych wrażeń, zapomniał o swój obietnicy.

    „Demi” nieświadoma wrażenia, jakie wywarła na chłopaku, upewniła się, że dotarła do właściwej dziewczyny. Objęła Jolę ramieniem, naciskając jej piersi. Nachyliła się, głośno pocałowała w płatek małżowiny i wilgotnym językiem musnęła wrażliwą część ucha. Dziewczyna skuliła się pod wpływem pieszczoty. Podnieciła ją. Już wiedziała, kto zabiega o jej względy. Była dumna, że nieco starsza i atrakcyjna koleżanka wybrała właśnie ją. I była ciekawa seksu z kobietą. Chciała spróbować, a wypity alkohol dodał jej odwagi.

    – Och, Demi – szepnęła namiętnie. Była zadowolona z jej pieszczoty. Sama nie byłaby aż tak śmiała. Próbowała odwrócić się, żeby zareagować na pieszczotę koleżanki, ale ta bezceremonialnie wsadziła palec w jej pochwę. Drugą dłonią delikatnie chwyciła za pierś i zaczęła ją miętosić. Wreszcie chwyciła brodawkę i pocierała ją. Zaskoczona Jolka na początku nawet nie odezwała się. Kiedy pieszczoty jednak zawładnęły nią, przymknęła oczy, chwyciła starszą koleżankę za kark, odchyliła głowę do tyłu, opierając na jej ramieniu i już po kilkunastu ruchach palca w pochwie ciężko oddychała. Zapomniała o skrępowaniu. Na plecach czuła piersi „Demi”. Oddała się kochance, a ta do pochwy wepchnęła dwa palce. Rozkraczona Jola wolną dłonią masowała pierś. Czekała na swoją kolej.

    – Brakuje nam tylko solidnego dildo o dwóch końcach – trzeźwo oceniła sytuację „Demi”. – Zadowolona? – szepnęła kochance do ucha.

    – Taak… Rób tak dalej!

    *

    Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 48 Oskalpowana dziewczyna

    Zwróciłem na nią uwagę, gdy przecięła mi drogę zbiegając do wody. Zmęczony kotylionową imprezą dałem sobie dzień wolny od ruchania, i żeby nie ulec pokusie, wybrałem na ląd, jak nazywaliśmy na S’Espardell Ibizę. Pokręciłem się wpierw po Dalt Vila, starym, zabytkowym mieście wpisanym na listę UNESCO, jakoś wcześniej nie było czasu na zwiedzanie. To prażąc się wśród wygrzanych słońcem murów, to schładzając w miejscach, gdzie słońce jeszcze nie dotarło, odkrywałem uroki wąskich, brukowanych uliczek, nasyconych zielenią i kwieciem urokliwych podwórek… wszystko do przesady słitaśne, specjalnie dla turystów. Nasyciwszy wzrok kupą starych kamieni (niczego nie odmawiając zabytkom Ibizy) zacząłem go jednak coraz częściej kierować ku równie wdzięcznie zbudowanym obiektom, tyle że o niebo młodszym. W zwiewnych, przewiewnych sukienkach odsłaniających opalone, szczupłe uda, a czasem i trochę więcej, często bez staników, zawsze w jakimś towarzystwie. Oczywiście to były tylko rodzynki we wciąż rosnącym ludzkim cieście. Ale za to jakie! Stopniowo jednak tłok zelżał, zbliżało się południe, turyści pochowali się w licznych knajpkach, kafejkach, pod parasolami. Albo po prostu uciekli na plażę. O właśnie, plaża. Dotarłem tam spocony i nieszczęśliwy, zapomniałem już,  jaka to męka chodzić w ubraniu w tym klimacie, wystarczyło te parę dni. Rzuciłem się do wody, przyzwoicie, w kąpielówkach, to była zwykła tekstylna plaża. Odświeżony, ruszyłem brzegiem morza.

    Jak powiedziałem, zwróciła moją uwagę. Z falującym za nią w wietrze od morza czarnym welonem długich, gęstych włosów prześwietlonych słońcem; miałem ją pod słońce. Zjawiskowa. No dobrze, nie popadajmy w romantyczną przesadę – była zdecydowanie najlepszą dupą w zasięgu wzroku, jeśli nie na całej plaży. Przynajmniej, gdy tak biegła. Zatrzymałem się, odprowadzałem wzrokiem.

    Nie odeszła daleko w morze, pluskała się tuż przy brzegu, a to w jaki sposób się pluskała mogłoby służyć do gorącej sesji fotograficznej. Zaległem nieopodal na piasku spuszczając ją z oka tylko na tyle, by zauważyć, że jeszcze kilku facetów nie spuszcza z niej oka. I to pewnie spuszczając się w piasek z wrażenia, gdy tak wciskali weń przyrodzenia. Bo też i dziewczyna,  na oko szesnastka, miała wrodzony dar do prowokowania mężczyzn, kipiała wręcz seksem, a ciało miała, jak bogini. Długie, jeszcze dłuższe bo mokre, włosy kleiły się w strąkach do jej ciała, do nagich pleców, ramion, do piersi przyobleczonych w zupełnie w jej przypadku zbędny stanik. Moim zdaniem te piersi wyglądałyby o wiele lepiej nagie, z sutkami prześwitującymi spomiędzy oblepiających je mokrych włosów. Mógłbym wtedy rozgarnąć włosy językiem, liżąc je całe, potem skupić się na sutkach, sprawić by… Dość! To będzie potem (taką mam nadzieję), teraz jest teraz.

    Po paru minutach tego darmowego pokazu wręcz oczekiwałem, że na koniec podejdzie do nas i rozda wizytówki , czy zaproszenia na jeszcze gorętszy pokaz, już nie darmowy, na którym pokaże dużo więcej.  Skończyło się inaczej; podszedł do niej jakiś facet, powiedział coś gniewnym tonem, odwrócił i wyszedł na brzeg. A ona za nim. Ani chybi tatuś, zazdrosny o córeczkę i wkurwiony. Dziewczyna ruszyła za nim, raczej niezbyt przejęta ochrzanem. Na pożegnanie poprawiła jeszcze majteczki, które zsunęły się częściowo z pośladków wrzynając w rowek. Zrobiła to w ten sposób, że najpierw  schowały się w nim całe i pewnie nie ja jeden wolałbym, żeby w nim zostały. Ale nie, pokazawszy nam pupę w całej krasie, pannica naciągnęła je na cały tyłek. Tylko bojaźń boża przed ojcowskim gniewem mogła tłumaczyć tak nietypowe wobec jej wcześniejszego zachowania postępowanie.

    Ruszyłem za nią jako jedyny, pewnie pozostali widzowie mieli nie dość odwagi, albo chwilowo zbyt wiele w gaciach, by oderwać biodra od piasku. Też bym miał, gdyby nie ostatnia noc… Ruszyłem ostrożnie, świadom konsekwencji, jeśli strażnik jej cnoty mnie przyuważy. Ale nie przyuważył. Za to ona tak.

    Stoi teraz ze spuszczoną głową, przechodzę obok i słyszę, jak stary ją opieprza. Po polsku. Jak to często na Ibizie. Gdy, oddaliwszy się na bezpieczną odległość, odwracam głowę, napotykam jej wzrok. Z jakimiś ciuszkami w ręce zmierza do… przebieralni?

    Tak, zerka na mnie jeszcze, mija, odwracam się, znów podziwiam jej zgrabną dupę, a po chwili już tylko łydki. Typowa plażowa przebieralnia skrywa resztę. Teraz szybko, zanim się rozbierze! Zatrzymuję się w wejściu, nie chcę jej przestraszyć. Ale i nie zamierzam tracić czasu.

    – Współczuję opalenizny.

    – Eee… coś z nią nie tak? – Dziewczyna spogląda na swój pięknie przybrązowiony brzuszek.

    – Widziałem twój tyłeczek, gdy hmm… poprawiałaś majtki wychodząc z wody. Jest wprawdzie olśniewający, ale i olśniewająco biały. Twoich piersi wprawdzie jeszcze nie widziałem, ale…

    – Jeszcze?! – Przerywa mi gwałtownie, a jej piersi unoszą się gwałtownie, gdy nabiera powietrza. Jest wyraźnie poruszona.

    – …ale założę się, że wyglądają podobnie. Dwa śnieżnobiałe pagórki, każdy zwieńczony różowiutkim sutkiem, taką wisienką na torcie. Twój chłopak lubi takie kontrasty?

    – A ty nie? Poza tym nie mam chłopaka. I… śmiało sobie poczynasz!

    – Jak i ty. Byłaś, jak ta viagra, tam w wodzie.

    – Jak viagra?

    – Gdy wchodząc do baru woła: stawiam wszystkim!

    – Strasburger by się wstydził!

    – To aż taki suchar? Wybacz. Jesteś tu tylko z ojcem?

    – I z mamą. Ale musiała wracać, nie miała tyle urlopu. A ty?

    – W licznym towarzystwie. Zatrzymałem się w hotelu na S’Espardell.

    – Podobno to raj naturystów, naprawdę można się tam dostać tylko nago?

    – Bez przesady, można się rozebrać na miejscu. Ale fakt, to raj nudystów, dlatego tam jesteśmy, my i nasze dziewczyny.

    – Czyli masz dziewczynę?

    – Mam, tę jedyną, ma na imię Ala.  Ale mogę mieć każdą z nich. A każdy z mych przyjaciół może mieć Alę. Lubimy wspólne igraszki i swawole.

    Przez chwilę dziewczyna nie wie, co powiedzieć. W zamian ślicznie się rumieni.

    – To co tu robisz? Mając do dyspozycji tyle pięknych, chętnych i już nagich dziewczyn?

    – Odpoczywam po wyjątkowo wyczerpującej imprezie. Poza tym te wszystkie piękne dziewczęta nie wzięły się znikąd.

    – A, to dlatego mnie zaczepiłeś, masz mnie za kandydatkę do swojego haremu!

    – Ależ skąd! Jestem jak najdalszy od myśli, by zaciągnąć cię na S’Espardell, omotawszy wprzód pięknymi słówkami i przelecieć wspólnie z kumplami jeszcze dzisiejszego wieczoru.

    I wyszczerzam zęby w uśmiechu, który gruntownie zaprzecza mojej, i tak wątpliwej, deklaracji.

    – Dzięki za szczerość. Nie jesteś pierwszym, który próbuje, ale najwyraźniej korzystasz z innych poradników.

    – Poradników?

    – Tych dla początkujących podrywaczy.

    – Przyłapałaś mnie!

    – Ha! I co tam jeszcze wyczytałeś? Masz w zanadrzu więcej takich tekstów?

    – Mam, ale nie pasują do sytuacji.

    – Sam nic nie wymyślisz? Tak obiecująco zacząłeś…

    – Wolę przejść do następnego rozdziału.

    – Pod tytułem?

    – Kontakt fizyczny pierwszego stopnia. Porady praktyczne.

    Nie protestuje, gdy obejmuję ją w pasie i przyciągam do siebie. Przeciwnie – uniesioną nogą oplata moje uda. Śmieje się.

    – Teraz powinieneś mnie pocałować. Scena, jak z romansu, nie uważasz?

    – Z gorącego romansu – tyle zdążę powiedzieć, nim nasze usta się zetkną. Zetkną i z miejsca wpiją się w siebie. Moje dłoń na jej gładkim udzie. Nim skończy się pocałunek, zdąży zawędrować pod te obszerne majtki, skrywa tam taki jędrny tyłeczek…

    – Uch! – Łapie oddech – To miał być pierwszy stopień!

    – Chyba pomyliłem rozdziały…

    – Cóż, cofać się do poprzedniego nie ma większego sensu, skoro już tak śmiało sobie poczynasz.

    – Gdybym sobie śmiało nie poczynał, stałbym teraz w domu pod natryskiem z namydlonym członkiem w dłoni i marzył o takiej dziewczynie, jak ty.

    – Hihihi… Ja sobie mogę tylko pomarzyć o chłopaku…

    – Pewnie marzysz o nim z palcem na łechtaczce?

    – Z palcem na łechtaczce wymyślam, co z nim robię.

    – Chętnie bym posłuchał. I popatrzył. Tylko czasu brak, pamiętasz, po co tu przyszłaś?

    Zamiast odpowiedzieć, szybko zdejmuje majtki i stanik. Ma u mnie punkt za kolejność. Lecz nie sięga po sukienkę, sięga po co innego.

    – Masz, co chciałeś – mówi, ściskając mnie przez kąpielówki. – Te twoje kontrasty.

    – I apetyczne wisienki. Zdradzają cię. Wyraźnie urosły.

    – Nie ty jeden się podnieciłeś. Mogę?

    – Możesz.

    Wiem, o co pyta, a ona wie, czego chce. Kąpielówki już nie przeszkadzają.

    – Pierwszy raz widzę na żywo – mówi. A potem – pierwszy raz mam w ręce.

    – Ściśnij mocniej!

    – Jaki twardy! Z zewnątrz aksamit, a w środku… One wszystkie tak?

    – Podoba mi się twój rumieniec, gdy o to pytasz. Ściśnij mocniej, to odpowiem.

    – Auć!

    – Przepraszam, przepraszam…

    – Żartowałem, ścisnęłaś w sam raz. A odpowiadając na twoje pytanie – w twojej dłoni wszystkie byłyby takie. Przesuń po nim dłonią, w górę i w dół… dobrze… jeszcze raz. I jeszcze. Nie przerywaj.

    Dziewczyna wali mi konia, pierwszy raz w życiu wali, pierwszy raz ma kutasa w ręce, nie skłamałem, każdy w takiej sytuacji byłby twardy.

    – Dlaczego akurat w mojej dłoni jest taki sztywny? Jak kość, przecież tam nie ma żadnej kości, wiem z biologii.

    – Bo jesteś dziewicą, bo pierwszy raz masturbujesz faceta, ba, pierwszy raz w ogóle widzisz wzwiedzionego członka na żywo. Bo masz… szesnaście lat? Wystarczy?

    – Ech… – Dziewczyna wyraźnie smutnieje – To wszystko przez mojego kochanego tatusia, gdyby nie jego… nadopiekuńczość, już dawno bym… ech!

    Milknie. Wyraźnie się zawstydza, przyznając do swych marzeń. Nawet jej dłoń zastyga w bezruchu na moim członku.

    – Rozumiem, że to taki pies ogrodnika.

    – Czuję, że nie do końca. Czasem tak na mnie patrzy… Wiesz, nie wiem, co mnie naszło, żeby opowiadać obcemu takie rzeczy.

    – Może właśnie dlatego, że jestem obcy? Taki telefon zaufania. Wyobraź sobie, że trzymasz w ręku mikrofon. Mnie tu nie ma, mówisz do mikrofonu.

    Dziewczyna ściska mikrofon mocniej, nachyla się nad nim.

    – No dobrze, mam mówić dalej?

    – Najpierw poliż mikrofon.

    – Hahaha… Kolejna rzecz, którą zrobię pierwszy raz w życiu.

    I liże. Podoba mi się, że robi to bez wahania. I nie jest to bynajmniej zdawkowe liźnięcie. Prawie dochodzę.

    – Ojej, cały zaśliniony!

    – To dobrze, będzie mi przyjemniej.

    – Czuję się trochę, jak uczennica – mówi, dodając więcej śliny. Rozprowadza ją dłonią po całym trzonie. – Tak dobrze?

    – Pojętna dziewczynka! To co jest nie tak z tym psem?

    – Psem? Aha, no tak, widzę, jak na mnie patrzy… Pożądliwie. Widzę, jak zerka na moje nogi, czasem słyszę jakieś dziwne odgłosy za drzwiami łazienki…

    – Ale nic wprost?

    – Niczego takiego nie próbuje. Ani nie mówi, żadnych aluzji. Spróbowałby przy mamie!

    – A teraz wyjechała…

    – Do tego zmierzam. Zrobił się ciut nachalny. Takie niby przypadkowe muśnięcia, dotknięcia, przytula mnie, mówi, że w zastępstwie mamusi. I chce oddać jeden pokój. Mam osobny, a teraz, gdy mama wyjechała, twierdzi, że szkoda kasy na dwa. A w jego jest jedno duże łóżko…

    – Świntuszek! Nieźle to sobie zaplanował.

    – Lubię swój pokój, pierwszy raz w życiu mam pokój, w którym mogę się zamknąć i…

    – Spokojnie oddać masturbacji – wchodzę jej w słowo.

    – No co? – Dodaję, gdy dziwnie na mnie patrzy. – To telefon zaufania, możesz się wygadać.

    – No dobrze. Więc ledwo się w nim zamykam, rozbieram do naga, taki tu klimat, ciepło jest. I cały czas robię sobie dobrze.

    – Cały czas?

    – Co chwila.

    – To mi się podoba. Odwiedzę cię, podnieca mnie, jak dziewczyna się przy mnie masturbuje.

    – Hahaha… Wybij to sobie z głowy!

    – Ale dlaczego? Popatrzę, popieścimy się trochę, nauczysz się paru fajnych rzeczy i sobie pójdę. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Czy to nie kuszące?

    – Dlatego, że od kiedy mama wyjechała, ojciec zagląda do mnie pod byle pretekstem. Sama propozycja jest faktycznie kusząca, trzeba było złożyć ją wcześniej.

    – Hmm… Może to rzeczywiście kiepski pomysł. Przyjemniej byłoby pofiglować na plaży. Na S’Espardell. Tam tatusia nie będzie.

    – Czy ty słuchałeś, co do ciebie mówię? On mnie na krok nie puści.

    – Teraz puścił…

    – A ja z żalem, ale muszę cię puścić.

    – I puszcza. Mój kutas kołysze się przez moment, by zastygnąć w pozycji do ataku. Niestety nie ma co atakować, dziewczyna sięga po sukienkę.

    – Niezły dostanę opierdol – mówi, spoglądając na zegarek.

    – Jeszcze moment! Skoro twój ojciec nie do końca jest psem ogrodnika, to…

    – To? – pyta, nagle zainteresowana.  Moimi słowami, i tym, co wyprawiam z członkiem.

    – To ja się nim zajmę. Podrzucę mu apetyczną kość.

    – Tę, którą się właśnie zabawiasz? Jesteś gejem? To znaczy bi – poprawia się. – Ojciec nie jest. Chyba – poprawia się.

    – Ależ nie osobiście. Pokażę go „moim” dziewczętom, któraś się skusi. A gdy tatuś będzie dymał młodą panienkę w typie córeczki, ja zajmę się rzeczoną córeczką.

    – O ja cię! To rzeczywiście może się udać. Trzymam cię za słowo.

    – Wolałbym, żebyś potrzymała za coś innego.

    – Ja już naprawdę muszę iść.

    – Ja już dochodzę, to potrwa moment.

    Prowadzę jej dłoń niżej, tryskam, gdy ściska mi jajka. Wysoko tryskam.

    – O ja cię! Zachlapałeś mi cycki. I brzuszek.

    Zamierza się wytrzeć zdjętymi majtkami, lecz ja chwytam te, które ma założyć. Składam je tak, by część przylegająca zwykle do cipki była na wierzchu. I tak przygotowanymi starannie wycieram spermę, zostawiam tylko to, co zdążyło spłynąć i wsiąknąć w futerko.

    Nie odzywa się ani słowem, nawet wtedy, gdy przyklękam, a ona przestępuje z nogi na nogę wchodząc w majtki. Podciągam je na miejsce.

    – Gotowe.

    – Jestem w szoku!

    – Jesteś w majtkach.

    – Mokrych!

    – Chciałaś łykać spermę na pierwszej randce? Musieliśmy sobie poradzić w inny sposób.

    Znów się nie odzywa, pewnie musi to przemyśleć. Stanik, sukienka… już wychodzi.

    – Znajdę cię jutro na plaży?

    – Tak, ojciec lubi się smażyć, codziennie tu przychodzimy. A teraz już naprawdę muszę iść.

    – Jeszcze moment. Jak ci na imię?

    Waha się chwilę.

    – Obiecaj, że nie będziesz się śmiał.

    – Obiecuję.

    – Aldona.

    Ucieka tak szybko, że mój śmiech nie jest w stanie jej dogonić.

    * **

    W drodze powrotnej na S’Espardell mam czas przemyśleć to i owo, teraz dzielę się nie tylko wrażeniami z plaży, ale i wstępnymi pomysłami.

    – Ty to masz szczęście do takich przygód!

    – Powiedzcie lepiej, co dalej? Jakieś sugestie?

    – Przede wszystkim chciałybyśmy obejrzeć. Nie ją. Jego. W końcu…

    No tak, dziewczęta znów będą dla mnie nadstawiać cipy. Tym razem nie dla mnie osobiście, ale dla moich zachcianek. Wypadałoby wiedzieć komu.

    – Mam zdjęcie…

    – Dawaj!

    Telefon przechodzi z rąk do rąk, generalnie facet zostaje oceniony pozytywnie. Następuje burza mózgów i hormonów. Niespodziewanie dyskusję ucina Robert.

    – Może po prostu ja z moimi dziewczynkami? Po co kombinować, skoro najprostsze rozwiązanie jest pod ręką. Oczywiście, jeśli Majka i Natka się na to piszą.

    – Daj jeszcze ten telefon.

    Oglądają, powiększają, wybrzydzają… uśmiechają.

    – Tak tylko cię podpuszczamy, wiesz, że jesteśmy gotowe na wszystko. Ale…

    – Wiem, wiem, jestem do waszej dyspozycji, Ala ma teraz i tak co innego w głowie.

    – Chyba w cipie…

    – W ustach, to jakby w głowie…

    – Zaraz jej poszukamy, jeśliście takie ciekawe. Ale wpierw podsumujmy. Pierwsza sprawa, jeszcze na dziś, to wynająć pokój w hotelu przy plaży. Popłyniemy razem i zostanę z wami na noc, zadowolone?

    – Jasne!

    – Kolejna rzecz: nie dowiedziałem się, gdzie mieszkają, więc jutro rano musimy…

    * * *

    – Słyszałam!

    Stała na piasku z tubką jakiegoś olejku do opalania i udawała, że się smaruje. Zauważyła mnie od razu, właśnie dlatego, że tylko udawała. Nie dawała erotycznego spektaklu, jak wczoraj w wodzie, po prostu się rozglądała, machinalnie wcierając olejek w to niebanalne ciało. Czyli czekała… A teraz to „słyszałam!” na powitanie I jeszcze walnięcie piąstką w tors.

    – Za co?!

    – Śmiałeś się. Z mojego nieszczęsnego imienia! Należało ci się!

    – To bardzo ciekawe imię. Oryginalne i zapadające w pamięć.

    – Weź przestań! Wiesz, jak mi mówią w szkole?

    – No… Aldona?

    – Aldi! Dajesz wiarę? Jak ta niemiecka Biedra!

    – Nauczyciele też?

    – Jedna baba mówi: Aldonko! Nic, tylko się wieszać.

    – Ech…Daj lepiej ten olejek. I się odwróć.

    Gdy kończę z plecami, Aldonka zgarnia te wielkie majtki między pośladki.

    – Tyłek też proszę.

    Chyba jej przeszło. Dokładnie i powoli wcieram olejek w te cudne półkule, ignorując zerkających z aprobatą, zazdrością, bądź oburzeniem, zależnie od płci i wieku zerkającego.

    – To też ci się należało. Za to, że jednak przyszedłeś. Jaki mamy plan?

    * * *

    Z bezpiecznej odległości obserwujemy ojca Aldony. Nie, żeby z daleka, za to znad głowy.

    – Ojciec obraca się regularnie, jak kotlet na patelni, tyle, że rzadziej, raz na pół godziny. A właśnie się obrócił. Nie zobaczy nas. A zwłaszcza tego, że trzymasz mnie za tyłek.

    – Przeszkadza ci to?

    – Po naszym wczorajszym… spotkaniu? No co ty!

    Pan Grzegorz, bo tak ma na imię, spoczywa na wznak, co jest istotne dla naszego planu. Po drugie, możemy bezpiecznie się zbliżyć, po pierwsze, to ważniejsze…

    – Uwaga, zaczyna się!

    * * *

    Głośne krzyki i śmiech sprawiają, że pan Grzegorz unosi głowę. Widzi tuż przed sobą dziewczynę biegnącą z dwoma rożkami lodów w dłoniach. A nieco dalej drugą, goniącą tę pierwszą.

    – Oddawaj mojego loda, zanim się całkiem roztopi!

    Odpowiedzią jest śmiech. Wszystko dzieje się tak szybko, że facet nie jest w stanie zapobiec nadciągającej katastrofie. Uciekająca z lodami dziewczyna ogląda się na tę drugą. W fatalnym momencie – potyka się o wyciągnięte nogi ojca Aldony i pada na niego całym ciałem. Pierwej wypuściwszy z dłoni lody, by się ratować.  Oba lądują na panu Grzegorzu, ona zaraz potem. Lody dają poślizg, a poślizg rozmazuje rozmiękłe już lody po równo na obu ciałach. Pan Grzegorz przytomnie odchyla głowę, mógłby stracić zęby, dziewczyna tak po nim sunie…

    Łapie ją rękoma, przypadkiem akurat za tyłek, udaje mu się ją zatrzymać, ale rąk z pośladków nie zabiera, pewnie przez nagły stres…

    – Dobrze idzie, jak na razie – stwierdzam. – Majka padła bezbłędnie. I zobacz, gdzie twój staruszek trzyma łapy.

    – Ma w tym wprawę.

    – Ała… ała… ała… – Dziewczyna próbuje się pozbierać, ale zgiąwszy nogę, syczy z bólu, traci równowagę i znów ląduje… Nie, tym razem zwyczajnie wkleja się w pana Grzegorza. Za to znów całym ciałem. I tak leży, a pan Grzegorz czuje, że mu staje… Fuck! Zawsze był dumny ze swych wzwodów, ale teraz nie pora na to. A jak na złość dziewczyna znów próbuje się pozbierać, jej biodra przesuwają się po jego, wzgórek łonowy uciska penisa. Fuck! On leży, ona leży na nim, jemu stoi, a nad nimi stoi ta druga dziewczyna, notabene z niezłymi zderzakami, jak zdążył zauważyć.

    – Nic ci nie jest, Majka?

    – Poza tym, że kolano mnie napier… przepraszam pana, boli, a lody poszły się je… To jest przepadły? I cała jestem usyf… Znaczy upaprana? Nie, nic mi nie jest! A panu? Ja pana strasznie przepraszam, nie zauważyłam, już bym z pana zlazła, tylko to pier… cholerne kolano…

    Pan Grzegorz wcale nie chce, żeby z niego zlazła, na wzwód nic nie poradzi, a dziewczyna wciąż się na nim porusza. A stojący kutas, ona przecież musi go czuć, jakby nie robił na niej wrażenia.

    – Grzegorz jestem. Cała przyjemność po mojej stronie – mówi trochę od rzeczy, choć przyjemnie mu faktycznie jest. – To jest, chciałem rzec, nie gniewam się, ani nic, moja wina, za długie nogi… Byle to nie był jakaś poważniejsza kontuzja.

    Leżałby tak jeszcze długo, gdyby nie ta druga dziewczyna. Schyla się, by podnieść koleżankę a jej wielkie piersi prawie wypadają ze stanika. Gdyby pan Grzegorz potrafił, zatrzymałby w tym momencie czas. Ale nie może. Nie może też dłużej tak leżeć, penis prawie że wyjrzał mu z gatek, zaraz będzie wstyd.

    – Ja pomogę!

    Wyślizguje się ostrożnie spod Majki, nie odrywając krocza od jej biodra, a potem szybko zgina wpół. Już klęczy na kocyku, zgarbiony, bezpieczny, bada kolanko małej.

    – Coś tam liznąłem z pierwszej pomocy – tłumaczy.

    – Ją by chętnie liznął – komentuje Aldona.

    – Jeszcze dzisiaj liźnie je obie, zobaczysz.

    – Pierwsze, co sobie o tobie wczoraj pomyślałam, to mitoman. Ale powoli zmieniam zdanie.

    – Jak powoli?

    – Uwierzę, jak zobaczę te tłumy ślicznych, nagich dziewcząt na twojej wyspie.

    – A te tutaj?

    – Śliczne i półnagie. Ale tylko dwie.

    – Ech…

    – Nic tu nie widzę, ale prześwietlenie i tak trzeba zrobić – stwierdza tymczasem ojciec Aldony.

    – A najpierw się umyć – dodaje ta z cyckami. – Majka to moja siostra, ja jestem Natka. Natalia, ale wszyscy mówią mi Natka. Pomoże mi pan ją podnieść? Jak się wesprze na mnie, to da radę dojść do hotelu. W poskokach. O tam mieszkamy, przy samej plaży, to naprawdę blisko.

    Pomógłby, gdyby nie ten przeklęty wzwód. Jak na złość trwa i trwa. A gdyby tak…

    – Mam inny pomysł. Lepiej nie nadwyrężać tego kolana ponad potrzebę, przynajmniej do czasu wizyty u lekarza. Zaniosę ją.

    Nie czekając na zgodę, wsuwa ręce pod Majkę.

    – Obejmij mnie za szyję.

    Wstaje z przyklęku. Nie ma lekko, trzeba to zrobić powoli, delikatnie, ale najważniejsze, że tyłek dziewczyny zasłania wzwód. Dziewczyna, niechcący oczywiście, tak przynajmniej sądzi w swej naiwności, ociera się o jego kutasa tym tyłeczkiem, gdy tak idą, ale tym będzie się martwił później.

    – Ależ pan silny!

    – Lekka ta twoja siostra…

    Natka też jest szczupła, ale same cycki muszą sporo ważyć… W sumie dobrze, że trafiło na tę lżejszą.

    – Które piętro?

    – Trzecie. Ale jest winda.

    Silny, nie silny, ale gdy opasany ręcznikiem facet otworzywszy drzwi, wytrzeszcza gały na ich widok, pan Grzegorz jest nie tylko utytłany w roztopionych lodach i piasku, ale i spocony. I tak też się czuje. Brudny.

    – Majka się przewróciła na pana i coś sobie zrobiła w kolano, tato. Biegła z lodami…

    Wypadałoby położyć dziewczynę na łóżku, ale tylko by je uświniła. Poza tym ten wzwód!

    – Może zaniosę ją od razu pod prysznic?

    – Dobra myśl. Zjadę do recepcji, rozpytam o lekarza, o szpital. Natka, pomóż siostrze się umyć.

    Gdyby ktoś godzinę temu powiedział panu Grzegorzowi, że wyląduje z dwoma półnagimi dziewczętami pod prysznicem, zwyczajnie by go wyśmiał. A oto właśnie wylądował. Mało tego – ta młodsza gwałtownie protestuje, gdy chce ją postawić w brodziku.

    – Jeszcze się pośliznę i wypier… i dopiero będzie! Natka, umyj nas oboje, tak, jak jest.

    A jest niesamowicie. W życiu by tego nie wymyślił, takiego mycia. Owszem, fantazjował o takiej akcji z córką, ale córkę ma tylko jedną.

    Natka najpierw spłukuje z nich cały ten syf, potem dokładnie namydla, a pan Grzegorz bogu dziękuje, że ojca dziewcząt nie ma w pobliżu, gdy Natalia wsuwa dłoń między tyłek siostry a jego kąpielówki. I natrafia wiadomo na co.

    – Ojej! A cóż my tu mamy?

    Majka, chce wiedzieć, co.

    – Pan Grzegorz ma, jak by tu rzec, erekcję.

    – Ja bardzo was przepraszam, ale… taki klimat.

    – Proszę nie przepraszać, to nam pochlebia. Tatusia będzie pan przepraszał, pewnie zaraz wróci.

    Tylko nie to!

    * * *

    Zdążyli. Prawie. Grzegorz położył Majkę na łóżku i właśnie się prostuje, gdy wraca jej ojciec.

    Zauważył? Nie zauważył? – Grzegorz odwraca się błyskawicznie i wyszarpuje z dłoni Natki ręcznik, którym się wycierała. Okazuje zrozumienie, nawet puszcza do niego oko idąc do łazienki po inny.

    – No, teraz wyglądacie oboje, jak ludzie. Bez urazy, panie Grzegorzu. Zdaje się, że się  nie przedstawiłem. Robert. – Ściskają sobie dłonie –  Dziękuję za pomoc. I za wyrozumiałość.

    Gadka-szmatka o wszystkim i o niczym pomaga, sytuacja w slipach wraca do normy, Grzegorz może już oddać ręcznik. Jeszcze pożegnać się z dziewczętami i…

    Ściska właśnie dłoń Natki, gdy stojący za nim Robert szepce mu do ucha:

    – Niech pan się tak nie przejmuje tym wzwodem. Tak naprawdę Natka i Majka nie są moimi córkami. Nie jestem ich ojcem, lecz sponsorem, no wie pan…

    Grzegorz oczywiście wie. Wie i marzy o czymś takim. Jeśli oczywiście nie wyjdzie mu z córką. Zerka na dziewczyny, te uśmiechają się do niego zalotnie. Po czym skromnie spuszczają wzrok. Albo i nieskromnie – stoi przodem do nich a w slipach znów ma ciaśniej. Nigdy stąd nie wyjdzie! Z drugiej strony nagle przestało mu się spieszyć.

    – Majka, podziękuj panu za ratunek.

    – Dziękuję panu za ratunek! – mówi Majka i uśmiecha się promiennie.

    – Podziękuj lepiej! Spójrz, jak pan Grzegorz się męczy, przecież nie wypuścimy go w takim stanie…

    – Ależ tatusiu!

    Ale posłusznie sięga ręką do slipek oniemiałego Grzegorza, pchniętego w kierunku łóżka przez rzeczonego tatusia. Parę szybkich ruchów nadgarstka młodej dziewczyny czyni cuda.

    „Cuda” trafiają do umiejętnie nadstawionej dłoni drugiej z dziewcząt. Tej z wielkimi cyckami. Nawet nie zauważył, kiedy je obnażyła, teraz wciera w nie jego nasienie.

    – Takie świeże czyni cuda – oświadcza z uśmiechem, w którym nie ma śladu zażenowania.

    – Pod warunkiem, że stosuje się zewnętrznie, co ci się rzadko zdarza, córuś.

    – Córuś?! No tak! Grzegorz jest tak skołowany, że już nie wie, co jest prawdą. Albo woli myśleć o… Natce i Majce, tak im na imię, jako o prawdziwych córkach Roberta. To go dodatkowo kręci.

    – I na nic moje podziękowania –  Majka trąca wciąż sterczącego członka. – To twoja sprawka – zwraca się do siostry – zrób z tym coś, panu się spieszy.

    Natka niezwłocznie bierze sprawy w swoje ręce. Obie. A ma je jeszcze śliskie od spermy. W tych okolicznościach przyrody pan Grzegorz, zapatrzony w rozkołysane cycki Natki, dochodzi całkiem szybko, jak na szybką powtórkę.

    – Och tatusiu! Mogę?

    Robusiowi zsunął się ręcznik, a może go zrzucił, w każdym razie teraz on ma się czym pochwalić. A Natka na co rzucić.

    – Później, kochanie. Panu się spieszy.

    Grzegorzowi rzeczywiście się spieszy. Gdyby nie to, i oczywiście dwa wytryski… Chowa mięknącego członka w slipach.

    – Zanim pan wyjdzie, chciałbym coś zaproponować…

    – Tak?

    Nagle wzbudzona nadzieja wstrzymuje przebiegający w gatkach proces zmiękczający.

    – Nie spotkałby się pan z nami ponownie? Na przykład dziś wieczorem?

    – Och, z rozkoszą… Ale córka…

    Ukochana i upragniona córeczka, której Grzegorz nie spuszcza z oka, staje się niespodziewanie przeszkodą.

    – Wygląda na dużą dziewczynkę, sądzi pan, że sobie nie poradzi do jutra?

    Na szczęście Grzegorz ma, jak to mówią, oczy pizdą zarośnięte, nie zastanawia się, skąd Robert wie, jak wygląda Aldona.

    Do jutra!- Grzegorz zrobiłby wszystko za jedną noc z tymi dziewczętami!

    – Nie puścimy pana wcześniej, jak jutro w południe.

    – I naprawdę jesteśmy siostrami.

    – Coś wymyślę. Na pewno.

    * * *

    Aldona leży na kocyku. Otwiera oczy, gdy pada na nią cień ojca.

    – Gdzie się podziewałeś tak długo, tato? Martwiłam się.

    – Przepraszam, ale to wszystko stało się tak niespodziewanie…

    – Jakie „wszystko”?

    – Wyobraź sobie, leżę, jak ty teraz i nagle wpadają na mnie znajomi, zupełnie przypadkiem.

    Widziałam, jak wpadają. Zupełnie przypadkiem! Dziewczyna ledwie się powstrzymuje, by nie parsknąć śmiechem.

    – No właściwie, to jeden z moich kontrahentów. Z żoną. Właśnie dziś obchodzą rocznicę małżeństwa. Wymyślili, że spędzą ją na Ibizie. Ale są tu już jakiś czas i nie mają nikogo znajomego i bardzo się ucieszyli ze spotkania. I zaprosili mnie na wieczór. A ja nie mogłem odmówić, zwłaszcza, że to naprawdę dobry klient, zależy mi na dobrych stosunkach. A oni są bardzo imprezowi i pewnie ten wieczór się przeciągnie i…

    Dobrych stosunków ci dziś nie braknie, tatusiu – myśli Aldona, a Grzegorz zagłębia się we wciąż nowe, zmyślone na poczekaniu szczegóły, jak prawie każdy początkujący kłamczuszek. Gdy dochodzi do sedna, Aldona jest już znudzona.

    – Wszystko rozumiem, tatusiu –przerywa ojcowski słowotok –  Chcesz się urwać do jutra rano i martwisz się o mnie.

    – No tak. I raczej do południa. Na pewno do południa. Dasz sobie radę?

    – Nie jestem już dzieckiem, za które wciąż mnie masz, tato. Pewnie, że sobie poradzę. I też mam prośbę. Puściłbyś mnie już teraz? Wiesz, że mam ochotę na długi spacer plażą… Nie dałeś się namówić, a dziś mam okazję.

    – I nie chciałabym wybierać się zbyt późno. Żeby nie zastał mnie zmierzch – dodaje, widząc wahanie ojca.

    Ten myśli już nie o córce, a o córkach. Albo i nie córkach, Robert mówił… Ale TO SĄ czyjeś córki! Najpewniej będę dziś ruchał czyjeś córki

    – To jak, tato?

    – Tak, tak, kochanie – odwiesza się i odpowiada machinalnie. – Idź choćby teraz.

    W nadziei na zgodę taty Aldona założyła najskromniejszą z sukienek, taką za kolana, nie chce drażnić ojca, a przecież będzie jej potrzebna tylko na chwilę… Czuje dreszczyk emocji, gdy tak stoi przed ojcem, oczekując na jego aprobatę, sandałki i sukienka, to wszystko, co ma na sobie. A jak zauważy, że nie mam majtek?

    Nie zauważa, wyraźnie jest myślami gdzie indziej. Pewnie w innych majteczkach!

    Aldona wychodzi, a Grzegorza nachodzi nagła refleksja: po co ja tyle gadałem, jak później spyta o cokolwiek, to mnie przyłapie, już połowy nie pamiętam.

    Refleksja równie nagle odchodzi, Grzegorz pogrąża się w fantazjach na temat czekających go atrakcji. Czyli czyichś córek.

    * * *

    – Jestem! – Mówi niepotrzebnie, przecież widzę, że jest. – Nawet łatwo poszło.

    – Mówiłem, że tak będzie.

    – No, mówiłeś. Ale… To co? Płyniemy?

    – Nie tracisz czasu.

    – Nie wiesz, jaki jest dla mnie cenny. Wyrwać się spod jego skrzydeł… Naprawdę dziękuję.

    Niespodziewanie dostaję soczystego całusa.

    – To taki mały zadatek. Płyniemy?

    – A spacer plażą?

    – Pospacerujemy na tej twojej wyspie.

    – A ja chciałbym najpierw tutaj, tak z godzinkę.

    – Godzinkę może wytrzymam.

    – Tego właśnie jestem ciekaw.

    – Ciekawe, dlaczego.

    – Dlatego – mówię, dając jej to, co ukrywałem w dłoni

    – Co to?

    – Głównie sznureczki…

    * * *

    – Nie wiem, czy się odważę…

    Aldi, już przebrana, ogląda się w lustrze. Trzy niewielkie trójkąciki znalazły się w strategicznych miejscach, a ja pomogłem powiązać je w całość. Choć wolałbym je przytrzymywać. Tyle, że kokardki są z tyłu…

    – Jeszcze sobie pomacasz, teraz pomóż – stwierdziła dziewczyna, stwierdziwszy, że kolejny raz zawiązała je krzywo. Teraz zerka na mnie krzywo.

    – Przecież nie każę ci paradować po tekstylnej plaży nago.

    – W tym wyglądam gorzej, niż nago!

    – Masz na myśli te białe plamy? Z tyłu jak sarenka.

    – Bardzo śmieszne! Mam na myśli skrajną nieprzyzwoitość tego stroju. I jeszcze to!

    Futerko na cipce dziewczyna ma podgolone po bokach, ale ten mikroskopijny trójkącik nie jest w stanie go zasłonić. Wystaje górą, wyłazi bokami. Bujne, pewnie jeszcze nie skracane.

    – Czym się właściwie przejmujesz? Pamiętasz jeszcze, jak prowokowałaś facetów podczas wczorajszej kąpieli?

    – No i sprowokowałam, na swoją zgubę. Ale dobrze, chodźmy już!

    – Czekaj, nie widzisz, że mi stanął. Daj mi chwilę, niech ochłonę.

    – Przejmujesz się?

    * * *

    Mam wrażenie, że wszyscy gapią się na moje slipy, ale to tylko wrażenie. Nie wszyscy i nie na mnie, tylko na moją towarzyszkę. Kobiety z zazdrością i/lub potępieniem, faceci się ślinią, my udajemy, że nie dostrzegamy tych spojrzeń.

    – Gdzie to kupiłeś? Może i ja coś wybiorę?

    Na wypadek, gdybym się nie domyślił,  czym mówi, zahacza palcem o ten dolny trójkącik, pokazując przez moment więcej kłaczków. Najwyraźniej oswoiła się już z tym sznureczkami.

    – Nie kupiłem, zdjąłem przedwczoraj z pewnej dziewczyny. A wczoraj przeprałem.

    – Opowiedz o tym zdejmowaniu.

    – … i, gdy rozwiązałem tę kokardkę – Aldi wie, o którą mi chodzi, bo trzymam na niej dłoń – majtki wcale nie spadły…

    – Wisiały na tym sznureczku, który mam między pośladkami. Logiczne.

    – Gdy go wyciągnąłem, wisiały dalej…

    Aldi zastanawia się przez chwilę.

    – Och!

    – Dokładnie! To znaczy miała ją dokładnie ogoloną i majtki się przykleiły.

    – Gdybym nie miała futerka, już by się przyklejały…

    – Popływamy?

    – Ja ci wyznaję, jak bardzo się podnieciłam, a ty o pływaniu?!

    – Widzisz tę motorówkę? Zawiezie nas na S’Espardell.

    * * *

    Już w biegu, Aldi odwraca głowę.

    – Zakład, że będę pierwsza!

    – A o co?

    – O trzy życzenia, kto przegra, będzie złotą rybką.

    Pozwalam, jej wygrać. Choć może tylko mi się wydaje, szybka jest. Ledwo zdążę przywitać się z Antoniem, gdy wyciąga do mnie rękę.

    – Trzymaj!

    – Co to? – pytam, choć przecież wiem, skoro jest już naga…

    – Głównie sznureczki. Pewnie będzie je chciała z powrotem.

    – Znajdę ci inne.

    – Ale po co inne? Coś nie tak z moimi cyckami? Albo myszką?

    Aldi wypina biodra, eksponuje krocze, pokazuje, że z myszką wszystko w najlepszym porządku. Antonio interpretuje ten pokaz po swojemu.

    – Wybacz, że się od razu nie przywitałem, jestem Antonio, miło mi.

    Pewnie, że mu miło, tej cipki jeszcze w dłoni nie trzymał.

    – Ojej!

    – Czy wspominałem, że właśnie w ten sposób witamy się z dziewczętami? Ściskając im cipki?

    – Jakoś ci to umknęło.

    – Nie sądzisz chyba, że nie wspomniałem celowo?

    – Owszem, sądzę. Lubisz zaskakiwać.  A teraz daj dokończyć.

    – Jestem… nowa i nie zorientowana, przepraszam, to nieładnie zmuszać kogoś, żeby czekał z wyciągniętą ręką.

    – Nie narzekam.

    Pewnie, że nie narzeka, przecież nie trzyma tej wyciągniętej dłoni w powietrzu!

    – A jak dziewczyny witają was?

    – Podobnie. My też mamy taki boski punkt podparcia…

    Aldi pluje w dłoń, bierze zamach, Antonio się nie cofa, odważnie bierze to na klatę. I staje na palcach, gdy Aldi go tak podpiera.

    I długo nie wypuszcza, zafascynowana rozgrywającym się spektaklem. Otóż zwisający wcześniej niczym wielki robal, penis Antonia, wsparty teraz na wewnętrznej stronie jej przedramienia, powoli nabrzmiewa i posuwa ruchem nomen omen robaczkowym w stronę łokcia dziewczyny. Gdy ta zabiera w końcu rękę, nabrzmiały kutas dalej w nią celuje.

    – Już mi się tutaj podoba – mówi Aldi. Choć jeszcze nie dopłynęliśmy.

    – Podoba mi się ta nowa dziewczyna – mówi Antonio. Jak właściwie ma na imię?

     Przyglądamy się Aldonie stojącej na dziobie motorówki. Z rozwianymi włosami, cyckami na kursie, czyli dupą do nas, może, a nawet musi się podobać.

    – Al… Ale nie powiedziała? – Coś mnie powstrzymuje przed podaniem jej imienia, przekonałem się, jak bardzo go nie lubi. – W sumie, to nie wiem.

    – NIE WIESZ?!

    – Tak wyszło. Pójdę, spytam.

    – Zrób sobie Titanica.

    – Co?

    – Spójrz na nią. Jak na Titanicu. Bądź, jak Leonardo. Ja nie mogę, steruję.

    * * *

    – Jak na Titanicu, nie uważasz?

    – Leonardo nie trzymał jej za cipkę i cycki.

    – Bo byli ubrani.

    – Chcę być bardziej naga…

    – Przecież jesteś kompletnie naga, nawet sandałki zrzuciłaś biegnąc do wody.

    – To moje pierwsze życzenie. Wygrałam. Nie trzeba się było schylać po te sandałki. Ale dziękuję.

    – Bardziej naga? Nie wiem, jak…

    – To proste, znajdź mi dobre nożyczki i golarkę. I piankę.

    – Ach! No oczywiście. Ale w takim razie pobawię się nimi, póki są. A co do golenia, poszukamy Moniki, albo Toli, to nasze fryzjerki. Zrobią to profesjonalnie.

    Aldona tylko wzdycha – bawię się jej futerkiem i tym, co (jeszcze) skrywa, coraz śmielej. Uznaję to westchnienie za zgodę.

    – Czyli załatwione. Druga sprawa: oprócz mnie nikt nie zna twojego imienia. Wczoraj nikomu nie powiedziałem, Antoniowi też nie, choć pytał.

    Aldona tylko wzdycha. Jakby głośniej. To już nie wiem, dobrze zrobiłem, czy nie? A może wzdycha głośniej, bo właśnie znalazłem łechtaczkę?

    – Dobrze zrobiłeś – mówi, gdy już może mówić.

    – Umiem robić dobrze dziewczętom.

    – Dobrze zrobiłeś, że nie powiedziałeś. Muszę sobie wymyślić jakieś imię.

    – Byle szybko.

    * * *

    Na pomoście czeka Ala.

    – To moja dziewczyna.

    – Chciałeś powiedzieć, jedna z twoich dziewcząt. Podobno masz ich dużo.

    – Tak, ale to właśnie ta jedyna, o której ci mówiłem.

    – Czyli jesteś Ala…

    Dowartościowana Maleńka uśmiecha się ciepło i wita czule.

    – A ty jesteś…

    – Jeszcze nie mam imienia.

    – Widziałaś gdzieś Tolę, lub Monikę? – pytam natychmiast, by Ala nie zdążyła się zdziwić.

    – Jakbyś się rozejrzał, zobaczyłbyś obie.

    Rozglądam się… Rzeczywiście.

    * * *

    – Ładne futerko. Na pewno chcesz się go pozbyć?

    – Do ostatniego włoska.

    – Czyli skalpujemy – Tola uśmiecha się złośliwie.

    – Zaraz, zaraz! Jakie „skalpujemy”?

    – Nie mówił ci? Myślałam…

    – To nie ja ją namówiłem, sama tego chce. Skalp będzie wartością dodaną.

    – Bo widzisz, Maciek, to kolekcjoner piczych skalpów. A my dla niego skalpujemy. Musisz  kiedyś zobaczyć te zdjęcia…

    – Jakie znów zdjęcia?

    – U niego w salonie. Po dwa ujęcia, przed i po oskalpowaniu. A pod każdym wisi skalp… taka kitka przewiązana kolorowym sznureczkiem.

    – Hahahah… Dużo ma tych… skalpów?

    – Dużo! Ale my tu gadu, gadu, a zdaje się masz niewiele czasu. Siadaj i rozkładaj.

     A zdjęcie?

    – Patrz, zapomniałabym!

    Tola sięga po telefon.

    – Uśmiech proszę!

    – Myślałam, że sama piczka.

    – Potem by nie pamiętał, czyja to. A właśnie, jak ci właściwie na imię?

    – Pocahontas – odpowiadam za Aldonę. Brązowa opalenizna, z małymi wyjątkami, ale to się wyrówna, czarne jak węgiel oczęta, takież włosy, które właśnie splata w warkoczyki, i ten skalp, który niebawem straci a ja dostanę. Tak mi się jakoś skojarzyło.

    * * *

    – Podoba mi się. To nowe imię – mówi.

    – To teraz musisz sobie na nie zasłużyć. Czy wiesz, co oznacza?

    – Nie. I już się boję!

    – Mała psotnica.

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Byc kobieta – poczatek

    Jak długo już to trwa? – zapytała Iwona. Zmieszany Filip nie wiedział co powiedzieć. Nie był w stanie wydobyć z siebie nic więcej poza śmiesznym –  yyy, mamo.. – nie unosząc nawet głowy. Jego wzrok utkwił na czarownych szpilkach Iwony, które miał na sobie. Mimo, że znalazł się w naprawdę nie ciekawej sytuacji to nie mógł zwalczyć podniecenia spowodowanego ciuchami matki, w które był ubrany.- Pytam jak długo – atakowała Iwona. –  na pewno nie jest to twój pierwszy raz. W końcu masz makijaż i nawet zaopatrzyłeś się w perukę. Więc, od kiedy podkradasz moją bieliznę, moje sukienki i moje buty?! Iwona dobrze znała odpowiedz na to pytanie. Mieszkali z Filipem we dwoje. Mąż zostawił Iwonę jakieś dwa lata po narodzinach Filipa, oczywiście dla młodszej. Teraz Filip miał 15 lat i jak widać brakuję mu ojcowskiej ręki. Nie przeszkadzało to Iwonie. Kochała swojego syna i bolało ją, że Filip nie ufa jej na tyle by podzielić się z nią swoimi marzeniami o byciu dziewczyną. -jjjakieś pół roku- wydukał wreszcie – Zaczęło się tak po prostu od masturbacji z udziałem twojej bielizny, która zostawiałaś w koszu na pranie. Była tego świadoma od samego początku, w końcu prała swoja bieliznę ręcznie, a Filip nawet nie trudził się by wyczyścić ja po wytrysku, zakładając że matka rzuci wszytko do pralki.- Jednak chciałem czegoś więcej, dlatego zacząłem przymierzać twoje ciuchy, które znalazłem w łazience.  Tego dnia były tam tylko czarna koronkowe majki biustonosz do kompletu i czarowna obcisła sukienka. Kiedy zobaczyłem się w lustrze spodobałem się sam sobie, ale nie mogłem siedzieć w tam cały wieczór. Zdjąłem sukienkę, na bieliznę ubrałem swoje ciuchy i po cichu, modląc się żeby na ciebie nie trafić przemyciłem sukienkę do swojego pokoju. Później po kolacji, wróciłem do pokoju, szybko przebrałem się i zacząłem oglądać w Internecie filmy o przebierańcach, którzy tak jak ja lubią poczuć się jak dziewczynka. Iwona była oszołomiona jak lekko przyszły mu te zwierzenia, ale słuchała próbując ukryć podniecenia, które ja ogarnęło. Ciężko było jej to przyznać przed samą sobą, ale Filip wyglądał naprawdę seksownie. Miał na sobie małą czarna (jej ulubioną), na nogach rajstopy, albo pończochy, na stopach czarowne szpilki na średnim obcasie. Na głowie blond peruka, na twarzy lekki makijaż, do którego nie za bardzo pasowało wyzywająco czarowna szminka. Na uszach chyba klipsy, bo nie zauważyła by wcześniej miał przekute uszy – to się zmieni pomyślała. – Rozbieraj się- rzuciła ostro – Co? – Nie co, tylko rozbieraj się, w końcu te rzeczy nie są twoje! No już.. Filip na początku nie widział co zrobić, ale widząc minę matki wolał nie pogarszać swojej sytuacji. Chwycił za włosy..- To zostaw na koniec – usłyszał – zacznij od sukienki. Rozsunął zamek, który był pod pachą i no góry zaczął ściągać sukienkę. Kiedy ta znalazła się na wysokości jego twarzy, tak że nic nie widział. Poczuł, że traci równowagę, to Iwona pchnęła go na łóżko. – Nie ruszaj się – rozkazała- Od dawna wiem, o twoich zabawach w samotności, ale sama nie wiedziałam jak doprowadzić do takiej sytuacji. Okazało się, że wystarczy cierpliwie czekać, albo tak jak dzisiaj wrócić wcześniej z pracy. Zaparkować parę dobrych metrów od domu i po cichu wejść, do domu. Bardzo podoba mi się to co masz na sobie. Czarny gorsecik, do tego stringi, które nie mieszczą twojego twardego małego kolegi i pończoszki na paskach. („Mniam” – pomyślała) i przegryzła wargę. Usiadła mu na nogach. Nachylając się zdjęła sukienkę, która była zaplątana na Filipa rękach. Kiedy Filip zobaczył jej uśmiechnięta twarz jakieś piętnaście centymetrów od swojej był trochę przerażony, ale czekał nadal w bezruchu.- Muszę przyznać, że wyglądasz naprawdę słodko jako dziewczynka, jak masz na imię? – zapytał, nadal się uśmiechając.- yyy ja, co? Maja, podoba się? No pewnie, że tak. Masz to na twarzy wypisane, od razu widać. Jeśli chcesz możesz zostać w tym co masz na sobie, choć to mało wygodne by chodzić w tym przez cały dzień. Tak czy inaczej cała moja garderobo jest do twojej dyspozycji. Nie wiem czy to ja jestem za duża czy ty za mała, ale moje ciuchy świetnie na tobie leżą, nawet oboje mamy taki sam rozmiar obuwia. Kończąc to zdanie Iwona nachyliła się jeszcze bliżej i pocałowała Maje. Najpierw czule, a potem czając, że ta się nie opiera, namiętnie z języczkiem i z sunęła się z niej, stając przed łóżkiem.  – Mamo…- Tak córeczko? Maja nie odezwała się, tylko uśmiechnęła znacząco. – Dobrze więc, tak jak powiedziałem. Ubierz coś na siebie, a ja czekam w kuchni. Mamy wiele spraw do omówienia. Kiedy Iwona wyszła z pokoju. Filip nie wiedział co o tym myśleć i ten pocałunek. Szybko zaczął  się masturbować. Nie potrzebował dużo czasu, a wytrysk był nie wiarygodnie mocny. Wystrzelił na siebie plamiąc cały gorset. Rozebrał się do naga i zaczął przeglądać bieliznę matki po raz kolejny. Wybrał żółte satynowe stringi do tego z kompletu biustonosz, mimo że nie był mu potrzebny, po prostu lubił mieć go na sobie. Na to biała bluzka na ramiączkach, czarna plisowana mini i bawełniane za kolanówki. Tak ubrana Maja z uśmiechem na twarzy wyszła z sypialni matki. Zostawiając Filipa, gdzieś daleko za sobą udała się do kuchni. Była naprawdę szczęśliwa, była w końcu sobą. Cdn… 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Matias

    Witam, jest to moje pierwsze opowiadanie. Proszę o konstruktywna krytykę.