Blog

  • Rocznica zwiazku.

    Cześć mam na imię Magda, ja i Filip (mój chłopak) mieliśmy trzecią rocznicę związku. Z tej okazji Filip przygotował niespodziankę. Miałam nadzieję na jakieś kino, teatr bo oboje dużo pracujemy i nie zawsze mamy czas lub ochotę na wyjście. Filip miał jednak inny pomysł i przygotował romantyczną kolację, trzeba przyznać że umie gotować, przygotował naprawdę super spaghetti, zjedliśmy pogadaliśmy trochę, i Filip zaproponował że na szykuje mi kąpiel a on pozmywa. Zgodziłam się na to, ale wiedziałam że coś muszę “dać” w zamian, poza ciałem nie miałam nic. Kąpiel była naprawdę relaksująca aż niechętnie wyszłam z wanny, poszłam do Filipa w samym ręczniku, on siedział na kanapie popijając lampkę wina, gdy myślałam że to koniec niespodzianek Filip zaproponował mi masaż. Po ciężkim dniu pracy zgodziłam się. Położyłam się na brzuchu i delikatnie zsunęłam ręcznik tak do okolic pośladków, Filip usiadł na moich udach i nabrał trochę oliwki na dłonie. Rozsmarowywał ją kilka minut po moich plecach, barkach od czasu do czasu zahaczając o kawałek moich odsłoniętych piersi. Nie zdałam sobie sprawy kiedy, byłam już bez ręcznika. Słyszałam cięższy oddech Filipa a na pośladkach czułam że jego członek zaraz rozerwie bokserki. Nie do końca wiedziałam jak mam się zachować, pomimo zmęczenia miałam ochotę na seks tak po prostu i w ramach podziękowań dla Filipa, szepnęłam do niego żeby już skończył i stanął naprzeciwko mojej twarzy. Zanim zdążyłam się zorientować Filip już był, widziałam że bokserki ewidentnie mu przeszkadzają, pomogła mu je zdjąć jego penis wyskoczył jak z procy. Najpierw wzięłam jego penisa w dłoń, trochę zaskoczona byłam bo nigdy tak nie pulsował i nie był tak gruby. Nie mogłam się nacieszyć tym widokiem, więc masowałam go powoli i delikatnie, czułam jak jeszcze bardziej twardnieje w mojej dłoni, nie mogłam się powstrzymać by wreszcie mieć go w ustach. Na początku zaczęłam go lizać, od żołędzia aż po jądra, gdy Filip położył dłonie na mojej głowie wiedziałam że to już czas, wzięłam go do połowy w usta i zaczęłam ssać jak nigdy, poruszałam ustami po jego całej długości, byłam już tak mokra że musiałam zwolnić by Filip za szybko nie doszedł. Chyba zrozumiał. Położył się na mnie chwilę jeszcze masując i całując moje plecy, barki, szyję i pośladki. Rozchylił moje uda i wysunął palec w moją mokrą cipkę, co jak co ale był mistrzem w palcówkach. Poruszał nim najpierw delikatnie później szybciej i znów delikatnie, poprosił żebym położyła się na plecach, gdy to zrobiłam Filip zszedł niżej i zaczął mnie całować i lizać delikatnie, w przerwie na złapanie oddechu wrócił do robienia placówki, a gdy czułam jego palec i język w swojej cipce nie wytrzymałam czułam jak przeszywa mnie orgazm, wygięłam się w pół a jego głowę dociskałam jeszcze mocniej do swojego krocza. Kiedy już opadłam z sił Filip obrócił mnie znowu na brzuch, zajął się trochę moimi pośladkami i rozchylił mi nogi, wszedł we mnie zdecydowanym ruchem, po cichu jęknęłam, czułam jakby mnie rozrywał, ale to było przyjemne. Posuwał mnie powoli w jednym tempie, znów byłam strasznie podniecona myślałam że zaraz dojdę ale Filip wyszedł ze mnie i wsadził mi penisa do ust, obciągałam mu jak nigdy ostro i namiętnie, wpychał mi go aż po same jądra, byłam tak zajęta obciąganiem że zapomniałam przełknąć ślinę. Zmieniliśmy pozycje, tym razem Filip położył się na plecy, dosiadłam go i zaczęłam ostro podskakiwać, ujeżdżałam go z całych sił, czułam jego twardego, grubego penisa w całej sobie. Filip szepnął że dochodzi, w ostatniej chwili zeszłam z niego i wzięłam jego fiuta do ust gdy nagle trysnął, czułam ciepła spermę w całej buzi, gdy już było po wszystkim masowałam go jeszcze ręką. To była najlepsza rocznica. 

     

    Jak się podobało? 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Cichosz
  • Chlodny, rzeski wieczor cz. I

    Jest chłodny, aczkolwiek rześki wieczór. Właśnie lekko przemarznięci wracamy z podwórza.
    Płynnym ruchem zrzucam z siebie płaszcz. Po długim spacerze spędzonym na intensywnej rozmowie czujesz chłód, pragniesz zająć ciepłe i przytulne miejsce, dające Ci jednocześnie poczucie bezpieczeństwa i tam się lepiej ogrzać. Nie pozwalam Ci na to. Pewnym ruchem chwytam Cię za nadgarstek, czujesz jak lekkie płomyki zaczynają iskrzyć w twoim brzuchu. Prowadzę Cię do sypialni i mówię, żebyś usiadła sobie na miękkim fotelu, który pozwoli odprężyć ci się jeszcze bardziej.

    Podczas kiedy mokre krople deszczu zaczynają ześlizgiwać się po szybie, ty relaksujesz się, pozwalasz, aby każdy twój mięsień w pełni się rozluźnił, tak, abyś mogła poczuć niesamowitą błogość, która sprawi, że będziesz czuła się jak piórko swobodnie unoszące się na wietrze. Kiedy trwasz w tym błogim stanie, ja stoję naprzeciwko ciebie z rękoma założonymi na biodrach. Moje spojrzenie totalnie cie przeszywa, uruchamiając tym samym twoją wyobraźnię. Serce zaczyna ci bić coraz mocniej i mocniej – jak nigdy wcześniej. Ja zupełnie niewzruszony, z chłodną kamienną twarzą mówię z troską donośnym, aczkolwiek kojącym głosem, że masz coś na  koszulce. Zerkasz – rzeczywiście – tłusta plama. Jest ci wstyd, próbujesz ją zakryć. Czujesz się w pewnym sensie upodlona – oczywiście to nie było świadome z mojej strony, nie chciałem sprawić ci tym wewnętrznego bólu.  Nie wiesz jak masz się zachować. Twardo stoję i obserwuję twoją reakcję. Zaczynasz przepraszać. Wybucham śmiechem, uspokajam twoje zszargane nerwy i mówię, że jesteś idealna nawet z tą plamą na koszulce. Jakbyś mi się nie podobała, to po prostu nie wpuściłbym cię do sypialni. Masz w brzuchu koktajl emocji, wstyd i niepewność zmieniają się nagle jeszcze większe zaufanie i chęć przeżycia ekscytującej przygody. Wyobraźnia robi swoje i w głębi siebie pragniesz w końcu zaznać chociaż troszeczkę rozkoszy, czujesz się jakbyś była wygłodniałym wilkiem sprowokowanym zapachem ciepłego i budzącego maksymalną satysfakcję pokarmu.
    Znowu spoglądam ci w oczy, czujesz jakbym spojrzeniem przeniknął w głąb twojej duszy, poznał wszystkie twoje ukryte pragnienia i fantazje, oraz zostawił tam jeszcze większe pragnienie i przywiązanie jako ślad  po mnie. Jesteś sparaliżowana, każdy ruch przychodzi Ci z ogromnym trudem, widzisz, że coraz bardziej się zbliżam. Zaczynam czule aczkolwiek z lekką dozą arogancji szeptać ci do ucha. Jestem na tyle blisko, że wyczuwasz moje ciepło.
    Wtem prostuję się, wypinam klatkę piersiową, każę ci poczekać i pewnym, luźnym krokiem wychodzę z sypialni.

    Czekasz zniecierpliwiona, nie jesteś pewna tego co będę chciał z tobą zrobić. Metaliczne krople deszczu spływające po szybie zyskują na intensywności. Przez szczelinę w oknie do sypialni wślizguje się świeże, rześkie powietrze, które jeszcze bardziej rozpala twoje zmysły.

    Słyszysz kroki. Kiedy w końcu zauważasz moją sylwetkę w drzwiach, czujesz jak ogromne ciepło z przełyku schodzi coraz głębiej, tylko po to, żeby wzniecić płomień w środku twojej cipki.
    Ściągam koszulkę. Każda komórka twojego ciała zaczyna pulsować, jakby chciała wyrwać się w moją stronę i rzucić się na mnie. Natomiast w praktyce  jesteś sparaliżowana, bo nigdy wcześniej nie doświadczyłaś tak silnych emocji bez jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Pragnienie dotyku jest w tobie tak oszałamiające, że jesteś bliska wewnętrznej eksplozji, każdy mięsień zaczyna się napinać i prosić o to, żeby w końcu poczuć mnie na sobie. Powoli zaczynam zmierzać w twoją stronę. Doskonale czujesz każde uderzenie serca, które wprawia cię w coraz to większy i większy trans, gdzie twoja uwaga jest w pełni skupiona na mojej twarzy. Fale gorące oblewają cię od góry do dołu.
    Jestem już na tyle blisko, że mogłabyś mnie dotknąć, ale jesteś jeszcze w takim szoku, że nie wiesz co zrobić.
    Ponownie patrzę na ciebie przeszywającym wzrokiem, teraz czujesz, że przemawiam do najgłębszej części ciebie, mówię spokojnym, stanowczym tonem “od teraz jesteś moją małą, prywatną suczką”.
    Po tych słowach myślisz, że twoja cipka eksploduje, podczas kiedy subtelnym ruchem rozpinam rozporek i przemawiam ponownie, tym razem bardziej stanowczo, z lekką agresją w głosie: “Czy księżniczka zapomniała jaką ma rolę?”. Szybkie ciarki spenetrowały twoje ciało, czujesz, że raz jest ci zimno tylko po to, żeby za chwilę było gorąco jak w saunie. Padasz na kolana. Doznajesz na sobie z góry mojego władczego spojrzenia. Penis wypada mi ze spodni. Widzisz go. Czujesz  jego zapach. Ślina produkuje ci się w ustach na samą myśl o jego smaku, twoje całe podniecenie mnoży się x2. Pragniesz chociaż musnąć go swoimi ustami. Pozwalam ci na to. Jest ciepły, już lekko twardy. Powoli zaczynam jeździć nim po twoich wargach. Płoniesz. Chciałabyś go chwycić i pożreć w całości, jednak nie pozwalam ci na to. Droczę się z tobą. Wiem, że jesteś po prostu moją małą kurwą i twoje zdanie na ten moment dla mnie się nie liczy.
    W końcu daję ci zasmakować prawdziwej rozkoszy, twoje wszystkie dotychczasowe doznania się potęgują.  Ogromny przypływ przyjemności sieje spustoszenie w twoim ciele, jest ci naprawdę rozkosznie, jednak wiesz, że może być jeszcze dużo lepiej, to był przedsmak.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janek Kowalewski

    Proszę o komentarze i oceny 😉

  • Agnieszka cz. 1- Na lonie natury

    Niedziela to dzień, kiedy nie zawsze mam pomysł na siebie, zwłaszcza jeśli pozostałych domowników nie ma w domu. Przed południem udało mi się dokończyć kolejne opowiadanie erotyczne, więc od razu wstawiłem je na portal. Przesłałem też opowiadanie koleżance. Agnieszka nigdy nie gardzi moimi opowiastkami, dlatego wiedziałem, że chętnie przeczyta. Spędziliśmy jeszcze jakąś godzinkę, rozmawiając na komunikatorze, po czym Agnieszka stwierdziła, że jest za ładny dzień, aby siedzieć w domu. Postanowiła więc przejechać się do pobliskiego lasku na obrzeżach miasta pooddychać świeżym powietrzem. W ten oto sposób zostałem sam przed komputerem. Następne pół godziny spędziłem na bezsensownym przeglądaniu internetu, aż w końcu przyszedł mi do głowy pomysł. Jako że znałem miejsce, do którego udała się moja koleżanka, pomyślałem, że zrobię jej niespodziankę i też się tam udam. Naszykowałem się, wsiadłem w auto i pojechałem. Zaparkowałem przy samym skraju obok leśnej ścieżki i udałem się do lasu. Po 15 minutach stwierdziłem, że jednak nie tak łatwo będzie ją znaleźć. Nie wiem, jak daleko poszła, czy przypadkiem gdzieś nie skręciła, ani czy w ogóle tu jeszcze jest. Napisałem wiec do niej krótką wiadomość:

    – jak tam wycieczka po lesie?

    Po 2 minutach dostałem odpowiedź:

    – jest przyjemnie… nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo 😉

    Po tej dość ciekawej odpowiedzi zacząłem iść dalej i uważnie się rozglądać. Po następnych kilku minutach spostrzegłem, że kilkadziesiąt metrów od ścieżki przy drzewie stoi jakaś postać. Pomyślałem, że to może być ona, wiec zacząłem powolutku się skradać. Im bliżej byłem, tym ciszej się poruszałem- chciałem ją zaskoczyć. Śpiew ptaków w pewien sposób zagłuszał moje kroki, wiec nie było to trudne. Zatrzymałem się 10 metrów od niej i faktycznie to była Agnieszka. Przyjrzałem się uważniej i dopiero dotarło do mnie, co widzę. Aga stała oparta o drzewo, miała rozpięte spodnie i dłoń w majtkach. Moja słodka koleżanka oddawała się pieszczotą na łonie natury. Widocznie moje opowiadanie zrobiło swoje. Oczy miała zamknięte a usta delikatnie otwarte, przez które wydobywały się ciche pojękiwania. Obserwowałem ją tak przez kilka chwil, a moje podniecenie rosło z sekundy na sekundę. Zacząłem wiec podchodzić do niej coraz bliżej. Udało mi się zbliżyć na zaledwie kilka kroków, kiedy otworzyła oczy. W pierwszej chwili mocno się przestraszyła i stanęła niemal na baczność, wyjmując przy ty rękę z majtek i pospiesznie zapinając spodnie. Kiedy spostrzegła, że to ja- strach delikatnie ustąpił, ale mimo tego była bardzo zawstydzona, a jej policzki oblały się rumieńcem.

    – cześć Agnieszka- powiedziałem z uśmiechem na ustach, podchodząc jeszcze bliżej.

    -cześć…. ja… przepraszam, ale… nie wiedziałam, że tu będziesz i…

    Zmieszana dziewczyna próbowała się tłumaczyć. Tak jak by było z czego- pomyślałem z rozbawieniem. Aga pospiesznie zrobiła krok, aby odejść od drzewa, niczym jakiś rzezimieszek próbujący oddalić się od miejsca zbrodni. Ja jednak szybko zareagowałem i dość gwałtownym ruchem pchnąłem ją z powrotem na drzewo.

    – och… Piotrek… co ty robisz? – zapytała zdziwiona i lekko zszokowana.

    – nigdzie nie idziesz- odpowiedziałem zdecydowanie, po czym zbliżyłem się do jej twarzy na odległość kilku centymetrów, a swoją dłoń delikatnie położyłem między jej nogami.

    – chyba mamy tu coś do dokończenia- mówiąc to, zacząłem delikatnie poruszać dłonią, pieszcząc Agnieszkę przez spodnie. Aga chciała coś powiedzieć, ale udało jej się wydobyć tylko cichy jęk. Po chwili powolutku rozpiąłem jej spodnie i wsadziłem rękę w jej majteczki. Cipka mojej koleżanki była wilgotna. Moje palce zaczęły pieścić łechtaczkę, dając dziewczynie cudowne doznania. Po tych krótkich pieszczotach, aby mieć większą swobodę- opuściłem jej spodnie i majtki tak, aby Aga była naga od pasa w dół. Dziewczyna się speszyła:

    – no coś ty? A jak ktoś mnie zobaczy??

    – powiedz tylko słowo, a przestanę- po tych słowach wbiłem 2 palce w jej słodką cipkę. Tym razem zajęczała głośniej. Zacząłem, wiec zabawiać się z jej słodką muszelką. Moje paluszki pracowały coraz szybciej. Agnieszka wiła się z rozkoszy, jej nogi zaczęły się uginać, z trudem zachowując równowagę. Spojrzałem na jej usta i stwierdziłem, że nie mogą pozostać samotne, więc pocałowałem je- najpierw delikatnie, po czym nasze języki zatańczyły w namiętnym pocałunku. Oddając się rozkoszy, dyskretnie rozpiąłem swój rozporek i opuściłem spodnie, po czym złapałem Agę za rękę i nakierowałem jej dłoń na moje krocze. Dziewczyna poczuła mojego twardego sterczącego penisa. Złapało go więc i zaczęła pieścić swoją rączką. Wspólne pieszczoty rozkręciły się na dobre. Orgazm, jakiego doznała dziewczyna, sprawił, że osunęła się na ziemię. Uznałem, że w sumie świetnie się składa, wiec odsunąłem ją od drzewa i silnym ruchem położyłem ją plecami do ziemi. Leżała, wśród mchu i liści.

    – nie za brudno tu? Spytała, ale w odpowiedzi otrzymała ode mnie długi pocałunek, w którego czasie moja dłoń delikatnie przesuwała się po piersi dziewczyny. Przerwałem pocałunek i przesunąłem się nieco niżej. Zacząłem całować jej nogę. Najpierw przy kolanie, a potem po wewnętrznej stronie zacząłem całować coraz wyżej, powolutku przesuwając się w kierunku zamierzonego celu. Kiedy byłem już przy samej muszelce, zręcznie ją ominąłem, wędrując języczkiem na wzgórek łonowy. Na chwile przerwałem, po czym delikatnie musnąłem językiem słodką cipkę. Zrobiłem to jeszcze raz. i jeszcze raz, po czym rozpocząłem regularne lizanko. Agnieszka była w siódmym niebie:

    – o tak! Nie przestawaj, proszę! Wyliż moją cipkę!

    Cała zabawa trwała jeszcze kilka minut, po czym Agnieszka ponownie nie wytrzymała.

    – dłużej już nie wytrzymam, chodź tu do mnie i przeleć mnie w końcu!

    Zareagowałem na zaproszenie dość szybko, bo już sam o tym marzyłem, wiec nie tracąc czasu- złapałem dziewczynę za nogi i wbiłem w jej cipkę swojego kutasa. Teraz zabawa rozkręciła się na dobre. Po paru chwilach złapałem ją za nadgarstki i rozłożyłem jej ręce na ziemi tak, aby nie mogła się ruszać, jednocześnie wchodząc w nią coraz mocniej. Rozkosz, której doznałem, była tak wielka, że nie wytrzymałem długo. Wyszedłem z niej i w ostatniej chwili zdążyłem podciągnąć jej bluzkę, aby spuścić się na jej brzuszek. Teraz wycieczkę do lasu można uznać za udaną.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hextor
  • Starsza Pani – puszysta i zdziwiona

    Piękne lato i swoboda choć trochę nudno… Ale do czasu…

              Ja, wtedy około 19 letni chłopak, warmińska wieś i żar z nieba. Żeby nie tracić słońca wybrałem się poza pobliskie zabudowania. Dosyć wysokie trawy nie pozwalały mnie zobaczyć – miejscówkę miałem już sprawdzoną. Gdy byłem już przy ostatnim budynku (chyba jakaś stodoła) spotkałem niedaleką sąsiadkę. W wieku na pewno po 50-tce z dość sporą nadwagą, za którą nikt nie przepadał.

             Dokąd to się wybierasz – spytała. Pomyślałem, że odpowiem jej prawdą i zobaczę reakcję, chyba nawet lekko po złości: opalić się trochę, a tylko tam można zdjąć spodenki i paradować z gołym tyłkiem 🙂

    Otworzyła szeroko oczy i usta ze zdziwienia, że młody mówi o tym tak jakby szedł sobie na spacer. Poszedłem dalej w rozmowie – idzie Pani ze mną. Ocknęła się z letargu i o dziwo uśmiechnęła pod nosem. Bo jeszcze pójdę – powiedziała. Zapraszam więc i mam nadzieję, że Pani również się rozbierze -chlapnąłem choć wcale tego nie chciałem. Chyba żeś oszalał – burknęła – ale zaczęła iść obok mnie. Aby dostać się do mojego miejsca trzeba było przejść przez stodołę. Weszliśmy tam razem i ku jej zdziwieniu zacząłem się rozbierać. Gdy zostałem w samych kąpielówkach spytałem czy nie będę jej przeszkadzał. Pożerała mnie wzrokiem, podszedłem bliżej, tak że dotykałem prawie do jej piersi. Oparła się o jakąś maszynę, a ja otarłem nabrzmiałym już członkiem o jej dłoń. Spojrzała w dół i zaczęła go masować. Wsunąłem dłonie pod jej spódnicę i opuściłem majtki. Wyjęła mojego kutasa i zaczęła poruszać nim rytmicznie. Nagle przestała, bo moje palce bez pardonu wdarły się do jej cipki. Była bardzo zarośnięta i jeszcze bardziej mokra. Masowałem, a ona jęczała coraz to głośniej. Doszła, a jej soki zalały mi całą rękę. Pchnąłem ją aby się położyła i dopadłem sterczącym przyrodzeniem. Zacząłem rytmicznie posuwać i przy okazji oswobadzać jej cycki. Gdy już udało mi się, to zobaczyłem ogromne piersi. Ugniatałem je nie przestając pieprzyć jej cipki. Doszła po raz drugi głośno krzycząc, a zaraz po niej ja, wystrzeliwując cały zapas spermy w jej wnętrze. Idź już – powiedziała – ja muszę jeszcze odpocząć.

              Wychodząc zauważyłem, za głaska sobie dziurkę, z której ciągle wyciekało moje nasienie… 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Naked
  • Ciezarna dziwka 6

    -A wiesz, że z okienka na poddaszu domu obok widać wasz ogródek? Nie boisz się, że sąsiedzi mogą cię zobaczyć?

    Siedziałam obok Sylwii, z głową na jej barku. Oglądałyśmy film i rozmawiałyśmy całkowicie swobodnie, jakbym była jej koleżanką, a nie niewolnicą. Głaskała mnie delikatnie po udzie, patrząc w telewizor.

    -Pan Henryk? – zapytała. – Z pewnością podglądał. Widziałam jak firanka się poruszyła, kiedy sikałaś. Myślisz, że po co zdejmowałam majtki?

    Zaczerwieniłam się. Nie czułam się komfortowo, wiedząc że całkowicie obcy człowiek widział mnie w tak bardzo dziwnej sytuacji. Starając się panować nad swoim tonem, zadałam kolejne pytanie.

    -Nie przeszkadza ci to?

    -No coś ty. On ma z sześćdziesiąt lat i jest wdowcem. Niech sobie przynajmniej popatrzy.

    Mówiąc o tym wydawała się niezdrowo podniecona. Jakby czerpała ogromną przyjemność z faktu, że ktoś, kto nie może jej mieć, ogląda ją z ogromnym pożądaniem w takiej sytuacji. Sama nie do końca to rozumiałam. Pomimo olbrzymich pokładów perwersji, jakie odkryłam w sobie ostatnio, ekshibicjonizm nie przemawiał do mnie. Wstydziłam się, że ktoś, kogo nawet nigdy nie widziałam, mógłby oglądać mnie nago. Z przemyśleń wyrwała mnie Sylwia.

    -Zresztą zaraz się przekonamy, czy patrzył.

    -Co masz na myśli? – zapytałam, nie bardzo rozumiejąc jej pewność siebie, podkreśloną szelmowskim uśmiechem.

    -Jak się już napatrzy i najpewniej sobie ulży, to zawsze znajdzie pretekst, żeby pooglądać mnie trochę z bliska. Wiesz, jestem dzisiaj nieustannie podniecona – dodała. – Pewnie przez ciebie.

    Oboje zaczęłyśmy się śmiać, a Sylwia kontynuowała swoje myśli.

    -Chyba dostanie dzisiaj pierwszy raz małą niespodziankę.

    Zaskoczona odwróciłam głowę w jej stronę, ale uśmiechnęła się tylko kolejny raz, nie odpowiadając na mój pytający wzrok. Po chwili usłyszałam dzwonek.

    -Widzisz? – wyszeptała Sylwia.

    Wstała i podeszła do drzwi wejściowych. Rozejrzała się przez chwilę, po czym z haczyka obok drzwi ściągnęła swoją torebkę i położyła ją za sobą, obok rzędu ustawionych butów. Pociągnęła za klamkę i po chwili usłyszałam męski głos:

    -Dzień dobry, sąsiadko.

    -Dzień dobry, panie Heniu

    Nastąpiła chwila milczenia. Sylwia ubrała się wcześniej w białą obcisłą koszulkę i króciutką, czarną, marszczoną spódniczkę. Założyła też biały stanik, nieodznaczający się pod materiałem bluzki. Wyglądała trochę jak klasowa piękność z liceum, ciesząca się dużym powodzeniem i nie wahająca się z niego korzystać. Pan Henryk musiał być sparaliżowany.

    -Co się pan tak rozgląda? – zapytała, śmiejąc się serdecznie Sylwia.

    Pomyślałam, że albo próbował odwrócić wzrok, od niepozwalających mu skoncentrować się kształtów, albo szukał nim mnie. Ja schowana za framugą, widziałam tylko dziewczynę.

    -Nie nie – szybko odparł speszony sąsiad. – Chciałem zapytać, czy nie skończyła się pani woda mineralna, bo właśnie idę do sklepu. Męża nie ma, a po co ma pani dźwigać sama?

    -A wie pan, że chętnie? – odpowiedziała wciąż uśmiechnięta Sylwia. – Zaraz dam panu pieniądze, odpowiedziała odwracając się do niego plecami.

    -Nie trzeba, później.

    -Trzeba, trzeba. Później jeszcze zapomnę – odpowiedziała żona Artura, odwracając głowę w stronę rozmówcy, po czym schyliła się do torebki.

    Nie kucnęła, żeby do niej zajrzeć, tylko z wyprostowanymi, lekko rozłożonymi nogami, zgięła plecy, schylając się do torebki. Ze zdumienia aż rozchyliłam usta. Spódniczka Sylwii, naturalnie uniosła się w górę, eksponując jej wypięty tyłek. Doskonale wiedziałam, że nie ma majtek, mimo że stała do mnie bokiem. Heniu też nie mógł tego przeoczyć. Sylwia przekopywała torebkę rękami, kręcąc przy tym zadziornie swoją śliczną pupą.

    -Gdzie ja mam ten portfel? – udawała.

    Nagle zobaczyłam dłonie, wychylające się w kierunku wypiętych pośladków. Wciąż dzieliło je jakieś pół metra i właściciel dłoni resztkami woli zdołał zatrzymać je w miejscu. Wychyliłam się bardziej za róg i zobaczyłam szczupłego i całkiem przystojnego jak na swój wiek mężczyznę, który z wybałuszonymi oczami i szeroko otwartą, tak jak moja, buzią, bezczelnie patrzył w wypiętą cipkę swojej sąsiadki. Dziewczyna schyliła się jeszcze mocniej, zaglądając głębiej do torebki i wypięła się przy tym jeszcze bardziej, zbliżając tyłek o kilkanaście centymetrów w kierunku wystawionych dłoni sąsiada. Ten, wciąż nad nimi panując, nie zbliżył ich jednak, ale nie mógł się powstrzymać przed nachyleniem swojej głowy, aby przyjrzeć się lepiej tej rozkosznej szparce. Sylwia pokręciła jeszcze kilka sekund tyłkiem, po czym podniosła się, trzymając portfel w dłoni. Mężczyzna zdążył się wyprostować i zabrać ręce, zanim się odwróciła. Zadowolona z siebie mężatka, wciąż uśmiechając się, wyjęła z portfela dwudziestozłotowy banknot i wręczyła go sąsiadowi. Ten, patrząc chwilę nieprzytomnie, zapytał w końcu:

    -Całą zgrzewkę?

    -Tak.

    -To lecę, do widzenia – wydukał niemal przestraszony pan Henryk.

    -Pa – odparła uśmiechnięta Sylwia i pomachała mu ręką.

    Zamknęła drzwi i podeszła do mnie. Złapała mnie za dłoń i poprowadziła w kierunku kanapy, na której usiadłam. Natychmiast weszła na mnie, dosiadając okrakiem moje kolana i delikatnie położyła dłonie na moich policzkach. Zbliżyła usta i zaczęła namiętnie całować, jednocześnie głaszcząc mnie i zaczesując kosmyki włosów za moje uszy. Oderwała się po chwili i zapytała, patrząc mi w oczy:

    -Podobało ci się?

    -Bardzo – odpowiedziałam, szybko oddychając. – Wiesz, że wyciągnął do ciebie ręce, jak mu się wypinałaś?

    -Serio? – zdziwiła się Sylwia. – Kurczę. Szkoda, że mnie nie złapał.

    -Chciałabyś? – zapytałam, nie kryjąc zaskoczenia.

    -No pewnie. Może jakbym nie protestowała, to odważyłby się na coś więcej.

    -Pozwoliłabyś mu się zerżnąć?

    -Może.

    -Artur nie miałby nic przeciwko?

    Włożyła wskazujący palec do moich ust, a ja zaczęłam go ssać.

    -A co? Powiedziałabyś mu? – zapytała, uśmiechając się nieco złowrogo.

    Pospiesznie pokręciłam głową.

    -Grzeczna dziewczynka.

    Wyjęła palec z moich ust i wróciła do głaskania po policzku.

    -A ty nie chciałabyś, żeby złapał tę twoją dużą, okrągłą dupkę i wziął się za ciebie?

    -Tak, pani – lekko pisnęłam.

    Złapała mnie za szyję i delikatnie ścisnęła. Drugą dłonią chwilę głaskała policzek, po czym lekko w niego uderzyła. Jęknęłam z rozkoszy. Szybko dostałam kolejnego liścia i z moich ust wyrwało się ciche “och”.

    -Puściłabyś się z nim, szmato?

    -Tak, pani.

    Kolejny policzek.

    -Dałabyś mu dupy? Pozwoliłabyś, żeby ten dziad włożył ci swojego niewyżytego kutasa w pizdę?

    -Och tak.

    Zostałam uderzona raz jeszcze, po czym Sylwia, wciąż nie schodząc z moich kolan, opuściła wolną dłoń i szybko zagłębiła dwa palce w mojej kompletnie mokrej cipce.

    -Wyobrażasz sobie, że cię rżnie, ty zboczona dziwko?

    -Tak, pani.

    -Że oddajesz mu się, jak tania kurwa?

    -Och tak. Wkłada we mnie swojego starego chuja, kładzie na mnie i gwałci jak zwykłą dziwkę. W końcu może sobie ulżyć, w końcu znalazł sukę, która chce być jego workiem na spermę.

    -Tego chcesz? Żeby cię użył i spuścił się w ciebie, nie pytając o zgodę?

    -Tak! Tak! Tak!

    Ręka między moimi udami pracowała jak opętana, uderzając mocno o przednią ściankę mojej cipki. Sylwia schyliła się i zaczęła namiętnie całować. Objęłam jej głowę i odwzajemniłam pocałunek, na co reakcją były jeszcze mocniejsze uderzenia w mojej szparce. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Odepchnęłam głowę zaskoczonej Sylwii i krzyknęłam głośno:

    -Zalej mnie spermą!

    Dostałam mocnych skurczów i doszłam na palcach Sylwii, która jeszcze dłuższy czas nie przestawała mnie nimi pieścić, patrząc na mnie z wyrazem triumfu na twarzy.

    ***

    -Tak panie! Pierdol swoją głupią, ciężarną kurwę!

    Przez resztę dnia nie działo się już nic ciekawego. Pan Henryk wrócił z zakupami, ale tym razem nie otrzymał darmowego pokazu. Oddał tylko wodę i resztę i zaraz zniknął. Wieczorem, nieco później niż zazwyczaj, wrócił jednak Artur, który tym razem wziął się za swoją sukę, przyprowadzoną mu przez żonę na smyczy, kiedy tylko przekroczył próg.

    -Ładuj moją niewyżytą pizdę! Zerżnij swoją własność!

    Dostałam mocnego klapsa. Złapał mnie za włosy i mocno pociągnął, tak że musiałam na niego spojrzeć.

    -Dobrze ci, mój panie? – pytałam. – Dobrze ci ładować twoją grubą dziwkę od tyłu? Dobrze ci ślizgać się w jej żałosnym cipsku?

    Pieprzył mnie tak mocno, że jego uda z głośnymi plaśnięciami obijały się o moje falujące pośladki. Cycki podskakiwały jak szalone, a ja wciąż z pożądaniem patrzyłam w oczy mojego pana, szczerząc zęby w zwierzęcym podnieceniu. Nie odpowiedział na moje pytania, tylko splunął mi prosto w twarz.

    -O tak. Opluj swoją szmatę – krzyczałam.

    Tym razem splunął mi w oczy. Po chwili poczułam szarpnięcie w drugą stronę i kucająca przede mną Sylwia splunęła mi do ust. Połknęłam i wystawiłam język, prezentując puste usta. Dostałam liścia i znów Artur pociągnął mnie za włosy do siebie. On też uderzył mnie, jeszcze mocniej, patrząc mi z bliska w oczy.

    -Dziękuję, panie. Jestem twoją dziurą do pierdolenia – krzyczałam przez zaciśnięte zęby.

    Splunął jeszcze raz, złapał mocno za szyję i zaczął całować, brutalnie wciskając mi język w gardło. Wciąż nie przestawał rżnąć tak mocno, że moja zaczerwieniona piczka płonęła z bólu. Po kilku sekundach przestał mnie całować i wymierzył kolejny policzek, ciągle ściskając mocno szyję.

    -Czemu na to wszystko pozwalasz, ty bezwartościowa suko? – zapytał, groźnie na mnie patrząc.

    -Bo mi zapłaciłeś. Bo jestem sprzedajną wywłoką, która nie potrafi przestać się kurwić nawet z olbrzymim ciążowym brzuchem.

    Znowu splunął między oczy.

    -Kim jesteś? – wrzasnął.

    -Szmatą!

    Znów jego ślina lecąca między ściśniętymi ustami i z siłą rozbijająca się obok mojego nosa.

    -Kim?! – ponowił pytanie.

    -Żałosną, pierdoloną szmatą!

    Teraz mocny policzek, po którym moja głowa odskoczyła.

    -Błagam, panie. Pozwól swojej żałosnej dziwce dojść. Każ mi mieć orgazm. Rozkaż mojej piździe, żeby eksplodowała w ekstazie.

    Uderzył znów i zapytał:

    -Chcesz tego, głupia dziwko?

    -Tak, panie!

    -Mam ci dać orgazm.

    -Tak! Powiedz mi kiedy mam dojść!

    -Dojdziesz gdy zaleję cię spermą, rozumiesz kurwo?

    -Och tak. Spuść się w tę niewyżytą cipę.

    Po chwili coś sobie przypomniałam.

    -Powiedz, że jest brzydka – poprosiłam.

    -Co? – zapytał zupełnie zdziwiony Artur.

    -Powiedz, że mam obrzydliwą pizdę.

    -Co? Czemu? – wciąż wydawał się zbity z tropu, jednak nie przestawał mnie rżnąć.

    -Błagam, panie! – krzyknęłam.

    Mężczyzna chwilę się zastanawiał, po czym powiedział żonie, żeby ustawiła się przede mną na czworaka i wypięła tyłeczek, rozkładając pośladki dłońmi. Potem złapał mnie za włosy i niemal wcisnął twarz w wypiętą pupę.

    -Widzisz tę idealną muszelkę, zdziro? – krzyknął.

    -Tak, panie.

    -Chciałabyś mieć taką śliczną szparkę, zamiast tego żałosnego, rozklepanego cipska, co?

    -Och tak.

    -Myślisz, że komuś podobają się te paskudne wystające wary, ty żałosna szmato?

    -Nie! – jęknęłam.

    -Patrz jak wyglądają normalne cipki. Myślisz, że ktoś wolałby się ładować w to coś, co masz między nogami.

    -Nie, panie. Nikt nie wybrałby takiej ohydnej szpary.

    Niemal płakałam z upokorzenia, ale jednocześnie musiałam się z całych sił powstrzymywać, żeby za szybko nie dojść.

    -Dziękuję ci, że chcesz wkładać w nią swojego cudownego, wielkiego kutasa – kontynuowałam.

    -Gdybyś nie była w ciąży, to nigdy bym cię nie wypierdolił.

    -Wiem panie. Mam brzydką pizdę. Mam brzydką pizdę. Mam brzydką pizdę – powtarzałam w kółko i odpływałam, ledwie już powstrzymując orgazm.

    -Po ciąży już nikt nie będzie chciał jej pierdolić. Nie dość, że będzie jeszcze bardziej paskudna, to rozluźni się tak, że ciężko będzie cokolwiek poczuć, suko.

    -Wiem. Będę musiała rozkładać nogi przed każdym, licząc że ktoś się zlituje i zerżnie mnie jak szmatę. Nie wytrzymam już panie – dodałam. – Błagam, spuść się w tę żałosną dziurę i pozwól mi dojść.

    -Chcesz tego, suko?

    -Tak! Zalej tę ohydną, zapłodnioną picz.

    Usłyszałam za sobą jęk, gdy Artur wbił się do samego końca i ostatkami sił krzyknął:

    -Teraz dziwko. Dojdź!

    Dostałam tak mocnych skurczów, że cipka wypchnęła wciąż strzelającego na nią spermą kutasa, po czym pod ciśnieniem wyleciało z niej sporo soczków. Jęczałam, a moje nogi trzęsły się jak galareta. Po dłuższej chwili, Sylwia uklęknęła za mną i zaczęła zlizywać spermę z moich pośladków i obu dziurek. Znów wzdrygnęłam się, gdy poczułam język miękko naciskający na odbyt. Następnie przywarła otwartymi ustami do cipki i ssąc mocno, wydobyła z niej resztę nasienia. Podeszła znów z przodu i stając nade mną rozkazała, żebym podniosła wysoko głowę i szeroko otworzyła usta. Posłusznie wykonałam polecenie i patrzyłam jak z dużej wysokości, z ust Sylwii, zaczyna wyciekać sperma Artura, wylizana z mojej cipki. Szybko skorygowałam ustawienie głowy, żeby wszystko wpadło do moich ust. Długi strumień powoli do nich spływał. Gdy skapnęła ostatnia kropla, połknęłam grzecznie wszystko i powiedziałam, patrząc na moich państwa:

    -Dziękuję.

    -Wstań i idź się wykąpać – poleciła pani.

    Jej mąż wciąż był wyczerpany i siedział na krześle obok, ciężko oddychając. Powoli wstałam i poczułam dłoń Sylwii na mojej. Przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała, tuląc mnie delikatnie i głaszcząc opuszkami palców moje plecy. Kiedy się odkleiłyśmy, spojrzała na mnie z uśmiechem.

    -Masz śliczną cipkę, wariatko – powiedziała.

    Przez resztę dnia, ponownie miałam wolne i we troje spędzaliśmy czas, znów coś oglądając, rozmawiając jak starzy znajomi czy jedząc wspólnie obiad. Potrzebowałam takiego czasu, a oni chyba zdawali sobie z tego sprawę. Siedziałam ubrana, ogonek już dawno opuścił moją pupkę, dzieląc los zdjętej obroży i czułam się naprawdę swobodnie. Od czasu do czasu padały dwuznaczne żarty, jednak żadne z nich nie paliło się, żeby wykorzystać je jako wstęp do jakiegokolwiek zbliżenia, chociaż widziałam jak pożądliwie wpatruje się we mnie parka. O jedenastej poszliśmy we trójkę do sypialni i po zdjęciu wszystkich ubrań, położyli razem na łóżku. Artur pocałował mnie chwilę, ale zaraz zaczął przytulać i głaskać swoją żonę, więc stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzała. Po cichu licząc, że zaraz przyjdzie kolej na mnie, zamknęłam na moment oczy i nie wiedząc nawet kiedy, zasnęłam.

    Obudziłam się w środku nocy, tak jak ostatnio, jednak po krótkim rozejrzeniu się po sypialni, zrozumiałam że jestem w niej sama. Byłam mocno zaspana, więc zaskoczyło mnie to tylko trochę. Wstałam i powoli ruszyłam w kierunku toalety. Będąc koło balustrady nad schodami, usłyszałam dobiegające z dołu jęki. Zrozumiałam, że gospodarze poszli zabawiać się gdzie indziej, żeby mnie nie obudzić i ruszyłam dalej, jednak po kilku krokach zatrzymał mnie inny dźwięk – płacz kobiety. Przestraszona, szybko zapomniałam o pełnym pęcherzu i ruszyłam po cichu w dół schodów. Głosy dobiegały z pokoju leżącego po całkowicie przeciwnej stronie domu, niż sypialnia. Było to niewielkie biuro Artura, w którym najprawdopodobniej pracował, kiedy miał coś do zrobienia w domu. Drzwi były zamknięte. Chwyciłam klamkę i bardzo powoli, wciąż mocno przerażona, naparłam na nią, uchylając drzwi najciszej jak potrafiłam. Przez szparę zobaczyłam nieciekawą sytuację. Na ziemi, między biurkiem a regałem z kilkoma segregatorami, leżała Sylwia. Miała na sobie piękną, wieczorową suknię, podwiniętą wysoko do góry. Jej nogi, na które założyła pasujące do sukienki szpilki, były uniesione i rozstawione wysoko. Zaczepione na jednej stopie, kołysały się eleganckie majtki. Na twarzy miała delikatny, podkreślający jej urodę makijaż, a na uszach gustowne, małe kolczyki. Po policzkach ciekły jednak łzy, czarne od tuszu do rzęs.

    -Proszę, przestań – odezwała się nagle, łkając.

    Naciskając mocno barkami na uniesione nogi, leżał na niej mężczyzna, który miarowo posuwał ją, mocno dysząc. Dżinsy miał opuszczone do kostek, na plecach t-shirt, a na głowie czarną kominiarkę. Sparaliżowało mnie ze strachu, jednak po chwili usłyszałam głos Artura.

    -Zamknij się, suko.

    O co tu chodzi? Sylwia ewidentnie płacze. Może nie chciała się kochać, a Artur ją zmusił? Pomyślałam, że muszę jej pomóc, ale nie wiedziałam co mam zrobić. Przecież sama też nie dam mu rady. Po chwili jednak problem rozwiązała Sylwia.

    -Błagam, przestań. Mam męża – powiedziała, zanosząc się płaczem.

    Chwilę dopasowywałam elementy układanki w moim zaspanym umyśle, po czym zrozumiałam, że odgrywają tylko swoją fantazję. Zaczęłam się odwracać, żeby wrócić do sypialni, jednak wygrały instynkty. Popatrzyłam znów w szparę w drzwiach i rozchylając lekko uda, włożyłam między nie rączkę. Zmrużyłam lekko oczy i otworzyłam usta, czując rozkoszny dotyk na mojej cipce. Postanowiłam dokładnie oglądać rozgrywającą się przede mną scenę.

    -Błagam, zejdź ze mnie, zaraz wróci mój mąż – wciąż łkała “gwałcona” Sylwia.

    -I dobrze, zobaczy jaką ma dziwkę w domu.

    -Proszę, wyjdź ze mnie.

    -Nie chcesz mojego kutasa, w tej ciasnej cipce?

    -Nie, proszę, wyjdź.

    -Sama chciałaś, suko.

    Artur wyszedł ze swojej żony i przyłożył główkę penisa do jej dupy. Otworzyła szeroko zapłakane oczy i z ustami krzywiącymi się w płaczu, powiedziała:

    -Nie, proszę, nie tam. Nikt nigdy tam nie wchodził.

    Dostała mocnego liścia. Palce w mojej cipce pracowały coraz szybciej.

    -Nie kłam suko! – krzyknął mężczyzna. – Na pewno waliłaś się tak z każdym, kto cię poprosił. Znam takie świętoszkowate kurwy, jak ty.

    -Nie, naprawdę, proszę!

    -Zamknij się! – krzyknął jeszcze głośniej. – Wiem, że kłamiesz. Przyznaj się.

    Znów strzelił ją w twarz.

    -Przyznaję się – rozpłakała się zupełnie Sylwia.

    -Do czego, ty głupia dziwko?!

    -Przyznaję się, że się puszczałam z każdym kto mnie chciał.

    -I jebali cię w dupę, jak zwykłą szmatę?

    -Taaaaak – płakała wciąż “bezbronna” dziewczyna.

    Artur brutalnie wepchnął kutasa w tyłek swojej żony, na co ona zareagowała krzykiem bólu, wymieszanym z jeszcze głośniejszym płaczem.

    -Bierz go w dupę, kurwo. O tak – odgrywał swoją rolę, ciężko dysząc Artur.

    -Błagam, przestań.

    -Zamknij się, wiem że tego chcesz.

    -Nie, proszę. Zejdź ze mnie.

    -Nie chcesz, żebym cię jebał?

    -Nieeeee.

    Kolejny policzek.

    -Kłamiesz, ty głupia dziwko, wiem że mnie chcesz.

    -Proszę, skończ już.

    -Chcesz, żebym skończył?

    -Tak.

    -Gdzie mam skończyć, szmato?

    -Gdzie chcesz, tylko już przestań.

    Artur znowu zmienił dziurki, a Sylwia szeroko otworzyła oczy, kiedy tylko poczuła jak wchodzi w jej cipkę.

    -Nie, proszę – wyjąkała, świetnie udając przerażenie.

    -Zamknij się!

    -Proszę, nie tam.

    -Zamknij mordę!

    -Błagam, nie kończ w środku, nie zabezpieczam się.

    -Co mnie to obchodzi, dziwko? Nie chcesz, żebym cię zapłodnił?

    -Nie, mój mąż mi nie wybaczy.

    -Gówno mnie to obchodzi.

    Przyspieszył, a ja przygryzłam wargę, żeby nie jęczeć.

    -Spuścić ci się w pizdę, szmato? – pytał Artur patrząc w oczy płaczącej dziewczyny.

    -Nie, błagam.

    -Zapłodnić cię, głupia dziwko?

    -Proszę, nie.

    -Zrobić ci dziecko?

    -Nie!

    Dostała dwa liście.

    -Pytałem czy cię zapłodnić, głupia ściero.

    -Nie – płakała Sylwia, kręcąc głową.

    Kolejne uderzenie w twarz.

    -Nie rozumiesz o co pytam?!

    -Proszę nie rób tego!

    Jeszcze mocniejszy policzek.

    -Mam cię dalej bić, czy w końcu zrozumiesz, tępa dziwko?

    Sylwia rozpłakała się i wykrzyknęła przez łzy:

    -Zapłodnij mnie!

    Artur wszedł do samego końca. Patrzyłam jak Sylwia wygina plecy w łuk i przestając już udawać, dostaje orgazmu, kiedy jej mąż pompuje spermę prosto w jej cipkę. Nie wytrzymałam i wkładając sobie nadgarstek w usta, zagryzłam go, dochodząc chwilę po stękającej parce. Zapomniałam, że mam pełny pęcherz. Z cipki trysnęła olbrzymia porcja soków i głośno chlapnęła o posadzkę między moimi stopami. Małżeństwo równocześnie odwróciło głowy i zobaczyli w szparze między drzwiami a framugą moją postać, z ręką włożoną między uda.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania L
  • Maturzystka – 19.

    Część 19.

    Znowu jestem w salonie. Impreza trwa w najlepsze. Ani śladu Ewy. Akurat to mnie zupełnie nie martwi. Roksana też gdzieś zniknęła. A jej nieobecność niepokoi mnie.

    – Cieszyła się takim powodzeniem po striptizie, że trudno dziwić się – mruczę do siebie uspokajająco. Jestem bardzo zmęczona.

    Pary i wielokąty kłębią się na fotelach, kanapie i w kątach pomieszczenia. Okna zasłonięte, palą się jakieś dwie lampki ustawione przy kanapie i pod stolikiem. Muzyka tłumi odgłosy, więc wszyscy zachowują się swobodnie. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Idę w drugim kierunku. Wchodzę w korytarzyk i naciskam klamkę pierwszych drzwi. W pokoju panuje półmrok. Na stoliku świeci się lampka, słyszę spokojną muzykę. Na tapczanie pod kocem kłębią się ciała. Powoli wycofuję się.

    – A ty tu czego? – Ewa wydostała się spod koca, którym teraz okrywa biodra i patrzy na mnie z irytacją. Jest naga.

    – Sorki, tylko szukam spokojniejszego miejsca.

    – To nie tutaj. Ja już jestem zajęta – Ewa z uśmiechem odrzuca koc, pokazując nagie ciało i dziewczynę pieszczącą jej krocze.

    – Roksi?! Co ty tutaj robisz?! – zszokowana patrzę na koleżankę. Już nie jest moją przyjaciółką.

    – Bawimy się – uśmiecha się do mnie. Podciąga się i koniuszkiem języka wodzi po sutku piersi Ewy. – Widzisz? Jesteśmy zajęte. Pa!

    – Czekam pół godziny. Potem sama wracam – informuję Roksanę.

    – Spoko. Już możesz spadać. Ktoś ją odwiezie. Obiecuję! – Ewa macha do mnie ręką, chwyta Roksi za pośladek i przyciąga dziewczynę do siebie. Roksi ustami pochłania jej pierś.

    Patrzę szeroko otwartymi oczyma i po chwili zamykam drzwi. Poprawiam ubiór i wychodzę z domu. Nikt mnie nie zatrzymuje.

    Trzy kwadranse później biorę prysznic. Matka jeszcze nie wróciła. Kiedy rano wstałam, posłanie Roksi było nietknięte. Sprawdziłam komórkę, nie dzwoniła do mnie, więc też nie szukałam byłej przyjaciółki. Matka też nie nocowała w domu.

    *

    Dziewczyny nagle odsuwają się od pochlipującej Ali. Wyciera łzy i ponownie próbuje wstać. Od tyłu podbiega Kama i kopniakiem trafia ją w nerkę.

    – Aaaa! – dziewczynę aż wyprostowało z bólu. Kama poprawia okulary na nosie i spokojnie czeka. Ala jęczy z bólu i próbuje odwrócić się, żeby sprawdzić, która ją uderzyła. Kama jest szybsza. Doskakuje i otwartą dłonią uderza ich ofiarę w głowę. Impet uderzenia jest tak silny, że „koński ogon” na moment zasłania twarz atakującej. Ala jest oszołomiona ciosem. Powoli uginają się pod nią nogi, przechyla się, pada na trawę i płacze. Zadowolona Kamila ciężko oddycha. Jeszcze ma ochotę uderzyć Alicję, ale Ewa gestem zabrania. Pozostałe dopinguj drobną szatynkę.

    Bogusia przesuwa się znacznie dalej z iPadem w ręku. Od początku filmuje zdarzenie.

    – Jasne, Ewa musi mieć dowód, że zgnoiła koleżankę – domyślam się. – Co lepsze kawałki wrzuci do sieci albo będzie wysyłać Alicji jako materiał do przemyślenia. Kiedyś nazywano to szantażem.

    – Rozumiesz, o co chodzi? – Ewa jeszcze panuje nad sobą, kiedy z zaciśniętymi pięściami staje nad dzisiejszą ofiarą.

    – Tak, rozumiem! – płaczliwym głosem wyznaje Ala. – A teraz zostawcie mnie! Mam was dość! – Nie słyszy żadnej reakcji na swoje żądania, więc przez łzy wykrzykuje: ­– Odpierdolcie się ode mnie!

    – Ty naprawdę jesteś pojebana – Ewa jest zaskoczona jej reakcją.

    *

    Nawet nie musi dawać żadnego znaku. Druga szatynka, Monika, z dwóch kroków robi zamach i uderza torbą w tułów Ali. Musiała też trafić w głowę, bo cios prawie położył ofiarę i znowu słyszymy jej popłakiwanie. Jej zachowanie i mnie zaczyna irytować. Teraz wygląda żałośnie: poszarpane, pogniecione ubranie, jeden pantofelek spadł jej z nogi, kiedy po uderzeniu upadła, jej gęste, lekko kręcone włosy do ramion zawsze spięte, teraz zmierzwione i w nieładzie zasłaniają twarz. Na policzkach widać ślady po łzach. Spinki pewnie wypadły przy ciosach torbami. Dziewczyna siedzi i garbi się, jakby obawiała się kolejnych ataków. I słusznie.

    – Laski, przewietrzcie tę pizdę – Ewa wydaje się zmęczona reakcjami i uporem Alicji. Polecenie wydaje tonem zirytowanym. Paula już chwyciła jej ręce i wykręciła. Kama i Wanda chwyciły dziewczynę za nogi i ściągają z “zabawki” drugi but, rajstopy i majtki. Dziewczyna, mimo wykręconych rąk, szarpie się, zaczyna wrzeszczeć i wówczas podbiega Ilona, szczupła brunetka. Zdecydowanym ruchem wciska w usta Ali jakiś zwitek materiału. Ruch był na tyle szybki i zaskakujący, że blondynka nie zdążyła zamknąć ust. Ilona próbuje głębiej wetknąć materiał i nagle gwałtownie cofa dłoń.

    – Kurwa! Ugryzła mnie, suka – stwierdza zirytowana, potrząsając dłonią i bez ostrzeżenia uderza dziewczynę w twarz. Reakcją jest głośny płacz, ale materiał skutecznie ją tłumi. Teraz Ilona jedną ręką trzyma ją za włosy, a drugą głębiej wciska zwitek materiału.

    Kama z Wandą przestały ściągać rajstopy. Wanda wyjęła zapalniczkę i przystawiła do goleni Alicji. Zatlił się płomyk i rajstopy zaczęły się topić! W mgnieniu oka niewiele z nich zostało, bo i tak były już porwane, jednak Alicja drze się z całych sił. Podpalenie chyba nie wyszło najlepiej, bo już nie widać żadnych płomyków, a i dziewczyna trochę uspokoiła się.

    Teraz zdzierają z niesfornej koleżanki majtki. Za chwilę cicha owacja sygnalizuje, że Ala została pozbawiona majtek. Właśnie siedzi na trawie z wykręconymi rękoma, gołe nogi zwróciła stopami nieco do środka. Szlochając, gwałtownie porusza ramionami. Na żadnej z koleżanek nie robi to wrażenia.

    *

    – Grażyna, spróbuj ją pocieszyć – słyszę rozbawiony głos Ewy.

    – Ja?!

    – A co, jest was tutaj więcej? – Ewa bawi się moim zaskoczeniem.

    – No nie… – wzruszam ramionami. Podchodzę i biorę od niej duży wibrator.

    – Wyruchaj tę fałszywą kurwę! Musi dobrze zapamiętać dzisiejszą imprezę!

    – Postaramy się, żeby długo ją wspominała! – Kama podryguje obok Ewy. Jest wyraźnie podniecona rozwojem sytuacji. Wszystkie dziewczyny albo są rozbawione zachowaniem Alicji, albo podobnie jak Kama, oczekują na sygnał do kolejnego ataku.

    – One naprawdę chcą ją pobić – mój wniosek szokuje mnie samą.

    Ala jest przerażona, kiedy podchodzę do niej z wibratorem. Gwałtownie przeczącą kręci głową. Próbuje spojrzeć mi w oczy i wzrokiem powstrzymać mnie przed penetracją. Jest jej o tyle trudno, że Paula, wykręcając jej ręce, stara się odwrócić ją na brzuch. Ilona przychodzi jej z pomocą i w końcu, po sporym wysiłku, Ala leży na brzuchu. Żadna nie trzymała jej za nogi, więc w tej chwili wierzga nogami, uniemożliwiając zbliżenie się do niej. I na to jest sposób.

    Kama wyciąga z torby długi, skórzany pas, składa go na pół, staje w wykroku i zaczyna bić dziewczynę po gołej pupie, po plecach. Reszta, głośno śmiejąc się, przygląda się tej scence. Nawet Kama wydaje się być rozbawiona. Jedyna poważna to Bogusia, która w skupieniu nagrywa całość. Czasami tylko wraz z innymi komentuje zdarzenie.

    Ilona wykorzystuje cierpienie ich ofiary i butem staje na jej twarzy. Zaskoczenie jest tak duże, być może większe niż ból. W każdym razie nogi momentalnie opadają. I już dwie dziewczyny trzymają nogi Ali! Kama chwyta i odsuwa jedną nogę, Monika to samo robi z drugą. Alicja leży w szerokim rozkroku, a ja mam wolny dostęp do jej krocza. Jednak zanim zdążę nachylić się, wyprzedza mnie Wanda.

    *

    „Sarenka” łapie pas odrzucony przez Kamilę, staje tyłem między rozwartymi nogami dziewczyny, robi zamach i trafia pasem w ziemię i w pochwę. Zamach był solidny, więc ból musiał być ogromny, bo Ala reaguje całą sobą. Wyje, płacze, szarpie całym ciałem. Jej ruchy są tak silne, że na trawie siada Kama, trzymająca nogę. Jednak nie puszcza jej. Zadowolona z siebie Wanda odsuwa się. Inne dziewczyny bawią się znakomicie.

    – Laski! Zobaczcie! – wszystkie patrzą w kierunku wskazanym przez Ilonę.

    – Ale… Cha, cha, cha! Zlała się! – głośno komentuje inna.

    Wszystkie śmieją się z Alicji, która po silnym uderzeniu Wandy, zareagowała popuszczeniem moczu.

    Również upadek Kamy został przyjęty z humorem: 

    – A ty co? Zazdrościsz jej?

    – Klacz ciebie kopnęła?

    – Nie nauczyłaś się jeździć na oklep?

    – Jak Alka się rozkręci, to i trzech chłopaków może ją dosiadać! – śmieje się Ilona. Już zeszła z jej twarzy, ale widząc jak dziewczyna szarpie się, kopnęła ją w żebra.

    – O! Widziałaś ją w takiej akcji? – Ewa staje się dociekliwa.

    – Nie, ale widzę potencjał! – śmieje się zadziorna brunetka.

    – Warto pomyśleć – Ewa odpowiada uśmiechem i ponagla mnie ruchem brody i znaczącym uniesieniem brwi.

    Z pogodną twarzą Wandą przynosi kajdanki i wraz z Pauliną sprawnie skuwają dziewczynie ręce.

    – Mają wprawę – dochodzę do wniosku, obserwując ich szybkie ruchy.

    – Kurwa, jeszcze później nie mogłaś?! – teraz Paula daje upust swojej wściekłości. Wanda wcale nie przejmuje się. – Szarpię się z tą suką, a ta bawi się w widza zamiast od razu pomóc! – Paula patrzy w kierunku Ewy, która słucha jej pretensji, w zadumie kiwając głową.

    *

    Przyklękam i beznamiętnie wpycham wibrator w pochwę. Alicja znowu płacze i szarpie się. Wpycham go głębiej. Znowu rzuca się. Jednak teraz jest solidniej blokowana. Wyczuwa się napięte mięśnie, kolejne próby wyrwania nóg, rąk, ale jest bezradna. Czterem dziewczynom nie da rady. Ja też dociskam jej pośladek dłonią, żeby mi nie przeszkadzała.

    – Sprawdź jej dupę, skoro ma tyle wigoru – poleca uśmiechnięta Ewa. – Tak ją przygotujemy, że chłopak powinien być nam wdzięczny, nie?

    Dziewczyny odpowiadają wybuchem śmiechu.

    Przesuwam się, żeby mieć wygodniejszą pozycję i zdecydowanym ruchem wpycham palce do odbytu. Ciało gwałtownie drgnęło, jakby porażone prądem. Do końca wbijam wibrator w pochwę. Wysuwam i znowu wbijam. Wielokrotnie powtarzam tę czynność.

    – Dziewica? – śmieje się Ewa, a z nią wszystkie dziewczyny, widząc reakcję Ali na penetrację odbytu palcami. Alicja płacze głośniej, ale na nikim nie robi to wrażenia. Szmata skutecznie tłumi jej wrzaski. Znowu szamocze się, ale tym razem dziewczyny potrafią ją przytrzymać.

    Wyjmuję wibrator z pochwy i powoli wpycham do odbytu. Trochę naplułam na niego. Kręcę nim i konsekwentnie wpycham. Jej reakcja jest jeszcze bardziej gwałtowna. Krzyczy, szarpie głową, tułowiem, próbuje przetoczyć się na bok. Bez skutku. Szarpię jeden pośladek, jak swoją działkę cielęciny, trzymam w mocnym chwycie i klękam na drugim. W końcu wibrator znika w całości. Odchylam się. Wanda wali pasem po pośladkach i plecach. Ilona doskakuje i znowu dociska podeszwę buta do twarzy Ali. Wszystko trwa dość krótko, ale wzmaga się płacz naszej „zabawki”. Najbardziej rozczarowana wydaje się Kama. Trzyma nogę Alicji i przygląda się zabawom innych dziewczyn. Patrzy w moim kierunku takim wzrokiem, jakby zazdrościła mi zleconego zadania.

    – Mało ci, sadystko? – mówią moje oczy.

    Ale Kama nie potrafi odczytać mojego przekazu. Siedzi na nodze Ali i sięga dłonią do jej krocza. Dłoń znika pod pochwą. Po chwili umęczona Ala zaczyna gwałtownie poruszać się, podrygiwać. Szamocze się, krzyczy. Dziewczyny ledwie sobie z nią radzą. Z kolei Kamila świetnie bawi się. Tylko ona śmieje się, mimo że „jeździ” na blokowanej nodze. 

    – Kama, zapisz się na rodeo! – któraś docenia wygibasy drobnej koleżanki.

    – Co jest, „Mała”? – pytanie rozbawionej i zaintrygowanej Ewy jest skierowane właśnie do Kamy.

    – Szczypię jej pizdę! – „Mała” zachłystuje się własnym śmiechem. Chwila zaskoczenia i kiedy wszystkie rozumieją pomysł Kamy, zaśmiewają się do rozpuku.

    *

    Alicja leży na brzuchu z rozpiętym stanikiem, wymacanymi piersiami i nakryta rozpiętą bluzką. Paula rozpina kajdanki i przezornie odskakuje. Ewa gestem każe dziewczynom pozostać. Tworzymy dość obszerny krąg. Po chwili Alicja podnosi się. Stoi w szerokim rozkroku, głowa opuszczona, ciężko oddycha. Próbuje poruszać się. Przychodzi jej to z pewnym trudem.

    – Efekt solidnego ruchania wibratorem – z satysfakcją obserwuję swoje dzieło.

    Bluzka Alicji opada, mimo to jest rozchylona. Widzę jej obfite piersi. Są spore i chętnie bym… Ale myślę bardziej o znęcaniu się nad dziewczyną niż o seksie. Zmięta i pognieciona spódniczka odsłania jeden goły pośladek. Ala wyciąga materiał z ust i gwałtownym ruchem odrzuca w bok. Patrzy na nas. Jest wściekła. Milczymy. Czuje się upokorzona samym gwałtem i w ogóle tym, jak potraktowały ją dawne koleżanki. Zaczyna krzyczeć, ubliżać nam. Grozi!

    Bogusia nadal filmuje.

    Ewa z opuszczoną dłonią podchodzi do Ali od tyłu, kiedy ta skupia się na Kamie. Z kolei szatynka w ogóle nie przejmuje się. Nawet ma ochotę na ponowną konfrontację z Alą. „Koński ogon” podryguje, sygnalizując, że jego właścicielka jest gotowa do pojedynku. Nasza „zabawka” z uwagą przygląda się Kamie.

    Coś błyska w ręku Ewy, kiedy przystawia ją do pleców Alicji. A może tylko przesunęła za jej plecami? Chwilę później Ewa szybko cofa się, a blondynka gwałtownie odwraca. Zaskoczenie, dezorientacja i nagle wszystkie śmieją się. Ze zdziwienia otwieram usta. Ala dziwacznie podskakuje, rozpaczliwie macha rękoma. Krzyczy. Rozpaczliwie krzyczy! Ewa podpaliła jej bluzkę. W końcu nasza wyruchana złotowłosa ściąga palący się materiał.

    – Pomóżcie jej! – Ewa też bawi się nieporadnością skatowanej koleżanki. Byłej koleżanki. Dwie dziewczyny szybko podchodzą i gaszą bluzkę. Całe plecy to wypalona dziura. Podmuch wiatru i… swąd.

    – Chyba zapaliły się jej włosy – teraz śmieją się. Wszystkie zachowują się, jakby właśnie usłyszały świetny kawał.

    Ala jest przerażona. Stara się nie rozglądać. Garbi się. Włosy zasłaniają jej twarz. Jest zagubiona i oszołomiona zachowaniem całej grupy. Stoi półnaga. Nawet nie wie, jak ma zareagować. Nie ma siły na kolejne protesty. I pewnie boi się kolejnego ataku. Nagie piersi wystają spod rozpiętego stanika i kołyszą się, a pod nosem widać zaschniętą strużkę krwi.

    *

    Paula łapie ją o tyłu za włosy i prowadzi do Ewy. Kama doskakuje z pasem i uderza w nagie piersi. Ala krzyczy i próbuje zasłonić się. Paula brutalnie szarpie i przytrzymuje włosy, dyscyplinując wyczerpaną blondynkę, a Kamila z rozmachem uderza ją pod kolanami. Ala krzyczy z bólu i klęka. Jest oszołomiona, zmęczona, obolała, zrezygnowana. Paula ciągnie za włosy, odchyla głowę i Alicja patrzy w górę.

    – Dzisiaj dostałaś nauczkę. Powiedzmy, że to jest solidny zadatek – łagodnym tonem ostrzega Ewa. Cofa się.

    Zza Ewy wyłania się Wanda i otwartą dłonią uderza Alę w twarz. Przy masie Wandy to jest solidne uderzenie. Po tak silnym i niespodziewanym ciosie twarz gwałtownie odskakuje. Żadnego krzyku, protestu. Paula otwiera dłoń, w której trzymała włosy, a Ala bez słowa bezwładnie pada na trawę. Cicha owacja. Wanda skromnie uśmiecha się. W milczeniu patrzą na nieprzytomną dziewczynę.

    – To co dziewczyny? Każda zabawa ma swój koniec, więc zapraszam do mnie! Na papieroska i drinka! Na pewno znajdzie się coś jeszcze – obietnicą „Szefowa” ożywia grupę, porozumiewawczo mrużąc oko, a wszystkie chętnie zgadzają się. Zbieramy nasze torby i ruszamy. Tylko ja jeszcze obejrzałam się. Ala podnosiła się powoli. Właśnie uklękła. Chwieje się. Wyciera twarz i nieporadnie próbuje zakryć piersi stanikiem. Ciągle jest oszołomiona ciosem. Chyba jeszcze nie dotarło do niej, że została sama. Nie rozgląda się.  

    *

    Matka wróciła rano, po godzinie 10. Nieco wcześniej wróciła Roksana. Zdążyła się wykąpać i ubrać zanim pojawiła się moja matka z dwoma reklamówkami zakupami. Wyglądało tak, jakby matka wróciła właśnie z zakupów. Z kolei moja matka odniosła wrażenie, że my czekamy na nią. Żadna nie skomentował tego spotkania. Żadna nie musiała tłumaczyć się z porannego powrotu po intensywnej imprezie.   

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 49 Randka w ciemno

    – Złota Rybko?

    Złotą Rybką zostałem w wyniku przegranego zakładu i pozostanę nią, póki nie spełnię trzech życzeń Pocahontas

    – Tak, kochanie?

    – Moim drugim życzeniem jest dowiedzieć się, co zaszło w hotelu.

    – Szkoda życzenia, i tak byś się dowiedziała.

    – No to mów! Aż płonę z ciekawości.

    – Kiedy sam nie wiem, poszukajmy kogoś, kto wie.

    *

    Jest wczesne popołudnie, całe towarzystwo gdzieś się rozlazło. Właściwie to fuks, że obie nasze fryzjerki były umówione z Antoniem i czekały w pobliżu przystani. Teraz jednak… Antonio przyglądał się Monice i Toli przy robocie (głównie jednak metamorfozie cipki Pocahontas), teraz zabrał je obie do swojego pierdolnika, czyli na dach windy. A Ala zmyła się zaraz po powitaniu.

    Pierwszą osobą, na którą trafiamy, jest dziewczyna od sznureczków.

    – Poznaj Beatę, dziewczę, któremu wczoraj puściły wszelkie kokardki i hamulce.

    – A co to są hamulce? – Śmieje się Beata.

    – Jakie kokardki? – Pyta Pocahontas.

    – Od sznureczków, w których paradowałaś na tamtej plaży – mam okazję oddać Beacie jej mikrobikini.

    – Chyba, że wolisz poczekać, aż przepiorę… – Zawieszam glos, ale Beata wyciąga rękę. Wącha ten kłębuszek.

    – Naprawdę je nosiłaś? Nie pachną cipką. – Zerka na gołą cipkę Pocahontas. – Mnie się zaraz przyklejają.

    Pocahontas też zerka na swoją cipę. Zresztą wciąż zerka, jeszcze się nie przyzwyczaiła.

    – Tola i Monika dopiero co zdjęły jej skalp – wyjaśniam.

    – Teraz by się przykleiły – dodaje Pocahontas, a Beata udowadnia swój brak hamulców sprawdzając językiem. Pocahontas nadstawia cipę, Beata liże, a ja ze szczegółami opowiadam Pocahontas, jak to się z nią bawiłem na dyskotece, dzięki czemu Beata ma co wylizywać.

    – Tutaj nie musisz się krępować, skarbie – mówię, skutkiem czego Pocahontas donośnie ogłasza swój pierwszy orgazm na S’Espardell.

    Niestety w sprawie wyczynów pana Grzegorza Beata nie jest w stanie zadowolić jego córki. Szukamy dalej.

    *

    Kierując się słuchem trafiamy na Zygmunta, jest z Kaśką. A właściwie w Kaśce.

    – Dochodzicie może? Bo sądząc po odgłosach…

    A co mamy sobie żałować? Nie jesteśmy w lesie.

    – Poczekaj, aż dojdziemy – dodaje Kaśka.

    – Czyli mogę wam przerwać na chwilkę? Pocahontas nade wszystko chciałaby się dowiedzieć, jak się spisał jej tatuś. Poza tym jest tu nowa i chciałaby się przywitać. W nowy sposób.

    – O! A w jaki?

    – Zleź na moment z tej kolumny, to się przekonasz.

    – O! Jest chyba większy od twojego! – Entuzjazmuje się Pocahontas na widok błyszczącej w słońcu ogromnej pały, całej pokrytej śluzem.

    – Chyba raczej na pewno – przyznaję niechętnie. A Pocahontas się wita. Nasuwa się buzią, krztusi, a potem ujmuje kolumnę Zygmunta u podstawy i zlizuje z trzona to, czego wcześniej nie sięgnęła wargami.

    – Przepraszam za zamieszanie, możecie kontynuować – mówię, gdy jest już czyściutki.

     – A ze mną nie pozwolisz jej się przywitać? – Kaśka wygląda na rozczarowaną. Już rozłożyła uda a nawet palcami rozchyliła zapraszająco wargi.

    – Z tobą już się przywitała. Poniekąd…

    – Świnia!

    Popycham lekko zdezorientowaną Pocahontas ku kroczu Kaśki.

    – Żartowałem.

    A, gdy głowę ma już naprawdę nisko, wciskam jej twarz w to krocze. Tym razem nie żartuję.

    – Czujesz się przywitana?

    – O tak! Dociśnij jeszcze!

    Gdy w końcu puszczam, Pocahontas cała buzię ma w kisielku, oddycha łapczywie.

    – Świnia! Złapałeś mnie na wydechu!

    Ale oczy jej się śmieją. Choć rzęsy ma posklejane. Kaśka tymczasem kuca nad Zygmuntem, namierza cipą jego kolumnę.

    – Możecie zostać i popatrzeć.

    – A masz gdzieś pod ręką zatyczki do uszu? Kaśka – zwracam się do Pocahontas – jak szczytuje…

    – …Wydaje wysokie „C” – wchodzi mi w słowo Kaśka. – Maciek każdego nowego tak straszy, bo jest o mnie zazdrosny – dodaje, tyłek nieco jej drży, a długie frędzelki muskają czubek kolumny Zygmunta.

    Pocahontas ocząt oderwać nie może. Chcę odejść, ale ona przytrzymuje mnie za rękę.

    – Ja chętnie popatrzę. W razie czego zatkam uszy. Jeszcze nigdy nie widziałam…

    – Pieprzenia na żywo? Poważnie? Biedactwo! No to patrz!

    Tyłek opada, frędzle się podwijają. A potem niemożliwie rozciągają, przyklejone do ogromnego, żylastego trzona, gdy Kaśka się unosi. Teraz i ja oczu oderwać nie mogę.

    *

    – A co do twojego ojca – przypomina sobie Kaśka wyciskając z siebie nędzne coś, co nijak nie przypomina kolumny Zygmunta – to może poszukajmy Robusia. Powinien gdzieś tu być z Majką. Wszystko mi opowiedział, ale nie chciałabym pominąć jakichś istotnych szczegółów.

    Podrzuca w dłoni śliskiego flaka Zygmunta.

    – Zresztą nic tu po mnie…

    *

    Z pomocą Kaśki odnajdujemy Robusia i Majkę.

    – Twojego staruszka strasznie jarało, że Natka i Majka są moimi córkami. Chyba nie uwierzył, że jednak nie są.

    – Bo przecież nie są – podsumowuje Pocahontas.

    – Nie bądź taka pewna.

    Po czym ze szczegółami opowiada, co się działo w hotelu. Pocahontas wydaje się być rozczarowana.

    – Nawet nie poruchał…

    – Zbyt był podniecony, ledwie go utrzymałam w dłoni – śmieje się Majka. I wystarczyło parę ruchów… A za chwilę Natce też.

    – Miałeś rację, Złota Rybko. Zmarnowałam życzenie.

    – Na pocieszenie dostaniesz relację ze spotkania z kontrahentem i jego żoną. Ale to najwcześniej jutro.

    – Z jakim znów kontrahentem? I jaką żoną? – Dziwi się Robuś.

    – Kontrahentem jesteś ty. A Natka i Majka, twoją żoną. Dziś macie rocznicę ślubu – wyjaśniam Robusiowi, niczego nie wyjaśniając.

    – Yyy…

    – Tatuś tak przedstawił powody swojego wyjścia dziś wieczorem – oświeca go Pocahontas.

    – Prezent! Chcemy prezent z okazji naszej rocznicy – woła Majka w imieniu swoim i nieobecnej siostry.

    – Której rocznicy? – pyta Aldonkę.

    – Nie mówił. Ale spytam, jak tylko wróci.

    *

    – Zostało ci jedno życzenie.

    – Dużo nad tym myślałam i… Chcę jeszcze pozostać dziewicą.

    – Ty i dziewictwo?! Owszem, technicznie nią jesteś. Ale pominąwszy drobny szczegół anatomiczny, jesteś najbardziej rozwiązłą dziewicą, jaką znam.

    – Hihihi…  Pochlebiasz mi. A ile ich znasz, tych dziewic?

    – Eee… – Liczę szybko w myślach –  chyba jedną.

    – Tylko jedną oprócz mnie?

    – Jedną łącznie z tobą

    – Hahaha… Czyli to żaden komplement. Zaraz, zaraz, dlaczego „chyba”?

    – Bo skoro tak często się masturbujesz, to mogłaś się tej błonki pozbawić. Nawet przypadkiem. Nigdy nie wkładałaś sobie niczego głębiej? Marchewki? Ogórka? Banana? Albo szczoteczki do zębów, czy szczotki do włosów?

    – Szczotki do włosów?!

    – No przecież rączką!

    – Rączką, aha. To znaczy nie, nie wkładałam! Jakbyś potrzebował zaświadczenia od lekarza, to poproszę tatusia.

    – Sam mogę zajrzeć… Ale jak to, tatusia?!

    – On jest lekarzem. Ale nie pracuje w zawodzie, poszedł w biznes.

    – Aha, stąd „liznął pierwszej pomocy”

    – Ty też mógłbyś liznąć w ramach pierwszej pomocy!

    – Znowu?!

    – Jak nie ty, to znajdą się chętni.

    – Żartowałem, przecież cię lubię. Jesteś taka smaczna…

    – Świntuch!

    Dalsze słowa zmieniają się w rozkoszne mruczenie w akompaniamencie głośnego mlaskania. Zauważyłem już, że takie i podobne odgłosy dobiegające z okolic krocza dodatkowo ją nakręcają. Sama też jest z tych głośnych, co z kolei kręci mnie.

    – No już, już! – Rozchyla te swoje szczupłe uda, dlatego ją słyszę.

    – Kiedy mógłbym tak w nieskończoność…

    – Ale jest kolejka!

    Unoszę głowę. Kilku nagich facetów, a każdy ze sterczącym kutasem, otacza nas ciasno.

    Dobrze, że nie o mnie im chodzi…

    *

    Następnego dnia przed południem przychodzi SMS od Robusia. Znużony nocnymi igraszkami Pan Grzegorz spał jak zabity, ale właśnie się obudził.

    – Musimy się zbierać – szepcę do uszka odsypiającej nocne igraszki Pocahontas.

    – Kiedy nie chcę…

    – Jak myślisz, co będzie, jak ojciec wróci do hotelu i cię nie zastanie? Zacznie pytać, i się dowie, że nie wróciłaś na noc?

    Pocahontas w odpowiedzi przewraca się na brzuch i chowa głowę pod poduszkę.

    Kładę dłoń na kusząco sterczącym tyłeczku, zanurzam palce w ciepłym rowku, potrząsam – zero reakcji. Potrzebne jest nowe podejście.

    – Auć!

    Dopiero solidny klaps pomaga.

    *

    Na przystani żegnam się z Pocahontas, ale nie odpływam, czekam na Roberta z córkami. Po jakimś kwadransie nadchodzi Robuś z córką.

    – A gdzie Natka?

    – Nie płynie z nami, umówiła się z panem Grzegorzem, że spędzi z nim dzień. Jak tylko on spławi Aldonkę.

    – Nie płynę z wami, na razie.

    – Czekaj! – Dogania mnie wołanie Robusia. – Natka podjęła działania opóźniające, spokojnie zdążysz uprzedzić Aldonkę.

    – Aha, działania opóźniające… To ona wie, jak opóźnić wytrysk? Ale dzięki!

    *

    Dzięki inicjatywie Natki rozmowa Pocahontas z ojcem jest krótka i owocna:

    – Przebieram tu nogami od rana, tato, a ty przychodzisz w południe i mówisz, że znów znikasz na cały dzień? Powiedz mi chociaż, która to była rocznica.

    – Yyy…

    – No, rocznica ślubu. Przecież świętowaliście rocznicę ich ślubu.

    Panu Grzegorzowi nie ślub w głowie. Na jego szczęście Pocahontas również nie.

    – To ja idę na plażę, a ty się dalej zastanawiaj. Choćby do wieczora. Pa!

    *

    Dziewczyna wybiegająca z hotelu prawie wpada na spacerującą opodal Natkę. Rozpoznaje ją natychmiast.

    – Dzięki! Później musisz mi wszystko opowiedzieć.

    I znika zanim Natka, która nie zdążyła poznać Aldonki, zdąży załapać, że to Aldona i że właśnie zamieniły się tatusiami.

    *

    Pocahontas wskakuje do motrówki i z miejsca rozpoczyna przesłuchanie Robusia i Majki. Już na S’Espardell wysłuchuje barwnej relacji o dokonaniach swojego ojca do końca i właśnie odreagowuje. Zygmunt ze swoją wielką pałą jest wdzięcznym obiektem, na którym życzyła sobie odreagować. Nie przeszkadzam, przyglądam się tylko. Dopóki nie wtrąca się mój telefon. Nie znam tego numeru, ale prefiks jest polski.

    – Pan mnie nie zna, ale właśnie jestem tu z Natalią i ona dała mi ten numer…

    Z Natalią? Ach, Natka! To pan Grzegorz, ojciec Pocahontas.

    – Tak jakby znam, dziewczęta opowiadały.

    Włączam tryb głośnomówiący i macham ręką na Pocahontas. Ona też macha ręką – ma w niej kolumnę Zygmunta. Zostawia chłopaka sam na sam ze wzwodem i podbiega. Mogłaby podejść, ale tak ślicznie jej cycuszki podrygują. A ona jest tego świadoma, jak i tego, jakie to robi wrażenie na facetach. Więc podbiega.

    – Tak?

    Kładę palec na ustach, jej ustach.

    – Świetnie, że pan zadzwonił, panie Grzegorzu, inne dziewczęta się dopytują…

    – Ach!

    To takie stłumione „ach”; zabrałem już palec, by złapać dziewczynę za tyłek i przytulić, ale Pocahontas zasłania usta dłonią. – Tatuś – mówi bezgłośnie. A tymczasem tatuś nie owija w bawełnę. Żeby wiedział, kto go słucha…

    – Nie poznaliśmy się jeszcze, ale Natalia dużo o panu opowiadała. I o S’Espardell. No i powiedziała, że dalej to wszystko z panem załatwiać…

    – Miło mi. Rozumiem, że chciałby pan znów poruchać.

    – O to, to! Słyszałem, że pan taki bezpośredni. Ja też nie będę owijał w bawełnę.

    – Wolałby pan w wargi sromowe?

    – Hahaha… Dokładnie tak.  Wie pan, cipka Natalii, to mi się nawet śniła.

    – Wierzę, ma ją imponującą. Kiedyś Majka naciągnęła jej te wargi na moim członku, ścisnęła palcami i ruchałem Natkę w te wargi suwając kutasem po łechtaczce. A tak we ogóle, to Maciek jestem, przecież nie będziemy sobie „panować” rozmawiając o cipkach.

    – Święta racja. Grześ z tej strony.

    – A więc Grzesiu, powiedz, co cię najbardziej kręci, a ja postanowiłam się to zorganizować.

    Może to przez to, że nie rozmawiamy twarzą w twarz, a może pan Grzegorz jest taki podjarany, ale robi się szczery do bólu.

    – Tego, co mnie najbardziej kręci, nie jesteś w stanie załatwić.

    Pocahontas nadstawia ucha, zaraz pozna skrywane fantazje erotyczne ojca.

     – Najbardziej, to chciałbym przelecieć własną córkę – odpala prawdziwą bombę pan Grzegorz.

    – O kurwa!  – Wyrywa się córce pana Grzegorza. Na szczęście ten mówi dalej i tego nie słyszy.

    – Ja wiem, że Natka i Majka tylko udawały córki Rysia, ale świetnie udawały i bardzo mnie to podniecało. Zwłaszcza myśl, że mógłbym tak z Aldonką…

    – No, tego akurat ci nie załatwię, nawet jej na oczy nie widziałem. Ale mam inną propozycję: co byś powiedział na dziewczynę grającą rolę twojej córki? Tyle, że nie mógł byś jej pieprzyć. Z tego co mówiłeś pieprząc córki Rysia, a co mi przekazały wynika, że ta twoja jest jeszcze dziewicą.

    – Bo jest! – Odpowiada Grześ stanowczo, a Pocahontas vel Aldonka potwierdza, kiwając głową.

    – Ale jak chciałbyś to zorganizować? Przecież od razu poznam, że to nie ona.

    – Przychodzą mi na myśl dwie opcje: albo masz zawiązane oczy, albo  zabawisz się z nią w całkowitych ciemnościach. Wszystko oprócz pieprzenia.

    – Kiedy moim marzeniem jest ją wyruchać…

    – I mieć pewność, że to jednak nie ona? Powiedz mi, Majka i Natka to córki Rysia?

    – Nie.

    – Jesteś tego pewien? Tak na sto procent?

    – No… Nie.

    – A widzisz. Zorganizujemy to tak, żebyś nie mógł być absolutnie pewien, że to nie była ona; jak jej właściwie na imię? Bo nie wiem.

    – Aldonka. Przed chwilą mówiłem.

    – Boże lesisty, poważnie? To znaczy poważnie – Aldona? Bo jeśli nawet mówiłeś, to mi umknęło; skupiłem się na czym innym.

    – Nie podoba ci się imię mojego aniołka?

    – Nie, no spoko. Najważniejsze, żeby jej się podobało. Tylko mnie zaskoczyłeś. Auć! (dostaję sójkę w bok od Aldonki) Ale – mówię szybko – wracajmy do meritum. Jeśli ją przelecisz, to pozbawisz się tej niepewności, która później nie raz podniesie ci ciśnienie w kroczu – a może przewrotnie podsunęliśmy ci własną córkę!

    – Niemożliwe. Przecież nie wiedziałeś nawet, jak ma na imię, skąd byś…

    – Myślisz, że ten wypadek z lodami, to był przypadek? Może poznałem Aldonkę wcześniej i zaaranżowałem to wcześniej, żeby wyrwać ją spod twojej kontroli? A teraz stoi tu koło mnie całkiem naga, a jej świeżo ogolona cipka jest tak mokra, że wyślizguje mi się z dłoni? A ma ją mokrą, bo właśnie się dowiedziała, o czym marzy jej tatuś? A nie ma pochwie mojego chuja tylko z tego drobnego powodu, że rzeczywiście jest dziewicą i nie chce tego zmieniać?

    – Pierdolisz!

    – Skądże, ja tylko podejmuje grę. Wchodzisz?

    Po drugiej stronie zalega długie milczenie. Po tej wręcz przeciwnie. Mokra cipa Pocahontas wyślizguje mi się z dłoni ( nie kłamałem panu Grzegorzowi) a jej urocza właścicielka krzyczy:

    – Popierdoliło cię?! Chcesz, żebym z własnym ojcem?!

    – Szeptem krzyczy, żeby tatuś nie usłyszał. Odpowiadam tak samo:

    – Przecież tak to załatwiam, żeby cię nie zdeflorował. Nie chcesz się z nim trochę popieścić? Będziesz miała co wspominać. Pomyśl tylko: wspólne wspomnienia z tatusiem, a żadne się drugiemu nie przyzna, że są wspólne.

    Pocahontas zaczyna myśleć i wkurw mija jej szybko.

    – Jak skończysz, co zacząłeś, to przemyślę temat i może nawet się zgodzę.

    Chwytam ją za tę śliską pizdę i zagłębiam palce w bruździe, pieszczę z wyczuciem, zależy mi na jej orgazmie, a co za tym idzie –  pozytywnym wyniku przemyśleń. Chyba dobrze mi idzie, bo pan Grzegorz pyta, co się dzieje. No to mówię, jak jest, pomijam tylko drobny fakt, że to nad łechtaczką jego córki pracuję.

    – Po tym, jak dyszysz, chyba cię nie pozna – szepcę jej do ucha.

    – Chyba, że podglądał, jak się masturbuję. Po nim nic nie wiadomo.

    – To może spytamy. Oczywiście, jeśli podejmie wyzwanie.

    Podejmuje.

    – Przekonałeś mnie. Pospołu z tą dziewczyną, której właśnie dogodziłeś. – Śmieje się. – Zapewnij mnie teraz, że to nie moja córka.

    – To twoja córka i właśnie zamierzam jej wylizać cipę.

    – Dowcipniś! Choć w to lizanie cipy akurat wierzę. Jaką ma?

    – Poczekaj chwilkę…

    Pocahontas rozstawia szeroko nogi, klękam, przez moment napawam się zapachem sromu po palcówce i szybko liżę. Trzymam telefon blisko, by Grześ słyszał mlaskanie.

    – Uch! Wręcz z niej kapało. Twoja córka ma prawdziwie miodną pizdę!

    – Weź przestań, bo nie wytrzymam!

    – I co, zwalisz sobie teraz? Pomyśl o Aldonce.

    – No właśnie myślę, i dlatego.

    – Wyprztykasz się,  nic dla niej nie zostanie.

    – A, ty o tym… No dobra. Co chcesz o niej wiedzieć?

    – Jak najwięcej. Potrzebne mi jej zdjęcia, najlepiej z plaży…

    – Hehe, pewnie wolałbyś całkiem nagie, co?

    – A masz takie?

    Pocahontas zamienia się w słuch.

    – A gdybym miał?

    – Mógłbym lepiej dobrać dziewczynę, znając wszystkie szczegóły…

    – Przyznaj się, chodzi ci o jej cipkę?

    – Żebyś wiedział. Nie podstawię ci dziewczyny z bobrem, skoro twoja córka goli krocze na gładko.

    – Z tym jest kłopot. Podejrzałem, jak zabiera się za golenie, ale nie wiem: tylko podgoliła, żeby jej włoski z majtek nie wychodziły na plaży, czy może poszła po całości.

    – Hmm, czyli nie wiesz…

    – Coś mi przeszkodziło.

    – Pewnie mama – szepce przytulona do mnie Pocahontas.

    – A co byś wolał? Ja ze swej strony polecam taką całkowicie ogoloną. Świetnie się ją liże.

    Trzymałbym kciuki za zgodę pana Grzegorza, wszak jego córka, która ma udawać jego córkę, ma ją świeżo ogoloną. Ale trudno mi oderwać dłonie od tych jędrnych cycuszków. Ale pan Grzegorz zgadza się nawet bez tych kciuków.

    – To podeślij mi fotki, im bardziej rozebrane, tym lepiej będę mógł dobrać dziewczynę, zaraz podeślę ci maila. A później najlepiej przyjdź z Aldonką.

    – Co?!

    – Przyjrzy jej się dyskretnie ta dziewczyna. Musi zobaczyć, jak się Aldonka porusza, posłuchać jak mówi… No, poznać ją choć trochę. Przedstawisz mnie córce, jako znajomego, pogadamy o niczym.

    – Ty to naprawdę poważnie traktujesz.

    – Cóż, idealnie nie będzie, ale przecież chodzi o zasianie w tobie ziarna wątpliwości – a może to jednak z własną córką się wtedy gziłem…

    – Gziłem? A to dobre! Niech ci będzie. Kiedy i gdzie?

    – Może natknę się na was na plaży? Powiedzmy jutro o dziesiątej?

    – Jak ona będzie tylko w bikini? Cwaniaczek!

    – Możemy gdzie indziej.

    – Nie, nie, na plaży będzie spoko.

    Niebawem oglądamy z Pocahontas jej nagie, zrobione z ukrycia zdjęcia przysłane przez tatusia.

    – A to świntuch! Pewnie się przy nich zaspokajał!

    – Chyba raczej na pewno. O tu ładnie wyszłaś.

    – To u mnie w pokoju. Ciekawe, gdzie…

    – Zamiast szukać ukrytej kamery, będziesz mogła od czasu do czasu dawać mocne przedstawienie.

    – Hihihi… Aż mu sperma uszami pójdzie!

    Może i Pocahontas jest zła na ojca za to podglądanie, ale świadomość, jaki uzyskała wpływ  na niego bardzo ją podnieca. A ponieważ Zygmunt i jego kolumna jeż się „zużyli”, ja ogarniam to podniecenie. Niespiesznie

    *

    – Antonio, pokoje na trzecim piętrze są puste?

    – Nie. Są umeblowane. Bo, że aktualnie nikt w nich nie mieszka, to przecież wiesz.

    – Wolałem się upewnić. Zajrzymy do paru?

    Antonio tylko wzrusza ramionami.

    – Tylko wezmę klucze

    Trzecie piętro wygląda nawet podobnie, jak w hotelu Aldony, sprawdźmy „jej” pokój.

    – Otworzysz sto sześć?

    – Hmmm… meble nawet podobne, po ciemku nie do odróżnienia. Wystarczy poprzestawiać… Klamki mają blokady na kluczyk, doskonale, od środka nie otworzy.

    – Co ty znów kombinujesz?

    Widocznie myślałem na głos. Wzruszam ramionami.

    – Coś mi chodzi po głowie, ale za wcześnie o tym mówić. Dałoby się zasłonić okno? Koniecznie z zewnątrz, jakaś czarna folia budowlana, płyta paździerzowa, czy coś. W środku musi być absolutna ciemność.

    – Można przejść z sąsiedniego balkonu. Ale po co…

    – Czekaj, myślę. Klimatyzacja działa?

    – Oczywiście.

    – Bo by się podusili.

    – Kto?

    – No, oni. Zajmiesz się tym zaciemnieniem? Robuś ci pomoże. I wszystkie żarówki trzeba powykręcać. A teraz pomóż mi z łóżkiem.

    *

    Spotkanie z panem Grzegorzem i jego córką nie do końca przebiega tak, jak to sobie zaplanowałem. Właściwie przebiega z gruntu inaczej.

    – Zuzka?!

    – Donek?! Donek? Nie wiedziałem, że ma taką ksywkę.

    Przy czym Pocahontas jest autentycznie zaskoczona, natomiast Zuzia doskonale udaje.

    – To wy się znacie? – Pan Grzegorz i ja wypowiadamy te słowa unisono.

    – Trudno, żebyśmy się nie znały, chodząc do tej samej klasy!

    Ojciec Pocahontas lekko przybladł. Wiem, co mu chodzi po głowie – jego córka zaraz się dowie, w jakim celu się spotykamy. Jednym słowem – koszmar. Nawet nie wstał, żeby się przywitać. Przysiadam na piasku koło niego.

    – Mogą być najlepszymi koleżankami, ale może pan być pewien, że o pańskich niedawnych wyczynach, a zwłaszcza o tych planowanych, Zuzia słowa nie piśnie.

    I nawet nie muszę ściszać głosu, radosna paplanina przekrzykujących się dziewcząt zagłusza wszystko.

    – Ale czy na pewno?

    – Jeśli jej nie przeszkadza, że wieść o jej seksualnych wyczynach rozejdzie się po całej szkole, to nie na pewno.

    Pan Grzegorz i tak nie spuszczał wzroku ze skąpo odzianej Zuzi, ale teraz patrzy na  nią z dodatkowym zainteresowaniem. Wprawdzie jej kostium zasłania nieco więcej, niż słynne sznureczki, ale tylko nieco więcej. Zuzia do wstydliwych nie należy, a jedynym powodem, dla którego nie pojawiła się tu ubrana głównie w sznureczki jest fakt, że przynależny sznureczkom skrawek materiału nie byłby w stanie ukryć bujnych blond loczków na cipce. A zgolić ich nie zamierza, zbyt te loczki nam wszystkim się podobają.

    – Ona ma takie fajne loczki na cipie, dlatego nosi takie zabudowane majteczki. W przeciwnym razie by wystawały. Te loczki.

    I milknę. Zostawiam pana Grzegorza samego z jego kudłatymi myślami na temat tych kudełków. Nawet nie zauważa, że wbiłem mu przy okazji szpilę – w porównaniu z tym, w co ubrana jest jego córka, Zuzia wygląda na nagą… No trudno, może trafi się inna okazja.

    – Myśli pan, że mógłbym… – Pyta w końcu pan Grzegorz, wciąż gapiąc się na Zuzię.

    – Pobawić się tymi loczkami, rozgarnąć je językiem a potem kutasem, wpychając go do jej ciasnej dziurki? Myślę, że mógłby pan, ale to jej cipka i jej trzeba spytać.

    – Nie mógłbym…

    – Nie chce pan poczuć, jak te loczki łaskoczą pańskie jaja, gdy Zuzia wali panu konia siedząc mu na udach? Patrzeć, jak pański członek chowa się w tych loczkach, gdy Zuzia pana dosiądzie?

    – Już dość, dość! – Ojciec Pocahontas zmuszony jest położyć się na brzuchu, by ukryć nagły wzwód.

    – Ułatwię to panu.

    – Balbinka? Dobrze pamiętam? Macie z Zuzią ochotę na lody? Chodź, pomożesz mi przynieść dla wszystkich.

    – Aldonka – poprawia mnie natychmiast pan Grzegorz.

    – Tylko nie biegajcie z tymi lodami, łatwo się potknąć w tym tłoku.

    Prawie parskam śmiechem, panu Grzegorzowi najwyraźniej wraca poczucie humoru.

    Wyraźnie traci je natomiast Pocahontas, bo mocno obrywam za tę Balbinkę.

    *

    Gdy wracamy, Grzegorz i Zuzia są już dogadani, a ja wciąż rozmasowuję bok.

    Po drodze zdążyliśmy porozmawiać:

    – Zuzia naprawdę mnie zaskoczyła. Nie rozumiałem, dlaczego aż tak się naparła, by przyjść tu ze mną. Słowa nie powiedziała.

    – Tatuś chyba się nieźle wystraszył.

    – A potem mu stanął i już tylko kutasem myśli.

    – Dogadają się?

    – Z pewnością. To byłby niezły bonus, wyruchać koleżankę córki po igraszkach z córką.

    – Hihihi… Jakie lody dla ciebie?

    – Ty wiesz…

    – Kiedy nie ma gdzie – Pocahontas rozgląda się po zatłoczonej plaży.

    – Jeszcze będzie okazja. A tak przy okazji – jak właściwie mam się do ciebie zwracać, bo już się gubię. Aldonka, Aldi, Pocahontas, a teraz jeszcze Donek.

    -Mało nie upuszczam lodów, dostawszy kolejną sójkę w bok, tym razem za Aldonkę.

    – Tego imienia nie wymawiamy. Donek, to szkolna ksywka. Aldi też. Pocahontas, to coś świeżego i niezwiązanego z imieniem, którego nie wymawiamy.

    – Aldi jest krótkie Lubię krótkie.

    – A ja długie…

    Czyli Pocahontas…

    Opowiadam jej o związkach lodów z lodzikiem. Innymi słowy, skąd będzie je zlizywać. Jej ojciec nie zauważa rumieńców na buzi córki, zbyt jest zajęty wymienianiem porozumiewawczych spojrzeń z jej koleżanką. I wydaje mu się, że nikt tego nie zauważa.

    *

    Trwa randka w ciemno. Czekam na pana Grzegorza w „jego” pokoju. Towarzyszy mi Zuzia. Choć dalej marudzi o samych starcach wokoło, chętnie rozłoży nogi pod ojcem koleżanki. Gdyby miał jeszcze siłę ją przelecieć, oczywiście. Umila sobie oczekiwanie rozkładając je pode mną. 

    Wreszcie się pojawia. Mruży oczy w jasnym świetle. Zgrzana, z rozczochranymi włosami i rumianą  buzią. Jednym słowem Pocahontas. Nie jej ojciec. Poklepuję kolano.

    – Siadaj i opowiadaj!

    – Kiedy… Obraca się i pokazuje tyłek. Z pleców spływa jej między pośladki sperma tatusia.

    – Siadaj – powtarzam. – Lubię, jak się laska do mnie klei.

    Trzeci raz nie muszę powtarzać. Mości się wygodnie, jej śliski tyłeczek przyprawia mnie o drgnienie w lędźwiach.

    – Nie powiem, miła niespodzianka. Co się stało?

    – Wziął i zasnął! Jak tylko się spuścił.

    Pocahontas zerka na koleżankę.

    – Jeśli na coś liczyłaś, to przepraszam.

    – Nie twoja wina. Zresztą myśmy tu też nie próżnowali…

    – Ile razy? – Pyta Pocahontas

    – Ile razy? – Pytam ja, dokładnie w tej samej chwili.

    – E, no raz, oszczędzał się dla ciebie – odpowiada Zuzia. – Miał przecież do ciebie pójść, a mnie zostawić z twoim starym.

    – Ten był trzeci – odpowiada Pocahontas, wiercąc tyłkiem. Co sprawia, że wzwód się powiększa.

    – Ale, Zuzka, skoro wyszło inaczej, możesz pójść do niego. Strasznie by chciał poruchać, ciągle o tym mówił. Jak się obudzi…

    Zuzia woli jednak zostać. Przynajmniej na razie.

    – Pewnie długo pośpi, a ja chętnie posłucham, jak było.

    Pocahontas się rumieni. Łatwiej by jej było wygadać się przed obcą dziewczyną, ale opowiedzieć koleżance z klasy, jak się zabawiała z ojcem…

    – Albo pan Grzegorz jest niewyżyty, albo wziął sobie do serca moje rady – stwierdzam.

    – Hihihi… A jakie to były rady?

    – Jeśli z trzecim razem tak przestrzelił…

    Sprawdzam, jak daleko, a potem zabieram lepką od spermy dłoń z pleców dziewczyny. Zdecydowanie bardziej wolę pobawić się jej cycuszkami. Wprawdzie mam je wprost przed oczyma, celują we mnie różowymi sutkami, ale to za mało.

    – To jakie to były rady?

    – Nie pamiętam.

    – Może to poprawi ci pamięć!.

    Pocahontas przemieszcza tyłek na moich udach, rozkładając swoje. Umieszcza między nimi mojego nabrzmiałego penisa, przyciska do cipki i znów zaciska uda. Pojawiam się miedzy tymi udami i znikam, gdy porusza dupcią. Jest bosko.

    – Teraz to już w ogóle nic nie pamiętam. Źle się do tego zabrałaś.

    Pocahontas wzdycha z rezygnacją. Ale nie przestaje kręcić tyłkiem.

    – Mało ci było? Trzy razy…

    – Za pierwszym razem spudłował.

    – Jak to?

    – To też skutek twoich rad, których nie pamiętasz.

    – Takiej autentycznie nie pamiętam, możesz odświeżyć mi pamięć?

    – Gdy tak nachylał się nade mną, zaraz na początku, sięgnęłam i trafiłam prosto na jego członka. Był taki wielki i gorący. Ścisnęłam go mocno. O, w ten sposób, jak teraz ciebie. To tym mnie zrobiłeś, tatusiu? – spytałam. No i spryskał mi całą piżamkę w odpowiedzi.

    – Hahaha… piżamkę!

    – Przecież sam kazałeś mi ją założyć.

    – Żeby przydać sytuacji autentyzmu. Ale nie sądziłem…

    – Przecież nie miałam jej za szybko zdejmować. Żeby przydać sytuacji autentyzmu!

    – No tak. Ale nie można nazwać tego pudłem. Po pierwsze, to ty celowałaś, po drugie, gdybyś była goła, to spryskałby ciebie, nie piżamkę.

    – Od cipki po cycki.

    – Sama widzisz. A gdyby mógł zobaczyć to, co ja teraz…

    Pocahontas spuszcza wzrok, patrzy tam, gdzie ja, czyli na swoją dłoń powoli polerującą moje berło.

    – Też o tym pomyślałam. Mógłby mi nawet zakleić oczko.

    – Może kiedyś…

    – Może kiedyś.

    Czyli Pocahontas dopuszcza możliwość, że kiedyś prześpi się z ojcem bez tych wszystkich szykan. Musiało jej się spodobać.

    – A za drugim razem? Trafił?

    – Nie mógł nie trafić, miałam go w buzi. Wyssałam z niego wszystko, co do kropelki. Strasznie krzyczał.

    – Zuch dziewczyna! Co krzyczał?

    – Same bluzgi. Nie byłam dłużna. Ale spoko, głównie szeptem bluzgałam, nie mógł mnie poznać po głosie.

    – No a ten trzeci raz? Dlaczego spuścił ci się na plecy?

    Spuszczam się w dłoni Pocahontas, gdy wyjaśnia ze szczegółami, jak do tego doprowadziła.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Zabawa z sasiadem

    Miałem wtedy 15 lat, przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, a on mieszkał na przeciwko nas. Znali sie z ojcem już dłuższą chwilę w końcu pracowali razem. Pomógł nam z wnoszeniem mebli i walizek, było lato, więc chodził bez koszulki. Młodszy od mojego taty, ale dalej 20 lat starszy niż ja. Ten widok pobudzał mnie niesamowicie wręcz nie mogłem oderwać wzroku. Wydaje mi się, że też to zauważył, bo jak inaczej nazwać to, że cały czas stał koło mnie, a nawet próbował się ocierać. Zapach jego potu zniewalał, gdy tylko skończyliśmy musiałem sobie ulżyć w toalecie. Wpadał czasem do rodziców, więc po kilku takich spotkaniach wiedziałem, że ma na mnie ochotę. Czekałem aż rodzice wyjadą na dłużej, okazja nadarzyła się 3 miesiące po naszej przeprowadzce. Zostałem samemu w domu od piątku do poniedziałku. Rodzice zostawili mi pieniądze żebym sobie coś zamówił, ale pod pretekstem nieumiejętności gotowania poszedłem do niego. Była sobota chwilę przed 13, mieszkał sam, więc miałem pewność, że będzie w mieszkaniu. Zapukałem, otworzył lekko zdziwiony, ale nie narzekał, że mu przeszkadzam. Wyjaśniłem sprawę, sądząc po jego minie chyba wiedział, że kłamię, ale ubrał kapcie i poszedł za mną. Zamknąłem drzwi za sobą i podszedłem do lodówki. Od razu ruszył i zatrzymał się za moimi plecami, nachylił się i wyszeptał:

    – Nie będziemy robić obiadu, prawda?

    – Prawda.

    – Więc po co dokładnie mnie tu przyprowadziłeś?

    Moja ręka powędrowała na jego kroczę czułem cały jego rozmiar, był dużo większy od mojego, trochę się bałem, bo nigdy tego nie robiłem, ale wiedziałem, że właśnie tego chcę, chcę żeby wszedł we mnie. Masowałem go już przez chwilę, po czym odwróciłem się do niego.

    – Właśnie po to

    Przywarłem do jego ust a on odwzajemnił pocałunek, był umięśniony i prawie dwie głowy wyższy niż ja, musiałem stać na palcach żeby go dosięgnąć. Staliśmy tak chwilę, gdy w końcu przerwał i zapytał czy chcę czegoś więcej. Bardzo chciałem, więc poszliśmy do mojego pokoju, siał na łóżku i przywołał mnie ręką. Podszedłem, a on sprowadził mnie na kolana, złapał za dłonie i położył na swoim kutasie. Znowu masowałem go przez spodnie, ale szybko zdjął je i miałem przed twarzą dorodnego chuja, jeszcze go nie dotknąłem a już sobie wyobrażałem jak we mnie wchodzi. Złapałem go i niezdarnie zacząłem poruszać. Nakierował moją dłoń tak żeby było mu przyjemnie, wziąłem go do buzi i długo obciągałem. Naoglądałem się filmów, więc wiedziałem co robić. Lizałem go od góry do dołu, jechałem ustami po boku i ssałem jądra. Wkładałem go sobie najgłębiej w gardło jak tylko dałem radę. Wydaje mi się, że mu się podobało. Złapał mnie mocno za ramię i rzucił na łóżko, ściągnął spodnie i zaczął dobierać sie do mnie. Wjechał językiem i długo wiercił nim w środku. Później dołożył palce, jeden, drugi aż skończył na trzech. Sapałem z podniecenia i przyjemności. Najechał swoim kutasem na mój odbyt.

    – Szafka, w szafce, proszę.

    To jedyne, co byłem wstanie z siebie wydobyć. Wyjął z półki nawilżacz i obficie oblał moja dupę, rozsmarował swojego penisa w płynie, po czym zaczął powoli nabijać mnie na siebie. Robił to bardzo wolno, ale nie było problemów, więc gładko przeszedł do jebania mnie w dupę. Najpierw na pieska, jęczałem z przyjemności, gdy mnie posuwał. Wyszedł ze mnie i położył na plecach. Był u góry a zaczął o całowania, jego kutas dotykał mojego. Nie przerywając pocałunku najechał na moją dziurkę i wszedł z całym impetem. Ruchał mnie w równym tempie, nie przyśpieszał, wydaje mi sie, że nie chciał szybko skończyć. Było mi tak przyjemnie, że miałem gdzieś, co mi robi. Znowu zmienił pozycję tym razem to on leżał na plecach a mnie położył na sobie, przykleiłem się plecami do jego klatki piersiowej, gdy on naprowadzał swojego fiuta. W końcu wszedł i jebał mnie tak aż do finiszu, nie trwało to długo, ale było miło. Gdy wyjął go ze mnie, sperma zaczęła cieknąc na jego brzuch, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.

    Gdy wstałem jego już nie było, tyłek mnie bolał niesamowicie, ale i tak uważam, że było warto, poszedłem coś zjeść i przy okazji sprawdzić, która jest w ogóle godzina. Było grubo po 19.

    – Cholera, długo pospałem.

    Przypomniałem sobie, że nie podziękowałem mu za to co mi zrobił za te kilka przyjemnych rzeczy, które zrobił więc poszedłem do niego. Otworzył po chwili, był goły, więc czułem się trochę nieswojo chociaż jeszcze kilka godzin temu podskakiwałem na nim dlatego wszedłem do jego mieszkania.

    – Wybacz, że tak wyszedłem, ale miałem kilka spraw do załatwienia.

    – Nie o to chodzi, po prostu chciałem podziękować, było wspaniale, liczę na to, że jeszcze to powtórzymy.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    Mówiąc to przytulił się do mnie, poczułem jak jego kutas się podnosi. Mimowolnie zacząłem go dotykać, nawet nie wiem kiedy przed nim klęknąłem i zacząłem robić mu dobrze. Ssałem go powoli ale tym razem wchodził głębiej niż poprzednio. Zacząłem przyśpieszać, chciałem spróbować jego nasienia, ciekawiło mnie jak smakuje. Pomagałem sobie ręką, drugą natomiast pieściłem jego jądra. Gdy zbliżał sie koniec przycisnął mnie do siebie tak, że jego chuj wbij się w moje gardło aż do samego końca i dopiero wtedy się spuścił. Podczas gdy on go wyciągał ja wysysałem resztki jego spermy, miała dziwny smak, ale była pyszna już wtedy wiedziałem, że się od niej uzależnię.

    Po naszym pierwszym spotkaniu widywaliśmy się regularnie, ale tak żeby nie nakryli nas moi rodzice, miło wspominam tamten okres mojego życia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Qval Dern
  • Ewa z raju.

    1. Obfite piersi.

     

    Uśmiechała się i uważnie mi się przyglądała, zbyt uważnie, zbyt poufale. Poczułem się trochę niezręcznie. Przez chwilę nie widziałem nic innego poza jej twarzą. Bez wątpienia była piękna, a jej typ urody… no właśnie trudno było mi ją zaszufladkować.

    Na pewno miała coś z latynoski: oliwkową skórę, ciemne, kasztanowe, prawie czarne, włosy. Były z jaśniejszymi smugami, być może po farbowaniu. Jej oczy były tak samo intensywnie brązowe, jak włosy, jednak nieco skośne, oprawione w ciemne rzęsy i szerokie brwi. Nos miała odrobinę garbaty, ale ładny, dość szeroki, a usta, karminowe, pokryte białym, przezroczystym błyszczykiem. Pokrój twarzy był trójkątny, z wystającymi kościami policzkowymi i spiczastym podbródkiem. Tak, na pewno była piękna. Podobała mi się.

    -Witaj, masz na imię Dawid, tak? – odezwała się ciepłym, aksamitnym głosem.

    -Przepraszam, że nachodzę o tej porze, ale pani mąż prosił, żeby te dokumenty dostała pani jeszcze dziś, – zacząłem, wyciągając w jej kierunku rękę z cienką, niebieską teczką.

    -Hm… dokumenty… to nic ważnego. Chodź, rozgość się. Konrad sporo mi o tobie opowiadał. Podobno jesteś najlepszym menedżerem w firmie, – mówiła, poruszając samymi ustami i patrząc na mnie tak, jakby miała mi do przekazania coś bardzo ważnego.

    Kiedy przekroczyłem próg, zrozumiałem, w jak niezręcznej i niestosownej sytuacji się znalazłem. Była w samej bieliźnie… i to jakiej. W pierwszej chwili oblała mnie fala gorąca. To było takie przyjemne ciepło, które promieniało ze mnie od wewnątrz. Jakiś impuls kazał mi się odprężyć, wyluzować, a przede wszystkim nigdzie stąd już nie ruszać. Jakby miała w sobie jakąś dziwną hipnotyczną moc.

    Była półnaga, pod delikatnym, wręcz subtelnym koronkowym kostiumikiem majaczyły dwie potężne, dorodne i obfite piersi. Nie znam się na rozmiarach, ale na pewno był to jeden z tych największych. Jak patrzysz na takie cycki, to czujesz się kompletnie rozłożony na łopatki.

    Piersi zawsze były dla mnie fetyszem, ale ten egzemplarz sprawiał, że wirowało mi w głowie. Nieco workowate, spływające do dołu pod własnym ciężarem, niczym dwie krople gęstej lepkiej substancji. I na dodatek te ogromne brodawki wyzierające spod półprzezroczystego materiału.

    Góra kostiumu połączona była w jedno z takimi samymi, koronkowymi majtkami. Dobrze, że chociaż w miejscu, gdzie znajdowała się cipka nie było koronki, a jedynie zwykły biały materiał, bo chyba kompletnie bym zwariował na jej punkcie.

    Poddałem się, to był chwyt poniżej pasa. Kobiety, szczególnie, żony szefów nie powinny ubierać się w ten sposób, a już na pewno nie wtedy, kiedy ma do nich przyjść pracownik, by przynieść zwykłe dokumenty. Tak, to było nie fair… a może to był test, taka swoista próba, na którą mój własny szef mnie wystawił? Wszak wkrótce miałem otrzymać awans i jeszcze bardziej intratną posadę.

    Nie miałem pojęcia, co kryło się pod tą, ewidentną, grą. Rozsądek nakazywał, by po prostu dać jej tą kopertę i wyjść, ale nie, ja postąpiłem inaczej. Zamiast rozumu posłuchałem własnego kutasa, a ten za każdym razem pchał mnie w coraz większe kłopoty. Byłem przekonany, że i tym razem może być tak samo.

    Mogła mieć trzydzieści lat, pozostałe jej kształty były tak samo pełne i tak samo obfite, jak jej piersi. Kostium nie zakrywał brzucha, a w miejscu gdzie znajdował się głęboko wklęsły pępek, zwisała tasiemka, wiążąca dwie połówki.

     

    2. Pachniała kwiatami.

     

    Ta kobieta oszałamiała mnie, ale jednocześnie sam jej widok sprawiał, że w jakiś dziwny, niepojęty sposób czułem się jak u siebie, jak w domu, zupełnie tak, jakbym znał ją od lat, jakbym w tej chwili, po prostu, wpadł do niej na popołudniową herbatkę.

    -No wchodź, nie będziesz chyba cały czas stał w progu, – powiedziała tak ciepło, że nie mogłem podjąć innej decyzji, jak tylko wejść do środka.

    Odwróciła się do mnie bokiem, wciąż nie miałem pojęcia o co jej chodzi, na czym polega ta gra. Zrobiła krok do przodu, Boże jakie ona miała nogi. Długie, zgrabnie łydki, gładka skóra i jędrne obfite uda przyprawiały mnie o zawrót głowy.

    O co jej, do jasnej cholery chodziło, jeżeli nie o seks?! Stała tak w niewielkim wykroku, jakby celowo prezentując swoje wdzięki, a ja coraz dobitniej czułem, że mój fiut domaga się swojego.

    -Widzę, że jesteś trochę skrępowany. Usiądź, zrobię ci drinka i wszystko wyjaśnię, – powiedziała, wpatrując się we mnie, jak drapieżnik, któremu wcale nie chodziło o wyjaśnienie czegokolwiek, ale o to, by mnie z tego holu już nie wypuścić.

    Po moich przebiegł dreszcz i trudno było mi ocenić, czy był to dreszcz podniecenia, czy czy niepokoju. Może miało być to coś zupełnie innego?

    Położyła dłonie na swoim pulchnym brzuchu, w taki sposób, że kciukami pieściła własny pępek. Wszedłem na środek gustownie urządzonego pomieszczenia i zatrzymałem się nie odrywając od niej wzroku. W ręku wciąż trzymałem papierową aktówkę, nie bardzo wiedząc, co mam z nią zrobić.

    -Mój mąż nie powiedział ci, w jakim celu tutaj ciebie przysłał? – odezwała się, pochylając głowę w taki sposób, że jej bujne włosy zakryły połowę jej twarzy.

    -Eeeee… a co miałby mi niby powiedzieć? – wydukałem.

    Jej cycki aż prosiły się, by wyjąć je spod tego delikatnego wdzianka i ugniatać, ugniatać, a później włożyć między nie, szarpiącego się z podniecenia, kutasa i trysnąć aż pod samą brodę.

    Podszedłem, i zatrzymałem się tuż obok jej prawego ramienia. Wyciągnęła rękę tak, jakby chciała mnie objąć i przytulić, a po moich plecach jeszcze raz przebiegł przyjemny dreszcz.

    -Boisz się mnie, Dawid? – zapytała cicho.

    -Nie, – odpowiedziałem, drżąc, ale nie miałem odwagi spojrzeć jej w oczy.

    Pachniała kwiatami, konwalią, jaśminem, może trochę wanilią… nie wiem, nie jestem ekspertem od perfum. Miałem niesamowitą ochotę, wziąć ją w ramiona. Cholera jasna, chciałem już się rozebrać i wtulić twarzą w te jej wielkie balony, ale nie miałem odwagi.

    -Jesteś przystojnym facetem, podobasz mi się, – zaczęła, – od dłuższego czasu obserwujemy cię z Konradem i wydaje się nam, że spełniasz wszelkie wymagania…

    -Wymagania? Nie rozumiem…

    -Nie musisz, Dawid, zapewniam cię, że nie musisz wszystkiego rozumieć…

    Czułem się dziwnie, coraz bardziej dziwnie, bardzo mi się podobała, podniecała mnie jak żadna inna kobieta, była cukierkowa, łagodna, a jednocześnie miała w sobie coś bardzo dzikiego, nieobliczalnego.

    -Ależ, pani Jelińska, ja miałem tylko dostarczyć pani te dokumenty… Może ja już sobie pójdę?

    -Zapewniam cię, że nie masz najmniejszej ochoty nigdzie wychodzić, – odezwała się z takim przekonaniem, że odeszła mi ochota na dalsze przekomarzanie się.

    Przykucnęła. Właściwie nie wiem czemu to zrobiła, chyba tylko po to, by jeszcze bardziej zwiększyć moje podniecenie.

     

    3. Jesteś prawie naga.

     

    Bawiła się ze mną, uwodziła, a ja czułem, że coraz bardziej rozpływam się we własnych wyobrażeniach o jej ciele, o tym, co i w jaki sposób mógłbym z nim robić. Było mi z tym cholernie dobrze, nie żałowałem, żadnej myśli, żadnego obrazu który tworzył się w mojej głowie.

    -Pani Jelińska… proszę… – wydyszałem, nie całkiem świadomie.

    -Ewa… mam na imię Ewa i chcę żebyś tak się do mnie zwracał, – odezwała się, obserwując moje reakcje.

    Boże, jakaż ona była piękna. Z każdą minutą coraz bardziej mi się podobała, z każdą minutą odkrywałem w niej coraz więcej szczegółów podkreślających jej urodę.

    -Ewa… tak, jak ta pierwsza Ewa, z raju?

    Uśmiechnęła się i pokiwała głową.

    -Tak, tak jak ta pierwsza… tak którą skusił wąż.

    Od tej chwili coś się zmieniło, byłem już jej, niezależnie co bym powiedział i co zrobił.

    -Dobrze, Ewa, niech tak będzie… – stwierdziłem, czując, że rozluźniam się coraz bardziej.

    Siedziała na własnych piętach z wyprostowanymi plecami i wypiętymi do przodu wielkimi cyckami. Rozrzuciła włosy po swoich ramionach w taki sposób, że część znajdowała się z przodu a część z tyłu.

    -Widzę, że wciąż cię krępuję, Dawidku.

    -Dziwisz się? Jesteś żoną mojego szefa, jestem u was w domu, a ty jesteś prawie naga…

    Przerwała mi.

    -Zapewniam cię, że nic ci ze strony mojego męża nie grozi.

    -Tak, tylko wciąż nie mam pojęcia, co to wszystko ma znaczyć, może mi to wyjaśnisz… w końcu…

    Nic nie dopowiedziała, miałem wrażenie, że wpadła w jakiś dziwny trans. Wciąż siedząc w kuckach, odchyliła głowę do tyłu tak bardzo, że cała jej bujna fryzura spłynęła po plecach. Miała prześliczne, gęste, układające się w fale, włosy, a pasemek i refleksów było dużo więcej, niż mi się na początku zdawało. Zamknęła oczy. Stałem tak blisko, że mogłem obserwować każdy, nawet najdrobniejszy, szczegół jej urody. Coraz bardziej byłem przekonany, że byłaby doskonałą kochanką. Wzbudzała we mnie pokłady najdziwniejszych, nieznanych mi dotąd uczuć. Patrzyłem na jej delikatnie zarysowane czoło, subtelne usta, odsłonięty podbródek i szyję. Drżałem.

    -Ewo, powiesz mi? – zapytałem, bardziej niepokojąc się o jej stan, niż oczekując rzeczywistej odpowiedzi.

    Milczała. Położyła odwróconą, otwartą dłoń na na dużych jędrnych pośladkach, jakby chciała zwrócić na nie moją uwagę, jakby chciała powiedzieć, że mam ją tam dotknąć.

    Wreszcie na mnie spojrzała, ale jak! W jej wzroku było pożądanie… nie, to nie było zwykłe pożądanie. Wystraszyłem się. Chociaż… właściwe trudno to nazwać strachem… to było coś innego, coś bardziej głębokiego i pierwotnego… sam nie wiem. Patrzyła na mnie, jak na ofiarę, jakby miała zamiar zrobić ze mną dużo, dużo więcej, niż byłbym sobie to w stanie kiedykolwiek wyobrazić.

    -Ewo, dlaczego tak patrzysz? – powiedziałem na jednym wydechu.

    Nie odpowiedziała. Kosmyk jej włosów opadł na czoło, zakrywając jedno oko. W tej chwili bardziej przypominała Azjatkę, niż Latynoskę.

    -Ewo, przestań, – powtórzyłem drżącym głosem.

    Odwróciła się do mnie przodem, a właściwie, to ja przeszedłem bardziej z drugiej strony.

    Bardzo powoli, nie używając dłoni, ruchami samych ramion zsuwała z siebie górę koronkowego kostiumu. Stopniowo, krok po kroku odsłaniała cudowne, ogromne, baloniaste piersi. Czubkami palców lewej dłoni dotknęła dekoltu.

    Z moich ust wyrwało się coś w rodzaju protestu, chociaż nie wiem, czym dokładnie był ten rodzaj mojego zawodzenia.

     

    4. Uwodziła.

     

    -Boże… Ewo… pani Jelińska, co pani robi?!

    Byłem w coraz większym szoku. Wciąż patrząc na mnie w ten sam dziki, nieokiełznany sposób, jednym pociągnięciem, tej samej lewej dłoni rozsupłała kokardę między swoimi cyckami. Kiedy zobaczyłem je w całej okazałości, zacząłem drżeć jak galareta. Patrzyłem, patrzyłem i nie mogłem przestać. Dygotałem.

    -Dawidzie, – odezwała się w końcu, – chcę zaprosić cię dziś do elitarnej grupy naszego stowarzyszenia.

    -Słucham? Nie rozumiem… – jęknąłem, ale to już nie był protest, to nie było już nawet pytanie, to był jęk zwierzęcia prowadzonego na rzeź.

    Moje oczy błądziły między jej twarzą, cyckami, by w końcu zatrzymać się na głęboko wciętym pępku.

    -Podobam ci się? Chcesz się ze mną kochać? Chcesz wziąć w posiadanie moje ciało? – zadawała pytanie po pytaniu, a ja na każde, w myślach odpowiadałem: tak.

    Patrzyłem na nią i myślałem, że od samego patrzenia spuszczę się w gacie. Nie powinna była tak na mnie patrzeć, kiedy tak wpatrywała się w moją twarz, czułem, że przejmuje całkowitą kontrolę nad moim ciałem, nad moim umysłem. Przyciągała, mamiła, uwodziła, podniecała, powoli subtelnie, a ja byłem coraz słabszy. To znaczy moja wola oporu i przyzwoitości była coraz słabsza. Natomiast kutas w moich spodniach rwał się i szalał, jak wściekły burek na łańcuchu w momencie kiedy na podwórko wszedł listonosz.

    -Chcesz włożyć swojego ptaka między moje piersi? – zapytała, wiedząc, że nie usłyszy innej odpowiedzi jak: tak.

    Jej dwa wielkie balony uśmiechały się do mnie ciemnymi brodawkami.

    -Boże, Ewo… nie… och tak, tak… chcę… – jąkałem się, jak uczniak przy tablicy.

    -Rozepnij rozporek, zdejmij spodnie i chodź do mnie, po prostu chodź i włóż go, – powiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku.

    -Ewo…

    -Nie walcz, Dawid, po prostu poddaj się temu, nie myśl, nie walcz…

    Patrzyłem na nią, patrzyłem na jej piękną twarz, patrzyłem na jej niesamowite cycki, a moje dłonie same powędrowały w kierunku rozporka.

    -O widzisz, już lepiej, tak trzymaj, a teraz do dołu, pociągnij za suwak…

    Rozsunąłem zamek błyskawiczny.

    -O tak, właśnie tak, dobry chłopczyk, właśnie tak, nie krępuj się, rozepnij rozporek, – mówiła spokojnym, hipnotycznym głosem.

    Rozpiąłem guzik, poluzowałem pasek, a moje spodnie same zjechały do dołu.

    -O tak, tak… nie daj się prosić… jeszcze slipy…

    Czekała i patrzyła. Powoli ściągnąłem slipy uwalniając sztywnego i grubego fiuta.

    -O widzisz, tak trzeba, jaki on ładny, och daj mi go…

    Stałem nago ze spodniami spuszczonymi do samej ziemi i odczuwałem coraz mniejsze skrępowanie. Wszystko, co się działo, wydawało mi się coraz bardziej naturalne. Przykląkłem przy niej, pochyliłem się, i zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy. Poczułem jej oddech, ciepły i jeszcze bardziej podniecający. Patrzyła. Położyłem dłoń na jej szyi i rozchylając usta złożyłem na jej wargach czuły i delikatny pocałunek. To działo się samo, było silniejsze ode mnie. Drugi pocałunek złożyłem w dołku powyżej obojczyka, trzeci na ramieniu, czwarty na dekolcie, piąty jeszcze niżej. W końcu, jeszcze bardziej zginając kark musnąłem językiem jej sztywny i szorstki sutek. Później drażniłem ustami wielkie, ciemne kółka wokół niego. Jeszcze później zacząłem ssać, robiłem to zachłannie, tak, jakbym bał się, że za chwilę ktoś odbierze mi te wielkie, niesamowite cyce.

     

    5. Koronkowe majteczki.

     

    -Ewo, dziewczyno, – zacząłem, – skąd ty jesteś, z piekła czy z nieba?

    Uśmiechnęła się ciepło.

    -Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą, ale jesteś blisko Dawid, jesteś bardzo blisko, – odpowiedziała cicho.

    -Ewo…

    Położyła palec na moich ustach.

    -Nie mów nic, nie mów nic… chcę się z tobą kochać, tutaj i teraz.

    Po tych słowach zdjąłem z siebie resztę ubrania, stanąłem przed nią kompletnie nagi i gotowy zrobić wszystko, co tylko powie.

    Wciąż klęczała, ale unionista się nieco na kolanach i, jakby mnie unikając, odwróciła się do mnie tyłem. Myślałem, że zwariuję. Jedną dłoń położyła na ramieniu, tam, gdzie ją przed chwilą pocałowałem, drugą na biodrach i skręcając tułów odwróciła się do mnie.

    -Dawid… – powiedziała.

    -Ewo… Boże jakaś ty piękna, dziewczyno…

    Zbliżyłem się i jeszcze raz musnąłem jej wargi swoimi ustami. Przejechałem dłonią po jej policzku, czując, jak bardzo jest gładki i ciepły. Utkwiła we mnie swoje ciemne, prawie czarne oczy i przeszywała mnie na wylot spojrzeniem.

    Przykląkłem, z tej pozycji, z tej odległości jej pierś wydawała się jeszcze bardziej nieziemska i niesamowita. Była jak wulkan kipiący gorącem i energią. Sutek znajdujący się na wierzchołku był jej zwieńczeniem i ukoronowaniem, a ogromna brązowa brodawka przyprawiała mnie o zawrót głowy.

    Wciąż miała na sobie te koronkowe majteczki spięte z tyłu jakimiś tasiemkami i nie wiem, czy w tej chwili chciała je zatrzymać na miejscu, czy też zsunąć do dołu.

    Przytuliłem się do jej pleców i przez chwilę bawiłem swobodnie opadającymi do tyłu bujnymi falami włosów. Po chwili zacząłem całować łopatki, ledwie muskałem zbierając jej zapach i smak. Patrzyła, wciąż na mnie patrzyła.

    Musnąłem jej policzek i sam kącik ust. Drżała, a tak przynajmniej mi się zdawało. W końcu ogarnąłem ramiona wokół jej miękkiego, podniecającego ciała, czule i mocno przytulając do siebie. I nagle chwyciłem ją za piersi, za te jej wielkie balony. Były tak wielkie, że nawet dwoma dłońmi nie byłbym w stanie objąć jednej z nich. Były miękkie, sprężyste, a mimo to w jakiś dziwny sposób rozpływały się między moimi palcami. Przywarłem podbrzuszem do jej pośladków. Mój penis znalazłszy się w ciepłym, ciemnym miejscu szarpnął się w silnym skurczu. Pociemniało mi przed oczami.

    Pochyliła się. Boże ona w tej chwili się pochyliła wystawiając w moją stronę swój obfity zgrabny tyłeczek. Nie wiedziałem co się dzieje, powoli traciłem panowanie nad wszystkim co następowało. Jej piersi zjechały do dołu i w tym momencie wyglądały chyba najcudowniej. Były jak dwa wielkie napełnione wodą kondomy. Kołysały się przy każdym ruchu jej ciała: raz w lewo, raz w prawo. Te wielkie brązowe brodawki zajmowały mniej więcej jedną czwartą ich całkowitej powierzchni.

    -Matko kochana Ewo, Ewuniu, co robisz… – jęczałem tak, jakbym już w tej chwili się na nią spuszczał.

    Opadła bardzo nisko, opierała się na łokciach, odwróciła głowę i wciąż starała się obserwować moją twarz.

    -Przyjrzyj mi się uważnie, chcę abyś nigdy nie zapomniał tego widoku, – powiedziała szeptem.

    -Ewo…

    -Od tej chwili, będziesz potrzebował już tylko mnie, tylko mnie rozumiesz?

    Nic nie rozumiałem, chociaż bardzo się starałem. Gnany ślepym instynktem, chwyciłem szarpiącego się kutasa i nakierowałem wprost między jej pośladki.

    -Ewo, Ewo… co się ze mną dzieje?! – mamrotałem półprzytomnie.

    Zawładnęła mną, nie miałem już sił, chciałem się tylko kochać, kochać z nią, tylko z nią. Nie pragnąłem żadnej innej kobiety, żadnej… pragnąłem jej, tylko jej.

     

    6. Nimfa.

     

    Kiedy miałem zamiar zerwać z niej te jej koronkowe majteczki, szybko odwróciła się do mnie przodem. Zbyt szybko, jak na normalnego człowieka.

    Nie widziałem wcześniej, żeby ktoś tak szybko mógł się odwrócić. Popchnęła mnie tak mocno, że potoczyłem się, jak lalka po podłodze, ale w tamtej chwili było mi wszystko jedno, w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństwa, nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje. Po prostu odczuwałem i reagowałem, i to było dla mnie najważniejsze. Zachowywałem się już bardziej jak zwierzę, niż jak rozumny człowiek.

    Leżałem na plecach na tej podłodze, a ona powolutku, na czworakach jak drapieżnik zbliżała się do mnie. Boże, jaka ona była śliczna, ten uśmiech, dokładnie pamiętam ten jej słodki, kuszący uśmiech i tą pewność we wzroku, pewność, że jestem jej, że należę do niej, że nic już zrobić nie mogę. Zupełnie, jakbym był rzeczą, przedmiotem, martwą zabawką, albo ofiarą.

    -Odpręż się, rozluźnij i nie walcz… dam ci rozkosz, o jakiej nie śniłeś, dam ci orgazm, jakiego nigdy nie da ci żadna kobieta, żadna ziemska kobieta…

    Pochyliła się nade mną, a ja leżałem bezwolny, nagi i patrzyłem.

    -Odpręż się i poczuj, jak pochłaniam cię każdą moją komórką, jak pochłaniam twoją energię, będziesz coraz słabszy, ale nie bój się, tak powinno być, tak jest dobrze, będzie ci coraz lepiej…

    Rzeczywiście, chociaż nie miałem siły się ruszyć, czułem się tak, jakbym prowadzony był wprost do raju, prowadzony przez najpiękniejszego, najwspanialszego anioła we wszechświecie. Patrzyłem, jak jej wielkie piersi kołyszą się na boki i chciałem, żeby mnie dosiadła, chciałem rozpłynąć się w niej, zniknąć i oddać jej wszystko co mam.

    Wstała pochyliła głowę i spojrzała na mnie z politowaniem. Dopiero w tej chwili wyglądała naprawdę pięknie. Była jak nimfa, boska doskonała, o pełnych, obfitych kształtach, szerokich biodrach, okrągłym, delikatnie wypukłym, a jednak jędrnym brzuchu, głęboko wklęsłym pępku i zgrabnych udach. I te cycki, Boże jakie ona miała cycki.

    -I co Dawid, podoba ci się? Myślę, że tak. Wiedziałam, wiedziałam, trochę się teraz boisz, ale przyznasz że, tak naprawdę, sam tego chciałeś?

    Patrzyłem na nią i szeptałem:

    -Ewo, proszę, pocałuj mnie, proszę…

    Wiedziałem, że za chwilę podejdzie do mnie, ściągnie z siebie te koronkowe majteczki i będziemy się kochać do samego rana, do całkowitej utraty sił… moich sił.

    Zaskakiwała mnie z każdym krokiem, niby wiedziałem, co może za chwilę nastąpić, niby przewidzenie tego nie było takie trudne, ale mimo to, każdy jej ruch, każdy gest był dla mnie zaskoczeniem.

    Odwróciła się do mnie tyłem ściągnęła majtki do kolan i pochyliła do przodu. Przy okazji dość szeroko rozstawiła nogi, a między jej udami pojawiła się cudowna ciemno bordowa cipeczka. Jej płatki wyglądały jak grube plasterki szynki wystające z dobrze wyrośniętej bułki.

    -No wstań wreszcie z tej podłogi i wsadź mi tego swojego, dorodnego fiuta, – powiedziała uśmiechając się i potrząsając głową tak, że jej włosy spadły kaskadą do dołu.

    Podszedłem do niej, chwyciłem w garść twardego, jak stal penisa, i ostrożnie, tak jakbym się bał, że nie dam rady tam wejść, samym czubkiem musnąłem te wspaniałe, ciemne, wystające pofałdowania.

     

    7. Nad przepaścią.

     

    -Nie, ja śnię, to nie dzieje się naprawdę… Ewo, powiedz mi… jesteś tu, jesteś prawdziwa? – wzdychałem jak lunatyk.

    Uśmiechała się zachęcająco.

    -Jesteś słodki Dawidku. Mówiłam, rozsuń te płatki i wsuń go do środka… jestem już mokra…

    Jeszcze raz przejechałem do góry i do dołu drażniąc jej szparkę samym łbem, a po chwili ująłem ją za biodra i zacząłem dociskać, dociskać, aż w końcu, sam nie wiem jak, znalazłem się w jej ciasnym, gorącym i wilgotnym wnętrzu. Wykonałem kilka szybkich, nerwowych oddechów, mając nieodparte wrażenie, że początek tej nieziemskiej zabawy, będzie także już jej końcem.

    -Doskonale Dawid, Doskonale… on jest taki gruby, – westchnęła, uśmiechając się do mnie słodko.

    Powoli wchodziłem w nią coraz głębiej i głębiej, aż dotarłem do samego końca. Była doskonała, boska, niesamowita. Czułem się jak niewolnik właściwie można powiedzieć, że nie tylko tak się czułem, ale byłem nim naprawdę. W głowie mi wirowało, przed oczami tańczyły kolorowe kółeczka, a w uszach słyszałem jednostajny ogłuszający szum.

    Chciałem w nią trysnąć, nawet już się nie opierałem, ale mimo wszystko, mimo takiego mojego stanu, będąc na skraju, stojąc nad przepaścią, nie mogłem w nią skoczyć. Wciąż nie doznawałem orgazmu, wciąż nie mogłem skończyć, by doświadczyć ulgi, jakiejkolwiek ulgi. To był koszmar, a jednocześnie najdoskonalsze, najwspanialsze uniesienie, jakiegokolwiek kiedykolwiek mogłem doświadczyć.

    Wchodziłem i wychodziłem wchodziłem i wychodziłem, a ona patrzyła na mnie z nieskrywaną satysfakcją.

    W końcu to ona sama stwierdziła, że mam dość. Odsunęła się, zmuszając mnie, bym wyjął kutasa z jej kosmicznej norki i usiadła, a właściwie przykucnęła, trzymając w dłoniach swoje majteczki tak, jakby stanowiły dla niej dużą wartość. Wciąż znajdowały się na jej kostkach i przez chwilę miałem wrażenie, że zamierza je ściągnąć, ale ona tylko je trzymała, tak bardzo mocno ściskała i patrzyła na mnie.

    -I jak ci się podobało? – spytała szeptem.

    Dyszałem, nie mogłem się uspokoić. Patrzyła na mnie spod delikatnie zmarszczonych brwi, a jednocześnie uśmiechała się, uśmiechała się jedną połową ust. Trudno było mi ustalić, czy to przekora, zadziorność, a może wyrafinowanie, czy nawet wyrachowanie. Mimo to, mimo wszystko była śliczna, cudowna i bardzo hipnotyczna. Czułem się tak, jakbyśmy znali się od lat, czułem to, coraz bardziej czułem to całym sobą.

    -Ewo, wariatko jedna, co ty ze mną robisz? Przecież tak nie można, nie można, rozumiesz?! Jesteś żoną mojego szefa. Co my właściwie najlepszego wyprawiamy?! Z moich ust wyrwał się ostatni rozpaczliwy protest.

    -Mówiłam ci, że mój mąż nie będzie miał nic przeciwko temu… jesteś moim najlepszym… – przerwała.

    Nie skończyła, a ja domyślałem się, czy chciała wstawić słowo kochanek, przyjaciel, czy może jeszcze jakieś inne. Nie miałem pojęcia. Patrzyłem na jej wspaniałe, cudowne piersi, które tak bardzo mnie oszałamiały, które doprowadzały mnie do obłędu, wiedziałem, że nie będę potrafił już bez nich się obejść, wiedziałem, że nie będę potrafił już bez nich żyć. Chciałem je mieć zawsze przy sobie, już nigdy się z nimi nie rozstawać. Chciałem, pragnąłem tak bardzo włożyć między nie swojego, spragnionego, nienasyconego członka, poczuć ich uścisk na żołędzi, ciepło na jądrach i strzelić gorącym, spienionym nasieniem wprost na jej uśmiechniętą twarz.

    -No zrób to, – powiedziała jedno, krótkie zdanie i był to dla mnie impuls do kaskady kolejnych zdarzeń, do grzechu i rozpusty, jak mi się wtedy zdawało, a jednocześnie do niewyobrażalnej przyjemności.

     

    8. Słodki błogostan.

     

    Podszedłem do niej podszedłem bardzo blisko, stanąłem w rozkroku, odejmując jej uda i nagle moje przyrodzenie zamiast między cyckami, znalazło się na wysokości jej ust tak blisko że, wzdrygnąłem się z podniecenia. Mój kutas falował, unosiły się wokół niego opary mojego podniecenia. I w pewnym momencie dotknąłem jądrami jej nosa, a po chwili policzków. Muskałem, sam nie wiem jak to się stało. Dziwne, niesamowite i subtelnie podniecające, ale było mi coraz lepiej, coraz pewniej czułem się w tej roli, w roli kochanka, ofiary, zwycięzcy i pokonanego.

    Wysunęła język i zaczęła lizać od spodu. Robiła to bardzo delikatnie. Czułem się tak, jakby to motyl muskał mnie swoimi skrzydłami. Myślałem, że zacznie go ssać i ciągnąć, ale nie ona czekała, aż przykucnę i wsunę go między jej piersi.

    Zniżyłem się trochę i tak zostałem. Mój wielki worek samym owłosieniem drażnił jej skórę. Rozhuśtałem go, najpierw do góry i do dołu, a później na boki. Po chwili opadłem jeszcze niżej, pozwalając mu osiąść między nimi.

    W końcu mój drąg wylądował w samym środku najcudowniejszej szczeliny na świecie. Nie musiała nic robić, nie musiała mi pomagać, nie musiała nawet ich dotykać. Jedyne co czułem, to wszechogarniający, słodki błogostan. Nie chciałem nic więcej, nie pragnąłem nic więcej, jedyne co chciałem zatrzymać, to może tą chwilę, by trwała wiecznie, by czas się zatrzymał.

    I w tym momencie stało się to, o czym marzyłem. Strzeliłem niesieniem na jej twarz, na jej słodką buzię. Nie krzyknąłem, nie jęknąłem, po prostu poleciało ze mnie samo.

    Po sekundzie poczułem, że wpadam w głęboką studnię bez dna. Moja sperma zachlapała jej oczy, usta i nos, spływała na dekolt, a ja czułem, że tracę przytomność. W żaden sposób nie mogłem utrzymać się na nogach, ale to było najcudowniejsze, najwspanialsze doświadczenie jakiego doświadczyłem w swoim życiu.

    Ocknąłem się z głową między jej szerokimi, obfitymi udami. Pachniała przecudnie. Widziałem jej pobrudzone cycki, przecudowny, miękki brzuszek i ciemno czerwoną jaskinię miłości. Wciąż nie miałem pojęcia, co się ze mną właściwie stało. Patrzyła na mnie i uśmiechała się tak samo słodko i ciepło jak przedtem.

    W końcu wstała. Nie miała już na sobie nic. Była naga tak, jak ją Pan Bóg stworzył, naga jak pierwsza kobieta w raju. Moje wyobrażenie seksu, erotyzmu, synonim piękna kobiecego. Pełna krągłości, wypukłości, cudownych, wspaniałych zakamarków, a jednak nie otyła. Wąska talia i szerokie biodra, miękki, wypukły nieco brzuch, ale bez grama zbędnego, zwisającego tłuszczu, o niesamowicie głębokim dołeczku pępka. Miała wspaniałe, długie nogi, zgrabne, od ziemi do samego nieba i dokładnie wydepilowaną, pulchną, miękką cipeczkę. Bez jednego włoska, nawet bez ich śladu.

    Jej jaskinia w tej chwili była szczelnie zamknięta i przypomniała przeciętą kajzerkę. Byliśmy w tym samym holu, gustownie urządzonym, ale skromnym, a mnie się zdawało, że jesteśmy w raju.

    Była dla mnie niczym bogini, niczym afrodyta, wyłaniająca się z morskiej piany, słodka nieprzeciętna, uwodząca i wciąż, w jakiś sposób, niebezpieczna. Choć całym sobą czułem, że jednak moja.

    Leżałem na podłodze na wznak, płasko i patrzyłem na nią, patrzyłem na jej niesamowite, piękne ciało. Nie chciałem wstać nie miałem siły i ochoty. Tak jak było było mi dobrze.

    Jedną dłoń założyła na głowę a drugą podtrzymywała pierś

    -Dawidzie witaj wśród swoich, – powiedziała cicho.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ron Himeros
  • Ciezarna dziwka 7

    -Proszę, przestań! Przestań już.

    Stałam rozkraczona z dłońmi i twarzą przyciśniętymi do ściany, a nieznajomy mężczyzna brutalnie gwałcił mnie w dupę.

    Kiedy Artur zobaczył, że stałam w drzwiach i szczytowałam razem z nim i jego żoną, wstał, podszedł do mnie szybkim krokiem, złapał za włosy i pchnął w kierunku ściany, szepcząc tylko do ucha, że jak coś będzie nie tak, mam wypowiedzieć jego imię. Chwilę później poczułam, jak jego wciąż twardy kutas rozpycha ściany nieprzygotowanego na to odbytu. Położył rękę na moich plecach i brutalnie przycisnął mnie do ściany. Szybko, całą siłą woli, wyrzuciłam ze świadomości fakt, że znam człowieka stojącego za mną i dobrowolnie godzę się na to, co mi robi. Chciałam, żeby mnie zmusił. Chciałam, żeby to był ktoś obcy. Moja cipka błagała, żebym tak myślała. Szybko wyobraziłam sobie, że ktoś wtargnął do domu i po zgwałceniu Sylwii, bierze się za mnie. Może to złodziej. A może to pan Henryk, który miał dość głupich kurew, wypinających bezwstydnie pizdy przed jego oczami i kuszących go, nie dając spełnienia. Zaczęłam się wyrywać. Mężczyzna złapał mnie za szyję i pociągnął do siebie, ściskając tak mocno, że nie mogłam oddychać.

    -Przestań się szarpać, głupia szmato, bo pożałujesz.

    Ponownie pchnął mnie na ścianę i wrócił do gwałcenia mojej obolałej, mniejszej dziurki.

    -Przepraszam – rozpłakałam się.

    Czułam prawdziwe przerażenie. Scenka w mojej głowie stała się najzupełniej prawdziwa, a moja szparka to kochała. Pomimo niedawnego orgazmu, czułam że już jestem blisko kolejnego.

    -Ciebie już ktoś zapłodnił, ty mała, puszczalska zdziro – powiedział mężczyzna. – Szkoda, nie będę mógł napompować brzucha drugiej kurwie. Ale i tak się pobawimy.

    -Proszę, przestań! Przestań już – wyjąkałam błagalnie.

    Dostałam klapsa.

    -Co jest, dziwko? – zapytał mężczyzna. – Nie lubisz być gwałcona w dupsko?

    -Nie.

    Pociągnął brutalnie moje włosy i zbliżył twarz schowaną w kominiarce, do moich oczu.

    -Ty tępa kurwo. Nie wiesz do czego służysz? Pokażę ci, gdzie twoje miejsce.

    Pchnął moją głowę w ścianę i po chwili złapał za podskakującą w rytmach uderzeń jego kutasa pierś. Ścisnął mocno, zsuwając powoli palce, aż zacisnęły się na sterczącym sutku. Pociągnął w dół i zaczął zgniatać tak brutalnie, że aż krzyknęłam z bólu, którego naprawdę nie mogłam znieść. Puścił i znowu objął dłonią całą pierś, tym razem delikatniej.

    -Będziesz grzeczną dziewczynką?

    -Tak – odpowiedziałam szybko.

    Mężczyzna przyspieszył ruchy.

    -To co? Lubisz być gwałcona w dupę, szmato? – zapytał.

    -Tak.

    -Mam nie przestawać?

    Milczałam dłuższą chwilę, cicho łkając.

    -Pytałem czy mam nie przestawać? – niecierpliwił się obcy mężczyzna.

    -Tak – odpowiedziałam, głośno płacząc.

    -Poproś.

    Nie potrafiłam wypowiedzieć słowa. Niby gdzieś z tyłu głowy miałam świadomość, że to tylko odgrywana scenka, jednak czułam autentyczny strach, upokorzenie, ale i podniecenie.

    -Poproś dziwko! – powtórzył groźnie.

    -Proszę, gwałć moją dupę – powiedziałam głosem przerywanym przez płacz.

    -Chodź tu, suko.

    Sylwia, do której skierowany był rozkaz, leżała dotąd tak, jak została zostawiona. Spomiędzy ugiętych w kolanach i rozłożonych bezwstydnie nóg, świeciła jej cipka, z której leniwie wylewała się gęsta sperma. Twarz schowała w dłoniach. Nie przestawała odgrywać swojej roli, chyba widząc, że okoliczności za tym przemawiają. Odsłoniła twarz, kompletnie ubrudzoną czarnymi, rozmazanymi smugami tuszu, wstała i nieprzytomnie zaczęła iść na czworaka w naszym kierunku.

    -Klękaj pod nią – rozkazał napastnik.

    Posłusznie weszła pode mnie. Rozstawiłam szerzej nogi, ułatwiając jej ustawienie się. Po chwili, tak jak się spodziewałam, poczułam jak liże mnie po cipce. Doznania były tak silne, że musiałam skupiać się na powstrzymywaniu orgazmu. Sylwia z zapałem pieściła moją cipkę, na przemian uciskając łechtaczkę i wsuwając język głęboko do środka. Mimowolnie jęknęłam.

    -I co kurwo? Podoba ci się. Wiedziałem, że lubisz wypiąć tę tłustą dupę i dać się zgwałcić.

    -Nie. Przestań, proszę – zaprotestowałam, ale mimo starań, między słowami rozległy się dwa głośne jęknięcia rozkoszy.

    -Nie kłam. Widzę, że jesteś zdzirą. Widzę, że jest ci dobrze. Widzę, że pragniesz, żebym gwałcił cię jeszcze mocniej, ty zapłodniona suko. Od dawna marzyłaś o tym, żeby ktoś wziął cię siłą i zerżnął ten niezaspokojony odbyt.

    Mężczyzna po pierwszym wytrysku, nie był chyba w stanie dojść równie szybko i już dłuższą chwilę pieprzył mój tyłek, kiedy Sylwia zajmowała się drugą dziurką. Moje jęki bólu i rozkoszy stały się głośniejsze. Na przemian wzdychałam i szlochałam, w przerwach błagając, żeby to już się skończyło. Mój analny gwałt przeciągał się tak bardzo, że w końcu nie mogłam już wytrzymać i na chwilę musiałam wyjść z roli.

    -Przerwijmy na chwilę – powiedziałam normalnym tonem. – Ja wcześniej szłam zrobić siku i już nie wytrzymam.

    -Zamknij się, suko – odpowiedział Artur.

    -Nie, naprawdę, ja muszę.

    Dostałam klapsa i po chwili mężczyzna zaczął jeszcze mocniej walić mnie od tyłu.

    -Co mnie to obchodzi? – powiedział. – Chcesz szczać to szczaj.

    -Tutaj?

    Złapał mnie za włosy i brutalnie wcisnął twarz w ścianę, zbliżając przy tym swoją głowę do mojej.

    -Jeszcze raz zadasz głupie pytanie, dziwko – usłyszałam, – i naprawdę pożałujesz.

    Puścił moją głowę, złapał oburącz w biodrach i zaczął pieprzyć najszybciej jak potrafił.

    -A ty kurwo – sapiąc, zwrócił się do liżącej moją cipkę Sylwii, – otwieraj mordę i przyłóż do jej pizdy.

    Spomiędzy moich ud rozległ się głośny płacz. Język na moment przestał pieścić moją szparkę.

    -Przestań ryczeć, szmato i rób co mówię! – krzyknął mężczyzna.

    Poczułam jak Sylwia szlochając wykonuje polecenie i obejmuje szeroko otwartymi ustami, moją dziurkę.

    -No na co czekasz? – usłyszałam głos mężczyzny. – Szczaj!

    Zamknęłam oczy, otworzyłam szeroko usta i starając się nie skupiać na tłoczącym się w mojej pupie twardym kutasie, powoli rozluźniłam pęcherz. Z ust wyrwało mi się głośne, przeciągłe “oooooch”, kiedy pierwszy strumień moczu popłynął między wystającymi wargami mojej cipki. Napinając mięśnie, zwiększyłam strumień i usłyszałam jak Sylwia dławiąc się, głośno przełyka kolejne porcje, szlochając i z trudem łapiąc powietrze. Zorientowałam się, że mężczyzna przestał się poruszać i trzyma kutasa w mojej pupie, zapewne, żebym nie poruszała się podczas sikania. Po chwili jednak jego ręce złapały moją szyję, odciągając głowę od ściany i zaciskając się tak mocno, że z ledwością mogłam oddychać. Ruchy jego bioder znów stały się brutalne. Znowu zaczął pieprzyć mnie najmocniej jak potrafił. Sylwia nie mogła już utrzymać mojej szparki w ustach i wymykała się ona jej, sprawiając że obfity strumień moczu zaczął plamić jej wieczorową suknię, mocząc jej piękne cycki, spływając dalej po brzuchu i tworząc kałużę pod jej złączonymi nogami. Chyba właśnie ta świadomość sprawiła, że nie dałam rady już dłużej wytrzymać. Wciąż sikając, czując twardego, obcego kutasa, gwałcącego moją ciasną dupę, wydałam z siebie zduszony krzyk.

    -O kurwa!

    Orgazmowi towarzyszyły tak silne skurcze, że resztkami świadomości usłyszałam, jak pozostała zawartość pęcherza, chyba jednocześnie wystrzeliwuje z mojej cipki i z głośnym chlupnięciem rozbija się o twarz Sylwii. Mimowolnie zacisnęłam uda na uszach dziewczyny i wygięłam się w łuk, sprawiając, że penis wyskoczył ze mnie. Wciąż obezwładniona orgazmem, nieświadoma tego co dzieje się wokół mnie, poczułam jak mężczyzna szarpnięciami zmusza mnie bym uklęknęła obok drugiej dziewczyny. Umysł wrócił z dalekiej podróży, kiedy facet masturbował się przed naszymi, złączonymi policzkami, głowami. Wysunęłam język, słysząc płacz Sylwii. Ja jednak już nie miałam siły grać. Na szczęście, po chwili pierwszy strumień spermy trafił w moje otwarte usta i częściowo zatrzymał się na nosie i pod okiem. Mężczyzna skierował teraz penisa w drugą stronę i kolejna porcja znalazła się na twarzy drugiej ofiary. Wytrysk, pomimo wcześniejszego opróżnienia jąder, był całkiem pokaźny. Członek został znów skierowany w moją stronę, a następnie włożony wprost do ust. Złapałam go u podstawy i z ochotą dokładnie oblizałam. Wyjęłam powoli, po czym uśmiechając się, pocałowałam główkę. Odwróciłam się do Sylwii. Miała spermę na czole i wzdłuż na policzku. Zbliżyłam się do niej i pocałowałam. Powoli wstałyśmy z podłogi. Artur ściągnął już kominiarkę i patrzył na nas, również uśmiechnięty. Obejmując go, przytuliłyśmy się z obu stron, kładąc skronie na jego barkach.

    -Dobra, drogie panie, trzeba jeszcze chwilę pospać – powiedział Artur.

    Roześmiałyśmy się równocześnie i znowu pocałowały, tym razem nieco dłużej i namiętniej, robiąc mały pokaz, zakończony wzajemnym zlizywaniem spermy z naszych twarzy.

    -Dobra, wystarczy – przerwał wesołym tonem. – Nie mam już na was siły.

    Wybuchnęłyśmy jeszcze głośniejszym śmiechem, po czym mocno do siebie przytuliły, kołysząc się lekko. Po dłuższej, bardzo przyjemnej chwili, Sylwia zdjęła obsikaną suknię i wytarła nią powstałą na podłodze plamę, tłumacząc, że nie chce jej się wyciągać mopa. Następnie poszłyśmy wziąć szybką, wspólną kąpiel, podczas której rozmawiałyśmy i żartowały na tematy niezwiązane z niedawnymi wydarzeniami. Dokładnie umyte i osuszone, powędrowałyśmy do sypialni, gdzie na wznak leżał śpiący Artur. Sylwia pokręciła z dezaprobatą głową i weszła na łóżko, kładąc się obok niego i przytulając. Zrobiłam to samo, przytulając się z drugiej strony. Patrzyłyśmy sobie w oczy, kiedy nasze głowy unosiły się i opadały w rytmie oddechów naszego mężczyzny. Sylwia położyła dłoń na mojej głowie i zaczęła delikatnie głaskać moje wilgotne włosy. Odwzajemniłam gest, głaszcząc dziewczynę i uśmiechając się do niej. Po chwili takich przyjemnych pieszczot, zapadłam w sen z głową na piersi Artura.

    ***

    Nazajutrz znów obudziłam się leżąc sama w łóżku. Poszłam szybko się umyć i wciąż naga, zeszłam do salonu. Sylwia siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Podeszłam do niej starając się zmysłowo kręcić udami. Poskutkowało, zwróciłam jej uwagę. Powoli zbliżyłam się do dziewczyny i rozstawiając nogi, usiadłam na jej kolanach, zaplatając szybko ręce za jej szyją i zbliżając usta do porannego pocałunku. Sylwia rozchyliła swoje wargi i po chwili czułam ich miękki, słodki dotyk. Zmrużyłam oczy i namiętnie całowałam przez parę minut, kilkukrotnie wsuwając język w usta mojej kochanki i zahaczając czubkiem o jej języczek. Kiedy się w końcu oderwałam, obie uśmiechałyśmy się.

    -Gdzie z tą tłustą dupą? – zażartowała Sylwia. – Za ciężka jesteś.

    Nie schodząc, pokręciłam tyłkiem w szybkim tempie, powodując głośniejszy śmiech żony Artura. Objęłam ją pod pachami i mocno przytuliłam, kładąc głowę bokiem na jej cudownych piersiach. Poczułam w moich włosach dłoń, która zaczęła mnie lekko głaskać. Zamknęłam oczy i dłuższą chwilę oddawałam się pieszczocie.

    -Idziemy na ogródek? – zapytałam w końcu.

    -Po co? – zdziwiła się Sylwia.

    -Taka ładna pogoda, nie jest jeszcze gorąco, posiedźmy trochę.

    -Ktoś tu się napalił na dziadka.

    -Nieprawda – zaprotestowałam, lekko się czerwieniąc.

    -Oj już dobrze dobrze. I tak raczej nie będzie go na górze o tej godzinie.

    Poczułam lekki zawód, ale nie mogłam teraz zrezygnować, przyznając się tym samym do sekretnych motywów. Podniecała mnie myśl, że mógłby nas obserwować. Chciałam być na miejscu Sylwii, wypinać się do niego i wiedzieć, że wystawia dłonie, kiedy nie patrzę. Może to przez hormony, a może po prostu byłam już tak zboczona. Nie było to dla mnie w tej chwili ważne.

    Założyłyśmy letnie sukienki, Sylwia wzięła z szafki duży, kąpielowy ręcznik i po chwili rozstawiałyśmy go na ogródku, w miejscu skrytym w półcieniu. Położyłyśmy się obok siebie i przytuliły głowami. Zamknęłam oczy i czułam jak moja partnerka rozkosznie jeździ opuszkami palców wzdłuż mojej ręki. Wkrótce do pieszczot dołączyła stópka, która delikatnie zaczepiała moją, dotykając palcami na przemian podeszwy i wierzchu stopy i przeciągając ruchy aż do moich palców. Zamruczałam cicho i odwróciłam lekko na bok. Położyłam dłoń na twardym, płaskim brzuszku i powoli zaczęłam jechać w górę, dociskając materiał sukienki do ciała. W końcu dotarłam do upragnionego miejsca i obejmując cycuszek od spodu, zaczęłam lekko go uciskać, pocierając okrężnymi ruchami. Sylwia również przekręciła się na bok i obie uniosłyśmy głowy, żeby znów poczuć nawzajem swoje usta. Kiedy pocałowałyśmy się, zaczęłam ugniatać pierś trochę mocniej. Dziewczyna wyciągnęła rękę w dół, wkładając ją między moje uda i już po chwili znalazła moją spragnioną szparkę. Oddychałam szybko, kiedy czułam palce na mojej cipce, starając się nie wydawać żadnych głośniejszych dźwięków.

    Sylwia przesuwała głowę i naciskała na mnie tak mocno, że w końcu obie usiadłyśmy. Chwyciła brzegi mojej sukienki, więc szybko uniosłam ręce, żeby mogła ją ze mnie ściągnąć. Po chwili siedziałam całkowicie nago na ręczniku, wystawiona na wzrok potencjalnych podglądaczy, a usta mojej partnerki szybko przywarły do mojego sutka. Ssała go zachłannie, a jej dłoń powędrowała na drugą pierś. Położyłam swoją rękę na głowie dziewczyny i docisnęłam mocno, wijąc się z rozkoszy. Usta na moim twardym sutku po chwili zaczęły się odsuwać, walcząc z moją ręką i ssąc mocno aż do samego końca, kiedy z cichym cmokiem sutek wypadł spomiędzy warg. Zwolniłam nacisk, pozwalając Sylwii się wyprostować. Uniosła ręce wysoko i uśmiechnęła się do mnie. Szybko chwyciłam jej sukienkę i zdjęłam ją, odsłaniając boskie ciało. Wyswobodzona z ubrania dziewczyna, położyła dłonie na moich kolanach i zaczęła je popychać, powodując że wyprostowałam i szeroko rozłożyłam moje nogi. Sylwia zaczęła zaplatać między nie swoje. Lewą nogę wsunęła pod lekko ugięte kolano mojej prawej kończyny, prawą z kolei kładąc na mojej lewej nodze. Zbliżała się coraz bardziej, zabawnie przesuwając po ręczniku swój zgrabny tyłeczek, podskakując nim lekko. Podniecona patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i nie potrafiłam powstrzymać cichego jęku, kiedy nasze cipki się spotkały. Wygięła się do tyłu, podpierając dłonie za plecami i zaczęła ocierać swoją muszelkę o moją cieknącą już cipkę. Zamknęłam oczy i oddając się niesamowitym doznaniom, głośno dyszałam.

    -Chodź tu do mnie – usłyszałam i kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam że Sylwia nie podpiera się już, ale siedzi, nachylając w moją stronę.

    Podniosłam się również i z pomocą dziewczyny, przytuliłam do niej, obejmując ją za plecami. Mój brzuszek bardzo w tym przeszkadzał, jednak jakoś się to nam udało. Teraz jej piersi stykały się z moimi. Złączyłyśmy się w namiętnym pocałunku i Sylwia ponownie zaczęła poruszać biodrami, teraz ocierając cipkę o wewnętrzną stronę mojego uda. Ja również poruszałam się, czując aksamitnie gładką nogę dziewczyny, pieszczącą moją szparkę. Zamknęłam oczy i zgrałam ruchy bioder z rytmem kochanki. Nawet język wirujący w jej ustach i mój oddech odgrywały to samo tempo. Nagle odchyliłam głowę i otwierając szeroko oczy i usta, popatrzyłam na Sylwię.

    -Co? – zapytała, jękliwym tonem.

    Nie odpowiedziałam. Nie mogłam. Nie chciałam pytać o zgodę, musiałam to zrobić. Przekręciłam lekko w bok pupę, sprawiając, że nasze głowy oddaliły się od siebie, ale cipki ponownie spotkały. Przytrzymując się za bark i kolano Sylwii, dalej poruszałam się w wyznaczonym przez nią rytmie, trąc o siebie nasze mokre szparki. Skoncentrowałam całą siłę woli, mrużąc lekko oczy. W końcu się udało. Z mojej cipki popłynął najpierw mały, lecz po chwili szeroki strumień, rozbijając się o muszelkę mojej kochanki i mocno mocząc nasze wargi, łechtaczki i całe wzgórki, a nawet uda i pupy.

    -O tak – usłyszałam znów ten jęczący głos.

    Przyspieszałyśmy coraz bardziej, nasze cipki głośno chlupały i przy kolejnym, dłuższym otarciu, poczułam że Sylwia również sika. Jej biodra poruszały się coraz szybciej, a ja starałam się dotrzymać jej kroku, wyrównując rytm. Byłam już blisko kiedy usłyszałam zduszony krzyk, zdecydowanie za głośny na ogrodowe warunki.

    -Tak Aniu, proszę, dojdź razem ze mną, nie wytrzymam dłużej.

    -Ja też, powiedz tylko kiedy.

    -Teraz!

    Z naszych ust równocześnie wyrwał się gardłowy ryk i mało nie upadłam, z trudem wieszając się na dziewczynie. Oddychałyśmy głośno i przez dłuższą chwilę nie mogłyśmy się pozbierać. W końcu przekręciłam się i obejmując dziewczynę, mocno w nią wtuliłam.

    -Dziękuję – wyjąkałam.

    -Och, to było zajebiste – odpowiedziała.

    Siedziałyśmy tak i nago tuliły do siebie na środku ogródka, zapominając o całym świecie. W końcu ciszę przerwała Sylwia:

    -Wiesz, że żartowałam, nie?

    -Ale z czym?

    -Pan Henryk na pewno nas podglądał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania L