Blog

  • Pani dyrektor.

    1. Usiadła na stoliku.

     

    Kilka razy przeszła po gabinecie, nie wypowiadając ani słowa. Podpadłem i to bardzo. Bałem się powiedzieć cokolwiek. W  napięciu czekałem na pierwszy ruch.

    Dyrektor, Anna Bartosiewicz, była bardzo atrakcyjną kobietą. Jako, że była rozwódką i wyglądała na dość łatwą, nie jeden pracownik próbował ją już poderwać. Niestety, niejeden także sparzył już sobie na tym łapki.

    Jej wygląd i sposób bycia były bardzo zwodnicze. Kilkakrotnie byłem już świadkiem, dość ciekawych zajść. Kilku z moich bardziej przystojnych i wygadanych kolegów, licząc na miłe towarzystwo, a może i coś więcej, zdobyło się w stosunku do niej na niedwuznaczne propozycje. Później, kiedy odpaliła odpowiednio dobranymi epitetami a na dodatek uziemiła ich przy pomocy regulaminu służbowego, cały zakład się z nich śmiał.

    Przyznam, że mnie także bardzo się podobała, ale nigdy nie wyszedłem poza szablon savoir vivre’u. Teraz znajdowałem się w bardzo nieciekawej sytuacji. Popełniłem poważny błąd przy realizacji priorytetowego projektu i na dodatek próbowałem to ukryć. Kiedy wszystko się wydało, mogłem liczyć tylko i wyłącznie na jej dobrą wolę.

    Nie wiedziałem, ile miała lat. Myślę że nikt tego w firmie nie wiedział. Niemniej, tak na oko, zbliżała się do czterdziestki. Była wysoka i szczupła. Miała jasne długie włosy swobodnie opadające na ramiona oraz błękitne, przenikliwe oczy. Czarna garsonka i obcisła spódnica tuż za kolana, leżała na niej idealnie.  Przyjemnie było patrzeć jak się porusza. Niestety, cała przyjemność na tym się kończyła. Byłem przekonany, że wylecę z roboty.

    -Panie Stanisławie, jak długo pan u nas pracuje? – zadała standardowe pytanie.

    -Sześć lat, – odpowiedziałem krótko.

    Zatrzymała się przy metalowym segregatorze na dokumenty i, pochylając głowę, zmierzyła mnie swoim, uważnym spojrzeniem.

    “No, to koniec. Za chwilę się dowiem, że już nie pracuję, – pomyślałem.

    Czułem, że zaczynam się pocić, a moje ręce drżą. Chciałem, żeby to wszystko, jak najszybciej, się skończyło. Każda kolejna minuta w jej gabinecie, była coraz bardziej nieprzyjemna.

    -I co ja mam teraz z panem zrobić? – zadała kolejne pytanie, kładąc dłonie na biodrach.

    W moim umyśle zapaliła się iskierka nadziei. “Może jednak szuka rozwiązania polubownego? Gdyby chciała mnie wywalić, nie mówiła by w ten sposób.” Pewności mieć jednak nie mogłem. Miałem wrażenie, że patrzy na mnie jakoś inaczej, ale chyba było to tylko samo wrażenie.

    W następnym momencie stało się coś, co kompletnie zwaliło mnie z nóg. Czułem się, jak mucha przykryta słoikiem. Rozglądałem się na boki, rozpaczliwie próbując znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Moje serce waliło jak młot pneumatyczny, a oddech stał się szybki i urwany.

    Usiadła na stoliku, na którym znajdował się fax i delikatnie uniosła kolano. Jako, że siedziałem po drugiej stronie pomieszczenia, na dość niskim krześle, bez trudu, mogłem zobaczyć jej majtki.

    “O Jezu!” – pomyślałem.

    Prędzej spodziewałbym się zobaczyć w tym miejscu czarne, wrzynające się w cipkę stringi, niż żółte, niczym nie wyróżniające się figi. Czas, jednak płynął, a sytuacja się nie zmieniała. Wciąż widziałem to samo: brzoskwiniowe majtki.

    Zachowywała się jak modliszka, ale cały czas trzymała fason. Bawiła się moim zmieszaniem i, zdaje się, była w tym rewelacyjna. Najgorsze, że wyglądało na to, iż nie zamierza zmienić pozycji. Siedziała tak dalej, a ja nie mogłem oderwać wzroku. To miejsce między jej nogami, było jak magnes.  

    Odchyliła głowę do tyłu, położyła palec na uchylonych ustach i nie spuszczała ze mnie wzroku. Byłem kompletnie bezbronny. W ogóle nie wiedziałem, jak się zachować.


     

    2. Zboczona cipa.

     

    Zastanawiałem się, co zamierza zrobić: dać mi wypowiedzenie, czy rozebrać i zgwałcić, zerżnąć w tym gabinecie, jak przerażonego nastolatka? A może jedno i drugie? Tak, czy inaczej, byłem w szoku. Uczucie niepewności, skrępowania i lęku, mieszało się z, gwałtownie narastającym, podnieceniem.

    -Nie wiem, pani dyrektor, – zacząłem tłumaczyć się drżącym głosem, – to, co zrobiłem, jest niedopuszczalne ale…

    -Panie Stasiu, – przerwała mi, – jak pan myśli, te drzwi są otwarte, czy zamknięte?

    W tym momencie mnie zastrzeliła. “O co jej chodzi? Co znowu z tymi drzwiami? Żartuje sobie, czy mówi poważnie?”

    -Eeee… pani Aniu, jak wchodziłem, były otwarte. Tylko, czemu pani o to pyta?

    Nagle wstała, a ja odetchnąłem z ulgą. “Może to już koniec i nic więcej nie będzie.” To co przed chwilą się stało, było bardzo krępujące. Gdyby była to któraś z moich koleżanek, powiedzmy Kasia, albo Bożenka, pewnie dawno byłoby już pozamiatane. Jednak wiedziałem, że te progi są dla mnie za wysokie. Wydawało się, że pani dyrektor po prostu się zapomniała.

    Moja radość nie trwała, jednak, zbyt długo. Usiadła ponownie. Tym razem na niewielkim, czerwonym, obrotowym fotelu. Pomyślałem sobie: “Boże, czemu ona to robi? Czemu? Czemu akurat mnie? Nie może mnie po prostu normalnie zwolnić?!”

    Czekałem w napięciu, ale tym razem grzecznie złączyła kolana. Przynajmniej na krótką chwilę. W jej oczach było jednak coś, co nie dawało mi spokoju. Czułem, że zbyt szybko nie opuszczę jej biura.

    Chwyciła za dolną krawędź w swojej czarnej, ciasnej, obcisłej spódnicy i oburącz podciągnęła ją powyżej kolan. Po kilku sekundach zaczęła rozsuwać swoje nogi.

    Poddałem się. Wiedziałem, że nie zdołam wyjść z tego pokoju bez gorącej konfrontacji. Zadawałem sobie tylko pytanie, co z tego wyniknie i czy zachowam swój stołek?

    “Kurczę” – pomyślałem, – “gdyby tylko miało się na tym seksie skończyć, a sprawa nie rozeszła by się dalej, niech już by było. Może nawet jakoś moja żona się o tym nie dowie. Trudno, trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.”

    -Panie Stasiu, może jednak, najpierw wyświadczy mi pan niewielką przysługę… – zaczęła dość niepewnie.

    W mojej głowie powstawały już różne scenariusze, ale tego nie byłem w stanie przewidzieć.

    “Aha, zaczyna się. Tak to się teraz nazywa. No dobra, niech będzie.”

    -Słucham Pani Aniu.

    -Zdaje się, że wtyczka od faksu wypadła z gniazdka. Czy mógłby pan…

    “Ale małpa” – ledwie trzymałem się w kupie, – “i co, ona teraz myśli… że co? że jak? że wlezę pod ten stół? tak przy niej?”

    Siedziała i czekała, raczej, nie brała pod uwagę innej możliwości, jak tylko tą, w której robię tak, jak ona chce. No i wpadłem jak śliwka w kompot. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to moment krytyczny. Byłem tylko naiwny, mając nadzieję, że jakoś z tego wybrnę.

    Wstałem z krzesła, zrobiłem dwa kroki, a później, na czworakach, starałem się wsunąć pod, dość niski, stolik. Siedziała nadal, nie ruszyła się miejsca. Jak pies śledczy, parłem do przodu, nie rozglądając się na boki. Błagałem w duchu, żeby nie ulec pokusie i nie spojrzeć do góry. Faks rzeczywiście był wyłączony. Kiedy to naprawiłem i zacząłem się cofać, zrozumiałem, że jestem na straconej pozycji. Coś zagrażało mi drogę. Odwróciłem głowę. To była jej noga.

    “Boże, co za zboczona cipa!” – przebiegło mi przez myśl.

    Dopiero po kilkunastu sekundach zrozumiałem, że trafiłem na tylko jedną jej nogę. Zastanawiałem się, gdzie znajduje się druga. Po chwili już wiedziałem. Druga noga leżała na stoliku.

     

     

    3. Chcę cię wykorzystać.

     

    Wysunąłem się ostrożnie i powoli odwróciłem głowę. Znajdowałem się dokładnie pośrodku. Modliłem się tylko, żeby na mnie nie siadła. Cholera wie, co mogłaby zrobić. To byłoby już całkowite upokorzenie. Czułem się, jak robak pełzający po podłodze.

    Kiedy zobaczyłem jej oczy, wiedziałem, że nie będzie łatwo przebrnąć przez tą sytuację.

    -Dziękuję, panie Stasiu. Niech pan usiądzie, – usłyszałem jej głos.

    Zrobiłem co chciała.

    -Nie tam. Tutaj, bliżej, – pokazała mi krzesło obok siebie.

    Usiadłem i czekałem. Ustanowiła się na biurku sekretarki. Tak samo jak wcześniej. Nie próbowała  już nawet udawać, że chodzi o coś innego. Pochyliła się na jeden bok, oparła dłonią o blat i, ustawiając jedną stopę na jego powierzchni, szeroko rozchyliła uda.

    Czarna, obcisła spódnica była już tylko dodatkiem, świadczącym o tym, że kiedyś spełniała swoją funkcję. Widziałem tylko jej majtki. Chociaż nie tylko. Pod delikatną półprzezroczystą bluzeczką znajdował się biustonosz w identycznym kolorze.

    -Pani dyrektor…  nie… – zaprotestowałem.

    Spojrzała na mnie spod opuszczonych powiek.

    -Dlaczego?

    Próbowałem zapanować nad oddechem i łomoczącym sercem.

    -Bo… – zacząłem.

    -Bo?! – zapytała stanowczo.

    -Jestem tylko pracownikiem… – wiłem się jak piskorz.

    – I… – znacząco zawiesiła głos.

    Nie bardzo wiedziałem, o co jej chodzi.

    -Słucham?

    -I co z tego? – przyparła mnie do muru.

    Chciałem, by zrozumiała moje położenie, dlatego starałem się jak mogłem.

    -Ale…

    -Tak?

    -Mam żonę.

    -Aha… a chcesz pracować?! – odezwała się jeszcze dobitniej.

    Przełknąłem ślinę.

    -Oczywiście, – zgodziłem się.

    -Więc nie gadaj tyle, tylko zabieraj się do roboty.

    To był koniec. Wszystko jasne, wyłożyła karty na stół.

    Oczywiście, nie ma co się oszukiwać, byłem facetem i wiedziałem dokładnie w czym rzecz. Wiedziałem, jak mam się zachować. Tyle tylko, że ciężko było mi się przełamać. Ona była, jednak, moją bezpośrednią przełożoną. Na dodatek, było coś jeszcze.

    Co, jeżeli to była podpucha? Co to wtedy? To ona mogła oskarżyć mnie o gwałt. Czy rzeczywiście tak by się stało? W tamtej chwili tego nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że była bardzo atrakcyjna i niesamowicie mi się podobała.  

    Zmieniła pozycję. Usiadła teraz w miarę normalnie. Nawet założyła nogę na nogę. Tyle tylko, że zrobiła to w taki sposób, abym wciąż mógł patrzeć na jej majtki. Na dodatek, powoli zaczęła rozpinać swoją bluzkę.

    -Chcesz zobaczyć moje cycki? – powiedziała wprost.

    Co to za pytanie? Jasne, że chciałem. Chciałem zobaczyć nie tylko cycki. Chciałem nie tylko patrzeć, ale czy mogłem mówić o tym od tak, wprost? Hmm… no cóż. Wychodziło na to, że mogłem. Mało tego: ona tego ode mnie oczekiwała.

    -Pani Aniu… – zacząłem i nie skończyłem.

    Spojrzała na mnie w taki sposób, że po moich plecach przebiegł dreszcz.

    -Chodź do mnie! – odezwała się stanowczo.

    Wstałem z krzesła i zbliżyłem się.

    -Posłuchaj, nie będę owijała w bawełnę. Pozostałym pracownikom dałam wolne na popołudnie. Jesteśmy sami i chcę cię wykorzystać. Co ty na to?

    Patrzyłem na jej delikatne, drżące usta, pociągnięte przezroczystą pomadką, na te błękitne, świdrujące oczy i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa.

    -Aha… i nie mów do mnie pani Aniu.

    -A jak?

    -Anka.

    Uśmiechnęła się ciepło.

    -No co, stres cię zjadł?! – rzuciła pytanie, które miało rozładować atmosferę.

    -Nie, nie… skądże tylko… – chciałem powiedzieć o mojej wpadce, dzięki której zostałem to wezwany, ale ugryzłem się w język.

     

     

    4. Co masz w rozporku?

     

    Usiadła na wprost ze spuszczonymi nogami i szeroko rozsunęła kolana. Następnie do końca rozpięła bluzkę. Wrażenie, jakie na mnie zrobiła, było tak silne, że, o mały włos, nie dostałem czkawki.

    -Boże, Anka! Aniu, co ty robisz?!

    Uśmiechnęła się słodko.

    -Nie chcesz?!

    -Nie! Tak, tak… Boże, ale z ciebie dupa! – wyrwało się z moich ust.

    Roześmiała się w głos, a później stanęła naprzeciw mnie w samym staniku. To znaczy, miała jeszcze na sobie dolną część garderoby, ale ja już i tak tego nie widziałem. Jedną dłoń położyła na biodrze, a palcami drugiej znów dotknęła swoich ust. Przeciągnęła się jak kotka.

    -Wiesz, jak dawno nie miałam faceta?

    Pokręciłem głową. “No to teraz naprawdę się wpakowałem” – pomyślałem z niepokojem, – “to wygłodniała wilczyca, która pożre mnie żywcem.”

    Nie dała mi nawet dobrze przemyśleć tego, co akurat się działo, bo już po chwili, jakby przypadkiem, odwróciła się do mnie tyłem i rozsunęła zamek błyskawiczny na swoich pośladkach. Boże jaka ona była atrakcyjna. Cały płonąłem z pożądania.

    -Jaki lubisz seks? oralny? analny? a pozycje? hmm… na jeźdźca, czy po bożemu? No mów, jestem otwarta na wszelkie propozycje.

    Szczęka mi opadła do samej ziemi. Po prostu mnie zatkało. Jeszcze żadna kobieta tak otwarcie nie powiedziała mi wprost, czego chce, a tu proszę, moja szefowa, taka groźna i niebezpieczna… Coś musiało w tym być.

    -Tylko nie mów, że nie lubisz się bzykać, bo w to nie uwierzę.

    Myślałem, że się na nią rzucę. Kutas o mało nie rozerwał mi spodni.

    -Ale… – wyjąkałem.

    -No co, – puściła do mnie oczko.

    -Dlaczego ja?

    Znów zaczęła się śmiać.

    -I ty mi to mówisz?! – westchnęła zaczepnie.

    -Co?!

    Patrzyła na mnie. Między nami iskrzyło tak, że myślałem, iż pokój za chwilę się zapali. Przez głowę przebiegła mi tylko jedna myśl: “zaraz mnie zgwałci”.

    -Widziałam, co masz w rozporku… – rzuciła pewnym i stanowczym głosem.

    No tak. Koniec dyskusji. Jej argumentacja rozłożyła mnie na łopatki.

    -Rozumiem, kiedy? – powiedziałem dość spokojnie.

    Przejechała językiem po ustach.

    -Jakiś czas temu.

    -Z kim? – spytałem.

    -Ola, – odpowiedziała.

    Wiedziałem o kogo chodzi.

    -Aha… ta asystentka?

    Pokiwała głową.

    -W łazience. Tuż obok twojego gabinetu, – przypomniałem sobie na głos, – Dwa miesiące temu. Była rewelacyjna. Szkoda, że już nie pracuje.

    -No tak… miałam przyjemność podziwiania, jak używasz tego, co masz między nogami i, powiem szczerze, skłoniło mnie to do zaproszenia cię tu dziś.

    Jej spódnica znajdowała się na kostkach. Znów usiadła na biurku. Oprócz kremowego biustonosza i majtek, miała też na sobie czarne pończochy z podwiązkami oraz piękne, delikatne szpilki.

    -Będziesz tak siedział, czy także pozbędziesz się kilku ciuchów?

    Rozejrzałem się nerwowo po pomieszczeniu. Nie przywykłem do rozbierania się w biurze. Cały czas miałem wrażenie, że ktoś na nas patrzy. Tak, czy inaczej, ona bardzo tego chciała i, najwidoczniej, nie zamierzała przerywać tej gry.

    -Spokojnie, nikogo nie ma. Jeśli zerżniesz mnie porządnie, zapomnę o twojej wpadce.

    Przełknąłem ślinę, a ona mówiła dalej:

    -Jeżeli się bardzo postarasz i moja cipka będzie zadowolona, dostaniesz ekstra premię.

    -Rozumiem, – stęknąłem.

    -Mogę też zaprosić cię na obiad do jakiejś fajnej knajpy. Co ty na to?

    Po kolejnych dwóch minutach nie miała już na sobie kompletnie nic. Nie przypominała już tej ostrej i niedostępnej szefowej, którą była jeszcze pół godziny temu.

     

     

    5. Drażniła wędzidło.

     

    Wyglądała jak anioł, który zstąpił wprost z nieba. Była szczupła, zgrabna, miała nie za duże, ładnie uformowane piersi i, idealnie wygoloną, gładką, cipkę. Patrzyła na mnie z czułością i podnieceniem.

    -Wiesz co, – mruknęła, – nie będziemy tego robić tutaj. Tu jest zbyt niewygodnie.

    Pociągnęła mnie za rękę. Ruszyłem jak wierny pies. Otworzyła drzwi, które, jak mi się cały czas wydawało, prowadziły do szafy. Tymczasem znajdował się tam malutki, ale ładnie urządzony pokoik. Na dodatek, nie był pusty.

    Stało tu szerokie, wygodne łóżko. Widać było, że przygotowała się na tą okoliczność w najdrobniejszych szczegółach. Świeża, pachnąca pościel oraz dwa kieliszki szampana, świadczyły o tym, że był to skrupulatny plan.

    -I jak ci się podoba? – spytała uśmiechem.

    -Fajnie, – wyszczerzyłem zęby.

    -No to jak, zaczynamy zabawę? – usłyszałem jej głos.

    Trochę zmieszany, ale bardzo podniecony, postanowiłem rzucić się na głęboką wodę. Miałem już dość myślenia w kategoriach: co by było, gdyby. Chciałem odrzucić niepewność i puścić wodze fantazji. Nie miałem przed sobą diabła, tylko kobietę z krwi i kości, kobietę piękną i bardzo podnieconą. Chciałem po prostu wziąć ją w ramiona.

    Jak się okazało, wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło, że usiadłem na brzegu łóżka, a już poczułem jej ciężar na swoim kolanie. Była naga i pachniała seksem.

    Objąłem ją w pół i zacząłem lizać jej sutki. Najpierw jeden, później drugi. Spokojnie bez pośpiechu drażniłem chropowate brodawki. Lód, który jeszcze przed chwilą między nami był, błyskawicznie zaczął topnieć, a my stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy czekali na to cały czas.

    Z niezwykłym sprytem rozpięła mój rozporek i wyłuskała, sztywnego jak rakieta, fiuta. Pociągnęła do dołu skórę odzierając głowicę z napletka. Naprężyłem się i westchnąłem głośno, oczekując na dalsze, bardziej i zuchwałe pieszczoty.

    Zabawa toczyła się spontanicznie, bez zbędnych słów. Po chwili obydwoje staliśmy obok posłania. Odwróciła się do mnie tyłem, ale wciąż trzymała rękę w rozporku, bawiąc się workiem z moimi jajami.

    Całowałem jej szyję i kark. Mój język pozostawiał na jej skórze wilgotny ślad. Przymknęła powieki i, wzdychając coraz głośniej, drugą dłonią pieściła swoją brzoskwinkę.

    Kiedy uwolniła już mojego tyrana z materiału slipów, westchnęła:

    -Och Boże, przecież to istne cudo!

    Rezygnując z pozostałych pieszczot, usiadła na brzegu łóżka i oburącz przyciągnęła mnie do siebie. Jej zachowanie bardzo mi się podobało. Na kilometr było widać, że jej podniecenie jest na krawędzi wybuchu.

    Zdążyłem tylko spostrzec, jak się pochyla, a już mój gruby zaganiacz siedział w jej ustach. Żeby go objąć, musiała otworzyć je bardzo szeroko.

    Poczułem niesamowicie gorący, wilgotny i mocny uścisk, bez śladu zębów. Zawirowało mi w głowie. Miałem wrażenie, że nie zdołam utrzymać się na nogach. Rozstawiłem szerszej stopy, aby zachować równowagę.

    Uniosła wzrok i uważnie spojrzała na moją twarz. Chciała mieć pewność, że zdołam wytrzymać do końca tej gry. Objęła od góry w korzeń mojego grzyba, a w jej ustach znalazł się jedynie czubek kapelusza. Wysunęła język i od spodu drażniła wędzidło. Przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka.

    Po jakimś czasie, na moment przerwała. Uniosła głowę i odrobinę się wyprostowała. Wciąż trzymała w dłoni mojego fiuta. Moje uda były jak z waty, kołysały się w na wszystkie strony.

     

     

    6. Uklękła przede mną.

     

    Zgiąłem kark tak, jakbym chciał ją pocałować, ale była za daleko.

    -Och Staszku, czemu ja cię wcześniej nie zaprosiłam do mojego biura?! – jęknęła z przejęciem.

    Usiadłem obok niej. Właściwie, to posadziłem zadek na samej krawędzi posłania, zacisnąłem uda i drżałem z podniecenia. Ona tymczasem, bez pośpiechu i z uwagą pozbawiała mnie dolnej części garderoby.

    Rozpięła do końca pasek, rozsunęła połówki spodni i, krok po kroku, ściągała je z moich pośladków. Nawet na moment nie spuszczała wzroku z mojej lagi, która przewracała się z boku na bok, jakby domagając się, aby gorące usta mojej kochanki, znów się nią zajęły.

    Pieprzyłem się z moją panią dyrektor i to było czymś najcudowniejszym na świecie. Mimo swojego stanowiska i pozycji, zachowywała się jak wytrawna kurtyzana. Była piękna, delikatna, subtelna a jednocześnie tak wyuzdana i bezpośrednia, że czułem się jak szczeniak z podstawówki, który nagle trafił w ramiona starszej koleżanki. Co tu dużo mówić, chciałem tego. Chciałem z nią to robić. Chciałem bawić się jej piersiami, jej słodkim ciałem, a jednocześnie czułem się tak, jakbym robił coś zakazanego.

    W pewnym momencie, kiedy moje spodnie znajdowały się już na podłodze, a jaja zwisały swobodnie niczym dwa dzwony, odwróciłem się w jej stronę. Jeszcze nie do końca wiedziałem, co chcę zrobić, ale przysunąłem się bardzo blisko i położyłem moje dłonie na jej delikatnych rękach, przyciskając mocno do mojego przyrodzenia.

    -Czujesz to? Czujesz, jaki jest wielki? Czujesz, jak bardzo jestem podniecony? – szepnąłem prosto w jej twarz.

    Odpowiedziała samym spojrzeniem, ale wyrażało ono wszystko. Nie trzeba było więcej słów, nadawaliśmy na tej samej fali.

    Siedzieliśmy zwróceni do siebie przodem. Wciąż trzymała dłonie w moim kroczu, ale moje ręce powędrowały już wyżej, w kierunku jej cudownych, jędrnych piersi.

    Zacząłem gładzić je, bardzo delikatnie dotykać, muskać czubkami palców ze wszystkich stron. Robiłem to tak, jakby były częścią antycznej Wenus, posągu z marmuru, a ona mi na to pozwalała. Przyglądała się spod opuszczonych powiek, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.

    W mojej głowie tworzyła się coraz większa rozterka. Kobieta była tak piękna, tak cudowna i podniecająca, że byłem jak ten osiołek z fraszki, któremu dano i siano i owies. Nie mogłem się zdecydować na konkretny rodzaj pieszczot, czy zabawy. Wszystkiego chciałem spróbować jednocześnie.

    Świadomość, żeby nie uronić choć kropelki z tego cudownego nektaru, była przerażająca. Chciałem ją mieć w całości, teraz, w jednej chwili. Trudno było mi rozłożyć tą zabawę na poszczególne etapy, jednak wiedziałem, że muszę się na coś zdecydować.

    W końcu rozpostarłem dłonie na jej niesamowitych balonach i kciukami wykonywałem kółeczka wokół sutków. Uchyliła usta i cicho dyszała.

    Później zsunęła się z łóżka na podłogę i uklękła przede mną, jakby prosząc o moją buławę. Nie czekając na reakcję, sama ją sobie wzięła. Zdążyłem tylko westchnąć, gdy poczułem jej dłoń u samej podstawy. W następnej sekundzie, już wjeżdżałem w jej wilgotne usta.

    Ssała samą głowicę, ale robiła to z taką zaciętością, z taką energią, że myślałem, iż wyzionę ducha. Trudno było mi złapać oddech. Myślałem, że moje serce wyskoczy mi z piersi.

    Po kilku minutach tej gonitwy przerwała i trzymając mnie za drąga tuż za żyłą, spojrzała mi w oczy. Po jej brodzie płynęły strużki śliny i kapały na piersi.

    -Chcę twojego fiuta w mojej cipce, – odezwała się cicho, ale bardzo stanowczo.

     

     

    7. Posuwałem moją szefową.

     

    Ja też tego chciałem, może nawet bardziej, niż ona. No i stało się. W następnej sekundzie leżała już na łóżku, a dokładnie, w poprzek, wielkim zadkiem w kierunku jego krawędzi, z nogami zadartymi aż za głowę. Wystawiała w moją stronę podnieconą do granic możliwości kobiecość.

    To była chwila kulminacyjna. Myślałem, że unoszę się nad ziemią. Zbliżyłem się do niej na szeroko rozstawionych stopach. Odrobinę przykucnąłem, a ona ujęła mnie za kutasa. Pewnym, sprawnym chwytem i przyciągnęła do siebie. To było coś niesamowitego.

    Zbliżałem się wprost do jej cipki. Miałem wrażenie, że moja rakieta za chwilę eksploduje. Moja szefowa ciągnęła mnie za banana wprost do swojej ciasnej, wilgotnej i gorącej jamki. W mojej głowie były już tylko fajerwerki.

    Im bliżej celu, tym ruch w jej stronę był wolniejszy. W końcu podniecony do granic możliwości, twardy łeb dotknął miękkich warg, rozchylił je bardzo powoli i, z głośnym mlaśnięciem, wsunął się na dwa centymetry.

    Rozjechały się na boki niczym naleśniki i tak zostały. Moim ciałem zaczęły targać niebezpieczne, zwiastujące wytrysk, konwulsje. Za wszelką cenę chciałem je powstrzymać. Drżałem, dygotałem, ale nie byłem w stanie zapanować nad tym, co się działo. Byłem w siódmym niebie.

    Pani dyrektor, nawet na jotę, mi tego nie ułatwiała. Robiła to, na co miała ochotę w tej chwili. Nie za bardzo interesowały ją moje reakcje. Tak mi się zdawało. Chociaż, może ona także chciała, aby stało się to właśnie teraz, w takiej chwili.

    Trudno było mi to stwierdzić. Trzymając mocno za trzon przesuwała nim w jedną i w drugą stronę orząc swoją szparkę jak radłem. Po moim ciele biegały zimne i gorące dreszcze. Zacząłem wzdychać, jęczeć i stękać jak niewolnik na torturach. Czekałem tylko na moment, kiedy pozwoli mi w siebie wejść.

    W końcu, zwolniła uścisk na moim prąciu. Pozostawiła go samego sobie, a ja odetchnąłem z ulgą. Trwaliśmy tak przez kilka, może kilkanaście sekund. Decyzja należała do mnie. Znajdowałem się w jej przedsionku. Wielka, lśniąca głowica, czekała tylko na pozwolenie, aby móc wtargnąć w jej wnętrze do samego końca.

    W ostatnim momencie zdołałem zerknąć na twarz mojej pani. Jej usta były rozchylone, oczy zmrużone, a na policzkach malowało się podniecenie. Czekała.

    W końcu spojrzała na mnie.

    -Boże, o tak! Wejdź we mnie. Chcę tego, – westchnęła.

    Zgięła nogi w kolanach, a ja oparłszy się na jej łydkach, pochyliłem się do przodu. Następnie, bardzo powoli, wjechałem w jej wnętrze.

    Nie mogłem się spieszyć. Byłem już na granicy orgazmu. Bardzo zależało mi na tym, żeby razem z nią, bawić się jeszcze przez długi czas.

    Cudowna, słodka zabawa trwała dalej. Podparłem się na materacu łóżka, a ona objęła mnie łydkami za biodra i zacisnęła się niczym kleszcz. Po chwili, nasze usta spotkały się w gorącym, namiętnym pocałunku, a moje pośladki zaczęły wykonywać dynamiczne, płynne ruchy w jedną i w drugą stronę.

    Dałem radę! Byłem królem, byłem panem sytuacji. Posuwałem moją szefową. Robiłem to równo, sprawnie i konkretnie. Lepiej nie mógłbym sobie już tego wyobrazić.

    Wiedziałem, że zbyt długo to nie potrwa, że w ten sposób nie da mi się grzmocić. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że sytuacja będzie zmieniała się w sposób dynamiczny i mało przewidywalny.

     

     

    8. Jezioro białej, gęstej spermy.

     

    Wydostała się z pode mnie w sposób tak zwinny i błyskawiczny, że prawie w tego nie zauważyłem. W pewnym momencie stwierdziłem, po prostu, że na mnie i siedzi.

    O tak… była nadziana na mojego fiuta do samego końca. Pochylona do przodu, opuszczała i podnosiła swoje biodra w takim tempie, że mogłem tylko błagać w duchu, abym mógł wytrzymać przynajmniej z pięć minut.

    Później przygniotła mnie swoim słodkim, podniecającym ciężarem. Ledwie chwytałem powietrze. Czułem tylko jej niesamowite cycki na swojej klatce piersiowej. Czułem, jak kołysze biodrami, jak porusza się płynnie, jak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jaki sposób reaguje moje i jej ciało. To była orgia subtelnych, doskonałych, wszechogarniających odczuć.

    Po jakimś czasie postanowiła poprawić pozycję. Wyprostowała się, przeniosła ciężar ciała z kolan na stopy i chwyciła dłońmi za pośladki rozsuwając je maksymalnie na boki. Poruszała się w górę i w dół a mój kutas wnikał w nią do samego końca.

    Chwyciłem ją za łydki, zacisnąłem zęby i podziwiałem ten spektakl. Góra-dół, góra-dół, góra-dół… szybko, płynnie, bezbłędnie.

    Miała idealnie wyrzeźbioną sylwetkę piękne, jędrne piersi oraz gładką, aksamitną cerę. Wyglądało na to, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Jechała na mnie, jak na dzikim ogierze, zaciskając cipkę tak mocno, że traciłem zmysły. Teraz zaczynałem, naprawdę, wierzyć w to, że była, rzeczywiście, bardzo mocno wyposzczona.

    -No i jak… jak… podoba ci się? – dyszała, patrząc mi w oczy.

    Znów wyszczerzyłem zęby.

    -Kurwa, Anka, zaraz mnie wykończysz! – jęknąłem ledwie żywy.

    Roześmiała się w głos.

    -No co ty?! Nie żartuj. Ja dopiero się rozgrzewam, – wyrzuciła na jednym wydechu.

    Zacząłem obawiać się, że będę miał problem z zaspokojeniem jej wybujałych ambicji seksualnych. Nie miej, z drugiej strony, czułem się jak ktoś, kto dostał super prezent. Mogłem sobie używać do woli z niesamowitą laską i na dodatek zapowiadało się, że zjemy razem smaczny obiad.

    Poruszała się na mnie tak szybko, że na chwilę straciła równowagę i opadła na jedno kolano. Wcale się tym nie przejęła. Oparła się na moich udach i galopowała dalej. To było niesamowite, miałem wrażenie, że stoję na progu mamuciej skoczni. Wystarczyło tylko, dać się ponieść rozkoszy, a poszybowałbym ma daleko, daleko…

    Chwyciłem ją za cycki jak za poręcze, mając nadzieję, że w ten sposób uda mi się przedłużyć ten akt. To było złudne. Westchnęła tylko głęboko i jeszcze mocniej zacisnęła mięśnie swojej pizdeczki.

    Eksplozja przyszła tak nagle, że, w momencie, kiedy sobie to uświadomiłem, było już za późno na cokolwiek. Zdaje się, że wykonała kilka głębszych i bardziej gwałtownych ruchów na moim fiucie. Wbiła się na mnie, jak na średniowieczny pal. Poczułem tylko, że ogarnia mnie niesamowite, błogie gorąco.

    Kiedy oddałem pierwszy strzał, pobudzona pizdeczka, zaczęła odstawiać dzikie harce. Miałem wrażenie, że zaciska się na mnie jakaś hydrauliczna maszyna.

    Pani dyrektor wyprężyła się jak struna. Odchylając głowę do tyłu i patrząc w sufit, jęknęła na całe gardło:

    -Uuuuuuuuaaaaaaahhhh!!!

    O mało nie spadła na podłogę, ale trzymając się garściami wszystkiego, cokolwiek w nie wpadło, wciąż dzielnie walczyła. Nie przerywała, nie zwalniała. Mój tłok, wygięty w lewą stronę, poruszał się w niej pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Przyprawiało mnie to o niebiańskie dreszcze. Ściskałem jej piersi tak mocno, że myślałem, iż za moment zacznie krzyczeć z bólu.

    Oddałem trzy porządne serie, po czym, z błogim uczuciem zadowolenia, wypuściłem powietrze z płuc. Zakręciło mi się w głowie, a przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka. Nie wiem, czy tego ode mnie oczekiwała, ale mój wąż wypełnił jej norkę jeziorem białej, gęstej spermy, która teraz powoli wypływała ze wszystkich stron, zalewając moje krocze i pościel między moimi udami lepką mazią.

     

     

    9. Niebyt rozkoszy.

     

    Wydawało mi się, że, w tym momencie, nastąpi, choć kilka minut przerwy, na zaczerpnięcie oddechu. Byłem w błędzie. Nie dała mi szans na leniuchowanie i zastanawianie się nad tym, czy mój kutas na nowo podniesie się do walki. Była zajebista, a jej uśmiech i spojrzenie wyrażały wszystko.

    Powoli uniosła się do góry, pozwalając mojemu zaganiaczowi wysunąć się z jej szparki. Był gruby jak kawał solidnej kaszanki, ale stracił nieco na sprężystości. Opadł bezwładnie między moimi udami, czubkiem dotykając prześcieradła. Moja pani z wielką radością ułożyła się obok moich bioder. Bez namysłu chwyciła go swoją garścią i uniosła do góry.

    Przez moje ciało przebiegł słodki dreszcz rozkoszy. Byłem już pewien, że postawienie go do pionu, nie będzie stanowiło dla niej i najmniejszego problemu.

    Zaciskała i rozluźniała swoje palce, a ja czułem się tak, jakbym w ogóle tego dzisiaj jeszcze nie robił. Podstawiła drugą dłoń, aby resztki spermy, które znajdowały się w moim wężu spłynęły na jej powierzchnię. Spojrzała na moją twarz i odezwała się z uśmiechem:

    -Widzisz, widzisz to?! Tego właśnie było mi trzeba.

    Kiedy zaciskała palce, kilkakrotnie szarpnąłem się w słodkim skurczu, obejmującym całe moje ciało.

    -Boże, Anka! Nie dam rady. Zamęczysz mnie na śmierć! – jęknąłem błagalnym głosem.

    Roześmiała się jeszcze serdeczniej.

    -Spokojnie. Zaufaj mi. Wiem, co robię. Nie będziesz żałował, – odpowiedziała w końcu.

    Po tych słowach zrobiła coś, co kompletnie pozbawiło mnie zdrowego rozsądku, a mój penis wyprężył się w takim tempie, że byłem kompletnie zaskoczony. Rękę, na której znajdowało się nasienie uniosła do ust, wysunęła daleko język i, jednym, porządnym pociągnięciem, zebrała wszystko z jej powierzchni.

    Cały czas mierzyliśmy się uważnym spojrzeniem. Zwariowałem na jej punkcie. Chciałem tego, chciałem jeszcze raz. Byłem gotowy w stu procentach na ponowne zbliżenie. Byłem zafascynowany tym, jak zlizuje mój budyń, nie spuszczając ze mnie wzroku. W tej chwili chciałem spuścić się jeszcze raz tylko po to, aby widzieć, jak delektuje się tym, to z siebie wyrzuciłem.

    -Anka, ty stara kurwo, wepchnę ci tego fiuta w dupę, zobaczysz! – warknąłem przez zaciśnięte zęby.

    -Na to liczę, Stachu, na to liczę, – usłyszałem odpowiedź.

    I znów podjęła błyskawiczną inicjatywę. Kazała mi wstać i zająć miejsce na niskiej pufie znajdującej się pod ścianą. Zrobiłem to z wielką radością, nie do końca wiedząc, co zamierza. Kazała mi wygodnie się oprzeć i szeroko rozsunąć nogi. Później, nie zważając na moje i zdziwione spojrzenie, siadła na mnie, przyciskając mnie gorącym, spoconym ciałem.

    Zdołałem tylko zapleść ramiona na jej słodkich podniecających biodrach i mocno przycisnąć do siebie. Wszedłem w nią do samego końca, tak głęboko, jak tylko się dało i jęknąłem z rozkoszy. Znów była bosko ciasna mokra i podniecająca.

    Odwzajemniła się takim samym mocnym uściskiem. Trwaliśmy tak przez długą chwilę, nie wykonując żadnego ruchu. Tylko jej cipka tańczyła na moim fiucie. Nie wiem, co to było: breakdance, taniec klasyczny czy lambada… nieważne. Ważne było tylko to, że nie zamieniłbym tego doznania na nic innego. W ciągu, zaledwie kilku minut, byłem na skraju ponownego orgazmu.

    -Och Boże! Boże, Aniu, Anka… och! Och, jak mi dobrze! – dyszałem w jej twarz.

    Miałem wrażenie, że świat się zatrzymał, a mamy kołyszemy się na malutkiej łupince na środku oceanu, odpływałem w niebyt rozkoszy.

     

     

    10. Grzeczny chłopiec.

     

    Całowała mnie, kiedy się w nią spuszczałem. Chwyciła mnie mocno za szyję i zatopiła swoje sprężyste, delikatne usta w moich spierzchniętych wargach. Musiałem podzielić uwagę na dwie części. U góry mój język penetrował jej gardło, a na dole gruba laga, drugi już raz, wdzierała się do samego końca, by zostawić gorącą śmietanę w jej wnętrzu.

    Zapomniałem o bożym świecie. Nie było istotne, gdzie się znajduję i z kim to robię. Ważne było tylko to, że jestem w najcudowniejszym stanie z najpiękniejszą i najbardziej spektakularną kochanką, jaką do tej pory miałem.

    Teraz dopiero pozwoliła mi trochę odpocząć. Zmęczeni, nadzy i wciąż mocno podnieceni, leżeliśmy obok siebie, przyglądając się sobie nawzajem. Gładziłem jej piersi wierzchem dłoni, ledwie muskając skórę. Dotykałem brodawek i sutków w sposób delikatny i subtelny. Chciałem dać jej odczuć że jest dla mnie ważna, że doceniam to co zrobiła.

    -Masz ochotę na jeszcze? – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.

    Prawdę mówiąc, byłem już kompletnie wypompowany. Nie wiedziałem, czy dam radę. Raczej łatwiej było mi uwierzyć, że, za trzecim razem, moja fujara, po prostu, odmówi posłuszeństwa.

    -A ty? – spytałem, mając nadzieję że powie “nie”.

    Nie spuszczając ze mnie wzroku, skinęła samymi powiekami. W jej oczach było coś, co sprawiało, że, mimo wszystko, chciałem spróbować jeszcze raz.

    Była taka fotogeniczna, jej twarz zmieniała się z każdą chwilą. Jej oczy błyszczały blaskiem zadowolenia, a usta drżały w kokieteryjnym uśmiechu. Na dodatek była tak blisko, tak bardzo moja. Przyznam szczerze, że gdyby nie relacje zawodowe, powiedzmy, gdybym spotkał ją na ulicy jako zwykłą dziewczynę, byłbym w stanie się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia.

    -Jeżeli chcesz, możemy dać sobie trochę czasu, – powiedziała w końcu bardzo cicho.

    -Co masz na myśli? – spytałem, patrząc jej w oczy.

    -Zadzwoń do domu i powiedz żonie, że nie wrócisz na noc, bo masz bardzo ważny projekt do skończenia na jutro.

    Zbliżyłem się i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

    -Nie za dużo pani ode mnie wymaga, pani Aniu? – spytałem z uśmiechem.

    Chwyciła mnie za szyję i wcisnęła moją twarz między swoje piersi.

    -Myślę, że zapomniałeś, jaka jest twoja rola w tym układzie, – powiedziała miłym, ale stanowczym głosem, przywołując mnie do porządku.

    Oczywiście, nie zapomniałem i chciałem jak najlepiej wybrnąć z tej niekorzystnej dla mnie sytuacji zawodowej. Chciałem spłacić swój dług wobec niej i miałem nadzieję, że da mi spokój. Chociaż, czy tak naprawdę?

    Kiedy cofnęła dłoń, moja twarz wciąż pozostawała między jej cyckami. Boże, jak ona pachniała! Jaka była gorąca! Moje podniecenie znów zaczęło narastać. Czułem, jak penis, który przed chwilą sprawdził się po raz drugi, zaczyna pęcznieć i prężyć się.

    Miała nie. Kompletnie mnie uwikłała. Nie potrafiłem odmówić. Kiedy wreszcie uwolniłem się ze sprężystego, gorącego uścisku jej balonów powiedziałem:

    -Poczekaj chwilę, muszę znaleźć telefon.

    -Grzeczny chłopiec, – rzekła, głaszcząc mnie po głowie.

    Poczułem się, co najmniej, dziwnie. Z jednej strony świadomość, że w słodki sposób, ale jednak, jestem do czegoś zmuszany, nie była zbyt przyjemna, ale z drugiej cała ta sprawa była tak zakręcona i tak podświadomie podniecająca, że moje ciało instynktownie drżało, kiedy o tym myślałem.

    KONIEC


     








    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ron Himeros
  • Wyspa szczescia – 17.

    Część 17.

    Dawno minęła północ. Aldi siedziała w poprzek tapczanu oparta plecami o ścianę z puszką piwa w ręku i paliła papierosa. Cicho grała muzyka. Pokój tonął w mroku. Okno było szeroko otwarte, podobnie jak w każdym pokoju w budynku. Wysoka temperatura i duchota wszystkim dawała się we znaki. Agata siedziała na swoim tapczanie i popijała chłodną colę. Napoje trzymały w misce. Aldi miała swój „kontakt” w stołówce, skąd wypożyczyła miskę i gdzie codziennie dostawała lód. Dziewczyny milczały zmęczone wrażeniami intensywnego wieczoru. Każda wspominała najgorętsze momenty. 

    Przy wejściu do ośrodka jakichś dwóch podpitych wczasowiczów kłóciło się o kolejność ruchania „zdobytej” blondynki. Dyskusja trwała już dobrych kilka minut i brzmiała jak natrętnie powtarzający się refren marnej piosenki. Akustyka otoczenia stwarzała złudne wrażenie przysłuchiwania się rozmowie z odległości kilku metrów. W końcu Aldi westchnęła zniecierpliwiona. Pokręciła głową, odstawiła piwo, podniosła się, stękając z wysiłku, wystrzeliła peta za okno i gwałtownie wychyliła się, wystawiając biust:

    – Co z was za pojeby! Głupie chuje, zróbcie losowanie i wypierdalać z kupioną blond dupą do pokoju, bo zejdę i wyjebię obydwu w zapite mordy! – wrzasnęła na całe gardło. – Stare męskie kurwy napędzane viagrą! Do rana ma być cicho, bo będziecie zapierdalać po trawniku jak króliki, szukając jaj!

    Gdzieś z otwartego okna piętro wyżej i kilkanaście metrów dalej dało się słyszeć męski śmiech i oklaski. Po chwili pijacy przed wejściem znowu zaczęli dyskusję. Ten sam motyw i pytanie… Aldi odczekała więc jeszcze chwilę, nabrała powietrza i wrzaskliwie dodała:

    – Blondi, sprawdź, czy te zdechłe kutasy zapłacą! Pojeby wyglądają, jakby kościoły okradali! Chcecie chlać, to pod budkę z piwem! Albo truchtem do jeziora! – zamilkła zmęczona, westchnęła i po chwili wycofała się. Stanęła, spojrzała na koleżankę, z ulgą sapnęła i z wyrazem triumfu na twarzy siadła na swoim tapczanie. Pociągnęła spory łyk piwa. Chwyciła paczkę z chipsami. Głośne chrupanie wypełniło pokój. Uspokoiła się.

    Aga kiwała głową. Znała możliwości koleżanki. Uśmiechała się, rozbawiona wybuchem Aldi.

    *

    W końcu zapanowała cisza. Delektowały się nią przez chwilę. Zawsze dobrze im się milczało we dwie. Gdzieś z końca budynku dało się słyszeć głośne oklaski aprobaty wyrażone przez kilka par rąk, poparte donośnym, męskim: „Brawo! Brawo!”. Potem dołączyły się kobiece głosy i znacznie więcej osób wspierających oklaskami protest Aldi. Dzisiaj wszyscy spali przy otwartych oknach. Na razie próbowali zasnąć. Noc była bardzo ciepła i duszna.  

    Obydwaj podchmieleni mężczyźni ucichli dopiero, gdy blondyna energicznie wepchnęła ich do budynku. Przed wejściem próbowali odpowiedzieć Aldi, ale głośne oklaski, buczenie i gwizdy rozjuszonych wczasowiczów skutecznie zagłuszały ich głosy. Jakby wszyscy nagle stanęli w oknach i kibicowali wulgarnej dziewczynie! Ich protesty utonęły w głośnej reakcji wczasowiczów. Zanim przebrzmiały ostatnie oklaski i wiwaty najbardziej zirytowanych, dwaj mężczyźni, popychani przez blondynę, już przekraczali próg pokoju na parterze. Po chwili głośno trzasnęły zamykane drzwi. Odgłos dotarł nawet na piętro.

    – Fajny wieczór, co, Aguś? – zapytała miękko koleżankę.

    – No – uśmiechnęła się bramkarka. – Byłam na długim spacerze.

    – Musisz mnie kiedyś zabrać – rzekła Aldi bez przekonania.

    – Udała się impreza?

    – A skąd wiesz o imprezie?

    Agata uśmiechnęła się, kręcąc głową. Pytanie ją rozbawiło.

    – Aldi, widzimy się codziennie przez okrągły rok. No, prawie. Ponad dwa miesiące w roku mieszkamy ze sobą na zgrupowaniach i na wyjazdowych meczach. Pamiętasz? Kiedyś z nudów liczyłyśmy.

    – Z ciekawości… – zastrzegła Aldi.

    – Nooo! Dlatego z czasem pewne rzeczy dostrzega się, nawet nie patrząc – żartobliwie odpowiedziała Agata. Uśmiechała się życzliwie.

    – A miałabyś ochotę na poprawiny? – zainteresowała się Aldi. Też coś wiedziała o potrzebach Agi, ale nigdy nie poruszyła tematu.

    – A kiedy?

    – A jutro wieczorem.

    – A może tak – Agata uśmiechnęła się, przechylając głowę.

    – A, to załatwione. Powiedzmy: po kolacji, o dwudziestej? 

    – A niech ci będzie! Zgoda!

    – A to dam znać, gdyby coś poszło nie tak – zapewniła Aldona. Nie wiedziała, że wymówiła w złą godzinę.

    – A to będę czekać.

    – A daj już spokój – machnęła ręką.

    – A niech ci będzie!

    – Aga!

    – A widzisz? Wygrałam!

    Zadowolone i odprężone poszły pod prysznic i nagie położyły się spać. Było tak ciepło i duszno. Tyle wspomnień z ostatnich godzin… I to jakich wspomnień! Wyczerpane intensywnymi przeżyciami, raz jeszcze przeżywały najbardziej podniecające chwile wieczoru. Mimo to zasnęły od razu. Wysportowane lepiej znosiły uciążliwą pogodę niż pozostali.

    – Niech inni organizują imprezy – jeszcze zdążyła pomyśleć Aldi. – Najwięcej czasu i sił marnuję na organizację i dbanie o alkohole, zamiast na przyjemności. Wolę ruchać niż szukać świeczek – pogardliwie wydęła wargi. Na słowo „ruchać” dziewczynie skojarzył się „Adam” i ich seks. Zasnęła z uśmiechem na ustach.

    Agata jeszcze pocierała łechtaczkę, wspominając seks z trenerem i tym drugim. Rzadko uczestniczyła w takim seksie, więc po spotkaniu jeszcze wielokrotnie przywoływała i przeżywała najbardziej ekscytujące chwile. I czekała na kolejne. Wszystko dla jej Pana.

    – Ech… – aż zadrżała z podniecenia na myśl o nim. Zasnęła z dłonią w kroczu. 

    *

    – Panie Jakubie, mamy taką prośbę… dziewczyny niepewnie spojrzały na siebie.

    – No, słucham – trener ponaglił dziewczyny.

    – Musimy wyjechać do domu na kilka dni – wyznała Urszula.

    – Co?! Chyba żartujecie! – nerwowo parsknął zirytowany ich życzeniem.

    – Trenerze, ale my naprawdę musimy! – Karolina wsparła koleżankę.

    Jakub zastanawiał się. Potarł bolące kolano.

    – No, nie wiem. Co ja mogę zrobić? Idźcie do „Pierwszego”’. Przecież to on decyduje. Ja zajmuję się statystyką. I prowadzę część treningów – podniesionym palcem wskazującym zaakcentował ostatnie zdanie. 

    – O tak, to zapamiętamy – westchnęła Ulka. Wszystkie uważały, że treningi prowadzone przez Jakuba, szczególnie „ogólnorozwojówka”, są intensywniejsze niż treningi pierwszego trenera. Długo je wspominały. Bez cienia przyjemności.

    – Ale liczyłyśmy, że pan nas wesprze – nieśmiało uśmiechnęła się Karolina.

    – Nie – pokręcił głową. – Jesteście miłe i atrakcyjne, ale w tym przypadku musicie liczyć na siebie.

    *

    – Mówiłam, że gówno da taka rozmowa – rozczarowana Karolina warknęła po wyjściu od Jakuba.

    – Czekaj, coś wymyślimy – Ula marszczyła brwi. Intensywnie o czymś myślała. – W końcu on nie jest takim policjantem jak „Pierwszy” – mruknęła bardziej do siebie niż na użytek koleżanki. 

    – Niby tak, ale widziałaś, ile załatwiłyśmy. Tyle, że… Ho, ho!

    – Zaczekaj! – Ula gestem powstrzymała koleżankę, zastukała do drzwi i nie czekając na zaproszenie, ponownie weszła do pokoju Jakuba.

    Zaskoczona Karolina w milczeniu patrzyła na zamknięte drzwi. Chwilę później uśmiechnięta Ula wyszła z pokoju trenera.

    – No, widzisz? Już jest lepiej – mrugnęła do koleżanki.

    – To znaczy?

    – Przygotuj się na wieczór. I kup alkohol. Zaprosiłam Jakuba do nas.

    – No, dobra, ale co to da?

    – Spoko, są różne sposoby zmiękczania opornego materiału – kolejny uśmiech. – Materiałoznawstwo się kłania…

    *

    Jakub zjawił się punktualnie. Ubrany w klapki, sportowe spodenki w klubowych barwach i koszulkę polo. Wszedł i stanął zaskoczony.

    – Witamy, witamy tak zacnego gościa i zapraszamy w nasze skromne progi – dziewczyny kłaniały się przesadnie nisko jak japońskie gejsze.

    Nie był zaskoczony ich powitaniem, ale wyglądem: spódniczki, szpilki, odważnie rozpięte bluzki, delikatny makijaż. Świetnie wyglądały, ale nie spodziewał się, że tak przywitają go wieczorem.

    Dziewczyny dobrze przygotowały się, aby zachęcić trenera do zmiany decyzji. Lekko umalowały się. Karolina założyła bluzkę i rozpięła więcej guzików niż to było konieczne. Ula w ogóle zrezygnowała ze stanika. Spódniczki podciągnęły nieco wyżej niż zwykle. Obie założyły sandałki na szpilkach. Usiadły w taki sposób, aby trener bez trudu dostrzegł i docenił ich walory.

    *

    – Prosimy, niech trener siądzie sobie w fotelu – mają tylko jeden, ale wygodny, więc to gest wobec gościa. Zapewne nie docenił go.

    – Chyba, że trener woli u mnie na kolanach – żartuje Ulka.

    Jakub przygląda się im nieco zdezorientowany. Obie wybuchają śmiechem. Uśmiecha się, jakby aprobował żart i siada w fotelu.

    – Trener napije się czegoś?

    – A co macie?

    – Niespodziankę! – powiedziały jednocześnie i uśmiechnęły się porozumiewawczo.

    – Trudno, zaryzykuję – odpowiedział uśmiechem.

    Poczęstowały go wcześniej przygotowanym drinkiem. Teraz tylko dodały lodu i gazowanej wody.

    Powąchał podany drink. Nic nie wyczuł. Pociągnął łyczek.

    – O, kur… Och! – krztusił się. – Dziewczyny! Co to jest?! – zapytał, kiedy złapał oddech. W oczach miał łzy.

    – E, taki tam drink. Podrasowany spirytusem. Trenerze, po prostu nie jest pan przyzwyczajony…

    – Dziewczyny, co wy pijecie?!

    – To? To jest „Kosa” – spokojnie wyjaśniła Karolina.

    – Co?! – Jakub wykrztusił pytanie. Jeszcze nie doszedł do siebie.

    – No, „Kosa”. Kosi wszystkich, których trafi…

    Chłopak pokiwał głową. Ostrożnie spróbował mały łyczek.

    – No, niezły. Fakt. Ale mogłyście uprzedzić! – zwrócił się do nich z wyrzutem. Chyba zaszkliły mu się oczy.

    Rozmawiali. Dziewczyny pytały, trener chętnie odpowiadał. Dziewczyny udawały zainteresowanie, zadając pytania i jeszcze chętniej dolewały mu. Był już nieźle wstawiony. Siedziały na krzesłach naprzeciwko niego. Bardzo blisko.

    – Trenerze, mamy taką prośbę – Karolina położyła dłoń na jego kolanie i od pewnego czasu delikatnie pocierała je. Alkohol stępił reakcje „Drugiego”, więc nie reagował na specyficzny masaż. On jego, jego organizm był bardziej wrażliwy. Dziewczyny widziały, że chłopak podniecił się. On sam jeszcze tego nie dostrzegł. Ale przesadnie machał szklanką w rytm muzyki odtwarzanej z iPada. 

    *

    – No, dobra! Wypad! Ja go załatwię – Ulka ma 19 lat, ciemnoblond włosy przystrzyżone „na jeża”, jest równie silna jak Karolina, ale trzy lata od niej młodsza. I jeden z tatuaży ma na szyi. Na wszystkich robi wrażenie.

    Karolina, zielonooka szatynka nie zamierzała spierać się. To Ula wpadła na pomysł z trenerem, więc nie chciała teraz dyskutować.

    – Jak chcesz… – mówi powoli.

    – Weź klucz – pogania ja Ula. – Wyjdź i pilnuj drzwi. Wpadnij za jakieś dwadzieścia minut. Tylko cicho! Nie zapomnij o komórce!

    Kiedy Kamila wychodziła z pokoju, Ula masowała nogę trenera, nachylając się nad nim. Coś mówiła mu do ucha. Pozbawiona stanika pierś, wychylająca się z dekoltu, muskała jego policzek. Mężczyzna miał przymknięte oczy i mruczał odtwarzany utwór.

    *

    Po dwudziestu minutach wróciła i cicho otworzyła drzwi. Nadal panował w nim półmrok i rytmiczna muzyka. Zamknęła drzwi, przekręciła klucz. Kiedy odwróciła się i oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zatrzymała się i bezgłośnie otworzyła usta ze zdziwienia.

    Trener nadal siedział, raczej półleżał w fotelu ze spodenkami i slipkami zsuniętymi poniżej kolan. Przodem do niego siedziała Ula. Była naga! Tylko na nogach miała jeszcze sandałki. Ujeżdżała trenera! Kamila nie przyglądała się szczegółom, ale domyślała się, że trener jest nieźle wyposażony, bo Ula skakała tak dynamicznie!

    – No! Na co się gapisz? – wystękała Ula, patrząc na koleżankę. – Rób zdjęcia!

    Kamila drżącymi dłońmi ustawiła aparat i zaczęła wykonywać zdjęcia. W końcu Ula zeszła z penisa, uklękła na jedno kolano, chwyciła penisa w dłoń i zaczęła go masować. Trener zamruczał z zadowoleniem i rozrzucił ręce. Karolina zrobiła kolejną fotkę. Ula wzięła penisa w usta. Kolejne zdjęcie. Skręciła głowę w kierunku aparatu. Znowu pstryknięcie. Podniosła się i nachyliła nad penisem. Piersi muskały kolana trenera. Karolina usiadła na podłodze, odchyliła się. Ula wzięła penisa w usta. Głęboko. Kiedy koleżanka miała ich oboje w kadrze, pstryknęła fotkę.

    – Zaczekaj! – powstrzymała Ulę. – Zrobię jeszcze jedną!

    Ula bez oporu raz jeszcze wzięła penisa w usta i patrzyła w aparat. Błysnęła lampa. Teraz ona zdecydowała:

    – Włącz lampkę i później stopniowo przekręcaj na nas.

    *

    Karolina kiwnęła głową. Wszystko już omówiły. Przełączyła na nagrywanie filmu. Najpierw sfilmowała aktorkę, potem aktora tego pokazu. Aktorka świetnie wyglądała w sandałkach na szpilce. Długa noga z tatuażem, smukłe udo, kolejny tatuaż, szczupłe ciało. Podeszła i znowu usiadła na twardego penisa. Po chwili ujeżdżała go rytmicznie. Trener objął dziewczynę i uciskał jej biodra. Karolina ostrożnie ustawiła aparat na stoliku. Spółkująca para spojrzała w jej kierunku.

    – No, chodź! – zachęciła ją szeptem Ula. Wydawała się znacznie bardziej śmiała i doświadczona od starszej koleżanki, która chyba nadal wydawała się speszona sytuacją.

    – No, chodź! – ta sama zachęta płynąca z ust trenera była bardziej rozwlekła i niezbyt wyraźna. Ale można było zrozumieć jej sens poparty energicznym gestem.

    – A ty co? Masz dwa kutasy? – śmiała się Ula. Mówiła głośno i wyraźnie.

    – Nieee… A… ale zrobisz jej miejsce, cooo? – trener miał sporą potencję i chciał ją wykorzystać. Długo wytrzymywał w ich obecności, nie poklepywał ani tym bardziej nie obmacywał zawodniczek. Jednak dzisiaj uroda dziewczyn, ich zachowanie i alkohol po raz pierwszy złamały jego opór. Ruchał jedną. Miał ochotę na kolejną. Wypił sporo alkoholu, ale jego nie obowiązywały takie rygory jak zawodniczki.

    – Karolcia! No! To chodź, skoro chce! Też masz ochotę, co? – spojrzała pytająco na koleżankę.

    Szatynka nieznacznie kiwnęła głową w bok, uniosła brwi. Różnie można było to zinterpretować. I takie było nastawienie dziewczyny. Chciała, ale też bała się. Drugi trener nie był w jej typie. Na imprezie u Aldi też nie była zbyt aktywna. W zasadzie tam rządziły dziewczyny i było anonimowo, bo ciemno, a tutaj… Ani to typowe dla swingersów, ani to zbyt normalne, skoro facet podpity. I jeszcze to nagrywanie.

    – Już idę – westchnęła szeptem. Znowu nieco zmieniła ustawienie lampki.

    *

    Spółkująca parka z zaciekawieniem patrzyła na rozbierającą się dziewczynę. Ula była biseksualna, a trener po raz pierwszy mógł zobaczyć nago kolejną zawodniczkę. Nigdy nie pchał się do masażysty albo lekarza, żeby pooglądać dziewczyny. Ta delikatna i czasami dwuznaczna misja, w zależności od miejsca usytuowania kontuzji, przypadała w udziale pierwszemu trenerowi. 

    Zdjęła spódniczkę i odłożyła na tapczan. Nie zdjęła szpilek, ale również nie zdjęła bluzki i stanika. Patrzyła na nagą Ulę ciągle energicznie podskakującej na członku trenera. Momentami pod udami koleżanki migał jego wilgotny penis.

    – Jest duży. Zaraz będzie we mnie – pomyślała.

    Była zabezpieczona, więc nie bała się wpadki. Obficie nawilżyła palce i roztarła ślinę na wejściu do pochwy, trochę wepchnęła do środka. Ku własnemu zdziwieniu poczuła, że jest mokra. Nie lało się z niej, ale nie była całkowicie obojętna na widok spółkującej pary. Powoli podchodziła do nich.

    – A może robienie zdjęć tak mnie podnieciło? – pomyślała i… odprężyła się. Zaskoczyła ją taka reakcja. Jeszcze spróbowała: – Za chwilę będę na filmie! – nagłe uświadomienie nagrywania seksu nieoczekiwanie podnieciło ją. Delikatnie potarła łechtaczkę. – Jestem ekshibicjonistką?

    Już nie zdążyła odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo Ula złapała ją za rękę, schodząc z penisa.

    *

    – Co jest? – Jakub był zaskoczony.

    – Zmiana – wyjaśniła Ula.

    – Suuuuper – szepnął zadowolony trener. Wyciągnął ręce i przebierając palcami, zachęcał Karolinę do szybkiej zmiany.

    Ula przyciągnęła i ustawiła koleżankę:

    – Siadaj! Nie musisz mu obciągać! – szepnęła do ucha Karoliny.

    Chwyciła ją za biodra i przesunęła w kierunku trenera. Dziewczyna niepewnie chwyciła penisa i stając na palcach, wsunęła go do pochwy. Ula, stojąc z tyłu, przytrzymała koleżankę za biodra i pociągnęła w dół.

    – Oooch! – wyrwało się Karolinie. Zaskoczyło ją tak dynamiczne wsparcie Ulki, ale poczuła też przyjemność płynącą ze stosunku. Rozkoszując się tym uczuciem, odrzuciła głowę do tyłu i oparła dłonie na ramionach trenera.

    – Potrzebowałaś tego, co? – roześmiał się trener. Chyba pod wpływem wysiłku trochę trzeźwiał. Teraz nie miało to już znaczenia.

    Karolina nieznacznie pokiwała głową. Przymknęła oczy. Obejmowała kark Jakuba, powoli unosiła się i opadała na jego członku. Czuła jego wilgoć, a każde otarcie o ściankę pochwy wywoływało taki dreszcz…! Piersi ocierały się o jego ciało. Oczyma wyobraźni podziwiała grubość penisa. Podniecał ją.

    – Och! – aż ją wyprostowało. Właśnie twardy i gruby członek uderzył w dno pochwy. Dochodziła wolno, ale rozkosz rozpływała się tak cudownie.

    Trener ciągnął ją za piersi, żeby nie spadła z niego. Prawie omdlała Karolina w ogóle nie czuła bólu. Ucisk sprawił jej taką przyjemność. Leżała na trenerze i postękiwała. Nie słyszała jego śmiechu. Zaskoczona Ulka z rozbawieniem przyglądała się koleżance.

    – Ależ ty pościłaś!

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sekret cz2

    Minęły dwa lata odkąd poznałem, pokochałem i pobrałem się z Claire. Już gdy pierwszy raz ją ujrzałem wiedziałem, że coś nas łączy. Krótka rozmowa, zabawa, kolacja, następnie kolejne zaproszenie na randkę, pocałunki, kino, hotel, alkohol, seks…

    Chwile spędzone z nią były najlepszymi w moim życiu. Po rozstaniu z Drew, gdy ta zdradziła mnie z Felixem i wyjechała na Florydę, nie potrafiłem odnaleźć się. Pogrążyłem się w papierach, dokumentach, mnożyłem majątek, ale tak naprawdę mało co z niego korzystałem. Claire odmieniła to wszystko. Przy niej znów ożyłem i chciałem czegoś więcej.

    Kilka tygodni, a ja stałem z nią w urzędzie i brałem ślub wcześniej spisując intercyzę. Tego samego dnia pojechałem z nią do Phoenix, aby móc zabrać ją z powrotem do Chicago, gdzie miała zamieszkać w moim domu wraz ze swoją córką.

    Selena. Jej córka miała czternaście lat, choć ja widziałem tylko zdjęcie na którym miała może z dziesięć. Podobna do matki, ale z tego co się dowiedziałem, bardziej odpowiedzialna, pilnie się uczyła i najprawdopodobniej można było się spodziewać, według Claire, że będzie mieć pełniejsze od niej kształty. Ja jej jednak nie widziałem wcześniej niż w dniu w którym poślubiłem jej mamę.

    Pamiętam jak wszedłem do niedużego domu, który zajmowały i ujrzałem ją. Stała i witała się z matką, która informowała ją o zaistniałej sytuacji. Poczułem falę gorąca, żaru, kiedy popatrzyła na mnie i ujrzałem ją w całej okazałości. Miała długie, brązowe włosy i czekoladowe oczy, zgrabna figura oraz pomału zaokrąglające się kształty. Wyglądała ślicznie jak na swój wiek, a ja czułem się dumny, że miałem mieć taką ‘córkę’, a raczej pasierbicę.

    Przełknąłem ślinę, przywitałem się z nią, a ona z chęcią uściskała mnie. Poczułem od niej wspaniały aromat truskawek, frezji i czekolady. Uśmiechnąłem się wiedząc, że przyjęła mnie tak dobrze, cóż, podobno przyzwyczaiła się już do szybkiego tempa życia swojej matki.

    Minął rok, potem drugi.

    Życie z Claire było szczęśliwe, nie miałem na co narzekać. Cieszyłem się z każdej chwili z nią, ale pomału oddalaliśmy się. Nie wiem co sprawiło to, ale staliśmy się dla siebie bardziej przyjaciółmi niż mężem i żoną. Namiętność wyparowała, zastąpił ją tylko czysty seks dla samego zaspokojenia. Życie po prostu stało się strasznie monotonne.

    Ona całe dnie spędzała poza domem, chodziła do spa, kosmetyczki, robiła wszelakie kursy i ciągle chciała podróżować, ja pomału nie nadążałem za nią, wolałem spokój domowego zacisza niż ciągłą zabawę.

    Oddalaliśmy się od siebie.

    Sel, to znaczy Selena, bo tak wolała byśmy do niej mówili, zmieniała się z każdym dniem. Wyrósł z niej łabędź. Piękna, młoda, niewysoka, zgrabna z bujnym biustem i krągłymi biodrami. Czułem się okropnie, gdy patrzyłem na nią z okna gabinetu, jak ona w skąpym bikini pływała w naszym basenie, jak później chodziła w nim i kręciła swoim tyłeczkiem. W jednej chwili pragnąłem być przy niej, objąć, dotknąć…

    Wstydziłem się tego… Czułem się jak perwers, zboczeniec, kiedy twardniałem od natłoku myśli o niej. Miała teraz szesnaście lat, była moją pasierbicą, prawie córką, jej matka wciąż była moją żoną, a ja miałem swoje trzydzieści pięć lat i mogłem być jej ojcem. Wstydziłem się tego, wstydziłem swoich myśli i czynów, ale pragnąłem też jej. Musiałem jednak trzeźwo myśleć, nie mogłem z nią być…

    Tego dnia przyszła poczta. Jak zwykle otrzymałem kilka rachunków i faktur, a przy okazji na moim biurku znalazła się też ta przeklęta paczka Seleny.

    Nie wiedziałem co też mogła zamówić, ale jak się później okazało to było moją zgubą.

    Chciałem jej to tylko zanieść, zostawić na szafce i wyjść. Przecież w tym nie mogło być nic złego. Poza tym miałem cichą nadzieję, że nie będzie jej w pokoju lub też pochłonięta będzie nauką. Nie mogłem znieść myśli, że znów spojrzałbym na to słodkie ciałko skryte pod cienkim ubraniem.

    „Pamiętaj! Ona jest twoją pasierbicą! Prawie córką!” mówiłem do siebie samego.

    Z oporami wstałem potrząsając opakowaniem, ale nic nie zdołałem dosłyszeć. Ciekawiło mnie co też się w tym znajdowało, ale musiałem dać sobie na wstrzymanie i po prostu jej to zanieść. Szybkim krokiem udałem się do jej części domu. Na szczęście o poranku nie musiałem się stykać z półnagą rozespaną Seleną, a ona ze mną w pełnym, porannym wzwodzie.

    Całe wnętrze pogrążone było w ciszy. Claire znów nie było w domu i o ile się nie myliłem miała wrócić dopiero wieczorem, aby spakować się, przespać, a następnie ruszyć jutro do spa wraz z kilkoma znajomymi. Miałem przy okazji na małą zabawę przed jej wyjazdem, w końcu miało jej nie być kilka dni.

    Skierowałem się po schodach na jej półpiętro, gdzie miała sypialnię, łazienkę i pokój do nauki.

    „Dziwne! Cisza?!” – pomyślałem,

    Normalnie zawsze słychać było tu głośną, rockową muzykę lub odgłosy jej przyjaciółek. Najwyraźniej nikogo tym razem nie zaprosiła. Może nawet sama wyszła do znajomych.

    Skierowałem się do jej sypialni. Chciałem tylko odłożyć to na półce i wrócić do pracy. Miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia tego dnia i musiałem wykonać kilka telefonów, aby później móc cieszyć się wieczorem z Claire.

    Drzwi były uchylone, a do mnie zaczął dochodzić dziwny odgłos, jakby sapanie i ciche pojękiwania. Przełknąłem ślinę i choć miałem pewne obawy, spojrzałem.

    Zamarłem.

    Przed sobą miałem idealny widok na jej łóżko. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ona na nim była… była naga. Lekko pchnąłem drzwi i po prostu wpatrywałem się w widok przed sobą.

    Nie wiedziała, że tam stałem. Leżała, a raczej klęczała nago odwrócona swoim cudnym tyłeczkiem w moją stroną. Wypinała się w moją stronę, kiedy jej palce sunęły pomiędzy jej nogami, gładziły ten mały skarb, który chciałem posiąść.

    Dostrzegłem, że w coś się wpatruje, ale byłem bardziej zafascynowany jej słodkimi paluszkami niż tym przez co robi to co robi.

    Sapnąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, ze wsuwa w siebie swoje małe paluszki, chciałem je zastąpić, ale powstrzymywałem się. Stałem urzeczony jej widokiem i napawałem się tym.

    Ona jednak w tej samej chwili zatrzymała się, obróciła głowę. Poluźniłem krawat, bo nie wiedziałem, jak zareaguję. Czułem się skrępowany tą sytuacją, Selena w końcu była moją pasierbicą.

    Dopiero po chwili jęknąłem zdając sobie sprawę, jak twardy jestem: – Seleno…

    Zadrżała na brzmienie swego imienia, a ja czułem się jeszcze bardziej podniecony. Nie miałem ochoty opuszczać tego miejsca.

    Bałem się tego co powie, że zacznie wrzeszczeć, krzyczeć i wyzywać od zboczeńców. Bałem się, że powie o wszystkim swojej matce…

    Selena zrobiła jednak coś niespodziewanego dla mnie. Obróciła się na plecy i rozszerzyła uda. Moim oczom ukazała się lśniąca od jej soków cipka, którą masowała swoimi paluszkami. Przełknąłem ślinę czując, że moja erekcja chce wyjść na wolność i zanurzyć się w niej. Wolną ręką potarła swoje piersi, które wciąż ukrywał cienki materiał koszulki. Dostrzegałem twarde sutki, które szturchałam palcami.

    Nagle uniosła swoje palce z cipki do ust. Widziałem jej soki okalające je, a ona po prostu zassała i posmakowała samej siebie. Wpatrywała się we mnie, a chyba bardziej temu co miałem w spodniach. Mimowolnie potarłem się, a ona uśmiechnęła z zadowolenia.

    – Seleno… – sapnąłem, jak jej ręka ponownie znalazła się na jej słodkiej cipce.

    – Hmm… – wymruczała, równocześnie wsunęła w siebie palec.

    Chciałem podejść do niej. Pochylić się i polizać tą gładziutką cipkę. Wyglądała tak smakowicie.

    Ściągnęła z siebie koszulkę ukazując dwie śliczne półkule. Miała idealne piersi, sporej wielkości, okrągłe, jędrne, zakończone ciemnymi, twardymi wypustkami. Aż chciało się nimi bawić, pociągnąć, poszczypać, pogryź…. Miałem coraz większą ochotę zabawić się z śliczną dziewczyną, ale wciąż wiedziałem, że jest moją pasierbicą.

    Coś w jej oczach błysnęło…

    Wstała i skierowała się w moją stronę. Chciałem się cofnąć, ale tego nie zrobiłem, a ona opadła przede mną na kolana i zaczęła rozpinać spodnie. Próbowałem ją zatrzymać, lecz ona nie reagowała na to… zrobiła to co chciała uwalniając moją twardą erekcję.

    Oblizała wargi, a dłonią przesunęła po całej długości. Po chwili jej język już oblizywał główkę i nie mogłem się powstrzymać.. jęknąłem. Ona szła dalej. Wzięła go w słodkie usteczka, objęła go i zassała.

    Sapałem i jęczałem pod wpływem tego uczucia.., Złapała mnie za uda biorąc jeszcze głębiej, a ja rozkoszowałem się tym uczuciem…

    Nagle zatrzymała się, zakrztusiła… Ta jedna chwila uświadomiła mi co tak naprawdę się teraz stało, co zrobiłem. Ogarnął mnie strach, przerażenie, niedowierzanie…

    Zbliżyła swoją głowę do mojej erekcji, ale ja wiedziałem, że muszę ją zatrzymać. Odepchnąłem ją, a w jej oczach ostrzegłem ból.

    – Nie… nie… nie możemy… – wyjąkałem zapinając szybko spodnie.

    Chciała mnie powstrzymać, z niechęcią nie uległem jej…

    – Nie, Selena! – powiedziałem i opuściłem pokój.

    Wciąż byłem rozgrzany, twardy i napalony, ale wiedziałem też, że nie mogłem tego dłużej ciągnąć.

    Miałem nogi jak z waty, kiedy dotarłem do swojego biura. Zamknąłem drzwi na klucz i opadłem na fotel. Twarda erekcja pulsowała mi w spodniach, więc rozpiąłem je uwalniając ją.

    Pocierałem ja myśląc o tym co przed chwilą się stało.

    Przed oczami wciąż miałem Selenę, jej nagie ciało rozciągnięte na pościeli i narażone na moje spojrzenie. Wyglądała tak cudownie, wprost do schrupania. Chciałem jej wtedy i nadal pragnąłem.

    Teraz mogłem sobie tylko wyobrażać ją, klęcząca tak jak wtedy i ssącą mojego penisa, biorącą go głęboko i z zapałem. Chciałem spuszczać się w jej gardło i widzieć jak połyka wszystko, co jej daję. Przed oczami miałem też siebie, klęczącego pomiędzy jej rozchylonymi udami i liżącego śliczną, zadbaną cipeczkę. Chciałem wsuwać język pomiędzy wargi, wsuwać paluszek w jej ciasne wnętrze. Pragnąłem jej posmakować.

    Gdy tylko bym ją zaspokoił, wylizał każdy fragment skóry, wziąłbym ją i posiadł. Ujeżdżał i brał to co chciał, a ona by tylko jęczała z zachwytu i krzyczała moje imię. Dałbym nam obojgu rozkosz, zabawę.

    – Kurwa… – warknąłem biorąc chustkę z biurka i spuszczając się w nią.

    Byłem chory… naprawdę chory.

    Miałem wspaniałą żonę, która chętnie zaspokajała mnie w łóżku, a ja chciałem teraz także jej córki. Pragnąłem swojej pasierbicy i to było chore. Była niepełnoletnia, piękna i miała też w sobie to coś…

    Zapiąłem spodnie i spróbowałem skupić się na papierach, ale to i tak nic nie dawało. Wciąż wyobrażałem sobie ją.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…

    Witam wszystkich.
    Mam na imię Marta i chciałam się z Wami podzielić moją historia. Czy historią? Nie, to nadal trwa.
    Choć pewnie wielu uzna to za bajkę, to ich problem, kwestia podejścia, ale nie o tym tu chciałam.
    Moja historia trwa od mniej więcej od 17 lat, choć dopiero od dwóch dzieją się “konkrety”.
    Mam 32lata, jestem szczęśliwą matką i żoną. Mieszkam razem z rodziną i młodszym bratem w dużym domu na wsi odziedziczonym po dziadkach.
    Chociaż mieszkam z rodziną to trochę za dużo powiedziane. Mąż pracuje na platformach wiertniczych w okolicach Norwegii, i w domu jest co trzy miesiące na kilkanaście dni.
    Ale zgodziłam się na to więc nie mam prawa narzekać, zwłaszcza że pieniądze które tam zarabia wystarczają na moje wszystkie zachcianki 🙂
    Ok, wracam do tematu.
    Warunkiem odziedziczenia tak dużego domu było to iż będę w nim mieszkała z bratem. Póki co jest kawalerem, jest zaręczony, ale przyszła bratowa nie mieszka jeszcze z nami.
    Marcin ma 30lat. Dobrą pracę, jest ustatkowany i “normalny”.
    Tak jak na wstępie wspomniałam moja historia zaczęła się jakieś 17 lat temu. Ja miałam 15, Marcin 13lat. Mimo iż urodziliśmy i wychowaliśmy się w mieście, każdą wolną chwilę, weekendy czy wakacje spędzaliśmy u dziadków na wsi. Tam mieliśmy wielu przyjaciół, znajomych, las, jezioro.
    Jak co roku wakacje u dziadków. Zawsze mieliśmy świetny kontakt z bratem. Wiele rzeczy robiliśmy razem, mieliśmy wiele wspólnych tematów. Również mniej więcej w tym samym czasie zaczęliśmy interesować się płcią przeciwną i wszystkim co jest z tym związane. Tak naprawdę zaczęło się od oglądania ze znajomymi filmu “Lody na patyku”. Potem jakieś wyciągnięte przez chłopaków gazetki z gołymi babkami i oczywiście jak to w tym wieku śmiech i docinanie sobie wzajemnie.
    Nadszedł wieczór. U dziadków mieszkaliśmy z bratem w jednym pokoju. Po kolacji i kąpaniu leżeliśmy razem w łóżkach i jak to codziennie bywało zanim zasnęliśmy wspominaliśmy miniony dzień i robiliśmy plany na następny.
    Jednak nie tym razem. Nasza rozmowa kręciła się cały czas wokół obejrzanego filmu i gazet porno. Zaczęliśmy z bratem wymieniać się opiniami i spostrzeżeniami. Do dzisiaj pamiętam że nie wiem dlaczego, ale zaczęłam dociekać jak wygląda, pachnie i smakuje męski penis. Oczywiście brat również ciągnął temat w drugą stronę. Jako że zawsze świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy wiele wspólnych tajemnic i ufaliśmy sobie, postanowiliśmy tej nocy zaspokoić swoją ciekawość. Oczywiście nie obyło się bez sakramentalnego “przyrzekam” że zostaje to między nami.
    Jako że nie mogliśmy wyłonić które z nas pierwsze się rozbierze, postanowiliśmy robić to jednocześnie. Marcin włączył nocną lampkę i stanęliśmy przed sobą.
    Do dzisiaj pamiętam to uczucie kiedy pierwszy raz przed chłopakiem ściągałam z siebie koszulkę. Nie było w tym jakiegoś romantyzmu, ale kiedy on ściągał z siebie spodenki a ja majtki, poczułam pierwszy raz w życiu dziwne mrowienie i ciepło między nogami. Mimo chłodnej nocy, otwartego okna i półmroku w pokoju, zauważyłam że jego penis robi się coraz większy. Zresztą moje nierozwinięte i małe piersi również robiły się bardzo twarde.
    -No siostra, teraz już wiemy jak to wszystko wygląda na żywo, co robimy z tym dalej?
    -No mieliśmy jeszcze sprawdzić nasze części ciała jakie są w dotyku, tylko kto zaczyna?
    Znów postanowiliśmy zrobić to jednocześnie. Usiedliśmy na łóżku naprzeciw siebie po turecku, tak że oboje widzieliśmy swoje intymne miejsca jak na dłoni. Marcin położył dłoń na moim łonie, a ja chwyciłam w dłoń jego penisa. Czułam jak robię się mokra, pierwszy raz w życiu, zwłaszcza że czułam jak jego penis rośnie mi w dłoniach. To było fantastyczne uczucie.
    -Wiemy już jak wyglądamy na żywo, wiemy jakie w dotyku są nasze części ciała, zostaje smak – powiedziałam
    -No ale co chcesz sprawdzić? Jak? Lizać?
    -No tak jak to było w filmie i w gazetach, już nie pamiętasz jaki wtedy mądry byłeś jak oglądaliśmy?
    -No ok, ale teraz Ty zaczynasz – powiedział Marcin.
    Roześmiałam się siedząc przed nim, rzuciłam mu “cwaniak” i popchnęłam go tak że upadł na plecy leżąc obok mnie.
    Nachyliłam się nad jego przyrodzeniem, znów wzięłam w dłoń (chociaż już był dużo mniejszy niż przed chwilą) i pocałowałam w główkę. Raz, drugi, trzeci. Polizałam po czubku a potem wzdłuż prącia. Zaczął sztywnieć. Nie wiem dlaczego (może to instynkt kobiecy 🙂 ) ale wzięłam jego główkę w usta. Przecież wszyscy mówili o ciągnięciu i ssaniu. Wzięłam kilka razy główkę w usta (dopiero po kilku latach zdałam sobie sprawę że pierwszy raz wtedy obciągałam).
    Zrobiłam kilka ruchów i odpuściłam, nie zdając sobie sprawy z tego jak blisko było jego wytrysku…
    -No braciszku, Twoja kolej.
    Położyłam się na plecach i rozłożyłam przed nim nogi. Nachylił się i pocałował mnie w cipkę. Czułam się dziwnie. Czułam że robię się mokra mimo iż całował jak mamę w policzek.
    -Miało być językiem – wyjąkałam
    I wtedy przesunął językiem po moich wargach i wzdłuż szparki. Czułam się tak mokra jakbym popuściła, ale to było inne uczucie….
    I na tym się zakończyło. Oczywiście zostało to na zawsze nasza tajemnica. Tak skrytą, że sami do tego nigdy nie wracaliśmy.
    Wydorośleliśmy oboje. Życie tak nam się potoczyło że zamieszkaliśmy znów u dziadków w domu. Pobrałam się, zaszłam w ciążę, i wtedy okazało się że brat mieszkający w tym samym domu jest dosłownie aniołem. Tak jak wspominałam na wstępie mąż pracuje w delegacji, niestety nawet kiedy byłam w ciąży. Brat pomagał mi w wielu czynnościach takich jak sprzątanie, zakupy, czy wyjazdy po męża na prom.
    Doszło do tego że poprzez moją skromną posturę problemy zaczęły stwarzać mi podstawowe czynności w domu.
    I tak pewnego razu musiałam poprosić brata o pomoc w napełnieniu wanny wodą i ściągnięciu sukienki.
    Byłam wtedy w ósmym miesiącu ciąży.
    Nalał mi wody do wanny i pomógł rozpiąć sukienkę.
    -Możesz już wyjść, już się dalej sama rozbiorę, dziękuję
    -Gdybyś czegoś potrzebowała to wołaj, będę w kuchni
    Nie wiem czy naprawdę potrzebowałam pomocy, czy to działały hormony (ale w ciąży miałam straszną ochotę na jakikolwiek sex) ale zawołałam….
    -Marcin!!!!, chodź szybko!!!
    Brat zjawił się w ciągu kilku sekund
    -Co się stało?
    -Pomóż mi rozpiąć stanik i wejść do wanny
    Odwróciłam się do niego plecami i podwiązałam włosy. Rozpiął mi stanik i zapytał:
    -Jak mam Ci pomóc wejść do wanny skoro jeszcze masz majtki na sobie?
    -A jak pomożesz mi je ściągnąć to będzie jakiś problem?
    -Wiesz, kiedyś nie przeszkadzało Ci leżeć bez majtek przedemną……
    Trochę mnie tym zaskoczył. Nie spodziewałam się że po tylu latach będzie pamiętał tę noc.
    I co tu odpowiedzieć?
    To był odruch, chyba nawet nie kontrolowałam tego.
    Odwróciłam się do niego przodem, opuściłam ręce. Patrzył przez chwilę na moje wielkie piersi z jeszcze większymi ciemnymi i nabrzmiałymi sutkami.
    -Jeśli znów jesteś taki cwany jak kilkanaście lat temu to rozbierz mnie do końca…
    I co zrobił?
    Nie wiem czy pisać dalej. Czy kogoś to zainteresuje co było dalej.
    Napiszcie coś w komentarzach.
    Teraz jeszcze mała zabawa paluszkami i idę spać.
    Dobranoc 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…cz 2

    Na czym zakończyłam?
    Stałam w łazience, obok wanny przed Marcinem jedynie w samych majtkach. Stał i patrzył. Na zmianę na moje wielkie piersi i jeszcze większy brzuch. Nie wiem jak to działa na facetów, ale mi mój widok w lustrze nie podobał się. Fakt, piersi mogły by takie zostać (choć wiedziałam że po porodzie będą mniejsze i bardziej oklapłe 🙁 ), ale nie rozumiem jak mogła tak na niego działać starsza siostra w ósmym miesiącu ciąży. A mój widok musiał na niego podziałać podniecająco bo nie dało się nie zauważyć rosnącego “namiotu” w jego bokserkach.
    -To jak? Pomożesz mi z tymi majtkami i wejściem do wanny czy będziesz tak stał i się gapił?
    Ukląkł przede mną i bardzo delikatnie i powoli zaczął zsuwać majtki z moich bioder. Poczułam mrowienie i ciepło między nogami. Jakoś tak odruchowo złapałam go za głowę i niby żeby się przytrzymać delikatnie pociągnęłam jego głowę w moją stronę. Zsunął mi majtki do połowy ud i na chwilę się zatrzymał. Tak, mimo ósmego miesiąca ciąży dbałam o swoje ciało i również moje intymne miejsca. Jego oczom ukazała się gładziutko wygolona, różowa cipka. Myślę że bardziej spodziewał się buszu w tym miejscu 🙂
    Zsunął mi majtki do kostek, lekko uniosłam jedną nogę żeby łatwiej mu poszło, wtedy zobaczył dokładniej moją myszkę. Kiedy już się uporał z moimi majtkami wstał.
    -Pomóc Ci wejść do wanny czy dasz sobie rade? – zapytał dziwnym drżącym głosem
    -Dziękuję, już i tak dużo mi pomogłeś, ale jeśli masz ochotę to możesz jeszcze pomóc mi wejść, a potem umyć plecy, pomasować stopy, przynieść herbaty, potem pościelić łóżko i przygotować kolację.
    -Marta, wiesz że jeśli trzeba to zawsze Ci pomogę, ale nie przeginaj – powiedział i mrugnął okiem.
    -Żartowałam, pomóż mi z czym możesz i na co masz ochotę – ciągnęłam temat również mrugając do niego okiem.
    Podał mi rękę i pomógł wejść do wanny po czym wziął gąbkę, nałożył żelu i zaczął myć plecy. Plecy, ramiona, szyję. Zrobiło mi się tak przyjemnie że oparłam się plecami o brzeg wanny i nie myślałam że teraz nie ma dostępu do moich pleców. Oparłam się a jego oczom znów ukazały się moje piersi z wielkimi sterczącymi sutkami.
    Nie liczyłam na to choć podświadomie chciałam aby to zrobił. Zaczął myć mi szyję schodząc miękką gąbką coraz niżej. Kiedy dotarł do piersi delikatnie masował je gąbką wokoło a kiedy muskał moje sutki odruchowo zaciskałam uda i delikatnie otwierałam usta coraz głośniej oddychając. Czy to zauważył? Na pewno.
    -Resztę ciała musisz umyć sobie sama, ja jeszcze tylko zrobię Ci masaż i wystarczy Ci przyjemność.
    -Żebyś się nie zdziwił – pomyślałam
    Usiadł na brzegu wanny podciągnął mi nogi do góry i oparł stopy o wannę.
    Zaczął masować łydki, delikatnie i powoli. Zamknęłam oczy, wzięłam w rękę gąbkę i powoli myłam swoje piersi i brzuch.
    Masował na zmianę łydki i stopy. Nie wiedziałam że masaż stóp może być tak relaksujący a zarazem podniecający. Moja ręka z gąbką odruchowo powędrowała w okolice mojego krocza a mój oddech robił się znów coraz głośniejszy.
    Skubaniec wyłapał to i po chwili czułam jak jego dłoń wędruje coraz wyżej po mojej łydce, wewnętrznej stronie ud i coraz wyżej. Zatrzymała się naprawdę blisko i znów na dół. Zrobił tak dwa, może trzy razy. Miałam już dość tych igraszek. Kiedy znów podszedł tak wysoko, złapałam do za rękę i położyłam jego dłoń na swoim łonie. Przycisnęłam ją mocno do swojej cipki i zaczęłam ocierać się o nią. Po chwili byłam już bliska mega orgazmu. Ale nie, jeszcze nie.
    Uniosłam się trochę i bez uprzedzenia złapałam go za sterczącego w bokserkach penisa. Raczej nie był zaskoczony i nie protestował.
    -Wstań – powiedziałam i podniosłam się w wannie na kolana.
    Stanął przede mną. Przez chwilkę ugniatałam jego penisa schowanego jeszcze w spodenkach żeby po chwili ściągnąć mu je i opuścić do kostek. Był wielki i nabrzmiały jakby za chwilę miął strzelić potężną dawką spermy.
    Zaczęłam masować go dłonią, czułam jak jeszcze bardziej rósł. Popatrzyłam na brata, był nieobecny, był podniecony, był mój.
    I w pewnej chwili myśl. Co dalej? Co mam robić? Jak daleko się posunąć?
    I nastąpił odruch jak u każdej (a przynajmniej u każdej normalnej kobiety), przecież już kiedyś mu obciągnęłam. Polizałam go na całej długości, od jąder aż do główki. Głośno dyszał. Widziałam że jest już blisko.
    -Teraz Cię wykończę – pomyślałam z szyderczym uśmiechem i wzięłam go w usta.
    Zaczęłam mu obciągać jak tylko potrafiłam. Nie trwało to jednak długo. Czułam że już prawie doszedł kiedy delikatnie złapał mnie za włosy i odciągnął moją głowę. Popatrzyłam na niego…
    -Zabierz te łapy z mojej głowy – i znów się do niego przyssałam.
    Po kilku sekundach poczułam jak usta zalewa mi gorące nasienie. Zaczęłam się krztusić, ale nie wypuściłam go z ust. Wyssałam go do końca. Nie, nie połykałam nic, cała jego sperma zaczęła spływać mi po brodzie, szyi, piersiach i do wody. Stał tak przez chwilę i nie wiedział co robić.
    -Pomóż mi wstać, opłucz mnie i idź zrobić kolację – powiedziałam z uśmiechem
    -Aha, czyli jednak wyszło że muszę ją robić? – zapytał
    -Nie braciszku, rób tylko to co możesz i chcesz, ale pomyśl…..- po czym pocałowałam go w usta i odepchnęłam z uśmiechem…….:)
    CDN?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…cz 3

    Po incydencie w łazience nie wracaliśmy już do tego.
    Po niecałym miesiącu urodziłam, potem obowiązki przy dziecku, nieprzespane noce i wszystkie “przyjemności” związane z niemowlakiem.
    Po mniej więcej pół roku od porodu zaczęłam krytycznie patrzeć na swoje ciało (zresztą nawet mąż kiedyś niby w żartach powiedział mi że “zapuściłam się”).
    Zaczęła się dieta, na ile dziecko mi pozwalało ćwiczenia w domu, kiedy zrobiło się cieplej rower i rolki. Niestety mimo kremom, balsamom i masażom piersiom nie udało się wrócić do stanu przed ciążą. Rozmiar 75B, ale lekko obwisłe ;(
    Jak wspomniałam na początku, nie wracaliśmy już z bratem do tego co stało się miedzy nami w łazience. Tzn brat nie wracał, a przynajmniej nic mi o tym nie było wiadomo.
    Natomiast mi często zdarzało się wracać w myślach do tego.
    Brat zawsze miał manię na punkcie zdrowego odżywiania się, więc mimo iż nigdy nie przepadałam za smakiem i zapachem nasienia, jego sperma mi naprawdę posmakowała. Niejednokrotnie zabawiając się sama łapałam się że robiłam się bardziej mokra i szybciej dochodziłam wspominając tamto wydarzenie. Co do jego penisa, jest inny niż męża. Może i krótszy, ale o wiele grubszy. No i przede wszystkim gładziutko ogolony co mnie strasznie podnieca, a męża od wielu lat nie mogę namówić aby zaczął się depilować. Dlatego mimo iż uwielbiam seks oralny, nie lubię włosów w ustach i czasem ssanie mężowi mi nie odpowiadało.
    Wracając do tematu. Jakiś rok po przygodzie z bratem w łazience przyłapałam się na tym że zaczęłam fantazjować jak mógłby wyglądać sex z nim i jak byłoby poczuć jego penisa w sobie, bo był naprawdę gruby.
    I coraz częściej zaczynała mnie podniecać sama myśl o tym. I obojętnie gdzie i przy jakiej okazji, kiedy o tym zaczynałam fantazjować, robiłam się mokra.
    Apogeum nastąpiło pewnego letniego wieczora. Tak jak wspominałam, brat ma narzeczoną która jeszcze wtedy z nami nie mieszkała. Było już po północy i oboje albo myśleli że już śpię, albo po prostu się zapomnieli. Kiedy leżałam w łóżku i bawiłam się telefonem zaczęły dochodzić do mnie dziwne odgłosy i cichy śmiech. Kiedy wychyliłam się lekko przez okno żeby zobaczyć co się dzieje, w ogrodzie pod altanką zobaczyłam jak brat bierze od tyłu swoją dziewczynę. Mimo iż wyłączyli światło, i tak w półmroku było widać ich ciała i słychać o czym rozmawiają.
    Trwało to jakieś 20-25 minut. Różne pozycje, na zmianę sex oralny i pod koniec moja ulubiona pozycja – 69. Skąd wiem że to był już koniec? Ona szczytowała chwilę przed nim bo było ją słychać. Kiedy on dochodził, coś do niej powiedział, ale ona wyraźnie odpowiedziała że nie lubi i nie namówi jej. Zaczęła robić mu dobrze ręką i wtedy doszedł.
    Domyśliłam się że chodziło i lodzika z finałem w jej ustach. Pomyślałam tylko że nie wie co traci bo jego sperma jest fantastyczna i nigdy nie dogodzi mu tak jak siostra. Zrobiłam się momentalnie mokra i wtedy zapadła decyzja. Chcę mu obciągnąć ponownie.
    Tej nocy dwa razy zrobiłam sobie sama dobrze myśląc już tylko o nim.
    Rano obudziłam się dużo wcześniej od nich. Ogarnęłam siebie, dziecko, zawiozłam je do żłobka i w drodze powrotnej zaczęłam snuć plan jak doprowadzić do sytuacji w której znów stanie przede mną z opuszczonymi majtkami.
    Po powrocie do domu ogarnęłam kuchnie, zrobiłam sobie kawę i czytałam gazetę przy stole w kuchni. Brat zszedł na dół.
    -Ala jeszcze śpi? – zapytałam
    -Nie, wstała już ale poszła się wykąpać i zaraz zejdzie na śniadanie więc mam chwilę dla siebie – odpowiedział ziewając i odwrócił się tyłem do mnie robiąc sobie kawę.
    -Przez tą chwilę wyssała bym z ciebie całą spermę, do ostatniej kropli – pomyślałam patrząc na jego tyłek. Mam wrażenie że pomyślałam za głośno bo odwrócił głowę i popatrzył jakoś tak dziwnie na mnie.
    -Co się gapisz? – rzucił znów ziewając
    -Patrzę tylko czy po nocy nie masz bokserek brudnych z trawy – odpowiedziałam nie myśląc chyba co mówię.
    Odwrócił znów głowę w moją stronę i zauważyłam że zrobił się czerwony na twarzy. Popatrzyłam mu przez chwilę prosto w oczy i nagle usłyszałam że jego dziewczyna schodzi po schodach.
    -Nie będę Wam przeszkadzała, idę ogarnąć łazienkę i umyć auto – wstałam od stołu i przechodząc obok niego złapałam go za pośladek. Znów popatrzył na mnie zmieszany.
    -Do zobaczenia później – puściłam mu oczko i wyszłam z kuchni kręcąc tyłkiem.
    Wzięłam się za sprzątanie łazienki, pokoju i tak zeszło mi do południa. W końcu korzystając z pięknej pogody postanowiłam zabrać się za auto. Brat razem z dziewczyną pojechali gdzieś po śniadaniu więc postanowiłam włożyć wygodną, choć już dawno nie używaną górę od stroju kąpielowego i naprawdę króciutkie, obcisłe choć bardzo wygodne spodenki. Tak krótkie że pośladki prawie same z nich się wysuwały 😉
    Podwórko i ogród w Naszym domu są ze wszystkich stron ogrodzone wysokim żywopłotem a brama i furtka wejściowa zamykane pilotem, więc nie obawiałam się że ktoś znienacka wejdzie i zobaczy mnie w takim stroju.
    Nikt poza bratem.
    Umyłam auto z zewnątrz, zrobiłam sobie małą przerwę na kawę i wzięłam się za środek. Kiedy odkurzałam bagażnik przyjechał brat. Teraz już sam. Wysiadł z auta, ściągnął koszulkę i podszedł do mnie.
    -A mi kawę zrobiłaś? – zapytał
    -A skąd miałam wiedzieć o której wrócisz? Trzeba było chociaż napisać – odpowiedziałam niby z łaską, ale jednak zadowolona że wrócił sam
    -Chciałem Cię zaskoczyć jak sprzątasz auto i klepnąć Cię w tyłek tak jak ty zrobiłaś to mi rano.
    -I co? Zawiedziony że Ci nie wyszło?
    -W sumie patrząc na Twój tyłek trochę zawiedziony.
    -Jak twierdzisz że jest na co patrzeć, chociaż wątpię, to masz – odwróciłam się do niego tyłem i nachyliłam się znów biorąc się za odkurzanie bagażnika w aucie.
    Nagle poczułam na pośladku jego dłoń. Mimo iż po cichu liczyłam na to, poczułam się zaskoczona że to zrobił. Jako że spodenki ledwo zakrywały mi pośladki, nie miał problemu żeby odsłonić jeden całkiem i całą dłonią go złapać.
    Oczywiście nie protestowałam. Kiedy po kilku sekundach puścił, odwróciłam się do niego i znów popatrzyłam mu w oczy tak jak rano.
    -I co? Wiem że nie jest taki jak Alki, ale za to ja potrafię inne rzeczy – sama nie wiem dlaczego to powiedziałam
    -Co masz na myśli? Wiem że wiesz co robiliśmy w nocy w ogrodzie, ale chyba nie było aż tak wszystkiego widać? – powiedział trochę zmieszany
    -Widać nie, ale pewne rzeczy słyszałam i chyba wiem czego Ci brakowało pod koniec – przysunęłam się do niego i patrząc mu znów w oczy złapałam go delikatnie za krocze.
    -Co słyszałaś? – zapytał tak jakby chciał zrobić to stanowczo, ale że trzymałam w dłoni jego jajka to spuścił z tonu
    -Co zrobisz jak teraz uklęknę tu przed Tobą, ściągnę Ci spodenki i obciągnę? Nie wyjmując go do końca, jak kiedyś w łazience?- zapytałam lekko ściszonym głosem powoli zsuwając mu spodenki jedną ręką
    -Nie myślałem że to się kiedyś jeszcze powtórzy
    -To nie myśl dalej, tylko patrz – uklękłam przed nim
    Szybkim ruchem ściągnęłam mu spodenki i majtki i znów go ujrzałam. Duży, gładziutko ogolony i już lekko podniesiony.
    Złapałam go w dłoń i zaczęłam robić mu dobrze ręką. Kiedy już zauważyłam że Marcin coraz szybciej oddycha polizałam go dwa razy od jąder aż po główkę, a za drugim razem wzięłam w usta i zaczęłam mu ssać.
    chociaż ssać to delikatnie powiedziane. Po prostu zaczęłam mu obciągać szybko i namiętnie.
    Delektowałam się jego smakiem i zapachem. marzyłam o tym i fantazjowałam od dawna. Aż tu znów mam go w ustach. Chciałam tą chwilę zatrzymać jak najdłużej. Odruchowo moja jedna dłoń powędrowała na moje krocze i zaczęłam się dotykać. Byłam już cholernie podniecona. Tak bardzo że nie zauważyłam że Marcin zaraz dojdzie. Ale nie. Tym razem w przeciwieństwie do tego co stało się kiedyś w łazience, stanowczo odchylił moją głowę żebym przestała.
    -Coś nie tak? Nie krepuj się, chcę abyś skończył w moich ustach – byłam tak podniecona i miałam taką ochotę na jego spermę że postanowiłam wszystko połknąć
    -Nie, wszystko ok, tyle że jestem Ci coś winny
    -O czym mówisz? Co winny?
    -Orgazm – odpowiedział i popchał mnie do auta na tylne siedzenie
    Leżałam na plecach i nie wiedziałam czy stawiać opór czy się poddać. Nie było nawet kiedy myśleć bo po chwili już miałam nogi w górze i ściągane spodenki razem z majtkami. Rozłożył mi nogi a stopy oparł o oparcia foteli. Do tej pory w takiej pozycji leżałam tylko u ginekologa. Nie myślałam już o niczym. Byłam mokra i podniecona jak cholera. Niech robi co chce. Ale w momencie kiedy nagle poczułam na mojej cipce jego język myślałam że oszaleję. Rozchylił mi nogi jeszcze bardziej a jego język lizał mnie coraz głębiej. Lizał i ssał na przemian.
    Czułam że już dochodzę. Że dłużej nie wytrzymam. Ale nie, nie będzie tak jak on chce. Nie chcę tak dochodzić.
    -Dobra wystarczy – powiedziałam i dosłownie wysunęłam się spod niego.
    -Marta, coś nie tak? Chcę Ci wynagrodzić to co już dla mnie zrobiłaś. Chcę dać Ci orgazm
    -Ale ja kurwa nie chcę – i odepchnęłam go
    -Przepraszam – zgłupiał
    Przeskoczyłam szybko na przednie siedzenie do schowka żeby coś wyciągnąć i wróciłam do niego.
    -Jeśli naprawdę chcesz mi podziękować i nie masz oporów że jestem Twoją siostra to zakładaj to – i pokazałam mu prezerwatywę
    -Ale że co? Co chcesz z tym zrobić? – zapytał strasznie zdziwiony i zaskoczony
    -Kurwa będziemy balony dmuchać i zrobimy kinder party – odpowiedziałam trochę poirytowana, po czym usiadłam mu na kolanach, otworzyłam prezerwatywę, nachyliłam się nad nim i szepnęłam do ucha – Przeleć mnie tu i teraz.
    Nie wiem dlaczego ale wpiłam się ustami w jego usta i włożyłam mu język prawię do gardła. Oczywiście odwzajemnił to i przez chwilę nie całowaliśmy tylko lizaliśmy się.
    W międzyczasie założył na siebie prezerwatywę, uniósł mnie delikatnie za biodra i wsunął się pode mnie. Oderwał usta od moich.
    -Jeśli jesteś tego pewna i gotowa na to, to siadaj – i puścił moje pośladki.
    Nawet się nie zawahałam. Złapałam go dłonią za penisa, nakierowałam na swoją dziurkę i nadziałam się na niego. Byłam tak mokra że wszedł za pierwszym razem do samego końca.
    Pamiętam że tylko głośno zajęczałam.
    -Wszystko ok? – zapytał
    -Jest zajebiście ok – odpowiedziałam i ruszając się z jego penisem w środku i ponownie włożyłam mu język w usta.
    Nie trwało to długo, po chwili poczułam że zbliża się meeeeega orgazm. I rzeczywiście. Pamiętam że prawie odleciałam a dreszcze miałam jeszcze przez kilka minut po wszystkim. Byłam tak mokra że już prawie nie czułam że Marcin jest ciągle we mnie i że zaraz też skończy. Po chwili mimo iż miał na sobie prezerwatywę poczułam jak wypełnia ją jego gorące nasienie.
    Zrobił jeszcze kilka ruchów i zastygliśmy oboje ja opadając na niego. Nie wyszedł jeszcze ze mnie więc jeszcze przez chwilę czułam jak pulsuje i pompuje spermę. Wtedy przypomniałam sobie na co miałam ochotę na początku. Zeszłam z niego, nachyliłam się nad jego jeszcze sterczącym penisem, zdjęłam prezerwatywę i wzięłam do ust jego penisa. Wyssałam to co jeszcze było w nim do końca i oblizałam całego z resztek spermy.
    -Od rana chciałam wyciągnąć z Ciebie wszystko i połknąć tak żeby nie uronić ani kropli
    -No to pokrzyżowałem Ci trochę plany siostrzyczko bo większość poszła w gumkę – uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta
    -Nic się nie zmarnuje – mrugnęłam do niego okiem i później sama sobie się dziwiłam dlaczego to zrobiłam, ale przyłożyłam prezerwatywę do ust, ścisnęłam i wyssałam z niej jeszcze ciepła spermę, połknęłam, oblizałam usta i cmoknęłam brata.
    -Teraz Ty kończysz sprzątać auto a ja idę szykować obiad – wydałam mu polecenie i zaczęłam się ubierać. Jeszcze podczas ubierania nachyliłam się nad penisem brata, pocałowałam go w główkę i powiedziałam – Do zobaczenia wieczorem.
    -Ale wieczorem jadę do Ali – odpowiedział zmieszany Marcin
    -Rób jak chcesz, albo jedź do Ali, albo dzisiaj w nocy mnie przelecisz w ogrodzie – i poszłam robić obiad………….
    Myślicie że został i przeleciał mnie w nocy w ogrodzie? Nie. Pojechał do dziewczyny. Wrócił rano.
    Ale jego śniadaniem byłam ja na stole w kuchni…..
    W sumie do tego momentu chciałam Wam opowiedzieć moją historię. Do momentu pierwszego, szalonego, zajebistego, zakazanego stosunku z bratem.
    Stosunku? Nie, my się nie kochaliśmy, my nie współżyliśmy itp. My się za pierwszym razem pieprzyliśmy.
    Trwa to już troszkę ponad dwa lata. Nikt o tym nic nie wie. To tylko nasza tajemnica i to nas jeszcze bardziej nakręca. Mimo iż Marcin jest już po ślubie, to nadal sypiamy ze sobą. Czasem jest to delikatny i romantyczny sex z pieszczotami (uwielbiam jak liże moje ciało od stópek do uszek dokładnie z każdej strony), a czasem pieprzymy się ostro i na szybko w kuchni na stole lub jak za pierwszym razem w aucie. To z nim zakosztowałam smaku spermy w żołądku (i przez to że z jego sperma w ustach całowałam go on tez jej zasmakował) i z nim przeżyłam pierwszy raz i naprawdę polubiłam sex analny.
    Stosunki w Naszych małżeństwach nie zmieniły się w ogóle i o to dbamy.
    Ufamy sobie.
    Czy chcieliśmy z tym skończyć? Tak, dwa razy kończyliśmy. Pierwszy raz wytrzymaliśmy jakoś miesiąc, za drugim razem pieprzyliśmy się już po tygodniu.
    Czy uznacie to za bajkę czy prawdziwą opowiedzianą historię? Wasza sprawa i interpretacja.
    Ja wiem swoje……..
    Dobranoc 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K
  • Glucha wies, cz. 1 – prolog

    Ja pierdolę.

    Mogłem mieć wszystko. No, prawie wszystko. Chata tylko dla siebie, melanż każdej nocy, hektolitry wódy. A jednak rodzice zdecydowali się pod swoją nieobecność wysłać mnie na najodleglejsze zadupie do starej-kurwy-ciotki-Krystyny. W sumie, nie trafiłem chyba aż tak źle, co? Racja, mogłem co noc imprezować jak gwiazda porno i rano nieść zniszczenie wśród alkomatów na izbie wytrzeźwień, ale czy bliski kontakt z naturą, dwa tygodnie bez internetu i pomoc kochanej ciotce nie jest warta odpuszczenia sobie wartości doczesnych?

    ___

    – Maruś! No, kawaler, kiedy to ty tak wyrosłeś, co?

    Stara kurwa z tym jej głosem stereotypowej wieśniackiej jędzy. No dobra, może jestem trochę surowy. Może to przez te wszystkie emocje. Ciotka Krystyna była zawsze w porządku, jak to ciotka. Mieszkała na chyba najbardziej stereotypowym polskim zadupiu – dwadzieścia domów na jednej ulicy, okrągły rynek z kościołem, sklepem, szkołą i apteką. Dookoła lasy, jedno jeziorko i dwadzieścia kilometrów niczego w każdą stronę.

    – Co tam Maruś u ciebie, zacząłeś już liceum?

    – Zacząłem, sześć lat temu. W październiku zaczynam trzeci rok studiów.

    *westchnięcie słyszalne w każdym domku zadupia*

    – Jeny, sześć lat minęło, ale ten czas leci… A taki malutki jeszcze niedawno byłeś, tu koło jeziorka biegałeś, takie dziecko malutkie… No nic Mareczku, już jesteśmy.

    Wysiadłem ze starego opla ciotki i rozejrzałem się po okolicy. Racja, jest tu ładnie, wszędzie lasy, cicho, spokojnie. Racja, powietrze jest super w porównaniu do dużego miasta. Ale nie zmienia to faktu, że o wiele chętniej spędziłbym te dwa tygodnie sam w domu.

    Ciotka otworzyła drzwi.

    – Dzieciaki! Chodźcie na dół, zobaczycie kogo wam przywiozłam!

    Racja, gówniaki Kryśki. Już w sumie zapomniałem o ich istnieniu. Jeśli dobrze pamiętam, miała dwie małe córki i starszego syna Radka, który kiedyś sprzedawał mi szlugi, gdy jeszcze mieszkaliśmy na tym zadupiu dobre dziesięć lat temu.

    Do przedpokoju nie wszedł jednak Radek, weszły za to dwie dziewczyny w dresach. Starsza wyglądała już dosyć kobieco, miała szerokie biodra i duże piersi, długie ciemne włosy i znudzony wyraz twarzy. Miała na sobie wyjątkowo podziurawione jeansy i czarny sweter, ciasno opinający jej piersi. Młodsza była od stóp do głowy chodzącą reklamą adidasa, wyglądała młodziej, na jakieś wczesne liceum, ale widać było, że powoli nabiera kształtów. Podobnie do starszej siostry jej twarz nie wyrażała szczególnego entuzjazmu.

    – Hej dziewczyny, Marek – rzuciłem, starając się wypaść na maksymalnie wyluzowanego.

    – Hej. – odpowiedziały krótko.

    – Kaśka i Magda – przedstawiła ciotka, uśmiechając się szeroko. – Będą mieszkały tuż obok Ciebie na piętrze, więc postarajcie się znaleźć wspólny język.

    W głowie pojawiła się ciekawa myśl. Jestem na środku zadupia, przez dwa tygodnie będę w jednym domu z dwiema fajnymi, młodymi suczkami. Dla nich jestem bogatym kuzynem z większego miasta. Kto wie, może jeszcze spodoba mi się na tej wsi? Trzeba tylko dobrze rozegrać swoje karty.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Węgliński

    440 słów, tak długiego opowiadania to jeszcze chyba tu nie czytaliście, co? Nie mam absolutnie chęci do pisania, ale za to mnóstwo ciekawych pomysłów. Jeśli ktoś chce, niech da znać. Jeśli choć jedna osoba będzie chciała kontynuacji, to będzie dla mnie warto ją napisać.

  • Tylko kolega z pracy

    Mam na imię Natalia. W zeszłym roku skończyłam trzydziestkę. Pracuję w średniej wielkości biurze tłumaczeń w jednym z większych polskich miast. Nie mam dzieci, nie jestem mężatką.

    Wiesz już kim jestem, ale tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. Jeśli więc mamy się poznać, opowiem Ci o sobie coś, o czym prawie nikt nie wie.

    Na studiach miałam kilka przelotnych romansów, ale do tej pory byłam tylko w jednym naprawdę poważnym związku. Bartek jest programistą, więc kimś z zupełnie innego świata, ale przez pierwsze lata dogadywaliśmy się świetnie. Wynajęliśmy wspólnie mieszkanie, przez jakiś czas mieliśmy kota, a choć do małżeństwa nigdy mu się nie spieszyło, zaczęliśmy nawet rozmawiać o dzieciach.

    Z czasem w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna, co nie byłoby nawet takie złe, ale na dodatek coraz trudniej było mi dogadać się z Bartkiem. Miał do mnie coraz więcej pretensji, często robił awantury z błahych powodów, był zazdrosny o każdą chwilę, którą spędzałam bez niego. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że Bartek, mimo dobrej pracy, ma po prostu niskie poczucie własnej wartości i dlatego przelewa swoje frustracje na mnie.

    Ostatnie miesiące były dla nas bardzo ciężkie, wypełnione kłótniami i wzajemnymi zarzutami. Gdy jeszcze wyszło na jaw, że Bartek nie zawsze był wobec mnie uczciwy i miał całkiem spore grzeszki na sumieniu, sytuacja stała się nie do zniesienia. Ustaliliśmy, że odpoczniemy od siebie. On najpierw wziął urlop i spędził trochę czasu u rodziców w rodzinnej miejscowości, a po powrocie zatrzymał się u kolegi, z którym, jeśli wierzyć ich profilom społecznościowym, spędza szampańskie wieczory w towarzystwie zawsze innych koleżanek.

    Właściwie sama już nie wiem, co mnie łączy z Bartkiem. Oficjalnie mamy tylko przerwę, ale im dłużej jestem sama, tym częściej myślę o tej relacji w czasie przeszłym.

    A Marcin? Zajmuje się w naszej firmie pozyskiwaniem zleceń. Gdy Bartek o niego podpytywał, mówiłam mu, że Marcin to tylko kolega z pracy i właściwie nie mijałam się z prawdą. Lubiłam jego lekko słodkawy zapach, podobały mi się ciemne blond włosy i to, że jest wysoki, ale nie widziałam w nim materiału na partnera. Tak naprawdę nawet za dużo nie rozmawialiśmy twarzą w twarz, za to całe dnie spędzaliśmy wisząc ze sobą na komunikatorze. To zbliżyło nas do siebie, ale jako przyjaciół. A może tylko tak chciałam o tym myśleć…?

    Adam, były kolega z pracy, zaprosił w zeszły piątek ludzi z naszego zespołu do modnej knajpki, bardzo fajnej choć po drugiej stronie miasta. Ponieważ Marcin mieszka w tamtych okolicach, powiedział, że możemy podjechać do niego, bo stamtąd już blisko, a przy okazji się odświeżymy i wprowadzimy w odpowiedni nastrój drinkiem lub dwoma. Zgodziłam się, i tak nie miałam innych planów.

    Jego mieszkanie było nieduże, ale ładne i schludne. Marcin zrobił nam po drinku. Trochę porozmawialiśmy, a potem on mnie przeprosił i poszedł wziąć prysznic, zostawiając swoją szklankę w połowie pełną. Ja piłam szybciej niż on. Chyba podświadomie denerwowałam się tą sytuacją i tym, co może z niej wyniknąć.

    Gdy zniknął za drzwiami łazienki, ja przespacerowałam się po jego salonie. Trochę mnie zaskoczyło, jak poukładany okazał się Marcin. Miał też zainteresowania, których bym się nie spodziewała. Brałam go raczej za luzaka, który płynie beztrosko przez życie, ale jego mieszkanie wydawało się być domem faceta, który wie, czego chce i jak to zdobyć.

    Usiadłam na kanapie zatopiona w myślach. Wzięłam jeszcze łyka i spojrzałam na zegarek.

    – Marcin, my w sumie jeszcze sporo czasu mamy, – zauważyłam.

    – To chcesz już jechać czy może jeszcze chwilę zostaniemy? – odezwał się niespodziewanie.

    Stanął w drzwiach, świeżo po prysznicu, prawie nagi. Miał na sobie tylko ręcznik, którym owinął talię. Zaskoczyły mnie jego szerokie ramiona i umięśnione nogi – na co dzień chodził w bluzach i szerokich spodniach, przez co miałam inne wyobrażenie jego sylwetki.

    – A ty nie powinieneś się ubrać? – zapytałam, nie wiedząc, jak zareagować.

    Zaczął iść w moją stronę. Musiał wycierać się niedbale, bo strużki wody wciąż spływały po jego ciele. Poczułam się nieswojo, wstałam. Unikałam patrzenia na niego. Rozejrzałam się za torebką i sięgnęłam po nią, ale on złapał mnie za rękę. Najpierw ścisnął mocno, ale natychmiast złagodził uścisk.

    – Jeśli tego nie chcesz – zaczął łagodnym tonem, patrząc mi w oczy – wystarczy, że powiesz. Ale muszę to wiedzieć, Natalia.

    Już kiedyś mówił, że mu się podobam. Dla niego było to chyba poważne wyznanie, ale ja je zbagatelizowałam, udawałam, że traktuję to jak zwykłą uwagę bez głębszego dna. Nie chciałam komplikować tej relacji, a poza tym był Bartek.

    Marcin przełożył delikatnie kosmyk moich włosów za ucho. Poczułam dreszcze na karku. Jego usta zbliżały się do moich. Nie wiedziałam, czy tego chcę, ale nie zrobiłam nic, żeby się odsunąć. Objął moje wargi swoimi. Położył dłoń na tyle mojej głowy.

    Nie było już odwrotu. Gdy poczułam, jak jego język wślizguje się coraz głębiej w moje usta, zaczęłam odwzajemniać pocałunek. W podbrzuszu poczułam mrowienie, objęłam go, ale nieśmiało. On odczytał to jako sygnał. Wziął mnie w silne ramiona, objął mocno i stanowczo, a nasz pocałunek stał się jeszcze bardziej namiętny.

    Nie przerywając, Marcin zaczął rozpinać mi koszulę. Od góry, guzik po guziku. Na biodrze poczułam jego rosnącą erekcję. Położyłam dłonie na dolnej części jego pleców, a potem zsunęłam je pod ręcznik, na pośladki. Były twarde i krągłe – nie wiem, czy Marcin ćwiczył, czy po prostu tak miał, ale zaskoczyło mnie, jak dobrze jest zbudowany.

    Przerwał pocałunek i spojrzał mi w oczy. Zrzucił ze mnie rozpiętą już koszulę, po czym przejechał palcem po szyi i w dół, robiąc okrężne ruchy wokół odsłoniętej części piersi. Byłam tak przejęta, że słyszałam tylko nasze oddechy – jego opanowany, mój krótki i szybki. Nie mogłam znieść oczekiwania. Tym razem to ja zainicjowałam pocałunek, napierając na niego. Ręcznik zsunął mu się z bioder, a on zaczął rozpinać mi stanik.

    Nie chciałam żeby zauważył, że patrzę na jego penisa, ale byłam go ciekawa, podekscytowana tym, co mnie czeka. Dotknęłam go więc delikatnie nie przerywając pocałunku, niby przypadkiem. Był rozgrzany od pulsującej w nim krwi. Kiedy Marcin zdjął mi stanik, objęłam jego sprzęt dłonią. Był grubszy, niż się spodziewałam, a przede wszystkim twardy.

    Marcin odepchnął mnie lekko, tak, że znów usiadłam na kanapie. Miałam na sobie tylko spodnie i buty na szerokim obcasie, on stał przede mną całkiem nagi. Wykonał krok w moją stronę, a ja odważyłam się spojrzeć na jego przyrodzenie.

    Było gładkie i proporcjonalne, z główką ciut szerszą od podstawy i lekkim zgrubieniem z jednej strony. Nie chciałam myśleć o Bartku, ale penis Marcina był przynajmniej o kilka centymetrów dłuższy. Trochę mnie to niepokoiło – miałam niewielu partnerów, więc bałam się, że okażemy się niedopasowani. Jednocześnie podniecało mnie oczekiwanie na to, co się wydarzy.

    Schyliłam się i ściągnęłam buty. Gdy uniosłam wzrok, członek Marcina był tuż przy mojej twarzy. Chwyciłam go ponownie i zaczęłam powoli przesuwać po nim ręką. Marcin położył dłonie na swojej głowie, uniósł ją ku sufitowi i westchnął głęboko. Wtedy zrozumiałam, że dla niego to też wyjątkowa chwila, że też jest podniecony jak nigdy i pragnie mnie tak, jak Bartek nigdy nie pragnął.

    Dało mi to poczucie władzy i zachęciło, by sprawić Marcinowi jeszcze większą rozkosz. Choć z innymi za tym nie przepadałam, wsunęłam penisa Marcina do ust, płytko, na wysokość główki. Najpierw lizałam jego żołądź, a potem, zachęcona cichymi jękami, zaczęłam go ssać, ruszając głową w tył i w przód. Nie za głęboko – na to nie byłam gotowa – ale głębiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

    Speszyłam się, gdy położył dłoń na mojej głowie – taki gest źle mi się kojarzył. Zaczął jednak delikatnie mnie głaskać. Gdy jego gorący sprzęt pulsował mi w ustach, nasze spojrzenia się spotkały – w jego oczach widziałam tylko ciepło i zaufanie.

    Marcin odsunął się i klęknął przede mną. Rozpiął mi rozporek, a gdy uniosłam pupę, zręcznym ruchem zdjął mi spodnie, odsłaniając majtki. Przejechał po nich dłonią, zatrzymując ją tam, gdzie byłam wilgotna. Spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem. Zawstydziłam się, ale też podniecało mnie, że on widzi, jak bardzo go chcę.

    Chwycił moje dłonie i uniósł je, po czym delikatnie przejechał koniuszkami palców najpierw po moich nadgarstkach, potem w dół, aż doszedł do ramion. Stamtąd przeszedł przez grzbiet, uwalniając kolejne porcje dreszczy. Kontynuował przez piersi, przejechał po brzuchu, aż w końcu chwycił mocno majtki u bioder i ściągnął zdecydowanie. Czekałam tylko, aż rozchyli mi nogi… a długo nie musiałam czekać. Jedną spuściłam na podłogę, drugą miałam podwiniętą na kanapie. A między nie wspiął się jego kutas.

    Znów spojrzeliśmy na siebie. Jego wzrok zdawał się mówić, “wszystko będzie dobrze, nie robisz nic głupiego… a jeśli nawet, nie będziesz miała czego żałować.” Ustawił główkę w wejściu do mojej szparki. Czekał na zgodę. Wstrzymałam oddech i skinęłam.

    Wszedł we mnie. Czekałam na to, ale i tak mnie zaskoczył. A kiedy wypełnił mnie najbardziej, jak myślałam, że można, wszedł głębiej.

    Instynktownie dotknęłam podbrzusza, spodziewając się, że poczuję go przez skórę. Jednocześnie dotknęłam biodra Marcina, próbując dać mu sygnał, by się zatrzymał.

    Przestał ruszać biodrami, pozostając głęboko we mnie, i dotknął mojej twarzy. Przejechał zewnętrzną stroną dłoni po policzku, i nie przestając patrzeć w oczy, nachylił się do pocałunku. Gdy nasze usta się zetknęły, jego członek wślizgnął się jeszcze ciut głębiej. Choć było to ledwie kilka milimetrów, poczułam jak prąd przeszywa całe moje ciało.

    Wcisnęłam mu paznokcie w plecy – sama nie wiem, czy w przypływie bólu czy rozkoszy. Granica między tymi dwoma stała się płynna. Dla niego chyba też, bo wbiłam się dość głęboko, a on nie dał po sobie nic poznać. Na pewno zostawiłam mu ślady, ale wtedy nie zaprzątałam sobie tym głowy.

    Wysunął się powoli, nie do końca, ale dostatecznie, bym mogła odetchnąć. Dał mi chwilę, a potem zaczął wykonywać okrężne ruchy biodrami, choć miał mało przestrzeni, bo moja cipka ciasno opinała jego krępy kij. Rozgrzewała się dla niego, a on z każdym ruchem powracał głębiej i głębiej.

    Przez chwilę byłam gdzie indziej. Na wakacjach na wsi… a może w łóżku, w którym masturbowałam się po raz pierwszy? Nie, to było na olimpiadzie językowej, w której zajęłam pierwsze miejsce… chyba, że w domu u Kaśki, z resztą dziewczyn, kiedy po raz pierwszy oglądałam film pornograficzny z kasety.

    Musiałam wrócić do rzeczywistości. Otworzyłam oczy.

    “Marcin mnie pieprzy,” pomyślałam.

    Zarzuciłam mu nogi na ramiona. Czułam już tylko żar, rozpływający się od ud na całe ciało. “Niech pieprzy.”

    Uniosłam głowę ku jego twarzy i dotknęłam jej. Był skupiony, miał zamknięte oczy, przygryzał wargę. Pomyślałam, że nie chce skończyć przede mną.

    – Dość, – syknęłam.

    – Co? – wykrztusił, jakby wyszedł z transu.

    – Wyjdź, – powiedziałam, teraz już zdecydowanie, kierowana instynktem.

    Wyszedł ze mnie powoli, chyba nieświadomie pozwalając docenić każdy skrawek wysuwającej się rozkoszy. Wydawał się zawiedziony; może trochę zmartwiony, że zrobił coś nie tak. Doskonale wiedziałam, jak wybić mu ten pomysł z głowy.

    Teraz to ja pisałam scenariusz. Ułożyłam się wzdłuż kanapy. Położyłam łokcie na oparciu i wypięłam tyłek najbardziej jak umiałam. Nie musiałam długo czekać, aż pufy ugięły się pod ciężarem wdrapującego się na mnie Marcina.

    – Och! – nadział mnie ponownie, na pełną głębokość. Gdy wysunął się do połowy, czekałam na kolejne pchnięcie, ale on jakby zastygł. Byłam zbyt spragniona rozkoszy by czekać, aż weźmie się do pracy. Sama zaczęłam bujać biodrami, z każdym ruchem nabijając się głębiej na jego pulsującego drąga.

    Liczyło się tylko moje ciało; szybko bijące serce, mięśnie zaciskające się w erotycznej harmonii, krew buzująca w żyłach. Zsunęłam tors z oparcia kanapy i położyłam się na płasko, z dłoniami po bokach, dzięki temu mogąc wyżej unieść pośladki. Moja szparka opięła się jeszcze mocniej na twardym penisie Marcina, co na chwilę odebrało mi resztki panowania nad sobą.

    – Tak, – wystękałam, zaskakując samą siebie. Z reguły nie byłam głośna w łóżku.

    Marcina musiało to podniecić, bo na nowo włączył się do gry. Tym razem jego ruchy były bardziej mechaniczne, już nie tak czułe, ale właśnie na to miałam ochotę.

    Marcin z wyczuciem zwiększał tempo wypełniających mnie pchnięć. Klepnął mnie w pośladek, dość mocno, ale spodobało mi się to. Zaczęłam mocniej kołysać dupką, żeby dać mu do zrozumienia, że mi to odpowiada, że chcę więcej. Położył mi dłonie na biodrach i dalej rytmicznie wpychał mnie na szczyt rozkoszy, co i rusz dając kolejnego klapsa, z których każdy doprowadzał mnie na skraj szaleństwa.

    Zapach jego żelu pod prysznic i moich perfum połączył się z wonią naszych soków, tworząc odurzającą, grzeszną mieszankę. Pozbyłam się wszelkich zahamowań, nie słyszałam już własnych jęków… a może krzyków? Wsunęłam rękę pod brzuch i zaczęłam pieścić twardą, nabrzmiałą łechtaczkę. Nie wytrzymałam tego długo. Doszłam.

    Zacisnęłam się tak mocno, że przez chwilę zwątpiłam, czy kiedykolwiek się rozluźnię. To był jeden z najdłuższych i najbardziej intensywnych orgazmów jakie przeżyłam – taki, którego koniec przyjmujesz z ulgą. Marcin stęknął i wysunął się ze mnie. Poczułam pustkę w podbrzuszu gdy go zabrakło, jakby mnie wydrążył. Jego ciepłe, gęste nasienie spłynęło po moich plecach i pośladkach.

    To był udany wieczór dla nas obojga.

    Niecałą godzinę później siedziałam już z naszymi znajomymi w ogródku. Właśnie przyszedł Marcin – umówiliśmy się, że dołączy do nas później, żeby nie budzić niczyich podejrzeń. Przywitał się ze wszystkimi i usiadł naprzeciwko, obok naszej wspólnej koleżanki, której chyba się podobał. Przez resztę wieczoru prawie nie rozmawialiśmy, ale nasze spojrzenia często się spotykały.

    Od tego dnia mieliśmy wspólną tajemnicę. Jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię. A jeśli udowodnisz, że potrafisz dochować tego sekretu, opowiem Ci, co było dalej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Miejskie Tęsknoty
  • Gimnazjalna przygoda

              Hej, jestem Nina i mam niewiele lat. Jestem bi. Chyba, ponieważ interesuje się chłopakami, ale również marzę o seksie z dziewczyną. W szczególności podobała mi się taka jedna Ania. Średniej wielkości piersi i mała dupa, bardzo ładna i wysportowana. No i jeszcze Kamil. Gratuluje jeżeli wytrzymaliście ten wstęp.  A teraz przechodzimy do historii.

               W piątek po lekcjach wszystkie dziewczyny były zaproszone na piżama party u Julki. Zapakowałam moją najlepszą piżamkę, koszule nocną w pandy, i wyszłam. Po drodze spotkałam Ankę. Swoje piękne blond włosy związała w kucyk. Rozmawiałyśmy ze sobą, ale ja głownie wyobrażałam ją sobie nago. Poczułam że robię się mokra. Zamrugałam oczami aby to przerwać. 

               Dotarłyśmy do Julki spóźnione o 20 minut bo autobus nam uciekł. Dziewczyny już były w piżamach, więc kazały mi i Ani iść się przebrać.

    – O kurwa, tu jest tylko jedna toaleta – powiedziałam.

    – Nie marnujmy czasu. Wejdźmy razem.

    Serce mi podskoczyło. Czyżbym miała w końcu zobaczyć jej ciało inaczej niż w szatni na wf? Oczywiście nie mogę wyobrazić za dużo. Zaczęłyśmy się przebierać. Powoli ściągałam z siebie ubrania tak aby zobaczyć ją chociaż bez stanika. Założyłam koszule nocną. Odwróciłam się w idealnym momencie. Stała przede mną goła. Jej piersi były takie piękne. Miałam ochotę je ugniatać i całować. A jej cipka była ogolona. Stałam wmurowana. Ania zauważyła że się w nią wpatruję i uśmiechnęła się. 

    – Podoba ci się?

    Zaskoczyło mnie to pytanie, ale zgodnie z prawdą pokiwałam głową. Podeszła do mnie wsadziła mi ręce pod koszule. Kiedy jej zimne ręce dotknęły cycków, wydałam z siebie cichy i krótki jęk. Zaczęła mnie całować. Masowała je dalej a ja starałam się nie wydawać dźwięków. To było takie przyjemne! Ale Ania nie zamierzała kończyć. Zjechała ręką niżej i położyła ją na mojej rozgrzanej cipce. Zaczęła jeździć nią w górę i w dół. Prawię dochodziłam, ale przerwał nam głos którejś z dziewczyn.

    – Długo tam będziecie? Zaczynamy grę w butelkę. – rozpoznałam głos Mai.

    – Już idziemy.

    Zaczęłyśmy grę. Bardzo fajnie nam się grało. Zerkałam co jakiś czas na Anię. Około 23 Julka przyniosła kanapki. Chwilę jeszcze potem gadałyśmy i ustalałyśmy z kim śpimy. Miałam spać z Dominiką. Położyłam się na materacu. Niespodziewanie poczułam dotyk na kroczu. Odwróciłam głowę a tam była Ania. Wyszeptałam:

    – Co ty…?

    – Zamieniłam się z Domą, a teraz ciii. – również szeptała. Oddałam się pieszczotom. W końcu wyszeptałam jej;

    – Ania.. zaraz dojdę.

    Anka przerwała wstała i sprawdziła czy reszta już śpi. Wszystkie spały a od Mai było słychać ciche chrapanie. Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do łazienki. Zdjęła ze mnie niepotrzebną koszule, położyła mnie na blacie i rozłożyła moje nogi. Kiedy jej język dotknął mojej łechtaczki, jęknęłam głośno. To było takie magiczne. Jej język szalał w mojej muszelce. Doszłam dosyć szybko a był to jeden z moich najlepszych orgazmów. Nie pozostawałam jej długo dłużna. Rzuciłam ją do wanny i położyłam się na niej. Zaczęłam ją całować jednocześnie wkładając ręce pod bluzkę. Jednym szybkim ruchem zdjęłam górną część piżamki i lizałam jej piersi. Cichutkie krzyki świadczyły o tym że jej dobrze ale chce więcej. Zjechałam językiem niżej i napotkałam spodnie. Zirytowana zrzuciłam materiał i rzuciłam się na jej pochwę. Lizałam, całowałam i przygryzałam delektując się smakiem jej nektaru. Coraz głośniej postękiwała i w końcu krzyknęła. Czułam dreszcze jakie przeszły przez jej organizm. Doszła. Po tym przyciągnęła mnie do siebie i namiętnie pocałowała. Ubrałyśmy się i wskoczyłyśmy pod kołdrę. Podniosła moją koszule i położyła rękę na cyckach, drugą zaś na mojej cipie. 

    – Było nieźle ale przyjdź do mnie jutro. Zaznasz prawdziwej przyjemności – powiedziała. W tej pozie usnęłyśmy.

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    tos
  • W klubie Plaza

    Wewnątrz, “klub” Plaza nie różnił się od podobnych mu miejsc. Spory salon, bogato wyposażony bar, kilka wygodnych, czerwonych foteli i kanap, fioletowe lampy nadające pomieszczeniu charakterystyczny klimat. Tym, co odróżniało Plazę od podobnych miejsc były zatrudnione tam pracownice.

    To nie były przeciętne suki, jak w byle burdelu. To były prawdziwe suki z powołania, dziwki, dla których seks był sztuką, której uczyły się od wielu lat. Te kobiety naprawdę znały się na zadowalaniu klientów i nie było dla nich wyzwań, których by się nie podjęły. O tym, jak naturalna była dla nich taka codzienność, świadczył już chociażby fakt, że bez żadnego skrępowania siedziały nago na fotelach i rozmawiały beztrosko o pracy.

    – Mówię wam, facet był naprawdę paskudny… Nos miał chyba dłuższy od kutasa! Ale to stary znajomy szefowej, płaci dziesięć razy więcej niż inni. – plotkowała Lady, reprezentująca chyba wszystkie możliwe stereotypy o blondynkach. Na twarzy miała wyjątkowo ciężki makijaż, do tego była zaopatrzona w chyba największe sucze wargi, jakie można było znaleźć w światku prostytutek. Miała ciało supermodelki, wielkie, niemal idealnie okrągłe piersi z subtelnymi, bladymi sutkami, płaski brzuch z delikatnym zarysem mięśni, wielkie biodra i niemożliwie długie nogi. Paznokcie u stóp i dłoni miała umalowane na drapieżny, czerwony kolor, a na ramieniu wytatuowane serce. Klienci cenili ją jednak najbardziej za stosunkowo niski poziom inteligencji i ogromne oddanie pracy – Lady potrafiła pieprzyć się z największym brzydalem, byle tylko dobrze zarobić.

    Obok Lady siedziała i masowała się po małych piersiach Czarna. Miała o wiele subtelniejszą urodę, delikatny makijaż, choć niemal tak samo wielkie wargi. Pod lewym okiem miała tatuaż – dwie malutkie gwiazdki. Jej piersi były stosunkowo małe (choć i tak większe, niż połowy kobiet niepracujących w branży), nogi krótsze, zakończone malutkimi stópkami z niebieskimi paznokciami. Cipkę miała dokładnie wygoloną, tyłeczek idealnie wyrzeźbiony. Urzekała jednak facetów nieskazitelnie białym uśmiechem, który okazywała zawsze przed braniem ich kutasów w usta – w czym zresztą była mistrzynią.

    Naprzeciwko Lady i Czarnej siedziała malutka Anka – filigranowa suka, miała może 1.55m wzrostu. Natura obdarzyła ją jednak proporcjalnie wielkimi cyckami i tłuściutkim tyłeczkiem. Na twarzy miała niemal tak samo ostry makijaż jak blondi, a nad wygoloną cipką tatuaż przedstawiający serduszko. Klienci poza niskim wzrostem doceniali jej ciasny tyłek i fakt, że Anka uwielbiała seks analny – była w tym po prostu najlepsza.

    Obok Anki siedziała Nowa, która dołączyła do klubu zaledwie kilka dni temu i stawiała dopiero pierwsze kroki w tym biznesie. Nie było łatwo dostać się do Plazy – właścicielka przyjmowała tam jedynie suki, które miały prawdziwe powołanie do zawodu. Nowa miała wielkie, ewidentnie sztuczne cycki, płaski brzuch, wielki, idealny tyłek. Kruczoczarne włosy sięgały jej prawie do ud, na twarzy miała dosyć nieśmiały, lekki makijaż, za to wielkie, sucze, nabrzmiałe wargi. Wyróżniała się tym, że jako jedyna miała na sobie element ubrania – prawie nikt nie widział jej bez wysokich, czerwonych szpilek, z którymi rzekomo nigdy się nie rozstawała. Fascynowało to wszystkich facetów i niejeden oddałby górę pieniędzy, by zobaczyć jej stópki – szefowa domyślała się tego i był to jeden z powodów, dla których Nowa dostała pracę w Plazie.

    Była jednak amatorką w porównaniu do pozostałych trzech suk – owszem, znała się na seksie, ale nie znała się na branży i nie wiedziała, czego oczekiwać. Trzy przyjaciółki jednak były gotowe wprowadzić ją w arkana swojego zawodu.

                                                                       * * *

    – Wy, suki, zbierajcie się! Ostatni klient, potrzebuję do niego szybko dwóch zdzir!

    Do salonu weszła szefowa – wysoka, pociągająca brunetka z krótkimi włosami, odziana od stóp po szyję w ciasny, lateksowy kostium z wycięciem na spore piersi z przekłutymi sutkami oraz odsłoniętą cipką, nad którą znajdował się przystrzyżony pasek włosów. Ciasny kostium świetnie podkreślał jej idealną figurę, płaski brzuch, szerokie biodra i doskonały tyłeczek. Mimo cholernie wyzywającego stroju szefowa rzadko spoufalała się z pracownicami, a jeszcze rzadziej sama przyjmowała klientów.

    – Klient? Teraz? Już prawie północ… – jęknęła Anka. Właścicielka zmrużyła oczy, rozdrażniona.

    – Nie to nie, suko. Coś ci się nie podoba, to uciekaj do pokoju. Nowa, załatwisz to z Blondi. Musisz wykorzystywać każdą okazję, by lepiej poznawać biznes.

    Nowa odpowiedziała tylko wesołym uśmieszkiem. Starała się nie zawieść zaufania, którym obdarzyła ją właścicielka i na każdym kroku dowodzić swoich zdolności. Wstała z fotela, złapała Blondi za rękę i wyszły do pokoju obok, gdzie zwykle czekali już klienci, którzy wchodzili drzwiami od drugiej strony. Zanim jednak przeszły przez drzwi, blondynka złapała Nową za brodę i pocałowała w policzek.

    – Pamiętaj, tak jak Ci pokazywałam – szepnęła.

    Suki weszły do ciemnego pokoju. Było w nim tylko wielkie, dwuosobowe łóżko, za to na ścianie za nim znajdował się szeroki wybór biczy, wibratorów, dild i innych zabawek. Na łóżku, odwrócony do nich siedział nieznany mężczyzna, który wstał, gdy usłyszał otwierane drzwi. Odwrócił się powoli. Był nagi, dobrze zbudowany, umięśniony, między nogami zwisał mu miękki, lecz duży członek z wielką żołędzią. Jego twarz ukryta była w cieniu, Nowa mogła dojrzeć jedynie, że miał krótko przystrzyżone włosy i na pewno nie miał dłuższego nosa od przyrodzenia.

    Suki upadły na kolana i spojrzały wyczekująco w stronę ich nowego mistrza.

    – Rozkazuj nam, Panie – wyszeptała Blondi, przeciągając powoli swe słowa. Nowa wygięła się lekko do tyłu, by pozwolić masterowi na dokładniejsze obejrzenie swego nagiego ciała.

    – Odwróćcie się.

    Dziwki posłusznie odwróciły się od Pana, wypinając tyłki w górę. Pod większością mężczyzn pewnie ugięłyby się nogi, master jednak nie okazał po sobie żadnych emocji. Zdjął ze ściany małe, drewniane wiosełko i zaczął nim delikatnie jeździć po tyłeczku Blondi.

    – Powiedz mi suko… jak się nazywasz?

    Dziwka już zaczęła odpowiadać na pytanie, przerwał jej jednak soczysty klaps wymierzony w pośladek. Dziewczyna jęknęła cicho, była już jednak przyzwyczajona do takich kar.

    – Nie masz imienia… Nie masz tożsamości. Jesteś tylko bezmyślną suką. Zapamiętaj to sobie.

    Master odwrócił się w stronę Nowej.

    – Po co tu jesteś, suko?

    – Ta suka jest tutaj po to, by ci służyć, Panie, jest cała Twoja.

    – Dobrze… – pochwalił ją treser i poklepał delikatnie po tyłku. – Ale zanim będziecie mi służyć, chcę zobaczyć, co potraficie.

    Mężczyzna zdjął ze ściany dwa wielkie dildosy i rzucił je sukom pod nogi. Te nie czekały na dalsze rozkazy i zaczęły nadziewać się na nie ustami. Blondi pieściła plastikową żołądź swoimi nabrzmiałymi wargami, Nowa rozpoczęła od dokładnego wylizania jaj. Zebrała dużo śliny, po czym wypluła całą na dildo i zebrała raz jeszcze, połykając wszystko. Przez chwilę bawiły się z zabawkami, jęcząc jak rasowe kurwy, po chwili odwróciły się do siebie. Blondi odrzuciła swoje dildo na łóżko i przysunęła się do członka Nowej. Obie zaczęły lizać plastikowego kutasa po dwóch stronach, naprzeciw siebie, od jaj aż po żołądź, na końcu każdego liźnięcia całując się, wymieniając się śliną. Po chwili odrzuciły i tę zabawkę i zajęły się sobą nawzajem – walczyły na języki, jęcząc głośno, a pod nimi zebrała się mała kałuża śliny. Nowa schyliła się, nabrała trochę w usta i wypluła wszystko na cycki Blondi, po czym zabrała się za lizanie jej sutków.

    – Wystarczy. – przerwał im Master.

    Obróciły się w jego stronę. Jego członek stał nabrzmiały, długi na przynajmniej dwadzieścia centymetrów.

    – Nawet nie ważcie się go dotykać. Liżcie mi jaja. – rzucił.

    Sukom nie trzeba było powtarzać. Niczym upojone zapachem penisa, jak w transie zaczęły lizać wielką mosznę ich Pana. Blondi wzięła jedno jądro w usta i delikatnie je ssała, Nowa lizała po reszcie moszny i udach tresera, jęcząc głośno i mocno się śliniąc. Blond zdzira wpatrzyła się w wielkiego kutasa mastera niczym zahipnotyzowana, patrzyła z uwielbieniem jak kołysze się pod wpływem ich działań. Nie umknęło to uwadze Pana.

    – Jesteś gotowa, kurwo… Otwórz szeroko.

    Blondi natychmiast otworzyła usta najszerzej jak mogła i wystawiła język, wpatrując się w tresera z uwielbieniem. Ten nie marnował czasu i jednym, pewnym ruchem połowa jego członka znalazła się w gardle suki. Zaczął pieprzyć jej usta z całą siłą, ta zaś nie spuszczała oczu z jego twarzy. Zazdrosna nowa próbowała desperacko lizać mosznę Pana, ten jednak miał inne zamiary.

    – Podejdź do blond suki od tyłu i pieprz ją palcami… A ty suko nawet nie waż się dojść.

    Nowa nie traciła czasu i od razu zagłębiła dwa palce w rozpalonej cipce blondynki, drugą dłonią masując delikatnie jej łechtaczkę. Blond suką wstrząsnął dreszcz i wydała z siebie cudowny, suczy jęk, nie spuszczała jednak oczu z mastera który nadal ostro jebał jej gardło. Nowa zebrała jej ślinę z brody, roztarła na palcach i wsunęła cztery palce w jej suczą cipkę, ostro masując łechtaczkę. Blondynka jęczała coraz głośniej, jej oczy zaszkliły się, dalej jednak posłusznie powstrzymywała się od orgazmu.

    Wreszcie Master wyjął kutasa z jej ust. Ciągnęły się za nim długie wstęgi śliny kurwy, która teraz jęczała tak, że było ją chyba słychać w całym klubie.

    – Czarnulka, przestań na chwilę. Połóżcie się na sobie i liżcie się nawzajem, ale macie zakaz szczytowania dopóki ja się nie spuszczę.

    Dwie suki posłusznie przeszły w pozycję 69 i rzuciły się nawzajem na swoje cipki. Pan tymczasem stanął nad nimi i zaczął się onanizować, oglądając je obojętnie. Nie minęło wiele czasu, gdy dziwki znów zaczęły jęczeć, treser jednak nieubłaganie dalej się masturbował. Wzajemne pieszczoty przerodziły się w pewien konkurs między sukami, jakby chciały pokazać, że są od siebie lepsze, że któraś z nich nie wytrzyma i dojdzie przed mistrzem. Nowa zaczęła dziko masować łechtaczkę Blondi, tamta zaś włożyła cały język w cipkę brunetki i pieprzyła ją bez opamiętania. Nie zdawało się to jednak robić wrażenia na treserze, który potrafił spokojnie kontrolować swój orgazm. Dopiero gdy obie kurwy były już na skraju orgazmu, Master spuścił się na podłogę obok nich, tylko na chwilę przerywając swoją ciszę i delikatnie jęknął. Podziałało to piorunująco na suki, które jednocześnie spuściły się w swoje usta, niemal krzycząc z ekstazy. Wiły się w swoich objęciach przez dobrą minutę, potem jednak odwróciły się w stronę spermy Pana, oblizując się z łakomym wyrazem twarzy.

    – Nawet o tym nie myślcie, kurwy… Możecie tylko patrzeć.

    I patrzyły. Obie suki były bardzo podniecone, wpatrzone w białą, gęstą spermę Mastera, oblizując się, niczym przyciągane przez magnes w stronę nasienia. Rozkaz był jednak rozkazem i musiały się zadowolić fantazjami, jakie przyniosły im myśli.

                                                                                                                                      c.d.n.?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Węgliński

    Jakieś sugestie dotyczące następnych rozdziałów? Coś, co chcielibyście zobaczyć? Dajcie znać w komentarzu. Oceny też mile widziane.