Blog

  • Zabawka cz. 2.1

    Otwieram zaspane oczy. Patrzę na zegar: 5:28. Znowu na chwilę przed budzikiem. Wyciągam lewą rękę w kierunku telefonu i wyłączam alarm. Odwracam wzrok w przeciwną stronę i dostrzegam burzę włosów rozsypanych na moim ramieniu. Delikatnie wyplątuję się z ciasnego uścisku mojej sąsiadki. Coś mruknęła przez sen i obraca się na drugi bok, wypinając do mnie elegancki tyłeczek. Zastanawiam się nad szybkim numerkiem, ale nie. Zamiast tego całuję jej pośladek. Czas mnie goni, a jeszcze trochę mam do zrobienia. Ale po kolei, najpierw szybki prysznic. Wychodzę z pokoju i kieruję się do łazienki. Pstrykam zmyślnie ukrytym między gipsowymi cegiełkami włącznikiem światła i otwieram drzwi. Mijam wannę, otwieram kabinę prysznicową i odkręcam wodę. Nie przejmując się zimną wodą lecącą z natrysku, zmywam z siebie ślady wieczornych ekscesów. Wychodzę już całkowicie rozbudzony. Rozciągam mięśnie szyi. Auć, krzywię się przy donośnym strzyknięciu. Teraz zęby i lekkie śniadanie. Przyglądam się sobie przez chwilę w lustrze. Wyglądam starzej, niż na swoje 26 lat. Czarne oczy odwzajemniają lustrujące spojrzenie. Mokre czarne włosy prawie sięgają brwi. Szerokie barki, umięśnione ramiona zahartowane przez pomaganie moim ludziom na budowie, lekko wyrzeźbiony brzuch. Cóż, za siłowniami nie przepadam, za to uwielbiam ćwiczyć na powietrzu. Zwisający między udami członek lekko obija się o jądra. Chwytam ręcznik i po chwili jestem już suchy. Wciąż nagi z szafy na korytarzu wyciągam przygotowane zawczasu ubranie. Polowy mundur, spodnia i kurtka, pod nim lekka bluza z koszulką, a na tym wszystkim leży bielizna. Szybko się ubieram. Leży na mnie jak druga skóra i nie ogranicza ruchów. Na wszelki wypadek opadam na ręce i robię pompkę. Nic nie trzeszczy, wszystko gra. “Dobra, śniadanie” – myślę. Celowo zostawiam buty i podłużną torbę w szafie. Przez moment zastanawiam się, co przygotować, wreszcie wzruszam ramionami i wyciągam mleko i płatki. Po zaspokojeniu głodu, nastawiam czajnik elektryczny i przygotowuję śniadanie dla śpiącej Karoliny. Kromki kroję w zgrabną kostkę, nakładam skrojonego naprędce pomidora, szynkę, ser i trochę sałaty. Akurat gdy kończę, gotuje się woda. Parzę od razu w trzech kubkach, żeby przelać gotową do termosu. Zapisuję jeszcze karteczkę. Po zabiegu wyjmuję z szafki tacę, układam na niej wszystko i niosę do sypialni. Kładę obok niej na łóżku i przejeżdżam dłonią po krzywiźnie jej boku. Drgnęła przez sen i na powrót znieruchomiała. Mały gest, śniadanie do łóżka, ale wiem z doświadczenia, że wiele znaczy dla budzonego. Wychodząc zamykam za sobą cicho drzwi. Nie zerkam już na nią, wystarczą mi wspomnienia jej falujących pode mną piersi. Póki co.

    Zerkam na zegarek i klnę siarczyście pod nosem. 6:04. Cholera, planowałem wyjść o 6. No cóż. W przedpokoju zakładam na nogi buty. Potem, powolnym, pełnym szacunku ruchem wyciągam wspomnianą wcześniej torbę. Z tyłu głowy głos szepcze mi, że pośpiech jest zaprzeczeniem prędkości. Uśmiecham się półgębkiem, uniwersalna zasada. Sprawdzam jeszcze na dotyk, czy wszystko na pewno się wszystko mam wyliczając w myślach:

    – “Snajperka – jest. Trzy magazynki do niej – są. Ulubiony pistolet na gaz znajduje się w bocznej kieszeni – jest. Trzy podłużne magazynki do tejże broni – też. Okulary – w kieszeni kurtki. Kamizelka” – zdejmuję z wieszaka lekką kamizelkę z doczepioną do niej siatką maskującą i zakładam na ramiona, zapinając każdą klamrę. – “Jest. Siatka doczepiona, granat dymny w torbie. I gwóźdź programu – kominiarka z wymalowaną na niej zatartą czaszką – w wewnętrznej kieszeni kurtki. Rękawiczki podbite kevlarem – zewnętrzna kieszeń.”

    Otwieram szufladę i wyjmuję z niej kaburę biodrową i mocuję ją do paska na prawym biodrze. W szufladce zostaje tylko podwójna ładownica na magazynki pistoletowe. Przypinam ją po drugiej stronie. Siadam na próbę, sprawdzając ułożenie akcesoriów. Idealnie – uśmiecham się z zadowoleniem. Wstaję i szybkim krokiem zmierzam do wyjścia. Klepię się po wielu kieszeniach, sprawdzając, czy na pewno mam dokumenty i klucze do auta. Wszystko jest. Biorę wdech i wychodzę na korytarz zatopiony w mroku. Zamykam za sobą drzwi. Nie przejmuję się, jak poradzi sobie sąsiadka, swój komplet dorobiła dawno temu.

    6:20. Przyjeżdżam pod dom Owsa. Czeka przed blokiem. Nic nie mówiąc jedziemy po Domi. Lewego, z racji tego, że mieszka najbliżej miejsca eventu, zbieram na samym końcu. W niewielkim aucie robi się ciasno ze wszystkimi torbami.

    6:50. Wyłączam silnik na parkingu niedaleko wejścia na teren imprezy. Z oddali widzę, że Gen już jest. Kiwam głową i sygnał wszyscy zakładamy kominiarki na twarz i niebieskie banderole na ramiona. Oznaczenia drużyny. Wysiadamy z samochodu i w ciszy kroczymy w kierunku lidera całej grupy.

    – Myślałem, że się nie wyrobisz – mówi.

    Nie odpowiadam, stoję w bezruchu. Nie lubię gadać na strzelance.

    – Chodźcie, mamy niewiele czasu.

    Idziemy w kierunku otwartej bramy. Na wejściu każą nam zdać broń w celu sprawdzenia parametrów. Przy okazji darmowy serwis, jeśli by ktoś takowego potrzebował. Odbieramy i idziemy w kierunku następnego stanowiska, gdzie dostajemy naklejki na kamizelki. Dostaję numerek jeden. Do przewidzenia, zwiad musi być szybki, a więc lekki. Berta z kolei otrzymuje pełną trójkę. Najbardziej obudowana, służy nam do chronienia VIP-ów, głównie jako zapas. Trzecie stanowisko to wydawanie kulek, i doładowanie gazu/elektryki. Czymś repliki muszą strzelać. Po serii prób, dostajemy cały osprzęt z powrotem.

    – Dobra, teraz spacerek. Pokażę Wam, który odcinek macie zaminować.

    Kiwam głową na znak, że przyjąłem do wiadomości. Jakieś 2 kilometry dalej, Gen wskazuje nam miejsce. Bez słowa zabieramy się do roboty, dwójkami. Jeden ustawia pułapkę, drugi ubezpiecza. Zajmuje nam to około 2 godzin, obszar jest naprawdę spory. Nie ma to ich przeciwników zatrzymać, tylko spowolnić.

    Godzina 9:30. Skończyliśmy. Jesteśmy teraz w drodze do centrali, oddalonej o trzy kilometry. Po drodze mijamy nasze miejsce do rozstawienia. Żadne z nas nie patrzy w tamtą stronę. Dobrze. Musimy pamiętać, że mecz zaczyna się od momentu wejścia. Nasze ruchy śledzą niewidoczne kamery.

    9:57. Centrala nie prezentuje się jakoś specjalnie. Stary, walący się budynek szkoleniowy na niedawno udostępnionym placu treningowym wojska. Owszem, duży, bez szyb, z wieloma pomieszczeniami. Dostajemy niecałą godzinę odpoczynku. Rozsiadamy się wygodnie w niewielkim pokoiku. Lewy czyta książkę, Owies i ja bawimy się telefonami, a Domi chyba przysnęła.

    – Nie lubię czekać. – mówi Lewy znad książki.

    – Nikt nie lubi. – Domi jednak nie śpi.

    – Wiecie, że żydowski rząd po odcięciu napletków swoich dzieci wrzuca je do wszystkiego? Do lodów, zupek, kontrolują przecież wszystko, więc chuj wie, gdzie jeszcze.

    Zerkam na Lewego. Nie mogę nic z jego ruchów ani twarzy wyczytać przez tą maskę. Rzut oka na pozostałych, też się zastanawiają nad tym, czy żartuje. W końcu nie wytrzymuje Owies i wybucha głośnym rechotem. Po chwili wszyscy zaczynamy się śmiać. Całe napięcie opada.

    11:00. Po krótkiej odprawie z całą grupą 36 osób, Gen pozwala nam się rozejść. Lecimy szybko na wyznaczone pozycje i czekamy. Ja z Domi, po drugiej stronie przesieki Owies z Lewym.

    12:00. Wszyscy uczestnicy słyszą metaliczny brzdęk gongu oznaczający rozpoczęcie imprezy. Dobra, do 17 mamy utrzymać centralę. Przez lunetę karabinu snajperskiego widzę, jak wrogowie nadchodzą. Mają do przejścia jakiś kilometr, zanim znajdą się pod górą. To, że zwalniają, odnotowuję przypadkiem, w słuchawce słyszę komunikaty moich Duszków.

    12:10. Słyszymy potrójny gong. “Ki czort?” – myślę. Potrójny oznacza zawieszenie broni i ogłaszanie wiadomości na ogólnej częstotliwości.

    – “Następuje zmiana zasad. Na teren wszedł VIP. Pierwsza drużyna, która doprowadzi go do swojej centrali i utrzyma przez godzinę wygrywa.” – koniec komunikatu sygnalizuje kolejny gong.

    – No to przeje.. – słyszę jeszcze w słuchawce Lewego, zanim nastąpi jazgot rozgorączkowanych głosów.

    – Co robimy? – pyta Owies.

    Sam chciałbym to wiedzieć, ale z moich ust pada seria rozkazów:

    – Domi, kontakt z centralą; Lewy, lustruj po skosie na dole; Owies, kontroluj przeciwników, czy nie zmienili tempa.

    Wydaje się to ich uspokajać, więc zanurzam się w myślach. Kto mógłby być na tyle głupi, żeby wejść na teren, i co ważniejsze – jak? Wpuścić ją organizatorzy musieli, bez dwóch zdań. Którą stroną idzie. I kto to, kurwa, jest?! Cały nasz plan poszedł się w tym momencie paść na łonie Abrahama.

    – Szefie, centrala melduje, że VIP idzie od północy, czyli od naszej prawej strony. Powinniśmy go zobaczyć za jakieś 10 minut.

    – Chyba mają te same dane, bo zdają się co chwilę przyspieszać, ale pułapki ich z powrotem spowalniają.

    – Chuj – wymyka mi się – Lewy, kontaktuj się z Czerwonką, dowiedz się, jak szybko mogą tu dotrzeć.

    Przestawia radio i szybko mamrocze.

    – Źle, mają dobrze okopane pozycje, ale będą tu najszybciej za jakieś 25.

    Myślę gorączkowo, ale nic nie przychodzi mi do głowy.

    – Dobra, póki co zaczekamy tutaj na naszą pierdołę. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.

    Tak więc czekamy. Mimo niecierpliwości, żadne z nas nie przyspiesza oddechu. Minuta po minucie, wreszcie widzimy, jak w oddali wynurza się jakaś postać. Domi i ja równocześnie zerkamy przez lunety. Mimo znacznej odległości, na chwilę zatrzymuje mi się serce, a w ustach czuję suchość. Nie, to niemożliwe, kurwa, nie! Na szczęście szybko się opanowuję drżenie. W krzyżu lunety widzę Karolinę. Ubrana w pseudo maskujące leginsy i opinającą się na jej pełnym biuście czarnej, idzie spokojnie, nieświadoma dwóch dużych grup, które zaraz się ze sobą zetrą. Włosy związała w koński ogon. Kątem oka widzę, że Domi mi się przygląda z zaskoczeniem.

    – No, niezła jest, ale żebyś od razu zdębiał? – cicho parska śmiechem.

    Gdyby tylko wiedziała..

    – Johnny, widziałeś tą figurę? Brałbym Kurde, studentka AWFu, jak nic. A wiecie, co o takowych mówią – w słuchawce słyszę denerwujące komentarze Owsa i Lewego.

    Chwila, czemu mnie to denerwuje? Dlaczego dosłownie przed chwilą poczułem ukłucie ‘zazdrości’? Zdziwiony nawet nie słyszę dalszych komentarzy.

    – Raport – rzucam, przerywając te śmieszki.

    – Paczka schowa się za jakieś 5 minut za drzewami. Póki co jest pewnie świetnie widoczna też dla nich – mówi Lewy.

    Z kolei Owies rzuca mi bombę na głowę:

    – Przednia straż przejmie ją za 6/7. Niezły pierdolnik.

    Mało powiedziane. W myślach układam soczystą wiązankę na tę sytuację. Nagle zapala mi się lampka w głowie. Szanse na powodzenie koło 0, duża szansa na przechwycenie paczki przez przeciwników. Chyba że…

    – Domi, wstrzymaj Czerwonkę. Niech wracają do swoich pozycji i przygotują się do odparcia paskudnej fali. Potem odliczaj czas awangardy do przejęcia VIPa. Lewy, skontaktuj się z Tamką, niech walnie jednym pociskiem w środek terenu przed nami. Owies, podczołgaj się do mnie z Bertą. – wydaję rozkazy, samemu odczołgując się od krawędzi zbocza.

    Gdy mam pewność, że nie zostanę zauważony, wstaję, rozpinam kamizelkę i zdejmuję kurtkę. Z powrotem nakładam kamizelkę na bluzę. Przejeżdżam po niej dłonią, by upewnić się, że siatka maskująca i granat dymny są na miejscu. Dwa magazynki tkwią pewnie w podwójnej ładownicy. Trzeci dociąża pistolet. W tej sekundzie pojawia się Owies i wręcza mi ciężką kamizelkę. Z niemałym trudem ją zakładam i zapinam. Krzywię się pod ciężarem.

    – Powiesz nam, o czym myślisz? – pyta Owies.

    – Przejmujesz dowodzenie na chwilę. Robimy “kryształek”.

    – Czekaj – łapie mnie za ramię – ćwiczyliśmy to tylko dwa razy – mówi nieco przerażony.

    – Tak, dlatego wiem, że się uda. Bierzesz na oczy paczuszkę, Lewy lustruje teren z przodu, Domi ubezpiecza mi tyły. Ja idę. Zgłoś to.

    – Nie wiesz nawet, czy się uda! – mówi podniesionym szeptem

    – Musi, bo jak nie, to przegramy.

    – Za 5 minut zamknie Ci się okienko- naszą sprzeczkę przerywa Domi.

    – Zostawiam Ci moją snajpę, zaopiekuj się nią- rzucam na odchodnym i biegiem ruszam przez las w dół zbocza. Pobiec przez otwartą przestrzeń ani mi się śni. Za duże ryzyko wydania miejsca pobytu mojej drużyny. Dlatego biegnę przeskakując powalone drzewa i roztrącając chaszcze. Widzę już w oddali drogę. Zwalniam i siadam na piętach przy drzewie, czekając na idącą sąsiadkę. Nagle wpada mi do głowy złośliwy pomysł. Niech nie wie, że to ja. Uśmiecham się do siebie. Oczywiście, maska nic nie ukazuje.

    Słyszę trzaśnięcie gałęzi. Idzie. Naprzeciwko mnie jest niewysoki murek, tam ją schowam. Spinam ciało do skoku. Widząc wychodzącą zza drzewa kobietę doskakuję do niej, zakrywając jej jedną dłonią usta, by nie zaczęła krzyczeć i dociskam do murku.

    – Kim jesteś, i co tu robisz? – mówię cicho. Usiłuję nadać głosowi stanowczy ton, jednocześnie próbując nie brzmieć jak ja.

    Odpowiedzią jest przerażony wzrok. No tak, maska, uzbrojenie i przede wszystkim rękawica na twarzy mogą przestraszyć. Gestem nakazuję jej milczenie.

    – Weszłaś na teren finału Ligi ASG, w czasie trwania meczu. Ostatni raz pytam, kim jesteś, i czego chcesz. – popuszczam rękę na jej twarzy. Umalowane oczy dalej patrzą na mnie nieufnie, ale nie krzyczy. Dobrze.

    – Jestem Karolina, szukam Janka. Mówił mi, że dzisiaj tu będzie.

    A to ci heca. Czego może ode mnie chcieć? Zachęcam ją na migi, by mówiła dalej. Przy okazji zdejmuję Bertę i odpinam przytroczone do niej okulary.

    – Chciałam mu życzyć powodzenia. Znasz go? – Czyli jednak mnie nie poznała.

    Zakładam jej kamizelkę, poprawiam klamry i podaję jej okulary.

    – Po co to? – pyta patrząc niezrozumiale na ściskaną w garści parę.

    – Dla bezpieczeństwa. Nasuwam je jej na oczy – Teren jest okamerowany. Jaki Janek?

    – No, Janek – wysila pamięć – Wołają na niego Johnny. Kojarzysz go? – Kiwnięciem głowy potwierdzam. – Zaprowadzisz mnie do niego?

    Przeczę ruchem głowy.

    – Zaraz będzie tu masa ludzi chcących Cię zabrać, pewnie mało łagodnie, do swojej bazy. Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce, potem go znajdę. – zerkam na nią wyczekująco.

    – To tu nie jest bezpiecznie? – pyta podniesionym głosem.

    Zanim odpowiem, słuchawka w uchu przemawia głosem Domi:

    – Okienko zamknięte. Sześciu typa, 3 z prawej i 3 z lewej strony przeszkody. Jedna minuta.

    Cholera. Za szybko.

    – Klękaj, głowa do ziemi. – warczę na sąsiadkę, samemu kucając.

    – Co..

    – Już!

    Nie protestuje dłużej, pada na ziemię i chowa głowę w ramiona. W kuckach wyciągam replikę z kabury i odbezpieczam. Zerkam na krótką lufę z wygrawerowaną inskrypcją. “Per aspera ad astra” – “Przez cierpienie do gwiazd”.

    – 20 sekund, pierwszy z twojej lewej- słyszę meldunek.

    – Co się dzieje? – pyta skulona kobieta po podniesieniu na mnie wzroku.

    Zamiast odpowiedzi przytykam do maski pistolet. Ma być cicho. Kiwa głową i na powrót się kuli. Przymykam oczy. Wyciągam broń przed siebie i zamieram w bezruchu.

    Trzaśnięcie gałązki. Ciche, wilgotne klapnięcie buta o ziemię. Jeszcze chwila. Nieznacznie się unoszę. Otwieram oczy i ustawiam się w stronę odgłosów. Ukazuje się lufa karabinka, potem ręka. Wyskakuję jak ze sprężyny. Podbijam karabinek do góry uzbrojoną ręką, drugą okręcam zdezorientowanego delikwenta plecami do siebie. Płynnym ruchem opuszczam w dół broń i pociągam dwukrotnie za spust w kierunku idącego frajera zaraz za pierwszym. Głupi, przechodzi mi przez głowę gdy pada na ziemię. Trzeci wyraźnie nie chce strzelać do swojego. Popycham szarpiącego się w uścisku gościa na niego. Zderzają się i na sekundę tracą równowagę. Tyle mi wystarcza. Strzelam cztery razy w plecy pierwszemu, po czym chowam podbiegam i z zamachu zdzielam trzeciego pięścią w twarz. Znowu pociągam za spust. Najpierw w nogi, potem w tułów. Pierwsza trójka z głowy.

    – Jeden jest przy paczce – melduje Owies.

    Czyli jednak nie śpią. Wiem, czemu nie strzelą. Za blisko paczki. Rzucam się szczupakiem za murek, lecąc unoszę broń, przy zetknięciu z ziemią pyknięcie gazu ogłasza wystrzał. Dostał w głowę. Nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć. Turlam się do najbliższego drzewa, wokół mnie śmigają białe kulki.

    – Sory! – krzyczę ochryple zza drzewa. Nikt nie lubi oberwać od karku wzwyż. Sam nie lubię tak załatwiać spraw, ale czasem zejdzie.

    – Luz – słyszę słaby głos.

    Kultura przede wszystkim. Z uśmiechem wychylam się na prawo. Są, blisko siebie. Głąby, besztam ich w myślach. Powinni iść na mnie z obu stron. Strzelam na oślep. Wdech, i wychylam się do przeturlania. Strzelam w ich stronę, jeden dał radę się uchylić. Drugi dostał w ramię, ale jeszcze się trzyma. Turlam się z powrotem za mur i przylegam do niego plecami.

    – Okrążają Cię. – słyszę spokojny głos Owsa.

    Ech, zamiast zabrać paczkę, zaczynają się bawić w kotka i myszkę. Nawet ich rozumiem. Cicho podskakuję i łapię się krawędzi muru. Podciągam i przerzucam się na dugą stronę. Ląduję na ugiętych nogach niemożliwie nisko. Coś musiało mnie zdradzić, bo ten, który dostał w bark odwraca się ku mnie. Za późno. Prask, prask i plask. Podbiegam do ostatniego, ale zdążył już podnieść broń i kolbą uderzyć mnie po ręce. Zdążam tylko strzelić w nogę. *Klank* – metaliczny odgłos informuje mnie o pustym magazynku. Siła uderzenia mnie obraca. Wykorzystuję to obracając się płynnie i uderzając łokciem w skroń. Zamroczyło go, ale nie upadł. Puszczam boczniaka lewą ręką, która wędruje do biodra. Ruchem prawej wyrzucam opróżniony magazynek daleko w bok. Widzę, że powoli zaczyna odzyskiwać równowagę. Nie patrząc na ręce, wyciągam magazynek i jednym płynnym ruchem wkładam go do pistoletu. Kciukiem prawej trącam dźwignię zamka, sunie do tyłu ładując pocisk. Kopniakiem posyłam swojego przeciwnika na ziemię i klękam nad nim, z lufą tuż przy jego skroni.

    – Zgłoś to – mówię cicho.

    – Kwatera, to Du.. – ręką zasłaniam mu usta i przytykam lufę do czoła. Znak, że dostał w głowę z bliskiej odległości.

    Wstaję znad próbującego wstrzymać oddech pechowca. Chowam broń do kabury.

    – Kim ty jesteś? – słyszę pełen strachu głosik.

    Odwracam się w stronę kobiety i podaję jej dłoń pomagając wstać.

    – Jestem Duch. A teraz ty masz być moim cieniem. Robisz to, co mówię, kiedy to mówię. Tylko tak doprowadzę cię do Johnnego.

    Pseudonim Duch. W ramach zakładu raz się zakradłem do policjanta i wyjąłem mu pałkę z kabury. Zorientował się dopiero, kiedy przeszedłem na wprost niego, bezczelnie machając wspomnianą pałką. Wylądowałem za to na dołku, ale śmiechu było co nie miara. Ten sam policjant przyszedł do mnie wieczorem kiedy siedziałem w celi z rękami pod głową i powiedział, że nigdy nie widział człowieka, który porusza się jak duch. No i się przykleiło.

    – Możesz biec?

    – Tak – odpowiada drżącym tonem.

    – Masz jakieś 6 minut oddechu – słyszę w radiu.

    – Lewy, zgraj zrzut – rzucam w słuchawkę.

    Mamy niezły kawałek. Ale pierwsza przeszkoda pokonana. Po jakimś półkilometrowym biegu z przerwami na wybadanie obszaru przed nami przez Lewego, gdy słyszymy huk moździerza. Mam nadzieję, że trochę ich przerzedziliśmy. Biegniemy dalej.

    – Stop! – oznajmia Lewy – dwa cele, 200 metrów z przodu. Chowajcie się.

    Po lewej las, po prawej las. Decyduję się na prawo, więcej liści. Odpinam ciasno zwiniętą siatkę maskującą od swojej kamizelki.

    – Chodź – syczę do Karoliny.

    10 metrów od drogi widzę sporą hałdę liści. Rozkładam obok siatkę.

    – Wchodź – mówię do czterdziestolatki.

    Bez słowa opada na kolana i wpełza między brezentową płachtę a nawleczone na cieniutkie linki uschnięte listki i gałązki. Mimochodem zauważam jej wypiętą przez sekundę pupę. Przełykam ślinę. Dla pewności jeszcze zrzucam szybko na nią hałdę liści. Po czym pakuję się za nią do środka. Jest ciemno i duszno. Projektując ten kamuflaż nie brałem pod uwagę przebywania w nim dwóch osób jednocześnie. Brak miejsca powoduje, że muszę się ułożyć na niej. Głowa przy głowie, pęczniejący szybko kutas na jej tyłku. Musi to czuć. Lekko odwraca głowę patrząc na mnie. Kładę palec na ustach. Lekko kiwa głową. Na zewnątrz słyszę szelest. Zerkam przez szparę w liściach i dostrzegam pół metra od nas dwie pary butów.

    – Widzisz coś?

    – Nic, pusto. Nieźle nas urządził, co? Podobno utłukł cały zwiad strzegąc VIPa.

    – Gadanie. Musiał mieć wsparcie. Żaden facio nie rozwali całego zwiadu. Poza tym mamy przecież asa w rękawie. Jak coś, to oni go rozwalą. – rechot jest nieprzyjemny. -Chodź, nic tu po nas.

    Buty odwracają się i odchodzą. Ale nie ruszam się. Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że przyciskanie penisa do ponętnego ciała nie ma na to jakiegoś wpływu.

    – Czysto – Głos Owsa.

    – Czysto- potwierdza Domi.

    – I czysto – mówi Lewy.

    Wycofuję się i rutynowo szukam zagrożenia. Nic. Klepię w łydkę Karolinę i pomagam jej wstać.

    – Idziemy.

    Trzymając broń w pogotowiu, biegniemy dalej. Połowa dystansu za nami. Biegnę za nią nieco po boku, starając się nie gapić na jej podskakujące pośladki. Nagle słyszę ostry głos w słuchawce:

    – Z tyłu!

    Popycham swoją sąsiadkę na bok, do drzew i zaczynam się obracać. W tej samej chwili czuję ból w udzie i przewracam się na ziemię. Turlając się dalej od kobiety ostrzeliwuję teren za nami.

    – Jeden zdjęty – słyszę głos Domi.

    – Drugi zdjęty. Czysto. – odzywa się Owies.

    Cholera, czy ta dwójka z wcześniej coś usłyszała, czy to zwykły przypadek? Wzruszam ramionami. Nie czas na dywagacje. Z kieszeni spodni wyciągam bandaż i przewiązuję nim udo, dbając, by czerwona plama ulokowała się z tyłu. No i po bandażu. Zostaje mi jedno trafienie na kamizelkę i będę bez niczego. Znowu dywagacje, stwierdzam podnosząc się z trudem z ziemi. Muszę udawać, że mnie to boli. Utykać przez jakiś czas. Podchodzę do mojego VIPa, w międzyczasie zmieniając magazynek po raz kolejny.

    – Cała?

    – T.. T.. Tak – odpowiada w szoku.

    Biedactwo, nie jest przyzwyczajona do strzelania. Zabiorę ją na strzelnicę, postanawiam. Delikatnie pomagam jej wstać. Ocieram jej twarz z kurzu i wyciągam do niej rękę. Chwyta ją i kuśtykając udajemy się w dalszą trasę. Mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek.

    Pół godziny później zatrzymujemy się na odpoczynek. Widzę, że już ledwo dyszy. Nie winię jej, noszenie Grubej Berty tak długo wbija człowieka w ziemię. Szturcham ją i pokazuję, jak ma oddychać. Nie chcę, żeby padła przez przewentylowanie się. Głęboki wdech, głębszy wydech. Po chwili jej oddech się normuje. Uśmiecha się do mnie z wdzięcznością.

    – Nie jesteś rozmowny, co? – śmieje się.

    “Nie mniej niż ty wczoraj” myślę z rozbawieniem. Żeby podtrzymać złudzenie i po prawdzie mój styl na strzelankach, wzruszam tylko ramionami. Pospieszam ją gestem.

    – Jeszcze chwilę, proszę – przeczę tylko głową.

    – Niedaleko – pada z moich ust burknięcie.

    Ciężko wzdycha, ale posłusznie zaczyna truchtać. Jest wytrwała. Podziwiam ją. Znam ją i wiem, że jak się uprze, nie da się jej od danego postanowienia odciągnąć. Poza tym, że jest diabelnie seksowna, ma też czym myśleć. Czasem dla sportu rozmawiamy samymi powiedzonkami. A rozmawiamy dużo, o wszystkim, a tematów nigdy dość. Otrząsam się i ruszam za nią. Standardowo, za plecami teoretycznie jest zagrożenie. Nagle coś mi się nie zgadza. Zatrzymuję ją szarpnięciem, kieruję za mnie i celuję przed siebie. Słyszę jej przestraszony oddech.

    – Przód czysto. Co jest? – Lewy pierwszy się orientuje.

    Prawie niezauważalnie kręcę głową. Coś jest nie tak jak powinno. Nie wiem, co mnie zaalarmowało.

    – Tył czysto – słyszę Domi.

    Więc o co chodzi?

    – Nic nie ma.. – zdezorientowany Owies pewnie złapałby się za głowę.

    Coś jest. A właściwie: ktoś. Spięty, dalej lustruję okolicę. Nagle sztywnieję. Opuszczam głowę. Widnieją na niej trzy czerwone plamki. Kto dał radę prześlizgnąć się niezauważony przeze mnie? To ten as w rękawie, o którym słyszałem wcześniej?

    – Nie strzelać – mówię półgębkiem. Dalej staram się, by mój głos brzmiał inaczej.

    Powoli podnoszę łapy do góry. No dobrze, zagram. Nagle spomiędzy krzaków po lewej wychodzą dwie postacie. Jeszcze jedna zza drzewa w pięknym maskującym komplecie. Wszystkie lufy wycelowane we mnie.

    – Duchu, jak to wspaniale cię widzieć. Starzejesz się, brachu. – słyszę rozbawiony głos.

    Ha, ze wszystkich dzisiejszych niespodzianek ta jest najmniej przyjemna. Mam jakieś 600 metrów do pozycji Kary, kilometr do centrali. Oczywiście, że tutaj akurat zastawił pułapkę. Na środek drogi gnida.

    – Igor – mówię martwym głosem.

    – Pamiętasz mnie? Czuję się zaszczycony.

    Idzie w moim kierunku. Swoich trzech przybocznych ma za sobą.

    – Ile to już czasu minęło? Za dużo, nie dzwonisz, nie piszesz. A-a-a, broń do kabury, mój drogi. Powolutku. – zauważa mój ruch. Kurwa. Mogę wyłącznie siebie winić. Przecież sam go szkoliłem. Robię co każe.

    – Pico belo, mi amore, pico belo. Więc to jest ta paczuszka? Już wiem, dlaczego od razu do niej poleciałeś. Pewnie masz ochotę zaruchać? Kochany, nie twoja liga. Może i cicho się poruszasz, ale przy tej tutaj potrzeba czegoś więcej.

    Twarz pod kominiarką wykrzywia mi wściekły grymas. Pięści bezwolnie się zaciskają.

    – Och, no nie denerwuj się. Po prostu przyznaj, że jestem od ciebie lepszy i przyłożę ci lufę do główki, co ty na to?

    Oburzone fuknięcie za moimi plecami wskazuje, że Karolina wyrobiła sobie już o nim opinię. Z tą myślą wraca mi nagle trzeźwość myślenia i oceny sytuacji. Musimy się zgrać wszyscy, inaczej nici wyjścia z tego cało. Rozluźniam palce.

    – Oślizgły z ciebie gad, wiesz? – mówię. Zbliża się o następny krok.

    – Wiem, dlatego mogłem cię złapać. Obróć się.

    Wykonuję to powoli. Jak tylko ustawiam się plecami do Igora, szepczę:

    – Jak się zacznie, schowaj się za drzewem po prawej.

    Ledwo skinęła głową. Dobrze. Kończę ruch.

    – Zadowolony?

    – Bardzo. Ile wyciskasz? – pyta ze śmiechem.

    – Jedynka oznaczona. – słyszę w uchu Lewego.

    – Dwójka oznaczona – teraz Domi się odzywa. Wraca mi pewność siebie.

    – Czekaj na trójkę – Owies, kurwa, pospiesz się.

    – 80 kilo. – mówię.

    – No proszę. No cóż. Dużo Ci to teraz nie da. Klęknij sobie.

    Powoli klękam na jedno kolano.

    – Trójka gotowa. Zostaje ci Igor. Na twój znak.

    – To kończymy, prawda? Ostatnie słowo? – staje praktycznie 3 kroki przede mną.

    – Zapomniałeś o czymś – mówię rozbawiony zatrzymując ruch w połowie.

    – Niby o czym?

    – O tym, że nigdy nie pracuję sam – mówiąc to zaciskam pięść prawej dłoni.

    Jeden po drugim, wszyscy padają. Zaskoczony odrywa ode mnie wzrok na moment. Zrywam się do Igora, odbijam mu broń w lewo i chwytam jego rękę. Uderzeniem łokcia go rozbrajam. Moje kolano ląduje w jego brzuchu. Podcinam go jeszcze i moja dłoń ląduje na pistolecie w kaburze.

    *Bang*. *Bang*. *Bang*. Trzykrotny gong. Dalej go trzymam, ale rozluźniam prawą dłoń spoczywającą na rękojeści. Zauważam, że sąsiadka jest przy drzewie.

    – “Ogłoszenie. Brawl: Igor kontra Duch.” – Ponowne uderzenie w gong kończy komunikat.

    To się porobiło, ha. Brawl. Jeden na jednego. Jeśli ktoś się wtrąci, jego drużyna z miejsca jest dysklasyfikowana. Momentalnie od niego odskakuję. Jeszcze ma czelność się śmiać. Podchodzę spokojnie do Karoliny.

    – Nie wtrącaj się, choćby nie wiem co się działo. Zrozumiano?

    Kiwa głową. Dobra, to to mamy z głowy. Widzę, że Igor zaczął się już przygotowywać. Zdejmuję kamizelkę z grzbietu i układam ją przy drzewie. Następnie wyciągam broń. Kładę ją na kamizelce. Ostatnią rzeczą są okulary. Układam je na wierzchu, po czym odwracam się do mojego przeciwnika. Stajemy naprzeciw siebie.

    *Bang*. Gong daje sygnał do startu. Okrążam go. Po chwili rusza na mnie. Blok, unik i kontra. Niestety, przy okazji zarabiam sierpowym. Chcę to szybko skończyć. Okładam go po klatce, on mnie po głowie. Nie przed każdym ciosem daję radę umknąć. Chwieję się pod wyjątkowo mocnym ciosem na brzuch. Jednocześnie sprzedaję mu kopa w odsłonięty bok. Obaj się chwiejemy. Przy następnym zamachu łapię moją rękę. Widzę na jego ustach tryumfalny uśmieszek. Inkasuję kopnięcie w kolano. Staw trzeszczy, zwijam się z bólu. Ciągnie mnie do drzewa i praktycznie o nie rzuca. Au. Podnoszę oczy na przerażoną twarz Karoliny. Nie dostrzegam ciosu w szczękę. Jego pięść jest młotem, pień kowadłem. Zakręciło mi się w głowie. Pęka mi warga, pewnie z lewej strony też coś sobie rozciąłem pniem, bo czuję lepkość we włosach. Drugiego ciosu nawet nie zauważam. Widzę moją boginię, jej rozwarte w krzyku usta.

    – DUCH, WSTAWAJ!! – krzyczy. Jakbym nie próbował.

    – Weź się w garść i dojeb idiocie.. – słyszę jeszcze w słuchawce głos Lewego.

    Ej, to ja tu obrywam. Igor nachyla się do mnie.

    – Widzisz, już kończymy. A potem zajmę się tą twoją kurwą.

    O, nie. Nikt tak nie zwraca się do kobiety w mojej obecności. A już zwłaszcza do mojej kobiety. Przy spadającym ciosie szarpię głową w tył, jego ręka uderza w pień drzewa. Słyszę chrzęst. Prawą dłonią zbijam jego rękę, a lewą uderzam otwartą dłonią w jaja. Zgina się wpół. Z rykiem wściekłości podnoszę się na nogi. Moje kolano, jego twarz. Raz, drugi i trzeci. Puszczam go i ląduje na ziemi. Odwracam się i upadam na kolano. Podwijam nieco kominiarkę, żeby splunąć krwią i z powrotem ją nakładam. Dobrze, że blondynkę mam za plecami.

    – Skończmy to. – słyszę.

    Odwracam się i widzę podnoszącego się Igora. Wstaję i zbieram siły. Nic innego mi nie pozostało, nie mam już sił. Przyjmuję pozycję do wing-tsun. Zobaczymy, ile faktycznie jest to warte. Otwarte dłonie trzymam rozluźnione. Biegnie do mnie. Tuż przede mną chce mnie uderzyć. Zbijam jego ruch dłonią, drugą trafiając go w twarz. Zachwiał się.

    – Kończmy – mówię.

    Podnosi prawą rękę. Wykorzystuję okazję. Przypadam do niego, okręcam wokół jego ramienia swoje, blokując mu je pod pachą. Próbuje coś zrobić lewą, ale odtrącam ją niedbale. Podstawiam mu stopę pod nogę i z całej siły uderzam otwartą prawą dłonią w jego mostek. Upada na plecy. Próbuje wstać, ale ręce odmawiają mu posłuszeństwa.

    *Bang*. *Bang*. *Bang*.

    – Brawl wygrywa Duch.

    W uszach mi dzwoni, ale mimo to słyszę wiwaty. Podchodzę do swojej kupki, pakuję wszystko na siebie i idę do VIPa.

    – Teraz zabiorę Cię do Johnnego – mówię zmęczonym głosem.

    Rzuca mi się w ramiona. Odwzajemniam uścisk. Szybko jednak się wyślizguję.

    Po dotarciu do Kary witają mnie jak bohatera. Klepanie po ramionach nie ma końca. Kara siedzi pod drzewem i macha do mnie ręką. Daję radę tylko podnieść swoją. Idziemy dalej do centrali.

    Przy centrali już z daleka krzyczą do mnie o hasło. Podaję odzew i wszystkie karabiny się rozluźniają.

    – Ładny wycisk mu dałeś – mówi Gen.

    – Skąd..

    – Skąd wiem? Bo mam obraz na żywo z tego co się dzieje, jako że sam nie biorę udziału w walce. Leć do medycznych, potem masz 40 minut wolnego. A ja pogadam sobie z naszą koleżanką. – i uśmiecha się do niej.

    Jeszcze chwyta mnie za rękę.

    – Obiecałeś – mówi z wyrzutem.

    Gdyby była w stanie dostrzec, ujrzałaby moje mrugnięcie. Kiwam głową na znak, że pamiętam. Idę do saloniku medycznego, gdzie obmywają mi wargi z krwi. Skaleczenie z boku głowy okazuje się niegroźne, więc szybko od nich wychodzę. Pytam tylko, czy z Igorem w porządku. Dostaję potwierdzenie, że już się nim zajęli. Zamroczony, ale przeżyje. Z ulgą przyjmuję nowinę. Nie chciałbym, żeby był trwale uszkodzony. Zakładam znowu maskę i wychodzę. W głównym pomieszczeniu uderza mnie światło monitorów i panujący nad nimi Gen.

    – Jakim cudem wynajdujesz sobie zawsze najładniejsze laski, nigdy chyba nie zrozumiem tego fenomenu. Ale szuka Ciebie, więc startował nie będę. Przy okazji: czemu nie powiedziałeś jej, że ty to ty?

    – Szczerze? Dla zabawy. Nie uważasz, że wyszło całkiem znośnie? – pytam śmiejąc się.

    – Z Igorem przez chwilę się martwiłem. Ale nieważne. Póki co idź do niej. Macie 40 minut. – na odchodnym widzę jego wyszczerzone zęby i mrugnięcie.

    – Zbyt obolały jestem – twierdzę, ale nie przekonuję nawet sam siebie.

    Po krótkich poszukiwaniach natykam się na otwarte drzwi. W środku stoi przy oknie ona. Dalej w kamizelce i okularach. Dobrze, nawet tutaj mogą w każdej chwili wpaść. Wchodzę i zamykam za sobą drzwi z rozmachem. Podskakuje w miejscu i obraca się do mnie. Siadam bez słowa na pryczy w rogu pokoiku.

    – W porządku? – pyta z niepokojem.

    Dawno nie czułem się tak dobrze. Podnoszę wzroki cieszę się widokiem. Dopasowane leginsy podkreślają jej kształty, wyżej kończy się zabudowana kamizelka. Choć skrywa jej walory pod ciężkim materiałem, nietrudno domyśleć się potęgi jej sporego biustu. Opina się na jej klatce, zwężając w talii. Nie spodziewałem się takiego widowiskowego efektu ubierając ją w nią. Jej cycki pewnie są bardzo rozpłaszczone i podrażnione w tej chwili. Na samą myśl o jej zaróżowionych z udręki sutkach krew napływa mi do fiuta. Potwierdzam skinięciem.

    – To dobrze. Czy teraz mógłbyś poszukać Janka? – nadzieja w jej głosie jest bardzo łatwa do wychwycenia.

    Udaję się w stronę drzwi. Jednak zamiast wyjść, zasuwam skobelek. Odwracam się i powoli do niej podchodzę. Zaczyna się cofać do ściany. Zdejmuję kamizelkę i rzucam w kąt. Napieram na nią bardziej, od jej biustu dzieli mnie jedynie Berta.

    – Co robisz? Zostaw mnie! – prawie krzyczy.

    Podnoszę ręce do kominiarki powoli ją zdejmuję. Zatrzymuję się nad ustami i wyciskam na jej wargach mocny pocałunek. *Plask*, dostałem mocnego liścia. Obolała jeszcze twarz płonie na nowo. Nic nie mówię tylko dalej zdejmuję maskę. Niedowierza. Widzę jak przez jej twarz przelatują skrajne emocje. Od początkowego przestrachu poprzez niedowierzanie, na radości kończąc. Rzuca mi się na szyję i ściska z całych sił.

    – Ty debilu, jak ja ci… – nie daję jej skończyć, zamykam jej usta pocałunkiem.

    Dociskam ją bardziej do ściany próbując na ślepo zdjąć jej kamizelkę. W końcu się udaje. Berta spada na ziemię z cichym łupnięciem, odtrącam ją byle dalej od nas. Wreszcie czuję jej wielkie cycki rozpłaszczające się na mojej klacie. Moje ręce układam na ścianie, po bokach jej głowy. Nie ma gdzie uciec. Jakby na potwierdzenie, dociska się przyciska się jeszcze bardziej do mojego ciała. Nasze języki walczą ze sobą o dominację nad jamą ustną drugiej osoby. Jej dłonie spadają na mój tyłek. Dociska mnie do siebie, tak jakby chciała mnie wchłonąć w siebie. Zaczyna mi brakować tchu. Łapię ją jedną ręką za kark i zagryzam jej wydętą wargę. Próbuje się ode nie oderwać, ale trzymam mocno zębami jej wargę. Odchyla nieco głowę . Jej dolna warga dalej w moich ustach napina się lekko. Z jej ust pada jęk. Rozluźniam szczęki i przypadam z powrotem do niej, całując i liżąc jej obolała wargę. Gdy ja zajmuję się jej wargą, ona ślini moją górną. Zasysamy nawzajem swoje wargi. Wnętrze jej ust jest ciepłe i mokre. Kładę dłoń pod jej dupą i potrząsam jej jędrnym pośladkiem. Jej zadowolone pomruki są stłumione. Nagle podskakuje na i oplata mnie w pasie nogami. Dalej ssąc jej wargę, trzymam ją za twarde uda. Podchodzę do pryczy i siadam. Na moim kolanach wierci się piękna czterdziestolatka. Puszczam jej wargę i wpycham jej język do gardła. Ślina miesza się w naszych ustach, zaczyna nam brakować tchu, ale żadne z nas nie chce przerwać pieszczot. Liżemy zachłannie swoje usta, by po chwili niechętnie się oderwać.

    – Mamy mało czasu, złotko.

    – Weź mnie na szybko. – mówi mi namiętnym głosem i oblizuje usta.

    Nie tracąc ani chwili, ściskam jej dupkę. Mocuje się z rozporkiem, ja zwijam jej leginsy poniżej dupci. Potem rozpinam jej kurteczkę. Ukazuje mi się biała koszulka przez które wyraźnie przebijają jej sutki. Lewą ręką dalej trzymam ją za tyłek, prawa ląduje na jej cycku. Ugniatam obie krągłości cały czas wymieniając się z nią kapiącą na wszystkie strony śliną. Zerkam w dół na uwolnionego penisa. Oddzielają mnie od jej gorącej cipeczki jedynie wilgotne stringi. Odchylam pasek i dotykam wygolonej pizdy. Obydwoje wydajemy z siebie jęknięcie. Ruchy jej tańczących bioder zostawiają na fiucie ślady jej śluzu. Chwile tak po mnie jeździ, w końcu odrywa ode mnie usta.

    – Chcę go. Już! – prawie krzyczy.

    Dłonią nakierowuje mnie na wejście do dziurki. Patrząc sobie w oczy wstrzymujemy oddech. Powoli się opuszcza i centymetr po centymetrze zatapia mojego kutasa w swoim wnętrzu. Gdy dosiada mnie do końca otwiera szeroko usta w niemym krzyku, przymyka oczy ciesząc się twardością w jej wnętrzu. Powoli cofa biodra, by po chwili znów powolnym ruchem się nadziać. Z podniecenia przymyka oczy. Ujeżdża mnie tak przez moment. Nie wytrzymuję, i gdy cofa się tak, że główka prawie całkiem z niej wychodzi, szybkim ruchem nabijam ją z powrotem. Wydaje z siebie cichy okrzyk. I jeszcze raz. Zostawiam e spokoju jej sutek – zjeżdżam dłonią na jej biodro. Nadaję jej szybkie tempo. Jeżdżę językiem po jej szyi. Ciągle jęczy. Nie wiem, czy ktoś nas słyszy, ale mam to gdzieś. Jęczenie doprowadza do tego, że zatrzymuję jej biodra. Patrzy na mnie nieprzytomnie, wierci pupą.

     

    – Chcę jeszcze – mówi niskim głosem.

    – Dam ci więcej, suczko, już teraz. – mówiąc to przekładam sobie jej nogi przez barki i podnoszę się.

    Z chujem wciąż w jej gorącej cipce, uginam kolana i zaczynam ją ruchać na stojąco. Rękami trzymam ją za tyłek, ściskając do bólu. Z otrzymywanych doznań, otwiera oczu i usta szeroko. Zanim zacznie jęczeć, rozkazuję jej:

    – Gryź.

    Z pasją rzuca się na moją szyję. Chwyta zębami skórę na szyi i zaczyna ciągnąć. Sprawia mi tym przyjemny ból. By nie pozostać wobec niej dłużnym, moje biodra pracują jak szalone. Pozycja, choć bardzo podniecająca, szybko mnie męczy. Podchodząc do ściany, ciągnę ją mocno za włosy odrywając od pokąsanej szyi. Zdąża jeszcze polizać maltretowane miejsce zanim zrzucam ją na podłogę. Momentalni zaczyna bawić się moim chujem, ale mam inne plany. Brutalnie odciągam jej głowę i odwracam tyłem do siebie. W mig pojmuje, co chcę zrobić. Wypina do mnie swoją krągłą dupę i staje w rozkroku. Ręce lądują na ścianie. Chce zsunąć swoje stringi, ale uderzam ją po rękach. Posłusznie opiera dłonie znowu na chłodnym betonie. Przejeżdżam dłonią po jej rowku, lekko zahaczając o jej odbyt. Kończę ruch na jej łechtaczce, którą delikatnie masuję. Nabiera głęboko powietrza. Jej biodra same zaczynają jeździć po moim kutasie. Chcę ją jeszcze trochę potrzymać w niepewności, więc jadę dłonią z biodra po jej boku. Prześlizguję się po jej piersi, docieram do szyi. Zaciskam palce, jej tyłeczek jeszcze bardziej na mnie napiera. Jednym ruchem wchodzę w nią cały. Jest strasznie wilgotna. Jej twarz robi się czerwona. Lekko rozluźniam palce, by mogła wziąć oddech, potem znowu przyduszam. Robię to kilkukrotnie. W jej cipce jest tak mokro, że słyszę chlupotanie. Uderzam ją w tyłek, zostaje ognisty ślad. Wreszcie czuję, jak zaciska się na mnie mięśnie. Lekko ja przyduszając, nie daję jej krzyczeć. Słyszę tylko głuche stęknięcia. Nogi drżą, zamyka oczy w przeżywanej ekstazie. Jej orgazm wyrzuca mnie z niej i wytryskuje mi na kutasa i spodnie swoje soki. Podtrzymuję ją, żeby nie upadła w niewielką kałużę miłosnego nektaru. Kiedy wraca do rzeczywistości, odwraca się do mnie. Jej pocałunek jest głęboki i namiętny. Odwzajemniam go z niemałą przyjemnością. Wciąż na wpół ubrana opada przede mną na kolana. Przez sekundę przypatruje się mojemu purpurowemu prąciu, po czym oblizuje po całej długości. Wydałem z siebie pomruk zadowolenia. Ręce splata za plecami. Jej pełne wargi obejmują mnie szczelnie, gdy rozpoczyna wędrówkę ustami w dół męskości. Gdy dojeżdża do końca, stara się ruszać językiem. Głaszczę jej włosy, gdy wycofuje głowę. Gdy chciałem wypchnąć biodra ku spotkaniu z jej ponętnymi wargami, zerka w górę i marszczy brwi z oburzenia. Przestaję. Jej wzrok w jednej chwili zmienia się z oburzonego na wyuzdany. Wyciąga prawie całego z ust, zostawia jedynie główkę. Zaczyna kręcić na nim kółeczka językiem, ręką brandzlując kutasa po całej długości. Ssie mnie mocno, zaciskam oczy i pięści. Zaraz dojdę. Z głośnym cmoknięciem wypuszcza kutasa z ust. Wali go obiema rękami, ściskając ramionami piersi tak, bym zobaczył między nimi rowek. Przygryza wargę, cicho jęcząc.

    – Błagam, daj mi swoją spermę. Jestem od niej uzależniona, tak jak od twojego kutasa. – mówi namiętnym głosem.

    Gdy przez moje ciało przechodzą dreszcze, pakuje go całego do swojego gardła. Pompuję swoje nasienie bezpośrednio do jej przełyku. Krztusi się, z oczu lecą jej łzy, ale nie puszcza, przełyka każdą salwę. Nachylam się nad nią i z fiutem w ustach, trzepnąłem ją w pośladek. W końcu wysuwam z jej ust oklapłego penisa. Po brodzie ściekła jej strużka spermy, ale szybko ją oblizała. Otwiera usta, pokazując mi, że wszystko przełknęła. Uśmiecham się i pomagam jej wstać. Muskam wargami jej usta i przytulam do siebie. Trwamy tak, dopóki nie rozlega się pukanie.

    – Duch, koniec spania, za minutę Gen chce cię widzieć.

    Wzdycham ciężko. Mrugając do niej, zakładam rzuconą w kąt kamizelkę. Kątem oka obserwuję, jak podciąga spodnie i zapina kurtkę. Zanim nałożę rękawiczki i kominiarkę, pomagam uporać jej się z założeniem swojej. Poprawiam nieco jej włosy, ona mi rozporek. Korzystając z bliskości całuje mnie w poranioną szyję. Stękam głucho. Nakładam rękawiczki i wciąż się do niej uśmiechając zmieniam się w Ducha. Podczas zakładania okularów, zbliża się do mnie. Ujmuje w dłonie moją twarz i składa na masce pocałunek.

    – Jestem tylko twoja. – i rumieni się uroczo.

    – A ja twój – odpowiadam nieco zaskoczony. Nie wiem, skąd u niej taki romantyzm.

    Otrząsa się i macha do mnie, jak wychodzę z pokoju. Na korytarzu panuje ruch. Podchodzę do stojącego nieopodal mojego zespołu. Wyciągam rękę i Owies rzuca mi moją snajperkę. Dźwignia przeładowania znajduje się w nieco innej pozycji.

    – Strzelałem z niej 5 razy. – mówi nieco zakłopotany.

    – Grunt, że celnie. – odrzekam i przekładam pas nośny przez ramię.

    – Zostały niedobitki, które próbują zdobyć centralę. W 10 minut – parska Lewy zerkając na zegarek.

    – Dach? – pyta Domi.

    – Dach – potwierdzam z uznaniem.

    Idziemy szybko w stronę klatki schodowej. Ludzie schodzą nam z drogi. Wychodzimy na dach i układamy się w rządku.

    – Jaka ona jest? – chce wiedzieć Domi.

    – Miła. Sympatyczna. Polubiłybyście się. – zbywam pytanie.

    – Nie o to pytała – Lewy odzywa się patrząc przez lunetę.

    – Ech.. Dycha, że nie trafisz gościa przy pieńku. – przerywam, próbując wybrnąć od tych pytań.

    – Tego? – pyta pociągając za spust. Biała kulka kreśli płaski łuk i trafia we wspomnianego wroga.

    Bez słowa wyciągam portfel i wyciągam dychę. Chichot Owsa burzy krępujące milczenie. Wszyscy chichotamy jak nastolatki.

     

    *Bang*. *Bang*. *Bang*. *Bang*.

    Oto sygnał końca walk. Zmęczeni, stajemy nad krawędzią budynku, poklepując się po ramionach.

     

    30 minut później odbywa się ceremonia wręczenia trofeum i pamiątkowe zdjęcia zespołów. Wszyscy bez masek, jedynie nasza czwórka się ich nie pozbyła. Następnie ogłoszenie indywidualnych nagród, jak w każdym sporcie. Najlepsza taktyka, najlepsza akcja, itp. Dostaję jedno – za najwięcej zestrzeleń. Potem przychodzi czas na MVP. Otrzymuję ten tytuł przez wzgląd na brawurowo wykonane przechwycenie VIPa, jak i za wygrany Brawl. Skromny medalik wręcza mi Karolina, całując w oba policzki. Robimy sobie zdjęcie. Jedną ręką obejmując jej bok, drugą trzymam medalik.

     

    O 17 następuje wielkie ognisko. Wcześniej zarządziłem zdjęcie dystynkcji. Idę wziąć prysznic, który jest na terenie. Cicha nadzieja na odwiedziny szybko mija, gdy obmywam potłuczone ciało. Wychodzę i idę w kierunku ognisk. Siedzimy w kółku, opowiadając sobie żarty i piekąc kiełbaski. Zerkam co chwilę w stronę siedzącej z organizatorami blond sąsiadki. Jej wzrok też spotyka się z moim. Leciutko przygryza wargę. To nie koniec igraszek na dzisiaj, myślę. Zerkając po raz kolejny nie zauważam jej. Moi znajomi milkną i odwracam się. Stoi nade mną, już bez kamizelki ani okularów. Przysiada się do nas i zaczyna z nami rozmawiać i żartować.

     

    Blisko 20 decyduję się wracać. Jestem obity i zmęczony. Zbieram ludzi i idziemy do auta. Po chwili dogania nas Karolina. Domi z Lewym wymieniają znaczące uśmiechy. Otwieram auto i usłużnie przytrzymuję drzwi kobiecie. Reszta z jękiem pakuje się na tył. Rozwożę wszystkich sprawnie do domów. Żegnamy się wylewnie. Zostajemy z moją pięknością sami w aucie. Prowadząc auto, całuję jej palce.

     

    – Kolacja? – pytam z uśmiechem.

     

    – Z przyjemnością. – odpowiada zadowolona.

    W drodze rozmawiamy o moim zespole. Polubili ją, ona ich też.

    Parkuję na parkingu. Wyciągam torbę i kroczymy do mojego mieszkania. Nieco zaskoczony widzę, że wysprzątała dowody naszych igraszek.

     

    – Moja kochana, weź długą gorącą kąpiel, ja w tym czasie przygotuję jedzenie. – mówiąc to otwieram lodówkę i lustruję zawartość. Wystarczy na moje popisowe danie.

     

    – Wezmę od siebie ubranie na zmianę i przyjdę się tu wykąpać, chyba nie będzie ci to przeszkadzać? – uśmiecha się zagadkowo i wychodzi. Zabieram się szybko do gotowania. Mimochodem tylko rejestruję odgłos otwieranych drzwi i szybkie kroki do łazienki. Kroję kurczaka w kawałki i wkładam go do naprędce stworzonej marynaty. Wrzucając kurczaka na patelnię przygotowuję oprawę. Siekany szczypiorek, cebulka, skórka pomarańczy i chili. Zdejmuję kurczaka i wrzucam na patelnię dodatki, pokrapiając olejem z orzecha i ostrym sosem. Potem wrzucam znowu kurczaka na patelnię. Ma się chwilę podusić, akurat, żebym się przebrał. Nagle wpada mi do głowy diabelny pomysł. Rozciągam wargi w uśmiechu. Szybki skok do szafy i wyciągam z niej małe pudełeczko. Rzut oka upewnia mnie, że niczego nie ubyło. Wyciągam mały pilocik i chowam go do kieszeni.

     

    – “Skoro sama stwierdziła..” – nie kończę myśli.

     

    Zanoszę pudełeczko do łazienki, pukam i nieznacznie uchylam drzwi. Wsuwam tylko rękę, mówiąc “Przymierz, proszę” i szybko się cofam. Zmieniam bieliznę, na to czarną koszulę wpuszczoną w jeansy. Akurat, kiedy zapinam pasek, przestaję słyszeć pluski wody. Wyciągam kurczaka w omaście na dwa przygotowane zawczasu talerze i kładę na stole. Z lodówki na wino wyciągam butelkę i otwieram. Miło pachnie. Rozlewam do kieliszków. Szukam przez chwilę jakiejś świeczki. W momencie jej zapalania gaszę światło tworząc przyjemny półmrok.

    Wychodzi po 3 minutach. Afrodyta. Rozpuszczone włosy opadają jej na jedno ramię. Krwistoczerwona szminka uwypukla kształt jej seksownych warg. W długiej, śnieżnobiałej sukni, odsłaniającej jej talię i plecy wygląda zjawiskowo, biorąc pod uwagę jej opaleniznę. Biust wypycha materiał sukni, i mimo że nie widać jego skrawka, dopasowany krój pozostawia wyobraźni jedynie co do koloru jej brodawek. Bo stanika nie założyła. Widzę, jak sutki lekko przebijają suknię. Opinająca się suknia na jej biodrach wcina się lekko między jej nogi. Rozcięcie od biodra w dół ukazuje kształtne udo i łydkę. Zmysłowo wyciąga przed siebie stopę w białym sandałku i przejeżdża po niej dłonią. Zarówno paznokcie stóp jak i dłoni ma pomalowane na wściekłoczerwony kolor. Wypycha biodro w bok i opiera na nim dłoń.

     

    – Jak wyglądam? – pyta podchodząc do mnie kołysząc zmysłowo biodrami.

     

    – Jesteś boginią.. – udaje mi się skleić zdanie.

     

    – Dziękuję za prezent. Jest baardzo przyjemny – dotyka lekko krocza. Dałem jej jajko dopochwowe, sterowane z pilota.

    Odsuwam jej szarmancko krzesło. Siada z wdziękiem, nieznacznie się wypinając. Również siadam i zaczynamy jedzenie. Rozmawiamy o przeżyciach dzisiejszego dnia. O tym, jak się bała, o moich znajomych, o moim hobby. Czuję jej stopę muskającą mnie po wewnętrznej stronie uda.

     

    – Jestem z ciebie dumny. Dziękuję, że przyszłaś, aczkolwiek na początku miałem pewne wątpliwości – mrugam znad kieliszka.

     

    – A ja lubię cię zaskakiwać.

     

    – A propos wcześniejszego.. – próbuję nawiązać do sytuacji z pokoju.

     

    Podstawia mi kieliszek do nalania. Już druga butelka poszła.

     

    – Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz poznać odpowiedź – mówi zmysłowo.

     

    Sięgam do kieszeni i naciskam guzik. Sztywnieje z kieliszkiem w połowie drogi do uchylonych ust. Wibracje nastawiłem na pierwszy poziom. Tak by przyjemność nie odebrała jej rozumu.

     

    – Coś nie tak? – pytam z udawaną powagą.

     

    Jej ręka wznawia przerwany ruch. Patrząc mi w oczy sączy wino, po czym oblizuje się. Jej stopa ląduje na moim kroczu. Atmosfera gęstnieje. Rozmawiamy dalej. Widzę, że jeszcze panuje nad sobą. Więc podkręcam obroty na drugi bieg. Razem z nim jajko powinno się nagrzać. Wypuszcza z ręki pusty kieliszek, który z brzękiem opada na stół i toczy się

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe

    Drugie opowiadanie z serii zabawka, podzielone na dwie części, przez zbyt długi tekst xD Zamierzam teraz skupić się na pisaniu tych opowiadań, więc może do piątku/soboty uda mi się dodać kolejne 🙂

  • Zabawka cz. 2.2

    W drodze rozmawiamy o moim zespole. Polubili ją, ona ich też.

    Parkuję na parkingu. Wyciągam torbę i kroczymy do mojego mieszkania. Nieco zaskoczony widzę, że wysprzątała dowody naszych igraszek.

     

    – Moja kochana, weź długą gorącą kąpiel, ja w tym czasie przygotuję jedzenie. – mówiąc to otwieram lodówkę i lustruję zawartość. Wystarczy na moje popisowe danie.

     

    – Wezmę od siebie ubranie na zmianę i przyjdę się tu wykąpać, chyba nie będzie ci to przeszkadzać? – uśmiecha się zagadkowo i wychodzi. Zabieram się szybko do gotowania. Mimochodem tylko rejestruję odgłos otwieranych drzwi i szybkie kroki do łazienki. Kroję kurczaka w kawałki i wkładam go do naprędce stworzonej marynaty. Wrzucając kurczaka na patelnię przygotowuję oprawę. Siekany szczypiorek, cebulka, skórka pomarańczy i chili. Zdejmuję kurczaka i wrzucam na patelnię dodatki, pokrapiając olejem z orzecha i ostrym sosem. Potem wrzucam znowu kurczaka na patelnię. Ma się chwilę podusić, akurat, żebym się przebrał. Nagle wpada mi do głowy diabelny pomysł. Rozciągam wargi w uśmiechu. Szybki skok do szafy i wyciągam z niej małe pudełeczko. Rzut oka upewnia mnie, że niczego nie ubyło. Wyciągam mały pilocik i chowam go do kieszeni.

     

    – “Skoro sama stwierdziła..” – nie kończę myśli.

     

    Zanoszę pudełeczko do łazienki, pukam i nieznacznie uchylam drzwi. Wsuwam tylko rękę, mówiąc “Przymierz, proszę” i szybko się cofam. Zmieniam bieliznę, na to czarną koszulę wpuszczoną w jeansy. Akurat, kiedy zapinam pasek, przestaję słyszeć pluski wody. Wyciągam kurczaka w omaście na dwa przygotowane zawczasu talerze i kładę na stole. Z lodówki na wino wyciągam butelkę i otwieram. Miło pachnie. Rozlewam do kieliszków. Szukam przez chwilę jakiejś świeczki. W momencie jej zapalania gaszę światło tworząc przyjemny półmrok.

    Wychodzi po 3 minutach. Afrodyta. Rozpuszczone włosy opadają jej na jedno ramię. Krwistoczerwona szminka uwypukla kształt jej seksownych warg. W długiej, śnieżnobiałej sukni, odsłaniającej jej talię i plecy wygląda zjawiskowo, biorąc pod uwagę jej opaleniznę. Biust wypycha materiał sukni, i mimo że nie widać jego skrawka, dopasowany krój pozostawia wyobraźni jedynie co do koloru jej brodawek. Bo stanika nie założyła. Widzę, jak sutki lekko przebijają suknię. Opinająca się suknia na jej biodrach wcina się lekko między jej nogi. Rozcięcie od biodra w dół ukazuje kształtne udo i łydkę. Zmysłowo wyciąga przed siebie stopę w białym sandałku i przejeżdża po niej dłonią. Zarówno paznokcie stóp jak i dłoni ma pomalowane na wściekłoczerwony kolor. Wypycha biodro w bok i opiera na nim dłoń.

     

    – Jak wyglądam? – pyta podchodząc do mnie kołysząc zmysłowo biodrami.

     

    – Jesteś boginią.. – udaje mi się skleić zdanie.

     

    – Dziękuję za prezent. Jest baardzo przyjemny – dotyka lekko krocza. Dałem jej jajko dopochwowe, sterowane z pilota.

    Odsuwam jej szarmancko krzesło. Siada z wdziękiem, nieznacznie się wypinając. Również siadam i zaczynamy jedzenie. Rozmawiamy o przeżyciach dzisiejszego dnia. O tym, jak się bała, o moich znajomych, o moim hobby. Czuję jej stopę muskającą mnie po wewnętrznej stronie uda.

     

    – Jestem z ciebie dumny. Dziękuję, że przyszłaś, aczkolwiek na początku miałem pewne wątpliwości – mrugam znad kieliszka.

     

    – A ja lubię cię zaskakiwać.

     

    – A propos wcześniejszego.. – próbuję nawiązać do sytuacji z pokoju.

     

    Podstawia mi kieliszek do nalania. Już druga butelka poszła.

     

    – Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz poznać odpowiedź – mówi zmysłowo.

     

    Sięgam do kieszeni i naciskam guzik. Sztywnieje z kieliszkiem w połowie drogi do uchylonych ust. Wibracje nastawiłem na pierwszy poziom. Tak by przyjemność nie odebrała jej rozumu.

     

    – Coś nie tak? – pytam z udawaną powagą.

     

    Jej ręka wznawia przerwany ruch. Patrząc mi w oczy sączy wino, po czym oblizuje się. Jej stopa ląduje na moim kroczu. Atmosfera gęstnieje. Rozmawiamy dalej. Widzę, że jeszcze panuje nad sobą. Więc podkręcam obroty na drugi bieg. Razem z nim jajko powinno się nagrzać. Wypuszcza z ręki pusty kieliszek, który z brzękiem opada na stół i toczy się do świecy. Z jej ust wydobywa się głuchy jęk. Zaciska kurczowo nogi. Zaciska oczy, a jej ręka zaczyna schodzić pod stół.

    – Nie dotykaj się! – wybucham.

    Patrzy nieco przestraszona, ale posłusznie kładzie drżące dłonie na stole. Przestawiam ustawienie na trzeci i najwyższy stopień. Krzyczy z zaskoczenia i ekstazy. Ciałem targają spazmy, biust szybko faluje. W pewnej chwili jej ciało przechodzi mocniejszy skurcz. Szarpie ręką strącając widelec na podłogę.

    – Coś ci spadło. Bądź tak grzeczna i to podnieś. – patrzy na mnie nierozumnym spojrzeniem.

    Potem zsuwa się z krzesła. Odsuwam się nieco, by móc na nią patrzeć. Nie zważając na zagniecenia na sukni klęka pod stołem i podnosi sztuciec. Ciągle ze zwisającym językiem.

    – Ubrudziłaś krzesło – mówię zauważając mokrą plamę na siedzeniu. – Zlizuj.- pokornie wykonuje polecenie wypinając się do mnie. Czuję rosnące podniecenie, gdy widzę jej posłuszeństwo. Zlizuje mokrą plamę ze skórzanej tapicerki. Jej język pracuje bez chwili wytchnienia. Słyszę siorbanie i mlaskanie.

    – Dość – mówię – popraw teraz makijaż.

    Ale palnąłem. Mimo to wstaje na chwiejne nogi i idzie do łazienki. Dla wygody zmniejszam natężenie. Po chwili wraca. Muszę jej przyznać, że dała radę. Z rozmytym wzrokiem staje przede mną. Przestawiam pilotem na opcję numer trzy i widzę jej rozkosz. Zgina się wpół, spod jej sukni widzę spadające na podłogę krople soczków. Oczy uciekają jej trochę do tyłu. Uszy atakuje kakofonia jęków. Jej staranny makijaż zaczyna się rozmywać pod wpływem potu i okazjonalnej łzy spływającej po policzku.

    – Rozbierz się.

    Powolnymi ruchami zdejmuje z siebie suknię. Moim oczom ukazują się jędrne piersi, zaraz po nich płaski brzuch i na końcu czerwone figi. Kręci lekko biodrami i wyswobadza nogi ze skołtunionej sukni. Drżące mięśnie ud sugerują, że przeżywa orgazm za orgazmem.

    – Uklęknij. – mówię ochryple. Wykonuje polecenie bez wahania – Chcesz mojego chuja?

    – TAAAAAKK! – zawodzi.

    – Tak, i… – kluczowa chwila.

    – TAK, PANIE, DAJ MI SWOJEGO WIELKIEGO CHUJA, MUSZĘ GO PIEŚCIĆ! BŁAGAM!! – wykrzykuje.

    Jak oparzony zrywam się z krzesła zrzucając z siebie ubranie. Przyskakuję do niej i aplikuję jej rozgrzane lekarstwo do ust. Z jękiem witam jej oczekujące wargi. Czerwona szminka pozostawia na moim fiucie czerwony ślad. Dobijam jej głowę do nasady. Podwija wargi i dociska się mocniej do mojego podbrzusza. Zostawia mi idealne odbicie warg. Mmm, tak. Wycofuję jej głowę do połowy i znowu nabijam na kutasa. Rucham ją w twarz. Po raz drugi w ciągu 24 godzin. Podnosi na mnie wzrok, widzę w nim spełnienie w służeniu. Gwałtownie wyszarpuję swojego kutasa z jej ust. Kaszle i wypluwa na brodę gęstą ślinę. Ale dalej próbuje pochwycić go ustami. Zamiast jej na to pozwolić, biorę go w rękę i obijam nim jej twarz. Z wystawionym językiem przyjmuje pacnięcia. Jej anielska twarz robi się mokra. Podstawiam jej jaja przed nos, a sam masuję główkę. Zasysa najpierw jedno jądro, następnie drugie. Układam penisa na jej twarzy. Sięga od podbródka do linii jej włosów. Dalej czubkiem języka mnie pieści. Zabieram penisa spod jej twarzy i spluwam na nią. Z jej ust wychodzi krzyk ekstazy.

    – Lubisz tak, moja suczko?

    – Tak, mój panie. – dyszy.

    – To pokaż mi. – i spluwam ponownie.

    Jej świeżo poprawiany makijaż idzie w diabły. Wygląda jak rasowa dziwka z rozmytym makijażem i śliną. Jęcząc wciera sobie moją ślinę w twarz. Staję bezpośrednio nad nią i kieruję kutasa w dół. Odchyla swoją głowę do tyłu, by móc mnie zmieścić. Widzę jej rozepchane gardło. Widok jest tak podniecający, że po kilku ruchach dochodzę na jej twarz. Sperma uderza w nią z dużą siłą. Przymyka powieki chroniąc oczy. Pierwsza i druga salwa uderza w jej twarz, dokładnie ją pokrywając, reszta wpada do jej rozwartych ust. Bawi się chwilę ładunkiem i patrząc na mnie wypuszcza obfity strumień między swoje piersi. Na koniec oblizuje zmysłowo wargi. Ale to nie koniec. Podnoszę ją za ręce i prowadzę do przeszklonej ściany. Odsłaniam zasłony, popycham ją przodem na szybę. Cycki rozpłaszczają się na szkle. Dopadam do niej od tyłu z wciąż boleśnie twardym członkiem. Kieruję go między jej pośladki i zaciskam je na nim. Miękkie półdupki dostarczają mi niezapomnianych wrażeń, a nawet jeszcze w nią nie wszedłem. Chce się nabić na mnie, ale dalej molestuję jej tyłeczek.

    – Panie, proszę, włóż mi go, zerżnij mnie! WYRUCHAJ MNIE JAK SZMATĘ! – drze się.

    Odchylam jej majtki na okrągły pośladek i wślizguję się w jej ciasne kakaowe oczko. Przyjemność czerpana z jajeczka sprawia, że nie muszę marnować czasu na rozluźnianie jej. Od razu narzucam ostre tempo. Moje biodra klaskają w kontakcie z jej tyłkiem. Co chwilę daję jej mocnego klapsa. Czuję jej ciasnotę. Wibrujące w jej pochwie urządzenie dodatkowo mnie stymuluje przy każdym ruchu. Materiał jej fig przyjemnie smyra mnie po pracującym w jej dupce kutasie. Puszczam jej biodra i jedną ręką kieruję się w stronę jej pizdy. Nabrzmiała łechtaczka kłuje mnie w dłoń, gdy nakrywam ją ręką. Schodzę niżej i moja dłoń robi się wilgotna. Czuję bijący od jej piczki gorąc, trącam sznurek od mojego prezentu niknący w jej wnętrzu. Jądrami obijam się o wejście do jej gorącej pizdy. Nabija się na mnie jeszcze gwałtowniej. Przestaję się ruszać i pozwalam jej przejąć inicjatywę. Kręci pupą wwiercając mego drąga w siebie. Lewą dłonią delikatnymi kolistymi ruchami masuję jej guziczek. Po czym wyciągam z niej wibrującą zabawkę. Jęki przechodzą w głośne okrzyki. Drugą ręką muskam ciężkiego cycka. Potem wciskam brodawkę w głąb jej piersi. Stęka z przyjemności. Jej biodra zaczynają niekontrolowanie podrygiwać. Kątem oka zauważam kogoś w oknie po przeciwnej stronie ulicy. Ze zdziwieniem orientuję się, że nawet mi to nie przeszkadza. Czterdziestolatka zdaje się niczego nie zważać na nic, pracując zawzięcie nad swoim spełnieniem. Wykręcam jej sutek to w jedną to w drugą stronę. Prostuje nogi, twarz dociska policzkiem do chłodnej szyby.  Żeby nie wypaść z jej wnętrza muszę dreptać za nią. Lekko się wypinając przyjmuje mnie płytkimi ruchami. Gryzę jej kark. Pełne cycki ocierają się o okno w rytm jej wypinania się, znacząc swoją drogę mokrym śladem. Nachylam się cały czas trąc o zwieńczenie jej warg sromowych i podgryzam jej wdzięczną szyję. Obraca do mnie głowę i patrzy rozmytym wzrokiem w moje oczy. Chyba pod wpływem wyuzdania tego momentu, spluwa na mnie gęstą śliną. Czuję jak spływa mi po policzku na brodę. Kompletnie się tego nie spodziewałem, ale żeby ją jeszcze podkręcić, przejeżdżam językiem po jej twarzy. Dojeżdżając do jej pięknie rozwartych warg, zatapiamy się w namiętnym pocałunku. Podszczypuję jej pośladek. Dyszy mi mocno do ust. Chcę popieścić jej język, ale mnie ubiega. Jej ząbki miażdżą mi wręcz wargę. Czuję wypływającą krew. Spija tą kropelkę, potem następną. W tej samej chwili czuję, jak jej dupka zaciska się na moim kutasie. Ręka bawiącą się jej łechtaczką, czuję rozchodzące się fale dreszczy. Zaciska nogi i wręcz przykleja się do okna. Słyszę jej gardłowe okrzyki. Nie mogę, nie chcę nawet się od niej odrywać. Ani z niej wychodzić. Po kilku pchnięciach pompuję w nią swoją spermę pod dużym ciśnieniem. Jeszcze mocniej mnie gryzie. Po wpompowaniu w nią zawartości obolałych jąder, wyciągam z jej ciaśniejszego otworku mięknącego kutasa. Upada na kolana przede mną, sunąc biustem po szybie. Głośne westchnięcia są dla moich uszu jak najlepsze gratulacje. Spoglądam na dochodzącą do siebie dojrzałą czterdziestolatkę. Unosi na mnie odrobinę mętny wzrok i posyła mi całusa. Ciężko dysząc podnoszę moją boginię seksu i tulę do piersi. Głaszczę jej włosy. Wciąż drżąc wciska się w moją klatkę. Jej sztywne sutki wbijają się w moje ciało.

    – Chodź ze mną – teraz to ona mi rozkazuje.

    Ciągnie mnie za rękę i prowadzi do łazienki. Otwiera drzwi kabiny. Lekkim gestem ustawia temperaturę lecącej z natrysku wody. Wchodzi do środka i zerka na mnie znacząco. Pogoniony, wchodzę za nią. Woda spływa po naszych ciałach szerokimi strumieniami. Karolina odchyla głowę ku tryskającej wodzie. Zniszczony makijaż spływa po jej twarzy razem ze śliną i spermą. Spoglądam niżej, na jej krągłe piersi i sterczące sutki unoszące się i opadające w rytm jej oddechów. Ciepła woda sprawia, że lśnią w lekkim blasku LED-ów. Dalej podążam wzrokiem za spływającą po jej gibkim ciałku wodzie. Po jej wyrzeźbionym brzuchu. Po jej odstającym tyłeczku, spłukując z niego resztki mojej spermy. I jeszcze niżej na jej nogi. Kusząco ugina jedną lekko w kolanie.

    – Jestem twoją boginią? – pyta.

    – Tak – odpowiadam zauroczony widokiem.

    – Więc wielb mnie – ledwo słyszę jej szept przez szum wody.

    Zbliżam się do niej tak, że czuję bijące od niej ciepło. Trącam ją nosem, zbliżam usta do jej. Gdy rozchyla wargi jednak jej nie całuję. Zamiast tego odchylam się nieco i zaczynam wdychać zapach jej włosów.

    – Wielbię cię. Nie ma żadnej bardziej kuszącej kobiecej. Gdy idę z moją boginią ulicą, dziękuję bogom, że mogę kąpać się w twoim blasku. Niegodni na ciebie patrzeć mężczyźni patrzą na mnie z zazdrością. Wzrok kobiet, często nieprzychylny jest dla mnie potwierdzeniem, że nie śnię. Że oto stoi przede mną ideał kobiety. Wielbię twój intelekt, wielbię twoje poczucie humoru. Wielbię twoje ciało – mówiąc to, zbliżam się ustami do jej głowy – wielbię twoje włosy. Wielbię twoje oczy. Wielbię twoje uszy, policzki i nos. Wielbię twoje usta – każde wymawiane słowo akcentuję całując daną część ciała – Wielbię twoją szyję i ramiona. Wielbię każdą z twoich piersi razem z sutkami – tutaj zasysam po kolei każdą brodawkę. Dygota czując delikatną pieszczotę. Jej oddech staje się głęboki, z czasem urywany – Wielbię twój brzuch i twój pępek. – zlizuję zbierającą się tam wodę – Wielbię twoją talię i twe biodra. Wielbię twoje wygolone zawsze łono – całując jej wzgórek słyszę przeciągły jęk. – Wielbię twoje dołeczki w dole pleców. Wielbię każdy twój pośladek z osobna. Wielbię twoje uda i wielbię twoje łydki.- Jestem na kolanach przed moją królową. – Wielbię twoje stopy i twoje malutkie paluszki. – podnoszę kolejno jej stopy na wysokość twarzy i liżę od pięty do palców – Wielbię gładkość twojej skóry. – wstrzymuje oddech, gdy przejeżdżam dłonią po całej jej nodze, zatrzymując się poniżej jej groty rozkoszy. Zbliżam się tam powoli. – Wielbę twoje kakaowe oczko.. – obracam ją energicznie i przejeżdżam po jej ciasnym otworku językiem. – I wielbię twoje wargi, twoją łechtaczkę i twoją cipkę. – Przysysam się mocno do niej, spijając z niej słodki nektar wymieszany z wodą. – teraz jęczy na całego, dociskając moją głowę do siebie i wypychając swoje biodra na spotkanie z moim językiem. Rękami dociskam jej tyłek jeszcze bardziej.

    – TAAAK, WIELB MNIE!! JESTEM TWOJĄ BOGINIĄ, A TY MOIM PANEM!!! AAAACCHH!!!

    Zdziwiony przełykam jej tryskające w gardło miłosne soki. Odrywam usta i wstaję z klęczek. Patrzę na nią zamglonym wzrokiem, mój penis opiera się gotowy o jej brzuch.

    – KOCHAJ SWOJĄ BOGINIĘ!! – krzyczy mi w twarz.

    Lekki ruch i wsuwam się w jej nagrzaną norkę. Jęk tłumię wpijając się w jej usta. Splatamy języki we francuskim pocałunku. Nie jest to wulgarne lizanie się, lecz pełne namiętności głębokie całowanie. Jak kobieta swojego mężczyznę. Powoli poruszam się w niej. Wypycham biodra do przodu. Unoszę do góry jej lewą nogę i przytrzymuję łokciem. Pracuję nad jej spełnieniem. Jej prawa ręka odnajduje moją lewą i splatamy swoje palce. Unoszę jej rękę do głowy. Zerka przelotnie na nasze dłonie. Jej oczy rozszerzają się i przymykają do połowy. Ściekająca woda zbiera się na naszych narządach, potęgując doznania. Odrywam się od niej i dysząc, wbijam w nią wzrok. Robi to samo. Mierzymy się spojrzeniem. Jej cycki ocierają się o mnie. Cipka robi się coraz gorętsza. Przyspieszam nie odrywając od niej oczu. Jej źrenice rozszerzają się, słyszę jej donośny jęk. Zaczyna zaciskać na mnie mięśnie pochwy, ciało przechodzą spazmy rozkoszy. Dochodzimy jednocześnie. Strzelam w jej wnętrze strumieniem nasienia, z każdym skurczem mojego penisa wydaje okrzyk. Czuję na fiucie swoją spermę, jest jej tyle, że wypływa na moje jądra. Gdy oboje doszliśmy do siebie, przytula mnie mocno. Trwamy tak chwilę, po czym myjemy się po raz wtóry. Przy przelotnych spojrzeniach uśmiechamy się do siebie promiennie. Czuję się jak jakiś nastolatek. Wreszcie wychodzimy z zaparowanej łazienki. Puszczając na chwilę jej biodro podchodzę do okna i zasuwam żaluzje. Obserwatora nie widzę. Wzruszam ramionami i wracam do mojej dojrzałej kochanki. Kierujemy się do sypialni i obejmując się czule padamy na łóżko. Leżąc na plecach, czując nagrzane po namiętnym prysznicu ciało obok siebie wsuwam ramię pod jej głowę. Z uśmiechem wdzięczności kładzie się na mnie.

    – Teraz już wiesz, co miałam na myśli? – pyta przyciskając się do mnie.

    – Dosłownie – uśmiecham się.

    – Skarbie, mam do ciebie pytanie – jąka się odrobinę.

    Zaciekawiony spoglądam na nią. Zakłopotana spuszcza wzrok i zaczyna się jeździć opuszkiem dłoni po mięśniu wywołując przyjemne mrowienie.

    – Nie daj się prosić, dokończ myśl.

    – Zastanawiałam się, czy… – Mała lisica potrafi budować napięcie – Czy miałbyś ochotę na trójkącik ze mną i moją przyjaciółką? – kończąc zdanie całuje moją brodawkę.

    – Trójkąt? – powtarzam bezmyślnie.

    Czego jak czego, ale takiego pytania się nie spodziewałem.

    – Panie, nie bądź na mnie zły, proszę – patrzy na mnie wystraszona – Przez przypadek wspomniałam przyjaciółce o tobie. Jak wspaniale się mną zajmujesz. Przepraszam – spuszcza wzrok.

    – Kochanie, nie jestem zły – mówię ujmując łagodnie jej podbródek. Wyciskam na jej wargach pocałunek i czuję, jak się odpręża – Jedynie mnie zaskoczyłaś.

    – Na pewno? – pyta pomiędzy pocałunkami.

    – Na pewno – całuję ją i opieram głowę o poduszkę – I powiem ci, że jeśli ty tego chcesz, to ja też.

    – Dziękuję, mój kochany – odpręża się zupełnie.

    Głaszcząc jej skórę zastanawiam się nad jej słowami. Jaka jest jej przyjaciółka? Na pewno nie będzie tak zgrabna, jak anioł w moich ramionach, uśmiecham się. Myślę nad tym, czy zabrać moją sąsiadkę na krótkie wakacje. W sumie mam jeszcze urlop do wykorzystania. Tak, to będzie dobry pomysł.  Po chwili adrenalina całego dnia ze mnie schodzi i usypiam. Nie myślę o nastawianiu budzika. Przecież jutro jest niedziela.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe

    Druga część drugiego opowiadania z serii “Zabawka”

  • Wyuzdana Dominika, cz. 1/2.

    Część 1/2.

    Leżała na brzuchu i zaciskała palce na pościeli. Machała nogami, uderzała stopami o kanapę. I wyła w pościel. Starszy mężczyzna ze sporą nadwagą oparty na dłoniach i stopach uderzał penisem w jej pochwie i stękał z wysiłku. W końcu oparł kolana o siedzisko kanapy i z ulgą westchnął. Tak było znacznie wygodniej i łatwiej. Wzmógł uderzenia penisem. Kobieta przytknęła poduszkę do głowy i nadal wyła.

    Jak każdy mężczyzna czerpał dodatkową satysfakcję, zadowalając kochankę. Miał sporą potencję, więc kobiety nie narzekały na niego. Żona i kochanka też były z niego zadowolone. Znacznie bardziej kochanka niż żona. Chociaż koncentrował się głównie na swoich potrzebach. Te nie były zwyczajne, niektóre ocierały się o perwersję, ale ona robiła to, na czym mu zależało. Właśnie dochodził.

    – Juuuż – stęknął i szybko wysunął się z kobiety.

    Blondynka zamilkła jak na rozkaz i błyskawicznie przetoczyła się na bok. Ruchem bioder przysunęła się do ciała mężczyzny i otworzyła usta. Szybko znalazł się w nich penis, a po kilku energicznych ruchach dłoni mężczyzny, wystrzelił. Kochanek jęknął przeciągle. Wytrysk przyjęła z ulgą i prawie wszystko połknęła. Tak, jak zwykle chciał. Teraz przejęła członek i masowała go wargami. Kochanek westchnął głośno, więc otworzyła usta, a on, usatysfakcjonowany doznaniami, padł na plecy, szeroko rozrzucając ramiona. Ciężko oddychał, jego wydatny brzuch unosił się i opadał. Musiał odpocząć po intensywnym seksie. Pochyliła się nad nim. Ponownie wzięła penisa w usta i z zapałem pracowała językiem. Starała się być delikatna. Pamiętała, że po wytrysku jego członek stawał się bardzo wrażliwy na dotyk. Mężczyzna sięgnął przed siebie i złapał dużą, pełną pierś. Bawił się nią tak długo, jak długo pieściła członek. Ponieważ lubiła pieszczoty piersi, chętnie wydłużała masaż penisa. Wtedy jej kochanek był najbardziej namiętny.

    #

    Kiedy pieszczony penis zaczął wiotczeć, mężczyzna puścił pierś:

    – Dobra, starczy. Chodź do łazienki – zaproponował.

    Wiedziała, że to bardziej polecenie niż propozycja. Za tymi jego potrzebami nie przepadała:   

    – Grzegorz, proszę. Nie dzisiaj.

    – Gabrysia… – niecierpliwił się. – No! Chodź, chodź! – mężczyzna ponaglił ją i wstał. Zmuszona, podnosiła się powoli. Nie chciała spierać się, a i tak musiała iść pod prysznic.

    W końcu weszła pierwsza i naga uklękła pod prysznicem, szeroko rozsuwając nogi. Cofnęła ramiona, eksponując sterczące piersi. Tak lubił najbardziej. Długo patrzył na nią, a ona odchyliła głowę do tyłu i czekała. Chwilę później ciepła struga moczu uderzyła w piersi. Drgnęła. Nie potrafiła przyzwyczaić się. Spermę przyjmowała bez oporów, wszędzie i z przyjemnością, w usta nawet z dwóch penisów, czasami wręcz łapczywie, bo czekała na nią jak na nagrodę od świetnego kochanka, ale mocz jeszcze wzbudzał w niej niechęć.

    Druga struga, słabsza, zalała piersi, dekolt i ściekała po brzuchu. Kiedy drobny strumyczek mijał pochwę, przykryła dłonią łechtaczkę i delikatnie pocierała, a krople spadały na kafelki. Napięła mięśnie. Podniecenie rosło. Tego potrzebowała! Kochanek nie potrafił jej zadowolić, więc sama musiała zadbać o swoje potrzeby. Struga moczu przesuwała się w górę. Pojedyncze krople spadły na twarz. Nabrała powietrza i otworzyła usta. Mocz pokrył twarz, włosy, wypełniał usta. Kiedy skończył, strużki spływały po plecach, a on wepchnął penisa w jej usta. Chwycił głowę i zaczął ją rżnąć w usta. Był zadowolony. Członek nieźle sterczał.

    Pojękiwała głucho, znowu udając podniecenie. Kiedy rżnął ją w usta, powoli wypluwała mocz. I tak zawsze zmusił ją do połknięcia kilku łyków. Nie chciała, ale godziła się. W końcu korzystała na tej znajomości, a rewanżowała się na swojej kanapie. Już mu przechodziło, więc podniosła się i wydała mruknięcie, sugerując zadowolenie z tego rżnięcia. Odwróciła się tyłem. Pamiętała jego zwyczaje, nie był zbyt kreatywny. Oparła dłonie o ścianę, wypięła pupę. Chwilę później kochanek tkwił w pochwie i intensywnie uderzał biodrami. Patrzyła na wzór na kafelkach, znalazła zaciek na fudze i czekała aż on skończy.

    – Wytrysku i tak nie będzie, więc to tylko chwila – przekonywała samą siebie, bo męczyły ją te igraszki z Grzegorzem, ale cel był ważniejszy niż jej męki na kanapie i pod prysznicem.

    Zasapany i zadowolony z siebie mężczyzna odsunął się. Miękki penis wisiał.

    – Już dłużej nie mogę – sapnął uśmiechnięty. Całe jego ciało lśniło od potu.

    – Uważaj, ogierze, bo żona też ma swoje potrzeby – mruknęła jak kocica.

    – Położę się i odpocznę, a ty wykąp się – polecił i wyszedł z łazienki.

    Natychmiast zniknął uśmiech z jej twarzy. Weszła pod prysznic.

    – Jeszcze on weźmie prysznic, ubierze się, chwilę porozmawiamy, dam mu parę chipsów i wyjdzie. Wreszcie odpocznę – pomyślała, puściła ciepłą wodę, zanurzyła w strumieniu i od razu poczuła się lepiej.

    #

    Antek i Gabrysia stanowili parę już podczas studiów. Sprawił to przypadek, ale świetnie uzupełniali się. Ona studiowała ekonomię, on informatykę. W czasie wolnym Gabrysia dbała, żeby jej chłopak funkcjonował wśród żywych: imprezy, kino, teatr, a nawet czytali książki. Ona dbała o siebie: jogging, pływanie. Chłopak czasami kibicował jej. Po studiach zamieszkali razem, wbrew rodzicom. Mieli wspólne plany: praca, wysokie zarobki, samochód, duże mieszkanie, podróże zagraniczne.

    Rodzice Antka nie mieli najlepszej opinii o jego partnerce. Tylko raz odwiedziła jego rodziców. Nigdy więcej się tam nie pojawiła. Ani warunki mieszkaniowe, otoczenie, ani rodzice partnera nie spodobali się dziewczynie. Miał jeszcze dwoje rodzeństwa, ale akurat (na szczęście?) nie było ich podczas jej wizyty. Nigdy ich nie poznała. Tego samego dnia autobusem wróciła w rodzinne strony.

    Z kolei rodzice jedynaczki uważali, że stać ją na znacznie lepszą partię, na mężczyznę, który zapewni jej wszelkie wygody i stabilizację finansową. Biedny z domu Antek nie przypadł im do gustu. Kariery również nie rozwijały się tak dynamicznie, jak zakładali. Za taki stan rzeczy rodzice Gabrysi personalnie winili błędny wybór partnera. Dość szybko zaczęło się psuć. Mieszkali ze sobą już półtora roku. Kiedy pewnego marcowego wieczoru wrócił z pracy, zastał kartkę z informacją, że sama będzie dbać o siebie, skoro on nie potrafi zapewnić życia na odpowiednim poziomie. Zapowiedziała, żeby jej nie szukał. W szafach pozostały tylko puste wieszaki i półki po jej rzeczach.

    Usiadł z kartką i tak przesiedział do świtu. Potem wstał, pozbył się ubrania, wziął prysznic, a po śniadaniu elegancko ubrał się i wrócił do pracy. Parę minut po szóstej siedział przy swoim komputerze. Ochroniarz nie zadawał pytań. Informatycy w ich firmie w zasadzie nie mieli limitu godzin.

    Po długim i utajonym okresie żałoby zaczął nowy etap życia. Sam. Tylko znajomi i rodzina zauważyli jak bardzo przeżył rozstanie. I zmienił się. Pracował jeszcze więcej i coraz dłużej. Jakby tego było mu mało, uczył się języków. Nikt z bliskich, nie chcąc rozdrapywać ran, nigdy nie rozmawiał z nim na temat byłej partnerki. Wszyscy zgodnie twierdzili, że pracuje za dużo. Pewna międzynarodowa firma oferowała staże i pracę w głównej siedzibie w USA. Złożył dokumenty, wygrał konkurs i zniknął na pół roku. Tylko rodzina znała adres. Nie odbierał telefonów. Zresztą, mało kto kontaktował się z nim.

    #

    Właśnie przypadkowo spotkali się przy windach, w okazałym biurowcu w centrum miasta. Po tylu latach… Pracowała w międzynarodowej firmie. Mimo upływu czasu poznali się od razu. Zaskoczeni nieoczekiwanym spotkaniem przez moment przypatrywali się sobie w milczeniu. W końcu odezwał się Antek.

    Wyraźnie czekała aż się z nią przywita. Zmierzyła go wzrokiem, z uśmiechem odpowiedziała na powitanie. Antek stał przy niej nieco skrępowany, ale uśmiechnięty, pogodny. Po wymianie uprzejmości przejęła inicjatywę:

    – „Moja firma” – jak wyjaśniała każdemu z wyniosłością zauważalną w tonie głosu – otworzyła tutaj swoje duże biuro, zajęliśmy połowę piętra. – Wiedziała, że taki rozmach robił wrażenie i świadczy o wielkości firmy. Kierowała jednym z działów. Dysponowała sekretarką, zarządzała sporym zespołem ludzi. Świetnie prezentowała się w dopasowanym kostiumie i w szpilkach.

    Antek stał i kiwał głową. Świetnie udawał zainteresowanie.

    Zirytowana jego zachowaniem, w końcu nie wytrzymała przedłużającej się ciszy:

    – Gdzie pracujesz?

    – Tutaj. Kilka pięter wyżej – uniósł brwi. Denerwował się, wbił ręce w kieszenie spodni. Zaraz wyjął i poprawił okulary. Wymienił nazwę firmy, w której był zatrudniony. – Też międzynarodowa. Trudno nas przegapić, zajmujemy dwa piętra – dodał szybko. Po chwili niezręcznego milczenia zapytał: – Może dałabyś zaprosić się na kawę?

    – Och, jaki miły jesteś, ale nie! Dziękuję. Gdybym korzystała z wszystkich zaproszeń na kawę, to moje ciśnienie eksplodowałoby – wyjaśniała zbyt głośno powód odmowy. Odczekała chwilę i uderzyła drugi raz: – Wiesz doskonale, że gustuję w innym typie mężczyzn – patrzyła na niego z triumfującym uśmiechem.

    Pokiwał głową. Uśmiechał się trochę sztucznie i czekał na dalszy ciąg. Kobieta milczała, bawiąc się niezręczną sytuacją.

    #

    Kiedy sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna, do windy podeszło dwóch mężczyzn w eleganckich garniturach, którzy już znali Gabrysię. Przywitali się z nią i nie potrafili ukryć, że ucieszyli się spotkaniem. Właśnie nachalnie zapraszali ją na lunch albo przynajmniej na drinka po pracy.

    – To może masz ochotę na wypad do jakiejś knajpy wieczorem? Dzisiaj albo w weekend? Czytałem, że tu niedaleko otworzyli nową chińską restaurację. Trzeba ją sprawdzić – przerzucali się ofertami. – No to może wypad do Krakowa na weekend? Będziemy mieli co zwiedzać… – zabrzmiała dwuznaczna propozycja. Proponujący prawie wpadł głową w jej dekolt. Cała trójka świetnie bawiła się. Gabrysia głośno śmiała się z ich zalotów.

    – A wspólne spa w weekend? – jeden z nich żartobliwie objął ją wpół i od razu wycofał się, kiedy tylko przypadkowo spojrzał nad jej ramionami. Rozbawionym, pogodnym wzrokiem trojgu znajomych przyglądał się Antek. Znowu trzymał ręce w kieszeniach.

    Zadowolona z uwagi, jaką skupia na sobie, głośno droczyła się z nimi. Inni oczekujący na windę w milczeniu przysłuchiwali się zbyt głośnej konwersacji. Żarty i listę propozycji przerwał dzwonek windy. Prawie wszyscy ruszyli w kierunku otwierających się drzwi.

    – Zapraszam! – zza pleców dobiegł ją głos Antka.

    – Nie, dziękuję! Możesz jechać. Porozmawiam jeszcze z panami – nie odwracając się, kobieta tylko nieznacznie skręciła głowę w jego kierunku i nie widząc go, odmówiła. Z uśmiechem ponownie spojrzała na swoich rozmówców. Obydwaj mieli dziwny wyraz twarzy.

    – Oczywiście, ciebie też zapraszałem, ale czekałem na panów – wyjaśnił Antek. – To moi nowi współpracownicy. Panowie, w takim razie za dziesięć minut u mnie.

    Mężczyźni potwierdzili i podziękowali kierownikowi. Antek uśmiechnął się i kiwnął głową, życząc owocnej rozmowy. Zaskoczona kobieta z doskonale ukrywaną irytacją patrzyła na zamykające się drzwi windy.

    – Nawet fajny facet, nie? – rzuca jeden do drugiego.

    – Yhy – potwierdza kolega. – Fakt, władza nie uderzyła mu do głowy. Na razie…

    – Gabrysiu, a ty nie wiesz, co za wredna biurwa rzuciła go kiedyś? Ponoć wówczas stał się taki wymagający. Tylko praca i praca…

    #

    Siedzieli na wygodnej obudowie grzejnika i prowadzili ożywioną rozmowę. Trochę to było śmieszne. Ona atrakcyjna kobieta, on, szef jednego z licznych działów sporej firmy, ale jednak szef i siedzą jak para studentów albo nastolatków zajętych rozmową. On uśmiechnięty, wpatrzony w nią, ona również uśmiechnięta, rozbawiona, wręcz spijała słowa z jego ust. Czasami dotykała dłonią jego ramienia albo opierała się o niego, kiedy powiedział coś zabawnego. Śmiała się, odchylając głowę. Podczas rozmowy dotykała swoich długich, prostych blond włosów i odrzucała je, poruszając jednocześnie głową. No, idylliczny obrazek. Kobieta, w przypływie dobrego humoru nawet poklepała Antoniego po wewnętrznej stronie uda! Ten moment dostrzegła Gabrysia.

    – Dwoje pieprzonych zakochanych na huśtawce – z ironią parsknęła, parafrazując tytuł znanego filmu. Od dłuższego czasu dyskretnie obserwowała parkę, kończąc deser.  

    Przebywali na tak zwanym rekreacyjnym piętrze biurowca. Tutaj mieściła się między innymi spora stołówka, na wyrost nazywana restauracją, a wśród złośliwych bywalców „chlewikiem” i dwie małe kawiarnie. Te przez cały dzień nie narzekały na brak klientów. Naprzeciwko jednej z nich, za przeszklonymi ścianami, część pracowników licznych firm funkcjonujących w biurowcu oraz przybysze z zewnątrz, czyli „obcy”, ćwiczyli w obszernej siłowni. Tam z kolei nigdy nie było tłoku.

    – Kokietuje go. Jeszcze chwila i cipa sama wlezie mu do łóżka – mruknęła do siebie Gabrysia, zła na dziewczynę i rosnący stopień zażyłości parki. Tempa, w jakim parka okazywała sobie coraz odważniejsze czułości na terenie biurowca, też nie potrafiła zaakceptować. Nagle groźny wyraz jej twarzy zamienił się w pogodny uśmiech. Kobieta patrzyła przed siebie. Jej szef, z dziesięć lat starszy, przysiadł się do niej, tłumacząc, że musi wypić kawę w tak uroczym towarzystwie.

    – Od razu będzie mi lepiej smakować – deklarował ze szczerym uśmiechem.

    – Spierdalaj! – pomyślała i nieznacznie cofnęła ramiona, dyskretnie eksponując biust, a potem zatrzepotała rzęsami i przymilnie spojrzała na szefa. – Zapraszam – wyszeptała z uśmiechem.

    Żonaty, zadbany, elegancki, z nadwagą, uznany i ceniony fachowiec nie chciał dostrzec, że jego cały urok osobisty wynika z pozycji, którą zasłużenie zajmował w firmie. Dlatego usilnie zabiegał o każdą okazję do spotkania z Gabrysią, a potem… Dziewczyna ‘męczyła’ sernik i popijała go wodą mineralną. Teraz udawała, że z uwagą i przyjemnością wysłuchuje komplementów szefa. Rzuciła kątem oka na parkę i zakrztusiła się ciastem.

    – Przepraszam! – wykrztusiła z wysiłkiem, zabrała torebkę i pośpiesznie ruszyła do toalety.

    Antek już wcześniej objął swoją uroczą towarzyszkę, a teraz jego dłoń znikała w wycięciu w serek jej żółtego sweterka! Pod dopasowanym sweterkiem miała tylko miękki stanik, dlatego efektownie wyglądała, kiedy szła, a jej piersi poruszały się w rytm kroków. Jednak tego widoku Gabrysia nie potrafiła zaakceptować! Miała własne plany.

    #

    – Antek, kurwa, włóż jeszcze głębiej tę łapę, a ugryzę ciebie i potem masz bonus: z liścia w pysk! Tutaj! Przy wszystkich! – warknęła szeptem dziewczyna, nadal słodko uśmiechając się do Antka. Nikt z przyglądających się tej parce nie miał pojęcia, że właśnie padła realna groźba. Mogli jedynie dostrzec, jak głaska go po udzie. Jednak Antoni poczuł bolesne szczypanie.

    – Sorki, zamyśliłem się – stęknął speszony, ale nawet nie drgnął. Dalej słuchał dziewczyny i powoli wycofywał dłoń, nadal obejmując partnerkę. Nie wyprostował się, nie odsunął. Dzięki jego opanowaniu nie można było zauważyć, że przed chwilą zaszła jakaś zmiana w ich relacji.

    Dziewczyna cały czas miała pogodny wyraz twarzy. No, sielanka.

    Z kolei w ramach niemych przeprosin mężczyzna wargami musnął jej policzek. Skorzystał z okazji i na chwilę zatrzymał się przy uchu kobiety:

    – Misia, proszę, nie przeklinaj… Przynajmniej w mojej obecności.

    – Sorki, zamyśliłam się – przedrzeźniła go.

    – I jeszcze jesteś złośliwa. A siedzisz z takim fajnym facetem…

    – Faktycznie. 

    – Drugiego takiego jak ja już nigdy nie będziesz miała.

    – Faktycznie – prychnęła poirytowana. – I zapamiętaj, mam na imię: Dominika.

    – Wiem, wiem…

    #

    Tak naprawdę Gabriela głęboko w dupie miała zaloty szefa. Niewiele wiedział o jej życiu prywatnym, w zasadzie nic, za to on ciągle zabiegał o jej względy.

    – Cholera, nigdy nawet nie zapytał, czy mam partnera? – uświadomiła sobie. – I tłumaczy, że żona jest monotonna w seksie. To kup jej parę filmów – warknęła do siebie.

    Ona, owszem, ulegała szefowi, bo miała w tym własny interes, ale nie przepadała za nim. Co miałoby ją kręcić w starszym facecie? Pieniędzy jej nie oferował, władzy, awansu też nie. Potencją nie iponował, jego perwersje jej nie kręciły. No, same zalety! Na szczęście ona potrafiła uatrakcyjnić swoje wieczory…

    Właśnie wczoraj zabawiała się z dwoma facetami. Wychodziła z jednym z kawiarni, kiedy napatoczył się drugi i od słowa do słowa wylądowali w mieszkaniu jednego z nich. Trochę wypiła i pozwoliła się adorować. Delikatne pieszczoty zamieniły się w intensywne i kiedy próbowała oponować, bo dłoń jednego z nich znalazła się między jej nogami, wówczas mężczyźni stali się stanowczy. Silny pocałunek z języczkiem uniemożliwił głośne protesty, a dłoń odgarniała majteczki. W tym czasie drugi sprawnie rozpinał zamek jej sukienki. Całujący przeniósł kobietę, jeszcze walczącą, na kanapę i obydwaj mozolnie ściągali z niej sukienkę, nie przerywając pocałunku. Wymieniali się przy jej ustach. To było ciekawe, podniecające doznanie. Kiedy w końcu zdjęli jej szpilki, straciła sukienkę, rozpięli stanik, a majteczki plątały się w okolicach kolan, poddała się. Nie miała więcej sił. Jeden też poradziłby sobie z nią, ale po alkoholu nabrała błędnego przekonania o swojej sile.

    Na kanapie leżała na wznak, nogami w cielistych kabaretkach obejmując mężczyznę, który energicznie ją rżnął. Pamięta, że głośno jęczała. W zasadzie charczała, tak jej dogadzał! Seks po alkoholu zawsze był dla niej bardziej ekscytujący. Kiedy już prawie dochodziła, facet wyszedł z niej.

    – Chuj jeden – warknęła niezadowolona na wspomnienie tamtej chwili.

    Zastąpił go kolega. Był już nagi. Najpierw nie chciała z tym drugim, ale solidarnie przytrzymali ją i rozwarli jej nogi. Podniecenie gwałtownie wzrosło, kiedy wszedł, więc złagodniała. Kiedy zaczął spółkować, dociskała jego pośladki dłonią. Ten, który z niej wyszedł całował się z nią i rozbierał jednocześnie, a potem w dyszące zmęczeniem i pożądaniem usta kobiety lał alkohol. Wlewał ostrożnie, drobnym strumyczkiem, więc chciała więcej i więcej. W końcu odmówił jej alkoholu.

    – Bo nam zaśniesz, maleńka – zaśmiał się, a ona w tym momencie… odjechała.

    Facet kilka razy uderzył we właściwy punkt i poczuła taki dreszcz w całym ciele, szum w uszach, napięła mięśnie, zacisnęła dłonie… Zawyła z rozkoszy i nagle ucichła. Potem protestowała, bo klepali ją po twarzy. Wyjaśnili, że zemdlała. Trwało to chyba kilka sekund.

    Chciała jeszcze. Oni też. Teraz brali ją już jednocześnie. Zamiast pocałunków dostała penisa w usta. Obciągała najlepiej jak potrafiła. Facet znowu trafiał we właściwy punkt, ocieranie ścian pochwy znowu wywierało niesamowite wrażenie, więc mocno obejmowała go nogami, by po kilku minutach ponownie zawyć. Tym razem dławiąc się twardym członkiem. Nie zemdlała, ale sapała jak po długim, wyczerpującym biegu. Nie zwracali na to uwagi. Zamienili się miejscami i postawili kochankę na czworakach. Już po chwili ponownie czuła pierwszego penisa w pochwie i oparta na łokciach pochylała się nad drugim nagim kolegą. Usiadł, chwycił ją za włosy i przyglądał się, jak pochłania jego wilgotny od śluzu członek.

    – Czekam na rewanż – sapnął, przypominając o orgazmach.

    Starała się. Nieco później przeżyła kolejną, lekką rozkosz. Mężczyzna wyszedł z niej i posadził ją na penisie kolegi. Siedział w fotelu, odpoczywał, masując członek i przyglądał się kopulującej parze. W końcu wstał, ukląkł za nią, rozszerzył jej pośladki i zapowiedział:

    – Masz spore możliwości. Spróbujemy we dwóch.

    Zanim zrozumiała, o czym mówił i zdążyła zaprotestować, poczuła drugiego penisa wciskającego się do pochwy.

    – O! Oooo! Oooo… – patrzyła przed siebie szeroko otwartymi oczyma i jękami potwierdzała przyjemność, której tak obawiała się.

    Najpierw głośno, potem cicho stękała, aż padła na klatkę mężczyzny i rytmicznie jęczała w jego pierś. Jej ciało poruszało się w rytm uderzeń dwóch sztywnych penisów. Było jej tak dobrze… Nawet nie zauważyła, że sięgnęli do jej piersi i każdy macał jedną. Byli bardzo podnieceni, ich pieszczoty mocne, nawet zbyt mocne, ale nie czuła bólu, tylko nadchodzącą rozkosz. W końcu jeden potarł łechtaczkę, wtedy przeciągle wrzasnęła w pierś kochanka i poczuła wytrysk z penisa, potem z drugiego. Pojękiwała i dyszała, wewnętrznie rozdygotana przeżywała silną ekstazę. Jej piersi ciągnęli na boki, ale nadal nie czuła bólu. Jeszcze ruszali się w niej. Chętnie wypinała pupę.

    Przy akompaniamencie westchnień, sapnięć i stękania wyszli z niej. Uklękli obok jej twarzy. Jeden chwycił i podniósł jej głowę. Leżała z rozrzuconymi nogami, czując wilgoć w kroczu. Z pochwy wypływała ciecz. Nawilżyła palce i delikatnie roztarła ją po wejściu do pochwy i łechtaczce. Trochę wepchnęła w odbyt. Ciągle była bardzo podniecona i gotowa na bardzo dużo.

    – Wyliż, ale do końca – obydwaj bezceremonialnie wpychali nadal twarde penisa w usta kobiety.

    Wolałaby przerwę, ale nie chciała mocować się po raz drugi. Wiedziała, że zmusiliby ją do oralu. Wyczuwała ich podniecenie. Sapali. Też miała ochotę na pieszczoty. Otworzyła szerzej usta, weszły dwa penisy. Za duże! Bolały ją usta. Szybko wylizała krople spermy, które wyciekały z nich i cofnęła głowę. Podtrzymywana, zaczęła na zmianę pieścić i wylizywać członki. Kiedy podniosła głowę, widziała ich zadowolone twarze.

    To było to, czego potrzebowała! A z tym dupkiem szefem musiała męczyć się i udawać przyjemność…

    #

    – Słuchaj, znasz tego Antka, który u was pracuje? – Gabrysia przy kawiarnianym stoliku odpytywała Ilonę, jego koleżankę z firmy. W zasadzie jakąś znajomą miała chyba w każdej firmie, mimo że w biurowcu mieściło się ich kilkadziesiąt. To było ponad dwadzieścia pięter.

    – Którego? Jest kilku.

    – No, szefa jakiejś komórki. Lipińskiego.

    – Aaa, tego. Ba! Chyba u nas każda go zna…

    – Ooo! – niemiłe zaskoczenie. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. – Każda, to znaczy?

    – Przejęzyczyłam się… – koleżanka wyglądała na skrępowaną. – No wiesz, fajny chłopak, miły, uśmiecha się, potrafi normalnie pogadać bez seksualnych podtekstów, czyta książki, dba o siebie, prawi komplementy. O! I myje się codziennie, co u facetów wcale nie jest regułą, niestety – przygnębiona westchnęła.  

    Uff, korekta Ilony złagodziła jej rozczarowanie. Co do opinii o facetach, doświadczyła podobnych traumatycznych przeżyć z firmowymi ogierami. Zresztą, nie tylko z firmy, więc ze zrozumieniem kiwała głową.

    – Nie rzuca się z łapami na żadną, nie podszczypuje, nie obejmuje, nie obmacuje, jest uprzejmy – kontynuowała Ilona. – I ma jeszcze jedną ogromną zaletę, która go wyróżnia spośród wielu innych – zrobiła pauzę, zagadkowo spojrzała na koleżankę.

    Ta prawie wytrzeszczyła oczy:

    – Tak? Jaką? No mów, Ilunia!

    – Jest zamożny. Naprawdę! Od jakiegoś czasu bardzo dobrze zarabia – posępnie kiwała głową. – Problem w tym, że on nigdy źle nie zarabiał. Rozumiesz? A teraz… – machnęła ręką.

    Gabrysia spijała słowa z jej ust.

    – Już długo go nie pooglądasz – Ilona uśmiechnęła się z nostalgią.

    – Ooo, wyleci? – jęknęła żałośnie, chociaż w środku skakała z radości.

    – A skąd, dziewczyno… – koleżanka z wyrzutem spojrzała na słuchaczkę. – Bzdura! W centrali w Stanach zdecydowano o powołaniu grupy, która będzie jeździć po Europie i kontrolować poszczególne oddziały. Od nas Antek dostał się do tej grupy i trochę sobie popodróżuje… – westchnęła Ilona. – Takie ciacho na zmarnowanie…

    – Taaak – Gabrysia uśmiechała się sztucznie. Nie potrafiła przyznać się, jak bardzo zabolała ją ta informacja. Wredny troll rechotał rozbawiony jej rozczarowaniem. Właśnie leżał na jej zwojach mógowych, rechocząc, trzymał się za brzuch i kopał w czaszkę. Te podkute buty! Kolejne info sprawiło, że ból głowy stawał się jeszcze bardziej dojmujący. Chciała tabletkę. Rozejrzała się, ale kelnerka zniknęła.

    – Grupa kontrolerów jest międzynarodowa i niezbyt liczna, ale znacznie lepiej wynagradzana. Gabunia, wyobrażasz sobie? Jeszcze lepiej! Za roczną pensję bez problemu pewnie kupiłby mieszkanie! – Ilona zamyślona dłubała ciastko. – Kurde, niedługo mieszkanie będzie tapetował banknotami. Od razu mogłabym za niego wyjść! – odsunęła talerzyk. – Wiesz, przez najbliższy rok, maksymalnie trzy lata, nie będziemy go widywać… Szkoda, co nie?

    #

    Gabriela była kobietą pewną siebie, wręcz zadufaną w sobie. O wyjątkowości przekonywali jedynaczkę rodzice, szczególnie matka. Czyniła to nader skutecznie, bo dziewczyna w końcu uwierzyła zapewnieniom matki. Powodzenie wśród chłopców w szkole i na studiach utwierdzało ją w tym przekonaniu. Córka, teraz dorosła kobieta, była przyzwyczajona do dominacji w domu.

    Ubieganie się o pracę brutalnie zweryfikowało jej poglądy. Kilka propozycji w prywatnych firmach w rodzaju: „praca za seks” kończyło się łzami i wybiegnięciem z pokoju potencjalnego pracodawcy. W końcu zdobyła pracę w dużej firmie i mozolnie zaczęła zdobywać kolejne szczeble awansu. W pracy spotykało ją wiele upokorzeń, nie okazała się taka wyjątkowa, jak twierdziła matka, stała się jedną z wielu zabieganych pracowniczek, ale tylko do czasu. Do czasu aż osiągnęła pierwsze samodzielne stanowisko. Stanowisko kierownicze.

    Mała grupa ludzi źle znosiła jej przywództwo, jednak wyniki zespołu były bardzo dobre, więc przełożeni przymykali oko na skargi i donosy. W końcu, w nagrodę za wyniki, zaczęła zarządzać większą grupą i problem sam się rozwiązał. Teraz więcej osób jej nienawidziło, ale taki stan uznawano za normalny. „Tam, gdzie jest duże skupisko ludzi intensywnie pracujących, muszą pojawiać się konflikty. Dobrze byłoby szybko rozwiązywać konflikty” – tłumaczył ktoś i skargi ignorowano. Gabrysia znalazła skuteczny sposób: zwalniała najbardziej konfliktowych. Reszta poszła po rozum do głowy i bez słowa sprzeciwu akceptowała wybryki szefowej albo sama odchodziła. Wśród jej podwładnych była największa rotacja.

    – No, gdzieś musi być największa, a kobieta ma dobre wyniki. Rzeczywiście jest bardzo wymagająca. I za to mamy ją zwalniać albo pozbawiać stanowiska? – pytał dyrektor Grzegorz Porębski na spotkaniu zarządu firmy. Retoryczne pytanie dyrektora definitywnie zamknęło dyskusję. I tak wszyscy wiedzieli, że jest jego protegowaną, a on pierwszym kandydatem na stanowisko dyrektora zarządzającego, które zwolni się za kilka miesięcy.

    – Po co tworzyć sobie wroga z takiej osoby? – rozsądnie pomyślało kilka osób, nie reagując na pytanie dyrektora.

    – Niech inni też powalczą – pragmatycznie zdecydowała pani dyrektor odpowiedzialna również za sprawy pracownicze, która wniosła sprawę skarg pracowników do porządku obrad. Teraz głębiej wbiła się w fotel i na pytanie prowadzącego zebranie kiwnęła potakująco głową, akceptując argument dyrektora Porębskiego. Dla Gabrysi – po prostu: Grzegorza.

    Kobieta w porę potrafiła dostrzec zagrożenia. Skargi prawie ustały, bo Porębski ostrzegł ją z wyprzedzeniem, więc podwładnym zleciła bezpośredni nadzór nad dwoma pilnymi projektami. Grupa pracowała intensywnie, ale teraz narzekano na jej zastępców.

    #

    Dokończenie nastąpi.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zabawka cz. 3

    Kilka dni po upojnym dniu spędzonym na obijaniu swojej i cudzych twarzy, karesach ponętnej sąsiadki i jej propozycji, dalej nie udało mi się wymyśleć niczego w związku z urlopem. Niby łatwo jest mi wziąć ponadtygodniowy urlop, ale gorzej z wymyśleniem, gdzie ten urlop ma się odbyć. Do wyboru miałem Chorwację, Czarnogórę bądź Włochy. Po namyśle odrzuciłem pomysł z Chorwacją. Zbyt oklepane. Odrywam myśli od swych rozważań i na powrót skupiam się na spotkaniu. Lekkie nudy, ale trzeba odbębnić. Zwłaszcza, że sam do gościa dzwoniłem:

    – Panie Janku, jeśli dobrze rozumiem, potrzebujecie 260 grzejników, tak?

    – Blisko, pani Magdo. 260 mamy łącznie mieszkań. W każdym mieszkaniu jeden grzejnik o mocy koło kilowata. Dodatkowo, jeden grzejnik łazienkowy, też elektryczny o malutkiej mocy, wyliczonej na 150 wat. Najmniejsza moc, jaką mogę znaleźć w ogólnodostępnym internecie, wynosi 500W. Najniżej mogę zejść do 300.

    – Nasze najmniejsze moce łazienkowych zaczynają się od 250, więc myślę, że coś znajdziemy.

    – Idealnie. Do tego dochodzą po dwa grzejniki dekoracyjne na każdym piętrze w korytarzu. 5 w lokalach usługowych. Na budynek. Więc potrzebowałbym od pańskiej firmy zakupić.. – brzęczenie mojego telefonu wytrąca mnie z rytmu – ..około 560 grzejniczków.

    – Przy takim zaopatrzeniu możemy dać panu mały upust – świecą mu się oczka. Pewnie myśli o prowizji.

    – Cieszy mnie to. Jak sam pan wie, nawet kilka złotych na sztuce powoduje zmniejszenie ceny całkowitej nawet o kilka tysięcy złotych. Jak nie lepiej – śmieję się. Po raz olejny czuję krótkie wibracje telefonu, sygnalizujące nadejście kilku wiadomości – Najmocniej pana przepraszam – wyciszam telefon. Kto może do mnie pisać SMS`y w takich ilościach? – Po dotarciu do biura prześlę panu pełne zapytanie ofertowe, dobrze? Prosiłbym również o przesłanie zwrotne wstępnej wyceny.

    – Oczywiście, panie Janku – podnosi się z krzesła i odprowadza mnie do drzwi.

    To załatwione, spotkanie przebiegło po mojej myśli. Teraz do biura i zgarnąć niezasłużony opieprz od dyrektora na naradzie. Uśmiecham się pod nosem. Wszystkich opierdala z góry na dół, nawet jak nie ma o co drzeć kopii.

    W biurze oczywiście trwa straszny raban. Wszystkie zastrzeżenia dyrektora udaje mi się z niemałym trudem odeprzeć. Po godzinie maglowania mnie i kierownictwa, wychodzi usatysfakcjonowany.

    – Kurwa, ten to jest choleryk.. – wzdycha kierownik rozmasowując kark.

    – Wczoraj byłem z tym wszystkim w biurze, mogłem mu te rzeczy, które chciał, przekazać – mówi drugi.

    – Jak ci poszło spotkanie, panie Janku?

    – Bardzo dobrze, zaraz im zapytanie ofertowe prześlę, ale najpierw chcę zobaczyć, kto do mnie wydzwaniał 10 razy w ciągu kwadransa.. – odpowiadam, leniwie sięgając po telefon.

    Dwie wiadomości systemowe z miejsca kasuję. Jedna ze zdjęciem od pracownika, przedstawiające wniesione do pomieszczenia urządzenie. Dobrze, co dalej… O, interesujące. Telefon od sąsiadki, zaraz potem wiadomość:

    – “Panie, zgodnie z Twoim życzeniem, moja przyjaciółka Ola” – klikam w załącznik.

    To, co dostrzegam powoduje dwie rzeczy. Pierwszą jest odruchowe spojrzenie w bok, czy nikt nie widzi tego, co ja. Po drugie, ale i ważniejsze, sprawia że w bokserkach zaczyna brakować miejsca dla prężącego się kutasa. Na ekranie smartfona widnieją dwie nagie kobiety przyciskające swoje cycki do siebie i stykające się językami. Jedną z nich jest moja zmysłowa sąsiadka trzymająca aparat. Druga jest zauważalnie niższa, czarnowłosa dziewczyna o ciemnych oczach. Mówię dziewczyna, bo z twarzy wygląda na nie więcej jak dwadzieścia kilka. Gdybym nie wiedział, że obie panie się przyjaźnią, nie dałbym jej więcej. Jej piersi są nieco mniejsze niż sąsiadki i trochę bardziej poddały się zasadom grawitacji, ale mimo to wyglądają bardzo apetycznie. Brzuch płaski, bez grama zbędnego tłuszczyku. Kadr pozwala też ujrzeć kawałek jej dosłownie okrągłego pośladka. Jednak to, co przykuwa najbardziej moją uwagę to to, że pod linią piersi ma wytatuowaną jakąś sentencję. Interesujące miejsce, przy poznaniu trzeba będzie ją o to zapytać. Na samą myśl o spotkaniu we trójkę mam ochotę jęknąć a mój fiut rozrywać spodnie. Dla ochłody zapisuję zdjęcie i odczytuję ostatnią wiadomość. Zdziwiony wpatruję się w dwa słowa pokazujące się na wyświetlaczu: “Nienawidzisz mnie?”. Rzut oka na nadawcę i moje brwi wędrują jeszcze wyżej. Anka, moja ex.

    – Dafuq? – szepczę.

    Odpisuję jej równie krótko: “Nie”. Chwilkę później dostaję wiadomość.

    – “Nie wiem, dlaczego”

    – “Też nie” – dziwnych wiadomości ciąg dalszy.

    – “Masz czas chwilę pogadać?”

    – “Pracuję teraz. Spotkajmy się wieczorem w beach barze koło ciebie”

    – “Nie piję”

    – “To ja się napiję, a Ty będziesz gadać”

    Dłuższa chwila przerwy.

    – “O której?”

    – “Zadzwonię, jak będę na miejscu. Ale koło 20”

    – “Ok” – na tym kończy się nasza korespondencja. Dziwna dziewczyna. Przynajmniej mam plany na wieczór.

    Około 14 wychodzę z biura i kieruję się autem do domu. Skoro wieczorem się napiję, wolę nie wracać po ciemku pod wpływem. Poza tym muszę zabrać rzeczy na trening.

    W domu zrzucam elegancki garnitur, zastępując go jasnymi spodniami i koszulą z długim rękawem. Podwijam rękaw do 3/4 długości, aby było widać moją lekko opaloną karnację. Chwytam torbę i udaję się na pociąg. Całe szczęście, że blisko Wrocławia często jeżdżą, myślę. Tuż przed 16 znajduję się przy swoim dojo. Chwilę się przyglądam i wchodzę do środka. Przebieram się razem z kilkoma znajomymi w kimono, po czym wychodzimy na spotkanie z naszym sifu. Po rozgrzewce trenujemy uderzenia łokciami i szybkość uderzeń. Pot ściekający z czoła zalewa mi oczy. Następnie dobieramy się w pary i sifu pokazuje nam miękką postawę. Skrót: chodzi o to, żeby przyjmować całą moc uderzenia na dłonią i dalej na łokcie, nie dając się przy tym wybić z równowagi. Trener przygląda się czujnym okiem, poprawiając postawy kiedy trzeba. Zatrzymuje się przy mnie. Chwilę obserwuje i przerywa naszej dwójce. Zastępuje mojego partnera i uderza we mnie raz za razem. Ciężko dysząc, ledwo utrzymuję się na nogach po ponad półtoragodzinnym treningu.

    – Janek, twoje ruchy mają ciut za dużo gwałtowności i, cóż, wkurwu. Kiedy brałeś jakieś wolne?

    – Nie pamiętam, sifu. Dawno – teraz ja atakuję, a on bez problemu zatrzymuje moją pięść.

    – Przyda Ci się.

    – Tak, sifu. Chcę odebrać urlop, zastanawiam się tylko nad miejscem.

    – Bardzo dobrze.

    Lekkim ruchem nadgarstka wykręca mi rękę i szarpnięciem chce mnie posłać na ziemię. Płynnie daję się porwać ruchowi, gdy widzę w jego oczach zamiar podcięcia, robię wypad do przodu, tak że znajduję się tuż przy nim, i uderzam wolną ręką. Skutek jest połowiczny, puszcza moją dłoń, ale jednocześnie inkasuję pacnięcie knykciami w ucho. Szybko cofam ramiona do siebie i rozpoczynamy wręcz tanecznym ruchem się okrążać. Wokół nas ludzie zaprzestają sparingu i tworzą okrąg. Nie spieszę się. Ten styl walki nie jest przewidziany do atakowania, bardziej do samoobrony. Zatrzymuję się przodem do trenera. Ręce opuszczam luźno po bokach. Z uznaniem kiwa głową i naciera. Jego prawa ręka strzela do przodu, przygotowany na rozpoczęcie z tej strony, podrywam ręce i lewą dłonią spycham uderzenie do dołu, okrążeniem wracając do pozycji wyjściowej. Jednocześnie kątem oka rejestruję wypryskującą drugą dłoń. Prawie mechanicznie unoszę prawe ramię i tak samo odbijam. By wykorzystać okazję jego braku obrony z lewej strony, zbliżam się o krok w tym samym czasie lekko uginając kolana. Przesuwam środek ciężkości ciała i rozluźnioną prawą dłonią, bez zamachu wyprowadzam cios w grdykę. Nagle czuję szarpnięcie i ląduję na podłodze z cichym jękiem.

    – Bardzo dobrze, Janek. Musisz tylko popracować nad przenoszeniem ciężaru nie tak bardzo do przodu, bo jak widać, można to bardzo łatwo wykorzystać – podaje mi rękę – No, koniec treningu na dzisiaj. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

    Wszyscy się sobie kłaniamy. Idę wziąć szybki prysznic. Potem zmieniam ubranie.

    – Prawie, co? – słyszę.

    – Kiedyś uda mi się go dosięgnąć – obiecuję śmiejąc się.

    Żegnamy się i rozchodzimy w swoje strony. Normalnie poszedłbym do auta i wrócił do siebie, jednak dziwna rozmowa wcześniej tego ranka zmieniła mi plany. Udaję się więc na przystanek zakładając słuchawki na uszy. Chyba robi się ze mnie audiofil, skoro wydałem na nie kilka stówek, śmieję się w duchu. Ale zadowolony jestem. Puszczam playlistę z jazzhopem i czekam na tramwaj.

    Jakieś półtorej godziny później wychodzę na pętli. Mam stamtąd żabi skok do baru. Zerkam na zegarek, wskazówka pokazuje za pięć ósma. Zamawiam drinka przy barze, płacę i dostaję duży plastikowy kubek. Biorę łyk i patrząc na niego ze zdziwieniem, rzucam barmanowi dychę napiwku. Co jak co, ale za taką pojemność i idealne proporcje rumu należy mu się. Dziękuje z uśmiechem, a ja udaję się na poszukiwania miejsca. Znalazłem zbity z palet “fotel” ze skrzynką jako stolikiem. Odkładam drinka i sięgam po telefon. Dzwonię do byłej. Odbiera i słyszę głos, który każdemu spędza sen z powiek. Miłym, wpadającym w alt tonem daje mi znać, że będzie za chwilę. Rozłączam się. Plusy mieszkania przy beachbarze. W pół minuty można być już siedzieć na krzesełku z plastikowym kubkiem w garści.

    Przy takich rozważaniach zauważam ją z oddali. Podchodzi do mnie, ale nie silę się na wstanie i uściskanie jej. Tylko mówię krótkie “cześć” i spoglądam na nią znad sączonego drinka. Wygląda, cóż, dobrze. Nawet bardzo dobrze. Nie mogąc się powstrzymać, pożeram ją wzrokiem. Brązowe włosy spływają na jej szczupłe ramiona i dalej, na jej malutkie piersi, zakrywając je. Roześmiane oczy w kolorze stali odwzajemniają spojrzenie. Wąskie, delikatne usta, za którymi niegdyś szalałem, rozciąga w uśmiechu tworząc urocze dołeczki. Na sobie ma koszulkę na ramiączkach, nie zauważam pod nim zarysu stanika. Brzuch ma płaski, ładnie zaokrąglone biodra przechodzą gładko w szeroką dupcię. Nikt o tym nie wie, ale to właśnie ona pierwsza uzależniła mnie od kobiecych tyłków. Od czasu, kiedy ostatni raz ją widziałem, chyba ćwiczyła, bo widzę, że jest nieco bardziej wypukły. Naciągnęła na niego króciutkie spodenki, kończące się tuż pod linią pośladków. Czuję drgnięcie w spodniach. Niżej uda przechodzą w smukłe łydki. Kończę rzutem oka na jej stopy w klapkach. Też właśnie od niej wzięła się fascynacją tą częścią ciała.

    Siada naprzeciwko mnie na paletach, i zaczynamy rozmawiać. Orbitujemy wokół różnych tematów. W pewnym momencie mówi:

    – Plecy mnie bolą. Przynieś mi leżak, dobrze?

    Nic nie mówiąc wstaję i przynoszę jej wspomniany przedmiot i rozkładam obok niej.

    – Dziękuję – opada na niego z westchnieniem ulgi.

    Kiwam głową, rozmawiamy dalej. Nagle wyswobadza stopę z klapka i kładzie mi ją na kolano. Odruchowo kładę na niej rękę i rozpoczynam masaż. Odchyla głowę do tyłu i przymyka z zadowolenia oczy. Kontynuuję masować jej śródstopie obiema rękami. Wydawało mi się, czy słyszałem mruczenie? Nieważne teraz. Patrzę jej w oczy. Ona w moje.

    – Podoba ci się mój ubiór? – pytam.

    – Całkiem, całkiem. Wracasz prosto z pracy?

    – Mhm, po drodze jeszcze na trening skoczyłem. – małe kłamstewko nie zaszkodzi.

    – Łał, co trenujesz? – patrzy na mnie z jakby nowym zainteresowaniem.

    – Wing-tsun. Kojarzysz Ip Man’a, prawda?

    – Coś kiedyś oglądałam – daje mi bardzo typową odpowiedź. Tak, jednak mruczy, konstatuję zadowolony dalej jeżdżąc dłonią po jej nodze, schodząc delikatnie do łydki.

    – To jego styl. Walka otwartymi, rozluźnionymi dłońmi. Prawie piersią w pierś. – przejeżdżam kciukiem po spiętym mięśniu, powodując u niej głębokie westchnięcie.

    – Mmm, brzmi interesująco. Zabierzesz mnie kiedyś na trening? – pyta mrugając.

    – Kiedy tylko zechcesz.

    Cofa masowaną nogę i podsuwa mi następną. Która, niby przypadkiem ląduje po wewnętrznej stronie mojego uda. Nie komentuję, a stopa zaczyna się lekko wiercić.

    – Powiedz mi, masz kogoś? – pyta po chwili.

    – W chwili obecnej? – pytam śmiejąc się. Powoduje to u niej lekki rumieniec na twarzy, ale nie spuszcza wzroku. – Nie, nikogo stałego. – “Chociaż jest kilkanaście lat starsza sąsiadka” dodaję w myślach.

    – Moja kolej – mój głos staje się oschły. – Jesteś z nim?

    Ucieka wzrokiem z zakłopotania. Próbuje coś powiedzieć, ale przerywam jej.

    – Patrz na mnie, nie gdzieś tam – mówię tonem nieznoszącym sprzeciwu. Gdy podnosi na mnie oczy, sprawiam wrażenie jakbym chciał ją przewiercić na wylot. – I pamiętaj, że wiem, kiedy kłamiesz.

    – T.. Tak.. – wyszeptuje cicho.

    – Więc czemu przyszłaś do mnie półnaga?

    – Ja nie.. Ja.. – zaczyna się jąkać. Stopa nieruchomieje.

    – Mhm, oczywiście. Widzę – mówiąc to wskazuję ruchem głowy na jej sterczące sutki.

    Rumieniec na jej twarzy się pogłębia. Muszę przyznać, że w tej chwili wygląda słodko.

    – Pamiętasz, co mi kiedyś obiecałaś? – pytam znienacka, ugniatając jej łydkę.

    – Tak – mówi nieco pewniejszym głosem.

    Jej stopa na powrót zaczyna lekko mnie masować. Cały czas więżę jej oczy swoimi. Obietnica polegała na tym, że gdy ona, albo ja sobie kogoś znajdziemy, będziemy zdradzać tą osobę ze sobą. Przesiadam się na paletę po jej lewej stronie. Siedzę z nią ramię w ramię. Podnoszę delikatnie jej nogę, kładąc ją sobie na kolanie. Na nowo zaczynam masaż, tym razem jej uda. Jej oddech staje się głębszy.

    – Brakowało ci tego, prawda? – szepczę do jej ucha.

    – Mhm.

    Obniżam dłoń, muskając opuszkami jej całe udo od wewnętrznej strony. Stęka cichutko. Widzę, jak jej ramiona pokrywa gęsia skórka. Składam delikatny pocałunek w płatek jej ucha. Jej ręka ląduje bardzo blisko ciągle rosnącej męskości, przesuwając się coraz bliżej. Niedbałym ruchem zerkam w bok, czy nikt nas nie obserwuje. Po naszej prawej stronie jest rzeka, więc nie musimy się martwić. Wszyscy albo rozmawiają, albo doprawiają się alkoholem. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Odwracam się z powrotem do mojej drobnej byłej. Ręką jeździ po wybrzuszeniu na spodniach, patrząc jak zahipnotyzowana na moją dłoń zbliżającą się do jej spodenek. Wstrzymuje oddech, kiedy klepię ją po udzie. Lekko dotykam gorącego zwieńczenia jej ud. Słyszę cichy jęk:

    – Przestań…

    Ale jej maślane oczy, uchylone usta, rozszerzone usta i pieszcząca mnie ręka przeczą temu protestowi. Zamiast tego, pocieram ją energiczniej przez materiał. Ciężko dyszy. Nagle zabieram rękę z jej spodenek i sunę powoli otwartą dłonią po jej brzuchu do pępka. Następnie przesuwam z powrotem w dół. Tym razem pod materiał. Jest tam nieznośnie gorąco. Masuję chwilę jej wzgórek, dwoma palcami przesuwam rytmicznie po jej wargach sromowych. Patrzy mi w oczy, przygryza wargę.

    – Jeszcze trochę.. – jęczy mi do ucha, muskając je języczkiem.

    Wkładam w jej ciasne wnętrze jeden palec. Szczelnie się na mnie zaciska. Opiera głowę na moim ramieniu. Dla postronnego obserwatora wygląda to jak para znajomych po ciężkim dniu. Jednak z bliska zauważyłby wyuzdanie, jakiemu się oddajemy. Środkowy palec wpycham najgłębiej jak mogę w jej mokre wnętrze, a kciukiem trącam jej sztywny guziczek. Pracuję tak kilka minut, potem podwijam środkowy palec w hak, stymulując przód jej pochwy. Czuję jak cała się napina. Spomiędzy zaciśniętych z całej siły zębów dochodzą mnie stłumione jęki. Na jej szyi robię czerwoną malinkę. Wtedy to skurcze pochwy niemal wypychają mnie z przyjemnego wnętrza. Na jej czole lśni pot. Odchyla głowę do tyłu, wyginając się w łuk na leżaku. Równocześnie wypycha swój niewielki biust do góry. Ładna szyja wędruje razem z całym ciałem. Ściska mocno kutasa, co powoduje mój syk. Wreszcie opada na leżak, starając się nie dyszeć ciężko. Średnio jej to wychodzi. Wyciągam ociekający soczkami palec i z lubością go oblizuję. Patrzę na nią pytająco – przeczy ruchem głowy. Nic na siłę, jeszcze cię przyuczę, myślę kończąc czyszczenie palca. Wskazuje za to na wpół wypitego drinka. Podaję jej kubek i pije.

    – Kwaśne – zauważa.

    – Taki ma być – odrzekam.

    Bierze jeszcze łyk i przywołuje mnie gestem do siebie. Zbliżam się, kiedy ujmuje moją twarz i zbliża swe usta do moich. Przyciska się mocno do mnie i lekko uchyla wargi. Wypuszcza mi do ust drinka. Nieco zaskoczony, przełykam. W ten sposób jeszcze nie piłem. Potem wsuwa mi do ust język, i dotyka nim nieśmiało mojego. Zanim zdążę zareagować na pieszczotę, odrywa się ode mnie zaciskając usta. W zamyśleniu dopija drinka, nieznacznie się przy tym krzywiąc. Wygląda jakby podejmowała jakąś niezwykle ważną decyzję. W końcu wstaje, podaje mi rękę:

    – Chodź do domu.

    Prowadzi mnie do pobliskiego bloku. Wchodząc po schodach na wał, kręci pupą. W lewo, w prawo. Przy każdym stopniu lekko się nachyla, powodując napięcie spodenek. Dostrzegam linię pod jej pośladkiem, utrzymujący się ponad linią jej górnej krawędzi nóg. Przy każdym wyprostowaniu dupcia odcina się wyraźnie. Dochodzimy wreszcie pod bramę. Odwraca się do mnie:

    – Wiesz, że nie jestem sama w domu?

    – Masz przecież dwa mieszkania. Zamkniemy się w jednym. Kogo tam zastanę? – pytam zbliżając się do niej o krok.

    – Mnie – gładko opiera się o ścianę.

    – Tylko? – obejmuję ją jedną ręką w krzyżu, drugą opieram obok jej głowy.

    Zaczyna się do mnie przytulać, staje na palcach, by jej dupka wpadła w moją dłoń.

    – Tego też ci brakowało, przyznaj się. Twój chłopak cię zaniedbuje – ni to pytam, ni to stwierdzam.

    – Nie potrafi się mną dobrze zająć – wyszeptuje patrząc mi w oczy.

    Kiedy udaje jej się w końcu nakierować jej tyłek na moją rękę, z jej ust pada przeciągły jęk. Miękkość jej pośladka sprawia, że zapominam o całym świecie. Jest idealny. Twardy, wysportowany, a jednocześnie cudownie miękki. Zbliżam wargi do jej, zaczynam dyszeć:

    – A w jakim stanie cię zastanę? – pytam rozkoszując się jej miękkością.

    – Achh.. Wilgotnym – przyciska się do mnie swoim smukłym ciałem.

    Jej usta szukają moich, gdy je odnajduje zaczyna zachłannie mnie całować. Ręką ugniatam jej zgrabny tyłek. Smakuję jej usta, jakby był to mój pierwszy raz. Chcę poczuć jej język. Spomiędzy warg wysuwam swój, ale trafiam na blokadę jej zaciśniętych ust.

    Reakcja jest natychmiastowa. Rozchyla wargi i wpycha mi do ust swój język. Na początku niezbyt pewnie. Ale z czasem czuję jej napierający język coraz bardziej. Młóci nim na wszystkie strony. Wplata ręce w moje włosy i dociska do siebie. W pewnym momencie przejeżdża mi po zębach językiem. Z kącika ust spływa jej mała strużka śliny. Przysysam się zlizując ją. Efekt jest odwrotny do zamierzonego. Jej broda lśni od cienkiej warstewki śliny. Przysysa się do mojej dolnej wargi. Ja bawię się jej górną niczym najlepszą zabawką.

    – Tęskniłam.. – szepcze.

    Rękę ze ściany wkładam pod jen koszulkę, masując brzuch. Spomiędzy zaciśniętych na wardze ust wydaje głuche stęknięcie. Oddech staje się urywany, gdy sunę po jej szczupłym brzuchu do dolnej partii cycków. Gładzę jej lekko napięte mięśnie. Na drodze napotykam malutki pieprzyk, tuż pod jej prawą piersią. Zaczynam kołować wokół niego palcem. Ślini mi wargę do tego stopnia, że nie nadąża jej przełknąć i ścieka nam na brody. Nagle wyplątuje swoje dłonie z mojej czupryny. Odrywam się od mojej twarzy, całując jeszcze w usta. Wzrok ma zamglony. Dotykam palcami świeżej malinki na szyi.

    – Dlaczego jest mi tak dobrze? I dlaczego mi to kompletnie nie przeszkadza? – dyszy – Chodź na górę.

    Wchodzimy na klatkę. Ona przede mną, tak bym widział jej szerokie, kołyszące się w takt rytmu wchodzenia biodra. Jej szczupła talia przechodząca we wspomniane biodra robi piorunujące wrażenie. Dlatego w połowie drogi na czwarte piętro nie wytrzymuję i chwytam ją po bokach. Stajemy na półpiętrze, tak by nikt nas nie widział. Ciągle widząc przed sobą jej plecy, nachylam się do jej szyi. Łaskoczę ją szorstkim zarostem. Drży, w oczekiwaniu na nieznane. Dłońmi zjeżdżam na jej biodra, wkładam kciuki pod materiał. Przygryzając jej ucho zdejmuję z niej przyciasnawe spodenki. Pod spodem oczywiście nie ma nic. Nad jej ramieniem widzę lekko odstający wzgórek. Już chce się do mnie odwrócić, kiedy daję jej tak siarczystego klapsa, że plaśnięcie rozchodzi się na klatkę schodową. Słyszę bolesny pisk. Spodenki wkładam sobie do kieszeni. Kolejnym klepnięciem zachęcam ją do dalszej podróży. Idzie, kręcąc mi przed oczami dupą. Przy każdym kroku, widzę jej wygoloną cipkę lśniącą od wypływających soczków. Jestem boleśnie twardy. By uniknąć sąsiadów, szybko wspinamy się na docelowe piętro. Otwiera drzwi i wsuwa pomiędzy framugę a skrzydło swoją głowę. Wypina się przy tym do mnie, co wykorzystuję, przyciskając do jej gołej pupy swoje kroczę. Chcę, żeby poczuła, jak bardzo jej chcę. Jak potrzebuję jej cipki. W końcu cofa czerwoną twarz i wciąga mnie do środka. Wita mnie zagracony korytarz, ale w głowie mam tylko Ankę. Prowadzi mnie w prawo. Do drzwi, za którymi jest jej mieszkanie. Drzwi po lewej prowadzą do mieszkania jej rodziny, ale nie obchodzi mnie to. Obchodzi mnie za to dźwięk zamykanego zamka i miękkie wargi rozgniatające się na moich. Wciska mi język do ust. Walczymy ze sobą, zatracając się w lizaniu. Języki walczą o dominację. Odrywamy się od siebie wargi, ale języki nadal wirują. Skapująca z nich ślina tworzy na mojej koszuli ślady. Łapię ją za dupę przyciągając ją mocniej do siebie. Czuję jej piersiątka na mokrej klacie. Pot perli się na naszych ciałach, gdy powoli zdejmuję z niej koszulkę. Do ostatniej chwili nie odrywamy swych języków. Kiedy jej głowa przechodzi przez otwór koszulki, natychmiast z powrotem rzuca się do moich ust. Drżącą ręką próbuje rozpiąć mi guziki koszuli. Druga dłoń opada jej szybko do mojego rozporka. Kutas pulsuje w rytmie jej posunięć. Nasze westchnienia odbijają się echem po ścianach. Cofając się, prowadzi mnie do pokoju. Jest tam jedynie łóżko, ale niczego więcej nam nie trzeba. Ustami schodzi na moją szyję, gryząc i szarpiąc ją niemiłosiernie. “Będą ślady”, myślę. W końcu udaje jej się rozpiąć mi koszulę i zabiera się za sprzączkę pasa. Na chwilę odrywa dłoń pieszczącą kutasa, by na ślepo szarpać się z paskiem. W międzyczasie gładzę jej plecy jedną ręką. Druga ciągle męczy jej tyłek. Zahaczam wskazującym palcem o jej odbyt. Nie doczekując się reakcji, pieszczę go kolistymi ruchami. Wreszcie udaje jej się rozpiąć i zdjąć mi spodnie. Pomiędzy jej słodką cipką a kutasem jest tylko materiał majtek. Szybko się ich pozbywa. Sztywny, długi i gruby penis uderza ją w cipkę.

    – Mmm.. aack. – słyszę tłumiony głos.

    Ręką chwyta za członek i zaczyna go masować. Widzę poruszające się przedramię w górę i w dół. Z główki wypływa kropelka śluzu. Czując to przytyka mój łeb do swojej szparki. Zaczyna poruszać biodrami do przodu i do tyłu, symulując stosunek. Główka niknie pomiędzy jej wargami, ocierając się o wejście do dziurki. Odrywa głowę i wydaje z siebie jęk ekstazy. Popycham ją na łóżko, tak że pada rozkraczona. Nie tracąc chwili przypadam do niej i szaleńczo ją całuję. Moja dłoń odszukuje jej gorącą pizdę. Pocieram ją zwierzęco. Uchylając oczy widzę, jak zaciska pięści na prześcieradle. Jej łechtaczka staje się czerwona, cipka popuszcza obficie soczki. Chcę ją wylizać, ale trzyma mnie mocno jedną ręką. Drugą jeździ po moim członku, szybkość pieszczot próbując dostosować do zawrotnej prędkości mojej ręki latającej po jej piczce. Nachylam się więc nad leżącą pode mną dwudziestodwulatką dając jej przyjemność. Znowu czuję skurcze jej mięśni, ale zanim dojdzie mówi mi:

    – Błagam Cię.. – nieprzytomny wzrok potwierdza, że potrzebuje tego równie mocno jak ja.

    Błyskawicznie ustawiam się między jej rozrzuconymi udami. Zaczynam wpychać swojego chuja w głąb jej ciała. Jest cholernie ciasna. Gdy wpycham się do połowy słyszę jej krzyk i zaciskające się mięśnie. Nogi podrygują i nieruchomieją. By mogła w pełni przeżyć swoją rozkosz, nie poruszam się. W końcu otwiera oczy i przyciąga mnie do siebie. Kontynuuję wciskanie się w nią. Jakoś przy końcówce penisa czuję opór. Dalej nie wejdę. Zaczynam miarowo się w niej poruszać. Przy każdym pchnięciu wypycha biodra na spotkanie z moimi. Oplata mnie ciasno nogami, a rękami trzyma się mojego karku. Dyszymy sobie nawzajem w usta. Podnoszę ją, tak że zwisa ze mnie. Chwytam ją za dupcię sycąc rękę kształtem. Ustami robię jej następną malinkę. Tym razem na dekolcie. Jęczy jeszcze głośniej. Jej cipka jest niesamowicie mokra, muszę zwolnić, by nie dojść za szybko. Kładę ją na pościeli i przerzucam jej nóżki na bok. Widzę jak zaciśnięta cipeczka wygląda spomiędzy nóg. Zbliżam się i wbijam tym razem całą długość kutasa w jej śliskie wnętrze. Wydaję z siebie okrzyk rozkoszy. Ładuję ją mocno, trzymając za talię. Wypięta, ze złączonymi nogami i na plecach dziewczyna wije się z każdym klaśnięciem bioder. Jądra obijają się o górną część uda.

    – Taak, Janek, jak mi tego brakowałooo. Czuję cię tak bardzo dokładnie. Jeszcze trochęęę!!!

    Jej słodkie krzyki działają na mnie pobudzająco. Zwiększam tempo, cały czas trzymając ją za biodro jedną ręką. Palcami drugiej stymuluję jej wyeksponowaną czarną dziurkę. Jajka zaczynają mnie boleć od bicia jej wypiętego pośladka. Całuję ją mocno. Odwzajemnia się gwałtownie. Ślina ścieka po jej brodzie na szyję. Zbiera się w zagłębieniu obojczyka. Włosy wokół jej głowy leżą w nieładzie, miejscami sklejone od potu naszych splecionych ciał. Rucham ją bez opamiętania. Zwalniam ruchy, by wchodzić w nią głębiej. Po chwili przyspieszam rżnąc ją połową długości bardzo szybkimi sztychami.

    – Juuuż, zaraaaz!!! – informuje na wdechu

    Sekundę później czuję, jak stara się mnie zmiażdżyć aksamitnym wnętrzem pochwy. Wygina szyję do tyłu, zamyka oczy i przygryza wargę. Pot skapuje z mojego czoła na jej sterczące różowe sutki.

    – TAAAAKK!! – wydziera się – KOCHAM TWOJEGO KUTASAAA!! DOJDŹ DLA MNIE, SPUŚĆ SIĘ NA MNIEE!

    – Spuszczę się na twoją dupcię, foczko – mówię w amoku.

    Wyciągam ociekającego fiuta. Łeb jest purpurowy. Odwracam ją szybko na brzuch i szybko ruszam ręką, masturbując się nad jej dupą. Dygoczącymi po dopiero przeżytym orgazmie palcami wczepia się w swoje pośladki, rozszerzając je dla mnie. Kilka ruchów starcza, by potężna eksplozja wstrząsnęła moim ciałem. Jęcząc, wyrzucam z siebie spermę, celując między jej półdupki. Pierwszy strzał uderza w jej różyczkę, wywołując u niej krzyk. Drugi trafia na jej lewy pośladek, trzeci na przeciwny. Czwarty, już nie tak obfity, ląduje na jej krzyżu. Zmęczony, opadam obok Ani.

    – Nazwałeś mnie foczką? – pyta po długiej chwili odpoczynku.

    Dalej na plecach, odpowiadam twierdząco.

    – Tęskniłam za tobą, wiesz? Najbardziej za twoim zapachem – mówi przytykając nos do mojej szyi – Oj, trochę cię uszkodziłam.

    – Ja ciebie też – śmieję się.

    – Czy to oznacza – wskazuje na swój tyłek – że się ze mnie nie wyleczyłeś do końca?

    – Można tak powiedzieć, foczko – mrugam do niej.

    Wtula się we mnie, dalej leżąc na brzuchu. Jej pierś przyciska się do mojej klatki. Stękam, czując jak sterczący sutek mnie kłuje. Słyszę zadowolone mruknięcie.

    – Masz ochotę wybrać się jutro do opery? Miałam iść.. z nim, ale wolę twoje towarzystwo.

    – Nie potrafię ci odmówić, wiesz przecież – całuję czubek jej głowy.

    – No, to jesteśmy umówieni. Zostaniesz na noc? – pyta z nadzieją.

    – Niestety, muszę wracać – i naprawdę mi z tego powodu przykro – Chętnie bym cię jeszcze wycałował, ale jutro muszę być o 7 rano w Opolu.

    – Auć, wcześnie. A wycałować możesz mnie jutro. Całą – zastrzega i obiecuje.

    – Trzymam cię za słowo – mrugam do niej i niechętnie wstaję.

    – Hej, kochany? – woła, gdy zakładam spodnie.

    – Tak? – narzucam koszulę.

    – Chcesz moje zdjęcia? – mruczy seksownie.

    Zamieram.

    – To chodź i zrób.

    Łapię za telefon i pstrykam kilka zdjęć. Wygina się rozkosznie, robi wyuzdane miny. Robię też zbliżenie jej zalanej pupci.

    – Wystarczy – mruga – może wyślę ci potem inne zdjęcia. Jeśli będziesz grzeczny.

    Chowam telefon. Na odchodnym całuję jeszcze jej łydkę. Udaję się w długą drogę powrotną do domu. Nastawiam budzik na 5, wyciągam słuchawki i wsiadam w autobus. Koło 23 otwieram drzwi wejściowe. Szybki prysznic i do spania.

    —————

    Następnego dnia po pracy (cholerne Opole) wjeżdżam na autostradę potężnie ziewając. Muszę się zdrzemnąć. Niecałe 40 minut później zjeżdżam przed Wrocławiem. Płacę przy bramkach i udaję się do domu. 10 minut później wjeżdżam do garażu. Zerkam na zegarek. Dochodzi 16. Namyślam się przez chwilę. W sumie jeśli wyjdę za jakieś 2 godziny, to zdążę podjechać po Ankę i udać się do opery. Kiwam głową. Wyciągam z szafy czarny garnitur, dobieram koszulę i wieszam go na klamce. Zastanawiam się nad krawatem, ale w końcu daję sobie spokój. Czarna taliowana koszula może być rozpięta. Ziewam rozdzierająco. Kuurwa, muszę się zdrzemnąć. Rozbieram się do naga i wskakuję do łóżka. Niemal odruchowo liczę, na ile snu mogę sobie pozwolić. Nastawiam na 1,5 godziny. Zamykam oczy. Śni mi się, że jestem w klubie. Przede mną niska latynoska o głęboko wciętej talii ociera się o mnie swoją twardą dupą okrytą zwiewną białą sukienką. Jeżdżę dłońmi po jej piersiach, wkoło ludzie zajęci są sobą. Wczuwam się w mocny bit, gdy nagle czuję szarpnięcie. Już tancerka przede mną ma się do mnie odwrócić, widzę lecące w moją stronę włosy, gdy bit przechodzi w ostre piski durnego budzika. Otwieram oczy i siadam na łóżku. Przeciągam się, rozciągając zastane mięśnie i wstaję. Zakładam bokserki i spodnie. Penis sterczy mi jak armata, więc wyginam go w dół, układając go w prawej nogawce. Wełna napina się pod naporem prężącego się członka. Zapinam koszulę i narzucam marynarkę. Wychodząc łapię jeszcze płaszcz, a zapowiadali deszcze na noc. Jadę po moją dzisiejszą partnerkę. Po drodze jeszcze do niej dzwonię, żeby była gotowa. Przyjeżdżam i czekam w aucie. Po kilku minutach słuchania radia, słyszę pukanie w okno. To Anka. Otwieram drzwi. Jest ubrana w lekką sukienkę, kusząco odsłaniającą jej łydki. Dekolt ma zabudowany, ale przy jej piersiątkach mnie to nie dziwi. Aczkolwiek zawsze powtarzam, że po co mieć duże cycki, skoro ma się zajebisty tyłek. Kształt oczu podkreśliła lekką kreską. Na wargach widzę różową szminkę. Wsiada do środka i jedziemy. Po drodze pod pretekstem zmiany biegów muskam jej kolano. Odwdzięcza się kładąc dłoń na wewnętrznej stronie uda. Ułożony do tej pory swobodnie w nogawce penis zaczyna się budzić. Ciężko skupić mi się na prowadzeniu auta, zwłaszcza że podczas zmiany biegów, ruch nogą powoduje poślizg jej ręki i wpadnięcie główki w jej garść. Przez co jeszcze bardziej intensyfikuje pieszczoty. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, jestem na skraju. Wychodzimy z auta, i trzymając ją mocno za biodro kierujemy się do budynku opery. Przy wejściu urocza rudowłosa bileterka z przygryzioną wargą przygląda się wybrzuszeniu na moich spodniach. Przechodząc obok niej, lekko przejeżdża mi po kroczu otwartą dłonią. Nabieram głęboko powietrza. Ruch trwa mgnienie oka, nie dajemy po sobie niczego poznać. Uśmiecha się do następnej osoby w kolejce. Hmm, muszę ją kiedyś tu odwiedzić, postanawiam. Doganiam Anię na korytarzu i idziemy do szatni. Ona ma na sobie tylko sukienkę, ja wziąłem ten cholerny płaszcz. Odbieram numerek i ruszamy na górę. Okazuje się, że zarezerwowała bilety na samej górze, w ostatnim rzędzie. Po rozpoczęciu przedstawienie, orientuję się, że siedzimy sami w rzędzie. Niezbyt interesuje mnie sztuka, więc prawą dłoń kładę na plecach siedzącej obok mnie dziewczyny. Sunę niżej, na jej krzyż. I jeszcze niżej. Wyszarpuję spod jej tyłka materiał sukienki. Wyczuwam delikatny materiał koronkowych majteczek. Przez chwilę ściskam jej pośladek. Głowę opiera na moim ramieniu. Gdy wyczuwam ciepło płynące od jej cipki, a fotel robi się lekko wilgotny, wyginam palce i odsuwam na bok materiał. Jej goła cipka dotyka szorstkiego siedzenia, co skutkuje jej wierceniem się. Z kolei to powoduje jeszcze większym wyciekiem jej soczków. Wyginając bardziej palce, układam je na cieknącej dziurce. Wstrzymuje oddech. Powoli, ciesząc się ciasnym wejściem, zanurzam palec w jej środeczku. Pozycja nie pozwala mi na ostrą palcówkę, toteż zadowalam się powolnym poruszaniem. Zaciśnięte nogi sprawiają, że muszę przeciskać się przez jej gorąc. Po kilkunastu minutach takiego pettingu, nachyla się w do mojego ucha.

    – Moja kolej – szepcze.

    Unosi biodra. Zabieram spod niej zdrętwiałą rękę. Powoli się podnosi i siada mi bokiem na kolanach zaciskając nóżki.

    – Odpręż się, skarbie – szepcze namiętnie.

    Po cichu majstruje przy rozporku. Wsuwa rękę za bokserki i wyciąga na wierzch mojego sztywnego kutasa. Patrzę na nią, czekam na jej ruch. Gdyby ktoś spojrzał, zobaczyłby dziewczynę siedzącą na kolanach swojego faceta, żeby lepiej dojrzeć scenę. Podnosi swoją rękę do ust, przejeżdża po niej językiem. Jej uda tworzą niewielki murek, co pozwala jej się mną zająć. Opuszcza dłoń i nawilża kutasa lekkimi pociągnięciami. Stękam z przyjemności. Chłodna ręka wali mi konia w miejscu publicznym. Żeby sprawić mi jeszcze większą radość, przesuwa jedno udo w stronę fiuta, ocierając się o niego. Teraz już na pewno jestem na widoku, ale mam to w nosie. Rozkoszuję się jędrnością jej ud i jej pracującą rękę. Dokłada do posuwistych ruchów obroty nadgarstka. Nie mogę się powstrzymać i jęczę. Prawie natychmiast urywa się, za sprawą jej języka w moim gardle. Odrywa się ode mnie po długiej chwili. Patrząc mi w oczy wypuszcza z ust nikłą strużkę śliny, która ląduje na potężnym łbie i spływa na jej rękę. Mój oddech staje się urywany. Naraz odrywa ode mnie uda, i siada tyłem do mnie, wpasowując fiuta między swoje kształtne pośladki. Opieram ręce na jej biodrach i unoszę jej sukienkę, by poczuć jej rozpaloną skórę na członku. Podnosi się bardziej, rękę wsuwa pod brzeg sukienki i umieszcza mnie pomiędzy swoimi nogami, które natychmiast się zaciskają. Wystaję ponad krawędź jej zgrabnych ud tworząc namiocik. Zaczyna ruszać biodrami, pocierając o mnie koralikiem łechtaczki. Zostawia na mnie ślad. Wygina się w lewo, w prawo, w przód i w tył. Zdejmuję marynarkę z grzbietu i narzucam na nią. Potem wślizguję się pod nią, łapami obejmując jej piersi. Gniotę je przez sukienkę. Oboje oddychamy coraz szybciej. Łaskoczę ją dysząc jej w kark. Po blisko 20 minutach takiej zabawy, czuję, że jestem blisko.

    – Zaraz dojdę, foczko – informuję ją wypychając lędźwie w górę.

    – Ja też.. – opiera się lekko o moją klatkę. Grzebie przez chwilę w marynarce. Wyciąga mój telefon, włącza nagrywanie i kieruje aparat pod sukienkę. Jej cipka ślizga się po mnie w zawrotnym tempie. Widzę jej zaciśnięte z całej siły szczęki i powieki. Czuję jak zalewają mnie jej soczki, ściekające na spodnie. Żar buchający od niej sprawia, że zaciskam zęby na jej szyi, żeby nie wyć z rozkoszy. Dochodzimy zaraz po sobie. Wolną ręką zdąża jeszcze wycelować mojego chuja na swój brzuch. Moje ciało przechodzą potężne spazmy rozkoszy. Strzelam na jej brzuch białą mazią, plamiąc od spodu jej sukienkę. Mimo zaciśniętych ust, słyszę stłumione jęki. Po wszystkim podnosi się nieznacznie i pochyla do przodu jakby chciała rozciągnąć mięśnie pleców. Prostuje się, i pokazuje mi swoje koronkowe majtki, chyba braziliany, po czym chowa je do zewnętrznej kieszeni marynarki posyłając mi całusa. Mięknącego penisa chowa w spodnie i zapina rozporek. Po doprowadzeniu mnie do porządku, opada na wciąż mokre siedzenie obok. Łapię ją za rękę i całuję. Resztę spektaklu spędzamy trzymając się za ręce. Gdy przedstawienie się kończy i oklaski trwają w najlepsze, cichcem wycofujemy się z sali, żeby uniknąć nieprzychylnych spojrzeń na moją byłą. Przód jej sukienki przykleił się do ciała, dokładnie ukazując jej brzuch. Zapinam jej marynarkę i schodzimy. Po drodze mijamy zboczoną bileterkę, która uśmiecha się szeroko na nasz widoki. Ania, czerwieniąc się cała, spuszcza wzrok. Gdy dziewczyny się mijają, bileterka łapie szatynkę za bok, i całuje ją namiętnie. Początkowo zesztywniała, oddaje pocałunek. Dwie sekundy później ruda odrywa od niej twarz z cmoknięciem i patrzy na mnie.

    – Jestem Aga – mówi.

    Podchodzi do mnie i wciska mi w pod bokserki małą karteczkę.

    – Zadzwońcie do mnie, zboczki – na pożegnanie robi mi malinkę.

    Zaskoczeni, ale i na nowo rozgrzani, odprowadzamy rudowłosą dziewczynę wzrokiem.

    – Chcę ją.. To dziwne? – pyta skołowana Ania.

    – Ani trochę. Poza tym, też jej pragnę – odpowiadam zgodnie z prawdą.

    – To zadzwoń do niej. Umówmy się, że zaczekamy na nią. Proszę..

    – Teraz? No dobrze – mówię wyciągając telefon. Sięgam za pasek i wyciągam zapisany kaligraficznie numer. W szatni łapię sygnał.

    – Tak? – słyszę.

    – Hej, poznaliśmy się przed chwilą w holu.

    – Oo, puszczasz mi strzałkę, żebym zapisała sobie twój numer? – lekko się śmieje. W słuchawce słyszę, że jeszcze drzwi od sali się nie otworzyły.

    – Może.. – podpuszczam ją – Głównie dlatego, żeby cię spytać, czy masz jakieś plany na wieczór.

    Po drugiej stronie zapada cisza. Już tracę nadzieję, gdy:

    – Miałam iść na piwo ze znajomymi, ale mogę się wyłgać. O ile macie alkohol – zawiesza głos.

    – Do wyboru do koloru.

    – Za jakieś 30 minut powinnam skończyć wyprowadzać łośków.

    – Zaczekamy przed wejściem – zapewniam ją i rozłączam się.

    Ania patrzy na mnie wyczekująco. Obejmuję ją i niskim głosem mówię:

    – Wygląda na to, że wlaśnie załatwiłem nam trójkącik.

    25 minut później, z lekkim płaszczykiem na ramionach, przez drzwi przechodzi ona. Rude włosy sięgają jej prawie do pasa. Na białą, opinającą się na jej biuście koszulę narzuciła skórzaną kurtkę. Nogi w obcisłych czarnych spodniach kończą się rozbudowanymi biodrami. Idąc ku nam kołysze dupką. Wita się ze mną wpychając mi język do ust i przylegając całym ciałem. Czuję jej opakowane w stanik cycki. Odkleja się i to samo robi z Anią. Biorę dziewczyny pod rękę i idziemy żwawo do auta.

    – Obrazisz się, jeśli usiądę z tyłu? – pyta nawijając pukiel włosów na palec.

    Otwieram jedynie drzwi z tyłu. Wsiadając nie zapomina się wdzięcznie wypiąć. Ja nie zapominam klepnąć jej tyłka. Mruczy zadowolona. Zaraz za nią pakuje się szatynka.

    – Do kogo jedziemy? – pyta ruda spoglądając na mnie w lusterku, gdy sadowię się za kierownicą.

    – Do mnie – odpowiadam.

    – Daleko, bo mam na was wielką ochotę.. – przejeżdża językiem po uchu Anki wywołując jej jęk.

    – Za miastem. Więc możesz się nią zająć.

    Nie odpowiada. Prowadząc, co chwilę zerkam w lusterko. Aga zabiera się za lizanie twarzy Anki, zbliżając się do jej ust. Ma nieco pełniejsze wargi od mojej byłej, co w połączeniu z naturalną czerwienią jej ust wygląda niesamowicie kusząco. Słyszę z przodu tylko mlaskanie ich języków. Spojrzenie później widzę, jak wzajemnie masują się po cipkach. Mój kutas rozrywa spodnie. Głośne jęki słychać w całym aucie. Szyby parują.

    – O ty niegrzeczna, nie masz majteczek! – dyszy Aga.

    – Janek.. je.. maaa.. – jęczy w przerwach pomiędzy pocałunkami Ania.

    Przy następnym zerknięciu prawie dochodzę. Moja była siedzi z rozrzuconymi nogami i zadartą na piersi sukienką, a rudowłosa diablica zlizuje jej moją spermę z brzucha. Jej głowa jest dociskana. Nie mogę dostrzec jej języka, ale po ruchach jej barku domyślam się, że mocno pieści pizdę partnerki. W nozdrza uderza mnie zapach seksu. Przyspieszam. Po kilku minutach dojeżdżamy. Zrywam się błyskawicznie i otwieram dziewczynom drzwi. Ania, ledwo przytomna z rozkoszy, wręcz leży na kanapie. Nad nią na czworakach unosi się Aga w rozpiętej do połowy koszuli.

    – Chodźcie, moje suczki – rozkazuję.

    W drodze do mieszkania chwytam obie mocno za cipki i tak je prowadzę. Czuję niesamowite podniecenie. W windzie na krótką chwilę we trójkę przypadamy do siebie. Po otwarciu drzwi biegniemy do mieszkania. Otwieram, wpuszczam chichoczące dziewczyny i zamykam za sobą i zatrzaskuję drzwi. Przede mną dwie napalone dziewczyny przywołują mnie do siebie. Zrzucam z siebie ubrania, zostawiając tylko bokserki. 

    – Mmm, masz dobrego faceta, kochanie – głos Agi staje się ochrypły – zobaczmy jak na dole..

    Podchodzi do mnie, przylega całym ciałem i unosi nogę. Ania też się zbliża, ale opada przede mną na kolana. Ruda wpycha swój język do gardła. Liżemy się zachłannie, zmieszana ślina ścieka na wystawiony język Ani. Opuszcza rękę, jadąc nią po moim brzuchu. Wsuwa się pod bokserki i zaciska na moim osiemnastocentymetrowym, grubym kutasie. Odkleja się ode mnie z jękiem zachwytu.

    – Baardzo mi się podoba to, co… AAAAA, TAAAKKK! – krzyczy nagle.

    W dole Ania znudziła się czekaniem i włożyła rękę pod spodnie Agi, mocno ją pocierając. Rozrywam białą koszulkę, wokół sypią się guziki. Zostaje w przyciasnym staniku, z którego wylewają się jej cycki. Ale zanim go zdejmę, chcę ją zobaczyć w bieliźnie w pełnej krasie. Zdejmuję jej spodnie, ręka klęczącej między nami dziewczyny pracuje nieprzerwanie. Już chce zdejmować dopasowane stringi też w białym kolorze, ale ją powstrzymuję. Zbliża więc usta na krocze Agi, przejeżdżając po niej językiem. Cofam się na chwilę, podziwiam widok. Ruda, w samej bieliźnie stoi w rozkroku nad szatynką, pracującej mocno ręką i języczkiem nad cipeczką. Ma tatuaż, motyw japoński wystaje spod jej stringów po lewej stronie jej brzucha i pnie się do wysokości pępka. Widok jest nieziemski. Z leżącej marynarki wyciągam telefon i robię kilka zdjęć. Robię zbliżenie twarzy dziewczyny pomiędzy jej nogami. W oczach widzę kurwiki. Odrzucam telefon i też klękam przed nowo poznaną laską. W nozdrza uderza mnie zapach cipki. Stykam się policzkiem z Anią. Odrywa twarz od majtek i całuje mnie wilgotnie. Liżemy zwierzęco swoje twarze, wydzielina z naszych ust skapuje na podłogę. Jednocześnie powoli zdejmujemy z bioder Agi stringi. Ukazuje się nam różowa cipeczka, z rozchylonymi już wargami i ociekająca śluzem. Jest gładka, nie licząc niewielkiego pasma rudych włosków nad koralikiem. Odwracam się do niej i spluwam na nią. Ex idzie w moje ślady. Ręką obejmuję od tyłu jej pośladek, Anka masuje ją od przodu, wbijając w nią język. Zaciekawiony tatuażem badam go językiem. Śliniąc obficie jej brzuch, wsuwam paluszek do jej dziurki.

    – Kurwaa, co wy ze mną robiciee, MOCNIEEJ! – wydziera się.

    Intensyfikujemy pieszczoty. Palec w jej wnętrzu jeździ po jej ściankach, co chwilę trącając wywijający języczek. Drugą ręką obejmuję Anię, ściskając brutalnie jej piersi. Ssie łechtaczkę kochanki, doprowadzając ją do wycia. Kurczące się mięśnie jej pochwy informują nas o zbliżającym się szczycie.

    – Dochoo- o-odzę! – jej ciałem targają spazmy rozkoszy. Ciśnienie w jej cipce wyrzuca na nasze złączone twarze litry jej soczków. Ania chce zabrać głowę, ale w porę łapię ją za kark. Tryskające soczki szybko pokrywają jej twarz. W końcu Aga opada na kolana obok nas ciężko dysząc.

    – Jezu, dawno tak nie squirtowałam.. Ile razy mnie doprowadzicie dzisiaj? – zastanawia się na głos zbliżając się do Ani.

    – Zostaw! – warczę na nią.

    Nieco zaskoczona zastyga. Patrzy na mnie nieprzytomnie. Wstaję, nakierowuję obie buzie na swoje krocze. Teraz moja kolej. Powoli ściągają mi bokserki. Naprężony kutas uderza w policzek rudą. Widzę jej zachwyt.

    – Jaki on jest wspaniały – jęczy z zachwytu i ujmuje go między palce – Taki twardy, ledwo mogę go objąć. Mogę go polizać, mój panie? – pyta słodkim głosem.

    Nie czekając na odpowiedź, kieruje główkę fiuta do swoich ust. Ania, przyglądając się z boku z ociekającym z twarzy śluzem, zbliża rękę. Powoli przesuwa się po całej długości, docierając do ust Agi. Ta rozchyla mocniej szczęki, by mogła dojechać też do główki. Gdy się wycofuje, znowu zaciska usta na łbie, omiatając ją językiem.

    – Pieść Anię – mówię do niej.

    Jej ręka ląduje pod sukienką, podciągając ja tak, żebym widział, co wyprawia. Trze jej łechtaczkę bez litości. Z ust mojej ex padają donośne jęki, odchyla głowę do tyłu, ale nie przestaje mnie masturbować. Ruda ssie główkę patrząc mi ulegle w oczy. Czuję zbierającą się w jej ustach ślinę, ale zamiast ją połknąć, czy wypuścić na brodę, wyciąga penisa i pokazuje mi zawartość jej ust. Potem zbliża się do brzucha pieszczonej dziewczyny i wypuszcza ładunek śliny. Spływa po jej brzuchu na cipkę. Anka odchyla głowę do tyłu z rozkoszy. Aga wraca do ssania. Popycham głowę Ani do swojego kutasa. Obejmuje go od boku ustami. Jęczę, czując dwie pary pieszczących mnie ust. Szatynka sunie po kutasie, a kiedy dociera do pełnych ust rudowłosej piękności, całuje jej twarz. Odciągam ssącą mnie Agę i kieruję ją tak, by ssała mnie z boku. Teraz widzę dwie głowy pracujące naprzemiennie. Wtem brązowe włosy przestają się poruszać, oczy unosi na mnie i wydaje okrzyk rozkoszy.

    – Chyba twoja dziewczyna doszła – mówi Aga oblizując mokrą dłoń.

    – Jestem jego byłą… – cichy głos odzywa się po chwili.

    – Tak, to kim jesteście?

    – Przyjaciółmi z korzyściami – odpowiadam za nią.

    – Mmm, ta korzyść jest duuuża.. – oblizuje zmysłowo wargi.

    Sięga za plecy i rozpina zapięcie stanika. Jej średnie piersi z różowymi brązowymi sutkami falują przy uwolnieniu. Podstawia mi je pod kutasa spluwając na nie gęstą śliną. Obejmuje nimi chuja i porusza się w górę i w dół. Jej jędrne piersi nie mogą pomieścić mojego fiuta. Co chwilę więc trąca językiem. Widząc to, Ania lekko zawiedziona patrzy na swoje drobne piersi. Wpadam na pomysł.

    – Moje suczki, zapraszam do sypialni.

    Prowadzę moje kochanki do sypialni, w dłońmi na ich wilgotnych cipkach. Zabieram po drodze telefon mój i Ani. Wyciągam się na łóżku. Dwie seksowne diablice kołyszą biodrami wspinając się do mojego sterczącego fiuta. Aga przypada do niego kontynuując hiszpana, Anka liże wyłaniającą się główkę. Każę jej się rozebrać. Prężąc się dla mnie, zdejmuje przez głowę sukienkę, ukazując lśniący od śliny i spermy brzuch. Odwracam ją tyłkiem do kutasa. Pojmuje, czego od niej oczekuję. Aga też, bo robi jej miejsce układając się po mojej prawej stronie. W ten sposób mój kutas jest otulony jędrnymi cyckami i miękkim tyłeczkiem. Wzdycham z rozkoszy. Ruda jeździ językiem po pośladku drugiej w rytm posunięć. Nie wytrzymuję. Muszę je mieć, natychmiast. Zrywam się jak oparzony i pakuję kutasa w gorące wnętrze Ani.Zaskoczona, wydaje z siebie krzyk rozkoszy i wtula twarz w materac, wypinając się do mnie jeszcze bardziej. Druga dziewczyna natychmiast to wykorzystuje rozkładając przed nią szeroko nogi. Chwyta ją za głowę i zlizuje z jej twarzy swoje soki, po czym popycha ją do swojego skarbu. Jęczy, gdy czuje zwinny języczek. Ładuję Anię mocno od tyłu, czując lekkie dreszcze rozchodzące się po jej ciele. Słyszę tylko stłumione stęknięcia. Jej głowa przesuwa się rytmicznie do przodu z każdym moim pchnięciem. Rozkoszuję się ciasnym wnętrzem, klepiąc jej dupę. Rżnę ją tak kilka minut. Ruda więzi mój wzrok.

    – Ruchaj ją mocno, zaraz dojdę, a chcę razem!

    Pracuję biodrami coraz mocniej, wślizguję się cały, nie bacząc na opór. Słyszę dzwonek telefonu. Zerkam w bok, to telefon Ani. Na wyświetlaczu pokazuje się serduszko. Chwytam go i podsuwam pod oczy nie przerywając się w niej poruszać.

    – To ten twój? – pyta.

    Nic nie odpowiada, kiwa tylko głową. Odbieram połączenie. Słyszę niewyraźny głos:

    – Hej skarbie, jak udała się opera?

    Nie przestając ruchać mojej byłej, ciągnę ją za włosy do siebie, tak że jej plecy tworzą łuk. Trzymam słuchawkę przy jej uchu. Wbijam się w nią gwałtownie powodując jej krzk.

    – Wszystko w porządku? – zaniepokojony głos.

    Aga masuje jedną ręką jej łechtaczkę, drugą dając sobie przyjemność. Powoduje to zawodzenie Anki.

    – TAAAKK, RŻNIJ MNIEEE, MAM W DUPIE TO, ŻE MNIE SŁYSZY!! TAK POWINIEN MNIE RUCHAĆ! JUUUŻŻŻ!! – wyje w słuchawkę, a mięśnie jej pochwy zaciskają się.

    – Nie dzwoń już, teraz jest moja – rzucam do słuchawki i rozłączam się.

    W końcu Aga przerywa kontakt wzrokowy ściskając swoje cycki i drąc się niemiłosiernie. W chwilę po niej szczytuje Ania, jej jęki są tłumione cały czas przez przyciskaną do niej dziurkę Agi. Prostuje nogi, kładąc się na Adze drżącym ruchem. Wypadam z niej, ciągle mi mało. Kiedy dochodzą do siebie, ustawiam się między udami rudowłosej. Ania kładzie się obok niej i ślini mojego chuja. Uderzam kilka razy rozwartą cipkę.

    – Nie wiem, czy go zmieszczę.. – zaniepokojony głos rudej.

    Nachylam się nad nią i powoli wprowadzam olbrzyma do jej ciasnego wnętrza. Jej oczy najpierw rozszerzają się, potem zaciskają z czerpanej przyjemności. Dobijając kutasa do końca spoglądam w dół i widzę wybrzuszenie na jej podbrzuszu. Przyglądająca się z zafascynowanie Ania, liże jej wzgórek. Cofam biodra i górka znika. Pchnięcie kolejne i widzę to samo. Szatynka siada na twarzy Agi tłumiąc jej krzyki. Nachyla się do mnie i całuje obłąkańczo. Trzymając ręką biodra rudej dziewczyny, przyciągam do siebie mocniej drugą. Liżemy się zachłannie, ślina ścieka na łomoczącego chuja. Nagle opada i stymuluje języczkiem mojego kutasa i cipkę koleżanki. Jęczę z przyjemności. W pokoju słychać krzyki ekstazy i klaskanie o siebie spoconych ciał. Wyciągam penisa z pizdy bileterki i wkładam z mocą do ust leżącej na niej dziewczyny. Dobijam do końca, czując na główce migdałki i wycofuję się. Ociekającego gęstą śliną chuja wsuwam z powrotem do ciasnej szparki. Powtarzam to kilkukrotnie. Kilkanaście minut takiego ruchania później, czuję skurcze Agi. Jej ciałem wstrząsa taki orgazm, że zrzuca z siebie Ankę, która dostała orgazmu w tym samym czasie. Obie dziewczyny całują się namiętnie, dygocząc w swoich ramionach i tryskając na pościel soczkami. Ręka opada mi na fiuta, masuję go energicznie i w końcu strzelam gorącym nasieniem na twarze moich suczek. Spermy jest tyle, że zalewam je całkowicie. Najpierw jedną, potem drugą. Pokrywam zamknięte oczy, zaróżowione policzki, rozwarte usta i stykające się języki. Szybko przełykają to, co wpadło im do ust. Gdy rudowłosa ze sklejonymi włosami zbliża język do policzka drugiej, powstrzymuję ją. Chcę im najpierw zrobić zdjęcie. Łapię telefon i pstrykam kilka fotek. Na wszystkich zalane twarze uśmiechają się z błogością. Udaje mi się złapać moment oblizywania ust przez Agę. Odrzucam na bok aparat i wycieram się o włosy dziewczyn.

    – Jak wyglądamy? – pyta Ania z rozmytym wzrokiem.

    – Cudownie – wzdycham z zachwytu.

    – Dość pięknie, żeby nas pocałować? – włącza się Aga, opierając dłoń na mojej klatce.

    – Zawsze.

    Unoszę się lekko na łokciach i całuję z języczkiem rudą dziewczynę. Sperma przykleja mi się do ust i twarzy, ale nie zwracam na to uwagi. Potem całuję tak samo moją ex. Moment później zlizują z siebie spływające nasienie. Zbliżają się do mojej twarzy, oblizując ją łapczywie. Na koniec podkładam ręce pod moje ogniste kochanki, pozwalając im się we mnie wtulić.

    – Jesteście nieźle rąbnięci. A nawet nie tknęliśmy alkoholu – mówi z lubieżnym uśmiechem ruda – mogę się przyłączyć do was?

    – Pewnie – odrzekam – Jeśli tylko będziesz na każde moje zawołanie. To samo tyczy się też ciebie, moja droga.

    – Tak, mój panie – mówią jednocześnie.

    – Brawo, moje suczki – klepię każdą po dupce wywołując tym zadowolone pomruki – w nagrodę zabieram was na ponad tydzień na wakacje – informuję je, przed zaśnięciem między nagrzanymi ciałami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe
  • Spotkanie z Groszkiem

    Spotkałem się z nią na mieście. Na jej pięknej, okalanej złotymi lokami twarzy malował się beztroski uśmiech. Dzień był gorący, nic więc dziwnego, że Groszek była ubrana bardzo skąpo. Na jej kształtnym, okrągłym tyłeczku opinały się ciasno krótkie, jeansowe szorty. Zwiewny top odsłaniał jej pępek, a dekolt pokazywał niewielkie, acz śliczne cycuszki. Cała pokryta była delikatną mgiełką potu, jedna większa kropelka zmierzała właśnie w głąb wcięcia w jej bluzeczce. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku, była ponętna niczym grecka bogini, seksowna jak żadna kobieta na Ziemi. Podeszła do mnie i przytuliła, jak zwykle. Zwykle jednak puszczałem ją po chwili i przechodziliśmy do rozmowy, tym razem jednak nie mogłem się powstrzymać, moja ręka, jakby zupełnie ode mnie niezależnie schodziła coraz niżej, aż wreszcie znalazła się na tyłku Groszka. Zacisnąłem ją, czując jak pod naciskiem jej szorty się napinają, drugą ręką mocno trzymałem ją w talii. Na jej twarzy malowało się niedowierzanie, byłem w końcu tylko jej kumplem, nie uszedł jednak mojej uwadze cichutki jęk rozkoszy w momencie w którym moja dłoń się zaciskała. Wiedziałem, że ona też tego chce. Nachyliłem się do jej ucha i wyszeptałem:

    -Chodźmy do Ciebie. Myślę, że oboje potrzebujemy dziś trochę rozrywki na osobności.

    -Nie… Ja… Przecież tylko się kumplujemy, skąd…

    Przerwałem jej, rozluźniając i ponownie zaciskając jeszcze mocniej moją dłoń na jej tyłku. Tym razem jęknięcie było już wyraźnie słyszalne, czułem jak jej serce biło coraz szybciej.

    -Chyba nie będziesz się kłóciła ze swoim własnym ciałem, Groszku, widzę, że jesteś napalona. Mogę Ci z tym pomóc-powiedziałem i lekko ugryzłem w ucho, do którego cały czas mówiłem.

    -Tak… Masz rację, chodźmy… Szybko!-powiedziała, dysząc ciężko

    Znaleźliśmy się w jej mieszkaniu. Od razu pobiegliśmy do sypialni. Rzuciłem ją na łóżko, po czym sam szybko na nie wskoczyłem. Nasze usta od razu stopiły się w namiętnym pocałunku. Jej wielkie, niebieskie oczy były pełne pożądania. Oderwałem się od jej ust i zacząłem całować szyję, czując delikatny, słony pot na moich wargach. Schodziłem coraz niżej, całując i poznając każdy najmniejszy skrawek jej ciała. Dotarłem do końca dekoltu, spojrzałem na nią, była rozpalona, jednym ruchem rozerwałem delikatną bluzeczkę, odsłaniając misterny koronkowy stanik skrywający jej piękne cycuszki. Zerwałem swoją koszulkę i rzuciłem się na nią z nowym entuzjazmem. Chciałem doświadczyć każdego skrawka jej wilgotnej od potu skóry. Uniosłem ją lekko i zdjąłem biustonosz, pomagając sobie zębami. Jej cycuszki były tuż przede mną, niczym nie skrępowane, ani zakryte. Zacząłem delikatnie masować jej sterczące sutki, po chwili zacząłem ssać jeden z nich, podszczypując drugi. Z jej ust wydobył się nieskrępowany jęk czystej rozkoszy. Wziąłem jej sutek między zęby i stopniowo zwiększałem nacisk, aż Groszek lekko krzyknęła z bólu i ekstazy. Moje usta szybko znalazły się tuż ponad miejscem, w którym zaczynały się jej szorty. Całowałem namiętnie jej opalony, płaski brzuch, dłonią jednocześnie pieszcząc wnętrze jej uda. Podciągnąłem jej nogę w górę i odrywając usta od jej rozpalonego ciała spojrzałem na jej piękną postać. Jej stopy były bardzo zadbane, gładkie pięty i zgrabne kostki podały kolejnymi ofiarami moich namiętnych pocałunków, kątem oka zobaczyłem, że Groszek rozpięła spodenki i jej dłoń intensywnie pracuje wewnątrz nich.

    Przyciągnąłem ją ostro w swoim kierunku i zerwałem z niej resztki ubrania, jej majteczki były mocno przesiąknięte sokami wydobywającymi się z jej słodkiej cipeczki. Pieszcząc wnętrze jej ud moja głowa znalazła się tuż obok jej zajętej dłoni. Chwyciłem ją delikatnie i pocałowałem, po czym zlizałem zebrane na niej soki. Szybko zdjąłem z niej bieliznę i biorąc nogi na swoje ramiona, zacząłem „pracować” nad cipeczką Groszka. Rozchyliłem lekko jej wargi, a mój język zaczął ją pieścić, wchodziłem coraz głębiej, stymulując jednocześnie łechtaczkę. Groszek zaczęła jęczeć coraz głośniej, jednak zatrzymałem się zanim doszła. Zdjąłem własne spodnie i czubek swojego penisa ułożyłem na jej mokrej cipce. Moja twarz znajdowała się tuż nad jej twarzą, nasze usta znów się połączyły i w tym momencie jednym mocnym pchnięciem mój penis zatopił się we wnętrzu Groszka. Jej paznokcie wbiły się w moje plecy, oplotła mnie swoimi zgrabnymi nogami. Oderwałem od niej swoje usta i patrzyłem jak twarz Groszka przeszywają kolejne fale rozkoszy w rytm moich pchnięć. Jej słodkie jęki przepełniły cały pokój. Nie przestawałem jej penetrować, łóżko skrzypiało od ruchu naszych ciał i wkrótce plecy Groszka wygięły się w łuk, a z jej gardła wydobył się orgazmiczny krzyk rozkoszy. Jej ciało opadło bezsilnie na prześcieradła, uwolniła mnie z uścisku swoich nóg i dyszała ciężko.

    Ja jednak jeszcze nie skończyłem. Złapałem ją w talii i agresywnie obróciłem by leżała plecami do góry. Krzyknęła cicho. Chwyciłem ją za biodra i podniosłem jej wspaniały tyłeczek do góry. Dałem jej mocnego klapsa, poduszka stłumiła jej lekki krzyk. Drugi klaps znalazł są drogę na jej pośladki, które zatrzęsły się rozkosznie i zaczęły czerwienić. Poduszka znów stłumiła jej krzyk. Dawałem jej klapsy, aż jej pośladki były całkiem czerwone, a z jej ust wydobywały się perwersyjne krzyki bólu pomieszanego z rozkoszą. Rozchyliłem lekko pośladki Groszka i zacząłem lizać jej odbyt, zdawała się zaskoczona, w pierwszym momencie odsunęła się lekko, po chwili jednak sama cofnęła tyłek, żebym mógł lepiej się nią zająć. Moja twarz wtulona była w najpiękniejszy tyłek, jaki widziałem w moim życiu. Po krótkim czasie oderwałem się od niego i zbliżyłem palce do jej ust.

    -Possij je proszę

    Groszek zrobiła to bez chwili zawahania, jej język zręcznie oplatał moje palce, gdy były już wilgotne od jej śliny zacząłem nimi masować jej odbyt, delikatnie, powoli wsunąłem do środka jeden palec, Groszek zdołała powstrzymać się od reakcji. Posuwałem go w głąb i na zewnątrz, po chwili wsunąłem drugi palec i zacząłem szybciej nimi poruszać, z ust Groszka wydobył się stłumiony jęk. Wyjąłem palce z jej odbytu i poprosiłem by oczyściła je swoimi ustami. Groszek nie zwlekała z tym zadaniem i po chwili moje palce były całkiem czyste. Chwyciłem ją mocno w biodrach i umieściłem swojego penisa na wejściu do jej odbytu.

    Krzyk rozerwał powietrze gdy mocnym ruchem zatopiłem się w Groszku, nie dałem jej ostrzeżenia, ale ona zdawała się tym nie przejmować i ręką zaczęła pieścić swoją cipkę. Mocnymi pchnięciami penetrowałem odbyt tej pięknej dziewczyny. Moje podbrzusze co chwilę uderzało w jej tyłek, z jej ust wydobywały się jęki

    -Tak… tak… mocniej… rżnij mnie…

    Nie ustawałem w swoich staraniach i wkrótce ciało Groszka przeszyły spazmy rozkoszy, jej pełen uwielbienia krzyk wypełnił moje uszy.

    Z odbytu Groszka wypływała cienka strużka spermy, a jej zręczny język pracował by oczyścić mojego penisa z jej resztek. Zamknąłem oczy i zatopiłem dłonie w jej włosach.

    -Skończyłam-szepnęło lekko

    Zasnęliśmy przytuleni do siebie, leżała lekko na mnie, obejmując mnie i przyciskając swoje piękne ciało do mojej klatki piersiowej, moja dłoń spoczywała na jej pełnym, okrągłym tyłeczku.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Muh Ali
  • Wieczor niespodzianek

    Umówiłam się z kolegą w kawiarni. Stara znajomość. Trudno byłoby to nazwać randką. Ot, raczej spotkanie, żeby poplotkować i powspominać stare czasy. Nigdy nic nas nie łączyło, może poza miłymi wspomnieniami z czasów liceum. Spotkaliśmy się przypadkowo na ulicy i okazało się, że zostaliśmy w naszym mieście po studiach. A tak każdy odgrażał się, że wyjedzie za granicę albo przynajmniej do Warszawy… Trochę mi się chce śmiać z naszych marzeń, sporo było w nich naiwności.

    Wiodę dość monotonne życie, bowiem praca w biurze prywatnej firmy też jest dość absorbująca, a po powrocie do domu nie mam ochoty na zbyt wiele. Kolegę spotkałam ponownie i zmusił mnie do podania numeru telefonu. Dziwne, że za pierwszym razem nie wymieniliśmy się numerami. Pracy do domu nie zabieram, a tak zwane przyjaciółki i koleżanki mają swoje plany, więc wieczory na ogół miałam wolne. Tym razem ucieszyłam się, że wieczór będzie ciekawszy niż zwykle. Uprzedziłam rodziców, że mogę późno wrócić. Jeszcze z nimi mieszkam, bo jako 29-latka ciągle jeszcze jestem na dorobku i oszczędzam drobne kwoty. Może w końcu zdecyduję się wziąć kredyt i kupić mieszkanie? Może…

    Na spotkanie szłam podekscytowana. Taki wieczór to odmiana. Ojciec wyjdzie z psem, książkę poczytam do poduszki. Nie wysłucham odcinka serialu, oglądanego przez mamę. Mam wręcz organiczną awersję do tych tasiemców! Swoje ulubione strony w Internecie odwiedzę jutro. Portal randkowy również. Tak, praca pochłania zbyt wiele czasu, więc w taki sposób próbuję nawiązać znajomości.

    Prysznic odświeżył mnie. W zasadzie tylko przebrałam się, nie wybrałam jakichś szczególnych ciuchów. Pastelowo-różowy kostium, jasnoszary T-Shirt, jasnoszare sandałki na szpilce w delikatny szaro-różowy wzorek. Szpilki zawsze podkreślały moją smukłą sylwetkę i ładne nogi.

    #

    Kiedy weszłam do kawiarni, już czekał. Miłe zaskoczenie. Wtedy przypomniałam sobie, że w liceum Andrzej właśnie zachowaniem korzystnie wyróżniał się na tle kolegów. Podczas studiów, jakby trochę zmienił się na niekorzyść. Usłyszałam jedynie, że stał się ‘zdobywcą’ dziewczyn. Wątpliwa sława. Wówczas straciliśmy kontakt. Niby ten sam uniwerek, ale różne wydziały, więc widywaliśmy się tylko przelotnie. W tramwaju albo w autobusie. I jakoś nie ciągnęło nas do spotkania.

    – Cześć!

    – Cześć…

    – Ale fajnie wyglądasz! Kawa, herbata?

    – Co słychać?

    – A dziękuję, jakoś leci.

    – Ile to już lat…

    Nie za bardzo kleiła się nam rozmowa, ale trochę dowiedziałam się o koleżanka i kolegach z liceum i z naszego roku. Andrzej wydawał się kopalnią wiedzy. Po dobrej godzinie zaczęliśmy zbierać się. Chyba spotkanie nie było szczególnie udane, ale nie wiem, czego więcej miałabym oczekiwać? Z drugiej strony przesiedzieć nad kieliszkiem wina, herbatą i ciastkiem ponad godzinę, to też niezły wynik. W każdym razie nie nudziłam się. Andrzej zapłacił, wstaliśmy.

    – Może odwiozę ciebie do domu?

    – O, chętnie! Masz samochód?

    – Taaak, kupiłem kilka lat temu. Nic nadzwyczajnego.

    W trakcie jazdy jego oplem słuchaliśmy muzyki i nagle Andrzej zaproponował:

    – Majka, a może chcesz zobaczyć, jak mieszkam? To niedaleko stąd.

    Zaskoczył mnie, ale nie chciałam wracać zbyt wcześnie. Skoro już wyrwałam się z domu…

    – Czemu nie? Nie jest jeszcze tak późno – uśmiechnęłam się do niego.

    Nowe osiedle, spore bloki. Trochę zieleni. Nigdy nie byłam w tej części miasta. Wchodzimy do bloku. Wygląd fajny, jeszcze czysto. Czekamy na windę. Jego mieszkanie jest na ostatnim, dziesiątym piętrze.

    – Długo tu mieszkasz?

    – Nooo, za dwa miesiące minie trzeci rok.

    Pokiwałam głową. A ja z rodzicami bez perspektyw na mieszkanie. Posmutniałam.

    #

    Wchodzimy do jego mieszkania. Rozglądam się. Pokój z kuchnią robią wrażenie. Jakie przestronne pomieszczenie. Pokazuje mi sypialnię, drugi pokój i łazienkę. Wszystko wygląda na zadbane, drogie i nowe. I jest czysto. U samotnego mężczyzny! Jakby czytał w moich myślach.

    – Wiesz, sporo pracuję, więc zatrudniam dziewczynę, która sprząta. Nawet nie jest zbyt droga, ale solidna! Sam już nie dałbym rady – milknie i patrzy na mnie. – Majka! Sorki, proszę, siadaj. Masz ochotę na wino albo coś słodkiego?

    – Dziękuję, dzisiaj już dość wypiłam.

    – Eee, bez przesady. To był tylko jeden kieliszek.

    – Jeżeli masz, chętnie zjem lody. Mogę umyć ręce?

    – Żaden problem. Drogę do łazienki już znasz. Zielone ręczniki są dla gości. A lody będą za chwilę. Miętowe z czekoladą czy śmietankowe?

    – O, koniecznie miętowe!

    Wracam odświeżona, po znacznie dłuższej chwili niż planowałam. Chętnie skorzystałam z toalety. Przy okazji jeszcze raz pooglądałam kafelki i oświetlenie. W pokoju zaszły drobne zmiany. Przyciemnione światło, muzyka. Andrzej na mój widok pośpiesznie odkłada telefon. Pucharki z lodami czekają na ławie przed telewizorem. Siadamy, jemy, oglądamy kanał muzyczny.

    – Mocne te lody.

    – No, dodałem trochę spirytusu. Wówczas są smaczniejsze. Gdybyś wróciła wcześniej, to jeszcze byłyby płonące – smętnie pokiwał głową. Już jadł swoją porcję.

    Po lodach poprawił się mój humor, stałam się rozmowniejsza. Andrzej też dobrze bawi się:

    – Słuchaj! – klasnął w dłonie. – A może masz ochotę na szybką zabawę?

    – Może… A na czym polega?

    Gospodarz uśmiecha się tajemniczo:

    – Nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo skończy się przyjemność, jaką czerpie się z zabawy.

    – No to… Jakie są jej zasady? Jak się nazywa?

    – „Niespodzianka”? Siadasz na krześle. No, ciebie posadzę w fotelu. Zasłaniam twoje oczy, zatykam uszy. Musisz posługiwać się tylko pozostałymi zmysłami. Na przykład, przygotuję kilka produktów i będę próbował ciebie nakarmić. A ty musisz odgadnąć ich nazwy. To wyzwanie, skoro ich nie widzisz – uśmiecha się. – Kto przegra, ten spełnia życzenie wygrywającego. Masz prawo do trzech błędów na dziesięć prób. Cztery oznaczają moje zwycięstwo.

    – Dobrze, spróbujmy! – jestem ożywiona.

    #

    Siedzę wyprostowana. Mimo zapewnień nie potrafię wyluzować się. Jestem podekscytowana zabawą, ale nie do tego stopnia, żeby nie czuć jakiejś niewytłumaczalnej obawy. Pewnie przez ten alkohol. Bez niego zabawa byłaby nieudana? Sporo wypiłam, ale jestem czujna.

    – Zapamiętaj, podniesiesz choćby jedną dłoń z kolana, kończymy zabawę. To sygnał twojego protestu, a ja nie wnikam, czy to pomyłka czy brak akceptacji dla mojego pomysłu.

    Walka idzie o wysoką stawkę. Kładę dłonie na kolanach. Na wszelki wypadek przyciskam je do kolan.

    – Liczy się tylko pierwsza odpowiedź. Każde ściśnięcie ramienia oznacza twój trafny wybór – Andrzej wtyka mi do uszu woskowe zatyczki i dopiero wówczas zawiązuje oczy.

    Siedzę w fotelu. No, to bardziej modne krzesło z eleganckim miękkim siedziskiem i takim oparciem. Metal i plastik. W mieszkaniu wygląda świetnie i jest wygodne. Pewnie dobrze, że nie znam ceny. Czuję podekscytowanie. Poziom adrenaliny rośnie. Ciemność i cisza. Mimo opaski, „zauważam”, że przygasił światło. Z zaskoczenia Andrzej delikatnie próbuje poderwać moją dłoń, ale nie pozwalam. Śmieję się. On też. Bardzo głośno, więc co nieco słyszę.

    – Sprytny jesteś, ale to nie jest gra fair! – mówię przesadnie głośno i kręcę głową. Łapię się na tym, że prawie podniosłam dłoń, żeby mu pogrozić i… przegrałabym! Domyślam się, że nie gra po raz pierwszy. Jakoś dziwacznie brzmi mój głos, usłyszany, kiedy mam zatyczki w uszach. Taki zniekształcony. Czuję się trochę nieswojo.

    Andrzej zatyka mi nos i podaje coś do ust. Otwieram usta i…

    – No, spokojnie – wzdycham do siebie. – Tylko plasterek pomidora.

    Ściska ramię. Druga próba i nieco rozluźniam się. Teraz konsumowałam plasterek ogórka z miodem. Kolejne ściśnięcie ramienia.

    – Chłopak chyba przytarga całą lodówkę – śmieję się wyłącznie na swój użytek. Trzecia próba i też nie protestuję. Tym razem twarożek. Chociaż… Kiedy miałam zatkany nos i czułam łyżeczkę wpychaną do ust, nie byłam pewna, co dostanę.

    Jeszcze jedna próba, ale to było łatwe. Kiedy dotknął zimną łyżeczką moich warg, przeczuwałam, że to będą lody. Tym razem waniliowe. Też dobre.

    Ponownie daje mi znak, więc otwieram usta, zatyka nos i czekam znacznie dłużej. Zaczyna mi przeszkadzać taka sytuacja. Chcę dać mu znać i w tym momencie wlewa płyn. Łapczywie łykam i oddycham. Oddycham i krztuszę się!

    – Koniak?! Albo spirytus!! – z dużym wysiłkiem nie podnoszę dłoni z kolan. Jeszcze kaszlę, ale Andrzej głaska mnie po dłoni, ramieniu i podaje szklankę. Piję znacznie ostrożniej niż poprzedni płyn, który chyba był czystym spirytusem. To jakiś sok.

    – Ale… Hm, no nie wiem… – mam wątpliwości. – Chyba jest czymś doprawiony… Spirytusem?

    #

    Ja myślę o jednym, a on robi coś zupełnie innego. Znowu dotykał moich dłoni. Majstruje przy moim nadgarstku. Potem przy drugim.

    – Założył mi kajdanki?! – prawie podskakuję w fotelu. – No jak? Opanuj się! Dłonie nadal masz na kolanach – uspokajam siebie. Kajdanki nie łączą się ze sobą. – Ale nie wolno szarpać za ręce! – zwracam mu uwagę.

    Coś mi odpowiada. Z odgłosów wnioskuję, że potwierdza, zgadza się z moim zastrzeżeniem. A teraz? Chyba słyszę muzykę. I lekki, chłodny wietrzyk.

    – Otworzył okno? A może to przewiew? Ale skąd? – zastanawiam się gorączkowo. – Andrzej, co zrobiłeś? – pytam głośno. Zniekształcenie własnego głosu, jakby wydobywał się ze studni i stały szum wywołany wetknięciem zatyczek, zaczynają mnie irytować. Dziwne uczucie wyobcowania, jakbym siedziała obok siebie.

    Nie otrzymuję odpowiedzi. Jedyna reakcja, to ucisk czymś na moje usta. Znowu zatkał mi nos, więc nie wyczuję zapachu.

    – W taki sposób to można zeżreć nawet płytę styropianu z omastą – jestem zdegustowana, ale, oczywiście, nie podnoszę dłoni.

    Niecierpliwię się i niepokoję. Tak bym chciała widzieć, co on robi! Powoli rozchylam usta zaciśnięte w cienką kreskę i pozwalam sobie wcisnąć to ‘coś’.  

    – Uff, to czekoladowy cukierek. Nawet smaczny… Malaga? – napięcie powoli opada. Równie długo delektuję się czekoladową niespodzianką. Kolejny ucisk ramienia. – Andrzej, błagam! Tylko nie dawaj mi ostrej papryki! – śmieję się głośno. – Najwyżej mogę posmakować po zwycięstwie.

    Mój głos brzmi tak dziwacznie. Muzyka utrudnia mi wsłuchiwanie się w jego reakcje, ale słyszę, jak śmieje się. Maksymalnie utrudnia mi życie, bo ja z kolei chcę odbierać jak najwięcej bodźców. Odprężam się i siadam nieco wygodniej w fotelu. Trochę kręci mi się w głowie. Jestem coraz bliżej zwycięstwa.

    #

    Nagle… Moje ręce odjeżdżają?! Nic nie rozumiem… Aż tak się spiłam czy co?  

    – Nie podniosę ich! – protestuję, odwracając głowę w kierunku oparcia. Żadnej reakcji. Dłonie dojechały do samego brzucha, podciągając spódniczkę, więc szybko przesuwam je w przeciwnym kierunku, żeby ściągnąć materiał.

    – Majtki mam, ale nie będę siedziała taka podkasana – mruczę do siebie i zaczynam się denerwować. Nie mogę przesunąć dłoni na kolana! Jednak kajdanki łączą się, ale za moimi plecami! Łańcuch albo linka, łącząca kajdanki, uległa znacznemu skróceniu. – Andrzej, co się dzieje?! – zaczynam być zaniepokojona. Kręcę się bezradna.

    Chłopak wyjmuje zatyczki z moich uszu. Co za ulga!

    – To moja niespodzianka – szepcze mi do ucha,  głaszcząc po policzku. – W nagrodę spotka cię naprawdę coś niesamowitego – liże moje ucho.

    Aż podskakuję w fotelu. Wzdrygam się i odsuwam głowę. Chcę wstać. Nic z tego! Już wiem, że kajdanki łączy linka. Została bardzo skrócona i przymocowana do fotela. No, nie udźwignę go. Dociera do mnie, że jestem… uwięziona?!

    – Nie denerwuj się. Będzie fajnie – obiecuje Andrzej. Puszcza mnie i za chwilę słyszę głośniejszą muzykę. – Gdybyś chciała krzyczeć, to nie krępuj się. Pokój jest wyciszony. Resztę zagłuszy muzyka – chwilę później całuje mnie, z cmoknięciem, w kark.

    Reaguję gwałtownym odchyleniem głowy. Nie trafiam go, ale słyszę jego śmiech.

    Czujnie rozglądam się, ale nic nie słyszę. I nagle coś chłodnego dotyka mojej lewej kostki! Kajdanki?! Macham nogą, ale sznurek ogranicza ruchy, więc nie pozwala mi na dużą swobodę. Drugą też nie sięgam go. Chwila nieuwagi, chłopak łapie za sznurek od kajdanek i zawiązuje go na metalowej nodze fotela. Kilka minut później ostatecznie przegrywam walkę i druga noga również zostaje unieruchomiona. Teraz siedzę w dużym, wyzywającym rozkroku z rękoma prawie za plecami, zasapana, zmęczona. I bezbronna! Alkohol rozkłada mnie.

    #

    Andrzej jeszcze bardziej podciąga mi spódniczkę. W zasadzie tak ją zrolował, że siedzę w majtkach. Delektuje się swoją przewagą. Co jakiś czas całuje mnie w kark albo w policzek. Słabnę, dopiero teraz alkohol zaczyna zyskiwać przewagę, a mój niepokój ciągle rośnie. Boję się. Oczy mam zasłonięte, ale wiem, że w pokoju jedynym źródłem światła jest telewizor.

    – Och! – wzdycham przestraszona.

    To Andrzej przejechał dłońmi po moich piersiach. Nie poczułam, kiedy stanął przede mną.

    – Zostaw mnie! – protestuję. Dość słabo, bo język mi się trochę plącze. Chłopak właśnie pogłaskał mnie po udzie. Tuż przy kroczu. Szarpnęłam nogami, spłoszona nieoczekiwanym dotykiem.

    Mój bełkot rozbawił go: 

    – Chyba zaproszę jakiegoś tłumacza – parska śmiechem.

    A potem, mimo moich protestów, wyciąga T-Shirt ze spódniczki. Zanurza dłoń na plecy, ja bezowocnie szarpię się, a on rozpina stanik. Chwilę później podciąga koszulkę: 

    – Oooo! Ależ ty masz biust! – jest wyraźnie zaskoczony. – Myślałem, że stanik daje taki efekt. Eee, no przyjemnie mieć coś takiego pod ręką…

    Przez kilka minut, ignorując moje protesty, obmacuje, miętosi piersi, śliną nawilża sutki i brodawki, paznokciem drażni brodawki. Jest zafascynowany widokiem moich piersi. Słabo, ale jeszcze próbuję szarpać się. Alkohol zmęczył mnie. Chłopak, nasycony zabawą z piersiami, sięga do mojego krocza. Delikatne pocieranie łechtaczki przez materiał w końcu robi swoje. Nie dość, że uspokajam się, to jeszcze zaczynam odczuwać podniecenie. Coś mówię, odgrażam się, protestuję, ale chwilami sama nie rozumiem własnych słów.

    – Wiesz, wolałbym obejrzeć twoją cipkę bez tych cudnych majteczek.

    Po tych słowach zaczyna mocować się z moją delikatną, ażurową bielizną. Nie ułatwiam mu zadania, ale szczypaniem, łaskotaniem i drapaniem osiąga efekt. Po tej nierównej walce majteczki znalazły się na wysokości kolan.

    #

    – No i co? Zadowolony jesteś?

    – A skąd! Ale jestem przygotowany na takie kłopoty – dobrze bawi się moimi porażkami.

    Po tych słowach jestem niemal pewna, że chowa jeszcze jakiś pomysł w zanadrzu.

    – Podejdź i zobacz – mówi przyciszonym głosem.

    – Co?! – warknęłam, czujnie prostując się na fotelu.

    – Nie do ciebie mówiłem. To jest… Ktoś inny – jakbym widziała uśmiech na jego ustach.

    Dywan tłumi kroki, ale ten ktoś właśnie powoli podchodzi. Zatrzymał się. Ogląda mnie. Poruszyłam się niespokojnie.

    – No, spróbuj – zachęca jakimś takim ciepłym głosem. – Teraz jest twoja…

    Drgnęłam, kiedy poczułam dłoń na udzie. Palce zsuwają się na wewnętrzną stronę lewego uda i powoli, centymetr po centymetrze przesuwają się w kierunku krocza. Są delikatne. Nie, nie dotykają, one muskają skórę. Aż cierpnie z wrażenia! Ciepły oddech spada na krocze. Pochylona głowa, perfumy. Znam je? Włosy ocierają się o mój brzuch. Głęboko wciągam powietrze i powoli wypuszczam. Mam ‘gęsią skórkę’! Siedzę z szeroko rozrzuconymi nogami, a palce krążą wokół łechtaczki. Paznokieć drapie brzeg wargi sromowej. Kolejny ciepły oddech.

    – Cholera, robię się wilgotna. Ma facet wprawę. I pewnie świetnie bawi się, skoro ma do dyspozycji taką bezbronną – stwierdzam i łapię się na tym, że koncentruję się na pieszczotach. Gorzej, oczekuję ich! Strach jest gdzieś z tyłu głowy. Coraz dalej. Przestałam szarpać kajdanki, czekam na kolejny dotyk. Nagle wzdrygam się. Duuuża kropla śliny spadła na łechtaczkę! Chociaż mam zasłonięte oczy, zamykam je i w wyobraźni obserwuję, jak ślina powoli spływa po łechtaczce, by po chwili pokryć wejście do pochwy. Za nią podąża palec. Potem drugi. Zaciskam palce u rąk. I u stóp. Żeby nie jęknąć, zaciskam wargi. Skręcam głowę w bok, żeby nie widzieli moich ust. Oddycham bezgłośnie.

    #

    – Majka, ulżyj sobie. Nie blokuj reakcji, przecież jest ci dobrze – głos Jędrka brzmi ciepło i przyjaźnie. Nawet cienia ironii czy rozbawienia.

    – Wal się! – odpowiadam w myślach i udaję, że nie słyszałam życzliwej rady. Palce delikatnie rozcierają ślinę na wargach, paznokieć drapie jakiś fragment wargi i nagle drapanie spada na łechtaczkę! – Ożeż ty! – szarpnęłam nogami, napięłam mięśnie, wyprostowałam się i przeciągle zajęczałam.

    – Nareszcie! – między nogami słyszę szept zadowolonej dziewczyny.

    – Dziewczyny?! – aż zabrakło mi tchu. – Andrzej! Kto to jest?!

    – Kto? Niespodzianka. Tak obiecałem.

    – Ale przecież…

    – Co? Sądziłaś, że to mężczyzna? Sorki, poprawię się przy następnej okazji. Obiecuję!

    Oczyma wyobraźni prawie widzę, jak bije się w pierś. I uśmiecha się.

    – To moja koleżanka, a dla ciebie, hm… O! „Nieznajoma” – wyjaśnia. – Zgadzasz się na jej udział w wieczorku?

    – Zgoda – gorliwie kiwam głową. Podniecenie i podchmielenie mieszają się, więc moja odpowiedź brzmi dość ponuro. Ale innej nie potrafiłabym udzielić.

    – Sądząc po reakcjach jesteś zadowolona z jej pieszczot. A może jednak ma przestać? – czeka na odpowiedź. Skubaniec cieszy się, rewanżując za brak zaufania.

    Dziewczyna delikatnie głaska mnie nad łechtaczką. Po mojej fryzurce. Druga dłoń zjechała z kolana, po podudziu dotarła do prawej stopy i na niej robi esy-floresy. Muska podeszwę stopy, wtedy rzucam nogą, unikając kolejnych łaskotek. 

    – Perwers jeden! – myślę o koledze. – Nie! Niech nie przerywa – mówię głośno. I ze sporym wysiłkiem, bo pieszczoty działają.

    Nieśmiało wpycha się do pochwy jeden paluszek. Potem drugi! Zaskoczona prostuję się gwałtownie. Wniknęły ledwie centymetr. Może dwa? I już wysuwają się.

    – No, co jest?! – protestuję w myślach.

    Dłoń przykrywa wargi i łechtaczkę. Dość silnie zaczyna je miętosić, po chwili porusza się góra-dół. „Nieznajoma” wstaje, dłoń porusza się w prawo i w lewo. Wiercę się w fotelu. Coraz trudniej jest mi ukrywać podniecenie i pożądanie. Mam ochotę na prawdziwy seks!

    #

    Dziewczyna odwraca się i szeptem rzuca jakieś zdanie do Andrzeja. Kilka minut później nadal jestem pieszczona, ale w międzyczasie chłopak poluźnił linkę i teraz mam szeroko rozłożone ręce. Mogę swobodnie opierać się o siedzisko fotela. Przy okazji odpięli kajdanki i sprawnie zdjęli mi koszulkę ze stanikiem. Potem spódniczkę. Siedzę naga. Mogłam wtedy powalczyć o uwolnienie się, ale…

    – Zabezpieczasz się? – słyszę pytanie wyszeptane przez „Nieznajomą” do mojego ucha.

    – Taaak – potwierdzam z wysiłkiem. Cieknie ze mnie, cała drżę z pożądania, za chwilę zażądam penisa, a ta mi wywiad zaczyna!

    – To dobrze – chwali mnie i ząbkami kąsa płatek małżowiny. Wolną dłonią jeszcze rozchyla moje uda. Nie oponuję.

    Jędrek wyciąga moje biodra, więc teraz bardziej półleżę niż siedzę w fotelu. Znika dłoń z pochwy i łechtaczki. Czuję się rozczarowana. Chcę coś powiedzieć, ale są szybsi:

    – Uważaj – chłopak szepcze do mnie napiętym głosem i po chwili czuję, jak wchodzi we mnie. Raczej wpływa! Jestem taka mokra. On jest nagi! Dotyka mnie torsem. Zadrżałam. Ocieram się o jego nagie uda. Fala podniecenia.

    – Odpręż się – szepcze „Nieznajoma”.

    – Rozbierz się – poleca jej Andrzej. Ona znika bezszelestnie, a on powoli, ale głęboko wchodzi we mnie i wychodzi. Stale w takim samym tempie. Wchodzi i wychodzi, wchodzi i wychodzi. Stękam, dłonie opieram o siedzisko. Głowę odchylam.

    – Tego potrzebowałam! Wal! Wal mocniej! – krzyczę w myślach. Stękam przy każdym uderzeniu. Również kiedy wysuwa się. Zaciskam pochwę. Zaciskam dłonie. Stękam głośniej. Jest mi gorąco. Oblizuję usta. Mam pragnienie.

    „Nieznajoma” złapała mnie za kark, a jej usta dotknęły prawego sutka. Pochłonęły go. Poczułam jej nagą, pełną pierś na ramieniu.

    – Chciałabym ją mieć… – szepczę tak cicho, że nie słyszą mnie. Wewnętrzne drżenie potwierdza moje oszalałe z podniecenia potrzeby. Siedzę na fotelu rozochocona i czekam na kolejne pieszczoty. – Czekam! – wrzeszczę całą sobą.

    Chyba to widzą. Ciepłe powietrze z usta „Nieznajomej” pobudziło brodawkę. Za chwilę ślina zalała sutek, łagodząc wrażenia, ale już ząbki pobudziły sutek. Teraz miażdżą brodawkę. Zaraz krzyknę z bólu. Ząbki puszczają brodawkę. Języczek omiata ją, lekko drżąc, zapowiada więcej. Andrzej uderzył znacznie mocniej. Kolejny raz! Prawie przesunął mnie na fotelu.

    – Oooch! – nie wytrzymałam uderzenia. Kiedy wycofuje penisa, ocieranie o ścianki pochwy bardzo mnie pobudza.

    – Pilnuj go! – zachęca mnie.

    – Tylko nie wypadnij! – myślę i ściskam go pochwą najmocniej, jak potrafię. Uderza i uderza, stęka, sapie. Wtóruję mu. Łapiemy ten sam rytm. Zwalnia. Do języczka na piersi dołącza paznokieć.

    #

    – Przeniosę cię na kanapę – decyduje Andrzej.

    Szybko zdejmują kajdanki z moich kostek. I z nadgarstków. Nie odważę się zdjąć opaski. Bierze mnie na ręce i po chwili leżymy na kanapie. Szybko ściągam majteczki. Znowu jest we mnie. Przyjęłam go z jękiem. Nie zdołałam powstrzymać się. Od razu obejmuję go nogami. Tak się lepiej spółkuje. Nie mogę krzyczeć, bo „Nieznajoma” całuje mnie, a ja, napalona, oddaję pocałunek. Nasze języczki radośnie figlują.

    Nie wychodząc, Jędrek kładzie się za mną na prawym boku. Dziewczyna zdejmuje mi szpilki. Podnoszę lewą nogę, a on energicznym ruchem bioder wnika jeszcze głębiej. Wyrywa jęk zaskoczenia i rozkoszy z moich ust. Znowu stękam przy każdym uderzeniu. Są coraz silniejsze! Dotyka mojego biodra, brzucha, piersi. Jego gesty są takie subtelne i czułe, kiedy z werwą wbija we mnie twardego penisa. Przenosi moją dłoń na pierś: 

    – Pieść ją! – sapie z wysiłkiem.                                            

    Zgodnie z poleceniem pieszczę swoją pierś. Nowe wrażenie! Nigdy tego nie robiłam. Jednak nie krępuję się. Z zasłoniętymi oczyma robię dzisiaj wiele rzeczy, których jeszcze nigdy nie próbowałam. Ba! Nawet nie myślałam o nich! Dziewczyna klęczy przed nami i masuje moją łechtaczkę. Czasami paluszek wnika do pochwy obok penisa. Wtedy milczę albo dławię się z rozkoszy. Nie mam ani siły, ani ochoty na protesty. Rozpychanie wcale nie boli! To czysta przyjemność! Nowości uzależniają mnie. „Nieznajoma” oblizuje moje wargi i mocniej pociera łechtaczkę. Nagle dwa paluszki wbijają się do pochwy! Jak ona drażni jej ścianki!  

    – Nie przestawaj! – szepczę, ale chyba mnie nie słyszy. – Co za… – nie jestem w stanie dokończyć myśli.

    Prawie głupieję z rozkoszy. Fala ciepła i napięcia rozpływa się, opanowując całe ciało. Napinam mięśnie! Wyginam się! Chwytam kochanka za udo, wbijam paznokcie. Przeciągle wyję! Po kilku czy iluś sekundach silnej ekstazy leżę bez ruchu. Noga opadła, głowa zniknęła między poduszkami, ręce leżą w nienaturalnej pozycji, jak nie moje. Chyba wyglądam jak gumowa lala, z której uszło powietrze. Ciężko oddycham. Nawet nie mam siły otworzyć oczu. Jestem spocona, ale wciąż wypełniona członkiem Andrzeja, który rusza się łagodnie. „Nieznajoma” głaska mnie po boku, po biodrze. Potrzebuję takiej czułości. Chcę więcej tej kobiety i jej pieszczot.

    #

    W końcu powoli, ale bezpowrotnie, rozkosz odpływa. Jestem ożywiona, podniecona, a Andrzej wyraźnie przyśpieszył. Mija kilka minut, kiedy pieszczą moje ciało, a ja znowu walczę z rosnącym pożądaniem. Jęczę, stękam i… Andrzej wychodzi ze mnie! Przetacza się nade mną. Zaskoczona czekam bez słowa, a po chwili chłopak spółkuje z „Nieznajomą”! Mija dłuższa chwila i ona zaczyna pojękiwać w rytm uderzeń penisa. Oboje przysuwają się do mnie. W końcu jej ciało ściśle przylega do mojego, piersi dotykają mojego biustu, nogą otacza mnie prawie w pasie, a dłoń znowu dociera do łechtaczki. Głupieję, kiedy masuje mnie. Teraz jęczymy sobie w twarz.

    – Popieść jej cipkę – zachęca mnie Andrzej.

    Niecierpliwie wciskam dłoń między nasze ciała. Ma gładką skórę, spore piersi, umięśniony płaski brzuszek, jest szczupła. Znajduję podbrzusze, mijam fryzurkę i przesuwam palcami po łechtaczce. Moje palce nie są wilgotne, ale ona jest mokra, więc ostro szarpię cipkę. Nie dbam o subtelności. Chcę odreagować.  

    – O, co za niespodzianka! – prawie cofam dłoń. Najpierw coś mi przeszkadzało, ale już wiem: – Dziewczyna nosi kolczyki w wargach sromowych! Przekłuła wargi! – podniecona odkryciem, prawie piszczę. Wbijam zęby w jej ramię i wyję. Pieszczotami doprowadziła mnie do orgazmu. Było inaczej, ale to był odlot… Ciężko oddycham. Skronią dotykam jej głowy i słyszę jęki rżniętej „Nieznajomej”. Każde uderzenie penisem dociska ją do mnie.

    #

    Jakieś małe zamieszanie, dziewczyna najpierw milknie, nieśmiało protestuje, ale Andrzej strofuje ją. Pokornie czeka i znowu zaczyna pojękiwać w rytm uderzeń członka. Tym razem znacznie głośniej i bardziej namiętnie.

    – Włóż palce do jej cipki! – dyszy podniecony Andrzej. – No, szybko! – ponagla mnie.

    Wkładam. Jest mokra, spora. I pusta.

    – O, kurde! – aż podnieciłam się. Palcami wyczuwam posuwiste ruchy penisa. Tkwi w jej odbycie!

    – Pomasuj mi członek! – poleca Andrzej.

    Dotykam ścianki pochwy i uciskam go. Czuję jego ruchy. Niesamowite wrażenie. Pewnie on też jest bardzo zadowolony z takiego zaspokajania.

    – Ależ to ekscytujące! – jestem zachwycona taką zabawą.

    Dziewczyna wije się, szarpie, ale mimo podniecenia próbuje masować mi łechtaczkę. Seks w odbyt rozkłada ją. Dyszy w moją twarz i zaczyna krzyczeć. Zamykam jej usta pocałunkiem. Po chwili milknie i wiotczeje. Ciężko oddycha i milczy. Dłoń zsuwa się z mojej łechtaczki, noga po kolejnych uderzeniach członka przesuwa się na kolano, a ja mocniej uciskam penisa. Teraz czterema palcami. Tak! Aż tyle włożyłam. Andrzej syczy. A po chwili intensywnych pieszczot decyduje:

    – Dość! Za chwilę dojdę!

    Nieruchomieję. Chłopak wysuwa się z kochanki. Z mieszanką żalu i niedosytu też wysuwam dłoń. Andrzej klęka nad nami. Moje plecy przyciska kolanem.  

    – Nie! Nie chcę na twarz! – protestuję. Milczy, sapie i wyczuwam, jak szarpie penisa. Nie bardzo mogę odsunąć głowę. Krople spermy obficie spryskują moją twarz. Długie westchnienie sygnalizuje, że nasza kochanka też dostała część wytrysku. Przeciągłe syknięcie, głośne:

    – Och! – Andrzej pochyla się nad nami, opiera na drugiej ręce i uderza penisem w mój mokry od spermy policzek. Kolejne plaśnięcie sygnalizuje trafienie sterczącym członkiem w policzek „Nieznajomej”. Po chwili słyszę cmoknięcie, mlaskanie i ciche pomrukiwanie. Dziewczyna obciąga mu. On też mruczy. Jej dłoń wędruje po moim ciele. Drżę.

    – Masz! Posmakuj! – łagodnym głosem kochanka proponuje przedłużenie zabawy.

    Wędrująca dłoń trzyma penisa i zachęcająco przesuwa nim po moich wargach. Nie chciałam, ale… Otwieram usta i biorę go. Staram się solidnie lizać. Jest duży, gorący, mokry i pulsuje. Nie chcę wyjść na rozkapryszoną. Po tym, co przeżyłam? Wyciskam z niego kolejne krople. Znowu syczy. Dziewczyna chichocze zadowolona. Dotyka członka i moich ust, miętosi mosznę, wierzchem dłoni pociera moją pierś. Ustami przejmuje penisa i bierze go w dłoń. Porusza nią dość energicznie. Chłopak z sykiem wciąga powietrze.

    Andrzej w końcu wysuwa się z naszych ust. Układa się za mną i delikatnie rżnie mnie. Taki seks odpręża mnie. Co za pieszczota… „Nieznajoma” jeszcze całuje mnie i czule tuli. Opada napięcie, ale resztki euforycznego zadowolenia z tak niesamowitych przeżyć jeszcze tlą się gdzieś głęboko. Skumulowane zmęczenie też daje o sobie znać.

    – Muszę odpocząć, bo odpoczynek mi się przyda… – niezbyt składnie mruczę coś o drzemce, wspaniałych chwilach i konieczności odpoczynku. Słyszę własne sapanie.

    Andrzej delikatnie uderza słabnącym penisem. Zasypiam w ramionach nieznajomej kochanki z dłonią na jej cipce i z członkiem w pochwie. Piersi dziewczyny znowu mocno przylegają do moich. Wciąż obejmuje mnie nogą. Jej język muska moje wargi.

    #

    Kiedy budzę się, dostrzegam zegarek. Spałam ponad pół godziny. Po dziewczynie ani śladu. Leżę przykryta prześcieradłem.

    Andrzej kładzie się obok, ubrany w szlafrok. Uśmiecha się, odchyla prześcieradło i przytula do mnie. Bez słowa masuje pośladek, maca pierś, głaska brzuch, żebra i masuje łechtaczkę. Odprężam się.

    – Zadowolona?

    – Tak – mruczę. Sen dobrze mi zrobił, ale czuję skutki działania wypitego alkoholu.

    – Mam nadzieję, że znowu zechcesz mnie odwiedzić? – pyta i patrzy mi w oczy. Jego paluszek krąży wokół wejścia do pochwy.

    – Może… – otwieram i zamykam oczy. To dość intensywne ćwiczenie. Zastanawiam się, kiedy znowu mogłabym ich odwiedzić. – Kim jest ta dziewczyna?

    – Nie dowiesz się – uśmiechnięty Andrzej kręci głową. Paluszek muska łechtaczkę i zaczepia moją fryzurkę.

    – Dlaczego? – burczę niezadowolona, ale nie reaguję na zaczepki.

    – A po co? Aura tajemniczości dodaje smaku takim spotkaniom. U mnie zawsze będziemy spotykać się, kiedy zasłonisz oczy. No, chyba, że zobaczymy się we dwoje. Opiszę tobie każdą osobę, z którą bawimy się. – Paluszek śmiga między pochwą a odbytem. Waha się przy wejściu do pupy i wpada w poślizg, zawracając przed wejściem do wilgotnej cipki.  

    – Dupa, a nie kierowca – oceniam wyłącznie na własny użytek, a głośno pytam: – Będzie miała te kolczyki? – czuję penisa twardniejącego na podbrzuszu, więc lekko unoszę nogę.

    – Jasne! Sam ją do tego namówiłem – duma bije z jego głosu. – Zresztą zauważyłaś, że ma jeszcze inne, niezwykłe walory.

    – O, tak – kiwam głową. Pamiętam o obszernej pochwie, członku poruszającym się w odbycie, świetnych pieszczotach. Musieli sporo ćwiczyć. Domyślam się, że to on nauczył ją takich zabaw. Oczyma wyobraźni znowu „oglądam” kolczyki w jej wargach sromowych.

    – Majka, odwiozę ciebie. Bierzesz prysznic tutaj czy w domu?

    – Zdążę w domu. Teraz wyruchaj mnie, skoro tobie zebrało się na amory.

    Jędrek podtrzymuje podniesioną nogę i płynnie, bez oporu wchodzi we mnie. Przymykam oczy, gryzę wargę, dotykam łechtaczki.

     

    K O N I E C

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zniszczona / Ginny Weasley cz. 1

    Rudowłosa dziewczyna obudziła się gwałtownie i nie wiedząc przez chwilę gdzie jest zaczęła rozglądać się przerażona po bokach. Widząc jednak znajome, chodź wciąż nowe ściany i szeroką szafę po drugiej stronie pokoju uspokoiła się lekko. Wydarzenia, które miały miejsce niespełna tydzień temu na zawsze pozostaną jej w pamięci. Uprowadzenie Hermiony i dwóch innych koleżanek mocno wstrząsnęło Gryfonką. O ile tymi dwoma nie przejmowała się w ogóle, tak świadomość że mogą torturować jej przyjaciółkę napawała ją przerażeniem. W końcu Hermiona pochodziła z rodziny mugoli. A ludzie do których trafiła wręcz się nimi brzydzili.
    – Nie mogę tak dłużej.
    Spojrzała na drugą połowę łóżka gdzie spał jej brat. W oczach zabłyszczały jej łzy i musiała użyć całej swojej siły by się nie rozpłakać.
    Gdy Śmierciożercy pojawili się na ślubie Billa i Fleur wybuchło niesamowite zamieszanie. Widziała jak jakiś butoliz oszołomił jej przyjaciółkę i zabrał ją ze sobą. W tym samym momencie Ron złapał ją za ramię i teleportował zanim ich też by złapali.
    Od kilku dni nie mieli kontaktu z nikim z rodziny. Nie wiadomo gdzie podział się Harry i czy Hermiona jeszcze żyje. Załamana podciągnęła kolana pod brodę i mocno objęła je ramionami. Całe podbrzusze bolało ją niemiłosiernie a ona nie mogła nawet użyć czarów by się uzdrowić. A jej brat idiota nie nadawał się nawet do tak prostego zadania jak rzucenie czaru z dziedziny magomedycyny. Jego zdolności magiczne nie były nawet zadowalające, więc wolała umrzeć z bólu niż przez źle rzucone zaklęcie. Zawsze mogła mu podprowadzić różdżkę ale akurat jej pilnował jak najcenniejszego skarbu. Na swojej niestety miała namiar, ale musi się stąd jakoś wyrwać.
    Wpatrując się w ścianę przypomniała sobie wydarzenia zaraz po pojawieniu się w tym miejscu.

    ***

    Gdy Ron ją puścił zatoczyła się zaskoczona do tyłu nie spodziewając się, że trafi do jakiegoś małego domku, Merlin jeden wie gdzie.
    – Gdzie my jesteśmy? Musimy wrócić i pomóc reszcie! Oni mają Hermionę!
    – Uspokój się! Raczej nie będziemy w stanie nic zrobić! Widziałaś ilu było Śmierciożerców?!
    – I co z tego! Powinniśmy im pomóc a nie uciekać jak jacyś tchórze i…
    Przerwało jej mocne uderzenie w policzek. Złapała się za bolące miejsce i odwróciła głowę w kierunku brata. Szeroko otwartymi oczyma szukała na jego twarzy oznak jakiejkolwiek skruchy lub chociaż nikłego żalu za to co zrobił, ale nic nie znalazła. Jej brat nie czuł się winny. Skierowała się do łazienki by móc tam w spokoju popłakać nad położeniem w jakim się znalazła, ale nie zrobiła nawet dwóch kroków gdy została złapana za ramię i brutalnie odwrócona.
    – Co ty robisz? – spytała niepewnie, ale nie dostała żadnej odpowiedzi. Ron mocno pchnął ją do tyłu tak że nogami uderzyła o kant łóżka i chcąc nie chcąc spadła na nie. – Do cholery jasnej!
    Zanim się podniosła jej brat leżał już na niej przyciskając ją mocno do posłania.
    – Ron! Puszczaj mnie! Co ty sobie myślisz!
    – Zamknij się! – warknął na nią jedną ręką ściskając jej dłonie a drugą zaczął ugniatać łapczywie jej pierś przez materiał sukienki.
    Dziewczyna w pierwszej chwili nie wiedziała co właściwie wyprawia jej brat, jednak gdy jego ręka wsunęła się między jej nogi załapała, że wcale sobie nie żartuje. Zaczęła wyrywać się jednak kolejny mocny policzek powstrzymał jej zamiary. Ron przytrzymał ją sobie, drugą ręką dalej obmacując jej niewinne ciało.
    – Nie możesz tego robić – powiedziała płaczliwie, jednak brat jakby jej nie słyszał.
    Brutalnie zdarł z niej sukienkę nie zważając, że rozerwał delikatny materiał i zostały z niej tylko duże strzępy. Odchylił się trochę by spojrzeć na prawie nagie ciało siostry i przesunął dłonią po jej brzuchu. Dziewczyna zadrżała i wybuchnęła płaczem nagle orientując się co tak naprawdę się stanie. Gdy została pozbawiona bielizny ponownie próbowała mu się wyrwać, jednak zapomniała o jednej przewadze jaką miał chłopak. Wyjął różdżkę i jednym machnięciem sprawił, że jej ręce zostały przywiązane do ramy łóżka. Chciała go kopnąć ale szybko unieruchomił jej nogi między swoimi. Kolejnym machnięciem różdżki pozbawił siebie ubrań po czym odłożył ją na bok by móc dłońmi ugniatać jej średniej wielkości piersi. Wciąż naciskając kolanem na jedną jej nogę, drugą odsunął tak by mógł klęknąć między jej udami i zachłannie zaczął głaskać wygolone łono. Ginny zaczęła krzyczeć jednak znów ją uderzył a potem uciszył zaklęciem. Łzy ciekły jej po policzkach kiedy poczuła jak wsuwa w nią jeden palec. Po chwili Ronald warknął z frustracji gdy dziewczyna nawet odrobinę nie stała się wilgotna. Ponownie złapał różdżkę i sprawił, że jego członek pokrył się lubrykantem. Uśmiechnął się kpiąco patrząc na bezgłośnie płaczącą pod nim siostrę.
    – Myślałaś, że to Potter będzie pierwszy? Nie powiem, że mi przykro.
    Jednym mocnym ruchem wbił się w dziewczynę przebijając jej dziewiczą błonę. Widział jak usta Ginny składają się do bolesnego krzyku i prawie żałował, że nie mógł tego usłyszeć. Ścisnął mocno jej uda i rozszerzył bardziej nogi po czym zaczął wbijać się w nią mocno. W tej chwili liczyło się tylko to, że pochwa jego siostry niesłychanie mocno zaciskała się na jego penisie a na całej długości czuł cudowne ciepło. Przyśpieszył swoje ruchy postękując cicho.

    ***

    Cały wieczór marzył by dotknąć Ginny po tym jak przez przypadek zajrzał do pokoju jej i Hermiony. Był jeszcze ranek przed weselem, jednak wszyscy już powoli się przebierali. Ron szedł do siebie gdy usłyszał cichy jęk dochodzący zza drzwi, które właśnie mijał. Zdziwiony przyłożył do nich ucho by upewnić się czy dobrze słyszał.
    – Merlinie… tak! Proszę… nie przestawaj!
    W głosie siostry wyczuł wyraźne podniecenie i zalała go fala wściekłości. Nikt nie ma prawa dotykać jego małej dziewczynki! Uchylił drzwi i niemal wrzasnął. Ginny leżała naga na łóżku z szeroko rozstawionymi nogami. Dłońmi mocno i chaotycznie ściskała swoje piersi a głową kręciła w każdą stronę. Taki widok dosłownie w kilka sekund pobudził Rona. Przyłożył rękę do wypchanych z przodu spodni i potarł je lekko. Zagryzł wargę mocniej uciskając nabrzmiałe miejsce i już wiedział, że nie spocznie dopóki nie posiądzie siostry. Już miał wparować do pokoju i rzucić się na nią gdy zwrócił uwagę na fakt, że przecież w środku jest jeszcze jedna osoba.
    Drobne palce zaciskały się na udach Ginny zostawiając czerwone ślady to znów gładziły je delikatnie. Burza kasztanowych włosów trzęsła się nad wzgórkiem łonowym gdy Granger wpychała język w dziurkę drugiej dziewczyny. Zassała się na jej łechtaczce przez co biodra Weasleyówny poderwały się do góry. Niewiele brakowało jej do osiągnięcia spełnienia i już po chwili zacisnęła uda na głowie przyjaciółki a z ust wydostał się pełen zadowolenia jęk. Trzęsła się jeszcze przez chwilę po czym przyciągnęła Hermionę do długiego pocałunku.
    Ron zamknął cicho drzwi przeklinając w myślach przyjaciółkę. Nie miała prawa w ten sposób dotykać jego siostry. Postanowił, że Granger zapłaci za to, choć nie miał jeszcze pomysłu co mógłby jej zrobić. Gwałt odpadał. Nawet nie byłby w stanie jej dotknąć.
    Szybko dotarł do toalety i zamknął za sobą drzwi. Wahał się przez chwilę jednak dorzucił zaklęcie wyciszające po czym opuścił spodnie i bokserki do kostek. Zaczął pocierać stojącego członka gdy jego wzrok padł na kosz na pranie. Tak szybko jak to możliwe z opuszczonymi spodniami pokonał dzielącą go odległość i wydobył ze środka czarne koronkowe majtki. Uśmiechnął się sam do siebie i oparł się jedną ręką o umywalkę stając w lekkim rozkroku. Przyłożył do penisa bieliznę siostry, stroną używaną na swojej skórze. Objął zarówno materiał jak i przyrodzenie prawą dłonią i gwałtownie zaczął przesuwać dłonią w przód i w tył. W głowie miał tylko obraz nagiej siostry rozłożonej na łóżku z twarzą wykrzywioną w ekstazie. Pochylił się mocniej zaciskając dłoń na członku i zamiast masować się ręką posuwał ją zupełnie jakby kogoś pieprzył.
    Jęknął czując ciepło zbierające się w podbrzuszu i jeszcze szybciej zaczął poruszać biodrami.
    – Ginny, moja malutka Ginny – wyszeptał i doszedł stękając głośno. Nasienie prysnęło na ścianę a jego resztki zaczęły skapywać z czubka żołędzia na czarną bieliznę. Chłopak opadł na kolana oddychając ciężko. Postanowił, że Ginny Weasley, jego młodsza siostra zostanie jego kochanką.

    Teraz widząc siostrę pod sobą z tak samo rozłożonymi nogami, tak samo nagą czuł pożądanie jeszcze większe niż wtedy pod drzwiami. Teraz to Ginny leżała pod nim; z jego penisem pomiędzy swoimi udami. To był niesamowity widok i wiedział, że nie pozwoli by ktoś mu ją odebrał.
    – Widzisz Ginny, jak nam dobrze – wysapał czując, że zaraz dojdzie. – Kto inny da ci tyle rozkoszy.
    Pochylił się by przygryźć jej sutek. Nawet nie wiedział, że jego siostra łka patrząc się tępo w sufit i marząc by w tym domu pojawili się Śmierciożercy zabijając ich dwójkę.
    Nie mogła nawet zareagować gdy Ron wbił się w nią mocno ostatnie dwa razy i odchylając głowę do tyłu jęknął dochodząc. Gdy odsunął się od niej i z satysfakcją spojrzał na pokryty krwią i nasieniem członek, złamała się. Pragnęła śmierci, by nikt nie dowiedział się o tym co właśnie ją spotkało.
    ***

    Teraz po kilku dniach od momentu gdy została zgwałcona przez własnego brata, wymyśliła plan. Wiedziała już w jaki sposób zdobyć różdżkę by uciec. Spojrzała na zegar i widząc, że dochodzi szósta uśmiechnęła się szatańsko. Może przez pierwsze dni marzyła jedynie o śmierci, jednak po tym jak kilka razy zmuszona została do zrobienia bratu loda a podczas prysznica złapał ją i wziął brutalnie od tyłu stając się też pierwszym, który wbił się jej w tyłek, postanowiła, że się zemści. Chciała by jej brat cierpiał równie mocno co ona.
    Miała na sobie kusą koszulkę, którą wyczarował jej Ron. W zasadzie to więcej odkrywała niż zakrywała, ale teraz to chyba nawet lepiej. Zdjęła kołdrę ze śpiącego obok brata i delikatnie wydobyła jego sflaczałego penisa. Powstrzymała odruch wymiotny i mając nadzieję, że wygląda to tak jakby jej się podobało zaczęła go lizać i ssać na przemian. Przez ładnych kilka minut nic się nie działo po czym usłyszała coraz to szybszy oddech brata. Jęknął coś gdy wzięła do ust prawie całą długość kutasa. Z entuzjazmem ssała go mocno, zdając sobie sprawę, że im lepiej się spisze tym będzie miała większą szansę na ucieczkę.
    – Ginny, co ty robisz? – zaspany i podniecony chłopak podniósł głowę patrząc się na poczynania siostry.
    Dziewczyna w jednej chwili przestała go pieścić i usiadła na nim okrakiem sugestywnie się ocierając o nabrzmiały członek. Zarzuciła mu ręce na kark i mocno przytuliła.
    – Pragnę cię Ron – wyszeptała mu do ucha sprawiając, że zadrżał. – Nie wiem czemu wcześniej byłam taka, ale chcę znowu poczuć cię w sobie! Słyszysz?! Masz mnie pieprzyć!
    Weasleyowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Złapał dziewczynę w tali i obrócił tak, że to ona była pod nim. Wsunął w nią dwa palce i z radością poczuł że jest mokra. Nie mógł wiedzieć, że zanim Ginny przystąpiła do swojego planu długo zabawiała się ze sobą wspominając upojne zbliżenia z Hermioną.
    Rozłożyła zachęcająco nogi, jedną dłonią łapiąc się za pierś a drugą masując łechtaczkę. Oczy Rona prawie wyszły na orbit widząc siostrę w tak wyuzdanej pozycji. Nie czekając dłużej wbił się w nią aż po nasadę i sapnął czując to przyjemne ciepło. Złapał ją za biodra i jęknął tak bardzo podniecony gdy usłyszał ciche mlaskanie cipki. Uniósł jej nogi i pochylił się bardziej sprawiając, że przy każdym mocnym ruchu jądra obijały się o pośladki dziewczyny. Ginny może i była podniecona i czuła, że teraz i ona może dojść razem z bratem jednak miała misję do wykonania. Ostatkiem sił złapała Rona i obróciła go na plecy. Gdy próbował się podnieść pocałowała go mocno. Tego chłopak się nie spodziewał ale zadowolony wepchał język do jej ust rękami gniotąc piersi. Gdy w końcu Ginny udało odkleić się od niego zaczęła delikatnie się poruszać ustami znacząc drogę na szyi brata.
    – Ron… Nawet nie wiesz jak mi dobrze – jęknęła gdy poczuła jego dłonie ugniatające jej pośladki.
    Ośmielony tym rudzielec dał jej mocnego klapsa na co całkiem zaskoczona dziewczyna wyprostowała się z cichym okrzykiem. Przygryzła wargę opierając się rękami o tors Rona i zaczęła mocno i szybko się na niego nabijać. Odchyliła głowę jęcząc głośno gdy orgazm rozlał się po jej ciele.
    Wiedziała, że teraz musi działać szybko. Spojrzała na brata kątem oka widząc wystającą spod poduszki różdżkę. Zaciskając się na nim mocno pochyliła się i po raz kolejny go pocałowała. Lewą ręką złapała magiczny patyk gdy prawa podtrzymywała ją nad chłopakiem. Ron zacisnął dłonie na jej biodrach mocno przyciskając do siebie po czym poderwał biodra sapiąc głośno.
    – Ginny! – krzyknął pompując w nią całe swe nasienie.
    Dziewczyna poruszał się na nim jeszcze przez chwilę sprawiając pozory bardzo zadowolonej, po czym zsunęła się z niego i położyła układając głowę na jego klatce piersiowej a jedną nogę zarzucając na jego udo.
    – Wiedziałem, że będzie z ciebie dobra dziewczynka – zaśmiał się cicho Ron masując jej pierś.
    Ginny westchnęła mocniej się w niego wtulając. Dobrze myślała, że gdy zdekoncentruje brata to nie będzie on w stanie utrzymać zaklęcia na własnej różdżce i bez problemu będzie mogła ją znaleźć. Chłopak zasnął szybko wyczerpany po porannym seksie, co niezmiernie ucieszyło dziewczynę.
    Zacisnęła dłoń na różdżce zastanawiając się czy zabić brata teraz czy może poczekać i wymyślić coś innego. Musiała odnaleźć Hermionę, więc zemsta mogła poczekać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    #Ackerman#

    Kolejna część nareszcie powstała, choć powiem, że z weną było ciężko 😀 Mam nadzieję, że będzie się podobać! <3

  • Wyuzdana Dominika, cz. 2/2.

    Część 2. Dokończenie.

    – No, nie opieraj się… – Antek mruczał słowa zachęty do ucha atrakcyjnej szatynki, która tuliła się do niego. Teraz słowa zastąpił językiem. Muskał ucho, szeptał, chuchał, lizał, kąsał, pocierał nosem. Pieszczoty były udane, bo dziewczyna mruczała, uroczo wyginając się. On cały czas mocował się z jej „kakaowym oczkiem”, systematycznie nawilżając je lubrykantem i rozpychając.

    – Wejdź – wyszeptała, nie otwierając oczu.

    Nie pierwszy raz bawili się w ten sposób, ale wejście w odbyt kobieta zawsze poprzedzała długim przekomarzaniem się. Antek przetoczył kochankę na wznak, położył się na niej i powoli wsuwał penisa do odbytu. Atrakcyjna szatynka podniosła ugięte nogi. Pojękiwała zawczasu, obawiając się bólu, ale wchodził płynnie. Powoli i płynnie. Antek dobrze ją przygotował. Pod sobą widział dwie spore piersi, których ciemne brodawki sterczały. Wszedł do połowy i trochę wycofał się. Znowu natarł i wepchnął głębiej penisa. Zaczął uderzać biodrami.  

    – Oooch, tyyy – wydarł z jej ust. Kobieta nie potrafiła zdobyć się na więcej. Patrzył na jej twarz, którą wykrzywiał grymas. Tak przeżywała duże podniecenie. Nieco przyśpieszył. Jęknęła, wszedł głębiej i poruszał się bardziej energicznie. Szerzej rozłożyła nogi i jeszcze bardziej ugięła w kolanach.

    Złapał ją za nadgarstki i trzymał szeroko rozłożone ręce. Szamotała się, rzucała głową na boki.

    – Puść! Proszę, puuuuść! No, puuuść!! – jęczała coraz głośniej.

    Nie słuchał i silnie rżnął partnerkę w odbyt. Czekał aż wzrośnie jej podniecenie. To była część ich seksualnych igraszek.

    – Proszę, puść! – rzuciła biodrami. – Błagam! Błagam!!

    Dzisiaj puścił prawą dłoń. Szybko sięgnęła do łechtaczki. Pocierała ją mocno, wciskając dwa palce do pochwy aż wydarła przeciągły krzyk z gardła. Napięte ciało, wygięte w łuk, powoli wiotczało, by po chwili opaść na jedwabną, szarą pościel. Eksplodował w niej. Ciężko oddychał. Głośno westchnął i przycisnął ją swoim ciałem. Lubił czuć ciepło jej ciała, przykrywać jej piersi. Drżała, przeżywając orgazm. Nie chciał wychodzić, jeszcze ruszał się w niej. Ona nadal trzymała palce w pochwie i powoli, rytmicznie poruszała nimi. Leżał na niej, ona objęła go nogami, wolną dłonią głaskała jego plecy, pośladki. Wiedział, że będzie sięgać do moszny. Penis i jądra stanowiły jej fetysz.

    Lubiła uprawiać seks u niego. Duża sypialnia, elegancka pościel. Gruby, puszysty dywan. Zasłony na oknach. To ją dodatkowo podniecało. Czuła się tutaj komfortowo. A mieli tyle pomysłów! Swoim zachowaniem w sypialni zniewalał ją. Lubiła oddawać się temu zadbanemu, spokojnemu mężczyźnie, który w sypialni odgrywał rolę, jakiej często potrzebowała. Dominował nad nią, poniżał ją. Miała wówczas takie odjazdy…

    #

    Ruchem bioder dała mu znak, żeby zszedł z niej. Wyszedł i położył się na boku.

    – Chcę go wylizać – wyjaśniła i chwyciła penisa. Zmieniła pozycję, leżała głową przy jego kroczu. Mężczyzna uśmiechał się i patrzył, z jaką pasją szatynka pochłania i pieści penisa. Jednocześnie delikatnie głaskała i miętosiła jądra. Dotykał jej łechtaczki, warg, sięgnął do odbytu. Na palcach pojawiła się sperma. Czysta.

    – Czyli przyszła przygotowana na anal – uśmiechnął się do swoich myśli.

    Czuł jak palcami wyciska ostatnie krople spermy. Połykała je i wylizywała członek. Tak samo delikatnie lizała mosznę i sięgnęła języczkiem do odbytu. Lekko uniosła nogę i lizała go. Bodźce dopływające stamtąd podnieciły go. Zauważyła to i szybko przysunęła się, unosząc nogę. Wszedł do pochwy i po kilku energicznych minutach wytrysnął do pochwy. Dla niego efekt był niewielki, ale ona wyglądała, jakby przeżyła tsunami. Teraz prawie nie jęczała, ustami poruszała bezgłośnie i znowu pieściła łechtaczkę palcami. Kiedyś próbował ją zastąpić, ale odtrącała dłoń. Kiedy brutalnie wetknął palce do odbytu, zakwiczała i posłusznie czekała aż skończy. Potem wylizała palce i podziękowała mu. Dzisiaj spółkowali w odbycie, więc nie było potrzeby powtarzać zabawy palcami.  

    Kiedy zapytał ją o pieszczoty łechtaczki dłonią, twierdziła, że zrobi to lepiej niż mężczyzna.

    – A dwóch mężczyzn?

    – Też nie są lepsi – odpowiedziała bez namysłu.

    Uśmiechnął się, bo podejrzewał ją o różne doświadczenia. Jemu też proponowała. Aby go udobruchać, po tym wyznaniu zaproponowała swoją koleżankę. Czasami spotykali się we troje. Był pewien, że seks z koleżanką to dla niej dodatek, bo nawet chciała zamieszkać z nim. Jednak on nie był gotowy na tak poważny związek, ale seks przynosił im obojgu sporo satysfakcji.

    Po prysznicu leżeli oboje na plecach i oglądali sufit. Kobieta miętosiła penisa i zlizywała lepką ciecz, która pokrywała jej palce w trakcie pieszczot. Nie pozwoliła mu oddać moczu. Chciała sama wszystko wycisnąć.

    – Bianka, co nowego u was słychać? – leniwie zagadnął Antoni. Głaskał pierś szatynki. Pod palcami czuł twardą brodawkę. Kobieta jeszcze była podniecona, a zaliczyła trzy orgazmy.

    – Aaa, po staremu, czyli ktoś kopie dołki pod nielubianym kolegą z innego działu.

    – Co ty nie powiesz – zdziwił się beznamiętnie.

    – Daj mi twoją dziurkę – zażądała.

    – Więcej nie wyciśniesz – uśmiechnął się.

    – Daj mi. Chcę, żeby jeszcze stał.

    – Litości! Już nie dam rady, kochanie!

    – Nie szkodzi. Dobijesz mnie palcami, dłonią albo wepchniesz wibrator. Dawaj pupę! – nieco później wysunięty język zaczął energicznie głaskać odbyt mężczyzny.

    Po jakimś czasie penis drgnął po raz pierwszy i zaczął sztywnieć. Kobieca dłoń znowu dotknęła łechtaczki.

    #

    Ta myśl kiełkowała w niej, wreszcie pewnie osadziła się i rozkwitła na dobre. Ostatecznie Gabrysia uznała, że musi odegrać się na Antku. Upokorzyć go! Straciła z nim półtora roku, a może nawet więcej. Teraz okazuje się, że ich zerwanie zniósł znacznie lepiej i kolejne lata na robienie kariery wykorzystał bardziej efektywnie niż ona. Zdecydowanie! Właśnie doszła do wniosku, że swoim zachowaniem zachęcił ją do rozstania, bo miał już inną kobietę. Pokiwała głową:  

    – To typowe dla niego. Udawać bezradnego, niewinnego i „w białych rękawiczkach” pozbyć się niechcianej osoby. Czyli mnie! A teraz czerpie z życia pełnymi garściami! Ma wszystko! – westchnęła głośno i pokręciła głową rozgoryczona swoją porażką. – Według mężczyzn: „W życiu są trzy ważne rzeczy: pieniądze, władza i kobiety. Jeżeli posiadasz dwie z nich, to trzecia sama się pojawi” – zacytowała znane powiedzenie. Westchnęła i podniosła głowę, uśmiechając się złowrogo: – Ja ci się, kurwa, „pojawię”…

    Podstawowy problem Gabrysi polegał na tym, że nie dopuszczała myśli, aby ktoś mógł być lepszy od niej. Szczególnie, jeżeli ten ktoś był jej znajomym. Musiał być gorszym od niej. Również Antek. Szczególnie on!  

    – Nawet, jeżeli trzeba będzie zmusić go do błędu – pomyślała mściwie. Zmrużyła oczy, usta wykrzywił ponury uśmiech.

    Zastanawiała się, jak upokorzyć tego chłopaka z prowincji… Na przyjaciółki nie mogła zbytnio liczyć. Bowiem zdawała sobie sprawę, że takie ‘przyjaciółki’ straci od razu, kiedy sama straci stanowisko albo zmieni pracę. Dziewczyny po prostu wiedziały z kim warto utrzymywać dobre kontakty towarzyskie, aby czuć się bezpiecznie w pracy.

    – Wazeliniary, dupowłazy i dupolizy – pogardliwie prychnęła Gabrysia, myśląc o przyjaciółkach.

    #

    Mrok mieszkania rozjaśniał tylko ekran włączonego telewizora. Półnaga Gabrysia siedziała nad kolejną szklanką koniaku. Na nogach miała różowe klapki na szpilce. Różowa podomka, niezbyt mocno związana paskiem, rozchyliła się i aktorzy z ekranu telewizora właśnie spoglądali na jej opalone, nagie ciało. Sięgnęła po butelkę, piersi wysunęły się z podomki i zakołysały. Podomka zsunęła się z jednego ramienia. Kobieta wstała i wyszła na balkon. Patrzyła w mrok spowijający miasto, który rozjaśniały reklamy, światła w oknach mieszkań i jadących samochodów. Niczego nie dostrzegała. Nie przeszkadzał jej biust wystający z podomki, ani głośna impreza piętro niżej, ani tym bardziej pies ujadający od dobrego kwadransa dwa balkony dalej. Normalnie zadzwoniłaby po ochronę. Ale dzisiaj… Podniosła butelkę i pociągnęła łyk. I jeszcze jeden. Walnęła butelką o poręcz balkonu. Uderzyła szpilką w posadzkę.

    – Kurwa… Kurwa! – westchnęła. – Kurwa!! – wydarła się na cały głos, niebezpiecznie wychylając z balkonu. Nagie piersi wypadły z podomki i po chwili dotknęły chłodnego metalu balustrady. Chłód, który przeniknął do rozgrzanego ciała, trochę ją otrzeźwił. Wzdrygnęła się, odetchnęła głęboko i weszła do mieszkania.

    – Przepraszamy! Postaramy się być trochę ciszej! – obiecał męski głos z balkonu piętro niżej.

    – Pies cieee jjeebał – mruknęła pod nosem, moszcząc się na kanapie. Nie było wiadomo, czy komentarz był skierowany do sąsiada czy do Antka, który stanowił tak bolesną, otwartą i ropiejącą ranę! Czknęła głośno, patrząc w ekran.

    Z dołu dobiegało rytmiczne dudnienie. Sąsiedzi mieli solidne kolumny. Wszyscy razem ryczeli życzenia na cześć solenizantki. Pies przestał szczekać i zaczął wyć. W mieszkaniu nad nią płakało dziecko.

    – A teraz jeszcze ta pizda! – rzuciła wściekłym tonem do aktorów, którzy spojrzeli z ekranu w jej stronę. – Ma taką wyuzdaną dupę, tę Dominikę, to mnie już nie zechce! Kur-waaaa! A tak mogłam się urządzić!! – załkała do szklanki.  

    Gabrysia nawet przed sobą nie chciała przyznać się do jednego. Porzuciła kiedyś partnera z czysto materialnych powodów i teraz bardzo bolał ją ten błąd. Nie przewidziała sukcesu Antka, czyli tego wszystkiego, do czego dążyła ze znacznie mniejszym skutkiem. Przede wszystkim zaskoczyło ją, że ten nieborak z małego miasteczka w ogóle odniósł sukces. Właśnie! To nie był przypadek, zrządzenie losu ani łut szczęścia. Co gorsza, kiedy uświadomiła sobie skalę jego dokonań, aż usiadła z wrażenia. Była przygnębiona, a alkohol nie pomagał jej… W dającej się przewidzieć perspektywie nie widziała szansy dorównania mu.   

    – Prowincjonalne zachowanie też nie dodawało mu uroku, ale z tego wyrósł, niestety – smętnie pokiwała głową.

    Chłopak ubierał się marnie, ale to mogła zmienić. Przecież miał pieniądze. Ból potęgowała dziewczyna, która była teraz z Antkiem i tym samym wydatnie ograniczyła jej szansę na ponowne zdobycie „tego prowincjusza”, jak nazywała go na własny użytek. Starała się nie używać wulgarnych określeń. Przecież była kobietą na poziomie. Cieszyła się powodzeniem wśród mężczyzn.

    – Chłoptaś z ludu, prowincjonalny dupek – cedziła przez zęby kolejne przyzwoite epitety, którymi go prywatnie obdarzała.

    Nie mogła pogodzić się z tym, że przed laty była aż tak niecierpliwa! Jeszcze kilka lat z nim i wyszliby na prostą!

    – Ale kto wtedy mógł to przewidzieć?! – uderzyła dłonią w kanapę.

    Uważała, że szybkie zerwanie to okazja do nawiązania nowych, korzystniejszych znajomości i szansa rozpoczęcia prawdziwej kariery. Bez partnera, który mało zarabiał, dużo pracował, coraz rzadziej akceptował jej zainteresowania i nie spełniał jej oczekiwań w łóżku. Wtedy właśnie nawiązała ostry romans z facetem z obecnej firmy. Generalnie, związek z Antkiem nie przeszkadzał jej w odważnych flirtach z innymi mężczyznami. Tamten facet pomógł jej zdobyć pracę w obecnej firmie. On już w niej nie pracował, bo żona zaczęła coś podejrzewać, z kolei Gabriela nadal mozolnie pięła się po kolejnych szczeblach kariery.

    #

    Słowo „wyuzdana” w stosunku do partnerki Antoniego nie było na wyrost. Przynajmniej w jej odczuciu. Widziała ich razem już kilkakrotnie, najczęściej w piątki. A to w kawiarni, albo w „chlewiku”, albo siedzieli gdzieś na ławce na piętrze „rekreacyjnym” i szczebiotali radośnie.

    Kiedyś, mimo protestów sekretarki, wtargnęła do jego gabinetu. Dominika akurat stała przy oknie i, jeżeli dobrze widziała, pośpiesznie zapinała bluzkę. I tak zostawiała spory dekolt, więc można było zobaczyć sporą część jej pełnych piersi. Tam patrzyła Gabrysia, natomiast zaskoczony Antek na przemian spoglądał na nią i zdenerwowaną sekretarkę. Ta druga w końcu cicho zamknęła drzwi.

    – Kurwi się u niego w pracy! – zdumiała się Gabrysia. Potem wytłumaczyła, że pilnie potrzebuje jakichś dokumentów, więc przechodząc, sama podeszła do niego.  

    Po wyjściu kobiety para przez chwilę patrzyła na siebie w milczeniu. Dominika podeszła i siadła na jego biurku z szelmowskim uśmiechem. Wzruszyła ramionami.

    – Ależ ty masz refleks! Dziewczyno! – Antek był zdumiony i rozbawiony zachowaniem Dominiki.

    – A co! Może w końcu docenisz, jaki masz skarb – uśmiechnęła się łagodnie, mrugnęła porozumiewawczo, a potem dodała krytycznym tonem: – A ty też mógłbyś chociaż koszulę poprawić albo zapiąć rozporek.

    Gwałtownie cofnął głowę. Patrzył na nią zaskoczony, siedział z otwartymi ustami. W rewanżu uśmiechała się, przechylając głowę na bok.  

    – Wiesz, ja to chyba z innej szkoły jestem – wystękał.

    – Ech, dzieciaku… – lekceważąco machnęła ręką, zsunęła się z biurka i ucałowała go w czoło.

    #

    Inne pary w biurowcu też potrafiły okazywać sobie publicznie czułość, ale Gabrysi aktualnie nie interesowały inne pary. Tylko ta jedna. A szczególnie wkurwiające było to, że nie potrafiła namierzyć tej jego niby partnerki, kochanki, dupodajki, puszczalskiej. Była przekonana, że kobieta widzi w nim dość pokaźną stertę banknotów i… i nic więcej. Wiedziała, że czasami spędza z nim noce, ale nikt nie znał jej nazwiska, ani nie wiedział, gdzie mieszka. Spod biura zawsze odjeżdżali jego samochodem.

    Kiedyś polowała pod drzwiami jego sekretariatu i natknęła się na Dominikę. Znowu duży dekolt, cycki skakały jej w przezroczystym staniku pod ażurową bluzką, a spódniczka zasłaniała zdecydowanie za mało. Kobieta zobaczyła Gabrysię w ostatniej chwili i pośpiesznie zaczęła poprawiać włosy. Przywitały się.

    – Słuchaj, nie mam za bardzo potarganych włosów? – spytała Dominika przyciszonym głosem.

    „Moja firma” bez słowa przecząco pokręciła głową.  

    – Wiesz, Antoś bywa taki porywczy. Czasami boję się, że zerwie ze mnie majtki. Ale co mam zrobić? Takie z niego ciacho, że… Ach! – na wspomnienie partnera aż zakręciła biodrami, zaciskając dłonie w pięści i przymykając oczy. – Dzięki za pomoc. Pa!

    Gabrysia odprowadziła ją takim wzrokiem, że gdyby oczy mogły ziać ogniem, z dziewczyny nie zostałaby nawet garstka popiołu.  

    – Dwa pierdolone skowronki – warknęła, przypominając sobie scenę, kiedy ona głaskała go po policzku, coś tłumacząc z uśmiechem, a on, rozpromieniony, spoglądał w jej oczy. – W ogóle nie kryją się ze swoim niby szczęściem! – drwiła z nich.

    Para rzeczywiście zachowywała się dość ostentacyjnie, ale widywana w biurowcu dość rzadko, równie sporadycznie stanowiła pożywkę dla plotkarek. Było tyle niedyskretnych par w biurowcu…

    Ich związkowi smaczku dodawał jeszcze jeden szczegół, który nie umknął uwadze Gabrysi.  

    #

    Już dawno było po ustalonych godzinach pracy, ale Antek wiedział, że w innych firmach też dłużej pracują. Jurek*, z firmy trzy piętra niżej, miał 38 lat i objął chyba najbardziej sfeminizowany dział w ich firmie. U niego opinie o pracowniczkach miały swoją cenę. Upajał się tą myślą i korzystał ze swojego stanowiska. Jak i kiedy tylko potrafił. Do wszystkich współpracowniczek zwracał się po imieniu. Alina, jego sekretarka, dzisiaj wyszła punktualnie, więc sam odebrał telefon.

    – Cześć, tu Antek. Mogę wpaść? Mam mały problem – znajomość już trochę trwała; ich firmy czasami współpracowały.

    – Cześć, jasne, ale tak za pół godzinki – uśmiechnął się do dziewczyny, która siedziała naprzeciwko niego.

    – Dzięki, na razie – odłożył słuchawkę, spojrzał na zegar i ponownie zagłębił się w wyliczeniach i datach ich nadsyłania.

    Jurek pokiwał palcem, więc Jagoda* z wdziękiem podniosła się i uśmiechnięta podeszła do niego. Blondynka liczyła już 28 lat i ciągle inwestowała w siebie. W siebie, czyli w ciuchy, buty, kosmetyki, wizyty u fryzjera, w solarium, w spa… Na tym polegało jej życie. Wraz z panią Krystyną* pracowały w sekretariacie głównego szefa ich firmy.

    Jurek swobodnie rozparł się w fotelu, więc Jagoda siadła okrakiem na jego kolanach, przodem do niego. Dół spódniczki podjechał bardzo wysoko. Objął ją jedną ręką, drugą głaskał po opalonym, nagim udzie. Przyglądał się sterczącym piersiom, dobrze widocznym w odważnie rozpiętej bluzce. Przesunął w górę krawędź spódniczki i wsunął dłoń między nogi dziewczyny.  

    – Ooo! – uśmiechnął się z zadowoleniem. – Słyszałem, że jesteś szybka, ale teraz wiem, że również potrafisz być przewidująca – dłoń poruszała się powoli, ale rytmicznie. 

    #

    Jagoda uśmiechnęła się i westchnęła namiętnie. Przymknęła oczy, dłonie oparła na jego ramionach. Po wyjściu szefa została jeszcze trochę i zeszła do gabinetu Jerzego, kiedy został sam. Przed wyjściem zdjęła majteczki. Wiedziała, że sprawi mu miłą niespodziankę. Teraz sprawiał jej tyle przyjemności… Lubiła jego pieszczoty. Gdyby nie lubiła, to udawałaby, a miała sprawę do załatwienia.

    Dłoń rytmicznie rozcierała wilgoć po wargach i łechtaczce. Teraz jeszcze po udach. Uciekał z łechtaczki, przerywając głaskanie, ale gdy wracał, doznania były jeszcze silniejsze. Lubił droczyć się z dziewczyną, zmieniać natężenie pieszczot, kierunek ruchów dłoni, obserwować jej reakcje i w końcu wzmagać pieszczoty i doznania aż swobodnie zacznie jęczeć.

    – Rozepnij – szepnął do niej.

    – Yhm – w odpowiedzi wręcz rzuciła się na jego rozporek.

    Nieco rozbawiony obserwował jej niecierpliwe ruchy, ale rozumiał podnieconą kobietę, która chyba wszystko zrobi dla kariery. Guzik po guziku rozpinał bluzkę. Potem jednym ruchem rozpiął stanik i przełożył za głowę kobiety.

    – Łał! – stęknęła zadowolona, kiedy wyjęła sterczącego penisa ze spodni.

    Jurek nieco uniósł się i zsunął spodnie z majtkami aż za kolana. Uważał, żeby dziewczyna nie straciła równowagi. Siedziała i masowała twardego penisa. Mężczyzna wysunął biodra. Nie krępowała go taka sytuacja. Był dumny ze swojej potencji i właśnie przyglądał się jej piersiom.

    – No, siadaj na niego – polecił miękkim głosem. Chrząknął.

    Spojrzała na niego z uśmiechem, dłonią nawilżoną śliną bez pośpiechu przesunęła po penisie. Nieco uniosła się, zagryzła wargi i z pogodnym wyrazem twarzy, patrząc mu w oczy, usiadła na członek.

    – Oooch… – westchnęła, przymykając oczy.

    – Jeeest! – stęknął kochanek. Zaczął poruszać biodrami. Bez pośpiechu. Obserwował kobietę, która odrzuciła głowę do tyłu, otworzyła usta, oparła dłonie na jego kolanach i odchyliła się. Wypinając biodra wnikał w nią, siadając, wychodził. Powtarzał tę czynność i obserwował jej bezgłośnie poruszające się usta. Najpierw dotknął piersi, potem ud. Delikatna skóra, opalona, zadbane, kuszące młodością ciało. Muskając opuszkami palców jej brzuch i wystające żebra, patrzył jak drży przy każdym dotyku. Czasami opuszki zamieniał na paznokcie. Albo język. W końcu dotarł do piersi. Przyciągnął kobietę, polizał sutek i brodawkę lewej piersi. Wtedy gwałtownie pochyliła się, a potem włożyła dłonie pod koszulę i oparła o jego ramiona.

    Kilkoma zdecydowanymi szarpnięciami ściągnął z niej bluzkę i stanik.

    – Nie! Proszę – protestuje, zaskoczona jego gwałtownością. Spłoszona zakrywa piersi.

    – Bo co? To mój gabinet!

    – Nie chcę, żeby ktoś nas zobaczył – wyjaśnia podniecona seksem i jego zdecydowaniem.

    – Daj spokój! Tylko mnie mogłoby to zaszkodzić – prychnął lekceważąco i objął ją wpół. Uciskiem dłoni skłonił kochankę do odchylenia się. Kiedy pewniej siadła mu na kolanach, głębiej nabijając się na penisa, westchnęła rozkosznie, a on z uśmiechem zdobywcy podziwiał jej młode, opalone ciało i pełne, sterczące piersi. Z wyczuciem i pewnością siebie poruszał biodrami, wydobywając ciche jęki z jej ust. Znowu przymknęła oczy. Bawił się jej podnieceniem.

    Kiedy był gotowy, wytrysnął w nią. Krzyknęła i sama chwilę później przeżyła rozkosz. Wreszcie opanowała się. Z uśmiechem pomógł jej zejść z penisa.

    – Obciągaj! – polecił i skłonił ją do klęknięcia między nogami. Bawił się jej włosami, kiedy lizała członek. Na początku jeszcze poruchał ją w usta. Próbowała oponować, ale przytrzymał ją. Już była posłuszna. Po wszystkim zebrała swoje rzeczy i szybko poszła do jego łazienki.

    #

    Antek przeszedł przez pusty sekretariat, zapukał do drzwi szefa i wszedł.

    – Nie zamknęłaś drzwi? – zdziwiony Jurek spojrzał na blondynkę. Nie speszyła go obecność kolegi. – No, zmykaj. Innym razem dokończymy – siedząc, porządkował swoją garderobę.

    Dziewczyna szybko wyszła. Nie patrzyła w stronę mężczyzn.

    Antek patrzył na Jurka obojętnym wzrokiem. To, co myślał, nie był już obojętne. Trochę słyszał o pozazawodowej aktywności kolegi.

    – Eee, taka tam… Efektowna cichodajka – sapnął lekceważąco Jurek, zapinając spodnie. – Nic ważnego, ale w zasięgu fiuta, pełnoletnia i przyjemność spora – machnął ręką w kierunku drzwi i krótko zarechotał. Gościowi szerokim gestem wskazał fotel i spojrzał na zegar.

    – Dziękuję – Antek kiwnął głową i usiadł.

    – Miało być pół godziny, Antek. Czasami niepotrzebnie spieszysz się… No, ale dość o obowiązkach szefa! – bezgłośnie uderzył dłonią w blat biurka. – W czym problem, drogi kolego?

    #

    – Nocujesz u mnie? – Antoni starał się być miły.

    – Niech ci będzie – westchnęła, jakby usłyszała, że ma posprzątać mieszkanie. – Ale ty robisz kolację.

    – Żaden problem – wzruszył ramionami. – Chyba jakieś parówki zalegają w lodówce. I piwo.

    – I to ma być upojny wieczór we dwoje? – niezadowolona pokręciła głową. – Potrafisz zawrócić kobiecie w głowie…

    – Eee, jakaś zapachowa świeczka też się znajdzie, skoro tak ci zależy. Jakaś walała się w szafie. Gdyby twój mąż wiedział u kogo nocujesz, dopiero miałabyś ‘upojny wieczór’ – parsknął śmiechem. – To co, zamówić pizzę? Chcesz?

    – Phi, i tak mu powiem. W ogóle nie jesteś dla niego rywalem – wzruszyła ramionami. – A poza tym jest tolerancyjny. Bo tak w ogóle, to mam wspaniałego męża – wydawała się rozbawiona własnymi słowami.

    – No, domyślam się – przyznał rozweselony. – Ej, nie zachwalaj go tak, bo jeszcze któraś skusi się na takiego supermena.

    – Zamów pizzę z szynką, drugą z salami. Na jednej może być podwójny ser. I dla mnie sałatkę. 

    Po chwili spojrzeli na siebie i równocześnie zachichotali.

    W końcu podnieśli się z foteli i ruszyli do windy. Zza ozdobnej kolumny wyłoniła się Gabrysia z plikiem papierów w ręce. Przypadek sprawił, że dostrzegła ich w porę i niezauważona podeszła z drugiej strony.

    Mężczyzna właśnie wierzchem dłoni klepnął kobietę w gołe udo, tuż poniżej krótkiej spódniczki. Ona spojrzała na niego, z uśmiechem chwyciła go za palce i położyła głowę na ramieniu. Objął ją, a Dominika pogłaskała go po pośladkach. Czekali na windę.

    Gabrysia już wcześniej zauważyła, że kobieta nosi obrączkę.

    – Sądzisz, że słyszała naszą rozmowę? – zapytał Antek, przybliżając usta do ucha Dominiki.

    – Na pewno! Stała obok od początku, a nikt normalny nie rozmawia tak głośno jak my – rozbawiona wyszeptała półgębkiem. – Słyszałeś, jak klapała tymi szpilkami? Jakby koń chwalił się nowymi podkowami! Kobieta jeszcze nie słyszała słowa: dyskrecja.

    Chichotali pochyleni ku sobie.

    #

    Siedziała na kanapie z szeroko rozchylonymi nogami. Niewidzącymi oczyma patrzyła w ekran telewizora. Puściła sobie jakiś ulubiony film, ale już wyłączyła dźwięk. Nie chciała go oglądać, a w głowie szumiało od alkoholu. Wolną dłonią sięgnęła do krocza. Płynnym ruchem odnalazła łechtaczkę. Delikatnie potarła ją. Zawadziła palcem o wejście do pochwy i wepchnęła w nią palec. Było mokro.

    – Ech… – westchnęła przeciągle.

    Tak, dość dawno nie kochała się. Przynajmniej tydzień, a miała swoje potrzeby. Rozsmarowała śluz po wargach sromowych…

    – Gdybym przewidziała, że Antek tak się rozwinie i złapie taką pracę, to przemęczyłaby się z nim te kilka lat! Aż do teraz – pokiwała głową, nie mogąc ukryć rozgoryczenia. – Przecież ten prowincjonalny dupek w kwartał będzie zarabiał tyle, co ja w ciągu roku! Albo jeszcze więcej! – bliska płaczu machinalnie rozsmarowała śluz po nodze.

    Z cierpienia zmrużyła oczy. Jakiś wyjątkowo wredny troll ubrany w buty z ołowianymi okuciami dreptał… Nie! Już maszerował w jej czaszce! Teraz napieprzał tymi butami i sterczącym kutasem w ściany czaszki.

    – Co za wredny skurwiel – jęknęła, nie panując nad bólem. W odpowiedzi usłyszała jego rechot. Właśnie twardym kutasem pisał jakieś słowo na ścianie. Skurwiel śmiał się, bo kutas skrobał to słowo. I okropnie skrzypiał! Nie mogła skupić się, żeby je odczytać. Rechot wzmagał się. Głowa pękała z bólu! Ruszyła do kuchni po tabletki.

    #

    – Miśka, chyba już starczy tych pieszczot – Antek uśmiechnął się do dziewczyny. Znowu siedzieli w biurowcu w kawiarni. Tak się złożyło, że Gabrysia siedziała przy oszklonej ścianie i popijała kawę. Czekała na swojego szefa. Miała dla niego propozycję. Zauważyła ich od razu, gdy tylko stanęli w wejściu. Antek, jak zwykle, ubrany w dżinsy, dzisiaj grafitowe, czarne buty sportowe i jasnoszarą koszulkę polo z wyhaftowanym zielonym krokodylem, logo francuskiej firmy.

    – No, przynajmniej koszulkę ma przyzwoitej jakości, Antoś z prowincji – Gabrysia wydęła wargi, dyskretnie obserwując ich.

    Była w dobrym humorze, bo jej intryga zaczęła odnosić skutek. Już dwukrotnie Antek był wzywany do przełożonego, bo jego dział spóźnił się kolejny raz z wynikami analiz. Gabrysia wiedziała, o ile godzin za późno wysłać sprawozdania i z iloma błędami, a te zdarzały się dość często, żeby jego dział nie zdążył z podsumowaniami na poniedziałek. Do innego działu też wysłała materiały z błędami, więc odesłano je do Gabrysi i dział Antka nerwowo czekał na brakujące materiały. A zwierzchnicy warczeli głównie na ostatnie ogniwo, czyli właśnie jego dział.  

    – Niech sobie szukają – uśmiechnęła się mściwie. – I niech czytają…

    Nieco wcześniej do centrali w Stanach wysłała na niego anonimowy donos. A właściwie dwa. Drugi do przełożonych tutaj, na miejscu. Szefowie dwukrotnie rozmawiali z nim. Treść rozmowy nie dotarła do innych, jednak można było domyślać się ich przebiegu. Nie wiedziała o tym, ale rownolegle dyskretnie podjęto pewne kroki, aby zweryfikować treść donosów. Przyszłość Antoniego w tej firmie zdawała się nieuchronnie dobiegać końca.

    Antek i dziewczyna weszli, trzymając się splecionymi palcami. Rozmawiali na tyle głośno, że musiała ich zauważyć. Ona wyglądała przy nim olśniewająco. Rozpuszczone proste blond włosy zostały rozjaśnione i wyraźnie skrócone w asymetryczną fryzurę z podgolonymi bokami. Już dzięki fryzurze spoglądało za nią wielu mężczyzn. Okulary przeciwsłoneczne tylko zyskiwały tkwiąc na jej włosach. Lekki, błękitny kostium i granatowy T-Shirt świetnie wyglądały na tle szarości jej partnera. Kobieta założyła niebieskie sandałki na szpilce, z zapięciem na zamek błyskawiczny z tyłu, na wysokiej cholewce. Przód sandałków był mocno wycięty i składał się z kilku cienkich, przeplatanych pasków. Ładnie eksponowały stopę. Widok niebieskich pasków sandałków okalających opalone, zadbane stopy z paznokciami pomalowanymi na perłowo na pewno wywierał wrażenie na fetyszystach tej części kobiecego ciała. Można było odnieść wrażenie, że i w kawiarni było ich kilku.

    – No masz! Kurwa, tylko bukiecika polnych kwiatów jej brakuje! Co za pizdy dwie! Wszędzie zepsują mi dzień – jęknęła do siebie Gabrysia i odwróciła się prawie tyłem do pary właśnie siadającej kilka stolików dalej. Nie chciała spotkać się z nimi. A szczególnie z tą…

    #

    – Cześć, Bianka! – Antek uśmiechnął się.

    – Cześć! – uśmiechnięta, atrakcyjna szatynka wychodziła właśnie z kawiarni. Szła do swojego pokoju. Przy stoliku zostawiła samą Gabrysię. W jej zespole odpowiadała za jeden z projektów.

    Antek był po rozmowie z dyrektorem. Zobaczył i przeczytał donosy, które przełożony chwilę później wrzucił do niszczarki. Sprawę uznano za zamkniętą. Domyślał się, kto napisał te anonimy.

    – Wiesz, ona chyba ma już dość. Bo ja na pewno! – powiedział Antek, wsypując cukier do kawy. Weszli tutaj, bo dostrzegli Gabrysię. Jednak od wejścia nawet nie zerknęli w jej kierunku.

    – No, nareszcie, chłopaku! Mnie już też znudziła ta zabawa – ucieszyła się siostra Antka. – To przytulanie się, łażenie za rączkę i jeszcze odwiedzanie ciebie w pracy. Całe szczęście, że w piątek wcześniej kończymy. A te kretyńskie dialogi… – pokręciła głową. – Brat, ale stawiam warunek.

    – Misia, nie ma sprawy! A jaki? – mimo gorliwego zapewnienia, patrzył na nią uważnie.

    – Właśnie! Przestań mi ‘misiować’. Nawet mąż tego nie robi! Jeżeli rodzice chcą, trudno! Niech mają, jakoś to zniosę! A ty zwracaj się do mnie po imieniu: Dominika. Przeliteruję tobie: D-O-M-I-N-I-K-A. Jeszcze raz? Proszę, mogę nawet wolniej: D – jak drapieżnik, O – jak…

    – Nie, nie! Jasne – brat ze zmęczonym uśmiechem odchylił się na krześle i wystawił w jej kierunku wewnętrzne strony dłoni. – Obiecuję, zapamiętam! – westchnął z ulgą. – No to jak mam ciebie nazywać?

    – Zawsze z „D” na początku!

    – OK! Eee, Demi, ale zjemy po ciastku? Obiecałem przecież! – mężczyzna wyraźnie nie przejął się problemem imienia siostry. Perspektywa zjedzenia ciastka wydawała się całkowicie zaprzątać jego umysł.

    Potakująco kiwnęła głową. Antek zamówił ciastka. Siostrze kawałek sernika, dla siebie kawałek tortu. Poprosił o podwójną porcję. Dominika spojrzała z dezaprobatą. Obojętnie wzruszył ramionami:

    – W ciąży nie będę, więc chociaż objem się. Jakoś muszę zapracować na brzuszek.

    Wzniesieniem oczu w górę i pokręceniem głową zbyła jego argument. Zawsze był szczuplejszy od niej. Fakt, uprawiał jogging. Nawet próbował pływać, nurkować. Tylko ona wiedziała o jego pasji i szaleństwach podczas wczasów. Podwodne polowania z aparatem fotograficznym. Generalnie w pracy praktycznie nic nie wiedziano o jego życiu prywatnym. Poza tym, że „zdobyła” go ta Dominika. – Ta atrakcyjna Dominika – dodała w myślach. I uśmiechnęła się. Mężowi też podobała się jej fryzura i ubrania. Twierdził, że prowokują go do seksu. Nie narzekała, ale bratu nie pochwali się.  

    Kelnerka przyniosła ciastka. Antek jadł tort jak kanapkę. Patrzyła na niego, jakby chciała skarcić go wzrokiem, ale on ignorował ją, koncentrując się na zawartości talerzyka. Westchnęła i wróciła do głównego tematu:

    – Na koniec dam ci nawet buziaka. A ta zazdrosna pinda niech obleje się kawą! – oboje wybuchli cichym śmiechem, nachylając się do siebie. Szeptali przez chwilę. Blondynka poufale musnęła policzek mężczyzny, potem kątem oka spojrzała w kierunku kobiety, która siedziała tyłem do nich i od dłuższego czasu przeglądała się w lusterku. Z trudem powstrzymała ochotę odwrócenia się do byłej brata i pomachania ręką.

    Antek nagle spoważniał. Złożył ręce jak do modlitwy i nachylił się do siostry:

    – Donka, tylko proszę, nic nie mów rodzicom! Nigdy! Nawet po alkoholu. Byliby zniesmaczeni moją zemstą – szeptał nerwowo. – Kurde, ile musiałbym się nasłuchać! Sama dobrze wiesz. Jak mama zacznie… – pokręcił głową, nie kończąc zdania. – A potem jeszcze ojciec dorzuci swoje… Przez rok będą… Gdzie tam! Kilka lat będą narzekać.

    – No, a potem? Kiedy się dowiedzą, jaka to ja jestem wyuzdana… Łoł!

    – I mężowi też lepiej nie mów.

    – Krzysiek już dawno wie – wydęte usta i lekceważące machnięcie ręki.

    – O! I co? – zatroskane spojrzenie.

    – Hm, nigdy nie sądził, że potrafię być tak perfidna. I że ty też! – oskarżycielski palec wskazujący, ozdobiony paznokciem pomalowanym na czerwono, prawie wbił się w twarz Antka.

    – Ale ja przecież… – speszony rozłożył dłonie, nie potrafiąc znaleźć słów.

    – Spoko, twierdzi, że to ja mam zły wpływ na ciebie. Głupi są ci faceci, nie?

    Ich poważne spojrzenia spotkały się i po chwili znowu parsknęli śmiechem.

    – Ty, podziel się tortem z siostrą!

    – Spadaj, kobieto! To jest porcja dla kierownika. Masz swoją.

    – Zawsze byłeś chytry!

    – Tylko wobec ciebie!

    – Słucham?!

    – Tak, bo mi wyjadałaś cukierki, kiedy byłem mały! A mama równo dzieliła. I wiesz co? Twój mąż jednak ma rację – masz zły wpływ na mnie.

    K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    * – Więcej o nim/o niej w opowiadaniu: „Biurowiec”.

  • Pierwsza przygoda z dziadkiem

    Cześć, nigdy nie sądziłem że moje przeżycia ujrzą światło dzienne ale w ten sposób chcę upamiętnić śmierć mojego najlepszego przyjaciela a zaraz dziadka.

    Moja mama często wyjeżdżała za granicę więc większość czasu spędzałem u dziadków. Babcia, Janina jak na swoje 67 lat wyglądała bardzo seksownie. Miała piękne długie czarne oczy, duży, jędrny biust i smukłą talię. Często podglądałem babcie podczas kąpieli ale to nie o niej jest historia.

    Dziadek Marian był wspaniałym facetem z wielkim sercem. Uwielbiałem z nim spędzać czas, przy nim czułem się naprawdę sobą. Moi dziadkowie mieszkali w mieszkaniu na krakowskim blokowisku. Miejsca w mieszkaniu nie było za dużo ale zawsze spałem z dziadkiem w jednym łóżku. Marian zawsze spał cały nagusieńki i nigdy mu nie przeszkadzało spać że mną w łóżku będąc gołym.  W wieku 14 lat zacząłem coraz bardziej się przyglądać dziadkowi i byłem pełen podziwu ponieważ dziadek posiadał naprawdę wielkiego penisa. Chodź nigdy nie miałem fantazji seksualnych z facetami dziadek miał coś co mnie intrygowało. Kilka dni po moich 15 urodzinach znowu nocowałem u dziadka. Marian jak to miał w zwyczaju usnął przed telewizorem. Spod cienkiego koca z łatwością można było dostrzec jego wielkiego penisa który mnie strasznie podniecał. Z wielkim strachem ściągnąłem koc i znowu ujrzałem jego penisa w pełnej okazałości. Nieśmiałe chwyciłem jego penisa w dłoń chodź ledwo się w niej mieścił. Cały czas musiałem być bardzo ostrożny bo nie chciałem żeby dziadek się obudził. Zacząłem bawić się jego fiutem bardzo ostrożnie, i zacząłem mu walić konia. Poprzez samą możliwość dotyku jego dobytku mój penis zdążył 3 razy wypuścić soki. Nie przejmowałem się tym tylko dalej zabawiałem się chujem dziadka. Nagle zauważyłem że mój dziadek się przebudził, popatrzył na mnie, moją dłoń w której ściskałem jego członka. Byłem rozgoryczony, nie wiedziałem co mam zrobić. Dziadek zobaczył strach w moich oczach i kazał mi klęknąć i jedyne co wypowiedział swoim stanowczym głosem było zdanie “dzisiaj jesteś moją własnością i będziesz robił co ci karze”. Moje serce w tym momencie zaczęło bić jak szalone, sam nie wiedziałem czego mam oczekiwać gdy nagle dziadek wsadził swojego kutasa w moje usta i zaczął mi go wpychać coraz głębiej i głębiej. Jego wielka faja ledwo mieściła się w moich ustach ale on nie przestawał. Chwycił moją głowę i zaczął ją coraz bardziej nadziewać na jego penisa. W międzyczasie dzidziuś polizał swoją dłonią i powoli wsuwał palce w moją ciasną dupę. Czułem się nieziemsko. Po kilku minutach ostrej zabawy dziadek wyjął swojego kutasa z moich ust i jego sok zalał całą moją twarz. Jego gorąca sperma ciekła mi po policzkach. Po kilku sekundach dziadek zlizał resztę jego spermy z moich policzków i włożył mi język w usta w międzyczasie masując mojego członka. Niestety próbowałem namówić dziadka na sex ale jego odpowiedź brzmiała niestety nie.

    Ten wieczór na zawsze zmienił moje stosunki z dziadkiem, zabawy przeszły na porządek dzienny ale niestety nigdy nie było mi dane poczuć jego wielkiego chuja w mojej ciasnej dziurce. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sebastian N.

    Sebastian 21 lat. 

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.3

    Nie mogliśmy doczekać się, aby być sam na sam. Ale nadszedł ten dzień. Był nieuniknioną konsekwencją naszego pierwszego spotkania na basenie.

    Wchodząc  do pokoju Sylwii, byliśmy już rozgrzani. Nie było zbędnych rozmów.

    Zdjęła koszulkę przez głowę rzucając ją w kąt i odwróciła się do mnie. Patrząc mi w oczy zaczęła ściągać spódniczkę. Zrobiła to samo z majteczkami, stając przede mną całkiem naga. Zdjąłem podkoszulek, ale nie mogła się doczekać i złapała za mój pasek od spodni. Trzęsła się. Całowała mnie po klacie, siłując się z klamrą. Wreszcie rozpięła go, rozsunęła suwak i klękając ściągnęła mi spodnie  do kostek.  Po chwili byłem goły. Myślałem, że chce popieścić członka ustami, ale wstała i popchnęła mnie na łóżko.

     – Zróbmy to! Już!

    Położyła się na plecach, patrząc jak mocuje się z gumką.

     – Zaczekaj! – powiedziała, gdy chciałem się na niej położyć, wstała i włączyła magnetofon.

     – Chcę ten dzień dobrze zapamiętać . A słuchając muzyki zawsze przypominają mi się te najlepsze.

    Położyła się. Chciałem pocałować jej cipkę, ale przyciągnęła mnie do siebie.

     – Już!  – powiedziała krótko.

    Podciągnęła kolana do piersi i rozłożyła je na boki.

    Bez zbędnych ruchów zacząłem zanurzać się w tą niezdobytą jaskinię rozkoszy.

        Lekarz zrobił świetną robotę.

    Nie wyciął błony, tylko delikatnie ponacinał. Nadal blokowała wejście, ale pod wpływem nacisku zaczęła rozchodzić się na boki. Technicznie rzecz biorąc, to właśnie w tym momencie pozbawiałem Sylwię dziewictwa.

    Czuła to.

    Nie widziałem na jej twarzy bólu tylko podniecenie i radość. Wsuwając się do końca, przytuliliśmy się do siebie i zostaliśmy w tej pozycji przez chwilę.

    – Och! – szeptała mi do ucha – Czuję go! Nareszcie! To cudowne!

    Zaczęła poruszać delikatnie biodrami, drżąc na całym ciele i zasypywać mnie pocałunkami. Nie byłem bierny. Dopasowałem ruch swoich bioder i wsuwałem się coraz szybciej.

    Odepchnęła się od łóżka do pionu i złapała mnie za szyję.

    Kochaliśmy się teraz na siedząco.

    Sylwia przylgnęła do mnie całym ciałem, poruszając się w ten sposób, że ocierała się wargami i łechtaczką o moje podbrzusze. Byłem rozpalony do granic.  Obejmowałem ukochaną osobę, byłem w niej, całowałem ją, a do tego usłyszałem jeszcze melodię z magnetofonu.

       Był to „Free Bird” zespołu Lynyrd Skynyrd. Pamiętam, jakby to było wczoraj.

    Pisałem Wam, że jak słyszę Led Zeppelin to widzę Anetę.

    Teraz gdy słyszę „Free Bird” przypominam sobie ten przecudowny moment.

       Sylwia całując mnie, przyciskała się do mnie z całej siły. Oddychała głośno, co chwila jakby szlochając.  Wyprężała ciało do tyłu, nadziewając się coraz szybciej. W tle „Free Bird” zaczął młócić końcową frazę, a ja poczułem, jak pochwa Sylwii zaczyna się kurczyć. Złapała mnie za włosy, ciągnąc mocno, a sama odchyliła się do tyłu, by za chwilę przyciągnąć mnie do siebie. Drapała mnie, ssała i gryzła moje wargi, a skurcze mięśni powodowały, że podskakiwała przy najmniejszym ruchu mojego członka. Wtedy zwiększyłem tempo, bo jeszcze było mi mało, ale czułem już, że jestem na granicy orgazmu. Sylwia jęczała, szlochała, szamocząc się, jakby chciała wyrwać się z moich objęć.

    Wtedy poczułem, jak gorąca ognista kula przemieszcza się z głębi mojego ciała, a następnie wybucha w jej szparce.

       Wulkan rozkoszy, targał mną nieprzerwanie. Wzrok cieszący się widokiem szalejącej, kochanej istotki, smak jej ust, zapach rozpalonego ciała, hałas jej orgazmu pomieszany z muzyką, i członek tryskający wściekle w jej wnętrzu, a to wszystko otoczone aurą miłości…

    Nie wiem jak to opisać.

    Trzeba to przeżyć samemu i z całego serca życzę Wam tego. Chociaż raz. Nie zapomnicie tego nigdy.

    Wzbiliśmy się na szczyt cielesnej przyjemności…

      Oczywiście wszystko to trwało krócej niż  opisuję.

    Nie oszukujmy się – piszę to do mężczyzn – ile możecie wytrzymać, jeśli nie mieliście wytrysku od jakiegoś czasu, jesteście ostro napaleni i uprawiacie seks z kimś, kto wam się bardzo podoba.

    Ja, pewnie z 5 minut. I nie mówię tu o wszystkich pieszczotach, tylko o głównym stosunku.

    Natomiast kobieta potrzebuje trochę dłuższej rozgrzewki. Dlatego zawsze zaczynałem językiem i palcami. Można zdziałać cuda. Dziewczyny często myślały, że chcę riposty, ale dawało to za szybko efekt.

    Bo kiedy pieściły go ustami, kończyłem przed daniem głównym. Zaletą jest fakt, że jak chwilkę odpocząłem, to mogłem już o wiele dłużej.

       Jakiś czas temu, pewna kobieta powiedziała mi, że mam wspaniały język i używam go perfekcyjnie. Nie spotkała dotąd mężczyzny, który w tak mistrzowski sposób by się nim posługiwał. Oczywiście, chodzi o pieszczoty oralne, nie o sposób wysławiania się. Teraz pewnie już domyślacie się, skąd wziął się mój pseudonim :P.

        Kiedy nasze ciała się uspokoiły, położyliśmy się obok siebie. Spojrzałem na Sylwię, która leżała na wznak, a po twarzy spływały jej… łzy?

     – Ty płaczesz?

     – Nie – uśmiechnęła się, ale pociągała nosem.

     – Boli cię coś? – przestraszyłem się.

     – Nie głuptasie – zachichotała – to ze szczęścia.

    Słyszałem o tym. Powiedziała mi o tych łzach Aneta. Pochyliłem się i pocałowałem mokre policzki.

     – Czuję się tak wspaniale. Możemy już nie wstawać z łóżka do końca życia? – spytała rozmarzona.

     – Możemy, tylko nie będzie ono zbyt długie.

    Śmiała się. Jej szczery, dźwięczny śmiech obijał się o ściany pokoju.

     – Żałuję, że nie zostałam w Polsce, może poznalibyśmy się wcześniej i byśmy robili to od dawna.

    – Przestań, przecież wyjechałaś jako dziecko, to od kiedy byś chciała uprawiać seks?

     – Od kiedy by ci zaczął stawać.

    Rozbawiła mnie.

     – Ty mała rozpustnico – śmiałem się – jak mi stawał, to ty chodziłaś w pieluchach!

     – O tak, na pewno!  – krzyknęła stając na łóżku – Ludzie! Słuchajcie! Największy kochanek na świecie! Miał już drągala w przedszkolu, żadnej koleżance nie przepuścił, ustawiały się w kolejce, błagały o numerek! – mówiła to głosem, jakby ogłaszała komunikat – dziękuję ci Mój Panie, że obdarzyłeś mnie swym cudownym siusiakiem!

    Zrobiła ukłon jak przed królem cały czas chichocząc.

     – Czy ty śmiejesz się z mojego członka?? O nie, ta zniewaga krwi wymaga!

    Rzuciłem ją na łóżko i łaskotałem po całym ciele.

    Z wygłupów dotyk przerodził się w pieszczoty. Zaczęliśmy się całować. Namiętnie, czule.

      Wszedłem w nią ponownie. Nie śpieszyliśmy się, leżąc na Sylwii wykonywałem powolne ruchy biodrami, rozkoszując się dotykiem naszych ciał. Kochaliśmy się w ciszy, słychać było tylko nasze przyśpieszone oddechy. Kiedy dziewczyna doszła, przytuliła się mocno do mnie.

     – Och! Mmm! Oooch! – mruczała mi do ucha.

    Potrzebowałem trochę więcej czasu, co zaraz zauważyła Sylwia i przekręciła nas. Teraz ona była na górze. Poruszała jeszcze chwilę biodrami, po czym wysunęła penisa z pochwy i zdejmując prezerwatywę wzięła go do ust. Pieściła języczkiem samo obrzeże główki, by po chwili zanurzyć ją w buzi, a po oblizaniu wargami ponownie wystawiła język. Było to bardzo przyjemne, ale przyznam szczerze, że lepsza w tym była Emilka. Z tym że Emi trenowała to długo i znała moje ulubione pieszczoty, a Sylwia, pomimo że wiedziała jak wygląda stosunek oralny, nie miała praktyki. A wiecie na pewno, że teoria w wielu przypadkach, różni się od rzeczywistości. Oczywiście miałem za chwilę orgazm, pieszczony członek musi w końcu trysnąć. Ale widać było, że musi jeszcze popracować nad techniką.

       Pisałem wcześniej, że mężczyzna może się zawieść. Kobieta tym bardziej.

    Chodzi mi nie tylko o brak treningu, ale też brak wiedzy lub niechęć do pewnego rodzaju pieszczot.

    Nie każda dziewczyna jest w stanie wziąć penisa do ust. Jeszcze gorzej jest z nasieniem. Do tego trzeba dojrzeć. Być może obecnie, jest to normalna forma pieszczot dla nastolatków, ale nie wtedy.

      Pamiętam jak byliśmy dzieciakami i na boisku kolega opowiadał nam o filmie pornograficznym. Nie dość, że nie wierzyliśmy w to co mówi, to jeszcze pojawiły się komentarze.

     – Blee, to obrzydliwe! To bujda!

    I chociaż przysięgał, że to widział, nie dawaliśmy temu wiary. Nie mieściło nam się w głowach, jak można całować miejsca, z którego lecą siki i kupa.

      Gdybym nie miał tak wcześnie partnerek, to przekonanie na pewno długo by we mnie siedziało. I w większości moich kolegów i koleżanek właśnie tak było. Nawet jak dorośli, nie byli gotowi na tak wyrafinowane pieszczoty. Kiedyś mama mi powiedziała, że do seksu trzeba dojrzeć.

        I to jest to.

     Ja dojrzałem szybko, ale tylko dlatego, że uczyły mnie dziewczyny. Bez nich wiedziałbym  tyle co koledzy. A wiedzieli tylko jak się „rucha”. Trzeba włożyć siusiaka w dziurę – nie wiadomo było w którą i jak – i poruszać biodrami. Oczywiście próby były i to wiele.  Zawsze ktoś się znalazł, co namówił jakąś dziewczynę do pójścia w „krzaki”.

    Prowadzili dziewczynę w odosobnione miejsce i się „ruchali”, o miłości się wtedy nie mówiło.

    I niestety, tu rzeczywistość okazywała swoje oblicze.

    Albo nie mógł trafić, jak trafił to tylko sprawił dziewczynie ból,  nie przyjemność, bo nie wiedział, że dziewczyna ma być tam wilgotna, a o grze wstępnej nie było absolutnie mowy.

       A najczęściej kończyło się tak, że zobaczywszy cipkę na żywo, to szczytował w majtkach, albo zdążył dotknąć warg sromowych penisem i tryskał na łono i brzuch dziewczyny. Z siebie był zadowolony, miał wytrysk, miał stosunek z dziewczyną – był „gościem”.

    Ale pomyślcie co czuły dziewczyny, przeżywszy swój „pierwszy raz”.

    Zero przyjemności, nawet jak były trochę podniecone  na początku, to później przyszło mocne rozczarowanie. Jak taka dziewczyna miała myśleć o seksie. Po takim stosunku była, delikatnie mówiąc, zdegustowana.

      Były też dziewczyny, które „za Chiny” nie chciały tego robić. Rodzice im wpajali, że to jest złe, brzydkie, odrażające, że zachoruje i umrze, no niestworzone rzeczy.  Nawet w dorosłym życiu miały później problemy. Nie mogły pozbyć się strachu z młodości. Wiem o tym, gdyż jestem w takim wieku, w którym dzielę się wszystkimi problemami, zwłaszcza intymnymi. Nie wstydzę się. Wstyd zostawiłem w czasach dzieciństwa, które teraz Wam opisuję.

       Jak zwykle się rozpisałem, ale chcę Wam zobrazować, jaka w tamtym okresie była wiedza o seksie.

    Żadna.

    Było dużo młodzieży, która nie wiedziała skąd się biorą dzieci.

       Pamiętam, że w czwartej klasie podstawówki, w książce od biologii był cały rozdział o układzie rozrodczym człowieka. Były jakieś proste rysunki, zdjęć oczywiście żadnych, tylko suche opisy poszczególnych elementów. Dla mnie i moich rówieśników było to zbyt techniczne podejście. To tak, jakby ktoś opisywał mi pracę silnika czterosuwowego, a ja nie widziałbym nigdy auta.

      Pani kazała przeczytać ten rozdział w domu, nie omawiając go i nigdy nie powróciliśmy już do tego tematu. Nie było wyjaśniania, przepytywania ani zadań na klasówce. Tak wyglądała nasza edukacja seksualna w szkole. Zacofanie to mało powiedziane, a przecież dochodziły jeszcze zakazy religijne i strach przed piekłem.

        Najbardziej wstydziłem się u spowiedzi.

    Ksiądz zawsze dopytywał się, czy się tam dotykam, czy mam nieskromne myśli, czy dotykałem koleżanki, a może kolegów, czy widziałem ich gołych – dla dzieciaka to ogromny wstyd.

    Na początku mówiłem mu, że się dotykam i odczuwam przyjemność, ale było to jeszcze przed poznaniem Moniki.

    Jak już wszedłem w wiek nastoletni to mówiłem, że byłem nieskromny w myślach, słowach i uczynkach. Chciał znać szczegóły, ale nic więcej się ode mnie nie dowiedział. Cała ta otoczka zła, związana z seksem, powodowała strach wśród nastolatków.

       Ale Sylwia nie miała takich oporów.

    Wychowana częściowo we Włoszech, gdzie kobiety opalają się topless na zwykłych plażach i pod czujnym okiem wyzwolonej ciotki, promieniała szczęściem. Wiedziała doskonale co i jak robić, żeby dawać i odbierać przyjemność.  Nasze ciała powoli zaczynały nadawać na tych samych falach.

       Znów leżeliśmy obok siebie.  Dziewczyna przekręciła się i opierając głowę na moim ramieniu, objęła mnie.

    – Jaka ja byłam kiedyś głupia.

     – Jak to?

     – Myślałam, że facet do niczego się nie nadaje.

     – Nie byłaś głupia, tylko naiwna. Starsze koleżanki wbijały ci to do głowy, sama mówiłaś.

     – Tak, ale nie sprawdziłam tego, tylko powtarzałam jak papuga.

     – Może jak poznalibyśmy się wcześniej, zmieniłabyś zdanie.

     – Nie „może”, tylko zmieniłabym w sekundę. Nikt mi nie dał tyle przyjemności co ty.

     – Bo nie próbowałaś pieszczot.

     – Jak to nie? Kiedyś dotykałyśmy się z koleżanką.

    – Naprawdę? I jak było?

    – W porównaniu z Tobą? Sto razy gorzej. Na początku siedziałyśmy naprzeciwko siebie i bawiłyśmy się cipkami. Ale czułam się tak, jakbym masturbowała się przed lustrem. Więc wymyśliłyśmy, że jedna będzie pieścić drugiej. Było to nawet przyjemne, ale nie szczytowałam. Czułam tylko taki lekki dreszczyk. A z Tobą, czuję nie tylko dreszcze, ale huragan, który porywa mnie w najpiękniejsze strefy rozkoszy.

    Głaskała mnie po klacie, by po chwili zjechać rączką na krocze. Objęła palcami penisa i delikatnie ściągała skórkę.

    – I jeszcze członek – dodała – daje tyle przyjemności. Nie zamieniłabym go na nic. Jest miły w dotyku, a jak jest we mnie, czuję się niesamowicie. Jakby wypełniona miłością, spełniona.

    Mówiąc to, cały czas bawiła się nim, ściągając napletek i jeżdżąc palcami po prąciu. Mimo dwóch wytrysków nie pozostał bierny i po chwili stał na baczność, dumny jak żołnierz na przysiędze.

    Zamyślona Sylwia na początku nie zwróciła na to uwagi. Wreszcie spojrzała zdziwiona co trzyma  w ręku .

    – Alarm! Jakiś maszt na horyzoncie! Kapitanie, co robić? – zaśmiała się.

    – Wdrap się na bocianie gniazdo i sprawdź czy widać ląd – odparowałem lekko podniecony.

    – Nie dam rady, dwa razy się na niego nadziałam. Boję się, że przebije mnie na wylot.

    – No taki długi to on nie jest – próbowałem ją namówić.

    – Jest, jest, czułam go już w gardle – chichotała.

    – Bo włożyłaś go, nie od tej strony co trzeba.

    Teraz już śmiała się w głos.

    – Taak? Dobrze, zapamiętam. Jeszcze będziesz prosił, żebym go pocałowała.

    Wskoczyła na mnie siadając mi na brzuchu.

    – Już proszę.

    – Nic już dzisiaj ode mnie nie dostaniesz. Oddałam ci się cała, a ty ze mnie żartujesz?

    Złapała mnie za nadgarstki  i przycisnęła je do łóżka. Siłowaliśmy się, jak to mieliśmy w zwyczaju, ale poddałem się szybko. Pochyliła się, pocałowała moje usta i wyprostowała się z powrotem.

    – A tak na poważnie, to dziś mnie rozdziewiczyłeś i nie myśl, że tego nie czuję.

    – A pytałem, czy coś cię boli – powiedziałem z wyrzutem.

    – Bo nie boli. Po prostu czuję lekki dyskomfort, ale możemy..

    – Co?

    – Chyba że..a dobra, już nic.

    – No powiedz!

    – Nie ma o czym. Chodź się wykąpać, bo zobacz która godzina. Miałeś być na piątą w domu.

    – Kurde! Tyle czasu w łóżku, to jeszcze nie byłem z dziewczyną.

    – To pewnie z chłopakiem!

     – Co?! – spojrzałem na nią, ale spostrzegłem, że żartuje – Ale śmieszne, ha, ha, pęknę ze śmiechu.

    – Nie pękaj, wiem, że uwielbiasz kobiety – powiedziała spokojnie.

      I tutaj miała dużo racji.

    Uwielbiałem i uwielbiam do tej pory. Spotkałem mnóstwo dziewczyn na swojej drodze. Z jednymi się spotykałem, z drugimi tylko rozmawiałem, a jeszcze inne znałem tylko przelotnie – ze szkoły, z osiedla, z bloku – jak każdy z Was. Spotykałem przeróżne. Ładne, brzydkie, grube, chude, miłe, wredne, złośliwe, radosne i smutne, po prostu wszystkie na jakie możecie natrafić w swoim życiu.

       I powiem jedno.

    W każdej z tych kobiet widziałem coś, co przyciągało mnie do nich. Nawet te nienawidzące całego świata, ze mną włącznie, jak poznaliśmy się bliżej, widziałem w nich te dobre uczucia. Potrzebę miłości, czułości i bliskości z drugą osobą.

       Były kobiety skrzywdzone przez życie, które obwiniały za to całe otoczenie. A to potęgowało wyobcowanie i jeszcze większą złość. Żal mi ich było i kiedy rozmawialiśmy, przekonywałem je, że świat wcale nie jest taki zły. Zależy od tego z jakiej perspektywy patrzymy. I rzeczywiście, stawały się milsze, bardziej przyjazne i wreszcie zaczynały zdobywać kontakty towarzyskie.

      Grube dziewczyny obwiniały się, że są słabe, nie mogą się odchudzić, nie chce im się ćwiczyć, a tak naprawdę potrzebowały dopingu ze strony chłopców, nie wyśmiewania.  Są bardzo wrażliwe i potrafią się mocno załamać.

      Pamiętam jak kiedyś namówiłem jedną koleżankę na bieganie.(Miałem z nią nawet kontakt erotyczny, ale to opiszę Wam innym razem).

      Nie chciała,  powiedziała że jak biegnie, tłuszcz przelewa jej się na boki i że będą się z niej śmiać. Wytłumaczyłem jej, co jest ważniejsze w życiu – wstyd przed smarkaczami, czy dobre samopoczucie i komfort bycia chudszym.

     – Teraz się pomęczysz, najesz wstydu, ale później będziesz szczęśliwa.

     – No..nie wiem.

    – Posłuchaj, będę biegał z Tobą i tylko wieczorami, kiedy najmniej się kręci ludzi, chcesz?

    No..dobra.

    Dziewczyna dopięła swego. Na początku bieganie, później jakieś treningi w szkole, a do tego doszło zdrowe żywienie.

     Po pewnym czasie żaden chłopak się nie śmiał, tylko z pożądaniem wodził za nią wzrokiem.

         W każdej kobiecie ukryte jest piękno. A zadaniem partnera, jest to piękno wydobyć na zewnątrz. I wtedy zobaczy, że jest fajna, że warto było się starać.

       Poszliśmy wziąć prysznic.

     Sylwia odkręciła wodę i schyliła się po gąbkę. Zaczęła jeździć nią po moim ciele. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Moje ręce błądziły po jej plecach, by po chwili zjechać na pośladki. Według mnie, jest to najbardziej podniecająca część ciała. Są takie delikatne, mięciutkie i miłe w dotyku. Mógłbym je całować i pieścić bez końca. Jak można było się domyślić, mój ptaszek potwierdził to szybko, wbijając się dziewczynie w brzuch.

       Spojrzała w dół i parsknęła, kręcąc głową.

     Odwróciła się, by odłożyć gąbkę, wtedy przylgnąłem do jej pleców wciskając się między jej krągłości. Objąłem ją w pasie przyciągając do siebie i zacząłem całować jej kark.  Przyjmowała pocałunki z zadowoleniem, zaciskając jednocześnie uda na członku. Zacząłem poruszać biodrami w przód i w tył ślizgając się nim między nogami. Spodobał jej się ten masaż. Rozchyliła uda, włożyła rączkę i przyciskając penisa do warg sromowych, zacisnęła je z powrotem. Trzymała go od dołu, kierując na bardziej wrażliwe obszary. Poruszałem się miarowo, całując ją po szyi, ramionach i plecach. Wreszcie poczułem, jak zwalnia się blokada w główce i zacząłem tryskać na dłoń Sylwii. Odchyliła ją nieco i przyglądała się jak kolejne strzały lądują na ściance kabiny.

        Była bardzo podniecona.

    Przyciskała co chwila prącie do łechtaczki, wzdychając cichutko. Po pewnym czasie zacisnęła uda jeszcze mocniej. Oparła się wolną ręką o ścianę i zaczęła drgać.

    – O! Och! Oo! – wzdychała cichutko.

    Kiedy orgazm minął, odwróciła się do mnie  i przytuliła.

    – Nie sądziłam, że będę jeszcze dziś szczytować. Jak ty to robisz, że dochodzę tak szybko? Skąd bierzesz energię?

    – Z gniazdka.

    Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

    – Ładuję go prądem, a później przekazuję tobie. Widziałaś, jak przed chwilą cię targał – mówiłem z pełną powagą.

    Myślała sekundę, po czym zamknęła oczy i kładąc dłoń na czole uśmiechnęła się.

    – Ale ty jesteś walnięty to szok. Myślałam, że mówisz poważnie.

    Teraz zacząłem się śmiać. Klepnęła mnie mocno w pośladek.

    – Wychodź, starczy na dzisiaj, bo cię tu zamknę i już nigdy nie wypuszczę.

          Po kilkunastu minutach wtulając się w moje ramię, odprowadziła mnie do ulicy.

     – To był najcudniejszy dzień w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę. Aha, pojutrze przyjeżdżasz na cały weekend, tak?

     – Tak perełko.

    – Wisisz mi tydzień w łóżku, a to był dopiero jeden dzień. Nie wymigasz się.

    – Pamiętam i dotrzymam obietnicy.

    – No. Twój członek należy teraz do mnie. Ma być cały czas przy mnie, a najlepiej we mnie – zachichotała.

    – Może ci go zostawię, żebyś nie tęskniła.

    Złapała mnie za rozporek.

    – Ee tam! I co bym robiła z tym fiflakiem?  – trzęsła się ze śmiechu.

    – Fiflakiem??  Dobra, zobaczymy pojutrze. Będziesz go przepraszać i wychwalać pod niebiosa. Jeszcze ci pokażę!

    – Na to właśnie liczę mój kapitanie.

    Śmialiśmy się jeszcze przez chwilę. Gdy nam przeszło przypomniałem sobie coś.

    – Powiedz, co chciałaś mi powiedzieć w łóżku?

    – A..bo wiesz..pomyślałam już wcześniej, jak nie mogliśmy się kochać normalnie, że może..chciałbyś spróbować wiesz.. w pupcię?

    – Och – stęknąłem, gdyż członek stanął mi w sekundę.

    – Nigdy mnie tam nie pieściłeś, pomyślałam, że nie lubisz i dlatego ci nie proponowałam.

    – I dopiero teraz mi to mówisz? Nie lubię? Wiesz, że teraz nie usnę? Zobacz! – powiedziałem, pokazując jej duże wybrzuszenie w kroku.

    Penis stał tak mocno, że o mało nie rozerwał spodni.

    – O matko! Czy ty nigdy nie masz dość? No to teraz wiem, że dotrzymasz obietnicy. Cześć!

    Cmoknęła mnie na pożegnanie i ze śmiechem pobiegła w stronę furtki.

    Przez całą drogę do domu wyobrażałem sobie, co będę z Sylwią robił przez dwa pełne dni. Było to tak podniecające, że naprawdę nie mogłem usnąć. Musiałem sobie ulżyć, a leżący za materacem, nie używany od jakiegoś czasu ręcznik, spełnił wreszcie swoją rolę :P.

     

    Ps. Przeglądając swoje notatki zauważyłem, że obiecuję ciągle opisać Wam kontakty z innymi osobami, nie tylko główne partnerki. Na początku myślałem, że nie warto, bo były to jednorazowe akcje, ale teraz,  opisując szczegółowo jak rozwijał się mój erotyzm, być może jest to ważne. A było trochę więcej dziewczyn, niż te kilka, które opisałem. Miałem przygodę z koleżanką z klasy, z podwórka, na koloniach, obozie harcerskim, na biwaku, wszędzie tam, gdzie zabierałem gitarę, zawsze znalazła się dziewczyna, którą zauroczyłem. Nawet jeden kolega zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Jednak stracę chronologię, gdyż wydarzenia te miały miejsce w tym samym okresie. Jeśli chcecie, mógłbym je opisać, może w formie oddzielnych epizodów, nie związanych z głównym wątkiem. Piszcie co o tym sądzicie i jak podobała się Wam ta część. Skróciłem ją dosyć mocno, gdyż z poprzednimi trochę przesadziłem :). Postaram się odpowiedzieć na komentarze i Wasze wskazówki, tylko że tutaj trzeba długo czekać na pojawienie się wpisów. Pozdrawiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom