Blog

  • Parowki

    Dzień jak co dzień – pewien facet o imieniu Rafał był w pracy. Rozdawał hot dogi klientom.Tym razem miał nocną zmianę. Rafał od zawsze wzbudzał pożądanie wśród kobiet – piękne blond włosy, niebieskie oczy, zabójczy uśmiech. Kiedy one walczyły o jego względy, on nie wydawał się jednak być tym zainteresowany. Ta noc zmieniła wszystko. Ubrany w czerwoną pelerynę, czarne szorty i sandały właśnie powoli kończył zmianę. Do sklepu wkroczył mężczyzna o ciemnych blond włosach ubrany w czarną bluzę z kapturem i jeansy z dziurami. Był dość drobnej postury, ale przystojny tak, że nikt nie mógłby odwrócić od niego wzroku. Miał na imię Kamil. Około 20 lat. Rzucił Rafałowi zabójcze spojrzenie. Wydawał się być pod wpływem alkoholu. 

    – Co podać? – zapytał Rafał, wpatrując się w zgrabne nogi klienta. 

    – Na kolana i zrób mi hot doga. A, i poproszę jedno piwo – odrzekł z grymasem na twarzy. 

    – Rozumiem. Jednak alkoholu nie mogę ci sprzedać, bo nie masz przy sobie dowodu – odparł Rafał wpatrując się głęboko w oczy Kamila. 

    – Co ty się tak gapisz? Gejem jesteś? – zaśmiał się Kamil. 

    – Coo.. al… ale… – Rafał zaczął się jąkać. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Nigdy nie myślał, że jest gejem, ale teraz poczuł jakieś uczucie do mężczyzny. Nie wiedział, co się dzieje. 

    – Chodź za mną! Nie znoszę sprzeciwu! – Kamil zaczął pchać Rafała. Wziął ze sobą hot doga. 

    Mężczyźni dotarli do lasu. Na twarzy Rafała można było ujrzeć strach, ale i podniecenie. Nie wiedział, co Kamil chce zrobić. 

    – Gdzie my jesteśmy? Dlaczego to robisz? – zapytał zdezorientowany Rafał. 

    Nagle z torby Kamil wyciągnął swój różowy bicz. Zaczął nim bić mężczyznę. 

    – Na kolana! – wykrzyknął. To tylko jeszcze bardziej podnieciło, ale jednocześnie wystraszyło Rafała. Nie chcąc doznać krzywdy uklęknął. 

    – Wypnij się teraz. Zerżnę cię jak szmatę! – powiedział podniecony Kamil, a Rafałowi stanął. Udawał niedostępnego, ale ściągnął majtki i wypiął się koledze. 

    – Po co? Mogę już iść? – zapytał zdezorientowany Rafał. 

    – Ryj! – odburknął Kamil, który wziął parówkę i zaczął ją wsuwać w odbyt Rafała. 

    – Aaaaaaaaa! Proszę nie, to boli!!! – błagał Rafał. Po chwili jednak ból zamienił się w rozkosz. Kamil ściągnął spodnie i pokazał swojego wielkiego penisa. Rafał był przerażony. Kamil kazał mu obciągnąć jedząc parówkę, którą miał w odbycie. Przerażony Rafał próbował się bronić, ale wiedział, że tak naprawdę to lubi, więc zrobił to. Kamil w tym czasie bił go swoim różowym biczem. 

    – Ah! Ah! Już nie mogę! Ohhhhhhhh – stękał Kamil aż strumień jego ciepłej spermy wylał się na twarz Rafała pokrywając jego twarz, usta i brwi. 

    – To jeszcze nie koniec dziwko! Znajdę cię! I nikomu ani słowa! – powiedział Kamil po czym wybiegł. 

     

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nie Podaje
  • Slodkie wspomnienie

    Ostrożnie pchnęłam drzwi. Były otwarte. Niepewnym krokiem weszłam do pokoju. Bałam się, ale… I tak weszłam. Nic nie widzę. Otacza mnie ciemność. Przy drzwiach nie znalazłam włącznika światła. I cisza, żadnego dźwięku.

    – Jak na 23. urodziny, to marna niespodzianka – mruknęłam do siebie. Nie podobało mi się to, czego doświadczam.

    W zasadzie nic nie pamiętałam.  Na pewno trochę wypiłam. Było wesoło, sporo ludzi, później z jakiegoś powodu zeszłam tutaj i… I teraz stałam dłuższą chwilę, czekając aż oczy przywykną do ciemności. Nic z tego. Nadal nic nie widziałam. Chciałam wycofać się, ale niezdrowa ciekawość wzięła górę. Zrobiłam kilka kroków w przód. 

    – Ożeż, kur… – zmięłam przekleństwo, uciskając bolące miejsce. Uderzyłam biodrem o róg jakiegoś mebla. Bolało bardziej niż mogłam przypuszczać. Przecież nie biegłam.

    *

    Nagle gwałtownie odwróciłam się. Usłyszałam szelest. Kot? A może mysz? Szczur?! Moje obrzydzenie i strach rosły. Nadal nic nie widziałam, a szczurów nienawidziłam! Brrr! Wzdrygnęłam się na myśl, że jeden z nich mógłby otrzeć się o mnie. Albo nawet zaatakować! Wzdrygnęłam się i pisnęłam. Byłam ubrana jedynie w sukienkę i szpilki. Szelest powtórzył się. Gwałtownie odwróciłam się i znowu niczego nie zobaczyłam. Miałam wrażenie, że jednak nie jestem sama w pomieszczeniu…

    – To nie jest śmieszne! Wychodzę – pewnym tonem oznajmiłam głośno. Zdołałam zatuszować zdenerwowanie.  

    Wyprostowałam się i ruszyłam do drzwi. No, właśnie. Po kilku krokach trafiłam na ścianę. Była jakaś inna w dotyku… Ale nie mogłam znaleźć drzwi! Nerwowo przesunęłam się w lewo, jednak nadal dotykałam gładkiej ściany! W prawo. To samo!

    – Spokojnie – szepnął ktoś za moimi plecami. Natychmiast odwróciłam się. Serce mało nie wyskoczyło mi z piersi. Poczułam coś na ramieniu.

    – Nieee! – wzdrygnęłam się i szarpnęłam ramię, odskakując. Ciężko i głośno oddychałam. Stałam w rozkroku, ręce opuszczone wzdłuż tułowia, mięśnie napięte do bólu. Byłam gotowa do obrony. I na granicy histerii.

    – Uspokój się… – znowu słyszę za plecami.

    – Kto tutaj jest?! – mój głos drży.

    – Ja – słyszę z lewej strony.

    – Ja… – z tyłu.

    – I ja! – zabrzmiał szept z przodu.

    Za każdym razem odwracam się w kierunku, z którego słyszę kolejne głosy, ale nadal nikogo nie jestem w stanie dojrzeć!

    – Nie kryjcie się! Czego się boicie?! – nadal rozglądam się. Bezradna i zdenerwowana.

    *

    – Nikt się nie boi. Skoro przyszłaś tutaj dobrowolnie, to przyszłaś dla nas – usłyszałam szept przy prawym uchu. Wzdrygnęłam się i jeszcze chcia… Za późno. Nim zdążyłam odwrócić się, mężczyzna stanowczo objął mnie w pasie, a drugą ręką chwycił nadgarstek. Nie potrafiłam uwolnić się z jego uścisku.  

    – Doceniamy twój urok. Przekonasz się – mruczy drugi mężczyzna do lewego ucha. Potem muska językiem. Zadrżałam. Zachłannie chwyta mnie za pośladek. W tym geście wyczuwam pożądanie. Chce mnie. Drugą ręką ściska nadgarstek.

    Mimo strachu, moje zmysły działają. Instynkt podpowiada mi, że coś jest ‘nie tak’. Nie jestem pewna, ale…

    – Odpręż się. Czekają cię wspaniałe chwile – tymczasem szeptem obiecuje trzeci z nich.

    Stoi przede mną. Dłonie kładzie na biuście. Wstrzymuję oddech, jednak nie protestuję. Nie ubrałam stanika. Mężczyzna delikatnie przesuwa dłońmi po piersiach. Przeszywa mnie dreszcz. Sutki twardnieją. Powoli wypuszczam powietrze.

    – Masz świetny biust – ocenia niskim głosem i lekko ściska piersi.

    Nie chcę tego, ale moje podniecenie rośnie. Wciąż nie mogę dojrzeć ich twarzy! Mówią szeptem, więc trudno wywnioskować coś o ich wieku, jednak sądzę, że są znacznie starsi ode mnie. Każdy pachnie dobrymi perfumami. Odurzają mnie te zapachy. Ściskają mnie coraz mocniej. Przyciskają się do mnie. Nie potrafię ich odepchnąć.

    *

    – Och! – nie zdołałam ukryć zaskoczenia. Już wiem, co wzbudzało moje zainteresowanie. Wszyscy trzej są nadzy! Czuję ich twarde penisy ocierające się o moje ciało. Żółta sukienka jest już pod biustem. Podnoszą ręce wraz z sukienką i zdejmują ją. Znika gdzieś. Ten, który stoi przede mną schyla się, a ja czuję jak powoli, centymetr po centymetrze, jego dłonie przesuwają się po piersiach, brzuchu i na chwilę zatrzymują się na stringach. Potem wraz z nimi zsuwają się. Chcę zaprotestować, ale jeden z mężczyzn chwyta mnie za głowę i całuje w usta. 

    Dłonie z majteczkami są już przy moich stopach. Mężczyzna opuszkami palców uciska moje pięty, więc wychodzę z majteczek. Ta część garderoby też gdzieś znika. Bez trudu podnoszą mnie i przenoszą. Kładą. Leżę na wznak na jakimś stole z miękką, puszystą wykładziną. Mebel jest wąski i na tyle niski, że ich penisy dotykają moich ud i rąk. Chwytam dwa i zaczynam masować. Sześć dłoni pieści moje piersi, uda, brzuch. Anonimowe usta dotykają moich ust, uszu, szyi. Dwóch mężczyzn rozchyla moje uda, trzymam ich twarde członki. Trzeci wchodzi na stół za moją głową i wpycha penisa do ust. Posłusznie liżę go. Głupieję od ich pieszczot, kiedy kolejny wchodzi na stół i we mnie. Jestem tak wilgotna, że nie czuję bólu.

    *

    – Kolejny?! To ilu ich jest?! – podniecenie tłamsi mój strach.

    Mężczyzna opiera się na rękach i spółkujemy. Jednak w żaden sposób nie protestuję. Godzę się na ich warunki. Nie mam wyboru. Penis wypełnia mnie i rytmicznie uderza w ścianki. Obejmuję kochanka nogami. Wnika we mnie jeszcze głębiej. Podniecenie jest tak silne, że wzmagam moje pieszczoty. Słyszę głośne oddechy, stęknięcia mężczyzn. Nie hamują swoich doznań. Pierwszy kochanek uderza penisem tak silnie, że aż przesuwa mnie na stole. Nagle unosi głowę, nieruchomieje i wydaje krótki, cichy, chrapliwy krzyk. Sperma wypełnia pochwę. Odchylam głowę w bok, wypycham penisa. Zagryzam wargi. Paznokcie wbijam kochankowi w barki. Też dochodzę. I to jak szybko! Oddycham głośno.

    *

    – Tak łatwo nie będzie, panienko! – słyszę podniecone sapnięcie za sobą. Kiedy kochanek wyszedł ze mnie, do moich ust wrócił ten, którego pieściłam. Teraz odchylił mi głowę, ukląkł nade mną i zaczął poruszać biodrami.

    – Rucha mnie w usta! – stwierdzam zaskoczona. Tak jeszcze nie próbowałam. No, przynajmniej z taką siłą. Inny w tym czasie wchodzi do pochwy, łapie mnie za ręce i zaczyna rytmicznie spółkować.

    Już nie mam żadnego wpływu na przebieg spotkania. Wszyscy są tak podnieceni, że moja próba protestu spotkałaby się z ich agresją. Ktoś ściąga mi szpilki. Jedną z nich, co jakiś czas, bije mnie po pupie. To nawet jest przyjemne. Ekscytujące? Mężczyzna spółkuje ze mną, kiedy prawie leżę na boku. On też leży na boku, przodem do mnie. Ten w ustach z kolei przyciska moją głowę do stołu, żeby prosto wbijać się w moje usta. Bolą mnie plecy, ramiona.

    – Traktują mnie jak przyrząd do ćwiczeń! – dociera do mnie, że jestem bardziej przedmiotem niż partnerką w tym seksie.

    Penis w ustach prawie dławi mnie. Jest gruby, zbyt gruby jak dla mnie. Próbuję uciec głową, zasygnalizować jękiem mój protest dla takiego seksu, ale to nic nie daje. Po chwili mężczyzna jeszcze mocniej ściska mnie za głowę i tryska spermą. Krztuszę się!

    – Yyy! Yy! – jedynie tak potrafię zaprotestować.

    – Pij, suczko! Pij! – warczy i szarpie mi głowę. – Połknij wszystko! – nadal porusza się w moich ustach. Wytrysnął, ale jego penis ciągle jest twardy i gruby.

    Nie szarpię się, nie rzucam na boki. Połykam spermę. Ma swój specyficzny smak. Coś z Orientu… Językiem masuję członek. Mężczyzna syczy z zadowolenia. W końcu uwalnia mnie od swojej męskości.

    Ten trzeci trzyma mnie na boku. Właśnie wysoko podniósł moją nogę i spuścił się. Przyjęłam ten wytrysk bez emocji. Sperma tryskająca w ustach sprawiła mi większą przyjemność. Mężczyzna wyszedł z pochwy. I oto niespodzianka:

    – Zaczekaj! – sapnął, kiedy próbowałam inaczej ułożyć się. Kilka razy szarpnął członek i poczułam krople spadające na piersi, na brzuszek. Westchnął głęboko i bez słowa odsunął się. Z niemą satysfakcją roztarłam spermę na brzuchu, udach i piersiach. Potarłam sutki, brodawki. Twarde, ładnie sterczały, a moje wilgotne dłonie sprawiały mi taką przyjemność… Przyjęłam penisa w usta. Chciałam zrewanżować się mężczyźnie za jego starania.

    *

    Za nogi chwycił mnie czwarty z nich. Wtedy poczułam spermę wyciekającą z pochwy. Mężczyzna przyciągnął mnie do siebie. Przytrzymał na prawym boku, zakładając na ramię lewą nogę. Klęczał nad prawą nogą. Wejście do pochwy było przed nim. Zebrał trochę spermy i wepchnął mi do odbytu.

    – Nie, nie! Proszę… – prawie błagałam. Nie czułam się przygotowana na taki seks.

    – Ej! Zrobimy to po kolei. Jeszcze będziesz prosiła o więcej – obiecał spokojnym głosem. Chyba był lekko rozbawiony moim protestem.

    – Nie! Nie chcę!  

    Gwałtownie wysunął biodra i jego penis płynnie wszedł we mnie. Po dwóch stosunkach i wytryskach pochwa nie stawiała oporu. Znowu było cudownie. Płynnie wchodził we mnie i wysuwał się. Palcami jeszcze pobudzał łechtaczkę! Z podniecenia prawie wierzgałam. Bezgłośnie poruszałam ustami. Kochanek drugą dłonią głaskał mnie pod kolanem. Przestał, chwycił za pupę i jeszcze głębiej zanurzał się w pochwę, szarpiąc ją. Rozkosz była tak silna, że nie czułam bólu. Trochę przemocy też dodawało smaczku takiej zabawie.

    Skupiłam się na swojej satysfakcji. Czekałam na więcej. Mężczyzna stęknął, mocno uderzył biodrami, a ja poczułam ciepło rozpływające się po całym ciele. Wypięłam biodra, napięłam mięśnie, odchyliłam głowę i głośno, przeciągle krzyknęłam. Szczytowałam. Nie potrafiłam stłumić radości spełnienia. Leżałam i ciężko oddychałam. Byłam szczęśliwa.

    *

    Mnie również podobała się zabawa z kilkoma mężczyznami. Dlaczego? Bo każdy z nich był inny. Każdy inaczej sprawiał mi przyjemność. Bo każdy miał tyle energii i wspaniałą potencję, zaczynając stosunek. Bo pożądali mnie. Razem! Wypełniali mnie spermą, gwarantowali satysfakcję. Przeżyłam orgazmy. Mogłabym jeszcze kilka.

    Rozejrzałam się. Nadal było ciemno. Byłam sama. Żadnego dźwięku. Mężczyźni zniknęli.

    *

    Obudziłam się. Przeciągnęłam leniwie. Szybko zamykam oczy i przypominam sobie sen. Uśmiecham się z rozmarzeniem. Leżę na moim tapczanie z dłonią wciśniętą w krocze. Po chwili dociera do mnie, że dłoń jest wilgotna od śluzu. Moje pragnienie spełniło się tylko we śnie. Jestem taka rozczarowana…

    A urodziny mam dopiero jutro!

    – Może koleżanki przygotują jakąś ekstra niespodziankę? – mruczę do siebie. – Coś z seksem?

    Co prawda aż tak otwarcie nie rozmawiam z nimi o swoich potrzebach seksualnych, ale kto wie? A mój chłopak? Jego też ‘kręcą’ różne nietypowe zachowania. Parokrotnie rozmawialiśmy o seksie grupowym. Tylko rozmawialiśmy… Może tym razem spróbuje mnie zaskoczyć? Pocieram łechtaczkę. Jest mi tak dobrze. Podniecenie stopniowo rośnie, dłoń porusza się szybciej, więc układam się wygodnie, rozchylam nogi, zaciskam palce stóp.

    I nagle nieruchomieję. Szeroko otwieram czy.

    – A gdybym zasugerowała rodzaj prezentu? 

    K o n i e c

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Fotograf cz2

    Od autora: technicznie kategorią powinien być seks oralny, ale że brak… Dla zachowania kontekstu dorzucam ostatni akapit z pierwszej części.

     

    (…)Ona w ostatnich chwilach tej przejażdżki wyglądała, że chce go rozsmarować na ścianie, ale w momencie kiedy ją objął zaczęła się cała trząść konwulsyjnie i pewnie upadłaby na podłogę. Utrzymała się jedynie dzięki uchwytowi i być może dodatkowej stabilizacji od tyłu.

     

    ——–

     

    Wygrała ten zakład, faktycznie. Tylko jak ja się tu znalazłem? Czy to ona leży w łóżku? Muszę trochę chłodniejszą wodę puścić, mózg mi się gotuje.

    Są tu jakieś nie-babskie żele?

     

    ——–

    • Zadowolona?

    • Żebyś wiedział! Bierz aparat i torbę, idziemy!

    • Ale gdzie, czekaj! Dokąd?

    • No chodź! – Ana przekrzyczała muzykę będąc już dobre kilka kroków w stronę wyjścia na klatkę schodową.

    Wybiegłem tam za nią, z torbą przerzuconą byle jak przez ramię i aparatem dyndającym i obijającym się o brzuch. Na klatce było ciszej i sporo chłodniej niż w części tanecznej. Właściwie nikogo tu nie było, bo wszyscy kursowali tylko na parkiet i podwórze, ewentualnie do przeciwnego skrzydła, gdzie były toalety i jakieś termosy z żarciem. Czekała na mnie na półpiętrze w górę, gdzie musiała się przecisnąć jakimś cudem przez wyglądające dosyć solidnie zabezpieczenie z dykty.

    • Jak ty tam przelazłaś tak szybko?

    • To nie takie trudne, tą dyktę da się odsunąć, widzisz?

    • Faktycznie. No, to pająk potworze, gdzie mnie wleczesz?

    Uśmiechnęła się. Raz jeden głowa zaśmiecona debilnymi dowcipami wysupłała coś na temat!

    • Oni musieli wejść tędy, nie ma innego dojścia w tamtą część domu. Chcę ich przyłapać!

    Weszliśmy na pełne piętro i skręciliśmy w skrzydło do którego należało obserwowane wcześniej okno. Zdążyliśmy przejść jedne drzwi, kiedy wpadliśmy prosto na spoconego jak mysz kelnera z rozbieganym spanikowanym wzrokiem i podążającą za nim, rozanieloną rudą.

    • Proszę Państwa, to nie jest miejsce dla gości, proszę za mną!

    • A Pan tu, przepraszam, co robi? – spytałem tak rzeczowo jak pozwalał mi poprawiający się z sekundy na sekundę nastrój.

    • Ja, eee… ja zbieram turystów. Tak. I gapowiczów. I sprowadzam na dół.

    • To nicponie, niesfory jedne. Gałgany wręcz! Trzeba koniecznie wyłapać, prawda Gosiu? – Ana włączyła się do rozmowy z zupełnie poważną miną, chociaż zmarszczki mimiczne przy kącikach oczu zdradzały, że tylko usta się nie śmieją.

    Gosia wyglądała na zdezorientowaną emocjonalnie. Widać było w jej spojrzeniu, że wie. Została przyłapana jakimś cudem. Teraz biło się w niej poczucie wstydu i podniecenie, wynikające z ekshibicjonistycznych ciągot.

    • Dobra, musimy wracać. Wszyscy. – powiedział kelner z naciskiem, patrząc po kolei po pozostałej trójce.

    • Szanowny kolego. Obaj jesteśmy tutaj w pracy. Pan łapiesz urwipołciów, ja fotografuję co lepsze kawałki imprezy. Z dołu widziałem super pokoik z oknem na dziedziniec w tej części. Myślę że byłyby stamtąd świetne zdjęcia. Mogę pójść poszukać menadżerki imprezy i wyprosić dostęp, ale może się jakoś dogadamy.

    Facet chwilę mierzył mnie wzrokiem, być może kalkulując jak cała sytuacja może się dla niego skończyć. W końcu pogrzebał w kieszeni i wyciągnął z niej wyglądający dosyć zabytkowo podłużny, płaski kluczyk, taki z “motylkiem” na końcu.

    • Masz. To jest klucz do całej oficyny, reszta drzwi za tymi będzie otwarta. Zamknijcie tylko za sobą. I ani słowa o jakimkolwiek zwiedzaniu, jasne? Klucz zostawcie w donicy na parterze, tej pełnej świecących, plastikowych kamieni.

    • Oczywiście. Powodzenia w łapaniu tych, no, hultajów! – powiedziała Ana, a ja nie wytrzymałem i parsknąłem pod nosem, próbując bezskutecznie obrócić to w kichnięcie.

    Kelner zabrał rudą pod ramię, a my zostaliśmy patrząc na siebie w półmroku. Blondynka uśmiechnęła się do mnie i skinęła na korytarz z którego przyszli.

    Wyposażony w klucz ruszyłem przodem, szybko stając przed wysokimi drzwiami, obitymi zielonym, pikowanym skajem. Dziurek na klucze było z siedem, ale po kształcie wyszło że nasz pasuje tylko do jednych.

    Otworzyłem, by znaleźć się w kolejnym długim korytarzu, z którego wzdłuż prawej ściany bylo kilka kolejnych, zamkniętych skrzyde drzwiowychł. Za dwoma pierwszymi były składowiska nieprawdopodobnie obskurnych, zniszczonych mebli. Przeglądaliśmy je razem, w ciszy obserwując niesamowite artefakty dawniejszych czasów i gestami pokazując sobie co ciekawsze eksponaty.   Zwalone na kupę leżały tam stare kanapy, stoły, krzesełka z podłokietnikami i bez, taborety, pufy, rozczłonkowane tapczany. Te, które nie były nakryte prześcieradłami pokazywały przekrój przez ostatnie 50-70 lat mebli dostępnych w Polsce. Zdecydowana większość była doszczętnie zrujnowana i zupełnie niewarta poświęcania uwagi. Anie udało się wypatrzeć zupełnie ześniadziałą, niezwykle bogato zdobioną blaszaną tacę, być może nawet posrebrzoną sądząc po specyficznym zbrązowieniu. Z uśmiechem i palcem na ustach wzięła ją pod pachę i wymaszerowała z pokoju.

    Dotarliśmy do ostatniego pomieszczenia w korytarzu w korytarzu, które okazało się być poszukiwaną przez nas łazienką. Podobnie jak w poprzednich pokojach, zaraz za drzwiami znajdował się czarny obrotowy włącznik na wysokości głowy, od którego biegł gruby czarny przewód w kierunku sufitu.

    Pomieszczenie było zupełnie wyrwane z innej epoki. Wszystkie ściany, niemal do samego wysokiego na dobrze ponad 3 metry sufitu, były wyłożone białymi płytkami które prawie nie miały fug, ani tzw.faz,ściętych krawędzi. Wyglądały jak duży kawałek błyszczącej glazury nacięty nożykiem w regularną mijankę na długość dłoni. Wypukle narożniki przy WC miały specjalne płytki z łukowym zakończeniem, które zachodziło naprzemiennie raz z jednej, raz z drugiej strony.

    Podobnie misternie układaną ceramiką wykończone było całe okno, w tym również niski, za to bardzo głęboki parapet.

    Blisko okna stała stara wanna, w całości ceramiczna jak wielka, glazurowana donica, stojąca na błyszczących porcelanowo lwich łapach.

    W czasie kiedy ja zachwycałem się przedwojennym kunsztem rzemieślniczym, moja partnerka stanęła na środku pomieszczenia, wzięła głęboki wdech i powiedziała.

    • matko, ale tu śmierdzi seksem! Poszaleli, widzisz tą kałużę? Uważaj, zaraz w nią wleziesz! O, tu! By było, nie wiem co byś do domu przyniósł… Poczęstujesz mnie papierosem?

    Dziewczyna usiadła na parapecie, uchylając wcześniej zabytkowe okno i poklepała pozostałe obok niej miejsce, zachęcając do dołączenia.

    Siedząc pół bokiem, z założonymi nogą na nogę w krótkich spodenkach, które w tej perspektywie stanowiły tylko cieniutki niebieski akcent podkreślający pupę, wyglądała zjawiskowo. Przy siadaniu sztywna koszula marszczyła się w długie załamania, rozchylając jeszcze bardziej dekolt i ukazując kształtne piersi ukryte w pół prześwitującym koronkowym staniku.

    Wyciągnąłem paczkę z kieszeni i usiadłem, odkładając obok torbę, a na nią aparat z wciąż zamontowanym teleobiektywem. Podsunąłem jej lekko skapciałą paczkę, po czym sam wyjąłem jednego i prężąc się niemiłosiernie, żeby wciąż siedząc jednak trochę wyprostować nogę, wyciągnąłem z kieszeni zapalniczkę. Przypaliłem nam kolejno, osłaniając ogień od przeciągu i zaciągnąłem się głęboko.

    Ona, trzymając między palcami papierosa przeczesała włosy i ściągnęła je sobie bardziej na jeden policzek. Wciągnęła nogę na parapet i oparła ramię na zgiętym kolanie, popatrując parę pięter w dół, na bawiące się towarzystwo.

    • Czym się zajmujesz, kiedy nie przyłapujesz współlokatorek na przygodnym seksie?

    • “Byłych” współlokatorek. To istotne, bo rozstałyśmy przez faceta.

    Uniosłem pytająco brwi. Zamachała ręką nad głową, trochę jakby opędzając się od komara.

    • Nieważne, facet był mój, ona jest ładna i była wariatką. Facet wybrał ładną wariatkę, o czym dowiedziałam się wracając wcześniej z pracy, znajdując go z jej nogami na ramionach. Oni się wynieśli, ja też musiałam zmienić mieszkanie bo nie mogłam znaleźć nikogo na zmianę, a brakło mi kasy na całość. Po miesiącu wydzwaniał i błagał o wybaczenie. Ot, proza życia.

    • No tak, nic przyjemnego. Dobrze się poczułaś, fundując jej to trochę wstydu?

    • Ja na koniec nawet nie byłam na nią zła, facet był dupkiem, pomogła zauważyć… W sumie chciałam ją złapać, bo jestem prawie pewna ,że przez to zaczęła szukać kolejnej ofiary. Strasznie ją jara potencjał wpadki.- Zamyśliła się na chwilę, mrużąc oczy. Wypuściła dym z płuc i kontynuowała – Pytałeś o zajęcie. Projektuję i szyję ciuchy, jakoś idzie z tego wyżyć w końcu po paru latach.

    • O, nieźle! Znajdę kogoś ubranego w twoją kreację tutaj? – zapytałem, zerkając wymownie na podwórko pod nami.

    • No ba, widzisz tamte dwie laski? Te co z nimi przyszłam? Stałe klientki. O i tamta, koło koksownika, co robi maślane oczy do koleżanki. Ma moją bluzkę. No i solenizantka ma zrobić wielkie wejście, właściwie dlatego tutaj jestem.

    • Specjalne zamówienie?

    • Tak. Udała mi się, zobaczysz, jak nie pośniemy do północy, wtedy ma się przebrać.

    Faktycznie, zrobiło się trochę sennie. Paczka fajek leżała między nami, w razie czego miałem jeszcze dwie w torbie, ale przydałoby się coś dla podtrzymania tempa, które po ewakuacji z dołu jakoś spadło.

    Zacząłem rozglądać się po naszym małym azylu i wypatrzyłem w rogu, za wanną, że coś się szkli jakoś tak podejrzanie czysto jak na panujące wokół warunki. Wstałem i sięgnąłem w szczelinę, znajdując za nią prawie nie napoczętą i jeszcze całkiem nieźle zmrożoną flaszkę śliwowicy podbeskidzkiej. Uniosłem butelkę z triumfalnym uśmiechem i wróciłem na swoją miejscówkę na parapecie.

    • Patrzcie państwo, twoja koleżanka z ogierem zaopatrzyli się, ale byli zbyt zajęci inną konsumpcją. Reflektujesz?

    • Ile to ma?

    • Czekaj, zaraz znajdę. – zacząłem obracać butelką – 50%, niezła siekiera…

    • Dawaj, nie wiem jak ty, ale ja jutro do pracy wstawać nie muszę.

    Uznając, że w tym wypadku jakimś rodzajem kurtuazji będzie najpierw samemu sprawdzić, czy nie trująca, pociągnąłem ostrożnie z butelki. Natychmiast się rozkaszlałem, a oczy mi się zeszkliły tak, że przestałem cokolwiek widzieć.

    • Uuuuuh… aż zatyka, co za diabelstwo.

    • Daj, nie umiesz. Pokażę ci. Takiego mocnego nie możesz pić na wdechu, bo pójdzie w płuca, pali gardło. Jak potrzebujesz ćwiczebnie, to zrób tak.

    Ana zaciągnęła się papierosem, wstrzymała dym w płucach i pociągnęła łyk z butelki, szybko podnosząc ją i opuszczając. Następnie wypuściła z ust długim wydechem siną smugę. Nawet się nie zarumieniła, miała wprawę, skubana.

    Spróbowałem powtórzyć po niej. Poszło lepiej, nie zaksztusiłem się tym razem. Przynajmniej nie tak bardzo. Poczułem za to, że trzeba trochę wolniej pić, bo wieczór zapowiada się naprawdę ciekawie, a śliwowica szybko wchodzi do głowy.

    • To przejdźmy do mojej nagrody za zakład. Piwo zamieniłeś na mocniejszy trunek, co szanuję, ale wisisz mi jeszcze zdjęcie.

    • Jasne, tylko wiesz, taka praca, mam nadzieję że nie masz pretensji? Zdjęcia mają być atrakcyjne, więc szukam oryginalnych i pięknych kobiet, stylizacji, scenek rodzajowych.

    • a-ha , a mnie fotografowałeś w charakterze…? Scenki rodzajowej?

    • Ciebie fotografowałem prywatnie.

    • No to pokaż co tam masz w tym pudełeczku.

    Wziąłem do ręki aparat, włączyłem podgląd i z nią zaglądającą przez ramię zacząłem powoli przewijać zdjęcia wstecz, rozpoczynając od spotkanej przed chwilą pary w oknie.

    Ana oglądała je z zaciekawieniem. Niektóre kwitowała szczerymi wybuchami perlistego śmiechu, przy innych miała kilka ciekawostek do powiedzenia na temat modelu. Dobrze nam się rozmawiało, a jej, widać, podobał się mój nienachalny styl fotografii i zręczność w łapaniu ludzi w komicznych sytuacjach.

    W końcu wstrzymałem się z dalszym przełączaniem i przekazałem jej cały aparat, pilnie przyglądając się wyrazowi jej twarzy.

    Podwinęła jedną nogę pod siebie, drugą zwiesiła na podłogę i przysuęła twarz do wyświetlacza. Oglądała zdjęcie w skupieniu, przybliżała je trochę, potem znowu oddalała, obracając przy tym odrobinę głową, jakby usiłowała coś dojrzeć przez zmianę kąta. W końcu poderwała głowę znad ekranu i przyjrzała mi się.

    • Jest inne niż pozostałe.

    • Mówiłem ci, robiłem je prywatnie.

    • Jest zupełnie jak portret, ale taki do reklamy kosmetyków, czy innych perfum. Fajne. Naturalne. Ładnie wyszłam. Widziałeś jak mi rozświetliło nogę ? Jak cienie liści fajnie przejechały po dekolcie?

    • Tak…widziałem. Dobra pora dnia. I modelka bezbłędna, jeśli można.

    • Można, można.  

    Kobieta uśmiechnęła się. Jej spojrzenie było pełne wesołych iskierek. Widziałem że jej też śliwowica poprawiła humor. Zresztą oboje zaczynaliśmy już odrobinę bełkotać.

    • Nie potrzebujesz jeszcze popracować?

    • Właściwie to nie, za chwilę przyjdzie solenizantka, myślę że stąd zrobię kilka fajnych zdjęć, w drodze na dół może strzelę jeszcze kilka jak towarzystwo będzie już dobrze podpierać ściany… tu mi dobrze. Co myślisz?

    • Myślę, że świetnie. Usiądź szerzej, ściana jest zimna, chciałabym oprzeć plecy.

    Zgodnie z prośbą, postawiłem nogę na parapecie, usiadłem szerzej i wpuściłem ją, żeby  mogła oprzeć się o mnie.

    Wtuliła się. Była gorąca, a mi mimo bardzo ciepłego wieczoru to absolutnie nie przeszkadzało. Było zupełnie surrealistycznie.

    Siedzieliśmy tak, paląc i pijąc, ona opierała łokieć na moim kolanie, a tył głowy na ścianie, tak że momentami drapała się o mój dwudniowy zarost.

    Rozmawialiśmy leniwie o mieszkaniu w warszawie, o tym jak durne są niektóre celebrytki i jak puści celebryci. Gadaliśmy o pracy, o byłych związkach. Czas płynął. A my byliśmy coraz bardziej pijani.

    Gdzieś w miedzyczasie dał się słyszeć hałas podniecenia na dole. Sięgnąłem po aparat i trzymając go w cztery ręce, celując na pół-ślepo z użyciem ekraniku podglądu usiłowaliśmy zrobić jakiekolwiek nadające się zdjęcie.

    • No, dawaj, prawie dobrze! Teraz ja wyciągnę obiektyw, a ty naciskaj wyzwalacz.

    • Pffff…wyciągniesz obiektyw? Mnie ten obiektyw grzeje w plecy od dobrej godziny…

    • No weź, to poniżej pasa.

    • Wiem! – uśmiech –

    • Nie w tym sensie… Z taką pięknością i po wódce nie idzie się pilnować bez przerwy. Szczególnie że miło grzejesz.

    • Haha! Jak kot co?

    • Dokładnie. O, patrz! Jest w kadrze! Czy ta sukienka.. Co ona, opalizuje? Wow, zmienia kolor. Dlaczego zmienia kolor?

    • Taki materiał. Widziałeś takie lakiery samochodowe, co polane wodą robią się tęczowe? Podobna zasada. Inne nici reagują na parę wodną, inne na ultrafiolet. I krój mi się nawet udał.

    • Udał się to prawda.

    I pocałowałem ją. Zupełnie nie wiem jak. Sam byłem chyba bardziej zaskoczony od niej. Rozmawialiśmy, zwróciła się do mnie, jej usta były tak blisko i jakoś tak… wyszło. Jakbym był z nią od miesięcy i całował na gratulacje. Dobra robota kochanie! Zrobiłaś świetny ciuch, ludzie nie posiadają się z euforii. Co mi strzeliło do głowy?

    • Mmm, miło. To na pocieszenie?

    • Nie, na dowód uznania kunsztu!

    • A hahaha, wybrnąłeś! Fajnie całujesz…

    I siedzieliśmy tak dalej, czas płynął, impreza na dole rozbujała się na dobre, a my się upijaliśmy, jakimś cudem nie wypadając przez otwarte okno.

    Robiliśmy więcej wspólnych zdjęć. To była niezła zabawa, chociaż groziła zabiciem kogoś na dole zrzuconym sprzętem. Próbowaliśmy też zrobić kilka fotek sobie, ale długi obiektyw z wielokrotnym zoomem pozwalał zrobić co najwyżej rozmyte piegi na nosie Any.

    Przynajmniej było z tego sporo śmiechu. Aparat musiał w końcu pójść w odstawkę, bo nasze usta jakoś niby przypadkiem ciąglę do siebie wracały i trzymany przedmiot zaczął po prostu wadzić.

    Odłożyliśmy go na podłogę i popłynęliśmy zupełnie.

    Dobrze całowała. Trzymała mi jedną dłoń na policzku, drugą na kolanie. Zaczęło się delikatnie, powolnymi całusami, ale wezbrane gdzieś wzajemne pożądanie szukało ujścia. W kilka chwil przylgnęliśmy mocno do siebie, siłując się językami i podgryzając w żartach. Jej ręka z policzka powędrowała ciasnym okręgiem za moją głowę. Ja, wcześniej trzymając w miarę grzecznie dłonie na biodrach, teraz objąłem ją i zacząłem błądzić od talii w górę, zatrzymując się na szyi i dekolcie. Czułem pod palcami jak się rozgrzewa i przyspiesza jej oddech, mnie samego zaś wręcz rozpierało podniecenie.

    Kiedy zacząłem wędrówkę wzdłuż koronki stanika, od ramiączka w dół, zatrzymała się na chwilę i łapiąc oddech, z uśmiechem powiedziała.

    • Ja nie jestem taką wariatką jak Gośka. Tu jest brudno.

    • Straszna szkoda – odpowiedziałem, również wyrównując oddech i na szybko myśląc co dalej.

    • Żadna szkoda. Zbieraj zabawki i dzwoń po taksówkę, a ja spróbuję się jakoś doprowadzić do porządku przed tym mikrolusterkiem. Zmywamy się stąd i jedziemy do mnie.

     

    —————

     

    No tak. Już wszystko pamiętam. A przynajmniej większość. Chociaż wiem jak się tu znalazłem.

    Aj, co to takie lodowate!

    • Dzień dobry! Przyłączę się, co? Mi też prysznic dobrze zrobi na kaca. A oprócz tego chętnie sobie ocieplę dłonie o tego małego. Zresztą już nie taki mały, chyba mu się te zimne łapki spodobały. Może ogrzeje coś jeszcze?

    • Co tylko będziesz chciała moja droga.

    Plask! Plask!

    • Teraz na przykład ciepłe łapki grzeją milutkie krągłości.

    • Pffff, hahaha! Błagam cię, “milutkie krągłości”? Do tego jeszcze wrócimy, pamiętasz co mi obiecałeś wczoraj?

    • Mmm….

     

    ——–

     

    Nie pamiętam trudniejszej podróży taksówką, chyba w całym swoim życiu.

    Z imprezy nawet nie do końca zarejestrowałem jak wyszliśmy, ochroniarz coś krzyczał za nami, a ja biegłem do taksówki ciągnąc Anę za sobą do samochodu. Musiałem, bo strasznie lało, nie chciałem żeby zmokła. I chciałem ją mieć.

     

    W taryfie moja piękna blondynka zdążyła tylko podać adres i kilka szczegółów którędy jechać, a potem aż pod drzwi klatki zajmowałem ją pocałunkami. Strasznie próbowałem ją rozebrać, ona też błądziła rękami po udach i brzuchu, szukając jakiejś szczeliny żeby wsunąć się pod koszulę, lub w inny sposób mnie rozpakować. Pierwotne, zwierzęce pożądanie zwielokrotnione alkoholem walczyło w nas z resztkami przyzwoitości, która nakazywała oszczędzić taksiarzowi darmowej uciechy.

    W końcu dojechaliśmy. Budynek okazał się być nową, schludną mieszkaniówką. Całkiem ładny, z porządnymi drewnianymi drzwiami do klatki , dobrej jakości płytkami na korytarzach i fajnie wymyślonymi numerami lokali z kwasówki. Nie pamiętam z tego za wiele, bo winda jechała jakoś powoli, nie chcieliśmy na nią czekać i pobiegliśmy do schodów.

    Gdy tylko przekroczyliśmy prób mieszkania, przylgnęliśmy do siebie, zdzierając już ubrania bez pamięci.

    Wejście nie zdążyło się za nami zatrzasnąć, a obie nasze koszule uboższe o przynajmniej kilka guzików leżały już na podłodze. Chwilę później dołączyły do nich buty, szpilki, skarpetki, pasek od spodni… Ślad upuszczanych kolejno ciuchów wiódł do ciemnego salonu, rozświetlonego jedynie wpadającym przez okna światłem latarni ulicznej.

    Bez obcasów była tylko troszkę niższa ode mnie. W pół pocałunku obróciła się do mnie plecami, zostawiając dosłownie kilka sekund na rozpięcie stanika ,po czym wpadła tyłem w moje ramiona i bez zastanowienia chwyciła moje dłonie i położyła prosto na piersiach. Te były niewielkie, ale niesamowicie jędrne i kształtne, z twardymi od podniecenia sutkami, które ścisnąłem lekko zaraz po objęciu biustu.

    To wywołało u niej pomruk zadowolenia. Naparła pupą na moje podbrzusze i odkręciła głowę, rozpoczynając kolejny długi i namiętny pocałunek.

    Staliśmy tak na środku pokoju, niedaleko zaobserwowanej kątem oka kanapy. Przyciskałem ją mocno do siebie, skupiając dłonie na brzuchu, piersiach i szyi, wodząc między nimi jak opętany, podczas gdy ona po krótkiej kompulsywnej walce rozpięła guzik szortów i szybko ściągnęła je w dół. Spodenki pofrunęły w dół po udach, ciągnąc ze sobą zupełnie mokre, czarne koronkowe braziliany. Pomyślałem w krótkim przebłysku przytomności, że chciałbym ją w nich zobaczyć na spokojniej i przy świetle.

    Ana po rozprawieniu się z ciuchami stała w moich objęciach zupełnie naga, na lekko przygiętych kolanach i wciąż napierając na mnie pośladkami.

    Zaczęła szukać po omacku otwarcia moich spodni i kiedy już zamierzała się poddać i jednak odwrócić do mnie przodem, przytrzymałem ją i zdecydowanie doprowadziłem na brzeg kanapy.

    Dziewczyna oparła się najpierw kolanami, a potem rękami i w efekcie stanęła na niej na czworaka z intencją obrócenia się na plecy. Nie dałem jej zmienić pozycji. Sam przyklęknąłem, chwyciłem od tyłu za wierzchy jej ud tuż poniżej bioder i przyciągnąłem mocno wypiętą pupę do twarzy.

    Kiedy poczuła co się dzieje, wyprężyła plecy jak rozciągająca się kotka.

    • Oj, tak…nie przestawaj…

    Poruszała trochę biodrami na boki a ja śledziłem ten ruch. Myślałem, że szukała wygodnej pozycji, albo broda ją kłuła, ale prawda była prostsza. Sięgała po włącznik lampki kanapowej.

    • Nie lubię po ciemku – roześmiała się, zakręcając figlarnie bokami i mrucząc głęboko, kiedy wróciłem do przerwanej na chwilę czynności.

    Całowałem wszystko. Wodziłem ustami po pośladkach, wewnętrznej stronie ud, lśniących wargach. Droczyłem się z nią, podgryzając pupę, by zaraz potem przejechać rozpłaszczonym językiem bez odrywania, od twardniejącego z każdą chwilą guziczka, przez piękną, błyszczącą od wilgoci kobiecość i między pośladkami aż po kość ogonową.

    Im szybciej oddychała i im stawała się głośniejsza, tym więcej uwagi poświęcałem jej gorącej łechtaczce.

    Nie wiele brakowało jej do szczytu, zatrzymałem się więc zupełnie i zacząłem przesuwać językiem znowu od początku, zaczynając od spojenia pośladków. Tym razem naciskałem językiem bardziej zdecydowanie, za to przesuwałem go bardzo, bardzo powoli. Na drodze zatrzymałem się przy kurczącej się z każdym ruchem aureolce, którą okrążyłem kilkukrotnie, dokładnie wyczuwając fakturę i rytm reakcji.

    • Jezu, co.. co ty…robisz… uf…nie przestawaj!

    Nie przestawałem. Zatrzymałem się w tym miejscu i w czasie kiedy robiłem powolne, pieczołowite kółka językiem, przesunąłem dłońmi w górę wzdłuż ud. Jedną zatrzymałem ułożoną płasko na łechtaczce, którą zacząłem delikatnie masować, drugą umieściłem dwoma palcami u gorącego wejścia.

    Przy masażu przestała właściwie wydawać dźwięki, a kiedy dołączyłem palce, poczułem silne, wzbierające skurcze. Czułem drganie mięśni ud. Gdybym oderwał się na chwilę od krągłych, wypiętych pośladków, zobaczyłbym fizyczne drżenie całych nóg. W pewnym momencie opadła twarzą w kanapę i sięgnęła własną dłonią do łona. NIe miała dostępu, więc po prostu przycisnęła ją mocno do mojej ręki.

    Skierowałem palce opuszkami w dół wewnątrz niej i rozpocząłem mocny, rytmiczny masaż, jednocześnie zwiększając nacisk językiem i masującą dłonią, teraz dodatkowo dociskaną przez nią. Po dosłownie chwili poczułem jak przechodzi przez granicę bez odwrotu. Najpierw uderzyły silne skurcze które poczułem na palcach, zaraz po nich poczułem też stężenie przy języku, oba błyskawicznie przechodzące w staccato, niemal wibrację kolejnych uścisków.

    I w końcu wybuchła.

    Gwałtownie zrobiła się tak mokra, że poczułem cieknący płyn po łokciu na kanapę i podłogę. W sekundę później musiałem się oderwać i chwycić ją w biodrach, w obawie że rozbije głowę o abażur. Albo podłogę. Albo stolik kawowy.

    • Jezuuu…..

    Miotała się bez opamiętania, naprzemiennie kuląc się i rozprężając. Tak długo jak to było możliwe starałem się nie zabierać z niej palców, żeby przedłużyć tą piękną agonię, ale w końcu wyrwała się i padła wstrząsana dreszczami, wyczerpana na kanapę.

    • Nie…ufff…nie wiedziałam…co..

    • Co, Ana? Czego?

    • Co dodałeś do śliwowicy? – Zamknięte oczy, czoło oparte o siedzisko, szeroki uśmiech.

    • Nic, no coś ty.- po namyśle dodałęm – Nie spytam czy ci się podobało. Powiem tylko że kanapę masz niestety do prania.

    • Nie.

    • Jak to nie?

    • Będzie do prania, jak skończę z tobą.

     

    ——-


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Szary

    Wiem, że wstęp jest długi. Rozumiem, szczególnie czytając w sumie większość opowiadań tutaj, że akcja jest wszystkim.

    Ja robię po swojemu, mam poczucie że sama akcja bez atmosfery i otoczki jest tylko kolejnym bezmyślnym pornosem z gatunku casting couch. Fajniej móc się wczuć.

    Dlatego przepraszam czytelników za potężny blok tekstu, a jednocześnie mam nadzieję że jako całość się broni.

    Zapraszam do lektury!

  • Ala, cz. 2.

    Część 2.

    Dwa dni później znowu szłam z zakupami. Tym razem miałam solidniejsze torby. Nie korzystałam z reklamówek przy większych zakupach. Na chwilę wróciłam wspomnieniami do tamtego wydarzenia. Zaskoczyli mnie ci dwaj chłopacy, kiedy zbierałam z chodnika rozsypane produkty. Taka głupia sytuacja… No, ale przynajmniej gapie mieli chwilę rozrywki. Trochę byłam zirytowana, bo, tak szczerze mówiąc, liczyłam, że któryś podbiegnie i pomoże. A tym dwóm jedynie zebrało się na wiwaty, bo mignęła im naga pierś… Szkoda.  

    – Bardzo przepraszam, pani tak szybko się pozbierała – wydyszał chłopak.

    Zduszony krzyk, prawie podskoczyłam. Zatopiona w swoich myślach nawet nie zwróciłam uwagi, że ktoś podbiegł do mnie. Ruch na ulicy był spory. Od razu poznałam go. Teraz był nieco inaczej ubrany, ale to on „kibicował” mi, gdy nad rozsypanymi zakupami chowałam piersi pod bluzkę.  

    – Och, przepraszam! – brunet stanął jak wryty. – Nie sądziłem, że przestraszę panią.

    – Lepiej pomóż przy dźwiganiu toreb – mruknął drugi.

    Blondynek właśnie dołączył do kolegi. Też rozpoznałam go bez trudu. Moi głośni wielbiciele stawili się w komplecie.

    – Jasne! Oczywiście! – brunet sięgnął do toreb, ale wcześniej dotknął mojej dłoni. – Pozwoli pani?

    – Ale tym razem darujemy sobie głośne zachwyty na moją część?

    Zdeprymowani i zaskoczeni retorycznym pytaniem, w milczeniu spojrzeli na siebie.

    Wykorzystałam sytuację:

    – Dziękuję za pomoc. Chętnie skorzystam – uśmiechnęłam się i podałam im torby. Już nie było daleko, ale dobre i tyle.

    Każdy dźwigał jedną torbę. Chwilę szliśmy w milczeniu. Dostrzegłam, że spoglądają na siebie porozumiewawczo.

    – Powiem szczerze – w końcu odezwał się blondynek – pani przypadkowy „występ” zrobił na nas duże wrażenie. A wiwatowaliśmy, kiedy i inni już widzieli to…, co i my zobaczyliśmy.

    – I chcielibyśmy poznać panią bliżej – wpadł mu w słowo brunet.

    Blondynek zmierzył go ostrym spojrzeniem. Brunet wydawał się zaskoczony, ale w lot zrozumiał spojrzenie kolegi:

    – Oczywiście bez żadnych podtekstów! – zaznaczył nerwowo.

    – Ależ skąd! – oburzył się blondynek.

    Zdawałam sobie sprawę, że nawet randka ze mną, było, nie było, atrakcyjną kobietą w średnim wieku, mogła być dla nich fajnym wypełnieniem jakiegoś wieczoru. A ja miałam ochotę na flirt z takim młodym chłopakiem. Dwóch to już byłby tłum i zbyt męczący wieczór. Mąż, mimo oryginalnych pomysłów, męczył mnie swoją zazdrością, a ja chciałam odprężyć się właśnie z jakimś młodym, zadbanym chłopakiem w miłej, pozbawionej zazdrości, atmosferze.

    – Tak, mam ochotę na niewinny flirt! – przyznałam się sama przed sobą. Wreszcie zatrzymałam się przed moim blokiem:

    – Tutaj mieszkam. Dziękuję za pomoc w odniesieniu zakupów.

    – Było nam bardzo miło zobaczyć panią – rzekł blondynek. – Andrzej i ja, Daniel, zapraszamy panią wieczorem. Pani wybiera kawiarnię i proponuje dzień spotkania. A tutaj jest numer telefonu. – Z kieszonki swojej koszuli wyjął biały kartonik i wetknął do torby z zakupami.

    – W zasadzie to my mieszkamy niedaleko… – zaczął Andrzej. Daniel ostro spojrzał na niego.

    – Dziękuję za zaproszenie – uśmiechnęłam się, pokiwałam głową i otworzyłam drzwi, wystukując kod.

    Andrzej przytrzymał drzwi i podał mi torbę. Daniel podał drugą, a wówczas jego kolega wykonał ruch, jakby chciał wejść za mną.

    – Dziękuję, dam sobie radę sama – powiedziałam bardziej stanowczym tonem. Nadal uśmiechałam się.

    Zrozumiał, że przeszarżował. Pokiwał głową i wycofał się. Nie patrzył na mnie.

    – Dziękuję za pomoc. Obiecuję zadzwonić, kiedy będę miała dość czasu, żeby spotkać się w kawiarni. Trzymajcie się, cześć!

    – Cześć!

    – Do widzenia! – Andrzej był speszony i trzymał dystans.

    *

    Dopiero po kilkunastu minutach mąż otworzył drzwi. Opóźnienie zostało spowodowane przystankiem przy kiosku. Czyli nie widział chłopaków podbiegających do mnie, ani naszej rozmowy, ani przekazywania kartonika z numerem telefonu. Teraz wnosił kilka paczek papierosów, puszki piwa, czasopisma i uśmiechnięty machał do mnie jakimś kolorowym, dziecinnym gadżetem.

    – Tyle czasu zabrało mu kupienie tych kilku rzeczy? Niepojęte – pomyślałam, kręcą głową z niedowierzaniem.

    – Spotkałem kolegę z pracy – wyjaśnił. – Ale zobacz, co mam! – krzyknął zadowolony.

    – Co, wiaderko i łopatkę kupiłeś sobie? Nareszcie! – w geście triumfu wyrzuciłam ręce w górę. – Wreszcie w piaskownicy zapanuje pokój, a dzieciaki będą miały przywódcę z prawdziwego zdarzenia! Niech żyje Roman! – mój ironiczny ton nie zgasił jego dobrego humoru.

    – Jeszcze będziesz piszczeć zamiast żartować, Alusiu… – odpowiedział, nadal uśmiechając się.

    Zignorowałam jego odpowiedź, wzruszając ramionami. Poszłam do kuchni. Wiedziałam, że szybko pochwali się zakupami.

    *

    No, i kochany mąż wieczorem pochwalił się kupioną zabawką. Prawie trafiłam, jeżeli chodzi o przeznaczenie. Machnął nią z daleka, więc na razie niewiele widziałam. Wieczorem był czarujący, dlatego od razu zorientowałam się, że coś szykuje.

    – Chodź, kochanie. Zapraszam na miły wieczór… – uśmiechnął się kusząco, stojąc w szlafroku, po wyjściu spod prysznica.

    – O, to dzisiaj jest Liga Mistrzów? – udałam zdziwienie.

    Nabrał powietrza, ale powstrzymał się od złośliwości. Nadal uśmiechał się i gestem wskazał sypialnię: 

    – Czekam…

    Poszłam pod prysznic. Wyszłam w złotych pantofelkach na szpilkach i owinięta w ręcznik.

    – Niech doceni, co ma – pomyślałam.

    Przy kanapie zdjęłam ręcznik, pantofelki i weszłam pod kołdrę. Też był nagi. Zaczął pieszczoty, chwyciłam go za penisa. Ja nie potrzebuję zbyt długich pieszczot, żeby spółkować, a mąż odwrotnie, ale radzimy sobie. Jego członek nie jest już tak twardy jak kiedyś, spółkujemy też nieco rzadziej, ale szczytuję. On na koniec zawsze się spuści. Sama też potrafię sobie dogodzić, kiedy nie ma męża, a ja nie chcę czekać. Wreszcie przysunął się i zaczął wchodzić we mnie. Wtedy byłam już mokra. Wsuwał się powoli. Niby cierpliwie czekałam, ale palcami dyskretnie pobudzałam odbyt, drugą dłonią trzymając penisa. Nie zorientował się. Pewnie sądził, że staram się go pobudzać.

    *

    Jakiś czas temu w trakcie pieszczot odkryłam bardzo wrażliwe miejsca u wejścia do odbytu. Kiedy delikatnie zaczęłam go penetrować, byłam trochę przestraszona, bardzo podniecona i zaliczyłam nieoczekiwany orgazm. Zresztą, taki sobie. Kolejne szczytowania były znacznie silniejsze i pełniejsze. Intensywną edukację przeszłam, kiedy mąż wyjechał na kilkudniową delegację. Nauczyłam się pobudzać przez odbyt. I to jak! Łoł! Czasami pobudzałam się tylko w taki sposób. W trakcie kopulacji z mężem także dochodziłam w ten sposób, kiedy on był szybszy. Prawie zawsze był szybszy i wystarczał mu jeden wytrysk. Czasami widział, że manipuluję ‘w okolicach’ pochwy.

    – Dopieszczam się po wytrysku – tłumaczyłam, a on wierzył mi. Dzisiaj też tak miało być, ale…

    Właśnie! Sądziłam, że za chwilę spuści się, bo tak energicznie poruszał się i sapał, leżąc na mnie, a on nagle wepchnął mi palec do pupy! Początkowo myślałam, że chce ściskać pośladek. Czasami przed szczytowaniem coś mi miętosił: pośladek, pierś, udo, obie piersi.

    – Co jest? – odruchowo odsunęłam się. Chociaż pieszczota była bardzo delikatna.

    – Mówiłem o niespodziance – wysapał, wbijając we mnie penisa.

    Poczułam, że palec wnika głębiej do pupy.

    – Ale jakiej? – kiedy pytałam, palec wszedł maksymalnie, więc cofnął go i już wpychał dwa. Było… ekscytująco. Nadal ubijał mnie penisem w pochwie. Trudno było mi skupić się na pytaniach.

    – Juuuż… – wystękał.

    Przechylił mnie i teraz leżeliśmy na boku, przodem do siebie. Myślałam, że doszedł, ale wytrysku nie poczułam, a on nadal poruszał się w pochwie, ale znacznie wolniej. No, standby. Wysunął palce z pupy, odchylił się, coś chwycił i odwrócił się do mnie. Szelest folii. Panował półmrok, więc nic nie zobaczyłam. Sięgnął dłonią do pośladków i zaczął wpychać mi coś do odbytu! Już tkwił w pochwie, a teraz anektował drugą dziurkę! Patrzyłam mu w oczy i czekałam na jakieś wyjaśnienie. Był podniecony i w takim momencie niewiele znaczyło dla niego moje spojrzenie.

    Otworzyłam usta i ku własnemu zaskoczeniu: 

    – Oooojjj… – cicho stęknęłam.

    Wpychany przedmiot sprawiał mi taką przyjemność! Ściankami odbytu czułam jego nieregularną powierzchnię. Miłe i ciągle rosnące podniecenie. Ależ mnie drażnił. Przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie, otworzyłam usta i kolejny raz stęknęłam znacznie głośniej. Wyobraziłam sobie, że wszedł we mnie inny mężczyzna. Nieznajomy. Z takim sporym kutasem! Fantazja działała! Lekko poruszałam biodrami, a mąż walił mnie w pochwie i dobijał w odbycie. Chciałam przejąć gadżet i mocniej, wręcz brutalnie (!) wepchnąć go w siebie, ale odtrącił moją dłoń.

    *

    Trzymał mnie za kark, dosłownie walił w pochwę i wcisnął cały gadżet do pupy. Co za uczucie! Poczułam jego wytrysk. Jęknął głośno. Teraz ja doszłam. Byłam znacznie, znacznie głośniejsza od męża. Fala ciepła przetoczyła się po moim ciele. Dreszcze przeszyły ciało, a ja dalej pojękiwałam z szeroko otwartymi ustami. Chlupotało w pochwie, ale ja miałam inne potrzeby.

    – Wepchnij głębiej do odbytu to ‘coś’ – poprosiłam miękko.

    – Głębiej już nie dam rady.

    – To poruszaj nim – prawie błagałam. Sama byłam zażenowana swoją uległością. Poruszył. Było miło.

    – Czekaj, włożę drugi.

    – No, co ty?! Dwa?! – szczerze przestraszyłam się.

    – Jak rżnąłem dupcię, to wchodziłem aż po nasadę. Zawsze czułem, że masz tam sporo miejsca. I jesteś elastyczna.

    Po chwili poczułam jak wpycha drugi gadżet. Dał radę! A raczej ja wytrzymałam. To było takie miłe. Tak się podniecił sytuacją, że klęknął nade mną i majstrował przy pupie. Ja leżę na boku, nogi rozsunięte jak przy dużym kroku, on leży na moim udzie i pcha zabawki do odbytu. W końcu zorientował się.

    – Weź go i obciągaj – polecił.

    Penis tkwił niedaleko od twarzy. Był jeszcze wilgotny od mojego śluzu i spermy. I wciąż twardy (!), więc chętnie pochłonęłam go. Przecież tak mi dogadzał… Podnieca mnie kobiecy śluz, również mój, w trakcie seksu, a sperma jak każdą kobietę. Zresztą Romka też podnieca mój widok, kiedy pieszczę cipkę, wkładam palce do pochwy, a potem je liżę. Zawsze po takim pokazie bierze mnie. Nawet, jeżeli jest po wytrysku. Wtedy zawsze mu staje. Kolejny raz. Od lat.

    *

    Po jego manipulacjach jeszcze raz dosłownie padłam. Jęknęłam głośno i schowałam głowę w pościeli. Ścisnęłam nogi, a skurcze mięśni wstrząsnęły moim ciałem. Mąż przytrzymywał te gadżety w mojej pupie i pochwie, do której włożył coś okrągłego. Już samo nieznane miało swój smaczek. On korzystał z okazji i napawał się widokiem żony owładniętej orgazmem. Prawie mu ugryzłam penisa! Dopiero teraz zobaczyłam, że trzymam go w dłoni i mocno ściskam. Poluźniłam chwyt.

    – Co to było? – jeszcze ciężko oddychałam.

    – Nic nadzwyczajnego – bagatelizował swój pomysł. – Kupiłem plastikowe mini-kręgle. Bez krawędzi, ale z wypustkami. Wiedziałem, że będziesz zadowolona. Wyjąć?

    – Jeszcze nie. Przesuwaj je…

    Delikatnie nimi kręcił i nagle gwałtownie poruszał góra-dół. Powtórzył to kilka razy, nieregularnie. Aż wierzgałam, kwiliłam, rzucałam się na kanapie. Kręcił piłeczką do kręgli w pochwie. Co za wrażenia! Znowu ściskałam nogi i szarpałam pościel. Romek lubił obserwować moje żywiołowe reakcje na pieszczoty. Podniecały go. Był zadowolony, widząc z jaką energią reaguję. A ja w chwilach przytomności zastanawiałam się, jak długo wytrzymam tę zabawę moim ciałem? I to po szczytowaniach.

    Po wszystkim, leżąc na kanapie obejrzałam mini-kręgle i zabrałam kilka. Od tego czasu zawsze trzymałam je w nocnej szafce. Gdyby zapomniał…

    *  *  *

    Do chłopaka zadzwoniłam po dwóch dniach. Mąż uprzedził, że będzie bardzo późno, więc mogłam spotkać się już po pracy. Postawiłam warunek. Spotkam się tylko z jednym. Telefon był do Daniela, blondyna i to mi też odpowiadało. Po chwili wahania zgodził się. Byłam już po pracy, siedziałam w mieszkaniu. Zadzwonił telefon, odebrałam.

    – Jeszcze raz Daniel. Przepraszam, ale mam nietypową prośbę. Czy moglibyśmy najpierw spotkać się u nas, a potem pójść do kawiarni?

    – Nie.

    – Ale dlaczego?

    – Nie chcę, żeby ktoś ze znajomych widział mnie w towarzystwie chłopaka. I nie znamy się zbyt dobrze.

    – To podam pani adres i sama pani wejdzie.

    – A skąd nagle taki pomysł? – zaczęłam podejrzewać jakiś podstęp.

    – To nie nagle. Zaskoczyła mnie pani telefonem, a ja zapomniałem powiedzieć, że czekam na kuriera. No, nie mogę wyjść. Andrzeja nie ma, więc nikt mnie nie zastąpi. Potem możemy wyjść oddzielnie i pojechać autobusem do centrum albo taksówką.

    Fakt, zadzwoniłam i zaproponowałam spotkanie tego samego dnia. Mogłam go zaskoczyć:

    – Dobrze, podaj adres – westchnęłam do słuchawki. W pamięci zanotowałam informację. Nie mieszkali daleko.

    Zjadłam coś na ciepło, pozmywałam i odpoczywałam przy czasopismach. Potem wzięłam prysznic, ubrałam świeże ciuchy, poprawiłam makijaż. Obejrzałam się w lustrze. Byłam gotowa na niezobowiązującą randkę.

    *

    – Witam i zapraszam w nasze skromne progi – blondynek przywitał mnie uśmiechem i zamaszystym gestem wskazał wnętrze mieszkania. Cofnął się, przepuszczając mnie.

    – Dobry znak, nie rzuca się na mnie. Zresztą, fajne z niego ciacho – pomyślałam po ponownej, szybkiej lustracji. Zanim weszłam do pokoju, otworzyłam drzwi do łazienki. Była pusta. – Chętnie umyję ręce.

    – Proszę, biały ręcznik jest dla gości.

    – A te dwa pokoje? – zapytałam, kiedy wyszłam z łazienki.

    – Nie ufa mi pani? Proszę zajrzeć – uśmiechnął się i poszedł za mną.

    Otworzył drzwi. Drugi pokój był równie nijaki jak pokój Daniela: tapczan, stolik, dwa krzesła, szafy, laptop na stoliku, trochę rozrzuconych ciuchów. Raczej przygnębiający widok, ale oni pewnie cieszyli się, że zdołali wynająć jakieś mieszkanie we troje. 

    – To pokój Andrzeja. A ten trzeci naszej współlokatorki, ale jej nie ma w tym tygodniu.

    Nie sprawdzałam, uwierzyłam na słowo.

    – To co zrobimy z tak pięknie rozpoczętym popołudniem? – spytałam i odniosłam wrażenie, że zabrzmiałam zbyt zalotnie. Nie chciałam robić mu jakichś złudzeń.

    – Zapraszam na drinka – wskazał swój pokój.

    Usiadłam na krześle w jego pokoju. Pasek torebki przewiesiłam przez oparcie. Patrzyłam jak Daniel wyjmuje z szafy butelki z alkoholem, kieliszki, wysokie szklanki.

    – No, zaopatrzenie funkcjonuje – stwierdziłam z uznaniem. Przyjrzałam się butelkom i złożyłam zamówienie.

    – Alkohol zawsze mamy pod ręką. Często poprawia humor, a znacznie rzadziej pomaga świętować – uśmiechnął się i wyszedł po lód do kuchni.

    Rozmawialiśmy o wszystkim. Rozmowa szła nam dość opornie. Włączył laptop i puścił ‘swoją’ muzykę z jakiegoś filmu. Nie pamiętam tytułu. Cały czas było otwarte okno, mocno świeciło słońce, ale w pokoju nadal było chłodno. Daniel włączył wiatraczek i skierował w moim kierunku. Było jeszcze przyjemniej. Nie miałam ochoty na wyjazd do centrum.

    – Mogę? – zapytałam, zdejmując klapki na szpilce.

    – Oczywiście – przytaknął.

    Klapki leżały pod stołem, a ja z przyjemnością położyłam nogi na drugim krześle. Daniel przyglądał się moim opalonym nogom. Byłam w krótkiej spódniczce, więc mógł sporo zobaczyć. To miłe, kiedy młody chłopak patrzy na ciebie takim wzrokiem. Wypity alkohol też poprawił mój humor.

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Familijnie cz.1

    Historia, którą wam opowiem rozpoczęła się kilka lat temu i trwa w zasadzie do dziś. Łącznie bierze w niej udział kilka osób, rozpoczynając na mnie, mojej o rok młodszej ode mnie siostrze, kuzynkach, żonie mojego kuzyna… no ale po kolei. Mam na imię Piotrek, jestem trzydziestokilkuletnim normalnym facetem, ani nie przy-pakowanym ani przesadnie przystojnym chociaż na powodzenie u kobiet raczej nie mogę narzekać. Ale to już zasługa raczej mojego charakteru. Jestem otwarty, mówią, że zabawny, bez problemu nawiązuję kontakty i łapię wspólne tematy z napotkanymi osobami. Moja siostra- Dominika to naprawdę fajna laska. Niska o drobnej budowie ciała, słodka blondynka z zajebiście zgrabnymi nogami, niesamowicie seksownym tyłkiem i mega cyckami wielkości większej pomarańczy, które bardzo chętnie i często eksponuje zakładając na siebie obcisłe bluzki z wydatnym dekoltem. Moi kumple na jej widok się ślinili, sporo z nich próbowało do niej rwać a kilku nawet się to udało. Zdarzyło się, że udało mi się usłyszeć jej jęki kiedy bzykała się z nimi w swoim pokoju albo jak byliśmy większą ekipą pod namiotami nad jeziorem. Wtedy trzeba przyznać poszalała sobie. I od tego zacznę to opowiadanie… Wiem, że ruchała się z przynajmniej czterema facetami podczas weekendowego wypadu. Miała namiot rozbity obok mojego i naprawdę mnie zdziwiła kiedy pierwszej nocy słyszałem jej pojękiwania i rozmowę którą prowadziła będąc już mocno wstawiona z naszym wspólnym kumplem, który miał szczęście, że to właśnie jego wybrała do zerżnięcia…

    • ściągaj gacie i bierz się za nią – domyśliłem się, że jej cipka czekała na wypełnienie jej jego kutasem.
    • Najpierw mi go obciągnij bo jest za suchy- odpowiedział Hubert
    • haha, tylko mi się nie spuść do ust, chcę mieć z niego pożytek a dziurek mam więcej.

    Po chwili słychać było jak krztusi się jego kutasem, musiał mieć sporego bo kilka razy zakaszlała i kazała mu przestać na chwilę. Za jakiś czas byłem pewien, że mocno ją rucha w cipsko bo krzyczała jak szalona nie przejmując się zupełnie tym, że nieopodal w namiotach znajdowali się nasi znajomi. Dominika w pewnym momencie próbując szeptać ale w sposób nieudolny bo wykrzyczała to prawie na całe pole namiotowe nakazała mu zerżnąć ją w dupę… Po chwili rozległ się krzyk zmieszanego bólu i podniecenia:

    • o kurwa, spuść mi się w tyłku, chcę twojej spermy w dupie

    Minęła dosłownie chwila i usłyszałem jak ich jęki stają się szybsze, głośniejsze a po chwili chyba oboje doszli bo krzyki ustały a z namiotu dochodziły dźwięki łapania tchu…

    Leżałem w swoim namiocie i podnieciłem się zaistniałą sytuacją tak bardzo, ze postanowiłem sobie zwalić konia. Nawet nie wiem czemu ale myślałem wtedy o niej, o jej cyckach, o tym jak zajebiście byłoby być teraz na miejscu Huberta, który rżnął moją siostrę. Wyobrażałem sobie, że to ja ją dymam, że mi obciąga a na koniec spuszczam się jej na cycki i twarz. Długo to nie trwało, sytuacja tak bardzo mnie podnieciła, że doszedłem dosłownie po kilku minutach. Stwierdziłem, że muszę się odświeżyć i przewietrzyć śmierdzący spermą namiot. Byłem w samej koszulce a nie chciało mi się w ciemności szukać bokserek które gdzieś rzuciłem na bok. Był środek nocy, stwierdziłem, ze spokojnie mogę wyjść na zewnątrz, zapalić fajkę i opłukać kutasa wodą z butelki. Odszedłem od namiotu na kilka metrów i odpaliłem fajkę. Wodą spłukałem sterczącą jeszcze pałę. Delektowałem się świeżym powietrzem a ulga, którą sobie przed chwilą zafundowałem sprawiła, że zapomniałem o bożym świecie. Stałem tak kilka minut już po zgaszeniu fajki i postanowiłem wracać do namiotu. Odwróciłem się i zdębiałem. Tuż za mną stała Dominika. Ubrana w białą koszulkę na ramiączkach i czarne majtki. Koszulka nie była jej, raczej założyła to co ściągnęła z Huberta, była zdecydowanie za duża na nią. Mocno wypita chwiała się na nogach a jej wzrok skierowany był na mojego kutasa, który już zdążył lekko opaść jednak dalej prezentował się dobrze. Nie wiem czemu ale nawet go nie zasłoniłem ani nie próbowałem odwrócić. Podobało mi się to w jaki sposób na niego patrzy a wypity alkohol sprawił, że pozbyłem się instynktu samozachowawczego jakim byłby pewnie odruch ukrywający mojego penisa. Podszedłem do Dominiki licząc na jakiś rozwój sytuacji i przejęcie przez nią inicjatywy. Z bliska zauważyłem, że koszulka, którą miała na sobie jest na tyle duża, że jej lewy cycek wyskoczył na zewnątrz. Miałem ochotę go złapać i całego wylizać jednak nie wiedziałem jak Dominika by zareagowała więc dopóki się nie zorientowała postanowiłem się cieszyć widokiem. Po chwili oderwała wzrok od kutasa, spojrzała na mnie i spytała:

    • została ci jeszcze woda? Zaschło mi w ustach…
    • nie dziwię się, po tych krzykach każdemu chciałoby się pić – uśmiechnąłem się i podałem jej butelkę.

    Zorientowała się, że wiem co się przed chwilą działo w jej namiocie ale nic nie powiedziała tylko puściła do mnie oczko, uśmiechnęła się i stwierdziła, że czas spać. Odwróciła się w stronę namiotu i po chwili zniknęła w jego wnętrzu. Trochę zawiedziony ale znów podniecony też położyłem się w swoim namiocie. Chciałem zwalić sobie konia po raz drugi ale procenty zadziałały tak, że nie byłem w stanie dojść. Zasnąłem chyba w trakcie walenia. Rano obudziłem się z dość mocnym kacem. Założyłem bokserki i chwyciłem za telefon żeby sprawdzić która jest godzina. Zauważyłem, że mam 2 nieodebrane wiadomości. Kiedy je otworzyłem nie wierzyłem w to co widzę na ekranie. Obie wiadomości były od mojej siostrzyczki. Pierwsza wiadomość brzmiała: „ładny sprzęt, szkoda go na samotne zabawy :*”, druga wiadomość to był mms. Po kliknięciu na zdjęciu zobaczyłem Dominikę, która w jednej ręce trzymała moją butelkę wsadzając ją sobie w usta, natomiast drugą rękę trzymała na gołym cycku…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Paweł
  • Maturzystka – 20.

    Część 20.

    – Wiesz, mówię w zaufaniu tylko tobie – zawiesza głos. – Nikomu innemu nie powiedziałabym, ale tobie ufam.

    Ze zrozumieniem poważnie kiwam głową. To i tak nieistotne, bo rozmawiamy przez telefon.

    – A komu poza mną mogłabyś powiedzieć? – myślę, a głośno mówię:

    – Dzięki za zaufanie.

    – W każdym razie czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Wiesz: elegancka kolacja, ja w „małej czarnej”, nastrojowa muzyka, świece, wino, wykwintne dania…

    – Była pizza i frytki? – weszłam w zdanie.

    – No wiesz, Grażyna! Nie żartuj!

    – Nooo, nie wiem. Nie bywam na wykwintnych kolacjach. Ledwie skończyłam 18 lat. Rodzice nie zabierają mnie do znajomych. Hm, mnie na tym też nie zależy.

    – No… A potem zatańczył ze mną. Ma duży salon. Świetny sprzęt…

    – W spodniach?  

    – Nagłaśniający…

    – A, rozumiem. Sorki.

    – Jeszcze wypiliśmy po kieliszku wina, siadł z cygarem w fotelu i na życzenie zrobiłam striptiz. A potem zaczęliśmy kochać się. Na takiej dużej skórze z białego niedźwiedzia. Leżała przed kominkiem…

    – No i? Skóra zajęła się od ognia w kominku? – nie wytrzymałam, bo Roksana jakby zacięła się.

    – Przestań – prychnęła. – Seks był świetny. Rozebrał mnie i wymacał, ale jak wszedł… Zerżnął mnie na wznak, „na pieska”, na jednym, potem na drugim boku i ani razu nie wyjął fiuta! Wyobrażasz sobie?! Prosiłam o przerwę, ale nawet nie słuchał. Kiedy znowu leżałam na plecach, wtedy złożył mnie na pół, trzymał za stopy i tak walił, że aż mi chlupało w cipce! Wreszcie wyjął fiuta, ale zatkał mi usta! Obciągałam, aż zaczęłam dławić się. Dopiero wówczas zlitował się nade mną. Sapał, leżąc koło mnie, ale to ja ledwo żyłam.  

    – On tak bez viagry? – chciałam wiedzieć. Facet miał coś koło piątego krzyżyka.

    – No co ty! Chyba nie… Przecież on nie jest taki stary!

    – No chyba w wieku twojego dziadka! – prychnęłam.

    – Mój dziadek już nie żyje.

    – I o tym właśnie mówię!

    – Grażyna, przestań…

    – Uraziłam?

    – Nie, ale przesadzasz. Zwierzam się tobie, a ty…

    – No, już dobrze! Zapłacił ci?

    – Oczywiście. Tak się umówiliśmy.

    – Masz szczęście do klienta.

    – To nie klient, tylko znajomy, która wspiera mnie finansowo. W zamian za seks.

    – „Chcesz mieć miód, musisz zeżreć pszczoły” – zacytowałam czyjeś przewrotne powiedzenie. – Niech ci będzie. A jak zrezygnuje ze wspierania?

    – To rozstaniemy się.

    – To musisz ruchać się z nim jak najczęściej. Zanim siądzie mu pikawa albo skończą się pieniądze – wzruszyłam ramionami do telefonu. – Czyli co? Przyjazdy do stolicy już ci nie są potrzebne? – w pytaniu wyrażałam również moją cichą nadzieję.

    – Grażynka, nie żartuj. To dwie różne sprawy.

    – Tak myślałam – głośno wzdycham. Roksi może to uznać za westchnienie ulgi. Chociaż niekoniecznie. – Jeszcze coś ci zrobił?

    – Jasne! – ożywiła się. – Kiedy odpoczywaliśmy, ściskał moje piersi. Podobały się jemu. No, bawił się nimi. Kiedy odpoczął, wszedł mi w dupsko!

    – Co?!

    – No! A jak ja byłam zaskoczona! I przerażona! Trochę to trwało, ale dałam radę. Dobrze mnie przygotował. I tam się spuścił. Ale wcisnął całego. Najpierw klęczałam. Mocno uderzał, więc zbyt długo nie dałam rady i padłam. Jemu było wygodniej na boku, to brał mnie na boku od tyłu. Kiedy jeszcze podrażnił mi łechtaczkę… Odjechałam! Chyba trzeci raz. Wyobrażasz sobie? Z fiutem w dupie! Było super…

    – Czyli w sumie jesteś zadowolona?

    – No! Też byś była.

    – Na pewno.

    – Wiesz, Grażyna. Kiedy mi zapłacił, rzucił propozycję.

    – Tak?

    – Czy zgodziłabym się na dwóch facetów? Wyobrażasz sobie?

    – No wiesz!

    – Wiem! Dlatego zgodziłam się!

    – …

    – Grażyna, oferuje mi podwójną stawkę!

    – Uczciwa propozycja. 

    – Ale miał jeszcze jedną propozycję.

    – Zamieniam się w słuch.

    – On chce z dwoma dziewczynami. Młodymi. Każdej płaci tę samą stawkę.

    – To chyba normalne.

    – No właśnie. Grażynka, nie chciałabyś spróbować?

    *

    W szatni po wf-ie jest dość spokojnie. Umyłam się i wracam, inne też ubierają się. Część dziewczyn już wychodzi. Pozostałe jeszcze zbierają swoje rzeczy.

    – Laski! Uwaga! Grażyna ma dla nas miłą niespodziankę! – Ewa mówi nieco podniesionym głosem.

    Gwałtownie odwracam się. Wyraz zdziwienia na mojej twarzy wywołuje uśmiech kilku z nich. Pozostałe spokojnie siedzą i czekają. Nie są zaskoczone.

    – Czyli zostały uprzedzone – domyśliłam się. Prostuję się i wyczekująco patrzę na Ewę. Na ławce leżą moje rzeczy. Nie mam szansy na ucieczkę. Paulina stoi przy drzwiach.

    – Już bawiłyśmy się z naszą koleżanką, ale Grażynka zaraz pokaże nam jak bawić się z samą sobą – kontynuuje Ewa. – No, będzie jeszcze jedna niespodzianka, ale dopiero na koniec dzisiejszego występu.

    Patrzę na Paulinę i przysuwam się do swoich rzeczy. Ona obserwuje mnie. Nie drgnie, tylko patrzy.

    – Grażynko, na co czekasz? – Ewa jest bardzo miła. – Ściągaj majtki!

    *

    Kiedy próbowałam zabrać swoje rzeczy, dziewczyny złapały mnie za ręce i tułów. Chwilę później siadałam na posadzce przykrytej jakimś ręcznikiem. Paulina stoi za mną i trzyma mnie za głowę. Monika wykręca mi rękę. Tak na wszelki wypadek.

    Kolejna zabawa moim kosztem? Patrzę na Ewę i nic nie mówię. Czekam aż ona przejmie inicjatywę. Niczego nie będę im ułatwiać.

    – Zacznij bawić się. Poczekamy aż dojdziesz. Wcześniej stąd nie wyjdziemy. Jeżeli będziesz ociągać się, stracisz parę ciuchów. Na początek. Pamiętaj, opór bywa bolesny.

    Zrezygnowana w milczeniu podnoszę się, żeby zdjąć spódniczkę, ale „Wykidajło” jest szybsza. Łapie mnie pod ręce i przytrzymuje. Wanda rozpina spódniczkę i ściąga, Monika szarpnięciami pozbywa mnie majtek. Chciałam złączyć nogi, jednak dziewczyny blokują mi stopy.

    – Szerzej – instruuje Ewa.

    Dziewczyny jeszcze bardziej rozsuwają moje nogi. Teraz nie sposób nie zauważyć moich warg, pochwy. Odchylam głowę do tyłu, Paulina trzyma mnie za włosy.

    – Chcą patrzeć? Niech patrzą – myślę zrezygnowana. Skupiam się na sobie. 

    Ręce mam wolne. Dotykam warg sromowych. Są suche. Cofam palce. Wkładam je do ust i nawilżam. Powoli przesuwam palcami po wargach. Nawilżam palce i powtarzam czynność aż wargi zaczynają lśnić. Wtedy przesuwam palce na łechtaczkę. A w zasadzie jeden. Rytmicznie, powoli poruszam nim w górę, w dół. Rozpieram się na nogach Pauli. Kiedy w kroczu przebiega lekkie mrowienie i z trudem przełykam ślinę, drugą dłonią opieram się o podłoże. Palec dociskam nieco mocniej i dołączam drugi. Zwykłe ruchy palcami zaczynają stawać się pieszczotą i wywołują miłe doznania. Napinam mięśnie. Zapominam o obecnych. Przyspieszam pieszczotę. Otwieram usta i głośno oddycham. Nikogo nie słyszę, ale też żadna nie odzywa się. Napięte mięśnie pomagają wygiąć ciało w łuk. Fala rozkoszy pokrywa moje ciało. Chyba krzyknęłam. Fala przesuwa się i powoli opada. Zanika. Moja dłoń szaleje jeszcze chwilę. Zwalniam. Pulsuje mi w głowie.

    *

    Kiedy siedzę na posadzce na ręczniku i jeszcze dotykam swojej łechtaczki, ktoś wchodzi. Nie zwracam na to uwagi. Jestem bardzo zmęczona i jeszcze czuję orgazm. Wśród dziewczyn spore poruszenie. Chichoty, pojedyncze stłumione okrzyki.

    – To druga niespodzianka – mówi Ewa do dziewczyn. I zaraz słodko w kierunku drzwi: – No! Pokaż, co tam masz, niespodzianko…

    Nie mam siły ani ochoty spojrzeć w tamtym kierunku. Nawet nie wiem, która weszła, ale Ewa do niej skierowała ostatnie słowa. Orgazm ‘schodzi’ ze mnie, dopiero uspokajam się. Słyszę śmiechy i piski rozbawionych i podnieconych dziewczyn. Są mi obojętne. Ich wulgarne komentarze toną w ogólnym wybuchu rozgardiaszu po moim pokazie.

    – Widocznie niespodzianka „coś” im pokazuje bez żadnych oporów, więc wszystkie kwiczą z zadowolenia – domyślam się.

    *

    Instynktownie wyczuwam czyjąś obecność tuż przy mnie. W końcu otwieram oczy i patrzę w górę. Paulina z „Sarenką” nieruchomo stoją nade mną i beznamiętnie obserwują. Raptem, jak na komendę, równocześnie pochylają się i kilkoma sprawnymi ruchami podciągają mnie z ręcznikiem do ściany. Już siedzę oparta o ścianę. Nagle Wanda wykręca mi rękę, a Paula chwyta za włosy. Boli! Próbuję oponować, ale bez skutku. Znikają resztki orgazmu. Nie mam siły spytać, o co im chodzi. Znowu boję się.

    Reszta dziewczyn nadal jest rozbawiona i hałaśliwa, a teraz dostrzegam, że właściwie żadna nie patrzy w moim kierunku. Wszystkie koncentrują się na Ewie i chyba na tym, co dzieje się przy drzwiach do szatni. To tuż obok mnie, ale ściana z nóg dziewczyn i postury Wandy jest na tyle szczelna, że niczego nie dostrzegam.

    – No, nie mogę!

    – Ewka, jak ty coś wymyślisz!

    – Ewa, cha, cha, cha!

    – Ale numer!

    – No! Ma któraś miarkę? Cha, cha!

    – To jakiś test? Chi, chi, chi!

    – Ale ten…!

    – Dość! Spokój, laski! – Ewa szybko zapanowała nad rozbawionymi dziewczynami. – Nasza sunia gotowa?

    – Mamy ją – potwierdziła Paulina.

    – Już! – stęknęła Wandzia. Założyła mi jakąś miękką opaskę na oczy i zawiązała.

    *

    Nic nie widzę. Teraz Paula wykręca mi rękę. Naprawdę boli! Bardziej skupiam się na takim usytuowaniu, żeby złagodzić ból niż na próbach zorientowania, co się dzieje wokół mnie. Wyczuwam, że grupa przemieszcza się. Stały wokół mnie. Coraz bliżej. Chyba Wandzia wcisnęła mi coś w usta. Już nie mogę ich zamknąć. Językiem nie potrafię wypchnąć tej blokady z ust.

    – Grażynka pokazała jak sama się bawi – zagaja Ewa rozbawionym tonem. – Teraz pokaże nam, jak zaspokaja innych. Monia, gotowa?

    – Już – stęknęła zapytana.

    – Rączka cię nie boli? – zapytała któraś. Dziewczyny zachichotały.

    Nic z tego nie rozumiem. Nie mam pojęcia, o co chodzi?! Kręcę się niespokojnie, ale te dwie larwy trzymają mnie. Paulina zadarła moją głowę.

    – Któraś cipa siądzie mi na twarzy? A może któraś spuści się na mnie? Albo wysika?! – przestraszyłam się. Nie mam jak zaprotestować! I nagle, w usta wpychał się… penis! Twardy penis! Nie mogę krzyczeć. Paula przytrzymuje mnie za głowę. Nie jestem w stanie ani jej cofnąć, ani przesunąć w bok.

    – No, Grażynka! Pokaż, co potrafisz! – Ewa śmieje się.

    Dziewczyny piszczą, śmieją się, niektóre wręcz wyją ze śmiechu. Któraś gwiżdże. Wszystkie świetnie bawią się. Moim kosztem. Nawet Paula i Wandzia są rozbawione sytuacją, chociaż one musiały znosić szarpaninę ze mną. Bidulki…

    Chłopak wpycha penisa coraz głębiej. W końcu chyba dał jakiś znak, że wcisnął go aż po jądra, bo dziewczyny wiwatują. Oczywiście, wszystko w realiach szkolnej szatni. Domyśliłam się, że sprawa została wcześniej ustawiona, bo żadna nie zwracała się do niego po imieniu. Nie wiem, kto to jest! Teraz zaczął mnie ruchać w usta. Porusza się rytmicznie, trzymając mnie za głowę. Napalone dziewczyny dopingują go. Są wulgarne i agresywne. Aż tak mnie nie lubią?

    *

    – Monia, chcesz spróbować? – Ewa nadal panuje nad przebiegiem zabawy.

    – Chętnie! – natychmiast odpowiedziała zapytana.

    Paulina i chłopak odwrócili moją głowę nieco w bok. Dalej rytmicznie rucha mnie w usta. Chłopak aż szarpie moją głową! Monia weszła między nogi. Kiedy zorientowałam się, było już za późno. Wanda blokuje jedną nogę, a Monika sobą uciska drugą. Poczułam dłoń na pochwie. Niecierpliwie pobawiła się moją łechtaczką i zaczęła wciskać palce do pochwy. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Protestuję wyciem i wyginam się z bólu.

    – Ooo! Dziewczę już dochodzi!

    – Ruchadełko cieszy się!

    – A może ma już dość, chi, chi?

    – Co ty! Ona długo może!

    Monika rytmicznie porusza palcami. Próbuję się wycofać, szarpnąć ciałem. Nic z tego. Blokują moje ciało. Jestem bezradna. Monika porusza palcami na boki. Chłopak rucha mnie w usta i zasłania je dłonią. Z moich ust wydobywa się bulgot i mlaskanie. I śluz zmieszany ze śliną. Dziewczyny w najlepsze dowcipkują.

    – Patrz, młodej smakuje!

    – Smakosz, hi, hi!

    – No, jeszcze trochę i przybędzie nam kolejna ekspertka!

    – Potrafi jeszcze więcej! Co nie, Ewa?

    – U mnie chłopcy twierdzili, że ma spore potrzeby. Ponoć zamęczyła ich, cha, cha! – potwierdziła pobudzona Ewa.

    *

    Monika sięga pod koszulkę i łapie mnie za pierś. Słyszę jak stęka z wysiłku, rżnąc mnie palcami. Przyspiesza. Pierś ściska coraz mocniej. Boli mnie. Nie zwraca uwagi na moje reakcje. Łapie brodawkę i zaczyna ją wykręcać. Bezskutecznie próbuję wyrwać się. Monika puszcza pierś. Chwila ulgi. Tylko chwila. Dziewczyna łapie drugą pierś i powtarza rytuał. Chłopak jeszcze mocniej szarpie moją głową i spuszcza się w usta! Szczytując, stęka głośno.

    Grono kibiców syci się moim upokorzeniem. Gwałtownie krztuszę się. Moment wahania, przełamuję się i łykam spermę, żeby nie zadusić się. Chłopak po chwili puszcza głowę i uwalnia mnie od twardej, sterczącej męskości. Wokół mnie ciche chichoty, wiwaty i odrażające, wulgarne komentarze. Wszystkie doskonale bawią się. Dominujący rechot Ewy. Głośno jęczę. Opieram głowę o ścianę. Reszta spermy, ślina i śluz ściekają mi po brodzie. Monika puszcza pierś, wyciąga palce z pochwy i wyciera dłoń o moje usta. Aplauz wzmaga się. Chcę być sama.

    *

    Wypłukałam usta i umyłam się, na ile pozwalały warunki w szatni. Wróciłam, wycierając się ręcznikiem. W szatni było już pusto. Zostały tylko trzy dziewczyny. Znudzona Paulina opierała się o framugę drzwi. Starałam się ignorować mendy. Kiedy pakowałam rzeczy, drżały mi dłonie. Chciałam rozryczeć się, odreagować upokorzenie, wydrzeć się na te wredne cipy, ale skoncentrowałam się na kompletowaniu ubioru. Dużo mnie to kosztowało. 

    – Sunia, musisz zrozumieć, że należysz do nas na określonych prawach i nawet możemy ciebie zabrać na naszą imprezę. To już chyba ostatnia taka w plenerze w tym sezonie. – Ewa uważnie mi się przyglądała.

    Nie zadałam sobie trudu, aby spojrzeć w jej stronę, kiedy do mnie mówiła. Kończyłam pakowanie rzeczy. Dyskretnym ruchem otarłam łzy.

    – Może warto, żebyś wzbogaciła się o takie doświadczenie. Co, Wandzia? – Ewa patrzy w stronę koleżanki.

    – Warto. Na pewno będzie zadowolona – „Sarenka” wydała opinię z pełnym przekonaniem i jakimś takim zadowoleniem, pochłaniając batonik.  

    – No, widzisz? Jesteś zaproszona. Bądź w sobotę u mnie tak o piętnastej. I nie spóźnij się, bo pocałujesz klamkę. A wtedy kara ciebie nie minie.

    – Czyli teraz to niby była nagroda? – pomyślałam. – Nagroda za poprzednie upokorzenia?

    Dziewczyny ruszyły do wyjścia. Paulina otworzyła drzwi. Jednak Ewa zatrzymała się przy mnie. Łapczywie chwyciła mnie za pośladek i mocno ścisnęła. Gest był tak energiczny, że aż drgnęłam i oparłam się ręką o ścianę. Nie zaszczyciłam jej spojrzeniem. Mogło zabić. Dziewczyna westchnęła z jakąś dziką satysfakcją:  

    – I tak ciebie złamię, słodka suko. Bądź rozsądna.

    Wyszły.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Blanka, cz. 5.

    Część 5.

    Nieco później przekonałam się, że miał naprawdę dużą potencję.

    Wysłał mnie pod prysznic. Kiedy wyszłam i wycierałam się, wszedł do łazienki. Spojrzał na mnie, a jego penis uniósł się. Wziął jakiś środek z szafki. Życzliwie patrząc na mnie, nacierał nim penisa. W ogóle nie czuł się skrępowany. Bałam się, że to może być środek pobudzający! Penis lśnił. Dojrzałam napis na tubce. Lubrykant! Odetchnęłam z ulgą. Byłam zmęczona, ale to nie ja stawiałam warunki. Kazał mi się odwrócić. Posłusznie wykonałam polecenie i oparłam dłonie o ścianę. Masował wejście do pochwy. Włożył w nią palce i zostawił trochę lubrykantu. Chwilę później wszedł silnym pchnięciem.

    – Och! – mimo woli aż krzyknęłam, kiedy go poczułam. Bardziej ze strachu przed jego wielkością niż z bólu. Przed Andrzejem nie miałam wielu partnerów, ale seksu z mężczyzną, wyposażonym w tak gruby członek, doświadczałam po raz pierwszy. Nie zabolało, ale i tak bałam się. Trzymał mnie za biodra i rżnął. Przesunął dłonie po ciele i chwycił za piersi. Całował po karku. Delikatnością wzbudzał zaufanie, łagodził stres. Kiedy pieścił ucho, kwiliłam podniecona. Chichotałam, kiedy łaskotał językiem. Nawet nie niepokoiłam się, kiedy masował wejście do pupy. Potem masował łechtaczkę. Uspokoił mnie, wysunął penisa z pochwy, przytrzymał dłonią i przycisnął do odbytu. Dalej stałam wypięta. Przycisnął jeszcze mocniej. Wepchnął go!

    – Aua! – krzyknęłam z bólu i strachu. Teraz na pewno bolało. Chciałam cofnąć się, uciec biodrami. Wszedł, ale na pewno nie do połowy.

    – Stój! – po raz pierwszy podniósł głos. Chyba był zniecierpliwiony i na pewno bardzo podniecony.

    Teraz naprawdę bałam się, ale znacznie bardziej, że uszkodzi mi odbyt niż jego agresji. Miałam łzy w oczach, kiedy dalej wciskał penisa. Opuściłam głowę. Bolał mnie odbyt, drżały mi nogi, kiedy próbowałam zablokować ból, łzy spadały na posadzkę, a on dalej wpychał penisa. Na pewno wszedł już do połowy. A teraz palcem jeszcze wciskał lubrykant! Cała drżałam z bólu. Powoli wysunął się.

    – Zaczekaj! – polecił.

    Nie ruszyłam się. Nie odwróciłam się. Nie miałam nawet najmniejszej ochoty. Ze łzami na policzkach nie wyglądałam atrakcyjnie.

    Po chwili pakował do odbytu lubrykant. Potem ponownie posmarował penisa lubrykantem i wszedł we mnie. Nie odważyłam się poprosić, żeby zrezygnował. Tym razem poszło znacznie łatwiej. Powoli, ale systematycznie przesuwał się aż zatrzymał, gdy wszedł co najmniej do połowy. Potem nacisnął penisem, przyciągnął mnie do siebie, a ja trochę otworzyłam się. Przesunął się o kolejne dwa, może trzy centymetry. Teraz rżnął mnie rytmicznie. Powoli wysuwał penisa i wpychał go z taką samą siłą. Czasami uderzał mocniej i czułam, że wnika coraz głębiej. Po kilku minutach rżnął mnie płynnie, wnikając aż po nasadę penisa. Jakoś wytrzymałam. Uderzał tak silnie, jak chciał. Już nie bolało, przestałam płakać.

    – Taaak… – właśnie wytrysnął.

    Teraz otwartą dłonią nieco odpychałam jego udo. Nie chciałam, żeby zbyt mocno wbijał się we mnie. Drżałam z wysiłku i z bólu. Głównie z bólu. Nie oponowałam, ale jednak nie byłam przygotowana na seks analny. Tkwił we mnie, a ja stawałam na palcach, żeby go trochę wysunąć i zmniejszyć ból. Moje nogi drżały.

    Po wytrysku znieruchomiał i tak tkwiliśmy aż odpoczął, wyrównał oddech i wreszcie wysunął się z odbytu:  

    – Świetna jesteś! – odwrócił mnie i przytulił. Opuściłam głowę, potem oparłam na jego ramieniu, żeby nie widział łez. Ścisnął pośladek. – Lubię taką zabawę. Umyj się!

    Znowu weszłam pod prysznic, myłam się dokładnie, a on w tym czasie oddawał mocz. Było mi trochę wstyd, czułam się zdeprymowana, będąc świadkiem tak intymnej czynności. On najwyraźniej już w ogóle nie czuł skrępowania. Za chwilę dowiedziałam się, dlaczego. Obmył się przy umywalce. Ledwie wyszłam spod prysznica, złapał mnie. Członek nadal mu sterczał. Zmusił mnie, żebym uklękła i pieściła jego penisa.

    – W ogóle wyjdziemy dzisiaj? – przemknęło mi przez myśl. Mój język i usta pilnie pracowały. Lizałam, ssałam, nawet delikatnie kąsałam penisa, jednocześnie uciskałam go.

    Syknął przy takiej pieszczocie, jednak nie protestował. Gdy zaczynałam pieścić penisa, był już nieco miękki, teraz znowu był twardy. Podobało się!

    – O, nie! Zostawmy coś na wieczór – roześmiał się, kiedy poczuł, że członek zesztywniał. Chwycił mnie za brodawki, lekko wykręcił i pociągnął w górę. Trochę bolało, więc szybko wstałam. Jeszcze bawił się sutkami, kiedy stałam przed nim. Starałam się przyjąć atrakcyjną pozę.

    – Jednak lubi nieco perwersji – pomyślałam.

    Tym razem on wszedł pod prysznic, a ja płukałam usta przy umywalce.

    *

    Zgodnie z ustaleniami odwiedziłam ciotkę. Ze względu na Stephana wizytę starałam się skrócić do minimum. Zostałam poczęstowana kanapkami i herbatą. W pewnym momencie zostałam w pokoju tylko z jej mężem i wówczas powiedziałam do niego kilka krótkich, treściwych zdań. Po niemiecku, płynnie, bez pośpiechu.

    Patrzył na mnie zaskoczony. To nie był przypadek. Nie popełniłam błędu. Cały tekst przygotowałam jeszcze w kraju. Ponieważ byłam poważna, bardzo poważna, uwierzył. Nie odezwał się. Nie zadał  żadnego pytania. Kiedy wróciła ciotka, posiedział z nami jeszcze chwilę, potem szybko powiedział coś do żony i pożegnał się ze mną. Jakieś kwadrans później trzasnęły drzwi. Wyszedł z mieszkania.

    Ciotka była zdziwiona, ale nie potrafiła ukryć ulgi, gdy podziękowałam za nocleg. Zapytała o zakupy, nie widząc żadnej torby, więc wyjaśniłam, że jedna z koleżanek czuwa nad nimi. Dopiłam herbatę, skończyłam kanapkę i jakieś dziesięć minut po wyjściu jej męża żegnałam się. Przy pożegnalnych uściskach ciotka wręczyła mi jeszcze dwa banknoty. Nawet nie spojrzałam na nominały. Nie chciałam przyjąć, ale skoro usilnie nalegała…  

    Jednak czuła się nieswojo z tą niby-gościnnością i dlatego pieniędzmi starała się zagłuszyć wyrzuty sumienia. Zrobiło mi się przykro. Było nie było, utrzymywałyśmy stały, raczej serdeczny kontakt listowny, który chyba i ona ceniła, skoro pisała nawet o swoich sprawach prywatnych. Niezbyt często, ale jednak… W zasadzie nie chciałam niczego, co mogłoby narazić ją na koszty. Przyjechałam zza „żelaznej kurtyny”, co zawsze wiązało się z męczącym przechodzeniem przez biurokratyczną i milicyjną machinę oraz z wystawaniem w długiej kolejce po paszport, bo ‘układów’, czy innych ‘dojść’ nie miałam. Mogłam nie dostać paszportu. Wyjazdy były dość rzadkie, chociażby ze względu na koszty i administracyjne utrudnienia, a ona zbywa mnie paroma banknotami i cieszy się, że wychodzę po krótkiej wizycie.

    – „Syty głodnego nie zrozumie” – przypomniałam sobie stare powiedzenie i więcej nie rozczulałam się nad zachowaniem ciotki. Podziękowałam, przyjęłam banknoty, mówiąc, że potraktuję je jako prezent dla rodziców. Zaskoczyłam ją taką propozycją.

    – Zrobisz z nimi, co zechcesz. Są twoje – uśmiechnęła się, ale przez twarz przemknął cień rozczarowania. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Zatrzymała mnie gestem. Zniknęła w kuchni i chwilę później wróciła. W ręku trzymała dużą czekoladę. Takiego formatu jeszcze nie widziałam.

    – Coś słodkiego dla rodziców – wyjaśniła z życzliwym uśmiechem.

    Pieniędzy starczyło na koszulę dla taty, dołożyłam trochę z tego, co zarobiłam i mamie kupiłam ładną bluzkę. Taką informację przekazałam ciotce w liście, wylewnie dziękując za pieniądze i w imieniu rodziców za udane prezenty. Od teraz zawsze ciotka wciskała mi jakąś kwotę przy pożegnaniu. Do Berlina przyjeżdżałam kilka razy w roku. Na ogół w weekendy. Jednak od teraz nie informowałam jej o każdym przyjeździe na „wyprzedaże”, a ciotkę odwiedzałam najwyżej dwa razy w roku. Nie wiem, czy domyślała się czegoś, jednak nasz listowny kontakt osłabł. Nieco później niż zwykle odpowiadałyśmy na listy.

    *

    Wyszłam od ciotki, rozejrzałam się i spostrzegłam go. Stał przy rogu budynku. Podeszłam, a on zaproponował rozmowę w pobliskiej kawiarni. Ciasto było naprawdę smaczne. Herbata również. Później dowiedziałam się, że to jakaś odmiana Earl Grey. Może to zabrzmi śmiesznie, ale wówczas niewiele mi to mówiło. Klimat rozmowy był miły. On patrzył na mnie, jakby oceniał moją urodę. Oceniał? Raczej podziwiał. Kiedy mąż ciotki upewnił się, że nie żartuję, potwierdził zainteresowanie seksem ze mną. Uzgodniliśmy szczegóły: kwotę, jego oczekiwania, konkretny dzień w czerwcu, już po sesji. Miał załatwić mieszkanie albo wynająć pokój w hotelu. Dostał numer telefonu do akademika i adres skrytki. Jeszcze przy ciotce zapewniłam o dyskrecji.

    – Mam kolejnego klienta! I to dyskretnego! – cieszyłam się w duchu.

    – Gdzie będziesz nocować po naszym spotkaniu? – zainteresował się. Zrobił to raczej tylko z grzeczności.

    – U koleżanki. Poznałam tutaj dziewczynę, też Polkę, kiedy byłam u was latem – wyjaśniłam bez chwili wahania. Nie musiał znać prawdy.  

    Pokiwał głową. Więcej nie wracał do tematu. Ciągle mi się przyglądał jak hodowca klaczy. I był zadowolony z tego, co widział. Moja blond fryzura też wywarła korzystne wrażenie. Wyszliśmy w dobrych humorach. Niespodziewanie zaciągnął mnie do jakiejś ‘sieciówki’. Do koszyka włożył kilka piw, jakieś słodycze i zieloną paczkę. Kiedy już pakował zakupy do reklamówki, podał mi zieloną paczkę.

    – To Earl Grey dla ciebie – poinformował. – A to coś do przegryzienia – wyjaśnił, podając jakąś grubą torebkę. Jeszcze miał dla mnie reklamówkę. Też fajnie wyglądała. W torebce były orzeszki ziemne. Rzadko widywane u nas, a w „Peweksie” przecież nie kupowałam. Aż zaświeciły mi się oczy. Podziękowałam i patrzyłam na paczkę herbaty.

    *

    Przed posiłkiem w chińskiej restauracji, tuż przy Ku’damm, Stephan zaprowadził mnie do galerii handlowej. Już nie przypomnę sobie, która to była. Na początku zachwycała mnie mnogość i różnorodność towarów, więc nie zwracałam uwagi na nazwy galerii, gdy przejmował rolę przewodnika. On oglądał jakieś spodnie i koszulki polo. Kupił jedną. Potem drugą. Wziął trzecią, ale zrezygnował. Patrzyłam z zazdrością, jak łatwo podejmuje decyzje przy takim asortymencie! I nie zastanawia się, z czego będzie musiał zrezygnować, bo za bardzo obciążył swój budżet. W końcu wziął mnie za rękę i dotarliśmy do piętra dla kobiet. Weszliśmy do działu z obuwiem. Rozejrzał się nieco bezradnie, wzruszył ramionami: 

    – Blanka, wybierz sobie jakieś ładne szpilki. Może czerwone? – zasugerował i podał górną granicę ceny. – Rzetelnie zapracowałaś – uśmiechnął się i puścił moją dłoń. Wiedział, że kobiecie nie należy przeszkadzać. Siadł na pufie, wyjął gazetę z kurtki.

    Zaświeciły mi się oczy:  

    – Dziękuję – szepnęłam i z uśmiechem ruszyłam między półki. Chwilę później odwróciłam się, mój klient już był zajęty lekturą gazety. Patrzyłam również na ceny. W końcu wybrałam jedną parę. Były cudowne! Bardzo mi się podobało ich wykonanie. Od razu doceniłam jakość. Nigdy takich nie miałam. Ależ się cieszyłam! Opuszczając piętro, zauważyłam spódniczki. Szczególnie spodobała mi się jedna, w szkocką kratę. Podeszłam, sprawdziłam rozmiar, cenę. Westchnęłam. Wróciłam:

    – Stephan, spotkamy się jeszcze?

    – Nooo, tak. A czemu pytasz? I właśnie teraz? – Znacząco rozejrzał się. Był zaskoczony bezpośredniością pytania. I miejscem.

    – Bo bardzo mi się podoba tamta spódniczka – wskazałam stojak. – Pożycz mi pieniądze na tę spódniczkę. Nie mam tylu pieniędzy, a ona jest cudowna i pasuje do szpilek! Oddam tobie z tego, co zarobię podczas następnego spotkania. Zgoda?

    – Zgoda – uśmiechnął się. Chyba był zadowolony, że też chcę spotkać się. – A z tego, co teraz zarobisz, nie chciałabyś oddać?

    – Nie!

    – Czemu? – był zdziwiony i rozbawiony.

    – Bo chcę się nacieszyć wszystkimi pieniędzmi, które zarobię – odpowiedziałam szczerze.

    Uśmiechnął się szerzej, pokiwał głową. Chyba rozumiał mój sposób myślenia. I ufał mi!

    *

    Po posiłku w restauracji zaliczyliśmy jeszcze długi spacer przez Ku’damm, ulicę sklepów. Oczywiście, to mnie zależało. Ja chętnie oglądałam wystawy sklepowe, budynki. Wszystko! Stephan wręcz wlókł się, coraz widoczniej znużony moją fascynacją sklepami z ciuchami, reklamami. Wystawy wyglądały tak zachęcająco… Tyle zieleni na ulicy, smakowite zapachy dobywające się z restauracji, z kawiarni. Właśnie! Po obiedzie chciałam jeszcze wejść do mijanego McDonald’sa. Po obiedzie! Zaparł się, ale obiecał, że wyskoczy i kupi coś na kolację. Nie potrafił ukryć rozbawienia, obserwując mój zachwyt. Przyglądałam się mijanym ludziom. Wszyscy ubrani tak… Hm, inaczej niż u nas! Bardziej kolorowo, różnorodnie. Mogłabym tak chodzić jeszcze godzinami i oglądać, sycić oczy takim światem. Byłam tak odekscytowana, że zapomniałam o niebezpieczeństwach związanych z wizytą u obcego mężczyzny. I Niemca!

    Powoli zbliżaliśmy się do jego mieszkania.

    *

    Weszłam do pokoju ubrana w nową spódniczkę i czerwone szpilki. Muzyka narzuciła rytm striptizu. Stephan, w swobodnej pozie siedząc w fotelu, z zadowoleniem przyglądał się mojej rozbierance. Kiedy zostałam w samych szpilkach, gestem przywołał mnie do siebie. Skłonił mnie, żebym uklękła między jego nogami. Rozpięłam spodnie, wyjęłam członek. Już sztywniał. Po moich pieszczotach był twardy, więc wzięłam go w usta. Facet rozłożył się wygodnie w fotelu, odchylił głowę i założył za nią ręce. Momentami przyglądał się pieszczotom. Odsłoniłam główkę penisa i intensywnie pieściłam ją. Syczał z podniecenia. Głową poruszałam coraz szybciej. Stephan powstrzymał mnie i podniósł. Otarłam usta. On bardziej wysunął biodra, a ja powoli usiadłam na niego. Z satysfakcją patrzył jak penis znika w pochwie.

    – Eeeech… – głośno westchnęłam, kiedy wypełnił mnie.

    Chwilę później krzyknęłam, bo gwałtownym ruchem uniósł nieco biodra i trafił w macicę. Opadłam na jego ramiona. Nagle byłam tak blisko kolejnego orgazmu. Zaczął poruszać biodrami, a ja ‘jeździć’ na jego kutasie. Już po chwili było mi tak wspaniale… Sama przyspieszyłam. Obserwował mnie i w końcu chwycił za piersi. Mocno. Macał je i w końcu szarpał nimi w rytm ujeżdżania.

    Kilka minut później było po wszystkim. Gwałtownie pociągnął piersi w dół. Ból był duży, ale wytrysk stłumił go, a chwilę później rozkosz rozlała się po moim ciele. Znowu padłam na niego. Przytrzymał mnie za pupę i z wysiłkiem podniósł się razem ze mną, nabitą na jego penisa. Położyliśmy się na kanapie. Przodem do siebie, na boku. Wykonał jeszcze kilka ruchów i wyszedł ze mnie. Zmienił pozycję na 69, nadal na boku, i wcisnął penisa w moje usta. Sam sięgnął do łechtaczki. Znowu gorliwie wzięłam się do pracy. Tak mu się spodobały pieszczoty, że złapał mnie za kark i mocno przycisnął głowę do swojego podbrzusza.

    Poczułam wytrysk w ustach. Twardy członek przycisnęłam zębami. Jeszcze wyciekała sperma. Obejmowałam członek językiem, dociskałam do podniebienia, zębów i powoli połykałam spermę. Klient był zadowolony. Na zmianę bawił się piersiami i pośladkami.

    *

    Kiedy było już po wszystkim, leżeliśmy i nie spieszyliśmy się pod prysznic. Znużenie wzięło górę. Inna sprawa, że pieszczotami penisa nie zachęcałam go do wstawania z kanapy. Stephan nagle odezwał się:  

    – Wiesz, mogłabyś kupić jakieś pończochy. Może czarne i czerwone? Pasowałyby do tych nowych szpilek i również do czarnych. Albo kabaretki? Przywieź je na następne spotkanie.

    Parsknęłam śmiechem. Nie potrafiłam inaczej zareagować.

    Rzucił mi zdziwione spojrzenie.

    – Nadal zapominasz, skąd przyjechałam, kotku – pogłaskałam go po miękkim członku. Resztki śluzu i spermy roztarłam po jego udzie. – Nie rozumiesz, że u nas nie ma takiego wyboru? Czasami cieszę się, że kupiłam jakieś rajstopy. W jakim kolorze? W takim, jaki akurat był w sprzedaży! Mój wybór polega na tym, że kupię to, co jest albo w ogóle nie kupię – pokiwałam głową ze smutnym uśmiechem.

    Patrzył zaskoczony. Europa Wschodnia w gazetach i telewizji na Zachodzie wyglądała inaczej niż ta, o której mówiłam. Konkretne przykłady naszej codziennej szarzyzny znacznie odbiegały od ich wyobrażeń.

    – U nas można mieć pracę, zarabiać jakieś pieniądze i nie być w stanie wydać pieniędzy, bo w sklepach nie ma towarów – tłumaczyłam. O kartkach nie zamierzałam robić mu wykładu. Pewnie nie uwierzyłby.

    Kiwał głową nieco rozbawiony moją tyradą, ale nie przestawał macać mojej piersi. Najwyżej zostawiał jedną i sięgał po drugą. Na pewno mówiłam z błędami, ale zrozumiał wypowiedź. Europa Wschodnia była dla niego egzotyką. Zamyślony pogłaskał moje udo.

    – Jasne! Zrozumiałem! Spróbuję sam coś wybrać.

    – Świetnie! Pamiętaj, że u nas nie ma też sex-shopów. Erotyczne czasopisma ludzie przywożą z Zachodu. Czyli z Berlina Zachodniego albo z RFN, Szwecji, Danii. Oczywiście, jeżeli zdołają. Dobrze zarabiają na tym i każdym innym towarze. Celnicy wychwytują takie ‘niebezpieczne’ czasopisma. A tutaj wszystko masz w zasięgu ręki. No, i portfela – gorączkowałam się. Nie dodałam, że ja też zamierzałam kupić coś atrakcyjnego na wyprzedaży, na przykład oryginalne „Adidasy”, i sprzedać ze sporym przebiciem w kraju.

    *

    Chyba o czymś myślał, bo dalej kiwał głową. Nie zareagował na moją uwagę. Po chwili milczenia zapytał:

    – Blanka, a jesteś w stanie przyjechać na dłużej? Na przykład piątek–niedziela albo w ciągu tygodnia? Pełne trzy albo nawet cztery dni? Możesz tak zaplanować przyjazd?

    Kiedy to usłyszałam, myślałam, że z radości rzucę się na niego! Przecież nie oczekiwałam wiele. Jadąc tutaj, a szczególnie siedząc na dworcu, miałam zupełnie inne, wręcz minimalistyczne, oczekiwania! Jednak nie drgnęłam i dalej uważnie słuchałam.

    – Oczywiście, zapłacę za twoje usługi tyle, ile uzgodnimy – uspokajająco poklepał mnie o udzie. Chwilę później odnalazł łechtaczkę i zaczął się nią bawić.

    Po chwili organizm zareagował. Napięłam mięśnie, usztywniłam się, westchnęłam. Musiałam.

    – Jeden wieczór to jest dla mnie trochę za krótko i za szybko – kontynuował i z przyjemnością obserwował moje reakcje. Teraz głaskał mój brzuch. Uważał, że musi uzasadnić swoją propozycję. – Płacę za twój pobyt, więc nie chodzi mi tylko o seks – dodał szybko. – Mogłabyś pomyśleć o dłuższym pobycie?

    Zgodziłam się od razu, ale tylko w myślach. Podziękowałam i z wysiłkiem wydukałam, że postaram się możliwie szybko dać odpowiedź. Zwłaszcza, że kolejny przyjazd do Berlina planowałam w czerwcu, już po sesji. Jego pieszczoty odnosiły skutek.

    Może to dziwne, ale nigdy nie zapytał mnie, czy zabezpieczam się? Widocznie uznał, że to tak oczywiste, skoro zarabiam seksem. Kiedyś sprowokowałam go, to z pobłażliwym uśmiechem wzruszył ramionami i powiedział, że:

    – Jest tyle sposobów. Jakie to ma znaczenie, który wybrałaś?

    Nie wpadł na pomysł, że mogę próbować złapać go „na dziecko”.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zona na wakacjach – a ja w domu.

    Jest 20 lipca 2018 roku i za tydzień miałem jechać z moją żoną i znajomymi na wakacje. Oczywiście nie pojadę bo jak idiota zachciało mi się pograć z kolegami z pracy w piłkę. Oczywiście wynikiem gry nie była wygrana a moja pęknięta kość w piszczelu. I po wakacjach. Wszystko opłacone i co teraz ?
          Ania stwierdziła, że nigdzie sama nie jedzie. Oczywiście zgodziłbym się z nią pod warunkiem, że byłby to wypad jednoosobowy. Ale przecież mieli jechać nasi znajomi. Po co marnować kasę i na szybko sprzedawać wycieczkę. I dlaczego żona ma cierpieć i tracić urlop z powodu mojej głupoty.
         Pozostały 2 dni do wyjazdu i jakoś udało mi się żonę namówić, żeby jednak pojechała. To tylko 8 dni. Żona zgodziła się i szybko spakowała. Strasznie się martwiła, czy dam radę sam, i nawet chciała ponownie zrezygnować. Ale klamka już zapadła. Powiedziałem tylko w dniu wyjazdu, żeby dobrze się bawiła i nie żałowała karty w telefonie na zdjęcia i filmy. Obiecała dziennie dzwonić przez Whatsapp. I wysłać systematycznie zdjęcia. Pożegnaliśmy się w domu pocałunkami. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałem w jej oczach łzy. Nasz związek jest bardzo stabilny, musi być bo żyjemy według swoich zasad o których wiemy tylko my. Bardzo cenimy naszą otwartość w związku na różne przygody. Dlatego też jesteśmy, jak już pisałem, ogromnie związani ze sobą uczuciowo. Wierzę i ufam żonie na 100% i to się nie zmieni chyba nigdy.
         Kiedy drzwi się zatrzasnęły poczułem się dziwnie. Pierwszy raz osobno od kilkunastu lat. Na początku nie wiedziałem co mam robić. Do cholery jeszcze ta noga. Uwięziony sam w domu. No cóż. Pozostaje tv i konsola lub laptop. To tylko 8 dni. Pierwszy dzień o dziwo minął bardzo szybko. Dostałem od razu wiadomość, że dolecieli na miejsce i pierwsze fotki z hotelu. Naprawdę zakuło mnie w klatce, jak widziałem te widoki i pogodę, oraz uśmiechnięte twarze znajomych w tle.
    Zrobiło się późno znalazłem jakiś godny uwagi serial na netflixie i tak przesiedziałem do 2 w nocy. Zasnąłem z pilotem w ręku. Obudził mnie telefon. Ania dzwoniła, że dziś jadą na wycieczkę na cały dzień. Odpisałem, że super i żeby nie zapominała o zdjęciach. Nawet nie wiem, kiedy zrobił się wieczór. Ania się nie odzywała. Pewnie byli na kolacji, a może później jak będzie w pokoju to coś napisze. Zająłem się sobą. Pograłem na konsoli. Później, z nudów zasnąłem. Rano gdy wstałem pierwsze co, to spojrzałem na telefon. Nic. Ok. Jest 8 rano pewnie Ania odsypia. Zrobiłem ranny prysznic. Ciężko było o kulach i stabilizatorze się myć, ale no trzeba sobie jakoś radzić w życiu. Kiedy wyszedłem spod prysznic i siadłem na sedesie chwyciłem ponownie za telefon i pomyślałem, że może to ja zadzwonię. Nie zauważyłem, że dioda na telefonie miga. Ania wysłała kolejna paczkę zdjęć. Kilkadziesiąt z wycieczki i kilka wieczorem z hotelu i z jakiejś imprezy w klubie. Parę zdjęć było podpisanych “Specjalnie dla Ciebie kochanie”. Otworzyłem je i mnie zamurowało. Ania robiła sobie selfie w toalecie pozując z wystawioną piersią i jedna fotka jej wygolonej broszki. Wiedziała jak rozpalić moje zmysły. Mój penis momentalnie stwardniał. Poczułem ochotę sobie ulżyć, ale na klopie nie za bardzo miałem ochoty tego robić. Ogarnąłem się i poszedłem do pokoju. Włączyłem tv i sparowałem tv z telefonem. Zwłaszcza ostatnie zdjęcia mnie interesowały. Powiększałem i pomniejszałem je jak dzieciak co dostał pierwszy raz playboya w ręce. Widok wygolonego wzgórka mojej żony i lekko opuszczonych białych majteczek żony, oraz zaciśnięte uda, wymusiły we mnie wyciągnięcie penisa i masturbację. Wyobraziłem sobie jej smak i zapach. Po dosłownie kilku sekundach wystrzeliłem. O kurwa !!! Pomyślałem. To było to co mnie zrelaksowało na resztę dnia.
    Wieczorem odpisałem że: Chcę więcej takich zdjęć !!!
    Ania odpisała: Czy zrobiłem sobie dobrze ?
    Odpisałem: Chyba się domyślasz – dodałem – mam nadzieję, że zrobiłaś to samo.
    Ania odpisała: W toalecie nie, ale wieczorem pod prysznicem kilka razy.
    Odpowiedziałem: A co cię tak podnieciło ??
    Odpisała: Dawno się nie kochaliśmy i chyba alkohol i tańce na parkiecie.
    Nie wiem dlaczego odpisałem: Tańce czy tancerz jakiś ??
    Nic nie odpisała. Nie wiem dlaczego. Po chwili na ekranie wyświetliło się, że dzwoni. Odebrałem.
    – Cześć kochanie.
    – Cześć – odpowiedziałem.
    – Tęsknie wiesz ??  I to bardzo ! To nie to samo jak Ciebie nie ma. Ciągle myślę o Tobie. Co ty tam sam robisz. I czy się nie denerwujesz z tego powodu, że jednak pojechałam.
    – Spoko, Ania wiesz, że zawaliłem z ta piłką. I po co mamy oboje siedzieć w domu.
    – No wiem wiem ale …
    – Lepiej powiedz co to za impreza była.
    – A po wycieczce podszedł do nas facet z obsługi i powiedział, że zaprasza wszystkich na night party na terenie hotelu. Naprawdę mają super salę. Padaliśmy z nóg i spodziewaliśmy się raczej drętwego towarzystwa i mało ludzi, ale się okazało, że sala była pełna. Poznaliśmy paru ludzi z Wrocławia i Krakowa. Opowiem ci później.
    – Opowiedz teraz i tak się nudzę cały dzień.
    – No jak to impreza, Sylwia namówiła nas – moja szwagierka – na “shoty”. I wiesz jak to się kończy . Dobry humor i wygłupianie się.
    – A pisałaś coś o podnieceniu i tańcach ?? No nie daj się prosić wiesz, że się nie obrażę.
    – A nic. Taki jeden się do nas doczepił. Właśnie z Wrocławia. Żona się nawaliła on w sumie też, tylko ona poszła do pokoju on został. No i tam mnie komplementował.
    – No co mówił wiem jak wyglądasz jak się ubierzesz. A w co byłaś ubrana apropo?
    – A shorty czarne krótkie i białe adidasy i koszulka biała. Normalnie.
    Już sobie wyobraziłem. Ania już przed wakacjami była opalona bo chodziła na solarium. Jej opalone ciało i biała bluzeczka mokra od potu i opięta na piersiach i lśniące opalone uda. Taaa normalnie.
    – I co z tym gościem ?
    – Nic. Ma na imię Arek.
    – Przystojny ?
    – Mariusz przestań. Ma żonę mają miesiąc miodowy. I tak przystojny nawet.
    – To co. On cię podniecił czy co ?
    – Po co ja ci to pisałam.
    – No przestań. Robi się ciekawie i podniecająco. No mów.
    – Co mam mówić ?
    – No masturbując się myślałaś o nim ?
    – Mariusz ! Bo się rozłączę, ja się nie pytam czy jak walisz konia to myślisz o mnie czy o sąsiadce, twoja głowa twoje marzenia erotyczne.
    – O Boże, no dobra. Myślałem, że mnie czymś podniecisz na noc.
    – Co ja wiem to wolisz patrzeć jak to robię z kimś innym niż słuchać opowieści.
    – Może to nowy etap. Może chcę usłyszeć co się tak podnieciło on czy coś innego. Po prostu czuję podniecającą zazdrość.
    – No dobra. Nie podniecił mnie on. Tzn. Na początku był nachalny więc wszystkie go spławiliśmy i Adam i Jacek też. Wiesz jacy są zazdrośni o Sylwię i Karinę. Więc przeprosił i przyznał rację, że chyba za dużo wypił. I poszedł sobie.
    – I to cię podnieciło ?
    – Daj mi dokończyć. Bawiliśmy się tak jeszcze z godzinę. Adam i Sylwia poszli do pokoju spać. Jacek i Karina bawili się dalej na parkiecie a ja wyszłam do ubikacji. A żeby dojść do ubikacji trzeba wyjść z sali i iść obok basenu do toalet. I po drodze go spotkałam oparty o barierkę jak patrzy się w morze. Kiedy wracałam dalej tam stał. Widział mnie i zagadał.
    – I o czym tak gadaliście ?
    – A właśnie wtedy powiedział, że mają miesiąc miodowy z Pauliną. I, że ogólnie to są już od tygodnia nie kochali a jest 9 dzień i nie układa się nic.Wiesz jaka jestem ciekawska.
    – Wiem wiem – odpowiedziałem.
    – No i speszony powiedział, że tyle dni i nici z seksu, tzn. Rozumiesz to ? On o tym wiedział jaka ona jest, a się z nią ożenił.
    – Serio ? Co za koleś.
    – No i w sumie zrobiło mi się go żal, Powiedziałam, żeby wrócił do środka i się pobawimy na parkiecie razem z Jackiem i Kariną. No ale jak tam weszliśmy to ich już nie było. Więc powiedziałam, że też się zwijam.
    – I poszłaś do pokoju sama ?
    – Mariusz przestań, wiesz jakie mamy zasady i ja też wiem. DOKŁADNIE. Nic nie było … ale chwycił mnie za rękę i chciał tylko zatańczyć więc potańczyliśmy. Tak minęło kilka kawałków i wtedy poszłam sama do pokoju. Podkreślam sama.
    – Ok ok, wierze ci. To co cię tak podnieciło ?
    – A wiesz byłam wstawiona, chciało mi się seksu to wyobraziłam sobie …
    – No dawaj dawaj już mi staje.
    – Świntuch !
    – No serio słucham.
    – Na początku myślałam o nas jak zawsze wieczorem oglądamy coś razem a później jak mnie całujesz i rozbierasz i bawisz się mną, ale później pomyślałam o nim, że to ja jestem jego żoną na chwilę i po tych 9 dniach na tych wakacjach oddaje mu się. I takie tam szybko przeżyłam i tyle w temacie.
    – Ok. Spoko, to po co ta cała tajemnica. Potrzebowałaś bodźca żeby przeżyć i tyle.
    – No właśnie kochanie.
    – No dobra to do usłyszenia jutro może ?
    – Jutro kolejna wycieczka a po jutrze zadzwonię.
    – Ok. To pa i Kocham Cię.
    – Ja Ciebie też, PA.
    Wieczorem położyłem się do łóżka i po raz kolejny odpaliłem zdjęcia żony na telefonie. Szybka masturbacja. Jednak nie umiałem zasnąć i przez kolejne kilka godzin oglądałem serial. Przespałem pół następnego dnia. Ponownie przejrzałem zdjęcia od żony z wycieczki. Wieczorem wpadł kumpel wypiliśmy kilka browców i zasnąłem. W czwarty dzień wakacji mojej żony zadzwoniła późnym wieczorem. Odebrałem, ale ledwo co było słychać. W tle dudniła muzyka i krzyki ludzi.
    – Halo Ania nie słysz cię !
    – Halo , halo ?
    Rozłączyła się. Już wiedziałem, że znowu imprezuje. Telefon ponownie zadzwonił.
    – Cześć Mariusz. Sorki ale telefon włączył mi się w kieszeni a i tak miałam zadzwonić. Co tam słychać ?
    – Nuda nuda i jeszcze raz nuda. A słyszę, że przynajmniej ty się bawisz dobrze.
    – No dziś ostatnia impreza już się nie załapiemy w tym tygodniu.
    – Tobie to dobrze.
    – Ej misiek daj spokój jak wrócę a ty wyzdrowiejesz to poszalejemy gdzieś w klubie razem.
    – No mam nadzieję.
    – Obiecuję. Na razie spadam bo mnie woła Sylwia do baru. PA.
    – No pa pozdrów wszystkich.
    Rozłączyła się.
    Siedziałem na necie do 2 w nocy i przeglądałem z nudów stronki porno. A co, mi też się coś powinno należeć od życia. Kiedy siedziałem i już miałem zacząć się bawić swoim penisem…. Zadzwonił ponownie telefon.
    – Halo kochanie – mówiła Ania już głosem lekko wstawionym – sorki, że tak późno co robisz ?
    – Walę konia.
    – Serio ?
    – Nie. Właśnie kładłem się spać.
    – A my właśnie spadamy do swoich pokoi.
    – Tylko dotrzyj do pokoju nie przynieś mi wstydu, bo słyszę, że masz chyba dość.
    – Jak już to mam chcicę na Ciebie. Jakbyś tutaj dzisiaj był to bym cię zgwałciła.
    – Ja Ciebie też, ale mnie nie ma i by cię musiał ktoś inny zgwałcić chyba.
    – Oj nie kuś nie kuś.
    – A co masz ochotę na seks rozmowę ?
    – A ty ?
    – No mam. Lepiej powiedz co masz na sobie.
    – A dziś szpilki i czarną sukienkę. Wszystkie się dziś tak ubrałyśmy.
    – No a co masz pod spodem ?
    – Zaczekaj pójdę na plażę.
    Po kilku minutach.
    – No jestem.
    – No to co masz pod sukienką ?
    – A mam bawełniane czarne stringi.
    – No no.
    – I jest bardzo gorąco a ja jestem taka spocona.
    – Oj ty… pewnie byś chciała je ściągnąć ?
    – Jasne.
    – To ściągnij.
    – No już. Nie ma ich jestem tam teraz tam naga. Czekaj ktoś idzie.
    (W tle słychać było):
    “Cześć nie wracasz na imprezę?”
    “Nie mam dość, chwila relaksu i wracam do pokoju”
    “Spoko ja chyba też ludzi ubywa nie ma już tego klimatu”
    “Rozmawiasz z kimś?”
    “Tak z mężem.”
    “To nie przeszkadzam, pa”
    – No sorki za to, ale mnie zaskoczył, nawet nie wiedziałam kiedy przyszedł.
    – Spoko dobrze, że cię nie widział jak majteczki ścigasz jeszcze by cię zgwałcił.
    – Pewnie tak, dzisiaj się gapił na mnie cała noc.
    – To idź potańcz z nim jeszcze chwilę. A jego żona gdzie ?
    – Śpi ona to odpadła po 2 h imprezy. Ty serio z tym tańczeniem ?
    – Idź jak chcesz niech nie cierpi facet jak się już tak napalił na Ciebie.
    – Ubiorę majtki i idę do pokoju spać.
    – Serio mówię, nie ubieraj dla mnie a idź i potańcz trochę i się pobaw.
    – Bez majtek ?
    – No bez, ufam ci, a później zadzwoń jak dotrzesz do pokoju. Pa.
    – No to pa wariacie.
    Wyobraziłem sobie jak moja żona tańczy i wije się na parkiecie w tej czarnej sukience a Arek patrzy na nią i walczy z erekcją. Wiedziałem, że od paru lat moja żoną lubi czuć się seksowna i zna swoje ciało i wdzięk.
    Rozmyślałem nad tym i czekałem na telefon z niecierpliwością. Telefon zadzwonił od razu jakbym wywołał połączenie myślami.
    – Halo i jak poszło ??
    – Tańczyliśmy oddzielnie normalnie, zabawa.
    – I co nie rozbierał cię wzrokiem, no nie wierze ?
    – Rozbierał a jak poleciał powolny transik to stanął z mną …
    – I co zabrał cię od tyłu przy wszystkich ?
    – Żartowniś. Nie ale złapał mnie za biodra.
    – Pozwoliłaś mu ?
    – To był taniec sam mówiłeś, że mam iść się bawić.
    – No tak.
    – No i trochę go poniosło bo przylgnął do mnie od tyłu poczułam jak mu stoi jaki jest twardy na moich pośladkach. I odwróciłam się do niego pokazując mu palcem, żeby się opanował.
    – I co zrobił ?
    – Eeee tak przylgnął do mnie przodem.
    – I co dalej ?
    – Poczułam przez chwilę jak raz otarł się o moje krocze, ale powiedziałam, żeby odpuścił.
    – I co poszedł do pokoju ?
    – Nie po drinka.
    – I co podobało ci się ?
    – Kochanie wolałabym żebyś to był ty. Mam ochotę na seks tu i teraz.
    Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Że też mam ochotę. Chciałem dla niej dobrze. Chciałem żeby dziś jęczała.
    – Jesteś tam Mariusz ?
    – Jestem.
    – Spadam do pokoju zadzwonię jutro.
    – Arek wrócił ?
    – Idzie właśnie spławie go i spadam.
    – Ok. Ale daj mu swoje majtki wciśnij w kieszeń od spodni i odwrócić się na pięcie i odejdź. Pewnie poleci do pokoju zwalić gruchę w ubikacji. A jutro powiesz, że byłaś pijana.
    – Serio ?
    – A co głupi pomysł ?
    – No głupi bo sobie coś pomyśli.
    – Tylko się nie rozłączaj.
    W tle było słychać.
    “Idę już mam dość”
    “Zostań jeszcze chwilę”
    “Spadam jutro też jest dzień, ale już nie na imprezowanie a relaks na plaży”
    “Serio idziesz ?”
    “No idę, masz dla pocieszenia…”
    Było spychać kroki.
    – Dałam mu. Hihihi ale miał minę.
    – No na pewno.
    – Czekaj bo coś woła za mną, schowam się w krzakach.
    Znowu cisza i przytłumiony dźwięk.
    “Tu jesteś widziałem jak skręcasz”
    “No jestem chciało mi się siku”
    “Co mi dałaś to co to ma znaczyć?”
    “Nic dla beki, taki żart, no wiesz, prezent, masz przewalone z Pauliną więc … nie ważne możesz mi je oddać”
    “Ok .. choć nie chcę nawet nie sprawdziłem”
    “Co majtki ? co chcesz sprawdzać”
    ” Jak pachniesz”
    O kurwa pomyślałem. Ciekawe jak to się potoczy. Kutas mi stwardniał.
    Chwila ciszy i:
    ” Ok spadam Arek”
    ” Zaczekaj chwilę masz oddaje, pachniesz idealnie, przepraszam, że to mówię, masz męża ja żonę, nie wiem po co to mówię”
    “Spoko, alkohol, sprowokowałam cię, rozumie”
    “Mogę się tylko pożegnać i spadam”
    “Ok pa przytulas i spadamy”
    Chwila ciszy.
    “Arek przestań…”
    “Przepraszam naprawdę, ale musiałem cię tam dotknąć”
    ” I co zadowolony jesteś z siebie”
    “Tak poczułem jej ciepło i jaka jesteś mokra i chcę to zrobić jeszcze raz”
    Poczułem się nie swojo bo facet nie odpuszczał i robił się nachalny. Nie chciałem żeby coś mojej żonie zrobił. Nie widziałem co tam się dzieje. Chciałem już krzyknąć przez słuchawkę żeby usłyszał. Ale usłyszałem jak Ania mówi:
    “Tylko raz i odejdziesz”
    Rozsądnie po co gościa prowokować. Mogła zacząć krzyczeć, albo co, ale wtedy wstyd na cały hotel, że w krzakach się puszczała i ją ktoś chciał pijaną przelecieć.
    “Arek już wystarczy, przestań, proszę”
    “A naprawdę tego chcesz … żebym przestał”
    Czekałem na odpowiedź. Nic nie usłyszałem.
    “Arek … proszę. Ach ach ach nie proszę”
    “Jesteś taka mokra, moja Paulina to zawsze jest sucha musimy używać żelu, a ty aż ciekniesz”
    “Już dość! Co robisz ? Bo będę krzyczeć ! Przestań ją lizać do cholery nie pozwoliłam”
    Słyszałem dźwięk śliny i jęk.
    Musiałem zainterweniować:
    – Halo kurwa gościu co tam się dzieje.
    ” O kurwa przepraszam nie wiedziałem…”
    – Halo kochanie coś ci zrobił ?
    – Te twoje głupie pomysły Mariusz. Tak zrobił wsadził mi palce do cipki a później zaczął lizać.
    – Jakoś słyszałem, że ci się podoba.
    – Kurwa Mariusz on mnie lizał po cipce … mam od kilku dni chcice i jak myślisz jak miałam zareagować.
    – Dokończcie w pokoju.
    – Co ??
    “Co twój mąż powiedział?”
    – Słuchaj Arek, bo wiem, że tak masz na imię. Jak się moja żona zgodzi, ale tylko jak się zgodzi to masz ja zadowolić. Dziś i tylko dziś, a później o wszystkim zapomnisz. Inaczej będę czekać na lotnisku z siekierą na Ciebie.
    – Mariusz co ty wygadujesz idę do pokoju.
    – Kochanie wiem, że prawie doszłaś niech dokończy minetę i go wyproś, albo zwal mu konia ręką i tyle. Pozwalam. Pierwszy raz pozwalam nie będąc przy tobie. Ale chce to widzieć i słyszeć na video rozmowie.
    ” On tak serio ? “
    – Tak Arek i tak nie zrozumiesz, w sumie jak chcesz jestem nawet trochę chętna …
    “Chcę kurwa chcę i to bardzo chcę tylko Ciebie zadowolić i spadam”
    Przez dłuższa chwilę słyszałem tylko ich kroki nawet nie rozmawiali po drodze. Gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi windy i kolejne kroki do pokoju i otwarcie drzwi tym razem z pokoju odezwała się Ania.
    “Idę się umyć i wrócę”
    “Nie, chcę ją poczuć taką, smakujesz idealnie”
    “Na pewno?”
    Na pewno pomyślałem, wiem jak żona smakuje. Nie “śmierdzi” żadnym śledziem jak to opowiadają kawały inni w pracy. Pachnie intensywnie, ale to nie smród i smak jest słonawy ale podniecający. Myślałem, że tylko mi się wydaje, że to moje zboczenie, ale widzę, że inny też to stwierdził.
    Ania postawiła telefon na stoliku naprzeciw łóżka. Widziałem jak się kładzie na nim z nogami na dole na dywanie. Arek podchodzi i klęka. Rozchyla jej nogi. Nie widzę jej szparki tylko jego plecy. Jedną i drugą ręką zsuwa szpilki ze stóp. Ania podciąga sukienkę do połowy bioder. Widzę jak leży i patrz się w sufit, pewnie ma zamknięte oczy i czeka na pierwsze kontakt języka z jej muszelką. Arek zaczyna całować jednak jej uda, później zamiast do krocza zmierza do łydek. Całuje je i dalej do stóp. Jego język delikatnie liże stopę, piętę i szparkie między palcami. Następnie przykłada język do jej kostki i przeciąga czubkiem od kostki do pachwiny.
    “Aaaaaaach”
    Widzę i słyszę, że Ani się podoba jej palce zaciskają pościel. Nogi podkurczyła i zacisnęła. Stopami zakrywając widok jej łona. Arek delikatnie je rozłożył i przyglądał się przez chwilę jej muszelce.
    “Coś nie tak?”
    “Jesteś w tym miejscu piękna ten kształt twoich warg są takie nabrzmiałe i twój guziczek”
    “To na co czekasz sprawdź czy mnie podniecisz i …”
    Jego język wpadł do jej wejść do pochwy. Krzyknęła. Zaczął nim wiercić w środku. Po chwili zabrał w usta jedną wargę sromowa i delikatnie pociągał.
    “Tak nie przestawaj”
    Dłoń mojej żony opadła na łechtaczkę. Powoli zataczając kuliste ruchy. Arek przyglądał się temu. Ssąc dalej warki i od czasu do czasu jeżdżąc językiem w okolicach pomiędzy szparką a odbytem. Ania drugą ręką zasłoniła oczy przedramieniem. Jej ruchy na łechtaczce przyspieszyły. Wtedy dłoń Arka odsunęły ją, a jego język teraz zataczał taniec na jej guziczku. Palce żony aż się wyprostowały. Jego druga dłoń a dokładnie dwa palce zagłębiły się w pochwie.Jeden, dwa, trzy, cztery , pięć, sześć pchnięć i Ania krzyknęła.
    “O Boże, o Boże o ja pierdole oooo taaaaak”
    Arek nie przestawał.
    “Nie liż jej już tylko posuwaj mnie tak jak teraz”
    Jego palce wychodziły i wchodziły z pochwy rozpychając wargi na boki. Ania znieruchomiała i zaczęła się całą trząść. Orgazm przechodził przez jej całe ciało. Arek widząc to zwolnił pozostawiając w bezruchu palce w środku.
    ” I jak ?”
    “O kurwa tego mi było potrzeba, kładź się”
    Arek wskoczył na łóżko i czekał. Ania szybko ściągnęła z niego spodnie i bokserki. Miał nawet dużego kutasa nie maczugę, ale chyba trochę dłuższy niż mój. Cały był wygolony. Ania chwyciła go za kutasa i zaczęła nim trzepać. Widziałem jak się teraz wypina do telefonu jej pośladki i mokrą ociekającą szparkę. Arek jęczał i patrzał się raz na to co mu robi moja żona raz na jej ciało.
    “Ania proszę, ja dojdę nie wiem czy to dobry pomysł”
    Kurwa co ???? Pomyślałem. Co on odpierdala.  
    “Bądź cicho i się skup chcę widzieć tutaj spermę jak zalewa moją dłoń”
    “Ale Paulina… kurwa to głupi pomysł..”
    “Paulina ma cie w dupie chyba i to ja cie zerżnę”
    – Kochanie mogę ?
    Nie wiedziałem co odpowiedziałem, ale chyba powiedziałem tak.
    Ania położyła się na plecach na wprost kamery i leżała. Arek też.
    “Masz 10 sekund do namysłu. Albo mnie zerżniesz jak chcesz, albo stad wyjdziesz i wrócisz do żony”
    Arek leżał i przez pięć sekund się wahał. Ale wstał ściągnął do końca spodnie i resztę ubrania i wskoczył między nogi mojej żony.
    “Masz gumki ?”
    “Nie po co mi, z żoną raczej bez gumki”
    “Ja też nie”
    “To co mam robić”
    “Albo zwale ci konia jednak i spuścisz mi się na brzuch lub piersi, albo wejdziesz we mnie, ale w środku nie spuszczasz się tylko na zewnątrz rozumiesz ?”
    “Serio mogę w tobie bez gumki być?”
    “Sprawdź, ale dla mojego męża bo dzisiaj coś wspominał o gwałcie … masz mnie zabrać i gwałcić tak na niby”
    “Ale, że co ?”
    “No pomyśl, że widzisz mnie na plaży jak leżę nikogo nie ma wkoło, jestem pijana a ty masz ochotę na seks i co robisz”
    “Ja bym tak nie zrobił”
    “Jak pokaż”
    Arek chciał położyć się na żonie ale powiedziała:
    “Nie Arek przestań, ja nie chcę, proszę…”
    Chyba wczuł się w rolę bo napierał.
    “Mam męża, proszę zostaw mnie”
    Ania zaczęła go odpychać. Jego dłonie zerwały ramiączka sukienki mojej żony. Spojrzał na jej piersi i sterczące sutki. Zaczął je macać. Widziałem ja Ania ściska nogi a on siedzi na niej okrakiem z jego kutasa cieknie strużka spermy prosto na jej brzuch.
    “Proszę nie, błagam”
    Jego silne ręce rozsunęły jej uda. Podciągnął je do góry odsłaniając wejście do pochwy. Dzieliła teraz ich niewielka przestrzeń pomiędzy pochwą a jego penisem.
    “Nie rób tego nie biorę tabletek proszę”
    Wtedy w nią wszedł. Widziałem jak spina pośladki a jego członek zagłębienia się w jej szparce rozsuwając jej cipkę na boki, Wargi sromowe mojej żony otuliły jego członka.
    “Nie przestań, przestań”
    Kolejne pchnięcia.
    “Nie rób tego błagam”
    “Zaleję cała twoją cipkę moją spermą”
    “Nie tak mocno boli, mnie rozerwiesz mnie błagam”
    Już myślałem, że faktycznie spuści się w środku, ale wyszedł i zaczął wytryskiwać na moją żonę.
    “O tak Arek chce więcej”
    Ja natomiast jednak dopatrzyłem się jak z cipki mojej żony wypływa struga spermy i pośladki Arka i jego plecy jak siedzi na niej okrakiem. Ania wstała i podbiegła do telefonu. Widziałem jak spływa po niej sperma po piersiach i brzuchu.
    – Kochanie przepraszam poniosło mnie.
    – Wiem kochanie, i dziękuje za to, byłaś jak zawsze seksowna.
    – Kocham cię.
    – JA ciebie też.
    Arek leżał i dyszał. Ania się rozłączyła. Ale czy Arek wyszedł do Pauliny ? ….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mariusz Nowak
  • Obozowa przygoda – powrot

    Obudziłem się sam, na tym samym łóżku na którym wczoraj obchodziłem urodziny. Trochę zdziwiło mnie że u mego boku nie ma ani Wiktorii, ani Olgi, szczególnie że była 7 rano. Postanowiłem jednak że pójdę normalnie na śniadanie jakby nic się nie stało. Tam wszystko się wyjaśniło, okazało się że zeszłej nocy przegięliśmy, było zbyt głośno, za dużo alkoholu, i jak się okazało za dużo narkotyków. To oznaczało, że wszyscy uczestnicy imprezy musieli wrócić do Warszawy. Rodzice Olgi i Wiktorii byli tak wzburzeni, że odebrali je w środku nocy, dlatego nie widziałem żadnej z nich. Mieliśmy godzinę na spakowanie się i wyjazd. Nie ukrywam, głupio wyszło, szczególnie dlatego że takie imprezy odbywały się na obozie od lat, a teraz mieliśmy po prostu pecha. Tak czy inaczej, to był koniec obozowej przygody, postanowiłem jeszcze szybko sprawdzić kto będzie ze mną wracał, a kogo odebrali wściekli rodzice. Krucho to wyglądało, wliczając mnie wracało 11 osób, z których znałem tylko Kingę, drobną blondynkę w moim wieku, która chyba na początku naszej znajomości się do mnie przystawiała, ale nic nigdy z tego nie wyszło. No ale przynajmniej ją znałem. Po śniadaniu bez większych problemów się spakowałem i pobiegłem szybko zając tylne miejsce w autokarze. Oczywiście Kinga mnie ubiegła i spojrzała na mnie zalotnie gdy zobaczyłem jak położyła się zajmując połowę miejsca w ostatnim rzędzie.

    -Hej Kinga, co ty na to żeby podzielić się miejscem? – zapytałem szeroko uśmiechnięty

    -No chyba nie – odpowiedziała równie szeroko uśmiechnięta

    -Nie oszukuj mnie, pokochasz moje towarzystwo – powiedziałem i usiadłem na drugim końcu rzędu.

    Zauważyłem że wcale nie była zła, wręcz przeciwnie, miała ochotę na przekomarzanie, zabawę. Schyliła się po coś do plecaka, a ja szybko, korzystając z chwili położyłem się na rzędzie siedzeń, tylko opierając głowę o szybę. Kinga od razu to zauważyła, ale roześmiała się tylko, jakby właśnie tego oczekiwała i położyła się w dokładnie tej samej pozycji po swojej stronie autokaru. Przy okazji zrzuciła z siebie sandałki i jej stopy znalazły się centralnie na moim kroczu. Już miałem coś mówić ale autokar ruszył, więc włączyłem sobie na słuchawkach muzykę i zacząłem patrzeć na pola i lasy które zaczęliśmy mijać. W pewnym momencie się tym znudziłem i postanowiłem, że spojrzę co z Kingą. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, i uwierzcie że nie żałowałem. Kinga miała na sobie krótką zieloną mini i gdy spojrzałem na jej krocze zobaczyłem jej dłoń poruszającą się rytmicznie w jej majtkach. Nie ukrywam że bardzo mnie to podnieciło i po chwili na materiale moich krótkich spodenek pojawił się namiot, wytworzony przez mojego przyjaciela. Kinga to poczuła i zaczęła go trącać swoimi stopami, co tylko bardziej mnie nakręcało. W pewnym momencie wyjęła swoją dłoń z majtek, które powoli zdjęła, unosząc przy tym swoje nogi. W tamtym momencie szybko obejrzałem się, czy czasem nikt nie patrzy, ale nie, wszyscy siedzieli kawałek dalej i panował względny spokój. Tymczasem Kinga przeszła do konkretnych działań, pochyliła się i rozpięła mi spodnie. Jeszcze raz nerwowo się obejrzałem, ale wyglądało na to że jest bezpiecznie. Wtedy poczułem usta Kingi na moim kutasie, nie wiem czy miała już doświadczenie, ale była niesamowita, lepsza niż Olga, czy Wiktoria. Na dodatek przez cały czas patrzyła mi w oczy, a ja trzymałem ręce na jej głowie kontrolując jej ruchy. Tak jak wspomniałem, była niesamowita, lizała mi penisa od nasady po główkę przez dobre 5 minut. W pewnym momencie oderwała się ode mnie i wstała, byłem pewien że to koniec i tak już bardzo ryzykownej zabawy. Ona chyba czytała mi w myślach bo uśmiechnęła się i usiadła na mnie okrakiem. Następnie zaczęła unosić się w górę i w dół, doprowadzając mnie do zadowolenia połączonego z dreszczem emocji, jakiego jeszcze nigdy nie czułem. Była mała, a jej cipka była ciasna i cudownie zaciskała się na moim kutasie gdy w nią wchodziłem. Widziałem, że samej Kindze coraz ciężej było zachować perfekcyjną ciszę, i dyszała coraz głośniej przy każdym podskoku. Mieliśmy też sporo szczęścia, bo autokar jechał po autostradzie i dzięki temu nie musieliśmy się zastanawiać co by się stało przy nagłym hamowaniu. Tak czy inaczej ja i Kinga, oddawaliśmy się przyjemności przez dobre dwadzieścia minut, gdy nagle nie mogłem wytrzymać i trysnąłem. Praktycznie w tym samym momencie poczułem skurcz przechodzący przez całe jej ciało i opadła na mnie, cała zdyszana, z kropelkami potu na czole. Ja szybko zapiąłem spodenki i przytuliłem Kingę, odpoczywającą na mnie. Do końca podróży rozmawialiśmy i poznawaliśmy się od nowa. Kinga dużo wiedziała, okazało się że Olga mnie zdradzała, więc gdy przyjechaliśmy do Warszawy wysiadłem z autokaru z nową dziewczyną. Właśnie tak, dość niespodziewanie zakończył się mój obóz.


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl

    Cześć, jak wam się podobało opowiadanie? Podzielcie się opinią w komentarzach.

    Macie dla mnie jakieś propozycje tematów opowiadań? Również napiszcie o nich w komentarzach, a ja spróbuje zrealizować wasze życzenia.

    Pozdrawiam

    Cześć, jak wam się podobało opowiadanie? Podzielcie się opinią w komentarzach.

    Macie dla mnie jakieś propozycje tematów opowiadań? Również napiszcie o nich w komentarzach, a ja spróbuje zrealizować wasze życzenia.

    Pozdrawiam

  • Aga II – Przyjazd gosci

    Właśnie jechałam z tyłu auta obok mojej siostry. Nie spodziewałam się, że ona będzie mnie rozdziewiczać a jednak stało się. Tydzień temu przyłapała mnie na masturbacji i zamiast się wystraszyć to dokończyła. I to było tak przyjemne. Ale od tamtego czasu nie było zbyt wiele czasu na taki zabawy. Jedynie wczoraj poszłyśmy razem do łazienki i jej ogoliłam norkę. Nie miała tam gęstych włosków, ale już zaczynały się wydobywać.

    Lena była niezbyt rozwinięta jak na swój wiek. Fizycznie oczywiście. Miała ciało dziecka. Klatkę piersiową raczej przypominającą chłopca, a twarz dziewczęcą. Ale nic dziwnego. Za kilka miesięcy dopiero będzie mieć trzynaście lat. Natomiast ja skończyłam miesiąc temu siedemnaście i miałam piersi, może nie duże, ale moim zdaniem miseczka B jest idealna dla kobiety. Tym bardziej, że jestem raczej szczupła.

    Tak więc jechaliśmy do domu, bo następnego dnia miała przyjechać mojej mamy siostra ze swoją rodziną. Zrobiliśmy właśnie zakupy i będziemy przygotowywać sypialnię gościnną dla mamy siostry i jej męża, natomiast u Leny w sypialni będzie spać Bartek i jego młodszy brat Julek. Lena będzie spać ze mną. Myślałam, że będzie oburzona tym faktem, że rodzice wyrzucili ją z jej pokoju, a nie mnie, ale w sumie nie odzywała się na ten temat. Przyjęła to ze stoickim spokojem.

    Poszłam się wykąpać. Byłam nieco podekscytowana, bo ostatni raz Bartka widziałam jakoś trzy lata temu, jak szedł do liceum, ale nie mieliśmy jak porozmawiać, bo byliśmy wtedy u babci na urodzinach. A już na pewno nie o tym co się działo jak byliśmy dziećmi. A przyznam, że teraz (patrząc na jego profilowe) bardzo mi się podobał. Szybko się umyłam i stwierdziłam, że czas ogolić busz między nogami. Tyle czasu zapuszczałam, aż już nie można było zobaczyć małej.

    Po wykonanym zabiegu ubrałam moją czarno-niebieską sukienkę i zeszłam na dół. Idealnie w czasie, bo wtedy rozległ się dzwonek i weszli.
    – Ciocia! – krzyknęła Lena.
    – Hej, złotko. Jaka ty się już duża zrobiłaś! Ile masz już? Jedenaście lat?
    – Ona ma prawie trzynaście – odparłam uśmiechając się lekko.
    – Oj, przepraszam. Masz taką młodziutką buźkę. Cześć Aga – rzuciła do mnie, a ja tylko pomachałam, bo wszedł tata i zaczął witać się zresztą gości.
    I wtedy wszedł on. Bartek.
    Jednak profilówki nieco kłamią. Był nieco bardziej pospolity, ale mimo wszystko miał ładne rysy twarzy i ciemniejszą karnację. Do tego bardzo przystępną fryzurę, więc mu wybaczyłam. Uśmiechnęłam się do niego, ale widziałam, że szybko odwrócił wzrok udając, że mój tata go zaczepił. Jednak nadal jest wstydziochem. Może być ciekawie.

    Zjedliśmy razem kolację. Oczywiście rodzice głównie gadali z ciocią i wujkiem o ich podróży, o tym jak się układa, o firmie wujka. Okazało się, że Wujek zostaje tylko na dwa dni, bo potem ma lot do Meksyku, natomiast ciocia i mama zamierzają przez cały tydzień chodzić do kosmetyczek, na zakupy stwórca jeden wie co jeszcze będą robić. Wujek z tatą zaczęli polewać sobie whiskey.
    – Co ty tak, przy dzieciach? – zaczęła moja mama.
    – Daj spokój, Julka, zarówno Bartek jak i Aga już przecież mogą. Chcecie? – powiedziała ciocia.
    – Aga nie ma jeszcze osiemnastki! – wtrąciła się moja mama.
    – Daj spokój, siostra, mam opowiedzieć jak balowałaś? W wieku Julka już…
    – Dobra, ale nie za dużo – urwała wypowiedź cioci.
    Dostaliśmy po szklaneczce z colą. Czułam się doceniona tym faktem, bo wcześniej tylko w gimnazjum zdarzały się okazjonalne piwa w krzakach, a tutaj przy stole z rodziną legalnie dostałam swoje alko. Spojrzałam na Bartka, zauważyłam, że przygląda mi się ukradkiem.
    – Ale ci ładnie córka wyrosła – powiedziała ciocia.
    – Gdyby się jeszcze dobrze uczyła. Same trójki i kilka czwórek – odparła mama.
    – Sama przeszłaś liceum na trójach, a teraz narzekasz na nią. Oj Julka, tyle imprez ile wtedy odwiedzałyśmy, to teraz nie ma mocnych. Ja się i tak dziwię, że zdałyśmy ten czas – zaśmiała się ciocia. Przez dłuższy czas razem wspominały jak to było fajnie w czasach liceum, natomiast tata i wujek gadali o interesach. Niezbyt ich rozumiałam, ale chyba mój tata dostał jakąś ofertę od wujka.

    Kiedy dokończyłam drinka wujek polał mi kolejnego. Ten wszedł mi o wiele szybciej i powoli zaczęło mi szumieć w głowie, ale nadal się nie odzywałam. Zbliżała się północ.
    – Aga, pokaż kuzynom ich pokój – rzuciła mama.
    Wstałam od stołu i zakręciło mi się w głowie, ale nie dałam po sobie poznać. Zarówno Julek jak i Bartek poszli za mną.
    – Lena, idź z nimi, już późno. Czas iść spać.
    Poszliśmy do pokoju Lenki i wskazałam łóżko i materac.
    – Bartek ma łóżko, a Julian materac – rzuciłam lekko ochrypnięta.
    – Dziękuję – powiedział miłym głosem Bartek. A mi się prawie nogi osunęły.
    – Nie ma sprawy, przecież i tak będziecie tutaj jakiś czas, gdzieś trzeba spać, prawda – zaśmiałam się. Tymczasem Julek już był na materacu, a my staliśmy w przejściu. Lenka już poszła do mojego pokoju.
    – To jak, co będziemy robić w najbliższym czasie? – spytał Bartek.
    – Nie wiem, zobaczymy. Ale może być ciekawie – powiedziałam i spojrzałam się na niego z uśmiechem. – Dobranoc.

    Jak przyszłam do mojego pokoju to Lena już była w moim łóżku. Mam na tyle duże, że zmieścimy się obie. Już byłam dość zmęczona więc od razu zdjęłam sukienkę i stanik. Już chciałam iść po koszulkę ale Lena zaczęła szeptać:
    – Nie ubieraj, chcę popatrzeć na nie.
    – Oszalałaś? A jak ktoś wejdzie?
    – To co? Przecież sama śpię nago – odparła odkrywając kołdrę i pokazując, że rzeczywiście nie ma żadnych ubrań.
    Zatkało mnie. Nic nie odpowiedziałam, tylko poszłam w samych majtkach do łóżka. Położyłam się obok siostry, a ona się do mnie przytuliła chwytając jedną ręką za pierś. Przez moment było mi dziwnie, bo to w końcu moja siostra, ale zaczęłam ją tłumaczyć w myślach, że chce zobaczyć jak to jest mieć piersi i chce sobie po dotykać. Nie zwróciłam jej uwagi, a ona powoli miętosiła i jeździła paluszkiem po sutku.
    – Nie rób tak, dziwnie mi wtedy – powiedziałam, bo poczułam się niekomfortowo.
    Lena przestała mi dotykać sutka, ale nadal trzymała mnie za pierś.
    Po chwili odwróciłam się do niej i lekko nas odkryłam. Położyłam moją rękę na jej  klatce piersiowej. Była płaska, niemal chłopięca. Ale jak zaczęłam jej przejeżdżać po sutkach to wyraźnie jej stanęły, a Lenka aż westchnęła. Zaczęło to mnie nakręcać. Chociaż z tyłu głowy miałam, że to jest moja siostra i nie powinnyśmy tak robić, to jednak pierwsze lody wcześniej zostały przełamane. Pocałowałam ją.

    Położyłam się na niej i namiętnie pocałowałam moją siostrę a następnie zeszłam niżej. Zaczęłam całować szyję, potem zjechałam do sutków i zaczęłam je drażnić językiem. Były całkiem sztywne i wyraźnie odznaczały się od płaskiej klatki mojej siostry i to były zdecydowanie kobiece sutki. Włożyłam jednego do buzi i zaczęłam namiętnie ssać. Lena zaczęła mnie pieścić po bokach, plecach i głaskać, drapać i tak na przemian. Widać było, że jej się podoba. Leżałam na niej wtulona i ssałam to jednego sutka, to drugiego. Potem znowu zaczęłam się z nią całować. Ona w międzyczasie zdjęła mi majtki.

    Nagie na sobie leżałyśmy. Całowałyśmy się z przerwami na zaczerpnięcie oddechu. A nasze krocza stykały się. Biodra zaczęły ze sobą tańczyć, a nasze wzgórki łonowe stykały się ze sobą. Widać było, że zarówno mnie jak i ją to nakręcało. Nie wiem jak długo tak było, ale postanowiłam, że zaryzykuję. Zeszłam pod kołdrę i zaczęłam ją całować po wzgórku łonowym. Lena aż się wykręcała z rozkoszy. W końcu dotarłam do norki mojej kochanki. Zaczęłam ją namiętnie całować. Chociaż smak nie do końca mi pasował, była nico kwaśna, to nie był w tamtym momencie dla mnie problem. Na przemian jeździłam językiem i ssałam łechtaczkę, a to po prostu całowałam wargi, żeby potem znowu je ssać, potem język wkładałam do wejścia norki i znowu od początku. W końcu włożyłam paluszek. Siostra się zdziwiła i zesztywniała na chwilkę, ale potem znowu ciężko oddychała jak mój paluszek zagościł w niej. Moje usta nadal tańczyły z jej młodziutką norką. Paluszek zaczął się poruszać. Kiedy już nie miałam siły dalej ustami dawać jej rozkoszy postanowiłam dokończyć rączkami. Nie trzeba było wiele. Po paru sekundach Lenka się wygięła i czułam w środku znajomy uścisk ścianek. Do tego ona była tak ciasna, że skurcze wyrzuciły mojego paluszka ze środka.

    Położyłam się obok mojej siostrzyczki, a ona położyła mi głowę na piersi i jak już jej oddech się wyrównał to pocałowała mnie w policzek i wróciła głową na moje serce i zasnęła. A ja się zastanawiałam co przyniosą kolejne dni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Istota