Blog

  • To ja, Ania. – cz. 04

    Część czwarta: Im nas więcej tym ciekawiej !

    Paweł otworzył drzwi: – O, mieliście wrócić wieczorem! – powiedział zaskoczony.
    Zobaczyłam, że w drzwiach stali rodzice Pawła, spoglądając z lekkim rozbawieniem na całą naszą trójkę.
    – Wyłączyłeś alarm, ale nie kamery! – powiedział ojciec Pawła – Mieliśmy okazję oglądać fenomenalne porno w waszym wykonaniu.
    – W kolorze i stereo ! – dodała z entuzjazmem mama Pawła. – Tak w ogóle może byś nas przedstawił ? – zwróciła się bezpośrednio do syna.
    Paweł wcale nie wydawał się skrępowany całą sytuacją, mimo, że staliśmy nago w towarzystwie jego rodziców. Jestem pewna, że wszędzie na naszych ciałach widać było jeszcze resztki spermy chłopców i mojego śluzu. Nie wspominając już nawet o tym, że nasze wcześniejsze igraszki były przez nich oglądane.
    – Jasne, masz racje – Paweł potrzebował chwili by zdecydować o kolejności, po czym zbliżył się do swojej matki.
    – Zapewne się domyśliliście, że ta filigranowa piękność to moja mama Aneta. Natomiast gentlemen który nas podglądał, to mój ojciec Mariusz. – przerwał na moment i wykonał 2 kroki w stronę moją i Janka, po czym zwrócił się w stronę Anety i Mariusza:
    – Janka poznaliście już jakiś czas temu, więc przedstawiać go chyba nie muszę. – zrobił pauzę, podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń i uniósł ją delikatnie do góry, a ja odruchowo wykonałam powolny obrót.
    – Ta boska istota natomiast, to Ania. – powiedział to w taki sposób, że aż się zaczerwieniłam – Nie dość, że piękna to otwarta i wyjątkowo zaangażowana. – gdy skończył mówić, ukłoniłam się delikatnie i dodałam: – Jeśli się nie mylę, to chyba szukałam was od dawna.
    – A my ciebie! – dodał Mariusz, a Aneta podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta, ja zaś odwzajemniłam pocałunek.
    – Chodźcie do domu! O ile mi wiadomo czekają nas dziś jeszcze spore emocje. – Poleciła Aneta, a my grzecznie wykonaliśmy polecenie.

    Gdy weszliśmy do domu, poprosiłam gospodarzy o możliwość odświeżenia się. Aneta zaprowadziła mnie do olbrzymiego z mojego punktu widzenia pokoju kąpielowego, pokazała gdzie znajdę wszystkie potrzebne rzeczy i obiecała, że zaraz wyśle któregoś z chłopaków ze świeżymi ręcznikami dla mnie. Zanim jednak wyszła, spojrzała mi głęboko w oczy i z wielką powagą w głosie powiedziała: – Niczym się nie przejmuj, tu można wszystko o ile wyrazisz na to zgodę. Wbrew tobie nikt natomiast niczego nie zrobi.

    Gorący prysznic był dokładnie tym czego mi było potrzeba. Myśli galopowały mi w głowie, a dzięki spływającej wodzie dało się je w miarę uporządkować. Oczywiście większość czasu rozmyślałam nad tym co też Paweł z Jankiem wymyślili dla mnie i doszłam do wniosku, że cokolwiek by to nie było – zrobię to dla nich. Zasłużyli na to jak nikt inny dotychczas.
    Następnie próbowałam ustalić z samą sobą – czy moja miłość do seksu nie zmieniła się w uzależnienie które należało by leczyć. Tu jednak szybko doszłam do wniosku, że mimo wyjątkowego stosunku do stosunków, to do choroby jeszcze mi daleko, i jak, że na tą chwilę z tematów zdrowotnych powinien mnie głównie zajmować temat braku chorób wenerycznych, a co do psychicznych – to czy przypadkiem każdy z nas co najwyżej nie został jeszcze właściwie zdiagnozowany.

    Ostatnim tematem rozmyślań miała być relacja Pawła z rodzicami, ale do łazienki wszedł Mariusz wraz z obiecanymi ręcznikami. Wychyliłam głowę zza zaparowanej kabiny, i spojrzałam na ojca mojego kolegi. Był ubrany w t-shirt oraz bokserki, co pozwoliło mi dojrzeć jak dobrze jest mimo wieku zbudowany. Nie był zbyt wysoki a w ubraniu przypominał bardziej typowego miśka. Teraz jednak miałam okazję dostrzec szeroki tors, mocno umięśnione ramiona oraz dobrze zbudowane nogi. Niestety główny punkt moich zainteresowań był zasłonięty luźną koszulką. Mariusz powiesił ręczniki i zapytał czy coś jeszcze może dla mnie zrobić.
    – Gdybyś mógł umyć mi plecy, byłabym bardzo zobowiązana. – powiedziałam, uśmiechając się do niego tak kusząco jak tylko potrafiłam.
    Ponownego zaproszenia nie potrzebował, ściągną koszulkę i powiesił obok ręczników a gdy opadły bokserki – oniemiałam. Jego kutas nawet w zwisie przypominał bardziej maczugę, niż typowe penisy, których do tej pory widziałam już całkiem sporo. Chyba dostrzegł moją konsternację, bo na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.
    Bez słowa wyszłam do niego, chwyciłam za ten cud natury i poprowadziłam pod prysznic. Pod palcami czułam jak rośnie z każdą kolejną sekundą. Gdy weszliśmy w strumień wody, odwróciłam się w jego stronę, opadłam na kolana i zakręciło mi się w głowie od tego co zobaczyłam. W kierunku mojej twarzy sterczał kij bejsbolowy. Nie dość, że baaardzo długi, to jeszcze jego średnica wykraczała drastycznie ponad przeciętną. Chwyciłam go oburącz, jednocześnie wpychając żołądź do ust. Miałam w końcu okazję przetestować swoje możliwości. Ssałam i lizałam go na przemian, nie przerywając pracy rękoma. Wpychałam go tak głęboko, że aż pojawiał mi się odruch wymiotny. Mariusz całkowicie mi się poddał, delektował się tym co robiłam, pozwalając mi się tym cieszyć, w żaden sposób nie sugerując konkretnych działań. Ja natomiast, pomijając że byliśmy pod prysznicem – byłam całkowicie mokra. Teraz jednak chciałam doświadczyć wystrzału z tej armaty w moich ustach. Podwoiłam wysiłki by po chwili osiągnąć wymarzony efekt. Poczułam, że naprężył się i momentalnie moje gardło zalała gigantyczna porcja ciepłej spermy. Wyciągnęłam go z ust, przełknęłam całość pozostawionego ładunku i zaczęłam zlizywać resztki które zostały na tym olbrzymie, tak by nic się nie zmarnowało. Gdy uznałam, że skończyłam, podniosłam się , spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam: – Dziękuję!
    – Cała przyjemność po mojej stronie. – Wyszeptał.
    – Zanim pójdziesz – powiedziałam – jeszcze obiecane plecy – i wcisnęłam mu gąbkę do ręki. Gdy skończył, podziękowałam mu ponownie, dodając że za chwilę do nich przyjdę. Wytarł się, ubrał i wyszedł bez słowa. Ja w zasadzie musiałam powtórzyć całą kąpiel, ale zaczęłam tym razem od wypłukania okrężnicy, tak na wszelki wypadek.

    Coś mi podpowiadało, by w pełni się nie ubierać. Założyłam jedynie stanik, stringi i rozpiętą do połowy bluzkę. Zostawiając resztę ubrań w łazience. Skorzystałam też z kosmetyków Anety i zrobiłam delikatny makijaż. Tak przygotowana opuściłam łazienkę i poszłam do salonu skąd dochodziły dźwięki rozmów. Na miejscu okazało się, że w międzyczasie dotarli znajomi o których mówił Janek.
    – Cześć wszystkim! – powiedziałam głośno. Na dźwięk mojego powitania dotychczasowe rozmowy ucichły, a nowo przybyli wstali i po kolei podchodzili do mnie przedstawiając się i podając mi rękę. Marek, Andrzej, Sławek i Kamil – starałam się zapamiętać imiona. Każdego obdarzałam uprzejmym uśmiechem i delikatnie dygałam w nie do końca skromnym ukłonie mającym dodatkowo wyeksponować moje atuty.

    Panowie usiedli robiąc dla mnie miejsce w środku, które skwapliwie zajęłam. Paweł, Janek i Mariusz siedzieli naprzeciwko. A po chwili dołączyła do nas Aneta niosąc tacę z napojami. Jej strój sugerował, że planuje wziąć czynny udział w najbliższych wydarzeniach. Miała na sobie jedynie czarną koronkową bieliznę, pas do pończoch oraz czarne pończochy. Do tego czarne pantofle na ok 4 cm obcasie i wyglądała obłędnie w tym stroju. Gdy ostatecznie usiadła pomiędzy Jankiem i Mariuszem, Paweł zabrał głos:
    – Strasznie się cieszę, że jesteście tu wszyscy. Zdecydowane brawa należą się Ani, która przyjęła wyzwania, tak naprawdę ich nie znając. Mam jednak nadzieję, że nasze zadania przypadną jej do gustu. – Tu skłonił się w moją stronę, a wszyscy zaczęli bić brawo. – Dodatkowo, wielkie podziękowania oraz równie wielkie brawa, dla mojej mamy, która wesprze Anię w nadchodzących zadaniach. – Tu skłonił się ponownie, tym razem w stronę Anety która również zebrała gromkie brawa.
    – Aniu – zwrócił się bezpośrednio do mnie – choć zakładam, że domyślasz się jakie wyzwania przygotowaliśmy dla Ciebie, to jednak chciałbym je opisać, oraz przekazać Ci oficjalnie zasady które u nas obowiązują. Jeśli jesteś gotowa, to zacznę. – spojrzał na mnie pytająco, a ja skinęłam głową.
    – Super. Zadaniem od Janka jest gang-bang. Oryginalnie planowaliśmy zabawę 6 vs 1, ale w związku z tym, że zmieniły nam się proporcje chcielibyśmy kontynuować w modelu 7 vs 2. Nasze wysiłki będą skoncentrowane na Tobie, natomiast Aneta będzie ‘że tak to ujmę’: wsparciem, tak by wolni partnerzy się nie nudzili – tu przerwał i roześmiał się z nutą nerwowości w głosie.
    – Ja pragnę czegoś, co wpisuje się w poprzednie wyzwanie, ale jest nieco bardziej – zrobił wymowną pauzę – perwersyjne. – dodał lekko zmieszany.
    – Obiecałam zgodzić się na wszystko, po tym co dla mnie zrobiliście. – zachęcałam go do zwerbalizowania swojej fantazji.
    – Chciałbym byśmy po skończeniu części pierwszej, dokończyli prysznicem. Złotym prysznicem. – skończył i spojrzał na mnie jak gdybym trzymała jego życie na szali.
    – Zgoda – powiedziałam, czym wywołałam okrzyki radości wszystkich zgromadzonych.
    – Bosko! Jeśli zaś chodzi o zasady, to mamy dwie podstawowe. Pierwsza z nich mówi, że jeśli ktoś Ci nie odpowiada, możesz go wykluczyć z zabawy jeszcze przed jej początkiem albo w trakcie. Druga zaś, daje Ci prawo do zakończenia zabawy w dowolnym momencie – włącznie z momentem kiedy jeszcze nie zaczęliśmy, po prostu możesz teraz powiedzieć „Nie” i na tym zakończymy. I bez względu jakie będą twoje decyzje, nikt nie będzie miał Ci ich za złe. – tu przerwał.
    – Rozumiem – powiedziałam – Miałam nadzieję na taki rozwój sytuacji, więc bardzo się cieszę. A co do ewentualnego wykluczania, to jeśli mogę prosić o pełną prezentację Panów to dużo łatwiej będzie mi podjąć decyzje. – poprosiłam.
    – Jasne – wtrąciła z rozbawieniem Aneta – Panowie wyskakują z ciuchów, a my sobie popatrzymy. – dodała przesiadając się do mnie.

    Pierwszy był Kamil. Dwudziestopięciolatek zgrabnie pozbył się jeansów i koszulki. Wyprostował się, lecz gdy dostrzegł nasze wyczekujące spojrzenia, kolejnym sprawnym ruchem zdjął slipy. Był bardzo apetyczny, dość chudy, ale pod skórą rysowały się silne mięśnie. Jego penis mieścił się w średniej – na oko 17 cm, dość chudy. Do tego dokładnie wydepilowany praktycznie na całym ciele. Stał tak przez chwilę, oczekując mojego werdyktu. Uniosłam kciuk do góry, na co on zareagował lekkim westchnieniem ulgi i usiadł obok mnie.
    Kolejnym kandydatem był Andrzej, kompletne przeciwieństwo Kamila. Był chyba o parę centymetrów niższy ode mnie, natomiast napakowany jak drwal. Zrzucił koszulkę, i widać było, że sporo czasu spędza na siłowni. Spodnie i slipy ściągnął jednocześnie i naszym oczom ukazała się może niezbyt długa ale za to zacnej grubości laga, do tego lekko zakrzywiona. Również wykonał powolny obrót by zaprezentować swoje napakowane plecy oraz pośladki. Zanim skończył się odwracać, ja już trzymałam kciuk w górze. Andrzej usiadł obok Anety.
    Marek i Sławek również otrzymali moją zgodę, chociaż obydwaj fizycznie odstawali od poprzedników, jednak wyglądali na miłych facetów, a ja trzymałam się zasady „im nas więcej tym ciekawiej”.
    Pozostałą trójkę miałam już okazję zobaczyć nago, więc akceptacja była czystą formalnością.

    Gdy wszyscy panowie byli już nadzy, wstałam, chwyciłam Anetę za rękę i lekko pociągnęłam do siebie. A gdy wstała, łapczywie wpiłam się w jej usta. Starałam się wznieść na wyżyny namiętności a ona nie ustępowała mi w tej grze. W pewnym momencie, odwróciła mnie twarzą w stronę mocno już nakręconych pokazem panów, stanęła za mną i rozpięła moją bluzkę do końca, po czym zerwała ją ze mnie. Następie rozpięła mój stanik, i już po chwili moje piersi były na wolności. Na koniec pozbawiła mnie majtek i kompletnie nagą zaprezentowała całej reszcie obracając dookoła.
    – Panowie, Ania jest wasza – powiedziała, robiąc dwa kroki do tyłu dając chłopakom miejsce. Po chwili już czułam ich dłonie na każdym fragmencie mojego ciała. Oddawałam się tym pieszczotom w ekstazie i co sprawiło, że byłam już kompletnie mokra. Nie trzeba było wiele, bym poczuła pierwsze palce wdzierające się do mojej cipki i kolejne robiące sobie dojście do mojej ciaśniejszej dziurki. Ssałam palce które były blisko moich ust a świat rozkosznie wirował wokoło.
    Kamil położył się na podłodze i rozkazał mi usiąść na swojej twarzy. Padłam na kolana nad jego głową i już po chwili jego język tańczył na przemian w mojej cipce i dupci. Ja natomiast byłam otoczona szóstką prężących się kutasów.
    Chwyciłam dwa w dłonie i rytmicznie ruszałam, natomiast cztery pozostałe kutasy brałam po kolei do ust, wykonując 3 – 4 ruchy na każdym zanim przeskoczyłam na kolejnego. W międzyczasie dołączyła do nas Aneta mając już na sobie jedynie pas i pończochy. Zmieniła mnie przy sterczących, domagających się ciągłej uwagi fiutach i dała chwilę wytchnienia. Chwyciłam szklankę i pociągnęłam z niej spory łyk.
    W tym czasie Kamil poderwał się z podłogi i rozsiadł na kanapie, chwycił dłonią swojego kutasa i spojrzał na mnie zapraszająco. Po wcześniejszym lizanku które mi zapewnił, nie mogłam mu odmówić. Usiadłam na nim, twarzą do niego i nabiłam się na przygotowany sprzęt. Pocałowałam go namiętnie i zdążyłam wykonać raptem kilka ruchów, gdy poczułam fiuta wciskającego się w moją dupkę. To był Paweł. Zatrzymałam się na chwilę, by swobodnie wcisnął się do środka i już po chwili pracowały we mnie dwa tłoki. Mariusz wraz ze swoim gigantem ustawił się nad głową Kamila, dzięki czemu znów mogłam mieć go w swoich ustach. Obok Mariusza stanął jeszcze Andrzej więc po chwili dzieliłam swoje usta pomiędzy nich dwóch. Po prawej stronie Aneta ujeżdżała analnie Marka, w jej cipce zabawiał się Janek a Sławek zajmował jej usta.

    Utrzymywaliśmy ten układ do czasu gdy poczułam jak Paweł się napiął i zalał mój tyłek, a przy następnym ruchu w mojej cipce skończył Kamil. Gdy obydwaj opuścili moje szparki, wstałam by przepłukać gardło, a w międzyczasie Anetę wypełniły soki Marka oraz Janka. Widząc to, niemal natychmiast rzuciłam się do lizania jej ociekających świeżą spermą dziurek. Chwilę później wstrząsną nią jakby zsynchronizowany ze Sławkiem orgazm. Podniosłam się, a tuż obok czekały na mnie kutasy Mariusza i Andrzeja.

    Splunęłam na palce, upewniłam się, że moja dupka będzie oferowała dostatecznie dużo wilgoci i zbliżyłam się do tego drugiego, dając mu gestem do zrozumienia, że powinien lekko przykucnąć. Gdy to zrobił, przeniosłam nad nim nogę i nadziałam się cipką na jego sterczącego fiuta oraz objęłam go ramionami. Andrzej złapał mnie za pośladki, rozszerzył je dość mocno i podniósł się znów do pozycji wyprostowanej.
    Mój szeroko rozwarty w tej pozycji odbyt natychmiast przyciągnął Mariusza, który bez zbędnego wstępu wepchnął mi prawie całą swą maczugę. Zawyłam z rozkosznego bólu, gdy wypełnili mnie obydwaj. Byłam zawieszona w powietrzu, mając oparcie jedynie w ich ciałach.
    Gdy jeden się wsuwał, przyjmował na siebie mój ciężar, dając też drugiemu możliwość wysunięcia się. Trwało to dłuższy czas, przerywany moimi orgazmami. Podczas trzeciego obydwaj niemal jednocześnie wypełnili mnie swoim nektarem. Mimo iż trzęsły mi się nogi, a w głowie kręciło od nadmiaru doświadczeń, gdy tylko z nich zeszłam, skierowałam się w stronę łazienki i krzyknęłam do reszty:
    – Za mną, czas na wielki finał. – Tak naprawdę, nie miałam pojęcia ile jeszcze wytrzymam zanim moje ciało zacznie odmawiać posłuszeństwa. A przecież nie mogłam też w takim stanie wrócić do domu, musiałam mieć siły by jeszcze się doprowadzić do porządku.
    Stanęłam w centralnym punkcie łazienki, a naprzeciwko mnie ustawili się w pół okręgu panowie. Opadłam na kolana, przegładziłam włosy tak by moja twarz była wyeksponowana i już miałam powiedzieć by zaczynali, gdy poczułam, że obok mnie klęka Aneta. Dałam jej moment na zajęcie dogodnej pozycji, po czym wydałam polecenie by zaczynali.
    Pierwsze strumienie dosięgły naszych twarzy, były bardzo ciepłe o intensywnym zapachu. Oblewały nasze włosy,twarze, piersi a część trafiała do ust, szczególnie, że Aneta wpiła się w moje usta a ja oddałam jej pocałunek nie zważając, że dalej nas oblewali. Całość sprawiła, że mimowolnie dostałam kolejnego orgazmu który wstrząsną całym moim ciałem. Ostatnie strumienie straciły moc i Aneta wygoniła naszych perwersyjnych kochanków z łazienki, prosząc tylko Pawła by przyniósł moje ubrania.
    Pomogła mi się wykąpać, poprawić rozmyty makijaż i ogólnie doprowadzić do ładu. A gdy już byliśmy w dobrym stanie, podała kolację przy której dyskutowaliśmy jeszcze intensywnie przebieg tej jakże fantastycznej i zapadającej w pamięć imprezy.
    Wymieniłam się z wszystkimi numerami telefonów. Na koniec usłyszałam od Anety chyba największy komplement, że chciałaby mieć taką córkę jak ja. Nie potrafiłam znaleźć właściwych słów by to odwzajemnić i jedynie podziękowałam za komplement.
    Paweł i Janek odprowadzili mnie do domu, gdzie na wszelki wypadek starałam się unikać zbyt długiego kontaktu z rodzicami. Zasypiałam wspominając cały dzień i mając wielką nadzieję, że najbliższym czasie zdarzy się coś równie intrygującego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    bi wro
  • Siostra Marcjanna

     W oznaczonym terminie zjawił się w restauracji, jednej z najlepszych w mieście. Wiedząc, że na pewno wypije kilka kieliszków wina przyjechał taksówką. Rozglądał się po sali, ale nigdzie nie dostrzegł habitu zakonnicy. Wypatrzył wolny stolik, zajął miejsce, ciągle rozglądając się po sali, Marcjanny bardzo długo nie było. „No tak – pomyślał – myślałeś, że spotkasz się z fajną laską, ale nie brałeś pod uwagę, że to zakonnica, więc poległeś”. Postanowił jednak poczekać jeszcze kwadrans, potem zamówić jakąś kolację i – jeśli by nie przyszła – pojechać do domu. Zaczął uważnie przeglądać menu. Kilkanaście minut po umówionej godzinie dostrzegł kątem oka zbliżającą się do jego stolika jakąś kobietę.

    – Dobry wieczór, panie Janie – pozdrowiła mężczyznę.

    – Dobry wieczór – odpowiedział grzecznie, nie podnosząc głowy.

    – Panie Janie, nie poznaje mnie pan? – głos wydal mu się znajomy, zerknął znad menu.

    Patrzył na niewysoką, bardzo zgrabną dziewczynę z ładną twarzą okoloną czarnymi, długimi, prostymi włosami. Dopasowane do figury dżinsy opinały szczupłe biodra i niezwykle kształtną pupę. Na długich nogach miała buciki na niewysokim obcasie, rozpięta pod szyją koszula ukrywała biust, nie mógł określić jego wielkości. No i ten uśmiech! Tak uśmiechała się tylko jedna kobieta, którą poznał – siostra Marcjanna!

    – Nie wierzę! Siostra Marcjanna!

    – Tak, to ja. Nie poznał mnie pan?

    – Hmmm, nie będę czarować, nie poznałem! Pięknie siostra wygląda w cywilu! – patrzył zachwycony na dziewczynę.

    Miał kogo co i podziwiać. Marcjanna ubrana w koszulę i dopasowane dżinsy, rozpuściła swe długie włosy, do tej pory schowane pod welonem.

    – Jesteś… Jest siostra jakaś inna! – Jan nie krył zakłopotania.

    – Mam od dzisiaj kilka dni urlopu, mogę ubierać się tak, jak wszyscy. Niekiedy potrzebuję chwilę luzu – uśmiech nie schodził z jej ślicznej twarzy. – Ale zawsze trzeba zachować umiar, tak, jak we wszystkim!

    – Siostro Marcjanno, zaskakuje mnie siostra na każdym kroku! Ale mam prośbę. Ponieważ jestem starszy od siostry, mam prawo zaproponować przejście „na ty”. Nie lubię tych konwenansów. Oczywiście, jeśli sobie siostra życzy – w oficjalnych spotkaniach nie zmieniamy formy zwracania się do siebie.

    – Czekałam, Janku na tę propozycję! Ja też nie znoszę tego sztywniactwa.

    – No to zamawiamy po lampce wina i pijemy „brudzia”! – Jan wiązał z tym pewne nadzieje. – Jakie wino lubisz?

    – Nie mam pojęcia! Ale może być czerwone półsłodkie. – kiedy kelnerka podała pełne kieliszki, wypili.

    Jan objął ramieniem Mariannę, cmoknęli się w policzki.

    – Jestem Jan

    – A ja Eliza!

    – Eliza, a nie Marcjanna? – Jan był bardzo zdziwiony.

    – Marcjanna w zakonie, a w domu Eliza, to moje prawdziwe imię. – Marcjanna – Eliza uśmiechała się z zażenowaniem – Nie podoba się tobie?

    – Podoba, oczywiście, że podoba. Tyle, że mnie zaskoczyłaś! Cały czas Marcjanna, Marcjanna…

    Stuknęli się kieliszkami, wypili do dna. Na stole stała już druga kolejka, wznieśli toast za tak długo oczekiwane przez mężczyznę spotkanie.

    – Elizo, pozwolisz, że zadam osobiste pytanie? – Jan chciał rozwiązać jedną z tajemnic, a widząc potwierdzenie dziewczyny spytał – Powiesz, dlaczego zdecydowałaś się na klasztor?

    – Oj, Janku, to długa historia. Ale mówiąc w skrócie – to niespełniona miłość…

    – Nie żartuj, ktoś cię rzucił?

    – Tak. Byłam z facetem trzy lata. Żyliśmy jak małżeństwo, mieszkaliśmy razem, prowadziliśmy normalny dom, tyle, że bez dzieci, niestety… Mieliśmy plany na przyszłość, chcieliśmy mieć dzieci, jak to w związku, ale on mnie zdradził! Zdradził mnie z kilkoma dziewczynami, a do mnie później wysyłał filmiki, na których mogłam oglądać go z innymi kobietami w sytuacjach bardzo intymnych. Nie będę ci opisywała, co na tych filmikach było, bo to uwłacza mej godności, ale musisz mi wierzyć, że było to momentami ostre porno…

    – A ty załamałaś się i poszłaś za kratę!

    – No nie do końca i nie od razu. Najpierw chciałam się na nim zemścić, ale potem ogarnęła mnie fala miłości i przebaczenia, więc stwierdziłam, że nie tędy droga. Później, po długich przemyśleniach, stwierdziłam, że klasztor to najlepsze rozwiązanie. Rozmawiałam wiele godzin z zaprzyjaźnionym księdzem, takim starszym, bardzo mądrym człowiekiem i on mnie w pewien sposób ukierunkował… No i jestem tutaj, gdzie jestem…

    Jan przypatrywał się mówiącej kobiecie z coraz większym zainteresowaniem, jej twarz wyrażała wszystkie emocje, nie tracąc nic na urodzie, którą Jan był oczarowany. „Piękna kobieta – pomyślał. – Jak ją zahaczyć”…

    – Możesz chodzić tak ubrana? W dżinsach i koszulce? Reguła nie zabrania tego?

    – Nie jestem w zamkniętym klasztorze, przecież my codziennie wychodzimy do ludzi, pracujemy z nimi, a mój obecny ubiór świadczy, że mam urlop i mogę sobie pozwolić na więcej… Wiele dziewczyn z zakonów korzysta z takiej możliwości, nie wzbudzają sensacji swoimi ciuchami będąc na łonie rodziny.

    – A’ propos łona… nie korciło cię, żeby poznać jakiegoś dyskretnego chłopaka?

    – No coś ty, przysięgałam przecież, to …

    – Złożyłaś już śluby wieczyste? – przerwał.

    – Jeszcze nie, ale to już niedługo, jestem za furtą już pięć lat.

    – I naprawdę nie ciągnie cię nic do świata zewnętrznego? Przecież możesz pracować jako pielęgniarka, znasz się na tym doskonale!

    – Nie, nie wrócę już, choć niekiedy mam wątpliwości. Najgorsze są wieczory i nocki na oddziale. Patrzę na chorych, widzę cierpienie niektórych, ale widzę też ich rodziny, mężów, dzieci, żony, narzeczone; oni, ci pacjenci, choć teraz są w szpitalu, mają jednak perspektywę powrotu do domu, do ukochanej osoby, do… – zamilkła nagle.

    – Wiesz – kontynuowała po chwili – bywają momenty, że mam ochotę przytulić się do kogoś, poczuć fizycznie jego bliskość… Może to jednak znak, że nie nadaję się na zakonnicę? Sama nie wiem…

    – Sądzę, że musisz porozmawiać z jakimś kościelnym autorytetem, z kimś, kto pokaże tobie właściwą drogę w przyszłość. Nie znasz do końca życia za kratą, choć jesteś tam już długi czas.

    – Masz rację, jak już wspomniałam, znam takiego mądrego, dobrego księdza, a i on mnie chyba lubi. Wspominałam o nim przed chwilą, to taki mój przewodnik duchowy… Ale dość o mnie, powiedz, co u ciebie, jak się czujesz, bóle nie powracają?

    Rozmowa zeszła na tory neutralne, a czas biegł nieubłaganie. Żeby kelnerka nie musiała ciągle biegać do ich stolika, Jan zamówił całą butelkę wina, potem drugą… Pilnował, żeby kieliszki były ciągle pełne, ale wypite wino nie działało na Elizę-Marcjannę, przynajmniej nie okazywała żadnych znaków świadczących o tym. Zaskoczeniem było zakończenie wieczoru…

    – Janku, nie mogę wstać, chyba mi nogi odjęło! – zakonnica zaczęła chichotać – Pomóż, proszę, bo naprawdę mam problemy.

    – No tak, tak się kończy w zasadzie każdy wieczór, kiedy absolutna abstynentka wypije trochę alkoholu – Jan ze śmiechem objął dość mocno wstawioną dziewczynę w pół i podniósł z krzesła

    – Napiłam się, chyba przesadziłam z tym winem, ale to przez ciebie, bo ciągle dolewałeś. Teraz musisz się mną zaopiekować. – popatrzyła mężczyźnie w oczy, ciągle się śmiejąc.

    – Z największą przyjemnością.

    Jakoś udało się normalnie wyjść z kawiarni. Podjechała zamówiona wcześniej taksówka, Jan posadził dziewczynę na tylnym siedzeniu i zapiął jej pas bezpieczeństwa. Sam usiadł z drugiej strony, kierowca włączył silnik, światła, ruszyli. Jan popatrzył na ciągle chichoczącą zakonnicę.

    – Jedziemy do ciebie do domu?

    – Nie! Coś ty, w domu bym miała piekło, wszyscy widzą we mnie zakonnicę Marcjannę, a nie córkę, czy siostrę.

    – No to co proponujesz? Klasztor? Szpital?

    – Nie, nikt nie może mnie widzieć w tym stanie…

    – Pozostaje więc jedno miejsce, mój dom.

    Marcjanna – Eliza jakby nagle wytrzeźwiała, popatrzyła na niego przeciągle z nagle poważnym wyrazem ślicznej buzi. Długo wpatrywała się w oczy czekającego niecierpliwie na odpowiedź mężczyzny.

    – Ale gwarantujesz, że będziemy spali oddzielnie? – spytała, ciągle poważna i bez uśmiechu na twarzy. T

    – ak, masz moje słowo!

    Pojechali pod wskazany przez Jana adres. W drodze do domu wino jeszcze mocniej zaczęło wpływać na zachowanie dziewczyny, teraz wyraźnie było widać, że jest pijana. Poprosił kierowcę, żeby podjechał pod same drzwi domu, sam wcześniej otworzył bramę. Szofer popatrzył na płacącego za kurs mężczyznę i uśmiechnął się pod nosem.

    – Niezła laska, będzie pan miał fajną noc, aż zazdroszczę. – w jego głosie Jan wyczuwał tę zazdrość.

    – Nic z tego, słyszał pan…

    – ak, tak, słyszałem, dobry bajer najważniejszy. Udanej nocy życzę, dobranoc. – kierowca uśmiechnął się szeroko, skinął głową i odjechał.

    Jan prawie wyciągnął Marcjannę – Elizę z auta, wziął na ręce i wszedł do domu. Posadził zakonnicę na kanapie w salonie, wrócił do bramy, zamknął, zamknął drzwi wejściowe, pozapalał światła zewnętrzne. W kuchni wstawił wodę na herbatę, nalał sobie dużego drinka. Ze szklaneczką alkoholu w dłoni wszedł do salonu. Dziewczyna siedziała cały czas na kanapie, z zainteresowaniem rozglądała się wokół.

    – Fajnie mieszkasz, podoba mi się twój dom, bardzo gustownie urządzony. Sam projektowałeś wnętrze?

    – Tak, wspólnie z żoną… Ale jej już nie ma, jestem sam. Wstawiłem wodę, wypijesz herbatę?

    – Ale ja też jestem wstawiona! Jak ta woda! – zachichotała – Tak, napiję się. A gdzie będę spała?

    – Tu, w pokoju obok, zaraz przygotuję pościel.

    – A ty?

    – A ja w mojej sypialni. Jak chcesz i dasz radę to idź do łazienki. Herbata za chwilkę będzie na stole.

    Kilkanaście minut później zaprowadził dziewczynę do pokoju, dał jej nawet piżamę, która od dawna leżała w szafie, sam wrócił do salonu, włączył telewizor, założył słuchawki, włączył film, którego oglądanie zaczął wczoraj, a nie obejrzał do końca. Po projekcji i wieczornej toalecie usnął w swoim łóżku. Przedtem przygotował szlafrok, w razie gdyby musiał zająć się dziewczyną. Spał jak zawsze nago, ale żeby nie kusić losu, nie chciał, żeby widziała go rozebranego. Śnił o jakiejś podróży łódką, gdy poczuł, że coś wsuwa się pod jego kołdrę. Otworzył oczy, zapalił lampkę nocną. Przed sobą miał spiętą buzię Elizy.

    – Co ty robisz, zwariowałaś? – odsunął się od niej.

    – Nie uciekaj, nie wyganiaj mnie proszę, potrzebuję ciebie. Muszę to zrobić!

    – Dziewczyno, jesteś jeszcze wstawiona, nie wiesz, co robisz…

    – Wiem, doskonale wiem – przerwała Janowi – nie spałam całą noc, myślałam o sobie, o swoim przeznaczeniu. Chcę się z tobą kochać, muszę się z tobą kochać, to jedyny sposób na znalezienie odpowiedzi, czego sama chcę…

    – Ale…

    – Nie ma żadnego „ale”, jeśli nie odpowiadam tobie jako kobieta to powiedz mi to! Jednak wiem jak na mnie patrzysz, w oczach masz pożądanie, chęć zerżnięcia niewinnej zakonnicy, już w szpitalu miałeś na to ochotę, prawda? Myślisz, że tego nie widzę, że jestem ślepa? Ale ja też chcę tego!

    – Daj spokój, nawet prezerwatywy nie mam, a ty się przecież też nie zabezpieczasz, prawda?

    – Nie muszę… – zamilkła, spuściła głowę. – To właśnie jeden z powodów, dla których ten facet, o którym ci mówiłam, mnie zostawił. To moja największa tragedia, nie mogę mieć dzieci… – rozpłakała się.

    Jan przytulił dziewczynę, poczuł, że jest naga, dotyk chłodnego ciała sprawiał mężczyźnie niesamowitą radość; pogłaskał Elizę po głowie, zaczął scałowywać łzy z zapłakanych oczu.

    – Już dobrze, ciiiicho, już dobrze, nie płacz.

    Przylgnęła do niego całą sobą, pomału się uspokajała. Ujęła w dłonie jego twarz, zaczęła namiętnie całować, wpychała ruchliwy język bardzo głęboko. Jan odpowiadał na pocałunki poznając dłońmi geografię jej ciała. Co prawda chciał ją przelecieć, jednak takich okoliczności nie brał pod uwagę. Ale skoro nalegała! Ścisnął lekko nagą pierś, potem drugą, uniósł biodra dziewczyny, znowu pogłaskał po głowie. Zaskoczony patrzył na jej wygolone łono, ręką przejechał po wydepilowanych nogach. Myślał do tej pory, że zakonnice żyją w absolutnej zgodzie z naturą i nie depilują się, a tu taka miła niespodzianka. Położył dłoń na gładkiej cipce, wsunął w nią palec, poruszył nim ostrożnie. Głęboki wdech i cichy jęk były jedyną reakcją Elizy na jego poczynania. Położyła się na wznak, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko nogi, podniosła i przytrzymała je rękoma pod kolanami.

    – Zrób to, proszę, wejdź we mnie, chcę i potrzebuję tego.

    Jan poślinił stojącego już rumaka i pomału zaczął zagłębiać go w ciasnej i bardzo już mokrej dziurce. Klęczał między nogami dziewczyny, podniósł jeszcze wyżej jej biodra, wszedł w nią. Zaczął swój normalny rytuał – miarowo, rytmicznie i do końca. Eliza zacisnęła zęby, puściła ciągle mocno rozłożone nogi, kurczowo zaciskała dłonie na pościeli. Oddychała bardzo głośno i szybko.

    – Tak, tak, rób to, tak, mocniej, do końca, muszę cię czuć w sobie, rozpal, albo zgaś we mnie ten ogień, który…

    Nie dokończyła, wyprężyła się cała, napięła i zaczęła podrygiwać w spazmach ogarniającego ją orgazmu. Jan opuścił ciepłą norkę, przytulił się do kochanki, zaczął całować i pieścić jej piersi ze sterczącymi sutkami, ręką drażnił łechtaczkę. Szał Elizy pomału mijał, oddech stawał się regularny, ciało uspokoiło się, pojękiwała tylko cichutko, kiedy podrażniał językiem nabrzmiały guziczek między wargami sromowymi. Szukała ręką penisa; kiedy go znalazła oplotła wokół niego palce i zaczęła go masturbować. Jan patrzył na nieskazitelnie białe ciało, gładkie jak alabaster, jedynie owal twarzy wskazywał, że jednak przebywała na słońcu. Eliza podniosła się, przesunęła w stronę jego krocza, oparła na łokciu i zbliżyła usta do czerwonej, pulsującej głowicy kutasa. Zaczęła zachłannie ssać ciągle twardy instrument, pomagała sobie dłonią. Jeszcze bardziej stwardniał, jeszcze odrobinę urósł do rozmiarów do tej pory nieznanych gołej zakonnicy. Nie wiedziała, czy bardziej go podziwiać, czy bać się takiego wałka w sobie, choć już go miała i było jej bardzo przyjemnie. Poczuła na swej cipce szorstki i ciepły język, wylizujący jej wnętrze. Jan lizał pipkę, ssał delikatne płatki warg wewnętrznych, całował łechtaczkę. Niepostrzeżenie jego język wylądował na kakaowej dziurce. Ewa odruchowo odsunęła się od mężczyzny i popatrzyła na niego zdziwiona.

    – Tam nie chcę, nie lubię – wyszeptała

    – Nie lubisz? A kochałaś się już w pupę? – Jan też szeptał do jej ucha. – Miałaś w tyłeczku penisa?

    – Nie, nigdy! – w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie i oburzenie. – Tym bardziej takiego, jak twój.. Chcesz mnie rozerwać?

    – No to skąd wiesz, że nie lubisz? Ja tam bardzo lubię każdą ciasną dupkę, choć twoja pipka jest ciasna jak u dziewicy; widzę, że naprawdę bardzo dawno nie była używana – nie przestawał palcować pupy Elizy – Nie rozerwę cię, możesz mi zaufać, nawet nie wiesz, do czego pupa kobiety jest zdolna!

    – Bardzo, bardzo dawno, kilka razy tylko pobudzałam się w pupie palcami i to płytko – westchnęła, bo naśliniony palec Jana ciągle wsuwał się i wysuwał z odbytu.

    – Boli? – poruszał nim jeszcze kilka razy w obie strony.

    – Nie, nie! Nie boli… Oooch, to nawet przyjemne! Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?

    – Prędzej bym sobie tego kutasa obciął, niż ciebie skrzywdził! – wsunął drugi palec – Tak dobrze?

    – Tak, to bardzo przyjemne… Tak, nie przestawaj… tak,tak… Ooooo, tak…

    Nie wiedział, czym się nasmarować, żeby nie bolało wdzieranie się jego wielkiej pały w ciasną i dziewiczą pupę. Nie miał w domu żadnego żelu, ani olejku intymnego, ale przypomniał sobie film z Marlonem Brando. Jak z procy wyskoczył z łóżka, wpadł do kuchni, zabrał ze stołu maselniczkę i wrócił do sypialni. Ułożył Ewę na brzuchu, pod biodra włożył zwiniętą poduszkę, żeby pupa była wyżej, nabrał masła na palce i posmarował ją. Dziewczyna obejrzała się zdziwiona i uśmiechnęła szeroko.

    – Nie jestem tak urodziwa, jak Maria Schneider, ale za to ty jesteś przystojniejszy od Marlona Brando.

    – Znasz ten film? – Jan nie krył zaskoczenia, nakierował kutasa na ciemną dziurkę w zgrabnej dupce.

    – Oczywiście, przecież nie byłam całe życie zakonnicą. Auć! Zabolało?

    – Przepraszam, będę…

    – Nie, wszystko w porządku – przerwała tłumaczenie Jana – to było bardziej z zaskoczenia, niż z bólu. Ale proszę wkładaj go pomalutku, boję się jego rozmiarów!

    – Siostrzyczko, on już cały jest w twojej dupci!

    – Żartujesz? Rozdziewiczyłeś mnie, nikt tam przed tobą nie był. .. Jan wsuwał się i wychodził ze szczupłej pupci Elizy, za każdym razem dociskając coraz mocniej, w końcu rżnął ją tak, jakby całe życie dawała w dupę.

    Eliza – Marcjanna tylko posapywała i pojękiwała, aż nadszedł kolejny orgazm. Targał całym jej ciałem, rzucała się, podrygiwała i wyła w poduszkę. Gdyby Jan nie leżał na niej i nie przyciskał jej do materaca – niechybnie spadła by z łóżka. Uspokoiła się w końcu, ale znowu zaczęła stękać, gdyż Jan już był w pulsującej pipce. Teraz nie zważał na dziewczynę, chciał wreszcie sam dojść do orgazmu, bolały go już jądra i bał się o swego przyjaciela. Położył się w typowej misjonarskiej pozycji na Elizie, jedną ręką objął jej ramiona, drugą biodra i przycisnął do siebie, oparty na łokciach, żeby nie zgnieść kochanki. Ta objęła nogami uda mężczyzny i poddawała się rytmowi jego uderzeń. Zwiększył tempo, w sypialni słychać było klaskanie o siebie nagich, spoconych ciał, mlaskanie ciężkich jąder odbijających się od pupy, sapanie Jana i wrzaski Elizy. Doszli oboje. Jan, jak zwykle zawył jak bawół, wytrysnął lawiną spermy w cipkę, kilka razy rzucił biodrami i bezsilny upadł na pościel obok łkającej dziewczyny. Odpoczywali, patrząc sobie w oczy. Eliza dotknęła pupy, popatrzyła w świetle nocnej lampki na dłoń mokrą od jego spermy i swoich soków.

    – Dużo tego, – zauważyła.

    – Oj, tak, będąc z taką dziewczyną w łóżku moje jądra produkują naprawdę dużo spermy.

    – A ja chcę od tyłu…

    – Nie widzę problemu, uklęknij proszę i podeprzyj się rękami – Jan chętnie instruował swą kochankę – masz fajną tę dupcię – stwierdził.

    Nachylił się do wypiętej pupy, polizał cipkę i wsunął w nią swego drągala, który już osiągnął gotowość do działania. Zaczął znowu pracować biodrami, trzymając mocno dziewczynę, ale za chwilkę zmienił pozycję. Objął dłońmi jej zgrabne piersi, podniósł ją, tak, że mając w pipce twardego kutasa – klęcząc, opierała się plecami o jego piersi. Jan trzymał cały czas piękny biust, ruchał ją z szybkością błyskawicy. Nagle wyskoczył z cipki i wbił się w pupę. Jedyną reakcją Elizy na zmianę dziurki było głośne westchnienie i jęk rozkoszy. Zerżnął więc znowu jej dupsko, spuścił się w nią chwilę po tym, kiedy osiągnęła orgazm. Z wrzaskiem upadli na pościel, dysząc ciężko. Pogłaskał śliczną buzię, spoconą po miłosnych zapasach, znowu patrzyli sobie w oczy.

    – Dość na dzisiaj, – wysapał w końcu Jan – jeszcze jeden taki numer i odjadę na serce, wykończysz mnie.

    – To będę cię reanimowała, mam w tym wprawę.

    – Dość, gaszę światło i śpimy. Albo śpisz obok mnie, miejsca jest dość; albo zmykaj do swego pokoju

    Naga zakonnica przytuliła się do jego torsu, położyła głowę na piersi i zamknęła oczy.

    – Śpię tutaj. – zdecydowała

    Choć usypiali nie tak znowu późno, bo ledwo dwie godziny temu minęła północ – Janowi nie było dane wypocząć. Jeszcze dwa razy budziło go ssanie Elizy, która jakoś nie miała dość jego penisa. To ssała go namiętnie, pomagając sobie dłońmi, brandzlowała go, aż się spuścił w jej piękne usteczka, albo dosiadała go jak rumaka i cwałowała do swego orgazmu. Rankiem odwiózł dziewczynę do domu. Spotkał się z nią jeszcze raz, w szpitalu, kiedy przyjechał na kontrolę. Ucieszyła się na jego widok.

    – Muszę się przed tobą wytłumaczyć – zaczęła rozmowę.

    – Nie musisz, gdybyśmy oboje tego nie chcieli …

    – Nie, to nie to. – przerwała – Myślałam wtedy, w nocy, bardzo długo, co ze sobą zrobić. Z jednej strony chciałam zostać w Zgromadzeniu, z drugiej ciągnęło mnie jednak do świata. Postanowiłam więc zrobić test. Jesteś fantastycznym mężczyzną, naprawdę niesamowitym kochankiem, co kilkakrotnie mi udowodniłeś tamtej nocy. Postanowiłam oddać się tobie cała, żebyś kochał się ze mną jak z normalną kobietą, żebyś mnie po prostu mocno – wybacz słowo – zerżnął. Jeśli po tym nocnym szaleństwie z najlepszym kochankiem pod słońcem nadal będę myśleć o habicie – wracam tam. Jeśli ponownie zauroczą mnie radości życia codziennego – zostaję. No i wiesz co? Rano, kiedy się obudziłam koło ciebie, nie myślałam już jak dziewczyna po upojnej nocy spędzonej z kochankiem, tylko zastanawiałam się, czy ten mądry ksiądz, o którym tobie wspominałam, zechce mnie wysłuchać i da rozgrzeszenie. Wyobraź sobie, że opowiedziałam mu wszystko, oczywiście bez szczegółów, a on… popłakał się. Nie z żalu nad mym występkiem, tylko z radości, że wróciłam. Teraz wiesz, dlaczego pragnęłam wtedy seksu z tobą, musiałam przeżyć taki wstrząs, choć nie ukrywam, że był on bardzo przyjemny. A niedługo przenoszą mnie do innego miasta, też do szpitala, ale nie powiem tobie gdzie. Nie pytaj o mnie, nie szukaj mnie, proszę. Mamy swoją wspólną tajemnicę, mamy swoje piękne wspomnienia. Żegnaj więc, panie Janku…

    To był ostatni raz, kiedy widział siostrę Marcjannę, lub – jak kto woli – Elizę, jego namiętną, ognistą kochankę, która wybrała swoją drogę do przyszłości. Przyjął do wiadomości słowa pięknej kobiety w habicie i uszanował jej decyzję…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Tak poznalem Jowite

    Pewnego letniego dnia spotkał na swej drodze anioła… Tak, to był anioł! Dziewczyna miała może dziewiętnaście – dwadzieścia lat (potem okazało się, że ma dwadzieścia jeden), śliczną buzię dziecka, burzę blond loków upięła w luźny koński ogon, niesamowicie zgrabna, dość wysoka, z pupcią jak dwa orzeszki – i tak małą i tak twardą; ze sterczącym, podskakującym przy każdym kroku jędrnym biustem pod lekką, zwiewną, niezbyt długą sukienką. Nie miała biustonosza, twarde sutki wyraźnie odznaczały się przez cieniutką materię. Szpileczki na długich nogach podkreślały tylko ich nieskazitelny kształt. Okularami w grubej oprawie próbowała dodać sobie powagi, ale i tak jej charakter zdradzały chochliki w dużych, migdałowych, niebieskich oczach i pełne, czerwone, namiętne usta. Kształtną główkę na długiej, cienkiej szyi trzymała prosto i z dumą. Jan stanął przed cudownym zjawiskiem jak wryty, mało brakowało, a otworzył by usta ze zdziwienia.

    – Co się pan tak gapi? – nadąsała się dziewczyna – proszę mnie przepuścić. – próbowała ominąć stojącego przed nią mężczyznę.

    – Momencik – odzyskał rezon – ty jesteś naprawdę? Istniejesz?

    – Nie rozumiem – zatrzymała się – o co panu chodzi?

    – Dziewczyno, żyję już trochę czasu, widziałem kilka naprawdę pięknych kobiet, ale takiej jak ty jeszcze nigdy. Jesteś przepiękną dziewczyną!

    – Wiem, prawie każdy mi to mówi! – uśmiechnęła się do mężczyzny.

    Nie odeszła, patrzyła w jego niesamowite, błękitne oczy.

    – Ale nie każdy powie tobie wprost, że chciałby się z tobą kochać! A ja właśnie to mówię. Wiem, jestem bezczelny cham i gbur, ale wierz mi, nigdy w swym życiu nie miałem takiej ochoty na danie rozkoszy kobiecie, jak w tej chwili. Mówię to jak najbardziej serio i szczerze.

    – Może jeszcze zaproponuje mi pan jakieś pieniądze? – patrzyła na niego z ironicznym uśmiechem.

    – Nie, w żadnym wypadku, nie jesteś przecież dziwką, tylko kobietą, którą chcę wyprawić w obszary rozkoszy, w jakich jeszcze pewnie nie byłaś – Jan uśmiechnął się serdecznie.

    Jego oczy wyrażały jednocześnie zachwyt i prośbę. Dziewczyna stała zaskoczona jego słowami, przez głowę przelatywało jej milion myśli, aż zmarszczyła swe piękne czoło. Patrzyła na mężczyznę, nie wiedziała, jak zareagować. Miała przed sobą nieznanego faceta, co prawda bardzo przystojnego, lekko szpakowatego, dobrze ubranego i pachnącego niezłą wodą, ale… w wieku swego ojca.

    – Pan sobie żartuje, prawda?

    – Niestety, jestem jak najbardziej poważny i serio. Jestem tobą oczarowany. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo chcę cię posiąść, jak bardzo pragnę kochać się z tobą do utraty tchu…

    – Co pan sobie wyobraża? – spytała trochę niepewnym tonem – mam się tutaj rozebrać i będziemy się kochać? – dodała znowu z ironią.

    Była całkowicie zaskoczona bezpośredniością tego obcego faceta, choć musiała przyznać, że był bardzo atrakcyjnym mężczyzną.

    – Absolutnie nie. Zapraszam cię na lampkę czerwonego wina, jakieś smaczne ciacho, jeśli lubisz i pojedziemy do mnie, mieszkam sam. Jeśli się obawiasz – podam tobie mój adres, powiadom kogo zechcesz, gdzie będziesz. A jeśli okaże się, że będziesz zadowolona – zapraszam na taki trochę dłuższy weekend nad morze, do Kołobrzegu. Kolega ma tam apartament, który teraz przez tydzień stoi pusty, możemy sobie tam zamieszkać przez kilka dni.

    – Żartuje pan sobie, tak? A może ktoś chce mi zrobić jakiś kawał? Albo jakaś ukryta kamera, czy inne „Mamy cię”! – piękna dziewczyna była zupełnie zdezorientowana, rozglądała się wokół, nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.

    – Aniołku, jestem całkiem serio i mówię poważnie. Nikt cię nie wkręca, to moja inicjatywa podjęta pod wpływem chwili i twego uroku. Aha, nie przedstawiłem się, Jan jestem – wyciągnął rękę do ciągle zdezorientowanej dziewczyny.

    – Jowita, miło mi – niepewnie podała smukłą dłoń.

    – Jowita… Piękne imię, i piękny film był kiedyś o tym tytule…

    – Wiem, właśnie odziedziczyłam imię dziewczyny z tego filmu, rodzicom bardzo się podobało. Ponieważ mam starszych braci, staruszkowie czekali z tym imieniem na dziewczynkę no i trafiło na mnie – uśmiechnęła się wreszcie.

    – Jowito, jaka jest twoja decyzja? Wiem, zaskoczyłem cię, ale czuję się nie mniej zażenowany niż ty, bo – uwierz mi na słowo – nigdy jeszcze nie składałem takich propozycji w takiej sytuacji żadnej kobiecie!

    – Nie wiem, ciągle wydaje mi się, że to jakaś gra…

    – Zapewniam cię, że nie. Mam pomysł. Zostawię tobie swój numer telefonu, jeśli się zdecydujesz – zadzwoń, będę czekał.

    Wyjął wizytówkę, podkreślił swój prywatny numer i podał dziewczynie.

    – Przemyśl to, bo moja dziwna propozycja ciągle aktualna, możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy. A tymczasem do widzenia, mam nadzieję! – ponownie uścisnął piękną, delikatną, smukłą dłoń, skinął głową i pomału poszedł do samochodu.

    Otworzył drzwi, zajął miejsce za kierownicą. Jowita stała cały czas w tym samym miejscu, zapatrzona gdzieś w dal, jakby nieobecna. Nagle mocno potrząsnęła głową, tak, że spięte włosy rozsypały się na boki, uśmiechnęła się i podbiegła z niesamowitym wdziękiem do ruszającego auta. Obiegła samochód od strony pasażera, otworzyła drzwi, wskoczyła na fotel. Zapinając pas popatrzyła z uśmiechem na Jana.

    – To gdzie zaprasza mnie pan na dobre winko? Zdecydowałam się, bo ma pan niesamowite oczy… Ciacha nie chcę, nie jadam słodkiego. No i wreszcie przypomniałam sobie, gdzie widziałam takie oczy jak pańskie. Ma pan spojrzenie jak młody Paul Newman, jeden z ulubieńców mojej mamy. Oglądała dużo filmów z tym aktorem, stąd to wiem…

    – Zdecydowałaś się, to dobrze, bardzo się cieszę – roześmiał się radośnie przerywając dziewczynie jej wywód o amerykańskim aktorze – Pod miastem jest taka przytulna knajpka, podają tam naprawdę dobre wino. Zdradzisz, co wpłynęło na twą decyzję?

    – Hmmm, widzi pan, zawsze muszę być grzeczna, układna, taka „akuratna”, bo wszyscy wokół tego ode mnie wymagają. Ciągle słyszę, że mam się dobrze uczyć, odpowiednio zachowywać, dbać o siebie, nie szaleć, ciągle jakieś zajęcia po szkole, a to gimnastyka, a to pływanie, do tego lekcje tańca; dobrze, że udało mi się uciec od fortepianu! Teraz studiuję i pracuję, jestem ciągle zajęta. Ale mam tego dość! Normalnie dość! Teraz są przecież wakacje, chcę zaszaleć, zapomnieć o ciągłym pilnowaniu siebie, potrzebuję luzu i swobody, muszę zrobić coś spontanicznie… Miałam chłopaka, nawet kochaliśmy się trochę, ale nie dawał mi satysfakcji, jakiej oczekiwałam. Chcę choć na chwilkę zapomnieć się i spróbować czegoś, czego nie znam, a wiem, że może to być wspaniałe. Mam nadzieję, że nie zrobi mi pan krzywdy? – uśmiechnęła się rozbrajająco. – Mężczyzna z takimi oczami musi byś dżentelmenem…

    – Po pierwsze jeśli jeszcze raz powiesz „pan”, to się pogniewam, mówiłem już, jestem Jan. Po wtóre wiedz, że jestem ostatnią osobą na tej ziemi, która by cię chciała skrzywdzić. Popraw pas, jedziemy.

    Prowadząc samochód zerkał w stronę Jowity, przypatrywał się dyskretnie pięknej młodej kobiecie. Musiał odpowiednio usadowić się w fotelu, żeby nie było widać poważnego wzniesienia w kroczu; żeby kutas nie wyskoczył ze spodni, Jan musiał skupić się na jeździe. Dziewczyna rozglądała się z zainteresowaniem, nie bywała często w tej okolicy. Po kilkunastu minutach byli na miejscu. Znaleźli wolny stolik stojący trochę na uboczu, zasłonięty od strony głównej sali małą ścianką. Kelner przyjął zamówienie, żadnym gestem, ani miną nie zdradził swego zdziwienia widząc taką niecodzienną parę. Popatrywał w ich stronę i już po krótkiej chwili wiedział, że to nie ojciec z przecudnej urody córką. Jan wpatrywał się jak zaczarowany w oczy Jowity, wewnątrz miotały nim różne uczucia. Ujął dłoń dziewczyny, przycisnął do ust, znowu patrzył w oczy, pogładził śliczną buzię wierzchem dłoni.

    – Jesteś piękna – wyszeptał – jesteś nieziemsko piękna!

    Zdjął jej okulary, położył na stole. Jowita przymrużyła oczy, co tylko dodało jej ślicznej twarzy uroku. Zarumieniła się lekko z zażenowania, nie często dojrzali mężczyźni tak bezpośrednio ją komplementowali. Do tego tak interesujący, atrakcyjni i przystojni mężczyźni, jak Jan. Cały czas zaskoczona patrzyła na niego z zainteresowaniem, i co tu ukrywać – coraz bardziej się jej podobał, nie żałowała swej decyzji. Na dodatek być może czekała ją niespodziewana przygoda; miała nadzieję, że wydarzy się w jej życiu coś, czego do końca swych dni nie zapomni… Kelner zrealizował zamówienie, stuknęli się kieliszkami.

    – Okulary masz do chodzenia, czy do czytania? – zainteresował się Jan.

    – Do niczego, to są neutralne szkła, noszę je, żeby dodać sobie trochę …. hmmm… lat? Powagi? Tak wymyśliłam i już!

    – Rozumiem – podniósł kieliszek Za naszą znajomość – znowu pocałował ją w rękę, przycisnął dłoń Jowity do swego policzka – mam nadzieję; nie, jestem wręcz pewny, że w żaden sposób nie zawiodę twoich oczekiwań.

    – Za naszą znajomość – dziewczyna drugą dłonią pogłaskała go po policzku. Nie pojadę dzisiaj do ciebie, nie jestem przygotowana na takie niespodzianki, ale jeśli twoje zaproszenie do Kołobrzegu to prawda, to muszę się trochę jednak przygotować. Kiedy chciałbyś jechać?

    – A ile czasu potrzebujesz? Wystarczą dwa dni? Jeśli się zdecydujesz, gdzie mam po ciebie podjechać?

    – Zadzwonię do ciebie jutro i wszystko ustalimy, muszę jeszcze jakoś urobić staruszków, żeby mnie nie szukali przez policję. – cały czas głaskała Jana po policzku, nagle jednak cofnęła dłoń i znowu się zarumieniła.

    – No i co im powiesz?

    – Jeszcze nie wiem, ale coś mądrego i wiarygodnego wymyślę. Może pojadę do kuzynki?  Czekaj na mój telefon, jutro do wieczora odezwę się do ciebie, zapewniam.

    Czas biegł bardzo szybko, nie zauważyli nawet, że kelner dawał dyskretne znaki, że pora zamykać. Dopiero, kiedy przypomniał im o godzinie, opuścili lokal. Jan miał niesamowitą ochotę na seks z piękną dziewczyną, kutas cały czas uwierał go w spodniach. Odwiózł Jowitę do domu, na pożegnanie dostał długiego, namiętnego całusa, a kiedy wychodziła z samochodu, niby przypadkowo, jej ręka spoczęła na chwilkę na jego kroczu.

    Następnego dnia od rana nie umiał znaleźć sobie miejsca, czuł się dziwnie podniecony, wszystko leciało mu z rąk. Cały czas myślał o Jowicie, układał sobie w głowie mały program ich ewentualnego wyjazdu. Apartament już zarezerwował, na szczęście rzeczywiście stał kilka dni pusty; zdążył spakować plecak z ciuchami, umył samochód, nawet posprzątał dom, żeby tylko czymś się zająć. Czekał na telefon. Zadzwoniła przed dziewiętnastą.

    – Jeśli chcesz, możemy jechać jutro przed południem, dasz radę? – w głosie dziewczyny słyszał radość i podniecenie – będę gotowa od dziesiątej.

    – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, możemy jechać teraz, zaraz! – w duszy śpiewały Janowi chóry anielskie.

    – Zaraz to nie, dopiero jutro, a gdzie mam na ciebie czekać? – w głosie dziewczyny dało się słyszeć radość i podniecenie zbliżającą się podróżą.

    – Czekaj tam, gdzie tobie najwygodniej, podjadę. Więc? – też uśmiechał się do siebie.

    – No to bądź o wpół do jedenastej, na rynku przed jubilerem, tam można parkować.

    – Będę punktualnie. A może spotkamy się teraz, choć na chwilkę?

    – No coś ty! Musze się przygotować, wyszykować, przecież nie chcesz jechać z kopciuszkiem?

    – Dziewczyno, nawet gdybyś założyła na siebie worek od ziemniaków, to i tak była byś najpiękniejsza!

    – Ale umiesz słodzić! – roześmiała się serdecznie – Jeśli chcesz, żebym była w pełni na jutro gotowa, to muszę kończyć. Pa, buziaki! – rozłączyła się, a Jan odtańczył taniec radości.

    Już dawno nie był w stanie takiego podniecenia, na myśl o tym, co go czeka chciał śpiewać. Przepakował jeszcze raz swój plecak, sprawdził, czy o wszystkim pamiętał, sprawdził ponownie auto, do schowka wrzucił prezerwatyw, przetarł niewidzialne pyłki z deski rozdzielczej, wreszcie po szybkiej kąpieli wskoczył do łóżka. Elektroniczny budzik zadzwonił ostro, głośno i niespodziewanie, w fazie mocnego, zdrowego snu. Jan początkowo niechętnie, pomału zwlókł się z posłania, poszedł do łazienki. Codzienna toaleta nie zajmowała mu zbyt wiele czasu, wszystko robił jak automat, ciągle myślał o nadchodzących, nieznanych jeszcze chwilach z najpiękniejszą kobietą, jaką znał.

    Punktualnie o wyznaczonej porze czekał przed zakładem jubilerskim, przedtem zaopatrzył się jeszcze w dodatkową dużą paczkę prezerwatyw o różnych smakach i lubrykant truskawkowy. Przecież truskawki każdy lubi! Czekał już dziesięć minut… Czekał kwadrans… Minęła jedenasta… Popatrzył w lusterko wsteczne, spojrzał sobie w oczy. „Czego się spodziewałeś, stary durniu, że młoda laska będzie chciała się z tobą bzykać, ot, tak, dla samego bzykania? Przedwczoraj poszła z tobą do knajpy, bo widziała, że się nie odczepisz, wykorzystała cię, a ty chciałeś…” Popatrzył poza lusterko, przed autem stała… ONA! Ubrana zupełnie inaczej, niż dwa dni wcześniej, kolorowy t-schirt uwidaczniał brak stanika, biuścik radośnie podskakiwał przy każdym jej ruchu, do tego krótkie, opinające niesamowitą pupę szorty, na stopach klapki, wszystko to pasowało doskonale do kilkugodzinnej jazdy samochodem.

    – Co się tak patrzysz? Nie pomożesz? – trzymała rączkę dużej walizy, obok stały dwie mniejsze torby. – Chyba zmieszczę się z tym wszystkim? Zabrałam tylko kilka niezbędnych drobiazgów długo musiałam się zastanawiać, z czego zrezygnować. Przepakowałam się jeszcze dzisiaj rano, stąd moje niewielkie opóźnienie, przepraszam – uśmiechnęła się czarująco.

    Jan wyskoczył z auta, otworzył bagażnik i prawie wrzucił walizę i torby do środka. Ucałował dziewczynę w oba policzki i zajęli swoje miejsca. Po zapięciu pasów – pojechali. Podróż przebiegała bez większych problemów; cierpliwie czekali na nowo budowanych odcinkach dróg, przestrzegali prędkości, napawali się widokami za oknem. Wreszcie Kołobrzeg. Podjechali pod apartamentowiec, Jan pilotem otworzył bramę, ustawił auto na miejscu parkingowym, windą wjechali na drugie piętro, weszli do mieszkania. Jowita podziwiała przez chwilkę wyposażenie mieszkania, podeszła do mężczyzny.

    – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tutaj jestem – przytuliła się całym ciałem do Jana – bez względu na to, co będzie później – pocałowała go w policzek

    – Też się cieszę, że cię poznałem, że zgodziłaś się jechać z nieznajomym – objął ją ramieniem – postaram się, żebyś nie żałowała tego wyjazdu – uściskał dziewczynę. Teraz rozgość się, masz do wyboru mniejszy pokój z pojedynczym łóżkiem, albo ten większy z prawej , z wielkim łożem. W obu pokojach są telewizory i radia, więc tylko od ciebie zależy, gdzie będziesz spała.

    – No to ten pokój – wciągnęła walizkę do większego pomieszczenia. – Ja śpię od lewej strony – zdecydowała.

    – OK, masz pół godziny na odświeżenie się, a potem wychodzimy na plażę. Drzwi do łazienki przed tobą, a ja idę po resztę bagażu.

    Jan prawie zbiegł po schodach, rozpierała go radosna energia, nie chciał czekać na windę. Zabrał z auta pozostałe torby i siatki, ze schowka wyjął paczkę prezerwatyw i lubrykant. Nie lubił kochać się „w gumce”, ale wolał być zabezpieczony, nie wiedział, co może chcieć jego najnowsza zdobycz. Jowita była już w łazience, kiedy rozwieszał swoje ciuchy i układał na półkach wielkiej szafy. Słuchał szumu wody, musiał zając się czymkolwiek, żeby nie wejść do kąpiącej się dziewczyny. Włączył telewizor, żeby zorientować się, jakie kanały ma do wyboru, szukał przede wszystkim muzyczne. Żadna stacja nie puszczała tego, czego szukał, zamienił więc telewizor na radio, w końcu włączył muzykę z CD.

    – Janie, podaj proszę ręcznik, wisi na krześle – dobiegł go głos z łazienki – nie chcę moczyć podłogi

    – Są dwa, który chcesz?

    – Daj ten kremowy, jest większy.

    Wziął ręcznik, wszedł do łazienki i zaniemówił. Przed nim w kabinie prysznicowej stała niebiańsko piękna, młoda dziewczyna. Włosy upięła i zawinęła w mały ręcznik, żeby się nie pomoczyły. Woda spływała maleńkimi stróżkami po wspaniałym ciele, którego obraz Jan chłonął, chciał utrwalić ten widok na zawsze.

    – Podaj ręcznik, proszę, bo mi się zimno robi! – zawróciła go na ziemię – teraz ty wskakuj pod prysznic

    – Już, zaraz, muszę się rozebrać, nie kąpię się w ciuchach

    – To na co czekasz? Wstydzisz się mnie? Ja się ciebie nie wstydzę, choć jak na panienkę z dobrego domu powinnam – roześmiała się.

    Jan pomału zdjął z siebie ubranie, stał nagi na środku łazienki. Jowita zawinięta w ręcznik, z rozpuszczonymi już włosami, podeszła, patrząc mężczyźnie w oczy. Ujęła jego twarz w dłonie i namiętnie pocałowała. Oddał pocałunek z ochotą, objął dziewczynę i mocno do siebie przycisnął.

    – Auć – zawołała ze śmiechem, odsuwając się od mężczyzny – chcesz mnie przebić? – wskazała na naprężoną, sterczącą pałę. Jaki on ładny i duży i jaki gruby – pochwaliła penis i lekko pogłaskała opuszkami palców – A jaki sprężysty – dodała. – Ładnie go ogoliłeś, wiesz, zdarzyło się, że mogłam posmakować inne kutaski, ale nie były wydepilowane i te paskudne kłaki wchodziły do buzi, łaskotały w nos i w ogóle nie podobało mi się. Ja jestem gładziutka, to niech mój partner też taki będzie – znowu go pogłaskała – a ten jest rewelacyjny, proszę, jak podnosi główkę. Co ja mówię – wielki łeb!

    Popatrzyła rozmarzonym wzrokiem na Jana.

    – Mam nadzieję poznać go dokładniej, powiedziała bym… dogłębnie! – dodała

    – Będziesz miała okazję, a teraz daj mi się wykąpać – Jan ledwo wydyszał z podniecenia.

    – Phi, nie interesują cię moje wdzięki to sobie idę – wyszła krokiem modelki z łazienki z nadąsaną minką. Czekam na ciebie – dodała, odwracając się w drzwiach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Jowita ponownie

    Błyskawiczna kąpiel, smarowanie twarzy balsamem, odpowiedni dezodorant i woda kolońska – zajęły Janowi kilka minut. Popatrzył na swe odbicie w lustrze. Facet, którego widział musiał podobać się kobietom, bez względu na wiek. Ujął w dłoń podnoszącego się penisa, pomasował go trochę. Kolejny raz zdziwił się, jak bardzo jego rumak się zmienił. Jeszcze kilkanaście lat temu jego powierzchnia był gładziutka, różowa skórka opinała tego olbrzyma. Teraz trzymał w ręce pałę oplecioną siatką żył i żyłek, splątanych ze sobą, tworzących niemal guzy, jego powierzchnia była prawie chropowata. „Nie możesz mnie zawieść dzisiaj” pomyślał Jan i uśmiechnął się do siebie. Odświeżony, pachnący wyszedł z łazienki… i znowu oniemiał. Jowita leżała na łóżku, okryta ręcznikiem. Podkurczyła w kolanie jedną nogę, przechyliła ją na bok, odsłaniając różową szparkę w łonie. Popatrzyła na mężczyznę, poklepała dłonią prześcieradło.

    – Może położysz się obok mnie? Mówiłam, że chcę bliżej poznać twego przyjaciela. O, on chyba też ma ochotę na bliższą znajomość, bo zerka na mnie swym jednym okiem – wskazała na znowu sterczącą pałę. Dasz mi go w końcu? – Wyciągnęła po niego rękę.

    Jan zerwał ręcznik, odsłaniając opalone, piękne młode ciało, stał i przyglądał się dziewczynie. Podziwiał jej kształty, upajał się tym widokiem. Piękna twarz okolona burzą lokowatych blond włosów, długa smukła szyja, niezbyt szerokie ramiona, szczupłe ręce, popatrywał na niezbyt wielkie, ale bardzo ładne piersi, patrzące sterczącymi sutkami w sufit. Płaski, dobrze umięśniony brzuch, maleńki koralik w pępku, wzgórek łonowy całkowicie pozbawiony włosów, gładziutki z różową muszelką cipki, nogi szczupłe, ale też dobrze wytrenowane, widać, że dba o siebie i dużo pracuje nad ciałem. Niewielkie stopy z pomalowanymi paznokciami kończyły ten piękny obrazek

    – Jaka ty jesteś piękna – wyszeptał nachylając się nad Jowitą – mogę cię pieścić tak bez przerwy, do końca swoich dni, pozwól mi tylko.

    – Janeczku, a po co jechałam tutaj razem z tobą, dlaczego okłamałam rodziców, że jadę z kumpelkami na rajd, dlaczego musiałam je prosić, żeby mnie kryły? To wszystko tylko po to, żeby przeżyć coś niezwykłego z fantastycznym mężczyzną. Liczę na to, że wreszcie dobrze poznam rozkosze płynące z uprawiania radosnego seksu, że zabierzesz mnie w obszary, w jakich jeszcze nigdy nie byłam, których absolutnie nie znam. Uprzedzę twoje pytanie. Tak, bzykałam się już, miałam kilku chłopaków, ale to było tylko bzykanie, a nie odlotowy seks. Widocznie czekałam na ciebie. Zaimponowała mi twoja odwaga i bezpośredniość, kiedy zwróciłeś się do mnie pierwszy raz, spodobałeś mi się od pierwszych słów, oczarowało mnie spojrzenie twych oczu, już tam chciałam rzucić ci się na szyję i tylko czekałam na ruch z twojej strony, że chciałbyś się spotkać, a tu padła niespodziewana propozycja szybkiego wyjazdu. Byłam w siódmym niebie, kiedy kolejny raz rozpakowywałam walizkę i ponownie się pakowałam, śpiewałam z radości; nawet musiałam sobie trochę ulżyć pod kołdrą, co prawda nieczęsto to robię, ale teraz musiałam rozładować napięcie oczekiwania. A teraz dość gadania, daj mi go wreszcie, nie mogę się doczekać, kiedy spróbuję, jak smakuje ten twój olbrzym, który, mam nadzieję, zmieści się w ustach – mówiąc to trzymała już w dłoni naprężoną pałę i pomału kierowała ją do spragnionej buzi.

    Objęła głowicę ustami, pomaleńku nasuwała się na niego, drażniąc łebek i wędzidełko zwinnym językiem. Nie potrafiła wessać go całego, ale to, co zmieściło się było i tak wystarczające. Pomagała sobie dłonią, masowała wytrwale, mrucząc przy tym jak zadowolona kotka, podniosła wzrok, próbując patrzeć mężczyźnie w oczy. Jan był w siódmym niebie, najpiękniejsza dziewczyna, jaką znał właśnie obrabiała jego pałę. Nie próżnował, pomalutku, leciutko masował pipkę, czuł, że coraz więcej soków wypływa z jej szparki. Położył się obok dziewczyny, odwrotnie niż ona i zbliżył głowę do pachnącego krocza. Poczuł zapach młodej, świeżej cipki, rozchylił palcami wargi sromowe. Ukazały się mniejsze wargi, okalające guziczek łechtaczki, którą musnął językiem, zaraz po tym wsunął go do pulsującej dziurki. Jowita drgnęła, westchnęła głośno, mocniej zacisnęła dłoń na penisie. Penetrował ją językiem, lizał, ssał, szarpał wargi ustami. Mocniej rozsunął nogi dziewczyny, język przesunął się na pupę, dotarł do drugiej dziurki. Zaskoczona odsunęła się szybko, ale zaraz znieruchomiała, czekając na dalszy ciąg pieszczot; kontynuował więc. Palcami podrażnił cipkę, dwa wsunął do środka, kciukiem masował kakaowe oczko. Jowita nigdy nie była tak traktowana, dziewictwo straciła jakieś trzy lata temu z chłopakiem w jej wieku, ale nie wspominała tego dobrze. Ot, przeciętny kutasik stanął chłopakowi, założył prezerwatywę, rozchylił nogi niedoświadczonej dziewczyny, wszedł w nią, po kilku ruchach i jej głośnym wrzasku spuścił się w gumkę i tyle. Próbowała potem z chłopcami starszymi o dwa – trzy lata, ale skutek był zawsze ten sam. Młodzi mężczyźni od pierwszego spotkania podnieceni jej niezwykłą urodą i ciałem nie potrzebowali dużo czasu, żeby osiągać orgazm, mając za nic potrzeby pięknej partnerki. Nigdy też nie poznała smaku spermy; nawet, jeśli zdecydowała się z którymś na fellatio to i tak chłopcy kończyli albo na jej ciele, albo gdzieś obok, nie pozwalała spuszczać się do buzi. Teraz było inaczej. Jowita czuła narastające podniecenie, zbliżało się coś, czego jeszcze nie doznała; orgazmy, które sobie sama fundowała nie mogły się równać skalą z tym, co teraz nadchodziło. Jan nie chciał skończyć przed kochanką, starał się, aby to ona doszła pierwsza, żeby była maksymalnie podniecona w chwili, kiedy wytryśnie w jej buzię. Przyspieszył ruchy dłoni, palce coraz szybciej i mocniej drażniły cipkę i pupę, usłyszał jęki i westchnienia, po kilku sekundach dziewczyna zagryzała zębami piąstkę, żeby nie wybuchnąć wrzaskiem, czuła, że coś w środku ją roznosi, zrobiło jej się bardzo gorąco, na całym ciele wystąpiły kropelki potu. Odruchowo ścisnęła mocno penis mężczyzny, do bólu. Całe ciało wpadło w dygot, wyprężyła się w łuk i z głośnym westchnieniem opadła na pościel. Leżała drżąc i jęcząc z rozkoszy, niewidzącymi oczami wpatrywała się w sufit. Jan w tym samym momencie wystrzelił w gardło porcję gorącego nasienia; mało nie udławiła się tą ilością spermy. Połknęła większą jej część, ale i tak sporo wyleciało na jej brodę, szyję i biust, krople jego nasienia zmieszane ze śliną dziewczyny kapały na prześcieradło. Jowita znowu naprężyła cale ciało, zamglony wzrok utkwiła w twarzy mężczyzny, jedną dłonią zasłoniła usta, drugą położyła na swym łonie, czując pod palcami wypływające z pipki gęste soki. Wreszcie na boku, podkurczając nogi położyła się w bezruchu na pościeli. Leżeli obok siebie ciężko dysząc. Jan pierwszy podniósł głowę i popatrzył na trzęsącą się jeszcze momentami kochankę, zlizującą krople jego nasienia z biustu.

    – Jesteś fantastyczna – wyszeptał – masz taką słodką cipeczkę… A pupa, samo cudo.

    – To ty jesteś niemożliwy, nie kochaliśmy się, tylko mnie normalnie – przepraszam za słowo – wyruchałeś w paszczę, jak mawiają moi koledzy. Przez kilka sekund nie wiedziałam, gdzie, ani z kim jestem, nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, całe ciało mi drżało i podskakiwało, byłam w jakimś niebycie. No i fajnie smakujesz, byłeś troszeczkę słony, nawet posiliłam się, przecież to jest praktycznie czyste białko, prawda?

    – Prawda, prawda, moje ty ruchadełko. Wstawaj, wskakuj pod prysznic i idziemy wreszcie na plażę, póki słońce świeci. Wykąpiemy się, popatrzymy na zachód słońca i wyskoczymy do centrum na kolację. A potem…

    – Co potem? – dopytywała zaciekawiona. Dowiesz się, jak będzie pora. To niespodzianka.

    – A ja znowu bym chciała cię spróbować, bo…

    – To innym razem, zbieramy się – przerwał dziewczynie – no, już, już, ruszaj się.

    – Ale ja bardzo chcę cię poczuć w środku, proszę – jej niewinna minka rozbroiła go zupełnie – chcę mieć twego ogiera w mej gorącej i mokrej, czekającej na niego z utęsknieniem cipce. Wejdź we mnie, proszę, chcę cię!

    – Dobrze, ale zabawisz się w amazonkę. – Jan położył się na wznak, ujął penisa w rękę. Czyli chcesz „na jeźdźca”? Niezbyt często dosiadałam kogokolwiek. – już klęczała obok mężczyzny

    – Owszem, na jeźdźca, ale wersja zmodyfikowana.

    – Zaciekawiasz mnie, jak to jest? – usiadła, bujne włosy zarzucając ruchem głowy na plecy.

    – No to musisz mi go znowu postawić na baczność, możesz to zrobić ustami. – Jan ułożył się wygodnie, podkładając pod głowę poduszkę.

    Nie musiał powtarzać. Jeszcze nie skończył mówić, a już poczuł zwinny języczek na głowicy powstającego kutasa. Sięgnął po prezerwatywy, ale nie były potrzebne; Jowita od pewnego czasu zażywała pigułki antykoncepcyjne, które były znacznie lepszym środkiem zapobiegawczym, niż prezerwatywa. Jan poprawił się na łóżku, podniósł nogi, przycisnął je do piersi, podtrzymując rękoma pod kolanami. Uniesione biodra wyeksponowały sterczącego drąga prawie w pionie, trochę pochylonego w stronę dziewczyny. Jowita domyśliła się, co ma robić. Przysunęła się do mężczyzny, uklęknęła przed nim, nasunęła się na penisa, dosiadła go do końca, udami objęła uniesione biodra Jana, praktycznie siadła na nich i zaczęła jazdę. Teraz to ona dyktowała tempo i głębokość penetracji, komuś patrzącemu z boku mogło się wydawać, że to ona ma wielki członek i posuwa nim mężczyznę. Spodobało się to obojgu. Będąc na ciągłej adrenalinie nie potrzebowali zbyt wiele czasu, żeby przeżyć kolejny, wspólny orgazm. Po kilku konwulsjach opadli obok siebie na pościel, ciężko oddychając.

    – Teraz koniec na pewien czas, dość seksu, życie nie polega tylko na rżnięciu się jak króliki. Poza tym potrzebuję trochę czasu na regenerację

    – Ale to takie fajne, Janeczku, moje dziurki są ciebie ciągle spragnione. Nie wykorzystasz ich ? – zrobiła obrażoną minkę dziewczynki, której ktoś nagle zabrał lizaczka.

    – Twoje dziurki? Obie? Kochałaś się już w pupę, znasz seks analny? Bardzo to lubię, więc nie widzę problemu, zaspokoję je obie, ale później, teraz marsz do łazienki, musimy się trochę przejść.

    Wyszli z mieszkania po kilkunastu minutach, przez park doszli do plaży. Jan toczył dumnym wzrokiem na facetów gapiących się złaknionymi oczyma na piękną dziewczynę. Nie było takiego, który nie patrzył na Jowitę, a i kobiety przypatrywały się zjawiskowej istocie, choć ten przystojniaczek obok niej to też było niezłe „ciacho”, wiele pań poczuło na jego widok mrowienie w pipce… Kiedy Jowita rozebrała się do bikini i rozpuściła włosy, zrobiło się wokół nich trochę ciasno. Nagle ludzie zaczęli „skracać” sobie (idąc naokoło!) drogę od parawanów do wody, rzucając w ich stronę bardziej, lub mniej ukradkowe spojrzenia. Mężczyźni patrzyli wzrokiem pełnym podziwu, kobiety z zawiścią lub z zazdrością.

    Woda w morzu była dość zimna, więc nie korzystali z kąpieli zbyt długo. Poleżeli na kocu, pospacerowali plażą wzdłuż brzegu, poczytali kolorowe gazety, które zabrali z sobą; Jan cyknął kilkanaście zdjęć i po prawie dwóch godzinach wrócili do apartamentu. Szybki, lekki posiłek i znowu plaża – trzeba obowiązkowo zaliczyć zachód słońca. Odeszli daleko od innych plażowiczów, podobnie jak oni czekających na moment, kiedy słońce utonie w morzu. Nareszcie ten niebiański spektakl zaczął się. Rzeczywiście było na co patrzeć. Niebo zmieniało kolory, morze odpowiadało jego odbiciem. Znikanie słońca trwało kilkanaście minut, byli oczarowani. Pod wpływem chwili, nastoju, Jan wsunął dłoń między zgrabne uda dziewczyny, pobudzał pomalutku, delikatnie, twardniejący pod jego palcami guziczek łechtaczki. Jowita nie pozostawała dłużna, już trzymała w dłoni jego pałę i masowała twardą głowicę. Doszli do super orgazmu jednocześnie, Jan spuścił się na piasek plaży, Jowita podrzucała swym ciałem wtulona w mężczyznę…

    Pojechali do miasta, Jan wcześniej zamówił telefonicznie stolik w restauracji na promenadzie, niedaleko latarni morskiej. Kolacja była rewelacyjnie smaczna, humor też im dopisywał, nawet nie zauważyli, kiedy nadeszła północ. Po zapłaceniu rachunku poszli jeszcze na spacer na molo, późno wrócili do domu. Wygonił dziewczynę do łazienki, sam szybko przygotował to, co planował. Wsłuchując się w plusk wody pod prysznicem zbliżył się do niedomkniętych drzwi łazienki. Woda ucichła, najwidoczniej dziewczyna już się wycierała. Popatrzył przez szparę w drzwiach. Jowita stała naga przed lustrem, trzymała w dłoni jego wodę kolońską. Otworzyła ją, powąchała, kilka kropel wylała sobie na dłoń, roztarła i uśmiechając się rozmarzona, odstawiła flakon na półkę przy lustrze. Oparła się plecami o ścianę, przymknęła oczy, ciągle lekko się uśmiechając. Powąchała palce zmoczone wodą Jana, stanęła w lekkim rozkroku, prawa dłoń powędrowała do gładkiej cipki. Pomału, kolistymi ruchami zaczęła się stymulować, pocierała łechtaczkę, drażniła wargi sromowe, cały czas uśmiech nie znikał z jej pięknej, dziewczęcej twarzy. Przyspieszyła ruchy, wsunęła w mokrą pipkę palec, potem drugi, zaczęła się onanizować, nie przestając drażnić łechtaczki; jej oddech stał się szybszy, głębszy, robił się coraz głośniejszy. Jowita przygryzała dolną wargę, to oblizywała usta szybkim ruchem języka. Prawa dłoń w coraz szybszym rytmie zagłębiała palce w cipce, lewa wciąż drażniła nabrzmiały guziczek łechtaczki. W pewnym momencie dziewczyna westchnęła głęboko, przygryzła wierzch lewej dłoni, żeby stłumić krzyk, całe jej piękne ciało zadrżało, nogi ugięły się w kolanach, mało brakowało, a usiadła by na płytkach łazienki. Ustała jednak, wylizała palce wyciągnięte z pipki, poprawiła włosy. Jan wycofał się szybko i bezszelestnie; nawet nie domyśliła się, że przyglądał się jej zabiegom. Wrócił do salonu, popatrzył, czy wszystko jest tak, jak zaplanował. Zanim odświeżona dziewczyna wyszła z łazienki do sypialni, miał wszystko gotowe. Sam też wziął szybki tusz i razem, ubrani jedynie w szlafroki kąpielowe, weszli do salonu.

    – A co to jest? – Jowita była zaskoczona, widząc, co przygotował.

    Na stole, obok płonących świec i butelki szampana stojącej w naczyniu z lodem ułożył półmiski z różnymi przekąskami. Były tam owoce morza, kawałki przeróżnych serów, duży wybór wędlin, pieczywo.

    – To ta niespodzianka, o której mówiłem, podoba się?

    – No pewnie, tym bardziej, że od kolacji już trochę zgłodniałam.

    Usiedli przy stole, Jan otworzył szampana, polał do kieliszków, wzniósł toast.

    – Zdrowie najpiękniejszej istoty na ziemi!

    – Zdrowie najlepszego kochanka na świece – Jowita nie pozostała dłużna.

    Stuknęli się kieliszkami, wypili po łyczku. Jan objął dziewczynę ramieniem, przytulił do siebie i pocałował w usta. Przez chwilę milczeli, oboje zajęci jedzeniem, jednak po kilku minutach Jowita nie wytrzymała. Przełknęła ostatni kęs, popiła łykiem smacznego szampana.

    – Ale będziemy się jeszcze kochać, prawda? – spytała z niewinną minką.

    – Nie, zaraz idziemy spać, jesteś przecież zmęczona podróżą i morskim klimatem. – mówił to poważnym tonem – Muszę dbać o ciebie, kochanie!

    – Że co? Chyba żartujesz! Nie przyjechałam tutaj żeby leżeć na plaży, albo zwiedzać jakieś ruiny. Chcę się kochać z tobą, rozumiesz? – minę też miała poważną i zaskoczoną – Chcę cię mieć obok siebie, w sobie, chcę cię czuć każdą komórką mego młodego ciała, chcę wiedzieć, że pragniesz mnie i tylko mnie. A teraz powiem ci tak, jak mawiają moi kumple, choć jest to nieco wulgarne. Chcę, żebyś mnie kilka razy tak wyruchał, żebym nie mogła chodzić i siedzieć kilka dni, rozumiesz? I nie ma żadnego tłumaczenia, że nie możesz, czy – co gorsze – nie chcesz, bo chyba cię zabiję! – ostatnie słowa prawie wykrzyczała.

    – Nie gadaj tyle, tylko bierz te kieliszki i idziemy do wyrka! – Jan roześmiał się i wziął pojemnik z lodem i szampanem – Zobaczę, co się da zrobić w tej kwestii.

    Poszedł do dużej sypialni, rozścielił łóżko. Przysunął do niego stolik, postawił wiaderko z lodem i szampanem. Jowita podała kieliszki, które napełnił; wypili. Siedząc na skraju łóżka przyciągnął dziewczynę do siebie, objął w pasie. Rozchylił poły szlafroka i cmoknął ją w pępek. Rozwiązał pasek, odrzucił poły ubioru na boki, pochylił głowę. Językiem zawędrował na gładkie, wygolone i pachnące łono. Dłońmi objął pośladki dziewczyny, trochę je rozchylił. Jowita popchnęła go na łóżko, sama uklęknęła przed mężczyzną.

    – Nareszcie mam cię całego dla siebie – wyszeptała – teraz musisz znowu porządnie mnie zerżnąć; nawet nie wiesz, jak bardzo tego oczekuję i pragnę.

    – Kochanie, dla ciebie wszystko – odparł Jan, pozbawiając się krępującego ruchy szlafroka – powiedz, co chcesz, a będziesz to miała!

    – Na początek chcę twego twardziela poczuć w buzi – zanim skończyła zdanie już go wsysała masując nabrzmiałe jądra mężczyzny.

    – Nie tak gwałtownie, mamy czas, nie musisz się śpieszyć – przyhamował zapędy Jowity.

    Obrabiała jego głowicę z niewielką wprawą, ssała główkę, a trzon sterczącego kutasa masturbowała dłonią. Szybko osiągnął wymagane wymiary, ledwo mieścił się w ustach dziewczyny. Nie poprzestawała w swym działaniu, dławiła się, krztusiła, ale nie przerywała doprowadzania mężczyzny do orgazmu. Próbowała wziąć go całego, po same jądra, ale nie udawała się ta sztuka. Próbowała więc małymi kroczkami, wsuwała penisa, a właściwie nasuwała się na niego za każdym razem kilka milimetrów głębiej. Z zadowoleniem stwierdziła, że nie dławi się tak, jak chwilkę wcześniej, każdy ruch sprawiał jej mniej problemów, wręcz przeciwnie, poczuła narastające podniecenie, zupełnie, jakby miała go w cipce. Po pewnym czasie i wielu próbach stało się – wessała go całego, usta dziewczyny dotykały brzucha mężczyzny. Nie zakasłała, nie zakrztusiła się, wystarczyło odpowiednio „ustawić” przełyk. Spróbowała też czegoś ciekawego, dla niej nieznanego, chciała go jeszcze bardziej podniecić. Pomyślała, że może spróbować zaciskać gardło tak, jak przy przełykaniu. Głośne westchnienie Jana było potwierdzeniem, że jej przewidywania były słuszne – w ten prosty sposób dostarczała kochankowi dodatkową porcję rozkoszy. Znowu brandzlowała go ustami, lizała, ssała, lekko kąsała. Jedną ręką masowała sobie pipkę, nabrzmiała łechtaczka wystawała między delikatnymi płatkami osłaniającymi kapiącą śluzem dziurkę. Dotknęła ją, dwa palce wsunęła w szparkę, sprawiało jej to niesamowitą przyjemność, ale to było mimo wszystko za mało. Oderwała się od kutasa Jana, zrzuciła z siebie szlafrok i usiadła mężczyźnie na udach. Odsłoniła różową szparkę pipki, drugą ręką mocno pocierała penisem o łechtaczkę. Z rozkoszy przymknęła oczy, westchnęła głośno i przeciągle raz i drugi. Uniosła się i jednym gwałtownym ruchem nabiła się na gorącego rumaka. Krzyknęła, znieruchomiała na moment, zaraz jednak poprawiła się trochę siedząc na mężczyźnie i zaczęła ruszać biodrami. Jowita robiła to z wielką gracją i wdziękiem; szczupłe uda obejmowały biodra Jana, poruszała się na nich rytmicznie do przodu i do tyłu, w prawo i w lewo, unosiła biodra, aż prawie cały penis mężczyzny wychodził z niej, by za moment zostać wchłonięty przez gorącą pipkę. Podniosła ramiona nad głowę, zabierając dłońmi burzę swych loków, rozrzuciła je przed twarzą, przygryzła ząbkami kosmyk. Zakryła dłońmi twarz, zaczęła masować biust, ugniatała go, rozciągała sutki, szczypała się w nie. Biodrami kołowała na boki, wielka pała wchodziła w nią i wychodziła, narastające podniecenie przyspieszało jej ruchy. Nagle zaciśniętą piąstką zasłoniła sobie usta, z całym impetem, jeszcze mocniej – jeśli się w ogóle mocniej dało – wbiła się na dzidę i upadła bez oddechu na pościel. Jan popatrzył dumnym wzrokiem na swoją kochankę, przeniósł wzrok na ciągle stojącego przyjaciela i puścił do niego oko. Znowu popatrzył na dziewczynę, podniósł się, teraz on klęczał przed łóżkiem. Rozchylił nogi Jowity, zanurzył twarz między jej udami, polizał ciągle drżącą cipkę, zanurzył w niej język.

    – Jesteś słodziutka, a twoja pipeczka pachnie piżmem – wyszeptał.

    Znowu polizał łechtaczkę, w szparkę wsadził palec, potem drugi. Przydusiła jego głowę do łona, oczekując dalszych pieszczot.

    – Wejdź we mnie jeszcze raz, wsadź we mnie swego ogiera, chcę go poczuć pod żołądkiem – wydyszała – czekam na niego znowu, zerżnij mnie! Będę twoją dziwką, jeśli chcesz, ale zrób to wreszcie!

    Nie dał się długo prosić. Podniósł się, przesunął dziewczynę na środek łóżka, klęknął między jej nogami, podniósł je, rozchylił. Mokra, kapiąca sokami dziurka pokazała się w całej okazałości. Przesunął kilka razy dłonią po penisie, nakierował go na cel i pewnym ruchem zanurzył się w środku. Pod biodra Jowity wsunął poduszkę, pipka podniosła się pod odpowiednim kątem, jego penetracja była bardziej odczuwalna, westchnieniem potwierdziła narastającą rozkosz i podniecenie. Dziewczyna pojękując leżała z zamkniętymi oczami, włosy ułożyły się wokół jej głowy w lokowaną, złotą aureolę, dodając jej urodzie dodatkowego wdzięku. Jan podparł się dłońmi o łóżko, pochylił nad kochanką, posuwał ją jak zwykle swą wypróbowaną metodą tłoka parowego, chłonął oczami wspaniały widok przepięknej dziewczyny. W podnieceniu marszczyła czoło, zaciskała zęby, marszczyła swój zgrabny nosek, ciężko oddychała postękując co chwilkę. Przyspieszył.

    – O, tak, tak, tak, tak – wysapała – tak, nie przerywaj, tak, tak, mocniej, mocniej, tak, tak mi dobrze

    Z zadowoleniem słuchał jęków i szeptów mile łaskoczących jego męską dumę. Oto on, Jan, mężczyzna w średnim wieku, ma pod sobą najpiękniejszą kobietę, jaką kiedykolwiek poznał. Ma ją pod sobą i grzmoci jak oszalały, a ona jest w siódmym niebie. Nagle zatrzymał się, znieruchomiał.

    – Co jest, chcę jeszcze – wydyszała Jowita

    – Zaraz będzie, poczekaj cierpliwie.

    Położył się obok dziewczyny, pocałował w usta. Potem w brodę, w szyję, zaczął pieścić twardy biust. Sięgnął ręką do pojemnika z szampanem, wyjął kostkę lodu, dotknął nią sterczący sutek. Jowita drgnęła mocno i westchnęła, uśmiechając się przy tym. Jan potarł kostką lodu pełne usta, przejechał nią po szyi, znowu podrażnił sterczące sutki, położył kostkę w zagłębieniu pępka. Dziewczyna znowu drgnęła, jęknęła przeciągle.

    – To jest fantastyczne, ale wejdź we mnie, bardzo cię proszę, już nie mogę wytrzymać!

    – Już kochanie, zaraz mnie poczujesz…

    – Zdjął ustami rozpuszczający się na gorącej skórze lód, pogryzł go i połknął.

    Pomału wszedł penisem w oczekującą go pipkę i najpierw bardzo wolno zaczął ją posuwać po chwili przyspieszył trochę, potem jeszcze bardziej. Na koniec jego tłok ruszał się w bardzo szybkim tempie, wciskał go go końca, wsłuchując się w westchnienia, jęki i wrzaski zaspokajanej kochanki.

    – Ooo, aaa, tak, ooooo, taaak! Ruchaj mnie, o, matko, pierdol mnie, tak, tak – już nie szeptała a wrzeszczała bez opamiętania ściskając dłońmi jego biodra i przyciągając do siebie z całej mocy – Wal mnie, ja pierdolę, ruchaj mnie, mocno mnie ruchaj, wsadzaj swego chuja do końca, tak, tak, Matko Boska, jeszcze, jeszcze, ruchaj mnie, o kurwa, pierdol mnie jak dziwkę, rozpierdol mi pizdę na kawałki, jestem twoją dziwką, oooo, taaaak, ruchaj swoją dziwkę, o kurwa… tak, tak

    Wyskoczył z cipki, błyskawicznie skierował kutasa na dupkę i pocisnął z całą mocą w kakaowe oczko, z mlaśnięciem wszedł po same jądra i kontynuował swe „dzieło”. Podniósł wyżej zgrabne nogi, zarzucił na ramiona i pchał swego kutasa w ciasną pupę.

    – Ooooooo!!!! – Jowita już prawie ryczała, nie wzdychała, ani nie jęczała – pierdol moją dupę, aż się zsikam, zruchaj ją na strzępy, chcę tego, ruchaj mnie bez końca tym swoim ogierem, kocham go!

    Nagle zamilkła. Wyprostowała nogi, szarpnęła się, rzuciła na łóżku, wygięła w łuk i wpadła w dygot. Trzęsło się jej całe ciało, z mocno otwartych ust wydobywał się „niemy krzyk”, który kilka sekund później zmienił się we wrzask, aż musiał w końcu przydusić ją poduszką. Trwało to jakąś chwilę, aż wystraszył się, że ją udusił. Spod poduszki, którą podniósł patrzyły na niego nieprzytomne, zamglone oczy. Jowita nakryła twarz dłońmi, wracała do rzeczywistości.

    – Coś ty mi zrobił? Gdzie mnie wysłałeś? Gdzie byłam? – ledwo usłyszał jej szept – przedtem myślałam, że orgazm to jest to, co mi zafundowałeś po południu, ale bardzo się myliłam! Janeczku, jesteś chyba, nie, jesteś na pewno najwspanialszym kochankiem na świecie, a to, co było teraz to prawdziwe mistrzostwo! A pomysł z lodem był fantastyczny! Czy ty byłeś w mojej pupie? Czuję, jakby ktoś tam gościł, ale to było rewelacyjnie przyjemne, nie wiedziałam, że może tak być, nikt tam nie był przed tobą! Ale mnie zaspokoiłeś…

    – Co mam ci powiedzieć… Starałem się – Jan był dumny z siebie jak nigdy.

    Często słyszał podobną opinię, ale nigdy od TAKIEJ kobiety!

    – Ale zdzira ze mnie! – Jowita podskoczyła nagle na łóżku – przecież ty mi dogodziłeś, a sam? Muszę się wami zająć – mówiąc to pochyliła się nad kroczem mężczyzny

    Złapała pałę u podstawy, poruszała kilka razy dłonią i wsunęła ją do ust. Przypomniała sobie, jak wchłonąć ją całą, poczuła ją przy migdałkach. Nie potrzebowała się wiele wysilać. Jan był dostatecznie podrajcowany i po kilkunastu sekundach starań dziewczyny wytrysnął w jej gardło. Zakrztusiła się, jak zwykle bywało nie zdążyła wszystkiego połykać, nie była w stanie, musiała wysunąć częściowo kutasa z buzi, sperma wystrzeliła na twarz, spłynęła jej po brodzie. Zebrała w dłoń to, co wyleciało i wylizała ją dokładnie z szelmowskim uśmiechem na pięknych ustach.

    – Tym razem byłeś słodki! Ciekawe doświadczenie… Następna porcja twoich soczków pójdzie cała na biuścik, bo to ponoć dobra maseczka dla skóry, muszę to spraktykować – szczebiotała ze śmiechem – ale cipkę i pupę odczuwam, nigdy nie były tak mocno doświadczone.

    – Ale ty masz język, klniesz jak kapral w wojsku na poborowych – roześmiał się Jan – dawno nie słyszałem takiego słownictwa, tylu bluzgów, co teraz. A niby dziewczynka z dobrego domu, no, ładnie!

    – Ja przeklinam? Coś ty! – jej zdziwienie nie było udawane – Może niekiedy, jak się na kogoś wkurzę, ale tak to nigdy! Serio!

    – No to ci udowodnię!

    Wstał z łóżka podszedł do szafki. Jowita patrzyła z podziwem na swego mężczyznę. Wysoki, przystojny, trochę po czterdziestce, sportowa sylwetka, wyraźnie widoczne mięśnie brzucha, widać, że nie zapuścił treningów na siłowni. Męskie rysy twarzy, mały zarost, pewne, mocne spojrzenie znamionowały silny charakter. Długie włosy zaczesywał do tyłu, i te oczy… Szedł do komody stojącej pod ścianą pewnym krokiem, na mocnych nogach wyraźnie rysowały się wytrenowane mięśnie, między nogami kołysał się ciągle jeszcze stojący, duży penis. Uśmiechnęła się do siebie, podobał jej się ten facet… Jan wziął z komody małe urządzenie, które okazało się kamerką, nacisnął kilka przycisków. Zgasił światło, włączył kamerę. Na suficie zobaczyli siebie wchodzących do pokoju, siadających na łóżku, pijących szampana. Patrzyli na przewijający się przed ich oczami obraz nie zaprzestając pieszczot. Wraz z rozwojem akcji na filmie narastało ich podniecenie, wzmogli drażnienie swych sfer erogennych. Jowita masowała dłonią coraz sztywniejszego kutasa, Jan wsuwał palce w cipkę i w pupę dziewczyny.

    – CO? Ja tak mówiłam? – patrzyła i słuchała z niedowierzaniem swych jęków, krzyków i przekleństw – to nie możliwe, ja tak nie mówię, prawie nie znam tych słów. – zarumieniła się wstydliwie.

    – Jednak znasz, przeklinasz jak furman – zaśmiał się Jan – to, co się działo było poza tobą, nie panowałaś nad sobą. A te przekleństwa musiałaś znać, inaczej być tak nie mówiła.

    – Ale ja…

    – Co ty? – przerwał dziewczynie – za takie słownictwo panienka musi bezwzględnie ponieść karę i to dotkliwą!

    – Co chcesz zrobić? – spytała z lekką obawą – Będzie bolało?

    – Oj, będzie bolało, bardzo bolało!

    Odłożył kamerę na stolik, znowu włączył nagrywanie. Wsunął rękę pod kibić Jowity, przyciągnął ją do siebie, odwrócił tak, że miał przed sobą lekko wypiętą kształtną, zgrabną pupę.

    – Otrzymasz karę cielesną – niezbyt mocno uderzył ją w pośladek

    – Auć! Auć! – po drugim klapsie, nieco mocniejszym – byłam niegrzeczną dziewczynką, należy mi się kara!

    – A za co należy się ta kara? – Jan znowu klepnął mocno pupę

    – Mówiłam brzydkie wyrazy i kochałam się z nieznajomym mężczyzną, który rżnął mnie w cipkę, w buzię i w pupę!

    Czwarty klaps był najsilniejszy, aż podniosła głowę.

    – Bij, Jowitka zasłużyła sobie na srogą karę, bo te klapsy ją niesamowicie podniecają!

    – Podoba się tobie taka kara? – znowu mocno uderzył.

    Złapała w rękę ciągle stojący członek, zaczęła go masować.

    – Podoba się, ale wolę, żebyś mnie ukarał inaczej.

    -Jak?

    – Może zrobię ci dobrze ustami, a ty nie będziesz już dzisiaj chciał innego seksu ze mną.

    – Dziewczyno, w ten sposób ukarał bym siebie! – zamyślił się na chwilę – już wiem! Teraz cię porządnie zerżnę, sam skończę, a ty nie przeżyjesz orgazmu do rana.

    – Nie, nie chcę tak, lepiej bij mnie w pupę.

    – Nie, nie jestem sadystą, nie bawi mnie taki seks. A tyłek masz czerwony, jak pawian!

    – No coś ty! Nie jestem żadnym pawianem! – oburzyła się ze śmiechem

    – Ale jesteś bardzo sympatycznym małpiszonem! Odwróć się.

    Nałożył na pałę żelu, posmarował wypiętą, czerwoną od razów pupę. Klęcząc za dziewczyną, pomału, bez pośpiechu wszedł w nią cały, zaczął rżnąć zgrabną dupeczkę. Szybkie, mocne ruchy dawały mu wiele satysfakcji z takiego seksu. Słuchał pojękiwań dziewczyny i klaskania jąder odbijających się od mokrej pipki. Przesunął dłonie trzymające niesamowite bioderka, ujął jej piersi, podniósł Jowitę, oparł o swą klatkę piersiową, zaczął całować jej kark, uszy; odwróciła twarz w stronę kochanka, ich języki spotkały się w namiętnym tańcu. Opadła do przodu podpierając się rękami. Orgazm Jana nadchodził bardzo szybko. Znowu mocno ujął w dłonie biodra dziewczyny, wchodził w jej odbyt z całym impetem. Nagle odepchnął ślicznotkę, usiadł na skraju łóżka, położył się na plecach. Podniósł Jowitę, postawił tyłem przed łóżkiem, pociągnął do siebie, nabijając małą pupę na oczekującego jej kutasa. Dziewczyna siedziała na nim, rozchyliła szeroko nogi, masowała mocno nabrzmiałe jądra. Po małej chwili zalała Jana fala ciepła, głośno jęcząc z niesamowitej rozkoszy wystrzelił potężny ładunek spermy, wysunął się z dupki. Jowita dokładnie wylizała wszystko, co było na opadającym pomalutku penisie, pogłaskała go z czułością.

    – Popracuj jeszcze chwilkę, zaraz dojdę, jestem bardzo podniecona – przymilała się – proszę!

    – Nic z tego, jak kara, to kara! Nie, to nie! – odwróciła się tyłem do Jana – obraziłam się!

    – No trudno, ale jestem konsekwentny.

    – Janku, a tak w ogóle to dlaczego nas nagrywałeś? Chcesz się chwalić kumplom, jaką laskę wydymałeś?

    – No wiesz, jak możesz! Teraz to mnie obrażasz. Nigdy, ale to nigdy nie opowiadam co, gdzie i z kim, to moja i tylko moja sprawa. Nagrywałem, żeby mieć dla siebie miłe wspomnienie, żeby kiedyś, po latach móc popatrzeć na siebie jeszcze w miarę młodego i na najpiękniejszą dziewczynę, jaką znam. Przecież nasze drogi prędzej, czy później rozejdą się…

    – Ale zanim to nastąpi wsadź mi swego ogiera do cipuni, proszę!. I nie mów mi teraz o rozejściu się, nie chcę tego!

    – Powiedziałem, że nie, więc nic z tego. Idź do łazienki wykąp się, pora spać, jutro też jest dzień.

    – Wykąpię się rano, a dzisiaj chcę zasnąć cała w twoich zapachach, podoba mi się to. Ty mi się podobasz…

    Objął dziewczynę, położyła głowę na jego piersi, przytuliła się, ziewnęła i po minucie spała. Jan patrzył na nią w świetle nocnej lampki, ciągle podziwiał niesamowitą urodę, wspominał ostatnie godziny. Sięgnął do kamery, wyłączył. Uśmiechnął się do siebie i z tym uśmiechem wkrótce usnął.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Jowita i kelnerka

    Spał twardo całą noc, obudził się dopiero, kiedy jeszcze w półśnie poczuł smakowite zapachy dochodzące z kuchni. Miał ogromny, poranny wzwód, penis sterczał podnosząc dumnie głowę. Objął go, kilka razy przesunął po nim dłonią odsłaniając czerwoną główkę. Zsuwał napletek, masował głowicę. Czuł, że za chwilkę dojdzie, przerwał swój onanizm… Niechętnie zwlókł się z łóżka, owinął w szlafrok i pomaszerował do źródła zapachów. W kuchni rządziła Jowita. Ubrana w jego nie do końca zakrywającą piękną pupę koszulę, pod nią naga, przygotowywała śniadanie. Popatrzyła w stronę drzwi sypialni, z których wyszedł zaspany, rozczochrany Jan.

    – Dobrze, że wstałeś, kochanie, właśnie smażę jajecznicę na boczku ze szczypiorkiem. Do tego chrupiące bułeczki z masłem i kakao. Może być takie śniadanko?

    – A skąd wzięłaś te wszystkie rzeczy, przecież lodówka była prawie pusta – zdziwił się Jan – zamówiłaś na Allegro?

    – Nie, wstałam już ponad godzinę temu, poszłam do sklepiku tutaj obok, wykąpałam się i działam! Idź do łazienki, weź prysznic i pospiesz się, bo za dziesięć minut śniadanie.

    Stał jeszcze chwilkę patrząc na krzątającą się dziewczynę. Podobała mu się ta piękna laseczka, czuł do niej jakieś dziwne uczucie, patrząc na nią ciepło robiło się się Janowi koło serca. Nie wytrzymał, podszedł od tyłu do Jowity, rozwiązał pasek swego szlafroka, zadarł dziewczynie do góry koszulę, chwycił za biust i znowu już stojącym kutasem wszedł w ciepłą i wilgotną pipkę. Oparła się rękami o stół, opuściła głowę, włosy rozsypały się wokół twarzy, westchnęła przeciągle.

    – Nareszcie, nie mogłam się doczekać – wypięła się w stronę mężczyzny, stanęła szeroko na nogach – Jasiu, zerżnij mnie mocno na dzień dobry, proszę!

    Nie musiała prosić, był cały w niej, jądra odbijały się od łona, dziewczyna pomagała, dostosowując ruchy pupy do tempa penisa. Orgazm nadszedł dla Jowity nadspodziewanie szybko. Jan przytrzymał biodra kochanki, ale nie spuścił się w nią, wyrwała się z jego uścisku. Szybko uklęknęła przed mężczyzną, uchwyciła penisa w usta. W chwili, kiedy poczuła nadchodzący wytrysk skierowała go na swój biust. Wytrzepała wszystko, do ostatniego strzału, na końcu wylizała śliski łeb.

    – Mówiłam, że sperma to ponoć świetna rzecz dla skóry, muszę to wypróbować – rozsmarowała cały ejakulat na piersiach – ciekawe, jak to działa… A ty uciekaj wreszcie do łazienki, śniadanie prawie na stole.

    Co rano wybiegali na brzeg morza, potrafili przebiec truchtem kilka kilometrów, urozmaicali ten czas pieszczotami, albo szybkim seksem pod wydmami. Całe godziny spędzali albo na spacerach po plaży, albo w łóżku. Choć stwierdzenie, że w łóżku, jest trochę na wyrost, bo kochali się wszędzie, gdzie tylko się dało; w łazience, w kuchni, na tarasie, w windzie, na plaży. Odpoczywając oglądali sobie na filmikach swoje harce i wyczyny miłosne.

    Czas mijał jednak nieubłaganie, kilkudniowy pobyt pomału dobiegał końca, został im ostatni wieczór. Tym razem to Jowita zaprosiła Jana na kolację. Przy Rynku, na jednej z bocznych, wąziutkich, zastawionych stolikami i krzesłami uliczek była urocza, mała restauracyjka. Panował w niej ciepły klimat, stoliki stały w oddzielnych boksach, z głośników sączyła się nastrojowa muzyka. Żeby zamówić posiłek, przeglądali menu, w karcie było kilka interesujących pozycji. Czekanie na obsługę urozmaicali sobie pogawędką o wszystkim i niczym. W pewnym momencie Jowita popatrzyła Janowi głęboko w oczy, położyła dłoń na jego kroczu i wprawnym ruchem wydobyła na wierzch powstającego z uśpienia dorodnego penisa. Nie wierząc w to, co się dzieje popatrzył na dziewczynę, zaczął rozglądać się wokół, sprawdzając, czy nikt ich nie podgląda. Jowita nie traciła czasu. Pochyliła się szybko nad jeszcze leżącym smętnie kutasem i wzięła go w usta, drażniąc główkę zwinnym językiem.

    – Zwariowałaś, co robisz? – wyszeptał Jan.

    – A co, nie podoba się? – podniosła głowę znad jego krocza. – Wiesz, że go uwielbiam.

    Wróciła do przerwanej czynności. Energicznie nasuwała usta na powstającego, podnoszącego coraz wyżej głowę kutasa. Zasysała go głęboko, tak, jak oboje lubili, zaczęła pomagać sobie dłonią, robił się twardszy i ciągle rósł. Jan już nie rozglądał się aż tak energicznie, jak chwilkę wcześniej, zaczął poddawać się rytmowi ruchów dziewczyny. Jej usta i język wyczyniały cuda na jego penisie, podniecenie ciągle narastało. Próbował objąć dłonią biust, ale odtrąciła go; tak samo skończyła się próba sięgnięcia do cipki. Jego podniecenie bezustannie narastało i już w kilkadziesiąt sekund później mocno zacisnął usta, zamknął oczy i eksplodował w gorących ustach. Mimo, że spijała spermę z zachłannością spragnionego wielbłąda na pustyni, kilka kropel wydostało się z ust dziewczyny. Podniosła głowę znad krocza mężczyzny, popatrzyła mu w oczy i uśmiechnęła się jak leniwa kotka. Kropla nasienia zatrzymała się na jej brodzie.

    – Podobało mi się – stwierdziła półgłosem – jak chcesz, możemy powtórzyć, mam na niego nieustającą ochotę. Moja buzia, cipka i pupa mogą go przyjąć w każdym momencie, wiesz przecież, prawda?

    – Oczywiście, ale… – przerwał, bo podeszła młoda, niebrzydka, bardzo zgrabna kelnerka.

    – Dobry wieczór, co państwo sobie życzą, mamy duży wybór… – w tym momencie dostrzegła błyszczącą kropelkę na brodzie dziewczyny siedzącej w towarzystwie dużo starszego od niej faceta.

    – A pani… – znowu przerwała zakłopotana – tutaj… – palcem wskazała na swoją brodę – coś pani ma!

    Jowita palcem wskazującym starła nasienie, wsunęła cały palec do ust i z lubieżnym uśmiechem patrząc na kelnerkę dokładnie go wylizała.

    – Widzę, że wiesz, co to było, masz w tym duże doświadczenie? – spytała zmieszaną pracownicę restauracji – a może sama też chcesz spróbować tego miodu? – dodała, nie przestając się uśmiechać.

    Kelnerka popatrzyła na mężczyznę, bardzo przystojny, interesujący, laska ze spermą na buzi była super atrakcyjna; piękna, wysoka, niesamowicie zgrabna; obserwowała ich dyskretnie, kiedy weszli do lokalu i szukali jakiegoś wolnego miejsca. Spodobała się jej ta para. Dziewczyna szybko odzyskała rezon.

    – Kończę za dwie godziny, jeśli chcecie zabawy to jestem gotowa. A tymczasem co zamawiacie?

    Jan zaskoczony patrzył to na Jowitę, to na kelnerkę; dziewczyna fajnie zbudowana, niezbyt wysoka, buzię miała bardzo interesującą, niekonwencjonalnej urody, no i te oczy! Wielkie, patrzące na świat ze zdziwieniem, zaskoczeniem, ale i z wielkim zainteresowaniem, ciekawością tego właśnie świata. Uśmiech pełnych, mocno zarysowanych ust, na pewno nie nieśmiały, znamionujący pewność siebie, jakąś stanowczość, odsłaniał olśniewającą biel pięknych zębów. Fartuszek ledwie okrywał ładną, foremną, delikatnie wypiętą pupę, a na górze dość pokaźny, kształtny, podskakujący w rytm kroków biust; widocznie była bez stanika. Patrzyła na mężczyznę.

    – Co podać?

    – Dzisiaj ona rozkazuje – wskazał na Jowitę – ja się nie odzywam.

    – Co macie ciekawego w karcie na kolację? Jesteśmy głodni i spragnieni. A za dwie godziny czekamy na ciebie koło kuli przed Ratuszem. Jak masz na imię?

    – Jestem Majka – przedstawiła się kelnerka

    – Ja jestem Jowita, a to Jan – wskazała na mężczyznę – Podaj proszę to, co uważasz, że nas zadowoli, zdajemy się na ciebie.

    – Ok, ale musicie poczekać kilkanaście minut.

    – Jesteśmy cierpliwi, poza tym, jak sama widzisz nie nudzimy się w swoim towarzystwie. Może wkrótce przekonasz się o tym?

    Kiedy kelnerka odeszła Jan popatrzył zdziwiony na Jowitę.

    – Coś ty kombinujesz, dziewczyno, co ci chodzi po tej pięknej główce?

    – Poczekaj, właśnie coś wymyśliłam, chcę zrobić coś, czego jeszcze nigdy nie próbowałam, a jestem tego cholernie ciekawa. – Jowita położyła palec wskazujący na ustach mężczyzny – Pora na najróżniejsze doświadczenia, nawet takie, które mogą wydawać się tobie trochę… dziwne?

    Kolacja przebiegała w dobrym nastroju, jedzenie serwowane przez Majkę było przepyszne. Kelnerka donosiła co chwilkę jakieś dodatki, zabierała puste naczynia nie przestając obserwować tej intrygującej pary. Facet był dużo starszy od dziewczyny, w zasadzie to mógłby być jej ojcem, ale chyba nie robiła loda ojcu! Że to było fellatio wiedziała dobrze, widząc kroplę spermy na twarzy dziewczyny, jej rozognione oczy, a zaczerwieniona twarz mężczyzny potwierdzała te przypuszczenia. Podobali jej się ci ludzie, byli bardzo ładną i sympatyczną parą. Majka już trzeci miesiąc była sama, chłopak zdradził ją z jej dwoma najlepszymi przyjaciółkami. Pokłóciły się kiedyś o jakiś nieistotny drobiazg, zrobiła się z tej sprzeczki niepotrzebna, wielka afera. W apogeum kłótni obie – kiedyś serdeczne przyjaciółki, znające wszystkie jej sekrety – odgrażały się, że tak się z Majką policzą, że pożałuje tego. Okazało się, że zagięły parol na chłopaka dziewczyny, zaczęły go uwodzić i opowiadać o Mai niestworzone historie… Zrobiły to razem, bzykały się z nim obie naraz, a potem te wredne suki poinformowały o zdradzie wszystkich znajomych, wystawiając ją na pośmiewisko. Zerwała kontakty z całą trójką, z wieloma znajomymi też… Jako dziewczyna obdarzona wielkim temperamentem Majka trochę cierpiała z braku regularnego seksu; zabawy wibratorem i dildo były tylko namiastką spełnienia jej potrzeb. Teraz przyglądała się z ukrycia nieznanej, interesującej parze i czuła, że zaczynają się poruszać motylki w brzuchu, a cipka wilgotnieje. Z wrażenia wylała zupę, zrzuciła kufelek z piwem. Otrząsnęła się, zabrała się za pracę, szef już dziwnie na nią patrzył…

    W tym czasie nasza para konsumowała smaczną kolację, siedząc samotnie w wydzielonym boksie. Jan sięgnął ręką do krocza Jowity, która czując to, lekko rozchyliła nogi. Odsunął na bok miękkie szorty i pasek stringów, poczuł w dłoni wilgoć i ciepło gładziutkiej pipki. W mokrą dziurkę wsunął dwa palce, zaczął nimi wolno poruszać, drażniąc ścianki pochwy. Dziewczyna westchnęła głęboko, przymknęła oczy, usiadła wygodniej jeszcze bardziej rozchylając uda. Mężczyzna przyspieszył ruchy, wciskał się w cipkę na całą długość palców. Nie musiał długo drażnić coraz bardziej mokrej dziurki, orgazm przyszedł błyskawicznie. Dziewczyna zacisnęła usta, drżała przez chwilę, głęboko oddychała zaciskając z całych sił uda, złapała rękę ciągle tkwiącą w kroczu, wzięła mokre od jej soków palce do ust i dokładnie je wylizała.

    – Podobało mi się to – wyszeptała – chcesz loda?

    – Nie, może później, w domu

    – Ale ja mówię o lodzie, o takim zimnym deserze! A ty świntuchu o czym myślałeś? – roześmiała się radośnie.

    Przekomarzając się skończyli kolację, uregulowali rachunek zostawiając Majce suty napiwek.

    – Za godzinę jesteśmy koło kuli, nie zawiedź nas – Jowita puściła do niej oczko.

    – Będę, czekajcie na mnie – uśmiechnęła się nieśmiało. Obeszli spacerkiem rynek, pooglądali przez płot stare wojskowe sprzęty w muzeum wojska, popatrzyli na Parsętę, pomału zbliżali się przytuleni do kamiennej kuli przy Ratuszu. Siedząc na ławeczce czekali na Majkę urozmaicając sobie czas delikatnymi pieszczotami.

    – Coś ty wymyśliła – dopytywał Jan – do czego ta dziewczyna jest nam potrzebna?

    – To ja ją potrzebuję bardziej od ciebie – Jowita uśmiechnęła się tajemniczo, patrząc mężczyźnie w oczy.

    – Ty? – nie ukrywał zdziwienia.

    – Tak, muszę wreszcie zrobić coś, o czym marzę od dawna, a nie miałam ani okazji, ani odwagi…

    – Czyżbyś chciała…

    – Tak – przerwała – chcę się z nią kochać, nie wiem dlaczego, ale ta dziewczyna spodobała mi się niesamowicie, jest taka… taka… dziewiczo niewinna i piękna! Tobie, widziałam, też wpadła w oko.

    – Nie wpadła mi w oko, ale zewnętrznie jest bardzo przyjemna, można na niej zatrzymać wzrok na dłużej…

    – Tak, tak; baju, baju, nie czaruj, przecież widziałeś ją już we własnym łóżku, poznałam po twoich oczach. Było tak?

    – Nie odpowiem!

    W końcu nadeszła. Wyglądała inaczej, niż w lokalu. Okazało się, że ma dość długie włosy, które wcześniej ukryła pod czepkiem z logo restauracji. Szpileczki na smukłych długich nogach dodawały jej kilka centymetrów wzrostu, bluzeczka z dekoltem ledwo okrywała jędrne piersi.

    – No to jestem, cześć – przywitała się – jakie macie plany?

    – Dowiesz się wkrótce – Jowita wstała, na powitanie ujęła twarz Majki w dłonie i wpiła się w jej pełne usta wpychając między nie ruchliwy języczek.

    – Rozumiem… – wysapała Majka, kiedy osunęły się od siebie – Ale nigdy nie robiłam tego z kobietą!

    – Ja też nie, dlatego musimy spróbować, a Jan nam potowarzyszy

    Przeszli przez park, złapali taksówkę, po kilku minutach byli w apartamencie.

    – Dziewczyny pod prysznic, a ja szykuję popitkę i zakąskę – Jan przejął dowodzenie.

    Po chwili z łazienki dobiegał szum wody i piski roześmianych dziewcząt. Wyjął z lodówki resztę pozostałych tam przekąsek, wyjął butelkę szampana. Ustawił wszystko na stole, zapalił świece, włączył nastrojową muzyczkę. Ogarnął pokój wzrokiem, zadowolony uśmiechnął się do siebie i wdusił jeszcze jeden guzik. Siadł w fotelu i zaczął wyobrażać sobie, co niedługo będą robili. A przecież wyobraźnię miał bogatą! Kilka minut później zaniepokoiła go nagła cisza w łazience. Pomalutku otworzył drzwi, wszedł bez pukania i … zdziwił się. Jowita z przymkniętymi oczami i błogą miną, stała oparta plecami o ścianę, jedną nogę oparła na brzegu wanny, uwydatniając swą cipkę, przed którą klęczała Majka i starannie ją wylizywała wypinając w stronę zaskoczonego mężczyzny swą zgrabną pupę. Jan zbyt długo nie wytrzymał tego widoku, musiał coś zrobić. Rozebrał się szybko, starannie nałożył na stojącą już pałę lubrykant, podszedł do Majki i bezceremonialnie wszedł jednym ruchem w wypiętą cipkę. Dziewczyna drgnęła, ale nie przestawała wylizywać Jowity, za to zaczęła głośno mruczeć, stękać i pojękiwać, ruszając rytmicznie dupką. Po kilkunastu ruchach wyszedł z cipki i załadował nabrzmiałą pytę w pupę, przedtem wypróbował ciemną dziurkę paluchami; zaczął ją szybko posuwać. Tym razem Majka przestała wylizywać swą kochankę, zaciskała zęby i stękała głośno podrygując w rytm ruchów mężczyzny. Jan podniósł dziewczynę z kolan, oparł jej dłonie o ścianę i kontynuował swe czynności. Jowita za to klęczała przed swym facetem liżąc jego skaczące jądra i palcując cipę Majki. Przerwał nagle, odsunął się od dziewczyn.

    – Wystarczy. Wykąpcie się, potem moja kolej. Na stole macie przekąską i coś do picia.

    – Ale… – próbowała oponować Jowita.

    – Nie ma żadnego „ale”. Za dwie minuty wchodzę do łazienki, a was nie ma już tu być, jasne?

    – Tak jest, panie sierżancie! – stanęła na baczność i zasalutowała Majka – Za dwie minuty łazienka pusta!

    Wyszedł do pokoju, nalał sobie solidnego drinka. Z uśmiechem zastanawiał się, co może się jeszcze tej nocy wydarzyć. Rzeczywiście bardzo szybko, bo już prawie dziesięć minut później dziewczyny owinięte w ręczniki pobiegły z piskiem do sypialni, plaskając mokrymi stopami po parkiecie. Jan spokojnie dopił drinka, nie spieszył się. Po odgłosach dochodzących z sąsiedniego pokoju domyślał się, co się tam dzieje, wiedział, że dziewczyny nie próżnowały. Pomału poszedł do łazienki, bez pośpiechu wykąpał się pod natryskiem. Popatrzył na swe odbicie w dużym lustrze. Widok był bardzo interesujący. Mężczyzna w średnim wieku, dość wysoki, bardzo przystojny. Długie, blond płowe włosy zaczesane do tyłu, na twarzy kilkudniowy zarost. Całe ciało wydepilowane, duży, długi i gruby członek podnosił głowę między nogami. „Może być, pomyślał, żebyś mnie nie zawiódł, kolego! Dwie pipki i dwie dupki czekają na ciebie! A jak się sprawisz – każda da ci solidnego buziaka”. Tak sobie gadając w myślach do siebie wyszedł nagi z łazienki. W sypialni panowała cisza! Spokojnie nalał sobie nowego drinka, rozkoszował się smakiem doskonałego trunku ze Szkocji, uznał, że jego przyjaciel, właściciel mieszkania ma doskonały gust i smak. „Będę musiał zabrać go na kilka dni na narty w Alpy, zasłużył sobie” – pomyślał Jan. Otworzył drzwi do sypialni Dziewczyny siedziały na łóżku, każda tkwiła między nogami drugiej, ocierały się cipkami. Naśladowały ruchy frykcyjne, pocierały się w dużym tempie, przy tym dyszały głośno i sapały. Opierały się na rękach, napierały na siebie i podrygiwały spazmatycznie. Orgazm osiągnęły w tym samym momencie; obie wyprężyły się, wygięły do tyłu, ich ciałami wstrząsały dreszcze. Jan z zafascynowaniem przyglądał się tej scenie, jego penis rósł w oczach, w kilka chwil osiągając maksimum. Nie czekał sekundy dłużej, dołączył do dziewczyn. Jedną ręką złapał Jowitę za pipkę, drugą Majkę za kark i zmusił ją do obciągania pokaźnej pały. Paluchami penetrował wnętrze mokrej cipki, drażnił łechtaczkę, pobudzał do wydzielania lawiny słodkich soczków. Majka dławiła się wielkim kutasem, ale nie odpuszczał, wpychał się tyle, ile mógł, prawie do końca, nie zważając na obronne ruchy obciągającej go dziewczyny. Przerwał na chwilę swoje działania, zmusił obie laski, żeby położyły się obok siebie na brzuchu i wypięły tyłeczki. Sięgnął do stolika, nabrał na dłoń żel, posmarował im obie pipki i głowicę swego kutasa. Zaczął ruchać obie dziewczyny, na zmianę dymał jedną cipę kutasem, drugą brandzlował palcami, po chwili robił zmianę. Dziewczyny wypinały swe zgrabne tyłeczki pod jego maczugę, piszczały przy tym, stękały i jęczały nie szczędząc sobie wzajemnych pieszczot. Jan walił z całej siły, wpychał kutasa w rozpalone pipy, brandzlował je zapamiętale. Podniecenie narastało w nim pomału, ale ciągle; wiedział, ze dużo czasu nie będzie już potrzebował, żeby wyrzucić z siebie kolejny ładunek spermy. W momencie, kiedy poczuł, że nadchodzi orgazm – wycofał się, usiadł na brzegu łóżka, odpychając od siebie obie rozpalone dupeczki.

    – To co, szampana, moje panie? – spytał z uśmiechem.

    – Zwariowałeś? Kończ, zaraz dojdę – Jowita nie kryła oburzenia – już nie chce ci stać dłużej? – rzucała błyskawice oczami, niewiele przecież brakowało, żeby przeżyła kolejny kosmiczny orgazm, więc teraz władowywała na mężczyznę całą swą wściekłość.

    – Kochanie, nie znasz moich możliwości? Mam cię tak zerżnąć, żebyś prosiła, żebym skończył?

    – No nie, ale już niewiele brakowało do końca! Proszę, skończ to, co zacząłeś!

    – Właśnie kończę, mała przerwa dobrze ci zrobi, nie wariuj. A ty, Majeczko, co powiesz, też zaraz dojdziesz?

    – No pewnie, ale ty masz chyba jakiś swój plan w tym wszystkim. Ale wiecie co? Pierwszy raz kocham się w trójkącie, jeszcze nigdy tego nie doznałam. Mało tego, nigdy nie poznałam seksu z kobietą!

    – Ja też nie – dodała cicho Jowita.

    – Ty też nie? A odniosłam wrażenie, jakbyś była bi!

    – No coś ty! Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie lizała mi pipki! Ja też nie lizałam, nie całowałam się nawet z dziewczyną. Ale ty jesteś niesamowita, dobrze, że trafiliśmy do twojej knajpki.

    – Laseczki, spokój! – Jan w końcu zabrał głos – pijemy szampana, czy inne drinki? Szampan i tak się kończy, więc?

    – Ja proszę drinka, whisky z kolą – Jowita zadysponowała pierwsza.

    – A ja szampana. Ale chcę go wylizać z twego pięknego, dorodnego kutasa. Dasz mi tak?

    – Przynieś szklankę z kuchni, zobaczymy.

    Jowita patrzyła na Majkę dziwnym wzrokiem.

    – Ale wymyśliła! Dobrze, że nie kazałaś pić z twej pipki!

    – Nie! – Majka nie straciła rezonu – Pić szampana to on będzie z twojej pipki! A ja w tym czasie wyliżę mu odbyt, chyba nigdy nie używany w innym celu, niż naturalny!

    – Dziewczyny, nie wariujcie, pytam tylko o drinki! – Jan patrzył na obie zdziwiony – nie ma żadnego lizania, ani spijania!

    – Nie masz w tej kwestii nic do powiedzenia. Myślisz, że możesz nas rżnąć, bzykać, ruchać, pierdolić i ujdzie ci to bezkarnie? – Jowita patrzyła mężczyźnie w oczy, Majka głaskała jego przyrodzenie

    – Teraz my zajmiemy się tobą!

    – Co masz na myśli, mówiąc „zajmiemy”? – w głosie Jana można było dosłyszeć lekki niepokój.

    – Dowiesz się, kiedy będzie pora.

    W czasie tej wymiany zdań Majka cały czas lizała, głaskała, ssała i onanizowała ciągle sterczącą pytę, jednocześnie drażniąc dłonią swą łechtaczkę.

    – Przestańcie wreszcie tyle gadać, potrzebuję znowu kutasa w sobie! – sprowadziła parę na ziemię. – Jowita, daj mi cipkę do wylizania, mam ochotę na twój twardy guziczek i chcę znowu poczuć smak twych soków.

    – Dobrze, Majeczko, najpierw mnie wyliż, potem oboje zajmiemy się tobą.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Oswajanie Renaty

    Bliższa znajomość Jowity i Tomasza rozwijała się w najlepsze; Jan dyskretnie obserwował piękną parę. Docierało do niego wiele informacji o postępach w staraniach nowego partnera jego dawnej kochanki. Cieszyło go to, że wreszcie zainteresowała się mądrym, pracowitym, przystojnym młodym człowiekiem, który – Jan to wiedział – zaopiekuje się nią najlepiej, jak tylko można.
    Jan znając potrzeby i możliwości Jowity w łóżku był przekonany, że ta „droga” zwiąże oboje bardzo mocnymi więzami. Jan znał opinie o możliwościach łóżkowych Tomka, o których pomału zaczynały krążyć legendy. Na uczelni, w której pracował, a gdzie studiowała Jowita, mało było dziewczyn, które nie próbowały zatrzymać przystojniaczka na dłużej, lub nawet na stałe. Ten, wiedząc, że ukochana była wtedy po za jego „zasięgiem” nie odmawiał żadnej. Spotkał się z prawie wszystkimi laskami z biura, zaliczył wiele studentek; zerżnął je jak umiał najlepiej. Dwie odmówiły mu seksu. Nie ze względu na jakieś opory moralne, te nie wchodziły w rachubę. Odmówiły, kiedy zobaczyły CZYM chce je zerżnąć!
    Tomasz miał kutasa wielkiego jak maczuga, z powodzeniem mógł zostać megagwiazdą filmów dla dorosłych! Dziewczyna, która nie mogła pomieścić w ustach łebka, a raczej głowicy jego penisa, wolała zrezygnować z ryzykownego dla siebie seksu. Nie dotyczyło to Jowity… Jan przez cały czas, kiedy się spotykali przygotował dziewczynę na różne sposoby uprawiania miłości, pokazał różne drogi dochodzenia do orgazmu. Dlatego też, jakieś pół roku po rozstaniu, dowiedział się pokątnie, słuchając relacji Zosi, jednej z koleżanek, której Jowita zwierzała się w czasie jakiejś obficie zakrapianej alkoholem imprezy, że z początku też miała obawy, ale przyjęła jego „chujogrzmota” w całości. Jeszcze miała opory przed analem z czymś tak wielkim, ale to tylko kwestia czasu. Jan wysłuchał tego szczegółowego sprawozdania wylizując mokrą pipkę Zosi, która poszła z nim do łóżka bez sekundy zastanowienia. Przyrzekła też, że będzie przekazywała Janowi wszystkie informacje o koleżance, pod warunkiem, że w zamian dostanie porcję mega seksu. A że było to dziewczę ładne i zgrabne – Jan nie widział w tym żadnego problemu, tym bardziej, że Zosia okazała się bardzo aktywną i znającą się na rzeczy kochanką. W krótkim czasie stali się dla siebie czymś w rodzaju pogotowia seksualnego. Prawie zawsze, kiedy jedno dzwoniło do drugiego z pilną potrzebą seksualnego relaksu – kończyło się to radosną orgietką w łóżku.

    Praca pochłonęła Jana na kilka tygodni, nie mógł poświęcić się swej ulubionej rozrywce, czyli zaliczaniu kolejnych kobiet. Tym razem musiał zrealizować bardzo duże zlecenie majętnego klienta, który płacił bez targowania, ale też bezwzględnie wymagał terminowości i precyzji. Jan nie mógł odpuścić tej roboty, ustawiała go finansowo na ponad rok! Na szczęście był specjalistą najwyższej klasy i dotrzymał terminu. Przelew też wpłynął na jego konto w ustalonym terminie, więc postanowił to uczcić.

    Przed przyjęciem tego lukratywnego zlecenia Jan poznał na jednym z portali społecznościowych interesującą babeczkę. Niewysoka, pulchniutka, uśmiechnięta, taka fajna, okrąglutka, choć bez przesady, babeczka akuratna w każdym miejscu. Spotkał się z nią raz, w swojej ulubionej knajpce, nawet na pożegnanie dostał siarczystego całusa, ale później nawał pracy uniemożliwił kontynuowanie znajomości, choć uprzedził kobietę, że będzie kilka tygodni nieuchwytny. Teraz siedząc wygodnie w fotelu i popijając smacznego drinka przypomniał sobie o Renacie – tak miała na imię nowa znajoma. Jan włączył komputer, odnalazł jej stronkę, napisał kilka słów. O dziwo, odpowiedź nadeszła kilka minut później, kobieta pamiętała go doskonale i przyznała się, że czekała na sygnał z jego strony. Nie zwlekając umówił się z Renatą tam, gdzie poprzednio – w swej ulubionej kafejce. Przyjechała punktualnie, uśmiechnięta i radosna zajęła miejsce przy stoliku, zamówiła kawę.

    – Cieszę się, że jesteś – Jan też się uśmiechnął.

    – Czekałam, aż się odezwiesz; nie ukrywam, że spodobałeś mi się; często o tobie myślałam – położyła dłoń na jego.

    – Musiałem się odezwać, chciałbym cię poznać bliżej, nawet… bardzo blisko! – pocałował ją w rękę.

    – Jesteś szczery i bezpośredni, zaskakujesz mnie. Ale lubię, kiedy mężczyzna wie, czego chce i otwarcie o tym mówi – kobieta pochyliła się w jego stronę.

    Jan ujął twarz Renaty w dłonie, przesunął się bliżej i pocałował ją najpierw w policzek, potem w brodę, na końcu w usta. Poczuł zwinny języczek na swoim, Renata z zaangażowaniem oddawała pocałunek. Popatrzyli sobie w oczy.

    – Masz wolny weekend? Mam propozycję. – Jan uśmiechnął się tajemniczo.

    – Raczej mam wolny, a co proponujesz? – kobieta zaciekawiona patrzyła na mężczyznę, który od pierwszego spotkania bardzo jej się podobał.

    – W czwartek po południu porywam cię nad morze, do Kołobrzegu. Chcesz? Jest cieplutko, piękna pogoda, nie zapowiadają żadnych zmian, poopalamy się trochę, wykąpiemy w zimnej wodzie, co ty na to?

    – Bardzo chcę, ale muszę sobie poukładać wszystko w pracy, wiesz, jak to jest, jak masz swoją firmę i kilku ludzi. Odpowiem tobie jutro koło południa, dobrze?

    Rozmawiali jeszcze jakiś czas w kawiarni, po godzinie poszli na spacer do parku. Długa przechadzka, luźna rozmowa, przytulanie się, delikatne pocałunki i rozjechali się do swych domów. Jan czekał cierpliwie na telefon od Renaty, w międzyczasie jego niezawodny kolega podrzucił klucze do kołobrzeskiego apartamentu, tego samego, w którym spędził niezapomniane chwile z Jowitą. „Ciekawe, czy najdą mnie jakieś nostalgiczne wspomnienia, ale to już dwa lata… Dobrze się ułożyło dziewczynie, fajnie, że wszystko dobrze się skończyło” pomyślał. Dotarła do Jana informacja, że Jowita zaręczyła się z Tomkiem, planują wkrótce ślub…

    Kończył się pakować, kiedy zadzwonił telefon. Renata potwierdziła swój wyjazd, umówili miejsce, skąd ją zabierze. Nie zaskoczył go widok wielkiej walizy, umieścił ją w bagażniku i pojechali. Po drodze zatrzymali się na obiad w przydrożnej restauracji, gdzie – o dziwo – wszystko było bardzo smaczne i w dużej ilości. Renata okazała się ciekawą towarzyszką podróży, buzia jej się nie zamykała. W czasie jazdy dowiedział się, że kobieta ma brata i siostrę, że ma troje dzieci, już samodzielnych i że bardzo lubi swoją pracę. Całą drogę Jan zastanawiał się, czy będą mieszkali w jednym pokoju, czy też Renata zażyczy sobie osobny. W apartamencie były dwa pokoje, więc nie było problemu z wyborem. Na miejscu okazało się, że wcześniejsze obawy Jana były zbędne – zamieszkali w jednym pokoju. Powiesił w szafie swoje koszule, bieliznę rozłożył na półkach, Renata zrobiła to samo ze swoimi ubiorami, Jan zaproponował kawę.

    – Bardzo chętnie, ale nie mam nic do tej kawy – kobieta była odrobinę zażenowana.

    – Nie szkodzi, pomyślałem o tym i kupiłem takie smaczne ciasteczka – Jan wyjął paczkę i położył na stoliku – Są naprawdę pyszne!

    – Pewnie tak, ale to chyba ja powinnam o tym pomyśleć, prawda?

    – Lepiej pomyśl, co trzeba jeszcze kupić, bo poza tymi ciastkami nie mamy nic innego do jedzenia!

    – A na co masz apetyt?

    – Nie będę ukrywać – na ciebie!

    Podszedł do dziewczyny, objął ją i przycisnął do siebie. Ich języki splotły się w namiętnym pocałunku, chwycił dłonią jej jędrny, dość duży pośladek, ścisnął mocno. W kilka sekund później była już na kolanach, nie zważając na to, że kilka godzin jechali autem rozpinała rozporek, wydobywała z bokserek jego kutasa. Renata najpierw zrobiła wielkie oczy na widok tego, co trzymała w dłoniach, za chwilę objęła mocno ramionami jego biodra, wsunęła kutasa w usta i zaczęła rytmicznie poruszać głową; w pewnym momencie jedną ręką puściła go, żeby zanurzyć dłoń w figi i masować oczekującą swych pieszczot pipkę. Przyspieszyła ruchy głową, zaczęła pomagać sobie drugą dłonią, masując nią nasadę sterczącego penisa. Doszła bardzo szybko, opadła na wykładzinę, Jan złapał swego kumpla i też szybko doprowadził się do wytrysku. Podniósł kobietę z podłogi, posadził na krawędzi łóżka.

    – Chyba już pojadę na zakupy, inaczej umrzemy z głodu – wyszeptał, obejmując czule kobietę.

    – Umrzemy z głodu? Dlaczego tak mówisz? – dziewczyna była zdziwiona

    – To proste. Przez najbliższy weekend nie zamierzam wychodzić z tego łóżka! Zbieram się, będę za godzinę. A ty czekaj na mnie gotowa do spełnienia swych ukrytych marzeń i pragnień… – wyszedł z pokoju.

    Jan zadzwonił po taxi, poprosił, żeby kierowca zawiózł go do czynnego jeszcze sklepu, gdzie w czasie zakupów poczekał na niego. Z siatkami pełnymi jedzenia i picia, z masą jarzyn i owoców wsiadł do samochodu i kazał jechać z powrotem na kwaterę. Na miejscu rozłożył zakupy, ich część włożył do lodówki, resztę ulokował w specjalnej kuchennej szafce.

    – Teraz będziemy żyli, mamy wszystko, co potrzeba – z tymi słowy wszedł pod prysznic. Puścił gorącą wodę, zmoczył całe ciało i zamknął kran. Nie lubił niepotrzebnie marnować wody. Wycisnął na gąbkę porcję płynu do kąpieli, odłożył wszystko na półeczkę. Wylał na dłoń szampon do włosów, zaczął myć głowę. Po chwili szorstką gąbką z płynem nacierał całe ciało, wyobrażając sobie, co będzie się działo, kiedy wyjdzie spod natrysku i wskoczy do łóżka. Szorował się dokładnie, szampon wpływał Janowi do oczu, nie widział więc, że do kabiny prysznica weszła rozebrana Renata. Dowiedział się o tym w momencie, kiedy poczuł jej usta na swym penisie.

    – Co jest? Myślisz, że nie wykąpię się dokładnie?

    – Nie, no coś ty! Wiem, że dbasz o siebie. Chciałam tylko pomóc trochę…

    Jan zwiększył przepływ bardzo ciepłej wody przez słuchawkę prysznica, spłukał z siebie pianę z szamponu i płynu do kąpieli, popatrzył na klęczącą przed nim Renatę.

    – Pomagaj więc, jestem już po kąpieli, możesz mnie wytrzeć do sucha, nie chcę zmoczyć pościeli.

    – Dobrze, mam duży ręcznik… Musi wystarczyć! – nie przestawała onanizować mężczyzny ustami.

    – Renatka, jesteś tak napalona i gorąca, że żaden ręcznik nie jest tobie potrzebny. Przecież zanim z łazienki dojdziesz do łóżka, będziesz zupełnie sucha! – wsunął niespodziewanie palec w jej pipkę – mam rację?

    – Przestań, wariacie, pewnie, że masz!

    – Renatko, muszę zdradzić tobie pewien mój sekret… – spuścił wzrok na podłogę.

    – Jaki sekret? – w głosie Renaty słychać było niepewność i obawę.

    – Bo wiesz, mam zawsze problem z włosami!

    – Co ty mówisz, masz fajne włosy, długie, gęste i ani śladu siwych!

    – Ale ja nie o swoich włosach mówię…

    – Co chcesz od mojej fryzury – spytała trochę urażona kobieta – dwie godziny fryzjerka zajmowała się nimi!

    – Ale ja nie o włosach na głowie mówię. Nie cierpię, kiedy włosy wchodzą do ust i między zęby! Mam na myśli twoje włosy na cipce.

    – Ach, o tym mówisz. Nie dbałam o to, bo nie miałam dla kogo… Mogę się ich pozbyć, ale jest jeden mały problem, bo nie mam czym ich zlikwidować.

    – Nie masz problemu, bo kupiłem odpowiednią maszynkę i zaraz cię ogolę! Żel do golenia mam, więc tylko nadstaw cipkę, a zrobię na niej ładną fryzurkę.

    – Ale zostawisz choć paseczek? – Renata czuła lekkie zażenowanie – Nie chcę być całkiem goła.

    – OK, siadaj na bidecie i rozchyl nogi.

    Nabrał żel na palce i rozsmarował go na wzgórku łonowym kobiety. Kiedy kosmetyk odpowiednie się spienił – ostrożnie wygolił zbędne owłosienie specjalnie nabytą w czasie dzisiejszych zakupów maszynką. Zostawił zgodnie z obietnicą cieniutką kreskę, która tylko dodawała uroku zgrabnej, zadziwiająco małej pipce Renaty. Jej różowe płatki rozchylały się zachęcająco, kiedy spłukiwał pianę i smarował balsamem. Nie wytrzymał, pochylił się nad kroczem dziewczyny i polizał małą łechtaczkę, która niemal natychmiast urosła do zadziwiających rozmiarów, wyglądała niemal jak miniaturowy penis! Objął ją ustami, zaczął ssać, jednocześnie podrażniał jej czubeczek językiem. Kobieta westchnęła głęboko, jeszcze bardziej rozchyliła uda, przytrzymała dłońmi jego głowę. Jan przyspieszył ruchy języka, już nie tylko ssał mały guziczek, ale lizał też całą pipkę, zanurzał język w jej wnętrze, spijał wypływające z coraz większą siłą słodkie w smaku soki. Po kilku chwilach całą twarz miał mokrą, tracił oddech, z taką siłą Renata wciskała jego twarz w swe krocze. Nagle wyprężyła się, niemal wstała z bidetu, biodra wpadły w jakiś dygot, po chwili usiadła z cichym jękiem. W końcu wyzwolił się z jej uścisku, odetchnął z ulgą.

    – Chcesz mnie chyba udusić?

    – Udusić? Nie, coś ty, przecież jeszcze nie spełniłeś swej obietnicy! – na twarzy miała rumieńce i rozmarzony uśmiech.

    – Jakiej obietnicy?

    – Jak to, jakiej? Obiecałeś, że przez weekend nie wyjdziemy z łóżka, przecież dlatego zrobiłeś zakupy, prawda?

    – No tak, prawda. Może jednak przejdziemy z tej łazienki do pokoju? W łóżku będzie nam wygodniej. Ale masz teraz ładną, gładziutką pipkę, podoba mi się jeszcze bardziej, niż pół godziny temu.

    Po chwili leżeli w łóżku, Jan z braku kieliszków nalał w szklaneczki wino, które kupił dzisiaj wieczorem, stuknęli się i upili po łyczku. Renata przysunęła się do mężczyzny i pocałowała go, wsunęła język w jego usta, jej dłoń powędrowała do krocza mężczyzny, ujęła nią penisa i lekko uścisnęła. Przerwała pocałunek, pochyliła się, żeby polizać lśniącą główkę.

    – Ale on wielki, żylasty! – wyszeptała nie przerywając lizania – chyba nie zmieści się w mej cipce, dawno nie była używana…

    – Nie obawiaj się, on potrafi dostosować się do każdej pipeczki, a im bardziej ciasna, tym dla niego lepiej. Połóż się proszę i rozchyl nogi, chcę zajrzeć między nie, żeby dokładniej obejrzeć swoje dzieło

    –  Proszę bardzo, ale chyba na patrzeniu nie poprzestaniesz? Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będziesz we mnie. Możesz mnie rżnąć bez problemów, od dłuższego czasu biorę pigułki, nie musisz uważać, ani się hamować. Ale zacznij w końcu działać, taki piękny, ogromny sprzęt nie może się marnować w bezczynności. – złapała kutasa i niemal siłą przyciągnęła go do różowej szparki pulsującej pożądaniem pipki.

    Jan nie czekał. Wszedł w kobietę jednym mocnym ruchem, co wywołało u niej lekki grymas twarzy i głośny jęk.

    – Tak, tak, tam na niego czekałam, wyruchaj mnie porządnie, chcę go poczuć aż w gardle, wpychaj go, rżnij mnie, tak… tak… pierdol mnie, ach, ach, ach… – głos Renaty stał się przerywany jękami, potakiwała i stękała w rytm ruchów mężczyzny, połykała sylaby, jej oczy zaczęły zachodzić mgłą, mocno trzymała biodra mężczyzny, sama dopasowała swe ruchy do jego.

    – Ciiicho, kochanie, cichutko, Jasiu zerżnie cię tak, jak chcesz – wydyszał – masz fajnie ciasną pipkę, wyrucham ci ją tak, żebyś powiedziała że masz dość – wciskał się w dziewczynę na całą swą długość, jądra odbijały się z klaśnięciem od pupy, mokrej od soków wypływających stróżką z cipy.

    Nie trwało to długo, kiedy ciałem Renaty wstrząsnął kolejny tego wieczoru orgazm, wygięła się, podrzucała biodrami, wrzeszczała w poduszkę. Jan nie przestawał rżnąć ciasnej pipy, czuł wielką przyjemność, jaką dawały jej elastyczne ścianki mocno obejmujące pracującego w niej kutasa. Po chwili on też doszedł. Ryknął w poduchę, rzucił biodrami kilka razy w ekstazie i wyrzucił z siebie potężną porcję nasienia. Upadł obok ciągle drżącej kobiety, patrzył na jej spocone, fajne, apetyczne, pulchniutkie, seksowne ciało. Leżała na wznak z zamkniętymi oczami, jedną dłonią leciutko masowała cipkę, drugą bawiła się sterczącym sutkiem lewej piersi. Jan wreszcie mógł dokładnie przyjrzeć się nagiej kobiecie.
    Renata była już po czterdziestce, ale biust miała zadziwiająco twardy i sterczący, odpowiedniej do figury wielkości. Popatrzył uważnie i dostrzegł pod piersiami malutkie, cieniutkie blizny, ślad po ingerencji chirurga plastycznego. Jan musiał przyznać, że lekarz był bardzo dobrym fachowcem, obie piesi były idealnie równe, sutki na tej samej wysokości, biust sterczał dumnie nawet wtedy, kiedy jego właścicielka leżała, czy klęczała lub stała. Do tego nie było problemu z pieszczotami, czy silnym ugniataniem obu piersi. Docenił umiejętności lekarza, tym bardziej, że miał kiedyś wątpliwą przyjemność rżnąć się z laską po podobnym zabiegu, ale była to męka – dziewczyna co chwilę syczała, piszczała, albo odsuwała jego dłonie, kiedy chciał pobawić się jej „zrobionymi” przez lekarzy cycuszkami.Tutaj widział robotę fachowca.
    Ładna buzia Renaty była uśmiechnięta, rysowało się na niej podniecenie i odprężenie, seksownie zaokrąglony brzuch jeszcze podrygiwał co kilka sekund w resztkach ekstazy. Patrzył dalej na kształtne, okrągłe biodra, zgrabne nogi, przeniósł wzrok na gładko wygoloną przed chwilą, z cieniutkim paseczkiem włosów, ciągle dziwił się dziwnie małą, różową pipką. Podobała mu się ta kobieta, niewysoka, zaokrąglona wszędzie tam, gdzie trzeba, „kompaktowa”, z miłą, ładną buzią i słodkim, niewinnym uśmiechem. Poczuł, że kutas znowu wstaje, dziewczyna działała na Jana bardzo podniecająco. Odwrócił ją na lewy bok, zgiął jej nogi w kolanach, tak, że leżała plecami do niego z wypiętą, okrąglutką pupą. Przesunął palcem po brązowej dziurce, ale odsunęła się trochę. „Jeszcze nie czas na twą dupkę, ale poczekamy” pomyślał. Sam też położył się na boku, wsunął lewą dłoń pod biodra Renaty, prawą uchwycił ją z góry i pomału wsunął kutasa w mokrą pipkę. Nie spieszył się, jego ruchy były wolne i z pozoru leniwe. Wchodził i wychodził rytmicznie z ciasnej pipy, wsłuchiwał się w coraz szybszy i głośniejszy oddech kobiety.
    Próbowała przyspieszyć tempo stosunku poruszając szybciej biodrami, ale silny klaps i przytrzymanie studziło jej zapędy. Miarowe ruchy doprowadziły Renatę do kolejnego orgazmu, znowu wrzeszczała w poduszkę, znowu jej ciało podskakiwało jak w konwulsjach. Jan nie spieszył się, chciał, żeby doszła jeszcze raz, żeby miała już dość seksu na dzisiaj. Cały czas pompował jej pipkę, nie zmienił tempa, po chwili znowu doprowadził ją do szaleństwa, ale też się nie spuścił. Renata leżała ciężko dysząc, łapała powietrze otwartymi ustami. Nie przestawał, ruchał cały czas jak automat, wpychał się do końca, mocno trzymał biodra próbującej się już wyrwać dziewczyny.

    – Jasiu, dość, zaruchasz mnie na śmierć! – wyszeptała, odwracając głowę do tyłu.

    – Ale jeszcze nie skończyłem, sam jeszcze nie doszedłem! – udał oburzenie.

    – Zrobię ci dobrze buzią i ręką, ale nie maltretuj już mojej biednej cipki.

    – Możesz jeszcze mi nadstawić swą pupę!

    – Nie, tam nie! – gwałtownie odwróciła się do niego, zsunęła między uda mężczyzny.

    – On jest wielki! Jeszcze większy, niż za pierwszym razem! Jak to robisz?

    – To nie ja robię, tylko ty! Tak mnie jarasz, że aż mi kutas rośnie

    – . Ale jest duży, dorodny – mlaskała już, liżąc i całując główkę – ciekawe, ile go zmieszczę…

    Pomaleńku nasuwała się na twardego penisa, ale nie zmieściła w buzi całego, wessała prawie dwie trzecie, resztę masowała dłonią, drugą pieściła jego jądra. Jan nie opóźniał wytrysku, strzelił w gardło kobiety olbrzymią porcję gorącego nasienia, którą ona skwapliwie połknęła nie tracąc – o dziwo! – ani jednej kropelki… Kochali się jeszcze długo po północy. Renata szczęśliwa, bo dawno nie miała w sobie mężczyzny, a Jan szczęśliwy, bo dawno nie miał tak namiętnej i potrafiącej bez słowa zrozumieć jego intencje kochanki.
    Spali do południa, po szybkim prysznicu i błyskawicznym numerku na stojąco poszli na plażę. Silny, ciepły wiatr rozwiewał długie włosy Renaty, wyglądała olśniewająco. Namiętny seks, luz psychiczny i poczucie bezpieczeństwa dawały jej spokój wewnętrzny, bardzo widoczny na zewnątrz. Obiad zjedli w restauracji na promenadzie koło latarni morskiej, potem spacerkiem wrócili do domu. Jan chciał chwilkę się zdrzemnąć, tego samego oczekiwała Renata, więc położyli się obok siebie na wielkim łożu, okryli kocykiem i usnęli.
    Po długiej i głębokiej drzemce zamówili taksówkę i pojechali do miasta. Jan zaproponował kawę i kolację w którejś z wielu knajpek przy Rynku; wybór której zostawił kobiecie. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zaprowadziła go do tej samej restauracji, w której był z Jowitą i w której poznali namiętną kelnerkę Majkę. Niestety, wszystkie stoliki były albo zajęte, albo zarezerwowane; poszli więc do innej knajpki, w której spodobał się Janowi nastrój i klimat. Nie można było palić tytoniu, światła były przytłumione, z głośników sączyła się nastrojowa muzyka. Znaleźli wolne miejsca w narożniku sali, oddzieleni od reszty wysokim na około dwa metry murkiem. Kelner okazał się bystrym chłopakiem, podszedł prawie natychmiast, polecił im danie dnia i bardzo szybko zrealizował zamówienie.
    Jedzenie było smaczne, ładnie podane. Po kolacji poprosili o butelkę wina, też zdali się na kelnera. To był strzał w dziesiątkę, wino okazało się rewelacyjne. Siedzieli obok siebie na wygodnej sofie, Jan objął Renatę ramieniem, pieścił dłonią jej uszy, kark, bawił się kolczykami. Drugą dłoń dyskretnie wsunął w dekolt, drażnił palcami sterczące sutki. Renata przyjmowała pieszczoty z ochotą, mrużyła oczy i mruczała jak kotka, jej ręka zawędrowała za gumę bermudów, w których wybrał się dzisiaj. Ujęła mocno sękaty penis i pomału masowała go na całej długości. Nagle jednym szybkim ruchem wydobyła go ze spodenek, nachyliła się i sekundę później tkwił w jej ustach, drażniony dodatkowo językiem. Jan był bardzo zaskoczony. „Co jest, do cholery! To te knajpy tak wpływają na baby? Następna ciągnie mi w restauracji” – pomyślał.
    Nie odepchnął jednak kobiety, a wręcz przeciwnie, przyciągnął ją lekko do siebie, tak, żeby przez plecy dosięgnąć do jej krocza. Skonstatował, że nie miała na sobie bielizny, więc jego palce bez żadnego problemu zanurzyły się w wilgotnej pipce, brandzlował ją, co trochę pieszcząc łechtaczkę. Na efekt swych działań nie czekał długo, poczuł, że ucisk ust na penisie wzrasta, ruchy Renaty stają się wolniejsze, a ona sama wypręża się i drży. Jęki dziewczyny stłumił kutas mocno tkwiący w jej buzi. Jan powstrzymywał się, żeby nie wytrysnąć w jej gardło, bo wiedział, że może nie zdążyć połykać jego spermy, jednak przeliczył się. Renata przyspieszyła ruchy ust, do tego pomogła sobie dłonią i Jan z jękiem wyrzucił z siebie wielką dawkę nasienia. Część spłynęła na podłogę, Renata zdążyła połknąć jednak większość. Podniosła się, wytarła usta wierzchem dłoni, oblizała wargi powolnym ruchem i uśmiechnęła się.

    – Deser był pyszny! – jeszcze raz oblizała wargi. – i było go zadziwiająco dużo!

    – To twoja robota i zasługa, ja tylko siedziałem grzecznie.

    – Siedziałeś grzecznie? To co czułam w swojej pisi? Czy to czasem nie twoje palce tam zawędrowały?

    – Ja nic o tym nie wiem, a moje palce są tutaj! – rozczapierzył dłonie – widzisz? Są wszystkie.

    W tym momencie podszedł młody kelner.

    – Coś jeszcze państwu podać?

    – Tak, proszę rachunek.

    – Proszę bardzo, oto rachunek. – chłopak popatrzył porozumiewawczo na Jana i uśmiechnął się. – Wczoraj wysiadł monitoring, macie szczęście… – i odszedł.

    – Ale by mieli widowisko – Jan patrzył za oddalającym się młodym człowiekiem – naprawdę mamy szczęście.

    – To ja mam szczęście, że poznałam takiego faceta – Renata pogłaskała Jana po twarzy – Kiedy cię zobaczyłam pierwszy raz chciałam cię objąć i wycałować, tak mi się spodobałeś. A kiedy po kilku tygodniach odezwałeś się i do tego zaproponowałeś ten wyjazd, miałam tylko jedną odpowiedź: że już, zaraz, natychmiast, ale powstrzymałam się. Musiałam odczekać trochę, żebyś sobie nie pomyślał, że jestem taka łatwa i szybka w zawieraniu znajomości. Tego samego dnia wieczorem już byłam spakowana i gotowa do wyjazdu. W nocy z wrażenia nie mogłam usnąć, musiała sobie ulżyć, a dawno tego nie robiłam… Rano nawet moje dzieciaki jakoś dziwnie na mnie patrzyły, oboje widzieli, że matka jest jakaś inna. Jestem tutaj i nie żałuję, a ty?

    – Co ja? Czy żałuję? Chyba oszalałaś, albo ja musiałbym mieć nie po kolei w głowie. – zastanawiał się, co powiedzieć. Żałować pobytu tutaj z taką kobietą? Jesteś nie dość, że ładna, zgrabna, taka… taka… bardzo… apetyczna, to jeszcze do tego miła, sympatyczna i mądra! Nie, nie żałuję niczego. Może zbierajmy się, już jest późno, a nie mam zamiaru jeszcze kłaść się do łóżka spać!

    – Chodźmy, ale jeszcze dam chłopakowi napiwek, zasłużył na niego. – Renata podeszła do bufetu za którym stał „ich” kelner, skinęła na niego głową, wręczyła mu dyskretnie zwinięty banknot o dość dużym nominale.

    – To w podziękowaniu za fachową i szybką obsługę. Mam nadzieję, że i dyskretną…- puściła oczko do chłopaka.

    Wyszli z lokalu na ciepłą ulicę. Wiatr ustał zupełnie, poszli na molo, popatrzyli na wodę, zeszli na sam dół, stanęli w cieniu. Na górnym poziomie lokal był jeszcze czynny, spacerujący po pomoście zatrzymywali się właśnie tam, więc kochankowie nie widzieli nikogo w pobliżu. Jan objął kobietę, odwrócił tyłem do siebie. Zsunął bermudy, podniósł jej spódniczkę i wtargnął w pizdeczkę czekającą już na jego drągala.

    -Tak, tego właśnie chciałam – wyszeptała Renata – daj mi dużo rozkoszy, potrzebuję tego, podniecasz mnie swą obecnością, tym, że jesteś obok, a co dopiero, jak jesteś we mnie… Tak, taaak. Taaaak, rżnij mnie, ruchaj mnie, jestem cała twoja, taaaak, mocniej, jeszcze mocniej. Ach, ach, ach… – pochylała się coraz bardziej, aż oparła dłońmi o zimny beton pomostu, musiał mocno trzymać pełne biodra; szeptała coraz ciszej, jej głos urywał się wśród jęków rozkoszy.

    Jan doszedł dzisiaj kolejny raz, pięć sekund po nim szczytowała Renata. Sperma spływała po drżących udach, ale nie zwracała na to uwagi. Odwróciła się przodem do kochanka, uklęknęła i dokładnie wyssała i wylizała resztę nasienia. Podniosła się, przywarła w pocałunku do ust mężczyzny. Jan poczuł smak swej spermy zmieszanej z jej sokami, podnieciło go to, czuł, że kutas znowu tężeje. Spróbował wcisnąć palec w pupę kobiety, jednak odsunęła się szybko.

    – Nie, tam nie. – zaprotestowała bardzo energicznie.

    Nie nalegał. Powolnym spacerkiem, czule objęci, wracali do apartamentu Weekend szybko się skończył, wracali do siebie, do swych domów. Renata bardzo przypadła Janowi do gustu, podobała mu się, a i on czuł, że nie jest obojętny kobiecie. Spotykali się coraz częściej, w końcu spędzali z sobą niemal każdy dzień, śpiąc raz u niego, raz u niej. Prowadzili normalny tryb życia, zajmowali się swoimi firmami, żyli niemal jak małżeństwo.
    Seks był dopełnieniem ich związku, kochali się wszędzie, gdzie naszła ich ochota. Nie ważne, czy to było łóżko, fotel, podłoga, przebieralnia w sklepie, winda, samochód, las, park… Nie wahali się przed seksem w każdym miejscy, byle tylko nie łamać ogólnie przyjętych zwyczajów i przepisów, nie przeszkadzać innym… Po kilkunastu miesiącach Jan zaczął zastanawiać się, co pomału zaczyna go niepokoić w tym związku. Stwierdził, że to wkradająca się między nich rutyna codzienności. Nie wiedział, jak to zmienić, jak jej przeciwdziałać; tym bardziej, że, jak zauważył po jakimś czasie, Renata zaczęła próbować dominacji w codziennym życiu; w seksie nadal Jan był inicjatorem, choć nie zawsze. Nęciła go jej pupa, bardzo chętnie by poznał jej wnętrze, dawno nie robił żadnego anala, trochę tęsknił za tą formą seksu. Wielokrotnie próbował ją nakłonić do tego, ale kobieta nie wyobrażała sobie, że jego wielki kutas będzie rozpychał jej ciasną dupkę. Jan kombinował na każdą stronę, ale bez efektu. Wreszcie pewnego wieczoru wrócili z suto zakrapianej kolacji u znajomych. Renatka miała dobrze w czubie, nawet więcej, była pijana, ale humorek jej dopisywał, patrzyła łakomym wzrokiem na krocze Jana.

    – Fajnie było, prawda? – uśmiechała się przymilnie – może zakończymy ten piękny wieczór w łóżku?

    – Oczywiście, rozbierzemy się, wykąpiemy i pójdziemy grzecznie do łóżeczka… spać!

    – Ale nie mam zamiaru jeszcze spać, popatrz, jaka młoda godzina! – zaczęła się uwodząco rozbierać, ale wstrzymała nieproadne ruchy, patrząc wyczekująco na Jana.

    – Może masz rację? Wypijemy jeszcze po drineczku, OK? – nalał do szklaneczek po drinku, dla Renaty przygotował specjalny, dwa razy mocniejszy, niż jego.

    – Nasze zdrówko – podał trunek kobiecie, upił łyczek. Zaskoczony patrzył, jak ta niemal abstynentka wychyla wszystko duszkiem i prosi o jeszcze. Zrobił jeszcze trochę mocniejszego drinka, zastanawiając się, co będzie, jak się obudzi rano. „Żeby tylko nie przesadzić, bo będę miał drewno w łóżku, rano kac ją zamęczy, a ja będę miał przejebane” – pomyślał, ale podał znowu szklaneczkę. Renata upiła spory łyk, zaczęła ściągać z siebie resztę ciuchów, po chwili, mocno chwiejąc się na nogach, stała przed nim całkiem naga.

    – Dalej, wyciągaj go z gaci, Renatka chce ucałować tego twojego kutasa – wydukała.

    – Jak weźmiesz go do buzi, to pewne, że zwymiotujesz!

    – Hmmm, może masz rację, chyba jestem mocno wstawiona – dopiła drugiego drinka.

    Jan zaprowadził dziewczynę do łazienki, sam też się rozebrał i razem weszli pod prysznic. Puszczał na przemian raz ciepłą, raz zimną wodę. Przy zimnej Renata piszczała i chowała się za niego, przy ciepłej przeciągała jak syta kocica. Taka termiczna terapia trochę pomogła, już nie chwiała się tak, jak jeszcze kilka minut temu. Namydlił siebie i ją, wyszorował swoje ciało, tak samo zrobił z kobietą, zwracając szczególną uwagę na czystość pipki i pupy. Miał ukryty zamiar wykorzystania w końcu obu tych dziurek. Spłukali się z piany, wysuszyli i poszli do sypialni. Dopiero teraz Jan skonstatował, że choć Renatka zaczynała trzeźwieć, to i tak za chwilkę poczuje wpływ obu silnych drinków!
    Nie czekał, położył ją na boku, tak jak lubiła podkurczył jej dość zgrabne nogi, lewą dłoń wsunął pod lewy boczek, prawą chwycił drugie biodro i pomalutku wszedł w pipeczkę. Westchnęła głęboko, zaczęła wolno ruszać tyłeczkiem, ale jej ruchy stawały się coraz wolniejsze. Coś tam mruczała pod nosem, ale nie mógł tego zrozumieć. „Może to ten moment?” pomyślał i sięgnął do szufladki po żel. Jego twarda pała wyskoczyła z cipki, nasmarował uwolnionego kutasa, to samo zrobił z wypiętą pupą. „Najpierw palec, potem drugi, na końcu reszta” postanowił. Gładził ciemny otworek, leciutko wsuwał w pupę palec, po chwili wsunął go trochę bardziej, wyjął, znowu wsadził jeszcze głębiej, obserwował reakcję kobiety. Szeptała coś niezrozumiałego, ale nie cofnęła bioder. Teraz odważniej wsadził cały palec, potrzymał go chwilkę, po kilku sekundach zaczął nim ruszać w przód i w tył. Usłyszał głośne westchnienie i cichutki jęk.
    Palcował pupę jakiś czas, nadeszła pora na drugi palec. Teraz odważnie rozchylał śliski od żelu odbyt, coraz mocniej, coraz pewniej i szybciej zanurzał w nim oba palce. Nałożył nową porcję żelu, pupa nie stawiała już żadnego oporu. „Teraz, albo nigdy, raz kozie śmierć, wkładam” podjął ryzyko wielkiej awantury, jeśli Renata za szybko poczuje, gdzie się wpycha swą twardą pałą. Dotknął czubkiem penisa wejścia do nie spenetrowanej jeszcze dziurki. Dołożył kolejną porcję żelu, pomalutku przesunął się do przodu, rozpychając ścianki odbytu wsuwał się w niego, milimetr po milimetrze. Już pół głowicy tkwiło w pupie, kiedy Renata poruszyła lekko biodrami. Zatrzymał się, jednak zaraz zaczął kontynuować ruch do przodu. Nagle z cichym cmoknięciem wskoczył cały łeb!
    Nie ruszała się, więc popychał dalej. Pupa była niesamowicie ciasna, ciepła i bardzo śliska od użytego żelu. Po krótkiej chwili prawie cały penis tkwił w odbycie Renaty. Czekał na jakąś reakcję z jej strony, ale chyba usnęła upojona i znieczulona drinkami, bo ciągle leżała spokojnie. Począł rżnąć jej pupę, najpierw delikatnie, wolno i ostrożnie, z czasem coraz szybciej i mocniej. Przytulił się do pleców kobiety, szybko poruszał biodrami, dłonią zwilżoną żelem głaskał i drażnił jej pipkę. Podnieta musiała być bardzo silna, po zauważył, że zaczęła poruszać biodrami w rytm jego ruchów w pupie. Oddech dziewczyny przyspieszył, lekko rozchyliła uda ułatwiając drażnienie cipki, usłyszał jej cichutkie jęczenie, które stawało się coraz wyraźniejsze i głośniejsze; wiedział, że już nie śpi, ale – o dziwo – nie zaprotestowała.
    Wprawnym ruchem przewrócił Renatę na brzuch, przyjął swą ulubioną pozycję – prawa ręka pod biustem, lewa pod pipką, oparty na łokciach i kolanach ruchał z całych sił lekko wypiętą dupę. Już nie ukrywała swego podniecenia, krzyczała w poduszkę, wyła, kopała nogami w kanapę, po chwili ryknęła i zamilkła w bezruchu. Trwało to prawie minutę, Jan znowu obrócił ją na bok, leżał za nią i podniósłszy głowę obserwował jej ładną twarz, wykrzywioną teraz grymasem orgazmu, zarumienioną od podniety i wrzasku. Nie wyszedł jeszcze z odbytu, ciągle tam tkwił, czekając na swoją kolej.

    – Kurwa, Janek, co to było? – nie zważała na język, jeszcze nie panowała nad sobą, podniecenie jeszcze jej nie opuściło – gdzie trzymasz swego chuja? W mojej dupie?

    – Zgadłaś, mam go w twojej dupce, głęboko w środku.

    – Kiedy tam wlazłeś? Nic nie czułam do momentu, kiedy zacząłeś drażnić mi pipkę. Najpierw chciałam cię zrzucić i zdrowo opieprzyć, ale to było… takie… takie… przyjemne! Nawet bardzo przyjemne, dawno nie miałam takiego orgazmu.

    – No widzisz? Mówiłem, że anal to sama przyjemność.

    – Ale byłam głupia, tyle czasu straciłam, nie wiedząc, że tam też jest super.

    – Ciągle mnie odpychałaś, nie chciałaś, żebym cię choć tylko popieścił po dupce, a teraz widzisz, że to fajny seks, prawda? – zastanawiał się, bo chyba już słyszał od którejś kobiety podobne słowa…

    – Prawda, żałuję, że…

    – Nic nie żałuj, tylko zajmij się wackiem, który ciągle siedzi w twej dupie! – przerwał nagle wywód kobiety.

    – On tam ciągle… Jasny gwint, naprawdę mam chuja w dupie! A wiesz, że go prawie nie czuję, choć on taki wielki? – poruszała biodrami, zacisnęła zwieracze – o, teraz jest fajnie, połóż się, usiądę na nim.
    Szybko zmienili pozycję, Renata zaczęła ujeżdżać swego rumaka, znowu poczuła nadchodzący orgazm, Jan też był bliski wytrysku, nie kontrolował już się, chciał skończyć to wariactwo. Doszli jednocześnie, z pupy kobiety jeszcze długo wypływała stróżka spermy. Usnęli prawie natychmiast. Jan obudził się pierwszy, popatrzył na odkrytą dupę dziewczyny, poranny wzwód mógł się bardzo przydać. Mocno nasmarował się żelem i wcisnął sterczącą pałę w… pupę! Odskoczyła troszeczkę, ale zaraz jej biodra wróciły na poprzednie miejsce.

    – Obudź mnie, wiesz, że tak bardzo lubię… – wyszeptała podniecona.

    Dość często tak się wzajemnie budzili; albo Jan wpychał się w cipkę Renaty, albo Renata dosiadała, lub ssała Jana. Bywało tak, że rano w łazience, z której korzystali bez skrępowania jednocześnie, ona robiła make-up, stojąc nago przed lustrem, on wchodził ze sterczącą rannym wzwodem pałą, żeby się wysikać, ale zmieniał zamiar i tym sztywnym palem ruchał swą kobietę, a na dole, w korytarzu, cierpliwie czekali jej pracownicy! Teraz jednak nie tkwił w jej cipce, tylko w pupie, w miejscu, do którego jeszcze do wczoraj miał absolutny zakaz wstępu! Znowu szybko doszli na szczyt, razem wrzeszczeli w poduszkę. Od tego dnia ich życie seksualne zmieniło się diametralnie, momentami nawet przekraczali wspólnie pewne granice perwersji.

    Pomimo tego, że bardzo dobrze było im w łóżku, Jan nie odczuwał już takiej satysfakcji, jak kiedyś. Byli z sobą prawie codziennie, mieli wspólnych znajomych, ich rodziny poznały się, obserwując tę parę można było odnieść wrażenie, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale tak nie było… Nie wiedział, dlaczego, ale coraz częściej denerwował się, Renata wkurzała go bez powodu, ona też co chwilę miała o coś pretensje, w sumie bardzo często nieuzasadnione. Mimo że pozornie byli razem, pieprzyli się jak króliki, wszystko to trwało tylko do pewnego dnia…

    Na którymś z portali Jan był zarejestrowany, jako osoba szukająca kontaktów z kobietami, mającymi ochotę na swobodny seks. Od pewnego czasu, mimo że był z Renatą, niekiedy umawiał się z różnymi chętnymi paniami i choć już nie tak często jak kiedyś, udawało mu się zaciągnąć którąś do łóżka. Przeglądając Internet Jan zobaczył, że odezwała się na jego profilu bardzo ładna blondynka, z wyglądu „rycząca czterdziestka”, a takie przecież bardzo lubił, która bardzo chętnie się z nim spotka, a jeśli przypadną sobie do gustu, to nie ukrywa, że być może skończą w łóżku, bo jest bardzo namiętną, gorącą, spragnioną mężczyzny kobietą! Umówili dzień i miejsce, Jan odpowiednio przygotowany czekał na nią przy stoliku w ogródku sympatycznej kawiarni, popijając pyszną kawę. O umówionej porze przyszła… Renata!

    – Nie wiem dlaczego, ale choć nie ma tam zdjęcia, wiedziałam, ze to twój profil, łatwo dałeś się złapać! – na twarzy widać było tylko wściekłość i pogardę

    – No coś ty, wiedziałem, że ty do mnie piszesz, nawet wziąłem aparat, żeby porobić sobie kilka zdjąć w plenerze. Przecież…

    – Cham i prostak – przerwała, wstała od stolika i wyszła.

    Wieczorem zadzwoniła, ucieszony Jan odebrał

    – Spakowałam twoje rzeczy, możesz je sobie odebrać, kiedy chcesz. Klucz zostaw pod doniczką, nie chcę cię widzieć.

    – Ale, Renatko… – próbował się wytłumaczyć, chciał się w jakiś sposób usprawiedliwić, ale nie mógł. Rozłączyła się!

    Pojechał do niej, myślał, że zastanie ją w domu, ale nie było nikogo, tylko koło drzwi stała siatka z jego rzeczami. Podniósł ją, popatrzył, zadumał się. „No i to jest ponad rok wspólnego życia. Jedna reklamówka”… Odłożył klucz od domu kobiety pod doniczkę stojącą koło drzwi, wrócił do siebie, siatkę rzucił w kąt.

    Znowu zaczął się udzielać na portalach wszelakiego typu, na takich, gdzie można było poznać jakąś interesującą kobietę. Wtedy na jego drodze stanęła Maria…

    Ale to już zupełnie inna historia…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Moj pierwszy raz z…

    Jasna cholera, co za nudy! Siedzę w chacie, nie ma co robić, może by sprowokować jakąś przygodę? A może przejrzeć ogłoszenia? Otworzyłem odpowiednią stronę i zacząłem. Najpierw odrzuciłem gejów, potem lesbijki, zostawiłem kobiety i pary. Interesowały mnie tylko anonse z mojego miasta, chciałem sobie poruchać, a nie gadać w necie. Wreszcie trafiłem na interesujące ogłoszenie pary. Ludzie mniej więcej w moim wieku, wyglądali tak… normalnie, przeciętnie. Facet niby bi, ale może przyglądać się, jak ktoś rucha jego żonę, ona taka całkiem spoko, spotkania tylko u nich w domu. Napisałem, kilka sekund później dostałem numer telefonu z adnotacją “Zadzwoń teraz”. No to zadzwoniłem.

    – Dzień dobry, ja w sprawie waszego ogłoszenia – nie bardzo wiedziałem, jak zagaić.

    – Ty pisałeś przed chwilą? – głos mężczyzny był dość przyjemny.

    – Tak, szukam rozrywkowej pary – wypaliłem.

    – No to chyba znalazłeś. Kiedy byś chciał się spotkać?

    – Nawet dzisiaj, może gdzieś za godzinkę?

    – Może być. Dużego masz?

    – Raczej średnia krajowa, zobaczysz, jak przyjadę. Jakiś adres?

    Zanotowałem numer domu i mieszkania, poczłapałem pod prysznic. Godzinę później dzwoniłem do drzwi nieznanej sobie pary. Otworzył facet ubrany w luźny dres, zaprosił do środka. Mieszkanie przeciętne, jakich u nas tysiące, w dużym pokoju rozścielone łóżko, we włączonym telewizorze zobaczyłem jakąś ruchającą się parę, film puszczony z komputera.

    – Wejdź dalej, proszę – zaprosił mnie gestem ręki – jestem Stefan, moja żona ma na imię Mirka. Niestety, nie ma jej w tej chwili, wyskoczyła po zakupy, zaraz wróci.

    – Na pewno? Czy tylko chciałeś poznać faceta? – uśmiechnąłem się kwaśno. Jestem Witek Miło mi.

    – Nie, coś ty, Mira zrobi zakupy i wróci. A możesz mi pokazać swój sprzęt?

    – Zwariowałeś? Poczekamy na Mirkę, wtedy zobaczysz.

    – Ale tak ładnie proszę, bo ja mam takiego – wyciągnął swojego stojącego kutasa.

    Popatrzyłem na niego zdziwiony, ale i zaciekawiony, jak to wszystko potoczy się dalej. Nie ukrywam, że zaczynała podniecać mnie ta sytuacja, czułem, jak chuj w spodniach wydłuża się i twardnieje. No i ze satysfakcją wyciągnąłem mego kumpla, okazał się być znacząco większy od stefanowego.

    – Ale ładny – Stefan już klęczał i z bliska uważnie oglądał to, co przed chwilką uwolniłem – Mogę?

    Zanim odpowiedziałem już trzymał go w dłoni, lizał łepek, zsunął napletek i wsadził kutasa do ust. Poruszał głową do przodu i do tyłu, a mój koleś nadspodziewanie jeszcze bardziej urósł! Ja pierdolę! Facet z werwą obciąga mi kutasa, a ja nie reaguję, wręcz przeciwnie, coraz bardziej mnie to rajcuje! Poruszył jeszcze kilka razy głową, zaczął trzepać mi fajfusa dłonią. Wystrzeliłem! Wytrysk był tak nagły i niespodziewany, że ugięły mi się kolana. Stefciu połknął cały ładunek, wytarł usta, podniósł się z podłogi.

    – Fajny twój kutasek, może… – jego słowa przerwało otwieranie drzwi wejściowych.

    Szybko schowałem chuja do gaci, patrzyłem na wchodzącą kobietę. Mirka, bo to była ona, okazała się niewysoką, szczuplutką, nawet zgrabną kobietą; ładna buzia, lekko śniada cera, niezbyt zgrabne nogi, króciutkie, gęste włosy i okrąglutki tyłeczek – to właśnie ona.

    – Zaczęliście już? – roześmiała się głośno – Oj, Stefciu, zawsze musisz być pierwszy.

    – Nie, my tylko… – zacząłem się tłumaczyć.

    – Nie musisz nic mówić. Już w sklepie widziałam, jak podjechałeś, a że trochę to trwało, to jestem pewna, że mój małżonek już zrobił ci loda, znam go dobrze. Dajcie mi trzy minuty, ogarnę się i przyłączam się do zabawy.

    Mirka weszła do łazienki, usłyszałem plusk puszczanej wody, Stefan polał jakieś wino i zaczęliśmy się rozbierać. W duchu zastanawiałem się, co mnie tu przygnało, nie miałem pojęcia co mnie jeszcze czeka i jak się to skończy. Usiedliśmy na brzegu kozetki, Stefek pochylił się do mego krocza, a ja złapałem go za penisa. Facet znowu lizał mi kutasa a ja… Co miałem robić? Trzepałem jego, ładnie rósł i twardniał w mej dłoni. Na szczęście Mirka wyszła z łazienki i podeszła do mnie.

    – Chyba już wiesz, że jestem Mirka, a ty? – podała mi dłoń

    – Witek, miło mi – przyglądałem się kobiecie. Po za gęstą czupryną na głowie, nie miała nigdzie najmniejszego włoska, była doskonale wydepilowana. Różowa pipka wyraźnie odznaczała się na ciemnej skórze, sięgnąłem do niej ręką. Palec wjechał bez problemu w wilgotną szparkę, dziewczyna stęknęła. Stefan cały czas masował mi kutasa, teraz zaczął sobie pomagać ustami. Zwarliśmy się z dziewczyną w pocałunku, bardzo głęboko wpychała mi swój nadzwyczaj zwinny języczek. Palcowałem coraz bardziej mokrą pipkę, cały czas czułem na kutasie usta Stefana. Kurwa! Zaraz znowu dojdę, a nie wsadziłem go jeszcze w ciasną pipkę. Mam oczywiście na myśli wsadzenie nie Stefana a swego kutasa. Mira miała chyba dużą ochotę na seks, bo w końcu odepchnęła męża i sama złapała za sterczącą pałkę.

    – Ale on ładny! Jest tak sprawny, jak urodziwy?

    – Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz – ująłem w dłoń nadspodziewanie jędrną, zgrabną pierś – a ty masz rewelacyjny biuścik!

    – Wiem o tym, ale… glu, glu,glu – zagulgotała z kutasem w gardle.

    Po chwili oderwała się od niego, wstała.

    – Chodź do łóżka, tam jest wygodniej – pociągnęła mnie za sobą – Stefciu, a ty siedź spokojnie i patrz!

    Stefan siedział na krześle, bawił się kutasem i zachęcająco kiwał głową.

    – Wituś, zerżnij ją mocno, może mi da trochę spokoju w nocy, przecież to nimfomanka!

    – Przestań opowiadać bzdury, bo się Witek jeszcze przestraszy i co wtedy? – roześmiała się Mirka.

    – Nie jestem strachliwy, tym bardziej, że podobasz mi się, masz fajne, jedwabiście gładkie ciało i słodką pipeczkę – już nurkowałem między nogami, które bardzo mocno rozchyliłem.

    Cipka wyeksponowała się rewelacyjnie, niemal mrugała do mnie swą różową szparką. Polizałem po wargach, przyssałem się do łechtaczki, drażniłem ją językiem, lizałem. Jęki i postękiwania kobiety przekonywały mnie, że jestem na właściwej drodze do jej orgazmu. Lizałem pipkę, przesunąłem język na dupcię, wsunąłem naśliniony palec w ciasny odbyt. Mirka tylko stęknęła, więc wcisnąłem drugi palec i zacząłem brandzlować ciemne oczko. Nie wytrzymałem długo, mimo, że kobieta bardzo umiejętnie obciągała laskę. Wstałem, położyłem ją wygodnie na łóżku, podniosłem i zarzuciłem na ramiona chude nogi i załadowałem w cipę sterczącego chuja. Wszedł po same jaja, zacząłem pompować mokrą pizdę. Pochyliłem się trochę, miętoliłem fajne cycuszki, zaczęliśmy się całować. Mira poddała się rytmowi moich bioder, czułem, że za chwilkę skończę przed nią. Ruchałem dziwnie ciasną pipę na maksymalnych obrotach, kiedy poczułem na plecach wbijające się w skórę ostre paznokcie. Wrzasnąłem i… spuściłem się! Wystrzeliłem kilka razy w pizdę, ale zdążyłem pojąć, że Mira też doszła. Padłem obok niej, dyszałem ciężko, ona z resztą też. Patrzyłem w jej zamglone jeszcze rozkoszą oczy, pogłaskałem gęste włosy.

    – Twoja pipka jest tak ciasna, że nie mogłem dłużej wytrzymać. Ale paznokcie mogła byś poobcinać, mam podrapane całe plecy!

    – Nie przejmuj się, szybko się zagoi. Ale z ciebie jebaka, dawno już mi nikt tak nie dogodził. Stefan! – to do męża – widziałeś? Tak masz mnie ruchać, gamoniu!

    A gamoń, w czasie, kiedy jego ślubna zachwycała się mymi umiejętnościami już był między moimi nogami i zlizywał resztki z opadającej pały.

    – Ty skurwysynu, masz się mną zająć, a nie będziesz ciągle obciągał za mnie kutasy – potężny klaps wylądował na gołym tyłku Stefana – jazda, zastąp Witka.

    – No dobrze, ale mi nie stoi, może Wituś go postawi? – podsunął mi pod nos krocze ze sflaczałym maluchem.

    A co ja zrobiłem? Nie do wiary, złapałem za kuśkę i zacząłem ją lizać, ssać, krótko mówiąc obciągałem chuja obcemu facetowi! Dlaczego to zrobiłem? Nie mam pojęcia, może z ciekawości, może byłem tak podjarany (dawno nie ruchałem!), że podobało mi się wszystko? Wreszcie mogłem przestać obrabiać Stefana, a ten natychmiast odwrócił Mirę na brzuch i zapakował się w jej tyłek. Muszę przyznać, że robił to z szybkością pistoletu maszynowego. Jego blada dupa podskakiwała mi przed oczami, wsłuchiwałem się w jęki i wrzaski ruchanej kobiety. Po chwili wyraźnie zwolnił, teraz robił to jakby z namaszczeniem, pomalutku pompował kakaowe oczko. Jego tyłek to zbliżał się, to oddalał od mego kutasa, który ciągle sterczał w oczekiwaniu na dalsze działanie. Przyszedł mi do głowy szatański pomysł. Rozejrzałem się po pokoju, na nocnym stoliku przy łóżku zobaczyłem tubkę żelu. Nie zastanawiałem się długo, nabrałem sporą porcję, nasmarowałem chuja, kilka kropel wycisnąłem na dupsko Stefana i bez słowa szybkim ruchem wjebałem kutasa w niego. Znieruchomiał, odwrócił głowę w moją stronę, uśmiechnął się i puścił oczko.

    – Wiedziałem, że lubisz chłopaków, ty po prostu jesteś biseks!

    – Coś ty, ja…

    – Nie gadaj, daj Stefciowi porcję przyjemności .

    Cała ta sytuacja rozbawiła mnie, ale też, o dziwo, bardzo mocno podnieciła! Może naprawdę jestem bi, a nie zdawałem sobie z tego sprawy i dopiero teraz dowiedziałem się prawdy o sobie? Nie, chyba jednak nie; zdecydowanie wolę kobiety, poza tym nie wyobrażam sobie obcego chuja we własnej dupie! Jednak teraz nie przeszkadzało mi to, że zamiast pierdolić jakąś dziewoję – rucham w dupę faceta! On pierdoli dupę żony, a ja jego! W seksualnym amoku rżnąłem to blade dupsko, jednak zamknąłem oczy, żeby choć nie widzieć, gdzie tkwi mój przyjaciel; wolałem wyobrazić sobie jakąś zgrabną pupcię młodej laseczki… Stefan doszedł, dopchnął kutasa na maksa, znieruchomiał na chwilę, a w tym momencie wywaliłem w niego swój ładunek. Zwaliliśmy się na pościel obok niedopieszczonej Miry, któa patrzyła na nas z piorunami w oczach.

    – Wy pierdolone pedały, a ja to co? Który w końcu mnie doprowadzi do orgazmu?

    – Nie mam pojęcia, czy to niezwykłość sytuacji, czy naprawdę byłem tak napalony, bo czułem, że kutas znowu podnosi głowę! Odepchnąłem Stefcia, położyłem kobietę na plecach i załadowałem się w pipkę. Mirka stęknęła, usłyszałem tylko cichutkie “Nareszcie” i zaczęła współpracować z moimi biodrami. Skąd u mnie tyle siły? Też nie wiem, widziałem tylko uśmiechniętą twarz, zamglone oczy i podskakujące w rytm ruchańska jędrne piersi. Wreszcie byłem w kobiecie, wreszcie dawałem jej rozkosz, wreszcie mogłem nie stresować się, że dymam dupsko jakiegoś chłopa… Mirka odsunęła mnie od siebie, klęknęła w pozycji na pieska i zaczęła obciągać kutasa leżącego Stefana. Nie zwlekając nadziałem tym razem jej tyłek na pałę i kontynuowałem swoje “dzieło”. Dziwnym trafem doszliśmy na szczyt w tym samym momencie, orgazm kobiety był najsilniejszy, aż musieliśmy nakryć ją poduszką, żeby nie zwabiła sąsiadów…

    Po krótkim odpoczynku, na miękkich nogach wracałem do domu

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Wera

    Ponieważ nasz pobyt w Jakubkowie kończył się; za nieco ponad tydzień wracaliśmy do siebie – dyrekcja kombinatu wydała zarządzenie, w myśl którego zorganizowany będzie wieczorek taneczny dla pracowników i gości zaproszonych. Miała to być też forma podziękowania za pracę całej ekipy ze mną na czele. Chłopaki szykowali się na bankiet pół dnia. Nie musieli daleko chodzić, bo impreza była w sali stołówki w naszym hotelu. O wyznaczonej porze zjawili się wszyscy ci, którzy mieli być, czyli cała moja ekipa , osoby zaproszone z zewnątrz i pracownicy kombinatu ze swymi połówkami. Było też kilka singli – pań i panów, w sumie uzbierała się prawie setka gości.

    Zabawa była przygotowana wzorowo, stoły uginały się od pełnych półmisków, alkohol lał się strumieniami, przygrywał bardzo dobry zespół muzyczny. Wszyscy doskonale się bawili, był Krzysztof z żoną, była ich sąsiadka Magda, obserwowałem szalejące na parkiecie siostry, przecież Ewa i Marysia też pracowały w kombinacie. Humor dopisywał wszystkim, impreza była wyśmienita. Przed tańcami kilka słów wygłosił dyrektor naczelny, pracownikom zostały wręczone koperty z premią; zostaliśmy też wszyscy też zostali docenieni, premie były naprawdę satysfakcjonujące.

    Wykorzystując przerwę między tańcami, wyszedłem na chwilkę na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza. Obszedłem budynek hotelu, zbliżając się do zaplecza kuchni usłyszałem głośną rozmowę pań kucharek. Przystanąłem niezauważony w ciemnym miejscu za narożnikiem budynku i słuchałem z zainteresowaniem rozmowy dobiegającej z kuchni.

    – …bo nie, nie będę nic na siłę. Jak nie chce, to nie, jego strata.

    – Nic nie poradzisz, takie są chłopy, Wera i masz rację, nic na siłę. Ale te chłopaki z hotelu są fajne, nie? Szkoda, że już jadą sobie.

    – Fajne, fajne, a ten ich Jan jak spojrzy, to ciarki po plecach biegają, wysoki, przystojny młody chłop, palce lizać…

    – Hmmm, nie tylko palce, co, Genia?

    – Tak, widzę, że chyba byś mu Wera naprawdę nie tylko palce lizała! Dziewuchy opowiadają, że ma kuśkę jak koń, taką wielką! No i chyba przeleciał już połowę z nich, tak się wszystkie chwalą, że były z nim w krzakach – dodała Genie odstawiając wielki gar z bigosem.

    – Oj, Genia, Genia, jakby taki chłop złapał od tyłu, za cycki chwycił, kieckę do góry zadarł i… wiesz co, nie? – usłyszałem perlisty śmiech Wery – nie usłyszał by, że nie, oj, nie usłyszał. Jeszcze jakby zasadził tego swojego zaganiacza to by było, co nie?

    – Wera, masz marzenia, nie ma co! Jestem ciekawa, jakby tak chciał naprawdę, jak szybko byś spieprzała przed nim – teraz Genia się roześmiała – na wszelki wypadek nie chodź w gaciach, żeby miał łatwiejszy dostęp – zakpiła.

    – Przecież ty też nie nosisz gaci w taki upał, ja tak samo nie mam. Ale pomarzyć wolno, no nie? Aż mi się pisia mokra robi na samą myśl, że taki ogier by wlazł we mnie…

    – Ej, dziewczyno, ty naprawdę nie przesadzasz z tymi marzeniami? A co to za kropki na podłodze między twymi stopami?

    Wera zapłoniła się, nie wiedziała, gdzie patrzeć.

    – Przecież mówiłam, że mi się mokro robi na samą myśl… A jak mokro, to i kapie, smarowanie w pipie mam jeszcze bardzo dobre, nie muszę stosować żadnych kremów, ani żeli!

    – Ale żeby aż tak się podniecać… – Genia pokręciła głową Kobiety weszły do kuchni, oparłem się o ścianę i zastanawiałem się nad ich słowami.

    Znałem przecież obie panie. Genia była kobietą po pięćdziesiątce, dość słusznych rozmiarów, uśmiech nie znikał z jej sympatycznej twarzy. Wera znacznie od niej młodsza, przed czterdziestką, też nie szczupła kobieta z obfitym biustem, jej twarz zdradzała jeszcze ślady niegdysiejszej, niebanalnej urody; teraz jednak była zmęczoną życiem matką – mężatką. Obie panie bardzo sprawnie obsługiwały nas, mieszkańców hotelu, zawsze miłe i uśmiechnięte.

    Ciągle stałem oparty o ścianę budynku z papierosem w zębach i uśmiechałem się do siebie. Już miałem wrócić na salę, kiedy usłyszałem trzask zamykanych drzwi i zobaczyłem zbliżający się do mnie cień. Cofnąłem się kilka kroków, to była Wera. Wynosiła jakiś gar w stronę pojemnika na odpadki, musiała więc przejść obok muru, przy którym rosła kępa krzaków. Przeskoczył bezgłośnie w stronę tych krzaków, poczekałem. Głośny hałas trochę mnie zdeprymował, ale to tylko pokrywka spadła z garnka i pokulała się w pobliże zarośli w których stałem. Wera nachyliła się, szukając upuszczonego nakrycia garnka, ale w ciemności nie mogła nic dostrzec. Podniosła się, weszła głębiej w gąszcz przy płocie, nachyliła, szukając zguby zaledwie metr ode mnie, czającego się tam, trzymającego w garści, gotowego do akcji kutasa. Jednym skokiem znalazł się za kobietą, objąłem ją jedną ręką na wysokości obfitego biustu, drugą zasłoniłem usta, żeby nie krzyczała. Kobieta przerażona nie drgnęła nawet, czekając na dalszy bieg wypadków.

    – Nie wrzeszcz, nie zrobię ci krzywdy – wyszeptałem w ucho kobiety – ja tylko umiem czytać w myślach kobiet, dlatego tak wiele mi ulega, rozumiesz?

    – I wiem, że ty też tego chcesz, mam rację? Jeśli tak, pokiwaj głową.

    – Skinęła lekko, poza tym nie drgnęła.

    – Wiem, że czekałaś na taką chwilę, żebym cię złapał i mocno wyruchał, chciałaś tego, prawda?

    Znowu skinęła głową. Zadarłem fartuch, którym była owinięta, nadusiłem na kark kobiety, zmuszając ja do pochylenia się do przodu, namacałem szparę mokrej od soków cipy i jednym ruchem wszedłem w nią. Dopchnąłem kutasa do końca i zatrzymałem się.

    – Teraz wezmę dłoń z twoich ust, a ty nie będziesz krzyczała, tak?

    Kolejne skinięcie głową. Pomału odjąłem dłoń od twarzy kobiety, obie ręce wsunąłem pod biustonosz i zacząłem miętosić wielkie cyce, całując kark wystraszonej Wery. Zacząłem pompował pizdę całą długością swego penisa, wsłuchiwałem się w ciche jęki pierdolonej kobiety, która po krótkiej chwili odzyskała rezon.

    – Tak, ruchaj mnie, mój ty ogierze, ruchaj! Nawet nie wiesz, jak często brandzlowałam się w swoim łóżku myśląc o twoim wielkim chuju, jak często wyobrażałam sobie, że mnie pierdolisz w kuchni… Tak, tak, pierdol mą pizdę, chcę tego, nie wiesz, jak bardzo… tak… tak… Wpychaj tego olbrzyma we mnie, chcę go wszędzie poczuć… tak… Wspaniale to robisz…

    Wyskoczyłem z gorącej pipy i wjechałem w dupsko jęczącej kobiety.

    – Aaaa!!! Co robisz, to moja dupa, co…. Przestań, prze… Nieee, nie, nie przestawaj… Ooooo, tak, rób tak dalej, ruchaj mnie w dupę, ruchaj, to jest wspaniałe, tak… znowu odlecę, taaaakkk!!!

    – Ciiiicho, nie wrzeszcz, chcę tylko spełnić twoje marzenia, chciałaś poczuć mnie wszędzie, prawda?

    – Tak, TAAAAAK! Chciałam tego i chcę nadal czuć cię w sobie, aż do… do…

    Opierała się dłońmi o murek, rozkraczona przyjmowała w swej dupie mego twardego chuja. Doszła, orgazm był tak silny i obezwładniający, że opadła na kolana, przez co kutas wysunął się z ruchanego dupska. Odwróciła się szybko i złapawszy go objęła głowicę ustami. Brandzlując wielkiego chuja pomagała sobie rękoma, po chwili do buzi przyjęła tryskającą strugę.

    – Jednak to prawda – powiedziała, wycierając sobie fartuchem ospermioną twarz – dziewczyny nie kłamały!

    – Co masz na myśli? – patrzyłem z uśmiechem na rozpromienioną kobietę.

    – Tylko to, że masz naprawdę chuja jak koń!. A teraz powiedz, że to ci się nie podobało.

    – Zgłupiałeś? Wyruchałeś mnie tak, jak nie pamiętam! Mój stary chciałby, ale nie bardzo może, więc mam spore braki… Ale ty je uzupełniłeś, długo nie usiądę normalnie.

    – Tu masz pokrywkę, zmykaj do kuchni, bo Genia będzie cię szukała.

    Schowałem penisa w spodnie, wróciłem na salę. Po kilku tańcach znowu poczułem, że na parkiecie robi się duszno, skierowałem się do drzwi, żeby znowu wyjść na powietrze. Postanowiłem troszkę pospacerować, zacząłem znowu okrążać budynek hotelu i ponownie usłyszałem fragment rozmowy.

    – Naprawdę ma jak koń!

    – Pieprzysz, Wera, chłop nie ma aż tak wielkiego!

    – No pewnie, że nie, ale musiała byś go widzieć! Okaz do muzeum, albo dobrego pornola.

    – Chyba jak zwykle przesadzasz, ale co tam, ważne, że miałaś go w pipie…. Ale uważaj, jak robisz mnie w balona, to pożałujesz! – Genia przybrała poważny wyraz twarzy.

    – Tylko jak mam ci to udowodnić? – Wera spoważniała nagle.

    – Nie musisz nic udowadniać – wyszedłem z cienia – ona naprawdę miała mnie w pipie i w dupie. Teraz pani wierzy? – popatrzyłem na Genię.

    – Nie, nie uwierzę, dopóki go nie zobaczę – Genia uśmiechnęła się chytrze.

    Cóż było robić, stanąłem na środku kuchni, rozpiąłem rozporek.

    – Naprawdę chce pani go zobaczyć?

    – Tak!

    – Wydobyłem na wierzch kutasa, pokiwałem nim w stronę Geni. Patrzyła na niego, zrobiła olbrzymie oczy na widok takiego interesu, aż zasłoniła usta dłonią.

    – I takie coś kobieta ma mieć w sobie? – nie dowierzała swym oczom – To nie jest możliwe, przecież tego nawet dłonią nie można objąć!

    – Można, można, nie przejmuj się, Genia. Wracamy do roboty, a pan, panie Janie, na salę, tam na pana czekają.

    Zrobiłem, jak mówiła Wera, po chwili już wirowałem na parkiecie w czułych objęciach którejś z pań, albo opróżniałem kolejny kieliszek w towarzystwie zawsze chętnych do wypitki panów. Do końca imprezy zdążyłem jeszcze dopaść gdzieś w toalecie Ewę i zerżnąć ją do obustronnego orgazmu, a pół godziny później zrobiłem to samo z Marysią. Nie udało mi się dopaść Magdy, nie znalazłem jej nigdzie, widocznie bzykała się z kimś w parku; przecież lubiła ten sport, a męża nie było…

    I takim akcentem skończył się nasz pobyt w Jakubkowie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Siostrzyczka

    Arkadiusz (17 lat) chodził do pierwszej klasy liceum i mieszkał w jednym z prowincjonalnych polskich miast. W szkole nie miał zbyt wielu przyjaciół, nie radził sobie z wieloma przedmiotami (głównie matematyką, fizyką, chemią i niemieckim), a nauczyciele też nie darzyli go zbyt dużą sympatią. Był właśnie początek marca, rok szkolny zbliżał się ku końcowi, tymczasem chłopak dostał właśnie kolejną jedynkę z matematyki. Był tym faktem potwornie zdenerwowany. Za tydzień miała być wywiadówka, więc rodzice dowiedzą się niedługo o jego złych ocenach.

    Około 14.00 skończyły się lekcje i Arek mógł wreszcie pójść do domu. Po drodze nie mógł przestać myśleć o swojej fatalnej sytuacji w szkole. Kiedy wszedł do swojego mieszkania spotkała go miła niespodzianka. Do domu przyjechała starsza siostra Arka, Agnieszka (27 lat). Mieszkała ona ze swoim chłopakiem w Warszawie, gdzie pracowała. Chłopak był zachwycony – uwielbiał swoją siostrę, zawsze mieli ze sobą dobre relacje, pomimo sporej różnicy wieku. Dodatkowo nastolatek od kiedy skończył 14 lat, zaczął odczuwać do swojej siostry również pociąg seksualny. Pociągały go jej piękne i długie brązowe włosy oraz nienaganna figura. Sam fakt, że Agnieszka była jego siostrą i to do tego dziesięć lat starszą, także podniecał Arka.

    – Cześć młody, co u ciebie?

    – U mnie dobrze. Fajnie, że przyjechałaś – odpowiedział Arek.

    – Wiesz, musiałam trochę odpocząć. Chwilę u was pobędę.

    Przez następne dwa dni Arkadiusz niemal każdą chwilę starał się spędzać razem ze swoją siostrą. W końcu Agnieszka zaczęła mieć trochę dość swojego młodszego brata. Chłopak dowiedział się też jaki był prawdziwy powód nagłego przyjazdu dziewczyny – zerwała ze swoim chłopakiem i chciała odpocząć od problemów zdała od Warszawa. Arek był zadowolony. Nie cierpiał chłopaka swojej siostry i chciał mieć Agnieszkę tylko na własność. Teraz cieszył się z ich rozstania.

    Tymczasem nastał piątek i zaczął się długo wyczekiwany przez Arka weekend. Chłopak mógł nareszcie odpocząć od męczącej go szkoły i zająć się tylko sobą. Dodatkowo, ponieważ jego rodzice cały dzień pracowali  i do domu wracali dopiero około 20.00, wiedział, że spędzi ten czas tylko w towarzystwie swojej ukochanej siostrzyczki. W sobotę Arek obudził się dopiero po godzinie 11, z racji tego że cały poprzedni wieczór spędził na oglądaniu filmów. Wyszedł ze swojego pokoju i poszedł do kuchni, gdzie zrobił sobie śniadanie. Agnieszka tymczasem brała prysznic. Gdy jego siostra była w łazience, Arkowi wpadł do głowy pomysł, aby pójść do jej pokoju. Leżały tam jej wszystkie rzeczy, które ze sobą przywiozła.

    – Może znajdę tu coś ciekawego – powiedział cicho do siebie Arek.

    Zaczął ostrożnie rozglądać się po pomieszczeniu. Po chwili zobaczył leżącą na łóżku koszulkę dziewczyny. Arek wziął do ręki i zaczął wąchać. Nieoczekiwanie bardzo go to podniecało. Wyobrażał sobie, że pieści się ze swoją siostrą. To było jego skryte marzenie. Zaraz wyciągnął siurka ze spodni, zaczynając się masturbować. Był potwornie podniecony, tak że przestał myśleć o czymkolwiek innym. Na chwilkę nim doszedł, usłyszał otwierające się za sobą drzwi do pokoju.

    – Co ty kurwa robisz braciszku?

    Gdy chłopak to usłyszał, prawie zemdlał. Było mu wstyd, że siostra go przyłapała. Sądził, że gorzej być już nie mogło i teraz Agnieszka będzie uważała go za jakiegoś zwyrodnialca.

    – Co ty sobie gówniarzu wyobrażasz? Zachowujesz się jak jakiś pierdolnięty zwyrodnialec! – krzyczała siostra na chłopaka, który czuł się teraz niczym kompletny idiota.

    Siedział jak sparaliżowany na łóżku i wysłuchiwał kolejnych obelg na swój temat od siostry. Ta w końcu kazała mu iść do siebie, nie odzywać się do niej i dać jej święty spokój. Arek poszedł do siebie i przez dobre pół godziny siedział przy biurku bez słowa, nie mając nawet siły, aby cokolwiek zrobić. Wiedział, że teraz to koniec i Agnieszka już nigdy prawdopodobnie nie będzie chciała z nim rozmawiać. Nagle jednak chłopak usłyszał pukanie do swojego pokoju. Po chwili do pomieszczenia weszła siostra Arka.

    – Pewnie znowu przyszła, żeby mnie obrażać – pomyślał Arek.

    Ale ona nic nie mówiła, usiadła tylko na łóżku chłopaka. Była piękna jak zawsze, makijaż na jej twarzy pięknie podkreślał urodę dziewczyny. Trwała między nimi bardzo niezręczna cisza. Przerwała ją nagle Agnieszka.

    – Wiesza, Arek. Chyba byłam dla ciebie trochę zbyt ostra. Nie powinnam była cię tak potraktować.

    Chłopak nie miał odwagi nic odpowiedzieć, tylko patrzył smutno na siostrę. Ta wstała i podeszła do niego bliżej, kładąc mu rękę na ramieniu.

    – Podobam ci się?

    Pytanie Agnieszki wywołało w chłopaku duże emocje. Znalazł w sobie siłę i odpowiedział na nie twierdząco. Gdy dziewczyna to usłyszała, zbliżyła usta do swojego brata i pocałowała go. Po chwili dwójka zaczęła namiętnie się całować. Arek czuł się jak w raju, uznał że chyba siostra nie tylko mu wybaczyła, ale i postanowiła odwzajemnić jego uczucia.

    – Nie umiesz dobrze całować braciszku, ale to nie szkodzi. Podszkolę cię w tym – słowa Agnieszki były niezwykle podniecające dla chłopaka.

    Siostra rozpięła zamek w spodniach Arka i zaczęła ostrożnie robić mu loda. Chłopak czuł, że odpływa i nie mógł uwierzyć, w to co się z nim teraz dzieje. Gdy penis już mu dobrze stał, ona zaczęła się przed nim rozbierać. Arek przytulił się do nagiego ciała swojej siostrzyczki. Ta gładziła go po włosach.

    – Jesteś już mężczyzną, powinieneś pierwszy seks mieć już dawno za sobą.

    Położyli się na łóżku i zaczęli się pieścić. Arek był tak podniecony, że nie wiedział co ma robić. Zaczął całować swoją siostrę. Ta położyła się i rozchyliła nogi, tak by jej brat mógł włożyć w nią swojego penisa. Chłopak to zrobił i zaczął posuwać Agnieszkę. Jego podniecenie nie pozwoliło mu na długi stosunek, to upływie pół minuty Arkadiusz spuścił się wprost do cipki swojej siostry. Był szczęśliwy. Spełnił swoje najskrytsze marzenie.

    – I co, podobało ci się?

    – Tak. Kocham cię i zrobiłbym dla ciebie teraz wszystko – odpowiedział Arek przytulając się do siostry.

    Dwójka jeszcze przez jakiś czas pieściła się w łóżku.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski
  • Przygoda w lesie

    Mam na imię Nikola, jestem dziewczyną dość młodą drobną i troszkę nieśmiałą. Zawsze trzymałam się pewnych zasad, które zostały ustalone przez moją rodzinę, która była surowa oraz miała głębokie wierzenia katolickie. W szkole uczyłam się bardzo dobrze, zawsze rodzina się tym chwaliła, dostawałam same najlepsze stopnie a w klasie uważano mnie za nudną i mętną kujonkę. Nigdy w sumie z nikim nie zadawałam się na dłuższą metę, były to krótkie znajomości które trwały nie więcej niż dwa tygodnie. Wygląd mój był niezbyt wyróżniający. Nosiłam dość długie brązowe warkocze opierające się na łopatkach. Na końcu moich warkoczy znajdowały się dwie średniej wielkości czerwone kokardki. Najczęściej nosiłam zwiewne sukienki do kolan, które były w kolorze białym, najczęściej w czerwone kropki lub w szkarłatne kratki po to by ładnie to wszystko zgrywało się z kokardkami. Na lato wokół nosa i pod oczami wyskakiwało mi nieco piegów, a cerę miałam śniadą. Na nosie moim nosiłam także i okulary. Miały one cieniutkie obramówki a same one były w kształcie małych kółek. Mój dom porównując do innych w naszym kraju żył niczym poprzednią epoką. Żyłam na wsi i mieliśmy swoje własne gospodarstwo. Moja rodzina niezbyt entuzjastycznie podchodziła do Internetu i Nowoczesnej technologii, uznawała że to zgubne i prowadzi ludzi do otępienia, dlatego miałam go udostępnianego tylko wtedy kiedy potrzebowałam zajrzeć do niego w czasie nauki. Nie miałam żadnych portali społecznościowych, no oprócz może messengera, który był mi w sumie potrzebny tylko do grupy klasowej. Kolejna Platforma na jakiej byłam to e-dziennik ale raczej nie uznałabym tego do końca jako właśnie portal społecznościowy, była to raczej bardzo ważna rzecz która służyła do spraw szkolnych, a w końcu moim rodzicom na mojej szkole zależało tak bardzo.

    W końcu z czasem nadeszły wakacje, masę wolnego czasu i brak ciągłego wkuwania, aczkolwiek i tak miałam w domu parę obowiązków jak na przykład sprzątanie lub zmywanie naczyń no ale w końcu to najmniejszy problem! Byłam dość pracowita i lubiłam pomagać  rodzicom w domu lub w gospodarstwie. Ubiegły rok szkolny skończyłam wręcz znakomicie. Miałam czerwony pasek i dostałam się do bardzo dobrego liceum w dużym mieście, do którego złożyłam podanie. Rodzice byli ze mnie dumni, a więc w  nagrodę postanowili wysłać mnie na odpoczynek do cioci, która w porównaniu do mojej mamy nie była chociaż aż tak rygorystyczna. Co prawda miałam dwóch braci, ale miałam wrażenie, że ciocia Jola najbardziej lubiła mnie, ze względu na moją grację i grzeczność. Moi dwaj Bracia ( jeden młodszy o rok, drugi starszy o dwa lata) nie byli już tak dobrzy w nauce, dlatego tylko ja pojechałam do cioci a oni zostali w domu czarując z tatą w gospodarstwie.

    Gdy się spakowałam tata zawiózł mnie swoim samochodem do cioci. Jej dom był we wsi oddalonej od nas gdzieś około o 40 kilometrów, dlatego jechaliśmy tam z około 25 minut. Gdy już mnie zawiózł, wysiadł i pomógł mi wyjąć walizkę, po czym odjechał po chwili. Miałam tu zostać prawdopodobnie na dwa tygodnie, ale to dobrze! Ciocia miała syna, miał na imię Paweł i był ode mnie starszy o co najmniej dwa lata. Był on takim,, buntownikiem “, zawsze się stawiał i był on takim cwaniaczkiem który często próbował ugrać sobie jakieś korzyści. Gdyby mieszkał ze mną, rodzice z pewnością nie pozwolili by mu na takie zachowanie, aczkolwiek bardzo go lubiłam bo był on szalony i w życiu nigdy się z nim nie nudziłam. Kolejną odmiennością było też to, że miał on ciągły dostęp do Internetu, co ciekawiło mnie co konkretnie znajduje się w sieci. Lecz przechodząc do rzeczy weszłam do ich domu i przywitałam Się z ciocią, która zaczęła ze mną rozmawiać o sprawach szkolnych, zaczęła mi nawet gratulować. Po chwili pogawędki powiedziała, że jak coś to Paweł znajduje się na górze. Była to sympatyczna kobieta, zawsze niemalże chodziła uśmiechnięta. Gdy skończyłam z nią rozmawiać nagle ze schodów schodził Paweł który podszedł do mnie i powiedział z szerokim uśmiechem :

    ~ Ojejku! Hej Nikolcia! Chodź, pomogę ci!

    Rzekł z wyraźnym entuzjazmem i zachwytem spowodowanym tym, że przyjechałam. Nasz kontakt był dość dobry, lubiliśmy się bardzo i przy nim czułam się jak zupełnie ktoś inny. Czułam się jak normalna dziewczyna, a nie kujonka co siedzi w kącie i się uczy. Wziął moją walizkę i wraz z nim poszłam na górę do jego pokoju, gdzie miałam spać. Oczywiście były tam dwa łóżka, jedno było po jego starszym bracie, który pojechał na studia dwa lata temu i mieszka on obecnie w akademiku. A więc mieszkał w swym pokoju sam, lecz mogłam zająć łóżko jego starszego brata na czas mojego pobytu. Opisując Pawła to był on bardzo przystojnym nastolatkiem. Był wyższy ode mnie o głowę, w sumie to nic dziwnego skoro byłam dość niska jak na swój wiek. Jeśli chodzi o jego Posturę to nie był on jakiś mocno umiejętności ale miał on zarysy kaloryfera na brzuchu, teraz pytanie pewnie skąd to wiem? Po prostu widziałam go może z dwa miesiące temu na moim polu jak pracował z moimi braćmi bez koszulki ponieważ było wtedy gorąco. Włosy miał on tego samego koloru, co ja, lecz w odróżnieniu ode mnie miał on niebieskie oczy, ja z kolei posiadałam zielone. Po tym jak weszliśmy na górę rozpakowałam się i ułożyłam ładnie rzeczy by nic się przypadkiem nie pogubiło. Gdy już skończyłam Paweł rzekł do mnie :

    ~ W takim razie idziemy się przejść na łąkę i las? Zobacz jaka śliczna pogoda – powiedział z drobnym uśmiechem

    ~ jasne! – powiedziałam również z uśmiechem, ponieważ poniekąd stęskniłam się za chłopakiem, poza tym faktycznie miał rację. Na słońcu naprawdę ładnie grzało słonko a niebo było niemalże bezchmurne.

    Zatem po paru minutach Paweł oznajmił cioci że idziemy się przejść i wyszliśmy z domu kierując się polną drogą prowadzącą do bukowego lasu. Lecz najpierw musieliśmy przejść około 500 Metrowy odcinek drogi który prowadził przez pole należące do rodziców Pawła. Rozmawialiśmy w tym czasie o sprawach szkolnych, o tym jak się czujemy i jakie mamy samopoczucie. W skrócie nic nadzwyczajnego. Lecz z czasem doszliśmy do lasu. Zaczęliśmy się nim zachwycać, ponieważ oboje lubiliśmy las oraz przyrodę która nas otacza. Postanowiliśmy skręcić w boczną ścieżkę, ponieważ nigdy tam nie byłam a Paweł bardzo dobrze znał las więc czułam się bezpieczna i pewna że się nie zgubimy. Szliśmy tak gawędząc aż nagle z odległości akurat 15 metrów było słychać jakieś pojękiwania i stękanie. Paweł uśmiechnął się podekscytowany i złapał mnie za ramię ciągnąc po cichu w tamte miejsce żeby podejrzeć kto lub co wydaje takie dźwięki. Chciałam zaprotestować ale w ostatniej chwili jedną ręką zasłonił mi usta, a drugą przyłożył do swoich ust robiąc charakterystyczny gest szepcząc “csiii”. Po chwili podeszliśmy do miejsca gdzie owe dźwięki miały miejsce i kuzyn rozchylił po Cichu gałęzie i naszym oczom ukazał się niewiarygodny widok! Na ułożonym legowisku z liści właśnie para uprawiała seks. Gdy Paweł to zobaczył otworzył szeroko buzię z uśmiechem i powiedział do mnie z ogromnym zachwytem szepcząc :
    ~ Hahah! Ale beka, nie do wiary, to jest sprzedawczyni z wiejskiego sklepiku i mój nauczyciel matematyki – powiedział z wielkim podekscytowaniem i podnieceniem w głosie.

    Ja momentalnie gdy to zobaczyłam spaliłam buraka i szybko zasłoniłam swoje oczy prawą ręką, bo lewe ramię wciąż trzymał Paweł, gdy zobaczył to że się speszyłam odsłonił mi pomału dłoń z twarzy i powiedział :

    ~ hej, nie wstydź się, popatrz na to, taką sytuację można Zobaczyć chyba raz na sto lat! Poza tym kiedyś też to cię czeka, chyba nie zamierzasz całe życie być dziewicą – powiedział z głupkowatym uśmiechem lecz nadal zachowując się cicho by owa para się nie skapnęła że ją podglądamy.

    A zatem przełknęłam po cichu ślinę i spojrzałam cała czerwona w stronę kochanków. Mężczyzna który był owym nauczycielem matematyki posuwał swoim ogromnym penisem, pochwę dojrzałej sprzedawczyni, którzy mieli tak na oko 40 lat. Członek faceta był dosłownie olbrzymi, miał może tak na oko 25 centymetrów, chociaż i tak nie mogłam tego Stwierdzić bo widziałam tylko jego część, reszta była schowana w środku dorodnej kobiety, która leżała na plecach. Wraz z posuwaniem jej przez nauczyciela jej duże cycki trzęsły się w górę i w dół, można powiedzieć że wręcz skakała a sutki jej były duże i sterczące ma baczność do góry. Patrząc na mój biust to w porównaniu do tej kobiety miałam jabłuszka gdy ona miała melony. Patrzyłam na tą całą akcję z zszokowaniem, lecz szczerze mówiąc to bardzo ciekawie było patrzeć na takie rzeczy, pomimo że coś w głębi mnie mówiło że nie powinnam oglądać takich rzeczy. Spojrzałam po chwili dalej lekko czerwona na Pawła i rozszerzyłam oczy z niedowierzaniem, był aż tak skupiony na parze że patrzył wyłącznie na nią i nie zorientował się że właśnie na niego patrzę. On w tym czasie gładził swój namiocik przez krótkie, luźne spodenki. Można było przez to mniej więcej wywnioskować rozmiar jego przyrodzenia a samo rozmyślanie na ten temat niezwykle mnie podniecało.. Heh chyba pierwszy raz św życiu się podnieciłam! Poczułam w moich majteczkach wilgoć i chęć dotykania się w miejscu mojej cipki. A więc skierowałam tam swoją rękę i przez materiał Gładziłam się paluszkiem w miejscu mojej szparki. To było mega przyjemne! Po całym ciele przechodziły mnie dreszcze rozkoszy a ja pragnęłam coraz więcej. Patrzyłam tak ze skupieniem na bzykającą się nieopodal parę robiąc sobie dobrze. Normalnie uznałabym to za niemoralne, lecz tym razem podniecenie wzięło górę i nie myślałam wtedy o tym ani trochę. Po jakimś czasie Paweł spojrzał na mnie i wybałuszył oczy że zdumienia mówiąc :

    ~ o proszę! Jednak nie jesteś taka święta hihihi – zachichotał patrząc na moje ciało i miejsce gdzie Gładziłam się paluszkiem

    Gdy zorientował się że robię co robię i usłyszałam jego głos, zabrałam swoją dłoń z tamtego miejsca z impetem czerwieniąc się szybko. On za to ze spokojem powiedział :

    ~ luzik.. Mi to nie przeszkadza, co ty na to żebyś czuła się jeszcze lepiej? – zapytał nawet można by było ująć dość uwodzicielsko

    ~ co masz na myśli? – odparłam speszona patrząc raz na niego a raz na jego krocze gdzie dumnie ku górze stał jego żołnierz próbujący się przebić przez krótkie spodenki, które nie sięgały nawet kolan.

    ~ mam na myśli to że moglibyśmy sobie nawzajem pomóc by zrobić sobie dobrze – powiedział z ponętnym uśmiechem na twarzy, widać było że jest pewny siebie, tak jakby wcale się nie krępował

    ~ co?.. Nie Paweł my nie może.. – nagle przerwałam bo Paweł podszedł do mnie po cichu i bez zezwolenia zaczął gładzić mnie po muszelce przez materiał majteczek, które były białe i widziały na nich czerwone kropeczki. Nie trudno było mu się tam dostać, ponieważ w końcu miałam na sobie sukienkę pod którą miałam tylko bieliznę, przecież było upalne lato. W miejscu szparki pojawiła się podłużna plamka wilgoci, chłopak to zauważył i nie kontynuował. Gładził ją paluszkami od góry i dołu, czasami lekko podszczypując. Robił kółeczka i łapał czasami za wzgórek łonowy powodując mi niebywałą przyjemność. Gdy to robił zupełnie zapomniałam o stawianiu się i po prostu mu pozwoliłam działać odchylając lekko głowę do tyłu sapiąc po cichu by para która była niedaleko nas nie usłyszała. Po chwili Paweł zsunął delikatnie ze mnie majtki i wypatrzył się w moją muszelkę. Miała ona na sobie delikatny meszek, nie miała dużych włosów łonowych, dopiero co zarastała a z niej wylatywały kropelki moich skoczków spowodowane ogromnym podnieceniem. Bez zapowiedzi chłopak schylił się lekko rozszerzając mi nogi. Zdziwiłam się i uniosłem momentalnie głowę do góry lecz nagle Paweł zamoczył w moim skarbie swój języczek oblizując ją dookoła. Moje soczki spływały mu po brodzie a on penetrował ją od góry i do dołu, od środka i na zewnątrz czasami delikatnie przygryzając łechtaczkę. Czułam się dosłownie jak w siódmym niebie, miałam ochotę jęczeć z rozkoszy lecz powstrzymałam się będąc Ostrożna. Po chwili już nie mogłam wytrzymać z boskiego uczucia przyjemności i wręcz wystrzeliłam soczystą porcją soczków w buzię chłopaka co sprawiał mi przyjemność. Dostałam takiego orgazmu że jak już doszłam to wręcz opadłam na ziemię próbując odsapnąć w tym czasie. Kuzyn oddalił się od szparki i oblizał się wokół ust dokładnie po czym zsunął spodenki z bokserkami zaczął trzepać sobie z impetem cicho sapiąc patrząc się przy tym na moją mokrą cipkę. Ja uniosłam głowę i patrzyłam zdumiona na niego. Jego penis był śliczny.. To co że widziałam drugiego w życiu ( pierwszy był tego nauczyciela ). Jego główka była nabrzmiała i bordowa a sam siusiak tak na oko miał około 17 centymetrów. Otaczała go puchowa podusia z włosków łonowych umiejscowionych nad penisem i na jego jajkach. Po chwili odchylił lekko swoją głowę strzelając ogromną salwą spermy która poleciała chyba aż na dwa metry! Dostałam nawet strużką w okularki. A poza tym zachlapał mój brzuch, krocze i sukienkę. Po tym wszystkim jego przyrodzenie zwiotczało a pobliska para wyraźnie już kończyła więc szybko ewakuowaliśmy się z miejsca zdarzenia uciekając z lasu. Nigdy nie czułam się aż tak znakomicie… Ahh

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Cook Abura