Blog

  • Black and White

     Tego roku lato było gorące z wielu powodów. Ja z Ewą, moją żoną, przeprowadziliśmy się do nowego trzypokojowego mieszkania. W marcu zmieniłem pracę na bardziej dochodową, więc postanowiliśmy w końcu zmienić kawalerkę na coś większego. Ewa po rezygnacji z pracy w biurze maklerskim wracała do formy i trzeba powiedzieć, że wyglądała świetnie, wręcz kwitła. Długie, gęste blond włosy, cudowna figura, szczupła i jędrna pupka, długie zgrabne nogi. Żyło się przyjemnie, bezproblemowo. Jednak w sierpniu zmienili się nam sąsiedzi, obok wprowadzili się studenci z Afryki, dwóch chłopaków i dziewczyna. Moussa, Kalu i Naomi, pochodzili z Nigerii. Najbardziej wyróżniał się Moussa, który był czarny, jak węgiel, ogólnie niewysoki, ale za to silnie umięśniony. Kalu był szczupły i raczej nieśmiały, za to Naomi bardzo atrakcyjna i dużym biustem i okrągłym tyłeczkiem. Byli niezwykle uprzejmi, aczkolwiek obawiałem się, czy nie będą za ostro imprezować, w końcu studenci muszą się wyszaleć. Okazało się jednak, że nie robią żadnych problemów. Pod koniec sierpnia, Moussa przyszedł do nas i powiedział, że w sobotę planują posiedzieć ze znajomymi przy muzyce, obiecał że nie przesadzą. Trochę pożartowaliśmy, i w końcu stanęło na tym, że wpadniemy do nich.

     Impreza była kameralna, Oprócz Nigeryjczyków było jeszcze kilkoro ich znajomych, ogólnie międzynarodowe towarzystwo. Bawiliśmy się świetnie, śpiewaliśmy znane hity i rozmawialiśmy o życiu. Nagle ktoś wpadł na pomysł, aby Moussa pokazał nam jak się tańczy, podobno był w tym mistrzem. Moussa wzbraniał się, w końcu jednak uległ, zaznaczając, że sam wybierze partnerkę. Wybór padł na moją Ewę. Ta popatrzyła na mnie, a ja zgodziłem się, ku powszechnej radości. Kalu puścił Iglesiasa, a Moussa wziął w ramiona moją żonę. Wyglądało to niesamowicie, Czarny jak smoła Nigeryjczyk i piękna blondynka. Ruchy Moussy były rzeczywiście niesamowite, miał znakomite poczucie rytmu. Ewa trzymała go za szyję i naśladowała jego ruchu. Widziałem, że co rusz spoglądają sobie w oczy. Kiedy skończyli, wszyscy bili brawo. Moussa podziękował Ewie, a ta cmoknęła go w policzek. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i wróciliśmy do mieszkania.

    – Podobał Ci się taniec? – zapytałem.

    – Moussa jest niesamowity. – odpowiedziała Ewa, była już nieco podbita.

    – Nie tańczyłam nigdy z kimś, kto potrafi się tak ruszać, a pamiętasz, że byłam w zespole. – Dodała. Rzeczywiście Ewa przez jakiś czas tańczyła, chciała nawet tym zająć się na poważnie, ale ostatecznie wybrała finanse.

    – Chodź tu. – powiedziałem i zacząłem ją całować. Cały czas myślałem o tym, jak wyglądała z Moussą. Widać, nie tylko ja, ponieważ Ewa była niesamowicie mokra. Tej nocy kochaliśmy się niesamowicie namiętnie.

     Zaprzyjaźniliśmy się z Nigeryjczykami, czasem wpadaliśmy na kawę do nich, a czasem to oni przychodzili do nas. Niekiedy widziałem, jak Ewa spogląda na Moussę, a ten na nią, ale nie wzbudzało to moich podejrzeń. Nawet umówiliśmy się, że Moussa udzieli jej kilku lekcji tańca.

     Kiedy rozpoczął się październik, a zatem studia, zaczęliśmy rzadziej się widywać. My z Ewą byliśmy pochłonięci pracą, a Nigeryjczycy nauką. Byli w końcu na medycynie, a tam nie ma przeproś. Ja zaś dostałem sporo zleceń na szkolenia z sieci i systemów oprogramowania. Musiałem zatem jeździć w delegacje na prowincje.

     Pewnego tygodnia szkolenie zakończyło się szybciej i postanowiłem, że zrobię niespodziankę Ewie. Do bloku wszedłem po cichu, nie używałem domofonu, aby nie zepsuć jej niespodzianki. Przed drzwiami mieszkania usłyszałem, że ze środka dobiega muzyka. To chyba Iglesias – pomyślałem – zatem Ewa jest w środku i pewnie sprząta, albo się relaksuje. W każdym razie miałem nadzieję, że ją zaskoczę. Przekręciłem delikatnie kluczyk i znalazłem się w środku. Piosenka grała z sypialni, zacząłem się skradać przez korytarz i jakież było moje zszokowanie, kiedy spojrzałem przez uchylone drzwi. Moussa zapinał Ewę od tyłu. Byli kompletnie zajęci sobą.

    – O tak, o tak! – krzyczała Ewa, skutecznie zagłuszana przez muzykę. Moussa, cały spocony, penetrował ją niesamowitym tempem.

     W pierwszej chwili poczułem złość, jednak nie mogłem przestać patrzyć. W moich spodniach kutas wręcz szalał. Rozsunąłem rozporek i pozwoliłem mu wyskoczyć. Zacząłem się masturbować. Chciałem zobaczyć więcej, więc delikatnie rozchyliłem jeszcze drzwi.

     Moussa tymczasem ruszał się coraz szybciej, Ewa jęczała, że dochodzi. Nagle Moussa wyciągnął z niej fiuta i szybkim ruchem obrócił dziewczynę, momentalnie przystawiając kutasa do twarzy Ewki. Ta rozchyliła usta i cały ładunek znalazł się w jej buzi. Wtedy dopiero mnie spostrzegli. Byli tyleż samo przestraszeni co zdziwieni. Stałem z fiutem w dłoni i się masturbowałem. Nie ściągnąłem nawet dżinsowej kurtki. Jako pierwsza, niezręczną ciszę przełamała Ewka. Zaczęła się po prostu… śmiać. Wyglądała obłędnie, cała spocona, ze ściekającą spermą z ust. Następnie uśmiechnął się Moussa, a w końcu i ja.

    – Wróciłeś kochanie – przemówiła zalotnie i bezwstydnie podeszła do mnie. – Trzeba było dać znać – dodała, po czym schyliła się i zaczęła ssać mojego kutasa. Moussa obserwował wszystko z łóżka. Byłem tak podniecony, że bardzo szybko doszedłem, tryskając spermę prosto do jej gardła. Ewa spojrzała mi w oczy, cały czas pieszcząc mi fiuta, wtem zbliżył się Moussa, którego kutas znowu stał na baczność. Jego penis był kilka centymetrów dłuższy niż mój, a także nieco większy w obwodzie. Ewa cały czas patrząc na mnie zaczęła pieścić językiem czarny sprzęt. Jeździła z góry na dół, bawiąc się też jego jajami.

    – Kochanie, weź mnie do tyłu – powiedziała do mnie. Nie musiała tego powtarzać. Wypięła się na podłodze, a ja wbiłem się w jej mokrą cipkę. Moje ruchy były szybkie, a Ewa co jakiś czas jęczała, nie ustawała przy tym i nadal obciągała Moussie. Doszedłem niemal momentalnie, spuszczając się w niej. Kiedy Moussa zobaczył, że skończyłem, wziął Ewkę na ręce i zaniósł do łóżka. Ewa rozłożyła nogi i wielki kutas Nigeryjczyka wbił się w jej rozgrzaną cipkę.

     Całowali się namiętnie, widziałem jak Moussa wciska swój język w jej usta. Ewa drżała z podniecenia. W końcu oboje doszli. Tym razem Moussa, podobnie jak ja, spuścił się w niej. Zmęczeni położyli się na łóżku. Ja zaś poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wróciłem była już tylko Ewa.

    – Nie wiem co myśleć – zacząłem rozmowę.

    – Nie podobało Ci się? – spytała.

    – Byłem bardzo podniecony, to się stało tak nagle, jak Cię zobaczyłem…

    – Piotrek kocham cię, ale musisz zrozumieć, że z Moussą łączy mnie coś wyjątkowego – przerwała mi.

    – Tzn.?

    – Chcę się z nim spotykać –  powiedziała Ewa.

    – A ja, kim mam być w tym wszystkim? – zapytałem.

    – Masz być dalej mym mężem.- odpowiedziała i się przytuliła do mnie.

    – Chcę być dalej z tobą, ale potrzebuję Moussy, i jego ciała. – kontynuowała – ale jeśli będziesz chciał, to zerwę z nim.

    – Ok. Czuję się dziwnie. Ale zobaczmy co z tego wyjdzie…

    – Yes! Kocham, kocham… – wręcz wykrzyczała mi w twarz Ewa i pocałowała.  

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wiktor
  • Dlugo wyczekiwany orgazm

    “Od teraz, do weekendu masz zakaz orgazmów. W sobotę przyjdziesz do mnie, zajmę się Tobą. Godzinę ustalimy później.” Takiego SMSa dostałam we wtorek od Ani, mojej przyjaciółki, z którą znamy się od przedszkola. To właśnie z Nią realizuję swoją przygodę z BDSM. Ania zna mnie jak nikt inny, nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic, wiemy o każdej swojej fantazji i przygodzie. Przyjaciółka wie, że zabawiam się codziennie, czasami nawet kilka razy, więc brak orgazmu przez 5 dni będzie dla mnie bardzo wymagające. Mogę się tylko domyślić, że wymyśliła dla mnie coś extra, skoro chce abym była tak bardzo wrażliwa w weekend.

    Wtorek mi zleciał szybko, nie zwróciłam za bardzo uwagi na brak orgazmu. W środę po południu dostałam od Ani link do filmu porno. Chciała, żeby opowiedziała jej szczegóły z całego filmu, więc musiałam go całego obejrzeć, pamiętając jednak, żeby nie dojść przy tym. Ciężko było się skupić, ale udało mi się zapamiętać kilka szczegółów, które przekazałam przyjaciółce. Ucieszyła się, że obejrzałam film, lubiła mnie dręczyć. Wieczorem było mi ciężko zasnąć, ale wiedziałam, że w weekend będzie mniejsza przyjemność jak dojdę teraz. W czwartek znów dostałam od Niej SMSa. “Wszystkie instrukcje wysłałam Ci na maila”. Wiedziała, że jestem na zakupach i nie mogę odczytać wiadomości. Niepewność i konieczność oczekiwania potęgowały moje podniecenie. Po powrocie do domu pierwszą czynnością było otworzenie poczty. Treść wiadomości trochę mnie zaskoczyła. Miałam Pokazać Ani jak się zabawiam przez chwilę. Myślałam, że dam radę zapomnieć o podnieceniu, ale nie było mi to dane. Poleciałam biegiem do sypialni, wyjęłam z szuflady wibrator i powoli go sobie włożyłam. Nagrałam dwa krótkie filmiki i wysłałam Ani. Za chwilkę zadzwoniła do mnie i nie pozwoliła mi przerywać zabawy, jednocześnie przypominając o zakazie orgazmu. Cały czas wypytywała mnie o szczegóły dnia, o to jak było w pracy. Ciężko było odpowiadać mając w cipce wibrator, ale musiałam się maksymalnie skupić. Po kilku wymienionych zdaniach słyszałam w słuchawce jak Ania dochodzi. Uwielbiałam ten moment, ale bardzo żałowałam, że nie mogę krzyczeć z przyjemności tak jak Ona. Po jej orgazmie zakończyła rozmowę, mówiąc, że w piątek wyjaśni mi co mnie czeka w weekend. Nie mogłam się na niczym skupić, nie mogłam zasnąć. Wiedziałam, że w pracy nie dam rady wytrzymać, więc napisałam do szefa, że chcę jutro wolne. Na szczęście się zgodził. Włączyłam sobie przypadkowy film w tv i udało mi się przy nim zasnąć.

    W piątek obudziłam się koło południa. Uff, pół dnia przeleciało, bliżej do wieczora. Po śniadaniu zajęłam się porządkami domowymi, żeby nie myśleć o przyjemności. Lubię sprzątać, więc nawet nie zauważyłam jak zaczęło się ściemniać za oknem. Na telefonie czekały na mnie już wiadomości od Ani. Niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania, ale dopiero teraz przywiozła swoje wszystkie rzeczy. Chciała, żebym pomogła Jej się rozpakować, ale na określonych zasadach. Mam być u Niej o 8 rano, ubrana seksowanie, ale zarazem elegancko. Zawsze się oglądała za kobietami w takich strojach. Na stopy koniecznie miały trafić szpilki, fetysz mojej przyjaciółki. Nie mam pojęcia czy dam radę w nich ogarniać wszystkie rzeczy przeprowadzkowe.

    Marzyłam, żeby ten dzień się już skończył. Nie mogłam się doczekać soboty. Wiedziałam, że dziś na pewno nie dam rady zasnąć, więc otworzyłam butelkę wina i zaczęłam kompletować strój na rano. Biała koszula, dosyć obcisła i czarna, krótka spódniczka. Ja też znałam Anię na wylot i wiedziałam co jej się najbardziej podoba. Na koniec w przedpokoju wystawiłam czarne szpilki i poszłam do łóżka.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka

    Jest to moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i że będzie się dobrze czytać. 

  • Dlugo wyczekiwany orgazm cz 2

    Obudziłam się równo z budzikiem o 7. Po porannej toalecie i śniadaniu poszłam się ubierać. Bez stanika i majtek, obie lubiłyśmy tak chodzić, czasem nawet spać całkiem nago. Wzięłam w rękę torebkę i wyszłam. Mieszkamy niedaleko siebie, więc postanowiłam się przejść pieszo. Lubiłam chodzić w szpilkach, więc to nawet lepiej.

    Parę minut przed 8 byłam pod drzwiami Ani. Otworzyła mi uśmiechnięta i od razu wręczyła mi do rąk niewielkie pudełko. Powiedziała, żebym, poszła do łazienki i założyła na siebie wszystkie rzeczy jakie są w środku, poza jedną. Tą jedną rzecz mam wybrać sama i przynieść Ani, żeby zdecydowała co z nią zrobić. Otworzyłam paczkę w łazience i uświadomiłam sobie, że czeka mnie spełnienie tej fantazji, która mnie bardzo podniecała, a której jednocześnie bardzo się bałam. Brak orgazmu od 4 dni sprawił, że zapomniałam o strachu, tylko zaczęłam przepierać rzeczy z pudełka.

    Pierwsze, najłatwiejsze, lateksowe rękawiczki. Obie uwielbiałyśmy w nich chodzić. Po chwili były na moich rękach. Kolejne wyciągnęłam klamerki na sutki. Odłożyłam je na bok z nadzieją, że Ania też ich na mnie użyje. Kolejną rzeczą był nieduży knebel. Wolałam go zamiast klamerek. Otworzyłam buzię i zapięłam paski za głową. Pudełko cały czas było prawie tak samo ciężkie jak na początku. Na dnie leżały dwie pary kajdanek. Po raz kolejny strach przed klamerkami wygrał i założyłam kajdanki na nogi i ręce. Na szczęście miały dosyć długie łańcuszki, więc aż tak bardzo nie ograniczały ruchów.

    Wyszłam do salonu. Czekała tam na mnie zadowolona Ania. Wiedziała już, że nie mogę nic komentować i muszę wykonywać wszystko co mi powie. Widziała, że nie mam maksymalnej swobody ruchów, więc pewnie i to wykorzysta w jakiś sposób. Podeszłam do Niej i dałam Jej klamerki. Cały czas miałam nadzieję, że odłoży je na półkę. “Nie założę Ci ich od razu. Później jak będę miała ochotę na pewno wylądują na Twoich sutkach, nie zapomnę o nich. Teraz bierzemy się za sprzątanie rzeczy, jak mi się spodobasz w tej roli, to dziś dojdziesz.” Po tych słowach i zobaczeniu ile rzeczy jest jeszcze do ogarnięcia przestraszyłam się, że w jeden dzień się nie wyrobimy.

    Ania otworzyła pierwszą torbę i zaczęła podawać mi ubrania, żebym układała w szafce. Jedne z nich miały trafić na wyższe półki, tak żebym ledwo mogła wyciągnąć spięte ręce,inne na sam dół, żebym, się wypinała w Jej stronę. Było to bardzo niewygodne, musiałam wyciągać głowę, żeby w miarę równo układać ubrania na górze, przez co knebel bardziej mi się zaciskał. Z drugiej strony musiała klękać lub kucać, żeby ułożyć na samym dole. W szpilkach i ze spiętymi nogami nie było to łatwe. Spośród ubrań Ania wyciągnęła cienki skórzany pasek. Od razu dosyć mocno wylądował na moich pośladkach, przez co upuściłam na podłogę jej bluzkę. Powiedziała, że takim zachowaniem zbliżam się do klamerek pod koszulą. W torbie zostało jeszcze tylko kilka ubrań, dałam radę je wszystkie ułożyć w szafie, mimo klapsów paskiem.

     Spojrzałam na zegarek, było już po 9. W takim stroju układanie ubrań nie idzie tak sprawnie. Ponad godzina z kneblem w ustach, dla mnie do wytrzymania. Ania otworzyła dwa pudełka, pełno książek w środku. Znowu to Ona mi je podawała, ja musiałam układać. Tym razem nie w jednej szafce, ale chodziłam po całym mieszkaniu. Część książek musiała trafić do kuchni, tam była najdłuższa droga. Zauważyłam wtedy, że kajdanki na nogach jednak mnie ograniczają i muszę mocno uważać jak stawiam kroki. Ania w między czasie rozpakowywała jakieś kolejne pudełka, a mi dawała książki w takiej kolejności, żebym jak najwięcej chodziła. Na koniec była jej ulubiona książka, dosyć gruba i ciężka. Wiedziałam, że nie mogę jej upuścić, ale jak tylko się odwróciłam, przyjaciółka zamachnęła się paskiem i dostałam w udo. Książka oczywiście z hukiem wylądowała na podłodze. Brunetka podeszła do mnie i szybkim ruchem skróciła łańcuszki przy obu kajdankach. “Przy każdej następnej wpadce łańcuszki będą coraz krótsze, aż nie będziesz miała możliwości ruchów. Jak mi wtedy pomożesz?” Nie miałam już siły, czułam, że mi mokro między nogami i na koszuli, bo spod knebla wydobywała się ślina, ale musiałam się skupić. Przy następnej paczce mogłam trochę odpocząć, to Ania będzie układać przedmioty. Ale musiałam być na kolanach. Miałam jej podawać pamiątkowe pocztówki, które zbierała, ale musiałam je od razu układać według dat. Cholernie ciężko było się skupić. kilka pocztówek było po kolei, ale w końcu zaczęły mi się mylić lata i miesiące. Tym razem karą za to było zaciśnięcie jeszcze mocniej knebla, teraz już stał się trochę niewygodnym dodatkiem. Zdążyłam ochłonąć i kolejne pocztówki były chronologicznie. Rękawiczki nie ułatwiały zadania i podałam dwie ostatnie pocztówki sklejone do siebie. Przez moją głowę przeleciało milion myśli, jaka kara tym razem mnie czeka. Brunetka znowu złapała za kajdanki. Nadgarstki miałam bezpośrednio przy sobie, a na nogach czułam, że mam tylko minimalną możliwość ruchu. Czy dam radę w takim skrępowaniu jeszcze Jej pomagać?

    Przyszedł czas na elementy dekoracji mieszkania. Ania dała mi ozdobę łazienkową. Kroki mogłam stawiać maksymalnie co 30 cm, z trudem utrzymywałam równowagę. Największym problemem było otworzenie drzwi od łazienki, ozdoba była dosyć ciężka i musiałam trzymać ją dwiema rękami, nie mogłam krzyknąć o pomoc, musiałam się sporo nagimnastykować, żeby się dostać do pomieszczenia. Nie słyszałam nawet jak przyjaciółka rozstawiła pozostałe przedmioty i podeszła do mnie. Bez uprzedzenia uderzyła mnie dosyć mocno paskiem. Udało się nie upuścić ozdoby i bezpiecznie postawić go obok umywalki. Wiedziałam, że to jeszcze nie koniec, wiedziałam, że Ania będzie chciała zapiąć na mnie dwie klamerki i się nimi pobawić.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka
  • Krolowa jest tylko jedna

    Piszę to opowiadanie dla najwspanialszej i jednocześnie najbardziej niezwykłej Kobiety, którą dane mi było poznać. Choć imiona, których być może w ogóle nie podam zostały i tak zmyślone to wydarzenia tutaj opisane już nie. Piszę to dla jednej osoby… reszta z Was jest tylko niemą widownią.

    Akurat szykowałem się do wyjścia, gdy wibracje telefonu przeszkodziły mi między szukaniem najmniej wygniecionego podkoszulka z mojej szafki. Ostatnie dni były niekończąca się szaloną przygodą, która całkowicie mnie pochłonęła i niepozwalana zwolnić tempa choć na chwilę. Nigdy nie przypuszczałbym, że krótka rozmowa… flirt na komunikatorze przerodzi się tak szybko, a może w ogóle w głęboki romans i że wpadnę w to po uszy. 36 lat na karku, a jak szczeniak uległem jej wdziękowi, intelektowi, charyzmie. To jak na mnie patrzyła swoimi wielkimi oczami, uśmiechała się nietuzinkowo kształtnymi ustami powodowało, że czułem się jak nastolatek owinięty wokół jej palca. Gdy spojrzałem z uśmiechem na telefon spodziewając się spóźnienia z jej strony, co normalnie wywoływało we mnie irytacje wobec innych osób, zobaczyłem tylko „załóż skórzane pieszczochy na nadgarstki i przyjedź po mnie” Co? Z niedowierzaniem przeczytałem to dokładnie jeszcze raz. Jak to ubrać coś takiego? Publicznie? Przecież wszyscy mnie zobaczą i będą wytykać palcami? Jezu! Przecież mam jechać pod jej dom, gdzie będą jej rodzice… Zdołałem odpisać tylko „Słucham”. Odpowiedź pojawiła się szybciej niż nacisnąłem przycisk wyślij… „No już. Jeśli teraz nie wyjedziesz będziesz spóźniony”. Cholera. O nie moja droga! Nie dam Tobie tej satysfakcji! Szybki wybór padł na długą koszulę. Ufff zakrywają choć trochę skórzane wypukłości nad moimi dłońmi. Byle sąsiedzi nie kręcili się na klatce. Po schodach niemal sturlałem się biegnąc na złamanie karku. Drogi do samochodu nie pamiętam. Czy kogoś mijałem czy nie, nie miało znaczenia. Szybkie zapiecie pasów, GPS, czas start… uff 5min przed czasem. Dojadę. Zdążę!

    Droga minęła już spokojniej. Choć poznałem ją na pamięć przez ostatnie tygodnie to jednak skupiłem się na prowadzeniu. Samochód trochę mnie uspokaja i skłania do skupienia na drodze i mijanych miejscach. Kilkadziesiąt minut i udało się dotrzeć na jedno z bocznych osiedli domków jednorodzinnych jej miasta. Pod domem jak zwykle samochód jej rodziców. Wiedziałem, że tego nie uniknę. Zaskakująco nikogo nie było tym razem na ganku. Chyba wstrzeliłem się w przerwę między nikotynowym meetingiem jej rodziny. Lepiej jednak nie wysiadać z samochodu tak szybko, przypomniały mi rękawki pod koszulą. Szybka wiadomość, że jestem i długie, cholernie długie sekundy oczekiwania. W końcu drzwi się otworzyły i wyszła. Boże, czemu ona mi to zrobiła? Czemu nikt jej nie powstrzymał przed założeniem skórzanej, krótkiej sukienki?! Przecież to chodzący seks na schodach jej rodzinnego domu?! Nie wiem do dziś jakimi siłami dałem radę zachowując spokój wyjść z mojego pojazdu, podejść grzecznie do niej na schodach, pocałować w policzek. Tak grzecznie, kompletnie niepasujące wszystko do tej sytuacji. Odurzająca woń jej perfum. Znałem je ale w połączeniu z zapachem jej skóry i skóry sukienki tworzyło to erotyczną aurę i jeszcze większą tajemnicę. Trasę do domu niemal milczałem. Obok mnie siedziała bogini, ubrana w stroju zwiastującym duże kłopoty. Kiedy zapytałem niepewnie czy zostanie na noc? Skwitowała to krótkim „Nie.”. Co ona planowała? Jaka złowroga idea kryła się za jej twarzą aniołka. Kiedy wysiedliśmy pod domem, ledwo kryłem podniecenie widząc jak wysiada z samochodu. Jak kroczy w obcasach po chodniku. Jak zwraca uwagę przechodniów. Jezu, co ona chce zrobić? Wiem, ze jest zdolna do wielu rzeczy. Dała już mi tego raz przedsmak jak wróciła z wyjazdu za granicą. A jeśli to nie dla mnie wszystko? Jeśli ja mam być tylko tłem dla jej fantazji i potrzeb?

    Zamknięcie drzwi od mojego mieszkania spowodowało najbardziej gęstą ciszę jaką znam. Nie pamiętam kiedy uklękałem przed nią w korytarzu. Nie wiem czy zrobiłem to sam czy ona wskazała na podłogę swoja dłonią. Zresztą, nie miało to znaczenia. W tej chwili byliśmy już sobą. Poczułem zapach jej skóry stóp i butów. Ten sam, który towarzyszył mi gdy pierwszy raz tak przed nią klęczałem a ona opowiadała mi o swoich przygodach we Włoszech. Wtedy pierwszy raz dowiedziałem się, że w tym układzie to ja zawsze będę tylko jej, a ona nigdy moja lub nie tylko moja. Ściągając ubrania coraz bardziej stawałem się tym prawdziwym sobą. Dopełnieniem była skórzana obroża, która zapieczętowała naszą znajomość gdy po raz pierwszy ją dla nią ubrałem. W salonie to ona usiadła na sofie, dla mnie był dywan przed.

    – Za bardzo piesku się z Tobą zżyłam i za bardzo stałeś się mi bliski. Musimy nieco wrócić do starego układu. Dzisiaj nie zostanę u Ciebie. Ale zanim wyjdę to musimy nauczyć ciebie kilku komend. Byś reagował na nie jak grzeczny i posłuszny piesek, którym jesteś. Od dzisiaj rozpocznie się Twoja tresura. Z wielkimi oczami słuchałem jej słów. Jak to? Ja? Nie! Nie zgadzam się! Nie dam się!…. kiedy pokazała pierwszy znak siad, od razu go wykonałem. Chłonąłem jej komendy jak zaczarowany wykonując posłusznie. Jak pies przyjmowałem różne pozycje wykonując je z prędkością dźwięku.

    – Dobry piesek. Wiesz… za posłuszeństwo należy się nagroda. Mówiąc to rozchyliła swoje uda wskazując bym zbliżył się twarzą. Czujesz swoją Panią? Jeśli będziesz grzeczny dostaniesz te majteczki. Od tej pory będziesz mógł się masturbować tylko gdy ja Tobie na to pozwolę i tylko z nimi blisko siebie. A teraz liż! Masz doprowadzić mnie do orgazmu. Choć znałem już jej smak i zapach tym razem pachniała inaczej. To był zapach władzy i dominacji. Jej majteczki szybko zrobiły się bardzo mokre i wilgotne. Na kolanach w tej pozycji, nie było łatwo nadać odpowiedniego tempa i nacisku, by moja hmmm Pani zaczęła odczuwać tą głęboką przyjemność. W tej pozycji w grę wchodziło tylko… bycie jak piesek. Lizać ją głębokimi pociągnięciami języka ruszając głową w górę i w dół. Na efekty nie musiałem długo czekać. Pomruk jej podniecenia tylko dodał mi sił i energii. „Dobry chłopczyk!” usłyszałem po chwili….

    Jak wstała nie wiedziałem co się dzieje. Czyli co? Źle? A może doszła…. Nie, wiedziałbym. Może nie chce by jej piesek doprowadził ją do orgazmu. Kazała zostać mi na kolanach i wyprostować się z rękoma z tyłu. Usłyszałem szmer jej nie za małej torebki, która zabrała z domu. Nagle moje ręce ciasno zostały owinięte jakąś taśmą. Zanim zdążyłem się z tego otrząsnąć ta sama taśma już ciasno owijała moje oczy. Bałem się. Strasznie się bałem a jednocześnie ufałem. „A teraz piesku… coś dla Ciebie” Włożyła mi w usta swoje naprawdę mokre majteczki. „Czujesz? Dobrze… lepiej dobrze zapamiętaj bo możesz tego długo nie poczuć… a teraz pochyl się”. Poczułem dzwięk czegoś wibrującego. Wiedziałem, ze lubi wibratory i ma ich kilka. Czyli chce to zrobić tak bym nie widział. Dojść przy mnie. Jakież było moje zdziwienie gdy wibracje poczułem blisko swojej pupy. Ohhhh… Nie rób tego, zdążyłem pomyśleć ale główka wibratora już zagłębiała się w moją dziurkę. Jezu! Ona chce mnie zerżnąć. Mnie, 36 letniego facet…. Nie zdążyłem dokończyć mysli gdy poczułem jak wibrator wypełnia mój tyłek. Zaczęła powoli nim ruszać a moja pupa zaczęła samoczynie za tymi ruchami podążać. Poczułem się dziwnie. Nie jak jeszcze kilkadziesiąt minut wczesniej, zakochany chłopak ale… jak zakochana w Swojej Pani suczka, którą coraz bardziej się stawałem. Mój oddech przyśpieszył a z ust zaczeły wydobywać się… jęki, niby męskie a jednocześnie czułem, że jest w nich dużo kobiecości. Jej powolne ruchy coraz bardziej przyśpieszały… Ona naprawdę mnie rżnie, rżnie jak sukę. Co się dzieje.

    I znów… wszystko nagle ustało. Wibrator zniknął z mojej dziurki a ja zostałem ciemności. Po chwili jednak moje usta zaczął otwierać długi, metalowy przedmiot. Był ciepły. To było ciepło ciała. Mojego ciała. Wylizywałem jej wibrator, którym przed chwilą mnie zerżnęła. To było dla mnie aż za wiele. -Na dzis starczy piesku. Teraz odwieziesz mnie do domu. W milczeniu ubierałem swoje ciuchy. Nie miałem śmiałości spojrzeć jej w oczy a w głębi czułem się hmmm jak zbity, bezpański pies… lub suka.

    Kiedy dojechaliśmy pod dom znów dostałem tego cudownego, pełnego emocji i ciepłych uczuć buziaka. Tymi pocałunkami skradła mnie całego. Choć nie doszedłem czułem się spełniony i szczęśliwy i wiedziałem, że dopiero teraz zaczęła się nasza wspólna i najbardziej szalona przygoda.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan brzechwa
  • Ciocia Basia

    Ciocia Basia od zawsze miała w sobie to coś, od zawsze była dla mnie w pewnym sensie ideałem, synonimem tego co kobiece, podniecające, seksowne i piękne. Myślę, że od zawsze też się w niej kochałem. Pragnąłem jej, marzyłem o niej i śniłem. Nigdy bym nie uwierzył w to co stało się w pewne wakacje.

    Ciocia Basia była żoną mojego wuja, brata ojca. Niestety wuj zginął na drodze kiedy miałem osiem lat. Od tamtej pory ciocia Basia wiodła żywot samotnej wdowy. Nie mieli dzieci. Nie wiem dlaczego. Nigdy nie pytałem.

    To były wakacje, moje ostatnie wakacje przed przeprowadzeniem się do większego miasta na studia. Miałem osiemnaście lat. O świecie nie wiedziałem zbyt wiele, a jeszcze mniej o kobietach.

    Jakoś tak wyszło, że postanowiłem spędzić kilka dni u mojej kochanej ciotki. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, była kimś na kształt dobrego kumpla, nawet przyjaciela. Czasami zastanawiałem się czy ciotka wie, że się w niej podkochuję. Kilka razy próbowałem jej o tym powiedzieć. Nigdy jednak się nie odważyłem.

    Ciocia Basia mieszkała na wsi, niedaleko dużego jeziora i często za dzieciaka przyjeżdżałem do niej popływać na parę dni. Braliśmy namiot i spaliśmy nad wodą. Zawsze jednak byłem wraz z rodzicami. Tym razem pojechałem sam. Miałem być tylko ja i moja ciotka.

    Zapakowany pojechałem autobusem na wieś. Będąc już pod jej domem zapukałem do drzwi. Niecierpliwiłem się. Denerwowałem. Nie mogłem doczekać kiedy ją zobaczę. Otworzyła mi w końcu. Wyglądała jak zawsze. Cudownie.

    Ciocia Basia była brunetką o ciemnych oczach, prawie całkowicie pozbawionych źrenic. Nie była wysoka, ale nie była też niska – sięgała mi do ramion. Miała czterdzieści lat, chociaż nikt by jej tyle nie dał. Od zawsze miała wspaniałą figurę, wzorowa klepsydra, teraz jeszcze bardziej zaokrąglona w tych miłych dla mężczyzn miejscach. Wydawała mi się seksowniejsza niż kiedykolwiek, pomimo, że miała na sobie dresy i zwykłą czarną koszulkę.

      – Marek! – przywitała mnie ciepło od progu, rzucając się na szyję. Poczułem momentalnie kochaną miękkość jej ciała i było to cholernie przyjemne.

     – Cześć ciociu – odparłem, również ją obejmując.

     – Chciało ci się jeszcze odwiedzać starą ciotkę?

     – Zawsze. U ciebie mi najlepiej.

    Zaśmiała się tylko i zaprosiła do środka. Weszliśmy do salonu, rzuciłem na włochaty dywanik torbę z rzeczami i usiadłem na kanapie.

      – To co gotowy na namiot? Jak za starych, dobrych czasów, co? – odezwała się, krzątając po kuchni. Przyniosła mi szklankę wody.

     – Nie mogłem się doczekać – powiedziałem.

     – Jestem już prawie spakowana, pójdę po torbę i możemy właściwe jechać, co? Wziąłeś namiot? – zapytała mnie.

    O cholera, pomyślałem. Tak się pakowałem, tak byłem podniecony na myśl o spotkaniu z ciocią, że zapomniałem o cholernym namiocie!

     – Zapomniałem – wyznałem zły.

     – To nic – zapewniła mnie ciotka z uśmiechem. – Jakoś wyśpimy się pod moim. Chyba to nie problem, prawda?

    Myślałem, że się przesłyszałem. Spać razem z ciocią Basia w namiocie? Tylko ja i ona? Oczywiście to się już zdarzało, ale byłem małym dzieckiem, no i rodzice byli z nami. Trochę spanikowałem, zrobiło mi się gorąco. Spędzić noc w jednym namiocie z moją kochaną ciocią.

     – Pewnie. Damy jakoś radę – rzuciłem ze śmiechem, starając się ukryć zmieszanie.

     – No to super. Wiesz co poczekaj tutaj. Ogarnę się szybko, wrócę i pojedziemy.

    Ciotka odwróciła się i wyszła z salonu. Spojrzałem za nią. Naprawdę miała cudowną figurę. Zjechałem wzrokiem trochę niżej. O mój Boże! Dresy które na sobie miała wcisnęły się pomiędzy jej pośladki i gładko je opięły. Widziałem teraz każdy ruch, każde drganie tej cudownej części ciała mojej cioci. Pomyślałem o miękkości jej ciała, o cieple jakie musi oferować. Poczułem dobrze znany ucisk w spodniach. Poczułem też wstyd.

    Siedziałem przez chwilę, mając w spodniach silny wzwód. Musiałem coś z tym zrobić, nie chciałem, żeby ciocia zobaczyła mnie w takim stanie. Co by powiedziała?!

    Postanowiłem pójść do łazienki i zimną wodą sprawić, żeby trochę ochłonął. Poszedłem. Obok były drzwi do sypialni cioci. Uchylone. Niechcący zajrzałem do środka. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. W lustrzanym odbiciu była moja ciotka. Stała bokiem, przebierając się. Nie miała na sobie góry i właśnie zakładała czarny stanik. Z profilu mogłem podziwiać jej pełne piersi. Były duże, krągłe i jak na swój wiek wydawały się niezwykle jędrne. Gapiłem się na nie jak zahipnotyzowany, dopóki nie zniknęły pod biustonoszem.

    Nagle ciotka odwróciła się i spojrzała w lustro, a ja na chwilę zamarłem. Serce podeszło mi do gardła. Uciekłem do łazienki, nie wiedząc czy ciotka wie, że ją podglądałem. Długo siedziałem w środku. Bardzo długo. Bałem się wyjść. W końcu wyszedłem. Ciocia czekała na mnie, siedząc na sofie.

     – Co tak długo, co? – rzuciła dziwnie rozbawiona.

    Ona wie, pomyślałem. Cholera na bank wie. Co teraz?

     – Wszystko okej? – spytała, bacznie badając moją twarz.

     – Okej – odparłem.

     – No to w porządku. Jedziemy w takim razie. Weź moją torbę.

    Posłuchałem jej, wziąłem dwie torby i zaraz znaleźliśmy się na dworze. Poszliśmy do garażu.

     – Poprowadzisz, prawda? – zapytała ciocia, rzucając mi klucze.

     – Pewnie.

    Po chwili jechaliśmy już nad jezioro. Nie było specjalnie daleko, a ja znałem drogę. Ciocia pochwaliła mnie, że bardzo dobrze prowadzę. Położyła przy tym dłoń na moim ramieniu. To było miłe.

    Zajechaliśmy na miejsce. Kiedy wysiadłem przypomniały mi się wszystkie te wakacje, które tutaj spędziłem, te wakacje przy niej. Spojrzałem na ciocię Basię. Miała na nosie okulary, a włosy spięła w fikuśny kok. Wyglądała obłędnie. Uśmiechnęła się do mnie.

     – Zbijemy najpierw namiot i potem pójdziemy popływać, co ty na to?

    Kiwnąłem głową na tak.

    Namiot nie zajął nam jakoś długo. Wszedłem do niego pierwszy, przebrałem się w kąpielówki i od razu wskoczyłem do wody. Był przyjemny, ciepły dzień, a woda w jeziorze była wprost idealna. Popływałem chwilę. Nurkowałem. Kiedy się wynurzyłem, zobaczyłem moją ciocię wychodzącą z namiotu. Miała na sobie jednoczęściowy strój, pod którym próbowała ukryć swoje ponętne ciało. Nie wyszło jej to za dobrze. Znów poczułem jak mój penis zaczyna reagować. Cholera jasna. Normalnie jak dziecko!

     – Co tak patrzysz na swoją brzydką, starą ciotkę? – rzuciła, powoli wchodząc do wody.

    Miała blade nogi i ręce – odkąd pamiętam ciocia była typem człowieka, który niezbyt się opał. Patrzyłem na jej pełne uda, na zgrabnie opięty materiałem nieduży brzuszek.

     – Jesteś piękna ciociu – wypaliłem. Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedziałem.

    Spojrzała na mnie osobliwie i patrzyła na mnie dłuższą chwilę, wzrok miała jakiś inny. Nie wiedziałem co sobie myśli. Nagle jednak pochlapała mnie wodą, śmiejąc się przy tym jak nastolatka.

    Zaczęliśmy pływać, wypłynęliśmy na sam środek jeziora – nie było głębokie, a Basia doskonale pływała, lepiej niż ja. Chyba z godzinę siedzieliśmy w wodzie. W końcu zaczęliśmy wracać. I kiedy już zacząłem iść do brzegu ciocia znowu zaczęła polewać mnie wodą. Oddałem jej.

     – Tylko nie włosy! Nie włosy! – krzyczała niewinnie.

    Uśmiechnąłem się szelmowsko i zacząłem do niej biec. Ciocia wiedząc co się świeci uciekała w drugą stronę. Na szczęście to ja lepiej biegałem i w końcu ją dopadłem. Objąłem w pasie i przewróciliśmy się razem do wody. Trzymałem ją mocno, obłapiając jak dzikus, a ona piszczała w niebo głosy. I nagle to poczułem. Poczułem jej miękkie pośladki na moim podbrzuszu, poczułem jak mój penis zaczyna się unosić i jak dotyka jej słodkiej pupy. Nie planowałem tego. Nie chciałem tego przecież. Głupio wyszło. Źle wyszło. Puściłem ją nagle speszony. Było mi wstyd. Ciocia jednak nic nie powiedziała.

     – Popływam jeszcze chwilę – oznajmiłem i odpłynąłem. Chciałem żeby mój wzwód minął. Ciocia wyszła natomiast z wody. Nie patrzyłem w jej stronę.

    Kiedy w końcu wyszedłem ciocia siedziała już na ręczniku i suszyła włosy. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Przecież dopiero co ocierałem swojego twardego penisa o pośladki cioci. O pośladki cioci! Ona chyba postanowiła udawać, że nic się nie stało.

     – Przez ciebie teraz będę miała mokrą głowę do wieczora – powiedziała. Droczyła się ze mną.

     – Rozpalimy ognisko? – zapytałem, chcąc coś ze sobą zrobić.

     – Yhmh – mruknęła na zgodę.

    Poszedłem poszukać trochę cieńszych i grubszych gałęzi. Kiedy wróciłem, zacząłem rozpalać ognisko. Ciocia siedziała w namiocie. Kiedy wyszła nie miała już na sobie stroju. Była za to w długiej koszulce do kolan, więc mogłem podziwiać jej zgrabne łydki. Zacząłem się zastanawiać czy ciocia siedzi w samych majtkach. Przestałem jednak szybko. Nie potrafiłem się przy niej opanować.

     – Wzięłam nam dwie butelki wina. Pomyślałam, że miło będzie się napić. Dawno nie miałam towarzystwa.

    Wieczór nadszedł bardzo szybko, a my siedzieliśmy już przy drugiej butelce wina. Kończyliśmy ją. Nigdy za dużo nie piłem, miałem słabą głowę. Ciocia też nie należała do konkretnych zawodników. Patrzeliśmy teraz w ogień, siedząc obok siebie, blisko siebie. Czułem ciepło jej ciała. Rozmawialiśmy. O tym co będę robił, o mojej przyszłości. W końcu, jakoś tak wyszło, zeszliśmy na te tematy.

     – Naprawdę nigdy nie byłeś z żadną dziewczyną? – zapytała mnie, kiedy wyznałem jej, że jestem prawiczkiem.

     – Tak – powtórzyłem speszony. Musiała to zauważyć.

     – Hej nie wstydź się. Ludzie powinni rozmawiać. Również na takie tematy.

    Chyba miała sporo racji. Powinniśmy zacząć rozmawiać. Tak po prostu. W rozmowie nie ma niczego złego. Świat wyglądałby o wiele lepiej.

     – A ty ciociu? – zapytałem niepewnie.

     – Co ja?

     – No kiedy ostatnio…

     – Od kiedy nie ma wujka.

     – I nigdy nic od tamtej pory?

     – Nigdy.

    Zrobiło się na chwilę cicho. Patrzyłem w ogień, w jego tańczące płomienie. Przyciągała mnie jego pierwotna siłą, dziwna magia. Coś w tym było.

     – Marek – powiedziała ciocia. Miała inny ton.

     – Tak? – odparłem.

     – Czy ja ci się podobam? – zapytała. Głos miała niepewny.

    Spojrzałem na nią zaskoczony. Patrzyła mi w oczy. W świetle ogniska jej czarne oczy błyszczały cudownie. Wyglądały jak dwa połyskujące diamenty.

     – Ciociu jesteś piękna i myślę, że podobasz się każdemu mężczyźnie – odparłem wymijająco.

     – Ale czy podobam się tobie – zapytała raz jeszcze.

     – Tak – przyznałem. Poczułem ciepło na policzkach.

    Z tego wszystkiego odwróciłem swój wzrok. Nie wiedziałem co czuję. Wszystko było takie surrealistyczne. Ja i ciocia. Sami. Moja kochana ciocia, obiekt najskrytszych marzeń, pytający czy mi się podoba. To było za dużo.

     – Widziałeś mnie dziś nago, prawda? Widziałeś moje piersi.

     – Tak.

     – A później w wodzie, kiedy mnie złapałeś, kiedy go poczułam… kiedy poczułam na moich pośladkach twojego… Boże Marek…

     – Przepraszam ciociu.

     – Spójrz na mnie.

    Spojrzałem. Była piękna, była ideałem. Nie wiedziałem co robię, nie myślałem. Dałem się ponieść emocjom, instynktowi, winu. Wyglądała jak największy skarb. Patrzeliśmy sobie w oczy. Cisza była śmiercią. Musiałem coś zrobić. Zrobiłem. Po prostu ją pocałowałem. Objąłem swoimi wargami jej wargi i wepchnąłem język. Z początku nie reagowała. Po chwili odpowiedziała mi delikatnie, z rezerwą. Nagle przerwałem. Czułem się głupio.

     – Ja… Przepraszam cię…

    Patrzyła na mnie i nie wiedziałem co siedzi w jej spojrzeniu, w jej głowie. Była piękna, zakazaną zagadką. Odezwała się skruszona.

     – Nie. To ja cię przepraszam. To moja wina. Pójdę już.

    Zerwała się i weszła do namiotu. Ja posiedziałem jakiś czas przed ogniskiem. Nie wiedziałem co myśleć. Byłem w szoku. To było jednak silniejsze niż ja.

    Wszedłem po cichu do namiotu. W środku paliła się mała turystyczna lampka. Ciocia leżała na boku, plecami do mnie i sprawiała wrażenie śpiącej. Położyłem się obok niej, na wznak. Oddychałem głęboko. Myśli pędziły jak szalone. Serce zaczęło walić mi jak młot. Muszę to zrobić, muszę! Dziś, teraz, albo nigdy!

    Objąłem ją lewą ręką, zbliżyłem i wyszeptałem do ucha.

     – Kocham cię Basiu.

    Odwróciła się. Spojrzała mi w oczy. Długo tak na siebie patrzeliśmy.

     – Kocham cię – powtórzyłem i pocałowałem ją.

    Tym razem odpowiedziała. To było cudowne. Smakowała jak maliny, jej wargi były gorące i takie wilgotne. Nasze języki tańczyły w agonalnym tańcu. Kiedy przestaliśmy, odezwała się.

     – Wiem, że to złe, że nie powinniśmy. Na Boga jestem twoją ciotką! Ale leżałam teraz, myślałam i czekałam na ciebie. Czekałam z tęsknotą. Dawno z nikim nie byłam i…

     – Wiem.

     – Nie powinniśmy Marek.

     – Kocham cię ciociu. Nie wiem dlaczego, ale chcę żebyś była moją pierwszą kobietą. Pragnę cię. Od zawsze.

    Znowu się całowaliśmy. Czułem, że tam na dole jestem twardy jak nigdy wcześniej. Przeraziłem się jednak.

     – Ciociu ja… Ja nie mam ze sobą żadnych prezerwatyw…

     – Spokojnie. Jeszcze się ich nanosisz. Twój pierwszy raz musi być przecież wyjątkowy…

    Całowaliśmy się czule i zacząłem wodzić dłonią po ciele cioci. Moja ręka zawędrowała na jeden z jej pośladków. Dotknąłem go. Sam w to nie wierzyłem. Był taki jak go sobie wyobrażałem. Miękki, soczysty i ciepły. Po chwili ciocia odwróciła się do mnie plecami. Na początku byłem lekko zdezorientowany, ale chwilę później wiedziałem już o co chodzi, bo ciocia powolutku zaczęła podciągać koszulkę. Jej nagie, blade ciało nabrało ciepłej barwy w tym pomarańczowym świetle lampki. Miała piękne nogi, piękne biodra, pośladki. Zdjąłem szybko spodnie wraz z bokserkami. Leżałem teraz tuż za moją ciocią, z potężnym wzwodem, a ona subtelnie zasuwała swoje czarne figi…

    Przysunąłem się do niej i zacząłem pocałunkami pieścić jej kark. Dłonią powędrowałem na prawą pierś. Była tak duża, że nie dałem rady objąć jej całej. Paluszkiem drażniłem jej twardy, malutki sutek. Ciocia zaczęła głośniej oddychać. Poruszyłem biodrami i docisnąłem się penisem do jej miękkich pośladków. Zacząłem się nim ocierać, jeździłem powolutku, w końcu układając go w samym rowku. Byłem teraz między dwoma pośladkami cioci. Wolniutkie pocieranie. To była jak niebo. Ciocia w końcu wyszeptała zniecierpliwiona.

     – Wejdź we mnie, proszę.

    Nie mogłem dłużej czekać. To zaraz się stanie, pomyślałem. Będę się kochał. Kochał z moją ciocia Basią. To na pewno sen. Sen…

    Poczułem nagle przyjemny prąd na moim penisie, ale dopiero po chwili załapałem co się dzieje. Ciocia złapała go dłonią i pomogła mi naprowadzić na cel. Nakierowała główkę na wejście. Wystarczyło tylko pchnąć. Zrobiłem to. Wykonałem ruch. I powoli wszedłem w moją ciocię. Czułem każdy centymetr jej wnętrza. Tego nie da się opisać.

    Z początku pochwa cioci stawiała opór i było to nieziemskie. Napierałem jednak delikatnie i wycofywałem się, chcąc rozepchać, przyzwyczaić ją do siebie. Po chwili pchnąłem jednak za mocno.

     – Jesteś bardzo duży – wysyczała. – Powolutku.

     – Boli cię?

     – Troszkę. Zaraz przestanie.

    Robiłem to najdelikatniej jak tylko umiałem. Wchodziłem i wychodziłem niespiesznie. Po chwili sam zacząłem czuć, że zmienia się tam, lepiej reaguje. Zaczęła się bardziej ślizgać, z większą ochotą przyjmować mojego penisa. Instynktownie zacząłem przyspieszać. Ciocia pojękiwała.

     – W porządku? – zapytałem ją, widząc jak jej lewa dłoń wędruje w stronę ścianki namiotu, definitywnie szukając jakiegoś oparcia.

     – Tak. Jest cudownie. Nie przestawaj.

    Dokleiłem się więc do ciała cioci i wbiłem na całą długość. Zawyła słodko.

     – O Boże! O tak! – wyrzuciła z siebie.

    Takie słowa z ust cioci sprawiły, że zacząłem popadać w obłęd. Złapałem za jedną jej pierś, wargami przywarłem do karku, a biodrami zacząłem nadawać szybsze tempo, cały czas przyspieszając. Dawałem z siebie wszystko. Boże! Kochałem się z ciocią, ale to wyglądało na coś innego. Ja teraz zwyczajnie pieprzyłem moją ciocię. A jej to niesamowicie odpowiadało.

     – Boże! Marek!

    Nie wiedziałem o co jej chodzi, ale nagle to poczułem. Jej ciałem targnął dreszcz, zaczęła się trząść. Szczytowała. Doprowadziłem swoją ciocię do orgazmu. I nagle ja też to poczułem. Gorąco tam na dole, przyjemne znajome gorąco. Wiedziałem, że sekundy dzielą mnie od wystrzelenia.

     – Ciociu ja zaraz dojdę – wydyszałem jej do ucha.

     – Dojdź – wyrzuciła. – We mnie.

    Boże! O Boże! Tak! Tak!

    I nagle stało się. Wbiłem się głębiej i wystrzeliłem we wnętrzu cioci potężną dawkę nasienia. Długie, silne i gorące salwy. Moja sperma zalewająca muszelkę cioci. Całkowite tabu. I może dlatego był to najlepszy orgazm w moim życiu. Zakazny owoc, który zerwałem. Mocny. Intensywny.

     – Jezu! Marek! Ile ty tego tam masz?! – zapytała z prawdziwym zdumieniem ciocia.

    Nie odpowiedziałem. Kochałem się po raz pierwszy, straciłem dziewictwo. I to z kim! I to jak! Byłem z siebie dumny. Dumny i zmęczony. Za to mój penis nie do końca sprawiał wrażenie wykończonego.

    Ciocia odwróciła się i spojrzała na niego. Widziałem jak świecą się jej oczy. Mój mały musiał w jakiś sposób na nią działać. Chyba naprawdę był duży…

     – Mogę… Mogę go pocałować?

    Pokiwałem głową, zgadzając się.

    Nachyliła się i złapała go u nasady. Poczęła delikatnie go tarmosić. Miłe. Po chwili wysunęła języczek. Teraz skubała żołądź na której były resztki spermy. W końcu przestała się z nim droczyć i wzięła całą główkę do ust, tym samym spijając resztki nasienia. Uniosłem się i spojrzałem na ciocię robiącą mi loda. Boże! To się dzieje! Naprawdę trafiłem do raju!

    Ciocia ssała z wyczuciem główkę, a dłonią jednostajnie trzepała penisa. Bordowy grzybek pojawiał się i znikał. Ciocia mruczała do siebie. Najwidoczniej musiało sprawiać jej to przyjemność. Kiedy znowu zrobił się

    wielki i twardy, przestała. Spojrzała mi głęboko w oczy i usiadła na mnie. Chwyciła penisa w rączkę, nakierowała na swoją dziurkę i nabiła się na niego.

     – Och tak… – wymruczała.

    Zaczęła powoli unosić się i opadać. Miałem teraz przed oczami nagie kobiece ciało w pełnej okazałości. Ciocia przyspieszała, a ja patrzyłem jak zahipnotyzowany na jej ogromne cyce z brązowymi brodawkami. Patrzyłem jak dyndają i odbijają się cudnie. Złapałem za jedną z tych piersi. Złoto. Uniosłem się i przyssałem do niej. Smakowała jak miód. Drugą dłoń położyłem na jej pośladku i lekko ścisnąłem. Ciocia wciąż przyspieszała. Zaczęła mnie teraz zwyczajnie ujeżdżać. Skakała po mnie jak wariatka. Nie podejrzewałem jej o to. Czując, że tak trzeba, poruszałem biodrami w górę i w dół. Złapaliśmy rytm.

     – Marek! Jesteś cudowny!

    Ujeżdżała mnie jeszcze jakiś czas. Potem znowu przeszył ją boski prąd. Doszła po raz kolejny, a ja miałem się jak prawdziwy samiec. Chyba niezły ten pierwszy raz, pomyślałem.

     – O Boże, tego mi było trzeba – wydyszała, schodząc z mojego małego niezdarnie i kładąc się obok.

    Spojrzała na mnie, a potem przeniosła wzrok niżej. Dotknęła go. Poczęła nieśmiało masować.  

     – Widzę, że muszę się nim jeszcze zająć – powiedziała zalotnie i dodała – Możesz zrobić ze mną co chcesz.

     – Co chcę?

     – Tak.

    Wiedziałem czego chcę. Pragnąłem tego najbardziej na świecie. Nieziemskiej przyjemności jaką może zaoferować tak ponętne, dojrzałe ciało kobiety.

     – Mogę wziąć cię od tyłu? – zapytałem, trochę skrępowany.

     – Od tyłu? Ale jak? – Była lekko zmieszana.

     – Na pieska – oznajmiłem.

    Ciocia nie odpowiedziała i wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. W końcu jednak odwróciła się do mnie tyłem, uklęknęła i wypięła w moją stronę. Głowę ułożyła nisko, przy samej ziemi. Pupę natomiast wysunęła maksymalnie wysoko, rozsuwając nogi. Miałem przed oczami ósmy cud świata. Dwa okrągłe, duże pośladki, a pomiędzy nimi muszelka cioci.

    Nie czekałem na lepsze zaproszenie. Ulokowałem się za nią, złapałem za penisa i skierowałem główkę w słodki otworek. Pchnąłem i od razu wszedłem w nią na całą długość. Czysta rozkosz.

    Zacząłem powoli, ale widząc jak cipka cioci doskonale przyjmuje każde moje pchnięcie, przyspieszyłem. Położyłem dłonie na jej biodrach i wchodziłem mocno, głęboko, może nawet brutalnie. Nie oponowała. Zamiast tego podniosła się na rękach. Teraz jej blade pośladki wyglądały jeszcze okazalej.

    Wpadłem w chory szał. Kierowała mną pierwotna żądza.

    Bo w głowie miałem tylko jedno: że rucham moją ciocię od tyłu, bzykam jak jakiś cholerny pies, że biorę ją jak własność. Dorodne pośladki trzaskały głośno o moje podbrzusze, idealnie trzęsąc się pod wpływem miłosnych uderzeń. Nie panowałem nad tym co myślę, co czuję. Co za dupa! Jakby stworzona do brania w od tyłu! Tak, tak, tak! Jej pośladki falowały, tańczyły, odbijając ode mnie jak morskie fale od brzegu. Boże! O tym właśnie marzyłem!

    Spojrzałem na kiwającą się głowę cioci. Swoje ciemne włosy związała w kitkę. Idealnie. Nie bardzo myśląc co robię po prostu za nią złapałem i pociągnąłem do siebie. Ciocia nie oponowała, wręcz jęknęła z rozkoszy dając mi tym samym przyzwolenie. Tak! Teraz byłem spełniony. Trzymałem ciotkę za włosy i dojeżdżałem od tyłu jak… jak zwykłą sukę.

    I podobało mi się to, ta moja dominacja, pełnia władzy. Jej najwidoczniej też.

    Nagle poczułem nadchodzący orgazm. Nie powiedziałem ani słowa. Puściłem jej włosy, złapałem znowu za biodra i dokleiłem do kochanego ciałka, wykonując tym samym szybsze, ale płytsze ruchy. W końcu zrobiłem kilka ostatecznych pchnięć i spuściłem ponownie w gościnnym wnętrzu mojej kochanej cioci Basi. Proszę ciociu, moja gorąca, młodzieńcza sperma dla twojej spragnionej pusi, powiedziałem w myślach. Poruszałem penisem jeszcze trochę, ślizgałem w środku, chcąc aby cały cenny ładunek został rozładowany. A w głowie coś krzyczało: spuściłeś się w niej, w swojej cioci Basi, więc ona, jej ciało, należy teraz do ciebie! To było cudowne!

    W końcu wyszedłem ostrożnie z jej muszelki. I zobaczyłem to. Matko! Z ciocinej pochwy zaczęła wypływać biała maź, która zaraz skapnęła gęsto na podłogę namiotu. Nie do wiary!

    Po wszystkim walnąłem się na plecy wykończony.

     – Wyszedł z ciebie prawdziwy jaskiniowiec, co? – zapytała mnie, kładąc się obok i dając całusa w usta.

     – Chyba tak – stwierdziłem. Byłem spełniony.

     – Wiesz, jeszcze nikt nie łapał mnie za włosy… – powiedziała lekko rozmarzona. – To było… Całkiem przyjemne. Naprawdę.

    Leżeliśmy chwilę przytuleni, całując się z uczuciem. Potem gładziłem ciocię po spoconych plecach, delikatnie muskałem jej cudną skórę, a ona leżała z głową na mojej piersi.

     – Dziękuję Ci ciociu. Kocham cię. – wyznałem cicho.

    A ciocia zaśmiała się tylko, ciepło i serdecznie. Podniosła się i patrząc mi głęboko w oczy, wyznała zniżonym głosem.

     – Będziemy tutaj trzy, cztery dni, a może nawet dłużej, prawda?

    Uśmiechnąłem się. Wiedziałem o co jej chodzi. Tylko ja i ona i ten namiot.. Nic więcej się nie liczyło.

    Tak właśnie spędziłem najlepsze wakacje, a ciocia Basia na zawsze pozostała najważniejszą kobietą w moim życiu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel
  • MW-W drodze Rozdzial 55 I have a Dream

    – Ale chamy! – woła w odpowiedzi na komplement bliźniaków Lena i zaczynają jej  podrygiwać cycki. Ze śmiechu. Ja jej wtóruję, choć podryguje mi co innego. Tidżeje są lekko ogłupiali.

    – Co my takiego powiedzieliśmy, że tak polewacie – pyta Tom lub Jerry.

    – To samo.

    – I to takie zabawne? Często nam się zdarza, w końcu jesteśmy bliźniakami jednojajowymi.

    Lena z miejsca opuszcza wzrok.

    – Nie tam! Tam z nami wszystko w porządku.

    Lena podnosi wzrok. – I tak sprawdzę. Później. A wy powiedzieliście dokładnie to samo, co on na mój widok – wyjaśnia.

    – Że niby – ale dupa?

    – Pewnie to u was rodzinny sposób na rwanie lasek, co? Taka wykwintna gadka?

    – No… to chyba naturalna reakcja na widok takiej zgrabnej laski?

    – I na dodatek nagiej – dodaje drugi bliźniak.

    – Wasz kuzyn wyjechał z tym tekstem na widok ubranej laski. Czyli ubranej mnie – dodaje szybko Lena, biorąc poprawkę na stan umysłowy bliźniaków.

    – Zwykle nie są tacy tępi. A ty byłaś naga.

    – Byłam ubrana!

    – To może pokaż, w co. Aha, nie pokażesz, zostawiłaś u mnie w pokoju – poprawiam się  szybko, nie chcąc dołączyć umysłowo do kuzynów.

    – Czyli jednak była ubrana – wnioskują z tego Tidżeje.

    – Naga – upieram się. Nie zobaczysz, nie zrozumiesz.

    – Okay, okay… Ale może byś nas w końcu przedstawił? – zmieniają temat bliźniacy. I się oblizują.

    – Czemu się tak oblizują?

    – Bo się będą z tobą witać. O, w ten sposób.

    Złapana za pizdę Lena nie wie co powiedzieć, więc jej wyjaśniam i z miejsca wita się z moim członkiem.

    – Nie, żebyśmy się już nie poznali…

    – Wypada uczynić zadość formalnościom. Na początek dziewczęta. Ta z ogromnymi cyckami, to Nathalie, przyjechała tu z nami z Cap-d’Agde zupełnie nago, tak, jak stoi. To znaczy leży, bo Nathalie rozpościera szeroko swe wdzięki na kocyku.

    Nathalie, słysząc, że o niej mowa, macha do Leny, poczym odwraca się na brzuszek wystawiając do słońca zgrabną pupę.

    – Te kruczoczarne, ogolone na łyso dziewczę, to Febe, a ten blond boberek należy do Jo.

    – Febe? Jo?  Ciekawe imiona.

    – Febe, to Febe, bo jest Greczynką. Jo, to Joanna, bo jest Polką.

    Obie wstają, by się przywitać „po naszemu”. Lena lekko sztywnieje.

    – Pierwszy raz dziewczyna trzyma mnie za cipkę. I to z wzajemnością – wyjaśnia.

    – Chcesz, to się z tobą prześpimy. Będzie fajnie, zobaczysz.

    – Nie wątpię – śmieje się Lena. – Skoro formalnościom stało się zadość dopiero teraz, to znaczy, że w hotelu rżnąłeś mnie… nieoficjalnie? I się  nie liczy?

    – Cwaniara! Chce jeszcze pod byle pretekstem. A my tu biedne, wyposzczone…

    Puszczam te żale mimo uszu.

    – Jeszcze dziś to naprawię – zwracam się do Leny. – Albo najdalej jutro – dodaję, zerkając na śliniących się do Leny bliźniaków. Szybko się do tej nowej cipki nie dopcham.

    – Nie stać cię na więcej? Tak ci ładnie stoi przecież.

    – Im też.

    Lena przygląda się moim kuzynom. Choć bardziej temu, jak jej zgodnie salutują.

    – W sumie…

    A ja czuję, jak jej cipa w szybkim tempie wilgotnieje. Czuję, bo znów mam ją w dłoni. Muszę wykorzystać tę przewagę.

    – Wiem… widzę, jak bardzo chcecie się przywitać z Leną, ale dajcie nam jeszcze chwilkę.

    Odklejam dłoń od kalafiorka, klękam przed jego właścicielką. Mój członek wyślizguje się przy tym z dłoni Leny, co skwapliwie wykorzystuje Jo. Dobrze się składa.

    – I have a Dream – mówię, wpatrzony w ten imponujący srom.

    – Czyżby to marzenie dotyczyło mojej cipki? Wpatrujesz się w nią, jak sroka w kość.

    – Jego członek jest jak kość – zauważa Jo. – Twoja cipa rządzi.

    – I twoja ręka też, to część mojego marzenia.

    – Możesz wyrażać się jaśniej?

    – Możesz mnie nie masturbować, dopóki nie wezmę do ust tego kalafiorka?

    Jo się powstrzymuje, a Lena ze śmiechem podsuwa mi tego kalafiorka.  Wypełnia mi całe usta, gdy go zasysam.

    – Twoje marzenie jest naszym marzeniem – stwierdzają zgodnie bliźniacy, gdy Jo zaczyna mi walić konia. Lena tylko się uśmiecha.

    – Ustawcie się w kolejce, chłopaki. To długo nie potrwa.

    Też to wiem, choć pragnąłbym, by jak najdłużej. Pizda Leny, te jej części które wypełniają mi usta, są jak knebel. Walczę z nim językiem, nie po to, by się go on pozbyć, o nie! Próbuje go rozplątać, wedrzeć się między te imponujące wargi, odnaleźć łechtaczkę, źródełko rozkoszy. Zarówno jej, jak i mojej. Już witam się z gąską, rozepchnięte na bok wargi wypychają mi policzki, pyszne soczki mieszają się z moją śliną…

    – Wow! Nie mów, że to Twój trzeci dzisiaj!

    Nie mówię, bo nie mogę. Zbyt zajęty jestem przeżywaniem orgazmu, zresztą usta mam wciąż zajęte. Lena odpowiada za mnie.

    – A trzeci, trzeci… A czy równie obfity? Trudno powiedzieć, poprzednio spuszczał się bardzo dyskretnie.

    – Dyskretnie?

    – Głęboko we mnie.

    – Aha – Jo parska śmiechem. – A można wiedzieć, gdzie?

    – Tu i tam… Ale dość tego dobrego, kuzyni czekają!

    To było do mnie. Lena unosi tyłek, jej wargi wysuwają się z moich, próbuje je zatrzymać, ale tylko rozciągają się niemożebnie, by wystrzelić mi z ust. Otwieram oczy, obserwuję z bliska, jak się powoli kurczą przybierając znajomy kształt kalafiorka.

    – O kurczę!

    Tidżeje też wzroku oderwać nie mogą. Lecz to nie koniec spektaklu.

    – Masz, to chyba twoje.

    Jo, wciąż trzymająca mnie za zmaltretowanego członka, przesuwa dłoń wyżej, zbierając większość ściskającej po nim spermy. Teraz podsuwa te dłoń Lenie, która dokładnie tę dłoń wylizuje.

    – Mogę się podzielić…

    – Wystarczy mi to, co zostało.

    Jo drugą ręką przytrzymuje mi chuja u nasady i oblizuje niespiesznie, popatrując przy tym na chłopaków.

    – Was też to nie ominie.

    – Problem w tym…

    – Że można się spuścić od samego patrzenia – dopowiada drugi.

    – Oni zawsze mieli problem z przedwczesnym wytryskiem – wtrącam.

    – Ty…

    Coś tam jeszcze mówią, ale zagłusza to chichot dziewcząt.

    – No co? Sami się podłożyliście.

    *

    Po krótkiej przepychance jeden z Tidżejów dopada krocza Leny.

    – Ja też tak mlaskałem i sapałem?

    – Jak najbardziej – uświadamia mnie Jo sięgając po kutasa mlaskającego i sapiącego Toma. Albo Jerry’ego. Myśl przychodzi nagle. Chwytam ją za ramię, odciągam od członka kuzyna. Jo, nie myśl.

    – Ciii!

    Jo milczy, wzrusza tylko ramionami w niemym pytaniu. Wie, że właśnie wymyśliłem coś zbereźnego, nie wie tylko, co.

    Trącam zapatrzonego w poczynania brata kuzyna. Pokazuję mu na migi, czego od niego chcę. Otwiera szeroko oczy. Ale zaraz uśmiecha się szeroko. Przyklęka i wali konia bratu. Do  bardzo szybkiego skutku.

    Lecz Tidżej wciąż międli w ustach kalafiorka. Dajemy mu jeszcze chwilę – Lena wylizuje w tym czasie dłoń drugiego z Tidżejów. Wreszcie, zniecierpliwiona, odsuwa krocze.

    – Co wam tak wesoło? – pyta mój kuzyn, gdy już jest w stanie oderwać wzrok od tego krocza.

    – Boś się tak przyssał, jak wygłodzone niemowlę do cycka. Dalej, zrób miejsce bratu.

    – A gdzie moja sperma? – Tidżej patrzy podejrzliwie na dłoń Jo. Czyżby cos podejrzewał?

    – Jak byś się w porę oderwał od tej cipy, to byś widział – śmieje się Jo, a Lena tylko gładzi się po brzuszku.

    *

    Nie mogę się oprzeć poczuciu déjà vu, sytuacja powtarza się w najdrobniejszych szczegółach. Jeden z bliźniaków wciąż międli w ustach srom Leny, nieświadomy faktu, że ta właśnie zlizuje jego nasienie z dłoni drugiego. Zrozumienie przychodzi później.

    Tym razem polew jest ogólny. Co się stało, już się stało i nie musimy się krępować. Tom lub Jerry też się nie krępuje, i zaśmiewa z głupiej miny brata. Przynajmniej do chwili, gdy dopada go to spóźnione zrozumienie. Obu dopada.

    – Wy… wy…

    – Wyborne to było! – kończę za nich.

    – Ty… ty…

    – Zgadza się, ja to wymyśliłem.

    – Ty zboku! – udaje im się dokończyć.

    – Zgadza się, ja tylko stałem z boku.

    – Czyli tak sobie zwykle radzicie, nie mając dziewczyny pod ręką? Bratnią ręką? – Dobija ich Lena.

    W końcu się poddają, śmieją się razem z nami.

    – Ale nie myśl, że ci to ujdzie na sucho – grozi mi Tom lub Jerry.

    – Czy to jakaś niemoralna propozycja? Obawiam się, że dzisiaj niewiele zdziałam z waszymi tyłkami. Żeby chociaż jakoś wyglądały… – macham do niego flakiem, który jeszcze nie dawno był dumnie sterczącą pałą. Chyba przegiąłem, muszę nieźle machać nogami, by ujść ich zemście.

    *

    – Otwieraj, wiemy, że tam jesteś!

    Zdyszany opieram się o drzwi mojego pokoju w hotelu przy plaży. Gdyby to byli tylko Tidżeje, to bym ich nie wpuścił.

    – Macie szczęście, że nie jesteście sami. Zasuwalibyście teraz tacy golutcy na parking.

    – Ty się w końcu…

    – Doigram? – kończę za nich, bo nagle zapominają języka w gębie. To Lena wbiła się w te swoje obcisłe spodenki i właśnie wychodzi z łazienki.

    – Też takie chcemy! – Wołają dziewczyny.

    – Przybyłem, zobaczyłem i mi stanął – odzyskuje głos Tom lub Jerry.

    – Zobaczyłem i uwierzyłem, ona jest naga – wtóruje mu Jerry lub Tom. Lena, zadowolona z efektu, pokazuje się jeszcze z dupy strony.

    – Jak ona to robi, że tak obcisłe spodenki nie deformują jej tyłka?

    – Jędrny jest. Łatwo się nie poddaje.

    *

    Zaopatrzone w adres sklepu i ubrane w co nieco dziewczęta udają się na zakupy. Tidżejów zabierają ze sobą w charakterze ekspertów. Tak więc zostaję sam na sam z Leną.

    Żebym nie wiem jak był syty wrażeń, zawsze mi mało. Tak więc i teraz, nasyciwszy się do oporu wdziękami leżącej przy mnie dziewczyny, wciąż błądzę wzrokiem i dłonią po tym boskim ciele. A tak w ogóle, to rozmawiamy.

    – O co chodzi z tymi Tidżejami?

    – A potrafisz ich rozróżnić?

    – Próbowałam, ale to chyba niemożliwe.

    -Otóż to. Jeden ma na imię Tom, drugi Jerry. Ale który jest który, nie wie nikt, a ich to nieodmiennie bawi. Więc z Toma i Jerry’ego zrobiliśmy Tidżeja. Albo Tidżejów. Tak ich wołamy.

    – Tom i Jerry… jak z kreskówki. Kto im dał takie imiona?

    – Rodzice z poczuciem humoru. W Stanach. A ty? Skąd jesteś?

    – Trudno powiedzieć.

    – Nie chcesz, to nie mów, po prostu jestem ciekaw.

    – Wychowałam się w małej wiosce nad morzem, wiesz, córka rybaka… Szkoła z internatem w pobliskim miasteczku, studia w Słupsku, a gdzie teraz mnie los rzuci? Dlatego trudno powiedzieć.

    – To może do Warszawy?

    – Hahaha… chciałbyś mnie mieć na podorędziu, co?

    I wzdycha cicho, bo moja dłoń błądząca po tym boskim ciele trafia między uda. Trafia tam regularnie, bo oprzeć się nie mogę temu kalafiorkowi.

    – Ciebie i ten wykwit natury – masuję ten wykwit, a on rozkwita mi w dłoni. I wilgotnieje.

    – Fajnie by było, ale najpierw musze się rozejrzeć za pracą. I raczej nie w Warszawie, bo nie zarobię na mieszkanie w stolicy.

    – A co właściwie skończyłaś?

    – Filologię polską.

    – Zaraz, zaraz… Jesteś nauczycielką?

    – Świeżo upieczoną i na razie bezrobotną. Ale tak.

    – Bo wiesz, Joanna uczy angielskiego w podstawówce, trzeba by z nią pogadać.

    – Jo? Poważnie?

    – Jo, to też Joanna, ale inna. Coraz więcej dziewcząt do nas dołącza i imiona zaczynają się powtarzać. Z tamtą się rozminęłyście, wróciła do Warszawy.

    – Nie chciała jechać z wami?

    – To długa historia. W skrócie – na Ibizę, bo stamtąd jedziemy, przylecieliśmy w kilkanaście osób samolotem, na kilka dni. I tak samo mieliśmy wracać. Ale zaszły nieprzewidziane okoliczności, pojawiły się Ukrainki, ściągnęliśmy kamper z Polski, dołączyły Francuzki, było im po drodze… To naprawdę długa historia.

    – Chętnie ją poznam.

    – To jedź z nami, poznasz ją po drodze. Ukrainki zabrały się okazją, Francuzki zostają tutaj, no może Nathalie pojedzie dalej. Będzie nas, niech policzę, góra siedem osób. Zwiedzisz kawałek świata.

    – Kusisz…

    – A co cię tu trzyma? Z koleżanką już się pewnie nagadałaś, a podryw w dyskotece okazał się niewypałem, sama mówiłaś.

    – A ile by to potrwało? Ta podróż.

    – Tydzień, może dwa… przed pierwszym września będziemy na pewno.

    – Trochę późno na szukanie pracy.

    – Pogadamy z Joanną, na pewno coś ci u siebie znajdzie.

    – Takiś pewien?

    – W sumie, to możemy pogadać zaraz.

    Lepkimi od piczego śluzu palcami wybieram numer. Udaje się, Joanna odbiera od razu. Włączam tryb głośnomówiący.

    – Bałem się, że mogę w czymś przeszkodzić.

    – Też mi miło, że się stęskniłeś. Zajmijcie się przez chwilę sobą, chłopcy. To nie do ciebie było.

    – Domyśliłem się. Powtarzacie angielski?

    – Słownictwo, nazwy części ciała, te sprawy.

    – À propos sprawy, jest sprawa.

    Joanna wzdycha. – Wiedziałam! No, dawaj.

    – Potrzebna praca dla nauczycielki języka polskiego.

    – Tej, która obok ciebie leży?

    Mina Leny – bezcenna.

    – Hahaha… Jak ty mnie znasz. Polubicie się z Leną.

    – Muszę pomyśleć. A wiesz, Walczakowa odchodzi, będzie wakat.

    – Ta jędza uczyła polskiego?

    – Taaa… A na dyrektora mam jakiś tam wpływ.

    – Bocianica!

    – Nie przypominaj. Ale w starciach z tą jedzą zawsze brał moją stronę. Różowe rajstopy i krótka spódniczka powinny załatwić sprawę. Tylko potrzebne mi dane.

    – To oddaję słuchawkę.

    – Wacek, puść tego ptaszka, łap się za długopis, będę dyktować, to nie do ciebie było, Joanna, miło mi – to pierwsze, co słyszy Lena, przejąwszy telefon. Lekko zszokowana tempem i sytuacją, podaje wszystkie potrzebne informacje, Joanna je powtarza, Wacek zapisuje, a ja zapamiętuję.

    – To do zobaczenia w szkole, fajnie będzie mieć taką koleżankę – kończy rozmowę Joanna. Lena oddaje mi telefon.

    – Słyszałeś wszystko?

    – Było na głośnomówiącym.

    – No to pa! Całuski!

    – Wzajemnie. Albo lepiej – przekaż chłopcom, żeby pocałowali cię ode mnie.

    – A gdzie?

    – Tam, gdzie lubisz najbardziej.

    – Słyszeliście chłopcy? (najwyraźniej Joanna też włączyła tryb głośnomówiący) Macie mnie pocałować… no, w co? Tylko po angielsku proszę! – I się rozłącza.

    – Czy oni całują ją w to, co myślę?

    – Tak myślę.

    – To jej uczniowie? – Upewnia się jeszcze Lena.

    – Jak najbardziej.

    – Myślisz, że też mogłabym ich uczyć… czegoś?

    – Nawet jeśli nie trafią do twojej klasy, nie widzę problemu.

    – Już mi się w tej szkole podoba. A o co chodzi z tą bocianicą? I tymi rajstopami?

    – Joannę przezwali tak uczniowie z racji długich nóg. Oraz czerwonych rajstop, które często nosi. Do kompletu z krótką spódniczką. Grono to podchwyciło. Znaczy grono nauczycielskie. To jak będzie?

    – A zarobię na mieszkanie w tej Warszawie?

    – O mieszkanie nie musisz się martwić. Parę dziewczyn już ze mną mieszka, ale dom jest duży. Miałabyś własny pokój.

    – Daj mi chwilę, to dla mnie za dużo na raz, muszę pomyśleć.

    – To ty sobie pomyśl, a ja w tym czasie…

    Wślizguję się między uda Leny i przysysam się ustami do jej imponującej pizdy. Skoro ma pomyśleć, niech myśli cipą.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Bezwstydny Miesiac – Dzien 2: Impreza

    BEZWSTYDNY MIESIĄC – DZIEŃ 2: IMPREZA

    Walnęłam głową w coś twardego. Zapomniałam, że spałam pod stołem na psim legowisku. W sumie lepiej się spało, niż na wycieraczce. Chociaż wciąż chłodno i niezbyt wygodnie. Poranek wyglądał zupełnie tak samo jak poprzedniego dnia. Wychodząc z domu, zajrzałam do skrzynki na listy. Faktycznie była tam jedna koperta. Zaadresowana do mnie, ale wiedziałam, że to dla mojego szefa – Tomka, więc nie otwierałam.

    W pracy, koledzy dziwili się moim nowym “imidżem”. Wyglądałam jak smarkula pracująca w jakimś “porno-cyrku”, jeśli jest coś takiego w ogóle.

    Pod koniec mojej zmiany Tomek przekazał mi wiadomość, którą wyczytał z listu. Dostałam zwolnienie z pracy do końca miesiąca.

    Po pracy wybrałam się pod wskazany mi w mailu adres. Musiałam przejść kilka ulic. Oczywiście oczy wszystkich gapiów były zawieszone na mnie. Wszystkie telefony nagrywały i trzaskały zdjęcia. Nawet się tym nie przejęłam.

    Po drodze wpadłam w wir rozmyślań. Zastanawiałam się, dlaczego dostałam zwolnienie z pracy. Ktoś ma poważniejsze plany wobec mnie? Byłam tym faktem zaniepokojona. Miałam przeczucie, że czeka mnie coś grubego. Wyobraźnia płatała figle, mogli przecież zrobić ze mną wszystko.

    Odnalazłam adres. Była to kamienica. Wejście było na tyłach budynku, trzeba było zejść kilka schodków do drzwi. Zapukałam. Otworzyła mi ładna kobieta. Długie proste włosy, delikatny makijaż, czarna bluzka na ramiączkach, czarne legginsy i trampki. Zawstydziłam się, bo wyglądałam przy niej jak jakaś wariatka.

    – Jesteś. Wchodź, wchodź…

    Weszłam. Korytarz był jak w piwnicy. Brudny, zatęchły i zimny.

    – Umyj stopy. – Kobieta wskazała na miskę z wodą leżącą na podłodze.

    – I ubierz te buty. – Podnieciłam się. Będę miała buty! Taka mała rzecz, a cieszy. Szybko umyłam stopy i ubrałam różowe sandałki na wysokim obcasie. Jak zapinałam ostatnią sprzączkę, kobieta zapięła mi do obroży łańcuch i pociągnęła go informując, że musimy iść.

    A to spryciula! W takich butach trudniej mi było stawiać opór. Złapałam tylko za łańcuch, żeby amortyzować gwałtowne szarpnięcia. Laska się nie pieprzyła i szła szybko do celu.

    Zaprowadziła mnie do niewielkiego pomieszczenia, gdzie na środku stał rząd wysokich drewnianych skrzyń z jedną ścianą okratowaną, taką siatką jak na płotach.

    Klatki!

    Wepchnęła mnie do jednej z nich i zamknęła kratę. Klatki były ciasne. Nie mogłam kucnąć, musiałam cały czas stać. Kratka niemal wpijała się w moje piersi. Widziałam tylko to, co było przede mną. A przede mną wisiała czarna kotara. Przez chwilę nie działo się nic. W pewnym momencie kobieta otworzyła którąś z klatek i wyprowadziła z niej jakąś inną laskę. Wyglądała podobnie do mnie! To była też wybranka miesiąca! Ale była ubrana inaczej niż ja. Moim kolorem był różowy, a jej – złoty. Złoty makijaż, złote kolczyki, bransolety i buciki. Została wyprowadzona przez kotarę.

    Co tam się wyprawia?

    Następna była inna kobieta, a jej kolorem była zieleń i motywy roślinne. Wyglądała jak jakaś elfka z filmu fantasy. Później okazało się, że była jeszcze pani w bieli, stylizowana na królowę śniegu oraz pani pustyni – jako dzikuska albo buszmenka. Razem 5 kobiet o imieniu Maja.

    Zza kotary słyszałam jakiś gwar. Oklaski? Chyba słyszałam brawa! Jakieś gwizdy? Okrzyki? O co chodzi? W końcu przyszła kolej na mnie. Kobieta, która nas “obsługiwała” otworzyła moją klatkę.

    – Wyłaź. Idziemy.

    – Co tam się dzieje?  zapytałam.

    – Stul pysk. – Usłyszałam w odpowiedzi. –  Będziesz sobie robić dobrze…

    Klepnęła mnie w tyłek, a potem złapała za kółko obroży i wyprowadziła mnie przez kotarę. Za kotarą był korytarz prowadzący do kolejnej zasłony. Tuż przed nią zatrzymała się i powiedziała:

    – Wchodzisz tam i masturbujesz się najlepiej jak potrafisz.

    Wybałuszyłam oczy. Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy nagle zostałam przez nią wepchnięta przez zasłonę do sali pełnej ludzi. Natychmiast się odwróciłam i napotkałam surowy wzrok tej, co mnie tu wprowadziła. Zrozumiałam w mig, wzięłam duży wdech i zwróciłam się do… publiczności.

    Byłam na scenie. Ogólnie w tej sali panował półmrok. Snopy światła spadały tylko na mnie oraz na trójkę jakichś ważniaków siedzących między sceną, a publiką przed stołem. Publiczność była w cieniu, ale widziałam zarysy głów i twarzy. Było ich dużo, może setka? Albo i więcej. Oprócz jury na środku, były też kamery. Jakieś reality show się tu odstawia. Coś totalnie popierdolonego. “Mam porno talent”. Gdzie to się wgl puszcza i ogląda?

    Jury zabrało głos. Mianowicie najstarszy z nich, siwy jegomość w eleganckim garniturze wyglądającym jak milion dolców.

    – Cześć, Majka. – Odezwał się takim zawadiackim tonem. – Zanim przystąpisz do swojego występu, opowiedz proszę jak się czujesz w tym wdzianku?

    Byłam totalnie zblokowana. Myślałam, że apogeum wstydu przeżyłam ostatnio na rynku stojąc, jako nagi pomnik. O nie, to było nic w porównaniu do tego, co czułam stojąc na scenie. Wybąkałam tylko:

    – D-dobrze.

    – Dobrze? Nic nie uwiera? Nie przeszkadza?

    – N-nie, nie…

    – Masz męża, chłopaka, dzieci? – zapytała blondyna siedząca pośrodku.

    – Nie. Jestem sama.

    – O! To jak często się dotykasz?

    Jeśli na czerwonej zburaczałej facjacie, może się rozlać jeszcze bardziej płomienna barwa wstydu, to to się właśnie wydarzyło po usłyszeniu tego pytania. Spięłam się w sobie i odpowiedziałam, zgodnie z prawdą zresztą:

    – Od czasu do czasu.

    – Dobra, pinky winky. – Odezwał się ostatni z jury, przystojny brunet o anielskiej twarzy. – To pokaż nam co potrafisz.

    Za jury przebiegł jakiś koleś z kartonem i publika nagle zaczęła bić gromkie brawa.

    Ja.

    Chcę.

    Umrzeć.

    Nie chcę tu być. Nie chcę nic robić. Nie chcę żyć. Ale zanim umrę…

    Ostatni orgazm.

    Mam szansę. Jebać ich. I tak moje życie się spierdoliło, ono już nie będzie nigdy takie same. Emocja powszechnie zwana wstydem wyryła mi się w korze mózgowej i nie zniszczę jej. Zawsze jak spojrzę w lustro, to będę widziała kurwę. Ale taką z najgorszych kurew, co odstawia show i nawet nie otrzymuje za to zapłaty.

    Dłoń powędrowała na łono. W całej sali rozbrzmiała muzyka. Taka pikantno-romantyczna.

    A więc to jest ta cała elita? To jest właśnie partia? Te wszystkie durne losowania i zadania z dupy, to ich zachcianka? Ci wszyscy ludzie siedzą w tym razem i są odpowiedzialni za ten cały burdel?

    Ręka zaczęła masaż. Góra-dół. Góra-dół.

    Ciekawe, czy ktoś z nich ma na imię Maja albo Karol? No właśnie. Czy oni też się liczą w losowaniach? Co wtedy robią? Poddają się temu, czy zmieniają nagle imię na miesiąc?

    Czas na ruchy okrężne. Rozstawienie nóg. Będzie więcej miejsca.

    Pewnie karmią się upokorzeniem biednych ludzi. A co by było, gdybym odstawiła im prawdziwe show? Może najwyższy czas, żeby się zabawić? Oni będą mieli zabawę, a ja przeżyję orgazm. Jebać to. Robię to. Wchodzę w to, całą sobą. Zaczęłam się poruszać po scenie. Odstawiłam taki pokaz, że szczęki to im zaczęły wiązać buty. Wydobyłam z siebie tyle gracji i tańca, ile umiałam. Podeszłam do tego przystojniaka w jury, postawiłam stopę w szpilce na stole tuż przy nim i rypałam się palcami, ile miałam sił.

    W końcu czułam, że zbliża się upragniona nagroda. Wycofałam się na środek sceny i klęknęłam w rozkroku. Orgazm powali mnie na plecy i będę płynęła w rozkoszy. Niech się dzieje wszystko, byle przeżyć te cudowne spazmy.

    I już prawie byłam na szczycie, kiedy nagle ktoś silny złapał mnie za ramiona i wykręcił mi ręce za plecy. Nie! Proszę! Przecież zaraz skończę! Kuuuuurwaa!

    Rozbrzmiały potwornie głośne brawa, a ja byłam wyprowadzana ze sceny. Ostatnim rzutem oka w kierunku jury, zobaczyłam uniesione tabliczki z numerami 10, 9, 10.

    Jakiś drab wepchnął mnie do pomieszczenia i przykuł mnie do ściany. Ochroniarz wsadził mi ręce i nogi  w obręcze tkwiące w ceglanej ścianie. Stałam teraz przy niej z wyciągniętymi rękoma i nogami tworząc kształt “X”.

    Po chwili podeszła do mnie babka od “wyprowadzania”.

    – Wow, Barbie! Na orgazm trzeba sobie zasłużyć! Wygraj w finale, a poruchasz sobie za wszystkie czasy. Obiecuję Ci to. Jak podejdziesz do następnej konkurencji z takim zapałem, to masz duże szanse… hihihihi…

    Byłam wkurwiona. I zrozpaczona. Rozgoryczona. No kuźwa… stygłam. Znowu stygłam. Opuściłam głowę na dół i zobaczyłam swoje ciało. Odstające sutki rozpalonych piersi. Drgające jeszcze wargi sromowe. Spocony brzuch i nogi. Stopy układające się w kształcie seksownych sandałków. I te wszystkie śmieszne różowe falbanki, którymi byłam przystrojona. Kim ja się stałam? Próbowałam się jakoś oswoić ze swoją zdzirowatością. A trwało to całe wieki. Przynajmniej tak mi się zdawało…

    Drugą konkurencją było robienie loda. Na scenie ustawiono pięć siedzisk, na których siedzieli jacyś mężczyźni. Wszystkie kandydatki wprowadzono na scenę naraz, ale w kajdankach na nadgarstkach. Tymi kajdankami przypinano ręce dziewczyn do siedzisk, tak by służyły jedynie do masowania jąder i fiutów. Zadanie było proste. Trzeba było jak najszybciej doprowadzić delikwenta do orgazmu. Pierwsza, która tego dokona wygrywa konkurencję i przechodzi do finału.

    Żeby wygrać orgazm, ten koleś przede mną musiał się spuścić na mój ryj jako pierwszy. Pogodziłam się ze zdzirowatością. Wygram to.

    Czas start!

    Ruszyłam do ataku. Rozpięłam rozporek i wyciągnęłam takiego flaka, że prawie się załamałam. Dobra, Majka, do roboty! Zaczęłam masować, oblizywać, drapać jajka. Ułożyłam się też w najbardziej wyuzdanej pozycji, jakiej się tylko dało w moim położeniu. Wypięłam tyłek ku górze, plecy w łuk, tak żeby gościu widział moje krągłe wyeksponowane pośladki. Koniecznie nóżki szeroko w rozkroku, może typ ma fetysz szpilek.

    Cholera, zadziałało. Stanął maszt, to ruszamy w rejs. Łyknęłam. Głęboko. Zakrztusiłam się, ale nic to… przytrzymałam. Zasiorbałam, splunęłam i pocisnęłam z koksem. Pomagałam sobie dłońmi, waląc mu trochę konia. Nie powstrzymywałam się przed niczym. Oblizywałam mu napletka, wpychałam język w jego cewkę. Raz cisnęłam bardzo szybko, a raz powoli i zmysłowo. Wszędzie wokół było słychać męskie jęki i sapanie.

    Koleś nagle wstał, zmuszając mnie do odsunięcia się od siedziska na tyle, na ile pozwalały mi wyprostowane ramiona, i krzyknął:

    – Kurwa! Nie wytrzymam! – Wtem wyciągnął kutasa z moich ust i spuścił się na moją twarz potężną erupcją mlecznej posoki. Wytarł swój instrument o moje włosy, a następnie chowając go wykrzyknął w stronę publiki:

    – Nie ma co, ta suka jest tak dobra, że zasługuje na wejście do finału! Gratulacje dla Mai!

    Byłam zalana spermą. Miałam wyjebane w brawa.

    – Zdejmuj buty. – Dostałam polecenie przed wejściem do następnej sali, gdzie miał odbyć się finał. Posłusznie ściągnęłam sandałki i stanęłam bosymi stopami na betonie.

    – Wszystkie ruchy dozwolone. Wejdź, walcz, przetrwaj, wygraj… a ten wieczór będzie twój. Powodzenia, barbie. – Ochroniarz przypiął mi łańcuch do obroży i pociągnął za sobą. Szłam długim korytarzem najpierw zbudowanym ze zwykłych ścian, ale potem już po wejściu do sali korytarz tworzyli rozentuzjazmowani ludzie. Podczas mojego pochodu wśród ogólnej wrzawy słyszałam głos komentatora:

    – Droga publiczności! W lewym narożniku… stanie do walki, przeseksowna, przedzika, urocza barbieszmata! MAJA MIAŻDŻYJAJA!

    Hałas. Harmider. Huk śmiechu. Wiwaty. Potężna fala dźwięku uderzała we mnie, a ja próbowałam zorientować się w sytuacji. Miałam walczyć. Miałam stoczyć z kimś pojedynek.

    Wepchnięto mnie na arenę.

    – A w prawym narożniku! Poznajcie rozjuszonego, cholernie napalonego, sukinkota! Oto KAROL PENETRATOR!

    Naprzeciw mnie stanął mężczyzna średniej postury. Miał czarne skórzane kajdany na kostkach nóg i nadgarstkach. Uprząż w kształcie X na umięśnionej klacie. Obrożę podobną do mojej, ale chyba większą i cięższą. Maskę w kształcie psiego kagańca. Oraz gruby skórzany pierścień ściskający wielkiego nabrzmiałego kutasa i jajeczka.

    Koleś był bardzo rozochocony, a ja totalnie przerażona. Nie miałam przecież absolutnie żadnych szans.

    Zabrzmiał dźwięk dzwonu i rozpoczęła się walka. Pff, to nie była walka, to był knockout. Typ zaszarżował na mnie. Albo nie wiedział, co to jest show, albo bardzo chciało mu się ruchać. Próbowałam uciekać, uskoczyć, ale koleś szybko zmniejszył dystans. Chciałam go kopnąć w jego najczulsze miejsce, ale złapał moją nogę i sprowadził mnie do parteru. Leżąc próbowałam się bronić nogami. To był najprawdziwszy gwałt na oczach tych wszystkich pojebanych ludzi. Szybko traciłam siły, coraz słabiej się broniłam. Karol bez zbędnych ceregieli wsadził mi i zaczął posuwać. W miarę jak czułam znów to ciepło w podbrzuszu, wiedziałam, że mój orgazm ulatuje w cholerę. Przegrałam z obficie obspermioną twarzą.

    – Karol Penetrator znokautował Majkę Cipodajkę. – Usłyszałam tylko, jak ochroniarz wyciągał mnie z areny.

    Postawiono mnie na czworaka. Ściągnięto ze mnie wszystkie różowe falbanki. Założono mi czarne skórzane kajdany na ręce i nogi, oraz pas cnoty. Metalowy, bardzo ciasny. Wpijający się w moje krocze, podbrzusze oraz rów tyłka. Kazano mi zostać na czworaka, przypięto łańcuch do obroży i tak poprowadzono do kolejnej sali.

    A tam odbywała się impreza. Dużo żarcia, dużo alkoholu. Kelnerkami były dziewczyny, które przegrały poprzednie konkurencje. Wszystkie były nagie i na bosaka. Na kostkach nóg miały czarne skórzane kajdany. Ręce były unieruchomione za plecami specjalnym rękawem. Pod piersiami zaś była umocowana taca, paskami do klatki piersiowej i na szyję. Majki usługiwały eleganckim mężczyznom ubranym na galowo oraz kobietom ubranym w przepiękne, cholernie drogie suknie i sukienki.

    Dostałam rozkaz. Miałam robić wszystko co sobie tylko zażyczą goście. Nie wolno mi było wstać – mogłam leżeć, chodzić na czworaka lub na kolanach. To był długi wieczór. Ci ludzie byli bezwzględni.

    Co chwilę musiałam robić loda, trzepać konia dłońmi, stopami albo nawet wszystko to jednocześnie. Kobiety podnosiły suknie, żebym robiła im minetki. Albo podsuwały stopy w sandałkach, żebym je lizała. Wszystkim lizałam buty. Moim zadaniem było też “zmywanie” podłogi, czyli musiałam zlizać cokolwiek znalazło się na podłodze – plamy spermy, kawałki jedzenia, kałuże rozlanych napitków, spluniętą specjalnie ślinę gości. Wszystko to było obrzydliwe na tyle, że mój mózg po prostu się wyłączył i robiłam wszystko machinalnie ze łzami w oczach.

    Impreza skończyła się o północy. Ściągnięto mi pas cnoty, kajdany i dosłownie wyrzucono mnie z budynku. Leżąc w błocie oberwałam jeszcze po głowie kluczami od auta.

    Byłam rozwalona psychicznie. Łkałam czując, że jestem niczym, skoro można mnie tak traktować. Byłam pewna, że nie wytrzymam całego miesiąca takich “zabaw”. To był dopiero drugi dzień. Obiecałam sobie, że się nie dam. Spróbuję wytrzymać ten miesiąc, a po wszystkim znajdę sposób by dokopać Partii. Będę jeździła po prasach, radiach i telewizjach i będę rozpowiadała o wszystkim co tu się wyprawia. Łamanie praw człowieka, nieludzkie traktowanie…

    Rozdzwoniła się moja obroża. Cholerne maile… wstałam i ruszyłam do mojego auta, wyjąc tą syreną przez pół miasta. W aucie wyjęłam telefon ze schowka, zatwierdziłam zadanie i wróciłam do domu.

    Standardowe kąpanko, suszenie się, kolacja i czytanie maila. Oto treść:

    “Pani Maja %^&(*#$ska,

    Zadanie nr 3:

    Dzień (03.czerwiec):

    Treść zadania głównego:

    A. Rano: Śniadanie zjeść prosto z podłogi w kuchni.

    B. Odebrać paczkę z urzędu pocztowego i udać się z nią pod niżej wskazany adres:

    [TU ZNAJDOWAŁ SIĘ ADRES]

    Przekazać paczkę urzędującej tam osobie. Na miejscu poddać się wszystkim instrukcjom.

    C. Po wizycie w powyższym miejscu wrócić do domu. Otworzyć karton nr 2 i założyć na siebie wszystko, co tam jest. Potem wyjść przed furtkę swojej posesji i oczekiwać w takiej oto pozycji:

    Klęknąć na kolanach, szeroko rozstawiając je na boki. Palce u stóp prostopadle do ziemi. Ręce na karku. Nie wolno siadać ani krzyżować nóg. Nie zdejmować rąk z karku. Cierpliwie czekać.

    Z poważaniem.”

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    LoliPan
  • Sandaly

    Na lotnisku było nieznośnie upalnie. Czekanie przed terminalem było jak przystanek na Saharze. Z tym, że tam mogłeś pogodzić się ze swoim losem, schludność stawiana była na swoim miejscu, a towarzystwo wielbłądów wydawało się ciekawszym towarzystwem niż grupa lotniskowych taksiarzy. Należało mieć nadzieję, że jej samolot nie spóźni się za bardzo a moje ciało nie popłynie w niemiły sposób w tym czarnym podkoszulku (tak, lubię go. Może jest to nad wyraz określenie ale nadaje nieco włoskiego sznytu… przynajmniej w moich oczach). Świeżo od fryzjera, kwiaty w dłoni. Jasne spodnie kupione dzień wcześniej, dla kontrastu. Kurczę, nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie zależało mi na swoim wyglądzie. Ale chciałem jej się podobać. Bardzo. Z zadumy nad własnym wyglądem (do narcyza mi daleko) wyrwały mnie wibracje w kieszeni. Nie lubię dźwięków telefonów. Wibracje nadają wszystkiemu znacznie intymniejszy wyraz. Te znałem już na pamięć. Dwa, krótkie intensywne impulsy „Wylądowałyśmy. Mam nadzieję, że odprawa szybko pójdzie”. Ja też! Przed wejściem zaczęła zbierać się coraz większa liczba osób. Rodzin. Znajomych. Podobnie jak ja zakochanych ludzi. Kiedy w końcu drzwi się otworzyły i zaczęli wychodzić opaleni turyści, krzycząc łamanymi włoskimi pozdrowieniami wiedziałem, że tylko kilka chwil dzieli mnie od niej. Trema! Jak ona zjada. Schowałem się lekko z boku, obserwując z cienia kto wychodzi. Hmmm. A jeśli jej nie poznam? W końcu tyle się nie widzieliśmy. Tłum gęstniał a ja coraz mniej widziałem. Ponowne, dwa krótkie impulsy „Gdzie jesteś?” Nabrałem oddechu i zacząłem taranować tłum przy wejściu. Uwagę moją zwróciła niepasująca do tłumu postać. Długi czerwony kombinezon wyraźnie odcinał się od wakacyjnego motłochu. W dodatku te kaskadami opadające na dół pleców włosy. Odwróciła się lekko bokiem odsłaniając łagodną linię swojej twarzy. Te usta! Ich nie da się nigdy zapomnieć. Przeciskając się w końcu zbliżyłem się na tyle by poczuć zapach jej opalonej skóry. Uśmiechnęła się niepewnie, chyba nie do końca zdając sobie sprawę co to za chłopak i co od niej chce… w dodatku z kwiatkiem? Pocałunek w policzek rozwiał wszystkie nasze wątpliwości. Czemu policzek? Sąsiedztwo koleżanki nie do końca pozwalało abyśmy znów poczuli się sobą. Szybka wymiana zdań na przywitanie i zarezerwowane tylko dla naszej dwójki spojrzenia. Czas jechać do domu…
    Pomijając wątek podróży, gdzie odwiedziliśmy całkiem sporo miast po drodze (a miało być bezpośrednio) dotarliśmy do mnie. Tutaj powściągliwość nie miała już sensu i od razu wpadliśmy w miłosny uścisk pełen pocałunków, pieszczot i uśmiechów. Boże jak ona potrafi się uśmiechać i to spojrzenie, które za każdym razem rozbija mnie na miliony atomów. Miłosne napięcie i atmosfera stawała się z każdą minutą coraz większa i elektryzująca, a my rozkoszowaliśmy się przeciąganiem tych chwil w nieskończoność. Chciałem zrobić coś co zapamięta. Planowałem to jeszcze przed jej przyjazdem. Chciałem w końcu pokazać siebie w sposób, który bardzo chciałem by zobaczyła. Fantazjowaliśmy o tym. Kiedy leżąc na kanapie oddawała się muzyce ja zakradłem się do łazienki spełniając swój plan.. i marzenie. Pochyliłem się nad jej ustami, lekko całując i schodząc na szyje. Tak byłem na kolanach. Nagi..choć nie do końca. Chwilę jej zajęło nim zorientowała się, że moją szyję jak i nadgarstki i kostki zdobią skórzane opaski. Byłem w obroży, przed kobietą moich marzeń. Sen stawał się rzeczywistością.
    -„nie ruszaj się stąd” jej głos był stanowczy, niemal metaliczny. Jej łagodny ton gdzieś uleciał a zamiast tego pojawiło się jej drugie oblicze, które tak pragnąłem poznać. Posłusznie skuliłem się na środku dywanu, oddając dźwiękom jej krzątaniny w łazience. Chciałem się tam zakraść, podglądać, przekonać się co robi, ale ton jej głosu nie pozwalał mi wykonać żadnego ruchu. Zamknąłem oczy, by wyostrzyć słuch. Usłyszałem stukot obcasów. Oh. Idzie do mnie… Usiadła naprzeciwko tak stawiając stopy przed moimi dłońmi. Miałem mocno pochyloną głowę. Wystarczająco by widzieć wyłącznie jej stopy. Ale widok bynajmniej nie był godny pożałowania. Spod jej czarnych pończoch prześwitywał czerwony lakier jej paznokci. Całość dopełniały skórzane pasy jej sandałów na wysokim obcasie. Czułem intensywny zapach ich skóry, były tuż na wyciągnięcie języka. Pragnąłem by rzuciła mi komendę, tak bym mógł zatopić się ustami w jej stopach. Liżąc je i całując.
    -„hmmm… jak byłam we Włoszech bardzo chciałeś wiedzieć co robię tak? Lubisz słuchać jak spotykam się na randki z innymi?” Poczułem jak grunt usuwa się spod moich nóg, a krew zaczyna bardziej pulsować.
    -„Pamiętasz jak mówiłam, że idę na spotkanie? Chcesz posłuchać co było dalej?” Boże, nie, nie chce wiedzieć, błagam nie każ mi tego słuchać!
    -„Tak Pani. Chcę wiedzieć” Ponownie usłyszałem wibracje. Tym razem nie były to dwa krótkie impulsy, a jeden bardzo długi, coraz dłuższy w dodatku zbliżał się do jej nóg.
    -„Po drinku poszliśmy na długi spacer. Cóż mogę powiedzieć… kiepsko całował” Ohhhhh, w mojej głowie wybuchła petarda. Czułem jak dłonie zaczynają mi drżeć, a nad oddechem tracę kontrolę „Chcesz wiedzieć więcej?” Nie, skończ już to! Nie chce! Nie nie nie!
    -„Tak Pani. Błagam. Opowiedz mi. Ze szczegółami” Usłyszałem jak westchnęła… z podniecenia. Dźwięk wibracji stawał się coraz bardziej rotacyjny „W jednej z uliczek on… oparł mnie o ścianę i zaczał pieścić moje piersi. Nie broniłam się. Nawet mi się to podobało i wiesz co…” wtedy podniosła moją twarz do góry. Zobaczyłem jej boskie oblicze. Jej łagodne usta w krwistoczerwonej odsłonie seksownej szminki, koronkowym body i małym wibratorem miedzy udami, które opinały pończochy „… miałam na sobie wtedy te same czarne sandały. A teraz je liż!”
    Ta noc jeszcze długo trwała. Ale jej smaku… a także zapachu i smaku jej sandałów nie zapomnę już nigdy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan brzechwa
  • Tesciowa 3

    Było sobotnie popołudnie, właśnie w tą sobotę miałem teściowa wraz z jej córka zawieść na osiemnaste urodziny do syna jej przyjaciółki. Umówiony bylem z nimi że przyjadę po nie około 16. A więc tak jak obiecałem tak zrobiłem i przed 16 byłem u Teściowej pod blokiem. Zaparkowałem auto podszedłem do klatki wklepałem kod w domofon i wszedłem na górę, złapałem za klamkę drzwi jak zwykle były otwarte a więc wszedłem do środka. I oniemiałem a kutas od razu mi stanął. W przedpokoju stała do mnie tyłem Jadzia, miała na sobie biały stanik białe figi które wyglądały jak stringi, na środku pasek materiału a na bokach prześwitująca siateczka oraz beżowe cienkie rajstopy. Jej pupa wyglądała w tym zestawie obłędnie, a ja w głowie miałem tylko kochać się z ni tu i teraz, lecz niestety było to nie realne i nie możliwe gdyż była nami córka mej teściowej. Jadzia szybko aby córka nic nie podejrzewa szybko poszła do łazienki aby po kilku chwilach wyjść do nas w żółtej sukience dopasowanej na górze z lekkim dekoltem, natomiast rozkloszowanej od pasa w dół sięgającej jej prawie do kolan. Niestety musiałem obejść się smakiem, a więc Jadzia ubrała buty i wszyscy wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta Jadzia do przodu obok mnie a jej córka z tyłu. Jadzia siadając na przednim fotelu podwinęła sukienkę tak do góry że widziałem praktycznie całe jej nogi nie ukrywam że był to piękny widok a w majtkach mych robiło się coraz ciaśniej w głowie kłębiły się tylko jedne myśli aby się kochać z nią  tu i teraz jak najszybciej wejść w nią, lecz wiedziałem doskonale że jest to teraz nierealne i niemożliwe.

    Droga minęła nam szybko i już po kilku minutach byliśmy na miejscu obydwie panie wysiadły udając się na imprezę w międzyczasie Jadzia powiedziała żebym czekał na telefon od nich kiedy zadzwoniła wtedy po nie przyjadę. A więc zawróciłem i pojechałem do domu cały czas myśląc o Jadzi. Po powrocie do domu nie mogłem wytrzymać zamknąłem. Się w łazience i zwaliłem se konia, myśląc cały czas o niej. Po wszystkim umyłem ręce i ptaka i wyszedłem, zasiadając przed tv i czekając na tel od Jadzi.

    Aż w końcu nadszedł ten moment i zadzwonił mi telefon była godzina około 23. Spojrzałem na telefon i tak to dzwoniła ona, odebrałem szybką rozmowa i czas było jechać. A więc szybko się ubrałem i pojechałem po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Zadzwoniłem do teściowej że jestem już, na co ona odpowiedziała ze dosłownie za 5 min przyjdą, żeby poczekał przy aucie. Tak też zrobiłem. Długi nie czekałem bo już dosłownie po chwili oby dwie Panie wyszły z imprezy i kierowały się w ma stronę, Olka poszła do tyłu natomiast Jadzia usiadła na przednim fotelu a więc obok mnie tym razem również podwijając sukienkę do góry pokazując swe seksowne nogi, dodatkowo siedziała w dość dużym rozkroku, moja wyobraź nie znowu zaczęła działać, chciałem się z nią kochać wejść w jej cipke coraz trudniej było mi się powstrzymać. Zerknąłem we wsteczne lusterko, Ola usnęła. A więc nie mogąc się powstrzymać położyłem swą dłoń na jej udzie i zacząłem delikatnie przesuwać w górę i dół gładząc dzięki temu jej uda. Wtedy Jadzia złapała mnie za dłoń przychyliła się do mnie i powiedziała, poczekaj coś wymyślimy i uśmiechnęła się. I tak trzymając rękę na idzie Jadzi droga szybko nam minęła i już po chwili parkowałem auto pod jej domem. Obudziliśmy Olkę i wspólnie weszliśmy do domu. Córka Jadzi szybko się rozebrała w pidżamę i położyła do łóżka, usypiając dosłownie po kilku minutach, zamknęliśmy drzwi od jej pokoju i oby dwoje poszliśmy na balkon zapalić fajkę. Usiedliśmy na krzesłach obok siebie odpaliliśmy papierosy i zaczęliśmy gadać w sumie to o wszystkim i o niczym. Jadzia była lekko podpita, a ja coraz bardziej nakręcony i podniecony. Az w końcu nie wytrzymałem i zacząłem ja głaskać delikatnie po nodze po jej udzie. Nie była mi dłużna i również położyła swą dłoń na mym udzie delikatnie poprzez jeansy je masując, delikatnie masowaliśmy swe uda palca a właściwie do pałając papierosy. Podobało mi się bardzo mi się podobało, chciałem więcej dużo więcej a w rozporku i majtkach robiło mi się coraz ciaśniej a mój kutas był już gotowy do działania. Skończyliśmy palić. Było godzina około 23.45 a więc na dworze było już ciemno, na dworze mało chodził a tak naprawdę żywej duszy nie było, przez ten czas gdy siedzieliśmy na balkonie przejechał tylko jeden samochód, dodatków balkon a właściwie jego około metrową barierka była z nieprzezroczystego szkła a więc praktycznie z dołu z ulicy nie było widać co się na nim dzieje.

    Jadzia wyszeptała do mnie Mam na Ciebie ochotę chce Cię poczuć znowu w sobie, ja odparłem iż również chce wejść w Ciebie. Odpowiedziała to super i przychyliła swą głowę do mojej i pocałowała mnie w usta, ale był to tylko mały buziak. Następnie zaczęła swymi rękoma dobierać się do mego paska oraz rozporka, po chwilce jedno i drugie było już odpięte. Wtedy Jadzia wstała stanęła przede mną złapała moje spodnie i szybkim zdecydowanym ruchem spowodowała że spodnie moje wylądowały na ziemi a ja siedziałem w bokserkach. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na długie pieszczoty czy też długa grę wstępna, w pokoju nie daleko balkonu spala córka Jadzi, która przecież mogła się obudzić. Wzięliśmy moje spodnie Jadzia złapał mnie za rękę i weszliśmy do pokoju, drzwi od dużego pokoju w którym byliśmy były zamykane na mały zamek, Jadzia je zamknęła, szyba w nich była mleczna a więc z korytarza nic nie było widać, drzwi balkonowe były otwarte na oścież, nie zapalaliśmy światła. Stanęliśmy na środku pokoju, prawie na środku. Zaczęliśmy się namiętnie całować a tak naprawdę namiętnie lizać nasze języku tańczyły w naszych ustach. W tym samym czasie złapałem za suwak na plecach Jadzi pociągnąłem go w dół, dzięki czemu jej sukienka bez problemu znalazła się na podłodze, po czym szybkim i sprawnym ruchem odpiąłem jej stanik uwalniając jej duże piersi ze sterczącymi sutkami, teraz ja podniosłem do góry ręce a Jadzia szybkim ruchem pozbawiła mnie koszulki, a następnie zerwała ze mnie me bokserki byłem nagusieńki, natomiast Jadzia jeszcze przez chwilę miała na sobie beżowe rajstopy oraz białe majteczki, le z długo to nie potrwało. Jadzia usiadła na kanapie a ja uklęknąłem przed nią i dość sprawnie a jednocześnie delikatnie aby ich nie podrzeć zdjąłem z jej pupy i nóżek rajstopy po czym Jadzia znowu wstała i zaczęliśmy znowu się lizać, ja macałem jej pupę przez materiał jej majtek natomiast ona dłoniom bawiła się, delikatnie waliła mego kutasa. Trwało to chwilę, po której to chwili zdjąłem jej majtki, stanęła ona w rozkroku a ja palcem zacząłem pobudzać jej łechtaczkę robiłem jej palcówkę, natomiast ona przestała się bawić mym kutasem abym za częściej nie doszedł. A ja cały czas masowałem jej cipke, palcem pocierając o jej łechtaczkę, podobało się jej delikatnie pojękiwała, aż po pewnym czasie powiedziała wejdź we mnie bo zaraz dojdę. Nie musiała mi dwa razy powtarzać. Byłem napalony i gotowy aby w nią wejść. Nie było ani czasu ani możliwości na szaleństwa a więc Jadzia oparła się rękoma o komendę na której stał telewizor wypięła w ma stronę swą pupę rozchylając przy okazji swe uda. A ja na celowałem swym kutasem w jej zarośnięta cipke. I od razu bez oporów i za hamowań  wzszedłem w nią, wsadziłem jej całego kutasa najgłębiej jak tylko dałem radę. Ruchałem ją od tyłu tak na maxa szybko i bez opamiętania aż moje klejnoty uderzały o jej pupę. Nie trwało to długo, byłem bardzo napalony  a więc już po chwili poczułem że za chwilę trysnę dojdę, i tak się stało poczułem ten moment, nadszedł orgazm trysnąłem w jej środek zalewając jej cipke od środka, lecz mimo to jeszcze nie przestawałem dalej ja popychając aż w końcu i ona doszła dostała orgazm, co było widać gdyż z trudem się powstrzymywała aby nie krzyknąć, mogłoby to obudzić młoda. Wiedząc że ona również doszła wyszedłem z niej a z jej cipki zaczęła wylewać się ma sperma. Jadzia odwróciła się do mnie dała mi soczystego buziaka w usta, ja się ubrałem i pojechałem do siebie do domu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michal Nowak
  • Novus ordo – Fragment 1

    – Wstań – nakazuję, przekładając szczotkę z lewej dłoni do prawej.

    Katerina nie patrzy na mnie. Wykonuje polecenie czysto mechanicznie.

    Chwytam ją mocno za nadgarstek, ale dbam, by ten uścisk nie był dla niej bolesny. Wciąż siedząc, prowadzę ją przed siebie. Chcę ją przełożyć przez kolano, ale w taki sposób, by jedną nogą ograniczać ruchy jej nóg. Kieruje mną wygoda. Źle się bije żonę, która wierzga nogami.

    Prowadzę Katerinę tak, by stanęła pomiędzy moimi nogami. Trzymam je lekko w rozkroku.

    – Ręce za plecy – wydaję kolejne polecenie, które ma mi ułatwić całe zadanie. Bicie żony, która się zasłania, też nie jest wygodne, ale przede wszystkim nie jest bezpieczne. W tym wszystkim pragnę nie zrobić jej krzywdy.

    Z początku brałem też pod uwagę inną opcję. Możliwa była inna pozycja. Zrezygnowałem z niej. Jestem tradycjonalistą. A przełożenie przez kolano wydaje mi się być najbardziej standardowe.

    Łapię za oby dwa nadgarstki żony jednocześnie. W ten sposób łączę z sobą jej ręce. Pochylam ją nieznacznie i nakazuję ugiąć kolana, niemal na nie paść. Sprawiam, by biodrami wspierała się na jednej mojej nodze, zaś drugą dociskam do jej ud. Siedzę bokiem, przez co jej tułowie spokojnie i wygodnie spoczywa na łóżku. Jej ręce wciąż trzymam w stalowym uścisku. W ten sposób odbieram jej każdą jedną możliwość ruchu. Katerina nie ma żadnej drogi ucieczki. Nie pozostawiłem żadnej furtki. Zrobiłem to celowo. Teraz jest zmuszona znieść każdy raz, który zamierzam jej wymierzyć. Protestować może jedynie słownie. Nie zakneblowałem jej ust, bo chcę mieć możliwość rozmawiania z nią.

    Z początku jest mi dziwnie. Nie nawykłem do używania jakichkolwiek narzędzi względem pośladków żony. Wcześniej tylko raz zdarzyło mi się wyjąć pasek ze spodni właśnie w tym celu. Uderzam więc niepewnie i niemocno. Bardziej na próbę. Za drugim razem robię to już pewniej i mocniej. Zerkam przy tym na Katerinę. Nie jest mi obojętna jej reakcja. Nie martwi mnie jednak to, że próbuje się podnieść. Kara powinna być trudna do zniesienia. Miałbym więc prawo do zmartwień dopiero wtedy, gdyby przyszło jej ją wytrwać bez żadnego trudu.

    Uderzam miarowo i niespiesznie. Metodycznie. Najpierw dwukrotnie w prawy pośladek, później w lewy. Przy uderzaniu w ten sam przerwa to jakieś dwie sekundy, podczas zmiany pośladka przerwa jest dłuższa, ale niewiele. Możliwe, że sięga pięciu. I zanim odezwę się do żony, staram się wejść w ten rytm. Nie chcę go zgubić.

    – Wiesz dlaczego cię biję? – pytam, ale wcale nie w przerwie. Wciąż uderzam dokładnie w taki sam sposób.

    Katerina milczy.

    – To było pytanie, więc odpowiedz – pouczam.

    Do moich uszu dobiega płacz i krótkie:

    – Tak.

    Szczerze mówiąc, spodziewałem się zdawkowości. Katerina zwykle jest bardzo wygadana, ale nigdy w takich momentach i nigdy na takie tematy, ale nie można ich pominąć. W moim obowiązku jest doprowadzenie żony do odpowiedniego myślenia. Musi sama dojść do poprawnego wniosku, wiedzieć za co jest karana i, że nie dzieje się tak bez powodu.

    – A więc dlaczego? – dopytuję, uderzając chyba już po raz piętnasty. I robię to w sposób na tyle wyważony, że niewiele te ciosy różnią się od tych, które mógłbym zadać nieuzbrojoną dłonią. Wiem jednak, że będzie ich znacznie więcej niż zazwyczaj. Tym razem lanie ma być naprawdę bolesne. Jestem przygotowany na najprawdziwszy szloch małżonki. A nawet na jej krzyki, prośby i błagania.

    Katerina milczy.

    – Więc jednak nie wiesz? – dopytuję i przyspieszam. – Jeśli nie wiesz, to znaczy jedynie, że uważasz swoje postępowanie za odpowiednie, a to z kolei oznacza, że lanie musi być jeszcze dotkliwsze, niż z początku planowałem, by było. Choćby po to, by raz na zawsze wybić ci takie postępowanie z głowy i przypomnieć jakie są fundamenty małżeństwa – wyjaśniam bijąc przy tym coraz szybciej, dbając o to, by każde kolejne uderzenie było mocniejsze od poprzedniego. Kończę wypowiedź, ale nie przestaję bić. Przytrzymuję żonę jeszcze mocniej, mając świadomość, że będzie się wyrywać i zmieniam taktykę. Tym razem biję naprzemiennie i bez żadnych przerw. Licząc przy tym w myślach.

    W miejscu, gdzie pośladki Kateriny nie są osłonione żadnym materiałem, dostrzegam wyraźne zaczerwienienie. Stopniowo przechodzi w bordo. Spodziewam się, że pod materiałem jest dokładnie tak samo. W liczeniu dochodzę do dziesięciu. Przekraczam tę liczbę. Staję przy czternastu, kiedy Katerina zaczyna wrzeszczeć. Nie wypowiada przy tym żadnych słów. Po prostu się drze, z pewnością zdzierając gardło.

    – Fundamentem każdego małżeństwa jest uległość żony, posłuszeństwo mężowi i troska męża oraz zapewnienie przez niego opieki żonie – wyjaśniam, wciąż trzymając szczotkę na pośladkach Kateriny. Kiedy podnoszę dłoń, moja żona zaczyna drżeć.

    – Proszę – szepcze błagalnie.

    – Żaden mąż nie ma obowiązku słuchania próśb nieposłusznej i butnej żony – stwierdzam i kontynuuję lanie. Tym razem pięciokrotnie uderzając w jedno i to samo miejsce.

    Katerina ponownie zaczyna wrzeszczeć, a w tym przypadku krzyk nie jest ani trochę pożądany. Wiadomym jest, że to specyficzny objaw buntu. Taki sprzeciw, jedyny, na który może sobie w obecnej sytuacji pozwolić kobieta. Na każdym szkoleniu przedmałżeńskim nauczają, by w razie mocnej przewiny, zbić szczególnie dotkliwie, a nie ma mocniejszej przewiny niż nieposłuszeństwo mężowi, które równe jest z podkopywaniem fundamentów małżeństwa. Przestrzegają, by nie zważać przy tym na wykrzyczane protesty, a jeśli takie nie umilkną aż do końca kary, należy ją ponowić, kiedy ślady zbledną lub, w razie potrzeby szybkiego działania, zbić w inne miejsce niż poprzednio. I choć w przypadku małżeńskiego karcenia preferuje się wymierzanie kary cielesnej głównie w pośladki, to nie wyklucza się bicia po udach, zarówno ich tyle jak i przodzie czy łydkach, choć w tym przypadku przestrzega się, by używać odpowiedniego narzędzia, takiego jak rózga. W szczególnych przypadkach istnieje też możliwość zastosowania innej kary cielesnej niż bicia, ale ja sam nigdy się na to nie zdecydowałem i nie zamierzam. Co najwyżej mogę postawić do kąta, nakazać klęczeć.

    – Zadam ci ponownie to samo pytanie. Czy wiesz za co cię biję? – zwracam się do żony po chwili przerwy. Odczekałem odpowiednią ilość czasu, by mogła się uspokoić. Podczas oczekiwania na odpowiedź, z uwagą przyglądam się jej pośladkom. Na jednym, zaraz przy materiale majtek dostrzegam mocno bordowy siniec, zaczynający przechodzić w fiolet.

    – Nie posłuchałam cię – odpowiada Katerina bardzo niewyraźnie, tak, że ledwie ją rozumiem.

    – Dlaczego to takie ważne, by żona słuchała męża? – akcentuje to pytanie mocnym klapsem. Tym razem korzystam z gołej dłoni.

    Szczotkę odłożyłem na łóżko. Zrobiłem to po to, by móc zsunąć majtki z pośladków żony. Muszę mieć wgląd w ich stan, by nie przesadzić. Zsuwam je powoli, bez nerwowości. Pośladki są mocno zaczerwienione, w niektórych miejscach wyraźnie sine, ale spokojnie zniosą jeszcze raz tyle ile otrzymały. Spodziewam się jednak, że tyle może nie wystarczyć, a wtedy konieczna będzie kontynuacja za kilka dni. Możliwe, że ta lekcja potrwa więcej niż dwie sesje. Myślę, że sięgnie czterech, ale przy tym zostanie przeprowadzona z taką skrupulatnością, że nigdy już nie będę musiał jej powtarzać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Twoja Odskocznia

    Jesteśmy bajkopisarzami. Piszemy bajki dla dorosłych.

    Zapraszamy na nasz profil.