Blog

  • Wyjazd niespodzianka z Jego perspektywy

    “Odbiorę Cię po pracy. Musimy pogadać” – ten krótki sms mógł w sumie oznaczać wszystko.

    Czekałaś więc pewnie przez tę ostatnią godzinę, która ciągnęła się coraz wolniej.

    “Jestem” – wysłałem Ci kolejnego smsa, czekając już trochę niecierpliwie oparty o samochód. Wychodzisz, śpiesznym krokiem idąc w moją stronę. Mimo uśmiechu widzę jednak trochę obaw… i dobrze. W końcu nie wiesz co dla Ciebie planuję.

    Kolejne zaskoczenie – gdy jesteś już blisko, nie witam się lecz otwieram tylne drzwi, niczym szofer. Ci jednak z reguły są uśmiechnięci, ja z kolei zdobywam się jedynie lekkie wzdechnięcie gdy wsiadasz.

    “Zadzwoń do męża, powiedz, że będziesz koło północy. Żadnych pytań. I niech lepiej zostawi Ci coś do jedzenia na kolację, bo raczej nic nie zjesz” – mówię zaraz po wejściu za fotel kierowcy.

    Ruszamy – ja się jednak nie odzywam, a radio pozostaje wyłączone. Zaczynasz rozumieć, że daję Ci czas na telefon. Szczerze mówiąc nawet nie interesuje mnie co mu mówisz – i tak przez najbliższe godziny będziesz po prostu zabawką do tortur. Tylko jeszcze tego nie wiesz…

    Gdy tylko kończysz rozmawiać, podaję Ci pudełko z przyczepioną kartką. Włączam radio, bo dobrze wiem,że będziesz potrzebować czasu.

    “Przez najbliższe godziny będziesz robić to co Ci każę. Jeżeli raz się zbuntujesz – wylądujesz w bagażniku. Jeżeli zbuntujesz się drugi raz – zostawię Cię na jakieś polnej drodze. Bez żalu. To nie jest czas na Twoje fochy.

    W pudełku znajdziesz korek analny, obrożę, zaciski na sutki. To na dobry początek.  

    Masz usiąśc wygodnie, rozebrać się z bielizny – masz być tylko w rozpiętej koszuli i spódnicy.

    Nie interesuje mnie co powiedzą inni kierowcy, będziemy na razie jechać przez miasto. Masz 15min na przygotowanie się.

    Pamiętaj – bez bielizny.

    Korek wsadż w tyłek, załóż obrożę, zaciski na piersi.

    I nie martw się tym stukaniem w bagażniku – to tylko skrzynka z narzędziami…”

    Nie widzę Twojej reakcji, muszę skupić się na drodze. Jesteś jednak na tyle wychowana, że nie odzywasz się póki ja czegoś nie powiem. A może to zaskoczenie odebrało Ci głos?

    W końcu zaczynasz się rozbierać – co tylko potwierdzają stanik i stringi rzucone na przedni fotel pasażera. Uśmiecham się, bo wiem, że rzuciłaś je tam specjalnie.

    “Brawo” – komentuję i kontynuuję – “nie oczekuj, że zabieram Cię do jakiegos hotelu czy coś. Pojedziemy trochę za miasto, pochodzimy trochę po polach i lasach. Tak, wiem, że nie jest za ciepło, ale to akurat nie moje zmartwienie”.

    Gdy odpowiada mi jedynie cisza dodaję:

    “Trochę jeszcze pojeździmy po mieście. Nie musisz świecić wszystkim cyckami, ale masz cały czas się masturbować. Nawet możesz dojść.” – instruuję.

    “A, załóż też to” – kończę i rzucam na tyle siedzenie cztery klamerki z kartką “na cipę”….

    Wiedziałem, że nie lubisz tych zacisków. A jednak, kiedy patrzyłem momentami w lusterko jak nieporadnie próbujesz zapiąć te klamerki pomyślałem, że należą Ci się obie rzeczy za brak logiki.

    Po co się tak wyginasz, wystarczyło zsunąć spódnicę geniuszu. No dobra, Twoja cipa, Twoja sprawa.

    Świetnie się też obserwuje to Twoje zmieszanie połączone z przyjemnością.

    Pozwolę Ci na trochę komfortu – później nie zaznasz go w ogóle.

    “Dobra, zdejmuj tę zaciski i klamerki – wiem przecież, że boli, ale musiałaś na wejściu sobie przypomnieć, że nie tylko o Twoją przyjemność tu chodzi. Zapnij bluzkę. Jedziemy zaraz za miasto, tam będziemy kontynuować. Wszystko ok w pracy?” – powiedziałem już bardziej przyjaznym tonem, chcąc zacząć rozmowę.

    Nie protestowałaś – chyba pasowała Ci chwila takiego luzu na normalną rozmowę. Minęło nam na niej kilkanaście minut, aż do zjazdu na stację benzynową tuż za Warszawą.

    “Muszę zatankować. Widzisz ten kosz przy wejściu do budynku? Weź swoją bieliznę – stringi do jednej ręki, stanik do drugiej – i wyrzuć ją tam. I nie chowaj tego co trzymasz przed ludźmi. Te rzeczy nie będą Ci potrzebne, a mąż na pewno kupi Ci coś nowego.” – powiedziałem jak gdyby nic, wysiadając i zostawiając Cię samą.

    “O, tak, dziękuję, proszę do pełna” – nie planowałem tego, ale skoro już się napatoczył facet z obsługi, a Ty jeszcze siedzisz w samochodzie, to nie mogę pominąć okazji żeby Ci utrudnić zadanie.

    Trzy litrowe butelki wody wystarczą. Jeszcze tylko paluszki, muszę mieć coś do przegryzienia. Dobra, rachunek i można iść.

    Hmm, facet nadal stoi przy samochodzie. Po co? Aaa, widzę ten jego lekki uśmiech i wpatrzone we mnie oczy. Nie zamieniam z nim ani słowa – i tak nic mądrego na temat tej sytuacji by nie powiedział.

    “I jak, widzę, że załatwione?” – pytam zadowolony.

    “Tak” – słyszę smutną odpowiedź wypowiedzianą pod nosem.

    “No weź się nie smuć, najlepsze przed Tobą. Albo w sumie przede mną…” – zaśmiałem się trochę z Ciebie szydząc.

    W głębi siebie jednak bardzo doceniłem, że to zrobiłaś, widziałem ile Cię to kosztowało. Nie sądziłem, że dasz radę, zamierzałem zaraz za stacją schować Cię w bagażniku, ale ok. Będzie jeszcze okazja.

    “Gdy tylko zjedziemy z ekspresówki, rozbierz się, ubrania połóż z przodu. Tu masz kajdanki” – podałem Ci dwie sztuki, trzymane dotychczas w schowku – “załóż je na ręce i kostki u nóg”.

    Kajdanki były twarde, tzn nie z łancuszkiem, ale metalowym segmentem pomiędzy nimi – były więc bardzo ciasne i nie zostawiały żadnej swobody ruchu.

    Koszula, spódnica, buty. Wszystko leżało już na przednim siedzeniu, co oznaczało, że siedzisz sobie totalnie naga z tyłu słyszałem dźwięk zakładanych kajdanek.

    “Dziękuję. Gwarantuję, że warto” – powiedziałem chcąc Cię nieco uspokoić.

    Kilkanaście minut ciszy, którą przerwał zjazd na mały leśny parking.

    “Spokojnie, nie wysiadamy tu. Muszę wziąć parę rzeczy z bagażnika” – powiedziałem wysiadając.

    Trochę tego jest… ale nie możesz wiedzieć o wszystkim. Lećmy z tą maską i kneblem.

    Otworzyłem drzwi od Twojej strony, ustawiłem Cię nieco bardziej plecami do siebie, zbywając Twój pytający wzrok. Założyłem Ci na głowę skórzaną maskę, z miejscem na usta i dziurkami na nos. Oczy jednakże byly zasłonięte. Idealnie. Dopiąłem jeszcze knebel duży knebel – nic nie poradzę, że lubię jak ociekasz śliną…

    Położyłem Cie na tylnich siedzeniach bokiem, podciągając nogi żebyś się zmieściła. Pięknie wypięłaś tyłek. Widzę, że cipka jest wilgotna – nie mogłem się powstrzymać, zanurzyłem w niej dwa palce, spokojnie i delikatnie, tak na próbę.

    Zerżnąłbym Cię, ale nie taki jest dzisiaj cel.

    Zapomniałem – powinny być w schowku. Są! Zamykam drzwi od strony Twojego tyłka, ale zaraz otwieram te po stronie głowy. Dobrze zainwestowałem pieniądze w tę maskę – małe otwory przy uszach pozwoliły założyć Ci sluchawki douszne.

    “Miłego” – to ostatnie słowo jakie usłyszałaś. Potem jedyny dźwięk jaki rozbrzmiewał w Twoich uszach to płynąca woda.

    Jechaliśmy tak dość długo – na tyle żebyś sama na pewno zgubiła orientację. Jesteś tak spokojna, że chyba nawet zasnęłaś. Cholera wie – wazne że już dojeżdżamy. Na szczęście o 21 jest już ciemno. I całkiem zimno. Dwie godziny zdecydowanie nam wystarczą, z powrotem na północ i tak się nie wyrobimy. Trudno, będzie czekał na Ciebie dłużej niż zaklada…

    Zatrzymaliśmy się.

    Co my tu mamy w tym bagażniku. To się przyda, to też. O, ta niepozorna linka też będzie ciekawa…

    Wyłączam muzykę. Otwieram drzwi od strony głowy, wyjmuję słuchawki z Twoich uszu.

    “Dobry wieczór, witam na ścieżce zdrowia” – mówię wyciągając Cię za samochodu. Chyba spałaś, ale nie jestem pewien. Nieważne.

    Stawiam Cię na nogi, zdejmuję z nich kajdanki. Możesz je w końcu rozłączyć, stanąć w rozkroku. Zdejmuję Ci teź knebel, przy okazji zerkajàc na obślinioną tapicerkę. Cóż nie tak miało być, ale moja wina.

    Odpinam też kajdanki na rękach, ale tylko po to by przerzucić Twoje ręce za plecy i śpiąc je znowu. Odchylam Twoją głowę do góry i powoli leję do Twoich ust wodę.

    Widać, że jesteś spragniona, więc na początku pijesz, ale dziwisz się kiedy woda wciąż leci, a Ty już nie możesz. Dławisz się, wtedy puszczam Twoją głowę, pozwalam Ci odkaszlnąć

    “No, to pobudka na za nami. Odepnę Ci teraz ręce. Do jednej ręki dam Ci torbę, za drugą rękę Cię złapię. Jeżeli upuścisz torbę, przywiąże ją do Twojej szyi, więc lepiej się przyłóż do tego” – mówię wkładając Ci w rękę dość ciężką torbę. Ciągnę Cię za drugą rękę i powoli posuwamy się do przodu. Swoją drogą te kamyki muszą sprawiać Ci trochę bólu sądzac po Twoich dość niepewnych krokach…

    Zauważyłem, że w oddali połyskuje na drodze duża kałuża. Świetnie, bardzo nam się zaraz przyda…

    To ja już zacząłem myśleć o kałuży, a Ty z tą torbą. Nienawidzę kiedy przerywasz mi w taki sposób – jedyny plus, że tylko Ty będziesz z tego powodu cierpieć. Łapię Cię za szyję, podcinam nogą, upadasz na tyłek, czując oczywiście kamienie.

    Boli? Na pewno, sądząc po Twoim krzyku.

    “Nie marudź” – mówię, otwierając torbę. Wyjmuję z niej linę, którą przewiązuję przez Twoją klatkę piersiową oraz szyję. Układam ją tak, by lekko podtrzymywała Twoje piersi. Związuję też z tyłu pleców Twoje ręce, dłonie są złożone i zwrócone palcami ku górze. Do tego “systemu” dopinam karabińczykami torbę – nie dość, że działa na szyję to jeszcze za moment będziesz czuć każdy staw w ręce – kara musi być.

    Zanim jednak Cię podniosę i pozwolę Ci poczuć ten ból – zdejmuję Ci maskę. Miałem to zrobić później – ale skoro już i tak straciłem trochę czasu na torbę, to minuta więcej mnie nie zbawi. I tak jedyne co zobaczysz kiedy Twoje oczy przywykną do lekkiego światła po tym czasie totalnej ciemności to las i polna droga.

    Dobra, maska do torby, aleeeee… przecież tu jeszcze jest Twoja koszula i spódnica. Spoglądam na Ciebie, pewnie widzisz, że coś knuję… ostatecznie decyduję, że to jeszcze nie ten moment.

    Pomagam Ci uklęknąć, zbierasz się z trudem przez ciężar torby.

    “Kilka kroków na kolanach Cię nie zbawi. Skoro jesteś taką księżniczką, że nie możesz jej nieść w ręce, ponoś ją w inny sposób” – mówię, czekając aż zaczniesz robić kolejne kroki. A wykonujesz je wolno. Za wolno. Nie mam nie wiadomo ile czasu.

    Podnoszę Cię za ramiona, stawiam na nogi, łapię brutalnie za plecy i wręcz ciągnę do przodu, nie dbając o to, że ledwo stawiasz kroki i że Twoje próby złapania oddechu wskazują na odcięcie tlenu. Dość szybko przechodzimy kilkadziesiąt metrów, po czym kładę Cię na trawie obok drogi. Torba razem z Tobą wylądowała na ziemi, pozwalając Ci złapać oddech.

    Widzę, że jeszcze pare sekund i byś odleciała – mimo to nie daję Ci długo odpocząć. Znów w górę, znów torba spełnia swoje zadanie, a my kierujemy się teraz bardziej w las, zostawiając drogę za sobą. Kolejne sekundy odmierzają czas do utraty przez Ciebie świadomości – wiem to, ale straciłem cierpliwość. Mam swój plan do wykonania, a Ty mi przeszkadzasz.

    Znów ziemia. Dłuższa przerwa. Odpinam od Ciebie torbę, wciąż jednak jesteś związana. Rozchylam Ci nogi i mocno uderzam otwartą dłonią w Twoją cipkę żeby Cię pobudzić. Na zmianę łapiesz oddech i… czy Ty płaczesz?

    No w końcu jakiś prezent dzisiaj od Ciebie dostałem…

    Wyjmuję kolejną linę – ciężką i długą. Zanim jednak jej użyję, stawiam Cię na nogi.

    “Pokaż co potrafisz. 5 przysiadów. Już” – chyba słyszysz tę szyderę, wiesz, że zdaję sobie sprawię, że nie utrzymasz równowagi. O dziwo – dwa się udało, dopiero trzeci to wywrotka na tyłek i plecy.

    “No cóż, trzech zabrakło, będzie więcej jeszcze śmieszniej” – odpowiadam, zostawiając Cię nieco przerażoną.

    “Proszę…” – słyszę.

    “Co powiedziałaś?” – dopytuję, nie wierząc, że się odezwałaś…

    “Proszę, nie” – I żebym ja jeszcze wiedział co takiego “nie”… nie mam nawet zamiaru dopytywać. Knebluję Cię ściskając mocno knebel tak, by sprawiał nie dyskomfort, a wręcz ból.

    Zostawiam Cię na chwilę, zajmując się rzeczami w torbie. Gdzie ja położyłem tę linę? Aaaa, pod tamtym drzewem.

    Chwytam Cię za włosy, pozwalam wstać, ale trzymam Ci głowę tak nisko, że idziesz grzecznie zgięta w nienaturalnej pozycji. Sadzam Cię w dość sporej odległości od drzewa od którego zmierzaliśmy.

    Jesteś plecami do mnie, nie masz więc pojęcia co robię, poza tym że coś kombinuję. A ja tymczasem obwiązuje pień drzewa liną… po to by w końcu podejść od tyłu i… rozwiązać w końcu Ci ręce, szyję i piersi. Słyszę jęk bólu i ulgi. Trwa to jednak krótko, nie mam czasu by pozwolić Ci rozprostować ręce. Twoją szyję, już mocno czerwoną przez nasze przygody, oplatam grubą liną, a Ty od razu panikujesz.

    “Spokojnie” – mówię do ucha, przytulając Cię od tyłu – “nie będę Cię wieszał, nie o to chodzi” – wolę od razu wyjaśnić, że nie takie zabawy mi dziś w głowie.

    “Pochyl się do nóg, postaraj się dosięgnąć palców u stóp. Nie musisz ich trzymać, ale zostań w tej pozycji na chwilę” – mówię. Czujesz, że robię coś z liną, która odgina Cię coraz bardziej do tyłu, ciągnąc za szyję.

    “Ok, możesz przestać.” – mówię, po czym łączę Twoje nogi w kostkach kajdankami, które znasz z samochodu.

    “To będzie coś łatwego. Masz do wykonania 20 brzuszków, nogi mają zostać na ziemi. Zaczynaj” – rozkazałem.

    To miało być proste ćwiczenie i raczej takie jest, wykonałaś je bez większych problemów mimo zmęczenia.

    Odwiązuję linę od drzewa, ale z kolei więcej jej staram się przewiązać przez Twoje ciało – jest gruba, więc nie jest to łatwe. Chyba nawet trudniejsze niż się spodziewałem. Finalnie część oplata szyję, część klatkę, przechodzi też pomiędzy Twoimi nogami – na pewno mocno drażniąc Twoją cipkę. Jej część nadal zostaje jednak na ziemi.

    Ech… miałem tu przywiązać jakiś konar… o, w sumie coś tu jest. Nie jest tak duży jak bym chciał, ale trochę przeszkadzać będzie.

    Podnoszę Cię na nogi. “Stój tak” – mówię i idę po torbę. Pakuję wszystkie rzeczy, wracam do Ciebie, obracam Cię w lewo.

    “Stamtąd przyszliśmy. Widzisz? Ogarniasz?” – pytam.

    “Tak” – odpowiadasz szeptem.

    “To teraz będziesz patrzeć na mnie jak stąd odchodzę. Pójdziesz za mną dopiero, gdy zgaszę latarkę, zrozumiałaś?”

    “Tak” – szept zdradzał emocje…a może to chłód sprawił te drgania?

    Odszedłem kilkadziesiąt metrów, upewniając się co jakiś czas, że wiem, gdzie jesteś. Zgasiłem latarkę, stanąłem tak żebyś mnie widziała.

    “Chodź tu” – krzyknąłem, a Ty zaczęłaś zmierzać w moją stronę, mając na sobie ciężki sznur i wlokąc jakieś drewno zaczepiające o co tylko popadnie.

    “Stój. Zamknij oczy. Otwórz. Idź” – padło kilka krótkich komend z mojej strony. Gdy zamknęłaś oczy, postanowiłem schować się za jednym z drzew, byś straciła punkt orientacyjny.

    Szłaś więc wciąż do przodu. Minęłaś mnie, chyba nie za bardzo to rejestrując, wychodząc w końcu na drogę.

    “Brawo” – usłyszałaś zza pleców, obracając się powoli.

    Podszedłem i zdjąłem z Ciebie sznur, posadziłem na chwilę na ziemi.

    “Wszystko ok? Już niebawem Cię wypuszczę. Jeszcze chwilę musisz wytrzymać” – powiedziałem, przytulając Cię. Wiedziałem, że wytrzymasz – chciałem Ci dać jednak chwilę oddechu. Spisałaś się. Czas więc zająć się finałem przygody w lesie i wykorzystać tę kałużę…

    Wstałem, wziąłem torbę i podszedłem do kałuży. “Chodź tu, na czworaka” – rozkazałem.

    Gdy podeszłaś do mnie, wyjąłem z torby Twoją koszulę i spódnicę.

    “Widzisz to? Pamiętasz jak rzuciłaś we mnie butem w samochodzie? To patrz” – powiedziałem rzucając Twoje ubrania do kałuży. I tak bym to zrobił, dałaś mi jednak argument, którego nie mogłem nie wykorzystać.

    “Wejdź do kałuży, wgnieć te rzeczy w błoto” – powiedziałem, po czym patrzyłem jak posłusznie klęczysz w kałuży wciskając koszulę coraz głębiej w mokrą ziemię. Popchnąłem Cie w pewnym momencie nogą, na tyle mocno żebyś cała wylądowała w wodzie.

    “To jeszcze Ty zostałaś do przerobienia” – powiedziałem, naciskając butem Twoje plecy i sprawiając, że cała obklejona jesteś błotem. Chyba najbardziej szkoda mi Twoich włosów. I tapicerki… o, to będziesz mogła wracać w bagażniku, tam jest folia, więc nic mi nie pobrudzisz.

    “Wstawaj, koniec kąpieli” – ten rozkaz chyba przyniósł Ci ulgę sądząc po tym jak szybko go wykonałaś.

    “Idziemy” – powiedziałem, zmierzając w stronę stojącego w oddali samochodu

    “Ale…” – usłyszałem niepewny głos…

    “Ubrania zostają tam gdzie są” – od razu odpowiedziałem. Nie chciałaś mnie zgubić, poszłaś więc grzecznie za mną.

    Ciekawe jak ten korek? On w sumie wciąż w Tobie tkwi… zajmę się nim później.

    Gdy otworzyłem bagażnik, rzuciłem Ci duży plażowy ręcznik.

    “Wytrzyj się na tyle, na ile potrafisz, twarz zwłaszcza. Zminimalizujmy szkody w samochodzie. Masz 3 minuty” – powiedziałem.

    Dałem Ci nawet 4. Zaraz potem, korzystając, że akurat klęknęłaś, chwyciłem za włosy i odgiąłem głowę.

    “Jeszcze punkt obowiązkowy” – powiedziałem, rozpinając spodnie i przykładając swojego penisa do Twoich ust.

    Gdy zrobiłaś co należało, znów wsiadłaś na tylne siedzenie. Za dobrze robisz loda żebym schował Cię w bagażniku. Gdy tylko wsiadłem za kierownicę, rzuciłem Ci jeszcze jedną siatkę, mówiąc – “Masz, ubierz to”.

    Bluza i spodnie dresowe. Nic nadzwyczajnego, ale chyba bym zgłupiał pozwalając Ci wejść do domu uwaloną w błocie i całą nagą. W sensie nie żeby mnie interesował Twój maż i jego “ale” – wolałem jednak żeby sąsiedzi nie wezwali do Was policji, bo całą relację szlag by trafił.

    Ruszyliśmy. Do wyjazdu na normalną drogę towarzyszyła nam tylko cisza.

    “Kim jesteś?” – przerwałem ją pytaniem.

    “Suką” – usłyszałem odpowiedź.

    “Nie. Kim jesteś?”

    “Kurwą.’

    “Nie. Kim jesteś?”

    “Szmatą?” – tu już słychać było pytanie.

    “Nie. Nigdy nie nazwę Cię żadnym z tych określeń. Musisz mieć jednak świadomość, że Twoje imię to dla mnie synonim wspaniałej kobiety, niesamowitej uległej oraz suki, kurwy i szmaty” – powiedziałem, chyba nieco Cię zaskakując.

    “Jak masz na imię?”

    “Agnieszka…” – padło już szeptem w odpowiedzi.

    Potem włączyłem radio, które towarzyszyło nam aż do przyjazdu pod dom. Nie przeszkadzałem Ci – przeżyłaś dużo, chciałem żebyś odpoczęła. Dojechaliśmy przed 2 w nocy. Dużo później niż północ.

    “Pobudka” – usłyszałaś, budząc się. Chciałaś już wysiąść, gdy złapałem Twoją rękę.

    “Jeszcze nie” – powiedziałem przyciągając Cię za nią i dając głęboki pocałunek.

    “Teraz pójdziesz do domu. Wykąpiesz się. Zjesz to, co dla Ciebie zostało. A potem pozwolisz spokojnie przelecieć Twoją cipkę swojemu mężowi. Musisz mu jakoś to wynagrodzić” – powiedziałem z uśmiechem.

    “Dziękuję” – usłyszałem, gdy wychodziłaś. Patrzyłem jeszcze na Ciebie jak wchodziłaś do klatki.

    “Kurwa. Zostawiłem korek” – powiedziałem do siebie kiedy zniknęłaś za drzwiami klatki.

    “Dobra, nie mój problem…” – skwitowałem pod nosem odjeżdżając…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka

    Opowiadanie pisane z kolegą poznanym na forum 

  • Wyjazd niespodzianka z Jej perspektywy

    Ciszę w pracy przerywa dźwięk telefonu. “Odbiorę Cię po pracy. Musimy pogadać”. Po takim smsie ostatnia godzina pracy dłuży się w nieskończoność.

    Wychodzę do Ciebie przed budynek. Czekasz przed samochodem. Bez przywitania otwierasz mi tylne drzwi. ‘Czemu nie przednie? Czemu się nie uśmiecha ani nie przywita? ‘ myśli krążyły w mojej głowie. Siadam na kanapie, Ty na fotelu kierowcy.

    Każesz mi zadzwonić do męża, że będę koło północy. Co tak długo będziemy robić? Będę Twoją przyjaciółką, albo kochanką? Czy znowu będziesz mnie traktować jak gumową lalkę, która ma spełniać Twoje zachcianki? Chociaż… po ostatniej kolacji z lasagna, chętnie bym to powtórzyła.

    Dajesz mi w milczeniu czas na poinformowanie męża. Szybki telefon, wszystko w porządku.

    Rzucasz mi na tył pudełko. Grozisz zamknięciem w bagażniku, lub zostawieniem gdzieś na polu. Zaczyna mi się podobać, podniecam się.

    W pudełku znajduję korek analny, obroża i zaciski na sutki. Trochę się boję, że znowu moje sutki będę nadwrażliwe na dotyk przez kilka dni, ale jednocześnie czuję, że jest mi coraz bardziej mokro.

    Chcesz żebym została bez bielizny, w samej rozpiętej koszuli i spódnicy. Ale jak to tak? W środku miasta? W dzień? Twoje milczenie i wzrok szybko przekonują mnie do tego pomysłu. Bieliznę rzucam na przedni fotel i czekam na dalsze rozkazy.

    Zgodnie z poleceniem wsadzam sobie korek w tyłek, obrożę na szyję. Z zaciskami się zastanawiam, ale znowu czuje na sobie Twój wzrok. Zakładam je mimo grymasu bólu na buźce. Odwracam głowę do tyłu, słyszę jakieś dźwięki z bagażnika. “Spokojnie, dowiesz się w swoim czasie jakie narzędzia tam wożę”.

     Każesz mi się zacząć masturbować, może być nawet z orgazmem. Jednocześnie rzucasz mi 4 klamerki z dopiskiem ” Na cipę”. Ale jak to mam sama założyć? Obleciał mnie strach, nigdy sama tego nie robiłam i nigdy aż 4 na raz. Ale postanowiłam spróbować, uniosłam biodra i zaczęłam się wyginać. Widziałam uśmiech na Twojej twarzy, musiałam zabawnie wyglądać przy tych akrobacjach. Ale w końcu się udało. Zaczęłam się pieścić. Miałam wrażenie, że wszyscy przechodnie i inni kierowcy się na mnie patrzą…

    Widziałam jak spoglądasz na mnie w lusterku i delikatnie się uśmiechasz. Nie chciałam się jednak poddawać i dawać Ci satysfakcji, lub powodu do zamknięcia w bagażniku.

    Chciałam też spróbować nowego doświadczenia. Jak to jest mieć aż 4 zaciski na cipce, które sama sobie muszę założyć? Chciałam wykorzystać okazję, kiedy jestem już podniecona, ale jeszcze nie zmęczona. Udało się! Wszystkie cztery zapięte.

    Za chwilę każesz mi je zdejmować. Z cipki i sutków. Byłam wściekła, po co się tyle męczyłam? Ale z drugiej strony, będzie to chwila odpoczynku. Zacząłeś jakąś rozmowę o pracy, ale w sumie było mi wszystko jedno co do mnie mówisz. Zastanawiałam się cały czas dokąd jedziemy i co planujesz, ale nie pytałam o to, bo i tak byś nie odpowiedział.

    Kazałeś zapiąć koszulę. Wjechaliśmy na stację benzynową. ‘To tylko tankowanie, czy to jest cel naszej podróży?’ – Myśli przerywają Twoje słowa, żebym bieliznę wyrzuciła do kosza przy wejściu, nie chowając jej w ogóle w dłoniach. Wysiadając z auta, widziałam jak ktoś obcy stoi przy naszym samochodzie. Miałam wrażenie, że wszystkie oczy się na mnie patrzą, chociaż tak na prawdę chyba nikogo tam nie było. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle kamer na stacji paliw, wydawały się wszystkie być skierowane w moja stronę. Wracając do samochodu, zauważyłam, że pan, który nam tankował paliwo stoi dalej w tym samym miejscu i odprowadza mnie wzrokiem aż do samych drzwi.

     “Gdy tylko zjedziemy z ekspresówki, rozbierz się, ubrania połóż z przodu. Tu masz kajdanki”. Ruszamy ze stacji z takimi słowami. Dalej znowu cisza. Wiedziałam, że takie kajdanki, bez łańcuszków, całe metalowe będą niewygodne, zwłaszcza w samochodzie. Po paru chwilach zjechaliśmy z trasy. Koszula, spódnica i buty wylądowały z przodu. Chciałam trafić na fotel pasażera, jeden but jednak spadł prosto na Twoje krocze.

    Założenie kajdanek nie było trudne. Trudniejsze było siedzenie z nimi w samochodzie. Zatrzymujemy się na jakimś parkingu. Wychodzisz do bagażnika, słyszę jak coś z niego wyciągasz, czegoś szukasz.

    Otworzyłeś moje drzwi, ale nie pozwoliłeś wysiąść, tylko obróciłeś mnie plecami do siebie.

    Kładziesz mnie na kanapie i nie możesz się powstrzymać, żeby nie dotknąć mojej cipki. Kilka delikatnych ruchów po czym słyszę jak szukać czegoś w schowku.

    Podchodzisz do drzwi przy których mam głowę, w uszy wkładasz mi słuchawki. Słyszę od razu dźwięki płynącej wody, pewnie zaraz zasnę. Próbowałam się skupić, jedyne co pamiętam, to moment ruszania. Później już się pogubiłam, nie wiedziałam czy jedziemy, stoimy, ani gdzie jesteśmy.

    Budzisz mnie słowami “Dobry wieczór, witam na ścieżce zdrowia”. Jakieś znowu ścieżce zdrowia? Mam tu z nim ćwiczyć? A może biegać dla jego uciechy?

    Wyciągasz mnie z samochodu. Nogi mam trochę zdrętwiałe. Zasłonięte oczy też nie pomagają stać w miejscu. Rozpiąłeś jednak oba kajdanki, mogę złapać równowagę i się trochę wyprostować. Z ust wyciągasz mi knebel, czuje na cyckach większe ilości śliny.

    Ręce znowu mi spinasz, na plecach, żebym nie mogła się w ogóle bronić. Szarpiesz za włosy, odchylając moja głowę do tyłu. Podajesz mi do ust wody. W końcu! Kilka godzin bez picia dało o sobie znać. Wzięłam kilka łyków, ale dalej nie przestawałeś lać wody. Czułam, że zaczynam się w niej topić. Dajesz mi chwile na złapanie oddechu i odkaszlnięcie.

    Uwalniasz moje ręce, tylko po to, żebym niosła za Ciebie torbę. Ciężką i niewygodną torbę dajesz mi w prawą rękę, a za lewą mnie ciągniesz za sobą. Jak mam za Tobą nadążyć na tych kamyczkach i z takim obciążeniem.

    Stanęłam stopą na jakiś ostry kamyk. Torba automatycznie wylądowała na ziemi…

    Widziałam w Twoich oczach złość. Wiedziałam, że teraz będzie mi jeszcze trudniej dotrzeć do celu. Ale chyba nie doceniłam Twojej pomysłowości. Przewracasz mnie tyłkiem na kamienie. Krzyki nie robią na Tobie wrażenia.

    Z torby, którą upuściłam wyciągasz linę. Kilka zgrabny ruchów i moje piersi są połączone węzłami z szyją i rękoma. No właśnie, wkręciłeś mi je do tyłu, tak, że palce mam zwrócone ku górze. Długo tak przecież nie wytrzymam. Do uprzęży zaczepiasz torbę. Linka naciska na szyję, ale pozwalasz mi odpocząć od maski. Zanim oczy przyzwyczaiły mi się do mroku, pomogłeś mi klęknąć.

    Chcesz, żebym z torbą na szyi, szła na kolanach po kamyczkach. Nie udaje mi się to. Szarpiesz mnie na proste nogi i ciągniesz za sobą.

    Wyglądam jakbym nie potrafiła chodzić. Nogi mi się plączą, ledwo łapię równowagę, czuje że za chwilę stracę przytomność. Przewracasz mnie na trawę, pozwalając odpocząć od kamieni i złapać oddech. Przerwa nie trwa jednak długo, znowu mnie podnosisz na proste nogi. Torba wydaje się być cięższa niż wcześniej, czuje jakby mnie bardziej dusiła. Znowu kilka szybkich kroków przed nami, znowu szarpanie za uprząż i kilka potknięć.

    Zaczynam już odlatywać, kiedy znowu robisz przerwę. Głęboki wdech. Odpinasz torbę, nic już nie naciska na szyję. Rozszerzasz mi nogi i czuję mocne uderzenie dłonią w cipkę. Na tyle mocne, że z oczu zaczynają płynąć mi łzy. Na Twojej twarzy widzę za to uśmiech, widzę że podobam Ci się taka zmęczona i ledwo żywa.

    Kolejne zadanie przede mną. 5 przysiadów. ‘Coo? W takim stanie mam robić przysiady?’. Próbuję. Dwa mi się ledwo udały, przy trzecim się przewróciłam. Znowu się szyderczo uśmiechasz.

    Próbuję Cię prosić o odpoczynek. Ale moje błagania tylko Cię bardziej podniecają. Nie pozwalasz mi nic więcej powiedzieć, wciskając w usta znowu knebel. Paski zaciskasz tak mocno, że od razu czuję ból.

    Znowu czegoś szukasz. Nie próbuję nawet Cię szukać wzrokiem. Podnosisz mnie na nogi, ale pochylasz do przodu. Mam iść za Tobą zgięta w pół z rękami na plecach. Prawie niewykonalne, ale na szczęście to tylko kilka kroków. Stanęliśmy pomiędzy drzewami. Szybko uwolniłeś moje piersi, szyję i ręce. Jęknęłam z bólu a zarazem ogromnej ulgi.

    Na szyi od razu czuję grubą linę. Zaczynam już panikować, chcę trochę pooddychać! Uspokajasz mnie jednak.

    Każesz tylko robić brzuszki, ale przed tym zapinasz mi kajdanki na nogach. Pierwsze brzuszki wykonuję bez problemu, ale za każdym skłonem czuję naprężającą się linę. Udało się z trudem zrobić wszystkie 20.

    Mam nadzieję, że to już koniec. Ty odwiązujesz linę od drzewa i znowu robisz z niej uprząż na moim ciele. Tym razem linę prowadzisz również między nogami, w taki sposób, żeby cały czas drażniły cipkę. Do końca liny przywiązujesz coś ciężkiego. Będę to musiała ciągnąć?

    Tłumaczysz że odejdziesz kilka metrów, zgasisz latarkę i będę musiała do Ciebie przyjść.

    Ledwo Cię dostrzegam, odszedłeś bardzo daleko, ale zaczynam iść powoli w Twoją stronę. Konar na końcu liny co chwilę się o coś zaczepia, szarpiąc moim ciałem do tyłu. Słyszę, że każesz mi zatrzymać i zamknąć oczy.

    Gdy je otwieram, Ciebie nie ma. Całe szczęście nie kazałeś mi się obracać, więc idę dalej przed siebie, na pewno na Ciebie trafię. Przeszłam chyba parę metrów za daleko, bo Twój głos słyszę za plecami.

    Uff, chwila przerwy, zdejmujesz ze mnie linę i pozwalasz odpocząć na trawie.

    Moje ubrania wrzucasz do kałuży i każesz mi je tam wdeptać na czworaka. Robię to bardzo niechętnie. W czym wrócę do domu? Czuję nagle Twój but na plecach, który mnie dociska w dół. Padam twarzą i cyckami w błoto. Dociskasz mnie jeszcze mocniej, aż prawie cała zanurzam się w brudnej wodzie. Tylko twarz z ledwością wystawiam na powierzchnię, żeby oddychać.

    Koniec kąpieli, wracamy do auta, otwierasz bagażnik. Przestraszyłam się, że będę musiała w nim wracać do domu. Ty jednak kazałeś mi się wytrzeć, po czym wyciągnąłeś penisa przed moja twarz.

    Starałam się zadowolić Ciebie jak najbardziej potrafię. Musiałam Ci się taka brudna podobać, skoro doszedłeś tak szybko w moich ustach. W nagrodę pozwoliłeś mi się ubrać w jakieś ubrania, które miałeś w samochodzie i siedzieć na kanapie a nie w bagażniku.

    Drogi do domu w ogóle nie pamiętam, zasnęłam od razu. Nie pamiętam czy o czymś rozmawialiśmy.

    Przed domem każesz mi iść do łazienki i zadowolić przed snem mojego męża.

    Otwierając drzwi do domu przypominam sobie, że cały czas mam korek analny. Ale przecież nie będę się wycinała dupą przed domem na ulicy, oddam Ci go na następnym spotkaniu. ..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka

    Opowiadanie pisane z mojej perspektywy

  • Bezwstydny Miesiac – Dzien 3: Zelazna Niewolnica

    Zaparkowałam auto na ulicy. Wzięłam w ręce niewielką owiniętą czarnym stretchem paczuszkę. Dosyć długo siedziałam jeszcze w aucie nie mogąc się zdobyć na odwagę. Mail skierował mnie na adres, pod którym mieścił się salon tatuażu i piercingu. Chcą coś zrobić z moim ciałem. Spojrzałam na siebie. Idealnie gładka skóra ma być w jakiś sposób naznaczona. No nic, Majka. Musisz tam pójść. Im dłużej będziesz się ociągać, tym dłużej będzie Cię to męczyć.

    Wyszłam z samochodu i podeszłam pod drzwi salonu. Duży haust powietrza i przekroczenie progu. Wraz z otwarciem drzwi odezwał się dzwoneczek. W pomieszczeniu nie było nikogo, ale po chwili pojawiła się pani tatuażystka. Widząc mnie zatrzymała się jak wryta, ale szybko się ogarnęła, mówiąc:

    – E, ja Cię pamiętam… na rynku cię widziałam. – Laska była wyższa ode mnie. Miała czerwone włosy zebrane w dwa ciasne koki po bokach głowy nad obficie zakolczykowanymi uszami. Była ubrana trochę jak gotka, albo jakaś metalówa, rockmenka czy coś takiego. Czarne obcisłe podarte na kolanach spodnie z nogawkami do połowy łydki, czarne kabaretki z dużymi oczkami, trampki, lekka bluzka na ramiączkach z rysunkiem czaszki. Tatuaże na ramionach i szyi. Kolczyki na prawej brwi, w uszach, w przegrodzie nosa, na języku i dolnej wardze.
    – Co cię do mnie sprowadza, słonko? – Oparła się o blat lady, za którą stanęła.

    – Mam paczkę dla pani. – Wzięła z zainteresowaniem. Rozerwała folię. – Uuuu, rządowa. – rzekła, otwierając kartonik i wyjmując z niego kartkę. Przez chwilę uważnie czytała mrucząc od czasu do czasu “aha”, “mhmm”, “dobra”. Co chwilę zaglądała do kartonu, jakby sprawdzając czy stan zgadza się z treścią kartki. “Hehe, to jest fajne” mruknęła do siebie parskając lekko śmiechem, a po chwili się skrzywiła “Ulala, a to… uuh, to jest paskudne”.

    – Dobra, księżniczko. Już wszystko wiem. – powiedziała stanowczo rzucając niedbale kartkę na ladę. Zabrała paczkę i gestem wskazała drzwi w głąb salonu. – Zapraszam do gabinetu. – dodała z uśmiechem.

    Muszę przyznać, że “gabinet” był stylowy. Ściany były pokryte zdjęciami i rysunkami różnych wymyślnych tatuaży, a dookoła stały gablotki z kolczykami. Jakieś szafki i pół-fotel pół-łóżko. Taka trochę kozetka, ale nie miałam skojarzeń ze szpitalem.

    – Siadaj proszę koleżanko. – Usłuchałam. – W ramach twojego miesiąca rząd ufundował ci kilka kolczyków. Będziemy kłuć sześć razy, kurwa wszędzie. Mówiąc to przygotowywała narzędzia. Nie bój się, większość jest fajna. Ten jeden jest taki trochę nieprzyjemny, ale nic na to nie poradzę. Specjalne życzenie Partii. – Wzruszyła ramionami. – Boleć może tylko trochę, bo się nad tobą zlitowali. – Mówiąc to, wyjęła z paczki flakonik z jakimś płynem. – To znieczulenie jest cholernie drogie. Mnie na takie rzeczy nie stać. Zaczynamy od noska, kochana. – Wskazała na kolczyk w kształcie małego pierścienia w swojej przegrodzie nosowej.

    Była szybka. Znieczulenie, igła, przebicie… rach ciach, przełożenie kolczyka i po sprawie. Poczułam tylko lekkie szczypnięcie. Kolczyk był nawet ładny. Pani tatuażystka miała taką zwykłą srebrną obręcz, a ja miałam złoty septum z wiszącym ozdobnikiem w kształcie trójkąta.

    – Dobra, teraz pępol. – Znów smarowanie znieczuleniem, igła, przebicie i już wisiał po chwili kolejny szmelc. Długi na 6 centymetrów kolczyk w postaci wiązki metalowych drucików z ozdobnymi kulkami.

    – Najłatwiejsze mamy za sobą. Teraz, kochana przejdziemy do poważniejszych spraw. –  Mówiąc to, nasmarowała mi płynem znieczulającym moje sutki. Podniosłam brwi do góry i otworzyłam usta ze zdziwienia. – Nie mogę się doczekać efektu. – Parsknęła.

    Pyk, pierwszy pierścień przeszedł przez sutek. Po chwili dołączył do niego drugi. Ale to nie był koniec. Laska wyjęła z kartonu dwa… dzwony. Nie dzwonki, dzwoneczki, tylko właśnie konkretne brązowe dzwony, przypominające buddyjskie. Były dosyć spore, chyba z pięć centymetrów średnicy. Zawiesiła je na pierścionkach tkwiących w moich sutkach i dopiero wtedy zaczęła zamykać ringi. Sorry, kochana, ale tego nie będziesz mogła zdjąć. Pokazała mi miniaturowy śrubokręt, jakiś niestandardowy rozmiar z unikalną końcówką. Nie do dostania normalnie w sklepie. Skręciła mi kolczyki, po czym odsunęła się, by z uśmiechem od ucha do ucha podziwiać swoje dzieło. Zabujała swoimi cyckami, jakby sugerując, że mam powtórzyć za nią. Znów poczułam to wstydliwe ciepło na twarzy, spojrzałam gdzieś w bok i niechętnie zatrzęsłam piersiami. Do naszych uszu dotarła ostra, długo rozpływająca się w powietrzu seria dźwięcznych uderzeń. Tatuażystka roześmiała się z całych sił.

    – Hahaaa, zajebiste! Ci to mają wyobraźnię, no nie mogę…

    Zaczęła się dalej krzątać po pomieszczeniu.

    – Połóż się, moja droga na pleckach. Nóżki na podpórki. Przesuń się bliżej do mnie. Każdy mój ruch wywoływał rozbrzmiewanie moich nowych dzwonów na cyckach. Nogi miałam szeroko rozstawione i uniesione na podpórkach. Laskę widziałam między nimi, tuż nad moją cipką. Tak coś czułam, że stamtąd też będzie mi coś dyndać. Bałam się okrutnie.

    – Ten kolczyk kochana będzie nieprzyjemny, będziesz czuła dyskomfort przez cały czas, dopóki ci go nie zdejmą. Wariacje horizontal hood i Fourchette stylizowane na zaczepy. To będziesz miała stale… – Zaczęła procedurę wbijania kolczyków. Po chwili na moim kapturku łechtaczki pojawiła się niewielka srebrna kosteczka, a na dolnym ujściu pochwy kolejna, ale trochę innego kształtu.

    – Dobrze. Już kłucia nie będzie, ale muszę ci jeszcze zamontować ten wsad. One są wymienne, i z pewnością będą ci go wymieniali co jakiś czas.

    Wsad rzeczywiście był nieprzyjemny. Wręcz sadystyczny, bym powiedziała. Był to podłużny, wygięty srebrny pręt od którego odchodziło prostopadle na boki kilka mniejszych pręcików. Kształtem przypominał trochę te stare anteny telewizyjne. Tatuażystka zaczepiła jeden koniec wsadu o kolczyk w mojej łechtaczce, po czym zaczęła wciskać go między moje wargi sromowe, po to by móc zahaczyć go o ten drugi kolczyk na dole pochwy. Gdy jej się to udało, skręciła wszystko razem tym samym małym śrubokręcikiem. Wsad był tak wyprofilowany by nie wypadł z mojego sromu, ani żebym nie zdołała go wyciągnąć. Był wygięty do środka i wchodził w moje wnętrze tyle, ile było miejsca. Pręty boczne zaś otwierały moje wargi szeroko na boki. A więc moja brzoskwinka była szeroko otwarta, a w środku świeciło posrebrzane, doskonale widoczne, żelastwo.

    A jak się czułam?

    Bardzo niekomfortowo. Jak miałam rozłożone nogi na boki, to czułam tylko, że coś mnie wypełnia w sromie, ale jak tylko wstałam to zaczęła się cała mieszanina różnych odczuć. Po pierwsze, moja łechtaczka była drażniona przez kolczyk i to było przyjemne. Ale ta przyjemność mieszała się w bólu, które powodowały mi wbijające się w moje wargi pręty wsadu. Czułam ogromny dyskomfort. Nie mogłam złączyć nóg, jak kobiecie przystało.

    – Czekaj, czekaj. Usłyszałam stojąc przy kozetce. Szeroko nogi. – Laska miała w rękach przezroczystą cienką rurkę z gwintem z jednej strony. Dopiero teraz zauważyłam, że główny pręt wsadu miał wywierconą dziurę mniej więcej w miejscu, gdzie znajdowała się moja dziurka do siusiania. I nagle zrozumiałam. Rurka miała 10 cm i była elastyczna. Idealnie zmieściła się w dziurze pręta oraz gładko, ale stanowczo weszła w moją cewkę moczową. Laska zakręciła rurką kilka razy wkręcając ją na gwint i dokręciła śrubokręcikiem śrubkę  z boku. Potem wyjęła z paczki coś w rodzaju małego dezodorantu i spryskała nim wszystkie moje nowe przekłucia. – To na szybsze gojenie. –  

    Na koniec wyjęła z paczki małą karteczkę, którą mi wręczyła. Potem się pożegnałyśmy.

    Przed drzwiami salonu na chodniku w środku miasta, pewna dziewczyna o imieniu Maja, stała sobie zupełnie nago. Z nosa wystawał kolczyk, z sutków zwisały dwa dzwony, z pępka długie druty, a w sromie świeciła klatka z wystającą na centymetr końcówką do sikania. Stała sobie niedaleko swojego auta, w szerokim rozkroku, żeby jej mniej bolało, i czytała sobie karteczkę.

    “Podczas oczekiwania przed swym domem proszę witać wszystkich mijających swą śpiewającą piersią”

    Zaparkowałam auto na podjeździe i poszłam do domu. Nie mogłam iść normalnie, chodzenie sprawiało mi trudność. Kroki musiałam stawiać szeroko, jak jakaś chłopczyca. W domu pokusiłam się o próbę zdjęcia tego cholerstwa między moimi udami, oczywiście nie miałam szans. Odpuściłam. Zjadłam coś, a potem zabrałam się za otwieranie kartonu nr 2.

    W środku znajdowały się szerokie na 5 cm metalowe kajdany na nogi i ręce, metalowy otwarty knebel oraz kłódki do tego wszystkiego. Nie było żadnych kluczy, więc jak to założę to na amen.

    No nic, Partia pragnie, obywatel robi.

    Najpierw założyłam kajdany. Ciężkie obręcze otoczyły moje kostki u nóg. Klik, zamknęłam kłódki. To samo z nadgarstkami. Teraz knebel. Duży metalowy pierścień rozdziawił mi szeroko buzię. Zapięłam paski z tyłu głowy i zamknęłam kłódkę. Tyle.

    Podeszłam do lustra, żeby się sobie przyjrzeć. Ależ wyglądałam dziwnie. Tyle żelastwa pokrywało moje ciało. W odbiciu widziałam karykaturę samej siebie. Rozdziawiona gęba z zaczynającym się ślinotokiem. Wyraźnie widoczne kolczyki w intymnych miejscach i skórzane kajdany na kończynach. Och, jak ja nisko upadłam.

    Czemu czuję podniecenie? Jeszcze ten kolczyk w łechtaczce męczący mnie przy każdym najmniejszym nawet ruchu nogami.

    Pokracznym krokiem wyszłam z domu, przed furtkę i ustawiłam się w pozycji podanej w mailu. Dom mój znajdował się blisko głównej drogi asfaltowej, a furtka wychodziła od razu na chodnik.

    Klęczałam na kolanach szeroko rozłożonych nóg, z rękoma założonymi za głową. I czekałam. Telefon miałam położony obok na chodniku. Jak ktoś przechodził to machałam cyckami na lewo i prawo, by wydobył się dźwięk dzwonów. Było to strasznie upokarzające. Ludzie patrzyli na mnie, jakbym uciekła z wariatkowa.

    W pewnym momencie z rurki moczowej pociekł strumyk żółtej cieczy. Nie miałam żadnej kontroli nad moczem. Jak się nazbierało, to leciało od razu na zewnątrz. Zalałam tym samym chodnik i swoje kolana. Z buzi lała się obficie ślina. Leciała mi po brodzie i skapywała na piersi albo spływała po brzuszku, dążąc do mojej cipy. Było po południu, słońce grzało mocno, nie było ani jednej chmury na niebie. A ja nie stałam w cieniu. Byłam spocona od stóp do głów. Moja skóra świeciła się od potu z daleka.

    W końcu podjechała jakaś ubłocona furgonetka. Wyszedł z niej jakiś wieśniak. Wielki drab, pomarszczony ze zwichrowanymi słomianymi włosami wystającymi spod czapki. Był ubrany w dżinsowe ogrodniczki z długimi nogawkami założone na gołą klatę i gumofilce. Podszedł do mnie z łańcuchem i bez żadnych ceregieli przypiął mi go do obroży. Zgarnął telefon. Pociągnął, zachwiałam się, upadłam na czworaka i ruszyłam. Próbowałam się podnieść, ale facet był silny, w ogóle nie delikatny i od razu wrzucił mnie na pakę. Przy samej kabinie pojazdu stała niewielka klatka, do której mnie wcisnął na siłę. Miałam zgiętą głowę, nogi podkurczone przy brodzie. Tak ciasno było w tej klatce. Czułam ogromny ból, przez ten cholerny wsad w mojej cipce, więc pierwsze na czym mi zależało, to rozluźnić, rozkraczyć nogi na tyle, na ile się dało.

    Podróż była katorgą, choć trwała chyba z 15 minut. Facet się nie pierdzielił, nie omijał dziur i pędził dosyć szybko.

    W końcu dojechaliśmy i typ wyciągnął mnie z paki na ziemię. Padłam w błoto cała obolała. Będę miała posiniaczoną waginę, tego jeszcze nie było.

    Westchnęłam, gdy facet zaczął przypinać mi łańcuch między kajdanami na nogach. Łańcuch był krótki, 20 cm nie więcej. To są tortury! Chciałam to wykrzyczeć, ale z moich zakneblowanych ust wydobył się niezrozumiały jęczący bełkot. Oberwałam z liścia w twarz, aż mnie zapiekło. Łzy poleciały mi po twarzy. Facet kazał wstać i ciągnąc za łańcuch podprowadził dookoła swojej farmy do ogrodu. Na początku poletka oraz na końcu tkwiły dwa słupy, a pomiędzy nie wspawano pręt, który je łączył. Koleś przypiął mój łańcuch z obroży do owego pręta. Mogłam się poruszać po ogrodzie, ale nie mogłam z niego wyjść. Następnie kolejny łańcuch pojawił się między moimi nadgarstkami, a do niego ciągnął się jeszcze jeden, który łączył się z haczką.

    Zadanie było proste. Wypielić cały ogród.

    Byłam niewolnicą, co tu dużo mówić.

    Pracowałam do wieczora. Dziobałam haczką zachwaszczoną ziemię wokół jakichś niewielkich krzaczków. Rozszerzałam kolana, bo mnie kurwa bolało w piździe. Leciały mi pojedyncze łzy.

    Gdy facet w końcu wrócił po mnie, odczepił tylko łańcuch od pręta dzielącego ogród na pół i zmusił mnie do pójścia za nim. Zaprowadził mnie do chlewika, w którym były boksy ze świniami. Jeden z nich był pusty. Tam mnie wrzucił i przytwierdził łańcuch wysoko nade mną do ściany. Zdjął mi knebel z ust.

    Podłoga pokryta była zaschniętym gnojem, a na niej leżała warstwa słomy. Upstrzone zakurzonymi pajęczynami ściany z pustaków były zimne. Nie było żadnych okien. Wieśniak zamknął drzwiczki do mojej buchty, po chwili rzucił we mnie suchą pajdą chleba. Następnie wyjął mój telefon, wyklikał coś w nim i odszedł.

    Zgasło światło. Usłyszałam łomot zamykanych drzwi. Potem słyszałam tylko odgłosy świń.

    Oparłam się o ścianę i utonęłam w rozmyślaniach, żując beznamiętnie stare pieczywo.

    To jest dopiero trzeci dzień. Trzeci dzień. A ja już jestem rozwalona. Jeśli takie miesiące przeżywają wszyscy “wybrańcy”, jak oni wracają potem do normalnego życia? Wydawało mi się to niemożliwe. Ja już jestem psychicznie zrujnowana. Za miesiąc będę warzywem.

    Mroczne myśli ryły mi beret. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    LoliPan
  • Nastoletni lodzik w szkolnej szatni | Cz.1

    Był letni poniedziałkowy poranek. Ja jak zwykle zmęczony graniem w gry i oglądaniem filmów pornograficznych do 3 w nocy, wstałem, ubrałem się, zjadłem śniadanie i poszedłem do szkoły.

    Po wejściu do szatni ujrzałem piękną 17 letnią Zośkę, która zauroczyła mnie swoim mocnym makijażem i ładną buźką. Ona doskonale wiedziała, że mi się podoba.

    Podałem jej rękę i przywitałem się z nią. Powiedziała mi że niedawno zerwał z nią chłopak, pocieszyłem ją i przytuliłem. Po chwili zastanowienia postanowiłem powiedzieć jej że bardzo mi się podoba. Ona uśmiechnęła się i powiedziała że też jej się podobam i bardzo chętnie spędziłaby ze mną czas. Chwilę rozmawialiśmy, tematy po kilku minutach stawały się coraz bardziej miłosne, pierw dotyczyły związków i pocałunków a potem spraw intymnych. Mój kutas coraz bardziej twardniał, co było widoczne przez moje luźne spodenki. Zosia to zauważyła, po czym usiadła swoim jędrnym tyłeczkiem na moje kolana, dotykając mojego już maksymalnie twardego fiuta.

    Nie mogłem się na niczym skupić, czułem że zaraz się spuszczę. Zośka zeszła z moich kolan, uklęknęła i zdjęła moje spodenki, a następnie bokserki. Mój wielki kutas prawie dotykał jej twarzy. Chwyciła go mocno w dłoń i zaczęła nim ruszać góra-dół. Po chwili wzięła go w usta, najpierw powoli go lizała, a kilka sekund później zaczęła się nim dławić. Byłem w siódmym niebie. Czułem jak kutas zaczyna mi pulsować i wystrzeliłem gorącą dawkę spermy do jej buźki.

    Powiedziałem że jest boska. Ona się uśmiechnęła, wzięła chusteczkę i wytarła resztki spermy z jej ust.

     

    C.D.N.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    plumpek

    Pozdro dla calej ekipy xayoo i dla krystiana

  • Kolacja i kuchnia z Jej perspektywy

    Po powrocie do mieszkania od razu zaczynasz opowiadać o męczących spotkaniach w pracy. Wiem, że lubisz to co robisz, ale bywają takie dni, że masz dość. Do tego jeszcze dojazd do mnie, gdybym Ci nie obiecała Lasagne i deseru, chyba byś odpuścił podróż przez pół miasta.

    Mówię Ci, że za chwilę kolacja będzie gotowa. Nabierzesz sił, później chwilę poczekasz na deser.
    Zaglądam do piekarnika, zobaczyć, czy już, czy poczekać jeszcze minutkę.
    “No nieeeee…. ” – Pierwsze słowa jakie wyrywają mi się z ust. Pomyliłam godziny, przypaliłam Twoje ulubione danie.. Podszedłeś do mnie jak tylko usłyszałeś moje narzekanie. Byłam wściekła na siebie i przestraszona Ciebie, aż z wrażenia upuściłam naczynie na podłogę.

    Nie dość, że cała kuchnia jest w kawałkach szkła, pomidorów i makaronu, to w dodatku nie masz co zjeść po całym dniu mówienia po angielsku.
    Już miałam Ci proponować deser na poprawę humoru, jednak złapałeś mnie mocno za włosy i przyciągnąłeś do siebie. Szarpnąłeś za włosy i kazałaś oprzeć się o drzwi. Widziałam złość w Twoich oczach, jednocześnie czując, że wcale nie chcesz zrobić mi nic złego.

    “Rozbieraj się szybko” – ale zanim zdążyłam zdjąć bluzkę, Ty mocnymi ruchami mi w tym pomogłeś. Widziałam kątem oka jak zwijasz moje majtki, które za chwilę znalazły się w mojej buzi. Poczułam, że w tym momencie robi mi się mokro między nogami. Zacząłeś masować moja cipkę, próbowałam jęczeć z przyjemności, ale majtki skutecznie mi to uniemożliwiały. Łapiesz mnie mocno za szyję. Czuję że mam ciężej złapać oddech. Odwracasz mnie twarzą do bałaganu i mówisz, że go będę musiała posprzątać, jak mnie ukarzesz.

    Słyszałam dźwięk rozpinanej klamry paska. Zaczęłam się bać o swoje pośladki, kiedy Ty zacząłeś masować mój tyłek i cipkę. Z zaskoczenia wypuściłam z buzi majtki, które upadły na podłogę.
    “Dobrze, że po drodze kupiłem Ci prezent” – Powiedziałeś i położyłeś na szafce pudełko. Nie miałam pojęcia co w nim może być, ale trochę się przestraszyłam o swój tyłek i cycki. Znając Twoją wyobraźnię i myśląc o bałaganie w kuchni wiedziałam, że ta noc się szybko dla mnie nie skończy…

    Widziałam, że zaczynasz się mocniej denerwować na mnie. Przerwałeś masaż pośladków i poczułam na nich mocne uderzenie paskiem. Krzyknęłam z bólu, a Ty sięgnęłaś do pudełka.

    “Na początek weźmy sobie dmuchany korek, Twój tyłek na pewno będzie wdzięczny” – Jak tylko to powiedziałeś, poczułam przerażenie. W głowie pojawiało mi się milion myśli. ‘Czy bardzo go napompuje? Czy będzie chociaż trochę delikatny? Czy pozwoli mi dojść dziś?’ – cały czas tego typu pytania przewijały się w mojej głowie, ale bałam się otworzyć buźki i zapytać.
    Poczułam coś mokrego na tyłku, od razu zacząłeś wsadzać korek we mnie. Byłeś nawet delikatny i robiłeś to powoli, przerażenie trochę przeszło. Ale nadal bałam się kolejnych rzeczy z pudełka. Zaczynałam jęczeć i trochę się wyrywałam, ale nie robiło to na Tobie wrażenia.

    Po chwili pompowania korka wsadziłeś mi coś do cipki. Niezbyt dużego, zmieściło się całe. Nie miałam pojęcia co to jest, ale od razu przeszedłeś do moich piersi. Przykleiłeś na nie jakieś symulatory, które od razu włączyłeś. ‘Kurwa, jeszcze mnie nie przestały boleć po poprzedniej zabawie, a już mnie męczy z nimi znowu’ – całe szczęście mogłam jeszcze krzyczeć, jęczeć i narzekać jak będę miała dość.

    “No, to czas na spektakl, powodzenia” – Powiedziałeś włączając zdalnie wibrator w cipce. Już wiedziałam, że do rana będzie mi bardzo ciężko przetrwać, ale musiałam Cię jakoś przeprosić za ten bałagan..

    Ledwo dawałam radę stać na nogach. W tyłku miałam korek, który mnie uwierał, w cipce wibrator, który w połączeniu z wypełnionym tyłkiem dawał mega przyjemność. Cycki mnie piekły i bolały od stymulacji, a mimo to musiałam utrzymać się na nogach. Nie było to wcale łatwe. Uda mi się trzęsły, ledwo mogłam się utrzymać w pionie. Dobrze, że pod stopami nie miałam nic, mogłam na nich stać w miarę stabilnie.

    Nagle poczułam na cyckach większe stymulacje. ‘To nie była pełna moc?’ – krzyknęłam w myślach. Musiałam się podeprzeć rękami o blat, a z ust wydobył się krzyk. Dostałam mocne uderzenie w policzek, żebym się zamknęła. Zerwałeś ze mnie symulatory, co sprawiło, że jeszcze raz krzyknęłam. Wyjąłeś korek z tyłka i dałeś mi trochę odpocząć, zostawiając jednak wibrator w cipce.

    Szarpiąc za włosy przycisnąłeś mnie do ściany . Słyszałam na klatce jakieś kroki. Przeraziłam się, czy to aby nie do nas. W myślach układałam już scenariusz spotkania w takiej sytuacji kogoś z sąsiadów. Znałam tu wszystkich dobrze, jak ja im się później pokażę, jak się dowiedzą jak się bawię? Myślałam, że zapadnę się ze wstydu. Serce mi prawie wyskoczyło z piersi . Twoje słowa, że powinnam obsłużyć każdego, kto się u nas pojawi, wystraszyły mnie jeszcze bardziej, ale jednocześnie poczułam większe podniecenie, gdy je usłyszałam.

    Uff, sąsiad otwiera drzwi do siebie. Mogę być spokojna. Z wrażenia opadłam na podłogę. Leżałam przy Twoich stopach, gdy pociągnąłeś mnie za włosy do pozycji klęczącej. Wyciągnąłeś penisa przed moja twarz. ‘W końcu uda mi się go przeprosić, obciągnę mu najlepiej jak tylko potrafię’, ale niestety przeliczyłam się w myślach. Pchnąłeś mnie znowu na podłogę. Od razu poczułam uderzenia na całym ciele. Nie były wcale lekkie, zaczęłam delikatnie jęczeć z bólu.

    Odszedłeś na chwilę, by zaraz wepchnąć mi do buzi ogromny knebel. Paski z tyłu głowy zaciskałeś jak najmocniej. Znowu będę się ślinić. Nie dam rady nic przełknąć, cała ślina wyląduje na cyckach, albo podłodze.
    Gdy obok mojej twarzy położyłeś zaciski, ciężarki i obrożę, odruchowo odsunęłam głowę. Dotarło do mnie, że żeby zasłużyć na orgazm i Twój uśmiech, będę musiała przeżyć tortury. Próbowałam coś powiedzieć, zaprotestować, ale poczułam na udach kolejne uderzenie. Zamknęłam oczy i czekałam na to co się wydarzy dalej..

    Znowu szarpiesz mnie, żebym klęknęła. Sprawdzasz knebel, mocniej już nie dasz rady zapiąć. Związujesz mi ręce na plecach i łączysz je z obrożą na szyi. Dosyć ciasno, nawet minimalny ruch rąk powoduje, że ciężej mi się oddycha.
    Najgorszy moment. Zapinasz na sutkach klamerki z ciężarkami. Próbuję krzyknąć z bólu, ale jedyne co się wydobywa z moich ust, to ślina, która zaczyna kapać na cycki.

    Przestałam już prawie myśleć, gdy zasłoniłeś mi oczy. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Jeszcze trudniej mi było złapać równowagę. Rękami nie mogę się bronić, z każdym ruchem się podduszam. Nie widzę nic, więc łatwiej się zachwiać, a każdy ruch powoduje ruch klamerek na sutkach.

    Po raz kolejny wyłączasz wibrator. Już chciałam dochodzić! Znowu próbuje krzyczeć, coś powiedzieć, ale to tylko powoduje większe ilości śliny na cyckach, klamerkach i ciężarkach.

    Znowu dajesz mi przyjemność, włączając wibrator, ale przerywasz ją, trafiając paskiem w klamerki. Uderzenia na cycki padają raz za razem, nie mam siły ich liczyć. Gdyby nie knebel, słyszeli by mnie na całym osiedlu. Nagle obie klamerki spadają na podłogę. Ogromny ból, zmieszany z uczuciem ulgi. Ostatnie uderzenie, prosto w sutki “tak dla przyjemności”.

    Przewracasz mnie twarzą na podłogę. Obronnymi ruchami rąk pozbawiam się możliwości oddechu. Na podłodze pojawia się plama śliny. Zdecydowanym ruchem wyjmuje ze mnie wibrator. ‘W końcu mnie zerżnie’. Nie pomyliłam się tak bardzo, wybrałeś tylko drugą dziurkę. Traktujesz mnie jak zabawkę, jak gumową lalkę, która nic nie czuje. Wchodzisz w mój tyłek do samego końca. Cały czas próbuję złapać pełny oddech, ale z każdą próbą wypluwam więcej śliny na podłogę.

    Zmieniasz dziurkę. Wchodzisz w moja cipkę, ale rozwiązujesz mi ręce. Chociaż trochę ulgi. Znowu traktujesz mnie tak, żeby to Tobie było przyjemnie. Widząc, że mam już dość po raz kolejny każesz mi klęczeć. W cipce znowu ląduje wibrator. Wyjmujesz jednak knebel z ust, zastępując go swoim penisem. Dopiero co nie mogłam oddychać przez obrożę i knebel, teraz mnie dusisz nim. Próbuję się odepchnąć rękami od a ciebie, ale czuje na plecach skórzany pasek. Staram się go trzymać jak najgłębiej, jak najdłużej. Poruszam ustami i językiem po nim. Za chwilę czuje jak zalewasz moją buźkę spermą.

    Mam nadzieję, że to już koniec, rozwiązujesz mi ręce i włączasz wibrator. Mówisz jednak, że wyłączysz go dopiero za 30 minut. Przez ten czas mam Ci pokazać jak mi przyjemnie.

    Pierwsze dwa orgazmy przyszły w moment. Byłam podniecona do granic możliwości. Przy kolejnym orgazmie pomogłam sobie masując łechtaczkę. Wzięłam z cycków spermę, która spłynęła z twarzy i wmasowałam ją w skórę. Kolejny orgazm na Twoich oczach. Następną porcję spermy wyplułam z ust. Twoje nasienie i moja ślina trafiły na obolałe cycki, masowałam je delikatnie, doprowadzając się do szczytu po raz kolejny.

    Spytałam, czy mogę już przestać, ale przyłożyłeś pasek do moich piersi i powiedziałeś, że masz jeszcze czas na więcej tortur. Musiałam się skupić i bawić dalej. Na kolejny orgazm musiałam czekać dłużej, ale kiedy doszłam, powiedziałeś, że minęło już 30minut i mogę przestać..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka

    Mam nadzieję, że podobają Wam się opowiadania z dwóch perspektyw? 

  • Kolacja i kuchnia z Jego perspektywy

    “Co to był za dzień – od 9 do 17 praktycznie same spotkania, wszystkie po angielsku i jeszcze to ja musiałem większość z nich prowadzić. Aga, głowa mi paruje” – mówię do Ciebie, kładąc się na kanapie.
    Jest już grubo po 18, dojazd do Ciebie w deszczowy dzień w Warszawie to droga przez mękę.
    Przyjechałem, bo powiedziałaś, że dzisiaj “dom wolny” i chętnie zrobisz mi lasagne na kolację – nie mogłem nie skorzystać, tym bardziej, że na deser miałem dostać Ciebie.
    “Odpocznij, zaraz będzie kolacja to zyskasz siły… mam nadzieję” – powiedziałaś, puszczając do mnie oko.
    “Wymyję jeszcze naczynia i wyjmuję, za 10 minut będzie dobra” – usłyszałem jeszcze, po czym zająłem się przeglądaniem informacji na telefonie.

    “No nieeeeee….” – z zaczytania wyrwał mnie Twój jęk zawodu.
    “Co się stało?” – spytałem, trochę zdezorientowany. Czyżby Twój mąż wracał?
    “Przypaliłam, popatrz. Pomyliłam godziny, ona była dobra 10 minut temu, a teraz wszystko spieczone…” – zaczęłaś mówić coraz bardziej niepewnie, stojąc przede mną z naczyniem żaroodpornym.
    “No to świetnie…” – powiedziałem czując małe zdenerwowanie.
    Upuściłaś nagle naczynie, bo zamiast je odłożyć z uwagi na jego temperaturę – inteligentnie trzymałaś je między nami. Huk i bałagan jaki powstał to nic – to się posprząta. Natomiast to Twoja głupota wznieciła moją złość.
    “Brawo, Ty to masz pomysły. Tak trudno było się domyślić, że trzeba to odstawić?” – powiedziałem głośno, choć do krzyku jeszcze trochę brakowało.
    “Weź, chciałam dobrze, wiem, że zawiodłam ok?” – powiedziałaś to jednak lekko pyskując. To był finalny zapalnik.
    “Może i wiesz, ale nie rozumiesz – dopiero zaraz się przekonasz dlaczego nie możesz zawieźć” – zbliżyłem się szybko, chwytając się za włosy i przystawiając swoją twarz do Twojej – “nie ma kolacji, to wezmę chociaż deser. Podany po mojemu” – szepnąłem Ci do ucha.
    Podprowadziłem Cię za włosy do drzwi, oparłem Cię o nie plecami. “Rozbieraj się” – warknąłem.
    Robiłaś to trochę niezdecydowanie – “nawet tego nie potrafisz” – stwierdziłem i szybko zdarłem z Ciebie bluzkę, spódnicę oraz majtki. Zostawiłem jeszcze stanik – przyda mi się pewnie w dalszej części deseru.
    W buzię wsadziłem Ci Twoje majki, nogi rozstawiłem, położyłem rękę na Twojej cipce klepiąc ją, ale nie wsadzając żadnego palca.
    Przyciągnąłem Cię, po czym obróciłem plecami do mnie, zakładając rękę na Twoją szyję. Podprowadziłem Cię do kuchni, gdzie leżała rozbita kolacja. “Widzisz co zrobiłaś? Zapłacisz za to, a później jeszcze to zjesz” – warknąłem ciągnąć Cię do pokoju, gdzie kazałem Ci stanąć na czworaka.
    Nie wiedziałaś co się teraz stanie – chciałaś BDSM, owszem, ale moja reakcja Cię zaskoczyła. Słyszysz jak zdejmuję pasek – wiesz, że dostaniesz lanie. Jednak zamiast tego, zaczynam ręką masować Twoją cipkę i tyłek. Kolejne zaskoczenie – gdzie ta brutalność, od razu seks?
    “Dobrze, że po drodze kupiłem Ci prezent” – powiedziałem, kładąc obok Ciebie tajemnicze pudełko…

    No proszę, miłe zaskoczenie 😉
    To teraz moja część:

    Zauważyłem, że wypuściłaś majtki z buzi co tylko spotęgowało moją złość.
    “Co, trzymać w buzi też nie umiesz? To zaraz się przekonamy czy chociaż masz talent do połykania” – skwitowałem, otwierając pudełko.
    “Trzy prezenty, jak znalazł na dzisiaj – wszystkie mogą sprawiać przyjemność, ale Ty wybrałaś, że dziś będą Twoim koszmarem” – spokojnie stwierdziłem, wyjmując pierwszy z nich.
    “Na początek weźmy sobie dmuchany korek, Twój tyłek na pewno będzie wdzięczny”.
    Wysmarowałem korek, po czym włożyłem go powoli w Twój tyłek, od razu zaczynając pompować. Twoje pierwsze jęki nie sprawiły, że przestałem, kiedyś jednak musiałem przerwać.
    “Dobra, jeszcze muszę zostawić miejsce w cipce” – usłyszałaś po czym poczułaś jak wkładam w Ciebie coś podłużnego, ale na tyle małego, że zanurzyło się całe w Tobie.
    “Wstawaj, ręce za głowę” wydałem rozkaz. Pięknie wyprężyłaś piersi, na które nakleiłem stymulatory.

    “No, to czas na spektakl, powodzenia” – powiedziałem, a Ty poczułaś jak stymulatory ściskają boleśnie Twoje piersi. Czułaś ten korek, dający Ci wciąż dyskomfort. I nagle… co to?

    “Niespodzianka” – zauważyłaś mój szeroki uśmiech i zrozumiałaś, że włożyłem w Ciebie zdalny wibrator sterowany telefonem. Wiedziałaś, że orgazmy dziś będą intensywne..

    Zabawa zdalnym wibratorem potrafi wkręcić. Zwłaszcza jak człowiek obserwuje uległą próbującą ustać na nogach i słyszy jej krzyki. Jednak jeszcze większą satysfakcję daje reakcja na maksymalny poziom elektrostymulacji. Wiedziałem, że piersi bolą Cię jeszcze po ostatniej zabawie, ale to było raptem 3/4 mocy.
    Nie zastanawiając się długo przełączyłem na max, a Twoje piersi przeszył ogromny ból, czego efektem był krzyk.
    Zbyt głośny, nie sądziłem, że aż tak zareagujesz.
    “Zamknij ryj, bo jeszcze ściągniesz tu sąsiadów” – powiedziałem, zrywając z Ciebie elktrostymulatory, a potem mocno policzkując.
    Złapałem Cię znów za włosy, przycisnąłem do ściany. Spuściłem powietrze z korka i powoli go wyjąłem, ale wibrator wciąż został w środku.
    Przyciskałem Twoją twarz mocno do ściany – nasłuchując jakiejkolwiek reakcji, ale też dając Ci odpocząć.
    Ktoś idzie po schodach. Może po prostu schodzi? A może idzie do nas?
    “Powinienem Ci kazać obsłużyć każdego sąsiada albo sąsiadkę, która tu się pojawi. Módl się, żeby to nie było do nas” – szepnąłem Ci do ucha.
    Kroki ustały. Akurat na tym samym piętrze. Cholera. Ktoś zapala światło ‘- a może to był dzwonek, tylko nie zadziałał? Słychać dźwięk kluczy…
    Sąsiad. To tylko sąsiad.
    Oboje odetchnęliśmy z ulgą…
    A na pewno ja, ponieważ zaraz po tej sytuacji wylądowałaś na ziemi.
    “Co jeszcze dzisiaj spierdolisz?” – warknąłem przez zęby, po czym nadepnąłem Twoją dłoń.
    “Przeproś” – usłyszałaś i… nie powiedziałaś nic. Wiedziałaś czego chcesz. Zrobiłaś to z rozmysłem.
    “Nie?” – zaskoczenie w moim głosie było aż naddto odczuwalne.
    Nie czekałem. Nie myślałem długo.
    Podciągnąłem Cię za włosy na kolana, spuściłem spodnie i machając Ci penisem przed ustami powiedziałem “Wciąż jesteś zbyt bezczelna by go chociaż polizać” – po czym znów wylądowałaś na ziemi.
    Jeden. Dwa. Trzy. Powyżej 10 już nie łudziłaś się, że szybko przestanę. Czułaś uderzenia paska na tyłku, nogach i plecach. Żadne nie było lekkie. W każdym było czuć moją wściekłość. Wiedziałaś jednak, że potrafię mocniej. Dlaczego więc się wstrzymywałem?
    Przestałem. Stanąłem nad Tobą, po czym lekko przysiadłem, odchylając Twoją głowę w górę i zakładając Ci knebel.
    “Wstęp za nami. Zobaczymy zaraz czy jednak coś potrafisz” – mówiąc to, położyłem obok Twojej twarzy ostre zaciski na piersi, ciężarki i obrożę…

    Podciągnąłem Cię znów na kolana. Sprawdziłem jeszcze raz, czy knebel jest ściśnięty wystarczająco mocno.
    Lekkimi kopnięciami w łydki rozszerzyłem Twoje nogi. Klęczałaś w pięknym rozkroku. Na wszelki wypadek związałem Ci jeszcze ręce na plecach.
    Wibrator? Stałe wibracje na maksimum. Obroża? Ciasno założona na szyję, połączona ze związanymi rękami. Wiesz, że albo będziesz spokojna albo sama będziesz się podduszać.
    Zaciski? Założone razem z ciężarkami na sutki, po których spływają pierwsze krople śliny.
    Nie spodziewałaś się jednak, że zasłonię Ci oczy. Od teraz nie widzisz nic. Raczej i tak nie byłoby to ważne bo znów jesteś na mnie zła kiedy kolejny raz wibrator znów zbliża Cię od orgazmu, a ja znów go wyłączam. Wiesz, że gram. Wiem, że Ci się należy.

    Nie wiesz ile uderzeń było potrzebne, by zaciski spadły z piersi. Nie masz głowy do tego by to liczyć przez ten cholerny wibrator. Wiesz, że piersi bolą, ale znów to on wygrywa. To on… przestał. Nagle przestał. Chwila oddechu?

    Tyłek wysoko, twarz do ziemi. Pięknie wypięta. Czujesz jak bezceremonialnie moje palce poszukują w Tobie wibratora i zdecydowanie go wyjmują. Robię miejsce dla siebie?

    Czujesz lubrykant na tyłku – wiesz już, że najpierw pojawię się tam. Chociaż wszedłem dość delikatnie, to jednak poruszam się bardzo szybko, dbając by zawsze dobić się głęboko. Ręce związane z szyją wcale nie ułatwiają Ci oddechu.

    Wyszedłem, mocno uderzając zaraz po tym w jeden i drugi pośladek Odpiąłem ręce od obroży, dając Ci trochę luzu. Szybko jednak wstrzymałem Twój oddech bo sam postanowiłem skorzystać z Twojej cipki. Znów – bardziej traktując ją jak dziurę mająca dać przyjemność mi, a nie Tobie.

    Miałaś dość. Nie tylko z uwagi na zmęczeni, ale też zniecierpliwienie.

    “Pewnie zastanawiasz się jak długo można przepraszać. Długo” – powiedziałem wychodząc z Ciebie gdy poczułem coraz mocniej zaciskające się mięśnie. Znów poczułaś wibrator. Ile jeszcze będę tak wymyślał? Przecież to już wręcz nudne. Nie włączam go jednak. Dlaczego?

    Stawiam Cię na kolana. Po raz.kolejny. Zdejmuję jednak knebel.

    “Teraz możesz przeprosić jak należy” – mówię wsadzając Ci penisa do ust i czekając aż się nim zajmiesz. Jesteś bardzo zaangażowana i cholernie dobra w te klocki – wiesz, że trudno mi się powstrzymać. Wiesz, że dałaś mi satysfakcję czując spermę na ustach i jej krople na piersiach.

    Kiedy myślisz, że w takim razie to koniec, zwłaszcza kiedy uwalniam Ci ręce, nagle włączam wibrator.

    “Połóż się na plecach, baw się ze sobą – możesz dochodzić ile razy chcesz, zatrzymam go za 30 minut licząc od teraz” – słyszysz czując jednocześnie wariujące wibracje…

    Wiesz, że stoję obok i patrzę…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Agnieszka

    Mam nadzieję, że spodobają Wam się opowiadania pisane z dwóch perspektyw? 

  • Mila jednorazowka z przygodna mamuska

    Dossał się do jednego z jej wielgachnych cyców, ściśniętego jeszcze w czarnym biustonoszu. Miętosił ustami miękką kule, językiem zaś nurkował pod materiałem, chcąc odnaleźć twardy sutek. Ręce trzymał na jej pokaźnym tyłku. 

    A ona chichotała jak głupiutka dziewczynka. 

     – Poczekaj no – powiedziała nagle, mając zamknięte oczy. Napawała się jego pożądaniem, tym jak łapczywie dobierał się do jej piersi. – Wezmę szybki prysznic i wtedy to zrobimy. 

    Chłopak zastanawiał się chwilę, był strasznie podniecony, wszystko w nim buzowało. Nie miał ochoty odrywać się od jej słodkiego ciała nawet na chwilę. 

    Poznali się przez aplikację i umówili na wypad do klubu. On był studentem, młodym i mało doświadczonym w tych sprawach, ona natomiast czterdziestoletnią, znudzoną małżeństwem kobietą. Od razu przypadli sobie do gustu. Nawet nie musieli za dużo rozmawiać. Oboje dobrze wiedzieli czego chcą, a chcieli przecież tego samego. Zwykłego, staromodnego dymania bez zobowiązań. 

     – Dobrze. Ale idę pod prysznic razem z tobą. 

    Znów zachichotała. Zgodziła się. Poszli do łazienki. On szedł tuż za nią, patrząc jak jej pośladki drgają pod gładką sukienką. Ma nieziemski tyłek, pomyślał chłopak. Nie mógł doczekać się kiedy się za niego zabierze. 

    Weszli do łazienki i bez słowa zaczęli się rozbierać. Był wysokim gościem, chudym jak patyk, ona sięgała mu zaledwie do ramion i miała pełną figurę. Duże piersi, płaski brzuch, szerokie biodra, solidne uda i wielkie pośladki. Ideał kobiecości. Przyglądaj się chwilę jej ciału w lustrzanym odbiciu. Miała duże, różowe brodawki. Wzgorek lonowy porośnięty czarną kępką włosków. A wyżej, wiodącą do samego pępka, cieniutką bliznę. 

    Ona też mu się przyglądała. Z fascynacją w oczach wpatrywała się w jego na pół twardego penisa. 

    – Mogę go dotknąć? – zapytała, jakby lekko speszona.

    – Tak. 

    Delikatnie ujęła w swoją niewielką dłoń jego wiszącego kutasa. Poczęła go niespiesznie masować. Góra. Dół. Góra. Dół. Chłopak napawał się przyjemnością jaką mu serwowała. Penis zaczynał być coraz większy. 

    – Boże – powiedziała lekko przerażona. – Ile on ma? Jest strasznie długi i gruby. Wygląda jak wąż. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. 

    Chłopak zawstydził się trochę jej komplementem. Obrócił ją przodem do siebie i pocałował. Długo się całowali. Jego ręka znów powędrowała na jej pośladki. Ścisnął za jeden. Był miękki, rozlewał się pod jego palcami. Co za ciało, pomyślał. 

    Weszli razem pod prysznic. Zaczęli się myć. On stał za nią i raz po raz całował jej usta, ramiona, szyję. Podobało jej się to. Podobało też uczucie ocierającego się o jej pośladki nabrzmiałego giganta, którego miał ten chłopak. W  końcu poczuła jego dłoń na swojej pusi. Była gorąca i wilgotna. Od razu to poczuł. 

    Delikatnie ją masował, jej opuchnięty, słodki pączek. Pojękiwała cichutko. W końcu zdecydował się włożyć tam palec. Nie oponowała, wręcz z pewną nabożnością  przyjęła nowego gościa. Myślała już tylko o tym by wsadził jej tego drągala do środka. Pragnęła poczuć jego kutasa w swojej dojrzałem cipce. 

    Chłopak wyjął palec i zgiął kolana, tak aby móc do niej sięgnąć. Nakierował główką na jej otworek przeznaczenia i delikatnie pchnął. Wszedł tylko na głębokość grzybka. Dalej mu nie pozwoliła. 

    – Nie – oznajmiła stanowczo, uciekając mu. – Musisz włożyć gumkę. 

    Sama ledwo wierzyła, że udało jej się to powiedzieć. Była już tak podniecona, tak cholernie napalona, że gdyby nie zgodził się z nią na zabezpieczenie, dałaby mu bez prezerwatywy. 

    – Dobrze. Ale w takim razie musisz go wziąć teraz do ust – oznajmił. Wyłączył wodę lecącą ze słuchawki. Zrobiło się cicho. 

    Kobieta przyklęknęła i patrząc mu w oczy, bez wahania włożyła penisa do ust. Był tak duży, że mogła jedynie ssać bordową główkę jej kochanka. Podniecało ją to. Podniecał potężny rozmiar kutasa z jakim przyszło jej obcować. Ledwo udawało jej się go pomieścić. Kawał pały, pomyślała. Obciągała i tarmosiła rączką jednocześnie. A on patrzył na to, na nią, z niezwykłym ogniem w oczach.

    – Chodźmy do łóżka – wyrwał nagle, wiedząc że dalsze takie igraszki sprawiłyby, że zaraz eksploduje. 

    Pomógł jej wstać, zaprowadził do sypialni, a następnie rzucił na łóżko. Leżała na plecach, szeroko rozchylając swoje uda. Miał ją teraz przed sobą w całej okazałości. Uklęknął i zbliżył się twarzą do jej muszelki. Biło od niej ciepło, biły zapachy prawdziwej, dojrzałej samicy gotowej kopulować za chwilę ze swoim samcem. Za chwilę. Bo najpierw musiał skosztować jej cudownego owocu.

    Delikatnymi pocałunkami zaczął obdarowywać jej nabrzmiałe, bordowe wargi. Czuł tą wilgoć, czuł soki wylewające się z jej pusi. Dłużej nie mógł już czekać. Zanurzył język w jej dziurce. Począł nim wić i wiercić. Czuł jej gęste, lepkie soczki. Nie smakował jeszcze tak cudnej cipki. Potem pojechał wyżej, chcąc zająć się jej różyczką. Ssał ją, drażnił, lizał. Chciał dać jej jeden z lepszych orgazmów w życiu.

    – Tak jak teraz? – zapytał z nadzieją.

    – Tak. Nie przestawaj – odparła z trudem łapiąc oddech. 

    Jechał dalej. Miał wrażenie że język mu cierpnie. Ale nie dawał za wygraną. Musiał jej dogodzić. Udało się, w końcu złapała go za włosy, docisnęła do siebie i wiedział że to ostatnia prosta. Długo wyła z rozkoszy, bardzo długo. Kiedy skończyła był gotowy. Jego kutas jeszcze nigdy nie był tak twardy, tak bardzo gotowy, żeby zanurzyć w kobiecie. 

    Podniósł się, chwycił za prezerwatywę i zaczął ją otwierać. 

    – Ja to zrobię – powiedziała. 

    Pozwolił jej. To jak naciągała na jego stercząca pałę kondoma, to ulotne uczucie, było niezwykle przyjemne. Potem znowu się położyła, a on po prostu w nią wszedł. Była mokra, cholernie mokra i cholernie ciasna. Nie spodziewał się tego. Wszedł od razu po całości, wbijając się po same kule. 

    – O tak – wyrzuciła z siebie. – Tego mi było trzeba! 

    Uśmiechnął się tylko i przysunął bliżej niej, objął ją. Zaczął wchodzić i wychodzić z jej cipki długimi, solidnymi ruchami. Potem przyspieszył. Zaczął ją heblować, tak, że aż łóżko na którym spoczywali poczęła jednostajnie skrzypieć. Walił ją teraz jak opętany, czując się bosko. Dawno nie miał okazji poruchać, więc teraz chciał odbić sobie za te wszystkie puste dni. Wiedział, że będzie to długa, wyczerpująca jazda. Miał ochotę zerżnąć ją na śmierć. 

    A ona pragnęła tego samego. Porządnego dymania, którego już dawno nie dawał jej znudzony mąż. Dorwała jurnego, młodego ogiera i zamierzała wykorzystać go do granic. Czuła jak jego długi, gruby chuj rozwala jej cipkę. O tak, pomyślała. Rżnij mnie ile sił. 

    Pozycja na misjonarza, chociaż przyjemna, zaczęła im nie wystarczać. Rozumieli się bez słów. Przewrócił się na plecy i teraz ona miała przejąć inicjatywę. Wlazła na niego okrakiem, nabiła na sterczący pal i już po nim skakała. A on jak zahipnotyzowany patrzył na jej ogromne cyce, dyndające mu też przed nosem. 

    – Masz największe i najpiękniejsze piersi jakie widziałem – wypalił.

    – Tak? – zapytała, ani na moment nie przestając go ujeżdżać. – To pokaż mi to. 

    Wiedział o co jej chodzi. Uniósł się lekko i dorwał prawego cycka, przyklejając do twardego jak kamyk sutka. Ssał go bez opamiętania, mocno i łapczywie. Podobało jej się to. Na tyle podobało, że zaczęła czuć właśnie TO. Orgazm. Nadchodził orgazm. Wykonała jeszcze parę ruchów biodrami i z jękiem opadła na swoim kochanku. Przyjemny prąd przeszedł przez całe jej ciało. Tego było jej trzeba. Właśnie tego. 

    – W porządku? – zapytał. Był z siebie cholernie dumny.

    – Tak – odparła, dysząc.

    – Połóż się teraz na boku. Wejdę w ciebie od tyłu na leżąco.

    Przewróciła się na bok, wypinając lekko swój ogromny tyłek w jego stronę. On bez ceregieli po prostu jej zapakował i zaczął ruchać. Złapał za jeden z cycków, ustami dossał do jej szyi i pracował biodrami. Posuwał ją silnie i szybko. Uwielbiał jej boskie ciało, to jak pośladki miło trzaskały o jego podbrzusze. Potem oderwał się od skóry i przeniósł swoje wargi na jej. Całowali się teraz. Czule i zapamiętale. I przez cały ten czas rżnął ją. Tej nocy była jego suczką, jego własnością. 

    Przełożył nagle nad nią nogę, obrócił ją na brzuch i docisnął do łóżka. Był teraz na niej, ruchał z całych sił, patrząc jak jej blady tyłek trzęsie się pod wpływem jego ruchów. Potem dokleił się do niej mocniej, praktycznie na niej położył. I ruchał ją. Jego kutas opadał jak wyrok. Było tylko to. On i ona. Samiec i samica. Złączeni w zwykłym, fizycznym, brudnym akcie. A ona jęczała jak zarzynany zwierz. W końcu wydarła się. 

    – Dochodzę! 

    Poczuł to. Poczuł jak ciało pod nim zaczyna się trząść. Wiedział, że jest jej niezwykle dobrze. Przestał na moment się w niej poruszać, chcąc dać jej moment wytchnienia.

    – Dawno nie miałam czegoś takiego – wyznała zgodnie z prawdą.

    – To miło – odparł z uśmiechem.

    – Co teraz? – zapytała wyraźnie zmęczona.

    – Wypnij się – rozkazał.

    Posłuchała go. Uniosła się, ułożyła na kolanach i wypięła swój wielki, biały tyłek. Ustawił się za nią i po chwili wszedł w jej rozgrzaną dziurkę. Zaczął powoli i delikatnie, spokojne pchnięcia. Cipka dostała chwilę na oswojenie się z sytuacją. Nie trwało to zbyt długo, bo nie minęła nawet minuta, a chłopak łapiąc już kobietę za biodra, posuwał energicznie jak zwykłą sucz. Pierdolił ją jak napalony pies – szybko i silnie. O tak, pomyślał. To jest to! Dojeżdżam ją jak tanią kurwę.

    Jej też podobała się ta sytuacja, świadomość tego, że jest bezceremonialnie ruchana od tyłu przez nieznajomego faceta. Klekot trzaskających pośladków roznosił się chyba w całym bloku, tak było cholera głośno. To naprawdę wyglądało na konkretne rżnięcie. 

    – Zaraz dojdę – wyznał chłopak, cały czas posuwając swoją partnerkę. Czuł jak zbliża się jeden z lepszych orgazmów w jego życiu.

    – Poczekaj – powiedziała prędko. – Skończ na moich piersiach. 

    Chłopak nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale chętnie przystał na jej propozycje. Jeszcze nigdy tego nie robił. Teraz miał okazję.

    Wyszedł z niej i ściągnął prezerwatywę, podczas gdy ona osunęła się grzecznie na kolana. Górował teraz nad nią, on i jego wielgachny, bordowy sprzęt. Kochanek walił konia tuż nad jej głową, zajadle patrząc jej w oczy. Znów spojrzała na jego kutasa. Wiszące wory sprawiały wrażenie opuchniętych. Dotknęła ich delikatnie i zaczęła masować. To sprawiło mu niezwykłą przyjemność. W końcu odezwał się do niej. 

    – Uważaj. Dochodzę. 

    Uniosła się i nadstawiła biust. Wycelował główkę na jej ogromne piersi i po chwili poszło. Salwa za salwą. Ogromne ilości spermy zaczęły lądować na jej dorodnych cyckach. Ile tego było! Chłopak jęcząc, spuszczał się przez długi czas. Kiedy skończył, całe piersi pokryte były jego gorącym nasieniem. Otarł jeszcze wymiętoszonego grzybka o jej twardy sutek, zostawiając na nim ostatnią białą kropelkę. Cały towar został rozładowany. Dojrzałe, ogromne piersi skąpane w nasieniu samca. Był w niebie. Obca kobieta przyjęła jego spermę na cycki. Bomba.

    – Dziękuję Ci – powiedziała, śmiejąc się do niego.

    – To ja dziękuję – odparł. – Byłaś niesamowita.

    Dali sobie małego buziaka. Potem wstała i poszła do łazienki zmyć naasienie z piersi. Obejrzała się w lustrze, uśmiechając. Od zawsze chciała to zrobić. Kiedy wyszła, powiedziała mu, że musi wracać do domu, do męża. Rozumiał to. Pocałowali się jeszcze na pożegnanie. Żadne z nich nie myślało, nie wierzyło z początku, że w ten sposób właśnie skończy się ich znajomość, ten dzisiejszy wieczór. Ona postanowiła zaszaleć, on coś w końcu wyrwać. Udało im się. Chociaż na chwilę udało zaznać trochę szczęścia. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel
  • Nastoletni lodzik w szkolnej szatni | Cz.2

    Kontynuacja ” Nastoletni lodzik w szkolnej szatni | Cz.1 “

    Po skończonych lekcjach, około godziny 14:00, poszliśmy do szatni i poczekaliśmy aż wszyscy pójdą do domu. Zośka była bardzo napalona i nie mogła się doczekać żeby wskoczyć na moją pałę. Zaczęliśmy się wspólnie rozbierać, po czym kazałem jej położyć się tyłem na ławeczkę. Położyłem się na niej i zacząłem macać jej jędrne 17-letnie piersi. Zosia wzięła mojego twardego kutasa i powoli wsadziła go w swoją cipeczkę. Zacząłem ją coraz szybciej posuwać. Była cała mokra. Jej miękka i cieplutka cipka sprawiała, że spuszczenie się w niej nie mogło długo zająć.

    Po niecałej minucie grzmocenia Zośki, wystrzeliłem gorącą spermę w jej cipeczkę. Poczekaliśmy chwilę i dalej się ruchaliśmy, tym razem w innej pozycji. Zosia oparła się o ścianę rękami, wystawiła do mnie swoją miękką, jędrną pupcię i powoli w nią wszedłem.

    Po chwili zmieniliśmy pozycję, ja się położyłem, a Zosia usiadła na mojego kutasa. Skakała na moim chuju i w ten sposób wydobywały się odgłosy podobne do klaskania.

    Zośka strasznie jęczała (bardzo mnie to podniecało), jednak usłyszał to szkolny ochroniarz i z zaciekawieniem przyszedł do szatni zobaczyć co tu się dzieje. Zauważył jak pieprzę Zośkę.

    Ja speszony nie wiedziałem co mam powiedzieć, jednak ochroniarz (pan Darek) powiedział, że wszystko pozostanie w tajemnicy, jeśli będzie mógł się przyłączyć. Odpowiedziałem, że w sumie czemu nie i zaprosiłem go do zabawy.

    Powiedziałem dla Zośki żeby uklęknęła. Posłusznie to zrobiła.

    – Grzeczna z niej dziewczynka

    Stwierdził ochroniarz.

    Zosia uśmiechnęła się po czym złapała go za krocze i zaczęła mu masować kutasa przez spodnie. Speszony ochroniarz starał się nie pokazywać że jest mu przyjemnie, jednak było to doskonale widać, nie wiedział co ma powiedzieć. Stanąłem przed Zośką, zdjąłem spodnie i wsadziłem kutasa do jej ust. Był tak wielki, że dziewczyna zaczęła się dławić. Drugą ręką waliła konia dla ochroniarza, jednak to dla niego było za mało i również wsadził swojego penisa do jej buzi. Nasze kutasy ledwo się mieściły w jej małej buźce, jednak ona nie dawała za wygraną i starała się jak najdłużej ssać dwa fiuty naraz.

    Po chwili nasze pozycje się zmieniły, Zosia się wypięła do ochroniarza, a ten zaczął ją ładować w dupsko, ja za to zaspokajałem się w inny sposób, ruchałem ją w usta, na chwilę wyjmowałem, lekko uderzałem penisem o jej policzki i znowu ją ruchałem. Przy ruchach przód-tył trzymałem ją za włosy i dopychałem jej głowę w tym samym rytmie. Ochroniarz doszedł pierwszy, sprawnym ruchem w odpowiednim momencie wyjął kutasa z jej pupci i spuścił się na nią.

    Przyszła kolej na mnie. Kazałem Zosi się położyć i zacząłem ją ruchać na misjonarza. Przy okazji macałem jej cycuszki i się z nią lizałem. Dla ochroniarza znowu stanął kutas, więc zaczął się masturbować, chwilę później podszedł do dziewczyny i włożył kutasa do jej ust. Ruchał jej buzię, a ona się dławiła i w tym samym czasie wylatywała duża ilość śliny z jej buźki. Mocny makijaż spływał jej po twarzy razem ze łzami. Spuścił się jej na usta, ona je oblizała i kilka sekund później spuściłem się i ja. Ogromna ilość spermy wypełniła jej pizdeczkę, ja jeszcze przez chwilę trzymałem mojego chuja w jej cipeczce, po czym powoli z niej wyszedłem i się pocałowaliśmy. Ochroniarz podziękował za wspólną zabawę i sobie poszedł.

    Ja się z nią jeszcze przelizałem, po czym ona wstała, wytarła się i ubrała. Porozmawialiśmy chwilę i umówiliśmy się na jutro na kolejną zabawę. Od tamtej pory ruchaliśmy się prawie codziennie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    plumpek

    pozdrowienia dla calej ekipy xayoo i dla krystiana

  • Ja i moj psiak

    Jak każdy z nas chłopaków, również ja mam swojego psiaka. Ja i mój psiak jesteśmy jednakowi i nierozerwalni. Na dobre i na złe, zawsze i wszędzie razem. Sądzę, że jest dosyć ładny, mnie się podoba, ale mimo wszystko trochę się go krępuję. Jest nieśmiały ale gdy szaleje, pokazuje swoje dzikie oblicze. Ożywia się i merda na widok ładnych dziewczyn. Lubi zabawy. Największą dotychczas wpadkę miałem w liceum. Byłem na ostrej imprezie z kolegami Konradem i Maćkiem, a gdy obudziłem się następnego dnia rano, pod kocem byłem całkiem goły, a on leżał mi między nogami cały zaśliniony. Nigdy nie dowiedziałem się, co wtedy zaszło. Pod wpływem szoku zamknąłem się w sobie aż do czasów studiów.

    Na studiach poznałem wiele fajnych osób. Nadal jednak mam problemy z nagością. Psiak stał się bardzo nieśmiały i zawstydzony. Jestem jednak gotów by przełamać te trudności, bo samotne zabawy z moim psiakiem nie są zbyt ekscytujące. Tylko jak… Podoba mi się pewna dziewczyna trzy lata młodsza, lecz brakuje mi odwagi. Musiało minąć kilka lat żeby mój los się odmienił.

    Po wielu trudach i zawodach, jakimś cudem nastał wreszcie wymarzony dzień, w którym przedstawię wybrance swego serca, mojego psiaka. Zaprosiła mnie bowiem na swoją stancję, gdzie będziemy się zabawiać. Obaj jesteśmy podekscytowani. Wyobrażam sobie wszystko, co najlepsze. Sporo trenujemy żeby sprostać wyzwaniu. Czy się jej spodoba? Ćwiczymy pozy, miny, sytuacje awaryjne na wypadek, gdybym się wstydził. Nie poprawię ani urody, ani długości, ani defektów, których może się dopatrzeć choć ja ich nie widzę. Zobaczy nas w pełnej odsłonie. Zakosztujemy raju. Oby psiak zrobił na niej wrażenie. A jeśli nie? Oj, chyba zbyt mocno przejmuję się szczegółami. Z jednej strony, to nic takiego, zupełnie naturalna rzecz do której zostałem stworzony. Z drugiej – o BOŻE!! Zaprezentuję się swojej ukochanej jak nigdy dotąd nikomu bym się nawet nie odważył!! Na samą myśl zaczynam się ślinić i ogarnia mnie lekkie skrępowanie. Może lepiej nie będę już na niego patrzył, niech odpoczywa przed wielkim dniem. Najważniejsze jest wyluzowanie i spontaniczność. Ja i mój psiak na dobre i na złe, a dziś najlepsze.

    Trochę skrępowany pukam do drzwi jej stancji. Wiem, co dzisiaj przeżyję. Wchodzę tam jako prawiczek, wyjdę jako mężczyzna. Klaudia wygląda i pachnie zniewalająco. Z podniecenia aż się zarumieniłem. Najpierw słowa, później czyny. Stopniowo tracę kolejne elementy garderoby, dzieląc się z nią coraz większą intymnością na rzecz odczuwania coraz większej rozkoszy. Niesamowite uczucie, które przeżywam po raz pierwszy. W końcu zostałem w samych gaciach i jestem w siódmym niebie. Próbuję ją rozebrać, ale nie daje się. Zupełnie mnie zniewoliła. Te oczy, te włosy, jaskrawy ubiór podkreślający jej kobiecość. Psiak próbuje wyskoczyć z budy i za chwilkę to nastąpi. Jej zmysłowy dotyk na moim nagim cele to najlepsze, co przeżyłem kiedykolwiek dotychczas. Mam ochotę na ostry seks. Pragnę eksplozji namiętności. Jeszcze chwila i pękną mi bokserki.

    To się dzieje naprawdę. Nie śnię. Nie jestem pijany. Nie mam halucynacji. Zmysłowe małe dłonie Klaudii mijają pępek i sięgają niżej. Robi się gorąco. Iskrzy jak podczas tornada, gdy dwie linie energetyczne splątują się ze sobą w szale trwającego wiru namiętności. Zaczyna zsuwać mi bokserki. Na to czekałem całe swoje życie!! Za chwilę pogłaska mojego psiaka. Za chwilkę moje całe rozpalone ciało będzie nagie w dłoniach najpiękniejszej istoty świata. Już zaraz, w stroju Adama przejrzę się cały w jej wielkich słodkich oczach. Przyznaję, że zmiękłem. Poczułem własną uległość i za chwilkę oddam jej całą swoją intymność jak nigdy wcześniej nikomu innemu. Jestem podniecony, przerażony i bardzo tego chcę. Cały ja tu i teraz.

    Bokserki wciąż wędrują w dół i tylko milisekundy dzielą mnie od pełnej rozkoszy. Wszystko dzieje się szybko, ale dla mnie czas dłuży się niemiłosiernie. Wtem do pokoju wchodzą trzej kolesie, znajomi z klasy Klaudii. Dwie myśli przemknęły mi przez głowę: że to całkiem fajne chłopaki, ale irytuje mnie ich obecność oraz, że mój psiak właśnie wychodzi. W tej bowiem chwili Klaudia zdjęła mi bokserki i leżę zupełnie golutki, jak mnie Pan Bóg stworzył. Ogromne napięcie emocjonalne. Szczyt podniecenia oraz wstyd chłopaków. Poczerwieniałem. W afekcie ujścia mnóstwa przeróżnych emocji wytrysnąłem stękając, a następnie prawdopodobnie zemdlałem z szoku, bo dalej nic już nie pamiętam. Piesek zaś skakał radośnie, łasił się i ślinił do wszystkich bez kontroli ku uciesze gapiów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Cieply oddech

    Nigdy nie przypuszczałbym, że między mną a Kubą dojdzie do czegoś, o czym nigdy nie śmiałem nawet marzyć.

    A marzyłem. Nie jedną noc zarwałem snując historie, w których jego wysportowane ciało, z całą swoją mocą zniewala moje. Ale od początku. Mam na imię Szymon, w tym roku piszę maturę, jestem raczej wycofany. Od niedawna coraz lepiej czuję się z tym, że jestem gejem, ale mam wiele kompleksów – niski, chudy, słaby fizycznie. A Kuba to chłopak z młodszej o rok klasy, zupełne przeciwieństwo mnie – wysoki, wysportowany, wygląda jak model z reklam ekskluzywnej bielizny. Ma krótkie ciemne włosy, wydatne kości policzkowe, zgrabny nos i duże niebieskie oczy. Nigdy nie zamieniłem z nim słowa, bałem się. Nawet kiedy nasze spojrzenia na siebie wpadały, szybko kierowałem wzrok w inną stronę. To wyjątkowo dziwne uczucie być zniewolonym przez kogoś kto nawet nie zna twojego imienia, czuć się w obowiązku jakby przepraszać za swoją obecność, bo wydaje ci się, że ON wie o nocnych „cichych seansach”. Cichych, bo nie chcesz obudzić rodziców śpiących za ścianą – seansach, bo kilka razy z rzędu zalewasz spermą tę samą grubą frotową skarpetkę, scrollując jego fejsa i wyobrażając sobie, że jest tuż obok. Odkąd mamy wspólny w-f robię to częściej. I choć jako niewyautowany i niegotowy jeszcze na coming out, ryzykuję sporo podglądając jak się przebiera, nie mogę się oprzeć. Wyobraź sobie wydatne, mięsiste pośladki w bokserkach, które po dwóch godzinach biegania za piłką przyklejają się do spoconej skóry. Kiedy tak stoi pośrodku szatni i widzisz jak włosy schodzą wężykiem spomiędzy piersi do pępka i niżej – jedyne czego pragniesz to, żeby wszyscy zniknęli, a wtedy ty pobiegniesz do niego i będziesz mógł possać jego penisa. Zakładając, że by tego chciał.

    Ostatnio jednak, coś się wydarzyło. Szkoła, do której chodzę jest niewielka i kiedy na zewnątrz robi się ciepło spora część uczniów robi sobie wagary co jest bardzo widoczne w tak nielicznych klasach. Dodatkowo część pojechała na zawody sportowe do innej szkoły. Takim zbiegiem okoliczności ja i Kuba znaleźliśmy się w szatni sam na sam. Kuba nie pojechał, bo miał kontuzję kolana. Nie muszę mówić, że straciłem rozum i moje zachowanie, choć starałem się po prostu „grzebać” w telefonie, odbiegało od naturalnego. Kuba odwrócił się w końcu w moją stronę.

     – Jesteśmy tylko my? – zapytał.

     – Chyba tak, bo reszta mojej klasy jest na…

     – Wiem, wiem. – i machnął ręką.

    Po chwili ciszy:

     – Mogę o coś zapytać? – powiedział, tak jakby długo się zbierał w sobie, żeby rozpocząć nowy wątek. Byłem zdenerwowany – kiedy ktoś tak zaczyna, to raczej nie po to by dowiedzieć się która godzina.

     – No… możesz. – odpowiedziałem po chwili zwłoki.

    On wstał i podszedł. Zdjął mój plecak z ławki usiadł blisko, bardzo blisko. Czułem ciepło jego lewego uda, które przylegało do mojego prawego uda. To było dosyć dziwne, bo mógł przecież zapytać ze swojego miejsca, albo usiąść trochę dalej. Zacząłem nerwowo przełykać ślinę, wydawało mi się, że robię to bardzo głośno. Czułem jak krew mimowolnie napływa do mojego penisa, jak pulsuje pod bluzą, którą nakryłem się z obawy, że zobaczy. Tak więc, siedzi obok mnie…

     – Jesteś gejem? – szepnął tak, że poczułem jego ciepły oddech na twarzy.

     – Co? Pff.. – podniosłem głos, próbując udać, że nie wiem o co chodzi.

     – No, bo dziewczyny z mojej klasy mówią, że jesteś.

    Siedziałem cicho, przerażony w środku. Nie miałem odwagi zaprzeczyć, a już na pewno nie miałem odwagi, żeby to potwierdzić. Rzeczywiście byłem trochę zmanierowany, więc niektórzy plotkowali na mój temat.

     – Dobra, przecież nic nie mówię. Tak tylko pytam z ciekawości. – powiedział to z serdecznością w głosie.

    Nadal siedziałem milcząco z utkwionymi w podłogę oczyma. Kuba kontynuował, szeptem:

     – Myślałeś kiedyś jak to jest z facetem? – zapytał

     – Co?

     – No wiesz. – mówiąc to przeciągle niskim seksownym głosem, niemal mrucząc jak kot, położył rękę na mojej nodze.

     Najpierw delikatnie, jakby badając grunt, dotknął kolana. Nie sprzeciwiłem się, tylko patrzyłem na jego rękę. Przesunął dłonią po moim udzie w górę, gdzie natknął się na bluzę, zatrzymał się i po chwili wsunął rękę pod nią. Pierwszy raz w życiu obca ręka dotykała mojego ciała w taki sposób. Chciałem oponować, zatrzymać to (bałem się, że ktoś nas nakryje), ale byłem jak porażony. Kuba przesuwał dłonią coraz pewniej po moim kroczu, jednocześnie zbliżając głowę do mojej szyi. Odwróciłem głowę w jego stronę. Nasze nosy przez chwilę „głaskały się” nawzajem, po czym zaczął mnie całować swoimi mięsistymi, różowymi ustami. Nie pamiętam o czym wtedy myślałem, czy w ogóle myślałem.

     – Chcesz? – zapytał, sapiąc z podniecenia Kuba.

    Pokiwałem tylko głową na znak zgody i on wstał, złapał mnie za rękę i poprowadził do łazienki przylegającej do szatni. Już się nie bałem, uświadomiłem sobie, że nikt nas nie nakryje – w całym budynku była tylko nasza w-f’istka, która nie miała żadnego powodu, żeby tu przychodzić. Poszedłem za nim. Stanęliśmy za ścianką jednego z pryszniców na końcu pomieszczenia. On złapał mnie obiema dłońmi za twarz i całował tak, jak robią to ludzie na filmach. Przycisnął mnie do ściany, a ja zacząłem obmacywać jego ciało. Najpierw dotykałem jego gładkiej, mocnej szyi, by później przejść do umięśnionej klatki piersiowej. Rozpiąłem górę jego koszuli, był bardzo męski.

     – Chcesz mi obciągnąć? – powiedział na ucho.

    Nie odpowiedziałem. Spojrzałem w dół i wsunąłem rękę za gumkę jego dresowych spodni. Był twardy jak skała. Ukucnąłem i zsunąłem jego spodnie do kolan. Był to najwspanialszy widok w moim dotychczasowym życiu – ciasne granatowe bokserki opinające się na jego dużych jądrach i wielki sterczący w bok penis, który ledwo się w nich mieścił. Oprócz tego męskie owłosione uda. Szepnął:

     – No weź go. – wyciągnął swój sprzęt – Otwórz buzię.

    I wsunął go całego. Nie krztusiłem się, choć było to dziwne uczucie – jakiś dziwny rodzaj dyskomfortu czy bólu, przyjemnego jednak. Poczułem smak tych kilku kropel gęstej przeźroczystej wydzieliny, która pojawia się kiedy mężczyzna jest bardzo podniecony. Poczułem też zapach jego kruczo czarnych włosów łonowych nad penisem, kiedy docisnął powoli, lecz mocno, moją głowę do swojego brzucha. Były przystrzyżone na długość około jednego centymetra. Zacząłem się nimi bawić, kiedy on posuwał moją buzię. Objąłem jego pośladki, w końcu zsunąłem z nich bokserki i zacząłem masować jego ciężkie jądra w jędrnej mosznie. On  patrzył na mnie penetrując moją jamę ustną, trzymał na szczękę i synchronicznie przyciągał, gdy na ugiętych delikatnie kolanach wsuwał twardy członek. Zaczął pomrukiwać z rozkoszy. Wiedziałem, że jest blisko orgazmu.

    C.D.N.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski