Blog

  • Tosia, jej matka i…

    Pożarłem się z Beatą! Fajna laska, niczego sobie dupcia, ale coś nie zagrało między nami, zaczęliśmy się kłócić o każdą pierdołę. Wyszedłem od niej wkurwiony na cały świat, było już bardzo późno, a że to była sobota postanowiłem wpaść do jakiejś knajpy, walnąć setę, albo dwie i wrócić do akademika, jutro było wolne. Zaszedłem pod „Magnolię”, fajny lokal z dancingiem. Barman podał mi tylko jedną setę i musiałem wyjść, bo zamykali. Stałem na zewnątrz, nie wiedziałem, co z sobą zrobić, zapaliłem papierosa. Obok mnie stały dwie dziewczyny, widać, że trochę wstawione, no, jedna z nich była kompletnie pijana. Ta druga próbowała zrobić z nią porządek, ale nie słuchała trzeźwiejszej koleżanki, która patrzyła zrozpaczona wokół, wreszcie skinęła na mnie.

    – Pomożesz? Kumpelka nawaliła się trochę, nie mogę sobie z nią poradzić!

    – Nie widzę problemu, ale jak mam pomóc? – podszedłem do dziewczyn.

    – Mieszkamy dosłownie dwieście metrów stąd, może pomożesz mi ją odprowadzić do domu?

    – Nie mam żadnych planów na resztę wieczoru, więc… bardzo chętnie! – uśmiechnąłem się do zmieszanej panny.

    Popatrzyłem na dziewczyny, przyjrzałem się laseczkom uważniej. No, robiły wrażenie. Ta, która ze mną rozmawiała to typowa słowiańska uroda – blondyneczka, delikatne rysy ładnej buzi, szczupła, nie była wysoka. Druga stanowiła jej przeciwieństwo. Prawie głowę wyższa, ciemna karnacja skóry, czarne włosy, uroda typu latynoskiego, musiała podobać się mężczyznom. Spodobała mi się bardzo! Ująłem dziewczynę w pasie, szczupłą rękę przełożyłem sobie przez ramię, z drugiej strony to samo zrobiła blondyneczka i poszliśmy. Rzeczywiście, mieszkały w kamienicy nieopodal Magnolii. Zaszliśmy na pierwsze piętro, mieszkanie okazało się naprawdę duże. Zaprowadziliśmy nawaloną dziewczynę do jej pokoju, położyliśmy na łóżku. Coś tam mruczała pod nosem, ale nie można było nic zrozumieć. Nakryliśmy laskę kołdrą i wyszliśmy do kuchni.

    – Dziękuję, bez twojej pomocy nie dała bym rady – blondyneczka słodko uśmiechała się z wdzięcznością – a tak w ogóle to jestem Beata – podała mi rękę.

    – Beata… – uścisnąłem lekko wyciągniętą dłoń – właśnie z Beatą rozstałem się dzisiaj wieczorem, stąd moja obecność w Magnolii… A ja jestem Jan.

    – No, przykro mi, nie zastąpię ci twojej dziewczyny, bo mam chłopaka… Ale jeszcze raz dziękuję za pomoc. Wiesz co? Może wpadnij do nas jutro, nie, to już dzisiaj, po obiedzie, niech ta pijaczka sama ci podziękuje. Nalegałam na twoją pomoc, bo trzech napitych fagasów patrzyło na nas dziwnym wzrokiem i wystraszyłam się…

    – Nie ma problemu, gdybym nie chciał pomóc nie było by mnie tutaj. A co ona powie, jak się zjawię?

    – Jak to co? Powie „dziękuję”!

    – Mam nadzieję. A jak ona ma na imię?
    – Antonina, ale wszyscy mówią na nią Tośka.

    – Fajnie! Ma chłopaka?

    – Nie, od kilku miesięcy jest sama.

    – Ciekawe… Dobra, znikam, będę około szesnastej. Dasz sobie radę?

    – Oczywiście! Do zobaczenia.

    No i znalazłem się na ulicy. Dziewczyny podobały mi się, bardzo ładne obie, choć zupełnie odmienne pod względem urody. Beata zajęta, ale Antonina… Naprawdę do schrupania! No, nie tylko do schrupania… Rano wyskoczyłem z wyra, wziąłem się za prasowanie koszuli (nie cierpię tego!), a zaraz po obiedzie wykąpałem się, założyłem świeże, czyste ciuchy i pojechałem do nowo poznanych dziewczyn. Po drodze mijałem cukiernię, więc kupiłem jakieś pączki i kilka minut później dzwoniłem do mieszkania laseczek. Otworzyła Antonina, popatrzyła na mnie wielkimi oczami.

    – Słucham? O co chodzi? – obcinała mnie wzrokiem.

    – Daj spokój, to Jan, uratował ci wczoraj tyłek! – za Antoniną stanęła Beata.

    – Aaaa! To zapraszam, Beatka mówiła mi o tobie, przedstawiła cię, jak jakiegoś bohatera! – roześmiała się ukazując piękne, równe, białe ząbki.

    Wszedłem do mieszkania, dziewczyny przygotowały się na moją wizytę. W salonie stół przygotowany do zastawienia, talerzyki czekały na ciasto. Zapalone świece tworzyły fajny nastrój, moje urocze gospodynie też ubrane były raczej odświętnie. Dobrze, że nie przyjechałem w dżinsach! Rozglądałem się po wielkim mieszkaniu w starej kamienicy. Urządzone było z przepychem, w starym, mieszczańskim stylu. Całość tworzyła bardzo ciekawy komplet, pomyślałem, ze właściciele mają gust, a przede wszystkim pieniądze. Usiedliśmy do stołu, w kilka chwil później stała przede mną filiżanka kawy, na talerzyku pysznił się wielki kawał ciasta i kupione wcześniej pączki. Antonina podziękowała mi za pomoc w dostarczeniu jej do domu, stwierdziła, że przesadziła z drinkami, tym bardziej, że stawiali je jacyś nieznajomi – według słów Beaty byli to ci sami, przed którymi niemal uciekły w nocy – poleciła ciasto upieczone przez Beatę. Naprawdę było smaczne! Pogadaliśmy na luzie, dowiedziałem, się, że to było mieszkanie rodziców Tośki; oboje są lekarzami, pracują za granicą naszego pięknego kraju, a one mieszkają we dwie, żeby było raźniej, tym bardziej, że studiowały na jednym roku. Po kwadransie rozmowy Beatka oświadczyła, że jest umówiona ze swoim chłopakiem i musi nas opuścić. Jakoś nie miałem nic przeciwko temu; cóż, Antonina bardzo mi się podobała! Po wyjściu Beaty przyglądałem się mej ślicznej gosposi. Jak wspominałem wcześniej, była dość wysoka, do tego niesamowicie zgrabna i ładna. Ciemne włosy sięgały połowy pleców, czarne oczy, śniada cera, karminowe, pełne usta, czyli to, co podobało mi się w dziewczynach. Ubrana w dopasowane ciuszki, dzięki temu mogłem dostrzec szczuplutką dupcię i niezbyt duży biust, ukryty pod opinającym go stanikiem. Przyglądałem się naprawdę ślicznej, pięknej, zgrabnej dziewczynie, kiedy poczułem znajomy ruch w spodniach… Tośka kręciła się po mieszkaniu, sprzątała ze stołu, zaczęła zmywać naczynia. Pomagałem jej, na koniec wycierałem talerze.

    – Nieźle radzisz sobie w kuchni – zagadnąłem.

    – Muszę, od kilku lat jestem praktycznie sama w domu

    – Jak to? – naprawdę byłem zdziwiony.

    – To proste. Kiedy byłam w drugiej klasie w liceum moi staruszkowie dostali kontrakt na pracę w Afryce!

    – Gdzie??? – przerwałem dziewczynie zaskoczony.

    – W Afryce. Najpierw wyjechał ojciec, potem mama; widzę ich dwa razy w roku po dwa tygodnie. Opłacają mi studia, mieszkanie, przesyłają kasę na życie, ale czy to jest normalne życie? – dostrzegłem w oczach dziewczyny smutek.

    – No tak… – nie wiedziałem, co odpowiedzieć – ale studiujesz, masz przyjaciółki, kolegów, jakoś sobie radzisz.

    – Moją jedyną przyjaciółką jest Beata, ale i ona ma chłopaka, więc wkrótce będę sama…

    Nie wytrzymałem.

    – Posłuchaj. Jesteś piękną, mądrą, inteligentną dziewczyną, więc znajdziesz rozwiązanie. Nie musisz być sama, jestem przekonany, że masz, hmmmm… adoratorów, wśród których jest jakiś rozsądny chłopak…

    – Co ty opowiadasz, – przerwała mi – te wszystkie palanty lgną do mnie, bo widzą atrakcyjną laskę z bardzo majętnymi rodzicami i zgrabnym tyłkiem. Lecą albo na kasę, albo chcą mnie przelecieć.

    – Tosiu, może dasz mi w pysk, ale powtórzę się i powiem wprost. Jesteś piękną, atrakcyjną i mądrą dziewczyną, nie masz chłopaka, a ja jestem po rozstaniu ze swą sympatią. Patrzę na ciebie jak na niesamowicie interesującą istotę, pomijam twoje walory zewnętrzne… Wiem, gadam pierdoły, ale naprawdę jesteś kobietą, która bardzo mi się podoba, szukałem takiej partnerki, jak ty…

    – Partnerki? To nie chcesz mnie przelecieć, jak wszyscy? – wyczułem w głosie dziewczyny zdziwienie.

    – Chcę, ale nie zrobię tego bez twego przyzwolenia, nie dotknę cię, póki nie powiesz, że to ty chcesz tego. Za bardzo mi się podobasz, za bardzo szanuję kobiety i nie mam pojęcia dlaczego, ale zaczynam widzieć cię jak młodszą siostrę, której nie mam…

    – Jesteś kochany – pogłaskała mnie po policzku, a pod wpływem dotyku kutas chciał rozerwać mi gacie – jednak daj mi trochę czasu, bo ty też mi się podobasz, masz niesamowite oczy, jesteś bardzo przystojnym chłopakiem, ale muszę wszystko przemyśleć. To, co teraz dzieje się wokół mnie, dzieje się za szybko!

    – Tosiu, wracam do siebie, do akademika, jeśli chcesz, będę jutro jutro po zajęciach, około dziewiętnastej, może być?

    – Przyjdź, uszykuję kolację.

    Podszedłem do dziewczyny, popatrzyłem długo w piękne, ciemne oczy, ująłem jej piękną buzię w dłonie, zbliżyłem do swej twarzy i pocałowałem. Oddała pocałunek namiętnie wpijając się w me usta, nasze języki splątały się w szaleńczym tańcu… Po kilku sekundach wypchnęła mnie za drzwi.

    – Idź już, bo mogę się nie opanować…

    – OK, to kiedy mogę wpaść?

    – Jutro po osiemnastej. Postaram się spławić Beatkę, bo… podobasz mi się! – zamknęła drzwi.

    No tak…

    – Do zobaczenia jutro!

    Jeśli myślisz człowieku, że jeden dzień to tylko chwila, to jesteś w wielkim błędzie! Od wyjścia spod drzwi Antoniny, do momentu ponownego stania przed nimi minął prawie wiek!!! Zadzwoniłem. Po kilkunastu sekundach otworzyło mi ZJAWISKO! Co za laska, rozpuściła długie, czarne włosy, ubrana w dopasowaną bluzeczkę i jeansy; widziałem, że nie ma biustonosza, niewielkie, ale bardzo zgrabne cycuszki podskakiwały pod bluzeczką przy każdym ruchu! Piękna, powabna, uśmiechnięta, szczuplutka dupeczka zapraszała mnie do wejścia… Bez wahania skorzystałem z zaproszenia, dziewczyna zaprowadziła mnie do kuchni. Usiedliśmy przy wielkim stole, Tośka nalała w filiżanki bardzo aromatyczną kawę. Potem dowiedziałem się, że kawę dostarczają jej rodzice, mający w Afryce dostęp do naprawdę smacznych ziaren. A działo się to wszystko w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia! To było fantastyczne, kawa była rewelacyjnie smaczna, z resztą wypiłem jej później wiele litrów…

    Rozmawialiśmy na wiele tematów, dziewczyna była bardzo zorientowana w tym, co działo się wokół niej w polityce, aż mnie to zastanowiło. Nie doszło między nami do niczego, po za kilkoma ukradkowymi dotknięciami i pocałunkiem już w drzwiach; Beatka była jednak w domu i robiła za przyzwoitkę! Pierwsza wizyta dobiegła końca, z żalem opuszczałem mieszkanie ze śliczną gospodynią. Byliśmy umówieni na następny dzień, potem na kolejny… Czułem, że zbliżamy się do siebie, że oboje chcemy tego samego. Wreszcie nadszedł ten dzień…

    Jak zwykle siedzieliśmy na kanapie, usta dziewczyny nie zamykały się, relacjonowała mi przebieg dnia, jakieś ploteczki… Cały czas podziwiałem jej ciało, chłonąłem urodę młodej kobiety całym sobą. Przysunąłem się bliżej, objąłem i przyciągnąłem laskę do siebie, posadziłem ją sobie na kolana. Ująłem śliczną twarz w obie dłonie, zbliżyłem i delikatnie pocałowałem. Tośka przymknęła oczy, rozchyliła swe karminowe usteczka, uśmiechając się jednocześnie. Wysunęła zwinny języczek i oplotła nim mój, sekundę później przywarła do mej twarzy z całej siły i poczułem narząd mowy pięknej dziewczyny gdzieś w gardle! Całowaliśmy się dłuższą chwilę leżąc już na wygodnej kanapie, teraz przystąpiłem do dalszego działania. Jedną ręką rozpinałem guziki bluzeczki, drugą mocowałem się z rozporkiem spodni. Antosia nie czekała na nic, tylko wsadziła rękę w moje spodnie i odskoczyła zaskoczona.

    – Matko, co ty tam masz? – wielkimi oczami patrzyła na to, co trzymała w dłoni

    – Jak to, co? To jest penis, mój, osobisty – roześmiałem się widząc jej minkę.

    – Nie mam przecież dużego doświadczenia z chłopakami, ale takiego olbrzyma jeszcze nie widziałam… Najdziwniejsze jest to, że on mi się bardzo podoba! – poruszała dłonią wzdłuż sterczącej pały. Nachyliła się do kutasa, otworzyła usta, ale wstałem nagle, odsunąłem się od dziewczyny.

    – Co się stało? – patrzyła zdziwiona.

    – Przepraszam, ale muszę się… odświeżyć, dasz mi jakiś ręcznik? – byłem trochę zmieszany.

    – Nie widzę problemu, chodź, pokażę ci, który możesz użyć – zaprowadziła mnie do wielkiej łazienki z prysznicem i bardzo dużą wanną; dwie osoby mogły kąpać się w niej bez problemu. –  Kąpałam się pięć minut przed twym przyjściem, więc nie muszę wskakiwać do wanny, ale ty możesz skorzystać z natrysku.

    – Dzięki, a który to ręcznik? – rozglądałem się po wielkim pomieszczeniu.

    – Wisi na haczyku obok kabiny, jest świeży. Rozbieraj się i wskakuj pod prysznic.

    – Wskakuj… przepraszam, możesz wyjść? – czułem, że się rumienię.

    – Wyjść? – roześmiała się – chcesz się ze mną kochać, a wstydzisz się rozebrać? – rozpięła mi koszulę, zdjęła ją, potem zajęła się spodniami, zsunęła je razem ze slipami.

    – O! Co my tu mamy? Janeczku, jesteś fajnym facetem obdarzonym szczodrze przez naturę, ale nie zniosę tego buszu w kroczu!

    – Czego…? Co? A co mam z tym zrobić?

    – Jak to, co? To proste, tak, jak golisz sobie twarz, tak samo ogol się wokół penisa!

    – Ale…

    – Nie ma żadnego „ale”. Albo się golisz, albo idź na tramwaj. Trzeciego wyjścia nie ma! – głos miała bardzo stanowczy, minę poważną.

    – No dobrze, ogolę, ale nie mam czym! – uśmiechałem się triumfująco.

    – Nie ma problemu. Ogolisz się moją maszynką, ja już to zrobiłam, moja cipeczka jest pięknie przystrzyżona, jak sam się pozbawisz tego zarostu będziesz mógł sprawdzić. To najnowszy trend z zachodu, nie czytałeś o tym?

    – Ten tramwaj to jest najpoważniejszy argument – roześmiałem się – mam nadzieję, że się nie pozacinam. Nie, nie czytałem.

    Byłem bardzo zaskoczony, nie spodziewałem się absolutnie takiego obrotu sprawy! Mam ogolić sobie jaja? O co tu, kurwa chodzi? Jedno było ważne – musiałem być w tej lasce!!! Za wszelką cenę, nawet za ceną zacięć na kutasie, czy obok…

    Wlazłem pod prysznic, wykąpałem się, namydliłem całe krocze i starannie, ostrożnie wygoliłem wszystkie kłaki. Spłukałem resztę piany, popatrzyłem w dół… I wiecie co? Spodobało mi się to, co zobaczyłem! Duży kutas starannie wygolony, gładziutki, byłem pewien, że Tośka zaakceptuje taki wygląd. Spodobało mi się to golenie do tego stopnia, że goliłem jaja do końca życia! No, przynajmniej do czasu, kiedy spotykałem się z różnymi kobietami… Wykąpany czyściutki wszedłem do pokoju przepasany ręcznikiem. Antonina leżała na tej samej kanapie, na której całowaliśmy się wcześniej. Pytający wzrok skierowała na ręcznik, którym byłem owinięty, sama leżała pod cieniutkim kocykiem, widziałem wystające gołe kolano zgrabnej nogi. Stanąłem metr od posłania i teatralnym ruchem z uśmiechem na ustach zdjąłem z siebie zasłonę z ręcznika. Kutas sterczał jak maszt, ale jajka były czyściutkie i gładkie. Sekundę później Tośka naga klęczała przede mną i wsuwała w usta pragnącego jej kutasa.

    Lizała go, całowała, masowała dłońmi, delikatnie masowała napęczniałe jądra. Podniosłem dziewczynę z klęczek, przycisnąłem do siebie, czułem, jak penis wsuwa się między długie, zgrabne nogi i opiera o gorącą pipkę. Dziewczyna podniosła nogę najwyżej, jak mogła, skierowała mą rękę pod uniesione kolano. Objęła mnie mocno, przyciskając się do mej piersi, podniosła drugą nogę. Zrozumiałem, co chciała zrobić. Trzymając szczupłe, zgrabne ciało podniosłem je, by chwilkę później opuścić na czekającego niżej kutasa. Antonina jedną ręką obejmowała mnie za szyję, drugą naprowadziła kutasa na swą szparkę i opuściła się na niego. W czasie, kiedy byłem w łazience posmarowała sobie czymś pięknie wystrzyżoną cipkę, bo wszedłem w nią bez problemu! Teraz trzymałem ją, podnosiłem i opuszczałem. Nabijała się do samego końca, oplatała me biodra mocnymi, zgrabnymi nogami. Sapała, wzdychała, stękała i z coraz większą siłą nabijała się na mą pałę. Odwróciłem się w stronę kanapy, położyłem na niej mą fantastyczną kochankę, odsunąłem się od dziewczyny.

    Leżała z rozłożonymi na boki nogami, ręce podłożyła pod głowę, patrzyła na mnie wyczekująco. Teraz ja opadłem na kolana, zanurkowałem między rewelacyjne uda, polizałem różową, mokrą, drżącą pipeczkę, wywołując jeszcze głośniejsze westchnienia i pojękiwania. Lizałem namiętnie uda, wsuwałem język w pępek, wracałem do cipeczki ozdobionej pasemkiem przyciętych, miękkich włosów łonowych. Palce penetrowały różową szparkę, przeszedłem do drugiej dziurki. Zarzuciłem nogi mej gorącej kochanki na swe ramiona, rozchyli twarde, jędrne pośladki. Zanurkowałem jęzorem w ciemną dziurkę, ale po sekundzie nie mogłem jej znaleźć, bo Tośka uciekła spod drążącego ją języka. Uniosłem zdziwiony głowę.

    – Co jest? Nie lubisz?

    – Co ty robisz? Przecież to moja pupa! – zaskoczenie w jej głosie mieszało się z zażenowaniem.

    – Wiem, że to twoja pupa i dlatego chciałem ją wylizać!

    – Ale po co?

    – Jak to, po co? Po to, żeby potem w nią wejść!

    – Chyba zwariowałeś!

    – Antonino, oświadczam, że nie zwariowałem i bardzo chciałbym spenetrować swym członkiem twoją pupę! – wszystko to mówiłem z grobową miną.

    – Na to poczekamy, teraz zajmij się mną pipką!

    No to się zająłem! Ruchałem dziewczę na maksa, patrzyłem na piękną twarz wykrzywioną grymasami podniecenia, wsłuchiwałem się w jej jęki, westchnienia i głośne wrzaski. Odwróciłem Tosię na brzuch, znowu ruchałem różową cipeczkę, ale cały czas zastanawiałem się, jak wtargnąć w tę zajebistą pupcię!

    Uniosłem fantastyczne bioderka wyżej, naplułem na ciemne oczko i pomalutku wjechałem w dupkę. Nie za mocno, nie za brutalnie, wsuwałem się bez pośpiechu w rewelacyjną dupeczkę, trzymałem mocno niesamowite biodra, pompowałem do końca, wsłuchując się w klaskanie pełnych, nabrzmiałych jąder odbijających się od mokrej pipki. W końcu nie wytrzymałem, wystrzeliłem w ciasną dziurkę z całą mocą, słuchałem z radością wrzasków i jęków mej wspaniałej laseczki. Opadłem obok Antosi bez sił, patrzyłem zachwycony w jej piękne oczy.

    – Coś ty zrobił? – patrzyła na mnie dziwnymi wzrokiem.

    – No cóż… skorzystałem z twojej ciasnej dupeczki – uśmiechałem się głupkowato, nie wiedząc, co zrobić z oczami.

    – Tylko dlatego, ze mnie zaskoczyłeś nie dostałeś po twarzy! – piękne oczy ciskały błyskawice. – A wiesz, co jest najgorsze? To, że po sekundzie spodobało mi się. Czułam ciebie całą sobą, to było niesamowite odczucie.

    Położyła dłoń na pupie, nabrała na palce wyciekającą z pupci spermę, powąchała i wylizała uśmiechając się radośnie.

    – Masz wielką pałę, lubisz seks analny, świetnie bzykasz i dobrze smakujesz… Krótko mówiąc, podobasz mi się – pocałowała mnie w policzek i zsunęła się do opadniętego kutasa

    – Teraz proszę normalnie w pipkę, po bożemu! – lizała powstającą pałę, za chwilkę pociągnęła mnie za nią, wpychając mego przyjaciela w gorącą szparkę.

    Leżąc na plecach objęła nogami moje biodra, przyciskając do swego krocza, smukłe ramiona poczułem na barkach. Przylgnęła do mnie bardzo mocno swym pięknym, młodym ciałkiem i sama w szybkim tempie nabijała się na sterczącego w niej fiuta, jęcząc przy tym i wzdychając. Kilkanaście sekund później opadła z wrzaskiem na pościel, głęboko oddychała. Otworzyła oczy, popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się słodko.

    – Jesteście wspaniali. Obaj – wyszeptała.

    Chwilę później zwinęła się w kłębek, jak mały psiak i zasnęła. Nakryłem kocykiem tę piękną istotę i położyłem się obok. Patrzyłem z zachwytem na śpiącą, ciesząc się, że los skrzyżował nasze drogi… Czułem, ze zanurzam się w nią bez pamięci… Tak, teraz wiedziałem, co to jest bezgraniczna miłość, byłem w stanie zrobić dla NIEJ absolutnie wszystko. A co moja partnerka? Zsunęła się na wysokość mych bioder, złapała mnie za kutasa i zrobiła takiego loda, że zwariowałem!!! Nawet nie wiesz, czytelniku, jak ona mi się podobała! Po dłuższej chwili doszedłem do wniosku, że to jest moja partnerka, dziewczyna, przy której chciałbym się zestarzeć… Dziwnie to brzmi, prawda? Ale tak było! Ja wiem, to zabrzmi naprawdę bardzo dziwnie, ale chyba… zakochałem się! Ta dziewczyna była niesamowita, piękna, atrakcyjna, mądra…

    Czy to możliwe, że już po drugim spotkaniu tak mnie urzekła? Tak! Byłem nią oczarowany! Przecież przez te kilka miesięcy poznałem ją bliżej, bardzo dużo rozmawialiśmy… Kiedy myślałem o tej wspaniałej dziewczynie, widziałem ją w roli mej przyjaciółki, partnerki… może nawet żony??? Wierzcie mi, naprawdę zakochałem się w tej ślicznotce! Była ucieleśnieniem moich marzeń z dawnych czasów, to ją widziałem obok siebie za wiele, wiele lat! Śmieszne? Nie, dla mnie wtedy to było być, albo nie być… Chciałem, żeby była moją dziewczyną i tak się stało. Spędzałem u Tosi więcej czasu, niż w akademiku, praktycznie zamieszkałem w jej wielkim mieszkaniu. Kochaliśmy się kiedy tylko było można, z czasem nawet obecność Beaty była nam obojętna, tym bardziej, ze też miała chłopaka, który dość często spał w jej pokoju. Tosia polubiła z czasem seks analny, urozmaicaliśmy sobie dzięki temu nasza harce.

    Ponieważ umiałem robić drobne naprawy i remonty, to pomogło mi zaadoptować się wśród sąsiadów, którzy okazali się być zasiedziałymi mieszczanami… W sumie pasował mi taki układ, chciałem tę dziewczynę, potrzebowałem jej. Wyobraźcie sobie, że w marzeniach widziałem ją w sukni ślubnej, stojącej obok mnie… Hmmm…

    Nie doceniłem jej rodziców. Wrócili oboje z Afryki, gdzie pracowali przez ostatnie pół roku, rozgościli się w swym pięknym, wielkim mieszkaniu. Ojciec Antoniny, pan Bolesław, był starszy od jej matki o prawie dwadzieścia lat, jedyna córka była jego najdroższym skarbem, oczkiem w głowie. Jej przyszłość planował już od momentu, kiedy poszła do przedszkola, ale życie, jak to zwykle bywa, napisało swój scenariusz. Nie chciała zostać lekarzem, wybrała architekturę, szło jej bardzo dobrze. Za rok miała obronę pracy magisterskiej, ale już teraz zatrudniło Tośkę największe biuro projektowe w mieście. Ojciec w końcu pogodził się z jej rezygnacją z medycyny, widział, że to, co robi daje córce wiele radości i satysfakcji. Po powrocie z Afryki potrzebował kilku dni, żeby pogodzić się z częstą obecnością w jego mieszkaniu jakiegoś przystojnego, młodego chłopaka, studenta ostatniego roku na Politechnice, a którego córeczka przedstawiła jako swego chłopaka. Antonina wysłała do nich kilka naszych wspólnych zdjęć, więc mieli jakieś pojęcie, z kim spotyka się ich jedynaczka. Nie powiem, pęczniałem z dumy, kiedy tak stała obok mnie i ściskała mą dłoń. Co innego matka dziewczyny, pani neurolog, bardzo atrakcyjna, piękna kobieta po czterdziestce. To po niej Tosia odziedziczyła urodę i figurę modelki. Pani Zofia kiedy tylko mnie zobaczyła, uśmiechnęła się radośnie, niemal mnie wyściskała!

    – Ale nasza córeczka ma przystojnego kawalera! No proszę, jak ten czas leci, a przecież niedawno biegała po mieszkaniu z lalką – patrzyła na mnie radośnie.

    – Dziękuję za komplement, ale to pani jest ozdobą tego domu – próbowałem nie pozostać dłużny.

    – A do tego grzeczny i miły – pogłaskała mnie po ramieniu.

    Ojciec stał tylko obok i patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Jak wspomniałem, był znacznie starszy od żony, przekroczył już wiek emerytalny, ale jak większość wziętych lekarzy nie skończył praktyki, tym bardziej, że kończyli budowę domu. Okazał się dobrym człowiekiem, mającym swe zasady, których nigdy nie łamał. Dlatego początkowo nie odważyłem się nocować w pokoju Antoniny; stało się to dużo później. Byliśmy parą, dziewczyna coraz bardziej mi się podobała, a było to ze wzajemnością, pomału zaczęliśmy nawet planować wspólną przyszłość. Niestety, przed nami była budowa lekarskiego domu i moja potencjalna, piękna teściowa… No cóż… Jestem koneserem piękna kobiecego, potrafię ocenić i docenić uroki kobiety w każdym wieku, tak miałem od czasu chyba liceum.

    Teraz jednak byłem bez pamięci zakochany w dziewczynie przecudnej urody, kochałem przyszłą panią architekt… Wydawało mi się że pani Zofia, mama Antoniny, akceptuje nasz związek, więc nie przejmowałem się za bardzo tym, co działo się wokół nas, tym bardziej, że Zofia miała naprawdę znaczący wpływ na reakcje swego męża… Tego jednak nie spodziewałem się, nie przewidziałem w najśmielszych snach. Pani Zofia zawsze stawała po mojej stronie, nawet, kiedy jedną za stron był jej córka. Niekiedy zastanawiało mnie to, ale po którymś razie przestałem zwracać uwagę na wszystko, co działo się wokół, bo i tak ochraniała nas pani Zofia.

    Budowa nowej, wielkiej chaty dobiegała końca, nie raz byłem tam z Tośką, kilka razy kochaliśmy się wśród niewykończonych ścian, wiedziałem, która część domu przeznaczona jest dla jedynaczki. Tuż przed końcem budowy doktor zrobił imprezkę dla ekipy, która wykańczała chałupę. Załapałem się na tę popijawę, budowlańcy byli bardzo sympatyczni i weseli. Pod koniec imprezy zjawiła się Tosia z matką, dosiadły się do nas, ale tylko po to, żeby podziękować fachowcom za ich rzetelną robotę. Nie powiem, impreza była bardzo udana, a alkoholu tyle, że padłem! W salonie stało duże łóżko, tam złożyli moje umęczone gorzałą zwłoki.

    Spałem jak kamień, ale przebudzenie miałem rewelacyjne! Jeszcze w pół śnie, leżąc na boku czułem, jak chłodne, nagie ciało wsuwa się pod kołdrę, poczułem ciepłą dłoń ściskającą budzącego się do życia kutasa. Nie otwierałem oczu, wolałem odczuwać wszystko, niż widzieć! Zwinny język mej dziewczyny wywijał harce na pęczniejącej głowicy, leżąc tyłem do mnie wsunęła sobie sterczącego do granic możliwości chuja w pipkę i poruszała się rytmicznie. Miałem kaca, zmysły były lekko stępione, więc nie wystrzeliłem w momencie, kiedy moja kochanka zesztywniała i westchnęła głęboko. Położyłem się na wznak, a ona wskoczyła na mnie i nadziała na kutasa. Ciągle nie otwierałem oczu, poddawałem się cały rytmowi jej zmysłowych ruchów. Korciło mnie, żeby pomasować jej fantastyczny biuścik, wysunąłem więc ręce przed siebie i na ślepo wyciągnąłem przed siebie. Złapałem za podskakujące cycki, ale coś było nie tak, Antonina ma mały biuścik, a to, co trzymałem w dłoniach było dość dorodne. Otworzyłem oczy… O kurwa!!! To nie Tosia, tylko Zofia, jej matka, jechała na mnie z chujem w pipie!!! Szok! Co? Jak? O co tu, kurwa chodzi!? Podskoczyłem, zrzucając z siebie matkę swej dziewczyny, patrzyłem na nią wielkimi oczami. No cóż, było na co patrzeć! Piękna, atrakcyjna kobieta w średnim wieku z niesamowitym ciałem leżała obok mnie z lubieżnym uśmiechem, nie wydała się speszona, spoglądała na mnie uwodzicielsko.

    – Janeczku, nie denerwuj się, to tylko ja! Antonina nic nie wie i mam nadzieję, że się nie dowie! – mówiąc to cały czas uśmiechała się i patrzyła mi w oczy.

    – Jak to nie denerwuj się, co pani wyprawia!? Zwariowałaś, kobieto? Przepraszam, ale to jest niedopuszczalne; to, co pani robi, to jest… to jest… Brak mi słów! – siedziałem na wyrze zasłaniając ciągle sterczącego kutasa

    – Jak pani mogła zrobić to swojej córce?

    – Uspokój się i posłuchaj, co chcę powiedzieć…

    – Ale ja… – przerwałem

    – Uspokój się i wysłuchaj wreszcie! – siedziała przede mną naga, piękna kobieta, nie kryła swych wdzięków, a ja nie mogłem nic zrobić, to przecież matka mojej ukochanej!

    – Jak wiesz, mój mąż jest dużo starszy ode mnie, ma już swoje lata, a ja… sam widzisz. Jestem jeszcze dość młoda, żeby kochać się bez pamięci, uprawiać seks kiedy tylko zechcę, mam swoje potrzeby, pragnienia, przecież nie jestem stara! Bolek już nie bardzo może, zdarzy się, że bzykniemy się raz na miesiąc, albo dwa… Nie trwa to długo, szybko się męczy, a ja udaję orgazmy, żeby go zadowolić. Ale nie chcę udawać, chcę, żeby zerżnął mnie młody ogier, chcę czuć go w sobie, chcę orgazm za orgazmem, nie pamiętam, jak smakuje sperma, mam dość tego postu… Patrzyłam na ciebie, jesteś przystojnym chłopakiem, w czasie rozmów z Tosią słyszałam, że jesteś też fantastycznym kochankiem, więc dłużej nie czekałam, tylko wykorzystałam okazję. Widzę, jak się kochacie, mam nadzieję, że niedługo po studiach weźmiecie ślub; jak widzisz dom jest wielki, zamieszkamy razem. W ten sposób będziemy bardzo blisko siebie, bo przecież już nie będziemy więcej jeździli za granicę.

    – Hmmmm… – przerwała wywód, popatrzyła na moje nieudolnie zasłaniane krocze – Zdaje mi się, że jednak podobam się tobie, twój przyjaciel ciągle twardo stoi, chcesz coś z tym zrobić?

    Kurwa, co się dzieje? Nie powiem, baba mimo swego wieku utrzymana lepiej od większości lasek młodszych o dwadzieścia lat! Do tego taka atrakcyjna dupa siedzi goła na tym samym łóżku, co ja, przed chwilą zeszła mi z kutasa, a ja nie bardzo wiem, co mam robić! To przecież matka Tośki! Wtedy naszły mnie wątpliwości… Mamy mieszkać razem? Ona ma być ciągle blisko nas? No i co? Mam ją bzykać? A co z Antoniną? Nie, to jest jakaś paranoja! Z drugiej strony… W tym momencie Zofia nachyliła się, złapała za kutasa i objęła go ustami. Ja pierdolę, co robić? Po pięciu sekundach wiedziałem już, co robić. Nic! Nic nie rób, człowieku, tylko leż i czekaj na ciąg dalszy, takiego loda jeszcze nie miałeś! Mamusia mej ukochanej była mistrzynią w obciąganiu, z podobnymi umiejętnościami spotkałem się dopiero kilkanaście lat później! Ale Tośka… Kurwa, Tośka tak nie umie!. Zosia lizała mi człona, przeszła na jaja, po chwili czułem jej zwinny język na mej jedynej dziurce – lizała mi dupę; nigdy tego nie miałem wcześniej, ale podobało mi się. Sięgnąłem dłonią do lekko zwisającego biustu, zacząłem miętosić ładne cycorki, druga ręka wylądowała między zgrabnymi udami, paluchy same wskoczyły w mokrą, gorącą pizdę. Przewróciłem kobietę na plecy, rozchyliłem szczupłe nogi, zanurkowałem między uda, wessałem się w cipkę, palce wsunąłem w pupę. Jęknęła, ścisnęła mi głowę, przydusiła do łona.

    – Tak, tak, liż mnie, ssij moją cipunię, nie wyjmuj palców z pupy, rób tak, tak – jęczała i stękała poruszając ciągle biodrami.

    – Zaraz cię zerżnę, wyrucham cię w dupę jak dziwkę, jak sprzedajną kurwę – wysapałem.

    – Zrób to, chcę tego, sponiewieraj mnie, chcę cię wszędzie – jęczała z rozkoszy.

    Poderwałem się, odwróciłem Zośkę tyłem do siebie, popchnąłem, żeby oparła się na rękach, wypinając swą bardzo fajną dupę. Nie czekałem, załadowałem kutasa po same jaja i zacząłem ostro ruchać. Dostosowała ruchy okrągłych bioder do moich, nabijała się na kutasa z całej siły, niemal do bólu. Co chwilę dawałem w trzęsące się pośladki siarczystego klapsa, nachyliłem się, złapałem za cycki, podniosłem kobietę tak, że oparła się o moją klatę, zacząłem całować karczek, szyję, wsuwałem język w uszy. Odwróciłem ładną twarz, wtargnąłem w dyszące, spragnione usta. Oddała pocałunek, niemal wessała w siebie mój cały język.. Nagle znieruchomiała, wpadła w jakiś dygot, zakryła usta dłonią i opadła bez sił na poduszkę. Cały czas drżała i podskakiwała, to jęczała, to wyła w poduszkę. Wyszedłem z gościnnej dupy, wepchnąłem się w rozchylone usta, złapałem ciemne włosy, przytrzymałem głowę i zacząłem ruchać ładną buzię. Nie mogłem wepchnąć się zbyt głęboko, bo cofała się, ale nie przestawała ssać główki. Nie trwało to długo, czułem, że za moment wytrysnę. Zofia też domyśliła się, że zaraz zaleję ją spermą, chwyciła kutasa w dłonie, zaczęła mnie onanizować, kierując strumień nasienia w otwarte usta. Wystrzeliłem! Poszło do buzi, na twarz, we włosy, skierowała też kutasa na swe ciągle ładne piersi. Zaryczałem, opadłem bez sił na pościel, ciężko dyszałem. Patrzyłem na siedzącą obok mnie kobietę, rozsmarowującą sobie spermę na biuście, liżącą usta oblepione białym nasieniem. Kurwa, wyruchałem matkę swojej dziewczyny! Ale czy ona będzie nadal moją dziewczyną? Jak spojrzę w jej piękne oczy? Jak spojrzę w oczy jej ojcu? No tak, przez napaloną babę i własne chuci pozbawiłem się być może życiowej partnerki! Zofia uśmiechała się cały czas, pocałowała czubek opadającego kutasa.

    – On jest cudowny – wyszeptała – mam nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy był we mnie, już za nim tęsknię…

    – Nie, moja droga pani Zosiu, to był pierwszy i ostatni raz, więcej tego nie powtórzymy. Przez pani brak opanowania i moje napalenie na wdzięki atrakcyjnej kobiety straciłem najpiękniejszą dziewczynę, jaką znałem…

    – No przestań, przecież było nam wspaniale, prawda? – zaczęła się przymilać, głaskała mnie po twarzy – Jesteś naprawdę niesamowity, przecież nie będziesz bzykał tylko Tosi, mnie tylko raz na tydzień, to mi wystarczy. Uwierz mi, nie pożałujesz. No i mów mi po imieniu, jak będziemy sami.

    – Nie będę mówił pani po imieniu, bo nie będziemy sami, już mam wyrzuty sumienia.

    – Młody człowieku, albo przystaniesz na moje warunki, albo będziesz żałował tego do końca życia, które ci zniszczę! – Jej ton stał się ostry i stanowczy, w oczach widziałem wściekłość. – Albo zerżniesz mnie jeszcze kilka razy, do momentu, kiedy będę miała dość, albo powiem Tośce, opowiem na twojej uczelni, zjawię się w twoim domu, że mnie zgwałciłeś. Szczegóły twojej anatomii poznałam, więc nie masz wyjścia. Co ty na to?

    Nie odpowiedziałem. Wstałem, pchnąłem Zofię na plecy, zadarłem w górę nogi i ponownie wyruchałem. Wrzeszczała, wyła, jęczała, stękała, a ja ruchałem, jakbym nic innego w życiu nie robił. Odwróciłem kobietę na brzuch, zerżnąłem w dupę, poobijałem pośladki, były czerwone jak korale indora, wreszcie miała dość… Cała moja radość poszła się jebać, wiedziałem, że straciłem swoją ukochaną; albo wcześniej, czy później wszystko się wyda, albo Zofia mnie wpierdoli w problemy. Musiałem przystać na jej warunki, nie miałem wyjścia. Może uda się ukryć to przed Antoniną, może jej matka będzie miała dość… Spotykaliśmy się raz, dwa razy w tygodniu, Zofia wynajmowała pokój w hotelu jej dobrej znajomej, nikt nam nie przeszkadzał. Hotel na uboczu, dyskretne wejście, obsługi nie było widać, klucz zawsze był w drzwiach. Nie powiem, ruchałem kobietę z ochotą, naprawdę była atrakcyjna. No i opłacało mi się to, zawsze po rozstaniu znajdowałem w kieszeni spodni pokaźną gotówkę. Długo to trwało, prawie zamieszkałem z Antoniną, jej starzy nie mieli nic przeciwko. Zofia zachowywała się normalnie, w żaden sposób nie zdradzała naszej bliskości. Niestety, do czasu… Jednego pięknego dnia wszedłem do wielkiego mieszkania mojej ukochanej i nawet nie wyszedłem z przedpokoju. Tosia zapłakana stała w drzwiach z ogromnym smutkiem na ślicznej buzi, zatrzymała mnie ruchem ręki.

    – Wiem wszystko. Pokłóciłam się z mamą, a ona w złości wszystko mi opowiedziała. Nie mam nic więcej do powiedzenia, nie chcę cię więcej widzieć. Żegnam – niemal wypchnęła mnie za drzwi.

    – Tosiu, daj sobie…

    – Wyjdź – przerwała mi stanowczo.

    Co miałem zrobić? Wyszedłem i w tym , jak sprzedajną kurwęmomencie zakończyła się moja wielka miłość… Z Zofią też już się nie spotkałem…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Nie wiem, czy podoba się Wam to, co piszę….

    Bardzo mało komentarzy…

  • Joanna

     
    – Wolny? – zapytała, wsiadając do auta na przednie siedzenie.

    – Wolny. Dokąd? – spytałem

    – Na Zamojską proszę.

    – Proszę bardzo – włączyłem taksometr i pojechałem.

    W czasie jazdy dyskretnie przyglądałem się dziewczynie. Była dużą kobietą, trochę ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, wszystko było proporcjonalne, też duże, ale pasujące do reszty. Długie, lokowane, prawie czarne włosy otaczały nawet interesującą twarz; miała ładne, ciemne oczy i duże mięsiste wargi. Patrzyłem na nią, zastanawiając się, jak by te wargi wyglądały na moim kutasie. Co tu dużo gadać – podobała mi się! Hmmm… Każda baba podobała mi się, a kochałem każdą, na której leżałem… Ta miała w sobie taki… nooo… prymitywny i zwierzęcy urok dzikiej kocicy! No i nie często spotykałem się z czymś takim, ale teraz czułem od niej taki… zapach kobiety! Nie, żebym poczuł zapach niemytej pipy, czy coś podobnego; nie, to był zapach kobiety…

    – Czego się gapisz? Kobiety nie widziałeś? – spytała z błyskiem w pięknych oczach, widząc, że się jej przyglądam.

    – Widziałem, ale nigdy takiej, jak ty! – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

    – Nie podobam ci się? – to brzmiało zaczepnie.

    – Jak to nie! Bardzo mi się podobasz! Inaczej bym nie patrzył.

    – A jak bardzo? – popatrzyła teraz kokieteryjnie w moją stronę i uśmiechnęła się.

    – Tak bardzo, że mam ochotę cię zerżnąć; zerżnąć tak, żebyś kwiliła jak ptaszę! – zwolniłem trochę, droga zwężała się z prawej strony.

    – A umiesz tak? – spytała ironicznie.

    – Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz! – złapałem ją za kark i przyciągnąłem do siebie – chcesz sprawdzić? – wpiłem się w jej namiętne usta, zatrzymałem samochód na poboczu.

    Odpowiedziała, czułem jej język głęboko w gardle, umiała zrobić z niego prawie młynek! Złapałem za duże cycki, wsunąłem łapę pod stanik, okazały się prawdziwe, żadnego pompowania medycznego, a drugą rękę wsadziłem w gacie. Cipa była duża, obrośnięta gęstwiną długich i twardych kłaków. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie to podnieciło! To przecież sama natura! I ten zwierzęcy urok! Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak ją odbierałem, jak dzikie, atrakcyjne, pełne seksu zwierzątko.

    – Śpieszysz się? – spytałem z nadzieją w głosie.

    – Nie, mam czas do jutra wieczór, dlaczego pytasz?

    – Hmmmm… Powiem wprost. Chcę cię mocno, we wszystko wyruchać, jesteś niesamowita laska! W mieście nie można, trzeba wyjechać gdzieś na wioski. A tak w ogóle, masz ochotę na seks?

    – Jeśli masz czym ruchać, to zawsze! Mniej więcej za kilometr skręć w prawo, tam jest fajne miejsce.

    Zrobiłem, jak chciała i rzeczywiście, po kilometrze ukazała się fajna polana w lesie, teraz pusta. Zatrzymałem auto pod rozłożystym drzewem, odwróciłem się do dziewczyny.

    – Nawet nie wiem, jak masz na imię! Ja jestem Jan, a ty?

    – Joanna, miło mi – podała swą dłoń, którą lekko uścisnąłem

    – Co tutaj porabiasz?

    – Takie małe szkolenie z cyklu zielonej szkoły – odpowiedziała.

    – Zastanowiłaś się dobrze? Nadal chcesz seksu? – chciałem mieć pewność, że nie ucieknie mi, kiedy zacznę się do niej dobierać.

    – A myślisz, że po co tu z tobą jechałam? Potrzebuję seksu, jak powietrza. A ty ruchasz mnie w końcu, czy będziemy tak sobie gadać?

    Nie gadaliśmy. Staliśmy gdzieś na poboczu, poza wąską drogą nie było tutaj nic, auta też niezbyt często jeździły nierównym asfaltem. Polana była za gęstwiną drzew, więc dyskrecja była zapewniona, chyba, że ktoś podobnie jak my miał ochotę na radosny i frywolny seks na łonie natury. Joanna wysiadła z auta, przeszła na jego tył, oparła dłonie o pokrywę bagażnika, rozszerzyła nogi, przedtem podciągnęła spódniczkę i zdjęła figi, ukazując ponętne, choć duże, jędrne pośladki. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko załadować chuja w bardzo mokrą już, zarośniętą pipę i czekać na jej reakcję. Ruchałem tę pizdę, aż ogień szedł, wpychałem kutasa w cipkę do samych jaj, ale chyba podobało się to dziewczynie, bo nie protestowała. Wręcz przeciwnie, zachęcała mnie wrzeszcząc na pół lasu, jak to jej dobrze, jak lubi czuć w sobie takiego chuja.

    – Chcesz mocniej poczuć? – spytałem zadyszany nie przestając pompować pipy.

    – Tak, ruchaj, nie przerywaj, wreszcie porządny kutas we mnie wchodzi…

    – Co robisz? – wrzasnęła, kiedy wycofałem się z cipy.

    – Cicho bądź, zwierzątka spłoszysz – splunąłem na dziurę w dupie, rozchyliłem pośladki i załadowałem w dupę.

    – O kurwa! Ale dojebałeś! O kurwa, jesteś wielki… Co ty… tak, ruchaj mnie w dupę, tak, tak… Ruchaj… mnie… – nie dokończyła.

    Nogi się Aśce ugięły, padła na kolana, a z gardła wydobył się ryk bardzo trudny do zdefiniowania. Podobnie ryczała Donata, kiedy wyruchałem ją na imprezie firmowej. Nie wyszedłem z dupska, bo też przykucnąłem nie przestając jej pompować. W końcu popchnąłem ją, tak, że wypięta położyła się w trawie na brzuchu. Siadłem okrakiem na jej dupie i ciągle ruchałem, obserwując reakcje kobiety. Podrzucała biodrami, ale już nie wyła, tylko charczała i jęczała cicho. Pomyślałem, że chętnie spuszczę się na jej cyce, więc odwróciłem Aśkę na plecy, podciągnąłem bluzeczkę i stanik pod brodę, uwalniając pokaźny biust. Zaskoczył mnie, bo choć dziewczyna nie należała do najszczuplejszych, to mimo to była bardzo proporcjonalnie zbudowana, po prostu wszystko miała duże, na swój sposób jednak mogła podobać się mężczyznom. Mi podobała się niesamowicie! Wjechałem w obrośniętą sklejonymi teraz kłakami cipę i znowu zacząłem mocno pompować. Patrzyła na mnie dużymi, zamglonymi oczami, złapała mnie za biodra i mocno przyciągnęła do siebie, obejmując nogami. Zwarliśmy się w pocałunku i już nie wytrzymałem, wystrzeliłem w gorącą pizdę! Aśka nagłym ruchem zrzuciła mnie z siebie, usiadła i zaczęła wrzeszczeć.

    – Pojebało cię? Spuszczasz mi się w cipę? Chcesz chować bachora, bo ja nie! Co ci odjebało, nie mogłeś spytać?

    – Masz płodne dni? – spytałem, jak jaki głupi.

    – Tak to jest, jak przez chwilkę myśli się kutasem, nie głową! Kończą się, ale jeszcze nie ten czas, żeby zlewać się we mnie bez problemów na przyszłość. Coś ty idioto zrobił!

    – Jeśli cię to uspokoi, to mam znajomego lekarza, przepisze takie piguły, które załatwią problem w dwa dni.

    – Teraz? Kto ci da receptę? A apteka?

    – Tak, teraz dostanę receptę, a apteka w rynku działa do północy.

    Wsiedliśmy do auta, wróciliśmy do miasta. Przez całą drogę patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, nie odzywała się. Zajechałem pod dom znajomego doktora, wiedziałem, że mnie przyjmie, miał wobec mnie olbrzymi dług wdzięczności. Jakiś czas temu wsiadł do mego auta z fantastyczną dziewczyną (potem dowiedziałem się, że to jedna z pielęgniarek z jego szpitala), chciał pojechać do motelu za miastem. Zaproponowałem doktorowi inny lokal, bo kilkanaście minut wcześniej kolega zawiózł do tego właśnie motelu żonę doktora w towarzystwie przystojnego młodziana. Zdziwiony zgodził się; w czasie jazdy wytłumaczyłem, że właśnie do tego miejsca pojechała jego małżonka z kilkoma koleżankami, niespodziewane spotkanie mogło źle się dla doktora i jego ślicznej dupeczki skończyć. Teraz opisałem panu lekarzowi zaistniałą sytuację, poprosiłem o receptę. Pokiwał ze zrozumieniem głową, poszedł do siebie, po chwili wrócił z karteczką. Powiedział jeszcze Aśce, jak te pigułki ma łykać, mrugnął do mnie porozumiewawczo, schował w kieszeń dyskretnie wsunięty w dłoń banknot. W jedynej czynnej jeszcze aptece wykupiłem lekarstwo, pani magister patrzyła na mnie jakoś dziwnie, ale nie komentowała.

    – To co, zawiozę cię do domu tak? – spytałem Joannę podając jej tabletki.

    – Możesz mnie zawieźć, ale nie masz ochoty na jeszcze? Teraz, jak mam te pigułki, to może… – patrzyła na mnie wyczekująco i z nadzieją w oczach na dalszy ciąg miło zaczętego wieczoru.

    – Prawdę mówiąc to mam niesamowitą ochotę na seks z tak fantastyczną dupą, jak ty, ale nie na łące. Chcę się normalnie bzykać w łóżku, nie w trawie; nie mam kilkunastu lat, żeby napalać się na gołą cipę jak nastolatek i dymać ją gdziekolwiek. U mnie w chacie nie ma szans, a u ciebie?

    – Też nie, ale mam znajomą, możemy u niej!

    – Żartujesz, u obcej kobiety? – zdziwiłem się – Ile bierze za pokój?

    – Obca, ale zaufana! Stasia na pewno się zgodzi, lubi mnie gościć. Nie musimy nic płacić, ma wobec mnie dług… Nie raz korzystałam z jej uprzejmości.

    – Tak często się ruchasz z obcymi facetami? – tylko trochę się zdziwiłem

    – A ty, kurwa, co? Zazdrosny jesteś o moją pipkę? Rucham się z kim chcę i kiedy chcę. Nie pasuje tobie?

    – OK, podaj adres.

    Po kilku minutach byliśmy w mieszkaniu tej godnej zaufania kobiety. Okazała się nią być pani w wieki emerytalnym, szczupła, drobna kobiecina o miłej, sympatycznej twarzy. Przyjrzałem się jej oczom; biło z nich jakieś ciepło i dobroć, sam nie wiem, jak to określić. W młodości musiała być bardzo ładną dziewczyną. Pani Stasia przywitała nas z uśmiechem, skierowała do pokoiku z dużym łóżkiem.

    – Mam nadzieję, że nie zarwiecie mebla? Łazienka jest obok, ręcznik na wannie.

    – Dziękuję – bąknąłem, nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Aśka złapała mnie za rękę i wciągnęła do środka, zamykając drzwi.

    – Rozbieraj się i do łazienki, ja po tobie, ręcznik zostaw tam, gdzie jest – mówiąc to zdejmowała z siebie ciuchy.

    Przyglądałem się chwilkę tej dorodnej, dużej i wyjątkowo, przynajmniej dla mnie, atrakcyjnej dziewczynie, czekałem, aż zdejmie figi. Zatrzymała się na chwilkę i popatrzyła na mnie zdziwiona.

    – Na co czekasz? Idziesz do łazienki, czy nie?

    – Idę, idę, ale mam problem…

    – Jaki znowu problem? Nie lubisz wanny?

    – Nie mam nic do wanny, to nie to… Wiesz, lubię lizać pipkę, tym bardziej tak soczystą, jak twoja, ale boję się, że zadławisz mnie tym buszem między nogami!

    – Co? – patrzyła zaskoczona – Jakim buszem?

    – Tym, co go hodujesz nad cipą – wskazałem palcem.

    – Aaaaa, o tym mówisz – złapała się za grzywę i potarmosiła ją trochę – raz zgoliłam, ale później tak mnie wszystko swędziało, jak odrastała, że myślałam, że się zadrapię!

    – Bo po zgoleniu trzeba ją ciągle pielęgnować, wtedy nie swędzi. Wiem, co mówię.

    – Wiesz, co mówisz? Może też golisz sobie jaja, co?

    – Tak, zgadłaś, golę – mówiąc to zdjąłem bokserki.

    Na światło dzienne wyjrzał mój kutas, zakołysał się radośnie. Joanna zrobiła wielkie oczy i uklęknęła, podniosła go i dokładnie obejrzała.

    – Naprawdę golisz sobie jaja! Ale numer, jeszcze na żywo czegoś takiego nie widziałam! W ogóle jeszcze takiego nie widziałam, czułam go w dupie i w cipie, ale go nie oglądałam, było przecież ciemno, nie widziałam szczegółów… A ty mi TO wpychałeś… Spadaj do kąpieli – zakończyła oględziny.

    – Idę, idę.

    Wyszedłem nagi z pokoju, otwierając drzwi łazienki dostrzegłem kątem oka podglądającą mnie gospodynię. Udałem, że nad czymś się waham, opuściłem głowę, odwróciłem w jej stronę, spod oka patrząc na reakcję. Kobieta zasłoniła sobie usta dłonią, żeby stłumić krzyk zdziwienia na widok mej prawie sterczącej pały. Wzruszyłem ramionami, jakbym nie mógł sobie przypomnieć, po co chciałem się wrócić, wszedłem do łazienki. Kąpiel zajęła mi kilka minut, odświeżony otworzyłem drzwi, o mało nie przewracając podglądającej mnie pani Stasi! Odskoczyła zmieszana.

    – Przepraszam, nie chciałem – zacząłem stojąc przed nią nagi.

    – To ja przepraszam – nie mogła oderwać wzroku od mego chuja.

    – Nic się nie stało, wracam do pokoju – uśmiechnąłem się i zamknąłem za sobą drzwi.

    Joanna czekała siedząc na łóżku, wyszła natychmiast. Usłyszałem pod drzwiami jakieś podniecone szepty, po chwili ucichły. Z nudów przeglądałem jakiś kolorowy tygodnik, zainteresował mnie jakiś artykuł na bardzo ciekawe tematy sportowe. Przeczytałem go, potem znalazłem i przeczytałem następny, a Aśki ciągle nie było. Wreszcie po prawie dwudziestu minutach wróciła, weszła pomału do pokoju owinięta tylko dużym, kąpielowym ręcznikiem.

    – Ale wrażenie zrobiłeś tym swoim sprzętem – uśmiechnęła się od progu – Stasia nie widziała nigdy nic większego

    – Przecież nawet mi nie stanął, więc nie był wcale taki duży!

    Usiadła mi na kolanach, pocałowaliśmy się, chwyciła mocno moją kuśkę i zaczęła ją trzepać. Jednym ruchem zdjąłem z wilgotnego jeszcze, dorodnego i niezwykle seksownego ciała ręcznik i zdziwiłem się. Po kępie gęstych, czarnych krzaczorów na pipie został mały, wąski kosmyk! Teraz wiem, dlaczego tak długo jej nie było.

    – Bierz w usta i ssij – nakazałem wstając z łóżka

    – Chyba go nie zmieszczę – mimo to udało jej się wciągnąć mnie mocno do gardła – naprawdę, jeszcze nie miałam w buzi takiego dorodnego olbrzyma – wyszeptała, biorąc oddech.

    – Nie gadaj, tylko ciągnij! – złapałem Aśkę za głowę i zacząłem ją nasuwać na kutasa i uwalniać z niego, po chwili trzymałem ją nieruchomo, sam ruchałem te wydatne usta.

    Kutas pęczniał, rósł, nie mogła go już dłużej ssać, wstała więc, wypięła się w moją stronę tym swoim wielkim tyłkiem, złapała za chuja i wepchnęła sobie w pipę.

    – Ruchaj mnie, lubię od tyłu – wysapała.

    – Uklęknij na łóżku, będzie nam wygodniej – pochyliłem ją tak, że oparła się na rękach wystawiając obie dziury.

    Po kilkunastu sekundach wepchnąłem pałę w dupsko, popychałem naprawdę mocno, ale nie słyszałem głosu sprzeciwu. Patrzyłem w lustro wiszące na bocznej ścianie, w którym widziałem tylko połowę Joanny, ale tę ciekawszą, mogłem obserwować bujające się, zwisające beztrosko, wielkie cyce, które kołysały się w rytm moich ruchów. Ruchałem dupsko na maksymalnych obrotach, sam się dziwiłem, że jeszcze nie było spustu, ale to chyba wcześniejszy seks w lesie opóźniał teraz mój wytrysk. Widziałem, że Aśka nie może dłużej utrzymać się w tej pozycji, ręce zaczęły drżeć z wysiłku, popchnąłem ją mocno, padła na pościel. Położyłem się na niej, oparłem na łokciach i ruchałem jak tłok w cylindrze. Aśka jęczała, stękała, na końcu wrzeszczała w poduszkę, podrzucając dupą. Znowu odwróciłem ją na plecy, tak, jak wcześniej w lesie, załadowałem w pipę i jebałem dalej, nie mniej mocno. Teraz już nie wrzeszczała, a wyła, na szczęście poduszka tłumiła prawie wszystko. Też nie czekałem na nic, w momencie wytrysku myślałem, że tracę świadomość, tak silny miałem orgazm. Padłem na jej wielkie piersi, ryczałem w tę samą poduszkę, tyle, że od góry. Po chwili ciężko dysząc i sapiąc leżeliśmy obok siebie patrząc sobie w oczy.

    – Ale masz gorącą pipę – nie mogłem powstrzymać się od komplementu – dupsko też masz ciasne, jak dziewica – pogładziłem ją po grzywce na łonie.

    – A ty ruchasz, jakbyś całe życie nic innego nie robił. No i ten twój kutas, on jest niesamowity – wysapała głaszcząc opadającego fiuta.

    Kurwa, dlaczego większość lasek określa mego kumpla mówiąc, że jest „niesamowity”? Leżeliśmy przez chwilę obok siebie, spoceni i zmęczeni, a po szybkiej kąpieli zawiozłem Joannę do domu. W drodze powrotnej stwierdziłem, że nie mam zegarka, zostawiłem go pewnie u Stasi. Zawróciłem. Kiedy zadzwoniłem do jej drzwi otworzyła natychmiast, jakby czekała.

    – Czekałam na pana, zostawił pan zegarek, proszę wejść – uśmiechała się sympatycznie.

    – Właśnie dlatego wróciłem do pani. Mam nadzieję, że nie sprawiliśmy z Asią kłopotów?

    – Nie, oczywiście, że nie!

    – Mam jedno pytanie, bo czuję się niezręcznie. Spytam wprost: ile jestem pani winien?

    – No wie pan! – oburzyła się – znamy się z Asią wiele lat, to drobna przysługa z mojej strony.

    – Chociaż… – uśmiechnęła się nieśmiało i popatrzyła na mnie jakoś inaczej.

    – Chociaż… – też uśmiechnąłem się, tym razem zachęcająco.

    – Jeśli chce się pan naprawdę odwdzięczyć, to chciała bym, aby coś pan zrobił – zawstydzona spuściła wzrok na podłogę uśmiechając się zagadkowo.

    – Proszę mówić, jeśli tylko dam radę, to…

    – Tak, da pan radę – przerwała gwałtownie – chcę z bliska zobaczyć pana… pana… – szukała odpowiedniego słowa – penisa!

    – Hmmm, to nie problem, tym bardziej, że kilka minut temu był kąpany – wstałem pomału z krzesła i rozpiąłem rozporek.

    – Mogę sama? – wskazała na me krocze.

    – Oczywiście, proszę bardzo – oparłem dłonie na biodrach.

    Ta niezwykła sytuacja bawiła mnie bardzo, ale też… podniecała! Po sekundzie starsza pani klęczała przede mną i wyciągała ze spodni podnoszącego się kutasa. Trzymała go w małej dłoni, obracała na boki, podziwiała. Zbliżyła twarz do już prawie stojącej kuśki, popatrzyła na mnie

    – Mogę…? – wzrokiem wskazała na chuja

    – Proszę bardzo, jest do pani dyspozycji! – patrzyłem na kobietę zaskoczony.

    Hmmm. Starsza pani obciąga mi kutasa i robi to naprawdę dobrze, widziałem dawną wprawę i praktykę. Bawiła się mną dłuższą chwilę, kiedy nie wytrzymałem, nagle schyliłem się, wziąłem ją na ręce, zaniosłem na to samo łóżko, na którym rżnęliśmy się z Joanną. Ułożyłem delikatnie, zadarłem spódnicę, zdziwiony, że nie protestuje. Miała na sobie tylko jakieś staroświeckie majtki, zdjąłem je, podnosząc biodra kobiety. Uwolnione z bielizny nogi rozłożyłem ostrożnie na boki i naplułem na jej o dziwo świeżo wyglądającą pipę, naśliniłem kutasa i tak już mokrego od jej śliny i pomalutku zacząłem się w nią wsuwać. Stęknęła cichutko, westchnęła patrząc mi w oczy.

    – Nie zrobi mi pan krzywdy? – spytała szeptem.

    – Nie, proszę się nie martwić – zapewniłem ją też szepcząc.

    Pokonując pierwsze zaciśnięcie pizdy wszedłem prawie do końca i niespiesznie zacząłem ją najnormalniej ruchać! Zamknęła oczy, ręce zacisnęła na prześcieradle, po chwili szarpała nim, rzucała głową, jęczała, stękała i piszczała. Nie przestawałem, czułem, że zaraz dojdzie; sam też nie potrzebowałem wiele. Po kilkunastu powolnych ruchach podniosła głowę, zaczęła nią walić o łóżko, ściągając na siebie prześcieradło, oczy miała zamknięte, twarz dziwnie wykrzywioną. Nie wytrzymałem dłużej, wystrzeliłem w nią sporą porcję spermy, choć i tak już umniejszoną o wcześniejsze wytryski z Aśką. Położyłem się obok Stasi, pogłaskałem ja po głowie.

    – Jest pani fascynująca – pogłaskałem ją po twarzy.

    – To pan jest… Dziękuję panu. Nie pamiętam, kiedy kochałam się z mężczyzną, tym bardziej tak wielkim, jak pan; to było wspaniałe przeżycie, jeszcze raz dziękuję, bo widział pan w starej babie jeszcze kobietę, kobietę zdolną do normalnych przeżyć, w tym i do seksu…

    Ubrałem się, wziąłem zegarek, jeszcze raz podziękowałem i opuściłem nader gościnne progi mieszkania pani Stasi.

    Z Joanną nie spotkałem się więcej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Komentujemy!

  • Urszula

    Dobrze pracowało mi się w tej firmie. Załoga była zgrana, nie stwarzaliśmy sobie nawzajem żadnych kłopotów. Choć byłem przecież stosunkowo młodym człowiekiem i pracownikiem, nie zauważyłem nigdy żadnych sygnałów, że jestem gorszy, czy inny niż wszyscy starzy, doświadczeni pracownicy. Po prawie dwóch latach pracy dostąpiłem zaszczytu zaliczenia mnie w poczet właśnie tych “starych” pracowników, mogłem teraz uczestniczyć w każdej imprezce organizowanej przez załogę. Jak zwykle zrobiłem na początku pracy mały zwiad, chciałem sprawdzić, czy uda się upolować jakąś ładną dupeczkę, ale trafiały się zdobycze z zewnątrz, z firmy nie bzyknąłem żadnej dziewczyny. Do czasu. Spotykaliśmy się niekiedy wieczorami prawie całą załogą w jakiejś knajpce, żeby sobie pogadać, pożartować z siebie, wypić kufelek piwa, albo setkę wódki. Te spotkania kończyły się zwykle po północy, choć niekiedy rozstawaliśmy się dużo później, ale tylko wtedy, kiedy kolejny dzień był dniem wolnym od pracy. Najczęściej spotykaliśmy się w mieszanym gronie, byli tam pracownicy z biur, z produkcji, z magazynu. Pewnego razu, w czasie takiej towarzyskiej nasiadówki i po wypiciu pewnej ilości alkoholu, usiadła mi na kolanach Urszula, pani pracująca w sąsiednim pomieszczeniu w biurowcu. Kobieta pod czterdziestkę, absolutnie przeciętna, ani ładna, ani brzydka, lekko zaokrąglona tu i ówdzie, miała duży biust, ciepły uśmiech i wesołe oczy.

    – No to co, Janku, już upatrzyłeś sobie jakąś ofiarę? – objęła mnie ramieniem – Bardzo długo przyglądasz się naszym dziewczynom!

    – Nie rozumiem, co masz na myśli – zaskoczyła mnie i tym, że siadła mi na kolanach i tym pytaniem.

    – Nie udawaj, przecież już ponad dwa lata rozglądasz się, którą z naszych młodych pracownic można szybko przelecieć.

    – Co ci przyszło do głowy! Nie byłem z żadną z nich w łóżku, nawet nie umówiłem się na randkę z którąś. No i przecież jestem żonaty! – prawie oburzyłem się.

    – Ej, nie udawaj cnotliwego! Rozmawiałam niedawno z koleżanką, opowiadała, jaki z ciebie kozak.

    – Co to za koleżanka? Jakich bzdur naopowiadała?

    – Nie powiem, ale wspominała coś o jakichś praktykach zawodowych, o bliźniaczkach i ich matce, o magazynierce i inne takie tam…

    Kurwa! Skąd ona o tym wie, kto jej naopowiadał? W sumie dobrze, że nie ruchnąłem żadnej pracownicy, tu też poszły by plotki.

    – To stare dzieje, to było dawno i nieprawda – próbowałem zbagatelizować słowa Urszuli.

    – Przestań, przecież nie będę tego rozpowiadała. Ale jeden warunek!

    – Warunek? Co masz na myśli? – patrzyłem na kobietę zdziwiony.

    – To proste. Zerżniesz mnie tak, jak inne dziewczyny – wyszeptała mi do ucha.

    – Przestań się wygłupiać, dziewczyno, jesteś mężatką, wypiłaś teraz trochę i zaczęło cię nosić. Wytrzeźwiejesz i wtedy zastanowisz się, co za bzdury opowiadasz. – patrzyłem zaskoczony na ciągle uśmiechającą się kobietę.

    – To się zastanów, pogadamy o tym jutro – wstała z mych kolan i chwiejnym krokiem poszła na drugi koniec stołu, gdzie zajęła swoje krzesełko.

    O co tu, kurwa, chodzi! Baba na imprezie firmowej proponuje mi seks! Będzie jutro pamiętała o swej propozycji? Raczej wątpię, jest za bardzo nawalona, żeby pamiętać cokolwiek z dzisiejszego wieczoru.

    – Co Ula chciała? – kolega siedzący obok ciekawy był naszej rozmowy.

    – Chciała buzi w pipkę – odpaliłem.

    – Nie żartuj, pewnie wie już coś o premiach, bo przecież w tym siedzi! – nie odpuszczał – Coś ci szeptała do ucha, widziałem. A tak na marginesie, uważaj. Jej stary jest chorobliwie zazdrosny!

    – Nie muszę się obawiać, nic od niej nie chcę, po za tym nie mam pojęcia, czego chciała, dosłyszałem niewiele, bełkotała coś, nie mogłem zrozumieć. Nie widzisz, jaka jest pijana?

    – No tak, masz rację…

    Wieczór skończył się wesołymi śpiewami; dobrze, że ta knajpka ma podziemne sale, można było trochę przesadzać z okazywaniem radości bez zwracania uwagi innych gości lokalu. Wróciłem do domu mocno wstawiony, szczęśliwy, że to byl piątek, dwa dni można odpoczywać. Przez weekend zapomniałem o Urszuli i jej propozycji, ale ona pamiętała!

    – No i co? Zastanowiłeś się? – zaczepiła mnie na korytarzu firmy.

    – Nad czym miałem się zastanawiać? – udałem głupa.

    – Jeśli ja to pamiętam, to ty tym bardziej. Kiedy się spotkamy?

    – Eeee… myślałem, że… – nie wiedziałem, co powiedzieć

    – Myślałem, że tak sobie żartujesz! – wypaliłem.

    – Nie, nie żartuję. Dość nasłuchałam się o twoich podbojach, żeby teraz samej tego doświadczyć. Chcę dobrego, ostrego seksu, chcę cię mieć między udami i w sobie; czy to tak trudno pojąć?

    – A twój mąż?

    – A twoja żona? Wie, że puszczasz się na prawo i lewo? No widzisz, nikt oprócz nas nie może o tym wiedzieć, tym bardziej, że mój stary jest zazdrosny jak cholera. Jakby dowiedział się, że przyprawiam mu rogi to oboje już nie żyjemy!

    – Obawiam się, że to samo było by u mnie… OK, kiedy masz czas? – nie miałem wyjścia, musiałem się zgodzić.

    Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli kobieta o coś mnie prosi, a jest to wykonalne, to należy prośbę spełnić! Poszliśmy do biura Ulki i ustaliliśmy, kiedy nie będzie jej dzieci i męża, kiedy możemy bezkolizyjnie spełnić jej marzenie. Nadszedł ten dzień. Żeby nie wzbudzać podejrzeń sąsiadów założyłem dres, buty do biegania i wybiegłem z bloku. Potruchtałem w kierunku mieszkania Urszuli, wszedłem do klatki schodowej obok, piwnicą przeszedłem do właściwej i po chwili dzwoniłem do drzwi mej nowej kochanki. Otworzyła natychmiast, wciągnęła mnie do środka, rzuciła mną na ścianę, zsunęła spodnie od dresu, złapała za kutasa. Masowała go ręką, jednocześnie wpiła mi się w usta namiętnym pocałunkiem. Po takim powitaniu w kilka sekund mój niezawodny przyjaciel był gotów. Oderwałem się od Uli, odwróciłem ją plecami do siebie, zadarłem kieckę, odsunąłem figi i wjechałem w cipę. Hmmm… Zaskoczyła mnie. Byłem pewien, że wiedząc o mojej wizycie jakoś przygotuje się do tego, odpowiednio ubierze, przedtem podmyje pipkę i tyłek, a tu nic z tego. Ubrana była tak, jak dzisiaj w pracy, a kiedy zacząłem polerować mokrą cipę, poczułem jej zapach… Cipy, nie Uli. Nie znoszę tego smrodku niemytych genitalii, ta woń niemytego ciała, moczu i potu działa na mnie odpychająco! Pomyślałem, że wpompuję w tę nieświeżą pipkę porcję swej spermy i ulotnię się, ale nie zrobiłem tego. Nie, żebym był tak napalony; ten smrodek redukuje całą moją ochotę. Nie mogłem ulotnić się, bo w zamku drzwi wejściowych rozległ się zgrzyt klucza!!! Wyskoczyłem z pipki, podciągnąłem portki i stałem oniemiały. Może do szafy?

    – Wskakuj za kanapę – Urszula popchnęła mnie w stronę mebla. Jak kazała, tak zrobiłem. Zdążyłem jeszcze zauważyć, że poprawiła na sobie kieckę i zaczęła czesać włosy stojąc przed lustrem w przedpokoju.

    – O! Jesteś? Co za miła niespodzianka, miałeś być jutro, coś się stało? Dzień dobry, kochanie…

    – Dzień dobry, wpadłem tylko na chwilkę, nie wziąłem pewnych dokumentów, musiałem po nie przyjechać; a skoro już tu jestem, to wezmę czyste koszule. A co tu tak jedzie… śledziami? Co to jest za smrodek? – mówiąc to otwierał szafę, do której w pierwszym odruchu chciałem się schować.

    – Też to poczułeś? Jak tylko weszłam do mieszkania zaraz zwróciłam uwagę na tę dziwną woń. Co ci sąsiedzi gotują, to ja już nie wiem! – Ula nie traciła rezonu.

    – Tak czuć, jak… Nie ważne, ale to raczej przykry smród.

    – Przyjechałam kilka minut przed tobą, jakbyś się trochę pośpieszył i wszedł tutaj pierwszy, to dopiero byś się zdziwił!

    Oj, ale by się zdziwił, widząc swą żonę z kutasem tkwiącym w jej pipie!

    – Dzieciaki odzywały się?

    – Tak, Cyprianek dzwonił i chwalił sobie ten wyjazd. Michalinka też zadowolona; dzieciaki kazały cię pozdrowić.

    Leżałem cichutko za cholerną kanapą, czekałem kiedy facet mnie znajdzie, na szczęście Urszula szybko wyprawiła go za drzwi, po chwili z uśmiechem pokiwała przez okno mężowi wsiadającemu do służbowego samochodu. Odczekała, aż odjedzie i w momencie, kiedy włączył się do ruchu odetchnęła głęboko.

    – Już myślałam, że po nas! Wychodź spod tej kanapy, chodźmy do łazienki. Proszę, masz ręcznik – popchnęła mnie w kierunku drzwi toalety.

    – Ale mieliśmy szczęście! Myślałem, że wyda nas ten cholerny zapaszek…

    – Przepraszam, nie zdążyłam wziąć kąpieli, a niemyta pipka jednak nie pachnie…

    Weszliśmy razem pod natrysk. Patrzyłem na okrąglutkie ciało Urszuli, na duży biust, obfite biodra i wydepilowaną na gładko cipkę. Dziewczyna nie poprzestała na myciu swego okrągłego ciała. Złapała mnie za kutasa, szybko umyła go płynem do kapieli, spłukała i już klęczała przed nim liżąc pałę i drażniąc zwisające jaja. Trzymała chuja w ustach, w tym czasie myła sobie pipkę i biust, nie ominęła odbytu. Podniosłem dziewczynę z kolan, odwróciłem tyłem do siebie, rozszerzyłam jej nogi, nadusiłem dłonią na kark. Miałem przed sobą nagą, pulchną kobietę podpierającą się rękami o ścianę, z wypiętą w moją stronę dupcią. Nie zwlekałem, załadowałem kutasa między pulchne pośladki, zacząłem pompować. Ula westchnęła raz i drugi, zaczęła sapać i jęczeć, postękiwać w rytm mych ruchów. Trzymałem mocno biodra ruchanej dziewczyny, zaraz jednak przesunąłem ręce wyżej, obejmując dłońmi zwisające cyce. Podniosłem ją tak, że opierała się plecami o mą klatę, ciągle pompowałem ciasną dupę, miętoliłem mięciutki biust. Doszła niespodziewanie szybko. Zajęczała, stęknęła wrzasnęła i osunęła się na dno brodzika. Kutas wyskoczył z tyłka, zakołysał się uwolniony, ale Ula nie dała mu spokoju, sekundę później miała go w buzi i ssała zapamiętale. Robiła to naprawdę fachowo, nie potrzebowała dużo czasu, żeby doprowadzić mnie do orgazmu i potężnego wytrysku. Połknęła zadziwiająco dużo ciepłej spermy, resztą posmarowała sobie biust.

    – To było niesamowite przeżycie, jesteś niemożliwy – patrzyła z zachwytem na opadającego kutasa.

    – Mówisz do mnie, czy do niego? – spytałem ze śmiechem.

    – Do was obu. Ale czeka was jeszcze jedno zadanie!

    – Co takiego? Myślałem, że było ci dobrze…

    – Oczywiście, ale nie mogę zapomnieć o swej cipuni! Nie spuściłeś się w nią!

    – Myślisz, że mogę spuścić się w twą pipkę? Bez konsekwencji? Nie chcę później żadnych komplikacji!

    – Bez problemu możesz ją używać do woli, zabezpieczam się, bo mój stary ma ochotę na seks w naprawdę różnych momentach, muszę być w ciągłej gotowości, no, może po za okresem…

    W czasie naszej krótkiej rozmowy głaskała powstającą znowu pałę, lizała i całowała głowicę. Kutas szybko doszedł do pełnej sprawności, ale przenieśliśmy się na łóżko, jednak pod prysznicem nie jest zbyt wygodnie. Pochyliłem się nad leżącą Ulką, pocałowałem w usta, zsunąłem się się niżej na biust, potem brzuch; zacząłem lizać czyściutką, pachnącą pipkę. Odepchnęła mnie od siebie, położyłem się na plecach, a kobieta klęczała między moimi udami. Pochyliła się, ujęła swe duże piersi w dłonie i otuliła nimi stojącego kutasa. Napluła na błyszczącą główkę i zaczęła masować mnie swym rewelacyjnym biustem. Nie powiem sprawiało mi to dużą przyjemność! Patrzyłem, jak przesuwa piersi po penisie, masuje go zawzięcie. Pochyliła twarz, zsunęła się trochę niżej i nie tylko masowała mnie , ale do tego obciągała pulsującą pałę. No powiem wam, rewelacja. Zwinny języczek oplatał mokrą od śliny głowicę, biust masował trzon drągala; w sumie czysta przyjemność. Chciałem wejść w gorącą cipkę, dlatego odsunąłem Ulkę od siebie, teraz ona leżała na wznak. Wtem zaszło coś, czego w życiu się nie spodziewałem i czego nigdy przedtem, ani później nie widziałem! Urszula leżąc na plecach podniosła nogi, chwyciła je pod kolanami, przyciągnęła mocno do siebie, po chwili przełożyła pod udami obie ręce, tak, że łydki miała za głową! Wysoko uniesione biodra, pięknie wyeksponowana szparka pipki i dziurka pupy zachęcały do wtargnięcia w któryś z otworków!

    – Na co czekasz? Bardziej jej nie wypnę. Wchodź w nią wreszcie, chcę cię poczuć głęboko w sobie – zachęcała kobieta.

    – W którą mam wejść? – roześmiałem się – Obie piękne i oczekujące…

    – Jak to, w którą? – przerwała natychmiast – Przecież mówiłam ci, że pipka czeka na twego drągala, więc wyruchaj mnie w końcu w cipę, bo inaczej się wścieknę! – jej oczy ciskały błyskawice.

    – Dobrze, już dobrze – wciskałem się między pofałdowane, różowe wargi, jednocześnie drażniąc palcem łechtaczkę.

    Po chwili tkwiłem w dziewczynie po same jaja. Zacząłem ją pompować, pomagałem sobie naciskając rękoma na łydki nóg Uli. Naciśnięcie łydek powodowało podniesienie się pupy, przez co nawet nie musiałem ruszać się, a ona i tak nadziewała się na kutasa. Spodobał mi się ten sposób bzykania i podniecał mnie! Nie czekałem długo, kiedy kochanka zaczęła podrygiwać, jęczeć i sapać, po chwili drżała cała i wrzeszczała w poduszkę. Doszedłem kilka sekund później, wpompowałem w pipkę obfitą porcję spermy, padłem bez sił obok ciągle drżącej Urszuli. Udało się ją jakoś rozplątać z tej dziwnej pozycji, przytuliła się do mnie i pocałowała w policzek.

    – Dzięki, że przyjechałeś, ten seks z tobą to rozkosz…

    – Cała przyjemność po mojej stronie, jesteś bardzo namiętną dziewczyną, no i nie przypuszczałem, że aż tak wygimnastykowaną!

    – Ha! Teraz to już nic, żebyś widział, co wyprawialiśmy kilka lat temu! Jednak czas robi swoje… – pogłaskała opadającego kutasa – Zajdziesz jeszcze do mnie?

    – Nawet mogę wejść w ciebie, jeśli zechcesz – roześmiałem się.

    Podniosłem się z łóżka, poszedłem do łazienki, po chwili, odświeżony, ubierałem się, przyglądając się mej pulchnej koleżance.

    – Ale bzykać się, to ty umiesz, naprawdę! – to była z mojej strony pochwała, komplement.

    – A ty co? Jesteś chyba lepszy od mego starego… Jeszcze raz dziękuję, teraz wiem, o czym one gadały.

    – Jakie one? Te, które naopowiadały o mnie jakieś bzdury? – koniecznie chciałem dowiedzieć się, która byłą taką gadułą – plotkarą!

    – Nie bzdury, tylko prawdę. Nie powiem, bo będziesz miał do niej pretensje, a ona do mnie, że się wygadałam!

    Podszedłem do ciągle leżącej, rozleniwionej Urszuli, pochyliłem się nad nią i pocałowałem w czoło.

    – Idę już, dzięki za super popołudnie.

    – Proszę bardzo, chyba powtórzymy to jeszcze, mam nadzieję? – w głosie dziewczyny słyszałem nutkę wyczekiwania.

    – Myślę, że tak!

    Wyszedłem z gościnnego mieszkania, zbiegłem po schodach do samochodu, niedługo potem byłem już u siebie. Nie bzykałem się więcej z Ulką…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Agnieszka

     Ile można siedzieć w chacie? Robotę zleconą skończyłem, należność skasowałem, do następnego zlecenia jeszcze cały tydzień, wszystko do niego przygotowane, więc nic, tylko odpoczywać. Sam w domu przez dwa dni to relaks i rzeczywiście odpoczynek. Trzeciego dnia samotności już coś jest nie tak, czwartego zaczynasz wariować. Co robić, trzeba wyjść z chałupy na powietrze, do ludzi. Szybki prysznic, golenie, świeża koszulka, można wyjść. Już miałem wkładać buty, gdy usłyszałem dzwonek u drzwi. Kogo diabli przynieśli? Za progiem stała moja stara (ale nie wiekiem!) znajoma Zośka z jakąś babeczką. Zośkę znałem już kilka lat, od momentu, kiedy w jej akademiku, będąc u innej laski pomyłkowo wlazłem do jej pokoju w czasie, kiedy zabawiała się wibratorem i pipką. Skończyło się na tym, że pomogłem jej i dzięki mej bezzwłocznej pomocy przeżyła kilka fajnych orgazmów (dziewczyna, do której tutaj przyszedłem na szczęście zasnęła; kiedy wchodziłem pod jej kołdrę nie miała pojęcia, jak długo mnie nie było). Potem powtórzyliśmy takie spotkanie jeszcze kilka razy, ale zaczęła mieć wyrzuty sumienia w stosunku do swego ówczesnego chłopaka, który nawiasem mówiąc ruchał wszystko, co podeszło mu pod chuja, nie patrząc na to, że ma Zośkę i nasze spotkania jakoś zakończyły się, choć żałuję, bo pierdoliła się niesamowicie!

    – Cześć Jan, nie przeszkadzamy? – Zofia uśmiechała się od ucha do ucha. – Widzę, że gdzieś się wybierasz.

    – Nudziłem się w chacie i chciałem wyjść na miasto, ale skoro przyszłyście to super, nie muszę nigdzie łazić. Przedstawisz mnie koleżance? Co pijecie?

    – Sorry, przeoczenie. To Agnieszka, a to Jan.

    Uścisnęliśmy sobie ręce z nieznajomą, przyjrzałem się dziewczynie. Niewysoka, pulchniutka, ale nie gruba, ładna buzia, włosy ciemne do ramion, ładny biuścik, okrągły tyłeczek – to właśnie panna Agnieszka, trzydziestolatka z radosnym uśmiechem. Gdy zdjęła kurtkę okazała się w całej postaci odzianej w zwiewną, bardzo kobiecą kieckę. Zaproponowałem dziewczynom wino, usiedliśmy przy stole. Rozmowa przebiegała bardzo raźno, śmialiśmy się co chwilę, wspominaliśmy z Zośką dawne, dobre, wspólne momenty. Czas leciał jak woda w kranie, nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się ciemno, jak to późną jesienią; było po siedemnastej. Dziewczyny wstały, podziękowały grzecznie za poczęstunek i wyszły. Nie mogłem ich odwieźć, bo miałem w sobie kilka kieliszków wina. Po ich wyjściu włączyłem jakąś spokojną muzyczkę, rozebrałem się do dresu, znowu się wykąpałem, tym razem w wannie, położyłem się z książką na kanapie stojącej przed kącikiem telewizyjnym. Kanapę można było obejść dookoła, stała prawie na środku pokoju. Po dłuższej chwili znowu ktoś zadzwonił do drzwi. Zwlokłem się z tej, jakże wygodnej kanapy, odłożyłem książkę, otworzyłem. Zdziwiłem się, bo stała tam Agnieszka!

    – Hej, zapomniałaś czegoś? – spytałem z uśmiechem.

    – Tak, chyba u ciebie wypadł mi portfelik. Znalazłeś może?

    – Nie, nie znalazłem, bo nie szukałem, ale jeśli u mnie został, to musi tu być.

    Zaczęliśmy rozglądać się po pokoju, Agnieszka uklęknęła, pochyliła się do przodu wypinając w moją stronę swój pulchniutki tyłeczek. Portfelik był, znalazła go pod kanapą, na której leżałem. Uradowała się, znowu musiałem stwierdzić, że ma ładny uśmiech.

    – Dobrze, że był tutaj, mam w nim całe swoje pieniądze na życie – ściskała zgubę – Tak myślałam, że jeśli go zgubiłam, to tylko tutaj.

    – To fajnie, ze znalazłaś. Zostało jeszcze wino, które tak ci smakowało, chcesz?

    – A wiesz, chętnie wypiję. Zofia poszła do domu, a ja się nudzę sama, mieszkam na pokoju dwie ulice dalej.

    – No to siadaj, idę po butelkę i kieliszki. A może wolisz coś mocniejszego? – zaproponowałem.

    – Nie, dziękuję, już mi szumi w głowie, a co dopiero po mocnym drinku… – siadła na skraju kanapy.

    Poszedłem do kuchni, przyniosłem trunek i szkło, nalałem. Rozmowa toczyła się bardzo swobodnie, otworzyłem drugą butelkę, Agnieszka zrobiła się nieco wylewna, opowiadała szczegóły ze swego życia, niektóre dość intymne. Zacząłem zastanawiać się, jak to możliwe, że portfelik wypadł po kanapę, skoro nie wchodziła do pokoju z kurtką, w której kieszeni ponoć był. Nagle olśniło mnie. Zostawiła ten nieszczęsny portfel celowo, żeby mieć pretekst do ponownego przyjścia. Przecież znalazła go w kilka sekund, więc dobrze wiedziała, gdzie jest! To spryciula! Nie wytrzymałem.

    – To powiesz w końcu, co tak naprawdę cię tu sprowadza?

    – Rozszyfrowałeś mnie – zawstydziła się nieco.

    – Tak, dlatego mów prawdę, inaczej koniec wizyty!

    – Nie, nie chcę wyjść… Dobrze, powiem wszystko. Tak naprawdę jestem tutaj przez plotki.

    – Plotki? Co za plotki? – tym razem mnie zaskoczyła.

    – Prawie wszystkie dziewczyny opowiadają sobie, jaki jesteś kozak, jak hojnie wyposażyła cię natura i takie inne. Według moich obserwacji przeleciałeś dwie trzecie wszystkich bab tutaj! To prawda?

    – Nie, skąd, jak to kobiety, mocno przesadzają. Zerżnąłem najwyżej połowę – roześmiałem się – oczywiście żartuję!

    – A ja właśnie po to przyszłam, – spuściła wzrok na podłogę – chcę się przekonać, ile prawdy jest w plotkach.

    – Hmmmm, zaskoczyłaś mnie, nie wiem, co powiedzieć…

    – Powiedz, że ci się podobam, że chciałbyś kochać się z taką dziewczyną jak ja… Mów tak, nawet jeśli miałbyś trochę kłamać! – mówiąc to zdejmowała z siebie ciuszki.

    – Ale to nie było by kłamstwo, skąd! Kochać się z taką kobietą to czysta przyjemność, mam rację?

    – Musisz sprawdzić, żeby się dowiedzieć – tym razem widać było w jej postawie odwagę i śmiałość. – lubię seks i jeśli trafię na obrotnego kochanka, mogę dać mu naprawdę wiele frajdy i przyjemności, ale sama też chcę tego samego od niego; nie jestem tylko dawczynią rozkoszy, ale i jej biorczynią, chyba wiesz, o czym mówię, co mam na myśli, prawda?

    Przysunąłem się do Agnieszki, objąłem ramieniem, drugą ręką podniosłem jej głowę i pocałowałem w usta. Zwinny języczek zaczął wyczyniać harce w mej buzi, na kroczu poczułem przesuwającą się dłoń. Mała, ciepła rączka wsunęła się za gumkę dresów i objęła budzącego się kutasa.

    – Nie wierzę, on naprawdę jest taki duży?

    – Nie, nie jest taki. Teraz leży sobie sennie, postaraj się, to jeszcze urośnie. Tylko staraj się dość delikatnie, jest bardzo wrażliwy.

    – Już rośnie, ale on piękny – klęczała na podłodze przypatrując się memu chujowi trzymanemu w dłoni – ale gigant – zachwycała się. – Jak taki kawał można wpychać w bezbronną cipeczkę!

    – Nie gadaj, tylko ssij! – złapałem Agnieszkę za głowę i skierowałem jej usta na mą spragnioną pieszczot pałę.

    Dobrze, że zdążyłem się drugi raz wykąpać! Teraz nie miałem nic przeciw temu, żeby ta apetyczna dupeczka zajmowała się mym przyjacielem.

    – A to, czy i jak można, za chwilę będziesz miała okazję się przekonać!

    Agnieszka ssała kutasa, pobudzała go rękoma, drażniła zwisające jaja. Widać było, że wbrew temu, co mówiła o sobie i seksie nie ma w tym wielkiej wprawy, ale ta nieporadność podobała mi się. W końcu wstałem, podniosłem dziewczynę, pomogłem jej pozbyć się ciuchów. Tak jak myślałem – bardzo okrągła, ale nie gruba; taka apetyczna dziewucha do wyruchania. Położyłem ją na kanapę, rozchyliłem pulchne uda, zanurkowałem z jęzorem do jej cipy. Też musiała się niedawno kąpać, bo bardzo ładnie pachniała. Wylizałem słodką pizdeczkę, próbowałem wsunąć palec w dupę, ale nie dało się, uciekała z biodrami. Obszedłem kanapę za oparcie, przyciągnąłem laskę do siebie, posadziłem na to oparcie, zwarliśmy się w pocałunku. Przytrzymałem Agę za uda, popchnąłem do tyłu, tak, że łopatkami leżała na miejscu do siedzenia, mając dupsko wysoko na oparciu, wypinała w moją stronę ładną, różową bułeczkę pipki.

    Cóż było robić, musiałem się w niej znaleźć. Splunąłem na kutasa i wsadziłem w cipę. Zacząłem ją szybko ruchać, nie zważając na jęki i krzyki dziewczyny. Kilkanaście sekund później miała pierwszy orgazm, musiałem mocno trzymać, żeby nie zjechała w dół kanapy. Wystarczyło kilka ruchów w jej ciągle napalonej pipie i znowu doszła. W tej pozycji miała jeszcze jeden odlot, w którym niemal straciła przytomność, tyle krwi spłynęło jej do głowy… Próbowałem dobrać się do dupki, ale nie dała sobie nic wsadzić. Kotłowaliśmy się jeszcze jakąś godzinę, w czasie której wchodziłem w jej pizdę jak w masło, w czasie której bezskutecznie próbowała kilka razy wsadzić w gardło całego mego kutasa. Zlewałem się w nią, kiedy robiła mi loda, albo zalewałem brzuch i cycki, kiedy tryskałem na zewnątrz. Odpoczywaliśmy kilka minut między kolejnymi numerkami, ale nie przestawaliśmy pieścić się, całować, lizać…

    Znowu próba dostania się do pulchnego dupska nie powiodła się… Odprowadziłem Agę na jej kwaterę, na pożegnanie daliśmy sobie namiętnego całusa. Nie wytrzymała i jeszcze w bramie swego bloku pociągnęła mi dziarsko pałę, połykając wszystko, co w nią wyrzuciłem, co jeszcze we mnie zostało. Podobała mi się ta mała pipeczka, jej kształty były bardzo kobiece, jednocześnie niezwykle dziewczęce, podniecające. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, ale tyłeczka nie spenetrowałem. Ciągle to wspominam, bo to jedna z niewielu lasek, których nie wyruchałem w dupę! Ogólnie jednak nasz seks był radosny i swawolny, do czasu, kiedy poznała jakiegoś młodego faceta, zakochała się i wyjechała do innego miasta.

    Tak skończyło się seksowanie z Agnieszką.

    Nie spotkałem jej więcej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Niedługo zamieszczę opowiadanie “ONE”, kilka części…

  • Luiza

     Pojechałem do Tadeusza, mego kumpla jeszcze ze średniej szkoły. Nie widzieliśmy się chyba piętnaście lat, albo i więcej. Wiem, że miał żonę, która odeszła rok po urodzeniu drugiego dziecka, spakowała się i zniknęła, zostawiła go z dzieciakami. Teraz jego syn pracował w Irlandii, córka została z ojcem; kiedy widziałem ją ostatni raz była bardzo podobną do swej matki okrągłą, pulchniutką czarnulką w wieku chyba ośmiu lat. Umówiłem się z Tadziem, że posiedzimy razem cały weekend, miałem dużo wolnego czasu, on też. Planowaliśmy „nocne Polaków rozmowy”, pijaństwo i wspomnienia – ot, takie normalne wieczory mężczyzn, którzy nie widzieli się kawał czasu. Pamiętałem, że Tadeusz nie miał mocnej głowy do trunków wysokoprocentowych, zawsze usypiał pierwszy na imprezach alkoholowych, więc nie obawiałem się, że będę musiał pić do nieprzytomności, jak to kiedyś w większym gronie bywało… Po sutym, smacznym obiedzie wyjechałem z domu, miałem przed sobą ponad dwie godziny spokojnej jazdy. Kilkanaście kilometrów od celu odebrałem telefon.

    – Cześć, Tadeusz z tej strony – usłyszałem głos kolegi.

    – No cześć, co tam?

    – Jan, są małe komplikacje, ale tylko małe. Nie spotkamy się zaraz, tylko gdzieś za dwie, trzy godziny, muszę dłużej zostać w firmie.

    – Ale dzisiaj dotrzesz do domu? – spytałem z nadzieją.

    – Tak, wieczorem będę, najpóźniej trochę po dwudziestej. W domu jest Luiza, zajmie się tobą, już wie o moim spóźnieniu.

    – OK, nie widzę problemu, jadę i spokojnie czekam na ciebie – rozłączyłem się.

    Kilkanaście minut później byłem przed domem Tadeusza. Wjechałem przez otwartą bramę, postawiłem auto na wolnym miejscu na podjeździe, wziąłem walizkę i podszedłem do drzwi wejściowych. Kilka sekund po naciśnięciu dzwonka drzwi otworzyły się i stanęła w nich… żona Tadeusza! Przynajmniej tak mi się na pierwszy rzut oka wydawało, jednak dziewczyna stojące w wejściu była za młoda na Celinę.

    – Dzień dobry, jestem Luiza – wyciągnęła rękę w moją stronę – ojciec uprzedził mnie, że będzie później i mam się panem zająć – uśmiechnęła się czarująco.

    – Jan – przedstawiłem się trochę zmieszany – nie dość, że pamiętam cię jako małą dziewczynkę, a teraz widzę dojrzałą, młodą kobietę, to jeszcze jesteś niesamowicie podobna do mamy!

    – Wiem, wszyscy mi to mówią – spuściła wzrok na podłogę – mama nie żyje od kilku lat – dodała cicho.

    – O, nie wiedziałem, wyrazy współczucia! – nie miałem pojęcia co powiedzieć, znając ich sytuację.

    – Eee, nie ma o czym mówić, zostawiła nas dawno temu, zmarła daleko stąd, nawet nie wiemy, gdzie ją pochowali… – spojrzała na mnie i uśmiechnęła się nieśmiało – proszę wejść, pokój przygotowany, pokażę panu.

    Poszedłem za dziewczyną. Idąc schodami przyglądałem się jej mocnym nogom i dość obfitym pośladkom, poruszającym się rytmicznie w czasie pokonywania stopni. Miała bardzo apetyczne ciało, buzia też bardzo miła i ten ciepły uśmiech – wypisz, wymaluj jej matka! Muszę przyznać, że skrycie podkochiwałem się kiedyś w Celinie, podobała mi się niesamowicie, ale ona od początku zakochała się w Tadeuszu i nie miałem najmniejszych szans, choć starałem się o pozyskanie jej względów najlepiej, jak umiałem… Dotarliśmy na górę, Luiza pokazała mój pokój, wskazała łazienkę.

    – Zostawiam pana samego, pewnie chce się pan odświeżyć, więc proszę bardzo. Za kilkanaście minut czekam na pana w kuchni, przygotuję jakiś posiłek, pan przecież po podróży…

    – Przepraszam, mam prośbę – przerwałem dziewczynie.

    – Tak, słucham? – popatrzyła na mnie dużymi, ciemnymi oczami i uśmiechnęła się słodko – Nie mów mi per „pan”, bo czuję się… bardzo staro! Jestem Jan.

    – OK, nie widzę problemu, ale musimy wypić brudzia! – Oczywiście, ale daj mi kilka minut. Wkrótce odświeżony i przebrany w lekki dresik zjawiłem się w kuchni, skąd dochodziły obiecujące zapachy. Luiza stała przy kuchence, nie widziała mnie, mogłem więc spokojnie przyjrzeć się dziewczynie. Jak mówiłem – miła dość duży tyłek, ale nie była niska, więc nie raziło to absolutnie. Wąska kibić, niezbyt szerokie ramiona, ciemne, dość długie, za łopatki włosy i miękkie kobiece ruchy – to wszystko sprawiało, że była bardzo kobieca, apetyczna, musiała podobać się mężczyznom; mi się bardzo podobała. Usłyszała moje kroki, odwróciła głowę.

    – Jesteś już, to dobrze. Otwórz proszę wino, stoi na stole, ja za minutkę kończę – bardzo kobiecym ruchem odgarnęła ręką włosy z czoła, dmuchnięciem odrzuciła niesforny kosmyk.

    Było to tak kobiece, naturalne, dziewczęce, pełne wdzięku, że… poczułem mrowienie w kroku! Szybko podszedłem do kuchennego stołu, zająłem się zakorkowaną butelką. Po chwili obok otwartego wina stał półmisek z kawałkami różnych mięs, ozdobionych parowanymi warzywami.

    – Zajmuję się domem odkąd skończyłam trzynaście lat, wiem, co lubią mężczyźni, dla dwóch przecież gotowałam. Powinno ci smakować, jedz Janie, proszę – nałożyła na talerz sporą porcję i podała mi z kawałkiem pieczywa.

    – Na popitkę mam piwo, chcesz? – zaproponowała.

    – Bardzo chętnie – ledwo mogłem to wymówić gębą pełną pyszności.

    Po obfitym posiłku przyszedł czas na wino. Podałem Luizie pełen kieliszek, stuknęliśmy się szkłem

    – Jan – powiedziałem patrząc jej w oczy – tak masz mówić

    – Luiza – odpowiedziała, objęła mą szyję ramieniem i wpiła mi się w usta!

    To nie był pocałunek, jaki dają sobie osoby zaczynające mówić sobie po imieniu. Luiza wsunęła energicznie język między moje zęby, wierciła nim na boki, wsuwała go bardzo głęboko. Nie zostałem dłużny, objąłem ją mocno i oddawałem pocałunek. Czułem, że mój kutas zaczyna podnosić głowę, byłem pewien, że poczuła go, usłyszałem nawet cichy pomruk aprobaty… Cała ta sytuacja była zwariowana, a dziewczyna – co tu dużo mówić – podobała mi się! Ale przecież to córka mego kumpla! Nie wiedziałem, co robić… Odsunąłem ją od siebie, popatrzyłem na ładną buzię, pokręciłem głową, zrobiłem groźną minę i pogroziłem palcem.

    – Tak nie można, Luizo. Jesteś córką mego przyjaciela, muszę to uszanować, chcę uszanować ciebie i jego. Poprzestańmy na tym, co się zdarzyło i już. Może tak być?

    – No…. Jeśli inaczej nie można, to musi tak być, to twój wybór. Musisz jednak wiedzieć, że podobałeś mi się odkąd pamiętam, nawet jak byłam podlotkiem, to marzyłam, że się z tobą kocham… – zarumieniła się lekko

    – I to ci jeszcze powiem, że nie odpuszczę! – odwróciła się i podeszła do kuchenki. – Zaraz podam ciasto, siadaj do stołu, ale nie tutaj, do salonu proszę. – zakomenderowała.

    Siedzieliśmy w salonie jedząc pyszne placki i serniki, popijając je bardzo smaczną, aromatyczną kawą; rozmawialiśmy głównie o przeszłości, o czasach spotkań z jej rodzicami, kiedy ona była jeszcze bardzo mała. Pół godziny później przyjechał Tadeusz, po serdecznym powitaniu zasiedliśmy do stołu. Znowu wspomnienia, przywracanie pamięci zdarzeń, które już się zatarły, śmiech i chwile wzruszeń. Pękła pierwsza butelka wódki, zaczęliśmy drugą… Jak wspominałem, Tadeusz nie miał mocnej głowy do alkoholu, już po dwudziestej drugiej zaczął kołysać się w fotelu, przysypiał na kilka sekund. Wypiliśmy jeszcze kilka kieliszków i Tadziu w tym fotelu usnął. Udało mi się z pomocą roześmianej Luizy jakoś doholować faceta do jego sypialni, sam poszedłem do wyznaczonego mi pokoju. Wziąłem ze sobą solidnego drinka, siadłem na łóżku, wypiłem mały łyczek. Stwierdziłem, że trzeba się wykąpać, włączyć może telewizor, pogapić się chwilkę na cokolwiek i spać. Poszedłem do łazienki, taki bardzo chłodny, przyjemny prysznic dobrze mi zrobił. Odświeżony, zrelaksowany i rozbudzony, jak zwykle nago położyłem się w pachnącej, mięciutkiej pościeli; z drinkiem w ręce patrzyłem na jakiś program w TV. Nawet nie wiem, kiedy usnąłem, na szczęście zdążyłem dopić zawartość szklanki i nie rozlałem nic na prześcieradło, choć nie zgasiłem nocnej lampki stojącej na stoliku. Zdążyłem wyłączyć telewizor, tyle pamiętałem. Nie mam pojęcia, ile czasu upłynęło, kiedy wydawało mi się, że poczułem pod kołdrą jakiś ruch! Udałem, że śpię, nie poruszyłem się. To nie był sen, ani złudzenie. Ktoś był w moim łóżku! Domyśliłem się, kto to mógł być, ale ciągle udawałem, że jestem pogrążony w głębokim śnie. Luiza – bo to była ona – wśliznęła się pod kołdrę, przytuliła do mnie. Pewnie myślała, że napity jak jej ojciec śpię twardym snem pijanego. Czułem, że też była naga, bo przecież sam zawsze śpię bez piżamy. Leżałem na lewym boku, tyłem do dziewczyny. Przytuliła się jeszcze mocniej, biust, brzuch i biodra przylegały ściśle do mego ciała, była przyjemnie chłodna. Nie wiedziałem, jak zareagować! Dupeczka była bardzo fajna, podobała mi się, do tego miała jeden zasadniczy walor – była młoda! Czułem, że kutas podnosi głowę, ale ciągle nie reagowałem na jej bliskość. Westchnąłem głośno, niby przez sen i pokurczyłem nogi w kolanach. Natychmiast zrobiła to samo, czułem jej uda na swoich. Wyobraziłem sobie ciepłą, wilgotną pipkę, z której za chwilę popłyną obficie soki podniecenia i znowu poczułem kolejną falę gorąca w chuju. Luiza położyła rękę na mym udzie, odczekała chwilę. Nie doczekała się reakcji z mojej strony, więc przesunęła dłoń i ujęła w nią mego kutasa. Usłyszałem dźwięk wciąganego powietrza, jako reakcję na wielkość przyrodzenia. Nie ona pierwsza i nie ostatnia zachwycała się tym sprzętem. Pomału zaczęła masować mi chuja dłonią; poczułem między nami jej drugą rękę, widocznie brandzlowała sobie pipkę. Ciągle udawałem że śpię, czekając na rozwój wypadków. Masowała mi kumpla coraz mocniej i szybciej, jakby nabierała pewności, że nie zareaguję. Kutas stał prawie na maksa, kiedy postanowiłem przewrócić się niby we śnie na wznak. Nie musiałem czekać długo, bo kilka sekund później czułem na głowicy jej ciepłe usta. Robiła mi na śpiąco loda! To też nie trwało długo. Skradając się ostrożnie i delikatnie jak kotka, okraczyła mnie biodrami i pomalutku zaczęła nasuwać swą pipkę na mego kutasa! Chyba pora obudzić się – pomyślałem. Otworzyłem oczy, udałem wzburzenie.

    – Co to ma być, zwariowałaś? – wyszeptałem.

    – Nie, nie zwariowałam. Przecież ostrzegałam cię, że nie odpuszczę! – odpowiedziała również szeptem cały czas siedząc na mej pale, ruszając podniecająco biodrami.

    – Złaź ze mnie, wariatko. Wpadnie ojciec i będzie draka!

    – Nie wpadnie. Jest w takim stanie, że wstanie koło południa, możesz być tego pewien, znam go przecież – uśmiechnęła się szeroko

    – No, nie wiem, mam przykre doświadczenia – szeptałem nadal, choć czułem, że kutas ciągle rośnie z podniecenia.

    Miałem powód do podniety. Na stojącym chuju siedziała śliczna, młoda kobieta, całkiem naga. Mogłem podziwiać jej piękne, jeszcze dziewczęce kształty, zachwycać się jędrnymi piersiami ze sterczącymi sutkami; płaski brzuch z pasemkiem czarnych kłaczków na dole też był podniecający. O ładnej, miłej buzi nie wspomnę, chwaliłem już wcześniej. Obserwowałem ją teraz z zachwytem, widziałem błogą minkę, lekki uśmieszek i zachodzące mgiełką rozkoszy oczy. Krótko mówiąc miałem na kutasie napaloną młodą laskę, której nie wygonił by z łóżka żaden normalny mężczyzna! Ponieważ uważam się za normalnego też nie gadałem więcej, tylko wziąłem się za robotę. Złapałem jej sterczący biuścik, przytrzymałem i zacząłem energicznie poruszać biodrami wbijając się mocno w mokrą pipkę. Dziewczyna westchnęła i poddała się mym ruchom, dostosowując do nich. Przechyliła się trochę w tył, podparła rękami o moje nogi i zaczęła ostry galop na kutasie; jej biodra falowały w przód i w tył, nabijała się naprawdę mocno na twardą już i stojącą na maksa pałę. Zagryzała wargi, oczy miała zamknięte, jęczała i stękała, ciągle przyspieszała. W końcu osiągnęła takie tempo bioder, jakiego jeszcze nie widziałem u żadnej z moich kobiet, które kiedykolwiek ruchałam. Czułem, że już długo nie wytrzymam, że za chwilę wytrysnę w tą gorącą, zwariowaną pizdę, a nie miałem na sobie żadnego zabezpieczenia, nie przyszło mi do głowy, że będę u Tadeusza ruchał jego córkę! Nagle Luiza znieruchomiała, zatrzymała się, wzięła głęboki wdech, wyprostowała, patrzyła na mnie wielkimi oczami i… I zaczęła walić mnie pięściami po klacie, podrygiwać, szarpać swe włosy; najgorsze było to, że wrzeszczała i wyła jak kojot! Tylko tego brakowało, żeby wpadł tutaj Tadeusz i zobaczył swą córuchnę na kutasie przyjaciela! Złapałem ją za kudły, pociągnąłem do siebie i wcisnąłem wrzeszczącą gębę w poduchę. Trzymałem mocno, bo zaczęła się wyrywać, puściłem, kiedy już ucichła. Poderwała się, patrzyła na mnie dzikim, rozbieganym wzrokiem.

    – Co robisz, chcesz mnie udusić? – spytała z wyrzutem.

    – Nie, chcę zapobiec niespodziewanej wizycie twego tatusia. Wrzeszczysz tak, że słyszeli cię wszyscy sąsiedzi!

    – Jak mogłam być cicho, skoro nie panowałam nad sobą! Nigdy, ale to nigdy nie byłam w takim stanie, jak teraz. Ty wiesz, że na kilka sekund straciłam świadomość? Nie wiem, co się ze mną działo…

    – Szkoda, że nie wiedziałem, już bym siedział w twojej dupci – uśmiechnąłem się.

    – Co? Chciałbyś mnie wydymać w tyłek? – była naprawdę zaskoczona.

    – O niczym innym w tej chwili nie marzę! Masz taką fajną pupę, że nic, tylko wygodnie się tam rozgościć!

    – Niedoczekanie twoje. Nikt tam nie był i nie będzie, zapomnij o tym – jej ton był zaskakująco ostry i stanowczy.

    – Ok, już zapomniałem. A ty pamiętasz, że ciągle siedzisz na mnie z kutasem w cipce? Ty doszłaś, ja jeszcze nie, może coś z tym zrobisz, bo też mam ochotę na megaorgazm, skoro już jesteś ze mną w łóżku z mym przyjacielem w sobie…

    Kiedy to mówiłem Luiza podjęła niedokończone dzieło. Teraz inaczej ruszała biodrami, ciągle jednak było to bardzo podniecające. Chuj, który pomału w czasie rozmowy zaczynał więdnąć znowu ożył, wypełniał ją całą. Dziewczyna tym razem oparła się na mych piersiach i zaczęła mocno unosić biodra po to, by chwilkę później mocno nabić się na mego drągala.

    – Pomalutku – przytrzymałem ją za ramiona – zaraz się spuszczę, a nie mam gumki, więc…

    – Możesz zlać się we mnie, spokojnie, od kiedy spotykam się ze swym obecnym chłopakiem biorę dobre i skuteczne pigułki – odtrąciła moje ręce, kontynuując ujeżdżanie mnie.

    Nie pytałem o nic więcej, poddałem się jej ruchom. Czułem, że Luiza też zaczyna znowu dochodzić, ale zatrzymała się, podniosła, odwróciła plecami i znowu nabiła na mnie. Widząc przed sobą wolną dziurkę w pupie wsunąłem w nią palec. Dobrze, że to był kciuk, bo dziewczyna momentalnie przydusiła dupsko do mego brzucha, nie zostawiając najmniejszej szparki. Gdybym próbował innym palcem – złamała by go! Po kilkunastu sekundach znowu się podniosła, położyła obok mnie i pociągnęła za rękę. – Teraz chcę tak normalnie, mam dość tej jazdy na tobie – rozchyliła kolana – pospiesz się, bo stygnę! Nie czekałem. Umościłem się między udami, zacząłem ją pompować, ale bez pośpiechu, tak, jak chciała Luiza. Podnosiłem się dość wysoko, na tyle, że prawie wychodziłem z jej pipki, potem wsuwałem do momentu, kiedy moje podbrzusze opierało się o jej. Troszeczkę przyspieszyłem, czując, że za chwilę nadejdzie ten właściwy moment. Dziewczyna oddychała coraz szybciej, głębiej, pojękiwała w rytm moich ruchów. Za sekundę chyba się spuszczę, pomyślałem, zdążyłem podeprzeć się na prawym łokciu, lewą ręką ująłem jaj biodra od tyłu, przydusiłem mocno do siebie i wykonałem serię bardzo szybkich pchnięć. Zalała mnie gorąca fala, ryczałem w poduszkę jak bawół, słyszałem obok jęki i wrzaski Luizy. Nie zwracałem już uwagi na to, że może wejść do pokoju Tadeusz; było mi to obojętne. W tym momencie najważniejsze było, że wyruchałem fajną, młodą laskę, bardzo podobną do dziewczyny, w której przed laty podkochiwałem się bez wzajemności… Leżeliśmy zmęczeni, spoceni ale szczęśliwi obok siebie, patrząc sobie w oczy.

    – Mówiłam ci, że pupa jest tylko moja, nie próbuj więcej.

    – Przepraszam za ten palec, ale pytanie, czy będę miał szansę na więcej?

    – To już ty musisz pokombinować, ja wykazałam inicjatywę dzisiaj, jeśli chcesz jeszcze raz – zdaje się na twoją inwencję – uśmiechnęła się i wstała z łóżka podnosząc z podłogi szlafrok, którego wcześniej nie widziałem

    – Byłeś rewelacyjny, Janie, uwielbiam być szczelnie wypełniona, ale tak, jak dzisiaj nie miałam jeszcze okazji, dziękuję. – odrzuciła włosy z twarzy, nachyliła do mnie, podniosła więdnącego kutasa i ucałowała w łeb.

    Wyszła z pokoju, a ja leżałem w bezruchu dłuższą chwilę przeżywając wszystko jeszcze raz. Muszę przyznać, że potrafi się ruchać, doskonale wie, co robić i jak robić, żeby obojgu było dobrze… W końcu wstałem, założyłem dres i poszedłem do kuchni zrobić sobie kolejnego drinka. Otworzyłem po cichu drzwi kuchenne i zdębiałem. Przy lodówce stał Tadeusz! O kurwa, musiał nas słyszeć, może właśnie nasze wrzaski go obudziły? Nie zareagował na moje wejście. Zapaliłem światło, też nie odwrócił się zaraz, tylko po kilku sekundach. Popatrzyłem na niego i zrozumiałem. Był w stanie alkoholowego zamroczenia, wyglądał jak zombi, nie do końca zdawał sobie sprawę, co się wokół niego dzieje.

    – O, Jan, skąd się tu wziąłeś? – złapał się blatu stołu, inaczej by leżał – czy myśmy się dzisiaj widzieli? – ledwo zrozumiałem pytanie

    – Widzieliśmy się dzisiaj, widzieliśmy, a teraz po drinka przyszedłem, a ty? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

    – Pić, pić mi się chce – coś jeszcze bełkotał, ale nie zrozumiałem.

    Nalałem facetowi soku, podałem szklankę. Opróżnił ją jednym łykiem, znowu się mocno zachwiał i z pustą szklanką wyszedł, a właściwie wyczłapał z kuchni. Z kolejnym mocnym drinkiem w dłoni poszedłem za nim. Nazajutrz obudziłem się dość wcześnie, bo po ósmej. Wskoczyłem pod prysznic, zimna woda ocuciła mnie zupełnie. Szybkie golenie, dres na tyłek i byłem gotów na nowy dzień! Wziąłem puste naczynia po wypitym alkoholu i odwiedziłem kuchnię, w której jak się okazało działała już Luiza. – O, dzień dobry, wcześnie wstałeś – powitała mnie uśmiechem.

    – Dzień dobry, ale zajebiście wyglądasz! – pochwaliłem, robiąc wielkie oczy.

    Rzeczywiście, było co chwalić. Ubrana w luźną koszulkę na ramiączkach nie założyła stanika, kształtny biust kołysał się wesoło niczym nie skrępowany. Włosy upięła w mini – kok, na biodrach miała przewiązane pareo sięgające do połowy zgrabnych łydek. Zacząłem zastanawiać się, czy ma na sobie figi… Chyba nie ma!

    – Hej, Jan, zastanawiasz się, czy mam na sobie figi? Widać to po twoim spojrzeniu. Chcesz wiedzieć, to sprawdź! – zaśmiała się perliście.

    – Ale… Jak… no… – zamurowało mnie zupełnie.

    Tutaj fajna dupeczka, tam jej ojciec, kutas mi się podnosi, co ja biedny mam, kurwa robić! Co się będę szczypał, pomyślałem, Tadeusz pewnie jeszcze śpi, jest piętro wyżej, nie powinien… Nim skończyłem myśleć już posadziłem Luizę na blacie stołu, popchnąłem ją mocno, tak, że położyła się na nim, podciągnąłem szmatkę okrywającą jej biodra, podniosłem i rozchyliłem szeroko jej nogi, kładąc je sobie na ramionach i po sekundzie tkwiłem w pipie po same jaja. Jednak miałem rację, nie miała bielizny. Przyciągnąłem ją do siebie, przytrzymałem za biodra, ruchałem jak automat. Nie trwało to długo. Dziewczyna zagryzła zęby na koszulce, a ja miętosząc jej cycki spuściłem się na nie, strzelając strużkami spermy, które trafiły też jej twarzy, do oczu i we włosy… Opadłem na kolana, to błyskawiczne pierdolenie całkowicie mnie osłabiło. Luiza znowu patrzyła na mnie wielkimi oczami, w których dostrzegłem wracającą świadomość.

    – O kurwa – wystękała – nie przypuszczałam, że faceci z pokolenia mego ojca tak potrafią pierdolić. Powiem krótko – jesteś rewelacyjny w te klocki. Muszę doprowadzić się do porządku, żeby zrobić wam śniadanie. Ojciec i tak nie zejdzie prędzej jak za dwie – trzy godziny.

    Wybiegła z kuchni, a ja wreszcie podniosłem się z kolan i nalałem sobie soku do szklanki. Po śniadaniu usiedliśmy z Luizą na tarasie, popijaliśmy delikatne drinki, czekaliśmy na Tadeusza. Według zapewnień dziewczyny nie pojawi się prędzej, jak koło południa. Foteliki w których siedzieliśmy stały naprzeciwko siebie, miałem więc kolejną okazję patrzeć na miłą buzię fajnej dziewczyny. Co ja pierdolę, na jaką buzię! Patrzyłem cały czas między jej nogi, na gołą cipkę, bo znowu nie miała bielizny! Siedziała z rozchylonymi kolanami, cały czas prowokowała. Dobrze, że założyłem tym razem trochę ciaśniejsze bermudki, żeby tak zaraz nie robił się na nich namiot od stającego kutasa, ale i tak łebek wyślizgiwał się spod gumki, na szczęście nakryłem go koszulką.

    – Wiesz co – zagaiła w pewnym momencie dziewczyna – miałam cię w sobie i to bardzo głęboko, polizałam cię trochę w nocy, ale chcę spróbować, jak smakujesz.

    – Jak to, spróbować? Chcesz mi zrobić loda?

    – Tak, loda i to z połykiem! Lubię smak spermy, jak chyba większość kobiet, prawda? Chyba wiesz coś o tym?

    – Nie ukrywam, te, z którymi bywałem lubiły, choć nie wszystkie…

    Przerwałem, bo dziewczyna już klęczała przed wyciągniętym z bermudów jednym szybkim ruchem kutasem; obejmowała go ustami.

    – Chyba musisz mnie trochę inaczej podniecić, lodzik u mnie trwa bardzo długo, ale…

    – Co ale? Pewnie chciałbyś w pupę? Mówiłam, nic z tego, ale mam przecież cipkę, poza tym już dawno nikt nie dymał mnie na stojaka – odwróciła się tyłem, oparła rękoma o ścianę – na co czekasz?

    Czy miałem inne wyjście? Nie! Opuściłem szybko gacie, nakierowałem sterczącego chuja na pipę i załadowałem! Rajcowało mnie to dziewczę niesamowicie, przyznam, że potem tylko jedna dziewczyna tak na mnie działała. Ale to zupełnie inna historia… Teraz ładowałem w wypiętą pipkę, trzymałem Luizę za biodra, nie pozwalałem jej na żadne uniki. Sapała, stękała i jęczała przy tym, co jeszcze bardziej wzmagało moje podniecenie. Czułem, ze dochodzę, oderwałem się od dziewczyny, odwróciłem ją do siebie i przycisnąłem ramiona, żeby uklękła. Sekundę później miała mnie w ustach, trzy sekundy później wystrzeliłem! Nie ma to jak poranna porcja spermy! Całą noc się odnawiała, trochę co prawda wystrzeliłem na dziewczynę na stole w kuchni, ale przecież minęło już trochę czasu i teraz znowu „magazynek był pełen”. Nie była w stanie połknąć tego, co w nią wylałem. Odsunęła się kierując kolejne strużki na twarz i biust; ochlapałem znowu rozpuszczone włosy, zalałem oczy. Przełknąwszy ostatnią porcję z buzi otarła oczy, rozsmarowała wszystko na twarzy i piersiach.

    – Jesteś pierwszym mężczyzną, który tak mnie uraczył! Masz tam jakiś zbiornik, czy co?

    – Tak na mnie działasz, dziewczyno, to twoja zasługa!

    – No tak, być może. Co by to było, gdybym w końcu pozwoliła ci zerżnąć się w tyłek… Idę się przebrać – pobiegła do swego pokoju.

    Pięć minut później na taras przyszedł Tadeusz…

    Więcej już nie ruchałem Luizy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Nie myszka, tylko Pola

    Wróciliśmy wreszcie do domu! Dość pracy w delegacji, nasze kochane rodziny też niech coś z nas mają, chłopaki na wyjazdach rżnęli co tylko się dało, a raczej którą się dało, ale w końcu kiedyś musiał nastąpić przesyt, z radością zabrali się za swoje żony, dziewczyny, narzeczone… Przez kilkanaście dni pobytu w domu wszystko było OK, potem znowu zaczęło mnie nosić. Podczas naszej długiej nieobecności zaszły drobne zmiany personalne w firmie. Dwoje pracowników odeszło na emeryturę, na ich miejsce zostali zatrudnieni jacyś młodzi ludzie. Zdublowano etaty; szefostwo chciało wybrać najlepszych. Młodzi, jak to młodzi, robili swoje, niektórzy lepiej, inni gorzej. Wśród nich była właśnie Mysza.

    Tak nazwali nową dziewczynę, która zaczęła u nas pracę zaraz po studiach. Dlaczego Mysza? Bo była taka… szara! Owszem, dość wysoka, ale nie wiem, ładna, czy brzydka, bo nie bardzo było widać twarzy zasłoniętej wielkimi okularami w grubej oprawie, poza tym nie malowała się. Włosy szare, długości nieokreślonej, ubierała się tak, że nie sposób było stwierdzić, jaką ma figurę. Jej ciuchy przypominały kolorem i krojem jutowe worki na ziemniaki. Na nogach nie miała nigdy nic innego, jak wygodne buty na płaskiej podeszwie. Po biurze chodziła zawsze jakaś zamyślona, ze spuszczonym na podłogę wzrokiem, lekko się przy tym garbiła. Przemieszczała się niezauważenie między poszczególnymi działami, nie patrzyła na nikogo. Jeśli miała przenieść gdzieś jakieś dokumenty, robiła to bez dyskusji, ze spuszczoną głową, przy tym nie odzywała się prawie wcale. Ogólnie nie wzbudzała żadnego zainteresowania swą skromną nad wyraz osobą, poza jednym facetem. To ja byłem tym facetem. Intrygowała mnie ta laseczka, tym bardziej, że przypadkowo miałem okazję i sposobność przeczytać jej akta osobowe. To, co tam przeczytałem zaskoczyło mnie. W rzeczywistości miała na imię… Apolonia! Kurwa, co to za imię!

    Ostatnia Apolonia, o której słyszałem, to żona młodego Corleone, którą poślubił na Sycylii, a która zginęła od bomby w aucie! No, jeszcze przecież Apolonia Chałupiec, czyli nasza eksportowa aktorka kina niemego, Pola Negri. Teraz czytałem z zaciekawieniem dane osobowe znacznie młodszej Apolonii.. Była bardzo dobrą uczennicą, przodującą studentką, dlaczego więc była taka skromna!? Zacząłem ją dyskretnie obserwować. Nie tylko obserwować – próbowałem w jakikolwiek sposób okazać jej swą sympatię. Uśmiechałem się do dziewczyny, zachęcałem do rozwoju swej osobowości, próbowałem namówić ją do zmiany ubioru, wszystko na nic… Co znamienne, nikt nie zwracał się do Myszy po imieniu, tylko bezosobowo. Niech zaniesie, proszę podać, niech odbierze…

    Ponieważ zajmowałem kierownicze stanowisko w firmie, miałem możliwość przyglądania się dziewczynie i jej pracy, tym bardziej, że często byłem zmuszony korzystać także z jej pomocy. W ciągu kwartału nikt nie miał do niej najmniejszych zastrzeżeń co do jakości jej pracy, w związku z czym Mysza i chłopak, który został przyjęty razem z nią na okres próbny, zostali przyjęci na stałe. Po tygodniu zauważyłem minimalną zmianę w zachowaniu Apolonii. Przestała się garbić, choć nadal przemykała przez korytarze biurowca, starając się być niezauważoną. Próbowałem kilka razy do niej zagadać, ale skończyło się na służbowej wymianie uprzejmości. Kombinowałem, żeby być częściej koło niej; udało się, gdy została przydzielona do mego kolegi Mariusza, z którym pracowałem w tym samym pomieszczeniu biurowym. Skromna Mysza okazała się bardzo rozgarniętą, bystrą i inteligentną asystentką. W lot odgadywała zamiary swego przełożonego, niekiedy wydawało się, że czyta w jego myślach, bo kiedy pytał ją o szczegóły jakiegoś projektu – dziwnym trafem wszystkie dokumenty miał na swym biurku. Moją obecność zauważała, choć nie poświęcała mi zbyt wiele czasu i uwagi; ot, typowo służbowe relacje, choć bywało, że wymieniliśmy kilka zdań, ale zwykle uciekała zarumieniona. I jak tu, kurwa mać, normalnie żyć i wyrywać laski? Nie raz zastanawialiśmy się z Mariuszem, jak ona wygląda w rzeczywistości, jak się ubiera w domu, w kręgu rodziny i znajomych.

    Tutaj mała dygresja. Cały czas wychodziłem z założenia, że stary lis poluje daleko od swej nory, to znaczy, że nie wyrywa się żadnych lasek tam, gdzie się żyje i pracuje, żeby nie doszło do niespodziewanego skandaliku, ale ta dziewczyna swą obojętnością i szarością intrygowała mnie do tego stopnia, że musiałem ją zdobyć! Trwało to wszystko kilka miesięcy. Kombinowałem cały czas, jak uwieźć niedostępną, szarą myszkę, która coraz bardziej mnie interesowała. A to kupiłem jakieś ciastka, to zamówiłem obiad w firmie kateringowej, a to kupiłem kwiaty w doniczce, żeby urozmaicić i ozdobić nasze biuro. Przyjmowała wszystko z uśmiechem i nic więcej. Co prawda w pełni świadomie przeczyłem sam sobie, nie przestrzegając mądrej zasady „gdie żywiosz – nie jebiosz”, ale cóż, Mysza mnie tak opętała, że musiałem ją w końcu zerżnąć! Nadal, kurwa, nie miałem pojęcia, co kryje się pod workowatymi ciuchami, a chciałem się o tym przekonać. Chciałem? Nie, musiałem! Wszystkie moje zabiegi mogłem jednak o kant dupy rozbić. Do pewnego dnia…

    Krajowy kontrahent, dla którego robiliśmy poważny, bardzo duży projekt, był bardzo zadowolony z naszej pracy. Dzięki nam zaoszczędził kilkaset tysięcy euro! Chcąc się odwdzięczyć trochę mniej formalnie, urządził dla firmy bankiet. Gościła nas najlepsza restauracja hotelowa w mieście, miała to być impreza oficjalna, obowiązywały stroje raczej wizytowe. Wszyscy przygotowywaliśmy się do balu, panie szykowały się już tydzień wcześniej. Wszystkie, oprócz jednej. Mysza nie wykazywała żadnego zainteresowania imprezą, nasze pytania zbywała półsłówkami, choć doskonale wiedziała, że ma zarezerwowane miejsce przy naszym stole, przy którym miały siedieć osoby jej przyjazne. Zbliżał się termin bankietu, a ciągle nie wiedzieliśmy, czy Mysza będzie. W końcu przestaliśmy się dopytywać; jak przyjedzie, to będzie. Cieszyłem się, że jako pracownikowi pionu kierowniczego przydzielono mi pokój na drugim piętrze, który był do mej wyłącznej dyspozycji. Może będzie przydatny w wiadomym celu? Łudziłem się, że uda mi się wyrwać jakąś dupeczkę, tym bardziej, że na imprezę szedłem sam, żona musiała wyjechać na jakieś szkolenie, a dzieciaki były u dziadków. Wystroiłem się jak na taki bal przystało, zamówiłem taksówkę i pojechałem. Przy naszym stole siedział już kolega z biura, Mariusz.

    – Cześć, ciągle sam? – przywitałem się, zajmując swoje podpisane miejsce.

    – Cześć, reszta zaraz się zjawi. Nie wiesz, czy Mysza będzie? Ciekawe, jak ona wygląda bez tych swoich workowatych ciuchów – zastanawiał się Mariusz.

    – Nie mam pojęcia ani o jednym, ani o drugim – nalałem sobie koli.

    Zabawa zaczęła się rozkręcać, przybyli prawie wszyscy zaproszeni. Przy naszym stole było wolne miejsce przy mnie i po drugiej stronie stołu. Na wizytówce stojącej na nakryciu przy wolnym miejscu była kartka z napisem „Apolonia W…” Mysza miała siedzieć obok mnie, o ile przyjedzie!

    Zaczęła się zabawa. Tańczyliśmy, śmialiśmy się, popijaliśmy smaczne drinki. Tańczyłam z fajną, samotną, małą laseczką z sąsiedniego biura; już rękoma poznawałem pomalutku szczegóły jej anatomii, bo miałem ochotę wykorzystać przydzielony mi dwa piętra wyżej pokój, gdy przestali grać. Widziałem, że dziewczynie podobają się moje zaloty, w tańcu tuliła się do mnie całym ciałem, nie protestowała, kiedy ręka zsuwała mi się na jej pośladki, czy kiedy sprawdzałem jędrność biustu… Odprowadziłem ładną sekretarkę do jej stołu, otrzymałem obietnicę, że jeszcze nie raz zatańczymy i wróciłem na swoje miejsce przy stole.

    Już z daleka zauważyłem zmianę. Obok mego krzesła, po mojej prawej stronie miejsce było zajęte. Zbliżając się do stołu widziałem tylko długie, proste włosy o nieokreślonej barwie i plecy szczupłej kobiety. Nie zastanawiałem się zbyt długo, kto to może być, bo zabawa nabierała rumieńców i imprezowicze siadali na miejscach akurat im odpowiadających; już kilka razy tego wieczoru przysiadali obok mnie nasi współpracownicy, lub dziewczyny z innych działów. Pomału zbliżałem się do stolika, próbując sobie uzmysłowić, która laska zajęła krzesło obok mojego. Żadna nie pasowała do mej „bazy danych”, musiałem usiąść na swym miejscu, żeby przekonać się, kto to jest. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to… Mysza! Ta super laska siedząca obok mnie, to była Mysza!!!

    Nie wiedziałem, jak zareagować. Przylepiłem na gębę głupi uśmiech i próbowałem do niej zagadać. Okazała się mądrzejsza, niż jej kierownik i jego partner.

    – Dobry wieczór, panie Janie! – zagadnęła na mój widok – Niespodzianka?

    Nie odpowiedziałem od razu, po prostu odjęło mi mowę! Obok mnie siedziała piękna, atrakcyjna dziewczyna, której nie znałem!

    – Dziewczyno, zaskoczyłaś mnie niesamowicie! – ciągle nie bardzo wiedziałem, jak zareagować na jej słowa

    – Nie tylko pan, wszyscy są zdziwieni – roześmiała się.

    – Ale jak… Co się… Ja pierdolę, nie umiem nic mądrego powiedzieć – i to było szczere, bo rzeczywiście, odjęło mi mowę z wrażenia.

    – Nie musi pan, przyznam, że w duchu oczekiwałam takiej reakcji…

    Ochłonąłem wreszcie. Patrzyłem z zachwytem na siedzącą obok mnie laseczkę. Teraz nie zasłaniała ślicznej twarzy wielkimi okularami, włosy miała rozpuszczone i chyba po lokówce, obcisła bluzeczka z dużym dekoltem opinała się na fajnym biuście; biodra i pupa okryte małą czarną. A na dole miała nogi!!! Ale jakie!!! Kiedy wstała, nie umiałem się opanować, musiałem pochwalić.

    – Matko, jaka ty jesteś fajna laska! Nie dość, że piękna, to jeszcze te nogi… Jutro zgłaszam cię do wyborów miss firmy…

    – Niech pan nie przesadza, panie Janie, jaka tam miss… – roześmiała się – normalna, korporacyjna Mysza!

    – Nie mów tak nigdy, proszę. Masz taką ksywkę, jaką masz i trudno będzie to zmienić, ale tamta Mysza nie ma nic wspólnego z tobą, ona jest tylko we firmie, służbowo – mówiąc to patrzyłem w śliczne, niebieskie oczy.

    – Wiesz co? Cały czas jestem pod wrażeniem twej przemiany, zatańczymy? – wykorzystałem to, że orkiestra zaczęła grać „Dziewczynę o perłowych włosach”.

    – Bardzo chętnie! – podała mi dłoń.

    Kilka sekund później byliśmy na parkiecie. Przytuliłem Apolonię, ona objęła mnie ramionami i przylgnęła całym ciałem. Ja pierdolę, podnoszący się kutas mnie zdradzi! Tańczyłem z najładniejszą dupą na imprezie, ona tuliła się do mnie, a mój chuj zaczął podnosić głowę! Mam nadzieję, że nie poczuła, inaczej kompromitacja na całej linii! Obejmowałem szczupłe, ale jak się okazało niesamowicie zgrabne i seksowne ciało dziewczyny, kołysałem się wraz z nią w rytm piosenki Omegi, cały czas zastanawiałem się, jak ją skusić na seks. Jak wspomniałem, dwa piętra wyżej miałem pokój do dyspozycji; początkowo zamierzałem zaprowadzić tam chętną dupeczkę z biura, z którą do tej pory się bawiłem, bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że spotkam taką fantastyczną dziewczynę, jak Apolonia. Apolonia…

    – Jak mogę się do ciebie zwracać, Apolonio? – wyszeptałem do kształtnego uszka.

    – Panie Janie, nie Apolonia, tylko Pola! – roześmiała się i potrząsnęła głową, włosy rozsypały się wokół niej świetlisty kręgiem – a jak pan chce, może pan mówić tak, jak do tej pory – Mysza! Przecież wszyscy tak mnie nazywacie.

    – Przestań z tym panem. Mów mi proszę po imieniu, przecież je znasz.

    – Tak, znam, ale jeszcze nie wypiliśmy „brudzia”! – znowu się roześmiała radośnie.

    – No to trzeba nadrobić zaległości! Chodź, teraz jest względnie cicho, przy barze nie ma tłumu, możemy …

    – Chodźmy – przerwała, ciągnąc mnie za rękę. Nalałem do kieliszków Absoluta, wypiliśmy. Objąłem Apolonię ramieniem, popatrzyłem na śliczną buzię.

    – Jan – pocałowałem dziewczynę w policzek

    – Pola – odstawiła kieliszek, ujęła mą twarz dłońmi i wpiła się we mnie.

    Po sekundzie poczułem zwinny języczek, penetrujący me usta. Trwało to kilka sekund, wreszcie oderwała się ode mnie.

    – Przepraszam, musiałam tak zrobić – wyszeptała, spuszczając wzrok.

    – Przestań, nie przepraszaj, to było bardzo miłe i takie… podniecające! Niezwykle rzadko całuje mnie tak piękna i atrakcyjna dziewczyna, podobało mi się to! Ale dlaczego mówisz, że musiałaś tak zrobić?

    – Bo jesteś jedynym mężczyzną w firmie, który nie traktuje mnie jak tę przysłowiową mysz… Zawsze miałeś dla mnie dobre słowo, uśmiechałeś się do mnie, kupowałeś czekoladki, ciasto i kwiaty… Jesteś jedynym facetem, z którym chętnie poszła bym do łóżka – wypaliła nagle – wiesz, podobasz mi się, jesteś atrakcyjnym, przystojnym mężczyzną, a o twoich podbojach i sukcesach krążą już legendy po firmie, chcę tego spróbować. Nie przerywaj mi, proszę. Nie mam faceta, ale nie zamierzam ciebie w jakikolwiek sposób usidlić, nie obawiaj się. Moim marzeniem jest seks z tobą, wiesz, chęć poznania z bliska ciebie i twego legendarnego już penisa… – mówiąc to nie popatrzyła na mnie nawet przez sekundę, cały czas patrzyła w podłogę.

    – Polu, nawet nie wiesz, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo cieszą mnie twoje słowa. Kochać się z taką kobietą, to pewnie czysta rozkosz!

    – Panie… Janku, nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz! Nie będę ukrywać, mam na ciebie ochotę już od dawna, wiesz, nie umiałam jednak zagadać… Hmmm, teraz jest okazja, ale u mnie nie można, rodzice. A u ciebie?

    – A u mnie żona! – roześmiałem się – może dołączy do nas?

    – Nie wygłupiaj się, mówię serio.

    – No to jak serio… Widzisz, Polu, jestem w końcu w firmie jakimś tam kierownikiem, w związku z tym dostałem na drugim piętrze wygodny pokój! Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał, jeśli naprawdę jesteś zdecydowana na seks ze mną…

    – Możesz zaraz się przekonać, jak bardzo chcę – dziewczyna była bardzo konkretna, położyła dłoń na me krocze, gdzie wyczuła wzbudzonego kutasa.

    – Nie teraz, pobawmy się jeszcze trochę – pociągnąłem ją znowu na parkiet.

    Bawiliśmy się wesoło do północy. Fantastyczny zespół muzyczny dobrze nas nastrajał, grali i śpiewali naprawdę rewelacyjnie. Wygłupialiśmy się jak małe dzieci, szaleliśmy na parkiecie i przy barze. Kilku kolegów i dwie koleżanki trzeba było odtransportować do wynajętych w tym celu pokoi, przesadzili z alkoholem. Towarzystwo pomału wykruszało się, zaobserwowałem kilka par dyskretnie znikających z parkietu. Jeszcze chwilę potańczyliśmy, cały czas podziwiałem Myszę. Bawiąc się z nią, tańcząc, widziałem kogoś zupełnie innego, to była inna dziewczyna, niż ta z biura! Jednak wersja, którą obserwowałem w tańcu podobała mi się znacznie bardziej od tej, którą widziałem każdego dnia… Zwinąłem ze stolika butelkę wina i dwa kieliszki, poszliśmy na górę, pokój czekał. Byłem napalony na laskę jak małolat, pomału zacząłem odczuwać znajomy ból w jajach. Zamknąłem drzwi, przyciągnąłem dziewczynę do siebie, przytuliłem.

    – Jesteś przekonana, że chcesz tego? – spytałem szeptem.

    – Tak, bardzo chcę, wiesz, przygotowuję się do tej chwili od tygodnia, żeby nie było żadnych problemów później… – zamilkła.

    – To znaczy?

    – Od tygodnia łykam pigułki, do tego, wiesz, mam taką „dzień po”…

    – Grzeczna, mądra dziewczyna, bo nie spodziewałem się takiego zakończenia wieczoru, nie mam nawet jednej prezerwatywy!

    – Nie potrzebujesz, nie musisz uważać – położyła rękę na mym kroczu – chyba naprawdę mnie pragniesz – uśmiechnęła się radośnie.

    – Nawet nie wiesz, jak bardzo, cały wieczór tak mi sterczy. Rozścielę łóżko, a ty wskakuj pod prysznic.

    Kiwnęła głową, weszła do łazienki. Zająłem się wyrkiem, sam też się rozebrałem do bokserek, czekałem na Polę. Nie wychodziła już dłuższą chwilę, choć nie słyszałem szumu wody. Zajrzałem do środka. Pola stała pod prysznicem, który moczył ją delikatnym strumieniem i uśmiechała się, kiwając ręką.

    – Nareszcie doczekałam się ciebie, chodź, zmieścimy się razem.

    Wyskoczyłem z bokserek, sekundę później stałem za dziewczyną. Patrzyłem zachwycony na szczupłą, ładną figurę, ale najbardziej podziwiałem nieziemskie nogi! Takich na żywo jeszcze nie widziałem! Objąłem Polę od tyłu, zacząłem masować biust, całowałem szyję, karczek, lizałem kształtne uszy ozdobione maleńkimi kolczykami. Poczułem na kutasie ciepłą dłoń, masowała go po całej okazałej długości. Nabrałem żelu do kąpieli, rozsmarowałem go na płaskim, twardym brzuchu, prawa dłoń zawędrowała na wzgórek łonowy, lewa wróciła do biustu. Czułem pod palcami sztywną kępkę przyciętych w kreseczkę włosków, wśliznąłem się w gorącą pipkę. Pola stęknęła, odwróciła się twarzą do mnie, widziałem wyraźnie jej zgrabny biuścik i śliczną buzię. Teraz ona nabrała żelu do kąpieli i dokładnie umyła mi kutasa, obficie spłukując wodą. Klęknęła przed nim, pomalutku zaczęła wsuwać sobie mą pałę w usta, jednocześnie dłońmi masowała twardniejący trzon.

    – Wiesz, on naprawdę jest wielki – przerwała na chwilkę robienie loda i przyglądała się chujowi z zainteresowaniem – dziewczyny nie kłamały. Wiesz, że nie przypuszczałam nawet, że mogą być w naturze takie wielkie… penisy?

    – Hmmm… Jestem przekonany, że jednak jeszcze trochę urośnie!

    – Żartujesz? Przecież już teraz będę miała problem, żeby zmieścić go w sobie… On jest po prostu wspaniały! Wiesz, jest jeszcze jedno, ale to trochę… wstydliwe – patrzyła mi w oczy.

    – Co takiego? Jesteś dziewicą?

    – Nie, skąd! Wiesz, dziewictwo straciłam kilka ładnych lat temu, potem byłam trzy lata z facetem, wiesz, kochaliśmy się dość często, ale zostawiłam go.

    – No to w czym problem? – nie miałem pojęcia, do czego zmierza.

    – Ja bardzo lubię seks, naprawdę, wiesz, lubię każdą pozycję, ale najbardziej… – znowu zamilkła.

    – No wyduś to wreszcie z siebie!

    – Wiesz, najbardziej lubię czuć penisa w pupie! – wypaliła.

    – Dziewczyno, skarbie, to mój ulubiony rodzaj seksu! Cały czas zastanawiam się, jak cię do tego nakłonić, a tu proszę, taka niespodzianka – mój entuzjazm nie miał granic, był absolutnie szczery, wreszcie mogłem spokojnie, bez podchodów wyruchać szczupłą dupkę.

    Cały czas robiła mi super loda, była w tym naprawdę dobra. Miałem dość stania pod prysznicem, zaproponowałem przeniesienie się do łóżka, tam jest dużo wygodniej. Wytarliśmy się się do sucha, wziąłem trochę jednak zawstydzoną Polę na ręce i zaniosłem do pokoju, położyłem w świeżej pościeli.. Ułożyłem szczupłe, zgrabne ciało w poprzek wyrka, tak, że stopy opierała o podłogę. Rozchyliłem niesamowite nogi, wsunąłem się między nie i polizałem pipkę. Odsłoniłem ukryty między delikatnymi płatkami guziczek łechtaczki, przeciągnąłem po nim językiem. Dziewczyna jęknęła przeciągle i wyprężyła się lekko, ściskając udami mą głowę. Lizałem słodką pipkę, palcowałem coraz bardziej mokrą, różową szparkę. Apolonia wzdychała głęboko, ciągle prężyła i wyginała swe ponętne, kształtne ciało, głośno przy tym wzdychając, dociskała mą głowę do łona. Wsunąłem jeden palec w pupę, przedtem namoczyłem go sokami z cipki. To było chyba to, na co dziewczyna czekała. Jęknęła jeszcze głośniej, zaczęła naciskać pupą na penetrujący ją palec, mocno podrzucała biodrami. Nie czekałem dłużej. Popchnąłem ją trochę głębiej na łóżko, uklęknąłem na jego skraju, łydki Poli położyłem sobie na ramionach i załadowałem w cipkę swego sterczącego już prawie maksymalnie chuja. Po trzech szybkich ruchach zwolniłem, i naprawdę wolno posuwałem ciasną pizdeczkę tej niesamowitej laski. Miała zamknięte oczy, mruczała coś pod nosem, sapała w rytm moich ruchów. Wyprostowany posuwałem ją pomału, bez pośpiechu, patrzyłem na śliczną buzię wykrzywioną spazmem rozkoszy, podziwiałem jędrny, niezbyt wielki, podskakujący w rytm mych ruchów biuścik, podziwiałem sylwetkę dziewczyny. Patrzyłem na to ruchane, naprawdę fantastyczne ciało. Wysoka, szczupła, bardzo proporcjonalnie zbudowana, długonoga, młoda, piękna dziewczyna… Dlaczego na co dzień ubierała się w worek? Nie miałem pojęcia, teraz jednak najmniej mnie to interesowało. Miałem na swym chuju jedną z najatrakcyjniejszych kobiet, jakie znałem i nie zawracałem sobie głowy niczym innym. Posuwałem ją systematycznie, wpychałem się niemal całym kutasem, czułem koniec pochwy, patrzyłem na wijące się pode mną piękne, młode ciało. Nie przyspieszałem ruchów, choć miałem na to wielką ochotę, chciałem jak najbardziej przedłużyć te upajające chwile rozkoszy. Podłożyłem pod szczupłe biodra poduszkę, wyeksponowałem zajebistą dupkę, naplułem na palce, posmarowałem śliną drugą, ciemniejszą dziurkę. Pomalutku wyszedłem z gościnnej, gorącej pipki i bez pośpiechu wsunąłem chuja w bardzo ciasną, przyjazną pupę. Dziewczyna stęknęła głośno, jeszcze mocniej nabijając się na twardą już pytę.

    – Tak, tak jest super – wyszeptała – tak rób, twój kutas jest wspaniały… Tak, wchodź we mnie, taaak… Matko, mamuniu, taaak, rżnij mnie, Janku… Och, och… jesteś wspaniały, czekałam na to tak długo… Taaaaak!

    – Cicho, maleńka, cichutko… To ty jesteś niesamowita, masz zajebiste ciało i super ciasne dziurki, zaczynam je uwielbiać… – szeptałem w twarz wykrzywioną spazmem rozkoszy, nie przerywając systematycznego posuwania zgrabnej, szczupłej dupy.

    Po krótkiej chwili wysunąłem się z ciepłej norki odbytu, odwróciłem laskę na brzuch, podniosłem zajebiste biodra, wtargnąłem znowu w dupkę. Tym razem posuwałem znacznie energiczniej, ruchałem jak w swych najlepszych czasach. Na efekt nie czekałem długo, Kilkanaście sekund później Pola zaczęła szczytować, miała zajebisty orgazm. Krzyczała, sapała, spazmatycznie zaciskała palce na pościeli. Wyskoczyłem z rozepchanej dupki i wsadziłem kutasa w kapiącą sokami pipę. Dopchnąłem do końca, przyciągnąłem pupę dziewczyny do swoich bioder, jednak zaraz znowu zatrzymałem się, odwróciłem szczupłe ciało na plecy i załadowałem znowu w cipę. Mocno posuwałem jęczącą, wrzeszczącą i stękającą laskę, po chwili poczułem, że to już. Wsadziłem pysk w poduchę, zaryczałem w nią jak bawół i wystrzeliłem w ciasną pizdę strumieniem spermy. Pola próbowała wysunąć się spod mego napalonego ciała, ale przytrzymałem ją mocno; chciałem jak najdłużej mieć ją pod sobą. Po chwili uniosłem się na łokciach wypuściłem Myszę z objęć; ta chwyciła chuja w rękę, wsunęła go w usta, zaczęła ssać. Resztkę wyrzuciłem już w gorące usta laseczki. Wyssała mnie dokładnie, wylizała całą pałę, zajęła się jajami. Muszę przyznać, że dziewczyna doskonale wiedziała co i jak robić, widocznie miała dobrego nauczyciela. Leżeliśmy okryci kołdrą, przytuleni, dyszący, upojeni seksem.

    – Wiesz, ale ten twój kutas mnie wypełniał, jest wspaniały, czułam go całą pipką i pupą – wyszeptała – ale chyba jeszcze nie masz dosyć? Wiesz, uwielbiam seks z mężczyzną, który też to lubi.

    – A mnie cieszy, że nie jesteś taką pruderyjną pseudodziewicą, tylko otwarcie mówisz o seksie, o tym, co lubisz i jak lubisz. Podoba mi się to.

    – Wiesz – coraz bardziej podobało mi się to jej „wiesz”, dodawane prawie w każdym zdaniu – nie znoszę pruderii, dlatego otwarcie powiedziałam tobie, że chcę się z tobą kochać. Ale wiesz, mówiłam też, że lubię seks analny, a dostałam tego namiastkę…

    – Polu, daj mi trochę odetchnąć, czuję się troszeczkę zmęczony. Może masz ochotę na lampkę wina? – usiadłem na łóżku, łapiąc za butelkę.

    – Bardzo chętnie, wiesz, to wino jest bardzo smaczne – wychyliła kieliszek jednym haustem.

    Po chwili znowu leżeliśmy obok siebie, miałem przed oczami malutką, różową pipę laski, która podnosząc jedną nogę ułatwiała mi dostęp do delikatnych płatków warg. Lizałem je zapamiętale, przesuwałem język w stronę drugiej dziurki. Doszedłem do odbytu, troszkę rozchyliłem twarde pośladki, zająłem się pupą. Wsuwałem w przedtem ciasną, teraz rozciągniętą mym chujem dupkę jęzor, czułem smak swoich płynów i jej śluzu. Jarało mnie to niesamowicie! Jeszcze mocniej i głębiej penetrowałem dupeczkę, czułem, jak rośnie mój kutas ciągle lizany i ssany namiętnymi ustami napalonej na niego dziewczyny. Przewróciłem ją na brzuch, aby spotęgować doznania pod biodra podłożyłem zwiniętą w wałek poduszkę. Kilka chwil później byłem już w ciasnej, gorącej pupie. Pompowałem w normalnym tempie, dopychałem do końca. Jaja odbijały mi się od mokrej pipki, wsłuchiwałem się w klaskanie naszych mokrych, spoconych ciał, co jeszcze bardziej mnie jarało. Z konieczności swe myśli skierowałem w zupełnie inną stronę, oczami wyobraźni widziałem swoje służbowe biurko w firmie, otwarty komputer… Musiałem tak zrobić, za szybko zacząłem odczuwać narastające podniecenie, a nie chciałem już kończyć. Skoro laska lubi anal, to niech ma, mam nadzieję, że zadowolę ją do tego stopnia, że będzie chciała więcej! Popatrzyłem na śliczną istotę nabitą na twardego jak drewno kutasa, na tę wijącą się na nim ponętną, śliczną, młodą dziewczynę. Teraz poczułem, że za moment wytrysnę. Pola też była na krawędzi orgazmu, piękne, zgrabne ciało drżało, nabijała się na kutasa z całej siły, aż poczułem lekki ból. Nie trwało to długo, rżnięta dziewczyna wrzasnęła, ciało naprężyło się, w sekundę później wpadło w niesamowity dygot. Ruchałem cały czas, jeszcze zwiększyłem tempo, pompowałem na maksa. Nie potrafię opisać tego, co wyczyniała laska nabita dupą na mego chuja! Darła się w poduchę, podskakiwała, dygotała, wierzgała nogami, sapała, a wszystko to nie schodząc z kutasa! Trwało to na moje szczęście naprawdę długo, mogłem napawać się tym niesamowitym widokiem, wreszcie uspokoiła się trochę, znieruchomiała, tylko spazmatyczne skurcze brzucha świadczyły o ciągle trwającym orgazmie. W końcu wyszedłem z gościnnej dupki, nakierowałem kutasa na ciągle wykrzywioną grymasem orgazmu twarz. Pojęła natychmiast, czego oczekiwałem, objęła chuja ustami, pomagała sobie dłońmi. Teraz nie potrzebowała zbyt wiele czasu, żeby doprowadzić mnie do wytrysku. Strzeliłem nasieniem w śliczną buzię, nawet nie próbowała wszystkiego połknąć. Zalałem spermą twarz, biust, kilka strzałów trafiło we włosy… Pola oblizała się z lubieżnym uśmiechem, dłonią zgarnęła porcję z biustu, wylizała mokre palce.

    – Jak ja to lubię… – rozmarzyła się, przeciągając się leniwie – wiesz, już dawno się nie kochałam, a z takim mężczyzną jak ty to nigdy…

    – No i? Żałujesz? Źle było? – patrzyłem na tę piękną twarz, teraz okraszoną rumieńcem podniecenia.

    – No coś ty! Wiesz, jesteś rewelacyjny, jeszcze mi nikt tak nie dogodził w łóżku. Zastanawiam, się, co będzie później…

    – Później? To znaczy kiedy? Jutro rano? – zaczynałem coś podejrzewać.

    – No nie, tak za tydzień, miesiąc, rok… Wiesz, tak sobie myślę…

    – Nic nie myśl, bo nie będzie tego „później” – przerwałem Poli, starając się zachować spokojny ton głosu – to ty chciałaś przeżyć przygodę tak samo, jak ja i tak się stało, ale nie będzie nic więcej, od jutra wszystko wraca na stare tory. Będziemy w pracy na starych zasadach.

    – Jak to, Janku, wiesz…

    – Wiem. Wracamy rano do poprzednich relacji – starałem się być stanowczy – To, co dzisiaj przeżyliśmy było wspaniałe, ale nie będzie nic więcej… Przepraszam, nie chcę cię zranić, ale to ty chciałaś tego wszystkiego.

    – Janku…

    – Ciiiii, nie psuj chwili. Jestem dla ciebie Jankiem, bo jesteśmy po imieniu, ale nie będziemy kochankami, ani tym bardziej nie zostaniemy parą. Przecież wiesz, że mam żonę i dzieci, prawda?

    Pola długo, bardzo długo patrzyła na mnie, głaszcząc mi ciągle stojącego kutasa. Nie miałem pojęcia, jak zareaguje na moje słowa, mogłem spodziewać się wszystkiego, ale w końcu uśmiechnęła się delikatnie, cmoknęła mnie w policzek.

    – Ale nie zakończymy tak tego wieczoru, prawda? – nachyliła się nad kutasem.

    – To znaczy?

    – Jak to, co? Wiesz, chciałam przeżyć z tobą upojną przygodę, chciałam, żebyś mnie mocno zerżnął i tak się prawie stało. Wiesz, jestem jednak trochę niedopieszczona… – pocałowała błyszczącą głowicę

    – Niedopieszczona? – nie ukrywam, zaskoczyła mnie.

    Spodziewałem się jakichś dramatycznych scen, a tu taka miła niespodzianka!

    – Tak, bo wiesz, do czasu, kiedy będziemy w pracy zostało jeszcze kilkanaście godzin, więc nie marnujmy ich na gadanie – mówiąc to lizała kutasa, wsuwała sobie w usta sterczącego wała.

    Zaczęliśmy znowu nasz miłosny taniec. Pola miała kilka zajebistych orgazmów, a ja mogłem spuścić się w malutką, różową pipkę, w ciasną, szczupła dupkę i w zachłanne usta… Skończyliśmy rano.

    Nie ruchałem Myszy więcej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Helena

     Lubię opalać się za swoim domem. Zaciszne miejsce, osłonięte od wiatru i ludzi, jedyny sąsiad raczej nie chodził w tę część swego ogrodu, więc mogłem na luzie opalać się na golasa, czyli tak, jak najbardziej lubię. W ogóle, lubię goły chodzić po domu, lubię luz; nago też śpię. Z tym opalaniem na golasa muszę uważać; kilka lat temu spotkało mnie przykre zdarzenie. Nie zorientowałem się, że słońce bardzo mocno operuje również na mym kutasie. Tak mi się zjarała skórka na chuju, że kilka dni, nawet jeśli nie chciałem to i tak musiałem biegać po chacie goluteńki, najmniejszy dotyk niemal bordowego fajfusa bolał niesamowicie. Po kilku dniach przymusowego aresztu domowego wszystko minęło. Teraz nie zapominałem posmarować całego krocza łącznie z fujarą odpowiednim kremem z filtrem. Moje miejsce za domem mogłem wykorzystać tylko do wczesnych godzin popołudniowych, później był tam bardzo przyjemny, chłodny cień. Leżę sobie, łapię promienie słoneczne, jest absolutna cisza, tylko jakiś ptaszek się wydziera, ale bardzo miło i sympatycznie. Chyba nawet chwilkę się zdrzemnąłem, miałem jakiś dziwny sen. Otworzyłem oczy, popatrzyłem w dół, kutas prawie się wyprostował, chyba miało to związek z tym snem! Poza tym odniosłem wrażenie, że ktoś na mnie patrzy… Usiadłem, obejrzałem fujarę, czy znowu się nie przyjarała, ale było OK. Kątem oka zobaczyłem jakiś ruch za płotem sąsiada, co było tym dziwniejsze, że wiedziałem o jego wyjeździe; miał wrócić dopiero za tydzień! Podniosłem się, doskoczyłem do ogrodzenia. Zobaczyłem tylko plecy uciekającej osoby. Złodziej? Nie był zbyt wielki, pomyślałem, że bez problemów dam mu radę, przeskoczyłem szybko przez niski płot i puściłem się w pogoń za uciekającym. Chciało mi się śmiać, bo w ułamku sekundy zobaczyłem siebie gnającego z dyndającym fajfusem za ewentualnym złodziejem, czy innym włamywaczem. Po kilkunastu metrach dopadłem go, rzucając się uciekinierowi pod nogi. Przeturlaliśmy się, sekundę później siedziałem na zbiegu leżącym na plecach, złapałem za ręce i rozciągnąłem ja na trawie. Spojrzałem w dół i zaniemówiłem.

    – Może pan zabrać mi to… zwierzę sprzed twarzy? – usłyszałem.

    Nie ruszałem się, bo zamarłem. Mój wielki chuj sięgał prawie do brody osoby leżącej pode mną, którą to osobą okazała się… dziewczyna!!! Nie wiedziałem, co zrobić, w końcu zsunąłem się z niej, wstałem i podałem jej rękę, pomagając się podnieść.

    – Przepraszam panią bardzo, ale wziąłem panią za włamywacza, bo wiem, że Kazimierza nie ma w domu, stąd moja natychmiastowa reakcja.

    – To ja przepraszam – niemal wyszeptała kobieta – podglądałam pana… Jestem Helena, siostra Kazia.

    – Miło mi, Jan – wyciągnąłem rękę – Kazik wiele mi o pani opowiadał, ale nie wspomniał, że jest pani bardzo ładną, uroczą dziewczyną. Do tego ciekawską – dodałem z uśmiechem.

    – Zainteresowałam się, kto tam obok mieszka i zobaczyłam pana leżącego na kocu. No i nie mogłam odejść, cały czas…

    -Gapiła się pani na me przyrodzenie? Lubię opalać się nago, a tam jest świetne miejsce do tego, zapraszam, na kocu zmieścimy się oboje.

    – Może skorzystam – uśmiechnęła się, ale ciągle gapiła się na mego zwisającego smętnie kumpla – muszę już iść, jeszcze raz przepraszam.

    Obserwowałem odchodzącą kobietę. Była trochę po trzydziestce, miała całkiem przeciętną figurę, okrągłe biodra, bardzo fajny biust i krótko obcięte włosy, stąd wziąłem ją początkowo za chłopaka. Czy była ładna? Rzecz gustu, w każdym razie nie była brzydka. Przeskoczyłem przez płot na swoją stronę i walnąłem się na kocu. „Fajna laska” pomyślałem. Wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować, widziałem już, co bym z nią robił i na samą myśl o tym poczułem ruch między nogami, gdzie mój kutas zaczynał żyć własnym życiem. Po chwili jednak opadł. Znudziło mnie to leżenie, poszedłem do domu, zrobiłem sobie lekkiego drinka, wskoczyłem w bokserki. Minęła może godzina, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem, na progu stała Helena. Ubrana bardzo przewiewnie i lekko, uśmiechała się nieśmiało.

    – Dzień dobry ponownie, nie przeszkadzam? – patrzyła na mnie wyczekująco.

    – Nie, nie przeszkadza pani. Czym mogę służyć? Proszę wejść, zapraszam do środka.

    Weszła, rozglądała się po chacie.

    – Tak przyszłam, chciałam zobaczyć, jak pan mieszka, Kazik opowiadał mi o panu. Bardzo ładnie urządził pan swój domek, naprawdę!

    – Cieszę się, że się pani podoba. Kawa? Herbata?

    – Nie, dziękuję, chciałam się tylko poopalać w tym słońcu, nie jest już tak agresywne.

    – Nie ma problemu, zapraszam na trawnik przed domem!

    – Przed domem? No co pan, przecież tam chodzą ludzie!

    – Wiem, ale zbytniego tłoku tutaj na ulicy nie ma, jesteśmy ostatnimi domami z Kaziem. Tutaj dochodzą tylko spacerowicze, albo wyprowadzający psy. A dlatego proponuję ten trawnik, bo o tej porze tylko tam jest słońce.

    – No a to miejsce, gdzie pan leżał? – spytała zdziwiona.

    – Tam tylko do pierwszej po południu, później jest fajny cień. No to co? Herbata?

    – Nie, dziękuję, pójdę do domu, przepraszam, że zawracam panu głowę – podeszła do drzwi.

    Odprowadziłem dziewczynę do furtki, obserwowałem ją przez chwilę, kiedy szła do siebie. Pod luźnymi ciuchami fajnie podskakiwały jej cycki i kołysał się tyłeczek. Wróciłem do domu. Poczytałem chwilkę gazetę, włączyłem jakąś płytę; nie wiedziałem, co z sobą zrobić, intrygowała mnie ta Helena. Nadszedł wieczór, włączyłem tv, gapiłem się na jakiś film, którego fabuły nie pamiętałem następnego dnia. Po kolejnym drineczku usnąłem w fotelu, do łóżka przeniosłem się nad ranem. Po pobudce jak zwykle – toaleta, śniadanie i samotne nudy. Około dziesiątej, kiedy słońce nie stało jeszcze za wysoko wziąłem koc i rozłożyłem go na swoim miejscu do opalania. Po nasmarowaniu całego ciała, zaległem w bezmyślnym transie po pierwszym tego dnia, mocnym drinku. Po półgodzinie bezczynności usłyszałem dzwonek do drzwi. Wkurwiłem się, bo kto ośmielił się przeszkadzać w niedzielny ranek! Dzieciaki z wnukami nie, bo byli gdzieś za granicą naszego pięknego kraju, więc kto? Założyłem gacie na dupę i otworzyłem. Za drzwiami stała Helena. Ubrana w t-shirta i luźne bermudy uśmiechała się przepraszająco.

    – Dzień dobry, teraz też nie przeszkadzam? Pora chyba odpowiednia?

    – Nie, nie przeszkadza pani, zapraszam do środka. Co sprowadza? – podałem rękę na powitanie.

    – Pańska propozycja. Nadal aktualna?

    – Ta o opalaniu? Oczywiście, właśnie leżałem na kocu i myślałem o pani – skłamałem.

    – Nie wierzę, nie myślał pan o mnie.

    – Skąd ta pewność? – roześmiałem się.

    – To proste! Na myśl o mnie ten pański wielki organ podniósł by głowę, a jednak leżał, jakby spał.

    – A skąd pani…

    – Wiem, bo znowu podglądałam pana przez płot, ale tym razem byłam ostrożna.

    – Może skończymy z tymi konwenansami i przejdziemy „na ty”? – zaproponowałem.

    – Chętnie, tym bardziej, że przedstawialiśmy się sobie.

    – Przypieczętujemy to drinkiem?

    – Jeśli dobry, to nie widzę przeszkód

    – Może to samo, co ja piję? Spróbuj, potem powiesz, czy chcesz więcej – podałem swoją szklaneczkę.

    – Dobre! – upiła łyczek – To co? Opalamy się?

    Zrobiłem drinka w drugiej szklance, wyszliśmy z domu. Helena szła za mną, coś mówiąc, ale nie słyszałem, myśląc, jak będzie wyglądała nago… Doszliśmy do koca, usiedliśmy, zdjąłem z siebie bokserki, dziewczyna ściągnęła koszulę, pod którą nic nie miała, zdjęła szorty. Nawet bardzo krytyczny facet musiał przyznać, że choć biustu nie miała dużego, to jednak był idealny.

    – Nasmarujesz mnie? – podałem dziewczynie tubę z kremem.

    – Oczywiście, ale potem ty mnie, dobrze?

    – Dobrze, ale pamiętaj, ze masz mnie nasmarować CAŁEGO!

    Wycisnęła krem na dłoń i zaczęła smarować mi plecy. Po chwili przeszła z tyłka na uda, kazała się odwrócić. Posmarowała mą szyję, tors, potem uda i resztę nóg. Popatrzyłem na Helenę.

    – A reszta?

    – Reszta na deser. Teraz ty mnie posmaruj – położyła się na brzuchu, ręce położyła pod głową.

    Wycisnąłem trochę kremu, rozsmarowałem po plecach, potem kolejną porcję coraz niżej. Doszedłem do okrągłej pupy, potem uda i łydki, wróciłem do pupy. Masowałem fajny tyłeczek, smarowałem zapamiętale półdupki, coraz odważniej wsuwałem między nie swą dłoń. Kilka razy przeciągnąłem mocno po odbycie, ale nie widziałem żadnej reakcji. Odwróciłem Helenę na plecy. Smarowanie biustu, brzucha i nóg poszło błyskawicznie, więcej czasu poświęciłem pipce i wzgórkowi łonowemu. Pipę miła lekko obrośniętą, choć było widać wcześniejszą ingerencję, po prostu już jakiś czas nie dbała o to. Posmarowałem łono, zapuściłem paluchy w cipkę. Dziewczyna rozchyliła lekko nogi, mogłem całą ją wysmarować. Potem była zmiana. Znowu plecy, tyłek i nogi natarła mi tym razem błyskawicznie, kiedy leżałem na wznak trwało to znacznie dłużej, klatę i uda zrobiła szybko, czaiła się nad kutasem, nie bardzo wiedziała, jak się nim zająć. Poinstruowałem ją i już po chwili leżeliśmy obok siebie w południowym słońcu. Helena leżała na wznak, zamknęła oczy i chyba usnęła, bo dłuższy czas nie odzywała się. Teraz miałem okazję dokładnie ocenić ciało dziewczyny. Lustracja wypadła bardzo pomyślnie, to była naprawdę atrakcyjna fizycznie, młoda kobieta! Leżałem obok niej, zamknąłem oczy i zastanawiałem się, w jaki sposób ją poderwać, w rozumieniu: jak ją wyruchać! Odwróciłem się w jej stronię, położyłem dłoń na biuście. Zareagowała, ale nie tak, jak myślałem. Położyłem się znowu spokojnie obok niej czekałem, może coś się wydarzy… Doczekałem się. Delikatny dotyk, muśnięcie brzucha, ciepło na podbrzuszu i na głowicy kutasa świadczyły jednoznacznie, że dziewczyna zabiera się za robotę. Klęczała obok mnie, nachylona nad mym kroczem, przypatrywała się leżącemu w spokoju kutasowi. Patrzyłem na nią spod przymkniętych powiek, nie ruszałem się. Po chwili ujęła chuja w dłoń, podniosła, polizała łeb. Drgnąłem, niecierpliwie czekałem na ciąg dalszy. Spróbowała wsunąć pałę w usta, pochłaniała ją coraz głębiej. Czułem narastające podniecenie, mój koleś coraz odważniej i mocniej podnosił głowę. Działania dziewczyny sprawiały mi wielką przyjemność, czekałem, co dalej. Ssała mi kutasa, lizała go, waliła mi konia dłonią. Zaczęła pieścić jaja, uciskała je lekko, drażniła. Rozsunąłem nogi, uklęknęła między nimi, dalej mnie onanizowała. Usiadłem, ująłem Heleną pod pachy, podniosłem. Zwarliśmy się w pocałunku, mój chuj był ciągle masowany, więc przyszła pora na pizdę kobiety. Wjechałem w nią dwoma paluchami, brandzlowałem z maksymalną prędkością. Moje palce działały jak wibrator, widziałem, że to bierze dziewczynę, zacząłem drażnić jej odbyt. Fajna, zgrabna laseczka podskakiwała na mej dłoni, chyba podniecało ją to, co robiłem. Zająłem się jej dupką, wsunąłem śmiało palce głęboko w ciemniejszą dziurkę; nie zareagowała negatywnie, westchnęła tylko przeciągle i szybciej masowała mi chuja. Popchnąłem ją, położyła się na plecach; zacząłem lizać pipę, ssałem łechtaczkę. Helena reagowała fantastycznie. Jęczała, stękała, kwiliła jak ptaszę i waliła mi konia! Lizałem słodką cipę, ssałem wargi, w końcu polizałem dupkę. Dziewczyna kąpała się przed przyjściem do mnie, bo nawet dupa mi pachniała i smakowała! Wcisnąłem się językiem między jędrne pośladki, cały czas brandzlowałem paluchami pizdeczkę. Chuj stał mi już jak wieża, musiałem go wepchnąć w coś ciepłego. Przed nim była tylko pizda Haliny, więc władowałem go w jej szparę i zacząłem ruchać bez opamiętania. Dziewczyna zaczęła głośno i szybko oddychać, po chwili powtarzała ciągle tylko „A… A… A…” w rytm tego, jak ją ruchałem. Objęła mi biodra nogami i przyciskała do siebie. Nie wiedziałem, czy mogę spuścić się w jej pipę, czy mam zlać się na nią. Uprzedziła me pytanie.

    – Możesz nie uważać, nie będzie problemu – wysapała – biorę pigułki.

    – Jesteś niesamowita! Miałem obawy co do tego…. czy mogę spuścić się w ciebie, mocno mnie rajcujesz – wysapałem lasce do uszka.

    Nagły, absolutnie niespodziewany orgazm wstrząsnął mną, zesztywniałem, chwilę później też doszła, wrzasnęła i wyprężyła całe ciało. Wypierdoliłem w jej pizdę spory ładunek spermy, upadłem obok Heleny na koc.

    – Ale masz ogień w pipie – wyszeptałem.

    – A ty masz chuja jak koń! Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie wyruchał, to było fantastyczne! – wydyszała.

    – Ale wiesz, że to nie wszystko?

    – Jak nie?! – chyba udawała przerażenie.

    – Masz jeszcze jedną dziurkę, w której jeszcze nie byłem. Powiem wprost – chcę cię wyruchać w dupę! – zdobyłem się na odwagę.

    – Hmmm… Też to lubisz? Bo ja bardzo! Ale takiego giganta jeszcze tam nie miałam, musisz uważać.

    Leżeliśmy chwilę obok siebie, odpoczywaliśmy obserwując się wzajemnie. Helena głaskała chuja, uśmiechała się i oblizywała lubieżnie usta. Kutas zaczął się prężyć, pora więc na działanie. Przesunąłem dłonią po dupsku dziewczyny, była za sucha…Choć to był krem do opalania i tak wystarczył. Nasmarowałem nim kutasa, trochę wcisnąłem w dupę, którą miałem zamiar za chwilkę ruchać i… jazda! Wskoczyłem w nasmarowany otworek i zacząłem ją jebać. Dyszała i sapała jak lokomotywa, mój chuj wchodził w nią prawie do końca, bałem się uszkodzić ją w środku. Pompowałem dupę Heleny, trzymałem za biodra, z boku patrzyłem na kołyszące się cycki. Nagle rzuciła dupskiem w tył i nabiła się na mnie po same jaja. Zatkała buzię ręką i po kilku gwałtownych dreszczach, przeszywających całe jej ciało upadła na koc.

    – Ja pierdolę, ale to była jazda! – wysapała – czułam go wszędzie, nawet w cipce, jak ty to robisz?

    – To nie ja, to on – wskazałem na opadającego pomału kutasa.

    Chwyciła go w rękę, podniosła i pocałowała, zlizała krople śluzu.

    – Mam nadzieję, że to nie koniec naszych igraszek – patrzyła mi w oczy – długo jestem sama, już dawno nie byłam z facetem.

    – Długo to ile? Rok, dwa?

    – A czy ja jestem z drewna? Jaki rok! Nie bzykałam się dwa tygodnie, to cała wieczność!

    – Ups! Aż dwa tygodnie! – zakpiłem – no to masz olbrzymie braki w orgazmach…

    – Tak, tym bardziej, że kiedyś nie kochałam się prawie wcale, dopiero po ciąży tak mnie wzięło. Ciągle bym się dupczyła, chyba dlatego zostawił mnie już trzeci facet.

    – No, jak masz takie wymagania, to na dłuższą metę się nie da – patrzyłem ze zdziwieniem na tę nimfomankę; takiej jeszcze nie poznałem, nie spotkałem na swej drodze.

    – Ale ja zawsze mówię facetowi, że mam duże potrzeby w łóżku!

    W czasie naszej rozmowy cały czas masowała mi chuja, który znowu mocno zesztywniał. Nie spuszczałem się w tyłek Heleny, zaczynałem odczuwać potrzebę opróżnienia nabrzmiałych znowu jąder. Na szczęście kobieta też chciała tego samego, co ja… Popchnęła mnie, tak, że leżałem na plecach, a Helena wskoczyła na mnie i znowu nabiła się na kutasa. Rytmicznie podnosiła się i opadała, prawie wychodziłem z niej, kiedy znowu opuszczała biodra i tak w kółko. Po długiej takiej jeździe przez chwilkę nie ruszała się, czułem na jajkach jej dupę; teraz zaczęła leniwie poruszać się do przodu i tyłu. Wiedziałem, że za moment eksploduję, zbliżał się niesamowity orgazm, myślałem, że zwariuję. Helena chyba widziała, co się dzieje, bo do ruchu bioder dodała jeszcze jeden rewelacyjnie podniecający mnie element – zaczęła mocno zaciskać na maksymalnie już stojącym kutasie swoją gorącą cipkę, mięśnie Kegla pracowały u niej wzorowo. No i pooooszło! Ludzie, jakie to było niesamowite, takiego orgazmu jeszcze nie miałem, jak żyję! Myślałem, że rozpadnę się na kawałki, zatkałem sobie pysk ręką, potem kocem, a i tak wyłem jak kojot. Dobrze, że nie mieszka nikt w pobliżu… Helena przyspieszyła ruchy, kilka sekund po mnie zrobiła mniej więcej to samo… Leżeliśmy obok siebie, spoceni, zziajani, dyszący jak parowozy. Popatrzyłem na nią kątem oka. Oczy miła przymknięte, uśmiechała się leciutko i… cały czas jeszcze masowała sobie pipkę! Odwróciła głowę, zobaczyła, że ją obserwuję, puściła mi oczko i pocałowała w… nos.

    – Dobrze umiesz dogodzić kobiecie, naprawdę!. Teraz opalamy się, ale zapraszam cię na obiad, po obiedzie dostaniesz fajny deser, chcesz?

    – No pewnie! O której przyjść?

    – Myślę, że na piętnastą, ale nie ubieraj się zbytnio…

    Byłem punktualnie… Wyszedłem od Heleny przed północą, na tak miękkich nogach, że myślałem, że nie dojdę do domu. Walnąłem się na kanapę z dużym drinkiem w ręce i zacząłem się zastanawiać, jak musieli być wykończeni jej faceci, z którymi była na co dzień. Nie dziwię się, że uciekali od tej nienasyconej seksualnie kobiety. Też musiałem wykombinować jakiś pretekst do małej przerwy w tym ruchańsku, bo inaczej padnę, jak mucha. A myślałem, że mam dobrą kondycję! Rano zadzwoniłem do znajomego, żeby tuż przed dziesiątą wysłał mi sms, że mam natychmiast dzwonić, a jak już się odezwę, nie ma się dziwić temu, co będę wygadywał. Zdążył. Leżeliśmy na kocu, Helen obrabiała mi obolałego po wczorajszych manewrach kutasa, a ja niecierpliwie zerkałem na telefon. W końcu zadzwonił sygnał wiadomości. Sięgnąłem po aparat, odczytałem treść.

    – Helenko, przepraszam, muszę zadzwonić, kolega w kłopotach.

    – Mhm – wymruczała nie wypuszczając chuja z ust.

    Wybrałem numer znajomego, zacząłem opowiadać jakieś głupoty, niby słuchałem, co on mówi, ale wyszło, że potrzebuje mojej natychmiastowej pomocy. Obiecałem, że zaraz do niego pojadę. Odsunąłem od siebie dziewczynę, uśmiechnąłem się widząc jej zasmuconą minkę.

    – Przepraszam, ale jak słyszałaś muszę jechać, przyjaciel w potrzebie.

    – Słyszałam, słyszałam… Ale wrócisz zaraz? – spytała z nadzieję w głosie.

    – Tak zaraz nie, muszę jechać do Berlina, on tam jest, w Berlinie.

    – Nie żartuj! A kto teraz zerżnie Helenkę? Będę tęskniła za tobą.

    – Za mną, czy za nim? – wskazałem na kutasa

    – Za wami dwoma!

    Rozstaliśmy się po kolejnym szybkim numerku, nie czekałem na nic, tylko wskoczyłem pod prysznic, przebrałem się w lekkie ciuchy i po godzinie jechałem już na drugi koniec miasta, do kumpla. Od wczoraj był sam w domu, zapowiadało się kilka dni spokoju a ja musiałem po zapasach z Heleną naprawdę odpocząć…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Trojka, czyli trzy pokolenia

     Jak ten czas teraz zapierdala! Jeszcze nie tak dawno człowiek był radosnym młodzikiem, a tu już przekroczyłem połowę trzydziestki. Teraz to już chyba z górki… Na szczęście apetyt na kobiety i ich dziurki nie minął, wręcz przeciwnie – potrafiłem bardziej doceniać to, co miałem pod sobą, czy też na sobie; można powiedzieć, że stałem się koneserem kobiecych wdzięków… Ta kobieta zawsze mi się podobała… Nasz księgowa… Kilkanaście lat starsza, przekroczyła już jakiś czas temu pięćdziesiątkę, ale wyglądała rewelacyjnie. Wysoka, postawna, burza włosów w kolorze ciemny blond, obfity biust ledwo okrywały wydekoltowane, obcisłe zwykle bluzeczki; szyja i dłonie absolutnie nie zdradzały jej wieku. Do tego była samotna i sama też mieszkała. Ile dokładnie ma lat dowiedziałem się, kiedy musiałem natychmiast podać numery Pesel kilku pracowników do działu kadr i wykorzystując okazję podejrzałem jej datę urodzenia. Zaskoczyło mnie to, co zobaczyłem; sądziłem, że nie ma niewiele więcej, niż czterdzieści lat, a tu wyszło, że ma równo szesnaście więcej! Patrząc na jej zgrabną sylwetkę nigdy bym nie przypuszczał, że tak bardzo mogę się mylić! Dopiero teraz zacząłem kombinować, jak przelecieć starszą panią; do tej pory moja najstarsza dupeczka, którą zerżnąłem miała czterdzieści dziewięć lat, co wówczas wydawało mi się wiekiem starczym…

    Teraz jednak chciałem zaliczyć panią Reginę, byłem pewien, że lubi seks, widziałem nie raz, jak podpuszcza młodych chłopaków z firmy. A to z uśmiechem delikatnie języczkiem lizała usta, a to nachylając się bardziej, niż trzeba nad stołem, eksponowała wielkie cycki, potrafiła też puszczać oczka do co bardziej wstydliwej młodzieży. Niekiedy udając, że nie widzi wlepionych w nią oczu, sama ceremonialnie, bezczelnie i z uśmieszkiem wpatrywała się w krocze mężczyzny, albo powolnymi ruchami poprawiała sobie biustonosz. Postanowiłem zagrać va banque. Widziałem dość często, że mi też się uważnie przygląda, uśmiecha się, w moim mniemaniu zalotnie, puszczała do mnie te swe uwodzicielskie oczka, demonstracyjnie kładła dłoń na swój wzgórek łonowy, uśmiechała się przy tym kurewsko i patrzyła mi w oczy… Kiedy miałem jakąś pilną sprawę – załatwiała wszystko od ręki, ale prawie zawsze robiła erotyczne dygresje.

    Musiałem zacząć działać, jeśli nie zdecyduję się na jakiś konkretny krok, to mi pani Reginka umknie. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany dzień… Był piątek, nadchodził weekend. W pracy zbliżał się już fajrant, doszedłem do wniosku, że to najlepsza pora do działania, tym bardziej, że dzisiaj też usłyszałem od naszej księgowej dziwne teksty o dupeczkach i peniskach! Najwyższa pora przystąpić do działania. Wziąłem jakąś teczkę z dokumentami, poprawiłem w spodniach kutasa, tak, żeby wyraźnie było go widać przez nogawkę i wkroczyłem do jej biura. Popatrzyła na mnie znad dokumentów, sekundę później badawczy wzrok spoczął na mym kroczu.

    – Dzień dobry, panie Janku, co sprowadza – uśmiechając się cały czas patrzyła w ten jeden punkt.

    – Dzień dobry, pani Reginko. Ale moje oczy są prawie metr wyżej! – roześmiałem się.

    – Co? Ach, tak… Ale tyle… Więc? Co sprowadza? – mimo starań cały czas zerkała w dół.

    – Czym panią tak zainteresowałem, że patrzy pani ciągle w jedno miejsce?

    – Hmmm… – zmieszała się bardzo, nawet lekko zarumieniła, bo tym razem to nie ona, a ją ktoś prowokował

    – Tak sobie patrzę… bo te ploteczki…

    – Ale przecież nic pani nie widzi! No, może oczami wyobraźni… A jakie to ploteczki? – spytałem, patrząc wyczekująco.

    – Młody człowieku, co pan mi tutaj… – troszeczkę podniosła głos, chcąc ukryć zmieszanie, ale przerwałem szybko gwałtowny wywód.

    – Pani Regino, jest pani wspaniałą kobietą, wzorem do naśladowania dla dużo młodszych współpracownic, wręcz ikoną stylu! Poza tym jest pani zawsze nieziemsko piękna i seksowna, wzbudza pani ciągły zachwyt męskiej części firmy; jestem pewien, że każdy chciałby… – teraz sam przerwałem.

    – Co chciałby? – spytała ostrym tonem Regina.

    – Powiem wprost. Każdy z mężczyzn chciałby kochać się z taką fantastyczną, atrakcyjną i interesującą kobietą, jak pani – wypaliłem na jednym wydechu.

    – Przynajmniej ja bym chciał – po chwili dodałem prawie szeptem.

    – Pan by… Chciałby pan… Ze mną? Ze starą babą? – roześmiała się odrzucając głowę do tyłu, potrząsając burzą loków.

    – Panie Janku…

    – Słucham, pani Regino?

    – Chciałby się pan kochać z kobietą będącą prawie w wieku pańskiej matki? – popatrzyła na mnie przeciągle – To ja też coś panu otwarcie powiem.

    – Słucham uważnie!

    – Od długiego czasu słucham różnych opowieści, to właśnie te ploteczki, jaki to z pana obficie obdarzony przez naturę kochanek, aż sama nabrałam ochotę na pana… Szukałam tylko okazji…

    – No i doczekała się pani… Mamy dzisiaj dzień szczerości, czy co?

    – Młody człowieku, mamy dzisiaj już koniec pracy, pora do domu. Zapraszam do siebie, ale musi dać mi pan trochę czasu, starsza pani chce się odpowiednio przygotować na taką niespodziewaną randkę! – wstała zza biurka, podeszła do mnie i nagle złapała mnie za krocze

    – Muszę poznać, co tam chowasz, Janeczku. Jestem bardzo ciekawa, czy jesteś taki kozak, jak o tobie baby opowiadają.

    – Będę o dwudziestej, czekaj na mnie, Reginko, w gotowości – cmoknąłem ją delikatnie w nos i wyszedłem.

    Zamknąłem drzwi, nogi ugięły się pode mną… Co to, kurwa, było? Co ja zrobiłem? Teraz to mnie wypierdolą z roboty, a tyle razy sobie obiecywałem, że nie będę robił żadnych numerów w miejscu pracy. Znowu pomyślałem kutasem, a nie głową! Nie było innego wyjścia, jak wrócić do biura, przeprosić panią Reginkę i spieprzać do domu z nadzieją, że nikomu nic nie powie. Stałem koło drzwi jej biura, opierałem się o ścianę, bo inaczej chyba bym upadł. Udawałem, że przeglądam jakieś dokumenty, ale w rzeczywistości zastanawiałem się, co jej powiedzieć, jaką formę przeprosin przyjąć, gdy drzwi otworzyły się, wyszła z nich księgowa, spoglądając na mnie z uśmiechem.

    – Bądź punktualnie, nie lubię spóźnień – niemal wyszeptała – Adres znasz, prawda?

    – Tak, znam – wydukałem.

    – No to do wieczora – i poszła sobie!

    Odetchnąłem z ulgą. Może nie będzie z tego powodu żadnych nieprzyjemności. Spakowałem się i pojechałem do domu. Na szczęście żony i dzieci nie było, jak zwykle latem na kilka dni wyjechali do teściów nad jezioro, mogłem więc spokojnie działać. Najpierw obiad, bo siły pewnie będą bardzo potrzebne, potem do łazienki. Prysznic, dokładne golenie jaj i krocza, kutas golusieńki, bez jednego włoska, kołysał się smętnie w oczekiwaniu na akcję. Zrobiłem sobie drinka, wysączyłem go gapiąc się na jakąś durną amerykańską komedię. Pomału zbliżała się umówiona godzina, zamówiłem taksówkę, poprosiłem kierowcę, żeby podjechał wpierw do kwiaciarni, gdzie kupiłem najpiękniejszą różę, jaką mieli, później trafiliśmy pod sklep monopolowy, tam nabyłem swe ulubione Martini i po kilkunastu minutach stanąłem przed furtką domu pani Reginy. Nie powiem, czułem zdenerwowanie, serducho waliło, jak zwariowane, ale cieszyłem się na ewentualny seks z super dupą. Zadzwoniłem. Po kilkunastu sekundach rozległ się brzęczyk przy zamku, popchnąłem furtkę i po kilku krokach wchodziłem przez uchylone drzwi. Gospodyni stała w ciemnym korytarzu, trzymała w dłoni wysoki, wąski kieliszek do szampana, jej sylwetka bardzo wyraźnie rysowała się na tle dość jasno oświetlonego salonu, tym bardziej, że okryła się tylko zwiewnymi, tiulowymi fatałaszkami. Hmmmm, to, co zobaczyłem zaskoczyło mnie, bo choć wiedziałem, że ma fajne ciało, nie przypuszczałem jednak, że aż tak fajne!. Szczupła, zgrabna, pupa zaskakująco jędrna, lekko opadnięte dość duże cycki których nie krępował żaden stanik.

    – Wreszcie się ciebie doczekałam – wzięła mnie za rękę i pociągnęła do salonu. – Musimy się trochę pospieszyć, niespodziewanie zapowiedziała się wnuczka – odstawiła kieliszek, przyjęła różę, powąchała ją, odłożyła na stolik.

    – Wnuczka? Chyba córka, jest pani za młoda na wnuki, tym bardziej takie „samozapowiadające się” – roześmiałem się, ciągle trochę zdenerwowany.

    – Po pierwsze nie „pani”, tylko Regina, po drugie wnuczka ma osiemnaście lat, mieszka z matką, a moją córką. Ponieważ córka musiała wyjechać na kilka dni, a wnuczka nie należy do grona grzecznych dziewczynek, to zamieszka przez weekend u mnie, bo niestety, trzeba mieć ją na oku. Ma rozbuchany temperament, to po matce i babci, no i o ile wiem, nie odpuszcza chłopakom… Żeby tylko nie wpadła w jakieś tarapaty… – mówiąc to rozbierała mnie nie tylko wzrokiem.

    – Ile miałaś lat, jak urodziłaś córkę – spytałem jak jaki głupi.

    – Dziewiętnaście, córka też w tym wieku urodziła Olę, jak widzisz tradycji staje się zadość. Teraz staramy się upilnować, żeby mała nie zaszła tak szybko jak jej poprzedniczki. O matko! On naprawdę robi wrażenie! – patrzyła wielkimi oczami na stojącego prawie na maksa kutasa. – Chcę mieć go szybko w sobie, na co czekasz?

    Pociągnęła mnie na sofę, sama uklęknęła przede mną i zaczęła bawić się pałą. Muszę przyznać, że miała wprawę w obrabianiu kutasa. Robiła to dłońmi, ustami i gardłem; była rewelacyjna! W tym czasie zsunąłem resztę fatałaszków z okrągłych ramion, sięgnąłem ręką do sterczącej pupy. Naśliniłem palec i wsunąłem go szybko w ciemną dziurkę i… tego się nie spodziewałem! Regina podskoczyła, odepchnęła mnie od siebie, z jej oczu leciały błyskawice.

    – NIE! Młody człowieku, masz moje usta i za chwilkę moją pipkę, ale pupa jest TYLKO moja, nikt nie ma tam wstępu i mieć nie będzie, nie próbuj więcej, bo wyrzucę z domu – jej ton głosu był ostry i stanowczy.

    – Przepraszam, seks analny jest moim ulubionym, nie myślałem, że tego nie lubisz, przepraszam.

    – Nie lubię i koniec tematu. A teraz pokaż Regince, co potrafisz tym zaganiaczem – złapała za kutasa i naprowadziła na pipę.

    Co miałem robić? Nic innego, jak tylko zająć się ostrym zerżnięciem starszej pani! Wszedłem w gorącą i mokrą psiochę obrośniętą miękkimi kędziorami z całą mocą i załadowałem chuja po jaja. Stęknęła tylko, objęła mnie ramionami i nogami.

    – Tak, Janku, tak, wchodź mocno, do końca, chcę poczuć go całą sobą, czuję, jak mnie wypełniasz, ruchaj mnie, proszę, zerżnij moją starą piczkę. Tak, o,tak… Mocniej, mocniej… Tak, zerżnij mnie, dawno nie miałam w sobie takiego mięcha… Tak, tak, jeszcze mocniej! Błagam, szy… bciej, jeszcze… Oooo, ooo, ooo tak, jeszcze, jeszcze…

    – Staram się, kochanie, zaraz odlecisz, czuję to, ja też zaraz dojdę…

    Tak sobie szepcząc do ucha rżnęliśmy się na bardzo wysokich obrotach. Choć starałem się przyspieszać swe ruchy, nie mogłem „uciec” od Reginy, cały czas ruszała biodrami w tym samym rytmie co ja, aż zdziwiłem się, skąd u niej taka kondycja! Wreszcie poczułem pod sobą inne napięcie. Obejmujące me biodra nogi kobiety rozsunęły się, podkurczyła je w kolanach, przyciągnęła mocno do siebie, przez co ruchana pipa uniosła się trochę, dzięki czemu wchodziłem w nią na cała długość chuja i jeszcze kawałeczek. Regina zamknęła oczy, zacisnęła powieki i zaczęła głośno i szybko oddychać w rytmie moich ruchów.

    – Tak, tak, o, o, o, tak, teraz, tak, TEEEERAAAZZZZ!!!

    I niemal zemdlona opadła na pościel! A ja to co? Nie chciałem się spuszczać przed jej orgazmem, a teraz mam sobie zwalić? Jednak Reginka myślała o mnie!

    – Janku, daj mi tego rumaka, przecież tobie też coś się należy, bo postarałeś się naprawdę mocno! Powiem tobie, że nie pamiętam, kiedy miałam taki orgazm…

    – Starałem się, mam nadzieję, że jesteś zadowolona i spełniona, bo ja nie! Zrobisz z tym coś?

    Nie dokończyłem mówić, kiedy kutas znikał w gorących ustach starszej pani. Starszej pani… Żeby tak moje rówieśnice miały taką kondycję, jak ona! Ssała kutasa jak najlepszy odkurzacz, a ja z ciekawością przyglądałem się swej księgowej. Widziałem i domyślałem się wcześniej, że jest rewelacyjną babką, ale nie przypuszczałem, że to taka seksualna petarda! Co tam petarda, to bomba atomowa! Było widać wpływ wieku na jej ciało, ale było też widoczne, że dba o siebie i to bardzo. A jej umiejętności i możliwości łóżkowe… To, co wyprawiała z mym drągalem wprawiało mnie w zdumienie i na szczyty rozkoszy. Krótko potem wystrzeliłem w namiętne usta strumieniem ciepłej, lepkiej spermy. Nie odsunęła się, przyjęła wszystko, no, prawie wszystko, bo trochę wyciekło z buzi na brodę i biust. Regina połknęła potężną dawkę nasienia, resztę rozprowadziła dłonią po piersiach.

    – Ale jesteś… wylewny! Smakujesz jak cukierek, jesteś bardzo słodki – cały czas uśmiech nie schodził z atrakcyjnej twarzy, a dłoń nie przestawała masować opadającego fiuta.

    – Tak już mam, nic na to nie poradzę. Chyba nie masz mi tego za złe? – pocałowałem kobietę w usta, poczułem zapach i smak swej spermy.

    – No coś ty, to całkiem smaczny posiłek przed snem. Wiesz co, powtórzymy jeszcze taki wieczór, mam nadzieję, że zjemy wspólną kolację połączoną ze śniadaniem i wypijemy to Martini, które przywiozłeś, ale teraz…

    – Tak, muszę się zbierać, bo ma przyjechać Ola, twoja wnuczka.

    – No tak, wspominałam przecież wcześniej o jej przyjeździe… Nie masz mi tego za złe?

    – Absolutnie nie, mam nadzieję, że naprawdę spędzimy upojną noc.

    Szybko podmyłem się w łazience, ubrałem, cmoknąłem kobietę w policzek i wyszedłem. Przeszedłem kilkanaście metrów, kiedy załapałem, że nie zamówiłem taksówki. Na szczęście coś jechało w moim kierunku, pomyślałem więc, że może uda się zatrzymać to auto jak będzie wracało. Nie czekałem długo, bo samochód zatrzymał się bardzo blisko od miejsca, gdzie stałem. Długo nikt nie wychodził, zastukałem więc w szybę i wtedy zaczęło się! Z auta wyskoczyła jakaś młoda pipka i zaczęła wydzierać się na mnie, że przeszkadzam w rozmowie z kierowcą, że to ona płaci, więc może siedzieć w taksówce tak długo, jak chce, a mi nic do tego! Oniemiały patrzyłem na ciskającą się laseczkę, podziwiałem jej temperament i urodę. Była naprawdę śliczna. Młoda, świeża, bardzo ładna. I bardzo pyskata. W końcu wytargała z bagażnika wielką walizę, sapiąc z wysiłku i burcząc coś pod nosem skierowała się do… domu Reginy! Teraz wiedziałem, kto to jest! To Ola, wnuczka księgowej. Poprosiłem kierowcę, żeby włączył taksometr i chwilę na mnie poczekał, a sam pobiegłem za laseczką.

    – Przepraszam, przepraszam, może w ramach przeprosin pomogę pani dotaszczyć ten bagaż do babci? – zrobiłem baranie oczy i uśmiechałem się jak głupek.

    No tak i przy okazji wygadałem się!

    – Co… A skąd pan… Skąd wiesz, gdzie idę? – była bardzo zaskoczona.

    – Wiem więcej, niż myślisz. To jak? Przyjmujesz moją pomoc?

    – No dobra, jeśli tak bardzo prosisz… – podała rączkę od walizy.

    Chwilę później staliśmy koło furtki domu Reginy. Ola zadzwoniła, po sekundzie otworzyły się drzwi, w których stała gospodyni, kiwając zapraszająco dłonią.

    – Chodź, chodź, Oleńka. A kogo to prowadzisz? – udała zdziwienie.

    – Ten pan pomógł mi z walizą. Ale skąd on wie, że jesteś moją babcią? – Ola nie udawała zadziwienia.

    – Z panem Janem pracujemy w jednej firmie, kiedyś chyba opowiadałam o tobie, kochanie. A pan skąd się tutaj wziął?

    – Przypadek, wracam od kolegi, chciałem się trochę przewietrzyć, a pani kiedyś mówiła, gdzie mieszka. W pobliżu nie ma innego domu, widzę, że Ola ma naście lat, więc połączyłem fakty i wyszło, że to pani wnuczka!

    – No proszę, co za dedukcja! Wejdzie pan na herbatę?

    – Już bardzo późno, nie chcę przeszkadzać…

    – Przecież jest weekend, a my nie chodzimy spać przed północą, prawda Olu?

    – Tak, prawda, niech pan wejdzie. No i walizę trzeba zataszczyć na piętro, sama chyba nie poradzę.

    Nie zwolniłem taksówki, poprosiłem kierowcę, żeby na mnie czekał. Po otrzymaniu odpowiedniego banknotu zgodził się bez problemu. Po chwili byłem znowu w domu Reginy. Przyglądałem się młodej lasce, patrzyłem na jej babcię i doszedłem do wniosku, że są bardzo podobne. Obie bardzo ładne, uśmiechnięte, obejmowały się czule przy powitaniu. Młoda, świeża Aleksandra nie była szczuplutka, miała wszystko w odpowiednich proporcjach, była naprawdę łakomym kąskiem dla amatora kobiecych wdzięków. Okrągły tyłeczek, całkiem niezły biust, fajne nogi, krótkie blond włosy – to była właśnie Ola. Widziałem, popijając herbatę, że też mi się przygląda z zainteresowaniem. Po krótkiej chwili, widząc, że rozmowa nie klei się w żadnym temacie podziękowałem za gościnę, przed wyjściem poprosiłem o możliwość skorzystania z toalety. Wycierałem już ręce, kiedy dobiegł mnie fragment rozmowy babci z wnuczką.

    – … mi mówiłaś? To właśnie ten facet z wielkim… – nie dosłyszałem końca zdania

    – Tak to on, ale cicho bądź wariatko – przerwała, bo w tym momencie otwierałem drzwi łazienki.

    – Jeszcze raz dziękuję za herbatę, miło mi było panią spotkać. A gdzie Ola, chciałem jej też powiedzieć „dobranoc”…

    – Już jestem! – Ola zbiegła po schodach – odprowadzę pana.

    Przed domem wyciągnęła rękę na pożegnanie. Ściskając drobną dłoń poczułem, że coś w niej trzyma. Przejąłem kartkę, udając, że nic się nie zdarzyło.

    – Zadzwoń jutro, tam masz mój numer – wyszeptała już przy furtce – spotkajmy się.

    – OK – też wyszeptałem.

    Po chwili jechałem już do siebie. W domu, jak zwykle wieczorem – mocny drink, ponowna kąpiel i jakiś film, nawet nie wiem, kiedy usnąłem na kanapie. Ranek był piękny, słoneczko świeciło, na niebie żadnej chmurki, czyli żyć, nie umierać. Posprzątałem po śniadaniu, siadłem w fotelu słuchając głośno muzyki. Na ławie leżała kartka z numerem telefonu Oli. Patrzyłem na nią i zastanawiałem się, czy zadzwonić do tej apetycznej dupeczki. Podobała mi się ta mała, miała fajne ciałko, nic, tylko ruchać do upadłego! Poza tym to było by ciekawe, zerżnąłem jej babcię, a teraz mam ochotę na wnuczkę. Przypomniała mi się dawna historia, kiedy zaliczyłem siostry – bliźniaczki, a potem ich matkę; teraz miałbym babcię i wnuczkę, czyli nowe doświadczenie. Zadzwoniłem. Nie zdziwiłem się, że natychmiast przyjęła moje zaproszenie. Umówiliśmy się na popołudnie, musiała wymyślić jakiś mądry pretekst na wyjście z domu.. Podałem swój adres i zacząłem przygotowywać do wizyty dupeczki. Zmieniłem pościel, przygotowałem na stoliku nocnym lubrykant w żelu, obok położyłem paczkę prezerwatyw. W lodówce czekała butelka półsłodkiego, bardzo smacznego wina, wskoczyłem w luźne, wygodne ciuchy i byłem gotów. Dzwonek do drzwi odezwał się niemal punktualnie, bo już pół godziny po umówionym terminie. Przed domem stała super laska, ubrana w lekką, zwiewną sukienkę, na małych stopach pantofelki na obcasiku, w dłoni ściskała niewielką torebkę, dyskretny makijaż uzupełniał całość. Była młoda, świeża, śliczna, apetyczna.

    – No to jestem, cześć – wyciągnęła dłoń na powitanie.

    – Cześć, wejdź, proszę, rozgość się. Co pijesz? Proponuję wino, już oddycha i długo chłodzi się w lodówce.

    – Może być wino, ale nie przyjechałam tutaj upijać się jakimś produktem alkoholowym… – przerwała, patrząc mi w oczy.

    – A jaki jest cel wizyty? Bo ja mam jedno na myśli – byłem bezpośredni i szczery.

    – No to chcemy oboje tego samego – podeszła do mnie i położyła dłoń na mym kroczu, gdzie już bardzo wyczuwalnie kutas podnosił swój łeb – hmmm, na pewno chcemy tego samego.

    Już klęczała przede mną, zsuwała luźne dresy, pod którymi nic nie miałem. Uwolniona, twardniejąca dzida z cichym plaśnięciem uderzyła policzek dziewczyny. Patrzyła na kutasa wielkimi oczami, delikatnie podtrzymywała go dłonią.

    – Nie wyobrażałam sobie, że jest taki wielki… – wyszeptała niemal z nabożeństwem w głosie – babci pewnie by się spodobał, ona uwielbia seks!

    – Skąd wiesz, że uwielbia seks? Mówiła ci to?

    – I to nie raz! Ale zawsze przestrzegała mnie przed głupotami – zlizała kropelkę śluzu, która pojawiła się na czubku chuja. – Jak można bzykać czymś takim – teraz próbowała objąć głowicę ustami.

    Bawiła się zwisającymi jądrami, lizała sterczącą pałę i masowała ją rękoma. Patrzyłem z góry na jej poczynania, stałem oparty o ścianę i niemal delektowałem się tym, co ta dupeczka robi. Położyłem dłoń na poruszającą się między nogami główkę, przycisnąłem trochę do siebie. Po kilku sekundach oderwała się od obrabianej dzidy i popatrzyła w górę.

    – Nie rób tak, bo się uduszę! On jest za wielki dla mnie! No i mam teraz problem… – wstała, objęła mnie za szyję.

    – Problem? Wszystkiemu można zaradzić! – przytuliłem dziewczynę, całując opalony karczek.

    – Może jednak być problem… Bo widzisz…

    – Momencik – przerwałem Oli – chodź do pokoju, usiądziemy, napijemy się po łyczku wina i pogadamy.

    Podciągnąłem dresy, przeszliśmy do kanapy. Po kilku łykach dziewczyna kontynuowała.

    – Dobre to wino! – pochwaliła mój wybór. – Wracając do rzeczy… Może to nie problem, ale…

    – No wyduś to wreszcie z siebie? Jesteś dziewicą i nie chcesz stracić cnoty? – patrzyłem Oli w oczy.

    – W pewnym sensie tak…. To znaczy jestem dziewicą, ale uwielbiam seks i bzykam się tak, jak wiele moich koleżanek… Bo widzisz, lubię czuć w sobie penisa, ale twój jest chyba za wielki, żeby mógł zmieścić się w mojej pupie! – widziałem wyraźną ulgę na ślicznej buzi.

    – No tak, jest duży, ale nie śpieszysz się chyba?

    – Jasne, że nie. Co masz na myśli?

    – Popieścimy się, pościskamy i zobaczymy, co dalej. Wiesz, niewiele kobiet jest od zaraz gotowych na seks analny, ale pieszczoty pomagają. – przygarnąłem słodkie ciałko do siebie, pod sukienką położyłem jedną rękę na biust, druga zawędrowała na cipkę.

    Nie miała na sobie po za sukienką i pantoflami nic więcej.

    – Masz super cycuszki – pochwaliłem – i gładziutką pipkę z grzywką, bardzo lubię takie fryzurki łonowe… – podciągnąłem kieckę, sam klęczałem przed laską rozchylając zgrabne nóżki.

    Zanurkowałem jęzorem w małej pipce, zlizywałem płynące z niej krople podniecenia. Smakowała rewelacyjnie, cipka drżała pod mym dotykiem, ssałem guziczek łechtaczki, leciutko przygryzałem różowe fałdki warg. Wsunąłem dłonie pod kształtną pupę i uniosłem tak, że przed sobą miałem pulsującą ciemniejszą dziurkę. Liznąłem ją raz, potem drugi. Ola stękała głośno, próbowała sięgnąć mego kutasa. Położyłem ją na brzuchu, znowu trochę uniosłem podniecający tyłeczek, rozchyliłem pośladki i jednym długim pociągnięciem języka polizałem od łechtaczki po pupę. Dziewczyna wcisnęła głowę w poduszkę, zacisnęła na niej dłonie i poczęła pomału falować biodrami. Dostosowałem się do jej ruchów, ciągle penetrowałem jęzorem pipkę i pupę, w ciemniejszą dziurkę wsunąłem palec, potem drugi. Znowu przeciągły jęk i lekkie drżenie młodego ciała. Palcowałem pupę bardzo szybko, rozszerzałem coraz bardziej tajemniczą jeszcze dziurkę. Posmarowałem kutasa żelem i zbliżyłem do drżących z podniecenia pośladków, pomalutku zacząłem wciskać się w ciasny otworek. Ola podniosła głowę, popatrzyła na mnie wielkimi oczami.

    – Chcesz go już włożyć? – w jej głosie słyszałem obawę.

    – Tak. Ale będę robił to naprawdę delikatnie i ostrożnie; jeśli cię zaboli, albo poczujesz dyskomfort powiesz mi, prawda? – głaskałem aksamitną skórę pupy.

    – Tak, powiem, ale naprawdę trochę się boję…

    W czasie tej krótkiej wymiany zdań wsuwałem się po milimetrze w kakaowe oczko, po chwili cofałem biodra, nawet na sekundę nie zatrzymałem się. Mimo, że ciasny, odbyt Oli był bardzo elastyczny, rozciągnął się do tego stopnia, że niemal wskoczyłem do środka całą głowicą. Dziewczyna syknęła tylko, nie zrobiła żadnego ruchu, więc bez pośpiechu wpychałem się dalej. Znowu popatrzyła w moją stronę.

    – Na początku troszeczkę zabolało, ale teraz jest już dobrze. Czuję, jakbyś.. wypełnił… mnie… całą, ten… twój kutas… jest… fantastyczny… – wystękała, zaczynając ruszać biodrami.

    – Masz super dupkę, ciasną i gorącą – dałem lekkiego klapsa w pośladek, który zatrząsł się podniecająco

    – Dostałaś klapsa, bo jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką!

    – Tak, jestem niegrzeczna, możesz mnie trochę za to ukarać…

    Kolejne klapsy zaróżowiły podskakujący na mym kutasie tyłeczek. Ruchałem jak automat, z pewną radością zwracałem uwagę na jej reakcję, wsłuchiwałem się w głośne klaskanie jąder o mokrą pipkę. Podniecała mnie ta laseczka, jej chyba też było dobrze, bo wkrótce zaczęła szybciej wywijać pupą, usłyszałem rozkoszne pojękiwania i głośne sapanie, wreszcie zadrżała cała i schowała głowę w poduszkę, chcąc stłumić krzyk rozkoszy. Nie czekałem dłużej, sam też z rykiem wywaliłem w środek pupy całą porcję spermy. Leżeliśmy zdyszani obok siebie, Ola tylko kręciła głową.

    – Gdyby ktoś mi wcześniej pokazał taką fujarę i powiedział, że będę miała to w tyłku, to pewnie bym uznała, że zwariował… A tu… To było niesamowite doznanie – zsunęła się do mego krocza, patrzyła na prężącego się penisa.

    – Delikatnie proszę, teraz jestem tam nadwrażliwy – ostrzegłem dziewczynę obejmującą ustami głowicę podnoszącego się ponownie kutasa. Leżałem na plecach, między udami widziałem poruszającą się głowę robiącej fajnego lodzika dziewczyny. Nie była w tym mistrzynią, ale dawała sobie radę. Podniosłem ją do siebie, odwróciłem tak, że teraz miałem przed twarzą różową pipkę, którą momentalnie zacząłem penetrować językiem, zlizywałem spływające na uda soki. Uniosłem trochę głowę, zbliżyłem usta do odbytu, rozchyliłem pośladki i… mocno dmuchnąłem do środka! Ola prawie podskoczyła, a z jej tyłka rozległo się głośne pierdnięcie. Roześmiałem się głośno, bo efekt dźwiękowy mego dmuchnięcia był niesamowity. Po chwili przestała prykać, położyła się obok mnie i kontynuowała loda. Osiągnęła efekt w postaci mego kolejnego wytrysku, który tym razem przyjęła do buzi i na biust. O dziwo, nie połknęła ani kropli, wypluła wszystko i rozsmarowała na sobie.

    – Masz dużo tego w sobie? Zalałeś mi pupę, teraz też było bardzo obficie!

    – Jeszcze trochę zostało, ale jest dwa do jednego, trzeba wyrównać wynik…

    – Dwa do… Aaaa. Że niby ty doszedłeś dwa razy, a ja raz?

    – Dokładnie. Połóż się proszę i rozchyl biodra.

    – Chyba nie masz zamiaru…

    – Mam zamiar – przerwałem dziewczynie – mam zamiar wylizać cię do orgazmu, może być?

    – No, jeśli tego chcesz…

    Po chwili jęczała i sapała dociskając do swego krocza moją głowę. Nie potrzebowałem dużo czasu, żeby drugi raz weszła na szczyt.

    Spotkaliśmy się jeszcze dwa razy, bardzo dyskretnie, w moim ulubionym hoteliku na godziny, ale każde spotkanie miało podobny scenariusz. Jakiś czas po ostatnim spotkaniu Ola poinformowała mnie, że zakochała się w swoim koledze i nie będziemy się spotykać, bo nie chce zdradzać swego ukochanego.

    Pewnego dnia wezwała mnie do siebie pani Regina. Tak, pani Regina, bo więcej nie spotkaliśmy się w łóżku, mieliśmy kontakty ściśle służbowe. Teraz musiałem wyjaśnić celowość zakupów jakichś materiałów potrzebnych do próbnej produkcji. W czasie rozmowy do pokoju weszła kobieta, ale jaka kobieta! Szczupłe, niezwykle zgrabne ciało ubrane w idealnie dopasowany kremowy kostium, długie nogi, choć nie była wysoka, długie, ciemne, proste włosy spięte w koński ogon, do tego wszystkiego śliczna twarz; jej wiek oceniłem na jakieś trzydzieści dwa, może trzy lata. Potem dowiedziałem się, że ma trzydzieści siedem. Teraz patrzyłem baranim wzrokiem na to urocze zjawisko i zachwycałem się jej wyglądem. Regina zauważyła to moje zapatrzenie i przerwała ciszę, która zapadła po wejściu nieznajomej.

    – Cześć, Emilka, stało się coś? – zapytała nieznajomą.

    – Nie, tylko tak wpadłam odwiedzić cię, byłam w biurowcu obok. Co u ciebie?

    – Pozwól, że ci przedstawię pana Jana, naszego kierownika działu produkcji. A to, panie Janku Emilia, moja córka – przedstawiła nas sobie.

    – Córka? Chyba siostra, obie panie jesteście …

    – Przepraszam, mówiąc tak ma pan na myśli, że moja mama jest tak młoda, czy to ja osiągnęłam wygląd godny jej wieku? – wyciągnęła rękę w moim kierunku.

    – Nie, nie, to znaczy… – zamotałem się, bo kiedy lekko ścisnąłem szczupłą dłoń poczułem w całym ciele prąd elektryczny i to o wysokim napięciu – obie jesteście równie młode i równie urocze – próbowałem wyjść z opresji.

    – No OK, jestem Emilka – znowu wyciągnęła dłoń, którą znowu uścisnąłembardzo delikatnie i ostrożnie, jakby była pod napięciem.

    – Jan, miło cię poznać – miałem nadzieję, że już przestałem się kompromitować.

    – Emilko, pamiętasz? Opowiadałam tobie o panu Janku, o jego osiągnięciach w firmie… – Regina wtrąciła się do rozmowy.

    – A tak, przypominam sobie, mówiłaś, mamo.

    – Przepraszam za mój grubiański nietakt, czy w ramach przeprosin mogę zaprosić panie na kawę i ciacho po pracy? – ratowałem swoją reputację.

    – Bardzo chętnie. Nie ma to jak swobodna rozmowa przy lampce wina – Regina uśmiechnęła się lekko, spoglądając na córkę.

    – Ja też z przyjemnością, tylko nie wiem gdzie ma być ta kawa i o której kończysz pracę. – Emilia też nie odmówiła.

    Po kilku minutach wróciłem bardzo zadowolony do swego biura, przecież miałem w kieszeni kartkę z numerem telefonu i adresem zamieszkania pięknej kobiety. Emilka nie lubiła wielkich o tej porze roku tłumów w lokalach w mieście, nie chciała iść do żadnej kafejki, wolała ugościć nas u siebie. Ola wyjechała na tydzień do swego ojca, nikt nie będzie nam przeszkadzał, mówiła Emilia, bo jak jest córka w domu to drzwi praktycznie nie zamykają się; ciągle ktoś wchodzi, lub wychodzi z jej pokoju. Teraz jest spokój.

    Po powrocie z pracy do domu szybko zjadłem jakiś obiad od wczoraj, wlazłem pod prysznic, dość długo moczyłem się w chłodnej wodzie. Potem jak zwykle sprawdziłem jakość ogolenia kutasa i jajek, potem krem, woda kolońska i gotowy pojechałem do Emilki. Głowę miałem zajętą rozmyślaniem, czy uda mi się poprawić osiągnięcie z czasów studiów, kiedy to przeleciałem siostry bliźniaczki i ich matkę. Teraz mogłem zaliczyć babcię, wnuczkę i córkę… Dwie pierwsze już zerżnąłem, pozostała córka. Emilia… Nie powiem, miałem na nią wielką ochotę, to była naprawdę atrakcyjna dziewczyna! No i ten tercet… To przecież jakieś osiągnięcie mieć na kutasie trzy pokolenia kobiet z tej samej rodziny! Ubrałem się niezobowiązująco, w lekkie sportowe ciuchy, które ewentualnie bardzo szybko można było zdjąć, a jeszcze szybciej w razie konieczności założyć na siebie. Po drodze kupiłem dwa kolorowe bukieciki, w ciastkarni kilka smacznych ciastek i tak uzbrojony dzwoniłem do drzwi mieszkania kobiety. Otworzyła prawie natychmiast, widocznie widziała, jak podjechałem taksówką pod blok. Wyglądała zupełnie inaczej, niż przed południem. Teraz miała na sobie luźny t-shirt, dopasowane kolorystycznie, też luźne spodnie – haremki, biegała po mieszkaniu boso. Rozpuszczone włosy okalały śliczną twarz w bardzo delikatnym makijażu, ciągle się uśmiechała.

    – Fajnie, że wpadłeś, mieszkam sama i niekiedy strasznie się nudzę – cmoknęła mnie na powitanie w policzek, czułem się tym zaskoczony.

    – Proszę, kwiatki prosto z łąki, jeden dla ciebie, jeden dla pani Reginy i prawie ciepłe ciacha – podałem paczuszkę z cukierni – Fantastycznie wyglądasz, lepsze te luźne fatałaszki, niż ten ranny oficjalny kostium.

    – Dziękuję za komplement, siadaj do stołu, zaraz podam kawę – wybiegła do kuchni bez drzwi, więc widzieliśmy się cały czas. – Napijesz się czegoś zimnego? Wody? Soku?

    – Może być woda z sokiem – nie bardzo wiedziałem, o czym rozmawiać z tą nieznajomą w sumie kobietą.

    – Mama trochę się spóźni? – zacząłem rozglądać się po pomieszczeniach.

    – Niestety, zadzwoniła przed chwilą, że coś jej wypadło i nie przyjedzie. Kazała cię przeprosić. Daj kwiatki, wstawię do wody, są bardzo ładne, szkoda, żeby zwiędły.

    Proponując kobietom kawę myślałem, że spotkamy się towarzysko we troje, a wtedy miałbym choć z Reginą jakiś bliższy kontakt; Emilii przecież wcale nie znałem, widziałem ją pierwszy raz w życiu, a jej matka wcześniej też nie opowiadała o córce… Siadłem do stołu, czekałem na jakiś chłodzący napój i nie wiem dlaczego, ale jakoś humor mi uciekł… Patrzyłem na dziewczynę kręcącą się w kuchni, na grację jej ruchów i pomału zacząłem przypominać sobie, co chciałem zrobić. Hasło „tercet” i “trojka”! W sumie dobrze się złożyło, że Regina nie przyjechała. Byłem sam w mieszkaniu pięknej kobiety, mogłem zacząć działać. Najpierw uprzejmość i chęć wykazania się.

    – Potrzebujesz pomocy? Może przyniosę kawę i ciastka – zdeklarowałem się.

    – Nie, dziękuję, za sekundę wszystko sama przyniosę – wkładała na tacę talerzyki, filiżanki z kawą i talerz z ciastem.

    Postawiła na stole, podała szklankę z sokiem.

    – A może masz ochotę na lampkę pysznego, hiszpańskiego wina? Oddycha już od pewnego czasu – zaproponowała.

    – Chyba tak, przecież nie przyjechałem samochodem, więc… Ale nie chcę zbyt wiele wypić, jutro mam dłuższą jazdę w służbowych sprawach.

    – Jedna lampka wina nikomu jeszcze nie zaszkodziła, prawda? Poza tym chyba już nie wychodzisz…

    – Jasne, że nie wychodzę, dopiero przyszedłem. A z tym winem… Ok, może być, masz rację. – Boże, co za palant ze mnie, zachowywałem się jak pętak.

    Emilia znowu zniknęła w kuchni. Nachyliła się po upuszczoną łyżeczkę, wypinając w moją stronę zgrabny tyłeczek. Oj, chętnie bym tam zagościł! Jak ją zaciągnąć do łóżka? Jeszcze nie miałem pojęcia. Wino rzeczywiście było bardzo smaczne, poprzestałem jednak na jednym kieliszku; ale Emilia nie ograniczała się. Rozmowa, z początku jakaś dziwna, trochę sztuczna, pomału zaczynała nabierać rumieńców, tak, jak atrakcyjna gospodyni. Kobieta zrobiła się troszeczkę wylewna, opowiadała, jakie ma kłopoty z Olą, która jest bardzo żywą i żywiołową dziewczyną. Już chciałem potwierdzić, ale dostatecznie wcześnie ugryzłem się w język, przecież Emilia nie wie, że my się bardzo dobrze, powiedział bym nawet, że dogłębnie znamy, a tym bardziej nie powinna dowiedzieć się, że kilkakrotnie zerżnąłem jej córeczkę. Że o mamie nie wspomnę… Słuchałem opowieści kobiety o jej byłym mężu, który pojechał na Zachód za młodą dupeczką, zostawiając rodzinę; o córce, która była od dziecka bardzo żywą osóbką, wspomniała o swej pracy… Po kolejnym kieliszku wina wspomniała swoje nieudane związki, w które wchodziła już po rozwodzie.

    – Przecież jestem normalną kobietą, chyba nawet dość atrakcyjną, a nie udaje mi się z mężczyznami – żaliła się ze łzami w oczach

    – Jesteś naprawdę fantastyczną dziewczyną, niczego ci nie brakuje, przeczuwam nawet, że masz silną osobowość, może to przeszkadzało mężczyznom? Może chcieli jakoś zaopiekować się tobą, pokazać, że sami też są silni?

    – Przecież umiem sobie radzić w życiu sama, nie potrzebuję co chwila podpierać się męskim ramieniem – Emilia była zdziwiona moim stwierdzeniem.

    – No właśnie dlatego chyba uciekali. A relacje w łóżku? – zdobyłem się na odwagę zadania tego pytania, które było dla mnie istotne, bo otwierało drogę do niezdobytej jeszcze pipki.

    – Pytasz o łóżko? Bardzo lubię seks i pieszczoty, wtedy faceci mogą się wykazywać, nie próbowałam nad nikim dominować, było niby fantastycznie, ale i tak odchodzili… A ja przecież potrzebuję, żeby jakiś przystojny mężczyzna trochę mnie sponiewierał – patrzyła na mnie mrużąc oczy.

    Rozmowa obrała oczekiwany kierunek, byłem niemal pewien, że otrzymam to, czego od pewnego momentu chciałem, przecież jej ostatnie słowa były zaproszeniem i zgodą na to, co miało wkrótce nastąpić. W tym czasie przenieśliśmy się na wygodniejszą od krzeseł sofę, stojącą przed telewizorem. Emilia siedziała podkurczając pod siebie nogi, w ręce trzymała kieliszek z winem, ja siadłem kładąc na oparciu głowę. Patrzyłem na ładną twarz, podziwiałem jej urodę, jakże inną, niż uroda jej mamy i córki, ale też niezwykle atrakcyjną. Pomalutku, niemal niedostrzeżenie przysuwałem się bliżej rozgadanej gospodyni, aż w końcu nasze kolana zetknęły się. Poczułem znowu prąd w całym ciele, wydawało mi się, że włożyłem palec do kontaktu. Popatrzyłem przeciągle w oczy Emilki, dłonią objąłem jej kark i powolutku zacząłem przyciągać ją do siebie. Nie stawiała żadnego oporu, nasze usta zbliżały się cały czas, żeby w końcu połączyć się w namiętnym pocałunku. Czułem w ustach jej wirujący języczek, dziewczyna odstawiła na stolik pusty już kieliszek, objęła mnie rękoma i przywarła całym szczupłym, pięknym ciałem. Bez namysłu wsunąłem dłoń pod luźną bluzeczkę, położyłem ją na prawej piersi. Nie miała dużego biustu, przez co nie poddał się zbytnio prawom grawitacji. Pocierałem między palcami twardniejący sutek, kiedy poczułem na udzie wędrującą w kierunku pomału powstającego kutasa dłoń. Odsunąłem się trochę od Emilki, zacząłem całować szyję, brodę, oczy, delikatnie pieściłem językiem płatki uszu. Dziewczyna cały czas miała zamknięte oczy, ale dość wprawnie poradziła sobie z mymi spodniami i po chwili trzymała pęczniejącą dzidę. W momencie, kiedy leciutko zacisnęła na mym przyjacielu dłoń, natychmiast szeroko otworzyła oczy i popatrzyła na to, co trzyma.

    – Co ty tam masz? – on jest … – szeptała chyba do siebie, szukała odpowiedniego określenia – on jest naprawdę wielki… – Mama opo… – przerwała nagle.

    – Co mama? – zainteresowałem się ze śmiechem.

    Chyba Regina nie opowiadała córce, że ją ostro dymałem.

    – Mama… Mama kiedyś dawno wspomniała przy stole i po licznych trunkach, że pracuje u niej w zakładzie facet, który ma olbrzymie przyrodzenie, ale nie mówiła kto, ani co on tam ma, no bo i skąd miała to wiedzieć?

    – Prawda, skąd miała to wiedzieć, faceci w naszej firmie nie biegają z penisami na wierzchu – potwierdziłem, jednocześnie roześmiałem się w duchu na wspomnienie pani Reginy pochłaniającej ustami mego twardziela.

    – Mogę go pocałować i possać? – przesunęła się w stronę oczekującego rumaka, chwilkę przyglądała się z bliska memu organowi, polizała go i objęła ustami masując dłońmi trzon.

    Patrzyłem na głowę poruszającą się między mymi udami, podciągnąłem bluzeczkę Emilki, zdjąłem ją i dobrałem się do spodni-haremek. Były luźne, w pasie miały szeroką gumę, bez trudu zdjąłem i to z pięknego ciała. Odrzuciłem zbędne ubranie pięknej gospodyni, rozpiąłem koszulę, zdjąłem ją z siebie, to samo nieporadnie zrobiłem ze spodniami. Położyłem się obok dziewczyny, rozchyliłem smukłe nogi i zanurkowałem do pipki. Chyba tuż przed mym przyjściem brała kąpiel, bo cipka pachniała mydłem i piżmem. Polizałem sterczący guziczek łechtaczki, popatrzyłem na czarną kępkę nad nią, leciutko szarpałem ustami pomarszczone wargi. Wsunąłem język w gorącą szparkę, zlizywałem wypływające soki, znowu wróciłem do łechtaczki wsuwając w cipkę dwa palce, a kciukiem zacząłem operować w okolicy odbytu; głaskałem ciemną dziurkę, wciskałem w nią palec, w końcu i ją zacząłem pieścić językiem. Emilka westchnęła głęboko, poprawiła się na sofie ciągle robiąc mi loda. Kutas osiągnął swój roboczy rozmiar, pipka pulsowała mi przed oczami, wstałem więc, uniosłem nogi dziewczyny, położyłem je na swych ramionach i pomału zacząłem zagłębiać się w cipkę. Byłem prawie w połowie, kiedy znowu przypomniałem sobie, że nie mam zabezpieczenia! Zawahałem się, co zostało natychmiast zauważone.

    – Nie zatrzymuj się, nie musisz uważać – wyszeptała – biorę pigułki.

    Dojechałem więc kutasem do końca. Patrzyłem na ładną buzię wykrzywioną teraz grymasami rozkoszy i podniecenia i podjąłem akcję. Pompowałem pipkę jak tłok, posuwałem ją miarowo, ale nie za szybko. Zaczęła głośno oddychać, sapać i pojękiwać. Coś mówiła, ale wśród tych wszystkich innych dźwięków, które wydawała nie zrozumiałem ani słowa. Emilia sięgnęła rękoma do swych nóg, ujęła je pod kolanami i mocno przyciągnęła do siebie, jednocześnie rozchyliła je tak, że biodra tworzyły prawie linię prostą. Szczupła dupka uniosła się, mogłem teraz nurkować w cipkę po same jaja, które z klaskaniem odbijały się od pupy. Pupa! Nagle wyskoczyłem z gościnnej szparki i wdarłem się w kakaowe oczko. Dobrze, że soki z pipki mocno zwilżyły ciemniejszą dziurkę, dzięki temu znalazłem się w środku niemal natychmiast. Dziewczyna sapnęła głośno, na chwilkę znieruchomiała. Wykorzystałem to wpychając się głębiej w dipcię i znowu zacząłem systematycznie pompować. Zaskoczyło mnie to, że moja kochanka natychmiast dostosowała się do mych ruchów i rytmicznie poruszała swymi biodrami. Cały czas miała zamknięte oczy, ciemne włosy rozsypały się na poduszce, biust podskakiwał w tempie naszych ruchów. Czułem, że za chwilkę wytrysnę, nie wstrzymam się dłużej. Kutas zaczął się prężyć, twardnieć, co Emilka chyba poczuła, bo szeroko otworzyła oczy i zaczęła mnie odpychać. Zdziwiłem się, sądziłem, że jest wszystko OK, że odpowiada jej moje rżnięcie, a tu taka reakcja! Po chwili zobaczyłem, co chciała zrobić. Wysunęła się spode mnie i błyskawicznie objęła ustami twardego już jak drewno i zaczynającego pulsować wytryskiem kutasa. To był bardzo obfity wytrysk. Sperma wyciekała z namiętnych ust, zalewała jej szyję i brodę, ostatnie porcje skierowała sobie na buzię, oblizując się przy tym z lubieżnym uśmiechem.

    – Lubię takie coś, już bardzo dawno nie czułam smaku spermy – rozcierała wszystko na biuście – Masz tego sporo, można z tego zrobić fajną maseczkę…

    – Nie ma problemu, ale za drugim razem będzie dużo mniej – uśmiechnąłem się.

    – Za drugim razem? Masz nadzieję?

    – Oczywiście. Ja już swoje dostałem, teraz pora na ciebie. Za moment będę gotowy, którą dziurkę wolisz, bo obie masz fantastyczne!

    – Nie przypuszczałam, że zaatakujesz moją pupę, nie każdy facet to lubi, a ja bardzo. Ale nie będzie wpychania tego twojego drągala w żadną dziurkę. Najlepsze szczytowanie mam zawsze w czasie pieszczot pipki – położyła się na wznak i szeroko rozchyliła nogi – Chcesz dać mi przyjemność z orgazmu? Jestem gotowa.

    Znowu znalazłem się między udami namiętnej kobiety. Lizałem, ssałam, cmokałem, drażniłem, palcowałem… Trwało to dość długo, ale w końcu doczekałem się. Jej orgazm przeszedł moje oczekiwania, nigdy wcześniej nie widziałem takiej reakcji. Dziewczyna znieruchomiała, przestała oddychać, żeby kilka sekund później rzucać się na łóżku, walić głową w poduszkę, jęczeć i stękać. Całe ciało drżało, wyginało się, a mi na ten widok kutas znowu stanął jak kołek w płocie. Niemal rzuciłem się na kobietę, już byłem w drgającej pipce i ruchałem ją bez opamiętania. Trzymałem Emilkę za ręce, żeby czasem nie podrapała mi pleców, ani boków, bo ciągle wiła się pode mną, drżała i wrzeszczała. Mój orgazm przyszedł niemal natychmiast. Znieruchomiałem, zaryczałem i wywaliłem w cipkę kolejną porcję nasienia. Bez sił opadłem obok uspokajającej się kobiety. Leżeliśmy obok siebie, Emilka delikatnie głaskała mego opadającego przyjaciela, spojrzała na mnie.

    – Nie tylko twój drągal jest taki sprawny, jęzor mu nie ustępuje – wysapała.

    – Starałem się… – Widziałam i doceniam! Jesteś super kochankiem, nie pamiętam, kiedy miałam taki orgazm, a w ogóle nie miała w sobie takiego czegoś, to fantastyczne uczucie… – cmoknęła mnie w policzek.

    – Masz dobry kontakt z mamą? Taki przyjacielski?

    – Co? – była zaskoczona mym pytaniem.

    – To, że ona chyba celowo nie przyszła, można powiedzieć, że „wystawiła” nas sobie, spodziewała się chyba, że wylądujemy w łóżku!

    – A wiesz, że też o tym pomyślałam?

    W tej chwili rozległ się dźwięk telefonu w przedpokoju. Emilia wstała, żeby odebrać, nago przeszła przez pokój. Mogłem teraz podziwiać w pełnej krasie zaspokojoną seksualnie, nagą, fantastyczną kobietę. Widok był tak niesamowity, że znowu poczułem napływ krwi do kutasa, który podniósł swą głowicę. Dziewczyna nie rozmawiała długo, kilkanaście sekund później była znowu w łóżku.

    – Mama dzwoniła! A co my tu widzimy? – chwyciła w obie dłonie rosnącego chuja.

    – Mama? Przyjedzie?

    – Nie, pytała, czy wieczór z tobą był… stosunkowo udany! – ciągle masowała drągala, raz po raz zlizując pojawiające się krople śluzu.

    – No to miałem rację, wystawiła nas! – patrzyłem na szczupłe uda, na których zaznaczyła się ścieżka spermy, która wypłynęła z pipki w czasie kiedy Emilka szła do telefonu.

    Pocałowałem dziewczynę w czoło, ułożyłem ją na brzuchu i wcisnąłem się w dupkę. Pompowałem bez pośpiechu, ale mocno, do końca. Prawą rękę wsunąłem pod kształtny biust i objąłem dłonią lewą pierś, druga ręka zawędrowała na pipkę, w którą wsunąłem dwa palce i drażniłem przy okazji łechtaczkę. Opierając się na łokciach i kolanach posuwałem piękną kobietę, która wbrew temu, co sama mówiła szybciej dochodziła na szczyt w czasie penetracji, niż przy minecie. Miała dwa orgazmy, które dzielnie, aczkolwiek z problemem wytrzymałem, przy trzecim już nie hamowałem się, znowu wywaliłem sporą porcję spermy. Zmęczeni, przytulając się do siebie usnęliśmy w kilka minut. Obudził mnie jakiś ruch w pokoju, otworzyłem oczy. Łóżko było puste, przez otwarte drzwi zobaczyłem nagą Emilkę krzątającą się w kuchni. Nie ubierając na siebie niczego podszedłem do kobiety.

    – Nie możesz spać? – objąłem ją od tyłu.

    – Mogę, ale nie jadłeś kolacji, więc pomyślałam…

    – Daj spokój, kolacja o północy? To samobójstwo – roześmiałem się.

    – Ale… – znowu telefon.

    Po kilku słowach do słuchawki Emilka wpadła do kuchni jak burza.

    – Ubieraj się i wychodź, szybko! – niemal krzyczała, w oczach miała przestrach

    – Co się stało? Coś ci grozi? A może masz męża, który właśnie wrócił?- postawiłem się w roli obrońcy.

    – Tak! Nie, nie mam męża! Ola wróciła dwa dni wcześniej od ojca, bo ten musiał gdzieś wyjechać na jakiś czas i nudziła się sama w pustym domu! Ubieraj się, szybko, będzie tutaj za kilka minut – sama już była w szlafroku, prędko poprawiała pościel i usunęła kieliszki do zmywarki.

    – Dobrze, że nie miała kasy i dzwoniła z pytaniem, czy mam pieniądze na taksówkę, bo kierowca nie ma terminala do karty.

    Błyskawicznie wskoczyłem w swoje ciuchy, cmoknąłem Emilkę w policzek i prawie wybiegłem z mieszkania. Na klatce schodowej usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych, poszedłem więc piętro wyżej. Po chwili usłyszałem wolne kroki i głośne sapanie; to była rzeczywiście Ola taszcząca swoją walizę. Zdążyłem…

    W domu, leżąc już wygodnie we własnym łóżku, rozpamiętywałem dzisiejszy wieczór. Uśmiechałem się z zadowolenia, bo… miałem komplet! Przecież babcia, córka i wnuczka miały w sobie mojego kutasa! A gdyby tak zaaranżować spotkanie z całą trójką? Nie, chyba by mnie zabiły, gdyby dowiedziały się o sobie… Chociaż…???

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Poczatki seksu – Aldona

    Już w szkole podstawowej zakochał się w Iwonie, dziewczynie rok młodszej, ładnej, szczuplutkiej blondynce. W ogóle, szczupłe blondynki przeważały w jego podbojach! Blond włosy trochę za ramiona spinała wsuwką. Trochę niższa od chłopaka, może nawet chuda, nie szczupła, miała wszystkie cechy nastolatki – szczuplutka buzia, patykowate nogi i ręce, o biuściku raczej nie wiedziała jeszcze, jaki będzie w przyszłości. Chłopakowi to nie przeszkadzało. Wspólne spacery, długie rozmowy, trzymanie się za rękę…

    Szkoła wszelkie święta obchodziła w kinie „Posejdon”, najpierw odbywała się akademia „ku czci”, potem seans filmowy, zwykle film nawiązywał do okoliczności, dla których odbywała się cała impreza. Nie zwracając żadnej uwagi na uśmieszki i szepty kolegów i koleżanek siedzieli zawsze obok siebie, cały czas trzymając się za rękę, ściskając swe dłonie, aż spocone musieli wycierać dyskretnie o spodnie lub sweter, bo siedzenia były bardzo twarde, drewniane, nie miały żadnej tapicerki. Wreszcie pewnego dnia, Jan był wtedy w siódmej klasie, dziewczyna w szóstej; w czasie dużej przerwy pobiegli do domu Iwonki, mieszkała 50 metrów od szkoły i tam stało się…

    Nie było jej młodszego brata, nad wyraz wścibskiego bachora (tak go widział i odbierał jego zachowanie!), więc mieli spokój. Jan nie pamięta, jak to się stało, w każdym razie usiedli na rozłożonym łóżku… Objął ją ramieniem, przytulił i… pierwszy raz odważył się ją pocałować. Był to bardzo nieśmiały pocałunek, dziewiczy, delikatny, subtelny. Ich usta dotykały się, muskały, drżały z podniecenia i rozkoszy… Był to ich pierwszy, ale i nie ostatni pocałunek, były potem następne i następne, ale niewiele bardziej odważne. Dopiero później… Ale nie uprzedzajmy wypadków.

    Ósmą klasę zaczął w innym gronie – aby odciążyć klasy liczebnością dzieciaków – dyrekcja podzieliła uczniów i stworzyła jedną klasę więcej. A tam była Dorota. Też blondynka (jakoś tak się składało, że blondynki były najważniejsze w jego całym życiu, nawet jeśli nie najważniejsze – miały na niego największy wpływ), drobna, szczupła, bardzo ładna. Ale był problem. Tym problemem był jego przyjaciel, kolega, z którym spędzał najlepsze chwile w podstawówce, z którym dzielił wszystkie tajemnice. Obaj zakochali się w Dorocie, obaj bezwzględnie starali się o jej względy. Chyba tamten wygrał ten dziwny wyścig, bo przestała zwracać większą uwagę na naszego bohatera, choć chyba tak do końca nie był jej obojętny. Szkoła podstawowa skończyła się, przyszedł czas na liceum.

    Tu znowu nowe twarze, nowa miłość. Tym razem (blondyneczka, a jakże!) Hania – bo tak miała na imię – od początku nie zwracała na niego uwagi. Pochodzili z różnych środowisk, on z rodziny robotniczej, ona inteligenckiej, jej ojciec był wysoko postawionym oficerem w milicji (tak. tak, wtedy nie było jeszcze policji!); wraz z Hanią przyszli do liceum jej znajomi z podstawówki, wszyscy byli dziećmi lokalnego establishmentu, z Janem przyszła tylko jedna koleżanka z klasy z podstawówki, do tego jeszcze naopowiadała wszystkim niestworzonych rzeczy o jego poprzedniej miłości i po pewnym czasie bardzo długo nazywali go „Kowalik”, od „przerobionego” nazwiska Doroty. Miłość do nieprzystępnej Hani była wielka, dozgonna i w pełni platoniczna. Hanka przelotnie zwracała na niego swą uwagę, zwracała się do swego cichego wielbiciela tylko wtedy, kiedy czegoś od niego potrzebowała. A on? A on był w siódmym niebie, że Haneczka raczyła na niego spojrzeć łaskawszym wzrokiem.

    Trwało by to nie wiadomo jak długo, na szczęście na horyzoncie pojawiła się Aldona. Tutaj ciekawostka. Aldona byłą brunetką, miała czarne włosy, niesforne, kręcone, jej fryzura przypominała jakże modne wtedy na Zachodzie „afro”. Gdzie ją poznał? Nie zgadniecie! Na lekcjach religii! A zaczęło się bardzo dziwnie. Chcecie wiedzieć jak? To posłuchajcie za chwilkę. Bo wcześniej…

    Wcześniej były jeszcze ferie zimowe, miała przyjechać kuzynka, ulubienica Jana rodziców. No i przyjechała. Jola, malutka, uśmiechnięta – a jakże – blondynka! Chłopak pokazał jej ciekawostki w mieście, byli w kinie, w teatrze. Łazęgowali do południa, Jola zachwycała się Rynkiem, katedrą, Jan zachwycał się Jolą. Obserwował ją i podziwiał. Starsza od niego, jak wspominałem niewysoka, bardzo ładna i zgrabna miała super biust (sterczący, jędrny – podpatrzył kiedyś w łazience, kiedy wszedł przypadkowo w czasie, kiedy dziewczyna wchodziła do wanny).

    Jednego pięknego, mroźnego ranka przyjechał do Jana jego serdeczny kolega z liceum i zaniemówił. Od pierwszego spojrzenia Jola spodobała się oniemiałemu chłopakowi. Poszli w trójkę na sanki, wygłupiali się jak dzieciaki, Rysiek coraz bardziej cielęcym wzrokiem wodził za dziewczyną. Naprawdę spodobała się kumplowi do tego stopnia, że jeszcze pół roku po jej wyjeździe dopytywał o nią. Innego dnia przed południem znowu, tym razem we dwoje, polecieli z sankami na górkę. Wariowali jak szczeniaki, jeździli jak opętani, aż małe dzieci zdziwione patrzyły na nich wielkimi oczami. Przemoczeni, zgrzani wracali z radością do domu, wpadli do łazienki, zrzucając z siebie ciuchy. Nagle spostrzegli, że stoją obok siebie prawie nadzy. Jan spuścił wzrok, wyszedł z łazienki. Po chwili Jolka odświeżona weszła do pokoju z ręcznikiem w ręce. Wytarł się, ubrał w suchy dres. Usiedli obok siebie na kanapie, po chwili leżeli zwarci namiętnym pocałunkiem. Zaczął pieścić jej biuścik, ssać i lizać sutki. Ręka powędrowała w kierunku jej krocza. Tarmosił leciutko włoski na łonie, pozwoliła tylko na delikatne głaskanie, nie dała pieścić waginy. Musieli przerwać, lada moment mogli wrócić z pracy jego rodzice. Wtedy pierwszy raz poczuł ten ból, który paraliżował jego ruchy. Bolały go jądra, nie mógł siedzieć, ani chodzić. Poradził się ojca, ten stwierdził, że jutro ma wolne w szkole, a ojciec usprawiedliwi jego nieobecność. Później wiele razy dopadała go ta dolegliwość, ale wiedział, że wystarczy dłuższa chwila w toalecie w odosobnieniu, kilka ruchów ręką i ból po kilku minutach mijał. A teraz jeszcze nie udało mu się dotrzeć do tej wielkiej tajemnicy, kryjącej się między nogami dziewczyn…

    Ale wracamy do Aldony. Nowy rok szkolny, nowe twarze na lekcjach religii, które odbywały się w salce katechetycznej. Wśród kilkunastu dziewczyn ONA. Bardzo ładna czarnulka z burzą czarnych afro loków na głowie, o ciemnych, roziskrzonych oczach i lekko zadartym nosie. Patrzył na nią głupawym wzrokiem, nie słuchał tego, co mówił ksiądz. Była tylko ONA.

    – Czego się gapisz? – pytanie poparła mocno wysuniętym języczkiem.

    – Dawno nie widziałem takiej szopy na głowie – nie pozostał jej dłużny.

    – Patrz na księdza, on jest łysy!

    – Podobasz mi się! – przemógł swą nieśmiałość.

    – Głupek! – jednak Jan zauważył, że dziewczyna zarumieniła się mocno i uciekła wzrokiem w kąt salki.

    Zawróciła mu w głowie. Myślał o niej bardzo często,żałował, że religia jest tylko raz w tygodniu, nie miał pojęcia, gdzie dziewczyna mieszka. Na szczęście, jak to w życiu, pomógł przypadek. Pewnego wieczoru, jak zwykle wyszedł z psem na spacer. Zapalił papierosa, łaził bez sensu tam, gdzie pies go prowadził. Wychodząc zza narożnika bloku wpadł na kogoś, kto szybko zmierzał w przeciwnym kierunku. Ten ktoś odbił się od niego i gdyby nie refleks chłopaka, szybko wyciągnięta ręka i mocny chwyt – mogło dojść do groźnego upadku. To była Aldona. Też spacerowała z psem. Zaczęli rozmawiać, rozbawiła ich sytuacja i przypadkowe, gwałtowne spotkanie. No i zaczęło się.

    Koniecznie muszę tutaj wspomnieć o… oczach. Otóż Jan miał niesamowite oczy, błękitne, piękne, zwracały na siebie uwagę już od czasów, kiedy malutki Janeczek leżał w beciku; zachwycały się nimi głównie panie, jak wiadomo – bardzo czułe na wdzięk „płynący” z oczu… Co tu dużo mówić – Aldonkę też urzekły te oczy…

    Spotykali się codziennie, zawsze wieczorem, wyprowadzając swoje psy na spacer. Po pewnym czasie zaczęli wychodzić razem do kina, na prywatki. Razem spędzili najbliższego Sylwestra u jego kuzyna, chodzili razem na imprezy urodzinowe, czy imieninowe. Kiedy nadeszło lato, kilka razy pojechali nad jezioro popływać. Jan miał okazję zobaczyć niesamowicie kształtne, młode ciało ładnej dziewczyny, na które spoglądali z zazdrością mężczyźni plażujący ze swoimi niekiedy niezbyt kształtnymi kobietami. Chłopak był dumny jak paw, widząc ich wzrok głodny przyjemności oglądania takiego ciała, widząc piorunujące spojrzenia kobiet, które już nie mogły się równać z młodością…

    A było na co popatrzeć. Aldonka miała bardzo zgrabne i ładnie umięśnione nogi, (zgrabne, właśnie umięśnione, wytrenowane nogi były prawie fetyszem Jana, to było pierwsze po pupie, na co zwracał uwagę), zgrabny, leciutko wypukły tyłeczek i może niezbyt duże, ale bardzo jędrne, młode, sterczące piersi, kuszące w małym, ledwo je okrywającym staniku od kostiumu kąpielowego. Byli parą, ale nie w obecnym znaczeniu. Zanim ją pocałował musiało minąć naprawdę kilka miesięcy. Nie było mowy o czymś więcej!

    Czy w tym czasie spotykał się z innymi dziewczynami? O ile wiem, chyba tak! Ale to były spotkania w celu wyjścia do kina, czy na prywatkę, na którą Aldona iść nie mogła. Oczywiście nic z tymi innymi dziewczynami nie było, bo – jak wspomniałem – nawet dobrze do tamtego czasu nie pocałował żadnej dziewczyny.

    Minęło lato, jesień, zima, nadeszła wiosna, potem znowu nadeszło lato. Wyjechał na obóz wędrowny, na którym poznał Gosię… Ale o niej później. Po powrocie z wędrówki w górach, będąc już w domu odświeżył się, przebrał w czyste ciuchy i poszedł do Aldony. Nie było jej w domu, poprosił siostrę, żeby przekazała informację, że będzie późnym popołudniem sam w mieszkaniu, bo staruszkowie z resztą dzieci wyjechali na wczasy. Rozpakował plecak, brudne ciuchy wrzucił do kosza na ciuchy do prania. Rozebrał się, wskoczył jeszcze raz do wanny, wziął szybką, staranną kąpiel, po wypalonym papierosie umył też zęby. Nie znosił zapachu potu; obojętnie – swego, czy obcego, doprowadzało go to do mdłości. Wysuszył ciało szorstkim ręcznikiem, zobaczył na półce pod lustrem super – dezodorant ojca, użył go. Ubrał świeże ciuchy, ogarnął mieszkanie. Wstawił wodę, zrobił sobie herbatę i czekał. Przyszła. Przechodząc przez próg uśmiechała się jakoś inaczej, dziwnie… Przywitali się serdecznie, Aldona objęła go za szyję, przytuliła mocno. Podniosła wzrok i spojrzała Janowi w oczy.

    – Dobrze, że już wróciłeś – wyszeptała.

    – Stęskniłaś się? – objął ją w pasie i położył rękę na pośladku.

    – Bardzo… – przywarła do chłopaka całym ciałem.

    Pocałowała go delikatnie. Oddał pocałunek, poczuł, że jej język wsuwa się do jego ust. Odpowiedział – zaskoczony – tym samym. Wziął dziewczynę na ręce i zaniósł na kanapę. Klęcząc obok na podłodze wpił się w soczyste wargi. Nie wiedział kiedy jego ręka zawędrowała pod bluzkę i stanik. Aldona nie broniła się. Odsłonił piękne, jędrne piersi, zaczął je pieścić ustami. Sutki nabrzmiały, sterczały zachęcająco, więc ssał delikatnie. Poczuł, że dziewczyna rozpina pasek jego spodni, potem rozporek; ciepła, drżąca ręka delikatnie objęła sterczącego już, nabrzmiałego członka, na którego spojrzała wielkimi oczami i zaczęła go pomału masować. Nie pozostał dłużny, wsunął swą dłoń w jeansy, przedtem rozpiął guzik, zamek sam się zsunął. Poczuł pod palcami delikatne, kręcone włosy łonowe, mięciutkie, ciepłe wargi cipki. Rozchylił je i palcami masował mokrą i śliską od wypływającego śluzu łechtaczkę. Dziewczyna westchnęła głęboko, nie otwierała oczu, uśmiechała się uśmiechem rozkoszy i błogości.

    Spróbował wsunąć palec w głąb jej wilgotnej szparki, ale nie pozwoliła, uciekła z biodrami. Nie przestawał więc delikatnie masować łechtaczki, zmieniając tempo… Aldona podniosła głowę, spojrzała Janowi głęboko w oczy i uśmiechnęła się radośnie nie przerywając masowania twardego członka. Ponownie zwarli się w pocałunku, ale nie trwał on długo, Jan poczuł zbliżającą się rozkosz. Znał to uczucie, przecież niejednokrotnie onanizował się aż do wytrysku, ale to, co nadchodziło było wielokrotnie silniejsze. Po kilku chwilach jego ciałem wstrząsnął dreszcz, wytrysnął na podłogę, Aldona odsunęła na bok pulsującego w jej ręce, drgającego penisa. W sekundę później sama zaczęła się trząść, dygotać, z jej gardła wyrwał się dziwny, stłumiony krzyk, zacisnęła mocno uda. Jan miał wrażenie, że jego dłoń ściskana jak w imadle nie wykona już żadnego ruchu, ale jeszcze kilka razy nacisnął palcem na nabrzmiałą łechtaczkę. Aldona wyprężyła się na kanapie, jęknęła głośno kilka razy, głęboko oddychała, zachrypiała jeszcze raz i zamilkła. Zobaczył w jej kroczu rosnącą plamę na spodniach, słuchał przyspieszonego oddechu, patrzył na twarz rozpromienioną rozkoszą…

    Po tym wydarzeniu ich wzajemny stosunek do siebie bardzo się zmienił. Wiedzieli, że zrobili duży krok do przodu w swej edukacji seksualnej, że przekroczyli jakąś granicę, do której wcześniej nawet nie zbliżyli się. Żadne z nich nie umiało powiedzieć, dlaczego tak się stało; czy teraz są bardziej dojrzali, czy intymne spotkanie zbliżyło ich do siebie jeszcze bardziej, czy może oddaliło… Jan zauważył, że Aldona coraz częściej zerka na jego rozporek, on ze zdziwieniem stwierdził, że chyba biust jej troszeczkę urósł, a dziewczyna nie zakrywa go już tak szczelnie. Kilka dni po namiętnych chwilach w mieszkaniu Jana, wybrali się na spacer do pobliskiego parku. Właściwie to był kilkuhektarowy lasek, ale dziwnym trafem ocalał przed wycinką i okoliczni mieszkańcy mieli gdzie spacerować. Usiedli na polance, zapalili po papierosie, po chwili poszli dalej. Wędrowali sobie niespiesznie wśród pięknych, starych drzew, objęci; co kawałek zatrzymywali się, żeby przypomnieć sobie i utrwalić smak swych ust. Tak dotarli w najdalsze zakamarki parku. Aldona popatrzyła na Jana.

    – Wiesz co? Żałuję jednej rzeczy…

    – Jakiej? – zatrzymał się pod rozłożystym dębem.

    – Że nie poznałam twego smaku, tam, wtedy, u ciebie…

    – Smaku? – nie ukrywał zdziwienia.

    – Tak, smaku – popchnęła go lekko, aż oparł się o pień drzewa – muszę to nadrobić.

    Dziewczyna ujęła twarz Jana w dłonie i namiętnie pocałowała. Po chwili ręka sympatii zawędrowała do jego rozporka i zniknęła w nim. Chłopak oniemiał, nie spodziewał się absolutnie, że jego Aldonę stać na coś takiego, poczuł, jak ostrożnie masuje powstającego penisa. Wydobyła go na światło dzienne nie przestając przesuwać dłoni po jego całej, okazałej już długości. Osunęła się na kolana, popatrzyła na pulsujący przed oczami organ.

    – Duży, hmmm, nawet bardzo duży i jeszcze chyba rośnie, ale teraz widzę go dokładnie… – dotknęła palcem kropli śluzu na czubeczku, cofnęła rękę, cieniutka nitka cały czas łączyła jej palec z kutasem.

    Rozchyliła usta i objęła nimi błyszczącą głowicę. Nie do końca wiedziała, jak to się robi, to był w ogóle pierwszy penis, jakiego widziała na żywo z bliska, pierwszy trzymany w dłoni, a co dopiero w buzi, ale zdała się na instynkt i poruszając głową to nasuwała się pomału na pałę, to z niej zsuwała. Próbowała wsadzić go do gardła najgłębiej jak się dało, ale szybko dławiła się i krztusiła; był za duży. To, co robiła musiało się podobać Janowi, bo po kilku sekundach usłyszała jego pojękiwanie. Spojrzała w górę. Chłopak oparty o drzewo miał zamknięte oczy, dyszał głośno, postękiwał. Położył rękę na głowie Aldony, plątał palce w jej afro fryzurze. Po krótkiej chwili czuł, że dochodzi. Chwycił obiema rękami ruszającą się na kutasie głowę, przytrzymał mocno i zaczął ją gwałcić w usta. Dziewczyna krztusiła się, próbowała uwolnić z uścisku, ale bezskutecznie. Patrzyła błagalnie na niego, ale nie widział jej spojrzenia, miał nadal zamknięte oczy. Zaczął drżeć cały, potem ryknął głośno, wystrzelił spermą w gardło laseczki i osunął się na kolana obok niej. Otworzył oczy, wzrok miał zamglony, jakiś nieobecny. Aldona ciągle trzymała go za opadającego już kutasa obserwując, jak maleje.

    – Chyba zwariowałam – wyszeptała – nigdy nikomu tego nie robiłam wcześniej, nawet mi to przez myśl nie przeszło! A ty byś mnie udusił, nie miałam czym oddychać, tak się wciskałeś, już chciałam cię ugryźć.

    – Przepraszam, ale na chwilę przestałem panować nad sobą, to było takie fantastycznie niesamowite i… niespodziewane! – wyjął chusteczkę z kieszeni – proszę, wytrzyj się, masz masę spermy na buzi.

    – Dobrze, że zdążyłam się odchylić, bo inaczej chyba nago musiała bym wracać, tyle tego wylałeś z siebie. Gdzie to wszystko pomieściłeś?

    – Tutaj, zobacz – wstał, przed dziewczyną bujały się jego jądra.

    – Fajnie wiszą – pogłaskała woreczek po penisem – byłeś słodki! Teraz przynajmniej wiem, jak smakuje facet.

    – Nie mam pojęcia o swoim smaku, bo też nikomu laski nie robiłem, a sam siebie nie próbowałem.

    – Dziewczyny w budzie opowiadają, jakich to miały chłopaków, co z nimi robiły, ale chyba chwaliły się tylko, choć niektóre kłóciły się, bo jedna twierdziła, że sperma jest słodka, inne, że słona, czy kwaśna. Teraz wiem, że twoja jest słodka.

    – Hmm, pewnie jest, skoro tak mówisz. Ale wiesz, że mam u ciebie dług?

    – Dług? Przecież nic nie pożyczałeś ode mnie!

    – W sensie materialnym – nie. Ale nie poznałem jeszcze, jak TY smakujesz, jak smakuje twoja pipka!

    – Przecież wtedy, w domu…

    – To była ręka, a tam nie mam możliwości czucia smaku – przerwał dziewczynie – chcę cię wylizać, chcę dokładnie poznać twoją cipeczkę!

    – Będzie problem, bo kończy mi się okres, poza tym nikt mnie tam nie widział… Wstydzę się trochę, nie wiem, co mam ci odpowiedzieć… – Nie musisz się mnie wstydzić, poznałaś mnie już… dogłębnie! Teraz moja kolej.

    Wracali objęci do domu, Jan cały czas czuł przyjemne mrowienie między nogami. Przed blokiem Aldony cmoknęli się w policzek i umówili na kolejny spacer. Zanim jednak do niego doszło wydarzyło się to, o czym Jan marzył. Dziewczyna niespodziewanie zadzwoniła pewnego ranka, akurat był w wannie, wyskoczył mokry, zdążył odebrać. Prosiła, żeby jak najszybciej przyszedł do niej, ma bowiem ważną sprawę, nie powiedziała jednak, jaką. Jan ubrał się błyskawicznie i po kilku minutach dzwonił do drzwi mieszkania Aldony. Otworzyła, a on oniemiał. Aldonka stała przed nim ubrana tylko w szlafrok, rozchylające się poły ledwo okrywały jej młode, zgrabne ciało. Jan patrzył na dziewczynę z otwartymi ustami, stał nieruchomo w drzwiach, aż gestem zachęciła go do wejścia do środka.

    – Dalej, wchodź, jeszcze mnie któryś z sąsiadów zobaczy w tym stroju. – przytuliła się do chłopaka, poczuł od niej zapach… alkoholu!

    – A ty co? Od rana piłaś? – nie udawał zaskoczenia.

    – Tak, wypiłam dwa kieliszki wina, żeby mieć więcej odwagi – zarumieniła się.

    – Widzę, że zrobiłaś się bardzo odważna, – odsunął ją na długość ramion – ale bardzo mi się to podoba!

    – Ja się prawie rozebrałam, a ty?

    – Przepraszam, czy ty chcesz się kochać? – spytał niepewnie Jan.

    – Nie, chcę się z tobą pieścić, ale nie możemy tak… normalnie się kochać, nie chcę, jeszcze nie teraz…

    – OK, ładnie pachniesz – znowu się przytulili – i jesteś taka cieplutka…

    – Dopiero co wzięłam gorącą kąpiel – zwarli się w pocałunku.

    Przeszli do pokoju dziewczyny, siedli na kanapie. Jan odsłonił falujący w szybkim oddechu biust Aldony, zaczął pieścić sutki, które stwardniały i urosły odrobinkę pod wpływem dotyku jego języka. Zsunął twarz niżej, na brzuch, za chwilkę był już przy wzgórku łonowym. Popatrzył na ładnie podgolone kędziorki; kiedy kilka dni temu zawędrowała tam jego dłoń, było ich znacznie więcej. Popchnął dziewczynę, żeby położyła się wygodnie; rozchylił jaj nogi. Początkowo stawiała mały opór, ale zaraz sama rozchyliła je jeszcze bardziej, lekko podniosła biodra. Jan już nie czekał, popatrzył na lekko pomarszczone płatki różowiutkiej pipki, polizał delikatnie łechtaczkę, zanurzył język w ciepłej szparce.

    Aldona westchnęła głęboko, zaczęła jeszcze szybciej oddychać, dłonie zanurzyła w długich włosach Jana. Ten przyspieszył, jego język drażnił, lizał z zapałem, spijał prawie słodkie soki wypływające z drażnionej pipki. Dziewczyna pachniała swą kobiecością, zapach mieszał się z wonią dobrego mydełka i jakichś innych wonności, którymi musiała posmarować krocze. Próbował wsunąć palec w drżącą szparkę, ale Aldona cofnęła biodra i przytrzymała wędrującą do norki rękę. Nie próbował więcej, tym bardziej, że ujęła nogi pod kolanami i przyciągnęła je do siebie, przez co biodra jeszcze uniosły się nieco przed twarzą chłopaka, który miał teraz doskonały widok na pipkę i kakaowe oczko. Nie zastanawiał się długo, wylizał i tę drugą dziurkę, w nią też spróbował wsunąć palec; tym razem skutecznie, nie zareagowała niechęcią, wręcz przeciwnie, z głębokim westchnieniem podniosła biodra jeszcze wyżej. Drażniąc językiem cipkę wciskał rytmicznie palec w pupę i obserwował z zadowoleniem wzrastające podniecenie brandzlowanej panny. Sam też masował swego sterczącego już kutasa, który wychylił się ze slipów. Zdziwił się, kiedy Aldona odepchnęła go nagle od siebie i usiadła patrząc na jego przyrodzenie.

    – Co jest? Nie podoba się tobie moje działanie? Coś robię nie tak? Masz taką fajną, słodką pipeczkę i rewelacyjnie ciasną pupę, że nie przestanę, aż dojdziesz do super orgazmu!

    – Chcę tego, bardzo, ale ja leżę, a ty zajmujesz się mną i sobą, a przecież też chcę cię zadowolić.

    – To miało być tylko dla ciebie, przecież…

    – Jeśli tylko dla mnie to chcę cię też wylizać i wyssać – przerwała – kładź się obok mnie, ale najpierw się rozbierz.

    Kiedy ściągał z siebie koszulę i spodnie, jego penis tkwił cały czas w ustach dziewczyny wykorzystującej chwilkę, kiedy sterczał przed jej oczami. Będąc już nago objął Aldonę, odwrócił się twarzą do jej krocza, wystawiając na wprost jej ust swego rumaka, wsparł się na kolanach i łokciach, zaczął znowu lizać pizdeczkę i masować palcem odbyt rozpalonej dziewczyny. Nie musiała podnosić głowy, jego penis był na tyle duży, że mogła go obrabiać bez problemu leżąc na poduszce. Bała się, że może się zakrztusić w czasie jego wytrysku, że nie zdąży odsunąć twardego penisa na bok, ale teraz nie zwalniała tempa dłoni i ust. Jan coraz szybciej pracował nad pipką, spróbował wsunąć drugi palec w pupę i też nie spotkał się z protestem. Podniecenie dziewczyny rosło błyskawicznie, sama zaczęła rytmicznie podrygiwać biodrami, sapała i jęczała, na szczęście wszystko tłumił wielki organ tkwiący w buzi. Doszła, zaczęła rzucać się na boki, podrzucać całym ciałem, w końcu uwolniła się od kneblującego ją kutasa, głośne jęki i wrzaski Jan musiał przerwać nakrywając twarz kobiety poduszką, którą szybko wyciągnął spod jej głowy. Kilkanaście sekund później uspokoiła się, tylko skurcze brzucha wskazywały, co przeżyła przed chwilą.

    – Ale miałam odlot, to był niesamowity orgazm – wyszeptała – i jeszcze ten palec w pupie, to było rewelacyjne uczucie.

    – Nawet dwa paluchy, nie czułaś? – Jan uśmiechnął się czule.

    – Dwa? Nie, myślałam, że cały czas jeden…

    – Wiesz co – przerwał jej – może spróbujemy coś innego?

    – Co chcesz próbować? – w jej głosie słychać było ton podejrzenia – mówiłam, że nie będzie żadnego innego bzykania.

    – Wiem, chcesz być dziewicą do ślubu, już to kilka razy mówiłaś. Ale skoro sprawiły tobie przyjemną rozkosz dwa palce w pupie, to może zwiększymy dawkę tej przyjemności i wsadzę tam swego kolegę?

    – Cooo??? Chcesz mnie zerżnąć w pupę? Zwariowałeś!

    – Może nie do końca zaraz zerżnąć, ale spróbować możemy, prawda?

    Długo patrzyła Janowi w oczy, w końcu uśmiechnęła się.

    – Spróbować możemy, ale kiedy powiem, że mam dość, to ma być dość, rozumiesz?

    – Co mam nie rozumieć, wiesz, że bym ciebie nigdy w życiu nie skrzywdził – niemal wykrzyczał z radości.

    Aldona odwróciła się na brzuch, podniosła biodra, w końcu klęczała tyłem do chłopaka, opierając się na rękach; spoglądała za siebie. Jan mocno nawilżył ciemną dziurkę, splunął na kutasa i pomalutku zaczął wciskać go w pupę. Patrzył, jak głowica wsuwa się między rozchylone pośladki, ale w pewnym momencie poczuł silny opór. Nacisnął mocniej, pchnął prawie, i jego żołądź zniknęła w ciasnej dziurce. Aldona wrzasnęła, odskoczyła do przodu, penis kołysał się między nogami trochę wystraszonego chłopaka.

    – Coś tam wpychał, wlazłeś tam cały? – z oczu dziewczyny sypały się iskry – wiesz, jak mnie zabolało? Zgłupiałeś zupełnie.

    – Przepraszam, nie cały, tylko mój łepek sam wskoczył w ciebie.

    – Łepek? Przecież masz chuja jak koń, z wielkim łbem, który ledwo mieszczę w ustach, a ty nazywasz to łepek? – wściekła nie zważała na słownictwo – chciałeś mnie wyruchać w dupę, ale na szczęście nie udało się. Przecież byś mnie rozerwał, człowieku!

    – Jeszcze raz przepraszam – Jan patrzył na dziurkę w pupie, która była dużo większa, niż przed pierwszą próbą seksu analnego – ale ona chyba chce tego, bo ciągle jest chętna, żeby mnie wpuścić!

    – Co ty opowiadasz? – Aldona wsunęła dłoń między nogi, wsadziła palec w pupę – hmm, masz rację, jest dziwnie duża!

    – No to…. Może… – uśmiechał się przymilnie – Może spróbujemy jeszcze raz?

    – Głupek jesteś – jeszcze była bardzo zła, ale mijało już najgorsze. – Nic z tego nie będzie

    – Ale jeszcze nie skończyłem, już mnie jajka bolą, musisz mi jakoś ulżyć.

    – Mogę zrobić to buzią – mówić to, nachyliła się do jego penisa. Zaczęła go ssać, lizać, ale też sprawdzała ręką swoją pupę. Posuwała głową na sterczącym do granic możliwości kutasie, mocno pchnęła Jana, żeby ten położył się, sama klęczała nad nim z pochyloną głową. W pewnym momencie przerwała swą działalność, poderwała się na równe nogi, okraczyła leżącego chłopaka i… z głośnym wrzaskiem nabiła się dupką na twardą dzidę.

    Znieruchomiała zupełnie, przez chwilkę przestała oddychać. Pomalutku ruszyła biodrami, patrząc w oczy oniemiałego z wrażenia Jana. Ten wpatrywał się w Aldonę, to patrzył na jej wykrzywioną grymasem bólu i rozkoszy twarz, to spoglądał na jej cipkę, za którą w pupie tkwił jego sztywny kumpel. Dziewczyna oparła dłonie na piersi chłopaka, podnosiła się i opadała powolutku, znowu się podniosła, opadła i tak coraz szybciej. Na ślicznej buzi zaczęła rysować się narastająca rozkosz, wypierająca wrażenie bólu. Po kilkunastu sekundach znowu siedziała na Janie wyprostowana, podniosła ręce, chwyciła swe bujne, czarne włosy i falując biodrami coraz szybciej doprowadziła oboje do niesamowitego orgazmu. Opadła na ukochanego, ten czule i mocno objął ją ramionami, przytulił do siebie, dyszał, sapał i krzyczał w jej ucho, sam odbierając podobne doznania, wystrzeliwał w ciasną dupkę kolejne porcje nasienia… Znieruchomieli, leżeli bez oddechu kilka długich chwil, patrząc sobie w oczy. Jan sięgnął po papierosy, zapalili. Pierwsza odezwała się Aldona.

    – Ale ty jesteś wariat! Masz tak głupie pomysły, że szok!

    – Ja mam głupie pomysły? – wyszeptał.

    – A kto wykombinował to , co teraz było?

    – Jak to, kto! Ty! Miałaś grzecznie zrobić lodzika i to wszystko, a tu nagle nadziewasz się na mnie jak szaszłyk, podskakujesz i doprowadzasz mnie do takiego stanu, że myślałem, że zabraknie we mnie wody i wszystkich płynów, tyle ze mnie wypompowałaś. Zobacz pościel!

    – O matko! Szybko, wstawaj, za pół godziny starzy będą w domu, musimy to sprzątnąć.

    Zgasili papierosy, ubrali się błyskawicznie, Aldona zdjęła z kanapy prześcieradło prawie całe mokre od ich soków i spermy.

    – A to co? – Jan wskazał delikatną ceratkę leżącą pod prześcieradłem.

    – Cerata. Pamiętam, ile wylałeś z siebie wtedy, w parku, więc zabezpieczyłam się, choć nie przypuszczałam, że tak się to skończy. Wiesz… Tak mnie podniecało to wszystko, co robiliśmy, że nie mogłam się opanować, żeby na tobie nie usiąść. Wiedziałam, że pewnie będzie bolało, nie myślałam nawet, że aż tak, ale było warto, w życiu nie miałam takiego orgazmu, choć niekiedy próbuję się sama zadowolić, szczególnie często to robiłam od twego powrotu. Ale to, co było dzisiaj, to jakiś kosmos! Inaczej nie mogę tego nazwać. A ja jestem przecież taką, porządną, cnotliwą dziewczyną z dobrego domu – roześmiała się, całując chłopaka w policzek.

    – Starałem się, ale wcześniej mnie zaskoczyłaś. I tym telefonem i strojem na dzień dobry. No i to wino…

    – Wina nie wypiłam dużo, ale musiałam, żeby się ośmielić. No, jazda, prześcieradło do pralki, i włącz ją, jest już pełna.

    Po kilku minutach Jan na miękkich nogach wracał do siebie, do domu, gdzie rozpamiętywał każdą sekundę z Aldonką. Spotkali się jeszcze kilka razy, ale już nie podejmowali nawet prób jakiegoś zbliżenia, jakby obawiali się, że zajdą za daleko. Do tego zaczął się rok szkolny, mieli coraz mniej czasu dla siebie… Niby wszystko było ok, ale coś jednak pękło po kilku miesiącach… Rozstali się.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Komentujcie, proszę

  • Ania…

     Poznał przyszłą żonę. Jak zwykle w jego życiu – sprawił to przypadek. Byli z sobą dłuższy czas, skończył średnią szkołę, poszedł na studia i ciągle byli razem. Pewnego dnia odprowadzając swą dziewczynę do domu usłyszał od niej:

    – Nie będziemy już więcej ze sobą chodzić, zrywam z tobą…

    Gdyby walnęła go pałką w czaszkę – nie odczuł by tego tak, jak tych kilka słów… Świat fiknął kozła, pociemniało mu w oczach. Zamurowało chłopaka, nie wiedział co powiedzieć, spuścił głowę i odszedł jak zbity pies… Dokąd? Nie ważne, szedł przed siebie, byle iść.. Długo trwało, nim uporządkował sobie wszystko w głowie, nim doszedł z wszystkim do jakiegoś ładu. Ale kiedy już doszedł – dopiero wtedy zaczęło się!

    Akademiki, imprezy, papierosy, wóda i piwsko. Podrywanie dziewczyn, flirtowanie i… nic więcej. Aż do pewnego dnia, kiedy pojechał po zakończeniu roku akademickiego (o dziwo – wszystko zdał i zaliczył w sesji!), z przyjacielem z roku do jego miasta rodzinnego. Poszli na dancing, a tam poznał bardzo interesującą Izę, o której w innej opowieści.

    Wrócił do siebie, były wakacje, masa czasu do dyspozycji. Pracował bardzo ciężko trzy tygodnie na budowie; po kilkanaście godzin na dobę. Zarobił dużo pieniędzy, więcej, niż jego ojciec i matka razem przez miesiąc, był więc finansowo niezależny, przynajmniej na jakiś czas. Dawny kolega z liceum poznał Jana ze swoją kuzynką, Anią.

    Ania to dorodna dziewczyna, wysoka, postawna, ze sterczącym, kształtnym biustem i tak jak niemal wszystkie dziewczyny do tej pory, zapatrzyła się w niesamowite oczy Jana… Poznawali się na randkach, spacerach, czy wyjściach do kina, zbliżali się do siebie coraz bardziej. Wreszcie nadszedł ten dzień. Impreza u Ani. Zaproszonych wiele osób, mieszane towarzystwo, raczej studenckie. Jan czuł się jak gwiazda wieczoru, dziewczyny patrzyły z zachwytem na przystojnego chłopaka, a Ania próbowała w jakiś sposób izolować go od potencjalnych adoratorek. Zajęła się chłopakiem, zaczęła go dopieszczać kulinarnie; a to podsunęła sałatkę, którą sama robiła, a to własnoręcznie wykonane zraziki, a to mielone z pieczarkami. Potem tańce. Nie odrywała się od Jana, przy wolnych kawałkach (kiedyś nazywane były z wiadomych powodów „pościelówkami”) tuliła się do chłopaka, całowała delikatnie w szyję, za uchem. Nie był gorszy. W tańcu poznawał kształty jej ciała, zagłębiał niektóre zakamarki, zauważył, że zdjęła stanik i czuł jej jędrny biust. Próbowali znaleźć jakiś dyskretny kącik dla siebie, ale nie było takiej możliwości. Pozostała tylko łazienka.

    Wpadli do niej złączeni pocałunkiem, nie zapalali światła. Jan zdążył zablokować zamek drzwi, posadził Anię na brzegu wanny, przedtem zsunął jej jeansy i figi, rzucił je w kąt. Nie pozostała dłużna. Siedząc na wannie rozpięła spodnie stojącego chłopaka, wyciągnęła ze slipów członka, który już sterczał jak maszt na żaglowcu. Ania nie miała dużego doświadczenia z chłopakami, ale poznała bliżej kilku, poza tym widziała przecież swoich trzech starszych braci. Takiego jednak organu nie miał żaden z nich. Teraz chwyciła w dłoń, pomasowała chwilkę i pocałowała czubek penisa. Zsunęła napletek i wzięła głowicę w usta, choć nie było to takie łatwe. Dławiąc się wsadziła wielką część z całości do buzi i ściskała językiem przygryzając delikatnie zębami. Zaczęła naśladować ruchy frykcyjne, przesuwając głowę na jego członku. Przerwała na chwilę, rozsunęła nogi. Jan opadł na kolana, zlizał ściekające z waginy soki, przywarł do łona. Dość długie, ale delikatne włoski łonowe łaskotały w nos i wchodziły między zęby, ale poradził sobie z tym niewielkim problemem; już wtedy pomyślał o ogoleniu swojego zarostu na kutasie i jajkach. Wsuwał język w gorącą szparę, lizał i ssał łechtaczkę. Słyszał głośne jęki rozkoszy, co tylko spowodowało, że przyspieszał. Po chwili stłumiony krzyk nie dotarł do niego, bo Ania zacisnęła uda na jego głowie, wiedział, co się dzieje, bo ciało dziewczyny zaczęło nagle drgać i wyginać się, wstrząsały nią silne spazmy rozkoszy. Po sekundzie już znowu miała w ustach jego kutasa i ssała go masując zawzięcie. Poczuł, że świat zaczyna kołować, usuwać się spod jego stóp. Wytrysk był potężny, sperma wyciekała dziewczynie z kącików ust, nie połykała nasienia. Wypluła wszystko do wanny, wytarła usta, zdążyła założyć figi i spodnie, gdy… rozległo się pukanie do drzwi łazienki i zabrzmiał głos ojca Ani:

    – Jest tam ktoś?

    – Tak, tato, to my, ktoś nam zgasił światło i zablokował drzwi. – w kilkanaście sekund byli już kompletnie ubrani.

    – Jak to – „my”? – ojciec dziewczyny patrzył na nich zaskoczony obecnością córki i jakiegoś chłopaka w ciemnej łazience , ale nic niestosownego nie zauważył.

    – No my, pokazywałam koledze twój nowy pomysł odprowadzania ścieków, a ktoś dla kawału nas tu zamknął.

    – Tak, Ania mówi prawdę – Jan patrzył zaskoczonemu mężczyźnie w oczy – jakiś skończony idiota nas zablokował od zewnątrz i zgasił światło. Ale pański pomysł jest rewelacyjny! – pochwalił, choć nie miał bladego pojęcia, o czym rozmawiają.

    – Podoba się panu? To dobrze, bo jakoś nie miałem jeszcze okazji pokazać tego patentu komuś z zewnątrz – ojciec Ani był tak zachwycony pozytywną opinią jego pomysłu racjonalizatorskiego, że nie zauważył wypieków i rumieńców na ich twarzach. Gdyby popatrzył w krocze ukochanej córeczki, niechybnie dojrzał by na jej spodniach powiększającą się plamę…

    – Powinien pan to rzeczywiście opatentować – mówiąc te słowa Jan czuł, że jego penis zaczyna znowu mieścić się w slipkach – to naprawdę świetne rozwiązanie – dodał.

    – Dobrze, dobrze, wracajcie do swego towarzystwa, my jedziemy dalej, wpadliśmy na chwilkę, będziemy rano. Bawcie się dobrze.

    – Państwu też życzę miłej zabawy! – westchnął z ulgą chłopak.

    Wrócili do pokoju, gdzie trwała impreza. Ania pociągnęła go na sofę, wsunęła rękę w spodnie i bawiła się rosnącym penisem. Jan nie pozostawał dłużny. Jego palce penetrowały ciasną pipkę, ale tylko do pewnej głębokości, bo zaciskała uda. Po chwili nachyliła się nad nim i znowu wyssała do ostatniej kropli, wypluwając wszystko do stojącej obok dużej doniczki z jakimś kwiatem. Doprowadzali się do orgazmów jeszcze klika razy tej nocy, aż wyczerpani usnęli obejmując się cały czas.

    Ania była jedyną córką, miała trzech starszych braci, więc była oczkiem w głowie bardzo zamożnego tatusia. Ten pozwalał jej na wszystko, spełniał niemal wszystkie zachcianki córki – jedynaczki. Miała swój samochód (!), była więc częstym gościem w akademiku. Po pewnym czasie nagle zaczęła być w stosunku do Jana bardzo zaborcza. Jan często musiał tłumaczyć się z każdego samodzielnego i samotnego kroku, z każdej nieobecności w akademiku w czasie, kiedy ona przyjechała. Do tego zaczęła mieć pretensje o jego palenie; choć sama popalała – u Jana przeszkadzał dziewczynie zapach tytoniu. Zaczęła być uciążliwa. Co z tego, że miała masę kasy, fundowała kino, teatr, imprezy, kiedy on nie miał nic do powiedzenia. W pewnym momencie stwierdził, że ma tego dość, że jego wolność i swoboda zostały poważnie ograniczone. Postanowił skończyć z Anią, tylko nie bardzo wiedział, jak to zrobić delikatnie, żeby nie wypadło to źle – wtedy jeszcze dbał o to, żeby rzucone kobiety nie miały do niego żalu. Na szczęście los czuwał nad Janem. Kolejna wizyta Ani została „zaanonsowana” z portierni. Nie mógł pójść, nie mógł się jej pokazać, nie chciał. Przypadkowo przechodził korytarzem kolega.

    – Janusz, idź, proszę, na portiernię, powiedz, że mam zajęcia, dyżur, umarłem – nie ważne co, tylko żebyś mnie jakoś nie wsypał. – wiedział, że Janusz „ma gadane”, że umie bajerować, może z Anią też się uda?

    – Ok, ale kto to?

    – Fajna laska, ale ja już z nią skończyłem.

    – Dobra, zobaczę, co się da zrobić.

    Po kilkunastu minutach Janusz przybiegł do jego pokoju, rozpromieniony i radosny.

    – Co jest? – Jan zdziwiony patrzył na kumpla.

    – Naprawdę skończyłeś z nią? – spytał Janusz z nadzieją w głosie.

    – Tak, bo co?

    – To znaczy, że nie będziesz miał pretensji, jeśli się z nią umówię?

    – A umawiaj się, chłopie, umawiaj! Ja do niej nic już nie mam.

    – Super, masz u mnie flaszkę. – radośnie obiecał Janusz

    – OK, trzymam cię za słowo.

    No i okazało się, że Januszek jednak ją usidlił, mało tego – zostali małżeństwem! Ale nie zaprosili go na ślub… Może to i dobrze?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Czkam na Wasze komentarze!